 |
Refleksje o uboju, czyli jedzonko. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 24-03-2010 19:25 | devares aka. mentalrapist. (605 punktów) | Refleksje o uboju, czyli jedzonko.
7 na 7 | Wynalazłem dawny film zwący się 'Le Sang des betes' z roku 1949 w reżyserii Georges Franju, którym chciałbym się podzielić z - poniekąd - świadomą społecznością racjonalisty.pl, mając także nadzieję, że nie tylko ja interesuję się najróżniejszymi aspektami ludzkiej egzystencji. W tym ubojem zwierząt. Bowiem, jako rzecze Biblia 'Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi': www.youtube.com/watch?v=QFAUA8_mfXs( OSTRZEŻENIE! Film zawiera sceny, których nieletni winni nie oglądać - choć pewnie czym prędzej w takim razie click'ną w ten link - jednakże ostrzegam, nie każdy to 'przełknie'. Nawet co wrażliwszy - co wcale nie jest wadą - dorosły.) I tak zastanawiam się, już nawet pomijając ohydę tego, co robi nasz rodzaj, by żyć - czy to absolutnie jedyne wyjście - ażeby jeden gatunek musiał rozwijać się kosztem drugiego? Wegetarianizm to nie odpowiedź, ewolucyjnie przystosowanego żołądka do mięsiwa nie zmienisz 'od tak', a wszelkie smęcenie o tym 'jakie to straszne i smutne', a następnie robienie tego co zwykle, również nie ma sensu. Czyli, że jak - mus pogodzić się z przeznaczeniem drapieżcy? I jakie to sarkastyczne - dywagować nad cierpieniem tych istot - które niewątpliwie cierpią - by jutro zjeść choćby hamburgera. Ale najwyraźniej świat jest cholernie cyniczny. A my tacy 'humanitarni', jak choćby George Bernard Shaw, który do naukowców zwrócił się z prośbą o stworzenie 'humanitarnego' narzędzia, które pozwoliłoby 'bezboleśnie' likwidować 'gorszych'. No i dostaliśmy Cyklon B (tj. gaz używany w obozach zagłady). Czy naprawdę, choćby nie wiem jak mocne, przeświadczenie o 'wyższości' nad czymkolwiek co istnieje, daje nam prawo (a może tymczasowy przywilej?) do decydowaniu o życiu i śmierci - kogokolwiek? Na to wychodzi. W takim razie zrozumiałe stają się mordy w imię wiary w jakąkolwiek wyświechtaną frazę. Albowiem skoro 'mój Bóg' jest po 'mojej stronie', to Tyś robaczek, a mym obowiązkiem Cię zdeptać na drodze do 'Królestwa Niebieskiego'..? A skoro to 'Bóg', tj. najwyższy, i na dodatek udzielający mi pozwolenia (gdzie, psiakrew, list uwierzytelniający do czegoś takiego..?!), to mogę sobie robić cokolwiek sobie.. Wytłumaczę..? Chyba o to chodzi - o wytłumaczenie zbrodni. Tak, by sumienie nie gryzło. Sądzę, że to warte przemyślenia. I dlatego napisałem to, co powyżej. Bo przecież warto dążyć do dobra. Prawda? (Wiem, że nie rozpoczyna się zdania od 'bo' - ale ja lubię.) | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 Dalej..#1 4 na 4 | spray (5875 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | Już kiedyś cytowałam. Zacytuje jeszcze raz: Dzienniki gwiazdowe, Podróż ósma, fragment: "- Zgodnie z przyjętą systematyką, występujące w naszej Galaktyce formy anormalne obejmuje typ Aberrantia (Zboczeńce), dzielący się napodtypy Debilitales (Kretyńce) oraz Antisapientinales (Przeciwrozumce). Do tego ostatniego podtypu należą gromady Canaliacaea (Paskudtawce) i Necroludentia (Zwiokobawy). Wśród Zwtokobawów rozróżniamy z kolei rząd Patricidiaceae (Ojcogubce), Matriphagideae (Matko jody) i Lascmaceae (Obrzydlce, czyli Wszeteki). Obrzydlce, formy już skrajnie zwyrodniate, klasyfikujemy, dzieląc na Cretininae (Tępony, np. Cadaverium Mordans, Trupogryz