 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 18-03-2016 22:55 | idefiks (158 punktów) | niewdzięczność potomka?
2 na 2 | Taki może nieco wydumany i prymitywny przykład, no ale niech tam...
W mocno zanieczyszczonej aglomeracji miejskiej (Kraków, Pekin etc.) dwoje ludzi postanawia mieć ze sobą potomstwo. Potomstwo się rodzi, wzrasta w tym zanieczyszczonym środowisku, a więc oddycha całe swoje życie toksycznym powietrzem, pyłami PM10 i innymi świństwami, przechodzi niezliczoną ilość infekcji górnych dróg oddechowych, migdałki trzeba wychlastać, co chwila przyjmuje antybiotyki i tak dalej. W wieku, powiedzmy, 30 lat potomstwo zapada na nowotwór płuc i po kilku latach nieudanego leczenia chemią, na łożu śmierci "wygarnia" swoim rodzicom, że tak naprawdę to oni są winni tej jego agonii, bo po pierwsze wcale nie musieli go sprowadzać na ten świat, a skoro już go sprowadzili, to powinni mu zapewnić godziwe warunki do życia zamiast skazywać na oddychanie toksycznym i rakotwórczym smrodem.
Czy rodzice powinni takie dziecko uznać za niewdzięcznika, czy raczej powinni z pokorą przyznać mu rację, że ponoszą winę za los, jaki mu zgotowali? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Marcin Ruthemann (79 punktów) | >Czy rodzice powinni takie dziecko uznać za niewdzięcznika, czy raczej powinni z pokorą przyznać mu >rację, że ponoszą winę za los, jaki mu zgotowali?
To skrócenie czasu życia mocno wydumane jest, to raz. Dwa, jeśli był świadomy zagrożenia, a pewnie był, to mógł znacznie wcześniej wyjechać z zagrażającego życiu środowiska. Jeśli zaś nie wiedział, ani rodzice nie wiedzieli, to chyba wszelkie pretensje są nie na miejscu? Obie strony działały z najlepszymi intencjami.
|
|
| Vancalar (1804 punktów) | Cytat:>Taki może nieco wydumany i prymitywny przykład, no ale niech tam... No cóż, gdybym był tegoż potomstwa rodzicem, zapytałbym... Czy całe jego życie to taki "smród" ??? Czy wolałoby nie żyć wcale, czy mieć możliwość żyć mimo "smrodu" ? Coś mi się zdaje, że każde "dziecko" odpowiedziałoby inaczej... To lepiej mieć te dzieci, czy nie ??? Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
 | 1 na 1 | idefiks (158 punktów) | > No cóż, gdybym był tegoż potomstwa rodzicem, zapytałbym...> Czy całe jego życie to taki "smród" ???> Czy wolałoby nie żyć wcale, czy mieć możliwość żyć mimo "smrodu" ?> Coś mi się zdaje, że każde "dziecko" odpowiedziałoby inaczej...> To lepiej mieć te dzieci, czy nie ???Ja bym nawet poszedł dalej i zapytał "Po co mieć dzieci - narażając je tym samym na wszelkie "atrakcje" współczesnego świata?"...  Czy ktoś z Was spłodziłby swoje potomstwo, gdyby wiedział, że dziecko zostanie zamordowane albo umrze na jakąś nieuleczalną chorobę? Lub urodzi się niepełnosprawne? A gdyby prawdopodobieństwo zajścia tych zdarzeń było znane? Pierwotną przyczyną istnienia każdego dziecka są jego rodzice - jakby na to nie patrzeć.
|
|
|  | 1 na 1 | Fiedia (1636 punktów) | > Ja bym nawet poszedł dalej i zapytał "Po co mieć dzieci - narażając je tym samym na wszelkie "atrakcje" współczesnego świata?"...  Patrząc na niektórych ludzi sam się zastanawiam po co im dzieci. Chyba ot tak z nakazu tradycji albo coby się familia nie czepiała. > Pierwotną przyczyną istnienia każdego dziecka są jego rodzice - jakby na to nie patrzeć.Życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową 
Pierwsza rewolta winna być rewoltą przeciwko tyranii teologii, przeciw widmu boga. Dopóki mamy pana w niebiosach, dopóty będziemy niewolnikami. Michaił Bakunin.
|
|
oregani (375 punktów) (zablokowany) | Wiesz, mogli żyć w średniowiecznym Krakowie i wyłapać kilka bakterii, nie było chemii, więc na przykład bakterie i grzyby mogły się rozwijać jak "starych dobrych czasach", czyli jak dzień wcześniej. Masz jakieś pytania?
|
|
 | 1 na 1 | idefiks (158 punktów) | > Wiesz, mogli żyć w średniowiecznym Krakowie i wyłapać kilka bakterii, nie było chemii, więc na przykład bakterie i grzyby mogły się rozwijać jak "starych dobrych czasach", czyli jak dzień wcześniej. Masz jakieś pytania?  Ale teraz jest chemia a współcześni ludzie, w przeciwieństwie do naszych przodków - zdają sobie doskonale sprawę z tego, że żyją w zanieczyszczonym środowisku, które może prowadzić do różnych chorób - także śmiertelnych.  Czyli płodząc potomstwo godzimy się niejako na to, że ktoś może je zgwałcić, obciąć mu głowę, że może ono zachorować na nieuleczalną chorobę która spowoduje śmierć w męczarniach i tak dalej. Czy to jest odpowiedzialne, skoro jesteśmy świadomi tych wszystkich zagrożeń?
|
|
| romaro (25211 punktów) | >Czy rodzice powinni takie dziecko uznać za niewdzięcznika, czy raczej powinni z pokorą przyznać mu rację, że ponoszą winę za los, jaki mu zgotowali?
Czy o jakiejkolwiek racji można tu mówić. To jest samo życie. Ludzie rodzą się i umierają w różnych warunkach, na które większego wpływu nie mają. Co mają powiedzieć dzieci urodzone w czasie wojen. Piszesz o Pekinie, a Syryjskie miasta. Kalekich dzieci jest tam od groma, czy też mają one mieć pretensję do swoich rodziców? A co, jeżeli za ileś tam lat takich miast, jak Kraków, będzie dużo więcej? To jest cena jaką płacimy my wszyscy za "postęp". Dałem cudzysłów, bo to jest ta zła strona postępu technologicznego.
|
|
5 na 5 | Lilly Amina (4723 punktów) | >na łożu śmierci "wygarnia" swoim rodzicom Nie da się. Rodzice "zeszli" 20 lat wcześniej. W końcu też fiołkami nie oddychali. Jak dla mnie, masz rację, problem wydumany.
|
|
2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> Czy rodzice powinni takie dziecko uznać za niewdzięcznika, czy raczej powinni z pokorą przyznać mu rację, że ponoszą winę za los, jaki mu zgotowali?Rację ma dziecko: formalnie nie powinno być obowiązku radowania się z życia. A jeśli egzystencja wyda nam się cierpieniem, to niezadowolenie jest zupełnie zrozumiałe. Słowa "tak cię urządzę, że pożałujesz, że się urodziłeś" dokładnie to wyrażają, a zdarza się przecież, że "urządzi" nas los. Mimo tych oczywistości praktykujemy kult rodziców, dzieciom zakazuje się im złorzeczyć i ogólnie, poza skrajnymi przypadkami, nie ma społecznego przyzwolenia na ich krytykę. Czyli mamy system wartości, który zakłada, że sprowadzający człowieka na świat akt seksualny jest zasługą.  Tymczasem każdy akt samounicestwienia pokazuje, że życie bywa antywartością.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
 | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | > Czyli mamy system wartości, który zakłada, że sprowadzający człowieka na świat akt seksualny jest zasługą.  Mamy system wartości, który zakłada żeby być wdzięcznym tym, którzy pracują na ciebie, cię karmią, chronią i dbają. Choćby po to, żebyś potem mogła wypisywać głupoty na forach internetowych. Samo bycie rodzicem nie jest żadną zasługą. > Tymczasem każdy akt samounicestwienia pokazuje, że życie bywa antywartością.Liczby mówią za siebie - chcących żyć jest niewspółmiernie więcej niż tych niechcących.
|
|
|  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Mamy system wartości, który zakłada żeby być wdzięcznym tym, którzy pracują na ciebie, cię karmią, chronią i dbają.
Czyli Państwu, a niewolnik Panu.
>Liczby mówią za siebie - chcących żyć jest niewspółmiernie więcej niż tych niechcących.
Instynkt... Wiele osób zaciska zęby i żyje bo "trzeba".
|
|
| |  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | >Czyli Państwu, a niewolnik Panu. Niektórzy tak, ci których z jakiegoś powodu wychowywało państwo, a niewolnik nie wychodzi na wolność po osiągnięciu pełnoletności.
>Instynkt... Wiele osób zaciska zęby i żyje bo "trzeba". To pretensje do instynktu. Albo do siebie, że się nie umie cieszyć życiem.
|
|
| | |  | 2 na 2 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Czyli Państwu, a niewolnik Panu. >Niektórzy tak, ci których z jakiegoś powodu wychowywało państwo, a niewolnik nie wychodzi na wolność po osiągnięciu pełnoletności.
Nie to mam na myśli. Rodzice skazują dziecko na życie, czyli aby czyn był moralny życie powinno mieć jakąś gwarancję dobra i szczęścia. Tymczasem człowiek rodzi się w świecie, w którym nic mu się nie należy, a z istnienia, które nie jest jego winą wynikają obowiązki i duże ryzyko bycia nieszczęśliwym. I nie wszystko zależy od człowieka, jak to próbuje się ludziom wmawiać żeby wzbudzić w nich poczucie winy za to, że żyją i mają marzenia.
>>Instynkt... Wiele osób zaciska zęby i żyje bo "trzeba". >To pretensje do instynktu. Albo do siebie, że się nie umie cieszyć życiem.
No do instynktu, a w szerszej perspektywie do samego świata. Do siebie na pewno nie, bo to czy środowisko zewnętrzne ukształtowało kogoś tak, że nie jest w stanie się cieszyć, to już "wina" tego środowiska, choć de facto nie powinniśmy mówić o takich głupotach jak wina, nagroda, kara i odpowiedzialność.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | > Nie to mam na myśli. Rodzice skazują dziecko na życie, czyli aby czyn był moralny życie powinno mieć jakąś gwarancję dobra i szczęścia.Dałem plus pomyłkowo, ale niech będzie  Fajnie by było dać taką gwarancję, ale to nie na tym świecie. Jeśli rodzice robią co mogą i potrafią w tym kierunku to jest ok, jeśli dziecko porzucają lub zaniedbują to nie jest ok. Pretensje do rodziców, że się nie jest szczęśliwym to dziecinada. > Do siebie na pewno nie, bo to czy środowisko zewnętrzne ukształtowało kogoś tak, że nie jest w stanie się cieszyć, to już "wina" tego środowiska, choć de facto nie powinniśmy mówić o takich głupotach jak wina, nagroda, kara i odpowiedzialność.Najwygodniej pozbyć się odpowiedzialności za siebie i wszystko zwalić na środowisko, państwo, warunki, geny i co tam jeszcze. Jasne też, że nie wszystko od nas zależy, ale zwykle zależy więcej niż się ludziom wydaje. Człowiek, który wierzy, że cokolwiek od niego zależy potrafi zdziałać wiele więc dla siebie i dla innych niż ten, który czuje się jak patyk niesiony nurtem. Ta ostatnia postawa zwykle kończy się marazmem, często depresją i jeszcze gorzej.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Fajnie by było dać taką gwarancję, ale to nie na tym świecie.Czyli taka realna moralność to nie na tym świecie. Tak, z tym się zgadzam. > Jeśli rodzice robią co mogą i potrafią w tym kierunku to jest ok, jeśli dziecko porzucają lub zaniedbują to nie jest ok. Pretensje do rodziców, że się nie jest szczęśliwym to dziecinada.Jeśli robią co mogą, to jest to jakaś okoliczność łagodząca  Pretensje do rodziców to nie dziecinada, bo wiele osób ma zepsute życie właśnie przez nich. Tylko, że odpowiedzialność przenosi się wstecz, bo ci rodzice są tacy bo skrzywdziło ich środowisko. Tzn dojrzały człowiek przestaje mieć pretensje do ludzi i zaczyna patrzeć na nie obiektowo, a nie osobowo, ale nie można powiedzieć, że ktokolwiek sam jest sobie winien. > Najwygodniej pozbyć się odpowiedzialności za siebie i wszystko zwalić na środowisko, państwo, warunki, geny i co tam jeszcze.Jak to pozbyć? Najpierw trzeba ją mieć, a nie ma. Społeczeństwo próbuje wmówić takie memy, ale nie trzeba się na nie godzić. Nie ma odpowiedzialności, ani winy, bo nie ma tego kto mógłby być odpowiedzialny lub winny. To na poziomie absolutnym, bo społeczeństwo używa uproszczeń. To właśnie środowisko, geny, państwo, warunki decydują o tym jacy jesteśmy i co robimy. To determinuje nas w PEŁNI. Nie ma czynnika, który mógłby być zależny ode mnie i nie ma żadnego "mnie", który mógłby cokolwiek zmieniać. > Jasne też, że nie wszystko od nas zależy, ale zwykle zależy więcej niż się ludziom wydaje.Sądzę, że raczej odwrotnie. Nic od nas nie zależy i nie ma nikogo od kogo cokolwiek mogłoby zależeć. > Człowiek, który wierzy, że cokolwiek od niego zależy potrafi zdziałać wiele więc dla siebie i dla innych niż ten, który czuje się jak patyk niesiony nurtem. Ta ostatnia postawa zwykle kończy się marazmem, często depresją i jeszcze gorzej.Niekoniecznie. Właśnie bardzo często jest na odwrót - poczucie odpowiedzialności odbiera sens działaniom i powoduje, że człowiek wpada w nieuzasadnione poczucie winy. Sądzę, że trzeba się pozbyć oczekiwań, marzeń, pragnień i pogodzić się z tym co jest.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | >To właśnie środowisko, geny, państwo, warunki decydują o tym jacy jesteśmy i co robimy. To determinuje nas w PEŁNI. Nie ma czynnika, który mógłby być zależny ode mnie i nie ma żadnego "mnie", który mógłby cokolwiek zmieniać. Jesteśmy też częścią środowiska i państwa, i mamy swój wpływ na jego kształt oraz na warunki, nasz świat zewnętrzny i wewnętrzny. Skrajny pogląd deterministyczny, że wszystko wpływa na nas, a my nie wpływamy na nic (bo de facto nas nie ma), to moim zdaniem zbytnie uproszczenie. Większość przejmujemy z zewnątrz, jednak mamy pewną wewnętrzną "zwrotnicę", która decyduje co z nas wyjdzie dalej. Inaczej nie byłoby żalu za "grzechy", świadomości popełnienia błędu, itd, tylko byśmy byli bezrefleksyjnymi automatami.
