Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czego to się człowiek może w radiu dowiedzieć..!

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
04-03-2010 13:33Elka I Ponura (7473 punktów)Czego to się człowiek może w radiu dowiedzieć..!
Ocena 10 na 12
Słuchacie czasem "Subiektywu" Ewy Wanat w Tok FM? Dzisiejszy był fascynujący.

Pani Redaktorka zaprosiła poseł Piekarską (chociaż nie jestem pewna, tak mnie powalił drugi gość) i posła Andrzeja Derę. Rozmowa miała dotyczyć spotkania klubu SLD z Grupą Inicjatywną do spraw związków partnerskich. Plan jest ogólnie taki, żeby nie trzeba się było obrączkować, żeby np pochować swojego partnera, niezależnie od płci partnerów.

No i się poseł Dera popisał! Aż się normalnie ucieszyłam, że tam był!
Najciekawsze wnioski (wybór własny):

- Jedyne normalne pary to te heteroseksualne, bo w naturze homoseksualizm nie istnieje. ("Wystarczy się rozejrzeć")

- Przywileje wynikają z tego, że jest się zalegalizowanym związkiem, a pary homoseksualnie nim być nie mogą i nigdy nie będą mogły.

- Lesbijka z dzieckiem może żyć z drugą lesbijką, ale wtedy to jest złe i nienaturalne. Jeśli matka biologiczna umrze, jej partnerka może zaadoptować dziecko, ale tylko jako osoba samotna, bo lesbijka wychowująca dziecko samotnie już jest ok i to jest akceptowalne.

- Ustalenie praw dla związków (nawet hetero) nie będących małżeństwem spowoduje zniszczenie instytucji rodziny, spadek liczby dzieci oraz rozpad istniejących małżeństw. Oprócz tego jest to promowanie "łatwizny", bo warto żyć tylko w małżeństwie, wszystko inne jest marne i bez sensu.

- Ten projekt jest zakamuflowanym podejściem do promowania homoseksualizmu, adopcji dzieci przez pary homoseksualne oraz próbą zniszczenia tradycyjnych wartości polskich, jak również podważaniem konstytucji.

Jeśli nie słuchaliście - na stronie jest archiwum audycji, nagranie powinno się niedługo pojawić. Serdecznie polecam.

Na koniec, zagadka: Z jakiej partii wywodzi się poseł Dera?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Arłukowicz (3162 punktów)
>- Jedyne normalne pary to te heteroseksualne, bo w naturze homoseksualizm nie istnieje.
>("Wystarczy się rozejrzeć")
Widać Pan Poseł nie ma obecnie, a domniemywać można, że nigdy nie miał w domu zwierzątka - ot takiego pieska na przykład. Bo jakby miał to by wiedział, że takie obrzydliwe dewiacje jak homoseksualizm w naturze istnieją. Mój pies to nawet ostatnio nawet kota "atakował" Nadto należałoby mu dać do przeczytania raport Giddensa na tenże temat.

>- Przywileje wynikają z tego, że jest się zalegalizowanym związkiem, a pary homoseksualnie nim być
>nie mogą i nigdy nie będą mogły.- Lesbijka z dzieckiem może żyć z drugą lesbijką, ale wtedy to jest złe i nienaturalne. Jeśli matka
>biologiczna umrze, jej partnerka może zaadoptować dziecko, ale tylko jako osoba samotna, bo lesbijka
>wychowująca dziecko samotnie już jest ok i to jest akceptowalne.

No ! od razu widać, że porządny zeń katolik. Ważne to co na zewnątrz, a reszta ch...... .

>- Ustalenie praw dla związków (nawet hetero) nie będących małżeństwem spowoduje zniszczenie
>instytucji rodziny, spadek liczby dzieci oraz rozpad istniejących małżeństw. Oprócz tego jest to
>promowanie "łatwizny", bo warto żyć tylko w małżeństwie, wszystko inne jest marne i bez sensu.

A to mi się najbardziej podoba. Wywód jest tak logiczny, że aż nie warto z nim polemizować, bo po wyczerpaniu swoich argumentów wobec jedynego konrt brzmiącego : bo tak, można dostać w ryj
Swoją drogą podziwiam niektórych redaktorów rozmawiających z takowymi typami i zachowujących powagę przez cały program. Za to faktycznie należą im się duuuże pieniądze.

>- Ten projekt jest zakamuflowanym podejściem do promowania homoseksualizmu, adopcji dzieci przez
>pary homoseksualne oraz próbą zniszczenia tradycyjnych wartości polskich, jak również podważaniem
>konstytucji.

I takiej konkluzji się spodziewałem
Louri (24 punktów)
Heh, nie mam nic do homo o ile tylko nie narzucają się publicznie (tj. i hetero), ale jestem przeciwny wyrównywaniu praw lub czynieniu specjalnych ustępstw w stronę par homo. Jednak ten koleś - jeżeli rzeczywiście jest przeciwnikiem homoseksualizmu, to oddał własnej frakcji niedźwiedzią przysługę!

>- Jedyne normalne pary to te heteroseksualne, bo w naturze homoseksualizm nie istnieje.
>("Wystarczy się rozejrzeć")

Widać słabuje mu wzrok. Z drugiej jednak strony w naturze istnieje także zabijanie dla przyjemności, dzieciobójstwo, permanentna walka i podkradanie sobie wzajemne pożywienia, terytorium etc. - co mógłby wykorzystać jako argument przeciw gejostwu ("dlaczego w jednym naśladować naturę, a w innym robić naprzeciw niej").

>- Przywileje wynikają z tego, że jest się zalegalizowanym związkiem, a pary homoseksualnie nim być
>nie mogą i nigdy nie będą mogły.

Powalająca logika! Legalne przywileje dla nielegalnego procederu - ciekawy wynalazek No ale można zrozumieć, o co mu chodziło - może w "ogniu walki" niejasno i śmiesznie się wysłowił.

>- Lesbijka z dzieckiem może żyć z drugą lesbijką, ale wtedy to jest złe i nienaturalne. Jeśli matka
>biologiczna umrze, jej partnerka może zaadoptować dziecko, ale tylko jako osoba samotna, bo lesbijka
>wychowująca dziecko samotnie już jest ok i to jest akceptowalne.

On naprawdę jest chyba za adopcją przez (nieoficjalne) pary homo! Takie rozwiązania podpowiadać

>- Ustalenie praw dla związków (nawet hetero) nie będących małżeństwem spowoduje zniszczenie
>instytucji rodziny, spadek liczby dzieci oraz rozpad istniejących małżeństw. Oprócz tego jest to
>promowanie "łatwizny", bo warto żyć tylko w małżeństwie, wszystko inne jest marne i bez sensu.

Ej, tu koleś ma rację - z jednej strony ludzie wolą żyć "na kocią łapę", bo to łatwiejsze (za to niezgodne z dotychczasowym paradygmatem katolickim), natomiast ci, którzy żyć legalnie w związku nie mogli, tj. homoseksualiści, dążą do tego by mieć możliwość małżeństwa!

>- Ten projekt jest zakamuflowanym podejściem do promowania homoseksualizmu, adopcji dzieci przez
>pary homoseksualne oraz próbą zniszczenia tradycyjnych wartości polskich, jak również podważaniem
>konstytucji.

Zakładam, że miał czym poprzeć te argumenty? Ja potrafię uargumentować swój sprzeciw dla adopcji dzieci przez gejów i lesbijki, więc jestem ciekaw, czy p. Dera potrafił? Widząc poziom jego wypowiedzi - sądzę, że to prawda objawiona była. Z drugiej strony mógł nie zostać obdarzony czasem antenowym, niedopuszczony do głosu albo zakrzyczany - podobnie jak zwolennik homo-związków w Radyju.

>Na koniec, zagadka: Z jakiej partii wywodzi się poseł Dera?

Eee - niemożliwe, że PiS - ale nie sprawdzałem jeszcze
04-03-2010 14:47 
 Ocena 3 na 3
lukasz9 (1220 punktów)
>Heh, nie mam nic do homo o ile tylko nie narzucają się publicznie (tj. i hetero), ale jestem przeciwny wyrównywaniu praw lub czynieniu specjalnych ustępstw w stronę par homo.

Skoro nie masz nic do homo to dlaczego jesteś przeciwny wyrównywaniu praw? Coś pokrętna ta Twoja logika...

>Zakładam, że miał czym poprzeć te argumenty? Ja potrafię uargumentować swój sprzeciw dla adopcji dzieci przez gejów i lesbijki, więc jestem ciekaw, czy p. Dera potrafił?

No to ja chętnie posłucham tych argumentów, bo poziomem powyższej wypowiedzi wcale nie bijesz tego pisowskiego kretyna na głowę.
04-03-2010 15:25 
 Ocena 5 na 5
Kedan (113 punktów)
Witam.

No, no - od "pisowskich kretynów" lepiej się nie wyzywajmy, by nasza rozmowa nie skończyła się na obrzucaniu epitetami. Swoją drogą również chętnie posłuchałbym argumentów kolegi.

Szczerze się przyznam, że również miałem niechęć do adopcji dzieci przez pary homoseksualne, jednak nie mogłem znaleźć żadnego, racjonalnego popierającego moje odczucia argumentu - tak więc nie wypowiadałem się w tej kwestii. Oczywiście wszystkie odwołania do tzw. "polskich tradycyjnych wartości" uważam za bezzasadne.

Ostatecznie pozbyłem się wszystkich irracjonalnych uprzedzeń po wizycie na stronie:
alter.most.org.pl/kurwa/queer.html i lekturze "serii kłopotliwych pytań" (całości nie czytałem; zapadło mi w pamięć słowo "heteryk" :> )

Pary homoseksualne powinny mieć takie same prawa jak pary heteroseksualne.
04-03-2010 15:34 
 Ocena 1 na 1
lukasz9 (1220 punktów)

>No, no - od "pisowskich kretynów" lepiej się nie wyzywajmy, by nasza rozmowa nie skończyła się na obrzucaniu epitetami. Swoją drogą również chętnie posłuchałbym argumentów kolegi.

Przykro mi, ale nie potrafię nazwać inaczej (tzn. tak żeby mnie nie zbanowali) człowieka, który swoje chore wyobrażenia o świecie i prywatne bzdurne odczucia próbuje narzucać innym.
04-03-2010 17:11 
 Ocena 2 na 2
Kedan (113 punktów)
Ja naprawdę Pana rozumiem Temat (nie tylko ten zresztą) budzi wielkie emocje - po każdej stronie. Niemniej jeśli damy się im ponieść, to nie będziemy nawet w stanie jasno wyrazić swoich stanowisk, nie mówiąc już o dojściu do jakiegoś porozumienia.
05-03-2010 08:40 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Pary homoseksualne powinny mieć takie same prawa jak pary heteroseksualne.

   A dlaczego?
   Odpowiem za Ciebie - jeśli się pomylę, to mnie popraw: bo mają prawo do normalnego życia, jak wszyscy normalni ludzie, zgadza się?

   Więc i adoptowane dzieci mają prawo do normalnego życia tak, jak wszystkie normalne dzieci wychowywane normalnie w biologicznie i statystycznie normalnych związkach hetero, czyż nie?

   Czy chcesz zafundować dzieciom wychowanie w związku homoseksualistów tylko po to, by zapewnić wszystkie prawa tym związkom?

   A jaki jest cel adopcji?
   Ano, najwyższym celem adopcji jest dobro dziecka, a nie zapewnienie komukolwiek komfortu posiadania jakichś praw, tylko dlatego, że to ładnie i "po ludzku" brzmi.

   W ten sposób odpowiadając na Twoje, na wstępie cytowane zdanie, można napisać, że wszyscy powinni mieć prawo być piękni, młodzi i zdrowi, tylko, że nie są, bo każdy jest inny, więc z tego tytułu ma prawa limitowane różnymi możliwościami.
04-03-2010 16:02 
 Ocena 1 na 3
Louri (24 punktów)
>>Heh, nie mam nic do homo o ile tylko nie narzucają się publicznie (tj. i hetero), ale jestem przeciwny wyrównywaniu praw lub czynieniu specjalnych ustępstw w stronę par homo.
>Skoro nie masz nic do homo to dlaczego jesteś przeciwny wyrównywaniu praw? Coś pokrętna ta Twoja logika...

Cóż, nie prezentowałem tu logiki, a jedynie moje zdanie. Natomiast czym innym jest dać ludziom robić to, co chcą, bez sankcjonowania tego prawem (np. życie par homo ze sobą, bez ingerencji ze strony państwa - w sensie "my od was nic nie chcemy, więc i wy nam nie przeszkadzajcie i nic nie chciejcie"), a czym innym jest umieszczenie jakiejś możliwości w prawie (jak np. przepychanie na siłę parytetu kobiet na listach wyborczych - nikt kobietom nie broni kandydować i walczyć o miejsce na liście, zresztą dyskusja o tym może być burzliwa i zapewne ma swoje miejsce na tym forum).

>>Zakładam, że miał czym poprzeć te argumenty? Ja potrafię uargumentować swój sprzeciw dla adopcji dzieci przez gejów i lesbijki, więc jestem ciekaw, czy p. Dera potrafił?
>No to ja chętnie posłucham tych argumentów, bo poziomem powyższej wypowiedzi wcale nie bijesz tego pisowskiego kretyna na głowę.

Cóż, przytyki osobiste nie nastrajają mnie pozytywnie - mógłbym teraz także po prostu obrazić Ciebie, ale ok. postaram się przynajmniej wypunktować główne moje argumenty (choć zapewne masz/będziesz miał inne zdanie, gdyż jedynie do tych fragmentów mojej wypowiedzi się odniosłeś):

- nawiązując do ww "wyrównywania praw" - nie mam nic naprzeciwko, jeżeli dwoje (lub więcej) osób robi coś wspólnie za obopólną ("każdostronną") zgodą i nie jest to działanie niezgodne z prawem i nie godzi w analogiczną wolność innych osób. Niestety - dziecko adoptowane takiego wyboru nie ma. Oczywiście można bronić się, że jeżeli adoptuje para heteroseksualna to także dziecko nie ma nic do gadania (nie wiem, czy na pewno?). Jednak - natura/ewolucja wyposażyła gatunek ludzki w mechanizmy rozrodcze wymagające obu płci do prokreacji - jeżeli dziecko adoptuje para hetero niemogąca posiadać dzieci - wynika ta niemożność z jakowejś anomalii - w przypadku par homo jest odwrotnie, zupełnie naturalne jest to, że dziecka posiadać nie mogą.
Wracając do niemożności wyboru - dotyczy to także wzorców dla dziecka, ale to w następnym punkcie;

- abstrahując od ostracyzmu i wyśmiewania dziecka "z dwoma tatusiami" czy "dwiema mamusiami" - podobnego do kwestii nietypowych imion (to kwestia tego, czy taki obrazek jest novum w społeczeństwie) - dziecko nie otrzymuje pełnego obrazu rodziny, co może zaowocować problemami przy zakładaniu własnej rodziny. Ktoś może argumentować, że przecież w rodzinie rozbitej, niepełnej, osieroconej dziecko także nie ma "pełnego obrazu", jednak ponownie spotykamy się z czymś "nietypowym", gdy rodzina nie składa się z obojga rodziców i potomstwa (skądś się przecież wzięło).

- obecna walka z "homofobią" - tropienie jej przejawów na każdym kroku, walka o specjalne przywileje, piętnowanie tych, którzy krytykują rozbuchany tolerancjonizm - budzi moje duże zaniepokojenie. Otóż - przeciętnej parze hetero trudno jest wystarać się o zgodę na adopcję. Natomiast jeżeli zostałoby odrzucone podanie pary homo, istnieje duże prawdopodobieństwo, że doszukiwano by tu się przejawów "homofobii" czy "anty-homo-czegośtam", czyli argumentów niecelujących ku dobru dziecka;

W tej chwili, na gorąco i w pracy przychodzi mi tylko tyle na myśl. Nie musisz się oczywiście zgadzać z powyższymi argumentami - spodziewam się (oby rzeczowej) ostrej krytyki. Ja jednak jeszcze raz podkreślę jeżeliby homoseksualiści mogli mieć dzieci, to ewolucja by się o to postarała, tymczasem jest dokładnie odwrotnie - postarała się, by ich mieć nie mogli.

Aha - nie mam i nie chcę mieć nic wspólnego z partiami lewicowymi typu SLD, PiS, LPR, e tutti quanti i wypraszam sobie takie insynuacje!
04-03-2010 16:44 
 Ocena 4 na 4
lukasz9 (1220 punktów)

>Cóż, nie prezentowałem tu logiki
Zauważyłem .

>Jednak - natura/ewolucja wyposażyła gatunek ludzki w mechanizmy rozrodcze wymagające obu płci do prokreacji - jeżeli dziecko adoptuje para hetero niemogąca posiadać dzieci - wynika ta niemożność z jakowejś anomalii - w przypadku par homo jest odwrotnie, zupełnie naturalne jest to, że dziecka posiadać nie mogą.

Ale co natura ma do rzeczy w tej sprawie? Wymyśliłeś sobie jakieś kryteria, które nijak się mają do tego czy dziecko będzie dobrze wychowane.

>dziecko nie otrzymuje pełnego obrazu rodziny, co może zaowocować problemami przy zakładaniu własnej rodziny.

Masz na to jakieś kwity, czy sobie to wymyśliłeś? Ostrzegam, że prywatnych wydumań nie traktuję poważnie. Wychowanie dzieci przez homoseksualistów nie ma negatywnego wpływu na psychikę dziecka. Jeśli nie wierzysz sprawdź tu i tu

> Ktoś może argumentować, że przecież w rodzinie rozbitej, niepełnej, osieroconej dziecko także nie ma "pełnego obrazu", jednak ponownie spotykamy się z czymś "nietypowym", gdy rodzina nie składa się z obojga rodziców i potomstwa (skądś się przecież wzięło).

Skoro traktujesz dobro dziecka jako dobro nadrzędne i według Ciebie brak pełnego obrazu rodziny narusza to dobro to nie możesz teraz odwracać kota ogonem, i twierdzić, że w przypadku jednego rodzica ten argument nie ma już zastosowania.
Zdecyduj się, albo ze względu na dobro dziecka nie pozwalasz wychowywać dzieci rodzicom, którzy nie zapewnią im pełnego obrazu rodziny, albo nie powołuj się na ten argument w ogóle. Czy tak trudno być konsekwentnym?

>- obecna walka z "homofobią" - tropienie jej przejawów na każdym kroku, walka o specjalne przywileje, piętnowanie tych, którzy krytykują rozbuchany tolerancjonizm - budzi moje duże zaniepokojenie. O
Ale za to sama homofobia i nierówne traktowanie obywateli Ci nie przeszkadza?

>W tej chwili, na gorąco i w pracy przychodzi mi tylko tyle na myśl. Nie musisz się oczywiście zgadzać z powyższymi argumentami - spodziewam się (oby rzeczowej) ostrej krytyki. Ja jednak jeszcze raz podkreślę jeżeliby homoseksualiści mogli mieć dzieci, to ewolucja by się o to postarała, tymczasem jest dokładnie odwrotnie - postarała się, by ich mieć nie mogli.

Rozumiem, że nie korzystasz z samolotów, aut, perfum itd? Bo gdyby ewolucja się postarała to mielibyśmy skrzydła, koła i ładny zapaszek.

>Aha - nie mam i nie chcę mieć nic wspólnego z partiami lewicowymi typu SLD, PiS, LPR, e tutti quanti i wypraszam sobie takie insynuacje!

Ależ ja nic takiego nie sugeruję. Poza tym że z tego co widzę o politologii masz takie samo pojęcie jak o wychowaniu.
05-03-2010 08:42 
 Ocena 2 na 2
Louri (24 punktów)
>>Cóż, nie prezentowałem tu logiki
>Zauważyłem .

Żenujące

>>Jednak - natura/ewolucja wyposażyła gatunek ludzki w mechanizmy rozrodcze wymagające obu płci do prokreacji - jeżeli dziecko adoptuje para hetero niemogąca posiadać dzieci - wynika ta niemożność z jakowejś anomalii - w przypadku par homo jest odwrotnie, zupełnie naturalne jest to, że dziecka posiadać nie mogą.
>Ale co natura ma do rzeczy w tej sprawie? Wymyśliłeś sobie jakieś kryteria, które nijak się mają do tego czy dziecko będzie dobrze wychowane.
>>dziecko nie otrzymuje pełnego obrazu rodziny, co może zaowocować problemami przy zakładaniu własnej rodziny.
>Masz na to jakieś kwity, czy sobie to wymyśliłeś? Ostrzegam, że prywatnych wydumań nie traktuję poważnie. Wychowanie dzieci przez homoseksualistów nie ma negatywnego wpływu na psychikę dziecka. Jeśli nie wierzysz sprawdź tu i tu

A może Ty poczytaj sobie jakiś podręcznik psychologii rozwojowej nt. istotności wychowania przez oboje rodziców? Przepraszam bardzo, że nie mam stu linków i bibliografii tematu, ale nie miałem zamiaru otwierać tu dyskusji - jedynie wyrazić zdanie, z którym można się zgadzać lub nie. Przekazałem to w skrócie i tyle, nie mam zamiaru więcej się w tym temacie wypowiadać możesz to uznać za ucieczkę z pola walki Mam bowiem nieodparte wrażenie, że z otwartymi ramionami zostaną na portalu przyjęte jedynie osoby o pewnych poglądach - tj na antenie radyja... obym się mylił!

>> Ktoś może argumentować, że przecież w rodzinie rozbitej, niepełnej, osieroconej dziecko także nie ma "pełnego obrazu", jednak ponownie spotykamy się z czymś "nietypowym", gdy rodzina nie składa się z obojga rodziców i potomstwa (skądś się przecież wzięło).
>Skoro traktujesz dobro dziecka jako dobro nadrzędne i według Ciebie brak pełnego obrazu rodziny narusza to dobro to nie możesz teraz odwracać kota ogonem, i twierdzić, że w przypadku jednego rodzica ten argument nie ma już zastosowania.
>Zdecyduj się, albo ze względu na dobro dziecka nie pozwalasz wychowywać dzieci rodzicom, którzy nie zapewnią im pełnego obrazu rodziny, albo nie powołuj się na ten argument w ogóle. Czy tak trudno być konsekwentnym?

Jestem konsekwentny - jeżeli w rodzinie zabraknie drugiego rodzica nikt nie powie, że tak powinno być. Podobnie jak osobie niepełnosprawnej możemy ułatwić funkcjonowanie w społeczeństwie właśnie przez zauważenie jej ułomności i pomoc, a nie udawanie, że tego nie widzimy.

>>- obecna walka z "homofobią" - tropienie jej przejawów na każdym kroku, walka o specjalne przywileje, piętnowanie tych, którzy krytykują rozbuchany tolerancjonizm - budzi moje duże zaniepokojenie. O
>Ale za to sama homofobia i nierówne traktowanie obywateli Ci nie przeszkadza?

Chyba źle mnie zrozumiałeś - chodzi o nieprzeginanie w żadną stronę! Paranoja na punkcie wyszukiwania przejawów "nienawiści" sięga wielokrotnie absurdu. Wiem, że wiele osób ma głęboką potrzebę ekspiacji za grzechy ojców, natomiast inni uważają, że mają moralne prawo odbijać sobie dotychczasowe rzeczywiste bądź wyimaginowane krzywdy.

>>W tej chwili, na gorąco i w pracy przychodzi mi tylko tyle na myśl. Nie musisz się oczywiście zgadzać z powyższymi argumentami - spodziewam się (oby rzeczowej) ostrej krytyki. Ja jednak jeszcze raz podkreślę jeżeliby homoseksualiści mogli mieć dzieci, to ewolucja by się o to postarała, tymczasem jest dokładnie odwrotnie - postarała się, by ich mieć nie mogli.
>Rozumiem, że nie korzystasz z samolotów, aut, perfum itd? Bo gdyby ewolucja się postarała to mielibyśmy skrzydła, koła i ładny zapaszek.

Gratuluję, świetny argument! Właśnie o to chodzi, jeżeli pary homo chcą mieć dzieci, to niech je sobie SKONSTRUUJĄ. Niestety nie jesteśmy Dedalami i latamy skonstruowanymi samolotami, a nie na piórach wyrwanych gęsiom z kupra Ewolucja to ślepy rzeźbiarz, koła albo są albo ich nie ma, natomiast lepszym rozwiązaniem ewolucyjnym okazało się rozmnażanie płciowe. Chcesz pomóc ewolucji? Może lepiej nie majdrować przy tym, na czym się nie znamy! A być może za parę milionów lat będziemy wyglądali zupełnie inaczej (polecam opowiadanie W.J. Williamsa "Dinozaury").

>>Aha - nie mam i nie chcę mieć nic wspólnego z partiami lewicowymi typu SLD, PiS, LPR, e tutti quanti i wypraszam sobie takie insynuacje!
>Ależ ja nic takiego nie sugeruję. Poza tym że z tego co widzę o politologii masz takie samo pojęcie jak o wychowaniu.

Nie przejrzę teraz całej dyskusji - ale prawdopodobnie była to raczej asekuracja z mojej strony - just in case.

Wszystkie partie typu SLD, PiS, LPR hołdują interwencjonizmowi i państwu opiekuńczemu - natomiast dla mnie powinno ono pełnić jedynie funkcję "stróża nocnego" - na tym zasadza się moja przesłanka politologiczna w tym wątku. Proszę tylko - nie każ mi już tego rozwijać, bo naprawdę zofftopuje się temat maksymalnie.

Jeszcze tylko raz:
Przekazałem to w skrócie i tyle, nie mam zamiaru więcej się w tym temacie wypowiadać możesz to uznać za ucieczkę z pola walki chyba, że wrócimy do tematu dyskusji - audycji w TokFMie.
lukasz9 (1220 punktów)

>Przepraszam bardzo, że nie mam stu linków i bibliografii tematu, ale nie miałem zamiaru otwierać tu dyskusji - jedynie wyrazić zdanie, z którym można się zgadzać lub nie.

Żeby wyrazić zdanie na jakiś temat trzeba mieć o tym pojęcie.

>Mam bowiem nieodparte wrażenie, że z otwartymi ramionami zostaną na portalu przyjęte jedynie osoby o pewnych poglądach - tj na antenie radyja... obym się mylił!

Dokładnie. O poglądach spójnych, logicznych i opartych na naukowych podstawach. Przykro mi, że Twoje takie nie są.

>Gratuluję, świetny argument! Właśnie o to chodzi, jeżeli pary homo chcą mieć dzieci, to niech je sobie SKONSTRUUJĄ.

No i skonstruowali sobie taką możliwość, za pomocą instytucji prawnej jaką jest adopcja.

>Wszystkie partie typu SLD, PiS, LPR hołdują interwencjonizmowi i państwu opiekuńczemu - natomiast dla mnie powinno ono pełnić jedynie funkcję "stróża nocnego" - na tym zasadza się moja przesłanka politologiczna w tym wątku. Proszę tylko - nie każ mi już tego rozwijać, bo naprawdę zofftopuje się temat maksymalnie.

Tak właśnie myślałem i podtrzymuję swoje zdanie, że na politologii też się nie znasz. Uznanie podejścia do roli państwa jako przesłanki decydującej o tym, czy partie są lewicowe czy prawicowe jest na to dowodem.
05-03-2010 12:29 
 0 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>... jeżeli pary homo chcą mieć dzieci, to niech je sobie SKONSTRUUJĄ.
>No i skonstruowali sobie taką możliwość, za pomocą instytucji prawnej jaką jest adopcja.

   Umknęło mi...?
   To po cholerę cała dyskusja?
05-03-2010 14:31 
 Ocena 1 na 1
lukasz9 (1220 punktów)

>   To po cholerę cała dyskusja?

A po to właśnie, żeby prawo pozwoliło im z tej możliwości skorzystać.
05-03-2010 18:01 
 0 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   To po cholerę cała dyskusja?
>A po to właśnie, żeby prawo pozwoliło im z tej możliwości skorzystać.
   Czyli zakładasz jedyną słuszność w takim właśnie pozwoleniu.

   Powyżej pisałeś coś o "poglądach spójnych, logicznych", więc spodziewałem się tylko spójnej logiki w Twoich tekstach - czyli założyłem, że wiesz o czymś, co zapisałeś słowami: "No i skonstruowali sobie taką możliwość...", a mnie umknęło.

   Teraz piszesz, że coś dopiero chcą...
   Takie teksty świadczą o kilku różnych rzeczach, tylko nie o rzetelnym spojrzeniu na sprawę.

   Zamiast dyskusji proponuję więc referendum, co Ty na to?
05-03-2010 22:36 
 0 na 2
lukasz9 (1220 punktów)
To że jest jakaś możliwość to nie znaczy, że prawo pozwala z niej korzystać, panie logik.

W swoich umysłach homoseksualiści doszli do wniosku, że dla nich jedyną możliwością posiadania dzieci jest adopcja i w tym sensie skonstruowali tę instytucję prawną.
Wiem, że czasownik "konstruować" jest niefortunny w tym przypadku, ale jego zastosowanie przeze mnie wynikało z kontekstu. Myślałem że nie trzeba tego tłumaczyć.

Tak więc, z zarzutami o braku spójności i logiki chybiłeś, ale próbuj dalej może w końcu trafisz
05-03-2010 23:35 
 0 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>W swoich umysłach homoseksualiści doszli do wniosku, że dla nich jedyną możliwością posiadania dzieci jest adopcja i w tym sensie skonstruowali tę instytucję prawną.
   To instytucja adopcji jest konstrukcją autorstwa homoseksualistów? Nie wiedziałem.

>Wiem, że czasownik "konstruować" jest niefortunny w tym przypadku, ale jego zastosowanie przeze mnie wynikało z kontekstu. Myślałem że nie trzeba tego tłumaczyć.
   Nie, nie trzeba, bo wcale nie o niefortunność "konstruowania" możliwości gejów mi chodzi, tylko o twoją konstrukcję zdania pogiętą przez użycie czasownika dokonanego " skonstruowali sobie taką możliwość", który w takim kontekście wyraźnie mówi, że już coś się dokonało.

   Z tego co wiem, to jeszcze niczego homoseksualistom w kwestii adopcji nie udało się dokonać, bo prawa do adopcji nie mają.

   Panie logik z minusem.
05-03-2010 23:51 
 0 na 2
lukasz9 (1220 punktów)

>   To instytucja adopcji jest konstrukcją autorstwa homoseksualistów? Nie wiedziałem.
A to może heteroseksualiści wymyślili adopcję przez homoseksualistów? Wiesz dobrze w jakim kontekście pisałem o adopcji w tym przypadku, ale skoro musisz posuwać się do łapania za słówka to oczywiście Twoje prawo.

>   Nie, nie trzeba, bo wcale nie o niefortunność "konstruowania" możliwości gejów mi chodzi, tylko o twoją konstrukcję zdania pogiętą przez użycie czasownika dokonanego " skonstruowali sobie taką możliwość", który w takim kontekście wyraźnie mówi, że już coś się dokonało.

Bo się dokonało, koncepcja adopcji przez związki homoseksualne skonstruowana została już dawno.

>   Z tego co wiem, to jeszcze niczego homoseksualistom w kwestii adopcji nie udało się dokonać, bo prawa do adopcji nie mają.

Gratuluję rozległej wiedzy
Faktycznie w Guamie, Andorze, Belgii, Islandii, Holandii, Szwecji, Republice Południowej Afryki, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Norwergii oraz w niektórych regionach Australii, Kanady, USA. W Danii, Finlandii, Niemczech i Izraelu (za wikipedią) tego prawa nie mają
06-03-2010 00:10 
 0 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>... skoro musisz posuwać się do łapania za słówka...
   Niczego nie muszę, prócz myślenia.

>Bo się dokonało, koncepcja adopcji przez związki homoseksualne skonstruowana została już dawno.
   Koncepcja nie jest prawem.

>Faktycznie w Guamie, Andorze (...) i Izraelu (za wikipedią) tego prawa nie mają
   W Polsce też - minusowy logiku.
09-03-2010 11:21 
 Ocena 1 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>   Z tego co wiem, to jeszcze niczego homoseksualistom w kwestii adopcji nie udało się dokonać, bo prawa do adopcji nie mają.

W dzikich krajach nie mają, dzikusie.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
09-03-2010 11:26 
 Ocena-1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   Z tego co wiem, to jeszcze niczego homoseksualistom w kwestii adopcji nie udało się dokonać, bo prawa do adopcji nie mają.
>W dzikich krajach nie mają, dzikusie.
   W normalnych krajach, gdzie prawo do adopcji cudzych dzieci mają normalne rodziny, hipokryto.
09-03-2010 11:28 
 Ocena 2 na 4
Sylwek (15472 punktów)
Wedle rydzykowej normy, zapomniałeś dodać, religiancki dzikusie.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
09-03-2010 11:35 
 Ocena-1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Wedle rydzykowej normy, zapomniałeś dodać, religiancki dzikusie.

A biblijne 2+2 to nie jest 4 tylko dlatego, ze tak przez przypadek zapisali w Biblii, pogięty logiku?

   Biblijna definicja jest be tylko dlatego, że jakiemuś przygłupiemu userkowi się Biblia nie podoba?
09-03-2010 12:37 
 Ocena 1 na 3
Sylwek (15472 punktów)
Biblijna definicja jest zła gdy mówi, że coś jest niewłaściwe bo nie. Tak jak ty właśnie mówisz.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
Louri (24 punktów)
>>Przepraszam bardzo, że nie mam stu linków i bibliografii tematu, ale nie miałem zamiaru otwierać tu dyskusji - jedynie wyrazić zdanie, z którym można się zgadzać lub nie.
>Żeby wyrazić zdanie na jakiś temat trzeba mieć o tym pojęcie.

Z czego wnioskujesz, że jest inaczej? Bo jesteś ekspertem w tym temacie i masz linków na kopy? Napisałem, że nie chcę się wdawać w bezprzedmiotowe ględzenie. Natomiast Ty masz jedynie głębokie przekonanie o własnej racji, filozofię "róbta co chceta, o ile się ze mną zgadzacie" oraz dowody tylko za swoją tezą.

>>Mam bowiem nieodparte wrażenie, że z otwartymi ramionami zostaną na portalu przyjęte jedynie osoby o pewnych poglądach - tj na antenie radyja... obym się mylił!
>Dokładnie. O poglądach spójnych, logicznych i opartych na naukowych podstawach. Przykro mi, że Twoje takie nie są.

Demagogię i przekręcanie opanowałeś perfekcyjnie, ale szacunku innych Ci nie przybędzie raczej... Jeżeli jednak uważasz, że racjonalna jest jedynie osoba popierająca adopcję przez homo, to moja uwaga jest celna - przynajmniej dla Twego przypadku.

>>Gratuluję, świetny argument! Właśnie o to chodzi, jeżeli pary homo chcą mieć dzieci, to niech je sobie SKONSTRUUJĄ.
>No i skonstruowali sobie taką możliwość, za pomocą instytucji prawnej jaką jest adopcja.

Nie możliwość, tylko dziecko. Nie wykręcaj kota ogonem!

>>Wszystkie partie typu SLD, PiS, LPR hołdują interwencjonizmowi i państwu opiekuńczemu - natomiast dla mnie powinno ono pełnić jedynie funkcję "stróża nocnego" - na tym zasadza się moja przesłanka politologiczna w tym wątku. Proszę tylko - nie każ mi już tego rozwijać, bo naprawdę zofftopuje się temat maksymalnie.
>Tak właśnie myślałem i podtrzymuję swoje zdanie, że na politologii też się nie znasz. Uznanie podejścia do roli państwa jako przesłanki decydującej o tym, czy partie są lewicowe czy prawicowe jest na to dowodem.
>

Dla Ciebie.
05-03-2010 14:28 
 Ocena 2 na 2
lukasz9 (1220 punktów)
>Natomiast Ty masz jedynie głębokie przekonanie o własnej racji, filozofię "róbta co chceta, o ile się ze mną zgadzacie" oraz dowody tylko za swoją tezą.

Lepsze to niż brak dowodów i wyrażanie stanowiska opartego wyłącznie na swoich prywatnych przemyśleniach.

>Demagogię i przekręcanie opanowałeś perfekcyjnie, ale szacunku innych Ci nie przybędzie raczej... Jeżeli jednak uważasz, że racjonalna jest jedynie osoba popierająca adopcję przez homo, to moja uwaga jest celna - przynajmniej dla Twego przypadku.

Racjonalna jest osoba, która opiera swój światopogląd na przesłankach logicznych, spójnych oraz popartych dowodami. Niestety tej umiejętności jeszcze nie opanowałeś.

>>Tak właśnie myślałem i podtrzymuję swoje zdanie, że na politologii też się nie znasz. Uznanie podejścia do roli państwa jako przesłanki decydującej o tym, czy partie są lewicowe czy prawicowe jest na to dowodem.
>Dla Ciebie.

I dla każdego, kto wie skąd wziął się podział na lewicę i prawicę.

Powiedz mi skąd u Ciebie taka awersja do faktów, dowodów czy badań? Dlaczego uważasz, że lepsze jest to co się zrodziło w Twoim umyśle?
08-03-2010 10:43 
 Ocena-1 na 1
Louri (24 punktów)
Zadawanie sokratejskich pytań w nieskończoność nie doprowadzi żadnej dyskusji do końca - powiedz mi dlaczego Mars ma akurat 2 księżyce a nie 1 lub 3? Bliźniakiem racjonalności jest także zdrowy rozsądek, który nie opiera się na nieustannym wskazywaniu źródeł wiedzy, ale także na używaniu własnego mózgu. Czy tłumaczysz komuś, skąd masz takie wiadomości, że wkładając nagą dłoń w ogień, sparzysz się?

Co do niezgody naszych stanowisk - jeżeli coś się nie zgadza - sprawdź przesłanki. Krytykujesz np. wierzących, którzy, zakładając istnienie boga, działają tak, jakby istniał. Jeżeli ich założenie jest fałszywe, to cała dyskusja jest bezcelowa - to wynika z logiki formalnej. Tak i Ty: opierasz się na założeniu, że pary homo powinny mieć TAKIE SAME PRAWA, ponieważ są tak samo "normalne" jak pary hetero. Tymczasem ja wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do bycia sobie jakim chce w zaciszu swego domu (nieważne, czy odstaje od średniej wzrostem, sprawnością intelektualną, fizyczną, budową czy orientacją seksualną bądź preferencjami kulinarnymi). Natomiast żądanie prawa do aborcji wychodzi poza "własny dom" i własne "nieprzystawanie do przeciętnej". Protezy daje się komuś, kto uznaje swą niepełnosprawność. Pamiętaj, że nie-"normalne" nie jest w moim rozumieniu określeniem wartościującym - tak samo "normalne" nie jest latanie samolotem, czy perfumowanie się - chodzi o działanie sztuczne, którego możliwość nie została wszczepiona w toku ewolucji i rozwoju organizmu. Uważasz, że homoseksualiści są normalni - tymczasem udawanie kobiety przez faceta (i odwrotnie) nie może być nazwane normalnym - wobec tego może taka osoba najpierw by uporządkowała swoją psychikę, a dopiero potem brała się za wychowanie dziecka? Jeżeli zaś chce pozostać w swoim "prywatnym cyrku", to "wolnoć Tomku w swoim domku", ale nic ponad to. Natomiast nikomu dwóch tatusiów nie jest potrzebnych.

Jeśli zaś chodzi o Twoje powoływanie się na badania, to:
- badania prowadzone pod tezę - wiadomo, że ktoś obserwowany będzie zachowywał się poprawnie. Przypuszczam, że (niezależnie od umiejętności) panie w Indyjskich samolotach dziś będą latać koncertowo, ponieważ są specjalnie obserwowane
-tak jak powyżej pisałem o fałszywych przesłankach, tak też w necie i literaturze możesz znaleźć badania na udowodnienie każdej tezy. Tak jak Ty nie będziesz dyskutował nad trójjedynością chrześcijańskiego boga, bo uważasz całą tę ideę za stek bzdur nie do udowodnienia (niezależnie od mnogości opracowań tematu), tak i ja uważam badania nad słusznością wychowywania dzieci przez pary homo za bezcelowe (jeśli niesłusznie uczyniłem Cię nie-chrześcijaninem - wybacz i mnie popraw).
- wciąż trwa dyskusja, czy nauki społeczne można traktować inaczej niż spekulację - skoro nawet nie masz pewności, czy w ankiecie, wywiadzie czy teście (mierzącym przecież dopasowanie badanych do jego odpowiedzi, a nie "prawdziwy" ("quid est veritas?") obraz cechy (np. testy IQ, artefakty socjologiczne etc.)) otrzymujesz jakieś wartościowe dane (vide ankiety przedwyborcze).

BTW: w pewnym momencie padło zdanie o "referendum: - tymczasem już Sokrates chciał przekazać, że o prawdzie czy słuszności nie decyduje głosowanie!

Is it sth wrong it this is what I want.
08-03-2010 12:51 
 Ocena 2 na 2
apud (4399 punktów)
>Zadawanie sokratejskich pytań w nieskończoność

Ktorych pytań?
08-03-2010 13:07 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)
>>Zadawanie sokratejskich pytań w nieskończoność
>Ktorych pytań?
Tych akuszerskich chiba..
Jeno one tutaj nie wystąpiły.
Louri (24 punktów)
>>Zadawanie sokratejskich pytań w nieskończoność
>Ktorych pytań?

Racja, to było na wyrost. Chodziło mi o upierdliwe, złośliwe pytania z ukrytym wartościowaniem. Które to pytania dodatkowo sprowadzają się do demagogicznego pseudorozkładu problemu na czynniki pierwsze, a tak naprawdę przypominają dyskusję moich dwóch znajomych: - Co to jest zysk? - To przychody minus koszty. - Aha, przychody minus koszty... przychody minus koszty... ale zaraz, skąd to wiadomo?


Is it sth wrong if this is what I want.
08-03-2010 16:21 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>Bliźniakiem racjonalności jest także zdrowy rozsądek, który nie opiera się na nieustannym wskazywaniu źródeł wiedzy, ale także na używaniu własnego mózgu.

>Tymczasem ja wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do bycia sobie jakim chce w zaciszu swego domu (nieważne, czy odstaje od średniej wzrostem, sprawnością intelektualną, fizyczną, budową czy orientacją seksualną bądź preferencjami kulinarnymi).

No! Bo jak ma za długie stopy, to niech je sobie, wychodząc z domu, przycina na poziomie np. stawu Lisfranca, czemu nas, normalnych ma epatować swoimi nienormalnymi stopami. Jak wróci do domu, przylepcem sobie przyklei przecież.

>Natomiast żądanie prawa do aborcji wychodzi poza "własny dom" i własne "nieprzystawanie do przeciętnej".

No popatrz A ja myślałam, że macica to jeszcze chałupie się mieści

>Protezy daje się komuś, kto uznaje swą niepełnosprawność.

To jeszcze udowodnij, że to dziecko ma być protezą. A nie tak gołosłownie...
Czy to twój "zdrowy rozsądek"?

>chodzi o działanie sztuczne, którego możliwość nie została wszczepiona w toku ewolucji i rozwoju organizmu.

Znaczy- sugerujesz, że homoseksualizm nie powstał w toku ewolucji?

>Uważasz, że homoseksualiści są normalni - tymczasem udawanie kobiety przez faceta (i odwrotnie) nie może być nazwane normalnym

A tobie się coś przypadkiem nie pomyliło, kolego, z tym udawaniem przez homoseksualistów kogokolwiek? Może powinieneś definicje ponownie sprawdzić?

>wobec tego może taka osoba najpierw by uporządkowała swoją psychikę, a dopiero potem brała się za wychowanie dziecka?

Rozumiem, że kryteria oceny czy coś jest "nie w porządku" z czyjąś psychiką to też na swój "zdrowy rozsądek" oceniasz? Czy masz jakieś rzeczywiste ku temu przesłanki?

>Natomiast nikomu dwóch tatusiów nie jest potrzebnych.

Niektórzy to nigdy nie potrafią wyjść poza swoje potrzeby i priorytety. Decydowanie o tym, komu jest potrzebna jaka forma rodziny to nie jest kwestia twojego arbitralnego osądu.
A tak swoją drogą- tak o tych tatusiach ciągle tylko A dwie mamusie już ci mniej przeszkadzają?

>-tak jak powyżej pisałem o fałszywych przesłankach, tak też w necie i literaturze możesz znaleźć badania na udowodnienie każdej tezy.

Więc na wszelki wypadek olejmy wszelkie badania, olejmy ewentualne kwestie merytoryczne i metodyczne. Róbmy wszystko "na zdrowy rozsądek W końcu "na zdrowy rozsądek" pluskwy się rodzą z brudu, a Słońce krąży wokół Ziemi.

>Tak jak Ty nie będziesz dyskutował nad trójjedynością chrześcijańskiego boga, bo uważasz całą tę ideę za stek bzdur nie do udowodnienia (niezależnie od mnogości opracowań tematu)

A te opracowania tematu to pewnie też takie "na zdrowy rozsądek"? Czy masz jakieś merytoryczne, oparte na danych obserwacyjnych/eksperymentalnych, z mierzalnymi wynikami?

>tak i ja uważam badania nad słusznością wychowywania dzieci przez pary homo za bezcelowe

A jak tam z celowością wychowywania dzieci przez ich homoseksualnych rodziców i ich obecnych seksualnych partnerów?
08-03-2010 23:40 
 Ocena 2 na 2
lukasz9 (1220 punktów)
>Bliźniakiem racjonalności jest także zdrowy rozsądek, który nie opiera się na nieustannym wskazywaniu źródeł wiedzy, ale także na używaniu własnego mózgu. Czy tłumaczysz komuś, skąd masz takie wiadomości, że wkładając nagą dłoń w ogień, sparzysz się?

Co to jest zdrowy rozsądek? Jak udowodnisz, że Twój jest zdrowszy niż mój? Dokładnie takich samych argumentów można użyć na potwierdzenie kreacjonizmu, płaskości ziemi, czy wyższości rasy aryjskiej nad słowiańską. Wszyscy orędownicy bzdurnych teorii powołują się na zdrowy rozsądek.

>wynika z logiki formalnej. Tak i Ty: opierasz się na założeniu, że pary homo powinny mieć TAKIE SAME PRAWA, ponieważ są tak samo "normalne" jak pary hetero. Tymczasem ja wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do bycia sobie jakim chce w zaciszu swego domu (nieważne, czy odstaje od średniej wzrostem, sprawnością intelektualną, fizyczną, budową czy orientacją seksualną bądź preferencjami kulinarnymi).

Nieprawda, jestem za przyznaniem homo uprawnień, gdyż różnicowanie praw człowieka ze względu na subiektywne poczucie zdrowego rozsądku czy naturalności jest plugawe, obrzydliwe, haniebne i po prostu idiotyczne.

Różnica między nami jest taka, że ja bez względu na to co sądzę o otyłych, brzydkich, tępych, leniwych czy zboczonych, nie mam zamiaru odbierać im żadnych praw które sam posiadam.

> Uważasz, że homoseksualiści są normalni - tymczasem udawanie kobiety przez faceta (i odwrotnie) nie może być nazwane normalnym - wobec tego może taka osoba najpierw by uporządkowała swoją psychikę, a dopiero potem brała się za wychowanie dziecka?

Proszę o jakieś dowody potwierdzające nieuporządkowanie psychiki homoseksualistów. Jak już wspominałem Twój zdrowy rozsądek mam głęboko w poważaniu. Nie wiem ani czy jest on zdrowy, ani czy w to ogóle rozsądek. Jakby podpowiadał Ci on, że ziemia jest płaska też miałbym brać to pod uwagę?

>Jeśli zaś chodzi o Twoje powoływanie się na badania, to:
>- badania prowadzone pod tezę - wiadomo, że ktoś obserwowany będzie zachowywał się poprawnie.

Skąd wiesz, że badania były prowadzone pod tezę? Skąd wiesz, że badania, których prawdziwość uznajesz nie były prowadzone pod tezę? Jeśli podpowiada Ci to Twój zdrowy rozsądek to możesz darować sobie odpowiedź.

>-tak jak powyżej pisałem o fałszywych przesłankach, tak też w necie i literaturze możesz znaleźć badania na udowodnienie każdej tezy.

Oczywiście, dlatego ślepo ufam tylko mainstreamowi nauki. Nie pozostaje mi nic innego, gdyż obalić tezy naukowe mogą tylko inni naukowcy. Niestety, człowiek jeszcze nie wymyślił bardziej obiektywnego sposobu poznawania świata niż badania naukowe.

Jakbyś poczytał, to brak szkodliwości wychowywania dzieci przez jednopłciowych rodziców raczej nie jest kwestionowane w głównych nurtach nauki, ale oczywiście zdrowy rozsądek pozwoli Ci to zakwestionować.

>- wciąż trwa dyskusja, czy nauki społeczne można traktować inaczej niż spekulację - skoro nawet nie masz pewności, czy w ankiecie, wywiadzie czy teście (mierzącym przecież dopasowanie badanych do jego odpowiedzi, a nie "prawdziwy" ("quid est veritas?") obraz cechy (np. testy IQ, artefakty socjologiczne etc.)) otrzymujesz jakieś wartościowe dane (vide ankiety przedwyborcze).

A jaką mam pewność czy badania potwierdzające, że słońce składa się głównie z wodoru i helu były przeprowadzone prawidłowo? Jak już mówiłem, pozostaje mi tylko ufać mainstreamowi nauki, a do tego czytać, czytać, czytać...

