 |
Ateizm - nadaje sens? Jest indywidualny? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 26-03-2012 20:48 | pankleszcz (36 punktów) | Ateizm - nadaje sens? Jest indywidualny?
1 na 1 | Witam serdecznie, głupio mi tak trochę pisać, nowy tu jestem w zasadzie, póki co forum sobie jeno przeglądałem i gdzieś mi śmiałości brakło coby się odezwać. No a teraz, jak już coś piszę, to od razu tak z konkretem wyskakuje, ale cóż, trudno. W każdym razie, prowadzę badania na temat ateizmu, a mianowicie próbuję znaleźć odpowiedź na pytania czy ateizm jest światopoglądem, czy jest sensotwórczy, indywidualny czy mający swoje podwaliny w jakimś nadrzędnym, względem poszczególnych ateistów, wzorze. Tendencje czy orientacje w myśleniu na temat religii czy jej braku się w naszym społeczeństwie ostatnimi czasy pluralizują, a ja skupiam się na bliżej niezdefiniowanym młodym pokoleniu, które owe zmiany doświadcza i nad którymi reflektuje. I tyle. I zasadniczo, owszem, proszę o pomoc ewentualnych zainteresowanych. Dyletantem nie jestem, badania trochę już trwają, literatury trochę już zjadłem, kilka tematów na tutejszym forum przejrzałem. Ale stwierdziłem, że mi mało, że potrzebuje mięsistych opinii. Reasumując, jeśli będzie miał ktoś czas i chęć skrobnąć mi kilka słów w tym wątku, będę bardzo wdzięczny. Zresztą, zdążyłem zauważyć, że na racjonaliście dyskusje kwitną, więc może potraktowanie tego wątku jako próby syntezy ateizmu w odpowiedzi na moje pytanie, urodzi jakieś ożywcze konkluzje? Kto wie.
Dzięki i pozdrawiam. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 | farmer (22440 punktów) | A wg. Ciebie?
|
|
17 na 17 | Ratatoskr (4439 punktów) | Ateizm (sam w sobie) jest tylko niewiarą w bogów - niczym więcej. Można sobie zatem wyobrazić zarówno ateistę, który dochodzi do wniosku, że jego życie nie ma sensu, bo cokolwiek by zrobił i tak umrze, zatem nie warto robić niczego. Można też sobie wyobrazić ateistę, cieszącego się, że może kształtować swoje życie, sam nadawać mu sens i cel (nie będąc skazanym na jakieś dogmaty), realizować się w nim i spełniać najlepiej jak potrafi. Jest indywidualny. Jest osobistym wyborem i nie kieruje się (tak jak religia) instytucjonalną doktryną. > zasadniczo, owszem, proszę o pomoc ewentualnych zainteresowanychZadaj konkretne pytania, dostaniesz odpowiedzi. www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
|
|
 | 2 na 2 | Anna Stanisławska (37 punktów) | > Ateizm (sam w sobie) jest tylko niewiarą w bogów - niczym więcej.> Można sobie zatem wyobrazić zarówno ateistę, który dochodzi do wniosku, że jego życie nie ma sensu, bo cokolwiek by zrobił i tak umrze, zatem nie warto robić niczego.> Można też sobie wyobrazić ateistę, cieszącego się, że może kształtować swoje życie, sam nadawać mu sens i cel (nie będąc skazanym na jakieś dogmaty), realizować się w nim i spełniać najlepiej jak potrafi.> Jest indywidualny. Jest osobistym wyborem i nie kieruje się (tak jak religia) instytucjonalną doktryną.> > zasadniczo, owszem, proszę o pomoc ewentualnych zainteresowanych> Zadaj konkretne pytania, dostaniesz odpowiedzi.> www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamieAteizm to humanizm i wiara w człowieka , wolność wyboru .Budowanie życia i relacji bez grzechu i strachu ,na odpowiedzialności i zrozumieniu .To oświecenie "duszy" Pozdrawiam
|
|
3 na 3 | Scorp (5381 punktów) | >a mianowicie próbuję znaleźć odpowiedź na pytania czy ateizm jest światopoglądem,
Tak, jednocześnie składnikiem innych światopoglądów
> czy jest sensotwórczy,
Nie, to znaczy nie tworzy sensów sztucznych ani pozornych.
> indywidualny
Tak.
> czy mający swoje podwaliny w jakimś nadrzędnym, względem poszczególnych ateistów, wzorze.
Tak. W racjonalizmie. -
|
|
 | 11 na 11 | Ratatoskr (4439 punktów) | > > czy mający swoje podwaliny w jakimś nadrzędnym, względem poszczególnych ateistów, wzorze.> Tak. W racjonalizmie.Z tym by można dyskutować, bo ateizm w sumie nie wymusza racjonalizmu. Można być nieracjonalnym ateistą i nie wierzyć w bogów, a wierzyć w jakieś cuda-wianki. Warto też doprecyzować jednoznacznie, co autor wątku rozumie przez ateizm, bo zasadniczo taki buddyzm można też uznać za ateistyczny (przynajmniej w najwęższym tego słowa znaczeniu), a jednocześnie każdy buddysta tkwi przecież po uszy w religijnej doktrynie. www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
|
|
 | -13 na 19 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >> czy mający (ateizm) swoje podwaliny w jakimś nadrzędnym, względem poszczególnych ateistów, wzorze. >Tak. W racjonalizmie.
Czyżby ?
Ateizm ignoruje logikę i zasadę przyczynowo- skutkową czyli podstawę racjonalizmu: odrzucając niematerialną przyczynę materii (nazywaną Bogiem) twierdzi tym samym,że: (innych możliwości nie ma)
a) materia jest wieczna a więc bez przyczyny
albo
b) materia samopowstała i samoistnieje czyli absurd: przyczyna-materia jest jednocześnie skutkiem-materią.
|
|
|  | 5 na 5 | setarkos (10757 punktów) | Z głowy Waść bierzesz swe nieustanne powtórzenia czy z jakiegoś mechanicznego odtwarzacza?
|
|
| |  | 1 na 11 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Z głowy Waść bierzesz swe nieustanne powtórzenia czy z jakiegoś mechanicznego odtwarzacza?
To nie ważne ! Ważne jest czy mam rację czy nie.
|
|
| | |  | 11 na 11 | Elka I Ponura (7473 punktów) | >To nieważne ! >Ważne jest czy mam rację czy nie.
Nie masz. Idź sobie i nie zawracaj gitary.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | |  | 9 na 9 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Ważne jest czy mam rację czy nie. Prawie wszyscy tu już Panu powtarzają (a nawet czasem i udowadniają) setki razy, że Pan bredzi i żadnej racji Pan nie ma. Dla Pana to i tak nie ma żadnego znaczenia. Pan bredzi dalej. Nie, nie ma Pan wcale racji, ale dla Pana nic tego nie wynika. Pan tą brednię ma mocno zakodowaną w umyśle i tak głosić musi. Tylko, czy my musimy, to czytać? To już naprawdę stało się bardzo nudne. Napisz Pan chociaż jedno mądre przemyślenie.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | |  | 6 na 6 | setarkos (10757 punktów) | >To nie ważne ! Istotne o tyle, czy serwujesz forumowiczom 'zaciętą płytę' (co byłoby wyrazem braku szacunku) - czy też ulegasz fiksacji na jednym niewyszukanym ciągu rozumowania, by spocząć na laurach własnego geniuszu (co może blokować rozpoznanie tematu).
|
|
| | |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >>Z głowy Waść bierzesz swe nieustanne powtórzenia czy z jakiegoś mechanicznego odtwarzacza? >To nie ważne ! >Ważne jest czy mam rację czy nie. Właśnie rację odrzucasz.
|
|
| | | |  | 3 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Właśnie rację odrzucasz.
Napisz wyraźnie jaką to rację odrzucam - wtedy porozmawiamy.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Napisz wyraźnie jaką to rację odrzucam - wtedy porozmawiamy. Przepraszam, a z kim? Z odtwarzaczem? Dziękuję.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | maceox (6766 punktów) | > > Właśnie rację odrzucasz.> Napisz wyraźnie jaką to rację odrzucam - wtedy porozmawiamy.- Odrzucasz rację, że z nieskończonego regresu związku przyczynowo-skutkowego ewolucji materii wcale nie wynika konieczność przyjęcia w którymś momencie "duchowego stwórcy". - Odrzucasz rację, że taki stwórca jest tylko empirycznie nieuzasadnioną ideą - arbitralnym cięciem dokonanym tylko w Twoich myślach. - Odrzucasz rację, że NIE WIEMY skąd się bierze nasz wszechświat lub nawet wiele wszechświatów. - Odrzucasz rację, że NIE WIEMY nawet czy jest jakiś "początek" wszechświata. - Odrzucasz rację, że Twoje pojęcie związku przyczynowo skutkowego jest oparte na naszym potocznym poczuciu "czasu", ale - o ile się nie mylę - już "czasoprzestrzeń" wraz z jej zakrzywieniami i wręcz osobliwościami temu poczuciu nie odpowiada, a zatem nawet w POZNANYM JUŻ fizycznie świecie trudno mówić konsekwentnie o związku przyczynowo-skutkowym w znaczeniu znanym z życia codziennego i fizyki Newtona. Na mój ostatni post w krótkiej dyskusji z Tobą wprawdzie nie odpowiedziałeś, ale od tamtego czasu ponad miesiąc milczałeś. W związku z tym łudziłem się, że moje argumenty Cię przekonały. Napisałem tu wyraźnie, jakie rację odrzucasz. Spełniłem więc Twój warunek dalszej dyskusji. Proponuję zacząć od wpisu, na który nie odpowiedziałeś: www.racjonalista.pl/forum.php/s,491829#w495538Jeśli chcesz podyskutować, to proponuję Ci, abyś w odpowiedzi nawiązywał za każdym razem bezpośrednio do któregoś z moich argumentów. Ułatwi to rozmowę.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >- Odrzucasz rację, że z nieskończonego regresu związku przyczynowo-skutkowego ewolucji materii wcale nie wynika konieczność przyjęcia w którymś momencie "duchowego stwórcy".
Wynika - bowiem ciąg p-s nieskończony wstecz nie może istnieć realnie nie mając początku !- ciąg p-s jednak realnie istnieje co odkrywa nauka-zatem jest skończony.
>- Odrzucasz rację, że Twoje pojęcie związku przyczynowo skutkowego jest oparte na naszym potocznym poczuciu "czasu", ale - o ile się nie mylę - już "czasoprzestrzeń" wraz z jej zakrzywieniami i wręcz osobliwościami temu poczuciu nie odpowiada, a zatem nawet w POZNANYM JUŻ fizycznie świecie trudno mówić konsekwentnie o związku przyczynowo-skutkowym w znaczeniu znanym z życia codziennego i fizyki Newtona.
Odrzucam tą nierację - w przeciwnym razie nauka nie miałaby sensu a przecież ma.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >>- Odrzucasz rację, że z nieskończonego regresu związku przyczynowo-skutkowego ewolucji materii wcale nie wynika konieczność przyjęcia w którymś momencie "duchowego stwórcy". >Wynika - bowiem ciąg p-s nieskończony wstecz nie może istnieć realnie nie mając początku !- ciąg p-s jednak realnie istnieje co odkrywa nauka-zatem jest skończony. ??? Mam pewne zastrzeżenie co do przyjętej przez Ciebie metody.
Coś rozsądnego o panującym w przyrodzie związku przyczynowym można powiedzieć tylko wychodząc z empirycznej obserwacji - pytając następnie o przyczyny obserwowanych zjawisk - i znajdując te przyczyny, również w oparciu o kolejne empiryczne doświadczenia.
Np. ludzie zawsze widzieli na niebie słońce, ale nie potrafili wyjaśnić przyczyn jego funkcjonowania. Dzięki badaniom naukowym udało się w dużej mierze wyjaśnić z czego się składa i w jaki sposób funkcjonuje. Jesteśmy więc dzisiaj o parę kroków dalej w wytłumaczeniu przyczyn tego zjawiska. Wchodzimy tu jednak w takie zagadnienia jak efekt tunelowy w fizyce kwantowej i tu powoli napotykamy na zjawiska, gdzie w dalszym ciągu znów trudno nam jest je wytłumaczyć w sposób przyczonowo-skutkowy. Tak więc wyjaśnienia przyczyn prowadzą do dalszych pytań. Jesli na razie nie ma odpowiedzi, pozostaje proste NIE WIEM i szukamy dalej.
Zasadniczo wychodzimy więc od tego, co doświadczamy bezpośrednio i to właśnie tłumaczymy szukając przyczyn - które znajdujemy w sposób empirycznie weryfikowalny.
Ty natomiast niby wychodzisz od tego co jest, ale zamiast to właśnie badać i posuwać się w tłumaczeniu przyczyn na podstawie empirycznej - od razu przyjmujesz jakieś KONSTRUKCJE IDEOWE, typu np. " POCZĄTEK". Faktem jest, że przez pewien czas za "początek" uznawano wielki wybuch - ale powstają hipotezy (nawet - o ile się nie mylę - uzasadniane jakimiś dowodami), że nie jest to żaden początek. Jednak nawet, gdyby nim był, to absolutnie nic nie wskazuje na jego charakter DUCHOWY, jak przyjmujesz Ty. Co miałoby to słowo w ogóle znaczyć?
"Duchowy", bo Ty sobie tak wyobrażasz? Czy może jakoś empirycznie to można próbowac wyjaśnić?
>ciąg p-s nieskończony wstecz nie może istnieć realnie nie mając początku ! A niby dlaczego? Co to za filozofia? My nawet nie wiemy do końca na jakiej zasadzie działa słońce (z wszystkimi niuansami zachodzących tam zjawisk kwantowych), a Ty od razu wyciągasz jak królik z kapelusza TWÓJ DUCHOWY POCZĄTEK. Zaczekaj, gdzie tak pędzisz? Fizyka tam jeszcze nie dotarła. Jesteśmy już dość daleko w tłumaczeniu przyczyn empirycznie doświadczalnych zjawisk, ale aż tak daleko, jak Ty byś chiał jeszcze nie jesteśmy. NIC SPRAWDZONEGO NA TEMAT "POCZĄTKU" NIE MOŻEMY POWIEDZIEĆ.
A "duchowe" to jest równie dobre słowo, jak "nietykalne", albo "transcendentne", albo "jezusowe". Przecież to jest tylko Twoja idea! Nie ma żadnego potwierdzenia w empirycznym doświadczeniu.
>>- Odrzucasz rację, że Twoje pojęcie związku przyczynowo skutkowego jest oparte na naszym potocznym poczuciu "czasu", ale - o ile się nie mylę - już "czasoprzestrzeń" wraz z jej zakrzywieniami i wręcz osobliwościami temu poczuciu nie odpowiada, a zatem nawet w POZNANYM JUŻ fizycznie świecie trudno mówić konsekwentnie o związku przyczynowo-skutkowym w znaczeniu znanym z życia codziennego i fizyki Newtona. >Odrzucam tą nierację Tak, jedyna racja jest duchowa, a ten duch wynika z Twojej racjonalnej logiki przsiąkniętej duchem świętym.
>- w przeciwnym razie nauka nie miałaby sensu a przecież ma. Nauka ma sens, choć jej zrozumienie często wykracza poza intuicyjne doświadczenia dnia codziennego. Też mi trudno zrozumieć wszystkie wnioski astrofizyki i fizyki kwantowej, a nie jestem tu też specjalistą. Jednak wiem, że zarwóno te wnioski, jak również ewetualne hipotezy są oparte na dotychczasowym doświadczeniu. W przeciweństwie do tych wniosków pozostają założenia logiczne, które są czysto ideowe, tym bardziej, jeśli w założeniach tych pojawia się słowo "duchowy".
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
> Coś rozsądnego o panującym w przyrodzie związku przyczynowym można powiedzieć tylko wychodząc z empirycznej obserwacji - pytając następnie o przyczyny obserwowanych zjawisk - i znajdując te przyczyny, również w oparciu o kolejne empiryczne doświadczenia. Filozoficznie, to może warto zobaczyć "Istotne argumenty Davida Hume'a przeciwko istnieniu związku przyczynowo skutkowego" Przyczynowość w nauce według katolickiej "Powszechnej encyklopedii filozofii": ... nowa sytuacja w fizyce, a wraz z nią w całym przyrodoznawstwie, stanowiła punkt wyjścia dla odróżnienia kilku rodzajów nieokreśloności. Pierwszy typ nieokreśloności oznacza zachodzące zwł. w mikroświecie akauzalne lub indeterministyczne procesy fizyczne, co całkowicie lub częściowo przeczy zasadzie przyczynowości fizycznej. Mamy wtedy do czynienia z obiektywną nieokreślonością przyrody.
Indeterminim przedmiotowy, nazywany też ontologicznym lub metafizycznym, głosi, że jest co najmniej jedno takie zdarzenie, które w dowolnej chwili przed wystąpieniem nie było przyczynowo zdeterminowane. Zgodnie z zasadą inndetermistycyzmu ontologicznego jednakowe pod każdym względem przyczyny materialne w jednakowych pod każdym względem warunkach wywołują różne skutki. Drugi typ nieokreśloności oznacza jakiś rodzaj nieprognozowalności procesów mikroświata ze względu na metody nauki faktycznej bądź wyidealizowanej ze względu na posiłkowanie się eksperymentami myślowymi. Nieokreśloność oznacza też istotne ograniczenie precyzji procedur pomiarowych, co wyjaśniają racje wyłuszczane w ramach odnośnej teorii pomiaru. Wg naukowego indeterminizmu istnieje co najmniej jedno takie zdarzenie, dla którego w jakiejś chwili przed jego wystąpieniem była zasadniczo, a więc teoretycznie wykluczona ewentualność jego prognozowania. Na gruncie zasady indeterminizmu fizykalnego stwierdza się, że takie same przyczyny w takich samych warunkach wywołują różne skutki.W encyklice "Fides et ratio" Ojciec Święty, wśród wielu kwestii w niej poruszanych, pisze między innymi: "... filozofia narodziła się i rozwinęła w epoce, gdy człowiek zaczął sobie stawiać pytania o przyczynę i cel rzeczy. Na różne sposoby i w wielu formach ukazuje ona, że pragnienie prawdy stanowi nieodłączny element ludzkiej natury. Wrodzoną cechą umysłu ludzkiego jest skłonność do zastanawiania się nad przyczyną zjawisk,... Przynaglony pragnieniem odkrycia ostatecznej prawdy swojego istnienia, człowiek stara się zdobyć pewne elementy uniwersalnej wiedzy, które pozwalają mu lepiej rozumieć samego siebie i coraz pełniej się realizować... W tej perspektywie można wyodrębnić pewien zbiór prawd filozoficznych, które mimo upływu czasu i postępów wiedzy jest trwale obecny. Wystarczy przytoczyć to jako przykład zasady niesprzeczności, celowości i przyczynowości... Zasady te właśnie dlatego, że w pewnej mierze uznają je wszyscy, powinny stanowić jakby odniesienia dla różnych szkół filozoficznych,".
Zasada przyczynowości, będąca, zgodnie ze słowami Ojca Świętego, uniwersalnym fundamentem filozofii, jest w pewnej mierze kwestionowana przez badania fizyczne układów mikroskopowych. Niektóre eksperymenty fizyczne zdają się bowiem wskazywać, że w przyrodzie istnieją zjawiska bezprzyczynowe - akazualne. Rodzi się zatem istotne pytanie: czy zasada przyczynowości jest uniwersalnie prawdziwa?
I właśnie tylko o ten "uniwersalizm" tu chodzi. To tylko tak dla Pana Panie Macieju. Rozmowy z Panem Parysem już od dawna nie mają żadnego sensu. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > >Coś rozsądnego o panującym w przyrodzie związku przyczynowym można powiedzieć tylko wychodząc z empirycznej obserwacji - pytając następnie o przyczyny obserwowanych zjawisk - i znajdując te przyczyny, również w oparciu o kolejne empiryczne doświadczenia.> Filozoficznie, to może warto zobaczyć "Istotne argumenty Davida Hume'a przeciwko istnieniu związku przyczynowo skutkowego" Argumenty Hume'a są ciekawe i z filozoficznego punktu widzenia wręcz trafne. Opierają się na konsekwentnym sceptycyźmie. > Przyczynowość w nauce według katolickiej "Powszechnej encyklopedii filozofii":> ... nowa sytuacja w fizyce, a wraz z nią w całym przyrodoznawstwie, stanowiła punkt wyjścia dla odróżnienia kilku rodzajów nieokreśloności. Pierwszy typ nieokreśloności oznacza zachodzące zwł. w mikroświecie akauzalne lub indeterministyczne procesy fizyczne, co całkowicie lub częściowo przeczy zasadzie przyczynowości fizycznej. Mamy wtedy do czynienia z obiektywną nieokreślonością przyrody.A skąd wiadomo, że ta nieokreśloność jest obiektywna, a nie wynika jedynie z ludzkiej (chwilowej) niezdolności (niewiedzy) przy określaniu przyczyn? > Indeterminim przedmiotowy, nazywany też ontologicznym lub metafizycznym, głosi, że jest co najmniej jedno takie zdarzenie, które w dowolnej chwili przed wystąpieniem nie było przyczynowo zdeterminowane.[/color]A to zdarzenie nazywamy Bogiem... > Zgodnie z zasadą inndetermistycyzmu ontologicznegoBardzo ładnie brzmi nazwa tej zasady. Niestety nie udalo mi się jej wygooglować, nawet z jednym "n". Czy na pewno chodzi o indeterMISTYCYZM? A moża jest to pomyłka ... Freudowska - czyli jakby tu nie powiedzieć czegoś, co się na prawdę myśli... (uwagę kieruję do autorów wskazanej przez Pana encyklopedii). > jednakowe pod każdym względem przyczyny materialne w jednakowych pod każdym względem warunkach wywołują różne skutki.Czy aby na pewno te warunki są DOKŁADNIE jednakowe POD KAŻDYM WZGLĘDEM, czy też może są choćby nawet minimalnie odmienne? > Drugi typ nieokreśloności oznacza jakiś rodzaj nieprognozowalności procesów mikroświata ze względu na metody nauki faktycznej bądź wyidealizowanej ze względu na posiłkowanie się eksperymentami myślowymi.Trudno mi powiedzieć, o jakie eksperymenty myślowe może tu chodzić. Być może katolickie. > Nieokreśloność oznacza też istotne ograniczenie precyzji procedur pomiarowych, co wyjaśniają racje wyłuszczane w ramach odnośnej teorii pomiaru.Warto się zastanowić, o czym tu mówimy. Jeżeli o tym: Zasada nieoznaczoności (zasada nieoznaczoności Heisenberga lub zasada nieokreśloności) - reguła, która mówi, że istnieją takie pary wielkości, których nie da się jednocześnie zmierzyć z dowolną dokładnością. O wielkościach takich mówi się, że nie komutują. Akt pomiaru jednej wielkości wpływa na układ tak, że część informacji o drugiej wielkości jest tracona. Zasada nieoznaczoności nie wynika z niedoskonałości metod ani instrumentów pomiaru, lecz z samej natury rzeczywistości Zasada nieoznaczoności mówi, że nie można z dowolną dokładnością wyznaczyć jednocześnie położenia i pędu cząstki. Odkryta i sformułowana przez Wernera Heisenberga w 1927 roku, jest konsekwencją dualizmu korpuskularno-falowegoto zgoda. > W encyklice "Fides et ratio" Ojciec Święty, wśród wielu kwestii w niej poruszanych, pisze między innymi: "... ... W tej perspektywie można wyodrębnić pewien zbiór prawd filozoficznych, które mimo upływu czasu i postępów wiedzy jest trwale obecny. Wystarczy przytoczyć to jako przykład zasady niesprzeczności, celowości i przyczynowości... ,".A zatem bezsprzeczne jest to, że mamy jedną przyczynę wszystkiego, a nazywamy ją Bogiem i jeden cel wszystkiego, a nazywamy go zbawieniem. Mamy też coś, co w doświadczeniu polega na wtykaniu nosa w nie swoje sprawy, a nazywamy to nadużyciem. (Uwagę tę kieruję do Ojca Świętego). > Zasada przyczynowości, będąca, zgodnie ze słowami Ojca Świętego, uniwersalnym fundamentem filozofii, jest w pewnej mierze kwestionowana przez badania fizyczne układów mikroskopowych. Niektóre eksperymenty fizyczne zdają się bowiem wskazywać, że w przyrodzie istnieją zjawiska bezprzyczynowe - akazualne. Rodzi się zatem istotne pytanie: czy zasada przyczynowości jest uniwersalnie prawdziwa?> I właśnie tylko o ten "uniwersalizm" tu chodzi.Fakt, że Ojciec Święty akceptuje zasadę przyczynowości nie oznacza w sposób konieczny, że zasada ta jest nie do zaakceptowania. Cała nauka polega właśnie na dochodzeniu do przyczyn zjawisk. Tam gdzie gubi się ślad związku przyczynowo-skutkowego nauka po prostu napotyka na swoje (aktualne) granice. Uważam, że zależności występujące pomiędzy poszczególnymi elementami materii istnieją tak samo obiektywnie, jak sama materia. Nie ma tu zresztą za bardzo czego odróżniać. Te zależności są właśnie właściwością materii. Zasadniczo mamy cztery oddziaływania fizyczne i parę pierwiastków. Na tym gruncie da się wyjaśnić prawie wszystko i to właśnie w sposób przyczynowy, choć napotykamy na zjawiska i zagadnienia, które zdają się determinizmowi umykać. Jeśli nie uda się ich wytłumaczyć na zasadzie związku przyczynowo-skutkowego, to oznacza to tyle, że nie zostaną wyjaśnione. Mamy więc fizykę kwantową, a ponadto (na innym poziomie) zagadnienie "wolnej woli". Jednak ani konsekwentny determinizm, ani indeterminizm nie uprawniają do jakichś duchowych wygibasów. No chyba, że w ramach INDETERMISTYCYZMU. Pozdrawiam serdecznie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Argumenty Hume'a są ciekawe i z filozoficznego punktu widzenia wręcz trafne. Opierają się na konsekwentnym sceptycyzmie.> >>>Przyczynowość w nauce według katolickiej "Powszechnej encyklopedii filozofii":.........> A skąd wiadomo, że ta nieokreśloność jest obiektywna, a nie wynika jedynie z ludzkiej (chwilowej) niezdolności (niewiedzy) przy określaniu przyczyn?Moim zdaniem - nie bardzo wiadomo, ale lepiej wyjaśniłby to pan Fizyk. > A to zdarzenie nazywamy Bogiem...Możemy nazywać i Bogiem. > >>>Zgodnie z zasadą inndetermistycyzmu ontologicznego> Bardzo ładnie brzmi nazwa tej zasady. Niestety nie udalo mi się jej wygooglować, nawet z jednym "n". Czy na pewno chodzi o indeterMISTYCYZM? A moża jest to pomyłka ... Freudowska - czyli jakby tu nie powiedzieć czegoś, co się na prawdę myśli... (uwagę kieruję do autorów wskazanej przez Pana encyklopedii).Dodatkowe "n" to mój błąd odsyłam więc do całego hasła: peenef2.republika.pl/hasla/i/indeterminizm.html> Trudno mi powiedzieć, o jakie eksperymenty myślowe może tu chodzić. Być może katolickie.Nie jestem w stanie bronić stanowiska "Powszechnej encyklopedii filozofii". Poddałem go tylko do Pańskiej refleksji na tle wypowiedzi pana Parysa. Katolicka encyklopedia o determinizmie: Determinizm przyrodniczy dotyczy sposobu powiązania i prawidłowego następowania po sobie zdarzeń oraz procesów fizycznych i biologicznych. W myśl postulatów d. mechanistycznego sformułowano prawa fizyczne (mechaniki klasycznej), przyjmując, ze w świecie panuje powszechna przyczynowość i dlatego wszelkie zdarzenia mogą być przewidywane na mocy praw przyrodniczych (d. powszechny). Zgodnie z tymi postulatami zasadę d. powszechnego rozciągnięto na rzeczywistość biologiczna, psychiczna i socjologiczna, domagając się redukcji praw biologicznych, psychicznych i socjologicznych do praw mechaniki; istotę żywą traktuje się jako maszynę fizyko-chemiczna, a życie jako nieprzerwany ciąg zjawisk opartych na mechanizmie podziału komórki; przyjmuje się istnienie w zarodku substancji dziedzicznych (idioplazma), determinujących rozwój organizmu człowieka zależnie od stopnia złożoności posiadanych determinantów, które powstają z innych determinantów (plazma zarodka ma tyle determinantów, ile jest zmiennych części organizmu).
Istnienie d. mechanistycznego zakwestionowały nauki fizykalne i biologiczne. W mechanice kwantowej dowiedziono niemożliwości jednoznacznego scharakteryzowania układów mikroskopowych i zanegowano powszechny zasięg deterministycznych praw fizyki (modele mechanistyczne okazały się nieadekwatne do wyjaśniania układów mikrofizycznych). W biologii wykazano niesprowadzalność praw biologicznych do praw fizycznych z uwagi na jakościową odrębność (strukturalna i funkcjonalna) układów biotycznych w stosunku do abiotycznych; przyjęto, ze wewnątrz całości organicznej występują swoiste bloki (podsystemy), których elementy podsystemowe działają w sposób probabilistyczny (maja określony stopień swobody). W systemach biotycznych (organizm, gatunek, biocenoza, biogeocenoza) zachodzą współdziałania miedzy procesami (samoregulacja, regeneracja, homeostaza genetyczna i fizjologiczna) oraz sprzężenie (genetyczne, strukturalne, funkcjonalne, rozwojowe i sterowania), czego nie da się wyjaśnić relacjami przyczynowo-skutkowymi w układach żywych. W wyniku tych teorii przyjęto, ze d. jest tylko założeniem teoretycznym, służącym do ustalenia praw prawdopodobieństwa w przyrodzie. [...] W przyrodoznawstwie oraz w filozofii nie przyjęto jednoznacznie deterministycznego modelu wszechświata, ponieważ stwierdzono ograniczoność d. w wyjaśnianiu zjawisk, przeciwstawiając mu przypadkowy model kosmosu. W deterministycznej koncepcji świata zdarzenia są powiązane miedzy sobą w sposób regularny związkami przyczynowymi; powiązanie to ma charakter absolutny (d. skrajny) lub ograniczony (d. umiarkowany); dotyczy konkretnych klas zjawisk i uwzględnia swoista indywidualność (trwałość przedmiotów), na która składają się układy i procesy fizyczne, uwarunkowania strukturalne wewnętrzne i zewnętrzne, sukcesywność zjawisk (zasada prawidłowości powszechnej, zmniejszony stopień swoistości indywidualnej), co uwidacznia się w świecie nieożywionym, kierowanym prawami fizyko-chemicznymi. W świecie biotycznym istnieje większy stopień indywidualności oraz ograniczona sukcesywność (kierują nim prawa biologiczne), a tym samym mniejszy stopień możliwości przypadkowego działania. ptta.pl/pef/pdf/d/determinizm.pdfCDN@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > >A skąd wiadomo, że ta nieokreśloność jest obiektywna, a nie wynika jedynie z ludzkiej (chwilowej) niezdolności (niewiedzy) przy określaniu przyczyn?> Moim zdaniem - nie bardzo wiadomo, ale lepiej wyjaśniłby to pan Fizyk.Muszę Panu przyznać rację. Zadałem już kiedyś to pytanie Panu Fizykowi bezpośrednio: www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w485958Nie odpowiedział i sądzę, że ów brak odpowiedzi jest wymowny - to znaczy obawiam się, że mógłby on najwyżej wyjaśnić właśnie tylko, że tego nie wiadomo. > >>>>Zgodnie z zasadą inndetermistycyzmu ontologicznego> >Bardzo ładnie brzmi nazwa tej zasady. Niestety nie udalo mi się jej wygooglować, nawet z jednym "n". Czy na pewno chodzi o indeterMISTYCYZM? A moża jest to pomyłka ... Freudowska - czyli jakby tu nie powiedzieć czegoś, co się na prawdę myśli... (uwagę kieruję do autorów wskazanej przez Pana encyklopedii).> Dodatkowe "n" to mój błąd odsyłam więc do całego hasła: peenef2.republika.pl/hasla/i/indeterminizm.htmlNie przyczepiałbym się do samego drugiego "n", gdyby nie napisał pan "INDETERMISTYCYZM" zamiast "indeterminizm". Ja widzę pewien związek indeterminizmu z mistycyzmem i dlatego zauważyłem, że ten błąd mógł nie być całkiem przypadkowy. Jakieś zjawisko zupełnie bez przyczyny, albo calkiem niezależne od innych zjawisk wydaje mi się być trudne do wyobrażenia, ale muszę przyznać (i pisałem to już Parysowi), że nawet obserwowany przez fizyków świat potwierdza istnienie zjawisk (choć nie całkiem bezpośrednio), które są bardzo trudne do pogodzenia z potocznym, intuicyjnym myśleniem o świecie. Mam tu na myśli chociażby czarne dziury, stan wszechświata przed wielkim wybuchem, no i również fizykę kwantową. > Katolicka encyklopedia o determinizmie:> W biologii wykazano niesprowadzalność praw biologicznych do praw fizycznych z uwagi na jakościową odrębność (strukturalna i funkcjonalna) układów biotycznych w stosunku do abiotycznych;Moim zdaniem to w żaden sposób nie przeczy determinizmowi. W wytłumaczeniu funkcjonowania tych ukladów nie sprowadza się ich do siebie, bo na różnych SKALACH materii zachodzą inaczej opisywane procesy, ale w rzeczywistości układy biotyczne jak najbardziej opierają się na abiotycznych, a to odróżnienie z punktu widzenia całości obiektywnej rzeczywistości jest arbitralne i ostatecznie sztuczne. > przyjęto, ze wewnątrz całości organicznej występują swoiste bloki (podsystemy), których elementy podsystemowe działają w sposób probabilistyczny (maja określony stopień swobody).Ewentualnie człowiek ma tylko takie narzędzia, którymi nie jest w stanie określić wszystkich warunkow wstępnych, by dokładnie przewidzieć skutki, a zatem przyjmuje pewne prawdopodobieństwo. > W systemach biotycznych (organizm, gatunek, biocenoza, biogeocenoza) zachodzą współdziałania miedzy procesami (samoregulacja, regeneracja, homeostaza genetyczna i fizjologiczna)Bardzo skomplikowane procesy, ale żeby aż byly niedeterministyczne? Każdy z nich ma przyczynę i przyczynę przyczyny, nawet jeśli przyczyn jest równocześnie bardzo wiele. Przy okazji: homeostaza genetyczna? A nie wystarczy mutacje genetyczne (mające również swe przyczyny) i dobór naturalny? > oraz sprzężenie (genetyczne, strukturalne, funkcjonalne, rozwojowe i sterowania), czego nie da się wyjaśnić relacjami przyczynowo-skutkowymi w układach żywych.Sprzężenie (również zwrotne) jest jak najbardziej przyczynowo-skutkowe, tyle tylko, że efekt oddziaływuje powrotnie na źródło, które tak wzbogacone daje nieco inny efekt. Trudno mi powiedzieć, co tu ma być bez przyczyny. > W wyniku tych teorii przyjęto, ze d. jest tylko założeniem teoretycznym, służącym do ustalenia praw prawdopodobieństwa w przyrodzie. [...]Prawdopodobieństwo w ogóle nie przeczy determinizmowi. Jeśli rzucam monetą, to jej upadek na jedną ze stron jest całkowicie zdeterminowany warunkami wyjściowymi. To tylko mój brak kontroli nad tymi warunkami wstępnymi i niemożność obliczenia toru lotu czyni rachunek prawdopodobieństwa przydatnym narzędziem. > W przyrodoznawstwie oraz w filozofii nie przyjęto jednoznacznie deterministycznego modelu wszechświata, ponieważ stwierdzono ograniczoność d. w wyjaśnianiu zjawisk, przeciwstawiając mu przypadkowy model kosmosu.Przypadek nie przeczy determinizmowi na dokładnie takiej samej zasadzie, jak 50% prawdopodobieństwo upadku monety na reszkę nie wynika z indeterminizmu, a tylko z konieczności szacowania wobec braku kompletnej wiedzy o warunkach wstępnych. > W deterministycznej koncepcji świata zdarzenia są powiązane miedzy sobą w sposób regularny związkami przyczynowymi;Tak właśnie sądzę > powiązanie to ma charakter absolutny (d. skrajny) lub ograniczony (d. umiarkowany);Tego nie rozumiem. Albo jest związek przyczynowy (odkryto go), albo go nie ma (nie odkryto go). Nie widzę możliwości jakichś stanów przejściowych. > dotyczy konkretnych klas zjawiskMoim zdaniem związki (przyczynowe) są w ogóle inherentne dla całości materii, z której składa się wszechświat. Faktem jest, że fizyka dociera do zjawisk, w ramach których nie wiemy jakie konkretne przyczyny powodują konkretne skutki. Jest jeszcze np. ciemna materia. > i uwzględnia swoista indywidualność (trwałość przedmiotów)Tak, ale równocześnie prowadzi do ich zmienności. > na która składają się układy i procesy fizyczne, uwarunkowania strukturalne wewnętrzne i zewnętrzne, sukcesywność zjawisk (zasada prawidłowości powszechnej, zmniejszony stopień swoistości indywidualnej), co uwidacznia się w świecie nieożywionym, kierowanym prawami fizyko-chemicznymi.Czy tylko w świecie nieożywionym? CDN
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > >> A skąd wiadomo, że ta nieokreśloność jest obiektywna, a nie wynika jedynie z ludzkiej (chwilowej) niezdolności (niewiedzy) przy określaniu przyczyn?> > Moim zdaniem - nie bardzo wiadomo, ale lepiej wyjaśniłby to pan Fizyk.> Muszę Panu przyznać rację. Zadałem już kiedyś to pytanie Panu Fizykowi bezpośrednio:> www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w485958> Nie odpowiedział [...]Już się poprawiam. Czy świat kwantowy jest deterministyczny czy nie, zależy od interpretacji mechaniki kwantowej. Interpretacja kopenhaska, ta dominująca, uważa zjawiska kwantowe za indeterministyczne z natury, tak jak to ilościowo określa zasada nieoznaczoności Heisenberga. Niemniej pośród różnych interpretacji jest też interpretacja de Broglie'a-Bohma, która mówi, że świat jest całkowicie deterministyczny a zasada nieoznaczoności jedynie ogranicza nasze poznanie tego determinizmu. Obie interpretacje są poprawne i całkowicie zgodne ze wszystkimi znanymi nam faktami doświadczalnymi. W sumie, pytanie o determinizm świata okazuje się pytaniem filozoficznym (optymistyczie - jak na razie tylko). Niemniej dowolność naukowej odpowiedzi na to pytanie wzmacnia pogląd, że związki przyczynowo-skutkowe (możliwe tylko w determiniźmie) nie są fundamentalną cechą świata, lecz tylko ludzkim sposobem porządkowania obrazu tego świata. (Patrz niekończące się dyskusje z Parysem o "pierwszej przyczynie".)
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Nie przyczepiałbym się do samego drugiego "n", gdyby nie napisał pan "INDETERMISTYCYZM" zamiast "indeterminizm".> Ja widzę pewien związek indeterminizmu z mistycyzmem i dlatego zauważyłem, że ten błąd mógł nie być całkiem przypadkowy.Z mojej strony były to zupełnie przypadkowe skutki i myślę że ich przyczyny merytorycznie były nieistotne. Powtarzam już "żywcem przeklejony" cytat: I. przedmiotowy, nazywany też ontologicznym lub metafizycznym, głosi, że jest co najmniej jedno takie zdarzenie, które w dowolnej chwili przed wystąpieniem nie było przyczynowo zdeterminowane. Zgodnie z zasadą i. ontologicznego jednakowe pod każdym względem przyczyny materialne w jednakowych pod każdym względem warunkach wywołują różne skutki.> Jakieś zjawisko zupełnie bez przyczyny, albo całkiem niezależne od innych zjawisk wydaje mi się być trudne do wyobrażenia, ale muszę przyznać (i pisałem to już Parysowi), że nawet obserwowany przez fizyków świat potwierdza istnienie zjawisk (choć nie całkiem bezpośrednio), które są bardzo trudne do pogodzenia z potocznym, intuicyjnym myśleniem o świecie. Mam tu na myśli chociażby czarne dziury, stan wszechświata przed wielkim wybuchem, no i również fizykę kwantową.Właśnie o to chodzi. Rzeczywistość dostępna naukowemu badaniu już dawno przekroczyła powszechną zrozumiałość występujących w przyrodzie zjawisk. Czasem zrozumiałe są dla nielicznych, a czasem wprost nikomu. Ponadto zrozumienie wyżyn obecnej nauki np. fizyki kwantowej wymaga ogromnej wiedzy specjalistycznej i nie posiadający takowej - a przecież, jest nas zdecydowana większość - muszą przyjąć jej twierdzenia "na wiarę". Próby logicznego zrozumienia rzeczywistości mogą jeszcze się powieść, gdy mówimy o trzech wymiarach i czasie, ale jak zrozumieć układ np. dwunastu wymiarów? (Burkhard Heim) ( Porównaj też: pl.wikipedia.org/wiki/Funkcja_falowa) > Bardzo skomplikowane procesy, ale żeby aż były niedeterministyczne?Idziesz do telefonu, by zadzwonić do znajomego. Nagle słyszysz dzwonek. To on dzwoni. Przypadek? W pokoju znajduje się 30 osób. Okazuje się, że dwie z nich mają urodziny tego samego dnia. Zbieg okoliczności? Zgodnie z matematycznymi prawami, prawdopodobieństwo wystąpienia takich zdarzeń jest większe niż 50 procent. Ale mózg nie przyjmuje tego do wiadomości. Szuka bardziej przekonujących wyjaśnień: telepatii, astrologii, przeznaczenia, szczęścia lub pecha. Jak udowodnił dr Ben Parris z Uniwersytetu w Exeter w Wielkiej Brytanii, myślenie magiczne jest typowe dla ludzkiego umysłu i włącza się zawsze, gdy nie umiemy sobie czegoś wytłumaczyć. Obwody za nie odpowiedzialne mieszczą się w lewej półkuli mózgu i uaktywniają się w niepewnych sytuacjach. To ewolucyjny spadek po naszych przodkach, którzy nie rozumieli mechanizmów rządzących światem i szukali związków między przyczyną a skutkiem. I w końcu zawsze udawało się im je znaleźć. Podobnie jak nam.
Piłkarz nie goli się i strzela gola. Raczej pewne, że następnym razem również nie sięgnie po maszynkę. Kupujemy nowe buty i idziemy do kasyna. Zgarniamy dużą wygraną. "To buty musiały przynieść mi szczęście" - myślimy. Mózg łączy dwa zdarzenia w parę. To heurystyka, mentalna droga na skróty - typowa cecha ludzkiego myślenia. Ponieważ nietypowe zdarzenia silnie zapadają w pamięć, wspominamy je długo, podczas gdy setki innych typowych ("miałem nowe buty i nic nie wygrałem") szybko zapominamy. Ponieważ - statystycznie rzecz biorąc - prędzej czy później zdarzyć się może nawet najbardziej nieprawdopodobna rzecz, droga do przesądów w naszym życiu jest cały czas otwarta.Ks. prof. Michał Heller też wątpi: "Działanie przypadkowe wcale nie musi oznaczać braku przyczynowości. Ideologia przeciwstawiająca Bogu przypadek, który niszczy lub narusza Boży plan, jest w gruncie rzeczy współczesną wersją manicheizmu"> Bardzo skomplikowane procesy, ale żeby aż były niedeterministyczne?> Każdy z nich ma przyczynę i przyczynę przyczyny, nawet jeśli przyczyn jest równocześnie bardzo wiele.A ja nie rozumiem dlaczego miałyby być "aż niedeterministyczne?"I dlaczego "każdy" musi mieć nieprzypadkową przyczynę. Teoria ewolucji: "...wśród osobników panuje przypadkowa zmienność, spowodowana przez bezkierunkowe mutacje (oraz rekombinacje)". Oczywiście jest to jeden z zasadniczych powodów agresywnego zwalczania TE przez KK. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | No nic, tyle się napisałem i stracił mi się tekst. Przypadek? Spróbuję odtworzyć choć zasadnicze tezy: >Powtarzam już "żywcem przeklejony" cytat: >I. przedmiotowy, nazywany też ontologicznym lub metafizycznym, głosi, że jest co najmniej jedno takie zdarzenie, które w dowolnej chwili przed wystąpieniem nie było przyczynowo zdeterminowane. Zgodnie z zasadą i. ontologicznego jednakowe pod każdym względem przyczyny materialne w jednakowych pod każdym względem warunkach wywołują różne skutki. Tak, przeczytałem ten cytat i właśnie o tej definicji indeterminizmu myślałem, gdy pisałem poniższe słowa:
>>Jakieś zjawisko zupełnie bez przyczyny, albo całkiem niezależne od innych zjawisk wydaje mi się być trudne do wyobrażenia, ale muszę przyznać, że nawet obserwowany przez fizyków świat potwierdza istnienie zjawisk, które są bardzo trudne do pogodzenia z potocznym, intuicyjnym myśleniem o świecie. >Właśnie o to chodzi. Rzeczywistość dostępna naukowemu badaniu już dawno przekroczyła powszechną zrozumiałość występujących w przyrodzie zjawisk. Czasem zrozumiałe są dla nielicznych, a czasem wprost nikomu. Jeśli mówimy o tej powszechnie mało zrozumiałej fizyce, to może tam rzeczwywicie może istnieć indeterminizm z przytoczonej przez Pana definicji. Jednak w tej powszechnie zrozumiałej na ogół każde zjawisko ma swoją przyczynę.
>>Bardzo skomplikowane procesy, ale żeby aż były niedeterministyczne? >Idziesz do telefonu, by zadzwonić do znajomego. Nagle słyszysz dzwonek. To on dzwoni. Przypadek? [...] myślenie magiczne jest typowe dla ludzkiego umysłu i włącza się zawsze, gdy nie umiemy sobie czegoś wytłumaczyć.. Tak, ale ja cały czas mówiłem o rzeczywistych, naukowo weryfikowalnych - tych faktycznych przyczynach.
>Ks. prof. Michał Heller też wątpi: > Działanie przypadkowe wcale nie musi oznaczać braku przyczynowości. W pełni się z nim zgadzam. Fakt, że spotkam znajomego z bloku obok na wakacjach zagranicą nie oznacza, że znalazł się on tam bez przyczyny. Wręcz przeciwnie - najpewniej przyleciał tam samolotem. Na dokładnie takiej samej zasadzie "przypadkowe" nałożenie się w czasie mutacji genetycznych z danymi warunkami zewnętrznymi jest w pełni przyczynowe - jedno i drugie ma swoje w pełni naturalne przyczyny - i to do tego stopnia, że te przyczyny te obydwie okoliczności determinują.
>>Bardzo skomplikowane procesy, ale żeby aż były niedeterministyczne? >>Każdy z nich ma przyczynę i przyczynę przyczyny, nawet jeśli przyczyn jest równocześnie bardzo wiele. >A ja nie rozumiem dlaczego miałyby być "aż niedeterministyczne?" To z cytowanej przez Pana katolickiej encyklopedii wynika, jakoby złożoność danego układu podważała jego zdeterminowanie. Jednak moim zdaniem, tak bez przyczyny, to mało rzeczy się dzieje. W każdym razie raczej nie w biologii.
>I dlaczego "każdy" musi mieć nieprzypadkową przyczynę. Tu dochodzimy do wyjaśnienia pewnego nieporozumienia: >Teoria ewolucji: "...wśród osobników panuje przypadkowa zmienność, spowodowana przez bezkierunkowe mutacje (oraz rekombinacje)". Co oznacza słowo "przypadkowa" w tym zdaniu? Moim zdaniem po pierwsze tyle, że nie ma tu jakiejś celowości, czego zresztą nauka nie bada. Po drugie oznacza tyle, że właśnie dochodzi do tzw. "zbiegów okoliczności", ale przecież każdy z nich ma swoją w pełni zdeterminowaną fizycznie przyczynę - podobnie jak sąsiad spotkany na wczasach zagranicą. Od wielkiego wybuchu, po którym - o ile dobrze pamiętam - powstał wodór i cztery oddziaływnia fizyczne mamy ciąg przyczyn i wywołujących je skutków, który doprowadził do powstania galaktyk, słońc i planet, w tym ziemi, na której doszło - cały czas w pełni przyczynowo - do powstania tak zwanego życia. Następnie w toku ewolucji, której przyczyny znamy, najprostsze organizmy rozwijały się w coraz to bardziej skomplikowane, w wyniku czego powstał człowiek. Najprawdopodobniej ulegnie on dalszym "przypadkowym" (ale fizycznie zdeterminowanym) mutacjom przy danych "przypadkowych" (ale fizycznie zdeterminowanych) warunkach otoczenia, co na zasadach doboru naturalnego doprowadzi do jego dalszej ewolucji, podobnie zresztą jak u innych zwierząt. Jednak za parę miliardów lat w sposób w pełni przyczynowy nasze słońce przestanie świecić i przyszłość - o ile całkiem przyczynowo nie wyginiemy wcześniej - będzie zależała od podboju kosmosu przez człowieka (lub jakieś inne, przyszłe ziemskie gatunki). Pewnie gdzieś przypadkowo wylądujemy - jak Kolumb w Ameryce - ale na skutek przyczyn fizycznie naturalnych i możliwych do stwierdzenia.
>Oczywiście jest to jeden z zasadniczych powodów agresywnego zwalczania TE przez KK. Dziwię się KK. Proszę to porównać do postawy Dalajlamy, o której mówiła Patricia Churchland w poleconym przez Pana w równoległym wątku filmiku. "Tak to działa? No skoro tak - to dobrze"
Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Tak, przeczytałem ten cytat i właśnie o tej definicji indeterminizmu myślałem, gdy pisałem poniższe słowa:Jakieś zjawisko zupełnie bez przyczyny, albo całkiem niezależne od innych zjawisk wydaje mi się być trudne do wyobrażenia, ale muszę przyznać, że nawet obserwowany przez fizyków świat potwierdza istnienie zjawisk, które są bardzo trudne do pogodzenia z potocznym, intuicyjnym myśleniem o świecie.> >>>Właśnie o to chodzi. Rzeczywistość dostępna naukowemu badaniu już dawno przekroczyła powszechną zrozumiałość występujących w przyrodzie zjawisk. Czasem zrozumiałe są dla nielicznych, a czasem wprost nikomu.> Jeśli mówimy o tej powszechnie mało zrozumiałej fizyce, to może tam rzeczywiście może istnieć indeterminizm z przytoczonej przez Pana definicji. Jednak w tej powszechnie zrozumiałej na ogół każde zjawisko ma swoją przyczynę.Nie potrafię wytłumaczyć tego lepiej niż Pan Fizyk: www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,492101#w503318Ale mnie nie interesują rzeczy "powszechnie zrozumiałe" tylko stan faktyczny. "Jak się rzeczy mają".> >>>Ks. prof. Michał Heller też wątpi:Działanie przypadkowe wcale nie musi oznaczać braku przyczynowości. > W pełni się z nim zgadzam.Dlatego go zacytowałem. Ale ja się zupełnie z nim nie zgadzam. > Fakt, że spotkam znajomego z bloku obok na wakacjach zagranicą nie oznacza, że znalazł się on tam bez przyczyny. Wręcz przeciwnie - najpewniej przyleciał tam samolotem.No fajne przyczyny: pociąg, samochód, samolot. Może jeszcze zasobność portfela? Pomysłów może być wiele. Przyczyną także mogło być potkniecie przed biurem podróży z pięknym plakatem reklamującym Maroko. Jak ktoś dobrze poszuka to zawsze coś wymyśli. Pan Fizyk: Niemniej dowolność naukowej odpowiedzi na to pytanie wzmacnia pogląd, że związki przyczynowo-skutkowe (możliwe tylko w determiniźmie) nie są fundamentalną cechą świata, lecz tylko ludzkim sposobem porządkowania obrazu tego świata. (Patrz niekończące się dyskusje z Parysem o "pierwszej przyczynie".) Pozdrawiam. @@@ CDN. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Ciąg dalszy. > Na dokładnie takiej samej zasadzie "przypadkowe" nałożenie się w czasie mutacji genetycznych z danymi warunkami zewnętrznymi jest w pełni przyczynowe - jedno i drugie ma swoje w pełni naturalne przyczyny - i to do tego stopnia, że te przyczyny te obydwie okoliczności determinują. Zmienność genetyczna jest losowa, nieprzewidywalna, różnokierunkowa, sama w sobie nie ma charakteru przystosowawczego, ale stanowi materiał dla zmian ewolucyjnych, jest bowiem źródłem różnorodności podlegającej doborowi naturalnemu. Bez zmienności genetycznej nie byłoby dziedzicznych różnic w zdolności do reprodukcji, tym samym nie byłoby selekcji naturalnej. pl.wikiped(*)Zmienność_genetyczna pl.wikipedia.org/wiki/MutacjaWarto tu też przeczytać: "Światełko mydliczki. O planie i celowości w przyrodzie" G.C. Williamsa. > Jednak moim zdaniem, tak bez przyczyny, to mało rzeczy się dzieje. W każdym razie raczej nie w biologii.Problem zaczyna się już w tym co określimy "przyczyną"? Aby doszło do reakcji między jakimikolwiek składnikami powinny te składniki znaleźć się razem (choć jak wytłumaczyć tu "splątanie kwantowe") i już jest przyczyna. Dwóch Wacków idzie drogą i co za przypadek - jeden Władek i drugi Władek, gdyby nie było drogi to by nie szli i już jest przyczyna. Pan Fizyk: ... związki przyczynowo-skutkowe (możliwe tylko w determinizmie) nie są fundamentalną cechą świata, lecz tylko ludzkim sposobem porządkowania obrazu tego świata. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > >Na dokładnie takiej samej zasadzie "przypadkowe" nałożenie się w czasie mutacji genetycznych z danymi warunkami zewnętrznymi jest w pełni przyczynowe - jedno i drugie ma swoje w pełni naturalne przyczyny - i to do tego stopnia, że te przyczyny te obydwie okoliczności determinują. Zmienność genetyczna jest losowa, nieprzewidywalna, różnokierunkowaOczywiście, że jest nieprzewidywalna i różnokierunkowa. Co jednak znaczy "losowa"? Jeśli mamy bęben z kulkami w toto-lotku, to przecież pobranie danych sześciu kulek zależy ściśle od pozycji wyjściowej kulek i ruchu bębna. Po wprawieniu bębna w ruch mamy oczywiście różnokierunkowść i nieprzewidywalność, bo nikt nie jest w stanie obliczyć wszystkich oddziałujących wektorów z taką precyzją, żeby ustalić, które kulki wpadną do pobieraka. Jest to tak zwany przypadek - czyli brak pełnej wiedzy o warunkach wstępnych lub brak umiejętności ich kontrolowania. To jest losowość. Sądzę, że dokładnie taka sama losowość - właśnie w tym znaczeniu - ma miejsce w przypadku mutacji genów. Prowadzą do niej ściśle zdeterminowane ruchy materii (bo decydujące są masy znacznie większe od tych, w których znaczenie mogłaby mieć fizyka kwantowa), choć są one różnokierunkowe i nieprzewidywalne dla człowieka. Kiedyś rozmawiałem na ten temat tu na forum z Kognitywistą i powiedział, że jeśli wolę określenie "pseudolosowość", to jest ono również adekwatne. Muszę odszukać linka. W samych atomach zachodzą zjawiska kwantowe, ale pytanie dla jakich zjawisk mają one znaczenie. Jeśli nawet mają znaczenie (jak na przykład w przypadku słońca), to i tak w skali istotnej dla naszych organizmów zjawiska te są już w pełni przewidywalne. Nawet wiemy, jak nasze słońce powstało (wskutek ruchów jakiej materii) i jak długo mniej więcej będzie jeszcze świeciło. O ile mi wiadomo mechanikę kwantową wykorzystujemy również w wielu urządzeniach elektronicznych, używanych powszechnie w domu, a także np. w laserze. Potrafimy więc te zjawiska wykorzystać dla naszych celów w sposób zdeterminowany, choć u samej podstawy są one wedle interpetacji kopenhaskiej określane jako indeterministyczne. > Warto tu też przeczytać: "Światełko mydliczki. O planie i celowości w przyrodzie" G.C. Williamsa.Chętnie przeczytam - jeśli jednak dobrze wnioskuję z tytułu - to ja nigdzie nie mówiłem ani o planie, ani o celowości w przyrodzie. Całkowicie odgraniczam te spekulacje o charakterze religijnym od poszukiwania przyczyn zjawisk. Czym innym jest CEL w sensie jakiejś idei, dla której coś ma powstać, a czym innym zależności istniejące w materii. Oczywiście rozumiem, że fizyka dociera do zjawisk, które trudno zrozumieć racjonalnie. Jednak sądzę, że w każdym razie w biologii tego rodzaju zjawiska (np. kwantowe) nie mają zastosowania. Tu od czasu, kiedy ziemia trochę ostygła wszystkie ruchy danych mas związków chemicznych wpływały na siebie w sposób zdeterminowany ich poprzednim ruchem. Ostatecznie Indie uderzyły w Azję, w związku z czym powstały Himalaje, w związku z czym na sawannach afrykańskich wykształcił się odpowiedni klimat, w związku z czym doszło tam w dalszej ewolucji do ukształtownia się homo sapiens. Oczywiście same organizmy ewoluowaly w związku z mutacją genów, ale te mutacje były tak samo zdeterminowane uprzednim ruchem pewnych ilości związków chemicznych, z których składa się DNA, jak formowanie się skał. Jest to wszystko oczywiście niecelowe - o żadnym celu w sensie "sensu" niczego nie wiemy. Byłoby to również nieprzewidywalne dla umysłu ludzkiego, nawet gdyby mógł on być świadkiem tych wydarzeń - z racji braku wiedzy o wszystkich działających jednocześnie siłach. Było to jednak w pełni zdeterminowane na zasadach Newtona. (Poproszę osoby lepiej znające się na temacie o zweryfikowanie tego, co tu napisałem) > >Jednak moim zdaniem, tak bez przyczyny, to mało rzeczy się dzieje. W każdym razie raczej nie w biologii.> Problem zaczyna się już w tym co określimy "przyczyną"? Aby doszło do reakcji między jakimikolwiek składnikami powinny te składniki znaleźć się razem [...] i już jest przyczyna.Tak. > Dwóch Wacków idzie drogą i co za przypadek - jeden Władek i drugi Władek, gdyby nie było drogi to by nie szli i już jest przyczyna.Oczywiście, tak. Gdyby nie było drogi, to by nie szli po drodze. Również powstanie drogi stanowi przyczynę tego, że po niej idą. > Pan Fizyk: ... związki przyczynowo-skutkowe (możliwe tylko w determinizmie) nie są fundamentalną cechą świata, lecz tylko ludzkim sposobem porządkowania obrazu tego świata. Dla mnie staje się to sensowne dopiero wówczas, jeśli zacytuje się cały akapit jego wypowiedzi: W sumie, pytanie o determinizm świata okazuje się pytaniem filozoficznym (optymistyczie - jak na razie tylko). Niemniej dowolność naukowej odpowiedzi na to pytanie wzmacnia pogląd, że związki przyczynowo-skutkowe (możliwe tylko w determiniźmie) nie są fundamentalną cechą świata, lecz tylko ludzkim sposobem porządkowania obrazu tego świata....a najlepiej w ogóle całą jego wypowiedź: www.racjonalista.pl/forum.php/s,492101#w503318Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Nie lubię się wypowiadać na tematy, w których mam niewiele do powiedzenia, a do nich należy fizyka i matematyka. Staram się coś z tych zagadnień zrozumieć, ale jestem w tym zakresie profanem.Zmienność genetyczna jest losowa, nieprzewidywalna, różnokierunkowa> Oczywiście, że jest nieprzewidywalna i różnokierunkowa. Co jednak znaczy "losowa"?> Jeśli mamy bęben z kulkami w toto-lotku, to przecież pobranie danych sześciu kulek zależy ściśle od pozycji wyjściowej kulek i ruchu bębna.Nie, nie zależy. (Oczywiście można fałszując założenia doprowadzić do pożądanego wyniku, ale wtedy nie będzie to zmienność losowa.) > Po wprawieniu bębna w ruch mamy oczywiście różnokierunkowość i nieprzewidywalność, bo nikt nie jest w stanie obliczyć wszystkich oddziałujących wektorów z taką precyzją, żeby ustalić, które kulki wpadną do pobieraka.Właśnie. Nikt nie jest w stanie. Nie istnieje praktycznie taka możliwość. pl.wikiped(*)Teoria_prawdopodobieństwa> Jest to tak zwany przypadek - czyli brak pełnej wiedzy o warunkach wstępnych lub brak umiejętności ich kontrolowania. To jest losowość.Nie losowość, to jest wtedy, gdy nawet pełna wiedza nie pozwala na przewidywanie, tym bardziej kontrolowanie. Znajomość warunków wstępnych nie ma tu znaczenia. > Sądzę, że dokładnie taka sama losowość - właśnie w tym znaczeniu - ma miejsce w przypadku mutacji genów.Ciągle jeszcze w wielu kręgach pokutuje pogląd, że życie jest fenomenem zbyt złożonym, aby mogło powstać spontanicznie. Nawet najprostsze żyjące obecnie komórki prokariotyczne to twory ogromnie skomplikowane, składające się z tysięcy białek i innych związków, posiadające informację genetyczną w postaci podwójnej nici DNA zawierającej miliony par nukleotydów, "wyposażone" w złożony i odpowiednio zorganizowany metabolizm, zapewniający przemianę materii i energii a także kopiowanie i odczyt informacji genetycznej, wreszcie - posiadające określoną strukturę przestrzenną. [...] Powyższy argument należy jednak uznać za całkowicie chybiony. Aby to wyjaśnić, posłużę się przykładem powszechnie znanej gry loteryjnej, a mianowicie Toto-Lotkiem. Zdobycie głównej wygranej polega tam na trafieniu sześciu wylosowanych liczb z możliwych czterdziestu dziewięciu. Prawdopodobieństwo trafienia sześciu przypadkowych liczb z czterdziestu dziewięciu w jednym "strzale" wynosi około 1 : 14000000, czyli jeden do czternastu milionów. Trzeba bowiem naraz trafić dowolną liczbę z "wygrywających" sześciu na 49, jednocześnie jedną z pozostałych pięciu na 48, jedną z pozostałych czterech na 47 itd., tak że wszystkie sześć liczb zostaje trafionych w jednym strzale. Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia wynosi 6/49 . 5/48 . 4/47 . 3/46 . 2/45 . 1/44, co daje w przybliżeniu właśnie wspomniane wyżej jeden do czternastu milionów. Aby więc mieć 50 % szans na główną wygraną, musielibyśmy "strzelać" około siedmiu milionów razy. Tak znikoma szansa powstrzymuje wielu ludzi od gry w Toto-Lotka. Należy przy tym dodać, że szansa "szczęśliwego trafienia" w "loterii życia", czyli np. spontanicznego powstania w jednej chwili komórki bakteryjnej z materii nieożywionej (mieszaniny związków organicznych) jest jeszcze daleko mniejsza, w istocie tak astronomicznie mała, że w ogóle nie opłaca się jej brać pod uwagę. Czy więc życie rzeczywiście nie mogło powstać samoistnie? Błąd w powyższym rozumowaniu polega na założeniu, że proces powstawania życia przypominał strategię gry w Toto-Lotka. Tak jednak nie było - pokazaniu tego poświęcam cały niniejszy rozdział. Rozważmy inną strategię. Przyjmijmy, że jeżeli w danym "strzale" trafiamy chociaż jedną liczbę z sześciu, to jesteśmy o tym informowani i w następnych strzałach zostawiamy ją, próbując trafić pozostałe. Po jakimś czasie mamy już trafione dwie, trzy lub cztery liczby, aż w końcu dochodzimy do wszystkich sześciu. Ilu strzałów przeciętnie potrzebowalibyśmy przy tym sposobie gry? Szansa trafienia jednej z sześciu liczb na czterdzieści dziewięć wynosi ok. 1 : 8, a więc mamy szansę 50 % na trafienie którejś liczby w ok. 4 strzałach. Kiedy już poznamy pierwszą liczbę, pozostaje nam pięć liczb na czterdzieści osiem (teraz więc w każdym "strzale" skreślamy 5 liczb z 48). Prawdopodobieństwo trafienia drugiej liczby wynosi w przybliżeniu 1 : 10, potrzeba więc nam przeciętnie 5 strzałów aby dokonać tego trafienia z szansą 50 %. Analogicznie, trafienie kolejnych liczb wymaga odpowiednio około 6, 8, 11 i 22 strzałów (można to łatwo sprawdzić). Z prawdopodobieństwem 50 % uda nam się trafić wszystkie sześć liczb po mniej więcej 56 strzałach (4 + 5 + 6 + 8 +11 + 22). Jest to ilość znikomo mała w porównaniu z siedmioma milionami (7000000) strzałów potrzebnych dla trafienia wszystkich sześciu liczb "od razu" w poprzedniej strategii. Z dwu opisanych strategii druga jest zatem o wiele bardziej efektywna. Tą też metodą powstało i ewoluowało życie. Inaczej mówiąc, życie mogło powstać dlatego, ponieważ powstawało etapami. Na każdym etapie podlegało ono rozmaitym przypadkowym zmianom - "strzałom" - a warunki zewnętrzne (środowisko) decydowały o tym, które z tych "strzałów" zostały trafione, czyli które przypadkowe zmiany okazały się korzystne dla danego pra-organizmu, zapewniając mu przetrwanie i ewentualnie wytworzenie podobnych do siebie układów potomnych. Następowała kumulacja korzystnych zmian krok po kroku, czyli "pamiętanie" liczb wcześniej już właściwie trafionych. Struktura i funkcja najprostszej nawet komórki nie musiała powstać od razu. Przeciwnie - ukształtowała się ona stopniowo w przeciągu milionów lat ewolucji poprzez nagromadzenie wielu korzystnych zmian, z których każda tę pra-komórkę ulepszała, a nierzadko zwiększała także stopień jej skomplikowania. Wynika z tego, że życie po prostu nie gra w Toto-Lotka. awe.mol.uj(*)UCJE_+_rysunki_nowa_wersja.pdf@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Pan Maciej: Co oznacza słowo "przypadkowa" w tym zdaniu? Moim zdaniem po pierwsze tyle, że nie ma tu jakiejś celowości, czego zresztą nauka nie bada. Po drugie oznacza tyle, że właśnie dochodzi do tzw. "zbiegów okoliczności", ale przecież każdy z nich ma swoją w pełni zdeterminowaną fizycznie przyczynę - podobnie jak sąsiad spotkany na wczasach zagranicą. Od wielkiego wybuchu, po którym - o ile dobrze pamiętam - powstał wodór i cztery oddziaływnia fizyczne mamy ciąg przyczyn i wywołujących je skutków, który doprowadził do powstania galaktyk, słońc i planet, w tym ziemi, na której doszło - cały czas w pełni przyczynowo - do powstania tak zwanego życia. Następnie w toku ewolucji, której przyczyny znamy, najprostsze organizmy rozwijały się w coraz to bardziej skomplikowane, w wyniku czego powstał człowiek. Najprawdopodobniej ulegnie on dalszym "przypadkowym" (ale fizycznie zdeterminowanym) mutacjom przy danych "przypadkowych" (ale fizycznie zdeterminowanych) warunkach otoczenia, co na zasadach doboru naturalnego doprowadzi do jego dalszej ewolucji, podobnie zresztą jak u innych zwierząt. Na dokładnie takiej samej zasadzie "przypadkowe" nałożenie się w czasie mutacji genetycznych z danymi warunkami zewnętrznymi jest w pełni przyczynowe - jedno i drugie ma swoje w pełni naturalne przyczyny - i to do tego stopnia, że te przyczyny te obydwie okoliczności determinują.Cytat Bogusławskiego: Zmienność genetyczna jest losowa, nieprzewidywalna, różnokierunkowa, sama w sobie nie ma charakteru przystosowawczego, ale stanowi materiał dla zmian ewolucyjnych, jest bowiem źródłem różnorodności podlegającej doborowi naturalnemu. Bez zmienności genetycznej nie byłoby dziedzicznych różnic w zdolności do reprodukcji, tym samym nie byłoby selekcji naturalnej. pl.wikiped(*)Zmienność_genetyczna pl.wikipedia.org/wiki/MutacjaBogusławski: Warto tu też przeczytać: "Światełko mydliczki. O planie i celowości w przyrodzie" G.C. Williamsa. > Chętnie przeczytam - jeśli jednak dobrze wnioskuję z tytułu - to ja nigdzie nie mówiłem ani o planie, ani o celowości w przyrodzie.Tak, nie mówił Pan, a o czym Pan tu mówił? > Całkowicie odgraniczam te spekulacje o charakterze religijnym od poszukiwania przyczyn zjawisk. Czym innym jest CEL w sensie jakiejś idei, dla której coś ma powstać, a czym innym zależności istniejące w materii.> Oczywiście rozumiem, że fizyka dociera do zjawisk, które trudno zrozumieć racjonalnie. Jednak sądzę, że w każdym razie w biologii tego rodzaju zjawiska (np. kwantowe) nie mają zastosowania. Tu od czasu, kiedy ziemia trochę ostygła wszystkie ruchy danych mas związków chemicznych wpływały na siebie w sposób zdeterminowany ich poprzednim ruchem.> Ostatecznie Indie uderzyły w Azję, w związku z czym powstały Himalaje, w związku z czym na sawannach afrykańskich wykształcił się odpowiedni klimat, w związku z czym doszło tam w dalszej ewolucji do ukształtowania się homo sapiens.Pan oczywiście rozumie to co napisał, ale ja nie bardzo. Proszę - choćby tylko - wziąć pod uwagę moje ostatnie posty skierowane do Pana, czy w ostatnich wątkach. > Oczywiście same organizmy ewoluowały w związku z mutacją genów, ale te mutacje były tak samo zdeterminowane uprzednim ruchem pewnych ilości związków chemicznych, z których składa się DNA, jak formowanie się skał.> Jest to wszystko oczywiście niecelowe - o żadnym celu w sensie "sensu" niczego nie wiemy. Byłoby to również nieprzewidywalne dla umysłu ludzkiego, nawet gdyby mógł on być świadkiem tych wydarzeń - z racji braku wiedzy o wszystkich działających jednocześnie siłach. Było to jednak w pełni zdeterminowane na zasadach Newtona.> (Poproszę osoby lepiej znające się na temacie o zweryfikowanie tego, co tu napisałem)Jednak - może najpierw trochę osobistego wysiłku przy weryfikacji tego co się pisze. Są książki, jest internet. Podsyłam Panu bibliografię i linki, ale brakuje Panu czasu na lektury, tak jest Pan zajęty pisaniem. Stać Pana na znacznie więcej Panie Macieju. Ja też chciałbym czegoś się od Pana nauczyć. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >Nie lubię się wypowiadać na tematy, w których mam niewiele do powiedzenia, a do nich należy fizyka i matematyka. Staram się coś z tych zagadnień zrozumieć, ale jestem w tym zakresie profanem. W liceum miałem jeszcze rozszerzoną matematykę, jednak po maturze prawie w ogóle nie zajmowałem się ani matematyką, ani naukami przyrodniczymi. Sądzę jednak, że istnieje - nawet dla mnie - pewna możliwość refleksji w kwestii "losowości", która wymaga jedynie zupełnie podstawowego rozumienia fizyki klasycznej, a w zasadzie tylko uważnej obserwacji konkretnych zjawisk. >Zmienność genetyczna jest losowa, nieprzewidywalna, różnokierunkowa >>Oczywiście, że jest nieprzewidywalna i różnokierunkowa. Co jednak znaczy "losowa"? >>Jeśli mamy bęben z kulkami w toto-lotku, to przecież pobranie danych sześciu kulek zależy ściśle od pozycji wyjściowej kulek i ruchu bębna. >Nie, nie zależy. >(Oczywiście można fałszując założenia doprowadzić do pożądanego wyniku, ale wtedy nie będzie to zmienność losowa.) Nie chodzi mi o fałszerstwo. Proponuję Panu przeanalizowanie mojej następującej refleksji:
Wyobraźmy sobie, że podrzucamy monetą i chwytamy ją do ręki.
Wariant 1: Przy pewnej, niewielkiej wprawie jesteśmy w stanie wyważyć podrzut i podkręcenie w ten sposób, że moneta wykona w powietrzu dokładnie pół obrotu i spadnie na drugą stronę - z orła przerzuci się na reszkę. W tej sytuacji wylądowanie monety na danej stronie zależy od naszego ruchu ręką i jesteśmy to w stanie kontrolować.
Wariant 2: Wyrzucamy monetę wysoko do góry, mocniej ją przy tym podkręcając. Moneta wykonuje w powietrzu kilka pełnych, szybkich obrotów i łapiemy ją do ręki. Dopóki nie otworzymy zaciśniętych palców, nie będziemy wiedzieli, która strona monety się nam ukaże.
Czym się różni wariant drugi od pierwszego? W obydwu przypadkach zasadniczo działają te same siły fizyczne. Nie ma również różnicy, jeśli chodzi o przyczynę ruchu monety. Jest nią za każdym razem wyrzut z ręki przy jednoczesnym podkręceniu. Skoro tak, to również w tym drugim przypadku musimy uznać, że ruch monety - i ostatecznie strona, na którą upadnie - zależy od naszego ruchu ręką.
Różnica polega na tym, że w tym drugim przypadku nadaliśmy monecie takiego podkręcenia i szybkości, że nie byliśmy w stanie kontrolować jej ruchu i nie mogliśmy przewidzieć na którą stronę upadnie.
Obiektywnie rzecz biorąc - z punktu widzenia fizyki (w rozumieniu - jak sądzę - nie przekraczającym Pańskich, ani nawet moich możliwości) - w obydwu przypadkach mamy zasadniczo i jakościowo do czynienia z tym samym zjawiskiem. Ruch monety w powietrzu - a więc ilość obrotów - czyli również strona, na którą upadnie moneta zależy od siły użytej przy wyrzucie i podkręcaniu. W drugim przypadku ta siła jest trochę większa, ale nie zmienia to faktu, że przyczyną lądowania na konkretnej stronie jest w obydwu przypadkach wyrzut (i moment pochwycenia). Różnica polega wyłącznie na tym, że w wariancie pierwszym jesteśmy w stanie osiągnąć zamierzony rezultat zgodnie z naszą wolą, poprzez odpowiednie "wyczucie" wyrzutu, natomiast w drugim wariancie tracimy kontrolę nad monetą, gdyż siła z jaką ją wyrzucamy jest zbyt duża, by móc kontrolować ilość obrotów.
Chyba możemy dojść do wstępnego wniosku, że w obydwu przypadkach rezultat jest fizycznie zdeterminowany siłą, z jaką rzucamy monetą (i momentem pochwycenia), z tą różnicą, że w drugim przypadku nie możemy go przewidzieć.
Warto się w tym miejscu zastanowić nad tym, dlaczego nie potrafimy przewidzieć rezultatu w drugim wariancie. Sądzę, że przyczyna tkwi tu w naszych zdolnościach manualnych, a także obliczeniowych. W pierwszym wariancie potrafimy na tyle dokładnie obliczyć potrzebną siłę, by użyć jej z odpowiednią precyzją - tak, aby moneta spadła na zamierzoną przez nas stronę. W drugim wariancie nie dysponujemy już "w palcach" (ani w mózgu) taką precyzją. Sądzę jednak, że przy pewnym treningu można by poszerzyć ten zakres kontroli i z wprawą wykonywać rzuty, w których moneta wykona np. jeden pełny obrót, albo nawet półtora.
Jak widać to nasza sprawność decyduje w tym przykładzie o tym, co leży w naszej mocy, a co pozastawiamy przypadkowi.
CDN.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Bogusławski: Nie lubię się wypowiadać na tematy, w których mam niewiele do powiedzenia, a do nich należy fizyka i matematyka. Staram się coś z tych zagadnień zrozumieć, ale jestem w tym zakresie profanem.> W liceum miałem jeszcze rozszerzoną matematykę, jednak po maturze prawie w ogóle nie zajmowałem się ani matematyką, ani naukami przyrodniczymi.Miałem "normalną" matematykę w "jedenastolatce" zdałem ją na cztery i na czwórkę zdałem maturę. Dalej matematyka cieszyła się moim zainteresowaniem tylko tyle o ile była konieczną do zrozumienia interesujących mnie tematów. > Sądzę jednak, że istnieje - nawet dla mnie - pewna możliwość refleksji w kwestii "losowości", która wymaga jedynie zupełnie podstawowego rozumienia fizyki klasycznej, a w zasadzie tylko uważnej obserwacji konkretnych zjawisk.Tak Pan sądzi? To dobrze. Zmienność genetyczna jest losowa, nieprzewidywalna, różnokierunkowa> Oczywiście, że jest nieprzewidywalna i różnokierunkowa. Co jednak znaczy "losowa"?portalwied(*)wolucji,haslo.html?drukuj=1#20portalwied(*)i_ewolucji,haslo.html?drukuj=1> Jeśli mamy bęben z kulkami w toto-lotku, to przecież pobranie danych sześciu kulek zależy ściśle od pozycji wyjściowej kulek i ruchu bębna.> >>>Nie, nie zależy.> >>>(Oczywiście można fałszując założenia doprowadzić do pożądanego wyniku, ale wtedy nie będzie to zmienność losowa.)> Nie chodzi mi o fałszerstwo.> Proponuję Panu przeanalizowanie mojej następującej refleksji:> Wyobraźmy sobie, że podrzucamy monetą i chwytamy ją do ręki.> Wariant 1:Nie jest losowy. > Wariant 2:Nie zna Pan przyczyn tego przypadku. > Czym się różni wariant drugi od pierwszego?Znajomością przyczyn. > W obydwu przypadkach zasadniczo działają te same siły fizyczne.Nie te same, a podobne. > Nie ma również różnicy, jeśli chodzi o przyczynę ruchu monety.Jest - choćby siła wyrzutu. Dalej wiatr itp. Gdy założy Pan stan idealny, to też będzie przyczyna i za każdym razem ten sam wynik. > strona, na którą upadnie - zależy od naszego ruchu ręką.Tak, będzie to podstawowa przyczyna. > Różnica polega na tym, że w tym drugim przypadku nadaliśmy monecie takiego podkręcenia i szybkości, że nie byliśmy w stanie kontrolować jej ruchu i nie mogliśmy przewidzieć na którą stronę upadnie.Bóg jest w stanie, precyzyjna maszyna w ściśle określonych parametrach też jest w stanie (w ściśle określonych parametrach zawsze musi być ten sam wynik), a tylko my jesteśmy niedoskonali. > Wyłącznie brak posiadania przez człowieka odpowiedniej precyzji decyduje o tym, że nie potrafimy pokierować rozbiciem tak, by przewidzieć jak rozmieszczą się bile wskutek tego uderzenia.> Proszę zauważyć, że toto-lotek jest rodzajem bilarda. Wprawdzie zamiast kija mamy bęben, a zamiast łuz - pobierak - jednak pozostały charakter gry jest podobny. Kulki z cyferkami ulegają wymieszaniu, ale ich ruch w każdym danym momencie jest zdeterminowany poprzednim odbiciem. Na tej samej zasadzie mózg żachwy i człowieka jest podobnym urządzeniem. Do obliczenia jest tu prawdopodobieństwo trafienia w totolotka, które w jednym "strzale" wynosi około 1 : 14000000, czyli jeden do czternastu milionów, co zostało wyliczone, ale nie jest możliwym wyliczenie, które to będą konkretne liczby - choćby ze względu na zbyt wiele składowych. Dlatego właśnie ta gra nazywana jest losową. Ale prościej! Niech Pan tu przewidzi czy będzie "orzeł czy reszka"? [Załącznik]> Mutacje mają więc swoje ściśle fizyczne przyczyny - które są jednak dla człowieka każdorazowo nieprzewidywalne ze względu na jego ograniczone zdolności w zakresie precyzyjności przy określaniu i obliczaniu decydujących w tym zakresie sił przyrody.Mnie Pan nie przekonał, że w mutacjach nie biorą udziału przyczyny losowe i wszystko jest tam zdeterminowane przez Boga, a tylko człowiek nie może przewidzieć skutku. > To z braku tej precyzyjności może mu tu tylko służyć rachunek prawdopodobieństwa.Rachunek prawdopodobieństwa nie określa nam konkretnego losowego wyniku. > Chętnie przeczytam - jeśli jednak dobrze wnioskuję z tytułu - to ja nigdzie nie mówiłem ani o planie, ani o celowości w przyrodzie.> >>>Tak, nie mówił Pan, a o czym Pan tu mówił?> O przyczynach i skutkach. Zgadzam się z Panem, że zasada przyczyny i skutku nie musi być uniwersalna, ale w fizyce klasycznej trudno mi dostrzec wyjątki. Tak więc również biologia nie jest z tej zasady wyłączona.Ja - poza pytaniami - staram się nie wchodzić w dyskusje fizyczno-matematyczne. Fizyka jest nauką przyrodniczą zajmującą się badaniem właściwości i przemian materii i energii oraz oddziaływań między nimi dlatego i biologia nie jest z fizyki wyłączoną, ale jak Pan myśli po co wydzielono z fizyki chemię, biochemię, biologię itd.? > Wiele tam mowy o losowości. Ale na czym ta losowość polega?Na niemożliwości określenia wyniku zdarzenia przed samym zdarzeniem, ale jeżeli w mutacjach uznamy, że jest tylko zjawisko "pseudolosowości", to wiele w moich poglądach nie zmieni. Zmieniłoby tylko stwierdzenie o celowości (szczególnie tej inteligentnej). > Do tej pory nie spotkałem argumentów, które obalałyby moją tezę, że przypadek jest tylko brakiem wiedzy lub umiejętności (manualnych lub obliczeniowych) człowieka przy określaniu wystarczająco precyzyjnie przyczyn danych zjawisk, by móc przewidzieć skutki.Te, które tu przedstawiam dla mnie są przekonywujące i wystarczające. Nie podejmuję się przekonać Pana, gdyż jak napisałem brak mi w tej tematyce wystarczającej wiedzy. Może włączą się w rozmowę osoby bardziej kompetentne. Liczę na to!
@@@ CDN.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > >Do tej pory nie spotkałem argumentów, które obalałyby moją tezę, że przypadek jest tylko brakiem wiedzy lub umiejętności (manualnych lub obliczeniowych) człowieka przy określaniu wystarczająco precyzyjnie przyczyn danych zjawisk, by móc przewidzieć skutki.> Te, które tu przedstawiam dla mnie są przekonywujące i wystarczające. Nie podejmuję się przekonać Pana, gdyż jak napisałem brak mi w tej tematyce wystarczającej wiedzy.> Może włączą się w rozmowę osoby bardziej kompetentne. Liczę na to!Jedna osoba, którą jak sądzę, byłby Pan w stanie uznać za kompetentną już się w pewnym sensie do rozmowy włączyła: "Czytelnik 'Fizyk' oddał na Ciebie głos pozytywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Ateizm - nadaje sens? Jest indywidualny?' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,492101#w505850" "Czytelnik 'Fizyk' oddał na Ciebie głos pozytywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Ateizm - nadaje sens? Jest indywidualny?' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,492101#w505853" Aczkolwiek oczywiście na razie nie znamy uzasadnienia tych ocen, a poza tym również Pan Fizyk może się czasem mylić, a Pan mieć rację (tym bardziej, że w wielu miejscach wcale nie widzę wielkich rozbieżności między Pańskim i moim stanowiskiem). Byłbym jednak nieszczery, gdybym nie przyznał, że mnie plusy Pana Fizyka raczej utwierdzają w przekonaniu, że przynajmniej jakichś poważnych błędów w mojej argumentacji nie było. P.S. > Mnie Pan nie przekonał, że w mutacjach nie biorą udziału przyczyny losowe i wszystko jest tam zdeterminowane przez Boga, a tylko człowiek nie może przewidzieć skutku.Sądzę, że Boga sobie można wymyślić zawsze - zarówno w determiniźmie (jako pierwszą przyczynę), jak i w indeterminiźmie. Moim zdaniem w indeterminiźmie może On nawet łatwiej ingerować w świat. Wszędzie tam, gdzie nie znamy dalszej przyczyny można widzieć Jego dzieło. Nie wiem co to są "PRZYCZYNY LOSOWE". Może chodzi tylko o przyczyny nieprzewidywalne, np. ze względu na ilość oddziałujących czynników, lub na brak możlwiości ich precyzyjnego określenia? W ogóle nie wiem, czym miałby być "los". To chyba coś na kształt Boga. Pozdrawiam serdecznie!
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Aczkolwiek oczywiście na razie nie znamy uzasadnienia tych ocen, a poza tym również Pan Fizyk może się czasem mylić, a Pan mieć rację (tym bardziej, że w wielu miejscach wcale nie widzę wielkich rozbieżności między Pańskim i moim stanowiskiem).> Byłbym jednak nieszczery, gdybym nie przyznał, że mnie plusy Pana Fizyka raczej utwierdzają w przekonaniu, że przynajmniej jakichś poważnych błędów w mojej argumentacji nie było.Gratuluję plusów od Pana Fizyka! Tak, jego poglądy dotyczące fizyki i matematyki mają dla mnie duże znaczenie. Natomiast czasem bardzo mi brakuje Jego merytorycznego włączenia się w dyskusję z racjonalną argumentacją połączonej z dużą wiedzą. > P.S.> >>>Mnie Pan nie przekonał, że w mutacjach nie biorą udziału przyczyny losowe i wszystko jest tam zdeterminowane przez Boga, a tylko człowiek nie może przewidzieć skutku.> Sądzę, że Boga sobie można wymyślić zawsze - zarówno w determinizmie (jako pierwszą przyczynę), jak i w indeterminizmie. Moim zdaniem w indeterminizmie może On nawet łatwiej ingerować w świat.Tak, Boga i przyczynę post factum zawsze sobie wymyślić można. > Wszędzie tam, gdzie nie znamy dalszej przyczyny można widzieć Jego dzieło.Raczej wcześniej niż "dalszej" przyczyny. > Nie wiem co to są "PRZYCZYNY LOSOWE".> Może chodzi tylko o przyczyny nieprzewidywalne, np. ze względu na ilość oddziałujących czynników, lub na brak możliwości ich precyzyjnego określenia?Panie Macieju, nie pretenduję do fachowości autorów haseł w Wikipedii: Losowość w biologii Teoria ewolucji wyjaśnia obserwowaną różnorodność życia kumulowaniem się losowych mutacji w puli genowej populacji, które nie miały ze sobą kontaktu. Pod wpływem różnych presji selekcyjnych z losowych mutacji wybierany jest inny zestaw cech i w efekcie populacje z upływem czasu są coraz mniej do siebie podobne.
