Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
16-06-2026 05:50Mendrek (49 punktów)Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
Ocena 2 na 2
Pytanie jest stare jak ludzkość, ale wraca zawsze wtedy, gdy człowiek staje nad grobem, ruiną miasta albo fotografią dziecka zabitego przez wojnę. Czy można wierzyć w Boga i jednocześnie patrzeć na tragedie świata bez poczucia intelektualnego oszustwa?
Kościół odpowiada: można. Filozofia chrześcijańska wypracowała nawet specjalny termin – teodyceę, czyli próbę usprawiedliwienia Boga wobec zarzutu, że stworzył świat pełen zła. Już samo istnienie tego pojęcia jest znamienne. Nikt przecież nie usprawiedliwia słońca za to, że świeci, ani grawitacji za to, że działa. Usprawiedliwia się tylko tego, wobec kogo istnieją poważne oskarżenia.

Pierwszym argumentem jest wolna wola. Człowiek nie jest marionetką. Może wybierać dobro albo zło, pomagać albo zabijać. Bez wolności nie byłoby odpowiedzialności moralnej. Świat pozbawiony możliwości popełnienia zbrodni byłby również światem pozbawionym możliwości bohaterstwa.
Brzmi to rozsądnie. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy pytamy o cenę tej wolności. Czy rzeczywiście koniecznym warunkiem ludzkiej swobody musiały być wojny, obozy koncentracyjne i ludobójstwa? Czy wszechmocny Stwórca nie potrafił wymyślić świata, w którym człowiek pozostaje wolny, ale nie może zamienić Europy w cmentarz?

W odpowiedzi słyszymy często o cierpieniu jako „szkole duszy”. Dzięki niemu uczymy się odwagi, współczucia i poświęcenia. To prawda. Nikt nie nauczy się miłosierdzia w świecie całkowicie pozbawionym bólu. Ale i tutaj pojawia się pewien rachunek, który nie chce się zgodzić. Jeśli cierpienie ma charakter pedagogiczny, to jaką lekcję otrzymało dziecko umierające z głodu? Jaką moralną edukację wyniosły miliony ofiar Auschwitz?

Niebezpieczeństwo tej teorii polega na tym, że bardzo łatwo zamienia ona ludzką tragedię w środek dydaktyczny. A wtedy cierpienie przestaje być skandalem, staje się narzędziem. Tymczasem człowiek instynktownie buntuje się przeciw takiej logice.
Kiedy argumenty zawodzą, pozostaje tajemnica. Boski plan jest większy od ludzkiego rozumu. Możliwe, że wszystko ma sens, którego jeszcze nie dostrzegamy.
To stanowisko ma jedną niezaprzeczalną zaletę: nie da się go obalić. Ma też wadę równie oczywistą: nie da się go sprawdzić. Tajemnica jest ostatnim schronieniem wiary i pierwszym celem krytyka. Jednemu daje ukojenie, drugiemu wydaje się eleganckim sposobem uniknięcia odpowiedzi.

Chrześcijaństwo dodaje jeszcze jeden element. Bóg nie stoi z boku. W osobie Chrystusa sam doświadcza cierpienia. Nie jest zimnym administratorem kosmosu, lecz uczestnikiem ludzkiego losu.
To bez wątpienia najbardziej poruszająca część chrześcijańskiej odpowiedzi. Tyle że historia zna również drugą stronę medalu. Krucjaty, stosy, prześladowania religijne i wojny prowadzone pod świętymi sztandarami pokazują, że człowiek potrafi uczynić z religii narzędzie przemocy równie skutecznie jak z ideologii politycznej. Krzyż nie zawsze powstrzymywał przed zadawaniem cierpienia. Niekiedy stawał się jego sztandarem.

Wreszcie pozostaje kwestia łaski. Święty Paweł pisze, że tam, gdzie rozmnożył się grzech, jeszcze bardziej obfitowała łaska. Zdanie piękne, ale prowokujące. Bo skoro łaska jest większa od grzechu, to czy nie osłabia to poczucia odpowiedzialności? Kościół odpowiada, że nie, ponieważ przebaczenie nie znosi winy. Jednak paradoks pozostaje i od dwóch tysięcy lat pobudza do sporów.