Do reszty twierdzeń się nie odniosłem, gdyż liliac zrobiła to doskonale.
04-03-2010 16:59 
 Ocena 3 na 3
Kedan (113 punktów)
Co do obrony praw i głosu dziecka - chciałbym zauważyć, że podczas adopcji dziecko tak czy inaczej za wiele do gadania nie ma - istotna jest tutaj rola urzędnika, który rzeczowo musi ocenić czy para jest w stanie zapewnić dziecku godziwy byt. Ma Pan rację z tą walką z homofobią - na pewno podniosłyby się takie głosy, ale to powinno unaocznić odpowiedzialność funkcji urzędnika - nie może on/ona kierować się swoimi religijnymi przekonaniami, czy nawet sumieniem, lecz prawem i rzeczowymi przesłankami. A jeśli ktoś poczuje się pokrzywdzony - od każdej decyzji można się przecież odwoływać.

Jeśli o "szkolny" ostracyzm idzie - cóż więc mamy robić? Trwać w obecnym status quo i "tolerować nietolerancję", czy powoli zmieniać oblicze naszego społeczeństwa?

"jeżeliby homoseksualiści mogli mieć dzieci, to ewolucja by się o to postarała" - fakt. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu że to lekkie uproszczenie problemu. Podział na płcie jest tylko jedną w wielu dróg rozmnażania wytworzoną przez ewolucję. Poza tym ewolucja nie jest "nieomylna", ani tym bardziej "celowa".

Poza orientacją, homoseksualiści niczym nie różnią się od heteroseksualistów, czemuż więc mieliby mieć inne prawa?
04-03-2010 17:23 
 Ocena 1 na 1
lukasz9 (1220 punktów)

> "jeżeliby homoseksualiści mogli mieć dzieci, to ewolucja by się o to postarała" - fakt. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu że to lekkie uproszczenie problemu. Podział na płcie jest tylko jedną w wielu dróg rozmnażania wytworzoną przez ewolucję. Poza tym ewolucja nie jest "nieomylna", ani tym bardziej "celowa".

Gratuluję, cierpliwości w tłumaczeniu tak banalnych kwestii. Ja niestety stykając się w internecie z permanentną odpornością na fakty, a zarazem traktowaniem własnych wydumań jako prawdy objawionej, utraciłem tą zdolność.
05-03-2010 08:04 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Poza orientacją, homoseksualiści niczym nie różnią się od heteroseksualistów, czemuż więc mieliby mieć inne prawa?

   Zauważ, że traktujesz (w podtekście i pewnie podświadomie, ale jednak) dzieci przedmiotowo.

   W ogóle zwrot "prawo do adopcji" jest moim zdanie rozumiany zupełnie nieprawidłowo, jako prawo rodziców do wzięcia sobie dzieciaka na własność, a "prawo do adopcji" z założenia, nie jest prawem dorosłych do polepszenia swojego życia, tylko prawem dziecka do posiadania optymalnych plenipotentów jego dobrami i rzeczników jego interesów w sytuacji jego (dziecka) czasowej niezdolności do czynności prawnych z tytułu niepełnoletności, oraz braku- z powodów losowych- opieki biologicznych rodziców.

   Najlepszym gwarantem interesów dziecka jest równoczesny zysk z tego aktu również potencjalnych rodziców zastępczych i kwestią zasadniczą jest optymalne dobranie zbieżności interesów dziecka z interesem tychże rodziców.

   Z punku widzenia rodziców zastępczych, dziecko jest swego rodzaju protezą kompensującą fizyczną niemożność posiadania własnego potomstwa z powodu niepełnosprawności któregoś z partnerów (sporadycznie obojga) tak, jak proteza ręki dla bezrękiego czy książka pisana alfabetem Brailla dla niewidomego.

   Partnerzy heteroseksualni wchodzą w związki na ogół, choć między innymi, w celu prokreacyjnym, ponadto wspólne biologicznie dziecko jest elementem spajającym uczuciowo, jest naturalnym obiektem uczuć macierzyńsko-ojcowskich, więc dziecko adoptowane kompensuje rodzicom hetero fizyczną niemożliwość zrealizowania instynktownych pragnień.

   Moim głównym argumentem przeciw adopcji przez pary homoseksualne są właśnie przesłanki do przypuszczenia, że dziecko w takim układzie jest potraktowane wyłącznie przedmiotowo, jako środek do celu jakim ma być zwiększenie akceptacji społecznej takiego związku (przynajmniej w obecnych realiach obyczajowych), a taka przesłanka na ogół nie występuje w związkach hetero.

   Lecz biorąc pod uwagę wstępne założenie, iż głównym celem tego prawa jest prawo dziecka, a nie rodziców uważam, że prawo do adopcji nie jest takim zwyczajnym prawem, jak prawo do posiadania wózka inwalidzkiego, komputera obsługiwanego głosem czy prawo do tłumacza języka migowego w urzędzie, które to prawa przysługują wyłącznie faktycznym inwalidom.

   Miejsce z takim znakiem na parkingu uprawnia do korzystania z niego wyłącznie inwalidów, bo zostało stworzone wyłącznie w celu ułatwienia im życia, a związki homoseksualistów chcą być traktowane jak normalne pary małżeńskie, ale z uprawnieniami inwalidzkimi, więc pytam: skąd ta schizofrenia w żądaniach?

   Ano, wniosek mi się nasuwa jeden - głównym celem adopcji ma być poprawienie im komfortu emocjonalnego w funkcjonowaniu społecznym, a nie zapewnienie dobra dziecku.
05-03-2010 08:48 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>   W ogóle zwrot "prawo do adopcji" (..........)proteza ręki dla bezrękiego

Jak dotąd - pełna zgoda.

>czy książka pisana alfabetem Brailla dla niewidomego.

To akurat nieco dziwne.

>dziecko adoptowane kompensuje rodzicom hetero fizyczną niemożliwość zrealizowania instynktownych pragnień.

Jak i rodzicom homo. "Popęd" do posiadania dzieci jawi mi się jako całkiem rozłączny od popędu seksualnego.

>   Moim głównym argumentem przeciw adopcji przez pary homoseksualne są właśnie przesłanki do przypuszczenia, że dziecko w takim układzie jest potraktowane wyłącznie przedmiotowo,

W postępowaniach adopcyjnych dziecko, chciał-nie-chciał, jest, z definicji niejako, traktowane przedmiotowo i rady na to nie ma i być nie może.

>jako środek do celu jakim ma być zwiększenie akceptacji społecznej takiego związku (przynajmniej w obecnych realiach obyczajowych), a taka przesłanka na ogół nie występuje w związkach hetero.

I to ma być argument przeciw?

>   Lecz biorąc pod uwagę wstępne założenie, iż głównym celem tego prawa jest prawo dziecka, a nie rodziców uważam, że prawo do adopcji nie jest takim zwyczajnym prawem, jak prawo do posiadania wózka inwalidzkiego, komputera obsługiwanego głosem czy prawo do tłumacza języka migowego w urzędzie, które to prawa przysługują wyłącznie faktycznym inwalidom.

Zgoda - ale co z tego?

>   Miejsce z takim znakiem na parkingu uprawnia do korzystania z niego wyłącznie inwalidów, bo zostało stworzone wyłącznie w celu ułatwienia im życia, a związki homoseksualistów chcą być traktowane jak normalne pary małżeńskie, ale z uprawnieniami inwalidzkimi, więc pytam: skąd ta schizofrenia w żądaniach?

Chcą być traktowane jak normalne pary małżeńskie z uprawnieniami "inwalidzkimi". Schizofrenii nie widzę.

>   Ano, wniosek mi się nasuwa jeden - głównym celem adopcji ma być poprawienie im komfortu emocjonalnego w funkcjonowaniu społecznym, a nie zapewnienie dobra dziecku.

Dokładnie takie same są wszak motywacje par hetero. Przecie podejmując decyzję "zaadoptujemy sobie dziecko" kierują się własnymi, jakkolwiek pojętymi, interesami, nie zaś "dobrem" konkretnego dziecka, którego wówczas z reguły nawet nie znają i dopiero decydują się poszukać.
Adamiak (36436 punktów)
>>czy książka pisana alfabetem Brailla dla niewidomego.
>To akurat nieco dziwne.
   Też się dziwię, jaką oni z tych kropek mogą mieć korzyść - przecież można im po prostu poopowiadać, jaki jest świat.

>"Popęd" do posiadania dzieci jawi mi się jako całkiem rozłączny od popędu seksualnego.
   A mnie się jawi, jako element instynktu prokreacji.

>W postępowaniach adopcyjnych dziecko, chciał-nie-chciał, jest, z definicji niejako, traktowane przedmiotowo i rady na to nie ma i być nie może.
   Ja wcale na to nie szukam rady, tylko szukam elementów optymalnych dla obu stron tej transakcji, z akcentem na korzyści dziecka.

>>jako środek do celu jakim ma być zwiększenie akceptacji społecznej takiego związku (przynajmniej w obecnych realiach obyczajowych), a taka przesłanka na ogół nie występuje w związkach hetero.
>I to ma być argument przeciw?
   Dla gejów nie, bo chęć poprawy swojego komfortu jest kluczowa w tym geszefcie, ale brak tego elementu jest na korzyść par hetero w intencjach, więc i realizowaniu procesu opieki.

   Chęć zrealizowania uczuć macierzyńskich wobec dziecka jawi mi się dla niego lepsza, niż chęć poprawy statusu społecznego przy użyciu tegoż dziecka.

>>   Lecz biorąc pod uwagę wstępne założenie, iż głównym celem tego prawa jest prawo dziecka, a nie rodziców uważam...
>Zgoda - ale co z tego?
   A nic, prócz wyartykułowania chciejstwa par homo do bycia parą normalną z prawem do nienormalności uzyskanym poprzez uzyskanie uprawnień inwalidzkich przy pomocy adopcji cudzego dziecka.

>Chcą być traktowane jak normalne pary małżeńskie z uprawnieniami "inwalidzkimi". Schizofrenii nie widzę.
   Też bym nie widział, gdybym Twoim sposobem zapomniał o tym, że sam przyznałem, iż jest to "prawo do protezy dla bezrękiego" - a geje ręce mają, żądają by uznać ich za bezrękich w celu uzyskania uprawnień do protezy, która nada im status "normalnych z tytułu normalnego inwalidztwa".

>Przecie podejmując decyzję "zaadoptujemy sobie dziecko" kierują się własnymi, jakkolwiek pojętymi, interesami, nie zaś "dobrem" konkretnego dziecka, którego wówczas z reguły nawet nie znają i dopiero decydują się poszukać.
   Ale robią to kierowani chęcią zrealizowania, spełnienia uczuć macierzyńsko-ojcowskich, a nie po to, by poprawić sobie społeczny image - i takie motywacje uważam za korzystniejsze dla dziecka w procesie opiekuńczym.
kapitan AS (298 punktów)
Głównym celem adopcji jest dobro dziecka.

>Przecie podejmując decyzję "zaadoptujemy sobie dziecko" kierują się własnymi, jakkolwiek pojętymi, interesami, nie zaś "dobrem" konkretnego dziecka, którego wówczas z reguły nawet nie znają i dopiero decydują się poszukać.
> Ale robią to kierowani chęcią zrealizowania, spełnienia uczuć macierzyńsko-ojcowskich, a nie po to, by poprawić sobie społeczny image - i takie motywacje uważam za korzystniejsze dla dziecka w procesie opiekuńczym.

Nie tylko chodzi o spełnienie uczuć macierzyńsko-ojcowskich. Jest wiele par hetero które posiadają własne dzieci a decydują się na adopcje. Po prostu chcą dać tym dzieciom choć trochę normalności. Są rodzinne domy dziecka gdzie rodzice posiadają własne dzieci i gromadkę tych niczyich. Adopcja nie jest tylko dla tych którzy mają jakiś problem i nie mogą sami sobie zrobić ale przede wszystkim aby dzieciom pomóc.

Zgodnie z polskim prawem rodziną zastępczą może zostać małżeństwo lub osoba samotna.

Dla geja czy lesbijki jest wyjście, gdy chce mieć dziecko. Rodzina zastępcza. Jeśli chodzi im tylko o dobro dziecka to myślę, że nie będzie problemu. Jeśli chodzi o to żeby pokazać, że my homo też możemy mieć dziecko to chyba nie o to w tym chodzi. Nie wiem jak jest, gdy samotny homo tworzący rodzinę zastępczą chciałby mieć partnera, ale pewnie da się to jakoś zrobić i jeśli mu chodzi o dziecko a nie o to żeby pokazać patrzcie ludzie jesteśmy homo a tworzymy rodzinę zastępczą to nikt pewnie się nie zorientuje jeśli się nie będą cmokać publicznie i chodzić za rączkę.
05-03-2010 11:37 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Nie tylko chodzi o spełnienie uczuć macierzyńsko-ojcowskich. Jest wiele par hetero które posiadają własne dzieci a decydują się na adopcje. Po prostu chcą dać tym dzieciom choć trochę normalności.
   
Po prostu chcą mieć zadowolenie z posiadania większej ilości dzieci.

>Zgodnie z polskim prawem rodziną zastępczą może zostać małżeństwo lub osoba samotna.
   Uważam, że to złe prawo.

>Jeśli chodzi o to żeby pokazać, że my homo też możemy mieć dziecko to chyba nie o to w tym chodzi.
   Myślę, że gejom właśnie głównie o to chodzi.
kapitan AS (298 punktów)
>Uważam, że to złe prawo.

Samotna osoba wychowująca dziecko nie jest idealna. Małżeństwo jest lepsze(normalne małżeństwo). Jednak dopóki dzieci siedzą w domach dziecka a małżeństwa nie czekają latami aż pojawi się jakieś dziecko do adopcji( raczej dzieci czekają na to aż pojawi się małżeństwo) to osoba samotna powinna mieć takie prawo, ale małżeństwa mają pierwszeństwo. Chyba że stworzymy normalne domy dziecka.

>Myślę, że gejom właśnie głównie o to chodzi.

Również myślę, że tym paradującym w różowych ciuszkach na ulicy i krzyczących w jakiś śmiesznych paradach, które tylko powodują korki, głównie o to chodzi. Czy istnieją normalni geje, których nie można poznać w tłumie? Nie wiem nie spotkałem, ale jeśli taki będzie chciał stworzyć rodzinę zastępczą to pewnie nawet się nie dowiemy że to gej czy lesbijka.
05-03-2010 20:04 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
05-03-2010 20:55 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>>Jednak dopóki dzieci siedzą w domach dziecka a małżeństwa nie czekają latami aż pojawi się jakieś dziecko do adopcji( raczej dzieci czekają na to aż pojawi się małżeństwo)...
>   A może byś zaczął myśleć zanim coś napiszesz:
Nie wymagaj PI niemożliwego Adamiaku.
kapitan AS (298 punktów)
Bo to nie fast food Panie Adamiak i adopcja nie trwa pięć minut. Procedury trwają a czas oczekiwania później na dziecko nie jest spowodowany brakiem tych dzieci tylko brakiem rozsądku u niektórych osób. Niektóre dzieci są rozchwytywane a niektóre niechciane( starsze, niepełnosprawne).Jeśli rodzice mają szczególne wymagania, co do dziecka to musi się trafić odpowiednie( najczęściej niemowlak, lub dziecko w wieku przedszkolnym). A że nasze sądy pracują jak pracują to ciężko trafić na niemowlaka, bo zanim zostanie ustalony status prawny dziecka to dziecko w tym czasie się starzeje a im starsze tym trudniej znaleźć chętnych na jego adopcje. Dzieci czekają pary się po nie nie pchają.

praca.gaze(*)nie_o_polityce_adopcyjnej.html
06-03-2010 10:34 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Bo to nie fast food Panie Adamiak i adopcja nie trwa pięć minut.

   Więc też nietrudno będzie wyobrazić sobie, że nie piszesz na ścianie Mac Donalda, tylko na forum racjonalista.pl - napisałeś "...dopóki dzieci siedzą w domach dziecka a małżeństwa nie czekają latami aż pojawi się jakieś dziecko do adopcji..."
05-03-2010 12:32 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>   Myślę, że gejom właśnie głównie o to chodzi.
A ja tam nie wiem, o co chodzi gejom starającym się o adopcję. Wolałabym za nich tego nie określać. Tak samo jak nie wiem, o co chodzi parom hetero adoptującym dziecko i w związku z tym nie będę artykułować ich motywów. Bo każdy może mówić tylko za siebie...
Prawda?
05-03-2010 12:37 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Bo każdy może mówić tylko za siebie...
>Prawda?

   Hm, niby tak, ale trudność polega na tym, że dziecko za siebie nie powie.
   Prawda?
05-03-2010 13:06 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>   Hm, niby tak, ale trudność polega na tym, że dziecko za siebie nie powie.
>   Prawda?
Prawda, ale my nie o motywach dziecka mówimy. Niech gej sam powie, po co mu dziecko. Nie mówmy za niego. Łatwo komuś przypisać złe intencje czy egoizm, a może kogoś się skrzywdzi takim zdaniem? Gej lub lesbijka też może mieć "instynkt rodzicielski" (cokolwiek to znaczy) i najszczerszą chęć dania osieroconemu dziecku domu i matczynej/ojcowskiej miłości. A tak - to z góry dostaje po głowie egoistyczną chęcią poprawy wizerunku. To będzie niesprawiedliwe. Trzeba kierować się w każdej sprawie osobno dobrem dziecka, nie ogólną zasadą "gej nie, bo nie".
Pozdrawiam.
05-03-2010 17:31 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Hm, niby tak, ale trudność polega na tym, że dziecko za siebie nie powie.
>>   Prawda?
>Prawda, ale my nie o motywach dziecka mówimy.
   Ale mówimy o adopcji dziecka, czyli małego człowieka, który sam powiedzieć nie potrafi, bo nie ma zdolności rozeznania swojej sytuacji prawnej, że o zdolności do mówienia nie wspomnę - czyli mówię o motywach niejako dla dziecka.

   Mówię o motywach, które uważam za korzystne dla dziecka, a mówię to za dziecko, bo dziecko tego nie wyartykułuje.

>Niech gej sam powie, po co mu dziecko.
   Geje mówią bardzo głośno, że ich intencje są najszlachetniejsze pod słońcem z dobrem dziecka, jako priorytetem na samym wierzchołku tej góry kryształowej zacności, ale w rozmowach z nimi wychodzą rzeczy zupełnie inne, jak choćby w rozmowie z dajmonionem, czy wielu innych z "Sylwkiem" oraz innymi orędownikami praw dla homoseksualistów.
   Myślałem, że ten temat pamiętasz.

>Nie mówmy za niego.
   Mylisz mówienie za kogoś z analizą czyichś intencji.

>Łatwo komuś przypisać złe intencje czy egoizm, a może kogoś się skrzywdzi takim zdaniem?
   W tym interesie występuję jako "rzecznik praw dziecka", bo geje sami się o siebie troszczą.

>A tak - to z góry dostaje po głowie egoistyczną chęcią poprawy wizerunku. To będzie niesprawiedliwe.
   Dla kogo?

>Trzeba kierować się w każdej sprawie osobno dobrem dziecka, nie ogólną zasadą "gej nie, bo nie".
   W każdej sprawie osobno kierują się ośrodki adopcyjno-opiekuńcze i sądy działające według ustalonych kryteriów i procedur - ja mówię o przyznaniu prawa do adopcji związkom homoseksualnym w ogóle.

Pozdrawiam.
08-03-2010 13:36 
 Ocena 5 na 5
apud (4399 punktów)

>   Geje mówią bardzo głośno, że ich intencje są najszlachetniejsze pod słońcem z dobrem dziecka, jako priorytetem na samym wierzchołku tej góry kryształowej zacności, ale w rozmowach z nimi wychodzą rzeczy zupełnie inne, jak choćby w rozmowie z dajmonionem, czy wielu innych z "Sylwkiem" oraz innymi orędownikami praw dla homoseksualistów.

Widzicie tow. Adamiak, ja tak sobie myśle, ze sa geje którym jest zwyczajnie zal,
ze dziecku zwykłej miłości brakuje.

Molestowanie was przez plebana było pedofilia, a nie homoseksualizmem.

PS
Idzcie kiedy do domu dziecka, i zobaczcie sami jak to cudownie jest byc
nie zaadoptowanym,
niekochanym dzieckiem
zamiast byc zaadoptowanym przez gejowska parę.

Geje sa bardziej wrażliwi, i bardziej homo, niz większość was chrzaniących w tym wątku od rzeczy.
08-03-2010 14:15 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Widzicie tow. Adamiak, ja tak sobie myśle

   Za takie myślenie wasza kuzynka śle wam buziaka:



   
spray (5875 punktów)
>>Widzicie tow. Adamiak, ja tak sobie myśle
>   Za takie myślenie wasza kuzynka śle wam buziaka:
>   
>
Ot, kretyn... Adamiak...
Wypisz- wymaluj.
setarkos (10757 punktów)
> (..) Gej lub lesbijka też może mieć "instynkt rodzicielski" (cokolwiek to znaczy) i najszczerszą chęć dania osieroconemu dziecku domu i matczynej/ojcowskiej miłości.

Tak. Zapewne nie należy dyskryminować osób "tęskniących do realizacji rodzicielstwa" (tyczy to też bezdzietnych małżeństw), o ile kierują się bardziej instynktem rodzicielskim/opiekuńczym, niż podkreślaniem swych (a)"seksualnych" preferencji.
Osoby dorosłe, w szczególności przyszli rodzice/opiekunowie, umieją chyba odróżniać uprawianie seksu od skutków prokreacji.

Pozdrawiam.
05-03-2010 19:27 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Zapewne nie należy dyskryminować osób "tęskniących do realizacji rodzicielstwa" (tyczy to też bezdzietnych małżeństw), o ile kierują się bardziej instynktem rodzicielskim/opiekuńczym, niż podkreślaniem swych (a)"seksualnych" preferencji.

   Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało ironicznie, ale bardzo dziwnym trafem w całej kampanii zagorzałych zwolenników prawa adopcji dzieci przez związki homoseksualne najgłośniej wybrzmiewa hasło ich dyskryminacji - dzieci są jakoś na drugim, trzecim planie...

    A prawo do adopcji jest tylko przy okazji prawem mającym uszczęśliwić jakąś marginalną grupę społeczną, a głównie jest prawem dzieci do zapewnienia ich dobra.

> Osoby dorosłe, w szczególności przyszli rodzice/opiekunowie, umieją chyba odróżniać uprawianie seksu od skutków prokreacji.
   Homoseksualistów trudno podejrzewać o braki w świadomości tegoż.
05-03-2010 20:33 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>   Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało ironicznie, ale bardzo dziwnym trafem w całej kampanii zagorzałych zwolenników prawa adopcji dzieci przez związki homoseksualne najgłośniej wybrzmiewa hasło ich dyskryminacji - dzieci są jakoś na drugim, trzecim planie...

Jurku, a czy po drugiej stronie dzieci nie są równie instrumentalnie traktowane?
Czy nie jest to nieuniknione, skoro są tylko stawką w walkach toczonych przez dorosłych?
Z których każdy oczywiście zaczyna od ogłoszenia się ich rzecznikiem?
05-03-2010 20:57 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Jurku, a czy po drugiej stronie dzieci nie są równie instrumentalnie traktowane?
>Czy nie jest to nieuniknione, skoro są tylko stawką w walkach toczonych przez dorosłych?
>Z których każdy oczywiście zaczyna od ogłoszenia się ich rzecznikiem?

   Więc odpowiedz sobie na pytanie: jakie dzieci są przedmiotem adopcji?

   Bo ja wiem - są to dzieci pokrzywdzone właśnie (choć między innymi) w wyniku takich praktyk o jakich piszesz.

   Czy jest to powód dla którego mam się zgadzać na powtórkę z rozrywki?

   Jeśli bierzesz psa ze schroniska w którym się znalazł w wyniku bezmyślnej głupoty i złego traktowania przez poprzedniego właściciela, to znaczy, że możesz też być głupi i tego psa źle traktować?
setarkos (10757 punktów)
> .. psa źle traktować?

Pardon.. Dla kogo "źle"?
05-03-2010 21:31 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>> .. psa źle traktować?
>Pardon.. Dla kogo "źle"?
   Dla psa.
setarkos (10757 punktów)
>>> .. psa źle traktować?
>>Pardon.. Dla kogo "źle"?
>   Dla psa

To mówisz, że niebawem do zdania egzaminu na rodzica/opiekuna trzeba się będzie wykazać, nie dość że bi/homo/seksualnością, to jeszcze skłonnością do zoofilii? Już widzę transparenty "precz z zoofobią!" - koniec świata /rzekłby Popiołek/.
07-03-2010 19:21 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>To mówisz...
   Nie...

>... że niebawem do zdania egzaminu na rodzica/opiekuna trzeba się będzie wykazać, nie dość że bi/homo/seksualnością, to jeszcze skłonnością do zoofilii?
   ... to Ty piszesz...

>Już widzę transparenty "precz z zoofobią!" - koniec świata /rzekłby Popiołek/.
   ... i masz widzenia.
setarkos (10757 punktów)
>.. masz widzenia.

e tam takie widzenia - pisane tylko
07-03-2010 11:45 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>   Czy jest to powód dla którego mam się zgadzać na powtórkę z rozrywki?
>   Jeśli bierzesz psa ze schroniska w którym się znalazł w wyniku bezmyślnej głupoty i złego traktowania przez poprzedniego właściciela, to znaczy, że możesz też być głupi i tego psa źle traktować?

Zakładam, że odpowiednie władze, w których gestii pozostaje przydzielanie dzieci do rodzin adopcyjnych, dołożą należytej staranności, indywidualnie rozpatrując przypadki rodzin o adopcję się ubiegających. Hurtowe przekreślanie rodzin jednopłciowych już na starcie, z racji li tylko orientacji seksualnej, jawi mi się jako oczywisty przykład dyskryminacji.
07-03-2010 13:19 
 Ocena 3 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>Zakładam, że odpowiednie władze, w których gestii pozostaje przydzielanie dzieci do rodzin adopcyjnych, dołożą należytej staranności, indywidualnie rozpatrując przypadki rodzin o adopcję się ubiegających.
   Też tak zakładam.

>Hurtowe przekreślanie rodzin jednopłciowych już na starcie, z racji li tylko orientacji seksualnej, jawi mi się jako oczywisty przykład dyskryminacji.
   A mnie nie, bo jeśli przyjmuję, że absolutnym priorytetem prawa do adopcji jest zapewnienie dobra dziecka- co nie dla wszystkich jest oczywiste- to przydzielenie dzieciaka opiekunom, których status społeczny jest (lub nawet może być) źródłem dyskomfortu dla tegoż podopiecznego, uważam za sprzeczny z interesem tegoż dziecka, więc i sprzeczny z prawem jak we wstępie.

   Przy założeniu priorytetu aktu adopcji jak wyżej, jakikolwiek argument o dyskryminacji chcących skorzystać z prawa dzieci do adopcji traci sens i rację bytu, bo po prostu nie spełniają warunków do zapewnienia dziecku maksimum dostępnych dóbr, w tym akceptacji społecznej.

   Uważam to za bardzo ważny, choć nie jedyny argument przeciw.

   Doceniam też Twoją troskę () wyrażoną w hurtowym ujęciu grupy dyskryminowanej brakiem prawa do adopcji, ale dyskryminujące realia społeczne dotyczą właśnie całej "populacji" związków homoseksualnych, a dyskryminacja z jakiegoś powodu nie może być powodem uprzywilejowania w sprawach dotyczących drugiego człowieka.

   Bo takie ujęcie problemu daje asumpt do przypuszczeń, ze chce się polepszyć komfort jakiejś grupy ludzi, ale kosztem innych, czyli dzieci.

   Veto.

PS   Czyli dość paradoksalnie ostracyzm społeczny skutkuje również brakiem prawa do adopcji.
07-03-2010 16:40 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Hurtowe przekreślanie rodzin jednopłciowych już na starcie, z racji li tylko orientacji seksualnej, jawi mi się jako oczywisty przykład dyskryminacji.
>   A mnie nie, bo jeśli przyjmuję, że absolutnym priorytetem prawa do adopcji jest zapewnienie dobra dziecka- co nie dla wszystkich jest oczywiste- to przydzielenie dzieciaka opiekunom, których status społeczny jest (lub nawet może być) źródłem dyskomfortu dla tegoż podopiecznego, uważam za sprzeczny z interesem tegoż dziecka, więc i sprzeczny z prawem jak we wstępie.
>   Przy założeniu priorytetu aktu adopcji jak wyżej, jakikolwiek argument o dyskryminacji chcących skorzystać z prawa dzieci do adopcji traci sens i rację bytu, bo po prostu nie spełniają warunków do zapewnienia dziecku maksimum dostępnych dóbr, w tym akceptacji społecznej.

Daruj, ale w ten sam sposób można argumentować za np. ograniczeniami rasowymi w prawie do adopcji - ktoś mógłby wskazywać na możliwy dyskomfort dziecka białego wychowywanego przez czarnych rodziców adopcyjnych lub odwrotnie.
Ważniejsze jednak, że Twa argumentacja oparta jest na błędnym kole: dyskryminujmy rodziny jednopłciowe, bo te nie są akceptowane społecznie. A nie są akceptowane społecznie, m. in. dlatego, że prawo je dyskryminuje. Paragraf 22.

>   Doceniam też Twoją troskę () wyrażoną w hurtowym ujęciu grupy dyskryminowanej brakiem prawa do adopcji, ale dyskryminujące realia społeczne dotyczą właśnie całej "populacji" związków homoseksualnych, a dyskryminacja z jakiegoś powodu nie może być powodem uprzywilejowania w sprawach dotyczących drugiego człowieka.

Czy ja postuluję jakieś "przywileje", czy po prostu równość praw?

>   Bo takie ujęcie problemu daje asumpt do przypuszczeń, ze chce się polepszyć komfort jakiejś grupy ludzi, ale kosztem innych, czyli dzieci.

Zakładasz z automatu, że dziecko będzie ponosić "koszty". W jakiejś mierze pewnie tak, dopóki zjawisko rodzin jednopłciowych nie zostanie społecznie zaakceptowane - ale do tego pierwszym krokiem winny być właśnie zmiany w prawie, które jednoznacznie powinno zasugerować obywatelom, że takowe rodziny nie są z istoty jakoś "gorsze" od tych "tradycyjnych".
Jak dotąd dyskutujemy sobie dość abstrakcyjnie, problem jest jednak realny - tak jak realne jest kilkadziesiąt tysięcy dzieci, które już dziś w rodzinach jednopłciowych się wychowują, i które już ponoszą koszty tego, że takie rodziny są społecznie stygmatyzowane przy aplauzie Ustawodawcy. Te koszty też warto wziąć pod uwagę.

>PS   Czyli dość paradoksalnie ostracyzm społeczny skutkuje również brakiem prawa do adopcji.

Zaś brak tego prawa umacnia ostracyzm. Jesteśmy w domu - jakim?
07-03-2010 19:12 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>A nie są akceptowane społecznie, m. in. dlatego, że prawo je dyskryminuje. Paragraf 22.
   Owszem, poniżej to przyznaję.

>Czy ja postuluję jakieś "przywileje", czy po prostu równość praw?
   Postulujesz poszerzenie grona uprzywilejowanych*, bo adoptować cudze dzieci mogą związki lub osoby spełniające wyraźnie i ściśle określone kryteria, czyli - nie każda rodzina Kowalskich z ulicy i w biegu: dwoje dzieci poproszę od roczku do 2,5.

>Zakładasz z automatu, że dziecko będzie ponosić "koszty". W jakiejś mierze pewnie tak, dopóki zjawisko rodzin jednopłciowych nie zostanie społecznie zaakceptowane...
   Właśnie.

>... ale do tego pierwszym krokiem winny być właśnie zmiany w prawie, które jednoznacznie powinno zasugerować obywatelom, że takowe rodziny nie są z istoty jakoś "gorsze" od tych "tradycyjnych".
   Nie lubię eksperymentów na ludziach z kategorycznym akcentem na dzieci.
   I nie dbam o emocjonalność tego argumentu.

>... realne jest kilkadziesiąt tysięcy dzieci, które już dziś w rodzinach jednopłciowych się wychowują, i które już ponoszą koszty tego, że takie rodziny są społecznie stygmatyzowane przy aplauzie Ustawodawcy.
   Kilkadziesiąt tysięcy? W Polsce? Poproszę o źródła.

   No, ale jeśli tak, to można jeszcze dorzucić kilkaset tysięcy, po co mają się męczyć same... Mnie nie wku*wiaj, bigu.

>Te koszty też warto wziąć pod uwagę.
   Biorę pod uwagę nie zwiększanie tych kosztów.

>Jesteśmy w domu - jakim?
   Nie mam zamiaru remontować domu kosztem małych ludzi bez zdolności do czynności prawnych.

* - przywilej: wyłączność lub pierwszeństwo uprawnień ustanowione ustawą.
08-03-2010 09:58 
 Ocena 10 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>> Paragraf 22.
>   Owszem, poniżej to przyznaję.

I to wystarcza, by argument uchylić.

>   Postulujesz poszerzenie grona uprzywilejowanych*, bo adoptować cudze dzieci mogą związki lub osoby spełniające wyraźnie i ściśle określone kryteria, czyli - nie każda rodzina Kowalskich z ulicy i w biegu: dwoje dzieci poproszę od roczku do 2,5.

W tym sensie - i owszem. Postuluję, by znieść kryterium heteroseksualności rodziny.

>>Zakładasz z automatu, że dziecko będzie ponosić "koszty". W jakiejś mierze pewnie tak, dopóki zjawisko rodzin jednopłciowych nie zostanie społecznie zaakceptowane...
>   Właśnie.
>>... ale do tego pierwszym krokiem winny być właśnie zmiany w prawie, które jednoznacznie powinno zasugerować obywatelom, że takowe rodziny nie są z istoty jakoś "gorsze" od tych "tradycyjnych".
>   Nie lubię eksperymentów na ludziach z kategorycznym akcentem na dzieci.
>   I nie dbam o emocjonalność tego argumentu.

Robisz zatem tak: w imię uniknięcia przyszłych, a więc dopiero wyobrażanych, kosztów ponoszonych przez jedne dzieci, każesz koszty ponosić realnym dzieciom, które już dziś w rodzinach jednopłciowych się wychowują.

>   Kilkadziesiąt tysięcy? W Polsce? Poproszę o źródła.

Służę uprzejmie
Cytat:
Według szacunków Kampanii Przeciw Homofobii w Polsce w rodzinach opartych o związek jednopłciowy wychowywanych jest 57 tysięcy dzieci.


>Mnie nie wku*wiaj, bigu.>



>   Biorę pod uwagę nie zwiększanie tych kosztów.
>   Nie mam zamiaru remontować domu kosztem małych ludzi bez zdolności do czynności prawnych.

Podsumuję w paru słowach: instytucja rodziny w ludzkich społeczeństwach jest kwestią kulturowej konwencji. Nie ma żadnych zasadniczych powodów, by rodziny jednopłciowe nie miały powiększyć katalogu społecznie akceptowanych form tej instytucji, co wielu ludziom rozwiązałoby wiele problemów. To jednak samo się nie zrobi - a pierwszym krokiem winny być zmiany w prawie. Argument, że "społeczeństwo do nich nie dorosło" jest o tyle słaby, że gdyby to vox populi miał decydować o szeroko pojętym liberalizowaniu stosunków społecznych, to w XVIII wieku nie zakazano by tortur, w XIX nie zniesiono by niewolnictwa, w XX zaś - kary śmierci.
Mielibyśmy się z pyszna.
09-03-2010 07:42 
 0 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>I to wystarcza, by argument uchylić.
   Na razie wystarcza Tobie.

>W tym sensie - i owszem. Postuluję, by znieść kryterium heteroseksualności rodziny.
   We wszystkich sprawach, prócz (na razie) adopcji - jestem za.

>Zakładasz z automatu, że dziecko będzie ponosić "koszty".
   Nie zakładam, że "będzie" - zakładam, że już ponoszą te w rodzinach jednopłciowych.

>W jakiejś mierze pewnie tak, dopóki zjawisko rodzin jednopłciowych nie zostanie społecznie zaakceptowane...
   I ta "jakaś miara" społecznego ostracyzmu dla mnie jest wystarczającym powodem.
   Choć nie jest to jedyny argument.

>... ale do tego pierwszym krokiem winny być właśnie zmiany w prawie, które jednoznacznie powinno zasugerować obywatelom, że takowe rodziny nie są z istoty jakoś "gorsze" od tych "tradycyjnych".
   Nie manipuluj, Big, ja nie piszę, że związki jednopłciowe są gorsze,- ja piszę, że nie nadają się do adopcji dzieci tak, jak wiele związków hetero, tylko z powodu homoseksualności właśnie.

>Robisz zatem tak: w imię uniknięcia przyszłych, a więc dopiero wyobrażanych, kosztów ponoszonych przez jedne dzieci, każesz koszty ponosić realnym dzieciom, które już dziś w rodzinach jednopłciowych się wychowują.
   Po pierwsze sam obaliłeś swój argument, bo te już wychowywane w takich związkach są objęte ostracyzmem, więc nie potrzeba wielkiej wyobraźni, by do tych realiów przymierzyć następne...

>Służę uprzejmie
>Cytat:
Według szacunków Kampanii Przeciw Homofobii w Polsce w rodzinach opartych o związek jednopłciowy wychowywanych jest 57 tysięcy dzieci.

   ... po drugie przeczytaj sobie jeszcze raz zawartość "swojego" źródełka i zwróć uwagę na dwie rzeczy, a mianowicie fakt, że wg. tych danych w Polsce, w rodzinach "homo" wychowuje się prawie dokładnie dwa razy więcej dzieci (w przeliczeniu na liczbę ludności), niż w dużo bardziej liberalnej pod tym względem USA (...), oraz taki szczegół, że są to dane przedstawione przez Kampanię Przeciw Homofobii, która w statucie, w Art. 11. a) ma: upublicznienie dyskusji na temat problemów mniejszości seksualnych i zwiększenie ich reprezentacji społecznej... ...

   Nawet jeśli cel uświęca środki, to jeśli tym środkiem są dzieci, ja mówię NIE!

>Podsumuję w paru słowach: instytucja rodziny w ludzkich społeczeństwach jest kwestią kulturowej konwencji.
   Jasne.

>Nie ma żadnych zasadniczych powodów, by rodziny jednopłciowe nie miały powiększyć katalogu społecznie akceptowanych form tej instytucji, co wielu ludziom rozwiązałoby wiele problemów.
   Oczywiście, ale bez prawa (na razie) do adopcji, bo nie zgadzam się na poprawianie czyjegoś komfortu kosztem dzieci.

>Argument, że "społeczeństwo do nich nie dorosło" jest o tyle słaby, że...
   Dla mnie mocny, bo punkt widzenia...

   By okazać max dobrej woli wskażę co może mieć wpływ na ew. osłabienie lub zniesienie mojego argumentu - poznanie genezy homoseksualizmu.
   Bo mam przesłanki do przypuszczeń, że może to być decydujący argument "za" lub "przeciw".

   Wiem tyle, że homoseksualizm siedzi w głowie, a nie między nogami, więc póki dokładne przyczyny homoseksualizmu nie są znane, nie zgadzam się na adoptowanie dzieci przez osobniki z psychiką, której produktem jest wstręt do tychże dzieci robienia.
09-03-2010 11:23 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>I to wystarcza, by argument uchylić.
>   Na razie wystarcza Tobie.

Logika.

>>W tym sensie - i owszem. Postuluję, by znieść kryterium heteroseksualności rodziny.
>   We wszystkich sprawach, prócz (na razie) adopcji - jestem za.

Na razie? To kiedy? Gdy społeczeństwo dojrzeje?

>ta "jakaś miara" społecznego ostracyzmu jest dla mnie wystarczającym powodem.

Tak rozumując można zakazać chodzenia po ulicach czarnym czy Arabom.

>   Nie manipuluj, Big, ja nie piszę, że związki jednopłciowe są gorsze,- ja piszę, że nie nadają się do adopcji dzieci tak, jak wiele związków hetero, tylko z powodu homoseksualności właśnie.

Część związków homo, jak i część związków hetero do adopcji dzieci się nie nadaje. Ale nie widzę powodów, by kryterium czynić płeć partnerów związku jako taką.

>>Robisz zatem tak: w imię uniknięcia przyszłych, a więc dopiero wyobrażanych, kosztów ponoszonych przez jedne dzieci, każesz koszty ponosić realnym dzieciom, które już dziś w rodzinach jednopłciowych się wychowują.
>   Po pierwsze sam obaliłeś swój argument, bo te już wychowywane w takich związkach są objęte ostracyzmem, więc nie potrzeba wielkiej wyobraźni, by do tych realiów przymierzyć następne...

Jasne - nic nie robić. Skoro np. czarne dzieci mogą się spotykać z ostracyzmem w szkołach, można je zapobiegliwie przestać do szkół posyłać w ogóle.

>   ... po drugie przeczytaj sobie jeszcze raz zawartość "swojego" źródełka i zwróć uwagę na dwie rzeczy, a mianowicie fakt, że wg. tych danych w Polsce, w rodzinach "homo" wychowuje się prawie dokładnie dwa razy więcej dzieci (w przeliczeniu na liczbę ludności), niż w dużo bardziej liberalnej pod tym względem USA (...), oraz taki szczegół, że są to dane przedstawione przez Kampanię Przeciw Homofobii,

Wiarygodność danych jest oczywiście dyskusyjna, ale kilkadziesiąt tysięcy wychodzi tak czy owak.

>która w statucie, w Art. 11. a) ma: upublicznienie dyskusji na temat problemów mniejszości seksualnych i zwiększenie ich reprezentacji społecznej... ...

Sugerujesz, że deklarację dążenia do zwiększenia społecznej reprezentacji środowisk LGBT (którą ja pojmuję jako wyraz chęci zwiększenia wciąż znikomych możliwości społecznego wpływu tychże), należy rozumieć jako statutowe zobowiązanie do fałszowania danych empirycznych nt. ich liczebności?

>   Nawet jeśli cel uświęca środki, to jeśli tym środkiem są dzieci, ja mówię NIE!>

Jak już zaznaczałem, wymachiwanie Dobrem Dzieci w sporze w istocie politycznym (bo spór da się zdefiniować tak: czy nikomu nieszkodzący styl życia pewnych kategorii ludzi może stanowić podstawę do ograniczania ich praw?) kojarzy mi się jak najgorzej. Wielu już Przyjaciół Dzieci historia widziała.

>   Oczywiście, ale bez prawa (na razie) do adopcji, bo nie zgadzam się na poprawianie czyjegoś komfortu kosztem dzieci.

Homofobi od dawna poprawiają sobie komfort kosztem dzieci realnie już wychowujących w rodzinach jednopłciowych.

>   By okazać max dobrej woli wskażę co może mieć wpływ na ew. osłabienie lub zniesienie mojego argumentu - poznanie genezy homoseksualizmu.
>   Bo mam przesłanki do przypuszczeń, że może to być decydujący argument "za" lub "przeciw".
>   Wiem tyle, że homoseksualizm siedzi w głowie, a nie między nogami, więc póki dokładne przyczyny homoseksualizmu nie są znane, nie zgadzam się na adoptowanie dzieci przez osobniki z psychiką, której produktem jest wstręt do tychże dzieci robienia.

Przyznam, że zaniemówiłem.
Odnoszę wrażenie, że właśnie wylazły z Ciebie irracjonalne uprzedzenia homofoba. Specyficznie judeochrześcijańskiego przy tym.
A tak poza tym - co ma wspólnego "wstręt" do dzieci robienia z nastawieniem do ich wychowywania???
A co z biseksualistą/ką, pozostającym/-ą w związku homo? Może czy nie może w takim związku dzieci adoptować, skoro "wstrętu" do ich robienia nie czuje?
09-03-2010 12:02 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Na razie wystarcza Tobie.
>Logika.
   Spox, zaraz się odniosę.

>Na razie? To kiedy? Gdy społeczeństwo dojrzeje?
   Nie rozśmieszaj mnie, mam napisać, że 22 listopada o 19:32?
   Napisałem na końcu.

>>ta "jakaś miara" społecznego ostracyzmu jest dla mnie wystarczającym powodem.
>Tak rozumując można zakazać chodzenia po ulicach czarnym czy Arabom.
   Ale na razie gadamy o homoadopcji.

>Część związków homo, jak i część związków hetero do adopcji dzieci się nie nadaje. Ale nie widzę powodów, by kryterium czynić płeć partnerów związku jako taką.
   A znasz genezę homoseksualizmu? To się podziel odkryciem.

>Skoro np. czarne dzieci mogą się spotykać z ostracyzmem w szkołach, można je zapobiegliwie przestać do szkół posyłać w ogóle.
   Czarne dzieci chcą praw dla siebie, bez żądania praw do opieki nad innymi ludźmi.

>Wiarygodność danych jest oczywiście dyskusyjna, ale kilkadziesiąt tysięcy wychodzi tak czy owak.
   Z czego tak Ci wychodzi? Z niewiarygodnych danych? Chyba tylko według tej logiki, którą zaproponowałeś na wstępie.

>>która w statucie, w Art. 11. a) ma: upublicznienie dyskusji na temat problemów mniejszości seksualnych i zwiększenie ich reprezentacji społecznej... ...
>Sugerujesz, że deklarację (...) należy rozumieć jako statutowe zobowiązanie do fałszowania danych empirycznych nt. ich liczebności?
   Niekoniecznie, ale zachęta do zwiększania reprezentacji sugeruje rozszerzenie arsenału środków, a do "wiarygodności danych" już się sam odniosłeś.

>... (bo spór da się zdefiniować tak: czy nikomu nieszkodzący styl życia pewnych kategorii ludzi może stanowić podstawę do ograniczania ich praw?)
   Tylko zapominasz, że na razie nie wiadomo (tu masz ten termin zamiast 22 listopada 19:32) skąd się biorą predyspozycje do tego "nieszkodzącego trybu życia", bo ten styl mnie zupełnie nie przeszkadza, ale Ty chcesz dać tym "stylowym" cudze dziecko pod opiekę.

>... kojarzy mi się jak najgorzej.
   Masz do tego prawo.

>Wielu już Przyjaciół Dzieci historia widziała.
   Możesz sprecyzować?

>Homofobi od dawna poprawiają sobie komfort kosztem dzieci realnie już wychowujących w rodzinach jednopłciowych.
   A kleptomani (i politycy) kosztem okradanych ludzi - jakie prawa dasz kleptomanom?

>> Wiem tyle, że homoseksualizm siedzi w głowie, a nie między nogami, więc póki dokładne przyczyny homoseksualizmu nie są znane, nie zgadzam się na adoptowanie dzieci przez osobniki z psychiką, której produktem jest wstręt do tychże dzieci robienia.

>Przyznam, że zaniemówiłem.
   Cieszę się, tylko udaję, że martwię, iż tak późno.

>Odnoszę wrażenie, że właśnie wylazły z Ciebie irracjonalne uprzedzenia homofoba. Specyficznie judeochrześcijańskiego przy tym.
   A niby w czym?

>A tak poza tym - co ma wspólnego "wstręt" do dzieci robienia z nastawieniem do ich wychowywania???
   A skąd wiesz, że nie ma?

>A co z biseksualistą/ką, pozostającym/-ą w związku homo? Może czy nie może w takim związku dzieci adoptować, skoro "wstrętu" do ich robienia nie czuje?
   Może sobie "zrobić" swoje dziecko, brzydko ujmując.

Edycja.
   Proszę mi dokładnie napisać o przesłankach do tych "judeochrześcijańskich"... uprzedzeniach, bo zupełnie się w tym nie orientuję.

   A widzę, że przeginasz waść.
   Przeginasz wpadając w Sylwkowo-Tabiszowo-kretyńską retorykę - wszystko co mówi papież jest złe, wstrętne i do dupy, nawet ewolucja przestanie być cacy, jeśli jakiś proboszcz wspomni, że jest słuszna.
09-03-2010 14:38 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>   Nie rozśmieszaj mnie, mam napisać, że 22 listopada o 19:32?
>   Napisałem na końcu.

Związek genezy homoseksualizmu z dostępem do określonych praw pozostaje dla mnie niepojęty.

>>Tak rozumując można zakazać chodzenia po ulicach czarnym czy Arabom.
>   Ale na razie gadamy o homoadopcji.

Logika Twych wywodów pozostaje taka sama.

>   A znasz genezę homoseksualizmu? To się podziel odkryciem.

Wszystko wskazuje na to, że preferencje seksualne wynikają ze specyficznych szczegółów kształtowania się mózgu w okresie płodowym. Dalej nie wiem, co to ma do rzeczy.

>>Skoro np. czarne dzieci mogą się spotykać z ostracyzmem w szkołach, można je zapobiegliwie przestać do szkół posyłać w ogóle.
>   Czarne dzieci chcą praw dla siebie, bez żądania praw do opieki nad innymi ludźmi.

Dzieci do szkół posyła państwo.

>>Wiarygodność danych jest oczywiście dyskusyjna, ale kilkadziesiąt tysięcy wychodzi tak czy owak.
>   Z czego tak Ci wychodzi? Z niewiarygodnych danych? Chyba tylko według tej logiki, którą zaproponowałeś na wstępie.

Nie wiem, jaka jest wiarygodność tych danych. Masz jakieś lepsze?
Podniosłeś, że liczby dla USA są, w przeliczeniu, niemal dwukrotnie mniejsze. Jeśli amerykańskie metody liczenia są bardziej miarodajne, wynik dla Polski należy odpowiednio obniżyć - wyjdzie koło 30 tysięcy. Co ciągle stanowi kilkadziesiąt tysięcy. Prościej się już chyba nie da.

> Ty chcesz dać tym "stylowym" cudze dziecko pod opiekę.

Ty chcesz dawać tylko jednej grupie "stylowych". Tych właściwie-stylowych.

>>Wielu już Przyjaciół Dzieci historia widziała.
>   Możesz sprecyzować?

