 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 03-01-2014 16:09 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Wartość usług
10 na 14 | Zauważyłem niedawno, że mimo zbliżającego się 25 lecia kapitalistycznej Polski, zaskakująco duży odsetek Polaków wciąż nie rozumie wartości ekonomicznej usług. Czasem mam wrażenie, że mam do czynienia ze studentami SGPiS sprzed 40 lat. W tamtych czasach nie uczono ekonomii. Zamiast niej uczono ekonomii politycznej socjalizmu. Był to stek bzdur. Jedną z takich bzdur było niewliczanie usług do PKB ani do dochodu narodowego, czy jak tam się to wtedy nazywało. A przecież to zdaje się Marks udowodnił, że źródłem wartości jest praca. Zresztą Marks miał kilka niezłych przemyśleń, ale sowieci kazali nauczać inaczej... zresztą mniejsza z tym.
Dzisiejsze ciemniaki nadal nie rozumieją, że produkcja i usługi wytwarzają wartość tak samo wartościową. Czuję się zażenowany, że piszę takie banały, ale naprawdę mam powody sądzić, że nie dla wszystkich są to banały. Otóż, jeśli np. chcę ładnie wyglądać, mam do wyboru - pójść do fryzjera lub kupić sobie nożyczki i stracić masę czasu na nieporadne cięcie; jeśli chcę kupić telewizor, mogę najpierw kupić samochód i pojechać (tracąc mnóstwo cennego czasu) do fabryki telewizorów, albo dodatkowo zapłacić za transport i kazać sobie przywieźć telewizor do domu. Oczywiście nożyczki i samochód przydadzą się do innych działań, za które nie będę musiał już płacić, ale cenny czas nadal będę marnotrawić, zamiast zarabiać w tym czasie.
Drugą kwestią jest brak zrozumienia dla idei usługi. Nawet władca, nawet biurokrata, nawet ksiądz jest usługodawcą. Jednak usługowy model państwa jest dla polskich homo sovieticus niezrozumiały. Oczywiście można się zastanawiać, komu są potrzebne usługi biurokratów, ile warto są usługi kapłanów... ale samego faktu realności tego rodzaju usług takie rozważania nie podważą.
Trzecią kwestią jest brak zrozumienia dla idei umowy. Umowa między klientem i usługodawcą jest taką samą umową jak każda inna umowa dwustronna - obie strony są partnerami, mają swoje prawa i zobowiązania. Od specyfiki usługi i umowy zależy, która strona będzie uprzywilejowana. Przykładowo, bank wzywa klienta jak dzieciaka na dywanik, żeby podpisał nową wersję umowy, zaś korepetytor jedzie do klienta i czuje się malutki, jak klient banku. Slogan "klient nasz pan" jest chwytem marketingowym, najczęściej kłamliwym. Faktycznie relacja między klientem i usługodawcą jest partnerska, bo wynika z umowy dwustronnej, nawet jeśli ta umowa nie jest na papierze.
Czwartą nierozumianą kwestią jest nieświadomość realiów, że role stale się odwracają. Sprzedawczyni ze sklepu, w którym kupowałem, za kilka godzin będzie ode mnie wymagać korepetycji wysokiej jakości dla swojego dziecka. Inny klient jej sklepu przyjdzie do niej położyć glazurę, a jeszcze inny naprawić prysznic...
Wniosek jest prosty dla człowieka rozumnego - klient i usługodawca naturalnie mają ten sam status, są jednakowo ludźmi z tą samą godnością i równymi prawami, jak partnerzy (lub przeciwnicy) w interesach. Podobnie jest z pracodawcą i pracownikiem - ich też łączy umowa dwustronna, chociaż innego rodzaju - na świadczenie pracy, a nie na świadczenie usług. Ale to już temat na osobny wątek. Tutaj warto dodać na koniec, że niezrozumienie usług dotyka wszystkich, nie tylko absolwentów SGPiS, zwanych dawniej ekonomistami. Polscy politycy, prawnicy, dziennikarze są pewnie jeszcze głupsi, bo łykali te bzdury bez refleksji. Dlatego mamy tak niską kulturę prawną w kwestiach usług i umów. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 Dalej..| Nikiirl (101 punktów) | Odp: Wartość usług |
