Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy istnieje naukowa (weryfikowalna) definicja boga?

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
03-05-2026 13:08Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)Czy istnieje naukowa (weryfikowalna) definicja boga?
0 na 2
.

Jeżeli nie mamy naukowej definicji (tego wydumanego przez ludzi stwora) wszelkie dywagacje na temat jego istnienia, w nauce, pozbawione są sensu. To tylko takie ecie pecie.

>Ostateczny dowód na istnienie Boga (dowód może być tylko rozumowy, oparty na abstrakcyjnym

>myśleniu, nie może być dowodem opartym np. na doświadczeniu zmysłowym), istoty stwórczej, można

>wyprowadzić wprost z koniecznych cech samego istnienia. Oto on:

>1. Istnienie to nie tylko fakt, ale fakt, który wymaga swojego stwierdzenia. Ta konieczność

>zawiera się w samej intuicji istnienia.

>2. Nie będąc istnieniem stwierdzonym - równie dobrze może nie być, na jedno wychodzi (kamień sam dla

>siebie nie istnieje - jak więc istnieje?).

>3. Stwierdzić istnienie może tylko jakaś świadomość.

>4. Byt ten musi być bytem nie tylko świadomym, ale przynajmniej zdolnym do budowania abstrakcyjnej

>wiedzy, bo bez tego byłby niezdolny do objęcia całości istnienia.

>5. Ten świadomy byt nie mógłby pojawić się dopiero w ramach już jakiegoś istnienia, gdyż on musi je

>potwierdzać w całej jego rozciągłości, a tym samym musi być mu przynajmniej jednoczesnym.

>6. Jako że istnienia nigdy nie mogło nie być, bo już nie byłoby z tej sytuacji odwrotu, tym samym

>nigdy nie mogło nie być bytu go stwierdzającego.

>7. Jako, że to stwierdzenie nie może być dopiero na podstawie już jakiegoś istnienia, bo nie mogłoby

>być mu przynajmniej jednoczesne, musi być zatem je uprzedzające, gdyż inaczej nie mogło by dotyczyć

>istnienia w całej jego rozciągłości, a nie tylko jakiegoś konkretnego. Musi je więc uprzedzać, żeby

>móc je objąć w całej jego rozciągłości, a nie tylko lokalnie.

>8. Stwierdzenie nie może być zatem tylko reakcją na istnienie, bo to wtedy ono by je uprzedzało,

>musi więc być czymś więcej, niż reakcją wtórną wobec istnienia.

>9. Nie mogąc więc być tylko reakcją na istnienie już będące faktem, bo bez niego istnienie nie mogłoby być faktyczne ani przez moment (patrz pkt 2), musi być czymś to istnienie jednocześnie wprowadzającym, a nie tylko stwierdzającym.

>10. Znamy tylko jedno określenie na taki byt, który spełniałby wszystkie opisane powyżej warunki:

>bycia bytem intelektualnym (pkt 4), jednoczesnym z istnieniem (pkt 5), je uprzedzającym (pkt 7) i wprowadzającym (pkt 9): ludzkość nazywa go stwórcą, bogiem.


>Interesuje mnie TYLKO krytyka poszczególnych punktów, nie ogólna refleksja choćby i w temacie etc.

>Wypowiedzi niepoważne, kpiarskie będę stąd usuwał.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,957671/z,0

-
=======
25-01-2007

Andrzej Bogusławski

Bóg istnieje! Zaraz, zaraz, a co to znaczy Bóg?

Wielce Szanowni Racjonaliści ateiści, dajecie się wmanewrować w twierdzenie, iż - tak jak nie ma dowodów na istnienie Boga - tak nie ma dowodów na jego nieistnienie.

i

Albo jesteście wierzącymi i wtedy ta wiara jest lepsza, która jest mocniejszą, albo stoicie na gruncie nauki, gdzie dowód istnienia (czegokolwiek) spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym. ( Nauka nie zajmuje się żadnymi dowodami "na nieistnieję" ani Pana Boga, ani Baby Jagi, ani krasnoludków).

Ponieważ nie znam, nie tylko żadnego dowodu, ale nawet dającej się logicznie udowodnić przesłanki, iż Bóg istnieje. (Jego istnienie można przyjąć tylko na wiarę - jako aksjomat.) To oczywistym jest, że dla racjonalisty opierającego konsekwentnie swój światopogląd na nauce (naturalizmie metodologicznym) Bóg istnieć nie może.

Co więcej, mówiąc o Bogu istniejącym - oddziaływującym na rzeczywistość - należałoby przedstawić definicję tego bytu oraz wskazać sposoby Jego oddziaływania, także możliwości tego sprawdzenia.

To co wyżej przedstawiłem jest pośrednim dowodem, iż taki byt nie istnieje, a nawet gdyby istniał nie miałoby to żadnego znaczenia dla człowieka.

Duże znaczenie dla ludzi ma idea Boga i wszystkie mity z tą ideą związane. Organizacje religijne i ich struktury, kulty itp. sprawy, ale to już inna bajka.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,70619/z,0

=
07-11-2010
Wielokrotnie na naszym forum wzywano do rzetelnego przedstawienia intelektualnych racji za istnieniem Boga. Nie wiem, czy już w samych założeniach jest to możliwe, gdyż najpierw należałoby ustalić rozumienie "bytu" i "materii" czyli tego co istnieje.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,373243/z,0

==
06-10-2011
Podczas rozmowy z przyjacielem na temat naszego stosunku do Boga zaczęliśmy się zastanawiać: to znaczy do czego? Cóż znaczy ten termin? Czy obaj tak samo go rozumiemy i czy takie rozumienie jest powszechne?

Żyjemy w Polsce, a więc najważniejszym dla nas jest, jak to pojęcie jest rozumiane przez wiernych Kościoła Rzymsko-Katolickiego oraz chrześcijan innych wyznań, ale dla lepszego zrozumienia koniecznym jest zarówno sięgnięcie do jego genezy, jak i dokonania religioznawczych porównań, gdyż w takim wywodzie z jednej strony należy odnosić się do specyfiki określonej religii z drugiej zaś uniwersalistycznych koncepcji Boga zawartych w europejskiej kulturze. www.racjonalista.pl/forum.php/s,454359/z,0

06-10-2011
Pan Brzostowski, co prawda nigdy sam Boga, w którego wierzy nie zdołał nam jakoś tam sensownie opisać, ale kilkakrotnie zarzucił mi, iż to ja jestem ograniczonym i nie jestem w stanie nawet mniej więcej zrozumieć kim jest Bóg:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,672935/z,0
.

.
(Aby odpowiedzieć, musisz się zalogować)
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

haish (2910 punktów)
>.
>Jeżeli nie mamy naukowej definicji (tego wydumanego przez ludzi stwora) wszelkie dywagacje na
>temat jego istnienia, w nauce, pozbawione są sensu. To tylko takie ecie pecie.
>Ostateczny dowód na istnienie Boga (dowód może być tylko rozumowy, oparty na abstrakcyjnym
>>myśleniu, nie może być dowodem opartym np. na doświadczeniu zmysłowym), istoty stwórczej, ........................................................

Wszelkie definicje Boga są pokłosiem idei Avrahama - pomijam to czy ów Avraham był postacią historyczną czy tylko literacką.

Monoteizm jest bardzo wygodny z punktu organizacyjnego w budowaniu systemów religijnych i takie podejście przez tysiąclecia doprowadziło do tego co mamy obecnie.
Jednakże rozwój wielu dziedzin empirycznej nauki obnażył niedoskonałość idei abrahamowej.
Nauka stoi na stanowisku, że
- wszechświat powstał ok. 13,8 mld. lat temu
- życie na planecie Ziemia powstało od ok 3,7-3,9 mld. lat temu.
- początki rozumności w gatunku humanoidów 800 tys. - 1,2 mln lat temu.
- początki mowy u humanoidów "Początki mowy u humanoidów są przedmiotem wielu badań i dyskusji. Wiele naukowców przypuszcza, że mowa artykułowana, znana dzisiaj, powstała około 135 tys. lat temu wśród H. sapiens."
- początki cywilizacji = początki używania znaków pisma "Początki używania znaków pisma sięgają najdawniejszych czasów, znanym zapisem sumeryjskim, który pojawił się około 6000 lat temu. Sumerowie opracowali system znaków potrzebnych do podliczania corocznych plonów, stanu bydła, pojemników ze zbożem."

Analizując powyższe zestawienie dat i 'kamieni milowych', oraz rozróżniając to co niematerialne od tego co materialne dostrzegamy wyraźnie różnicę pomiędzy 'matką naturą'(materialność) od tego co niematerialne(Bóg ojciec).
Taki dualizm jest racjonalny i logiczny - wynika on choćby z tego, że ludzkie niematerialne ego, psychika, tożsamość, umysł, i rozum nie mogą istnieć bez materialnego ciała, natomiast materialne ciało może istnieć i funkcjonować bez w/w niematerialnych rzeczy.

Modlitwy i intencje do matki natury są pozbawione sensu i świadczą o zabobonie i niewiedzy, - co innego automotywacja w kierunku edukacji i powiększania obszaru ludzkiego poznania.( nie muszę chyba dodawać, że ludzkie poznawanie rzeczywistości celem jej zrozumienia jest samo w sobie niematerialne, więc należy do domeny Boga Ojca).

Zaprzeczanie istnieniu rzeczy niematerialnych jest ignorancją i dysfunkcją rozumu.
Żaden człowiek nigdy nie osiągnie poziomu 'rozumności doskonałej' która z założenia jest cechą Jedynego Boga - po za tym że każdy człowiek jest śmiertelny, to każdy ma ograniczoną percepcję(nie widzimy podczerwieni i ultrafioletu, nie słyszymy ultra- i infra- dźwięków itd.).

Z osi czasu 'kamieni milowych' jasno wynika, że rozumność(Bóg Jedyny) w gatunku ludzkim miała początek stosunkowo niedawno względem początku wszechświata(matki natury).

To jest stan faktyczny i nie chce być inaczej - Avraham z poziomu wiedzy jemu współczesnych nie był w stanie zrozumieć tego co jest do zrozumienia obecnie - czyli dwoistości natury rzeczy w odniesieniu do rzeczywistości 'homo spiens'.

To są w skrócie tezy i fakty do współczesnej definicji BOGA.
Problem leży w interesie stron mających wpływ na cenzurowanie treści i ustalanie 'konsensusu środowisk opiniotwórczych'.
haish (2910 punktów)
>>.
>>Jeżeli nie mamy naukowej definicji (tego wydumanego przez ludzi stwora) wszelkie dywagacje na
>>temat jego istnienia, w nauce, pozbawione są sensu. To tylko takie ecie pecie.
>Ostateczny dowód na istnienie Boga (dowód może być tylko rozumowy, oparty na abstrakcyjnym
>>>myśleniu, nie może być dowodem opartym np. na doświadczeniu zmysłowym), istoty stwórczej, ........................................................
>Wszelkie definicje Boga są pokłosiem idei Avrahama - pomijam to czy ów Avraham był postacią historyczną czy tylko literacką.
>Monoteizm jest bardzo wygodny z punktu organizacyjnego w budowaniu systemów religijnych i takie podejście przez tysiąclecia doprowadziło do tego co mamy obecnie.
>Jednakże rozwój wielu dziedzin empirycznej nauki obnażył niedoskonałość idei abrahamowej.
>Nauka stoi na stanowisku, że
>- wszechświat powstał ok. 13,8 mld. lat temu
>- życie na planecie Ziemia powstało od ok 3,7-3,9 mld. lat temu.
>- początki rozumności w gatunku humanoidów 800 tys. - 1,2 mln lat temu.
>- początki mowy u humanoidów "Początki mowy u humanoidów są przedmiotem wielu badań i dyskusji. Wiele naukowców przypuszcza, że mowa artykułowana, znana dzisiaj, powstała około 135 tys. lat temu wśród H. sapiens."
>- początki cywilizacji = początki używania znaków pisma "Początki używania znaków pisma sięgają najdawniejszych czasów, znanym zapisem sumeryjskim, który pojawił się około 6000 lat temu. Sumerowie opracowali system znaków potrzebnych do podliczania corocznych plonów, stanu bydła, pojemników ze zbożem."
>Analizując powyższe zestawienie dat i 'kamieni milowych', oraz rozróżniając to co niematerialne od tego co materialne dostrzegamy wyraźnie różnicę pomiędzy 'matką naturą'(materialność) od tego co niematerialne(Bóg ojciec).
>Taki dualizm jest racjonalny i logiczny - wynika on choćby z tego, że ludzkie niematerialne ego, psychika, tożsamość, umysł, i rozum nie mogą istnieć bez materialnego ciała, natomiast materialne ciało może istnieć i funkcjonować bez w/w niematerialnych rzeczy.
>Modlitwy i intencje do matki natury są pozbawione sensu i świadczą o zabobonie i niewiedzy, - co innego automotywacja w kierunku edukacji i powiększania obszaru ludzkiego poznania.( nie muszę chyba dodawać, że ludzkie poznawanie rzeczywistości celem jej zrozumienia jest samo w sobie niematerialne, więc należy do domeny Boga Ojca).
>Zaprzeczanie istnieniu rzeczy niematerialnych jest ignorancją i dysfunkcją rozumu.
>Żaden człowiek nigdy nie osiągnie poziomu 'rozumności doskonałej' która z założenia jest cechą Jedynego Boga - po za tym że każdy człowiek jest śmiertelny, to każdy ma ograniczoną percepcję(nie widzimy podczerwieni i ultrafioletu, nie słyszymy ultra- i infra- dźwięków itd.).
>Z osi czasu 'kamieni milowych' jasno wynika, że rozumność(Bóg Jedyny) w gatunku ludzkim miała początek stosunkowo niedawno względem początku wszechświata(matki natury).
>To jest stan faktyczny i nie chce być inaczej - Avraham z poziomu wiedzy jemu współczesnych nie był w stanie zrozumieć tego co jest do zrozumienia obecnie - czyli dwoistości natury rzeczy w odniesieniu do rzeczywistości 'homo spiens'.
>To są w skrócie tezy i fakty do współczesnej definicji BOGA.
>Problem leży w interesie stron mających wpływ na cenzurowanie treści i ustalanie 'konsensusu środowisk opiniotwórczych'.

To wszystko nie jest niczym nowym, ani wielkim odkryciem - wszak od dawna znane jest powiedzenie 'duch rządzi materią'. To jest slogan który powtarzają w większości ci którzy go nie rozumieją.
Słowo duch jest absurdem i wymysłem, ale rozumiane jako zbiorcze określenie ego, psychiki, umysłu i rozumu nadaję właściwy sens temu sloganowi. Wszak ludzkość dzięki rozumności jest zdolna do poznawania praw rządzących materią(matką naturą) i wykorzystywaniu tego do tworzenia technologii które materię uplastyczniają. Należy przy tym pamiętać, że ten 'duch' nie może istnieć bez żywego materialnego ciała,- to jest niemożliwe, natomiast wyraźnie wskazuje na symbiozę między homo sapiens i Jedynym Bogiem. Taki Bóg nie istniałby bez ludzkości.
03-05-2026 16:43 
 Ocena 1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)

>Wszelkie definicje Boga są pokłosiem idei Avrahama - pomijam to czy ów Avraham był postacią historyczną czy tylko literacką.
-
Ja nie pytam o wszystkie. Biblioteki na ich spis by zabrakło, a i tak wątpiłbym czy zostały wymienione wszystkie. Pieprzyć można nieskończenie, wystarczy, że się ma czas i ochotę.

Ja zapytałem o tą jedną szczególną naukową, dającą się zweryfikować.
.
Najpierw trzeba przeczytać tekst ze zrozumieniem, a dopiero później gdy ma się coś do powiedzenia, do niego się odnosić.
.
haish (2910 punktów)
>>Wszelkie definicje Boga są pokłosiem idei Avrahama - pomijam to czy ów Avraham był postacią historyczną czy tylko literacką.
>-
>Ja nie pytam o wszystkie. Biblioteki na ich spis by zabrakło, a i tak wątpiłbym czy zostały wymienione wszystkie. Pieprzyć można nieskończenie, wystarczy, że się ma czas i ochotę.
>Ja zapytałem o tą jedną szczególną naukową, dającą się zweryfikować..
>Najpierw trzeba przeczytać tekst ze zrozumieniem, a dopiero później gdy ma się coś do powiedzenia, do niego się odnosić.
>.

Jesteś pyszałkiem, któremu wydaje się i który uważa, że pozjadał wszystkie rozumy - w wolnej dyskusji jest tak, ze każdy wypowiada się według w miarę obiektywnych przesłanek i faktów według stanu na dzień dzisiejszy.
Nie licz na to, ze uda ci się manipulować domagając się odpowiedzi według twoich kryteriów.
Radzę ci przeczytać to co ja napisałem ZE ZROZUMIENIEM - a jak zrozumiesz to pomyśl nad swoimi oczekiwaniami.
To o czym piszę nie jest konsensusem środowisk naukowych, ale wynika z logiki i obiektywizmu nauki według stanu na dzień dzisiejszy. Ty jak tonący trzymasz się przestarzałych dogmatów i kryteriów, - innymi słowy nie wnosisz nic nowego do kwestji tego kim i czym jest uniwersalny Jedyny Bóg ludzkości - niezależnie od języka i kręgu kulturowego.
'Rozumić to trza umić'

Zdaje się że napisałeś jakąś książkę i zależy ci na reklamie, ale są tacy dla których takie pisanie nie przedstawia żadnej wartości - jest po prostu mocno nieaktualne. Twoje wpisy na forum Racjonalisty ukazują, że twój sposób rozumowania i i poglądy doprowadziły cię do ignorancji polegającej na tym, że nie odróżniasz materii od tego co niematerialne. Niematerialny jest rozum, umysł podobne do niematerialnego Boga. Innymi słowy wiesz ze myślisz, ale nie wiesz dlaczego myślisz, a zupełne tabu jest dla ciebie przyczyna twojego myślenia.
08-05-2026 19:12 
 Ocena 1 na 3
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)

>Wszelkie definicje Boga są pokłosiem idei Avrahama - pomijam to czy ów Avraham był postacią historyczną czy tylko literacką.
-
Ja nie pytam o wszystkie. Biblioteki na ich spis by zabrakło, a i tak wątpiłbym czy zostały wymienione wszystkie. Pieprzyć można nieskończenie, wystarczy, że się ma czas i ochotę.

Ja zapytałem o tą jedną szczególną naukową, dającą się zweryfikować.
.
Najpierw trzeba przeczytać tekst ze zrozumieniem, a dopiero później gdy ma się coś do powiedzenia, do niego się odnosić.


>Jesteś pyszałkiem, któremu wydaje się i który uważa, że pozjadał wszystkie rozumy ...
-
Po pierwsze to krów z Szanownym Panem nie pasałem, a znajomych to ja sobie sam dobieram. Po drugie to nie potrzeba żadnych potwierdzeń, iż gówno Pan zrozumiał zrozumiał z mojej wypowiedzi. Inteligentny czytelnik sam to widzi, a do głupków i tak nic nie dociera.
-

> w wolnej dyskusji jest tak, ze każdy wypowiada się według w miarę obiektywnych przesłanek i faktów według stanu na dzień dzisiejszy.
-
Ło Jezusicku, ło Święty Boże, teraz na forum racjonalisty to już każdy zgodnie z poziomem własnej niewiedzy popieprzyć głupoty tu sobie może.
-

>Nie licz na to, ze uda ci się manipulować domagając się odpowiedzi według twoich kryteriów.
-
Nigdy żadnej mądrej odpowiedzi nie oczekiwałem, od tych którzy wierzą, iż coś wiedzą zamiast się uczyć od mądrzejszych od siebie. Nasz poziom intelektu i kultury to widać w naszych wypowiedziach i dla inteligentnego czytelnika nie potrzeba tu stosować jakichś tam własnych kryteriów. On sam widzi z kim ma do czynienia?

>Radzę ci przeczytać to co ja napisałem ZE ZROZUMIENIEM - a jak zrozumiesz to pomyśl nad swoimi oczekiwaniami.

>To o czym piszę nie jest konsensusem środowisk naukowych, ale wynika z logiki i obiektywizmu nauki według stanu na dzień dzisiejszy. Ty jak tonący trzymasz się przestarzałych dogmatów i kryteriów, - innymi słowy nie wnosisz nic nowego do kwestji tego kim i czym jest uniwersalny Jedyny Bóg ludzkości - niezależnie od języka i kręgu kulturowego.
-
Nikt - choćby nawet bardzo się starał - nie zdoła nas skompromitować dopóty, dopóki nie uczynimy tego sami.

.
haish (2910 punktów)

>Ja zapytałem o tą jedną szczególną naukową, dającą się zweryfikować.

Nauka koncentruje się głownie na materializmie, nauka nie zaprzecza istnieniu niematerialnych - psychiki, ego, tożsamości i rozumności. Jednak ateiści tacy jak ty jak małpa brzytwy trzymają się materializmu, a to co niematerialnej ignorują.
Napisałeś jakowąś książę i nie ma w niej nic czego by nie pisali tobie podobni zapatrzeni w materializm.
Nową definicję trzeba napisać i łaciniacke uniwersytety wymagają konsensusu gremiów z tytułami - teologów, religioznawców i innych którzy na nowej definicji mogli by wiele stracić.
Bóg, rozum i ludzki umysł to rzeczy niematerialne - łączenie ich po abrahamowemu z materializmem jest przestarzałe i do niczego nie prowadzące. Cała masa szamanów nie mogłaby ogłupiać narodów i społeczeństw.
Po co czytać teksty które ignorują aspekty niematerialne, poza tym jest wielka różnica w definicji świadomości i samoświadomości według nauki łaciniaków, a tym co da się ogarnąć i dzięki czemu bez niedomówień i błędów poznawczych analizować i wyciągać wnioski. Jeśli się chce to nie jest problemem ogarnąć czym jest świadomość i samoświadomość, ale w ramach konsensusu środowisk naukowych nawet profesorowie w Polsce przyznają że nie wiedzą czym te rzeczy są - dzięki temu trwa stan marazmu, ale masę opierdalaczy i ignorantów ma etaty i utrzymanie.
Twoja pisanina nikogo nie interesuje, nie ma w niej ani nowego ujęcia, ani nawet takowych propozycji.
Twoje rozumienie jest rozumieniem pyszałka i przeciętniaka będącego produktem łaciniackiego systemu kształcenia w konkordatowym kraju.
Zaś co do czytania tekstu ze zrozumieniem - to w swoich wpisach przedstawiłem ci założenia do rozumowego ogarnięcia definicji określającej to czym i kim jest Jedyny Bóg ludzkości - Bóg Uniwersalny, Ponadwyznaniowy i w jednakowym stopniu pasujący do każdego ludzkiego języka i tożsamości. Jak dotąd nie istnieją żadne wiarygodne relacje tak na piśmie, jak i ustne poświadczające, że niematerialny Bóg zmieniał dla własnego 'chciejstwa' prawa materialne(matki natury) - łaciniacy zbudowali swoją naukę na przymusie wiary w 'zmartwychwstanie' co w świetle nauki jest absurdem.
Błaźnisz się bo jeszcze nie dotarło do ciebie o czym napisałem.
Odpowiedzi na swoje pytania i manipulacje możesz domagać się od swoich studentów jeśli takowych masz.
09-05-2026 10:23 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)

>Błaźnisz się bo jeszcze nie dotarło do ciebie o czym napisałem.
-
A po co pisać o tym co oczywiste?

-
www.racjonalista.pl/forum.php/s,958224/z,0

-
Moja prośba jest prosta: - proszę o naukową (weryfikowalną) definicję boga.

Albo ją się posiada albo z punktu widzenia nauki pieprzy głupoty.
.

* * *

Nauka opiera się na niewierze!


Nauka nie przyjęła żadnych metafizycznych założeń. Do fizykalizmu, monizmu, naturalizmu, materializmu i jak jeszcze by tego nie nazywał nauka doszła przez praktykę, stale potwierdzaną w doświadczeniach. W nauce dogmaty są nie możliwe, gdyż niczego nie przyjmuje się "na wiarę" wszystko (już z założenia) poddawane jest krytycznej weryfikacji.

"Niewiara", to też nazwa "sceptycyzm naukowego", który jest praktyczną postawą przyjmowaną przez olbrzymią większość społeczności naukowej, która polega na uznawaniu za wiarygodne tylko tych teorii i wyników badań, które spełniają elementarne zasady metodologii naukowej, a w takich samych warunkach dają ten sam wynik.
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642687

-
Hipotezy naukowe jak sama nazwa wskazuje opierają się na metodologii naukowej.
Nauki przyrodnicze (w terminologii angielskiej zwane natural sciences) to mało precyzyjne określenie dziedzin nauki, które zajmują się badaniem różnych aspektów świata materialnego, ożywionego i nieożywionego, zazwyczaj z zastosowaniem aparatu matematycznego, jak również właściwej sobie metodologii.

Metodologia nauk - nauka zajmująca się metodami stosowanymi w naukach przy formułowaniu twierdzeń i teorii naukowych. Metodologia nauk analizuje nie tylko procedury badawcze, lecz także jej wytwory: pojęcia, hipotezy, twierdzenia.

Choć wiedza naukowa w dużej mierze nosi charakter pewności, to są tam nie tylko tezy i twierdzenia, ale także bardzo często hipotezy, teorie, definicje, postulaty i prawdopodobieństwa. Wyniki badań naukowych bardzo często się zmieniają, są poprawiane w miarę postępu techniki.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
-
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,672499#w672756

NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.

Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,617075#w617370

Metodologia nauk - nauka zajmująca się metodami stosowanymi w naukach przy formułowaniu twierdzeń i teorii naukowych. Metodologia nauk analizuje nie tylko procedury badawcze, lecz także jej wytwory: pojęcia, hipotezy, twierdzenia.

Choć wiedza naukowa w dużej mierze nosi charakter pewności, to są tam nie tylko tezy i twierdzenia, ale także bardzo często hipotezy, teorie, definicje, postulaty i prawdopodobieństwa. Wyniki badań naukowych bardzo często się zmieniają, są poprawiane w miarę postępu techniki.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884

Teoria naukowa to całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki. Ma na celu wyjaśnienie przyczyny lub układu przyczyn, warunków, okoliczności powstawania i określonego przebiegu danego zjawiska.

Nie każdy fideista i nie w każdym zakresie musi być tak do cna głąbem. Znam publikacje wielu chrześcijańskich mędrców, a i sam się przyjaźnię z kilkoma kapłanami. Natomiast każda wiara (niekoniecznie religijna) ogranicza nas i moralnie i intelektualnie. Stadne myślenie - miedzy innymi - opisane niżej.

Dogmat - twierdzenie w religii lub szkole filozoficznej przyjęte bezwarunkowo i niepodlegające dyskusji. W starożytności również ustalenie prawne zgromadzenia ludu, senatu lub postanowienie władzy zwierzchniej miasta-państwa. Na gruncie bardziej ogólnym, jest to po prostu każde twierdzenie (świadomie lub nieświadomie), sens którego jest praktykowany.

Doktryna - ogół założeń, twierdzeń, przekonań z określonej dziedziny filozofii, teologii, polityki itd., właściwy danemu myślicielowi, danej szkole; teoria, nauka, system; polit. program.

Doktrynerstwo - kurczowe trzymanie się formułek doktryny.

Doktryner - gorliwy zwolennik, krzewiciel ciasnych, skostniałych formuł i prawideł jakiejś doktryny.
www.racjon(*).php/s,506302/z,0/d,11#w507649

.
07-06-2026 11:11 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Wszelkie definicje Boga są pokłosiem idei Avrahama - pomijam to czy ów Avraham był postacią historyczną czy tylko literacką.

Abraham to pisownia tego imienia stosowana powszechnie w Polsce. W języku hebrajskim imię to rzeczywiście brzmi Awraham, ale zapisywane z literą "w" w środku, nie "v". Nawiasem mówiąc jego imię pierwotnie brzmiało Abram (hebr. Awram) - Rdz 11 i nast. Dopiero po przybyciu Awrama do Kanaanu Bóg zawarł z nim przymierze i zmienił jego imię na Abraham - Rdz 17 i nast.
Abraham to postać fikcyjna, tak jak pozostali patriarchowie, czyli Izaak, Jakub oraz Juda i jego bracia.

>Zaprzeczanie istnieniu rzeczy niematerialnych jest ignorancją i dysfunkcją rozumu.

Racjonalnie myślący człowiek nie zaprzecza istnieniu rzeczy niematerialnych. Nauka również tak nie czyni, ponieważ jest zdecydowanie mądrzejsza, niż Tobie się wydaje. Ani nie zaprzecza ani też nie zaprzecza istnieniu bytów niematerialnych, ponieważ nie ma odpowiednich narzędzi, by móc takimi bytami się zajmować.
Nauka bada byty materialne oraz zjawiska widzialne i mierzalne, czyli takie, które pozostawiają widzialne i mierzalne skutki. Nauka nie bada zjawisk, które nie pozostawiają widzialnych i mierzalnych skutków, ponieważ nic o nich nie wie, a zatem nie wie, czego ma szukać i co badać, a dzieje się tak dlatego, że nauka nie ma odpowiednich narzędzi, by to badać.

>Żaden człowiek nigdy nie osiągnie poziomu 'rozumności doskonałej' która z założenia jest cechą Jedynego Boga - po za tym że każdy człowiek jest śmiertelny, to każdy ma ograniczoną percepcję(nie widzimy podczerwieni i ultrafioletu, nie słyszymy ultra- i infra- dźwięków itd.).

Nie wiem tego. Być może. Jaka tego przyczyna?
Niewątpliwie jedną z przyczyn jest fakt, że każde nowe odkrycie naukowe stawia przed nauką nowe pytania, na które nie potrafi ona jeszcze odpowiedzieć. A gdy już odpowie - niekoniecznie na wszystkie - to pojawiają się nowe pytania. I tak bez końca, tak jakby liczba pytań była nieskończona.
Twierdzi się, że istnieją naturalne granice poznania. Przykładowo, nie wiemy co znajduje się poza widzialną częścią naszego poznania, czy też poza naszym wszechświatem. Być może, prędzej czy później, taką granicą mogą być jakieś zjawiska, których umysł ludzki nie będzie w stanie pojąć? Ponoć w matematyce istnieją jakieś nierozwiązywalne obszary?
A może kiedyś powstanie teorii wszystkiego?

Z tą naszą wiedzą to różnie bywa. Współczesny dobrze wykształcony człowiek, załóżmy, że z tytułem magistra inżyniera, wie znacznie więcej niż dwadzieścia kilka wieków temu wiedzieli Platon i Sokrates razem wzięci. Ale gdyby ten człowiek żył w ich czasach, to - po pierwsze - nie miałby tej wiedzy, którą posiada obecnie oraz - po drugie - byłby po stokroć głupszy od każdego z nich z osobna.

>To są w skrócie tezy i fakty do współczesnej definicji BOGA.

A zatem podaj definicję Boga.

>Problem leży w interesie stron mających wpływ na cenzurowanie treści i ustalanie 'konsensusu środowisk opiniotwórczych'.

Nie wiem, ale wygląda to na spiskową teorię dziejów.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Murdoch_13 (1467 punktów)
>Nauka nie zajmuje się żadnymi dowodami "na nieistnieję" ani Pana Boga, ani Baby Jagi, ani
>krasnoludków).

To stwierdzenie że nauka nie daje narzędzi, aby dowodzić nieistnienia (więc w domyśle dowodzenie nieistnienia nie jest problemem rzekomo "naukowego" ateisty) to jeden z najczęściej powtarzanych ateistycznych mitów

1. W fizyce istnieje pojęcie dowodu negatywnego.

Jeśli teoria przewiduje, że w określonych warunkach musi wystąpić pewne zjawisko, a ono (mimo wielokrotnych, precyzyjnych prób) nie występuje, to nauka uznaje to za dowód nieistnienia tego zjawiska.

Dlatego np. twierdzi się, że eksperyment Michelsona-Morleya wykazał nieistnienie eteru.

2. Dowodzenie nie wprost w logice i matematyce. Najsilniejsza metoda dowodzenia, o wiele lepsza niż jakiekolwiek testy empiryczne.

Jeśli istnienie jakiegoś obiektu prowadziłoby do logicznej sprzeczności, to ten obiekt nie istnieje.

W logice, matematyce, informatyce mamy wiele takich dowodów.

Na przykład Turing udowodnił, że nie istnieje uniwersalny program komputerowy, który potrafiłby przewidzieć, czy dowolny inny program kiedykolwiek skończy działanie.

I na marginesie: jeśli każde przekonanie miałoby wymagać naukowego dowodu, a nauka rzekomo nie posiada narzędzi do konstruowania takich dowodów, to dlaczego mielibyśmy bez naukowego dowodu takie przekonanie (że takie narzędzia nie istnieją) przyjąć?

.
03-05-2026 18:05 
 Ocena 1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)

Nauka nie zajmuje się żadnymi dowodami "na nieistnienie" ani Pana Boga, ani Baby Jagi, ani krasnoludków.
-
>To stwierdzenie że nauka nie daje narzędzi, aby dowodzić nieistnienia (więc w domyśle dowodzenie nieistnienia nie jest problemem rzekomo "naukowego" ateisty) to jeden z najczęściej powtarzanych ateistycznych mitów
-
Ło Boze, jak pokazuje praktyka życie, to popieprzyć publicznie głupoty teraz każdy sobie może.
Niepodważalne dowody na istnienie Boga.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,573743/z,0

====
>1. W fizyce istnieje pojęcie dowodu negatywnego.
>Jeśli teoria przewiduje, że w określonych warunkach musi wystąpić pewne zjawisko, a ono (mimo wielokrotnych, precyzyjnych prób) nie występuje, to nauka uznaje to za dowód nieistnienia tego zjawiska.
>Dlatego np. twierdzi się, że eksperyment Michelsona-Morleya wykazał nieistnienie eteru.
>2. Dowodzenie nie wprost w logice i matematyce. Najsilniejsza metoda dowodzenia, o wiele lepsza niż jakiekolwiek testy empiryczne.
>Jeśli istnienie jakiegoś obiektu prowadziłoby do logicznej sprzeczności, to ten obiekt nie istnieje.
>W logice, matematyce, informatyce mamy wiele takich dowodów.
>Na przykład Turing udowodnił, że nie istnieje uniwersalny program komputerowy, który potrafiłby przewidzieć, czy dowolny inny program kiedykolwiek skończy działanie.
>I na marginesie: jeśli każde przekonanie miałoby wymagać naukowego dowodu, a nauka rzekomo nie posiada narzędzi do konstruowania takich dowodów, to dlaczego mielibyśmy bez naukowego dowodu takie przekonanie (że takie narzędzia nie istnieją) przyjąć?

=
Moja prośba jest prosta: - proszę o naukową (weryfikowalną) definicję boga.
Albo ją się posiada albo z punktu widzenia nauki pieprzy głupoty.

.

* * *
Nauka opiera się na niewierze!


Nauka nie przyjęła żadnych metafizycznych założeń. Do fizykalizmu, monizmu, naturalizmu, materializmu i jak jeszcze by tego nie nazywał nauka doszła przez praktykę, stale potwierdzaną w doświadczeniach. W nauce dogmaty są nie możliwe, gdyż niczego nie przyjmuje się "na wiarę" wszystko (już z założenia) poddawane jest krytycznej weryfikacji.

"Niewiara", to też nazwa "sceptycyzm naukowego", który jest praktyczną postawą przyjmowaną przez olbrzymią większość społeczności naukowej, która polega na uznawaniu za wiarygodne tylko tych teorii i wyników badań, które spełniają elementarne zasady metodologii naukowej, a w takich samych warunkach dają ten sam wynik.
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642687

Hipotezy naukowe jak sama nazwa wskazuje opierają się na metodologii naukowej.

Nauki przyrodnicze (w terminologii angielskiej zwane natural sciences) to mało precyzyjne określenie dziedzin nauki, które zajmują się badaniem różnych aspektów świata materialnego, ożywionego i nieożywionego, zazwyczaj z zastosowaniem aparatu matematycznego, jak również właściwej sobie metodologii.

Metodologia nauk - nauka zajmująca się metodami stosowanymi w naukach przy formułowaniu twierdzeń i teorii naukowych. Metodologia nauk analizuje nie tylko procedury badawcze, lecz także jej wytwory: pojęcia, hipotezy, twierdzenia.

Choć wiedza naukowa w dużej mierze nosi charakter pewności, to są tam nie tylko tezy i twierdzenia, ale także bardzo często hipotezy, teorie, definicje, postulaty i prawdopodobieństwa. Wyniki badań naukowych bardzo często się zmieniają, są poprawiane w miarę postępu techniki.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
-
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,672499#w672756
.
03-05-2026 18:21 
 Ocena 2 na 2
Hamerlik Konopka (19911 punktów)
>Nauka opiera się na niewierze!

Raczej na obserwacji świata zarówno fizycznego jak i abstrakcyjnego. Na pojmowaniu związków zarówno fizycznych jak i abstrakcyjnych, co chyba lepiej określić pojmowaniem transformacji fizyczno-abstrakcyjnych. Na rozwoju narzędzi fizycznych i abstrakcyjnych, który jest w ścisłym związku z rozwojem systemu pojęciowego.

Niewiara to tylko sposób sprawdzania poprawności pojęcia świata a nie fundament nauki.

youtu.be/5VCiU1osa3w
03-05-2026 18:31 
 Ocena 1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Nauka opiera się na niewierze!
-
>Raczej na obserwacji świata zarówno fizycznego jak i abstrakcyjnego.
-
Aby zobaczyć co z takich obserwacji wynika wystarczy poczytać tu sobie wypowiedzi pana Hamerlika!
.
03-05-2026 19:24 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6862 punktów)
>.
>Nauka opiera się na niewierze!
>-

Przeciwnie, cała nauka opiera się na wierze. Podstawową dziedziną nauki jest bowiem teoria mnogości, nie istnieje natomiast dowód, że teoria mnogosci jest niesprzeczna. Matematycy wierzą jednak w to, że jest niesprzeczna, przynajmniej w tym znaczeniu, że przyjmują, że jest niesprzeczna, nie mając na to dowodu.
03-05-2026 19:35 
 Ocena 2 na 2
Hamerlik Konopka (19911 punktów)
>>.
>>Nauka opiera się na niewierze!
>>-
> Przeciwnie, cała nauka opiera się na wierze. Podstawową dziedziną nauki jest bowiem teoria mnogości, nie istnieje natomiast dowód, że teoria mnogosci jest niesprzeczna. Matematycy wierzą jednak w to, że jest niesprzeczna, przynajmniej w tym znaczeniu, że przyjmują, że jest niesprzeczna, nie mając na to dowodu.

Mnogość czy też liczność to podstawowa własność natury.
Objawia się prawie wszędzie i zawsze, wykluczając tę poza horyzontem.

Nie wierzyć w mnogość to jakby nie wierzyć własnym oczom

youtu.be/5VCiU1osa3w
03-05-2026 20:32 
 Ocena 1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)

> Przeciwnie, cała nauka opiera się na wierze.
-
No tak, wierzącym dowodów nie potrzeba. W swojej parafii robi Pan za mędrca.

>Podstawową dziedziną nauki jest bowiem teoria mnogości, nie istnieje natomiast dowód, że teoria mnogosci jest niesprzeczna. Matematycy wierzą jednak w to, że jest niesprzeczna, przynajmniej w tym znaczeniu, że przyjmują, że jest niesprzeczna, nie mając na to dowodu.

W matematyce, w przeciwieństwie do nauk przyrodniczych (jak fizyka czy biologia), teorii nie "potwierdza się" poprzez eksperymenty czy dowody empiryczne. Teoria mnogości jest systemem aksjomatycznym - przyjmujemy pewne pewniki (aksjomaty), a następnie sprawdzamy, czy są one spójne i użyteczne.

Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.
.
03-05-2026 20:45 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6862 punktów)

>>Podstawową dziedziną nauki jest bowiem teoria mnogości, nie istnieje natomiast dowód, że teoria mnogosci jest niesprzeczna. Matematycy wierzą jednak w to, że jest niesprzeczna, przynajmniej w tym znaczeniu, że przyjmują, że jest niesprzeczna, nie mając na to dowodu.
>W matematyce, w przeciwieństwie do nauk przyrodniczych (jak fizyka czy biologia), teorii nie "potwierdza się" poprzez eksperymenty czy dowody empiryczne. Teoria mnogości jest systemem aksjomatycznym - przyjmujemy pewne pewniki (aksjomaty), a następnie sprawdzamy, czy są one spójne i użyteczne.

Właśnie o tym mówię. Nie istnieje i nie może istnieć dowód spójności teorii mnogości. Owszem, można go przeprowadzić w ramach szerszej teorii, ale wtedy powstaje problem spójności tej szerszej teorii. Wynika to z drugiego twierdzenia K. Gödla o niezupełności. Nie możemy więc "sprawdzić" spójności pewników i aksjomatów teorii mnogości, bo takie sprawdzenie wymaga posłużenia się teorią mnogości, albo chociażby jej częścią, jaką jest np. szkolna arytmetyka.

Nawet jeżeliby Pan powiedział, że twierdzenia (lub aksjomaty) matematyczne okazały się spójne i użyteczne w N przypadkach (gdzie N to bardzo duża liczba), a niespójne i nieużyteczne w 0 (zeru) przypadkach (i tym matematyka różni się np. od teologii), to przecież w takim uzasadnieniu korzysta Pan z matematyki (z twierdzenia, że N jest większe od 0). Jak więc chce Pan sprawdzić spójność pewników matematyki nie zakładając ich prawdziwości w celu takiego sprawdzenia?
04-05-2026 12:36 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
25-01-2007

Andrzej Bogusławski

Bóg istnieje! Zaraz, zaraz, a co to znaczy Bóg?

Wielce Szanowni Racjonaliści ateiści, dajecie się wmanewrować w twierdzenie, iż - tak jak nie ma dowodów na istnienie Boga - tak nie ma dowodów na jego nieistnienie.

i

Albo jesteście wierzącymi i wtedy ta wiara jest lepsza, która jest mocniejszą, albo stoicie na
gruncie nauki, gdzie dowód istnienia (czegokolwiek) spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym.

===
Nauka nie zajmuje się żadnymi dowodami "na nieistnienie" ani Pana Boga, ani Baby Jagi, ani krasnoludków.

Ponieważ nie znam, nie tylko żadnego dowodu, ale nawet dającej się logicznie udowodnić przesłanki, iż Bóg istnieje. (Jego istnienie można przyjąć tylko na wiarę - jako aksjomat.) To oczywistym jest, że dla racjonalisty opierającego konsekwentnie swój światopogląd na nauce (naturalizmie metodologicznym) Bóg istnieć nie może.