Pewnie, że mogę.

>>Homofobi od dawna poprawiają sobie komfort kosztem dzieci realnie już wychowujących w rodzinach jednopłciowych.
>   A kleptomani (i politycy) kosztem okradanych ludzi - jakie prawa dasz kleptomanom?

???
Nie postuluję praw dla homofobów.

> póki dokładne przyczyny homoseksualizmu nie są znane, nie zgadzam się na adoptowanie dzieci przez osobniki...

Znowu .

>>Odnoszę wrażenie, że właśnie wylazły z Ciebie irracjonalne uprzedzenia homofoba. Specyficznie judeochrześcijańskiego przy tym.
>   A niby w czym?

Osobliwie judeochrześcijańskiego kolorytu dopatruję się w tym, że za Księgą Rodzaju i całą późniejszą tradycją fetyszyzujesz rozmnażanie i wedle stosunku doń chcesz rozdawać ludziom prawa mniejsze i większe. Poza bliskowschodnimi monoteizmami ludzie zwykle traktują rozmnażanie znacznie "praktyczniej".

>>A tak poza tym - co ma wspólnego "wstręt" do dzieci robienia z nastawieniem do ich wychowywania???
>   A skąd wiesz, że nie ma?

A z obserwacji, że ludzie powszechnie robią sobie dziecko tylko dwa razy w życiu (znaczy się - strasznie to wstrętne musi być), po czym długie lata żyły se wypruwają, by toto wychować (pewnikiem - coś fajnego w tym widzą).

>>A co z biseksualistą/ką, pozostającym/-ą w związku homo? Może czy nie może w takim związku dzieci adoptować, skoro "wstrętu" do ich robienia nie czuje?
>   Może sobie "zrobić" swoje dziecko, brzydko ujmując.

Jeśli w pewnym momencie umrze, partner/ka do dziecka praw żadnych nie ma, choćby od małego w wychowaniu współuczestniczył/-a. Dziecko trafia np. do Domu Dziecka, albo Bóg wie gdzie.
09-03-2010 15:00 
 Ocena 6 na 6
Sylwek (15472 punktów)
Big_zydzie, doceniam twój wkład i heroiczną próbę argumentowania w sporze z A., lecz jeśli poszukasz śladów Sylwkowo-Tabiszowej (ha ha ha) retoryki, a ściślej innych moich sporów z Adamiakiem sprzed kilku miesięcy na ten sam temat, to okaże się, że co do jednego przedstawiłem twoje argumenty. Nie pomogło.

Dla Adamiaka sytuacja jest jasna - homoseksualizm to konsekwencja niechęci do posiadania dzieci. Ergo, jakiekolwiek są motywy homoseksualistów pragnących adoptować dzieci, są one nieczyste.

Jeśli o łączenie popędu płciowego z rodzicielskim chodzi, zjawiska świadomej antykoncepcji Adamiak nie potrafi wyjaśnić. Nie potrafi wyjaśnić także nader częstej strategii rozrodczej, która każe heteroseksualnym mężczyzną płodzić dzieci i się nimi potem nie zajmować. Biseksualizmu tez nie potrafi wyjaśnić (w jednej dyskusji sugerował ujęcie ilościowe - im mniej ktoś chce dzieci tym bardziej homoseksualny, biseksualiści chcą trochę, dlatego czasami uprawiają seks z przeciwną płcią, a czemu najpewniej stosują wtedy antykoncepcję, to już tajemnica adamiakowej wiary).

A jednak, Adamiak dalej postrzega ludzką psychikę na modłę instynktów pajączków i jętek, gdzie aktywacja bodźca seksualnego uruchamia nieuniknioną kaskadę zdarzeń kulminujących w budowaniu gniazdek, norek, pajęczyn czy co tam potrzeba by "dzieciom" dobrze się żyło. Ta urocza analogia pozwala mu oczywiście postrzegać homoseksualistów jako dewiantów stanowiących potencjalne zagrożenie dla dzieci.

Zabawne, że doszukując się głównej obiekcji w genezie homoseksualizmu, implicytnie zakłada, ze jest taka sama u gejów i lesbijek (bo traktuje ich tak samo) co akurat wydaje się mocno wątpliwe.

Ale co mu tam.

Pozdrawiam.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 10:22 
 Ocena-1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>A jednak, Adamiak dalej postrzega ludzką psychikę na modłę instynktów pajączków i jętek...
   I co, "pajączku", lewą nóżką wstałeś i sobie minusikami humorek ratujesz?

>... homoseksualistów jako dewiantów stanowiących potencjalne zagrożenie dla dzieci.
   Nie masz jakiegoś bachorka pod ręka, żeby złość na nim wyładować?
10-03-2010 10:25 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)
>>A jednak, Adamiak dalej postrzega ludzką psychikę na modłę instynktów pajączków i jętek...
>   I co, "pajączku", lewą nóżką wstałeś i sobie minusikami humorek ratujesz?

Wstałem całkiem prawą nóżką, miluśny hipokryto.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
Adamiak (36436 punktów)
>>   I co, "pajączku", lewą nóżką wstałeś i sobie minusikami humorek ratujesz?
>Wstałem całkiem prawą nóżką, miluśny hipokryto.
   To naści plusika na poprawę prawej kończynki.

>
dnoterlikowskiego.blogspot.com/

   I drugiego za Terlikowskiego, bo go tak strasznie promujesz.
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Paragraf 14.1 panowie znają, więc chyba nie muszę go przytaczać.
10-03-2010 18:44 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> jeśli poszukasz śladów Sylwkowo-Tabiszowej (ha ha ha) retoryki, a ściślej innych moich sporów z Adamiakiem sprzed kilku miesięcy na ten sam temat, to okaże się, że co do jednego przedstawiłem twoje argumenty. Nie pomogło.

To i owo, owszem, widziałem. Cóż, ponieważ z resztą Twego wywodu:

>Dla Adamiaka sytuacja jest jasna (.....)
>Ale co mu tam.

...w pełni się zgadzam, ograniczę się do wyrazów ubolewania, że akurat w tak, hmm, obcesowym tonie dyskutujecie.
Bóg i Moderacja widzą, że sam od brutalnych zagrań nie stronię, ale stosuję je (prawie) wyłącznie do zwalczania trolli i co bardziej nawiedzonych religiantów. Pax vobiscum .

Pozdrawiam.
Sylwek (15472 punktów)
Nie wypieram się "obcesowości" ale też pozwolę sobie zauważyć, że rozwijała się stopniowo pod wpływem adamiakowej maniery zawieszania logiki na potrzeby jego rozumowań.


dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 10:41 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Nie wypieram się "obcesowości" ale też pozwolę sobie zauważyć,
Sukces, czegoś jeszcze przestaniesz się wypierać, czy plan już wykonany na najbiższe miesiące.
>że rozwijała się stopniowo pod wpływem adamiakowej maniery zawieszania logiki na potrzeby jego rozumowań.
O Twojej logice argumentacji napisałem kiedyś.
Kolejnym błędem jest Twoja teza o zawieszaniu jej na potrzeby Adamiakowego rozumowania.
On jest logicznie konsekwentny w tym co napisał. Natomiast to, że Ty nie potrafisz tego objąć pomiędzy ideologiczne klapki, jest znowu tylko i wyłącznie twoim problemem, wynikającym z niedostosowania rzeczywistości do twojej, notorycznie prezentowanej logiki Kalego.
Podpartej może i być może oraz zróbcie coś za mnie i dla mnie bo jak nie to będę od homofobów wyzywać.
09-03-2010 17:42 
 0 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Związek genezy homoseksualizmu z dostępem do określonych praw pozostaje dla mnie niepojęty.
   A dla mnie jest do pojęcia, dlaczego ogólnie nie potrafisz się przestawić poza schemat myślenia, że ja nie gadam o dostępie do praw, tylko o dostępie do przywileju jak najlepszego zaspokajania praw (dóbr) dzieci, czyli małych ludzi bez zdolności do czynności prawnych.

>>   A znasz genezę homoseksualizmu? To się podziel odkryciem.
>Wszystko wskazuje na to, że preferencje seksualne wynikają ze specyficznych szczegółów kształtowania się mózgu w okresie płodowym.
   Na razie wszystko wskazuje na to, że też tej genezy nie znasz, bo napisałeś tylko kiedy się kształtuje, a ja pytam: jak?

>Dalej nie wiem, co to ma do rzeczy.
   A ja mam przesłanki do przypuszczeń, że ma - odsyłam do tego wątku, w którym to "Sylwek" nie zdołał zbić mojej tezy.

>Dzieci do szkół posyła państwo.
   I państwo też stoi na straży dobra dzieci pozbawionych naturalnych opiekunów, czyli rodziców biologicznych - to państwo ma zapewnić dziecku opiekę rodziców zastępczych maksymalnie zbliżonych parametrami do biologicznych, czyli mamusię płci żeńskiej i tatusia płci męskiej w podstawowym tych słów znaczeniu.

>> Ty chcesz dać tym "stylowym" cudze dziecko pod opiekę.
>Ty chcesz dawać tylko jednej grupie "stylowych". Tych właściwie-stylowych.
   Dokładnie tak (patrz wyżej), bo z niestylowymi wiąże się ewidentny dyskomfort dziecka.

>>>Wielu już Przyjaciół Dzieci historia widziała.
>>   Możesz sprecyzować?
>Pewnie, że mogę.
   Rozumiem, że to ma być Twój wkład w rozszerzenie prawa Godwina?
   Bo jako argument jest warty mniej, niż bity użyte do jego przesłania.

   Chyba, że w ten elegancki sposób przyznajesz mi rację.

>>   A kleptomani (i politycy) kosztem okradanych ludzi - jakie prawa dasz kleptomanom?
>???
>Nie postuluję praw dla homofobów.
   Ale dajesz placet prawom dla homoseksualistów poprzez "zasiedzenie", więc i daj prawa kleptomanom do kradzieży, bo kleptomani też się brzydzą kupować w marketach i od dawna kradną. A kupować "nie mogą", bo się brzydzą, preferencje im przeszkadzają.

>... wylazły z Ciebie irracjonalne uprzedzenia homofoba. Specyficznie judeochrześcijańskiego przy tym.
>>   A niby w czym?
>Osobliwie judeochrześcijańskiego kolorytu dopatruję się w tym, że za Księgą Rodzaju i całą późniejszą tradycją fetyszyzujesz rozmnażanie i wedle stosunku doń chcesz rozdawać ludziom prawa mniejsze i większe. Poza bliskowschodnimi monoteizmami ludzie zwykle traktują rozmnażanie znacznie "praktyczniej".

   Pominę fakt, że nie czytałem Biblii ani żadnej ze świętych ksiąg, bo mnie nigdy nie zainteresowały na tyle, bym przebrnął przez pierwsze strony, a postrzegasz moje argumenty dość... standardowo, więc pomijając Twoje stereotypowe myślenie wspomnę tylko, że np. lecznicze właściwości mięty znane są od tysiącleci i co ma fakt jej użyteczności z przypisywaniem jej właściwości magicznych? Czy przez przedsiębiorcę-magika i kretynów wierzących w jego czary, mięta straciła swoje właściwości?

>>   A skąd wiesz, że nie ma?
>A z obserwacji, że ludzie powszechnie robią sobie dziecko tylko dwa razy w życiu (znaczy się - strasznie to wstrętne musi być), po czym długie lata żyły se wypruwają, by toto wychować (pewnikiem - coś fajnego w tym widzą).
   To skąd na świecie wzięło się 7 miliardów ludzi?
   Myślę sobie po dekarsku, że popęd płciowy jest elementem instynktu prokreacji.

   No i wg. Twojej tezy homoseksualizm skutkuje masochizmem, co, jako następne zaburzenie preferencji seksualnych też nie jest przesłanką za przyznaniem przywileju opieki nad dziećmi.

>Jeśli w pewnym momencie umrze, partner/ka do dziecka praw żadnych nie ma...
   Niech się stara o adopcję.
   Nie chce mi się rozmywać dyskusji rozmową o marginesie marginesu.
10-03-2010 12:31 
 Ocena 4 na 4
Sylwek (15472 punktów)
Biłem twoją tezę wykazując liczne zawarte w niej sprzeczności i słabe punkty:

-brak jakichkolwiek wskazówek by popęd płciowy (odczuwanie pociągu seksualnego do osobników atrakcyjnych seksualnie) był powiązany z instynktami rodzicielskimi (które rozwijają się - nie zawsze zresztą - dopiero po urodzeniu dziecka, które to jest "fizjologiczną" konsekwencją robienia sobie dobrze, a nie żadnym tam efektem instynktu rodzicielskiego manifestującego się apetencyjnie przed aktem płciowym)

-świadome likwidowanie płodności - antykoncepcja - krótko mówiąc ludzie robią sobie dobrze kiedy uprawiają seks i nie traktują tego jako wstępu do rozmnażania. Jest to też uzasadnione ewolucyjnie. Elastyczna struktura mózgu i behawioru naczelnych nie bardzo idzie w parze z twoją koncepcja ścisłych, rozciągniętych na wiele miesięcy procesów psychicznych, w których pobudzenie seksualne na poziomie "podświadomości" miałoby już być wstępem do aktywacji odpowiednich instynktów rodzicielskich. Raczej wyraźnie widać, że ewentualne instynkty rodzicielskie aktywują się pod wpływem narodzonego dziecka, które funkcjonuje jako bodziec. I to wystarczy - ewolucja nie musiała łączyć instynktu rodzicielskiego z płciowym ani na poziomie świadomości, ani tez podświadomości - połączyła go (statystycznie rzecz biorąc) na poziomie fizjologii - dzieci bywają konsekwencją stosunków seksualnych, gdy już się przydarzą to dopiero wtedy, ewentualnie, ich obecność aktywuje uruchomienie odpowiednich instynktów.

-ponadto, tezie o "podświadomym" połączeniu instynktu rodzicielskiego z płciowym przeczą obserwowane u wszystkich naczelnych strategie rozrodcze. Jedną z nich, stosowaną wedle możliwości, jest płodzenie przez samców tylu dzieci ile się da z kim się da. Bez perspektyw angażowania sił w ich wychowanie. Nie wiem jak chcesz to pogodzić ze swoimi fantazjami o poszukiwaniu partnera i zaspokojenia płciowego jako (podświadomym) realizowaniu instynktu rodzicielskiego


dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 19:23 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Biłem twoją tezę wykazując liczne zawarte w niej sprzeczności i słabe punkty...

   Biłeś się wyłącznie z sobą starając się udowodnić, że nie istnieje coś takiego, jak instynkt przekazania genów, oraz polemizowałeś z moimi zarzutami o przedmiotowe traktowanie dzieci.

   Odpowiedziałem na to dajmonionowi - też czytałeś, bo dwa dni się tłumaczyłeś, że to wszystko z miłości do dzieci.
10-03-2010 19:32 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Z całym szacunkiem Adamiak, ale wiara w instynkt przekazywania genów jest równie zasadna jak wiara w instynkt planowania spirali logarytmicznej w muszli ślimaka.

Gadaj zdrów.


dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 07:01 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Z całym szacunkiem Adamiak, ale wiara w instynkt przekazywania genów jest równie zasadna jak wiara w instynkt planowania spirali logarytmicznej w muszli ślimaka.

   Mnie twój szacunek do niczego niepotrzebny, a tym bardziej twoja wiara - możesz sobie nawet w bociany wierzyć, co prawdopodobnie ma miejsce...

   Mnie wystarczy logiczne wytłumaczenie naukowe, że instynkt jest wrodzoną i dziedziczną zdolnością zwierząt (łącznie z człowiekiem) do wykonywania ciągu zachowań napędzanych przez popędy, a że twój popęd mija się (lub oddzielił) w mózgu z głównym celem instynktu, jakim jest prokreacja, to już twoja sprawa, userku.

   I pozostanie twoją, dopóki nie masz chęci rekompensować swoich zachcianek akceptacji społecznej przy pomocy następnych wierzeń, że twoje kłopoty emocjonalne załatwisz przy pomocy ingerencji w czyjeś życie - kłopot masz w swoim mózgu, userku.

   Planowanie też masz opanowane do perfekcji, bo każdy zakichany lewicowiec staje po twojej stronie - tak łatwo się rozdaje nieswoje dobra.

   Bo właśnie te dwa słów, których użyłeś na wstępie, są kluczowe w Waszych kłopotach - mianowicie wiara, że załatwicie swoje problemy cudzymi rękami i planowanie jak to zrobić, by się samemu nie narobić.

>Gadaj zdrów.
   Czego i tobie wraz z miłym dniem, życzę.
Sylwek (15472 punktów)
Tak to zabawne, że potrafisz bredzić jednocześnie o poprawie statusu społecznego i ostracyzmie społecznym wynikającym z homoadopcji.

No, ale taki mistrzu logiki sprzeczności jak ty najwyraźniej postrzega rzeczywistość nawet głębiej niż Nāgārjuna.

Powinieneś założyć nową szkołę dla pragnących poznać tajemnice dharmy.

A tak serio, nijak nie udowodniłeś, że homoseksualizm w jakikolwiek sposób wpłwa na zdolności rodzicielskie. Koniec kropka. Tobie się tak wydaje, a na poparcie tego masz teorię sprzeczną z faktami (co wypunktowałem i w tym wątku). Ignorujesz to. Twoja sprawa, ale mów wtedy nie, że wiesz coś tylko, że kłamiesz, iż tak jest. Inaczej sam siebie poniżasz tak jawnym przeinaczaniem.

Ponieważ nie masz argumentów za brakiem kompetencji rodzicielskiej, sam to zresztą widzisz, chwytasz się najbardziej żałosnego z możliwych - argumentu z ostracyzmu społecznego. Ale to już hipokryzja. Wcale nie uważasz, że ostracyzm społeczny jest wystarczającym powodem by nie dokładać dzieciom dodatkowych cierpień (o ile jest dokładaniem - mimo wszytko lepiej być przez chwile obiektem wyzwisk w szkole, co zresztą jest przypadłością każdego dziecka, niż siedzieć w domu dziecka, albo być zabranym od rodzica przybranego w razie śmierci rodzica biologicznego), jest wystarczającym powodem tylko w wypadku par homoseksualnych. Analogiczny ostracyzm w przypadku nie-homoseksualistów nie jest dla ciebie wystarczającym powodem by zakazywać adopcji. Z tego jasno wynika, podły kłamco i manipulatorze, że tobie nie o dzieci idzie a o zachowanie przyczółku dyskryminacji, która chciałbyś przeprowadzić w białych rękawiczkach wyciąganej ad hoc wedle nikczemnej potrzeby "ochrony dzieci".

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 07:21 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Tak to zabawne, że potrafisz bredzić jednocześnie o poprawie statusu społecznego i ostracyzmie społecznym wynikającym z homoadopcji.

   Obudź się, mistrzu hipokryzji, nawet czytanie ci słabiutko idzie - piszę o twoim planowaniu poprawienia sobie wizerunku homoadopcją, czyli cudzymi rączkami.

    Weźmy się i zróbcie za mnie, a kilku Janosików z bożej łaski bierze na poważnie twoje chciejstwo, lenistwo, fobie i hipokryzję, bo też ich to nic nie kosztuje.

> Wcale nie uważasz, że ostracyzm społeczny jest wystarczającym powodem by nie dokładać dzieciom dodatkowych cierpień (o ile jest dokładaniem - mimo wszytko lepiej być przez chwile obiektem wyzwisk w szkole...

   Jasne, że nie, bo swoje problemy emocjonalne załatwiaj sam, albo przy pomocy psychiatry lub psychologa, a nie przy pomocy dorzucania dzieciom kłopotów, które i tak je mają, bo do adopcji same się nie zgłosiły, tylko popieprzony los, albo jeszcze bardziej popieprzeni starzy je tam rzucili.
Sylwek (15472 punktów)

>   Obudź się, mistrzu hipokryzji, nawet czytanie ci słabiutko idzie - piszę o twoim planowaniu poprawienia sobie wizerunku homoadopcją, czyli cudzymi rączkami.

Bredzisz. Jakim cudem, poprawiać wizerunek ma to, co wywołuje ostracyzm?Chyba, że uznajesz, iz homoseksualizm nie tylko kompetencję wyklucza ale i przejawianie elementarnej logiki.

Ja zaczynam się skłaniać do przypuszczenia, że homofobia owszem, zabija logikę.

No i poza wszystkim, sprowadzanie pragnienia ludzi do wychowywania dzieci do prób "poprawienia sobie wizerunku, świadczy o przyrodzonym łajdactwie, ale to ty się na szczęście musisz kisić w piekiełku własnej niegodziwości.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 19:02 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Bredzisz. Jakim cudem, poprawiać wizerunek ma to, co wywołuje ostracyzm?Chyba, że uznajesz, iz homoseksualizm nie tylko kompetencję wyklucza ale i przejawianie elementarnej logiki.
Gdyby tylko na podstawie twoich wypowiedzi, w wątkach o homoadopcji, oprzeć taki wniosek to byłby w 100% prawdziwy.
>Ja zaczynam się skłaniać do przypuszczenia, że homofobia owszem, zabija logikę.
Ale tutaj nie ma żadnego homofoba i patrz czarne literki wyżej.
>No i poza wszystkim, sprowadzanie pragnienia ludzi do wychowywania dzieci do prób "poprawienia sobie wizerunku, świadczy o przyrodzonym łajdactwie, ale to ty się na szczęście musisz kisić w piekiełku własnej niegodziwości.
Brawo ekskomunika homofobiczna rzucona, jeszcze tylko klątwa i komplecik paranoiczny jak za starych czasów. Patrz czarne literki powyżej tych wyżej.
Sztandary i hasła się zmieniają, tylko "pożyteczni" po leninowsku tak samo jak byli problemem wieki temu, tak są i dziś. A podobno głupich nie sieją i naprawdę nie wiem, skąd ich się tylu bierze.
12-03-2010 13:00 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Bredzisz.
   RACJONALISTA.pl jest serwisem propagatorów...

>Jakim cudem, poprawiać wizerunek ma to, co wywołuje ostracyzm?
   ... racjonalnego myślenia...

>Chyba, że uznajesz, iz homoseksualizm nie tylko kompetencję wyklucza ale i przejawianie elementarnej logiki.
   ... Serwisem, który poza tym tropi absurdy...

>Ja zaczynam się skłaniać do przypuszczenia, że homofobia owszem, zabija logikę.
   ... absurdy, kłamstwa, fobie i głupotę

>No i poza wszystkim, sprowadzanie pragnienia ludzi do wychowywania dzieci do prób "poprawienia sobie wizerunku, świadczy o przyrodzonym łajdactwie, ale to ty się na szczęście musisz kisić w piekiełku własnej niegodziwości.
   ... przesądy, szarlatanerię, uprzedzenia, kłamstwa, fobie i głupotę.

   Od siebie dodam, że tropię cholernych hipokrytów, userku.
Sylwek (15472 punktów)

>   Od siebie dodam, że tropię cholernych hipokrytów, userku.

To musi być w takim razie niezły masochizm.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
12-03-2010 14:04 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   Od siebie dodam, że tropię cholernych hipokrytów, userku.
>To musi być w takim razie niezły masochizm.

   Jeśli porównasz to z gejami, co to brzydzą się dzieci robić, ale już uwielbiają wychowywać, czyli jak to słusznie i dowcipnie big_zyd spuentował - to jesteś zupełnie w błędzie, userku.

   Oczywiście co do mnie, bo zamiłowanie, żarliwość i pasja gejów do wychowywania cudzych dzieci są już legendarne.
11-03-2010 07:33 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Wcale nie uważasz, że ostracyzm społeczny jest wystarczającym powodem by nie dokładać dzieciom dodatkowych cierpień...

   Jasne, że nie, bo swoje problemy emocjonalne załatwiaj sam, albo przy pomocy psychiatry lub psychologa, a nie przy pomocy dorzucania dzieciom kłopotów, które i tak je mają, bo do adopcji same się nie zgłosiły, tylko popieprzony los, albo jeszcze bardziej popieprzeni starzy je tam rzucili.

>... mimo wszytko lepiej być przez chwile obiektem wyzwisk w szkole...

   Lepiej jest żebyś sam, albo z psychiatrą się z wyzwiskami pod swoim adresem uporał, a nie przy pomocy fundowania dzieciom tych wyzwisk - cholerny hipokryto.
11-03-2010 09:20 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> .. nie udowodniłeś, że homoseksualizm w jakikolwiek sposób wpływa na zdolności rodzicielskie.

Tyle, że nie idzie z nimi w parze.

> Koniec kropka.
Popieram
Sylwek (15472 punktów)

>Tyle, że nie idzie z nimi w parze.

???

Chyba jednak idzie, skoro jest całkiem sporo homoseksualnych rodziców, a w bardziej cywilizowanych krajach rodzicielstwo takie jest rozpoznawane prawem.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
setarkos (10757 punktów)
>>>Tyle, że nie idzie z nimi w parze.
> .. jest całkiem sporo homoseksualnych rodziców, a w bardziej cywilizowanych krajach rodzicielstwo takie jest rozpoznawane

Jeśli sugerujesz, że "cywilizowany kraj", w którym nie byłoby par hetero, radziłby sobie ze 'swymi' dziećmi w stopniu zadowalającym, to nie mam pytań.
Sylwek (15472 punktów)

>Jeśli sugerujesz, że "cywilizowany kraj", w którym nie byłoby par hetero, radziłby sobie ze 'swymi' dziećmi w stopniu zadowalającym, to nie mam pytań.

Wydajesz się być rozsądny człowiekiem. Więc pozwól, nim rozwinie się kolejna chaotyczne dyskusja w której nie da się już dojść sensu: czy chcesz powiedzieć, że, ponieważ gdyby wszyscy byli homoseksualistami, to ludzkość by wymarła, więc homoadopcje są nie na miejscu?

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 13:23 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>>>Jeśli sugerujesz, że "cywilizowany kraj", w którym nie byłoby par hetero, radziłby sobie ze 'swymi' dziećmi w stopniu zadowalającym, to nie mam pytań.

> Wydajesz się być ..
.. lepsze wydaje się być omijanie ocen ad personam

> .. nim rozwinie się kolejna chaotyczne dyskusja
nie musi

> .. czy chcesz powiedzieć,
staram się pisać dokładnie to, co chcę napisać (mówienie bywa pochopne)

> .. gdyby wszyscy byli homoseksualistami, to ludzkość by wymarła,[?]
tego nie wiem, bo nie znam takich krajów

> .. więc homoadopcje są nie na miejscu?
byłyby [słówko "są" wprowadzasz 'kuchennymi drzwiami'] nie na miejscu (wątpliwe, by 'na swoim miejscu')
Sylwek (15472 punktów)
Więc może inaczej. Czemu homoseksualizm nie idzie w parze z rodzicielstwem, oraz, czemu ma to cokolwiek do kwestii homoadopcji?

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 15:04 
 Ocena 11 na 11
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>   A dla mnie jest do pojęcia, dlaczego ogólnie nie potrafisz się przestawić poza schemat myślenia, że ja nie gadam o dostępie do praw, tylko o dostępie do przywileju jak najlepszego zaspokajania praw (dóbr) dzieci, czyli małych ludzi bez zdolności do czynności prawnych.

Daruj, ale mam skrajnie małe zaufanie do emocjonalnej obrony cudzych dzieci. Akurat przy okazji tego tematu bez mrugnięcia okiem porzucasz swą normalną filozofię zdrowego egoizmu - aż kusi, by w Twym stylu zapytać: jaki Ty masz z tego zysk i co sobie tym załatwiasz?

>>Wszystko wskazuje na to, że preferencje seksualne wynikają ze specyficznych szczegółów kształtowania się mózgu w okresie płodowym.
>   Na razie wszystko wskazuje na to, że też tej genezy nie znasz, bo napisałeś tylko kiedy się kształtuje, a ja pytam: jak?

Najprawdopodobniej decydujący wpływ ma gospodarka hormonalna organizmu matki na określonym etapie życia płodowego. Ale do kwestii praw cywilnych problem genezy homoseksualizmu ma się nijak.

>>Dzieci do szkół posyła państwo.
>   I państwo też stoi na straży dobra dzieci

Państwo ma dobro dzieci (jako takie) w dupie. By pozostać przy edukacji - nie z miłości do obsmarkanych bachorów przecie w XIX wieku szkolnictwo ludowe wymyślono, a gwoli potrzeb wojska i przemysłu.

>pozbawionych naturalnych opiekunów, czyli rodziców biologicznych

Ileż mam powtarzać, że u ludzi nie ma "naturalnych" opiekunów?

>to państwo ma zapewnić dziecku opiekę rodziców zastępczych maksymalnie zbliżonych parametrami do biologicznych, czyli mamusię płci żeńskiej i tatusia płci męskiej w podstawowym tych słów znaczeniu.

Dostępnych jest wiele modeli środowiska opiekuńczego - choćby rodzina poligamiczna czy awunkulat. W "naszej" kulturze, obok modelu mama/tata, akceptuje się np.:
-samotne rodzicielstwo
-zlecenie opieki i wychowania wynajętemu personelowi (niańki, guwernerzy itp.)
-wychowanie przez instytucje (Dom Dziecka, szkoła z internatem itp.).
Można ten zestaw o rodziny jednopłciowe poszerzyć.

>   Dokładnie tak (patrz wyżej), bo z niestylowymi wiąże się ewidentny dyskomfort dziecka.

To jest przede wszystkim problem odpowiednich działań władzy.

>>Pewnie, że mogę.
>   Rozumiem, że to ma być Twój wkład w rozszerzenie prawa Godwina?
>   Bo jako argument jest warty mniej, niż bity użyte do jego przesłania.

Troska o "dzieciątka niewinne" to jeden z najbardziej ogranych chwytów socjotechnicznych, a przypisywanie obcym okrucieństwa wobec milusińskich to standardowy element budowania grupowej tożsamości - gdy Ci potrzebny pogrom żydów, to od czego zaczniesz?
Dobrze się sprawdza do dzisiaj, bo:
-nic nie kosztuje
-wzbudza szybkie i łatwe emocje
-dzieci głosu nie mają, więc demaskacja nie grozi.

>   Ale dajesz placet prawom dla homoseksualistów poprzez "zasiedzenie", więc i daj prawa kleptomanom do kradzieży, bo kleptomani też się brzydzą kupować w marketach i od dawna kradną. A kupować "nie mogą", bo się brzydzą, preferencje im przeszkadzają.

Do absurdalnej demagogii się zniżasz.

>   Pominę fakt, że nie czytałem Biblii ani żadnej ze świętych ksiąg,

90 % katolików też nie, ale nie przeszkadza to temu, że żyją wewnątrz, czy na pograniczu, pewnej wizji świata.

>wspomnę tylko, że np. lecznicze właściwości mięty znane są od tysiącleci i co ma fakt jej użyteczności z przypisywaniem jej właściwości magicznych? Czy przez przedsiębiorcę-magika i kretynów wierzących w jego czary, mięta straciła swoje właściwości?

Przypisanie czegoś czemuś jest aktem w społecznej rozgrywce. Mięta może leczyć albo nie, ale z tego punktu widzenia małe ma to znaczenie.

>   To skąd na świecie wzięło się 7 miliardów ludzi?

Najkrócej mówiąc - z biedy.

>   Myślę sobie po dekarsku, że popęd płciowy jest elementem instynktu prokreacji.

Popęd płciowy u ludzi dawno już uległ adaptacji do tysiąca innych celów, a prokreacja stała się jednym z najmniej istotnych. Podobnie jak adaptacji do innych funkcji uległa np. ręka (pierwotnie i naturalnie - przyrząd do chodzenia po drzewach).

>   Nie chce mi się rozmywać dyskusji rozmową o marginesie marginesu.

Mnie się w ogóle nie chce ciągnąć tej dyskusji na temat mnie bezpośrednio nie obchodzący, a jednocześnie postrzegany przeze mnie jako dość oczywisty w konkluzjach.
10-03-2010 18:22 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Daruj, ale mam skrajnie małe zaufanie do emocjonalnej obrony cudzych dzieci. Akurat przy okazji tego tematu bez mrugnięcia okiem porzucasz swą normalną filozofię zdrowego egoizmu - aż kusi, by w Twym stylu zapytać: jaki Ty masz z tego zysk i co sobie tym załatwiasz?
   Duży.
   I nawet nie żałuję, że nie widzisz w moim stanowisku liberalizmu, niezależności i konsekwencji w dbaniu samemu o swoje interesy, no, ale jesteś lewicowcem, więc dlaczego miałbym żałować?

   Umyka Ci też wyłącznie emocjonalny podtekst swoich argumentów.
   Ale wiadomo - swoje manipulacyjki są zawsze swojsze.

   Napisałem obszerną odpowiedź w której z równą łatwością zbijam wszystkie Twoje argumenty, bo każdy z tych "dowodzików" można odwrócić o 180 stopni.

   Wlazłem nawet na Twoje podwórko, by podkreślić, jak obosieczną bronią jest kultura postrzegana również jako mechanizm adaptacyjny człowieka, (który) jest pośrednikiem między człowiekiem, a środowiskiem, które ten zamieszkuje i użytych przeze mnie w tymże kontekście "rodziców naturalnych", (co łaskawie przekręciłeś na swoje kopyto, "obiektywny antropologu") jako najlepszy w naszej kulturze czynnik pośredniczący w adaptacji; użyłem w swoim dowodzeniu Twoich ulubionych Triobriandczyków, by też polać manipulacyjnym sosem tekst, jak Ty to zrobiłeś.

   Mogę Ci wysłać tego gniota na priv. Gniota, który jest zwierciadlanym odbiciem Twego.

   Już przedwczoraj napisałem podsumowanie tej dyskusji, ale też go nie wkleję.

   Napiszę tylko jedno: główne argumenty zwolenników i przeciwników homoadopcji są identyczne, mają tylko innych adresatów i beneficjentów.

   Pomijając kwestie emocjonalne (choć one są głównymi w tym sporze) napiszę, że Ty chcesz przyznać prawo do opieki nad dziećmi gejom, by wyrównać gejom status społeczny, a ja tego przywileju nie chcę im przyznać, bo spowoduje to ewidentny uszczerbek praw dzieci.

   Ty chcesz przyśpieszyć homoseksualistom proces akceptacji społecznej kosztem dzieci, a ja się na to nie zgadzam - Ty wybrałeś obronę homoseksualistów, a ja dzieci.

   I wcale nie wartościuję i nie wartościowałem tych stanowisk - one się po prostu wykluczają z racji konfliktu interesów, na razie.

   I w związku z tym Veto.

   Kropka.

Edycja.

   Jeszcze jedno: Twoja argumentacja opiera się na domniemaniu, że geneza homoseksualizmu może nie mieć znaczenia przy adopcji dzieci, a moja na faktach, że ta adopcja jest źródłem dyskomfortu, jakiego nie ma przy adopcji hetero.

   Ale plus za... próby niestandardowego myślenia.
10-03-2010 18:46 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>   Pomijając kwestie emocjonalne (choć one są głównymi w tym sporze) napiszę, że Ty chcesz przyznać prawo do opieki nad dziećmi gejom, by wyrównać gejom status społeczny, a ja tego przywileju nie chcę im przyznać, bo spowoduje to ewidentny uszczerbek praw dzieci.

Zabawne. Przecież kilka osób ci wskazało, że z przyznania gejom praw do adopcji nie wynika uszczerbek praw dzieci, a nawet (margines marginesu jak raczyłeś "obiektywnie" zauważyć, pseudoobrońco dzieci) wręcz przeciwnie.

Czy skoro sam sobie wyjątkowo klarownie wskazujesz główny błąd własnej argumentacji, teraz łatwiej ci będzie przyznać się do porażki?

Osobiście wątpię...

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 19:06 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)
>Zabawne. Przecież kilka osób ci wskazało, że z przyznania gejom praw do adopcji nie wynika uszczerbek praw dzieci, a nawet (margines marginesu jak raczyłeś "obiektywnie" zauważyć, pseudoobrońco dzieci) wręcz przeciwnie.
>Czy skoro sam sobie wyjątkowo klarownie wskazujesz główny błąd własnej argumentacji, teraz łatwiej ci będzie przyznać się do porażki?
>Osobiście wątpię...

To nie jest zabawne. A jakie prawa mają takie dzieci? Mają prawo wyboru? Za kilkanaście lat będą się sądzić z tymi, którzy podejmują za nich takie decyzje.
10-03-2010 19:12 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>To nie jest zabawne. A jakie prawa mają takie dzieci? Mają prawo wyboru? Za kilkanaście lat będą się sądzić z tymi, którzy podejmują za nich takie decyzje.

Sądzisz, że dzieci te będą wytaczać swoim rodzicom procesy za to, ze zostały przez nich zabrane z domów dziecka? Albo urzędnikom, którzy na to pozwolili? I wedle ciebie, będzie to regułą, będzie to powszechne?

Miałem pierwotnie napisać tylko, że przejawiasz homofobiczne upośledzenie w trzeźwym postrzeganiu rzeczywistości, ale po namyśle postanowiłem dodać pytanie: czemu tak się NIE dziej w krajach w których dostępne są homoadopcje?

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 19:53 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Zabawne. Przecież kilka osób ci wskazało, że z przyznania gejom praw do adopcji nie wynika uszczerbek praw dzieci...

   Faktycznie zabawne - więc pokaż gdzie i kto mi wskazał, że dzieci w związkach gejowskich nie są dyskryminowane przez otoczenie?

   Możesz dorzucić jakieś badania nad długofalowymi skutkami adopcji dzieci przez pary homo - dla ułatwienia dodam, że chodzi mi o badania przeprowadzone w Polsce.

>Czy skoro sam sobie wyjątkowo klarownie wskazujesz główny błąd własnej argumentacji, teraz łatwiej ci będzie przyznać się do porażki?
>Osobiście wątpię...

   Co jeszcze sobie na dobranoc i poprawę samopoczucia wymyślisz, pajacyku?
   Bo że wymyślisz, to osobiście nie wątpię.
10-03-2010 20:02 
 Ocena 4 na 4
Sylwek (15472 punktów)
>>Zabawne. Przecież kilka osób ci wskazało, że z przyznania gejom praw do adopcji nie wynika uszczerbek praw dzieci...
>   Faktycznie zabawne - więc pokaż gdzie i kto mi wskazał, że dzieci w związkach gejowskich nie są dyskryminowane przez otoczenie?
To zostało obalone (wyśmiane) na zasadzie reductio ad absurdum - najpierw przeze mnie dawno w innym wątku, teraz między innymi przez big_zyda; krótko mówiąc, byłoby czymś więcej niż manipulatorską hipokryzją gdybyś analogicznie walczył na rzecz odebrania (hurtowego, wszystkim z góry) prawa do adopcji Żydom, ateistom, Murzynom, każdemu, kto będąc adopcyjnym rodzicem może przyczynić się d prześladowania jego adoptowanych dzieci. W istocie, ponieważ sama adopcja jest niewątpliwie dobrym powodem do prześladowania z e strony rówieśników, w trosce o dobro dzieci powinieneś jej zakazać w ogóle.

Absurdum Adamiak, zapamiętaj sobie to słowo, bo to twoje drugie imię.

>   Możesz dorzucić jakieś badania nad długofalowymi skutkami adopcji dzieci przez pary homo - dla ułatwienia dodam, że chodzi mi o badania przeprowadzone w Polsce.
Ach, w Polsce. A znasz długofalowe badania o braku szkodliwości adopcji przez ateistów? Nie? Walczysz z adopcją przez ateistów równie mocno? Nie? Więc czego bezczelny hipokryto oskarżasz w kółko innych o największą przywarę własnego charakteru?

>   Co jeszcze sobie na dobranoc i poprawę samopoczucia wymyślisz, pajacyku?

Samopoczucie mam bardzo dobre. W istocie, błazenada w twoim wykonaniu wybornie mi poprawia humor.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 20:26 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>To zostało obalone (wyśmiane) na zasadzie reductio ad absurdum...
   Coś takiego?

>... najpierw przeze mnie dawno w innym wątku, teraz między innymi przez big_zyda;
   Aaa, no jasne i śmiech jest argumentem? Myślałem, że śmiech to zdrowie.

>... prawa do adopcji Żydom, ateistom, Murzynom, każdemu, kto będąc adopcyjnym rodzicem może przyczynić się d prześladowania jego adoptowanych dzieci.
   To oni też się ubiegają? Nie słyszałem.

>W istocie, ponieważ sama adopcja jest niewątpliwie dobrym powodem do prześladowania z e strony rówieśników, w trosce o dobro dzieci powinieneś jej zakazać w ogóle.
   A mogę tylko nie dokładać im nowych powodów do prześladowań, które sam przyznajesz, że są?

>Absurdum Adamiak, zapamiętaj sobie to słowo, bo to twoje drugie imię.
   Cześć pajacyk.

>Ach, w Polsce.
   Aha, gadamy o polskich dzieciach, więc eskimoskie mnie mniej interesują.

>A znasz długofalowe badania o braku szkodliwości adopcji przez ateistów?
   To PSR chce kogoś adoptować, czy ateista.pl ?

>Więc czego bezczelny hipokryto oskarżasz w kółko innych o największą przywarę własnego charakteru?
   Ale ja nie chcę cudzych dzieci adoptować, tylko geje - zapomniałeś?

>W istocie, błazenada w twoim wykonaniu wybornie mi poprawia humor.


PS To jak będzie? Wskażesz gdzie i kto mi wskazał, że dzieci w związkach gejowskich nie są dyskryminowane przez otoczenie?
   Bo na razie sam napisałeś, że są.

   No i jakieś badania miałeś przytoczyć, polskie badania.
12-03-2010 10:40 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> ale jesteś lewicowcem, więc dlaczego miałbym żałować?

Już robisz bokami, jak widzę, skoro na to pole dyskusję przenieść usiłujesz. Zupełnie niedorzecznie zresztą - akurat postulat prawa do adopcji dla związków homo ma korzenie wybitnie liberalne (lewicowy byłby raczej Dom Dziecka) i bez problemu dałoby się go wpasować nawet i w "filozofię" Korwina-Mikkego.

>   Ale wiadomo - swoje manipulacyjki są zawsze swojsze.

Jakże nie uwierzyć Wybitnemu Ekspertowi?

>   Napisałem obszerną odpowiedź w której z równą łatwością zbijam wszystkie Twoje argumenty, bo każdy z tych "dowodzików" można odwrócić o 180 stopni.

Jeśli w tym duchu:

>   Wlazłem nawet na Twoje podwórko, by podkreślić, jak obosieczną bronią jest kultura postrzegana również jako mechanizm adaptacyjny człowieka, (który) jest pośrednikiem między człowiekiem, a środowiskiem, które ten zamieszkuje i użytych przeze mnie w tymże kontekście "rodziców naturalnych", (co łaskawie przekręciłeś na swoje kopyto, "obiektywny antropologu") jako najlepszy w naszej kulturze czynnik pośredniczący w adaptacji; użyłem w swoim dowodzeniu Twoich ulubionych Triobriandczyków, by też polać manipulacyjnym sosem tekst, jak Ty to zrobiłeś.

...to namęczyłeś się zupełnie bez sensu opierając się na najgorzej zrobionym haśle Wikipedii, jakie w życiu widziałem.

>   Mogę Ci wysłać tego gniota na priv. Gniota, który jest zwierciadlanym odbiciem Twego.

Uchowaj Boże!

>   Napiszę tylko jedno: główne argumenty zwolenników i przeciwników homoadopcji są identyczne, mają tylko innych adresatów i beneficjentów.

Nieprawda - te argumenty do zupełnie innych porządków odsyłają. Jak, mam nadzieję, zauważyłeś - ja rozważam logikę politycznego systemu, przeciwnicy adopcji homoseksualnych operują (pomijam tych Tradycyjnowartościowometafizycznych) Dobrem dziecka wyobrażonego.

>   Pomijając kwestie emocjonalne (choć one są głównymi w tym sporze) napiszę, że Ty chcesz przyznać prawo do opieki nad dziećmi gejom, by wyrównać gejom status społeczny,

Geje jako tacy mało mnie obchodzą, obchodzi mnie społeczna emancypacja, której geje są, jak chłopi, kobiety czy Murzyni, szczególnym przypadkiem.

>a ja tego przywileju nie chcę im przyznać, bo spowoduje to ewidentny uszczerbek praw dzieci.

Przez Ciebie wyobrażonych. Prawa realnych dzieci, które już wychowują się w rodzinach jednopłciowych, aż tak Twego Krwawiącego Serducha nie poruszają.

>   I wcale nie wartościuję i nie wartościowałem tych stanowisk -

Tiaaaa... .

>one się po prostu wykluczają z racji konfliktu interesów, na razie.

Sam deklarujesz - nie po raz pierwszy zresztą - że Twe argumenty mają ograniczony termin ważności.
I ten punkt uważam za sensowną podstawę ewentualnej dalszej dyskusji.

>   Jeszcze jedno: Twoja argumentacja opiera się na domniemaniu, że geneza homoseksualizmu może nie mieć znaczenia przy adopcji dzieci,

Natomiast Twe argumenty "przyrodnicze" jawią się mi jako pandemonium absurdu.

>a moja na faktach, że ta adopcja jest źródłem dyskomfortu, jakiego nie ma przy adopcji hetero.

Nie faktach, a przewidywaniach, i nie, że jest, a dopiero może być, jeśli zostanie zalegalizowana. Nie bądźmy pewexami.
Ale z Twymi przewidywaniami się, rzecz jasna, zgodzę. Tyle, że źródłem dyskomfortu nie będzie jednopłciowa adopcja jako taka, a określony zewnętrzny kontekst kulturowo-społeczno-polityczny. I w tym kontekście jest pies pogrzebany.
Adamiak (36436 punktów)
>Uchowaj Boże!
   A ja Twoje muszę.

>Geje jako tacy mało mnie obchodzą, obchodzi mnie społeczna emancypacja, której geje są, jak chłopi, kobiety czy Murzyni, szczególnym przypadkiem.
   Aha...

>Prawa realnych dzieci, które już wychowują się w rodzinach jednopłciowych, aż tak Twego Krwawiącego Serducha nie poruszają.
   Nie aż tak, jak Ciebie poruszają prawa gejo-Murzyno-chłopo-kobiet.

>Sam deklarujesz - nie po raz pierwszy zresztą - że Twe argumenty mają ograniczony termin ważności.
   Oczywiście, bo nie znam genezy homoseksualizmu i zakładam zmianę w akceptacji społecznej homoseksualistów. A ta zmieni się gdy sami tego będą chcieli, bo na razie tylko udają, że chcą, bo zamiast sami zaakceptować siebie, chcą zmusić do tego całą ludzkość, Ustawą.

>I ten punkt uważam za sensowną podstawę ewentualnej dalszej dyskusji.
   Pod warunkiem, że tę genezę poznam.

>Natomiast Twe argumenty "przyrodnicze" jawią się mi jako pandemonium absurdu.
   Świetny argument - dorzuć jeszcze Everest do tegoż pandemonium i uznaj, że mnie z nóg zwaliłeś.

>Nie bądźmy pewexami.
   A już się zdecydowałeś w czym? W żalu nad gejo-Murzyno-chłopo-kobietami czy dziećmi?

   Czy może w różnicy między socjalistycznym rozdawaniem nieswoich dóbr w imię pytania-hasła gejów do socjałów: pomożecie?- pomożemy, mówią socjaliści, bo i tak rozdajemy nieswoje (haha) - a liberalnym: zróbta se najpierw porządek u siebie samych, bo macie problem we łbach...?

>Ale z Twymi przewidywaniami się, rzecz jasna, zgodzę.
   Hihi.

>Tyle, że źródłem dyskomfortu nie będzie jednopłciowa adopcja jako taka, a określony zewnętrzny kontekst kulturowo-społeczno-polityczny.
   Czyli wyrokujesz, że ludzie nie zmądrzeją - można i tak.

>I w tym kontekście jest pies pogrzebany.
   To nie ten temat, chociaż...
11-03-2010 09:41 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> (...)
>-samotne rodzicielstwo
>-zlecenie opieki i wychowania wynajętemu personelowi (niańki, guwernerzy itp.)
>-wychowanie przez instytucje (Dom Dziecka, szkoła z internatem itp.).
>Można ten zestaw o rodziny jednopłciowe poszerzyć.

Jak bardzo (o ile nowych elementów) można taki zastaw poszerzać?

> .. oczywisty w konkluzjach.

Właśnie o konkluzje tu trudno (łatwiej o popadanie w przesadę i zarzucanie jej innym).

[Poza tym plus]
12-03-2010 10:51 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Można ten zestaw o rodziny jednopłciowe poszerzyć.
>Jak bardzo (o ile nowych elementów) można taki zastaw poszerzać?

Rzecz do dyskusji. Ogólną dyrektywę widziałbym taką: starannie rozpatrywać indywidualne przypadki danych związków pod kątem dojrzałości i odpowiedzialności potencjalnych rodziców adopcyjnych unikając wartościowania typów związków z góry.

>> .. oczywisty w konkluzjach.
>Właśnie o konkluzje tu trudno (łatwiej o popadanie w przesadę i zarzucanie jej innym).

Na tym poziomie zjawiska, na jakim się skupiam, tj. ogólnej logice politycznego systemu, wnioski wydają mi się dość jasne. Na innych poziomach - oczywiście diabeł tkwi w szczegółach.
10-03-2010 14:49 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)

>Wiem tyle, że homoseksualizm siedzi w głowie, a nie między nogami, więc póki dokładne przyczyny homoseksualizmu nie są znane, nie zgadzam się na adoptowanie dzieci przez osobniki z psychiką, której produktem jest wstręt do tychże dzieci robienia.