> Niestety o pauperyzacji, czyli nie obniżeniu poziomu życia, a upadku na samo dno, sporej ilości ludzi i rodzin też niestety musimy mówić, bo to są fakty. Choćby niekończący się problem eksmisji to wyraźnie pokazuje.> Nie da się także ukryć, że o ile za tzw. komuny rządowe taryfikatory płac, choć czasami nieaktualizowane, były bezdyskusyjnie stosowane, to dziś pensja minimalna jest nierzadko nieosiągalną łaską pana, bo możliwości jej ominięcia są stosowane w niektórych branżach powszechnie.Miałem na myśli ogół społeczeństwa, a nie jego margines. Trudno żeby komuś kto pracował, a nie pracuje nie obniżył się poziom życia. Bez względu na ustrój. Co do eksmisji to nie podoba mi się, że problemami ludzi z niepłaceniem czynszu próbuje się obarczać kamieniczników depcząc ich konstytucyjne prawo własności. Jak ludzie będą mieli pracę to problemu eksmisji nie będzie, i tu należy szukać dobrych rozwiązań. Tymczasem lewica chce całkowitego zakazu eksmisji i jednocześnie mówi o konieczności likwidacji śmieciówek, co problem bezrobocia jedynie pogłębi. To ma być to salomonowe rozwiązanie? W Irlandii poturbowanej kryzysem praktycznie zaniechano budowy lokali socjalnych, ale w zamian gminy podnajmują mieszkania na wolnym rynku zawierając z ich właścicielami długoterminowe umowy. W praktyce wygląda to tak, że wystarczy znaleźć sobie mieszkanie, urząd gminy podpisuje z jego właścicielem umowę, a urzędnik ustala wysokość czynszu na podstawie dochodu gospodarstwa domowego. Bezrobotni mogą taki lokal dostać nawet za 20% ceny rynkowej czynszu. O zaletach tego rozwiązania zarówno dla kamieniczników i oczywiście lokatorów przekonywać chyba nie muszę? Państwo nie ma budować mieszkań, bo i tak nie ma z czego, a nakręcać koniunkturę. |
#122 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Wartość usług |
> Niestety o pauperyzacji, czyli nie obniżeniu poziomu życia, a upadku na samo dno, sporej ilości ludzi i rodzin też niestety musimy mówić, bo to są fakty.Tak, ma Pan rację. Warto tu przywołać dorobek prof. Marii Jarosz, a także prof. Elżbiety TarkowskiejProfesor Kieżun też ani marksista, ani nawet nie lewicowiec. Wielki człowiek i wielka postać naszej historii - zmarły 10 lat temu - Aleksander Małachowski: Milionom ludzi "Solidarność" (...) nie kojarzy się już ze zrywem niepodległościowym, co wyzwolił Polskę z obcej niewoli, lecz z utratą pracy przez ludzi, z głodnymi dziećmi, z biedą i całkowitą ruiną tysięcy zakładów dających ongiś pracę i jaki taki zarobek. Człowiek, którego rodzice byli ofiarami stanu wojennego, pamięta raczej to, że on sam, choć przez nikogo brutalnie nieatakowany, nie ma za co nakarmić swoich dzieci, co go upokarza bardziej niż ongiś rewizja w mieszkaniu rodziców czy nawet "kilka razy po ryju", co się wielu z nas przytrafiło.
Jednym z najbardziej upokarzających przeżyć, jakich doznałem w życiu, nie były te różne okropne obozowo-więzienne przygody czy obecne ataki na mnie rozszalałych nacjonalistów, lecz pytanie z wiecu przedwyborczego w Białymstoku, gdy jakiś stary człowiek spytał mnie, czy się aby nie wstydzę tego, iż byłem członkiem krajowych i regionalnych władz NSZZ "Solidarność". (...) Ktoś mocno zubożały - a niegdyś dobrze płatny robotnik - powiedział mi wprost: "Do tego rachunku z niepodległością trzeba doliczyć nie tylko to, co ona nam dała, ale także to, czego nas pozbawiła. Mnie, proszę pana, niepodległość odebrała godność osobistą, od dawna nie mam normalnej pracy, żyję z krętactw i przemytu, a mimo to bywają dni, że dzieci nie dostają tego, co powinny mieć. Taki jest mój rachunek z wolnością, pamiętajcie o tym, łobuzy polityczne". (...) W społeczeństwie, gdzie brak pracy i chleba dla dzieci po¬zbawia ludzi godności, należy bardzo ostrożnie pokazywać historyczne malowanki. (...)
Propagandyści wszelkich maści muszą pamiętać, że skrzywdzeni i poniżeni są bardzo złą publicznością dla wszelkich, choćby najprawdziwszych prezentacji okropieństw przeszłości. Dziś dla sporej części naszego społeczeństwa ważne jest to straszne w swej istocie pytanie: co nam zabrała wolność? Każdy, kto chce zbijać kapitał polityczny na historycznych malowankach, powinien pamiętać o tej mojej przestrodze. Co nam zabrała wolność?, "Przegląd" 19/2002
____________________
Od samego początku wśród solidarnościowców, a później wśród członków całej klasy politycznej bądź osób do niej aspirujących ujawniała się i trwa do dzisiaj kolosalna pazerność na forsę, choćby zdobywaną niemoralnie, i na stanowiska uzyskiwane dzięki poparciu zwycięskich grup politycznych bez oglądania się na kwalifikacje awansowanych. Czy teraz jest inaczej?
