Pozwoliłem się odnieść do zapytania "w co wierzy lewica" opublikowanego na nowej stronie Koraszewskich "Listy z naszego sadu":
www.listyz(*)slamu-i-izraela-edgar-davidson . Jako, że świetne moim zdaniem teksty Andrzeja Koraszewskiego i tłumaczenia Małgorzaty Koraszewskiej wpisały się na zawsze w charakter tego portalu, wrzucam tu także moje odniesienie się do tego w co wierzy lewica Egdara Davidsona ze strony Koraszewskich. Sądzę, że to ciekawy temat do dyskusji.
A propos "naprawdę bardzo szokującego" artykułu o lewicy.
Z ogromną przyjemnością czytam rozwijający się wspaniale portal Małgorzaty i Andrzeja Koraszewskich "Listy z naszego sadu". Jak wielu innych wiernych czytelników, cieszę się mając znów okazję czytania wspaniałych esejów Andrzeja i bezcennych tłumaczeń Małgorzaty, Racjonalistów Roku Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów i wieloletnich współtwórców portalu Racjonalista.pl.
Andrzej i Małgorzata co jakiś czas poruszają tematy "naprawdę mocne" w mocny sposób. Czekałem więc na okazję, aby się odnieść do jednego z takich tekstów, bowiem mam czasem wrażenie, iż część czytelników nie akceptuje tego, że być może pewne tematy trzeba poruszać z całą siłą ekspresji, aby wreszcie miały szanse dotrzeć do niektórych umysłów, ulegających raczej modom, niż samodzielnemu myśleniu.
I stało się, na portalu Koraszewskich pojawił się artykuł Edgara Davidsona W co wierzy lewica (w sprawie islamu i Izraela), pochodzący z blogu autora i przetłumaczony oczywiście przez Małgorzatę Koraszewską. Trzeba przyznać, że tytuł silnie przemawia do czytelnika. Sam się zacząłem zastanawiać czytając go, na ile ja sam jestem przedstawicielem lewicy, jako ateista, racjonalista, obrońca praw kobiet, mniejszości seksualnych i oczywiście, nauki przed paranauką i akomodacjonizmem. Faktem jest, że patrząc na część lewicy (ale nie całą) o której pisze Davidson, wstydzę się trochę tego terminu. Generalizacja w tytule to oczywiście prawo każdego blogera - warto przykuć uwagę czytelnika, aby spotkać się z nim w napisanym przez siebie tekście.
Bezpośrednią przyczyną powstania artykułu Davidsona było to, że American Studies Association przegłosowało bojkot akademików izraelskich w oparciu o świadectwo byłej aktywistki Czarnych Panter profesor Angeli Davis. Davidson zwrócił w związku z tym uwagę na hipokryzję części środowisk lewicowych zaangażowanych w ocenę konfliktu palestyńsko - izraelskiego. Może niepotrzebnie napisał o "wierze całej lewicy", ale sądzę, że rozsądni i rzeczywiście racjonalni lewicowcy powinni być mu raczej wdzięczni za głos protestu w słusznej sprawie. Nie słyszeliśmy przecież niczego o bojkocie akademików pakistańskich.
Tabelka Davidsona dotyczy spójności poglądów. Wiemy, że celowa niespójność poglądów to dowód na głupotę albo hipokryzję. Pozwolę sobie przejść do analizowania części tabelki. W sprawie wolności akademickiej mamy dwie tezy stawianie przez lewicę: wolność akademicka jest święta i uniwersalna, oraz: bojkot wszystkich akademików izraelskich (oczywiście poza izraelskimi Arabami). Jako, że bezpośrednią przyczyną artykułu Davidsona był właśnie ów bojkot, ciężko nawet z tym polemizować. Tu można dodać, iż to zjawisko ma szersze konotacje. Część lewicy, do której ja z pewnością siebie nie zaliczam, z równym absolutyzmem broni tez postmodernizmu i relatywizmu kulturowego. Osoba uznająca, iż narracje kulturowe są mniej ważne od genetyczno - materialnego podłoża człowieczeństwa jest przez część lewicy traktowana jako heretyk.
