>
>A więc czy mądry to jednocześnie dobry?>
Tak. Chęć czynienia zła dla samego zła --wskazywałaby na jakieś zaburzenie osobowościowe (czy jak by to tam się zwało-- sama Pani wie najlepiej).A co z przekoaniem, że jeśli się nie zrobi czegoś potencjalnie groźnego, to rzeczywiste zło się wydarzy? Czyli... można nic nie robić i być biernym, więc w przekonaniu o mądrości swej bierności oczekiwać na "kuku".. albo namieszać na swoją modłę tylko po to, aby w tym zamieszaniu wyjść na bossa prawie wszystkich bossów.. To by mogło zostać uznane za chęć czynienia zła dla samego zła i trudno odebrać te prawo wszystkim tym, którzy chcą być asertywnymi.
Z tm się zgodzę. Najinteligientniejszy pracownik jest najbardziej niebezpieczny dla firmy. Bo po prostu za dużo wie i może podkopać wiarygodność firmy. Nie daj Panie Mietku (Mietek to nie imię... Mietek to funkcja!), że ktoś taki tak namiesza, że go zwolnią, a on to co wyniósł z firmy, to wiedza o firmie i wszystko doskonale pamięta. Firma ma problem. Jak go rozwiązuje firma? Firma zatrudnia średnio rozgarniętych licealistów, którym daje jakieś przekonanie o wartościach... i na przykład firma płaci za lojalność, a nie za genialne plany.
O tyle o ile inteligencja dla mnie jest tylko pochodną tej osławionej mądrości, to można na niej przeprowadzić konkretne operacje i ją zbadać. O mądrości trudno cokolwiek powiedzieć, no chyba, że mądrym można uznać kogoś, o kim wiadomo, że jest genialny... tyle że takich geniuszy też jest kupę, ale nie można o nich powiedzieć, aby byli mądrzy, czy nawet wyjątkowo inteligentni.... bo na przykład mają coś ciekawego do zaoferowania rzeczywistości i przeważnie nikt tego nie chce.
Mądrość ma o tyle pozytywny charakter, że niesie za sobą ładunek subiektywny. Nawet jeśli kilku kolesi, którzy sami sobie przyklasną, że należą do fafarafa elity i będą dla siebie taką grupą wsparcia w tej materii... to właśnie ten ładunek subiektywny mądrości sprawi, że będą mieli przekonanie o swej mądrości, co rzutować będzie na kreowaną przez nich logikę i rację ich postaw.
Można powiedzieć, że nawet ta rybka w akwarium, o której ostatnio przeczytałem w książce Hawkinga "ma swoją mądrość" (choć Hawking to chyba raczej pisał o jej postrzeganiu świata) i może być z siebie dumna, bo jeśli ona "ma tą mądrość", to dla niej nie jest ona oderwana od rzeczywistości i nawet jeśli zbyt poważnie ta rybka traktuje ten ładunek subiektywny, to wciąż nie bierze się on dla niej z nikąd i rzutuje na kreowaną przez tą rybkę logikę.
Jaka jest więc rada dla rybki? Taka sama jak dla każdego człowieka - skonfrontować swoją logikę z jak największą liczbą stanowisk uwzględniającą nie tylko ładunek subiektywny rybki. O tyle, o ile nie jest to genialne... to może to być tylko racjonalne... ale czy można tu kiedykolwiek mówić o tej mitycznej "mądrości"?
Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy tę rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymać ją za jej radosną zgodą..