Bęcwalec), i Horrorissimae (Potworyjce, z klasycznym przedstawicielem w postaci Mętniaka Bacznościowca, Idiontus Erectus Gzeemsi}. Niektóre z Potworyjców tworzą własne pseudokultury; należą tu gatunki takie, jak Anophilus Belligerens, Zadomitek Zbójny, który nazywa siebie Genius Pulcherrimus Mundanus, albo jak ów osobliwy, łysy na całym ciele egzemplarz, zaobserwowany przez Grammplussa w najciemniejszym zakątku naszej Galaktyki - Monstroteratum Furiosum (Ohydek Szalej), który zwie siebie Homo Sapiens. W sali podniósł się szum. Przewodniczący uruchomił maszynę z młotkiem. - Trzymaj się pan! - syknął mi Tarrakanin. Nie widziałem go, od blasku jupiterów, a może od potu, który zalewał mi oczy. Nikła nadzieja wstąpiła w moje serce, ponieważ ktoś zażądał głosu w kwestii formalnej; przedstawiwszy się zgromadzonym jako członek delegacji Wodnika, a zarazem astrozoolog, jął spierać się z Thubańczykiem - niestety, w tej mierze tylko, iż - jakozwolennik szkoły profesora Hagranapsa - uważał przedstawioną klasyfikację za niedokładną; rozróżniał bowiem, za swym mistrzem, osobny rząd Degeneratores, do którego należą Przećpaki, Niedoćpaki, Truposzczypki oraz Martwopieszcze; określenie "Monstroteratus" uznał, w zastosowaniu do człowieka, za fałszywe - albowiem należało posługiwać się raczej nomenklaturą szkoły wodnickiej, używającej konsekwentnie terminu Sztucznik - Potwomiaczek (Artefactum Abhorrens). Po krótkiej wymianie zdań Thubańczyk kontynuował swe przemówienie: - Czcigodny przedstawiciel Tarrakanii, zalecając nam kandydaturę tak zwanego człowieka rozumnego albo - żeby być bardziej ścisłym - Szaleją Potwomiaczka, typowego reprezentanta Trupobawów, nie wymienił - w rekomendacjach - słowa "białko", uznając je za nieprzyzwoite. Zapewne budzi ono skojarzenia, nad którymi przystojność nie pozwala mi się rozwodzić. Co prawda, fakt posiadania NAWET takiego budulca cielesnego nie hańbi. (Okrzyki: "słuchajcie! słuchajcie!") Nie w białku rzecz! I nie w określeniu siebie, chociaż się jest Trupobawem Furiackim, mianem człowieka rozumnego. Jest to w końcu słabość dająca się zrozumieć, chociaż nie wybaczyć, podyktowana miłością własną. Nie w tym rzecz atoli. Wysoka Rado! Uwaga moja rwała się jak świadomość malejącego - dochodziły mnie ledwo strzępy.
|
#2 3 na 3 | spray (5875 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | cd - Nawet mięsożerność nie jest niczyją winą, skoro wynikła z toku ewolucji naturalnej! Wszelako różnice, dzielące tak zwanego człowieka od jego krewnych zwierzęcych, są niemal żadne! Podobnie, jak osobnik WYŻSZY nie może uważać, aby to dawało mu prawo pożerania wzrostem NIŻSZYCH, tak i obdarzony WYŻSZYM nieco umysłem nie może mordować ani pożerać NIŻSZYCH umysłowo, a jeśli już musi to czynić (okrzyki: "Nie musi! Niech je szpinak!) - jeżeli, powiadam, MUSI, za sprawą tragicznego obciążenia dziedzicznego, winien pochłaniać okrwawione ofiary w trwodze, po kryjomu, w norach swych i najciemniejszych zakątkach pieczar, targany wyrzutami sumienia, rozpaczą i nadzieją, że kiedyś uda mu się wyzwolić od brzemienia mordów tak nieustannych. Niestety, nie tak postępuje Ohydek Szalej! Bezcześci szczątki śmiertelne, dusząc je i kulgając, bawi się nimi, a dopiero potem wchłania na publicznych żerowiskach, wśród podskoków obnażonych samic swego gatunku, bo mu to wzmaga apetyt na zmarłych, konieczność zaś odmiany tak do całej Galaktyki o pomstę wołającego stanu