>Niekoniecznie. Właśnie bardzo często jest na odwrót - poczucie odpowiedzialności odbiera sens działaniom i powoduje, że człowiek wpada w nieuzasadnione poczucie winy. Nie wiem czy odpowiedzialność musi się wiązać z poczuciem winy, przesadna może tak - jeśli ktoś ma wybujałe ego - w normalnych warunkach człowiek sobie zdaje sprawę, że nie jest wszechmocny.
>Sądzę, że trzeba się pozbyć oczekiwań, marzeń, pragnień i pogodzić się z tym co jest. Trzeba się pozbyć głupich marzeń i oczekiwań, które się często wiążą z potrzebą posiadania - bądź to sprawach materialnych bądź międzyludzkich. Nie zawsze warto się bezwolnie godzić na wszystko, na przykład, ze swoimi słabościami i brakami.
|
|
| | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Jesteśmy też częścią środowiska i państwa, i mamy swój wpływ na jego kształt oraz na warunki, nasz świat zewnętrzny i wewnętrzny.
Nie ma świata zewnętrznego i wewnętrznego. Wszystko jest jednym, a podział to już mentalny zabieg. Nasz "wpływ" to reakcja zwrotna, ale i tak środowisko w pełni kształtuje jednostkę pod każdym aspektem.
>Skrajny pogląd deterministyczny, że wszystko wpływa na nas, a my nie wpływamy na nic (bo de facto nas nie ma), to moim zdaniem zbytnie uproszczenie.
Wręcz przeciwnie - to rezygnacja z uproszczenia, którym jest stwierdzenie, że jest jakieś "ja" i ono ma na coś wpływ. Poza tym nie mówię o determinizmie, tylko o przyczynowości, bo determinizm można przeciwstawić losowości, która tak czy siak jest przyczyną kształtującą wszystko wraz z determinizmem.
>Większość przejmujemy z zewnątrz, jednak mamy pewną wewnętrzną "zwrotnicę", która decyduje co z nas wyjdzie dalej.
To jest mechanizm, czyli skutek takich, a nie innych genów i memów, a także zapewne losowości.
>Inaczej nie byłoby żalu za "grzechy", świadomości popełnienia błędu, itd, tylko byśmy byli bezrefleksyjnymi automatami.
Nie bylibyśmy, bo nikt nie jest biomaszyną, w której "mieszka". Jednak niestety większość utożsamia się z tą maszyną, tylko, że ma ona funkcję żalu za grzechy i świadomość popełnienia błędu. Jest to więc refleksyjny automat, ale świadomość nie jest tym automatem, tylko tym co jest zwrócone na jego obserwację i doświadczanie.
>Nie wiem czy odpowiedzialność musi się wiązać z poczuciem winy, przesadna może tak - jeśli ktoś ma wybujałe ego - w normalnych warunkach człowiek sobie zdaje sprawę, że nie jest wszechmocny.
Inaczej - albo człowiek ma wpływ na coś (jest personą), albo nie. To kwestia zero-jedynkowa. Ewentualnie można wprowadzić jakieś niefalsyfikalne założenia metafizyczne, które wprowadzają jakieś odróżnienie. Poczucie winy wiąże się z tym, że jest ktoś kto mógłby być winny, a to oznacza, że jest to jednostka obdarzona wolną wolą, która przecież nie istnieje.
>>Sądzę, że trzeba się pozbyć oczekiwań, marzeń, pragnień i pogodzić się z tym co jest. >Trzeba się pozbyć głupich marzeń i oczekiwań, które się często wiążą z potrzebą posiadania - bądź to sprawach materialnych bądź międzyludzkich. Nie zawsze warto się bezwolnie godzić na wszystko, na przykład, ze swoimi słabościami i brakami.
Czyli niektórzy muszą pozbyć się wszystkiego i zostaje im przymus życia tak jak "należy", ale nie ma po co.
|
|
| | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Inaczej - albo człowiek ma wpływ na coś (jest personą), albo nie. To kwestia zero-jedynkowa. Ewentualnie można wprowadzić jakieś niefalsyfikalne założenia metafizyczne, które wprowadzają jakieś odróżnienie. Poczucie winy wiąże się z tym, że jest ktoś kto mógłby być winny, a to oznacza, że jest to jednostka obdarzona wolną wolą, która przecież nie istnieje. To i wszystko wyżej sprowadza się znowu do tej "wolnej woli". Oczywiście, że wolna wola nie istnieje. Istnieje zwykła wola, a ta - o ile jest wystarczająco silna - ma moc przeciwstawiać się genom, środowisku i różnym innym czynnikom wpływu. Bez niej nie byłoby żadnego rozwoju, postępu. Na pewne rzeczy mamy wpływ, na inne nie, a na niektóre potencjalny wpływ, kiedy od nas zależy czy i jak go wykorzystamy. Jeśli ktoś czuje się przedmiotem a nie podmiotem, dla niego nie ma on wpływu na nic. Wtedy rzeczywiście tak jest.
>Czyli niektórzy muszą pozbyć się wszystkiego i zostaje im przymus życia tak jak "należy", ale nie ma po co. Przymusu nie ma. Kliniki aborcyjne dla zdrowych na ciele są może kuszące dla chłopaka, którego zostawiła Baśka i nie może bez niej żyć, jednak różne aberracje umysłowe bywają przejściowe i ze względów humanitarnych to by było nie w porządku. Kto chce naprawdę ze sobą skończyć ten znajdzie sam sposób.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >To i wszystko wyżej sprowadza się znowu do tej "wolnej woli". Oczywiście, że wolna wola nie istnieje. Istnieje zwykła wola, a ta - o ile jest wystarczająco silna - ma moc przeciwstawiać się genom, środowisku i różnym innym czynnikom wpływu. Bez niej nie byłoby żadnego rozwoju, postępu.
No niby mam taką moc i się przeciwstawiam i dlatego nie mam szans być szczęśliwym. Czyli argument nietrafny, bo to po prostu wybór takiego, a nie innego trybu, który wynika z uwarunkowań, które powodują ten wybór.
>Na pewne rzeczy mamy wpływ, na inne nie, a na niektóre potencjalny wpływ, kiedy od nas zależy czy i jak go wykorzystamy. Jeśli ktoś czuje się przedmiotem a nie podmiotem, dla niego nie ma on wpływu na nic. Wtedy rzeczywiście tak jest.
Nie. Przedmiotem jest "ja", które jest "kimś", a ja jestem świadomością, która domyślnie utożsamiała się z postacią na "ekranie", ale już się nie utożsamia.
Nie masz jak wprowadzić kryterium oceny tego na co masz wpływ, a na co nie i nie zdefiniujesz trafnie osoby, która może mieć ten wpływ, bowiem jeżeli nie mamy na coś wpływu, to znaczy, że jakiś czynnik jest na tyle silniejszy od czynnika woli, że wpływu nie ma. Jeśli "mam wpływ", to znaczy, że czynniki wpływu przeważają nad czynnikami, które są przeszkodami.
>>Czyli niektórzy muszą pozbyć się wszystkiego i zostaje im przymus życia tak jak "należy", ale nie ma po co. >Przymusu nie ma. Kliniki aborcyjne dla zdrowych na ciele są może kuszące dla chłopaka, którego zostawiła Baśka i nie może bez niej żyć, jednak różne aberracje umysłowe bywają przejściowe i ze względów humanitarnych to by było nie w porządku. Kto chce naprawdę ze sobą skończyć ten znajdzie sam sposób.
No może i znajdzie sposób, ale skoro nie ma czegoś takiego jak legalna eutanazja na życzenie, to ludzie są niewolnikami systemu, który to uniemożliwia. Samobójstwo jest już wyjściem poza ten system. Problem jest też taki, że kiedy ktoś się zabija, to nieświadomi ludzie wokół mogą przez to cierpieć, bo są w tym idiotycznym trybie "osoby", więc np mają wyrzuty sumienia "a mogłem temu zapobiec", albo cierpią po stracie przedmiotu, którym był samobójca (bo gdyby chodziło o niego, to jego wola zostałaby uszanowana).
Poza tym co z sytuacjami kiedy ktoś ma realny problem żeby nie żyć? Dlaczego niby miałoby nie być eutanazji dla kogoś takiego?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | idefiks (158 punktów) | > Większość przejmujemy z zewnątrz, jednak mamy pewną wewnętrzną "zwrotnicę", która decyduje co z nas wyjdzie dalej.A co to oznaczy "decyduje"? Decyduje, czyli co konkretnie robi? Może po prostu wybiera A zamiast B, bo spodziewa się osiągnięcia większej korzyści wybierając A? Czy nie wydaje Ci się, że każdy wybór, którego dokonujesz, ma na celu jedynie osiągnięcie jakiejś korzyści? Jesteś w stanie podać przykład świadomego podjęcia decyzji po to, aby przyniosła Tobie szkodę zamiast pożytku? > Inaczej nie byłoby żalu za "grzechy", świadomości popełnienia błędu, itd, tylko byśmy byli bezrefleksyjnymi automatami.A jeśli jesteśmy bezrefleksyjnymi automatami, to co? To źle? A może dobrze, bo za nic tak naprawdę nie odpowiadamy?
|
|
| | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | > Czy nie wydaje Ci się, że każdy wybór, którego dokonujesz, ma na celu jedynie osiągnięcie jakiejś korzyści? Jesteś w stanie podać przykład świadomego podjęcia decyzji po to, aby przyniosła Tobie szkodę zamiast pożytku?Tak, palenie tytoniu. Wola przegrywa z prymitywnym zapotrzebowaniem na nikotynę, mimo świadomości szkód. > A jeśli jesteśmy bezrefleksyjnymi automatami, to co? To źle? A może dobrze, bo za nic tak naprawdę nie odpowiadamy?  Wasza sprawa
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Tak, palenie tytoniu. Wola przegrywa z prymitywnym zapotrzebowaniem na nikotynę, mimo świadomości szkód.
Raczej wola palenia i doraźnej korzyści wygrywa ze świadomością szkód
|
|
| | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Raczej wola palenia i doraźnej korzyści wygrywa ze świadomością szkód Niezupełnie. Wolimy nie palić, wiemy że nam szkodzi, ale potrzeba doraźnej przyjemności jest silniejsza od woli. Po zapaleniu czujemy wyrzuty, że mamy taką słabą wolę. Bezwolne życie jest do dupy, stajemy się popychadłem popędów i wszystkiego innego dookoła. Nieważne czy to wolna wola czy niewolna, ale jest nasza.
|
|
| | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Raczej wola palenia i doraźnej korzyści wygrywa ze świadomością szkód >Niezupełnie. Wolimy nie palić, wiemy że nam szkodzi, ale potrzeba doraźnej przyjemności jest silniejsza od woli. Po zapaleniu czujemy wyrzuty, że mamy taką słabą wolę. Bezwolne życie jest do dupy, stajemy się popychadłem popędów i wszystkiego innego dookoła. Nieważne czy to wolna wola czy niewolna, ale jest nasza.
To już Twoja teoria. Nie każdy palacz ma te wyrzuty sumienia. Palacz, który rzuca palenie nadal jest niewolnikiem, ale tym razem tego, że nie może zapalić.
Panowanie nad popędami oznacza, że nie ma z czego czerpać przyjemność i nie ma emocji, które nadają wartość życiu. Pułapka jest od niezależnie od tego z której strony spojrzysz. Akurat palenie uważam za niepotrzebne, bo szkody są zbyt duże w stosunku do przyjemności, ale gdyby dać tu inny przykład, to problem wyglądałby zupełnie inaczej.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Panowanie nad popędami oznacza, że nie ma z czego czerpać przyjemność i nie ma emocji, które nadają wartość życiu. Pułapka jest od niezależnie od tego z której strony spojrzysz. Można czerpać przyjemność z różnych rzeczy w tym z samego panowania nad popędami i poczucia kontroli nad sobą. Nie chodzi żeby się we wszystkim ograniczać, ale żeby mieć możliwość świadomego wyboru. Szybkie i łatwe zaspokajanie przyjemności często przynosi tylko szkody i frustrację. Na bardziej satysfakcjonujące przyjemności niekiedy trzeba zapracować, a to wymaga woli, czyli wytrwałości. Jeśli ktoś nie chce rzucać palenia i podejmuje świadomie ryzyko, to może mieć taką wolę i w porządku. Jeśli ktoś coś robi przeciwko sobie, zmaga się z popędami, to musi popracować nad wolą, albo w końcu przestanie się szanować, a to prowadzi do różnych nieprzyjemnych konsekwencji.
I tu od razu do odpowiedzi wyżej: "Ja" to nie jest coś monolitycznego, to raczej jak spółka - jest zarząd i jest rada nadzorcza. Zarząd uchwali w sobotę wieczorem: dzisiaj się upijemy. A w niedzielę rano rada nadzorcza rozporządza "to był ostatni raz". Jeśli między tymi organami nie ma współpracy, to organizacja zaczyna kiepsko funkcjonować.
Jeśli chodzi o szczęście to jest to uczucie niezależne od woli, osiągania celów, zaspokajania potrzeb, czy czegokolwiek. Szczęście to stała radość z bycia na tym świecie, niezależnie od tego co się akurat dzieje. Często bywa mylone z euforią - jak słowach "w życiu piękne są tylko chwile". Szczęście się nie przejmuje porażkami i brakami, z pobłażliwością traktuje sukcesy, po prostu jest bo lubi być.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Można czerpać przyjemność z różnych rzeczy w tym z samego panowania nad popędami i poczucia kontroli nad sobą.