A może prawda jest mniej metafizyczna? Może świat nie posiada ukrytego scenariusza, a tragedie nie są elementem kosmicznego planu? Może cierpienie wynika po prostu z działania praw natury, przypadku i ludzkich decyzji?
Takie stanowisko ma tę przewagę, że nie wymaga usprawiedliwiania nikogo poza nami samymi. Nie pyta, dlaczego Bóg dopuścił zło, lecz dlaczego człowiek je stworzył albo dlaczego nie potrafił mu zapobiec.

Nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów. Bo jeśli nie istnieje wyższy sens, musimy go stworzyć sami. To zadanie trudniejsze, niż się wydaje. Łatwiej bowiem odkryć gotowy plan niż wziąć odpowiedzialność za jego brak.
Dlatego spór o Boga i cierpienie prawdopodobnie nigdy się nie skończy. Wierzący widzą w nim próbę, tajemnicę albo drogę do zbawienia. Niewierzący dostrzegają przypadek, naturę i konsekwencje ludzkich działań. Jedni i drudzy stoją jednak wobec tego samego faktu: cierpienie istnieje.
A skoro istnieje, najważniejsze nie jest to, kto ma rację w metafizycznym sporze, lecz czy potrafimy zmniejszyć jego ilość choćby o jeden ludzki los.
(Aby odpowiedzieć, musisz się zalogować)
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Lolek_Salambek (2665 punktów)
> Pytanie jest stare jak ludzkość, ale wraca zawsze wtedy, gdy człowiek staje nad grobem, ruiną miasta albo fotografią dziecka zabitego przez wojnę. Czy można wierzyć w Boga i jednocześnie patrzeć na tragedie świata bez poczucia intelektualnego oszustwa?
>..........

-----------------

Witaj Mendrek 😊 - ciekawe jest to co napisałeś

Odpowiem w mój ulubiony sposób czyli w punktach:

• to co piszę jest to percepcja świata z pozycji antyklerykała oraz agnostyka teistycznego ale w jakimś sensie o tyle specyficznego, że utożsamiającego się z większością wartości katolickich (najmniej utożsamiam się z postrzeganiem seksualności człowieka przez Kościół Katolicki)

• jedną z cnót katolicyzmu, zresztą bardzo bliskich stoicyzmowi, który staram się realizować swoim życiu; jest cnota pokory

• w duchu tejże cnoty oraz w duchu wspomnianych wyżej percepcji świata; odpowiedzi na Twoje pytania z mojej strony sprowadzają się właściwie do jednego; a mianowicie:

Cytat:
Czy można wierzyć w Boga i jednocześnie patrzeć na tragedie świata bez poczucia intelektualnego oszustwa?

Otóż moim zdaniem można.

Logika jest tu bardzo prosta.

A mianowicie.
Jeśli przyjąć założenie, że istnieje jakiś wyższy byt (Stwórca) to można w łatwy sposób znaleźć odpowiedź na zadawane przez Ciebie pytania w postaci:

"Jeśli istnieje Stwórca / Wyższy Byt niż ludzie to być może jest tak, że Byt ten kieruje się swoją, wyższą logiką, której człowiek jako byt niższy nie jest w stanie zrozumieć"
.

Koniec i kropka .

Mnie tego typu sposób rozumowania daje w znacznym stopniu poczucie spokoju 😊 oraz dystansu 😊 w kontekście różnych trudnych pytań, które również bardzo często przychodzą mi do głowy; w szczególności zaś pytań o charakterze egzystencjalnym.

To takie moje spojrzenie w tym zakresie.

Jednym ze słów kluczowych tego spojrzenia jest słowo "pokora".






.



S pozdravem


Zwierzęta podobnie jak ludzie mają BARDZO SILNY INSTYNKT ŻYCIA oraz ODCZUWAJĄ CIERPIENIA
Im więcej myślę o tym jak powstał Wszechświat tym bardziej utwierdzam się w swoim AGNOSTYCYŹMIE !
panTeista (6808 punktów)

Stwierdzenie Karola Wojtyły że Bóg jest miłością, to jedna z największych bzdur.
.
16-06-2026 08:07 
 Ocena 1 na 1
Lolek_Salambek (2665 punktów)
> Stwierdzenie Karola Wojtyły że Bóg jest miłością, to ....