rzeczy nawet mu nie przychodzi do półpłynnej głowy! Przeciwnie, potworzył sobie wyższe usprawiedliwienia, które, osadzone pomiędzy jego żołądkiem, tą kryptą cmentarną niezliczonych ofiar, a nieskończonością, upoważniają go do mordowania z podniesionym czołem. Tyle tylko, by nie zajmować czasu Wysokiemu Zgromadzeniu, o zajęciach i obyczajach tak zwanego człowieka rozumnego. Wśród jego przodków jeden zdawał się rokować niejakie nadzieje. Był to gatunek homo neanderthalensis. Warto się nim zainteresować. Podobny do człowieka współczesnego, miał większą od niego pojemność czaszki, a zatem i większy mózg, czyli rozum. Zbieracz grzybów, skłonny do medytacji, rozmiłowany w sztukach, łagodny, flegmatyczny, zasługiwałby bez wątpienia na to, aby jego członkostwo w tej wysokiej Organizacji było dziś rozpatrywane. Niestety, nie ma go wśród żywych. Czy nie zechciałby nam powiedzieć delegat Ziemi, którego tu mamy zaszczyt gościć, co się stało z jakże kulturalnym i sympatycznym neandertalczykiem? Milczy, a więc ja powiem za niego: został wygubiony do szczętu, starty z powierzchni Ziemi przez tak zwanego homo sapiens. Nie dość atoli było ohydy bratobójstwa, wzięli się tedy uczeni ziemscy do oczerniania zgładzonej ofiary, sobie, a nie jej - wielkomózgiej - przypisując wyższy rozum. I oto mamy wśród nas, ma tej czcigodnej sali, w tych wzniosłych murach, reprezentanta zwłokojadów, zmyślnego w poszukiwaniu zabójczej uciechy, pomysłowego architekta środków zagłady, budzącego wyglądem swoim zarazem śmiech i zgrozę, nad którą ledwo potrafimy zapanować, oto widzimy tam, na niepokalanej dotąd, białej ławie istotę, która nie posiada nawet odwagi konsekwentnego zbrodniarza, albowiem swoją śladami mordów znaczoną karierę bezustannie opatruje pięknem fałszywych imion, których straszne, prawdziwe znaczenie rozszyfrować potrafi każdy obiektywny badacz gwiazdowych ras. Tak, Wysoka Rado... W samej rzeczy dochodziły mnie z tego dwugodzinnego przemówienia tylko fragmenty, ale wystarczało ich w zupełności. Thubańczyk stwarzał obraz potworów, tarzających się we krwi, a dokonywał tego bez pośpiechu, systematycznie otwierając coraz to inne, przygotowane na pulpicie księgi uczone, annały, kroniki, a już spożytkowanymi strzelał w podłogę, jakby porwany nagłym do nich obrzydzeniem, jakby i karty same, co nas opisywały, zlepiała krew ofiar. Z kolei zabrał się do naszej historii cywilizowanej; opowiadał o masakrach, rzeziach, wojnach, krucjatach, masowych zabójstwach, przedstawiał na planszach i epidiaskopem wyświetlał technologie zbrodni i tortury starożytne i średniowieczne, gdy zaś wziął się do współczesności, szesnastu posługaczy podleczyło mu na uginających się wózkach sterty nowego materiału faktograficznego; inni posługacze, czy raczej sanitariusze OPZ, udzielali tymczasem z małych helikopterów pierwszej pomocy rzeszom słabnących słuchaczy tego referatu, omijając tylko mnie jednego, w prostodusznym przeświadczeniu, że potop krwawych informacji o kulturze ziemskiej ani trochę mi nie zaszkodzi. A jednak gdzieś w połowie owego przemówienia zacząłem, jak na granicy obłędu, lękać się samego siebie, jak gdybym w środowisku maszkarowatych, dziwacznych istot, co mnie otaczały, był jedynym potworem. Myślałem, że ta straszliwa mowa oskarży cielska nie skończy się nigdy, gdy padły słowa: - A teraz zechce Wysokie Zgromadzenie przejść do głosowania nad wnioskiem delegacji tarrakańskiej! Sala