Wygląd pojedynczego organizmu jest częściowo zdeterminowany (przez geny i środowisko), a częściowo losowy. Przykładowo geny i ilość światła określa gęstość piegów na skórze, ale ich dokładne położenie jest losowe. Geny nie determinują również linii papilarnych ani wzoru tęczówki (różnią się one u bliźniaków jednojajowych). pl.wikiped(*)9Bć&action=edit§ion=3Cieszę się, gdy ich rozumiem. To Pan ich stwierdzenia kwestionuje i na Panu spoczywa przedstawienie racjonalnych kontrargumentów. Myślę, iż autor rozumiał co to znaczy losowość i raczej nie utożsamiał jej z Bogiem. > W ogóle nie wiem, czym miałby być "los". To chyba coś na kształt Boga.Losowość - w potocznym znaczeniu brak celu, przyczyny, porządku lub przewidywalnego zachowania. Losowy proces to proces, którego wyniki nie dają się dokładnie przewidzieć, a jedynie można opisać ich rozkład.
W matematyce i statystyce termin ten można formalnie zdefiniować jako zachowanie dokładnie opisywane pojęciem zmiennej losowej, pozbawione korelacji i innych przewidywalnych cech. pl.wikipedia.org/wiki/LosowośćWytłumaczenie Panu tego czym jest losowość przekracza moje zdolności intelektualne i dydaktyczne. Wikipedia: Proces stochastyczny - rodzina zmiennych losowych określonych na pewnej przestrzeni probabilistycznej o wartościach w pewnej przestrzeni mierzalnej. Najprostszym przykładem procesu stochastycznego jest wielokrotny rzut monetą: dziedziną funkcji jest zbiór liczb naturalnych (liczba rzutów), natomiast wartością funkcji dla danej liczby jest jeden z dwóch możliwych stanów losowania (zdarzenie), orzeł lub reszka. Nie należy mylić procesu losowego, którego wartości są zdarzeniami losowymi, z funkcją, która zdarzeniom przypisuje wartość prawdopodobieństwa ich wystąpienia (mamy wówczas do czynienia z rozkładem gęstości prawdopodobieństwa). pl.wikipedia.org/wiki/Proces_stochastyczny Teoria prawdopodobieństwa (także rachunek prawdopodobieństwa lub probabilistyka) - dział matematyki zajmujący się zdarzeniami losowymi. Rachunek prawdopodobieństwa zajmuje się badaniem abstrakcyjnych pojęć matematycznych stworzonych do opisu zjawisk, które nie są deterministyczne: zmiennych losowych w przypadku pojedynczych zdarzeń oraz procesów stochastycznych w przypadku zdarzeń powtarzających się (w czasie). Jako matematyczny fundament statystyki, teoria prawdopodobieństwa odgrywa istotną rolę w sytuacjach, w których konieczna jest analiza dużych zbiorów danych. Jednym z największych osiągnięć fizyki dwudziestego wieku było odkrycie probabilistycznej natury zjawisk fizycznych w skali mikroskopijnej, co zaowocowało powstaniem mechaniki kwantowej.
Pomimo że wynik pojedynczego rzutu monetą lub kością do gry często z praktycznego punktu widzenia można uważać za nieprzewidywalny, jeżeli eksperyment taki powtórzony zostaje wielokrotnie, mogą pojawić się pewne prawidłowości i wzory statystyczne, które można badać i przewidzieć. Dwa przykłady takich prawidłowości, i kluczowe osiągnięcia rachunku prawdopodobieństwa, to prawo wielkich liczb oraz centralne twierdzenie graniczne. pl.wikiped(*)Teoria_prawdopodobieństwaBrak mi kompetencji do przełożenia tego na bardziej komunikatywny język oraz połączenia z pojęciem "losowości w biologii". Pan to chyba lepiej rozumie i dlatego dostał Pan plusy od Pana Fizyka. Ponownie szczerze gratuluję, choć plus nie jest jeszcze merytorycznym argumentem, a ja dalej pozostaję w przekonaniu, że Zmienność genetyczna jest losowa, nieprzewidywalna, różnokierunkowa, sama w sobie nie ma charakteru przystosowawczego, ale stanowi materiał dla zmian ewolucyjnych, jest bowiem źródłem różnorodności podlegającej doborowi naturalnemu. Bez zmienności genetycznej nie byłoby dziedzicznych różnic w zdolności do reprodukcji, tym samym nie byłoby selekcji naturalnej.Czyli nadal jesteśmy w punkcie wyjściowym naszej rozmowy. Pozdrawiam serdecznie! @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | Panie Andrzeju, po pierwsze chciałbym Panu podziękować za linki i opracowania, które Pan zamieszcza w swoich postach. Bardzo wiele z nich skorzystałem i choć nie zawsze nadążam z ich lekturą, to liczę na nie również w przyszłości. (Ostatnio bardzo do gustu przypadł mi w kontekście etyki Russell.).
Powracając do kwestii losowości: Sądzę, że nasze niezrozumienie w tej dziedzinie bierze się stąd, że Pan jest bardzo oczytanym człowiekiem, a ja tylko trochę kombinuję na chłopski rozum.
>>Nie wiem co to są "PRZYCZYNY LOSOWE". >>Może chodzi tylko o przyczyny nieprzewidywalne, np. ze względu na ilość oddziałujących czynników, lub na brak możliwości ich precyzyjnego określenia? >Panie Macieju, nie pretenduję do fachowości autorów haseł w Wikipedii: >[color=blue] Losowość w biologiiTeoria ewolucji wyjaśnia obserwowaną różnorodność życia kumulowaniem się losowych mutacji w puli genowej populacji, które nie miały ze sobą kontaktu. Pod wpływem różnych presji selekcyjnych z losowych mutacji wybierany jest inny zestaw cech i w efekcie populacje z upływem czasu są coraz mniej do siebie podobne. >Wygląd pojedynczego organizmu jest częściowo zdeterminowany (przez geny i środowisko), a częściowo losowy. >Cieszę się, gdy ich rozumiem. To Pan ich stwierdzenia kwestionuje i na Panu spoczywa przedstawienie racjonalnych kontrargumentów. Najlepsze jest to, że jakkolwiek parę razy być może - w pewnym sensie - ostro wyraziłem się na temat koncepcji "losowości", to ja w żadnym razie nie kwestionuję tych przytoczonych przez Pana tu stwierdzeń. W pełni je akceptuję i uznaję za całkowicie poprawne. Ja jednak pytam dalej: losowość? Ale co dokładnie się tam dzieje z badaną materią (tzn. ciałami fizycznymi)? Skąd biorą się takie, a nie inne skutki? Przecież to nie "losowość" może być każdorazowo wyjaśnieniem, zwłaszcza jeśli pozostajemy w ramach (szeroko pojętej) fizyki klasycznej.
Proszę sobie wyobrazić, że samochód wpada w poślizg na śliskiej nawierzchni, rzuca nim dookoła, a następnie samochód uderza w drzewo. Na szczęście nikomu się nic nie stało. Przyjeżdża policja i pyta kierowcę jak doszło do wypadku. A kierowca odpowiada: "PRZYPADKOWO". Odpowiedź jest równie poprawna, co kompletnie niczego nie tłumacząca.
Jeśli spojrzymy na wypadki samochodowe w ogólności, to oczywiście można powiedzieć, że np. kształt odgięć w karoserii zależy od przypadku - jest losowy, a to dlatego, że wiele aut (nawet tego samego modelu) może w podobnych warunkach doznać zupełnie różnych wgnieceń. Jednak w żaden sposób nie przeczy to faktowi, że przy każdym konkretnym wypadku oddziaływały - wskutek konkretnych w danej sytuacji przyczyn, np. poślizgu w związku z nadmierną prędkością i innymi konkretnymi (choć trudnymi do precyzyjnego określenia) czynnikami - bardzo konkretne siły, które w sposób całkowicie zdeterminowany doprowadziły do dokładnie takich, a nie innych odgięć.
Jeśli ktoś się potknie na chodniku, to można powiedzieć, że był to przypadek. Jednak przyczyny, które do tego doprowadziły, a więc go zdeterminowały są możliwe do stwierdzenia i najczęściej dość jasne - np. nierówny chodnik i zagapienie się przechodnia.
Może Pan powiedzieć że przeskok od tego rodzaju codziennych przykładów do mutacji genów jest nieuprawniony. Moim zdaniem jest jak najbardziej uprawniony, a to dlatego, że powyższe przykłady dość wyraźnie ukazują, iż ja w pełni akceptując fakt, że mutacje w ogólności zachodzą losowo podkreślam jednocześnie, że każda z tych mutacji ma przecież swą fizyczną przyczynę, leżącą w ruchu materii, z jakiej składa się DNA: "następuje zamiana sekwencji zasad nukleinowych" Ta zmiana sekwencji zasad wynika z konkretnej, fizycznej przyczyny. Nie przeskakuje "tak sobie" - bez przyczyny (bo nie mówimy tu o fizyce kwantowej), tylko jest zdeterminowana właśnie oddziaływaniami fizycznymi w tymże DNA. Niestety brakuje mi tu wiedzy, żeby dokładnie nazwać te oddziaływania i tu ewentualnie prosiłbym o podpowiedzi. Jednak jest dla mnie oczywiste, że w każdym razie muszą istnieć konkretne "ruchy materii", które skutkują ową zmianą sekwencji zasad nukleinowych. Mówimy o tych mutacjach, że są losowe, bo za każdym razem zamianie podlegają jakieś inne sekwencje, a odbywa się to w sposób nieprzewidywalny. Jednak przyczyny tych zamian wynikają z fizycznych ruchów ciał.
Można to porównać do rzutu kostką, gdzie wynik jest losowy, ale zależy przecież od takiej siły, z jaką została rzucona kostka (a ponadto od oporu stawianego przez stół oraz grawitacji - sprawiającej, że kostka w ogóle spadła w dół i ostatecznie stanęła - a także ewentualnie dodatkowych przyczyn, jak opór powietrza).
Tak więc losowość w żadnym wypadku nie przeczy determinizmowi, bo przecież każdy przypadek ma swoją przyczynę lub wiele przyczyn (Pana kontrprzykład z jądrem uranu podpada mi już raczej pod fizykę kwantową - tam rzeczywiście - o ile się nie mylę - może nie być przyczyn) CDN.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Sądzę, że nasze niezrozumienie w tej dziedzinie bierze się stąd, że Pan jest bardzo oczytanym człowiekiem, a ja tylko trochę kombinuję na chłopski rozum.Lubię mądre książki i przeczytałem ich sporo, ale jest to tylko kropla w oceanie wiedzy. Dlatego bardzo podoba mi się powiedzenie. "Uczę się aby poznać obszary własnej niewiedzy". Dziś zdaje sobie sprawę jak są one ogromne. > Najlepsze jest to, że jakkolwiek parę razy być może - w pewnym sensie - ostro wyraziłem się na temat koncepcji "losowości", to ja w żadnym razie nie kwestionuję tych przytoczonych przez Pana tu stwierdzeń. W pełni je akceptuję i uznaję za całkowicie poprawne. Ja jednak pytam dalej: losowość? Ale co dokładnie się tam dzieje z badaną materią (tzn. ciałami fizycznymi)? Skąd biorą się takie, a nie inne skutki? Przecież to nie "losowość" może być każdorazowo wyjaśnieniem, zwłaszcza jeśli pozostajemy w ramach (szeroko pojętej) fizyki klasycznej.> Proszę sobie wyobrazić, że samochód wpada w poślizg na śliskiej nawierzchni, rzuca nim dookoła, a następnie samochód uderza w drzewo. Na szczęście nikomu się nic nie stało. Przyjeżdża policja i pyta kierowcę jak doszło do wypadku. A kierowca odpowiada: "PRZYPADKOWO".Proszę sobie wyobrazić, że nie jest możliwym - w przewidywalnej przyszłości - zbudowanie inteligentnej maszyny, która mogła by przewidzieć wynik (zestaw sześciu liczb z czterdziestu dziewięciu) konkretnego losowania ze względu na ilość podlegających temu wyliczeniu prostych (kilku, czy kilkunastu) parametrów. Proszę sobie wyobrazić skręconą drabinkę o około 3 miliardach szczebelków, w której kolejność jest sposobem kodowania informacji. Na ich układ wpływają różne regulatory (nie do końca rozpoznane) zależne od różnych (często efemerycznych) czynników. Losowanie totolotka przy zmienności genetycznej jest niewyobrażalnie prostym, wręcz prymitywnym, procesem. Wiem, że Pan Bóg błyskawicznie to wszystko zliczyć potrafi biorąc pod uwagę wszelakie czynniki i to dla wszystkich istot kiedykolwiek żyjących we wszechświecie, ale ja patrzę na to z ludzkiej perspektywy i "przyczyna losowa" jest dla mnie tu najjaśniejszym i najbardziej precyzyjnym wyjaśnieniem. Pan Fizyk: "Przyczyny losowe" to taki wygodny oksymoron pozwalający rozciągnąć myślenie przyczynowo-skutkowe nawet do sytuacji, w których ono zawodzi. Idąc tym wygodnym tropem, wszelką losowość można uważać za wynik jedynie naszej niepełnej wiedzy o świecie. Całkiem poprawnie można uważać, że przyszła historia całego świata jest dokładnie ustalona i nic tej przyszłości nie może zmienić. A nasze wrażenie posiadania "wolnej woli" wynika jedynie z konieczności podejmowania decyzji w obliczu tej niepełnej wiedzy, którą skrótem myślowym redukujemy do "przyczyn losowych".
Dla większości ludzi (którzy kiedykolwiek zastanawiali się nad determinizmem i losowością) tak konsekwentny obraz przyczynowo-skutkowego świata, w którym nawet przeznaczenie Twojej śmierci jest zafiksowane co do minuty, jest obrazem tak ponurym, że wolą pocieszać się jakąś formą dualizmu. Jednak, czy to robi jakąś praktyczną różnicę, jeżeli tej minuty nie znamy i nie możemy poznać? Ta różnica jest filozoficzna, a nie naukowa. www.racjon(*).php/z,0/d,17/s,492101#w506137Nie mam ochoty dyskutować ile diabłów mieści się na główce szpilki.> W ogólności mutacje są nieprzewidywalne i dlatego losowe, ale każda konkretna mutacja jest w pełni zdeterminowana, na takiej samej zasadzie jak kostka do gry, gdzie wyniku nie da się przewidzieć, ale jest on zdeterminowany siłą wyrzutu.Jestem zwolennikiem redukcjonizmu, ale nie absurdyzmu. Zupełnie nie jest uprawnionym zestawianie tych przypadków. Choć weźmy ten prymitywny. Pan twierdzi, że wynik jest zdeterminowany siłą wyrzutu, a sposób trzymania kostki nie na znaczenia, a gęstość powietrza, a siła oporu po której toczy się kostka? Naprawdę tylko siła wyrzutu? Czy kostki wyrzuca maszyna czy człowiek? Gdyż jeżeli człowiek, to na rzut też wpływają przeróżne losowe czynniki. I tak dalej. Nie dostałem też odpowiedzi o przyczynę rozpadu alfa. Masz Pan kawałek uranu 238. Jedno jądro się rozpadło a miliony innych nie. Dlaczego akurat to jedno? [Załącznik] A to takie prościutkie "dlaczego"? PS. Analiza procesów od skutków do przyczyn jest w miarę łatwa (tym bardziej, że pominięcie czynników - poza niewiedzą - nie powoduje innych skutków). Gorzej jest poprowadzić skomplikowany proces poczynając od budowy przyczyn (wszystkich składowych), gdy pominięcie zdawałoby się jakiejś trzeciorzędnej przyczyny przynosi zupełnie inny od oczekiwanego wynik.
Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > > Ja jednak pytam dalej: losowość? Ale co dokładnie się tam dzieje z badaną materią (tzn. ciałami fizycznymi)? Skąd biorą się takie, a nie inne skutki? Przecież to nie "losowość" może być każdorazowo wyjaśnieniem, zwłaszcza jeśli pozostajemy w ramach (szeroko pojętej) fizyki klasycznej.[...]> Proszę sobie wyobrazić, że nie jest możliwym - w przewidywalnej przyszłości - zbudowanie inteligentnej maszyny, która mogła by przewidzieć wynik (zestaw sześciu liczb z czterdziestu dziewięciu) konkretnego losowania ze względu na ilość podlegających temu wyliczeniu prostych (kilku, czy kilkunastu) parametrów.Tak, oczywiście. Właśnie o tym mówiłem. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć (lub obliczyć) z odpowiednią precyzją tych wszystkich czynników, które jednak obiektywnie w przyrodzie zaistnieją i doprowadzą do skutku w postaci wyników losowania. W ramach fizyki klasycznej to właśnie ze względu na ową ludzką nieumiejętność mówimy o losowości. > Proszę sobie wyobrazić skręconą drabinkę o około 3 miliardach szczebelków, w której kolejność jest sposobem kodowania informacji. Na ich układ wpływają różne regulatory (nie do końca rozpoznane) zależne od różnych (często efemerycznych) czynników.Oczywiście. Ja tylko chiałem podkreślić istnienie tych regulatorów i tych czynników, nawet jeśli są efemeryczne. > Losowanie totolotka przy zmienności genetycznej jest niewyobrażalnie prostym, wręcz prymitywnym, procesem.Jeśli mówi Pan o procesach fizycznych, które leżą u podstaw materialnych zjawisk, o których tu mówimy, to są to wręcz dwa zupełnie nieprzystające do siebie światy. Jeśli jednak sprowadza Pan obydwa te światy do zagadnienia LOSOWOŚCI, to różnica polega wyłącznie na wartościach liczb, które podlegają podstawieniu w odpowiednich wzorach rachunku prawdopodobieństwa. Natomiast podobieństwo polega na tym, że w jednym i drugim przypadku mówimy o losowości, a także w jednym i w drugim przypadku istnieją fizyczne przyczyny, które powodują określone efekty. > Wiem, że Pan Bóg błyskawicznie to wszystko zliczyć potrafi biorąc pod uwagę wszelakie czynniki i to dla wszystkich istot kiedykolwiek żyjących we wszechświecieOn ma być wszechmocny, więc dla niego to pikuś. Ja w to trochę wątpię i mi wystarczy, że tak właśnie zadziałała natura - że właśnie w ten, a nie inny sposób stworzyła ziemię, na której powstały te a nie inne warunki i na której dalej tak, a nie inaczej rozwinęło się życie. O dokładnych przyczynach tego "tak, a nie inaczej" informuje nas nauka. Oczywiście życie mogłoby się równie dobrze rozwinąć zupełnie inaczej, albo w ogóle nie powstać, ale tak się akurat u nas nie zdarzyło. W przyrodzie wystapiły konkretne przyczyny, wskutek których tak to się rozwinęło, choć nie znamy ich wszystkich w każdym szczególe. > -, ale ja patrzę na to z ludzkiej perspektywy i "przyczyna losowa" jest dla mnie tu najjaśniejszym i najbardziej precyzyjnym wyjaśnieniem.Maceox napisał w kwestii "przyczyn losowych": Cytat:Nie wiem co to są "PRZYCZYNY LOSOWE" > Pan Fizyk: Cytat:"Przyczyny losowe" to taki wygodny oksymoron pozwalający rozciągnąć myślenie przyczynowo-skutkowe nawet do sytuacji, w których ono zawodzi. Oksymororon: Oksymoron (z gr. oksýmōron, od oksýs ostry i mōros głupi), antylogia, epitet sprzeczny - figura retoryczna, którą tworzy się przez zestawienie wyrazów o przeciwstawnych znaczeniachA jednak, jednocześnie: Ciekawostką jest, że niektóre oksymorony wchodzą do powszechnego użycia, tracąc swoje paradoksalne, sprzeczne znaczenie. Takimi wyrażeniami są np. "wirtualna rzeczywistość", "ciepłe lody" czy "zimne ognie".Ostatecznie przyznaję więc, że jest w tym wyrażeniu sens. Przeszłość już się wydarzyła i wydaje się nam (powiedzmy nawet, że mi tylko), że to taki prosty ciąg przyczyn i skutków do obecnego stanu doprowadził. Tymczasem, gdy spojrzymy w przyszłość, to nawet prognoza pogody jest niepewna. Tak więc przyznaję, że "przyczyny losowe" są wyrażeniem całkiem sensownie oddającym pewien uzasadniony punkt widzenia rzeczywistości. Aczkolwiek jest to już pewna refleksja, a nie opis konkretnych ruchów, które w obiektywnej rzeczywistości zachodziły w materii. Pan Fizyk: Idąc tym wygodnym tropem, wszelką losowość można uważać za wynik jedynie naszej niepełnej wiedzy o świecie. [...]Tak właśnie twierdzę, aczkolwiek nie jestem aż tak bardzo wygodny i uznaję, że w ramach fizyki kwantowej losowość może być nie tyle wynikiem niepełnej niewiedzy o obiektywnie istniejących w przyrodzie przyczynach, ale również wynikiem niewiedzy, w kwestii tego, czy w ogóle istnieją jakieś zdeterminowane przyczyny zjawisk kwantowych. Uznaję, że może tu zachodzić indeterminizm. CDN.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Dalej chce Pan dyskutować w problematyce, w której czuję się z racji niewielkiej wiedzy (fizyczno-matematycznej) bardzo niepewnie.> >>>Proszę sobie wyobrazić, że nie jest możliwym - w przewidywalnej przyszłości - zbudowanie inteligentnej maszyny, która mogła by przewidzieć wynik (zestaw sześciu liczb z czterdziestu dziewięciu) konkretnego losowania ze względu na ilość podlegających temu wyliczeniu prostych (kilku, czy kilkunastu) parametrów.> Tak, oczywiście. Właśnie o tym mówiłem.A gdzie? > Nie jesteśmy w stanie przewidzieć (lub obliczyć) z odpowiednią precyzją tych wszystkich czynników, które jednak obiektywnie w przyrodzie zaistnieją i doprowadzą do skutku w postaci wyników losowania.W bardzo prostym procesie o niewielkiej liczbie składowych. > W ramach fizyki klasycznej to właśnie ze względu na ową ludzką nieumiejętność mówimy o losowości.Czy to tylko ludzka nieumiejętność? Możliwe, ale ja wątpię. Wspomniałem o mocy wyliczeniowej, a teraz dalej - proszę pomyśleć tylko o 49 znacznikach i specjalnej kamerze śledzącej ich ruch. Teraz proszę o wyznaczenie konkretnego momentu "zamrożenia" całości, tak aby podać konkretny wynik, który zdarzy się natychmiast po "odmrożeniu", a następnie całość powtórzyć, gdyż tylko wtedy to ma sens. Gdy nie możemy zdarzenia precyzyjnie powtórzyć (odtworzyć) to dalej jest to po prostu zjawisko losowe.> >>>Proszę sobie wyobrazić skręconą drabinkę o około 3 miliardach szczebelków, w której kolejność jest sposobem kodowania informacji. Na ich układ wpływają różne regulatory (nie do końca rozpoznane) zależne od różnych (często efemerycznych) czynników.> Oczywiście. Ja tylko chciałem podkreślić istnienie tych regulatorów i tych czynników, nawet jeśli są efemeryczne.Nic Pan o nich nie pisał, a daję Panu słowo, że jest to proces jeszcze bardziej złożony niż napisałem i dopiero trochę go poznajemy. Ale tu jest pytanie, czy te efemeryczne regulatory musiały się tam znaleźć, czy znalazły się tam tylko przypadkowo (losowo)? Gdyż jeżeli znalazły się tylko przypadkowo, na co wskazuje dzisiejszy stan wiedzy, to już możemy mówić o przyczynach losowych i mnie to wystarczy. > >>>Losowanie totolotka przy zmienności genetycznej jest niewyobrażalnie prostym, wręcz prymitywnym, procesem.> Jeśli mówi Pan o procesach fizycznych, które leżą u podstaw materialnych zjawisk, o których tu mówimy, to są to wręcz dwa zupełnie nieprzystające do siebie światy.Nie proszę Pana - wyszliśmy od tego, że Pan zakwestionował - nie moje zresztą - stwierdzenie: "Zmienność genetyczna jest losowa, nieprzewidywalna, różnokierunkowa" Ja tylko staram się uświadomić Panu "Granice złożoności" (P. Conveney, R. Highfield), a Pan stara się znaleźć kontrargumenty w grze "w orła i reszkę", ewentualnie w bilarda. > Jeśli jednak sprowadza Pan obydwa te światy do zagadnienia LOSOWOŚCI, to różnica polega wyłącznie na wartościach liczb, które podlegają podstawieniu w odpowiednich wzorach rachunku prawdopodobieństwa.Nie nie sprowadzam tych światów tylko do zagadnienia losowości - odwrotnie cały czas pokazuję wielką złożoność tych procesów. Losowość jest tylko ich częścią. Natomiast Pan jest gotów wszystko policzyć, gdy po Davidzie Hilbercie jeszcze coś mądrego powiedział Kurt Gödel oraz Alan_TuringI na przykład Turing dowiódł, że istnieją liczby nieobliczalne i nie są one bynajmniej czymś rzadkim i niezwykłym. Przeciwnie, to raczej liczby obliczalne stanowią wyjątki. Ten zaskakujący wniosek oznacza, że wszystkie liczby, z którymi mamy do czynienia w praktyce - i które ze swej istoty muszą być obliczalne - stanowią tylko mikroskopijny podzbiór zbioru wszystkich liczb. Ogromna większość liczb jest nieosiągalna dla wszelkich maszyn liczących!
Możliwe, że kiedyś uniwersalny komputer kwantowy sobie z tym poradzi, ale do tego jeszcze daleka droga i jeszcze wcale zjawiska przypadku (losowości) nie wyjaśniająca. > Natomiast podobieństwo polega na tym, że w jednym i drugim przypadku mówimy o losowości, a także w jednym i w drugim przypadku istnieją fizyczne przyczyny, które powodują określone efekty.W złożoności ta sama przyczyna może przynieść różne skutki, na przykład gdy napotka różne katalizatory. > >>>Wiem, że Pan Bóg błyskawicznie to wszystko zliczyć potrafi biorąc pod uwagę wszelakie czynniki i to dla wszystkich istot kiedykolwiek żyjących we wszechświecie> [...] O dokładnych przyczynach tego "tak, a nie inaczej" informuje nas nauka. Oczywiście życie mogłoby się równie dobrze rozwinąć zupełnie inaczej, albo w ogóle nie powstać, ale tak się akurat u nas nie zdarzyło. W przyrodzie wystąpiły konkretne przyczyny, wskutek których tak to się rozwinęło, choć nie znamy ich wszystkich w każdym szczególe.Nauka, to nie religia i nie może nam wyjaśnić tego czego sama nie wie. Różnica pomiędzy najprostszymi formami życia, a materią z której są złożone jest zupełnie niewielka, ale ta niewielka różnica - jak na razie - jest dla nauki tamą. Znamy skutek i prawie wszystkie przyczyny, ale te "prawie" stanowi tu wielką różnicę. Co spowodowało (jaka była przyczyna), że w przyrodzie wystąpiły "konkretne przyczyny"? Pan Bóg czy przyczyna losowa. Jednostkowe (lub masowe) zbiegniecie się określonych okoliczności w określonym czasie. Nauka jeszcze nie wie jak konkretnie wtedy było, ale ja patrzę na to z ludzkiej perspektywy i "przyczyna losowa" jest dla mnie tu najjaśniejszym i najbardziej precyzyjnym wyjaśnieniem. CDN@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | Mam pewien kłopot w tym wątku, który polega na tym, że z jednej strony w ogólności się z Panem zgadzam i większość Pana stwierdzeń uważam za trafne, a z drugiej strony mam wrażenie, że nie w pełni udało mi się trafić do Pana z moimi refleksjami na temat losowości, które - jak sądzę - Pańskim poglądom wcale nie przeczą, a jedynie w pewnym zakresie je uzupełniają. Pan Fizyk ujął to tak: www.racjonalista.pl/forum.php/s,492101#w506137 Cytat:mam wrażenie, że obydwaj poprawnie rozumujecie, zwracając tylko uwagę na nieco inne aspekty tego samego problemu. Pozwolę sobię zatem przedstawić artykuł z niemieckiej Wikipedii pt. "Zufall', czyli "przypadek" (stanowiący odpowiednik polskiego hasła "losowość"). Artykuł wskazuje rozumienie tego słowa, które jest bardzo zbliżone do mojego: O przypadku mówimy, gdy danego zdarzenia lub zbiegu wielu zdarzeń nie da się wyjaśnić w sposób kauzalny. Jako kauzalne wytłumaczenia zdarzeń wchodzą w grę w pierwszej kolejności ogólne prawidłowości lub zamiary osób podejmujących działania. "Wytłumaczenie" czegoś jako przypadek stanowi zatem właśnie rezygnację z (kauzalnego) wytłumaczenia.
Gdy mowa o "przypadku" może konkretnie chodzić o następujące sytuacje:
1. Zdarzenie zachodzi obiektywnie bez przyczyny. 2. Zdarzenie zachodzi bez dostrzegalnej przyczyny. 3. Zachodzi zdarzenie, w przypadku którego znane są czynniki, których jednak nie można zmierzyć lub kontrolować, w związku z czym zdarzenie jest nieprzewidywalne. 4. Dwa zdarzenia nie pozostają względem siebie w (znanym) związku przyczynowym
Nie jest wiadome, czy istnieje przypadek w sensie wskazanym w pkt 1. Istnieją spekulacje, czy zjawiska kwantowe, takie jak rozpad radioaktywny należą do tego rodzaju przypadku, czy też chodzi tu być może jedynie o pomocnicze wyjaśnienie intuicyjnie niezrozumiałego procesu [odesłanie do dalszej części artykułu].
W sensie wskazanym w pkt 2. związek przyczynowy lub czynniki nie są wykazane bez luk, należy jednak założyć ich wystąpienie. Dlaczego gałąź wyrosła akurat w tym miejscu w drzewie, odmiennie niż w drzewie sąsiednim?
Przypadek w sensie wskazanym w pkt 3 odnosi się do typowych sytuacji gier losowych. Jest wytłumaczalne, dlaczego kulka w ruletce upadla właśnie na konkretną cyfrę. Jest to jednak mimo to nieprzewidywalne, ponieważ w sytuacji wyjściowej (rzut kulki) duży wpływ na ostateczny wynik mają minimalne, niezależne od woli odchylenia.
Przykładem dla przypadku w sensie pkt 4. jest następująca sytuacja: dwie osoby mają dwa numery telefonów. Okoliczność, czy osoba starsza, czy tez młodsza ma numer stanowiący większą liczbę stanowi przypadek.
Jeśli używa się słowa "przypadek" wówczas, gdy dla zaistnienia danej sytuacji końcowej nie można znaleźć wytłumaczenia w sytuacjach początkowych, to musi również obowiązywać co następuje: • Przy tej samej sytuacji początkowej może wystąpić wiele różnych sytuacji końcowych. • Brak jest dostrzegalnej przyczyny zajścia konkretnej sytuacji końcowej. • Przy powtarzaniu tej samej sytuacji początkowej mogą wystąpić różne sytuacje końcowe.
Klasycznym przykładem przypadku jest każdy rodzaj (niezmanipulowanych) gier losowych: Przy użyciu idealnej kostki może wystąpić dla każdego rzutu wartość od 1 do 6. Przed wyrzutem nie można przewidzieć, jaki będzie wynik. Brak jest wyjaśnienia dla zajścia wyniku w postaci konkretnej liczby.
Przypadek ma również znaczenie w fizyce i biologii. Rozkład jednego, danego atomu radioaktywnego nie jest przewidywalny. Przy rozmnażaniu płciowym informacje genetyczne rodziców podlegają nowym kombinacjom i to w sposób, którego nie da się uprzednio określić.
Przypadek ma także znaczenie w języku potocznym, gdy dane zdarzenie nie jest wytłumaczalne w sposób kauzalny. Pojęcie przypadku jest trudne do odgraniczenia od pojęć nieobliczalności lub nieprzewidywalności [odniesienie do odpowiednich haseł] i nie zawsze jest od nich odróżniane.Dalsza część artykułu dotyczy kwalifikacji przypadku w nauce, losowych procesów w przyrodzie (np. badanie systemów chaotycznych, fizyka kwantowa), relacji przypadku z wolną wolą, percepcji przypadku oraz przypadku w prawie. Z artykułem tym zgadzam się prawie całkowicie (choć i tu znalazła się moim zdaniem w jednym miejscu drobna nieścisłość), a za najbardziej trafne uważam cztery punkty wskazujące różne rodzaje przypadku i ich rozwinięcia. Sądzę, że ów artykuł z niemieckiej wikipedii mógłby posłużyć jako początek nowego wątku. Myślę, że warto by przedyskutować kwestię, jaka jest zależność pomiędzy wiedzą, determinizmem, indeterminizmem, a losowością. Zaproponowałbym może takie wstępne uporządkowanie tych terminów: 1. Istnieją zjawiska, o których wiemy, że są kauzalne, a więc są zdeterminowane. Mogą one być zarówno losowe, jak i nielosowe. Losowość jest w tym przypadku tylko subiektywnym punktem widzenia człowieka. 2. Istnieją ponadto zjawiska, o których nie wiemy, czy są kauzalne, a więc nie wiemy, czy są zdeterminowane. Przy aktualnym stanie wiedzy możemy je opisać jedynie jako losowe i nie wiemy, czy jest to tylko subiektywny punkt widzenia człowieka. Moim zdaniem w zakresie punktu 1 mieszczą się wszystkie te zjawiska, w których fizyka kwantowa nie gra roli. W ramach punktu 2 mieszczą się niektóre zjawiska kwantowe. Do tej pory napotykałem w moich poszukiwaniach dotyczących kwestii losowości możliwość istnienia "obiektywnego przypadku" jedynie w fizyce kwantowej. Jeśli jednak istnieją inne przykłady bardzo bym się ucieszył - być może udałoby się tym samym zwiększyć zakres naszej wolnej woli. W tym miejscu rzeczywiście należałoby liczyć na zabranie głosu przez osoby lepiej znające tę tematykę. Pozdrawiam serdecznie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Ciąg dalszy: . Maceox napisał w kwestii przyczyn losowych:Nie wiem co to są "PRZYCZYNY LOSOWE" Pan Fizyk:"Przyczyny losowe" to taki wygodny oksymoron pozwalający rozciągnąć myślenie przyczynowo-skutkowe nawet do sytuacji, w których ono zawodzi. . Oksymoron (z gr. oksýmōron, od oksýs ostry i mōros głupi), antylogia, epitet sprzeczny - figura retoryczna, którą tworzy się przez zestawienie wyrazów o przeciwstawnych znaczeniach> A jednak, jednocześnie:Ciekawostką jest, że niektóre oksymorony wchodzą do powszechnego użycia, tracąc swoje paradoksalne, sprzeczne znaczenie. Takimi wyrażeniami są np. "wirtualna rzeczywistość", "ciepłe lody" czy "zimne ognie".> Ostatecznie przyznaję więc, że jest w tym wyrażeniu sens. Przeszłość już się wydarzyła i wydaje się nam (powiedzmy nawet, że mi tylko), że to taki prosty ciąg przyczyn i skutków do obecnego stanu doprowadził. Tymczasem, gdy spojrzymy w przyszłość, to nawet prognoza pogody jest niepewna. Tak więc przyznaję, że "przyczyny losowe" są wyrażeniem całkiem sensownie oddającym pewien uzasadniony punkt widzenia rzeczywistości. Aczkolwiek jest to już pewna refleksja, a nie opis konkretnych ruchów, które w obiektywnej rzeczywistości zachodziły w materii.Tak jest według Pana, ewentualnie według Pana Fizyka (w co już mocno powątpiewam) ale nie według mnie. Według mnie cała rzeczywistość, a nie tylko życie podlega ewolucji, ale nie jest to ewolucja teleologiczna, w której wszystkie procesy są zdeterminowane. Przypadek (czasem tylko "ruch skrzydeł motyla") odgrywa w tym sporą rolę. > Pan Fizyk:Idąc tym wygodnym tropem, wszelką losowość można uważać za wynik jedynie naszej niepełnej wiedzy o świecie. [...]> Tak właśnie twierdzę, aczkolwiek nie jestem aż tak bardzo wygodny i uznaję, że w ramach fizyki kwantowej losowość może być nie tyle wynikiem niepełnej niewiedzy o obiektywnie istniejących w przyrodzie przyczynach, ale również wynikiem niewiedzy, w kwestii tego, czy w ogóle istnieją jakieś zdeterminowane przyczyny zjawisk kwantowych. Uznaję, że może tu zachodzić indeterminizm.Czyżby fizyka kwantowa miała przeczyć fizyce Einsteina, a ta fizyce Newtona? Czy są to tylko ludzkie narzędzia - obok matematyki - opisu i rozumienia rzeczywistości. Moim zdaniem rzeczywistość istnieje obiektywnie, czyli niezależnie od naszych lepszych, czy gorszych narzędzi jej opisu. Moja wiedza jest zbyt uboga abym mógł stwierdzić, że wszystko - co się dzieje w przyrodzie - jest zdeterminowane. Choć raczej jestem deterministą, to takie podejście przypomina mi prymitywny fatalizm. Ale zgadzam się tu z Panem Fizykiem, że jest obszar zjawisk, w których pomimo prawdopodobieństwa istnienia przyczyn, tylko z powodu nieumiejętności ich znalezienia nazywamy je przypadkiem, ale czy Pan Fizyk może mnie zapewnić, że "losowe przyczyny" na pewno w przyrodzie nie występują. Wątpię aby on chciał rozciągać "myślenie przyczynowo-skutkowe nawet do sytuacji, w których ono zawodzi?"To tylko Pańska zabawka Panie Macieju.
CDN@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | ciąg dalszy:> Dla większości ludzi (którzy kiedykolwiek zastanawiali się nad determinizmem i losowością) tak konsekwentny obraz przyczynowo-skutkowego świata, w którym nawet przeznaczenie Twojej śmierci jest zafiksowane co do minuty, jest obrazem tak ponurym, że wolą pocieszać się jakąś formą dualizmu. Jednak, czy to robi jakąś praktyczną różnicę, jeżeli tej minuty nie znamy i nie możemy poznać? Ta różnica jest filozoficzna, a nie naukowa.[/color] >Nie mam ochoty dyskutować ile diabłów mieści się na główce szpilki.Ja też nie. Jest parę powodów, dla których prowadzę z Panem tę dyskusję. Jednym z nich jest ten, że losowość mutacji jest podnoszona jako argument przeciwko hipotezie "inteligentnego projektu". Otóż jakkolwiek uważam tę hipotezę za wyssaną z palca, to jednak sądzę, że akurat nie ten argument ją obala, właśnie z tego względu, że jak Pan napisał - "Pan Bóg błyskawicznie to wszystko zliczyć potrafi biorąc pod uwagę wszelakie czynniki i to dla wszystkich istot kiedykolwiek żyjących we wszechświecie". Z tego właśnie względu uważam dyskusję w przedmiocie tego, czy człowiek powstał przypadkowo, czy nieprzypadkowo za zupełnie jałową. Chyba, że "przypadkowo" ma oznaczać: bez ingerencji Boga. Ale wówczas nie trzeba sięgać aż do mutacji genetycznych. Wystarczy powiedzieć, że nic o żadnym Bogu nie wiemy - a to akurat nawet wówczas, jeśli człowiek powstał deterministycznie, z materii nieożywionej i oddziaływań fizycznych. I odwrotnie: jeśli część tych oddziaływań fizycznych jest nawet indeterministyczna, to wówczas tym bardziej można u ich podstaw dostrzegać jakiegoś Boga, jeśli tylko ktoś ma na to ochotę. > W ogólności mutacje są nieprzewidywalne i dlatego losowe, ale każda konkretna mutacja jest w pełni zdeterminowana, na takiej samej zasadzie jak kostka do gry, gdzie wyniku nie da się przewidzieć, ale jest on zdeterminowany siłą wyrzutu.> Jestem zwolennikiem redukcjonizmu, ale nie absurdyzmu. Zupełnie nie jest uprawnionym zestawianie tych przypadków.A kto je zestawia? Jedyne podobieństwo, które je łączy to losowość. A to Pan ten element podkreśla. > Choć weźmy ten prymitywny. Pan twierdzi, że wynik jest zdeterminowany siłą wyrzutu, a sposób trzymania kostki nie na znaczenia, a gęstość powietrza, a siła oporu po której toczy się kostka? Naprawdę tylko siła wyrzutu? W pierwszej części poprzedniego wpisu napisałem: Cytat:Można to porównać do rzutu kostką, gdzie wynik jest losowy, ale zależy przecież od takiej siły, z jaką została rzucona kostka (a ponadto od oporu stawianego przez stół oraz grawitacji - sprawiającej, że kostka w ogóle spadła w dół i ostatecznie stanęła - a także ewentualnie dodatkowych przyczyn, jak opór powietrza). Oczywiście - jest wiele przyczyn, nie tylko jedna. Wszystkie są determinujące. Jeśli się którejś z nich nie weźmie pod uwagę, albo weźmie pod uwagę nieprecyzyjnie, to już właśnie mamy przyczynę losowości. Jest nią brak wiedzy lub precyzji obserwatora. Losowość nie jest natomiast cechą obiektywnie istniejącej, zmieniającej się materii, chyba że ewentualnie w fizyce kwantowej. > Czy kostki wyrzuca maszyna czy człowiek? Gdyż jeżeli człowiek, to na rzut też wpływają przeróżne losowe czynniki. I tak dalej.Nie bardzo wiem co dalej. Właśnie o to chodzi, że im więcej przyczyn, tym trudniej przewidzieć wynik i stąd bierze się koncepcja losowości. Jednak w przyrodzie, w ramach fizyki klasycznej, obiektywnie właśnie wszystkie te przyczyny determinują wynik. > Nie dostałem też odpowiedzi o przyczynę rozpadu alfa. Masz Pan kawałek uranu 238. Jedno jądro się rozpadło a miliony innych nie. Dlaczego akurat to jedno? [Załącznik] A to takie prościutkie "dlaczego"?Z wikipedii: Dzięki zjawisku tunelowemu następuje emisja cząstek α w procesie rozpadu promieniotwórczego masywnych jąder atomowych.Starałem się w całej tej dyskusji uważać, by podkreślać, że wypowiadam się w kontekście fizyki klasycznej. Podkreśliłem również, że w fizyce kwantowej przyczyny są nie tylko nieznane, ale może ich nawet w ogóle nie być w tym sensie, że dane zjawiska nie są wcale zdeterminowane. A tu właśnie wkraczamy w dziedzinę fizyki kwantowej. > PS.> Analiza procesów od skutków do przyczyn jest w miarę łatwa (tym bardziej, że pominięcie czynników - poza niewiedzą - nie powoduje innych skutków). Gorzej jest poprowadzić skomplikowany proces poczynając od budowy przyczyn (wszystkich składowych), gdy pominięcie zdawałoby się jakiejś trzeciorzędnej przyczyny przynosi zupełnie inny od oczekiwanego wynik.
W pełni się tu z Panem zgadzam. Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Ciąg dalszy: . > Jest parę powodów, dla których prowadzę z Panem tę dyskusję. Jednym z nich jest ten, że losowość mutacji jest podnoszona jako argument przeciwko hipotezie "inteligentnego projektu".Coś to chyba nie tak: Tryumf w myśli biologicznej darwinizmu i neodarwinizmu na przełomie XIX i XX wieku oznaczał usunięcie z biologii koncepcji odwołujących się do celowości i planu w przyrodzie. Ogromna większość społeczności naukowej stoi odtąd na stanowisku, że wszystkie cechy świata ożywionego, które wcześniej przypisywano działaniu inteligencji, da się wyjaśnić przez odwołanie się do teorii ewolucji.
Prekursorem współczesnego nurtu ID był chemik i filozof Michael Polanyi.[...]
Inną wersją teorii inteligentnego projektu uważa się ukazanie się w 1991 r. książki "ojca chrzestnego" tego ruchu, prawnika Phillipa E. Johnsona "Darwin on Trial", w której powtórzył on większość kreacjonistycznych zarzutów przeciwko teorii ewolucji, oskarżając ją też o to, że jest przyczyną szerzącego się współcześnie zła społecznego.
Głównym ośrodkiem propagującym ID jest Discovery Institute w Seattle w stanie Waszyngton - prywatna organizacja deklarująca promowanie konserwatywnych idei. Wokół tej instytucji powoli, ale systematycznie zaczęła gromadzić się niewielka grupa teologów, filozofów i naukowców różnych specjalności twierdzących, że najnowsze odkrycia z dziedziny fizyki, kosmologii, genetyki, biochemii podważają neodarwinizm. Ich zdaniem odkrycia te wskazują, że najlepszym wyjaśnieniem niektórych zjawisk w naturze jest projekt, a nie bezcelowe ewolucyjne procesy. pl.wikipedia.org/wiki/Inteligentny_projekt Mnie się wydawało, że to garstka sowicie opłacanych pseudouczonych (co wcale nie znaczy, że głupich) stara się podważyć teorię ewolucji. > Otóż jakkolwiek uważam tę hipotezę za wyssaną z palca, to jednak sądzę, że akurat nie ten argument ją obala, właśnie z tego względu, że jak Pan napisał - "Pan Bóg błyskawicznie to wszystko zliczyć potrafi biorąc pod uwagę wszelakie czynniki i to dla wszystkich istot kiedykolwiek żyjących we wszechświecie".Szkoda, że nie zauważył tu Pan mojej wyraźnej kpiny. Polecę Panu jeszcze raz - polecany już wielokrotnie - artykuł Piotra Bylicy z prośbą, aby postarał się Pan przemyśleć to o czym pan Piotr pisze. "Bóg - Zapchajdziura" jest żenującym nawet dla poważnych uczonych katolickich. > Z tego właśnie względu uważam dyskusję w przedmiocie tego, czy człowiek powstał przypadkowo, czy nieprzypadkowo za zupełnie jałową.Teologiczne dyskusje, jak dla mnie są zawsze jałowe, filozoficzne zdarzają się, ale nie dyskusje naukowe. Dyskusje naukowe oparte są na przedstawianych publicznie (pod krytykę) faktach: Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Zawsze może Pan przedstawić naukowe twierdzenie, że człowiek powstał nieprzypadkowo. Kilka ich czytałem, ale żadne mnie nie przekonało. (Świata nauki też nie.) Jako Bogusławski "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach.> Chyba, że "przypadkowo" ma oznaczać: bez ingerencji Boga.Myślę, że uczeni na tyle sprawnie posługują się językiem, że mogą wyrazić nim to co chcą powiedzieć. > Ale wówczas nie trzeba sięgać aż do mutacji genetycznych.Nie trzeba - szczególnie, gdy nie można - gdyż są to ogromnie złożone zdarzenia i trzeba sporej wiedzy aby choć trochę zrozumieć ich przebieg. > Wystarczy powiedzieć, że nic o żadnym Bogu nie wiemy - a to akurat nawet wówczas, jeśli człowiek powstał deterministycznie, z materii nieożywionej i oddziaływań fizycznych. I odwrotnie: jeśli część tych oddziaływań fizycznych jest nawet indeterministyczna, to wówczas tym bardziej można u ich podstaw dostrzegać jakiegoś Boga, jeśli tylko ktoś ma na to ochotę.To co wystarcza jednemu, dla drugiego jest zupełnie niewystarczającym. O Bogu wiem sporo, ale nie mieszam go do nauk przyrodniczych, gdyż ma się do nich nijak. Wszystkie swoje poglądy staram się opierać na przyswajanej wiedzy naukowej. Nikt nie przedstawił mi wystarczających argumentów na potwierdzenie zasady antropicznej, a jak Pan wie najbardziej bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę" i tylko na "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".Na ile pozwala mi moje oczytanie argumenty za zasadą antropiczną i bezwyjątkowością "zasady pana Parysa" - którą Pan tak twórczo tu rozwija - są dalece niewystarczające. CDN @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > Na ile pozwala mi moje oczytanie argumenty za zasadą antropiczną i bezwyjątkowością "zasady pana Parysa" - którą Pan tak twórczo tu rozwija - są dalece niewystarczające.Tu muszę tylko sprostować, że nie wypowiadałem się ani o zasadzie antropicznej, ani o bezwyjątkowości zasady Pana Parysa. Uważam, że obydwie zasady są błędne, ale nie dlatego, że przemawiać miałaby przeciwko nim jakaś obiektywnie pojmowana losowość, tylko dlatego, że są one po prostu wyssane z palca. Obydwie te zasady w pewnym momencie zakładają istnienie jakiegoś Boga i celowości. Tymczasem mnie ani teologia, ani teleologia w tym wątku szczególnie nie interesują. Sądzę, że o determniźmie i losowości można mówić sensownie bez odwoływania się do jakiejś celowości (i to tylko wtedy można w ogóle o tym mówić sensownie). Na temat koncepcji Pana Parysa już się wypowiedziałem: www.racjonalista.pl/forum.php/s,492101#w502007Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Ciąg dalszy: . Pan Maceox: > W ogólności mutacje są nieprzewidywalne i dlatego losowe, ale każda konkretna mutacja jest w pełni zdeterminowana, na takiej samej zasadzie jak kostka do gry, gdzie wyniku nie da się przewidzieć, ale jest on zdeterminowany siłą wyrzutu.Bogusławski: > >>>Jestem zwolennikiem redukcjonizmu, ale nie absurdyzmu. Zupełnie nie jest uprawnionym zestawianie tych przypadków.> A kto je zestawia? Jedyne podobieństwo, które je łączy to losowość. A to Pan ten element podkreśla.------------------- Czy Pan próbuje zrobić z tata wariata? Cała ta nasza rozmowa zaczęła się od zakwestionowania losowości w przytoczonym przeze mnie cytacie: Zmienność genetyczna jest losowa, nieprzewidywalna, różnokierunkowa, sama w sobie nie ma charakteru przystosowawczego, ale stanowi materiał dla zmian ewolucyjnych, jest bowiem źródłem różnorodności podlegającej doborowi naturalnemu. Bez zmienności genetycznej nie byłoby dziedzicznych różnic w zdolności do reprodukcji, tym samym nie byłoby selekcji naturalnej.Pan Maceox kwestionuje powyższy cytat następująco: Oczywiście, że jest nieprzewidywalna i różnokierunkowa. Co jednak znaczy "losowa"? Jeśli mamy bęben z kulkami w toto-lotku, to przecież pobranie danych sześciu kulek zależy ściśle od pozycji wyjściowej kulek i ruchu bębna. Po wprawieniu bębna w ruch mamy oczywiście różnokierunkowść i nieprzewidywalność, bo nikt nie jest w stanie obliczyć wszystkich oddziałujących wektorów z taką precyzją, żeby ustalić, które kulki wpadną do pobieraka. Jest to tak zwany przypadek - czyli brak pełnej wiedzy o warunkach wstępnych lub brak umiejętności ich kontrolowania. To jest losowość. Sądzę, że dokładnie taka sama losowość - właśnie w tym znaczeniu - ma miejsce w przypadku mutacji genów. Prowadzą do niej ściśle zdeterminowane ruchy materii (bo decydujące są masy znacznie większe od tych, w których znaczenie mogłaby mieć fizyka kwantowa), choć są one różnokierunkowe i nieprzewidywalne dla człowieka.Ani przedmiotem mojego zainteresowania nie jest losowość, a tym bardziej upór w zaprzeczaniu tego zjawiska, ani zestawiania złożonego procesu zmienności genetycznej z prostym procesem losowości w totolotku. Łatwo to sprawdzić, tylko abo stara się Pan rozmowę zmanipulować, albo sam już zapomniał o czym mówił. > Właśnie o to chodzi, że im więcej przyczyn, tym trudniej przewidzieć wynik i stąd bierze się koncepcja losowości. Jednak w przyrodzie, w ramach fizyki klasycznej, obiektywnie właśnie wszystkie te przyczyny determinują wynik.Co to znaczy "fizyka klasyczna": niutonowska, einsteinowska? Gdyż jak rozumiem chciałby Pan wykluczyć z niej kwantową? Czy ta "fizyka klasyczna" obejmuje złożone zjawiska w biologii molekularnej, czy pozwala ona się przyjrzeć oddziaływaniom pomiędzy elementami podstawowymi - cząsteczkami elementarnymi, atomami, genami i stworzyć syntezę wykraczającą poza granice poszczególnych granic nauki.Uczeni, których udało mi się przyswoić, twierdzą że wiele zależy tam od losowego - w żaden możliwy sposób niezdeterminowanego - przypadku, ale Pan wie lepiej: Jednak w przyrodzie, w ramach fizyki klasycznej, obiektywnie właśnie wszystkie te przyczyny determinują wynik, a może Pan jakiś dowód na tą bezwyjątkowość przedstawi, gdyż z wiarą, to ja się zupełnie nie podejmuję dyskutować. > >>>Nie dostałem też odpowiedzi o przyczynę rozpadu alfa. Masz Pan kawałek uranu 238. Jedno jądro się rozpadło a miliony innych nie. Dlaczego akurat to jedno? [Załącznik] A to takie prościutkie "dlaczego"?Z wikipedii: Dzięki zjawisku tunelowemu następuje emisja cząstek α w procesie rozpadu promieniotwórczego masywnych jąder atomowych.I to ma być odpowiedź na pytanie: Dlaczego akurat to jedno? A przecież jest to dowód na istnieje przypadku w przyrodzie. Jeżeli jest jeden wyjątek i następnych może być wiele. > Starałem się w całej tej dyskusji uważać, by podkreślać, że wypowiadam się w kontekście fizyki klasycznej. Podkreśliłem również, że w fizyce kwantowej przyczyny są nie tylko nieznane, ale może ich nawet w ogóle nie być w tym sensie, że dane zjawiska nie są wcale zdeterminowane. A tu właśnie wkraczamy w dziedzinę fizyki kwantowej.Ma Pan bardzo dobrze - zna Pan się na "fizyce klasycznej" i potrafi Pan ją rozgraniczyć. Ja tak dobrze nie mam - staram się tylko czytać "mądre książki" uczonych opisujących swoje badania i przemyślenia związane z tymi badaniami. Oni - ciekawi całej złożonej rzeczywistości - swojej wiedzy nie zamykają na fizykę klasyczną i nieklasyczną. Analiza procesów od skutków do przyczyn jest w miarę łatwa (tym bardziej, że pominięcie czynników - poza niewiedzą - nie powoduje innych skutków). Gorzej jest poprowadzić skomplikowany proces poczynając od budowy przyczyn (wszystkich składowych), gdy pominięcie zdawałoby się jakiejś trzeciorzędnej przyczyny przynosi zupełnie inny od oczekiwanego wynik.> W pełni się tu z Panem zgadzam.Jeżeli Pan się zgadza, to powinien Pan przyjąć do wiadomości, że jedyną ostateczną weryfikacją potwierdzenia przyczyn określonych skutków jest powtórzenie - z tym samym wynikiem - całego procesu. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | PanWasKocha (-49 punktów) (zablokowany) | Usunięte przez moderatora
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > Cała ta nasza rozmowa zaczęła się od zakwestionowania losowości w przytoczonym przeze mnie cytacie: Zmienność genetyczna jest losowa, nieprzewidywalna, różnokierunkowa, sama w sobie nie ma charakteru przystosowawczego, ale stanowi materiał dla zmian ewolucyjnych, jest bowiem źródłem różnorodności podlegającej doborowi naturalnemu. Bez zmienności genetycznej nie byłoby dziedzicznych różnic w zdolności do reprodukcji, tym samym nie byłoby selekcji naturalnej.> Pan Maceox kwestionuje powyższy cytat następująco:> Oczywiście, że jest nieprzewidywalna i różnokierunkowa. Co jednak znaczy "losowa"? >Jeśli mamy bęben z kulkami w toto-lotku, to przecież pobranie danych sześciu kulek zależy ściśle od pozycji wyjściowej kulek i ruchu bębna. Po wprawieniu bębna w ruch mamy oczywiście różnokierunkowść i nieprzewidywalność, bo nikt nie jest w stanie obliczyć wszystkich oddziałujących wektorów z taką precyzją, żeby ustalić, które kulki wpadną do pobieraka. Jest to tak zwany przypadek - czyli brak pełnej wiedzy o warunkach wstępnych lub brak umiejętności ich kontrolowania. To jest losowość. >Sądzę, że dokładnie taka sama losowość - właśnie w tym znaczeniu - ma miejsce w przypadku mutacji genów. Prowadzą do niej ściśle zdeterminowane ruchy materii (bo decydujące są masy znacznie większe od tych, w których znaczenie mogłaby mieć fizyka kwantowa), choć są one różnokierunkowe i nieprzewidywalne dla człowieka.> Ani przedmiotem mojego zainteresowania nie jest losowość, a tym bardziej upór w zaprzeczaniu tego zjawiska, ani zestawiania złożonego procesu zmienności genetycznej z prostym procesem losowości w totolotku. Łatwo to sprawdzić, tylko abo stara się Pan rozmowę zmanipulować, albo sam już zapomniał o czym mówił.Mam tylko drobne, zastrzeżenie. Twierdzi Pan, że zakwestionowałem Pański cytat. A proszę zwrócić uwagę, co ja napisałem (nawiązując do zmienności genetycznej): Cytat:Oczywiście, że jest nieprzewidywalna i różnokierunkowa. Co jednak znaczy "losowa"? Czy to już jest zakwestionowanie? Ja się tylko zastanawiam nad charakterem i definicją losowości. Jak należy pojmować tę losowość. Czy zmienność genetyczna jest być może akazuzalna i indeterministyczna niczym zjawiska fizyki kwantowej? Czy też u jej podstaw leżą ruchy i reakcje konkretnych związków chemicznych w ilościach wystarczających, by indeterminizm fizyki kwantowej nie odgrywał tu roli? > >Właśnie o to chodzi, że im więcej przyczyn, tym trudniej przewidzieć wynik i stąd bierze się koncepcja losowości. Jednak w przyrodzie, w ramach fizyki klasycznej, obiektywnie właśnie wszystkie te przyczyny determinują wynik.> Co to znaczy "fizyka klasyczna": niutonowska, einsteinowska? Gdyż jak rozumiem chciałby Pan wykluczyć z niej kwantową? Czy ta "fizyka klasyczna" obejmuje złożone zjawiska w biologii molekularnej, czy pozwala ona się przyjrzeć oddziaływaniom pomiędzy elementami podstawowymi - cząsteczkami elementarnymi, atomami, genami i stworzyć syntezę wykraczającą poza granice poszczególnych granic nauki.Tu ma Pan całkowita rację! Moje pojęcie "fizyki klasycznej" na taką syntezę nie pozwalało, a przede wszystkim nie pozwala na to moja wiedza. O ile się nie mylę, to w ogóle naukowcom nie udało się spójnie połączyć fizyki kwantowej z einsteinowską i tu wciąż poszukiwana jest formuła tego połączenia. Całkiem możliwe, że moje refleksje są zbytnim uproszczeniem. Dla mnie było jednak istotne pytanie o rozumienie losowości. Pan mówi o zaprzeczaniu przeze mnie "tego zjawiska". I może ma Pan tu trochę racji, gdyż sądzę, że losowość jest pojęciem filozoficznym i ideowym, nie mającym swego odpowiednika w jakimś ciele fizycznym, czy fragmencie materii, czy w jakichś związkach zachodzących obiektywnie między jej elementami. Losowość oznacza tyle, co (kauzalnie) niewyjaśnialny. Czyli o losowości można mówić, gdy czegoś nie wiemy - również wówczas, gdy nie wiemy nawet tego, czy w danym przypadku w ogóle istnieje obiektywnie jakiś kauzalny związek. Może nie istnieć, ale tego nie możemy na pewno stwierdzić. Tak więc losowość jest zawsze powiązana z jakąś niewiedzą (co nie przeczy temu, że konkretnie naukowcy bardzo dobrze wiedzą, o czym mówią, gdy posługują się tym terminem). -------------------------------------------------------------------------- Tak na chybił trafił otworzyłem ostatnio książkę "Droga Zen" Allana W. Wattsa. Trafił mi się taki fragment: " Nauka zachodnia uczyniła przyrodę zrozumiałą, operując występującymi w niej symetriami i regularnościami, rozkładając jej najbardziej oporne formy na części składowe o regularnych i mierzalnych kształtach. W rezultacie mamy skłonność do widzenia natury i traktowania jej jako "porządku", z którego "wypreparowany" został element spontaniczności. Taki porządek jest mają i "prawdziwa takość" rzeczy nie ma nic wspólnego z czysto pojęciową jałowością doskonałych kwadratów, okręgów czy trójkątów - chyba że przez sponatniczne zrządzenie losu. Z tego też powodu człowiek Zachodu wpada rozpacz, gdy upadają uporządkowane koncepcje wszechświata, a wszystkimi zachowaniami świata fizycznego, jak się okazuje, rządzi "zasada nieokreśloności" [w przypisie: nieoznaczoności Heisenberga, z rozwinięciem]. Wydaje się to nam bezsensowne i nieludzkie, lecz poznanie chińskich i japońskich form sztuki może nam dać całkiem nowe spojrzenie na nasz świat w jego żywej - i ostatecznie nieuniknionej - rzeczywistości."Zupełnie niesłusznie nie spodziewałem się, że Pan jest bardziej ZEN ode mnie... Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Panie Macieju, napracował się Pan w tych trzech postach bardzo dużo i z przyjemnością czytałem Pańskie wywody, ale brak mi kompetencji i szczegółowych zainteresowań tym tematem, abym chciał dalej w to wchodzić.> Dla mnie było jednak istotne pytanie o rozumienie losowości. Pan mówi o zaprzeczaniu przeze mnie "tego zjawiska". I może ma Pan tu trochę racji, gdyż sądzę, że losowość jest pojęciem filozoficznym i ideowym, nie mającym swego odpowiednika w jakimś ciele fizycznym, czy fragmencie materii, czy w jakichś związkach zachodzących obiektywnie między jej elementami. Losowość oznacza tyle, co (kauzalnie) niewyjaśnialny. Czyli o losowości można mówić, gdy czegoś nie wiemy - również wówczas, gdy nie wiemy nawet tego, czy w danym przypadku w ogóle istnieje obiektywnie jakiś kauzalny związek. Może nie istnieć, ale tego nie możemy na pewno stwierdzić. Tak więc losowość jest zawsze powiązana z jakąś niewiedzą (co nie przeczy temu, że konkretnie naukowcy bardzo dobrze wiedzą, o czym mówią, gdy posługują się tym terminem).Właśnie z tym stanowiskiem całkowicie się nie zgadzam. Zresztą Niemcy jak można przeczytać w ich Wikipedii też nie: "Zufall', czyli "przypadek" - to: Jeśli używa się słowa "przypadek" wówczas, gdy dla zaistnienia danej sytuacji końcowej nie można znaleźć wytłumaczenia w sytuacjach początkowych, to musi również obowiązywać co następuje: • Przy tej samej sytuacji początkowej może wystąpić wiele różnych sytuacji końcowych. • Brak jest dostrzegalnej przyczyny zajścia konkretnej sytuacji końcowej. • Przy powtarzaniu tej samej sytuacji początkowej mogą wystąpić różne sytuacje końcowe.
Klasycznym przykładem przypadku jest każdy rodzaj (niezmanipulowanych) gier losowych: Przy użyciu idealnej kostki może wystąpić dla każdego rzutu wartość od 1 do 6. Przed wyrzutem nie można przewidzieć, jaki będzie wynik. Brak jest wyjaśnienia dla zajścia wyniku w postaci konkretnej liczby.
Przypadek ma również znaczenie w fizyce i biologii. Rozkład jednego, danego atomu radioaktywnego nie jest przewidywalny. Przy rozmnażaniu płciowym informacje genetyczne rodziców podlegają nowym kombinacjom i to w sposób, którego nie da się uprzednio określić.Jak dla mnie to wyjaśnienie jest zupełnie wystarczające. Oczywiście zgadzam się z tym co Pan tu napisał: Sądzę, że ów artykuł z niemieckiej Wikipedii mógłby posłużyć jako początek nowego wątku. Myślę, że warto by przedyskutować kwestię, jaka jest zależność pomiędzy wiedzą, determinizmem, indeterminizmem, a losowością. [...] W tym miejscu rzeczywiście należałoby liczyć na zabranie głosu przez osoby lepiej znające tę tematykę.Ale ja do takich osób nie należę. > --------------------------------------------------------------------------> Tak na chybił trafił otworzyłem ostatnio książkę "Droga Zen" Allana W. Wattsa. Trafił mi się taki fragment:> "Nauka zachodnia uczyniła przyrodę zrozumiałą, operując występującymi w niej symetriami i regularnościami, rozkładając jej najbardziej oporne formy na części składowe o regularnych i mierzalnych kształtach. W rezultacie mamy skłonność do widzenia natury i traktowania jej jako "porządku", z którego "wypreparowany" został element spontaniczności. Taki porządek jest mają i "prawdziwa takość" rzeczy nie ma nic wspólnego z czysto pojęciową jałowością doskonałych kwadratów, okręgów czy trójkątów - chyba że przez sponatniczne zrządzenie losu. Z tego też powodu człowiek Zachodu wpada rozpacz, gdy upadają uporządkowane koncepcje wszechświata, a wszystkimi zachowaniami świata fizycznego, jak się okazuje, rządzi "zasada nieokreśloności" [w przypisie: nieoznaczoności Heisenberga, z rozwinięciem]. Wydaje się to nam bezsensowne i nieludzkie, lecz poznanie chińskich i japońskich form sztuki może nam dać całkiem nowe spojrzenie na nasz świat w jego żywej - i ostatecznie nieuniknionej - rzeczywistości."> Zupełnie niesłusznie nie spodziewałem się, że Pan jest bardziej ZEN ode mnie...A kiedyś Panu napisałem: Nie istniał tak mądry człowiek, aby ani razu czegoś głupiego nie powiedział i nie istniał taki głupiec, aby coś mądrego mu się nie wyrwało.Proszę dotrzeć też do autentycznych nauk Buddy. Myślę, że też się Pan zdziwi ile mądrych myśli miał facet urodzony prawie sześć wieków przed Jezusem. Ale jak dla mnie nie jest to powód abym został buddystą i wolę taki kawałek: Oparta na nieliniowej matematyce teoria chaosu wyjaśnia, jakie są źródła nowych własności i zjawisk. Wynikają one z nieliniowości procesów. Świat jest nieprzewidywalny. Rozwija się, a nie jedynie powtarza te same proste schematy reakcji chemicznych i powiązań mechanicznych. Wszechświat ma historię. Pierwsze spojrzenie na nieodwracalność - druga zasada termodynamiki - pokazywało ją jako proces niszczenia, rozpadu struktur. Obecna nauka pokazuje nam świat prawdziwie dynamiczny, rozwijający się, wzbogacający swą strukturę i własności. Zjawiska bogate i twórcze jakościowo nie są już mało prawdopodobnymi wyjątkami, możliwymi do odkrycia w stabilnych zakątkach wszechświata, które może zniszczyć drobne zakłócenie wyjątkowo sprzyjających warunków. Stały się one ogólną zasadą rozwoju materii. pl.wikipedia.org/wiki/Fraktalpl.wikipedia.org/wiki/Chaos_(matematyka)pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_motylapl.wikipedia.org/wiki/Konwergencja_(biologia)itd.Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > Panie Macieju, napracował się Pan w tych trzech postach bardzo dużo i z przyjemnością czytałem Pańskie wywody, ale brak mi kompetencji i szczegółowych zainteresowań tym tematem, abym chciał dalej w to wchodzić.Nie chciałbym Pana zamęczać tym tematem. Proszę mi tylko pozwolić zwrócić uwagę na następującą sprawę: > Dla mnie było jednak istotne pytanie o rozumienie losowości. Pan mówi o zaprzeczaniu przeze mnie "tego zjawiska". I może ma Pan tu trochę racji, gdyż sądzę, że losowość jest pojęciem filozoficznym i ideowym, nie mającym swego odpowiednika w jakimś ciele fizycznym, czy fragmencie materii, czy w jakichś związkach zachodzących obiektywnie między jej elementami. Losowość oznacza tyle, co (kauzalnie) niewyjaśnialny. Czyli o losowości można mówić, gdy czegoś nie wiemy - również wówczas, gdy nie wiemy nawet tego, czy w danym przypadku w ogóle istnieje obiektywnie jakiś kauzalny związek. Może nie istnieć, ale tego nie możemy na pewno stwierdzić. Tak więc losowość jest zawsze powiązana z jakąś niewiedzą (co nie przeczy temu, że konkretnie naukowcy bardzo dobrze wiedzą, o czym mówią, gdy posługują się tym terminem).> Właśnie z tym stanowiskiem całkowicie się nie zgadzam. Zresztą Niemcy jak można przeczytać w ich Wikipedii też nie:Mi osobiście w tym niemieckim artykule najbardziej odpowiada wyszczególnienie czterech rodzajów przypadku i ich opis. Ta reszta, którą Pan tu powołuje już jest moim zdaniem mniej ścisła. Jednak również tu, proszę zwrócić uwagę na pogrubienia i podkreślenia: Jeśli używa się słowa "przypadek" wówczas, gdy dla zaistnienia danej sytuacji końcowej nie można znaleźć wytłumaczenia w sytuacjach początkowych [...]. Klasycznym przykładem przypadku jest każdy rodzaj (niezmanipulowanych) gier losowych: Przy użyciu idealnej kostki może wystąpić dla każdego rzutu wartość od 1 do 6. Przed wyrzutem nie można przewidzieć, jaki będzie wynik. Brak jest wyjaśnienia dla zajścia wyniku w postaci konkretnej liczby. Przypadek ma również znaczenie w fizyce i biologii. Rozkład jednego, danego atomu radioaktywnego nie jest przewidywalny. Przy rozmnażaniu płciowym informacje genetyczne rodziców podlegają nowym kombinacjom i to w sposób, którego nie da się uprzednio określić.Proszę zobaczyć co mamy przy opisach tej losowości: "nie można znaleźć wytłumaczenia", "nie można przewidzieć", "brak jest wyjaśnienia", "nie jest przewidywalny", "sposób, którego nie da się uprzednio określić". Ja takie określenia ująłem wspólnym pojęciem " brak wiedzy". Jednocześnie w wiekszości tych przypadków generalnie wiemy, jakie ogólnie pojęte prawidłowści tu zachodzą - np. trzecia zasada dynamiki Newtona, rozpoznane i opisane reakcje chemiczne, budowa i funkcjonowanie DNA, gdzie na pewnym szczeblu ogólności mamy do czynienia z wyjaśnieniami kauzalnymi. Mamy tu co najwyżej do czynienia z przypadkiem w rozumieniu punktu 2 i 3 niemieckiej definicji: 2. Zdarzenie zachodzi bez dostrzegalnej przyczyny. 3. Zachodzi zdarzenie, w przypadku którego znane są czynniki, których jednak nie można zmierzyć lub kontrolować, w związku z czym zdarzenie jest nieprzewidywalne. W sensie wskazanym w pkt 2. związek przyczynowy lub czynniki nie są wykazane bez luk, należy jednak założyć ich wystąpienie. Dlaczego gałąź wyrosła akurat w tym miejscu w drzewie, odmiennie niż w drzewie sąsiednim? Przypadek w sensie wskazanym w pkt 3 odnosi się do typowych sytuacji gier losowych. Jest wytłumaczalne, dlaczego kulka w ruletce upadla właśnie na konkretną cyfrę. Jest to jednak mimo to nieprzewidywalne, ponieważ w sytuacji wyjściowej (rzut kulki) duży wpływ na ostateczny wynik mają minimalne, niezależne od woli odchylenia> pl.wikipedia.org/wiki/Fraktal> pl.wikipedia.org/wiki/Chaos_(matematyka)> pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_motylaTak, proszę zwrócić uwagę na to, że ów chaos określa się mianem "deterministyczny". Jak Pan myśli - dlaczego? > pl.wikipedia.org/wiki/Konwergencja_(biologia)W przypadku konwergencji mamy właśnie podobne "dostosowanie" przy podobnych warunkach zewnętrznych. Czy to jest przypadkowe? (Żeby nie było wątpliwości: oczywiście jest bezcelowe - tego tematu nawet nie poruszam). Nie chcę przedłużać tej dyskusji. Chyba lepszym rozwiązaniem będzie nowy wątek i możliwość przedstawienia opinii innych forumowiczów. Jeszcze w tym wpisie podjąłem tylko próbę uzasadnienia, dlaczego stwierdziłem, że mówiąc o losowości mówimy jednocześnie o jakiejś formie niewiedzy. Chcę wskazać na to, że jeżeli Pan mówi o nieprzewidywalności, to ja to właśnie kwalifikuję jako formę "niewiedzy" - a w każdym razie nieprzewidywalność nie jest wiedzą. Dlatego właśnie sądzę, że ostatecznie mówimy o tym samym, i że nasze stanowiska nie są sprzeczne. Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Chyba lepszym rozwiązaniem będzie nowy wątek i możliwość przedstawienia opinii innych forumowiczów. Zdecydowanie tak! Wydaje mi się, że powiedziałem już wszystko, co wiem w temacie.
>Jeszcze w tym wpisie podjąłem tylko próbę uzasadnienia, dlaczego stwierdziłem, że mówiąc o losowości mówimy jednocześnie o jakiejś formie niewiedzy. Z którym to stanowiskiem ja się absolutnie nie zgadzam.
>Chcę wskazać na to, że jeżeli Pan mówi o nieprzewidywalności, to ja to właśnie kwalifikuję jako formę "niewiedzy" - a w każdym razie nieprzewidywalność nie jest wiedzą. Dostrzegam ogromną różnicę pomiędzy niemożliwością przewidzenia wyniku czyli właśnie "losowością", a niewiedzą wynikającą z nieznajomości przyczyn. Natomiast całkowicie się zgadzam z zapisem w niemieckiej Wikipedii i jedyne co mnie dziwi, to to, że Pan też werbalnie się zgadza, a uparcie twierdzi coś innego.
>Dlatego właśnie sądzę, że ostatecznie mówimy o tym samym, i że nasze stanowiska nie są sprzeczne. Sądzę - na podstawie tego co tu przeczytałem, że w tym temacie nasze stanowiska są sprzeczne, ale dalszą dyskusję uważam za zabawę w strzyżono-golono.
PS. Pisałem już wcześniej, że jestem deterministą uznającym zasadę przyczyna-skutek, ale nie jako zasadę absolutną i nie jako zasadę bezwyjątkową. Jakoś tam do wszelakich "absolutów" i "czystych form" mam sceptyczne stanowisko już od dziecka.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >>Chcę wskazać na to, że jeżeli Pan mówi o nieprzewidywalności, to ja to właśnie kwalifikuję jako formę "niewiedzy" - a w każdym razie nieprzewidywalność nie jest wiedzą. >Dostrzegam ogromną różnicę pomiędzy niemożliwością przewidzenia wyniku czyli właśnie "losowością", a niewiedzą wynikającą z nieznajomości przyczyn. Niemożliwość przewidzenia wyniku najczęściej wynika właśnie z nieznajomości (niemożności DOKŁADNEGO określenia) obiektywnie istniejących przyczyn. Rzeczywiście zaobserwowano ponadto zjawiska, które być może są całkowicie akauzalne i indeterministyczne - wówczas niemożliwość przewidzenia skutków wynika nie tyle z nieznajomości przyczyn, co z nieznajomości tego, jak zachowa się dany element materii. W obydwu przypadkach mamy zatem nieznajmość, czyli brak wiedzy. >Natomiast całkowicie się zgadzam z zapisem w niemieckiej Wikipedii i jedyne co mnie dziwi, to to, że Pan też werbalnie się zgadza, a uparcie twierdzi coś innego. Zgadzam z zapisem w niemieckiej wikipedii (choć nie jest on moim zdaniem do końca konsekwentny). Wszystko, o czym piszę w tym wątku jest wnioskowaniem opartym na tej niemieckiej definicji. W szczególności w pełni zgadzam się w ramach tej definicji z odróżnieniem czterech rodzajów przypadku i ich opisem. O pierwszym rodzaju przypadku - "przypadku obiektywnym" można tylko powiedzieć, że nie wiemy, czy istnieje (rózne interpretacje fizyki kwantowej). W drugim rodzaju przypadku juz się zakłada, że istnieje ścisly związek przyczynowo-skutkowy, choć jest niedostrzegalny (na pierwszy rzut oka - gałąź wyrosła w drzewie w danym miejscu). W trzecim rodzaju przypadku wiemy, że istnieje ścisly związek przyczynowo-skutkowy, a tylko nie potrafimy okreslić z wystarczającą precyzją oddziałujących sił (gry losowe). >>Dlatego właśnie sądzę, że ostatecznie mówimy o tym samym, i że nasze stanowiska nie są sprzeczne. >Sądzę - na podstawie tego co tu przeczytałem, że w tym temacie nasze stanowiska są sprzeczne, Ma Pan prawo tak twierdzić. Ja tylko mogę jeszcze dodać, że aby mówić o nieprzewidywalności konieczny jest podmiot, ktory w ogóle ma zdolność przewidywania czegolwiek. Zasadniczo - w naszym przypadku - jest nim człowiek. Proszę zauważyć, że w toku rozwoju nauki człowiek poszerzał zdolności przewidywania. Chociażby prognozy pogody są coraz dokładniejsze. Przewidywalność lub nieprzewidywalność nie jest zatem cechą materii, a zdolnością człowieka - i to relatywną - ulegającą ciągłemu rozwojowi. Istnieją również zjawiska, które być może są indeterministyczne, ale moim zdaniem raczej nie w obrębie biologii (tu mamy drugi i trzeci rodzaj przypadku z niemieckiej definicji, a głównie "losowej" zmienności genetycznej dotyczył spór).
Jednocześnie: Skoro cały świat jest zbudowany z atomów, a już np. utrzymanie elektronu wokół jądra tłumaczy fizyka kwantowa, to istnieje możliwość, że świat nie jest zdeterminowany u swych podstaw.
>ale dalszą dyskusję uważam za zabawę w strzyżono-golono. Jakoś trudno mi ją skończyć, ale liczę na to, że to już mój ostatni wpis.
>PS. Pisałem już wcześniej, że jestem deterministą uznającym zasadę przyczyna-skutek, ale nie jako zasadę absolutną i nie jako zasadę bezwyjątkową. Jakoś tam do wszelakich "absolutów" i "czystych form" mam sceptyczne stanowisko już od dziecka. Zgadzam się z Panem - nie jest to zasada bezwyjątkowa, warto natomiast zastanowić się nad tym, gdzie są od niej wyjątki. Moim zdaniem nie w grach losowych i także nie w zmienności genetycznej. O ile dobrze rozumiem (również niemiecki wpis w Wikipedii) - to wyjątkiem mogą być zjawiska kwantowe. Nie ozancza to, że zmienność genetyczna nie jest losowa. Tak, można ją określić jako "losową". Mi chodziło natomiast o to, co ta losowość oznacza - czy jest to rodzaj "obiektywnego przypadku" - punktu 1 z niemieckiej definicji? Moim zdaniem stanowczo nie. Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Cytat:"Zufall', czyli "przypadek" - to: Jeśli używa się słowa "przypadek" wówczas, gdy dla zaistnienia danej sytuacji końcowej nie można znaleźć wytłumaczenia w sytuacjach początkowych, to musi również obowiązywać co następuje: • Przy tej samej sytuacji początkowej może wystąpić wiele różnych sytuacji końcowych. • Brak jest dostrzegalnej przyczyny zajścia konkretnej sytuacji końcowej. • Przy powtarzaniu tej samej sytuacji początkowej mogą wystąpić różne sytuacje końcowe. Klasycznym przykładem przypadku jest każdy rodzaj (niezmanipulowanych) gier losowych: Przy użyciu idealnej kostki może wystąpić dla każdego rzutu wartość od 1 do 6. Przed wyrzutem nie można przewidzieć, jaki będzie wynik. Brak jest wyjaśnienia dla zajścia wyniku w postaci konkretnej liczby. Przypadek ma również znaczenie w fizyce i biologii. Rozkład jednego, danego atomu radioaktywnego nie jest przewidywalny. Przy rozmnażaniu płciowym informacje genetyczne rodziców podlegają nowym kombinacjom i to w sposób, którego nie da się uprzednio określić.
Bogusławski: Jak dla mnie to wyjaśnienie jest zupełnie wystarczające. > Niemożliwość przewidzenia wyniku najczęściej wynika właśnie z nieznajomości (niemożności DOKŁADNEGO określenia) obiektywnie istniejących przyczyn. Rzeczywiście zaobserwowano ponadto zjawiska, które być może są całkowicie akauzalne i indeterministyczne - wówczas niemożliwość przewidzenia skutków wynika nie tyle z nieznajomości przyczyn, co z nieznajomości tego, jak zachowa się dany element materii. W obydwu przypadkach mamy zatem nieznajomość, czyli brak wiedzy.Ja Pana od samego początku rozumiem, a przynajmniej tak mi się wydaje, ale się z Pańskim stanowiskiem nie zgadzam. > >>>Natomiast całkowicie się zgadzam z zapisem w niemieckiej Wikipedii i jedyne co mnie dziwi, to to, że Pan też werbalnie się zgadza, a uparcie twierdzi coś innego.> Zgadzam z zapisem w niemieckiej wikipedii (choć nie jest on moim zdaniem do końca konsekwentny).No więc zgadza się Pan z tym zapisem, czy zgadza się Pan z tym - co mu w tym zapisie pasuje. > Wszystko, o czym piszę w tym wątku jest wnioskowaniem opartym na tej niemieckiej definicji. W szczególności w pełni zgadzam się w ramach tej definicji z odróżnieniem czterech rodzajów przypadku i ich opisem. O pierwszym rodzaju przypadku - "przypadku obiektywnym" można tylko powiedzieć, że nie wiemy, czy istnieje (rożne interpretacje fizyki kwantowej). W drugim rodzaju przypadku już się zakłada, że istnieje ścisły związek przyczynowo-skutkowy, choć jest niedostrzegalny (na pierwszy rzut oka - gałąź wyrosła w drzewie w danym miejscu). W trzecim rodzaju przypadku wiemy, że istnieje ścisły związek przyczynowo-skutkowy, a tylko nie potrafimy określić z wystarczającą precyzją oddziałujących sił (gry losowe).No cóż ja mogę na to? Nie pierwszy raz mi się zdarza, że czytając ten sam tekst wyciągam z niego zupełnie inne wnioski. Zawsze podziwiałem w tym fideistów, gdy moim zdaniem autor ewidentnie coś zaargumentował przeciw ich poglądom, a oni potrafili odczytać tam dla nich poparcie. Uważam, że niemiecka Wikipedia optymalnie opisała możliwość niezdeterminowania skutku przyczynami i dla mnie te wyjaśnienia są wystarczające. > Ja tylko mogę jeszcze dodać, że aby mówić o nieprzewidywalności konieczny jest podmiot, który w ogóle ma zdolność przewidywania czegokolwiek. Zasadniczo - w naszym przypadku - jest nim człowiek. Proszę zauważyć, że w toku rozwoju nauki człowiek poszerzał zdolności przewidywania. Chociażby prognozy pogody są coraz dokładniejsze.Całkowita zgoda. > Przewidywalność lub nieprzewidywalność nie jest zatem cechą materii, a zdolnością człowieka - i to relatywną - ulegającą ciągłemu rozwojowi.Powiedzmy, że tu jest podobnie jak w matematyce, którą uważam za narzędzie. Obiektywna rzeczywistość istnieje niezależnie od poznającego ją podmiotu. > Istnieją również zjawiska, które być może są indeterministyczne, ale moim zdaniem raczej nie w obrębie biologii (tu mamy drugi i trzeci rodzaj przypadku z niemieckiej definicji, a głównie "losowej" zmienności genetycznej dotyczył spór).No cóż Niemcy napisali: "Przypadek ma również znaczenie w [...] biologii. [...] Przy rozmnażaniu płciowym informacje genetyczne rodziców podlegają nowym kombinacjom i to w sposób, którego nie da się uprzednio określić".Ale Pan to potrafi inaczej wyinterpretować. Gratuluję. Przykro mi, ale moje zdolności dydaktyczne wyjaśnienia tego Panu już się skończyły. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | Obiecałem, że tamten był ostatnim wpisem i właśnie łamię tę obietnicę. Rozumiem, że Pan przedstawił już swoje stanowisko, ale najwyraźniej mi się nie udało jeszcze dotrzeć z moim. W bardzo stanowczy sposób Pan mi zaprzecza i dlatego trudno mi zakończyć ten wątek. >No cóż Niemcy napisali: >"Przypadek ma również znaczenie w [...] biologii. [...] Przy rozmnażaniu płciowym informacje genetyczne rodziców podlegają nowym kombinacjom i to w sposób, którego nie da się uprzednio określić". >Ale Pan to potrafi inaczej wyinterpretować. Gratuluję. Cytuje Pan fragment tego niemieckiego artykułu z dalszej jego części. Pan najwyraźniej bardzo dobrze ten fragment rozumie. Mam zatem pytanie. Co oznaczają dokładnie słowa "nie da się uprzednio określić". Kto konkretnie nie potrafi tego określić? Czy uważa Pan może, że jest to zupełnie obiektywna niemożliwość i absolutnie nigdy człowiek nie będzie w stanie tego uprzednio określić, bo owa niemożność określenia leży właśnie w samej naturze tych kombinacji? Jeśli właśnie Pan tak uważa, to muszę powiedzieć, że zbytniej wiary w możliwości postępu naukowego Pan nie wykazuje.