No zależy kto, nie każdy jest ascetą.
>Nie chodzi żeby się we wszystkim ograniczać, ale żeby mieć możliwość świadomego wyboru.
Czyli czego? Nie zawsze jest tak jak Ty możesz.
>Szybkie i łatwe zaspokajanie przyjemności często przynosi tylko szkody i frustrację. Na bardziej satysfakcjonujące przyjemności niekiedy trzeba zapracować, a to wymaga woli, czyli wytrwałości.
Nie zawsze są takie bardziej satysfakcjonujące przyjemności. To też zależy co kogo satysfakcjonuje.
>Jeśli ktoś nie chce rzucać palenia i podejmuje świadomie ryzyko, to może mieć taką wolę i w porządku. Jeśli ktoś coś robi przeciwko sobie, zmaga się z popędami, to musi popracować nad wolą, albo w końcu przestanie się szanować, a to prowadzi do różnych nieprzyjemnych konsekwencji.
Nie zawsze się tak da, a kiedy ktoś przestaje się szanować to może warto się zastanowić czy jest sens żyć dalej. Ty tak piszesz jakby z urzędu był taki sens, a tak nie jest, a ludzie zmagają się z różnymi problemami, czasem nie do rozwiązania Twoim prostym myśleniem.
>I tu od razu do odpowiedzi wyżej: >"Ja" to nie jest coś monolitycznego, to raczej jak spółka - jest zarząd i jest rada nadzorcza. Zarząd uchwali w sobotę wieczorem: dzisiaj się upijemy. A w niedzielę rano rada nadzorcza rozporządza "to był ostatni raz". Jeśli między tymi organami nie ma współpracy, to organizacja zaczyna kiepsko funkcjonować.
No, taka metafora może oddaje część działania tego "ja", ale to nie jest tak do końca. Są pewne ośrodki mózgu i różne przyczyny tego, że jest tak, a nie inaczej, ale nie ze wszystkim można coś zrobić.
>Jeśli chodzi o szczęście to jest to uczucie niezależne od woli, osiągania celów, zaspokajania potrzeb, czy czegokolwiek. Szczęście to stała radość z bycia na tym świecie, niezależnie od tego co się akurat dzieje. Często bywa mylone z euforią - jak słowach "w życiu piękne są tylko chwile". Szczęście się nie przejmuje porażkami i brakami, z pobłażliwością traktuje sukcesy, po prostu jest bo lubi być.
To już jest twierdzenie oderwane od rzeczywistości i akurat mówią tak osoby, które mają tą zależność od woli, osiągania celów, zaspokajania potrzeb.
To czy ktoś lubi być zależy od tego jaki ma program w tym aspekcie.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | idefiks (158 punktów) | > >Czy nie wydaje Ci się, że każdy wybór, którego dokonujesz, ma na celu jedynie osiągnięcie jakiejś korzyści? Jesteś w stanie podać przykład świadomego podjęcia decyzji po to, aby przyniosła Tobie szkodę zamiast pożytku?> Tak, palenie tytoniu. Wola przegrywa z prymitywnym zapotrzebowaniem na nikotynę, mimo świadomości szkód.Znasz jakiegoś palacza, który brzydzi się sobą i nienawidzi się za to, że ulega nałogowi za każdym razem, gdy podpala kolejnego papierosa? Pytam dokładnie o ten moment, w którym sięga po papierosa i zapalniczkę, a nie o "głęboką refleksję natury ogólnej na temat szkodliwości palenia"...  Akurat w przypadku wszystkich nałogów schemat jest banalnie prosty - używka daje doraźną chwilową korzyść (przyjemność), którą mózg interpretuje jako istotniejszą, niż jakieś tam potencjalne, iluzoryczne zagrożenie np. nowotworem płuc. "Wiem, że palenie może wywołać raka (B), ale tak się zdenerwowałem, że muszę zapalić, bo to mnie uspokaja (A)" - A jest w tej konkretnej chwili podejmowania decyzji korzystniejsze niż rezygnacja z zapalenia z uwagi na świadomość B. Zawsze wybierasz coś, co jest wg Ciebie dla Ciebie pod jakimś względem najkorzystniejsze. Podobnie jest choćby z ryzykownymi zachowaniami seksualnymi. Niby wiadomo, że seks "bez gumki" z przypadkowym partnerem to ryzyko załapania jakiegoś cholerstwa, ale przecież ta niepowtarzalna (chwilowa) przyjemność, bo z gumką to "tak jakby lizać lizaka przez papierek" i tak dalej. Wyższy priorytet ma chwilowa przyjemność. Jest w ocenie mózgu korzystniejsza, bardziej pożądana niż jedynie jakieś prawdopodobieństwo zachorowania w przyszłości. Bohater oddający swoje życie aby ocalić inne (ojciec Kolbe na przykład?) też podejmuje decyzję, która jest korzystniejsza - gdyby tego nie zrobił, to "wyrzuty sumienia" by go "zamęczyły", a poza tym przecież był nomen omen - święcie - przekonany, że "pójdzie do nieba". Wybór "ofiary życia" był więc w tych okolicznościach oczywisty. On wybrał rozwiązanie, w jego ocenie, dla niego najkorzystniejsze. Czyli kryterium wyboru to zawsze większa korzyść, która może polegać zarówno na wybraniu większej przyjemności ale także - w innych okolicznościach - na uniknięciu większych nieprzyjemności. Każdy Twój wybór można w ten sposób rozłożyć na czynniki pierwsze odnajdując w nim zawsze jakąś przyczynę, powód, dla którego wybrałeś A zamiast B. Osobnym zagadnieniem jest jak przypuszczam jakiś bardzo ciekawy mechanizm podejmowania decyzji polegających na próbie odgadnięcia nieprzewidywalnego wyniku "zdarzeń losowych" (pomijając fakt, że wynik każdego "losowania" lotto byłby znany przed losowaniem, gdyby tylko dysponować odpowiednio mocną maszyną liczącą  ) Tylko czy aby na pewno taki proces myślowy a'la "orzeł czy reszka?" należy nazywać "podejmowaniem decyzji"?
|
|
| | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Znasz jakiegoś palacza, który brzydzi się sobą i nienawidzi się za to, że ulega nałogowi za każdym razem, gdy podpala kolejnego papierosa? Czytałem niedawno, że 70% palaczy chce rzucić. Palenie to nie jest zwykle coś za co się aż brzydzi siebie i nienawidzi, ale nieudane próby rzucenia mogą podkopać wiarę w swoje możliwości.
>Czyli kryterium wyboru to zawsze większa korzyść, która może polegać zarówno na wybraniu większej przyjemności ale także - w innych okolicznościach - na uniknięciu większych nieprzyjemności. To co napisałeś to się kupy nie trzyma; często przyjemność można przeciwstawić korzyści (albo albo), i wg ciebie cokolwiek wybierzemy to zawsze będzie to wybór na korzyść, heh.. dobra argumentacja. Są sytuacje, kiedy wiemy jak postąpić albo nie postąpić, ale robimy coś źle dla chwilowej przyjemności lub by uniknąć nieprzyjemności - wtedy zawodzi wola. I o to w tym chodzi.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | idefiks (158 punktów) | >To co napisałeś to się kupy nie trzyma; często przyjemność można przeciwstawić korzyści (albo albo), i wg ciebie cokolwiek wybierzemy to zawsze będzie to wybór na korzyść, heh.. dobra argumentacja. Może po prostu zbyt dosłownie rozumiesz słowo "korzyść", nie doceniając korzyści chwilowej "tu i teraz" choćby nawet racjonalnie na to patrząc długoterminowo raczej sobie tym zaszkodzisz, niż pomożesz?
>Są sytuacje, kiedy wiemy jak postąpić albo nie postąpić, ale robimy coś źle dla chwilowej przyjemności lub by uniknąć nieprzyjemności - wtedy zawodzi wola. I o to w tym chodzi.
Robisz coś "źle" pomimo że wydaje Ci się, jak "powinieneś" postąpić. Ta "chwilowa przyjemność" otrzymała po prostu wyższy priorytet i w rozumieniu Twojego mózgu jest dla Ciebie bardziej korzystna - tu i teraz.
Zrób takie ćwiczenie - przypomnij sobie jakąś dowolną decyzję, którą podjąłeś i zastanów się, co by było, gdyby cofnąć czas do momentu sprzed jej podjęcia. A gdyby tak cofać ten czas 100 razy, to za każdym razem podjąłbyś w tych samych, identycznych okolicznościach, tą samą decyzję, którą podjąłeś?
Czy w danych okolicznościach, na które składa się także przecież całe Twoje doświadczenie życiowe, raz mógłbyś wybrać B, a innym razem (hipotetyczne cofnięcie czasu do momentu sprzed podjęcia decyzji) A?
Czyli jak to jest? Dokonujesz wyboru między A i B świadomie (wg jakichś kryteriów), czy po prostu "rzucasz monetą", a Twoje decyzje są zupełnie nieprzewidywalne?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Robisz coś "źle" pomimo że wydaje Ci się, jak "powinieneś" postąpić. Ta "chwilowa przyjemność" otrzymała po prostu wyższy priorytet i w rozumieniu Twojego mózgu jest dla Ciebie bardziej korzystna - tu i teraz. Nie traktuję "mojego mózgu" jako jakiegoś niezależnego bytu, który może za mnie podejmować jakieś decyzje. Ośrodek decyzyjny jest jeden, i on decyduje ważąc bodźce i świadomość konsekwencji. Od jego sprawności zależy racjonalność postępowania w dłuższym terminie - uleganie każdym chwilowym ciągotom, czy raczej próba świadomej kreacji swoich zachowań.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | idefiks (158 punktów) | > Nie traktuję "mojego mózgu" jako jakiegoś niezależnego bytu, który może za mnie podejmować jakieś decyzje. Ośrodek decyzyjny jest jeden, i on decyduje ważąc bodźce i świadomość konsekwencji. Od jego sprawności zależy racjonalność postępowania w dłuższym terminie - uleganie każdym chwilowym ciągotom, czy raczej próba świadomej kreacji swoich zachowań.Gdybyś chciał sobie i światu udowodnić, że "świadomie kreujesz swoje zachowania", to co byś konkretnie zrobił?  Czy "wiązanie bodźców i świadomość konsekwencji" pozostawia jakąś przestrzeń dla "świadomego kreowania swoich zachowań"? Wiążąc bodźce i będąc świadomym konsekwencji wybrałeś A zamiast B i zamiast C świadomie kreując swoje zachowanie. Cofamy czas do tej samej chwili sprzed dokonania wyboru. Te same bodźce i ta sama świadomość konsekwencji (także to samo doświadczenie życiowe). Czy znowu wybierzesz A? A może tym razem B lub C, pomimo że wszystkie okoliczności podejmowania tej decyzji są dokładnie te same?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | > Gdybyś chciał sobie i światu udowodnić, że "świadomie kreujesz swoje zachowania", to co byś konkretnie zrobił?  Tego się nie da udowodnić, więc nic bym nie robił. > Czy "wiązanie bodźców i świadomość konsekwencji" pozostawia jakąś przestrzeń dla "świadomego kreowania swoich zachowań"?Oczywiście, przez większość czasu kierują nami wyuczone zachowania, automatyzmy, ale mamy też możliwość świadomej zmiany swoich programów reakcji na bodźce. > Czy znowu wybierzesz A? A może tym razem B lub C, pomimo że wszystkie okoliczności podejmowania tej decyzji są dokładnie te same?Nie ma nigdy tych samych okoliczności, to jest czysta abstrakcja. Wszystko płynie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | idefiks (158 punktów) | >>Czy znowu wybierzesz A? A może tym razem B lub C, pomimo że wszystkie okoliczności podejmowania tej decyzji są dokładnie te same? >Nie ma nigdy tych samych okoliczności, to jest czysta abstrakcja. Wszystko płynie. Uciekasz od odpowiedzi na pytanie. Gdyby (tak, wiem - niewykonalne) cofnąć czas do chwili sprzed podjęcia decyzji, okoliczności byłyby dokładnie te same. Więc?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Uciekasz od odpowiedzi na pytanie. >Gdyby (tak, wiem - niewykonalne) cofnąć czas do chwili sprzed podjęcia decyzji, okoliczności byłyby dokładnie te same. Nawet gdyby się cofnąć w czasie do danej sytuacji, to mając wiedzę z przyszłości okoliczności byłyby już inne. Można sobie wyświetlić film z przeszłości i będzie zawsze to samo, dwa razy przeżyć idealnie tego samego się nie da.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | idefiks (158 punktów) | >Nawet gdyby się cofnąć w czasie do danej sytuacji, to mając wiedzę z przyszłości okoliczności byłyby już inne. Można sobie wyświetlić film z przeszłości i będzie zawsze to samo, dwa razy przeżyć idealnie tego samego się nie da.
A kto powiedział, że w tym ekspercie cofasz się w czasie ale jednocześnie zachowujesz wiedzę z wtedy już przyszłości?