Nie sądzę. (...) Dalej niestety trwa zasada dawania pierwszeństwa swoim, i to nie tylko ze swojej partii politycznej, ale także ze swego kręgu znajomych. "Krewni i znajomi królika". Stara i dobrze znajoma sentencja znowu nabiera wyrazistości. Każdy zresztą z nas, przywódców partii politycznych, może, jeśli zechce być szczery, potwierdzić, że bywa oblegany przez znajomych i krewnych królika w sprawie stanowiska, jakie mu należy możliwie szybko przydzielić i gdzie on, bądź jego protegowany, da sobie znakomicie radę. Oczywiście wszyscy liderzy partyjni zarzekają się przed wyborami i w ich trakcie, że nigdy znajomości, tylko zawsze wiedza, doświadczenie i sprawdzone umiejętności, ale mijają wybory, na miejscu wyborców pojawiają się rzesze petentów i co robić... No właśnie, Maciek nie może być bez pracy, ani Wojtek, ani Franek... Znowu krewni i znajomi królika, "Przegląd" 24/2002 /Za "Przegląd" 4/2014/ Oczywiście można próbować kit ludziom wciskać nawet na siłę, czy "huki", ale tu racjonalistyczne forum, tu większość myśli samodzielnie. Pozdrawiam serdecznie. @@@ . |
#123 1 na 1 | Frank Holman (5897 punktów) | Odp: Wartość usług | > Miałem na myśli ogół społeczeństwa, a nie jego margines.Tak, tylko Twoje wyobrażenie co jest normą (większością) - bo ogół to w ogóle nie istnieje - a co marginesem wydaje się, że jest wybitnie oderwane od rzeczywistości. Marginesem nie są bowiem w Polsce nawet ludzie zarabiający dużo; marginesem są ludzie, którym nigdy nie brakuje na nic z tego co na co dzień potrzeba i sobie jeszcze oszczędzają. |
#124 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Odp: Wartość usług | Kochany biały bracie, Old Shatterhandzie, ponieważ nie otwiera mi się Twój post z poczty, a nie chce mi się go szukać, odpowiem w tym miejscu: > Wyjaśnij mi w końcu:> czy własność gminna jest społeczna (wspólna) czy prywatna?To zależy od formy prawnej tej własności, a nie od jej nazwy. Cechą własności prywatnej jest dysponowanie dochodem - jeśli cały dochód trafia do naszej kieszeni, to jest to własność prywatna. Inną cecha jest dziedziczność - jeśli prawa wynikające z własności odziedziczą nasze dzieci, to jest to własność prywatna. Naukowcy ekologowie udowodnili, że jeśli własność gminna jest własnością prywatną, to przyroda w gminnie rozkwita, ale jeśli jest to własność społeczna, państwowa czy biurokratyczna, to następuje dewastacja. > czy prywatny właściciel kopalni będzie dbał bardziej o stan środowiska na powierzchni niż> społeczny?Właściciel kopalni (prywatny) będzie dbał o stan kopalni, o stan środowiska będzie dbał właściciel środowiska, pod warunkiem, że będzie to jego własność prywatna. Państwowa kopalnia będzie dewastowana tak samo jak państwowe środowisko. > jaki wpływ ma prywatyzacja kopalni na zainteresowanie lokalnej społeczności stanem> środowiska?Żadnego. Zainteresowanie środowiskiem pojawi się dopiero po prywatyzacji tego środowiska.
doku (Tomasz Kamiński) |
#125 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | Odp: Wartość usług |
> > Wyjaśnij mi w końcu:> > czy własność gminna jest społeczna (wspólna) czy prywatna?> To zależy od formy prawnej tej własności, a nie od jej nazwy. Cechą własności prywatnej jest dysponowanie dochodem - jeśli cały dochód trafia do naszej kieszeni, to jest to własność prywatna. Inną cecha jest dziedziczność - jeśli prawa wynikające z własności odziedziczą nasze dzieci, to jest to własność prywatna.Zgoda, czyli własność komunalna jest społeczną. > Naukowcy ekologowie udowodnili, że jeśli własność gminna jest własnością prywatną,Własność gminna nie może być prywatną według Twojej definicji, ponieważ nie podlega dziedziczeniu. Dalszy ciąg Twojej wypowiedzi jest niezgodny z tą definicją > > czy prywatny właściciel kopalni będzie dbał bardziej o stan środowiska na powierzchni niż społeczny?> Właściciel kopalni (prywatny) będzie dbał o stan kopalni, o stan środowiska będzie dbał właściciel środowiska, pod warunkiem, że będzie to jego własność prywatna.Czyli prywatyzujmy szkody górnicze? > Państwowa kopalnia będzie dewastowana tak samo jak państwowe środowisko.Byłeś kiedykolwiek w kopalni ? prywatnej czy państwowej? Ja znam zarówno prywatne jak i państwowe. W sprawach ochrony wód czy powierzchni, nie zauważyłem różnic. > > jaki wpływ ma prywatyzacja kopalni na zainteresowanie lokalnej społeczności stanem> > środowiska?> Żadnego. Zainteresowanie środowiskiem pojawi się dopiero po prywatyzacji tego środowiska.Super, jak chcesz sprywatyzować wodę w rzece, powierzchnię lasów i dróg, powietrze? |
#126 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Wartość usług | . > Super, jak chcesz sprywatyzować wodę w rzece, powierzchnię lasów i dróg, powietrze?Z recenzji książki Francisa Wheena "Jak brednie podbiły świat": Brednie podbijające świat piętnowane są od pierwszych po ostatnie stronice książki Wheena. Autor pokazuje i wyśmiewa głupotę i zakłamanie możnych tego świata oraz irracjonalne podstawy działań ekonomiczno-społecznych współcześnie w świecie zachodzących. Manipulacje wiedzą i naciąganie badań, aż po hucpę, nawet przez wybitnych uczonych. Moim zdaniem całą jej zawartość warto i należy odnosić do naszego kraju, co w moich powyższych refleksjach nad książką właśnie uczyniłem. Podsumowując: odradzam jej czytanie. Myślenie - wbrew przysłowiu - boli, a przez jej lekturę zaczynamy lepiej rozumieć, jak i dlaczego garstka eksopozycjonistów wymanipulowała rzesze idealistów z "Solidarności". Dlaczego kilkudziesięciu, kilkuset polskich neoliberałów, będących w przedziwnych relacjach /łamańcach/ z Kościołem Katolickim, narzuca kierunek myślenia kilku tysiącom ekonomistów i wielu milionom inteligentnych Polaków.