Pan cytuje dalsze części niemieckiego artykułu. Moim zdaniem najbardziej trafne stwierdzenia zawarte są na początku. Zaczyna się od definicji: O przypadku mówimy, gdy danego zdarzenia lub zbiegu wielu zdarzeń nie da się wyjaśnić w sposób kauzalny. Jako kauzalne wytłumaczenia zdarzeń wchodzą w grę w pierwszej kolejności ogólne prawidłowości lub zamiary osób podejmujących działania. "Wytłumaczenie" czegoś jako przypadek stanowi zatem właśnie rezygnację z (kauzalnego) wytłumaczenia. Proszę zauważyć, że w ostatnim zdaniu słowo "kauzalnego" zostało wzięte w nawias. Uważam to za bardzo trafne i wymowne. Trudno to dookreślenie (słowem kauzalne) całkiem pominąć, ale w istocie przypadek oznacza rezygnację z wytłumaczenia. Kiedy taka rezygnacja jest uprawniona, a kiedy konieczna? Tu niezwykle cenną pomoc daje nam moim zdaniem wyszczególnienie czterech rodzajów przypadku wraz z ich następnymi opisami: Gdy mowa o "przypadku" może konkretnie chodzić o następujące sytuacje: 1. Zdarzenie zachodzi obiektywnie bez przyczyny. 2. Zdarzenie zachodzi bez dostrzegalnej przyczyny. 3. Zachodzi zdarzenie, w przypadku którego znane są czynniki, których jednak nie można zmierzyć lub kontrolować, w związku z czym zdarzenie jest nieprzewidywalne. 4. Dwa zdarzenia nie pozostają względem siebie w (znanym) związku przyczynowym Nie jest wiadome, czy istnieje przypadek w sensie wskazanym w pkt 1. Istnieją spekulacje, czy zjawiska kwantowe, takie jak rozpad radioaktywny należą do tego rodzaju przypadku, czy też chodzi tu być może jedynie o pomocnicze wyjaśnienie intuicyjnie niezrozumiałego procesu [odesłanie do dalszej części artykułu]. W sensie wskazanym w pkt 2. związek przyczynowy lub czynniki nie są wykazane bez luk, należy jednak założyć ich wystąpienie. Dlaczego gałąź wyrosła akurat w tym miejscu w drzewie, odmiennie niż w drzewie sąsiednim? Przypadek w sensie wskazanym w pkt 3 odnosi się do typowych sytuacji gier losowych. Jest wytłumaczalne, dlaczego kulka w ruletce upadla właśnie na konkretną cyfrę. Jest to jednak mimo to nieprzewidywalne, ponieważ w sytuacji wyjściowej (rzut kulki) duży wpływ na ostateczny wynik mają minimalne, niezależne od woli odchylenia. Przykładem dla przypadku w sensie pkt 4. jest następująca sytuacja: dwie osoby mają dwa numery telefonów. Okoliczność, czy osoba starsza, czy tez młodsza ma numer stanowiący większą liczbę stanowi przypadek. Jak widać sytuacja czystego - obiektywnego przypadku została wskazana tylko w punkcie pierwszym. Na gruncie sceptycyzmu uważam za bardzo słuszny opis tej sytuacji, jako "nie jest wiadome, czy istnieje przypadek w tym sensie". Przykładem są zjawiska kwantowe, co do których wciąż można spekulować, czy jednak nie tkwi za nimi jakaś ukryta forma kauzalności. Jest dla mnie oczywiste, że tam gdzie nie znamy przyczyny nie możemy jednoznacznie wykluczyć, żadna przyczyna na pewno nie zachodzi. W przypadkach wskazanch, w pkt od 2 i 3 zakłada się wystąpienie związku przyczynowego lub wręcz wiadomo, że ma on miejsce, a nieprzewidywalność wynika tu tylko z naszej ograniczonej wiedzy lub niedokładności. Nie są to już przypadki obiektywne! Ja jednak z dotychczasowej rozmowy zrozumiałem, że Pan skłania się ku temu, aby wszystko co tylko mieni się jako "przypadkowe", a więc np. i totolotek i mutacje genetyczne kwalifikować jako przypadek obiektywny - jako coś, co wcale nie tylko z braku umiejętności człowieka zdaje się nam przypadkowe, ale jako coś, co jest przypadkowe, nieprzewidywalne i akauzalne z samej swej natury. Nawet gdyby taka kwalifikacja wszelkiego przypadku była słuszna (a moim zdaniem jest prawie zawsze całkowicie niesłuszna), to musimy zdać sobie sprawę z tego, co definicja niemiecka stwierdza o obiektywnym przypadku - nie wiemy czy takowy istnieje. Tak więc jeśli nawet przyjęlibyśmy, że każdy przypadek - albo nawet choćby tylko przypadek mutacji losowych - jest przypadkiem obiektywnym, to musimy wiedzieć, że po pierwsze byłaby to tylko czysta spekulacja (bo potwierdzić da się tylko kauzalność, a za ewentualnie pozorną akauzalnością może tkwić jakaś forma nieznanej jeszcze kauzalności), a po drugie - co gorsze - oznaczałoby to wedle owej niemieckiej definicji rezygnację z wyjaśnienia. Moim zdaniem w nauce może się to przytrafić niezmiernie rzadko. Jedynym - jak na razie - przykładem, gdzie prawdopodobnie mamy do czynienia z obiektywnym przypadkiem jest fizyka kwantowa.
CDN
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Obiecałem, że tamten był ostatnim wpisem i właśnie łamię tę obietnicę. Rozumiem, że Pan przedstawił już swoje stanowisko, ale najwyraźniej mi się nie udało jeszcze dotrzeć z moim. W bardzo stanowczy sposób Pan mi zaprzecza i dlatego trudno mi zakończyć ten wątek.> Mam zatem pytanie. Co oznaczają dokładnie słowa "nie da się uprzednio określić". Kto konkretnie nie potrafi tego określić?Do mnie z takim pytaniem? Ani nie jestem autorem hasła, ani nie uważam się za znawcę tej problematyki. Prowadzę z Panem wymianę myśli na tym forum już od paru lat i wydawało mi się, że tak z grubsza, to zna Pan moje poglądy. Pytanie jest pytaniem podobnym do pytania o matematykę. Jedni uważają, że rzeczywistość jest matematyczna inni uważają, że matematyka jest najlepszym ludzkim narzędziem do opisu rzeczywistości. Jestem zwolennikiem tego drugiego poglądu. Uważam, że istnieje obiektywna rzeczywistość zupełnie niezależna od poznającego ją podmiotu. Czyli - czy człowiek coś tam wylicza - czy też nie, czy coś określa - czy nie, to i tak rzeczy się dzieją tak, jak się dziać mają. Dla mnie stwierdzenie "nie da się uprzednio określić" mówi, że żadne "prawa natury" tego nie determinują. > Czy uważa Pan może, że jest to zupełnie obiektywna niemożliwość i absolutnie nigdy człowiek nie będzie w stanie tego uprzednio określić, bo owa niemożność określenia leży właśnie w samej naturze tych kombinacji?Dokładnie tak uważam. Gdyby autor hasła uważał inaczej, to po prostu by to napisał. > Jeśli właśnie Pan tak uważa, to muszę powiedzieć, że zbytniej wiary w możliwości postępu naukowego Pan nie wykazuje.Czy czyta Pan sam siebie? Przecież Pan napisał: jest to zupełnie obiektywna niemożliwość. > Pan cytuje dalsze części niemieckiego artykułu. Moim zdaniem najbardziej trafne stwierdzenia zawarte są na początku. Zaczyna się od definicji:> O przypadku mówimy, gdy danego zdarzenia lub zbiegu wielu zdarzeń nie da się wyjaśnić w sposób kauzalny. Jako kauzalne wytłumaczenia zdarzeń wchodzą w grę w pierwszej kolejności ogólne prawidłowości lub zamiary osób podejmujących działania. "Wytłumaczenie" czegoś jako przypadek stanowi zatem właśnie rezygnację z (kauzalnego) wytłumaczenia.> Proszę zauważyć, że w ostatnim zdaniu słowo "kauzalnego" zostało wzięte w nawias. Uważam to za bardzo trafne i wymowne. Trudno to dookreślenie (słowem kauzalne) całkiem pominąć, ale w istocie przypadek oznacza rezygnację z wytłumaczenia. Kiedy taka rezygnacja jest uprawniona, a kiedy konieczna?Tylu jest mądrych ludzi, a Pan z tym do mnie. Cała moja wiedza z kilku przeczytanych książek pochodzi. Nawet na naszym forum mamy matematyków, fizyków, biologów. Ciekawie na ten temat to już w XVIII wieku zdaje się Dawid Hume wypowiadał, choć później też porę ciekawych spostrzeżeń opublikowano. Mam tu dosyć prosty pogląd gdy mówimy o niezdeterminowanej lub niedeterminującej (losowej) przyczynie, to opisujemy stan faktyczny, tak jak się rzeczy mają. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie aby powiedzieć, że obecny stan nauki nie pozwala poznać przyczyn. To nauka, a nie teologia, tu kręcić nie trzeba, a nawet nie wolno. ______________ Cytat:Pan Maceox: >Ja tylko mogę jeszcze dodać, że aby mówić o nieprzewidywalności konieczny jest podmiot, który w ogóle ma zdolność przewidywania czegokolwiek. Zasadniczo - w naszym przypadku - jest nim człowiek. Proszę zauważyć, że w toku rozwoju nauki człowiek poszerzał zdolności przewidywania. Chociażby prognozy pogody są coraz dokładniejsze.
Bogusławski: Całkowita zgoda.
Pan Maceox: >Przewidywalność lub nieprzewidywalność nie jest zatem cechą materii, a zdolnością człowieka - i to relatywną - ulegającą ciągłemu rozwojowi.
Bogusławski: Powiedzmy, że tu jest podobnie jak w matematyce, którą uważam za narzędzie. Obiektywna rzeczywistość istnieje niezależnie od poznającego ją podmiotu. > To dlaczego nie możemy dojść do porozumienia?Z bardzo zasadniczego powodu nasze stwierdzenia są alternatywne. > Przecież tu właśnie wyraźnie widać, jak losowość jest w pierwszej kolejności cechą obserwatora, a nie przyrody.Absolutnie się z tym nie zgadzam! Losowość jest cechą pewnych przyrodniczych zdarzeń. Zdarzeń zupełnie niezależnych od obserwatora. > Obserwator zwiększając swą wiedzę zmniejsza zakres losowości.Jeżeli przez zwiększenie zakresu wiedzy zdobywamy pełną wiedzę o wpływie określonych przyczyn na określony skutek, to nigdy to nie było "zdarzenie losowe" - po prostu nie znaliśmy lub nie mogliśmy na wcześniejszym poziomie wiedzy określić przyczyn - co się często zdarza. Rzeczywistość jest poznawalna, ale wcale jeszcze nie poznana.Naukowe terminy (czy wprost cały naukowy język) służą do opisu, nie do rozmydlania czy manipulacji interpretacjami zdarzeń. Jaśniej już tego napisać nie mogę. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > >Mam zatem pytanie. Co oznaczają dokładnie słowa "nie da się uprzednio określić". Kto konkretnie nie potrafi tego określić?> Do mnie z takim pytaniem? Ani nie jestem autorem hasła, ani nie uważam się za znawcę tej problematyki. Prowadzę z Panem wymianę myśli na tym forum już od paru lat i wydawało mi się, że tak z grubsza, to zna Pan moje poglądy. Pytanie jest pytaniem podobnym do pytania o matematykę. Jedni uważają, że rzeczywistość jest matematyczna inni uważają, że matematyka jest najlepszym ludzkim narzędziem do opisu rzeczywistości.> Jestem zwolennikiem tego drugiego poglądu. Uważam, że istnieje obiektywna rzeczywistość zupełnie niezależna od poznającego ją podmiotu. Czyli - czy człowiek coś tam wylicza - czy też nie, czy coś określa - czy nie, to i tak rzeczy się dzieją tak, jak się dziać mają. Dla mnie stwierdzenie "nie da się uprzednio określić" mówi, że żadne "prawa natury" tego nie determinują.Moim zdaniem, o ile o prawach natury przyjmuje się, że są powszechne w całym wszechświecie, o tyle wyrażenie "nie da się uprzednio określić" jest językowo nieścisłe i może oznaczać nie tylko obiektywną niemożliwość, ale równie dobrze czysto ludzką nieumiejętność. Dlatego właśnie w niemieckim artykule przypadły mi bardzo do gustu opisy czterech rodzajów "przypadku", gdzie ten problem się uwidacznia. Napisał Pan w jednym z poprzednich wpisów: Cytat:Moim zdaniem rzeczywistość istnieje obiektywnie, czyli niezależnie od naszych lepszych, czy gorszych narzędzi jej opisu. Moja wiedza jest zbyt uboga abym mógł stwierdzić, że wszystko - co się dzieje w przyrodzie - jest zdeterminowane. Choć raczej jestem deterministą, to takie podejście przypomina mi prymitywny fatalizm. Ale zgadzam się tu z Panem Fizykiem, że jest obszar zjawisk, w których pomimo prawdopodobieństwa istnienia przyczyn, tylko z powodu nieumiejętności ich znalezienia nazywamy je przypadkiem, ale czy Pan Fizyk może mnie zapewnić, że "losowe przyczyny" na pewno w przyrodzie nie występują. Wątpię aby on chciał rozciągać "myślenie przyczynowo-skutkowe nawet do sytuacji, w których ono zawodzi?" Tak więc Pan uznaje, że przynajmniej w niektórych sytuacjach zjawisko zwane "przypadkowym" w rzeczywistości może być zdeterminowane. Ja ze swej strony mogę tylko jeszcze raz podkreślić, że uważam, iż jest całkiem możliwe, że istnieją zjawiska całkowicie niezdeterminowane. Tak więc zasadniczo - w tak ogólnym ujęciu - nie widzę rozbieżności w naszych stanowiskach. Nie zgadzamy się jedynie co do kwalifikacji danych, konkretnych zjawisk (mówiliśmy np. o totlotku i o mutacjach genetycznych) w ramach jednej z tych dwóch form przypadku (obiektywnej albo subiektywnej). Muszę przyznać, że do tego rodzaju kwalifikacji są jednak w większym stopniu uprawnione osoby dobrze znające się na tych konkretnych zjawiskach. Myślę, że wie Pan sporo wie Pan o przyrodzie i nauce, jednak w tym dialogu zastrzegał Pan, że nie jest specjalistą w tym zakresie. Ja specjaltistą również nie jestem, a wiedzą na tym polu nie mam się co chwalić. W związku z tym, aby nasza rozmowa nie stała się dialogiem dwóch ślepców o kolorach, sądzę że najwłaściwsze będzie otworzenie w przyszłości nowego wątku, z nadzieją zauważenia go przez osoby kompetentne. Sądzę, że temat sam w sobie jest arcyciekawy i warto będzie usłyszeć opinie innych forumowiczów. Wyjeżdżam na urlop, a potem nie wiem, czy szybko wrócę do aktywnego udziału w forum. Strasznie dużo czasu mi to pisanie postów zabiera. Mam kilka pomysłów na nowe wątki (chodzą mi po głowie takie tematy jak np. kwestia możliwości nieśmiertelności, legalizacja prostytucji, zasadność dowodu na wykluczenie obłędu u samego siebie przedstawiona przez Lema w "Solaris", konsumpcjonizm jako nowa religia, a także pytanie o uzależnienie od forum), ale nie wiem kiedy uda mi się do tego zebrać - mając również na uwadze niebezpieczeństwo wystąpienia objawów tego ostatniego ze zjawisk wskazanych w nawiasie. Pozdrawiam serdecznie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Moim zdaniem, o ile o prawach natury przyjmuje się, że są powszechne w całym wszechświecie, o tyle wyrażenie "nie da się uprzednio określić" jest językowo nieścisłe i może oznaczać nie tylko obiektywną niemożliwość, ale równie dobrze czysto ludzką nieumiejętność.Znowu z pretensjami do mnie. Wikipedia ma to do siebie, że z zapisami haseł można dyskutować. Niech Pan podyskutuje z autorem żeby zapis uściślił. Mnie to nie jest potrzebne. Zapis rozumiem: Dla mnie stwierdzenie "nie da się uprzednio określić" mówi, że żadne "prawa natury" tego nie determinują.> Dlatego właśnie w niemieckim artykule przypadły mi bardzo do gustu opisy czterech rodzajów "przypadku", gdzie ten problem się uwidacznia.Nie dostrzegam w tych opisach absolutnego zakwestionowania "losowości". Pewne zjawiska są losowe, a pewne nie. > Napisał Pan w jednym z poprzednich wpisów:> Cytat:Moim zdaniem rzeczywistość istnieje obiektywnie, czyli niezależnie od naszych lepszych, czy gorszych narzędzi jej opisu. Moja wiedza jest zbyt uboga abym mógł stwierdzić, że wszystko - co się dzieje w przyrodzie - jest zdeterminowane. Choć raczej jestem deterministą, to takie podejście przypomina mi prymitywny fatalizm. Ale zgadzam się tu z Panem Fizykiem, że jest obszar zjawisk, w których pomimo prawdopodobieństwa istnienia przyczyn, tylko z powodu nieumiejętności ich znalezienia nazywamy je przypadkiem, ale czy Pan Fizyk może mnie zapewnić, że "losowe przyczyny" na pewno w przyrodzie nie występują. Wątpię aby on chciał rozciągać "myślenie przyczynowo-skutkowe nawet do sytuacji, w których ono zawodzi?" Całkowicie to podtrzymuję. > Tak więc Pan uznaje, że przynajmniej w niektórych sytuacjach zjawisko zwane "przypadkowym" w rzeczywistości może być zdeterminowane.W niektórych przypadkach może być różnie i co z tego wynika dla Pańskiego twierdzenia? > Ja ze swej strony mogę tylko jeszcze raz podkreślić, że uważam, iż jest całkiem możliwe, że istnieją zjawiska całkowicie niezdeterminowane.Według mojej wiedzy jest pewne, że takie zjawiska występują - choć dosyć rzadkie. > Tak więc zasadniczo - w tak ogólnym ujęciu - nie widzę rozbieżności w naszych stanowiskach. Nie zgadzamy się jedynie co do kwalifikacji danych, konkretnych zjawisk (mówiliśmy np. o totolotku i o mutacjach genetycznych) w ramach jednej z tych dwóch form przypadku (obiektywnej albo subiektywnej).> Muszę przyznać, że do tego rodzaju kwalifikacji są jednak w większym stopniu uprawnione osoby dobrze znające się na tych konkretnych zjawiskach. Myślę, że wie Pan sporo wie Pan o przyrodzie i nauce, jednak w tym dialogu zastrzegał Pan, że nie jest specjalistą w tym zakresie. Ja specjalistą również nie jestem, a wiedzą na tym polu nie mam się co chwalić.Chciałbym zapytać specjalistów - czy wyobrażają sobie teoretyczne (praktycznie istnienie takiego "cuda" jest równe prawdopodobieństwu istnienia Boga) zbudowanie maszyny stale wyrzucającej na kostce do gry tą samą liczbę, a przecież to prosty układ o niewielkiej ilości parametrów. > W związku z tym, aby nasza rozmowa nie stała się dialogiem dwóch ślepców o kolorach, sądzę że najwłaściwsze będzie otworzenie w przyszłości nowego wątku, z nadzieją zauważenia go przez osoby kompetentne.Cały czas niezmiennie powtarzam swój pogląd i cały czas stwierdzam, że brak mi dostatecznych kompetencji. Przyrodnicy zajmujący się genetyką tkwią uparcie przy stwierdzeniach, że niektóre ze zjawisk, dotyczące mieszania genów, są czysto losowe. Może inni specjaliści ich pouczą, że nie mają racji. > Sądzę, że temat sam w sobie jest arcyciekawy i warto będzie usłyszeć opinie innych forumowiczów.Gdyby interesował innych forumowiczy, to nie sądzę żeby się nie odezwali. > Wyjeżdżam na urlop, a potem nie wiem, czy szybko wrócę do aktywnego udziału w forum. Strasznie dużo czasu mi to pisanie postów zabiera.Mnie też zabiera bardzo dużo czasu, ale jak na razie przynosi mi sporo korzyści. Stale muszę się czegoś douczyć, coś sprawdzić i jakiś swój pogląd zweryfikować. Jest tu parę osób, z którymi warto ten czas tracić. Pan do nich należy. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | ciąg dalszy: Natomiast zasadą jest przyczynowość, dlatego, że ona narzuca się nam w fizyce w skali większej od kwantowej, a pewne ograniczenia pojawiają się dopiero przy prędkości światła. Mamy tu szereg praw, które są niezmienne - chodzi np. o dynamikę Newtona, ale również o zależności między pierwiastkami i związkami chemicznymi. Tutaj nie ma już albo-albo. Tutaj jeśli mamy konkretną ilość danego związku chemicznego, którą w konkretny sposób pomieszamy z konkretną iloścą innego związku chemicznego, to zawsze uzyskamy ten sam skutek, chyba że dojdzie jakiś dodatkowy związek chemiczny, albo nastąpi jakaś istotna dla owej reakcji zmiana otoczenia, co wszak zupełnie zmieni warunki wstępne. Podobnie jest z ciałami fizycznymi - tu zawsze kąt odbicia zależy od kąta padania, choć również od chropowatości materiałów. Człowiek jest w stanie opisywać te prawa w sposób uogólniający. Natomiast w przyrodzie występuje tak wielka ilość jednocześnie oddziałujących sił - już nawet w stosunkowo prostym totolotku - że jakkolwiek dokładnie wiemy, że każde odbicie zależy ściśle od poprzedniego ruchu, pozycji kulki i miejsca trafienia w następną kulkę, to nie jesteśmy w stanie przewidzieć konkretnego wyniku. Wiemy jednak, że wynik ów jest w pełni zdeterminowany na zasadzie znanych nam praw przyrody. Tymczasem od czasu kiedy ziemia ostygła (a i dużo wcześniej oczywiście) mamy do czynienia z reagującymi ze sobą związkami chemicznymi w ilościach, które podlegają znanym nam prawom chemii i szeroko pojętej fizyki w sposób deterministyczny. Niemożność odtworzenia tego procesu wynika nie tylko ze skali czasowej, ale również z niemożliwości ustawienia wszystkich oddziałujących sił i ilości danych substancji w dokładnie takich samych proporcjach i kątach, gdzie najmniejsze odchylenie może prowadzić do wielkich zmian. Jeśli używa się słowa "przypadek" wówczas, gdy dla zaistnienia danej sytuacji końcowej nie można znaleźć wytłumaczenia w sytuacjach początkowych, to musi również obowiązywać co następuje [...] Przy tej samej sytuacji początkowej może wystąpić wiele różnych sytuacji końcowych. Brak jest dostrzegalnej przyczyny zajścia konkretnej sytuacji końcowej. Przy powtarzaniu tej samej sytuacji początkowej mogą wystąpić różne sytuacje końcowe. Tak - jeśli nie można znaleźć wytłumaczenia - to tak właśnie jest. Pytanie kiedy rzeczywiście nie ma wytłumaczenia. W trzech z czterech rodzajów przypadku z niemieckiej definicji istnieje kauzalność, w jednym tylko być może nie istnieje. Do którego z tych czterech rodzajów przypadku należy Pana zdaniem zakwalifikować mutacje genetyczne? >>Zgadzam z zapisem w niemieckiej wikipedii (choć nie jest on moim zdaniem do końca konsekwentny). >No więc zgadza się Pan z tym zapisem, czy zgadza się Pan z tym - co mu w tym zapisie pasuje. Klasycznym przykładem przypadku jest każdy rodzaj (niezmanipulowanych) gier losowych: Przy użyciu idealnej kostki może wystąpić dla każdego rzutu wartość od 1 do 6. Przed wyrzutem nie można przewidzieć, jaki będzie wynik. Brak jest wyjaśnienia dla zajścia wyniku w postaci konkretnej liczby.Tu właśnie jest nieścisłość w niemieckim artykule. Wcześniej napisali (przy trzecim rodzaju przypadku): Jest wytłumaczalne, dlaczego kulka w ruletce upadla właśnie na konkretną cyfrę. Oczywiście, że jest ogólnie wytłumaczalne, natomiast w szczegółach jest nieprzewidywalne. >>Ja tylko mogę jeszcze dodać, że aby mówić o nieprzewidywalności konieczny jest podmiot, który w ogóle ma zdolność przewidywania czegokolwiek. Zasadniczo - w naszym przypadku - jest nim człowiek. Proszę zauważyć, że w toku rozwoju nauki człowiek poszerzał zdolności przewidywania. Chociażby prognozy pogody są coraz dokładniejsze. >Całkowita zgoda. To dlaczego nie możemy dojść do porozumienia? Przecież tu właśnie wyraźnie widać, jak losowość jest w pierwszej kolejności cechą obserwatora, a nie przyrody. Obserwator zwiększając swą wiedzę i umiejętności zmniejsza zakres losowości. Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | Problem polega moim zdaniem na tym, że istnieją tylko ciała (lub powiedzmy szerzej: materia), które wchodzą z sobą w interakcje. "Losowość" jest natomiast tylko pewną IDEĄ, która jedynie w pewnym zakresie jest nam pomocna przy opisie zjawisk. Losowość nie jest cechą ani ciała, ani ruchu ciała, ani interakcji z drugim ciałem. Ciało działa na drugie ciało w czasie i tak dochodzi do związków przyczynowych. Czasem przyczyna jest jedna, a czasem jest ich więcej, ale generalnie w fizyce klasycznej każde zjawisko ma swoją przyczynę.
> Losowość - w potocznym znaczeniu brak celu, przyczyny, porządku lub przewidywalnego zachowania. W potocznym znaczeniu - być może. Gdyby nie ten dodatek, to akurat ta definicja zupełnie by mi nie odpowiadała. Jedynie brak przewidywalnego zachowania się zgadza. O żadnym celu, tu w ogóle nie mówimy. Ciała w fizyce nie mają celu, mają natomiast przyczyny swego ruchu. Niemiecki odpowiednik tego artykułu w wikipedii ma dwie zalety: 1. jest napisany prostym, ale ścisłym językiem 2. w pełni zgadza się z moim rozumieniem losowości Będę go musiał w końcu przetłumaczyć, co już kiedyś Panu obiecywałem. Rozumiem, że ja mogę być dla Pana mało przekonywujący, ale skoro akceptuje Pan wyjaśnienia autorów Wikipedii, to może ci niemieccy będą w stanie lepiej przekazać mój punkt widzenia ode mnie samego. > Losowy proces to proces, którego wyniki nie dają się dokładnie przewidzieć, a jedynie można opisać ich rozkład. Zgodzam się z tym stwierdzeniem. >W matematyce i statystyce termin ten można formalnie zdefiniować jako zachowanie dokładnie opisywane pojęciem zmiennej losowej, pozbawione korelacji i innych przewidywalnych cech. W matematyce! Tylko w matematyce tak to można opisać - zmienna losowa pozbawiona korelacji jest ideą niewystępującą w przyrodzie, podobnie jak trójkąt. W fizyce klasycznej zawsze jest korelacja.
>dalej pozostaję w przekonaniu, że Zmienność genetyczna jest losowa, nieprzewidywalna, różnokierunkowa, sama w sobie nie ma charakteru przystosowawczego, ale stanowi materiał dla zmian ewolucyjnych, jest bowiem źródłem różnorodności podlegającej doborowi naturalnemu. Bez zmienności genetycznej nie byłoby dziedzicznych różnic w zdolności do reprodukcji, tym samym nie byłoby selekcji naturalnej. Oczywiście tak! Jest losowa, ale każda konkretna mutacja ma konkretne fizyczne przyczyny wynikające z ruchów zachodzących w ciele fizycznym, jakim jest DNA. W ogólności mutacje są nieprzewidywalne i dlatego losowe, ale każda konkretna mutacja jest w pełni zdeterminowana, na takiej samej zasadzie jak kostka do gry, gdzie wyniku nie da się przewidzieć, ale jest on zdeterminowany siłą wyrzutu. Pozdrawiam serdecznie!
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Byłbym jednak nieszczery, gdybym nie przyznał, że mnie plusy Pana Fizyka raczej utwierdzają w przekonaniu, że przynajmniej jakichś poważnych błędów w mojej argumentacji nie było.Zgadza się. Przeczytawszy te dwie Twoje wypowiedzi uznałem je za poprawne i dlatego dałem Ci plusy. Ale to nie znaczy, że wypowiedzi Andrzeja są niepoprawne! Wręcz przeciwnie: z dosyć wyrywkowego śledzenia tego wątku mam wrażenie, że obydwaj poprawnie rozumujecie, zwracając tylko uwagę na nieco inne aspekty tego samego problemu. > Nie wiem co to są "PRZYCZYNY LOSOWE"."Przyczyny losowe" to taki wygodny oksymoron pozwalający rozciągnąć myślenie przczynowo-skutkowe nawet do sytuacji, w których ono zawodzi. Idąc tym wygodnym tropem, wszelką losowość można uważać za wynik jedynie naszej niepełnej wiedzy o świecie. Całkiem poprawnie można uważać, że przyszła historia całego świata jest dokładnie ustalona i nic tej przyszłości nie może zmienić. A nasze wrażenie posiadania "wolnej woli" wynika jedynie z konieczności podejmowania decyzji w obliczu tej niepełnej wiedzy, którą skrótem myślowym redukujemy do "przyczyn losowych". Dla większości ludzi (którzy kiedykolwiek zastanawiali się nad determinizmem i losowością) tak konsekwentny obraz przyczynowo-skutkowego świata, w którym nawet przeznaczenie Twojej śmierci jest zafiksowane co do minuty, jest obrazem tak ponurym, że wolą pocieszać się jakąś formą dualizmu. Jednak, czy to robi jakąś praktyczną różnicę, jeżeli tej minuty nie znamy i nie możemy poznać? Ta różnica jest filozoficzna, a nie naukowa. Co będzie to będzie.> W ogóle nie wiem, czym miałby być "los". To chyba coś na kształt Boga.To jest ten Bóg, od którego Einstein żądał aby nie grał w kości. Bóg usłuchał.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | ciąg dalszy: Proponuję przyjrzeć się również grze w bilarda. Sprawni gracze potrafią w taki sposób trafić kijem w białą bilę, że w danym układzie trafiona następnie bila kolorowa trafi do łuzy, czasem nawet po odbiciu od bandy (zgodnie z wolą gracza). Znów działają tu prawa fizyki klasycznej. Biała bila jest w pełni zdeterminowana przez uderzenie kijem, a bila kolorowa jest w pełni zdeterminowana uderzeniem bili białej. Wpadnięcie bili kolorowej do łuzy jest w efekcie zdeterminowane ruchem ręki gracza.
Istnieje jednak w bilardzie moment, w którym zaczyna się gra. Wówczas piętnaście kolorowych bil jest ułożonych w kształcie trójkąta - stykając się ze sobą - po jednej stronie stołu, a z punktu po drugiej stronie stołu uderzana jest bila biała w celu rozbicia owych bil kolorowych.
Można być bardzo sprawnym graczem, a mimo to nie istnieją dwa takie same rozbicia. Rozbijane bile rozmieszczają się po stole losowo, nawet jeśli - w naszym odczuciu - uderzamy z tą samą siłą i trafiamy w ten sam punkt pierwszej bili stojącej na szczycie trójkąta.
Czy aby na pewno mamy tu jednak do czynienia z sytuacją, w której ten sam stan początkowy prowadzi za każdym razem do różnych efektów? Otóż nie. Nie opuszczamy bowiem dziedziny fizyki klasycznej. Również tu ruch białej bili zależy od siły, z jaką ją uderzymy i od kierunku, w którym ją poślemy. Również w trafionym zespole stykających się bil działają wektory ściśle zależne od kierunku i siły trafienia w nie bili białej. Te 15 bil odbija się następnie od siebie i od band i ponownie od siebie w sposób ściśle zależy od ruchu białej bili, a zatem i ręki gracza. Nieprzewidywalność rozbicia wynika stąd, że rolę odgrywają tu bardzo małe odchylenia - tak małe, że nasze ludzkie umiejętności nie starczają na to, by je kontrolować.
Można by sobie jednak wyobrazić komputer, który znając wystarczająco dokładnie kierunek i siłę uderzenia bili białej potrafiłby obliczyć sytuację końcową po rozbiciu z takim skutkiem, z jakim my z naszymi umiejętnościami obliczamy właściwy kąt, gdy na stole znajdują się już tylko dwie bile (biała i czarna blisko łuzy) i wygranie przez nas partii stanowi formalność.
Taki komputer musiałby dysponować tylko odpowiednimi mocami obliczeniowymi i odpowiednio dokładnymi danymi o sile i kierunku uderzenia. Oczywiście to "tylko" może być w praktyce trudne, albo wręcz niemożliwe do osiągnięcia, jednak uwidacznia, że chodzi wyłącznie o stopień precyzji w określaniu oddziałujących sił i wektorów.
Jednak ostateczny układ bil po rozbiciu zależy właśnie wyłącznie od tych sił i wektorów - ściśle zdeterminowanych uderzeniem w białą bilę - bo to właśnie od niej zaczęło się rozbicie, a żadne inne krasnoludki nie wskoczyły do gry.
Wyłącznie brak posiadania przez człowieka odpowiedniej precyzji decyduje o tym, że nie potrafimy pokierować rozbiciem tak, by przewidzieć jak rozmieszczą się bile wskutek tego uderzenia.
Proszę zauważyć, że toto-lotek jest rodzajem bilarda. Wprawdzie zamiast kija mamy bęben, a zamiast łuz - pobierak - jednak pozostały charakter gry jest podobny. Kulki z cyferkami ulegają wymieszaniu, ale ich ruch w każdym danym momencie jest zdeterminowany poprzednim odbiciem.
I nie chcę już za dużo pisać o mutacjach genetycznych - proszę mi tylko pozwolić zauważyć, że (o ile się nie mylę) pozostajemy tu w dalszym ciągu w ramach fizyki klasycznej. Mutacje mają więc swoje ściśle fizyczne przyczyny - które są jednak dla człowieka każdorazowo nieprzewidywalne ze względu na jego ograniczone zdolności w zakresie precyzyjności przy określaniu i obliczaniu decydujących w tym zakresie sił przyrody. To z braku tej precyzyjności może mu tu tylko służyć rachunek prawdopodobieństwa.
>Chętnie przeczytam - jeśli jednak dobrze wnioskuję z tytułu - to ja nigdzie nie mówiłem ani o planie, ani o celowości w przyrodzie. >Tak, nie mówił Pan, a o czym Pan tu mówił? O przyczynach i skutkach. Zgadzam się z Panem, że zasada przyczyny i skutku nie musi być uniwersalna, ale w fizyce klasycznej trudno mi dostrzec wyjątki. Tak więc również biologia nie jest z tej zasady wyłączona.
>Proszę - choćby tylko - wziąć pod uwagę moje ostatnie posty skierowane do Pana, czy w ostatnich wątkach. Wiele tam mowy o losowości. Ale na czym ta losowość polega? Do tej pory nie spotkałem argumentów, które obalałyby moją tezę, że przypadek jest tylko brakiem wiedzy lub umiejętności (manualnych lub obliczeniowych) człowieka przy określaniu wystarczająco precyzyjnie przyczyn danych zjawisk, by móc przewidzieć skutki. W tym wpisie przedstawiłem również argumenty popierające tę tezę. Teza ta nie dotyczy mechaniki kwantowej, na temat której nie mam wystarczającej wiedzy, aczkolwiek - o ile dobrze rozumiem - również tu istnieje interpretacja kauzalna.
>>(Poproszę osoby lepiej znające się na temacie o zweryfikowanie tego, co tu napisałem) >Jednak - może najpierw trochę osobistego wysiłku przy weryfikacji tego co się pisze. Są książki, jest internet. Podsyłam Panu bibliografię i linki, ale brakuje Panu czasu na lektury, tak jest Pan zajęty pisaniem. Stać Pana na znacznie więcej Panie Macieju. Ja też chciałbym czegoś się od Pana nauczyć. Też tak zupełnie z palca tej koncepcji nie wyssałem. Problem może polegać na sposobie, w jakim sam ją komunikuję. By uczynić to w sposób - mam nadzieję - jaśniejszy musiałem napisać w tym poście jeszcze więcej słów. Dziękuję za pochylenie się nad moimi refleksjami. Jeśli wskaże mi Pan błąd, będę wdzięczny.
Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Ciąg dalszy. > >>>Proszę - choćby tylko - wziąć pod uwagę moje ostatnie posty skierowane do Pana, czy w ostatnich wątkach.> Wiele tam mowy o losowości.Czyżby dla mnie "losowość" była jakimś "konikiem"? Wątpię! > Ale na czym ta losowość polega?Lepiej niż wyjaśniłem, wyjaśnić już nie potrafię. > Do tej pory nie spotkałem argumentów, które obalałyby moją tezę, że przypadek jest tylko brakiem wiedzy lub umiejętności (manualnych lub obliczeniowych) człowieka przy określaniu wystarczająco precyzyjnie przyczyn danych zjawisk, by móc przewidzieć skutki.A jak Pan szukał? Nawet moim skromnym argumentom rzetelnie się Pan nie przyjrzał. O czym Pan znowu uparcie mówi. Możliwość przewidzenia wyniku wyklucza losowość - albo jedno, albo drugie. > W tym wpisie przedstawiłem również argumenty popierające tę tezę.Gdzie, kiedy, komu? > Teza ta nie dotyczy mechaniki kwantowej, na temat której nie mam wystarczającej wiedzy, aczkolwiek - o ile dobrze rozumiem - również tu istnieje interpretacja kauzalna.Tak istnieje i cieszy się specjalnym zainteresowaniem kościelnych intelektualistów. www.obi.opoka.org.pl/zfn/028/zfn02802904Hajduk.pdfwww.ifsid.(*)anskauzalna determinacja.pdf[Załącznik]Odwołuje się do niej tu Pan Marcuch i odpowiadał mu Pan Fizyk, ale to nie jest "mój temat" choć czytam o nim z zainteresowaniem. > Poproszę osoby lepiej znające się na temacie o zweryfikowanie tego, co tu napisałem)> >>>Jednak - może najpierw trochę osobistego wysiłku przy weryfikacji tego co się pisze. Są książki, jest internet. Podsyłam Panu bibliografię i linki, ale brakuje Panu czasu na lektury, tak jest Pan zajęty pisaniem. Stać Pana na znacznie więcej Panie Macieju. Ja też chciałbym czegoś się od Pana nauczyć.Całkowicie to podtrzymuję. > Też tak zupełnie z palca tej koncepcji nie wyssałem.Nie, jest mi ona dobrze znana ze strony fideistycznych intelektualistów. Przykłady podałem wyżej. Może Pan także zajrzeć do portalu: www.nauka-religia.uz.zgora.pl/> Problem może polegać na sposobie, w jakim sam ją komunikuję.Nie wiem na czym polega Pański problem? Mój zawsze polega na przekonaniu samego siebie do argumentacji, którą ktoś przedstawia, gdy ją przyjmę, to wówczas pogląd tej osoby staje się również moim poglądem. Mnie Pan nie przekonał tu wcale. > Jeśli wskaże mi Pan błąd, będę wdzięczny.Bardziej już nie mogę. Podsuwam Panu tylko argumentację, a do poglądu to sam Pan dojść musi. Przy okazji może warto zajrzeć do książki "Kwark i jaguar", M. Gell-Manna, a szczególnie na strony 73-82. . Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | Ciąg dalszy: >W świecie biotycznym istnieje większy stopień indywidualności oraz ograniczona sukcesywność (kierują nim prawa biologiczne), To tak człowiek to widzi - im coś bardziej skomplikowane, to tym większa indywidualność, a sukcesywność ograniczona. Nie widzę zasadniczego problemu, żeby sprowadzić prawa biologiczne do praw fizycznych (nawet na poziomie atomowym) - tyle, tylko, że wejdziemy na inna skalę obserwacji. Jednak biologia bazuje na fizyce i chemii.
>a tym samym mniejszy stopień możliwości przypadkowego działania. Chwileczkę, jeśli indywidualność jest większa, a sukcesywność ograniczona, to przypadkowość (nieprzewidywalność) chyba większa, a nie mniejsza? Np. można dość dokładnie przewidzieć, co zrobi kula bilardowa pod wplywem uderzenia przez wprawnego gracza, ale na ktorej ścianie baru usiądzie denerwująca wszystkich mucha już jest przewidzieć trudniej. Mucha jest bardziej przypadkowa od bili, ale czy mniej zdeterminowana?
Choć oczywiście tak absolutnie - to nie wiadomo. Wydaje mi się jednak, że dla nauki - ponieważ jest racjonalna - nie ma innej drogi - jak właśnie odkrywanie związków (przyczynowych) w obsewrwowanym świecie. Rzeczywiście dociera się do zjawisk, w ramach których w każdym razie człowiek nie jest w stanie podać wyjaśnień przyczynowo-skutkowych.
Pozdrawiam serdecznie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . W świecie biotycznym istnieje większy stopień indywidualności oraz ograniczona sukcesywność (kierują nim prawa biologiczne), a tym samym mniejszy stopień możliwości przypadkowego działania. >Chwileczkę, jeśli indywidualność jest większa, a sukcesywność ograniczona, to przypadkowość (nieprzewidywalność) chyba większa, a nie mniejsza? Nie jestem nawet współautorem tego stanowiska. Nie chcę optymalizować użytych tam sformułowań, choć ogólnie się z nimi zgadzam.
>Choć oczywiście tak absolutnie - to nie wiadomo. Wydaje mi się jednak, że dla nauki - ponieważ jest racjonalna - nie ma innej drogi - jak właśnie odkrywanie związków (przyczynowych) w obserwowanym świecie. Rzeczywiście dociera się do zjawisk, w ramach których w każdym razie człowiek nie jest w stanie podać wyjaśnień przyczynowo-skutkowych. No właśnie! Uważam - na podstawie przeczytanej literatury - że nie każdy skutek musi mieć przyczynę. Np. zupełnie inne - choć nie wiem jakie - prawa przyrody panowały w trakcie wielkiego wybuchu? Nie wiem też co było przed? Argumenty przeczytanych uczonych mnie przekonały, ale nie dały mi dostatecznej wiedzy abym potrafił merytorycznie bronić tego stanowiska. Tu trzeba rozmawiać z ludźmi, którzy bardziej interesują się tą problematyką.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ . > Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Ciąg dalszy.. Pan Parys:Ateizm ignoruje logikę i zasadę przyczynowo- skutkową czyli podstawę racjonalizmu: odrzucając niematerialną przyczynę materii (nazywaną Bogiem) twierdzi tym samym,że: (innych możliwości nie ma)
a) materia jest wieczna a więc bez przyczyny
albo
b) materia samopowstała i samoistnieje czyli absurd: przyczyna-materia jest jednocześnie skutkiem-materią. -------------------------- Wynika - bowiem ciąg p-s nieskończony wstecz nie może istnieć realnie nie mając początku !- ciąg p-s jednak realnie istnieje co odkrywa nauka-zatem jest skończony. Pan Parys jak zaczął: www.racjonalista.pl/forum.php/s,124543 tak przez cały czas powtarza to samo www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,22690Niewielu racjonalistów kwestionuje determinizm, czy zasadę przyczyna-skutek, a na pewno nie ja. Tu chodzi jedynie o absolutyzm tego twierdzenia. Uważam tylko, że nie wszystko jest absolutnie zdeterminowane i nie każdy skutek zrodził się z określonej przyczyny. [Załącznik] Zasada przyczynowości, będąca, zgodnie ze słowami Ojca Świętego, uniwersalnym fundamentem filozofii, jest w pewnej mierze kwestionowana przez badania fizyczne układów mikroskopowych. Niektóre eksperymenty fizyczne zdają się bowiem wskazywać, że w przyrodzie istnieją zjawiska bezprzyczynowe - akazualne. Rodzi się zatem istotne pytanie: czy zasada przyczynowości jest uniwersalnie prawdziwa?> >>>I właśnie tylko o ten "uniwersalizm" tu chodzi.> Fakt, że Ojciec Święty akceptuje zasadę przyczynowości nie oznacza w sposób konieczny, że zasada ta jest nie do zaakceptowania. Cała nauka polega właśnie na dochodzeniu do przyczyn zjawisk.Albo Pan mnie nie zrozumiał, albo ja nie rozumiem Pana. I Ojciec Święty jest za zasadą przyczynowości i ja też. Kwestionuję tylko tu od początku jej absolutyzm i Ojciec Święty jak tu widać ma podobne stanowisko. > Tam gdzie gubi się ślad związku przyczynowo-skutkowego nauka po prostu napotyka na swoje (aktualne) granice.Jakoś nie wydaje mi się aby tak było. > Na tym gruncie da się wyjaśnić prawie wszystko i to właśnie w sposób przyczynowy, choć napotykamy na zjawiska i zagadnienia, które zdają się determinizmowi umykać.Zdają się - czy umykają? > Jeśli nie uda się ich wytłumaczyć na zasadzie związku przyczynowo-skutkowego, to oznacza to tyle, że nie zostaną wyjaśnione.Mam większą wiarę w możliwości ludzkiego intelektu. Choć nie potrafię nawet sobie wyobrazić wyjaśnienia przyczyn istnienia obiektywnej rzeczywistości. Sądzę, że istnieje wiecznie i ulega tylko przemianom. > Mamy więc fizykę kwantową, a ponadto (na innym poziomie) zagadnienie "wolnej woli".I o fizyce kwantowej i o "wolnej woli" wiemy coraz więcej. Nie wiem, czy będziemy wiedzieli wszystko i co to "wszystko" miałoby oznaczać? Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > Niewielu racjonalistów kwestionuje determinizm, czy zasadę przyczyna-skutek, a na pewno nie ja. Tu chodzi jedynie o absolutyzm tego twierdzenia. Uważam tylko, że nie wszystko jest absolutnie zdeterminowane i nie każdy skutek zrodził się z określonej przyczyny. [Załącznik] [color=blue]Zrodził się z przyczyny "nieokreślonej", ale tylko przez człowieka nieokreślonej, być może dlatego, że swym (na razie) ograniczonym aparatem badawczym nie może on jej jej w tym przypadku określić. Nie jesteśmy jednak pewni, czy obiektywnie nie istnieje (żadna - sic!) przyczyna. W każdym razie wiemy, że do rozpadu jądra dochodzi w określonych okolicznościach, i że na pewno któreś z jąder się rozpadnie. Nie wiemy tylko które. Ale zgadzam się, że absolutyzować nie można niczego. Może rzeczywiście jest coś takiego, jak obiektywny indeterminizm. Byłoby to oczywiście z definicji niemożliwe do zrozumienia, ale może i istnieć by mogło. > >Fakt, że Ojciec Święty akceptuje zasadę przyczynowości nie oznacza w sposób konieczny, że zasada ta jest nie do zaakceptowania. Cała nauka polega właśnie na dochodzeniu do przyczyn zjawisk.> Albo Pan mnie nie zrozumiał, albo ja nie rozumiem Pana. I Ojciec Święty jest za zasadą przyczynowości i ja też. Kwestionuję tylko tu od początku jej absolutyzm i Ojciec Święty jak tu widać ma podobne stanowisko.Ja tylko nie wiem, dlaczego akurat w tym temacie Ojca Świętego Pan cytuje. Czy on jest tu autorytetem? Podkreśla Pan też, że cytowana przez Pana encyklopedia jest "katolicka". Gdyby uważał Pan, że jest obiektywna, to owe wskazanie nie byłoby konieczne. Dlatego sądzilem, że cytowanie zarówno Ojca Świętego, jak i podkreślanie katolickości encyklopedii mają wyrazić nieco ironiczny stosunek do prezentowanych przez nich treści. Oczywiście moglem się mylić. W związku z tym pozostaje tylko pytanie, dlaczego akurat powołał Pan w kwestii determinizmu katolickie autorytety jednocześnie to podkreślając. > >Tam gdzie gubi się ślad związku przyczynowo-skutkowego nauka po prostu napotyka na swoje (aktualne) granice.> Jakoś nie wydaje mi się aby tak było.Sądzę, że nauka zmierza do racjonalnego wyjaśnienia zjawisk, z którymi spotykamy się w świecie. Racjonalne wyjaśnienie samo w sobie zawiera dla mnie konieczność pytania o przyczyny owych zjawisk. Zjawiska i ich przyczyny to jest właśnie związek przyczynowy. Jeśli czegoś nie może wyjaśnić w sposób wskazania konkretnej przyczyny, to moim zdaniem nauka napotyka na swoje granice, choć pewne obserwacje można jeszcze próbować różnie interpretować i różne hipotezy tworzyć. > >Na tym gruncie da się wyjaśnić prawie wszystko i to właśnie w sposób przyczynowy, choć napotykamy na zjawiska i zagadnienia, które zdają się determinizmowi umykać.> Zdają się - czy umykają?Obawiam się, że tego właśnie nie wiemy, dlatego ostrożniej jest napisać, że wygląda tak, jakby mu umykały. Jest takie podejrzenie. > >Jeśli nie uda się ich wytłumaczyć na zasadzie związku przyczynowo-skutkowego, to oznacza to tyle, że nie zostaną wyjaśnione.> Mam większą wiarę w możliwości ludzkiego intelektu.Miałem na myśli: jeśli chwilowo się nie uda, to chwilowo nie zostaną wyjaśnione. > Choć nie potrafię nawet sobie wyobrazić wyjaśnienia przyczyn istnienia obiektywnej rzeczywistości.Zgadzam się tu z panem w pełni. > Sądzę, że istnieje wiecznie i ulega tylko przemianom.A probował Pan kiedyś sobie to wyobrazić? Mi za każdym razem, gdy tylko próbuję kręci się w głowie i gdybym za często to robił, to bałbym się, że zwariuję. > >Mamy więc fizykę kwantową, a ponadto (na innym poziomie) zagadnienie "wolnej woli".> I o fizyce kwantowej i o "wolnej woli" wiemy coraz więcej. Nie wiem, czy będziemy wiedzieli wszystko i co to "wszystko" miałoby oznaczać?Ma Pan rację z tym "wszystkim". Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Zrodził się z przyczyny "nieokreślonej", ale tylko przez człowieka nieokreślonej, być może dlatego, że swym (na razie) ograniczonym aparatem badawczym nie może on jej jej w tym przypadku określić. Nie jesteśmy jednak pewni, czy obiektywnie nie istnieje (żadna - sic!) przyczyna.www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,492101#w503318Wybór wierzeń pozostawiam Panu. > Ja tylko nie wiem, dlaczego akurat w tym temacie Ojca Świętego Pan cytuje. Czy on jest tu autorytetem? Podkreśla Pan też, że cytowana przez Pana encyklopedia jest "katolicka". Gdyby uważał Pan, że jest obiektywna, to owe wskazanie nie byłoby konieczne. Dlatego sądziłem, że cytowanie zarówno Ojca Świętego, jak i podkreślanie katolickości encyklopedii mają wyrazić nieco ironiczny stosunek do prezentowanych przez nich treści. Oczywiście moglem się mylić. W związku z tym pozostaje tylko pytanie, dlaczego akurat powołał Pan w kwestii determinizmu katolickie autorytety jednocześnie to podkreślając.Dlatego, że w tej dyskusji pośrednio i bezpośrednio uczestniczy Pan Parys, a on jest w tych rozważaniach jest "świętszym od papieża".Bardzo lubię filozofię, ale żaden filozof nie może być dla mnie autorytetem porównywalnym z autorytetem uczonego. [ Mogę z zainteresowaniem poznawać (i poznaję) filozofię ideologiczną (chrześcijańską, marksistowską), ale preferuję filozofię samodzielną. (Np. Marks nie był marksistą i dlatego wolę Marksa od marksitów.) Zupełnie najniżej sobie cenię przemyślenia teologiczne nawet te pochodzące od papieży, one są tak na poziomie orzeczeń marksologicznych Komitetów Centralnych marksistowskich partii. Proszę porównać nauczanie Jezusa z Magisterium Kościoła Katolickiego.] > Tam gdzie gubi się ślad związku przyczynowo-skutkowego nauka po prostu napotyka na swoje (aktualne) granice.> >>>Jakoś nie wydaje mi się aby tak było.> Sądzę, że nauka zmierza do racjonalnego wyjaśnienia zjawisk, z którymi spotykamy się w świecie.Zdecydowanie nie. Nauka poznaje obiektywnie istniejącą rzeczywistość i panujące w niej prawa. Nawet gdy są zdecydowanie nieracjonalne, a nawet wbrew logice. To człowiek racjonalizuje z przeróżnym tego skutkiem. > Racjonalne wyjaśnienie samo w sobie zawiera dla mnie konieczność pytania o przyczyny owych zjawisk. Zjawiska i ich przyczyny to jest właśnie związek przyczynowy. Jeśli czegoś nie może wyjaśnić w sposób wskazania konkretnej przyczyny, to moim zdaniem nauka napotyka na swoje granice, choć pewne obserwacje można jeszcze próbować różnie interpretować i różne hipotezy tworzyć.Zdecydowanie nie racjonalizm jest granicą nauki, a co najwyżej aktualny brak - dostatecznych na danym etapie poznania - narzędzi poznawczych. www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,492101#w503318> >>>Choć nie potrafię nawet sobie wyobrazić wyjaśnienia przyczyn istnienia obiektywnej rzeczywistości.> Zgadzam się tu z panem w pełni.> >>>Sądzę, że istnieje wiecznie i ulega tylko przemianom.> A próbował Pan kiedyś sobie to wyobrazić? Mi za każdym razem, gdy tylko próbuję kręci się w głowie i gdybym za często to robił, to bałbym się, że zwariuję.To niech Pan określi miejsce, gdzie się Panu kręci? Tu Pan znajdzie mapy kosmosu naszych mózgów: www.cerefy.com/W mózgach mamy upakowane kilkadziesiąt (źródła podają od 15 do 150, ale za każdym razem jest bardzo dużo) miliardów neuronów. Oczywiście liczba połączeń między nimi idzie jeszcze parę rzędów wyżej. Aby to zobrazować, Susan Greenfield, autorka monograficznej pracy o mózgu, porównuje ten układ z liczbą drzew rosnących na 600 tysiącach hektarów dżungli amazońskiej. Gdyby każdemu drzewu odpowiadał jeden neuron, to połączeń (synaps) jest w przybliżeniu między nimi tyle, ile liści na owych drzewach. A jest to dopiero początkiem złożoności procesów, gdyż synapsy tworzą sieć wzajemnych połączeń na całe gamy sposobów i liczba możliwych połączeń jest właściwie nieskończona. www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadziPatricia Churchland
Tylko mózg i on posiada świadomość, może dokonywać introspekcji, może mówić
Tak, kiedy mówię, ze umysł to mózg, kiedy mówię, ze widzenie jest tylko funkcją mózgu... To właśnie mam na myśli Ze nie istnieje nic innego, jak tylko komórki i sposób, w jaki są złożone ze sobą
Dwie rzeczy, jak sadzę, trzeba o tym powiedzieć. Po pierwsze: Oczywiście to nie pojedynczy neuron sprawia, to nie indywidualny neuron czuje ból To jest cała interaktywna sieć neuronów I podobnie ze stanem zakochiwania się To nie tak, ze tam jest jeden mały neuron w płacie ciemieniowym który mówi: "-Hahaha, tak! To jest prawdziwe uczucie!" Oczywiście nie może tak być Więc, to jest cześć odpowiedzi Druga cześć odpowiedzi jest taka ze, jak sądzę... Wraz z pominięciem rozumienia neurologicznych podstaw funkcji psychologicznych... takich jak zakochiwanie się czy widzenie Jesteśmy trochę tam, gdzie był Arystoteles z poważaniem, jakie miał dla zrozumienia natury ruchu I mamy jeszcze do przebycia długa drogę I tak, jak dla Arystotelesa byłoby niemożliwym wyobrażenie sobie przestrzeni nieeuklidesowej... Przestrzeni, której kształt jest zdeformowany przez duże masy grawitacyjnewww.racjon(*)m.php/s,496609/z,0/d,4#w502631> gdy tylko próbuję kręci się w głowie i gdybym za często to robił, to bałbym się, że zwariuję.Znajomi fideiści - a tu coś podobnego czyni Pan Marcuch - zawsze mnie przed tym przestrzegali, ale ja jakoś im więcej czytam, tym więcej potrafię sobie wyobrazić i mniej mi się w głowie kręci. Natomiast coraz trudniej jest mi zrozumieć, jak można być inteligentnym i wykształconym człowiekiem i wierzyć w coś takiego jak "Bóg"? Wszystko jedno czy jest to idea religijna, czy filozoficzna. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | >- Odrzucasz rację, że NIE WIEMY skąd się bierze nasz wszechświat lub nawet wiele wszechświatów. >- Odrzucasz rację, że NIE WIEMY nawet czy jest jakiś "początek" wszechświata.
Czyli nie można odrzucić że początek był "duchowy"
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >>- Odrzucasz rację, że NIE WIEMY skąd się bierze nasz wszechświat lub nawet wiele wszechświatów. >>- Odrzucasz rację, że NIE WIEMY nawet czy jest jakiś "początek" wszechświata. >Czyli nie można odrzucić że początek był "duchowy" Nie można odrzucić? Pytanie raczej, co można potwierdzić.
Pytanie również, które teorie są weryfikowalne. Co miałoby oznaczać "duchowy"?
Dałoby się tego jakoś doświadczyć?
Jeśli tak, to: 1) albo doświadczylibyśmy tego poprzez zmysły 2) albo przynajmniej jako jakieś wewnętrzne doświadczenie.
Skoro tak, to: w przypadku 1) musiałoby być czymś materialnym w świecie wobec nas zewnętrznym w przypadku 2) musiałoby powstać w naszym - również materialnym - mózgu
Tak więc - tak, czy inaczej - duch, gdyby istniał, musiałby przybrać jakś formę materialną, żebyśmy się mogli o nim i o jego istnieniu w ogóle cokolwiek dowiedzieć.
Gdyby natomiast nie był on w żaden sposób materialny, to w takim razie nie możnaby się o nim niczego dowiedzieć, włącznie z tym, czy w ogóle istnieje. W takiej sytuacji dyskusja w tym temacie byłaby bezprzedmiotowa.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | >Gdyby natomiast nie był on w żaden sposób materialny, to w takim razie nie możnaby się o nim niczego dowiedzieć, włącznie z tym, czy w ogóle istnieje. W takiej sytuacji dyskusja w tym temacie byłaby bezprzedmiotowa.
Nie zgadzam się że taka dyskusja jest bezprzedmiotowa, bo świat nie stoi w miejscu i zawsze może się zdarzyć że dostaniemy do ręki kolejny instrument materialny czy duchowy który sprawi że będziemy o krok od rozwiązania zagadnienia.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >>Gdyby natomiast nie był on w żaden sposób materialny, to w takim razie nie możnaby się o nim niczego dowiedzieć, włącznie z tym, czy w ogóle istnieje. W takiej sytuacji dyskusja w tym temacie byłaby bezprzedmiotowa. >Nie zgadzam się że taka dyskusja jest bezprzedmiotowa, bo świat nie stoi w miejscu i zawsze może się zdarzyć że dostaniemy do ręki kolejny instrument materialny czy duchowy który sprawi że będziemy o krok od rozwiązania zagadnienia. INSTRUMENT DUCHOWY? Co to takiego?
Przypomina mi się taka zagadka: "Ubiór ślubowy i dziecko od krowy - co to za instrument muzykowy?"
Ktoś ma ochotę zgadnąć, kto tego nie zna?
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | Jak bym napisał niematerialny to byś zrozumiał ??
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > Jak bym napisał niematerialny to byś zrozumiał ??Nie. A Ty to rozumiesz? Co to jest "niematerialne"? Podaj przykład. (tylko nie mów, że duch  )
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Konowal (6291 punktów) | > >Jak bym napisał niematerialny to byś zrozumiał ??> Nie.> A Ty to rozumiesz? Co to jest "niematerialne"?> Podaj przykład.> (tylko nie mów, że duch )Raczej myślałem o telepatii czy czymś podobnym 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > >>Jak bym napisał niematerialny to byś zrozumiał ??> >Nie.> >A Ty to rozumiesz? Co to jest "niematerialne"?> >Podaj przykład.> >(tylko nie mów, że duch )> Raczej myślałem o telepatii czy czymś podobnym  Aha. Ale nie wiem, dlaczego telepatia miałaby być niematerialna? Przecież informacja przekazywana z umysłu do umysłu musiałaby być "jakoś" przenoszona. Być może musiałoby tu chodzić o jakieś fale. No i tu faktycznie, zgodnie z wikipedią: "Fala - zaburzenie rozprzestrzeniające się w ośrodku lub przestrzeni. W przypadku fal mechanicznych cząstki ośrodka, w którym rozchodzi się fala, oscylują wokół położenia równowagi, przy czym przenoszą energię z jednego miejsca do drugiego bez transportu jakiejkolwiek materii."Tak więc w tym (wąskim) sensie byłoby to może niematerialne, stanowiłoby jednak w pelni naturalne zjawisko fizyczne - gdyby oczywiście istniało. W szerszym (filozoficznym) sensie byłoby to jednak jak najbardziej materialne - jako element możliwej do badania natury. Jednak nie trzeba sięgać aż po wysoce wątpliwe (w zasadzie w żaden sposób niepotwierdzone) zjawisko telepatii. Sam umysł bywa określany mianem "niematerialnego". Jednak obecny stan nauki pozwala na stwierdzenie, że umysł jest funkcją mózgu. Tak więc materialność/niematerialność to ostatecznie pewne ludzkie kategoryzacje zjawisk przyrodniczych. Przyznaję, że "niematarialne" może mieć przy tym konkretny sens, jeśli jest odpowiednio zdefiniowane. Jeśli więc piszesz o instrumencie duchowym, jako w każdym razie o instrumencie umysłowym (ostatecznie w ramach telepatii informacja bylaby do odczytania w umyśle) - to rzeczywiście zdolności umysłowe człowieka się poszerzają wraz ze zdobywaną wiedzą. Nie daje to jednak żadnych podstaw, by zakładać istnienie czegoś, co nie ma pokrycia w doświadczeniu.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | >Tak więc materialność/niematerialność to ostatecznie pewne ludzkie kategoryzacje zjawisk przyrodniczych. Przyznaję, że "niematarialne" może mieć przy tym konkretny sens, jeśli jest odpowiednio zdefiniowane.
W tym kierunku podąża moje rozumowanie. Np. cud medyczny - pod względem fizycznym wszystko wiadomo co i jak. Można to opisać technicznie,, ale dlaczego tak się dzieje i co wpływa na to ?? Czy jeżeli coś się da wyjaśnić to oznacza to że jest to z zakresu materialnego ??
>Jeśli więc piszesz o instrumencie duchowym, jako w każdym razie o instrumencie umysłowym (ostatecznie w ramach telepatii informacja bylaby do odczytania w umyśle) - to rzeczywiście zdolności umysłowe człowieka się poszerzają wraz ze zdobywaną wiedzą. Nie daje to jednak żadnych podstaw, by zakładać istnienie czegoś, co nie ma pokrycia w doświadczeniu.
No właśnie - czy coś się zdarzyło czy nie decyduje tu powtarzalność - zaś jak coś jest niepowtarzalne, albo powtarzalność występuje w bardzo długim okresie czasu ?
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
> >>>Jeśli więc piszesz o instrumencie duchowym, jako w każdym razie o instrumencie umysłowym (ostatecznie w ramach telepatii informacja bylaby do odczytania w umyśle) - to rzeczywiście zdolności umysłowe człowieka się poszerzają wraz ze zdobywaną wiedzą.> >>>Nie daje to jednak żadnych podstaw, by zakładać istnienie czegoś, co nie ma pokrycia w doświadczeniu.> No właśnie - czy coś się zdarzyło czy nie decyduje tu powtarzalność - zaś jak coś jest niepowtarzalne, albo powtarzalność występuje w bardzo długim okresie czasu? Szymborska Wisława
"Nic dwa razy"
Nic dwa razy sie nie zdarza I nie zdarzy. Z tej przyczyny Zrodziliśmy sie bez wprawy I pomrzemy bez rutyny.
Choćbyśmy uczniami byli Najtępszymi w szkole świata, Nie będziemy repetować Żadnej zimy ani lata.
Żaden dzień sie nie powtórzy, Nie ma dwóch podobnych nocy, Dwóch tych samych pocałunków, Dwóch jednakich spojrzeń w oczy.
Wczoraj, kiedy twoje imię Ktoś wymówił przy mnie głośno, Tak mi było, jakby róża Przez otwarte wpadła okno.
Dziś, kiedy jesteśmy razem, Odwróciłam twarz ku ścianie. Róża? Jak wygląda róża? Czy to kwiat? A może kamień?
Czemu ty sie, zła godzino, Z niepotrzebnym mieszasz lękiem? Jesteś- a więc musisz minąć. Miniesz- a więc to jest piękne.
Uśmiechnięci, wpółobjęci, Spróbujemy szukać zgody, Choć różnimy sie od siebie, Jak dwie krople czystej wody.Nie o taką powtarzalność tu chodzi. Takie same zdarzenie musi zaistnieć przy spełnieniu takich samych parametrów wyjściowych. [Czasowa odległość zdarzeń, nawet gdy czasem może mieć znaczenie, to jest to znaczenie daleko-rzędne.] Zdarzenie aby mogło podlegać weryfikacji musi pozostawić ślad poddający się naukowym badaniom. www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=210@@@
Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >>Tak więc materialność/niematerialność to ostatecznie pewne ludzkie kategoryzacje zjawisk przyrodniczych. Przyznaję, że "niematarialne" może mieć przy tym konkretny sens, jeśli jest odpowiednio zdefiniowane. >W tym kierunku podąża moje rozumowanie. Np. cud medyczny. Wprowadzasz jednocześnie wiele pojęć. Rozmawialiśmy o przyczynie "duchowej", potem o niematerialności, a teraz mamy "cud". Ja mam pytanie w jakiej przestrzeni - w jakim świecie zachodzić ma "cud"? Jeśli powołujesz tu np. tzw. "cudowne" uleczenia, to musisz dostrzec, że ów "cud" zachodzi w pełni w naszym świecie fizycznym - tym cielesnym. Być może, że nie zawsze istnieje kompletne, naukowe wyjaśnienie takiego - w tym przypadku - cofnięcia choroby (choć przecież najczęściej mówi się tylko o prawdopodobnej prognozie, więc i nagłego wyleczenia się nie wyklucza). Brak tego wyjaśnienia nie może jednak prowadzić do tego, że będziemy przyjmować na wiarę jakieś czysto ideowe - wykształcone w naszej wyobraźni (pewnie pod wpływem danej tradycji) przyczyny magiczne.
>- pod względem fizycznym wszystko wiadomo co i jak. Można to opisać technicznie,, Jeśli wiadomo, to nie ma w ogóle problemu - to tym bardziej trudno cokolwiek zakładać "nadnaturalnego"
>ale dlaczego tak się dzieje i co wpływa na to ?? A dlaczego coś się w ogóle dzieje? Dlaczego jest raczej coś, niż nic? Moim zdaniem refleksja nad tym pytaniem leży (pośród innych przyczyn) u genezy religii. Jednak postawa sceptyczna (sądzę, że właściwa dla homo sapiens) ma raczej wątpliwości co do wszelkich hipotez w tym względzie. Po prostu trudno to dowieść doświadczalnie. Dlatego pozostaje "nie wiadomo". Nie da się o tym w każdym razie powiedzieć niczego sprawdzalnego i w związku z tym lepiej nic nie mówić. Tymczasem wszelkie szkoły duchowe właśnie na tej niewiedzy budują swe wielce rozbudowane konstrukcje intelektualne. Być może mogą być one przydatne do pewnej refleksji, a nawet do jakiegoś "duchowego" przeżycia. Nie mieszałbym jednak dogmatów do nauki.
>Czy jeżeli coś się da wyjaśnić to oznacza to że jest to z zakresu materialnego ?? Tak. A jeśli się nie da wyjaśnić, to też jest z zakresu materialnego. Musi zostać jakoś dostrzeżone w świecie fizycznym. Jeśli nie ma wyjaśnień, to (chwilowo) nie ma. I tyle. Jeśli się tylko pojawiło jako idea - to też zrodziła się w mózgu.
>No właśnie - czy coś się zdarzyło czy nie decyduje tu powtarzalność Nie. Jeśli się zdarzyło, to mogło się równie dobrze zdarzyć tylko raz i już się nie powtórzyć, a mimo to należy jak najbardziej uznać, że się zdarzyło - jeśli tylko rzeczywiście się zdarzyło.
>- zaś jak coś jest niepowtarzalne, albo powtarzalność występuje w bardzo długim okresie czasu ? Jak jest niepowtarzalne, to się nie powtórzy. A jak powtarzalność występuje w bardzo długim okresie czasu, to się pewnie powtórzy.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | Mi nie chodzi o spory jak coś zwać, bo jeden powie miłość, a drugi że reakcje chemiczne. Ja tam uważam że nawet jak wszystko będziemy wiedzieli to religia będzie religią.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Mi nie chodzi o spory jak coś zwać, bo jeden powie miłość, a drugi że reakcje chemiczne. Ja tam uważam że nawet jak wszystko będziemy wiedzieli to religia będzie religią.Krótko: www.racjonalista.pl/forum.php/s,504213#w504329Poważnie: www.waweur(*)s/dokumenty/dyskusja170309.pdf------------------ Tak, racjonalne myślenie jest elitarne. Gdy spędzaliśmy parę dni wspólnie w czasie zimowego wypadu w góry, była zdziwiona faktem, że dorosły człowiek (ja i moja żona) czyta książki, choć nikt go do tego nie zmusza. Była wręcz dumna z tego, że od czasu zakończenia edukacji nie przeczytała żadnej książki. www.racjonalista.pl/forum.php/s,504213#w504230 I jak taka Paniusia może w Boga nie wierzyć? Jak mogłaby odwdzięczać się niewdzięcznością za takie łaski jakie na nią spłynęły? @@@ .
Religia albo rozum - wybór należy do ciebie .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > Mi nie chodzi o spory jak coś zwać, bo jeden powie miłość, a drugi że reakcje chemiczne.To prawda, nazewnictwo może być mylące, a najważniejsze jest doświadczenie. Warto jednak pamiętać o tym, że w przestrzeni społecznej sami decydujemy o jakości naszego życia. Tu staje się istotne, jak myślimy o drugim człowieku. Sądzę, że ma na to również wpływ to, jak ogólnie myślimy o rzeczywistości i jakie uznajemy źródła jej poznania. Inaczej mówiąc wiedza ma wpływ na etykę i - odwrotnie - niewiedza również. > Ja tam uważam że nawet jak wszystko będziemy wiedzieli to religia będzie religią.Nie do końca jestem pewien, co to może znaczyć, że WSZYSTKO będziemy wiedzieli. Przerasta to moje wyobrażenie. Jeśli jednak wszystko będziemy wiedzieli, to zastanawiam się, do czego będzie jeszcze potrzebna wiara? Może wystarczy już tylko: pl.wikipedia.org/wiki/Hełm_boga?
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) |
> >Ja tam uważam że nawet jak wszystko będziemy wiedzieli to religia będzie religią.> Nie do końca jestem pewien, co to może znaczyć, że WSZYSTKO będziemy wiedzieli. Przerasta to moje wyobrażenie. Jeśli jednak wszystko będziemy wiedzieli, to zastanawiam się, do czego będzie jeszcze potrzebna wiara?> Może wystarczy już tylko:> pl.wikipedia.org/wiki/Hełm_boga> ?Ciekawe. Może kiedyś poznamy mechanizm wiary taj jak reakcje chemiczne które niby odpowiadają za miłość, ale czy przez to religia i wiara zniknie? Wątpię.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >Ciekawe. Może kiedyś poznamy mechanizm wiary taj jak reakcje chemiczne które niby odpowiadają za miłość, ale czy przez to religia i wiara zniknie? Może nie zniknąć. Chyba zawsze będzie można powiedzieć, że fakt, że w ogóle istniejemy (że w ogóle coś istnieje) zawdzięczamy Bogu. Mniej więcej takiej tezy bronił na forum kolega Parys. Sądzę, że tego rodzaju argument będzie raczej możliwy zawsze. Ale nie jestem tego na 100% pewien - równie dobrze może się okazać, że nauka wyjaśni - jak to mówisz "wszystko" i wtedy nawet taka spekulacja będzie musiała zostać odrzucona. Na razie nie da się tej spekulacji odrzucić dowodem naukowym - należy jednak wiedzieć - że jest to pewna idea (powstała w ludzkim umyśle i kulturze) bez pokrycia w empirycznym doświadczeniu.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Na razie nie da się tej spekulacji odrzucić dowodem naukowym Baba Jagi i trolli też nie, gdyż nauka (science) nie zajmuje się udowadnianiem nie istnienia bzdur wszelakich - wymyślonych przez człowieka - a nazbierało się tego już sporo. W nauce dowód jest wymagany od tego, który twierdzi, że coś istnieje, jakieś zdarzenie miało miejsce, a nie od wątpiącego w różne opowieści dziwnej treści.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > >Na razie nie da się tej spekulacji odrzucić dowodem naukowym> Baba Jagi i trolli też nie, gdyż nauka (science) nie zajmuje się udowadnianiem nie istnienia bzdur wszelakich - wymyślonych przez człowieka - a nazbierało się tego już sporo. W nauce dowód jest wymagany od tego, który twierdzi, że coś istnieje, jakieś zdarzenie miało miejsce, a nie od wątpiącego w różne opowieści dziwnej treści.Z tego właśnie względu ostatnio ująłem się za prawami krasnoludków: www.racjonalista.pl/forum.php/s,504139#w504621Pozdrawiam serdecznie!
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Tak więc materialność/niematerialność to ostatecznie pewne ludzkie kategoryzacje zjawisk przyrodniczych. Przyznaję, że "niematarialne" może mieć przy tym konkretny sens, jeśli jest odpowiednio zdefiniowane.> >>>W tym kierunku podąża moje rozumowanie. Np. cud medyczny.> Wprowadzasz jednocześnie wiele pojęć.Ej tam, ej tam, ale to poważne pojęcia i na katechezie można usłyszeć i w "Naszym Dzienniku" przeczytać, a nawet tak poważny periodyk jak "Fronda" się do nich odwołuje. > Rozmawialiśmy o przyczynie "duchowej", potem o niematerialności, a teraz mamy "cud".A gdzie definicje? Warto wiedzieć o czym się rozmawiać, a nie duszy się nie rusza, gdyż to cudowna dusza. pl.wikipedia.org/wiki/Duch_(spirytyzm)Gdzie na jakiej ulicy "niematerialność" mieszka, jak wygląda? Według słownika PWN niematerialny to: «niedotyczący materii - substancji tworzącej wszechświat, niebędący materią» Mogą Panowie spokojnie i długo rozprawiać o "bungulungwie", gdy i tak nikt nie wie co to znaczy i każdy sobie może różne znaczenie temu przypisać. Tajemnica jest to prawda, która z natury swej tak dalece przewyższa rozum stworzony, że gdyby jej Bóg nie objawił, to człowiek nie mógłby jej poznać.8. Które są główne tajemnice wiary chrześcijańskiej? Główne tajemnice wiary chrześcijańskiej są następujące: a. tajemnica jednego Boga w trzech rzeczowo różnych Osobach: w Ojcu, Synu i Duchu Świętym b. tajemnica Odkupienia ludzkiego przez wcielenie, mękę i śmierć Jezusa Chrystusa, Syna Bożego.9. Jakim sposobem znak Krzyża Świętego wskazuje na te dwie tajemnice wiarychrześcijańskiej? Znak Krzyża Świętego wskazuje na te dwie tajemnice wiary chrześcijańskiej, ponieważ słowa jego oznaczają jedność Boga w trzech różnych Osobach, kształt zaś Krzyża, który opisujemy ręką, przypomina Odkupienie, dokonane na drzewie Krzyża przez Jezusa Chrystusa. [...] 12. Czy przyrodzonym światłem rozumu możemy Boga poznać i udowodnić? Przyrodzonym światłem rozumu, wnioskując ze stworzeń o stwórcy, ze skutku o przyczynie, z rzeczy stworzonych możemy na pewno poznać i udowodnić Boga jednego i prawdziwego, początek i koniec wszystkich rzeczy, stwórcę i Pana naszego.13. Czy oprócz przyrodzonego światła rozumu możemy jeszcze inną drogą poznać Boga?Oprócz przyrodzonego światła rozumu możemy Boga poznać również inną drogą, to jest przez wiarę, bo podobało się Jego mądrości i dobroci objawić rodzajowi ludzkiemu samego Siebie i odwieczne swej woli postanowienia przez nadprzyrodzone objawienie.14. Co rozumiesz przez objawienie nadprzyrodzone?Przez objawienie nadprzyrodzone rozumiem zarówno przemówienie, w którym Bóg sam, żeby nas objaśnić w nauce żywota wiecznego, ukazał ludziom pewne prawdy, jako też te właśnie prawdy razem wzięte.15. Co wynika z tego pojęcia objawienia nadprzyrodzonego?Z tego pojęcia objawienia nadprzyrodzonego wynika, że jest ono wolne od wszelkiego błędu, gdyż Bóg nie może się ani sam mylić, ani też w błąd wprowadzać.16. Które prawdy mieszczą się w objawieniu Boskim? W objawieniu Boskim mieszczą się nie tylko tajemnice, przewyższające rozum stworzony, lecz także wiele innych prawd, które same z siebie nie są niedostępne rozumowi ludzkiemu.17. Dlaczego Bóg raczył ludziom objawić takie prawdy, które same z siebie nie są niedostępne rozumowi ludzkiemu? Bóg raczył ludziom objawić prawdy, które same z siebie nie są niedostępne rozumowi ludzkiemu, aby i one także w obecnym stanie rodzaju ludzkiego, mogły być poznane przez wszystkich łatwo, z wszelką pewnością i bez domieszki jakiegokolwiek błędu.Kto lubi taki bełkot to może tu doczytać resztę: www.liturg(*)te_media/content/katechizm.pdf> Ja mam pytanie w jakiej przestrzeni - w jakim świecie zachodzić ma "cud"?Najpierw warto zacząć od znaczenia terminu "cud"? Wikipedia: Cud (z łac. mirari = dziwić się) - w wielu religiach określenie niecodziennego, nieprawdopodobnego wręcz zjawiska lub zdarzenia, którego nie da się racjonalnie wyjaśnić przez odwołanie do przyczyn naturalnych, a które będąc niepojętym i niewyjaśnionym przez znane człowiekowi prawa natury, uważane bywa za sprzeczne z tymi prawami i za wyraz ingerencji Boga lub sił nadprzyrodzonych należącej do białej magii. [...]
W XIII w. św. Tomasz z Akwinu podaje następującą definicję cudu: "Mówi się, że coś jest cudem, kiedy dzieje się poza porządkiem wszelkiego stworzenia".
Za czasów Kartezjusza ludzie nie potrafili wyjaśnić, skąd się bierze zjawisko tęczy - stąd uważano je za cud, przejaw działalności Boga. W tym sensie sfera cudowności kurczy się w miarę postępu nauki: atomistyka wyjaśnia nawet przemianę jednych ciał w inne, ale z punktu widzenia religii prawdziwy cud nie jest zjawiskiem zewnętrznym, lecz dokonującym się wewnątrz człowieka cudem łaski, żalu za grzechy czy nawrócenia. W tym ścisłym znaczeniu zaistnienie albo niezaistnienie cudu nie musi mieć żadnego związku z postępami determinizmu w nauce.