Co więcej, mówiąc o Bogu istniejącym - oddziaływującym na rzeczywistość - należałoby przedstawić definicję tego bytu oraz wskazać sposoby Jego oddziaływania, także możliwości tego sprawdzenia.

To co wyżej przedstawiłem jest pośrednim dowodem, iż taki byt nie istnieje, a nawet gdyby istniał nie miałoby to żadnego znaczenia dla człowieka.

Duże znaczenie dla ludzi ma idea Boga i wszystkie mity z tą ideą związane. Organizacje religijne i ich struktury, kulty itp. sprawy, ale to już inna bajka.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,70619/z,0

=
07-11-2010

Wielokrotnie na naszym forum wzywano do rzetelnego przedstawienia intelektualnych racji za
istnieniem Boga. Nie wiem, czy już w samych założeniach jest to możliwe, gdyż najpierw należałoby ustalić rozumienie "bytu" i "materii" czyli tego co istnieje.
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,373243/z,0

==
06-10-2011

Podczas rozmowy z przyjacielem na temat naszego stosunku do Boga zaczęliśmy się zastanawiać: to
znaczy do czego? Cóż znaczy ten termin? Czy obaj tak samo go rozumiemy i czy takie rozumienie jest powszechne?

Żyjemy w Polsce, a więc najważniejszym dla nas jest, jak to pojęcie jest rozumiane przez wiernych Kościoła Rzymsko-Katolickiego oraz chrześcijan innych wyznań, ale dla lepszego zrozumienia koniecznym jest zarówno sięgnięcie do jego genezy, jak i dokonania religioznawczych porównań, gdyż w takim wywodzie z jednej strony należy odnosić się do specyfiki określonej religii z drugiej zaś uniwersalistycznych koncepcji Boga zawartych w europejskiej kulturze.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,454359/z,0

06-10-2011

Pan Brzostowski, co prawda nigdy sam Boga, w którego wierzy nie zdołał nam jakoś tam sensownie
opisać, ale kilkakrotnie zarzucił mi, iż to ja jestem ograniczonym i nie jestem w stanie nawet mniej więcej zrozumieć kim jest Bóg:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,672935/z,0

.
====================
>Podstawową dziedziną nauki jest bowiem teoria mnogości, nie istnieje natomiast dowód, że teoria mnogosci jest niesprzeczna. Matematycy wierzą jednak w to, że jest niesprzeczna, przynajmniej w tym znaczeniu, że przyjmują, że jest niesprzeczna, nie mając na to dowodu.

W matematyce, w przeciwieństwie do nauk przyrodniczych (jak fizyka czy biologia), teorii nie "potwierdza się" poprzez eksperymenty czy dowody empiryczne. Teoria mnogości jest systemem aksjomatycznym - przyjmujemy pewne pewniki (aksjomaty), a następnie sprawdzamy, czy są one spójne i użyteczne.

=
>Właśnie o tym mówię.

O czym Pan mówi? To co Pan tu wypisuje jest tylko świadectwem Pańskiej wielkiej niewiedzy czym jest nauka. A opisałem to w miarę dokładnie, tyle tylko, iż Pan jest "prawdziwie wierzącym" i nie czytającym tego co przeczy Pańskiej wierze. Choć jak wynika z Pińskich pyskówek to raczej Pan te wypowiedzi przeczytał tyle tylko, iż nic Pan nie zrozumiał.

=
>Nie istnieje i nie może istnieć dowód spójności teorii mnogości.
-
No i co z tego wynika dla nauki? Co to ma wspólnego z tym co napisałem? Przecież to co Pan tu wypisuje to tylko świadectwo jak wiara może nas ograniczyć intelektualnie.
.
05-05-2026 07:33 
 Ocena 2 na 2
Hamerlik Konopka (19911 punktów)
>No i co z tego wynika dla nauki? Co to ma wspólnego z tym co napisałem? Przecież to co Pan tu wypisuje to tylko świadectwo jak wiara może nas ograniczyć intelektualnie.

Byłoby miło gdyby w tym kontekście wyjaśnił pan co tak rozumiana nauka, jak pan tu przestawia, mówi o istnieniu świadomości.

Bardzo mnie interesuje jakie jest naukowe wyjaśnienie dla świadomości.
Jakie są jej źródła, granice, rodzaje a nawet dlaczego jej nie posiada materia nieożywiona.

Może to coś wyjaśni w kwestii boga stwora.

youtu.be/5VCiU1osa3w
05-05-2026 07:59 
 Ocena 5 na 5
panTeista (6818 punktów)
>materia nieożywiona.

Zrobiłeś postęp.
Kiedyś twierdziłeś że maszyny, kamienie, skały, piasek odczuwają emocje (co by znaczyło że są żywe).
.
05-05-2026 08:10 
 Ocena 3 na 3
Hamerlik Konopka (19911 punktów)
>>materia nieożywiona.
>Zrobiłeś postęp.
>Kiedyś twierdziłeś że maszyny, kamienie, skały, piasek odczuwają emocje (co by znaczyło że są żywe).

Wciąż tak sądzę.

Wychodzę z założenia, że wszystkie osobliwości fizyczne mają te same właściwości i nie uważam żadnych za nadprzyrodzone.

Woda z kranu staje się Tobą a Ty stajesz się wodą w klozecie w ciągłych transformacjach energii.

Chcę się dowiedzieć naukowo dlaczego Ty masz świadomość a woda w krainie albo w klozecie jej nie ma?

Co mówi o tym nauka?

Żeby nie wyszło na to, że żywym i świadomym nazywacie to, co jest do Was podobne.


youtu.be/5VCiU1osa3w
05-05-2026 13:58 
 Ocena 3 na 3
panTeista (6818 punktów)
>wszystkie osobliwości fizyczne mają te same właściwości

Woda i metal mają inne właściwości.
Woda i zwierzę ma inne właściwości, wystarcza obserwacja.
.
06-05-2026 08:26 
 Ocena 2 na 2
Hamerlik Konopka (19911 punktów)
>>wszystkie osobliwości fizyczne mają te same właściwości
>Woda i metal mają inne właściwości.
>Woda i zwierzę ma inne właściwości, wystarcza obserwacja.

Jedna cząsteczka wody nie ma temperatury wrzenia i napięcia powierzchniowego ale ma w sobie potencjał do tej właściwości w zbiorze cząsteczek.

Świadomość u innych rozpoznajesz wyłącznie o objawieniach fizycznych. Nigdy nie docierasz bezpośrednio do abstrakcji innej osoby. Zakładasz sobie istnienie tej abstrakcji na bazie własnych doznań wewnętrznych. Zakładasz sobie również że pewne objawienia fizyczne są świadome a inne nie. To jest tylko twoje założenie jak jest skonstruowany świat twoja wiara i jakże powszechna.

Ja nie przyjmuję twoich i też powszechnych wierzeń.
Moim założeniu wszystko ma potencjał świadomościowy.

youtu.be/5VCiU1osa3w
06-05-2026 14:02 
 Ocena 3 na 3
panTeista (6818 punktów)
>Ja nie przyjmuję twoich i też powszechnych wierzeń.

A ja nie przyjmuję Twoich jednostkowych.
.
06-05-2026 14:52 
 Ocena 2 na 2
Hamerlik Konopka (19911 punktów)
>>Ja nie przyjmuję twoich i też powszechnych wierzeń.
>A ja nie przyjmuję Twoich jednostkowych.

Rozumiem

Przy czym ja mam wyjaśnienie dla abstrakcji, która jest według mnie wewnętrzną postacią fizyczności a wy tego wyjaśnienia nie macie.

Zatem twierdzisz że wiesz albo rozumiesz coś lepiej ode mnie ale nie masz do tego żadnych postaw.

Kiedyś ludzie wierzyli że ziemia jest centrum wszechświata co na to poradzisz?

Jak sądzę współcześnie wasze przekonania o życiu i świadomości biorą się także z postawienia samych siebie w centrum wszechświata.

Wierz sobie w co tam potrzebujesz ale ja za twoją wiarą nie będę postępował.
Nawet jeśli inni zagłosują za twoim wyborem.

youtu.be/5VCiU1osa3w
thoters (233 punktów)

>Kiedyś ludzie wierzyli że ziemia jest centrum wszechświata co na to poradzisz?
>

Nie wierzyli tylko kazano im wierzyć.
Pierwszą znaną osobą, która zaproponowała model heliocentryczny, był Arystarch z Samos, grecki astronom żyjący w III wieku p.n.e. (ok. 310-230 p.n.e.).
Dzisiaj się każe wierzyć w to, że to Kopernik był pierwszy.
I co na to poradzisz ??
06-05-2026 17:08 
 Ocena 1 na 1
Hamerlik Konopka (19911 punktów)
>>Kiedyś ludzie wierzyli że ziemia jest centrum wszechświata co na to poradzisz?
>>
>Nie wierzyli tylko kazano im wierzyć.

Nie sądzę.
W Pojęciu świata panuje taki sam owczy pęd jak w pojęciu dobrej zła.

To nie jest tak że ktoś każe myśleć w określony sposób.

Raczej mózg ma wbudowany mechanizm podążania za powszechnymi przekonaniami.

Kiedy próbujesz myśleć inaczej niż wszyscy wtedy objawiają się silnie negatywne emocje które zmuszają się do powrotu do powszechnych myśli.

Oczywiście zdarzają się wyjątki od tej reguły ale zasadniczo u wszystkich objawia się mechanizm owczego pędu w myśleniu.

W ten sposób społeczeństwa są względnie spójne ideologicznie.
Inaczej byłby rozpad w myśleniu zbiorowym.

I tak ten rozpad się objawia ale jest wyjątkowy i silnie zwalczany.

youtu.be/5VCiU1osa3w
thoters (233 punktów)
>
>Raczej mózg ma wbudowany mechanizm podążania za powszechnymi przekonaniami.
>Kiedy próbujesz myśleć inaczej niż wszyscy wtedy objawiają się silnie negatywne emocje które >zmuszają się do powrotu do powszechnych myśli.
>

Mózg małpy tak działa.
Ludzie kupują przedmioty, by udawać kogoś, kim nie są, przed ludźmi, których nie lubią.
Żeby myśleć trzeba mieć bazę wiedzy i inteligencję, żeby się nią posługiwać.

Zadałem burmistrzowi pytanie, dotyczące wskazania miejsca złożenia zakupu dokonanego ze środków publicznych tj. art. 61 Konstytucji. Do dzisiaj nie dostałem odpowiedzi. Wcześniej opłaciłem skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego 100 zł i wysłałem wymijającą "odpowiedź" burmistrza. Sąd odrzucił moją skargę i napisał, że jak chcę wiedzieć dlaczego, to muszę w ciągu 7 dni wpłacić kolejne 100 zł. Nie zamierzam tracić kolejnych 100 zł. Przygotowuję zawiadomienie do prokuratury, tylko muszę to tak sformułować, żebym uzyskał status pokrzywdzonego. Jako pokrzywdzony mam wgląd w prowadzoną sprawę i mogę włączać wnioski. Jak prokuratura umorzy sprawę to mogę złożyć zażalenie do sądu. Jak sąd przyjmie zażalenie i każe prowadzić sprawę a prokuratura kolejny raz umorzy, to już nie mogę złożyć zażalenia do sądu tylko do kolegów prokuratorów rejonowych z prokuratury okręgowej.
haish (2910 punktów)
>>>Raczej mózg ma wbudowany mechanizm podążania za powszechnymi przekonaniami.
>>Kiedy próbujesz myśleć inaczej niż wszyscy wtedy objawiają się silnie negatywne emocje które >zmuszają się do powrotu do powszechnych myśli.
>>
>Mózg małpy tak działa.
>Ludzie kupują przedmioty, by udawać kogoś, kim nie są, przed ludźmi, których nie lubią.
>Żeby myśleć trzeba mieć bazę wiedzy i inteligencję, żeby się nią posługiwać.
>Zadałem burmistrzowi pytanie, dotyczące wskazania miejsca złożenia zakupu dokonanego ze środków publicznych tj. art. 61 Konstytucji. Do dzisiaj nie dostałem odpowiedzi. Wcześniej opłaciłem skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego 100 zł i wysłałem wymijającą "odpowiedź" burmistrza. Sąd odrzucił moją skargę i napisał, że jak chcę wiedzieć dlaczego, to muszę w ciągu 7 dni wpłacić kolejne 100 zł. Nie zamierzam tracić kolejnych 100 zł. Przygotowuję zawiadomienie do prokuratury, tylko muszę to tak sformułować, żebym uzyskał status pokrzywdzonego. Jako pokrzywdzony mam wgląd w prowadzoną sprawę i mogę włączać wnioski. Jak prokuratura umorzy sprawę to mogę złożyć zażalenie do sądu. Jak sąd przyjmie zażalenie i każe prowadzić sprawę a prokuratura kolejny raz umorzy, to już nie mogę złożyć zażalenia do sądu tylko do kolegów prokuratorów rejonowych z prokuratury okręgowej.

Po okręgówce, możesz pisać do krajowej i do ministerstwa od 'sprawiedliwości' oni ponownie prześlą do rozpatrzenia w okręgówce lub rejonówce. Gdy spróbujesz poskarżyć się u RPO usłyszysz prawniczy bełkot i sprawa się przedawni.
Karton i dykta jak mawiał klasyk oraz zabetonowane układy.
Jak na razie idą zmiany na lepsze lub po prostu trzeba kogoś rzuić na pożarcie ku uciesze gawiedzi -
wiadomosci(*)o-tolerancji-7282870541490208a
- nie ma się co podniecać to tylko dotyczy szeregów gwardzistów systemu. Kasty prawnicze i kasty przy korycie mają tolerancję w imunitetach.
06-05-2026 18:19 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6818 punktów)
>ja za twoją wiarą nie będę postępował.

A ja za Twoją.
06-05-2026 23:16 
 Ocena 2 na 2
okragly (21676 punktów)

>Jedna cząsteczka wody nie ma temperatury wrzenia i napięcia powierzchniowego ale ma w sobie potencjał do tej właściwości w zbiorze cząsteczek.
Jeden człowiek (indywidualny, wolny, własny, libek niedorozwojek) nie ma w sobie myśli. ideii, tego napięcia wspólnotowego, ale ma w sobie potencjał do tej właściwości w zbiorze ludzi, czyli komunie

nazywa się to emergencja
Emergencja to zjawisko, w którym z prostych elementów wyłaniają się nowe, jakościowo inne właściwości lub zachowania, których nie da się przewidzieć, analizując jedynie te elementy. np myślenie jest efektem współdziałania neuronów, choć żaden pojedynczy neuron nie "myśli"


potrzebujemy żyć w małych oazach, gdzie tętni życie i braterstwo
07-05-2026 09:42 
 Ocena 1 na 1
Hamerlik Konopka (19911 punktów)
>Jeden człowiek (indywidualny, wolny, własny, libek niedorozwojek) nie ma w sobie myśli. ideii, tego napięcia wspólnotowego, ale ma w sobie potencjał do tej właściwości w zbiorze ludzi, czyli komunie

Zauważ ile razy na tym forum byłeś ośmieszany czy wręcz poniżany za swoje idee.

Jesteś tu indywidualistą.

Wielu draznisz swoim niepodporządkowaniem koncepcjom, których źródłem jest gorączka złota.

Powinieneś przestać być indywidualny i wreszcie głosić to, czego inni od Ciebie oczekują, chwalić biznesmenów za przejęcia i współczesnych profesorów za naukową definicję współczesnej sprawiedliwości społecznej.

Podporządkuj się wreszcie zbiorowości takiej jaka jest i nie chodź swoimi drogami.
Bądź taki jak współczesny kolektyw a nie inny, bo tak lubisz.

To czego chcesz się nie liczy.
Liczy się to tylko czego chcą inni.

youtu.be/5VCiU1osa3w
08-05-2026 21:08 
 Ocena 2 na 2
okragly (21676 punktów)
>>Jeden człowiek (indywidualny, wolny, własny, libek niedorozwojek) nie ma w sobie myśli. ideii, tego napięcia wspólnotowego, ale ma w sobie potencjał do tej właściwości w zbiorze ludzi, czyli komunie
>Zauważ ile razy na tym forum byłeś ośmieszany czy wręcz poniżany za swoje idee.
nie przypominam sobie

>Jesteś tu indywidualistą.
taki tez byłbym w raju, nie dlatego że komuna mnie odrzuciła, tylko sam bym się trzymał z boku, ale zawsze w razie zagrożenia komuny, oddałbym zycie i to sprawiłoby mi przyjemność
ale dzisiaj za majątki usazyda w Polsce czy kulczyków? szybciej przejde na drugą stronę

>Powinieneś przestać być indywidualny
sprawia mi przyjemność przyczynienia się do sukcesu mojej drużyny

>Bądź taki jak współczesny kolektyw a nie inny, bo tak lubisz.
największą bolączką życia jest brak kolektywu, dosłownie nic, choćby .... zbieraczy znaczków

>To czego chcesz się nie liczy.
>Liczy się to tylko czego chcą inni.
czyli pieniądz!
gdy go nie było, był raj

potrzebujemy żyć w małych oazach, gdzie tętni życie i braterstwo
05-05-2026 08:19 
 Ocena 1 na 1
Hamerlik Konopka (19911 punktów)
>>materia nieożywiona.
>Zrobiłeś postęp.

Z pewnością nie byłoby postępem wrócić do powszechnych wierzeń.

youtu.be/5VCiU1osa3w
03-06-2026 00:08 
 Ocena 3 na 3
TyDraniu (6569 punktów)
>W matematyce, w przeciwieństwie do nauk przyrodniczych (jak fizyka czy biologia), teorii nie "potwierdza się" poprzez eksperymenty czy dowody empiryczne. Teoria mnogości jest systemem aksjomatycznym - przyjmujemy pewne pewniki (aksjomaty), a następnie sprawdzamy, czy są one spójne i użyteczne.

To jest problem, który wcale nie jest problemem matematyki.

Matematycy zajmują się wyłącznie strukturą rozumowania i nie przejmują się tym, o czym mówią.

Nie muszą nawet wiedzieć, o czym mówią, ani czy to, co mówią, jest prawdziwe.

Jeśli podasz aksjomaty, mówiąc: "jeśli a, b i c, to wtedy x i y", wtedy matematyk przeprowadzi rozumowanie, nie wiedząc, co oznaczają te słowa.

Innymi słowy, matematycy tworzą abstrakcyjne rozumowanie, gotowe do stosowania, jeśli tylko poda się zestaw aksjomatów dotyczących świata rzeczywistego.

To fizyka nadaje znaczenie wszystkim wyrażeniom. Fizyka to nie matematyka, a matematyka to nie fizyka. Jedno wspomaga drugie, ale to fizyk musi udowodnić związek równań ze światem rzeczywistym.
03-05-2026 20:49 
 Ocena 1 na 3
Murdoch_13 (1467 punktów)
>>.
>>Nauka opiera się na niewierze!
>>-
> Przeciwnie, cała nauka opiera się na wierze. Podstawową dziedziną nauki jest bowiem teoria mnogości, nie istnieje natomiast dowód, że teoria mnogosci jest niesprzeczna. Matematycy wierzą jednak w to, że jest niesprzeczna, przynajmniej w tym znaczeniu, że przyjmują, że jest niesprzeczna, nie mając na to dowodu.

Niezależnie od kwestii niesprzeczności muszą wierzyć w prawdziwość teorii.

Niesprzeczności nie implikuje prawdziwości. Można stworzyć system aksjomatów, który jest wewnętrznie spójny, ale opisuje obiekty niezgodne z naszą intuicją lub faktami.

Dlatego według mnie niemożliwość dowodu niesprzeczności nie pogarsza zasadniczo sytuacji matematyki z punktu widzenia epistemologii.

U jej podstaw i tak zawsze leżałby akt wiary w to, że nasze fundamentalne intuicje (aksjomaty) są prawdziwe - a to tak czy inaczej automatycznie implikuje spójność.

.
03-05-2026 19:26 
 Ocena 1 na 1
Hamerlik Konopka (19911 punktów)
>Aby zobaczyć co z takich obserwacji wynika wystarczy poczytać tu sobie wypowiedzi pana Hamerlika!

Nie tylko wystarczy ale jeszcze warto!

youtu.be/5VCiU1osa3w
Murdoch_13 (1467 punktów)
>Nauka nie zajmuje się żadnymi dowodami "na nieistnienie" ani Pana Boga, ani Baby Jagi, ani krasnoludków.-
>>To stwierdzenie że nauka nie daje narzędzi, aby dowodzić nieistnienia (więc w domyśle dowodzenie nieistnienia nie jest problemem rzekomo "naukowego" ateisty) to jeden z najczęściej powtarzanych ateistycznych mitów
>-
>Ło Boze, jak pokazuje praktyka życie, to popieprzyć publicznie głupoty teraz każdy sobie może.
>...

Ło Boże, cała wypowiedź nie na temat

.
26-05-2026 16:43 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Nauka nie zajmuje się żadnymi dowodami "na nieistnieję" ani Pana Boga, ani Baby Jagi, ani krasnoludków).
>To stwierdzenie że nauka nie daje narzędzi, aby dowodzić nieistnienia (więc w domyśle dowodzenie nieistnienia nie jest problemem rzekomo "naukowego" ateisty) to jeden z najczęściej powtarzanych ateistycznych mitów
>1. W fizyce istnieje pojęcie dowodu negatywnego.

Brzydkie metody dyskusji stosujesz. Przemycasz sprytnie tezy, których Twój rozmówca - w tym przypadku p. A.B. Izdebski - bynajmniej nie głosi w takim dokładnie brzmieniu, w jakim napisałeś, a to oznacza, że go oszukałeś. Pan Izdebski nie napisał, że "nauka nie daje narzędzi, aby dowodzić nieistnienia..." - jak właśnie napisałeś - on napisał, że "nauka nie zajmuje się żadnymi dowodami 'na nieistnienie'...", a to jest wielka różnica.
Nieładnie się pan bawi, panie Murdoch_13.

Pan Izdebski ma sto procent racji, że nauka nie zajmuje się dowodami "na nieistnienie" Pana Boga ani Baby Jagi, ani krasnoludków. Koniec i kropka! Nie zajmuje się!
Obowiązek przedstawienia dowodu na istnienie (czyli tzw. dowodów egzystencjalnych) - i wszelkich innych również - spoczywa na tym, który twierdzi, że coś istnieje, a nie na tym, który temu przeczy. Jeśli ktoś twierdzi, że istnieje Baba Jaga, albo jakiś stwór, który ma sześć łap przednich, dwanaście tylnych, pięć ogonów i trzy głowy, to niech to udowodni, a nie z bezczelnym uśmiechem oczekuje, by jego oponent udowodnił, że ani ta Baba ani ten stwór nie istnieją. Jeśli ktoś twierdzi, że istnieje Bóg - domyślam się, że Ty również do takich należysz - to niech to wreszcie udowodni! Do Ciebie również to kieruję: udowodnij, że istnieje Bóg! A przy okazji napisz, istnienie jakiego Boga udowodniłeś. Bo różnych Bogów może być wiele, nawet bardzo wiele, co sugerują liczne jego (ich) wyobrażenia w mitach cywilizacji istniejących na naszej planecie, również tych, które wyginęły.

Nauka nie udowadnia, że nie istnieje największa liczba naturalna, w rzeczywistości bowiem udowadnia się, że dla każdej liczby naturalnej N istnieje zawsze liczba N+1, czyli liczba większa od N o jeden. W tym przypadku mówi się, że udowodniono pewną własność zbioru liczb naturalnych, czyli pomimo słowa "nie" w tezie, udowodniono rzecz pozytywną. Do dowodów matematycznych, które sprawiają pewien problem, powrócę nieco niżej.
Nauka nie udowadnia również, że na naszej planecie nie ma góry wyższej niż Mont Everest. Nauka udowadnia, że góra Mont Everest jest najwyższą górą na planecie Ziemia.
To jest elementarz. To należy nie tylko wiedzieć, to należy również rozumieć.

W jakimś ściśle określonym znaczeniu (sensie) nauka daje narzędzia, by dowodzić nieistnienia nieistniejącego obiektu lub zjawiska. Uściślając, nauka potrafi wskazywać, że dane zjawisko jest sprzeczne z dobrze potwierdzoną wiedzą naukową. Natomiast "udowodnienie absolutnego nieistnienia" jest logicznie niemożliwe lub praktycznie niewykonalne.

Odnośnie tych "ateistycznych mitów", o których piszesz, odpowiem tak: Jak długo będziecie nas - czyli ateistów - nieustannie obrażać, panowie teiści? To, co powyżej napisałem, to nie jest żaden ateistyczny mit. To jest wiedza, a nie mit. To jest elementarz wiedzy. O tym, co piszę, wiedzą również teiści, ale tylko ci uczciwsi i mądrzejsi. Mitem - w prawdziwym znaczeniu tego słowa - jest to, co twierdzą w tej kwestii niektórzy inni teiści, również- jak rozumiem - Ty. Jak napisałem, niektórzy - ci bezczelni.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
27-05-2026 00:39 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6862 punktów)

Generalnie nauka niczego "nie mówi", ani niczego o czymkolwiek nie "orzeka" albo "nie orzeka", ponieważ nie jest podmiotem, ani istotą żywą. Wyrażanie się w ten sposób jest samo w sobie używaniem hipostaz i chyba nie jest zgodne z rygorem ścisłości naukowej.

Twierdzenie, że wiedzy dostarcza tylko nauka, nie jest twierdzeniem naukowym, toteż ten, kto je uznaje, sam sobie przeczy.

Są rozmaite poglądy na naukę, nie tylko ten powyżej. Jest i pogląd, który głosi, że to, co nauka (jeżeli już użyć takiego sformułowania) uznaje za istniejące, nie ma większego znaczenia dla samej nauki, chociaż może mieć znaczenie (np. psychologiczne) dla samych naukowców. Jednym słowem, jednym z poglądów na naukę jest "antyrealizm" (Basa van Fraassena i in.). Jest on rozwinięciem i wuspółczesieniem idei Koła Wiedeńskiego, które dziś mogą uchodzić za przestarzałe.
27-05-2026 09:40 
 Ocena 1 na 3
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
> Generalnie nauka niczego "nie mówi", ani niczego o czymkolwiek nie "orzeka" albo "nie orzeka", ponieważ nie jest podmiotem, ani istotą żywą. Wyrażanie się w ten sposób jest samo w sobie używaniem hipostaz i chyba nie jest zgodne z rygorem ścisłości naukowej.
-
Tylko głęboka wiara aż tak bardzo nas ogranicza, iż pozwala na powtarzanie uparcie tych samych bzdur. Nauka to tylko i aż ludzkie narzędzie poznania i zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości. Narzędzia nie muszą być żywymi, wystarczy, iż żywymi są używający ich ludzie, ale to nauka poprzez obowiązującej w niej metodologię "orzeka" o mechanizmach świata, nie będąc przy tym podobną Bogu hipostazą. Wierzący na racjonalne argumenty są teflonowi i wolą przeczyć dorobkowi nauki niż swojej wierze.

Prywatne wypowiedzi profesorów nie są nauką. Nieważne, czy są wygłaszane w studiu telewizyjnym, na posiedzeniu zespołu parlamentarnego, czy na prywatnym blogu. Żeby z prywatnego poglądu zmieniły się w element naukowego dyskursu, trzeba spełnić ceremoniał, którego większość ludzi nie tylko nie rozumie, ale nawet nie wie o jego istnieniu.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,956168#w957608

.
27-05-2026 10:35 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6862 punktów)
>.
>> Generalnie nauka niczego "nie mówi", ani niczego o czymkolwiek nie "orzeka" albo "nie orzeka", ponieważ nie jest podmiotem, ani istotą żywą. Wyrażanie się w ten sposób jest samo w sobie używaniem hipostaz i chyba nie jest zgodne z rygorem ścisłości naukowej.
>-
>Tylko głęboka wiara aż tak bardzo nas ogranicza, iż pozwala na powtarzanie uparcie tych samych bzdur.

Nie rozumiem, dlaczego nieustannie wypowiada się Pan w sposób tak arogancki. Zwracano już na to Panu uwagę. Przecież wszystko można powiedzieć w sposób zrównoważony.

Nauka nie jest także żadnym narzędziem, chyba że w metaforycznym znaczeniu tego słowa. Nie istnieje też żadne "ludzkie narzędzie poznania", ponieważ nie istnieje ludzkość, tylko konkretni ludzie - różni w danym czasie i miejscu. Twierdzenie, że "nauka to ludzkie narzędzie poznania" można by co najwyżej próbować przetłumaczyć na język materialistycznej ontologii, i powinien to zrobić ten, kto to twierdzenie (jak i tę ontologię) uznaje.

Jeżeli tego się nie uczyni, myślenie, że jest taki byt jak "nauka", który o czymś "poucza" przypominać będzie pararaligijny sposób myślenia. Teolog z ładu w świecie wnosi, że istnieje Bóg, scjentysta, widzący ład w wpowiedziach pewnych ludzi ("naukowców") i w pewnych obserwowanych skutkach (rezultatach "eksperymentów") wnosi, że jest taki byt jak "nauka".
27-05-2026 11:39 
 Ocena 2 na 4
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
> Generalnie nauka niczego "nie mówi", ani niczego o czymkolwiek nie "orzeka" albo "nie orzeka", ponieważ nie jest podmiotem, ani istotą żywą. Wyrażanie się w ten sposób jest samo w sobie używaniem hipostaz i chyba nie jest zgodne z rygorem ścisłości naukowej.
-
Tylko głęboka wiara aż tak bardzo nas ogranicza, iż pozwala na powtarzanie uparcie tych samych bzdur. Nauka to tylko i aż ludzkie narzędzie poznania i zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości. Narzędzia nie muszą być żywymi, wystarczy, iż żywymi są używający ich ludzie, ale to nauka poprzez obowiązującej w niej metodologię "orzeka" o mechanizmach świata, nie będąc przy tym podobną Bogu hipostazą. Wierzący na racjonalne argumenty są teflonowi i wolą przeczyć dorobkowi nauki niż swojej wierze.

-
Prywatne wypowiedzi profesorów nie są nauką. Nieważne, czy są wygłaszane w studiu telewizyjnym, na posiedzeniu zespołu parlamentarnego, czy na prywatnym blogu. Żeby z prywatnego poglądu zmieniły się w element naukowego dyskursu, trzeba spełnić ceremoniał, którego większość ludzi nie tylko nie rozumie, ale nawet nie wie o jego istnieniu.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,956168#w957608

> Nie rozumiem, dlaczego nieustannie wypowiada się Pan w sposób tak arogancki.
-
Ciekawe jaką miarą Pan arogancję mierzy. Mnie subiektywnie się wydaje, iż gdzie mi tam do Szanownego Pana.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,640997#w643691 Mogę jeszcze sporo tej Pańskiej braku arogancji przywołać.

===
>Zwracano już na to Panu uwagę.
-
Tak Pański przyjaciel forumowy pan Lolek_Salambek.

>Przecież wszystko można powiedzieć w sposób zrównoważony.
-
Można. Napisał Pan:

>Nauka nie jest także żadnym narzędziem, chyba że w metaforycznym znaczeniu tego słowa. Nie istnieje też żadne "ludzkie narzędzie poznania", ponieważ nie istnieje ludzkość, tylko konkretni ludzie - różni w danym czasie i miejscu.

-
Tu odpowiedź AI:

Narzędzia intelektualne człowieka w kontekście nauki to zbiór pojęć, metod i technologii, które rozszerzają nasze naturalne zdolności poznawcze (myślenie, pamięć, analizę). Umożliwiają one badanie rzeczywistości, stawianie hipotez, weryfikację danych oraz tworzenie nowych teorii naukowych.

Można je podzielić na kilka kluczowych kategorii:

1. Narzędzia pojęciowe i teoretyczne

Są to niematerialne konstrukcje myślowe, które pozwalają porządkować i interpretować świat:
Matematyka i logika: uniwersalny język nauki, umożliwiający modelowanie zjawisk, obliczenia i dowodzenie twierdzeń.

Metodologia naukowa: uporządkowany sposób dochodzenia do prawdy (obserwacja, hipoteza, eksperyment, weryfikacja).

Paradygmaty i teorie: obowiązujące w danym czasie ramy myślowe (np. teoria względności, teoria ewolucji), które kierują badaniami.

2. Narzędzia metodologiczne i empiryczne

Służą do praktycznego badania świata i pozyskiwania danych:

Obserwacja i eksperyment: techniki pozwalające na kontrolowane badanie zjawisk.
Statystyka i analiza danych: narzędzia pozwalające wyciągać wnioski z zebranych informacji i określać ich istotność.

Modelowanie i symulacje: tworzenie uproszczonych reprezentacji rzeczywistości (np. komputerowe modele klimatu).

3. Narzędzia technologiczne (wspomagające intelekt)

To fizyczne i cyfrowe systemy, które fizycznie rozszerzają zmysły i pamięć człowieka:
Aparatura badawcza: teleskopy, mikroskopy, akceleratory cząstek - narzędzia dające dostęp do danych niedostępnych dla ludzkich zmysłów.

Informatyka i Sztuczna Inteligencja (AI): algorytmy uczące się, sieci neuronowe i systemy obliczeniowe, które przetwarzają ogromne zbiory danych, automatyzują obliczenia i pomagają w odkrywaniu wzorców.

4. Narzędzia komunikacji i zarządzania wiedzą

Język naturalny i specjalistyczny: umożliwia precyzyjne przekazywanie idei.

Bazy danych i publikacje naukowe: systemy archiwizacji wiedzy (np. archiwa cyfrowe), które pozwalają uczonym na całym świecie budować na dorobku swoich poprzedników.
Wszystkie te narzędzia tworzą swoisty system, w którym ludzki intelekt (inteligencja i kreatywność) jest głównym motorem, a powyższe narzędzia pełnią funkcję "dźwigni" pozwalających przekraczać biologiczne ograniczenia mózgu

Nie istnieje też żadne "ludzkie narzędzie poznania", ponieważ nie istnieje ludzkość, tylko konkretni ludzie - różni w danym czasie i miejscu. Twierdzenie, że "nauka to ludzkie narzędzie poznania" można by co najwyżej próbować przetłumaczyć na język materialistycznej ontologii, i powinien to zrobić ten, kto to twierdzenie (jak i tę ontologię) uznaje.


Zrozumiał Pan, czy dalej chce Pan kręcić? Tak jak poniżej?

-
>Jeżeli tego się nie uczyni, myślenie, że jest taki byt jak "nauka", który o czymś "poucza" przypominać będzie pararaligijny sposób myślenia. Teolog z ładu w świecie wnosi, że istnieje Bóg, scjentysta, widzący ład w wpowiedziach pewnych ludzi ("naukowców") i w pewnych obserwowanych skutkach (rezultatach "eksperymentów") wnosi, że jest taki byt jak "nauka".

Szanuję swoich interlokutorów zawsze z takim szacunkiem na jaki oni zasługują. Ciekawy jestem w którym miejscu moja wypowiedź przestała być merytoryczną a stała się arogancką? Czy w miejscu w którym Panu kontrargumentów zabrakło? Przecież ma Pan wiarę i Pan wierzy, iż nauka nie jest narzędziem.
.
27-05-2026 14:25 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6862 punktów)

>>Zwracano już na to Panu uwagę.
>-
>Tak Pański przyjaciel forumowy pan Lolek_Salambek.

Czyli: "negatywna ocena mojej osoby może być tylko stronnicza". Tak Pan sądzi?

>>Przecież wszystko można powiedzieć w sposób zrównoważony.
>-
>Można. Napisał Pan:
>>Nauka nie jest także żadnym narzędziem, chyba że w metaforycznym znaczeniu tego słowa. Nie istnieje też żadne "ludzkie narzędzie poznania", ponieważ nie istnieje ludzkość, tylko konkretni ludzie - różni w danym czasie i miejscu.
>-
>Tu odpowiedź AI:

Nie prosiłem o odpowiedź AI.

>Szanuję swoich interlokutorów zawsze z takim szacunkiem na jaki oni zasługują. Ciekawy jestem w którym miejscu moja wypowiedź przestała być merytoryczną a stała się arogancką? Czy w miejscu w którym Panu kontrargumentów zabrakło? Przecież ma Pan wiarę i Pan wierzy, iż nauka nie jest narzędziem.
>

Kto decyduje na jaki szacunek zasługują Pana interlokutorzy? Oczywiście Pan. To oznacza: "szanuję interlokutorów w stopniu, jaki mi się podoba". To zaś nie jest zasada, tylko brak zasady.
27-05-2026 18:25 
 Ocena-1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>Zwracano już na to Panu uwagę.
-
Tak Pański przyjaciel forumowy pan Lolek_Salambek.
-
>Czyli: "negatywna ocena mojej osoby może być tylko stronnicza". Tak Pan sądzi?
-
Tu nic nie sadzę, gdyż nic nie tu rozumiem?
-
>Przecież wszystko można powiedzieć w sposób zrównoważony.
-
Można i ja tak czynię. Ciekawe jaką miarą Pan arogancję mierzy? Mnie subiektywnie się wydaje, iż gdzie mi tam do Szanownego Pana. www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,640997#w643691 Mogę jeszcze sporo tej Pańskiej braku arogancji przywołać.
-
Można. Napisał Pan:

>Nauka nie jest także żadnym narzędziem, chyba że w metaforycznym znaczeniu tego słowa. Nie istnieje też żadne "ludzkie narzędzie poznania", ponieważ nie istnieje ludzkość, tylko konkretni ludzie - różni w danym czasie i miejscu.
-
Tu odpowiedź AI:

Narzędzia intelektualne człowieka w kontekście nauki to zbiór pojęć, metod i technologii, które rozszerzają nasze naturalne zdolności poznawcze (myślenie, pamięć, analizę). Umożliwiają one badanie rzeczywistości, stawianie hipotez, weryfikację danych oraz tworzenie nowych teorii naukowych. ...

>Nie prosiłem o odpowiedź AI.
-
Nie, nie prosił Pan AI, ale AI nie zastrzega sobie praw autorskich więc proszę to przyjąć jako mój pogląd. Może Pan też zainicjować nowy wątek ze swoimi stwierdzeniami:

"Nauka nie jest także żadnym narzędziem, chyba że w metaforycznym znaczeniu tego słowa. Nie istnieje też żadne "ludzkie narzędzie poznania", ponieważ nie istnieje ludzkość, tylko konkretni ludzie - różni w danym czasie i miejscu. Twierdzenie, że "nauka to ludzkie narzędzie poznania" można by co najwyżej próbować przetłumaczyć na język materialistycznej ontologii, i powinien to zrobić ten, kto to twierdzenie (jak i tę ontologię) uznaje.

Jeżeli tego się nie uczyni, myślenie, że jest taki byt jak "nauka", który o czymś "poucza" przypominać będzie pararaligijny sposób myślenia. Teolog z ładu w świecie wnosi, że istnieje Bóg, scjentysta, widzący ład w wpowiedziach pewnych ludzi ("naukowców") i w pewnych obserwowanych skutkach (rezultatach "eksperymentów") wnosi, że jest taki byt jak "nauka"

-
To podyskutujmy czy nauka jest intelektualnym narzędziem, czy nim nie jest.

===
Szanuję swoich interlokutorów zawsze z takim szacunkiem na jaki oni zasługują. Ciekawy jestem w którym miejscu moja wypowiedź przestała być merytoryczną a stała się arogancką? Czy w miejscu w którym Panu kontrargumentów zabrakło? Przecież ma Pan wiarę i Pan wierzy, iż nauka nie jest narzędziem.

-
>Kto decyduje na jaki szacunek zasługują Pana interlokutorzy? Oczywiście Pan. To oznacza: "szanuję interlokutorów w stopniu, jaki mi się podoba". To zaś nie jest zasada, tylko brak zasady.
-
Tak jestem tu zdecydowanie subiektywnym i swoje wypowiedzi zawsze kieruję tylko do czytelników zdolnych je zrozumieć i osądzić. Do innych po prostu nie warto. Jednocześnie jestem pewien iż nikt - choćby nawet bardzo się starał jak kiedyś Pan, a tu i teraz pan Lolek_Salambek, nie zdoła nas skompromitować dopóty dopóki nie uczynimy to sami.

Widzę, iż metody stosowane przez pana Lolka są bliskie Panu, gdyż tak jak już kiedyś było daleko Pan od meritum odleciał i całkiem zajął się moją osobą.
.
27-05-2026 23:29 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6862 punktów)

>Tak jestem tu zdecydowanie subiektywnym i swoje wypowiedzi zawsze kieruję tylko do czytelników zdolnych je zrozumieć i osądzić. Do innych po prostu nie warto. Jednocześnie jestem pewien iż nikt - choćby nawet bardzo się starał jak kiedyś Pan, a tu i teraz pan Lolek_Salambek, nie zdoła nas skompromitować dopóty dopóki nie uczynimy to sami.

Czy Pan się kiedykolwiek skompromitował, czy tylko kompromitowali się inni?
28-05-2026 09:48 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Tak jestem tu zdecydowanie subiektywnym i swoje wypowiedzi zawsze kieruję tylko do czytelników zdolnych je zrozumieć i osądzić. Do innych po prostu nie warto. Jednocześnie jestem pewien iż nikt - choćby nawet bardzo się starał jak kiedyś Pan, a tu i teraz pan Lolek_Salambek, nie zdoła nas skompromitować dopóty dopóki nie uczynimy to sami.
-
> Czy Pan się kiedykolwiek skompromitował, czy tylko kompromitowali się inni?
-
Niewiele razy, gdyż mam wyrobiony od dziecka zwyczaj weryfikacji swoich informacji, ale przy swoich błędach, natychmiast gdy tylko je zauważę lub ktoś mi je wykaże, to poprawiam je i przepraszam a nie idę w zaparte.

===
Tu Pan napisał:

> Generalnie nauka niczego "nie mówi", ani niczego o czymkolwiek nie "orzeka" albo "nie orzeka", ponieważ nie jest podmiotem, ani istotą żywą. Wyrażanie się w ten sposób jest samo w sobie używaniem hipostaz i chyba nie jest zgodne z rygorem ścisłości naukowej.
-
Na co odpowiedziałem:

Tylko głęboka wiara aż tak bardzo nas ogranicza, iż pozwala na powtarzanie uparcie tych samych bzdur. Nauka to tylko i aż ludzkie narzędzie poznania i zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości. Narzędzia nie muszą być żywymi, wystarczy, iż żywymi są używający ich ludzie, ale to nauka poprzez obowiązującej w niej metodologię "orzeka" o mechanizmach świata, nie będąc przy tym podobną Bogu hipostazą. Wierzący na racjonalne argumenty są teflonowi i wolą przeczyć dorobkowi nauki niż swojej wierze.