zastygła w śmiertelnej ciszy, aż coś poruszyło się tuż obok mnie. To mój Tarrakanin wstał, aby spróbować odparcia niektórych przynajmniej zarzutów; nieszczęsny. Wkopał mnie do reszty, usiłując zapewnić zgromadzenie, że ludzkość poważa neandertalczyków jako czcigodnych przodków swoich, którzy wyginęli całkiem sami z siebie; Thubańczyk przygwoździł jednak od razu mego obrońcę jednym celnym, postawionym mi wręcz, pytaniem: czy powiedzenie o kimś "neandertalczyk" uchodzi na Ziemi za pochwałę, czy też za epitet obraźliwy? Myślałem, że wszystko już skończone, przegrane na zawsze, że zaraz powlokę się z powrotem na Ziemię, jak pies wygnany do budy, któremu wyszarpnięto z kłów zdławione ptaszę; lecz w słabym szmerze sali przewodniczący, pochyliwszy się do mikrofonu, rzekł:
|
#3 3 na 3 | spray (5875 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | cd - Udzielam głosu przedstawicielowi delegacji erydańskiej. Erydanin był mały, siwosrebrzysty i pękaty jak kłąb mgły, oświetlonej skośnym zimowym słońcem. - Chciałbym spytać - rzekł - kto będzie płacił wpisowe Ziemian? Czy oni sami? Jest wszak niemałe - bilion ton platyny to ciężar, któremu nie każdy płatnik podoła! Amfiteatr wypełnił się gniewnym gwarem głosów. - Pytanie to będzie właściwe dopiero po przegłosowaniu pozytywnym wniosku delegacji tarrakańskiej! - rzekł po chwili wahania przewodniczący. - Za pozwoleniem Waszej Galaktyczności! - odparł Erydanin. - Ośmielam się być odmiennego zdania i dlatego pytanie, jakie zadałem, poprę szeregiem uwag, moim zdaniem wielce istotnych. Mam tu, najpierw, dzieło znakomitego planetografa doradzkiego, hyperdoktora Wragrasa, i cytuję z niego:... planety, na których życie spontanicznie narodzić się nie może, odznaczają się cechami następującymi: A)katastroficznymi zmianami klimatu w rytmie szybkim naprzemiennym (tzw. cykl "zimawiosnalatojesień") oraz jeszcze bardziej zgubnymi, w okresach wielkich (epoki lodowcowej); B) obecnością wielkich księżyców własnych; ich wpływy przypływowe też mają życiogubny charakter; C) często występującą plamistością gwiazdy centralnej, czyli macierzystej, bo plamy są źródłem życiogubnego promieniowania; D) przewagą powierzchni wód nad powierzchnią kontynentów; E) stałością zlodowacenia okołobiegunowego; F) występowaniem opadów wody ciekłej lub zestalonej... Jak widać z tego... - Proszę o głos w kwestii formalnej!! - zerwał się ożywiony jakby nową nadzieją mój Tarrakanin. - Zapytuję, czy delegacja Erydanu będzie głosowała za naszym wnioskiem, czy też przeciw niemu? - Będziemy głosowali za wnioskiem, z poprawką, którą przedstawię Wysokiemu Zgromadzeniu - odparł Erydanin, po czym wrócił do swego: - Czcigodna Rado! Na dziewięćset osiemnastej sesji Zgromadzenia Ogólnego rozważaliśmy tutaj kandydaturę członkowską rasy Wszeteków Zadogłowych, którzy przedstawili się nam jako "doskonalcy wiekuści", aczkolwiek tak są cieleśnie nietrwali, że podczas wspomnianej sesji Zgromadzenia skład delegacji wszeteckiej zmieniał się piętnaście razy, chociaż sesja nie trwała dłużej niż osiemset lat. Nieszczęśnicy ci, gdy przyszło do przedstawienia życiorysu rasy, wikłali się w sprzecznościach, zapewniając Wysokie Zgromadzenie w sposób tyleż gołosłowny, co solenny, że stworzył ich pewien Sprawca Doskonały na własne, wspaniałe podobieństwo, dzięki czemu są, między innymi, nieśmiertelni duchem. Ponieważ skądinąd wyjawiło się, że planeta ich odpowiada bionegatywnym