Na dokładkę, by jeszcze bardziej zdecydowanie odstręczyć wszelakich pięknoduchów od lektury, załączę jeden z cytatów: "Mantra powtarzana przez Gekko - 'chciwość jest dobra' - stała się wkrótce ulubionym powiedzeniem wszystkich Wielkich Kutasów z Nowego Jorku i Londynu - Panów Wszechświata". W Polsce z wielkością bywa krucho, natomiast chciwością i głupotą nowobogackich (nazywających siebie np. pracodawcami - dobroczyńcami lub "krajową elitą aktywnych i przedsiębiorczych") możemy podzielić się nawet z największymi egoistami świata.Pozdrawiam. @@@ . |
#127 1 na 1 | Frank Holman (5897 punktów) | Odp: Wartość usług | Generalnie są do bzdury oderwane od życia. Oczywiście, że np. zamknięty dla ludzi las będzie prawdopodobnie się rozwijał, o ile właściciel nie wpadnie na pomysł, że bardziej opłaca się ściąć wszystkie drzewa. Podobnie zamknięty zbiornik wodny, itd. Problem w tym, że wtedy nie będzie dostępny. Dlatego wymyślono coś takiego jak zrównoważony rozwój. I fajnie by było zacząć rozmawiać o racjonalnych rzeczach a nie urojeniach. Problemem też nie jest i nie powinno być to czy lokalna społeczność intersuje się środowiskiem, bo wcale nie musi tego robić. To się nazywa prywatyzacja zysków a upublicznianie kosztów. Środowiskiem ma się interesować ten, który je zanieczyszcza, a nie ci co korzystają; oni mają prawo do środowiska wollnego od nadmiaru zanieczyszczeń. Ergo - prywatyzacja niczego nie zmienia, jeśli nie ma siły wymuszającej ochronę środowiska. A taką siłą może być tylko skuteczne prawo i instytucje państwowe a nie opinia publiczna. |
#128 1 na 3 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Odp: Wartość usług | > Własność gminna nie może być prywatną według Twojej definicji, ponieważ nie podlega dziedziczeniu.Opisuję reformy, które z własności gminnej uczyniły (współ)własność prywatną członków gminy. Spróbuj skupić się na różnicy, czy coś jest własnością instytucji, czy ludzi. W Świecie Nauki opisywano nie raz, jak zdefiniować stosunki własnościowe w gminie, aby własność gminna stała się własnością prywatną, a wtedy członkowie gminy zaczęli szanować przyrodę, pastwiska się zazieleniły, morza się zarybiły, rybacy znów mieli pracę, pasterze znów mieli gdzie wypasać... pamiętaj, że własność prywatna nie musi być jednoosobowa... Wiem, że mam przewagę, że przeczytałem długie artykuły, że je zrozumiałem, a teraz sam chcę w skrócie przekazać to i się denerwuję, że ktoś mnie nie rozumie. Mogę tylko przeprosić za tę irytacje i powtórzyć raz jeszcze - piszę o zmianie stosunków własnościowych w gminie w taki sposób, że własność gminna stała się własnością prywatną członków gminy - z pełnymi prawami ochrony, wyłączności i dziedziczenia, i z pełną odpowiedzialnością właściciela. > Czyli prywatyzujmy szkody górnicze?Nie chciałem niczego sam zmyślać, tylko przekazać wiedzę naukową, o której czytałem. Nie było tam nic o kopalniach. Było o ochronie mórz przed przeławianiem, pastwisk przed pustynnieniem, Parków Narodowych przed degradacją... Skoro pytasz o kopalnie, to najpierw zastrzeżenie - to co napiszę teraz, to moje pomysły, mam nadzieję, że są równie dobre, jak te rozwiązania sprawdzone przez naukowców. Otóż sugeruję, wzorując się na sprawdzonych rozwiązaniach, że trzeba ustalić, jakie tereny są zagrożone złym wpływem kopalni i wszystkim gminom na tych terenach dać tę kopalnię i te tereny na współwłasność prywatną: całkowity dochód z kopalni dzielą mieszkańcy tych gmin, z własnej kieszeni pokrywają koszty ochrony swojej przyrody, tylko oni mają prawo korzystać z lasów i jezior w tych gminach i jest to wszystko w ich pełnej dyspozycji i pod pełną ochroną prawną, np. żaden obcy wędkarz nie ma prawa wstępu, a policja ściga obcych; i oczywiście prawa te są w pełni dziedziczne. > Super, jak chcesz sprywatyzować