Prywatne wypowiedzi profesorów nie są nauką. Nieważne, czy są wygłaszane w studiu telewizyjnym, na posiedzeniu zespołu parlamentarnego, czy na prywatnym blogu. Żeby z prywatnego poglądu zmieniły się w element naukowego dyskursu, trzeba spełnić ceremoniał, którego większość ludzi nie tylko nie rozumie, ale nawet nie wie o jego istnieniu.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,956168#w957608

Pańska odpowiedź:

>Nie rozumiem, dlaczego nieustannie wypowiada się Pan w sposób tak arogancki. Zwracano już na to Panu uwagę. Przecież wszystko można powiedzieć w sposób zrównoważony.

>Nauka nie jest także żadnym narzędziem, chyba że w metaforycznym znaczeniu tego słowa. Nie istnieje też żadne "ludzkie narzędzie poznania", ponieważ nie istnieje ludzkość, tylko konkretni ludzie - różni w danym czasie i miejscu. Twierdzenie, że "nauka to ludzkie narzędzie poznania" można by co najwyżej próbować przetłumaczyć na język materialistycznej ontologii, i powinien to zrobić ten, kto to twierdzenie (jak i tę ontologię) uznaje.

>Jeżeli tego się nie uczyni, myślenie, że jest taki byt jak "nauka", który o czymś "poucza" przypominać będzie pararaligijny sposób myślenia. Teolog z ładu w świecie wnosi, że istnieje Bóg, scjentysta, widzący ład w wpowiedziach pewnych ludzi ("naukowców") i w pewnych obserwowanych skutkach (rezultatach "eksperymentów") wnosi, że jest taki byt jak "nauka".

Tak, to jest samokompromitacja. Z powodu braku merytorycznych argumentów niczym nie uzasadniony atak na ich autora. Tak, oczywiście dla wierzących pisanie rzeczy niezgodnych z ich wiarą jest arogancją, a już rzeczy racjonalnie i naukowo uzasadnionych szczytem arogancji.

.
Czy to się Panu podoba czy nie, to nauka jest narzędziem do poznania i zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości. Doskonałym marzedziem - czego dowodem może być choćby wymiana naszych postów.
.
28-05-2026 11:06 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6862 punktów)
>.
>Tak jestem tu zdecydowanie subiektywnym i swoje wypowiedzi zawsze kieruję tylko do czytelników zdolnych je zrozumieć i osądzić. Do innych po prostu nie warto. Jednocześnie jestem pewien iż nikt - choćby nawet bardzo się starał jak kiedyś Pan, a tu i teraz pan Lolek_Salambek, nie zdoła nas skompromitować dopóty dopóki nie uczynimy to sami.
>-
>> Czy Pan się kiedykolwiek skompromitował, czy tylko kompromitowali się inni?
>-
>Niewiele razy, gdyż mam wyrobiony od dziecka zwyczaj weryfikacji swoich informacji, ale przy swoich błędach, natychmiast gdy tylko je zauważę lub ktoś mi je wykaże, to poprawiam je i przepraszam a nie idę w zaparte.
>===

1. Kiedy się Pan skompromitował ostatnio na forum Racjonalisty?

2. Jeżeli popełnił Pan błąd, to czy nie oznacza to, że to, co Pan (błędnie) twierdził nie było w istocie dostatecznie uzasadnione? Czym się zaś różni twierdzenie, dla którego nie ma się wystarczającego uzasadnienia, od wiary?
28-05-2026 15:59 
 Ocena 1 na 3
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>1. Kiedy się Pan skompromitował ostatnio na forum Racjonalisty?
-
A co to ma za znaczenie? Nie udzielałem się tu naście lat. Zresztą błąd, po przyznaniu się do niego jest niewielką kompromitacją. Wielką kompromitacją jest tkwienie w błędzie wraz z pyskówkami z tymi, którzy nam błąd wykazali. Podobnie jak Pan tutaj:

Napisał tu Pan:

> Generalnie nauka niczego "nie mówi", ani niczego o czymkolwiek nie "orzeka" albo "nie orzeka", ponieważ nie jest podmiotem, ani istotą żywą. Wyrażanie się w ten sposób jest samo w sobie używaniem hipostaz i chyba nie jest zgodne z rygorem ścisłości naukowej.

-
Na co odpowiedziałem:

Tylko głęboka wiara aż tak bardzo nas ogranicza, iż pozwala na powtarzanie uparcie tych samych bzdur. Nauka to tylko i aż ludzkie narzędzie poznania i zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości. Narzędzia nie muszą być żywymi, wystarczy, iż żywymi są używający ich ludzie, ale to nauka poprzez obowiązującej w niej metodologię "orzeka" o mechanizmach świata, nie będąc przy tym podobną Bogu hipostazą. Wierzący na racjonalne argumenty są teflonowi i wolą przeczyć dorobkowi nauki niż swojej wierze.

Prywatne wypowiedzi profesorów nie są nauką. Nieważne, czy są wygłaszane w studiu telewizyjnym, na posiedzeniu zespołu parlamentarnego, czy na prywatnym blogu. Żeby z prywatnego poglądu zmieniły się w element naukowego dyskursu, trzeba spełnić ceremoniał, którego większość ludzi nie tylko nie rozumie, ale nawet nie wie o jego istnieniu.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,956168#w957608

Pańska odpowiedź:

>Nie rozumiem, dlaczego nieustannie wypowiada się Pan w sposób tak arogancki. Zwracano już na to Panu uwagę. Przecież wszystko można powiedzieć w sposób zrównoważony.

>Nauka nie jest także żadnym narzędziem, chyba że w metaforycznym znaczeniu tego słowa. Nie istnieje też żadne "ludzkie narzędzie poznania", ponieważ nie istnieje ludzkość, tylko konkretni ludzie - różni w danym czasie i miejscu. Twierdzenie, że "nauka to ludzkie narzędzie poznania" można by co najwyżej próbować przetłumaczyć na język materialistycznej ontologii, i powinien to zrobić ten, kto to twierdzenie (jak i tę ontologię) uznaje.

>Jeżeli tego się nie uczyni, myślenie, że jest taki byt jak "nauka", który o czymś "poucza" przypominać będzie pararaligijny sposób myślenia. Teolog z ładu w świecie wnosi, że istnieje Bóg, scjentysta, widzący ład w wpowiedziach pewnych ludzi ("naukowców") i w pewnych obserwowanych skutkach (rezultatach "eksperymentów") wnosi, że jest taki byt jak "nauka".

Andrzej B. Izdebski: Tak, to jest samokompromitacja. Z powodu braku merytorycznych argumentów niczym nie uzasadniony atak na autora krytycznego zdania. Tak, oczywiście dla wierzących pisanie rzeczy niezgodnych z ich wiarą jest arogancją, a już rzeczy racjonalnie i naukowo uzasadnionych są szczytem arogancji.

Czy to się Panu podoba czy nie, to nauka jest narzędziem do poznania i zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości. Doskonałym narzędziem - czego dowodem może być choćby wymiana naszych postów..

=============
>2. Jeżeli popełnił Pan błąd, to czy nie oznacza to, że to, co Pan (błędnie) twierdził nie było w istocie dostatecznie uzasadnione? Czym się zaś różni twierdzenie, dla którego nie ma się wystarczającego uzasadnienia, od wiary?
-
Ludzie popełniają błędy i błędy bywają przeróżne, ale przy kompromitacjach najważniejszym jest nie błąd, a tkwienie w błędzie wraz z zacietrzewieniem i matactwami starającymi się zasłonić bzdury które napisaliśmy.

Od lat podąża Pan tą drogą, ale od Lolka_Salambeka to jeszcze dużo Pan się tu nauczyć może.

Jestem wszystkim wdzięcznym za wykazywanie moich błędów, ale gdy przyznam rację i przeproszę to uważam temat za skończony. To, iż kiedyś popełniłem jakiś błąd nie jest nawet w najmniejszym stopniu dowodem Pańskiej mądrości. Tylko to co sami piszemy wydaje świadectwo o nas.
.
28-05-2026 17:12 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6862 punktów)

>=============
>>2. Jeżeli popełnił Pan błąd, to czy nie oznacza to, że to, co Pan (błędnie) twierdził nie było w istocie dostatecznie uzasadnione? Czym się zaś różni twierdzenie, dla którego nie ma się wystarczającego uzasadnienia, od wiary?
>-
>Ludzie popełniają błędy i błędy bywają przeróżne, ale przy kompromitacjach najważniejszym jest nie błąd, a tkwienie w błędzie wraz z zacietrzewieniem i matactwami starającymi się zasłonić bzdury które napisaliśmy.

Czy przyjęcie czegoś bez należytego uzasadnienia jest wiarą?
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)

>2. Jeżeli popełnił Pan błąd, to czy nie oznacza to, że to, co Pan (błędnie) twierdził nie było w istocie dostatecznie uzasadnione? Czym się zaś różni twierdzenie, dla którego nie ma się wystarczającego uzasadnienia, od wiary?
-
Ludzie popełniają błędy i błędy bywają przeróżne, ale przy kompromitacjach najważniejszym jest nie błąd, a tkwienie w błędzie wraz z zacietrzewieniem i matactwami starającymi się zasłonić bzdury które napisaliśmy.

> Czy przyjęcie czegoś bez należytego uzasadnienia jest wiarą?
-
A czymże jest wiara?

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej
lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".
Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,680953#w681339

W skrócie wiara jest protezą wiedzy opartej na weryfikowalnym doświadczeniu (czyli nauce).

-
Chciałbym zająć się tu światopoglądową postawą wiary tak ogólnie, choć szczególnie wiarą religijną tyle tylko, że odseparowaną od konkretnej religii/ideologii. Jest to wprost nieprawdopodobne dlaczego tak wielu ludzi uważa różne mity za bardziej prawdziwe od faktów, a rozum im służy nie do ich odrzucenia, ale do racjonalizacji (prób logicznego uzasadnienia prawdziwości) mitów.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0|

-
Wierze poświeciłem monografię. Jest w druku.
29-05-2026 14:14 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6862 punktów)

>> Czy przyjęcie czegoś bez należytego uzasadnienia jest wiarą?

>A czymże jest wiara?[color=purple]Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej
>lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".


Nie jest to tylko kwestia zwrotu, tylko tego, czy dla swoich przekonań ma Pan wystarczające uzasadnienie, czy nie, i czy uznawanie czegoś bez wystarczającego uzasadnienia jest wiarą, czy nie.

>Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach.

W przeciwieństwie do wiary religijnej. Pytam jednak nie o wiarę religijną, tylko o to, czy Pana uznanie czegoś pomimo braku wystarczających przesłanek jest wiarą (nie mówię: religijną), czy nie.

Nie pytam o to, jakich zwrotów Pan używa dla celów komunikacji, tylko o to, czy uznanie czegoś na podstawie niewystarczających przesłanek jest wiarą. Czym różni się "wiara w to" od wiary - nie od wiary religijnej, tylko od wiary bez cudzysłowu i bez dookreśleń?

Napisał Pan książkę o wierze, więc proszę powiedzieć, czy uznanie czegoś na podstawie przesłanek, które (mylnie) uważa się za wystarczające, jest Pana zdaniem wiarą, czy nie.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.

>Czy przyjęcie czegoś bez należytego uzasadnienia jest wiarą?
-
A czymże jest wiara?

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".

>Nie jest to tylko kwestia zwrotu, tylko tego, czy dla swoich przekonań ma Pan wystarczające uzasadnienie, czy nie, i czy uznawanie czegoś bez wystarczającego uzasadnienia jest wiarą, czy nie.

Dokładnie jest to "kwestia zwrotu" czyli tego jak dane słowo rozumiemy. Rozumienie "wiary" w języku polskim jest dosyć szerokie.

Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach.
>W przeciwieństwie do wiary religijnej.
-
A dlaczego ogranicza Pan wiarę tylko do wiary religijnej? W języku polskim nie ma takiego ograniczenia.
-
>Pytam jednak nie o wiarę religijną, tylko o to, czy Pana uznanie czegoś pomimo braku wystarczających przesłanek jest wiarą (nie mówię: religijną), czy nie.
-
A ja odpowiadam, iż jeżeli nie możemy jakiegoś stwierdzenia dostatecznie zweryfikować to musimy przyjąć go na wiarę. Piszę tu od ponad ćwierćwiecza to samo (kilkadziesiąt razy w postach do Pana): "Nie wierzę w nic i nikomu, a największym zaufaniem obdarzam naukę, gdyż jej metodologia opiera się na niewierze". ale Pan niczego co przeczy Pańskiej wierze nie przyjmuje do wiadomości.
-
>Nie pytam o to, jakich zwrotów Pan używa dla celów komunikacji, tylko o to, czy uznanie czegoś na podstawie niewystarczających przesłanek jest wiarą.
-
Ale mnie interesują wybrane przeze mnie problemy, a nie Pańskie. Dla mnie jest istotnym jak mogę opisać swój stosunek do poznania i zrozumienia rzeczywistości. Nazywam go "sceptycyzmem naukowym", ale w rozmowach trudno go używać.

Czym różni się "wiara w to" od wiary - nie od wiary religijnej, tylko od wiary bez cudzysłowu i bez dookreśleń?
-
No właśnie! Język, czyli zwroty, ma tu znaczenie. Ja nie rozumiem co to znaczy "wiara w to" i czym się różni od "wiary w tamto"? Natomiast zainicjowałem tu dyskusję na temat wiary, ale znowu Pan nawet tam nie zajrzał, chyba słusznie gdyż wszystkie racjonalne argumenty i tak spływają po Panu jak woda po kaczce.

-
>Napisał Pan książkę o wierze, więc proszę powiedzieć, czy uznanie czegoś na podstawie przesłanek, które (mylnie) uważa się za wystarczające, jest Pana zdaniem wiarą, czy nie.
-
Ja książkę napisałem, gdy Pana to interesuje to trzeba przeczytać, ale do odpowiedzi na to pytanie wystarczyłoby przeczytać post, do którego pan się tu odnosi. Już tam jest tego pełne wyjaśnienie.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,545469#w959250

.
29-05-2026 17:18 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6862 punktów)
>.
>>Czy przyjęcie czegoś bez należytego uzasadnienia jest wiarą?
>-
>A czymże jest wiara?Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".
>>Nie jest to tylko kwestia zwrotu, tylko tego, czy dla swoich przekonań ma Pan wystarczające uzasadnienie, czy nie, i czy uznawanie czegoś bez wystarczającego uzasadnienia jest wiarą, czy nie.
>Dokładnie jest to "kwestia zwrotu" czyli tego jak dane słowo rozumiemy. Rozumienie "wiary" w języku polskim jest dosyć szerokie.
>Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach.
>>W przeciwieństwie do wiary religijnej.
>-
>A dlaczego ogranicza Pan wiarę tylko do wiary religijnej? W języku polskim nie ma takiego ograniczenia.
>-
>>Pytam jednak nie o wiarę religijną, tylko o to, czy Pana uznanie czegoś pomimo braku wystarczających przesłanek jest wiarą (nie mówię: religijną), czy nie.
>-
>A ja odpowiadam, iż jeżeli nie możemy jakiegoś stwierdzenia dostatecznie zweryfikować to musimy przyjąć go na wiarę. Piszę tu od ponad ćwierćwiecza to samo (kilkadziesiąt razy w postach do Pana): "Nie wierzę w nic i nikomu, a największym zaufaniem obdarzam naukę, gdyż jej metodologia opiera się na niewierze". ale Pan niczego co przeczy Pańskiej wierze nie przyjmuje do wiadomości.
>-

Jednym słowem, zdarzało się i Panu przyjmowanie czegoś na wiarę?
28-05-2026 14:52 
 Ocena 2 na 2
Lolek_Salambek (2668 punktów)
>Tak jestem tu zdecydowanie subiektywnym i swoje wypowiedzi zawsze kieruję tylko do czytelników zdolnych je zrozumieć i osądzić. Do innych po prostu nie warto. Jednocześnie jestem pewien iż nikt - choćby nawet bardzo się starał jak kiedyś Pan, a tu i teraz pan Lolek_Salambek, nie zdoła nas skompromitować dopóty dopóki nie uczynimy to sami.

---------------------

Panie Adrzejku, Drogi, Kochany - powiem tak:

- "zwolnij Pan konie" !

- zacznij Pan myśleć wychodząc poza Pański Narcyzm a nie tylko pisać jak uwielbia Pan ten automasaż Pańskiego Skrajnie rozdmuchanego EGO ! ☹ - w ten sposób NIEZMIERNIE i BARDZO KONSEKWENTNIE ośmieszasz sie Pan i WCIĄŻ BEZ USTANKU KOMPROMITUJESZ !


Powtorze po raz setny albo 1101-szy:

- zacznij Pan myśleć ( ! ) a nie dalej BELKOTAC jakim to jestes Pan intelektualista (totalna żenada!), ktorego nikt nie rozumie na FR !

- jesli jestes Pan takim super INTELEKTUALISTA to moze warto pomyslec o takich forach internetowych jak:

* intelektualisci_inaczej.pl/

* ponizanie_innych.pl/

* super_snoby.pl/

* narcyzm_to_ja.pl/



?



- to Panskie wkelejanie "zdjec adwersarzy" ! to kolejna (setna albo wiecej) ŻENADA W PANSKIM WYDANIU; rodem z 4 klasy Szkoły Podstawowej, Panie pseudo-intelektualisto w swoim własnym mniemaniu i we własnej równie bezkresnej co patologicznej Miłości Własnej!





PS.
Pozostaję w równie empatycznym co jednak zawsze otwartym wobec Pana współczuciu.






S pozdravem

Zwierzęta podobnie jak ludzie mają bardzo silny instynkt życia oraz odczuwają CIERPIENIA

Im więcej myślę o tym jak powstał Wszechświat tym bardziej utwierdzam się w swoim AGNOSTYCYŹMIE
27-05-2026 13:10 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6818 punktów)
>Teolog z ładu w świecie wnosi, że istnieje Bóg,

Czy w świecie jest ład to sprawa dyskusyjna. Uderzenia meteorytów w Ziemię, klęski żywiołowe, wskazują na brak ładu.
.
27-05-2026 14:55 
 Ocena 1 na 1
Kautilja (6917 punktów)
>Czy w świecie jest ład to sprawa dyskusyjna. Uderzenia meteorytów w Ziemię, klęski żywiołowe, wskazują na brak ładu.
>.
Zależy o jakim ladzie jest mowa.
.
pl.wikipedia.org/wiki/Ład_międzynarodowy
Ład międzynarodowy, system międzynarodowy, też porządek międzynarodowy - wynik, wypadkowa stanu stosunków między państwami, a szczególnie między mocarstwami. Jego zasadniczym elementem jest stan równowagi sił, głównie jądrowych. Odejście od stawiania na siłowe, militarne rozwiązania spornych problemów pozwoliło na odprężenie w stosunkach międzynarodowych. Główny akcent został przesunięty na negocjacje, poszukiwanie porozumień, kompromisów i uznanie reguł prawa międzynarodowego zawartych w układach w określonej sytuacji międzynarodowej[1].
.
Czyli jakiś tu w tym świecie ład obowiązuje.
.
27-05-2026 15:46 
 Ocena 3 na 3
panTeista (6818 punktów)
>>Uderzenia meteorytów w Ziemię, klęski żywiołowe, wskazują na brak ładu.
>>.
>Zależy o jakim ladzie jest mowa.

Ład międzynarodowy został wypracowany przez ludzi. Elsap miał prawdopodobnie na myśli ład w świecie jakoby stworzonym przez Boga (kosmos, zjawiska naturalne).
.
27-05-2026 19:15 
 Ocena 1 na 1
Kautilja (6917 punktów)
>Ład międzynarodowy został wypracowany przez ludzi. Elsap miał prawdopodobnie na myśli ład w świecie jakoby stworzonym przez Boga (kosmos, zjawiska naturalne).
>.
Różnie można interpretować różne rzeczy.
.
"Przypadek rządzi ponad połową naszych działań, a my kierujemy resztą" - Niccolò Machiavelli.
.
Co miał na myśli Machiavelli pisząc słowo przypadek?
.
28-05-2026 16:01 
 Ocena 3 na 3
panTeista (6818 punktów)
>"Przypadek rządzi ponad połową naszych działań, a my kierujemy resztą" - Niccolò Machiavelli.
>.
>Co miał na myśli Machiavelli pisząc słowo przypadek?
>.
Nie wiem co miał na myśli Machiavelli.
Ja postrzegam przypadek jako zrządzenie "losu".
To że przypadek rządzi częścią naszych działań dla mnie oznacza:
- musimy dostosowywać działania do okoliczności losowych.
Działania kierowane przez nas to głównie:
- to co zaplanujemy i realizujemy,
- to co wybieramy spośród różnych możliwości.
Granica między działaniem w przypadkach losowych, a wykreowanych przez człowieka nie jest ostra. Czasem postępowanie (działanie) w przypadkach losowych jest kierowane przez człowieka.
Czasem w okolicznościach typowych, przewidywalnych, ludzie reagują w sposób nieprzemyślany, nieadekwatny.
.
29-05-2026 08:26 
 Ocena 1 na 1
Kautilja (6917 punktów)
>Nie wiem co miał na myśli Machiavelli.
>Ja postrzegam przypadek jako zrządzenie "losu".
>To że przypadek rządzi częścią naszych działań dla mnie oznacza:
>- musimy dostosowywać działania do okoliczności losowych.
>Działania kierowane przez nas to głównie:
>- to co zaplanujemy i realizujemy,
>- to co wybieramy spośród różnych możliwości.
>Granica między działaniem w przypadkach losowych, a wykreowanych przez człowieka nie jest ostra. Czasem postępowanie (działanie) w przypadkach losowych jest kierowane przez człowieka.
>Czasem w okolicznościach typowych, przewidywalnych, ludzie reagują w sposób nieprzemyślany, nieadekwatny.
>.
Ja z kolei mam czasem wrażenie, że przypadek wcale nie jest przypadkiem. Co oczywiście w żaden sposób nie jest zaprzeczaniem tego co Ty tu powyżej napisałeś. Nie masz tak czasem?
.
30-05-2026 13:18 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6818 punktów)
>Ja z kolei mam czasem wrażenie, że przypadek wcale nie jest przypadkiem.(...) Nie masz tak czasem?
>.
Kiedy zdarza się wypadek drogowy to raczej nie jest przypadek lecz błąd człowieka.
Kiedy uliczna dziura przykryta wodą zniszczy nam zawieszenie, możemy to podciągnąć pod przypadek.
.
31-05-2026 21:57 
 Ocena 1 na 1
Kautilja (6917 punktów)
>>Ja z kolei mam czasem wrażenie, że przypadek wcale nie jest przypadkiem.(...) Nie masz tak czasem?
>>.
>Kiedy zdarza się wypadek drogowy to raczej nie jest przypadek lecz błąd człowieka.
>Kiedy uliczna dziura przykryta wodą zniszczy nam zawieszenie, możemy to podciągnąć pod przypadek.
>.
>
Zgadza się, ale mnie tu chodzi o coś innego. Dziewięć razy trafiono z broni palnej 50 centa, i przeżył, a ktoś inny dostaje raz i umiera. Oczywiście przypadek, szczęśliwy dla niego zbieg okoliczności. Albo polski jezuita, o. Hubert Cieślik przeżył wybuch bomby atomowej w Hiroszimie, wraz ze swoimi braćmi w wierze, tzw. "cud w Hiroszimie", gdzie ich budynki ocalały, a wszyscy znajdujący się w nich zakonnicy przeżyli i byli w stanie udzielać pomocy rannym. Przypadek, zbieg okoliczności. Tyle, że każdy w wyniku takich zdarzeń zadaje sobie to samo pytanie. Czy na pewno był to tylko przypadek? Przykłady można mnożyć, a i tak każdy sam to sobie oceni.
.
01-06-2026 19:18 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6818 punktów)
>Czy na pewno był to tylko przypadek? Przykłady można mnożyć, a i tak każdy sam to sobie oceni.
>.
W moim mniemaniu "przypadki chodzą po ludziach", także te pozytywne, szczęśliwe.
Zdaję sobie sprawę że część ludzi dostrzeże w nich "palec boży".
.
Kautilja (6917 punktów)
>Zdaję sobie sprawę że część ludzi dostrzeże w nich "palec boży".
>.
Takie jest niekiedy wrażenie. Ta "część ludzi" to według mnie znakomita większość. Ponoć 80% ludzi to osoby wierzące. Oczywiście nie rozstrzygam tu teraz tego czy większość ma rację, ale jest to pod pewnym względem zastanawiające.
.
02-06-2026 10:52 
 Ocena 1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>Takie jest niekiedy wrażenie. Ta "część ludzi" to według mnie znakomita większość. Ponoć 80% ludzi to osoby wierzące.
-
Tylko 80%?
www.racjon(*)m.php/s,958224/z,0/d,5#w959286

-
>Oczywiście nie rozstrzygam tu teraz tego czy większość ma rację, ale jest to pod pewnym względem zastanawiające.
-
Podstawową wiarą jest wiara we własną rację, dopiero później następują podziały co do przedmiotów wiary i doboru zespołu mitów.
.
03-06-2026 08:41 
 Ocena 1 na 1
Kautilja (6917 punktów)
>.
>>Takie jest niekiedy wrażenie. Ta "część ludzi" to według mnie znakomita większość. Ponoć 80% ludzi to osoby wierzące.
>-
>Tylko 80%?
>www.racjon(*)m.php/s,958224/z,0/d,5#w959286
.
Faktycznie więcej.
>-
>>Oczywiście nie rozstrzygam tu teraz tego czy większość ma rację, ale jest to pod pewnym względem zastanawiające.
>-
>Podstawową wiarą jest wiara we własną rację, dopiero później następują podziały co do przedmiotów wiary i doboru zespołu mitów.
>.
>
Czymże jest w takim razie wiara? Bo mnie się wydaje, że nijak nie da się bez niej żyć. Jestem z tych co uważają, że trzeba w kogoś/coś wierzyć.
.
03-06-2026 09:26 
 Ocena 2 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)

>Czymże jest w takim razie wiara? Bo mnie się wydaje, że nijak nie da się bez niej żyć. Jestem z tych co uważają, że trzeba w kogoś/coś wierzyć.

-
www.racjonalista.pl/forum.php/s,959300/z,0
www.racjon(*)m.php/s,959300/z,0/d,2#w959415

-

.
02-06-2026 13:27 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6818 punktów)
>Ponoć 80% ludzi to osoby wierzące.

To w Polsce.
Natomiast aż 70% Chińczyków identyfikuje się z wartościami konfucjańskimi, buddyzm ma około 250 milionów wyznawców w Chinach. Wierzenia te nie zakładają istnienia Boga.
.
03-06-2026 08:55 
 Ocena 1 na 1
Kautilja (6917 punktów)
>>Ponoć 80% ludzi to osoby wierzące.
.
>To w Polsce.
>Natomiast aż 70% Chińczyków identyfikuje się z wartościami konfucjańskimi, buddyzm ma około 250 milionów wyznawców w Chinach. Wierzenia te nie zakładają istnienia Boga.
>.
>
Nie tylko w Polsce ale i na świecie ponad 80% to osoby identyfikujące się z jakimś wyznaniem.

Polecam:
population(*)on-a-global-tapestry-of-faith/
.
03-06-2026 18:28 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6818 punktów)
>Nie tylko w Polsce ale i na świecie ponad 80% to osoby identyfikujące się z jakimś wyznaniem.

Żyje(?) jakoby jeden Bóg, a jest tak dużo różnych wyznań. To zastanawiające- dla mnie wskazujące że to społeczności wymyślają bogów (Wisznu, Brahma, Indra, Jehowa, Jezus Chrystus, Kryszna itd.) oraz obrzędy i ceremonie.
.
03-06-2026 19:04 
 Ocena 1 na 1
Kautilja (6917 punktów)
>>Nie tylko w Polsce ale i na świecie ponad 80% to osoby identyfikujące się z jakimś wyznaniem.
.
>Żyje(?) jakoby jeden Bóg, a jest tak dużo różnych wyznań. To zastanawiające- dla mnie wskazujące że to społeczności wymyślają bogów (Wisznu, Brahma, Indra, Jehowa, Jezus Chrystus, Kryszna itd.) oraz obrzędy i ceremonie.
>.
Może o to chodzi, może taki jest zamysł, że różni ludzie różne mają potrzeby w zależności o miejsca w którym żyją i z tego wychodzi, że różne są odmiany wiary? Ale czy to aby na pewno jest świadectwo tego o czym Ty piszesz, że to różne społeczności tworzą różnych bogów? Mnie się wydaje, że można to odwrócić, co sugeruję w pierwszym swoim pytaniu.
.
03-06-2026 20:10 
 Ocena 1 na 1
thoters (233 punktów)

>Może o to chodzi, może taki jest zamysł,

Chodzi o to, że musi istnieć Bóg, poza zasięgiem człowieka.
I to ten Bóg określił prawa, których nie wolno człowiekowi zmieniać.
Nie wolno też Boga ściągać na Ziemię.
Doświadczamy tego, że ktoś ściągnął Boga na Ziemię i podszywa się za prawodawcę.
Wystarczyło 10 przykazań. Dzisiaj ludzie prawa są spisane na 10 tonach papieru i to wciąż za mało.

Najstarszym i zachowanym budynkiem więzieniem jest Więzienie Mamertyńskie w Rzymie (Carcio Mamertino), którego budowę przypisuje się Ankusowi Marcjuszowi około 640 roku p.n.e.
Za pierwsze nowoczesne więzienie uważa się placówkę w Massachusetts (1785 r.) oraz więzienie Walnut Street Jail w Filadelfii (1790 r.).
Najstarszym polskim więzieniem państwowym zorganizowanym według nowoczesnych zasad penitencjarnych (z obowiązkiem pracy i regulaminem) było Więzienie Marszałkowskie w Warszawie, założone w 1767 roku z inicjatywy Stanisława Lubomirskiego.
Najstarszym nieprzerwanie działającym do dziś zakładem karnym w Polsce jest Zakład Karny w Nowym Wiśniczu, który funkcjonuje od 1786 roku w dawnym klasztorze Karmelitów Bosych.
Z perspektywy historii i ewolucji kulturowej religie przez tysiąclecia pełniły funkcję pierwotnego systemu prawnego i "wirtualnego strażnika". Pozwalało to społeczeństwom utrzymywać porządek i współpracę bez konieczności budowania kosztownej infrastruktury, takiej jak policja czy stałe więzienia.
W małych społecznościach oszustwo było trudne, ale gdy miasta zaczęły rosnąć, ludzie stawali się dla siebie anonimowi. Pojawił się problem tzw. pasażera na gapę (kogoś, kto łamie zasady dla własnego zysku). Wiara w potężnych bogów, którzy widzą każdy czyn (nawet ten popełniony w ukryciu), działała jak psychologiczny fotoradar.
Religia przenosiła koszt egzekwowania prawa z budżetu państwa na psychikę jednostki (strach przed potępieniem lub złą karmą.
Zamiast izolować przestępców w celach, dawne systemy religijno-prawne stosowały metody natychmiastowe, publiczne i bezpośrednie:
Kary cielesne i piętnowanie: Odcięcie ręki za kradzież w kodeksach religijnych (np. prawo szariatu) miało być trwałą, widoczną dla wszystkich przestrogą, niewymagającą izolacji więziennej.
Banicja i wykluczenie (ostracyzm): Wyrzucenie poza nawias społeczności religijnej (np. ekskomunika) oznaczało dla starożytnego człowieka cywilną śmierć - nikt nie mógł z nim handlować ani mu pomóc.
Ofiary i zadośćuczynienie (ekspiacja): Złamanie tabu lub prawa wymagało złożenia kosztownej ofiary bóstwu lub zapłaty rodzinie ofiary, co uderzało przestępcę po kieszeni i przywracało porządek rytualny.




04-06-2026 10:48 
 Ocena 1 na 1
Kautilja (6917 punktów)
>>Może o to chodzi, może taki jest zamysł,
.
>Chodzi o to, że musi istnieć Bóg, poza zasięgiem człowieka.
>I to ten Bóg określił prawa, których nie wolno człowiekowi zmieniać.
>Nie wolno też Boga ściągać na Ziemię.
>Doświadczamy tego, że ktoś ściągnął Boga na Ziemię i podszywa się za prawodawcę.
>Wystarczyło 10 przykazań. Dzisiaj ludzie prawa są spisane na 10 tonach papieru i to wciąż za mało.
.
To według Ciebie Bóg stworzył człowieka czy człowiek Boga?
.
04-06-2026 13:07 
 Ocena 1 na 1
thoters (233 punktów)

>To według Ciebie Bóg stworzył człowieka czy człowiek Boga?
>.
>
Boga stworzył człowiek, by oddzielić się od małp.
06-06-2026 21:45 
 Ocena 1 na 1
Kautilja (6917 punktów)
>>To według Ciebie Bóg stworzył człowieka czy człowiek Boga?
>>.
>>
>Boga stworzył człowiek, by oddzielić się od małp.
.
Czyli uważasz, że nie ma nikogo ponad ludźmi?
.
thoters (233 punktów)
>>>To według Ciebie Bóg stworzył człowieka czy człowiek Boga?
>>>.
>>>
>>Boga stworzył człowiek, by oddzielić się od małp.
>.
>Czyli uważasz, że nie ma nikogo ponad ludźmi?
>.
Ponad ludźmi musi być boskie prawo.
To to prawo ma kształtować stosunki międzyludzkie a nie widzimisię najsilniejszego.
06-06-2026 22:53 
 Ocena 1 na 1
Kautilja (6917 punktów)
>>>>To według Ciebie Bóg stworzył człowieka czy człowiek Boga?
>>>>.
>>>>
>>>Boga stworzył człowiek, by oddzielić się od małp.
>>.
>>Czyli uważasz, że nie ma nikogo ponad ludźmi?
>>.
>Ponad ludźmi musi być boskie prawo.
>To to prawo ma kształtować stosunki międzyludzkie a nie widzimisię najsilniejszego.
.
A skąd ma pochodzić to owo boskie prawo?
.
04-06-2026 19:25 
 Ocena 4 na 4
panTeista (6818 punktów)
>>Żyje(?) jakoby jeden Bóg, a jest tak dużo różnych wyznań. To zastanawiające- dla mnie wskazujące że to społeczności wymyślają bogów (Wisznu, Brahma, Indra, Jehowa, Jezus Chrystus, Kryszna itd.) oraz obrzędy i ceremonie.
>>.
>Może o to chodzi, może taki jest zamysł, że różni ludzie różne mają potrzeby w zależności o miejsca w którym żyją i z tego wychodzi, że różne są odmiany wiary?

W Księdze Wyjścia 20,3 Bóg mówi: "Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!" (Biblia Tysiąclecia) oraz w Powtórzonym Prawie 5,7: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną"
Biblia Tysiąclecia
To przykazanie jest pierwszym z Dziesięciu Przykazań
Bóg zabrania wyznawania bogów cudzych i jednocześnie ma zamysł aby były różne wiary. "Nie klei mi się to".

>Ale czy to aby na pewno jest świadectwo tego o czym Ty piszesz, że to różne społeczności tworzą różnych bogów?

Nie tylko różne społeczności ale nawet poszczególni ludzie. Np. Duch Prawdy uważa że Bóg to "bezinteresowna miłość"; Hamerlik Konopka wierzy że jest wielu bogów ale na pytanie "czy się modlisz?" nie odpowiedział; Bóg według Barucha Spinozy to substancja, która obejmuje wszystko, co istnieje, a jego koncepcja jest bliska panteizmowi, gdzie Bóg jest tożsamy z naturą.

Wobec tak różnych wierzeń zasadnym jest oczekiwanie pana Andrzeja Bogusławskiego aby wierzący podawali definicję swojego Boga.
Bóg bez podanej definicji to zbyt abstrakcyjna rzecz aby można Go było zwizualizować.
.
04-06-2026 20:29 
 Ocena 2 na 2
szarley (54928 punktów)
>W Księdze Wyjścia 20,3 Bóg mówi: "Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!" (Biblia Tysiąclecia) oraz w Powtórzonym Prawie 5,7: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną"
>Biblia Tysiąclecia

W Biblii jest moc rzeczy, które się nie kleją ale akurat w tym przypadku proponuję skorzystać z innego przekładu.

Andrzej.51, którego wiedzę o Biblii bardzo wysoko cenię, polecił mi Biblię w przekładzie poznańskim, gdzie te dwa wersy są różne, ale nie są sprzeczne

(oczywiście jeśli, tak jak ja nie znasz oryginału )

>Wobec tak różnych wierzeń zasadnym jest oczekiwanie pana Andrzeja Bogusławskiego aby wierzący podawali definicję swojego Boga.
Pod warunkiem, że zamiarują kogokolwiek do wiary w swojego Boga przekonywać
Jeśli nie mają takiego zamiaru, a jeśli nawet nie mają zamiaru o Bogu rozmawiać, to nie mają obowiązku definiować

Póki wiara to moja prywatna sprawa, nikomu jej nie narzucam, to proszę mnie o nią nie pytać

Polecam : Jakub Medek "Dzień dobry, chmiel tożsamość i luz.... " wyjaśnienie dlaczego najbardziej zlaicyzowany naród Europy wierzy w Boga, choć nie wierzy w Boga i nie pytaj ich o definicję Boga

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
05-06-2026 10:04 
 Ocena 1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
.
Wobec tak różnych wierzeń zasadnym jest oczekiwanie pana Andrzeja Bogusławskiego aby wierzący podawali definicję swojego Boga.
-
Tyle tylko, iż nie wszyscy wierzący, a tylko ci, którzy publicznie swoją wiarę w Boga deklarują.
-
>Pod warunkiem, że zamiarują kogokolwiek do wiary w swojego Boga przekonywać
-
Nie, wystarczy publiczne stwierdzenie swojej wiary, gdy się publikuje własne poglądy, to tym samym podaje się je pod dyskusję i każdy ma prawo krytycznie się do nich odnieść.
-
>Jeśli nie mają takiego zamiaru, a jeśli nawet nie mają zamiaru o Bogu rozmawiać, to nie mają obowiązku definiować
-
Jeśli ktoś nie ma zamiaru o czymś rozmawiać to po prostu o tym się nie pisze. Publiczna deklaracja pozwala zadawać pytania. Na tym polega rozmowa.
-
>Póki wiara to moja prywatna sprawa, nikomu jej nie narzucam, to proszę mnie o nią nie pytać
-
Zgoda, ale w momencie jej publicznej deklaracji przestaje być prywatną i staje się publiczną.

>Polecam : Jakub Medek "Dzień dobry, chmiel tożsamość i luz.... " wyjaśnienie dlaczego najbardziej zlaicyzowany naród Europy wierzy w Boga, choć nie wierzy w Boga i nie pytaj ich o definicję Boga
-
Mam taki zwyczaj, iż do kościoła wchodzę bez czapki, do synagogi w nakryciu głowy, a do meczetu bez butów. Pan wszedł do www.racjonalista.pl/kk.php/d,67 i twierdzi, iż nie jest zainteresowany dyskusjami światopoglądowymi. Panie Hanku, choć odrobina konsekwencji by się przydała.

.
05-06-2026 12:02 
 Ocena 2 na 2
szarley (54928 punktów)
>Mam taki zwyczaj, iż do kościoła wchodzę bez czapki, do synagogi w nakryciu głowy, a do meczetu bez butów. Pan wszedł do www.racjonalista.pl/kk.php/d,67 i twierdzi, iż nie jest zainteresowany dyskusjami światopoglądowymi. Panie Hanku, choć odrobina konsekwencji by się przydała.

Ależ światopoglądowe dyskusje mogą być wprost fascynujące! Tylko nie zawsze, nie z każdym i nie wszystkie.
Jednym z warunków prowadzenia światopoglądowych dyskusji (jak i innych) jest uważanie dla rozmówcy

Na fR nie tylko światopoglądowe dyskusje są prowadzone.

Pan sam napisał, że wiele się z fR dowiedział od Lilac o medycynie i od Fizyka o fizyce
Pisał Pan też i ekonomii (pamiętam, polecił mi Pan m.in. tekst prof Oręziak)

Wracając do światopoglądowych dyskusji: w książce poświęconej światopoglądowym sprawom znalazem cytat:

"Do uprawiania nauki nie jest konieczna znajomość jej historii, ponieważ to, co było w niej obiektywne i względnie niezależne od uwarunkowań kulturowych, zostało włączone do teorii szerszych albo precyzyjniej wyrażone we współczesnym języku."

I polemizuję:

Historia nauki jest potrzebna naukowcowi, bo historia nauki to historia popełnianych błędów.
Jeśli naukowiec otrzymuje gotową teorię, nawet empirycznie udowodnioną i logicznie spójną, to i tak (a jest to niemal jego obowiązek) będzie ją falsyfikował/podważał (używając słów Poppera lub Kotarbińskiego) i będzie to robił w laboratorium (nie ma znaczenia czy laboratorium oznacza astroobserwatorium, operacyjny stół czy eksperymentalny przodek w kopalni)
Po co powtarzać eksperymenta już poprawnie wykonane? Zasadę Le Chateliera zapewne wiele razy próbowano falsyfikować. Dziś naukowiec dostaje ją w postaci gotowej teorii i powinien znać historię, żeby nie próbować wyważać otwartych drzwi.

Na liście chemicznych pierwiastków znalazł się i cieplik i świetlik. I to nie "Zenek" je tam umieścił, ale uznani chemicy, których imieniem nazwano połowę polskich szkół chemicznych. Udowodniono wielekroć, że żadnymi pierwiastkami nie są i w naukowych teoriach dotyczących ciepła i światła, słowa o nich nie ma. Jeśli ktoś zechce podważyć teorię... A przecież naukowiec nie uznaje dogmatów i wszystko może podważać.

Drugim ważnym argumentem jest bezpieczeństwo prowadzącego eksperyment. Znajomość historii nauki jest także znajomością historii ofiar, czasem śmiertelnych wśród naukowców, ale też wśród tych którzy naukowe teorie stosowali w praktyce. Polska była i jest jednym z liderów naukowych badań poświęconych bezpieczeństwu i tu historyczna wiedza jest wprost bezcenna

Przy okazji mały konkurs bez nagród.
Czy ktoś wie jakie słowo wymyślone przez polskich naukowców zostało uznane we wszystkich językach świata w takim samym niemal brzmieniu jak w polszczyźnie?