Szczerze podzielam takie zdanie. Jest sprawą oczywistą, że istotne dla dziecka jest dorastanie w konkretnym modelu rodziny. Jeśli nie towarzyszy temu właściwe wsparcie psychiczne posiłkujące się logiką i świetną umiejętnością znajdywania odpowiedzi na trudne pytania, każda zmiana stereotypu (w sensie zaburzenia ilości i składu płciowego takiej rodziny)niesie ze sobą kiepskie skutki w postaci problemów prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie, nie mówiąc już o tworzeniu własnej rodziny. Jeśli nadal nie ma możliwości pełnego zdiagnozowania skłonności homoseksualnych, a więc i ich racjonalnego wytłumaczenia dziecku, które dość wcześnie, bo pewnie już w wieku czterech lub pięciu lat zapyta dlaczego wychowuje go np. dwóch tatusiów, to nie powinno być dozwolone postawienie tego malucha w tak trudnej sytuacji i pozostawienie go bez odpowiedzi.
Reasumując - czy, jeśli nie potrafimy wyjaśnić istoty skłonności, które stanowią o braku możliwości powstania rodziny (w rozumieniu pary posiadającej dzieci), mamy prawo do przyzwolenia na postawienie dziecka w sytuacji bez wyjścia (gdyż nie ma prawa zadecydować czy taki nietypowy model rodziny mu odpowiada)? Pozostanie też bez logicznego wyjaśnienia kwestia takiego wyboru pary rodzicielskiej, jeśli były inne możliwości, nie budzące aż takich wątpliwości?
10-03-2010 17:43 
 Ocena 4 na 4
Sylwek (15472 punktów)
Obawiam się, że w przypadku kilkuletniego dziecka próba odpowiedzi na pytanie o genezę seksualności w ogóle będzie albo niezrozumiała dla pytającego albo fałszywa.

Ale najlepsze, że dopóki nie znamy poprawnej i pełnej odpowiedzi na genezę homoseksualizmu, nie znamy tez odpowiedzi na pytanie o genezę heteroseksualizmu - to wszak dwie strony tej samej monety.

Czy będziesz konsekwentna i opowiesz się przeciwko wychowywaniu dzieci przez heteroseksualistów, skoro nie da się odpowiedzieć dziecku, czemu właściwe dorasta w rodzinie z ojcem i mamą?

Bo bynajmniej nie jest to samo z siebie bardziej zrozumiałe - jest tylko częstsze.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 18:44 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Bo bynajmniej nie jest to samo z siebie bardziej zrozumiałe - jest tylko częstsze.
   No tak, też słyszałem plotki, że pary hetero częściej są rodzicami biologicznymi, niż pary gejów.
10-03-2010 18:48 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)
>Obawiam się, że w przypadku kilkuletniego dziecka próba odpowiedzi na pytanie o genezę seksualności w ogóle będzie albo niezrozumiała dla pytającego albo fałszywa.

Myślę, że nie miałeś zbyt wiele styczności z dziećmi w tym wieku. Przeciętnie inteligentny pięciolatek wiele może opowiedzieć o ciele ludzkim, o procesach w nim zachodzących i oczywiście o rozmnażaniu. Chyba, że założysz fałszywie, iż jedno z moich dzieci jest nieprzeciętnie inteligentne i posiada nieprzeciętnie dużą wiedzę w tej dziedzinie.

>Ale najlepsze, że dopóki nie znamy poprawnej i pełnej odpowiedzi na genezę homoseksualizmu, nie znamy tez odpowiedzi na pytanie o genezę heteroseksualizmu - to wszak dwie strony tej samej monety.

Chyba nie jest nadzwyczajnym stwierdzenie, że świadomość seksualna obu płci prowadzi do zachowań kończących się zapłodnieniem komórki jajowej? Tak więc posiadanie rodziców obu płci prowadzi również do zadawania pytań o genezę tego stanu rzeczy, ale jest to niezwykle proste do wytłumaczenia na poziomie przeciętnego poziomu wiedzy takiego dziecka (informacja sprawdzona osobiście )

>Czy będziesz konsekwentna i opowiesz się przeciwko wychowywaniu dzieci przez heteroseksualistów, skoro nie da się odpowiedzieć dziecku, czemu właściwe dorasta w rodzinie z ojcem i mamą?

Na to pytanie odpowiedziałam już wyżej. Da się odpowiedzieć dziecku w prosty i zrozumiały sposób (plemniczek i komórka jajowa to elementy, o których mój syn wie odkąd skończył trzy lata, co więcej - wie gdzie należałoby ich szukać i co z nich powstaje).

>Bo bynajmniej nie jest to samo z siebie bardziej zrozumiałe - jest tylko częstsze.

Oj coś mi się wydaje, że jednak o wiele bardziej zrozumiałe. Z dwóch plemniczków nie powstaje dzidziuś - proste?

10-03-2010 18:56 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>Myślę, że nie miałeś zbyt wiele styczności z dziećmi w tym wieku. Przeciętnie inteligentny pięciolatek wiele może opowiedzieć o ciele ludzkim, o procesach w nim zachodzących i oczywiście o rozmnażaniu.
Źle myślisz. Nie po raz pierwszy zresztą, niestety też nie ostatni.

.
>Chyba nie jest nadzwyczajnym stwierdzenie, że świadomość seksualna obu płci prowadzi do zachowań kończących się zapłodnieniem komórki jajowej?
Gdyby tak było, nie byłoby gejów i lesbijek. Czy ta sprzeczność wchodzi w skład aż tak wyrafinowanych komponentów twojego rozumowania, że jej nie zauważyłaś? A jeśli tak, to może nie masz do końca racji widząc "prostotę" poruszanych zagadnień?

>Tak więc posiadanie rodziców obu płci prowadzi również do zadawania pytań o genezę tego stanu rzeczy, ale jest to niezwykle proste do wytłumaczenia na poziomie przeciętnego poziomu wiedzy takiego dziecka (informacja sprawdzona osobiście )

No tak, wyjaśnienie instytucja adopcji dodaje do historii z jajeczkiem i plemnikiem poziom skomplikowania przerastający pojmowanie kilkuletniego dziecka. Dzieci, z którymi ja mam kontakt nie miałyby z tym problemu. Może są szczególnie inteligentne?

>Na to pytanie odpowiedziałam już wyżej. Da się odpowiedzieć dziecku w prosty i zrozumiały sposób (plemniczek i komórka jajowa to elementy, o których mój syn wie odkąd skończył trzy lata, co więcej - wie gdzie należałoby ich szukać i co z nich powstaje).
To ja zauważam wyżej, że równie łatwo wyjaśnić posiadanie rodziców jednopłciowych. Chyba że nawiążemy do niejasnego pojęcia "świadomości seksualnej". Na tym poziomie jednak, homo- i heteroseksualizm to jak pisałem wcześniej nierozerwalne zagadnienia. Nie rozumiemy jak powstaje homoseksualizm, ponieważ nie znamy mechanizmów formowania się seksualności jako takiej.

>Oj coś mi się wydaje, że jednak o wiele bardziej zrozumiałe. Z dwóch plemniczków nie powstaje dzidziuś - proste?
I co z tego?
A czy jakiekolwiek dziecko pary homoseksualnej powstało z dwóch plemniczków by miało stawać przed tym nierozwiązywalnym zagadnieniem własnej genezy? A co do reszty to jak wyżej.

Przemyśl wszytko raz jeszcze.


dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 19:23 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)

>Źle myślisz. Nie po raz pierwszy zresztą, niestety też nie ostatni.
Niezbyt konstruktywny element dyskusji.

>>Chyba nie jest nadzwyczajnym stwierdzenie, że świadomość seksualna obu płci prowadzi do zachowań kończących się zapłodnieniem komórki jajowej?
>Gdyby tak było, nie byłoby gejów i lesbijek. Czy ta sprzeczność wchodzi w skład aż tak wyrafinowanych komponentów twojego rozumowania, że jej nie zauważyłaś? A jeśli tak, to może nie masz do końca racji widząc "prostotę" poruszanych zagadnień?

Pisałam obu płci mając na myśli parę heteroseksualną. Więc rezultat jednak dla mnie jest prosty do zrozumienia ...

>No tak, wyjaśnienie instytucja adopcji dodaje do historii z jajeczkiem i plemnikiem poziom skomplikowania przerastający pojmowanie kilkuletniego dziecka. Dzieci, z którymi ja mam kontakt nie miałyby z tym problemu. Może są szczególnie inteligentne?

Chyba jednak nie szczególnie. Moje dziecko wie ponadto skąd te dzieci dostały się do adopcji, a biologia pozostaje nie ubłagalnie niezmienna.

>To ja zauważam wyżej, że równie łatwo wyjaśnić posiadanie rodziców jednopłciowych.
Nie "równie łatwo". Tego nie powiedziałam. Tym się różni moje zdanie na ten temat.

>Chyba że nawiążemy do niejasnego pojęcia "świadomości seksualnej".
Żeby rozjaśnić to pojęcie, może "Mózg i płeć" by Deborah Blum?

>Na tym poziomie jednak, homo- i heteroseksualizm to jak pisałem wcześniej nierozerwalne zagadnienia. Nie rozumiemy jak powstaje homoseksualizm, ponieważ nie znamy mechanizmów formowania się seksualności jako takiej.
Nie upoważnia Cię to do robienia eksperymentów na dzieciach.

>>Oj coś mi się wydaje, że jednak o wiele bardziej zrozumiałe. Z dwóch plemniczków nie powstaje dzidziuś - proste?
>I co z tego?
>A czy jakiekolwiek dziecko pary homoseksualnej powstało z dwóch plemniczków by miało stawać przed tym nierozwiązywalnym zagadnieniem własnej genezy? A co do reszty to jak wyżej.
Musi stanąć przed takim zagadnieniem, a pewnie wolałoby mieć po prostu mamę i tatę.

>Przemyśl wszytko raz jeszcze.
.... przemyślałam.
10-03-2010 19:35 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Pisałam obu płci mając na myśli parę heteroseksualną. Więc rezultat jednak dla mnie jest prosty do zrozumienia ...
A to osobliwe wyjaśnienie seksualności, które z góry wyklucza jeden z dwóch głównych jej przejawów.
Nie chcę być złośliwy, ale dziecko z takim rozumieniem świata, miałoby niezłą jazdę gdyby dorastając odkryło swój homoseksualizm, nijak pasujący do twojej "klarownej i satysfakcjonującej koncepcji".

>Chyba jednak nie szczególnie. Moje dziecko wie ponadto skąd te dzieci dostały się do adopcji, a biologia pozostaje nie ubłagalnie niezmienna.
I? Wciąż nie rozumiem, czemu dziecko pary jednopłciowej ma się załamać z racji tego, że dowie się iż jego rodzice nie są biologicznymi rodzicami. Jakoś niebiologiczne dzieci par dwupłciowych sobie z tym radzą.

>>Chyba że nawiążemy do niejasnego pojęcia "świadomości seksualnej".
>Żeby rozjaśnić to pojęcie, może "Mózg i płeć" by Deborah Blum?
Jak wyżej. Nie wiem co to za "świadomość seksualna" nieuwzględniająca jednego z dwóch głównych swoich komponentów.

>Nie upoważnia Cię to do robienia eksperymentów na dzieciach.
Ty jesteś jedną z orędowniczek eksperymentu polegającego na uszczęśliwianiu dzieci par jednopłciowych umieszczaniem ich w "socjalnej szarej strefie" lub w skrajnych przypadkach skazujących na śmierć, obrończyni za trzy grosze.

>Musi stanąć przed takim zagadnieniem, a pewnie wolałoby mieć po prostu mamę i tatę.
A skąd możesz to wiedzieć? Myślisz że małe dziecko posiada wrodzone uprzedzenia które ty wyznajesz? Nie wydaje ci się to nadmiernie arogancką pewnością co do naturalności spaczeń własnej psychiki?

>.... przemyślałam.

Najwyraźniej nie dość dobrze.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 20:51 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)
>A to osobliwe wyjaśnienie seksualności, które z góry wyklucza jeden z dwóch głównych jej przejawów.
A mianowicie?
>Nie chcę być złośliwy, ale dziecko z takim rozumieniem świata, miałoby niezłą jazdę gdyby dorastając odkryło swój homoseksualizm, nijak pasujący do twojej "klarownej i satysfakcjonującej koncepcji".
Dorastałoby z pełną świadomością o swoim homoseksualizmie, a nie w fałszywym przekonaniu, że taki stan nie jest przeszkodą do posiadania dzieci. Takie są moje przekonania. Klarowne.

>I? Wciąż nie rozumiem, czemu dziecko pary jednopłciowej ma się załamać z racji tego, że dowie się iż jego rodzice nie są biologicznymi rodzicami. Jakoś niebiologiczne dzieci par dwupłciowych sobie z tym radzą.
Upraszczanie na siłę to marny sposób na poparcie swoich argumentów.

>>>Chyba że nawiążemy do niejasnego pojęcia "świadomości seksualnej".
>>Żeby rozjaśnić to pojęcie, może "Mózg i płeć" by Deborah Blum?
>Jak wyżej. Nie wiem co to za "świadomość seksualna" nieuwzględniająca jednego z dwóch głównych swoich komponentów.
Jak wyżej. Ja nie zubożyłam swoimi wypowiedziami świadomości seksualnej. Może Sylwku ty ją nieco wąsko pojmujesz?
>>Nie upoważnia Cię to do robienia eksperymentów na dzieciach.
>Ty jesteś jedną z orędowniczek eksperymentu polegającego na uszczęśliwianiu dzieci par jednopłciowych umieszczaniem ich w "socjalnej szarej strefie" lub w skrajnych przypadkach skazujących na śmierć, obrończyni za trzy grosze.
Powtarzasz się. Komuś już te trzy grosze wrzuciłeś. Jakich dzieci par jednopłciowych? Przecież sedno w tym, że te pary z natury nie mają swoich dzieci. To dzieci par heteroseksualnych uszczęśliwiać chcesz na siłę wmawiając im że tatuś i tatuś to szczęśliwa rodzina i nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
>>Musi stanąć przed takim zagadnieniem, a pewnie wolałoby mieć po prostu mamę i tatę.
>A skąd możesz to wiedzieć? Myślisz że małe dziecko posiada wrodzone uprzedzenia które ty wyznajesz? Nie wydaje ci się to nadmiernie arogancką pewnością co do naturalności spaczeń własnej psychiki?
Uprzedzenia? Spaczona psychika? To w Twoich ustach komplement.
>>.... przemyślałam.
>Najwyraźniej nie dość dobrze.
Nie dla Ciebie.
10-03-2010 21:02 
 Ocena 6 na 6
Sylwek (15472 punktów)
Wedle twojej logiki równie nieszczęśliwe powinny być adoptowane dzieci par dwupłciowych - one też nie są dziećmi biologicznymi. Ich adopcyjni rodzice są zwykle bardziej bezpłodni od adopcyjnych rodziców homoseksualnych, więc jakim cudem te dzieci unikają opisanych przez ciebie problemów.

Ale serio, powtarzasz wyświechtane argumenty, którymi nawet Adamiak nie operuje, tak są marne, i które w dyskusjach i na tym forum zostały dawno zdyskredytowane, więc uspokoję cię, że już więcej w dyskusje z tobą się wdawać nie będę Moniko.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 21:42 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)
>Wedle twojej logiki równie nieszczęśliwe powinny być adoptowane dzieci par dwupłciowych - one też nie są dziećmi biologicznymi. Ich adopcyjni rodzice są zwykle bardziej bezpłodni od adopcyjnych rodziców homoseksualnych, więc jakim cudem te dzieci unikają opisanych przez ciebie problemów.
Retoryczne czy nie - odpowiem. To nie cud. Nie chce mi się wklejać tutaj tego co już raz napisałam do Ciebie i do spray. Daj spokój. Miotasz się okropnie. Nie możesz się z tym pogodzić że Twój partner nie ma macicy?
>Ale serio, powtarzasz wyświechtane argumenty, którymi nawet Adamiak nie operuje, tak są marne, i które w dyskusjach i na tym forum zostały dawno zdyskredytowane, więc uspokoję cię, że już więcej w dyskusje z tobą się wdawać nie będę Moniko.
Zatem Sylwestrze zaprzestań zadawania pytań (nawet jeśli uważasz je za retoryczne), bo nie chcę być niegrzeczna pozostawiając je bez odpowiedzi.
10-03-2010 21:54 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Retoryczne czy nie - odpowiem. To nie cud. Nie chce mi się wklejać tutaj tego co już raz napisałam do Ciebie i do spray. Daj spokój. Miotasz się okropnie. Nie możesz się z tym pogodzić że Twój partner nie ma macicy?
Wręcz przeciwnie, cieszę się, że nie ma, to by dopiero było obrzydlistwo.
Ale sądzisz, ze to macica jest narządem najbardziej aktywnym przy wychowywaniu dzieci?
Zdumiewające.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 07:32 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)
>Nie możesz się z tym pogodzić że Twój partner nie ma macicy?
>Wręcz przeciwnie, cieszę się, że nie ma, to by dopiero było obrzydlistwo.
>Ale sądzisz, ze to macica jest narządem najbardziej aktywnym przy wychowywaniu dzieci?
>Zdumiewające.

Nie wmawiaj mi czegoś, czego nie powiedziałam. To poniżej poziomu tego forum.
11-03-2010 07:47 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Nie wmawiaj mi czegoś, czego nie powiedziałam. To poniżej poziomu tego forum.

   Cała dyskusja z gejami o homoadopcji mieści się w jednej konwencji - ideologicznych sporów na temat: rozdawać przywileje i czyjeś dobra "potrzebującym", czy mają sobie radzić sami.

   Lewicowcy proponują rozdawać przywileje, łącznie z prawem do adopcji, pełną garścią, a rozsądni proponują gejom psychologa lub psychiatrę, by uporali się z problemem w swoich mózgach przy pomocy już opłacanych z państwowej kasy fachowców, a nie cudzych dzieci.

   Homoadopcja jest motywem zastępczym gejów przy leczeniu się z problemu siedzącego w ich główkach.
11-03-2010 09:19 
 Ocena 1 na 3
monika33 (63 punktów)
>   Homoadopcja jest motywem zastępczym gejów przy leczeniu się z problemu siedzącego w ich główkach.
Naukowcy badający sprawy związane ze skłonnością do homoseksualizmu rozważają podłoże genetyczne takich zaburzeń. Już w 2000 roku (może i wcześniej) czytałam publikacje na ten temat. Gdyby tak stawiane tezy zostały poparte dokładniejszymi niż wówczas wynikami badań, oznaczałoby, że psycholog czy psychiatra mógłby zadziałać jedynie wspomagająco, ale znając podłoże, medycyna pewnie poradziłaby sobie znacznie szybciej z takimi problemami. Nie wiem czy jest jakiś postęp w tej dziedzinie od czasu tamtych badań.
11-03-2010 10:15 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Nie wiem czy o tak dosłownie rozumiane "leczenie homoseksualizmu" chodzi Adamiakowi, ale twój entuzjazm w tej sprawie jest dla ciebie kompromitujący. Przyszło ci do głowy, że sami zainteresowani wcale nie chcą się zmieniać, gdyż tylko zakompleksione homofoby widzą w tym coś nie tak?

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 10:24 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Nie wiem czy o tak dosłownie rozumiane "leczenie homoseksualizmu" chodzi Adamiakowi, ale twój entuzjazm w tej sprawie jest dla ciebie kompromitujący. Przyszło ci do głowy, że sami zainteresowani wcale nie chcą się zmieniać, gdyż tylko zakompleksione homofoby widzą w tym coś nie tak?
Wypowiedział swą kwestię kompromitujący się naciąganymi frazesami, rozentuzjazmowany aktywista na rzecz zakompleksionych ze względu na swą odmienność.

Sylwek (15472 punktów)
11-03-2010 13:55 
 0 na 2
Smith (10069 punktów)
>Gramatyka
Kolejny twój powód do użalania się nad sobą?
11-03-2010 14:02 
 Ocena 1 na 3
Smith (10069 punktów)
>>Gramatyka
Masz kolejny powód do użalania się nad sobą.
Interpunkcji się dopatrzyłem jedynie i co to ma z adopcją wspólnego?
Panie chrzaniący bez sensu i dużo o wszystkim, byle by tylko bez konkretu i nie na temat.
11-03-2010 10:31 
 Ocena-2 na 4
monika33 (63 punktów)
>Nie wiem czy o tak dosłownie rozumiane "leczenie homoseksualizmu" chodzi Adamiakowi, ale twój entuzjazm w tej sprawie jest dla ciebie kompromitujący. Przyszło ci do głowy, że sami zainteresowani wcale nie chcą się zmieniać, gdyż tylko zakompleksione homofoby widzą w tym coś nie tak?

Część zainteresowanych postrzega swoje zaburzenia jako chorobę. To racjonaliści. Pozostali wymagają udziału psychologa lub psychiatry, tak jak Ty.
11-03-2010 10:35 
 Ocena 2 na 6
Sylwek (15472 punktów)
Ujmę krótko: jesteś chora.

A geje, którzy postrzegają swoją orientację jako chorobę kończą tak.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 11:17 
 Ocena-1 na 5
monika33 (63 punktów)
>Ujmę krótko: jesteś chora.
Jesteś gejem lekarzem?

>A geje, którzy postrzegają swoją orientację jako chorobę kończą tak.
Wygląda na to, że homoseksualizm to nie jedyna jego choroba. Są i tacy, którzy wiodą całkiem zwyczajne życie i liczą, że dowiedzą się kiedyś wreszcie co jest przyczyną ich choroby.
11-03-2010 11:38 
 Ocena 7 na 7
Autografka (10638 punktów)

>Jesteś gejem lekarzem?

A Ty jesteś lekarzem? Bo zdaje się, że zdiagnozowałaś u Sylwka chorobę.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
11-03-2010 12:11 
 Ocena 6 na 6
Sylwek (15472 punktów)
Najzabawniejsze, że to ona cierpi z jej powodu, nie ja, ha ha.

Biedna.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 14:50 
 Ocena-2 na 4
monika33 (63 punktów)
>>Jesteś gejem lekarzem?
>A Ty jesteś lekarzem? Bo zdaje się, że zdiagnozowałaś u Sylwka chorobę.

Nie zdiagnozowałam. Zdiagnozował się sam.

11-03-2010 12:23 
 Ocena 3 na 5
Sylwek (15472 punktów)
>>Ujmę krótko: jesteś chora.
>Jesteś gejem lekarzem?

Wystarczy być człowiekiem o minimalnej wiedzy, by w twym zaślepieniu widzieć ten sam rys, który Żydom kazał nosić żółte gwiazdy, a homoseksualistom różowe trójkąty.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 12:34 
 Ocena 2 na 2
apud (4399 punktów)
>>>Ujmę krótko: jesteś chora.
>>Jesteś gejem lekarzem?
>Wystarczy być człowiekiem o minimalnej wiedzy, by w twym zaślepieniu widzieć ten sam rys, który Żydom kazał nosić żółte gwiazdy, a homoseksualistom różowe trójkąty.
>
dnoterlikowskiego.blogspot.com/


Albowiem wszystko to, zostało przykazane trzódce w pismie swiętym.
12-03-2010 21:42 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>>Ujmę krótko: jesteś chora.
>Jesteś gejem lekarzem?

Ja jestem lekarką, jakkolwiek nie gejem.
Czy mogłabyś swoją tezę na temat biednych chorych gejów, którzy koniecznie powinni i chcą być leczeni nieco rozwinąć?
Wiesz- źródła, badania, etc.
monika33 (63 punktów)
>>>Ujmę krótko: jesteś chora.
>>Jesteś gejem lekarzem?
>Ja jestem lekarką, jakkolwiek nie gejem.
>Czy mogłabyś swoją tezę na temat biednych chorych gejów, którzy koniecznie powinni i chcą być leczeni nieco rozwinąć?
>Wiesz- źródła, badania, etc.
>

Podaję przykładowe artykuły, do których trafiłam poprzez publikacje D. Blum, które kiedyś bardzo mnie wciągnęły:
- Artykuł D. Hamera i Simona LeVaya "Evidence for a Biological Influence on Male Homosexuality" - "Scientific American" maj 1994
- Artykuł S. Hu, A.M.L. Pattatucci, C. Patterson, L.Li, D.W.Fulker, S.S. Cherny, L.Kruglyak i D.H.Hamer "Linkage between sexual orientation and chromosome Xq28 in males but not in females, "Nature Geografic" 11, listopad 1995.

Polecam. Ciekawa lektura.
13-03-2010 12:34 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>>Czy mogłabyś swoją tezę na temat biednych chorych gejów, którzy koniecznie powinni i chcą być leczeni nieco rozwinąć?
>>Wiesz- źródła, badania, etc.
>>
>Podaję przykładowe artykuły, do których trafiłam poprzez publikacje D. Blum, które kiedyś bardzo mnie wciągnęły:
>- Artykuł D. Hamera i Simona LeVaya "Evidence for a Biological Influence on Male Homosexuality" - "Scientific American" maj 1994
>- Artykuł S. Hu, A.M.L. Pattatucci, C. Patterson, L.Li, D.W.Fulker, S.S. Cherny, L.Kruglyak i D.H.Hamer "Linkage between sexual orientation and chromosome Xq28 in males but not in females, "Nature Geografic" 11, listopad 1995.

Nie na to, że istnieją cechy genetyczne determinujące orientację seksualną, a na to, homoseksualiści są chorzy, powinni się leczyć i że chcą się leczyć.
13-03-2010 15:13 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)

>Nie na to, że istnieją cechy genetyczne determinujące orientację seksualną, a na to, homoseksualiści są chorzy, powinni się leczyć i że chcą się leczyć.

Gerard Van Den Aardweg "Homoseksualizm i nadzieja".

Jakkolwiek akurat tan psychoterapeuta (jeden z najwybitniejszych w Europie)nie podziela poglądu na temat genetycznych uwarunkowań homoseksualizmu, które nie zostały jednoznacznie udowodnione pomimo wielu przeprowadzonych m.in. przez Hamera badań, a prezentuje pogląd wskazujący jednak na psychiczne podłoże tej choroby, to dowodzi swoimi osiągnięciami, że homoseksualiści chcą się leczyć i mogą to skutecznie robić w wielu przypadkach. Nie wiem, czy można stąd wnioskować, że jednak u jakiejś części gejów homoseksualizm ma podłoże wyłącznie psychiczne, bo naprawdę nie zgłębiałam tego tematu bardziej niż było mi to wówczas potrzebne, ale po tych wszystkich lekturach utwierdziłam się w przekonaniu, że jest to choroba.
13-03-2010 21:39 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>>Nie na to, że istnieją cechy genetyczne determinujące orientację seksualną, a na to, homoseksualiści są chorzy, powinni się leczyć i że chcą się leczyć.
>Gerard Van Den Aardweg "Homoseksualizm i nadzieja".
>Jakkolwiek akurat tan psychoterapeuta (jeden z najwybitniejszych w Europie)

Na czym opierasz pogląd, że należy do najwybitniejszych w Europie? Poza tym, że środowiska religijne tak twierdzą?

>nie podziela poglądu na temat genetycznych uwarunkowań homoseksualizmu, które nie zostały jednoznacznie udowodnione pomimo wielu przeprowadzonych m.in. przez Hamera badań,

To trochę łagodne stwierdzenie- ten pan kategorycznie, autorytarnie stwierdza, że homoseksualizm nie ma żadnych podstaw genetycznych. Ciekawe skąd to wie

>a prezentuje pogląd wskazujący jednak na psychiczne podłoże tej choroby, to dowodzi swoimi osiągnięciami, że homoseksualiści chcą się leczyć i mogą to skutecznie robić w wielu przypadkach.

Prezentuje jeszcze kilka innych niezmiernie wiarygodnych i poważnych poglądów
Zwłaszcza ten tutaj zbiór pomysłów mi się podoba Kilka cytatów wrzucę, żeby i inni, którzy nie lubią linków otwierać, mogli sobie poczytać:

Cytat:
Although contraception is promoted as liberation for woman, in reality it is psychologically traumatizing; initially perhaps in a subtle way, but ever more manifest in the long run. Fundamentally, it thwarts the maturation of the woman's psychological nature, not only sterilizes her biologically, but cripples her psychologically. The result is growing inner dissatisfaction and tension. The connection with the contraceptive relationship may not be obvious to the woman, or denied ("denial" is a common defense mechanism). Contraceptive emotional damage may express itself in a variety of ways, ranging from depressive moods and psychosomatic symptoms to behavioral and relational problems. Put simply and somewhat generalized, contraception may be satisfactory on a more superficial level, satisfying certain more ego-centered needs, but at the same time saps inner happiness and the sense of meaning and personal fulfillment. It offers some immediate rewards, but at the price of a loss of real inner joy.


Cytat:
But likewise marriages that turned contraceptive after one or two children generally suffer from the wife's increasing dissatisfaction, no matter if it is recognized or not. This is so because a contraceptive relationship lacks deeper meaning; the woman does not give herself fully, in her complete femininity: either she does not want to share it herself, or the man does not want this essential part of her person. What remains is the game of playing complete man-woman union, but it becomes ever more impersonal, no idealism is shared, self-centered sensuality replaces tenderness.


Cytat:
Sex education poisons and traumatizes the younger generations. We really should not blame these generations of young women too much for their contraceptive mentality, many of them are simply ignorant of the existence of a more noble and fulfilling alternative or do not see how they could realize it in their own lives. Many have been poisoned, hardened and deformed in their years of youth.


Cytat:
Young boys in Nazi-Germany could be trained to become enthusiastic followers of a disturbing doctrine, and in a similar fashion, girls in our society are trained to become followers of the false contraceptive ideology. No doubt, under the false flag of women's liberation, modern sex and relationship education is in fact anti-woman. It seduces the mind of the young girl, as her body will soon be seduced by a boy. It tries to make her insensitive to the deeper aspirations of her soul. It tries to destroy her feeling of the sacredness of the life-giving mystery of her body and of a newly conceived life


Cytat:
The emotional and spiritual circulation is no longer pinched off and the blood can stream again through the whole psychosomatic organism that is the human person. For that reason, Catholic women who live contraceptively will not go to Confession; they avoid contact with their conscience concerning this crucial life area. Because sober and sincere repentance is an essential element in the personal relationship between woman and God (this is quite different from neurotic, masochistic guilt feelings), this avoidance cannot but result in an ossification of the personal contact with God.


Cytat:
Especially for Christian women: they must be taught to sincerely seek the Will of God. All this is surely swimming upstream, but many young persons are still idealistic and able to start a courageous rebellion against this contraceptive tyranny that hems them in on all sides.


>Nie wiem, czy można stąd wnioskować, że jednak u jakiejś części gejów homoseksualizm ma podłoże wyłącznie psychiczne, bo naprawdę nie zgłębiałam tego tematu bardziej niż było mi to wówczas potrzebne, ale po tych wszystkich lekturach utwierdziłam się w przekonaniu, że jest to choroba.

Pan, którego powyżej cytuję, zdaje się nadawać na terapeutę tylko dla baaaardzo wierzących ludzi Myślę, że warto pozgłębiać także nieco bardziej obiektywne źródła. Czy może też uważasz, że antykoncepcja niszczy psychikę kobiety, a edukacja seksualna to prawdziwa tragedia naszych czasów?
13-03-2010 22:28 
 0 na 2
monika33 (63 punktów)
>Na czym opierasz pogląd, że należy do najwybitniejszych w Europie? Poza tym, że środowiska religijne tak twierdzą?
Opieram się na recenzjach, które czytałam na temat jego prac. Być może nie były obiektywne. Tego nie mogę wiedzieć.
>>nie podziela poglądu na temat genetycznych uwarunkowań homoseksualizmu, które nie zostały jednoznacznie udowodnione pomimo wielu przeprowadzonych m.in. przez Hamera badań,
>To trochę łagodne stwierdzenie- ten pan kategorycznie, autorytarnie stwierdza, że homoseksualizm nie ma żadnych podstaw genetycznych. Ciekawe skąd to wie
Jak to wynika z moich wcześniejszych wypowiedzi - wcale się z nim nie zgadzam w tej kwestii. Biorąc pod uwagę, że nie ma dotąd faktycznie dowodów na wyłączność genetycznego podłoża homoseksualizmu, nie można również odrzucić tezy chociażby tego psychoterapeuty, że uwarunkowania psychiczne także mogą mieć wpływ na takie zachowania. Być może zjawisko jest bardziej złożone i oba podłoża - genetyczne i psychiczne - mają tutaj swój udział.
>Pan, którego powyżej cytuję, zdaje się nadawać na terapeutę tylko dla baaaardzo wierzących ludzi Myślę, że warto pozgłębiać także nieco bardziej obiektywne źródła. Czy może też uważasz, że antykoncepcja niszczy psychikę kobiety, a edukacja seksualna to prawdziwa tragedia naszych czasów?
Pewnie warto zgłębiać wiele źródeł jeśli to potrzebne. Podziwiam Koleżanki odwagę w wystawianiu oceny innemu lekarzowi. Wierzącym czy nie - jeśli komuś pomógł taką terapią i potrafi to udowodnić, to chyba dobrze.
A inne jego poglądy ... Jeśli nie rozwijać tez, które wymieniłaś w kategoriach religijności, to jest w nich sporo prawdy. Uważam, że w Polsce antykoncepcja niszczy psychikę kobiety, bo niestety sporo kobiet w aktywnym wieku nie ma zielonego pojęcia np. o działaniu tabletek czy zastrzyków i panicznie się ich boi, a lekarze zazwyczaj zbywają pacjentki proszące o informacje zwykłym medycznym bełkotem. Prezerwatywy nadal są tematem wprawiającym w zakłopotanie większość populacji, a o innych rodzajach antykoncepcji (oczywiście nie mówię o kalendarzyku) 50% moich znajomych słyszała jedynie tyle, że to morderstwo. Edukacja seksualna w takim wydaniu jak serwuje się ją obecnie to też tragedia. Można to stwierdzić obserwując statystyczny wzrost ilości nieletnich matek.
Chętnie poczytam jakąś obiektywną lekturę.
W takim razie może podasz jakieś obiektywne źródła świadczące o tym, że homoseksualizm jest oznaką zdrowia fizycznego i psychicznego?
13-03-2010 22:44 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)
>Uważam, że w Polsce antykoncepcja niszczy psychikę kobiety, bo niestety sporo kobiet w aktywnym wieku nie ma zielonego pojęcia np. o działaniu tabletek czy zastrzyków i panicznie się ich boi, a lekarze zazwyczaj zbywają pacjentki proszące o informacje zwykłym medycznym bełkotem.

Nie mają zielonego pojęcia te kobiety, które w ogóle mają marne pojęcie o czymkolwiek. A mają takie, bo to najczęściej osoby z gruntu niezainteresowane wiedzą jakąkolwiek. To już w podstawówce widać, kto nie będzie miał o niczym pojęcia, bo niczym się nie interesuje i każda (lub prawie każda) wiedza, wydaje się mu zbędna.
Poza tym, choć wiem, że to żaden argument, ale nie mogę sobie przypomnieć nikogo, kto by się panicznie bał antykoncepcji. Nie zmienia to faktu, że antykoncepcja farmakologiczna nie jest obojętna dla organizmu.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
13-03-2010 22:57 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)
>Nie mają zielonego pojęcia te kobiety, które w ogóle mają marne pojęcie o czymkolwiek. A mają takie, bo to najczęściej osoby z gruntu niezainteresowane wiedzą jakąkolwiek. To już w podstawówce widać, kto nie będzie miał o niczym pojęcia, bo niczym się nie interesuje i każda (lub prawie każda) wiedza, wydaje się mu zbędna.
Skreślasz ludzi zanim jeszcze zaczną się intelektualnie rozwijać. Czy wiesz z jakim przedmiotem dość znany fizyk Albert miał problem w podstawówce? A znaleźliby się i wielcy wieszcze, którzy nie zdali matury z polskiego ... Zastanów się co pleciesz.
>Poza tym, choć wiem, że to żaden argument, ale nie mogę sobie przypomnieć nikogo, kto by się panicznie bał antykoncepcji. Nie zmienia to faktu, że antykoncepcja farmakologiczna nie jest obojętna dla organizmu.
To faktycznie nie argument. Nie znam pojemności Twojej pamięci.

13-03-2010 23:03 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)

>Skreślasz ludzi zanim jeszcze zaczną się intelektualnie rozwijać. Czy wiesz z jakim przedmiotem dość znany fizyk Albert miał problem w podstawówce? A znaleźliby się i wielcy wieszcze, którzy nie zdali matury z polskiego ... Zastanów się co pleciesz.

Nie rozumiesz o czym piszę, a zarzucasz mi, że plotę. Nie chodzi o problemy w nauce, ale o kompletny brak zainteresowania światem wokół siebie. To po prostu widać.

>To faktycznie nie argument. Nie znam pojemności Twojej pamięci.
>

Ale ja znam. Natomiast takiej osoby - nie znam.

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
14-03-2010 10:57 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)
>Nie rozumiesz o czym piszę, a zarzucasz mi, że plotę. Nie chodzi o problemy w nauce, ale o kompletny brak zainteresowania światem wokół siebie. To po prostu widać.
To bardzo ciekawe. Najpierw twierdzisz, że już w podstawówce takie osoby znałaś i łatwo je rozpoznać. Później, że nie znasz takich kobiet. Łatwo tracisz pamięć. Już zapomniałaś poprzedni swój wpis?
>Nie mają zielonego pojęcia te kobiety, które w ogóle mają marne pojęcie o czymkolwiek. A mają takie, bo to najczęściej osoby z gruntu niezainteresowane wiedzą jakąkolwiek. To już w podstawówce widać, kto nie będzie miał o niczym pojęcia, bo niczym się nie interesuje i każda (lub prawie każda) wiedza, wydaje się mu zbędna.
Dużo wiesz o tych kobietach, których nie znasz.
14-03-2010 11:45 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)
>To bardzo ciekawe. Najpierw twierdzisz, że już w podstawówce takie osoby znałaś i łatwo je rozpoznać. Później, że nie znasz takich kobiet. Łatwo tracisz pamięć. Już zapomniałaś poprzedni swój wpis?

Tak, to istotnie niezwykle ciekawe. W żadnej rozmowie ze znaną mi kobietą, nie zauważyłam panicznej bojaźni przed antykoncepcją. A że takie kobiety, jak twierdzisz, istnieją, więc zapewne ich wiedza na ten temat, a pewnie i na temat funkcjonowania własnego organizmu, jest znikoma. Zazwyczaj osoby, które się mało czym interesują, mało również wiedzą na różne tematy. Na pewno zaś znajdą się takie, które głód wiedzy zaatakował później, niż w podstawówce. A i wyjaśniam, że pisząc o podstawówce, miałam na myśli szkolę, w której uczyło się przez lat osiem, bo taką pamiętam. Nie wydaje mi się natomiast, żeby osoba, która miała ochotę dowiedzieć się tego i owego na temat własnej biologii, zasilała potem szeregi panikujących, o których wspominasz. Czyli panikować powinny te, które mało z rzeczonej tematyki rozumieją.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
14-03-2010 13:37 
 Ocena 9 na 9
Autografka (10638 punktów)
Podzielę się z Tobą pewną refleksją. Zawsze lepiej się rozmawia, kiedy stosuje się odniesienia do przedstawionych opinii, bez wartościowania samego dyskutanta. Zauważyłam, że Ty nagminnie rozmówców wartościujesz. Nie tylko w rozmowie ze mną. To nie służy ani porozumieniu, ani dochodzeniu do wspólnych wniosków.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
monika33 (63 punktów)
Zaiste głęboko pouczające
14-03-2010 15:15 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)
>Zaiste głęboko pouczające

Napisałam to, bo być może nie zdajesz sobie sprawy, jak jesteś odbierana. Nie po to, żeby się na Ciebie wyzłośliwić.

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

Gratuluję klasy, jesteś wspaniała.

Pozdrawiam - Zbyszek


Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć. [Voltaire(?)]
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Gratuluję klasy, jesteś wspaniała.
Jest, ponieważ głosi, że "lepiej się rozmawia, [...] bez wartościowania samego dyskutanta". A ty ją za to wartościujesz?
.
14-03-2010 13:20 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>Biorąc pod uwagę, że nie ma dotąd faktycznie dowodów na wyłączność genetycznego podłoża homoseksualizmu, nie można również odrzucić tezy chociażby tego psychoterapeuty, że uwarunkowania psychiczne także mogą mieć wpływ na takie zachowania. Być może zjawisko jest bardziej złożone i oba podłoża - genetyczne i psychiczne - mają tutaj swój udział.

Możliwe, że oba, czemu nie. Nie wykluczam. Natomiast pan przez ciebie wymieniony kategorycznie wyklucza, nie mając ku temu żadnych merytorycznych przesłanek- tylko swoje "widzimisię". Już to wystarcza, by podważyć jego kompetencje.

>>Pan, którego powyżej cytuję, zdaje się nadawać na terapeutę tylko dla baaaardzo wierzących ludzi Myślę, że warto pozgłębiać także nieco bardziej obiektywne źródła. Czy może też uważasz, że antykoncepcja niszczy psychikę kobiety, a edukacja seksualna to prawdziwa tragedia naszych czasów?
>Pewnie warto zgłębiać wiele źródeł jeśli to potrzebne. Podziwiam Koleżanki odwagę w wystawianiu oceny innemu lekarzowi. Wierzącym czy nie - jeśli komuś pomógł taką terapią i potrafi to udowodnić, to chyba dobrze.

Jakiemu lekarzowi? Ten pan nie jest i nigdy nie był lekarzem. A czy pomógł? A może pogłębił rozmaite religijne neurozy? Znam geja, który próbował się "leczyć" w taki sposób. Skutki były raczej żałosne (tak, wiem, że to jedynie dowód anegdotyczny).
A od terapeuty, który deklaruje, że najlepszą metodą uniknięcia zaburzeń psychicznych u kobiet jest rodzenie licznych dzieci (bo rezygnacja z dalszych po pierwszej dwójce to już jest mentalność antykoncepcyjna) i zbliżenie do Boga, trzymałabym się raczej z daleka. Jakkolkwiek rozumiem już dlaczego Fronda go tak poleca.

>Jeśli nie rozwijać tez, które wymieniłaś w kategoriach religijności, to jest w nich sporo prawdy. Uważam, że w Polsce antykoncepcja niszczy psychikę kobiety, bo niestety sporo kobiet w aktywnym wieku nie ma zielonego pojęcia

Czyli uważasz, że ignorancja niszczy psychikę czy antykoncepcja? Bo twoje zarzuty z antykoncepcją akurat nie mają wiele wspólnego.

>np. o działaniu tabletek czy zastrzyków i panicznie się ich boi, a lekarze zazwyczaj zbywają pacjentki proszące o informacje zwykłym medycznym bełkotem.

Jeśli nie wiedzą, niech się dowiadują- nigdy chyba w historii dostęp do wiedzy nie był tak łatwy i powszechny, jak obecnie. Moje współczucie wobec ludzi ograniczonych lub niechętnie poszerzających swoją wiedzę jest raczej niewielkie.

A co to jest "zwykły medyczny bełkot"? Możesz trochę rozwinąć? Są lepsi i gorsi lekarze, to prawda, ale jeśli czegoś nie rozumiesz, nikt nie broni dopytać dokładniej, a jeśli lekarz nie spełnia oczekiwań, zawsze można go zmienić na innego. Dawno już nie mamy "rejonizacji".

>Prezerwatywy nadal są tematem wprawiającym w zakłopotanie większość populacji, a o innych rodzajach antykoncepcji (oczywiście nie mówię o kalendarzyku) 50% moich znajomych słyszała jedynie tyle, że to morderstwo.

Ale co proponujesz z tym zrobić? Pan sławny psychoterapeuta mówi przecież, że edukacja seksualna to obrzydliwa trucizna

>Edukacja seksualna w takim wydaniu jak serwuje się ją obecnie to też tragedia.

Bo porządnej edukacji seksualnej sprzeciwiają się w naszym kraju chociażby kręgi religijne, mówiące, jak powyższy psychoterapeuta, że niszczy ona przyrodzoną godność kobiety.

>Chętnie poczytam jakąś obiektywną lekturę.
>W takim razie może podasz jakieś obiektywne źródła świadczące o tym, że homoseksualizm jest oznaką zdrowia fizycznego i psychicznego?
>

A czytałaś może jakieś lektury mówiące, że heteroseksualizm jest "oznaką zdrowia fizycznego i psychicznego"? Albo jasny kolor włosów? Albo płeć którakolwiek? Jeśli chcesz kogoś z czegoś leczyć musisz najpierw mieć jego zgodę (o ile nie jest zagrożeniem dla reszty populacji) i ustalić, że jest co leczyć. Póki co nie widzę żadnych merytorycznych przesłanek do tego.
Oczywiście, jeśli wpadnie mi w ręce jakaś sensowna literatura na ten temat, chętnie podrzucę.
14-03-2010 14:44 
 0 na 2
monika33 (63 punktów)
> Już to wystarcza, by podważyć jego kompetencje.
Dobrze. Dajmy spokój temu facetowi. Przecież wyraziłam się chyba jasno, że nie podzielam każdego z jego poglądów.
Zygmunt Freud stykał się z wieloma homosekualistami jako pacjentami. Analizując ich fantazje oraz sny, zawsze wykrywał pod powierzchnią ślady normalnego, głęboko ukrytego usposobienia heteroseksualnego. Uczniowie Freuda: Alfred Adler i Wilhelm Stekel powiązali homosekualizm z zaburzeniami neurotycznymi. Pierwszy zdefiniował go jako kompleks niższości, a drugi jako psychiczny infantylizm. Z tego chyba dość jasno wynika, że mogę myśleć o homoseksualizmie w kategoriach zaburzeń zdrowotnych?
60 proc. "dobrze przystosowanych społecznie" gejów korzystało z pomocy psychiatrycznej lub psychologicznej - wykazały badania naukowców z Uniwersytetu Stanowego Indiana (USA). Według słynnego raportu Kingsleya z 1978 r. aż połowa badanych homoseksualistów przyznała się do kontaktów seksualnych z co najmniej 500 partnerami. To samo zdrowie, czyż nie?
>Jakiemu lekarzowi? Ten pan nie jest i nigdy nie był lekarzem.
A jaka jest definicja lekarza w kraju, którego obywatelem jest ten pan? Ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty definiująca ten zawód w Polsce niekoniecznie jest obowiązująca dla obywateli innych krajów.
>A czy pomógł? A może pogłębił rozmaite religijne neurozy?
A na jakiej podstawie tak twierdzisz? Czy gdyby był tak beznadziejnym psychoterapeutą to w ciągu 30 lat jego pracy pojawiłyby się w jego gabinecie setki gejów, żeby się leczyć?
>Znam geja, który próbował się "leczyć" w taki sposób. Skutki były raczej żałosne (tak, wiem, że to jedynie dowód anegdotyczny).
Znam geja, który chciałby się leczyć. Tyle, że wiedza psychoterapeutów, których prosił o pomoc była znikoma w tej dziedzinie, a ich reakcje podobne do Twoich.
>A od terapeuty, który deklaruje, że najlepszą metodą uniknięcia zaburzeń psychicznych u kobiet jest rodzenie licznych dzieci (bo rezygnacja z dalszych po pierwszej dwójce to już jest mentalność antykoncepcyjna) i zbliżenie do Boga, trzymałabym się raczej z daleka. Jakkolkwiek rozumiem już dlaczego Fronda go tak poleca.
Widać nie wszyscy się trzymają. Ja trzymałabym się od Ciebie z daleka, gdybym była gejem.
>Czyli uważasz, że ignorancja niszczy psychikę czy antykoncepcja? Bo twoje zarzuty z antykoncepcją akurat nie mają wiele wspólnego.
Cóż za błyskotliwość.
>Jeśli nie wiedzą, niech się dowiadują- nigdy chyba w historii dostęp do wiedzy nie był tak łatwy i powszechny, jak obecnie. Moje współczucie wobec ludzi ograniczonych lub niechętnie poszerzających swoją wiedzę jest raczej niewielkie.
Istnieje jeszcze spora grupa społeczna bez dostępu do tak popularnego źródła jak internet. Często są to osoby wychowywane w konserwatywny sposób. Żadna ich w tym wina. Myślę, że Twoja ignorancja objawiająca się hasłem "niech się dowiadują" świadczy nie najlepiej o Tobie jako lekarzu.
>A co to jest "zwykły medyczny bełkot"? Możesz trochę rozwinąć?
Nie da się rozwinąć medycznego bełkotu, bo sam w sobie jest rozwinięty za bardzo
>Są lepsi i gorsi lekarze, to prawda, ale jeśli czegoś nie rozumiesz, nikt nie broni dopytać dokładniej, a jeśli lekarz nie spełnia oczekiwań, zawsze można go zmienić na innego. Dawno już nie mamy "rejonizacji".
Taaa... i wszyscy mają samochody, czas i pieniądze żeby szukać tego właściwego, który łaskawie znajdzie czas i ochotę na prelekcje .... Nie uważasz, że to trochę naiwne?
>>Prezerwatywy nadal są tematem wprawiającym w zakłopotanie większość populacji, a o innych rodzajach antykoncepcji (oczywiście nie mówię o kalendarzyku) 50% moich znajomych słyszała jedynie tyle, że to morderstwo.
>Ale co proponujesz z tym zrobić? Pan sławny psychoterapeuta mówi przecież, że edukacja seksualna to obrzydliwa trucizna
A Ty się trzymasz jego słów jak rzep psiego ogona. Ty jesteś lekarzem! Wiesz więcej niż inni w tych tematach. Mnie pytasz co z tym zrobić? Paranoja.
>>Edukacja seksualna w takim wydaniu jak serwuje się ją obecnie to też tragedia.
>Bo porządnej edukacji seksualnej sprzeciwiają się w naszym kraju chociażby kręgi religijne, mówiące, jak powyższy psychoterapeuta, że niszczy ona przyrodzoną godność kobiety.
Kręgi religijne są zamknięte. A co przeszkadza edukować resztę?
>A czytałaś może jakieś lektury mówiące, że heteroseksualizm jest "oznaką zdrowia fizycznego i psychicznego"? Albo jasny kolor włosów? Albo płeć którakolwiek? Jeśli chcesz kogoś z czegoś leczyć musisz najpierw mieć jego zgodę (o ile nie jest zagrożeniem dla reszty populacji) i ustalić, że jest co leczyć. Póki co nie widzę żadnych merytorycznych przesłanek do tego.
Mieszasz cechy genetycznie uwarunkowane z wadami bądź mutacjami genetycznymi. Lekarzowi to nie przystoi.
14-03-2010 15:20 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
Podałaś tego pana jako autorytet w kwestiach "gejowskich" A teraz ci się nie podoba, że piętnuję głupoty, jakie propaguje?

