Racjonalista - Strona głównaDo treści
Randka w ciemno.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
20-01-2013 12:06Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Randka w ciemno.
Ocena 8 na 8
zapraszam na randkę w ciemno, partnerką jest fenomen wiary.

"Dlaczego ludzie wierzą w Boga? Nie ma żadnego naukowego dowodu jego egzystencji. Mimo tego według najnowszych badań, 80% ludności świata podaje się za wierzących. Wierzą w istotę wyższą, pewien rodzaj drugiej strony. Modlą się, tańczą i spotykają się z innymi ludźmi w określonym miejscu żeby świętować nabożeństwo. Cztery piąte ludzkości: to jest godna uwagi wysoka liczba -i jest ona stabilna. Jeszcze w 19- tym stuleciu większość naukowców zakładała, religia jest fenomenem wymierającej kultury, zabobonem niewykształconych w Europie, pocieszeniem dla niecywilizowanej reszty świata. Wydawało się, to jest tylko kwestia czasu i większość ludności przyłączy się do naukowego obrazu świata. Te oczekiwania się nie spełniły. Nawet najnowocześniejszy kraj świata, USA, pozostał jednym z najbardziej religijnych obszarów w ogóle. Sekularna Europa jest wyjątkiem który potwierdza regułę , świat jest zanurzony w wierze. Ludzie trwają przy religii. Gdy ateiści próbują wyjaśnić ten fakt, niektórzy z nich skłaniają się do polemiki, z bezradności nad faktem którego nie potrafią zrozumieć.

Religia utrzymuje się przez tysiąclecia.

Richard Dawkins, brytyjski biolog i antyreligijny wojownik, napisał na ten temat, mającą duży wpływ książkę pt. "Bóg urojony" i mówi o "umysłowym Virusie" który w głowach ludzkości wywołuje tyle zła. Również Christopher Hitchens, sławny amerykański publicysta, pisze bestseller który nie pozostawia wątpliwości : "Bóg nie jest wielki. Jak religia wszystko zatruwa". Ale czy to zaangażowanie posuwa nas do przodu? Już sama liczba wiernych utrudnia potraktowanie religii jako błahostki. Co przyciągało ludzi przez tysiąclecia nie może być przecież szkodliwe - inaczej ludzie już dawno zrezygnowaliby z niej. Większość rzeczy nieprzydatnych, kiedyś zanika. Najwyraźniej religia do nich nie należy."

Fakty są nieubłagane. Czterech z pięciu jest osobą wierzącą.
Można powiedzieć C'est la vie .. i zamknąć dyskusję.
Można spróbować szukać odpowiedzi i to jest tematem tego wątku.

Dlaczego człowiek wierzy w absolut.

Ten tekst ma dalszy ciąg, stąd ranka w ciemno, przedstawia hipotezę usiłującą wyjaśnić fenomen wiary. Nie mniej jednak, hipoteza jest tylko hipotezą.
Chciałbym wiedzieć jak wy tłumaczycie fenomen wiary.
Na koniec nasza "partnerka na najbliższy krótki urlop", zostanie ukazana.
Takie są chyba reguły ranki w ciemno?!?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Marek Matejewski (3695 punktów)
>Chciałbym wiedzieć jak wy tłumaczycie fenomen wiary.

W tej kwestii podzielam punkt widzenia Stephena Hawkinga. Odsyłam do znanego filmu zrealizowanego dla stacji Discovery. Problem jest omawiany od 33 minuty (choć w nieco innym kontekście).

Chodzi naturalnie o ciąg przyczynowo-skutkowy. Pomińmy wieloletnią indoktrynację, która unicestwia myślenie i ma największy wpływ na popularność religijnej zarazy. Załóżmy, że człowiek rodzi się w środowisku wolnym od religiantów. Wówczas pojawi się moim zdaniem (i pojawiał na przestrzeni wieków) problem myślenia regresywnego.

Ewolucja tak nas ukształtowała, że będąc uczestnikami niekończącego się wyścigu zbrojeń uczyliśmy się reagować na bodźce i zdarzenia dziejące się wokół nas. Bardzo istotną kwestią dla naszego przetrwania była właściwa interpretacja kolejności zdarzeń i umiejętność przewidywania określonych skutków - czego analizą "zajmował się" mózg. Takie myślenie jest dla nas czymś zupełnie intuicyjnym i naturalnym.

Zdecydowana większość osób nie jest sobie w stanie wyobrazić stanu rzeczy wykraczającego poza ciąg przyczynowo-skutkowy. U najbystrzejszych przedstawicieli dawnych cywilizacji takie regresywne myślenie prowokowało z czasem poszukiwanie "pierwszej przyczyny". Współcześnie ludzie postępują podobnie i niewiele się zmieniło. Hawking proponuje tymczasem rozwiązanie, w którym Wielki Wybuch nie posiada przyczyny.
29-01-2013 22:09 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>>Chciałbym wiedzieć jak wy tłumaczycie fenomen wiary.
Ja tłumaczę go jako niewytłumaczalny!

>Zdecydowana większość osób nie jest sobie w stanie wyobrazić stanu rzeczy wykraczającego poza ciąg przyczynowo-skutkowy.
W każdym razie tako rzecze Wielki Telewizor.

>Hawking proponuje tymczasem rozwiązanie, w którym Wielki Wybuch nie posiada przyczyny.
Sęk w tym, że Hawking (a raczej ciemnawy redaktor z discovery) niejawnie przyjmuje, i narzuca "przyczynę" rozumianą wąsko - jako uprzednie zdarzenie historyczne pozostające w związku materialnym ze skutkiem. W ogóle to discovery to jakiś festyn psychologii ludowej, nie polecam.
Tymczasem Arystoteles... no, ale Arystoteles żył tak dawno i w tak prymitywnych warunkach, że co on mógł wiedzieć o przyczynie.

Niedobrze, że w ramach popularyzacji nauki, moczy się tak wielkie umysły taką lichą debatą z kowbojsko rozumianą religią. Hawking mógłby pozostać na piedestale przyrodoznawstwa. Ktoś go jednak chce sprzedać szerokiej gawiedzi i robi zeń filozofa, który dostarczy nam kolejnego arche. Czy dobre jest to jego arche? "Osobliwość" jest "granicznym przypadkiem", nieobserwowalnym Kuriozum, matematycznie podłączonym do korpusu fizyki, która ma oświecać je swym autorytetem, pomimo, że sama opiera się na obserwablach. Arche, można powiedzieć, dopasowane do czasów, nie mniej mętne niż woda Talesa, nie bardziej produktywne niż rozum Hegla.

Czy wyjaśnianie przez kuriozum jest wyjaśnianiem racjonalnym?
30-01-2013 12:40 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Chciałbym wiedzieć jak wy tłumaczycie fenomen wiary.
>Ja tłumaczę go jako niewytłumaczalny!
Fajnie - tłumaczenie przez podstawowy termin języka teologicznego.
To ja już wolę cząstkowe i dalece niepełne tłumaczenia ewolucyjno-neurologiczne i psychologiczne.

>>>>Zdecydowana większość osób nie jest sobie w stanie wyobrazić stanu rzeczy wykraczającego poza ciąg przyczynowo-skutkowy.
>W każdym razie tako rzecze Wielki Telewizor.
Chyba nie były robione badania socjologiczne, ale z mojej (tu słabej) znajomości rzeczy wynika, że naprawdę dotyczy to tylko nielicznych.

>>>>Hawking proponuje tymczasem rozwiązanie, w którym Wielki Wybuch nie posiada przyczyny.
>Sęk w tym, że Hawking (a raczej ciemnawy redaktor z discovery) niejawnie przyjmuje, i narzuca "przyczynę" rozumianą wąsko - jako uprzednie zdarzenie historyczne pozostające w związku materialnym ze skutkiem. W ogóle to discovery to jakiś festyn psychologii ludowej, nie polecam.
>Tymczasem Arystoteles... no, ale Arystoteles żył tak dawno i w tak prymitywnych warunkach, że co on mógł wiedzieć o przyczynie.
Przeczytałem zalinkowane hasło z Powszechnej Encyklopedii Filozofii, wydanej przez Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu, zajrzałem do Arystolesa i jakoś nie bardzo umiem dostrzec jak się mają cenne filozoficzne spekulacje Arystotelesa do współczesnej fizyki teoretycznej. Może Pan jakoś to mam rozjaśni, a może pan Fizyk pomoże.

>Niedobrze, że w ramach popularyzacji nauki, moczy się tak wielkie umysły taką lichą debatą z kowbojsko rozumianą religią.
Znowu Pan używa języka, którego nie umiem zrozumieć - jaka jest ta "kowbojsko rozumiana religia" i czym takie rozumienie różni się od rozumienia religii w teologii chrześcijańskiej oraz we współczesnym religioznawstwie?

>Hawking mógłby pozostać na piedestale przyrodoznawstwa.
Moim zdaniem, stoi tam twardo i jak nie zmieniono by (pod wpływem nowych poznań obiektywnie istniejącej rzeczywistości) jego koncepcje (tak jak i Dawkinsa) pozostaną kamieniem milowym w dorobku nauki.

>Ktoś go jednak chce sprzedać szerokiej gawiedzi i robi zeń filozofa, który dostarczy nam kolejnego arche. Czy dobre jest to jego arche? "Osobliwość" jest "granicznym przypadkiem", nieobserwowalnym Kuriozum, matematycznie podłączonym do korpusu fizyki, która ma oświecać je swym autorytetem, pomimo, że sama opiera się na obserwablach. Arche, można powiedzieć, dopasowane do czasów, nie mniej mętne niż woda Talesa, nie bardziej produktywne niż rozum Hegla.
Czy jest Pan pewien, że "ktoś" na wzór przypadku z Flew'em: www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,533518#w533793
wykorzystał Hawkinga i te stwierdzenia nie są jego oryginalnymi? Czy mógłby Pan podać jakieś źródła, na których oparł Pan swoje przekonanie?

>Czy wyjaśnianie przez kuriozum jest wyjaśnianiem racjonalnym?
Poleciłem już Pańskiej uwadze ciekawy artykuł współczesnego filozofa dr Bylicy w którym próbuje uporządkować:
Kategorie i twierdzenia dotyczące natury rzeczywistości, jej składników, struktury i procesów w niej zachodzących proponuję podzielić na następujące rodzaje i odpowiadające im poziomy analizy:

Poziom 1 ("głębokiej metafizyki") obejmuje przede wszystkim najbardziej ogólne empirycznie neutralne twierdzenia na temat bytu czy istnienia jako takiego.
Przykładowe tezy występujące na tym poziomie analizy to: "Byt jest, a niebytu nie ma"; "Byt bytuje, nicość nicościuje" i tym podobne. Do tego zakresu zaliczałyby się też niektóre twierdzenia teologii trynitarnej o relacji między osobami Trójcy Świętej, o Bogu jako bycie koniecznym, czy o stałym podtrzymywaniu świata w istnieniu przez Boga. Żadne szczegółowe badania empiryczne nie rozstrzygają o trafności ustaleń dokonanych na tym poziomie. W tym sensie można powiedzieć, że są one zupełnie pozbawione treści empirycznej.

Twierdzenia tego poziomu są także zupełnie neutralne wobec twierdzeń ze wszystkich niższych poziomów, nie tylko twierdzeń o charakterze empirycznym, które należą do poziomu najniższego. Przykładowo stanowisko, że Bóg będący bytem koniecznym nieustannie stwarza świat, podtrzymując każdy proces przyrodniczy w istnieniu, bez trudu można uzgodnić z alternatywnymi stanowiskami w sporze nominalizmu z realizmem metafizycznym.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,539097#w542538

W ramach tego uporządkowania - "wyjaśnianie przez kuriozum jest wyjaśnianiem racjonalnym" Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie.

Miłego dnia.

@@@
.
Marcuch (664 punktów)
>Znowu Pan używa języka, którego nie umiem zrozumieć - jaka jest ta "kowbojsko rozumiana religia"
Niedługo to wyjaśnię. Generalnie chodzi o religię rozumianą z punktu widzenia neo-neo-neo-neo-pozytywizmu, który importujemy ochoczo ze Stanów Zjednoczonych, a który umarł w Europie mniej więcej razem z Freudem.

o Hawkingu:
>>Ktoś go jednak chce sprzedać szerokiej gawiedzi i robi zeń filozofa, który dostarczy nam kolejnego arche.
>Czy mógłby Pan podać jakieś źródła, na których oparł Pan swoje przekonanie?
Źródłem jest zamieszczony przez Marka Matejewskiego film, który komentuję w moim wpisie, a tym "kimś" autor tego filmu.
30-01-2013 19:01 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Znowu Pan używa języka, którego nie umiem zrozumieć - jaka jest ta "kowbojsko rozumiana religia"
>Niedługo to wyjaśnię. Generalnie chodzi o religię rozumianą z punktu widzenia neo-neo-neo-neo-pozytywizmu, który importujemy ochoczo ze Stanów Zjednoczonych, a który umarł w Europie mniej więcej razem z Freudem.
Poczekam.

>o Hawkingu:
>Ktoś go jednak chce sprzedać szerokiej gawiedzi i robi zeń filozofa, który dostarczy nam kolejnego arche.
>>>>Czy mógłby Pan podać jakieś źródła, na których oparł Pan swoje przekonanie?
>Źródłem jest zamieszczony przez Marka Matejewskiego film, który komentuję w moim wpisie, a tym "kimś" autor tego filmu.
Jakoś mało znani są mi fizycy teoretyczni, którzy by o filozofię nie zahaczali.
Pytanie moje było konkretne i dotyczyło właśnie tego "ktosia", gdyż moim zdaniem ta podstawowa wiedza filozoficzna (zawarta w tym filmie) zbytnio nie przekracza poziomu wiedzy inteligentnego człowieka, trochę interesującego się tymi zagadnieniami i nie uważam, aby Hawkingowi była konieczną tu filozoficzna podpórka, a nawet gdy poprosił znajomego filozofa, aby jego stwierdzenia zweryfikował, to niewiele to zmienia. Dalej są to poglądy Hawkinga i nikt z niego filozofa nie robi, a zresztą filozofia już dawno przestała stanowić kryterium prawdy, a jeszcze mniej ją wyznaczać.

>
20-01-2013 13:47
 Ocena 10 na 10
rysiek (4593 punktów)
Szeroki temat. Napiszę krótko jak ja to rozumiem.
Religia jako wytwór kultury wpisany w funkcjonowanie społeczeństw ludzkich, zaspokaja/ła niektóre ludzkie potrzeby, tłumaczy/ła rzeczy niezrozumiałe i uspokaja/ła niektóre lęki. Część źródeł wiary religijnej pochodzi chyba też z konstrukcji psychicznej człowieka.

Żyjemy w epoce w której religia i wiara religijna ulegają sporym zmianom ale niekoniecznie to musi oznaczać szybki ich koniec. Coraz większym problemem jest przeżywanie się lub zanik pożytecznych funkcji społecznych czy kulturowych które pełniła religia, natomiast staje się ona hamulcem rozwoju społeczeństw lub wręcz źródłem patologii. Można powiedzieć że pożytki z niej zanikają, szkodliwe skutki pozostają lub wręcz się nasilają.

Zastanawiam się czy możliwe jest pozbycie się "protezy" religijnej przez człowieka w procesie przemian kulturowych, czy też konieczne do tego byłyby znaczące zmiany ewolucyjne gatunku Homo sapiens, np. w Homo sapiens II?
20-01-2013 16:55 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Religia jako wytwór kultury wpisany w funkcjonowanie społeczeństw ludzkich, zaspokaja/ła niektóre ludzkie potrzeby, tłumaczy/ła rzeczy niezrozumiałe i uspokaja/ła niektóre lęki.<
Zrozumiałem że wiara w absolut jest potrzebą ludzką. Niekonieczną - wierzący też istnieją, ale istotną. Dzisiaj nauka przejęła funkcję objaśniania niezrozumiałego. Nauka istniała równolegle do wiary prawie od początku była być może jednym. Z Darwinem się rozdzieliły ale obie istnieją. Zastępuje religia naukę tam gdzie ona jeszcze nie dotarła?
Lęki egzystencjalne czy lęk przed śmiercią? Czy może wszelkiego rodzaju lęk przed niewiadomą.
>Część źródeł wiary religijnej pochodzi chyba też z konstrukcji psychicznej człowieka.<
To oznacza że wiara lub jej brak, nie jest pochodną intelektu, co potwierdza obserwacja. Czy wobec powyższego, Twoim zdaniem określanie wiary innych głupotą jest zasadne?
>Żyjemy w epoce w której religia i wiara religijna ulegają sporym zmianom ale niekoniecznie to musi oznaczać szybki ich koniec.<
Nie było tak zawsze? Jedni Bogowie odchodzili inni przychodzili a wiara pozostawała.
>Coraz większym problemem jest przeżywanie się lub zanik pożytecznych funkcji społecznych czy kulturowych które pełniła religia, natomiast staje się ona hamulcem rozwoju społeczeństw lub wręcz źródłem patologii. Można powiedzieć że pożytki z niej zanikają, szkodliwe skutki pozostają lub wręcz się nasilają.<
Mam rozumieć że człowiek źle realizuje swoją potrzebę wiary? Patologia wiary jest skutkiem ubocznym. Psychologia religii wydzieliła specjalny dział który się tym zajmuje np: stygmatyzm.
>Zastanawiam się czy możliwe jest pozbycie się "protezy" religijnej przez człowieka w procesie przemian kulturowych, czy też konieczne do tego byłyby znaczące zmiany ewolucyjne gatunku Homo sapiens, np. w Homo sapiens II?<
Badania wykazują że religijność jest produktem ewolucji. 40-60% populacji posiada geny religijne. homo sapiens zawsze towarzyszył jego cień, homo religious.

The Christian says: I'm guilty
20-01-2013 18:21 
 Ocena 2 na 2
rysiek (4593 punktów)
>Zrozumiałem że wiara w absolut jest potrzebą ludzką.
Raczej nie. "Wiara w absolut" służy zaspokajaniu potrzeb, sama jest chyba środkiem ich zaspokajania.

>Niekonieczną - wierzący też istnieją, ale istotną. Dzisiaj nauka przejęła funkcję objaśniania niezrozumiałego. Nauka istniała równolegle do wiary prawie od początku była być może jednym. Z Darwinem się rozdzieliły ale obie istnieją.
Mniej więcej chyba tak.

>Zastępuje religia naukę tam gdzie ona jeszcze nie dotarła?
Może to też mieć miejsce w umysłach pojedynczych ludzi: przypadki swoistej "schizofrenii" wierzących naukowców.

>Lęki egzystencjalne czy lęk przed śmiercią? Czy może wszelkiego rodzaju lęk przed niewiadomą.
Jestem raczej za opcją "leku dobrego na wszystko".

>To oznacza że wiara lub jej brak, nie jest pochodną intelektu, co potwierdza obserwacja.
Jaka obserwacja? I dlaczego wyklucza "intelekt"?

>Czy wobec powyższego, Twoim zdaniem określanie wiary innych głupotą jest zasadne?
Uważam określanie "głupoty" głupotą za zasadne, bez względu na jej pochodzenie.

>Nie było tak zawsze? Jedni Bogowie odchodzili inni przychodzili a wiara pozostawała.
Istotne zmiany jednak zachodzą, np. kiedyś Łyszczyński przypłacił życiem to, co na tym forum ciągle robimy. Poza tym chyba coraz więcej ludzi traktuje swoich bogów coraz mniej poważnie, problem w tym że wzrasta też liczba ludzi którzy swoich bogów traktują "śmiertelnie" poważnie.

>Mam rozumieć że człowiek źle realizuje swoją potrzebę wiary? Patologia wiary jest skutkiem ubocznym. Psychologia religii wydzieliła specjalny dział który się tym zajmuje np: stygmatyzm.
Raczej: istnieją potrzeby które wiara kiedyś zaspokajała lub tworzyła takie złudzenie, dziś istnieją lepsze środki.

>Badania wykazują że religijność jest produktem ewolucji.
Czy to nie jest za mocne stwierdzenie? Owszem, produktem ewolucji jest sam człowiek i jego kultura.

>40-60% populacji posiada geny religijne. homo sapiens zawsze towarzyszył jego cień, homo religious.
Czy sformułowanie "geny religijne", nie powinno być jednak ujęte w cudzysłów?
20-01-2013 23:26 
 Ocena 2 na 2
DEMONICON (4893 punktów)

>Dzisiaj nauka przejęła funkcję objaśniania niezrozumiałego.

No np. w Afganistanie. Nauka króluje. Dla mnie to jest twój pogląd i niekoniecznie opisujący obiektywną rzeczywistość.

>Zastępuje religia naukę tam gdzie ona jeszcze nie dotarła?

Na ile nie dotarła, na tyle tam religia istnieje. Czyli istnieje tyle, ile i gdzie może.

>Lęki egzystencjalne czy lęk przed śmiercią? Czy może wszelkiego rodzaju lęk przed niewiadomą.
>>Część źródeł wiary religijnej pochodzi chyba też z konstrukcji psychicznej człowieka.<

Wystraszonej konstrukcji. Lęki zapewniają istnienie najprostszych i najbardziej pocieszających jednocześnie memów. Bogowie kochają wojny.

>>Żyjemy w epoce w której religia i wiara religijna ulegają sporym zmianom ale niekoniecznie to musi oznaczać szybki ich koniec.<

Oczywiście, że nie.

Pozdrawiam
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
>zapraszam na randkę w ciemno, partnerką jest fenomen wiary.
>"Dlaczego ludzie wierzą w Boga?
Dziś, teraz?
Czy dlaczego ludzie zaczęli w ogóle wierzyć?
To dwa odrębne zagadnienia, do których dochodzi trzecie.
Psychiczne (psychologiczne) podłoże indywidualnej religijności.

>Nie ma żadnego naukowego dowodu jego egzystencji.
Wiara nie potrzebuje dowodu, gdy są dowody wiara jest niepotrzebną.

>Mimo tego według najnowszych badań, 80% ludności świata podaje się za wierzących.
Co z tego argumentu wynika, że "miliardy much nie mogą się mylić"?

>Jeszcze w 19- tym stuleciu większość naukowców zakładała, religia jest fenomenem wymierającej kultury, zabobonem niewykształconych w Europie, pocieszeniem dla niecywilizowanej reszty świata.
Nauka, tym się różni od religii, że nie uznaje prawd ostatecznych. Nie wiem, czy była taka większość, ale ci którzy tak zakładali, to nie mieli racji.

>Wydawało się, to jest tylko kwestia czasu i większość ludności przyłączy się do naukowego obrazu świata.
Komu i w jakich latach się tak wydawało? Gdyż ja te oczekiwania intelektualnej elity Europy zamknął bym w raczej w XVIII wieku (1688-1789).

>Te oczekiwania się nie spełniły.
Tak, Pan sądzi? Ja jestem bardzo zadowolony z osiągnięć nauki:
Przez wieki ludzie korzystając z dostępnych im narzędzi starali się poznać i zrozumieć świat. Przez wieki ważnym narzędziem były spekulacje intelektualne nazywane filozofią. Cały świat z woli boskiej kręcił wówczas się wokół ziemskiego globu i najważniejszego na tym globie stworzenia, jakim był człowiek. Ale urodził się człowieczek, który na imię miał Mikołaj, a na nazwisko Kopernik mu było, który ziemię z tego piedestału zrzucił, a później drugi - Karol Darwin zrzucił z piedestału człowieka (uznając, że żaden nadnaturalizm dla zrozumienia rzeczywistości nie jest potrzebnym). Już później nigdy nic w rozumieniu złożoności świata takie samo nie było. Proszę też tu zajrzeć: www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843

>Nawet najnowocześniejszy kraj świata, USA, pozostał jednym z najbardziej religijnych obszarów w ogóle.
Najnowocześniejszy kraj świata, a co Pan pod tym pojęciem rozumie? Przeciętny intelektualny poziom obywateli? Daleko w tym Stanom do krajów cywilizowanych. Sądzę, iż nawet do przeciętnego stanu intelektualnego Rosjanina sporo brakuje.
A gdy myśli Pan tylko o poziomie technologicznym lub o poziomie elity intelektualnej, to Pańskie zestawienia są niczym nie uprawnione.

>Sekularna Europa jest wyjątkiem który potwierdza regułę, świat jest zanurzony w wierze. Ludzie trwają przy religii.
Co z tego wynika? www.polity(*)30,1,gramatyka-moralnosci.read oraz www.humanizm.net.pl/czywiara.pdf
Że sprawność intelektualna jest elitarna, a religijność spada wraz z rozwiązywaniem podstawowych ekonomiczno-społecznych problemów? Przecież to banały.