warunkom hyperdoktora Wragrasa, Zgromadzenie Plenarne wyłoniło specjalną Podkomisję Śledczą, ta zaś stwierdziła, iż inkryminowana rasa przeciwrozumna powstała nie wskutek wybryku Natury, lecz godnego pożałowania incydentu, wywołanego przez osoby trzecie. ("Co on mówi?! Milczeć! Nieprawda! Proszę zabrać tę przylgę, ty wszeteku!" - coraz burzliwiej rozlegało się na sali.) - Wyniki prac Podkomisji Śledczej - ciągnął Erydanin - doprowadziły do uchwalenia na kolejnej sesji OPZ poprawki do punktu drugiego Karty Planet Zjednoczonych, która to poprawka głosi, co następuje (tu rozwinął sążnisty pergamin i jął czytać): Niniejszym ustanawia się kategoryczny zakaz, podejmowania czynności życiosprawczych na wszystkich planetach typu A, B, C, D oraz E Wragrasa, a jednocześnie nakłada się na zwierzchnictwo wypraw badawczych i dowództwa statków, które lądują na takich globach, obowiązek surowe go przestrzegania powyższe go zakazu. Obejmuje on nie tylko rozmyślne praktyki życiotwórcze, w rodzaju rozsiewania glonów, bakterii i tym podobnych, ale także inicjowanie bioewolucji nieumyślne, wskutek niedbalstwa czy roztargnienia. Ta profilaktyka antykoncepcyjna podyktowana jest najlepszą wolą i wiedzą OPZ, świadomej następujących faktów. Po pierwsze - naturalna nieprzychylność środowiska, w którym osadza się przyniesione z zewnątrz pierwociny życia, powoduje, w toku jego dalszej ewolucji, powstanie takich zboczeń i kalectw, jakich się w obrębie naturalnej biogenezy nigdy nie spotyka. Po wtóre - w okolicznościach nazwanych powstają gatunki nie tylko ułomne cieleśnie, ale i obarczone najcięższymi formami duchowych zwyrodnień; jeśli zaś w podobnych warunkach wylęgną się istoty choć trochę rozumne, a to niekiedy się zdarza, los ich jest pełen umysłowych katuszy. Osiągnąwszy bowiem pierwszy stopień świadomości, zaczynają poszukiwać w otoczeniu przyczyny własne go powstania, a nie mogąc jej tam znaleźć, schodzą na manowce wierzeń, stwarzanych z zamętu i rozpaczy. W szczególności, jako iż jest im obcy normalny tok procesów ewolucyjnych w Kosmosie, zarówno swą cielesność, jakkolwiek byłaby pokraczna, jak też i swój sposób podmyślenia uznają za zjawiska typowe, normalne i w całym Wszechświecie tak właśnie się przejawiające. A przeto, w głębokiej trosce o dobro i godność życia w ogóle, istot zaś rozumnych w szczególności, postanawia Zgromadzenie Generalne OPZ, iż ten, kto naruszy ustanowiony niniejszym prawomocny artykuł antykoncepcyjny Karty PZ, podlegać będzie sankcjom i karom, zgodnie z brzmieniem odpowiednich paragrafów Kodeksu Prawa Międzyplanetarnego. Erydanin, odłożywszy Kartę PZ, podniósł zwalisty tom Kodeksu, który włożyli mu w macki rączy pomocnicy, a otwarłszy olbrzymią ową księgę we właściwym miejscu, czytał dźwięcznie: - Tom drugi Kodeksu Karnego Międzyplanetarnego, ustęp osiemdziesiąty, pod tytułem "O nierządzie planetarnym". Paragraf 212: Kto zapładnia planetę naturalnie bezpłodną, podlega karze od stu do tysiąca pięciuset lat zagwieźdżenia, niezależnie od odpowiedzialności cywilnej za straty moralne i materialne poszkodowanych. Paragraf 213: Kto działa w myśl paragrafu 212, wykazując znaczne nasilenie zlej woli, a to podejmując manipulacje o charakterze wszetecznym z premedytacją, których rezultatem ma być ewolucja form życia szczególnie zniekształconych, budzących odrazę powszechną lub powszechne przerażenie, podlega karze zagwieźdżenia do lat tysiąca pięciuset.