Cofamy czas i wszystkie wydarzenia. Zatrzymujesz taśmę i włączasz rewers. Nie masz wiedzy z przyszłości bo nie ma żadnej przyszłości, w której już raz byłeś. Znowu stoisz przed wyborem A lub B lub C. W tych samych okolicznościach.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Nie masz wiedzy z przyszłości bo nie ma żadnej przyszłości, w której już raz byłeś. >Znowu stoisz przed wyborem A lub B lub C. >W tych samych okolicznościach. O sytuacji technicznie i logicznie niemożliwej nie da się powiedzieć nic sensownego. Równie dobrze możesz mnie pytać co bym zrobił gdybym był, a jednocześnie mnie nie było.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | idefiks (158 punktów) | > O sytuacji technicznie i logicznie niemożliwej nie da się powiedzieć nic sensownego. Równie dobrze możesz mnie pytać co bym zrobił gdybym był, a jednocześnie mnie nie było.Jak pięknie walczysz, aby tylko nie odnieść się do meritum problemu. Naprawdę wzruszające.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Gdybyś chciał sobie i światu udowodnić, że "świadomie kreujesz swoje zachowania", to co byś konkretnie zrobił?  > Tego się nie da udowodnić, więc nic bym nie robił.Nie tylko nie da się tego udowodnić, bo można logicznie wykazać, że nie da się świadomie kreować zachowań i nie ma żadnej osoby, która mogłaby to robić. Mózg nie jest spójny, ośrodek podejmujący decyzję nie jest jednym. > >Czy "wiązanie bodźców i świadomość konsekwencji" pozostawia jakąś przestrzeń dla "świadomego kreowania swoich zachowań"?> Oczywiście, przez większość czasu kierują nami wyuczone zachowania, automatyzmy, ale mamy też możliwość świadomej zmiany swoich programów reakcji na bodźce.Świadoma zmiana programów reakcji na bodźce to kolejny automatyzm i działający program. Ty nim nie jesteś, tylko go doświadczasz, bo to zastałeś a priori. > >Czy znowu wybierzesz A? A może tym razem B lub C, pomimo że wszystkie okoliczności podejmowania tej decyzji są dokładnie te same?> Nie ma nigdy tych samych okoliczności, to jest czysta abstrakcja. Wszystko płynie.A w innych okolicznościach wybrałbyś inaczej, bo np jakiś koleś by na Ciebie nie zatrąbił i miałbyś inny stan umysłu podczas decydowania.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Problem jest taki, że z badań nad strategiami biznesowymi wynikają takie rzeczy, że np to czy kawa na spotkaniu komuś smakowała może zaważyć o podpisaniu kontraktu z tą, a nie inną firmą. Sam korek rano i nerwy mogą zaważyć o tym, że ktoś się z kimś pokłóci. W przypadku tego co daje przyjemność wartością samą w sobie jest korzystanie z niej, np zjedzenie lodów, zapalenie lolka, wypicie piwka. To od tego powstaje odgałęzienie na dobre i złe strony, przy czym złą stroną są konsekwencje, co świadczy o wadliwej konstrukcji świata (lub człowieka, a najczęściej jednego i drugiego). Można zrezygnować z przyjemności, ale wtedy trzeba ją czymś zastąpić. Palaczom radziłbym coś takiego, bo papierosy wcale nie zapewniają żadnej przyjemności, tylko są rozładowaniem napięcia, czyli to nałóg negatywny  > Są sytuacje, kiedy wiemy jak postąpić albo nie postąpić, ale robimy coś źle dla chwilowej przyjemności lub by uniknąć nieprzyjemności - wtedy zawodzi wola. I o to w tym chodzi.Co znaczy "wiemy jak postąpić"? To jest właśnie ograniczenie, a ta wiedza to przymus i strach przed postąpieniem tak jak chcemy, bo znamy konsekwencje. I dla mnie to jest najgorsze w całym życiu. Ryzyko zachorowania itd nie jest tak tragiczne jeśli nie decyduje się na leczenie i leżenie latami w szpitalach, albo wyrzeczenia związane z chorowaniem. Tu przydałaby się eutanazja. Gdybym robił zawsze tak jak trzeba, to nie byłoby miejsca na wolność i po to właśnie mogę wybrać zło. Nie uważam żeby sensem było życie po to żeby zrobić z życia grę, "zbierać itemy", nabijać sobie level i jakieś słupki np 7/10 w jakiejś tam dziedzinie i 9/10 w innej. Cel nie jest sensem. Może nim być jedynie droga i korzystanie z chwili.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >Nie uważam żeby sensem było życie po to żeby zrobić z życia grę, "zbierać itemy", nabijać sobie level i jakieś słupki np 7/10 w jakiejś tam dziedzinie i 9/10 w innej. Cel nie jest sensem. Może nim być jedynie droga i korzystanie z chwili. Nie ma żadnego jednego sensu dla wszystkich. Mowa była o tym czy mamy możliwość wyboru, wpływ na cokolwiek wynikający z naszych decyzji. Jedni wolą żyć chwilą, dla innych ważne są jakieś cele długofalowe, można też mieszać oba podejścia zależnie od spraw i dziedzin życia. Jeśli zaczynamy grać niezgodnie z własnym wewnętrznym sędzią zwanym w religii sumieniem, w etyce moralnością, przez innych nadświadomością, itd., wtedy zaczynają się problemy. Dychotomia między takimi jakimi chcemy być, a jakimi jesteśmy i/lub sami się postrzegamy występuje prawie u każdego, nie jest to nic złego bo stanowi motor działania, ale przesadna może mieć wpływ destrukcyjny na psychikę.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Nie ma żadnego jednego sensu dla wszystkich. Mowa była o tym czy mamy możliwość wyboru, wpływ na cokolwiek wynikający z naszych decyzji.No i odpowiedź jest taka, że nie mamy i to jest jedna z niewielu pewnych rzeczy na tym świecie. Ale dopóki utożsamiasz się z umysłem nie dostrzegasz ciągów przyczynowych, a widzisz uproszczenia. Nasze decyzje mają wpływ na to co się z nami dzieje, ale my nie mamy wpływu na swoje decyzje. I tak jest zawsze, niezależnie od tego kim jesteś i jak duża jest Twoja samokontrola i świadomość. ZAWSZE najpierw jest jakaś podstawa do decyzji, a potem wybór, który też jest mechanizmem. "Mieć wybór" to logicznie wadliwy konstrukt. Nie możesz się tu ze mną nie zgodzić, możesz zrozumieć lub nie  Ale oczywiście jeśli masz na myśli poczucie posiadania wyboru i dokonania go i przypisanie konkretnego wyboru do konkretnego człowieka to widzisz, że masz rację. Jest tak dlatego, że tymi samymi słowami opisujemy dwie różne rzeczy. Istnienie takiego wyboru jest w zasadzie wiarą religijną w wolną wolę (niesprecyzowane pojęcie, lepiej się więc wierzy, bo można zawsze przekręcać) i personalizm. Umysł może sam się ograniczyć taką wiarą. > Jedni wolą żyć chwilą, dla innych ważne są jakieś cele długofalowe, można też mieszać oba podejścia zależnie od spraw i dziedzin życia.To już zależy od tego jakie mamy programy - wdruki w podświadomość. > Jeśli zaczynamy grać niezgodnie z własnym wewnętrznym sędzią zwanym w religii sumieniem, w etyce moralnością, przez innych nadświadomością, itd., wtedy zaczynają się problemy.Albo jeśli działamy zgodnie z nim i przez to nie ma po co żyć, bo prowadzi to do wyrzekania się każdej przyjemności z życia i wtedy zostaje przymus życia i robienie tego co "trzeba". > Dychotomia między takimi jakimi chcemy być, a jakimi jesteśmy i/lub sami się postrzegamy występuje prawie u każdego, nie jest to nic złego bo stanowi motor działania, ale przesadna może mieć wpływ destrukcyjny na psychikę.Najgorsza jest moralność tego typu (aprioryczne i arbitralne stwierdzenia) w połączeniu z personalizmem. Apersonaliście tak to nie zaszkodzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Istnienie takiego wyboru jest w zasadzie wiarą religijną w wolną wolę (niesprecyzowane pojęcie, lepiej się więc wierzy, bo można zawsze przekręcać) i personalizm. Umysł może sam się ograniczyć taką wiarą. Nie ma czegoś takiego jak wolna wola, już to ustaliliśmy, jest po prostu wola.
>Albo jeśli działamy zgodnie z nim i przez to nie ma po co żyć, bo prowadzi to do wyrzekania się każdej przyjemności z życia i wtedy zostaje przymus życia i robienie tego co "trzeba". Dziwne rozumowanie jak dla mnie. Nie każda przyjemność szkodzi, i nie każde wyrzeczenie prowadzi do udręki. Za bardzo upraszczasz.
>Najgorsza jest moralność tego typu (aprioryczne i arbitralne stwierdzenia) w połączeniu z personalizmem. Apersonaliście tak to nie zaszkodzi. To tylko etykietki na pokaz. W realnym życiu bez większego znaczenia. Nawet apersonalista się nie oderwie od oceny własnej osoby, niewiadomoco by deklarował.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Nie ma czegoś takiego jak wolna wola, już to ustaliliśmy, jest po prostu wola.
Wola czyli chęć działania tak, a nie inaczej.
Ale jest jeszcze przymus działania inaczej, a nie tak. Np palacz z Twojego przykładu ma wolę palenia, ale życie nadaje taki przymus (szantaż), że trzeba rzucić. A pierwszy papieros raczej nie wynikał z wyboru, tylko z zestawu cech jakie wtedy miała ta osoba.
>>Albo jeśli działamy zgodnie z nim i przez to nie ma po co żyć, bo prowadzi to do wyrzekania się każdej przyjemności z życia i wtedy zostaje przymus życia i robienie tego co "trzeba". >Dziwne rozumowanie jak dla mnie. Nie każda przyjemność szkodzi, i nie każde wyrzeczenie prowadzi do udręki. Za bardzo upraszczasz.
Nie pisałem, że każda u każdego, tylko że są osoby, dla których przyjemnością jest akurat to co okazuje się, że szkodzi i wtedy trzeba robić inaczej i wyrzekać się własnych marzeń. Po co taka osoba ma żyć Twoim zdaniem?
>>Najgorsza jest moralność tego typu (aprioryczne i arbitralne stwierdzenia) w połączeniu z personalizmem. Apersonaliście tak to nie zaszkodzi. >To tylko etykietki na pokaz. W realnym życiu bez większego znaczenia. Nawet apersonalista się nie oderwie od oceny własnej osoby, niewiadomoco by deklarował.
Zupełnie się nie zgadzam. Dla mnie ma to kluczowe znaczenie jak się to potraktuje, niezależnie od samej oceny etykietek. Ja jestem apersonalistą, więc nie czuję odpowiedzialności za to jaki jestem, więc jeśli robię coś źle, to bez poczucia WINY, tylko ze świadomością, że to złe. Kiedy człowiek zna swoje prawdziwe motywy (bo jest apersonalistą i nie przypisuje motywów do osoby, tylko do mechanizmu) to nie może być winny. Winne mogą być mechanizmy składające się na "osobę", ale ja to przecież nie osoba, tylko świadomość obserwująca mentalny model osoby.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Np palacz z Twojego przykładu ma wolę palenia, ale życie nadaje taki przymus (szantaż), że trzeba rzucić. Miało być akurat odwrotnie - WOLI nie palić, ale z powodu słabej WOLI nie potrafi rzucić. Na szczęści dla posiadaczy słabej woli można ją ćwiczyć tak jak mięśnie, stąd m.in. wniosek, że niewątpliwie istnieje.
>Ja jestem apersonalistą, więc nie czuję odpowiedzialności za to jaki jestem, więc jeśli robię coś źle, to bez poczucia WINY, tylko ze świadomością, że to złe. Ja tam czuję odpowiedzialność, jeśli świadomie robię coś o czym wiem, że tego skutki będą złe dla mnie lub dla innych. Poczuciem winy się nie zadręczam, bo to niewskazane dla zdrowia, wolę sobie wybaczyć i obiecać poprawę.
>Kiedy człowiek zna swoje prawdziwe motywy (bo jest apersonalistą i nie przypisuje motywów do osoby, tylko do mechanizmu) to nie może być winny. Jeśli ktoś znając te motywy, wiedząc że postępuje niewłaściwie, jednocześnie czuje się z tym ok to albo jest socjopatą albo ma bardzo niską samoocenę, wynikającą z przekonania, że na więcej go nie stać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Miało być akurat odwrotnie - WOLI nie palić, ale z powodu słabej WOLI nie potrafi rzucić. Na szczęści dla posiadaczy słabej woli można ją ćwiczyć tak jak mięśnie, stąd m.in. wniosek, że niewątpliwie istnieje.
No właśnie to jest odwrócenie kota ogonem. Woli palić i dlatego to robi, ale świat i jego przyczynowość powoduje przymus rzucenia pod groźbą chorób. Jeśli ktoś chce żyć po to żeby ćwiczyć sobie silną wolę po to żeby wyrzekać się własnej, to proszę bardzo.
>Ja tam czuję odpowiedzialność, jeśli świadomie robię coś o czym wiem, że tego skutki będą złe dla mnie lub dla innych. Poczuciem winy się nie zadręczam, bo to niewskazane dla zdrowia, wolę sobie wybaczyć i obiecać poprawę.
Czyli jeśli np mieszkam w mieście i piję pepsi to powinienem mieć wyrzuty sumienia, bo ktoś ustalił, że powinno się mieszkać tam gdzie jest zdrowe powietrze i powinno się zdrowo odżywiać? Ok, załóżmy, że wszystko robimy prawidłowo. Gdzie wtedy wola i sens? Pomyśl o pustym życiu, wyabstrahowane od przeżyć. To jest punkt startowy, który jako taki byłby więzieniem dla samej świadomości, która musi to przeżywać. Po to człowiek ma pragnienia i marzenia, więc żyje po to by je spełniać. Ale konsekwencje powodują, że może nie warto, czyli zostaje jednak puste życie i przymus walki albo z samym sobą, albo z przymusami tworzonymi przez świat.
1. Rodzisz się, więc musisz nie być gorszym od innych, życie to walka, trzeba unikać niebezpieczeństw, trzeba przetrwać, wygrać za wszelką cenę, życie jest jedno i trzeba je wykorzystać, trzeba żyć i kierować się zasadami typu "musisz", "nie wolno", "powinieneś". Najpierw musisz się uczyć, potem musisz iść do pracy, powinieneś być patriotą, wierzyć w Boga - wszystko odnosi się do "ja". Za dobre jest się wynagradzanym, a za złe karanym, po jednej stronie stoją "nasi", a po drugiej "oni" czyli ci źli. Życie jest monochromatyczne, wszystko jest wiadome i ustalone, wiadomo jak trzeba postępować i co jest sensem. 2. Rodzisz się, więc rodzice cię kochają i chcą dla ciebie dobrze. Kiedy robisz dobrze, to czyn jest chwalony, a kiedy robisz źle to czyn jest ganiony, ale nie ma zrzucania odpowiedzialności na osobę. Jeśli świat nie spełnia twoich oczekiwań i nie możesz być tu szczęśliwy i się realizować, to próbujemy to zmienić i znaleźć dla ciebie szansę, ale jeśli się da to zostaje eutanazja, bo życie jako takie nie jest wartością i nikt nie powinien być do tego przymuszany siłą. Świat nie jest taki jak się wydaje - to tylko interfejs do doświadczania świata. Patrzymy przez pryzmat mentalnych modeli, a one pasują bardziej lub mniej.