Kolejna niespójność poglądów zauważona przez Davidsona dotyczy wolności słowa. Mamy dwie tezy: wolność słowa jest święta i uniwersalna, oraz żadnej platformy dla syjonistów, żadnej platformy dla „islamofobów”. Oczywiste jest, że słuszna krytyka islamu za łamanie praw człowieka najczęściej nie jest żadną fobią, choć oczywiście zdarzają się osoby przesadzające ze swoją niechęcią do muzułmanów, traktujące ich jak "siły zła", kiedy oczywiście wśród muzułmanów jest wielu mądrych i wspaniałych ludzi. Ale faktem jest, że islam tym ludziom szkodzi. Choćby dlatego, iż wielu z nich akceptuje antyhumanitarne ekscesy współbraci w wierze. Uważam, że rzeczowa i sensowna krytyka islamu i islamskich obyczajów pomaga ludziom w tym zanurzonym i jeśli rzeczywiście życzymy dobrze ludziom z Iranu, czy Pakistanu, krytykujmy islam. Dla siebie i dla nich. Krytykujmy mądrze i obiektywnie, bez histerii. Krytyka należy się zresztą wszystkim religiom, dlatego choćby, iż skłaniają ludzi do kultywowania nieprawdy i to często stosując chwyty "poniżej pasa", czyli wdrukowując "jedynie słuszne poglądy" małym, bezbronnym na to dzieciom. Oczywiście ów postulat żadnej platformy dla islamofobów, można rozwinąć w przypadku niektórych przedstawicieli lewicy o postulaty typu żadnej platformy dla modernistów, dla materialistów, dla ewolucjonistów. Jeśli chodzi o syjonizm, nie ma w tym nic złego - Żydzi mają prawo do swojego państwa. Są w dużej mierze w Izraelu ludnością napływową, ale pamiętajmy od czego odpływali i to nie tylko z Europy, ale również z państw muzułmańskich. Część lewicy powołuje się często na to, że wśród samych Żydów nie brakuje antysyjonistów. To przecież oczywiste, skąd się to bierze. Dla wielu ortodoksów współczesny Izrael to czysta herezja, zaś z drugiej strony nie brak wśród Żydów ludzi ulegających tym samym modom części lewicy, co wielu innych Amerykanów, czy Europejczyków. Żydzi nie zabijają swoich apostatów ani nawet najbardziej irracjonalnych krytyków żydowskiej racji stanu, którą jest w dużej mierze przetrwanie, stąd mogą być bardzo pluralistyczni. Większość mieszkańców Iranu, Pakistanu, czy Sudanu raczej nie ma takiej możliwości bez ryzykowania życiem i wolnością.
Kolejny brak spójności poglądów to energia atomowa. Z jednej strony, jak zauważa Davidson, mamy opinię, iż energia atomowa musi być zakazana we wszystkich krajach świata, z drugiej część lewicy głosi, iż Iran ma absolutne prawo do energii nuklearnej. Prawda, rzeczywiście tak się dzieje. Niezrozumiała jest dla mnie z jednej strony aż tak duża niechęć części lewicy do energii atomowej, która może przecież być ważną drogą do dalszego postępu wszystkich ludzi, z drugiej strony nie rozumiem zapatrzenia się lewicy w niezawisłość łamiącego prawa człowieka jak suche gałązki Iranu (którego tradycyjną muzykę, kaligrafię i literaturę uważam za jeden ze szczytów ludzkiego artyzmu, zauważając przy okazji iż te skarby są obecnie niszczone przez islamistów). Od kiedy to lewica powinna bronić nacjonalizmu? Wspieranie Iranu można wyjaśnić zapewne niechęcią części lewicy do USA. Cóż, USA jest milion razy bliższe jakiejkolwiek myśli lewicowej niż współczesny Iran. W USA bardzo ciężko byłoby znaleźć wśród największych i niedopuszczanych do głosu oryginałów równie zażartych i twardogłowych konserwatystów, jak ci, którzy rządzą ruinami nieszczęsnej, gubionej przez religijny fanatyzm Persji. Wszystkim moim przyjaciołom z Iranu życzę przy okazji wolności. Nie od USA, ale od islamu. Podobny brak spójności Davidsona dotyczy też broni nuklearnej, wspieranej przez część lewicy w Iranie i nielubianej wszędzie indziej. Tymczasem, niestety, Iran jest obecnie jednym z ostatnich miejsc na Ziemi, gdzie broń nuklearna powinna się znajdować. Nawet ZSRR nie ośmieliło się wystrzelić głowic nuklearnych. Czego jednak nie potrafił nawet stalinizm, może osiągnąć fundamentalizm religijny.