>Gdy ateiści próbują wyjaśnić ten fakt, niektórzy z nich skłaniają się do polemiki, z bezradności nad faktem którego nie potrafią zrozumieć.
No właśnie, niech Pan spróbuje w imieniu teistów (gdyż od nich bezpośrednio nigdy się tego nie doczekałem) konkretnie sprecyzować czego to ateiści nie potrafią zrozumieć? Proszę wziąć pod uwagę też te dwa posty, wraz z linkami: www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,478028#w486897 oraz www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041

>Religia utrzymuje się przez tysiąclecia.
Tak i jeszcze bardzo długo będzie się mocno trzymać.

>Richard Dawkins, brytyjski biolog i antyreligijny wojownik, napisał na ten temat, mającą duży wpływ książkę pt. "Bóg urojony" i mówi o "umysłowym Virusie" który w głowach ludzkości wywołuje tyle zła.
>Również Christopher Hitchens, sławny amerykański publicysta, pisze bestseller który nie pozostawia wątpliwości : "Bóg nie jest wielki. Jak religia wszystko zatruwa". Ale czy to zaangażowanie posuwa nas do przodu?
A do jakiego przodu i kogo miałaby to zaangażowanie posuwać?

>Już sama liczba wiernych utrudnia potraktowanie religii jako błahostki.
Przynajmniej ja nie traktowałem ani religii, ani tym bardziej wiary, jako błahostki.

>Co przyciągało ludzi przez tysiąclecia nie może być przecież szkodliwe - inaczej ludzie już dawno zrezygnowaliby z niej.
Tak Pan sądzi - a ma Pan na to jakieś racjonalne argumenty. Moja wiedza wskazuje, że ludzie czynili i czynią wiele szkodliwych rzeczy dla siebie samych, nie mówiąc już o bliskich.

>Większość rzeczy nieprzydatnych, kiedyś zanika.
Jedne szybciej inne wolniej. Jest Pan pewien, że religia nie zaniknie? Dla mnie widoczne są jej historyczne przekształcenia.

>Najwyraźniej religia do nich nie należy.
A ma Pan jakieś argumenty do tego. Dla mnie i religia i np. papierosy szkodzą.

>Fakty są nieubłagane. Czterech z pięciu jest osobą wierzącą.
>Można powiedzieć C'est la vie .. i zamknąć dyskusję.
Dyskutować na temat faktów rzeczywiście nie warto, ale fakty podlegają interpretacji, a te już powinny być przedmiotem dyskusji.

>Można spróbować szukać odpowiedzi i to jest tematem tego wątku.
Tylko trzeba mieć świadomość, że dyskusja na ten temat trwa już od bardzo dawna, także na naszym forum i ciężko wszystko zupełnie od nowa zaczynać.

>Dlaczego człowiek wierzy w absolut.
Jest bardzo wiele przyczyn tej wiary. Do kilku podstawowych wyżej się odwołałem.
Do bardziej szczegółowych trzeba by sformułować bardziej szczegółowe pytania.

>Chciałbym wiedzieć jak wy tłumaczycie fenomen wiary.
A dlaczego jacyś tam "my". Każdy, kto się tym interesuje, tłumaczy sobie w satysfakcjonujący go sposób. Pan chyba też?

>Takie są chyba reguły ranki w ciemno?!?
Tyle, że ja randek w ciemno nie lubię. Można na ciemniaków trafić i już po uroku randki.

Pozdrawiam.

@@@
.
20-01-2013 17:20 
 0 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Panie Andrzeju, w swym polemicznym zapale przeoczył Pan cudzysłów. To nie jest mój tekst. Jeżeli Pan sobie życzy, prześlę Panu adres redakcji gdzie będzie Pan mógł skierować swoje pytania "do jakiego przodu" i objaśnić kim są te muchy.

The Christian says: I'm guilty
20-01-2013 19:00 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Końcówka poprzedniego postu:
>Chciałbym wiedzieć jak wy tłumaczycie fenomen wiary.
A dlaczego jacyś tam "my".
Każdy, kto się tym interesuje, tłumaczy sobie w satysfakcjonujący go sposób.
Pan chyba też?

>Takie są chyba reguły ranki w ciemno?!?
Tyle, że ja randek w ciemno nie lubię.
Można na ciemniaków trafić i już po uroku randki.

@@@
.

>Panie Andrzeju, w swym polemicznym zapale przeoczył Pan cudzysłów.
A co z tego wynika, gdy przeoczyłem? Moje argumenty stają się słabsze lub nietrafione?

>To nie jest mój tekst.
A Pan zacytował, z tyłu się schował i teraz pisze, to nie ja - to oni!

>Jeżeli Pan sobie życzy, prześlę Panu adres redakcji gdzie będzie Pan mógł skierować swoje pytania "do jakiego przodu" i objaśnić kim są te muchy.
Szanowny Panie, to bardzo nieuczciwe podejście. Jeżeli kogoś cytuję, to dlatego, iż mam do tej wypowiedzi jakiś stosunek, czy jakieś stanowisko i albo ją krytykuję albo chcę jej bronić, gdyż wzmacnia ona moją argumentację.

Jeżeli będę sobie życzył, to będę polemizował z każdym tekstem i każdą argumentacją i nie musi Pan mnie szczuć na kogokolwiek. Pytam jaka tu jest Pańska rola.
W jakim celu Pan ten tekst zacytował i jaki jest Pański stosunek do niego.

Podpuszcza Pan na nieznanego nam autora chowając się za jego plecami.
Więcej odwagi!

Ja swoje stanowisko do tego tekstu wyraziłem i nie chcę zmienić w nim nawet przecinka, gdy się okazało, że to nie Pan jest jego autorem. Dla mnie zresztą ma to zupełnie niewielkie znaczenie, gdyż polemizuję z ludzkimi poglądami, a nie z konkretnymi ludźmi.

PS. Proszę zauważyć, że staram się nigdy nie wyrwać z kontekstu jakiegoś zdania czy równoważnika, aby podkreślić cytat zmieniam kolor itd. Cenię sobie poważne i rzetelnie prowadzone rozmowy z poważnymi partnerami, choć potrafię sobie też dać radę w mniej merytorycznych polemikach. Rozmowy prowadzi się takie na jakie interlokutor pozwala. (Jak na razie {18.21} nikt tego cudzysłowu nie zauważył, a Pan też podejmuje polemiki {z panem Ryśkiem} jakby to były Pańskie stwierdzenia.)

Pozdrawiam.

@@@
.
20-01-2013 18:50 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Wiara nie potrzebuje dowodu...

Nie ma wiary. Są wierzacy ludzie. A tym co jakiś czas trzeba, oprócz historyjek, dać na tacy cud: aktualny dowód na to, że bozia jest, żyje, czuwa tu i teraz. Tu inwencja kleru wszelkiej maści, jak wiadomo, nie zna granic. W sobie wiadomy sposób argumentuje też ludowa racjonalność: tam coś stuka, tu coś skrzypi, itp, a więc (!) coś jest na rzeczy. Metafizycy zrobili z tego creatio continua.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
20-01-2013 19:28 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Wiara nie potrzebuje dowodu...
>Nie ma wiary. Są wierzący ludzie.
Nie mam zamiaru na ten temat się spierać:
pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_(psychologia)
pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_religijna
Dla mnie "wiara" jest pewną ludzką postawą (stanem poznawczym) wobec rzeczywistości.

>A tym co jakiś czas trzeba, oprócz historyjek, dać na tacy cud: aktualny dowód na to, że bozia jest, żyje, czuwa tu i teraz. Tu inwencja kleru wszelkiej maści, jak wiadomo, nie zna granic. W sobie wiadomy sposób argumentuje też ludowa racjonalność: tam coś stuka, tu coś skrzypi, itp, a więc (!) coś jest na rzeczy.
To wszystko prawda, ale fenomen wiary i religijności jest o wiele bardziej złożonym.
Sądzę, że ma jakieś podłoże biologiczne (ewolucyjne) i zaspokaja jakieś ważne społeczne potrzeby.
Sprawami dyskusyjnymi jest właśnie to "jakieś"?

>Metafizycy zrobili z tego creatio continua.
Tak, ale zaczęli to robić dopiero dwa i pół tysiąclecia nazad. Zaś jakoś tam potwierdzone odpowiedzi religijne sięgają prawie 200 000 lat (ponad 40 000 w Europie).

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
20-01-2013 20:03 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>To wszystko prawda, ale fenomen wiary i religijności jest o wiele bardziej złożonym.

Nie chodzi o złożoność fenomenu wiary (co oczywiste), ale o to, czy na rzecz wiary przytaczane są jakieś racje. Twierdzę, że nawet w ludowej religijności i wierze doszukac się można pewnych technik argumentacji, powiedzmy, parafialno-plebejskich.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
20-01-2013 21:34 
 Ocena 3 na 3
farmer (22440 punktów)
>>To wszystko prawda, ale fenomen wiary i religijności jest o wiele bardziej złożonym.
>Nie chodzi o złożoność fenomenu wiary (co oczywiste), ale o to, czy na rzecz wiary przytaczane są jakieś racje. Twierdzę, że nawet w ludowej religijności i wierze doszukac się można pewnych technik argumentacji, powiedzmy, parafialno-plebejskich.

Czy zbytnio nie przecenia się ludzi? Tak jak by na ziemi żyli sami geniusze którzy nie mogą dojść do porozumienia. Na co dzień spotyka się ludzi głupich, mądrych ale nie geniuszy. A jeśli tak, to bardzo rzadko, tak że czasem ich nie rozumiemy lub nie orientujemy się najzwyczajniej. Dla większości ludzi życie idzie pod dyktando innych.
Od urodzenia aż do śmierci. Życie skrojone przez innych. Raptem kilka wyborów jak w grze. A nawet jeśli brak czegoś co się podoba to i tak większość bierze to co jest.
Szkoła praca to już czeka na nas, choć jeszcze o tym nie wiemy. Taka jaką wymyślili dla nas inni. Nielicznym uda się stworzyć własny projekt. Większość sięgnie po gotowe wzorce.
20-01-2013 23:35 
 Ocena 3 na 3
DEMONICON (4893 punktów)
Co było głupotą, a co mądrością w średniowieczu? Jakieś wzorce to musiały określać.
Głupie by było przez pryzmat naszej wiedzy, ale czy głupie w ich świecie? Wiedza nie rośnie na wstecznym. Czy nie ma w naszej aktualnej rzeczywistości jakiś punktów średniowiecza, gdzie z zewnątrz nie chcą, nie mogą dojść żadne środki zaradcze? bywamy podróżnikami kochającymi folklor ludów pierwotnych i nie oświecimy ich, gdyż te podróże już nie będą takie interesujące, a co najmniej to nas nie dowartościują.

Pozdrawiam
21-01-2013 20:22 
 Ocena 4 na 4
farmer (22440 punktów)
>Co było głupotą, a co mądrością w średniowieczu? Jakieś wzorce to musiały określać.
>Głupie by było przez pryzmat naszej wiedzy, ale czy głupie w ich świecie? Wiedza nie rośnie na wstecznym. Czy nie ma w naszej aktualnej rzeczywistości jakiś punktów średniowiecza, gdzie z zewnątrz nie chcą, nie mogą dojść żadne środki zaradcze?

Chcę tylko zaznaczyć że przeciętny człowiek uwięziony jest w wiedzy innych (lub ich głupocie). Nie ma znaczenie teraz czy średniowiecze. Nie wiem więcej "JA" niż wiedza całego świata (powiem uczciwie że jest to pewnie zero zero nic). To znaczy że wiedza innych ma wpływ na mnie na moje życie. Większość ludzi najzwyczajniej w świecie "przeczyta gdzieś" "usłyszy gdzieś". Zrobi coś bo tak mu każą itd.

Jesteśmy przyzwyczajeni od dziecka że coś nas kształtuje. Będziesz piłkarzem, nauczycielem, hutnikiem, nic z ciebie nie wyrośnie. Tak idziemy przez życie realizując się w potrzebach innych. Wiara jest idzie razem z tym towarzystwem.
Zrozumienie wszystkich aspektów życia wymaga niestety wysiłku. Nie sądzę by wszystkim się chciało zmagać z tym tematem (w ramach testu proszę spytać na uczelni czy pracy kto to taki np. David HUME).
21-01-2013 21:02 
 Ocena 2 na 2
DEMONICON (4893 punktów)

>Chcę tylko zaznaczyć że przeciętny człowiek uwięziony jest w wiedzy innych (lub ich głupocie). Nie ma znaczenie teraz czy średniowiecze. Nie wiem więcej "JA" niż wiedza całego świata (powiem uczciwie że jest to pewnie zero zero nic). To znaczy że wiedza innych ma wpływ na mnie na moje życie. Większość ludzi najzwyczajniej w świecie "przeczyta gdzieś" "usłyszy gdzieś". Zrobi coś bo tak mu każą itd.

Zgoda.

>Jesteśmy przyzwyczajeni od dziecka że coś nas kształtuje. Będziesz piłkarzem, nauczycielem, hutnikiem, nic z ciebie nie wyrośnie. Tak idziemy przez życie realizując się w potrzebach innych. Wiara jest idzie razem z tym towarzystwem.

W gruncie, to tak. Choć znajdują się buntownicy.

>Zrozumienie wszystkich aspektów życia wymaga niestety wysiłku. Nie sądzę by wszystkim się chciało zmagać z tym tematem (w ramach testu proszę spytać na uczelni czy pracy kto to taki np. David HUME).

Prawda. Chyba znam odpowiedź. Większość by z chęcią interesowała się tym, gdzie jest ich skarpetka w koziołki, a nie jakiś tam Hume.

Ty dotykasz teraźniejszości, a ja poszerzam to o przeszłość powyżej.

Ja pisma nie zmieniam, tylko je ubogacam. Tak Jezusowo.

Pozdrawiam
22-01-2013 09:07 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>proszę spytać na uczelni czy pracy kto to taki np. David HUME.
Co tam Hume. 63% Polaków na pytanie, kiedy było powstanie styczniowe odpowiada, że nie wie.
22-01-2013 12:07 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Co tam Hume. 63% Polaków na pytanie, kiedy było powstanie styczniowe odpowiada, że nie wie.

Dobry ten link - wytłuszczenia moje:

Cytat:
Dla 4 proc. ankietowanych powstanie styczniowe było podczas II wojny światowej lub w ogóle w XX wieku; 2 proc. podało jeszcze inne daty.

39 proc. badanych wie, że powstanie było skierowane przeciw Rosji carskiej, a 20 proc. - że przeciw Rosji, ale nie jest pewnych, czy przeciw Rosji carskiej czy ZSRR. 20 proc. badanych wie, że przeciw "zaborcom", ale nie wie przeciw którym.

Według 4 proc. respondentów powstanie styczniowe było skierowane przeciw ZSRR, według 3 proc. - przeciw Prusom, według 2 proc. - przeciw Niemcom. 2 proc. podało, że przeciw Niemcom hitlerowskim. 11 proc. ankietowanych odpowiedziało, że nie wie.

Na pytanie o przywódców powstania styczniowego 17 proc. badanych wymieniło Romualda Traugutta. Jednak 8 proc. wskazało Tadeusza Kościuszkę, a 4 proc. - Józefa Piłsudskiego. 70 proc. odpowiedziało, że nie wie.

31 proc. respondentów nie wie jak zakończyło się powstanie styczniowe, 53 proc. odpowiedziało, że klęską, a 11 proc., że zwycięstwem. Według 5 proc. zostało nierozstrzygnięte.

Według 38 proc. badanych "to dobrze, że powstanie styczniowe wybuchło", a według 18 proc. - "to źle"; zdaniem 45 proc. "trudno powiedzieć".

Sondaż zrealizowano w dniach 11-14 stycznia 2013 r. na ogólnopolskiej, losowo-kwotowej, reprezentatywnej próbie 1000 mieszkańców Polski w wieku 15 i więcej lat.

20-01-2013 22:09 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Twierdzę, że nawet w ludowej religijności i wierze doszukać się można pewnych technik argumentacji, powiedzmy, parafialno-plebejskich.
Jest Pan zbyt lapidarnym. Nie rozumiem o co Panu tu chodzi. Wszyscy ludzie racjonalizują swoje poglądy (a także wierzenia). Niezależnie czy są to ludzie prości, czy intelektualiści. Różnią się tylko technikami i poziomem tych racjonalizacji.

Pozdrawiam.

@@@
.
21-01-2013 07:03 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
> Nie rozumiem o co Panu tu chodzi.

O to, że Pana zdaniem "Wiara nie potrzebuje dowodu, gdy są dowody wiara jest niepotrzebną." Człowiek jest racjo_nalny. Potrzebuje racji dla tego, co robi, myśli, i w co wierzy. Prawdziwość racji bywa kwestią drugorzędną.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
21-01-2013 11:09 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Nie rozumiem o co Panu tu chodzi.
>O to, że Pana zdaniem "Wiara nie potrzebuje dowodu, gdy są dowody wiara jest niepotrzebną."
To nie jest moje zdanie, tylko wynika z definicji tego terminu, które załączyłem i wieloma innymi, których nie załączyłem. (Oczywiście zgadzam się z tymi definicjami.)

>Człowiek jest racjo_nalny. Potrzebuje racji dla tego, co robi, myśli, i w co wierzy.
I dlatego racjonalizuje swoje poglądy - nawet te wynikające z wiary - o czym też już napisałem.

>Prawdziwość racji bywa kwestią drugorzędną.
Przy "wierze", to nawet nie "bywa".

Pozdrawiam.

@@@
.
21-01-2013 15:46 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>To nie jest moje zdanie, tylko wynika z definicji tego terminu, które załączyłem...

"Wiara - nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia, w warunkach braku wystarczającej wiedzy. Owo subiektywne prawdopodobieństwo nigdy nie osiąga wartości 100%, gdyż wtedy wiara staje się wiedzą."

Czyli wiedza to wiara, która wykonała salto mortale i stała się 100%ową wiedzą (czy też 100%ową wiarą)? A może stała się dogmatem? Astrolog, który jest w 100% subiektywnie przekonany o prawdziwości swych tez, dysponuje wiedzą? Czy nie jest przypadkiem tak, że wiedzę od wiary dzieli kompletnie inna metodologia, a nie stopień prawdopodobieństwa? Czym się rózni np. prognoza pogody wróżki od prognozy pogody instytutu meteo? Tylko brakiem "wystarczającej wiedzy"?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
21-01-2013 16:50 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>Czyli wiedza to wiara, która wykonała salto mortale i stała się 100%ową wiedzą (czy też 100%ową wiarą)? A może stała się dogmatem? Astrolog, który jest w 100% subiektywnie przekonany o prawdziwości swych tez, dysponuje wiedzą? Czy nie jest przypadkiem tak, że wiedzę od wiary dzieli kompletnie inna metodologia, a nie stopień prawdopodobieństwa? Czym się rózni np. prognoza pogody wróżki od prognozy pogody instytutu meteo? Tylko brakiem "wystarczającej wiedzy"?
Dalej nie rozumiem Pana, natomiast jakoś tam rozumiem i definicję wiary (zgodnie np. z Wikipedią) i jakoś tam definicję wiedzy - bliską temu co napisał A. Izdebski:

Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy.
Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.

Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.

Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.

Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.

Wiedza jest rezultatem poznania. Platon traktował ją jako prawdziwe i uzasadnione przekonanie. Niby jasne, ale biorąc jeden z podstawowych przykładów z logiki formalnej "X wie, że p" to tyle co "X zasadnie wierzy, że p i (rzeczywiście) p". zastanówmy się dalej: Iksiński zerka przez okno na ratuszowy zegar. Zegar jest zepsuty i wskazuje 15.00. Tak się składa, że jest ta godzina (lub zbliżona). Wiedzą nazywamy tylko takie przekonanie, które uważamy za prawdziwe. Iksiński uważa to przekonanie (że jest 15.00) za prawdziwe, ale czy ono jest takim i czy wywiódł to przekonanie z prawdziwych (zasadnych) przesłanek? Czy wiedza może być w części prawdziwą? Czy przekonanie Iksińskiego jest prawdą (np. była punkt 15.00 i Iksiński był o tym przekonany), gdy została wywiedziona z fałszywych (niezasadnych) przesłanek i jaką jest prawdą (obiektywną czy Iksińskiego)? Jak widać wcale nie musi być niewątpliwym zdanie: Iksiński zasadnie wierzy, że jest godzina 15.00 i rzeczywiście jest godzina 15.00. Logika jest znakomitym narzędziem, a to co wyżej napisałem to tylko zabawa, ale trochę podważająca zbytnie upraszczanie logicznej pewności.

Dochodzenie do prawdy jest permanentnym procesem, na którym potykają się nawet mocarze intelektu. Czy oni mając w jakiejś części fałszywe przekonania (prawdę niepełną) - gdy wychodząc z nieprawdziwych złożeń doszli do błędnych wnioskowań - nie są warci naszych analiz i przemyśleń? Czy człowiek myląc się w jednym, myli się we wszystkim? Czy przemyślane i świadomie działania przynoszące zamierzony skutek, ale oparte na fałszywych przesłankach są racjonalne?
A gdy zdecydowany racjonalista nabywa przekonań drogą wnioskowania w oparciu o - jego zdaniem - przesłanki prawdziwe i zasadnie przyjęte, popełni błąd (co przecież się zdarza), to jest to pomyłka, nieracjonalność, a może irracjonalność?

Uważam, że używanie rozumu nawet po przyjęciu (np. w procesie socjalizacji) fałszywych założeń jest racjonalnością, co więcej niekiedy (np. ponowne przeanalizowanie, czy tylko zerknięcie na ratuszowy zegar) pozwalają nam zweryfikować wcześniejsze, fałszywe założenia. Nieracjonalną intelektualnie, choć dosyć powszechną, jest dla mnie tylko wszelaka dogmatyka. Dogmatyczne, bezrefleksyjne przyjmowanie "naukowej" wiedzy, uzasadnianej wyłącznie tytułami uczonych, posiada niewiele wyższą racjonalność od wiary w krasnoludki.


Nie wiem o jaką "wiarę" Panu chodzi i nie wiem też o jaką "wiedzę": Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych.

>Czyli wiedza to wiara, która wykonała salto mortale i stała się 100%ową wiedzą (czy też 100%ową wiarą)? A może stała się dogmatem?
Dla mnie: wiedza to wiedza, wiara to wiara, dogmat to dogmat i żadnych salt ani wolt nie jest mi potrzeba.
Wystarczają proste słownikowe definicje.

Miłego dnia.

@@@
.
20-01-2013 22:32 
 Ocena 4 na 4
Scorp (5381 punktów)
>To wszystko prawda, ale fenomen wiary i religijności jest o wiele bardziej złożonym.
>Sądzę, że ma jakieś podłoże biologiczne (ewolucyjne) i zaspokaja jakieś ważne społeczne potrzeby.
>Sprawami dyskusyjnymi jest właśnie to "jakieś"?

Spróbujmy to wypunktować.

- Po pierwsze fenomen wiary i religijności (potraktujmy to łącznie - FWR) jest sam w sobie złożonym procesem informacyjnym, dynamicznym jak każdy proces, wykazującym tendencję do rozwoju i posiadającym intencjonalność (w sensie Dennetta), co powoduje że proces ten samodzielnie szuka sobie miejsc w ludzkich umysłach i sposobów utrzymania się tam.
- Proces ten łączy:
--- idee religijne (transcendencja, nieśmiertelność, nagroda w niebie lub w innym wcieleniu), które lokują się w umyśle i zmieniają w nim obraz świata. Osoba z umysłem przesiąkniętym ta ideą, jeżeli nie ma w sobie antidotum, rozumie różne ważne sprawy poprzez filtr ideologiczny.
--- informacyjne procesy mimetyczne wytwarzające memy (żegnanie się, 'obmywanie twarzy' przy modlitwie), przenoszące się jak infekcje wirusowe

- Po drugie, na terenie umysłu osoby, FWR wywołuje różne skutki, korzystne i niekorzystne. Korzystne to (dla niewymagających): usunięcie niepewności, ustanowienie autorytetu, dostarczenie gotowych rozwiązań problemów moralnych itd. Niekorzystne to stwarzanie konfliktów poznawczych, powodowanie niekoherencji w sieci pojęciowej itp.

- Po trzecie istnieje neuropsychiczna baza właściwości umysłowych, na której FWR lokuje się i dzieki której jest podtrzymywany przez wiekszość obywateli tego swiata. Ta baza ma podstawowe znaczenie dla FWR, jest immanentna i nieusuwalna. To ona jest przyczyna kariery FWR w ludzkim świecie.