wodę w rzece, powierzchnię lasów i dróg, powietrze?Dokładnie tak samo, jak to zrobiono z tymi akwenami morskimi, o których już pisałem. Trzeba zmienić obowiązujące prawo, zaangażować nie tylko policję, ale też wojsko do obrony praw - skoro to się udało na wodach międzynarodowych, to tym łatwiej się uda wewnątrz kraju. Najprostszy przykład: kogo zwykle nazywa się kłusownikiem? tego, kto nielegalnie poluje w lasach państwowych (a to jest absurdalny relikt feudalizmu). Po prywatyzacji kłusownikiem będzie tylko złodziej, polujący w cudzym lesie prywatnym (czy pamiętasz, że własność prywatna to nie to samo, co własność jednoosobowa?). Z powietrzem będzie trudniej, ale gdy już się raz zrozumie zasadę, łatwo ją stosować w kolejnych sytuacjach. Przykładowo, jeżeli zastosujemy ekologiczne zasady prywatyzacji do powietrza, to wprowadzamy opłatę, jaką Polska zapłaci Niemcom za czysty wiatr zachodni a oni nam odszkodowania za zanieczyszczenia. Jeżeli Niemcy zainwestują w oczyszczalnie, będą zarabiać na wiatrach zachodnich, ale jeśli powietrze będzie wlatywać do Polski zanieczyszczone, to Polska zarobi i za te pieniądze wybudujemy sobie oczyszczalnie, sprzedamy czyste powietrze na wschód i jeszcze raz na nim zarobimy. Zauważ jak własność prywatna naturalnie wiąże się z odpowiedzialnością. Nikt nie będzie chciał wpuścić trucizny do własnego powietrza czy do własnej rzeki, gdyż poniesie pełną odpowiedzialność za wszystkie zatrucia. Wyobraźmy sobie, że właściciel fabryki z Krakowa wpuścił ścieki do Wisły, a ktoś z Warszawy zatruł się tą wodą. Jeśli fabryka i fragment rzeki pod fabryką nie są prywatne, to jak udowodnić winę winnemu? Jeśli są prywatne, odpowiadają właściciele, bez potrzeby udowadniania winy. Zauważ, jak trudno wielu Polakom zrozumieć, że mandat z fotoradaru powinien płacić właściciel - Polacy w większości nie rozumieją pojęcia odpowiedzialności, bo nie rozumieją pojęcia własności prywatnej. Myli się ciemniakom "odpowiedzialność" z "winą", nie rozumieją, błądzą w mrokach, denerwują się... Wystarczy tylko zrozumieć i nagle wszystko jasno widać - za potrącenie pieszego karze podlega kierowca, jako sprawca (przestępca) - za przekroczenie prędkości, czyli za powstanie zagrożenia, odpowiada właściciel, bo nie ma sprawcy, bo nie ma szkody, jest tylko wyobrażenie szkody - to tylko zagrożenie, za które odpowiada ten, kto ma obowiązek pilnować, aby zagrożenie nie powstało, czyli właściciel - cdbo. Jako racjonalista wiem, że gdyby ludzie zaczęli rozumieć o czym mówią, wtedy polityka by umarła, bo nikt jawnie nie próbowałby najlepszych rozwiązań zastępować gorszymi. Jedyną polityką byłyby odkrycia naukowe i wynalazki, bo tylko one mogłyby zastąpić najlepsze praktyki jeszcze lepszymi. Dzięki nauce rozumiemy najlepsze praktyki budowania stosunków własnościowych. Kiedy inni to zrozumieją? Kiedy zagłosują na rozumiejących? Ryby wymierają w Bałtyku, UE wprowadza idiotyczne limity i zakazy dla rybaków, ryby nadal wymierają, a naukowcy już to mają przećwiczone, jak sprywatyzować morze, żeby ryby stały się własnością rybaków i żeby przyroda znów zaczęła rozkwitać. Niestety w UE rządzi ciemnogród pokroju Łysenki, który wychowuje proste banany, ślimaki wychowuje na ryby, a rybaków wychowuje na przestępców. Niestety w UE (oprócz kilku uczciwych ludzi kochających swoje dzieci i wnuki) rządzą przestępcy i biurokraci, którzy mają gdzieś los swoich wnuków, dewastują przyrodę i gospodarkę - jedna ręką (tą uczciwą) dają pieniądze na oczyszczalnie, drugą ręką (złodziejską) dotują hodowlę i rolnictwo paszowe, trzecia ręką (złodziejską) wciskali Grecji, a teraz wciskają Polsce forsę na idiotyczne inwestycje, czwartą ręką (złodziejską) dotują antyekologiczne biopaliwa). Gdyby ludzie zaczęli rozumieć, nie byłoby tych absurdalnych patologii.