>Zygmunt Freud stykał się z wieloma homosekualistami jako pacjentami. Analizując ich fantazje oraz sny, zawsze wykrywał pod powierzchnią ślady normalnego, głęboko ukrytego usposobienia heteroseksualnego. Uczniowie Freuda: Alfred Adler i Wilhelm Stekel powiązali homosekualizm z zaburzeniami neurotycznymi.

Przechodzimy do historii nauki? Freud pisał też o neurotycznej kobiecej zazdrości o członek Zazdrościsz? A jeszcze nie tak bardzo wcześniej uczeni twierdzili, że choroby biorą się z brudu

A wczoraj, a propos fachowości co bardziej religijnie zaangażowanych fachowców, pani medyczka (ale też religijna, jak pan słynny psychoterapeuta) Wujkowska opowiadała publicznie, że kobiecie przed miesiączką mózg brzęknie, więc nie może wtedy podejmować poważnych decyzji.

>60 proc. "dobrze przystosowanych społecznie" gejów korzystało z pomocy psychiatrycznej lub psychologicznej - wykazały badania naukowców z Uniwersytetu Stanowego Indiana (USA).

A jak wyglądała kontrola do tego badania?

>A jaka jest definicja lekarza w kraju, którego obywatelem jest ten pan? Ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty definiująca ten zawód w Polsce niekoniecznie jest obowiązująca dla obywateli innych krajów.

Sugerujesz, że przysługuje tam tytuł lekarza osobom, które nie ukończyły medycyny? Oznacz takiego specjalnego "lekarza" gwiazdką jakąś czy czymś i nie sugeruj więcej, że innego lekarza krytykuję
Inną lekarkę (niestety) krytykuję gdzieś powyżej.

>A na jakiej podstawie tak twierdzisz? Czy gdyby był tak beznadziejnym psychoterapeutą to w ciągu 30 lat jego pracy pojawiłyby się w jego gabinecie setki gejów, żeby się leczyć?

Setki osób na świecie leczy raka poprzez wydłubywanie sobie w nodze dziury i upychanie tam ziarenka ciecierzycy. Setki uważa AIDS za karę za grzechy. Tysiące, a może i miliony wierzy w niepokalane poczęcie. Skąd ja mogę wiedzieć dlaczego ci nieszczęśnicy udają się do terapeuty twierdzącego, że najlepsza metoda na uporanie sie z problemami psychicznymi prowadzi przez Boga?

>Znam geja, który chciałby się leczyć. Tyle, że wiedza psychoterapeutów, których prosił o pomoc była znikoma w tej dziedzinie, a ich reakcje podobne do Twoich.

To dziwne, bo katolickich (w Polsce przede wszystkim) terapeutów prezentujących poglądy podobne twoim jest na rynku sporo. Może nie miał dostępu do internetu?

>Widać nie wszyscy się trzymają. Ja trzymałabym się od Ciebie z daleka, gdybym była gejem.

A trzymaj się. Przecież cię nie zapraszam

>Cóż za błyskotliwość.

Dzięki. Często tak mam, kiedy dostrzegam brak konsekwencji.

>Nie da się rozwinąć medycznego bełkotu, bo sam w sobie jest rozwinięty za bardzo

Czyli sama nie bardzo wiesz, o czym mówisz? Smutne.

>Taaa... i wszyscy mają samochody, czas i pieniądze żeby szukać tego właściwego, który łaskawie znajdzie czas i ochotę na prelekcje .... Nie uważasz, że to trochę naiwne?

Większość nawet nie próbuje- zadowala się marudzeniem po forach internetowych. Próbowałaś wyjaśniać niezrozumiałe dla siebie kwestie?

>Istnieje jeszcze spora grupa społeczna bez dostępu do tak popularnego źródła jak internet. Często są to osoby wychowywane w konserwatywny sposób. Żadna ich w tym wina. Myślę, że Twoja ignorancja objawiająca się hasłem "niech się dowiadują" świadczy nie najlepiej o Tobie jako lekarzu.

Bardzo mało mnie obchodzi co sądzisz o mnie jako lekarzu.

Ta znaczna część naszego społeczeństwa, która dostęp do internetu i bibliotek ma, jakoś nader często wykazuje się podobnym brakiem wiedzy.

>A Ty się trzymasz jego słów jak rzep psiego ogona. Ty jesteś lekarzem! Wiesz więcej niż inni w tych tematach. Mnie pytasz co z tym zrobić? Paranoja.

To ty go przywołałaś. To i rozmawiamy o nim
O medycynie wiem- mam też system oświaty reformować? Walczyć o ograniczenie szkodliwych wpływów instytucji kościelnych? A paranoja to konkretny termin medyczny- nie szafuj nim tak

>Kręgi religijne są zamknięte. A co przeszkadza edukować resztę?

To, że kręgi klościelne mają w tym kraju przyzwolenie na mieszanie w kręgach publicznych? Zwłaszcza w szkołach- jako "autorytet moralny".

>Mieszasz cechy genetycznie uwarunkowane z wadami bądź mutacjami genetycznymi. Lekarzowi to nie przystoi.

Powiedziała
A gdzie niby mieszam?
14-03-2010 15:24 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>>Widać nie wszyscy się trzymają. Ja trzymałabym się od Ciebie z daleka, gdybym była gejem.
>A trzymaj się. Przecież cię nie zapraszam

Ja trzymałbym się blisko. Na pewno bliżej, niż podłych oszustów niszczących ludziom życie, po to by zadowolić bandę zakompleksionych homofobów mających swoją wizję "zdrowego" społeczeństwa.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
15-03-2010 14:35 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)
>>>Widać nie wszyscy się trzymają. Ja trzymałabym się od Ciebie z daleka, gdybym była gejem.
>>A trzymaj się. Przecież cię nie zapraszam
>Ja trzymałbym się blisko. Na pewno bliżej, niż podłych oszustów niszczących ludziom życie, po to by zadowolić bandę zakompleksionych homofobów mających swoją wizję "zdrowego" społeczeństwa.
>
dnoterlikowskiego.blogspot.com/

Wzruszające
15-03-2010 16:58 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>... podłych oszustów niszczących ludziom życie, po to by zadowolić bandę zakompleksionych homofobów mających swoją wizję "zdrowego" społeczeństwa.
   Tak abstrahując od tematu - jedynie wizja twojej, niezakompleksionej bandy jest zdrowa?
   Jeśli tak, to może podasz powody?
14-03-2010 15:27 
 Ocena 6 na 6
awitu (7627 punktów)

>>Widać nie wszyscy się trzymają. Ja trzymałabym się od Ciebie z daleka, gdybym była gejem.
>A trzymaj się. Przecież cię nie zapraszam

Liliac Ty chyba chcesz by mi się monitor od opluwania kawą zepsuł.


"Colorless green ideas sleep furiously"
14-03-2010 15:31 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>>>Widać nie wszyscy się trzymają. Ja trzymałabym się od Ciebie z daleka, gdybym była gejem.
>>A trzymaj się. Przecież cię nie zapraszam
>Liliac Ty chyba chcesz by mi się monitor od opluwania kawą zepsuł.

No przepraszam, przepraszam. Ale co? Zaprosić mam? Skoro nie chce?
15-03-2010 07:24 
 Ocena 1 na 3
monika33 (63 punktów)
Poza tym, że komentujesz ciągle negatywnie to samo w kółko, nie przytoczyłaś żadnego sensownego argumentu na poparcie swoich poglądów dotyczących zdrowych gejów. Co to za komentarz "a jeszcze inni" czy "a jeszcze wcześniej"?. Jeśli krytyka to Twój sposób na leczenie to mam nadzieję, że nie jesteś psychiatrą.
Łatwo jest krytykować. W kwestiach medycznych nie mam wiedzy lekarskiej, bo jestem budowlańcem. Tak więc, może dotrzymaj obietnicy i podaj jakieś argumenty poparte np. badaniami.
A co byś zrobiła gdyby przyszedł do Ciebie gej i powiedział, że chce się leczyć? Powiedziałabyś mu, że wszystko z nim w porządku i wymyślił sobie chorobę?
15-03-2010 10:02 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>Poza tym, że komentujesz ciągle negatywnie to samo w kółko, nie przytoczyłaś żadnego sensownego argumentu na poparcie swoich poglądów dotyczących zdrowych gejów.

Chwilę, chwilę, koleżanko Zapominasz, jaki był początek naszej rozmowy. Poprosiłam CIEBIE o jakieś argumenty na poparcie twoich kategorycznych stwierdzeń, że homoseksualiści są chorzy, powinni się leczyć, a jeśli nie chcą się leczyć, to są jeszcze bardziej chorzy.
Skoro przychodzisz na forum i wysyłasz innych użytkowników do psychiatry, bo ty uważasz, że powinni odbyć leczenie, do ciebie należy udowodnienie, że twoje dywagacje zawierają cokolwiek więcej niż twoje prywatne "widzimisię". Tymczasem jako argument podajesz wypociny pana religijnego psychoterapeuty, który uważa po prostu, że homoseksualizm i antykoncepcja to grzechy i skazy na psychice.

>Co to za komentarz "a jeszcze inni" czy "a jeszcze wcześniej"?.

Dyskredytuję bzdury, na które się powołujesz. I odpowiadam na twoje tezy. To ty mnie pytałaś dlaczego ludzie udają się do szarlatanów. Odpowiadam, że nie mam pojęcia, ale wiem, że robią to dość nagminnie.

>Jeśli krytyka to Twój sposób na leczenie to mam nadzieję, że nie jesteś psychiatrą.

A ty znów z tym "ad personam" Przecież już pisałam, że twoja opinia na temat mojej pracy jest zupełnie pozbawiona znaczenia

>Łatwo jest krytykować. W kwestiach medycznych nie mam wiedzy lekarskiej, bo jestem budowlańcem.

To jakim prawem diagnozujesz innych użytkowników i wysyłasz do psychiatry?

>Tak więc, może dotrzymaj obietnicy i podaj jakieś argumenty poparte np. badaniami.

Mnie na przykład zupełnie satysfakcjonuje brak udowodnienia choroby. Twoje pytanie jest podobne do tych z cyklu: "a dlaczego nie macie dowodów na to, że Boga nie ma?".

>A co byś zrobiła gdyby przyszedł do Ciebie gej i powiedział, że chce się leczyć? Powiedziałabyś mu, że wszystko z nim w porządku i wymyślił sobie chorobę?
>

Dobry psychoterapeuta potrafi go właśnie nauczyć się normalnie żyć pomimo tego, że rozmaite oszołomy wysyłają go do psychiatry.
15-03-2010 10:05 
 Ocena 5 na 5
Sylwek (15472 punktów)
Dekarze i budowlańcy dbający o zdrowie narodu.

Znak ponowoczesnej rzeczywistości chyba.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
15-03-2010 10:12 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Dekarze i budowlańcy dbający o zdrowie narodu.
   Eee tam, nie przesadzaj - homoseksualiści dużo lepiej dbają.

>Znak ponowoczesnej rzeczywistości chyba.
   Oj, znak.
Sylwek (15472 punktów)

>   Eee tam, nie przesadzaj - homoseksualiści dużo lepiej dbają.

Ci, którzy miast dekarstwem parają się (nienaturalną) medycyną dbają lepiej.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
15-03-2010 10:39 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Ci, którzy miast dekarstwem parają się (nienaturalną) medycyną dbają lepiej.
   To się nie wyklucza - z góry lepiej można pełzające żaborły przyuważyć.
monika33 (63 punktów)
>Ci, którzy miast dekarstwem parają się (nienaturalną) medycyną dbają lepiej.
Lub gorzej
15-03-2010 11:18 
 Ocena 2 na 2
monika33 (63 punktów)
>Dekarze i budowlańcy dbający o zdrowie narodu.
>Znak ponowoczesnej rzeczywistości chyba.
Małysz jest dekarzem, a wielbią go tłumy
Czy ludzie z wykształceniem technicznym nie mają według Ciebie prawa wypowiadać się na tego typu tematy? Ciekawe poglądy ... A dlaczego geje mają być w tym uprzywilejowani? No i wreszcie dlaczego większe prawo do wypowiadania się o psychicznym podłożu skłonności gejowskich ma mieć lekarz medycyny, który nigdy nie był psychologiem ani psychiatrą?
15-03-2010 14:15 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Szanowna pani, owszem geje mają większe prawo wypowiadać się o swoim zdrowiu niż heteroseksualny dekarz, lub heteroseksualna pani budowlaniec.

A skoro przy psychologach jesteśmy, to znajdź psychologów nie szamanów skłonnych "leczyć"z homoseksualizmu.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
15-03-2010 11:48 
 0 na 2
monika33 (63 punktów)
>Chwilę, chwilę, koleżanko Zapominasz, jaki był początek naszej rozmowy. Poprosiłam CIEBIE o jakieś argumenty na poparcie twoich kategorycznych stwierdzeń, że homoseksualiści są chorzy, powinni się leczyć, a jeśli nie chcą się leczyć, to są jeszcze bardziej chorzy.
Ja ciebie też prosiłam o argumenty (jakiekolwiek) i nadal czekam.
>Skoro przychodzisz na forum i wysyłasz innych użytkowników do psychiatry, bo ty uważasz, że powinni odbyć leczenie, do ciebie należy udowodnienie, że twoje dywagacje zawierają cokolwiek więcej niż twoje prywatne "widzimisię".
Jeśli nie będą chcieli skorzystać z moich sugestii to zostaną w domu, a jeśli chodzi o szukanie argumentów - zostawmy to samym zainteresowanym, bo to oni mają problemy ze społecznym przystosowaniem się.
>Tymczasem jako argument podajesz wypociny pana religijnego psychoterapeuty, który uważa po prostu, że homoseksualizm i antykoncepcja to grzechy i skazy na psychice.
W taki sposób powstają plotki.
>>Co to za komentarz "a jeszcze inni" czy "a jeszcze wcześniej"?.
>Dyskredytuję bzdury, na które się powołujesz. I odpowiadam na twoje tezy. To ty mnie pytałaś dlaczego ludzie udają się do szarlatanów. Odpowiadam, że nie mam pojęcia, ale wiem, że robią to dość nagminnie.
Pytałam dlaczego szukając psychoterapeuty, który pomoże im rozwiązać problem trafiają na taki beton jak Ty.
>>Jeśli krytyka to Twój sposób na leczenie to mam nadzieję, że nie jesteś psychiatrą.
>A ty znów z tym "ad personam" Przecież już pisałam, że twoja opinia na temat mojej pracy jest zupełnie pozbawiona znaczenia
Mówisz to też swoim pacjentom?
>>Łatwo jest krytykować. W kwestiach medycznych nie mam wiedzy lekarskiej, bo jestem budowlańcem.
>To jakim prawem diagnozujesz innych użytkowników i wysyłasz do psychiatry?
Już pisałam, że nie diagnozuję nikogo. Gej sam stwierdza, że jest gejem. Ja po prostu twierdzę, że to choroba. Jeśli uważasz inaczej, podaj argumenty.
>>Tak więc, może dotrzymaj obietnicy i podaj jakieś argumenty poparte np. badaniami.
>Mnie na przykład zupełnie satysfakcjonuje brak udowodnienia choroby. Twoje pytanie jest podobne do tych z cyklu: "a dlaczego nie macie dowodów na to, że Boga nie ma?".
Mnie też satysfakcjonuje brak konieczności udowodnienia, że heteroseksualizm to objaw zdrowia.
>>A co byś zrobiła gdyby przyszedł do Ciebie gej i powiedział, że chce się leczyć? Powiedziałabyś mu, że wszystko z nim w porządku i wymyślił sobie chorobę?
>Dobry psychoterapeuta potrafi go właśnie nauczyć się normalnie żyć pomimo tego, że rozmaite oszołomy wysyłają go do psychiatry.
A ja myślałam, że powinien zacząć od wysłuchania pacjenta, który może naświetliłby mu dlaczego uważa, że jest chory. Jeśli ja pójdę do lekarza dentysty, a on powie mi, że mi się tylko wydaje, że mnie boli ząb, bo on patrząc mi w oczy nie widzi powodu do niepokoju to będę wiedziała co czuje gej trafiając na psychoterapeutę o Twoich poglądach.
15-03-2010 12:41 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
>Ja ciebie też prosiłam o argumenty (jakiekolwiek) i nadal czekam.

Brak argumentów za nazwaniem zjawiska chorobą jest wystarczającym argumentem. Jak odróżniasz chorobę od zmienności populacyjnej?

>>Skoro przychodzisz na forum i wysyłasz innych użytkowników do psychiatry, bo ty uważasz, że powinni odbyć leczenie, do ciebie należy udowodnienie, że twoje dywagacje zawierają cokolwiek więcej niż twoje prywatne "widzimisię".
>Jeśli nie będą chcieli skorzystać z moich sugestii to zostaną w domu, a jeśli chodzi o szukanie argumentów - zostawmy to samym zainteresowanym, bo to oni mają problemy ze społecznym przystosowaniem się.

Primo- dość powszechnie uważa się wysyłanie innych osób do psychiatry za obraźliwe, secundo- niektórzy uważają, że to właśnie co bardziej konserwatywne odłamy społeczeństwa mają problem z zaakceptowaniem pewnych zjawisk i próbują utrudniać życie np. gejom. Zdaje mi się, że w bardziej cywilizowanych społeczeństwach homoseksualiści takie problemy mają znacząco rzadziej niż w naszym katolickim zaścianku.

>>Tymczasem jako argument podajesz wypociny pana religijnego psychoterapeuty, który uważa po prostu, że homoseksualizm i antykoncepcja to grzechy i skazy na psychice.
>W taki sposób powstają plotki.

Plotki zazwyczaj nie da się podeprzeć cytatami Trzeba było uważniej dobierać przykłady "autorytetów".

>>>Co to za komentarz "a jeszcze inni" czy "a jeszcze wcześniej"?.
>>Dyskredytuję bzdury, na które się powołujesz. I odpowiadam na twoje tezy. To ty mnie pytałaś dlaczego ludzie udają się do szarlatanów. Odpowiadam, że nie mam pojęcia, ale wiem, że robią to dość nagminnie.
>Pytałam dlaczego szukając psychoterapeuty, który pomoże im rozwiązać problem trafiają na taki beton jak Ty.

Za "beton" minusik Jak zaczęłaś swoją karierę na tym forum (obrażając koleżankę w wątku Osnowy)- tak z lubością próbujesz kontynuować

Poza tym kłamiesz- to była odpowiedź na twoje pytanie dlaczego setki homoseksualistów poszukują pomocy u słynnego religijnego psychoterapeuty. Odpowiedź jest wciąż taka sama- nie wiem czemu ludzie leczą się u szarlatanów.

>>A ty znów z tym "ad personam" Przecież już pisałam, że twoja opinia na temat mojej pracy jest zupełnie pozbawiona znaczenia
>Mówisz to też swoim pacjentom?

Szczęśliwie w mojej branży pacjenci dość rzadko mają jakikolwiek wybór. Mogą się ewentualnie przy biopsjach kłócić, ale ja osobiście nie wykłócałabym się o nic, mając igłę w tarczycy

>>>Łatwo jest krytykować. W kwestiach medycznych nie mam wiedzy lekarskiej, bo jestem budowlańcem.
>>To jakim prawem diagnozujesz innych użytkowników i wysyłasz do psychiatry?
>Już pisałam, że nie diagnozuję nikogo. Gej sam stwierdza, że jest gejem. Ja po prostu twierdzę, że to choroba. Jeśli uważasz inaczej, podaj argumenty.

Brak argumentów na istnienie czegoś sam w sobie jest już przesłanką. Nie znudziły ci się głupie pytania?

>>Mnie na przykład zupełnie satysfakcjonuje brak udowodnienia choroby. Twoje pytanie jest podobne do tych z cyklu: "a dlaczego nie macie dowodów na to, że Boga nie ma?".
>Mnie też satysfakcjonuje brak konieczności udowodnienia, że heteroseksualizm to objaw zdrowia.

No proszę Czyli ani hetero, ani homoseksualizm nie powinny być uznawane za schorzenia W końcu w czymś się zgadzamy

>>>A co byś zrobiła gdyby przyszedł do Ciebie gej i powiedział, że chce się leczyć? Powiedziałabyś mu, że wszystko z nim w porządku i wymyślił sobie chorobę?
>>Dobry psychoterapeuta potrafi go właśnie nauczyć się normalnie żyć pomimo tego, że rozmaite oszołomy wysyłają go do psychiatry.
> A ja myślałam, że powinien zacząć od wysłuchania pacjenta, który może naświetliłby mu dlaczego uważa, że jest chory. Jeśli ja pójdę do lekarza dentysty, a on powie mi, że mi się tylko wydaje, że mnie boli ząb, bo on patrząc mi w oczy nie widzi powodu do niepokoju to będę wiedziała co czuje gej trafiając na psychoterapeutę o Twoich poglądach.
>

Ooo To chciałaś otrzymać takie dokładne streszczenie wizyty Takie zaczynające się od "Dzień dobry" i "Proszę usiąść"?
A dentystom- i owszem- zdarza się stwierdzić, że zębie, który cię boli żadnej patologii nie ma i że np. patologia leży gdzie indziej (np. w innym zębie, a w przykładzie geja- w społeczeństwie lub religii) albo, że ząb jest "nadwrażliwy".
15-03-2010 13:56 
 Ocena-1 na 3
monika33 (63 punktów)
>>Ja ciebie też prosiłam o argumenty (jakiekolwiek) i nadal czekam.
>Brak argumentów za nazwaniem zjawiska chorobą jest wystarczającym argumentem. Jak odróżniasz chorobę od zmienności populacyjnej?
Pokrętnym jest odpowiadanie pytaniem na pytanie. Czyż zmienność populacyjna w założeniu ewolucyjnym nie ma służyć przetrwaniu gatunku? Jak to się ma do homoseksualizmu?
>Primo- dość powszechnie uważa się wysyłanie innych osób do psychiatry za obraźliwe,
W ustach lekarza komicznie to zabrzmiało
>secundo- niektórzy uważają, że to właśnie co bardziej konserwatywne odłamy społeczeństwa mają problem z zaakceptowaniem pewnych zjawisk i próbują utrudniać życie np. gejom. Zdaje mi się, że w bardziej cywilizowanych społeczeństwach homoseksualiści takie problemy mają znacząco rzadziej niż w naszym katolickim zaścianku.
Mam kilku kolegów gejów i nigdy nie odbierali moich poglądów tak jak Ty. Co więcej, rozmowy z nimi na ten temat nigdy nie przybierają formy konfliktu poglądów, bo akurat oni nie próbują poprawić sobie humoru poprzez zmuszanie dzieci poprzez ich adopcję do udowadniania społeczeństwu, że ich skłonności to normatyw.
>Plotki zazwyczaj nie da się podeprzeć cytatami Trzeba było uważniej dobierać przykłady "autorytetów".
Ty swoich nie podparłaś. Nie przypominam sobie, żebym określiła kogoś w tej rozmowie jako "autorytet".
>>>Dyskredytuję bzdury, na które się powołujesz. I odpowiadam na twoje tezy. To ty mnie pytałaś dlaczego ludzie udają się do szarlatanów. Odpowiadam, że nie mam pojęcia, ale wiem, że robią to dość nagminnie.
No to wiesz, że szukają pomocy. Jak widać część homoseksualistów też szuka pomocy.
>>Pytałam dlaczego szukając psychoterapeuty, który pomoże im rozwiązać problem trafiają na taki beton jak Ty.
>Za "beton" minusik Jak zaczęłaś swoją karierę na tym forum (obrażając koleżankę w wątku Osnowy)- tak z lubością próbujesz kontynuować
To na tym forum robi się kariery?
>Poza tym kłamiesz- to była odpowiedź na twoje pytanie dlaczego setki homoseksualistów poszukują pomocy u słynnego religijnego psychoterapeuty. Odpowiedź jest wciąż taka sama- nie wiem czemu ludzie leczą się u szarlatanów.
Więc może warto się dowiedzieć.
>Szczęśliwie w mojej branży pacjenci dość rzadko mają jakikolwiek wybór. Mogą się ewentualnie przy biopsjach kłócić, ale ja osobiście nie wykłócałabym się o nic, mając igłę w tarczycy
Nie miałam na myśli Twoich diagnoz tylko Twoją pracę. To zasadnicza różnica.
>Brak argumentów na istnienie czegoś sam w sobie jest już przesłanką. Nie znudziły ci się głupie pytania?
Znudziły mnie "mądre" odpowiedzi.
>No proszę Czyli ani hetero, ani homoseksualizm nie powinny być uznawane za schorzenia W końcu w czymś się zgadzamy
Ja jakoś widzę w tym totalną sprzeczność.
>Ooo To chciałaś otrzymać takie dokładne streszczenie wizyty Takie zaczynające się od "Dzień dobry" i "Proszę usiąść"?
Może raczej spodziewałam się innej reakcji niż wmawianie mu, że to cała reszta jest chora, a on ma za mało przywilejów, aby rozwinąć skrzydła i stanowczo powinien o nie walczyć.
>A dentystom- i owszem- zdarza się stwierdzić, że zębie, który cię boli żadnej patologii nie ma i że np. patologia leży gdzie indziej (np. w innym zębie, a w przykładzie geja- w społeczeństwie lub religii) albo, że ząb jest "nadwrażliwy".
Taaa...k. Społeczeństwo jest niedouczone, nietolerancyjne, nieodpowiednio wychowane przez hetero-rodziców i ogólnie jest be. Geje to nadludzie i w związku z tym trzeba prawo dostosować wyłącznie do ich potrzeb. Tylko tak dalej.
15-03-2010 14:29 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>>Brak argumentów za nazwaniem zjawiska chorobą jest wystarczającym argumentem. Jak odróżniasz chorobę od zmienności populacyjnej?
>Pokrętnym jest odpowiadanie pytaniem na pytanie. Czyż zmienność populacyjna w założeniu ewolucyjnym nie ma służyć przetrwaniu gatunku? Jak to się ma do homoseksualizmu?

I znów kłamiesz Chyba, że to wyrafinowana forma analfabetyzmu. Pierwsze zdanie (twierdzące) było odpowiedzią; drugie- sugestią do doczytania.
Proponuję intensywnie czytać nowinki naukowe na głównej stronie portalu- kilka tygodni temu coś o tym było.

>>Primo- dość powszechnie uważa się wysyłanie innych osób do psychiatry za obraźliwe,
>W ustach lekarza komicznie to zabrzmiało

To kiedy już zostaniesz lekarzem i zbadasz użytkowników, z którymi rozmawiasz, przestanie być w twoich ustach obraźliwe.

>>secundo- niektórzy uważają, że to właśnie co bardziej konserwatywne odłamy społeczeństwa mają problem z zaakceptowaniem pewnych zjawisk i próbują utrudniać życie np. gejom. Zdaje mi się, że w bardziej cywilizowanych społeczeństwach homoseksualiści takie problemy mają znacząco rzadziej niż w naszym katolickim zaścianku.
>Mam kilku kolegów gejów i nigdy nie odbierali moich poglądów tak jak Ty. Co więcej, rozmowy z nimi na ten temat nigdy nie przybierają formy konfliktu poglądów, bo akurat oni nie próbują poprawić sobie humoru poprzez zmuszanie dzieci poprzez ich adopcję do udowadniania społeczeństwu, że ich skłonności to normatyw.

To ma być marna demagogia czy dowcip? Bo ze mną, póki co, nie rozmawiałaś o gejowskiej adopcji.

>>Plotki zazwyczaj nie da się podeprzeć cytatami Trzeba było uważniej dobierać przykłady "autorytetów".
>Ty swoich nie podparłaś. Nie przypominam sobie, żebym określiła kogoś w tej rozmowie jako "autorytet".

Podparłam cytatami opinię o twoim podawanym jako źródło psychoterapeucie. Widzę, że łatwo zapominasz o temacie rozmowy, jeśli odpowiedzi ci nie pasują.

>>>>Dyskredytuję bzdury, na które się powołujesz. I odpowiadam na twoje tezy. To ty mnie pytałaś dlaczego ludzie udają się do szarlatanów. Odpowiadam, że nie mam pojęcia, ale wiem, że robią to dość nagminnie.
>No to wiesz, że szukają pomocy. Jak widać część homoseksualistów też szuka pomocy.
>>>Pytałam dlaczego szukając psychoterapeuty, który pomoże im rozwiązać problem trafiają na taki beton jak Ty.
>>Za "beton" minusik Jak zaczęłaś swoją karierę na tym forum (obrażając koleżankę w wątku Osnowy)- tak z lubością próbujesz kontynuować
>To na tym forum robi się kariery?

Adamiak też jest budowlańcem, a podejrzewam, że zrozumiałby powyższą kwestię, z czego wnioskuję, że powodem braku zrozumienia nie jest zawód, a pewne osobiste braki w rozumieniu słowa pisanego

>>Poza tym kłamiesz- to była odpowiedź na twoje pytanie dlaczego setki homoseksualistów poszukują pomocy u słynnego religijnego psychoterapeuty. Odpowiedź jest wciąż taka sama- nie wiem czemu ludzie leczą się u szarlatanów.
>Więc może warto się dowiedzieć.

Powiedziałabym coś o niedouczeniu i fałszywych nadziejach... Ale obawiam się, że masz już gotową tezę

>>Szczęśliwie w mojej branży pacjenci dość rzadko mają jakikolwiek wybór. Mogą się ewentualnie przy biopsjach kłócić, ale ja osobiście nie wykłócałabym się o nic, mając igłę w tarczycy
>Nie miałam na myśli Twoich diagnoz tylko Twoją pracę. To zasadnicza różnica.

Doprawdy? Rozwiń temat mojej pracy Może być ciekawie

>>No proszę Czyli ani hetero, ani homoseksualizm nie powinny być uznawane za schorzenia W końcu w czymś się zgadzamy
>Ja jakoś widzę w tym totalną sprzeczność.

Czyżby było dla ciebie nowością, ze rozmaite cechy mogą mieć w populacji różne warianty, co nie czyni ich automatycznie patologią?

>>Ooo To chciałaś otrzymać takie dokładne streszczenie wizyty Takie zaczynające się od "Dzień dobry" i "Proszę usiąść"?
>Może raczej spodziewałam się innej reakcji niż wmawianie mu, że to cała reszta jest chora, a on ma za mało przywilejów, aby rozwinąć skrzydła i stanowczo powinien o nie walczyć.

I znów nieudolnie próbujesz kłamać. Nic w tym wątku nie pisałam o żadnych przywilejach

>>A dentystom- i owszem- zdarza się stwierdzić, że zębie, który cię boli żadnej patologii nie ma i że np. patologia leży gdzie indziej (np. w innym zębie, a w przykładzie geja- w społeczeństwie lub religii) albo, że ząb jest "nadwrażliwy".
>Taaa...k. Społeczeństwo jest niedouczone, nietolerancyjne, nieodpowiednio wychowane przez hetero-rodziców i ogólnie jest be.

Coś w tym jest- zwłaszcza w tym, że niedouczone i nietolerancyjne.

>Geje to nadludzie i w związku z tym trzeba prawo dostosować wyłącznie do ich potrzeb. Tylko tak dalej.

Nędzna demagogia Skąd ten pocieszny koncept nadludzi w tym miejscu?
15-03-2010 14:45 
 Ocena-1 na 3
monika33 (63 punktów)
Ponieważ Twoim jedynym argumentem do rozmowy zaczyna być słowo "kłamiesz" coraz bardziej przypomina mi to tupanie nogą. Może ubranie butów do stepowania ulżyłoby Twoim potrzebom?
Pozdrawiam
15-03-2010 14:51 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Ponieważ Twoim jedynym argumentem do rozmowy zaczyna być słowo "kłamiesz" coraz bardziej przypomina mi to tupanie nogą. Może ubranie butów do stepowania ulżyłoby Twoim potrzebom?

Cóż rzec innego, skoro nagminnie mijasz się z prawdą... I próbujesz demagogii na dość marnym poziomie

>Pozdrawiam

A ja nie- staram się być uczciwa. Pozdrowienia byłyby przejawem hipokryzji.
15-03-2010 14:59 
 Ocena-1 na 3
monika33 (63 punktów)
>>Pozdrawiam
>A ja nie- staram się być uczciwa. Pozdrowienia byłyby przejawem hipokryzji.
To, że życzę Ci zdrowia jest hipokryzją? Tą drogą idąc, hipokryzją byłoby leczenie pacjentów o odmiennym od Twojego światopoglądzie (o co Cię nie posądzam).
Jeśli jednak moje pozdrowienia mają wywołać u Ciebie jakieś kolejne negatywne emocje, biorąc pod uwagę wykonywany przez Ciebie zawód i dobro pacjentów - nie pozdrawiam.
16-03-2010 21:17 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>>>Pozdrawiam
>>A ja nie- staram się być uczciwa. Pozdrowienia byłyby przejawem hipokryzji.
>To, że życzę Ci zdrowia jest hipokryzją?

Naprawdę masz problem ze zrozumieniem słowa pisanego. Tego, że ty mi czegoś życzysz nijak nie interpretuję. Hipokryzją byłoby, gdybym ja ci przesyłała jakiekolwiek pozdrowienia, albowiem nie zwykłam takowych kierować względem osób zachowujących się obelżywie wobec mnie tudzież moich znajomych. Teraz jaśniej?

>Tą drogą idąc, hipokryzją byłoby leczenie pacjentów o odmiennym od Twojego światopoglądzie (o co Cię nie posądzam).

To dość infantylne podejście, niezależnie od tego czy mnie o coś posądzasz, czy nie- nijakie emocje, sympatie czy antypatie nie powinny u nikogo kierować jakością wykonywanej pracy zawodowej- na tym polega właśnie profesjonalizm. A w mojej akurat branży nijakie odczucia względem pacjentów i ich części ani przydatne, ani nawet potrzebne nie są

>Jeśli jednak moje pozdrowienia mają wywołać u Ciebie jakieś kolejne negatywne emocje, biorąc pod uwagę wykonywany przez Ciebie zawód i dobro pacjentów - nie pozdrawiam.

Nie martw się- żadnych emocji nie budzą.
17-03-2010 00:45 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
Liliac
zaraz
oceń
na
się
nie
zmieści
nawet
15-03-2010 13:55 
 Ocena 5 na 5
placownik (17853 punktów)

>Gerard Van Den Aardweg "Homoseksualizm i nadzieja".

   Kościół, Matka Nasza jest żywotnie zainteresowany metodą uczonego terapeuty. Z jednej strony to nie dziwi, z drugiej jednak, zważywszy na wątpliwą skuteczność podstawowego elementu terapii (mocno chcieć) testowaną przez Kościół od dawna w odniesieniu do celibatariuszy, dziwić musi.

   Pozdrawiam
   PS Celibat nie jest chorobą.

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
15-03-2010 14:29 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)

>   PS Celibat nie jest chorobą.
Celibat wynika z wyboru. Nie sposób porównać go z homoseksualizmem. Założenia dotyczące leczenia psychicznych uwarunkowań skłonności gejowskich opierają się nie na wierze w to że nie jest się gejem, lecz na przekonaniu, że odnajdzie się powód powstania takiego myślenia i uda się go zlikwidować. Tak to odebrałam. Wszelkie religijne aspekty w takich terapiach mają nikłe moim zdaniem znaczenie, choć wygląda na to, że żywo zainteresowane takimi metodami są w większości środowiska terapeutyczne mniej lub bardziej religijnie nacechowane.
15-03-2010 18:27 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)
>>   PS Celibat nie jest chorobą.
>Celibat wynika z wyboru.

   Czyżbyś chciała mi zasugerować, że decyzje o poddaniu się przeróbce z homo na hetero w warsztacie Van Den Aardwega są podejmowane pod przymusem?

>Wszelkie religijne aspekty w takich terapiach mają nikłe moim zdaniem znaczenie,

   Van Den Aardweg jest zdania przeciwnego niż Twoje. Nie kryje, że korzysta z motywacji religijnej jeśli tylko jest to możliwe.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
15-03-2010 19:34 
 Ocena-1 na 1
monika33 (63 punktów)
>>>   PS Celibat nie jest chorobą.
>>Celibat wynika z wyboru.
>   Czyżbyś chciała mi zasugerować, że decyzje o poddaniu się przeróbce z homo na hetero w warsztacie Van Den Aardwega są podejmowane pod przymusem?
Sugerowałam, że gejem nie jest się z wyboru. To (jak dotąd) nie opcja polityczna. Chyba, że słyszałeś o takich przypadkach?
>>Wszelkie religijne aspekty w takich terapiach mają nikłe moim zdaniem znaczenie,
>   Van Den Aardweg jest zdania przeciwnego niż Twoje. Nie kryje, że korzysta z motywacji religijnej jeśli tylko jest to możliwe.
Zgadza się. Jest innego zdania w tym temacie.
15-03-2010 21:24 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

>Sugerowałam, że gejem nie jest się z wyboru.

   Skoro, jak twierdzisz, istnieje skuteczna metoda przerabiania z homo na hetero, to chyba jednak z wyboru. Nie sądzisz?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
15-03-2010 22:28 
 Ocena 1 na 3
monika33 (63 punktów)
>>Sugerowałam, że gejem nie jest się z wyboru.
>   Skoro, jak twierdzisz, istnieje skuteczna metoda przerabiania z homo na hetero, to chyba jednak z wyboru. Nie sądzisz?
Tak rozumując, każda uleczalna choroba byłaby "z wyboru". Nie mam pewności, że to skuteczny sposób. Jestem sceptykiem mimo wmawianych mi w tym wątku różnych dziwnych poglądów i przypisywaniu autorytetów. Tym bardziej, że bardzo przemawia do mnie również po części teoria genetycznego dziedziczenia homoseksualizmu. Biorąc pod uwagę jednak fakt, że cechy chromosomu Xq28 przypuszczalnie determinujące zachowania homoseksualne u gejów w przełożeniu na organizm kobiety są odpowiedzialne za postrzeganie atrakcyjności mężczyzn, co mogłoby być dowodem na to, że podłoże homoseksualizmu mężczyzn i kobiet musiałoby mieć źródło w innych chromosomach, sprawa ostatecznego wyjaśnienia tej kwestii wymaga jeszcze wiele trudu naukowców. Uważam jednak, że zaprzeczanie możliwości leczenia psychoterapeutycznego niektórych przypadków homoseksualizmu jest spowodowane głównie uprzedzeniami do osób propagujących takie terapie. Komiczne (nie da się ukryć) są niektóre z poglądów pana Van Den Aardweg. Wygląda na to, że Stary Testament wywarł na nim spore wrażenie. To, że korzysta z motywacji religijnej pozostawiam bez oceny, bo nie wiem jakie ma działanie u osób głęboko wierzących, których w tej kwestii nie rozumiem, ale i nie mam prawa potępiać. Czyż wiele z wielkich wynalazków nie powstało "przypadkiem"? Nie spotkałam się niestety z publikacjami innych (niezależnych religijnie) psychologów czy psychiatrów na ten temat, a chętnie zgłębiłabym taką lekturę.
11-03-2010 12:44 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

> geje, którzy postrzegają swoją orientację jako chorobę kończą tak.
Czwórka dzieciaków to dobry wynik, nawet dla hetero.
.
11-03-2010 12:30 
 Ocena 4 na 4
apud (4399 punktów)
>>Nie wiem czy o tak dosłownie rozumiane "leczenie homoseksualizmu" chodzi Adamiakowi, ale twój entuzjazm w tej sprawie jest dla ciebie kompromitujący. Przyszło ci do głowy, że sami zainteresowani wcale nie chcą się zmieniać, gdyż tylko zakompleksione homofoby widzą w tym coś nie tak?
>Część zainteresowanych postrzega swoje zaburzenia jako chorobę. To racjonaliści. Pozostali wymagają udziału psychologa lub psychiatry, tak jak Ty.

Ale tych nawiedzonych to sie nazłaziło.

Racjonalisci homoseksualiści, którzy uważają ze sa chorzy...no, no, i diabłu świeczkę i Cejrowskiemu ogarek. To jest piękne stwierdzenie Moniko, z tajemniczym numerem 33.

Z twojego stwierdzenia, mnie osobiście wychodzi,
ze homoseksualiści nie racjonaliści,
czyli religijni fundamentalnie,
za swojego boga pomocy nie chcą, leczenia tez bo Lubia swoja plec.
Co wcale o nich zle nie świadczy.

Moniko, przestań ćwierkać, pomysł zanim co napiszesz.
Albo zajmij sie swoja kobiecością i nie pouczaj innych płci.
Plec nie ważna, ważne uczucie!
Nie wiedziałaś?

Ja tez mogę stwierdzić, ze psychologowie postrzegają związek homoseksualisty z lesbijka jako bardziej trwały. Od na przykład katolika z katoliczka.
Albo sadysty z masochistka, czy na odwrót.

Mam tez nadzieje, ze o swoje prawa na listach wyborczych walczyć nie zamierzasz, jako ze wolisz stracić przytomność w malinach.

Moze jakieś detale tracenia zapodasz, to by było ciekawsze.
11-03-2010 14:55 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)
Źle się czyta. Kiepski styl i niechlujstwo. Może umiesz pisać sms-y ale tutaj to nie jest najlepszy pomysł. Przykro mi, nie nawiążę do treści.
15-03-2010 10:46 
 Ocena 3 na 3
(Alicja)Duda (25557 punktów)
§ 15. Wszystkie treści umieszczane na Forum winny zachowywać ogólnie przyjęte zasady kultury i poszanowania dla innych osób.

15-03-2010 11:57 
 Ocena 3 na 3
monika33 (63 punktów)
> § 15. Wszystkie treści umieszczane na Forum winny zachowywać ogólnie przyjęte zasady kultury i poszanowania dla innych osób.
>

W takim razie trzeba chyba usunąć wątek w całości
10-03-2010 21:49 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>... rodzice są zwykle bardziej bezpłodni...

   "Bardziej bezpłodni"...


10-03-2010 23:33 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>>... rodzice są zwykle bardziej bezpłodni...
>   "Bardziej bezpłodni"...
... matki zaś tylko trochę w ciąży bardziej.
>
11-03-2010 10:30 
 Ocena 4 na 4
Sylwek (15472 punktów)
Nie bardzo chyba.

Zabawne widzieć uciechę idiotów jaką mają z własnych głupot. Coś jak ludziki wyśmiewające "kulistość Ziemi", bo "wszyscy by pospadali".

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 13:53 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>Nie bardzo chyba.
>Zabawne widzieć uciechę idiotów jaką mają z własnych głupot.
To jak w końcu rozbijesz sobie te klapki ideologiczno-orientacyjne, swoim waleniem w mur na ślepo, to będziesz miał uciechę nareszcie.
Na razie zaś wylewaj swoją żałość bo nic innego Ci nie wychodzi. Co prawda nudne to już, ale czasami wynikiem odreagowania swoich frustracji, spłodzisz jakąś perełkę absurdu.
>Coś jak ludziki wyśmiewające "kulistość Ziemi", bo "wszyscy by pospadali".
Alegoria (gr. ἀλληγορία allēgoría, od ἀλληγορέω allēgoréo - "mówię w przenośni, obrazowo") - w literaturze i sztukach plastycznych podstawienie pojęć oderwanych pod obraz o znaczeniu przenośnym, symboliczny motyw, jednoznacznie określony i ustalony konwencjonalnie.
Treść alegoryczna utworu nadaje się do jednoznacznego odczytania. Na alegorii opierają się często bajki. Alegoria związana jest z obiegowymi konwencjami i stereotypami myślowymi oraz powszechną wiedzą o zjawiskach (np. lis w potocznym odczuciu kojarzy się ze sprytem).

Zaś twoje bezpodstawne upieranie się w potocznym odczuciu kojarzy się z?
w ramach podpowiedzi.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   "Bardziej bezpłodni"...
>
Śmieszne, ale prawdziwe. A w dodatku możliwe także bez homoseksualizmu.
.
12-03-2010 06:45 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   "Bardziej bezpłodni"...
>>Śmieszne, ale prawdziwe. A w dodatku możliwe także bez homoseksualizmu.

   A najmożliwsze bez niczego.
14-03-2010 14:46 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)
Ja mam proste rozwiązanie, które wielu się nie spodoba, ale rozwiąże problem dyskryminacji.

Skoro adopcja ma mieć na celu dobro dziecka, proponuję aby prawo do adoptowania dzieci mieli tylko Ci, którzy zdążyli już pokazać, że potrafią się dzieckiem zająć.

Powiedzmy 5 lat doświadczenia jako rodzic. Oczywiście nie chodzi o tatusiów alimenty płacących i widujących dzieci 3 razy w roku.

W końcu tu o dobro dziecka idzie.
14-03-2010 17:27 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>... proponuję aby prawo do adoptowania dzieci mieli tylko Ci, którzy zdążyli już pokazać, że potrafią się dzieckiem zająć.
   Może i dobry pomysł.

>Powiedzmy 5 lat doświadczenia jako rodzic.
   Może być 5 lat pracy w charakterze wolontariusza w placówce opiekuńczej, na przykład.

>Oczywiście nie chodzi o tatusiów alimenty płacących i widujących dzieci 3 razy w roku.
   No i uczciwie przepracowanych 5 lat, a nie lewe świstki, więc referencje weryfikować.
14-03-2010 18:17 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)
No to jak już wszystko ustaliliśmy, to zostaje jeszcze jedna drobnostka:
wprowadzić to w życie.
14-03-2010 19:05 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>No to jak już wszystko ustaliliśmy, to zostaje jeszcze jedna drobnostka: wprowadzić to w życie.

   Ok, na początek zsynchronizujmy kalendarze.
10-03-2010 21:13 
 Ocena 5 na 5
spray (5875 punktów)

>Dorastałoby z pełną świadomością o swoim homoseksualizmie, a nie w fałszywym przekonaniu, że taki stan nie jest przeszkodą do posiadania dzieci. Takie są moje przekonania. Klarowne.
Mętne jakieś...
Wychowywać dziecko w takim poglądzie, jaki reprezentujesz i spodziewać się, że gdy okaże się ono homoseksualistą, wyrośnie na człowieka bez kompleksów i zahamowań...
Karkołomne założenie!

>>I? Wciąż nie rozumiem, czemu dziecko pary jednopłciowej ma się załamać z racji tego, że dowie się iż jego rodzice nie są biologicznymi rodzicami. Jakoś niebiologiczne dzieci par dwupłciowych sobie z tym radzą.
>Upraszczanie na siłę to marny sposób na poparcie swoich argumentów.
To Ty upraszczasz i nie dajesz przekonujących argumentów - jedynie logicznie sprzeczne.

>>>>Chyba że nawiążemy do niejasnego pojęcia "świadomości seksualnej".
>>>Żeby rozjaśnić to pojęcie, może "Mózg i płeć" by Deborah Blum?
>>Jak wyżej. Nie wiem co to za "świadomość seksualna" nieuwzględniająca jednego z dwóch głównych swoich komponentów.
Czyli - dla Ciebie właściwie homoseksualizm wyklucza "świadomość seksualną"?

>Jak wyżej. Ja nie zubożyłam swoimi wypowiedziami świadomości seksualnej. Może Sylwku ty ją nieco wąsko pojmujesz?
A nie odwrotnie? Patrz wyżej!

>(...)Jakich dzieci par jednopłciowych? Przecież sedno w tym, że te pary z natury nie mają swoich dzieci.
Jeszcze raz zapytam: Jak w takim kontekście traktować samotnych rodziców i poczętych in vitro, a także hetero, adoptujących dzieci niechciane przez naturalnych rodziców?

>To dzieci par heteroseksualnych uszczęśliwiać chcesz na siłę wmawiając im że tatuś i tatuś to szczęśliwa rodzina i nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
Bo nie ma. Nadzwyczajne jest najwyżej to, że można się upierać, iż homoseksualna para chcąca adoptować dziecko - dająca mu bezpieczeństwo emocjonalne i materialne - jest czymś gorszym, niż heteroseksualna, która to dziecko odrzuciła. Bo do tego ostatecznie prowadzi Twoje rozumowanie.

>>>Musi stanąć przed takim zagadnieniem, a pewnie wolałoby mieć po prostu mamę i tatę.
>>A skąd możesz to wiedzieć? Myślisz że małe dziecko posiada wrodzone uprzedzenia które ty wyznajesz? Nie wydaje ci się to nadmiernie arogancką pewnością co do naturalności spaczeń własnej psychiki?
>Uprzedzenia? Spaczona psychika? To w Twoich ustach komplement.
>>>.... przemyślałam.
>>Najwyraźniej nie dość dobrze.
>Nie dla Ciebie.
Jak dla mnie - w ogóle myślenie Ci jakoś nie idzie...
Zwłaszcza logiczne
10-03-2010 21:27 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)
>>Dorastałoby z pełną świadomością o swoim homoseksualizmie, a nie w fałszywym przekonaniu, że taki stan nie jest przeszkodą do posiadania dzieci. Takie są moje przekonania. Klarowne.
>Mętne jakieś...
Słaby argument

>Wychowywać dziecko w takim poglądzie, jaki reprezentujesz i spodziewać się, że gdy okaże się ono homoseksualistą, wyrośnie na człowieka bez kompleksów i zahamowań...
>Karkołomne założenie!
Nie chciałabym żeby moje dziecko nie miało żadnych zahamowań. A bez kompleksów? Nie ma takich ludzi.