P.S.
Tekst o czeskim laicyzmie napisałem za Pańskim poduszczeniem. Medek w pierwszym rozdziale pisze o czeskiej religijności i jeśli temat nadal Pana interesuje, empik ma tę książkę w e-wersji w abonamencie. Pierwszy rozdział jest właśnie o tym.


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
05-06-2026 14:11 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.

Mam taki zwyczaj, iż do kościoła wchodzę bez czapki, do synagogi w nakryciu głowy, a do meczetu bez butów. Pan wszedł do www.racjonalista.pl/kk.php/d,67 i twierdzi, iż nie jest zainteresowany dyskusjami światopoglądowymi. Panie Hanku, choć odrobina konsekwencji by się przydała.

>Ależ światopoglądowe dyskusje mogą być wprost fascynujące! Tylko nie zawsze, nie z każdym i nie wszystkie.

>Jednym z warunków prowadzenia światopoglądowych dyskusji (jak i innych) jest uważanie dla rozmówcy

>Na fR nie tylko światopoglądowe dyskusje są prowadzone.
-
Forum do 2014 roku i forum po 2014 roku, to dwa zupełnie różne fora. Teraz to śmietnik, gdzie wszystko znaleźć się może. Tyle, iż nie o tym tu pisałem. Napisałem, iż każda publicznie przedstawiona deklaracja może podlegać krytyce.
-
>Pan sam napisał, że wiele się z fR dowiedział od Lilac o medycynie i od Fizyka o fizyce
-
Z wypowiedzi na forum do 2014 roku dużo się dowiedziałem i dużo się nauczyłem. Zdecydowanie przeważały wtedy na tym forum mądre wypowiedzi. Teraz nie tylko przeważają głupie, ale znaczna ich część jest wprost idiotycznymi i już dawno powinny zostać zablokowane. Nie ze względu na poglądy, tylko ze względu na wprost bezdenną głupotę.
-
>Pisał Pan też i ekonomii (pamiętam, polecił mi Pan m.in. tekst prof Oręziak)
-
Nie ukończyłem ekonomii, ale podobnie do prawa, ją studiowałem formalnie, a potem nieformalnie.

Mam znacznie lepszą orientacje w tych dziedzinach od publicznie wypowiadających polityków i nie tylko polityków z naukowymi stopniami tytułami. Ludzie z doktoratami nie znający nawet paremii, to zjawisko wprost przerażające.
.
05-06-2026 14:32 
 Ocena-1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.
(...)

Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę
(...)

W tradycji europejskiej nauka zawierała się początkowo w filozofii i sztuce (gr. techne, łac. ars). W średniowieczu znaliśmy 7 sztuk wyzwolonych (łac. artes liberales). Były to: gramatyka, arytmetyka i geometria oraz retoryka, dialektyka, astronomia i muzyka, a Newton swoje dzieło z zakresu fizyki zatytułował Philosophiae naturalis principia mathematica (1687). Od XVII wieku nauki przyrodnicze coraz wyraźniej się autonomizują, stopniowo odłączając się nie tylko od teologii, ale także od filozofii.

Do uprawiania nauki nie potrzebna jest znajomość jej historii, gdyż to, co było w niej obiektywne, wolne od uwarunkowań kulturowych, zostało włączone do teorii szerszych albo dokładniej wyrażone we współczesnym języku. Ale gdy chcielibyśmy zastanowić się nad procesem uzyskiwania suwerenności przez naukę i upowszechniania się naukowego poglądu na świat, istnieje konieczność przyjrzenia się historii tych zmagań.

Nauka a naukowość

Od samych początków rozważań nad światem rozmaici myśliciele próbowali rozróżniać wiedzę sprawdzalną od intelektualnych spekulacji i na różne sposoby określać kryteria naukowości. Nie było to łatwe, gdyż filozofia - poprzez analizę i znaczeniowy rozbiór - dąży do zrozumienia wyrażeń dotyczących istoty rzeczy i istotności ich natury. Stawia pytania, których najczęściej nie można rozstrzygnąć na drodze empirycznej. Dowody filozoficzne nie przypominają dowodów stosowanych w nauce opisowej, gdyż twierdzenia ontologiczne i epistemologiczne są wynikiem spekulatywnych rozważań, a nie metodyki naukowej. Nie polegają one ani na dowodzeniu formalnym, ani ich naukowej weryfikacji. Natomiast sama filozofia - zajmując się interpretacją najbardziej ogólnych zasad istnienia i porządku świata oraz roli w tym świecie podmiotu poznającego, czyli nas samych - zasadniczo wpływa na tematy i metody badań naukowych. Aby pokazać możliwości różnorodnego podejścia, koniecznym jest przedstawienie choćby tylko niektórych wśród plejady znakomitości zajmujących się tą problematyką.


-
>I polemizuję:

>Historia nauki jest potrzebna naukowcowi, bo historia nauki to historia popełnianych błędów.

>Jeśli naukowiec otrzymuje gotową teorię, nawet empirycznie udowodnioną i logicznie spójną, to i tak (a jest to niemal jego obowiązek) będzie ją falsyfikował/podważał (używając słów Poppera lub Kotarbińskiego) i będzie to robił w laboratorium (nie ma znaczenia czy laboratorium oznacza astroobserwatorium, operacyjny stół czy eksperymentalny przodek w kopalni)

>Po co powtarzać eksperymenta już poprawnie wykonane? Zasadę Le Chateliera zapewne wiele razy próbowano falsyfikować. Dziś naukowiec dostaje ją w postaci gotowej teorii i powinien znać historię, żeby nie próbować wyważać otwartych drzwi.

-
Czy na pewno zrozumiał Pan to co napisałem. Jakoś nie mam tego wrażenia. Tu mogę dodać, iż wielokrotnie sprawdzane procesy dawały inne wyniki. Obowiązkiem uczonego jest sceptycyzm i sprawdzanie, a znajomość historii oczywiście może się przydać.
.
05-06-2026 19:07 
 Ocena 1 na 1
szarley (54928 punktów)
>Do uprawiania nauki nie potrzebna jest znajomość jej historii, gdyż to, co było w niej obiektywne, wolne od uwarunkowań kulturowych, zostało włączone do teorii szerszych albo dokładniej wyrażone we współczesnym języku. Ale gdy chcielibyśmy zastanowić się nad procesem uzyskiwania suwerenności przez naukę i upowszechniania się naukowego poglądu na świat, istnieje konieczność przyjrzenia się historii tych zmagań.

>>I polemizuję:
>>Historia nauki jest potrzebna naukowcowi, bo historia nauki to historia popełnianych błędów.
>>Jeśli naukowiec otrzymuje gotową teorię, nawet empirycznie udowodnioną i logicznie spójną, to i tak (a jest to niemal jego obowiązek) będzie ją falsyfikował/podważał (używając słów Poppera lub Kotarbińskiego) i będzie to robił w laboratorium (nie ma znaczenia czy laboratorium oznacza astroobserwatorium, operacyjny stół czy eksperymentalny przodek w kopalni)
>>Po co powtarzać eksperymenta już poprawnie wykonane? Zasadę Le Chateliera zapewne wiele razy próbowano falsyfikować. Dziś naukowiec dostaje ją w postaci gotowej teorii i powinien znać historię, żeby nie próbować wyważać otwartych drzwi.
>-
>Czy na pewno zrozumiał Pan to co napisałem. Jakoś nie mam tego wrażenia.
Przyzwyczaiłem się

Przeczytałem to, co zostało napisane. Z tym polemizuję, i proponuję odnieść się do argumentów polemiki. Chyba, że uznaje Pan swoją książkę za zbiór prawd objawionych niepodlegających dyskusji.

>Tu mogę dodać, iż wielokrotnie sprawdzane procesy dawały inne wyniki.
To oczywiste

>Obowiązkiem uczonego jest sceptycyzm i sprawdzanie, a znajomość historii oczywiście może się przydać.
To właśnie napisałem, przy czym położyłem nacisk na znajomość dotychczasowych prób weryfikacji i falsyfikacji teorii, czyli na znajomość historii. Stanowczo warto wiedzieć fizykowi jakimi narzędziami posługiwali się fizycy w czasach Newtona. W mojej zawodowej pracy (nie nazywam ją naukową, choć przeprowadziłem wiele eksperymentów) znajomość historii okazała się bardzo przydatna

Nadal też podtrzymuję moją opinię:
Drugim ważnym argumentem jest bezpieczeństwo prowadzącego eksperyment. Znajomość historii nauki jest także znajomością historii ofiar, czasem śmiertelnych wśród naukowców, ale też wśród tych którzy naukowe teorie stosowali w praktyce. Polska była i jest jednym z liderów naukowych badań poświęconych bezpieczeństwu i tu historyczna wiedza jest wprost bezcenna

W dalszej części pisze Pan o wolności prowadzenia naukowych badań
Nie. Naukowiec nie może mieć pełnej swobody prowadzenia badań. Ogranicza go prawo. W tym np prawa UE, które poważnie ograniczyły możliwości badań in vivo.
Prawo byłoby zbędne gdyby wszyscy naukowcy kierowali się etyką, ale skoro wielu etykę traktuje wybiórczo, to konieczne było ograniczenie swobody prowadzenia badań przez prawo

Oczywiście, żadne prawo nie może ograniczać prowadzenia badań nieeksperymentalnych np w humanistycznych czy teoretycznych naukach, ale w laboratorium....

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Czy na pewno zrozumiał Pan to co napisałem. Jakoś nie mam tego wrażenia.
-
>Przyzwyczaiłem się

>Przeczytałem to, co zostało napisane. Z tym polemizuję, i proponuję odnieść się do argumentów polemiki.

>Chyba, że uznaje Pan swoją książkę za zbiór prawd objawionych niepodlegających dyskusji.
-
Jutro odniosę się do szczegółów Pańskiej wypowiedzi, ale tu chcę dostrzec, iż zupełnie niepotrzebnie Pan się tu samo-kompromituje. Większość czytelników i wszyscy recenzenci dostrzegają w niej całkowicie alternatywne moje stanowisko od przedstawionego tu przez Pana. Jeszcze niewiele Pan z mojej książki Pan przeczytał albo niewiele z niej zrozumiał.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,955625
.
szarley (54928 punktów)
>.
>Czy na pewno zrozumiał Pan to co napisałem. Jakoś nie mam tego wrażenia.
>-
>>Przyzwyczaiłem się
>>Przeczytałem to, co zostało napisane. Z tym polemizuję, i proponuję odnieść się do argumentów polemiki.
>>Chyba, że uznaje Pan swoją książkę za zbiór prawd objawionych niepodlegających dyskusji.
>-
>Jutro odniosę się do szczegółów Pańskiej wypowiedzi, ale tu chcę dostrzec, iż zupełnie niepotrzebnie Pan się tu samo-kompromituje.

I na tym kończy Pan polemikę na temat Ewangelii XXI wieku autorstwa A Bogusławskiego
Na kolana chamy i słuchać bez dyskusji

A szkoda, bo to ciekawa lektura dająca co-nie-co wiedzy i skłaniająca do myślenia, ale skoro samodzielne myślenie nad tą lekturą jest kompromitacją, a polemika jest zakazana....

Pisze Pan o nauce.
Nigdy nie widział Pan laboratorium, przydałoby się trochę uważania wobec kogoś, kto prowadził wiele eksperymentów i dziś nieźle żyje z ich efektów. Szkoda, że Pan ten dorobek lekceważy z pozycji własnej nieomylności


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
06-06-2026 09:39 
 Ocena 1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
.
Czy na pewno zrozumiał Pan to co napisałem. Jakoś nie mam tego wrażenia.
-
>Przyzwyczaiłem się
>Przeczytałem to, co zostało napisane. Z tym polemizuję, i proponuję odnieść się do argumentów polemiki.

>Chyba, że uznaje Pan swoją książkę za zbiór prawd objawionych niepodlegających dyskusji.
-
Jutro odniosę się do szczegółów Pańskiej wypowiedzi, ale tu chcę dostrzec, iż zupełnie niepotrzebnie Pan się tu samo-kompromituje. Większość czytelników i wszyscy recenzenci dostrzegają w niej całkowicie alternatywne moje stanowisko od przedstawionego tu przez Pana. Jeszcze niewiele Pan z mojej książki Pan przeczytał albo niewiele z niej zrozumiał.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,955625

>I na tym kończy Pan polemikę na temat Ewangelii XXI wieku autorstwa A Bogusławskiego
>Na kolana chamy i słuchać bez dyskusji.

Czy naprawdę Pan tylko "rżnie głupa" czy już naprawdę Pan nim został? Naprawdę zrozumienie prostego tekstu już przekracza Pańskie możliwości intelektualne. Moje książki, o czym piszą recenzenci, całkowicie zaprzeczają Pańskim prostackim zarzutom.
.
06-06-2026 11:33 
 Ocena 1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>I na tym kończy Pan polemikę na temat Ewangelii XXI wieku autorstwa A Bogusławskiego
>Na kolana chamy i słuchać bez dyskusji

>A szkoda, bo to ciekawa lektura dająca co-nie-co wiedzy i skłaniająca do myślenia, ale skoro samodzielne myślenie nad tą lekturą jest kompromitacją, a polemika jest zakazana....

>Pisze Pan o nauce.

>Nigdy nie widział Pan laboratorium, przydałoby się trochę uważania wobec kogoś, kto prowadził wiele eksperymentów i dziś nieźle żyje z ich efektów. Szkoda, że Pan ten dorobek lekceważy z pozycji własnej nieomylności
-
Czy mam napisać, iż nie przeczytał, nie mówiąc już o przestudiowaniu, Pan tysiąca książek z zakresu historii myśli ludzkiej? Przecież to widać. Przeczytanie pozwala na zrozumienie, iż widzenie czegoś nie jest świadectwem udziału w tym, a tym bardziej zrozumienia zagadnień.

Wiem, iż możliwe jest prowadzenie badań w laboratorium przez ludzi ograniczonych intelektualnie, gdyż bywają bardziej dokładni w każdej czynności. Widziałem to na własne oczy. Wiem, iż nadzór i wykonanie żmudnych badań można zlecić AI i wykona je lepiej od człowieka niczego nie rozumiejąc.

Piszę o nauce na podstawie naukowych publikacji, które przeczytałem ze zrozumieniem, a tego rozumienia nauczyli mnie wybitni uczeni podczas wieloletnich studiów formalnych i nieformalnych. Recenzenci widzą to w mojej książce, ale Pan i tak wie lepiej i w swojej mądrości zarzuca mi chamstwo i głupotę.

Panie Hanku, tego nie warto robić. To jest widocznym w naszych wypowiedziach i inteligentny czytelnik bez trudności to dostrzega, a na tych mniej inteligentnych to mi mniej zależy.

-
PROMOCJA KSIĄŻKI

To książka o sceptycyzmie jako formie intelektualnej pokory. O tym, że największym zagrożeniem dla wolności człowieka nie są religie ani ideologie same w sobie, lecz wiara w ich absolutną nieomylność.

=====
10 cytatów

1. "Teologia ateisty nie jest książką przeciw religii. Jest książką przeciw dogmatyzmowi."
2. "Największym zagrożeniem dla wolności myślenia nie są błędne poglądy, lecz pewność posiadania prawdy absolutnej."
3. "To nie manifest ateizmu, lecz refleksja nad naturą ludzkiej wiary - religijnej i świeckiej."
4. "Izdebski pokazuje, że religie i ideologie często działają według tych samych mechanizmów psychologicznych."
5. "Sceptycyzm nie jest negacją prawdy. Jest warunkiem jej uczciwego poszukiwania."
6. "Religia w tej książce nie jest traktowana jako błąd, lecz jako zjawisko kulturowe i psychologiczne."
7. "Historia religii okazuje się historią sporów, reinterpretacji i nieustannego poszukiwania sensu świata."
8. "Sekularyzacja nie zawsze oznacza zanik religijności - czasem oznacza jedynie zmianę przedmiotu wiary."
9. "Teologia ateisty to esej o ludzkiej potrzebie absolutu - i o niebezpieczeństwach, które ta potrzeba niesie."
10. "To książka dla tych, którzy wolą zadawać trudne pytania, niż przyjmować łatwe odpowiedzi."

--------------------
Pięć zdań - myśli przewodnie książki

1. "Najgroźniejsze dla człowieka nie są błędne poglądy, lecz przekonanie, że posiadło się prawdę absolutną."
2. "Sceptycyzm nie jest zaprzeczeniem prawdy - jest świadomością, że nasze poznanie pozostaje zawsze niepełne."
3. "Religie i ideologie różnią się treścią, ale często działają według tych samych mechanizmów wiary."
4. "Człowiek nie jest istotą czystej racjonalności - jego przekonania powstają z emocji, tradycji i doświadczenia."
5. "Sekularyzacja nie usuwa potrzeby wiary - często tylko zmienia jej przedmiot."

=
Autor wielokrotnie podkreśla, że podobny mechanizm działa zarówno w religiach, jak i w świeckich ideologiach. Historia XX wieku pokazała przecież, że systemy polityczne również potrafią przybierać formę quasi-religii: z własnymi dogmatami, herezjami i "wiernymi", którzy w imię jedynej prawdy gotowi są narzucać ją innym.

Dlatego sceptycyzm - rozumiany jako gotowość do wątpienia, krytycznego myślenia i korygowania własnych przekonań - jawi się w tej książce jako jedna z najważniejszych cnót intelektualnych. Nie oznacza on rezygnacji z poszukiwania prawdy, lecz świadomość, że nasze poznanie jest zawsze ograniczone i prowizoryczne.

Styl książki jest eseistyczny i osobisty. Autor nie ukrywa własnych przekonań, ale też nie próbuje ich narzucać czytelnikowi. Zamiast tego zaprasza do dialogu prowadzonego według reguł racjonalnej argumentacji. W świecie coraz bardziej spolaryzowanym światopoglądowo jest to propozycja szczególnie cenna.

Teologia ateisty to książka dla czytelników zainteresowanych filozofią, religioznawstwem i debatą o roli nauki we współczesnym świecie. Nie daje ona prostych odpowiedzi - raczej zachęca do samodzielnego myślenia i zadawania pytań.
A to być może najważniejsza funkcja każdej dobrej książki filozoficznej.

www.facebo(*)7981886/posts/1449399816629498

.
06-06-2026 13:13 
 Ocena 2 na 2
szarley (54928 punktów)
>.
>>I na tym kończy Pan polemikę na temat Ewangelii XXI wieku autorstwa A Bogusławskiego
>>Na kolana chamy i słuchać bez dyskusji
>>A szkoda, bo to ciekawa lektura dająca co-nie-co wiedzy i skłaniająca do myślenia, ale skoro samodzielne myślenie nad tą lekturą jest kompromitacją, a polemika jest zakazana....
>>Pisze Pan o nauce.
>>Nigdy nie widział Pan laboratorium, przydałoby się trochę uważania wobec kogoś, kto prowadził wiele eksperymentów i dziś nieźle żyje z ich efektów. Szkoda, że Pan ten dorobek lekceważy z pozycji własnej nieomylności

>Czy mam napisać, iż nie przeczytał, nie mówiąc już o przestudiowaniu, Pan tysiąca książek z zakresu historii myśli ludzkiej?
Nie musi Pan tego pisać, ja to sam wiem.
I wiem, też, że praca naukowca to nie tylko biblioteka, ale też laboratorium

>Wiem, iż możliwe jest prowadzenie badań w laboratorium przez ludzi ograniczonych intelektualnie,
Podobnie jak pisanie książek

>Wiem, iż nadzór i wykonanie żmudnych badań można zlecić AI i wykona je lepiej od człowieka niczego nie rozumiejąc.
Pan żartuje?
Naukowe badania to nie tylko proste analizy i pomiary.
Nie zjechałbym do kopalni, w której zabezpieczenia projektowała AI
Owszem analizy gazów wykonuje dziś GC spięte z komputerem, a nie stary orsat, ale interpretacja wyników i DECYZJA o wiarogodności wyników badań należy do człowieka

>Piszę o nauce na podstawie naukowych publikacji, które przeczytałem ze zrozumieniem, a tego rozumienia nauczyli mnie wybitni uczeni podczas wieloletnich studiów formalnych i nieformalnych.

Nie podważam tego. Sugeruję jedynie, żeby pisząc o nauce zastanowić się też nad tym, że nauka to nie tylko książki

>Recenzenci widzą to w mojej książce, ale Pan i tak wie lepiej i w swojej mądrości zarzuca mi chamstwo i głupotę.
Nie zarzucam Panu głupoty. Wprost przeciwnie, uważam Pańskie wielkie oczytanie.
Jednak nie dostrzegam Pańskiego doświadczenia w zakresie prowadzenia naukowego eksperymentu. Wprost dostrzegam lekceważenie dla tej części naukowej działalności
A uprzejmością Pan raczej nie grzeszy

>10 cytatów
Czekam na jeden krytyczny, z którym Pan się zgodzi

Nie polemizuję z tym, z czym się zgadzam, więc pomijam recenzje, ale mimo ich pozytywnego znaczenia, daję sobie prawo do samodzielnej oceny Pańskiej książki, choć wyłącznie na własny użytek.

>Styl książki jest eseistyczny i osobisty.
Dopisałbym, że pisze Pan lekkim piórem (jak to jest poprawnie po polsku?)

>Podobnie jest z bezpieczeństwem badań. Oczywiście historia katastrof i wypadków ma znaczenie dydaktyczne, ale współczesny badacz nie opiera swojego bezpieczeństwa na studiowaniu kronik dawnych tragedii, lecz przede wszystkim na obowiązujących procedurach, normach i standardach bezpieczeństwa, które właśnie z tych doświadczeń zostały wyprowadzone.
1 Obowiązujące procedury opracowują naukowcy. To nie jest BHP w mleczarni
2 Bardzo często poruszając się po nieznanym naukowo terenie nie mamy takich procedur. Nie zawsze prowadzanie naukowego eksperymentu jest bezpieczne
3 W mojej działalności, a zajmowałem się badaniami nad bezpieczeństwem pracy, znajomość historii w tym historii naukowych badań nad bezpieczeństwem jest bardzo ważne. Jeśli uważa Pan że jest "trochę" ważne to mamy protokół rozbieżności, ale to nie czyni żadnego z nas niesprawnym intelektualnie, tylko wskazuje na odmienne zawodowe doświadczenia

To nie jest Pańska specjalność, tak jak moją nie jest religioznawstwo. Dlatego ja korzystam z okazji, żeby się czegoś nauczyć, jeśli mnie to interesuje (także z Pańskiej książki i pańskich wpisów) a Pan?

>>I, także na podstawie własnego doświadczenia, próbowałem polemiki
>Merytorycznie na Pańską krytykę odpowiedziałem. Nie zauważył Pan?
Owszem i nadal polemizuję z Pańską odpowiedzią

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
06-06-2026 15:51 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.

>Czy mam napisać, iż nie przeczytał, nie mówiąc już o przestudiowaniu, Pan tysiąca książek z zakresu historii myśli ludzkiej?
-
Nie musi Pan tego pisać, ja to sam wiem.
-
A ja aby coś napisać to przeczytałem znacznie więcej. 5 tys. tytułów mam w domowej bibliotece.

-
>I wiem, też, że praca naukowca to nie tylko biblioteka, ale też laboratorium
-
Naprawdę?
pl.wikiped(*)i_dyscyplin_naukowych_w_Polsce

Wiem, iż możliwe jest prowadzenie badań w laboratorium przez ludzi ograniczonych intelektualnie,
-
>Podobnie jak pisanie książek
-
Tylko tyle, iż 99% książek napisanych przez ludzi z deficytami intelektualnymi będzie zwyczajnie głupich i to nawet tych pisanych przez ludzi naukowo utytułowanych. Natomiast dostrzeżony przez ze mnie przypadek dokonywał niezwykle użytecznych badań, tyle, iż wolniej, gdyż wszystko musiało być całkowicie zgodne z instrukcją.

>Wiem, iż nadzór i wykonanie żmudnych badań można zlecić AI i wykona je lepiej od człowieka niczego nie rozumiejąc.
Pan żartuje?
-
Zupełnie nie żartuje mam znacznie większe zaufanie do badan przesiewowych wykonanych przez AI niż przez człowieka.
>Naukowe badania to nie tylko proste analizy i pomiary.
-
Pan żartuje, czy traktuje mnie jak idiotę. To oczywisty banał.
-
>Nie zjechałbym do kopalni, w której zabezpieczenia projektowała AI
-
Nie jestem inżynierem i wiem, Iż AI to narzędzie i jak każde narzędzie ma swoje ograniczenia, a do tego w rękach głupka może być całkiem groźnym.

Piszę o nauce na podstawie naukowych publikacji, które przeczytałem ze zrozumieniem, a tego rozumienia nauczyli mnie wybitni uczeni podczas wieloletnich studiów formalnych i nieformalnych.

>Nie podważam tego. Sugeruję jedynie, żeby pisząc o nauce zastanowić się też nad tym, że nauka to nie tylko książki.
-
Znowu banał. Zupełnie nie rozumiem dlaczego traktuje mnie Pan jak głupka? Gdzie dałem tego przyczynę. Proszę o zalinkowany cytat?

>Jednak nie dostrzegam Pańskiego doświadczenia w zakresie prowadzenia naukowego eksperymentu. Wprost dostrzegam lekceważenie dla tej części naukowej działalności
-
Proszę o zalinkowany cytat?

>A uprzejmością Pan raczej nie grzeszy
-
Jestem bardzo uprzejmym, ale zawsze: - "Amicus Plato, sed magis amica veritas" (pol. "Platon przyjacielem, lecz większą przyjaciółką prawda").

-
>10 cytatów
>Czekam na jeden krytyczny, z którym Pan się zgodzi.
-
Ja też. To były cytaty promocyjne i jako takie tu przedstawione. Zawsze można je podważyć.

>W mojej działalności, a zajmowałem się badaniami nad bezpieczeństwem pracy, znajomość historii w tym historii naukowych badań nad bezpieczeństwem jest bardzo ważne. Jeśli uważa Pan że jest "trochę" ważne to mamy protokół rozbieżności, ale to nie czyni żadnego z nas niesprawnym intelektualnie, tylko wskazuje na odmienne zawodowe doświadczenia

>To nie jest Pańska specjalność, tak jak moją nie jest religioznawstwo. Dlatego ja korzystam z okazji, żeby się czegoś nauczyć, jeśli mnie to interesuje (także z Pańskiej książki i pańskich wpisów) a Pan?

Uważam Pańską działalność za ważniejszą od mojej, ale ludzie nie tylko Pańską działalności się zajmują. Ja wybrałem inne zagadnienia, które są zasadniczym przedmiotem (przynajmniej w założeniu) dyskusji na tym portalu. Nigdy nie deprecjonuję żadnej działalności, choć całe życie walczę z głupotą, a ta rozlewa się bardzo szeroko i mniej dotyczy ludzi prostych niż wielce utytułowanych.
.
06-06-2026 19:25 
 Ocena 2 na 2
szarley (54928 punktów)
>.
>>Czy mam napisać, iż nie przeczytał, nie mówiąc już o przestudiowaniu, Pan tysiąca książek z zakresu historii myśli ludzkiej?
>Nie musi Pan tego pisać, ja to sam wiem.
>-
>A ja aby coś napisać to przeczytałem znacznie więcej. 5 tys. tytułów mam w domowej bibliotece.

I na tym polega Pańska praca.
Jeden naukowiec pracuje tylko w bibliotece inny też w laboratorium
Ja nie nazywam swoich prac nauką, ale świadom jestem użyteczności wykonanych przez siebie doświadczeń

>>I wiem, też, że praca naukowca to nie tylko biblioteka, ale też laboratorium
>Naprawdę?
>pl.wikiped(*)i_dyscyplin_naukowych_w_Polsce
Tak. Naprawdę.

>Wiem, iż możliwe jest prowadzenie badań w laboratorium przez ludzi ograniczonych intelektualnie,
>-
>>Podobnie jak pisanie książek
>-
>Tylko tyle, iż 99% książek napisanych przez ludzi z deficytami intelektualnymi ...
Tylko tyle Pan zrozumiał?
Tym razem odpowiedziałem złośliwością na Pańskie pogardliwe głupstwo

Ograniczony intelektualnie może być laborant, który myje szkło, ale nie badacz, który projektuje eksperymenta, interpretuje ich wyniki i zadaje kolejne pytania

>Natomiast dostrzeżony przez ze mnie przypadek dokonywał niezwykle użytecznych badań, tyle, iż wolniej, gdyż wszystko musiało być całkowicie zgodne z instrukcją.
I któż to był?
Laborant? Analityk?
Przy książce też może pracować ograniczony introligator

>>Wiem, iż nadzór i wykonanie żmudnych badań można zlecić AI i wykona je lepiej od człowieka niczego nie rozumiejąc.
>Pan żartuje?

>Zupełnie nie żartuje mam znacznie większe zaufanie do badan przesiewowych wykonanych przez AI niż przez człowieka.
Na tym się nie znam, ale w mojej dziedzinie trzeba myśleć własną a nie sztuczną inteligencją

>>Naukowe badania to nie tylko proste analizy i pomiary.
>Pan żartuje, czy traktuje mnie jak idiotę. To oczywisty banał.
Mam wrażenie, że Pan tego nie odróżnia. Skoro ograniczony intelektualnie człowiek robiła badania....

>>Nie zjechałbym do kopalni, w której zabezpieczenia projektowała AI
>Nie jestem inżynierem i wiem, Iż AI to narzędzie i jak każde narzędzie ma swoje ograniczenia, a do tego w rękach głupka może być całkiem groźnym.
Dokładnie!
Najgroźniejsze jest zaufanie do AI w dziedzinach, które dla człowieka są mało znane
Terra incognita wymaga człowieka

>Piszę o nauce na podstawie naukowych publikacji, które przeczytałem ze zrozumieniem, a tego rozumienia nauczyli mnie wybitni uczeni podczas wieloletnich studiów formalnych i nieformalnych.
>>Nie podważam tego. Sugeruję jedynie, żeby pisząc o nauce zastanowić się też nad tym, że nauka to nie tylko książki.

>Znowu banał.
Tak, ale mam wrażenie, że Pan go lekceważy

>Zupełnie nie rozumiem dlaczego traktuje mnie Pan jak głupka?
Ani myślę tak Pan traktować

>>Jednak nie dostrzegam Pańskiego doświadczenia w zakresie prowadzenia naukowego eksperymentu. Wprost dostrzegam lekceważenie dla tej części naukowej działalności
>Proszę o zalinkowany cytat?
Nazwał mnie Pan ograniczonym do młynów , ale o tym nie warto dalej rozmawiać. Poruszył Pan temat AI. Bardziej ciekawi mnie Pańska opinia o perspektywach rozwoju i znaczeniu w naukowych badaniach (w przyrodniczych naukach) Wolałbym się czegoś nauczyć niż młócić plewy

>>A uprzejmością Pan raczej nie grzeszy
>Jestem bardzo uprzejmym, ale zawsze: - "Amicus Plato, sed magis amica veritas"
Stąd i ja mam prawo Pana krytykować

>>10 cytatów
>>Czekam na jeden krytyczny, z którym Pan się zgodzi.

>Ja też. To były cytaty promocyjne i jako takie tu przedstawione. Zawsze można je podważyć.
O tym już pisałem

>>W mojej działalności, a zajmowałem się badaniami nad bezpieczeństwem pracy, znajomość historii w tym historii naukowych badań nad bezpieczeństwem jest bardzo ważne. Jeśli uważa Pan że jest "trochę" ważne to mamy protokół rozbieżności, ale to nie czyni żadnego z nas niesprawnym intelektualnie, tylko wskazuje na odmienne zawodowe doświadczenia
>>To nie jest Pańska specjalność, tak jak moją nie jest religioznawstwo. Dlatego ja korzystam z okazji, żeby się czegoś nauczyć, jeśli mnie to interesuje (także z Pańskiej książki i pańskich wpisów) a Pan?
>Uważam Pańską działalność za ważniejszą od mojej,
Z tym się nie zgadzam, każda praca jest potrzebna.


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
06-06-2026 20:30 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
A ja aby coś napisać to przeczytałem znacznie więcej. 5 tys. tytułów mam w domowej bibliotece.

>I na tym polega Pańska praca.
-
Mogła polegać, gdyż teraz już jestem emerytem, ale nijak nie polegała. Mam znacznie ciekawszą biografię zawodową i nie tylko - niżbym chciał.
-
>Tym razem odpowiedziałem złośliwością na Pańskie pogardliwe głupstwo
-
Lubię złośliwości, ale wtedy najbardziej dbam o merytoryczność aby się nie skompromitować.
-
>Ograniczony intelektualnie może być laborant, który myje szkło, ale nie badacz, który projektuje eksperymenta, interpretuje ich wyniki i zadaje kolejne pytania
-
No cóż tak Pan uważa? Wolno Panu.

Natomiast dostrzeżony przez ze mnie przypadek dokonywał niezwykle użytecznych badań, tyle, iż wolniej, gdyż wszystko musiało być całkowicie zgodne z instrukcją.

>I któż to był?

>Laborant? Analityk?
-
Nie wiem pracownik na wydziale biochemii Uniwersytetu Warszawskiego aby było to ciekawsze miał doktorat i to rzetelnie zdobyty. Życzliwi ludzie nad nim pracowali i pozwolili mu na sukces.

Zupełnie nie żartuje mam znacznie większe zaufanie do badan przesiewowych wykonanych przez AI niż przez człowieka.

>Na tym się nie znam, ale w mojej dziedzinie trzeba myśleć własną a nie sztuczną inteligencją
-
Cholera i znowu te książki i oczytanie.
-
>Najgroźniejsze jest zaufanie do AI w dziedzinach, które dla człowieka są mało znane
-
Jestem zachwycony możliwościami tego narzędzia, ale mam pełną świadomość, iż to tylko narzędzie.

Piszę o nauce na podstawie naukowych publikacji, które przeczytałem ze zrozumieniem, a tego rozumienia nauczyli mnie wybitni uczeni podczas wieloletnich studiów formalnych i nieformalnych.

>Nie podważam tego. Sugeruję jedynie, żeby pisząc o nauce zastanowić się też nad tym, że nauka to nie tylko książki.
-
Znowu banał.

>Tak, ale mam wrażenie, że Pan go lekceważy
-
>Jednak nie dostrzegam Pańskiego doświadczenia w zakresie prowadzenia naukowego eksperymentu.
-
To dobrze Pan zauważa. Nie mam żadnych kwalifikacji do prowadzenia naukowych eksperymentów. Jest jeszcze gorzej ja ich nigdy nie chciałem mieć.

>Wprost dostrzegam lekceważenie dla tej części naukowej działalności
-
Naprawdę Pan choć przejrzał moją książkę. Ja jestem wprost zafascynowany nauką.
.
06-06-2026 21:10 
 Ocena 2 na 2
szarley (54928 punktów)
>.
>A ja aby coś napisać to przeczytałem znacznie więcej. 5 tys. tytułów mam w domowej bibliotece.
>>I na tym polega Pańska praca.
>-
>Mogła polegać, gdyż teraz już jestem emerytem,

Cudowne życie ! Mnie też już Republika płaci za sam fakt istnienia, ale jakoś nie chcę poprzestawać ma ogródku i pomocy przy krowach (tak , nadal pomagam w gospodarstwie!)
Stąd pomysł na kolejne przekłady i nadzieję, e komuś się przydam, że komuś pokażę kawałek nowego dlań świata

Czyż nie z tego powodu Pan pisze?

>>Ograniczony intelektualnie może być laborant, który myje szkło, ale nie badacz, który projektuje eksperymenta, interpretuje ich wyniki i zadaje kolejne pytania
>No cóż tak Pan uważa? Wolno Panu.
Tak, tak uważam, bo pracowałem w laboratorium (nawet jeśli to był eksperymentalny przodek w Petroșani lub Mikołowie)

>Natomiast dostrzeżony przez ze mnie przypadek dokonywał niezwykle użytecznych badań, tyle, iż wolniej, gdyż wszystko musiało być całkowicie zgodne z instrukcją.
>>I któż to był?
>>Laborant? Analityk?
>Nie wiem pracownik na wydziale biochemii Uniwersytetu Warszawskiego aby było to ciekawsze miał doktorat i to rzetelnie zdobyty. Życzliwi ludzie nad nim pracowali i pozwolili mu na sukces.
Nie podważam, ale jednak był to wyjątek

>>Jednak nie dostrzegam Pańskiego doświadczenia w zakresie prowadzenia naukowego eksperymentu.
>To dobrze Pan zauważa. Nie mam żadnych kwalifikacji do prowadzenia naukowych eksperymentów. Jest jeszcze gorzej ja ich nigdy nie chciałem mieć.
To może czegoś się Pan ode mnie nauczy, lub z poleconych ode mnie książek?
Przecież nauka to też praktyka

>>Wprost dostrzegam lekceważenie dla tej części naukowej działalności
>Naprawdę Pan choć przejrzał moją książkę.
jeszcze nie do końca

>Ja jestem wprost zafascynowany nauką.
Ja też

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
07-06-2026 10:38 
 Ocena 1 na 3
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Proszę o zalinkowany cytat?

>Szarley: Nazwał mnie Pan ograniczonym do młynów , ale o tym nie warto dalej rozmawiać.
-
Warto, to część kultury dyskusji. Proszę o konkretny cytat? Ja twierdzę, iż zdecydowanie bardziej odnoszę się do tekstów niż do autorów, no chyba, iż to będzie riposta na personalny atak.
-
>Szarley: Laborant? Analityk?

Nie wiem, pracownik na wydziale biochemii Uniwersytetu Warszawskiego aby było to ciekawsze miał doktorat i to rzetelnie zdobyty. Życzliwi ludzie nad nim pracowali i pozwolili mu na sukces.
-
>Szarley: Nie podważam, ale jednak był to wyjątek
-
Ludzi ze stwierdzonymi niepełnosprawnościami jest mało, a wśród nich tylko wyjątki mają intelektualne osiągniecia i ja to tu pokazałem tylko jako możliwość.
-
Osiągnięcia intelektualne osób z niepełnosprawnością intelektualną przyjmują niezwykłe formy, często wykraczające poza akademickie definicje inteligencji, skupiając się na sztuce, pamięci, nauce, pracy społecznej oraz kompensacji zmysłowej.

Niektórym formom niepełnosprawności (szczególnie ze spektrum autyzmu i zespołom genetycznym) towarzyszą tzw. wysepki geniuszu - wąskie, ale spektakularne talenty.

Osiągnięcia intelektualne osób z zespołem Downa (trisomią 21) obejmują przełamywanie barier w edukacji, nauce, sztuce i aktywizmie. Choć u większości osób występuje niepełnosprawność intelektualna w stopniu lekkim lub umiarkowanym, odpowiednia stymulacja, rozwój medycyny oraz inkluzja społeczna pozwalają im na spektakularne sukcesy i wybitne talenty.


Opowiem tu o jeszcze jednym przypadku. Po zmianie ustroju byłem dyrektorem w instytucji zatrudniającej kilkaset osób. Zadzwonił wtedy do mnie kolega z prośbą: "Andrzej, ratuj ma wujka dr hab. ze znajomością pięciu języków znajdź mu jakaś pracę". Umówiłem go na rozmowę kwalifikacyjną i zobaczyłem, iż on nie potrafi wykonywać żadnej pracy. Na szczęście miałem znajomych w wydawnictwie zajmujących się tłumaczeniami, ale i tam popracował tylko kilka miesięcy.

Piszę to tylko po to aby mieć świadomość jak bardzo możemy być różni. Mogę dołożyć tu jeszcze poważną bibliografię dotyczącą seryjnych morderców.
-
>Szarley: To może czegoś się Pan ode mnie nauczy, lub z poleconych ode mnie książek?
-
Uczę się bez przerwy. Nauka nadaje mojemu życiu sens.
-
>Szarley: Przecież nauka to też praktyka
-
Pracowałem jako robotnik i pod ziemią i na wysokościach. Jako nastolatek przez całe wakacje sam pasłem stado młodych krów w Bieszczadach, gdzie do najbliższego domu było godzinę drogi. Bywałem bardzo biednym. Byłem szefem redakcji i menedżerem fabryk. Już wspomniałem, iż mam bogaty życiorys. Wiem czym jest praktyka i wiem czym jest życie.
.
06-06-2026 10:10 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Panie Szarley,

nie twierdziłem, że znajomość historii nauki jest szkodliwa albo zbędna. Twierdzę jedynie, że nie jest ona warunkiem koniecznym do uprawiania nauki.

To są dwie różne kwestie.

Oczywiście dobrze jest, gdy badacz zna historię swojej dyscypliny. Pozwala to lepiej rozumieć drogę rozwoju pojęć, unikać powtarzania dawnych błędów, dostrzegać kontekst odkryć i czasem oszczędzać czas. Jednak zdecydowana większość współczesnych uczonych nie prowadzi badań historycznych nad własną dyscypliną, lecz korzysta z aktualnego stanu wiedzy zawartego w podręcznikach, artykułach i opracowaniach.

Przykładowo chemik nie musi znać szczegółowej historii sporów wokół flogistonu, cieplika czy świetlika, aby poprawnie stosować współczesną termodynamikę. Fizyk nie musi studiować wszystkich błędnych teorii eteru, aby korzystać z elektrodynamiki Maxwella i teorii względności. Biolog nie musi znać całej historii przedgenetycznych koncepcji dziedziczenia, aby prowadzić badania nad genomem.

Właśnie dlatego napisałem, że "to, co było w nauce obiektywne, wolne od uwarunkowań kulturowych, zostało włączone do teorii szerszych albo dokładniej wyrażone we współczesnym języku". Nauka jest wiedzą kumulatywną. Każde pokolenie nie zaczyna od zera, lecz korzysta z rezultatów pracy poprzedników.

Podany przez Pana argument o konieczności znajomości historii nauki, aby nie powtarzać dawnych błędów, jest tylko częściowo trafny. W praktyce współczesny naukowiec nie unika błędów dlatego, że zna całą historię swojej dyscypliny, lecz dlatego, że korzysta z aktualnej wiedzy naukowej, która już zawiera rezultaty wcześniejszych sukcesów i porażek. Nie musi samodzielnie odkrywać, że cieplik nie istnieje, ponieważ informację tę otrzymuje już w ramach współczesnego wykształcenia.