----------------

Witaj Panteisto 😊 - moim zdaniem (wybacz proszę to nie atak na Ciebie) zacytowane przez Ciebie stwierdzenie ma podobnie dogmatyczny wymiar jak na przykład Twoja wiara w koncepcje panteistyczne czy mój agnostycyzm.

Tak uważam.




.


S pozdravem



Zwierzęta podobnie jak ludzie mają BARDZO SILNY INSTYNKT ŻYCIA oraz ODCZUWAJĄ CIERPIENIA
Im więcej myślę o tym jak powstał Wszechświat tym bardziej utwierdzam się w swoim AGNOSTYCYŹMIE !
16-06-2026 13:43 
 Ocena 3 na 3
panTeista (6808 punktów)
>> Stwierdzenie Karola Wojtyły że Bóg jest miłością, to ....
>----------------
>moim zdaniem (wybacz proszę to nie atak na Ciebie) zacytowane przez Ciebie stwierdzenie ma podobnie dogmatyczny wymiar jak na przykład Twoja wiara w koncepcje panteistyczne czy mój agnostycyzm.
>Tak uważam.

Podzielam Twoje zdanie- są to dogmaty.
Uważam że dogmaty można poddawać krytyce.

Pozdrawiam
16-06-2026 15:22 
 Ocena 1 na 1
Lolek_Salambek (2665 punktów)

>>moim zdaniem (wybacz proszę to nie atak na Ciebie) zacytowane przez Ciebie stwierdzenie ma podobnie dogmatyczny wymiar jak na przykład Twoja wiara w koncepcje panteistyczne czy mój agnostycyzm.
>>Tak uważam.
>Podzielam Twoje zdanie- są to dogmaty.
>Uważam że dogmaty można poddawać krytyce.

______

No to Panteisto - pelna zgoda.

😃


Zwierzęta podobnie jak ludzie mają BARDZO SILNY INSTYNKT ŻYCIA oraz ODCZUWAJĄ CIERPIENIA
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Pytanie jest stare jak ludzkość, ale wraca zawsze wtedy, gdy człowiek staje nad grobem, ruiną miasta albo fotografią dziecka zabitego przez wojnę. Czy można wierzyć w Boga i jednocześnie patrzeć na tragedie świata bez poczucia intelektualnego oszustwa?

Nie rozumiem tych ludzi, którzy przeżyli tragedię, nieraz więcej niż jedną, a nadal wierzyli.
Mój wujek miał czworo dzieci, dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Najpierw umarła jedna z dziewczynek. Miała pięć lub sześć lat. Potem zmarł jeden z chłopców. Miał dwa lata. Po wielu latach w wieku dwudziestu pięciu lat zmarł drugi syn. Została jedna córka. Ta żyje nadal.
Ciotka mówiła, że kogo Pan Bóg kocha, temu krzyże daje. Nie rozumiała, że zła jest taka miłość, która zabrała jej troje dzieci. Nie wiedziała, czy Bóg kochał te jej dzieci, które zmarły, czy też ich nie kochał. Do końca wierzyła w Boga. Wujek zwątpił i w miłość Boga i w jego istnienie.

Jan Woleński, słynny polski filozof, napisał (zob. Granice niewiary s. 147):
--- Bóg może i chce zapobiec złu, a ono nadal istnieje - jest to niezrozumiałe z punktu widzenia tych boskich przymiotów;
--- Bóg nie może zapobiec złu, chociaż tego chce - a zatem nie jest wszechmocny;
--- Bóg może zapobiec złu, ale tego nie chce - a zatem nie kocha ludzi nieograniczoną miłością;
--- Bóg nie może i nie chce zapobiec złu - a zatem nie jest ani wszechmocny, ani też nie kocha ludzi ponad wszystko.

>Kościół odpowiada: można. Filozofia chrześcijańska wypracowała nawet specjalny termin - teodyceę, czyli próbę usprawiedliwienia Boga wobec zarzutu, że stworzył świat pełen zła. Już samo istnienie tego pojęcia jest znamienne. Nikt przecież nie usprawiedliwia słońca za to, że świeci, ani grawitacji za to, że działa. Usprawiedliwia się tylko tego, wobec kogo istnieją poważne oskarżenia.