Kolejny brak spójności dotyczy religii i ateizmu. Z jednej strony mamy pogląd iż, Religia jest opium dla mas. Powinna być wyśmiewana i zakazana, z drugiej wszystkie aspekty islamu muszą być respektowane. Tu nie do końca się zgadzam. Po pierwsze, niestety, wielu lewicowców nie widzi żadnego problemu w religiach. Po drugie wokół islamu jest jednak więcej krętactwa nawet u tych, którzy całkowicie się mieszczą w modelu Davidsona. Każdy lewicowiec wolący wieszać psy na Izraelu niż choć raz pisnąć o mordowaniu ateistów w majestacie prawa w 13 państwach muzułmańskich (a ostrym ich prześladowaniu w większości pozostałych), w razie czego uzna, iż nie wszystko w islamie jest takie ładne, ale... (i tu wpisać cokolwiek). Faktem jest też, że wielu ludzi na Zachodzie boi się krytykować islam, więc obierają za cel bezpieczniejsze obiekty krytyki. Oczywiście ten strach jest zgubny. Gdyby większa część elit Zachodu przełamała strach i zaczęła otwarcie krytykować islam, pomogliby sobie, nam, jak również wszystkim mieszkańcom państw muzułmańskich. Wielu z nich też się boi, czemu trudno się dziwić, skoro my się również boimy, nie mając nawet ułamka z ich powodów do strachu. Kolejna sprzeczność jest podobna - Religia powoduje wojny i Islam jest religią pokoju. Oczywiście, tak dobrze nie ma, i zgodne z prawdą przeświadczenie, iż religia jest ważną (choć nie jedyną) przyczyną wojen nie jest wcale wyróżnikiem dla znaczącej części lewicy.
Ciekawą sprzecznością jest passus na temat eksmisji - Eksmitowanie jakiegokolwiek człowieka z jego domu – nawet jeśli mieszkał tam tylko kilka godzin – jest zbrodnią przeciwko ludzkości oraz Każdy Żyd, mieszkający w Izraelu, włącznie z tymi, którzy mają ponad 100 lat i nigdy nie mieszkali nigdzie indziej, musi zostać siłą “cofnięty” do Polski lub Niemiec. Faktem jest, że te same osoby z części lewicy, które bronią mieszkańców squadów, potrafią pisać na forach i blogach, iż wszyscy Żydzi powinni się wynieść z Izraela i jest to często na tych lewicowych forach i blogach tolerowane. Oczywiście, ktoś mógłby stwierdzić, że część Palestyńczyków jest bezdomna. Ok. Ale od ilu pokoleń i czy rzeczywiście ich wygnano? Dlaczego nie zaczynają nowego życia tam, gdzie są? Dlaczego część lewicy nie chce pomóc raczej w tym, niż w krytyce Izraela? Pamiętajmy, że wśród ludności palestyńskiej też jest mnóstwo osób napływowych, o na przykład egipskich korzeniach.
Bardzo ważnym brakiem spójności jest ocena kolonializmu. Z jednej strony mamy tezę części lewicy, iż wszyscy kolonialiści to nikczemni rasiści, którzy muszą zostać zniszczeni, z drugiej Islamski podbój kolonialny Zachodu jest niezbędny dla wielokulturowej różnorodności. Tu Davidson podaje trochę nietrafne argumenty. Imigranci muzułmańscy w Europie to nie są zbrojni zdobywcy. Zbytnie uzależnienie od szacunku wobec religii rządów państw europejskich stwarza problem, ale to też nasza wina. Gdyby Europejczycy wymagali szanowania praw człowieka i świeckiej przestrzeni publicznej, nie byłoby żadnego "podboju". Jeśli chodzi o podbój kolonialny niszczący różnorodność kulturową (co jest, moim zdaniem, złe do pewnego stopnia, choć nie każda kultura zasługuje na ochronę), to świetnym przykładem jest brutalna islamizacja animistycznej i politeistycznej Afryki. Dlaczego część lewicy raczej się tym nie zajmie? Europejski kolonializm jest historią (choć uprawiali go też na wielką skalę muzułmanie). Brutalna kolonializacja Afryki przez islam i język arabski trwa. To należy krytykować i przed tym należy bronić rdzennych kultur afrykańskich.
Dalszą część tabelki pozostawiam do pracy własnej czytelnikom. Davidson nie zawsze trafia prosto do celu, ale zwraca uwagę na realny problem części lewicy. Trzeba o tym problemie mówić, bo przedkładanie mód intelektualnych ponad rzeczywistością jest zgubne. Jeśli komuś leżą na sercu prawa człowieka, niech broni ateistów i kobiet w państwach muzułmańskich. Jeśli ktoś ceni różnorodność kulturową i nie cierpi kolonialnych metod - niech broni Czarnej Afryki przed islamizacją. Izrael nie jest idealny, ale problemy, które stwarza sobie i innym, są nieistotne wobec choćby tych dwóch, wspomnianych powyżej spraw.