>>Upraszczanie na siłę to marny sposób na poparcie swoich argumentów.
>To Ty upraszczasz i nie dajesz przekonujących argumentów - jedynie logicznie sprzeczne.
Które są logicznie sprzeczne według Ciebie?

>>>>>Chyba że nawiążemy do niejasnego pojęcia "świadomości seksualnej".
>>>>Żeby rozjaśnić to pojęcie, może "Mózg i płeć" by Deborah Blum?
>>>Jak wyżej. Nie wiem co to za "świadomość seksualna" nieuwzględniająca jednego z dwóch głównych swoich komponentów.
>Czyli - dla Ciebie właściwie homoseksualizm wyklucza "świadomość seksualną"?
>>Jak wyżej. Ja nie zubożyłam swoimi wypowiedziami świadomości seksualnej. Może Sylwku ty ją nieco wąsko pojmujesz?
>A nie odwrotnie? Patrz wyżej!
Nie wiesz co to świadomość seksualna. Poczytaj.

>>(...)Jakich dzieci par jednopłciowych? Przecież sedno w tym, że te pary z natury nie mają swoich dzieci.
>Jeszcze raz zapytam: Jak w takim kontekście traktować samotnych rodziców i poczętych in vitro, a także hetero, adoptujących dzieci niechciane przez naturalnych rodziców?
Nie mówimy o traktowaniu rodziców tylko dzieci.

>>To dzieci par heteroseksualnych uszczęśliwiać chcesz na siłę wmawiając im że tatuś i tatuś to szczęśliwa rodzina i nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
>Bo nie ma.
Ty tak twierdzisz.

>Nadzwyczajne jest najwyżej to, że można się upierać, iż homoseksualna para chcąca adoptować dziecko - dająca mu bezpieczeństwo emocjonalne i materialne - jest czymś gorszym, niż heteroseksualna, która to dziecko odrzuciła. Bo do tego ostatecznie prowadzi Twoje rozumowanie.
Słabo pojmujesz moje rozumowanie. Zgubiłeś wątek.

>Jak dla mnie - w ogóle myślenie Ci jakoś nie idzie...
>Zwłaszcza logiczne
W jakim celu zatem podtrzymujesz tą dyskusję?
10-03-2010 21:56 
 Ocena 3 na 5
Sylwek (15472 punktów)
Moniko, twoja arogancja jest niesmaczna, szczególnie w kontekście prostackich błędów w argumentacji jakich się dopuszczasz.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 08:08 
 0 na 2
monika33 (63 punktów)
>Moniko, twoja arogancja jest niesmaczna, szczególnie w kontekście prostackich błędów w argumentacji jakich się dopuszczasz.

Niesmaczna? We mnie słowo macica nie wywołuje żadnego niesmaku. Jeśli w Tobie ta wypowiedź wywołała niesmak, to tylko potwierdza słuszność mojego stanowiska. Widzę ponadto, że Twoje argumenty całkowicie się wyczerpały. Nie widzę więc powodu kontynuowania tej dyskusji.
11-03-2010 12:37 
 Ocena 2 na 2
apud (4399 punktów)
>Moniko, twoja arogancja jest niesmaczna, szczególnie w kontekście prostackich błędów w argumentacji jakich się dopuszczasz.
>
dnoterlikowskiego.blogspot.com/


Albowiem napisane w Pismie Świętym jest
blogoslawieni ubodzy duchem, albowiem oni posiada(?) królestwo niebieskie.
10-03-2010 22:54 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)

>Słaby argument
To zacytuje od początku:
Cytat:
>Dorastałoby z pełną świadomością o swoim homoseksualizmie, a nie w fałszywym przekonaniu, że taki stan nie jest przeszkodą do posiadania dzieci. Takie są moje przekonania. Klarowne.
Mętne jakieś...
Wychowywać dziecko w takim poglądzie, jaki reprezentujesz i spodziewać się, że gdy okaże się ono homoseksualistą, wyrośnie na człowieka bez kompleksów i zahamowań...
Karkołomne założenie!

Jak to się ma do:
Cytat:
>Nie chciałabym żeby moje dziecko nie miało żadnych zahamowań. A bez kompleksów? Nie ma takich ludzi.

Czy Ty rozumiesz o czym mówimy?
Mam wrażenie, że nie.
(...)

>W jakim celu zatem podtrzymujesz tą dyskusję?
Taaa...
Kopanie się z koniem jest kompletnie pozbawione sensownego celu.
11-03-2010 08:22 
 0 na 2
monika33 (63 punktów)
Więcej cytatów!!!!!

>Czy Ty rozumiesz o czym mówimy?
>Mam wrażenie, że nie.
>(...)

Kobiecym instynktem

>>W jakim celu zatem podtrzymujesz tą dyskusję?
> Taaa...
>Kopanie się z koniem jest kompletnie pozbawione sensownego celu.
Chyba że jest się koniem
11-03-2010 12:38 
 0 na 2
apud (4399 punktów)
>Więcej cytatów!!!!!
>>Czy Ty rozumiesz o czym mówimy?
>>Mam wrażenie, że nie.
>>(...)
>Kobiecym instynktem
>>>W jakim celu zatem podtrzymujesz tą dyskusję?
>> Taaa...
>>Kopanie się z koniem jest kompletnie pozbawione sensownego celu.
>Chyba że jest się koniem

A jesteś?
jak juz to chyba kobyla?
11-03-2010 13:55 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>A jesteś?
>jak juz to chyba kobyla?

To była
kobyła,
ten tętent kopyt tak brzmiał.
Tętniło
tak miło,
aż tętno mi podniósł ten cwał.
.
monika33 (63 punktów)
"Wróbelek jest mała ptaszyna,
wróbelek istotka niewielka,
on brzydką stonogę pochłania,
lecz nikt nie kocha wróbelka.

Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta,
że wróbelek jest druh nasz szczery?!
..................................
Kochajcie wróbelka, dziewczęta,
kochajcie, do jasnej cholery!"
12-03-2010 21:52 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>>Dorastałoby z pełną świadomością o swoim homoseksualizmie, a nie w fałszywym przekonaniu, że taki stan nie jest przeszkodą do posiadania dzieci. Takie są moje przekonania. Klarowne.
>Mętne jakieś...
>Wychowywać dziecko w takim poglądzie, jaki reprezentujesz i spodziewać się, że gdy okaże się ono homoseksualistą, wyrośnie na człowieka bez kompleksów i zahamowań...
>Karkołomne założenie!

Ależ co ty, spray? Monika wychowa je całkiem racjonalnie i nauczy, że musi iść się leczyć z tego wstrętnego, nienaturalnego homoseksualizmu, a potem potomek zostanie zdrowym, szczęśliwym heterykiem. Ewentualnie nieco mniej szczęśliwym homoseksualnym mężem jakiejś tym mniej przez to szczęśliwej niewiasty. Dopiero gdy te uwieńczone potencjalnie wspaniałym końcem możliwości nie dojdą do skutku, jej potomek stanie się zakompleksionym, zahamowanym gejem.
10-03-2010 20:40 
 Ocena 4 na 4
spray (5875 punktów)
>Myślę, że nie miałeś zbyt wiele styczności z dziećmi w tym wieku.
Ja miałam. Wychowanie własnego dziecka jest chyba jakąś rekomendacją? Czy nie?
Tak na marginesie: ja uważam, że nie.
Zbyt wielu rodziców widziałam, z moimi włącznie.

>Przeciętnie inteligentny pięciolatek wiele może opowiedzieć o ciele ludzkim, o procesach w nim zachodzących i oczywiście o rozmnażaniu. Chyba, że założysz fałszywie, iż jedno z moich dzieci jest nieprzeciętnie inteligentne i posiada nieprzeciętnie dużą wiedzę w tej dziedzinie.
Przeciętnie inteligentny pięciolatek może opowiedzieć tyle, ile się dowiedział. W tym wieku najczęściej od własnych rodziców.
A co najczęściej rodzice (w Polsce, bo nie wszędzie) opowiadają, gdy szkrab zapyta skąd się wziął?

>(...)Tak więc posiadanie rodziców obu płci prowadzi również do zadawania pytań o genezę tego stanu rzeczy,
A posiadanie jednego (obecnego i przytomnego), lub dwóch homoseksualnych nie?!
A to ci nowina!

>ale jest to niezwykle proste do wytłumaczenia na poziomie przeciętnego poziomu wiedzy takiego dziecka (informacja sprawdzona osobiście )
Tak samo, jak w wypadku rodzin niepełnych, lub homoseksualnych.
Nie wiem, dlaczego ciagle próbujesz udowodnić, że istnieje jakaś blokada w mózgu dziecka, która mu uniemożliwia zrozumienie. Jeśli ona istnieje, to dwojga rodziców hetero dziecko też nie zrozumie.

>>Czy będziesz konsekwentna i opowiesz się przeciwko wychowywaniu dzieci przez heteroseksualistów, skoro nie da się odpowiedzieć dziecku, czemu właściwe dorasta w rodzinie z ojcem i mamą?
>Na to pytanie odpowiedziałam już wyżej. Da się odpowiedzieć dziecku w prosty i zrozumiały sposób (plemniczek i komórka jajowa to elementy, o których mój syn wie odkąd skończył trzy lata, co więcej - wie gdzie należałoby ich szukać i co z nich powstaje).
A czy para homo będzie mówić dziecku o dwóch jajeczkach, lub dwóch plemnikach, zaś samotna mama o partenogenezie?
Noo... proooooszę...

>>Bo bynajmniej nie jest to samo z siebie bardziej zrozumiałe - jest tylko częstsze.
>Oj coś mi się wydaje, że jednak o wiele bardziej zrozumiałe. Z dwóch plemniczków nie powstaje dzidziuś - proste?
Głupie. Patrz wyżej!
10-03-2010 21:11 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)
>>Myślę, że nie miałeś zbyt wiele styczności z dziećmi w tym wieku.
>Ja miałam. Wychowanie własnego dziecka jest chyba jakąś rekomendacją? Czy nie?
>Tak na marginesie: ja uważam, że nie.
>Zbyt wielu rodziców widziałam, z moimi włącznie.

Nie. Wychowanie jedynie własnego dziecka niekoniecznie jest rekomendacją. Resztę sobie możesz dopowiedzieć.

>Przeciętnie inteligentny pięciolatek może opowiedzieć tyle, ile się dowiedział. W tym wieku najczęściej od własnych rodziców.
>A co najczęściej rodzice (w Polsce, bo nie wszędzie) opowiadają, gdy szkrab zapyta skąd się wziął?
Masz w rękawie jakieś statystyki?

>>(...)Tak więc posiadanie rodziców obu płci prowadzi również do zadawania pytań o genezę tego stanu rzeczy,
>A posiadanie jednego (obecnego i przytomnego), lub dwóch homoseksualnych nie?!
>A to ci nowina!
Nie neguję jednego, jestem przeciwna dwóm homoseksualnym. Czytaj uważniej.

>>ale jest to niezwykle proste do wytłumaczenia na poziomie przeciętnego poziomu wiedzy takiego dziecka (informacja sprawdzona osobiście )
>Tak samo, jak w wypadku rodzin niepełnych, lub homoseksualnych.
Tak samo w przypadku niepełnych - wiemy dlaczego są niepełne, zawsze jest jakiś racjonalny powód. Inaczej w przypadku homoseksualnych - nie wiemy dlaczego są takie.

>Nie wiem, dlaczego ciagle próbujesz udowodnić, że istnieje jakaś blokada w mózgu dziecka, która mu uniemożliwia zrozumienie. Jeśli ona istnieje, to dwojga rodziców hetero dziecko też nie zrozumie.
O czym Ty piszesz? Jaka blokada? Piszę o braku naukowego wyjaśnienia na ten temat, umożliwiającego racjonalne wytłumaczenie takiego stanu rzeczy.

>A czy para homo będzie mówić dziecku o dwóch jajeczkach, lub dwóch plemnikach, zaś samotna mama o partenogenezie?
>Noo... proooooszę...
Właśnie. A co będą mówić?

>>>Bo bynajmniej nie jest to samo z siebie bardziej zrozumiałe - jest tylko częstsze.
>>Oj coś mi się wydaje, że jednak o wiele bardziej zrozumiałe. Z dwóch plemniczków nie powstaje dzidziuś - proste?
>Głupie. Patrz wyżej!
Z tej głupoty takie cuda się rodzą.... kto by pomyślał.
10-03-2010 21:30 
 Ocena 3 na 3
spray (5875 punktów)

>Nie. Wychowanie jedynie własnego dziecka niekoniecznie jest rekomendacją. Resztę sobie możesz dopowiedzieć.
To właśnie ja Ci sugerowałam, żebyś sobie dopowiedziała.

>Nie neguję jednego, jestem przeciwna dwóm homoseksualnym. Czytaj uważniej.
Czytałam. I stąd moje pytania.
Dalej nie widzę odpowiedzi.

>Tak samo w przypadku niepełnych - wiemy dlaczego są niepełne, zawsze jest jakiś racjonalny powód. Inaczej w przypadku homoseksualnych - nie wiemy dlaczego są takie.
Aaaa... I już dziecku wychowywanemu przez parę homo nie można racjonalnie wyjaśnić, skąd się wzięło??? Dobre, dobre..

>O czym Ty piszesz? Jaka blokada? Piszę o braku naukowego wyjaśnienia na ten temat, umożliwiającego racjonalne wytłumaczenie takiego stanu rzeczy.
Boszsz...
To chcesz dziecku tłumaczyć skąd się wzięło, czy zamierzasz mu przedstawiać aktualny stan wiedzy z zakresu badań nad homoseksualizmem?
Sam fakt istnienia homoseksualizmu nie wymaga seminarium. Są takie książeczki dla dzieci. Nie słyszałaś?

>>A czy para homo będzie mówić dziecku o dwóch jajeczkach, lub dwóch plemnikach, zaś samotna mama o partenogenezie?
>>Noo... proooooszę...
>Właśnie. A co będą mówić?
Nie mogę...!
Może o jajeczku i plemniku jednak, co?

>>Głupie. Patrz wyżej!
>Z tej głupoty takie cuda się rodzą.... kto by pomyślał.
>
Fakt. Też widzę jakąś nadprodukcję cudów. Z dwóch jajeczek, albo plemników, to chyba tylko Super-zbawiciel może powstać. Alleluja! Jesteśmy uratowani !
10-03-2010 21:58 
 Ocena 1 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>Tak samo w przypadku niepełnych - wiemy dlaczego są niepełne, zawsze jest jakiś racjonalny powód. Inaczej w przypadku homoseksualnych - nie wiemy dlaczego są takie.

????

Odpowiem ci: Bóg tak chciał.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 21:35 
 Ocena 7 na 7
i.czaplicka (5782 punktów)

> świadomość seksualna obu płci prowadzi do zachowań kończących się zapłodnieniem komórki jajowej?
A mnie się zdawało,ze zapłodnienie jest najczęściej wynikiem nieświadomości...
10-03-2010 21:46 
 Ocena 1 na 1
monika33 (63 punktów)
>> świadomość seksualna obu płci prowadzi do zachowań kończących się zapłodnieniem komórki jajowej?
>A mnie się zdawało,ze zapłodnienie jest najczęściej wynikiem nieświadomości...

W takim rozumieniu to raczej nieuświadomienia bądź "pomroczności jasnej". Masz rację. Umknął nam jeszcze ten najważniejszy wątek
10-03-2010 23:21 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)
>>> świadomość seksualna obu płci prowadzi do zachowań kończących się zapłodnieniem komórki jajowej?
>>A mnie się zdawało,ze zapłodnienie jest najczęściej wynikiem nieświadomości...
>W takim rozumieniu to raczej nieuświadomienia bądź "pomroczności jasnej". Masz rację. Umknął nam jeszcze ten najważniejszy wątek
Znowu sama się puszczasz w maliny.
monika33 (63 punktów)
>>>> świadomość seksualna obu płci prowadzi do zachowań kończących się zapłodnieniem komórki jajowej?
>>>A mnie się zdawało,ze zapłodnienie jest najczęściej wynikiem nieświadomości...
>>W takim rozumieniu to raczej nieuświadomienia bądź "pomroczności jasnej". Masz rację. Umknął nam jeszcze ten najważniejszy wątek
>Znowu sama się puszczasz w maliny.

A skąd przypuszczenie, że się puszczam? Nieładnie. Jeśli natomiast chodzi o maliny - poeci uznali je za dobre miejsce dla utraty świadomości Z tym akurat się nie mogę zgodzić.
10-03-2010 18:55 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Szczerze podzielam takie zdanie. Jest sprawą oczywistą, że istotne dla dziecka jest dorastanie w konkretnym modelu rodziny.

   Co potwierdza też rolę par hetero, jako katalizatora i pośrednika w kulturowym mechanizmie adaptacyjnym małego człowieka.

   Piszę o naszej kulturze, a nie Trobriandczykach, gdyby to big_zyd czytał.
10-03-2010 18:58 
 Ocena-1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>   Co potwierdza też rolę par hetero, jako katalizatora i pośrednika w kulturowym mechanizmie adaptacyjnym małego człowieka.

Co oczywiście jest wyssaną przez ciebie interpretacją teorii, których prawdopodobnie nie rozumiesz, co nawiasem mówiąc pozwala ci ignorować fakty - dzieci homoseksualistów nie są statystycznie gorzej zaadoptowane do życia (lesbijek są nawet prawdopodobnie lepiej).

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 20:03 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>... prawdopodobnie nie rozumiesz
>... (lesbijek są nawet prawdopodobnie...

   Czy ty wiesz coś na pewno, userku?

   No tak, na pewno to ty wiesz, że trzeba koniecznie dać gejom prawa, to nic, że kosztem dzieci, i to wcale nie prawdopodobnie, tylko na pewno.
Sylwek (15472 punktów)
Cały czas zmyślasz. Twoje fantazje nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a ty próbujesz ich używać jako argumentów.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 20:28 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Cały czas zmyślasz. Twoje fantazje nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a ty próbujesz ich używać jako argumentów.
   Zapomniałeś dodać - prawdopodobnie.
10-03-2010 20:02 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)
>>Wiem tyle, że homoseksualizm siedzi w głowie, a nie między nogami, więc póki dokładne przyczyny homoseksualizmu nie są znane, nie zgadzam się na adoptowanie dzieci przez osobniki* z psychiką, której produktem jest wstręt do tychże dzieci robienia.
No, no... to chyba zbyt daleko idące uproszczenie.
Jestem wprawdzie hetero, więc nie jestem miarodajnym źródłem - ale wydaje mi się, że nie chodzi o wstręt do robienia dzieci, lecz raczej niechęć do metody.
Idąc tym tropem , należałoby zabronić metody in vitro. Czyż nie? Też przecież mamy dwoje ... ekhm... osobników, którzy z przyczyn naturalnych nie mogą spłodzić potomka.

>Szczerze podzielam takie zdanie. Jest sprawą oczywistą, że istotne dla dziecka jest dorastanie w konkretnym modelu rodziny. Jeśli nie towarzyszy temu właściwe wsparcie psychiczne posiłkujące się logiką i świetną umiejętnością znajdywania odpowiedzi na trudne pytania, każda zmiana stereotypu (w sensie zaburzenia ilości i składu płciowego takiej rodziny)niesie ze sobą kiepskie skutki w postaci problemów prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie, nie mówiąc już o tworzeniu własnej rodziny.
PKP.
Po pierwsze: na czym polega to wsparcie "posiłkujace się logiką i świetną umiejętnością znajdywania odpowiedzi na trudne pytania" ?
Rodziny hetero tym dysponują automatycznie? Jakoś nie pasuje to do obserwacji... Chyba, że żyjemy na innych planetach?
Po drugie: co z rodzinami niepełnymi? Dzieci im odebrać?
Nb. zupełnie niedawno niepełna rodzina składająca się z samotnej matki z dzieckiem, też była piętnowana. Przemiana obyczajowości sprawiła, że społeczeństwo dojrzało w obojgu normalne istoty ludzkie. W dyskutowanej sytuacji też chodzi przemianę mentalną. To kwestia czasu. O ile znowu nie stoczymy się w mrok, za sprawą szlachetnych wiedzących lepiej.

>Jeśli nadal nie ma możliwości pełnego zdiagnozowania skłonności homoseksualnych, a więc i ich racjonalnego wytłumaczenia dziecku, które dość wcześnie, bo pewnie już w wieku czterech lub pięciu lat zapyta dlaczego wychowuje go np. dwóch tatusiów, to nie powinno być dozwolone postawienie tego malucha w tak trudnej sytuacji i pozostawienie go bez odpowiedzi.
Dlaczego bez odpowiedzi?!
Jeśli małolat potrafi zrozumieć, dlaczego nie ma tatusia, tak samo zrozumie, dlaczego ma ich dwóch!
Głupi rodzice nie potrafią małemu wytłumaczyć, dlaczego jest tatuś i mamusia, i pozostawiają go bez odpowiedzi, albo pieprzą głupoty o bocianach. To jest ta logika ?

>Reasumując - czy, jeśli nie potrafimy wyjaśnić istoty skłonności, które stanowią o braku możliwości powstania rodziny (w rozumieniu pary posiadającej dzieci), mamy prawo do przyzwolenia na postawienie dziecka w sytuacji bez wyjścia (gdyż nie ma prawa zadecydować czy taki nietypowy model rodziny mu odpowiada)?
To jeszcze raz : co w takim razie z "nietypową" rodziną niepełną? I co z dziećmi poczętymi in vitro?
Zabronić?

>Pozostanie też bez logicznego wyjaśnienia kwestia takiego wyboru pary rodzicielskiej, jeśli były inne możliwości, nie budzące aż takich wątpliwości?
Innymi słowy: pary homo ewentualnie i dopiero wtedy mogłyby uzyskać prawo do adopcji, gdyby w promieniu kilku jednostek astronomicznych zabrakło chętnych do niej par hetero?

___________________________________________________________
*osobniki... Podkreślenie moje.
Dlaczego nie osoby?
Nie zasługują na to miano???

11-03-2010 12:16 
 0 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Są chorzy. I to na specjalny rodzaj choroby, który najbardziej dotyka postronnych z fobiami, oraz Boga, który tej choroby nienawidzi.

Ta niezwykła choroba odbiera godność i elementarne prawa. Nikomu do głowy nie przyjdzie odbierać prawa do wychowywania dzieci osobom z rzeczywistymi problemami psychicznymi (o ile nie prowadzą do agresji lub niezdolności do zapewnienia odpowiedniej opieki dla dzieci) ale ta jedna, szczególna "choroba" ma tą niezwykłą właściwość, że ci co na nią zapadną powinni być pozbawieni tego czy owego.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
07-03-2010 14:04 
 Ocena 5 na 5
Smith (10069 punktów)
> Zakładam, że odpowiednie władze, w których gestii pozostaje przydzielanie dzieci do rodzin adopcyjnych, dołożą należytej staranności, indywidualnie rozpatrując przypadki rodzin o adopcję się ubiegających.
W obecnej rzeczywistości RP, uważam to za idealistyczne założenie. Niestety.
>Hurtowe przekreślanie rodzin jednopłciowych już na starcie, z racji li tylko orientacji seksualnej, jawi mi się jako oczywisty przykład dyskryminacji.
A gdzie w tym wszystkim dzieci, o których dobro ma niby w tym wszystkim chodzić, a nie o abstrakcję pt. święta wartość modelu rodziny vs wolności obywatelskie i prawo jednostki. To jest przykład na wykorzystanie magii pojęć nietolerancja i dyskryminacja. Teraz wyobraź sobie rozwodzące się małżeństwa i nagłe drastyczne zmiany orientacji by dzięki punktom za dyskryminację odgryźć się na partnerze. Mamy wystarczająco niesprawny system adopcyjny i by usprawniać go w ten sposób, gdyż to tylko wydłuży oczekiwanie dzieci na zamieszkanie z rodziną zastępczą.
Co do dyskryminacji budowanej na definicji orientacji, która nie spełnia kryteriów nozologii.
Dzięki powstaniu pojęcia orientacji homoseksualiści mogą jawnie ją deklarować i nie są już narażeni na los Adama Turinga i dzięki niej słowa tej piosenki przestały być tak aktualne.
Ale przykro mi, skutków decyzji o wykorzystywaniu popędu w kierunku przeciwnym niż prokreacyjny naprawiać przez przyznawanie prawa do wychowywania cudzych dzieci nie poprę nigdy. Bo to mniej więcej tak jakby czarnym fundować operacje plastyczne, by mogli być biali jak Michael Jackson.
07-03-2010 14:17 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>... skutków decyzji o wykorzystywaniu popędu w kierunku przeciwnym niż prokreacyjny naprawiać przez przyznawanie prawa do wychowywania cudzych dzieci...

   Powiedziałbym nawet, że przy wybitnie przedmiotowym użyciu innych, małych ludzi i to tylko dlatego, że nie są w stanie sami podjąć decyzji.
07-03-2010 16:58 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>> Zakładam, że odpowiednie władze, w których gestii pozostaje przydzielanie dzieci do rodzin adopcyjnych, dołożą należytej staranności, indywidualnie rozpatrując przypadki rodzin o adopcję się ubiegających.
>W obecnej rzeczywistości RP, uważam to za idealistyczne założenie. Niestety.

Jasne, ale usprawnienie działania określonych instytucji to całkiem odrębny problem.

>A gdzie w tym wszystkim dzieci, o których dobro ma niby w tym wszystkim chodzić, a nie o abstrakcję pt. święta wartość modelu rodziny vs wolności obywatelskie i prawo jednostki.

Wszelkie decyzje i tak podejmują tu dorośli (bo tylko oni władni są system prawny ustawiać), więc spór o kryteria tych decyzji zawsze pozostanie sporem ideowym dorosłych.

>To jest przykład na wykorzystanie magii pojęć nietolerancja i dyskryminacja. Teraz wyobraź sobie rozwodzące się małżeństwa i nagłe drastyczne zmiany orientacji by dzięki punktom za dyskryminację odgryźć się na partnerze.

Przyznam, że nie chciało mi się tej sprawy szczegółowo analizować, ale nawet jeśli delikwent oszukiwał, to uznaję, że obywatel ma prawo do chwytów nieuczciwych, gdy władza go jawnie dyskryminuje.

>Mamy wystarczająco niesprawny system adopcyjny i by usprawniać go w ten sposób, gdyż to tylko wydłuży oczekiwanie dzieci na zamieszkanie z rodziną zastępczą.

Znowu - to problem z innej półki.

>Co do dyskryminacji budowanej na definicji orientacji, która nie spełnia kryteriów nozologii.

Jak ma spełniać, skoro orientacja seksualna nie jest chorobą?

>Ale przykro mi, skutków decyzji o wykorzystywaniu popędu w kierunku przeciwnym niż prokreacyjny

Ludzie wybitnie rzadko uprawiają seks w celu prokreacyjnym. Wątpię, czy choćby 1 % realnych aktów seksualnych przedsiębiorą w celu prokreacji.

>naprawiać

Co tu naprawiać?

>przez przyznawanie prawa do wychowywania cudzych dzieci nie poprę nigdy. Bo to mniej więcej tak jakby czarnym fundować operacje plastyczne, by mogli być biali jak Michael Jackson.

Nie mieszaj przywilejów z równością praw.
07-03-2010 18:11 
 0 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Nie mieszaj przywilejów z równością praw.

   Czyich?
07-03-2010 19:25 
 Ocena 4 na 6
Smith (10069 punktów)
>Jasne, ale usprawnienie działania określonych instytucji to całkiem odrębny problem.
Podobno źródłem problemu roztrząsanego jest dobro dziecka, w którego imieniu:
>Wszelkie decyzje i tak podejmują tu dorośli (bo tylko oni władni są system prawny ustawiać), więc spór o kryteria tych decyzji zawsze pozostanie sporem ideowym dorosłych.
Tak więc mówmy jasno, że rozpatrujemy problemy ideowe, zamiast mącić emocjonalnymi argumentami dobra tych, których te idee w ogóle nie obchodzą.
>Przyznam, że nie chciało mi się tej sprawy szczegółowo analizować, ale nawet jeśli delikwent oszukiwał, to uznaję, że obywatel ma prawo do chwytów nieuczciwych, gdy władza go jawnie dyskryminuje.
Chcesz dodać piątego asa do gry?
>>Mamy wystarczająco niesprawny system adopcyjny i by usprawniać go w ten sposób, gdyż to tylko wydłuży oczekiwanie dzieci na zamieszkanie z rodziną zastępczą.
>Znowu - to problem z innej półki.
Mówimy cały czas o dzieciach, czy już stawiamy sprawę jasno, że są one nieistotnym ozdobnikiem w tej rozgrywce?
>>Co do dyskryminacji budowanej na definicji orientacji, która nie spełnia kryteriów nozologii.
>Jak ma spełniać, skoro orientacja seksualna nie jest chorobą?
Tak samo już nie jest, jak większość parafilii wciąż nią jest, kwestia bardzo umownego zakwalifikowania tylko tyle.
>>Ale przykro mi, skutków decyzji o wykorzystywaniu popędu w kierunku przeciwnym niż prokreacyjny
>Ludzie wybitnie rzadko uprawiają seks w celu prokreacyjnym. Wątpię, czy choćby 1 % realnych aktów seksualnych przedsiębiorą w celu prokreacji.
Co to ma do rzeczy? Kiedy chcą mieć dzieci to w celu tym uprawiają. Kiedy nie mogą mieć to cierpią na chorobę zwaną bezpłodnością.
>>naprawiać
Adopcja głównie naprawia skutki tej wyżej wymienionej choroby.
>Co tu naprawiać?
Orientacja nie jest podobno chorobą więc co tu naprawiać.
>>przez przyznawanie prawa do wychowywania cudzych dzieci nie poprę nigdy. Bo to mniej więcej tak jakby czarnym fundować operacje plastyczne, by mogli być biali jak Michael Jackson.
>Nie mieszaj przywilejów z równością praw.
Przede wszystkim ludzie cierpiący na chorobę zwaną bezpłodnością mają przywilej adoptowania cudzego dziecka. Ludzie cierpiący na orientację chcą tego samego przywileju.
To w końcu Orientacja jest tą chorobą czy nie?
07-03-2010 19:49 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>To w końcu Orientacja jest tą chorobą czy nie?
   Geje chcą mieć ciasteczko i je zjeść, bo ...rączki mają, ale żądają by uznać ich za bezrękich w celu uzyskania uprawnień do protezy, która nada im status "normalnych z tytułu normalnego inwalidztwa".

   Wniosek prosty: potrzebują dziecka, jako protezy w "inwalidztwie społecznym".
08-03-2010 10:13 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>Przede wszystkim ludzie cierpiący na chorobę zwaną bezpłodnością mają przywilej adoptowania cudzego dziecka.
Nie jest to prawda. Adoptować dziecko mogą i płodni, i bezpłodni. A więc nie jest to przywilej chorych na bezpłodność.
08-03-2010 16:39 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>>Przede wszystkim ludzie cierpiący na chorobę zwaną bezpłodnością mają przywilej adoptowania cudzego dziecka.
>Nie jest to prawda. Adoptować dziecko mogą i płodni, i bezpłodni. A więc nie jest to przywilej chorych na bezpłodność.
IUS - IUSTITIA - IURISPRUDENTIA.
IUS IUSTITIA wg. Cycerona to oddanie każdemu prawa, które mu się należy. IURISPRUDENTIA - wiedza prawnicza jako mądrość zarówno w stosowaniu jak i interpretowaniu prawa oraz łączenie norm prawnych z normami moralnymi.
Normą moralną w wypadku homoadopcji ma być uznanie upodobań seksualnych kandydatów za przyczynę specjalnej taryfy ulgowej zapisanej w ustawie.
Przez wiele lat próbowano zlikwidować kazuistyczny charakter prawa, który doprowadza do stwarzania sytuacji, w której prawo jest zbiorem przypadków trudnych i nieprzejrzystych. Nasze prawo jest wystarczająco nieprzejrzyste by dodatkowo jeszcze w myśl Ius Iustitia wyszczególniać bezpłodność i upodobania seksualne kandydatów.
08-03-2010 10:46 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Podobno źródłem problemu roztrząsanego jest dobro dziecka,

Źródłem roztrząsanego problemu są społeczne uprzedzenia.

>Tak więc mówmy jasno, że rozpatrujemy problemy ideowe, zamiast mącić emocjonalnymi argumentami dobra tych, których te idee w ogóle nie obchodzą.

Taż tak właśnie mówię od początku .

>>Przyznam, że nie chciało mi się tej sprawy szczegółowo analizować, ale nawet jeśli delikwent oszukiwał, to uznaję, że obywatel ma prawo do chwytów nieuczciwych, gdy władza go jawnie dyskryminuje.
>Chcesz dodać piątego asa do gry?

Przy tak miażdżącej przewadze sił, jaką ma państwo nad obywatelem, dopuszczam nieuczciwą reakcję tego ostatniego na nieuczciwe chwyty stosowane przez państwo (a za taki nieuczciwy chwyt uważam ustawową dyskryminację).

>Mówimy cały czas o dzieciach, czy już stawiamy sprawę jasno, że są one nieistotnym ozdobnikiem w tej rozgrywce?

Jak zaznaczałem - kwestię rozpatruję na całkiem innej płaszczyźnie. Samozwańcze ogłaszanie się rzecznikiem dzieci nie kojarzy mi się najlepiej. Ale jakby co - też tak potrafię i niniejszym upomnę się o interesy 57 tysięcy dzieci, jakie już dziś w Polsce w rodzinach jednopłciowych się wychowują.

>>Jak ma spełniać, skoro orientacja seksualna nie jest chorobą?
>Tak samo już nie jest, jak większość parafilii wciąż nią jest, kwestia bardzo umownego zakwalifikowania tylko tyle.

Orientacji hetero też to dotyczy?

>Co to ma do rzeczy? Kiedy chcą mieć dzieci to w celu tym uprawiają. Kiedy nie mogą mieć to cierpią na chorobę zwaną bezpłodnością.
>Adopcja głównie naprawia skutki tej wyżej wymienionej choroby.

To odbiję piłeczkę i teraz ja zapytam - czy w końcu chodzi Ci o dobro dziecka, czy łagodzenie dyskomfortu dorosłych wywołanego bezpłodnością, bo już się nieco gubię?

>>Nie mieszaj przywilejów z równością praw.
>Przede wszystkim ludzie cierpiący na chorobę zwaną bezpłodnością mają przywilej adoptowania cudzego dziecka. Ludzie cierpiący na orientację chcą tego samego przywileju.
>To w końcu Orientacja jest tą chorobą czy nie?

Jak już zauważyła Meretseger - prawo do adoptowania dzieci nie jest uwarunkowane bezpłodnością, więc powyższe od początku kulą w płot.
08-03-2010 16:08 
 Ocena 2 na 4
Smith (10069 punktów)
>>Podobno źródłem problemu roztrząsanego jest dobro dziecka,
>Źródłem roztrząsanego problemu są społeczne uprzedzenia.
I mają zostać złagodzone, poprzez specjalne wyróżnienie subkultury powstałej w skutek zdefiniowania upodobań seksualnych nazwą orientacja. Nadaniem jej reprezentantom podkreślonego i zapisanego wielka literą przywileju adopcji cudzych dzieci.
Poproszę o ułatwienie dostępu do marihuany dla rastamanów bo lubią ją palić i do LSD dla hipisów. Obie subkultury są jawnie dyskryminowane w skutek uprzedzeń społecznych względem używek, a są to używki kultowe dla wymienionych subkultur jak upodobanie do uprawiania seksu z osobnikiem tej samej płci dla dyskryminowanej orientacji.
Specjalnych udogodnień w procesie adopcyjnym dla hipisów i rastamanów żądam również. Ponieważ nie ma jednoznacznych dowodów przeciw tezie, że skłonności do uzależnień kształtują się w okresie prenatalnym. W związku z czym nie jest udowodnione, że mogą mieć wpływu na stosunek do używek adoptowanego dziecka.
>>Tak więc mówmy jasno, że rozpatrujemy problemy ideowe, zamiast mącić emocjonalnymi argumentami dobra tych, których te idee w ogóle nie obchodzą.
>Taż tak właśnie mówię od początku .
Jak wyżej.
>>Chcesz dodać piątego asa do gry?
>Przy tak miażdżącej przewadze sił, jaką ma państwo nad obywatelem, dopuszczam nieuczciwą reakcję tego ostatniego na nieuczciwe chwyty stosowane przez państwo (a za taki nieuczciwy chwyt uważam ustawową dyskryminację).
Zapomniałeś o tym, że użycie Asa magicznej nietolerancji i dyskryminacji nie będzie się ograniczać wyłącznie do walki z państwem. W przykładowej sprawie Kozaka nie chodziło bynajmniej o mieszkanie, będące własnością państwa tylko o mieszkanie komunalne, którego została pozbawiona na rzecz oszusta potrzebująca mieszkania osoba.
Przyjrzyj się np. ilości pozwów o dyskryminację na tle rasowym składanych przez pracowników, szczególnie w U.K. Gdzie prawie każdy leniwy matoł, przypomina sobie o tym, że jest czarny i leci do adwokata, kiedy pracodawca wywala go z roboty, za prezentowanie wyżej wymienionych cech.
>>Mówimy cały czas o dzieciach, (...) Ale jakby co - też tak potrafię i niniejszym upomnę się o interesy 57 tysięcy dzieci, jakie już dziś w Polsce w rodzinach jednopłciowych się wychowują.
Skąd się wzięło te 57 tysięcy? Ojcowie z wrodzoną orientacją homoseksualną spłodzili je, czy genetycznie uwarunkowane matki urodziły?
Zanim ta zdeterminowana orientacja zdążyła się u nich objawić.
>Orientacji hetero też to dotyczy?
Ludzkość radziła sobie bez tej nowomowy nie pamiętam od kiedy i do roku 1973 używała pojęć takich jak np. starożytne: uranizm, trybadyzm, miłość grecka czy lesbijska. Aż w 1973 roku narodziła się orientacja homoseksualna i wskutek narodzin tej nowej tradycji celem jej uzasadnienia powstały orientacje: heteroseksualna i biseksualna.
Tak dotyczy, również orientacji hetero i biseksualnej, jako skutków ubocznych bzdury pt. orientacja, używanej do nazwania upodobań seksualnych.
>To odbiję piłeczkę i teraz ja zapytam - czy w końcu chodzi Ci o dobro dziecka, czy łagodzenie dyskomfortu dorosłych wywołanego bezpłodnością, bo już się nieco gubię?
Chodzi o logikę i zasadność rozwiązania problemu dzieci sierot zarówno tych naturalnych skutkiem śmierci rodziców jak i tych społecznych skutkiem porzucenia.
>Jak już zauważyła Meretseger - prawo do adoptowania dzieci nie jest uwarunkowane bezpłodnością, więc powyższe od początku kulą w płot.
Tak. Wydaje mi się, że przede wszystkim w słupek trzymający konstrukcję tego dziurawego płotu z nikłą ilością szczebelków jakości wątpliwej.
Prawo dotyczące adoptowania dzieci jest zawarte w dokumentach międzynarodowych: Konwencji o Prawach Dziecka, a także w Europejskiej Konwencji o Przysposobieniu Dzieci z 1967 r . oraz tzw. Konwencji haskiej z 1993 r.
Natomiast o tym kto może dokonać adopcji w Polsce, jest napisane w art. 114 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. A napisane tam jest po przetłumaczeniu z polskiego na nasze mniej więcej to:
"Pełna zdolność do czynności prawnych przysługuje osobom fizycznym, po ukończeniu przez nie 18 lat życia, jeśli nie zostały ubezwłasnowolnione całkowicie lub częściowo. Kobieta, która po ukończeniu 16 lat życia wyszła za mąż, także posiada pełną zdolność do czynności prawnych.
Kwalifikacje niezbędne dla ustalenia, że dana osoba nadaje się na adoptującego podlegają ocenie sądu orzekającego w przedmiocie przysposobienia. Sąd bierze pod uwagę takie kwestie jak poziom intelektualny, moralny, status majątkowy, zdolności wychowawcze, stan zdrowia, tryb życia, które w rezultacie będą w stanie zagwarantować, że adoptujący przyczyniać się będzie do rozwoju i wychowania dziecka. Sąd nie dokonuje takiej oceny sam, lecz przy udziale opinii rodzinnych ośrodków konsultacyjno-diagnostycznych i ośrodków adopcyjno-opiekuńczych."

Teraz a propos Twojego błędnego koła i §22 oraz vox populi, to przypomnę, IUS EST ARS BONI ET AEQUI - "Prawo jest sztuką stosowania tego, co dobre i słuszne" jak określa je Celus. Kazuistyka prawa Rzymskiego opiera się głównie na działaniach dotyczących konkretnych przypadków a więc na tworzenie przepisów prawnych opartych na konkretnych sytuacjach a nie sytuacjach abstrakcyjnych.
Abstrakcją jest pojęcie orientacji seksualnej jak i dyskryminacji upodobań seksualnych reprezentantów, wyrosłej na bazie tego pojęcia, subkultury. A totalną abstrakcją jest uprzywilejowanie jej względem adopcji cudzych dzieci, ze względu na to, że wskutek własnych upodobań, skazują się na bezpłodność własnego popędu seksualnego.
W U.K. placówki adopcyjne mają zakaz odrzucania wniosków o adopcję wyłącznie na podstawie orientacji seksualnej par starających się o dziecko.
Który przepis w kodeksie rodzino-opiekuńczym nakazuje odrzucać wnioski na podstawie orientacji?
08-03-2010 18:07 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Ujmę, krótko, homoseksualizm to nie upodobanie do uprawiania seksu z osobnikiem własnej płci.

Pojęcie orientacji narodziło się dopiero niedawno, ponieważ dopiero od niedawna niektóre społeczności pozwalają tworzyć pełne związki uczuciowe dwojga ludzi tej samej płci. Jest to wydarzenie bez precedensu, ponieważ nawet w "liberalnej" starożytności mężczyzna, niezależnie od, jak mówisz, "upodobań" miał obowiązek założyć rodzinę z kobietą.

Już ta delikatna różnica zasadniczo podkopuje całość twojego rozumowania.

pozdrawiam.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 18:45 
 Ocena 4 na 4
Smith (10069 punktów)
>Ujmę, krótko, homoseksualizm to nie upodobanie do uprawiania seksu z osobnikiem własnej płci.
Ujmę, krótko, również, oprócz wspomnianego upodobania to jeszcze tzw. deklaracja z całą trendy postępową otoczką do utożsamienia się.
>Pojęcie orientacji narodziło się dopiero niedawno, ponieważ dopiero od niedawna niektóre społeczności pozwalają tworzyć pełne związki uczuciowe dwojga ludzi tej samej płci.
Tak ok. 37 lat temu, a prawo ma być dostosowane do norm społecznych a nie dostosowywać społeczne normy do siebie.
Z resztą gdyby nawet to niby w myśl której koncepcji i jakich zasad chcesz wymusić ustawowo to przyzwolenie społeczne dla "homoadopcji".
>Jest to wydarzenie bez precedensu, ponieważ nawet w "liberalnej" starożytności mężczyzna, niezależnie od, jak mówisz, "upodobań" miał obowiązek założyć rodzinę z kobietą.
Obowiązek? Celem spłodzenia potomstwa zapewne. Jeśli tak to sam chyba widzisz.
>Już ta delikatna różnica zasadniczo podkopuje całość twojego rozumowania.
Nie zauważyłem skuteczności tej kreciej działalności.
>pozdrawiam.
pozdrawiam.
08-03-2010 19:48 
 Ocena-1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Obowiązek? Celem spłodzenia potomstwa zapewne. Jeśli tak to sam chyba widzisz.

Co widzę? Że nie było sierocińców? Że nie było wzorca w którym ludzie tworzą parę hetero, płodzą dziecko i potem rozchodzą się a dziecko może trafić do rodziny jednopłciowej? Czy może mam widzieć opcje w której homoseksualista świadomie stosuje rodzicielstwo zastępcze (matka surogatka na przykład) by uzyskać biologicznego potomka, dla którego jedyną szansą uzyskania legalnej w sensie prawnym rodziny jest adopcja przez partnera biologicznego rodzica? Ty chyba nie widzisz jak świat się zmienił.
Zresztą. 37 lat to mało? A od jak dawna kobieta nie jest własnością mężczyzny? Trochę ponad sto. Może podzielisz się refleksją, czy aby nie za szybko prawo próbowało wymusić zmianę tej społecznej normy?


dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 21:08 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Że nie było wzorca w którym ludzie tworzą parę hetero, płodzą dziecko i potem rozchodzą się a dziecko może trafić do rodziny jednopłciowej?
   Związki homo dużo częściej się rozpadają, więc co z ew. adoptowanym dzieckiem po tym, statystycznie bardziej prawdopodobnym rozejściu?

   W świetle twojej, deklaratywnej nadrzędności dobra dziecka, oczywiście.

>A od jak dawna kobieta nie jest własnością mężczyzny? Trochę ponad sto.
   A od jak dawna nie ma niewolnictwa, żeś nie przestał traktować dziecko jak przedmiot?
Sylwek (15472 punktów)

>   Związki homo dużo częściej się rozpadają, więc co z ew. adoptowanym dzieckiem po tym, statystycznie bardziej prawdopodobnym rozejściu?
Bla bla bla. Już nawet do jawnych kłamstw musisz się uciekać a nie tylko zagmatwanych zmyśleń?

>   A od jak dawna nie ma niewolnictwa, żeś nie przestał traktować dziecko jak przedmiot?

To ty używasz "dobra" dzieci jako uzasadnienia swoich brudnych fobii. Więc zadaj to pytanie najpierw sobie.


dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 22:35 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>To ty używasz "dobra" dzieci jako uzasadnienia swoich brudnych fobii. Więc zadaj to pytanie najpierw sobie.

   To nie ja drę mordę o prawo do adopcji, nie pamiętasz, userku...?
08-03-2010 22:37 
 Ocena 1 na 3
Sylwek (15472 punktów)
Za to cały czas drzesz mordę jakie to będzie nieszczęście. Choć żadnych składnych uzasadnień nie potrafisz podać, jeno fantazje.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 22:48 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Za to cały czas drzesz mordę jakie to będzie nieszczęście. Choć żadnych składnych uzasadnień nie potrafisz podać, jeno fantazje.

   Jesteś nudny i żałosny w swojej kompromitująco spsiałej chęci rozwiązywania własnych problemów psychicznych, przy pomocy żądań zmiany prawa.

   I tak niezrównoważony osobnik żąda prawa do wychowywania dzieci już i tak wystarczająco przez los skrzywdzonych.
   Absurd.
08-03-2010 22:55 
 Ocena 1 na 3
Sylwek (15472 punktów)
Gwoli ścisłości malutki człowieczku, skoro tak bardzo pragniesz sprowadzić to na poziom osobistej rozgrywki - nie sądzę bym kiedykolwiek brał się za adoptowanie dziecka z domu dziecka. Ale mogę być żywotnie zainteresowany adopcją dziecka mojego partnera, lub tym by on zaadoptował moje. Lub, jeśli tak zadecydujemy, możliwe że obaj będziemy mieli dzieci.

W swojej pseudo-trosce przykładasz się do tego, by nasze dzieci miały utrudniony dostęp do prawnych instytucji wspierających ich byt. Podobnie w przypadku innych osób homoseksualnych.

Więc jak mówiłem, skończ zasłaniać się "dobrem dzieci" bo cały czas pokazujesz że masz je w dupie.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
Adamiak (36436 punktów)
>Lub, jeśli tak zadecydujemy, możliwe że obaj będziemy mieli dzieci.

   No widzisz?
   Możecie, możesz, tylko mordę drzesz, że się brzydzisz zrobić swoje i z tego powodu bardziej będziesz kochał cudze...

>W swojej pseudo-trosce przykładasz się do tego, by nasze dzieci miały utrudniony dostęp do prawnych instytucji wspierających ich byt.
   Heteryki zaadoptują i wasze, nie bój, user.
08-03-2010 23:38 
 0 na 2
Sylwek (15472 punktów)
>   Możecie, możesz, tylko mordę drzesz, że się brzydzisz zrobić swoje i z tego powodu bardziej będziesz kochał cudze...

Nawet nie mam zamiaru udawać, ze jedyną rozsądną odpowiedzią dla ciebie jest: Jesteś po prostu głupi. Żal mi ciebie. Tak zwyczajnie po ludzku. Przecież widać, ze musisz być nieszczęśliwym człowiekiem, który próbuje odreagować wyolbrzymiając problemy innych i (jak mu się wydaje) dokładając im trosk.

Cóż mam nadzieję, że jednak znajdziesz spokój w życiu.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
09-03-2010 08:14 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Jesteś po prostu głupi. Żal mi ciebie. Tak zwyczajnie po ludzku. Przecież widać, ze musisz być nieszczęśliwym człowiekiem, który próbuje odreagować wyolbrzymiając problemy innych i (jak mu się wydaje) dokładając im trosk.

   No widzisz - potrafiłeś wypracować doskonałą autodiagnozę...