Kościół nie może inaczej mówić. Zwątpienie w istnienie Boga i jego wielką miłość do ludzi byłaby równoznaczna z końcem wiary wielu milionów chrześcijan.

Tadeusz Kotarbiński, równie wybitny polski filozof, napisał (cytuję z pamięci):
Wobec ogromu zła dziejącego się na ziemi, bluźnierstwem jest pomawiać Boga o istnienie.
Lepiej napisać nie można. Cała teodycea legła w gruzach.

>Pierwszym argumentem jest wolna wola. Człowiek nie jest marionetką. Może wybierać dobro albo zło, pomagać albo zabijać. Bez wolności nie byłoby odpowiedzialności moralnej. Świat pozbawiony możliwości popełnienia zbrodni byłby również światem pozbawionym możliwości bohaterstwa.
>Brzmi to rozsądnie. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy pytamy o cenę tej wolności. Czy rzeczywiście koniecznym warunkiem ludzkiej swobody musiały być wojny, obozy koncentracyjne i ludobójstwa? Czy wszechmocny Stwórca nie potrafił wymyślić świata, w którym człowiek pozostaje wolny, ale nie może zamienić Europy w cmentarz?

Nie wiem, jak ten dylemat rozwiązać. W którąkolwiek stronę skieruje się nasze rozumowanie, zawsze będą argumenty za i przeciw.
Wiem natomiast, że wszechpotężny Bóg mógł ten nasz świat stworzyć innym. Cóż mu przeszkadzało? Tworząc świat ex nihilo nie był ograniczony czymkolwiek poza sobą i własnymi możliwościami. Psu na budę wtedy tę całą wolną wolę (której ponoć i tak nie mamy) oraz odpowiedzialność moralną z bohaterstwem do towarzystwa.

>W odpowiedzi słyszymy często o cierpieniu jako "szkole duszy". Dzięki niemu uczymy się odwagi, współczucia i poświęcenia. To prawda. Nikt nie nauczy się miłosierdzia w świecie całkowicie pozbawionym bólu. Ale i tutaj pojawia się pewien rachunek, który nie chce się zgodzić. Jeśli cierpienie ma charakter pedagogiczny, to jaką lekcję otrzymało dziecko umierające z głodu? Jaką moralną edukację wyniosły miliony ofiar Auschwitz?

Na ścianie celi w Auschwitz-Birkenau jakiś chłopczyk napisał: "Mamusiu przecież ja byłem grzeczny". W ten sposób wyrzucił z siebie całą bezsilność, ból i rozpacz. To jest przerażające. To rozdziera serce. A ludzie nadal wierzą w tego Boga, który nie pomógł temu chłopcu.
Mogli wtedy obrońcy Pana Boga wytłumaczyć chłopcu całą teodyceę i na dokładkę dodać, że jego ból i cierpienie ma charakter wychowawczy.
W naszych czasach w najbiedniejszych krajach Afryki średnio co pięć minut umiera z głodu jedno dziecko w wieku do pięciu lat. Czy są tam obrońcy Pana Boga? Nie ma? Gdzież się podziali? A może kolejny wysłannik Pana Boga powie właśnie tam, że używanie prezerwatyw jest grzechem wielkim.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Elasp (6859 punktów)

>W naszych czasach w najbiedniejszych krajach Afryki średnio co pięć minut umiera z głodu jedno dziecko w wieku do pięciu lat. Czy są tam obrońcy Pana Boga? Nie ma? Gdzież się podziali? A może kolejny wysłannik Pana Boga powie właśnie tam, że używanie prezerwatyw jest grzechem wielkim.

Minimalizacja cierpień nigdy nie zadowoli człowieka. Jeżeli dziś ludzie przestaną umierać z głodu, inni znajdą jutro inny powód do utyskiwania. Czy w końcu to, że musimy w ogóle zdobywać pożywienie, motywowani niemiłym uczuciem głodu, nie dostarcza także argumentu tym, którzy twierdzą, że istnienie zła nie daje się pogodzić z istnieniem Boga? Czy fakt, że w ogóle trzeba się o cokolwiek starać, nie daje się przekształcić w argument przeciw Bożej wszechmocy lub dobroci? Bo przecież On mógłby nam dać wszystkiego pod dostatkiem, skoro więc nie daje, nie jest wszechmocy, albo dobry. Nawet ciągłe przeżywanie niezmąconej przyjemności powoduje przesyt i nudę. Po co w ogóle istnieć poza Boskim bytem, skoro Bóg, jako najdoskonalszy i najlepszy, nie powinien pozwolić na to, byśmy byli z nim rozłączeni - ? Taki argument z "równi pochyłej" unieważnia wszelkie utyskiwania, gdyż pokazuje, że optymalne dla człowieka byłoby w ogóle nieistnienie (nieistnienie własne, w autonomii względem Boga). Prowadzi do wniosku, iż dla człowieka najlepiej byłoby w ogóle nie istnieć.