Podobnie jest z bezpieczeństwem badań. Oczywiście historia katastrof i wypadków ma znaczenie dydaktyczne, ale współczesny badacz nie opiera swojego bezpieczeństwa na studiowaniu kronik dawnych tragedii, lecz przede wszystkim na obowiązujących procedurach, normach i standardach bezpieczeństwa, które właśnie z tych doświadczeń zostały wyprowadzone.

Co więcej, gdyby znajomość historii nauki była warunkiem koniecznym uprawiania nauki, to każdy specjalista musiałby najpierw opanować historię swojej dyscypliny w stopniu porównywalnym z historykiem nauki. Tymczasem świat nauki funkcjonuje inaczej. Fizycy, chemicy, biolodzy czy lekarze uczą się przede wszystkim aktualnego stanu wiedzy, a historię poznają zwykle jedynie w zakresie pomocniczym. Sam fakt, że nauka rozwija się skutecznie, pokazuje więc, iż historia nauki jest bardzo wartościowym uzupełnieniem wykształcenia badacza, ale nie niezbędnym fundamentem jego pracy.

Można nawet powiedzieć więcej. Im bardziej rozwinięta staje się nauka, tym mniej możliwe jest indywidualne poznanie całej historii własnej dyscypliny. Współczesny badacz jest zmuszony opierać się na ogromnym dorobku poprzedników skondensowanym w aktualnych teoriach, podręcznikach i publikacjach. To właśnie jedna z największych zalet nauki: nie wymaga od każdego pokolenia ponownego przechodzenia całej drogi, lecz pozwala rozpoczynać badania od miejsca, do którego dotarli poprzednicy.

Dlatego podtrzymuję swoje stanowisko: znajomość historii nauki jest cenna i pożyteczna, lecz nie jest warunkiem koniecznym uprawiania nauki. Jest ogromną zaletą, ale nie niezbędnym elementem warsztatu każdego badacza.

Natomiast gdy chcemy zrozumieć, jak nauka zdobywała autonomię, jak kształtowały się jej metody i dlaczego odniosła tak spektakularny sukces poznawczy, wtedy historia nauki staje się

Gdyby do uprawiania nauki konieczna była znajomość jej historii, to większość doktorantów pierwszego roku nie mogłaby prowadzić badań, a jednak prowadzi je z powodzeniem, korzystając przede wszystkim z aktualnego stanu wiedzy swojej dyscypliny.

=
Staram się o maksymalną komunikatywność i pisać jak najprostszym językiem. Pan swoim niezrozumieniem, mojego przekazu wprost mnie przeraża. Ja co innego piszę - Pan coś innego czyta.

.
06-06-2026 10:42 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.

Panie Szarley,

pozwolę sobie zauważyć, że w wielu miejscach przypisuje mi Pan poglądy, których nigdy i nigdzie nie wyraziłem. Podobne są Pańskie niczym nie uzasadnione zarzuty o zadufanie, brak otwartości, zrozumienia i tolerancji.

====
Gdyby znajomość historii nauki była warunkiem koniecznym prowadzenia badań, każdy fizyk musiałby być zarazem historykiem fizyki, każdy biolog historykiem biologii, a każdy chemik historykiem chemii. Tak jednak nie jest. Zdecydowana większość badaczy zna historię swojej dyscypliny jedynie w ograniczonym zakresie, a mimo to prowadzi wartościowe badania.

Podobnie wygląda kwestia bezpieczeństwa. Oczywiście znajomość dawnych wypadków może być bardzo cenna, ale współczesne bezpieczeństwo badań opiera się przede wszystkim na procedurach, normach i standardach wypracowanych na podstawie wcześniejszych doświadczeń. Badacz korzysta z rezultatów tej historycznej wiedzy nawet wtedy, gdy nie zna wszystkich wydarzeń, które doprowadziły do ich powstania.

Odnosząc się natomiast do kwestii wolności badań naukowych, mam wrażenie, że polemizuje Pan nie z moim stanowiskiem, lecz z jego uproszczoną interpretacją.

Na przykład w poście "Suwerenność nauki i wolność uczonych", do którego tu załączam link www.racjonalista.pl/forum.php/s,600722#w603912, nie twierdzę, że naukowcy powinni mieć nieograniczoną swobodę prowadzenia eksperymentów. Przeciwnie, wyraźnie wskazuję, że współczesna refleksja nad nauką obejmuje również problematykę etyczną, a działalnością taką zajmują się między innymi odpowiednie instytucje naukowe i komisje etyczne.

Istotą tej wypowiedzi nie jest pytanie o to, czy eksperymenty powinny podlegać regulacjom prawnym, lecz o to, czy na ustalanie prawdy naukowej powinny wpływać naciski ideologiczne, religijne lub polityczne.

Kiedy piszę o wolności uczonych, mam na myśli przede wszystkim wolność stawiania pytań, formułowania hipotez, prowadzenia badań i publikowania wyników bez ingerencji autorytetów światopoglądowych. Nie oznacza to prawa do ignorowania norm etycznych, zasad bezpieczeństwa czy obowiązującego prawa.

Można przecież jednocześnie uważać, że badania na ludziach i zwierzętach powinny podlegać ścisłym regulacjom oraz bronić autonomii nauki wobec nacisków religijnych, politycznych czy ideologicznych.

Te stanowiska nie są ze sobą sprzeczne.

==========
Dlatego nadal odnoszę wrażenie, że w znacznie większym stopniu niż kiedyś dzisiaj się nie rozumiemy i tylko dlatego ze sobą polemizujemy. (Jestem wprost porażonym dzisiejszym poziomem forum Racjonalisty.) Oczywiście jest to możliwym, iż to ja teraz stałem się niekomunikatywnym.
.
06-06-2026 11:26 
 Ocena 2 na 2
szarley (54928 punktów)
>Istotą tej wypowiedzi nie jest pytanie o to, czy eksperymenty powinny podlegać regulacjom prawnym, lecz o to, czy na ustalanie prawdy naukowej powinny wpływać naciski ideologiczne, religijne lub polityczne.
>Kiedy piszę o wolności uczonych, mam na myśli przede wszystkim wolność stawiania pytań, formułowania hipotez, prowadzenia badań i publikowania wyników bez ingerencji autorytetów światopoglądowych. Nie oznacza to prawa do ignorowania norm etycznych, zasad bezpieczeństwa czy obowiązującego prawa.
>Można przecież jednocześnie uważać, że badania na ludziach i zwierzętach powinny podlegać ścisłym regulacjom oraz bronić autonomii nauki wobec nacisków religijnych, politycznych czy ideologicznych.
>Te stanowiska nie są ze sobą sprzeczne.

I z tym się zgadzam

>Dlatego nadal odnoszę wrażenie, że w znacznie większym stopniu niż kiedyś dzisiaj się nie rozumiemy i tylko dlatego ze sobą polemizujemy. (Jestem wprost porażonym dzisiejszym poziomem forum Racjonalisty.) Oczywiście jest to możliwym, iż to ja teraz stałem się niekomunikatywnym.

Jeśli komunikatywność polega na tym:
"Czy naprawdę Pan tylko "rżnie głupa" czy już naprawdę Pan nim został? Naprawdę zrozumienie prostego tekstu już przekracza Pańskie możliwości intelektualne. Moje książki, o czym piszą recenzenci, całkowicie zaprzeczają Pańskim prostackim zarzutom."

To ja jej nie potrzebuję

Odkąd wrócił Pan na fR także Pan odpowiada za jego poziom.

Ja odniosłem się do tego cytatu:
"Do uprawiania nauki nie potrzebna jest znajomość jej historii"
I, także na podstawie własnego doświadczenia, próbowałem polemiki
argument o "rżnięciu głupa" nie jest argumentem. Podobnie argumenta recenzentów, ponieważ mam zwyczaj, jeśli już sięgnę po książkę, recenzować ją sam na mój użytek.

Niemniej, skoro polemika z Pańską książką jest "rżnięciem głupa" to rezygnuję z dalszej polemiki


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
06-06-2026 11:43 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>Niemniej, skoro polemika z Pańską książką jest "rżnięciem głupa" to rezygnuję z dalszej polemiki
-
Nie, nie tylko polemiki, ale nawet najostrzejsze merytoryczne krytyki wszystkiego tego co napisałem są wielce wskazane, ale Pańskie manipulacje moimi wypowiedziami są ordynarnym "rżnięciem głupa" - co teraz, w tej grupie, jest teraz zjawiskiem powszechnym.

Nie ma Pan po co rezygnować z polemiki, gdy Pan jej nigdzie nie podjął. Do tego koniecznym jest zrozumienie tekstu, a Panu - jak na razie - jakoś nijak się to nie udaje. Niech Pan zacznie polemizować z moimi wypowiedziami, a nie z tym co Panu na ich i mój temat się wydaje.
.
06-06-2026 12:44 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.

Panie Szarley,
pozwolę sobie zauważyć, że w wielu miejscach przypisuje mi Pan poglądy, których nigdy i nigdzie nie wyraziłem. Podobne są Pańskie niczym nie uzasadnione zarzuty o zadufanie, brak otwartości, zrozumienia i tolerancji.

====
Gdyby znajomość historii nauki była warunkiem koniecznym prowadzenia badań, każdy fizyk musiałby być zarazem historykiem fizyki, każdy biolog historykiem biologii, a każdy chemik historykiem chemii. Tak jednak nie jest. Zdecydowana większość badaczy zna historię swojej dyscypliny jedynie w ograniczonym zakresie, a mimo to prowadzi wartościowe badania.

Podobnie wygląda kwestia bezpieczeństwa. Oczywiście znajomość dawnych wypadków może być bardzo cenna, ale współczesne bezpieczeństwo badań opiera się przede wszystkim na procedurach, normach i standardach wypracowanych na podstawie wcześniejszych doświadczeń. Badacz korzysta z rezultatów tej historycznej wiedzy nawet wtedy, gdy nie zna wszystkich wydarzeń, które doprowadziły do ich powstania.

Odnosząc się natomiast do kwestii wolności badań naukowych, mam wrażenie, że polemizuje Pan nie z moim stanowiskiem, lecz z jego uproszczoną interpretacją.

Na przykład w poście "Suwerenność nauki i wolność uczonych", do którego tu załączam link www.racjonalista.pl/forum.php/s,600722#w603912, nie twierdzę, że naukowcy powinni mieć nieograniczoną swobodę prowadzenia eksperymentów. Przeciwnie, wyraźnie wskazuję, że współczesna refleksja nad nauką obejmuje również problematykę etyczną, a działalnością taką zajmują się między innymi odpowiednie instytucje naukowe i komisje etyczne.

Istotą tej wypowiedzi nie jest pytanie o to, czy eksperymenty powinny podlegać regulacjom prawnym, lecz o to, czy na ustalanie prawdy naukowej powinny wpływać naciski ideologiczne, religijne lub polityczne.

Kiedy piszę o wolności uczonych, mam na myśli przede wszystkim wolność stawiania pytań, formułowania hipotez, prowadzenia badań i publikowania wyników bez ingerencji autorytetów światopoglądowych. Nie oznacza to prawa do ignorowania norm etycznych, zasad bezpieczeństwa czy obowiązującego prawa.

Można przecież jednocześnie uważać, że badania na ludziach i zwierzętach powinny podlegać ścisłym regulacjom oraz bronić autonomii nauki wobec nacisków religijnych, politycznych czy ideologicznych.

Te stanowiska nie są ze sobą sprzeczne.

==========
Dlatego nadal odnoszę wrażenie, że w znacznie większym stopniu niż kiedyś dzisiaj się nie rozumiemy i tylko dlatego ze sobą polemizujemy. (Jestem wprost porażonym dzisiejszym poziomem forum Racjonalisty.) Oczywiście jest to możliwym, iż to ja teraz stałem się niekomunikatywnym.


>Jeśli komunikatywność polega na tym:

"Czy naprawdę Pan tylko "rżnie głupa" czy już naprawdę Pan nim został? Naprawdę zrozumienie prostego tekstu już przekracza Pańskie możliwości intelektualne. Moje książki, o czym piszą recenzenci, całkowicie zaprzeczają Pańskim prostackim zarzutom."
-
Jak choćby tu widać zupełnie nie na tym, ale to nijak nie jest moją winą, iż tylko tyle z moich wypowiedzi potrafi Pan zrozumieć.
-
>To ja jej nie potrzebuję
_
Ale ja naprawdę się nie narzucam. Cały czas piszę, iż swoje wypowiedzi kieruję tylko do inteligencji zdolnej je zrozumieć.
To sam Pan sobie musi odpowiedzieć czy potrafi zrozumieć to co publikuję.

>Odkąd wrócił Pan na fR także Pan odpowiada za jego poziom.
-
Demagogia, ja niczego tu zrobić nie mogę. Cala władza należy tu do red. Gawlika.

>Ja odniosłem się do tego cytatu:

"Do uprawiania nauki nie potrzebna jest znajomość jej historii"

>I, także na podstawie własnego doświadczenia, próbowałem polemiki
-
Merytorycznie na Pańską krytykę odpowiedziałem. Nie zauważył Pan? To jest to dowód, iż merytorycznie rozmawiać nie możemy.

>argument o "rżnięciu głupa" nie jest argumentem. Podobnie argumenta recenzentów, ponieważ mam zwyczaj, jeśli już sięgnę po książkę, recenzować ją sam na mój użytek.
-
Jest takim samym argumentem jak wszystko inne. Ważnym jest co za nim stoi. Ja przedstawiłem mocne uzasadnienie tej mojej oceny Pańskich manipulacji.

-
>Podobnie argumenta recenzentów, ponieważ mam zwyczaj, jeśli już sięgnę po książkę, recenzować ją sam na mój użytek.
-
Mam inny zwyczaj. Czytam recenzje gdy są dostępne. Chce wiedzieć czy warto sięgać po tą pozycję.
-
>Niemniej, skoro polemika z Pańską książką jest "rżnięciem głupa" to rezygnuję z dalszej polemiki
-
To Pański wybór. Ja zauważam, iż obecna merytoryczna rozmowa z Panem jest trudna na granicach moich możliwości. Prowadzę ją gdyż kiedyś taka rozmowa była możliwą i dziwię się co się z Panem stało. Naprawdę moje teksty przekraczają obecne możliwości rozumienia? Ja naprawdę w to nie wierzę - znałem i pamiętam inteligentnego Szarleya.
.
06-06-2026 12:54 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Panie Szarley,

nie twierdziłem, że znajomość historii nauki jest szkodliwa albo zbędna. Twierdzę jedynie, że nie jest ona warunkiem koniecznym do uprawiania nauki.

To są dwie różne kwestie.

Oczywiście dobrze jest, gdy badacz zna historię swojej dyscypliny. Pozwala to lepiej rozumieć drogę rozwoju pojęć, unikać powtarzania dawnych błędów, dostrzegać kontekst odkryć i czasem oszczędzać czas. Jednak zdecydowana większość współczesnych uczonych nie prowadzi badań historycznych nad własną dyscypliną, lecz korzysta z aktualnego stanu wiedzy zawartego w podręcznikach, artykułach i opracowaniach.

Przykładowo chemik nie musi znać szczegółowej historii sporów wokół flogistonu, cieplika czy świetlika, aby poprawnie stosować współczesną termodynamikę. Fizyk nie musi studiować wszystkich błędnych teorii eteru, aby korzystać z elektrodynamiki Maxwella i teorii względności. Biolog nie musi znać całej historii przedgenetycznych koncepcji dziedziczenia, aby prowadzić badania nad genomem.

Właśnie dlatego napisałem, że "to, co było w nauce obiektywne, wolne od uwarunkowań kulturowych, zostało włączone do teorii szerszych albo dokładniej wyrażone we współczesnym języku". Nauka jest wiedzą kumulatywną. Każde pokolenie nie zaczyna od zera, lecz korzysta z rezultatów pracy poprzedników.

Podany przez Pana argument o konieczności znajomości historii nauki, aby nie powtarzać dawnych błędów, jest tylko częściowo trafny. W praktyce współczesny naukowiec nie unika błędów dlatego, że zna całą historię swojej dyscypliny, lecz dlatego, że korzysta z aktualnej wiedzy naukowej, która już zawiera rezultaty wcześniejszych sukcesów i porażek. Nie musi samodzielnie odkrywać, że cieplik nie istnieje, ponieważ informację tę otrzymuje już w ramach współczesnego wykształcenia.

(...)

Co więcej, gdyby znajomość historii nauki była warunkiem koniecznym uprawiania nauki, to każdy specjalista musiałby najpierw opanować historię swojej dyscypliny w stopniu porównywalnym z historykiem nauki. Tymczasem świat nauki funkcjonuje inaczej. Fizycy, chemicy, biolodzy czy lekarze uczą się przede wszystkim aktualnego stanu wiedzy, a historię poznają zwykle jedynie w zakresie pomocniczym. Sam fakt, że nauka rozwija się skutecznie, pokazuje więc, iż historia nauki jest bardzo wartościowym uzupełnieniem wykształcenia badacza, ale nie niezbędnym fundamentem jego pracy.

Można nawet powiedzieć więcej. Im bardziej rozwinięta staje się nauka, tym mniej możliwe jest indywidualne poznanie całej historii własnej dyscypliny. Współczesny badacz jest zmuszony opierać się na ogromnym dorobku poprzedników skondensowanym w aktualnych teoriach, podręcznikach i publikacjach. To właśnie jedna z największych zalet nauki: nie wymaga od każdego pokolenia ponownego przechodzenia całej drogi, lecz pozwala rozpoczynać badania od miejsca, do którego dotarli poprzednicy.

Dlatego podtrzymuję swoje stanowisko: znajomość historii nauki jest cenna i pożyteczna, lecz nie jest warunkiem koniecznym uprawiania nauki. Jest ogromną zaletą, ale nie niezbędnym elementem warsztatu każdego badacza.

Natomiast gdy chcemy zrozumieć, jak nauka zdobywała autonomię, jak kształtowały się jej metody i dlaczego odniosła tak spektakularny sukces poznawczy, wtedy historia nauki staje się

Gdyby do uprawiania nauki konieczna była znajomość jej historii, to większość doktorantów pierwszego roku nie mogłaby prowadzić badań, a jednak prowadzi je z powodzeniem, korzystając przede wszystkim z aktualnego stanu wiedzy swojej dyscypliny.

=
Staram się o maksymalną komunikatywność i pisać jak najprostszym językiem. Pan swoim niezrozumieniem, mojego przekazu wprost mnie przeraża. Ja co innego piszę - Pan coś innego czyta.

==========
Dlatego nadal odnoszę wrażenie, że w znacznie większym stopniu niż kiedyś dzisiaj się nie rozumiemy i tylko dlatego ze sobą polemizujemy. (Jestem wprost porażonym dzisiejszym poziomem forum Racjonalisty.) Oczywiście jest to możliwym, iż to ja teraz stałem się niekomunikatywnym.


>Jeśli komunikatywność polega na tym:

"Czy naprawdę Pan tylko "rżnie głupa" czy już naprawdę Pan nim został? Naprawdę zrozumienie prostego tekstu już przekracza Pańskie możliwości intelektualne. Moje książki, o czym piszą recenzenci, całkowicie zaprzeczają Pańskim prostackim zarzutom."
-
Jak choćby tu widać zupełnie nie na tym, ale to nijak nie jest moją winą, iż tylko tyle z moich wypowiedzi potrafi Pan zrozumieć.
-
>To ja jej nie potrzebuję
_
Ale ja naprawdę się nie narzucam. Cały czas piszę, iż swoje wypowiedzi kieruję tylko do inteligencji zdolnej je zrozumieć.
To sam Pan sobie musi odpowiedzieć czy potrafi zrozumieć to co publikuję.

>Ja odniosłem się do tego cytatu:

"Do uprawiania nauki nie potrzebna jest znajomość jej historii"

>I, także na podstawie własnego doświadczenia, próbowałem polemiki
-
Merytorycznie na Pańską krytykę odpowiedziałem. Nie zauważył Pan? To jest to dowód, iż merytorycznie rozmawiać nie możemy.

>argument o "rżnięciu głupa" nie jest argumentem. Podobnie argumenta recenzentów, ponieważ mam zwyczaj, jeśli już sięgnę po książkę, recenzować ją sam na mój użytek.
-
Jest takim samym argumentem jak wszystko inne. Ważnym jest co za nim stoi. Ja przedstawiłem mocne uzasadnienie tej mojej oceny Pańskich manipulacji.

-
>Podobnie argumenta recenzentów, ponieważ mam zwyczaj, jeśli już sięgnę po książkę, recenzować ją sam na mój użytek.
-
Mam inny zwyczaj. Czytam recenzje gdy są dostępne. Chce wiedzieć czy warto sięgać po tą pozycję.
-
>Niemniej, skoro polemika z Pańską książką jest "rżnięciem głupa" to rezygnuję z dalszej polemiki
-
To Pański wybór. Ja zauważam, iż obecna merytoryczna rozmowa z Panem jest trudna na granicach moich możliwości. Prowadzę ją gdyż kiedyś taka rozmowa była możliwą i dziwię się co się z Panem stało. Naprawdę moje teksty przekraczają obecne możliwości rozumienia? Ja naprawdę w to nie wierzę - znałem i pamiętam inteligentnego Szarleya.
.
06-06-2026 14:48 
 Ocena 2 na 2
szarley (54928 punktów)
"Do uprawiania nauki nie potrzebna jest znajomość jej historii"

>nie twierdziłem, że znajomość historii nauki jest szkodliwa albo zbędna.
>Dlatego podtrzymuję swoje stanowisko: znajomość historii nauki jest cenna i pożyteczna,

Ja tu dostrzegam sprzeczność. I powtórzę: mamy różne zawodowe ścieżki, różne zawodowe doświadczenia. W niczym Pańskie nie jest lepsze.
A różnica zdań nie jest aż tak wielka, żeby trzeba było pisać o "rżnięciu głupa" Przy tym jest to różnica zdań, nie na poziomie nagich faktów

>>Podobnie argumenta recenzentów, ponieważ mam zwyczaj, jeśli już sięgnę po książkę, recenzować ją sam na mój użytek.
>Mam inny zwyczaj. Czytam recenzje gdy są dostępne. Chce wiedzieć czy warto sięgać po tą pozycję.

Każdy ma swoje zwyczaje.

>>Niemniej, skoro polemika z Pańską książką jest "rżnięciem głupa" to rezygnuję z dalszej polemiki
>To Pański wybór. Ja zauważam, iż obecna merytoryczna rozmowa z Panem jest trudna na granicach moich możliwości.

Może dlatego, że mało uważnie Pan czyta to, co ja piszę?
Proszę zauważyć, że powtarza Pan w swoich wpisach nawet to, z czym napisałem, że się zgadzam

Nadal jednak podtrzymuję, że dyskusję warto prowadzić w warunkach wzajemnego szacunku (co także Pan pisze w swojej książce) Może Pan przyjąć, że się mylę i spokojnie wyjaśnić, ale czasem warto zastanowić się nad tym czy to nie Pan się myli

Chwali się Pan, że podczas niebytności na fR przeczytał Pan "kilka" książek. Nie tylko Pan.
Nie zmieniłem znacząco poglądów, ani nie ubyło mi wiedzy czy też zdolności rozumienia świata


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
06-06-2026 17:22 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>A różnica zdań nie jest aż tak wielka, żeby trzeba było pisać o "rżnięciu głupa"
-
Zawsze lepiej sprawdzić w słowniku znaczenie słów, a już szczególnie idiomów.

"Rżnięcie głupa" to potoczne, dość dosadne wyrażenie oznaczające udawanie niewiedzy, niezrozumienia lub naiwności po to, by uniknąć odpowiedzialności, odpowiedzi albo niewygodnej konfrontacji z faktami.

Ktoś "rżnie głupa", gdy doskonale wie, o co chodzi, ale zachowuje się tak, jakby nie rozumiał sprawy. Na przykład:

- "Dlaczego nie oddałeś dokumentów?"
- "Jakich dokumentów? Nie wiedziałem, że miałem coś oddać."
- "Nie rżnij głupa, sam o nich wczoraj mówiłeś."

Wyrażenie ma charakter pejoratywny - sugeruje, że rozmówca działa nieszczerze lub manipulacyjnie.

Bliskie znaczeniowo są zwroty:

"udawać Greka",
"udawać, że się nie wie",
"grać naiwnego",
"robić z siebie idiotę" (choć to ostatnie bywa używane także w innym sensie).

Etymologicznie czasownik "rżnąć" w tym związku frazeologicznym nie ma związku ze współczesnym wulgarnym znaczeniem seksualnym. Jest to starsze użycie oznaczające "grać", "odgrywać rolę", podobnie jak w dawnych zwrotach "rżnąć bohatera" czy "rżnąć ważniaka".

W języku publicystycznym można to ująć bardziej elegancko jako: "świadomie udawać niezrozumienie", "pozorować niewiedzę" lub "stosować unik oparty na deklarowanej niewiedzy".

.
06-06-2026 17:56 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Dlatego podtrzymuję swoje stanowisko: znajomość historii nauki jest cenna i pożyteczna, lecz nie jest warunkiem koniecznym uprawiania nauki. Jest ogromną zaletą, ale nie niezbędnym elementem warsztatu każdego badacza.

Gdyby do uprawiania nauki konieczna była znajomość jej historii, to większość doktorantów pierwszego roku nie mogłaby prowadzić badań, a jednak prowadzi je z powodzeniem, korzystając przede wszystkim z aktualnego stanu wiedzy swojej dyscypliny.

-
>Ja tu dostrzegam sprzeczność.
-
I cóż ja mogę z tym uczynić? Ale dobrze by było, już nie dla mnie, a dla innych czytelników, jakoś racjonalnie uzasadnić dlaczego i w czym Pan ze mną się tu nie zgadza?

>I powtórzę: mamy różne zawodowe ścieżki, różne zawodowe doświadczenia. W niczym Pańskie nie jest lepsze.
-
A gdzie jak tak twierdziłem? Spokojnie może Pan uznawać, iż Pańskie jest lepsze, gdyż ja nie mam zamiaru tego kwestionować. Ja tylko napisałem, iż ten portal już w założeniu miał być poświęcony dyskusjom światopoglądowym, a ja w takiej publicystyce się specjalizuje i o tym są moje książki.

-
>Może dlatego, że mało uważnie Pan czyta to, co ja piszę?
-
Przez wiele lat pracowałem jako redaktor i nauczony jestem rzetelnego czytania ze zrozumieniem, a do tego odwołuję do długich (nie wyrwanych z kontekstu) cytatów, bardzo często podlinkowanych.
-
>Proszę zauważyć, że powtarza Pan w swoich wpisach nawet to, z czym napisałem, że się zgadzam
-
Nie rozumiem co Pan tu napisał? Może coś rzeczywiście źle zrobiłem, ale ja w takim przypadku cytuję i linkuję. Tak zarzut jest pustym zarzutem.
-
>Nadal jednak podtrzymuję, że dyskusję warto prowadzić w warunkach wzajemnego szacunku (co także Pan pisze w swojej książce) Może Pan przyjąć, że się mylę i spokojnie wyjaśnić, ale czasem warto zastanowić się nad tym czy to nie Pan się myli
-
Kiedyś sporo, a teraz zupełnie niewiele osób pisuje tu na porównywalnym z moim poziomem intelektualnym. Moje wypowiedzi, choć czasem złośliwe, to prawie zawsze są merytoryczne.
-
>Chwali się Pan, że podczas niebytności na fR przeczytał Pan "kilka" książek.
-
Chwalę się, iż od piątego roku życia, kiedy nauczyłem się czytać, przeczytałem tysiące książek, ale jeżeli tego nie widać - to znaczy, iż nie ma o czym mówić.
-
>Nie tylko Pan.
-
Na całe szczęście nie tylko ja. Uważam, iż podobnych mi tu ludzi jest tysiące. (Choć żałuję, iż nie miliony.)

>Nie zmieniłem znacząco poglądów, ani nie ubyło mi wiedzy czy też zdolności rozumienia świata
-
Ależ ja tu chyba niczego (a jeżeli nawet to bardzo niewiele) o Pańskich poglądach napisałem. Nie zgadzam się z wieloma i nimi polemizuję, ale Pańskie poglądy są Pańską sprawą i nic mi do tego.

Pan tylko prawie całkowicie zmienił sposób i merytoryczny poziom swoich rozmów. Może zamiast moim, najpierw przyjrzał by się Pan swoim tu wypowiedziom i to nie tylko skierowanym do mnie. Wszystkie Pańskie zarzuty można odwrócić i jeszcze jest sporo do dołożenia.
.
06-06-2026 20:02 
 Ocena 2 na 2
szarley (54928 punktów)
>.
> Dlatego podtrzymuję swoje stanowisko: znajomość historii nauki jest cenna i pożyteczna, lecz nie jest warunkiem koniecznym uprawiania nauki. Jest ogromną zaletą, ale nie niezbędnym elementem warsztatu każdego badacza.
>Gdyby do uprawiania nauki konieczna była znajomość jej historii, to większość doktorantów pierwszego roku nie mogłaby prowadzić badań, a jednak prowadzi je z powodzeniem, korzystając przede wszystkim z aktualnego stanu wiedzy swojej dyscypliny.

>-
>>Ja tu dostrzegam sprzeczność.
>-
>I cóż ja mogę z tym uczynić?
Udowodnić, że nie ma sprzeczności lub pogodzić się z błędem
W Pańskim mieście jest piękne miejsce, gdzie są sami nieomylni. Powązki

>>Proszę zauważyć, że powtarza Pan w swoich wpisach nawet to, z czym napisałem, że się zgadzam
>Nie rozumiem co Pan tu napisał? Może coś rzeczywiście źle zrobiłem, ale ja w takim przypadku cytuję i linkuję. Tak zarzut jest pustym zarzutem.
Serio? Warto rozmawiać o takich pomyłeczkach?

>>Nadal jednak podtrzymuję, że dyskusję warto prowadzić w warunkach wzajemnego szacunku (co także Pan pisze w swojej książce) Może Pan przyjąć, że się mylę i spokojnie wyjaśnić, ale czasem warto zastanowić się nad tym czy to nie Pan się myli

>Kiedyś sporo, a teraz zupełnie niewiele osób pisuje tu na porównywalnym z moim poziomem intelektualnym.
Superbia graditur ante lapsum

>>Nie zmieniłem znacząco poglądów, ani nie ubyło mi wiedzy czy też zdolności rozumienia świata

>Ależ ja tu chyba niczego (a jeżeli nawet to bardzo niewiele) o Pańskich poglądach napisałem. Nie zgadzam się z wieloma i nimi polemizuję, ale Pańskie poglądy są Pańską sprawą i nic mi do tego.
>Pan tylko prawie całkowicie zmienił sposób i merytoryczny poziom swoich rozmów.
Z Panem? Nie.

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
05-06-2026 11:01 
 Ocena 1 na 3
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>W Biblii jest moc rzeczy, które się nie kleją ale akurat w tym przypadku proponuję skorzystać z innego przekładu.

>Andrzej.51, którego wiedzę o Biblii bardzo wysoko cenię, polecił mi Biblię w przekładzie poznańskim, gdzie te dwa wersy są różne, ale nie są sprzeczne

-
www.racjonalista.pl/forum.php/s,658721#w659139

Początek "Księgi Rodzaju" według Artura Sandauera brzmi:

1. A na początku stworzył Pan niebo i ziemię.
2. A ziemia była męt i zamęt, ciemno było nad mętem i zamętem i duch Pański unosił się nad wodami.
3. I rzekł Pan: "Stań się światło". I stało się światło.
4. I ujrzał Pan, że światło jest dobre, i oddzielił światło od ćmy.


I różni się "ździebko" od "Biblii Tysiąclecia".
www.racjonalista.pl/forum.php/s,371540#w373011
.
05-06-2026 12:10 
 Ocena 2 na 2
szarley (54928 punktów)
>.
>>W Biblii jest moc rzeczy, które się nie kleją ale akurat w tym przypadku proponuję skorzystać z innego przekładu.
>>Andrzej.51, którego wiedzę o Biblii bardzo wysoko cenię, polecił mi Biblię w przekładzie poznańskim, gdzie te dwa wersy są różne, ale nie są sprzeczne
>-
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,658721#w659139
>Początek "Księgi Rodzaju" według Artura Sandauera brzmi:
>1. A na początku stworzył Pan niebo i ziemię.
>2. A ziemia była męt i zamęt, ciemno było nad mętem i zamętem i duch Pański unosił się nad wodami.
>3. I rzekł Pan: "Stań się światło". I stało się światło.
>4. I ujrzał Pan, że światło jest dobre, i oddzielił światło od ćmy.

>I różni się "ździebko" od "Biblii Tysiąclecia".
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,371540#w373011
>.

Niestety nie znając języka oryginału nie jestem w stanie oceniać przekładów. To nie polski przekład "Przygód dobrego wojaka Szwejka" który nie nadaje się do latryny tylko z powodu jakości papieru.

Dlatego bazuję na opinii Andrzeja.51, choć z polskich przekładów literacko najbardziej zachwyca mnie wujkowy

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
05-06-2026 13:48 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>Niestety nie znając języka oryginału nie jestem w stanie oceniać przekładów.
-
Z wyuczonych zawodów jestem dziennikarzem i religioznawcą. W dziennikarstwie zajmowałem się głownie publicystyką popularyzująca naukę. Popularyzowałem naukę na podstawie przeczytanych ze zrozumieniem książek nie mając w tych dziedzinach formalnego wykształcenia. Dlatego też w tym zakresie, w którym się wypowiadam, mam prawo także wypowiadać się co do jakości tłumaczeń.

Tu zwróciłem uwagę na tłumaczenie Artura Sandauera, według którego początek "Księgi Rodzaju" brzmi:
1. A na początku stworzył Pan niebo i ziemię.
2. A ziemia była męt i zamęt, ciemno było nad mętem i zamętem i duch Pański unosił się nad wodami.
3. I rzekł Pan: "Stań się światło". I stało się światło.
4. I ujrzał Pan, że światło jest dobre, i oddzielił światło od ćmy.

I różni się "ździebko" od "Biblii Tysiąclecia".

pl.wikipedia.org/wiki/Artur_Sandauer
repozytori(*)4031-90d1-bfb6f1035f91/content
journals.a(*)rticle/download/6113/5676/8279
To dalece jest wtórnym, który z przekładów jest najbliższy oryginałowi. Ja uważam, iż wszystkim jest daleko, gdyż dziś już nikt nie może pojąć światopoglądu piszących jej autorów. Do refleksji polecam książkę "Odrzucony obraz" S.C. Lewisa.
.
05-06-2026 18:49 
 Ocena 2 na 2
szarley (54928 punktów)
>.
>>Niestety nie znając języka oryginału nie jestem w stanie oceniać przekładów.
>-
>Z wyuczonych zawodów jestem dziennikarzem i religioznawcą. W dziennikarstwie zajmowałem się głownie publicystyką popularyzująca naukę. Popularyzowałem naukę na podstawie przeczytanych ze zrozumieniem książek nie mając w tych dziedzinach formalnego wykształcenia. Dlatego też w tym zakresie, w którym się wypowiadam, mam prawo także wypowiadać się co do jakości tłumaczeń.

Pańskie prawo, ja sobie tego prawa nie przyznaję, także dlatego, że zajmuję się przekładami w tym np adaptacjami sztuk dla teatrów do lokalnego zrozumienia i recenzowaniem przekładów dla wydawców. Fascynująca praca dla kogoś, kto może pracować tylko przy biurku.

>Tu zwróciłem uwagę na tłumaczenie Artura Sandauera, według którego początek "Księgi Rodzaju" brzmi: ...
>I różni się "ździebko" od "Biblii Tysiąclecia".
Andrzej.51 uznał "Tysiąclatkę" za najgorszy przekład

W wolnej chwili przeczytam przekład Sandauera, ale mogę jedynie zachwycić się (lub nie) językiem i porównać przekład z innymi przekładami np z Lutrem czy husyckimi przekładami

>To dalece jest wtórnym, który z przekładów jest najbliższy oryginałowi.
Taka opinia może dotyczyć adaptacji, ale nie przekładu
Stanisław Bieniasz napisał kiedyś dramat "Stary portfel" w adaptacji połączonej z przekładem rzecz dzieje się w Pilznie i jest dość daleka od oryginału

>Ja uważam, iż wszystkim jest daleko, gdyż dziś już nikt nie może pojąć światopoglądu piszących jej autorów.

Zapewne. Dlatego, żeby dobrze znać Biblię nie wystarczy jej przeczytać. Trzeba wiedzy z wielu innych dziedzin


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
05-06-2026 19:26 
 Ocena 1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
.
>Niestety nie znając języka oryginału nie jestem w stanie oceniać przekładów.
-
Z wyuczonych zawodów jestem dziennikarzem i religioznawcą. W dziennikarstwie zajmowałem się głownie publicystyką popularyzująca naukę. Popularyzowałem naukę na podstawie przeczytanych ze zrozumieniem książek nie mając w tych dziedzinach formalnego wykształcenia. Dlatego też w tym zakresie, w którym się wypowiadam, mam prawo także wypowiadać się co do jakości tłumaczeń.

Tu zwróciłem uwagę na tłumaczenie Artura Sandauera, według którego początek "Księgi Rodzaju" brzmi:

1. A na początku stworzył Pan niebo i ziemię.
2. A ziemia była męt i zamęt, ciemno było nad mętem i zamętem i duch Pański unosił się nad wodami.
3. I rzekł Pan: "Stań się światło". I stało się światło.
4. I ujrzał Pan, że światło jest dobre, i oddzielił światło od ćmy.


I różni się "ździebko" od "Biblii Tysiąclecia".

pl.wikipedia.org/wiki/Artur_Sandauer
repozytori(*)4031-90d1-bfb6f1035f91/content
journals.a(*)rticle/download/6113/5676/8279

To dalece jest wtórnym, który z przekładów jest najbliższy oryginałowi.

=======
Ja uważam, iż wszystkim jest daleko, gdyż dziś już nikt nie może pojąć światopoglądu piszących jej autorów. Do refleksji polecam książkę "Odrzucony obraz" S.C. Lewisa.

=======
>W wolnej chwili przeczytam przekład Sandauera, ale mogę jedynie zachwycić się (lub nie) językiem i porównać przekład z innymi przekładami np z Lutrem czy husyckimi przekładami
>Zapewne. Dlatego, żeby dobrze znać Biblię nie wystarczy jej przeczytać. Trzeba wiedzy z wielu innych dziedzin

Można przeczytać i Sandauera:
lubimyczyt(*)ka/102410/bog-szatan-mesjasz-i

Ale mnie zupełnie nie to chodzi. Nikt nie może dokonać prawidłowego przekładu Biblii, albowiem nikt nie może w sobie odtworzyć światopoglądu jej autorów. W Biblii jest np. sporo wprost ewidentnych bzdur, ale na tym poziomie stała ówczesna nauka i trudno mieć pretensję do piszących, iż nie dysponowali naukową wiedzą z III dekady XXI wieku.

Poleciłem wyżej do refleksji lekturę C. S. Lewisa "Odrzucony obraz", a teraz dalej: Emmanuel Le Roy Ladurie "Montaillou. Wioska heretyków 1294-1324"; Carlo Ginzburg "Ser i robaki", czy nawet słynne "Imię róży". Historia światopoglądu jest niebywale ciekawą. Włodzisław Duch współcześnie napisał: (...)
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,672935#w673535

=====
(Mnie trochę ułatwiło zrozumienie Starego Testamentu oraz teologii poznanie starożytnej kabały, ale kto nie zna kabały to zupełnie nie wie o czym tu mówię. Śmieszą mnie "umysły ścisłe", które twierdzą, iż nauki humanistyczne są łatwiejsze do zrozumienie i na ich temat to każdy wypowiadać się może.)

.
05-06-2026 20:02 
 Ocena 2 na 2
szarley (54928 punktów)
>>W wolnej chwili przeczytam przekład Sandauera, ale mogę jedynie zachwycić się (lub nie) językiem i porównać przekład z innymi przekładami np z Lutrem czy husyckimi przekładami
>>Zapewne. Dlatego, żeby dobrze znać Biblię nie wystarczy jej przeczytać. Trzeba wiedzy z wielu innych dziedzin
>Można przeczytać i Sandauera:
>lubimyczyt(*)ka/102410/bog-szatan-mesjasz-i
>Ale mnie zupełnie nie to chodzi. Nikt nie może dokonać prawidłowego przekładu Biblii, albowiem nikt nie może w sobie odtworzyć światopoglądu jej autorów.

Zgadzam się i dlatego nie podejmuję się oceny przekładu. Mogę, co najwyżej ocenić przekład jako samodzielne literackie dzieło, czyli adaptację.
Znam przekłady lepsze niż oryginał, ale wtedy nie można oceniać oryginału, ani jakości przekładu jako takiego.

Być może zna Pan przekłady Jana Drdy na polski. Wolę polski przekład, a już polskie przedstawienia w Teatrze TV przerosły oryginał. Nie zmienia to faktu, że widz nie ocenia wierności przekładu

>W Biblii jest np. sporo wprost ewidentnych bzdur, ale na tym poziomie stała ówczesna nauka i trudno mieć pretensję do piszących, iż nie dysponowali naukową wiedzą z III dekady XXI wieku.
Oczywiście

>Poleciłem wyżej do refleksji lekturę C. S. Lewisa "Odrzucony obraz", a teraz dalej: Emmanuel Le Roy Ladurie "Montaillou. Wioska heretyków 1294-1324"; Carlo Ginzburg "Ser i robaki", czy nawet słynne "Imię róży". Historia światopoglądu jest niebywale ciekawą. Włodzisław Duch współcześnie napisał: (...)
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,672935#w673535

A kiedy mam pracować?
Wiem, że Republika płaci mi pensję, ale przyjemność sprawia mi praca zgodna z zainteresowaniami. zwłaszcza kiedy jest też intelektualną przygodą, którą mam wrażenie Pan lekceważy

Ja też Panu poleciłem książkę... przeczyta Pan? Socjologia Pana interesuje

>(Mnie trochę ułatwiło zrozumienie Starego Testamentu oraz teologii poznanie starożytnej kabały, ale kto nie zna kabały to zupełnie nie wie o czym tu mówię. Śmieszą mnie "umysły ścisłe", które twierdzą, iż nauki humanistyczne są łatwiejsze do zrozumienie i na ich temat to każdy wypowiadać się może.)

Mogą Pana śmieszyć, ale o fizyce przeciętny humanista nie porozmawia wcale, a z moich zainteresowań historią to mam niezły kawałek chleba.

Nie oznacza to, że na każdej z humanistycznych nauk się znam i mogę się wypowiadać. Dlatego się nie wypowiadam, ale czasem z zaciekawieniem słucham.