   Został ci jedynie drobiazg - przełożyć ją na terapię nie myląc ośrodków.
placownik (17853 punktów)

   Łyczek chłodnej wody (niegazowanej) może nie pomoże, ale z pewnością nie zaszkodzi.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
11-03-2010 12:49 
 Ocena 2 na 2
apud (4399 punktów)
>>   Związki homo dużo częściej się rozpadają, więc co z ew. adoptowanym dzieckiem po tym, statystycznie bardziej prawdopodobnym rozejściu?
>Bla bla bla. Już nawet do jawnych kłamstw musisz się uciekać a nie tylko zagmatwanych zmyśleń?
>>   A od jak dawna nie ma niewolnictwa, żeś nie przestał traktować dziecko jak przedmiot?
>To ty używasz "dobra" dzieci jako uzasadnienia swoich brudnych fobii. Więc zadaj to pytanie najpierw sobie.
>
dnoterlikowskiego.blogspot.com/


Daj spokój, Adamiak ma problem.
Nie dość ze skrzywdził go pleban kiedy służył do mszy, to jeszcze nie Mozę zdecydować, czy mu sie to podobało czy wręcz przeciwnie.
11-03-2010 12:11 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>>Obowiązek? Celem spłodzenia potomstwa zapewne. Jeśli tak to sam chyba widzisz.
>Co widzę? (...)
No niestety ciemność widzisz, albo tylko udajesz bo tak Ci jest wygodnie.
Niech sobie homoseksualista kombinuje jak chce.
Nie mój problem.
Załóż związek dyskryminowanych koszykarzy, którym niski wzrost do kosza nie pozwala doskoczyć.
To, że odkryto ruch wirowy i obiegowy ziemi wokół słońca, nie wpływa na fakt jego wschodów i zachodów tylko na nasz sposób interpretacji obserwowanego zjawiska.
>...czy aby nie za szybko prawo próbowało wymusić zmianę tej społecznej normy?
Nie prawo wymusiło na społeczeństwie, tylko społeczeństwo na prawie.
Znowu tradycyjne, w twoim wydaniu, od dupy strony podejście.
08-03-2010 20:00 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
>deklaracja z całą trendy postępową otoczką do utożsamienia się.

Oj, ma to precedens. Na przykład w postaci walczących z segregacją rasową - oni tez uroili sobie, że pod żadnym względem nie są gorsi od normalnych, pełnowartościowych i białych ludzi i chcieli by świat zaczął się kręcić wokół ich fanaberii.

A teraz z kolei geje i lesbijki mają następców - ateistów zwanych brajtami, którzy mają dość traktowania siebie jako obywateli drugiej kategorii tylko z racji niewiary. Niektórzy "przywódcy" tego ruchu wprost powołują się na tożsamościowe ruchy gejowskie jako wzór.

Ale zupełnie serio - w obrębie pedalskiego zepsucia narodziło się spojrzenie zwane "Queer" które jest już zupełnie straszne, wyobraź sobie, uważa ono, że zasadniczo dopóki nie wiąże się to z niczyją krzywdą nie ma żadnych podstaw by dowolny model życia, związków, seksu czy co komu do głowy przyjdzie traktować jako nienormalny.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 20:30 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>>deklaracja z całą trendy postępową otoczką do utożsamienia się.
>Oj, ma to precedens.
Dobrze, że o francuski ruch oporu nie zahaczyłeś i Armię Krajową albo o sufrażystki tudzież Spartakusa.
>Na przykład w postaci walczących z segregacją rasową - oni tez uroili sobie, że pod żadnym względem nie są gorsi od normalnych, pełnowartościowych i białych ludzi i chcieli by świat zaczął się kręcić wokół ich fanaberii.
Czujesz się gorszy?
>A teraz z kolei geje i lesbijki mają następców - ateistów zwanych brajtami, którzy mają dość traktowania siebie jako obywateli drugiej kategorii tylko z racji niewiary. Niektórzy "przywódcy" tego ruchu wprost powołują się na tożsamościowe ruchy gejowskie jako wzór.
Nie czuję się obywatelem drugiej kategorii, bo urzędnicy państwowi olewają mnie w mniej więcej w równym stopniu co tych z medalikami na piersi. A to, że tamci dają się dodatkowo strzyc na pożytek św. biznesu to ich problem, nie mój. Dopóki nie wchodzą na moje podwórko "wolnoć Tomku".
>Ale zupełnie serio - w obrębie pedalskiego zepsucia narodziło się spojrzenie zwane "Queer" które jest już zupełnie straszne, wyobraź sobie, uważa ono, że zasadniczo dopóki nie wiąże się to z niczyją krzywdą nie ma żadnych podstaw by dowolny model życia, związków, seksu czy co komu do głowy przyjdzie traktować jako nienormalny.
Ale ja nie uważam modelów: życia, związków, seksu za nienormalne. Nienormalnym uważam rozdawanie przywilejów z tytułu modeli owych. Każdy robi to co lubi ale niech nie miesza do tego osób trzecich a w żadnym wypadku tych bezbronnych.
08-03-2010 20:39 
 Ocena 1 na 3
Sylwek (15472 punktów)
Wyłączyło ci się już myślenie zupełnie?

Jakie przywileje? Adopcja jest niedostępna heteroseksualnym czy co?

Gadasz jak Terlikowski. Wierz mi, poświęciłem trochę czasu na zgłębienie jego "logiki" patrz stopka - i w sumie nie bardzo jest co zgłębiać. Ale jak już chcesz tak gadać od rzeczy - on ma gotowe rozumowania, znacznie bardziej przemyślane w swym obłąkańczym porządku niż twoje nieskładne (do kupy z Adamiakiem) ubieranie fobii w troskę o dzieci (które macie obaj za nic).

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
Adamiak (36436 punktów)
>Jakie przywileje? Adopcja jest niedostępna heteroseksualnym czy co?

   Oczywiście, że adopcja jest niedostępna wszystkim heteroseksualnym, bo jest przeprowadzana bardzo starannie i według "dyskryminacyjnych" kryteriów, wyobraź sobie.
   Jest przywilejem dla starannie wyselekcjonowanych pod względem ich przydatności w zapewnianiu dziecku maksimum dóbr, osób.

   Więc kryteria adopcyjne dyskryminują co najmniej połowę zwykłych małżeństw + związki homoseksualne.

   I bardzo dobrze!
08-03-2010 21:23 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Ja bym dorzucił jeszcze leworęcznych, wiadomo czy jak dziecko nie będzie pozbawione zdrowego wzorca praworęczności to tez się nie zrobi mańkutem?

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 22:19 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>Wyłączyło ci się już myślenie zupełnie?
Te koleszko podekscytowany nie podrabiaj Pani Moniki O.
>Jakie przywileje? Adopcja jest niedostępna heteroseksualnym czy co?
Włącz własne.
>Gadasz jak Terlikowski.
To miał być komplement czy obelga, bo nie zajmuję się Trelikowskimi.
>Wierz mi, poświęciłem trochę czasu na zgłębienie jego "logiki" patrz stopka - i w sumie nie bardzo jest co zgłębiać.
To po cholerę trochę czasu poświęcałeś na zgłębianie, skoro zgłębiać nie ma co?
>Ale jak już chcesz tak gadać od rzeczy - on ma gotowe rozumowania, znacznie bardziej przemyślane w swym obłąkańczym porządku niż twoje nieskładne (do kupy z Adamiakiem) ubieranie fobii w troskę o dzieci (które macie obaj za nic).
Nie chcę gadać od rzeczy więc daruj sobie wyjazdy z ad persona i analogie martyrologiczne przeplatane brakiem sensu.
08-03-2010 18:51 
 Ocena 2 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Ujmę, krótko, homoseksualizm to nie upodobanie do uprawiania seksu z osobnikiem własnej płci.
   A co?

>Pojęcie orientacji narodziło się dopiero niedawno, ponieważ dopiero od niedawna niektóre społeczności pozwalają tworzyć pełne związki uczuciowe dwojga ludzi tej samej płci.
   A ja przez tyle lat nie wiedziałem, że do pełnego związku uczuciowego potrzeba jest pozwolenia społecznego.

   Pewnie to jest powodem, dla którego myślałem, że to zwykła hipokryzja była powodem wykreowania pojęcia "orientacja homoseksualna".
   I nadal tak uważam.

>Jest to wydarzenie bez precedensu...
   Jasne - dokładnie tak samo, jak orientacja ślimaka na rybę lądową i marchewki na owoc.
08-03-2010 19:50 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>   A ja przez tyle lat nie wiedziałem, że do pełnego związku uczuciowego potrzeba jest pozwolenia społecznego.
>   Pewnie to jest powodem, dla którego myślałem, że to zwykła hipokryzja była powodem wykreowania pojęcia "orientacja homoseksualna".
Być może to jest powodem. Na uwiąd twojej wyobraźni nie mam lekarstwa. Choć z drugiej strony, dziwne, że przy takim jej upośledzeniu potrafisz sobie wyobrazić pełny związek uczuciowy w sytuacji gdy większość homoseksualnych interakcji z racji tabu społecznego musiała się ograniczać do przygodnego seksu w parkach, na dworcach i innych uroczych i romantycznych miejscach.


dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 20:42 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>... Choć z drugiej strony, dziwne, że przy takim jej upośledzeniu potrafisz sobie wyobrazić pełny związek uczuciowy w sytuacji gdy większość homoseksualnych interakcji z racji tabu społecznego musiała się ograniczać do przygodnego seksu w parkach, na dworcach i innych uroczych i romantycznych miejscach.
I gwałtów.
Było minęło.
Masz kluby gejowskie, w których "pełno uczuciowe związki" kwitną i więdną z częstotliwością wzwodu mniej więcej. Znam jedną parę homoseksualistów z ponad pięcioletnim stażem jako wyjątek spośród reszty znanych mi gejów. Wśród, których "pełny uczuciowy związek" ogranicza się do wspólnego płacenia rachunków w przerwach pomiędzy przeprowadzkami do innych partnerów.
W ogóle co to jest ten pełny uczuciowy związek?
08-03-2010 20:55 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Masz kluby gejowskie, w których "pełno uczuciowe związki" kwitną i więdną z częstotliwością wzwodu mniej więcej.

Twoją żenująca uwagę skomentuję tak. Masz heteroseksualne burdele gdzie wzorzec matki realizuje sie w dziwce a ojca w dziwkarzu. I taki jest twój argument (przynajmniej w nawiązaniu do najbardziej interesującej dla homofobiątek części gejowskich klubów - darkroomu)

Ale serio - jeśli ty istnienie [b]gejowskich klubów[/i] uznajesz za objaw wyrównania statusu gejów to masz źle w głowie. Kluby gejowskie i kluby hetero to lustrzane odbicie klubów dla białych i czarnych z czasów segregacji rasowej. Nie są żadną oznaką normalności a świadectwem, że jeśli dwóch facetów chce iść potańczyć to wciąż nie może normalnie do pierwszej z brzegu dyskoteki tylko musi do jakiś specjalnych klubów. W krajach bardziej cywilizowanych (na przykład skandynawskich) pojęcie "klubu branżowego' powoli zanika.

Co interesujące, w tych samych krajach nietrwałość związków hetero nie odbiega od nietrwałości związków homo - w obu przypadkach wynosi średnio kilkanaście lat bodaj.

Zdumiewające jak różni się "wrodzony" promiskuityzm w zależności od geografii, ha ha.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 22:07 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>>Masz kluby gejowskie, w których "pełno uczuciowe związki" kwitną i więdną z częstotliwością wzwodu mniej więcej.
>Twoją żenująca uwagę skomentuję tak. Masz heteroseksualne burdele gdzie wzorzec matki realizuje sie w dziwce a ojca w dziwkarzu.
I nie mam problemu, zapomniałeś.
>I taki jest twój argument (przynajmniej w nawiązaniu do najbardziej interesującej dla homofobiątek części gejowskich klubów - darkroomu)
Argument?
>Ale serio - jeśli ty istnienie [b]gejowskich klubów[/i] uznajesz za objaw wyrównania statusu gejów to masz źle w głowie. Kluby gejowskie i kluby hetero to lustrzane odbicie klubów dla białych i czarnych z czasów segregacji rasowej.
Ja tam byłem wiele razy w klubach dla gejów. Nikt z ochrony ani z pracowników, wyrzutów mi nie robił z powodu przyjścia tam z dziewczyną.
>Nie są żadną oznaką normalności a świadectwem, że jeśli dwóch facetów chce iść potańczyć to wciąż nie może normalnie do pierwszej z brzegu dyskoteki tylko musi do jakiś specjalnych klubów. W krajach bardziej cywilizowanych (na przykład skandynawskich) pojęcie "klubu branżowego' powoli zanika.
Chyba na Soho nie byłeś albo np. w amsterdamskim It. z tych mniej cywilizowanych od Skandynawii
>Co interesujące, w tych samych krajach nietrwałość związków hetero nie odbiega od nietrwałości związków homo - w obu przypadkach wynosi średnio kilkanaście lat bodaj.
>Zdumiewające jak różni się "wrodzony" promiskuityzm w zależności od geografii, ha ha.
Cóż szerokość i długości geograficznej Polski ustawą o homoadopcji nie zmienisz.
Sylwek (15472 punktów)

>Ja tam byłem wiele razy w klubach dla gejów. Nikt z ochrony ani z pracowników, wyrzutów mi nie robił z powodu przyjścia tam z dziewczyną.

No dobrze, prawie lustrzanym. Następnym razem idź do klubu hetero z "chłopakiem".

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
09-03-2010 00:20 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>No dobrze, prawie lustrzanym. Następnym razem idź do klubu hetero z "chłopakiem".
Ale do czego jest mi to potrzebne?
Znowu chcesz swój problem przerzucić na mnie, ale ja nie jestem zainteresowany braniem na siebie Twoich problemów.
09-03-2010 12:41 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>I mają zostać złagodzone, poprzez specjalne wyróżnienie subkultury powstałej w skutek zdefiniowania upodobań seksualnych nazwą orientacja.

Jak już zauważył Sylwek, orientacja seksualna to o wiele więcej niż zamiłowanie do określonych sposobów uprawiania seksu.

>Nadaniem jej reprezentantom podkreślonego i zapisanego wielka literą przywileju adopcji cudzych dzieci.

Prawa, jakie mają i pary o innej seksualnej orientacji.

>Poproszę o ułatwienie dostępu do marihuany dla rastamanów bo lubią ją palić i do LSD dla hipisów.

Jestem zwolennikiem legalizacji narkotyków - z wielu powodów, ale to inna kwestia.

>Specjalnych udogodnień w procesie adopcyjnym dla hipisów i rastamanów żądam również. Ponieważ nie ma jednoznacznych dowodów przeciw tezie, że skłonności do uzależnień kształtują się w okresie prenatalnym. W związku z czym nie jest udowodnione, że mogą mieć wpływu na stosunek do używek adoptowanego dziecka.

Tania demagogia - uzależnienie od narkotyków dyskwalifikuje ew. rodziców adopcyjnych tak samo jak uzależnienie od (legalnego) alkoholu.

>Przyjrzyj się np. ilości pozwów o dyskryminację na tle rasowym składanych przez pracowników, szczególnie w U.K. Gdzie prawie każdy leniwy matoł, przypomina sobie o tym, że jest czarny i leci do adwokata, kiedy pracodawca wywala go z roboty, za prezentowanie wyżej wymienionych cech.

Cwaniacy starają się kiwać system zawsze i wszędzie. Iluż takich w Polsce. A nieformalna dyskryminacja rasowa niezależnie od tego wciąż pozostaje, w Europie i nie tylko, faktem.

>Skąd się wzięło te 57 tysięcy?

Stąd.

>Ojcowie z wrodzoną orientacją homoseksualną spłodzili je, czy genetycznie uwarunkowane matki urodziły?
>Zanim ta zdeterminowana orientacja zdążyła się u nich objawić.

Uparcie usiłujesz pożenić pięść z nosem tj. płodność z orientacją seksualną. Właściwie - po co?

>Ludzkość radziła sobie bez tej nowomowy nie pamiętam od kiedy i do 1973 używała pojęć takich jak np. starożytne: uranizm, trybadyzm, miłość grecka czy lesbijska.

Tiaaa... tudzież równie starożytne: Grzech Sodomski, Obrzydliwość, Wszeteczeństwo etc., jak i bardziej współczesne: zboczenie, choroba czy pedalstwo. Z bardzo konkretnymi skutkami dla tej części ludzkości, która w sytuacji nasycenia dyskursu taką retoryką poradzić sobie nie była w stanie.

>Aż w 1973 roku narodziła się orientacja homoseksualna i wskutek narodzin tej nowej tradycji celem jej uzasadnienia powstały orientacje: heteroseksualna i biseksualna.

Ostatnio dodaje się aseksualną jeszcze, i co z tego?

>Tak dotyczy, również orientacji hetero i biseksualnej, jako skutków ubocznych bzdury pt. orientacja, używanej do nazwania upodobań seksualnych.

Ileż razy można tłumaczyć, że to pojęcie o wiele szersze?

>Teraz a propos Twojego błędnego koła i §22 oraz vox populi, to przypomnę, IUS EST ARS BONI ET AEQUI - "Prawo jest sztuką stosowania tego, co dobre i słuszne" jak określa je Celus.

Pytanie, kto ma orzekać, co mianowicie jest dobre i słuszne.

>Kazuistyka prawa Rzymskiego opiera się głównie na działaniach dotyczących konkretnych przypadków a więc na tworzenie przepisów prawnych opartych na konkretnych sytuacjach a nie sytuacjach abstrakcyjnych.

Dziesiątki tysięcy ludzi w Polsce mają bardzo konkretny problem z konkretnej dyskryminacji wyrosły.

>Abstrakcją jest pojęcie

Abstrakcją jest każde pojęcie.

>orientacji seksualnej jak i dyskryminacji upodobań seksualnych reprezentantów, wyrosłej na bazie tego pojęcia, subkultury.

1.Quousque tandem?
2. Wolne żarty.
3. Subkultury homoseksualne istniały w całej historii niezależnie od dzisiejszego "pojęcia orientacji".

>A totalną abstrakcją jest uprzywilejowanie jej względem adopcji cudzych dzieci, ze względu na to, że wskutek własnych upodobań, skazują się na bezpłodność własnego popędu seksualnego.

Co ma piernik (płodność) do wiatraka (równego prawa do adopcji)?

>W U.K. placówki adopcyjne mają zakaz odrzucania wniosków o adopcję wyłącznie na podstawie orientacji seksualnej par starających się o dziecko.

I słusznie.

>Który przepis w kodeksie rodzino-opiekuńczym nakazuje odrzucać wnioski na podstawie orientacji?

Sam jestem ciekaw, bo jako żywo nie słyszałem dotąd o przypadku prawnej adopcji dziecka przez parę jednopłciową w Polsce. Czyżby wbrew własnemu prawu państwo polskie działało?
09-03-2010 15:22 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>>I mają zostać złagodzone, poprzez specjalne wyróżnienie subkultury powstałej w skutek zdefiniowania upodobań seksualnych nazwą orientacja.
>Jak już zauważył Sylwek, orientacja seksualna to o wiele więcej niż zamiłowanie do określonych sposobów uprawiania seksu.
Zauważył i na deklaracji uważność się skończyła.
>Prawa, jakie mają i pary o innej seksualnej orientacji.
Łącznie z tą aseksualną na czele.
>Jestem zwolennikiem legalizacji narkotyków - z wielu powodów, ale to inna kwestia.
Kwestia wartości, wolności i szkodliwości. Inna zupełnie, niech Ci będzie.
>Tania demagogia - uzależnienie od narkotyków dyskwalifikuje ew. rodziców adopcyjnych tak samo jak uzależnienie od (legalnego) alkoholu.
Pewnie, że demagogia ale cóż obydwaj gramy tymi samymi kartami. Natomiast co do ceny każdej z nich mamy rozbieżne zdanie, co zresztą jest naturalne.
>>Przyjrzyj się np. ilości pozwów o dyskryminację na tle rasowym składanych przez pracowników, szczególnie w U.K. Gdzie prawie każdy leniwy matoł, przypomina sobie o tym, że jest czarny i leci do adwokata, kiedy pracodawca wywala go z roboty, za prezentowanie wyżej wymienionych cech.
>Cwaniacy starają się kiwać system zawsze i wszędzie. Iluż takich w Polsce. A nieformalna dyskryminacja rasowa niezależnie od tego wciąż pozostaje, w Europie i nie tylko, faktem.
I zapisy ustawowe tego nie zmieniły. Dodać zapomniałeś.
>>Skąd się wzięło te 57 tysięcy?
>Stąd.
>>Ojcowie z wrodzoną orientacją homoseksualną spłodzili je, czy genetycznie uwarunkowane matki urodziły?
>>Zanim ta zdeterminowana orientacja zdążyła się u nich objawić.
>Uparcie usiłujesz pożenić pięść z nosem tj. płodność z orientacją seksualną. Właściwie - po co?
Dla rozróżnienia właściwego podstawowej kwestii: "W Danii, Finlandii, Niemczech i Izraelu dozwolona jest adopcja dziecka partnera partycypującego w związku partnerskim." . Z tym się zgadzam jak najbardziej ale prawo do adopcji sierot to już zwyczajna przesada.
Za linkiem podanym przez Ciebie.
>Tiaaa... tudzież równie starożytne: Grzech Sodomski, Obrzydliwość, Wszeteczeństwo etc., jak i bardziej współczesne: zboczenie, choroba czy pedalstwo. Z bardzo konkretnymi skutkami dla tej części ludzkości, która w sytuacji nasycenia dyskursu taką retoryką poradzić sobie nie była w stanie.
Przykład karciany tutaj demagogią zwany.
>Ostatnio dodaje się aseksualną jeszcze, i co z tego?
Ano tylko to, że pojęcie takowe uważam za bzdurne. I ten najbardziej zainteresowany, poza zarzucaniem mi bredzenia, nie jest w stanie poza swoja skłonnością do stadnych deklaracji nic, oprócz obelg i prowokacji, w obronie tej bzdury napisać.
>Ileż razy można tłumaczyć, że to pojęcie o wiele szersze?
Może ktoś w końcu rozszerzy mój horyzont. Pojęcie jest pojęciem niosącym za sobą konsekwencje prawne i tyle. Uważam je za pojęcie bzdurne i nikt nie chce mnie oświecić.
>Pytanie, kto ma orzekać, co mianowicie jest dobre i słuszne.
Wg. prawa podmiotowego?
Prawo podmiotowe jest najczęściej rozumiane jako sfera możności działania ograniczona przez dyspozycję normy prawnej, bądź jako sfera wolności zachowań (działań lub zaniechań) wynikająca z natury.
Czy prawa przedmiotowego?
"Prawo, a ściślej prawo w ujęciu przedmiotowym, to system norm prawnych, czyli ogólnych, abstrakcyjnych i jednoznacznych dyrektyw postępowania, które powstały w związku z istnieniem i funkcjonowaniem państwa lub innego uporządkowanego organizmu społecznego, ustanowione lub uznane przez właściwe organy władzy odpowiednio publicznej lub społecznej i przez te organy stosowane, w tym z użyciem przymusu."
W obydwu przypadkach odpowiedzi są zawarte w definicji.
>>Abstrakcją jest pojęcie
>Abstrakcją jest każde pojęcie.
Przepraszam. Terminu bzdurnie zdefiniowanego
>>orientacji seksualnej jak i dyskryminacji upodobań seksualnych reprezentantów, wyrosłej na bazie tego pojęcia, subkultury.
>1.Quousque tandem?
Aż się wyczerpie, bądź mnie przekona
>2. Wolne żarty.
Vice versa.
>3. Subkultury homoseksualne istniały w całej historii niezależnie od dzisiejszego "pojęcia orientacji".
Jesteś specem. Moja wiedza ogranicza się do Amazonek. Zechcesz ją poszerzyć o jakieś niemitologiczne zorganizowane subkultury poza wyspą Lesbos, to będzie przynajmniej szansa na przekonanie mnie bo cudze zniecierpliwienie działa na mnie kiepsko.
>Co ma piernik (płodność) do wiatraka (równego prawa do adopcji)?
Co ma upodobanie do sypiania z przedstawicielami tej samej płci do dzieci, bo jak na razie to pustą demagogię słyszę o równości zdeklarowanych gejów walczących o status płci trzeciej niemalże?
>>Który przepis w kodeksie rodzino-opiekuńczym nakazuje odrzucać wnioski na podstawie orientacji?
>Sam jestem ciekaw, bo jako żywo nie słyszałem dotąd o przypadku prawnej adopcji dziecka przez parę jednopłciową w Polsce. Czyżby wbrew własnemu prawu państwo polskie działało?
Nie da rady bo tak jest to prawo skonstruowane, że inaczej niż za zgodą urzędu się nie da. Chyba, że w Strasburgu i dodatkowy zapis o dyskryminacji niczego nie zmieni na lepsze a jedynie pogorszy sytuację dzieci w tym konkretnym wypadku oraz pracodawców i gro obywateli dając cwaniakom piątego asa do wykorzystania. Rozszerzenie pojęcia konkubinatu i zgoda na małżeństwa ma jak największy sens ale uprzywilejowanie w kwestii adopcji przez specjalnie dedykowane zapisy, to już przesada.
10-03-2010 17:11 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Cwaniacy starają się kiwać system zawsze i wszędzie. Iluż takich w Polsce. A nieformalna dyskryminacja rasowa niezależnie od tego wciąż pozostaje, w Europie i nie tylko, faktem.
>I zapisy ustawowe tego nie zmieniły. Dodać zapomniałeś.

Bo żaden zapis ustawowy nie zmieni faktu, że człek będzie wykorzystywał faktycznie istniejące możliwości działania na rzecz swego interesu. To już zadanie władzy wykonawczej i kwestia tego, czy jest ona sprawna na tyle, by kiwanie systemu uczynić nieopłacalnym.

>Dla rozróżnienia właściwego podstawowej kwestii: "W Danii, Finlandii, Niemczech i Izraelu dozwolona jest adopcja dziecka partnera partycypującego w związku partnerskim." . Z tym się zgadzam jak najbardziej ale prawo do adopcji sierot to już zwyczajna przesada(wytłuszczenie moje - big_zyd).

Hmmm... kto to pisał:
Cytat:
cudze zniecierpliwienie działa na mnie kiepsko
???

>>Tiaaa... tudzież równie starożytne: Grzech Sodomski, Obrzydliwość, Wszeteczeństwo etc., jak i bardziej współczesne: zboczenie, choroba czy pedalstwo. Z bardzo konkretnymi skutkami dla tej części ludzkości, która w sytuacji nasycenia dyskursu taką retoryką poradzić sobie nie była w stanie.
>Przykład karciany tutaj demagogią zwany.

Żyjemy w świecie, w którym wciąż w wielu krajach kontakty homoseksualne są karane (gdzieniegdzie nawet śmiercią) - zarzut demagogii uznaję więc za całkowicie chybiony.

>I ten najbardziej zainteresowany, poza zarzucaniem mi bredzenia, nie jest w stanie poza swoja skłonnością do stadnych deklaracji nic, oprócz obelg i prowokacji, w obronie tej bzdury napisać.

Cóż - refleksję na temat stylu polemik między Sylwkiem a Tobą i Adamiakiem pozostawię Wam samym. Z argumentami podawanymi przez Sylwka się zgadzam.

>>Ileż razy można tłumaczyć, że to pojęcie o wiele szersze?
>Może ktoś w końcu rozszerzy mój horyzont. Pojęcie jest pojęciem niosącym za sobą konsekwencje prawne i tyle. Uważam je za pojęcie bzdurne i nikt nie chce mnie oświecić.

No, popatrz, jakie to te ludzie nieużyte teraz... . Całe szczęście, że ja taki nie jestem... .

>>Pytanie, kto ma orzekać, co mianowicie jest dobre i słuszne.
>Prawo podmiotowe (...) wynikająca z natury.

Pomysły prawno-naturalne między mitologie wkładam.

>"Prawo, a ściślej prawo w ujęciu przedmiotowym (...) ustanowione lub uznane przez właściwe organy władzy odpowiednio publicznej lub społecznej i przez te organy stosowane, w tym z użyciem przymusu."

Aha - władza. Jesteśmy w domu .

>>3. Subkultury homoseksualne istniały w całej historii niezależnie od dzisiejszego "pojęcia orientacji".
>Jesteś specem. Moja wiedza ogranicza się do Amazonek. Zechcesz ją poszerzyć o jakieś niemitologiczne zorganizowane subkultury poza wyspą Lesbos, to będzie przynajmniej szansa na przekonanie mnie bo cudze zniecierpliwienie działa na mnie kiepsko.

Takie cóś albo takie - może być?

>na razie to pustą demagogię słyszę o równości zdeklarowanych gejów walczących o status płci trzeciej niemalże?

Płci jest wśród ludzi z natury przynajmniej pięć. Być może pora już, by ten fakt znalazł swe odzwierciedlenie w systemach prawnych?

> Rozszerzenie pojęcia konkubinatu i zgoda na małżeństwa ma jak największy sens ale uprzywilejowanie w kwestii adopcji przez specjalnie dedykowane zapisy, to już przesada.

Nie postuluję uprzywilejowania a zniesienie upośledzenia.
10-03-2010 21:31 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>Bo żaden zapis ustawowy nie zmieni faktu, że człek będzie wykorzystywał faktycznie istniejące możliwości działania na rzecz swego interesu. To już zadanie władzy wykonawczej i kwestia tego, czy jest ona sprawna na tyle, by kiwanie systemu uczynić nieopłacalnym.
Super, że to napisałeś bo teraz możemy wrócić na ziemię z lotu pomiędzy wartościami, ponieważ
>>Dla rozróżnienia właściwego podstawowej kwestii: "W Danii, Finlandii, Niemczech i Izraelu dozwolona jest adopcja dziecka partnera partycypującego w związku partnerskim." . Z tym się zgadzam jak najbardziej ale prawo do adopcji sierot to już zwyczajna przesada(wytłuszczenie moje - big_zyd).
>Hmmm... kto to pisał:
>Cytat:
cudze zniecierpliwienie działa na mnie kiepsko
???

prawo ma być precyzyjnym zapisem ogólnych norm regulujących. Twoje wytłuszczenia są przykładem moich niesprecyzowanych uogólnień. Jestem przeciwnikiem odbierania dzieci partnerom homoseksualym których partner osierocił dziecko, wspólnie przez nich wychowywane. Gdyż jest to niepotrzebnym szokiem dla dziecka. Miało ojca i ojczyma. Zostaje sierotą biologiczną ale w sensie społecznym nie jest sierotą gdyż jest ojczym i uważam za zbrodnię robienie z dziecka pełnowartościowej sieroty tylko, ze względu na orientację ojczyma. Natomiast nie zgadzam się na przywilej adopcji sieroty z domu dziecka, gdyż nie ma to dla mnie żadnego logicznego uzasadnienia.
Zostawmy art. adopcyjne w spokoju. A zajmijmy się konkubinatem i małżeństwem gdyż to wystarczy w zupełności do rozwiązania powyższego problemu.
W wypadku zapisów o nietolerancji tudzież dyskryminacji, trzeba będzie wprowadzić te zapisy wszędzie i w ten sposób powstanie piąty as co przy wydolności naszego systemu wymiaru sprawiedliwości widzę jako totalną porażkę.
>>>Tiaaa... (...) w stanie.
>>Przykład karciany tutaj demagogią zwany.
>Żyjemy w świecie, w którym wciąż w wielu krajach kontakty homoseksualne są karane (gdzieniegdzie nawet śmiercią) - zarzut demagogii uznaję więc za całkowicie chybiony.
My mówimy o Polsce a nie o państewkach Oceanii, Ameryki środkowej, Aryki i Azji, gdzie jest przestępstwem natomiast Cytat:
Najwyższym wymiarem kary za kontakty homoseksualne jest kara śmierci zapisana w systemach prawnych następujących krajów: Afganistan[14], Arabia Saudyjska, Czeczenia, Iran (zob. Mahmud Asgari i Ajaz Marhoni), Jemen, Mauretania, Sudan, Somalia, Zjednoczone Emiraty Arabskie

Odsuwam wniosek o chybienie.
>No, popatrz, jakie to te ludzie nieużyte teraz... . Całe szczęście, że ja taki nie jestem... .
Cytat:
Nie. Ludzie nie mogą sobie wybrać orientacji seksualnej i zdecydować o byciu osobą homoseksualną lub heteroseksualną. Orientacja seksualna pojawia się u ludzi we wczesnym okresie dojrzewania, gdy w większości nie mają jeszcze za sobą żadnych doświadczeń seksualnych.
skąd te dzieci w związkach homoseksualnych, skoro wybrać nie można ?
Cytat:
Orientacja seksualna to coś zupełnie innego niż zachowanie seksualne, ponieważ odnosi się do uczuć i koncepcji samego siebie.

Cytat:
Istnieje wiele teorii wyjaśniających pochodzenie orientacji seksualnej. Naukowcy są dziś zgodni co to tego, że orientacja seksualna jest wynikiem złożonej interakcji czynników natury biologicznej, środowiskowej i poznawczej. U większości ludzi orientacja seksualna kształtuje się bardzo wcześnie. Ostatnio pojawiają się dowody sugerujące, że biologia, włączając w to czynniki genetyczne i wrodzone czynniki hormonalne, odgrywa znaczącą rolę w kształtowaniu ludzkiej seksualności. Podsumowując, należy stwierdzić, że istnieje prawdopodobnie wiele przyczyn powstawania określonej orientacji seksualnej, które mogą się różnić u różnych ludzi.

To jest chrzanienie ogólnikami, dużo i bez sensu jak ksiądz na kazaniu?
Nauka Nie Wie Nic na ten temat i tylko "naukowcy" chrzanią bzdury o kompromisach pomiędzy swoimi teoriami.
>>>Pytanie, kto ma orzekać, co mianowicie jest dobre i słuszne.
>>Prawo podmiotowe (...) wynikająca z natury.
>Pomysły prawno-naturalne między mitologie wkładam.
A ja nie.
>Aha - władza. Jesteśmy w domu .
Mam nadzieję. Bo naturalną sprawą jest dziecko przy rodzicu, któremu się genetycznie uwarunkowana orientacja zmieniła i koncepcja samego siebie będąca jej częścią. Ale nie naturalną sprawą jest dawanie dzieci tym, którym własna koncepcja siebie przeszkadza je mieć.
>Takie cóś albo takie - może być?
Oczywiście. Jak widzisz na podanych mi przykładach w innych kulturach subkultury homoseksualne mają, miały swoje specjalnie wyznaczone miejsce. W wypadku Indian przy obrządku szamańskim w Indiach przy obrządku religijnym. W obu kulturach były traktowane inaczej niż pozostali, ze względu na swą odmienność. Nie widzę w przykładach podanych równości.
Jestem za uszanowaniem odmienności a nie za farbowaniem czarnego na białe i odwrotnie.
>Płci jest wśród ludzi z natury przynajmniej pięć. Być może pora już, by ten fakt znalazł swe odzwierciedlenie w systemach prawnych?
Co masz na myśli?
>Nie postuluję uprzywilejowania a zniesienie upośledzenia.
To co Ty nazywasz upośledzeniem ma miejsce w wypadku odbierania dzieci wychowujących się w związkach homo. Natomiast uprzywilejowaniem jest dawanie dzieci ze sierocińców, tym którzy świadomie, bądź z powodów zdeterminowanych nawet i przed poczęciem, nie wykazują naturalnej chęci prokreacji.
Naturalnie, naturalne i logiczne. Reszta to demagogia bez oparcia w niczym oprócz frazesów o wolności i równości.
Sylwek (15472 punktów)

>nie wykazują naturalnej chęci prokreacji.

Och, zdziwiłbyś się, jak bardzo geje próbują płodzić dzieci

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 14:58 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>>nie wykazują naturalnej chęci prokreacji.
>Och, zdziwiłbyś się, jak bardzo geje próbują płodzić dzieci
Tak jak Ty dyskutować?
12-03-2010 09:52 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Natomiast nie zgadzam się na przywilej adopcji sieroty z domu dziecka, gdyż nie ma to dla mnie żadnego logicznego uzasadnienia.

Jasne. W Domu Dziecka będzie mu lepiej.

>W wypadku zapisów o nietolerancji tudzież dyskryminacji, trzeba będzie wprowadzić te zapisy wszędzie i w ten sposób powstanie piąty as co przy wydolności naszego systemu wymiaru sprawiedliwości widzę jako totalną porażkę.

Upieram się przy rozdzielaniu dwóch aspektów problemu, które mnie jawią się jako całkowicie rozłączne: a) ogólnych zasad demokratycznego państwa prawnego; b) sprawności konkretnego dzisiejszego państwa polskiego. Twe obiekcje odsyłają do aspektu b).

>>Żyjemy w świecie, w którym wciąż w wielu krajach (gdzieniegdzie nawet śmiercią) - zarzut demagogii uznaję więc za całkowicie chybiony.
>My mówimy o Polsce a nie o państewkach Oceanii, Ameryki środkowej, Aryki i Azji, gdzie jest przestępstwem
>Odsuwam wniosek o chybienie.

Stary dowcip: Murzyn w tramwaju czyta żydowską gazetę. Współpasażer trąca go w ramię: bardzo przepraszam, czy to, że pan jest czarny, panu nie wystarcza?

> skąd te dzieci w związkach homoseksualnych, skoro wybrać nie można ?

A choćby np. z nacisku małomiasteczkowego otoczenia na życie zgodnie z Jedynie Słusznym Modelem.

>Nauka Nie Wie Nic na ten temat i tylko "naukowcy" chrzanią bzdury o kompromisach pomiędzy swoimi teoriami.

Przez wrodzoną uczynność poszukałem Ci trochę na temat temat:
wyborcza.p(*)ksualizm_zapisany_w_mozgu.html
www.sciaga(*)alizm_wszystkie_teorie_naukowe
archiwum.polityka.pl/art/gej-gen-ges,398170.html
Tak czy owak: co ma kwestia genezy orientacji do równości praw?

>Mam nadzieję. Bo naturalną sprawą jest dziecko przy rodzicu, któremu się genetycznie uwarunkowana orientacja zmieniła i koncepcja samego siebie będąca jej częścią. Ale nie naturalną sprawą jest dawanie dzieci tym, którym własna koncepcja siebie przeszkadza je mieć.

Argument przeciw ubraniu i samolotom.

>Oczywiście. Jak widzisz na podanych mi przykładach w innych kulturach subkultury homoseksualne mają, miały swoje specjalnie wyznaczone miejsce. W wypadku Indian przy obrządku szamańskim w Indiach przy obrządku religijnym. W obu kulturach były traktowane inaczej niż pozostali, ze względu na swą odmienność. Nie widzę w przykładach podanych równości.

Bo w wymienionych społeczeństwach w ogóle żadnej równości nigdy nie było. O systemie kastowym pewnie słyszałeś?

>>Płci jest wśród ludzi z natury przynajmniej pięć. Być może pora już, by ten fakt znalazł swe odzwierciedlenie w systemach prawnych?
>Co masz na myśli?

Hermafrodytów, a także supermężczyzn i superkobiety - których i które za odrębne płcie można też uznać.

>>Nie postuluję uprzywilejowania a zniesienie upośledzenia.
>To co Ty nazywasz upośledzeniem ma miejsce w wypadku odbierania dzieci wychowujących się w związkach homo. Natomiast uprzywilejowaniem jest dawanie dzieci ze sierocińców, tym którzy świadomie, bądź z powodów zdeterminowanych nawet i przed poczęciem, nie wykazują naturalnej chęci prokreacji.

Podobnie jak Adamiak absurdalnie mieszasz trzy zjawiska, które w przyrodzie (nie mówiąc już o kulturze) pozostają odrębne: rozmnażanie, seks i zachowania opiekuńcze wobec młodych.

>Naturalnie, naturalne i logiczne.

Naturalnie to sobie możesz na afrykańskiej sawannie przycupnąć, surową padlinę wcinając - i tyle.
12-03-2010 10:13 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Podobnie jak Adamiak absurdalnie mieszasz trzy zjawiska...
   ... podczas, gdy chodzi tylko o dwa: być Janosikiem, czy nim nie być.

>Naturalnie to sobie możesz na afrykańskiej sawannie przycupnąć, surową padlinę wcinając - i tyle.
   A czy ja mogę naturalnym żaborłem i jego oparami odoru świeżością się delektować?
14-03-2010 15:59 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>>Natomiast nie zgadzam się na przywilej adopcji sieroty z domu dziecka, gdyż nie ma to dla mnie żadnego logicznego uzasadnienia.
>Jasne. W Domu Dziecka będzie mu lepiej.
Bigu. Rodzice adopcyjni czekają tak długo na adopcję, bo chyba za mało kurna tych sierot jest, a urzędników do prawidłowego przestrzegania instrukcyj wszelkich i do kontrolowania prawidłowego ich przestrzegania to na pewno brakuje. Więc w myśl dobra sierot, którymi to sobie strony gębę przy promocji swoich wizji ładu społecznego i imperatywów moralnych, wycierają, dodajmy jeszcze jeden przepis regulujący co by procedury przyspieszyć i wymiarowi sprawiedliwości dać zajęcie dodatkowe, że o trybunale w Strasburgu nie wspomnę.
>Upieram się przy rozdzielaniu dwóch aspektów problemu, które mnie jawią się jako całkowicie rozłączne: a) ogólnych zasad demokratycznego państwa prawnego; b) sprawności konkretnego dzisiejszego państwa polskiego. Twe obiekcje odsyłają do aspektu b).
a) Czyli ogólnej bajki o równości demokracją zwanej, regulowanej prawem publicznym normującym, podporządkowanie osób i jednostek organizacyjnych suwerennej władzy państwa i organizacji samorządu terytorialnego, a wiec tym podmiotom prawa, które występują wobec innych podmiotów w charakterze nośników władzy zwierzchniej przymusowej organizacji. Opiekę nad sierotami sprawuje państwo a równi jako ludzie to tylko wobec śmierci jesteśmy. Masz np. tutaj przykład demokracji w imię równości sprawnego działania synaps elektrycznych.
b)sprawności w maskowaniu bzdur o demokracji i równości oraz o jego opiekuńczej roli.
>>Odsuwam wniosek o chybienie.
>Stary dowcip: Murzyn w tramwaju czyta żydowską gazetę. Współpasażer trąca go w ramię: bardzo przepraszam, czy to, że pan jest czarny, panu nie wystarcza?
Ad. a) Dyskryminacja wobec osób o wzroście ponad 190 cm bo normy europejskie| 7308.3 + 7610.1 | 28122200-5 | Drzwi || 7308.3 + 7610.1 | 28122210-8 | Otwory drzwi || 7308.3 + 7610.1 | 28122211-5 | Framugi drzwi | nie gwarantują im, że nie będą musiały się schylać a ja muszę zdejmować cylinder. Upokarzające prawda?
>> skąd te dzieci w związkach homoseksualnych, skoro wybrać nie można ?
>A choćby np. z nacisku małomiasteczkowego otoczenia na życie zgodnie z Jedynie Słusznym Modelem.
Przeformułuję pytanie: jak zostały poczęte?
A, a propos np. panien z bękartem i qrestwa uprawianego przez bite żony, to co ma ten Jedynie Słuszny Model do powiedzenia. Albo takich wielkomiejskich przypadków jak choćby mój, kiedy to w myśl wspomnianego modelu zamykano mnie na izbie dziecka. Bo się gówniarzowi we łbie popieprzyło, że jest człowiekiem a nie przedmiotem własności świętego autorytetu władzy rodzicielskiej. Co im po gwarancjach prawnych?
Prawo nie jest od kształtowania postaw moralnych społeczności, tylko ma się do nich dopasować. Nie tędy droga.
>>Nauka Nie Wie Nic na ten temat i tylko "naukowcy" chrzanią bzdury o kompromisach pomiędzy swoimi teoriami.
>Przez (...) Tak czy owak: co ma kwestia genezy orientacji do równości praw?
To nie ja wnoszę ją jako argument. Nie ma nic bo jest terminem sztucznym jak widać poniżej.
>>Mam nadzieję. Bo naturalną sprawą jest dziecko przy rodzicu, któremu się genetycznie uwarunkowana orientacja zmieniła i koncepcja samego siebie będąca jej częścią. Ale nie naturalną sprawą jest dawanie dzieci tym, którym własna koncepcja siebie przeszkadza je mieć.
>Argument przeciw ubraniu i samolotom.
Tak. A dlaczego?
>>Oczywiście. (...) Nie widzę w przykładach podanych równości.
>Bo w wymienionych społeczeństwach w ogóle żadnej równości nigdy nie było. O systemie kastowym pewnie słyszałeś?
Tak. Na lekcji historii w czwartej klasie podstawówki. Dlatego dziwi mnie użycie takich argumentów. Nie ma równości i nie będzie jej tym bardziej jeżeli będziemy rozdawać przywileje w myśl idiotycznych haseł o wartościach. Nie widzę mniejszego absurdu w ochronie przywilejami tak wartości chrześcijańskich, jak i ochronie wartości równości w wypadku dostępu do cudzych dzieci dla tych, którzy są zdrowi i w myśl swojej ideii zdrowia mieć ich nie mogą. Proste jak najkrótszy odcinek z punktu a do punktu b.
>>>Płci jest wśród ludzi z natury przynajmniej pięć. Być może pora już, by ten fakt znalazł swe odzwierciedlenie w systemach prawnych?
>>Co masz na myśli?
>*Hermafrodytów, a także **supermężczyzn i ***superkobiety - których i które za odrębne płcie można też uznać.
* ...the number comes out to about 1 in 1500 to 1 in 2000 births.
**"Częstość występowania tego zespołu wynosi 0,1% populacji mężczyzn."
***"Występuje z częstością 1/1000 urodzeń (szacuje się, że 0,1% populacji kobiet ma ten zespół) i zazwyczaj przebiega bez istotnych cech fenotypowych lub klinicznych choroby."
Masturbacyjni i onanistki osobno lewo i prawo ręczni/e, jeszcze do tego bo częściej występują w populacji.
>Podobnie jak Adamiak absurdalnie mieszasz trzy zjawiska, które w przyrodzie (nie mówiąc już o kulturze) pozostają odrębne: rozmnażanie, seks i zachowania opiekuńcze wobec młodych.
Absurdalnie szafujesz abstrakcjami ideologicznymi, nie mającymi żadnego odniesienia do rzeczywistości, w sprawie dotyczącej żywych istot z krwi i kości.
>Naturalnie to sobie możesz na afrykańskiej sawannie przycupnąć, surową padlinę wcinając - i tyle.
Naturalnie to możesz np. pobawić się PS2 od kiedy nowszy procesor montuje się w rakietach Tomahawk bo ten super nowoczesny do celów cywilnych przy zbijaniu już się nie sprawdza tak dobrze jak 10 lat wcześniej.
Sylwek (15472 punktów)

>Tak samo już nie jest, jak większość parafilii wciąż nią jest, kwestia bardzo umownego zakwalifikowania tylko tyle.

Och doprawdy. Cóż, choroba powinna być problemem dla "chorego" w przeciwnym razie chorzy moga być na przykład przeciwnicy jedynie słusznego ustroju.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 16:58 
 0 na 2
Smith (10069 punktów)
>>Tak samo już nie jest, jak większość parafilii wciąż nią jest, kwestia bardzo umownego zakwalifikowania tylko tyle.
>Och doprawdy. Cóż, choroba powinna być problemem dla "chorego" w przeciwnym razie chorzy moga być na przykład przeciwnicy jedynie słusznego ustroju.
Doprawdy. Cóż, problemem jest przede wszystkim chorego.
Sylwek (15472 punktów)

>Doprawdy. Cóż, problemem jest przede wszystkim chorego.

Och, doprawdy? Wiesz to z własnego doświadczeni czy ktoś ci powiedział, lub może tak ci sie wydaje?

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 19:13 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>>Doprawdy. Cóż, problemem jest przede wszystkim chorego.
>Och, doprawdy? Wiesz to z własnego doświadczeni czy ktoś ci powiedział, lub może tak ci sie wydaje?
Tak z własnego. Kiedy cierpię na chorobę rhinitis, corryza, potocznie zwaną katarem lub inaczej nieżytem nosa, ale tym zwyczajnym bo ten inny mnie nie doświadczył, to nie płaczę z powodu, że ktoś mi noska nie chce podetrzeć.

Sylwek (15472 punktów)
Żebyś się nie zakrztusił śmiechem - to samo pytanie co do Adamiaka niżej.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 15:34 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Żebyś się nie zakrztusił śmiechem - to samo pytanie co do Adamiaka niżej.
Pytanie, a propos Panie Gramatyka czy interpunkcja, kończymy takim ? znakiem.
Powszechnie zwanym znakiem zapytania, tudzież pytajnikiem.
Dowcipność mocną stroną geja niestety nie jest.
Sylwek (15472 punktów)

>Dowcipność mocną stroną geja niestety nie jest.

Powiedz mi, proszę, bądź łaskaw, jak się nazywa definiowanie grupy przez jeden egzemplarz?

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 22:13 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Powiedz mi, proszę, bądź łaskaw, jak się nazywa definiowanie grupy przez jeden egzemplarz?
Egzemplarz to nie wiem.
08-03-2010 18:53 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>... problemem jest przede wszystkim chorego.
   
08-03-2010 19:53 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
>>... problemem jest przede wszystkim chorego.
>   
Jesteście obaj ze Smithem żałośni. Wyjaśnijcie mi, ale zupełnie serio nim podniesiecie śmieszny wrzask jakimi to niedowarzonymi porównaniami szafuję, czyim, jeśli nie Murzynów problemem było niewolnictwo? Albo czyim, jeśli nie Żydów Holocaust?