Człowiekowi dana jest (od Boga, jeżeli istnieje, lub od natury) możność minimalizacji zła. Jest to pozytywna jakość, na której warto skupiać uwagę, aby ją samemu realizować. Argumenty budowane na faktach niesprawiedliwej śmierci ludzi niczemu niewinnych mają bardziej znaczenie psychologiczne, niż logiczne.
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Kiedy argumenty zawodzą, pozostaje tajemnica. Boski plan jest większy od ludzkiego rozumu. Możliwe, że wszystko ma sens, którego jeszcze nie dostrzegamy.

Ten sens, o ile jest, to tu na ziemi, a nie w niebiańskich przestworzach. Jeśli teraz tego sensu nie dostrzegamy, to zapewne nigdy nie dostrzeżemy, prawdopodobnie dlatego, że go nie ma.
Możliwe jest, że boski plan jest większy od naszego rozumu. Możliwe jest, że żadnego planu nie ma, Ot po prostu, istnieje wszechświat i my na nim istniejemy ze wszystkim co dobre i ze wszystkim co złe los postawi na naszej drodze. I to wszystko, po prostu istniejemy.

>To stanowisko ma jedną niezaprzeczalną zaletę: nie da się go obalić. Ma też wadę równie oczywistą: nie da się go sprawdzić. Tajemnica jest ostatnim schronieniem wiary i pierwszym celem krytyka. Jednemu daje ukojenie, drugiemu wydaje się eleganckim sposobem uniknięcia odpowiedzi.

A zatem ta tajemnica ma dwa oblicza, a rzecz cała zależna jest od tego, z której strony patrzymy.
Gdy ksiądz mówi "Oto tajemnica Boża", odbiera osobom wierzącym możliwość zadania jakiegokolwiek pytania, a zatem kończy dyskusję. Oczywiście osoba wierząca wierzy w to, co ksiądz mówi, czyli wierzy, że istnieje tajemnica, do której on, zwykły śmiertelnik, nie ma dostępu.
Ale ateista te słowa księdza uznaje za nieuczciwe z tego choćby tylko powodu, że ksiądz tak naprawdę nie wie, czy to jest rzeczywiście boska tajemnica.

>Chrześcijaństwo dodaje jeszcze jeden element. Bóg nie stoi z boku. W osobie Chrystusa sam doświadcza cierpienia. Nie jest zimnym administratorem kosmosu, lecz uczestnikiem ludzkiego losu.

Skoro definiujemy Boga jako byt po stokroć doskonalszy od najdoskonalszego bytu, jaki człowiek jest sobie w stanie wyobrazić, to taki byt na pewno nie może być człowiekiem, bo ten doskonały nie jest. Jak zatem Jezus może być Bogiem?
Ubieranie Jezusa w boskie szaty nie odbywało się bez przyczyny.
Nadszedł taki czas, w którym ortodoksyjni przywódcy i ojcowie Kościoła postawili przed sobą nowe wyzwanie, by uczynić Jezusa Synem Bożym, czyli de facto Bogiem. Coś sfałszowano, coś dopisano do Nowego Testamentu, oczywiście nie po raz pierwszy, i cel osiągnięto. Jezus z Nazaretu, prowincjonalny prorok i nauczyciel z galilejskiej wioski Nazaret, żydowski chłop (ang. peasant) z rejonu Morza Śródziemnego, jak nazwał go John D. Crossan, został Bogiem, a chrześcijaństwo z rangi jednej z wielu religii Imperium stało się w drugiej połowie IV wieku n.e. dominującą i obowiązującą religią Imperium.