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Ale mnie zupełnie nie to chodzi. Nikt nie może dokonać prawidłowego przekładu Biblii, albowiem nikt nie może w sobie odtworzyć światopoglądu jej autorów. W Biblii jest np. sporo wprost ewidentnych bzdur, ale na tym poziomie stała ówczesna nauka i trudno mieć pretensję do piszących, iż nie dysponowali naukową wiedzą z III dekady XXI wieku.

Poleciłem wyżej do refleksji lekturę C. S. Lewisa "Odrzucony obraz", a teraz dalej: Emmanuel Le Roy Ladurie "Montaillou. Wioska heretyków 1294-1324"; Carlo Ginzburg "Ser i robaki", czy nawet słynne "Imię róży". Historia światopoglądu jest niebywale ciekawą. Włodzisław Duch współcześnie napisał: (...)
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,672935#w673535
=====
(Mnie trochę ułatwiło zrozumienie Starego Testamentu oraz teologii poznanie starożytnej kabały, ale kto nie zna kabały to zupełnie nie wie o czym tu mówię. Śmieszą mnie "umysły ścisłe", które twierdzą, iż nauki humanistyczne są łatwiejsze do zrozumienie i na ich temat to każdy wypowiadać się może.)

-
>Zgadzam się i dlatego nie podejmuję się oceny przekładu. Mogę, co najwyżej ocenić przekład jako samodzielne literackie dzieło, czyli adaptację.
-
Tu zupełnie nieważną jest Pańska zgoda, gdy nie rozumie Pan tego co napisałem i do tego się nie odnosi.
.
05-06-2026 10:39 
 Ocena 2 na 2
Kautilja (6917 punktów)
>>>Żyje(?) jakoby jeden Bóg, a jest tak dużo różnych wyznań. To zastanawiające- dla mnie wskazujące że to społeczności wymyślają bogów (Wisznu, Brahma, Indra, Jehowa, Jezus Chrystus, Kryszna itd.) oraz obrzędy i ceremonie.
>>>.
>>Może o to chodzi, może taki jest zamysł, że różni ludzie różne mają potrzeby w zależności o miejsca w którym żyją i z tego wychodzi, że różne są odmiany wiary?
.
>W Księdze Wyjścia 20,3 Bóg mówi: "Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!" (Biblia Tysiąclecia) oraz w Powtórzonym Prawie 5,7: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną"
>Biblia Tysiąclecia
>To przykazanie jest pierwszym z Dziesięciu Przykazań
>Bóg zabrania wyznawania bogów cudzych i jednocześnie ma zamysł aby były różne wiary. "Nie klei mi się to".
.
Może różnie mówi do różnych ludzi? Inaczej do żydów a inaczej do hindusów? Pytam, nie stawiam żadnej tezy. Mojżesz był Żydem. Jezus był Żydem. I należy chyba rozumieć, że chrześcijaństwo jest rozwinięciem judaizmu. Więc język komunikacji z żydami i chrześcijanami jest zbliżony, a obok jest też islam.
.
>>Ale czy to aby na pewno jest świadectwo tego o czym Ty piszesz, że to różne społeczności tworzą różnych bogów?
.
>Nie tylko różne społeczności ale nawet poszczególni ludzie. Np. Duch Prawdy uważa że Bóg to "bezinteresowna miłość"; Hamerlik Konopka wierzy że jest wielu bogów ale na pytanie "czy się modlisz?" nie odpowiedział; Bóg według Barucha Spinozy to substancja, która obejmuje wszystko, co istnieje, a jego koncepcja jest bliska panteizmowi, gdzie Bóg jest tożsamy z naturą.
>Wobec tak różnych wierzeń zasadnym jest oczekiwanie pana Andrzeja Bogusławskiego aby wierzący podawali definicję swojego Boga.
>Bóg bez podanej definicji to zbyt abstrakcyjna rzecz aby można Go było zwizualizować.
>.
Nie podam naukowej definicji Boga bo jej nie znam, i z tego co się orientuję takowej nie ma. Czy to według Ciebie zamyka wszelką dyskusję?
.
05-06-2026 16:33 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6818 punktów)
>Czy to według Ciebie zamyka wszelką dyskusję?
>.
Jeżeli nie próbujesz mnie nawracać (jak to czynią Świadkowie Jehowy) to ja szanuję Twoją wiarę i nie zamierzam jej podważać.
.
05-06-2026 21:03 
 Ocena 2 na 2
Kautilja (6917 punktów)
>>Czy to według Ciebie zamyka wszelką dyskusję?
>>.
>Jeżeli nie próbujesz mnie nawracać (jak to czynią Świadkowie Jehowy) to ja szanuję Twoją wiarę i nie zamierzam jej podważać.
>.
>
Nie próbuję Cię nawracać - tylko pytam, czy fakt, że nie istnieje naukowa definicja Boga ma oznaczać, że nie można na temat Boga rozmawiać? Wiem też, że można to skwitować zdaniem, że skoro nie ma definicji to nie ma o czym rozmawiać. Ale i tu moje kolejne pytanie, czy Ty tak właśnie uważasz? Można się podjąć rozmowy czy nie ma o czym?
.
Pozdrawiam
.
06-06-2026 19:11 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6818 punktów)
>Nie próbuję Cię nawracać - tylko pytam, czy fakt, że nie istnieje naukowa definicja Boga ma oznaczać, że nie można na temat Boga rozmawiać? Wiem też, że można to skwitować zdaniem, że skoro nie ma definicji to nie ma o czym rozmawiać. Ale i tu moje kolejne pytanie, czy Ty tak właśnie uważasz? Można się podjąć rozmowy czy nie ma o czym?
>.

Definicja Boga jest potrzebna jeśli ktoś podchodzi do rozmowy naukowo. Ja traktuję rozmowy jako możliwość poznania świata z punktu widzenia drugiej osoby, więc definicji nie wymagam. Żyjemy w jednym świecie ale różnie go postrzegamy. Napisałem o tym w cytacie pod linkiem
www.racjonalista.pl/forum.php/s,959443#w959558
Dowiedziałem się że według Ciebie Bóg może mieć zamysł, z tego wnioskuję że jest zdolny do myślenia, więc prawdopodobnie jest osobą. W ten sposób uzyskałem zarys Twojej definicji Boga.
Jestem gotowy rozmawiać dalej i poznawać Twoją wizję Boga. Ja postrzegam Boga jako Świadomość Kosmiczną, jako energię nie jako osobę. Bliski jest mi pogląd że cała Natura jest bogiem- mój nick panTeista jest od wyznania "panteizm".

>Pozdrawiam
>.
>
06-06-2026 21:29 
 Ocena 1 na 1
Kautilja (6917 punktów)
>>Nie próbuję Cię nawracać - tylko pytam, czy fakt, że nie istnieje naukowa definicja Boga ma oznaczać, że nie można na temat Boga rozmawiać? Wiem też, że można to skwitować zdaniem, że skoro nie ma definicji to nie ma o czym rozmawiać. Ale i tu moje kolejne pytanie, czy Ty tak właśnie uważasz? Można się podjąć rozmowy czy nie ma o czym?
>>.
>Definicja Boga jest potrzebna jeśli ktoś podchodzi do rozmowy naukowo. Ja traktuję rozmowy jako możliwość poznania świata z punktu widzenia drugiej osoby, więc definicji nie wymagam. Żyjemy w jednym świecie ale różnie go postrzegamy. Napisałem o tym w cytacie pod linkiem
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,959443#w959558
.
Mnie też takowa definicja nie jest potrzebną by móc wymienić się z kimś poglądem na ten temat. Wystarczy domysł, że chodzi o siłę wyższą, czyli taką która stoi ponad człowiekiem i całą naturą. Oczywiście z perspektywy naukowej czy też filozoficznej to ja mogę wychodzić na głupca w tym temacie, ale uważam, że każdy ma prawo do własnego zdania, również zdania, które dotyczy Boga, życia i umierania.
.
>Dowiedziałem się że według Ciebie Bóg może mieć zamysł, z tego wnioskuję że jest zdolny do myślenia, więc prawdopodobnie jest osobą. W ten sposób uzyskałem zarys Twojej definicji Boga.
>Jestem gotowy rozmawiać dalej i poznawać Twoją wizję Boga. Ja postrzegam Boga jako Świadomość Kosmiczną, jako energię nie jako osobę. Bliski jest mi pogląd że cała Natura jest bogiem- mój nick panTeista jest od wyznania "panteizm".
>
Mój nick też pochodzi z Indii. Mnie z kolei przyświecało zwrócenie uwagi na fakt, że realizm polityczny to coś co nie jest ograniczone geografią i kulturą. Zanim Machiavelli napisał "Księcia" to Kautilja napisał "Arthaśastra".
Co do Boga. Bóg to według mnie duch. Ten duch kieruje się miłością i ogólnie pojętym dobrem, i jego wszelkie atrybuty dobrze opisywane są przez religie. Myślę, że on myśli i czuje, to dlatego ludzie myślą i czują, ponieważ stworzył on nas na swój obraz i podobieństwo.
Weź w takim razie wyjaśnij mi czym jest ludzka świadomość wobec - jak to ująłeś: "Boga jako Świadomości Kosmicznej"?
.
08-06-2026 13:32 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6818 punktów)
Przeniosłem wypowiedź do nowego wątku bo w starym byłaby nie na temat.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,959679#w959682
.
thoters (233 punktów)
>Ponoć 80% ludzi to osoby wierzące. Oczywiście nie rozstrzygam tu teraz tego czy większość ma rację, ale jest to pod pewnym względem zastanawiające.
>.
>
to nie są osoby wierzące, tylko osoby które, w dzieciństwie zindoktrynowano pojęciami dobra i zła.
Osoby chodzące pokazać się do kościoła liczą na to, że zostaną za to nagrodzone.
Można zarobić nic nie robiąc, a każdy by tak chciał. Dodatkowo ci wierzący chcą być dobrzy, a tu można być dobrym też nic nie robiąc. Gdybyśmy kazdego wierzącego zapytali, czy przestrzega pierwszego przykazania bożego, to nie wiedziałby co odpowiedzieć.
CIA, do spółki z Watykanem, przeprowadziło operację pod kryptonimem Popiełuszko. Zorganizowano prowokację i zamordowano fałszywego księdza Popiełuszkę. Potem oskarżono o to Bogu ducha winnych komunistów i napuszczono na nich wierzących i tak zapełniono naiwnymi pustoszejące kościoły.
Schizofrenicy z megalomanią potrzebują się dowartościowywać a Kościół daje im tą możliwość.
03-06-2026 08:59 
 Ocena 1 na 1
Kautilja (6917 punktów)
>>Ponoć 80% ludzi to osoby wierzące. Oczywiście nie rozstrzygam tu teraz tego czy większość ma rację, ale jest to pod pewnym względem zastanawiające.
>>.
>>
>to nie są osoby wierzące, tylko osoby które, w dzieciństwie zindoktrynowano pojęciami dobra i zła.
.
A nie uważasz, że ludzie wyrastają z tego co dziecinne, i jako dorośli wskazują dzieciom co faktycznie jest ważne?
.
thoters (233 punktów)

>Czyli jakiś tu w tym świecie ład obowiązuje.
>.
Obowiązuje koszerny ład.
Jak komuś się nie podoba, to zostanie zgŁADzony.
28-05-2026 10:00 
 Ocena 1 na 1
Kautilja (6917 punktów)
>Obowiązuje koszerny ład.
>Jak komuś się nie podoba, to zostanie zgŁADzony.
>
.
Która frakcja jest przeciwwagą dla tej z Waszyngtonu i Londynu?
.
27-05-2026 10:58 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
> Generalnie nauka niczego "nie mówi", ani niczego o czymkolwiek nie "orzeka" albo "nie orzeka", ponieważ nie jest podmiotem, ani istotą żywą. Wyrażanie się w ten sposób jest samo w sobie używaniem hipostaz i chyba nie jest zgodne z rygorem ścisłości naukowej.

Tak, zgadzam się z panem. Ogólnie ma Pan rację. Jednak taki sposób pisania - klasyczna antropomorfizacja (personifikacja) - znajduję w wielu artkułach filozofów polskich, zatem i ja też go stosuję, gdyż jest on - w mojej ocenie - wygodny dla piszącego.
Aby nie być gołosłownym podam kilka przykładów:
Marcin Tkaczyk (franciszkanin), "Od pojęć do istnienia":
--- "konstrukcyjna koncepcja przedmiotu matematyki nie tłumaczy, zdaniem zwolenników logiki konstruktywnej, zasady wyłączonego środka.";
--- "prawo ludzkiej natury wskazuje, co ludzie robić powinni, a czego nie powinni".
Jacek Hołówka, "Nieistotność nieistnienia":
--- "Czasem akceptuje to [Tomasz z Akwinu - A.51], co głosi teologia wyzwolenia, która szuka bezpośredniej inspiracji";
--- "Teizm stara się zatem pogodzić religię z nauką i filozofią, nie korzysta natomiast z jednej niezmiennej metody."
Jacek Wojtysiak (wykładowca na KUL), "O tym, jak dowieść istnienia Boga":
--- "drugi etap argumentacji kalam wykazuje wyjątkowy charakter przyczyny świata";
--- "analiza ta [...] uwydatnia i eksplikuje moment konieczności".
Jan Woleński, "Niepoprawność dowodów na istnienie Boga":
--- "dwa pierwsze demonstrationes [...] rodzą tak wiele problemów.

>Twierdzenie, że wiedzy dostarcza tylko nauka, nie jest twierdzeniem naukowym, toteż ten, kto je uznaje, sam sobie przeczy.

W mojej wypowiedzi, na którą Pan odpowiada, nie napisałem w sposób jednoznaczny, "że wiedzy dostarcza tylko nauka". Być może wynika to pośrednio z mojej wypowiedzi, ale ja tego w sposób wyraźny nie dostrzegam.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że wiedzy dostarcza nam również nasze zwykłe codzienne życie, czyli doświadczenia osobiste, dostarcza jej również literatura i sztuka, dostarcza historia i tradycja, dostarcza wreszcie filozofia. Ludziom religijnym wiedzy dostarcza również objawienie, czyli ogólnie ogół informacji (treści) obowiązujących w praktykowanej religii. Niewątpliwie wiedzy dostarczają również matematyka i logika. Źródła naszej wiedzy są obszerne. Zapewne jakichś innych źródeł nie wymieniłem.

Zapewne można założyć, że najprawdopodobniej nauka jest najlepszym narzędziem (sposobem) zdobywania wiedzy, czyli najlepszym narzędziem poznawania świata empirycznego, jednak wykluczanie czy też niedostrzeganie pozostałych narzędzi - które wyże wymieniłem - jest grubym nieporozumieniem.

>Są rozmaite poglądy na naukę, nie tylko ten powyżej. Jest i pogląd, który głosi, że to, co nauka (jeżeli już użyć takiego sformułowania) uznaje za istniejące, nie ma większego znaczenia dla samej nauki, chociaż może mieć znaczenie (np. psychologiczne) dla samych naukowców. Jednym słowem, jednym z poglądów na naukę jest "antyrealizm" (Basa van Fraassena i in.). Jest on rozwinięciem i wuspółczesieniem idei Koła Wiedeńskiego, które dziś mogą uchodzić za przestarzałe.

Tego wątku nie podejmę, gdyż nie jestem filozofem, o czym kilkakrotnie pisałem. Moje zainteresowania filozofią skupiają się niemal wyłącznie na filozofii religii i ontologii Boga, a w mniejszym stopniu na metafizyce, choć i tak moja na ten temat wiedza zapewne nie dorównuje tej, którą posiada absolwent studiów filozoficznych, który dopiero co je ukończył.
Słyszałem coś o Kole Wiedeńskim, to znaczy wiem, że takie istnieje (lub istniało) - i nic więcej na ten temat. Nazwisko filozofa Basa van Frassena jest mi całkowicie obce. Próżno go szukałem w publikacjach Książkowych z zakresu filozofii, które posiadam (artykuły pominąłem, gdyż z reguły nie posiadają indeksów).
Dopiero w Wikipedii anglojęzycznej znalazłem, że
Bastiaan Cornelis "Bas" van Fraassen (born 5 April 1941) is a Duth-American philosopher noted for his contributions to philosophy of science, epistemology and formal logic. He is a Distinguished Professor of Philosophy at San Francisko State University and the and the McCosh Professor of Philosophy Emeritus at Princeton University.
I to jest wszystko, co wiem na jego temat. To zdecydowanie za mało, żeby podjąć z Panem dyskusję.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
27-05-2026 00:39 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6862 punktów)

Ten "antyrealizm" nosi także miano empiryzmu konstruktywnego.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>Ten "antyrealizm" nosi także miano empiryzmu konstruktywnego.

30-01-2005
Lubię Kawę

Znalazłem coś o tzw. konstruktywnym empiryzmie. Może zechce ktoś skomentować. Koresponduje to z tematem, który wałkowaliśmy dwa miesiące temu, czyli z tym czy istnieje krzesło
www.racjonalista.pl/forum.php/s,12468

-
Przegląd od AI
Konstruktywny empiryzm to antyrealistyczna koncepcja w filozofii nauki, stworzona przez Basa van Fraassena w pracy The Scientific Image (1980). Głosi ona, że celem nauki nie jest odkrywanie dosłownej prawdy o obiektywnej rzeczywistości, lecz tworzenie teorii, które są empirycznie adekwatne.
.
26-05-2026 16:45 
 Ocena 4 na 4
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Jeśli teoria przewiduje, że w określonych warunkach musi wystąpić pewne zjawisko, a ono (mimo wielokrotnych, precyzyjnych prób) nie występuje, to nauka uznaje to za dowód nieistnienia tego zjawiska.

To nie jest tak, jak piszesz.
Jeśli - jak piszesz - "w określonych warunkach musi wystąpić pewne zjawisko, a ono (mimo wielokrotnych, precyzyjnych prób) nie występuje", to nauka bynajmniej nie "uznaje tego za dowód nieistnienia tego zjawiska".
Nauka uznaje, że w określonych warunkach (występujących w eksperymencie) to zjawisko najprawdopodobniej nie istnieje (być może istnieje w innych?).

W nauce zwykle nie mówi się "na pewno nie istnieje". Nauka unika takich jednoznacznych negatywnych stwierdzeń. Nauka mówi - i potrafi to niejednokrotnie wykazać - że w określonych warunkach najprawdopodobniej coś (zjawisko, obiekt) nie istnieje. Słowo "najprawdopodobniej" dużo zmienia, jak mówią niektórzy "czyni różnicę". A zatem nauka potrafi wykazać, że eter jako środek rozchodzenia światła, najprawdopodobniej nie istnieje.
Zamiast "na pewno nie istnieje" nauka woli mówić przykładowo: "eksperyment nie wykazał istnienia" lub "brak jest podstaw, by przyjąć istnienie".

>Dlatego np. twierdzi się, że eksperyment Michelsona-Morleya wykazał nieistnienie eteru.

Przed chwilą napisałem Ci, co wykazała nauka w kwestii istnienia eteru.

>2. Dowodzenie nie wprost w logice i matematyce. Najsilniejsza metoda dowodzenia, o wiele lepsza niż jakiekolwiek testy empiryczne.

W matematyce i logice rzeczywiście dowody nie wprost są tradycyjną i pełnoprawną metodą dowodzenia, i rzeczywiście bardzo dobrze się sprawdzają. Przyjmuje się założenie przeciwne do tezy, dalej doprowadza się do sprzeczności, a na tej podstawie twierdzi się, że teza wyjściowa jest słuszna. Trzeba jednak pamiętać, że dowód nie wprost nie zawsze jest (≠ dowodem nieistnienia.
Metodą nie wprost można oczywiście próbować udowodnić istnienie Boga. Należy zatem postawić założenie przeciwne do tezy, czyli założyć, że Bóg nie istnieje (ateizm), doprowadzić do sprzeczności (czyli jakoby ateizm prowadzi do sprzeczności) i tym sposobem udowodnić istnienie Boga. Wydawałoby się, że to załatwia sprawę, lecz niestety tak nie jest. Nie wiadomo bowiem, czy rzeczywiście doprowadzono do sprzeczności, czy też zakwestionowano jedynie zbyt mocne założenia. Oczywiście znam przykłady, ale póki co nic na ich temat.

>Jeśli istnienie jakiegoś obiektu prowadziłoby do logicznej sprzeczności, to ten obiekt nie istnieje.

Patrz wyżej.

>W logice, matematyce, informatyce mamy wiele takich dowodów.
>Na przykład Turing udowodnił, że nie istnieje uniwersalny program komputerowy, który potrafiłby przewidzieć, czy dowolny inny program kiedykolwiek skończy działanie.

Tak. W matematyce, logice i informatyce. Ale nie w przypadku dowodów egzystencjonalnych, jak już wyżej napisałem.

>I na marginesie: jeśli każde przekonanie miałoby wymagać naukowego dowodu, a nauka rzekomo nie posiada narzędzi do konstruowania takich dowodów, to dlaczego mielibyśmy bez naukowego dowodu takie przekonanie (że takie narzędzia nie istnieją) przyjąć?

Bądź poważny. Podkładasz się jak mały chłopczyk, który jeszcze nie umie czytać i pisać. Już pierwsza część Twojego zdania - czyli: "jeśli każde przekonanie miałoby wymagać naukowego dowodu" - jest błędna, bo nauka wcale tego nie wymaga. Na tej części zdania opierasz pozostałą część zdania, która z tego choćby powodu nie może być słuszna. Zresztą, pozostała część tego zdania te zawiera błędy. Niewiele to warte.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Hamerlik Konopka (19911 punktów)
>Jeżeli nie mamy naukowej definicji (tego wydumanego przez ludzi stwora) wszelkie dywagacje

Naukowej czyli takiej, z którą zgadza się znacząca grupa osób uznawanych powszechnie za rozwinięte intelektualnie?

Potrafię stworzyć własną, nienaukową, niepowszechną definicję Boga, z którą się zgadzam i którą akceptuję.

Bóg to osoba ze wszechmiar najbardziej nadrzędna jaka w ogóle istnieje.

Skoro istnieje jakakolwiek osoba i istnieją wobec niej osoby pod i nadrzędne mogę spokojnie założyć, że istnieje również osoba w pełni nadrzędna, wobec której wszyscy jesteśmy podrzędni.

Wszystkie znaki na ziemi i w niebie pokazują, że każdej osobliwości fizycznej towarzyszy osobowość abstrakcyjna.

Upraszczając - wszystko co tylko istnieje fizycznie jest świadome.

Wynika z tego prosty wniosek, iż wszechświat jest fizycznym objawieniem najbardziej nadrzędnej i świadomej osoby.

Ten wydumany stwór to wszechświat a my w nim jego czynnikiem, właściwością, częścią i konsekwencją.

Bóg z całą pewnością istnieje a dowodem jego istnienia jest istnienie osobliwości fizycznych i abstrakcyjnych.

Jeśli nie ma Boga, w którym w ogóle znajdujemy swoje objawienie, to również nie ma nas.

Ale jesteśmy - istnieję z całą pewnością, w tym również naukową jak sądzę.

youtu.be/5VCiU1osa3w
03-05-2026 18:28 
 Ocena 1 na 3
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Jeżeli nie mamy naukowej definicji (tego wydumanego przez ludzi stwora) wszelkie dywagacje na temat jego istnienia, w nauce, pozbawione są sensu. To tylko takie ecie pecie.
-
Naukowej czyli takiej, z którą zgadza się znacząca grupa osób uznawanych powszechnie za rozwinięte intelektualnie?
-
Nie istnieje temat, na który by Pan nie mógł tu popieprzyć sobie, choć trudno zauważyć nie tylko jakieś tam mądre Pańskie wypowiedzi, to nawet z pojedynczymi zdaniami trudno. Wątpię aby Pan siebie rozumiał, już o innych nie mówiąc.
-

=======
25-01-2007

Andrzej Bogusławski

Bóg istnieje! Zaraz, zaraz, a co to znaczy Bóg?

Wielce Szanowni Racjonaliści ateiści, dajecie się wmanewrować w twierdzenie, iż - tak jak nie ma dowodów na istnienie Boga - tak nie ma dowodów na jego nieistnienie.

i

Albo jesteście wierzącymi i wtedy ta wiara jest lepsza, która jest mocniejszą, albo stoicie na
gruncie nauki, gdzie dowód istnienia (czegokolwiek) spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym.

===
Nauka nie zajmuje się żadnymi dowodami "na nieistnienie" ani Pana Boga, ani Baby Jagi, ani krasnoludków.

Ponieważ nie znam, nie tylko żadnego dowodu, ale nawet dającej się logicznie udowodnić przesłanki, iż Bóg istnieje. (Jego istnienie można przyjąć tylko na wiarę - jako aksjomat.) To oczywistym jest, że dla racjonalisty opierającego konsekwentnie swój światopogląd na nauce (naturalizmie metodologicznym) Bóg istnieć nie może.

Co więcej, mówiąc o Bogu istniejącym - oddziaływującym na rzeczywistość - należałoby przedstawić definicję tego bytu oraz wskazać sposoby Jego oddziaływania, także możliwości tego sprawdzenia.

To co wyżej przedstawiłem jest pośrednim dowodem, iż taki byt nie istnieje, a nawet gdyby istniał nie miałoby to żadnego znaczenia dla człowieka.

Duże znaczenie dla ludzi ma idea Boga i wszystkie mity z tą ideą związane. Organizacje religijne i ich struktury, kulty itp. sprawy, ale to już inna bajka.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,70619/z,0

=
07-11-2010

Wielokrotnie na naszym forum wzywano do rzetelnego przedstawienia intelektualnych racji za
istnieniem Boga. Nie wiem, czy już w samych założeniach jest to możliwe, gdyż najpierw należałoby ustalić rozumienie "bytu" i "materii" czyli tego co istnieje.
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,373243/z,0

==
06-10-2011

Podczas rozmowy z przyjacielem na temat naszego stosunku do Boga zaczęliśmy się zastanawiać: to
znaczy do czego? Cóż znaczy ten termin? Czy obaj tak samo go rozumiemy i czy takie rozumienie jest powszechne?

Żyjemy w Polsce, a więc najważniejszym dla nas jest, jak to pojęcie jest rozumiane przez wiernych Kościoła Rzymsko-Katolickiego oraz chrześcijan innych wyznań, ale dla lepszego zrozumienia koniecznym jest zarówno sięgnięcie do jego genezy, jak i dokonania religioznawczych porównań, gdyż w takim wywodzie z jednej strony należy odnosić się do specyfiki określonej religii z drugiej zaś uniwersalistycznych koncepcji Boga zawartych w europejskiej kulturze.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,454359/z,0

06-10-2011

Pan Brzostowski, co prawda nigdy sam Boga, w którego wierzy nie zdołał nam jakoś tam sensownie
opisać, ale kilkakrotnie zarzucił mi, iż to ja jestem ograniczonym i nie jestem w stanie nawet mniej więcej zrozumieć kim jest Bóg:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,672935/z,0

.
okragly (21676 punktów)
>Czy istnieje naukowa (weryfikowalna) definicja boga?
TAK
naukową definicją boga jest FIZYKA (świat jest fizyczny)
a tam np JESTEM JAKI JESTEM, inny być nie mogę
to się kłuci z naszym libkowym pojmowaniem świata, gdzie JA (indywidualny, wolny, własny) jest bogiem

odnosze się do tytułu, resztę nie czytam, piszesz za długie teksty, czy ktoś ci płaci wierszówki?


potrzebujemy żyć w małych oazach, gdzie tętni życie i braterstwo
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Nietsche

29-06-2013

Pytanie to w ostatnich dniach mocno zajmowało forumowiczów. Powrót do źródła, do praprzyczyny do pierwszego który popchnął wózek historii. Powiało nowym, świeżym nurtem intelektualizmu na tym trochę już przykurzonym forum. Nie obeszło się bez dramatycznych scen. Jeden z młodych intelektualistów chciał popełnić samobójstwo, inny wzorem Hegla zamienił Boga w nieskończoność, tyle że ujemną. Na zatwardziałych ateistach nie zrobiło to jednak wielkiego wrażenia.
Dlatego proponuję Instruktażowy Katalog Pytań do Ateistów, z którym każdy chrześcijanin powinien się zapoznać przed otwarciem nowego wątku.

Niepodważalne dowody na istnienie Boga.

Proste sposoby jak chrześcijanie każdego ateistę/agnostyka mogą doprowadzić do obłędu.

1. Spytaj go dlaczego jest on zły na Boga.
2. Powiedz mu, on mógłby wyjść tak samo na ulicę i zabić ludzi, gdyby Boga nie było.
3. Spytaj go: "W co ty wierzysz, jeżeli nie wierzysz w Boga?"
4. Upieraj się że Bóg istnieje i pokaż mu odpowiednie miejsca w Biblii które to potwierdzają.
5. Powiedz mu że historie NT nie są mitami tylko przypowieściami i że każde słowo jest w nich prawdziwe.
6. Powiedz mu że twoje cytaty biblijne są dowodami a jego cytaty są wyrwane z kontekstu.
7. Gdy on stwierdzi że jego wersety biblijne nie są wyrwane z kontekstu, wyjaśnij mu że trzeba być chrześcijaninem żeby to zrozumieć.
8. Obwiń go że nie chce rozpoznać oczywistej prawdy.
9. Wyjaśnij mu że Universum jest zbyt kompleksowe żeby "tak sobie po prostu istniało" i dlatego zostało stworzone przez Boga który zwyczajnie tu jest.
10. Powiedz mu."Wiara w ewolucję jest też tylko wiarą".
11. Powiedz:"Ewolucja jest tylko teorią."
12. Użyj 2 zasady termodynamiki żeby sfalsyfikować ewolucję.
13. Powiedz mu że Bóg stworzył skamieniałości tylko i wyłącznie po to, żeby przetestować naszą wiarę.
14. Powiedz mu że ewolucja nie jest udowodniona i wywnioskuj z tego że kreacjonizm musi być prawdą.
15. Twierdź uparcie że Darwin odwołał swoją T.E. na łożu śmierci.
16. Twierdź że Einstein wierzył w judeochrześcijańskiego Boga.
17. Kontynuuj przyznając że nie jesteś żadnym fizykiem ale teoria W.W. musi być fałszywa ponieważ...
18. Powtarzaj argumenty bo będą wtedy prawdziwsze.
19. Używaj wyłącznie argumentacji cyrklowej.
20. Używaj rozmaitych kombinacji Zakładu Pascala i wykaż zdziwienie dlaczego ateista chce cię udusić.
21. Udowodnij przy pomocy Mao, Stalina i Hitlera jak złymi ludźmi są ateiści.
22. Powiedz że każdy ateista jest komunistą ( bo komuniści są ateistami to ateiści muszą być komunistami).
23. Gdy już wszystkie "logiczne" argumenty ci się wyczerpią powiedz: "Będę się za ciebie modlił"
24. Powiedz: "Niezbadane są drogi pańskie".
25. Powiedz że ludzkość wywodzi się z chrześcijaństwa.
26. Powiedz że wolnomyśliciele mogą się swobodnie wypowiadać dzięki chrześcijaństwu.
27. Upieraj się że ty jesteś większym wolnomyślicielem od ateisty ponieważ nie ograniczasz swojego myślenia i w przeciwieństwie do niego, nie wykluczasz Boga.
28. Gdy ateista mówi o humanizmie, powiedz mu że on dla ciebie jest chrześcijaninem.
29. Powiedz że gdyby nie było żadnego Boga, należałoby go wymyślić.
30. Powiedz że Bóg w życiu ateistów odgrywa o wiele większą rolę niż w twoim, ponieważ ty nie myślisz o NIM tak często. Na dowód możesz jeszcze przedstawić całą swoją wiedzę na temat religii i przedstawić w relacji do twojej niewiedzy.
31. Powiedz że religia była koniecznym warunkiem do rozwoju człowieczeństwa. (Uwaga: nie mów tego w dyskusji o kreacjonizmie bo te puste łby mogą ci zarzucić że ty zakładasz jakoby musiała istnieć ewolucja).

Oczywiście lista jest otwarta i wszyscy: błądzący, nawiedzeni, znający prawdę, wątpiący, mogą dopisywać swoje propozycje.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,573743/z,0

.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Skąd wzięli się bogowie w naszych umysłach.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,958567
.
>.
.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)

.
Maciek Wieczorek

Definicja "boga"?

Próba stworzenia naukowej, uniwersalistycznej i obiektywnej definicji boga wydaje się możliwa wyłącznie pod warunkiem odrzucenia wszystkich elementów lokalnych, selektywnych, kulturowych, emocjonalnych, osobistych i intymnych. Każda religia, mitologia czy teologia projektuje bowiem na ideę boga cechy wynikające z konkretnych warunków historycznych, społecznych, biologicznych i psychologicznych. Bóg staje się wtedy odbiciem określonej kultury, epoki, lęków, potrzeb i struktur władzy.
www.facebo(*)Fvn6Dfwm4Yl&id=100008849499275
.
19-05-2026 13:09 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Słowo hipostaza (z greckiego hypóstasis - podstawa, istota) ma kilka różnych znaczeń, w zależności od dziedziny. Najczęściej oznacza uprzedmiotowienie pojęcia lub traktowanie abstrakcji (np. czasu, dobra, sprawiedliwości) jako realnego bytu.

Filozofia i logika: Przypisywanie realnego istnienia pojęciom abstrakcyjnym. W filozofii antycznej (np. u Plotyna) to określenie na konkretny byt wyłaniający się z Absolutu.
pl.wikipedia.org/wiki/Hipostaza

Zaraz, zaraz, a co to znaczy Bóg?
www.racjonalista.pl/forum.php/s,958224/z,0

.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Nie chcę umieszczać moich wpisów w wątkach, w których autor zastrzega:

>Wypowiedzi niepoważne, kpiarskie będę stąd usuwał.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,957671/z,0

niewidzialny latarnik: Dopiero dzisiaj zauważyłem wpis Andrzeja B. Izdebskiego (Bogusławski) pt. Czy istnieje naukowa (weryfikowalna) definicja boga? www.racjonalista.pl/forum.php/s,958224, który był reakcją na mój wpis pt. Ostateczny dowód na istnienie Boga www.racjonalista.pl/forum.php/s,957671/z,0

Chociaż jego autor cytuje w całości treść mojego wpisu i podaje linka do niego, nie uznał za słuszne i odpowiednie odnieść się do niego, a jedynie postawił pytanie jak w tytule odpowiadając na nie negatywnie, ale bez podania żadnych argumentów i rozumowania na poparcie swojej negacji. Dalej jedynie stawia nie popartą żadnym rozumowaniem tezę, że mówiąc o Bogu istniejącym -oddziaływującym na rzeczywistość - należałoby przedstawić definicję tego bytu oraz wskazać sposoby Jego oddziaływania, także możliwości tego sprawdzenia. Następnie sugeruje, że rzekomo to, co wyżej napisał (ciekawe gdzie), jest pośrednim dowodem, iż taki byt nie istnieje, a nawet gdyby istniał nie miałoby to żadnego znaczenia dla człowieka.Ot, i bądź tu mądry. Ale to ja niby przedstawiam tezy niczym nie poparte i wyssane z palca, które - nawet jeśli miałyby być sensowne - wg jakiejś definicji weryfikowalności (jakiejś, bo jej definicji też tam autor nie omieszkał podać, no bo po co, skoro to się rozumie samo przez się) nie mogą odnosić się do żadnego istniejącego bytu, bo on - co też się pewnie rozumie samo przez się, przynajmniej przez niektórych zawziętych myślicieli na tym portalu - nie istnieje i już, choć ja wolałbym określenie: podmiotu. Nie odnosi się, bo nie, bo na to też autor tej tezy nie podał żadnego argumentu i rozumowania.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,959042

.

Powtarzam:

Jeżeli nie mamy naukowej definicji (tego wydumanego przez ludzi stwora) wszelkie dywagacje na temat jego istnienia, w nauce, pozbawione są sensu. To tylko takie ecie pecie.


Nie wiem po co te ecie pecie, gdy wystarczy - im krótsza tym lepsza - naukowa definicja Boga?

.
24-05-2026 09:54 
 Ocena 1 na 3
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>niewidzialny latarnik: To tyle co do owej definicji Boga, która, a przynajmniej pewne jej elementy, a propos znajduje się w tamtym moim wpisie, i jej weryfikalności: gdyby autor odnoszącego się do niego wpisu choć chwilę się na nim skupił, a nie tylko wykorzystał bezrefleksyjnie do złożenia kolejnej deklaracji niewiary w to lub tamto,
-
Wierze, gdyż muszę, iż Pan niewidzialny latarnik przynajmniej sam rozumie o czym pisze, ale dobrze by było aby przed napisaniem odpowiedzi przeczytał ze zrozumieniem wypowiedzi interlokutora, gdyż bez tego to zwyczajnie bredzi: "złożenia kolejnej deklaracji niewiary w to lub tamto",
www.racjonalista.pl/forum.php/s,664981#w665147
www.psychologia.net.pl/ksiazki.php?level=152

Postawa sceptycyzmu naukowego wynika z metodologii nauki, a nie z wiary/niewiary w to lub w tamto. (O tym też wiele Bogusławski/Izdebski też wiele pisał, ale nie napisał wszystkiego w jednym poście.

======
Recenzja.

O wierze. Studium wiary i niewiary jest książką ambitną i wyraźnie wyrastającą ponad poziom typowej publicystyki światopoglądowej. Autor podejmuje temat niezwykle trudny: próbuje opisać wiarę nie jako wyłącznie religijne zjawisko, lecz jako uniwersalny mechanizm ludzkiego myślenia. Już samo to założenie nadaje książce szeroki wymiar filozoficzny i antropologiczny.

Największą siłą tej pracy jest konsekwencja intelektualna. Autor od początku jasno określa własną perspektywę: bliżej mu do sceptycyzmu naukowego niż do religijnej metafizyki. Nie próbuje jednak budować prostego konfliktu między "rozumem" a "wiarą". Zamiast tego pokazuje, że człowiek jest istotą skłonną do przekraczania granic wiedzy - do tworzenia przekonań opartych na emocjach, intuicjach, tradycji czy potrzebie sensu. Religia jest tu jednym z przejawów szerszego zjawiska.

Książka robi wrażenie także pod względem erudycji. Autor swobodnie porusza się między filozofią, psychologią poznawczą, teorią ewolucji, historią religii i refleksją społeczną. Co ważne, nie jest to erudycja pokazowa. Cytowani badacze i filozofowie rzeczywiście służą rozwijaniu argumentacji. Widać ogrom pracy włożonej zarówno w lektury, jak i w próbę syntetycznego ujęcia bardzo różnych dziedzin wiedzy.

Dużą zaletą publikacji jest jej styl. Autor pisze językiem eseistycznym, momentami wręcz literackim, ale zachowuje jasność wywodu. To książka wymagająca, jednak nie hermetyczna.

Czytelnik nie ma poczucia obcowania z akademickim traktatem pisanym wyłącznie dla specjalistów. Przeciwnie - wiele fragmentów ma charakter niemal rozmowy prowadzonej z odbiorcą. Dzięki temu nawet bardziej abstrakcyjne zagadnienia pozostają zrozumiałe.

Szczególnie interesujące są rozważania dotyczące relacji między wiarą religijną a ideologią. Autor przekonująco argumentuje, że mechanizmy bezkrytycznego przywiązania do przekonań mogą funkcjonować również poza religią - w polityce, ruchach społecznych czy kulturze masowej. W tym sensie książka staje się nie tylko analizą religii, ale także diagnozą współczesnej cywilizacji.

Na uwagę zasługuje również fakt, że mimo wyraźnie sceptycznego stanowiska autor stara się zachować intelektualną dyscyplinę. Nie buduje łatwych karykatur ludzi wierzących i nie sprowadza religii wyłącznie do manipulacji czy ignorancji. Przeciwnie - pokazuje, że wiara jest głęboko zakorzeniona w ludzkiej psychice i historii kultury. To podejście czyni książkę znacznie dojrzalszą niż wiele współczesnych publikacji antyreligijnych.

Momentami można odnieść wrażenie, że autor zbyt mocno ufa możliwościom naukowego sceptycyzmu i nie docenia egzystencjalnego wymiaru religii. Jednak nawet wtedy jego argumentacja pozostaje interesująca i skłania do polemiki. Właśnie to wydaje się jedną z największych zalet tej książki - prowokuje do myślenia zamiast dostarczać prostych odpowiedzi.

O wierze. Studium wiary i niewiary jest publikacją ważną, ponieważ podejmuje próbę rozmowy o wierze poza schematem wojny kulturowej. Autor przypomina, że krytyczne myślenie nie musi oznaczać pogardy, a sceptycyzm może współistnieć z próbą zrozumienia ludzkich potrzeb i ograniczeń. To książka napisana z pasją, dużą wiedzą i wyraźnym poczuciem odpowiedzialności za słowo. Nawet czytelnik, który nie zgodzi się z wszystkimi tezami autora, znajdzie tu materiał do poważnej refleksji.

Bogumił Neuronowicz


.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>Ot, i bądź tu mądry. Ale to ja niby przedstawiam tezy niczym nie poparte i wyssane z palca, które - nawet jeśli miałyby być sensowne - wg jakiejś definicji weryfikowalności (jakiejś, bo jej definicji też tam autor nie omieszkał podać, no bo po co, skoro to się rozumie samo przez się) nie mogą odnosić się do żadnego istniejącego bytu, bo on - co też się pewnie rozumie samo przez się, przynajmniej przez niektórych zawziętych myślicieli na tym portalu - nie istnieje i już, choć ja wolałbym określenie: podmiotu. Nie odnosi się, bo nie, bo na to też autor tej tezy nie podał żadnego argumentu i rozumowania.

-
Panie Elasp, znowu Pan się popisuje swoją ignorancją. To, że Pan i jacyś inni z Bożej łaski filozofowie mają kłopoty z pojęciem empirycznej weryfikalności, nie znaczy, że jest ono nieznane. Na świecie są miliony naukowców i inżynierów, którzy nie tylko wiedzą na czym ta weryfikalność polega, ale z powodzeniem stosują ją w praktyce. Bez tego nie mielibyśmy ani komputerów, laserów, szczepionek i innych osiągnięć technologicznych, ani teorii opisujących ich działanie.
www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,600722#w601714

-
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642687
www.racjon(*)p/s,573743/z,0#google_vignette
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,557342#w558190
www.racjonalista.pl/forum.php/s,573743#w575884
.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.