- FWR powoduje też skutki psychiczne istotne dla funkcjonowania człowieka w społeczeństwie: integracja w grupie, wzmocnienie więzi (wszyscy jesteśmy braćmi). Działają one korzystnie w okresie pokoju, ale wzmagają poświęcenie i zawziętość w przypadku konfliktu grup.

- I w końcu: FWR jest bazą, na której powstają i działają organizacje religijne i pojedynczy szamani też. Organizacje te opanowują ludzkie społeczności i zwalczają wszeki idee i ruchy umysłowe mogące zagrozić FWR i im samym. Rola tych organizacji w społeczeństwie jest zdecydowanie negatywna, ponieważ dbają one tylko o swój interes i robią to kosztem samego społeczeństwa - i to jest największy problem wiążący się z FWR.
-
20-01-2013 23:32 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>To wszystko prawda, ale fenomen wiary i religijności jest o wiele bardziej złożonym.
>>>>Sądzę, że ma jakieś podłoże biologiczne (ewolucyjne) i zaspokaja jakieś ważne społeczne potrzeby.
>>>>Sprawami dyskusyjnymi jest właśnie to "jakieś"?
>Spróbujmy to wypunktować.
>- Po pierwsze fenomen wiary i religijności (potraktujmy to łącznie - FWR) jest sam w sobie złożonym procesem informacyjnym, dynamicznym jak każdy proces, wykazującym tendencję do rozwoju i posiadającym intencjonalność (w sensie Dennetta), co powoduje że proces ten samodzielnie szuka sobie miejsc w ludzkich umysłach i sposobów utrzymania się tam.
Jak dla mnie, to za mądre.
Tyle poważnych terminów, tak skomplikowanie powiązanych w zdania. Brzmi to jak wywód teologiczny, a odwołuje się do materialisty Dennetta.

>- Proces ten łączy:
>--- idee religijne (transcendencja, nieśmiertelność, nagroda w niebie lub w innym wcieleniu), które lokują się w umyśle i zmieniają w nim obraz świata. Osoba z umysłem przesiąkniętym ta ideą, jeżeli nie ma w sobie antidotum, rozumie różne ważne sprawy poprzez filtr ideologiczny.
Antidotum na nagrodę w niebie?
Powtórzę, że jak dla mnie to co Pan tu przedstawił jest tak wielce skomplikowane, że mnie nawet nie chce mi się rozpatrywać słuszności Pańskich wywodów. Tym bardziej, iż jestem zwolennikiem tezy, że to czego nie można jasno przedstawić, to rzadko kiedy jest warte przedstawiania.

Pozdrawiam.

@@@
.
Scorp (5381 punktów)
>Jak dla mnie, to za mądre.

Ok

>Powtórzę, że jak dla mnie to co Pan tu przedstawił jest tak wielce skomplikowane, że mnie nawet nie chce mi się rozpatrywać słuszności Pańskich wywodów.

Normalne i ... niezależne od postawy światopoglądowej
-
21-01-2013 11:00 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Jak dla mnie, to za mądre.
>Ok
>>>>Powtórzę, że jak dla mnie to co Pan tu przedstawił jest tak wielce skomplikowane, że mnie nawet nie chce mi się rozpatrywać słuszności Pańskich wywodów.
>Normalne i ... niezależne od postawy światopoglądowej

Było grzecznie, ale skoro się Pan domaga to bardzo proszę!
-----------------------------------------

Napisał Pan:
>- Po pierwsze fenomen wiary i religijności (potraktujmy to łącznie - FWR) jest sam w sobie złożonym procesem informacyjnym, dynamicznym
Według mojej wiedzy i Wikipedii:
Proces psychiczny
, a o takim tu mowa, to uporządkowany ciąg zachodzących po sobie stanów psychicznych. Jaki "złożony, informacyjny i dynamiczny"?
Po co ta Pańska "mowa trawa", co ona istotnego do rozumienia procesu kształtowania się ludzkiej osobowości i światopoglądu wnosi?

>jak każdy proces, wykazującym tendencję do rozwoju
Rozwój procesu? Co on się dubluje, czy obejmuje inne nowe partie mózgu?
Każdy proces się rozwija i proces degradacji też?

>i posiadającym intencjonalność (w sensie Dennetta),
Według Dennetta: Najprostszym bodaj przykładem systemu intencjonalnego jest termostat, który działa inaczej, kiedy sądzi, że temperatura jest właściwa (wtedy nic nie robi), a inaczej, kiedy temperatura jest za wysoka (wtedy uruchamia mechanizm jej obniżania) lub za niska (wtedy stara się ją podnieść). W taki prosty, intencjonalny sposób można opisać działanie termostatu; jest to opis w dodatku prostszy od ewentualnych opisów funkcjonalnych (tu trzeba by opisać przynajmniej podstawy budowy: mechanizm pomiaru temperatury i mechanizm jej regulacji oraz sprzężenie zwrotne między oboma - bez równań różniczkowych się nie obejdzie) czy czysto fizycznych (np. konstrukcja elektroniczna lub mechaniczna). Koncepcja systemów intencjonalnych znajdzie swoje rozwinięcie w całej książce Dennetta - Intentional Systems.

>co powoduje że proces ten samodzielnie szuka sobie miejsc w ludzkich umysłach i sposobów utrzymania się tam.
Tak, proces to takie małe przebiegłe chłopię, które lata po umyśle i sobie szuka ciepłych gniazdek.

Naprawdę starałem się być bardzo grzecznym pamiętając dawne rozmowy z Panem, gdy napisałem:
Powtórzę, że jak dla mnie to co Pan tu przedstawił jest tak wielce skomplikowane, że mnie nawet nie chce mi się rozpatrywać słuszności Pańskich wywodów. Tym bardziej, iż jestem zwolennikiem tezy, że to czego nie można jasno przedstawić, to rzadko kiedy jest warte przedstawiania.

Szczerze mówiąc, to mam wątpliwości, czy sam Pan rozumie, to co wypisuje.
Są i takie przypadki i jest to "Normalne i ... niezależne od postawy światopoglądowej" a także zgodnie z tym co Pan napisał, że jest to "złożonym procesem informacyjnym, dynamicznym jak każdy proces, wykazującym tendencję do rozwoju i posiadającym intencjonalność (w sensie Dennetta), co powoduje że proces ten samodzielnie szuka sobie miejsc w ludzkich umysłach i sposobów utrzymania się tam".

Miłego dnia.

@@@
.
Scorp (5381 punktów)
>Było grzecznie, ale skoro się Pan domaga to bardzo proszę!

Nie domagam się.
-
20-01-2013 15:18
 Ocena 10 na 10
Scarabaeus (2198 punktów)
>"Dlaczego ludzie wierzą w Boga?

Gdyż bardzo łatwo ulegamy drobnym przesądom. Nie wszystko zawsze możemy zweryfikować.
Czujemy, że jakaś liczna przynosi nam szczęście lub to co nam się przydarzyło uznajemy za niesamowity zbieg okoliczności. Traktujemy siebie jako kogoś wyjątkowego.

Zdajemy sobie jednak sprawę, że przesądy te są naszym wymysłem, dostrzegamy ich absurdalność mimo to takie przeczucia nam towarzyszą cały czas. Jedni sobie radzą lepiej z ich eliminowaniem inni gorzej, ale zawsze wymaga to trochę wysiłku.

Religia natomiast nadaje sens naszym wymysłom. Zyskują one potwierdzenie.
Nasze przesądy przestają być tylko nasze. Co więcej, nagle to co czuliśmy wbrew logice staje się prawdą objawioną. Wyższym stopniem wtajemniczenia.
To jest główny powód, dla którego ludzie trwają przy wierze tak uparcie nawet gdy przestają wierzyć w konkretnego boga.

Żeby odrzucić wiarę muszą odrzucić całą masę drobnych przesądów i codziennych przyzwyczajeń.
Tłumaczy to także dlaczego tak często ludzie, którym w wyniku młodzieńczego buntu udało się odrzucić boga a także Ci, którzy zostali wychowani bez boga mimo wszystko tak często zdobywając "doświadczenie życiowe" zostają osobami wierzącymi.

Jest to niestety dość pesymistyczny pogląd. Odrzucenie religii i zabobonów wymaga wysiłku i to ciągłego wysiłku w odróżnienie od religii, która bez specjalnych starań jest w stanie zapanować nad naszym umysłem. I to wbrew intuicji im więcej doświadczenia w życiu zdobywamy tym mniej odporni na nią stajemy się.

Religia taka jak chrześcijaństwo pewnie upadnie tak jak upadły inne religie, jednak przesądy są trwałe i znajdą sobie uzasadnienie w innej religii (ideologii).

Oczywiście zdarzają się czasem inne przypadki (sam się chyba do nich zaliczam). Są to ludzie,którzy nawet gdyby chcieli to nie potrafili by uwierzyć, ale to jest chyba jakaś wada genetyczna:P
20-01-2013 23:48 
 Ocena 1 na 1
DEMONICON (4893 punktów)

>Oczywiście zdarzają się czasem inne przypadki (sam się chyba do nich zaliczam). Są to ludzie,którzy nawet gdyby chcieli to nie potrafili by uwierzyć, ale to jest chyba jakaś wada genetyczna:P

Chyba jednak miła to wada? Czyli jednak ludzi gatunek ewoluuje, dzieli się na wyspy ewolucyjne i cóż, niech zwycięży lepszy.
Też jestem tą wadą skażony. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie siebie, jako religijnego i potem być postreligijnym ateistą.

Pozdrawiam
diogenes (42753 punktów)
>"Dlaczego ludzie wierzą w Boga? Nie ma żadnego naukowego dowodu jego egzystencji. Mimo tego według najnowszych badań, 80% ludności świata podaje się za wierzących.

Mnie to specjalnie nie dziwi. Nauka to w historii homo sapiens sapiens moment, o którego biologicznym znaczeniu trudno jeszcze wiele powiedzieć. Chociaż brzmi to dziwnie, ale te 80% wierzacej ludzkości to już boczny tor ewolucji człowieka.

>Wierzą w istotę wyższą, pewien rodzaj drugiej strony. Modlą się, tańczą...

Po co to robią? Sens wiary jest zrozumiały i śmiesznie prosty: aktualna lub odroczona satysfakcja, z którą ludzie spotykają się w życiu.

>Jeszcze w 19- tym stuleciu większość naukowców zakładała, religia jest fenomenem
wymierającej kultury...Te oczekiwania się nie spełniły.

Bo nie mogły się spełnić. Dajmy pewnym trendom trochę czasu w sensie ewolucji człowieka, np. 10 000 lat. Wiek to pryszcz.

>Richard Dawkins,...mówi o "umysłowym Virusie" który w głowach ludzkości wywołuje tyle zła.

Ta metafora mnie nie przekonuje. Wolę coś z katalogu wymierających czy obumierających gatunków lub organów: lepiej tłumaczy długotrwałość zjawiska religijności.

>Fakty są nieubłagane. Czterech z pięciu jest osobą wierzącą.

To nie fakty. To procesy.

>Dlaczego człowiek wierzy w absolut...

W absolut wierzy (a raczej go konstruuje) znacznie mniej niż w to, że po śmierci też jakoś będzie. Da bóg - będzie lepiej. Tajemniecę wiary skrywa układ limbiczny, a nie święte księgi.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Sekularna Europa jest wyjątkiem który potwierdza regułę , świat jest zanurzony w wierze. Ludzie trwają przy religii. Gdy ateiści próbują wyjaśnić ten fakt, niektórzy z nich skłaniają się do polemiki, z bezradności nad faktem którego nie potrafią zrozumieć.

Może zamiast dlaczego 80% ludzkości nie jest ateistami zastanowimy się dlaczego podobna liczba ludzkości nie rozumie teorii względności albo rachunku prawdopodobieństwa?

Co takiego ma Europa czego nie ma np. Afryka? Może edukację? Hmm... Czy to naprawdę taki fascynujący wyjątek?

Korelacja między wykształceniem, a ateizmem jest znana nie od dzisiaj. Antyklerykalizm, ateizm, deizm to poglądy nie tylko poniektórych wielkich myślicieli.

To dziwne że jasno możemy stwierdzić, że orfizm był religią dla biednych, ale o chrześcijaństwie i innych podobnych religiach już niekoniecznie, kiedy to właśnie bieda i brak edukacji najbardziej sprzyja religijności (no może z paroma geograficznymi, gdzie wpływ miały na to inne czynniki).

Religijność to problem który dotyczy w największym stopniu państw o dużych różnicach społecznych.

Już Arystoteles w Polityce pisał jak wiele mogą ugrać politycy zachowujący umiarkowaną religijność. Na religii da się mnóstwo zarobić i dotyczy to zarówno duchownych jak i polityków oraz wszelkich przedsiębiorców. Nikt nie zrezygnuje z rynku tylko dlatego, że jakaś religia dyskryminuje kobiety, czy wprowadza inne ograniczenia.

Nie widzę w "fenomenie" religii niczego czego nie można by racjonalnie wyjaśnić.

Jeśli chodzi o moją prywatną opinię, a nie te powszechnie znane i wielokrotnie powtarzane. Problem leży w kulturze, która przyzwyczaja ludzi na drodze edukacji, że wiedza pochodzi od autorytetów (postaci, książek, źródeł), przez co od urodzenia nikt nie uczy ich twórczego i krytycznego myślenia. Stąd nie potrafią rozróżnić jaka jest różnica między bujdą, a prawdą.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
panTeista (6808 punktów)
>"Dlaczego ludzie wierzą w Boga?

Wierzą głównie ci, którzy nie potrafią pogodzić się z rzeczywistością- z nieodwracalnością śmierci.

>Nie ma żadnego naukowego dowodu jego egzystencji.

Gdyby był to nie byłaby to tylko wiara, to byłaby wiedza.

>Ludzie trwają przy religii.

Ci, którzy trwają nie chcą się wyrzec nadziei życia po śmierci.

>Co przyciągało ludzi przez tysiąclecia nie może być przecież szkodliwe - inaczej ludzie już dawno
>zrezygnowaliby z niej.

Papierosy są szkodliwe, a ludzie nie rezygnują z nich.

>Większość rzeczy nieprzydatnych, kiedyś zanika. Najwyraźniej religia do nich nie należy."

Religie dają złudne nadzieje, obietnice.

>Dlaczego człowiek wierzy w absolut.

W porównaniu do krótkiego życia człowieka i jego możliwości, wszechświat wydaje się absolutem.

Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
DEMONICON (4893 punktów)
>zapraszam na randkę w ciemno, partnerką jest fenomen wiary.

Randka w ciemno? Ciemna randka? Faktycznie jest to fenomen.

> Religia utrzymuje się przez tysiąclecia.

Ciekawe jak długo utrzyma się homeopatia? A jak to jest z medycyną niekonwencjonalną ze wschodu? Większości ludzi egzystencja ostro pieści batem po plecach. Wzrasta religijność wraz ze wzrostem skomplikowania i wzrostem trudności w życiu. Kler i jego bojownicy o tym wiedzą. Islam potrzebuje jeleni do wysadzania, aby terroryzowali swoich wyznawców, winnych można wymyślać wedle wygody i potrzeb. Co zrobił świat naukowy, aby to zmienić? Zabarykadował się wśród bibliotek. Religijność kocha nierówności. Politycy? Wolą paplanie działające na ich korzyść. W świecie równym i bieżąco wykształconym nie są potrzebni aż tak bardzo. I jeszcze jest niezwykła strona polityki niereligijnej, czy antyreligijnej, czyli dyktatura świętych prawd partii komunistycznych. Doskonała reklama i dziw, że kler ma wzrost wyznawców swych prawd.

>Richard Dawkins, brytyjski biolog i antyreligijny wojownik, napisał na ten temat, mającą duży wpływ
>książkę pt. "Bóg urojony" i mówi o "umysłowym Virusie" który w głowach ludzkości wywołuje tyle zła.

Jednostki. Oni robią dziurki w skale, ale to nie znaczy, że ta skała się będzie kruszyć.

>Również Christopher Hitchens, sławny amerykański publicysta, pisze bestseller który nie pozostawia
>wątpliwości : "Bóg nie jest wielki. Jak religia wszystko zatruwa". Ale czy to zaangażowanie posuwa
>nas do przodu? Już sama liczba wiernych utrudnia potraktowanie religii jako błahostki. Co
>przyciągało ludzi przez tysiąclecia nie może być przecież szkodliwe - inaczej ludzie już dawno
>zrezygnowaliby z niej. Większość rzeczy nieprzydatnych, kiedyś zanika. Najwyraźniej religia do nich
>nie należy."

Politycznie, jako ogół wystarczająco szanujemy te rzeczy. Hitchens się nie liczy, liczy się wyborca, przyszły, potencjalny wyborca. Lewica jest tak liberalna, że toleruje nawet nietolerancję, a prawica będzie biegać za jadem świętych prawd, bo niedouczeni potrzebują jakiś twardych gruntów w dżungli. Jako wypadkowa, tworzy się faszystowski populizm chcący zgarnąć jak najwięcej głosów dla siebie. Wraz ze wzrostem różnego rodzaju bojówek, rośnie liczba kontrbojówek, aż mamy wojny domowe, czy ujścia tej energii agresywnej na ekspansję terytorialną. To jest pokarm dla religii. Mięso, które religia tworzy i na którym może żyć, z którego może skorzystać.
Katastrofy wywołane i te naturalne, tam, gdzie zaistnieją, rośnie potrzeba odgórnych ratowniczych idei. Religia w demokracjach z niewykształconymi obywatelami ma się dobrze. Kluczem jest stanowczy światowy system edukacyjny.

>Fakty są nieubłagane. Czterech z pięciu jest osobą wierzącą.

No jest. Zdrowy sekularysta nie nabija się z ludzi wierzących, tylko kontrargumentuje dane poglądy, błędne, archaiczne, antyludzkie. Śmiejesz się z swojego możliwego słuchacza, to nie dziw się, że nie jest zainteresowany tym, co mówisz. "Jak może głupi czarnuch wierzyć w takie zabobony." "On mnie obraża, więc będę słuchał tych, co mnie szanują, o, np. ten oto misjonarz."

> Dlaczego człowiek wierzy w absolut.

Wierzy ten, kto zna taki model i jest on mu wystarczająco jasno przedstawiony i w pozytywnym kontekście, dobrze wyryty i zabezpieczony przed intruzami. Eh ta skomplikowana nauka. Ludzie są leniwi. Czym ten absolut może być?

Pozdrawiam
Xion (501 punktów)
(zablokowany)
>Nawet najnowocześniejszy kraj świata, USA, pozostał jednym z najbardziej religijnych obszarów w ogóle.
Oh please! To stwierdzenie ma taką samą wagę jak to, że Eurazja to kontynent samych lasów i pustyń. Niby jest to prawda, ale trudno nie przyznać, że takiej ocenie brakuje odpowiedniego poziomu szczegółowości.

Fakty są takie, że najnowocześniejsze i najbardziej rozwinięte gospodarczo rejony świata - zachodnia/północna Europa oraz oba wybrzeża Stanów Zjednoczonych - są wyraźnie mniej religijne niż reszta. To, że wyróżniają się one w ten sposób podczas gdy większość ludzi pozostaje religijna, świadczy raczej o tym, że owa większość na świecie wciąż żyje we względniej biedzie.
Kacperek (2127 punktów)
>zapraszam na randkę w ciemno, partnerką jest fenomen wiary.

Ano, weźmy partnerkę na tapetę.
Najpierw kilka faktów:
1. Człowiek, nawet mając najtęższą mózgownicę, nie jest w stanie poznać i zrozumieć wszystkiego, co się składa na świat i co ten świat z nim wyrabia. Dlatego znaczną część decyzji, którymi się kieruje, podejmuje w oparciu o efekty "uczenia społecznego" co wynika z punktu 2.
2. Człowiek jest istotą społeczną - stąd wiedzę o świecie czerpie głównie od autorytetów. Ponadto cechuje się "owczym pędem" i ma potrzebę udziału w działaniach, podejmowanych przez społeczności, których jest (lub bywa) członkiem.
3. Człowiek jest uzależniony od pobudzania swoich mózgowych ośrodków nagrody - można to osiągnąć m. in. w tzw. stanach mistycznych.

1. i 2. tłumaczą, dlaczego przyjmujemy "na wiarę" niektóre fakty i ich interpretacje, zwłaszcza takie, których sfalsyfikować nie jesteśmy w stanie lub nam się nie chce (bo zmiana poglądów jest zazwyczaj bolesna). Tak więc mamy wiarę - niekoniecznie w jakiegoś boga, może to być np. "Deutschland ueber alles" albo , że człowiek jest tabula rasa.
Jeśli zrytualizowane, podejmowane w imię jakiejś wspólnej wiary odpowiednio dobrane działania społeczne wprawią nas w stan mistyczny, to mamy już całą religię.
maceox (6766 punktów)
Kiedyś na podstawie przemyśleń związanymi z lekturami (w tym również postów niektórych mądrych ludzi na forum) sformułowałem taką tezę dotyczącą genezy religii:

Dla powstania religii istotne są następujące elementy:

- rytuały pochodzące wprost z biologii (takie jak rytuały godowe u zwierząt), które utrzymały się u homo sapiens (sądzę, że nalezy do nich np. taniec)

- rozwój świadomości i samoświadomości u homo sapiens, a wraz z nim powstanie refleksji, woli zrozumienia otaczającej rzeczywistości, a w tym także pytań filozoficznych w rodzaju "skąd jestem" lub "dlaczego jest raczej coś, niż nic?"

- rozwój spontanicznej twórczości artystycznej, która inspirowała się wskazanymi rytuałami i refleksjami

w wyniku przemieszania aktywności na tych trzech polach uzyskano w toku długiej ewolucji wizję "sensu istnienia" w postaci wiary religijnej.

Warto może również zwrócić uwagę na szczególne stany psychiczne przy modlitwie i kontemplacji. Myślę, że dla zrozumienia fenomenu religii istotny jest opis tych subiektywnych (ale przecież możliwych do zakomunikowania) odczuć.
maceox (6766 punktów)
Wielkie znaczenie ma oczywiście naśladownictwo i kierowanie się autorytetem. W społeczeństwach pierwotnych spotykamy szamana:
Szaman jest centralną postacią w każdej społeczności uznającej ryty szamańskie. Słowo to pochodzi od rdzenia "sza" oznaczającego w języku Ewenków wiedzę; szaman to więc ten, który wie. Osoba ta ma ambiwalentną pozycję w społeczności: darzona jest zwykle wielkim szacunkiem i bywa bardzo hojnie obdarowywana, jednak posiadane przez nią moce oraz jej bliskie stosunki z potężnymi siłami natury każą również zachowywać rezerwę i dystans. [...]

Szaman, jako "ten, który wie", jest darzony wielkim autorytetem. Jego bogata wiedza na temat roślin często prowadzi do przejęcia roli lekarza lub - szerzej - "opiekuna medycznego". Szaman potrafi leczyć ciężkie obrażenia i choroby oraz codzienne niedomagania, potrafi również przyspieszyć rozwiązanie lub złagodzić bóle porodowe, jest wzywany do osób opętanych przez demony lub złe duchy; pełni zatem role analogiczne do, odpowiednio - chirurga, lekarza pierwszego kontaktu, akuszera, anestezjologa, psychologa i psychiatry. Największą umiejętnością szamana jest jednak bezpośrednie kontaktowanie się ze światem duchów; szamani nierzadko proszeni są o radę lub przestrogę dotyczącą przyszłości.

Ze względu na swoje niezwykłe doświadczenia szaman potrafi skupić uwagę grupy przy wieczornym ognisku swoimi niezwykłymi opowieściami o duchach, przyrodzie i historii oraz półimprowizowanymi pieśniami na te tematy. Zależy już od indywidualnych umiejętności narratorskich i osobowości danego szamana, czy jego opowieści i pieśni staną się stałym elementem kultury danej społeczności i zaczną żyć własnym życiem jako samodzielna kosmogonia i mitologia, czy też będą towarzyszyć wyłącznie rytualnym spotkaniom starszych, rytom inicjacyjnym i innym rzadkim okazjom, jak święta astronomiczne.