Potocznie mianem cudu określa się zwykle wszelkie niewytłumaczalne zjawiska (również zjawiska paranormalne), a przymiotnika cudowny używa się jako synonimu przymiotnika piękny w sensie niezwykle piękny.pl.wikipedia.org/wiki/Cud_(religia)Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > >Rozmawialiśmy o przyczynie "duchowej", potem o niematerialności, a teraz mamy "cud".> A gdzie definicje? Warto wiedzieć o czym się rozmawiać, a nie duszy się nie rusza, gdyż to cudowna dusza.> pl.wikipedia.org/wiki/Duch_(spirytyzm)A widział Pan, Panie Andrzeju, ten obrazek? Sądzę, że raczej zobaczył go Pan na komputerze, ewentualnie na kartce papieru. Tak więc odebrał go Pan swym ZMYSŁEM wzroku. Gdyby Pan zobaczył w swoim korytarzu jakąś przeźroczystą, świetlaną postać, to też raczej właśnie oczami by ją Pan dostrzegł. Ja własnie starałem się wykazać Konowalowi, że niezależnie od jakichkolwiek definicji wszystko odbieramy zmysłowo, a więc to "wszystko" musi być materialne - cielesne. Cała reszta - pochodzenie tych materialnych przedmiotów bada nauka. > Gdzie na jakiej ulicy "niematerialność" mieszka, jak wygląda?Chodzi o to, że nie ma niematerialności, a w każdym razie my nic o tym nie możemy się dowiedzieć. Możliwość poznania zakłada możliwość empirycznego doświadczenia tego przedmiotu, a więc musi on być materialny. > Mogą Panowie spokojnie i długo rozprawiać o "bungulungwie", gdy i tak nikt nie wie co to znaczy i każdy sobie może różne znaczenie temu przypisać.Nie! Tu chodzi o DUCHY! Mi chodzi o to, że nawet duchy muszą być materialne, jeśli mają być dostrzegalne. A co do reszty ich pochodzenia trudno coś zakładać nieweryfikowalnego. Ich "duchowe pochodzenie" to idea, która nie wiadomo co miałaby oznaczać przy empirycznym badaniu. > Tajemnica jest to prawda, która z natury swej tak dalece przewyższa rozum stworzony, że gdyby jej Bóg nie objawił, to człowiek nie mógłby jej poznać.Nie ma żadnych tajemnic. Odkrywamy otaczający nasz świat i zadajemy pytania o sposób jego funkcjonowania. > >Ja mam pytanie w jakiej przestrzeni - w jakim świecie zachodzić ma "cud"?> Najpierw warto zacząć od znaczenia terminu "cud"? Wikipedia:Czasem warto, ale akurat tu, w dyskusji z Konowalem chcę wykazać coś zupełnie innego: CUD, aby mógł zostać dostrzeżony musi wystąpić jako jakieś zjawisko w świecie materialnym. A gdy zostanie dostrzeżony to wciąż mamy dwie możliwości: a) badać to sceptycznie i naukowo. b) zakładać jakieś czysto ideowe trelemorele. oczywiście cud pozostaje cudem tylko wtedy, gdy przyjmiemy b) Nawet wówczas, gdyby wszyscy jednocześnie usłyszeli (i dałoby się to nagrać na magnetofon i powtarzało co 10 minut przez trzy dni) donośny głos z niebios "JAM JEST PAN BÓG TWÓJ, NAWRÓĆ SIĘ CZŁOWIEKU", to i tak ów glos musiałby rozprzestzreniać się w powietrzu za pomoca fali dźwiękowej, możliwej do badania pod kątem fizycznym, co mogłoby nas naprowadzić na źródlo owego komunikatu. Musiałoby ono być w pełni materialne. Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > A widział Pan, Panie Andrzeju, ten obrazek?Gdzie tą postać widziałem tam Pana odesłałem: pl.wikipedia.org/wiki/Duch_(spirytyzm)> Gdyby Pan zobaczył w swoim korytarzu jakąś przeźroczystą, świetlaną postać, to też raczej właśnie oczami by ją Pan dostrzegł.Znane są mi możliwości oszukiwania naszych zmysłów poprzez narkotyki oraz przeróżne psychozy. Rozmawiałem z ludźmi, którzy różne "duchy" widzieli i wiem, że były one dla nich bardziej prawdziwe od rzeczywistości, którą np. w tej chwili poprzez swoje zmysły doświadczam. > Ja właśnie starałem się wykazać Konowalowi, że niezależnie od jakichkolwiek definicji wszystko odbieramy zmysłowo, a więc to "wszystko" musi być materialne - cielesne.Jeżeli chodzi o pana Konowala, to jeszcze długo może się Pan starać. Natomiast tu występuje problem definicyjny. Czy informacja jest materialna? Dla mnie jest, gdyż nie może istnieć bez materialnego nośnika, ale rzeczywiście jest tu pewien problem. "Duch" (Bóg) dopóki nie jest doświadczany poprzez zmysły może być i niematerialny, ale gdy zostaje zapisany na jakimś materialnym nośniku (np. neuronach) chyba się materializuje. Znowu Pan fizyk by się przydał, ale jak widzę on, chyba słusznie, w pewnych tematach woli się nie wypowiadać. Tajemnica jest to prawda, która z natury swej tak dalece przewyższa rozum stworzony, że gdyby jej Bóg nie objawił, to człowiek nie mógłby jej poznać.> Nie ma żadnych tajemnic. Odkrywamy otaczający nasz świat i zadajemy pytania o sposób jego funkcjonowania.Chyba Pan zauważył, że to nie moja myśl tylko Kardynała Gasparriego uzmysławiająca Panu na jakim poziomie prowadzi Pan rozmowę. Jeżeli Pan wierzy, że choć odrobinę z Pańskich wywodów przyswoił sobie pan Konowal, to jest to prawdziwy cud wiary. Z wiarą nie ma dyskusji, gdyż wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Aby do człowieka cokolwiek mogło dotrzeć musi zacząć krytycznie myśleć. Zacząć być racjonalistą. Warto nauczyć się dostrzegać u ludzi chęć samodzielnego myślenia i ciekawość świata, ale warto też wiedzieć, iż niektórym wiara przesłoniła wszystko i są całkowicie niereformowalni. To taki typ, a ten typ tak ma.Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
> Tak więc materialność/niematerialność to ostatecznie pewne ludzkie kategoryzacje zjawisk przyrodniczych. Przyznaję, że "niematerialne" może mieć przy tym konkretny sens, jeśli jest odpowiednio zdefiniowane.To jest wielce ciekawe co Pan tu pisze. Może Pan by odpowiednio tą "niematerialność" zdefiniował? Osobiście odczuwam trudności nawet w adekwatnym do obiektywnej rzeczywistości zdefiniowaniu - zgodnym z dzisiejszym poziomem wiedzy naukowej - materii i zgadzam się z tu wątpliwościami postawionymi wyżej przez Pana Setarkosa: Wypada dodać wątpliwość, czy również pojęcie "materii" nie jest wyobrażeniowym modelem, niekoniecznie najtrafniejszym i ostatecznym. Zdaje się, że od czasu powstania mechaniki kwantowej idea 'materii jako takiej' potrzebuje korekty. >.. podstawowe dystynkcje pomiędzy modelem a rzeczywistością, Czy mówiąc o "rzeczywistości" nie mówimy po prostu o hipermodelu zbudowanym z modeli cząstkowych? To jednak potrafię jako tako filozoficzne pojęcie materii zrozumieć, z czym większość osób ma duży problem. Polecam swoje wypowiedzi o materii na naszym forum. www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,422259#w426252www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,422161#w426686www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,420765#w429031www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,438702#w443565www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,492110#w496078www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,492110#w495894Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > >Tak więc materialność/niematerialność to ostatecznie pewne ludzkie kategoryzacje zjawisk przyrodniczych. Przyznaję, że "niematerialne" może mieć przy tym konkretny sens, jeśli jest odpowiednio zdefiniowane.> To jest wielce ciekawe co Pan tu pisze. Może Pan by odpowiednio tą "niematerialność" zdefiniował?Jest nim to, czego w danym kontekście wypowiedzi nie uważamy za materialne. Np. niemiecka strona wikipedii definiuje materię w fizyce jako "wszystkie przedmioty obserwacji nauk przyrodniczych posiadające masę. Obszary przestrzeni niezawierające materii zwą się "próżnią". Fal elektromagnetycznych, jak np. światła nie zalicza się do materii."Istnieją równiez inne konteksty, w których można w sposób uzasadniony określać dane zjawisko jako "niematerialne" Np. A. Izdebski używa w swoim artykule sformułowania " niematerialny umysł". www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadziSądzę, że nawet przy konsekwentnym moniźmie (jaki A. Izdebski wszak prezentuje) takie określenie wcale nie musi być w pełni ironiczne. Jeżeli nie jest ironiczne, to też nie musi być całkiem niekonsekwentne. Do założenia, że drugi człowiek ma świadomość jest nam potrzebna tzw. "teoria umysłu": "Procesy zachodzące w umyśle innego człowieka są nieobserwowalne, możemy więc o nich wnioskować tylko na podstawie mimiki, gestykulacji, wypowiedzi, zachowania oraz doświadczeń wynikających z kontaktów społecznych i uświadamiania sobie własnych stanów umysłu."Tak, istnieją neuronalne korelaty świadomości i nauka tu coraz więcej zależności odkrywa, ale na razie samego umysłu drugiego człowieka nie da się "uchwycić" - w każdym razie nie jako coś, co posiadałoby masę. Do traktowania drugiego czlowieka jako istoty świadomej, w dalszym ciągu potrzebna jest teoria umysłu. Umysł jest funkcją mózgu, ale na razie ta funkcja pozostaje dla nas "niematerialna". Tak rozumiem to sformułowanie Izdebskiego. Oczywiście mówimy caly czas o materii w pewnym wąskim rozumieniu tego słowa. Tymczasem w rozumieniu szerokim w pełni zgadzam się z Panem Fizykiem: www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,492110#w496481 "Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią. Wynika to z dążenia do unifikacji wszystkich teorii. Na przykład, w teorii pola wszystko jest polem i pole zastępuje pojęcie materii."a nawet z Leninem: "Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich."Może warto dodać, że te wrażenia też są - w szerokim sensie - materialne, o tyle o ile dla ich powstania konieczny jest substrat w postaci mózgu. I właśnie taka jest ogólne wymowa artykułów Izdebskiego w tym temacie, nawet jeśli w jednym miejscu użyje słowa "niematerialny" w wąskim znaczeniu, co wszak ma swe uzasadnienie (poza tym, które wskazałem powyżej) również językowowo-historyczne. Ostatecznie w szerokim rozumieniu materia jest wszystkim, tyle że w takim razie, podobnie jak przyroda samo to sformułowanie niewiele wyjaśnia. Znaczenie ma natomiast w jaki sposób poznajemy tę przyrodę. Tu właśnie jest dla mnie istotne, że odbywa się to przy pomocy zmysłów. Mamy ponadto myśli, które mogą być bardziej lub mniej zweryfikowane, czy w ogóle nadające się do zweryfikowania owym empirycznym doświadczeniem. Te myśli powstają jednak przy pomocy mózgu, a więc również opierają się na materialnej przyrodzie. Tak więc, nawet gdyby odkryto jakieś do tej pory niezaobserwowane (choć niektórzy twierdzą, że jak najbardziej tego doświadczyli) zjawiska typu np. telepatia (którą to kwestię podniósł Konowal), to moglibyśmy - w wąskim znaczeniu zakwalifkować ją jako zjawisko "niematerialne" - jednak uczeni natychmiast zabraliby się za badanie tej MATERII badawczej na podstawie doświadczeń empirycznych. Może odkrytoby przy tym jakiś rodzaj fal przekazywanych z mógu do mózgu, co oczywiście pozostaje w zakresie science fiction. Jednak nawet, gdyby takie zjawisko zaistniało, to zasadniczo niczego by to nie zmieniło jeśli chodzi o pojęciową pustkę słowa "duchowe" (chociaż i tu w niektórych sytuacjach można mowić np. o "duchowości", albo nawet o "duchu prawa", nie mówiąc już o bardzo cielesnych osobach duchownych.) Konowal wyszedł od tego właśnie "duchowego początku", by następnie poslużyć się sformułowaniem "duchowe instrumenty", aby wreszcie zdefiniować je jako niematerialne. Jako przykład podał właśnie telepatię. Odkrytoby jakiś szósty zmysł i co z tego? Czy to coś zmienia, jeśli chodzi sensowność wizji "duchowego" początku? Taka była moja argumentacja, którą starałem się przedstawić Konowalowi. Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Np. niemiecka strona wikipedii definiuje materię w fizyce jako "wszystkie przedmioty obserwacji nauk przyrodniczych posiadające masę. Obszary przestrzeni niezawierające materii zwą się "próżnią". Fal elektromagnetycznych, jak np. światła nie zalicza się do materii."Jeżeli zgadza się Pan z filozoficzną definicją materii Lenina i bardziej precyzyjną (przyrodniczą) definicją Pana Fizyka, to nie ma sensu rozpatrywać innych mniemań - przynajmniej do czasu, gdy ktoś zaproponuje lepszą definicję "wszystkiego co istnieje i co człowiek w jakikolwiek sposób może zbadać". > Istnieją również inne konteksty, w których można w sposób uzasadniony określać dane zjawisko jako "niematerialne"> Np. A. Izdebski używa w swoim artykule sformułowania "niematerialny umysł".> Sądzę, że nawet przy konsekwentnym monizmie (...) takie określenie wcale nie musi być w pełni ironiczne.Proszę wziąć pod uwagę, że informacja (powiedzmy niematerialna) musi być gdzieś w jakiś sposób zapisana. Nie może istnieć w próżni. Zgoda. Istnieje "coś" takiego jak "niematerialny umysł" ale gdzie jest on "zawieszony"? Przecież może on istnieć tylko w materialnym (i żyjącym) mózgu. > Do założenia, że drugi człowiek ma świadomość jest nam potrzebna tzw. "teoria umysłu":Buduje ją kognitywistyka. "Procesy zachodzące w umyśle innego człowieka są nieobserwowalne, możemy więc o nich wnioskować tylko na podstawie mimiki, gestykulacji, wypowiedzi, zachowania oraz doświadczeń wynikających z kontaktów społecznych i uświadamiania sobie własnych stanów umysłu."> Tak, istnieją neuronalne korelaty świadomości i nauka tu coraz więcej zależności odkrywa, ale na razie samego umysłu drugiego człowieka nie da się "uchwycić" - w każdym razie nie jako coś, co posiadałoby masę. Do traktowania drugiego człowieka jako istoty świadomej, w dalszym ciągu potrzebna jest teoria umysłu. Umysł jest funkcją mózgu, ale na razie ta funkcja pozostaje dla nas "niematerialna". Tak rozumiem to sformułowanie Izdebskiego.Artykuł Izdebskiego jest z 2004 roku, a teraz mamy 2012. Ta dziedzina nauki rozwija się błyskawicznie. Już odesłałem Pana na stronę pokazującą mapy mózgu , oglądając którą sam piałem z zachwytu. Teraz proponuję przeczytać artykuł "Białe plamy w szarej strefie" Forum nr 22/23 z 28.05 - 10.06.2012 r., w którym opisane są najnowsze osiągnięcia w poznaniu mózgu. Jego konkluzją jest stwierdzenie: "Mózg jest skomplikowany, ale to żadna magia".> Tak więc, nawet gdyby odkryto jakieś do tej pory niezaobserwowane (choć niektórzy twierdzą, że jak najbardziej tego doświadczyli) zjawiska typu np. telepatia (którą to kwestię podniósł Konowal),Gdyby bredził tu tylko Pan Konowal, to można by znieść to zupełnie spokojnie, tu bredzą także bez oczytania w podstawowej wiedzy dotyczącej fizjologii mózgu fideiści mający ogromne aspiracje intelektualne i chwalący się się (słownie - tak na wiarę) nieprzebraną ilością publikacji. > to moglibyśmy - w wąskim znaczeniu zakwalifikować ją jako zjawisko "niematerialne" - jednak uczeni natychmiast zabraliby się za badanie tej MATERII badawczej na podstawie doświadczeń empirycznych. Może odkrytoby przy tym jakiś rodzaj fal przekazywanych z mógu do mózgu, co oczywiście pozostaje w zakresie science fiction.Niech najpierw udowodni istnienie telepatii, to później zastanowimy się nad tym jak ona działa. > Taka była moja argumentacja, którą starałem się przedstawić Konowalowi. Sensownie - Panu Konowalowi!?  Tak - dokładnie o to mi chodziło. Tu pytanie retoryczne - jaki Pan osiągnął efekt?  Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
> Czyli nie można odrzucić że początek był "duchowy"Jak już Pan Parys, w jakimś wątku się skompromituje, to jeszcze Pan Konowal go ratuje. Przecież wszyscy dobrze wiemy, że na początku to był "Siwy Pan z długą brodą". Najpierw zajrzałem do najnowszego Katechizmu Kościoła Katolickiego (wprowadzonego mocą Konstytucji Apostolskiej Fidei Depositum z 1992 r.), gdzie znalazłem Symbol Nicejsko-Konstantynopolski. Jest to połączenie Nicejskiego wyznania wiary (325), symbolu który "nie dawał żadnego określenia Ducha Świętego; nie rozróżniał jasno hypostasis od ousia", z Symbolem Konstantynopolskim (381), uzupełniającym braki, oraz dodatkiem "filioque", czyli wyraźnym orzeczeniem pochodzenia Ducha Świętego wprowadzonym na soborze w Toledo (589), wraz z dodatkami stosowanymi obecnie. Brzmi on: "Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem.(...) Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. (...)". W Brewiarium Fidei, czyli wyborze doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, znalazłem dopełnienie katolickiego rozumienia Boga pochodzące z Soboru Powszechnego Laterańskiego w 1215 roku, gdzie został On opisany w poniższy sposób: "Całą mocą wierzymy i bez zastrzeżenia wyznajemy, że jeden tylko jest prawdziwy Bóg, odwieczny i nieskończony, niezmienny, niepojęty, wszechmocny i niewymowny, Ojciec, Syn i Duch Święty: Trzy wprawdzie Osoby, ale jedna istota, substancja, czyli natura zupełnie niezłożona. Ojciec od nikogo nie pochodzi, syn tylko od Ojca, Duch Święty od Obydwóch, i to bez początku, zawsze i bez końca. Ojciec Rodziciel, Syn zrodzony, Duch Święty pochodzący: współistotni i równi sobie, wszechmocni i współwiekuiści. Są jedynym wszystkich rzeczy początkiem, stwórcą wszystkiego co widzialne i niewidzialne, co duchowe i materialne. [Ten jeden Bóg] wszechmocną swoją potęgą równocześnie, od początku czasu, stworzył z nicości jeden i drugi rodzaj stworzeń, tj. istoty duchowe i materialne: aniołów i ten świat, a na koniec naturę ludzką łączącą te dwa światy, złożoną z duszy i ciała". Chcąc porównać tamte, wywodzące się ze starożytności, opisy z opisem wyrażonym dzisiejszym językiem przez współczesnych teologów zajrzałem do kilku encyklopedii i słowników, które już w założeniach dążą do lapidarności tekstu. Były to: Mały słownik teologiczny pod redakcją K. Rahnera i H. Vorgrimlera, Słownik teologiczny pod redakcją A. Zuberbiera oraz Leksykon religii pod redakcją F. Königa i H. Waldenfelsa, znajdując chyba najbardziej typowy dla filozofii chrześcijańskiej opis charakterystyki Boga w Małym słowniku terminów i pojęć filozoficznych "dla studiujących filozofię chrześcijańską": "[Bóg] byt pierwszy, rozpoznawany dzięki analizie struktury bytów niesamoistnych, (...). Będąc samoistnym istnieniem, jest na mocy tego realny sam z siebie i jest czystym aktem. Nie przenikniony możnością ani nie uzupełniony przypadłościami, także fizycznymi, jest bytem duchowym. Różni się od innych bytów odrębnym obszarem bytowym (...), posiada tożsame z samym sobą własności transcendentalne". Ale najbardziej encyklopedycznie streścił uniwersalistyczną ideę Boga zgodnie z teraźniejszym, tradycyjnym teizmem R. Swinburne w Spójności teizmu, gdzie określa go jako "osobę bez ciała, tj. ducha, który jest wieczny, wolny, zdolny do zrobienia wszystkiego, wszystko wiedzący, doskonale dobry, będący odpowiednim obiektem ludzkiej czci i posłuszeństwa oraz stwórcą i podstawą wszechświata". www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa@@@
Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie .
|
|
| | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | Usunięte przez moderatora
|
|
| | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >.. mam rację czy nie. Możesz jej nie mieć, jeśli wziąć pod uwagę takie np. przesłanki: 1. Świat (fizyczny) nie musi mieć przyczyny istnienia - w odróżnieniu od człowieka może nie móc nie istnieć - możliwe, że istnieje w sposób konieczny, niezależny od czyjejkolwiek woli. 2. Kategoria związku przyczynowo-skutkowego dotyczy relacji między częściami świata (zmian struktury w czasie) - przykładanie tej kategorii do 'samej substancji' albo do 'całego świata' nie wydaje się logicznie uzasadnione. 3. Jeśli nawet przyjąć "niematerialną przyczynę istnienia materii", to można ją chyba nazwać 'Ludzkim Językiem Abstrakcyjnym', który faktycznie kreuje wszystkie rzeczy widzialne i niewidzialne, tyle że w sensie epistemicznym a niekoniecznie ontycznym. ... Gdyby jednak podobne wątpliwości były Ci obce, wówczas faktycznie nie możesz nie mieć racji lecz musisz ją mieć.
|
|
| | | |  | 3 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >1. Świat (fizyczny) nie musi mieć przyczyny istnienia - w odróżnieniu od człowieka może nie móc nie istnieć - możliwe, że istnieje w sposób konieczny, niezależny od czyjejkolwiek woli. >2. Kategoria związku przyczynowo-skutkowego dotyczy relacji między częściami świata (zmian struktury w czasie) - przykładanie tej kategorii do 'samej substancji' albo do 'całego świata' nie wydaje się logicznie uzasadnione.
>3. Jeśli nawet przyjąć "niematerialną przyczynę istnienia materii", to można ją chyba nazwać 'Ludzkim Językiem Abstrakcyjnym', który faktycznie kreuje wszystkie rzeczy widzialne i niewidzialne, tyle że w sensie epistemicznym a niekoniecznie ontycznym.
Taka postawa jest nieracjonalna bowiem:
racja ontyczna to to co w jakikolwiek sposób warunkuje byt i tym samym go wyjaśnia.
Portal ten określa się jako racjonalistyczny zatem chyba tu nie ma miejsca na wypowiedzi nieracjonalne?
|
|
| | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >racja ontyczna to to, co w jakikolwiek sposób warunkuje byt i tym samym go wyjaśnia. Możesz podać przykłady wyjaśnienia opartego na racji ontycznej?
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>racja ontyczna to to, co w jakikolwiek sposób warunkuje byt i tym samym go wyjaśnia. >Możesz podać przykłady wyjaśnienia opartego na racji ontycznej?
Racją ontyczną krzesła jest las, drwal i stolarz.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >Racją ontyczną krzesła jest las, drwal i stolarz. Pewnie jeszcze narzędzia typu siekiera były konieczne do sporządzenia pierwszego krzesła (co z kolei można zawdzięczać pierwszym kamieniarzom). Poza tym pierwszych konstruktorów siedzisk nie sposób chyba określić profesjonalnym mianem stolarzy, bo początki były pewnie prowizoryczne. Ale nie o to chodzi. Ciekawszą sprawą są może racje ontyczne lasu. Zdaje się, że te sprowadzają się z grubsza do ziemi, powietrza (z CO2), słońca i wody. Nie widać wśród nich racji podmiotowych, bo ówcześni nie zajmowali się chyba jeszcze sadzeniem mateczników. Czy trafnie wg Ciebie zgaduję warunki konieczne powstania lasu?
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 5 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Ciekawszą sprawą są może racje ontyczne lasu.
Oczywiście- krzesło jest martwe a las żywy.
>Zdaje się, że te sprowadzają się z grubsza do ziemi, powietrza (z CO2), słońca i wody. Nie widać wśród nich racji podmiotowych, bo ówcześni nie zajmowali się chyba jeszcze sadzeniem mateczników. > Czy trafnie wg Ciebie zgaduję warunki konieczne powstania lasu?
Martwe nie jest źródłem żywego- przekonali się o tym uczeni-materialiści , którzy za wszelką cenę w laboratoriach z martwych substancji usiłowali stworzyć coś żywego.
A więc zgadujesz nie trafnie. Zresztą zamiast zgadywać lepiej się zastanowić.
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Martwe nie jest źródłem żywego- przekonali się o tym uczeni-materialiści , którzy za wszelką cenę w laboratoriach z martwych substancji usiłowali stworzyć coś żywego.Uczeni-materialiści to występują w bajeczkach, którymi się fideiści straszą. Podstawą nauki jest naturalizm. www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdfProponuję jednak poczytać co osiągnęli już biolodzy w zakresie sztucznego odtwarzania życia i "martwych" substancji. Np.: www.polity(*)1,pierwsze-sztuczne-zycie.read@@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >Martwe nie jest źródłem żywego Sugerujesz, że wśród racji ontycznych lasu - i, co za tym idzie, wśród przyczyn powstania pierwszych krzeseł - należy uwzględnić dodatkowo hodowcę drzew?
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ania... (14138 punktów) | >> Czy trafnie wg Ciebie zgaduję warunki konieczne powstania lasu? >Martwe nie jest źródłem żywego- przekonali się o tym uczeni-materialiści , którzy za wszelką cenę w laboratoriach z martwych substancji usiłowali stworzyć coś żywego. Minus - nikt się nie przekonał. Podawanie takich założeń w oparciu o dziwne pomysły, w dodatku w sposób sugerujący że to jakaś powszechnie znana prawda, jest zwyczajnie przesłanką albo o zaślepieniu adwersarza, albo o zwyczajnym oszustwie. Nie potrafię wyobrazić sobie innej przyczyny, a obie są dla mnie paskudne. Przeciwnie - środowisko naukowe jest dość zdecydowane w swojej opinii, w dodatku na różnych etapach opinie są poparte dowodami eksperymentalnymi. Opinie na każdym etapie są poparte poszlakami empirycznymi.
Przy takim założeniu dowodem na popełnienie morderstwa X przez Y byłoby odtworzenie morderstwa w procesie sądowym, a to absurd.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Minus - nikt się nie przekonał.> Podawanie takich założeń w oparciu o dziwne pomysły, w dodatku w sposób sugerujący że to jakaś powszechnie znana prawda, jest zwyczajnie przesłanką albo o zaślepieniu adwersarza, albo o zwyczajnym oszustwie. Nie potrafię wyobrazić sobie innej przyczyny, a obie są dla mnie paskudne.> Przeciwnie - środowisko naukowe jest dość zdecydowane w swojej opinii, w dodatku na różnych etapach opinie są poparte dowodami eksperymentalnymi. Opinie na każdym etapie są poparte poszlakami empirycznymi.Keith B. MILLER O podobieństwie metod testowania teorii w naukach historycznych i "ścisłych" W chrześcijańskiej literaturze na temat nauki i wiary, a także w opracowaniach popularnonaukowych, często pojawia się twierdzenie, że nauki historyczne (kosmologia, astronomia, geologia, biologia ewolucyjna, antropologia, archeologia) różnią się zasadniczo od nauk "ścisłych", gdyż wnioski tych pierwszych są mniej precyzyjne i słabiej testowalne. Wysuwany jest argument, że nauki historyczne nie należą do nauk eksperymentalnych, ponieważ przedmiotem ich badań są niepowtarzalne zdarzenia. A skoro przeszłe zdarzenia i procesy nie są bezpośrednio obserwowalne, to należy uznać, że teorie wyjaśniające problemy pochodzenia częściej prowadzą do błędnych wniosków i są mniej wartościowe niż badania nad procesami zachodzącymi obecnie. Pogląd ten zwykle znajduje wyraz w tego typu stwierdzeniach: "Nikogo przy tym nie było, więc nigdy nie dowiemy się, co naprawdę zaszło". Naukowe twierdzenia na temat historii Ziemi i ziemskiego spotykają się z lekceważeniem, uważa się je bowiem za niesprawdzalne spekulacje. Taki obraz nauk historycznych wynika jednak z i zrozumienia zarówno istoty eksperymentu i metod testowania teorii, jak również charakteru naukowego "dowodu". Mam nadzieję, że w tym krótkim artykule zdołam ukazać powszechne nieporozumienia co do natury nauki oraz udowodnić, że twierdzenia nauk historycznych są sprawdzalne w równym stopniu, co twierdzenia nauk ścisłych.www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=209Warto też przeczytać: Carol E. Cleland Nauki historyczne, nauki eksperymentalne i metoda naukowawww.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=210Wreszcie warto obejrzeć naturalizm z chrześcijańskiej perspektywy. Paul de Vries Naturalizm w naukach przyrodniczych. Perspektywa chrześcijańska. Którego zakończenie brzmi następująco: Naturalizm metodologiczny w naukach przyrodniczych nie musi zagrażać chrześcijanom. Z pewnością oczekujemy przecież, że stworzony porządek ma jakąś strukturę. Niemniej ten wąski, naturalistyczny obszar zainteresowań jest wartościowy tylko w obrębie nauki, zaś problemy spoza tego obszaru należy rozpatrywać w świetle innych metodologii. Ponadto fakt, że w naukach przyrodniczych nie wspomina się o Bogu, nie wyklucza wpływu Jego Obecności. Wręcz przeciwnie, Jego Inkarnacja potwierdza, że osadzenie w porządku naturalnym w niczym Mu nie przeszkadza. Wreszcie, nie powinniśmy na siłę wprowadzać do nauki dociekań teologicznych, ponieważ nauki przyrodnicze z konieczności są niezupełne. Nasze życie jest czymś znacznie więcej niż mogą badać nauki przyrodnicze, te zaś muszą respektować naturalistyczną metodologię. A skoro już o tym mowa, cóż może być bardziej naturalne? www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=214Natomiast wszelkie dyskusje z Panem Parysem są pozbawione sensu. Zupełnie wszystkie argumenty przez wszystkich tu przedstawiane zbywa i nadal klepie to samo. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >racja ontyczna to to co w jakikolwiek sposób warunkuje byt i tym samym go wyjaśnia. Tylko tym, którym "byt" jest jeszcze do czegokolwiek potrzebnym. Są tacy, którym w próbach rozumienia świata wystarcza istnienie obiektywnej rzeczywistości dostępnej bezpośredniemu i pośredniemu (za pomocą różnorodnych narzędzi) poznaniu.
>Portal ten określa się jako racjonalistyczny zatem chyba tu nie ma miejsca na wypowiedzi nieracjonalne? Gdyby tak faktycznie było to dawno by Pana już tu nie było.
Fideiści, irracjonaliści, a nawet różni fanatycy stanowią tu sporą grupę. Na nasze szczęście jeszcze dalece nie dominującą.
@@@ .
|
|
|  | 7 na 7 | Scorp (5381 punktów) | >b) materia samopowstała i samoistnieje czyli absurd: przyczyna-materia jest jednocześnie skutkiem-materią.
Zasady tego forum powstrzymują mnie przed udzieleniem stosownej odpowiedzi, ale... zaryzykuję i narażę się moderatorom komentując Twoje rewelacje cytatem znalezionym w Sieci:
pieprzysz jak sarenka u wodopoju! -
|
|
|  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | Nieustanne, uporczywe wklejanie tych samych treści będzie traktowane jak spam.
|
|
|  | 4 na 4 | Nebires (14 punktów) | >Ateizm ignoruje logikę Jeśli ateizm ignoruje logikę, to teizm i tak bije go w tym na głowę. W czym bowiem wszechwiedzący, wszechmocny, niematerialny twór bez początku i końca jest bardziej logiczny i racjonalny od materii, która istniała od zawsze?
|
|
5 na 5 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | Ateizm nie jest źródłem ani przyczyną, tylko skutkiem. Rezultatem racjonalnego rozumowania. Jeśli chodzi o istnienie nadrzędnego wzoru o który pytasz, to w tym temacie jestem agnostykiem.
|
|
 | 6 na 6 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Ateizm nie jest źródłem ani przyczyną, tylko skutkiem.> Rezultatem racjonalnego rozumowania.W naszym wypadku, czyli konkretnym kraju, w konkretnym czasie, gdzie 9X% ateistów pochodzi "z odzysku". Istnieją jednak również "ateiści dziedziczni", ich ateizm nie musi być skutkiem przemyśleń. www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
|
|
|  | 1 na 1 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >W naszym wypadku, czyli konkretnym kraju, w konkretnym czasie, gdzie 9X% ateistów pochodzi "z odzysku". Istnieją jednak również "ateiści dziedziczni", ich ateizm nie musi być skutkiem przemyśleń.
Racja. W tym przypadku ateizm też jest skutkiem ateizmu rodziców i braku molestowania intelektualnego.
|
|
5 na 5 | KarolG (2892 punktów) | >czy ateizm jest światopoglądem, Dla mnie nie. Ot brak wiary w Boga, czy też bogów. Jakby nie było wierzących, to nawet nie trzeba byłoby wymyślać nazwy. >sensotwórczy ??? >indywidualny tak, w tym sensie, że dochodzi się do tego samemu (przynajmniej w większości przypadków). >podwaliny w jakimś nadrzędnym, względem poszczególnych ateistów, wzorze Wydaje mi się, że jestem ateistą przy okazji albo raczej w wyniku postawy racjonalistycznej lub/i sceptycznej (w dzisiejszym sensie potocznym).
Ateizm jest hasłem nośnym i głośnym, bo jest opinią przeciwną opinii większości. Powiesz wierzącemu, że jesteś racjonalistą to pokiwa głową i powie, że on też. Dodaj, że ta postawa prowadzi do ateizmu, to wytrzeszczy oczy i zacznie się jąkać. Ale ateizm sam w sobie nie ma zbyt wiele treści.
>a ja skupiam się na bliżej niezdefiniowanym młodym pokoleniu, Młode pokolenie jest w dużym stopniu antyklerykalne, ale niekoniecznie ateistyczne. Młodzież wychowująca się w religijnych rodzinach raczej nie dysponuje wzorcami światopoglądowymi pozwalającymi jej łatwo odrzucić wiarę w istnienie jakiegoś boga, choć wiem, że są wyjątki. Pozostała część młodego pokolenia do ateizmu dopiero może dojść, choć myślę, że w wielu przypadkach skończy się to raczej na hedonizmie połączonym z "tumiwisizmem".
Thank God, I'm an atheist
|
|
 | 11 na 11 | Ratatoskr (4439 punktów) | > >a ja skupiam się na bliżej niezdefiniowanym młodym pokoleniu,> Młode pokolenie jest w dużym stopniu antyklerykalne, ale niekoniecznie ateistyczne. Młodzież wychowująca się w religijnych rodzinach raczej nie dysponuje wzorcami światopoglądowymi pozwalającymi jej łatwo odrzucić wiarę w istnienie jakiegoś boga, choć wiem, że są wyjątki. Pozostała część młodego pokolenia do ateizmu dopiero może dojść, choć myślę, że w wielu przypadkach skończy się to raczej na hedonizmie połączonym z "tumiwisizmem".Młode pokolenie (w odróżnieniu od np pokolenia z lat 80-tych) nie styka się z opozycją: -sowiecki okupant, instytucjonalny ateizm, rusyfikacja/radziecyzacja -kościół, wiara, polskość Ma zatem dużo mniej przesłanek, by trzymać się wiary. Ich poprzednicy mogli to robić chociażby nieświadomie i z przekory, bo zewnętrzna presja była ateizująca. Teraz jej nie ma, teraz publiczna presja jest właśnie teizująca. Młodzi nie tyle stają w opozycji wobec wiary, co wybierają dwa warianty wierzenia: - swoizm - "w to wierzę, w tamto nie wierzę, do kościoła nie chodzę", - odczeptyzm - "ja nie neguję Boga, ale dajcie mi wszyscy spokój (nie każcie chodzić do kościoła, nie pytajcie, co rozumiem przez swoją wiarę itp)". www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
|
|
|  | 3 na 3 | KarolG (2892 punktów) | Tumiwisizm, swoizm, odczepizm... zwał jak zwał, a wariantów pewnie jest więcej. Istotą jest to, że większość "to zgrzewa" i robią tak, jak im pasuje, bez nadmiernej refleksji filozoficznej. W sumie myślę, że to zdrowe.
Thank God, I'm an atheist
|
|
|  | 2 na 2 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Młode pokolenie (w odróżnieniu od np pokolenia z lat 80-tych) nie styka się z opozycją: -sowiecki okupant, instytucjonalny ateizm, rusyfikacja/radziecyzacja> -kościół, wiara, polskośćEkhem. Jako przedstawicielka wymienionego pokolenia, ten tego, chciałabym, panie dzieju... Co to ma do rzeczy? Że nacisk środowiskowy? > - odczeptyzm - "ja nie neguję Boga, ale dajcie mi wszyscy spokój (nie każcie chodzić do kościoła, nie pytajcie, co rozumiem przez swoją wiarę itp)".To akurat ma nazwę - apateizm. Ostrzegam - polska wersja artykułu ssie.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
7 na 7 | myprecious (7170 punktów) | >a mianowicie próbuję znaleźć odpowiedź na pytania czy ateizm jest światopoglądem, czy jest
Ateizm nie jest światopoglądem - określa jedynie, że ktoś nie ma wiary w boga.
>sensotwórczy, indywidualny czy mający swoje podwaliny w jakimś nadrzędnym, względem poszczególnych >ateistów, wzorze. Tendencje czy orientacje w myśleniu na temat religii czy jej braku się w naszym
Ateizm nie definiuje - tak jak niewiara w krasnoludki nie definiuje nikogo. Zatem pytanie to jest bez sensu (mam na myśli sensotówrczość).
Ateizm może mieć, choć nie musi, racjonalne podwaliny - i te dopiero definiują, te nadają sens, i te mogą być światopoglądem.
Jesus shaves!
|
|
3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | >.. czy ateizm jest światopoglądem, Jeśli (dla swobodnej analizy z przymrużeniem oka) potraktować świato-pogląd dosłownie, to tak. Światopoglądy wierzących zawierałyby dodatkowo (a może i głównie) także teo-poglądy. W takim ujęciu ateistom, wolnym od zajmowania się bóstwami, przy założeniu podobnych możliwości poznawczych, pozostawałoby więcej miejsca w głowach dla oglądu świata. W efekcie (statystycznym) ateizm byłby bardziej świato-poglądem niż zawierające zaświato-poglądy religie. >.. czy jest sensotwórczy, Chyba o tyle, o ile sensotwórczy są ludzie (ale nie bardziej). >.. indywidualny czy mający swoje podwaliny w jakimś nadrzędnym, względem poszczególnych ateistów, wzorze. Cechą indywidualną wydaje się niezupełna ufność względem własnych wyobrażeń, która może prowadzić do budowania metod poznawczych weryfikujących poszczególne subiekcje. Sceptycyzm poparty sprawdzalnością wiedzy można chyba nazwać podwaliną (czy raczej dachem) ateizmu.
|
|
6 na 6 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > a mianowicie próbuję znaleźć odpowiedź na pytania czy ateizm jest światopoglądem, czy jest> sensotwórczy, indywidualny czy mający swoje podwaliny w jakimś nadrzędnym, względem poszczególnych> ateistów, wzorze."Nadrzędnym wzorem" często jest racjonalizm (posługiwanie się w myśleniu logika i dowodami, poleganie na poznaniu rozumowym). Ja od zawsze byłem racjonalistą - przez wiele lat racjonalistą wierzącym. Brzmi jak oksymoron? Hipotezę Boga traktowałem jako prawdopodobną (i pociągającą!), polegając na wiedzy i doświadczeniu posiadanym w danym okresie życia. Założyłem, że istnienie "świata duchowego itd." może mieć się tak do rzeczywistości, jak np. fizyka kwantowa do fizyki klasycznej, czy geometria nieeuklidesowa do euklidesowej. W miarę rozwoju i dalszych badań nad tematem trzeba mi było stwierdzić, że hipoteza ta jest błędna i zbędna (system religijny okazał się być nie tylko nielogiczny, ale wewnętrznie niespójny oraz oparty na wyraźnie sfałszowanych dowodach). I stąd mój ateizm... Ateizm często jest konsekwencją racjonalizmu, ale tzw. umysły ścisłe potrafią "pogodzić" racjonalizm z wiarą... jeśli są niedoinformowane... 
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
 | 1 na 1 | pankleszcz (36 punktów) | dzięki Wam ogromne za zainteresowanie, po cichu na taką burzę mózgów właśnie liczyłem, sporo można się dzięki temu dowiedzieć; a co do mnie, bo ktoś wcześniej zapytał jak wygląda to według mnie, to szczerze nie wiem i próbuje się dowiedzieć; problem z ateizmem mam taki, że o ile prowadząc badania wśród protestantów czy wśród młodzieży katolickiej miałem dość wyraźnie zarysowanych informatorów, kontekst etc, wiedziałem co jest inaczej niż chciałaby tego strona instytucjonalna, a co z nią współgra; z ateizmem zaś, ciężar problemu położony jest na samych ateistach, którzy w ramach moich z nimi rozmów co rusz poruszają nowe wątki, poszerzają mój ogląd na całość ateizmu, inaczej go definiują, inaczej definiują siebie - konsekwencja jest taka, że mój (póki co) częściowo zsyntetyzowany pogląd na ateizm, zawiera się w przekonaniu, że jest on postawą indywidualną, podobnie jak proces dochodzenia do niego, że jest sensotwórczy z różnym natężeniem - u jednych odpowiada za tumiwisizm w aspekcie chodzenia do kościoła na wielkanoc, u innych stymuluje chęć ewangelizacji i wyjścia do ludzi by wytłumaczyć na czym świat stoi (bardzo skrajne postawy), ale jednocześnie nie jest jakąś metanarracją, jak ot choćby sprawny system religijny o uniwersalistycznych ambicjach; w kwestii światopoglądowej zaś, może być całościowym zbiorem dyspozycji, może być również jednym z mniejszych elementów innego, całościowego światopoglądu. Tyle jeśli chodzi o moje podejście, mam nadzieje, że nie "wyglądam" już jak anonimowy ankieter z urzędu statystycznego  Pozdrawiam
|
|
|  | 4 na 4 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > ciężar problemu położony jest na samych ateistach, którzy w ramach moich z nimi rozmów co rusz poruszają nowe wątki, poszerzają mój ogląd na całość ateizmu, inaczej go definiują, inaczej definiują siebie.... > Tyle jeśli chodzi o moje podejście, mam nadzieje, że nie "wyglądam" już jak anonimowy ankieter z urzędu statystycznego  Statystycznie, założę się, ateiści myślą więcej i odważniej niż wierzący. Stąd problemy w zdefiniowaniu prostego wzoru na ateizm.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
|  | 10 na 10 | myprecious (7170 punktów) | > dzięki Wam ogromne za zainteresowanie, po cichu na taką burzę mózgów właśnie liczyłem, sporo można się dzięki temu dowiedzieć; a co do mnie, bo ktoś wcześniej zapytał jak wygląda to według mnie, to szczerze nie wiem i próbuje się dowiedzieć; problem z ateizmem mam taki, że o ile prowadząc badania wśród protestantów czy wśród młodzieży katolickiej miałem dość wyraźnie zarysowanych informatorów, kontekst etc, wiedziałem co jest inaczej niż chciałaby tego strona instytucjonalna, a co z nią współgra; z ateizmem zaś, ciężar problemu położony jest na samych ateistach, którzy w ramach moich z nimi rozmów co rusz poruszają nowe wątki, poszerzają mój ogląd na całość ateizmu, inaczej go definiują, inaczej definiują siebie - konsekwencja jest taka, że mój (póki co) częściowo zsyntetyzowany pogląd na ateizm, zawiera się w przekonaniu, że jest on postawą indywidualną, podobnie jak proces dochodzenia do niego, że jest sensotwórczy z różnym natężeniem - u jednych odpowiada za tumiwisizm w aspekcie chodzenia do kościoła na wielkanoc, u innych stymuluje chęć ewangelizacji i wyjścia do ludzi by wytłumaczyć na czym świat stoi (bardzo skrajne postawy), ale jednocześnie nie jest jakąś metanarracją, jak ot choćby sprawny system religijny o uniwersalistycznych ambicjach; w kwestii światopoglądowej zaś, może być całościowym zbiorem dyspozycji, może być również jednym z mniejszych elementów innego, całościowego światopoglądu.> Tyle jeśli chodzi o moje podejście, mam nadzieje, że nie "wyglądam" już jak anonimowy ankieter z urzędu statystycznego  > PozdrawiamBędę się upierał - nie jesteśmy definiowani przez brak jakichś przekonań, zatem nie piszesz o ateiźmie, a o postawach, które są jego przyczyną. To nie ateizm ludzi motywuje, a np. naturalizm, sceptycyzm, racjonalizm - ateizm jest tylko efektem tych postaw i światopoglądów. To, że nie wierzę w krasnoludki nie jest podstawą mojej pozycji, a jej efektem. Niezbieranie znaczków, nie jest hobby i motywatorem do czegokolwiek, a już z pewnością niczego o mnie nie mówi, poza tym, że nie zbieram znaczków  Mówienie o tym czego nie mam, nie mówi nic o tym co mam. pozdrawiam
Jesus shaves!
|
|
| |  | 3 na 3 | tumbili (327 punktów) |
> To nie ateizm ludzi motywuje, a np. naturalizm, sceptycyzm, racjonalizm - ateizm jest tylko efektem tych postaw i światopoglądów.Długo się zastanawiałam nad tym zdaniem. Nasunęły mi się pytania- Co z ludźmi, którzy nie wierzą "od zawsze"? Nie możemy im odmówić racjonalizmu. Z drugiej strony zdarzają się ateiści całkowicie nieracjonalni, którzy wierzą np. Danikenowi, czy w zjawiska paranormalne. Jeżeli ktoś, wychowując się bez wiary zaczyna z wiekiem rozwijać w sobie ciekawość świata, nauki, krytyczne spojrzenie, bez zabobonnych klapek na oczach, to czy mozna powiedzieć, że ateizm jest przyczyną, nie efektem przecież jego myślącej postawy? Z drugiej strony ateizm "nabyty" (który w znaczniej mierze jest tutaj reprezentowany  ), jako wynik samodzielnego myślenia, nie staje się w jakiś sposób napędem, który popycha maszynę racjonalizmu wciąż do przodu, nie pozwala zamknąć się na najróżniejsze poglądy i będąc efektem, staje się również przyczyną?
|
|
| | |  | 4 na 4 | myprecious (7170 punktów) | > > To nie ateizm ludzi motywuje, a np. naturalizm, sceptycyzm, racjonalizm - ateizm jest tylko efektem tych postaw i światopoglądów.> Długo się zastanawiałam nad tym zdaniem. Nasunęły mi się pytania- Co z ludźmi, którzy nie wierzą "od zawsze"? Nie możemy im odmówić racjonalizmu. Z drugiej strony zdarzają się ateiści całkowicie nieracjonalni, którzy wierzą np. Danikenowi, czy w zjawiska paranormalne.> Jeżeli ktoś, wychowując się bez wiary zaczyna z wiekiem rozwijać w sobie ciekawość świata, nauki, krytyczne spojrzenie, bez zabobonnych klapek na oczach, to czy mozna powiedzieć, że ateizm jest przyczyną, nie efektem przecież jego myślącej postawy?> Z drugiej strony ateizm "nabyty" (który w znaczniej mierze jest tutaj reprezentowany> ), jako wynik samodzielnego myślenia, nie staje się w jakiś sposób napędem, który popycha maszynę racjonalizmu wciąż do przodu, nie pozwala zamknąć się na najróżniejsze poglądy i będąc efektem, staje się również przyczyną?  > Termin 'ateizm' istnieje tylko dlatego, że dominującym dyskursem jest ten teistyczny. Z ich perspektywy koniecznym było stworzenie słowa opisującego nas czyli 'ateistów' - ale przecież nikt nie nazywa osób niewierzących w elfy, jednorożce itp. Jest to hasło puste istniejące tylko przez dominację ludzi religijnych. Jakiekolwiek dywagacje zatem nad tym terminem są zbędne, bo poza kontekstem jaki kreują ludzie religini nie ma on w ogóle sensu. Sensowne jest mówienie o światopoglądzie, który może być przekazywany na kolejne pokolenia, ale sam ateizm jest tylko jego elementem w kontekście, o którym pisałem.
Jesus shaves!
|
|
| | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | > >>>To nie ateizm ludzi motywuje, a np. naturalizm, sceptycyzm, racjonalizm - ateizm jest tylko efektem tych postaw i światopoglądów.> Długo się zastanawiałam nad tym zdaniem. Nasunęły mi się pytania- Co z ludźmi, którzy nie wierzą "od zawsze"? Nie możemy im odmówić racjonalizmu. Z drugiej strony zdarzają się ateiści całkowicie nieracjonalni, którzy wierzą np. Danikenowi, czy w zjawiska paranormalne.Zaczyna się problem z definiowaniem. Definicji ateizmu mamy wiele, dla mnie ateizm, to przekonanie o nieistnieniu boga, a współczesny - o nieistnieniu jakiejkolwiek nadrzeczywistości. Jak każde przekonanie może być różnie uzasadnionym. Począwszy od wiary to że bóg nie istnieje, skończywszy na naturalizmie ontologicznym. Czyli obejmuje wszystkie wymienione przez Panią przypadki. Podobnie jest z racjonalizmem. Redaktor Agnosiewicz o naszym portalu pisze: Racjonalista jest serwisem propagatorów racjonalnego myślenia, prezentujących racjonalny obraz świata. Serwisem, który poza tym tropi absurdy, przesądy, szarlatanerię, uprzedzenia, kłamstwa, fobie i głupotę. Racjonalista jest miejscem w polskiej przestrzeni społecznej, gdzie można myśleć, mówić i kształtować się na zasadzie autonomii i odwagi intelektualnej, bez ograniczenia ideologiczną poprawnością.I dalej we "wprowadzeniu"Kiedy rozum śpi, budzą się upiory Jako rzecznicy myślenia racjonalnego, opartego na logice i tzw. zdrowym rozsądku, opowiadamy się za racjonalizmem. Uważamy, że z rozumem i rozsądkiem nie można iść na kompromisy, jeśli ustrzec się chcemy błędów irracjonalizmu. Racjonalizm połowiczny to pseudoracjonalizm lub wybiórcza racjonalność. Odrzucamy więc wszelkie formy fideizmu i inne postawy deprecjonujące rozum.
Rys socjologiczny: racjonaliści, czyli ludzie, którzy chcą aby społeczeństwa rządziły się rozumem, to w większości ci, którzy na swoim przykładzie dostrzegają, że jest to narzędzie sprawne - choć niedoskonałe, lecz najskuteczniejsze; zaś piewcy fideizmu i irracjonalizmu, czyli ludzie, którzy eksponują głównie ułomności rozumu, to w większości ci, którzy nie mieli okazji przekonać się o skutecznym działaniu narzędzia racjonalności. Kto nie potrafi rozumować sprawnie, siłą rzeczy nie będzie głosił wymagającego racjonalizmu, gdyż z racjonalności wielu pożytków sam nie wyciągnie. "Dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat i głupota ludzka, choć co do Wszechświata to nie byłbym tak całkiem pewny." - mówił Einstein. Skoro niesporne jest to, że powszechnie głupota i ignorancja zawsze królowały nad inteligencją i wiedzą, tedy oczywiste się staje dlaczego racjonalizm był zawsze poglądem mniejszościowym. Takim też pozostanie, choć może być wyjątkowo aktywny. Zarazem bycie racjonalistą i sceptykiem oznacza przynależność do elitarnego grona. "Ci, którzy mają szczęście należeć do wykształconej i myślącej mniejszości rodzaju ludzkiego, nie uświadamiają sobie nawet, jaką garstkę stanowią - zauważa Bergen Evans. - Nie myślą o tym, jak niewielu ludzi czyta cokolwiek poza nagłówkami, dowcipami i wiadomościami sportowymi. (...) Nie orientują się też, jak niewielu ludzi myśli racjonalnie, jak bardzo do dziś ograniczona jest wiedza, jak rzadko sceptycyzm stanowi natchnienie dla nauki."
Oczywiście to jest zasada ogólna, bowiem można być człowiekiem inteligentnym i uprzedzonym, jeśli wzbrania się rozpatrzenia jakiejś kwestii na sposób racjonalny. Brak uprzedzeń to całkowite otwarcie się na racjonalne argumenty. Uprzedzenia zaś biorą się z niedostatków wiedzy ogólnej. Ten racjonalizm wywiedzionym jest z pewnej tradycji (czy ideologii) intelektualnej www.racjonalista.pl/kk.php/s,247Jest to swoiste światopoglądowe rozumienie "racjonalizmu" - przyjmowane przez większość uczestników tego forum za własne. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| |  | 2 na 2 | pankleszcz (36 punktów) | W sensotwórczej roli ateizmu nie musi od razu rozchodzić się o bycie definiowanym przez ateizm, choć nie zgodzę się, że nie zachodzi jakieś sprzężenie zwrotne, w którym to skutek wpływa na kształtowanie się przyczyn, ale to inna historia; tworzenie sensów jest wielopoziomowe i niekoniecznie jest to kaliber sensu życia, innym poziomem sensu jest na przykład wegetarianizm, w którym niejedzenie mięsa jest skutkiem pewnych przekonań, a nadaje sens wespół z przekonaniami przy wybieraniu produktów, które można jeść - wątpliwe by wegetarianin reflektował nad poszczególnymi przyczynami swojego niejedzenia mięsa podczas wybierania kotletów sojowych (ale, oczywiście mogę się mylić) oraz przy kontaktach z innymi ludźmi, także mięsożernymi; w tym kontekście sensotwórczość jest bardziej płynnym konstruktem niż chociażby światopogląd. Swoją drogą, naszło mnie teraz, ciekawe wydaje się mi się dochodzenie do ateizmu, czy poprzez racjonalizm, sceptycyzm etc jednostka reflektuje i dochodzi o takich, a nie innych wniosków, czy już na poziomie świadomego ateizmu stwierdza, że racjonalizm bądź sceptycyzm pchnęły ją w miejsce, w którym obecnie się znajduje - oczywiście w przypadku w którym w dyskusji w ogóle takie terminy się pojawiają, bo wcale nie muszą, tego jestem w pełni świadom; a i tak w ogóle, to tumbili - podzielam po części Twoje wątpliwości.
Pozdrawiam
|
|
| | |  | 2 na 2 | tumbili (327 punktów) |
> Swoją drogą, naszło mnie teraz, ciekawe wydaje się mi się dochodzenie do ateizmu, czy poprzez racjonalizm, sceptycyzm etc jednostka reflektuje i dochodzi o takich, a nie innych wniosków, czy już na poziomie świadomego ateizmu stwierdza, że racjonalizm bądź sceptycyzm pchnęły ją w miejsce, w którym obecnie się znajdujePewnie to drugie, nie wiem. Przecież nie mówimy sobie- ok. Jestem racjonalistą i od jutra przestaję wierzyć. Chyba... > a i tak w ogóle, to tumbili - podzielam po części Twoje wątpliwości.> PozdrawiamMoje wątpliwości mają dwie przyczyny: 1- moja babcia, która najprawdopodobniej nie wierzyła (z perspektywy czasu to widzę), nie była ani zbyt mądra, ani racjonalna, ledwo co umiała pisać, a jednak nie wierzyła. 2- ja- odkąd sięgam pamięcią nie wierzyłam. I też nie mogę powiedzieć, żebym była jakoś szczególnie inteligentna  , oczytana, czy w jakiś sposób "lepsza" od wierzących... Dlatego, w obliczu przytaczanych tutaj określeń ateizmu, czuję opór w nazywaniu siebie ateistką. Więc jak nazwać to coś, czym jestem?
|
|
| | |  | 1 na 1 | myprecious (7170 punktów) | > W sensotwórczej roli ateizmu nie musi od razu rozchodzić się o bycie definiowanym przez ateizm, choć nie zgodzę się, że nie zachodzi jakieś sprzężenie zwrotne, w którym to skutek wpływa na kształtowanie się przyczyn, ale to inna historia; tworzenie sensów jest wielopoziomowe i niekoniecznie jest to kaliber sensu życia, innym poziomem sensu jest na przykład wegetarianizm, w którym niejedzenie mięsa jest skutkiem pewnych przekonań, a nadaje sens wespół z przekonaniami przy wybieraniu produktów, które można jeść - wątpliwe by wegetarianin reflektował nad poszczególnymi przyczynami swojego niejedzenia mięsa podczas wybierania kotletów sojowych (ale, oczywiście mogę się mylić) oraz przy kontaktach z innymi ludźmi, także mięsożernymi; w tym kontekście sensotwórczość jest bardziej płynnym konstruktem niż chociażby światopogląd.> Swoją drogą, naszło mnie teraz, ciekawe wydaje się mi się dochodzenie do ateizmu, czy poprzez racjonalizm, sceptycyzm etc jednostka reflektuje i dochodzi o takich, a nie innych wniosków, czy już na poziomie świadomego ateizmu stwierdza, że racjonalizm bądź sceptycyzm pchnęły ją w miejsce, w którym obecnie się znajduje - oczywiście w przypadku w którym w dyskusji w ogóle takie terminy się pojawiają, bo wcale nie muszą, tego jestem w pełni świadom; a i tak w ogóle, to tumbili - podzielam po części Twoje wątpliwości.> Pozdrawiam> Po pierwsze, proszę przeczytać to co napisałem troszkę wyżej. Po drugie, porównanie z wegetarianizmem jest nietrafne gdyż ten ma twierdzenia pozytywne - jem warzywa i owoce. Ateizm nie implikuje niczego, żadnych stwierdzeń pozytywnych. Zatem nie masz racji, mój argument stoi 
Jesus shaves!
|
|
| | | |  | 2 na 2 | pankleszcz (36 punktów) | Ale ja wcale nie neguje Twojego argumentu, mało tego w pełni sie z nim zgadzam, bo nie jest on dla mnie nowy, ja po prostu chciałem zarysować co rozumiem poprzez sensotwórczość, bo są ateiści których ateizm (wg nich) generuje również wartości pozytywne, nie opiera się jedynie na negacji. Twój punkt widzenia jest ponadto o tyle ciekawy, ze stanowi dla mnie kolejna narracje, bowiem ja nie chce stworzyć definicyjnej wizji ateizmu, mnie po prostu ciekawi jaki on jest dla poszczególnych ateistów, jak przejawia się w ich świadectwach.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | myprecious (7170 punktów) | Mam nadzieję, że opublikjesz swą pracę na temat ateizmu gdy będzie gotowa
Jesus shaves!
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | pankleszcz (36 punktów) | To by było coś  może, kto wie, ale tfu, tfu co by nie zapeszyć  Pozdrawiam
|
|
| | |  | 1 na 1 | arcadius (0 punktów) | >W sensotwórczej roli ateizmu nie musi od razu rozchodzić się o bycie definiowanym przez ateizm, choć nie zgodzę się, że nie zachodzi jakieś sprzężenie zwrotne, w którym to skutek wpływa na kształtowanie się przyczyn, ale to inna historia; tworzenie sensów jest wielopoziomowe i niekoniecznie jest to kaliber sensu życia, innym poziomem sensu jest na przykład wegetarianizm, w którym niejedzenie mięsa jest skutkiem pewnych przekonań, a nadaje sens wespół z przekonaniami przy wybieraniu produktów, które można jeść - wątpliwe by wegetarianin reflektował nad poszczególnymi przyczynami swojego niejedzenia mięsa podczas wybierania kotletów sojowych (ale, oczywiście mogę się mylić) oraz przy kontaktach z innymi ludźmi, także mięsożernymi; w tym kontekście sensotwórczość jest bardziej płynnym konstruktem niż chociażby światopogląd. >Swoją drogą, naszło mnie teraz, ciekawe wydaje się mi się dochodzenie do ateizmu, czy poprzez racjonalizm, sceptycyzm etc jednostka reflektuje i dochodzi o takich, a nie innych wniosków, czy już na poziomie świadomego ateizmu stwierdza, że racjonalizm bądź sceptycyzm pchnęły ją w miejsce, w którym obecnie się znajduje - oczywiście w przypadku w którym w dyskusji w ogóle takie terminy się pojawiają, bo wcale nie muszą, tego jestem w pełni świadom; a i tak w ogóle, to tumbili - podzielam po części Twoje wątpliwości. >Pozdrawiam >
Odpowiedziales sobie juz sam.
Sa ludzie ktorzy "dochodza" do ateizmu, i tacy, u ktorych brak wiary byl pozycja ktora mieli przed stwierdzeniem, ze sa ateistami.
Ateizm ten pierwszy nie mozna okreslic latwo, ale napewno jest zwiazany z racjonalnym stwierdzeniem, ze "nie wierze w rzeczy bez podstawy". Tu chodzi o ateizm racjonalisty, czyli kogos kto podchodzi do wszelkich zagadnien z punktu widzenia kogos, kto bada dane, fakty, teorie i hipotezy, i wtedy siebie okresla.
Teoretycznie Buddysci sa "ateistami", ale nie sa racjonalistami w tym samym sensie ("nie wierze w rzeczy bez podstawy"), poniewaz dochodzi u nich wiara w nadnaturalne przestrzenie, itd...
Ateista drugi, czyli ten "nie zdolny do wiary", lub u ktorego bylo brak indoktrynacji religijnej poprostu nie pozwala na oszukiwanie samego siebie.
Podales przyklad wegeranizmu; sa ludzie, ktorzy zyli "z miesem" i w jakis sposub doszili do tego, ze nie chca jesc miesa, a jest tez grupa tych, ktorzy po prostu miesa nie lubia/nigdy nie jedli, i dlatego go......dalej nie jedza.
Czyli sa tacy, ktorzy sa ateistami z "przekonania", logicznie, ale sa tez tacy, ktorzy poprostu nigdy w Boga/Bogow nie wierzyli, i takze sprzeciwiaja sie watka "nadnaturalnym" (od horoskopow, poprzez duchy do "mocy modlitw", itd...).
Jezeli wychodzisz z zalozenia, ze ktos jest ateista "naturalnym", od urodzenia, to nie mozesz prawdopodobnie nic innego o nim powiedziec, niz ze "nie wierzy w Boga". Jezeli wychodzis z zalozenia, ze ktos "doszedl" do ateizmu z punktu racjonalisty, to jest to takze osoba, ktory nie wierzy w "sily poza natura".
Wiekszosc ateistow jest z drugiej grupy, czyli mozesz stwierdzic, ze wiekszosc ateistow sa racjonalistami, czyli takze w innych dziedzinach zycia dochodza do swych pozycji poprzez rozwazanie danych/faktow/teorii, a nie z dogmatycznych pozycji "a priori". Konkluzje "wychodza" na koncu.
(Przyklad: "Wierze w to, ze Polska jest w Afryce"....tu wierzacy nic wiecej nie potrzebuje, niz to PRZEKONANIE a priori........racjonalista podchodzi, sprawdza czy Polska jest krajem, sprawdza wszystkie kraje Afrykanskie i dochodzi do wniosku ze NIE WIERZY w to stwierdzenie, poniewaz jest brak jakichkolwiek dowod, ze Polska znajduje sie w Afryce, etc...)
|
|
 | | Hodża (11172 punktów) | > W miarę rozwoju i dalszych badań nad tematem trzeba mi było stwierdzić, że hipoteza ta jest błędna i zbędna (system religijny okazał się być nie tylko nielogiczny, ale wewnętrznie niespójny oraz oparty na wyraźnie sfałszowanych dowodach). I stąd mój ateizm...System religijny... ale rozważania filozofów już nie stanowią systemu religijnego i są konstruowane według autorów zgodnie z zasadami logiki. Powątpiewam w ateizm ufundowany na takich oczywistościach jak "niespójność systemu religijnego"... 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
 | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Ja od zawsze byłem racjonalistą - przez wiele lat racjonalistą wierzącym. Brzmi jak oksymoron?Brzmi!  Chyba że zapomniałeś postawić spójnika. Byłeś racjonalistą w odniesieniu do wielu obiektów i wierzącym w odniesieniu do innych. > Hipotezę Boga traktowałem jako prawdopodobnąCzyli nie byłeś wierzący tylko szacujący prawdopodobieństwo.  > umysły ścisłe potrafią "pogodzić" racjonalizm z wiarą... jeśli są niedoinformowane...  A jak są doinformowane i wierzą? Wiara jako upośledzenie zdolności poznawczych zabrania nie tyle przyjmowania informacji co ich poprawnej interpretacji.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | 2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Chyba że zapomniałeś postawić spójnika. Byłeś racjonalistą w odniesieniu do wielu obiektów i wierzącym w odniesieniu do innych.> Czyli nie byłeś wierzący tylko szacujący prawdopodobieństwo.  ...i dopóki potrafiłem uzasadnić swą wiarę argumentami z niezerowym prawdopodobieństwem, to pozostawałem wierzącym. Problem z chrześcijaństwem jest taki, że wierzący zajmują się prawie wyłącznie gotowymi wnioskami - i o tym jest prawie cała literatura chrześcijańska. Jaki to Bóg dobry, jaki Jezus kochający i Matka Boska wstawiająca się za nami i jakie to cudowne itd. W efekcie wszelkie popełnione na początku błędy utrwalają się i powiększają, bo nie sprawdza się sensowności wcześniejszych założeń. Dlatego tak trudno przekonać katolika: ateista obraża przecież kochającego Boga, co kończy rozmowę. Nie można rozmawiać o tym, skąd się wziął w jego głowie np. pomysł, że ten Bóg go kocha - religia uczy, by nie zastanawiać się nigdy nad takimi podstawowymi sprawami, tylko zwątpienie odpędzać modlitwą. Moja wiara zawaliła się, gdy zająłem się sprawdzaniem przesłanek (czyli np. Starego Testamentu czy historii Kościoła), które miały doprowadzić do tychże wniosków. Wtedy okazało się, że prawdopodobieństwo własnych argumentów na poparcie wiary spadło do zera. > >umysły ścisłe potrafią "pogodzić" racjonalizm z wiarą... jeśli są niedoinformowane...  > A jak są doinformowane i wierzą?To znaczy, że jednak nie są doinformowane, albo nie są ścisłe - albo ten człowiek nie poświęcił wystarczająco czasu na namysł nad tą sprawą, bo miał inne ważniejsze na głowie. Albo nie jest wystarczająco odważny, by spojrzeć prawdzie w oczy...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
> ...i dopóki potrafiłem uzasadnić swą wiarę argumentami z niezerowym prawdopodobieństwem, to pozostawałem wierzącym.Nie chcę Tobie osobiście robić psychoanalizy czy inszej wiwisekcji - mechanizm jest powszechniejszy: Praktycznie każdy wierzący resztką rozumu poszukuje jakiegoś racjonalnego uzasadnienia swoich poglądów wynikających z wiary. Tyle że najczęściej zadowala się mniejszym czy większym byle czym. Sama wiara to jest ocenianie prawdopodobieństwa na 1 i ani ciut mniej. Masa zdarzeń z prawdopodobieństwem jakoś tam niezerowym (ale nie 1) ma tylko właśnie uzasadnić pełną jedynkę w odniesieniu do pewnych (zawsze indywidualnych) dogmatów. > Problem z chrześcijaństwem jest taki, że wierzący zajmują się prawie wyłącznie gotowymi wnioskami - i o tym jest prawie cała literatura chrześcijańska.Nie tylko w chrześcijaństwie wierzący posługują się gotowcami - to istota wiary w ogóle. > Jaki to Bóg dobry, jaki Jezus kochający i Matka Boska wstawiająca się za nami i jakie to cudowne itd.Tak na marginesie - wiele religii chrześcijańskich uważa, że Bosek jest samodzielny i radzi sobie bez Matki.  To Kościół Katolicki jest Kościołem Maryjnym, a nie Jezusowym > W efekcie wszelkie popełnione na początku błędy utrwalają się i powiększają, bo nie sprawdza się sensowności wcześniejszych założeń.Dogmaty wiary to nie są założenia, które się przyjmuje czy odrzuca da rozpatrzenia zagadnienia w różny sposób. > Moja wiara zawaliła się, gdy zająłem się sprawdzaniem przesłanekCzyli jesteś w większości tutejszych ateistów z odzysku.  > To znaczy, że jednak nie są doinformowane, albo nie są ścisłe - albo ten człowiek nie poświęcił wystarczająco czasu na namysł nad tą sprawą, bo miał inne ważniejsze na głowie. Albo nie jest wystarczająco odważny, by spojrzeć prawdzie w oczy...Albo znaczy jednak to co ja mówiłem - wiara to upośledzenie zdolności poznawczych umysłu. To ona podporządkowuje sobie rozum do ochrony siebie, nie pozwala na poprawne interpretacje informacji docierających do umysłu, nie pozwala na umieszczenie wszelkich opisów Boga w opisie stanu umysłu, koniecznie próbuje go wcisnąć do opisu stanu świata poza umysłami. Nie zawsze na zawsze (vide Ojciec Lesiotr), ale tak to działa.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > wiara to upośledzenie zdolności poznawczych umysłu. To ona podporządkowuje sobie rozum do ochrony siebie, nie pozwala na poprawne interpretacje informacji docierających do umysłu,
Mój nieżyjący już kolega, bardzo inteligentny alkoholik, powiedział mi kiedyś "Stary, przecież ja świetnie wiem, że nie powinienem pić. Nie masz pojęcia, jakich ja dokonuję umysłowych kombinacji, żeby przed samym sobą udowodnić, że dzisiaj, że wyjątkowo, mogę się napić! I tak robię codziennie".
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
5 na 5 | Mikuś Frąckiewicz (616 punktów) | Ateizm to negacja Boga lub obojętność wobec religii. Niekiedy wiąże się z nim światopogląd właściwy ateistom, ale ateizm sam w sobie światopoglądem nie jest. Na początku rzekłeś - nadaje sens. Trochę tak. Mi się z ateizmem lepiej żyje, aniżeli przed kilkoma laty z wiarą katolicką.
Religię wynaleźli słabi ludzie, którzy bali się śmierci. Amen!
|
|
| Drobner (19539 punktów) | Boga nie ma. Cała dyskusja jest zbędna. Drobner, niewierzący...
|
|
 | 1 na 1 | pankleszcz (36 punktów) | Tylko, że my jakby nie o tym, to czy Bóg istnieje, czy nie, to mnie akurat średnio obchodzi  Pozdrawiam.
|
|
3 na 3 | martok (1115 punktów) |
>... czy ateizm jest (...) sensotwórczy ...
Moim zdaniem podstawowe nie jest pytanie: jaki to wszystko ma sens, lecz: co jest prawdą. Wierzący żyją iluzją nagrody w raju (dla jednych tą nagrodą są chóry anielskie, na innych czeka w raju dwadzieścia hurys, dla jeszcze innych jest to reinkarnacja z niewolnika we właściciela niewolników). Tyle, że to właśnie iluzja. Nie ma wielkich szans na istnienie Boga nagradzającego po śmierci. Gdyby był taki dobry, dałby nam po prostu lepsze życie tu na Ziemi. Nie komplikowałby prostych spraw tak niedorzecznie. A jaki jest sens życia żyrafy, co z jej nagrodą za piekielnie ciężkie życie? O ludzi Bóg dba, a o zwierzątka nie? Rzekomy sens życia u katolików to typowe myślenie życzeniowe - oni po prostu chcieliby pójść do raju, który sami wymyślili. Ale mają pecha - raju nie ma. Mają jednak szczęście o tyle, że piekła też nie ma.
Ateiści czynią swoje życie sensownym nie odwołując się do dziecinnych mrzonek o o nagrodzie i karze. Po prostu starają się rozsądnie zagospodarować te niewiele lat, które przyroda im dała, bacząc, aby w miarę możliwości nie krzywdzić innych ludzi, gdyż ci inni chcieliby tego samego - jako tako to życie przeżyć, i może nawet - kto wie, przy okazji przysłużyć się innym, na przykład przyszłym pokoleniom.
|
|
 | 2 na 2 | pankleszcz (36 punktów) | Iluzja nagrody często występuje jako rodzaj kompensatora i to nie tylko w kwestiach wierzeniowych, ale chyba rozumiem co masz na myśli, ciekawa i wyraźna opinia, dzięki  Pozdrawiam.
|
|
|  | 1 na 1 | martok (1115 punktów) |
>Iluzja nagrody często występuje jako rodzaj kompensatora
Racja - i zgadzam się, że tu jest pewien paradoks.
|
|
3 na 3 | Miroslaw Rybka (2480 punktów) |
>a mianowicie próbuję znaleźć odpowiedź na pytania czy ateizm jest światopoglądem, czy jest >sensotwórczy, indywidualny czy mający swoje podwaliny w jakimś nadrzędnym, względem poszczególnych >ateistów, wzorze.
Ateizm nie jest światopoglądem, bo jest zbyt wąski. Czy brak wiary w gremliny nazwałbyś światopoglądem? Ateizm nie jest sensotwórczy. Celem ateizmu jest tylko i wyłącznie demaskowanie jednego nonsensu.
br
|
|
 | 1 na 1 | pankleszcz (36 punktów) | > Czy brak wiary w gremliny nazwałbyś światopoglądem?
Szczerze to nie miałbym z tym problemu, bo dlaczego nie? Ludzie tworzą sobie światopoglądy z łatwością niebywałą. Poza tym, ja staram się niczego nie nazywać, ja staram się dowiedzieć jak ludzie sami sobie nazywają to w czym jakoś partycypują.
Pozdrawiam.
|
|
1 na 1 | Nebires (14 punktów) | >...czy jest sensotwórczy, indywidualny...
Można powiedzieć, że w jakiś sposób nadaje sens działaniom doczesnym. Drugiego życia nigdy nie dostaniemy i gdy to, które mamy teraz się skończy więcej nam nic się nie przydarzy. Należy więc wykorzystać wszystko jak tylko się da.
|
|
 | | setarkos (10757 punktów) | >.. nadaje sens działaniom doczesnym. (..) Należy więc wykorzystać wszystko jak tylko się da. W myśl zasady: "po mnie choćby potop"?
|
|
|  | 1 na 1 | Nebires (14 punktów) | >W myśl zasady: "po mnie choćby potop"? Można to tak nazwać.
|
|
| |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >>W myśl zasady: "po mnie choćby potop"? >Można to tak nazwać. Nie widać dlaczego konsekwencją ateizmu miałby być egoizm. Bezbożnik może chyba cenić także innych bezbożników, nie tylko siebie. Jeśli, jak wcześniej trafne piszesz, kieruje uwagę na sprawy doczesne, to nie musi mu być obojętna doczesność przyszłych pokoleń.
[Zaryzykowałbym nawet myśl, że to wierzący cechują się większą miłością własną, która podpowiada im wieczne trwanie indywidualne.]
|
|
 | 1 na 1 | pankleszcz (36 punktów) | >> >Można powiedzieć, że w jakiś sposób nadaje sens działaniom doczesnym. oto jest ożywcza myśl i myślę, że wcale nie musi generować egoizmu, choć owszem może, tu po prostu wszystko wydaje się płynne i niedookreślone
|
|
 | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | >Należy więc wykorzystać wszystko jak tylko się da. To ani nie wynika z ateizmu, ani nie popada w sprzeczność z teizmem.
|
|
2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | > a mianowicie próbuję znaleźć odpowiedź na pytania czy ateizm jest światopoglądem, Pytanie, szczególnie kierowane do ateistów rozbija się w dyskusji o różnice między: (a) czystym ateizmem teoretycznym, który redukuje się do tezy "Żaden Bóg nie istnieje." (i wtedy rzecz jasna NIE jest); (b) ateizmem udomowionym, w ramach którego owej tezie nadaje się praktyczną interpretację i z różnych względów włącza w szereg innych tez, tworzących w sumie światopogląd; Ten, kto to robi może uznawać, że (a) jest tezą "centralną", logicznie zintegrowaną z resztą przekonań (np. "konsekwencja racjonalizmu") - i wtedy będzie ewentualnie twierdził, że POSIADA "Światopogląd Ateistyczny". Moim zdaniem jest to złudzenie, tzn. nie można zdefiniować ani "teistycznego" ani "ateistycznego" światopoglądu w sposób ścisły. Tezy o istnieniu "Boga"/"Bogów" są jedyne w swoim rodzaju i logicznie niezależne. Wielu jednak utrzymuje, iż pewien związek między nimi, a pewnymi doświadczeniami życiowymi, społecznymi, czy dorobkiem nauk ścisłych jest konieczny i podpowiada konkretne praktyczne rozwiązania, że "związany" ateizm może stać się ideą przewodnią w działaniu. Istnieje pewna "preferowana" grupa tych innych, teoretycznych przekonań: racjonalizm, humanizm, scjentyzm, pragmatyzm, antyklerykalizm, pozytywizm, empiryzm, realizm. Występują w różnych konfiguracjach, raczej słabo od siebie odróżniane. Ateiści często odmawiają sensowności łączenia tych przekonań z teizmem, dopatrując się rzekomej sprzeczności. Myślę jednak, że znów sprawa rozbija się o mylenie ateizmu (a) z (b). > czy jest sensotwórczy Ateizm (a) trywialnie nie jest, ateizm (b) może być, tyle, że to subiektywne. Mam wrażenie, że to, co sensotwórcze w praktycznym ateizmie jest przedmiotem niechęci ateistów w ramach ich niechęci do wszystkiego, co takowym się okazuje. Gdy wskażesz, że czyjś "ateistyczny światopogląd" (czyli (b)) jest sensotwórczy, jego posiadacz zaraz wycofa się na pozycję ateizmu (a), żeby temu zaprzeczyć i dać dowód "czystości ideologicznej". Dominantą ateizmu (b) jest bowiem wolność, pojmowana do granic rozumienia, wolność przekraczająca Boga, racje i wszelkie wartości. Takie jest moje wrażenie, wrażenie nie-ateisty. Również dyletanta, ale może dla Ciebie wartościowe. > indywidualny czy mający swoje podwaliny w jakimś nadrzędnym, względem poszczególnych ateistów, wzorze.(a) tak, (b) różnie, jak już pewnie zauważyłeś. Natomiast na pewno ateista, zanim się zdeklaruje powinien sformułować znaczenie słowa "Bóg", aby teza (a) miała dla niego jakiś sens. (Mocno wierzę,że wielu to robi  ). Szanowany przez ateistów Dawkins powiedział, że "Nie ma powodów by wierzyć w Boga". Nie wiadomo właściwie o co chodzi w tego typu wypowiedziach: odnosi się wrażenie, że najbardziej skrajne metafizyczne przekonania muszą, zdaniem tego biologa, mieć formę wniosku z doświadczenia. Myślę, że jest to jeden ze skutków jego generalnej (meta)filozoficznej ignorancji, powielanej przez ateistów zanadto zapatrzonych w jego naukowy autorytet. Wydaje mi się, że dzięki tej samej ignorancji możliwe jest zaistnienie ateizmu (b) na bazie (a), ale to dla mnie zbyt skomplikowane. Myślę, że sam dojdziesz do treściwszych wyników w toku indywidualnych wywiadów. Na tym forum nie unikniesz ateistycznej ewangelizacji i anty-religijnego (bo na pewno nie ateistycznego!) wartościowania.
|
|
 | 3 na 3 | Hodża (11172 punktów) | Oto moja próba "ateistycznej ewangelizacji" - wskaż, proszę, jakikolwiek element obiektywnej rzeczywistości (zatem sny i indywidualne odczucia odpadają), wskazujący, Twoim zdaniem, na istnienie jakiegokolwiek Boga. Ciekaw jest odpowiedzi, również i na to, czy takie pytania uważasz za "ateistyczną indoktrynację" czy też po prostu za ciekawość poznawczą. Wydaje mi się, że mylisz właśnie ową ciekawość z czymś, co nazywasz "ewangelizacją" (stosując przy okazji niezbyt, przyznaj, uczciwy chwyt retoryczny sugerując, ze ateiści to wierzący inaczej  ).
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | 1 na 1 | pankleszcz (36 punktów) | Wiesz, dla mnie coś, co jest obiektywną rzeczywistością, to jest ewentualnie zabawnym konstruktem  ogólnie postulowałbym, by słownikowe wyjaśnienie obiektywizmu, obiektywności i innych wariacji wpisać właśnie w kategorie gier i zabaw albo w rubrykę "z przymrużeniem oka". Bez urazy oczywiście, ale takie moje zdanie. Ewangelizacja swoją drogą, to nie mój termin, ale jednego z moich informatorów, co zresztą sam uznałem za zabawne. Ale w każdym razie, ja staram się niczego nie mylić, a jedynie jakoś chwycić, opisać może to, co mi ludzie opowiadają, bądź wypisują, również w tym wątku. Nie twierdzę, że jest tak albo inaczej, uważam po prostu, że jest różnie i tą różnorodność staram się właśnie złapać. Nie chodzi więc o to, co ja myślę, bo ja się na ateizmie nie znam, chodzi o to, co myślą sami ateiści, bo zakładam, że oni to się znają  Od siebie daje tylko tyle, że jestem przekonany o wiele większym skomplikowaniu i niejednoznaczności ateizmu, niż mogłem początkowo zakładać. Swoją drogą, to serio jeśli ewangelizacja jest nieuczciwym chwytem, to takie kwiatki jak obiektywna rzeczywistość, racjonalizm, ciekawość poznawcza etc w dyskusjach między wierzącymi i niewierzącymi, używane w kontekście stworzenia wrażenia wierzący=debil, tak samo jak z drugiej strony niewierzący=zwierzę bez duszy, albo inny jeszcze epitet, no to są już działa okrętowe przeciw pistoletom na kapiszony  Ale to już chyba nieco inna dyskusja, bo ja w tym wątku proszę o opinie, no i takiej światopoglądowej przepychanki chciałbym uniknąć, bo komu to do szczęścia potrzebne?
|
|
| |  | | Hodża (11172 punktów) | OK, piszę do Marcucha. Pozdrowienie 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| |  | 1 na 5 | Marcuch (664 punktów) | A zapomniałem: ateizm to także taka intelektualna moda, chyba. W każdym razie, kiedy widzę, że jakaś ćwierćinteligentna celebrytka albo nastolatek deklaruje ateizm, to podejrzewam, że jest to skutek działania czynników zewnętrznych, wpływ otoczenia, kultury, równieśników, do którego oczywiście delikwent się nigdy nie przyzna (być może nawet przed samym sobą).
|
|
| | |  | | Hodża (11172 punktów) | > A zapomniałem: ateizm to także taka intelektualna moda, chyba. W każdym razie, kiedy widzę, że jakaś ćwierćinteligentna celebrytka albo nastolatek deklaruje ateizm, to podejrzewam, że jest to skutek działania czynników zewnętrznych, wpływ otoczenia, kultury, równieśników, do którego oczywiście delikwent się nigdy nie przyzna (być może nawet przed samym sobą).Zgadzam się w pełni. To ułatwia pracę nad ateistami, nikt nie chce być kojarzony ze zdemoralizowaną młodzieżą z szemranych lokali. 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | >A zapomniałem: ateizm to także taka intelektualna moda, chyba. W każdym razie, kiedy widzę, że jakaś ćwierćinteligentna celebrytka albo nastolatek deklaruje ateizm, to podejrzewam, że jest to skutek działania czynników zewnętrznych, wpływ otoczenia, kultury, równieśników, do którego oczywiście delikwent się nigdy nie przyzna (być może nawet przed samym sobą). Cóż, ludzie są tacy jak Dobry Bozia w swojej mądrości niesłychanej zaplanował czy dopuścił. Teizm wynika z mody społecznej; pragnienia ipoda, ipada czy iphona albo gaci z wycierankami na tym czy innym pośladku - także samo. Przy ustalaniu jak jest (czytałeś kiedyś moją sygnaturkę?) plebiscyt raczej należy sobie darować
I dygresja za dygresję: kiedy widzę, że jakiś ćwierćinteligent przypisuje mi hitleryzm i stalinizm z racji niepodzielania przeze mnie jego wiary w czarodziejskie obrazki i gadające węże to nie muszę nic podejrzewać - jesteście wszyscy czytelni od dawna, choć różny poziom bełkotu prezentujecie.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | 2 na 6 | Marcuch (664 punktów) | > Oto moja próba "ateistycznej ewangelizacji" - wskaż, proszę, jakikolwiek element obiektywnej rzeczywistości (zatem sny i indywidualne odczucia odpadają), wskazujący, Twoim zdaniem, na istnienie jakiegokolwiek Boga.> Ciekaw jest odpowiedzi, również i na to, czy takie pytania uważasz za "ateistyczną indoktrynację" czy też po prostu za ciekawość poznawczą.Właściwie nie wiem co tu komentować. Jeśli nazywasz to "ewangelizacją", no to niech Ci będzie - to jest właśnie ewangelizacja po twojemu, w sumie potwierdzasz moją tezę, iż ateiści ewangelizują, bo tego typu retoryka przewija się stale przez forum ("wskaż element mojej gry, który wskazuje na istnienie twojej gry"). Nie ma w tym żadnej "ciekawości poznawczej", przeciwnie, jest założona pewna dziedzina absolutnej prawdy, dozwolony zbiór przesłanek, zwany "obiektywną rzeczywistością", na którego rozpoznanie przyznajesz sobie zapewne monopol. A już Tomasz z Akwinu nauczał setki lat temu, że Boga poznaje się przez tzw. "objawienie", a nie badanie "obiektywnej rzeczywistości". Oczywiście twoja odpowiedź na to jest taka, że "objawienie" nie jest ugruntowane w żaden sposób w "obiektywnej rzeczywistości" i tak w koło Macieju. > (stosując przy okazji niezbyt, przyznaj, uczciwy chwyt retoryczny sugerując, ze ateiści to wierzący inaczej ).To nie chwyt retoryczny, tylko święta prawda. Już kiedyś rozkmniniałem w jaką kategorię przekonań podpada ateizm. Ateizm (a) jest tezą metafizyczną, a więc w zasadzie uznaniową - w każdym razie nie bardziej empiryczna niz teizm. Ateizm (b) jest światopoglądem, a jak wiadomo we własny światpogląd się po prostu wierzy, jeśli brać go całościowo. Oczywiście, pewne przesłanki światopoglądowe mogą mieć charakter naukowy, ale w szczególności przekonania dotyczące Boga tego nie mogą z powodów czysto empiryczno-logicznych i dlatego same nie są naukowe, przecież to banał. Gdyby w ateizmie było choć trochę nauki, to wchodziłby w łatwe do wskazania związki logiczne z fizyką, a że nie wchodzi, wniosek jest oczywisty. Ateizm nie poddaje się żadnej formie naukowej redukcji. Ale znów powiedzieć o nim "ideologia", to troche na wyrost. Jest więc po prostu osobistym, uznaniowym przekonaniem, niedbale sklejonym z innymi przekonaniami, co pospolicie zwie się wiarą. Problem jest czysto propagandowy - po prostu ateiści unikają tego słowa, nie lubią go. Zastanawiam się, czy można być religijnym ateistą. Np. czy kult Stalina albo Kimirsenowska filozofia "oparcia w sobie" są ateistyczne, czy nie? Czy materialistyczne przekonanie o zbawieniu od trosk wyłącznie dzięki pieniądzom i technologii jest ateizmem? Czy radosne uczestniczenie w triumfalnym pochodzie cywilizacji, radość poznawania i wiara w ustawicznie odroczone rozumowe poznanie świata i zracjonalizowaną regulację stosunków międzyludzkich jest ateistyczne? Czy zgadza się z ateizmem myślenie o szczęściu lub pechu w życiu, o "dobrej passie", o "zbiegach okoliczności"? Możliwe, że nie, bo widzę sporo ludzi, którzy podtrzymując ateistyczną deklarację po prostu parcelują Boga na sprawy łatwiejsze do zrozumienia, pozbawiając Go osobowości i pewnych skomplikowanych atrybutów naprodukowanych przez chrześcijańską teologię. Jest wielu błędnie zdeklarowanych "ateistów", którzy de facto prezentują przekonania politeistyczne lub panteistyczne, a do ateizmu czują pociąg czysto estetyczny - z czego wynika pełno komplikacji w temacie "religijności". Rozumowe poznanie wszechbytu jest z definicji odroczone - jest takim "zbawieniem racjonalisty", wiecznie niespełnioną obietnicą Rozumu skierowaną do ledwie uczestniczącego w Nim człowieka. Czy i tutaj nie ma paraleli z wiarą w osobowego Boga?
|
|
| |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | > Właściwie nie wiem co tu komentować. Jeśli nazywasz to "ewangelizacją", no to niech Ci będzie - to jest właśnie ewangelizacja po twojemu, w sumie potwierdzasz moją tezę, iż ateiści ewangelizują, bo tego typu retoryka przewija się stale przez forum ("wskaż element mojej gry, który wskazuje na istnienie twojej gry").pl.wikipedia.org/wiki/Ewangelizacjawww.jarosl(*)/05/Ateizm-a-ewangelizacja.pdfEwangelizacja to w najszerszym pojęciu "nawracanie na wiarę". Teistyczni fideiści w swojej propagandzie usiłują wmówić, że ateizm opiera się na wierze (w to, iż Bóg nie istnieje), ale - nawet przy takim nieuprawnionym ograniczeniu - ateiści nie mogą ewangelizować na własnym forum. Wszak ateizacja zaczyna się dopiero przy nawracaniu, a kogo mieliby tu nawracać? Tą garstkę nawiedzonych ewangelizatorów odwiedzających nasze forum? Tak, ateizm - tak samo jak teizm jest przekonaniem i może opierać się na różnej podbudowie intelektualnej. Może być i ateizmem fideistycznym, tak jak teizm, ale na naszym forum dominują ateiści racjonalni, dla których podbudowę intelektualną stanowi nauka i odrzucenie wszelkich wierzeń. > Nie ma w tym żadnej "ciekawości poznawczej", przeciwnie, jest założona pewna dziedzina absolutnej prawdy, dozwolony zbiór przesłanek, zwany "obiektywną rzeczywistością", na którego rozpoznanie przyznajesz sobie zapewne monopol. A już Tomasz z Akwinu nauczał setki lat temu, że Boga poznaje się przez tzw. "objawienie", a nie badanie "obiektywnej rzeczywistości".Wiemy że Pan się denerwuje nie potrafiąc zrozumieć naszych poglądów, ale nam trudno pozostawać na poziomie Tomasza, nawet będąc pewnymi, że jak na swoje czasy był to niegłupi facet. > To nie chwyt retoryczny, tylko święta prawda. Już kiedyś rozkmniniałem w jaką kategorię przekonań podpada ateizm.Czyli napisał Pan to co sobie Pan na temat ateizmu wyobraża. > Ateizm (a) jest tezą metafizyczną, a więc w zasadzie uznaniową - w każdym razie nie bardziej empiryczna niz teizm.Czy nie odróżnia Pan w teizmie idei Boga osobowego, Absolutu, politeizmu, panteizmu, supranaturalizmu i tym podobnych bzdetów? Z ateizmem jest podobnie. Sam jestem naturalistą ontologicznym i opieram swoje poglądy na dorobku naukowym. Ateizm jest moim przekonaniem, ale zupełnie wtórnym. Wynikającym z refleksji intelektualnej nad rzeczywistością, a nie z jakichkolwiek apriorycznych założeń. > Ateizm (b) jest światopoglądem, a jak wiadomo we własny światpogląd się po prostu wierzy, jeśli brać go całościowo.Ewidentna bzdura. Ateizm może być - co najwyżej - cześcią światopoglądu. Jak wiadomo we własny światopogląd bezrefleksyjnie wierzą tylko fideiści. Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny, ani rewolucyjny społecznie. Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. Racjonalistyczni ateiści dochodzą do swojego światopoglądu drogą intelektualną (nie na wiarę) i ateizm stanowi tylko jego część. Wcale nie najważniejszą. > Oczywiście, pewne przesłanki światopoglądowe mogą mieć charakter naukowy, ale w szczególności przekonania dotyczące Boga tego nie mogą z powodów czysto empiryczno-logicznych i dlatego same nie są naukowe, przecież to banał.To żaden banał, to pusta treściowo (nic nie znacząca) teistyczna nawijka. > Gdyby w ateizmie było choć trochę nauki, to wchodziłby w łatwe do wskazania związki logiczne z fizyką, a że nie wchodzi, wniosek jest oczywisty. Ateizm nie poddaje się żadnej formie naukowej redukcji.Ateizm jest poglądem dotyczącym nadprzyrodzoności. Racjonalny ateizm zbudowany jest na dorobku nauk przyrodniczych. > Ale znów powiedzieć o nim "ideologia", to troche na wyrost.> Jest więc po prostu osobistym, uznaniowym przekonaniem, niedbale sklejonym z innymi przekonaniami, co pospolicie zwie się wiarą.> Problem jest czysto propagandowy - po prostu ateiści unikają tego słowa, nie lubią go.Bzura nie istnieją słowa, których ateiści nie lubią. Natomiast ja nie lubię bełkotu pokrywanego pustym treściowo wielosłowiem. Szczególnie gdy oparty jest na jakiejś wierze. > Zastanawiam się, czy można być religijnym ateistą. Np. czy kult Stalina albo Kimirsenowska filozofia "oparcia w sobie" są ateistyczne, czy nie?www.racjonalista.pl/forum.php/p,177/s,474361www.racjonalista.pl/forum.php/p,178/s,478028> Czy materialistyczne przekonanie o zbawieniu od trosk wyłącznie dzięki pieniądzom i technologii jest ateizmem?[...]W fideistycznych - szczególnie katolickich - publikacjach nie takie bzdury można spotkać. Cóż świadczy to tylko o poziomie intelektualnym publikujacych. > Rozumowe poznanie wszechbytu jest z definicji odroczone - jest takim "zbawieniem racjonalisty", wiecznie niespełnioną obietnicą Rozumu skierowaną do ledwie uczestniczącego w Nim człowieka. Czy i tutaj nie ma paraleli z wiarą w osobowego Boga?Przecież to czysty bełkot. Taka mądrość to emanuje raczej z odbytu i jeżeli widzi Pan tu parele z wiarą w osobowego Boga, to gratuluję. @@@ .
|
|
| |  | 6 na 6 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > A już Tomasz z Akwinu nauczał setki lat temu, że Boga poznaje się przez tzw. "objawienie", a nie badanie "obiektywnej rzeczywistości".Kłamał...  Jak każdy teolog, który twierdzi, że zamiary i cechy Boga wykraczają poza wszelkie ludzkie poznanie, a jednocześnie podaje szczegółowo jakie to zamiary i cechy Boga sobie wykombinował... Po kilkudziesięciu latach beton takiego poglądu twardnieje w dogmat i można na nim budować kolejne piętro religijnego gmachu. > > (stosując przy okazji niezbyt, przyznaj, uczciwy chwyt retoryczny sugerując, ze ateiści to wierzący inaczej ).> To nie chwyt retoryczny, tylko święta prawda.Wzorem Tischnera bym Ci powiedział, że gówno prawda... Różnica jest taka jak pomiędzy zaufaniem do metod, które się sprawdzają i są wewnętrznie spójne - a ślepą wiarą w metody, na skuteczność których nie ma potwierdzenia i same sobie przeczą. > Zastanawiam się, czy można być religijnym ateistą.Jeśli rozumiemy religię jako oddawanie czci czemuś i wypełnianie obrządków - to tak. Trzymanie kciuków "na szczęście", skreślanie w Lotto cyfr związanych z ważnymi datami, zwyczaje ślubne itd. to w sumie obrzędy religijne ku czci Szczęścia  Problem z Twoim rozumowaniem jest taki, że ateista jest trochę jak Murzyn. Ani ateizm, ani czarny kolor skóry nie definiują człowieka, są tylko jedną z cech. Ateiści czy wierzący - każdy ma własną inteligencję, wiedzę, talenty, doświadczenia, są na różnym etapie swego rozwoju itd. Dlatego drażnią mnie Twoje sztampowe uogólnienia - czuję się trochę jak Murzyn słyszący po raz kolejny "czarni świetnie biegają, ale talentów do matematyki nie mają, są zwykle brudni i kobiet też nie szanują". Poza tym, mieszasz chyba pojęcia ateizmu i racjonalizmu - które nie muszą iść w parze.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) | > Ani ateizm, ani czarny kolor skóry nie definiują człowieka, są tylko jedną z cech.Tak naprawdę ateizm nie jest nawet cechą - jest tylko brakiem cechy teizmu. Tylko małpia złośliwość wierzących zmierzająca do uświnienia oponenta swoją przypadłością każe nazywać ateizm wiarą w nieistnienie boga czy wiarą w istnienie a-boga. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | | Marcuch (664 punktów) | > > A już Tomasz z Akwinu nauczał setki lat temu, że Boga poznaje się przez tzw. "objawienie", a nie badanie "obiektywnej rzeczywistości".> Kłamał...  Czyt to dla Ciebie ważne? Próbuję pokazać rozbieżności metody i bezzasadność dyskusji w zadanych uwarunkowaniach, a Ty tworzysz dygresje od przesłanek, nie wiem po co. Może kłamał, może nie, jest autorytatywnym przedstawicielem wierzących i jego można pytać o co chodzi, kiedy, powiedzmy katolik, mówi o Bogu. Ateiści najbardziej rozczarowują tym, że nie mają wspólnej koncepcji przedmiotu, którego istnienie pragną negować, nie mają autorytetu teologicznego w szeregach (każdy sobie jest autorytetem). Ale żeby rozmowa miała wartość intersubiektywną trzeba sięgnąć po jakiś autorytet, choćby historycznie uznany, czy rzucający szerszy cień na kulturę - i stąd Tomasz. > Różnica jest taka jak pomiędzy zaufaniem do metod, które się sprawdzają i są wewnętrznie spójne (...)Zaufanie do czegoś, co się sprawdza jest zaufaniem do kryterium sprawdzania, więc może podaj dokładnie o jakie zaufanie chodzi. Nie ufa się czemuś, co się poddaje sprawdzeniu. Zaufanie - zarówno do metod jak i ludzi jest irracjonalne (a jakże w życiu potrzebne). I to też śmieszne u pewnych racjonalistów - wiara w to, że ze światopoglądu można odparować pierwiastek wolicjonalny i fideistyczny i wszystko zredukować do jakiegoś potwierdzenia w pewnej innej treści (w widmie nauki) lub w samej swojej formie ("spójność"). > Dlatego drażnią mnie Twoje sztampowe uogólnieniaObrażam twe uczucia jako ateisty? > - czuję się trochę jak Murzyn słyszący po raz kolejny "czarni świetnie biegają, ale talentów do matematyki nie mają, są zwykle brudni i kobiet też nie szanują".Daj jakiś cytat ze mnie, to będę wiedział o co chodzi.
|
|
| | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | >Ateiści najbardziej rozczarowują tym, że nie mają wspólnej koncepcji przedmiotu, którego istnienie pragną negować, nie mają autorytetu teologicznego w szeregach (każdy sobie jest autorytetem). Ateiści najbardziej rozczarowują się prymitywizmem intelektualnym teistów w rozumieniu i opisie ateizmu, który fideiści tak bardzo pragną negować. Ateiści też mają swoje autorytety, do których odnoszą i których dorobek bardzo szanują. Tyle tylko, że tych autorytetów jest wiele i żadnemu z nich nie wierzą bezgranicznie. Sceptycyzm jest w nich mocno zakodowaną metodą poznania i zrozumienia świata.