Bo w takim znaczeniu "problemu" jakim się posługujecie to był ich problem i słusznie ponosili tego konsekwencje. Tak jak, wedle was, geje i lesbijki ponoszą konsekwencję "swojego" problemu.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 22:01 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Jesteście obaj ze Smithem żałośni.
   Sam jesteś żałosny w swoim miauczeniu, by twój problem psychiczny rozwiązano przy pomocy systemowej zmiany prawa opieki nad innym człowiekiem.

>Wyjaśnijcie mi, ale zupełnie serio nim podniesiecie śmieszny wrzask jakimi to niedowarzonymi porównaniami szafuję...
   Mogę napisać za siebie.

>... czyim, jeśli nie Murzynów problemem było niewolnictwo? Albo czyim, jeśli nie Żydów Holocaust?
   Niewolnictwo było problemem Murzynów a Holokaust problemem Żydów i ewentualnie wszystkich tych, którzy ich problemy chcieli dzielić - o co ci chodzi, user?

>Bo w takim znaczeniu "problemu" jakim się posługujecie to był ich problem i słusznie ponosili tego konsekwencje.
   Jasne, że ich, a czy słusznie ponosili konsekwencje, to już jest zupełnie inny problem.

>Tak jak, wedle was, geje i lesbijki ponoszą konsekwencję "swojego" problemu.
   Zupełnie nie, bo w przypadku adopcji geje i lesbijki nie występują o równouprawnienie, tylko o przywilej znalezienia się w grupie ludzi, którym przysługuje prawo adopcji.
08-03-2010 22:38 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>Jesteście obaj ze Smithem żałośni.
Żałość z powodu pryszcza na czole obraz świata Ci popsuła ?
>Wyjaśnijcie mi, ale zupełnie serio nim podniesiecie śmieszny wrzask jakimi to niedowarzonymi porównaniami szafuję, czyim, jeśli nie Murzynów problemem było niewolnictwo? Albo czyim, jeśli nie Żydów Holocaust?
Albo trądzik dla nastolatka.
Ktoś Cię do niewolniczej pracy zmusza, czy w obozie koncentracyjnym zamyka?
>Bo w takim znaczeniu "problemu" jakim się posługujecie to był ich problem i słusznie ponosili tego konsekwencje. Tak jak, wedle was, geje i lesbijki ponoszą konsekwencję "swojego" problemu.
Kalibry Ci się pomieszały. Znaczy koliber z kalibrem raczej.
08-03-2010 22:46 
 0 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Kalibry Ci się pomieszały. Znaczy koliber z kalibrem raczej.

Nie ptam się o róznice stopnia tylko jakości.

1) Wskazujesz na "patologiczny" charakter homoseksualizmu.
2) Zostaje ci zwrócona uwaga, ze homoseksualizm nie stanowi sam w sobie problemu
3) Ty stwierdzasz, ze to homoseksualistów problem, że nie pasują do społeczeństwa (co jest kłamstwem tez i na innej płaszczyźnie - nie pasują jedynie do jego homofobicznej części)
4) Zauważam, ze taki sam mechanizm zwalania winy na pokrzywdzonych mozna zastoswoac i gdzie indziej.

Zaprzeczysz teraz swojemu oślizłemu rozumowaniu (że adamiak zrobi blablabla i wstawi piętnaście idiotycznych emotikon którymi jara się jak dzieciak nowym telefonem to nie wątpię)?

>Ktoś Cię do niewolniczej pracy zmusza, czy w obozie koncentracyjnym zamyka?

Nie, ale upierdliwe homofobki wciąż do swoich zakutych łbów sobie nie mogą wbić żeby pilnować własnej dupy i nie regulować cudzego życia.
Powiem wprost, gdyby fakty były inne (gdybyśmy nie wiedzieli jak homoadopcja, czy szerzej wszelkie niestandardowe modele rodzicielskie wpływają na rozwój dzieci) to od biedy takie ohydne wycieranie sobie pyska "dobrem dzieci" mogłoby ujść płazem. Ale jest inaczej, i takie oszołomskie, skurwiałe podejście trzeba tępić dokładnie tak samo jak rasizm, nazizm i inne choroby na jakie zapadają różne niedowartościowane jednostki.


dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 23:08 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>>Kalibry Ci się pomieszały. Znaczy koliber z kalibrem raczej.
>Nie ptam się o róznice stopnia tylko jakości.
>1) Wskazujesz na "patologiczny" charakter homoseksualizmu.
Nie. To tylko Tobie się zdaje, że coś wykazuję.
>2) Zostaje ci zwrócona uwaga, ze homoseksualizm nie stanowi sam w sobie problemu
Gdzie napisałem, że stanowi i po jaką cholerę ten zwrot?
>3) Ty stwierdzasz, ze to homoseksualistów problem, że nie pasują do społeczeństwa (co jest kłamstwem tez i na innej płaszczyźnie - nie pasują jedynie do jego homofobicznej części)
Problem tych, którzy problem takowy znajdują
>4) Zauważam, ze taki sam mechanizm zwalania winy na pokrzywdzonych mozna zastoswoac i gdzie indziej.
Tak, tak holokaust i niewolnictwo. Identyczne problemy, jak śpiączka i marudzenie poranne przed pójściem do szkoły.
>Zaprzeczysz teraz swojemu oślizłemu rozumowaniu (że adamiak zrobi blablabla i wstawi piętnaście idiotycznych emotikon którymi jara się jak dzieciak nowym telefonem to nie wątpię)?
Jak się ślinisz to może być oślizłe, kiedy ślina na nie skapnie.
>>Ktoś Cię do niewolniczej pracy zmusza, czy w obozie koncentracyjnym zamyka?
>Nie, ale upierdliwe homofobki wciąż do swoich zakutych łbów sobie nie mogą wbić żeby pilnować własnej dupy i nie regulować cudzego życia.
Wybacz ale rozmawiasz ze mną a nie z "homofobkami" i mój łeb to mój problem. A zakutość to sobie wypraszam.
Ja twojego życia nie reguluję i nie mam zamiaru bo interesuje mnie tyle co śnieg zeszłoroczny.
Ale kiedy próbujesz ingerować w życie kogoś na kim mi zależy to masz problem.
>Powiem wprost, gdyby fakty były inne (gdybyśmy nie wiedzieli jak homoadopcja, czy szerzej wszelkie niestandardowe modele rodzicielskie wpływają na rozwój dzieci) to od biedy takie ohydne wycieranie sobie pyska "dobrem dzieci" mogłoby ujść płazem.
A wiemy?
>Ale jest inaczej, i takie oszołomskie, skurwiałe podejście trzeba tępić dokładnie tak samo jak rasizm, nazizm i inne choroby na jakie zapadają różne niedowartościowane jednostki.
To se najpierw języczek naostrz na okazję tutejszą.
08-03-2010 23:18 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Nie. To tylko Tobie się zdaje, że coś wykazuję.

Mało, że bredzisz, to jeszcze nie wiesz co? Resztę pozostawię bez komentarza bo ma tyle samo sensu.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 23:41 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>>Nie. To tylko Tobie się zdaje, że coś wykazuję.
>Mało, że bredzisz, to jeszcze nie wiesz co?
Ja wiem co ale, że Tobie coś się znowu ubzdurało to tylko i wyłącznie problem bzdury bredzącego czyli Twój, że tak dodam na wypadek sensu poszukiwania próżnego.
>Resztę pozostawię bez komentarza bo ma tyle samo sensu.
Nareszcie zamiary na siły.

"Miej oczy szeroko otwarte, a usta otwieraj powoli." Chińska mądrość ludowa.
08-03-2010 23:14 
 0 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>... upierdliwe homofobki wciąż do swoich zakutych łbów sobie nie mogą wbić żeby pilnować własnej dupy i nie regulować cudzego życia.
   Przecie to upierdliwe gejaszki chcą regulować cudze życie wg. swoich prywatnych, za przeproszeniem, interesików.

>... takie oszołomskie, skurwiałe podejście trzeba tępić dokładnie tak samo jak rasizm, nazizm i inne choroby na jakie zapadają różne niedowartościowane jednostki...
   ... w tym geje chcący się dowartościować prawem do opieki nad cudzymi dziećmi.

   Masz rację, userku.
08-03-2010 23:21 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>>... upierdliwe homofobki wciąż do swoich zakutych łbów sobie nie mogą wbić żeby pilnować własnej dupy i nie regulować cudzego życia.
>   Przecie to upierdliwe gejaszki chcą regulować cudze życie wg. swoich prywatnych, za przeproszeniem, interesików.

Lub interesiku własnych dzieci. Ale tego aspektu wciąż nie poruszasz, wiadomo niezbyt pasuje do twojej brudnych działań.

A może cierpisz na tą samą dewiację co nazbyt wierzący - troszczysz się o potencjalne bardziej niż o aktualne.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 23:34 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Lub interesiku własnych dzieci. Ale tego aspektu wciąż nie poruszasz...

   A co z tymi dziećmi?
   Możesz gadać jaśniej?

>... wiadomo niezbyt pasuje do twojej brudnych działań.
   Na razie brudną hipokryzją kierują się geje mieszający i wykorzystujący dzieci do spraw swojego równouprawnienia.
08-03-2010 23:40 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Na "jasne" gadanie Placownika i big_zyda stwierdziłeś, że to się nie liczy.

Tobie naprawdę nie chodzi o dobro dzieci, a ponieważ widać to jak na dłoni, to nie będę tracił czasu na udowadnianie oczywistości.


dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 23:49 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Na "jasne" gadanie Placownika i big_zyda stwierdziłeś, że to się nie liczy.
   Myślałem, żeś co nowego wymyślił.

   Bo argumenty Placownika i big_zyda są ich argumentami - ja mam swoje.
Sylwek (15472 punktów)
09-03-2010 08:50 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Nie masz.
   Nie podobają ci się?
   Oj...
Sylwek (15472 punktów)
Po prostu ich nie masz.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 23:40 
 Ocena 2 na 2
apud (4399 punktów)
>>... upierdliwe homofobki wciąż do swoich zakutych łbów sobie nie mogą wbić żeby pilnować własnej dupy i nie regulować cudzego życia.
>   Przecie to upierdliwe gejaszki chcą regulować cudze życie wg. swoich prywatnych, za przeproszeniem, interesików.
>>... takie oszołomskie, skurwiałe podejście trzeba tępić dokładnie tak samo jak rasizm, nazizm i inne choroby na jakie zapadają różne niedowartościowane jednostki...
>   ... w tym geje chcący się dowartościować prawem do opieki nad cudzymi dziećmi.
>   Masz rację, userku.

Cejrowski jest dumny z was, tow. Adamiak!
08-03-2010 17:12 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>Tak samo już nie jest, jak większość parafilii wciąż nią jest, kwestia bardzo umownego zakwalifikowania tylko tyle.

   Krótko i węzłowato. Czy homoseksualizm jest chorobą?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
08-03-2010 17:25 
 Ocena 6 na 6
Kowalska (14008 punktów)
>   Krótko i węzłowato. Czy homoseksualizm jest chorobą?

   Nie. Nie jest chorobą.

Dwoje dorosłych ludzi, świadomych tego co robią, może w łóżku wyczyniać co chce. I nikomu nic do tego.
08-03-2010 17:55 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Tylko, że homoseksualizm to nie tylko łóżko. W każdym razie nie w większym stopniu niż heteroseksualizm.

Z heteroseksualizmem ma jednak to wspólnego, że boli tak samo, i tak samo człowiek chce go się pozbyć.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 18:34 
 Ocena 3 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>Tylko, że homoseksualizm to nie tylko łóżko. W każdym razie nie w większym stopniu niż heteroseksualizm.
   I właśnie dlatego, że nie tylko - prawo do adopcji mają związki heteroseksualne.

>Z heteroseksualizmem ma jednak to wspólnego, że boli tak samo, i tak samo człowiek chce go się pozbyć.
   Przy użyciu cudzego dziecka, bo swojego z racji preferencji seksualnych brzydzi się spłodzić.

   Więc deklaruje, że cudze chce z miłości do dzieci...

08-03-2010 19:39 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Tak, tak.

Albo przy pomocy swojego dziecka spłodzonego z użyciem matki zastępczej/donora spermy.

Albo własne dzieci w układzie 2+2

Albo...

...ale serio, przecież masz swoją fiksację, dobrze wszystkim już znaną, nie musisz o niej w kółko zanudzać.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 21:16 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)
>>Tylko, że homoseksualizm to nie tylko łóżko. W każdym razie nie w większym stopniu niż heteroseksualizm.
>   I właśnie dlatego, że nie tylko - prawo do adopcji mają związki heteroseksualne.
>>Z heteroseksualizmem ma jednak to wspólnego, że boli tak samo, i tak samo człowiek chce go się pozbyć.
>   Przy użyciu cudzego dziecka, bo swojego z racji preferencji seksualnych brzydzi się spłodzić.
>   Więc deklaruje, że cudze chce z miłości do dzieci...
>

Wstydzę się za Was, Towarzyszu Adamiak... bo Wy sami tego nie potraficie.
Adamiak (36436 punktów)
>Wstydzę się za Was, Towarzyszu Adamiak... bo Wy sami tego nie potraficie.

08-03-2010 23:40 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)
>>Wstydzę się za Was, Towarzyszu Adamiak... bo Wy sami tego nie potraficie.
>

QED...
08-03-2010 18:54 
 Ocena 2 na 4
Smith (10069 punktów)
>>Tak samo już nie jest, jak większość parafilii wciąż nią jest, kwestia bardzo umownego zakwalifikowania tylko tyle.
>   Krótko i węzłowato. Czy homoseksualizm jest chorobą?
Choroba ≠ zdrowie.
"Zdrowie jest stanem pełnego dobrego samopoczucia ("dobrostanu") fizycznego, psychicznego i społecznego, a nie tylko nieobecnością choroby czy niedomagania."
Definicja zdrowia z roku 1974 wg. Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
08-03-2010 19:19 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
> "Zdrowie jest stanem pełnego dobrego samopoczucia ("dobrostanu") fizycznego, psychicznego i społecznego, a nie tylko nieobecnością choroby czy niedomagania."Definicja zdrowia z roku 1974 wg. Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

   Ciekawe kiedy Spece od nomenklatury zaczną doginać "społeczny dobrostan" katarzystów i uznają chorych na tę smarkatą chorobę za "inaczej zorientowanych kichająco".

>Niech strój słów podkreśla urodę myśli...
   ... by w tęczę przeistoczyć się mogły zacierając ślady barw reminiscencji.
08-03-2010 19:43 
 Ocena 3 na 5
Sylwek (15472 punktów)

>Choroba ≠ zdrowie.
> "Zdrowie jest stanem pełnego dobrego samopoczucia ("dobrostanu") fizycznego, psychicznego i społecznego, a nie tylko nieobecnością choroby czy niedomagania."Definicja zdrowia z roku 1974 wg. Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Czym leczy się Żydów, ateistów, Murzynów, muzułmanów czy na przykład ludzi pragnących wolności w Korei Północnej?

Wszyscy oni są chorzy w ten sam sposób co homoseksualiści.

Adamiaku, jak tobie się żyje z twoją chorobą?

A jak z ich chorobą żyje się zwolennikom neoliberalizmu, w tym komunistycznym systemie ich dobrostan społeczny musi być mocno nadszarpnięty.

Zastanawiam się co mnie bardziej dziwi - wasza głupota czy nieograniczony pęd do samokompromitacji.

Czemu nie odebrać prawa do adopcji tym wszytkim chorym?
W trosce o dobro dzieci oczywiście - w końcu jest jasne, że problemy rodziców czynią ich nieoptymalnym środowiskiem dla potencjalnego adoptowanego dziecka.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
08-03-2010 23:56 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Czym leczy się Żydów, ateistów, Murzynów, muzułmanów czy na przykład ludzi pragnących wolności w Korei Północnej? (...) dla potencjalnego adoptowanego dziecka.
>


09-03-2010 00:19 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Czym leczy się Żydów, ateistów, Murzynów, muzułmanów czy na przykład ludzi pragnących wolności w Korei Północnej?
>Wszyscy oni są chorzy w ten sam sposób co homoseksualiści.


>Adamiaku, jak tobie się żyje...
                                             
08-03-2010 19:51 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>>   Krótko i węzłowato. Czy homoseksualizm jest chorobą?
>Choroba ≠ zdrowie.
> "Zdrowie jest stanem pełnego dobrego samopoczucia ("dobrostanu") fizycznego, psychicznego i społecznego, a nie tylko nieobecnością choroby czy niedomagania."Definicja zdrowia z roku 1974 wg. Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

   

   Pytanie dotyczyło homoseksualizmu, a odpowiedź - zdrowia. Nic to. Spróbuję resztę sobie dośpiewać. Homoseksualista to osoba, która nie jest zdrowa (bo trudno w jej przypadku mówić o stanie pełnego dobrego samopoczucia ("dobrostanu") fizycznego, psychicznego i społecznego} ale nie jest też chora (bo tego się nie leczy).

   A może się leczy? Jak się wykręcisz od odpowiedzi na takie pytanie?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
08-03-2010 21:45 
 Ocena 4 na 4
Smith (10069 punktów)
>   Pytanie dotyczyło homoseksualizmu, a odpowiedź - zdrowia. Nic to. Spróbuję resztę sobie dośpiewać. Homoseksualista to osoba, która nie jest zdrowa (bo trudno w jej przypadku mówić o stanie pełnego dobrego samopoczucia ("dobrostanu") fizycznego, psychicznego i społecznego} ale nie jest też chora (bo tego się nie leczy).
Miało być, krótko i węzłowato a dośpiewałeś śpiewająco.
>   A może się leczy?
Kiedyś próbowano z nędznym skutkiem i próbuje się do dzisiaj pomimo efektów miernych.
>Jak się wykręcisz od odpowiedzi na takie pytanie?
A dlaczego miałbym się wykręcać?
Samopoczucie psychiczne ze względu na uwarunkowanie społeczne homoseksualisty.
Samopoczucie to sprawa odczuwającego a uwarunkowanie sprawą społeczeństwa jest. Na samopoczucie uwarunkowany ma wpływ i zamiast pracować nad nim, próbuje wywierać presję na społeczeństwo poprzez takie działania jak homoadopcja.
Problem samopoczucia nie leży na zewnątrz tylko w środku.
Zaś zbyt mocne naciski na zewnątrz są odwzajemniane niechęcią wobec naciskającego, który nie radzi sobie z własnym samopoczuciem i jedynym efektem tej interakcji jest pogorszenie samopoczucia onego. Co z kolei prowadzi do coraz bardziej chaotycznego naciskania.
Nie mam nic przeciwko homoseksualistom ale na poprawianie sobie samopoczucia za pomocą sierot, szczególnie w polskich realiach nie zgadzam się.

   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli

09-03-2010 00:12 
 Ocena 1 na 1
apud (4399 punktów)

>   Krótko i węzłowato. Czy homoseksualizm jest chorobą?
>

Jak ty możesz takie pytania zadawać!
Chcesz Kończyc dyskusje czy jak?

Jak nie Żydzi to komuchy, jak nie Muzułmany to pedały, jak nie dupa Maryni to Cejrowski...
O czym by statystyczny Polak mógł dyskutować?
Sylwek (15472 punktów)

>O czym by statystyczny Polak mógł dyskutować?

Myślisz, że Adamiak czy Smith to statystyczny Polak?

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 15:06 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>>O czym by statystyczny Polak mógł dyskutować?
>Myślisz, że Adamiak czy Smith to statystyczny Polak?
Nie tupiący bezsilności i skomlący przez łzy własnej głupiej bezsilności Sylwek z powodu, że coś sobie ubzdurał i wyartykułować nawet nie potrafi, dlaczego niby wszyscy mieliby jego bzdurne roszczenia uznać.
To jest obraz bliższy wizerunkowi statystycznego Polaka.
09-03-2010 13:02 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)

>To w końcu Orientacja jest tą chorobą czy nie?

Przypuszczalnie niektóre "orientacje" można uznać za chorobę (społeczną) o nazwie dezorientacja.

Dla omawianego problemu widzę rozwiązanie podobne do deklaracji dotyczącej transplantacji. Niech każdy potencjalny rodzic zadeklaruje, komu można a komu nie można powierzyć opieki nad jego dziećmi w razie śmierci (lub innej dysfunkcji).

Czy taki element demokracji bezpośredniej (pomijając ew. trudności techniczne) byłby do przyjęcia?

[Po co Państwo (Osoba Prawna) ma decydować o fizyczności 'za plecami' autorów (tu, wytwórców dzieci), skoro wystarczy ich spytać?]
09-03-2010 14:02 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>>To w końcu Orientacja jest tą chorobą czy nie?
>Przypuszczalnie niektóre "orientacje" można uznać za chorobę (społeczną) o nazwie dezorientacja.
Względem jakiego odniesienia punktu?
>Dla omawianego problemu widzę rozwiązanie podobne do deklaracji dotyczącej transplantacji. Niech każdy potencjalny rodzic zadeklaruje, komu można a komu nie można powierzyć opieki nad jego dziećmi w razie śmierci (lub innej dysfunkcji).
W testamencie, niech dzieci zapisze, znaczy.
> Czy taki element demokracji bezpośredniej (pomijając ew. trudności techniczne) byłby do przyjęcia?
Pewnie i po problemie, jeżeli ktoś przed nagłą śmiercią zdąży, tudzież przed pozbawieniem praw rodzicielskich. Dziecko i tak jest traktowane jak przedmiot w tej bzdurnej debacie o wartościach to z uprzedmiotowieniem nie powinno być problemu.
>[Po co Państwo (Osoba Prawna) ma decydować o fizyczności 'za plecami' autorów (tu, wytwórców dzieci), skoro wystarczy ich spytać?]
To jedno z wielu pytań na liście "po co państwo?"
setarkos (10757 punktów)
> .. Dziecko i tak jest traktowane jak przedmiot w tej bzdurnej debacie o wartościach to z uprzedmiotowieniem nie powinno być problemu.

Chodzi właśnie u upodmiotowienie dziecka, czyli o zależność jego losu od ludzkiej (jego własnej lub rodziny) woli a nie tylko od przepisów administracyjnych (czy "woli boskiej")
11-03-2010 10:10 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>> .. Dziecko i tak jest traktowane jak przedmiot w tej bzdurnej debacie o wartościach to z uprzedmiotowieniem nie powinno być problemu.
>Chodzi właśnie u upodmiotowienie dziecka, czyli o zależność jego losu od ludzkiej (jego własnej lub rodziny) woli a nie tylko od przepisów administracyjnych (czy "woli boskiej")
Nie byłbym taki pewien czy niewolnik na targu był podmiotem czy jednak przedmiotem transakcji pomiędzy handlarzem a np. plantatorem. Moim skromnym zdaniem, zapisy testamentowe podobnie jak umowa handlowa dotyczą przedmiotów zapisu i umowy, oraz wynikających z dokumentu zobowiązań podmiotu w pierwszym, podmiotów w drugim wypadku.
11-03-2010 11:35 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
Możliwe, ze Pańskie "skromne" zdanie różni się od mojego tylko domniemaniem prawnym. Nie przypadkiem użyłem wcześniej porównania z dysponowaniem organami do transplantacji. Obstaję przy nieurynkowianiu i nieupaństwawianiu 'obrotu' ludzkimi ciałami (tym bardziej małymi ludźmi).
[Mówiąc przesadnie: zdawałoby się to podobne do ludożerstwa]
11-03-2010 13:20 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Możliwe, ze Pańskie "skromne" zdanie różni się od mojego tylko domniemaniem prawnym.
Jest pewne, ze się różni i możliwe, że nie tylko domniemaniem prawnym.
>Nie przypadkiem użyłem wcześniej porównania z dysponowaniem organami do transplantacji. Obstaję przy nieurynkowianiu i nieupaństwawianiu 'obrotu' ludzkimi ciałami (tym bardziej małymi ludźmi).
Postawa jak najbardziej słuszna, ale postulaty bardzo trudne do wyegzekwowania.
>[Mówiąc przesadnie: zdawałoby się to podobne do ludożerstwa]
Mówiąc przesadnie, tak.
10-03-2010 12:49 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Ale przykro mi, skutków decyzji o wykorzystywaniu popędu w kierunku przeciwnym niż prokreacyjny naprawiać przez przyznawanie prawa do wychowywania cudzych dzieci nie poprę nigdy.

Skutków decyzji? I ty masz jeszcze czelność oburzać się, gdy twoje wypowiedzi określam mianem bełkotu?

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
10-03-2010 15:51 
 Ocena 2 na 4
Smith (10069 punktów)
>>Ale przykro mi, skutków decyzji o wykorzystywaniu popędu w kierunku przeciwnym niż prokreacyjny naprawiać przez przyznawanie prawa do wychowywania cudzych dzieci nie poprę nigdy.
>Skutków decyzji? I ty masz jeszcze czelność oburzać się, gdy twoje wypowiedzi określam mianem bełkotu?
Ubezwłasnowolnienia względem wykorzystania popędu w kierunku przeciwnym niż prokreacyjny naprawiać przez przyznawanie prawa do wychowywania cudzych dzieci nie poprę nigdy.
Już Lepiej?
Tak bardziej, jak pod działaniem "substancji pobudzającej i rozjaśniającej umysł" napisane.
10-03-2010 17:17 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Nie jest istotne co ty chcesz przyznawać - istotne jest, że dyskryminujesz ludzi. Ot po prostu.
Pewnym parom (płodnym lub nie) pozwalasz ubiegać się o adopcję innym nie. Używasz arbitralnego kryterium homoseksualności, która to jest wrodzoną cechą i zupełnie nierelewantną dla kwestii rodzicielstwa. Równie dobrze możesz nie przyznawać prawa adopcji brunetom, i mówić, że decyzji o osiadaniu włosów o kolorze brązowym nie pozwolisz naprawiać adopcją.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
11-03-2010 09:20 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>Nie jest istotne co ty chcesz przyznawać
Vice versa.
>- istotne jest, że dyskryminujesz ludzi. Ot po prostu.
Tak matoły do szkoły albo banany prostować, elektrycy do stoczni, chłopi do roli, księża na księżyc a pasta, jedna do butów a druga do zębów i trzecia do podłogi. Ot po prostu.
>Pewnym parom (płodnym lub nie) pozwalasz ubiegać się o adopcję innym nie.
Oczywiście. Bo pary są drugim mniej ważnym elementem. I czyjeś zachcianki, z powodu kompleksu na punkcie własnego nieprzystosowania społecznego, nie interesują mnie.
>Używasz arbitralnego kryterium homoseksualności, która to jest wrodzoną cechą i zupełnie nierelewantną dla kwestii rodzicielstwa.
Możesz sobie krzyczeć nawet, że nadprzyrodzoną cechą jest, to i tak niczego nie zmienia.
>Równie dobrze możesz nie przyznawać prawa adopcji brunetom, i mówić, że decyzji o osiadaniu włosów o kolorze brązowym nie pozwolisz naprawiać adopcją.

05-03-2010 08:49 
 Ocena-1 na 1
Louri (24 punktów)
>Co do obrony praw i głosu dziecka - chciałbym zauważyć, że podczas adopcji dziecko tak czy inaczej za wiele do gadania nie ma - istotna jest tutaj rola urzędnika, który rzeczowo musi ocenić czy para jest w stanie zapewnić dziecku godziwy byt. Ma Pan rację z tą walką z homofobią - na pewno podniosłyby się takie głosy, ale to powinno unaocznić odpowiedzialność funkcji urzędnika - nie może on/ona kierować się swoimi religijnymi przekonaniami, czy nawet sumieniem, lecz prawem i rzeczowymi przesłankami. A jeśli ktoś poczuje się pokrzywdzony - od każdej decyzji można się przecież odwoływać.

Tak dokładnie, to jeżeli dziecko nie jest sierotą, to najwięcej do powiedzenia mają biologiczni rodzice. Natomiast sierota jest pytana (ogólnie) o zdanie w trakcie wywiadu z psychologiem w domu dziecka. W praktyce jednak nie zdarza się, że dziecko nie będzie chciało być adoptowane...

> Jeśli o "szkolny" ostracyzm idzie - cóż więc mamy robić? Trwać w obecnym status quo i "tolerować nietolerancję", czy powoli zmieniać oblicze naszego społeczeństwa?

Tu chciałem to tylko wypunktować - nie twierdzę, że taka sytuacja jest w porządku.

> "jeżeliby homoseksualiści mogli mieć dzieci, to ewolucja by się o to postarała" - fakt. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu że to lekkie uproszczenie problemu. Podział na płcie jest tylko jedną w wielu dróg rozmnażania wytworzoną przez ewolucję. Poza tym ewolucja nie jest "nieomylna", ani tym bardziej "celowa".

Odpowiedziałem post wyżej.

>Poza orientacją, homoseksualiści niczym nie różnią się od heteroseksualistów, czemuż więc mieliby mieć inne prawa?
>

Różnią się - choćby tym, że w naturalny sposób nie mogą się rozmnażać. I stąd cała dyskusja...
Sylwek (15472 punktów)

>Różnią się - choćby tym, że w naturalny sposób nie mogą się rozmnażać. I stąd cała dyskusja...

Kto się nie może naturalnie rozmnażać? Czy może pan senator na przykład?


dnoterlikowskiego.blogspot.com/
12-03-2010 11:19 
 Ocena 1 na 1
kognitywista (3391 punktów)
>Skoro nie masz nic do homo to dlaczego jesteś przeciwny wyrównywaniu praw? Coś pokrętna ta Twoja logika...
Louri rzeczywiście nie uzasadnił swojego stanowiska, ale zasady logiki nie zostały naruszone. Ja nie mam nic przeciwko himalaistom ale nie jestem zwolennikiem adoptowania przez nich dzieci.
lukasz9 (1220 punktów)

>Louri rzeczywiście nie uzasadnił swojego stanowiska, ale zasady logiki nie zostały naruszone. Ja nie mam nic przeciwko himalaistom ale nie jestem zwolennikiem adoptowania przez nich dzieci.

Tzn, że chciałbyś aby himalaiści byli pozbawieni prawa do adopcji ?
kognitywista (3391 punktów)
>>Louri rzeczywiście nie uzasadnił swojego stanowiska, ale zasady logiki nie zostały naruszone. Ja nie mam nic przeciwko himalaistom ale nie jestem zwolennikiem adoptowania przez nich dzieci.
>Tzn, że chciałbyś aby himalaiści byli pozbawieni prawa do adopcji ?

Ja tylko zwróciłem uwagę, że nie ma nic nielogicznego w akceptowaniu jakiejś grupy osób i jednoczesnym odmawianiu im jakichś szczególnych uprawnień. Nie piszę, żeby zabraniać tym grupom adopcji. Himalaiści mają prawo do adopcji ale nie są raczej idealnymi kandydatami na zastępczych rodziców. Decyzję podejmuje sąd rodzinny i na pewno bierze pod uwagę wiele okoliczności. A np. trójkąty heteroseksualne nie mają prawa do adopcji, choć nikt nigdzie nie udowodnił, że takim dzieciom działaby się krzywda. Niejeden libertyn chętnie pospieszy z dowodzeniem, że dzieciom adoptowanym przez trójkąty byłoby lepiej niż tym z rodzin alkoholików. Bardzo możliwe, że adopcja przez pary homoseksualne jest dobrym pomysłem. Ale nie jest to jakoś szczególnie oczywiste a tym bardziej nie wynika to z logiki.
lukasz9 (1220 punktów)

Zauważ, że Louri nie sprecyzował o zrównanie jakich praw mu chodzi, więc wnioskuję, że wszystkich. Owszem w kwestii wychowania dzieci przez homoseksualistów to można ich akceptować, ale nie zgadzać się na adopcję ze względu na dobro dziecka i tu jest logika. Ale np. w kwestii związków partnerskich, skoro się akceptuje homoseksualistów to nie widzę logicznego powodu aby im ich tego zabraniać. Według mnie niechęć do zrównywania praw bez uzasadnienia świadczy o braku akceptacji.
04-03-2010 20:23 
 Ocena 2 na 2
Arłukowicz (3162 punktów)
>Ej, tu koleś ma rację - z jednej strony ludzie wolą żyć "na kocią łapę", bo to łatwiejsze (za to niezgodne z dotychczasowym paradygmatem katolickim), natomiast ci, którzy żyć legalnie w związku nie mogli, tj. homoseksualiści, dążą do tego by mieć możliwość małżeństwa!

A, że co ? jak łatwiejsze ?
Najłatwiej jest chyba postępować zgodnie z obowiązującym paradygmatem - nie wnikając, czy się już dla ogółu zdogmatyzował, czy też jeszcze nie i dogmatyzując go dla samego siebie. To jest łatwizna.
A życie "na kocią łapę" ? Ja bym tego tak nie postrzegał.

pozdrawiam
05-03-2010 08:59 
 Ocena 1 na 1
Louri (24 punktów)
>>Ej, tu koleś ma rację - z jednej strony ludzie wolą żyć "na kocią łapę", bo to łatwiejsze (za to niezgodne z dotychczasowym paradygmatem katolickim), natomiast ci, którzy żyć legalnie w związku nie mogli, tj. homoseksualiści, dążą do tego by mieć możliwość małżeństwa!
>A, że co ? jak łatwiejsze ?
>Najłatwiej jest chyba postępować zgodnie z obowiązującym paradygmatem - nie wnikając, czy się już dla ogółu zdogmatyzował, czy też jeszcze nie i dogmatyzując go dla samego siebie. To jest łatwizna.
>A życie "na kocią łapę" ? Ja bym tego tak nie postrzegał.
>pozdrawiam

Prawda, uczyniłem skrót myślowy. Prawdopodobnie dlatego, że wiele znanych mi par żyjących "na kocią łapę" postrzega swój wybór jako ułatwienie (bo zawsze można "bezproblemowo" się rozejść, skorzystać z socjału jeśli jest dziecko, etc.).

Natomiast to, co piszesz o pójściu na łatwiznę - zgadzam się 100%, zresztą podobnie pisał o samej religii Fromm w "Ucieczce o wolności" - pozbycie się odpowiedzialności za swoje życie, i obowiązku myślenia i pracowania nad sobą - "zrobię tak, jak wszyscy".
05-03-2010 09:30 
 Ocena 1 na 1
Arłukowicz (3162 punktów)
[color=blue]>>>Ej, tu koleś ma rację - z jednej strony ludzie wolą żyć "na kocią łapę", bo to łatwiejsze (za to niezgodne z dotychczasowym paradygmatem katolickim),[/color]

Podtrzymuję swoje - błędnie postrzegane jako łatwiejsze

natomiast ci, którzy żyć legalnie w związku nie mogli, tj. homoseksualiści, dążą do tego by mieć możliwość małżeństwa!

Jak dążą, to powinni taką możliwość posiadać, tym bardziej, że w grę wchodzą kwestie dziedziczenia. Małżeństwo to przecież nic innego jak cywilno-prawny kontrakt. Nie upierałbym się - będąc na ich miejscu - co do nazewnictwa. Skoro termin małżeństwo jest w niektórych kulturach zarezerwowany dla par hetero - niech tak zostanie.

bo zawsze można "bezproblemowo" się rozejść,

Rozejście się ( przy założeniu bycia ze sobą, a nie tylko zaspokajania się ) jest zawsze problemowe ( mam tu na myśli sferę emocjonalną ), bez względu na to czy związek był/jest prawnie usankcjonowany.

pozdrawiam
07-03-2010 00:56 
 Ocena 7 na 7
Karol Ż. (42 punktów)
>Heh, nie mam nic do homo o ile tylko nie narzucają się publicznie (tj. i hetero)

Śmiem wątpić, czy twoje standardy w sprawie "narzucania się" par hetero- i homoseksualnych są równe. 95% społeczeństwa mówi o swoim heteroseksualizmie codziennie odkąd człowiek kończy naście lat (rozmowy o płci przeciwnej w podstawówce, komentarze wyrażające pociąg seksualny, wreszcie informowanie ludzi o swoim związku), a czasem także fizycznie "obnosi" (trzymanie się za ręce, przytulanie na ławce w parku) - pozostałe 5% nie jest heteroseksualne i przez kilka, a czasami kilkanaście lat wpisuje się w te społeczne normy, nie tylko nie mówiąc o swojej seksualności, ale wręcz udając, że jest ona skierowana do osób innej płci. Oczywiście całe to poświęcenie tylko po to, żeby nie urazić innych, nie narzucać się. Bo to samo zachowanie uznaje się niestety za "narzucanie" TYLKO w przypadku par homoseksualnych, i jest to notabene podręcznikowy przykład hipokryzji...

Nie mam nic do Żydów - niech sobie siedzą w domach i nie szafują się tymi swoimi żydowskimi nazwiskami. No i nie mogę nic poradzić, ale na myśli o ich krzywych nosach robi mi się niedobrze...


"O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć." - Ludwig Wittgenstein
07-03-2010 07:28 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>... wręcz udając, że jest ona skierowana do osób innej płci.
   To fakt.

>Oczywiście całe to poświęcenie tylko po to, żeby nie urazić innych, nie narzucać się.
   Jesteś pewny, że celem tego udawania jest troska o nienarzucanie się i nieurażanie innych?

>Bo to samo zachowanie uznaje się niestety za "narzucanie" TYLKO w przypadku par homoseksualnych, i jest to notabene podręcznikowy przykład hipokryzji...
   Też nie cierpię hipokryzji.

>Nie mam nic do Żydów - niech sobie siedzą w domach i nie szafują się tymi swoimi żydowskimi nazwiskami.
   Nie widziałem nigdy na ulicy Żyda z nazwiskiem na czole, no jedynie kiedyś była wśród nich moda na noszenie opasek z Gwiazdą Dawida i napisem "Jude".

>No i nie mogę nic poradzić, ale na myśli o ich krzywych nosach robi mi się niedobrze...
   À propos hipokryzji - krzywe nosy Aryjczyków bardziej ci się podobają?
Sylwek (15472 punktów)

>   Jesteś pewny, że celem tego udawania jest troska o nienarzucanie się i nieurażanie innych?

Biedny.
Już nawet nie widzi ironii.

Ale wiesz, tak w ogóle...
Sokrates z ciebie marny.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
Adamiak (36436 punktów)
>Biedny. Już nawet nie widzi ironii.
   Bogacz - wszystkich cele mierzy swoją miareczką.

>Ale wiesz, tak w ogóle... Sokrates z ciebie marny.
   A tak w szczególe, to i z Sokratesa marny Adamiak.
07-03-2010 21:05 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
> pozostałe 5% nie jest heteroseksualne i przez kilka, a czasami kilkanaście lat wpisuje się w te społeczne normy, nie tylko nie mówiąc o swojej seksualności, ale wręcz udając, że jest ona skierowana do osób innej płci. Oczywiście całe to poświęcenie tylko po to, żeby nie urazić innych, nie narzucać się.
Skąd te dane?
>Bo to samo zachowanie uznaje się niestety za "narzucanie" TYLKO w przypadku par homoseksualnych, i jest to notabene podręcznikowy przykład hipokryzji...
Się to ino błyska, ponoć. Kto uznaje?
>Nie mam nic do Żydów - niech sobie siedzą w domach i nie szafują się tymi swoimi żydowskimi nazwiskami. No i nie mogę nic poradzić, ale na myśli o ich krzywych nosach robi mi się niedobrze...
To nietrafiony przykład alegorii czy wyznanie?
Sylwek (15472 punktów)
Alegorii?

Słownik.

Kopyto.

Krowa interferuje z traktorem toposu.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
rudyment (3233 punktów)
I po co, słonka ty moja, czas tracisz na słuchanie radia?


Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
05-03-2010 07:42 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>I po co, słonka ty moja, czas tracisz na słuchanie radia?

Nie mam w domu telewizorni, radia słucham. A że się czasem taka Dera czy inna Kempa trafi...


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
05-03-2010 09:18 
 Ocena 1 na 1
Arłukowicz (3162 punktów)

>Nie mam w domu telewizorni, radia słucham. A że się czasem taka Dera czy inna Kempa trafi...

Przyznaj się, że "biegasz po kanałach" i ich szukasz Bo już tylko oni, stojący na straży tradycji i wartości, nam narodowi, się ostali

pozdrawiam
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Przyznaj się, że "biegasz po kanałach" i ich szukasz Bo już tylko oni, stojący na straży tradycji i wartości, nam narodowi, się ostali

Eeeee... nie, nie bardzo. Mam lekarskie zalecenie, żeby się nie denerwować. Ale komisję, tę od Pędzącego Królika, odsłuchiwałam całościowo

>pozdrawiam

Nawzajem.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
05-03-2010 12:02 
 Ocena 2 na 2
Arłukowicz (3162 punktów)
Ale komisję, tę od Pędzącego Królika, odsłuchiwałam całościowo

Też się przyznam, że odsłuchuję i oglądam, co tam - co niektórzy członkowie - mają do powiedzenia
kognitywista (3391 punktów)
>Też się przyznam, że odsłuchuję i oglądam, co tam - co niektórzy członkowie - mają do powiedzenia
Szczególnie taki jeden ... wygadany
Przyznam się, Bartek, że już na PAM-ie podobała mi się Twoja zdrowa bezczelność i cięty dowcip. Tak trzymaj ! Precz z obłudą !
Arłukowicz (3162 punktów)
>Szczególnie taki jeden ... wygadany
>Przyznam się, Bartek, że już na PAM-ie podobała mi się Twoja zdrowa bezczelność i cięty dowcip. Tak trzymaj ! Precz z obłudą !

No tak, ale ja studiowałem na AMG i UG i mam na imię Paweł, acz podobno również i mnie cechuje - jak to ująłeś - "zdrowa bezczelność i cięty dowcip". Być może jest to uwarunkowane genetyczne

pozdrawiam
kognitywista (3391 punktów)
Tak, czy inaczej ... zacny klan Arłukowiczów może być dumny z takich przedstawicieli rodu
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>- Jedyne normalne pary to te heteroseksualne, bo w naturze homoseksualizm nie istnieje.
>("Wystarczy się rozejrzeć")
W naturze samica modliszki zjada żywcem głowę samca podczas kopulacji, samce koników morskich wychowują dzieci (nawet je "rodzą"), w mrowisku są prawie same kobiety a i hien panuje totalny matriarchat. To mi przyszło do głowy na wspomnienie o "zjawiskach i zwyczajach występujących w naturze"

>- Przywileje wynikają z tego, że jest się zalegalizowanym związkiem, a pary homoseksualnie nim być nie mogą i nigdy nie będą mogły.
LOL XD

>- Ustalenie praw dla związków (nawet hetero) nie będących małżeństwem spowoduje zniszczenie instytucji rodziny,
Znaczy się nie ważne, czy się kochają, czy biją, czy przypalają papierosami albo odcinają kończyny papierek ma być i już, bo jak go nie ma to to jest złe. A nawet jeśli jest to najwspanialsza grupka (mama, tata, dziecko czy dwa) kochająca się najbardziej na świecie to i tak są źli, bo nie mają kółeczek na paluszkach.

>rozpad istniejących małżeństw.
Bo może w końcu im się uda, skoro tak tego chcą a taki pan im nie pozwala...

> Oprócz tego jest to promowanie "łatwizny", bo warto żyć tylko w małżeństwie, wszystko inne jest marne i bez sensu.
No tak, bo jedyne co powinni robić ludzie to "fabrykowanie" nowych ludzi, którzy będą produkować następnych. Bycie wynalazcą czy wysokiej klasy inżynierem bez żony/męża jest bez sensu, bo wtedy pomaga się w rozwoju techniki i ludzie nie chcą produkować następnych "fabryk"...

>- Ten projekt jest zakamuflowanym podejściem do promowania homoseksualizmu, adopcji dzieci przez pary homoseksualne oraz próbą zniszczenia tradycyjnych wartości polskich,
Zapomniał dodać o "katolickich korzeniach europy"

> jak również podważaniem konstytucji.
Lol, w którym miejscu?

>Jeśli nie słuchaliście - na stronie jest archiwum audycji, nagranie powinno się niedługo pojawić.
Mam ciekawsze rzeczy do robienia niż słuchanie jakiegoś przedpotopowca z którym nawet dyskusji przeprowadzić nie mogę.

>Na koniec, zagadka: Z jakiej partii wywodzi się poseł Dera?
naPISałabym, ale boję się, bo mi się będą kaczki śniły po nocach
04-03-2010 20:26 
 Ocena 1 na 1
Arłukowicz (3162 punktów)
>Zapomniał dodać o "katolickich korzeniach europy"
Ba ! Ludzkości całej
>> jak również podważaniem konstytucji.
>Lol, w którym miejscu?
W tej nienapisanej preambule

pozdrawiam
05-03-2010 07:42 
 Ocena 1 na 1
Elka I Ponura (7473 punktów)
>>- Ten projekt jest zakamuflowanym podejściem do promowania homoseksualizmu, adopcji dzieci przez pary homoseksualne oraz próbą zniszczenia tradycyjnych wartości polskich,
>Zapomniał dodać o "katolickich korzeniach europy"

Nie pamiętam całości, możliwe, że wspomniał. Tyle ciekawych rzeczy mówił, że możliwe.

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Ashaard (130 punktów)
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Link do audycji: bi.gazeta.pl/im/0/7625/m7625630.mp3 .

O, dzięki! Nie wiedziałam, kiedy się pojawi


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
trickster (903 punktów)
(zablokowany)

>Na koniec, zagadka: Z jakiej partii wywodzi się poseł Dera?

Eeee... hmm... PZPR? Zgadłem?
Piątkowski (5131 punktów)
A co było by z prawem do adopcji przez pary homo, w sytuacji gdyby nie istniały niechciane/osierocone dzieci, a ich chęć posiadania dzieci była by niezaspokojona?

Nie jestem przeciwnikiem adopcji przez pary homo, ale póki co chyba nasze społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na to (potrzeba wielu lat, aby homoseksualizm był traktowany jako coś normalnego), czuję, że te dzieciaki miały by przerąbane w szkole, na podwórku itp... na co dzień spotykam się z bardzo podobną fałszywą tolerancja jako cudzoziemiec w UK, niby nas tolerują, niby z nami rozmawiają, ale jesteśmy dla nich obywatelami drugiej kategorii, z sporadycznymi wyjątkami... każdy "inny" jest celem ataku przez frustratów, obwinia się "innych" o całe zło, o wszelkie niepowodzenia... to wygodny sposób, na odepchnięcie winny od siebie i przerzuceniu jej na kogoś, kto nie bardzo może się wybronić, lub nawet gdy ma rzeczowe argumenty i tak nikt ich nie będzie słuchał...(wystarczy poczytać The SUN i tego typu brukowce)
Ludzie jak to ludzie, daleko z tego "drzewa" nie odeszli(za małymi wyjątkami ludzi wybitnych)...więc nadal obowiązuje zasada: Chleba i Igrzysk, a jak tego brakuje, to zaczyna się dym...i szukanie winnych, byle nie zobaczyć winy u siebie...
05-03-2010 14:39 
 Ocena 1 na 1
lukasz9 (1220 punktów)

Zgadzam się, reakcja społeczeństwa na dzieci wychowywane przez homo stanowi poważny problem. Ale z drugiej strony czy przez to, że Polacy są nielubiani UK nie powinni mieć w tym kraju prawa do adopcji?
05-03-2010 14:53 
 Ocena 1 na 1
Piątkowski (5131 punktów)
tyle, że nietolerancja wobec homo jest niesamowicie podobna do nietolerancji wobec innych nacji...zmienia się tylko cel ataku...i pretekst ataku jest tak samo wątpliwy...bo nie poparty rzeczowymi argumentami, a jedynie plotkarskim stekiem bzdur i stereotypów...
lukasz9 (1220 punktów)
Masz rację, tylko mam wątpliwości czy właśnie takie urojenia części społeczeństwa mogą być przesłanką do nieprzyznawania komuś praw.
05-03-2010 16:05 
 Ocena 1 na 1
Piątkowski (5131 punktów)
>Masz rację, tylko mam wątpliwości czy właśnie takie urojenia części społeczeństwa mogą być przesłanką do nieprzyznawania komuś praw.

no takie urojenia, wymagają wielu lat terapii, wręcz kilku pokoleń...dopiero wtedy to coś dziś jest kontrowersyjne dla ignorantów, stanie się normą... spójrz na dzieło Darwina...minęło 150 Lat, a nadal są oszołomy, którzy wierzą, że Jahwe podrzucił kości dinozaurów dla zmyłki...to samo z homofobia...
Dla człowieka myślącego, istnieje tylko jedno poważne zagrożenie: ludzka głupota innych przedstawicieli naszego gatunku... a przejawy tej głupoty możemy zauważyć w wielu aspektach naszego życia...religia, polityka itp...
Nie oczekujmy natychmiastowych rezultatów, idźmy krok po kroku na przód, dziś przez źle pojętną tolerancję i poprawność polityczna istnieje ryzyko, że ludzie zaczną się utożsamiać z ruchami nacjonalistycznymi (efekt będzie odwrotny od zamierzonego)...i wtedy zamiast na przód, racjonalizm stanie między młotem a kowadłem...z góry skazany na zagładę...więc ostrożnie należy obierać cele i sprzymierzeńców...
Sylwek (15472 punktów)
>A co było by z prawem do adopcji przez pary homo, w sytuacji gdyby nie istniały niechciane/osierocone dzieci, a ich chęć posiadania dzieci była by niezaspokojona?

Wtedy musieliby sobie płodzić. Tak jak niektórzy robią to dzisiaj.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
diogenes (42753 punktów)
>Z jakiej partii wywodzi się poseł Dera?

Z partii kręgowców.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
diogenes (42753 punktów)
>Czego to się człowiek może w radiu dowiedzieć..!

To radio jeszcze istnieje?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
kognitywista (3391 punktów)
>To radio jeszcze istnieje?
... i ma się dobrze Internetowa stacja Beatlemania świetnie zastępuje pełną dyskografię zespołu (w cenie ok. 1000 zł)

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365