Niewątpliwie Jezus cierpiał, bo jego Ojciec wysłał go na śmierć przez ukrzyżowanie, po to wyłącznie, by śmiercią swą zmazał skazę grzechu pierworodnego, z którym nie miał absolutnie nic wspólnego, a także zmazał wszystkie inne grzechy popełniane przez ludzi, których sam jako istota doskonała nie popełniał.
Nawiasem mówiąc, czy dla osiągnięcia tego niesprawdzalnego celu, będącego wyłącznie jednym z elementów chrześcijańskiej wiary, Bóg musiał wysłać swego Syna na śmierć, na dodatek tak okrutną. Czy możliwe było osiągnięcie tego celu bez skazywania kogokolwiek na śmierć? Ani Nowy Testament, ani żaden papież czy inny purpurat chrześcijański, nie udzielił jeszcze odpowiedzi na te pytania.

To była moja dygresja. Już wracam do istoty dyskusji.
W religiach przedchrześcijańskich, a myślę tu przede wszystkim o starożytnych religiach Rzymu i Grecji, Bóg był oddalony od ludzi o wysokość Olimpu, najwyższego masywu górskiego w Grecji, który był siedzibą bogów, co ciekawe - dwunastu bogów. Ta liczba jest skądinąd doskonale znana z Biblii. Siedzieli sobie ci bogowie na Olimpie i popijali nektar albo wino z miodem, a może nawet jakaś dobra whisky się znalazła, lecz ludzkimi sprawami zbytnio się nie interesowali. Od czasu do czasu jakiś bóg schodził wprawdzie na ziemię, ale w swoich boskich sprawach a nie w tych przyziemnych ludzkich. Chrześcijaństwo dokonało zwrotu o 180 stopni: oto Bóg w osobie Jezusa, Syna Bożego i człowieka jednocześnie, zszedł na ziemię do ludzi, tak jak oni znosi trudy codziennego życia, aż w końcu cierpi i umiera, by w ten sposób zapewnić ludziom zbawienie i wieczne życie po śmierci.
To musiało zadziałać i zadziałało. Takiego Boga ludzie potrzebowali, takiego znaleźli, więc w niego uwierzyli i poszli za nim. I tak to nadal trwa.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Andrzej.51 (15814 punktów)
>To bez wątpienia najbardziej poruszająca część chrześcijańskiej odpowiedzi. Tyle że historia zna również drugą stronę medalu. Krucjaty, stosy, prześladowania religijne i wojny prowadzone pod świętymi sztandarami pokazują, że człowiek potrafi uczynić z religii narzędzie przemocy równie skutecznie jak z ideologii politycznej. Krzyż nie zawsze powstrzymywał przed zadawaniem cierpienia. Niekiedy stawał się jego sztandarem.
>Wreszcie pozostaje kwestia łaski. Święty Paweł pisze, że tam, gdzie rozmnożył się grzech, jeszcze bardziej obfitowała łaska. Zdanie piękne, ale prowokujące. Bo skoro łaska jest większa od grzechu, to czy nie osłabia to poczucia odpowiedzialności? Kościół odpowiada, że nie, ponieważ przebaczenie nie znosi winy. Jednak paradoks pozostaje i od dwóch tysięcy lat pobudza do sporów.

Tak. W Liście do Rzymian Paweł napisał:
[...]gdzie zaś grzech się rozmnożył, tam łaska bardziej obfitowała. Żeby jak grzech panował przez śmierć, tak i łaska panowała przez usprawiedliwienie ku żywotowi wiecznemu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego (Rz 5, 20-21).
To bardzo ważne słowa, ale stały się bombą z opóźnionym zapłonem. Cóż bowiem one mówią? Otóż słowa te niemal zapewniają, że "jeśli zgrzeszysz, to spotka Cię łaska i grzech zostanie ci wybaczony, a więc grzesz do woli, łaska będzie ci dana". Paweł zdawał sobie z tego sprawę, dlatego już w następnych wersetach czym prędzej napisał:
Cóż więc powiemy? Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitsza była? Przenigdy! Jakże my, którzy grzechowi umarliśmy, jeszcze w nim żyć mamy? (Rz 6, 1-2)

Pomimo tego "sprostowania", które dopisał Paweł problem jednak pozostał. Znany jest od setek lat rozdźwięk między sprawiedliwością z jednej strony a miłością (miłosierdziem) z drugiej.
Sprawiedliwość mówi: "za zły czyn musi być kara, za dobry nagroda".
Miłosierdzie, czyli łaska mówi: "jeśli zgrzeszyłeś, okażemy ci łaskę i unikniesz kary sprawiedliwej". A więc łaska już z definicji jest niesprawiedliwa.