To pierwsze jest personalizmem, a drugie apersonalizmem. Pierwsze łączy się z poczuciem winy, odpowiedzialności, albo dumy i dominacji, a drugie łączy się z podejściem do sytuacji, a nie do jakiejś mitycznej osoby. Podejście apersonalistyczne wiąże się z empatią i szacunkiem, a personalizm to świat masek i hierarchii, przymusów i zakazów.
>>Kiedy człowiek zna swoje prawdziwe motywy (bo jest apersonalistą i nie przypisuje motywów do osoby, tylko do mechanizmu) to nie może być winny. >Jeśli ktoś znając te motywy, wiedząc że postępuje niewłaściwie, jednocześnie czuje się z tym ok to albo jest socjopatą albo ma bardzo niską samoocenę, wynikającą z przekonania, że na więcej go nie stać.
Albo woli żyć w zgodzie z własną naturą, a w razie czego przestanie żyć i to jest lepsze od przystosowywania się na siłę pod dyktando innych fałszywych głów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | > No właśnie to jest odwrócenie kota ogonem. Woli palić i dlatego to robi, ale świat i jego przyczynowość powoduje przymus rzucenia pod groźbą chorób. Jeśli ktoś chce żyć po to żeby ćwiczyć sobie silną wolę po to żeby wyrzekać się własnej, to proszę bardzo.A słyszałeś o racjonalizmie? Kiedy paliłem to miałem gdzieś co o tym myśli świat, sam czułem, że źle to na mnie działa, marnuję zdrowie i pieniądze dla chwilowego zaczadzenia trucizną. Musiałem trochę poćwiczyć wolę, żeby udało się rzucić to świństwo. I to była moja wola, nikt mi jej nie dał ani nie narzucił. To co piszesz wyżej to dla mnie całkowite nieporozumienie. > Albo woli żyć w zgodzie z własną naturą, a w razie czego przestanie żyć i to jest lepsze od przystosowywania się na siłę pod dyktando innych fałszywych głów.Człowiek nie ma jakiejś jednej własnej natury danej raz na zawsze. Osobowość ewoluuje, jest wielopoziomowa i podlega różnym wpływom wewnętrznym i zewnętrznym. Czy tylko popędy to "prawdziwe głosy"? Wnioski wyciągnięte na podstawie zdobywanej wiedzy i doświadczenia to "fałszywe głosy"? Znowu zapytam - a co z racjonalizmem? Lepiej kierować się tylko instynktami, bo te są apersonalne?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > A słyszałeś o racjonalizmie? Kiedy paliłem to miałem gdzieś co o tym myśli świat, sam czułem, że źle to na mnie działa, marnuję zdrowie i pieniądze dla chwilowego zaczadzenia trucizną. Musiałem trochę poćwiczyć wolę, żeby udało się rzucić to świństwo. I to była moja wola, nikt mi jej nie dał ani nie narzucił. To co piszesz wyżej to dla mnie całkowite nieporozumienie.To po co paliłeś? > Człowiek nie ma jakiejś jednej własnej natury danej raz na zawsze. Osobowość ewoluuje, jest wielopoziomowa i podlega różnym wpływom wewnętrznym i zewnętrznym. Czy tylko popędy to "prawdziwe głosy"? Wnioski wyciągnięte na podstawie zdobywanej wiedzy i doświadczenia to "fałszywe głosy"? Znowu zapytam - a co z racjonalizmem? Lepiej kierować się tylko instynktami, bo te są apersonalne?  Są różne stałe elementy osobowości i uczuć i niepostępowanie zgodnie z nimi oznacza brak sensu istnienia. Życie wbrew sobie nie jest raczej racjonalizmem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | . > Nie ma czegoś takiego jak wolna wola, już to ustaliliśmy, jest po prostu wola.Tak, Panowie już to ustalili! Gratuluję! Szkoda tylko, iż uczonym zajmującym się tym problemem nie udało się jeszcze uzgodnić wspólnego stanowiska i sądzą na ten temat różnie. > To tylko etykietki na pokaz. W realnym życiu bez większego znaczenia. Nawet apersonalista się nie oderwie od oceny własnej osoby, niewiadomoco by deklarował.A kto to jest "apersonalista"? Ten termin, szukając po słownikach, to tylko w buddyzmie znalazłem: www.eduteka.pl/doc/apersonalizmNapisał Pan: Spieramy się o słowa, terminy, definicje, bo to na nich opieramy swój ogląd świata, niestety czasem bardziej zaciemniają niż cokolwiek rozjaśniają. Nie żadnego merytorycznego sporu, gdy używa się słów zgodnych tylko z własnych ich rozumieniem, wtedy są to tylko "koperkowe gadki", które mogą być długie i namiętne, choć nie bardzo wiadomo o czym? @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | > Tak, Panowie już to ustalili! Gratuluję!Nie ma czego. Wystarczy zajrzeć do słownika sjp.pwn.pl/slowniki/wola.html> A kto to jest "apersonalista"?Nie ja pierwszy użyłem tego określenia, w kontekście mojej wypowiedzi to obojętne. Sądząc po przedrostku najpewniej przeciwieństwo tego sjp.pl/personalistaJeśli się posiłkujemy słownikami, to róbmy to konsekwentnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | . Tak, Panowie już to ustalili! Gratuluję! Szkoda tylko, iż uczonym zajmującym się tym problemem nie udało się jeszcze uzgodnić wspólnego stanowiska i sądzą na ten temat różnie.> Nie ma czego. Wystarczy zajrzeć do słownika sjp.pwn.pl/slowniki/wola.htmlI jak ma się Pańskie zajrzenie do słownika: «zdolność psychiczna człowieka do świadomego i celowego regulowania swego postępowania» do mojej uwagi? Czy wynika z niego, iż uczeni już wspólne stanowisko ustalili? Wikipedia: Erwin Schrödinger, laureat Nagrody Nobla z fizyki i jeden z twórców mechaniki kwantowej, doszedł do innej konkluzji niż Hawking. Pod koniec swego eseju z 1944 zatytułowanego Czym jest życie pisze, że jego zdaniem istnieje "bezkontrowersyjne wewnętrzne doświadczenie", iż ludzie mają wolną wolę. Stwierdza również, że ludzkie ciało jest w całości lub przynajmniej częściowo zdeterminowane, prowadząc do konkluzji, że "...'Ja' -jestem tą osobą, jeśli ktokolwiek, która kontroluje 'ruch atomów' zgodnie z Prawami Przyrody." Wyjaśnia to stanowisko w temacie wolnej woli odnosząc się do wrażenia samego siebie, jakie wytwarza cały zbiór atomów w jego ciele, i innych przekonań o świadomym doświadczaniu. Mimo to klasyfikuje on te konkluzje jako "koniecznie subiektywne" w swych "implikacjach filozoficznych".Bez większego trudu, już tylko przez internetowe wyszukiwarki, można znaleźć uczonych, którzy istnienie wolnej woli uzasadniają. Ja nie wiem czy i którzy mają rację, ale wiem, iż nauka nie ma tu wspólnego stanowiska i to napisałem. A kto to jest "apersonalista"? Ten termin, szukając po słownikach, to tylko w buddyzmie znalazłem: www.eduteka.pl/doc/apersonalizm> Nie ja pierwszy użyłem tego określenia,Zauważyłem, ale uważam, iż z wiarą nie ma dyskusji, gdyż wierzącego nikt nie przekona, iż pieprzy głupoty, gdy on w swoją mądrość święcie wierzy. www.racjonalista.pl/forum.php/s,697257/z,0#w697445www.racjonalista.pl/forum.php/s,697257/z,0#w697467www.racjonalista.pl/forum.php/s,697257/z,0#w697475Uważam, iż nie warto powtarzać za innymi bez sprawdzenia i własnej refleksji. Gdy powtarzam za kimś bez uwag, to sam przejmuję odpowiedzialność za to co za nim napisałem. > w kontekście mojej wypowiedzi to obojętne.Właśnie to zauważyłem, iż dla niektórych jest obojętne to co piszą. Ważnym jest aby pisali. Dla mnie nie jest to obojętne i dlatego zwracam uwagę. > Sądząc po przedrostku najpewniej przeciwieństwo tego sjp.pl/personalistaTo źle Pan sądzi. Nie istnieje taka zasada aby w każdym przypadku przedrostek a oznaczał przeciwieństwo. "Agłupiec" wcale mędrca nie oznacza. > Jeśli się posiłkujemy słownikami, to róbmy to konsekwentnie.Jeżeli komukolwiek coś tam zarzucamy, to należy przedstawiać uzasadnienie tych zarzutów. Konsekwentnie używam terminów opisanych w słownikach i encyklopediach, jeżeli czasem postępuję inaczej, to wtedy to zaznaczam i piszę, iż ja to rozumiem tak a tak i takim znaczeniu tego terminu używam - co czynić wolno. Kto chce to łatwo zauważy, iż nie czepiam się dla czepiania, tylko dla swoich uwag mam merytoryczne uzasadnienia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > .> >Nie ma czegoś takiego jak wolna wola, już to ustaliliśmy, jest po prostu wola.> Tak, Panowie już to ustalili! Gratuluję! Szkoda tylko, iż uczonym zajmującym się tym problemem nie udało się jeszcze uzgodnić wspólnego stanowiska i sądzą na ten temat różnie.No to może niech najpierw ustalą czym w ogóle ta wolna wola miałaby być i czym różni się od zwykłej woli. No, ale niektórzy myślą samodzielnie, a inni kierują się "wspólnym stanowiskiem" kaznodziejów w białych kitlach i tzw "fachowców". Oni faktycznie zwalniają z myślenia. > A kto to jest "apersonalista"?Przeciwieństwo personalisty. Kilka razy Panu próbowałem wytłumaczyć, ale był Pan wyjątkowo odporny na argumentację: www.racjonalista.pl/forum.php/s,697257> Ten termin, szukając po słownikach, to tylko w buddyzmie znalazłem: www.eduteka.pl/doc/apersonalizmTo może zamiast do słownika warto sięgnąć do mózgu. > Nie żadnego merytorycznego sporu, gdy używa się słów zgodnych tylko z własnych ich rozumieniem, wtedy są to tylko "koperkowe gadki", które mogą być długie i namiętne, choć nie bardzo wiadomo o czym?Poezji i metafor pewnie też Pan nie rozumie. No, ale kolorowe linki, autorytarny ton wypowiedzi i plusy od kolegów załatwią sprawę
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | . >To pierwsze jest personalizmem, a drugie apersonalizmem. Pierwsze łączy się z poczuciem winy, odpowiedzialności, albo dumy i dominacji, a drugie łączy się z podejściem do sytuacji, a nie do jakiejś mitycznej osoby. Podejście apersonalistyczne wiąże się z empatią i szacunkiem, a personalizm to świat masek i hierarchii, przymusów i zakazów.www.racjon(*)m.php/s,697257/z,0/d,7#w700341www.racjon(*)m.php/s,697257/z,0/d,7#w700348>To Pan manipuluje, bowiem jeśli nie jest Pan personalistą, to automatycznie musi Pan być apersonalistą. Dlatego, iż Pan mi tak każe? Szanowny Panie zupełnie spokojnie mogę cały personalizm mieć w tym samym miejscu co i Pana i przez to nie stawać się żadnym aolsonistą.
> Przypomnę o czym jest temat: o tym do kogo odnosi się jakakolwiek moralność. Szanowny Panie jest ogrom bzdur które Pan napisał, ale ja ani nie chcę ani nie muszę do wszystkich się odnosić. Wolno mi dokonywać wyboru tego co mnie zainteresowało w temacie i do tego konkretnie się odnieść. Nie potrafił Pan obronić swojego jednego zdania, to jakby chciał Pan obronić wszystko. Większym matactwem?____________ Nie istnieje taka zasada aby w każdym przypadku przedrostek a oznaczał przeciwieństwo. "Agłupiec" wcale mędrca nie oznacza.____________ Zanim zacznie się tokować warto najpierw zrozumieć treść wypowiedzi oponenta: www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,702133#w702624www.racjon(*)m.php/s,702133/z,0/d,4#w702633A następnie przeprosić lub przedstawić merytoryczne argumenty na obronę własnych tez. Same epitety to o wiele za mało na racjonalistycznym forum www.racjonalista.pl/kk.php/d,67 Warto pamiętać, iż nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Nie próbuje Pan nawet zrozumieć tego co piszę, więc to o Panu źle świadczy.
Zamiast odnosić się do meritum wkleja Pan linki i robi Pan z siebie autorytet. To już nudne i męczące, a poza tym zdradza brak klasy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | . >Nie próbuje Pan nawet zrozumieć tego co piszę, więc to o Panu źle świadczy. Staram się Pana nie czytać, ale to co mnie w oczy zakłuje, to nawet bardzo usiłuję zrozumieć. Mało tego - zanim się do tego odniosę, to sprawdzam w dostępnych mi źródłach czy przypadkiem nie ma Pan racji, tylko niezbyt zręcznie się wyraził. Tyle tylko, iż jak by nie wywijał to pretensjonalny paranaukowy bełkot zawsze tylko bełkotem pozostanie.
>Zamiast odnosić się do meritum wkleja Pan linki i robi Pan z siebie autorytet. Nic z tego, jestem już na tyle dorosłym, iż jestem całkowicie pewnym, że nikt z siebie autorytetu nie zrobi. Po kilku, kilkunastu postach już widać jaki poziom się prezentuje. Jeżeli już to Pan ma tu takie aspiracje, choć kiepsko to Panu wychodzi.