>Ale żeby rozmowa miała wartość intersubiektywną trzeba sięgnąć po jakiś autorytet, choćby historycznie uznany, czy rzucający szerszy cień na kulturę - i stąd Tomasz. Więc jakakolwiek rozmowa pomiędzy teistą i ateistą jest wykluczoną. Nie uznaję żadnych autorytetów "po całości" i nawet gdybym wybrał coś z dorobku Tomasza (choć dlaczego miałbym wybierać akurat Tomasza), to dla Pana nie byłoby to istotne, a to co Pan z niego wybiera to dla mnie jest mało ważnym. Oczywiście taki autorytet dotyczy tylko osób, które ja nazywam "mędrcami", a tak naprawdę dla mnie najistotniejszym jest autorytet zbiorowy wynikający z aktualnego dorobku nauki.
>Nie ufa się czemuś, co się poddaje sprawdzeniu. Całkowity błąd! Stąd moje ogromne zaufanie do nauki, że weryfikacja wpisana jest tam wprost w metodę.
>Zaufanie - zarówno do metod jak i ludzi jest irracjonalne (a jakże w życiu potrzebne). Zaufanie do nauki jest zdecydowanie racjonalne. Nawet gdy jacyś fideiści modlą się wsiadając do samolotu, to pewność lotu i lądowania zapewnia im nauka, a nie Bóg.
>I to też śmieszne u pewnych racjonalistów - wiara w to, że ze światopoglądu można odparować pierwiastek wolicjonalny i fideistyczny i wszystko zredukować do jakiegoś potwierdzenia w pewnej innej treści (w widmie nauki) lub w samej swojej formie ("spójność"). Każdy ma inne poczucie humoru i co innego go śmieszy. Ale to, że Pan nie jest zdolnym czegoś zrozumieć wcale nie jest dowodem możliwość, bądź niemożliwość innego od Pana sposobu rozumowania. Mnie też jest ciężko zrozumieć, że w XXI wieku, wykształceni ludzie mogą w religijne bajdy wierzyć i bzdury opowiadać, ale znam rzeczywistość i staram się ją zrozumieć, a nie moje wyobrażenia na jej temat.
@@@ .
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > >Kłamał...  > Czyt to dla Ciebie ważne?Ważne, bo to wpływa niekorzystnie na życie moje i mojej rodziny. > Może kłamał, może nie, jest autorytatywnym przedstawicielem wierzących i jego można pytać o co chodzi, kiedy, powiedzmy katolik, mówi o Bogu.Skoro "Może kłamał, może nie" i w dodatku od dawna nie żyje, to po co i jak pytać takiego autorytetu? To, co zawarł w swoich pismach, jest o kilkaset lat zacofane wobec obecnego stanu wiedzy. > Ateiści najbardziej rozczarowują tym, że nie mają wspólnej koncepcji przedmiotu, którego istnienie pragną negować,może jacyś ateiści maja z tym problem - ja nie pragnę negować przedmiotu, który nigdy nie istniał (a w każdym razie nie ma na to żadnego wiarygodnego dowodu). Czy Ty próbujesz zbudować swój światopogląd na negowaniu faktu, że Święty Mikołaj przynosi prezenty (a dla złych dzieci rózgę)? Przecież jest on autorytetem dla tak wielu dzieci! > I to też śmieszne u pewnych racjonalistów - wiara w to, że ze światopoglądu można odparować pierwiastek wolicjonalny i fideistycznyTen "pierwiastek wolicjonalny i fideistyczny" jest bezużyteczny w odkrywaniu prawdy i prawdziwych zasad obowiązujących w świecie - co znakomicie wiedzą wszyscy wierzący. Służy jedynie do prostackiego utrwalenia przypadkowo nabytych poglądów jako "prawdziwych, bo tak i już". Przypadkowych: bo prawie zawsze wierzy się w zestaw "prawd" nabytych w dzieciństwie i obowiązujących w miejscu, gdzie się żyje. Jest to więc zestaw przypadkowy, zależny od miejsca i czasu urodzenia. Bezużyteczność: jakąkolwiek religię uznasz za prawdziwą, to i tak 9/10 ludzkości wierzy święcie w fałszywych bogów. Wyjątkowo nędzna jest więc przydatność metody "wolicjonalnej i fideistycznej" w odkrywaniu prawdy, skoro służy ono głównie do utrwalania fałszywych poglądów. Oczywiście ludzi religijnych nie obchodzi Prawdziwa Prawda - lepsza jest Własna Prawda, do której się przywykło. W katolicyzm wręcz wpisany jest zakaz szukania na własną rękę innej prawdy, niż podana oficjalnie. W efekcie "autorytetami" są żałosne postacie sprzed setek lat... Nikt by nie chciał się leczyć u średniowiecznego lekarza, ale mądrości szuka się u Tomasza... > Daj jakiś cytat ze mnie, to będę wiedział o co chodzi.Jako cytat nadają się Twoje wypowiedzi w całości. Rozkminiasz nieudolnie ateistów i od razu uznajesz swoje wnioski jako obiektywną prawdę, więc wychodzą ci obraźliwe bzdury.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| |  | 5 na 5 | Hodża (11172 punktów) | >Właściwie nie wiem co tu komentować. Jeśli nazywasz to "ewangelizacją", no to niech Ci będzie - to jest właśnie ewangelizacja po twojemu, w sumie potwierdzasz moją tezę, iż ateiści ewangelizują, bo tego typu retoryka przewija się stale przez forum ("wskaż element mojej gry, który wskazuje na istnienie twojej gry"). Nie ma w tym żadnej "ciekawości poznawczej", przeciwnie, jest założona pewna dziedzina absolutnej prawdy, dozwolony zbiór przesłanek, zwany "obiektywną rzeczywistością", na którego rozpoznanie przyznajesz sobie zapewne monopol.
To nie jest retoryka, tutaj nie odwołuję się (mówię teraz tylko w swoim własnym imieniu) do emocji, tylko do rozumu. Ciekawość poznawcza w odniesieniu do Boga chyba ma uzasadnienie? Otóż ja nie zakładam żadnej absolutnej prawdy, odwrotnie, zastanawiam się, czy jest możliwe zasadne dojście do konkluzji, że jakaś absolutna prawda może istnieć.
Jeśli chodzi o mnie, to tym się różnię od wielu, którzy tylko poprzestają na negacji Boga, że doceniam wagę poznawczą wielu filozoficznych dociekań na Jego temat (i nie tylko na ten temat) i podejrzewam, że istnieje możliwość dojścia do prawd absolutnych (przynajmniej do takiego etapu poznania, na którym założenia istnienia takich prawd czy praw będzie wystarczającym elementem spójnej wizji Wszechświata).
Niewłaściwie przypisujesz mi opieranie się na jakichkolwiek dogmatach; jeśli opieram się ja (i inni racjonaliści) na czymkolwiek, to tylko na pewności powtarzalnego doświadczenia możliwego do zweryfikowania przez innych i do wspólnej metodologii myślenia opartej na logice. To jedyne rozsądne podejście - odrzucenie tego, co niepewne i pozostawienie tylko tego, bez czego nie można sobie wyobrazić jakiegokolwiek wnioskowania. Niezbędne minimum Ockhama.
>A już Tomasz z Akwinu nauczał setki lat temu, że Boga poznaje się przez tzw. "objawienie", a nie badanie "obiektywnej rzeczywistości". Oczywiście twoja odpowiedź na to jest taka, że "objawienie" nie jest ugruntowane w żaden sposób w "obiektywnej rzeczywistości" i tak w koło Macieju.
Tak, taka jest moja odpowiedź. Objawienie bowiem powtórzone przez dziesiątą osobę nie różni się niczym od plotki o lądowaniu UFO w Wylatowie. Nie mniej ważna jest obserwacja, że osoby rozpowszechniające informacje o Objawieniu (to jest moja argumentacja ad personam) tak często dowiodły swojego całkowitego braku jakichkolwiek moralnych kwalifikacji do mówienia jakiejkolwiek prawdy, że siłą rzeczy również i ta informacja zasadnie może być podejrzewana o to, że jest zwykłym kłamstwem.
>Ateizm (a) jest tezą metafizyczną, a więc w zasadzie uznaniową - w każdym razie nie bardziej empiryczna niz teizm.
Myślę, że nie jest "tezą" a założeniem. Założeniem, które dużo lepiej odpowiada rzeczywistości (tej weryfikowalnej jak i tej subiektywnie odczuwalnej) niż inne.
>Ateizm (b) jest światopoglądem, a jak wiadomo we własny światpogląd się po prostu wierzy, jeśli brać go całościowo. Oczywiście, pewne przesłanki światopoglądowe mogą mieć charakter naukowy, ale w szczególności przekonania dotyczące Boga tego nie mogą z powodów czysto empiryczno-logicznych i dlatego same nie są naukowe, przecież to banał.
Myślę, że możesz sobie wymyślić takiego Boga, jaki Ci pasuje do Twoich własnych koncepcji i możesz nawet wierzyć spokojnie w to, że święte dęby są formą jego obecności w świecie. Czym to się różni od obecności Boga w eucharystii ?
W ten sposób można dyskutować bez końca, nie wiedząc, czym lub kim jest Bóg. Teiści mają dużą swobodę w elastycznym dopasowywaniu tych wyobrażeń, uważam, że dużo zdrowsze moralnie i psychologicznie jest pozostawienie tej galerii możliwych boskich bytów w spokoju. Tę rezygnację z rozważań na ten temat nazywam ateizmem.
Natomiast, bardziej konkretnie - co do "Boga, który jest miłością" są dostatecznie silne dowody potwierdzające Jego nieistnienie. Nie potrzebuję ich więcej. Jeżeli w stu różnych badaniach psychologicznych przestępcy nie odnajduje się zdolności do empatii ani żadnych ludzkich odczuć, trzeba założyć, że ich nie ma (chociaż, kto wie, może tylko udaje, skąd można wiedzieć, czy gdzieś tam w nim nie tkwi boża iskierka).
>Gdyby w ateizmie było choć trochę nauki, to wchodziłby w łatwe do wskazania związki logiczne z fizyką, a że nie wchodzi, wniosek jest oczywisty. Ateizm nie poddaje się żadnej formie naukowej redukcji.
Ateizm bardzo ładnie daje się zredukować poprzez wykazanie, że to, co jest istotą religii, w świecie materii jest tylko przypadkowym efektem ubocznym miliarda innych procesów.
>Rozumowe poznanie wszechbytu jest z definicji odroczone - jest takim "zbawieniem racjonalisty", wiecznie niespełnioną obietnicą Rozumu skierowaną do ledwie uczestniczącego w Nim człowieka. Czy i tutaj nie ma paraleli z wiarą w osobowego Boga?
To zastępuje wiarę w Boga, który nie może nas zbawić. Widzę w tym wyraz naszej ludzkiej godności wynikającej z tego, że sami potrafimy określić, co jest dobre a co złe i nadać sens naszemu życiu.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | |  | | astrotaurus (12445 punktów) |
> To zastępuje wiarę w Boga, który nie może nas zbawić.Hmmmm, nie czuję potrzeby wiary, ani zastępstwa....  > Widzę w tym wyraz naszej ludzkiej godności wynikającej z tego, że sami potrafimy określić, co jest dobre a co złe i nadać sens naszemu życiu.I tego się trzymajmy! Po prostu.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | 4 na 6 | Marcuch (664 punktów) | > zastanawiam się, czy jest możliwe zasadne dojście do konkluzji, że jakaś absolutna prawda może istnieć. Nie.
>Niewłaściwie przypisujesz mi opieranie się na jakichkolwiek dogmatach; jeśli opieram się ja (i inni racjonaliści) na czymkolwiek, to tylko na pewności powtarzalnego doświadczenia możliwego do zweryfikowania przez innych i do wspólnej metodologii myślenia opartej na logice. Powiedz więc co się dzieje, jeśli milion ludzi wierzy w treść jakiejś "świętej" książki na podstawie lektury. Lektura, znajomość mitu, przeżycia religijne - to powtarzalne doświadczenia, możliwe do zweryfikowania przez innych w ramach wspólnej metodologii i logiki. J.M.Bocheński "Logika religii", gdyby były wątpliwości.
>Objawienie bowiem powtórzone przez dziesiątą osobę nie różni się niczym od plotki o lądowaniu UFO w Wylatowie. No właśnie. Moim zdaniem sprawa redukuje się do siły potwierdzenia przez prywatne doświadczenie i zaufanie innym ludziom. Innymi słowy, wiara to sprawa osobista.
>>Ateizm (a) jest tezą metafizyczną, a więc w zasadzie uznaniową - w każdym razie nie bardziej empiryczna niz teizm. >Myślę, że nie jest "tezą" a założeniem. Ależ ja podaję czysto formalną definicję, przecież założenie nie przestaje być tezą. Nota bene, mówiąc "założenie" jeszcze bardziej podkreślasz jego przed-rozumowy, wolicjonalny charakter. I bardzo dobrze, bo ateizm nie jest, z punktu widzenia logiki, żadnym wnioskiem, żadnym "produktem rozumowania", jak chciałoby tutaj bardzo wielu.
> Założeniem, które dużo lepiej odpowiada rzeczywistości (tej weryfikowalnej jak i tej subiektywnie odczuwalnej) niż inne. A to już twoje prywatne odczucia są.
>Myślę, że możesz sobie wymyślić takiego Boga, jaki Ci pasuje do Twoich własnych koncepcji i możesz nawet wierzyć spokojnie w to, że święte dęby są formą jego obecności w świecie. Otóż właśnie. Dlaczego więc jest to wyśmiewane? Czysta psychologia: dlatego, że dęby nie robią wrażenia na tym kto wyśmiewa. Są drewniane, krzywe i można je ściąć bez strachu. Ludzie zaczynają śmiać się z wiary, kiedy przestają bać się tego, w co wierzyli. Stary "Bóg" się nie sprawdził, już nie jest taki groźny, ani nie daje otuchy, stracił doniosłość. Inna rzecz przejmuje doniosłość, inne akcje się kupuje, deklaruje się ateizm posiadając ich różnorodność. Zastanawiam się, czy jednak w tych akcjach nie ma jakiejś dominanty, która odzyskałaby miano "Boga".
>W ten sposób można dyskutować bez końca, nie wiedząc, czym lub kim jest Bóg. Teiści mają dużą swobodę w elastycznym dopasowywaniu tych wyobrażeń O wiele mniejszą niż ateiści.
>Ateizm bardzo ładnie daje się zredukować poprzez wykazanie, że to, co jest istotą religii, w świecie materii jest tylko przypadkowym efektem ubocznym miliarda innych procesów. Naukowa redukcja tezy, to przetłumaczenie jej na język pewnej "niższej", bardziej fundamentalnej teorii naukowej w oparciu o tożsamość pojęć z dwóch języków. Teza, czy jak chcesz, założenie: "Bóg nie istnieje." nie da się tak na nic przetłumaczyć.
>>Rozumowe poznanie wszechbytu jest z definicji odroczone - jest takim "zbawieniem racjonalisty", wiecznie niespełnioną obietnicą Rozumu skierowaną do ledwie uczestniczącego w Nim człowieka. Czy i tutaj nie ma paraleli z wiarą w osobowego Boga? >To zastępuje wiarę w Boga, który nie może nas zbawić. Widzę w tym wyraz naszej ludzkiej godności wynikającej z tego, że sami potrafimy określić, co jest dobre a co złe i nadać sens naszemu życiu. Ale historia i dylematy moralne pokazują, że wcale nie potrafimy. Ale to inny temat, oczekiwanie autorytetu moralnego w Ludzkości. Ja mówiłem o oczekiwaniu autorytetu poznawczego w Rozumie. Rozparcelowany Bóg, czasy specjalizacji są teraz. Ale Bóg w sensie chrześcijańskim też jest wyposażony w Rozum, a zbawienie obejmuje poznanie tajemnic świata bo jest uczestniczeniem w tym Rozumie, jest więc również zbawieniem racjonalisty. Dlatego, abstrahując od psychologii, czysto logicznie, racjonalista nie musi być ateistą. Powinien raczej umiarkowanie wątpić.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | > > zastanawiam się, czy jest możliwe zasadne dojście do konkluzji, że jakaś absolutna prawda może istnieć.> Nie.A ja przypuszczam, że tak. > Powiedz więc co się dzieje, jeśli milion ludzi wierzy w treść jakiejś "świętej" książki na podstawie lektury. Lektura, znajomość mitu, przeżycia religijne - to powtarzalne doświadczenia, możliwe do zweryfikowania przez innych w ramach wspólnej metodologii i logiki.Hm, dzieje się to, co po lekturze np. "Mein Kampf" czy "Księgi Mormona" albo innych. Co ma piernik do Boga? Czy to, że miliony ludzi nadużywają alkoholu jest argumentem za tym, żeby zamieniać wino w Krew Chrystusa ? > J.M.Bocheński "Logika religii"Nie może być ! Taki tytuł ?! > No właśnie. Moim zdaniem sprawa redukuje się do siły potwierdzenia przez prywatne doświadczenie i zaufanie innym ludziom. Innymi słowy, wiara to sprawa osobista.Nie bardzo, jak by zapewne powiedział Kazimierz Łyszczyński. > > Założeniem, które dużo lepiej odpowiada rzeczywistości (tej weryfikowalnej jak i tej subiektywnie odczuwalnej) niż inne.> A to już twoje prywatne odczucia są.Mam nadzieję, że nie "czujesz Boga", bo już zacząłbym się bać.  > Inna rzecz przejmuje doniosłość, inne akcje się kupuje, deklaruje się ateizm posiadając ich różnorodność. Zastanawiam się, czy jednak w tych akcjach nie ma jakiejś dominanty, która odzyskałaby miano "Boga".Bardzo możliwe, że tak właśnie się stanie. Ale uważanie, że to, co człowiek uznaje za najważniejsze jest równoważnikiem Boga, prowadzi dyskusję na intelektualne manowce i mam nadzieję, że tego nie sugerujesz. > Naukowa redukcja tezy, to przetłumaczenie jej na język pewnej "niższej", bardziej fundamentalnej teorii naukowej w oparciu o tożsamość pojęć z dwóch języków. Teza, czy jak chcesz, założenie: "Bóg nie istnieje." nie da się tak na nic przetłumaczyć.Ależ da się, da. Wystarczy założyć, że cokolwiek stworzył i Bóg rozsypuje się w pył, o którym zresztą sam był napomknął tak niechętnie ustosunkowując się do człowieka. > Ale historia i dylematy moralne pokazują, że wcale nie potrafimy.Nie? Nie widzisz różnicy między dniem dzisiejszym a okresem ostatniej wojny czy wcześniejszych wojen religijnych? Nie uznajesz wartości postępu medycyny i edukacji, tego, że więcej ludzi żyje w warunkach godnych i mniej cierpi? Nie wierzę. > Ale Bóg w sensie chrześcijańskim też jest wyposażony w RozumNie kumam bazy. No po prostu nie kumam, jak bym nie próbował. Pozdrawiam
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | |  | 3 na 5 | Marcuch (664 punktów) | > >Powiedz więc co się dzieje, jeśli milion ludzi wierzy> Hm, dzieje się to, co po lekturze np. "Mein Kampf" czy "Księgi Mormona" albo innych. Co ma piernik do Boga?Odwołuję się, przez paralelę, do twoich kryteriów jakości wiedzy: intersubiektywność, powszechne przekonanie, oparcie na doświadczeniu. Kluczowym słowem jest "doświadczenie" - jakie "doświadczenia" uznajemy za wiarygodne? I kółko poniekąd się zamyka na wielkim znaku zapytania, bo jesteśmy znów na gruncie czystej filozofii. > >J.M.Bocheński "Logika religii"> Nie może być ! Taki tytuł ?!Przyjęło się mówić, za jakimś romantycznym antyideałem, że dzieci, szaleńcy, wierzący, artyści itp. działają nielogicznie. Zgodzę się, że często działają głupio lub nieracjonalnie - ale pewna logika zawsze leży pod spodem. Kwestia zrozumienia znaczenia pojęć, motywacji działania i wykrycia ścieżek wnioskowania. Tu uwaga na rozróżnienie: wewnętrzna logika zjawiska, a logika zastosowana świadomie przez osobę. Działanie zepsutej bramki logicznej jest logiczne chociaż daje ona "nielogiczne" wyniki, a ja z premedytacją mogę powiedzieć coś nielogicznego. > Mam nadzieję, że nie "czujesz Boga", bo już zacząłbym się bać.  Duchowy stosunek do samego istnienia Boga może mieć dużo odcieni, a większość pewnie trudno scharakteryzować językowo. Wystarczy rozpatrzyć czysto intelektualny stosunek do tezy "Bóg istnieje", jest pięć podstawowych wariantów: a) To nieprawda. b) To prawda. c) Powstrzymuję się od sądu bo nie wiem. d) Powstrzymuję się od sądu bo uznaję, że teza nie ma sensu. e) Nie rozumiem tej tezy. Warianty c),d),e) nie wykluczają przekonania o a) lub b) jako intuicyjnego, niezwerbalizowanego przeczucia, które można posiadać w różnym natężeniu. Wariantom od a) do d) przypisuje się prawdopodobieństwo, zmienne z biegiem lat. Do każdej odpowiedzi dokleja się intuicyjnie jakieś "uzasadnienie", "wyjaśnienie", kontekst intelektualny, "komentarz metodologiczny" - to wszystko dość skomplikowane. > Ale uważanie, że to, co człowiek uznaje za najważniejsze jest równoważnikiem Boga, prowadzi dyskusję na intelektualne manowce i mam nadzieję, że tego nie sugerujesz.Ale o jaki "równoważnik" chodzi? Zamiast pojmować Boga i ateizm teoretycznie, absolutystycznie-ontologicznie, spekulacyjnie, deklaratywnie, można Go rozumieć praktycznie, relatywnie i funkcjonalnie: nie pytać człowieka czy wierzy w Boga, żeby ten radośnie zadeklarował swoje credo, tylko spojrzeć na jego biografię i zbadać, co w jego życiu było najwyższym autorytetem moralnym, intelektualnym, estetycznym. Z jakich pobudek działał, w jakim kierunku dążył, co pozostawił. W świetle faktu, że wiara jest sprawą prywatną, subiektywną, indywidualną (w przeciwieństwie do religii) nie jest problemem nazwać ów autorytet Bogiem tego człowieka. Samego siebie też można w tym duchu spytać "Co obdarzam największym szacunkiem?" - nie deklaratywnie, tylko faktycznie. Ktoś o dostatecznej inteligencji z łatwością odpowie na to pytanie, nawet jeżeli jest w okresie burz i naporów - wtedy bowiem, skacząc z ideologicznego kwiatka na kwiatek jest (chwilowo rzecz jasna) zakochany w sobie, swój slalom traktuje jako najlepszą drogę. Może być ewentualnie "zagubiony" - tzn. zmienia kierunki lękliwie, nie radośnie, jest pozbawiony Boga. Sceptycyzm i wątpienie tegoż kandydata w niczym nie przeszkadzają, bo wierzyć w Boga wcale nie znaczy być absolutnie, święcie i niewzruszenie przekonanym, ponad wszelką rozsądną wątpliwość. Można być ateistycznym lub teistycznym agnostykiem, czyli wierzyć w [nie]istnienie, nie mogąc jednak znaleźć stosownych doświadczeń, czy argumentów żeby się w przeczuciu udobruchać. Można siedzieć w bunkrze pod ziemią i mieć przekonanie na temat pogody na zewnątrz, pomimo braku przesłanek z gatunku tych przesłanek, który się szanuje (np. empirycznych). Oczywiście jest to irracjonalne ale równie irracjonalne byłoby zmuszać takiego człowieka do "nie-przeczuwania niczego" w danym temacie, bo przekonania naprawdę fundamentalne to coś, co się nam przydarza, a nie coś, co sobie sami instalujemy wedle upodobania. > >Ale historia i dylematy moralne pokazują, że wcale nie potrafimy.> Nie? Nie widzisz różnicy między dniem dzisiejszym a okresem ostatniej wojny czy wcześniejszych wojen religijnych? Nie uznajesz wartości postępu medycyny i edukacji, tego, że więcej ludzi żyje w warunkach godnych i mniej cierpi? Nie wierzę. Uznaję wartość postępu technicznego, bo wolę być zdrowy i dłużej żyć - choć tak naprawdę bardzo trudno oszacować jego wartość racjonalnie, bo dotyczy bardzo wielu dziedzin życia. Ale to nieistotne, bo tu chodziło o problem moralny. Otóż, odwołując się do kategorii postępu, w stosunkach między ludźmi nie dokonuje się aktualnie _żaden_ postęp. Twoje słowa "okres ostatniej wojny" świadczą o tym wybitnie. Człowiek jest za słaby i za głupi, żeby taki postęp budował. Religia zaś taki postęp wprowadza i jakkolwiek rozbieżności światopoglądowe połączone z ludzkimi słabościami wywołują wojny zwane religijnymi - nikt nie potrafi oszacować na ile religia i przez nią uzasadnione normy społeczne zapobiegają konfliktom. Nie można tego sprawdzić eksperymentalnie, że tak odwołam się do racjonalizmu. Ale na temat wartości religii generalnie nie chcę dyskutować, bo do tego nie mam kompetencji (o ile w ogóle na ten temat można sensownie dyskutować).
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Hodża (11172 punktów) | >Kluczowym słowem jest "doświadczenie" - jakie "doświadczenia" uznajemy za wiarygodne?
Doświadczenie powtarzalne, nie oparte na emocjach, tylko na systematycznym porządkowaniu faktów od nas niezależnych; dające się wypowiedzieć w zrozumiały dla innych sposób i skonfrontowany z ich interpretacją. Wspólnota doświadczeń dzielona z innymi jest warunkiem naszego prawidłowego funkcjonowania w świecie a nie tylko rozwoju samej nauki.
>Przyjęło się mówić, za jakimś romantycznym antyideałem, że dzieci, szaleńcy, wierzący, artyści itp. działają nielogicznie. Zgodzę się, że często działają głupio lub nieracjonalnie - ale pewna logika zawsze leży pod spodem.
Tu się niestety nie mogę zgodzić. Rozumiem, że masz na myśli to, że i wariat potrafi prawidłowo formułować zdania albo i nawet tworzyć całe teorie. Logiczność jednak nie zakłada wyjątków, jedno pęknięte ogniwo całego łańcucha logiki w życiu danego osobnika zrywa cały łańcuch. To prawo koniunkcji.
>Tu uwaga na rozróżnienie: wewnętrzna logika zjawiska, a logika zastosowana świadomie przez osobę.
Tak, np. religia jest bardzo "logiczna", tyle, że ta "logika" nie leży po stronie ludzkiego intelektu, ale w funkcjonalności struktury. Tak jak "logiczna" jest konstrukcja ameby.
>Działanie zepsutej bramki logicznej jest logiczne chociaż daje ona "nielogiczne" wyniki, a ja z premedytacją mogę powiedzieć coś nielogicznego.
Nie jest logiczne, tylko przewidywalne a przez to dające się logicznie zrozumieć.
>Duchowy stosunek do samego istnienia Boga może mieć dużo odcieni, a większość pewnie trudno scharakteryzować językowo. Wystarczy rozpatrzyć czysto intelektualny stosunek do tezy "Bóg istnieje", jest pięć podstawowych wariantów: >a) To nieprawda. >b) To prawda. >c) Powstrzymuję się od sądu bo nie wiem. >d) Powstrzymuję się od sądu bo uznaję, że teza nie ma sensu. >e) Nie rozumiem tej tezy.
f) Kwestia istnienia Boga przy pewnym poziomie wiedzy staje się całkowicie nieistotna z praktycznego punktu widzenia. To moja opcja. W praktyce równa się to akceptacji ateizmu.
> Zamiast pojmować Boga i ateizm teoretycznie, absolutystycznie-ontologicznie, spekulacyjnie, deklaratywnie, można Go rozumieć praktycznie, relatywnie i funkcjonalnie: nie pytać człowieka czy wierzy w Boga, żeby ten radośnie zadeklarował swoje credo, tylko spojrzeć na jego biografię i zbadać, co w jego życiu było najwyższym autorytetem moralnym, intelektualnym, estetycznym. Z jakich pobudek działał, w jakim kierunku dążył, co pozostawił. W świetle faktu, że wiara jest sprawą prywatną, subiektywną, indywidualną (w przeciwieństwie do religii) nie jest problemem nazwać ów autorytet Bogiem tego człowieka.
Bogiem można nazwać cokolwiek. Mistrz zen zapytał ucznia, czym jest natura buddy. "Suche łajno na patyku", tak brzmiała odpowiedź. To samo można powiedzieć i o tym przypadku.
> Samego siebie też można w tym duchu spytać "Co obdarzam największym szacunkiem?" - nie deklaratywnie, tylko faktycznie.
Co? Przyjaźń, sympatię, miłość. Kogo ? Tych, którzy potrafią być dobrzy bez pomocy Boga.
> Sceptycyzm i wątpienie tegoż kandydata w niczym nie przeszkadzają, bo wierzyć w Boga wcale nie znaczy być absolutnie, święcie i niewzruszenie przekonanym, ponad wszelką rozsądną wątpliwość. Można być ateistycznym lub teistycznym agnostykiem, czyli wierzyć w [nie]istnienie, nie mogąc jednak znaleźć stosownych doświadczeń, czy argumentów żeby się w przeczuciu udobruchać. Można siedzieć w bunkrze pod ziemią i mieć przekonanie na temat pogody na zewnątrz, pomimo braku przesłanek z gatunku tych przesłanek, który się szanuje (np. empirycznych). Oczywiście jest to irracjonalne ale równie irracjonalne byłoby zmuszać takiego człowieka do "nie-przeczuwania niczego" w danym temacie, bo przekonania naprawdę fundamentalne to coś, co się nam przydarza, a nie coś, co sobie sami instalujemy wedle upodobania.
Wiem chyba, do czego zmierzasz. Że każdy "coś tam w czuje ponad to, co widać" itp. Wiem, że też sugerujesz ważność własnego, prywatnego doświadczenia. Otóż może kiedyś opowiem krótką historię swojego nawrócenia, z którego, jak mniemam, nieodwołalnie powróciłem do świata żywych, na razie nie mam na to specjalnej ochoty. Powiem tylko tyle, że najbardziej nawet bolesne "znaki" nie są niczym innym ponad fluktuacje miliardów możliwych zdarzeń, wśród których zawsze pojawią się takie, które, jak błędne ogniki będą zwodzić jakiegoś "wybrańca" na bagno wiary.
> Człowiek jest za słaby i za głupi, żeby taki postęp budował. Religia zaś taki postęp wprowadza i jakkolwiek rozbieżności światopoglądowe połączone z ludzkimi słabościami wywołują wojny zwane religijnymi - nikt nie potrafi oszacować na ile religia i przez nią uzasadnione normy społeczne zapobiegają konfliktom.
Tu zapisuję rozbieżność i nie wygląda na to, byśmy doszli do porozumienia. Otóż uważam, że przy całej swojej niedoskonałości, "Powszechna Deklaracja Praw Człowieka" ma nieskończenie większą wartość etyczną niż dekalog plus wszystkie nauki Jezusa w promocji. Religijny w istocie obłęd totalitaryzmów nie dowiódł niczego ponad to, że wiara dużo częściej zabija niż daje życie. Pozdrawiam
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Marcuch (664 punktów) | >>Kluczowym słowem jest "doświadczenie" - jakie "doświadczenia" uznajemy za wiarygodne? To naprawdę jest zagadnienie czysto epistemologiczne i nie dojdziemy do żadnych rozstrzygnięć. Zmysły są zwodnicze, język prywatny, a konwenanse zmienne.
>Doświadczenie powtarzalne, nie oparte na emocjach, tylko na systematycznym porządkowaniu faktów od nas niezależnych; dające się wypowiedzieć w zrozumiały dla innych sposób i skonfrontowany z ich interpretacją. Wspólnota doświadczeń dzielona z innymi jest warunkiem naszego prawidłowego funkcjonowania w świecie a nie tylko rozwoju samej nauki. Sęk w tym, że grupa religijna utrzymuje, iż jej doświadczenia religijne spełniają twoje powyższe kryteria, a sprzeczanie się z nią jest tylko przeciwstawianiem jednych doświadczeń innym doświadczeniom.
>religia jest bardzo "logiczna", tyle, że ta "logika" nie leży po stronie ludzkiego intelektu, ale w funkcjonalności struktury. Tak jak "logiczna" jest konstrukcja ameby. Nie tylko. Członkowie wspólnoty religijnej ze swoich religijnych doświadczeń wyciągają logiczne wnioski. I wcale to nie jest jakaś "logika religijna" tylko zwykła. Strukturalnie jest wszystko w porządku, może pomijając dziwne pojęcia typu np. "trójca święta". Kontrowersje budzi raczej uznawanie takich a nie innych faktów i norm, oraz nadawanie praktycznych znaczeń treściom transcendentalnym. Z logicznego punktu widzenia najwięcej wątpliwości budzi język dyskursu religijnego - czy jest to właściwy język opisu świata? Czy aby nie za bardzo nagina pojęcia potoczne na swój użytek? To dopiero temat rzeka.
>f) Kwestia istnienia Boga przy pewnym poziomie wiedzy staje się całkowicie nieistotna z praktycznego punktu widzenia. To moja opcja. W praktyce równa się to akceptacji ateizmu. Rozumiem, chociaż istotność a prawdziwość, jak zapewne wiesz, to dwie różne kwestie. A po drugie, człowiek religijny, lub filozof może zapytać: dlaczego praktyka, a nie np. prawda, dobro lub zbawienie ma wyznaczać priorytety poznawcze? Jak wiesz rozmaite religie postulują pogardę dla doczesności, która w twiom "praktycznym" nastawieniu ma wyjątkową wartość. Możnaby powiedzieć, że systemowość religii zamyka tu pewne kółko, ale nawet abstrahując od religijnych postulatów, ani prawda nie sprowadza się do praktycznej użyteczności, ani świat do twojego życia. W zasadzie z pragmatycznego punktu widzenia powinno się akceptować milczenie, czyli agnostycyzm.
>Bogiem można nazwać cokolwiek. Mistrz zen zapytał ucznia, czym jest natura buddy. "Suche łajno na patyku", tak brzmiała odpowiedź. To samo można powiedzieć i o tym przypadku. To są chińskie zabawy z językiem, myśleniem i jego ograniczeniami, które zwykle Mistrz próbuje uświadomić uczniowi. Nie należy tego czytać wprost, tylko w cudzysłowie - i tak w cudzysłowie można Bogiem nazywać cokolwiek. Inaczej popada się w sprzeczność (z racjonalnego punktu widzenia).
>> Samego siebie też można w tym duchu spytać "Co obdarzam największym szacunkiem?" - nie deklaratywnie, tylko faktycznie. >Co? Przyjaźń, sympatię, miłość. Kogo ? Tych, którzy potrafią być dobrzy bez pomocy Boga. I jest to przyczynek do humanizmu, do u-bóstwiania Człowieka jako źródła miłości w różnych jej odmianach, powiernika Rozumu i zmysłu Piękna. Człowieka z dużej litery, który odróżnia dobro o zła i który w sposób mniej lub bardziej wyrazisty i udany przejawia się w poszczególnych ludzkich jednostkach. To nie musi być wiara fanatyczna, może być obciążona wątpliwościami, troską, zdobywająca się od czasu do czasu na dystans i sceptycyzm wobec ludzkiej niedoskonałości - jednak zawsze wracająca do Człowieka, jako ostatecznej instancji roztrzygającej kontrowersje i wytyczającej normy.
>Otóż uważam, że przy całej swojej niedoskonałości, "Powszechna Deklaracja Praw Człowieka" ma nieskończenie większą wartość etyczną niż dekalog plus wszystkie nauki Jezusa w promocji. Po pierwsze: PDPC nie powstała w jakiejś ideologicznej próżni, tylko na konkretnym tle kulturowym uwarunkowanym religijnie. Przejęła z religii szereg wartości. Po drugie: skąd czerpać obiektywne kryteria oceny systemów etycznych? Opierasz się w swojej komparatystyce chyba na jakiejś swojej intuicji. Po trzecie: PDPC została ustanowiona prawem większości. Czy owa większość jest dla Ciebie wystarczającym autorytetem?
Chyba wiem: większość jest dla Ciebie najlepszym autorytetem na jakim nas stać w ludzkim życiu. To połączenie humanizmu z pragmatyzmem.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | "Doświadczenie religijne" - tutaj jest problem. Modlitwa/medytacja/mistycyzm? O to ci chodzi? Czyli o tę ucieczkę do wewnętrz, desperacki kolaps, z powodu tego, że tak kiedyś obecne bóstwo we wszystkich przejawach rzeczywistości zostało już wypchnięte ze świata hen tam gdzieś przed Wielki Wybuch albo do Nic, z którego ON zrobił coś? Kolaps, byleby znaleźć dla Niego jakąś wartościową, mocną niszę? Ostatnią możliwą w sposób silny, dla tych, którzy dadzą sie uwieść, zmanipulować i zaczną samomanipulować? Dla mnie to tyle warte, co doświadczenie narkotyczne, ale wielu uwodzi i ćwiczy w projekcjach "doznań wewnętrznych - religijnych", przywiązuje, uczy szukać rozkoszy i najwyższych sensów. Właściwie możnaby machnać ręką, gdyby nie postulat równoprawności tego typu "doświadczeń" i nadto wyczuwalnej wyższości wobec tych, którzy temu nie podlegają.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | >"Doświadczenie religijne" - tutaj jest problem. Modlitwa/medytacja/mistycyzm? O to ci chodzi? Czyli o tę ucieczkę do wewnętrz, desperacki kolaps, z powodu tego, że tak kiedyś obecne bóstwo we wszystkich przejawach rzeczywistości zostało już wypchnięte ze świata hen tam gdzieś przed Wielki Wybuch albo do Nic, z którego ON zrobił coś? (...)
Jest taka "grupa doświadczeń" właśnie, a zasługuje moim zdaniem na uwagę z trzech powodów.
Po pierwsze są to doświadczenia powtarzalne i obecne u wielu ludzi - pogardliwie mówiąc "zbiorowa halucynacja" albo wzajemna autosugestia. Jej natężenie i powszechność sugeruje jednak, że być może nie jest przypadkowa i być może zawiera prawdę. Co więcej, ludzie są w stanie poświęcić bardzo wiele, nawet życie, w imię nabytych w ten sposób przekonań.
Po drugie, do każdego zagadnienia należy stosować odpowiednią metodę badawczą. Problematyka Boga nie jest wiedzą praktyczną, empiryczną czy psychologiczną. To kwestia filozofii, teologii, doświadczeń religijnych i mistycznych - i tę metodykę trzeba stosować w dyskusji o [a]teizmie, wydaje mi się.
Po trzecie, doświadczenia te odnoszą się w jakiś sposób do sytuacji granicznych i doniosłych momentów w życiu człowieka, do pytań: o trwanie po śmierci, pochodzenie świata, źródło sensu i zasad moralnych, cel życia, pierwsze przyczyny i ostatnie cele. Jeśli ktoś uznaje wartość i prawdziwość takich pytań zwykle dochodzi do wniosku, że wiedza praktyczna nie dostarcza na nie satysfakcjonujacych odpowiedzi.
Po kolejne, nieobowiązkowe, samemu można przypadkiem doświadczyć czegoś dziwnego, co potem trzeba sobie jakoś objaśnić.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Jest taka "grupa doświadczeń" właśnie, a zasługuje moim zdaniem na uwagę z trzech powodów.Z całą pewnością zasługuje. > Po pierwsze są to doświadczenia powtarzalne i obecne u wielu ludzi - pogardliwie mówiąc "zbiorowa halucynacja" albo wzajemna autosugestia.Nie wydaje mi się, żeby to było pogardliwe, a uważam, że celne. > Jej natężenie i powszechność sugeruje jednak, że być może nie jest przypadkowa i być może zawiera prawdę.Prawdy o powstawaniu tych doznań można, a nawet należy dociekać, badać, ale jak sądzę chodzi Ci o większą prawdę, a może i o całą prawdę? Tak? No to ja nie jadę w tym kierunku. > Co więcej, ludzie są w stanie poświęcić bardzo wiele, nawet życie, w imię nabytych w ten sposób przekonań.To nic nie znaczy. > Po drugie, do każdego zagadnienia należy stosować odpowiednią metodę badawczą. Problematyka Boga nie jest wiedzą praktyczną, empiryczną czy psychologiczną. To kwestia filozofii, teologii, doświadczeń religijnych i mistycznych - i tę metodykę trzeba stosować w dyskusji o [a]teizmie, wydaje mi się.Ale namieszałeś, nawrzucałeś do wora. Nic z tego nie będzie, ale na własny użytek możesz tak "badać". To nie jest pole zainteresowania mojej epistemologii. A i wiele znaczących osób religijnych miało z tym problem i było powściągliwych w kwestii poznania czy badania. www.jednot(*)estantyzm-jako-wiara-krytyczna> Po trzecie, doświadczenia te odnoszą się w jakiś sposób do sytuacji granicznych i doniosłych momentów w życiu człowieka, do pytań: o trwanie po śmierci, pochodzenie świata, źródło sensu i zasad moralnych, cel życia, pierwsze przyczyny i ostatnie cele. Jeśli ktoś uznaje wartość i prawdziwość takich pytań zwykle dochodzi do wniosku, że wiedza praktyczna nie dostarcza na nie satysfakcjonujacych odpowiedzi.Czasami dostarcza, czasami poszukuje, czasami "rozkłada ręce", ale to chyba dobrze? Ja się z tym godzę. Ale rozumiem, że Ty jesteś niecierpliwy. Chcesz całej prawdy. Jak to Piłat pytał Jezusa? "Co to jest prawda?" Ten jego sceptycyzm mi sie podobał. > Po kolejne, nieobowiązkowe, samemu można przypadkiem doświadczyć czegoś dziwnego, co potem trzeba sobie jakoś objaśnić.A i owszem. Jest kilka zdarzeń wyjętych z mojego życia, których mój skłonny do racjonalizowania umysł nie jest w stanie zakwalifikować. Nie wiem, co tak naprawdę sie zdarzyło, ale zmyślał nie będę. Coś tam kiedys kombinowałem, ale to cienkie wszystko (nie pytaj). Trudno, nie rozwikłam tego.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 3 | grzmot (741 punktów) | >Co więcej, ludzie są w stanie poświęcić bardzo wiele, nawet życie, w imię nabytych w ten sposób przekonań. Jest bardzo duża grupa ludzi na całym świecie, którzy poświęcają życie za kolejną działkę narkotyku. Wiemy, jak narkotyk działa na mózg. Czy powinniśmy szukać w tym jakiejś głębszej prawdy? >Po drugie, do każdego zagadnienia należy stosować odpowiednią metodę badawczą. Problematyka Boga nie jest wiedzą praktyczną, empiryczną czy psychologiczną. To jest założenie z sufitu i nie jest prawdziwe. Problematykę Boga jak najbardziej możemy rozpatrywać z punktu widzenia psychologii, neurologii czy socjologii. >To kwestia filozofii, teologii, doświadczeń religijnych i mistycznych - i tę metodykę trzeba stosować w dyskusji o [a]teizmie, wydaje mi się. Myślę, że może to kwestia ucieczki od rzeczywistości i chowania głowy w piasek. >Po trzecie, doświadczenia te odnoszą się w jakiś sposób do sytuacji granicznych i doniosłych momentów w życiu człowieka, do pytań: o trwanie po śmierci, pochodzenie świata, źródło sensu i zasad moralnych, cel życia, pierwsze przyczyny i ostatnie cele. Jeśli ktoś uznaje wartość i prawdziwość takich pytań zwykle dochodzi do wniosku, że wiedza praktyczna nie dostarcza na nie satysfakcjonujacych odpowiedzi. To dlatego, że większość ludzi ma za mało tej wiedzy praktycznej. Ale to się zmienia.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | >>Co więcej, ludzie są w stanie poświęcić bardzo wiele, nawet życie, w imię nabytych w ten sposób przekonań. >Jest bardzo duża grupa ludzi na całym świecie, którzy poświęcają życie za kolejną działkę narkotyku. Wiemy, jak narkotyk działa na mózg. Czy powinniśmy szukać w tym jakiejś głębszej prawdy? Narkomanowi nie zależy na podtrzymywaniu przekonań nabytych w stanie upojenia, propagowaniu ich i poświęcaniu za to życia, tylko na zaspokojeniu psycho-fizjologicznie odczuwanego głodu narkotykowego. Przedmiotem głodu jest sam narkotyk, a nie treści przeżywane pod wpływem. Można by uzależnienie podciągnąć pod quasi "religijne męczeństwo" ale to mało zachęcające i mało przekonujące, że Absolut zamiast uszlachetniać niszczy, każe cierpieć, degraduje percepcję, izoluje od ludzi i stopniowo doprowadza do śmierci.
Co więcej, w czasie uzależnienia i po odwyku narkomani bywają przekonani, że popełnili błąd i nie maja racji - nie mają jednak dość siły, żeby przezwyciężyć głód.
Co innego autyści. Zaczyna się "szanować" ich sposób widzenia świata, szczególnie gdy to widzenie przynosi wartościowe rezultaty sztuce lub nauce. Nie są do końca rozumiani, ale uznaje się, że działają z pewną swoją "logiką" i dopóki są nieszkodliwi traktuje się ich jako posiadaczy pewnych niezrozumiałych "prawd". Tak jakby nie-autyści dojrzeli niedawno do przekonania, że można myśleć inaczej.
>Problematykę Boga jak najbardziej możemy rozpatrywać z punktu widzenia psychologii, neurologii czy socjologii. Mylisz problematykę Boga z problematyką uczuć towarzyszących aktom wiary, problematyką zjawisk neurologicznych leżących w koincydencji z przeżyciami religijnymi (o ile taka problematyka ma sens, to raczej życzenie neurologii) i problematyką zjawisk społecznych zachodzących w kontekście aktywności religijnej grup ludzkich. Jak już powiedziałem, za Tomaszem z Akwinu zresztą, wiedza o Bogu nie jest wiedzą praktyczną i co do tego porozumienie między wyedukowanymi w temacie wierzącymi a niewierzącymi istnieje.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Narkomanowi nie zależy na podtrzymywaniu przekonań nabytych w stanie upojenia, propagowaniu ich i poświęcaniu za to życia, tylko na zaspokojeniu psycho-fizjologicznie odczuwanego głodu narkotykowego. Przedmiotem głodu jest sam narkotyk, a nie treści przeżywane pod wpływem.Że tylko najmocniejszy przykład podam. sklep.okul(*)wiadczenie-psychodeliczne.html Generalnie manipulujesz w swoich wypowiedziach, że hej (choć tutaj akurat jest brak wiedzy, jak sądzę), ogon kota jest zawsze tam w Twoich wypowiedziach, gdzie go ustawisz, by było na Twoim i pod Twoje tezy. Fakt, elokwencji Ci nie brakuje. Można z tym polemizować, zbijać argumentami, jak kto lubi, tylko, że ogon zawsze wyląduje tam, gdzie go ustawisz. Taka ciuciubabka na "racje". Dla polemizujących sugestia - daremny trud, a i czasu szkoda. > Można by uzależnienie podciągnąć pod quasi "religijne męczeństwo" ale to mało zachęcające i mało przekonujące, że Absolut zamiast uszlachetniać niszczy, każe cierpieć, degraduje percepcję, izoluje od ludzi i stopniowo doprowadza do śmierci.Nie no w ogóle, że pomyloną Emmerich wspomnę. A Maryja do niej gadała tak :"Jeszcze nie umrzesz, jeszcze wiele o tobie mówić będą, ale nie bój się! Jakkolwiek ci powodzić się będzie, zawsze doznasz pomocy." Czyli podpowiadała cierpieć, degradowała percepcję, izolowała od ludzi i życia i stopniowo doprowadzała do śmierci. Czy uszlachetniała? Kwestia gustu i pozycji, z której się spogląda. Dla mnie totalna degradacja człowieka dokonana przez mózg otumaniony absolutem i pochodnymi. > Jak już powiedziałem, za Tomaszem z Akwinu zresztą, wiedza o Bogu nie jest wiedzą praktyczną i co do tego porozumienie między wyedukowanymi w temacie wierzącymi a niewierzącymi istnieje.O, i tutaj mamy przykład Twojej zgrabnej, jak zwykle, manipulacji. Czyli sugestia, że niewierzący uważają, że wiedza o Bogu jest wiedzą  Nie bardzo praktyczną, ale wiedzą. Akurat. Nie rżnij głupa i przestań machać kotem. Religijna mniemanologia jest mniemanologią i niczym innym. Obok wiedzy to ani nie stało, ani nie leżało. Macie coś tak naprawdę sensownego jak Zakaz Przedstawiania w Drugim Przykazaniu, ale nie możecie się powstrzymać od dążenia do "wiedzy", czyli stawiania BAŁWANÓW. Abraham ufał bezgranicznie, ale co tam, Hiob pytał bez sensu, to dostał odpowiedź - "gdzie byłeś gdy zakładałem Ziemię?" i paradę "słoni". A wy dalej swoje bałwany stawiacie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | > Generalnie manipulujesz (...), ogon kota jest zawsze tam w Twoich wypowiedziach, gdzie go ustawisz, by było na Twoim i pod Twoje tezy.Pozostawmy to ocenie osób trzecich. > A Maryja do niej gadała tak :"Jeszcze nie umrzesz, jeszcze wiele o tobie mówić będą, ale nie bój się! Jakkolwiek ci powodzić się będzie, zawsze doznasz pomocy." Czyli podpowiadała cierpieć,?? > degradowała percepcję,Niby jak? > izolowała od ludzi i życia i stopniowo doprowadzała do śmierci.Nie widzę. W każdym razie zbaczamy z tematu. Powiedziałem na początku, że warto wziąć pod uwagę przekonania ludzi, którzy są gotowi oddać za nie życie. To nadaje tym przekonaniom powiedzmy "potencjalną wartość", warto je rozpatrzyć choćby w krytycznym nastawieniu. Natomiast na to usłyszałem, że narkomani dużo poświęcają za narkotyki. Świetnie, to pewnie nadaje potencjalną wartość narkotykom. Tylko, u licha, co to ma do rzeczy? Czy z tego wynika, że jednak Nie Należy zwracać uwagi na te przekonania, za które ktoś jest gotów umrzeć? O co chodzi?? Narkoman nie naucza i nie ginie z ręki trzeźwych próbując ich usilnie nawrócić, tylko wyniszcza sam siebie wskutek uzależnienia od substancji. Natomiast prawdziwość samych wizji narkotykowych, przeżycia "mistyczne" pod wpływem LSD to inna historia. To są doświadczenia, którym też warto się przyjrzeć (o ile ktoś potrafi je zrozumiale opisać). Niejakiemu Kekulemu przyśniła się cząsteczka benzenu i był to odkrywczy sen prawdziwy. > >Jak już powiedziałem, za Tomaszem z Akwinu zresztą, wiedza o Bogu nie jest wiedzą praktyczną i co do tego porozumienie między wyedukowanymi w temacie wierzącymi a niewierzącymi istnieje.> O, i tutaj mamy przykład Twojej zgrabnej, jak zwykle, manipulacji. Czyli sugestia, że niewierzący uważają, że wiedza o Bogu jest wiedzą Nie bardzo praktyczną, ale wiedzą.Rozumiem, że niedawno nabyłeś jakąś drogą definicję wiedzy. Nieważne, chodzi tylko o to, by nie psychologizować, nie neurologizować i nie socjologizować twierdzeń teologicznych. Kiedy małe dziecko stawia chaotyczne literki, jest przekonane, że pisze, bo robi to co dorosły, kiedy dorosły mówi, że pisze. Tak samo nauka próbuje rozpoznać co to znaczy "wierzyć" w sobie jedynie znanych kategoriach dowodu i wywodu i dochodzi do wniosku, że wiara to tylko taki dziwny wywód z popsutym dowodem. Coś w stylu: > Religijna mniemanologia jest mniemanologią i niczym innym.> Macie coś tak naprawdę sensownego jak Zakaz Przedstawiania w Drugim Przykazaniu,"Macie" to manipulacja w stosunku do mnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Przechodząc do sedna
>Czy z tego wynika, że jednak Nie Należy zwracać uwagi na te przekonania, za które ktoś jest gotów umrzeć?
Zwracać uwagę należy bo nigdy nie wiadomo, jaka głupota komu się objawi i warto głupotę ową pacyfikować jak najszybciej, zanim zmieni się w jakiś szkodliwy, złośliwy i szybko rozprzestrzeniający się mem. Zwracać uwagę należy generalnie na to, co ludzie gadają, bo czasami coś pożytecznego z tego wynika i jest do zastosowania, wszystko jedno skąd pochodzi.
Zwracać uwagi nie należy na postulat prawdziwości przekonań będących efektem doświadczeń religijnych dotyczących wszelakich tematów religijnych, gdyż jest to tylko sfera i ewentualnie "prawda" religijna, czyli pieprzenie kotka za pomocą młotka. Jak ktoś będzie twierdził, że jakiś Jezus, Budda czy inny Manitou podpowiedział mu coś sensownego na płaszczyźnie normalnej, pozareligijnej, życiowej, społecznej, kulturowej, etycznej czy jakiejś innej sensownej to zawsze można się temu przyjrzeć i ewentualnie zastosować. Ale postulat, żeby przyglądać się od razu samemu Manitou i "prawdzie" o rzeczywistości w JEGO kontekście jest absurdalny, gdyż sam Manitou pozostaje poza sferą racjonalnego doświadczenia i weryfikacji - podlega wyłącznie mniemanologii. Przekonanie pochodzące z doświadczenia religijnego, co do którego ludzie wyobrażają sobie, iż potwierdzają je fakty wzięte z życia i przez to zasługują na status prawdziwości, jest całkowicie niefalsyfikowalne i przez to pozbawione mocy wyjaśniającej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | >Przechodząc do sedna >>Czy z tego wynika, że jednak Nie Należy zwracać uwagi na te przekonania, za które ktoś jest gotów umrzeć? >Zwracać uwagę należy bo nigdy nie wiadomo, jaka głupota komu się objawi i warto głupotę ową pacyfikować jak najszybciej, zanim zmieni się w jakiś szkodliwy, złośliwy i szybko rozprzestrzeniający się mem. Zwracać uwagę należy generalnie na to, co ludzie gadają, bo czasami coś pożytecznego z tego wynika i jest do zastosowania, wszystko jedno skąd pochodzi.
Dulszczyzna, uprzedzenie i małorolny pragmatyzm zaprawiony nietolerancją dla wszystkiego co dziwne - ale o dziwo w epoce memów, jakbym czytał nowy portet autorstwa Konopnickiej. Polskiej mentalności nie reformują nowe idee, one są przez starą mentalność adaptowane i poddawane przetwórstwu, jak zużyte opony z nowoczesnych zachodnich fabryk przerabiane przez afrykańską biedotę na obuwie.
>Przekonanie pochodzące z doświadczenia religijnego, co do którego ludzie wyobrażają sobie, iż potwierdzają je fakty wzięte z życia i przez to zasługują na status prawdziwości, jest całkowicie niefalsyfikowalne i przez to pozbawione mocy wyjaśniającej.
Cztery błędy myślowe w jednym zdaniu. Ale generalnie rzecz wskazuje, że byłbyś chyba w stanie zaakceptować religię, tylko ci LUDZIE wszystko psują.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >>Przekonanie pochodzące z doświadczenia religijnego, co do którego ludzie wyobrażają sobie, iż potwierdzają je fakty wzięte z życia i przez to zasługują na status prawdziwości, jest całkowicie niefalsyfikowalne i przez to pozbawione mocy wyjaśniającej. >Cztery błędy myślowe w jednym zdaniu. Ale generalnie rzecz wskazuje, że byłbyś chyba w stanie zaakceptować religię, tylko ci LUDZIE wszystko psują.
Dobre, naprawdę, dobre. Ty to jednak jesteś mocny tylko w gębie. No to wyobraź sobie, że te cztery błędy myślowe popełnił twój mistrz Kołakowski, bo odnosisz się do cytatu wziętego z jego ksiażki, na którą tak chętnie się powołujesz (jeśli Boga nie ma...). Schizofrenia jakaś? Ale już pisałem, że nie ma żadnego sensu z tobą dyskutować, bo nami gardzisz, a prowadzenie dyskusji przez ciebie ogranicza sie wyłącznie do prymitywnego dezawuowania interlokutora. Żenada. Pa.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | Hodża (11172 punktów) | > >>Kluczowym słowem jest "doświadczenie" - jakie "doświadczenia" uznajemy za wiarygodne?> To naprawdę jest zagadnienie czysto epistemologiczne i nie dojdziemy do żadnych rozstrzygnięć. Zmysły są zwodnicze, język prywatny, a konwenanse zmienne.Zmysły są zwodnicze. Prawda, ale nadużywana, gdyż, na szczęście, przeważnie nam służą dając dostateczną zgodność odbioru i stanu faktycznego. A i tego, że zwodzą i kiedy zwodzą też możemy się dowiedzieć (czasem na własnej skórze). Język nie jest prywatny, właśnie dlatego stanowi platformę komunikacji, że sam w sobie zawiera intersubiektywną treść. > >Doświadczenie powtarzalne, nie oparte na emocjach, tylko na systematycznym porządkowaniu faktów od nas niezależnych; dające się wypowiedzieć w zrozumiały dla innych sposób i skonfrontowany z ich interpretacją. Wspólnota doświadczeń dzielona z innymi jest warunkiem naszego prawidłowego funkcjonowania w świecie a nie tylko rozwoju samej nauki.> Sęk w tym, że grupa religijna utrzymuje, iż jej doświadczenia religijne spełniają twoje powyższe kryteria, a sprzeczanie się z nią jest tylko przeciwstawianiem jednych doświadczeń innym doświadczeniom.Ale jakie to są doświadczenia? Czy mogą one spowodować, że przyjęcie ich prawdziwości zaskutkuje jakimś konkretnym, materialnym dobrem dla pozostałych? Śmiem twierdzić, że są to doświadczenia wspólnych odlotów, wzajemnego biofeedbacku, w którym umysły się wespół w zespół wprowadzają w wysoce niebezpieczne stany halucynacyjne, w których możliwe są nawet tragiczne wydarzenia, tak jak to miało miejsce w przypadku "Świątyni Ludu" Jonesa. > Nie tylko. Członkowie wspólnoty religijnej ze swoich religijnych doświadczeń wyciągają logiczne wnioski. I wcale to nie jest jakaś "logika religijna" tylko zwykła.Po pierwsze, tych, którzy miewają jakiekolwiek doświadczenia religijne jest znikomy odsetek wierzących. Po wyeliminowaniu ewidentnie patologicznych przypadków i łagodniejszych nerwic otrzymujemy zaniedbywalnie małą wartość. Mogę że tak powiem służyć przykładami różnych "objawień", to naprawdę ciekawe bo wydaje się mieć związek z wcześniejszym ukierunkowaniem na tematykę religijną, których źródłem jest chemia. Tu dochodzimy do kwestii zasadniczej - zastosowanie logiki tylko do następstw bez logiki w stosunku do przyczyn zazwyczaj oznacza zwykłe, pospolite niechlujstwo umysłowe, gdyż w przypadku nieprawdopodobnych zdarzeń człowiek nie poddający ich próbie na okoliczność oszustwa, pomyłki czy możliwej naturalnej przyczyny najprawdopodobniej nie jest w stanie utrzymać konsekwencji logicznego rozumowania. Pomijam tu już kwestię "trash in, trash out". > Z logicznego punktu widzenia najwięcej wątpliwości budzi język dyskursu religijnego - czy jest to właściwy język opisu świata? Czy aby nie za bardzo nagina pojęcia potoczne na swój użytek? To dopiero temat rzeka.Nagina to mało powiedziane. Dokonuje ich dowolnego przekształcania, metamorfozy Owidiusza wysiadają. > >f) Kwestia istnienia Boga przy pewnym poziomie wiedzy staje się całkowicie nieistotna z praktycznego punktu widzenia. To moja opcja. W praktyce równa się to akceptacji ateizmu.> Rozumiem, chociaż istotność a prawdziwość, jak zapewne wiesz, to dwie różne kwestie. A po drugie, człowiek religijny, lub filozof może zapytać: dlaczego praktyka, a nie np. prawda, dobro lub zbawienie ma wyznaczać priorytety poznawcze? Jak wiesz rozmaite religie postulują pogardę dla doczesności, która w twiom "praktycznym" nastawieniu ma wyjątkową wartość. Możnaby powiedzieć, że systemowość religii zamyka tu pewne kółko, ale nawet abstrahując od religijnych postulatów, ani prawda nie sprowadza się do praktycznej użyteczności, ani świat do twojego życia. W zasadzie z pragmatycznego punktu widzenia powinno się akceptować milczenie, czyli agnostycyzm.Istotność a prawdziwość - nie jesteśmy w stanie rozważać wszystkich możliwie (prawdopodobnie) prawdziwych bytów. Sens to ma tylko wtedy, kiedy bierzemy na warsztat byty, z którymi mamy szansę wejść w jakieś relacje. Jak rozumiem, Boga definiuje się jako tego, z którym w relacje wchodzimy nieuchronnie poprzez śmierć, tym bardziej wolę więc ustalić swoją relację z tą kwestią w pozycji nieistnienia (bez urazy - to do Boga, tak na wszelki wypadek  ). Praktyka jest wszystkim co mamy. Tylko w jej kontekście jest sens cokolwiek rozważać. Cóż, fajnie jest sobie popędzać po Absolucie tudzież metafizyce transcendentalnej czy tysiącu innych równie smacznych filozoficznych dań, ale - o ile nie znalazłby się nikt, kto by o tym chciał czytać, również i filozof szybko uświadomiłby sobie jałowość i bezcelowość dywagacji, których jedynym kryterium miałaby być "prawda jako taka". > >Otóż uważam, że przy całej swojej niedoskonałości, "Powszechna Deklaracja Praw Człowieka" ma nieskończenie większą wartość etyczną niż dekalog plus wszystkie nauki Jezusa w promocji.> Po pierwsze: PDPC nie powstała w jakiejś ideologicznej próżni, tylko na konkretnym tle kulturowym uwarunkowanym religijnie. Przejęła z religii szereg wartości.Nie - nie z religii. Z refleksji nad tym, czego religia nie potrafiła dać ludziom. > Po drugie: skąd czerpać obiektywne kryteria oceny systemów etycznych? Opierasz się w swojej komparatystyce chyba na jakiejś swojej intuicji.Dobre jest to pytanie, ale tu już zdecydowanie szykuje się nowy wątek. Mam nadzieję, że nie zapomnę.  > Po trzecie: PDPC została ustanowiona prawem większości. Czy owa większość jest dla Ciebie wystarczającym autorytetem?> Chyba wiem: większość jest dla Ciebie najlepszym autorytetem na jakim nas stać w ludzkim życiu. To połączenie humanizmu z pragmatyzmem.Prędzej czy później większość zaczyna rozumieć prawa, których musi przestrzegać, by nie stała się kolejnym zbiorowym grobem jakiejś cywilizacyjnej katastrofy .
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | Marcuch (664 punktów) | >>(...) grupa religijna utrzymuje, iż jej doświadczenia religijne spełniają twoje powyższe kryteria, a sprzeczanie się z nią jest tylko przeciwstawianiem jednych doświadczeń innym doświadczeniom. >Ale jakie to są doświadczenia? Czy mogą one spowodować, że przyjęcie ich prawdziwości zaskutkuje jakimś konkretnym, materialnym dobrem dla pozostałych? No chyba wiesz: kto wierzy będzie zbawiony, to najwyższe dobro. Tak wysokie, że przekracza wszelkie dobra materialne, że można mieć tylko namiastkę jego rozumienia w postaci "wszystkie znane Ci troski znikną z twojego życia".
>Śmiem twierdzić, że są to doświadczenia wspólnych odlotów, wzajemnego biofeedbacku, w którym umysły się wespół w zespół wprowadzają w wysoce niebezpieczne stany halucynacyjne, w których możliwe są nawet tragiczne wydarzenia, tak jak to miało miejsce w przypadku "Świątyni Ludu" Jonesa. Ok, ale w tym wywodzie znów zajmujesz stanowisko jak gdyby przed rozstrzygnięciem racji, ponieważ parafrazujesz doświadczenia religijne w psycho-społecznym układzie odniesienia. Dla mnie obraz życia religijnego projektowany przez psychologię i socjologię jest znajomy. I uważam, że jest pozbawiony charakterystycznych elementów, pojęć fundamentalnych, pewnej prawdy. Zastąp "przeżycie religijne" słowem "widzenie", a różnica będzie jasna. Niewidomi, gdyby byli w przytłaczającej większości, braliby widzących za oszołomów i mieli znakomite niewidomskie teorie psychologiczne nt. tego, o czym bredzą widzący. Różnica: "Roman kontaktuje się z Bogiem." vs "Roman wierzy, że kontaktuje się z jakimś swoim 'Bogiem'." jest zasadnicza i nie można rozstrzygnąć sporu, które ujęcie jest "prawdziwsze" wypowiadając się z uprzednio wybranej strony barykady. Ale jaki z tego wniosek dla nas? Otóż wysiłek bezstronności jest w tym przypadku naiwny i daremny. Moim zdaniem, należy więc rozpatrywać oba ujęcia jako "właściwe" - ale wyłącznie w odpowiednich pojęciowych systemach odniesienia (religijny/psychologiczny) i badać jakie są związki między tymi systemami, nie rozdając z góry priorytetów. Można jeszcze potępić w czambuł jeden z systemów (jak to się robi w ramach fanatyzmu), ale jest to aroganckie, nierzetelne i nie prowadzi do czegoś, co nazywam "autentycznym zrozumieniem".
>(...) tych, którzy miewają jakiekolwiek doświadczenia religijne jest znikomy odsetek wierzących. Po wyeliminowaniu ewidentnie patologicznych przypadków i łagodniejszych nerwic otrzymujemy zaniedbywalnie małą wartość. Nie wiem skąd takie dane i czym właściwie możesz to podeprzeć. Na pielgrzymkach na Jasną Górę itp. ludzie ponoć masowo "rozklejają się przed Bogiem" - przynajmniej tak to nazywają. Widzisz, staram się opisać stan rzeczy w cudzysłowie, bo nie chcę narzucać interpretacji. "Nerwica" to już jest interpretacja.
> Tu dochodzimy do kwestii zasadniczej - zastosowanie logiki tylko do następstw bez logiki w stosunku do przyczyn zazwyczaj oznacza zwykłe, pospolite niechlujstwo umysłowe, gdyż w przypadku nieprawdopodobnych zdarzeń człowiek nie poddający ich próbie na okoliczność oszustwa, pomyłki czy możliwej naturalnej przyczyny najprawdopodobniej nie jest w stanie utrzymać konsekwencji logicznego rozumowania. Tobie chodzi o błędne przesłanki chyba, a nie konsekwencję. Ale widzisz, to znów jest stronniczość, próbujesz ustawicznie zdyskredytować pewien rodzaj doświadczenia ze względu na inne doświadczenie. Trochę jakbyś utrzymywał, że bohater filmu nie zginął bo to jest film. Może jednak lepiej "prawdę ekranu" pozostawić ekranowi, a swoją sobie z tytułu, że do filmu nie można wejść samemu i wytłumaczyć bohaterowi, że "tak naprawdę" on nie umarł. Następnie zrozumieć "w jakim sensie" bohater ów nie żyje. Myślę, że można odkryć taki sens, który nie koliduje z własnym, najbardziej "racjonalnym" doświadczeniem, a zarazem nie zmusza do absurdalnego twierdzenia, że bohater nie tylko nie umarł, ale w ogóle nie istnieje.
>Praktyka jest wszystkim co mamy. Tylko w jej kontekście jest sens cokolwiek rozważać. Cóż, fajnie jest sobie popędzać po Absolucie tudzież metafizyce transcendentalnej czy tysiącu innych równie smacznych filozoficznych dań, ale - o ile nie znalazłby się nikt, kto by o tym chciał czytać, również i filozof szybko uświadomiłby sobie jałowość i bezcelowość dywagacji, których jedynym kryterium miałaby być "prawda jako taka". Człowiek nie jest głodną krową, która rozpatruje wszystko wyłącznie z punktu widzenia zapełnienia swoich żołądków - w końcu znajdują się tacy co czytać filozofów chcą. W takiej postawie, którą tu proponujesz wystarczyłoby się nażreć, wyruchać i wyspać, a nie powoływać jakąś np. "Powszechną Deklarację Praw Człowieka".
>>PDPC nie powstała w jakiejś ideologicznej próżni, tylko na konkretnym tle kulturowym uwarunkowanym religijnie. Przejęła z religii szereg wartości. >Nie - nie z religii. Z refleksji nad tym, czego religia nie potrafiła dać ludziom. Nie wiem jak to udowodnisz, religia nie ma człowiekowi niczego dawać. Religii nie wybiera się z powodów praktycznych "zawierzę sobie w to, bo mi pasuje", "ogłoszę tę religię państwową, to zapanuje spokój i szczęście". Natomiast podobieństwo pomiędzy "Prawem do życia" a "Nie zabijaj." jest ewidentne. PDPC ma jeszcze jedną wadę: nie oddziałuje na ludzkie sumienia, jest regulacją odgórną, traktuje człowieka jako element tłumu i dlatego nie jest w stanie zastąpić przykazań religijnych. Poza tym reguluje głównie ogólne relacje państwo-obywatel, a nie człowiek-człowiek.
>Prędzej czy później większość zaczyna rozumieć prawa, których musi przestrzegać, by nie stała się kolejnym zbiorowym grobem jakiejś cywilizacyjnej katastrofy . Np. większość, która wybiera faszyzm, albo taka, która przegania precz mniejszość? Większość jest zawsze "prawie najlepsza", większość też czasem idzie za wodzem, który jest mniejszością. Często również większość nie potrafi podjąć decyzji, kręci się w kółko, powtarza błędy, zapomina. To są cechy typowo ludzkie, cechy twojego człowieka-boga.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | Przez pewien czas będę nieobecny na Forum - uprasza się o cierpliwość, za powstałe niedogodności pasażerów przepraszamy  Nie pozostawię jednak poruszonych kwestii bez odpowiedzi i dalszego ciągu, zwłaszcza, że dyskusja, jak mam nadzieję, zaowocuje jakimiś pozytywnymi konkluzjami i opracowaniami.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | > Przez pewien czas będę nieobecny na ForumGdziekolwiek będziesz, pamiętaj o forum i wracaj szybko
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Hodża (11172 punktów) | >No chyba wiesz: kto wierzy będzie zbawiony, to najwyższe dobro. Tak wysokie, że przekracza wszelkie dobra materialne, że można mieć tylko namiastkę jego rozumienia w postaci "wszystkie znane Ci troski znikną z twojego życia".
Co do ostatniego stwierdzenia, niewątpliwie większość ateistów zgodzi się z nim. Ja akurat się nie zgodzę, niestety, tożsamość jest tylko lokalizacją świadomości, jako dzieci nie mamy ani świadomości naszego miejsca w świecie, ani lęku przed niebytem, ani pamięci, ani tożsamości, którą nabywamy dopiero poprzez nasze relacje fizyczne.
Co do dobra "najwyższego" - ludzie coraz częściej rozumieją tę banalną prawdę, dawno odkrytą przez oszustów, że najdłużej funkcjonują ci hochsztaplerzy, którzy sprzedają usługi nie podlegające reklamacji. Z tego też powodu mniejsze dobra - zdrowie, stabilizacja ekonomiczna, pokój społeczny coraz częściej zajmują w hierarchii ważności trzeźwo myślących ludzi wyższe miejsca niż "rajski pobyt".
>Dla mnie obraz życia religijnego projektowany przez psychologię i socjologię jest znajomy. I uważam, że jest pozbawiony charakterystycznych elementów, pojęć fundamentalnych, pewnej prawdy. Zastąp "przeżycie religijne" słowem "widzenie", a różnica będzie jasna. Niewidomi, gdyby byli w przytłaczającej większości, braliby widzących za oszołomów i mieli znakomite niewidomskie teorie psychologiczne nt. tego, o czym bredzą widzący.
Otóż jest to błędne rozumowanie - widzący, mogąc zbierać jagody w lesie i wybierać dojrzałe, soczyste i słodkie jabłka z drzew w sadzie mogą, częstując nimi niewidomych, udowodnić im wyższość swoich zdolności percepcyjnych i wyobrażenia o świecie, które dzięki nim posiedli.
>Różnica: >"Roman kontaktuje się z Bogiem." vs "Roman wierzy, że kontaktuje się z jakimś swoim 'Bogiem'." >jest zasadnicza i nie można rozstrzygnąć sporu, które ujęcie jest "prawdziwsze" wypowiadając się z uprzednio wybranej strony barykady. Ale jaki z tego wniosek dla nas? Otóż wysiłek bezstronności jest w tym przypadku naiwny i daremny. Moim zdaniem, należy więc rozpatrywać oba ujęcia jako "właściwe" - ale wyłącznie w odpowiednich pojęciowych systemach odniesienia (religijny/psychologiczny) i badać jakie są związki między tymi systemami, nie rozdając z góry priorytetów.
Nie należy, a nawet nie wolno jeżeli wiadomo, że jedna z postaw prowadzi do zachowań destrukcyjnych, nienawiści i wojen w imię udowodniania istnienia bytów, które inaczej nie dają się dowodzić jak tylko poprzez strach przed torturami i mordem.
>Można jeszcze potępić w czambuł jeden z systemów (jak to się robi w ramach fanatyzmu), ale jest to aroganckie, nierzetelne i nie prowadzi do czegoś, co nazywam "autentycznym zrozumieniem".
Dla mnie jedynym kryterium osądzania światopoglądów jest to, jakie skutki przynoszą. "Po owocach ich poznacie".
>>(...) tych, którzy miewają jakiekolwiek doświadczenia religijne jest znikomy odsetek wierzących. Po wyeliminowaniu ewidentnie patologicznych przypadków i łagodniejszych nerwic otrzymujemy zaniedbywalnie małą wartość. >Nie wiem skąd takie dane i czym właściwie możesz to podeprzeć. Na pielgrzymkach na Jasną Górę itp. ludzie ponoć masowo "rozklejają się przed Bogiem" - przynajmniej tak to nazywają. Widzisz, staram się opisać stan rzeczy w cudzysłowie, bo nie chcę narzucać interpretacji. "Nerwica" to już jest interpretacja.
Tak, przyznaję się tu do pomyłki, pewnie pomyliłem "doświadczenie religijne" z "mistycznym". Mój błąd.
>> Tu dochodzimy do kwestii zasadniczej - zastosowanie logiki tylko do następstw bez logiki w stosunku do przyczyn zazwyczaj oznacza zwykłe, pospolite niechlujstwo umysłowe, gdyż w przypadku nieprawdopodobnych zdarzeń człowiek nie poddający ich próbie na okoliczność oszustwa, pomyłki czy możliwej naturalnej przyczyny najprawdopodobniej nie jest w stanie utrzymać konsekwencji logicznego rozumowania. >Tobie chodzi o błędne przesłanki chyba, a nie konsekwencję.
Chodzi mi o konsekwentne, krytyczne podejście tak do przesłanek, obserwowanych faktów czy usłyszanych twierdzeń podawanych jako prawdziwe, jak i do własnego rozumowania - czy jest poddane dyscyplinie logiki, czy też popasa na zielonych łąkach nadziei.
>Ale widzisz, to znów jest stronniczość, próbujesz ustawicznie zdyskredytować pewien rodzaj doświadczenia ze względu na inne doświadczenie. Trochę jakbyś utrzymywał, że bohater filmu nie zginął bo to jest film. Może jednak lepiej "prawdę ekranu" pozostawić ekranowi, a swoją sobie z tytułu, że do filmu nie można wejść samemu i wytłumaczyć bohaterowi, że "tak naprawdę" on nie umarł. Następnie zrozumieć "w jakim sensie" bohater ów nie żyje. Myślę, że można odkryć taki sens, który nie koliduje z własnym, najbardziej "racjonalnym" doświadczeniem, a zarazem nie zmusza do absurdalnego twierdzenia, że bohater nie tylko nie umarł, ale w ogóle nie istnieje.
No dobrze, wobec tego cieszę się, że Harry Potter odnalazł wszystkie horkruksy i zabił Lorda Voldemorta. I tak bardzo mi przykro z powodu Albusa Dumbledore. Czy możemy powiedzieć, że to wszystko jest tylko fikcją, skoro jest pewnym doświadczeniem bynajmniej nie subiektywnym, gdyż dzielonym przez znaczną populację tych, którzy wejrzeli w świat Szkoły Magii i Czarnoksięstwa?
>Człowiek nie jest głodną krową, która rozpatruje wszystko wyłącznie z punktu widzenia zapełnienia swoich żołądków - w końcu znajdują się tacy co czytać filozofów chcą. W takiej postawie, którą tu proponujesz wystarczyłoby się nażreć, wyruchać i wyspać, a nie powoływać jakąś np. "Powszechną Deklarację Praw Człowieka".
I takaż jest też "filozofia" znaczącej części populacji, którą dzielą z organizmami wcześniejszymi ewolucyjnie, włączając w to bakterie. Cieszmy się, że należymy do tej części, która stanowi "efekt uboczny" ewolucji, po tej "lepszej stronie" owej "poboczności", ma się rozumieć.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 6 | Marcuch (664 punktów) | >>(...) kto wierzy będzie zbawiony >Co do dobra "najwyższego" - ludzie coraz częściej rozumieją tę banalną prawdę, dawno odkrytą przez oszustów, że najdłużej funkcjonują ci hochsztaplerzy, którzy sprzedają usługi nie podlegające reklamacji. (...) To jednak nie zmienia faktu, że grupa wyznaniowa przez doświadczenia religijne zdobyła wiedzę jak osiągnąć zbawienie. To zawiera się w religijnym porządku wyjaśniania. Natomiast czy równolegle pojawia się osoba jakiegoś oszusta, który tych ludzi doi z pieniędzy to inna zupełnie sprawa. Ich korzyści są niewspółmierne, jeśli o to chodzi. Racjonalnie jest wybrać szczęście wiekuiste zamiast pieniędzy do końca życia, to jest prosty rachunek zysków i strat.
>>Niewidomi, gdyby byli w przytłaczającej większości, braliby widzących za oszołomów i mieli znakomite niewidomskie teorie psychologiczne nt. tego, o czym bredzą widzący. >Otóż jest to błędne rozumowanie - widzący, mogąc zbierać jagody w lesie i wybierać dojrzałe, soczyste i słodkie jabłka z drzew w sadzie mogą, częstując nimi niewidomych, udowodnić im wyższość swoich zdolności percepcyjnych i wyobrażenia o świecie, które dzięki nim posiedli. W naszym świecie "niewidomi" odmawiają temu dowodowi, o którym mówisz racjonalności. Zbywają rzecz słowami: przypadek, spisek, oszustwo, bełkot. Owoce są, owszem, ale nie przekonują do posiadania jakichś niesłychanych predyspozycji zmysłowych. Wracając z metafory: wierzący istotnie twierdzą, że ich religijność rzeczywiście "owocuje" lepszym życiem! Nawet niewierzący może stwierdzić, że "od kiedy ten nawiedzony zaczął przebąkiwać o jakimś Jezusie, jest mniej konfliktowy". To nie jest rzadkie zjawisko - jak je adekwatnie wytłumaczyć? Odpowiednie "konstrukcje" psychologiczne i socjologiczne istnieją ale religia daje teorię nota bene najprostszą - po prostu "zobaczył jakie jabłka są dobre i przyniósł".
>>Różnica: >>"Roman kontaktuje się z Bogiem." vs "Roman wierzy, że kontaktuje się z jakimś swoim 'Bogiem'." >>jest zasadnicza i nie można rozstrzygnąć sporu, które ujęcie jest "prawdziwsze" wypowiadając się z uprzednio wybranej strony barykady. Ale jaki z tego wniosek dla nas? Otóż wysiłek bezstronności jest w tym przypadku naiwny i daremny. Moim zdaniem, należy więc rozpatrywać oba ujęcia jako "właściwe" - ale wyłącznie w odpowiednich pojęciowych systemach odniesienia (religijny/psychologiczny) i badać jakie są związki między tymi systemami, nie rozdając z góry priorytetów. >Nie należy, a nawet nie wolno jeżeli wiadomo, że jedna z postaw prowadzi do zachowań destrukcyjnych, nienawiści i wojen w imię udowodniania istnienia bytów, które inaczej nie dają się dowodzić jak tylko poprzez strach przed torturami i mordem. Absurdalne. Jaka "postawa" w ogóle??? Ja proponuję pewną konceptualizację cudzej wiary, co to ma do jakichś "wojen"?
Przy okazji: czy zawsze kołatać się tutaj musi ów nędzny argument (niefalsyfikowalny, chciałbym zauważyć) "wojen religijnych"? Przecież to żałosne. Jaki odsetek wojen stanowią te religijne, jakie w ogóle argumenty ontologiczne czy teologiczne pchają armie na front? Racjonalne, najbardziej prozaiczne wytłumaczenie tych wojen to pobudki czysto materialne i szerzenie władzy, a nie przekonywanie do dogmatów o trójcy itp. Błagam, nie róbmy idiotów z naszych pradziadów, ludzie myśleli również wtedy. Natomiast akcje wojenne odbywały się po religijnym szyldem i propagandą i mam wrażenie, że dzisiejsi ateiści udawają, że tej propagandzie uwierzyli.