doku (Tomasz Kamiński) |
dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Odp: Wartość usług | > Dlatego wymyślono coś takiego jak zrównoważony rozwój.> I fajnie by było zacząć rozmawiać o racjonalnych rzeczach a nie urojeniach.Jeżeli naukę usiłujesz nazywać urojeniami, to nie na tym portalu. Ja podaję konkrety z życia, dowody i logikę za Światem Nauki, Ty odpowiadasz demagogią w starym stylu. Tymczasem, cokolwiek by nie nazywano "zrównoważonym rozwojem", dopiero od niedawna wiemy, jak robić go w praktyce. Ja się skupiam na opisie, jak to robić w praktyce, a Ty nawet nie próbujesz zrozumieć. A to nie jest wcale takie trudne - spróbuj przeczytać jeszcze raz co piszę o zmianach stosunków własnościowych - to są rozwiązania sprawdzone w praktyce, a nie żadne abstrakcje w rodzaju "zrównoważonego rozwoju". Skup się na konkretach, wyobraź sobie wioskę rybaków, którzy mają pewność, że ich pas morza i ich ławice ryb należą tylko do nich i że ich dzieci odziedziczą te prawa. To już działa w kilku miejscach od lat, morze znów rozkwita, znikło zagrożenie intensywnej eksploatacji. Wyobraź sobie cały Bałtyk pocięty na paski (tych pasków nie widać na wodzie, one są tylko w prawie własności) prostopadłe do brzegu, pełen czystej wody, ryb i delfinów; wczasujesz sobie na prywatnej czystej, zadbanej plaży, łowisz z łodzi prywatne ryby swojego gospodarza, oczywiście jeśli sprzeda Ci prawo do takiego jednorazowego wędkowania (oczywiście ma upoważnienie, że może w imieniu wszystkich mieszkańców wioski sprzedawać pewną ograniczoną liczbę takich praw, niezbyt wielką, bo jego wnuki też będą się z tego utrzymywać).
doku (Tomasz Kamiński) |
#130 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | Odp: Wartość usług | > >Własność gminna nie może być prywatną według Twojej definicji, ponieważ nie podlega dziedziczeniu.> Opisuję reformy, które z własności gminnej uczyniły (współ)własność prywatną członków gminy. Spróbuj skupić się na różnicy, czy coś jest własnością instytucji, czy ludzi. W Świecie Nauki opisywano nie raz, jak zdefiniować stosunki własnościowe w gminie, aby własność gminna stała się własnością prywatną, a wtedy członkowie gminy zaczęli szanować przyrodę, pastwiska się zazieleniły, morza się zarybiły, rybacy znów mieli pracę, pasterze znów mieli gdzie wypasać... pamiętaj, że własność prywatna nie musi być jednoosobowa...Rozumiem, Współwłasność prywatna członków gminy przestaje być własnością komunalną/społeczną, a staje się własnością prywatną o rozproszonej strukturze właścicielskiej. Tylko nie nazywaj własności gminnej własnością prywatną, bo po zmianie formy własności mienie PRZESTAJE być własnością gminną. (Zgadzam się z Tobą, że własność nie musi być jednoosobowa, zgadzam się, że jesteś mało kuminkatywny  ) W Polsce dość popularną formą własności np mieszkań była kiedyś własność spółdzielcza, rozwijana jeszcze przed wojną z politycznym wsparciem PPS. Oceniam tę formę własności bardzo pozytywnie, ale nie widzę możliwości przypisania jej do "własności prywatnej członków gminy" Prosty przykład: wieś w której mieszka 1000 mieszkańców buduje szkołę. Szkoła jest własnością społeczną (gminną) i każdy mieszkaniec gminy ma prawo wysyłać do niej swoje dzieci. Gdyby była współwłasnością mieszkańców gminy jako spółdzielnia lub spółka, to każdy, kto się z tej wsi wyprowadzi musiałby odzyskać poniesiony wkład (albo nie*), a nowoprzybytny mieszkaniec, aby posłać swoje dziecko do szkoły, musiały wykupić w tej szkole udziały/akcje. To jest nierealne, choć zgodzę się z Tobą, że jest prawdopodobieństwo , że taka szkoła byłaby do czasu * bardziej zadbana. Jednak warunkiem musiałaby być struktura spółdzielni (jeden spółdzielca = jeden głos) a nie spółki (jeden udział/akcja= jeden głos) bo w drugim przypadku szkoła stanie się własnością miejscowego oligarchy. * Do czasu takiego wymieszania ludności na skutek migracji, że szkoła miałaby większość właściciela poza zasięgem swojego działania. > Wiem, że mam przewagę, że przeczytałem długie artykuły,No wiesz..... > że je zrozumiałem, a teraz sam chcę w skrócie przekazać to i się denerwuję, że ktoś mnie nie rozumie. Mogę tylko przeprosić za tę irytacje i powtórzyć raz jeszcze - piszę o zmianie stosunków własnościowych w gminie w taki sposób, że własność gminna stała się własnością prywatną członków gminy - z pełnymi prawami ochrony, wyłączności i dziedziczenia, i z pełną odpowiedzialnością właściciela.I takiej formie własności jestem generalnie przeciwny, uważając za skuteczniejszą własność gminną, co uzasadniłem powyżej. > >Czyli prywatyzujmy szkody górnicze?