>To już nudne i męczące, a poza tym zdradza brak klasy. Pisuję tylko do tych, którzy są zdolni mnie zrozumieć i ich oceny mają dla mnie znaczenie, a nie tych wściekłych na mnie za ewidentne wykazanie im wypisywania tu głupot. Nawet wtedy, gdy jak Pan, idą w zaparte.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) |
>Staram się Pana nie czytać, ale to co mnie w oczy zakłuje, to nawet bardzo usiłuję zrozumieć. Mało tego - zanim się do tego odniosę, to sprawdzam w dostępnych mi źródłach czy przypadkiem nie ma Pan racji, tylko niezbyt zręcznie się wyraził. Tyle tylko, iż jak by nie wywijał to pretensjonalny paranaukowy bełkot zawsze tylko bełkotem pozostanie.
Czyli inni rozumieją, a jeden jedyny na świecie Pan Andrzej Bogusławski sprawdza informacje i nadal nie rozumie? To ja nie wiem o kim to źle świadczy, ale podejrzewam, że nie o mnie.
>>Zamiast odnosić się do meritum wkleja Pan linki i robi Pan z siebie autorytet. >Nic z tego, jestem już na tyle dorosłym, iż jestem całkowicie pewnym, że nikt z siebie autorytetu nie zrobi. Po kilku, kilkunastu postach już widać jaki poziom się prezentuje. Jeżeli już to Pan ma tu takie aspiracje, choć kiepsko to Panu wychodzi.
To Pan wypowiada się autorytarnie. Ja tłumaczę dokładnie tok rozumowania i odnoszę się do konkretów. Pan bawi się w marne erystyczne gierki i wklejanie linków do własnych autorytarnych wypowiedzi.
>>To już nudne i męczące, a poza tym zdradza brak klasy. >Pisuję tylko do tych, którzy są zdolni mnie zrozumieć i ich oceny mają dla mnie znaczenie, a nie tych wściekłych na mnie za ewidentne wykazanie im wypisywania tu głupot. Nawet wtedy, gdy jak Pan, idą w zaparte. >Miłego dnia. >@@@ >
To się właśnie nazywa projekcja. Próbuje mi Pan wytknąć własne błędy.
|
|
|  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> Mamy system wartości, który zakłada żeby być wdzięcznym tym, którzy pracują na ciebie, cię karmią, chronią i dbają. [...] Samo bycie rodzicem nie jest żadną zasługą.Przypominam, że jedno z początkowych przykazań dekalogu to "czcij ojca swego i matkę swoją", nie ma tu mowy o pozarozrodczych zasługach. > Choćby po to, żebyś potem mogła wypisywać głupoty na forach internetowych.Jak ustaliłam, chodziło im o odpisywanie na wypisywane głupoty.  > chcących żyć jest niewspółmiernie więcej niż tych niechcących.Część "chcących żyć" mogą stanowić "obawiający się umierania".
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | > Przypominam, że jedno z początkowych przykazań dekalogu to "czcij ojca swego i matkę swoją", nie ma tu mowy o pozarozrodczych zasługach.Sorry, pisałaś "mamy wartości" a ja nie pomyślałem głupi, że dla ciebie dekalog reprezentuje jakieś wartości, miałem na myśli wartości bardziej uniwersalne. > Jak ustaliłam, chodziło im o odpisywanie na wypisywane głupoty. Aha, no dla tego też warto żyć. Chociaż akurat bym wolał jakieś ciastko zjeść, hmm.. niedziela, myślę co tu otwarte jest. > Część "chcących żyć" mogą stanowić "obawiający się umierania".Mogą, niektórzy na pewno myślą że lepiej byłoby skończyć. Ale jak dać wybór, to większość spieprza gdzie może. W spadających samolotach nie słychać raczej hurrraaa. Chyba, że to są akurat milusińscy kamikadze/islamiści.
|
|
| | |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Sorry, pisałaś "mamy wartości" a ja nie pomyślałem głupi, że dla ciebie dekalog reprezentuje jakieś wartości, miałem na myśli wartości bardziej uniwersalne. Dekalog nie dekalog, zalecenie w nim zamieszczone zasadniczo jest powszechnie respektowane.
>niektórzy na pewno myślą że lepiej byłoby skończyć. Ale jak dać wybór, to większość spieprza gdzie może. Większość tak, ale ja zwracam uwagę, że przypadki samobójstw dowodzą, że życie bywa antywartością
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >Dekalog nie dekalog, zalecenie w nim zamieszczone zasadniczo jest powszechnie respektowane. Tak? Również w stosunku do matek zostawiających noworodki na śmietnikach i ojców gwałcących córki? Może w twoich stronach..
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>>Dekalog nie dekalog, zalecenie w nim zamieszczone zasadniczo jest powszechnie respektowane. >Tak? Również w stosunku do... Napisałam, że zasadniczo.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Rodzice mają usprawiedliwienie - popęd jest silny, ciężko być ascetą skazanym na taki los przez swoich rodziców, a czasem się wpada mimo zabezpieczeń. Czyli rodzice są winni, ale usprawiedliwieni, choć podobnie usprawiedliwieni jesteśmy z tego, że jemy mięso, a od biedy psychopata jest usprawiedliwiony, że morduje i niszczy, bo takiego stworzyło go zewnętrzne środowisko.
Uważam, że płodzenie dzieci jest bardzo niemoralne, szczególnie kiedy można zaadoptować z domu dziecka i zmniejszyć pulę cierpienia zamiast ją zwiększać.
No, ale ludzkość to bydło, a moralność służy im po to żeby poczuć się lepiej jako "dobry" człowiek i móc krytykować innych.
|
|
 | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Rodzice mają usprawiedliwienie Mają też motywację: rola rodzica to zwierzchnictwo nad własnym dzieckiem.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
|  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Rodzice mają usprawiedliwienie >Mają też motywację: rola rodzica to zwierzchnictwo nad własnym dzieckiem.
To też, a bardzo często jest to też chęć żeby dziecko zrealizowało niezrealizowane ambicje rodziców, albo matka płodzi sobie dziecko żeby je kochać, bo jest uzależniona od poczucia miłości.
|
|
|  | 2 na 2 | idefiks (158 punktów) | > >Rodzice mają usprawiedliwienie> Mają też motywację: rola rodzica to zwierzchnictwo nad własnym dzieckiem.Wg mnie najpopularniejsze i prozaiczne przyczyny płodzenia potomstwa to: - tania siła robocza, która zapieprza "dla wspólnego dobra" (np. gospodarstwa rolne) - czyli wyłącznie egoizm rodziców - "bo kto mi poda na starość szklankę wody?" - czyli wyłącznie egoizm rodziców - "żeby je kochać" - czyli wyłącznie egoizm rodziców - "bo co by ludzie powiedzieli" - czyli wyłącznie egoizm rodziców Przy czym powyższe to oczywiście powody wymyślane przez mózg zaprogramowany genetycznie na rozród. Jakiś pretekst trzeba temu baranowi, którym się zarządza, podsunąć, żeby myślał, że to on sam świadomie zdecydował...  Chcesz wkurzyć rodzica - zapytaj go "Po co jest Twoje dziecko?".
|
|
| |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | idefiks, kim Ty jesteś? Czasem myślisz dokładnie tymi samymi sformułowaniami co ja  Taka jest prosta prawda, ale ludzie wolą słuchać emocji. Dyskutuję jak z botami, które są tak zaprogramowane. Czasem to tragedia...
|
|
| | |  | | idefiks (158 punktów) | > idefiks, kim Ty jesteś? Czasem myślisz dokładnie tymi samymi sformułowaniami co ja vice versa
|
|
| Jacek Przypadek (1069 punktów) | Ale nie ma 100% pewności, że ktoś zachoruje na nowotwór. Więc rodzice są niewinni. Za raka odpowiada głównie nieszczęśliwa osobowość, toksyczne myśli, zatruwanie się latami. Niezdrowe jedzenie, dopiero później fajki. Trzeba o siebie dbać.
|
|
 | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Ale nie ma 100% pewności, że ktoś zachoruje na nowotwór. Więc rodzice są niewinni Pewności nie ma, ale jest ryzyko i ponosi je włącznie powoływany do życia potomek.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
 | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | "Nieszczęśliwa osobowość" odpowiada za raka? Fajki są gorsze od niezdrowego jedzenia, no ale wszystko to kwestia proporcji. Bardziej zastanawia mnie jaka jest przyjemność z palenia fajek i dlaczego ktoś po nie sięga.
No czasem można o siebie dbać, ale musi jeszcze być po co żyć, bo to czasem jak dbanie o samochód, który stoi cały czas w garażu.
Rodzice są niewinni, ale wtedy dziecko też (bo rodzice są niewinni tylko jako skutek przyczyn, podobnie jak dziecko).
|
|
1 na 1 | wsx666 (1067 punktów) |
>Czy rodzice powinni takie dziecko uznać za niewdzięcznika, czy raczej powinni z pokorą przyznać mu >rację, że ponoszą winę za los, jaki mu zgotowali?
Moim zdaniem kompletnie bez sensu, idąc tym tropem to w zasadzie można mieć pretensje do rodziców o wszystko, co w koło nas się dzieje złego na tym świecie, nie z ich winy. Na całym świecie potężne aglomeracje stwarzają średnio, tak bym powiedział ekologiczne warunki do życia? I co? Slamsy Manili, Pekinu, Rio, Meksyku, tam warunki do życia to wedle naszych standardów piekło, pomimo tego tam jest największe zagęszczenie ludzi. Afryka to samo, rodzą się na potęgę, czytałem ostatnio, że nie do szacowano przyrostu w Afryce i to tam tyka kolejna bomba przeludnienia. Indie? Dramat... No właśnie i co z tego? Kompletnie nie rozumiem jak można mieć pretensje do rodziców, że jest się na tym świecie, zastając takie czy inne warunki. Dla mnie to absurdalne. No ale ja może po prostu nie jestem w stanie podjąć twojego toku myślenia.
Pozdrawiam.
Jeżeli nie realizujesz swoich marzeń, na pewno znajdzie się ktoś, kto Cię zatrudni do realizacji swoich.
|
|
 | | idefiks (158 punktów) | >Moim zdaniem kompletnie bez sensu, idąc tym tropem to w zasadzie można mieć pretensje do rodziców o wszystko, co w koło nas się dzieje złego na tym świecie, nie z ich winy. Na całym świecie potężne aglomeracje stwarzają średnio, tak bym powiedział ekologiczne warunki do życia? I co?
Wg mnie "i to", że jeśli wiesz, że nie jesteś w stanie zapewnić swojemu dziecku godnych warunków do życia w nie-zanieczyszczonym środowisku, to... nie płodzisz potomstwa. Ze zwykłego poczucia odpowiedzialności. Po co robić sobie dziecko, żeby się truło syfem, którym będzie oddychać? Żeby chorowało co chwila narażone cywilizacyjnie na kontakty z całą masą wirusów i bakterii? Po co skazywać je na to wszystko? Dla własnego, egoistycznego kaprysu posiadania potomstwa? Z naciskiem na "posiadania"...
>Slamsy Manili, Pekinu, Rio, Meksyku, tam warunki do życia to wedle naszych standardów piekło, pomimo tego tam jest największe zagęszczenie ludzi.
Bo ludzie są generalnie po prostu zwyczajnie głupi i nie potrafią sobie sami powiedzieć "w tych warunkach nie mogę mojemu dziecku tego zrobić - kazać mu żyć w tym syfie"?
> Afryka to samo, rodzą się na potęgę, czytałem ostatnio, że nie do szacowano przyrostu w Afryce i to tam tyka kolejna bomba przeludnienia. Indie? Dramat... No właśnie i co z tego? Kompletnie nie rozumiem jak można mieć pretensje do rodziców, że jest się na tym świecie, zastając takie czy inne warunki. Dla mnie to absurdalne.
Ale co jest absurdalne? Zmuszasz swoje dziecko do istnienia. Skoro je zmuszasz, to czyż nie jest Twoim obowiązkiem zadbać o to, aby miało wszystko, co najlepsze, a nie wszystko, co najgorsze? Co obchodzi dziecko, któremu każesz istnieć, że nie potrafisz zapewnić mu czystego, górskiego klimatu, w którym mogłoby dorastać w zdrowiu zamiast w chorobie?
Czy jest jakiś przymus płodzenia dzieci niezależnie od tego, czy to ma, czy nie ma sensu?
Jeśli się boisz, że na starość nie będzie komu się Tobą zająć, to wystarczy sobie odkładać po 5 stówek miesięcznie, aż do tej starości. Zapewniam że to przynajmniej połowę mniejszy koszt niż jedno dziecko. A na koniec uzbierasz sobie na luksusowy dom pogodnej starości. Po co angażować w to dziecko i w dodatku obarczać je powinnością opieki nad starym, schorowanym rodzicem, podcierania mu tyłka i sprzątania jego wymiocin w oczekiwaniu, aż wreszcie umrze i wreszcie będzie spokój?
Ja sobie nie wyobrażam siebie oczekującego, że moje dziecko miałoby nade mną, jako niedołężnym starcem, skakać tylko z tego powodu, że ja je powołałem do istnienia. Żadna w tym moja zasługa.
"Czcij ojca swego i matkę swoją" to jest dla mnie tak niewyobrażalnie skrzywiona idea, że w zasadzie nie znajduję słów, żeby to wyrazić.
|
|
|  | 2 na 2 | wsx666 (1067 punktów) |
>Wg mnie "i to", że jeśli wiesz, że nie jesteś w stanie zapewnić swojemu dziecku godnych warunków do życia w nie-zanieczyszczonym środowisku, to... nie płodzisz potomstwa.
To jest absurdalne, totalna głupota. To znaczy według Ciebie, skoro dziecko może w dowolnym wieku wpaść pod samochód i zginąć, lub zostać kaleką to nie warto mieć dzieci bo na świecie są samochody pod które można wpaść? No weź się chłopie zastanów co ty wypisujesz... To, że można się utopić w stawie to co? Nie warto mieć dzieci bo mogą się utopić? To, że może w Ziemie uderzyć kometa niszcząc ją to też nie warto mieć dziecka bo może zginąć w takim kataklizmie?