Szamanizm rozkwitł na tle wierzeń animistycznych; zakładają one ciągłą obecność świata duchowego we wszystkich przejawach natury. [...] O ile każdy człowiek doświadcza obecności duchów pod postacią sprzyjających zdarzeń, choroby, leczniczej rośliny itp., to właśnie szaman jest osobą wybraną do bezpośredniej styczności z tymi istotami. Warto podkreślić słowo "wybrany"; nie można samemu upoważnić się do kontaktów ze światem duchów: inicjatywa zawsze pochodzi "z góry"


Do dzisiaj zasadniczo niewiele się tu od strony psychologicznego aspektu religii zmieniło - od co najmniej 50 tys. lat homo sapiens dysponuje tak samo ukształtowanym mózgiem. Jedynie treści religijne ulegały ewolucji wraz z ludzką kulturą.

Sądzę, że w zjawisku religijności bardziej istotne od nadnaturalnego sposobu tłumaczenia rzeczywistości są wywoływane tymi opowieściami i towarzyszącymi im praktykami szczególne stany świadomości. To nie Bóg i opowieści o nim są jako takie istotne, tylko odczucie i wizje uczestników rytuału.

Natomiast utrzymywanie się religii jest spowodowane przekazywaniem tych rytuałów z pokolenia na pokolenie - otrzymujemy je wraz z wychowaniem we wczesnym dzieciństwie i stają się one elementem naszej tożsamości. Ich odrzucenie jest najczęściej niemożliwe i wymaga edukacji, a także daleko idącego autosceptycyzmu.

Polecam książkę:
www.litera(*)_wright/ewolucja-boga/recenzja

Ponieważ zauważyłem, że władasz językiem niemieckim, to polecam również następujące numery popularnonaukowych czasopism Geist&Gehirn oraz Spektrum der Wissenschaft, poświęcone właśnie zjawiskom wiary i rytuałów (i to niekoniecznie jako wirusów w umyśle):
www.gehirn(*)/glaube-und-aberglaube/1116483
www.spektr(*)eichnis/spezial-1-2011/1056890

Przy okazji: czy zawsze jesteśmy świadomi rytuałów, w których funkcjonujemy?

Wiele dzieci uwielbia dzisiaj świętować urodziny w McDonaldzie. Na tym przykładzie widać, że identyfikacja z pewną symboliką i rytuałem jest dla człowieka istotna już od pierwszych lat życia. Jednak dzieci nie są głupie. One wiedzą jaką religię tak na prawdę wyznają rodzice - jest nią konsumpcjonizm.

Sądzę, że szeroko pojęty konsumpcjonizm jest dziś o wiele większym zagrożeniem dla świata, niż obecne chrześcijaństwo, choć to drugie w oczywisty sposób - poprzez utwierdzanie w podejściu antysceptycznym, zamkniętym na inność - przyczynia się do rozwoju tego pierwszego.

Pozdrawiam
Domestos z Bidetu (6257 punktów)
To moze i ja małe 3 grosze...

Chciałbym wiedzieć jak wy tłumaczycie fenomen wiary.

a moze inaczej: nie fenomen wiary, ale żal za utratą tego co całe pokolenia zdobywają i budują? strach-żal za przemijaniem?
chociaż na poziomie jednostki, jednego małego człowieczka, będzie to żal dość materialny, ale i strata czegoś, nad czym wiele osób latami pracuje: swoje człowieczeństwo.

Gdy jesteś młody, rozwijasz się, przechodzisz pewne fazy, stany - dochodzisz do pewnych etapów. I jednego dnia okazuje się, że to wszystko w zasadzie po nic?
Że tak naprawde sens życia czlowieka jest tyle samo wart o mrowki, pokrzywy, śniegu? Czyli?
Zauważ: umrzesz i juz. Świat zapomni i masa energii poszla na marne?

Bajka o wierze, trzyma sporą część ludzi "w czyms". W "czym", to juz niestety nie jest takie mile i fajne: bo jednych "w zyciu zwyklym", w czase ktorego np poswieceja się dla innych. Ale czesc ludzi wykorzystuje tmat dla gnębienia "myslacych inaczej". Zauważ: na przestrzeni wiekow - bardzo lubimu narzucac innym nasze zdanie. Ma byc tak jak: ja chce - my chcemy. Bardzo malo kultur ma w sobie prawdziwą tolerancje i szacunek dla drugiego.
Pomimo "jezusowej milosci blizniego" - ciezko się jej dopatrzec nawet u tzw. gorliwych wyznawcow, gdyż oni zazwyczaj są mili tylko wtedy, gdy myslisz zbieżnie z nimi - jaka kolwiek odchylka, rysa - i wyskakuje wojna poglądowa. I przybiera różne niekoniecznie "jezusowe" oblicza....

Co przyciągało ludzi przez tysiąclecia nie może być przecież szkodliwe - inaczej ludzie już dawno zrezygnowaliby z niej. Większość rzeczy nieprzydatnych, kiedyś zanika. Najwyraźniej religia do nich nie należy.

Przyciąga nadzieja i słaba w gruncie rzeczy psychika na poziomie przecietnego człowieka.
Nadzieja - że to wszystko co robisz tu, ma cel-sens, którego choiaż nie rozumiesz i nie widzisz, to jednak jest. I tu zaczyna się piekno manipulacji emocjonalnej, w ktorej ludzie majacy interes w religi są bardzo dobrzy... im wiecej ludzi w piramidce - tym wierzcholek ma fajniejsze zycie - ziemskie! Zauważ ze tzw. BISKUPI piekła ktorym straszą - jakoś sami się nie boją!

A religia jest bardzo przydatna - zauwaz tylko komu. Myślę, że normalnemu zdrowemu czlowiekowi - nie jest ani przydatna ani potrzebna. Układa sobie świat i jego obraz na podstwie faktów i to wystarcza.
Po prostu żyje.

Ale jak widać - spora część populacji zrobić tego nie umie....


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
21-01-2013 14:07
 Ocena 10 na 10
Anna Salman (16360 punktów)
> ... według najnowszych badań, 80% ludności świata podaje się za wierzących...
No właśnie - podaje się. Czyjaś wiara jest w gruncie rzeczy niesprawdzalna.
>... Modlą się, tańczą i spotykają się z innymi ludźmi w określonym miejscu żeby świętować nabożeństwo. ...
To jest właśnie ten fenomen - nie wiary, lecz socjologiczny - konieczność poczucia przynależności do pewnej grupy, najlepiej większościowej. Posunę się do spekulacji - jeżeli w danym kraju / regionie liczba członków pewnego wyznania przekroczy masę krytyczną, dalszy wzrost liczebności przebiega szybciej (Rosja, Ukraina, Ameryka Południowa - kościoły nowej tradycji protestanckiej).
>... Nawet najnowocześniejszy kraj świata, USA, pozostał jednym z najbardziej religijnych obszarów w ogóle.
Poziom religijności jest najwyższy w krajach o wysokim poziomie nierówności społecznych. W zasadzie jest swoistym wskaźnikiem tychże nierówności.
>... Większość rzeczy nieprzydatnych, kiedyś zanika. Najwyraźniej religia do nich nie należy...
Religia jest narzędziem polityki i dlatego zawsze będzie przydatna społecznie.
>Chciałbym wiedzieć jak wy tłumaczycie fenomen wiary.
Nie rozumiem go i nawet nie wierzę, że taki istnieje. Miałam etap "próby uwierzenia", a może przez chwilę mi się nawet wydawało, że uwierzyłam, ale ... chyba mój prostacki umysł nie dorósł? , bo jakoś nigdy nie dotknęło mnie "poczucie transcendencji", a w bliższym kontakcie zauważyłam głownie mętną i infantylną retorykę, wiele rzeczy wręcz obrzydliwych, w tym historię. Potem przyjrzałam się wiernym - swoim postępowaniem sami negują zasady, które głoszą (duchowni tym bardziej); łamanie norm obyczajowych (a nawet prawa) nie jest naganne itd. A jako usprawiedliwienie - "Wierzę w Boga". Czyli ten bóg, a właściwie wiara to raczej alibi, niż praprzyczyna.
maceox (6766 punktów)
>zapraszam na randkę w ciemno, partnerką jest fenomen wiary [...]
>Na koniec nasza "partnerka na najbliższy krótki urlop", zostanie ukazana.
>Takie są chyba reguły ranki w ciemno?!?

Umawiasz nas w ciemno z książką, ale już po Twoim wprowadzeniu zastanawiam się, czy w tym przypadku nie lepiej zostawić zgaszone światło i podotykać sobie samą okładkę.

?
24-01-2013 18:28 
 Ocena 1 na 1
gallanonim (3 punktów)
Nie wielu ludzi jest obdarzona przez naturę zdolnością racjonalnego myślenia. Większość ludzi prowadzi egzystencje na jej podstawowym poziomie. Prostota potrzeb jest tą którą religijność zaspokaja
w zupełności. Potrzeby bardziej złożone posiada kilka procent ludzi. Natura nie dba oto aby wszyscy byli szczęśliwi. Talenty są rozłożone nierównomiernie. Dla tych którzy sobie nie radzą
z życiem , religijność służy do uśmierzania bólu i dlatego myślę że religie mają przed sobą przyszłość.
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Najpierw mamy tekst oznaczony cudzysłowem, a później tajemnicze zaznaczenie:
Ten tekst ma dalszy ciąg, stąd ranka w ciemno, przedstawia hipotezę usiłującą wyjaśnić fenomen wiary.

"Ranka w ciemno", to może być tylko literówka lub zgodnie z teorią Freuda zapowiedź jakiś traumatycznych przeżyć.

Nie mniej jednak, hipoteza jest tylko hipotezą.
Chciałbym wiedzieć jak wy tłumaczycie fenomen wiary.

Mamy swoje hipotezy, ale "hipoteza jest tylko hipotezą".

Na koniec nasza "partnerka na najbliższy krótki urlop", zostanie ukazana.
Rozbudzony człowiek czeka na partnerkę, ale ona zamiast stać się naszą "partnerką na najbliższy krótki urlop" sama sobie wzięła urlop i na nas się wypięła.

Takie są chyba reguły ranki w ciemno?!?
Naprawdę?
-------------------------------------------------
>Umawiasz nas w ciemno z książką, ale już po Twoim wprowadzeniu zastanawiam się, czy w tym przypadku nie lepiej zostawić zgaszone światło i podotykać sobie samą okładkę?
A skąd Pan wie, Panie Macieju, że jest to cytat z książki? To może święte słowa świętego człowieka, albo przeciwnie cytat z kogoś, kto się ateistą deklaruje i to była tylko sprytna podpucha i dlatego może lepiej rączki na kołderce trzymać, gdyż nie wiadomo co to za okładka i jakie ma wnętrze. Domaca się Pan tego co nie chce i dopiero będzie kłopot.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
27-01-2013 00:51 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Rozbudzony człowiek czeka na partnerkę, ale ona zamiast stać się naszą "partnerką na najbliższy krótki urlop" sama sobie wzięła urlop i na nas się wypięła.
>Takie są chyba reguły ranki w ciemno?!?
>Naprawdę?
Ale to był pracowity urlop i o żadny wypinaniu nie ma mowy, gdyż kolega Nietsche przetłumaczył w tym czasie dla nas bardzo interesujący tekst.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,543118#w544096

>A skąd Pan wie, Panie Macieju, że jest to cytat z książki? To może święte słowa świętego człowieka, albo przeciwnie cytat z kogoś, kto się ateistą deklaruje i to była tylko sprytna podpucha i dlatego może lepiej rączki na kołderce trzymać, gdyż nie wiadomo co to za okładka i jakie ma wnętrze.
Podpucha była rzeczywiście sprytna, gdyż po wprowadzeniu spodziewać się można było ... obrony religii. I co wyszło? Obrona religii uzasadniona racjonalistycznie??

Tyle, że: większość racjonalistów doskonale zdaje sobie sprawę z chemiczno-fizycznego podłoża umysłu, a zatem porównanie religii do np. narkotyku (substancji chemicznej zmieniającej świadomość) nie jest dla nich obce.

Tak więc ogólnie rzecz biorąc prof. Tiger Ameryki nie odkrywa, choć wygląda na to, że jego praca przyczynia się do zgłębienia i uściślenia wiedzy o biologicznych podstawach religijności.

Poza tym kolega Nietsche pisał na wstepie coś o zjawisku wiary, a obecnie odkryty przez niego tekst dotyczy raczej zjawiska praktykowania religii. Zapewne, obydwa zjawiska mają punkty styczne, ale jednak warto je odróżniać...

Tak jak są wierzący niepraktykujący, tak są i niewierzący praktykujący (choć tych to chyba jest mniej od racjonalnych ateistów). Tak - sądzę, ze można nie wierzyć w Boga, a jednocześnie uczestniczyć w rytuałach i poddawać się ich wpływom i uzyskiwać przy tym doświadczenia "religijne" równe lub prawie równe doświadczeniom ludzi wierzących.

>Domaca się Pan tego co nie chce i dopiero będzie kłopot.
Czytałem wiele wpisów kolegi Nietsche i raczej nie spodziewałem się po nim kłopotów (choć dostrzegałem również fragmenty, z którymi można było polemizować).
Po oświetleniu dalszych kształtów tekstu, który nam przedstawił w ogóle tego pomacania nie żałuję.
Pozdrawiam serdecznie
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Rozbudzony człowiek czeka na partnerkę, ale ona zamiast stać się naszą "partnerką na najbliższy krótki urlop" sama sobie wzięła urlop i na nas się wypięła.
Takie są chyba reguły ranki w ciemno?!?
>>>>Naprawdę?
>Ale to był pracowity urlop i o żadnym wypinaniu nie ma mowy,
Zaraz, zaraz czyim wypinaniu. Pana Nietsche? Myślę, że ani on, ani ja taką postawą nie jesteśmy zbyt zainteresowani. Pisałem o partnerce na randkę.

>gdyż kolega Nietsche przetłumaczył w tym czasie dla nas bardzo interesujący tekst.
Tekst jest dosyć interesujący, choć z tego tekstu wynika, że są to raczej spekulacje niż wiedza przyrodnicza.

>Podpucha była rzeczywiście sprytna, gdyż po wprowadzeniu spodziewać się można było ... obrony religii. I co wyszło?
Obrona religii.

>Obrona religii uzasadniona racjonalistycznie??
Cholera wydawało mi się, że całe życie uzasadniałem religijność racjonalistycznie.

>Tyle, że: większość racjonalistów doskonale zdaje sobie sprawę z chemiczno-fizycznego podłoża umysłu, a zatem porównanie religii do np. narkotyku (substancji chemicznej zmieniającej świadomość) nie jest dla nich obce.
Choć życie na poziomie molekularnym można wyjaśnić prawami chemiczno fizycznymi to szkoda, że nie słyszał Pan o emergencji. Na nasz mózg wpływają przeróżne czynniki i za pomocą tych czynników można dokonać w nim stałych i zmiennych efektów.

>Tak więc ogólnie rzecz biorąc prof. Tiger Ameryki nie odkrywa,
Tak i mnie się z tego tekstu wydaje.

>choć wygląda na to, że jego praca przyczynia się do zgłębienia i uściślenia wiedzy o biologicznych podstawach religijności.
Nie wiem, choć tekst zainspirował mnie do przemyśleń i chwała za to i autorowi i tłumaczowi.

>Poza tym kolega Nietsche pisał na wstępie coś o zjawisku wiary, a obecnie odkryty przez niego tekst dotyczy raczej zjawiska praktykowania religii. Zapewne, obydwa zjawiska mają punkty styczne, ale jednak warto je odróżniać...
Dokładnie tak.

>Tak jak są wierzący niepraktykujący, tak są i niewierzący praktykujący (choć tych to chyba jest mniej od racjonalnych ateistów). Tak - sądzę, że można nie wierzyć w Boga, a jednocześnie uczestniczyć w rytuałach i poddawać się ich wpływom i uzyskiwać przy tym doświadczenia "religijne" równe lub prawie równe doświadczeniom ludzi wierzących.
Są i można.

>>>>Domaca się Pan tego co nie chce i dopiero będzie kłopot.
>Czytałem wiele wpisów kolegi Nietsche i raczej nie spodziewałem się po nim kłopotów
Nie bardzo rozumiem, co to znaczy nie spodziewałem się po nim kłopotów, gdyż ja po każdym samodzielnie myślącym spodziewam się kłopotów. Po Panu też. Zmuszacie mnie do myślenia i weryfikacji własnych poglądów.

>(choć dostrzegałem również fragmenty, z którymi można było polemizować).
Chyba o to tu chodzi. Należy polemizować, a nawet kłócić się, ale z mądrymi ludźmi tak, aby obie strony na tym zyskiwały.

>Po oświetleniu dalszych kształtów tekstu, który nam przedstawił w ogóle tego pomacania nie żałuję.
Czego pomacania, czy rozmów z Panem Nietsche. Wszak że to inteligentny facet o dużej erudycji, to od pierwszych jego wpisów wiadomo, a jak Pan wie na własnym przykładzie szybko umiem rozpoznać wartościowych interlokutorów. Sporo już moich plusów dostał i sądzę, że jeszcze sporo dostanie, a klikam tylko tam, gdzie wypowiedź naprawdę mi się podoba.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Tekst pochodzi z recenzji książki "God's Brain".
Cały artykuł znajduje się w załączniku:
[Załącznik]
Artykuł jest jeszcze dostępny online:
www.welt.d(*)er-Glaeubigen-ruhigstellt.html

[Celowo nie umieściłem całego tekstu żeby nie sugerować odpowiedzi. Tych nie było też zbyt wiele. Każdy wie ale nikt nie chce zdradzić.]

Odpowiedź jest też znana - Bóg jest hormonem.
Novum w tej pracy jest wpływ środowiska socjalnego, podział na klasy lub warstwy społeczne, możliwości awansu społecznego - czynniki które grają istotną rolę w umacnianiu religii lub jej osłabianiu.

Po tym artykule trzeba stwierdzić że wiara ma jeszcze długą przyszłość i nic nie pomogą zaklęcia niewierzących.

The Christian says: I'm guilty
26-01-2013 19:44 
 Ocena 1 na 1
DEMONICON (4893 punktów)
>Tekst pochodzi z recenzji książki "God's Brain".
>Cały artykuł znajduje się w załączniku:
>[Załącznik]

Ciekawe.

Pozdrawiam
26-01-2013 20:12 
 Ocena 1 na 1
DEMONICON (4893 punktów)
Zrób o tym wątek. Przypuszczam, że będzie ciekawa dyskusja.

Pozdrawiam
27-01-2013 18:28 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Zrób o tym wątek. Przypuszczam, że będzie ciekawa dyskusja.
A czy to nie jest wątek właśnie na ten temat?
Pozdrawiam.

@@@
.
27-01-2013 00:33 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> [Załącznik]

W tym artykule autor nie posuwa wiele poza klasyczny pogląd na religię jako opium dla mas.

Już na wstępie przez zdanie "W odróżnieniu od innych naczelnych, homo sapiens jest jedyną żyjącą istotą która ma wyobrażenie przeszłości i przyszłości." przebija nieuzasadniony szowinizm gatunkowy. Nie widzę powodu dlaczego nie tylko naczelne ale nawet i mała sikorka wijąca gniazdko nie miałaby mieć świadomości, że robi to aby wychować pisklęta i spodziewać się latem uczyć je znajdować mszyce.

Moim zdaniem pojęcie boga, choć w zasadzie błędne, to spełnia użyteczną funkcję poznawczą. Boga nazwałbym nie tyle urojeniem co złudzeniem. Znamy wiele złudzeń - i to nie tylko optycznych - które choć wypaczają nam obraz świata, to w większości sytuacji życia codziennego umożliwiają nam szybką decyzję. Taką umiejętnością jest np. szybkie rozpoznawanie twarzy ludzkich, choć tę umiejętność przypłacamy złudzeniami twarzy tam gdzie ich nie ma - w obłokach, korach drzew, zaciekach na szybie. Mamy również tendencję przypisywania cech ludzkich obiektom ich nie posiadających, np. napotykając przysłowiową złośliwość przedmiotów martwych. Jak na mój gust bóg jest taką osobowością przypisaną naturalnym zjawiskom. W zasadzie nie ma w tym nic złego, dopóki nie myli się złudzeń ze stanem faktycznym.

27-01-2013 11:44 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>W tym artykule autor nie posuwa wiele poza klasyczny pogląd na religię jako opium dla mas.<
Nie można posunąć się dalej bo jest to opium. Autorzy moim zdaniem próbują wyjaśnić mechanizm uzależnienia.
- Wiele bardziej interesujące jest dla mnie, dlaczego jedni zajmują "swoją lewą nogę" religią inni nie. Czy indoktrynacja religijna nie jest właśnie rzuceniem karmy "wolnym mocom mózgu", żeby miał zajęcie.
W studiach nad ureligijnieniem młodzieży wykonanych na zlecenie UE, wykazano że mniejsza religijność występuje wśród młodzieży lepiej wykształconej. Wyniki można różnie interpretować. Ja tłumaczę sobie to tak że młodzież której wpojono nawyki samokształcenia o wiele łatwiej potrafi zatrudnić swój mózg innym tematem. Ponadto ma większe możliwości awansu społecznego - w życiu zawodowym, polityce, organizacjach społecznych i samorządowych.
- Czy emeryci, opuszczeni przez państwo i pozostawieni sami sobie, nie czują awansu społecznego znajdując schronienie w Rodzinie RM? Wtedy nie są już tylko nr Peselu i odcinkiem emerytury, wtedy stają się kimś.
- Próbuję sobie wyjaśnić gdzie jest ten punkt krytyczny w którym wierny nie ogranicza się do co niedzielnych wycieczek w irrealny anty-świat ale staje się fanatykiem religijnym.
>Już na wstępie przez zdanie "W odróżnieniu od innych naczelnych, homo sapiens jest jedyną żyjącą istotą która ma wyobrażenie przeszłości i przyszłości." przebija nieuzasadniony szowinizm gatunkowy. Nie widzę powodu dlaczego nie tylko naczelne ale nawet i mała sikorka wijąca gniazdko nie miałaby mieć świadomości, że robi to aby wychować pisklęta i spodziewać się latem uczyć je znajdować mszyce.<
Nie wiem co to jest szowinizm gatunkowy. Ale homo sapiens wie że 99,99% gatunków zwierząt wyginęło. Jest więc bardzo prawdopodobne że człowiek też wyginie. Ponadto inteligencja może być tylko eksperymentem ewolucji, jak skrzydło lub płetwa. Może ewolucja pewnego dnia zrezygnuje z inteligencji jako nieprzydatnej dla dalszego postępu w rozwoju. Do szowinizmu brak podstaw.
Sikorka nie ma świadomości, posiada instynkt. Sikorka nie wie że nadejdzie lato, za ile dni, nie słucha prognozy pogody i nie wie czy będzie słoneczne czy dżdżyste. Sikorka nie wie że pewnego dnia będzie po sikorce.

The Christian says: I'm guilty
DEMONICON (4893 punktów)

>Nie można posunąć się dalej bo jest to opium. Autorzy moim zdaniem próbują wyjaśnić mechanizm uzależnienia.
> - Wiele bardziej interesujące jest dla mnie, dlaczego jedni zajmują "swoją lewą nogę" religią inni nie. Czy indoktrynacja religijna nie jest właśnie rzuceniem karmy "wolnym mocom mózgu", żeby miał zajęcie.

Może to jest kwestia dania odpowiedniej karmy. Ja też non stop coś przegryzam, a i jeszcze nie jest to religijne, religijna karma mi nie przechodzi przez gardło, filtr nie przepuszcza. A czasami czytam różne dziwaczne rzeczy, tylko mózg jest na nie.

>W studiach nad ureligijnieniem młodzieży wykonanych na zlecenie UE, wykazano że mniejsza religijność występuje wśród młodzieży lepiej wykształconej. Wyniki można różnie interpretować. Ja tłumaczę sobie to tak że młodzież której wpojono nawyki samokształcenia o wiele łatwiej potrafi zatrudnić swój mózg innym tematem. Ponadto ma większe możliwości awansu społecznego - w życiu zawodowym, polityce, organizacjach społecznych i samorządowych.

Tak.

> - Czy emeryci, opuszczeni przez państwo i pozostawieni sami sobie, nie czują awansu społecznego znajdując schronienie w Rodzinie RM? Wtedy nie są już tylko nr Peselu i odcinkiem emerytury, wtedy stają się kimś.

Zgadzam się. Po której stronie leży wina? Państwa i edukacji? Lenistwa tych ludzi? Po niczyjej stronie, ot tak wyszło?

> - Próbuję sobie wyjaśnić gdzie jest ten punkt krytyczny w którym wierny nie ogranicza się do co niedzielnych wycieczek w irrealny anty-świat ale staje się fanatykiem religijnym.