|
#4 3 na 3 | spray (5875 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | Paragraf 214: Kto zapłodnią planetę bezpłodną wskutek niedbalstwa, roztargnienia lub też przez zaniechanie zastosowania właściwych środków antykoncepcyjnych, podlega karze zagwieźdżenia do lat czterystu; jeśli działa ze zmniejszonym rozeznaniem konsekwencji czynu, kara może ulec zmniejszeniu do lat stu. - Nie wspominam - dodał Erydanin - o karach za wtrącanie się do procesów ewolucyjnych in statu nascendi, ponieważ nie należy to do naszego tematu. Podkreślę natomiast, iż Kodeks przewiduje odpowiedzialność materialną sprawców wobec ofiar nierządu planetarnego; ustępów właściwych Kodeksu Cywilnego nie będę odczytywał, aby nie znużyć członków Zgromadzenia. Dodam jedynie, iż w katalogu ciał, uznanych za definitywnie bezpłodne w rozumieniu zarówno hyperdoktora Wragrasa, jak Karty Planet Zjednoczonych oraz Kodeksu Karnego Międzyplanetarnego, figurują na stronicy dwa tysiące sześćset osiemnastej, wiersz ósmy od dołu, następujące ciała niebieskie: Zembelia, Zezmaja, Ziemia i Zyzma... Szczęka mi opadła, listy uwierzytelniające wysunęły mi się z ręki, pociemniało mi w oczach. ("Uwaga! - wołano na sali - słuchajcie! Kogo on oskarża?! Precz! Niech żyje!") Co do mnie, o ile to było możliwe, usiłowałem wleźć pod pulpit. - Wysoka Rado!! - zagrzmiał przedstawiciel Erydanu, strzelając w podłogę amfiteatru tomami Kodeksu Międzyplanetarnego (musiał to być ulubiony w OPZ chwyt oratorski). - Nigdy dość o sprawach, które są hańbą gwałcicieli Karty Planet Zjednoczonych! Nigdy dość piętnowania nieodpowiedzialnych elementów, poczynających życie w warunkach tego niegodnych!! Oto przychodzą do nas istoty, które nie znają ani ohydy własnej egzystencji, ani też jej przyczyn! Oto pukają do czcigodnych drzwi tego szanownego Zgromadzenia, i cóż my możemy im odpowiedzieć wtedy, wszystkim owym wszetekom, potworniaczkom, ohydkom, matkojadom, trupolubom, tępalom, załamującym swe nibyręce i padającym z nibynóg, kiedy się dowiadują, że należą do pseudotypu "Artefacta", że doskonałym ich stwórcą był jakiś majtek, który wylał na skały planety martwej - sfermentowane pomyje z rakietowego wiadra, dla uciechy przydając owym żałosnym pierwocinom życia własności, które uczynią je potem urągowiskiem całej Galaktyki! Jakże potem obronią się nieszczęśni, kiedy jakiś Katon wytknie im ich haniebną lewoskrętność białeczną!! (Sala wrzała, darmo maszyna waliła bez przerwy młotkiem, w krąg huczało: "Hańba! Precz! Zasankcjonować! O kim on mówi? Patrzcie, Ziemianim rozpuszcza się już, Ohydek cieknie cały!!!") |
#5 5 na 5 | spray (5875 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | Istotnie, biły na mnie poty, Erydanin, przekrzykując swym stentorowym głosem ogólną wrzawę, wołał: - Zadam obecnie kilka pytań końcowych czcigodnej delegacji tarrakańskiej! Czy nie jest prawdą, że w swoim czasie wylądował na martwej podówczas planecie Ziemi statek pod waszą flagą, któremu wskutek awarii lodówek popsuła się część zapasów? Czy nie jest prawdą, że na statku tym znajdowało się dwóch próżniarzy, skreślonych później ze wszystkich rejestrów za bezwstydne machinacje z rzęślami, i