Łaska jest jednak religii potrzebna. Jeśli się ją usunie, religia straci swą atrakcyjność, gdyż stanie się w jakiejś części surowym prawem.
Co zatem zrobił Paweł? Postawił na miłość (miłosierdzie), która jest silniejsza niż grzech. I zwyciężył, gdyż dał możliwość wybaczenia, której wszyscy potrzebujemy.

>A może prawda jest mniej metafizyczna? Może świat nie posiada ukrytego scenariusza, a tragedie nie są elementem kosmicznego planu? Może cierpienie wynika po prostu z działania praw natury, przypadku i ludzkich decyzji? Takie stanowisko ma tę przewagę, że nie wymaga usprawiedliwiania nikogo poza nami samymi. Nie pyta, dlaczego Bóg dopuścił zło, lecz dlaczego człowiek je stworzył albo dlaczego nie potrafił mu zapobiec.

Pod tym, co napisałeś, podpisuję się dwoma rękami. Gdybym miał trzecią, też bym się nią podpisał.
Świat nie posiada żadnego scenariusza i żadnego celu przed sobą, gdyż nie miał kto tego określić. Świat po prostu jest, i my też jesteśmy.

Nie ma żadnego Boga, nie ma żadnego Stwórcy. Jesteśmy my i tylko my. Nikt nie dał nam żadnego kodeksu moralności, bo nie miał kto nam go dać, więc sami go sobie ułożyliśmy. Nikt za nas nic nie zrobił, nic nam nie podpowiedział, bo na tym świecie jesteśmy przeraźliwie sami, więc sami do wszystkiego musimy dochodzić. Nikt nie otrze nam łez, gdy będziemy się smucić, więc sami musimy je sobie wytrzeć. Nikt nam w niczym nie pomoże, bo pomóc musimy sobie sami. Nikt nie będzie się razem z nami cieszył z sukcesów, które sami osiągamy.
Wszystko, co mamy - medycynę ratującą nam życie, technikę ułatwiającą nam życie, prawo zapewniające sprawiedliwość, sztukę dającą nam radość i wiele innych jeszcze rzeczy, sami sobie krok po kroku zbudowaliśmy. Nikt nie dał nam żadnych forów, daliśmy sobie radę w przeraźliwie pustym kosmosie.
Odrzucenie Boga nie oznacza ani nihilizmu, ani beznadziei, ani zbrodniarzy czyhającymi za każdym rogiem. Wręcz przeciwnie, ta samotność bez Boga doprowadziła nas do głębokiego humanizmu.
To się nazywa egzystencjalizm ateistyczny.

>Nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów. Bo jeśli nie istnieje wyższy sens, musimy go stworzyć sami. To zadanie trudniejsze, niż się wydaje. Łatwiej bowiem odkryć gotowy plan niż wziąć odpowiedzialność za jego brak.

To jest tak, jakbyśmy chcieli siebie samego za włosy z bagna wyciągnąć.

>Dlatego spór o Boga i cierpienie prawdopodobnie nigdy się nie skończy. Wierzący widzą w nim próbę, tajemnicę albo drogę do zbawienia. Niewierzący dostrzegają przypadek, naturę i konsekwencje ludzkich działań. Jedni i drudzy stoją jednak wobec tego samego faktu: cierpienie istnieje.
>A skoro istnieje, najważniejsze nie jest to, kto ma rację w metafizycznym sporze, lecz czy potrafimy zmniejszyć jego ilość choćby o jeden ludzki los.

A jak mamy zmniejszyć? Widzimy przecież - bez wskazywania winnych - co się dzieje na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie. Widzimy głodujące dzieci w najbiedniejszych krajach Afryki. Widzimy przymusową pracę dzieci.Widzimy pedofilię panoszącą się wśród możnych tego świata... Można z tym coś zrobić?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365