Co jeżeli będę mieć dziecko w czystym środowisku, a po 10 latach zostanie skażone? (środowisko) To co mam przewidywać przyszłość czy jak? Też może mieć do mnie pretensje?
Jeżeli nie realizujesz swoich marzeń, na pewno znajdzie się ktoś, kto Cię zatrudni do realizacji swoich.
|
|
| |  | | idefiks (158 punktów) | >To jest absurdalne, totalna głupota. To znaczy według Ciebie, skoro dziecko może w dowolnym wieku wpaść pod samochód i zginąć, lub zostać kaleką to nie warto mieć dzieci bo na świecie są samochody pod które można wpaść?
A DLACZEGO, Twoim zdaniem, warto mieć dzieci?
Z jakich przyczyn ludzie powinni, jak rozumiem, być rodzicami?
Wymienisz te przyczyny?
|
|
| | |  | 1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) | A dlaczego ludzie powinni żyć, zamiast się zabić? Ludzie zazwyczaj mają dzieci, bo chcą. A chcą, bo lubią. Ci, co nie chcieli, nie zostali naszymi przodkami. Potrzeba rozmnażania jest jedną z naturalnych potrzeb człowieka.
Wzruszają mnie nutrie.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | idefiks (158 punktów) | > A dlaczego ludzie powinni żyć, zamiast się zabić?> Ludzie zazwyczaj mają dzieci, bo chcą. A chcą, bo lubią.Acha... czyli dziecko to rybka akwariowa spełniająca kaprys potrzeby hodowania jakiegoś żyjątka, tyle że odrobinę mądrzejsza?  A kto powiedział, że ludzie powinni żyć, zamiast się zabić? Na jakiej podstawie twierdzisz, że powinni żyć, czyli jak rozumiem nie powinni się zabijać?  > Potrzeba rozmnażania jest jedną z naturalnych potrzeb człowieka.Twoim zdaniem, patrząc na przykład na Afrykę z ludźmi umierającymi z głodu, brudu, smrodu i chorób, dobrze jest tak zupełnie bezmyślnie realizować tą potrzebę, nie zastanawiając się nad konsekwencjami? Więc "robię sobie dziecko, bo chcę, bo lubię, bo tak!" Ale przecież dziecko to nie rzecz, którą można sobie kupić, realizując zachciankę. To będzie świadomy i być może cierpiący, autonomiczny byt. Czy Twoim zdaniem w porządku jest realizować swoje zachcianki poprzez przymuszenie do istnienia kogoś, kogo nawet nie pytasz o zdanie (bo nie masz takiej możliwości), czy chce, czy też nie chce, istnieć?
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Fiedia (1636 punktów) | >Twoim zdaniem, patrząc na przykład na Afrykę z ludźmi umierającymi z głodu, brudu, smrodu i chorób, dobrze jest tak zupełnie bezmyślnie realizować tą potrzebę, nie zastanawiając się nad konsekwencjami?
ZaKotem nic takiego nie sugerował, jeno nadmienił, iż chęć posiadania dzieci jest naturalna.
>Więc "robię sobie dziecko, bo chcę, bo lubię, bo tak!"
Niestety nie jest to podejście niespotykane. Jako uzupełnienie dodam "bóg dał dziecko, bóg da i na dziecko".
>Ale przecież dziecko to nie rzecz, którą można sobie kupić, realizując zachciankę.
Nie wszyscy to pojmują.
>To będzie świadomy i być może cierpiący, autonomiczny byt. Czy Twoim zdaniem w porządku jest realizować swoje zachcianki poprzez przymuszenie do istnienia kogoś, kogo nawet nie pytasz o zdanie (bo nie masz takiej możliwości), czy chce, czy też nie chce, istnieć?
Moim zdaniem niezbyt to w porządku więc aby być konsekwentnym nie zamierzam się mnożyć.
Bardzo bym się ucieszył gdyby więcej ludzi pojmowało, że ich chęć posiadania dziecka gucio znaczy w porównaniu z prawem dziecka do godnego życia. Dorastanie w biedzie, nie mówiąc już o jakiejś patologii to żadna atrakcja.
Pierwsza rewolta winna być rewoltą przeciwko tyranii teologii, przeciw widmu boga. Dopóki mamy pana w niebiosach, dopóty będziemy niewolnikami. Michaił Bakunin.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Kãa Ėsanæan'eveôse (26 punktów) | >Moim zdaniem niezbyt to w porządku więc aby być konsekwentnym nie zamierzam się mnożyć. >Bardzo bym się ucieszył gdyby więcej ludzi pojmowało, że ich chęć posiadania dziecka gucio znaczy w porównaniu z prawem dziecka do godnego życia. Dorastanie w biedzie, nie mówiąc już o jakiejś patologii to żadna atrakcja.
Słuszne podejście i godne podziwu, ale niestety raczej zalicza się do wyjątków, a nie do reguły.
Ja osobiście słyszałam teksty typu: "Celem życia jest rodzina" (od osoby, która swoim zachowaniem pokazuje, jak bardzo ta rodzina tę osobę irytuje) "Bo ja żyję dla swoich dzieci" (aha, to czemu jesteś taka nieszczęliwa?) i najlepsze (o kobiecie z mojej dalszej rodziny, która zastanawiała się, czy dalej być ze swoim partnerem, czy się rozstać): "Ona najlepiej by zrobiła, jakby postarała się o dziecko, to miałaby po co żyć" - to wg mnie jawne sprowadzenie dziecka do roli przedmiotu zbytku dla osoby, która nie wie, co ze sobą zrobić. Akurat w mojej rodzinie to naprawdę jaskrawo widać, że w większości kobiety, które nie potrafiły z jakichś powodów żyć własnym życiem, zdecydowały się na posiadanie dzieci dla zajęcia czymś pustki.
Jak ktoś czuje instynkt/potrzebę, zawsze może adoptować. Te dzieci i tak już istnieją, stało się, tkwią na tym padole łez, to może należałoby się postarać poprawić ich los. A ci, co tak gorliwie upierają się, że chcą własnych genów, powoli zbliżają się do traktowania dziecka jako swego rodzaju przedmiotu prestiżu/przedłużenia własnej osoby.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Fiedia (1636 punktów) | >Słuszne podejście i godne podziwu, ale niestety raczej zalicza się do wyjątków, a nie do reguły.
Też tak myślę.
>Ja osobiście słyszałam teksty typu: "Celem życia jest rodzina" (od osoby, która swoim zachowaniem pokazuje, jak bardzo ta rodzina tę osobę irytuje)
Nie Ty jeden. Nic mi tam do cudzych celów, tylko żeby czyjegoś cierpienia one nie powodowały.
>"Bo ja żyję dla swoich dzieci" (aha, to czemu jesteś taka nieszczęliwa?)
Jest nieszczęśliwa właśnie dlatego, że żyje dla swoich dzieci.
>i najlepsze (o kobiecie z mojej dalszej rodziny, która zastanawiała się, czy dalej być ze swoim partnerem, czy się rozstać): "Ona najlepiej by zrobiła, jakby postarała się o dziecko, to miałaby po co żyć" - to wg mnie jawne sprowadzenie dziecka do roli przedmiotu zbytku dla osoby, która nie wie, co ze sobą zrobić.
Abstrahując od dziecka jako przedmiotu jest to przyznanie do własnej miałkości umysłowej. Mało to można ze swoim życiem zrobić?
>Akurat w mojej rodzinie to naprawdę jaskrawo widać, że w większości kobiety, które nie potrafiły z jakichś powodów żyć własnym życiem, zdecydowały się na posiadanie dzieci dla zajęcia czymś pustki.
W takim wypadku to dzieciom tylko współczuć można.
>Jak ktoś czuje instynkt/potrzebę, zawsze może adoptować. Te dzieci i tak już istnieją, stało się, tkwią na tym padole łez, to może należałoby się postarać poprawić ich los. A ci, co tak gorliwie upierają się, że chcą własnych genów, powoli zbliżają się do traktowania dziecka jako swego rodzaju przedmiotu prestiżu/przedłużenia własnej osoby.
Mi tam czyjeś chcenie dzieci nie przeszkadza, bo nie każdy musi myśleć tak jak ja. Chciałbym tylko aby była to decyzja poprzedzona namysłem. Posiadanie odpowiedniego zaplecza finansowego również za wskazane uważam.
Pierwsza rewolta winna być rewoltą przeciwko tyranii teologii, przeciw widmu boga. Dopóki mamy pana w niebiosach, dopóty będziemy niewolnikami. Michaił Bakunin.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | ZaKotem (8733 punktów) | Ludzie zazwyczaj mają dzieci, bo chcą. A chcą, bo lubią. > Acha... czyli dziecko to rybka akwariowa spełniająca kaprys potrzeby hodowania jakiegoś żyjątka, tyle że odrobinę mądrzejsza?  Człowiek nie ma biologicznej, powstałej w toku ewolucji potrzeby hodowania rybek. A potrzebę rozmnażania większość ludzi wykazuje. > A kto powiedział, że ludzie powinni żyć, zamiast się zabić? Na jakiej podstawie twierdzisz, że powinni żyć, czyli jak rozumiem nie powinni się zabijać?Ponieważ jako hedonista uważam, że człowiek powinien robić to, co lubi. A ludzie w większości bardziej lubią żyć, niż umierać. > >Potrzeba rozmnażania jest jedną z naturalnych potrzeb człowieka.> Twoim zdaniem, patrząc na przykład na Afrykę z ludźmi umierającymi z głodu, brudu, smrodu i chorób, dobrze jest tak zupełnie bezmyślnie realizować tą potrzebę, nie zastanawiając się nad konsekwencjami?Ogolnie uważam, że lepiej jest myśleć, niż nie myśleć. Natomiast wbrew ludowym przekonaniom duża dzietność w państwach biednych wcale nie wynika z bezmyślności zamieszkujących je dzikusów. Po prostu tam, gdzie praktycznie nie istnieją żadne zabezpieczenia społeczne, człowiek mający dużą rodzinę ma zawsze przewagę nad takim, co nie ma. A ponieważ każdy myśli w ten sposób, następuje przeludnienie i wynikająca z niego chroniczna bieda, niepozwalająca na stworzenie instytucji socjalnych. W takich warunkach każda polityka ludnosciowa wydaje się kwadraturą koła. > Więc "robię sobie dziecko, bo chcę, bo lubię, bo tak!"> Ale przecież dziecko to nie rzecz, którą można sobie kupić, realizując zachciankę.Fakty można oceniać negatywnie, jak się komuś tak podoba, ale tylko szaleniec ich nie uznaje. A faktem jest, że ludzie naprawdę nierzadko rozmnażają się "bo tak". Do tego faktu należy się dostosować i starać się łagodzić jeho negatywne skutki, zamiast mówić, że lepiej by było, gdyby nie było, jak jest. > To będzie świadomy i być może cierpiący, autonomiczny byt. Czy Twoim zdaniem w porządku jest realizować swoje zachcianki poprzez przymuszenie do istnienia kogoś, kogo nawet nie pytasz o zdanie (bo nie masz takiej możliwości), czy chce, czy też nie chce, istnieć?A co za problem, pozbawić się istnienia, gdy się go nie chce? Jest takich całkiem sporo i szanuję ich wybór.
Wzruszają mnie nutrie.
|
|
| | | | | |  | | idefiks (158 punktów) | >A co za problem, pozbawić się istnienia, gdy się go nie chce? Jest takich całkiem sporo i szanuję ich wybór. Uszanowałbyś decyzję Twojego dziecka, gdyby chciało świadomie odebrać sobie życie?
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | ZaKotem (8733 punktów) |
>Uszanowałbyś decyzję Twojego dziecka, gdyby chciało świadomie odebrać sobie życie?
Trudno mi prawidłowo odpowiedzieć na to pytanie nie będąc nigdy w takiej sytuacji. Wydaje mi się, że tak w przypadku, gdyby to było z takiego powodu, który i dla mnie byłby dobrym powodem do samobójstwa - na przykład paskudna a nieuleczalna choroba. Nie, gdyby był to powód dla mnie nieważny - bo on mnie nie kocha, bo życie jest do dupy, bo trzeba im wszystkim pokazać. Moje zdanie jednak i tak nie miałoby znaczenia, bo prawdziwi samobójcy - nie tacy seryjni - nie informują o swoich zamiarach rodziców. Kiedy ci się dowiedzą, jest już po fakcie - a cóż innego można zrobić z faktem, jak nie zaakceptować?
Wzruszają mnie nutrie.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Nie, gdyby był to powód dla mnie nieważny
A co z sytuacją kiedy dla kogoś powód jest bardzo ważny i oznacza mękę, cierpienie i skazanie na dożywocie, a czyjaś ocena jest taka, że powód jest nieważny?
Np: Arek wiązał swoje marzenia z zostaniem piłkarzem, był jednym z najlepszych, to było jego całe życie, ale doznał kontuzji, która uniemożliwia karierę piłkarza i wymusza jakąś inną zastępczą pracę żeby dożyć. Dla jego ojca Jerzego to nie problem, bo dzieci umierają z głodu w Afryce.
To ja w takiej sytuacji rozumiem, że Arek chce odebrać sobie życie, choć nie zamierzam się zabijać z powodu niemożliwości grania w piłkę. Na tym właśnie polega empatia i szacunek do cudzej decyzji.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Człowiek nie ma biologicznej, powstałej w toku ewolucji potrzeby hodowania rybek. A potrzebę rozmnażania większość ludzi wykazuje.
Błąd naturalistyczny. To, że coś występuje w naturze nie oznacza, że jest dobre.
Można też kontrolować swoje popędy.
>>A kto powiedział, że ludzie powinni żyć, zamiast się zabić? Na jakiej podstawie twierdzisz, że powinni żyć, czyli jak rozumiem nie powinni się zabijać? >Ponieważ jako hedonista uważam, że człowiek powinien robić to, co lubi. A ludzie w większości bardziej lubią żyć, niż umierać.
A jeśli ktoś nienawidzi życia, bo jest ono dla niego niemożliwością robienia tego co lubi? Czy warto się wtedy poddawać przymusowi i żyć po to żeby walczyć ze swoimi pragnieniami?