Może odrzucanie rzeczywistości niereligijnej?

Pozdrawiam
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Może odrzucanie rzeczywistości niereligijnej?<
Uważasz że "odrzucanie rzeczywistości niereligijnej" implikuje fanatyzm religijny?
Sądzę że jest odwrotnie, ale to nie odpowiada na pytanie bo ciągle nie wiadomo co rodzi fanatyzm religijny. Być może w pewnym momencie wierny wskutek prania mózgu przez "aktorów w kolorowych kostiumach" przeistacza się z neutralnego (społecznie, politycznie) wiernego, zaspokajającego jedynie swoje potrzeby, w zaangażowanego politycznie i społecznie fanatyka i obrońcę wiary?
Ograniczona liczba fanatyków wynika pewnie z odporności medium na psychomanipulacje.

The Christian says: I'm guilty
DEMONICON (4893 punktów)
>>Może odrzucanie rzeczywistości niereligijnej?<
>Uważasz że "odrzucanie rzeczywistości niereligijnej" implikuje fanatyzm religijny?

Może. Im ktoś bardziej jest niepewny swoich poglądów, tym bardziej broni się przed potencjalnie niebezpieczną zmianą własnymi kłami i pazurami, miesza jeszcze się z tym jedynie prawdziwe i uświęcone otoczenie. Podobnie może działać fanatyzm niereligijny.

>Sądzę że jest odwrotnie, ale to nie odpowiada na pytanie bo ciągle nie wiadomo co rodzi fanatyzm religijny.

Może kumulacja osobników w danej grupie o skłonnościach do fanatyzmu, genetycznych, memetycznych, plus jakiś czynnik zewnętrzny, bądź nie tylko jeden, uaktywniający wodospad ludzkiej masy.

>Być może w pewnym momencie wierny wskutek prania mózgu przez "aktorów w kolorowych kostiumach" przeistacza się z neutralnego (społecznie, politycznie) wiernego, zaspokajającego jedynie swoje potrzeby, w zaangażowanego politycznie i społecznie fanatyka i obrońcę wiary?

Być może i tak.

>Ograniczona liczba fanatyków wynika pewnie z odporności medium na psychomanipulacje.

Albo na niezaistnienie w danym okresie czynnika podpalającego lont do tego dynamitu.

Pozdrawiam
27-01-2013 18:23 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>W tym artykule autor nie posuwa wiele poza klasyczny pogląd na religię jako opium dla mas.
Klasyczny pogląd?
A czyj?
To co ja znam jednak zupełnie coś innego:
Podstawa irreligijnej krytyki jest taka oto: człowiek tworzy religię, nie zaś religia - człowieka. Religia jest to mianowicie samowiedza i poczucie samego siebie u człowieka, który bądź siebie jeszcze nie odnalazł, bądź już znów zagubił. Ale człowiek - to nie jest istota oderwana, istniejąca gdzieś poza światem. Człowiek - to świat człowieka, państwo, społeczeństwo. To państwo, to społeczeństwo stwarzają religię, odwróconą na opak świadomość świata, są one bowiem same odwróconym na opak światem. Religia jest ogólną teorią tego świata, jego encyklopedycznym skrótem, jego logiką w popularnej formie, jego spirytualistycznym point d' honneur, jego entuzjazmem, jego sankcją moralną, jego uroczystym dopełnieniem, jego ogólną racją bytu i pocieszeniem. Jest urzeczywistnieniem istoty ludzkiej w fantazji, dlatego że istota ludzka nie posiada prawdziwej rzeczywistości. Walka przeciw tej religii jest więc pośrednio walką przeciw owemu światu, którego duchowym aromatem jest religia.

Nędza religijna jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej. Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków.
Religia jest opium ludu.

Dalej zgoda!
Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Dalej zgoda!<
Dalej jest tak:
"Zniesienie religii jako iluzorycznego szczęścia ludu jest promocją jego rzeczywistego szczęścia. Żądanie porzucenia iluzji o jego stanie jest żądaniem porzucenia stanu który wymaga tej iluzji. Krytyka religii jest więc zarodkiem krytyki padołu łez, którego aureolą jest religia".
Marx rzeczywiście należy do klasyków, tylko czy jego diagnoza była ponadczasowa?
W 1844 była szczególna sytuacja w Prusach. Powstanie tkaczy śląskich, zbliżająca się Wiosna Ludów, w odniesieniu do tamtej epoki Marx miał rację. Chociaż nie wszystko u Feuerbacha było błędne. Historia nie potwierdziła uniwersalności definicji religii Marxa. Jest to materialistyczna definicja i nie uwzględnia spirytualizmu tkwiącego w religii. Marx słusznie krytykował sojusz ołtarza z tronem. Stan który nie został do końca rozwiązany do dziś.


The Christian says: I'm guilty
28-01-2013 00:08 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Dalej zgoda!
Dalej zgoda, dotyczyło wypowiedzi pana Fizyka, a nie pana Marksa.

>Dalej jest tak:
>"Zniesienie religii jako iluzorycznego szczęścia ludu jest promocją jego rzeczywistego szczęścia. Żądanie porzucenia iluzji o jego stanie jest żądaniem porzucenia stanu który wymaga tej iluzji. Krytyka religii jest więc zarodkiem krytyki padołu łez, którego aureolą jest religia".
>Marx rzeczywiście należy do klasyków, tylko czy jego diagnoza była ponadczasowa?
Nie wiem, co poza Bogiem lub materią jest ponadczasowe (do wyboru)? Ludzkość dalece nie jest ponadczasowa, to jak mogły by być ponadczasowe diagnozy społeczne dokonane przez ludzi?

>W 1844 była szczególna sytuacja w Prusach. Powstanie tkaczy śląskich, zbliżająca się Wiosna Ludów, w odniesieniu do tamtej epoki Marx miał rację.
Tak, Maks mógł analizować tylko dostępne mu fakty i na ich podstawach budował swoje syntezy. Po Marksie jeszcze sporo filozofów, religioznawców i przedstawicieli innych nauk na tematy związane ze zjawiskiem religii się wypowiadało. Często to byli bardzo mądrzy ludzie, a ich przemyślenia głębokie. Inteligentny człowiek powinien to brać pod uwagę. Tak, uważam diagnozę Marksa za bardzo trafną nawet i w sytuacji współczesnej. Co będzie dalej tego nie wiem.

>Chociaż nie wszystko u Feuerbacha było błędne.
Moim zdaniem, zdecydowanie było więcej trafnych niż nietrafnych spostrzeżeń, ale to są spekulacje filozofa.

>Historia nie potwierdziła uniwersalności definicji religii Marxa.
Według mnie, nie tylko potwierdziła, ale nadal ją potwierdza. Choć ja nie lubię nigdzie wielkich kwantyfikatorów i ostrożnie ich używam. Nie "zawsze", nie "wszyscy" i nie "uniwersalne" definicje społeczne.

>Jest to materialistyczna definicja i nie uwzględnia spirytualizmu tkwiącego w religii.
Proszę Pana, myślę że jestem większym materialistą od Marksa. Przez 130 lat (od jego śmierci) nauki przyrodnicze dokonały ogromnego postępu. Upowszechnił się naturalizm Darwina. Tak, Marks miał rację z materializmem i nie tylko (choć nie ze wszystkim). Nie jego też jest winą, że inni zrobili zeń Boga i nauczali Magisterium Marksizmu.

Ja nigdy i nigdzie nie spotkałem się z najmniejszą przesłanką wskazującej na istnienie duszy (czy jakiegokolwiek świata nadprzyrodzonego) czy to tkwiącego w religii, czy też poza nią.

>Marx słusznie krytykował sojusz ołtarza z tronem.
Tak, ale to już nie temat tego ciekawego wątku, o trochę mniej szczęśliwym tytule.

Pozdrawiam.

@@@
.
28-01-2013 23:13 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Według mnie, nie tylko potwierdziła, ale nadal ją potwierdza.<
Gdyby tak było to religia w kilku krajach musiałaby wymrzeć. Mieliśmy państwa bezklasowe, mamy nowoczesne państwa w których zlikwidowano biedę, ale religia w nich nadal istnieje.
Marx zapożyczył pomysł porównania religii do opium od H.Heine. Ten definiował religię o wiele krócej i trafniej.

Cytat:
Cześć niech będzie religii, która cierpiącej ludzkości podaje w gorzkim kielichu parę słodkich, usypiających kropel duchowego opium, parę kropel miłości, nadziei i wiary!


>Ja nigdy i nigdzie nie spotkałem się z najmniejszą przesłanką wskazującej na istnienie duszy (czy jakiegokolwiek świata nadprzyrodzonego) czy to tkwiącego w religii, czy też poza nią.<

Ja też nie. Czy ma to jakieś znaczenie? Istota religii leży w czym innym.
CIA w badaniach religijności ludności świata podaje odrębne kategorie: ateiści, niewierzący, chrześcijanie itd.
Czym się różni ateista od niewierzącego?
Poszukałem definicji której nie powstydziłby się Heine.

"Niewierzący nie wierzy w żadnego Boga... i to jest już właściwie wszystko. Wielu ludzi nie robi rzeczy których nie chce, nie lubi, bez ogłaszania tego całemu światu. Nie widzi żadnego powodu żeby w szczególny sposób oznakować swoją niewiarę. Tak jak nikt nie przykleja sobie etykietki, "Nie palę" lub "Nie zbieram znaczków pocztowych"

"Ateiście sama niewiara nie wystarcza. Definiuje on część swojej osobowości przez odmowę akceptacji struktur osobowości osób trzecich. Najgorsze byłoby wyobrażenie że może ktoś z braku informacji pomyśleć, on wierzy w cokolwiek. Być ateistą jest tytułem, etykietą atestującą mu intelektualną przewagę, na przekór tym głupim wiernym, zapomnianym przez ewolucję gdzieś na stopniu Neandertalczyków. Argumenty ateisty są per se lepsze, mądrzejsze, racjonalniejsze. To zaoszczędza uciążliwych przemyśleń. W podniecającym, efekciarskim zarozumialstwie naśmiewa się on "z wiary w fantazyjną istotę która nie istnieje", bez rozpoznania że - niezależnie od pytania o exogenną egzystencję jakiejś boskiej istoty - sama fantazja jest naturalną formą egzystencji i to potężną: Bądź co bądź, fantazja jest przyczyną wszystkich kulturalnych osiągnięć ludzkości. Przez brak jakiejkolwiek fantazji i bogactwa wewnętrznego jest on skazany na świat bez inspiracji, muz, marzeń".

Ja nie chcę zabierać poetom i muzykom muz, pijącym Coca-colę jej wyjątkowego smaku, dzięki recepturze ukrytej w sejfie na najwyższym piętrze drapacza chmur mieszczącego siedzibę koncernu. To alchemii zawdzięczamy porcelanę miśnieńską. Argumentować mógłbym jeszcze długo ale nie będą to tak i tak argumenty lepsze, mądrzejsze i racjonalniejsze.
Podstawowy błąd popełniany na tym "ateistycznym portalu" polega na założeniu że społeczeństwo i państwo należy dechrystianizować. Ten proces ma już dawno miejsce bez udziału ateistów i niewiernych. Społeczeństwo i państwo należy odkościelnić. A to wymaga innej retoryki.

Panie Andrzeju! Od czasu gdy zmanipulował Pan moją wypowiedź, cytując tylko jej część i zmieniając jej sens, straciłem ochotę do dyskusji z Panem. Uznałem że jest Pan zwykłym populistą, ubolewającym nad przyznanymi minusami i cieszącym się zapewne z plusów. Mnie punkty nie interesują, powiedziałem to kiedyś Jackowi Tabiszowi. Punktów mogę sobie nazbierać w realu u Schella w BP i gdziekolwiek. Mam ich nawet trochę w centralnym rejestrze kierowców w Flensburgu i chętnie bym je komuś podarował.
Nie ma jednego świata. Jest świat wg Kiepskich, świat wg Bogusławskiego, świat wg Nietsche i jeszcze parę innych. Ja wracam do swojego świata życząc Panu brylowania na parkiecie Racjonalisty i dużo, dużo punktów.
Jako niewierzący nie powinienem się błąkać po ateistycznym portalu.
Pozdrawiam


The Christian says: I'm guilty
29-01-2013 01:32 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Według mnie, nie tylko potwierdziła, ale nadal ją potwierdza.<
>Gdyby tak było to religia w kilku krajach musiałaby wymrzeć.
A dlaczego?

>Mieliśmy państwa bezklasowe,
Gdzie i kiedy?

>mamy nowoczesne państwa w których zlikwidowano biedę, ale religia w nich nadal istnieje.
Jednak socjologowie religii dostrzegają spore różnice.

>Marx zapożyczył pomysł porównania religii do opium od H.Heine. Ten definiował religię o wiele krócej i trafniej.
>Cytat:
Cześć niech będzie religii, która cierpiącej ludzkości podaje w gorzkim kielichu parę słodkich, usypiających kropel duchowego opium, parę kropel miłości, nadziei i wiary!

Pan wybaczy, ale zestawiając wypowiedź Marksa i Heinego - moim zdaniem - zupełnie Pan nie zrozumiał o czym Marks napisał.

>>>>Ja nigdy i nigdzie nie spotkałem się z najmniejszą przesłanką wskazującej na istnienie duszy (czy jakiegokolwiek świata nadprzyrodzonego) czy to tkwiącego w religii, czy też poza nią.<
>Ja też nie.
Napisał Pan: Jest to materialistyczna definicja i nie uwzględnia spirytualizmu tkwiącego w religii. I co? I znowu nie został Pan właściwie zrozumiany: Spirytualizm - w filozofii (metafizyce) jeden z kierunków monizmu zakładający, że w świecie rzeczywistym istnieją tylko substancje duchowe (dusze).

>Czy ma to jakieś znaczenie?
Nie wiem? Skoro nie można zrozumieć Pańskich wypowiedzi, to jak się do nich odnosić?

>Istota religii leży w czym innym.
A w czymże - według Pana - leży istota religii.

>CIA w badaniach religijności ludności świata podaje odrębne kategorie: ateiści, niewierzący, chrześcijanie itd.
No tak CIA, to bardzo wiarygodne źródło, gdy to inne CIA, to wypadałoby to rozwinąć.

>Czym się różni ateista od niewierzącego?
Ciekawe pytanie i czekam na mądrą odpowiedź?

>Poszukałem definicji której nie powstydziłby się Heine.
>"Niewierzący nie wierzy w żadnego Boga... i to jest już właściwie wszystko. Wielu ludzi nie robi rzeczy których nie chce, nie lubi, bez ogłaszania tego całemu światu. Nie widzi żadnego powodu żeby w szczególny sposób oznakować swoją niewiarę. Tak jak nikt nie przykleja sobie etykietki, "Nie palę" lub "Nie zbieram znaczków pocztowych".
Jakiego procentu osób ta definicja dotyczy? Osobiście nie uważam się za ateistę, tylko za naturalistę ontologicznego i mój stosunek do wiary jest tożsamy ze stanowiskiem A. Izdebskiego:
Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.


>"Ateiście sama niewiara nie wystarcza. Definiuje on część swojej osobowości przez odmowę akceptacji struktur osobowości osób trzecich. Najgorsze byłoby wyobrażenie że może ktoś z braku informacji pomyśleć, on wierzy w cokolwiek. Być ateistą jest tytułem, etykietą atestującą mu intelektualną przewagę, na przekór tym głupim wiernym, zapomnianym przez ewolucję gdzieś na stopniu Neandertalczyków. Argumenty ateisty są per se lepsze, mądrzejsze, racjonalniejsze. To zaoszczędza uciążliwych przemyśleń. W podniecającym, efekciarskim zarozumialstwie naśmiewa się on "z wiary w fantazyjną istotę która nie istnieje", bez rozpoznania że - niezależnie od pytania o exogenną egzystencję jakiejś boskiej istoty - sama fantazja jest naturalną formą egzystencji i to potężną: Bądź co bądź, fantazja jest przyczyną wszystkich kulturalnych osiągnięć ludzkości. Przez brak jakiejkolwiek fantazji i bogactwa wewnętrznego jest on skazany na świat bez inspiracji, muz, marzeń".
Ateizm, apateizm, ignostycyzm, indyferentyzm, to wszystko do jednego wora.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,509211#w510102

I dalej jak sobie "Mały Jasio" wyobraża refleksję intelektualną niewierzących:
>"W podniecającym, efekciarskim zarozumialstwie naśmiewa się on "z wiary w fantazyjną istotę która nie istnieje", bez rozpoznania że - niezależnie od pytania o exogenną egzystencję jakiejś boskiej istoty - sama fantazja jest naturalną formą egzystencji i to potężną: Bądź co bądź, fantazja jest przyczyną wszystkich kulturalnych osiągnięć ludzkości. Przez brak jakiejkolwiek fantazji i bogactwa wewnętrznego jest on skazany na świat bez inspiracji, muz, marzeń".
Straszne biedactwa ci wierzący! Niezrozumiani i osaczeni przez tabuny bezbożników, narzucających im swoje rozumienie świata.

CDN

@@@
.
29-01-2013 01:32 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Ja nie chcę zabierać poetom i muzykom muz, pijącym Coca-colę jej wyjątkowego smaku, dzięki recepturze ukrytej w sejfie na najwyższym piętrze drapacza chmur mieszczącego siedzibę koncernu.
Czyżby ktoś Pana nakłaniał do tego? A może Pan uważa, że ateista nie może kochać, być artystą i doceniać wszystkie muzy? Cosik się Panu pokićkało.

>To alchemii zawdzięczamy porcelanę miśnieńską.
Alchemii zawdzięczamy nie tylko porcelanę, tylko co z tego wynika, że mamy zmienić chemika na alchemika?

>Argumentować mógłbym jeszcze długo ale nie będą to tak i tak argumenty lepsze, mądrzejsze i racjonalniejsze.
Z przykrością, ale muszę się zgodzić z Panem.

>Podstawowy błąd popełniany na tym "ateistycznym portalu" polega na założeniu że społeczeństwo i państwo należy dechrystianizować. Ten proces ma już dawno miejsce bez udziału ateistów i niewiernych.
Nie chcę rozmawiać o całym portalu moim zdaniem jednak racjonalistycznym, a nie ateistycznym. Sam nigdy nie uważałem, że społeczeństwo należy dechrystianizować (po pierwsze dlatego, iż jest to niemożliwe). Jeżeli uważam, że warto o coś walczyć, to o świeckość panstwa, tak aby wszyscy obywatele niezależnie od wyznania, czy jego braku, płci, orientacji seksualnej, koloru skóry itd. mieli te same prawa i tak samo dobrze czuli się we wspólnym demokratycznym państwie. Osobiście nie cierpię głupoty i nie moja już w tym wina, że najczęściej z wiarą jest ona powiązana - niezależnie od jej przedmiotu/podmiotu.

>Społeczeństwo i państwo należy odkościelnić.
Tak.

>A to wymaga innej retoryki.
Wszystkie są mało skuteczne. Warto tu pamiętać o marksowskiej koncepcji religii i religijności. Gdy znajdziemy na poziomie cywilizacyjnym państw Europy Zachodniej sama stopnieje do stosownych rozmiarów.

>Panie Andrzeju! Od czasu gdy zmanipulował Pan moją wypowiedź, cytując tylko jej część i zmieniając jej sens, straciłem ochotę do dyskusji z Panem.
Wielce Szanowny Panie Nietsche - według mnie to bardzo poważny zarzut. Zdecydowanie nie cierpię dokonywania manipulacji czyimiś tekstami. Staram się być bardzo skrupulatny i nie wyrywać jakiś zdań z ich kontekstu. Nie przypominam sobie takiego przypadku, ale wszystko w dyskusji może się zdarzyć i należy wyjaśniać, to od razu.
Gdy tak się stało, to bardzo przepraszam. (Ale chcę zauważyć, że nie odwołując się do konkretu Pan też manipuluje.)

>Uznałem że jest Pan zwykłym populistą, ubolewającym nad przyznanymi minusami i cieszącym się zapewne z plusów. Mnie punkty nie interesują, powiedziałem to kiedyś Jackowi Tabiszowi.
No cóż? Ja napisałem do Pana:
Proponuję jednak zapoznać się z moim dorobkiem na tym forum i spróbować! Może intelektualnie jednak dostoję Panu i to pomimo dostrzeżonego tu przez Pana deficytu.
Przynajmniej spróbuję! Parę osób tu też ma coś ciekawego na ten temat do powiedzenia. Wiem, gdyż już tu wielokrotnie na te tematy rozmawialiśmy.

Natomiast z Panem - też niezależnie od Pańskiego światopoglądu - porozmawiam chętnie.
Na takiej wymianie poglądów możemy obaj skorzystać, nawet zupełnie nie zgadzając się z sobą.


A później o Panu:
... rozmów z Panem Nietsche. Wszak że to inteligentny facet o dużej erudycji, to od pierwszych jego wpisów wiadomo, a jak Pan wie na własnym przykładzie szybko umiem rozpoznać wartościowych interlokutorów. Sporo już moich plusów dostał i sądzę, że jeszcze sporo dostanie, a klikam tylko tam, gdzie wypowiedź naprawdę mi się podoba.
Pan to uznaje jako chęć przypodobania się Panu i liczenie na przyznanie punktów.

Tak, cieszą mnie plusy, ale minusy od głupców, którym brak argumentów też. Wydaje mi się, że to w miarę normalne reakcje. Lubię nasze forum i chętnie wymieniam się tu poglądami.

>Punktów mogę sobie nazbierać w realu u Schella w BP i gdziekolwiek. Mam ich nawet trochę w centralnym rejestrze kierowców w Flensburgu i chętnie bym je komuś podarował.
Pan zbiera sobie punkty, gdzie indziej i ma do tego pełne prawo.

>Nie ma jednego świata. Jest świat wg Kiepskich, świat wg Bogusławskiego, świat wg Nietsche i jeszcze parę innych. Ja wracam do swojego świata życząc Panu brylowania na parkiecie Racjonalisty i dużo, dużo punktów.
Coś dowcip się Panu wyostrzył, ale to jakieś takie skrzywione poczucie humoru. Specyficzny sarkazm - powiedziałbym iście chrześcijański. Gdzie tu parkiet, na którym mogę brylować i czy naprawdę w swoim poczuciu depozytariusza Prawdy uważa, że na naszym racjonalistycznym portalu brak jest inteligentnych ludzi o dużej erudycji, z którymi rozmowa może przynosić dużą satysfakcję?
A może tak po prostu zabrakło Panu racjonalnych merytorycznych argumentów do rozmowy ze mną. Zapewne się mylę - ma Pan ich na orędziu jeszcze multum, ale anim ja niegodny, ani forum nie to.

>Jako niewierzący nie powinienem się błąkać po ateistycznym portalu.
Dużo różnych deklaracji już Pan u nas ogłosił, ale mnie jakoś mało spójne z Pańskimi tekstami się zdają.

Pozdrawiam i żałuje, ale życzę Panu satysfakcjonującego Pana towarzystwa.

@@@
.
29-01-2013 01:59 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
To dziwne. Erudyta i to najwyraźniej niegłupi, a jakiś taki wyniosły.
Umieszcza tu mądre wpisy, ale czy na pewno chce rozmawiać z ludźmi? Czy może wie już wszystko i teraz tylko obwieszcza i poucza?

Bardzo lubię czytać Twoje wypowiedzi i uważam, że zrobiłeś tu kawał dobrej roboty (mając na uwadze chociażby tylko same Twoje tłumaczenia). Z wielu Twoich wpisów skorzystałem i sądzę, że inni mają podobne wrażenia.

I nie do końca rozumiem tego uzasadnienia odejścia. Jest dla mnie wręcz raczej pretekstem niż prawdziwą przyczyną.

Takich "niewierzących", a nie "ateistów" jest tu też trochę (sam bym się właśnie do tych pierwszych zaliczył), a wszyscy lekko różnią się co do sposobów argumentacji. Ważniejsze jest jednak to, że jesteśmy tu po to, żeby właśnie rozmawiać, wręcz doprowadzać nasze poglądy do konfrontacji i się w ten sposób od siebie nawzajem uczyć.

A te zarzuty do Pana Andrzeja to jest już jakieś kuriozum. Gdybyś był na forum nowy albo mało inteligentny, to bym rozumiał. Ale Ty nie jesteś ani nowy, ani mało inteligentny. Więc o co chodzi?

Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że budujesz wokół siebie - opartą na dużej wiedzy - intelektualną skorupę. Raczej mało jest w Twoich wpisach humoru, a dużo więcej, czegoś, co - gdyby nie ta Twoja erudycja - nazwałbym może przemądrzałością. Dlatego właśnie sądzę, że to tylko skorupka. I tą skorupkę nawyraźniej szybko można naruszyć erystycznym chwytem, na co nadwrażliwie reagujesz obrażeniem się.

Jednocześnie nieświadomie pozostawiasz ślady, które zdają się wskazywać na to, że tak na prawdę szukasz czegoś zupełnie innego. Wybór ksywki już o czymś świadczy. W tym kontekście zawsze mnie jakoś drażniła jej pisownia, a nie da się jej nie kojarzyć z inaczej pisanym nazwiskiem filozofa. Teraz widzę, że to niekoniecznie przypadek. W ostatnim tekście - skądinąd doskonale tłumaczysz - masz Manchattan przez "ch", a w poprzednich tłumaczeniach były podobne potknięcia przy generalnie bardzo wysokim poziomie całego tekstu. To tylko takie drobnostki, ale to razi na tle Twojej erudycji i znajomości obydwu języków.

To może wskazywać na pęknięcia w tej skorupce, na to, że tam w środku jest prawdziwy, czujący, wartościowy człowiek, który może został w przeszłości zraniony albo czegoś potrzebuje, czego droga czysto intelektualna nie zapewnia i nieświadomie pozostawiasz takie ślady, aby inni je dostrzegli i mogli Ci jakoś pomóc.

Ale na forum nikt Ci tak nie pomoże, jakby należało i dlatego nareszcie poszedłeś po rozum do głowy i na najbliższy weekend poderwałeś jakąś fajną Gertę.

Dlatego nas olałeś.

Pozdrawiam Cię serdecznie.

P.S. Spędziłem w Niemczech mniej więcej połowę mojego życia i jakoś niespecjalnie za nimi tęsknię, choć są tu niedaleko.
29-01-2013 06:59 
 Ocena 2 na 4
Artur@R (7115 punktów)
Trafna (IMO) "analiza" maceoxie , jakbyś mi ją z głowy wyjął (dlatego pozwoliłem sobie napisać).
Dopisałbym jeszcze kilka przypadłości (na które pewnie i sam "choruję") ,
ale nie chodzi oto by dołować "Niczem" leczy by wspierać "Owszem".
Pozdrawiam


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
29-01-2013 10:31 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
>.. "Ateiście sama niewiara nie wystarcza. Definiuje on część swojej osobowości przez odmowę akceptacji struktur osobowości osób trzecich.. "

Czyżby? Ateista nie musi się chyba zbytnio interesować cudzym wnętrzem.
Wg mnie ateiście wystarczy, by osoby trzecie nie narzucały struktury swej osobowości na przestrzeń społeczną, której częścią (chcącą zachować odrębność) jest też ateista.
Jeśli ateiści odnoszą się do czyjejś wiary, to głównie w proteście, jakoby miała obowiązywać także na ich podwórku (jak wszędobylski "Bóg" za nią stojący).

>.. fantazja jest przyczyną wszystkich kulturalnych osiągnięć ludzkości.
Jak najbardziej - ale czy także oderwana od ludzkości w "Zaświatowe Centrum"?

> Społeczeństwo i państwo należy odkościelnić.
Zgoda, że państwo powinno być świeckie (trzymać się ziemi) i nie podlegać kościelnym hierarchom - polemizowałbym jednak z zamiarem odkościelnienia społeczeństwa.
Świadczenia usług religijnych i udziału w praktykach nie powinno się zakazywać a priori, bo byłby to system totalitarny - religiantów należy pouczać, by sami nie działali totalitarnie i nie wciskali swej religii wszędzie, gdzie tylko się da.

>Jako niewierzący nie powinienem się błąkać po ateistycznym portalu.
W moim odczuciu osoby podzielające z ateistami postawę sceptyczną (do których się chyba zaliczasz) mogą stanowić opokę racjonalistycznego forum.
[Wystarczy może częściej pomijać kwestie interpersonalne (polityczne).]

Pozdrawiam
Elasp (6859 punktów)

>Jak na mój gust bóg jest taką osobowością przypisaną naturalnym zjawiskom.

Tak jest rozumiany fetyszyzm. Jest to początkowe, lecz przecież nie jedyne rozumienie Boga.

Człowiek myślący konsekwentnie musi dojść do pojęcia Boga-praprzyczyny wszelkich zjawisk fizycznych. Nauka odpowiada wszakże na pytanie: "dlaczego w świecie istnieje zjawisko Z?", natomiast nie udzieli odpowiedzi na pytanie "dlaczego w ogóle zaistniał nasz świat (i ewentualnie wszystkie poprzednie światy) oraz wszystkie jego (ich) stany?" To drugie pytanie jest bezsensowne z punktu widzenia fizyki, ale jest gramatycznie poprawne i może być pomyślane.
17-02-2013 05:55 
 Ocena 11 na 11
Fizyk (17637 punktów)
>> Jak na mój gust bóg jest taką osobowością przypisaną naturalnym zjawiskom.

> Tak jest rozumiany fetyszyzm. Jest to początkowe, lecz przecież nie jedyne rozumienie Boga. Człowiek myślący konsekwentnie musi dojść do pojęcia Boga-praprzyczyny wszelkich zjawisk fizycznych.

Człowiek myślący konsekwentnie zauważy, że nie mnie a sobie przyklejasz etykietkę fetyszyzmu.

> Nauka odpowiada wszakże na pytanie: "dlaczego w świecie istnieje zjawisko Z?", natomiast nie udzieli odpowiedzi na pytanie "dlaczego w ogóle zaistniał nasz świat (i ewentualnie wszystkie poprzednie światy) oraz wszystkie jego (ich) stany?"

Nie tylko udzieli, ale już udzieliła: świat nasz zaistniał, bo nicość jest niestabilna. Powstanie Wszchświata jest naturalnym zjawiskiem. Jeżeli zaistnienie Wszechświata przypisujesz osobowemu Bogu to jesteś fetyszystą.
17-02-2013 09:05 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

A udzieliła odpowiedzi dlaczego nicość była niestabilna (oraz odpowiedzi na wszystkie kolejne pytania "dlaczego")? Musimy dojść do czegoś koniecznego, po prostu nie da się inaczej.
17-02-2013 09:43 
 Ocena 12 na 12
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>A udzieliła odpowiedzi dlaczego nicość była niestabilna

Niech zgadnę - bo na początku stworzył Bóg niebyt i nicość, a nicość była bezładem i pustkowiem?

Chciałoby się minę św. Augustyna w tym momencie zobaczyć .

>(oraz odpowiedzi na wszystkie kolejne pytania "dlaczego")?

Oj, to chyba Za Bardzo Naukowe pytania są .

>Musimy dojść do czegoś koniecznego, po prostu nie da się inaczej.

Ja tam już dawno doszedłem do koniecznych Gmyzi, Grzujców, Snypli i Brędziochów .


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
17-02-2013 14:13 
 Ocena-3 na 3
Elasp (6859 punktów)

Swoim pajacowaniem ośmiesza Pan nie tylko siebie, ale i "Racjonalistę.pl".
17-02-2013 14:22 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> Swoim pajacowaniem ośmiesza Pan nie tylko siebie, ale i "Racjonalistę.pl".

Przyargumencił, kurde...

Nie będę Ci rzeczy tłumaczył, bo to trochę ( ) Wstyd, niestety - ale zawołaj kogoś starszego, może będzie Ci zdolny wyłożyć (uwzględniając Twą zdolność pojmowania, oczywiście) Filozoficzne Głębie treści zawartych przeze mnie w poprzedniej, krotochwilnej ciut, wypowiedzi.


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
Marcuch (664 punktów)
>Odpowiedź jest też znana - Bóg jest hormonem.
To brzmi nieźle. (Dopóki jest sloganem).

Bo skoro "hormon", to mniejszościowy ateizm można by traktować jak niedoczynność jakiegoś gruczołu i, celem uszczęśliwiania oczywiście, leczyć farmakologicznie.
faithful (-27 punktów)
(zablokowany)
>zapraszam na randkę w ciemno, partnerką jest fenomen wiary.
>"Dlaczego ludzie wierzą w Boga? Nie ma żadnego naukowego dowodu jego egzystencji.
Czy możesz mi pokazac swój mózg? albo czy możesz mi znaleźć chodź osobę która widziała, smakowała, wąchała, słyszała lub dotykała twój mózg? Jeśli nie to z czysto naukowego punktu widzenia można stwierdzić że nie masz mózgu bo nie jest to udowodnione naukowo. ( nie chciałem cie obrażać)
Mimo tego według
>najnowszych badań, 80% ludności świata podaje się za wierzących. Wierzą w istotę wyższą, pewien
>rodzaj drugiej strony. Modlą się, tańczą i spotykają się z innymi ludźmi w określonym miejscu żeby
>świętować nabożeństwo. Cztery piąte ludzkości: to jest godna uwagi wysoka liczba -i jest ona
>stabilna. Jeszcze w 19- tym stuleciu większość naukowców zakładała, religia jest fenomenem
Dla mnie ewolucja jest fenomenem i największą religią na świecie i człowiek musi mieć więej wiary by w nią uwierzyć niż w Boga i mogę to udowodnić (naukowo oczywiście)
>wymierającej kultury, zabobonem niewykształconych w Europie, pocieszeniem dla niecywilizowanej
>reszty świata. Wydawało się, to jest tylko kwestia czasu i większość ludności przyłączy się do
>naukowego obrazu świata. Te oczekiwania się nie spełniły. Nawet najnowocześniejszy kraj świata, USA,
>pozostał jednym z najbardziej religijnych obszarów w ogóle. Sekularna Europa jest wjątkiem który
>potwierdza regułę , świat jest zanurzony w wierze. Ludzie trwają przy religii. Gdy ateiści próbują
>wyjaśnić ten fakt, niektórzy z nich skłaniają się do polemiki, z bezradności nad faktem którego nie
>potrafią zrozumieć.
> Religia utrzymuje się przez tysiąclecia.Richard Dawkins, brytyjski biolog i antyreligijny wojownik, napisał na ten temat, mającą duży wpływ
>książkę pt. "Bóg urojony" i mówi o "umysłowym Virusie" który w głowach ludzkości wywołuje tyle zła.
Dawkins pisze różne dziwne teorie o Bogu na podstawie Bilii. Ciekawe że miliony ludzi na podstawie tej samej ksiązki widzi Boga zupełnie na odwrót.
Dowkins nawet nie jest dobrej klasy naukowcem. wiec opieranie się na jego książkach jest słabym pomysłem.
>Również Christopher Hitchens, sławny amerykański publicysta, pisze bestseller który nie pozostawia
>wątpliwości : "Bóg nie jest wielki. Jak religia wszystko zatruwa". Ale czy to zaangażowanie posuwa
>nas do przodu? Już sama liczba wiernych utrudnia potraktowanie religii jako błahostki. Co
>przyciągało ludzi przez tysiąclecia nie może być przecież szkodliwe - inaczej ludzie już dawno
>zrezygnowaliby z niej. Większość rzeczy nieprzydatnych, kiedyś zanika. Najwyraźniej religia do nich
>nie należy."
>Fakty są nieubłagane. Czterech z pięciu jest osobą wierzącą.
>Można powiedzieć C'est la vie .. i zamknąć dyskusję.
>Można spróbować szukać odpowiedzi i to jest tematem tego wątku.
> Dlaczego człowiek wierzy w absolut.Ten tekst ma dalszy ciąg, stąd ranka w ciemno, przedstawia hipotezę usiłującą wyjaśnić fenomen
>wiary. Nie mniej jednak, hipoteza jest tylko hipotezą.
>Chciałbym wiedzieć jak wy tłumaczycie fenomen wiary.
>Na koniec nasza "partnerka na najbliższy krótki urlop", zostanie ukazana.
>Takie są chyba reguły ranki w ciemno?!?
Rozumiem że wierzysz w teoreię ewoluji.
www.youtube.com/watch?v=QzTQ_anl5Yw
Obal ten film a uwierzę w ewoloucję.

Mod:
Kasuj zbędne cytowania i nie przekręcaj nazwisk osób, o których mówisz.
Marcuch (664 punktów)
Sensowne pytanie, które powinno być tutaj wałkowane na okrągło, bo kto nie rozumie wiary, ten nie rozumie czym są istoty myślące. Duch tego forum wyprodukuje wypisy na temat piątej wody po kisielu z owoców wiary czyli: funkcjonalnych struktur instytucji religijnych. Wiara jest subiektywna, indywidualna, zmienna, a pozytywizm-pragmatyzm-scjentyzm każe pisać o sprawach obiektywnych, powszechnych, niezmiennych.
Wpadło mi takie hasło dzisiaj do głowy: wiara to amortyzator zderzeń woli z nieszczęściem i rozumu z tajemnicą, zapobiegający trwałym defektom frustracyjnym.
01-02-2013 00:22 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Sensowne pytanie, które powinno być tutaj wałkowane na okrągło,
Pytanie sensowne, ale mam wielkie wątpliwości, co do jego wałkowania tu na okrągło.
Na naszym forum zostało mu już poświęcone sporo miejsca, ale niech Pan coś sensownego na jego temat napisze, to chętnie do dyskusji wrócimy.

>bo kto nie rozumie wiary, ten nie rozumie czym są istoty myślące.
Parę postów wyżej:
Pan Marek:
>Chciałbym wiedzieć jak wy tłumaczycie fenomen wiary.

Pan Marcuch:
Ja tłumaczę go jako niewytłumaczalny!

No cóż, teologowie twierdzą, iż istnieje jakaś tam "tajemnica wiary" i Pan - jak wyżej można to przeczytać - się z nimi zgadza. W Wikipedii jest napisane że Wiara - w chrześcijańskiej refleksji jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy (Hbr 11, 1). Większość definicji wiary formułowanych w ciągu historii chrześcijańskiej teologii była pochodną tego sformułowania biblijnego. Jest cnotą teologalną nadprzyrodzonego pochodzenia - razem z nadzieją i miłością.
Co też zbyt łatwe do zrozumienia nie jest, ale na szczęście mamy na naszym forum Pana i Pan nam wiarę wytłumaczy tak, abyśmy ją zrozumieli i przestali być ludźmi bezmyślnymi.

>Duch tego forum wyprodukuje wypisy na temat piątej wody po kisielu z owoców wiary czyli: funkcjonalnych struktur instytucji religijnych.
Dziękuje w imieniu ducha tego forum i swoim własnym za uznanie. Parę książek na ten temat przeczytałem i parę mądrych wykładów wysłuchałem. (Starałem się wybierać dorobek ludzi o uznanym autorytecie, choć o różnych poglądach.)
Wydaje mi się, że odróżniam wiarę od ideologii/doktryny oraz instytucji z nią związanych. Trochę na naszym forum o tym napisałem, a jeszcze parę innych osób też ma wiele ciekawego, na ten temat, do powiedzenia i ciekawymi poglądami się z nami podzieliło. (Żałuję, że tak inteligentny forumowicz o dużej wiedzy, jak pan Nietsche, uciekł z forum.)

>Wiara jest subiektywna, indywidualna, zmienna,
Co to w ogóle znaczy? Całe ludzkie myślenie jest subiektywne, indywidualne i zmienne. Czy chce Pan powiedzieć, że myślenie i wiara, to jedno? To już znacznie pełniej na temat wiary Wikipedia się wypisuje.
pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_(psychologia)
pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_religijna

> a pozytywizm-pragmatyzm-scjentyzm każe pisać o sprawach obiektywnych, powszechnych, niezmiennych.
Dostrzegam różnice w założeniach tych kierunków, ale także wiem, że żaden z nich nic nie każe. Na temat ich założeń jest sporo rozpraw, można je do potrzeb rozmowy skrócić, ale w poważnej rozmowie nie wolno pisać aż takich bzdur. Ponadto np. ja podchodzę krytycznie do dorobku różnych mędrców i wybieram od każdego z nich, to co, moim zdaniem, dał nam najlepszego. Dlatego uważam, że poglądy mam własne - Bogusławskiego, choć zbudowane do dorobku gigantów myśli, których udało mi się przyswoić.

>Wpadło mi takie hasło dzisiaj do głowy: wiara to amortyzator zderzeń woli z nieszczęściem i rozumu z tajemnicą, zapobiegający trwałym defektom frustracyjnym.
Jeżeli Pana takie hasło satysfakcjonuje, to niech Pan się nim cieszy i dalej poważną refleksje nad złożonością ludzkich postaw wobec otaczającej nas rzeczywistości hasełkami zbywa. Tylko skąd ten żal nad niezrozumieniem istoty wiary na naszym forum?
Czy to co Pan tu nam przedstawił świadczy o Pańskim zrozumieniu, czy tylko o pańskiej osobistej postawie wobec wiary oraz czytelników naszego forum?

Miłego dnia.

@@@
.
01-02-2013 21:08 
 Ocena 1 na 3
Marcuch (664 punktów)
>No cóż, teologowie twierdzą, iż istnieje jakaś tam "tajemnica wiary" i Pan - jak wyżej można to przeczytać - się z nimi zgadza.
Po raz kolejny przypisuje mi pan opinie, sądy, przekonania, których nie posiadam. Jest to nieuczciwość w dyskusji. (Zaraz pan podzieli to zdanie na kawałki i odpowie na każdy z nich z osobna). "Jakaś tam tajemnica wiary" to może "gdzieś tam" u pana w "czymś tam", ale mnie nie obchodzi. Proszę rozmawiać uczciwie i ze mną, jeśli już.

>W Wikipedii jest napisane
Czego szuka się w człowieku pan szuka w Wikibiblii. Pan formatuje tekst zamiast go tworzyć.

>Wydaje mi się, że odróżniam wiarę od ideologii/doktryny oraz instytucji z nią związanych.
Tnijmy zbędne myśli.

>Trochę na naszym forum o tym napisałem, a jeszcze parę innych osób też ma wiele ciekawego, na ten temat, do powiedzenia i ciekawymi poglądami się z nami podzieliło.
Szkoda, że nie w tym wątku. W tym wątku na pytanie o wiarę odpowiada sie opowieścią o mafijne działalności kościołów, wystarczy spojrzeć, to nawet zabawne, ta bezsilność, o której pisze forumowy Nietzsche i która musi się, w imię spełnienia potrzeby tokowania, ujawnić. W całym wątku nie padło ani razu słowo "sacrum", "wartość religijna", "mit", "kult", "potrzeby religijne", "wola" itp. terminy. Napisałem dlaczego i podałem myśl.

>(Żałuję, że tak inteligentny forumowicz o dużej wiedzy, jak pan Nietsche, uciekł z forum.)
Bo tylko raz zdążył nazwać pana populistą? Ja nie jestem aż tak inteligentny ale również nie potrafię tu zbyt długo wytrzymać. Palec boli od przewijania długich wypisów z Wikipedii.

> Całe ludzkie myślenie jest subiektywne, indywidualne i zmienne. Czy chce Pan powiedzieć, że myślenie i wiara, to jedno?
Teraz nie wiem, czy pan chciał znów dokleić mi dziwny pogląd czy tylko wejść ze mną w jakąś "syntezę". Powtarzam, wiara jest indywidualna, zmienna i subiektywna. Chętka na frytki też taka jest ale nie twierdzę, że chętka na frytki i wiara to jedno - a to zaskoczenie.

>To już znacznie pełniej na temat wiary Wikipedia się wypisuje. pl.wikipedia.org(...)
Na pewno!!!

>(...)ale w poważnej rozmowie nie wolno pisać aż takich bzdur.
"aż takich"? A aż jakie można?

>Tylko skąd ten żal nad niezrozumieniem istoty wiary na naszym forum?
Może szkoda Wielkiego Pytania, które ginie pod błotną lawiną stereotypowych, powtarzalnych i chybionych reakcji. Jakiś taki dziwny żal. Żal ludzi też, szczególnie młodych, którzy wpadli w pułapkę formułek, różnych "mantr" wyjaśniających, klepanych bezkrytycznie za kapłanami i błogosławionymi tej "świątynki Rozumu". Myśl oryginalna, kontrowersyjna po prostu ginie, taka urawniłowka ideologiczna, górnicy na recitalu chopinowskim. Naiwny jestem, wierzę w opamiętanie, odpowiedzialność i pokorę (takie niepopularne nastawienia, do których nota bene często prowadzi wiara religijna), a zarazem kreatywność, jakaś taka pretensja do świata, przestarzała, elitarystyczna, rokokoko. Pan z tym nie ma nic wspólnego, stały element dekoracji, skryba przepisujący cudze myśli, zafascynowany ich dostępnością w erze informacji, która nadeszła późno, zostanie po panu charakter pisma. Ale niekiedy tym wygodniej się odpowiada, taka przypominajka, spokojnie, to i tak zostanie ostatecznie przez pana zmielone, zdezinterpretowane i zutylizowane, zaiste "panta rhei" i "milczenie (ciągle) jest złotem" i "Nietzsche miał rację", "śmietnik warunkiem ciągłości egzystencji"... Jak powrót do pracy, do domu, w którym dawno się nie było, ech.. refleksje, refleksje, jakieś takie wprawki, myśli dyndające w ciemności tajemnicy... to niesamowite jak pan dostarcza mi pewności, że jestem człowiekiem...

>Czy to co Pan tu nam przedstawił świadczy o Pańskim zrozumieniu, czy tylko o pańskiej osobistej postawie wobec wiary oraz czytelników naszego forum?
Ja nie pojmuję wiary tak aby dało się to racjonalnie zakomunikować i myślę, że dostatecznie wykazałem dlaczego. Nie mam też pretensji do członków forum, że piszą co piszą (a gdybym miał musieliby to nazwać chyba obrazą uczuć religijnych), kierowałem wypowiedź do Niczego, zaś panu polecam wklepać w JM Wikipedię hasło "prowokacja".
01-02-2013 21:30 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)
>Jest to nieuczciwość w dyskusji. (Zaraz pan podzieli to zdanie na kawałki i odpowie na każdy z nich z osobna).
No bo przeciez Marcuch jak każdy bełkotliwy fideista z g....o wartych kawałków tworzy piękną całość. Transcendentną. Tak cudną, że nie umie do niej dobrać odpowiednich kawałków.

>Proszę rozmawiać uczciwie i ze mną, jeśli już.
Jak można z Tobą uczciwie rozmawiać kiedy nie bierzesz odpowiedzialności za swoje słowa a jedynie za swoje wizje, których Twoje słowa nie opisują?

>Może szkoda Wielkiego Pytania, które ginie pod błotną lawiną stereotypowych, powtarzalnych i chybionych reakcji.
A co by to niby było to pisane wielkimi literami?

>Jakiś taki dziwny żal. Żal ludzi też, szczególnie młodych, którzy wpadli w pułapkę formułek, różnych "mantr" wyjaśniających, klepanych bezkrytycznie za kapłanami i błogosławionymi tej "świątynki Rozumu".
A Marcucha bełkotliwego to myślisz nie żal? Składającego na księżowską modłę głupie kawałki w coś co nie jest całością?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Marcuch (664 punktów)
>>Jest to nieuczciwość w dyskusji. (Zaraz pan podzieli to zdanie na kawałki i odpowie na każdy z nich z osobna).
>No bo przeciez Marcuch jak każdy bełkotliwy fideista z g....o wartych kawałków tworzy piękną całość. Transcendentną.
Przynajmniej mówisz za siebie, bez owijania i to doceniam, jeszcze jakieś słowo o wierze i może byłaby rozmowa. Na razie rzuciłem, że "wiara to amortyzator zderzeń woli z nieszczęściem i rozumu z tajemnicą", to ani całość, ani transcendentna, już mi nawet trąci za bardzo psychologią. Po co mówić więcej, po co się wymądrzać, podsumowywać, rekapitulować, syntezować? (Patrz wypowiedzi innych, rozczarowują właśnie przez swoją pretensję do ostateczności). Tak trudno "złapać" wiarę. Student wierzy, że zda egzamin, żołnierz wierzy, że przeżyje wojnę, Dawkins, że mem jest terminem naukowym, katol, że blastula jest człowiekiem, a Einstein, że Bóg nie gra w kości.

>A Marcucha bełkotliwego to myślisz nie żal? Składającego na księżowską modłę głupie kawałki w coś co nie jest całością?
Co za różnica, to AB rzucił hasło "żal", nie ja. Ja myślę, że jest w moim powiedzonku trochę sensu, wiara jest jakimś "zaworem bezpieczeństwa" (między innymi, to przecież nie wyczerpujące). Rozum nie przylega ściśle do rzeczywistości, tajemnica jest jej nieusuwalnym składnikiem. I wpadlibyśmy we frustrację pokonując ten opór niewiedzy i nie-władzy bez ustanku, gdyby nie wiara, która przychodzi kiedy zostaliśmy, choćby tymczasowo, pokonani. Zresztą - czym jest nasz stosunek do zwycięstwa w tej walce, jeśli nie nadzieją i czym jeśli nie zaufaniem obdarzamy środki, które podejmujemy i autorytety, za którymi podążamy?