> Nie chciałem niczego sam zmyślać, tylko przekazać wiedzę naukową, o której czytałem. Nie było tam nic o kopalniach.... a szkoda, bo problem zniszczenia powierzchni przez eksploatację górniczą, zarówno odkrywkową jek głębinową jest poważny. > Było o ochronie mórz przed przeławianiem,Nie widzę możliwości prywatyzacji mórz, nawet w rozproszonej strukturze własności Nie widzę szans, aby prywatne morze, nie było rabunkowo eksploatowane np przy skokowej cenie ryby, a potem sprzedane > pastwisk przed pustynnieniem,Pastwiska są przeważnie prywatne > Parków Narodowych przed degradacją...Są Narodowe (i dobrze chronione) > Skoro pytasz o kopalnie, to najpierw zastrzeżenie - to co napiszę teraz, to moje pomysły, mam nadzieję, że są równie dobre, jak te rozwiązania sprawdzone przez naukowców.> Otóż sugeruję, wzorując się na sprawdzonych rozwiązaniach, że trzeba ustalić, jakie tereny są zagrożone złym wpływem kopalni i wszystkim gminom na tych terenach dać tę kopalnię i te tereny na współwłasność prywatną: całkowity dochód z kopalni dzielą mieszkańcy tych gmin, z własnej kieszeni pokrywają koszty ochrony swojej przyrody, tylko oni mają prawo korzystać z lasów i jezior w tych gminach i jest to wszystko w ich pełnej dyspozycji i pod pełną ochroną prawną, np. żaden obcy wędkarz nie ma prawa wstępu, a policja ściga obcych; i oczywiście prawa te są w pełni dziedziczne.Ponowię pytanie, co z własnością kogoś, kto się wyprowadzi? Skąd lokalna społeczność ma wziąć kapitał na przygotówki? Co z mieszkańcami miast, którzy chcą odpocząć w lesie? co z mieszkańcami nizin, chcącymi iść w góry? Co z wędkarzem znad Rawy, który chce łowić na Wiśle? > kogo zwykle nazywa się kłusownikiem? tego, kto nielegalnie poluje w lasach państwowych (a to jest absurdalny relikt feudalizmu). Po prywatyzacji kłusownikiem będzie tylko złodziej, polujący w cudzym lesie prywatnymNie rozumiem, dzisiejszy kłusownik przestanie być kłusownikiem, bo nabędzie udział w lesie? Bezkarny, tym bardziej będzie wnyki stawiał! > Z powietrzem będzie trudniej, ale gdy już się raz zrozumie zasadę, łatwo ją stosować w kolejnych sytuacjach. (...) >Zauważ jak własność prywatna naturalnie wiąże się z odpowiedzialnością.Przesadziłeś heretyku  > Wyobraźmy sobie, że właściciel fabryki z Krakowa wpuścił ścieki do Wisły, a ktoś z Warszawy zatruł się tą wodą. >Jeśli fabryka i fragment rzeki pod fabryką nie są prywatne, to jak udowodnić winę winnemu? Jeśli są prywatne, odpowiadają właściciele, bez potrzeby udowadniania winy.Jeśli fabryka jest państwowa, można udowodnić zaniedbania zarządowi. Paragraf ten sam (przy czym nie jestem zwolennikiem państwowej własności fabryk) > UE wprowadza idiotyczne limity i zakazy dla rybaków, ryby nadal wymierają, a naukowcy już to mają przećwiczone, jak sprywatyzować morze, żeby ryby stały się własnością rybakówWyczerpią rybę do końca, każdy byle szybciej przed sąsiadem. |
dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Odp: Wartość usług | > Z recenzji książki Francisa Wheena "Jak brednie podbiły świat"Mam prostą receptę - prenumerować i czytać Świat Nauki. Po kilku latach człowiek staje się jak papierek lakmusowy - od razu wyczuwa hochsztaplerstwo i od razu docenia wagę tego, co naprawdę ważne.
doku (Tomasz Kamiński) |
#132 -1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Odp: Wartość usług | > Nie widzę możliwości prywatyzacji mórz, nawet w rozproszonej strukturze własnościA ja Ci mówię, że to już się dokonało w kilku miejscach i już te akweny od wielu lat rozkwitają. > Ponowię pytanie, co z własnością kogoś, kto się wyprowadzi?Własność prywatna to własność prawdziwa, może ją zatrzymać, zrobić z nią co chce... chyba, że nie rozumiem intencji pytania > Skąd lokalna społeczność ma wziąć kapitał na przygotówki?Kredyt inwestycyjny > Co z mieszkańcami miast, którzy chcą odpocząć w lesie? co z mieszkańcami nizin, chcącymi iść w góry?Niech płacą za wstęp. > Co z wędkarzem znad Rawy, który chce łowić na Wiśle?Niech płaci. > Nie rozumiem, dzisiejszy kłusownik przestanie być kłusownikiem, bo nabędzie udział w lesie? Bezkarny, tym bardziej będzie wnyki stawiał!W swoim lesie? Nie rozumiem pytania. > Jeśli fabryka jest państwowa, można udowodnić zaniedbania zarządowi.Właścicielowi nie trzeba udowadniać zaniedbania, zawsze będzie ukarany.