że ci dwaj łotrzy, te zawalidrogi mleczne, zwali się Bann i Pugg? Czy nie jest prawdą, że Bann i Pugg postanowili, po pijanemu, nie zadowolić się zwykłym zanieczyszczeniem bezbronnej, pustynnej planety, gdyż zachciało im się zaaranżować na niej, w sposób występny i karygodny, ewolucję biologiczną, jakiej świat dotąd nie widział? Czy nie jest prawdą, że obaj ci Tarrakanie rozmyślnie, z najwyższym napięciem złej woli obmyślili sposób stworzenia z Ziemi - wylęgami dziwolągów na skalę całej Galaktyki, cyrku kosmicznego, panopticum, gabinetu makabrycznych osobliwości, którego żywe eksponaty stałyby się, w swoim czasie, pośmiewiskiem najdalszych Mgławic?! Czy nie jest prawdą, że pozbawieni wszelkiego poczucia przystojności i hamulców etycznych, obaj ci bezecnicy wylali na skały martwej Ziemi sześć beczek zjełczałego kleju żelatynowego i dwie bańki nadpsutej pasty albuminowej, że dosypali do owej mazi - sfermentowanej rybozy, pentozy i lewulozy, a jakby mało było jeszcze tych paskudztw, polali je trzema dużymi konewkami roztworu zgliwiałych aminokwasów, po czym powstałą bryję bełtali łopatką od węgla, skrzywioną w lewo, oraz pogrzebaczem, także wykręconym w tę samą stronę, wskutek czego białka wszystkich przyszłych istot ziemskich stały się LEWO-skrętne?! Czy nie jest nareszcie prawdą, że Pugg, cierpiący podówczas na silny katar, a podżegany do tego przez słaniającego się od nadużycia trunków Banna, w sposób rozmyślny nakichał do plazmatycznej zarodzi, a zakażając ją przez to złośliwymi wirusami, rechotał, iż dzięki temu tchnął "sakramenckiego ducha" w nieszczęsny zaczyn ewolucyjny?! Czy nie jest prawdą, że lewoskrętność owa i owa złośliwość przeszły następnie w ciała ziemskich organizmów i przetrwały w nich po dzisiaj, od czego cierpią teraz bezwinni przedstawiciele rasy Artefactum Abhorrens, którzy nazwali siebie mianem homo sapiens jedynie z prostaczej naiwności? Czy nie jest przeto prawdą, że Tarrakanie winni nie tylko zapłacić za Ziemian wpisowe, w wysokości biliona ton kruszcu, ale także muszą wypłacić nieszczęśliwym ofiarom planetarnego nierządu - KOSMICZNE ALIMENTY?!" koniec cytatu |
| rudyment (3233 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | >Sądzę, że to warte przemyślenia. I dlatego napisałem to, co powyżej.
No to do roboty.
>Bo przecież warto dążyć do dobra. Prawda?
A co to jest - to dobro i ta prawda?
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów |
| Faith (3864 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | : Wegetarianizm >to nie odpowiedź, ewolucyjnie przystosowanego żołądka do mięsiwa nie zmienisz 'od tak',
Najbliższymi krewnymi człowieka są szympansy i są one roślinożerne. Człowiek prawdopodobnie je mięso od niedawna (kilka , kilkanaście tysięcy lat to dla nauki nie tak dużo).Nawet budowa morfologiczna człowieka o tym mówi , nasze chwytne palce są przystosowane do zbierania nie do zabijania. pozdrawia wegetarianka
'Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi'
Biblia mówi także:Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi. (29) I rzekł Bóg: Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem.
Bo przecież warto dążyć do dobra.