Natomiast cała ta krytyka instytucji religijnych jest podejsciem do wiary od d..y strony bo w istocie jest krytyką pewnego racjonalizmu, już o tym mówiłem dawno temu. Kościoły są masowymi przedsięwzięciami racjonalizacji zaspokajania wewnątrzludzkiej, naturalnej, żywiołowej potrzeby ekspresji wiary. Są regulowaniem wspólnych praktyk, zwyczajów ludzi wierzących, określaniem nomenklatury i porządku, interusbiektywizacją znaczeń, zdobywaniem środków na wspólne cele, powoływaniem funkcjonariuszy pomagających dać upust wierze. Racjonalizacją jest wyróżnianie dni i miejsc, stawianie budynków, konfesjonałów, szkółek. Zasadniczo nie różni się to od systemu edukacji. I nic to nie ma wspólnego z wiarą, która jest tajemniczym napędem tego wszystkiego, wiarą, którą, jak to księża mówią "ma się w sercu". A serce? Wiadomo, pompuje krew. I jesteśmy w domu, to forum to też takie miejsce spotkań ludzi podzielających wspólną wiarę - i wstręt do tego słowa.
03-02-2013 11:47 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Natomiast cała ta krytyka instytucji religijnych jest podejsciem do wiary od d..y strony bo w istocie jest krytyką pewnego racjonalizmu, już o tym mówiłem dawno temu. Kościoły są masowymi przedsięwzięciami racjonalizacji zaspokajania wewnątrzludzkiej, naturalnej, żywiołowej potrzeby ekspresji wiary. Są regulowaniem wspólnych praktyk, zwyczajów ludzi wierzących, określaniem nomenklatury i porządku, interusbiektywizacją znaczeń, zdobywaniem środków na wspólne cele, powoływaniem funkcjonariuszy pomagających dać upust wierze. Racjonalizacją jest wyróżnianie dni i miejsc, stawianie budynków, konfesjonałów, szkółek.

To mówisz cała organizacja życia religijnego choćby kościoła katolickiego to tylko wprowadzanie odpowiedniego ładu korporacyjnego? Gdzieś ci sacrum nie umknęło? Się by wydawało, że ustanowienie święta jakiegoś tam zmartwychwstania czy podobnych wynika z jakiś tam ksiąg czy objawień, a to widzę tylko wyraz racjonalizacji zaspokajania wewnątrzludzkiej, naturalnej, żywiołowej potrzeby ekspresji wiary.

W zasadzie trudno się z tym nie zgodzić - widać pobyt na portalu Ci służy. Tak trzymać
04-02-2013 17:06 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>To mówisz cała organizacja życia religijnego choćby kościoła katolickiego to tylko wprowadzanie odpowiedniego ładu korporacyjnego?
Nie wiem czy "korporacyjnego" i czy "odpowiedniego", ale organizacja to z reguły wprowadzanie ładu.

>Gdzieś ci sacrum nie umknęło?
Sacrum było (i jest) przed organizacją i chyba mi nie umknęło, skoro proponuję o nim mówić (gdzieś wcześniej).
Możemy mówić o "Rozumie" jako sacrum. Rozum rzecz święta, myślą wyznawcy, szanujmy Go, przystępujmy doŃ, wysławiajmy, wchodźmy z Nim w komunię, On źródłem najwyższej Prawdy, szukajmy w Nim oparcia, prośmy o Niego, z Niego czerpmy. Przez nasze współuczestnictwo w Rozumie zostaniemy obdarzeni Racją (w każdym razie: miejmy nadzieję), posiądziemy mądrość, bo tylko tak wejdziemy do Jego królestwa itd. itp. Do tego jakieś kryterium odróżniania Rozumu od jego pozorów i ludzkich wyobrażeń na Jego temat i inne didaskalia, na które nie mam czasu.

> Się by wydawało, że ustanowienie święta jakiegoś tam zmartwychwstania czy podobnych wynika z jakiś tam ksiąg czy objawień

Tak to by się wydawało, ale przecież to biskup jeden z drugim wymyślił w celach politycznych, marketingowych itp.
Następny problem jest taki, że racjonalizacja życia duchowego doprowadza do uniformizacji kultu, bo inaczej koszty byłyby za wielkie. Od pewnego czasu jest więc tak, że wielu ludziom, którym idee powiedzmy chrześcijaństwa są bliskie, którzy postępują zgodnie z tą tradycją mniej lub bardziej świadomie, przeszkadza monstrualnie rozrośnięty, zmakdonaldyzowany, stayloryzowany aparat kościelny, posiadający dużą inercję polityczno-światopoglądową, nie nadążający za zmianami w mentalności, uwikłany w stare postanowienia i dogmaty, staroŚwiecki. I to wiadomo od dawna, natomiast wypisywanie o tym na okrągło sprawia ludziom, nie wiem czemu, ogromną przyjemność.
Tymczasem dzieją się rzeczy ciekawsze, bo Wiara, która jest pierwszym czytaniem świata, przedrozumowym nastawieniem do treści zmysłowych i kalkulacji umysłowych, która przydziela priorytety i autorytety, zakazy i powinności, nadzieja (będąca chyba tematem tego wątku) zwracająca się w sobie znane strony odkleja się od wspomnianego Imperium i zaczyna dryfować, łączyć się z nowymi ideami i generować nowe kościoły, zgodnie z "gdzie wielu marzy o tym samym, to już nie marzenie lecz rzeczywistość", jak to jakiś katolicki mędrzec powiedział. To jest dopiero fenomen, fenomen, który z bardzo inteligentnej małpy robi człowieka skuteczniej niz depilacja. O tej wierze chętnie się czegoś jeszcze dowiem.
04-02-2013 19:35 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)
>Do tego jakieś kryterium odróżniania Rozumu od jego pozorów i ludzkich wyobrażeń na Jego temat i inne didaskalia, na które nie mam czasu.

Te Twoje didaskalia to będzie sceptycyzm i weryfikacja naukowa - szczęśliwie na zrównywanie rozumu z wiarą widać czasu masz w nadmiarze.

>Następny problem jest taki, że racjonalizacja życia duchowego doprowadza do uniformizacji kultu, bo inaczej koszty byłyby za wielkie.

To znowu o sacrum?

> I to wiadomo od dawna, natomiast wypisywanie o tym na okrągło sprawia ludziom, nie wiem czemu, ogromną przyjemność.

Kompletnie mnie nie interesuje czy ten kościół jest zburgerkingowany czy co Ty tam wypisujesz - w swoim kółku zainteresowań niech sobie tam robią co chcą.

>Tymczasem dzieją się rzeczy ciekawsze, bo Wiara, która jest pierwszym czytaniem świata, przedrozumowym nastawieniem do treści zmysłowych i kalkulacji umysłowych, która przydziela priorytety i autorytety, zakazy i powinności, nadzieja (będąca chyba tematem tego wątku) zwracająca się w sobie znane strony odkleja się od wspomnianego Imperium i zaczyna dryfować, łączyć się z nowymi ideami i generować nowe kościoły, zgodnie z "gdzie wielu marzy o tym samym, to już nie marzenie lecz rzeczywistość", jak to jakiś katolicki mędrzec powiedział. To jest dopiero fenomen, fenomen, który z bardzo inteligentnej małpy robi człowieka skuteczniej niz depilacja. O tej wierze chętnie się czegoś jeszcze dowiem.

Po tym wywodzie to ja już wiem skąd się wzięła teologia - tyle pustosłowia żeby napisać, że w ramach kościoła tworzą się sekty.
Marcuch (664 punktów)
>>Do tego jakieś kryterium odróżniania Rozumu od jego pozorów i ludzkich wyobrażeń na Jego temat i inne didaskalia, na które nie mam czasu.
>Te Twoje didaskalia to będzie sceptycyzm i weryfikacja naukowa
Sceptycyzm nie, bo nie jest twórczy, weryfikacja naukowa też nie, bo to po prostu nie jest problem naukowy. W ogóle spraw sacrum nie rozstrzyga się naukowo, a co najwyżej na bazie naukowych przesłanek (tych najwygodniejszych!).

> - szczęśliwie na zrównywanie rozumu z wiarą widać czasu masz w nadmiarze.
Zrównywanie rozumu z wiarą???

>Kompletnie mnie nie interesuje czy ten kościół jest zburgerkingowany czy co Ty tam wypisujesz - w swoim kółku zainteresowań niech sobie tam robią co chcą.

>Po tym wywodzie to ja już wiem skąd się wzięła teologia - tyle pustosłowia żeby napisać, że w ramach kościoła tworzą się sekty.

Nie mam pretensji do Ciebie, że w babce dostrzegasz tylko bakalie, a pewne słowa widzisz po raz pierwszy - ale jeśli chciałeś coś powiedzieć, to śmiało. Inaczej pozostanie po tobie sława Wielkiego Komentatora pism małego Marcucha.
06-02-2013 21:06 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>> - szczęśliwie na zrównywanie rozumu z wiarą widać czasu masz w nadmiarze.
>Zrównywanie rozumu z wiarą???

Rozumiem, że by Cię zrozumieć trzeba nic nie rozumieć.

Cytat:
Możemy mówić o "Rozumie" jako sacrum. Rozum rzecz święta, myślą wyznawcy, szanujmy Go, przystępujmy doŃ, wysławiajmy, wchodźmy z Nim w komunię, On źródłem najwyższej Prawdy, szukajmy w Nim oparcia, prośmy o Niego, z Niego czerpmy. Przez nasze współuczestnictwo w Rozumie zostaniemy obdarzeni Racją (w każdym razie: miejmy nadzieję), posiądziemy mądrość, bo tylko tak wejdziemy do Jego królestwa itd. itp. Do tego jakieś kryterium odróżniania Rozumu od jego pozorów i ludzkich wyobrażeń na Jego temat i inne didaskalia, na które nie mam czasu.


>Nie mam pretensji do Ciebie, że w babce dostrzegasz tylko bakalie,

A w serniku wrotki. Szczęsliwie już wspólnie możemy dywagować co rozmówca miał na myśli. Bądź nie miał.

> - ale jeśli chciałeś coś powiedzieć, to śmiało. Inaczej pozostanie po tobie sława Wielkiego Komentatora pism małego Marcucha.

Zacytuje sławnego katolickiego mędrca:

"gdzie wielu marzy o tym samym, to już nie marzenie lecz rzeczywistość"

Marcuch (664 punktów)
>>> - szczęśliwie na zrównywanie rozumu z wiarą widać czasu masz w nadmiarze.
>>Zrównywanie rozumu z wiarą???
>Rozumiem, że by Cię zrozumieć trzeba nic nie rozumieć.
> Cytat:
Możemy mówić o "Rozumie" jako sacrum. (...)

No właśnie, o rozumie jako sacrum, nie o "Rozumie jako Wierze". Dlaczego trzeba to tak łopatologicznie wyłuszczać? Dziecinada.
08-02-2013 23:48 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)

> Dziecinada.

Pozostaje podziękować za wyjaśnienie tegoż kryterium odróżniania Rozumu od jego pozorów.
02-02-2013 00:44 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>No cóż, teologowie twierdzą, iż istnieje jakaś tam "tajemnica wiary" i Pan - jak wyżej można to przeczytać - się z nimi zgadza.
>Po raz kolejny przypisuje mi pan opinie, sądy, przekonania, których nie posiadam. Jest to nieuczciwość w dyskusji. (Zaraz pan podzieli to zdanie na kawałki i odpowie na każdy z nich z osobna). "Jakaś tam tajemnica wiary" to może "gdzieś tam" u pana w "czymś tam", ale mnie nie obchodzi. Proszę rozmawiać uczciwie i ze mną, jeśli już.
Oczywiście pomiędzy tłumaczeniem poprzez "tajemnicę wiary", a "niewytłumaczalność" jest ogromna różnica.
Cytat:
Pan Marek:
>Chciałbym wiedzieć jak wy tłumaczycie fenomen wiary.
Pan Marcuch:
Ja tłumaczę go jako niewytłumaczalny!

Szkoda tylko, że taka bardziej teologiczna niż sensowna. Ale przyjmijmy, że to nie jest Pański pogląd, tylko może nareszcie Pan by swój ujawnił, gdyż opowiadanie o "niewytłumaczalnych" problemach, którymi należy się zająć jest wprost żenujące.

>>>>W Wikipedii jest napisane
>Czego szuka się w człowieku pan szuka w Wikibiblii.
Podstawowych informacji na temat rzucanych tu przez niektórych forumowiczy niezdefiniowanych przez pojęć, których używają nie tylko, że mętnie, ale w zależności od kontekstu. Mam bardzo krytyczną ocenę Wikipedii, ale pozwala uporządkować dyskusję i skrócić słowotwórczy bełkot. Gdy jakaś encyklopedyczna definicja lub termin ze słownika nie odpowiada może Pan przedstawić swoje zastrzeżenia, ale odwoływanie się do słowników i Wikipedii uważam tu za bardzo wskazane, wcale w nie mniejszym stopniu od odwoływania się do źródeł.

>Pan formatuje tekst zamiast go tworzyć.
>>Wydaje mi się, że odróżniam wiarę od ideologii/doktryny oraz instytucji z nią związanych.
>Tnijmy zbędne myśli.
Szybko zabrakło Panu merytorycznych argumentów i zaczyna Pan agresywny atak osobisty.

>>>>Trochę na naszym forum o tym napisałem, a jeszcze parę innych osób też ma wiele ciekawego, na ten temat, do powiedzenia i ciekawymi poglądami się z nami podzieliło.
>Szkoda, że nie w tym wątku. W tym wątku na pytanie o wiarę odpowiada sie opowieścią o mafijne działalności kościołów, wystarczy spojrzeć, to nawet zabawne, ta bezsilność, o której pisze forumowy Nietzsche i która musi się, w imię spełnienia potrzeby tokowania, ujawnić. W całym wątku nie padło ani razu słowo "sacrum", "wartość religijna", "mit", "kult", "potrzeby religijne", "wola" itp. terminy. Napisałem dlaczego i podałem myśl.
To ma być logiczny wywód, do którego można się merytorycznie odnieść? Dziwna ta Pańska szkoła prowadzenia dyskusji. Tak, jesteśmy otwartym publicznym forum i różni ludzie tu różne teksty piszą, ale poważni ludzie prowadzą poważne rozmowy i konkretnie piszą: napisał pan, napisał Wacek, to i to, tu i tu, a ja się z tym nie zgadzam. Nie uważam, aby użycie bądź nieużycie wymienionych przez Pana terminów jakikolwiek tekst dyskryminowało. Dopiero kontekst może mieć jakieś znaczenie, a tu go brak.

(Żałuję, że tak inteligentny forumowicz o dużej wiedzy, jak pan Nietsche, uciekł z forum.)
>Bo tylko raz zdążył nazwać pana populistą? Ja nie jestem aż tak inteligentny ale również nie potrafię tu zbyt długo wytrzymać.
Tak, pamiętam, że już Pan też sporo epitetów pod moim adresem użył. Po prostu przy braku siły argumentów zaczyna się argument siły, a to tylko internetowy kontakt i tylko internetowe środki można tu wykorzystywać i co Pan biedny może nazwać mnie głupcem napisać, że forum jest zbiorem zideologizowanych wrogów Pana Boga, Kościoła i kleru i też stąd uciec.

>Palec boli od przewijania długich wypisów z Wikipedii.
Jak Pan taki mądry i wszystko wie lepiej, to wszak może Pan ich nie czytać.

@@@
.
02-02-2013 00:43 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Wielce Szanowny Panie Marcuch i Pan naprawdę poza tym ma się dobrze?
Przecież to smutny bezsensowny bełkot człowieka, któremu brak nawet podstawowych argumentów, a posiada absolutne przekonanie, iż to on ma rację. Uległem złudzeniu, że choć jeden fideista ma coś mądrego do przekazania. Jakąś refleksję, nad którą będzie się można poważnie zastanowić. Szkoda, że zupełnie nic nie ma Pan do powiedzenia, poza nadymaniem się i stawianiem ponad ludzi, z którymi Pan rozmawia.

>>>>(...) w poważnej rozmowie nie wolno pisać aż takich bzdur.
>"aż takich"? A aż jakie można?
>>>>Tylko skąd ten żal nad niezrozumieniem istoty wiary na naszym forum?
Specjalnie koloruję i wytłuszczam całą Pańską wypowiedź, w której Pan przechodzi sam siebie:
Może szkoda Wielkiego Pytania, które ginie pod błotną lawiną stereotypowych, powtarzalnych i chybionych reakcji. Jakiś taki dziwny żal. Żal ludzi też, szczególnie młodych, którzy wpadli w pułapkę formułek, różnych "mantr" wyjaśniających, klepanych bezkrytycznie za kapłanami i błogosławionymi tej "świątynki Rozumu". Myśl oryginalna, kontrowersyjna po prostu ginie, taka urawniłowka ideologiczna, górnicy na recitalu chopinowskim. Naiwny jestem, wierzę w opamiętanie, odpowiedzialność i pokorę (takie niepopularne nastawienia, do których nota bene często prowadzi wiara religijna), a zarazem kreatywność, jakaś taka pretensja do świata, przestarzała, elitarystyczna, rokokoko. Pan z tym nie ma nic wspólnego, stały element dekoracji, skryba przepisujący cudze myśli, zafascynowany ich dostępnością w erze informacji, która nadeszła późno, zostanie po panu charakter pisma. Ale niekiedy tym wygodniej się odpowiada, taka przypominajka, spokojnie, to i tak zostanie ostatecznie przez pana zmielone, zdezinterpretowane i zutylizowane, zaiste "panta rhei" i "milczenie (ciągle) jest złotem" i "Nietzsche miał rację", "śmietnik warunkiem ciągłości egzystencji"... Jak powrót do pracy, do domu, w którym dawno się nie było, ech.. refleksje, refleksje, jakieś takie wprawki, myśli dyndające w ciemności tajemnicy... to niesamowite jak pan dostarcza mi pewności, że jestem człowiekiem...
>>>>Czy to co Pan tu nam przedstawił świadczy o Pańskim zrozumieniu, czy tylko o pańskiej osobistej postawie wobec wiary oraz czytelników naszego forum?
Ja nie pojmuję wiary tak aby dało się to racjonalnie zakomunikować i myślę, że dostatecznie wykazałem dlaczego. Nie mam też pretensji do członków forum, że piszą co piszą (a gdybym miał musieliby to nazwać chyba obrazą uczuć religijnych), kierowałem wypowiedź do Niczego, zaś panu polecam wklepać w JM Wikipedię hasło "prowokacja".
Przecież to bełkot urażonego ambicjonalnie człowieka, który zrozumiał, iż tak naprawdę, to on nie ma tu niczego merytorycznego do powiedzenia. Nie odniósł się Pan w tym wątku do żadnego z przedstawionych przeze mnie poglądów, gdyż zabrakło Panu wiedzy i argumentów, co wywołało Pańską wściekłość i próby poniżenia i obrażenia mnie, a także Bogu ducha winnych innych forumowiczów - szczególnie młodych. Współczuję Panu.

------------------------------

PS. Pan Marcuch wszedł w rozmowę:
Sensowne pytanie, które powinno być tutaj wałkowane na okrągło, bo kto nie rozumie wiary, ten nie rozumie czym są istoty myślące. Duch tego forum wyprodukuje wypisy na temat piątej wody po kisielu z owoców wiary czyli: funkcjonalnych struktur instytucji religijnych. Wiara jest subiektywna, indywidualna, zmienna, a pozytywizm-pragmatyzm-scjentyzm każe pisać o sprawach obiektywnych, powszechnych, niezmiennych.
I tak ją kończy:
Ja nie pojmuję wiary tak aby dało się to racjonalnie zakomunikować i myślę, że dostatecznie wykazałem dlaczego.
To po co była ta cała Pańska mowa?

Inni jednak, co nie co, wiarę racjonalnie rozumieją, ale nie udają tak jak Pan, że wszystkie rozumy pozjadali, a nawet, iż posiedli jakiś tam gnostycki dostęp do wiedzy tajemnej profanom niedostępnym i śmieją się z nich, a nawet prowokują do bezsensownego i bezproduktywnego wyjaśniania tej racjonalnie niedostępnej "tajemnicy wiary".
Tu tego nie kupujemy. Pańską postawę można racjonalnie objaśnić, nie jest aż tak rzadka.

Nikt nie jest w stanie nas bardziej skompromitować niż uczynimy to sami.

@@@
.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469
.
06-02-2013 18:53 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
> Wielce Szanowny Panie Marcuch i Pan naprawdę poza tym ma się dobrze?Przecież to smutny bezsensowny bełkot człowieka, któremu brak nawet podstawowych argumentów, a posiada absolutne przekonanie, iż to on ma rację.
Łaskawie zezwalam Panu na ten sposób myślenia.

Wie Pan co, nie chcę tutaj paskudzić wątku, a przyjemnie się z Panem rozmawia. Jest Pan takim E.T., który zawsze wyturla piłeczkę, kiedy wrzuci mu się ją pod szafę. Proponuję więc Panu, a także któremukolwiek z moderatorów, którzy to czytają, przenieść nasz retoryczny ping-pong do jakiejś "oślej ławki", czy czegoś takiego, gdzie tylko ja i Pan, ewentualnie jacyś nadgorliwi sekundanci przejęci misją rozdawania punktów mogliby śledzić i wdychać nasze wspólne literackie wypociny. Zauważam u Pana silną potrzebę przechodzenia w meta-narrację, zdystansowaną analizę, w ramach której informuje mnie Pan czy mam czy nie mam argumentów (raczej nie mam), czy myślę to czy owo, jak się zachowałem, co "tak na prawdę powiedziałem", kim jestem, a kim Pan i o co tu właściwie chodzi. To intrygujące, to mnożenie linijek w dążności do wyjścia z własnej skóry i pokazania palcem samego siebie w konfiguracji ze mną, do szkatułkowego zinterpretowania interpretacji, jak gdyby ewentualny, zdesperowany chyba, czytelnik nie dość wyposażony przez bozię w rozum wart był wskazówek kto tu właściwie ma, a raczej miał coś do powiedzenia. Pomijam całą troskę o mnie i próby wychowywania mnie, to całe strofowanie, ocenianie, przywoływanie do porządku, mam wrażenie, że Pan domniemuje u mnie jakiejś sierocej potrzeby zainteresowania ze strony innych i pragnie ją spełnić. Dlatego, powtarzam, warto (mam nadzieję, że Pan sie zgodzi) przenieść owe czułości w osobne miejsce, na tę skromną, ukrytą ławeczkę, bo chyba nikogo poza Panem i oczywiście mną, nikogo one nie interesują.

>>>>>Czy to co Pan tu nam przedstawił świadczy o Pańskim zrozumieniu, czy tylko o pańskiej osobistej postawie wobec wiary oraz czytelników naszego forum?
Powiedziałem, to co powiedziałem i świadczy to o tym o czym świadczy, widzi Pan, ja nie posiadam chyba tego pańskiego daru samo-interpretacji i samo-wyjaśniania "o co mi chodziło" i "o czym świadczą moje poprzednie słowa". Liczę tutaj na pomoc i zrozumienie czytelnika. No i na Pańską oczywiście, z całym tym encyklopedycznym arsenałem...

>Współczuję Panu.
To rzadkie, nieracjonalne i tak potrzebne.

>Inni jednak, co nie co, wiarę racjonalnie rozumieją
Szukam takich od wielu lat i może uda mi się uszczknąć (spiratować) nieco ich mądrości.