doku (Tomasz Kamiński) |
| Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Wartość usług | . > >>> Z recenzji książki Francisa Wheena "Jak brednie podbiły świat"> Mam prostą receptę - prenumerować i czytać Świat Nauki.Mam prostą receptę - nie ufać żadnym autorytetom - zachować krytycyzm wobec wszystkich ideologii/religii, stać się odpornym na wciskaczy kitu, myśleć samodzielnie i nie pozwolić aby inni myśleli za ciebie. Po prostu trzeba być racjonalistą! > Po kilku latach człowiek staje się jak papierek lakmusowy - od razu wyczuwa hochsztaplerstwo i od razu docenia wagę tego, co naprawdę ważne.Tak, racjonaliści to do siebie mają, iż dużo czytają, ale sami sobie lektury wybierają, a po inteligencji oczytanie i samodzielne myślenie znać, gdyż wtedy bardzo szybko zaczyna się rozumieć, że otacza nas propaganda specjalistów od "dajcie mi władzę, to was urządzę", którzy mają jedynie słuszne recepty dla innych, tak aby ochronić swoje małe interesiki. Chroń mnie mój ateistyczny boże od wszelkich prostych recept zalecanych przez różnych konowałów mających patent na rację.@@@ . |
#134 1 na 1 | Frank Holman (5897 punktów) | Odp: Wartość usług | > wczasujesz sobie na prywatnej czystej, zadbanej plaży, łowisz z łodzi prywatne ryby swojego gospodarza, oczywiście jeśli sprzeda Ci prawo do takiego jednorazowego wędkowania (oczywiście ma upoważnienie, że może w imieniu wszystkich mieszkańców wioski sprzedawać pewną ograniczoną liczbę takich praw, niezbyt wielką, bo jego wnuki też będą się z tego utrzymywać).Jakoś mnie to w ogóle nie przekonuje. Dla mnie to jakiś kretynizm. Ile metrów plaży wzdłuż będę miał prawo przejść lub morza materacem przepłynąć, aby musieć zawrzeć nową umowę na korzystanie za nową odpłatnością? No chyba, że mówisz o prywatyzacji pod "szczególnym nadzorem" i z bezwzględnie egzekwowanym prawem powszechne dostępu w ustalonych wyraźnie granicach? To wtedy możemy rozmawiać. W innym razie powiem Ci: spadaj na drzewo ze swoimi pomysłami zawłaszczania przestrzeni publicznej. |
#135 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | Odp: Wartość usług | > >Nie widzę możliwości prywatyzacji mórz, nawet w rozproszonej strukturze własności> A ja Ci mówię, że to już się dokonało w kilku miejscach i już te akweny od wielu lat rozkwitają.Proszę o przykłady > >Ponowię pytanie, co z własnością kogoś, kto się wyprowadzi?> Własność prywatna to własność prawdziwa, może ją zatrzymać, zrobić z nią co chce... chyba, że nie rozumiem intencji pytaniaPonowię: las w gminie ma wg Ciebie być własnością mieszkańców gminy, ale fabryka w gminie splajtowała, z 1000 mieszkańców, 500 wyjechało do Anglii (zachowując wg Ciebie prawo własności!!!!!) Fabrykę uruchomiono i przyszli nowi mieszkańcy... Czyj jest las? Jeśli tych starych mieszkańców to pozwolą go wyciąć, bo im to wisi i wolą kasę > >Skąd lokalna społeczność ma wziąć kapitał na przygotówki?> Kredyt inwestycyjnyUdzielony 70 tysiącom mieszkańców Rybnika? Żart! > >Co z mieszkańcami miast, którzy chcą odpocząć w lesie? co z mieszkańcami nizin, chcącymi iść w góry?> Niech płacą za wstęp.A idź Ty do diabła > >Co z wędkarzem znad Rawy, który chce łowić na Wiśle?> Niech płaci.Idź jeszcze dalej > >Nie rozumiem, dzisiejszy kłusownik przestanie być kłusownikiem, bo nabędzie udział w lesie? Bezkarny, tym bardziej będzie wnyki stawiał!> W swoim lesie? Nie rozumiem pytania.Tak, przecież będzie współwłaścicielem > >Jeśli fabryka jest państwowa, można udowodnić zaniedbania zarządowi.> Właścicielowi nie trzeba udowadniać zaniedbania, zawsze będzie ukarany.Nie. Ukarać niewinnego właściciela nie można. Stalin już umarł Przestają mi się podobać Twoje fantazje |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|