>niewidzialny latarnik: Gdyby jednak autor wpisu skupił się na treści cytowanego przez siebie mojego wpisu, który sam w całości przytoczył w swoim (ciekawe po co, skoro do niego się nie odniósł w żaden sposób), już w pierwszym zdaniu znalazłby odpowiedź na swoje pytanie, a napisałem tam: dowód może być tylko rozumowy, oparty na abstrakcyjnym myśleniu, nie może być dowodem opartym np. na doświadczeniu zmysłowym. Dotyczy to szczególnie istoty Boga, którego nie można sprowadzić do żadnego konkretnego bytu, gdyż to wykluczałoby Jego nadrzędność i pierwszeństwo wobec każdego bytu.
-
Dlaczego Panu nie wystarcza przeczytanie Pańskiego wpisu ze zrozumieniem i wymaga Pan aż skupienia się nad nim. Przepraszam, ale mnie do odrzucenia Pańskich tu poglądów i stojących za nimi argumentów żadne skupienie nie jest potrzebnym. Natomiast odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, iż Pan moich wypowiedzi na ten temat nijak nie zrozumiał.

Nie istnieją dla mnie żadne byty nie doświadczalne za pomocą zmysłów - bezpośrednio i pośrednio narzędzi materialnych i intelektualnych.
-
>niewidzialny latarnik: Oczekiwanie zatem od dowodzącego Jego istnienia, że zweryfikuje swój dowód poprzez wskazanie jakiegoś bytu jako samego Boga... wynika raczej z tego, że się samemu nie chce w ogóle nad tym dowodem zastanowić, bo jeszcze musiałoby się uznać jego racjonalność i sensowność, a to już groziłoby koniecznością weryfikacji swoich własnych poglądów i rozumowania. A tego niejeden rzekomy racjonalista by nie przeżył.
-
Zastanawiałem się nad dowodami istnienia dostatecznie długo abym mógł śmiało odrzucić wszelkie spekulacje dotyczące istnienia hipostaz. Bóg żyjący w ludzkich umysłach dla nauki nie istnieje, a nawet nie jest znaną jego naukowa (weryfikowalna) definicja.
-
>niewidzialny latarnik: To tyle co do owej definicji Boga, która, a przynajmniej pewne jej elementy, a propos znajduje się w tamtym moim wpisie, i jej weryfikalności: gdyby autor odnoszącego się do niego wpisu choć chwilę się na nim skupił, a nie tylko wykorzystał bezrefleksyjnie do złożenia kolejnej deklaracji niewiary w to lub tamto, musiałby odkryć, że z tej definicji wprost wynika nie tylko niemożliwość takiej bezpośredniej weryfikacji, co - nawet gdyby do niej doszło - jej nieskuteczność.
-
Po co tyle pierdół opowiadać, gdy proste podanie naukowej definicji zamyka sprawę.

Weryfikowalność to absolutny fundament nauki. Oznacza to, że każda postawiona teza musi być sformułowana w sposób pozwalający na jej przetestowanie i niezależne sprawdzenie. Tylko twierdzenia, które potencjalnie można obalić (falsyfikowalność), mają status naukowy.

=====================

>niewidzialny latarnik: Nieskuteczność, gdyż - jak już napisałem w pierwszym zdaniu tamtego wpisu - dowód może być tylko rozumowy, oparty na abstrakcyjnym myśleniu, nie może być dowodem opartym np. na doświadczeniu zmysłowym. To samo dotyczy dowodów przedstawianych w takich dziedzinach jak fizyka i inne nauki przyrodnicze: to nie doświadczenie zmysłowe jest dowodem na istnienie grawitacji czy elektronu, ale o tym istnieniu mówi JEDYNIE teoria., która jest jednocześnie każdego z nich DEFINICJĄ. No chyba, że ktoś będzie twierdził, że Newton najpierw zobaczył grawitację, a potem ją zdefiniował, a Niels Bohr najpierw zobaczył elektron, a potem go zdefiniował. Istnienia grawitacji czy elektronu jako jakichś konkretnych bytów można przynajmniej tak wykazywać i w ten sposób weryfikować teorię, Boga nie.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,625148#w625576

www.racjonalista.pl/forum.php/s,559928#w561363

>niewidzialny latarnik: Wyklucza to definicja i robi to nie po to, żeby czegoś kłopotliwego uniknąć, ale jest to jak najbardziej logiczna konsekwencja zawartych w niej założeń, tak jak w każdej teorii i dowodzie naukowym. Gdyby Andrzej B. Izdebski zechciał się nad nią przynajmniej zastanowić, być może musiałby dojść do podobnych wniosków. No chyba, że właśnie tego się obawia.
-
Myślę, iż to wystarczy do refleksji nad tematem przez samodzielnie myślącego inteligentnego czytelnika. Wystarczy zestawić nasze argumenty.
.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Andrzej.51

Odp: Ostateczny dowód na istnienie Boga

Jeśli usuniesz zapis: "Wypowiedzi niepoważne, kpiarskie będę stąd usuwał" wtedy odpiszę na Twoją wypowiedź i odniosę się do tego, co nazwałeś - nie wiem, dlaczego - "ostatecznym dowodem na istnienie Boga". Na niewygodne odpowiedzi należy odpowiadać a nie je usuwać.

A zatem, jeśli zagwarantujesz mi, że nie usuniesz moich wypowiedzi, to będziesz miał moją odpowiedź. Ona na pewno nie będzie ani niepoważna ani kpiarska.
www.racjon(*)m.php/s,957671/z,0/d,4#w959081
.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)

Szanowni Czytelnicy,

przyznam, że obserwowanie tej dyskusji zaczyna przypominać oglądanie człowieka, który z ogromnym emocjonalnym wysiłkiem próbuje udowodnić, że ktoś inny się kompromituje - kompromitując przy tym głównie samego siebie.

Proszę bowiem zwrócić uwagę na rzecz dość niezwykłą:

Pan Lolek od wielu wpisów oskarża mnie o narcyzm, megalomanię, "rozdmuchane ego", pseudo-intelektualizm, pogardę wobec ludzi i Bóg wie co jeszcze - ale robi to z taką intensywnością emocjonalną, ilością wykrzykników, wielkich liter i moralnego uniesienia, że całość zaczyna przypominać bardziej internetowy performance niż polemikę.

Najciekawsze jest jednak coś innego.

Pan Lolek nieustannie deklaruje swoją wyższość moralną i kulturową nad "hejterami", po czym produkuje tyrady składające się z:

- wyzwisk,
- psychologicznych diagnoz,
- protekcjonalnych pouczeń,
- pasywno-agresywnych zwrotów typu "Panie Andrzejku, Drogi, Kochany",
- oraz coraz bardziej histerycznych prób ośmieszenia rozmówcy.

Czyli dokładnie robi to, z czym rzekomo walczy.

To trochę tak, jakby ktoś prowadził krucjatę przeciwko chamstwu przy pomocy megafonu, z którego sam wrzeszczy obelgi.

Zresztą najbardziej rozczulające jest chyba owo nieustanne przekonanie Pana Lolka, że pełni wobec innych funkcję wychowawczą. Człowiek ten naprawdę zdaje się wierzyć, że stoi na straży cywilizacji, kultury komunikacji i etyki debaty internetowej, podczas gdy coraz bardziej przypomina emocjonalnie rozedrganego komentatora walczącego z własnym wyobrażeniem "intelektualnego wroga".

A wszystko to - warto przypomnieć - zaczęło się od krytyki agnostycyzmu.

Nie od ataku personalnego na Pana Lolka.
Nie od "nienawiści".
Nie od obsesji.
Od krytyki pewnego stanowiska światopoglądowego.

I właśnie wtedy wydarzyła się rzecz najbardziej znacząca:

zamiast obrony agnostycyzmu otrzymaliśmy lawinę emocjonalnych tyrad o ego, narcyzmie, kompromitacji, pseudo-intelektualizmie i "belkotaniu".

Czyli po raz kolejny:

argumentów filozoficznych brak,
za to moralno-psychologicznego teatru - pod dostatkiem.

Co więcej, sam Pan Lolek wydaje się całkowicie nie dostrzegać komizmu sytuacji, w której człowiek deklarujący niechęć wobec pogardy i agresji przez dziesiątki wpisów obsesyjnie próbuje publicznie upokorzyć rozmówcę.

To już nie wygląda nawet na trolling.

To wygląda raczej na bardzo osobistą emocjonalną misję ratowania forum przed wyimaginowanym "potworem intelektualnej pychy".

A im bardziej Pan Lolek próbuje mnie przedstawiać jako człowieka opętanego własnym ego, tym bardziej sam zaczyna przypominać forumowego Savonarolę prowadzącego świętą wojnę przeciwko "grzechowi narcyzmu".

Przy czym nadal pozostaje bez odpowiedzi jedno drobne pytanie:
co właściwie ma Pan Lolek do powiedzenia o samym agnostycyzmie?

Bo jak dotąd najwięcej dowiedzieliśmy się nie o filozofii, lecz o emocjach Pana Lolka wobec ludzi, którzy mają czelność myśleć inaczej niż on.

.
28-05-2026 16:29 
 Ocena 3 na 3
Lolek_Salambek (2668 punktów)
>Szanowni Czytelnicy,
> ...
----------------
www.racjonalista.pl/forum.php/s,958224#w959203
Cytat:
Tak jestem tu zdecydowanie subiektywnym i swoje wypowiedzi zawsze kieruję tylko do czytelników zdolnych je zrozumieć i osądzić. Do innych po prostu nie warto.




> przyznam, że obserwowanie tej dyskusji zaczyna przypominać oglądanie człowieka, który z ogromnym emocjonalnym wysiłkiem próbuje udowodnić, że ktoś inny się kompromituje - kompromitując przy tym głównie samego siebie.
----------------
Panie Andrzejku Drogi - w końcu udało się Panu zakupić maleńkie choćby lustereczko?



> Proszę bowiem zwrócić uwagę na rzecz dość niezwykłą:
>Pan Lolek od wielu wpisów ....
-------------------
To już nie:
Cytat:
przygłup ukrywający się pod pseudonimem Lolek_Salambek porażające głupoty tu wypisuje i w przerażeniu, na inteligencję minusami reaguje.

?
"Demokracja w ustroju i demokracja na forum.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,958790

Przez ciekawość skromnie Pana zapytam:
skąd ta zmiana Pana retoryki?

Niespodziewanie zabrakło power'a w kamaszkach?




> Pan Lolek nieustannie deklaruje swoją wyższość moralną i kulturową nad "hejterami", po czym produkuje tyrady składające się z:
> - wyzwisk,........
----------------------
"Hejterstwo, wulgaryzmy wobec kobiet i nie tylko Użytkow Andrzeja I.-B."
www.racjonalista.pl/forum.php/s,959073
Tamże cytaty z pewnego damskiego boksera (acz nie tylko te cytaty tam można znaleźć):

Wypowiedzi zawierające obraźliwe i wulgarne treści wobec kobiet.
www.racjon(*).php/z,0/d,20/s,625242#w626857
Cytat:
Wielce Szanowna Pani - mnie, a sądzę, że i innych forumowiczów także nie bardzo interesuje Pani kurewstwo i odczuwanie lub jego brak w związku z nim przyjemności.

Cytat:
Nie dość, iż popisuje się tu Pani własną głupotą, to jeszcze innych zrozumieć nie potrafi.

Cytat:
Czy takie są Pani doświadczenia?
Rzadkie, ale się zdarza i wówczas kurewstwo jest bardziej adekwatną nazwą.

Cytat:
Dalej Pani nic nie rozumie? Nie szkodzi - Pani jest tu specjalistką od pieprzenia, a nie od czegokolwiek rozumienia.


www.racjon(*).php/z,0/d,23/s,625242#w626975
Cytat:
(Nawet nie napiszę, że Pani kłamie, gdyż do tego też inteligencja jest potrzebna).
Biedna pani dwojga imion nic z moich wywodów nie zrozumiała - poza tym, iż wielce sobie wypisywane tu przez nią dyrdymały lekceważę - i dlatego jest wściekła.


www.racjon(*).php/z,0/d,24/s,625242#w627039
Cytat:
Ależ ja zupełnie nie odpowiadam za Pani nieumiejętności zrozumienia czyichś tekstów. Zanim Pani napisała należało zrozumieć wypowiedź, do której się Pani odniosła.

Cytat:
W poście, który tak Panią rozdrażnił odniosłem się do doświadczeń pani Władysławy jako ewangelizatorki prostytutek (i tak to ona zresztą odebrała) oraz do starego wielce trafnego powiedzenia - "Prostytutka to zawód, a k***a to charakter".


www.racjon(*).php/z,0/d,24/s,625242#w627077
Cytat:
Co ja mogę na Pani upierdliwość, przy braku zrozumienia jeszcze zrobić? Co najwyżej powtórzyć:
Biedna pani dwojga imion nic z moich wywodów nie zrozumiała - poza tym, iż wielce sobie wypisywane tu przez nią dyrdymały lekceważę - i dlatego jest wściekła. Stara się na wszelakie sposoby odgryźć, ale jej to marnie wychodzi.


www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,701851#w702220
Cytat:
Przecież nie można ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce. Tak, moja wiedza, sposób myślenia i kultura różni się diametralnie od Pani wiedzy, sposobowi myślenia i kultury.

Cytat:
Pani zaś permanentnie zaczepia mnie wykazując się, raczej tylko we własnych oczach, błyskotliwą inteligencją i poczuciem humoru. Ja też czasem lubię sobie popieprzyć, ale czy koniecznie muszą to być głupoty?


Wypowiedzi zawierające hejt, wulgaryzmy oraz agresywny i pozamerytoryczny sposób pseudoargumentacji Użytkownika Andrzeja.I.-B.
.....(i tak dalej, i tak dalej) ....



> Przy czym nadal pozostaje bez odpowiedzi jedno drobne pytanie:
> co właściwie ma Pan Lolek do powiedzenia o samym agnostycyzmie?
----------------
Jako
Cytat:
przygłup ukrywający się pod pseudonimem Lolek_Salambek porażające głupoty tu wypisuje ....

skromnie odpowiadam Szanownemu Panu:
1
"Agnostycyzm, niedoskonałość stworzenia oraz stoicyzm."
www.racjonalista.pl/forum.php/s,956252
2
"Agnostycyzm a dary od Boga."
www.racjonalista.pl/forum.php/s,954892
3
"O wierzeniach religijnych"
www.racjonalista.pl/forum.php/s,948543
4
Agnostycyzm a stoicyzm. Cechy wspólne.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,959202


PS.
Panie Andrzejku Drogi - od kiedy skończył Pan we wpisach do mnie z argumentami "w stylu" "czy umie Pan czytać ze zrozumieniem?" albo "czy Pan rozumie to co udało się Panu napisać?" to szermierka słowna z Panem stała się posiadającą choć na minimalnym poziomie składową jakiegoś
pozytywnego impulsu zaciekawienia !


Jest fajnie, jest super, cieszę się bardzo ! ! !

Tak trzymaj Drogi Panie Andrzejku !

Super zabawa ! !

"Show must go on"







S pozdravem

Zwierzęta podobnie jak ludzie mają bardzo silny instynkt życia oraz odczuwają CIERPIENIA

Im więcej myślę o tym jak powstał Wszechświat tym bardziej utwierdzam się w swoim AGNOSTYCYŹMIE



Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
,
Cytat:
Tak jestem tu zdecydowanie subiektywnym i swoje wypowiedzi zawsze kieruję tylko do czytelników zdolnych je zrozumieć i osądzić. Do innych po prostu nie warto.


Cytat:
przygłup ukrywający się pod pseudonimem Lolek_Salambek porażające głupoty tu wypisuje i w przerażeniu, na inteligencję minusami reaguje.


-------------------------
Andrzej B. Izdebski (Liczba punktów: 52 148)

Odkąd tu wróciłem dwa miesiące temu otrzymałem od Pana Lolka prawie 200 minusów. Mnie to przy 52 tysiącach plusów wisi i powiewa, ale doskonale pokazuje wielkość człowieka, a ja już tak mam, iż małymi (nie o wzrost mi tu chodzi) ludźmi po prostu gardzę. Nieważne czy dotyczy to prezydenta państwa, króla czy tylko internetowego trolla.


29-05-2026 16:47 
 Ocena 2 na 2
Lolek_Salambek (2668 punktów)
>Odkąd tu wróciłem dwa miesiące temu ....
>.......

-------------

Panie Andrzejku Drogi, Kochany - powiem tak:

• z prawdziwą ulgą obserwuję Pański triumfalny powrót do formy
- tej samej, która od dawna jakże skutecznie zastępuje Panu choćby elementarną kulturę osobistą.

• po wczorajszym niezwykłym incydencie, kiedy to najwyraźniej przez chwilę próbował Pan sprawiać wrażenie człowieka cywilizowanego i posługującego się językiem ludzi kulturalnych ("Szanowni Czytelnicy, .....; Pan Lolek to....; Pan Lolek tamto......; Pan Lolek owamto.....; Proszę bowiem zwrócić uwagę na rzecz dość niezwykłą: Pan Lolek od wielu wpisów ...."); na szczęście wszystko wróciło do normy; znów swobodnie operuje Pan swoim ulubionym repertuarem: językiem rynsztoka ("Mnie to przy 52 tysiącach plusów wisi i powiewa, ale ....a ja już tak mam, iż małymi ...... ludźmi po prostu gardzę. Nieważne czy dotyczy to prezydenta państwa, króla czy tylko internetowego trolla."), obrzucaniem innych błotem oraz nieustannym kreowaniem się na jedyny, niepowtarzalny autorytet intelektualny tego forum (trzeba przyznać - pychy, miłości własnej oraz konsekwencji w autopromocji odmówić Panu nie sposób).

Gdyby rzeczywiście było tak, jak Pan usiłuje przedstawiać, nie zakładałby Pan osobnego wątku poświęconego mojej skromnej osobie:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,958790#w959024.

Sam fakt istnienia tego wątku najlepiej pokazuje, jak bardzo zabolała Pana utrata punktów; jak bardzo cierpi z tego powodu Pańskie Narcystyczne Samouwielbienie .

Co więcej, swoje żale postanowił Pan okrasić charakterystycznymi dla Pana zdjęciami obrazującymi Pana zaburzoną osobowość oraz częstochowskimi rymami; dzięki czemu całość nabrała wyjątkowo wybitnie groteskowego charakteru:
Cytat:
...gdy przygłup ukrywający się pod pseudonimem Lolek_Salambek porażające głupoty tu wypisuje
i w przerażeniu, na inteligencję minusami reaguje.


Na zakończenie przygotowałem dla Pana zagadkę!

Spokojnie - aby nie okazała się zbyt trudna ( ! ),
liczba odpowiedzi została ograniczona do zaledwie dwu (zaprawdę Powiadam Panu nie będzie trudno - pola wyboru A oraz B maja określone treści a więc rozwiązanie zagadki ma charakter zamknięty, tak zamknięty jak Pana Umysł zamknięty jest na debatę z kulturalnymi ludźmi ☹ ).

Panie Andrzejku Drogi, Kochany - oto owa zagadka:

Czy Administratorzy tego Forum wprowadzili mechanizm oceniania wypowiedzi Użytkowników po to:

A. aby Użytkownicy z niego korzystali?

czy też po to

B. aby Użytkownicy przypadkiem z niego nie korzystali?


Bardzo bolało?

Trudne jest?





Łączę wyrazu głębokiego szacunku dla Pana


oraz raz jeszcze wyrażam moje zadowolenie, że chwalić Boga wrócił Pan po krótkim kryzysie do właściwego poziomu obrzucania łajnem innych Użytkowników FR.

.






S pozdravem


Zwierzęta podobnie jak ludzie mają bardzo silny instynkt życia oraz odczuwają CIERPIENIA FIZYCZNE

Im więcej myślę o tym jak powstał Wszechświat tym bardziej utwierdzam się w swoim AGNOSTYCYŹMIE !




Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)

.
Cytat:
Tak jestem tu zdecydowanie subiektywnym i swoje wypowiedzi zawsze kieruję tylko do czytelników zdolnych je zrozumieć i osądzić. Do innych po prostu nie warto.


Cytat:
przygłup ukrywający się pod pseudonimem Lolek_Salambek porażające głupoty tu wypisuje i w przerażeniu, na inteligencję minusami reaguje.


-------------------------
Andrzej B. Izdebski (Liczba punktów: 52 148)

Odkąd tu wróciłem dwa miesiące temu otrzymałem od Pana Lolka prawie 200 minusów. Mnie to przy 52 tysiącach plusów wisi i powiewa, ale doskonale pokazuje wielkość człowieka, a ja już tak mam, iż małymi (nie o wzrost mi tu chodzi) ludźmi po prostu gardzę. Nieważne czy dotyczy to prezydenta państwa, króla czy tylko internetowego trolla. Nijak nie gardzę ludźmi prostymi tylko prostakami, co każdy inteligentny czytelnik bez trudu zauważa.
.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Tylko głęboka wiara aż tak bardzo nas ogranicza, iż pozwala na powtarzanie uparcie tych samych bzdur. Nauka to tylko i aż ludzkie narzędzie poznania i zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości. Narzędzia nie muszą być żywymi, wystarczy, iż żywymi są używający ich ludzie, ale to nauka poprzez obowiązującej w niej metodologię "orzeka" o mechanizmach świata, nie będąc przy tym podobną Bogu hipostazą. Wierzący na racjonalne argumenty są teflonowi i wolą przeczyć dorobkowi nauki niż swojej wierze.

Prywatne wypowiedzi profesorów nie są nauką. Nieważne, czy są wygłaszane w studiu telewizyjnym, na posiedzeniu zespołu parlamentarnego, czy na prywatnym blogu. Żeby z prywatnego poglądu zmieniły się w element naukowego dyskursu, trzeba spełnić ceremoniał, którego większość ludzi nie tylko nie rozumie, ale nawet nie wie o jego istnieniu.
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,956168#w957608

-
A czymże jest wiara?

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".

Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,680953#w681339

-
W skrócie wiara jest protezą wiedzy opartej na weryfikowalnym doświadczeniu (czyli nauce).
-
Chciałbym zająć się tu światopoglądową postawą wiary tak ogólnie, choć szczególnie wiarą religijną tyle tylko, że odseparowaną od konkretnej religii/ideologii. Jest to wprost nieprawdopodobne dlaczego tak wielu ludzi uważa różne mity za bardziej prawdziwe od faktów, a rozum im służy nie do ich odrzucenia, ale do racjonalizacji (prób logicznego uzasadnienia prawdziwości) mitów.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0|
-
Wierze poświeciłem monografię. Jest w druku.


>Napisał Pan książkę o wierze, więc proszę powiedzieć, czy uznanie czegoś na podstawie przesłanek, które (mylnie) uważa się za wystarczające, jest Pana zdaniem wiarą, czy nie.
-
Ja książkę napisałem, gdy Pana to interesuje to trzeba przeczytać, ale do odpowiedzi na to pytanie wystarczyłoby przeczytać post, do którego pan się tu odnosi. Już tam jest tego pełne wyjaśnienie.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,545469#w959250

>Jednym słowem, zdarzało się i Panu przyjmowanie czegoś na wiarę?

-
Choć przyjmuję na wiarę Pańską inteligencję, to trudno mi nadążyć za Pańskim sposobem myślenia. To oczywiste, iż korzystam z protezy wiary i przyjmuję na wiarę prawie wszystko. Czynię tak podobnie do wszystkich "niewierzących", tyle tylko, iż postawa "sceptycyzmu naukowego" jest alternatywną postawą poznawczą wobec wiary religijnej. Aby to zrozumieć wystarczyło przeczytać ze zrozumiem moje wypowiedzi, ale wierzący już tak mają, iż tego co przeczy ich wierze nie czytają. Naprawdę Pan nie czuje jak się tu samokompromituje. Wystarcza Panu wiara we własną mądrość? Patent od Boga na rację?
.
30-05-2026 11:54 
 Ocena 3 na 3
Elasp (6862 punktów)

>>Jednym słowem, zdarzało się i Panu przyjmowanie czegoś na wiarę?-
>Choć przyjmuję na wiarę Pańską inteligencję, to trudno mi nadążyć za Pańskim sposobem myślenia. To oczywiste, iż korzystam z protezy wiary i przyjmuję na wiarę prawie wszystko. Czynię tak podobnie do wszystkich "niewierzących", tyle tylko, iż postawa "sceptycyzmu naukowego" jest alternatywną postawą poznawczą wobec wiary religijnej. Aby to zrozumieć wystarczyło przeczytać ze zrozumiem moje wypowiedzi, ale wierzący już tak mają, iż tego co przeczy ich wierze nie czytają. Naprawdę Pan nie czuje jak się tu samokompromituje. Wystarcza Panu wiara we własną mądrość? Patent od Boga na rację?

Nie, po prostu podejrzewałem, że Pana deklaracja "ja w nic nie wierzę" jest mocno na wyrost. Każdy Pana błąd równa się wyciągnięciu wniosku z niedostatecznych przesłanek (na czym innym polega błąd?), a czegoś takiego dokonuje każdy kto wierzy, a nie wie (na czym innym polega wiara?). Od wierzącego w znaczeniu religijnym różni się Pan tylko tym, że Pana wiara jest niezamierzona i pewnie nie tak częsta jak u wierzacego w prawdziwość jakichś dogmatów religijnych. Różni się także oczywiście jej przedmiot, bo Pana wiara dotyczy zapewne obserwowalnych faktów, ilekroć bezpodstawnie uznaje je Pan (lub odrzuca). Jest to jednak różnica stopnia, taka jak między człowiekiem, który z premedytacją i stale narusza przepisy ruchu drogowego a kimś, komu przypadkowo i mimowolnie przydarzy się je naruszyć.

Jeżeli mylnie uznał Pan, że jest faktem, że A jest B, to w momecie tego uznania wierzył Pan w prawdziwość zdania, że A jest B - wierzył Pan, ponieważ to uznanie było mylne. Tam, gdzie nie ma wiedzy a jest uznanie, jest wiara - być może niezamierzona i krótkotrwała (jeżeli ktoś uzna i poprawi swój błąd), ale wiara. Nie jest to wprawdzie wiara religijna, ale jednak wiara.

Proszę zatem nie wprowadzać forumowiczów (i siebie) w błąd twierdzeniem, że w nic Pan nie wierzy - bo to nieprawda. W nic Pan nie wierzy w sposób zamierzony i stały, ale zdarza się Panu wierzyć wszędzie tam, gdziekolwiek Pana wniosek nie wynikał z przyjętych przesłanek, a był przez Pana uważany za zasadny i prawdziwy. To właśnie uznanie było wiarą - krótkotrwałą, mimowolną (i niereligijną), ale jednak wiarą.
30-05-2026 14:12 
 Ocena 1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
> Nie, po prostu podejrzewałem, że Pana deklaracja "ja w nic nie wierzę" jest mocno na wyrost.
-
Oczywiście, iż wszystko musi się zgodzić z Pańską wiarą. Jak fakty temu przeczą to jest tylko że dla faktów. Czy naprawdę ten prosty tekst przekracza Pańskie możliwości zrozumienia?
-
Napisałem:
-
Choć przyjmuję na wiarę Pańską inteligencję, to trudno mi nadążyć za Pańskim sposobem myślenia. To oczywiste, iż korzystam z protezy wiary i przyjmuję na wiarę prawie wszystko. Czynię tak podobnie do wszystkich "niewierzących", tyle tylko, iż postawa "sceptycyzmu naukowego" jest alternatywną postawą poznawczą wobec wiary religijnej. Aby to zrozumieć wystarczyło przeczytać ze zrozumiem moje wypowiedzi, ale wierzący już tak mają, iż tego co przeczy ich wierze nie czytają. Naprawdę Pan nie czuje jak się tu samokompromituje. Wystarcza Panu wiara we własną mądrość? Patent od Boga na rację?

-
>Każdy Pana błąd równa się wyciągnięciu wniosku z niedostatecznych przesłanek (na czym innym polega błąd?), a czegoś takiego dokonuje każdy kto wierzy, a nie wie (na czym innym polega wiara?).
-
Zanim przeprowadzimy analizę moich błędów (zresztą nie o tym jest ten wątek) niech Pan przeanalizuje własne. Popełnianie różnorodnych błędów przez ludzi jest normalnym zjawiskiem, tyle, iż jedni popełniają ich więcej, a inni mniej.

-
>Od wierzącego w znaczeniu religijnym różni się Pan tylko tym, że Pana wiara jest niezamierzona i pewnie nie tak częsta jak u wierzacego w prawdziwość jakichś dogmatów religijnych.

-
Po prostu dla Pana jest zupełnie niepojętym - pomimo tego, iż wielokrotnie to tu wyjaśniałem najprostszym językiem, tak aby każdy mógł to zrozumieć - czym jest moja wiara/niewiara.

Nie szkodzi. Dla mnie jest też trudnym do zrozumienia jak inteligentni, wykształceni ludzie w XXI wieku mogą wierzyć w jakimś tam świat nadprzyrodzony.

-
"Nauka nigdy, nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejszy wpływ jakiejkolwiek nadrzeczywistości na rzeczywistość i to praktycznie zamyka możliwość jakiekolwiek nadnaturalnego stworzenia."
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,624150#w624704

www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642687
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,18#w571447
www.racjonalista.pl/forum.php/s,517976#w518004

-
>Różni się także oczywiście jej przedmiot, bo Pana wiara dotyczy zapewne obserwowalnych faktów, ilekroć bezpodstawnie uznaje je Pan (lub odrzuca). Jest to jednak różnica stopnia, taka jak między człowiekiem, który z premedytacją i stale narusza przepisy ruchu drogowego a kimś, komu przypadkowo i mimowolnie przydarzy się je naruszyć.
-
Nie, tu zupełnie podmiot nie ma żadnego znaczenia. Podstawą tego jest podstawowa różnica w postawie poznawczej otaczającej na rzeczywistości.

-
W nauce niczego nie przyjmuje się "na wiarę" na wszystko potrzebne są weryfikowane dowody. Taki dowód jest znacznie czymś większym niż tylko dostatecznym rozeznaniem, ale przyjmijmy, że przy braku osobistych kompetencji i możliwości sprawdzenia musimy oprzeć się na autorytecie innych i mamy wybór pomiędzy religijnym zacietrzewionym fundamentalistą, a profesorem fizyki.

Nigdy, nikomu i w nic nie wierzę, ale całe moje życiowe doświadczenie, znajomość fundamentów religii i nauki, znajomość logiki, jest zupełnie wystarczające dla obdarzenia dostatecznym (wystarczającym) zaufaniem uczonego, a nie religijnego ideologa.


>Jeżeli mylnie uznał Pan, że jest faktem, że A jest B, to w momecie tego uznania wierzył Pan w prawdziwość zdania, że A jest B - wierzył Pan, ponieważ to uznanie było mylne. Tam, gdzie nie ma wiedzy a jest uznanie, jest wiara - być może niezamierzona i krótkotrwała (jeżeli ktoś uzna i poprawi swój błąd), ale wiara. Nie jest to wprawdzie wiara religijna, ale jednak wiara.
-
Tak, wierzę na podstawie przeczytanych tu Pańskich wypowiedzi, iż Pan nijak postawy sceptycyzmu naukowego pojąć na może. To jest ponad możliwościami Pańskiego rozumienia.

-
>Proszę zatem nie wprowadzać forumowiczów (i siebie) w błąd twierdzeniem, że w nic Pan nie wierzy - bo to nieprawda. W nic Pan nie wierzy w sposób zamierzony i stały, ale zdarza się Panu wierzyć wszędzie tam, gdziekolwiek Pana wniosek nie wynikał z przyjętych przesłanek, a był przez Pana uważany za zasadny i prawdziwy. To właśnie uznanie było wiarą - krótkotrwałą, mimowolną (i niereligijną), ale jednak wiarą.
-
Nigdy, nikomu i w nic nie wierzę, ale całe moje życiowe doświadczenie, znajomość fundamentów religii i nauki, znajomość logiki, jest zupełnie wystarczające dla obdarzenia dostatecznym (wystarczającym) zaufaniem uczonego, a nie religijnego ideologa.

Do 2014 roku zdecydowana większość uczestników rozmów na tym forum rozumiała i podzielała to stanowisko, ale jego właściciel powiedział basta. Ma być jak w narodzie - głupota musi tu też dominować i dominuje.
www.racjon(*).php/z,0/d,43/s,600722#w603757
.
30-05-2026 15:16 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6862 punktów)
>.
>> Nie, po prostu podejrzewałem, że Pana deklaracja "ja w nic nie wierzę" jest mocno na wyrost.
>-
>Oczywiście, iż wszystko musi się zgodzić z Pańską wiarą. Jak fakty temu przeczą to jest tylko że dla faktów. Czy naprawdę ten prosty tekst przekracza Pańskie możliwości zrozumienia?
>-
>Napisałem...

Wiem, co Pan napisał, niech więc i Pan zastanowi się nad tym, co ja napisałem. Ja wyciągam wnioski z Pana deklaracji, Pan natomiast jedynie je powtarza.

Może do woli deklarować swoją niewiarę, nie zmieni to jednak faktu, że zdarza się Panu wierzyć, tak jak napisałem - z powodów, które podałem powyżej. Jeżeli popełniłem błąd w rozumowaniu, proszę wskazać ten błąd.

Może Pan do znudzenia i z ręką na sercu powtarzać: "ja w nic nie wierzę!", ja mogę tyle samo zarzekać się, że np. jestem Arabem - skutek będzie dokładnie taki sam. Liczą się fakty, a nie nasze - pobożne - życzenia. Faktem jest to, że jest Pan (jak my wszyscy) omylny, a błąd polega właśnie na uznaniu czegoś bez dostatecznych podstaw. Takie bezpodstawne uznanie jest zaś wiarą.
30-05-2026 16:25 
 Ocena 1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.

Napisałem...

> Wiem, co Pan napisał,
-
Taką jest Pańska wiara. Ja, na podstawie tego co Pan tu pisze, mocno w to wątpię.

-
>niech więc i Pan zastanowi się nad tym, co ja napisałem.
-
Taki mam zwyczaj, który inteligentny czytelnik bez trudu zauważa. Pan też nigdy tu nie wykazał, iż wypaczyłem Pański przekaz.

>Ja wyciągam wnioski z Pana deklaracji, Pan natomiast jedynie je powtarza.
-
Całkowicie pusta deklaracja. Tak swoje argumenty powtarzam wielokrotnie, przedstawiając je pod rożnymi kątami, tak aby każdy kto chce zrozumieć to mógł to uczynić. Pan nie chce gdyż wiara Pana ogranicza. Nic na to nie pocznę, gdyż z wiarą żadna dyskusja nie jest możliwą.

-
>Może do woli deklarować swoją niewiarę, nie zmieni to jednak faktu, że zdarza się Panu wierzyć, tak jak napisałem - z powodów, które podałem powyżej.
-
W Pańskiej wierze nasze postawy poznawcze wobec otaczającej nas rzeczywistości są takie same. I cóż ja mogę z tą Pańską wiarą uczynić? Dokładnie nic!

Opisałem dokładnie oraz przedstawiłem argumenty na czym polega naukowy sceptycyzm, a Pan na to: Pańska wiara jest taka sama jak moja i nie ma dyskusji, gdyż ja otrzymałem od Boga i Kościoła patent na mądrość i Prawdę.

No i o czym z kimś takim dyskutować?

-
>Jeżeli popełniłem błąd w rozumowaniu, proszę wskazać ten błąd.
-
Jeżeli dotychczas nie zrozumiał Pan różnicy w naszych postawach poznawczych, to znaczy, iż jest to zupełnie niemożliwe. Dla Pana poznanie i zrozumienie otaczającej nas rzeczywistości bez protezy wiary jest niemożliwym. Jak korzystam z niej w konieczności i przy pełnej świadomości, iż jest to tylko proteza i mając przy tym wypraktykowywaną przez wieki wiedzę jak z niej korzystać. Opisałem to szczegółowo w postach i jeszcze bardziej szczegółowo w książce. Ale Pan jak każdy prawdziwie wierzący i tak wie lepiej!

-
> Może Pan do znudzenia i z ręką na sercu powtarzać: "ja w nic nie wierzę!", ja mogę tyle samo zarzekać się, że np. jestem Arabem - skutek będzie dokładnie taki sam.
-
Dlatego tu wielokrotnie zaznaczam, iż swoje wypowiedzi kieruję tylko do inteligencji zdolnej je zrozumieć. Naprawdę wyjaśniłem tu wielokrotnie i różnych aspektach - tak jak chłop krowie na rowie - na czym na czym polega postawa sceptycyzmu naukowego
pl.wikipedia.org/wiki/Sceptycyzm_naukowy

Dla teflonowego Elaspa to nie ma żadnego znaczenia.

>Liczą się fakty, a nie nasze - pobożne - życzenia. Faktem jest to, że jest Pan (jak my wszyscy) omylny,
-
Pełna zgoda, ale to tylko z Pańskiej strony pusta deklaracja. Pan z faktami się nie liczy.

-
>a błąd polega właśnie na uznaniu czegoś bez dostatecznych podstaw.
-
Zupełnie nie prawda. Lista możliwości popełnienia błędów i ich przyczyn jest długą. Tu można przyjąć, iż najczęstszą przyczyną błędów jest ślepa wiara we własną rację.

>Takie bezpodstawne uznanie jest zaś wiarą.
Tylko w Pańskich wierzeniach, człowieka tak zadufanego we własną mądrość, iż nie czyta ze zrozumieniem żadnych tekstów przeczących jego wierze.

pl.wikipedia.org/wiki/Wiara
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469
.
30-05-2026 18:06 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6862 punktów)

>>Jeżeli popełniłem błąd w rozumowaniu, proszę wskazać ten błąd.
>-
>Jeżeli dotychczas nie zrozumiał Pan różnicy w naszych postawach poznawczych...

Oczywiście rozumiem, ale różnica wszelkich postaw nie oznacza, że realizacja tych postaw jest zawsze różna. To jest właśnie coś, czego Pan nie dostrzega. Pan wierzy przypadkowo (od czasu do czasu) i mimowolnie, inaczej niż wierzący w religijne dogmaty, który wierzy celowo i stale. Przecież o tym pisałem powyżej i na przykładzie respektowania przepisów wskazywałem na tę różnicę. Pańska postawa poznawcza nie wyklucza błędu (przytrafia się on od czasu do czasu), on zaś jest przyjęciem czegoś bez należytego uzasadnienia, a na tym polega wiara.
31-05-2026 10:13 
 Ocena 2 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Panie Elasp,

nie, nadal się nie zgadzamy, ponieważ używa Pan słowa "wiara" w znaczeniu tak szerokim, że obejmuje ono praktycznie wszystkie stany ludzkiego poznania.

Tymczasem już na poziomie podstawowych definicji rozróżnia się różne znaczenia tego pojęcia. Nawet Wikipedia odróżnia wiarę religijną od wiary rozumianej jako psychologiczne przekonanie o prawdziwości jakiegoś sądu. Filozofia, psychologia, socjologia czy religioznawstwo również posługują się bardziej precyzyjnymi rozróżnieniami.

Inną rzeczą jest bowiem wiara religijna, odnosząca się do bytów, zdarzeń lub prawd uznawanych za istniejące niezależnie od możliwości ich empirycznej weryfikacji. Inną jest zwykłe zaufanie do informacji pochodzących od innych ludzi. Jeszcze inną akceptacja dobrze potwierdzonej teorii naukowej. Czym innym jest także hipoteza robocza, a czym innym błąd wynikający z niewystarczających danych.

Pan wrzuca wszystkie te zjawiska do jednego worka oznaczonego słowem "wiara", a następnie stwierdza, że wszyscy wierzą. Oczywiście, że przy tak szerokiej definicji wszyscy wierzą. Problem polega na tym, że takie ujęcie zaciera więcej, niż wyjaśnia.

Jeżeli ufam ustaleniom fizyki, biologii czy historii, to nie dlatego, że uznaję je za niepodważalne dogmaty. Ufam im dlatego, że są wynikiem określonej metodologii, krytyki, wzajemnej kontroli badaczy i ciągłej weryfikacji. Jest to zaufanie warunkowe i odwoływalne.

Jeżeli jutro pojawią się lepsze dane, zmienię zdanie.

Tym właśnie różni się postawa sceptyka od postawy człowieka wierzącego religijnie. Obaj mogą posługiwać się słowem "wierzę", ale opisują nim całkowicie odmienne procesy poznawcze.

Sceptyk nie wierzy dlatego, że chce wierzyć. Sceptyk uznaje dane twierdzenie za najbardziej prawdopodobne przy aktualnym stanie wiedzy i jednocześnie zakłada możliwość własnego błędu. W tym sensie można powiedzieć, że wierzy wątpiąc.

Dlatego od lat powtarzam, że nie wierzę w nic i nikomu. Nie jest to deklaracja wszechwiedzy ani nieomylności. Oznacza jedynie, że nie uznaję żadnego autorytetu, dogmatu ani przekonania za ostateczne źródło prawdy. Wszystko podlega weryfikacji, również moje własne poglądy.

Moja omylność nie jest więc argumentem przeciwko sceptycyzmowi. Jest jednym z powodów, dla których sceptycyzm uważam za konieczny.

"Wierzę wątpiąc."

I to właściwie jest esencją sceptycyzmu naukowego. Człowiek nie może funkcjonować bez przyjmowania pewnych przekonań, ale jednocześnie nie traktuje ich jako prawd ostatecznych. Stopień przekonania jest proporcjonalny do jakości dowodów, a każde twierdzenie pozostaje otwarte na rewizję.

Właśnie dlatego sceptyk nie twierdzi: "wiem na pewno", lecz raczej:

"na podstawie obecnie dostępnych przesłanek uznaję to za najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie".

To bardzo daleko od religijnego rozumienia wiary, nawet jeśli oba zjawiska bywają opisywane tym samym słowem. I ten punkt, moim zdaniem, warto konsekwentnie podkreślać w dalszej dyskusji.

Polecam ten wątek:
www.racjon(*)p/z,0/d,0/s,959300/i,9#w959320
.
31-05-2026 15:38 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6862 punktów)
>.
>Panie Elasp,
>nie, nadal się nie zgadzamy, ponieważ używa Pan słowa "wiara" w znaczeniu tak szerokim, że obejmuje ono praktycznie wszystkie stany ludzkiego poznania.
>Tymczasem już na poziomie podstawowych definicji rozróżnia się różne znaczenia tego pojęcia. Nawet Wikipedia odróżnia wiarę religijną od wiary rozumianej jako psychologiczne przekonanie o prawdziwości jakiegoś sądu. Filozofia, psychologia, socjologia czy religioznawstwo również posługują się bardziej precyzyjnymi rozróżnieniami.