>>Można jeszcze potępić w czambuł jeden z systemów (jak to się robi w ramach fanatyzmu), ale jest to aroganckie, nierzetelne i nie prowadzi do czegoś, co nazywam "autentycznym zrozumieniem". >Dla mnie jedynym kryterium osądzania światopoglądów jest to, jakie skutki przynoszą. "Po owocach ich poznacie". W tym przypadku to niewykonalne, bo siląc się na maksimum bezstronności musielibyśmy poczekać na ewentualną reinkarnację, sąd ostateczny albo jakąś decyzję potwora spaghetti. Nawet jednak redukując sprawę, trochę nieściśle, do faktów historycznych trudno cokolwiek jednoznacznie orzec. Argumentem proporcjonalnym do wojen religijnych mógłoby być życie w ateistycznej Korei Północnej albo ZSRR, gdzie religijność jest synonimem dobra, ale ja tego argumentu nie wypowiadam.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Hodża (11172 punktów) | >To jednak nie zmienia faktu, że grupa wyznaniowa przez doświadczenia religijne zdobyła wiedzę jak osiągnąć zbawienie.
No więc właśnie, że nie. Nie słyszałem o żadnym potwierdzonym i powszechnie uznanym przypadku zbawienia kogokolwiek. Grupa wyznaniowa przez doświadczenia religijne zdobywa co najwyżej tylko utwierdzenie się w przekonaniu, że idą drogą ku zbawieniu. Może to dla niektórych różnica nieistotna, dla mnie jest to różnica pomiędzy fatamorganą a oazą na pustyni.
>To zawiera się w religijnym porządku wyjaśniania. Natomiast czy równolegle pojawia się osoba jakiegoś oszusta, który tych ludzi doi z pieniędzy to inna zupełnie sprawa.
To nie jest "zupełnie inna sprawa". Nadzieja na życie wieczne i zniesienie lęku przed śmiercią to najlepiej sprzedający się towar, jaki zna rynek idei.
>Ich korzyści są niewspółmierne, jeśli o to chodzi.
Jeśli ograniczymy poziom rozważań do zakresu tylko i wyłącznie subiektywnych odczuć. Niestety, wtedy również musimy się zgodzić i z tym, że korzyść narkomana, który sobie aplikuje heroinę w postaci doświadczenia iście nieziemskich stanów rozkoszy i uniesień jest niewspółmierna do wartości, jaką jest jego zdrowie czy życie. Nawiasem mówiąc, "twarde narkotyki" pośrednio udowadniają, że obraz "raju" oferowany przez religię - nawet, gdyby nie był mirażem czy fałszem - w kontekście naszego życia posiada dokładnie ten sam potencjał destrukcyjny dla biologicznego życia jednostek. Powtarzam - nawet, gdyby był prawdziwy !
>Racjonalnie jest wybrać szczęście wiekuiste zamiast pieniędzy do końca życia, to jest prosty rachunek zysków i strat.
Zaraz, zaraz ! Wybrać można coś, co istnieje. Skąd wiadomo, że to "szczęście wiekuiste" istnieje? Czy mógłbym zarabiać sprzedając bilety na Hogwart Express?
>W naszym świecie "niewidomi" odmawiają temu dowodowi, o którym mówisz racjonalności. Zbywają rzecz słowami: przypadek, spisek, oszustwo, bełkot. Owoce są, owszem, ale nie przekonują do posiadania jakichś niesłychanych predyspozycji zmysłowych.
Nie wiem, o jakich owocach wiary mówisz ? Telefony komórkowe, komputery czy może medycyna regeneracyjna? Hm, to rzeczywiście blado wypada wobec tekstów siostry Faustyny, która swoją nagrodę za życie z Chrystusem i w Chrystusie odebrała w postaci prątków gruźlicy.
>Wracając z metafory: wierzący istotnie twierdzą, że ich religijność rzeczywiście "owocuje" lepszym życiem! Nawet niewierzący może stwierdzić, że "od kiedy ten nawiedzony zaczął przebąkiwać o jakimś Jezusie, jest mniej konfliktowy". To nie jest rzadkie zjawisko - jak je adekwatnie wytłumaczyć? Odpowiednie "konstrukcje" psychologiczne i socjologiczne istnieją ale religia daje teorię nota bene najprostszą - po prostu "zobaczył jakie jabłka są dobre i przyniósł".
Wiem i o ateistach, którzy są mniej konfliktowi od momentu, w którym porzucili wiarę. Tu miejsce na osobiste świadectwo - wiara przyniosła mi - w ostatecznym rozrachunku - wyłącznie straty, również w postaci konfliktowania mnie z otoczeniem. Niestety, swoje przekonania i poglądy traktuję dość poważnie, teraz, dzięki Bogu, uwolniłem się od Niego, za co jestem bardzo sobie wdzięczny.
>Przy okazji: czy zawsze kołatać się tutaj musi ów nędzny argument (niefalsyfikowalny, chciałbym zauważyć) "wojen religijnych"? Przecież to żałosne. Jaki odsetek wojen stanowią te religijne, jakie w ogóle argumenty ontologiczne czy teologiczne pchają armie na front? Racjonalne, najbardziej prozaiczne wytłumaczenie tych wojen to pobudki czysto materialne i szerzenie władzy, a nie przekonywanie do dogmatów o trójcy itp. Błagam, nie róbmy idiotów z naszych pradziadów, ludzie myśleli również wtedy. Natomiast akcje wojenne odbywały się po religijnym szyldem i propagandą i mam wrażenie, że dzisiejsi ateiści udawają, że tej propagandzie uwierzyli.
To nie jest absurdalne, ten argument wojen religijnych. Oczywiście, to, co piszesz powyżej, jest słuszne - jest to dobry pretekst, ta religia, ten Bóg, ten diabeł.
Ale rzecz polega na czym innym. Oczywiste są nasze biologiczne uwarunkowania i to, że człowiek ma zakodowane zwierzęce instynkty terytorialności i dominacji. Tylko, że religie z założenia miały człowieka czynić lepszym poprzez "otwarcie" perspektywy transcendentalnej. Okazuje się jednak, że ta "perspektywa" to nic innego jak jeszcze jedna narracja wymyślona przez człowieka, mniej lub bardziej przekonująca, która sama z siebie, z powodu swoich logicznych niespójności, jest wybitnie konfliktogenna, ba - jest jak nawóz, na którym chyżo porastają chwasty nienawiści. Religie to nic innego jak jeszcze jeden rodzaj tworzenia struktury stada, którym - z konieczności - jest społeczeństwo. Tu naprawdę nie ma miejsca na nic więcej, żadne humanistyczne szukanie jakichś sensów. Religia nie jest źródłem żadnego dobra - cokolwiek dobrego można znaleźć w religii, źródłem tego jest człowiek i tylko człowiek. Religia natomiast przetwarza to w ten sposób, że nawet dobrego człowieka potrafi skłonić do czynienia wielkiego zła.
>>Dla mnie jedynym kryterium osądzania światopoglądów jest to, jakie skutki przynoszą. "Po owocach ich poznacie". >W tym przypadku to niewykonalne, bo siląc się na maksimum bezstronności musielibyśmy poczekać na ewentualną reinkarnację, sąd ostateczny albo jakąś decyzję potwora spaghetti. Nawet jednak redukując sprawę, trochę nieściśle, do faktów historycznych trudno cokolwiek jednoznacznie orzec. Argumentem proporcjonalnym do wojen religijnych mogłoby być życie w ateistycznej Korei Północnej albo ZSRR, gdzie religijność jest synonimem dobra, ale ja tego argumentu nie wypowiadam.
Dobre owoce to nie tylko to, co niosą ze sobą konkretne realizacje polityczne. To raczej przekonanie o tym, że podążając ścieżką humanizmu, którego jednym z podstawowych celów powinno być minimalizowanie ludzkich cierpień - i cierpień ogółu bytu - jest słuszne. A to, że jest słuszne możemy wnioskować po tym, w jaki sposób przekształcano społeczeństwa, które dopuściły się największych zbrodni .
Tu ma być stopka.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 4 | Marcuch (664 punktów) | >Grupa wyznaniowa przez doświadczenia religijne zdobywa co najwyżej tylko utwierdzenie się w przekonaniu, że idą drogą ku zbawieniu. Może to dla niektórych różnica nieistotna, dla mnie jest to różnica pomiędzy fatamorganą a oazą na pustyni.
No właśnie o tę różnicę, między "dla niektórych" a "dla Ciebie" się rozchodzi. Nie możesz oceniać zysków i strat z postępowania religijnego i opartego na religijnych doświadczeniach przykładając doń ateistyczną miarę. Wiadomo, że ateistycznie patrząc, cała religijna działalność człowieka od prahistorii po wieczność to nonsens, teatrzyk i pajacowanie. Ucziciwie jednak nie możemy ateistycznego punktu widzenia wyróżniać jako ostatecznego kryterium. Jak mówiłem, podwójna perspektywa prowadzi do sprzeczności, a bezstronność jest nieosiągalna. Nieszczęśliwie się dla Ciebie składa jednak, że to wyznawcy religii są w posiadaniu źródła sensu, a nie ateiści. Ateizm jest umysłowym masochizmem, programowo każącym niszczyć wszystkie zalążki sacrum, które człowiek odruchowo tworzy sobie w świecie poszukując sensu. Ateizm skazuje na obcowanie w otoczeniu chybotliwych, tymczasowych pół-wartości, na błądzenie, szukanie, na gotowość do zmiany zwaną "otwarciem na krytykę" - i w ten sposób na podporządkowanie otoczeniu. Oczywiście są tacy, co odżywiają się szukaniem i błądzeniem, to naturalne w pewnym wieku, ale chyba szuka się po to by znaleźć. Tymczasem gdy tylko ateista odnajdzie jakiś fundament światopoglądowy, a szczególnie etyczny, coś co mu się "spodoba", źródło wartości, inspirację, system, ideę przewodnią - musi ją niebawem porzucić żeby zachować teoretyczną czystość swojego ateizmu, ewentualnie oszukiwać się, że to bezosobowa "oczywistość", "konieczność", a nie żaden "Bóg".
>>Ich korzyści są niewspółmierne, jeśli o to chodzi. >Jeśli ograniczymy poziom rozważań do zakresu tylko i wyłącznie subiektywnych odczuć. Pytanie jest jak rzecz wygląda z subiektywnej perspektywy przyjęcia prawdziwości doświadczeń religijnych.
> Nawiasem mówiąc, "twarde narkotyki" pośrednio udowadniają, że obraz "raju" oferowany przez religię - nawet, gdyby nie był mirażem czy fałszem - w kontekście naszego życia posiada dokładnie ten sam potencjał destrukcyjny dla biologicznego życia jednostek. Powiedz to "męczennikowi za wiarę", to Cię obśmieje.
>>Racjonalnie jest wybrać szczęście wiekuiste zamiast pieniędzy do końca życia >Zaraz, zaraz ! Wybrać można coś, co istnieje. Skąd wiadomo, że to "szczęście wiekuiste" istnieje? Nie wracajmy ustawicznie do pytania "Wierzę czy nie wierzę?". Wierzę ALBO nie wierzę.
>Czy mógłbym zarabiać sprzedając bilety na Hogwart Express? Pewnie tak.
>>W naszym świecie "niewidomi" odmawiają temu dowodowi, o którym mówisz racjonalności. Zbywają rzecz słowami: przypadek, spisek, oszustwo, bełkot.(...) >Nie wiem, o jakich owocach wiary mówisz ? Telefony komórkowe, komputery czy może medycyna regeneracyjna? O dowolnych. A jeśli jesteś wyznawcą cywilizacji (to znaczy: uważasz, że cywilizacja jest źródlem dobra) to zauważ, że jest to proces zastępowania starych upierdliwości nowymi upierdliwościami. Czy ktoś ma ładowarkę do Nokii?
>Wiem i o ateistach, którzy są mniej konfliktowi od momentu, w którym porzucili wiarę. Tu miejsce na osobiste świadectwo - wiara przyniosła mi - w ostatecznym rozrachunku - wyłącznie straty, również w postaci konfliktowania mnie z otoczeniem.
Dziwnie rzecz nazywasz, bo ja słyszałem z wielu religii, że "ostateczny rozrachunek" jest dopiero po śmierci.
>Oczywiste są nasze biologiczne uwarunkowania i to, że człowiek ma zakodowane zwierzęce instynkty terytorialności i dominacji. Tak. >Tylko, że religie z założenia miały człowieka czynić lepszym poprzez "otwarcie" perspektywy transcendentalnej. Nie. Nie ma żadnego założenia, religie nic nie "miały" (i niby dlaczego w czasie przeszłym?). Człowiek jest po prostu religijny, dla mnie to fakt psychologiczny, "naturalny" rzec by można. Ty chyba wolisz wierzyć (wbrew globalnej statystyce), że człowiek jest z natury ateistą ale przy okazji głupkiem, który jakoś sobie wmówił, że Bóg jednak istnieje. Może przyjmij religie za fakt naturalny/socjologiczny. >Okazuje się jednak, że ta "perspektywa" (...) jest wybitnie konfliktogenna, ba - jest jak nawóz, na którym chyżo porastają chwasty nienawiści. Demagogia.
>Religia nie jest źródłem żadnego dobra - cokolwiek dobrego można znaleźć w religii, źródłem tego jest człowiek i tylko człowiek. Ale dlaczego jedno wyklucza drugie, tego nie rozumiem? Dlaczego człowiek-przez-religię albo dzięki religii nie może być źródłem dobra? Skąd to przekonanie o konflikcie humanizmu i religii? W końcu np. kościół katolicki to największy mecenas sztuki w dziejach, no i zbiory udostępnia za darmo. A skąd wziął pieniążka na zapłacenie Michałowi Aniołowi za wymalowanie sufitu, jeśli nie z datków ludzi wierzących? Jeżeli trafia do Ciebie argument wojen religijnych, to ten też powinien.
>Religie to nic innego jak jeszcze jeden rodzaj tworzenia struktury stada, którym - z konieczności - jest społeczeństwo. Daj jakiś przykład, bo nie rozumiem.
>Religia (...) nawet dobrego człowieka potrafi skłonić do czynienia wielkiego zła. A Ty znowu masz swoja boską perspektywę, z której nadajesz właściwy osąd co i kto był dobry, a kto i co było złe.
>>W tym przypadku to niewykonalne, bo siląc się na maksimum bezstronności musielibyśmy poczekać na ewentualną reinkarnację, sąd ostateczny albo jakąś decyzję potwora spaghetti. (...) >Dobre owoce to nie tylko to, co niosą ze sobą konkretne realizacje polityczne. To raczej przekonanie o tym, że podążając ścieżką humanizmu, którego jednym z podstawowych celów powinno być minimalizowanie ludzkich cierpień - i cierpień ogółu bytu - jest słuszne. A to, że jest słuszne możemy wnioskować po tym, w jaki sposób przekształcano społeczeństwa, które dopuściły się największych zbrodni. Ogólniki i ignotum per ignotum. "Nie czyńmy zbrodni", chciałeś powiedzieć?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Czy możliwą jest rozmowa wątpiącego z wierzącym na tematy związane z wiarą?Moim zdaniem, wcale. Czytałem wiele wypowiedzi wielce uczonych fideistów na temat ateizmu i nigdzie nie mogłem odnaleźć nawet przybliżenia się do zrozumienia jego istoty. W polemicznej dyskusji fideiści czasem stwierdzają, że również racjonaliści nie potrafią zrozumieć wiary. Tylko tak dziwnie się składa, że prawie cała śmietanka klasycznych religioznawców była albo kapłanami, albo miała choć teologiczne wykształcenie. Studiując religioznawstwo na świeckiej uczelni w czasach PRL-u miałem do czynienia w dużym procencie, albo z byłymi, albo z przyszłymi(!) kapłanami. Jakoś później też nie miałem kłopotów ze złożeniem egzaminów z teologii chrześcijańskiej. > No właśnie o tę różnicę, między "dla niektórych" a "dla Ciebie" się rozchodzi. Nie możesz oceniać zysków i strat z postępowania religijnego i opartego na religijnych doświadczeniach przykładając doń ateistyczną miarę.Jaka jest ta "ateistyczna miara", gdyż jak dla mnie ciężko jest znaleźć dwie osoby odrzucające wiarę w boga, mających cały zespół wspólnych poglądów. Prawie każdy wierzący ma własną koncepcję boga i mitologii, w którą wierzy. Prawie każdy to odrzucający ma też własną koncepcję, a racjonaliści jeszcze intelektualne uzasadnienie. > Wiadomo, że ateistycznie patrząc, cała religijna działalność człowieka od prahistorii po wieczność to nonsens, teatrzyk i pajacowanie.No właśnie! Jestem naturalistą ontologicznym, przez fideistów epitetowanym ateistą i wcale tak nie uważam. > Ucziciwie jednak nie możemy ateistycznego punktu widzenia wyróżniać jako ostatecznego kryterium.A jakie kryterium może być ostateczne. Dla mnie istotnych (choć dalece nie ostatecznych) odpowiedzi udziela nauka, dla innych "ostatecznych" udziela ich wiara. Nie można z tego wybrać środka. > Jak mówiłem, podwójna perspektywa prowadzi do sprzeczności, a bezstronność jest nieosiągalna.Bezstronność jest pożądaną u sędziów, ale nawet oni powinni opierać na dowodach procesowych. W nauce stosujemy określone procedury. > Nieszczęśliwie się dla Ciebie składa jednak, że to wyznawcy religii są w posiadaniu źródła sensu, a nie ateiści.Nieszczęściem jest dogmatyzm i brak możliwości refleksji intelektualnej u wyznawców wiar wszelakich. Uzurpują sobie posiadanie "Prawdy" i "sensu". Dla racjonalistów czym innym jest prawda i gdzie indziej poszukują sensu. Ze swojego rozumienia tych terminów są całkowicie intelektualnie zadowoleni i wcale ich nie smuci, że przekracza to możliwości zrozumienia przez wierzących. > Ateizm jest umysłowym masochizmem, programowo każącym niszczyć wszystkie zalążki sacrum, które człowiek odruchowo tworzy sobie w świecie poszukując sensu.O kurcze pieczone! Zaraz tak "z grubej rury"? Jak Boga kocham samodzielne myślenie mniej boli niż się to Panu wydaje. Proszę Szanownego Pana programowo myśl wolną, to tylko instytucje religijne/ideologiczne niszczą, a ich narzędziami są głęboko wierzący wyznawcy. Mam pełen szacunek dla ludzkiej twórczości, ale w żadnym stopniu nie przymusza mnie to do wiary w wymyślone przez ludzi stwory. > Ateizm skazuje na obcowanie w otoczeniu chybotliwych, tymczasowych pół-wartości, na błądzenie, szukanie, na gotowość do zmiany zwaną "otwarciem na krytykę" - i w ten sposób na podporządkowanie otoczeniu.To pieprzenie o Szopenie, czyli fideistyczny bełkot, świadczący tylko o zupełnej niemożliwości zrozumienia przez fideistę racjonalnego ateizmu wraz z jego światem wartości. > Oczywiście są tacy, co odżywiają się szukaniem i błądzeniem, to naturalne w pewnym wieku, ale chyba szuka się po to by znaleźć.Błądzeniem to ja się Szanowny Panie interesowałem, gdy jeszcze Panie na te moje po nich błądzenie przystawały. Całe życie natomiast szukam przeróżnych odpowiedzi i przy tym szukaniu zdarza mi się pobłądzić w jakiś szczegółach. Nigdy, nawet przez myśl mi nie przyszło, aby wydumane przez ludzi doktryny udzielały lepszej odpowiedzi niż nauka i to jest jedyną permanentną odpowiedzą na poszukiwania. > Tymczasem gdy tylko ateista odnajdzie jakiś fundament światopoglądowy, a szczególnie etyczny, coś co mu się "spodoba", źródło wartości, inspirację, system, ideę przewodnią - musi ją niebawem porzucić żeby zachować teoretyczną czystość swojego ateizmu, ewentualnie oszukiwać się, że to bezosobowa "oczywistość", "konieczność", a nie żaden "Bóg".Jedni ludzie starają się rozumieć to co mówią i jakie treści kryją się za używanymi przez nich zwrotami inni wydumają sobie jakieś puste znaczeniowo zwroty jak "Bóg" ubierają je w dalsze bezsensowne przymioty: Bogom monoteistycznym - nawet wtedy, a może wręcz szczególnie wtedy, gdy są trynitarni (troiści - od Trinitas = Trójca św.) przypisuje się transcendencję (zewnętrzność, istnienie poza zasięgiem naszego doświadczenia i poznawalności), immanencję (wewnętrzność, pozostawanie w świecie dostępnemu naszemu poznaniu) omniprezencję (wszechobecność), immortalizm (nieśmiertelność) omnipotencję (wszechpotężność), omnisciencję (wszechwiedzę) omnibenewolencję (wszechmiłosierność). Gdy wszystkie powyższe atrybuty będziemy przypisywać jednej postaci, niektóre z nich staną się wzajemnie lub wewnętrznie sprzeczne, ale tu nie obowiązują znane nam prawa logiki i według niektórych religii Bóg może być np. jednocześnie transcendentny i immanentny, omnibenewoletny i zgadzać się na istnienie zła. Religijna wiara umożliwia umysłowe przyjęcie za oczywistość, że zarówno poszczególne cechy Boga jak również tych cech zestawienie nie muszą być (i najczęściej nie są) logicznie spójne, a wręcz czasami paradoksalność zestawień jest wprost podkreślana,[...] i pieją z zachwytu jakie to mądre i ile w tym tajemnych treści. Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Marcuch (664 punktów) | Tyle Pan pisze, że na coś trzeba by odpowiedzieć, ale na co? > Czytałem wiele wypowiedzi wielce uczonych fideistów na temat ateizmu i nigdzie nie mogłem odnaleźć nawet przybliżenia się do zrozumienia jego istoty. W polemicznej dyskusji fideiści czasem stwierdzają, że również racjonaliści nie potrafią zrozumieć wiary. Tylko tak dziwnie się składa, że prawie cała śmietanka klasycznych religioznawców była albo kapłanami, albo miała choć teologiczne wykształcenie.Zastanawiam się co te ogólniki mają wnieść do całej dyskusji, jaki jest w ogóle pożytek z ich czytania i jaki jest ich związek z dość już zawężonym tematem. > >Jak mówiłem, podwójna perspektywa prowadzi do sprzeczności, a bezstronność jest nieosiągalna.> Bezstronność jest pożądaną u sędziów, ale nawet oni powinni opierać na dowodach procesowych. W nauce stosujemy określone procedury.Aha. Podłapuje pan słówko "bezstronność" i pisze krótki felietonik o bezstronności u jakichś "sędziów" i o procedurach naukowych. O co tu w ogóle chodzi? Czy to jest odpowiedź, komentarz, co to właściwie miało być? > >Nieszczęśliwie się dla Ciebie składa jednak, że to wyznawcy religii są w posiadaniu źródła sensu, a nie ateiści.> Nieszczęściem jest dogmatyzm i brak możliwości refleksji intelektualnej u wyznawców wiar wszelakich.A to cóż znowu? "Wyznawcy pozbawieni możliwości refleksji"? Wyznawcy to jakieś "bezmózgowia", przepraszam? Upośledzeni, bezmyślni kretyni? Co to jest ten " brak możliwości refleksji intelektualnej" u wyznawców wiar wszelakich, jakie Pan ma właściwie o tych ludziach wyobrażenie? O kim Pan właściwie mówi w tak pogardliwy sposób??? (No i dlaczego jest to tolerowane i dlaczego dostaje Pan punkty za takie wypowiedzi itd., mniejsza z tym). > >Ateizm jest umysłowym masochizmem, programowo każącym niszczyć wszystkie zalążki sacrum, które człowiek odruchowo tworzy sobie w świecie poszukując sensu.> O kurcze pieczone! Zaraz tak "z grubej rury"? Jak Boga kocham samodzielne myślenie mniej boli niż się to Panu wydaje.Pan nie tylko myli "myśl wolną" z ateizmem ale i szybko Pan zapomina o wspomnianych przez siebie procedurach, o tych wszystkich zakazach kroczenia i nakazach unikania i o swoim "naturalizmie ontologicznym" który swoje reguły myśli "wolnej" dokłada. "Myśl wolna od myślenia", to bym jeszcze akceptował jako pewną Zen-zagadkę, hehe, ale niestety - pobożne życzenia! > To pieprzenie o Szopenie, czyli fideistyczny bełkot, świadczący tylko o zupełnej niemożliwości zrozumienia przez fideistę racjonalnego ateizmu wraz z jego światem wartości.Szanuję Chopina, Liszta, Schumanna i wiem jak pisać ich nazwiska, natomiast wciąż nie rozumiem do czego potrzebna Panu ta metka "fideisty" usilnie wpychana mi na czoło? "Świat wartości ateizmu", hahaha! No niechże Pan powie co o tym "świecie", chętnie się dowiem, chyba nie tylko ja. > Nigdy, nawet przez myśl mi nie przyszło, aby wydumane przez ludzi doktryny udzielały lepszej odpowiedzi niż nauka i to jest jedyną permanentną odpowiedzą na poszukiwania.Nie mówimy w tym wątku o nauce tylko o ateizmie. Nauka też jest przez ludzi wydumana, chciałem zauważyć. > [color=navy] Bogom monoteistycznym - nawet wtedy, a może wręcz szczególnie wtedy, gdy są trynitarni (troiści - od Trinitas = Trójca św.) przypisuje się"Się" przypisuje, a to świetnie. Pozdrowienia dla "się". Chciał Pan powalczyć z jakimś "się" tą litanią cech boskich, rozumiem zapał. > Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. I kto to mówi!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Tyle Pan pisze, że na coś trzeba by odpowiedzieć, ale na co?To otwarte forum i nawet kierując bezpośrednio post do Pana, to piszę go do wszystkich ewentualnych czytelników. W Pana przypadku Pańskie wypowiedzi służą mi za inspiracje i dlatego nie jest Pan w żaden sposób zobowiązany aby odpowiadać. Tym bardziej, gdy nie rozumie Pan mojej wypowiedzi. > Zastanawiam się co te ogólniki mają wnieść do całej dyskusji, jaki jest w ogóle pożytek z ich czytania i jaki jest ich związek z dość już zawężonym tematem.Odnosiłem się tu do wielce uczonej wypowiedzi Pana Marcucha:No właśnie o tę różnicę, między "dla niektórych" a "dla Ciebie" się rozchodzi. Nie możesz oceniać zysków i strat z postępowania religijnego i opartego na religijnych doświadczeniach przykładając doń ateistyczną miarę. Wiadomo, że ateistycznie patrząc, cała religijna działalność człowieka od prahistorii po wieczność to nonsens, teatrzyk i pajacowanie. Ucziciwie jednak nie możemy ateistycznego punktu widzenia wyróżniać jako ostatecznego kryterium. Jak mówiłem, podwójna perspektywa prowadzi do sprzeczności, a bezstronność jest nieosiągalna. Nieszczęśliwie się dla Ciebie składa jednak, że to wyznawcy religii są w posiadaniu źródła sensu, a nie ateiści. Ateizm jest umysłowym masochizmem, programowo każącym niszczyć wszystkie zalążki sacrum, które człowiek odruchowo tworzy sobie w świecie poszukując sensu. Ateizm skazuje na obcowanie w otoczeniu chybotliwych, tymczasowych pół-wartości, na błądzenie, szukanie, na gotowość do zmiany zwaną "otwarciem na krytykę" - i w ten sposób na podporządkowanie otoczeniu. Oczywiście są tacy, co odżywiają się szukaniem i błądzeniem, to naturalne w pewnym wieku, ale chyba szuka się po to by znaleźć. Tymczasem gdy tylko ateista odnajdzie jakiś fundament światopoglądowy, a szczególnie etyczny, coś co mu się "spodoba", źródło wartości, inspirację, system, ideę przewodnią - musi ją niebawem porzucić żeby zachować teoretyczną czystość swojego ateizmu, ewentualnie oszukiwać się, że to bezosobowa "oczywistość", "konieczność", a nie żaden "Bóg". Ocenę czy moja reakcja była merytoryczna i adekwatna do Pańskiej wypowiedzi pozostawiam czytelnikom. Łaskawie wydobył Pan całą głębię z własnej refleksji intelektualnej: Nieszczęśliwie się dla Ciebie składa jednak, że to wyznawcy religii są w posiadaniu źródła sensu, a nie ateiści. Na co odpisałem: Nieszczęściem jest dogmatyzm i brak możliwości refleksji intelektualnej u wyznawców wiar wszelakich.> A to cóż znowu? "Wyznawcy pozbawieni możliwości refleksji"? Wyznawcy to jakieś "bezmózgowia", przepraszam? Upośledzeni, bezmyślni kretyni? Co to jest ten "brak możliwości refleksji intelektualnej" u wyznawców wiar wszelakich, jakie Pan ma właściwie o tych ludziach wyobrażenie?Pisałem już tu wielokrotnie: Każda wiara ogranicza nas intelektualnie (a także moralnie), a im jest głębsza to tym bardziej. Nadal to stanowisko podtrzymuję. Tylko, że głębokość wiary jest przeróżną i te epitety, których Pan tu użył, ograniczyłbym tylko do fundamentalistów. > O kim Pan właściwie mówi w tak pogardliwy sposób???To raczej współczucie dla ograniczeń niż pogarda, którą rezerwuję dla złoczyńców, niezależnie od ich pobudek. > (No i dlaczego jest to tolerowane i dlaczego dostaje Pan punkty za takie wypowiedzi itd., mniejsza z tym).Myślę, że punkty dostaję od tych którzy potrafią zrozumieć co piszę. Nawet średnio inteligentny czytelnik potrafi dostrzec i rozróżnić mój wielki szacunek dla ludzi - niezależnie od ich poglądów od pogardy dla głupoty - niezależnie od tego jakie autorytety za nią by nie stały. Tu znowu Pan się swoją refleksją intelektualną popisuje: Ateizm jest umysłowym masochizmem, programowo każącym niszczyć wszystkie zalążki sacrum, które człowiek odruchowo tworzy sobie w świecie poszukując sensu. Bogusławski: O kurcze pieczone! Zaraz tak "z grubej rury"? Jak Boga kocham samodzielne myślenie mniej boli niż się to Panu wydaje.> Pan nie tylko myli "myśl wolną" z ateizmem ale i szybko Pan zapomina o wspomnianych przez siebie procedurach, o tych wszystkich zakazach kroczenia i nakazach unikania i o swoim "naturalizmie ontologicznym" który swoje reguły myśli "wolnej" dokłada. "Myśl wolna od myślenia", to bym jeszcze akceptował jako pewną Zen-zagadkę, hehe, ale niestety - pobożne życzenia!Czy do tego potrzebny jest jakiś komentarz. No chyba tylko taki, że każdy ma taką refleksję na jaką go stać. Bogusławski: To pieprzenie o Szopenie, czyli fideistyczny bełkot, świadczący tylko o zupełnej niemożliwości zrozumienia przez fideistę racjonalnego ateizmu wraz z jego światem wartości.> Szanuję Chopina, Liszta, Schumanna i wiem jak pisać ich nazwiska,Pan należy do tych, którzy wszystko wiedzą, a na dokładkę lepiej. www.kul.pl/chopin-czy-szopen,art_22261.htmlNie mówiłem tu o twórczości Chopina, gdzie za stosowniejszy uznał bym taki zapis jego nazwiska, tylko użyłem kolokwializmu. (Stosowanie kolokwializmu w innej niż potoczna formie wypowiedzi jest błędem językowym.)
> natomiast wciąż nie rozumiem do czego potrzebna Panu ta metka "fideisty" usilnie wpychana mi na czoło?Nie przypinam Panu żadnych łatek, także "fideisty", który daje pierwszeństwo wierze nad poznaniem naukowym. Nie znam Pana poza Pańskimi postami i jakoś mi trudno zauważyć aby było odwrotnie. > "Świat wartości ateizmu", hahaha! No niechże Pan powie co o tym "świecie", chętnie się dowiem, chyba nie tylko ja.Nie proszę Szanownego Pana, nie możliwym jest dowiedzenie się czegoś, gdy ma się umysł zamknięty. > Nauka też jest przez ludzi wydumana, chciałem zauważyć.A ja chciałem zauważyć, iż to forum skierowane jest do racjonalistycznej inteligencji @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | setarkos (10757 punktów) | Jeśli wolno wtrącić.. >.. Nie możesz oceniać (..) postępowania religijnego i opartego na religijnych doświadczeniach przykładając doń ateistyczną miarę. >.. Uczciwie jednak nie możemy ateistycznego punktu widzenia wyróżniać jako ostatecznego kryterium. >.. to wyznawcy religii są w posiadaniu źródła sensu, a nie ateiści. Uczciwie jednak nie możemy religijnego punktu widzenia wyróżniać jako ostatecznego kryterium. Nie możesz oceniać sensu ateizmu przykładając doń religijną miarę.
> Ateizm jest umysłowym masochizmem, programowo każącym niszczyć wszystkie zalążki sacrum, które człowiek odruchowo tworzy sobie w świecie poszukując sensu. Ateizm jest wyzwaniem i w jakimś sensie walką z instynktowną banalnością sądów. Tę niełatwą drogę trudno jednak nazwać masochizmem - prędzej dążeniem do prawdy i wolności. Jeśli religijni poszukują sensu w tym, co "odruchowo tworzą sobie", to czy nie kierują się wstecz, zakładając jakby sens w swych małpich atawizmach? Co to ma wspólnego z sacrum?
> Ateizm skazuje na obcowanie w otoczeniu chybotliwych, tymczasowych pół-wartości (..) i w ten sposób na podporządkowanie otoczeniu. Przeciwnie - ateista nie modli się o deszcz w czasie suszy ani o pogodę przy powodzi - buduje za to zbiorniki retencyjne, by się od otoczenia uniezależniać i kaprysom nieba nie być podporządkowanym.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >Nie możesz oceniać sensu ateizmu przykładając doń religijną miarę. Oczywiście, ale w którym momencie to robię? Mowa była o ludziach wierzących, którzy przyjąwszy jakieś dogmaty dążą do jakichś celów. Na jakiej podstawie mówimy, że zostali "oszukani", skoro oni mają swoje racje? Do opisu ich przypadku potrzebny jest religijny system odniesień, jeżeli opis ich sytuacji ma być pełny. Widzę sensownie porównywać życie ateisty z punktu widzenia ateistycznego i życie wierzącego z punktu widzenia jego własnego. Klepnę jeszcze raz moje przeświadczenie, że syntezy tych dwóch perspektyw nie da się wykonać. Tymczasem forum jest zalane ocenami życia wierzącego z punktu widzenia ateisty, które to oceny są łatwe do przewidzenia, a po drugie podane saute, bez przeciwwagi.
>> Ateizm jest umysłowym masochizmem, programowo każącym niszczyć wszystkie zalążki sacrum, które człowiek odruchowo tworzy sobie w świecie poszukując sensu. >Ateizm jest wyzwaniem i w jakimś sensie walką z instynktowną banalnością sądów. Tę niełatwą drogę trudno jednak nazwać masochizmem - prędzej dążeniem do prawdy i wolności. >Jeśli religijni poszukują sensu w tym, co "odruchowo tworzą sobie", to czy nie kierują się wstecz, zakładając jakby sens w swych małpich atawizmach?
Każdy szuka, używając tyle rozumu i tyle atawizmu ile posiada. I nie "sensu w tym, co tworzą sobie", tylko w świecie, nie przekręcaj. Powiadam: każdy szuka, bo jest czystko ludzkim odruchem organizować świat pod kątem wartości i wyróżniać w nim elementy święte, zwykłe i potępione. Dla niektórych słowo "święte" to za dużo, bo są pod tym wzgledem wyjątkowo umiarkowani albo nie mają do tego głowy, ani czasu - moim zdaniem po prostu nie zdają sobie sprawy, nie zadają sobie pewnych pytań. Dopiero sytuacje graniczne typu "pies nasikał na grób mojej matki" dają jakiś impuls do refleksji ponad poziomem wartości witalnych czyli poziomem lemura. Szczególna atencja jaką człowiek żywi wobec miejsca gdzie poznał miłość swojego życia różni się jedynie kolorytem od szintoistycznego kultu tego miejsca, który przypisuje obecność szczególnego ducha temu miejscu. Ale ateizm dogmatycznie nakazuje maksymalną wstrzemięźliwość przed jakimkolwiek kultem, wyróżnieniem, organizacją "góra-dół". Każda wertykalność wskazuje na obecne w nieskończoności "Niebo", "Boga" czy inną "zakazaną" ostateczność.
>Co to ma wspólnego z sacrum? (...)
>> Ateizm skazuje na obcowanie w otoczeniu chybotliwych, tymczasowych pół-wartości (..) i w ten sposób na podporządkowanie otoczeniu. >Przeciwnie - ateista nie modli się o deszcz w czasie suszy ani o pogodę przy powodzi - buduje za to zbiorniki retencyjne, by się od otoczenia uniezależniać i kaprysom nieba nie być podporządkowanym. Widzisz, sprowadzasz życie do realizowania wartości witalnych, co wpisuje się w szeroki nurt pojmowania na tym forum człowieka jako swego rodzaju kombinacji szympansa i robota, który jest doskonale czytelny, zaprogramowany jednoznacznie przez ewolucję i działa na zasadzie zaspokajania swoich genetycznie jasno rozpisanych popędów. ("Po co rano wstaję? Żeby się wysikać.") Do tego nie trzeba sacrum, religia z tej perspektywy jest istotnie dziwną fanaberią, nonsensem, samo słowo "sacrum" bełkotem. Za to Zbiorniki Retencyjne, no to jest konkret, telewizor albo dużo bananów, tak. Poza tym, czy Ty naprawdę sądzisz, że religia sugeruje wyznawcy, iż modlitwą może on zastąpić technikę? Tak jakby dołączenie do wspólnoty robiło z inżyniera licencjata albo odejmowało inteligencji... Poza tym, nawet gdy "ateista nie modli się o deszcz" może żyć nadzieją, że deszcz nie spadnie - zamiast budować zbiorniki. Zaprawdę, zaprawdę powiadam Ci, iż stosunek człowieka do Zbiorników Retencyjnych nie jest funkcją jego zapatrywań w kwestii istnienia Boga.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | zinnyck (182 punktów) | >>Nie możesz oceniać sensu ateizmu przykładając doń religijną miarę. > Oczywiście, ale w którym momencie to robię? Mowa była o ludziach wierzących, którzy przyjąwszy jakieś dogmaty dążą do jakichś celów. Na jakiej podstawie mówimy, że zostali "oszukani", skoro oni mają swoje racje? Do opisu ich przypadku potrzebny jest religijny system odniesień, jeżeli opis ich sytuacji ma być pełny. > Widzę sensownie porównywać życie ateisty z punktu widzenia ateistycznego i życie wierzącego z punktu widzenia jego własnego. Klepnę jeszcze raz moje przeświadczenie, że syntezy tych dwóch perspektyw nie da się wykonać. Tymczasem forum jest zalane ocenami życia wierzącego z punktu widzenia ateisty, które to oceny są łatwe do przewidzenia, a po drugie podane saute, bez przeciwwagi.
Ale przyjęcie DOGMATÓW oznacza intelektualne oszukanie. Intelektualną, a-prioryczną nadbudowę. Natomiast ateizm jest od tego wolny. Ateiście nie da się narzucić "non-teistycznego dogmatu?". Co najwyżej można oszukać go w jakiejś DZIEDZINIE WIEDZY.
Dlatego nie ma tu racjonalnej podstawy, na której można by formułować pojęcie równowagi -teista=ateista-.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >Ale przyjęcie DOGMATÓW oznacza intelektualne oszukanie. Człowiek, który przyjmuje dogmaty przyjmuje je sam, więc gdzie tu miejsce na oszukanie?
>Natomiast ateizm jest od tego wolny. Ateista przyjmuje dogmat, że "Bóg nie istnieje" albo raczej szereg dogmatów o formie "Bóg taki a taki nie istnieje." . Wyjaśnienie: zawsze pozostaje nam margines sceptycyzmu, wobec którego każdy "bóg" jest bezsilny (Kołakowski "Jeśli Boga nie ma..."), w każdej sytuacji "nie wiadomo" znajdzie empiryczne uzasadnienie. Skoro tak, to człowiek stwierdzając "Nie, boga nie ma." z tego sceptycyzmu rezygnuje, czyli wykonuje krok dogmatyczny. "Życie bez dogmatów" to wyłącznie slogan.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >.. Ateista przyjmuje dogmat, że "Bóg nie istnieje" Prawdopodobnie części ateistów wcale nie zajmują rozważania o "Bogu"/bogach. Możliwe też, że niektórzy wyciągają inny niż Pascal wniosek z zakładu Pascala - skoro istnienie "Boga" nie jest potwierdzone, to nie chcą podjąć aktu wiary, by się nie czuć w razie czego wystrychnięci na dudka.
[Ani w międzyczasie 'wydutkani' przez kościół.]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | zinnyck (182 punktów) | >>Ale przyjęcie DOGMATÓW oznacza intelektualne oszukanie. >Człowiek, który przyjmuje dogmaty przyjmuje je sam, więc gdzie tu miejsce na oszukanie?
1. Intelektualne oszukanie względem samego siebie i własnego umysłu.
2. Dogmaty są NIEWERYFIKOWALNE racjonalnie, czyli można nimi oszukać kogoś słabszego emocjonalnie i intelektualnie. Oszukanie kogoś słabszego intelektualnie jest oczywiste, natomiast, jeśli ktoś (inteligentny) nie znajdzie odpowiedniego oparcia (wzorca) emocjonalnego, to wtedy (po zarażeniu dogmatem) żadne tłumaczenia racjonalne nie zdają egzaminu.
>>Natomiast ateizm jest od tego wolny. >Ateista przyjmuje dogmat, że "Bóg nie istnieje" albo raczej szereg dogmatów o formie "Bóg taki a taki nie istnieje." . Wyjaśnienie: zawsze pozostaje nam margines sceptycyzmu, wobec którego każdy "bóg" jest bezsilny (Kołakowski "Jeśli Boga nie ma..."), w każdej sytuacji "nie wiadomo" znajdzie empiryczne uzasadnienie. Skoro tak, to człowiek stwierdzając "Nie, boga nie ma." z tego sceptycyzmu rezygnuje, czyli wykonuje krok dogmatyczny. "Życie bez dogmatów" to wyłącznie slogan.
Błąd. Świadomy ateista nie przyjmuje dogmatu: "Bóg nie istnieje". On odrzuca dogmat: "Bóg istnieje". Duża różnica.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | > >Człowiek, który przyjmuje dogmaty przyjmuje je sam, więc gdzie tu miejsce na oszukanie?> 1. Intelektualne oszukanie względem samego siebie i własnego umysłu.Widzę, że argumentami sięgamy już samego dna paranoi. Rzeczywiście: jak ktoś się walnie młotkiem w czoło to może sobie nabić guza - tutaj pełna zgoda!  Aczkolwiek, jeśli to w ogóle miałby być argument przeciw wierze, opiera się na starym dogmacie ateistów: "Wierzący to kretyni". > 2. Dogmaty są NIEWERYFIKOWALNE racjonalnieWięc skąd wiadomo, że są fałszywe? A skoro nie wiadomo, to na jakiej podstawie nazywać je oszustwem? > , czyli można nimi oszukać kogoś słabszego emocjonalnie i intelektualnie.Można kogoś oszukać i to jest złe. Jest nawet przykazanie katolickie: "Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu." . Ale pewnie myślisz, że to jakieś oszukańcze przykazanie służące zniewoleniu przygłupich mas. > Świadomy ateista nie przyjmuje dogmatu: "Bóg nie istnieje". On odrzuca dogmat: "Bóg istnieje". Duża różnica.Po pierwsze "nie przyjmuje dogmatu" to wyrażenie wieloznaczne, więc proszę o precyzję, skoro już tak dłubiesz. Po nie przyjęciu tezy lub odmówieniu jej statusu dogmatu pozostaje: a) agnostycyzm (teistyczny i nonteistyczny) b) ignostycyzm, które nie są ateizmem c) jakieś przekonanie o istnieniu Boga - ale nie dogmatyczne. d) ateizm Jeśli określić "ateizmem" wszystko co nie jest "teizmem" w odniesieniu do kwestii istnienia Boga to nawet milczenie byłoby ateizmem, co jak widzisz, brzmi absurdalnie. Poza tym, zauważ jak ateizm wygląda w praktyce: tak jakby Boga nie było, a nie tak jakbyśmy odrzucali jakiś dogmat.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | zinnyck (182 punktów) | > >>Człowiek, który przyjmuje dogmaty przyjmuje je sam, więc gdzie tu miejsce na oszukanie?> >1. Intelektualne oszukanie względem samego siebie i własnego umysłu.> Widzę, że argumentami sięgamy już samego dna paranoi. Rzeczywiście: jak ktoś się walnie młotkiem w czoło to może sobie nabić guza - tutaj pełna zgoda!  Nie mam pojęcia, do jakiego dna sięgasz i jest mi to obojętne. > Aczkolwiek, jeśli to w ogóle miałby być argument przeciw wierze, opiera się na starym dogmacie ateistów: "Wierzący to kretyni".Zależy w co wierzący. > >2. Dogmaty są NIEWERYFIKOWALNE racjonalnie> Więc skąd wiadomo, że są fałszywe? A skoro nie wiadomo, to na jakiej podstawie nazywać je oszustwem?Czyli można sobie wymyślić jakikolwiek dogmat i jednocześnie nie można zakwestionować jego bezsensowności? Gratulacje. Każde zjedzenie przez Ciebie makaronu z cukrem jest bluźnierstwem (Pastafarianizm). > >, czyli można nimi oszukać kogoś słabszego emocjonalnie i intelektualnie.> Można kogoś oszukać i to jest złe. Jest nawet przykazanie katolickie: "Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu." . Ale pewnie myślisz, że to jakieś oszukańcze przykazanie służące zniewoleniu przygłupich mas.Czasem niekoniecznie przygłupich. > >Świadomy ateista nie przyjmuje dogmatu: "Bóg nie istnieje". On odrzuca dogmat: "Bóg istnieje". Duża różnica.> Po pierwsze "nie przyjmuje dogmatu" to wyrażenie wieloznaczne, więc proszę o precyzję, skoro już tak dłubiesz.Poproszę o uzasadnienie twierdzenia o wieloznaczności wyrażenia "odrzucenie dogmatu" > Po nie przyjęciu tezy lub odmówieniu jej statusu dogmatu pozostaje:> a) agnostycyzm (teistyczny i nonteistyczny)Każdy ateista jest wejściowo agnostykiem > b) ignostycyzm, które nie są ateizmemIgnostycyzm nie jest w żaden sposób sprzeczny z ateizmem (wręcz przeciwnie) > c) jakieś przekonanie o istnieniu Boga - ale nie dogmatyczne.Teza trochę na siłę. Co znaczy: "jakieś przekonanie o istnieniu Boga - ale nie dogmatyczne" - toż to teizm (deizm, panteizm, malteizm, ble ble ble). > d) ateizmOt to. > Jeśli określić "ateizmem" wszystko co nie jest "teizmem" w odniesieniu do kwestii istnienia Boga to nawet milczenie byłoby ateizmem, co jak widzisz, brzmi absurdalnie.Milczenie w kwestii istnienia Boga nie jest żadnym absurdem; każdy rodzi się ateistą. Następnie dyskutujemy o tym, bądź nie. > Poza tym, zauważ jak ateizm wygląda w praktyce: tak jakby Boga nie było, a nie tak jakbyśmy odrzucali jakiś dogmat.Ateizm odrzuca dogmat istnienia boga i nie udowadnia jego nieistnienia. "tak jakby Boga nie było" to semantyka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Człowiek, który przyjmuje dogmaty przyjmuje je sam, więc gdzie tu miejsce na oszukanie?
Czlowiek religijny nie przyjmuje sam dogmatów, tylko są mu one nikczemnie i podstępnie wtłaczane do głowy, zwykle w dzieciństwie, przez osoby najbardziej zaufane, dlatego czyni to z ufnością i bezkrytycznie. Stanowi to później podstawę konstrukcji jego wyobrażenia o rzeczywistości, w mocny sposób odczuwaną jako "świętość" i poparta szantażem oraz wzbudzaniem strachu. Więc nie może dziwić, że jest to kwestia silnych emocji, przywiązania czy lojalności. Czyste, podstępne oszustwo. Ta część religiantów zdolna w ogóle do jakiejkolwiek refleksji względem dogmatów i do ewentualnej selekcji kieruje się zwykle praktycznością, a nie racjonalizmem, działa wedle własnych potrzeb, wygód i okoliczności serwowanych przez codzienne życie. I tak nagina sobie to i owo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >>Człowiek, który przyjmuje dogmaty przyjmuje je sam, więc gdzie tu miejsce na oszukanie? >Czlowiek religijny nie przyjmuje sam dogmatów, tylko są mu one nikczemnie i podstępnie wtłaczane do głowy Argument "wierzący ponieważ idiota" jest tak wyprany, że powinieneś się bardziej postarać. Wiesz dlaczego? Bo prowadzi on do intuicyjnego segregowania ludzi we własnej głowie: na lepszych, którzy nie wierzą i na tych gorszych, którzy wierzą. Zaś segregowanie ludzi na lepszych i gorszych to nic innego jak pewien -izm, który odmawia pewnym ludziom pełni człowieczeństwa. Odmawianie pewnym ludziom człowieczeństwa prowadziło wielokrotnie w historii do krwawych rzezi.
>Stanowi to później podstawę konstrukcji jego wyobrażenia o rzeczywistości, w mocny sposób odczuwaną jako "świętość" i poparta szantażem oraz wzbudzaniem strachu. Tak i wierzący do końca życia pozostaje takim głąbem, niezdolnym do autorefleksji. Ludzie - dlaczego tak mocno uwierzyliście, że wierzący są głupi, przecież to głupota!
>Ta część religiantów zdolna w ogóle do jakiejkolwiek refleksji względem dogmatów i do ewentualnej selekcji kieruje się zwykle praktycznością, a nie racjonalizmem, działa wedle własnych potrzeb, wygód i okoliczności serwowanych przez codzienne życie. I tak nagina sobie to i owo. Musisz sobie to częściej powtarzać, może w końcu stanie się prawdą. "Religiant" to zapewne jakiś termin naukowy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Argument "wierzący ponieważ idiota" jest tak wyprany, że powinieneś się bardziej postarać.
Bezczelna manipulacja na początek. Norma u Ciebie, ale ustawia "dyskusję" wedle Twojej potrzeby, czyli pomysłu na dokopanie drugiej stronie.
>Wiesz dlaczego? Bo prowadzi on do intuicyjnego segregowania ludzi we własnej głowie: na lepszych, którzy nie wierzą i na tych gorszych, którzy wierzą.
Tutaj, jak już określiłeś po swojemu mój pogląd, możesz kontynuować swoją bezczelną, zmanipulowaną projekcję i kopać wedle wyznaczonej juz linii. Chamstwo.
>Zaś segregowanie ludzi na lepszych i gorszych to nic innego jak pewien -izm, który odmawia pewnym ludziom pełni człowieczeństwa. Odmawianie pewnym ludziom człowieczeństwa prowadziło wielokrotnie w historii do krwawych rzezi.
No i pięknie rozwinąłeś swoją bezczelna projekcję na mnie. Co dalej?
>>Stanowi to później podstawę konstrukcji jego wyobrażenia o rzeczywistości, w mocny sposób odczuwaną jako "świętość" i poparta szantażem oraz wzbudzaniem strachu. >Tak i wierzący do końca życia pozostaje takim głąbem, niezdolnym do autorefleksji. Ludzie - dlaczego tak mocno uwierzyliście, że wierzący są głupi, przecież to głupota!
Tu już można coś napisać, ale tylko w odniesieniu do tego, co sam wytłuszczyłem. Rzeczywiście, niektórzy nie są w ogóle zdolni do autorefleksji, ale niektórzy do jakiejś są. Różnych lotów, częściej średnio lub słabo błyskotliwych, ale można im pomagać.
>Musisz sobie to częściej powtarzać, może w końcu stanie się prawdą. "Religiant" to zapewne jakiś termin naukowy.
Słabe. Generalnie, mam wrażenie, że dzisiaj jesteś w wyjątkowo słabej formie. Jak piszesz co kilka dni, jesteś bardziej wyrafinowany w docinkach i manipulacjach, a dzisiaj jakaś nadaktywność Cię dopadła i się nie starasz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Argument "wierzący ponieważ idiota" jest tak wyprany, że powinieneś się bardziej postarać. Wiesz dlaczego? Bo prowadzi on do intuicyjnego segregowania ludzi we własnej głowie: na lepszych, którzy nie wierzą i na tych gorszych, którzy wierzą. Zaś segregowanie ludzi na lepszych i gorszych to nic innego jak pewien -izm, który odmawia pewnym ludziom pełni człowieczeństwa. Odmawianie pewnym ludziom człowieczeństwa prowadziło wielokrotnie w historii do krwawych rzezi.Znowu "pieprzenie o Szopenie". Niech Pan nam dorówna - zamiast równać nas do siebie. Wmawianie ludziom tego czego nie powiedzieli, a nawet nie myślą, to stara dobra tradycja dysput religijnych i inkwizycji. My tu mamy forum racjonalistycznej inteligencji i postaraj się Pan w ten sposób racjonalnej rozmowy wpisać. www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,506302#w507649Przykro mi, ale jakoś ludzi w życiu zawsze segregowałem i dalej segreguję, ale przedmiotem segregacji nigdy nie były poglądy, narodowość, kolor skóry, wyznanie, płeć, orientacja seksualna. Natomiast zawsze był poziom kultury/chamstwa, mądrości/głupoty, wielkoduszności/podłości, wielkości/małości. Tak, zdecydowanie odmawiam głupim chamom - o wielkiej podłości i potężnej małości - człowieczeństwa. Co wcale nie znaczy o braku szacunku dla ludzi, tylko o pogardzie dla niektórych złych cech występujących u ludzi. Argumenty, które Pan tu używa są właśnie obrzydliwą manipulacją, niegodną przyzwoitego człowieka. Niech Pan tej swojej obrzydliwości na obronę postaw religijnych nie zwala. Do rzeczy Panie Marcuch. Do rzeczy. Powiedz Pan coś mądrego. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Człowiek, który przyjmuje dogmaty przyjmuje je sam, >Ateista przyjmuje dogmat, że "Bóg nie istnieje" albo raczej szereg dogmatów o formie "Bóg taki a taki nie istnieje." .
Taaaa... Żyjesz ileś tam lat na świecie zajmując się z większym czy mniejszym natężeniem religią, z tego półtora roku na tym forum.... I do ponadtrzysetnego swojego posta (a przeczytałeś zapewne wielokroć więcej) przystępujesz jakbyś wychynął właśnie z jakich ciemnych czeluści. Śmiesz strofować P. A. Bogusławskiego za ogólne uwagi kiedy jaśnie Marcuch zawężone dysputy prowadzi, a takimi zdaniami dowodzisz, że nie dorosłeś jeszcze do opanowania elementarza. Co tam całego elementarza! Alfabetu! I takie dowody jak ten sprawiają, że ja jestem przeciwnikiem zbyt daleko posuniętych prób przemówienia do rozumu fideistom. Na szerokim polu abstrakcyjnego bełkotu czują się jak ryba w wodzie i są nieprzemakalni kiedy cała konstrukcja ich światopoglądu religijnego opiera się na takich idiotyzmach jak to co Ty tu prezentujesz na temat dogmatów. Abecadło z pieca spadło i wszystko się biednemu Marcuchowi pozajączkowało.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Śmiesz strofować P. A. Bogusławskiego za ogólne uwagi kiedy jaśnie Marcuch zawężone dysputy prowadzi, a takimi zdaniami dowodzisz, że nie dorosłeś jeszcze do opanowania elementarza. Co tam całego elementarza! Alfabetu!"Pankleszcz" w inicjującym wątek poście zadał pytanie: "próbuję znaleźć odpowiedź na pytania czy ateizm jest światopoglądem, czy jest sensotwórczy, indywidualny czy mający swoje podwaliny w jakimś nadrzędnym, względem poszczególnych ateistów, wzorze." w którym to temacie moja wypowiedź: "Czytałem wiele wypowiedzi wielce uczonych fideistów na temat ateizmu i nigdzie nie mogłem odnaleźć nawet przybliżenia się do zrozumienia jego istoty. W polemicznej dyskusji fideiści czasem stwierdzają, że również racjonaliści nie potrafią zrozumieć wiary. Tylko tak dziwnie się składa, że prawie cała śmietanka klasycznych religioznawców była albo kapłanami, albo miała choć teologiczne wykształcenie" - spokojnie się mieści. To tylko brak racjonalnych kontrargumentów rozwścieczył Pana Marcucha: Zastanawiam się co te ogólniki mają wnieść do całej dyskusji, jaki jest w ogóle pożytek z ich czytania i jaki jest ich związek z dość już zawężonym tematem.Współczuję mu, gdyż on już dawna nie ma niczego istotnego do powiedzenia na naszym forum, a głęboka wiara w jedynosłuszność własnej racji mu pozostała. O ateizmie rozmawialiśmy już na naszym forum wielokrotnie. Na przykład poniżej kilka - z bardzo wielu na ten temat - moich dawniejszych wypowiedzi: Moim zdaniem - tym różni się ateizm od teizmu, że najczęściej ateizm nie jest nam wtłaczany od dziecięctwa w głowy tylko zdobywa się go w racjonalnych procesach intelektualnych, a więc stopniowo dochodzimy do niego. Najpierw intelektualnie nabywamy jakiś zespół uhierarchizowanych poglądów na rzeczywistość, a następnie dochodzimy do ateistycznego światopoglądu, który staje się naszą osobistą (i najczęściej jednostkową) ideologią. Ateizm daje nam człowieczeństwo, już choćby przez próbę wyrwania się się z bezmyślnego stada.
>Czy ateiści mają inny sposób formułowania myśli, język, uczucia i zachowanie niż teiści i dlaczego to właśnie daje im człowieczeństwo? Nie można ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce. Tak, racjonalne myślenie daje nam zupełnie inny sposób widzenia i rozumienia rzeczywistości, formułowania myśli, język, uczucia i zachowanie. Przecież to widać nawet na tym forum, ludzie tej samej narodowości, mówiący tym samym językiem, a jakby z dwóch planet byli. Oczywiście o dupie Maryni, to zawsze pogaworzyć można. Czy cokolwiek Pan potrafi zrozumieć z tego co piszę? Moim zdaniem - bardzo niewiele. I dalej:Nie każdy fideista i nie w każdym zakresie musi być tak do cna głąbem. Znam publikacje wielu chrześcijańskich mędrców, a i sam się przyjaźnię z kilkoma kapłanami. Natomiast każda wiara (niekoniecznie religijna) ogranicza nas i moralnie i intelektualnie. Stadne myślenie - miedzy innymi - opisane niżej. Dogmat - twierdzenie w religii lub szkole filozoficznej przyjęte bezwarunkowo i niepodlegające dyskusji. W starożytności również ustalenie prawne zgromadzenia ludu, senatu lub postanowienie władzy zwierzchniej miasta-państwa. Na gruncie bardziej ogólnym, jest to po prostu każde twierdzenie (świadomie lub nieświadomie), sens którego jest praktykowany. Doktryna - ogół założeń, twierdzeń, przekonań z określonej dziedziny filozofii, teologii, polityki itd., właściwy danemu myślicielowi, danej szkole; teoria, nauka, system; polit. program. Doktrynerstwo - kurczowe trzymanie się formułek doktryny. Doktryner - gorliwy zwolennik, krzewiciel ciasnych, skostniałych formuł i prawideł jakiejś doktryny.Takie myślenie nie tylko ogranicza nasze człowieczeństwo, ale potrafi nawet wyzwolić w nas bestie, które nazwać zwierzętami byłoby obrazą dla zwierząt. Tylko świat nie jest czarno biały i ekstrema rzadko występują, choć zawsze są bardzo groźne. Myślę, że inteligentni ludzie już dawno mnie zrozumieli, tym bardziej, że już parę lat się tu wypowiadam i tak ogólnie to swoich poglądów nie zmieniłem, co najwyżej trochę wiedzy mi przybyło. ------------------- pl.wikipedia.org/wiki/Ateizmpl.wikipedia.org/wiki/Apateizmpl.wikipedia.org/wiki/Ignostycyzmpl.wikipedia.org/wiki/Indyferentyzmwww.racjonalista.pl/kk.php/s,5717Jestem religioznawcą opierającym swój światopogląd na naturalizmie ontologicznym, a więc do której szufladki Pan chce mnie upchnąć? Dodam, że wcale nie bolą mnie epitety: "wojujący ateista", "antyklerykał", "bezbożnik", "fanatyk niewiary", a śmieszy np przypisywanie sobie postawy agnostycznej: Czytam sporo materiałów napisanych przez elitę intelektualną i hierarchów Kościoła Katolickiego, takich intelektualnych wygibasów do obrony fideizmu, to nikt lepiej nie potrafi wykonać, a epitetów dla wszelkiego wolnomyślicielstwa tam można bardzo wiele znaleźć. Tyle tylko, że ja mam ich w .... ogromnym poważaniu i nie mam zamiaru udawać (przynajmniej w nazwie) kogoś innego niż jestem. Wojujący ateista, bezbożnik i fanatyk niewiary. Bogusławski. @@@ Dlatego wcale nie dziwię się złości Pana Marcucha!Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | Dzięki, dzięki za to ciągłe zainteresowanie moją osobą. Wracając jednak do meritum, pamiętaj, co powiedział AB, a czemu nikt nie zaprzecza:
> Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.
Rozumiesz? Pan Andrzej zamyka usta wszystkim, którzy mają coś przeciwko wierze. Mógłby to napisać na jakimś "wiara.pl" i dostałby tysiąc osiem punktów!! Próbuję nawiązać dialog z różnymi "wiarami", ale:
Z wiarą nie ma dyskusji, Magister dixit, amen.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Dzięki, dzięki za to ciągłe zainteresowanie moją osobą. Wracając jednak do meritum, pamiętaj, co powiedział AB, a czemu nikt nie zaprzecza: Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.> Rozumiesz? Pan Andrzej zamyka usta wszystkim, którzy mają coś przeciwko wierze. Mógłby to napisać na jakimś "wiara.pl" i dostałby tysiąc osiem punktów!!Wydaje mi się to niebyt logicznym wywodem, ale zdaje się tylko na takie Pana Marcucha stać. > Próbuję nawiązać dialog z różnymi "wiarami", ale: Z wiarą nie ma dyskusji, Magister dixit, amen.Tylko głęboko ograniczony wiarą człowiek może tak zrozumieć, to racjonalnie uzasadnione powiedzenie. 1) pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_(psychologia)2) pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_religijna3) pl.wikiped(*)28chrześcijaństwo)Najkrócej: Wiara, to pogląd, który - przy obecnym stanie wiedzy naukowej - nie znajduje jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości. W religioznawstwie polega przede wszystkim na przyjęciu istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. Świadoma decyzja przyjęcia takiej wiary nazywa się aktem wiary. W epistemologii wiara to "uznawanie za prawdziwe nieuzasadnionego twierdzenia".
Nie można dyskutować z czymś, co nie opiera się na racjonalnych (poddających się weryfikacji) argumentów. "Nikt nas nie przekona, że czarne jest czarne, a białe jest białe". Kontrargumentem dla wiary może być tylko bardziej głęboka wiara i stąd inkwizycja i stosy. Powtórzę tu jeszcze jedno swoje powiedzenie: Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Całość tej wypowiedzi, to jak zwykle tendencyjny, "słusznie" ukierunkowany, zmanipulowany bełkot, ale już kolega wyżej wyłowił to, co najcenniejsze. Znamy już doskonale i na pamięć Twoją ulubioną "perspektywę epistemologiczną", czyli zlewane przez nas - bezczelnych ignorantów, doświadczenie religijne. No i nadal jest fajnie i inaczej nie będzie, bo jesteśmy z innych światów.
> Oczywiście, ale w którym momencie to robię? Mowa była o ludziach wierzących, którzy przyjąwszy jakieś dogmaty dążą do jakichś celów.
Nikogo tutaj nie zainteresujesz tym, co ten czy inny za dogmaty nosi w głowie (zwykle nie ze swojej winy) i do jakich celów w związku z tym dąży. Znamy te dogmaty i znamy te cele. Powoduje to albo wzruszenie ramion albo stukanie się w głowę (w wersji soft).
>Na jakiej podstawie mówimy, że zostali "oszukani", skoro oni mają swoje racje?
To, że ktoś ma swoje racje, nie jest jeszcze żadna wartością, przynajmniej dla innych ludzi o cokolwiek rozwiniętym zmyśle krytycznym/sceptycznym/racjonalizującym. Podlega to weryfikacji i ocenie. Czyjeś "doświadczenia" religijne to żaden argument w obronie tych racji, jak bardzo byś się nie wściekał na takie postawienie sprawy.
>Do opisu ich przypadku potrzebny jest religijny system odniesień, jeżeli opis ich sytuacji ma być pełny.
Jasne. Mało tego. Do takiej czy innej wyobraźni religijnej potrzebny jest specyficzny system odniesień. Żeby było śmieszniej, należałoby to posegregować nie tylko na różne religie, dalej, na ich specyficzne odłamy, ale i specyfikę każdej jednostki, bo to co rodzi się w pojedynczej ludzkiej głowie jest zbudowane wedle jej niepowtarzalnego doświadczenia, choć wiele elementów może się powtarzać w głowach innych jednostek. Nie zmienia to faktu, że przenoszone kulturowo wirusy, w tym przypadku religijne, to zwykle bezmyślne naśladownictwo i powielanie okraszone najczęściej drobnymi modyfikacjami/mutacjami w zależności od potrzeb życiowych czy emocjonalnych (chemiczno-biologicznych). To tylko cwany, ale i prymitywny i nikczemny (moja subiektywna ocena) sposób na powielanie systemu rodzącego takie czy inne (w zależności od grupy społecznej) "doświadczenia religijne", które niosą ze sobą złudzenie przełożenia na świat realny. Tutaj należałoby rozwinąć temat wartości celów, które rodzą religie i produkowane przez nie potrzeby i doświadczenia (co są w mojej ocenie generalnie haniebne), ale to za długi temat i mi się nie chce. Poza tym jestem nosicielem innego wirusa kulturowego, więc spadam na Igrzyska przed TV. Każdy dźwiga jakiś kulturowy krzyż. Ja przynajmniej wiem i rozumiem, że jestem zmanipulowany i coś tam uzależniony od doświadczenia sportowego sacrum.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >Znamy już doskonale i na pamięć Twoją ulubioną "perspektywę epistemologiczną", czyli zlewane przez nas - bezczelnych ignorantów, doświadczenie religijne. Przez "was" (jeżeli sa jacyś "wy") zlewana jest w ogóle ludzka duchowość, doświadczenie religijne to tylko czubek góry lodówkowej. Ale to nie jest "moja" perspektywa epistemologiczna (chyba), tylko osób wierzących. Tutaj przydałaby się raczej synteza perspektywy wierzących i nie wierzących, więc może pewne "lub" z zastrzeżeniami.
>No i nadal jest fajnie i inaczej nie będzie, bo jesteśmy z innych światów. Raczej tak, dlatego z "waszej" pozycji nie ma sensu atakować czy podważać doświadczeń religijnych ludzi wierzących. Atakować powinniście raczej zasadność przekładania owych doświadczeń na praktykę.
>>Na jakiej podstawie mówimy, że zostali "oszukani", skoro oni mają swoje racje? >To, że ktoś ma swoje racje, nie jest jeszcze żadna wartością, przynajmniej dla innych ludzi o cokolwiek rozwiniętym zmyśle krytycznym/sceptycznym/racjonalizującym. Podlega to weryfikacji i ocenie. Ale według jakich, zadowalających obie strony, kryteriów?
>(...)Nie zmienia to faktu, że przenoszone kulturowo wirusy, w tym przypadku religijne, to zwykle bezmyślne naśladownictwo i powielanie okraszone najczęściej drobnymi modyfikacjami/mutacjami w zależności od potrzeb życiowych czy emocjonalnych (chemiczno-biologicznych). Koncepcja "wirusa kulturowego" objaśnia jedynie mechanizm rozprzestrzeniania się powiedzmy "idei" i ani na milimetr nie rozstrzyga o ich prawdziwości czy wartości, ani o tym czy ktoś "zarażony" jest bezmyślny czy nie. Równie dobrze można mówić, że to nie "religijne wirusy" tylko "religijna flora bakteryjna", przekazywana młodemu pokoleniu przez rodziców, uodparniająca psychicznie na przeciwności losu i w ten sposób potrzebna. Trudno jednak o tym dyskutować, bo pojęcie "wirusa" jest tyleż chwytliwe, co mętne i zdradza filozoficzny anachronizm autora. Model przemian kulturowych jest tylko matematyką, nauka nie wartościuje. Wartościują tylko nieuczciwi naukowcy, którzy z rozmysłem używają pejoratywnych pojęć w swoich modelach - ponieważ niemal każdy naukowiec marzy aby w końcu kiedyś móc wartościować życie i świat na podstawie doświadczeń ze swojej dziedziny.
>Ja przynajmniej wiem i rozumiem, że jestem zmanipulowany i coś tam uzależniony od doświadczenia sportowego sacrum. Ha, no i bardzo dobrze, przynajmniej wiadomo co czym jest i jak się nazywa, ja też.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Przez "was" (jeżeli sa jacyś "wy") zlewana jest w ogóle ludzka duchowość
A to już zależy, co kto sobie wsadzi, w ten termin.
>Ale to nie jest "moja" perspektywa epistemologiczna (chyba), tylko osób wierzących.
Byłbym gotów przeprosić, ale to "chyba" mnie przyblokowało.
>Tutaj przydałaby się raczej synteza perspektywy wierzących i nie wierzących, więc może pewne "lub" z zastrzeżeniami.
Synteza dinozaurów i smoków. To nie perspektywa/smok wierzących jest interesującą, ale jeżeli już, to sami wierzący i przyczyny ich rojeń. "Doświadczenie religijne" nie mówi nam niczego sensownego o strukturze rzeczywistości, o świecie, nadświecie, podświecie, istotach tam przebywających a tu czasami działających, bo te doświadczenia zależne są od geografii, choć w dzisiejszych czasach, kiedy łatwo nam się przemieszczać, od specyfiki grupy w której jesteśmy socjalizowani, wychowywani, indoktrynowani. Jakie miejsce i specyfika, takie wyprodukowane przez umysł "doświadczającego" obrazy/relacje/doświadczenia. "Doświadczenie religijne" mówi nam za to sporo ciekawego o człowieku, o jego skłonnościach, zachowaniach, emocjach, uczuciach, o jego mózgu, konstrukcji biologiczo-chemicznej. To się bada. Jako opis rzeczywistości, świata i życia jest zupełnie bezużyteczne. Nie mogę się nadziwić, że tego nie przyjmujesz, bo chyba rozumiesz?
>>No i nadal jest fajnie i inaczej nie będzie, bo jesteśmy z innych światów. >Raczej tak, dlatego z "waszej" pozycji nie ma sensu atakować czy podważać doświadczeń religijnych ludzi wierzących. Atakować powinniście raczej zasadność przekładania owych doświadczeń na praktykę.
Jedno i drugie ma sens. Większość z nas ma "doświadczenia religijne" w dorobku, poza sobą, nawet ja, choć katolikiem nigdy nie byłem, i to z tej perspektywy zwykle oceniamy to jako ułudę/nonsens. Taka polska specyfika, ale i tak nie uważam tego za obligatoryjne. Super o tym pisze Dennett w "Odczarowaniu", ale grzebię i grzebię i nie mogę tego odszukać.
>>To, że ktoś ma swoje racje, nie jest jeszcze żadna wartością, przynajmniej dla innych ludzi o cokolwiek rozwiniętym zmyśle krytycznym/sceptycznym/racjonalizującym. Podlega to weryfikacji i ocenie. >Ale według jakich, zadowalających obie strony, kryteriów?
Zadowolenie wszystkich, nie jest tutaj wartością. Kryteria są znane, a to, że stronie postulującej tego typu swoje "doświadczenia" owe kryteria nie pasują, to trudno. Jest spór i tyle.
>Koncepcja "wirusa kulturowego" objaśnia jedynie mechanizm rozprzestrzeniania się powiedzmy "idei" i ani na milimetr nie rozstrzyga o ich prawdziwości czy wartości, ani o tym czy ktoś "zarażony" jest bezmyślny czy nie.
Jasne, sama koncepcja niczego takiego nie mówi, trza sie przyjrzeć bliżej treści wirusa oraz specyfice zainfekownego i wtedy ocenić według takich czy innych kryteriów.
>Równie dobrze można mówić, że to nie "religijne wirusy" tylko "religijna flora bakteryjna", przekazywana młodemu pokoleniu przez rodziców, uodparniająca psychicznie na przeciwności losu i w ten sposób potrzebna. Trudno jednak o tym dyskutować, bo pojęcie "wirusa" jest tyleż chwytliwe, co mętne i zdradza filozoficzny anachronizm autora. Model przemian kulturowych jest tylko matematyką, nauka nie wartościuje. Wartościują tylko nieuczciwi naukowcy, którzy z rozmysłem używają pejoratywnych pojęć w swoich modelach - ponieważ niemal każdy naukowiec marzy aby w końcu kiedyś móc wartościować życie i świat na podstawie doświadczeń ze swojej dziedziny.
Jak wyżej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | >>Ale według jakich, zadowalających obie strony, kryteriów? >Zadowolenie wszystkich, nie jest tutaj wartością. Ja myślę, że to naczelny cel dialogu.
>Kryteria są znane, a to, że stronie postulującej tego typu swoje "doświadczenia" owe kryteria nie pasują, to trudno. To brzmi jak "mamy monopol na prawdę".
>>Tutaj przydałaby się raczej synteza perspektywy wierzących i nie wierzących, więc może pewne "lub" z zastrzeżeniami. >"Doświadczenie religijne" nie mówi nam niczego sensownego o strukturze rzeczywistości, o świecie, nadświecie, podświecie, istotach tam przebywających a tu czasami działających, bo te doświadczenia zależne są od geografii (...)
Oczywiście, "doświadczenia religijne" kolidują między społecznościami - to jednak nie przesądza, że wszystkie są fałszywe albo że mają jakiś szczególny, kolidujący ze wszystkim sens. A kiedy mówisz, że nic one nie mówią o rzeczywistości to odnosi się wrażenie, że pojęcie "rzeczywistości" przygotowałeś wcześniej, nie biorąc żadnych takich doświadczeń pod uwagę. To jest ciągle owa stara jednostronność, od której można się uwolnić tylko przez syntezę. Nie mam problemu z włączeniem cudzych, w tym kolidujących, doświadczeń religijnych w moją prywatną panoramę świata, nawet jeśli nie liczę na żadne podobne doświadczenia - są one oraz relacje logiczne między nimi źródłem jakiejś prawdy i to w niepowtarzalny sposób. Nie dzielę sądów na areligijne oraz bzdury, myślę, że odcieni jest więcej i trzeba wziąć pod uwagę ile tylko się potrafi.
>"Doświadczenie religijne" mówi nam za to sporo ciekawego o człowieku (...) o jego mózgu, konstrukcji biologiczo-chemicznej. Nie rozumiem, rozjaśnij - jak to możliwe.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Ups, jaka zmiana. Plus. Nie dam rady już dzisiaj, ani pewnie jutro, ale wrócę do tego chętnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Ja myślę, że to naczelny cel dialogu.
Dialogu na jaki temat? To jest ważne. Zadowolenie poprzez postulowaną przez Ciebie syntezę jest często trudne, a i niemożliwe. Ekumeniczne to, ale w praktyce...
>>Kryteria są znane, a to, że stronie postulującej tego typu swoje "doświadczenia" owe kryteria nie pasują, to trudno. >To brzmi jak "mamy monopol na prawdę".
No cóż. Zależy od rodzaju "prawdy". Ich (żeby uważać na Twoja) rodzaj prawdy, to niekoniecznie to, o co nam tutaj chodzi. Przecież wiesz. Taka nasza specyfika.
>>"Doświadczenie religijne" nie mówi nam niczego sensownego o strukturze rzeczywistości, o świecie, nadświecie, podświecie, istotach tam przebywających a tu czasami działających, bo te doświadczenia zależne są od geografii (...) >Oczywiście, "doświadczenia religijne" kolidują między społecznościami - to jednak nie przesądza, że wszystkie są fałszywe
Oj, uczepiłeś się tej ostatniej, marnej deski ratunku. Musisz widzieć, że to jest słabe i że to jednak szybciej mówi nam o jakiejś wspólnej cesze ludzkiej, niż o prawdziwości doświadczeń (a raczej ich treści).
>albo że mają jakiś szczególny, kolidujący ze wszystkim sens.
Mnie to koliduje głównie z rozumem (bez zabarwienia pejoratywnego), ale to pewnie kwestia gustu. A więc i z nauką.
>A kiedy mówisz, że nic one nie mówią o rzeczywistości to odnosi się wrażenie, że pojęcie "rzeczywistości" przygotowałeś wcześniej, nie biorąc żadnych takich doświadczeń pod uwagę. To jest ciągle owa stara jednostronność, od której można się uwolnić tylko przez syntezę. >Nie mam problemu z włączeniem cudzych, w tym kolidujących, doświadczeń religijnych w moją prywatną panoramę świata, nawet jeśli nie liczę na żadne podobne doświadczenia
Ja też nie mam problemu, ale dla mnie oczywistym jest, że są to tylko i wyłącznie "mózgowe projekcje", a nie kanał do źródła prawdy o świecie. Za dużo science-fiction, choć raczej samego fiction, w tym jest. Doświadczałem różnych rzeczy i nie ufam w prawdy i wizje o rzeczywistości ukryte tak w doświadczeniach religijnych, jak w wizjach halucynnogennych, snach, stanach schizofrenicznych, róznorakich medytacjach czy skakaniu po wcieleniach w regresji hipnotycznej. Mózg zwodzi. A zobaczenie przez mnie Jezusa to wcale nie takie halo, tylko blady pikuś przy tym, co mój mózg potrafił zrobić. Tylko ten mój Jezus był tak samo śmieszny, jak ten Faustyny, choć jak "żywy" (nic nie mówił do mnie przynajmniej). Był, jak i u niej, takim typowym zachodnim hippisem - ciekawe czemu? "Boga" też można poczuc i spływającą niewiadomo skąd miłość. Ale jak pisałem, to wszystko blady pikuś przy widzeniu i wyczuwaniu zapachu dźwięków, widzeniu swego układu krwionośnego z bijącym sercem na czele, czy blokadzie superego - funkcji wyższych - i sprowadzenie się gdzieś na poziom id. Niezwykłe, już prawie religie można na tej bazie budować, a kiedyś stosowanie halucynogenów było normą. Z dwoma schizofrenikami miałem do czynienia na codzień i przebywałem m.in. pośród aniołów i diabłów. Oczywiście to tylko moje doświadczenia, inni mają swoje i swoje poglądy na ten temat.
>są one oraz relacje logiczne
Bo ludzie tworzą opowieści na tej bazie, więc jakos kupy się to musi trzymać. I swoistej logiki.
>między nimi źródłem jakiejś prawdy i to w niepowtarzalny sposób.
To jakiejś (tajemniczość) i niepowtarzalny (wzniosłość) leży tu i kwiczy, niestety. To tylko stan Twoich emocji i obraz Twojego stosunku do tematu.
>Nie dzielę sądów na areligijne oraz bzdury, myślę, że odcieni jest więcej i trzeba wziąć pod uwagę ile tylko się potrafi.
Ależ bierze się, bierze, tylko ludzie różne szkiełka przystawiają. a niektórzy w ogóle czegoś takiego nie używają.
>>"Doświadczenie religijne" mówi nam za to sporo ciekawego o człowieku (...) o jego mózgu, konstrukcji biologiczo-chemicznej. >Nie rozumiem, rozjaśnij - jak to możliwe.
Mamy badania z zakresu psychologii religii. Poszperaj. To mnie bardziej interesuje i coś tam przekonuje (na miarę psychologii) ze względu właśnie na badania, często długoterminowe, spory zakres wiedzy, doświadczeń i metodologię, niż jakieś osobiste przeświadczenia mocno zdeterminowanych kulturą, socjalizacją, indoktrynacją, geografią i emocjami, co tu dużo mówić, zwykłych - z całym szacunkiem - ludzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >>Ja myślę, że to naczelny cel dialogu. >Dialogu na jaki temat? To jest ważne. Dialogu prowadzącego do porozumienia zadowalającego wszystkich zainteresowanych, dialogu zastępującego wyzywanie się, forsowanie swoich racji, swoich definicji sytuacji itd. Na tematy różne, przede wszystkim o wartościach, najlepiej o wspólnych.
>Zadowolenie poprzez postulowaną przez Ciebie syntezę jest często trudne, a i niemożliwe. Ekumeniczne to, ale w praktyce... Trudne tak. Nie wiem czy niemożliwe - ale skąd brać chęci żeby sprawdzić. W sferze teorii to tylko niezobowiązująca debata estetyczna o cudzych problemach. Dopiero jakaś lufa przy głowie skłania do wysilenia głowy i szukiwania kompromisu.
>Musisz widzieć, że to jest słabe i że to jednak szybciej mówi nam o jakiejś wspólnej cesze ludzkiej, niż o prawdziwości doświadczeń (a raczej ich treści). >(...) >są to tylko i wyłącznie "mózgowe projekcje" , a nie kanał do źródła prawdy o świecie. > Za dużo science-fiction, choć raczej samego fiction, w tym jest. Doświadczałem różnych rzeczy i nie ufam w prawdy i wizje o rzeczywistości ukryte tak w doświadczeniach religijnych, jak w wizjach halucynnogennych, snach, stanach schizofrenicznych, róznorakich medytacjach czy skakaniu po wcieleniach w regresji hipnotycznej. Mózg zwodzi.
Mnie obchodzi treść doświadczenia, a Ciebie chyba "co się dzieje z doświadczającym i jego mózgiem" (że mówi takie rzeczy). Możemy sklasyfikować autora jako chorego umysłowo. Czy jednak to przesądza, że zawsze się myli albo że nie doświadcza czegoś, co w jego systemie pojęć jest prawdą o świecie, co moglibyśmy sobie przetłumaczyć z polskiego na nasz? Logika i sens sądów to kwestia czysto abstrakcyjna, nie związana z niczyim mózgiem wczoraj czy jutro. Podobnie patrzę na dzieła sztuki - w oderwaniu od autora i jego "sytuacji psychicznej" czy "mózgowej".
Poznanie prawdy, podobnie jak doświadczenie religijne, jest tylko subiektywnym, indywidualnym przeżyciem (któremu być może nawet towarzyszą określone procesy mózgowe) - ale dla mnie to oczywiste, że prawda nie jest niczym psychicznym. Nie zgodzę się, że kiedy ktoś powie nam, że "trawa jest zielona" albo "Bóg jest wielki", to tak naprawdę chodzi o coś zupełnie innego i fakt wypowiedzenia tego zdania jest dla nas informacją nie o "trawie" czy "Bogu", tylko najwyżej o mówiącym. Dyskutujmy z gołym tekstem, a nie z ukrytymi mechanizmami pisania, które sobie "odkryjemy" i po swojemu ponazywamy.
Coś trudniejszego: użyć rozumu żeby spróbować zrozumieć przekonania ludzi znając szerszy kontekst ich prywatnej wiedzy, w jakim je nabyli (np. przekonanie, że Ziemia jest płaskim światem więc Bóg jest w niebie) i wziąć na to poprawkę w tłumaczeniu sobie ich przekonań (np. że Bóg jest poza światem albo że nie jest częścią "stworzenia"). Nie byłoby kompromitacji w rodzaju "dostaliśmy się w przestrzeń kosmiczną i nie stwierdziliśmy obecności aniołów". Kto by się jednak wysilał - łatwiej przecież powiedzieć, że ktoś wierzący w Manitou jest po prostu głupi. A skoro jest "głupi", to po co w ogóle sprawdzać tło jego wiedzy empirycznej? W świetle naszej racjonalnej światłości on tkwi w błędzie a wjego mniemaniu my i koniec. Taki stan jest bardzo trwały.
>>między nimi źródłem jakiejś prawdy i to w niepowtarzalny sposób. >To jakiejś (tajemniczość) i niepowtarzalny (wzniosłość) leży tu i kwiczy, niestety. "Niepowtarzalny sposób" znaczy, że prawda jest nieosiągalna inaczej (vide etyka naukowa). "Jakaś" prawda nie w sensie, że istnieje wiele prawd, tylko że jest to "pewien fragment prawdy". Uważam, że jeśli jakaś "prawda" istnieje to tylko jedna. >To tylko stan Twoich emocji i obraz Twojego stosunku do tematu. No tak, bo to Ty masz obraz świata (prawdziwy!), ja najwyżej takie obrazy samego siebie, mógłbym powiedzieć "wzjemnie, dziękuję".