Ja uważam, że człowiek nie powinien robić tego co lubi, tylko to co uważa za dobre. A jeśli dobro nie pozwala czerpać mu przyjemności to powinna istnieć dla niego eutanazja.
Podobnie z dziećmi. Niech się rodzą, ale potem jeśli jest nieszczęście to życie nie powinno być uważane za tak wielką wartość. Gdyby istniał taki przesiew to i mogłoby się więcej rodzić.
>Fakty można oceniać negatywnie, jak się komuś tak podoba, ale tylko szaleniec ich nie uznaje. A faktem jest, że ludzie naprawdę nierzadko rozmnażają się "bo tak". Do tego faktu należy się dostosować i starać się łagodzić jeho negatywne skutki, zamiast mówić, że lepiej by było, gdyby nie było, jak jest.
Bo ludzie to bydło i trzeba coś z tym zrobić. Ale rząd w demokracji musi produkować bydło, bo mądrymi ludźmi trudniej rządzić i jest się mniej potrzebnym jako polityk. Ale czy głupia większość usprawiedliwiałaby moje głupie działania, bo inni też tak robią? Ja sądzę, że zdecydowanie nie.
>A co za problem, pozbawić się istnienia, gdy się go nie chce? Jest takich całkiem sporo i szanuję ich wybór.
Jest to bardzo duży problem. Gdyby go nie było, to pewnie ludzkość by nie przetrwała.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | . Pan Olson: Przede wszystkim radziłbym czytać ze zrozumieniem. Piszę do ludzi inteligentnych, nastawionych na zrozumienie wypowiedzi. Wyjaśniłem tu definicje, więc po co rozmawiać o słownikowych desygnatach? Język jest kodem porozumiewania się, wymaga też kreatywności, a nie tylko zrozumienia sztywnych definicji.
(...) Takie czepianie się słówek i wklejanie słownikowych definicji zdradza brak klasy i kreatywności, ale przede wszystkim pokazuje, że nie zależy Panu na dyskusji, tylko na tym żeby "udowadniać swoje racje". Podobnie dyskutuje np Andrzej Bogusławski, któremu kilkakrotnie to wytykałem._____________ Pan Olson: Niestety jest Pan bardzo zafiksowany na definicjach (rzecz jasna tych własnych lub zaczerpniętych ze słownika). Tak jakby Pan zapomniał, że definicje służą ludziom aby się porozumieć, a nie po to żeby zamykać się w jednej interpretacji. Dlatego najlepiej wspólnie uzgodnić pewne pojęcia, pamiętając też, że każde pojęcie jest wieloznaczne i można je przypisać różnym definicjom. Prawdziwe zrozumienie odbywa się poza słowami.> Błąd naturalistyczny. To, że coś występuje w naturze nie oznacza, że jest dobre.Który to naturalizm * i gdzie twierdzi lub zaprzecza: "To, że coś występuje w naturze nie oznacza, że jest dobre."Bez odpowiedzialności za to co się pisze, to można sobie pieprzyć głupoty długo i namiętnie. * Naturalizm jest doktryną, że w wyjaśnianiu zjawisk nie można wykraczać poza zjawiska i prawa przyrody. Naturalizm metafizyczny głosi to, ponieważ odrzuca istnienie jakichkolwiek przedmiotów lub zdarzeń leżących poza przyrodą. "Naturalizm [metodologiczny] nie utrzymuje, że wszystkie przedmioty są materialne, ale że cokolwiek istnieje, może zadowalająco być wyjaśnione w terminologii przyrodniczej, to znaczy naukowo. Naturalizm [metodologiczny] jest faktycznie proklamacją wszechkompetencji czy najwyższej kompetencji nauki". Uczeni bardzo łatwo przechodzą od naturalizmu metodologicznego do naturalizmu metafizycznego.@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | pl.wikipedia.org/wiki/Odwołanie_do_naturySteven Pinker z kolei zauważa, że: Błąd naturalistyczny to idea, według której to, co obecne w naturze, jest dobre. Stanowiła ona podstawę socjaldarwinizmu, wiary, że pomaganie biednym i chorym stoi w sprzeczności z ewolucją, która polega na przetrwaniu najsilniejszych. Dzisiejsi biolodzy potępiają błąd naturalistyczny, ponieważ chcą opisywać świat natury szczerze, unikając wyciągania moralnych wniosków w rodzaju: jeśli ptaki i inne zwierzęta popełniają cudzołóstwo, zabijają własne młode i praktykują kanibalizm, to musi to być dobre. Z kolei błąd moralistyczny polega na przekonaniu, że co jest dobre, musi mieć miejsce w naturze. Błąd ten leży u podłoża nierzetelnego referowania świata przyrody przez lektorów w filmach przyrodniczych, według których lwy miłosiernie mordują wyłącznie słabe i schorowane jednostki, myszy nie czują bólu, gdy pożerają je koty, żuk gnojowy przetwarza odchody z korzyścią dla ekosystemu i tak dalej. Z błędu moralistycznego wynika także wiara, że ludzie nie mogą z natury pragnąć mordować, gwałcić, kłamać lub kraść, ponieważ byłoby to zbyt przygnębiające> > Błąd naturalistyczny. To, że coś występuje w naturze nie oznacza, że jest dobre.> * Naturalizm jest doktryną, że w wyjaśnianiu zjawisk nie można wykraczać poza zjawiska i prawa przyrody. Naturalizm metafizyczny głosi to, ponieważ odrzuca istnienie jakichkolwiek przedmiotów lub zdarzeń leżących poza przyrodą. "Naturalizm [metodologiczny] nie utrzymuje, że wszystkie przedmioty są materialne, ale że cokolwiek istnieje, może zadowalająco być wyjaśnione w terminologii przyrodniczej, to znaczy naukowo. Naturalizm [metodologiczny] jest faktycznie proklamacją wszechkompetencji czy najwyższej kompetencji nauki". Uczeni bardzo łatwo przechodzą od naturalizmu metodologicznego do naturalizmu metafizycznego.Prosiłbym o pisanie na temat.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | . > Błąd naturalistyczny. To, że coś występuje w naturze nie oznacza, że jest dobre. Który to naturalizm * i gdzie twierdzi lub zaprzecza: "To, że coś występuje w naturze nie oznacza, że jest dobre." Bez odpowiedzialności za to co się pisze, to można sobie pieprzyć głupoty długo i namiętnie.> pl.wikipedia.org/wiki/Odwołanie_do_natury"Odwołanie do natury, nazywane niekiedy błędem naturalistycznym",Dobra udowodnił Pan, iż nie tylko on głupoty wypisuje. > Steven Pinker z kolei zauważa, że:> Błąd naturalistyczny to idea, według której to, co obecne w naturze, jest dobre. Stanowiła ona podstawę socjaldarwinizmu, wiary, że pomaganie biednym i chorym stoi w sprzeczności z ewolucją, która polega na przetrwaniu najsilniejszych. Takie rozumienie "błędu naturalistycznego" jest tak samo przyjęte wśród biologów jak rozumienie socjaldarwinizmu. Czyli nie ma takiej głupoty jakiej człowiek nie jest zdolnym wymyślić. * Naturalizm jest doktryną, że w wyjaśnianiu zjawisk nie można wykraczać poza zjawiska i prawa przyrody. Naturalizm metafizyczny głosi to, ponieważ odrzuca istnienie jakichkolwiek przedmiotów lub zdarzeń leżących poza przyrodą. "Naturalizm [metodologiczny] nie utrzymuje, że wszystkie przedmioty są materialne, ale że cokolwiek istnieje, może zadowalająco być wyjaśnione w terminologii przyrodniczej, to znaczy naukowo. Naturalizm [metodologiczny] jest faktycznie proklamacją wszechkompetencji czy najwyższej kompetencji nauki". Uczeni bardzo łatwo przechodzą od naturalizmu metodologicznego do naturalizmu metafizycznego.> Prosiłbym o pisanie na temat.To ważne, ale jeszcze ważniejszym jest nie wypisywanie głupot. Nawet na temat. Moja uwaga na temat naturalizmu była bardzo merytoryczną i pokazującą Pańską błędną interpretację wyrwanego z kontekstu zdania wielkiego uczonego. To nie sztuka przepisać od autorytetu jakieś jedno zdanie (zresztą bez podania źródła), trzeba rozumieć cały kontekst, w którym zostało ono użyte. _____________ Pan Olson: Przede wszystkim radziłbym czytać ze zrozumieniem. Piszę do ludzi inteligentnych, nastawionych na zrozumienie wypowiedzi. Wyjaśniłem tu definicje, więc po co rozmawiać o słownikowych desygnatach? Język jest kodem porozumiewania się, wymaga też kreatywności, a nie tylko zrozumienia sztywnych definicji. (...) Takie czepianie się słówek i wklejanie słownikowych definicji zdradza brak klasy i kreatywności, ale przede wszystkim pokazuje, że nie zależy Panu na dyskusji, tylko na tym żeby "udowadniać swoje racje". Podobnie dyskutuje np Andrzej Bogusławski, któremu kilkakrotnie to wytykałem._____________ Pan Olson: Niestety jest Pan bardzo zafiksowany na definicjach (rzecz jasna tych własnych lub zaczerpniętych ze słownika). Tak jakby Pan zapomniał, że definicje służą ludziom aby się porozumieć, a nie po to żeby zamykać się w jednej interpretacji. Dlatego najlepiej wspólnie uzgodnić pewne pojęcia, pamiętając też, że każde pojęcie jest wieloznaczne i można je przypisać różnym definicjom. Prawdziwe zrozumienie odbywa się poza słowami.@@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | No i pokazuje Pan kolejny raz swoje zafiksowanie lingwistyczne. Zamiast myśleć o desygnatach, Pan myśli o słowach i własnym rozumieniu ich znaczeń.
Błąd naturalistyczny nie dotyczy naturalizmu metodologicznego, ani ontologicznego. Dotyczy tylko rozpatrywania moralności przez pryzmat tego czy coś jest naturalne...
A wystarczy tylko chcieć zrozumieć.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | . >No i pokazuje Pan kolejny raz swoje zafiksowanie lingwistyczne. Zamiast myśleć o desygnatach, Pan myśli o słowach i własnym rozumieniu ich znaczeń. Tak, moje zafiksowanie pokazuje mi, iż powyższa Pańska myśl pozbawiona jest sensu.
>Błąd naturalistyczny nie dotyczy naturalizmu metodologicznego, ani ontologicznego. >Dotyczy tylko rozpatrywania moralności przez pryzmat tego czy coś jest naturalne... Tak, można pieprzyć na okrągło używając wydumanej na potrzeby chwili terminologii. Wyjaśniłem co miałem do wyjaśnienia i kto chciał i potrafił to zrozumiał.
>A wystarczy tylko chcieć zrozumieć. Rozumiem. Pan sądzi, iż rozumie i to Panu wystarcza.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Tak, moje zafiksowanie pokazuje mi, iż powyższa Pańska myśl pozbawiona jest sensu.
Czyli Pan nie zrozumiał. Nie nowość.
>Tak, można pieprzyć na okrągło używając wydumanej na potrzeby chwili terminologii.
Nie wymyślonej na potrzeby chwili tylko dość powszechnej terminologii.
>Wyjaśniłem co miałem do wyjaśnienia i kto chciał i potrafił to zrozumiał.
Nic Pan nie wyjaśnił, ale może tak się Panu wydawało.
>>A wystarczy tylko chcieć zrozumieć. >Rozumiem. Pan sądzi, iż rozumie i to Panu wystarcza.
Nie, to Pan przecież najlepiej wszystko rozumie... tzn tak Pan sądzi i to Panu wystarcza.
|
|
| | |  | 1 na 1 | wsx666 (1067 punktów) |
>A DLACZEGO, Twoim zdaniem, warto mieć dzieci? >Z jakich przyczyn ludzie powinni, jak rozumiem, być rodzicami? >Wymienisz te przyczyny?
1. Nigdy nigdzie nie napisałem, że WARTO mieć dzieci. 2. Nie ma moim zdaniem takich przyczyn, nigdy nie napisałem, że ktokolwiek POWINIEN zostać rodzicem.
Napisałem, że absurdalne wydaje mi się NIE POSIADANIE dziecka, ze względów zanieczyszczonego środowiska, czy innych negatywnych czynników, ponieważ dziecko biedne z zanieczyszczonego miasta, również może w przyszłości jako dorosły człowiek wyjechać na Alaskę, czy Hawaje i wieść tam "dobre" życie. Tego nigdy się nie wie.
Koniec i kropka. Dziękuję. Czytaj uważnie i ze zrozumieniem.
Pozdrawiam.
Jeżeli nie realizujesz swoich marzeń, na pewno znajdzie się ktoś, kto Cię zatrudni do realizacji swoich.
|
|
Stefanowicz (2544 punktów) (zablokowany) | A propos Pekinu, to w świecie Wschodu niewdzięczność potomka jest nie do pomyślenia. W naszej kulturze zresztą też. Trzymajmy się obyczajów. Niewdzięczność nie ma sensu, patrzmy na siebie, to może nie popełnimy błędów rodziców. Rodzice popełnili błędy, żebyśmy my nie musieli ich popełniać. Można także spojrzeć na to z tej strony.
|
|
 | 2 na 2 Zielony Tygrys (4780 punktów) (zablokowany) | >Niewdzięczność nie ma sensu, patrzmy na siebie, to może nie popełnimy błędów rodziców. Rodzice popełnili błędy, żebyśmy my nie musieli ich popełniać. Można także spojrzeć na to z tej strony.
Ależ oczywiście, nie powielamy błędów rodziców, popełniamy własne, świeże i oryginalne. Tak samo nasze dzieci.
Najważniejsze w życiu rzeczy nie są rzeczami.
|
|
|  | Stefanowicz (2544 punktów) (zablokowany) |
>Ależ oczywiście, nie powielamy błędów rodziców, popełniamy własne, świeże i oryginalne. Tak samo nasze dzieci. Mądry człowiek uczy się na cudzych błędach.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|