Nie "wszystkie stany ludzkiego poznania" tylko każdy stan, w którym z przyjętych przesłanek nie wynika przyjmowany na ich podstawie wniosek. Każdy taki stan (stan uznania wniosku w takiej sytuacji) jest wiarą. Wiara bowiem to niewystarczalność przyjmowanych przesłanek dla przyjmowanego wniosku, odwrotnie jak w przypadku wiedzy. Oczywiście można wykreślić słowo "wiara" z tego kontekstu i powiedzieć nie używając go: "myliłem się, wysnuwając wniosek z przesłanek, które uważałem za dostatecznie dobre, a które takimi nie były", ale będzie to tylko wybieg słowny.

Nie twierdzę, że tych stanów nie można dodatkowo charakteryzować, i między innymi odróżniam Pana wiarę - wiarę człowieka, który nie zamierza wierzyć jako zadeklarowany naturalista ontologiczny - od wiary np. osoby duchownej, która godzi się na stan, w której z przyjętych przez nią przesłanek wniosek nie wynika, a więc gdy taki stan jest zgodny z jej zamiarem. Z pewnością istnieje bardzo wiele okoliczności i przyczyn, dla których z przyjmowanych założeń nie wynika przyjmowana konkluzja (rozmaite mogą być rzecz jasna same założenia i wnioski), i w konsekwencji może istnieć bardzo wiele rodzajów czy postaci wiar.
31-05-2026 16:03 
 Ocena 1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Panie Elasp,

wydaje mi się, że coraz wyraźniej widać, iż nie spieramy się o fakty, lecz przede wszystkim o definicję słowa "wiara".

Pan proponuje, aby wiarą nazywać każdy przypadek uznania wniosku, który nie wynika logicznie z przyjętych przesłanek lub wynika z przesłanek niewystarczających. Ma Pan oczywiście prawo tak definiować to pojęcie. Problem polega na tym, że nie jest to definicja powszechnie przyjęta ani w języku potocznym, ani w filozofii, ani w psychologii, ani w religioznawstwie.

Jeżeli bowiem przyjmiemy Pańską definicję, to słowo "wiara" zaczyna oznaczać praktycznie każdą ludzką omylność, każdy błąd rozumowania, każdą błędną hipotezę i każdą niepewność poznawczą.

Wówczas nie tylko religia opiera się na wierze. Na wierze opierałaby się również każda błędna teoria naukowa, każdy błędny rachunek matematyczny, każda pomyłka lekarza, każde nieudane śledztwo policyjne i każda błędna prognoza pogody.

Oczywiście można tak zdefiniować to słowo, ale wtedy przestaje ono pełnić funkcję rozróżniającą. Skoro wiarą staje się zarówno przekonanie o istnieniu Boga, jak i błędne dodanie dwóch liczb, to pojęcie to traci większość swojej wartości poznawczej.

Co więcej, Pańska definicja ma charakter retrospektywny. Aby stwierdzić, że ktoś wierzył, trzeba najpierw wykazać, że się mylił. Tymczasem człowiek podejmujący decyzję nie dysponuje wiedzą o przyszłym wykryciu błędu. Działa na podstawie przesłanek, które uważa za najlepsze z dostępnych.

Dlatego wolę zachować rozróżnienie pomiędzy błędem a wiarą.

Mogę przyjąć, że błędnie oceniłem wartość przesłanek. Mogę przyjąć, że wyciągnąłem wadliwy wniosek. Mogę przyjąć, że byłem w błędzie. Nie widzę jednak powodu, aby każdy taki przypadek nazywać wiarą.

W moim rozumieniu wiara nie jest synonimem omylności.

Paradoksalnie sprawa wygląda nawet odwrotnie niż Pan sugeruje. W klasycznej epistemologii wiara (belief) jest po prostu stanem uznawania jakiegoś sądu za prawdziwy. Przekonanie może być prawdziwe lub fałszywe, dobrze lub źle uzasadnione. Wiedza jest natomiast szczególnym przypadkiem przekonania, a nie jego przeciwieństwem.

Innymi słowy, według większości filozofów, kiedy wiem, że Warszawa leży w Polsce, to również jestem przekonany, że Warszawa leży w Polsce. Różnica polega na tym, że moje przekonanie jest prawdziwe i dobrze uzasadnione. Pan natomiast proponuje definicję, według której wiara zaczyna się dopiero tam, gdzie kończy się wystarczające uzasadnienie.

Jest to ciekawa propozycja terminologiczna, ale nie jest ona standardowym znaczeniem tego pojęcia.

Dlatego zgadzam się z Panem, że istnieją różne rodzaje przekonań i różne przyczyny błędów. Nie zgadzam się natomiast, aby każde przekonanie wykraczające poza ścisłą wiedzę logiczną nazywać wiarą. To nie opis rzeczywistości, lecz wybór definicji.

A z definicji nie wynikają jeszcze fakty o świecie.
.
31-05-2026 22:31 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6862 punktów)
>.
>Panie Elasp,
>wydaje mi się, że coraz wyraźniej widać, iż nie spieramy się o fakty, lecz przede wszystkim o definicję słowa "wiara".
>Pan proponuje, aby wiarą nazywać każdy przypadek uznania wniosku, który nie wynika logicznie z przyjętych przesłanek lub wynika z przesłanek niewystarczających. Ma Pan oczywiście prawo tak definiować to pojęcie. Problem polega na tym, że nie jest to definicja powszechnie przyjęta ani w języku potocznym, ani w filozofii, ani w psychologii, ani w religioznawstwie.

Proszę więc podać definicję wiary powszechnie przyjętą.
01-06-2026 09:59 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>Elasp: Proszę więc podać definicję wiary powszechnie przyjętą.
-
Ile razy można? Czy wiara aż tak bardzo Pana ogranicza, iż nie może Pan zajrzeć choćby do Wikipedii?

"Wiara - nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia w warunkach braku wystarczającej wiedzy."

=
"Wiara religijna - różnie definiowana postawa osobowa. Pod wpływem intelektualizmu platońskiego, rozróżniającego między mniemaniem (gr. doxa) a wiedzą (gr. episteme), w myśli europejskiej uważano nieraz wiarę za niepełne poznanie i wstęp do intelektualnego oglądu. Wśród postaw wiary rozróżnia się jednak postawę "wierzę, że", która jest pewnym przypuszczeniem, oraz "wierzę w", która odnosi się do Absolutu i jest mocnym przekonaniem o jego istnieniu jako prawdy absolutne".

=
Wiara (gr. πίστις, pístis, łac. fides, hebr. ‏אֱמוּנָה‎ - w chrześcijańskiej refleksji jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Większość definicji wiary formułowanych w ciągu historii chrześcijańskiej teologii była pochodną tego sformułowania biblijnego. Jej korzenie tkwią w wierze Żydów, ich patriarchów: Abrahama, Jakuba i Mojżesza[3]. Jej specyficznie chrześcijański charakter polega na uznaniu, że Jezus z Nazaretu jest zapowiadanym przez Prawo i proroków Mesjaszem, uwierzeniu w Jego zmartwychwstanie i wyznaniu, że jest Panem (por. Rz 10,9n).

pl.wikipedia.org/wiki/Wiara

=
Dziesiątki razy tu do definicji wiary się odwoływałem, ale Pan jak każdy prawdziwie wierzący jest teflonowy i a priori odrzuca wszystko co przeczy jego wierze.

-
Kilkakrotnie o ten temat zahaczał pan Maciej (Maceox), poruszył ten temat pan Nietsche. Uznał za bardzo ważny pan Marcuch ale następnie napisał, że to tylko prowokacja była i zrejterował. Pytanie - czy można pogodzić racjonalizm z wiarą zadał też pan Liberawski. W wielu innych przypadkach już dotykaliśmy tego tematu, ale nie pamiętam wątku tylko temu zagadnieniu poświęconego. (Gdyby ktoś pamiętał, to proszę o zalinkowanie.) Dlatego uznając, że temat jest wart poważnej rozmowy rozpoczynam ten wątek.

Chciałbym zająć się tu światopoglądową postawą wiary tak ogólnie, choć szczególnie wiarą religiną tyle tylko, że odseparowaną od konkretnej religii/ideologii. Jest to wprost nieprawdopodobne dlaczego tak wielu ludzi uważa różne mity za bardziej prawdziwe od faktów, a rozum im służy nie do ich odrzucenia, ale do racjonalizacji (prób logicznego uzasadnienia prawdziwości) mitów.

Czy możemy udzielić racjonalistycznej odpowiedzi czym jest wiara i to zarówno w aspekcie jej ewolucyjnej i kulturowej genezy, jak i współczesnej indywidualnej fideistycznej postawy ludzi wierzących. Zachęcam do rozmowy.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0

=
Zainspirował mnie pan Jacek Przypadek swoim wątkiem - "Pytania do niewierzących?
I pomyślałem, iż dobrze by było też zadać pytania odwrotne:

Proponuję, aby fideiści z naszego forum ujawnili się i napisali co mogłoby skłonić ich do odrzucenia swojej wiary i przyjęcia światopoglądu racjonalistycznego opartego na dorobku nauki.

Moim zdaniem, u dorosłych ludzi o ukształtowanym światopoglądzie taka możliwość praktycznie prawie nie istnieje.

Uważam też, iż nie mogą podjąć tu racjonalnej dyskusji, gdyż wiara już w założeniu jest irracjonalna. Z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.

Prawdziwie i głęboko wierzący w swoje racje (swoją religię) jest całkowicie nieprzemakalny na racjonalne argumenty.

Choć odwrotnie wierzący ze wszystkich swoich sił i możliwości chcą aby innowiercy potwierdzili ich wiarę.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,641034/z,0

-
Czy Pan naprawdę nie czuje jak się w oczach inteligentnego czytelnika samokompromituje?
.
01-06-2026 00:40 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6862 punktów)

>Oczywiście można tak zdefiniować to słowo, ale wtedy przestaje ono pełnić funkcję rozróżniającą. Skoro wiarą staje się zarówno przekonanie o istnieniu Boga, jak i błędne dodanie dwóch liczb, to pojęcie to traci większość swojej wartości poznawczej.

Nie, nie traci tak, jak nie traci pojęcie wiedzy. Bardzo wiele różnych rzeczy można wiedzieć, i tak samo sytuacji, w których się nie wie, tylko się sądzi, że się wie, może być bardzo wiele.

>Co więcej, Pańska definicja ma charakter retrospektywny. Aby stwierdzić, że ktoś wierzył, trzeba najpierw wykazać, że się mylił. Tymczasem człowiek podejmujący decyzję nie dysponuje wiedzą o przyszłym wykryciu błędu. Działa na podstawie przesłanek, które uważa za najlepsze z dostępnych.

Czy np. uczniowie Jezusa - apostołowie - nie działali na podstawie przeslanek, które uważali za najlepsze?

>Dlatego wolę zachować rozróżnienie pomiędzy błędem a wiarą.

Zatem uznanie Jezusa za mesjasza przez apostołów nie było wiarą, tylko "błędem".

>Mogę przyjąć, że błędnie oceniłem wartość przesłanek. Mogę przyjąć, że wyciągnąłem wadliwy wniosek. Mogę przyjąć, że byłem w błędzie. Nie widzę jednak powodu, aby każdy taki przypadek nazywać wiarą.

Nie widzę w takim razie powodu, by w ogóle mówić o błędzie, skoro wniosek wyprowadzałem z najlepszych dostępnych mi przesłanek. Przecież także pojęcie błędu jest retrospektywne.

>W moim rozumieniu wiara nie jest synonimem omylności.
>Paradoksalnie sprawa wygląda nawet odwrotnie niż Pan sugeruje. W klasycznej epistemologii wiara (belief) jest po prostu stanem uznawania jakiegoś sądu za prawdziwy. Przekonanie może być prawdziwe lub fałszywe, dobrze lub źle uzasadnione. Wiedza jest natomiast szczególnym przypadkiem przekonania, a nie jego przeciwieństwem.

"Belief" to bardziej przeświadczenie, niż wiara.

>Innymi słowy, według większości filozofów, kiedy wiem, że Warszawa leży w Polsce, to również jestem przekonany, że Warszawa leży w Polsce. Różnica polega na tym, że moje przekonanie jest prawdziwe i dobrze uzasadnione. Pan natomiast proponuje definicję, według której wiara zaczyna się dopiero tam, gdzie kończy się wystarczające uzasadnienie.

Nie, zaczyna się tam, gdzie zaczyna się uważanie za wystarczające tego uzasadnienia, które takim nie jest. Nie jest to to samo, co "belief".

>Jest to ciekawa propozycja terminologiczna, ale nie jest ona standardowym znaczeniem tego pojęcia.

Jakie jest zatem to znaczenie sztandarowe?

>Dlatego zgadzam się z Panem, że istnieją różne rodzaje przekonań i różne przyczyny błędów. Nie zgadzam się natomiast, aby każde przekonanie wykraczające poza ścisłą wiedzę logiczną nazywać wiarą. To nie opis rzeczywistości, lecz wybór definicji.
>A z definicji nie wynikają jeszcze fakty o świecie.

Dotyczy to także każdej definicji wiary, która nie pozwala uznać, że uznanie wniosku na podstawie niewystarczających przesłanek jest wiarą.
01-06-2026 10:11 
 Ocena-1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Panie Elasp,

wydaje mi się, że źródłem naszego sporu nie jest nawet kwestia wiary, lecz kwestia definicji.

Ja używam słowa "wiara" zgodnie z jego znaczeniem funkcjonującym w języku potocznym, filozofii, psychologii, religioznawstwie i teologii. Pan natomiast proponuje własną definicję, według której wiarą jest błędne uznanie niewystarczających przesłanek za wystarczające.

Ma Pan oczywiście pełne prawo tak definiować to pojęcie, ale proszę zauważyć, że nie jest to definicja powszechnie przyjęta.

Nawet najprostsze źródła, takie jak Wikipedia, rozróżniają kilka znaczeń wiary. Znajdziemy tam między innymi definicję:

"Wiara - nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia w warunkach braku wystarczającej wiedzy."

Nie ma tu ani słowa o błędzie. Nie ma też wymogu, aby przekonanie okazało się fałszywe. Człowiek może wierzyć i mieć rację. Może wierzyć i nie mieć racji.

Podobnie odróżnia się wiarę religijną od zwykłego przekonania. Wiara religijna nie jest definiowana jako pomyłka logiczna, lecz jako szczególna postawa wobec rzeczywistości, często odnosząca się do Absolutu, transcendencji czy prawd uznawanych za ostateczne.

Tymczasem Pańska definicja sprowadza wiarę do błędu poznawczego.

Mam więc wrażenie, że nie dyskutujemy o tym samym pojęciu.

Kiedy ja mówię o wierze religijnej, mam na myśli zjawisko opisywane przez psychologię, filozofię religii, religioznawstwo i teologię.

Kiedy Pan mówi o wierze, ma Pan na myśli sytuację, w której ktoś uznaje za wystarczające przesłanki, które w rzeczywistości wystarczające nie są.

To są dwa różne znaczenia tego samego słowa.

Dlatego nie zgadzam się z Pańskim twierdzeniem, że moja omylność dowodzi istnienia wiary w sensie, o którym mówię od początku.

Dowodzi jedynie, że jestem omylnym człowiekiem.

A to akurat nigdy nie było przedmiotem sporu.

Sceptycyzm naukowy nie zakłada nieomylności. Zakłada właśnie coś przeciwnego - że każdy człowiek może się mylić i dlatego wszystkie przekonania powinny podlegać nieustannej weryfikacji.

Nie wierzę więc dlatego, że wiem wszystko.

Nie wierzę dlatego, że nie uznaję żadnego przekonania za zwolnione z obowiązku uzasadniania i weryfikacji.

To właśnie odróżnia sceptycyzm od wiary religijnej w znaczeniu, w jakim pojęcie to funkcjonuje od stuleci.
.
01-06-2026 15:18 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6862 punktów)
>.
>Panie Elasp,
>wydaje mi się, że źródłem naszego sporu nie jest nawet kwestia wiary, lecz kwestia definicji.
>Ja używam słowa "wiara" zgodnie z jego znaczeniem funkcjonującym w języku potocznym, filozofii, psychologii, religioznawstwie i teologii. Pan natomiast proponuje własną definicję, według której wiarą jest błędne uznanie niewystarczających przesłanek za wystarczające.

Nie, nie twierdzę, że na mocy definicji wiara = uznanie przesłanek na niedostatecznej podstawie, tylko że uznanie przesłanek na niedostatecznej podstawie jest wiarą.To są dwa różne twierdzenia i uznaję tylko to drugie.

Twierdzę także, że takie uznanie jest błędem, z czego wnoszę, że każdy, kto popełnia taki błąd, eo ipso wierzy.

Bardzo dobrze, że wspiera Pan p. Izdebskiego, ale proszę też właściwie interpretować moje słowa.
01-06-2026 16:12 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Panie Elasp,

mam wrażenie, że od dłuższego czasu nie dyskutuje Pan z tym, co rzeczywiście piszę, lecz z własną interpretacją moich poglądów.

Problem nie polega przy tym na tym, że mamy dwie różne definicje wiary. To byłoby znacznie prostsze.

Ja nie przedstawiam własnej definicji wiary. Od początku używam pojęcia wiary w znaczeniu przyjmowanym przez filozofię, psychologię, religioznawstwo, teologię, słowniki i encyklopedie. Nie jest to moje prywatne rozumienie tego pojęcia, lecz znaczenie funkcjonujące od pokoleń w kulturze, nauce i języku.

Pan natomiast proponuje własne rozumienie, zgodnie z którym uznanie za wystarczające przesłanek, które wystarczające nie są, stanowi przypadek wiary.

Ma Pan oczywiście pełne prawo tak uważać.

Nie ma Pan jednak prawa przedstawiać tego rozumienia jako znaczenia oczywistego, powszechnie przyjętego i obowiązującego wszystkich uczestników dyskusji.

To właśnie tutaj znajduje się źródło naszego sporu.

Pan nie polemizuje z moim stanowiskiem. Pan najpierw tłumaczy moje słowa na język własnych definicji, a następnie wykazuje wynikające z nich sprzeczności.

Tyle tylko, że nie są to już moje poglądy.

Jeżeli psychologia, filozofia, religioznawstwo i teologia odróżniają wiarę religijną od przekonania, zaufania, wiedzy czy hipotezy, a Pan wszystkie te zjawiska sprowadza do jednej kategorii, to nie jest to odkrycie natury ludzkiego poznania. Jest to po prostu Pańska klasyfikacja.

I właśnie dlatego nie przekonuje mnie Pańskie twierdzenie, że każdy błąd poznawczy jest wiarą.
Matematyk, który popełnił błąd rachunkowy, nie wykonuje aktu wiary. Lekarz stawiający błędną diagnozę nie wykonuje aktu wiary. Historyk błędnie interpretujący źródła również nie wykonuje aktu wiary.

Ludzie po prostu bywają omylni.

Sprowadzanie wszystkich możliwych form omylności do jednego pojęcia wiary nie wyjaśnia rzeczywistości, lecz ją upraszcza.

Co więcej, mam czasem wrażenie, że Pańska pewność własnych definicji jest większa niż gotowość do analizowania stanowisk rozmówców.

Przykład jest wręcz podręcznikowy.

Już przed 2014 rokiem mógł Pan przypuszczać, że Bogusławski i Izdebski to ta sama osoba. Od wielu lat nie musi Pan jednak niczego przypuszczać, ponieważ sam wielokrotnie pisałem o tym publicznie i od dawna podpisuję swoje wypowiedzi imieniem i nazwiskiem.

A jednak nadal zdarza się Panu pisać tak, jakby była to kwestia przypuszczeń.

Nie przywołuję tego przykładu dlatego, że ma on szczególne znaczenie. Przywołuję go dlatego, że dobrze pokazuje pewien mechanizm.

Bardzo łatwo dostrzega Pan wiarę u innych, znacznie trudniej własne założenia, własne definicje i własne interpretacje.

I właśnie dlatego nie zgadzam się, aby przyjmować Pańską terminologię jako obowiązującą.

Nie dlatego, że jest nielogiczna. Nie zgadzam się z nią dlatego, że jest prywatna.

Jeżeli chce Pan używać słowa "wiara" w swoim własnym znaczeniu, oczywiście wolno Panu. Nie wolno jednak oczekiwać, że wszyscy pozostali będą zobowiązani uznać tę definicję za obowiązującą tylko dlatego, że Pan jest do niej przywiązany.

Od początku nie spieramy się przecież o to, czy ludzie bywają omylni. Co do tego jesteśmy całkowicie zgodni.

Spieramy się o to, czy każdą ludzką omylność należy nazywać wiarą.

Ja natomiast nie znam żadnego słownika, encyklopedii, podręcznika psychologii, religioznawstwa, filozofii czy teologii, który definiowałby wiarę jako każdy przypadek uznania za wystarczające przesłanek, które wystarczające nie są.

Dlatego pozostanę przy znaczeniach pojęć wypracowanych przez pokolenia filozofów, psychologów, religioznawców, teologów i językoznawców, zamiast zastępować je definicjami tworzonymi na potrzeby jednej internetowej polemiki.
.
01-06-2026 16:23 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6862 punktów)
>.
>Panie Elasp,
>wydaje mi się, że źródłem naszego sporu nie jest nawet kwestia wiary, lecz kwestia definicji.
>Ja używam słowa "wiara" zgodnie z jego znaczeniem funkcjonującym w języku potocznym, filozofii, psychologii, religioznawstwie i teologii. Pan natomiast proponuje własną definicję, według której wiarą jest błędne uznanie niewystarczających przesłanek za wystarczające.
>Ma Pan oczywiście pełne prawo tak definiować to pojęcie, ale proszę zauważyć, że nie jest to definicja powszechnie przyjęta.
>Nawet najprostsze źródła, takie jak Wikipedia, rozróżniają kilka znaczeń wiary. Znajdziemy tam między innymi definicję:
>"Wiara - nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia w warunkach braku wystarczającej wiedzy."

Przecież jest to pojęcie jawnie retrospektywne, poza tym każde uznanie wniosku na podstawie niedostatecznych przesłanek jest wiarą i w tym znaczeniu.

Pomijam już fakt, że należałoby wyjaśnić, co to znaczy "wystarczająca wiedza". Wystarczająca do czego? Jeżeli "nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia" to to samo, co uznanie, zaś "brak wystarczającej wiedzy" to "niedostateczne przesłanki", to ta definicja w istocie potwierdza moje twierdzenie.

Zapytam wprost: czy zdarzyło się Panu nadać duże prawdopodobieństwo prawdziwości twierdzenia w warunkach braku wystarczającej wiedzy?
01-06-2026 17:42 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Panie Elasp,

mam wrażenie, że po raz kolejny odczytuje Pan przytoczoną przeze mnie definicję przez pryzmat własnych założeń.

Definicja, którą przywołałem, mówi:

"Wiara - nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia w warunkach braku wystarczającej wiedzy."

Nie widzę tam ani słowa o błędnym uznawaniu niewystarczających przesłanek za wystarczające.

To Pan dopisuje ten element.

Wręcz przeciwnie. Definicja mówi o sytuacji, w której człowiek ma świadomość, że nie dysponuje wystarczającą wiedzą, a mimo to skłania się ku określonemu przekonaniu.

Jest to zupełnie inna sytuacja niż ta, którą Pan opisuje.

Pańska definicja dotyczy błędnej oceny jakości przesłanek.

Definicja, którą przytoczyłem, dotyczy funkcjonowania w warunkach niepewności.

To nie jest to samo.

Dlatego nie widzę podstaw do twierdzenia, że przywołana definicja potwierdza Pańskie stanowisko.

Potwierdza jedynie, że człowiek może posiadać przekonania mimo niepełnej wiedzy.

Z tym oczywiście się zgadzam.

Nigdy nie twierdziłem przecież, że dysponuję wiedzą absolutną.

Od początku twierdzę coś dokładnie odwrotnego: że właśnie dlatego, iż jestem omylny, staram się opierać swoje przekonania na metodologii naukowej i zachowywać wobec nich sceptycyzm.

Różnica między nami polega na tym, że Pan nazywa tę sytuację wiarą, ponieważ tak definiuje Pan to pojęcie.

Ja natomiast używam znaczeń funkcjonujących w filozofii, psychologii, religioznawstwie i języku potocznym.

I właśnie dlatego od początku naszej rozmowy odnoszę wrażenie, że spieramy się nie tyle o naturę wiary, ile o znaczenie słowa "wiara" i Pan chce tu narzucić swoje własne jego rozumienie.
.
01-06-2026 17:56 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6862 punktów)
>.
>Panie Elasp,
>mam wrażenie, że po raz kolejny odczytuje Pan przytoczoną przeze mnie definicję przez pryzmat własnych założeń.
>Definicja, którą przywołałem, mówi:
>"Wiara - nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia w warunkach braku wystarczającej wiedzy."Nie widzę tam ani słowa o błędnym uznawaniu niewystarczających przesłanek za wystarczające.

Pytam: czy zdarzyło się Panu nadać duże prawdopodobieństwo prawdziwości twierdzenia w warunkach braku wystarczającej wiedzy?
01-06-2026 18:39 
 0 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
Panie Elasp,

mam wrażenie, że po raz kolejny rozmawia Pan nie z moim argumentem, lecz z własną interpretacją mojego argumentu.

Proszę zwrócić uwagę na przebieg tej rozmowy.

Ja napisałem, że istnieje zasadnicza różnica pomiędzy:

"nadawaniem dużego prawdopodobieństwa twierdzeniu przy braku pełnej wiedzy"

a

"błędnym uznaniem niewystarczających przesłanek za wystarczające".

To był mój argument.

To właśnie ten argument wymagał odpowiedzi.

Tymczasem Pan nie wyjaśnił, dlaczego uważa te sytuacje za tożsame.

Nie wykazał Pan, że definicja Wikipedii oznacza to samo co Pańska definicja.

Nie odniósł się Pan do przedstawionego przeze mnie rozróżnienia.

Zamiast tego wrócił Pan do pytania:

"Czy zdarzyło się Panu nadać duże prawdopodobieństwo prawdziwości twierdzenia w warunkach braku wystarczającej wiedzy?"

Ale przecież ja nigdy temu nie przeczyłem.

Odpowiedziałem wręcz, że najprawdopodobniej zdarzyło mi się to wielokrotnie.

Po co więc po raz kolejny zadaje mi Pan pytanie, na które już odpowiedziałem?

Przecież nie o to toczy się spór.

Spór nie dotyczy tego, czy ludzie funkcjonują w warunkach niepełnej wiedzy.

To jest oczywistość.

Spór dotyczy tego, czy sytuację opisaną w definicji Wikipedii wolno automatycznie utożsamić z Pańską definicją wiary.

I właśnie tego od wielu wpisów nie potrafi lub nie chce Pan uzasadnić.

Mam wręcz wrażenie, że wygląda to następująco:

Przytaczam definicję funkcjonującą w filozofii, psychologii, religioznawstwie lub słowniku.
Pan tłumaczy ją na język własnych pojęć.
Następnie stwierdza Pan, że po takim przetłumaczeniu oznacza ona dokładnie to, co twierdził Pan od początku.

Przecież w ten sposób można "udowodnić" wszystko.

Jeżeli każdą definicję wiary będzie Pan najpierw przepisywał na własną definicję wiary, to oczywiście każda definicja potwierdzi Pańskie stanowisko.

Problem polega na tym, że nie jest to analiza cudzej definicji.

To jest zastąpienie cudzej definicji własną.

I właśnie dlatego nasza rozmowa od lat stoi w miejscu.

Nie dlatego, że brakuje argumentów.

Dlatego, że ilekroć pojawia się argument niepasujący do Pańskiego schematu myślenia, zostaje on natychmiast przetłumaczony na ten schemat.

W efekcie nie dyskutujemy o znaczeniu słowa "wiara".

Domaga się Pan tu dyskusji wyłącznie o Pańskiej interpretacji słowa "wiara".

A to nie jest to samo co dyskusja o wierze rozumianej w słownikach, encyklopediach i podręcznikach i to niezależnie od opcji światopoglądowej. Mnie taka dyskusja jak z Panem nie interesuje, gdyż ja ani nie chcę, ani też nie mogę podważać Pańskiej wiary.

.
01-06-2026 19:09 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6862 punktów)
>.
>Panie Elasp,
>mam wrażenie, że po raz kolejny rozmawia Pan nie z moim argumentem, lecz z własną interpretacją mojego argumentu.
>Proszę zwrócić uwagę na przebieg tej rozmowy.
>Ja napisałem, że istnieje zasadnicza różnica pomiędzy:
>"nadawaniem dużego prawdopodobieństwa twierdzeniu przy braku pełnej wiedzy"
>a
>"błędnym uznaniem niewystarczających przesłanek za wystarczające".
>To był mój argument.
>To właśnie ten argument wymagał odpowiedzi.
>Tymczasem Pan nie wyjaśnił, dlaczego uważa te sytuacje za tożsame.
>Nie wykazał Pan, że definicja Wikipedii oznacza to samo co Pańska definicja.
>Nie odniósł się Pan do przedstawionego przeze mnie rozróżnienia.
>Zamiast tego wrócił Pan do pytania:
>"Czy zdarzyło się Panu nadać duże prawdopodobieństwo prawdziwości twierdzenia w warunkach braku wystarczającej wiedzy?"
>Ale przecież ja nigdy temu nie przeczyłem.
>Odpowiedziałem wręcz, że najprawdopodobniej zdarzyło mi się to wielokrotnie.
>Po co więc po raz kolejny zadaje mi Pan pytanie, na które już odpowiedziałem?
>Przecież nie o to toczy się spór.

Właśnie o to toczy się spór. Ponieważ przyznał Pan, że najprawdopodobniej wielokrotnie zdarzyło sie Panu nadać duże prawdopodobieństwo prawdziwości twierdzenia w warunkach braku wiedzy, zaś tego rodzaju nadanie jest z definicji wiarą, jak Pan sam wskazuje, to wynika stąd, że najprawdopodobniej wielokrotnie zdarzało się Panu w coś wierzyć. Dlaczego wiec z takim uporem przedstawia się Pan na forum jako ten, kto w nic nie wierzy? Jeżeli zdarzało się Panu wierzyć, dlaczego przedstawia się Pan jako ten, co w nic nie wierzy? Może Pan to wyjaśnić?
02-06-2026 09:48 
 Ocena-1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>Właśnie o to toczy się spór.
-
Nieprawda spór dotyczy tylko Pańskiej wiary w to, iż Bóg i Kościół dał Panu patent na racje.

W tym wątku spór jest o:

Czy istnieje naukowa (weryfikowalna) definicja boga?
www.racjonalista.pl/forum.php/s,958224
www.racjon(*)m.php/s,958224/z,0/d,1#w958291
www.racjon(*)m.php/s,958224/z,0/d,2#w959053

Spór o wiarę toczy się tu:

O wierze. Studium wiary i niewiary
www.racjonalista.pl/forum.php/s,959300

Ale brak merytorycznych argumentów i próbami wciskania kitu dobrze jest przykryć bałaganem i to jest Pański sposób prowadzenia rozmów.

Wróćmy więc do rzeczy:

Czy istnieje naukowa (weryfikowalna) definicja boga?

(Odpowiedź na Pański post znajdzie Pan tu:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,959300

.
03-06-2026 11:58 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6862 punktów)
>.
>>Właśnie o to toczy się spór.
>-
>Nieprawda spór dotyczy tylko Pańskiej wiary w to, iż Bóg i Kościół dał Panu patent na racje.

Na jakiej podstawie przypisuje mi Pan wiarę w to, że Kościół dał mi patent na racje?
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>>Nieprawda spór dotyczy tylko Pańskiej wiary w to, iż Bóg i Kościół dał Panu patent na racje.
-
>Na jakiej podstawie przypisuje mi Pan wiarę w to, że Kościół dał mi patent na racje?
-
Tylko, i wyłącznie na podstawie Pańskich wypowiedzi na naszym forum przez prawie dwadzieścia lat.
Łatwo temu zaprzeczyć pokazując tu deklaracje swojej niewiary psychologicznej i religijnej.

-
www.racjon(*).php/z,0/d,31/s,532005#w538554
www.racjon(*)m.php/s,546248/z,0/d,6#w548629
-
03-06-2026 15:44 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6862 punktów)
>.
>>>Nieprawda spór dotyczy tylko Pańskiej wiary w to, iż Bóg i Kościół dał Panu patent na racje.
>-
>>Na jakiej podstawie przypisuje mi Pan wiarę w to, że Kościół dał mi patent na racje?
>-
>Tylko, i wyłącznie na podstawie Pańskich wypowiedzi na naszym forum przez prawie dwadzieścia lat.

Na podstawie których konkretnie?
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)

>Na jakiej podstawie przypisuje mi Pan wiarę w to, że Kościół dał mi patent na racje?
-
Tylko, i wyłącznie na podstawie Pańskich wypowiedzi na naszym forum przez prawie dwadzieścia lat.
Łatwo temu zaprzeczyć pokazując tu deklaracje swojej niewiary psychologicznej i religijnej.
-
www.racjon(*).php/z,0/d,31/s,532005#w538554
www.racjon(*)m.php/s,546248/z,0/d,6#w548629

> Na podstawie których konkretnie?
-
"Gra w gumki" to nie ze mną. Już z założenia swoje wypowiedzi kieruję tylko do inteligencji zdolnej je zrozumieć. Pańskie matactwa to mi wiszą i powiewają.

Powtarzam:

Łatwo temu zaprzeczyć pokazując tu deklaracje swojej niewiary psychologicznej i religijnej.

(Choć trolluje Pan tu pod nickiem, to i tak kompromituje Pan tu nie tylko siebie, ale całą swoją parafię. Gratuluję.
03-06-2026 19:18 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6862 punktów)

>"Gra w gumki" to nie ze mną. Już z założenia swoje wypowiedzi kieruję tylko do inteligencji zdolnej je zrozumieć. Pańskie matactwa to mi wiszą i powiewają.

Jednym słowem będzie Pan mi przypisywać wiarę, ale nie uzasadni Pan tego twierdzenia w żaden sposób. Zamiast tego będzie Pan usuwać moje wypowiedzi w których pytam o uzasadnienie tego zarzutu. I nadal sobie będzie Pan przypisywać racjonalizm, a mnie wiarę w swoją rację, chociaż wszystko wskazuje, że sprawy mają się dokładnie na odwrót.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
>Zamiast tego będzie Pan usuwać moje wypowiedzi w których pytam o uzasadnienie tego zarzutu.
-
Wiem, iż gdy brak merytorycznych argumentów to wszelaki burdel głupcom jest na rękę.

-
Wątkiem tej rozmowy jest:

Czy istnieje naukowa (weryfikowalna) definicja boga?

W wątku poświęconemu wierze:

O wierze. Studium wiary i niewiary
www.racjonalista.pl/forum.php/s,959300

I tam o wierze, podobnie jak tu, o naukowej definicji Boga, niewiele mądrego miał Pan na ten temat do powiedzenia.

Ja przerzucam, a nie wyrzucam i każdy zainteresowany może się zapoznać z naszymi argumentami i ich poziomem.
.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
-

-
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
.
Czy istnieje naukowa (weryfikowalna) definicja boga?
www.racjonalista.pl/forum.php/s,958224

Panie Elaspie,

nieprawda. To nie jest przedmiot tego sporu.

Napisał Pan:

"Właśnie o to toczy się spór".

Nie. To jest kolejna próba przesunięcia rozmowy na temat zastępczy.

Temat wątku brzmi:

"Czy istnieje naukowa (weryfikowalna) definicja Boga?"

I właśnie o tym rozmawialiśmy od początku.

Natomiast Pan od wielu dni próbuje przenieść dyskusję na coraz to nowe obszary: ból, prywatną wiedzę, moralność, Zakład Pascala, Nietzschego, strukturę głęboką, filozofię nauki, moje przekonania, moje rzekome poglądy, mój sposób prowadzenia polemik, a ostatnio nawet moją osobę.
Moja uwaga o Pańskiej wierze w to, że posiada Pan szczególny dostęp do racji, była jedynie komentarzem do sposobu prowadzenia przez Pana dyskusji. Nie była i nie jest głównym tematem tej rozmowy.

Co więcej, gdy zapytałem o naukową, empirycznie weryfikowalną definicję Boga jako bytu, odpowiedzi nie otrzymałem. W zamian pojawiły się kolejne dygresje i próby przeniesienia rozmowy na inne pola.

Dlatego podtrzymuję swoją ocenę:

brak merytorycznych argumentów najłatwiej przykryć mnożeniem wątków i tworzeniem chaosu.
To zresztą charakterystyczny element Pańskiego stylu polemizowania. Zamiast pozostać przy głównym problemie, nieustannie próbuje Pan zmieniać temat rozmowy.

Krótko:

spór w tym wątku dotyczy istnienia naukowej definicji Boga, a nie Pańskich ani moich cech charakteru, poglądów politycznych, doświadczeń życiowych czy ocen moralnych.

Jeżeli więc chce Pan wrócić do meritum, proszę odpowiedzieć na pytanie, od którego wszystko się zaczęło:

czy istnieje naukowa, empirycznie weryfikowalna definicja Boga jako bytu?

Bo jak dotąd odpowiedzi na to pytanie nadal nie ma.

========
O wierze. Studium wiary i niewiary
www.racjonalista.pl/forum.php/s,959300

Panie Elaspie,

od kilku dni zwracam uwagę na jeden prosty problem: zamiast odnosić się do przedstawianych argumentów, nieustannie przenosi Pan dyskusję na poziom psychologizowania rozmówcy.

Najpierw twierdził Pan, że Kościół nie dał Panu "patentu na rację". Gdy pokazałem własne Pańskie wypowiedzi, w których całe grupy ludzi o odmiennych poglądach opisywał Pan jako niezdolnych do logicznego myślenia, zindoktrynowanych, kierujących się emocjami lub wadami charakteru, nie odniósł się Pan do meritum, tylko zaczął szukać podobnych sformułowań w moich wypowiedziach.

To jest właśnie istota problemu.

Nie dyskutujemy o tym, czy Andrzej Izdebski czasem używa ostrych słów. Dyskutujemy o tym, czy przedstawione argumenty są trafne. A Pan kolejny raz próbuje zamienić rozmowę o argumentach w rozmowę o rozmówcy.

Co więcej, nadal przypisuje mi Pan poglądy, których nie wyznaję. Wielokrotnie wyjaśniałem, że nie jestem ateistą, a mimo to nieustannie wkłada mnie Pan do tej szufladki. Wielokrotnie wskazywałem, że nie używam pojęć i definicji, które mi Pan przypisuje, a mimo to dalej Pan z nimi polemizuje.

Dlatego podtrzymuję swoją ocenę:

nie rozmawia Pan z rzeczywistymi poglądami rozmówcy, lecz z ich własną interpretacją stworzoną na potrzeby polemiki.

I właśnie dlatego tak często mijamy się w tej dyskusji.

Jeżeli chce Pan wykazać błąd w moim rozumowaniu, proszę wskazać konkretny argument i pokazać, gdzie jest błąd logiczny lub rzeczowy.

Natomiast kolejne rozważania o mojej inteligencji, charakterze, wieku, alkoholu, emocjach czy domniemanych motywacjach nie są argumentami. Są jedynie próbą odwrócenia uwagi od meritum.
.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)

.
Niewidzialny latarnik: Ostateczny dowód na istnienie Boga (dowód może być tylko rozumowy, oparty na abstrakcyjnym myśleniu, nie może być dowodem opartym np. na doświadczeniu zmysłowym), istoty stwórczej, można wyprowadzić wprost z koniecznych cech samego istnienia. Oto on:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,957671/

Andrzej Bogusławski

Bóg istnieje! Zaraz, zaraz, a co to znaczy Bóg?

Wielce Szanowni Racjonaliści ateiści, dajecie się wmanewrować w twierdzenie, iż - tak jak nie ma dowodów na istnienie Boga - tak nie ma dowodów na jego nieistnienie.

i

Albo jesteście wierzącymi i wtedy ta wiara jest lepsza, która jest mocniejszą, albo stoicie na gruncie nauki, gdzie dowód istnienia (czegokolwiek) spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym. ( Nauka nie zajmuje się żadnymi dowodami "na nieistnieję" ani Pana Boga, ani Baby Jagi, ani krasnoludków).

Ponieważ nie znam, nie tylko żadnego dowodu, ale nawet dającej się logicznie udowodnić przesłanki, iż Bóg istnieje. (Jego istnienie można przyjąć tylko na wiarę - jako aksjomat.) To oczywistym jest, że dla racjonalisty opierającego konsekwentnie swój światopogląd na nauce (naturalizmie metodologicznym) Bóg istnieć nie może.

Co więcej, mówiąc o Bogu istniejącym - oddziaływującym na rzeczywistość - należałoby przedstawić definicję tego bytu oraz wskazać sposoby Jego oddziaływania, także możliwości tego sprawdzenia.

To co wyżej przedstawiłem jest pośrednim dowodem, iż taki byt nie istnieje, a nawet gdyby istniał nie miałoby to żadnego znaczenia dla człowieka.

Duże znaczenie dla ludzi ma idea Boga i wszystkie mity z tą ideą związane. Organizacje religijne i ich struktury, kulty itp. sprawy, ale to już inna bajka.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,0/s,958224#w665147

Andrzej.51:
Na początek uwaga, bardzo ważna.

Już wstępne i dość pobieżne zapoznanie się z Twoim dowodem pokazało mi, że zawiera on nieco błędów. Tak określiłem te widoczne od razu wady i niedociągnięcia, których żaden dowód nie powinien zawierać pod rygorem nieważności. Nazywanie więc Twojego wywodu dowodem jest, póki co, nieco na wyrost. Słowo "argument" pasuje tu lepiej, choć też z zastrzeżeniami. Pobieżna analiza wykazała mi - o czym wspomniałem - że on na żadną z tych nazw nie zasługuje, gdyż od znanych skądinąd argumentów na istnienie Boga - kosmologicznych, ontologicznych i teologicznych - jest po prostu gorszy, ba, nawet porównanie z nimi jest nieuzasadnione, gdyż niezasłużenie by go to nobilitowało. Zatem od teraz będę Twój dowód określał terminem "niby-dowód". Tak będzie dobrze.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,959615
.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.
"Przegląd Religioznawczy" nr 2 (2019), s. 77-85

Joanna Janicka

Chrześcijaństwo w porządku filozoficznym dowiedzione - próba rekapitulacji Leszka Kołakowskiego rozważań o religii.
journal.ptr.edu.pl/index.php/ptr/article/view/139

.

.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)
.

.
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52308 punktów)

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365