>>>"Doświadczenie religijne" mówi nam za to sporo ciekawego o człowieku (...) o jego mózgu, konstrukcji biologiczo-chemicznej. >Mamy badania z zakresu psychologii religii. Poszperaj. Psychologia religii mówi o ludzkich przeżyciach i zachowaniach wobec faktów religijnych - a nie o samych tych faktach. O faktach mówi religia, analogicznie z psychologią sztuki, poznania, handlu i czego tam jeszcze. Czytać religię przez psychologię to jak poznawać malarstwo przez chemię i optykę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Dialogu prowadzącego do porozumienia zadowalającego wszystkich zainteresowanych, dialogu zastępującego wyzywanie się, forsowanie swoich racji, swoich definicji sytuacji itd. Na tematy różne, przede wszystkim o wartościach, najlepiej o wspólnych.Dialog, debata, porozumienie, kompromis. To wypisałeś. No, na poziomie tzw. wartości nie mamy wyjścia, dyskusja trwa. Oczywiście w Polsce, bo w tej, moim zdaniem bardziej cywilizowanej Europie, strona religijna nie jest już stroną w dyskusji. A kogo i do czego uda się przekonać w ramach demokracji liberalnej, coż... U nas ciągle miesza się do tych spraw instytucje państwa, co jest już podejrzane konstytucyjnie, a na pewno łamie współczesne standardy cywilizacji europejskiej. To w świetle wartości (na poziomie społeczno-kulturowym, nie religijnym oczywiście). Na poziomie treści doświadczeń i niedoświadczeń religijnych, nie widzę żadnego miejsca do dialogu, debaty, porozumienia, kompromisu. To jest sprawa indywidualna, która powinna kończyć swój żywot na poziomie prywatności. Wszelkie pretensje ogólnospołeczne wszelkich doświadczeń/rojeń/widzimisię muszą być ignorowane, natomiast jak ktoś chce sobie z kimś o tych treściach podyskutować, to niech sobie dyskutuje i znajduje kompromisy. Ja nie. Nie przedstawia to dla mnie żadnej wartości, wręcz przeciwnie, nie mam ochoty się z tym stykać i życzyłbym sobie, żeby instytucje państwa były wolne od wpływów rozmaitych uzurpatorów malujących świat wedle swoich tego typu, nieweryfikowalnych wizji. Jak ktoś chce, niech sobie swój świat w ten sposób maluje, od mojego, jak najdalej proszę. Tak więc na poziomie wartości ludzkich, humanistycznych, społecznych itp. możemy sobie dyskutować wszyscy ze wszystkimi, natomiast dyskusje na poziomie wartości oraz dialogu czy kompromisów względem przeżyć, doświadczeń, obiektów religijnych, no ja nie mam najmniejszego zamiaru. Tutaj nie ma ani tematu, ani partnerstwa w dyskusji, bo światy, z których wychodzimy, nie mogą się moim zdaniem w żaden sposób spotkać. Ewentualnych chętnych odsyłam z automatu do własnego ogródka. Możliwości dialogu widzeliśmy zresztą w ostatnich dniach, słysząc od prominentów dwóch różnych kościołów chrześcijańskich, że nie można budować świata bez Boga czy osobliwy sąd o tym, że największym złem współczesnego świata jest zdehumanizowany laicyzm, sekularyzm, co zresztą pozbawia mnie i mi podobnych człowieczeństwa. Nie ma tutaj więc punktów wspólnych. Jest tylko ewentualnie wspólna przestrzeń, w której wszyscy musimy się odnaleźć, na co moim zdaniem (i Ratzingera, dzięki Habermasowi) najlepiej nadaje się zachodnia demokracja liberalna. Z czym nigdy nie pogodzą się rodzimi uzurpatorzy (zaczynając od Wojtyły i jego przynajmiej dwóch encyklik, a na Michaliku kończąc), którzy chcą pełnego panowania na poziomie instytucji, idei czy wartości. Pardon "wartości". > Mnie obchodzi treść doświadczenia, a Ciebie chyba "co się dzieje z doświadczającym i jego mózgiem" (że mówi takie rzeczy).I to i to. > Możemy sklasyfikować autora jako chorego umysłowo.Tych pomińmy. > Czy jednak to przesądza, że zawsze się myli albo że nie doświadcza czegoś, co w jego systemie pojęć jest prawdą o świecie, co moglibyśmy sobie przetłumaczyć z polskiego na nasz? Logika i sens sądów to kwestia czysto abstrakcyjna, nie związana z niczyim mózgiem wczoraj czy jutro. Podobnie patrzę na dzieła sztuki - w oderwaniu od autora i jego "sytuacji psychicznej" czy "mózgowej".Tutaj jest pies pogrzebany. Moim zdaniem, oczywiście przesądza. Jest dla mnie oczywistym, że wszelkie doświadczenia religijne osób psychicznie zdrowych, to efekt imprintingu odpowiednich treści, charakterystycznych dla danej kultury/społeczności. Imprintingu w dzieciństwie, ewentualnie "łagodniejszej inspiracji/wpływu" w nieco starszym wieku. To stworzenie przestrzeni dla wyobraźni religijnej, tak na poziomie odczuwania obecności bytów religijnych, jak i relacji z nimi, oddziaływań, wpływów. Całkowita fikcja. Coś jak u Basi z 5 B, która potrafi sobie wmówić, że ten czy tamten chłopak - a może być nawet popularny idol - ją kocha, i co tam wyobraźnia jeszcze podsunie (prawie jak przy dziele sztuki). Można się bardzo rozwinąć, tylko, że tutaj, inaczej jak w doświadczeniu religijnym, mamy do czynienia z przestrzenią zewnętrzną, którą życie na szczęście zwyczajnie koryguje (najczęściej). Przestrzeń "doświadczenia religijnego" jest właściwie zawsze wewnętrzna (zewnętrzna najczęściej skutkuje uśmiechem politowania i się słabiej utrzymuje u doświadczających), więc można sobie używać do woli i właściwie przez całe życie. Kościóły na tym bazują, potrzymują/podsycają ten ogień kreśląc jako superwartość i tak się ten cudaczny światek/interes kręci. Z tego doświadczenia ciężko się wyzwolić, najlepszym sposobem to odcięcie nowych pokoleń od imprintingu, co widać po zaniku "doświadczeń religijnych" w społeczeństwach zachodnich. Każda osoba religijna poprzez wyobraźnię, potrzeby, emocje, tworzy własną przestrzeń, własne wyobrażenia, własne relacje. Wszystko zawsze zgodne z inspiracją i specyfiką kulturową. Żadna grupa endemiczna, nigdy nie miała zbieżnych doświadczeń religijnych z ludźmi z innych kultur. Przynajmniej ja nic o tym nie wiem. Poniżej wrzucę link do tekstu o pracy pewnej pani psycholog, żebyś wiedział, że psychologia religi ma większy zakres, niż Ci się tutaj wydaje. Myślę, że jej życiorys Cię zachęci, a doświadczenia być może zaciekawią. Oczywiście można się czepiać na mniej lub bardziej upartego, jak to wobec psychologii bywa, ale dla mnie to ten poziom rozpatrywania problemu jest ciekawy. Bo zobaczysz na pewno, jak głębokich spraw sięga ta problematyka i wtedy dość słabe wydają się ogólnikowe dywagacje na poziomie doświadczenia jakiegoś człowieka religijnego i refleksji, czy "nie doświadcza on czegoś, co w jego systemie pojęć jest prawdą o świecie, co moglibyśmy sobie przetłumaczyć z polskiego na nasz".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | linkTekst cały ciekawy, ale to, o czym wspomniałem od str.17
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | > No, na poziomie tzw. wartości nie mamy wyjścia, dyskusja trwa. Oczywiście w Polsce, bo w tej, moim zdaniem bardziej cywilizowanej Europie, strona religijna nie jest już stroną w dyskusji.W Polsce są dwie dyskusje: autentycznie polska, głośna, związana z dziwną dwuwładzą kościół-rząd, mającą korzenie historyczne, ekonomiczne, demograficzne. Druga dyskusja to odprysk zalewu amerykańskiej kultury: prymitywnie o relacjach religii, ewolucji, filozofii. A Europa ma konkretne korzenie religijne, na których opiera się jej prawo. Każda dyskusja prawna czy światopoglądowa, np. o eutanazji sięga do tych korzeni - jest więc jakaś "strona religijna". Nie ma nacisków kościoła na władzę, nie ma fanatyzmu, Rydzyków, jest większa kultura debatowania i dlatego wygląda to inaczej. > To w świetle wartości (na poziomie społeczno-kulturowym, nie religijnym oczywiście).Nie bardzo wiem jak w tematyce wartości chciałbyś oddzielić "poziom społeczno-kulturowy" od "religijnego". > Na poziomie treści doświadczeń i niedoświadczeń religijnych, nie widzę żadnego miejsca do dialogu, debaty, porozumienia, kompromisu.Ja też nie. Porozumienie co do doświadczeń jest tylko wewnątrz danej kultury, języka itp. Ale to porozumienie i te podobne doświadczenia generują wartości, intersubiektywne, które można nawać "społecznymi" kiedy intersubiektywność obejmuje większość społeczeństwa. Pomiędzy ateistami takiego porozumienia nie widziałem. Właściwie wartości praktycznie akceptowane przez ateistów należą w dużej mierze do tła religijnego na którym żyją - zauważyłem zagranicą. > (...)natomiast dyskusje na poziomie wartości oraz dialogu czy kompromisów względem przeżyć, doświadczeń, obiektów religijnych, no ja nie mam najmniejszego zamiaru.To jest niezrozumiałe: "dyskusja na poziomie wartości względem doświadczeń, obiektów religijnych". > Jest dla mnie oczywistym, że wszelkie doświadczenia religijne osób psychicznie zdrowych, to efekt imprintingu odpowiednich treści, charakterystycznych dla danej kultury/społeczności.Nie mówisz o "zdrowych" tylko o ograniczonych i naiwnych. Dlaczego nie interesuje Cię wiara ludzi inteligentnych i wykształconych, albo takich co z "imprintingu" mogą doskonale zdać sobie sprawę? Dyskutujesz z ciemnotą, nie z religią. Dlaczego ów rzekomy "imprinting" jest tak powszechny, czy nie wynika przypadkiem z ludzkiej natury? Następnie: mówisz nie o "doświadczeniach" religijnych tylko o edukacji. Edukacja to "imprinting" i nie ma to związku z fałszywością treści. > Coś jak u Basi z 5 B, która potrafi sobie wmówić, że ten czy tamten chłopakZnowu argument z bezmyślności, braku inteligencji. Do mnie ten odgrzewany argument nie trafia, bo ja nie uważam wierzących za idiotów, albo raczej spośród wierzących idioci mnie nie interesują. Na tym forum zaś to ulubiona frakcja, jakież wygodne. > Przestrzeń "doświadczenia religijnego" jest właściwie zawsze wewnętrznaTo znaczy? > Żadna grupa endemiczna, nigdy nie miała zbieżnych doświadczeń religijnych z ludźmi z innych kultur. Przynajmniej ja nic o tym nie wiem.Zależy co rozumieć przez "doświadczenie religijne", bo doświadczenie świętości, akceptacja tajemnicy, sakralizacja miejsc i przedmiotów są powszechne, mówisz chyba o różnicach językowych i kulturowych. Nawet podane przez Ciebie psychoanalityczne przykłady, jeśli traktować je serio, świadczą przeciwnie: w ludzkiej _naturze_ jest tworzenie obrazów Boga. > Poniżej wrzucę link do tekstu o pracy pewnej pani psycholog, żebyś wiedział, że psychologia religi ma większy zakres, niż Ci się tutaj wydaje.> linkPsychologiczny przykład jest zdyscyplinowany i konsekwentnie nie mówi o Bogu/bogach tylko o "obrazach", "reprezentacjach Boga" itd., o przeżyciach i procesach psychicznych - potwierdza więc co powiedziałem o zakresie psychologii. Pani psycholog słusznie "Nie wchodziła również w dywagacje o ontogenetycznym statusie Boga, uważając to za pole dociekań teologów i filozofów." dlatego podejście psychoanalityczne do dyskusji o wartościach i do realizowania ideału tolerancji w ogóle się nie przydaje. W jego świetle nie ma niczyich "racji", ani "prawdy" tylko bezrefleksyjne konsekwencje życia płodowego lub dzieciństwa. Od księdza też się dowiesz, że człowiek tworzy sobie obraz boga na podobieństwo ojca - w dzieciństwie. Czy to odkrycie cokolwiek zmienia w relacji człowieka z Bogiem? Podobnie z religioznawstwem. Nauka nie wartościuje, nie może wartościować. Nie "anuluje" wartości religijnych, ona się nimi nie zajmuje, nie ustosukowuje się wobec nich - ale wzięta absolutystycznie może robić wrażenie, że unieważnia każdy dyskurs, w jaki się nie włącza. (Lepiej sięgnąć do filozofii religii albo po prostu czytać teksty religijne tak jak są napisane i rozumiane przez egzegetów). Religie twierdzą, że świat zawiera prócz rzeczy znaki i wartości. Na ich temat nauka milczy (bo zajmuje się tylko rzeczami), ale mnie to nie przekonuje, że religie "kłamią". Interesuje mnie znaczenie tych znaków. > i wtedy dość słabe wydają się ogólnikowe dywagacje na poziomie doświadczenia jakiegoś człowieka religijnego i refleksji, czy "nie doświadcza on czegoś, co w jego systemie pojęć jest prawdą o świecie, co moglibyśmy sobie przetłumaczyć z polskiego na nasz".A ja uważam to za życzliwe, uczciwe i tolerancyjne podejście do ludzi. Tu przykład języka filozofii religii. Jak do niego przyłożyć rozważania o sublimacji, kulcie ojca i inne psychoanalityczne pomysły?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Pominę kilka rzeczy, bo się za dużo wątków otwiera.
>Nie mówisz o "zdrowych" tylko o ograniczonych i naiwnych. Dlaczego nie interesuje Cię wiara ludzi inteligentnych i wykształconych, albo takich co z "imprintingu" mogą doskonale zdać sobie sprawę?
Ależ ja mówię o wszystkich. I o tych ograniczonych i naiwnych, ale i o tych "zdrowych", inteligentnych i wykształconych. Podział, którego dokonujesz jest pozorny, bo wszyscy oni i tak ulegają tym samym mechanizmom. Ze względu na ich bardzo silne uwarunkowania biologiczno-chemiczne i społeczno-kulturowe. Wszystko jedno jaką mają skłonność do refleksji i jaki poziom inteligencji i wszystko jedno czy swoje doświadczenia religijne tworzą się w nich wobec Allacha, Jezusa, Maryji czy Stalina, Kim Ir Sena albo Hitlera. Ta przypadłość jest niezależna od poziomu inteligencji czy wykształcenia, chociaż pośród bardziej rozgarniętych statystycznie będzie więcej osób, którzy z imprintingu zdawać będą sobie sprawę (i tak ich będzie niewielu), ale nadal będą tworzyć pokrętne tłumaczenia, żeby pozostać przy tym, co jest podstawą ich postrzegania rzeczywistości.
>Dyskutujesz z ciemnotą, nie z religią. Dlaczego ów rzekomy "imprinting" jest tak powszechny, czy nie wynika przypadkiem z ludzkiej natury?
Skłonność do tworzenia relacji z obiektem wynika wprost z naszej biologicznej natury i jest nieunikniona. A że imprinting potrafi w nas to rozszerzyć do relacji i całej przestrzeni zachowań, myśli, emocji, uczuć wobec obiektów fikcyjnych, to tylko skutek uboczny wynikający z uznawania autorytetów, głównie rodziców (i z kolei ich autorytetów - choćby księży, co dziecko podłapuje), we wczesnym procesie wychowawczym.
>Następnie: mówisz nie o "doświadczeniach" religijnych tylko o edukacji. Edukacja to "imprinting" i nie ma to związku z fałszywością treści.
Najpierw trzeba z potencjału biologicznego stworzyć przestrzeń dla inicjacji "doświadczenia" religijnego. Jeżeli tego nie zrobisz w odpowiednim czasie, to będzie lipa. To tak jak z uczeniem dziecka mowy. Jeżeli dziecko nie zetknie się z mową do określonego momentu swojego życia, to mówic nie będzie, bo kora mózgowa tak się przekształci, że straci potencjał dla rozwinięcia tej funkcji. Mały człowiek, który nie zetknie się z religijną trecią, nie będzie miał z czasem zdolności do tworzenia i rozwijania swego potencjału na tym polu. Najpierw więc inicjacja potencjału, później edukacja, która jest imprintingiem, ale i obserwacją zachowań innych (gdzieś od 10, 11 roku życia, bo wtedy na to pozwoli mózg), którzy tworzą złożoną, abstrakcyjną relację z obiektami tylko wyobrażanymi, co owocuje atrakcyjną (bo możliwą do kreowania według własnych potrzeb, wyobrażeń i emocji), subiektywnie spójną, logiczną, konsekwentną przestrzenią i prowokowaniem rozmaitych doświadczeń religijnych, które mają mniej więcej tyle wspólnego z rzeczywistością, co przestrzeń stworzona właśnie przez Basię z 5B.
>Znowu argument z bezmyślności, braku inteligencji. Do mnie ten odgrzewany argument nie trafia, bo ja nie uważam wierzących za idiotów, albo raczej spośród wierzących idioci mnie nie interesują. Na tym forum zaś to ulubiona frakcja, jakież wygodne.
I tutaj jest cały Twój problem, bo do mnie ten argument trafia, a też sporej grupy wierzących nie uważam za idiotów, tylko zdaję sobie sprawę z olbrzymiej siły rozmaitych uwarunkowań, w których przestrzeń wiary religijnej funkcjonuje. Od silnych uzależnień biologicznych, w tym chemicznych/hormonalnych, do powiązanych z nimi uwarunkowań społecznych, w tym rodzinnych, grupowych, kulturowych. Siła relacji z obiektem zmyślonym będzie porównywalna - czasami mniejsza, a czasami nawet większa - z siłą relacji z obiektami realnymi, choćby rodzicami. To wszystko funkcjonuje mniej więcej na poziomie zakochania i na podwalinach biologiczno-chemicznych z tym zjawiskiem związanych. I ani inteligencja, ani zdawanie sobie sprawy, ani wykształcenie nie pomogą, bo mechanizmy obronne są w takich relacjach tak potężne, że racjonalnych argumentów nie dopuszczą, a jak nawet dopuszczą, to je zwykle zneutralizują. Tylko najsilniejsi wyzdrowieją z tej "miłości" i uwolnią się od dającej tyle satysfakcji, bezpieczeństwa, przyjemności zmyślonej relacji.
>Zależy co rozumieć przez "doświadczenie religijne", bo doświadczenie świętości, akceptacja tajemnicy, sakralizacja miejsc i przedmiotów są powszechne, mówisz chyba o różnicach językowych i kulturowych.
Mówię dokładnie o tym pierwszym.
>Nawet podane przez Ciebie psychoanalityczne przykłady, jeśli traktować je serio, świadczą przeciwnie: w ludzkiej _naturze_ jest tworzenie obrazów Boga.
Jest ku temu potencjał, który nie musi zostać uruchomiony. To wynika z nieuchronnego, dzięki naszej biologii, tworzenia relacji z obiektem.
>Psychologiczny przykład jest zdyscyplinowany i konsekwentnie nie mówi o Bogu/bogach tylko o "obrazach", "reprezentacjach Boga" itd., o przeżyciach i procesach psychicznych - potwierdza więc co powiedziałem o zakresie psychologii.
I co z tego, że nie mówi o bogach, kiedy pokazuje mechanizm tworzenia się obrazów/reprezentacji? Pokazuje, że ów obraz (a z czasem i doświadczenia religijne) to wytwór naszej biologii, mózgu, dalej kultury i wychowania, a nie realnego istnienia bytów, z którymi ludzie mają skłonność (niestety) wchodzić w rzeczywistą relację. Konkretnie o bogach to już mówi teologia, rodzice, kapłani, dana społeczność. Najpierw relacja z obiektem - obraz obiektu rzeczywistego, na tych podwalinach - wyobrażenie obiektów nierzeczywistych, o ile ktoś/coś (kultura) to inspiruje, później tego rozszerzenie o wdrukowywane cechy abstrakcyjne, na końcu tworzenie osobistej relacji z obiektem czy przestrzenią religijną (sacrum, tajemnica, mistycyzm, miejsce, fetysz).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > >>>Nie mówisz o "zdrowych" tylko o ograniczonych i naiwnych. Dlaczego nie interesuje Cię wiara ludzi inteligentnych i wykształconych, albo takich co z "imprintingu" mogą doskonale zdać sobie sprawę?> Ależ ja mówię o wszystkich. I o tych ograniczonych i naiwnych, ale i o tych "zdrowych", inteligentnych i wykształconych.mały flame
Inteligencja a wiara w Boga Badanie obejmujące 137 krajów zdaje się pokazywać jasny związek między inteligencją a religijnością. Im mniej inteligentni mieszkańcy danego kraju, tym bardziej religijni. Jednak krytycy uważają, że jest to zbyt duże uproszczenie.
Oczywiście, korelacja to nie zależność, ale ciężko mówić, że to przypadek, można się najwyżej doszukiwać 3 zmiennej, która rządzi i religijnością i inteligencją. Może to być np. zasobność społeczeństwa - im bogatsze, tym lepsza edukacja i możliwość rozwoju inteligencji, ale też mniejsze oddziaływanie efektu "gdy trwoga (głód, wojna itd.) - to do Boga". Ale co mówią krytycy?
Chrześcijański zespół analityków "Theos" podkreśla między innymi to, że całe akademickie myślenie ma swoje korzenie w religijności
Co proszę? jakieś przykłady? kwestionowanie dogmatów ma podłoże w religijności?
i niektórzy najwięksi myśliciele byli głęboko religijni,
"Niektórzy", to chyba zamaskowanie słowa "mniejszość" bo obecnie większość naukowców jest conajmniej agnostyczna, jeśli nie ateistyczna. A jeśli chodzi o dawniejsze czasy - to cóż, kiedyś trudniej było być ateistą.
nie wspominając o księżach, którzy mają za sobą solidne akademickie wykształcenie, a mimo to wierzą w Boga.
Nie solidne akademickie wykształcenie, tylko wbijaną w głowę umiejętność dwójmyślenia ("nauka jedno, biblia mówi drugie, ale to pewnie taka metafora"). Czy może za solidne akademickie wykształcenie uważa się angelologię?
Zabawne, że krytycy nie odnoszą się do wyników, tylko do pojedynczych przykładów - a to że księża (jaki to procent populacji?), a to że wybitni myśliciele. Nie negują reguły, tylko szukają wyjątków od niej.------------------------------- POLSKA
W uproszczeniu można jednak skonkludować, że wzmożone zaangażowanie religijne w największym stopniu dotyczy kobiet, mieszkańców wsi, osób starszych, stosunkowo słabo wykształconych i uzyskujących niskie dochody. Istotnie mniej religijni są natomiast mężczyźni, mieszkańcy największych miast w Polsce, młodzież, osoby stosunkowo najlepiej wykształcone i dysponujące relatywnie najwyższymi dochodami.
Akceptacja doktryny i moralności katolickiej
Główna słabość polskiej wiary, jeśli można to tak określić, przejawia się chyba w braku jej jednoznacznego przełożenia na codzienne życie obywateli. Pomimo bardzo wysokich i stabilnych wskaźników religijności Polaków oraz ich wyraźnego przywiązania do wiary przodków akceptacja doktryny i moralności katolickiej charakteryzuje się stosunkowo znacznym stopniem selektywności. Polacy wyrażają wprawdzie silne przekonanie, że to właśnie religijność jest tym, co ich - jako naród - w największym stopniu wyróżnia spośród innych europejskich społeczności, jednak zdają się jednocześnie mieć przekonanie o bardzo powierzchownym charakterze tej religijności i braku jej zastosowania w codziennym życiu. [...]
Samokrytycyzm tego typu wyrażany jest jednak tylko w kontekście zbiorowym, gdyż autoocena w tym zakresie przedstawia się diametralnie różnie - o czym już była mowa. Uwydatnia się tu jednak znaczny poziom niekonsekwencji Polaków. Wyniki badań wykazują bowiem, że fakt bycia katolikiem, uważanie się za osobę wierzącą czy nawet regularne uczestnictwo w praktykach religijnych nie zawsze są jednoznaczne z akceptacją doktryny wyznawanej religii, a już na pewno nie wszystkich jej elementów. Powszechna jest wprawdzie wiara w Boga (90% Polaków nie ma wątpliwości co do Jego istnienia), jednak przekonanie o istnieniu nieba wyraża już niespełna trzy czwarte badanych (74%). Jeszcze mniejsza jest wiara w życie po śmierci - deklaruje ją 70% respondentów, a niespełna dwie trzecie (65%) ma nadzieję na to, że w niebie ponownie spotka osoby, które kocha. Tylko ponad połowa Polaków (56%) wierzy w istnienie piekła, a jeszcze mniej (54%) wyraża przekonanie o istnieniu diabła.
O stosunkowo silnym stopniu kontestacji katolickiej ortodoksji, pomimo wyraźnego przywiązania do tej religii, mogą świadczyć również dane z czerwca 2006 roku, w świetle których niemal co trzeci Polak (30%) przyznaje, że jego zdaniem duże znaczenie dla rozwoju charakteru człowieka ma to, pod jakim znakiem zodiaku się urodził; więcej niż co czwarty (26%) uważa, że są przedmioty (talizmany), które przynoszą szczęście, a tylko minimalnie mniejszą grupę (24%) stanowią ci, którzy wyrażają przekonanie, że są konkretne daty i dni tygodnia, które przynoszą pecha. Blisko trzy piąte dorosłej części społeczeństwa (58%) przyznaje się do czytania horoskopów, z czego niemal połowa twierdzi, że przynajmniej od czasu do czasu stosuje się w swoim życiu do zawartych w nich wskazówek. Co dziewiąty badany (11%) deklaruje, że przynajmniej raz był u wróżki lub wróża.> ale i o tych "zdrowych", inteligentnych i wykształconych.Na pewno mówi Pan o wszystkich? Także o tych "zdrowych", inteligentnych i wykształconych? Możliwe, natomiast ja uważam, że każda wiara nas ogranicza, a im jest głębsza to tym bardziej. Nawet człowiek najwyżej wykształcony (utytułowany) wiary nie musi odrzucić, ale czy człowiek o dużej inteligencji może przy wierze pozostać? Nie wiem?Tak jak nie bardzo wiem o jakiej inteligencji tu mowa? Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Na pewno mówi Pan o wszystkich? Także o tych "zdrowych", inteligentnych i wykształconych? Możliwe, natomiast ja uważam, że każda wiara nas ogranicza, a im jest głębsza to tym bardziej. Nawet człowiek najwyżej wykształcony (utytułowany) wiary nie musi odrzucić, ale czy człowiek o dużej inteligencji może przy wierze pozostać?> Nie wiem?Tak jak nie bardzo wiem o jakiej inteligencji tu mowa?> Pozdrawiam.> @@@To wszystko zależy, jak do tego problemu podejdziemy. Michał Heller - pierwszy, który przyszedł mi do głowy - to jednak człowiek inteligentny. Jego wiara nie przeszkadza mi w tej ocenie, choć dziwi. Jednak, jak się przyjrzę tym silnym mechanizmom, o których wyżej i niżej wspominam, to już trochę mniej. Trochę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > To wszystko zależy, jak do tego problemu podejdziemy. Michał Heller - pierwszy, który przyszedł mi do głowy - to jednak człowiek inteligentny.Bardzo dobry przykład. Tylko inteligentny - według której definicji. Definicje inteligencji
Inteligencja to konstrukt teoretyczny odnoszący się do względnie stałych warunków wewnętrznych człowieka, determinujących efektywność działań, wymagających procesów poznawczych. Warunki te kształtują się w wyniku interakcji genotypu, środowiska i własnej aktywności człowieka. (Strelau) Inteligencja to ogólna zdolność adaptacji do nowych warunków i wykonywania nowych zadań przez wykorzystanie środków myślenia. (Stern) Inteligencja to właściwość psychiczna, która przejawia się we względnie stałej, charakterystycznej dla jednostki efektywności wykonywania zadań (Tiepłow) Inteligencja to zdolność rozwiązywania problemów (Piaget) Inteligencja to dostrzeganie zależności (edukcja relacji), relacji i wyciągania wniosków (edukcja korelacji). (Spearman) Inteligencja to zdolność uczenia się (G. Ferguson) Inteligencja to zdolność do aktywnego przetwarzania informacji, przekształcania ich z jednej formy w inną poprzez operacje logiczne - w tym sensie inteligentne są komputery, a nawet zwykłe kalkulatory. Inteligencja to zdolność do aktywnego przetwarzania informacji w celu lepszego przystosowywania się do zmiennego środowiska. Tak rozumianej inteligencji nie posiadają komputery (bo nie przetwarzają informacji na własne potrzeby) ale posiadają ją zwierzęta, np. owady. Taką inteligencją wykazywałaby się maszyna, która np. w lesie albo na ulicy potrafiłaby samodzielnie przetrwać i zdobywać źródła energii. Inteligencja to zdolność do przetwarzania informacji na poziomie abstrakcyjnych idei (np. umiejętność dokonywania obliczeń matematycznych lub gry w szachy). Taką inteligencję również posiadają komputery (sztuczna inteligencja). Inteligencja to zdolność do twórczego, a nie tylko mechanicznego przetwarzania informacji, czyli tworzenia zupełnie nowych pojęć i ich nieoczekiwanych połączeń. Tę umiejętność posiadają a rzadziej wykorzystują tylko niektórzy ludzie. Inteligencja to zespół zdolności umysłowych umożliwiających jednostce sprawne korzystanie z nabytej wiedzy oraz skuteczne zachowanie się wobec nowych zadań i sytuacji. Inteligencja to zdolność ogólna do celowego działania, racjonalnego myślenia i skutecznego radzenia sobie z trudnościami. [D. Wechsler] Inteligencja to umiejętność adaptacji do warunków środowiska, dopasowania środowiska do potrzeb jednostki i wyboru kontekstu najbardziej odpowiedniego dla satysfakcjonującego działania. [Sternberg] Inteligencja to zdolność przystosowania się do okoliczności, dzięki dostrzeganiu abstrakcyjnych relacji, korzystaniu z uprzednich doświadczeń i skutecznej kontroli nad własnymi procesami poznawczymi. [Nęcka, 2004]
Jeszcze w latach 80. XX wieku inteligencję sprowadzano do zdolności czysto intelektualnych. Obecnie uważa się, że tak rozumiana inteligencja współdziała ze zdolnościami w sferze emocjonalnej, motywacyjnej, interpersonalnej i współdziałanie różnych zdolności z różnych sfer ludzkiej psychiki pozwala na wykorzystanie potencjału intelektualnego. Dlatego współcześnie termin "inteligencja" stosuje się szerzej i wyróżnia takie jej typy jak:
inteligencja kognitywna (albo abstrakcyjna) - to hipotetyczna esencja inteligencji i dotyczy systemów naturalnych i sztucznych, sprowadza się do takich sprawności umysłowych, jak umiejętności analizowania i syntezy informacji które da się zawrzeć w formie znaków,oraz wykorzystania posiadanej wiedzy do własnych celów które może też modyfikować. Jak dotychczas, w praktyce, obejmuje ona zdolność kojarzenia faktów, przeprowadzania operacji prostych przekształceń językowych, dokonywania operacji logicznych. Inteligencję tę można programować, rozbudowywać i także mierzyć za pomocą specjalnych testów. inteligencja werbalna - zdolność formułowania wypowiedzi, szybkiego i adekwatnego znajdowania słów, dobrego rozumienia tekstu wypowiadanego lub pisanego. Bardzo wysoką inteligencją werbalną charakteryzują się na przykład poeci, potrafiący improwizować wiersze. inteligencja emocjonalna - polega przede wszystkim na umiejętności radzenia sobie ze swoimi emocjami, nazywania ich oraz zauważania i wpływania na emocje innych. Wiążą się z nią takie umiejętności umysłowe jak empatia i asertywność. inteligencja społeczna - pokrewna inteligencji emocjonalnej zdolność przystosowania się i wpływania na środowisko społeczne człowieka. inteligencja twórcza - czyli zdolność do generowania nowych pojęć lub ich nieoczekiwanych połączeń. Inteligencji twórczej nie da się mierzyć, nie ulega jednak wątpliwości, że ludzie posiadają różny jej poziom. pl.wikiped(*)Inteligencja_(psychologia)Ale ograniczmy do trzech najbardziej znanych: inteligencja - umysłowa zdolność do postrzegania, analizy i optymalnej (lub zbliżonej do optymalnej) adaptacji do zmian otoczenia. inteligencja - nazwa warstwy społecznej będąca głównym nośnikiem kultury narodowej, w Polsce kształtująca się począwszy od 2. połowy XIX wieku inteligencja - rodzaj szczególnej sprawności umysłowej, pl.wikipedia.org/wiki/InteligencjaAle czy to jest "inteligencja płynna" czy "skrystalizowana"? > Jego wiara nie przeszkadza mi w tej ocenie, choć dziwi.W zaliczeniu księdza profesora w poczet inteligencji? Zgoda, ale według jakiej definicji? (Oczywiście trochę żartuję tu sobie.)> Jednak, jak się przyjrzę tym silnym mechanizmom, o których wyżej i niżej wspominam, to już trochę mniej. Trochę.Proponuję wziąć pod uwagę moje wypowiedzi wraz z linkami. Tę: www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,478028#w487951A szczególnie tę: www.racjon(*).php/s,478028/z,0/d,16#w488047Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Panie Andrzeju Drogi, przecież to, co pan wyciągnął z mojej rozmowy z kolegą Marcuchem, to wymiana uwag na "pewnym poziomie ogólności" i stosowanie uproszczonych określeń (a nie szczegółowych definicji) na potrzeby owej rozmowy. A pan tu ze szczegółowymi definicjami  . I jeszcze rozbił mi pan wypowiedź  . Żartuję. Ale komentarze jak zwykle ciekawe, z linkami włącznie. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Nauka nie wartościuje, nie może wartościować. Nie "anuluje" wartości religijnych, ona się nimi nie zajmuje, nie ustosunkowuje się wobec nich - ale wzięta absolutystycznie może robić wrażenie, że unieważnia każdy dyskurs, w jaki się nie włącza. (Lepiej sięgnąć do filozofii religii albo po prostu czytać teksty religijne tak jak są napisane i rozumiane przez egzegetów). Religie twierdzą, że świat zawiera prócz rzeczy znaki i wartości. Na ich temat nauka milczy (bo zajmuje się tylko rzeczami), ale mnie to nie przekonuje, że religie "kłamią". Interesuje mnie znaczenie tych znaków.Ale my tu nie o wartościach. My tu o doświadczeniu religijnym. Z wartościami religijnymi na poziomie filozofii radzę sobię sam. Co mi po wartościach wynikających z doświadczenia, które jest złudzeniem, fikcją? Może kiedyś tam użyteczną (nie jestem w stanie ocenić), dzisiaj, w moim przekonaniu, szkodliwą. Jak cała płaszczyzna aksjologiczna religii zresztą. > > i wtedy dość słabe wydają się ogólnikowe dywagacje na poziomie doświadczenia jakiegoś człowieka religijnego i refleksji, czy "nie doświadcza on czegoś, co w jego systemie pojęć jest prawdą o świecie, co moglibyśmy sobie przetłumaczyć z polskiego na nasz".> A ja uważam to za życzliwe, uczciwe i tolerancyjne podejście do ludzi.No więc rozważam i efekt jest, jaki jest. Rozumiem, że się nie zgadzamy i nieustannie zdumiewa mnie to, że może i z powszechnych, ale ewidentnie zmyślonych (w mojej ocenie) przestrzeni doświadczenia religijnego chcesz wyciągać "prawdy o świecie" zamiast ewentualnej prawdy o człowieku, jego zachowanich i skłonnościach. Ale nie, nawet nie to mnie zdumiewa. Zdumiewa mnie Twoja ostra, momentami agresywna reakcja wobec negatywnego stanowiska względem prawd o świecie wywiedzionych z doświadczeń religijnych. Po prostu ty w tym widzisz jakis potencjał, my nie. A z określaniami typu "idiota" dałbym sobie spokój, bo mnie nie dziwi, że ludzie religijni są i trwają przy swoim. Dlaczego, opisałem wyżej (bardzo silne uwarunkowania). Choć podpisuję się bez wahania pod oceną kolegi astrotaurusa, że wiara religijna ogranicza poznawczo i jest zatem szkodliwa. > Tu przykład języka filozofii religii. Jak do niego przyłożyć rozważania o sublimacji, kulcie ojca i inne psychoanalityczne pomysły?A no tak, jak się zwykle przykłada filozoficzne konstrukty do wieloletnich badań klinicznych (w przypadku Rizzuto 20- letnich), które zresztą budzą uznanie w środowisku. Jakoś bardziej ufam tym drugim, choć i tak z pewnym dystansem zawsze. I nic a nic mi nie przeszkadza to, że ona pozytywnie ocenia konsekwencje tworzenia się obiektów, przestrzeni, relacji i doświadczeń religijnych, przy mojej całkowicie krytyczynej tutaj ocenie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Konowal (6291 punktów) | >Przeciwnie - ateista nie modli się o deszcz w czasie suszy ani o pogodę przy powodzi - buduje za to zbiorniki retencyjne, by się od otoczenia uniezależniać i kaprysom nieba nie być podporządkowanym.
Rozumiem z tej wypowiedzi że religijny człowiek nic nie robi tylko się modli o rożne rzeczy. Zdaje się że bzdury pan prawi.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Mateusz Kożuch (2120 punktów) | > Rozumiem z tej wypowiedzi że religijny człowiek nic nie robi tylko się modli o rożne rzeczy.www.youtube.com/watch?v=fCBt21orGnE
Jak brakuje ogonków znaczy, że piszę z telefonu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >Rozumiem z tej wypowiedzi że religijny człowiek nic nie robi tylko się modli o rożne rzeczy. Nie twierdzę, że religijni modlą się bez przerwy - prawdopodobnie robią to tylko od 'święta' (które nb. po tym chyba poznać, że się modlą właśnie). > Zdaje się że bzdury pan prawi. Możliwe. Nie wiem na ile istotna jest modlitwa dla modlących się. Jeśli, jak pan zdaje się sugerować, religijny człowiek łatwo porzuca modlitwę dla robienia czego innego, to z takim lekkim traktowaniem modlitwy (jako czegoś mało ważnego) gotów jestem się zgodzić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Konowal (6291 punktów) | "prawdopodobnie" "Nie wiem" "Jeśli, jak pan zdaje się sugerować" - czegoś jest pan pewny? czy tak tylko podtrzymuje dyskusję z uprzejmości ? 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Odwołuję się, przez paralelę, do twoich kryteriów jakości wiedzy: intersubiektywność, powszechne przekonanie, oparcie na doświadczeniu. Kluczowym słowem jest "doświadczenie" - jakie "doświadczenia" uznajemy za wiarygodne?
Przede wszystkim doświadczenie weryfikowalne i powtarzalne. A powszechne przekonanie o pechowości liczby 13 czy czarnego kota albo o skuteczności modlitwy ("odmówiłam różaniec i zaraz potem przyszedł list!") - beeeee....
>Tu uwaga na rozróżnienie: wewnętrzna logika zjawiska, a logika zastosowana świadomie przez osobę.
Nie wystarczy nazwać czegoś logiką, by stało się to logiką. A tak właśnie postępują wierzący: wierzą, że coś jest mądre, prawdziwe i logiczne i uważają, że przez to jest to takie właśnie. Tymczasem wszystkie religie naraz nie mogą być prawdziwe, więc w swojej wierze (a więc również w zastosowanej logice) mylą się wszyscy lub przynajmniej większość.
> Wystarczy rozpatrzyć czysto intelektualny stosunek do tezy "Bóg istnieje", jest pięć podstawowych wariantów:
tylko pięć? A gdzie np.: - który Bóg, bo jest ich opisanych mnóstwo? Żydowski, katolicki, prawosławny, mormoński, papieski czy bóg Pani Jadzi? A może jakiś chiński, mongolski, perski, afrykański? - tak, Bóg istnieje, podobnie jak każdy inny bohater literacki istnieje w umysłach ludzi i wpływa na ich działanie. - istnieje, ale nie ten bóg, którego ma na myśli autor pytania itd.
> Zamiast pojmować Boga i ateizm teoretycznie, absolutystycznie-ontologicznie, spekulacyjnie, deklaratywnie, można Go rozumieć praktycznie, relatywnie i funkcjonalnie: nie pytać człowieka czy wierzy w Boga, żeby ten radośnie zadeklarował swoje credo, tylko spojrzeć na jego biografię i zbadać, co w jego życiu było najwyższym autorytetem moralnym
Czyli, Bóg wcale nie musi istnieć, wystarczy, że da się człowiekowi wmówić, że to co on w życiu szanuje to jest właśnie Bóg! A następnie pobierać tantiemy od pomysłu marketingowego?
> Ale to nieistotne, bo tu chodziło o problem moralny. Otóż, odwołując się do kategorii postępu, w stosunkach między ludźmi nie dokonuje się aktualnie _żaden_ postęp.
Może w Twoim otoczeniu nie dokonuje się żaden postęp - ale spojrzyj szerzej! Chociażby - wszędzie tam, gdzie rządy totalitarne (teokratyczne, komunistyczne, nacjonalistyczne) zastępowane są demokratycznymi, tam poprawiają się stosunki międzyludzkie. Zanika donosicielstwo, zanika strach przed zawistnym sąsiadem. Tam, gdzie wprowadzono szczepionki, skuteczne lekarstwa i powszechną edukację - tam zanika lęk przed innym człowiekiem, który magicznie, "złym spojrzeniem", mógł sprowadzić śmierć na dzieci lub zwierzęta. Itd.
> Religia zaś taki postęp wprowadza
Religia rozumiana jako rytuały wykonywane wspólnie przez grupę ludzi? Czy religia rozumiana jako interwencja Prawdziwego Boga w sprawy ludzkie? Bo wszystkie religie naraz nie mogą być "prawdziwe" - wystarczą więc chyba puste rytuały, byle wyglądały dostojnie?
> nikt nie potrafi oszacować na ile religia i przez nią uzasadnione normy społeczne zapobiegają konfliktom. Nie można tego sprawdzić eksperymentalnie
Hehehe... w jaki to sposób religie zapobiegały wojnom religijnym? Czy bez religii odbywały by się krucjaty czy rzezie heretyków? Historia ludzkości pokazuje wartość religii w zastosowaniu eksperymentalnym...
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 3 | Marcuch (664 punktów) | > >jakie "doświadczenia" uznajemy za wiarygodne?> Przede wszystkim doświadczenie weryfikowalne i powtarzalne.Weryfikowalne przez co? Przez inne doświadczenie. Powtarzalność rokuje już lepiej, powtarzalność świadectw z różnych miejsc i okoliczności. Na powtarzalnych doświadczeniach, na wzajemnym porozumieniu co do nich, na mitach i tabu tkwiących w umysłach wielu osób powstają wspólnoty religijne. Ale zamiast tak powoli zmierzać do naukowej metodologii (przecież można powiedzieć od razu: liczą się doświadczenia odpowiednio zaaranżowane, nie przypadkowe, ślepe testy, odpowiednio udokumentowane i kontrolowane eksperymenty możliwe do przeprowadzenia w kadej chwili), można zapytać dlaczego właściwie doświadzenia religijne miałyby spełniać kryteria metodologii naukowej? To znów jest dogmatyczne rozdawanie priorytetów. Wiadomym jest, że nie ma ogólnego kryterium poprawności doświadczenia i w ten sposób sceptycyzm otwiera drogę wierze w rzeczy nie poddające się systematyzacji i weryfikacji. Natomiast łatwo poddać krytyce zależności między doświadczeniem religijnym a faktami naturalnymi (np. skuteczność modlitwy). Twierdzenia "Bóg [nie]istnieje." nie można jednak "upraktycznić", nie ma go za co złapać. > A powszechne przekonanie o pechowości liczby 13Albo tabu kanibalizmu wśród społeczeństw cywilizowanych. Są to przekonania z wyraźnymi konsekwencjami praktycznymi i można je weryfikować. > >mylą się wszyscy lub przynajmniej większość.To możliwe. > > Wystarczy rozpatrzyć czysto intelektualny stosunek do tezy "Bóg istnieje", jest pięć podstawowych wariantów:> - który Bóg, bo jest ich opisanych mnóstwo?To nie jest wariant podstawowy. Podpada pod "niezrozumiałe pytanie". > - tak, Bóg istnieje, podobnie jak każdy inny bohater literacki istnieje w umysłach ludzi i wpływa na ich działanie.To jest odpowiedź "nie", bo nie chodzi o istnienie czysto intencjonalne. > - istnieje, ale nie ten bóg, którego ma na myśli autor pytaniaAle przecież Ciebie w ogóle nie interesuje taka odpowiedź. Pytanie jest ogólne, a warianty podstawowe, jak powiedziałem. > Może w Twoim otoczeniu nie dokonuje się żaden postęp - ale spojrzyj szerzej! Chociażby - wszędzie tam, gdzie rządy totalitarne (teokratyczne, komunistyczne, nacjonalistyczne) zastępowane są demokratycznymi, tam poprawiają się stosunki międzyludzkie.Chyba żartujesz. To jest tylko poprawa relacji państwo-obywatel. W Polsce relacje _międzyludzkie_ popsuły się od czasów komuny. Wspólny wróg, bieda, małe rozwarstwienie społeczne i krótki dzień pracy zbliżają ludzi do siebie. Kapitalizm stymuluje egoizm, chyba wiesz? > Tam, gdzie wprowadzono szczepionki, skuteczne lekarstwa i powszechną edukację - tam zanika lęk przed innym człowiekiem, który magicznie, "złym spojrzeniem", mógł sprowadzić śmierć na dzieci lub zwierzęta. Itd.A to ci improwizacja!  > > Religia zaś taki postęp wprowadza> Religia rozumiana jako rytuały wykonywane wspólnie przez grupę ludzi?Nie, religia jako nośnik wytycznych jak żyć, to przecież banalne. Ludzie zaczynają się bardziej kochać, bo uwierzyli w słowa Jezusa "Kochajcie się". To jest postęp moralny, przyjęcie dyrektywy w stosunkach ja-ty, która poprawia nam wszystkim życie. Czy przyjęcie takiej dyrektywy jest jakkolwiek racjonalnie czy naukowo _uzasadnione_? Oczywiście nie. > Hehehe... w jaki to sposób religie zapobiegały wojnom religijnym? Czy bez religii odbywały by się krucjaty czy rzezie heretyków?Chyba nieporozumienie. Pytanie (bez odpowiedzi) brzmi "Jak religie zapobiegały zabijaniu w ogóle?". Bez odpowiedzi, acz pewną podpowiedzią jest "V Nie zabijaj" .
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | Można dyskutować na temat różnych doświadczeń, w tym religijnych. Można tu wskazywać między innymi na emocjonalny stosunek do treści mitycznych i ich przeróżne funkcje - zarówno na poziomie indywidualnym, jak i społecznym. Można wręcz wykazywać konieczność powstawania religii, przynajmniej na pewnym etapie rozwoju cywilizacji.
Są jednak pewne granice - że tak powiem - uczciwości. A mianowicie: >>> Religia zaś taki postęp wprowadza >>Religia rozumiana jako rytuały wykonywane wspólnie przez grupę ludzi? >Nie, religia jako nośnik wytycznych jak żyć, to przecież banalne. Ludzie zaczynają się bardziej kochać, bo uwierzyli w słowa Jezusa "Kochajcie się". To jest postęp moralny, przyjęcie dyrektywy w stosunkach ja-ty, która poprawia nam wszystkim życie. Ile stosów musiało zapłonąć, aby wreszcie człowiek zaczął powoli otrząsać się z religijnego omamienia i przestał zabijać w imię wiary, tego uczy historia. Tymczasem podstawy etycznych zachowań mamy już u zwierząt i również u człowieka wynikają one z konieczności współżycia w grupie, a w najnowszej historii z laickiego oświecenia. Mit Jezusa jest piękny, jaka szkoda, że ślepa wiara w tę ideologię doprowadziła do masowych zbrodni.
A dzisiaj? Wciąż mamy do czynienia u religiantów z myślą inkwizycyjną. Zaczyna się ona tam, gdzie ktoś próbuje oceniać drugiego człowieka wedle kryterium wiary/niewiary i praktykowania danej religii. Już spotkałem się z zarzutem, że ŹLE jest nie wierzyć. Przecież to "źle" opiera się na dwóch słoniach i żółwiu, a mimo to ludzie religijni są przekonani, że ich religijne życie jest dobre, a życie niereligijne złe. Tymczasem najprostszą weryfikacją są ludzkie czyny, a o nich właśnie uczymy się zarówno z historii, jak i z nawet z obserwacji aktualnych wydarzeń.
>>Czy przyjęcie takiej dyrektywy jest jakkolwiek racjonalnie czy naukowo _uzasadnione_? Oczywiście nie. Przyjęcie dyrektywy "Kochajcie się" jest uzasadnione zarówno racjonalnie, jak i naukowo, choć trzeba tu trochę dotrzeć do opracowań psychologicznych i socjologicznych, a nawet biologicznych. Samo takie tylko wezwanie jest natomiast sporą naiwnością, a w połączeniu z wiarą narzuca jeden możliwy sposób miłości, a mianowicie miłości pochodzącej ostatecznie od Twojego Boga, o którą należy z innymi ludźmi walczyć.
>>Hehehe... w jaki to sposób religie zapobiegały wojnom religijnym? Czy bez religii odbywały by się krucjaty czy rzezie heretyków? >Chyba nieporozumienie. Pytanie (bez odpowiedzi) brzmi "Jak religie zapobiegały zabijaniu w ogóle?". Kiedyś była taka historia o Leninie, że był on dobry, bo wziął na ręce dziecko i je pogłaskał. A mógł je przecież zabić.
O JAKIM NIEPOROZUMIENIU TU MOWA I DLACZEGO TO PYTANIE JEST BEZ ODPOWIEDZI? I dlaczego trzeba wywijać kota ogonem?
>Pewną podpowiedzią jest "V Nie zabijaj" . Jaka szkoda, że wierni nigdy się do tego przykazania nie stosowali, a do niedawana i dziś jeszcze poparcie dla kary śmierci jest naczęstsze wśród osób mocno religijnych właśnie.
Co robiłeś 11 września 2001 r.?
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | > Ile stosów musiało zapłonąć, aby wreszcie człowiek zaczął powoli otrząsać się z religijnego omamienia i przestał zabijać w imię wiary, tego uczy historia.Zbaczamy z tematu (ateizm/teizm) w ulubioną retorykę racjonalista.pl , czyli oskarżanie religii i "religiantów" (jakaś nowomowa?) o ofiary w ludziach. Ja mam dość w kółko tych samych cukierków, Ty nie? > Tymczasem podstawy etycznych zachowań mamy już u zwierząt i również u człowieka wynikają one z konieczności współżycia w grupie, a w najnowszej historii z laickiego oświecenia.Pobożne życzenia psychologii ewolucyjnej. Klepany do nieprzytomności Błąd Naturalistyczny ma wreszcie stać się Ciałem? > Mit Jezusa jest piękny, jaka szkoda, że ślepa wiara w tę ideologię doprowadziła do masowych zbrodni.Ale za chwilę: > Przyjęcie dyrektywy "Kochajcie się" jest uzasadnione zarówno racjonalnie, jak i naukowo, choć trzeba tu trochę dotrzeć do opracowań psychologicznych i socjologicznych, a nawet biologicznych.Zabawne. No to kochajmy się!  I chwalmy Jezusa, że nam taką racjonalną myśl wreszcie zapuścił! > Samo takie tylko wezwanie jest natomiast sporą naiwnością, a w połączeniu z wiarą narzuca jeden możliwy sposób miłości, a mianowicie miłości pochodzącej ostatecznie od Twojego Boga, o którą należy z innymi ludźmi walczyć.Ależ zapląt... Poniekąd "racjonalne" "Kochajmy się!"  prowadzi do tego, że musimy ze sobą walczyć?  Ciężko mocujesz się z tym chrześcijaninem w sobie. Ale ja nie dostarczam rozwiązań. Może jakiś "kurs etyki"? > Już spotkałem się z zarzutem, że ŹLE jest nie wierzyć.Nie przejmuj się. To nie zależy od Ciebie. Ani to, ani to. > >>Hehehe... w jaki to sposób religie zapobiegały wojnom religijnym? Czy bez religii odbywały by się krucjaty czy rzezie heretyków?> >Chyba nieporozumienie. Pytanie (bez odpowiedzi) brzmi "Jak religie zapobiegały zabijaniu w ogóle?".> (...) O JAKIM NIEPOROZUMIENIU TU MOWA I DLACZEGO TO PYTANIE JEST BEZ ODPOWIEDZI? I dlaczego trzeba wywijać kota ogonem?Pierwotne twierdzenie brzmiało: > jakkolwiek rozbieżności światopoglądowe połączone z ludzkimi słabościami wywołują wojny zwane religijnymi - nikt nie potrafi oszacować na ile religia i przez nią uzasadnione normy społeczne zapobiegają konfliktomWięc jeśli ktoś pyta: > >>Hehehe... w jaki to sposób religie zapobiegały wojnom religijnym?To raczej sam wywija kota ogonem. Bo to jak pytać o wpływ straży pożarnej na wzrost liczby pożarów. Pewnie jakiś jest, ale dlaczego nie spytamy o wpływ straży pożarnej na bezpieczeństwo ludzi? Bośmy złapali strażaka jak podpalał chałupę i teraz jedziemy na tej szokującej rewelacji do zmęczenia! I budujemy na niej nowy ład, w którym straż pożarna do banda podpalaczy, w oczywisty sposób na pożarach zarabiająca. Do tego niepotrzebna, bo przecież a) ogień gaśnie sam w sposób naturalny i nie mamy na to wpływu b) jak nie ma tych podpalaczy ze straży to i pożarów nie powinno być > >Pewną podpowiedzią jest "V Nie zabijaj" .> Jaka szkoda, że wierni nigdy się do tego przykazania nie stosowaliCzyste kłamstwo. > Co robiłeś 11 września 2001 r.?Nie na temat.
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | > >Ile stosów musiało zapłonąć, aby wreszcie człowiek zaczął powoli otrząsać się z religijnego omamienia i przestał zabijać w imię wiary, tego uczy historia.> Zbaczamy z tematu (ateizm/teizm) w ulubioną retorykę racjonalista.pl , czyli oskarżanie religii i "religiantów" (jakaś nowomowa?) o ofiary w ludziach. Ja mam dość w kółko tych samych cukierków, Ty nie?Oskarżanie? Trzeba większych dowodów od świętej inkwizycji i muzułmańskiego terroryzmu? Poza tym nie religia tu jest problemem, a ślepa wiara. A zatem można tu dodać wiarę w stalinizm i w hitleryzm. Ja mam dość tych cukierków, ale skoro wyciągasz religię jako wzór etyki, to nie można nie zareagować. > >Tymczasem podstawy etycznych zachowań mamy już u zwierząt i również u człowieka wynikają one z konieczności współżycia w grupie, a w najnowszej historii z laickiego oświecenia.> Pobożne życzenia psychologii ewolucyjnej. Klepany do nieprzytomności Błąd Naturalistyczny ma wreszcie stać się Ciałem?Jaki błąd? Czy wiemy coś innego o świecie, poza tym, co odbieramy zmysłami, a co właśnie jest naturą, i co w najbardziej sprawdzalny sposób bada nauka? > >Mit Jezusa jest piękny, jaka szkoda, że ślepa wiara w tę ideologię doprowadziła do masowych zbrodni.> Ale za chwilę:> >Przyjęcie dyrektywy "Kochajcie się" jest uzasadnione zarówno racjonalnie, jak i naukowo, choć trzeba tu trochę dotrzeć do opracowań psychologicznych i socjologicznych, a nawet biologicznych.> Zabawne. No to kochajmy się! I chwalmy Jezusa, że nam taką racjonalną myśl wreszcie zapuścił!Kochajmy się! Oczywiście. Nie wiem tylko po co chwalić Jezusa, który nic tu odkrywczego nie powiedział, a ślepa wiara w jego ideologię doprowadziła do tylu nieszczęść. Nie wiem, czy odróżniasz ideologię - jako zespół nawet niezłych idei i często pobożnych życzeń od WIARY, będącej racjonalnie nieuzasadnionym przyjmowaniem czegoś za prawdę oraz pewnym nastawieniem antypoznawczym, które zawsze zaślepia. > >Samo takie tylko wezwanie jest natomiast sporą naiwnością, a w połączeniu z wiarą narzuca jeden możliwy sposób miłości, a mianowicie miłości pochodzącej ostatecznie od Twojego Boga, o którą należy z innymi ludźmi walczyć.> Ależ zapląt... Poniekąd "racjonalne" "Kochajmy się!" prowadzi do tego, że musimy ze sobą walczyć?Nie "kochajmy się" do tego prowadzi, tylko naiwna, bezrozumna WIARA w ideologię pod tanim szyldzikiem miłości bliźniego. > Ciężko mocujesz się z tym chrześcijaninem w sobie.E tam mocujesz. Wychowałem się w kulturze chrześcijańskiej, więc zapewne nim w dużym stopniu jestem. W każdym razie spokojnie zostałbym tak zaliczony przez niejednego muzułmanina. > Ale ja nie dostarczam rozwiązań. Może jakiś "kurs etyki"?Raczej proponuję spowiedź. Oczyszcza i wszystko jest cacy. Jezus umarł, można grzeszyć. Albo raczej nie można, bo piekło jednak grozi? W każdym razie lepiej więc spowiedź i opłatek. Koniecznie. Żeby się lepiej poczuć. > >Już spotkałem się z zarzutem, że ŹLE jest nie wierzyć.> Nie przejmuj się. To nie zależy od Ciebie. Ani to, ani to.Co nie zależy? Czym się mam nie przejmować? > Pierwotne twierdzenie brzmiało:> >jakkolwiek rozbieżności światopoglądowe połączone z ludzkimi słabościami wywołują wojny zwane religijnymi - nikt nie potrafi oszacować na ile religia i przez nią uzasadnione normy społeczne zapobiegają konfliktomW Irlandii Północnej i na Bliskim Wschodzie zapobiegły jak cholera. I jakie to myślenie, jak nie religijne dyktuje masom wiernych w Polsce jak traktować katastrofę smoleńską? Zapewne bardzo to zapobiega konfliktom. > Więc jeśli ktoś pyta:> >>>Hehehe... w jaki to sposób religie zapobiegały wojnom religijnym?> To raczej sam wywija kota ogonem.Tak, tylko umysł przesiąknięty religią jest w stanie zrozumieć, jak religie zapobiegły wojnom religijnym. > Bo to jak pytać o wpływ straży pożarnej na wzrost liczby pożarów. [...]Straż pożarna ma się nijak do zjawiska wiary. A priori przyjmujesz, że religie są dobre. Ale zostaw na chwile religie i przyjrzyj się czym jest wiara w różne ideologie (również religijne). > >>Pewną podpowiedzią jest "V Nie zabijaj" .> >Jaka szkoda, że wierni nigdy się do tego przykazania nie stosowali> Czyste kłamstwo.Istony jest kontekst, zanim będziesz mnie chwytał za słówka. Tak, znam wielu wiernych, którzy muchy by nie skrzywdzili. Ale jakby przyszło co do czego, to wiara już by ich odpowiednio napędziła, zgodnie z wymogami ideologii i głównego guru. > >Co robiłeś 11 września 2001 r.?> Nie na temat.Otóż właśnie bardzo na temat, tylko się trzeba zastanowić nad zależnościami.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | >>>Tymczasem podstawy etycznych zachowań mamy już u zwierząt i również u człowieka wynikają one z konieczności współżycia w grupie, a w najnowszej historii z laickiego oświecenia. >>Pobożne życzenia psychologii ewolucyjnej. Klepany do nieprzytomności Błąd Naturalistyczny ma wreszcie stać się Ciałem? >Jaki błąd? Tu właściwie można by zakończyć.
>Nie "kochajmy się" do tego prowadzi, tylko naiwna, bezrozumna WIARA w ideologię pod tanim szyldzikiem miłości bliźniego. W jaką ideologię? Jeżeli uważasz, że powinniśmy się wszyscy kochać z jakichś racjonalnych powodów: podaj te powody. Ja uważam, że postęp moralny ma zawsze źródło w transcendencji, w uznaniu tyleż nietykalnego i świętego co nieosiągalnego źródła wartości, co jest z gruntu nieracjonalne. I tu wracamy ewentualnie do rozgraniczeń teizm/ateizm, bo ateizm, szczególnie tutejszy dopuszcza trzy źródła wartości: a) "Moje 'bo tak'." ("Kochajmy się, bo tak.") b) Przypadek i "natura". ("Kochajmy się bo i tak już się kochamy.") c) Autorytet innych. ("Kochajmy się ob inni się kochają i chyba dobrze na tym wychodzą.") Wątłe to fundamenty, szczególnie w zestawieniu z Bogiem i zresztą niezbyt racjonalne.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | maceox (6766 punktów) | > >>>Tymczasem podstawy etycznych zachowań mamy już u zwierząt i również u człowieka wynikają one z konieczności współżycia w grupie, a w najnowszej historii z laickiego oświecenia.> >>Pobożne życzenia psychologii ewolucyjnej. Klepany do nieprzytomności Błąd Naturalistyczny ma wreszcie stać się Ciałem?> >Jaki błąd?> Tu właściwie można by zakończyć.Ja jednak bardzo sobie cenię postawę wolnomyślicielską, w ramach której nie ma pytań tabu, a nawet więcej - na każde pytanie można poszukiwać rozsądnej odpowiedzi. Wręcz sprzeczna z moją naturą jest natomiast postawa, w ramach której o pewne rzeczy pytać nie wolno, bo podważałoby to jakiś dogmat i rzeczywiście takie pytanie wówczas kończy dyskusję. Zadałem Ci w poprzednim wpisie pytanie: Czy wiemy coś innego o świecie, poza tym, co odbieramy zmysłami, a co właśnie jest naturą, i co w najbardziej sprawdzalny sposób bada nauka?i nie uzyskałem na nie odpowiedzi. Zadam pytanie dodatkowe: Czy odróżniasz świat fizyczny, w ramach którego istnieje tylko to, co doświadczamy za pośrednictwem zmysłów od świata ludzkich idei, w którym wyobraźnia ludzka wręcz nie zna granic? > >Nie "kochajmy się" do tego prowadzi, tylko naiwna, bezrozumna WIARA w ideologię pod tanim szyldzikiem miłości bliźniego.> W jaką ideologię?Mówililśmy o wierze w chrześcijaństwo, choć istnieją równie piękne (same w sobie) ideologie, jak na przykład komunizm. Dopiero wiara w tego rodzaju ideologie - z gruntu zaślepiająca - prowadzić może do przelewu krwi i w historii zdarzało się to wielokrotnie. > Jeżeli uważasz, że powinniśmy się wszyscy kochać z jakichś racjonalnych powodów: podaj te powody.Odróżniłbym jednak miłość od szacunku dla drugiego człowieka, w ramach której akceptujemy czyjąś wolność, choć w pewnych granicach. Powód jest prosty: człowiek jest zwierzęciem społecznym (Politikon zoon), a wynika to z obserwacji dokonywanych przez nauki społeczne, w szczególności np. przez antropologię. Najnowsze odkrycia naukowe docierają przy tym do źródeł empatii w mózgu: pl.wikipedia.org/wiki/Neurony_lustrzaneTrzeba jednak pamiętać o tym, że - inaczej niż w dogmatycznie nakazanej miłości boskiej - na ziemi nic nie jest absolutne i czasem nawet zabicie drugiego człowieka może być usprawiedliwione np. obroną konieczną. > Ja uważam, że postęp moralny ma zawsze źródło w transcendencji, w uznaniu tyleż nietykalnego i świętego co nieosiągalnego źródła wartości, co jest z gruntu nieracjonalne.Nie wiem jak mam to napisać, żeby Cię nie urazić. Może tak: Czy Ty sam zrozumiałeś co w tym zdaniu napisałeś? Jedynym źródłem moralności jest ludzki umysł, a przyczyną jej postępu jest rozwój ludzkiej kultury. Dzieje się tak zawsze - nawet wówczas, gdy tworzeniu przez ludzi moralności towarzyszą tak bardzo skomplikowane idee, jak transcendencja, nietykalność i świętość. Źródło wartości jest przy tym osiągalne zawsze - jest nim człowiek. Gdyby było nieosiągalne - to pomyśl chwilę logicznie - nic byśmy się o tych wartościach nie mogli dowiedzieć. No chyba, że ktoś święcie wierzy np. w dekalog - wówczas samo źródło jest nie za bardzo osiągalne, ale zawsze ujawni człowiekowi swą wolę poprzez cud - i wybranemu na tacy przedłoży dwie tablice z prawem już wygrawerowanym - co istotne - na górze. CZY TY DOSTRZEGASZ, ŻE TE OPOWIEŚCI SĄ PRZEKAZYWANE LUDZKIM JĘZYKIEM, I ŻE ICH ŹRODŁO JEST W ZWIĄZKU Z TYM TAKIE SAMO, JAK ŹRODŁO KAŻDEJ OPOWIEŚCI - CZYLI LUDZKI UMSYŁ? Czy też odpowiesz mi: > Tu właściwie można by zakończyć.? > bo ateizm, szczególnie tutejszy dopuszcza trzy źródła wartości:O ateiżmie "tutejszym" niewiele słyszałem. Ateizm wydaje mi się być tak bardzo nieskomplikowany, że trudno go odróżniać w różnych miejscach na świecie, aczkolwiek ludzie są bardzo różni i już ateista ateiście zupełnie nierówny. W tym kontekcie źródła (wartości) ateizmu mogą być przeróżne i zależą od jednostki. Niektórzy opierają się na nauce, inni na filozofii, a jeszcze inni, bo chcą zrobić na złość mamie. > a) "Moje 'bo tak'." ("Kochajmy się, bo tak.")Może przedszkolak mogłby tak powiedzieć do swojej "pierwszej dziewczyny" i byłoby to nawet całkiem niegłupie. Gorzej, że właśnie dokładnie taką postawę prezentują całkiem dorośli i nawet inteligentni wierzący, którzy ostatecznie nie mają innego uzasadnienia na przyjęcie i szerzenie boskiej miłości, jak właśnie "bo tak". > b) Przypadek i "natura". ("Kochajmy się bo i tak już się kochamy.")Tak, uważam, że w 99% człowiek staje się członkiem danego ugrupowania religijnego przez przypadek, a decyduje za niego natura, poprzez urodzenie w takiej, a nie innej rodzinie. Najczęściej kocha on wówczas Boga, dlatego, że i tak go już kocha - tak został zindoktrynowany we wczesnym dzieciństwie. Na zadawanie racjonalnych pytań o faktyczne źródło idei Boga i faktczne przyczyny miłości nie ma wówczas miejsca. > c) Autorytet innych. ("Kochajmy się ob inni się kochają i chyba dobrze na tym wychodzą.")Autorytet innych jest dokładnie tym, na czym opierają się religie. > Wątłe to fundamenty, szczególnie w zestawieniu z Bogiem i zresztą niezbyt racjonalne.Zgadzam się w pełni! Całkowicie wątłe argumenty i zupełnie nie wiem, co miałyby mieć wspólengo z ateizmem lub racjonalizmem.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Marcuch (664 punktów) | >Ja jednak bardzo sobie cenię postawę wolnomyślicielską, w ramach której nie ma pytań tabu, a nawet więcej - na każde pytanie można poszukiwać rozsądnej odpowiedzi. Problem w tym, że to o co pytasz to własnie była odpowiedź, a Ty jej nie rozumiesz przez swoją ignorancję. Błąd Naturalistyczny, Naturalistic fallacy to nazwa własna. Wałkowane X razy na forum w kontekście etyki. Tak się nazywa odklepywane przez Ciebie przekonanie o źródłach etyki w przyrodzie, reszta w intanecie.
Jakich kryteriów powinności dostarcza ateizm? Żadnych. Dlaczego nie wolno zabijać osób niepotrzebnych, kalekich dzieci, chorych na zespół Downa itd., skoro moglibyśmy zaoszczędzić na tym pieniądze? (Humanizm odpowiada: bo człowiek jest bogiem, ale od biedy można, jeśli przyjąć, że ludzkość jest bogiem.) Ateizm odpowiada: nie wiem. Ty odpowiadasz "bo mamy neurony lustrzane". Dostrzegasz śmieszność i absurd?
> Czy wiemy coś innego o świecie, poza tym, co odbieramy zmysłami, a co właśnie jest naturą, i co w najbardziej sprawdzalny sposób bada nauka? To jest pytanie filozoficzne na inny wątek. Zawiera parę terminów, które nie wiem jak rozumiesz ("wiemy", "świat", "odbierać zmysłami", "badać", "nauka"). I nie wiem co to ma do ateizmu. Pewnie masz ma myśli swiat fizyczny. Czy wszystko jest fizyczne? Chyba nie!
>>W jaką ideologię? >Mówililśmy o wierze w chrześcijaństwo Ty byś chciał, żeby tak było, bo zawsze to można sypnąć z rękawa tą litaniją smętną krucjat i męczeństwa wrogów kościoła i tak to sobie hopnąć od "Kochajmy się" do największych zbrodni ludzkości. Ale JA NIE MÓWIŁEM o "wierze w chrześcijaństwo". Dawałem tylko przykład normy moralnej, żeby pokazać Ci, że nie z natury ani nie z nauk ścisłych postęp moralny się bierze. Mnie chrześcijaństwo nie obchodzi, weźmy islamskie przykazanie jałmużny, jeśli Ci odpowiada. Mahomet nakazał jałmużnę. I co mi teraz powiesz, wiara, fanatyzm, terroryzm, WTC i Afganistan? Nie widzisz absurdalności takich skrótów myślowych? Ja chcę odpowiedź: jaki jest racjonalny powód do dania komuś jałmużny (zamiast np. zainwestować pieniążka w siebie)?
>Dopiero wiara w tego rodzaju ideologie - z gruntu zaślepiająca - prowadzić może do przelewu krwi i w historii zdarzało się to wielokrotnie. Ciekawe jak to udowodnisz. Ale może w innym wątku.
Powód do wzajemnego "kochania się": >Powód jest prosty: człowiek jest zwierzęciem społecznym (Politikon zoon), a wynika to z obserwacji dokonywanych przez nauki społeczne Kolego, nie rozumiesz słowa "powód", ale raczej chyba słowa "powinniśmy". "Powinniśmy" to nie jest oszacowanie ani prawdopodobieństwo. To nakaz. Czy ów fakt "bycia politikon" mnie i Ciebie zobowiązuje do miłości, co? Jakoś nie czuję! A za co idzie się do więzienia, za dysfunkcję neuronów lustrzanych?? >>Ja uważam, że postęp moralny ma zawsze źródło w transcendencji, w uznaniu tyleż nietykalnego i świętego co nieosiągalnego źródła wartości, co jest z gruntu nieracjonalne. >Nie wiem jak mam to napisać, żeby Cię nie urazić. Może tak: Czy Ty sam zrozumiałeś co w tym zdaniu napisałeś? Nie, nic z tego nie rozumiem. Na szczęście to niczego w dyskusji nie zmienia.
Etyka... Taki nudny dział filozofii, że nikt nie chce czytać!
>Źródło wartości jest przy tym osiągalne zawsze - jest nim człowiek. Bóg, którego wielbisz to swoiste połączenie człowieka i praw przyrody. Człowiek jako wyróżniony przedmiot w ogóle bytów i bezosobowe prawa mechaniki, którym niejako podlega przez swoją cielesność. Jesteś (mętną na razie) mieszanką humanisty z panteistą, pokrzepiającą się w integralności światopoglądowej mianem ateisty. Tak naprawdę bardzo trudno jest być prawdziwym ateistą, bo z jednej strony graniczy się z nihilizmem a to takie "fe", a z drugiej z panteizmem (a to też "fe" i "stare" w ogóle). Twoim bogiem jest wyidealizowany robot biologiczny zwany człowiekiem i ja to rozumiem, nie ma się czego wstydzić. Znam wielu praktykujących!
>Gdyby było nieosiągalne (...) nic byśmy się o tych wartościach nie mogli dowiedzieć. Polecam: "Czego nie wiemy o wartościach" R.Ingarden, wielki filozof polski.
>CZY TY DOSTRZEGASZ, ŻE TE OPOWIEŚCI SĄ PRZEKAZYWANE LUDZKIM JĘZYKIEM, I ŻE ICH ŹRODŁO JEST W ZWIĄZKU Z TYM TAKIE SAMO, JAK ŹRODŁO KAŻDEJ OPOWIEŚCI - CZYLI LUDZKI UMSYŁ? Opowieściologia do mnie nie trafia. Jakim prawem nazywasz coś "opowieścią"?
>>a) "Moje 'bo tak'." ("Kochajmy się, bo tak.") >Może przedszkolak mogłby tak powiedzieć do swojej "pierwszej dziewczyny" i byłoby to nawet całkiem niegłupie. Ale coś widzę, że dla Ciebie jest to głupie. Dlaczego? Czy miłość nie może być wartościowa sama w sobie? Czyż nie można żyć kultem miłości? To piękne!
>>b) Przypadek i "natura". ("Kochajmy się bo i tak już się kochamy.") >Tak, uważam, że w 99% człowiek staje się członkiem danego ugrupowania religijnego przez przypadek, a decyduje za niego natura, poprzez urodzenie w takiej, a nie innej rodzinie. Ale kto tu mówi o "ugrupowaniach religijnych", na rany boga żywego??? Houston, mamy kontakt?
>>c) Autorytet innych. ("Kochajmy się ob inni się kochają i chyba dobrze na tym wychodzą.") >Autorytet innych jest dokładnie tym, na czym opierają się religie. Np. autorytet takiego Dawkinsa, biologa, haha!! Który sam wierzy w ten swój autorytet, bo we własnej książce wyraża nadzieję, że przekona czytelników do zmiany światopoglądu. A jak jest polecany i zachwalany tu i tam... >>Wątłe to fundamenty, szczególnie w zestawieniu z Bogiem i zresztą niezbyt racjonalne. >Zgadzam się w pełni! Całkowicie wątłe argumenty i zupełnie nie wiem, co miałyby mieć wspólengo z ateizmem lub racjonalizmem.
Ech... nie wiesz... no to się nie dowiesz, bo mi już ręce opadają. A swoim dzieciom będziesz mówił, że nie wolno bić kolegi w przedszkolu, bo mamy neurony lustrzane i jesteśmy zoon. Tak, tak, zoon!
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > >>>Ja jednak bardzo sobie cenię postawę wolnomyślicielską, w ramach której nie ma pytań tabu, a nawet więcej - na każde pytanie można poszukiwać rozsądnej odpowiedzi.> Problem w tym, że to o co pytasz to własnie była odpowiedź, a Ty jej nie rozumiesz przez swoją ignorancję. Błąd Naturalistyczny, Naturalistic fallacy to nazwa własna. Wałkowane X razy na forum w kontekście etyki. Tak się nazywa odklepywane przez Ciebie przekonanie o źródłach etyki w przyrodzie, reszta w intanecie.Rozmowa, w której Szanowny Pan Marcuch użył terminu \"Błąd naturalistyczny\":Pan Maceox: >Tymczasem podstawy etycznych zachowań mamy już u zwierząt i również u człowieka wynikają one z konieczności współżycia w grupie, a w najnowszej historii z laickiego oświecenia. Pan Marcuch: Pobożne życzenia psychologii ewolucyjnej. Klepany do nieprzytomności Błąd Naturalistyczny ma wreszcie stać się Ciałem? ----------------------- Przepraszam ale zwrócę się tu do Pańskiego polemisty: Panie Macieju, czasem wydaje się Panu, że jest Pan zdolnym zrozumienia fideistycznych umysłów, fideistycznej logiki i fideistycznego sensu wypowiedzi. Tylko jak przychodzi co do czego, to tak Pan jak i ja znajdujemy się z "ręką w nocniku. Napisał pan o postawie wolnomyślicielskiej: pl.wikipedia.org/wiki/Wolnomyślicielstwo pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowyDostał Pan dwuzdaniową odpowiedź: I. Pobożne życzenia psychologii ewolucyjnej pl.wikipedia.org/wiki/Psychologia_ewolucyjna II. Klepany do nieprzytomności Błąd Naturalistyczny ma wreszcie stać się Ciałem?I jak Pan mógł nie zrozumieć, że Panu Marcuchowi chodzi tu o "Błąd naturalistyczny" [Załącznik] wraz z jego krytyką bacon.umcs(*) natur - blad form.pdfPrzecież zgodnie z tokiem myślenia Pana Marcucha, to zupełnie oczywiste. ---------------------------- Prawda Panie Marcuch?Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
> Jakich kryteriów powinności dostarcza ateizm? Żadnych.Dokładnie takich samych jak teizm, gdyż stwierdzenie to dotyczy tylko poglądu na istnienie/nieistnienie jakiejś nadprzyrodzonej rzeczywistości. Teizm i ateizm mają swoją podbudowę intelektualną i tam należy poszukiwać także ich etycznej podbudowy. > Dlaczego nie wolno zabijać osób niepotrzebnych, kalekich dzieci, chorych na zespół Downa itd., skoro moglibyśmy zaoszczędzić na tym pieniądze?To Pański chory pogląd? Jeżeli innych osób należy na poważnym forum odwołać się do źródeł. Znamy takie pomysły jakie Pan usiłuje tu ateistom imputować np: www.fronda(*)la_moralnie_zepsutych.___30167> (Humanizm odpowiada: bo człowiek jest bogiem, ale od biedy można, jeśli przyjąć, że ludzkość jest bogiem.)Gdzie? Tu: [Załącznik] ?> Ateizm odpowiada: nie wiem.Cholera tyle lat jestem ateistą, a nie udało mi się poznać ani ateistycznej Biblii, ani ateistycznego katechizmu. Poproszę o źródła. > Ty odpowiadasz "bo mamy neurony lustrzane". Dostrzegasz śmieszność i absurd?Nie wiem jak z Panem Maciejem, gdyż ja śmieszności tu nie dostrzegam. Tak, bez "neuronów lustrzanych" zupełnie nie bylibyśmy tymi, którymi jesteśmy. Nie potrafilibyśmy zrozumieć innego człowieka i jego emocji. > Etyka... Taki nudny dział filozofii, że nikt nie chce czytać!Tak to prawda www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816Ale odsyłam też do wypowiedzi Pana Marcucha. www.racjon(*)m.php/s,457615/z,0/d,1#w457774> Bóg, którego wielbisz to swoiste połączenie człowieka i praw przyrody. Człowiek jako wyróżniony przedmiot w ogóle bytów i bezosobowe prawa mechaniki, którym niejako podlega przez swoją cielesność. Jesteś (mętną na razie) mieszanką humanisty z panteistą, pokrzepiającą się w integralności światopoglądowej mianem ateisty. Tak naprawdę bardzo trudno jest być prawdziwym ateistą, bo z jednej strony graniczy się z nihilizmem a to takie "fe", a z drugiej z panteizmem (a to też "fe" i "stare" w ogóle). Twoim bogiem jest wyidealizowany robot biologiczny zwany człowiekiem i ja to rozumiem, nie ma się czego wstydzić. Znam wielu praktykujących!Nie ma to jak chrześcijańskie miłosierdzie i tolerancja dla wątpiących. No i o czym tu - z takim nawiedzonym interlokutorem - prowadzić rozmowę? O jego intelektualnym zasklepieniu? O braku podstawowej wiedzy w przedmiotach, które tak obraźliwie epitetuje. O paru teologicznych sloganach i jego drobinie wiedzy w zakresie chrześcijańskiej filozofii? > Ale coś widzę, że dla Ciebie jest to głupie. Dlaczego? Czy miłość nie może być wartościowa sama w sobie? Czyż nie można żyć kultem miłości? To piękne!Tylko jeżeli jest to miłość do Boga i wówczas widać jak jest to ogromne ograniczenie intelektualne. Człowiek, to Fenomenalne zwierzę . Ogromnie złożone i emocję są bardzo ważne, ale nie tylko emocjami człowiek żyje. > Np. autorytet takiego Dawkinsa, biologa, haha!!pl.wikipedia.org/wiki/Richard_Dawkins> Który sam wierzy w ten swój autorytet,W 2004 był na pierwszym miejscu listy 100 największych intelektualistów Brytanii magazynu Prospect, uzyskując dwukrotnie więcej głosów niż następna na liście Germaine Greer. W 2007 został wymieniony przez magazyn Time jako jeden ze 100 najbardziej wpływowych ludzi świata.> bo we własnej książce wyraża nadzieję, że przekona czytelników do zmiany światopoglądu.Słuszna uwaga, gdyż z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. "Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne". Zbytni optymizm i wiara w racjonalność człowieka, to jego błąd. Widocznie nie czytał wypowiedzi pana Marcucha. > A jak jest polecany i zachwalany tu i tam...A najbardziej to boli różnych fideistów, w tym "katoli" > Ech... nie wiesz... no to się nie dowiesz, bo mi już ręce opadają. A swoim dzieciom będziesz mówił, że nie wolno bić kolegi w przedszkolu, bo mamy neurony lustrzane i jesteśmy zoon. Tak, tak, zoon!Szwedzi, obok Czechów, Estończyków, Norwegów i Duńczyków, są jednym z najbardziej ateistycznych społeczeństw w Europie. Proszę porównać statystyki przestępstw w tych krajach ze statystyką przestępstw w prawdziwie katolickim kraju, czyli Polsce. Jakoś też trudno dostrzec aby ateiści wypadali gorzej w innych badaniach. www.atheis(*)much-crime-as-the-religious-doWychowałem już własne dziecko i miałem spory wpływ na wychowanie innych. Wiedziałem jaką argumentację do nich kierować i żadne wskazówki religijne nie były mi w tym potrzebne. Chciałem wychować ludzi otwartych na świat, tolerancyjnych i życzliwych ludziom. Nie muszę się swoich wpływów wstydzić. Pan Marcuch ani nie musi, ani nie ma prawa mnie pouczać. Zdecydowanie bym nie chciał aby moi znajomi przypominali go w poglądach. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | >Problem w tym, że to o co pytasz to własnie była odpowiedź, a Ty jej nie rozumiesz przez swoją ignorancję. Ja się otwarcie przyznaję do tego, że moja niewiedza jest nieskończona, a moja wiedza bardzo ograniczona i wyrywkowa. Staram się tylko, na ile mi czas pozwala, trochę dokształcać, a moje sądy opieram z konieczności na syntezie fragmentów wiedzy. Odróżniłbym również naturalną człowiekowi niewiedzę od braku chęci zdobycia wiedzy, co nazwałbym zaledwie lenistwem. Istnieje jeszcze w przyrodzie przekonanie o połknięciu wszelkich rozumów powiązane z mniemaniem, że jest się mądrzejszym od innych - i to dopiero nazwałbym ignorancją.
>Błąd Naturalistyczny, Naturalistic fallacy to nazwa własna. Wałkowane X razy na forum w kontekście etyki. Tak się nazywa odklepywane przez Ciebie przekonanie o źródłach etyki w przyrodzie, reszta w intanecie. Czy ja się na pewno wypowiadziałem w sposób całkowicie jednoznaczny tezę, którą próbujesz mi przypisać? Proponuję jednak przeczytać jeszcze raz mój post. Tak, uważam, że źródła etyki istnieją w przyrodzie dokładnie o tyle, o ile umysł ludzki stanowi część przyrody. Etyka opiera się bowiem na ludzkich ideach - na UZNANIU przez ludzi tego, to co uważają za słuszne i dobre. Samo pojęcie dobra jest ideą i całe systemy etyczne opierają się na ludzkich ideach i ideałach. Do wyksztalcenia idei potrzebny jest natomiast mózg, a zwłaszcza umysł. Systemów etycznych można sobie w tym kontekście wyobrazić wiele i który z nich wybrać? Otóż sądzę, że tu potrzebna jest dokładna (samo)obserwacja, a wiele można się nauczyć z doświadczeń ludzkości. Wiele zależy tu od tego, czego sami chcemy. Jeśli chcemy być generalnie zadowoleni z życia, to sądzę, że nie da się tego osiągnąć bez odpowiedniego nastawienia do drugiego czlowieka. Sądzę, że właśnie z doświadczenia życia wśród ludzi i refleksji nad tym doświadczeniem wynika propozycja "nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe" i "kochaj bliźniego jak siebie samego". Zasady te nie są wyssane z palca, ani zesłane przez nietykalną transcendencję (choć takie mało zrozumiałe idee, często ich wypowiadaniu towarzyszą), lecz opierają się na poznaniu psychologii i psychosocjologii człowieka. Jak to bodaj powiedział Dalajlama: altruizm jest najlepszym z egoizmów. Czyli robi się coś dobrego dla innych, a tym samym samemu sobie. Sądze, że takie dobro jest znacznie lepsze od dóbr doczesnych, ale stwierdzenie tego wynika z doświadczenia, a nie z trudnej do zrozumienia idei transcendencji.
>Jakich kryteriów powinności dostarcza ateizm? Tylko jednej: nie wierzyć w Boga. Choć nie nazwałbym tego powinnością, a raczej pewną postawą światopogladową. Postawa ta może się opierac na róznych podstawach. W moim przypadku opiera się na sceptycyźmie. Choć muszę przyznać, że czasem mam pewne wątpliwości nawet co do mojego sceptycyzmu, ale pomińmy to na razie.
>Dlaczego nie wolno zabijać osób niepotrzebnych, kalekich dzieci, chorych na zespół Downa itd., skoro moglibyśmy zaoszczędzić na tym pieniądze? Chyba już odpowiedziałem - chciwość nie popłaca, jeśli w życiu chcemy byc szczęśliwi. Tu liczą się inne wartości, co nie oznacza, że są one nieracjonalne. Przyjaźń, miłość, dbałośc o drugiego człowieka - humanizm opierają się na empirycznym doświadczeniu, choć nieco innego rodzaju, niż doświadczenie ściśle pojętych nauk przyrodniczych. Jest to doświadczenie psychologiczne i wiedzy o czlowieku. Tu jednak mamy jak najbardziej związek z przyrodą, właśnie poprzez ewolucję, poprzez obserwację świata społeczeństw zwierzęcych i ludzkich oraz poprzez związek umysłu z ciałem. Oczywiście należy te związki wyjaśniać z wielką ostrożnością, bo nadinterpretacje prowadzą do nadużyć, co równiez zdarzało się w historii.
>(Humanizm odpowiada: bo człowiek jest bogiem, ale od biedy można, jeśli przyjąć, że ludzkość jest bogiem.) Guzik prawda. Nic takiego humanizm nie mówi.
>Ty odpowiadasz "bo mamy neurony lustrzane". Wcale tak nie odpowiadam. To Ty mi dorobiłeś pytanie do mojej wcześniejszej wypowiedzi. Mało to etyczne.