Warto , i to czyni nas ludźmi
|
#8 1 na 1 | devares aka. mentalrapist. (605 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | To mnie rozbroiło, rozbawiło i zdecydowanie zachwyciło - mimo, że jestem 'rasa przeciwrozumna' (genialne! ^^) Lem wielkim jest, wiem odkąd przeczytałem 'Sex Wars', a teraz powoli pochłaniam Solaris. 'Dzienniki Gwiazdowe' zakupię/wypożyczę, przeczytawszy ten cytat, czym prędzej. Dzięki bardzo!  I jakie to wymowne! |
#9 1 na 1 | devares aka. mentalrapist. (605 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | Pewno, że do roboty. A zdanie te ("Bo przecież warto dążyć do dobra. Prawda?") miało być ironicznym wydźwiękiem końcówki mej wypowiedzi. Głównie dlatego, że dobro i zło, jak również prawda i fałsz, zależą poniekąd od punktu widzenia - a ten z kolei, od punktu siedzenia. Choć, jak śmiem sądzić, taki holocaust winien potępiony być jako najgorsze zło. Czyli nie zawsze potrzeba konkretnej definicji danego pojęcia, ażeby właściwie rozróżniać i odgraniczać je od siebie. |
#10 3 na 3 | devares aka. mentalrapist. (605 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | Nawet jeśli 'nasze chwytne palce są przystosowane do zbierania', to - z jakiegoś dziwnego powodu - równie dobrze wychodzi nam wytwarzanie narzędzi, takich jak nóż, który to sądzę, równie doskonale pasuje do naszych rąk. Podobnie ich zwinność przydaje się w oddzielaniu płatów tłuszczu zwierzęcia, jak i wynajdowaniu co smakowitszych 'kąsków'. Można tłumaczyć sobie wszystko, i to jak sądzę, zarówno wada jak i zaleta. Tyczy się to zarówno cytatu z rzekomej Księgi Genesis. Niestety, Faith. Niemniej, ciekaw jestem - jako 17'sto latka (jak wnioskuję po profilu) - od kiedy zainteresowałaś się wegetarianizmem..? ;> |
#11 4 na 6 | setarkos (10757 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | > .. czy to absolutnie jedyne wyjście - ażeby jeden gatunek musiał rozwijać się kosztem drugiego? Jasne, że nie. Rośliny zielone 'żywią' się CO2, H2O, minerałami i światłem.
> .. niewątpliwie cierpią To wątpliwe.
> .. najwyraźniej świat jest cholernie cyniczny. Raczej dwulicowy - chełpi się trawieniem bakterii jogurtowych i zabijaniem drożdży dla wina, a wzdraga przed sznycelkiem z kota.
>Czy naprawdę, choćby nie wiem jak mocne, przeświadczenie o 'wyższości' nad czymkolwiek co istnieje, daje nam prawo (a może tymczasowy przywilej?) do decydowaniu o życiu i śmierci - kogokolwiek? Jasne, że nie. 'Wyższość' nad czymś nie wyklucza 'równości' z kimś.
>Bo przecież warto dążyć do dobra. Prawda? >(Wiem, że nie rozpoczyna się zdania od 'bo' - ale ja lubię.)
Prawda. Wystarczy za dobro uznać upodobania własne. |
#12 2 na 2 | spray (5875 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | > To mnie rozbroiło, rozbawiło i zdecydowanie zachwyciłoTaki miałam zamiar  P.S. W takim razie polecam "Cyberiadę", z "Bajkami robotów" jako częścią najwcześniejszą, a często osobno wydawaną. |
#13 2 na 2 | devares aka. mentalrapist. (605 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | 1. Miałem na myśli nasz - homo sapiens - gatunek. Moja nieścisłość. 2. Wątpliwe, że cierpią, jednak i wątpliwe, że wątpliwe. Nie tak? Miałeś kiedy zwierzaka pod swą opieką? ^^ 3. Cyniczność nie wyklucza dwulicowości - raczej jej sprzyja i vice versa. 4. Niech będzie. 5. Czyżby me pytanie było naiwne? |
#14 1 na 1 | devares aka. mentalrapist. (605 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | Dzięki, Seniorita.  Jednakże 'first things first', czyli uprzednie skonsumowanie ośmiu zaległych książek, które niecierpliwie czekają na swoją kolej. A wtedy 'Cyberiada'. ^^ |
#15 10 na 10 | Adamiak (36436 punktów) | Odp: Refleksje o uboju, czyli jedzonko. | Najbliższymi krewnymi człowieka są szympansy i są one roślinożerne. Szympansy są wszystkożerne, no i ja mam bliższych krewnych. Człowiek prawdopodobnie je mięso od niedawna... Prawdopodobnie od bardzo dawna. > Bo przecież warto dążyć do dobra. Warto... Nie warto. ... i to czyni nas ludźmi Jedzenie mięsa uczyniło ludzi z ludzi.  |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|