>Pańską postawę można racjonalnie objaśnić, nie jest aż tak rzadka.
Na pewno, jednak znów proponuję robić to gdzie indziej, tutaj ludzie młodzi oczekują sądów na temat wiary i ewentualnie możnaby próbować objaśnień czy komentarzy do moich tez na ten temat - zamiast za przedmiot brać moją osobę i "całokształt".
06-02-2013 21:44 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Wie Pan co, nie chcę tutaj paskudzić wątku, a przyjemnie się z Panem rozmawia.
Niezależnie jak bardzo bym się się z Panem nie zgadzał, to nie odbiorę Panu ani inteligencji, ani erudycji, które Pan ewidentnie posiada. Tyle tylko, że ja jestem zwolennikiem jasnego języka i maksymalnie komunikatywnych wypowiedzi, Pan zdecydowanie woli mącić, barokowo rozbudowując swoje wypowiedzi, używając przy tym paranaukowego języka i pseudo-enigmatycznej (zaczerpniętej chyba z filozofii chrześcijańskiej) terminologii. Nie mam najmniejszych nadziei. Nie zmienię Pana, ale gdy Pan chce ze mną rozmawiać, to też niech Pan porzuci taką nadzieję. Stary już jestem i miałem sporo czasu na przemyślenia oraz zmiany. Z wiekiem możliwości zmian charakterologicznych są bardzo niewielkie, natomiast mam poprzez racjonalizm wypracowaną otwartość na wiedzę i chętnie zmienię poglądy, gdy ktoś przedstawi merytoryczne argumenty.

>>>>>>Czy to co Pan tu nam przedstawił świadczy o Pańskim zrozumieniu, czy tylko o pańskiej osobistej postawie wobec wiary oraz czytelników naszego forum?
>Powiedziałem, to co powiedziałem i świadczy to o tym o czym świadczy, widzi Pan, ja nie posiadam chyba tego pańskiego daru samo-interpretacji i samo-wyjaśniania "o co mi chodziło" i "o czym świadczą moje poprzednie słowa". Liczę tutaj na pomoc i zrozumienie czytelnika.
Na zrozumienie czytelnika liczymy wspólnie i obaj mamy czytelników, którzy nas umieją zrozumieć i takich, którzy nas nie rozumieją wcale.

>No i na Pańską oczywiście, z całym tym encyklopedycznym arsenałem...
Panu może się nie podobać odwoływanie się do źródeł, słowników, encyklopedii porządkujących i ułatwiających rozmowę. Ja do tego typu prowadzenia polemik jestem przyzwyczajony zawodowo. Należy starać się używać podobnego rozumienia słów i terminów, a gdy zostały już zdefiniowane, to należy z tych definicji korzystać. To w niczym rozmowy nie ogranicza, a bardzo ją ułatwia.

>>>>Inni jednak, co nie co, wiarę racjonalnie rozumieją
>Szukam takich od wielu lat i może uda mi się uszczknąć (spiratować) nieco ich mądrości.
Specjalnie dla Pana zainicjowałem nowy wątek.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0

>>>>Pańską postawę można racjonalnie objaśnić, nie jest aż tak rzadka.
>Na pewno, jednak znów proponuję robić to gdzie indziej, tutaj ludzie młodzi oczekują sądów na temat wiary i ewentualnie możnaby próbować objaśnień czy komentarzy do moich tez na ten temat - zamiast za przedmiot brać moją osobę i "całokształt".
Rozumiem, że ten Pański wywód - zresztą podobny innym - był koło mnie, a nie do mnie:
Myśl oryginalna, kontrowersyjna po prostu ginie, taka urawniłowka ideologiczna, górnicy na recitalu chopinowskim. Naiwny jestem, wierzę w opamiętanie, odpowiedzialność i pokorę (takie niepopularne nastawienia, do których nota bene często prowadzi wiara religijna), a zarazem kreatywność, jakaś taka pretensja do świata, przestarzała, elitarystyczna, rokokoko. Pan z tym nie ma nic wspólnego, stały element dekoracji, skryba przepisujący cudze myśli, zafascynowany ich dostępnością w erze informacji, która nadeszła późno, zostanie po panu charakter pisma. Ale niekiedy tym wygodniej się odpowiada, taka przypominajka, spokojnie, to i tak zostanie ostatecznie przez pana zmielone, zdezinterpretowane i zutylizowane, zaiste "panta rhei" i "milczenie (ciągle) jest złotem" i "Nietzsche miał rację", "śmietnik warunkiem ciągłości egzystencji"... Jak powrót do pracy, do domu, w którym dawno się nie było, ech.. refleksje, refleksje, jakieś takie wprawki, myśli dyndające w ciemności tajemnicy... to niesamowite jak pan dostarcza mi pewności, że jestem człowiekiem...
Gdyż inaczej pokłoniło by się Panu stare przysłowie: "Przygadywał kocioł garnkowi, a sam smoli".
Ale skończmy osobiste rozważania i wróćmy do rzeczy.
Zapraszam na wątek Pochodzenie wiary.
Wersalu oczywiście nie obiecuję, nadal będę sobą.

Miłego dnia.

@@@
.
12-02-2013 03:25 
 Ocena-1 na 1
Marcuch (664 punktów)
O, tutaj wylazło samo gęste.

>Specjalnie dla Pana zainicjowałem nowy wątek.
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0
To zabawne, bo wątek taki właśnie już jest, dobry, autorstwa Nietzsche'go, właśnie tutaj. To wygląda teraz na takie "podbieranie nośnego tematu", fe.

>Gdyż inaczej pokłoniło by się Panu stare przysłowie: "Przygadywał kocioł garnkowi, a sam smoli".
>Ale skończmy osobiste rozważania i wróćmy do rzeczy.
Ależ nieporozumienie! Toż to owe osobiste rozważania i przygadywanie pragnę skanalizować i dać im upust w specjalnie przystosowanym miejscu. Doskonale sobie zdaję sprawę, że pewne rodzicielskie odruchy są tak słuszne, że aż nie do wykorzenienia wobec pewnych zachowań chaotycznych i rozbrykanych, które prezentuję, dlatego (pozwolę sobie powtórzyć), wzięlibyśmy taki mały skromny kącik forumowy, w którym byśmy się opluwali, łaskotali, opisywali i karcili (jak dwaj niedogadani kochankowie) czy jak to tam jeszcze nazwać, z racji tego, iż nieuchronnie do tych praktyk dochodzi pan w toku narracji na temat, dajmy na to "wiary", "antyklerykalizmu", ogólnie pojętej relacji umysł-ciało etc. etc. Co raz to dowiaduję się jakichś "faktów" czy faktoidów, że coś powiedziałem tak czy owak, że kogoś nie lubię, że poziom prezentuję taki a taki, pomimo, iż "jak" się wyrażam i jaki poziom prezentuję stoi jak byk czarno na bladym kilkadziesiąt piskeli wyżej. Otóż odfiltrowanie tez przedmiotowych od opinii na temat mojej czy pana działalności wyszłoby na dobre czytelnikom forum i tyle. (Ech, nie wiem czy to zadziała?)

Natomiast w tym wątku pare myśli padło i szkoda by je zmarnować, jakoś tak gdzie indziej pożyczać. Nietzsche.
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>O, tutaj wylazło samo gęste.
>>>>Specjalnie dla Pana zainicjowałem nowy wątek.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0

>To zabawne, bo wątek taki właśnie już jest, dobry, autorstwa Nietzsche'go, właśnie tutaj.
Czy tak na pewno, to wątek na ten sam temat?
Dokładnie taki sam?
Tyle tylko Pan potrafi zrozumieć?

>To wygląda teraz na takie "podbieranie nośnego tematu", fe.
Z przykrością stwierdziłem i szkoda, że Pan tego nie zauważył, iż pan Nietsche (Nietzchego tu nie było) zrejterował, a Pan nadal ucieka po bokach od tematu wątku - tak pana Nietsche'go jak i mojego: www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,545469#w547612

>Natomiast w tym wątku pare myśli padło i szkoda by je zmarnować, jakoś tak gdzie indziej pożyczać. Nietzsche.
Parę padło, dlatego ja zgodnie z rzetelnością (podaniem źródeł) się do nich w swoim wątku odwołałem.
Nie kręcę, nie mącę i banialuków nie tu opowiadam. Napisz Pan nareszcie coś sensownego na temat - obojętnie w którym wątku - chętnie przeczytam. Jedyne co Pan potrafi Pan wypisywać to to, że wszyscy są głupcami, gdyż nie potrafią zrozumieć Pana, ale może Pan jakoś sensownie wyartykułuje - czego to nie potrafimy zrozumieć? Tak, tego poplątanego wielosłowia, z którego nic nie wynika zrozumieć rzeczywiście nie można, ale to już nie jest wina czytelników, tylko piszącego.

Miłego dnia.

@@@
.
20-02-2013 11:18 
 Ocena-1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>>Natomiast w tym wątku parę myśli padło i szkoda by je zmarnować, jakoś tak gdzie indziej pożyczać. Nietzsche.
>Parę padło, dlatego ja zgodnie z rzetelnością (podaniem źródeł) się do nich w swoim wątku odwołałem.
Tylko do tych, które się panu spodobały. Widzi pan, czasem trzeba zacytować coś, czego się nie rozumie, żeby pozostać uczciwym wobec autora. W przeciwnym przypadku jest się arogantem. Bez wiary wszystko wolno i nic nie ma sensu. Wiara to zawór bezpieczeństwa, który trzyma nas przy życiu. Myśli tego typu mogą się wydać panu bełkotliwe, ale ktoś inny może dostrzec w nich sens. Przez pokorę i szacunek do inteligencji tego hipotetycznego innego (nie autora) należałoby wziąć je pod uwagę i sens w nich odnaleźć lub przynajmniej dopuścić możliwość jego istnienia.
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Cytat:
>Natomiast w tym wątku parę myśli padło i szkoda by je zmarnować, jakoś tak gdzie indziej pożyczać. Nietzsche.
Parę padło, dlatego ja zgodnie z rzetelnością (podaniem źródeł) się do nich w swoim wątku odwołałem.
Nie kręcę, nie mącę i banialuków nie tu opowiadam. Napisz Pan nareszcie coś sensownego na temat - obojętnie w którym wątku - chętnie przeczytam. Jedyne co Pan potrafi Pan wypisywać to to, że wszyscy są głupcami, gdyż nie potrafią zrozumieć Pana, ale może Pan jakoś sensownie wyartykułuje - czego to nie potrafimy zrozumieć? Tak, tego poplątanego wielosłowia, z którego nic nie wynika zrozumieć rzeczywiście nie można, ale to już nie jest wina czytelników, tylko piszącego. www.racjon(*)m.php/s,543118/z,0/d,5#w547853

>Tylko do tych, które się panu spodobały.
Dokładnie tak. Zawsze tak czynię, że trawiąc intelektualnie myśli innych ludzi poddaję je krytycznemu osądowi. Wybierając te które są mi przydatne do budowy mojego stale zmieniającego się (acz ewolucyjnie, nie rewolucyjnie) światopoglądu. Cała moja mądrość, poza genetycznymi predyspozycjami, pochodzi z przemyśleń mądrości innych ludzi. Moja rzetelność polega tu na podaniu źródła i nie wyrywaniu jakieś cytatu z całego kontekstu myśli autora. Każdy może sobie sam sprawdzić czy moje odwołanie było zasadne i nie zmanipulowane. Ponadto Pan chyba nie zauważył, iż jest Pan na otwartym forum dyskusyjnym i tu nie ma żadnych przeszkód, aby inni (i Pan także) przedstawiali takie przemyślenia, jakie właśnie im się podobają.

>Widzi pan, czasem trzeba zacytować coś, czego się nie rozumie, żeby pozostać uczciwym wobec autora.
Nigdy nie mam zwyczaju cytowania tego czego nie rozumiem. Staram się zrozumieć jak najwięcej, ale są dziedziny nauki, w których mam braki już w przygotowaniu i gdy nie jestem w stanie czegoś w ich problematyce zrozumieć, wtedy daje sobie z tym spokój. Natomiast w dziedzinach, w których zabiera Pan tu głos zupełnie spokojnie mogę stwierdzić, iż to czego nie jestem w stanie zrozumieć jest tylko intelektualnym bełkotem.

>W przeciwnym przypadku jest się arogantem.
To tylko Pański epitet, które Pan tak lubi stosować wobec wszystkich, którzy się z Panem nie zgadzają.

>Bez wiary wszystko wolno i nic nie ma sensu. Wiara to zawór bezpieczeństwa, który trzyma nas przy życiu.
To tylko Pańska wiara, którą podziela Pan z innymi wierzącymi.

>Myśli tego typu mogą się wydać panu bełkotliwe, ale ktoś inny może dostrzec w nich sens.
Sens w wierze dostrzega znacznie więcej ludzi, od tych którzy dostrzegają sens w racjonalizmie, ale dla mnie nie jest to żadnym merytorycznym argumentem za wiarą.

>Przez pokorę
Brak mi pokory.

> i szacunek do inteligencji
Mam szacunek dla każdego człowieka, szacunek dla inteligencji, wielki szacunek dla wiedzy oraz mądrości i żadnego szacunku dla głupoty - niezależnie od autorytetu osób ją reprezentujących.

>Przez pokorę i szacunek do inteligencji tego hipotetycznego innego (nie autora) należałoby wziąć je pod uwagę i sens w nich odnaleźć lub przynajmniej dopuścić możliwość jego istnienia.
Aby móc zrozumieć hipotetycznych autorów w interesującym mnie religioznawstwie ukończyłem nawet akademicki kurs teologii. Mam pojęcie o filozofii religii i filozofii chrześcijańskiej. Potrafię i staram się czytać ze zrozumieniem wszystkie wypowiedzi interlokutorów, z którymi wchodzę w polemiki.

PS. Polecam całą dyskusję z tego wątku: www.racjonalista.pl/forum.php/s,546248/z,0

Miłego dnia.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

Pański post jest bardzo pocieszający. Po pierwsze dlatego, że podaje dość wysoką liczbę wierzących (80%), po drugie z tego względu, że ma skłonić przedstawicieli pozostałych 20 % do refleksji nad obydwoma liczbami.

Ze swej strony zwróciłbym uwagę na równie wymowny fakt religijności społeczeństwa japońskiego, o którym to społeczeństwie nie możemy powiedzieć, że jest biedne, niewykształcone albo technologicznie zacofane (którymi to czynnikami można by starać się tłumaczyć wysoką liczbę globalną). Przeciwnie, można chyba uznać, że pod wieloma względami Japończycy żyją już w XXII wieku, w świecie zautomatyzowanym i do cna skomputeryzowanym. Zarazem jednak około 90 % tego społeczeństwa przyznaje się do praktyk politeistycznego szintoizmu.

Jeżeli są oni wyznawcami tej religii dlatego, gdyż autentycznie wierzą w jej prawdziwość, to jest to pewien (pośredni) argument za tezą, iż wiara w Boga jest racjonalna, tzn. że nie ma uchwytnej dla istoty racjonalnej sprzeczności między wiarą a tym, co nazywamy rozumem. W istocie, nie ma takiej sprzeczności, albowiem religia mówi o tym, co 1) znajduje się poza światem fizycznym, 2) co jest naszą powinnością, zaś nauka (załóżmy, że przez nią przemawia rozum) nie wypowiada się na tematy 1) oraz 2).

Jeżeli są oni wyznawcami tej religii przede wszystkim dlatego, iż jest ona elementem ich tradycji, to i tak stanowi to pragmatyczny argument za religią. Wiara religijna nie musi przeszkadzać w postępie naukowym, technologicznym ani ekonomicznym. Fakt, że czasem przeszkadza (np. jakaś religia dziwaczna i ekstrawagancka) nie ma porównywalnej mocy dowodowej, tak jak zły użytek czyniony niekiedy z noży nie stanowi rozsądnego argumentu za zakazem ich produkcji. Myślę,
że religie podlegają ewolucji (nie jest to proces zarezerwowany dla istot żywych;
w pewnym sensie ewolucji podlegają nawet rzeczy codziennego użytku) i długotrwałość danej religii jest dodatkowym argumentem za jej użytecznością. Długotrwałością i względną użytecznością rożni się religia od para-religii (np. szintoizm od niejakiego pastafarianizmu). Wynika stąd także, że nie jest łatwo stworzyć nową religię i że nie polega ona na po prostu na wyborze obiektu wiary. Walka z religią jako taką jest więc zabobonem i niezmiernie pocieszające jest to, iż temu dziwacznemu zabobonowi uległo jak dotąd jedynie 20 % ludzkości.
15-02-2013 10:45 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

> Pański post jest bardzo pocieszający. Po pierwsze dlatego, że podaje dość wysoką liczbę wierzących (80%), po drugie z tego względu, że ma skłonić przedstawicieli pozostałych 20 % do refleksji nad obydwoma liczbami.
Pan Marcin: "Ja bym mu zrobił test z odrastającej kończyny".
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,545469#w548242
Zgodnie z Pańskim życzeniem.
www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,44#w521298
I na dokładkę:
www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,43#w520302

Miłego dnia.

@@@
.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,545469#w548336
.
Marcuch (664 punktów)
>Walka z religią jako taką jest więc zabobonem i niezmiernie pocieszające jest to, iż temu dziwacznemu zabobonowi uległo jak dotąd jedynie 20 % ludzkości.
Chyba nawet mniej niż 20%, to jest jakaś garstka pretensjonalnych ekstremistów, którzy nie zwracają uwagi na pewne źle wyglądające Obiektywne, Racjonalne, Naukowe statystyki, hihi. Brawo!
20-02-2013 11:11 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Walka z religią jako taką jest więc zabobonem i niezmiernie pocieszające jest to, iż temu dziwacznemu zabobonowi uległo jak dotąd jedynie 20 % ludzkości.
>Chyba nawet mniej niż 20%, to jest jakaś garstka pretensjonalnych ekstremistów, którzy nie zwracają uwagi na pewne źle wyglądające Obiektywne, Racjonalne, Naukowe statystyki, hihi. Brawo!

Twym zdaniem - miliardy much nie mogą się mylić?


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
21-02-2013 12:42 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Walka z religią jako taką jest więc zabobonem i niezmiernie pocieszające jest to, iż temu dziwacznemu zabobonowi uległo jak dotąd jedynie 20 % ludzkości.
>Chyba nawet mniej niż 20%, to jest jakaś garstka pretensjonalnych ekstremistów, którzy nie zwracają uwagi na pewne źle wyglądające Obiektywne, Racjonalne, Naukowe statystyki, hihi. Brawo!
Właśnie - wczoraj akurat ogladałem w TV film o dochodzeniu Hitlera do władzy. Znacznie bardziej od koncepcji nazistowskich jako takich interesesuje mnie poddanie się tym treściom przez masy społeczeństwa i przyzwolenie na czynienie zła w imię owej ideologii - zrazu zaledwie poprzez uczestnictwo w rytuałach i poddanie się propagandzie, aż po uczestnictwo w wojnie i eksterminacji żydów.

Powołując się na statysktykę twierdzisz zatem, że Hitler miał rację, gdyż opanował umysły Niemców.

Czy trzeba wierzyć w każdy kit, tylko dlatego, że czyni tak większość (choć tylko nominalnie, bo indywidualnie, to już każdy na swój sposób treści wiary rozumie)?
faith (61 punktów)
Ludzie wierzą w boga ,bo inni w niego wierzą.To to dobry interes dla kościoła.To ucieczka od rzeczywistości.Zmycie grzechów z duszy.Wydawanie niepotrzebnie kasy na jakieś msze i obrządki ,mające na celu dać nam czyste sumienie,że modlimy się za dusze zmarłych.Bóg da nam wieczność jeśli w niego uwierzymy i nie zwątpimy.A czy chcemy żyć wiecznie?
Jeżeli bóg by istniał ,nie pozwoliłby,aby na jego świecie paradowały grzeszne istoty.Przecież sam nie "jest" grzesznikiem i nie stworzyłby takiej populacji.Przecież stworzył człowieka na własne podobieństwo.......Bóg nie stworzył swiata,bo go nie ma,to "my" stworzylismy jego w naszych chorych związanych umysłach.a resztą zajął sie ów diabeł...haha
Zaszczepiono w nas nie tyle wiarę,(bo zakładam ze nikt tu w boga nie wierzy),co swiadomość istnienia wiekszości ludzi ,którzy gorliwie wierzą ,że zostaną zbawieni.Ten fakt dobija mnie ,gdy w moim otoczeniu jest temat religii i boga.Zwykle ujawniam argumenty i spotykam sie z chwilowym milczeniem i gadaniem typu:"Ty sie zawsze musisz wyróżniać,nie umiesz sie zgrać .Albo próbuje dociekać argumentów od rozmówcy,to odpowiedz jest taka::bóg nie potrzebuje argumentów"Masakra,usuwam sie w cień i nie mogę w to uwierzyć ,że inteligentni ludzie dają sie tak omamić,a przy tym mają jakąś złudną siłę przebicia.
Zbawieni ,to może oni bedą ,jeśli doznają chociaż szczypty oświecenia umusłu....
Dla pocieszenia ,Szwecja jest rozwiniętym krajem .Z ciekawosci sprawdzałam jaka ilość ludności w tym kraju wierzy w boga i uczęszcza do kościoła.Głównie dominuje tam luteranizm.Pocieszeniem jest ,że wiara w tego jedynego jest mała ,a do kościoła ludzie rzadko chodzą....A właściwie to kto stworzył boga?Liczę raczej na irracjonalną odpowiedz.
20-02-2013 11:12 
 Ocena-2 na 2
Marcuch (664 punktów)
>Pocieszeniem jest ,że wiara w tego jedynego jest mała ,a do kościoła ludzie rzadko chodzą....A właściwie to kto stworzył boga?Liczę raczej na irracjonalną odpowiedz.
A dlaczego "pocieszeniem"? Poza tym, nawet "ci co nie chodzą" żyją wg etyki luterańskiej, zgodnie z zasadą, że ateista lub agnostyk żyje zgodnie z zasadami moralnymi określonymi przez religię tych wierzących sąsiadów, którzy mieszkają najbliżej jego domu.
21-02-2013 12:53 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Pocieszeniem jest ,że wiara w tego jedynego jest mała ,a do kościoła ludzie rzadko chodzą....A właściwie to kto stworzył boga?Liczę raczej na irracjonalną odpowiedz.
>A dlaczego "pocieszeniem"? Poza tym, nawet "ci co nie chodzą" żyją wg etyki luterańskiej, zgodnie z zasadą, że ateista lub agnostyk żyje zgodnie z zasadami moralnymi określonymi przez religię tych wierzących sąsiadów, którzy mieszkają najbliżej jego domu.
Ja nawet nie jestem pewien, jakie religie tak naprawdę wyznają wierzący sąsiedzi, którzy mieszkają najbliżej mojego domu. Z lewej mam muzułamnów, ale nie wiem z jakiego odłamu. Z prawej chyba katolicy, ale zgaduję tylko. Na przeciwko para nauczycieli biologii i nie zauważyłem, żeby się gdzieś w niedzielę spieszyli, więc trudno mi o jakiejś ich religii wnioskować.

Staram się kierować uniwersalnymi zasadami moralnymi opartymi na poszanowaniu drugiego człowieka, ale w szczególach znacznie bardziej przemawiają do mnie areligijne uzasadnienia oświeceniowe i humanistyczne, niż absolutystyczne religijne nakazy.
faith (61 punktów)
>Ja nawet nie jestem pewien, jakie religie tak naprawdę wyznają wierzący sąsiedzi, którzy mieszkają najbliżej mojego domu. Z lewej mam muzułamnów, ale nie wiem z jakiego odłamu. Z prawej chyba katolicy, ale zgaduję tylko. Na przeciwko para nauczycieli biologii i nie zauważyłem, żeby się gdzieś w niedzielę spieszyli, więc trudno mi o jakiejś ich religii wnioskować.

Po co komu to wiedzieć,jaką wiarą się kierują sąsiedzi,jeżeli samemu się wie w co wierzymy.

>Staram się kierować uniwersalnymi zasadami moralnymi opartymi na poszanowaniu drugiego człowieka, ale w szczególach znacznie bardziej przemawiają do mnie areligijne uzasadnienia oświeceniowe i humanistyczne, niż absolutystyczne religijne nakazy.

I z tym się zgadzam.Ale sama też potrafię wytyczyć sobie granice i mieć własne zasady.

Religijne nakazy i zakazy są sprzeczne z naszą naturą.
01-03-2013 02:03 
 Ocena 1 na 1
faith (61 punktów)
>A dlaczego "pocieszeniem"? Poza tym, nawet "ci co nie chodzą" żyją wg etyki luterańskiej, zgodnie z zasadą, że ateista lub agnostyk żyje zgodnie z zasadami moralnymi określonymi przez religię tych wierzących sąsiadów, którzy mieszkają najbliżej jego domu.

Może i żyją według tej etyki,ale większość nie wie nawet kim był M.Luther.Mam tam rodzinę,a rodzina znajomych itd...Raczej żyją własnym życiem,według siebie.

Ale to dobry przykład,po którym wnioskuję,że tak jak myślałam dotychczas ludzie najzwyczajniej kierują się wierzeniami innych.Nie maja własnego zdania....

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365