>Czy wszystko jest fizyczne? Chyba nie! Ja bym się jednak upierał przy moniźmie. Wszelkie badania go potwierdzają i tylko przeróżne wyobrażone wymysły mu przeczą.
ciąg dalszy w kolejnym wpisie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Pan Marcuch:Błąd Naturalistyczny, Naturalistic fallacy to nazwa własna. Wałkowane X razy na forum w kontekście etyki. Tak się nazywa odklepywane przez Ciebie przekonanie o źródłach etyki w przyrodzie, reszta w intanecie. Pan pisze: > Tak, uważam, że źródła etyki istnieją w przyrodzie dokładnie o tyle, o ile umysł ludzki stanowi część przyrody.I dalej: > Ja bym się jednak upierał przy monizmie. Wszelkie badania go potwierdzają i tylko przeróżne wyobrażone wymysły mu przeczą.Jeżeli monizm, to umysł jest funkcją mózgu i stanowi część obiektywnej rzeczywistości zwanej przyrodą. Kropka.> Etyka opiera się bowiem na ludzkich ideach - na UZNANIU przez ludzi tego, to co uważają za słuszne i dobre.Jaka etyka? Wynikająca z ludzkiej refleksji filozoficznej? Na przykład: pl.wikipedia.org/wiki/EtykaCzy z naukowej wiedzy o ziemskiej rzeczywistości? Na przykład: ekorozwoj.pol.lublin.pl/no2/l.pdf"obserwacje nad zwierzętami podważają wiele argumentów filozoficznych, tak, że można o statusie filozoficznym zwierząt mówić, używając terminu Pascala, jako o "intelektualnej uzurpacji". W ten sposób powstanie i rozwój etologii można nazwać drugą falą biologicznej zmiany statusu zwierząt. Trzecia fala związana będzie z powstaniem i rozwojem dyscyplin i subdyscyplin biologicznych związanych z neoewolucjonizmem (synkretyczną teoria ewolucji), w których skład (objawienie biosocjologiczne) wchodzi m. in. socjobiologia i genetyka populacyjna. Wskazują one po pierwsze na przypadkowy a nie kierunkowy proces ewolucji, po drugie (socjobiologia) ukazują zwierzęce i ludzkie społeczności jako analogiczne, po trzecie wreszcie odkrywają genetyczna bliskość człowieka i najbliżej z nim spokrewnionych Naczelnych". > Do wykształcenia idei potrzebny jest natomiast mózg, a zwłaszcza umysł.Umysł jest funkcją mózgu i możemy tylko mówić o coraz większej złożoności mózgu. www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadziwww.racjon(*)raba.slonia.a.posilkiem.zachwyNie istnieje żaden racjonalny powód aby pozwolić sobie narzucić etykę wynikającą tylko ze spekulacji religijno/filozoficznych. Człowieka należy widzieć w całej jego złożoności zwierzęco-kulturowej. Jesteśmy zwierzętami, ale fenomenalnymi zwierzętami, które nie powinny zapominać o swoim ogonie Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > Pan pisze:> >Tak, uważam, że źródła etyki istnieją w przyrodzie dokładnie o tyle, o ile umysł ludzki stanowi część przyrody.> I dalej:> >Ja bym się jednak upierał przy monizmie. Wszelkie badania go potwierdzają i tylko przeróżne wyobrażone wymysły mu przeczą.> Jeżeli monizm, to umysł jest funkcją mózgu i stanowi część obiektywnej rzeczywistości zwanej przyrodą.> Kropka.Oczywiście, że kropka, warto tylko się zastanowić nad tym, w jaki sposób my sami możemy wpływać na tą przyrodę - np. robiąc to, co należy. Ale właśnie - co należy? Badamy przyrodę i ze sposobu jej funkcjonowania wyciągamy coraz więcej wniosków o naszej konstrukcji, ale sami decydujemy o tym, jak się wobec innych ludzi i przyrody zachowywać. Jeśli w Polsce (gdzie indziej się z tym nie spotkałem) istnieje zwyczaj, w ramach którego młody człowiek powinien w autobusie ustąpić miejsca starszej osobie, to taki młody człowiek ma zawsze wybór - ustąpić albo nie. Zdarzają się tacy, którzy do tego zwyczaju się stosują, a inni nie, chociaż pewnie o nim słyszeli. Gdyby się uprzeć, to możnaby jakoś próbować naukowo wywodzić uzasadnienie dla tego zwyczaju (że np. - tak sobię teraz na szybko kombinuję - ewolucyjnie korzystna jest dbałość o ludzi starszych, gdyż oni mogą przekazać młodym mądrość, co zwiększa pomyślność przekazania lepszych memów, a może i nawet genów). (Pomijam w tym przykładzie kwestię spontanicznego przypływu empatii, bo mówimy o wyuczonym zwyczaju.) Tymczasem sądzę, że szacunek dla ludzi starszych jest po prostu kwestią kultury, bardzo zależną od danego regionu. Np. w Niemczech z takim zwyczajem się nie spotkałem. Oczywiście, że kultura jest niesiona przez mózgi i wszystko powstaje na poziomie neuronów, albo wręcz atomów, a jednocześnie zalążki kultury istnieją już u zwierząt. Nie zmienia to faktu, że w danym społeczeństwie ta sama norma etyczna powstaje, a w innym, podobnie rozwiniętym - nie powstaje. Nie mówiąc już o indywidualnej DECYZJI o zastosowaniu się do tej normy, która jest zależna od woli jednostki. Sądzę, że etyka jest przenoszona wraz z kulturą w memach (jeśli trzymać się tej terminologii), choć zapewne może mieć i skutek dla genów, ale nie bardziej, ni mniej niż inne treści kulturowe. Natomiast fakt, że w ogóle istnienie memów oparte jest na świecie fizycznym jest całkowicie oczywisty. Najistotniejsze jest jednak to, że etyka bierze się z osądu i decyzji (czasem wypracowywanej w długotrwałym procesie). Chodzi tu o UZNANIE co jest dobre, a co złe. Często to uznanie może być racjonalne i oparte na empirycznym doświadczeniu. Często jednak (i sądzę, że najczęściej) jest arbitralne i przy tej samej wiedzy przyrodniczej możnaby dojść do całkiem przeciwnych norm etycznych, w zależności od osoby (grupy osób), która te normy wywodzi. > Etyka opiera się bowiem na ludzkich ideach - na UZNANIU przez ludzi tego, to co uważają za słuszne i dobre.> Jaka etyka?> Wynikająca z ludzkiej refleksji filozoficznej?> Na przykład: pl.wikipedia.org/wiki/Etyka> Czy z naukowej wiedzy o ziemskiej rzeczywistości?> Na przykład: ekorozwoj.pol.lublin.pl/no2/l.pdfMamy kwestię praw zwierząt. Czy wiedza o ewolucji narzuca nam w tym zakresie wybory moralne? Oczywiście - wydaje się, że fakt bycia samemu zwierzęciem zobowiązuje mnie do większej dbałości o inne zwierzęta, a nawet do współczucia dla nich. Tak więc, czy wegetarianizm jest tu logiczną konskewencją? Ale można by również właśnie na obserwacji świata zwierząt oprzeć wręcz przeciwny wniosek - a mianowicie obserwując walkę o przeżycie pomiędzy gatunkami, która ostatecznie prowadzi do utrzymania równowagi w świecie fauny - można by stwierdzić, że człowiek nie powinien się z tej walki wyłamywać i jak najbardziej może zabijać i zjadać nawet inne ssaki - o ile tylko będzie to czynił w sposób zrównoważony dla ekosystemu. Którą opcję wybrać? Czy wynika to z nauki, czy z wyboru człowieka, który każdy musi dokonać? Oczywiście otwiera się tu pole dla dalszych uzasadnień - jak na przykład z jednej strony przyczynianie się przez produkcję paszy dla bydła przeznaczonego na produkcję mięsa do wycinania lasów tropikalnych, a z drugiej strony medyczne uzasadnienie dla zdrowotnej konieczności spożywania mięsa (lub też osłabienia tej konieczności wedle najnowszych piramid żywieniowych). Tak więc jednak nauka i wiedza? No to weźmy taką eutanazję. Czy nauka coś może podpowiedzieć w kwestii tego, czy wolno eutanazję stosować, czy nie? Obawiam się, że tu już decyzja jest w pełni uznaniowa - a uzasadnienia mogą być raczej filozoficzne niż naukowe. Mamy z jednej strony zakaz zabijania (wprawdzie "naukowo" uzasadniany chociażby w naukach społecznych), a z drugiej strony prawo do samostanowienia o własnym życiu (również "naukowo" uzasadniany na gruncie wiedzy o podmiotowej niezależności każdego człowieka). No i co? Czy ostateczną odpowiedź daje bezpośrednio nauka? Czy też jest to po prostu kwestia decyzji opartej na tym, które racje nas bardziej przekonają? > >Do wykształcenia idei potrzebny jest natomiast mózg, a zwłaszcza umysł.> Umysł jest funkcją mózgu i możemy tylko mówić o coraz większej złożoności mózgu.To właśnie miałem na myśli pisząc "zwłaszcza". > Nie istnieje żaden racjonalny powód aby pozwolić sobie narzucić etykę wynikającą tylko ze spekulacji religijno/filozoficznych. Człowieka należy widzieć w całej jego złożoności zwierzęco-kulturowej. Jesteśmy zwierzętami, ale fenomenalnymi zwierzętami, które nie powinny zapominać o swoim ogonie.To prawda, jednak nie jestem pewien, czy ta wiedza może nam zapewnić bezproblemowe rozwiązanie wszystkich problemów etycznych. Sądzę jednak, że opis natury nie narzuca powinności. To zawsze ludzie narzucają je sobie sami. Ewentualny racjonalizm norm etycznych (najczęściej) nie wynika z adekwatności do posiadanej wiedzy naukowej, lecz raczej z doświadczenia zadowolenia przy czynieniu tego, co uważamy za dobre i słuszne dla społeczeństwa. Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
> Badamy przyrodę i ze sposobu jej funkcjonowania wyciągamy coraz więcej wniosków o naszej konstrukcji, ale sami decydujemy o tym, jak się wobec innych ludzi i przyrody zachowywać.No właśnie! Co tu jeszcze dodawać? > Jeśli w Polsce (gdzie indziej się z tym nie spotkałem) istnieje zwyczaj, w ramach którego młody człowiek powinien w autobusie ustąpić miejsca starszej osobie, to taki młody człowiek ma zawsze wybór - ustąpić albo nie.Istniał, gdy ja byłem młody. Teraz to tylko wspomnienie. Młody wybiera tylko między szybkością a odepchnięciem. > Tymczasem sądzę, że szacunek dla ludzi starszych jest po prostu kwestią kultury, bardzo zależną od danego regionu. Np. w Niemczech z takim zwyczajem się nie spotkałem.Tak mi się wydawało. Na przykład - nie mając nadmiernego szacunku dla autorytetów - zawsze byłem dumnym z moich mistrzów. Jest dla mnie ważnym kogo mogłem wysłuchać, a kim porozmawiać, kogo przeczytać? > Mamy kwestię praw zwierząt. Czy wiedza o ewolucji narzuca nam w tym zakresie wybory moralne?Uważam, że nie sposób mówić współcześnie o moralności bez uwzględnienia dorobku np. Petera Singera> Oczywiście - wydaje się, że fakt bycia samemu zwierzęciem zobowiązuje mnie do większej dbałości o inne zwierzęta, a nawet do współczucia dla nich. [...] No i co? Czy ostateczną odpowiedź daje bezpośrednio nauka? Czy też jest to po prostu kwestia decyzji opartej na tym, które racje nas bardziej przekonają?Nie wiem! Odwołam się tu do wypowiedzi mojego przyjaciela. Izdebski pisze: Wolni czy zdeterminowani?
Czy posiadamy wolną wolę, czy też jesteśmy wytworami łańcuchów przyczyn i skutków? Czy podlegając koniecznościom przyczynowym możemy być wolni i w jakim zakresie? Philippe Meyer w "Złudzeniu koniecznym" napisał: Zdanie sobie sprawy z sił, którymi rozporządzamy, i sił, którym jesteśmy podporządkowani, prowadzi w sposób naturalny do poruszenia problemu wolności, a dokładniej wolności wyboru. Jaki margines swobody pozostaje każdej jednostce w kierowaniu własnymi działaniami po własnej myśli? Teraz, gdy w badaniach i dyskusjach naukowych wykazano, że zachowania ludzkie są po części sterowane genetycznie. (...) Rządy genów odznaczają się siłą i energią istoty żywej; przypadek ma w nich duży udział, natomiast fantazja - już nie, a tym mniej inicjatywa osobista. Na to nakłada się doniosła rola środowiska, które ingeruje w los ludzki już na etapie życia płodowego, przyswajania języka i formowania się świadomości. Rodzi się tu pytanie: Czy w głębinach ludzkiej osobowości zostało, choć trochę miejsca wolnego od podwójnej ingerencji: genów i środowiska; jakaś przestrzeń, w której człowiek dokonywałby wolnych wyborów? (...) Problem sił wrodzonych i nabytych wiedzie nas wprost do takich podstawowych pytań, obejmujących również pojęcie odpowiedzialności. Wynika z tego, że w jakiś sposób nie jesteśmy całkiem wolni, a konsekwencją tego powinno być uznanie, że nie odpowiadamy za wszystko, co robimy. Tylko za w pełni wolną decyzję można ponosić pełne konsekwencje. Decyzje ludzkie podlegają przeróżnym świadomym i nieświadomym uwarunkowaniom, ale przecząc indeterministycznie rozumianej "wolność woli" determinizm nie pozbawia człowieka wszelkiej wolności. Ludzie działający w określonej sytuacji - prawie zawsze - mają więcej niż jedną możliwość wyboru, i wraz z dokonaniem wyboru ponoszą odpowiedzialność moralną za podjętą decyzję.
Inni uczeni i filozofowie próbują pogodzić uznanie wolnej woli z determinizmem. Ale ani nauka, ani historia nie dostarczają materiału do ostatecznego rozstrzygnięcia Wolność, to znaczy, że możemy działać zgodnie z naszą wolą i nie działać, gdy tego nie chcemy. Rozum jest korzeniem, źródłem, początkiem prawdziwej wolności. Wolność jest zdolnością wyboru racjonalnej woli, czyli przysługuje tylko ludziom. Nie przysługuje zwierzętom, nawet tym, które mogą robić, co chcą. Wydaje się też, że człowiek jako jedyne ze zwierząt posiada - jak to nazwał antropolog, profesor Tadeusz Bielicki - "drugie piętro", pozwalające nam na podejmowanie decyzji wbrew uwarunkowaniom genetycznym, środowiskowym i społecznym. Mamy taką możliwość, ale czy z niej korzystamy, to już inna historia.> To prawda, jednak nie jestem pewien, czy ta wiedza może nam zapewnić bezproblemowe rozwiązanie wszystkich problemów etycznych.A co może: religia, filozofia, kodeksy powinności? Moim zdaniem nie istnieje (a nawet więcej nigdy nie będzie istniało) "bezproblemowe rozwiązanie wszystkich problemów etycznych" Zresztą jako zwolennik moralności relatywnej nie mam z tym zbyt wielkich kłopotów. Każdy przypadek należy rozstrzygać indywidualnie. Oczywiście na bazie dorobku etycznego ludzkości, a nie własnego "widzi mi się". > Sądzę jednak, że opis natury nie narzuca powinności.A jaki opis nam coś nam narzuca? W Biblii znajdzie Pan piękne opisy "Bann" (klątwa) masowego mordu wykonywanego w imię Boga. Czy ten opis współczesnym judeochrześcijanom coś narzuca? Wiedza o naturze rzeczy inteligentnych ludzi pobudza do refleksji, także tej moralnej. > To zawsze ludzie narzucają je sobie sami.Dokładnie tak. > Ewentualny racjonalizm norm etycznych (najczęściej) nie wynika z adekwatności do posiadanej wiedzy naukowej, lecz raczej z doświadczenia zadowolenia przy czynieniu tego, co uważamy za dobre i słuszne dla społeczeństwa.To Pańskie zdanie. Moim moralność każdego człowieka wynika z różnych źródeł, a których oczywiście jedne są bardziej dominujące od innych. Dla mnie oparcie się na naukowej wiedzy jest źródłem dominującym. Czy na sumienie bardziej wpływają "neurony lustrzane" (ewolucja), czy socjalizacja, jest tu rzeczą wtórną, choć ważną. PS. Dostałem w prezencie od zaprzyjaźnionego Jezuity książkę pt. Kondycja moralna społeczeństwa polskiego. Polecam. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >>Badamy przyrodę i ze sposobu jej funkcjonowania wyciągamy coraz więcej wniosków o naszej konstrukcji, ale sami decydujemy o tym, jak się wobec innych ludzi i przyrody zachowywać. >No właśnie! Co tu jeszcze dodawać? >>To prawda, jednak nie jestem pewien, czy ta wiedza może nam zapewnić bezproblemowe rozwiązanie wszystkich problemów etycznych. >>Sądzę jednak, że opis natury nie narzuca powinności. >A jaki opis nam coś nam narzuca? [...] Wiedza o naturze rzeczy inteligentnych ludzi pobudza do refleksji, także tej moralnej. >> To zawsze ludzie narzucają je sobie sami. >Dokładnie tak. >>Ewentualny racjonalizm norm etycznych (najczęściej) nie wynika z adekwatności do posiadanej wiedzy naukowej, lecz raczej z doświadczenia zadowolenia przy czynieniu tego, co uważamy za dobre i słuszne dla społeczeństwa. >To Pańskie zdanie. Moim moralność każdego człowieka wynika z różnych źródeł, a których oczywiście jedne są bardziej dominujące od innych. Dla mnie oparcie się na naukowej wiedzy jest źródłem dominującym. Czy na sumienie bardziej wpływają "neurony lustrzane" (ewolucja), czy socjalizacja, jest tu rzeczą wtórną, choć ważną. Trochę mnie Pan uspokoił. Nie wiem dlaczego, ale miałem wcześniej obawę, że mógł Pan chcieć wywodzić normy etyczne bezpośrednio z obserwacji nauk przyrodniczych. To by było chyba jakieś przyrodnicze prawo naturalne. Jest natomiast istotne, że będąc częścią przyrody powinniśmy ponosić odpowiedzialność za siebie i innych - przynajmniej w tym zakresie wolności wyboru, jaki nam ostatecznie przysługuje. Ale do Pana nie muszę przecież kierować tych słów - chodzi mi tylko o kwestię nastawienia, jakie w ogólności powinien przyjmować człowiek.
Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | >Istnieje jeszcze w przyrodzie przekonanie o połknięciu wszelkich rozumów powiązane z mniemaniem, że jest się mądrzejszym od innych - i to dopiero nazwałbym ignorancją. To jest "arogancja".
>Tak, uważam, że źródła etyki istnieją w przyrodzie dokładnie o tyle, o ile umysł ludzki stanowi część przyrody. Moim zdaniem umysł nie stanowi, znam mało bardzo ludzi, którzy myślą inaczej i właściwie tutaj się rozstajemy, bo nie ma co argumentować. >Do wyksztalcenia idei potrzebny jest natomiast mózg, a zwłaszcza umysł. Nie ma czegos takiego jak "mózg, a zwłaszcza umysł", problem nazywa sie fachowo "Problem umysł-ciało", szeroka literatura. W każdym razie umysłu z mózgiem się nie utożsamia ze względów dość elementarnych. Umysłu również nie obserwuje się w przyrodzie żadną aparaturą. Umysł nie ma masy, ładunku, prędkości itd., to przecież proste, jak można upierać się przy materialności umysłu?
> Wiele zależy tu od tego, czego sami chcemy. Nic w etyce nie zależy od tego co sami chcemy, nakazy moralne (takie z prawdziwego zdarzenia nie jakieś New Age bzdury itp.) zawsze ograniczają wolność, są przeciwko czemuś, czego chcemy. >Sądzę, że właśnie z doświadczenia życia wśród ludzi i refleksji nad tym doświadczeniem wynika propozycja "nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe" i "kochaj bliźniego jak siebie samego". To naiwne, są kontrprzykłady, ale dobra, już nie bedę się kłócił. >>Jakich kryteriów powinności dostarcza ateizm? >Tylko jednej: nie wierzyć w Boga. Kryterium powinnosci odpowiada na pytanie "Dlaczego coś trzeba (jesli w ogóle trzeba)?".
>>Dlaczego nie wolno zabijać osób niepotrzebnych, kalekich dzieci, chorych na zespół Downa itd., skoro moglibyśmy zaoszczędzić na tym pieniądze? >Chyba już odpowiedziałem - chciwość nie popłaca, jeśli w życiu chcemy byc szczęśliwi. Co? Ale ja pytam o konkretne powody, a nie o przysłowia ludowe. Jak to? Taki racjonalista przysłowiami sypie? Co to za zasada "chciwość nie popłaca", jest mnóstwo kontrprzykładów. Widzisz, tak sie składa, że to jest mądre, racjonalne i nawet humanistyczne pozbywać się ze społeczeństwa elementu wadliwego i przestarzałego. Społeczeństwo może tylko skorzystać i w pewnych przypadkach korzystało. Eugenika to całkiem praktyczna idea.
>>(Humanizm odpowiada: bo człowiek jest bogiem, ale od biedy można, jeśli przyjąć, że ludzkość jest bogiem.) >Guzik prawda. Nic takiego humanizm nie mówi. Przemyśl sprawę. Oczywiście, że otwarcie i literalnie żaden humanista tego nie wypowie. Ale co _przebija_ z humanizmu? A co znaczy, że "człowiek jest najwysza wartością", hę? To pytanie retoryczne, na które odpowiadają mądre książki.
>>Czy wszystko jest fizyczne? Chyba nie! >Ja bym się jednak upierał przy moniźmie. A proszę bardzo, nie podzielam. >Wszelkie badania go potwierdzają i tylko przeróżne wyobrażone wymysły mu przeczą. Absurd. Wszelkie "badania" (pewnie "naukowe" masz na myśli) go conajwyżej ZAKŁADAJĄ. A nawet nie wszelkie, bo to nie ma większego znaczenia dla nauki. Kwestia monizm/duzalizm nie jest racjonalna (metafizyka) i nie ma sensu rozstrzygać. Ja nie jestem materialistą monistą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
> >>>Tak, uważam, że źródła etyki istnieją w przyrodzie dokładnie o tyle, o ile umysł ludzki stanowi część przyrody.> Moim zdaniem umysł nie stanowi, znam mało bardzo ludzi, którzy myślą inaczej i właściwie tutaj się rozstajemy, bo nie ma co argumentować.Tak, ludzi, którzy samodzielnie myślą jest zdecydowana mniejszość, a z wiarą nie ma dyskusji. > >>>Do wyksztalcenia idei potrzebny jest natomiast mózg, a zwłaszcza umysł.> Nie ma czegos takiego jak "mózg, a zwłaszcza umysł", problem nazywa sie fachowo "Problem umysł-ciało", szeroka literatura.Jako wprowadzenie można przeczytać ten artykuł: www.racjonalista.pl/kk.php/t,633a pod artykułem komentarz Pana Scarabaeusa: Po przeczytaniu artykułu rozbolała mnie głowa, to nie tyle wina autora co porostu tak reaguję na tego typu wywody filozoficzne. Wiem, że jestem ignorantem w tym temacie, ale mam wrażenie, że filozofia jest czasem sztuką dla sztuki. Rozważania o umyśle/duszy bez odwoływania się do informatyki oraz co może i ważniejsze, pomijanie funkcjonowania mózgu/umysłu/duszy u zwierząt tak jakby człowiek istniał w jakiejś kosmicznej pustce uważam za bezwartościowe.> W każdym razie umysłu z mózgiem się nie utożsamia ze względów dość elementarnych.pl.wikipedia.org/wiki/Dusza_(religia)pl.wikipedia.org/wiki/Dusza_(filozofia)pl.wikiped(*)Dusza_(teologia_katolicka)> Umysłu również nie obserwuje się w przyrodzie żadną aparaturą. Umysł nie ma masy, ładunku, prędkości itd., to przecież proste, jak można upierać się przy materialności umysłu?A gdzie kto się upiera przy materialności umysłu. Tylko dla nauki jest oczywistym, że umysł jest funkcją mózgu. Wraz z mózgiem się rodzi i wraz z mózgiem umiera. > Kryterium powinności odpowiada na pytanie "Dlaczego coś trzeba (jesli w ogóle trzeba)?".A skąd te trzeba? Jednym jest Bóg koniecznym, a innym np. już Kant wystarcza. Trudności z określeniem normy moralności i istoty powinności moralnej związane jest z rozbieżnością przekonań, co jest w szczególnych przypadkach moralnie słuszne (nieodzowne) czy też niesłuszne. Działanie moralnie zgodne, może okazać się jedynie efektywnym środkiem osiągnięcia własnego szczęścia ze względu na jego osiągnięcie i równocześnie być przedmiotem nakazu autorytetu czyli "powinnym", ze względu na nakaz. Wskazują na to dwa sposoby ujawnienia moralnej powinności działania i wyodrębnienia jej od powinności pozamoralnej: pl.wikiped(*)87#Powinno.C5.9B.C4.87_moralna> Eugenika to całkiem praktyczna idea.To Pański pogląd, gdy Pan szuka wspólników, to trzeba im udowodnić takie same poglądy. > Przemyśl sprawę. Oczywiście, że otwarcie i literalnie żaden humanista tego nie wypowie. Ale co_przebija_z humanizmu? A co znaczy, że "człowiek jest najwysza wartością", hę? To pytanie retoryczne, na które odpowiadają mądre książki.Tak, najlepiej zajrzeć do "Protokołów mędrców Syjonu" lub katolickich opisów masonerii. Chcę Pan wstawić tu podtekst, że w humanizmie człowiek stawia się wyżej od własnych tworów, to ma Pan rację. Humanizm jest ateizujący, choć nie ateistyczny. > Czy wszystko jest fizyczne? Chyba nie!> >>>Ja bym się jednak upierał przy monizmie.> A proszę bardzo, nie podzielam.To oczywiste od samego początku Pańskich wypowiedzi na tym forum. > >>>Wszelkie badania go potwierdzają i tylko przeróżne wyobrażone wymysły mu przeczą.> Absurd. Wszelkie "badania" (pewnie "naukowe" masz na myśli) go conajwyżej ZAKŁADAJĄ.www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdfA nawet nie wszelkie, bo to nie ma większego znaczenia dla nauki. pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_naukowaTomasz Krauze: Korzyść jest taka, że nauka oparta na naturalizmie osiąga postęp i wyniki, i to w tempie geometrycznym. Są powody by twierdzić, że gdyby "zakute łby" (umysłowa ciasnota, pozwalam sobie powielić Pański styl) kościelnej hierarchii nie blokowały dzięki swej władzy postępu naturalizmu w nauce (począwszy mniej więcej od Kopernika, Bruno i Galileusza), obecny stan wiedzy i nauki byłby jakieś 300-400 lat do przodu, choć patrząc na to, co się dzieje, trudno stwierdzić czy to dobrze, czy źle. Proszę zauważyć, że Watykan odwrócił się od naturalistycznej nauki wtedy, kiedy rozwinęła się ona na tyle, że jej osiągnięcia zaczęły zagrażać biblijnej wizji świata, gdyż wcześniej od upadku kultury starożytnej, filozofia i nauka Zachodu rozwijała się prawie wyłącznie w łonie Kościoła, trzymana oczywiście w ryzach scholastyki. A scholastyka musiała ustąpić kiedy? Wtedy, kiedy nie można już było utrzymać naukowego naturalizmu metodologicznego i kolejnych odkryć naukowych w ryzach biblijnych prawd wiary.> Kwestia monizm/duzalizm nie jest racjonalna (metafizyka) i nie ma sensu rozstrzygać.Czytam prawie wszystkie Pańskie wypowiedzi i nie dostrzegam żadnych - w rozmowach z Panem - możliwości jakiś racjonalnych rozstrzygnięć. "Nikt nas nie przekona, że białe jest jest białe, a czarne jest czarne".> Ja nie jestem materialistą monistą. Gratuluję! Ale kto by się tego domyślił, gdyby nie Pańska deklaracja? Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >>Istnieje jeszcze w przyrodzie przekonanie o połknięciu wszelkich rozumów powiązane z mniemaniem, że jest się mądrzejszym od innych - i to dopiero nazwałbym ignorancją. >To jest "arogancja". Obydwie są zbliżone do siebie nie tylko brzmieniem opisujących je słów.
>>Tak, uważam, że źródła etyki istnieją w przyrodzie dokładnie o tyle, o ile umysł ludzki stanowi część przyrody. >Moim zdaniem umysł nie stanowi, Nie stanowi części przyrody? >znam mało bardzo ludzi, którzy myślą inaczej na tym forum to większość >i właściwie tutaj się rozstajemy, bo nie ma co argumentować. Uważam, że jak najbardziej jest co argumentować. Boisz się, że mnie przekonasz? Po co rozmawiasz?
>>Do wyksztalcenia idei potrzebny jest natomiast mózg, a zwłaszcza umysł. >Nie ma czegos takiego jak "mózg, a zwłaszcza umysł", problem nazywa sie fachowo "Problem umysł-ciało", szeroka literatura. W każdym razie umysłu z mózgiem się nie utożsamia ze względów dość elementarnych. A kto utożsamia? Pytanie tylko skąd się umysł bierze. Są tu oczywiście możliwe różne podejścia. Jednym z nich jest założenie istnienia duszy pochodzącej od Boga i wówczas o nic już nie trzeba pytać. Wówczas mamy: >i właściwie tutaj się rozstajemy, bo nie ma co argumentować Mam jednak wrażenie, że trudno jest zaobserwować umysł bez ciała i tu już ciekawe mogą być doświadczenia np. neurologii, psychiatrii, neurochirurgii, no i kognitywistyki. Jak działa umysł i jak jest powiązany z ciałem? Nie wiemy tego w pełni, ale dla mnie jest ważne, by można było coś tu stwierdzić w sposób weryfikowalny, a nie z góry tylko zakładając na wiarę - albo wedle swoich tylko wyobrażeń.
>> Wiele zależy tu od tego, czego sami chcemy.Nic w etyce nie zależy od tego co sami chcemy, nakazy moralne (takie z prawdziwego zdarzenia nie jakieś New Age bzdury itp.) zawsze ograniczają wolność, są przeciwko czemuś, czego chcemy. Ale my zastanawialiśmy się nad źródłami etyki. Uważam, że kształtuje ją społeczeństwo w ramach swej kultury. Można więc w dużym uproszczeniu powiedzieć, że morlaność jest taka, jaką chce mieć dane społeczeństwo. Oczywiście, że normy te są ograniczające, ale tworzą się właśnie dlatego, że są uznawane za słuszne.
>>Sądzę, że właśnie z doświadczenia życia wśród ludzi i refleksji nad tym doświadczeniem wynika propozycja "nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe" i "kochaj bliźniego jak siebie samego". >To naiwne, są kontrprzykłady, No to podaj jakiś kontrprzykład, bo nie wiem o co Ci chodzi. >ale dobra, już nie bedę się kłócił. To znaczy, że pomimo tej rzekomej naiwności i istnienia kontrprzykładów się jednak w sumie w tym punkcie zgadzasz, czy co? W każdym razie uważam, że istnieje zarówno racjonalne wytłumaczenie istnienia zjawiska miłości, jak również racjonalne uzasadnienie dla etycznej postawy miłości bliźniego. Jednego z drugim jednak nie należy koniecznie mieszać, jak Ty mi to próbowałeś przypisać.
>>>Jakich kryteriów powinności dostarcza ateizm? >>Tylko jednej: nie wierzyć w Boga. >Kryterium powinnosci odpowiada na pytanie "Dlaczego coś trzeba (jesli w ogóle trzeba)?". Obciąłeś moją poprzednią wypowiedź, a brzmiała ona: "Tylko jednej: nie wierzyć w Boga. Choć nie nazwałbym tego powinnością, a raczej pewną postawą światopogladową. Postawa ta może się opierac na róznych podstawach. W moim przypadku opiera się na sceptycyźmie."
To sceptycyzm dostarcza pewnej normy powinności, a mianowicie: nie wierzyć w nic bez racjonalno-empirycznego uzasadnienia. Tak więc ze sceptycyzmu prosta droga do ateizmu. Na odwrót niekoniecznie. Jednocześnie, postawa sceptyczna wcale nie wyklucza doświadczania życia w całości jego bogactwa. Uważam, że można sobie nawet pozwolić na uniesienia nazywane wręcz "mistycznymi", chodzi tylko o to, by w sposób nieuzasadniony nie przyjmować czegoś za prawdę.
ciąg dalszy w kolejnym poście
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >>Moim zdaniem umysł nie stanowi, >Nie stanowi części przyrody? Podałem konkretne argumenty w postaci własności fizycznych, których umysł nie posiada. Prościej: jeżeli czegoś nie można _zlokalizować_ w przyrodzie, to jak można mówić, że to coś jest jej częścią? Software nie jest częścią hardware'u. >>znam mało bardzo ludzi, którzy myślą inaczej >na tym forum to większość Nie zawężaj grona autorytetów do jakiegoś forum, tylko spojrzyj na historię filozofii i nauk przyrodniczych. Jeszcze raz: fachowo problem nazywa się "Problem ciało-umysł" (body-mind problem, dylemat psychofizyczny itp.) i istnieje bogata literatura w tym temacie. Nie ma sensu o tym dyskutować bo temat wątku jest inny. >>i właściwie tutaj się rozstajemy, bo nie ma co argumentować. >Uważam, że jak najbardziej jest co argumentować. Boisz się, że mnie przekonasz? Po co rozmawiasz? Widzisz, jeśli wychodzi się z różnych założeń, to dyskusja nie ma sensu. Ale Ty wolisz pomyśleć, że ja się "boję". Bardzo mi miło! Jak sobie rozkminisz problem ciało-umysł, to wrócimy do tego tematu. Polecam jako wstęp "Przewodnik po metafizyce", Wydawnictwo WAM, 2011.
>Jednym z nich jest założenie istnienia duszy pochodzącej od Boga i wówczas o nic już nie trzeba pytać. Pochodzenie czegoś od Boga to wyjaśnienie w teologicznym systemie odniesień i nie zastępuje ono wyjaśnienia filozoficznego czy naukowego. Pytanie pozostaje otwarte, tylko w innych kontekstach i znaczeniach.
>Mam jednak wrażenie, że trudno jest zaobserwować umysł bez ciała Trudno też zaobserwować program bez komputera, film bez ekranu i trójkąt bez czegoś trójkątnego.
>Nie wiemy tego w pełni, ale dla mnie jest ważne, by można było coś tu stwierdzić w sposób weryfikowalny Jeszcze nikt nie stwierdził tu nic w sposób weryfikowalny, pozostaje więc Ci wierzyć, że umysł jest częścią przyrody.
>Ale my zastanawialiśmy się nad źródłami etyki. Uważam, że kształtuje ją społeczeństwo w ramach swej kultury. Owszem, społeczeństwo narzuca swoją wolę jednostce i pewnie podszywa się pod anonimowe, nieokreślone, "zewnętrzne" źródło wszelkich norm - ale z chwilą kiedy człowiek uświadamia sobie, że robi coś tylko dlatego, że jest to "mile widziane", przestaje być to norma moralna. Zawsze można zapytać: dlaczego coś trzeba - bo tłum tak chce? To jest "moralność" oparta na przemocy tłumu wobec jednostki, albo na instynkcie stadnym małp albo kretynów. Człowieka stać na autorefleksję i tu się zaczyna unieważnienie takiej "moralności".
>Można więc w dużym uproszczeniu powiedzieć, że morlaność jest taka, jaką chce mieć dane społeczeństwo. 1) Skąd wiadomo czego chciałoby społeczeństwo gdyby mogło tutaj wybierać? Nie można tego sprawdzić, czy racjonalnie zbadać. Jest wiele społeczeństw i różnią się co do tego "czego chcą", a zatem w naturze ludzkiej nie ma wzorca etyki, żadne społeczeństwo nie jest najmądrzejsze. A najgorzej w porównaniu wypadają ateiści, bo ani nie tworzą społeczeństwa, ani za bardzo wiedzą "jakiej moralności chcą". 2) Z tego, że akurat "tak chce społeczeństwo" jeszcze nie wynika, że to właśnie ono jest ostatecznym źrodłem norm moralnych. Ale jest ostatnim źródłem jakie może zaobserwować nauka szczegółowa zwana socjologią - i dlatego ateistyczno-scjentystyczne poszukiwania nie sięgają dalej niż wyniki socjologii. Należy odróżniać pojęcie moralności filozoficzne od socjologicznego, bo oba funkcjonują w innych systemach odniesienia. Nauka stwierdza regularności i zależności zachowań ludzkich i posługuje się logiką zdań. Etyka posługuje się logiką (modalną) powinności.
Socjologia może stwierdzić, że dane zachowanie jest częste, ale nie może stwierdzić czy jest bezwarunkowo słuszne. Społeczeństwo chce za darmo ściągać wszystkie treści z Internetu. Wiadomo jednak, że to jest złe bo w ten sposób okrada się twórców. 80% ludzi nie popiera reformy emerytalnej - to jednak nie znaczy, że mają "rację". Społeczeństwo byłoby gotowe poswięcić anonimowego członka dla ratowania ważnej osobistości. Ale pojęcie godności ludzkiej podpowiada, że tak czynić nie można. Bywają społeczeństwa rasistowskie, faszystowskie itd.
Podusmowując, twoja moralność "z woli społeczeństwa" jest moralnością motłochu i jest mniej więcej tyle warta co gusta malarskie motłochu. Tłum, na szczęście, zwykle bywa zapatrzony w tzw. "autorytety moralne": nieliczne jednostki, posiadające właściwe rozeznanie - i to już zupełnie rozwala koncepcję decydującej większości.
>>>właśnie z doświadczenia życia wśród ludzi i refleksji nad tym doświadczeniem wynika propozycja "nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe" i "kochaj bliźniego jak siebie samego". >>To naiwne, są kontrprzykłady, >No to podaj jakiś kontrprzykład, bo nie wiem o co Ci chodzi. Naprawdę? Tyran, złodziej, oszust, morderca, cwaniak, szowinista. Każdego z nich stać na jakiś namysł etyczny, wielu dobrze wie, że byłoby dobrze gdybyśmy się kochali - ale przecież jest lepiej jeśli "ja" wykorzystuję miłość wszystkich do mnie! To mądre i racjonalne wykorzystywać innych we własnym interesie. Również z życia wśród ludzi i refleksji wynika ta propozycja.
>racjonalne uzasadnienie dla etycznej postawy miłości bliźniego Takie uzasadnienie nie istnieje, w co Ty wierzysz? Miłość nie jest racjonalna, naprawdę nie trzeba daleko szukać, każdy Ci to powie. Miłość nie wynika z żadnego "namysłu", z żadnej argumentacji, z żadnego rachunku zysków i strat, czy co tam jeszcze osbie utożsamiasz z "racjonalizmem". W znacznej większości przypadków miłość doprowadza ludzi do rozwiązań przeciwnych rozwiazaniom racjonalnym. To jest fakt, nie moja opinia. Analogicznie: nieracjonalne jest zaufanie.
>To sceptycyzm dostarcza pewnej normy powinności, a mianowicie: nie wierzyć w nic bez racjonalno-empirycznego uzasadnienia. Pytanie brzmi, powtarzam: "Dlaczego?", "D l a c z e g o coś w ogóle trzeba?".
>Tak więc ze sceptycyzmu prosta droga do ateizmu. Nieprawda, bo do agnostycyzmu. A właściwie: do niczego, bo co może być po afirmacji wielkiego zn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | znaku zapytania? Chyba wielka czarna Kropa!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | > >Tak więc ze sceptycyzmu prosta droga do ateizmu.> Nieprawda, bo do agnostycyzmu. A właściwie: do niczego, bo co może być po afirmacji wielkiego znaku zapytania? >Chyba wielka czarna Kropa!Uważam Cię za inteligentnego i najwyraźniej oczytanego człowieka. Jednak zastanawia mnie jak potrafisz łączyć miejscami dość logiczne analizy z nagłą skłonnością do totalnej poetyckości. Powyższa Twoja wypowiedź jest tego wymownym przykładem: > >Tak więc ze sceptycyzmu prosta droga do ateizmu.> Nieprawda, bo do agnostycyzmu.Masz całkowitą rację! > A właściwie: do niczego, bo co może być po afirmacji wielkiego znaku zapytania? Chyba wielka czarna Kropa!A próbowałeś kiedyś zamiast emocjonalnej poezji przeanalizować - tak nawet tylko dla żartów - konsekwentną sceptyczną postawę w sposób w pełni logiczny? Możemy zrobić taką próbę. Zobaczymy co zostanie. Czy będzie to przypominało czarną kropę, czy może coś innego. Do biegu, gotowi, START: Dla pewności trzeba zakwestionować dokładnie wszystko. Założmy więc, że nic nie istnieje. Czy taki wniosek jest uprawniony? Ale kto stwierdza, że nic nie istnieje? To chyba mówi coś we mnie? Skoro coś tak myśli we mnie, to chyba musi istnieć? Poza tym wyświetlają mi się przed oczami jakieś obrazy... Dochodzą do mnie jakieś dźwięki... Pod palcami czuję dotyk, tego co wiem, że zwie się klawiaturą. Dostrzegam więc jakiś świat. Czy ten świat jest we mnie - w moim umyśle? Czy może to, co nazywam zmysłami styka się z obiektywnie istniejącym światem zewnętrznym? ( Tu całkiem eleganckie odrzucenie solipsyzmu przy pomocy brzytwy Ockhama: www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w484634). Ale - tak, czy inaczej - dostrzegam, że ten świat, który odbieram w umyśle charakteryzuje się pewnymi prawami i zależnościami. Wchodzę do wanny, wylewa się woda. Wypuszczam jabłko z ręki, spada na ziemię. Uśmiecham się do znajomej, ona do mnie też - ale nie zawsze. Jakie tu mogą panować zasady? Jak je odkryć? Wymyślać sobie historyjki? Wierzyć innym na słowo? Czy może dalszy konsekwentny sceptycyzm doprowadzi mnie do lepszych rezultatów? Czy nie jest fascynujące poznawanie zależności istniejących w tym świecie? Jeśli dodać do tego samo doświadczanie życia, to czego jeszcze chcieć więcej? Sam prawie wybiegłem w poetyckość - tymczasem mieliśmy przecież zweryfikować, do jakich rezultatów dojdziemy przy zastosowaniu konsekwentnego sceptycyzmu. Chciałem zauważyć, że doszliśmy do naturalnego świata - to tu jesteśmy w domu.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >Założmy więc, że nic nie istnieje. Marzyciel.
To popularny wśród filozofów (i matematyków) problem, iż wyobrażają sobie optymistycznie, że pewne rozumowanie istotnie mozna przeprowadzić, albo poczucie, iż musi istnieć jakiś wniosek z danego rozumowania, jakiś obiekt spełniający ogólne kryteria. "Weźmy zbiór funkcji ciągłych w przedziale (a, b)." Fajnie - tylko nie czarujmy się, żeśmy te wszystkie funkcje każdą z osobna pomyśleli! Coś krótko Ci zajęło to założenie. A jakim cudem doszedłeś do następującego pytania w świetle tego założenia, to już istna tajemnica. >Ale kto stwierdza, że nic nie istnieje? Kot Filemon. >To chyba mówi coś we mnie? Głos z 5-10-15. >Poza tym wyświetlają mi się przed oczami jakieś obrazy... PRZED oczami? Na pewno przed? >Dochodzą do mnie jakieś dźwięki...
Zanim poszukasz absolutnej próżni, spróbuj wyobrazić sobie coś "prostszego": że nie ma tylko Ciebie. Unikniesz tych naiwnych pytań "kto stwierdza(...)?", bo przecież NIKT nie stwierdza, haha!
Mod: Niech to będzie ostatnia wypowiedź w tym tonie, Marcuch. Kolejna trafi do Oślej, dalsze zaowocują banem
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >>Założmy więc, że nic nie istnieje. >Marzyciel. (...) >Mod: Niech to będzie ostatnia wypowiedź w tym tonie, Marcuch. (...)
Przepraszam, nie chciałem nikogo dotknąć.
Powiem to samo ogólniej: adwersarzu mój, najpierw orzekasz, że nie ma nic, a potem wbrew temu mówisz o różnych "cosiach", rzeczach, okolicznościach, sposobach, zjawiskach, procesach, całym szeregu różnych spraw ("kto", "stwierdza", "to", "mówi", "coś", "mnie", "poza tym", "wyswietlają się", "przed", "oczami", "obrazy", "dochodzą", "dźwięki"). Jak "nic", to "nic". Albo rybki albo przewóz, nie ma róży bez ognia!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >Powiem to samo ogólniej: adwersarzu mój, najpierw orzekasz, że nie ma nic, a potem wbrew temu mówisz o różnych "cosiach", rzeczach, okolicznościach, sposobach, zjawiskach, procesach, całym szeregu różnych spraw ("kto", "stwierdza", "to", "mówi", "coś", "mnie", "poza tym", "wyswietlają się", "przed", "oczami", "obrazy", "dochodzą", "dźwięki"). >Jak "nic", to "nic". Albo rybki albo przewóz, nie ma róży bez ognia! Całe szczęście, że tu zajrzałem na stronę, bo powiadomienia o tym Twoim wpisie nie dostałem. Odpowiedziałeś moderatorowi.
Dziwne, powołujesz się często na przeróżnych filozofów, a tu taka - jak dla mnie pod każdym względem podstawowa myśl sprawia Ci kłopot:
>najpierw orzekasz, że nie ma nic nie orzekam, tylko zakładam.
Następnie pytam, czy to założenie może być poprawne.
Skoro jednak pytam, czy może być poprawne, to znaczy że właśnie jest ktoś, kto pyta. Oznacza to, że w każdym razie ja istnieję. A więc nie może być tak, że nic nie istnieje.
W skrócie: nie da się orzec (jak to mówisz), że nie ma niczego, bo jeśli nawet tak orzeczesz, to musisz dostrzec, że przynajmniej istnieje ten, kto to orzeka.
Skoro więc jest tak, że istnieję, to następnie badam to doświadczenie istnienia i tu już mamy właśnie to, co określiłeś tak: >mówisz o różnych "cosiach", rzeczach, okolicznościach, sposobach, zjawiskach, procesach, całym szeregu różnych spraw ("kto", "stwierdza", "to", "mówi", "coś", "mnie", "poza tym", "wyswietlają się", "przed", "oczami", "obrazy", "dochodzą", "dźwięki"). do których również można podchodzić sceptycznie, ale siłą rzeczy zawsze empirycznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >nie orzekam, tylko zakładam. >Następnie pytam, czy to założenie może być poprawne. Co jest właśnie przyczynkiem do absurdalności całego "wywodu". To "założenie" nie jest ani "poprawne", ani "niepoprawne" - ono jest kompletnie bezsensowne! Jest pozorem myśli, pseudozdaniem, zdanioidem, asemantycznym bełkotem, z którego nie można uczynić żadnego kroku naprzód. Ty jednak takie kroki jak gdyby ochoczo podejmujesz, co budzi z mej strony ciepły uśmiech zdolny zapalić nawet bzzt.. bzzt!... czerwoną lampę.
Jeszcze raz: zanim do końca nie pomyślimy, nie udawajmy, że jesteśmy w stanie pomyśleć (czy to aby nie oszustwo?).
Normalnie... Wielkie Czarne " Ę?"
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >>nie orzekam, tylko zakładam. >>Następnie pytam, czy to założenie może być poprawne. >Co jest właśnie przyczynkiem do absurdalności całego "wywodu". To "założenie" nie jest ani "poprawne", ani "niepoprawne" - ono jest kompletnie bezsensowne! Dlaczego? Jaka jest różnica między "niepoprawne" a "bezsensowne"?
>Jest pozorem myśli, Nie wiem dlaczego myśl "nic nie istnieje" ma być pozorem myśli. W takim razie "Bóg istnieje" też jest pozorem myśli. Obydwie te myśli weryfikuje bowiem doświadczenie. Jednak nie oznacza to, że myśli jako takie są pozorne.
>z którego nie można uczynić żadnego kroku naprzód. zgoda
>Ty jednak takie kroki jak gdyby ochoczo podejmujesz, co budzi z mej strony ciepły uśmiech zdolny zapalić nawet bzzt.. bzzt!... czerwoną lampę. Nie rozumiem.
>Jeszcze raz: zanim do końca nie pomyślimy, nie udawajmy, że jesteśmy w stanie pomyśleć (czy to aby nie oszustwo?). Interesujące, ale nie wiem, czy do końca się rozumiemy. Na podstawie introspekcji mogę stwierdzić, że me myśli po prostu pojawiają się w mej świadomości. Trudno mi jest zaprzeczyć temu faktowi.
>Normalnie... Wielkie Czarne " Ę?" Nie rozumiem.
Mam prośbę. Czy mógłbyś się wyrażać ściślej i mniej poetycko?
To jest racjonalne forum a nie poezji śpiewanej i trudno się rozmawia, jak notorycznie śmiałki opałki fikołkami wyczyniasz.
Naczytałeś się książek i w pelni spontanicznie i artystycznie je przetwarzasz. Taka z Tobą rozmowa.
Ja staram się stosowac zasady logiki i empiryzmu, a ty mi na to, ze flaki z olejem czerwona ścierka na bzgdjaieusdposnnc[osdnv[osdnvosdnv]osvh]sov]svjh]ofshv]\sjv]\isjhnvISJV dobRanoc
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >Jaka jest różnica między "niepoprawne" a "bezsensowne"? "Niepoprawne" to logicznie sprzeczne z innymi zdaniami uznanymi za prawdziwe, a bezsensowne to pozbawione treści i logicznie nieokreślone. >Nie wiem dlaczego myśl "nic nie istnieje" ma być pozorem myśli. >W takim razie "Bóg istnieje" też jest pozorem myśli. >Obydwie te myśli weryfikuje bowiem doświadczenie. Przez chwilę brzmiało interesująco, ale ten wszechmogący empiryzm... Przecież jeśli nic nie istnieje, to i empiryzm nie istnieje, ani żadne doświadczenie. Skąd ten strach przed pójściem na całość?
>>z którego nie można uczynić żadnego kroku naprzód. >zgoda >>Ty jednak takie kroki jak gdyby ochoczo podejmujesz, co budzi z mej strony ciepły uśmiech zdolny zapalić nawet bzzt.. bzzt!... czerwoną lampę. >Nie rozumiem. Pomyślałeś swoje założenie w postaci wyglądu zdania, a nie treści tego zdania. Cóż z tego, że powiesz sobie w głowie "nic nie istnieje", skoro nie nadasz temu tekstowi sensu, nie podejmiesz stosownego wyobrażenia (takie wyobrażenie przekracza możliwości ludzkiego umysłu). A więc wszystkie następne zdania, wątpliwości, wnioski z i w kontekście tego czegoś zwanego "założeniem" są czysto życzeniowymi i zabawnymi "krokami naprzód".
>Na podstawie introspekcji mogę stwierdzić, że me myśli po prostu pojawiają się w mej świadomości. Trudno mi jest zaprzeczyć temu faktowi. Zauważ jednak, że czasem myśli pojawiają się w swojej autentycznej treści, a czasem tylko jako sformułowania bez pokrycia - to są "pozorne myśli".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >Pomyślałeś swoje założenie w postaci wyglądu zdania, a nie treści tego zdania. Cóż z tego, że powiesz sobie w głowie "nic nie istnieje", skoro nie nadasz temu tekstowi sensu, nie podejmiesz stosownego wyobrażenia (takie wyobrażenie przekracza możliwości ludzkiego umysłu). To w tym nawiasie jest najistotniejsze.
>A więc wszystkie następne zdania, wątpliwości, wnioski z i w kontekście tego czegoś zwanego "założeniem" są czysto życzeniowymi i zabawnymi "krokami naprzód". Tak, właśnie dlatego najwyraźniej widać, że hipoteza nieistnienia niczego okazuje się być fałszywa.
>>Na podstawie introspekcji mogę stwierdzić, że me myśli po prostu pojawiają się w mej świadomości. Trudno mi jest zaprzeczyć temu faktowi. >Zauważ jednak, że czasem myśli pojawiają się w swojej autentycznej treści, a czasem tylko jako sformułowania bez pokrycia - to są "pozorne myśli". mmmm. Ja raczej uważam za istotny podział na "weryfikowalne zmysłowo" i "ideowe". Nie wiem, czy to chciałeś powiedzieć.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | usunięte (podwójny wpis)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Pan Marcuch:Nie ma czegoś takiego jak "mózg, a zwłaszcza umysł", problem nazywa sie fachowo "Problem umysł-ciało", szeroka literatura. W każdym razie umysłu z mózgiem się nie utożsamia ze względów dość elementarnych. Umysłu również nie obserwuje się w przyrodzie żadną aparaturą. Umysł nie ma masy, ładunku, prędkości itd., to przecież proste, jak można upierać się przy materialności umysłu? Po przeczytaniu tylko tej literatury to rzeczywiście trudno: www.kognitywistyka.upjp2.edu.pl/index.php?s=art, ale po przeczytaniu jeszcze tego, to już znacznie łatwiej: www.fizyka(*)ons/kmk/06-Mozg-Dusza-Duch.pdf postepy.fuw.edu.pl/zjazdy/Torun2001/Duch.pdf pl.wikipedia.org/wiki/António_DamĂĄsio> Podałem konkretne argumenty w postaci własności fizycznych, których umysł nie posiada. Prościej: jeżeli czegoś nie można _zlokalizować_ w przyrodzie, to jak można mówić, że to coś jest jej częścią?Neurony tworzą gęstą sieć połączeń przez synapsy, stanowiące złącza poszczególnych komórek. Wnętrze neuronu to prawdziwe laboratorium chemiczne, w którym podstawową rolę odgrywają jony sodu i potasu oddzielone od siebie błoną. Cały proces jest przemienny, chemiczno-elektryczny. Gdy na skutek impulsu z dendrytów jony zaczynają się przemieszczać, pojawia się sygnał elektryczny, który zostaje przekazywany aksonem przez synapsy do dendrytów innych neuronów. Już sama synapsa jest tworem wielce złożonym, aktywnie pośredniczącymi w przekazywaniu informacji. Dwa neurony nie stykają się bezpośrednio, między nimi jest przerwa (około 1/4 mikrometra szerokości). Iglica (impuls) biegnie wzdłuż aksonu i gdy dociera do błony presynaptycznej synapsy przez kanały jonowe uwalniane są porcje związków chemicznych zmagazynowane w pęcherzykach. Gdy jonowe wrota otwierają się, to możliwy jest przepływ obdarzonych ładunkiem elektrycznym jonów do wewnątrz lub na zewnątrz posynaptycznej strony synapsy. Proces ten - w większości przypadków, w ogólnych zarysach - przebiega następująco: elektryczność → chemia → elektryczność. Ponieważ te cząsteczki chemiczne są bardzo małe, to również bardzo niewielkie stężenia mogą ten proces zakłócać. W zależności od rodzaju substancji chemicznej pośredniczącej w przekazywaniu pobudzenia, wyróżnia się synapsy pobudzające i hamujące, wykorzystujące różne neuroprzekaźniki. [...]
Mówiąc najprościej, mózg składa się z komórek nerwowych, które przewodzą i przekazują bodźce innym komórkom nerwowym. Każda z nich jest zdolna do przyjęcia i przewodzenia bodźca z jednego końca na drugi, gdzie uwalnia substancję chemiczną (neuroprzekaźnik) - stanowiącą bodziec dla drugiej komórki. A następnie ładuje się na nowo, przygotowując do przekazania następnego bodźca. W mózgu występuje około pięćdziesięciu neuroprzekaźników, z których najważniejsze to dopamina, adrenalina, noradrenalina, serotonina i acetycholina, a każdemu rodzajowi odpowiada specyficzny typ receptora. Dokładniej - kilka, każdy o odmiennej zdolności zapoczątkowania serii chemicznych i elektrochemicznych zdarzeń w komórkach odbierających sygnał.
Neuron przy zewnętrznym oglądzie zwodzi prostotą, ale gdy próbujemy poznać, zrozumieć i opisać jego funkcje zaczynamy zdawać sobie sprawę z niezwykłej złożoności. Przy tym nie można rozważać działania pojedynczego neuronu w oderwaniu od innych. Problemem jest poznanie i zrozumienie ich zróżnicowania i specjalizacji w analizach efektu działań zespołów komórkowych. www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadzi> Software nie jest częścią hardware'u.Bez hardware nie ma software, a bez mózgu umysłu. > Jeszcze nikt nie stwierdził tu nic w sposób weryfikowalny, pozostaje więc Ci wierzyć, że umysł jest częścią przyrody.Uzależnienie umysłu od mózgu jest całkowicie naukowo potwierdzone i żadna wiara nie jest tu potrzebną. Mózg jest częścią przyrody, a świadomość/umysł jego funkcją. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Piękna w cytacie kolegi Marcucha jest ta miażdżąca podpórka "szeroka literatura" plus problem, który nazywa się "fachowo". To naprawdę wymiata i tak zamaszyście, z przytupem, ma kończyć dyskusję autorytetem/ami, tym razem nieznanym (w odróżnieniu od Kołakowskiego).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Piękna w cytacie kolegi Marcucha jest ta miażdżąca podpórka "szeroka literatura" plus problem, który nazywa się "fachowo". To naprawdę wymiata i tak zamaszyście, z przytupem, ma kończyć dyskusję autorytetem/ami, tym razem nieznanym (w odróżnieniu od Kołakowskiego). Wielce Szanowny Pan Marcuch - jak zdecydowana większość absolwentów katolickich uczelni lub katolickich wydziałów na świeckich uczelniach - ma zwyczaj traktować innych z góry, ale to zjawisko naturalne. Im większa głupota, tym pycha większa. Trudno jest im jest sobie uświadomić tą oczywistość, że nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej niż uczynimy to sami. Czasem przydają się tacy na naszym forum dla lepszego lub bardziej komunikatywnego wyrażenia swoich przemyśleń, a mnie się przydają do permanentnej weryfikacji mojej pamięci. Czyli opóźniają oddanie się sklerozie. Za co jestem im wdzięcznym.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >Wielce Szanowny Pan Marcuch Dziękuję, dziękuję! > - jak zdecydowana większość absolwentów katolickich uczelni lub katolickich wydziałów na świeckich uczelniach - ma zwyczaj traktować innych z góry, ale to zjawisko naturalne. Niech pan jeszcze napisze o innych zjawiskach naturalnych! >Im większa głupota, tym pycha większa. Trudno jest im jest sobie uświadomić tą oczywistość, że nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej niż uczynimy to sami. Czasem przydają się tacy na naszym forum dla lepszego lub bardziej komunikatywnego wyrażenia swoich przemyśleń, a mnie się przydają do permanentnej weryfikacji mojej pamięci. Czyli opóźniają oddanie się sklerozie. Za co jestem im wdzięcznym. Zabieram się do kolekcjonowania wypowiedzi publicznych wyłącznie na temat mojej skromnej osóbki!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >>>>Wielce Szanowny Pan Marcuch >Dziękuję, dziękuję! Uważam się za humanistę i jako taki mam szacunek dla każdego człowieka.
>>>> - jak zdecydowana większość absolwentów katolickich uczelni lub katolickich wydziałów na świeckich uczelniach - ma zwyczaj traktować innych z góry, ale to zjawisko naturalne. >Niech pan jeszcze napisze o innych zjawiskach naturalnych! Może zacytuję tu Einsteina: "Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej".
>Zabieram się do kolekcjonowania wypowiedzi publicznych wyłącznie na temat mojej skromnej osóbki! Moje gratulacje. Rozumiem, że to się ma nijak do pierwszego zdania mojej wypowiedzi: "Im większa głupota, tym pycha większa".
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | > Dwa neurony nie stykają się bezpośrednio, między nimi jest przerwa (około 1/4 mikrometra szerokości). Jakże to PIĘKNE, DOBRE i PRAWDZIWE... Dziękuję!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
Izdebski: Dwa neurony nie stykają się bezpośrednio, między nimi jest przerwa (około 1/4 mikrometra szerokości). > Jakże to PIĘKNE, DOBRE i PRAWDZIWE...Całkowicie się z Panem zgadzam:   > Dziękuję!  Bardzo proszę: "Bóg luk a granice nauki"@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > Podałem konkretne argumenty w postaci własności fizycznych, których umysł nie posiada. Prościej: jeżeli czegoś nie można _zlokalizować_ w przyrodzie, to jak można mówić, że to coś jest jej częścią?Neurochirurdzy jakoś sobie z tym radzą. Mam kolegę, któremu wycięli guza z mózgu. Musieli uważać, bo byli blisko ośrodka mowy. Do dzisiaj wypowiadanie liczb sprawia mu kłopot, ale z innymi słowami sobie radzi. > Software nie jest częścią hardware'u.Działający software jest niczym innym, jak działaniem hardware'u. > Nie zawężaj grona autorytetów do jakiegoś forum, tylko spojrzyj na historię filozofii i nauk przyrodniczych.Ok: www.is.umk.pl/~duch/Wyklady/Kog1/07-filn1.htm> Jeszcze raz: fachowo problem nazywa się "Problem ciało-umysł" (body-mind problem, dylemat psychofizyczny itp.) i istnieje bogata literatura w tym temacie.Ano istnieje. Czy ja mówiłem, że nie istnieje? > Nie ma sensu o tym dyskutować bo temat wątku jest inny.Dobra, nie musimy dyskutować na ten temat. > Widzisz, jeśli wychodzi się z różnych założeń, to dyskusja nie ma sensu.Moim zdaniem założenia powinny poddawać się weryfikacji. Jeśli się nie weryfikują, to należy je odrzucić. > Jak sobie rozkminisz problem ciało-umysł, to wrócimy do tego tematu.Muszę tylko zobaczyć, czy mam w kuchni kminek. > Polecam jako wstęp "Przewodnik po metafizyce", Wydawnictwo WAM, 2011.Od pierwszych lekcji filozofii jakoś nie do końca potrafiłem zrozumieć, co właściwie ma oznaczać słowo "metafizyka". > Pochodzenie czegoś od Boga to wyjaśnienie w teologicznym systemie odniesień i nie zastępuje ono wyjaśnienia filozoficznego czy naukowego.To podobnie jak pochodzenie czegoś od Papy Smerfa jest wyjaśnieniem w bajkowym systemie odniesień. Również nie zastępuje naukowego. > >Mam jednak wrażenie, że trudno jest zaobserwować umysł bez ciała> Trudno też zaobserwować program bez komputera, film bez ekranu i trójkąt bez czegoś trójkątnego.Z pierwszymi dwoma pełna zgoda, z trzecim to chyba trochę inna kwestia i tak naprawdę trójkąta jako figury geometrycznej w ogóle nie da się zaobserwować, bo w przyrodzie taki ideał nie istnieje. > >Nie wiemy tego w pełni, ale dla mnie jest ważne, by można było coś tu stwierdzić w sposób weryfikowalny> Jeszcze nikt nie stwierdził tu nic w sposób weryfikowalny, pozostaje więc Ci wierzyć, że umysł jest częścią przyrody.Teoria umysłu to jednak nie do końca wiara. Sądzę, że inni ludzie mają umysł i mam dość racjonalne przesłanki, żeby tak twierdzić. Tezę tę opieram na porównaniu introspekcji do obserwacji innych. Sądzę, że problem polega też na tym, że możesz stosować nieco odmienną definicję przyrody od mojej. > >Ale my zastanawialiśmy się nad źródłami etyki. Uważam, że kształtuje ją społeczeństwo w ramach swej kultury.> Owszem, społeczeństwo narzuca swoją wolę jednostce i pewnie podszywa się pod anonimowe, nieokreślone, "zewnętrzne" źródło wszelkich normPodszywa - to jest dobrze powiedziane, a także cudzysłów przy słowie "zewnętrzne" prawidłowo użyty. Zaczynamy się rozumieć. Normy nie pochodzą od Boga, tylko od ludzi.. > - ale z chwilą kiedy człowiek uświadamia sobie, że robi coś tylko dlatego, że jest to "mile widziane", przestaje być to norma moralna. Zawsze można zapytać: dlaczego coś trzeba - bo tłum tak chce? To jest "moralność" oparta na przemocy tłumu wobec jednostki,No - trochę tak. > albo na instynkcie stadnym małp albo kretynów.Nie doceniasz małp. Wiesz coś o ich społeczeństwach? > Człowieka stać na autorefleksję i tu się zaczyna unieważnienie takiej "moralności".Całkiem możliwe. Ale ten buntownik musi mieć jakichś sprzymierzeńców i w tej grupie tworzy się nowa moralność. > >Można więc w dużym uproszczeniu powiedzieć, że morlaność jest taka, jaką chce mieć dane społeczeństwo.> 1) Skąd wiadomo czego chciałoby społeczeństwo gdyby mogło tutaj wybierać?Powiedziałem już, że to uproszczenie > Nie można tego sprawdzić, czy racjonalnie zbadać.Można się zbliżać do adekwatnego opisu tej dynamiki > Jest wiele społeczeństw i różnią się co do tego "czego chcą", a zatem w naturze ludzkiej nie ma wzorca etyki, żadne społeczeństwo nie jest najmądrzejsze.Prawie dokładnie tak, choć nie całkiem do końca. Z definitywnymi sądami co do natury ludzkiej bym się wstrzymał, natomiast rzeczywiście coś takiego, jak "prawo naturalne" nie istnieje. Prawo jest umową. Tak na marginesie - również każdy Bóg jest równie mądry, jak społeczeństwo, które go wymyśliło. > A najgorzej w porównaniu wypadają ateiści, bo ani nie tworzą społeczeństwa, ani za bardzo wiedzą "jakiej moralności chcą".Już się fajnie gadało, a tu nagle takie zdanie. Ateiści są w mniejszości. Każdy z nich może mieć zupełnie inną moralność - a to prawie dokładnie tak samo, jak u teistów. > 2) Z tego, że akurat "tak chce społeczeństwo" jeszcze nie wynika, że to właśnie ono jest ostatecznym źrodłem norm moralnych.A co niby nim jest? I dlaczego "ostatecznym"? ciąg dalszy w kolejnym wpisie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 5 | Marcuch (664 punktów) | > (...) Mam kolegę, któremu wycięli guza z mózgu. Musieli uważać, bo byli blisko ośrodka mowy.Znów podstawiasz, bez uzasadnienia, mózg pod umysł. > >Software nie jest częścią hardware'u.> Działający software jest niczym innym, jak działaniem hardware'u.Ale "działanie hardware'u" też nie jest hardware'm, ani jego częścią. Szczególnie to widać, kiedy działania nie ma, a hardware stoi jak byk. Poza tym: co rozumiesz przez "działający software" w odróżnieniu od samego "software"? > >Trudno też zaobserwować program bez komputera, film bez ekranu i trójkąt bez czegoś trójkątnego.> Z pierwszymi dwoma pełna zgodaCzyli co - film jest ekranem? To dość elementarna informatyka odróżnać komputer od programu. > >Człowieka stać na autorefleksję i tu się zaczyna unieważnienie takiej "moralności".> Całkiem możliwe. Ale ten buntownik musi mieć jakichś sprzymierzeńców i w tej grupie tworzy się nowa moralność.Mylisz teorię z praktyką. Sprzymierzeńcy lub naśladowcy to są ewentualnie potrzebni do wprowadzenia unieważnienia w życie. Powiadam sobie "nie" i jest to koniec moralności "ze społeczeństwa". (Dzieci twierdzą, że trzeba robić to, co każą rodzice. Ty sięgnąłeś tylko nieco dalej - do społeczeństwa). > >(...) żadne społeczeństwo nie jest najmądrzejsze.> (...) rzeczywiście coś takiego, jak "prawo naturalne" nie istnieje. Prawo jest umową.A zatem tam gdzie szukałeś moralności zostały jedynie konwenanse. > >2) Z tego, że akurat "tak chce społeczeństwo" jeszcze nie wynika, że to właśnie ono jest ostatecznym źrodłem norm moralnych.> A co niby nim jest? I dlaczego "ostatecznym"?To jest pytanie do Ciebie. Co w ogóle może nim być? Czemu, czy "komu" mógłbyś świadomie odpowiedzieć: "Będę postępować tak jak nakazujesz.", nie doświadczając przemocy? Jest to jeden z ekstremalnych wyborów w życiu i ważne żebyś wybierał w sposób wolny, samodzielnie. > >To mądre i racjonalne wykorzystywać innych we własnym interesie. Również z życia wśród ludzi i refleksji wynika ta propozycja.> Nie - nie wynika. Nie jest to mądre.Paru rekinów biznesu oraz autorytarnych władców pokazałoby Ci wyraźne dowody. Głupi ten, co o swój interes nie dba. > >>racjonalne uzasadnienie dla etycznej postawy miłości bliźniego> >Takie uzasadnienie nie istnieje, w co Ty wierzysz?> Istnieje - człowiek żyje w społeczeństwie - musi sobie pomagać i współdziałać. To właśnie jest miłość bliźniego."Musi" to nie jest racjonalne uzasadnienie. Naiwny harekrisznowiec spzedaje takie gadki, że "musimy sobie pomagać". Wymyślże co racjonalnego, jestem bardzo ciekaw. > Są tu dwie opcje działania - z jednej strony mamy konformizm i pewną śmierć bliźniego, a z drugiej duże ryzyko, ale i szansę na uratowanie innych.Karykaturalne uproszczenie, bzdura z tą śmiercią. Załóżmy, że chcę niewolnika. Podasz mi racjonalny powód, żebym nikogo nie niewolił? Obawiam się, że nie. > >Pytanie brzmi, powtarzam: "Dlaczego?", "D l a c z e g o coś w ogóle trzeba?".> Dla zdrowia - żeby Ci się dobrze działo, żeby czuć się zadowolonym i spełnionym.Czyli zostawiamy starców w domu starców i ich nie zabijamy, żeby czuć się zadowolonym i spełnionym. Czyli _muszę_ coś zrobić, nie chcę - ale muszę, żeby dobrze mi się działo, żebym czuł sie spełnionym... co to ma być???.. "Chciałbym polecieć na księżyc - ale muszę opiekować się dziećmi, muszę, żeby dobrze mi się działo i żebym czuł się spełniony i zadowolony." - ...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Znów podstawiasz, bez uzasadnienia, mózg pod umysł.Czy jest potrzebne lepsze uzasadnienie od tego, że bez mózgu umysł nie istnieje. > Software nie jest częścią hardware'u.> >>>Działający software jest niczym innym, jak działaniem hardware'u.> Ale "działanie hardware" też nie jest hardware'm, ani jego częścią. "Hardware" i "software" - przy opisach mózgu i świadomości, to tylko obrazowe uproszczenie. Wielkie uproszczenie. Tak jak modele sieci neuronowych mają się do sieci neuronowej w mózgu: www.cs.put.poznan.pl/jstefanowski/aed/TPDANN.pdfAle działanie mózgu jest umysłem/świadomością. > Poza tym: co rozumiesz przez "działający " w odróżnieniu od samego "software"?Bardzo proste. Potrzebny jest jeszcze "prund", tak jak mózgowi "życie". Bywają też wadliwe "software" i wówczas np. idą na KUL, tak jak wadliwe "hardware" trafia do szpitala. > Czyli co - film jest ekranem?A skąd film - to taśma filmowa! I do czego prowadzi i fideistą rozmowa. Żadna informacja nie wisi w jakimś "nadnaturalnym niebycie" - musi być zapisana lub przenoszona przez jakiś "materialny łącznik". @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >>(...) Mam kolegę, któremu wycięli guza z mózgu. Musieli uważać, bo byli blisko ośrodka mowy. >Znów podstawiasz, bez uzasadnienia, mózg pod umysł. Całe szczęście, że Ci neurochirurdzy takie uzasadnienie znają. Dzięki temu można nie tylko uratować pacjentowi życie wykrajając mu z mózgu guza, ale ponadto zrobić to w taki sposób, że po takiej operacji jego umysł działa generalnie sprawnie. Pomyśl jeszcze o stosowaniu środków farmakologicznych przy leczeniu chorób umysłowych. >Ale "działanie hardware'u" też nie jest hardware'm, ani jego częścią. Zastanów się w jakim sensie to jest prawda. Działanie harware'u jest szczególnym ustawianiem części hardware'u względem siebie. Hardware jako taki też jest szczególnym ustawieniem swych części wobec siebie, tyle, że niezmiennym. >co rozumiesz przez "działający software" w odróżnieniu od samego "software"? W ogóle "software" jest umowną nazwą sposobu pracy hardware'u. W przypadku komputerów wymyśla je człowiek. W przypadku mózgu i umysłu człowieka mamy natomiast ewolucję, a co było przed wielkim wybuchem, tego dokładnie nie wiemy. Zresztą, gdyby nie było żadnych śladów ewolucji, to tylko tym bardziej byśmy nie wiedzieli, skąd się bierze materia, z jakiej złożony jest człowiek. >Czyli co - film jest ekranem? Nie. >To dość elementarna informatyka odróżnać komputer od programu. Tak, tylko, że tu trzeba trochę pomyśleć. Program jest sposobem funkcjonowania komputera. >>>Człowieka stać na autorefleksję i tu się zaczyna unieważnienie takiej "moralności". >Powiadam sobie "nie" i jest to koniec moralności "ze społeczeństwa". (Dzieci twierdzą, że trzeba robić to, co każą rodzice. Ty sięgnąłeś tylko nieco dalej - do społeczeństwa). Tak. Tak właśnie jest. I co z tego? >>(...) rzeczywiście coś takiego, jak "prawo naturalne" nie istnieje. Prawo jest umową. >A zatem tam gdzie szukałeś moralności zostały jedynie konwenanse. Zaglądasz czasem do słownika języka polskiego? >2) Z tego, że akurat "tak chce społeczeństwo" jeszcze nie wynika, że to właśnie ono jest ostatecznym źrodłem norm moralnych. Nie ma żadnego ostatecznego źródła, tak samo jak normy moralne nie są ostateczne, co słusznie wykazałeś swoimi kontrprzykładami. Ludzie określają te normy i wcale nie wszyscy muszą się nimi kierować - robią to Ci, którzy chcą. Dla reszty są przewidziane różnego rodzaju sankcje - od obrażenia się, poprzez walnięcie w mordę, obstracyzm towarzyski, aż po sankcje karne. Zarówno sankcje, jak i normy ustalają ludzie. >>A co niby nim jest? I dlaczego "ostatecznym"? >To jest pytanie do Ciebie. Co w ogóle może nim być? Czemu, czy "komu" mógłbyś świadomie odpowiedzieć: "Będę postępować tak jak nakazujesz.", nie doświadczając przemocy? NIKOMU! Akceptuję wiekszość norm etycznych naszego społeczeństwa jako umowę zawartą z innymi, która wytycza pewne granice wolności mojej i innych. Ale "Będę postępować tak jak nakazujesz" nie byłbym w stanie powiedzieć nikomu, oprócz mojej żony. Nie wiem natomiast, co ma znaczyć ten dodatek "nie doświadczając przemocy". >Jest to jeden z ekstremalnych wyborów w życiu i ważne żebyś wybierał w sposób wolny, samodzielnie. Moim zdaniem jest on akurat zupełnie nieekstremalny, bo umiejętności życia wśród ludzi uczymy się już od urodzenia, a może i nawet trochę wcześniej. Ale każdy ma na starcie trochę inne warunki i czasem pewne ludzkie potrzeby wyolbrzymione przez ego (np. chciwość) prowadzą do przekraczania norm moralnych jeszcze wciąż w wieku dorosłym. >To mądre i racjonalne wykorzystywać innych we własnym interesie. Również z życia wśród ludzi i refleksji wynika ta propozycja. Dupa Jasiu pierdzi Stasiu. Gdzie wyczytałeś takie mądrości? Czy to może wilczy neoliberalizm w oprawie katolickiej owieczki? Do CZEGO ma to być racjonalne? Do CZEGO? Dla czyjego dobra? Czy egoista robi sobie na pewno dobrze sam? Przepraszam wszystkich postronnych czytelników, ale wobec uporczywego nierozumienia przez Ciebie, DLACZEGO "kochaj bliźniego jak siebie samego" jest hasłem racjonalnym opartym na doświadczeniu człowieka, muszę sięgnąć po przykład ekstremalny: Co jest lepsze: onanizm, czy seks z drugim człowiekiem? Zawsze możesz powiedzieć, że jest jeszcze gwałt. Dla mnie to jest tylko drastyczna forma onanizmu. Zastanów się nad tym w kontekście tego, co powiedziałeś: >"To mądre i racjonalne wykorzystywać innych we własnym interesie. Również z życia wśród ludzi i refleksji wynika ta propozycja." Nie wiem wśród jakich ludzi Ty żyjesz, ale moje doświadczenia są całkowicie odmienne. Trzeba być socjopatą, żeby na serio kierować się taką maksymą. Ja myślę, że Ty cały czas nie rozumiesz istoty doświadczenia. Wyobrażasz sobie, że doświadczenie to musi być takie coś, co widzisz na lekcji chemii w próbówce. Tymczasem spróbuj wytężyć swoją wrażliwość - zakładam, że ją masz, a tylko racjonalistom starasz się przypisać socjopatię. Istnieje również coś takiego jak doświadczenie cierpienia spowodowanego zachowaniem drugiego człowieka wobec Ciebie. Ktoś Cię może dotknąć, obrazić, wykorzystać. Co wtedy czujesz? Czy chciałbyś być traktowany? Otóż istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że inni ludzie tak samo to odczuwają. Tak więc po to, aby uniknąć ranienia siebie nawzajem umawiają się oni (niekoniecznie na piśmie - bo dla ludzi w miarę normalnych jest to moim zdaniem dość oczywiste), że nie będą się nawzajem ranić. Odczuwają ponadto przyjemność z przebywania razem i obdarzania się nawzajem miłością. Nie chodzi tu o jakąś wydumaną ideę miłości, tylko przynajmniej o praktykę miłego podejścia do drugiego człowieka, która również jest nam znana z doświadczenia. To tym bardziej przekonuje nas o tym, że umowa, by drugiego nie krzywdzić jest słuszna - nawet żadnej umowy nie trzeba, bo sami chcemy tak czynić - widzimy, że podejście z miłością jest dla nas lepsze - przyjemniejsze i pożyteczniejsze od ranienia drugiego człowieka. I teraz uważaj: ciąg dalszy w kolejnym wpisie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | Przeczytaj teraz uważnie ciąg dalszy od początku do końca (będą powtórki): Wobec uporczywego nierozumienia przez Ciebie, DLACZEGO "kochaj bliźniego jak siebie samego" jest hasłem racjonalnym opartym na doświadczeniu człowieka, muszę sięgnąć po przykład ekstremalny: Co jest lepsze: onanizm, czy seks z drugim człowiekiem? Zawsze możesz powiedzieć, że jest jeszcze gwałt. Dla mnie to jest tylko drastyczna forma onanizmu. Zastanów się nad tym w kontekście tego, co powiedziałeś: >"To mądre i racjonalne wykorzystywać innych we własnym interesie. Również z życia wśród ludzi i refleksji wynika ta propozycja." Nie wiem wśród jakich ludzi Ty żyjesz, ale moje DOŚWIADCZENIA są całkowicie odmienne. Trzeba być socjopatą, żeby na serio kierować się taką maksymą. Ja myślę, że Ty cały czas nie rozumiesz istoty doświadczenia. Wyobrażasz sobie, że doświadczenie to musi być takie coś, co widzisz na lekcji chemii w próbówce. Tymczasem spróbuj wytężyć swoją wrażliwość - zakładam, że ją masz, a tylko racjonalistom starasz się przypisać socjopatię. Istnieje również coś takiego jak doświadczenie cierpienia spowodowanego zachowaniem drugiego człowieka wobec Ciebie. Ktoś Cię może dotknąć, obrazić, wykorzystać. Co wtedy czujesz? Czy chciałbyś być traktowany? Otóż istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że inni ludzie tak samo to odczuwają. Tak więc po to, aby uniknąć ranienia siebie nawzajem umawiają się oni (niekoniecznie na piśmie - bo dla ludzi w miarę normalnych jest to moim zdaniem dość oczywiste), że nie będą się nawzajem ranić. Odczuwają ponadto przyjemność z przebywania razem i obdarzania się nawzajem miłością. Nie chodzi tu o jakąś wydumaną ideę miłości, tylko przynajmniej o praktykę miłego podejścia do drugiego człowieka, która również jest nam znana z doświadczenia. To tym bardziej przekonuje nas o tym, że umowa, by drugiego nie krzywdzić jest słuszna - nawet żadnej umowy nie trzeba, bo sami chcemy tak czynić - widzimy, że podejście z miłością jest dla nas lepsze - przyjemniejsze i pożyteczniejsze od ranienia drugiego człowieka. I teraz uważaj: Oczywiście trzeba to (niestety) odpowiednio wyważyć i pogodzić z ambicjami człowieka i (jak sądzę częściowo wrodzoną) chęcią konkurencji, która wynika z konieczności zapewnienia sobie podstaw bytowych. Jednak zaawansowane cywilizacyjnie i etycznie społeczeństwa potrafią tak rozdzielić zadania pośród swych członków, by zapewnić im byt bez konieczności usuwania, ani nawet wyprzedzania konkurentów.
>Paru rekinów biznesu oraz autorytarnych władców pokazałoby Ci wyraźne dowody. Głupi ten, co o swój interes nie dba. Dlatego mówi się, że oni postępują nieetycznie. >>>>racjonalne uzasadnienie dla etycznej postawy miłości bliźniego >>>Takie uzasadnienie nie istnieje, w co Ty wierzysz? j.w. >>Istnieje - człowiek żyje w społeczeństwie - musi sobie pomagać i współdziałać. To właśnie jest miłość bliźniego. >"Musi" to nie jest racjonalne uzasadnienie. Naiwny harekrisznowiec spzedaje takie gadki, że "musimy sobie pomagać". Wymyślże co racjonalnego, jestem bardzo ciekaw. j.w. Religijne nakazy często są w samej istocie całkiem racjonalne i pokrywają się z etyką laicką. Wiąże się to z tym, że te nakazy religijne również opierają się na doświadczeniu. Przy okazji: napisałeś w sąsiednim wpisie, że oparcie na doświadczeniu jest oparciem na niczym. Otóż jest dokładnie odwrotnie: doświadczenie jest dokładnie wszystkim, co mamy. >>Są tu dwie opcje działania - z jednej strony mamy konformizm i pewną śmierć bliźniego, a z drugiej duże ryzyko, ale i szansę na uratowanie innych. >Karykaturalne uproszczenie, bzdura z tą śmiercią. Dla żydów w czasie wojny i niektórych bohaterach, którzy ich ratowali nie było to wcale karykaturalne. >Załóżmy, że chcę niewolnika. Podasz mi racjonalny powód, żebym nikogo nie niewolił? Obawiam się, że nie. Podałem powyżej. Jeśli jeszcze raz o to zapytasz uznam Cię za socjopatę niezdolnego do zrozumienia (i odczucia) najprostszych zależności w ludzkich relacjach. Tak, w historii bywały systemy niewolnicze i do dzisiaj są ludzie gotowi wykorzystywać innych. To wcale nie takie proste - kochać bliźniego w czasach, w których wykorzystanym można być na każdym kroku. Dlatego etyka jest niestety pewnym ideałem - wynikającym z doświadczenia - WCIĄŻ NIESTETY BOLESNEGO. >>>Pytanie brzmi, powtarzam: "Dlaczego?", "D l a c z e g o coś w ogóle trzeba?". >>Dla zdrowia - żeby Ci się dobrze działo, żeby czuć się zadowolonym i spełnionym. >Czyli zostawiamy starców w domu starców i ich nie zabijamy, żeby czuć się zadowolonym i spełnionym. Czyli _muszę_ coś zrobić, nie chcę - ale muszę, żeby dobrze mi się działo, żebym czuł sie spełnionym... co to ma być???.. "Chciałbym polecieć na księżyc - ale muszę opiekować się dziećmi, muszę, żeby dobrze mi się działo i żebym czuł się spełniony i zadowolony." To jest kwestia ułożenia hierarchii ważności różnych dóbr, co również odbywa się racjonalnie. Ale może nie będę tego rozwijał. Na razie podałem Ci racjonalne wytłumaczenie dla norm etycznych (zwłaszcza miłości bliźniego) jak na tacy. Oczywiście trzeba wiedzieć, że racjonalizm nie oznacza wcale opierania wszelkich sądów na naukach przyrodniczych, ale również na logice i obserwacji zachowań i odczuć ludzkich. Musisz wiedzieć, że racjonalizm w żadnym razie nie neguje emocjonalności człowieka, a wręcz przeciwnie - racjonaliści wiedzą, że logiczne myślenie jest bez emocji niemożliwe. Ale to akurat wynika z nauki: Antono Damasio, "Błąd Kartezjusza": Emocje, rozum i ludzki mózg Błąd Kartezjusza to fascynująca podróż do wnętrza ludzkiego mózgu, w trakcie której czytelnik odkrywa ten niewidzialny świat tak, jakby widział go własnymi oczami. Książka ta wyrosła z przekonania autora, iż tradycyjne poglądy na naturę umysłu nie mogą być słuszne - Damasio kwestionuje więc dogmat sprzeczności między emocjami i racjonalnymi decyzjami i określa właściwą rolę uczuć w funkcjonowaniu człowieka.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >Należy odróżniać pojęcie moralności filozoficzne od socjologicznego, bo oba funkcjonują w innych systemach odniesienia. Nauka stwierdza regularności i zależności zachowań ludzkich i posługuje się logiką zdań. Etyka posługuje się logiką (modalną) powinności. No i dobra >Podusmowując, twoja moralność "z woli społeczeństwa" jest moralnością motłochu i jest mniej więcej tyle warta co gusta malarskie motłochu. Tłum, na szczęście, zwykle bywa zapatrzony w tzw. "autorytety moralne": nieliczne jednostki, posiadające właściwe rozeznanie - i to już zupełnie rozwala koncepcję decydującej większości. Tak, zdarza się tak i tak. Społeczeństwa są różnie zorganizowane i normy etyczne mogą powstawać w różnych społeczeństwach w różny sposób. Są normy moralne głupie i mądre - podobnie jak ludzie, którzy je tworzą, choć często trudno tu prześledzić dokładny proces powstawania tych norm. Tak czy inaczej proces ów jest kulturowo-społeczny. >>>>właśnie z doświadczenia życia wśród ludzi i refleksji nad tym doświadczeniem wynika propozycja "nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe" i "kochaj bliźniego jak siebie samego". [...] >Tyran, złodziej, oszust, morderca, cwaniak, szowinista. Każdego z nich stać na jakiś namysł etyczny, wielu dobrze wie, że byłoby dobrze gdybyśmy się kochali - ale przecież jest lepiej jeśli "ja" wykorzystuję miłość wszystkich do mnie! Sądzę, że ostatecznie z takim nastawieniem wcale im nie lepiej, tylko gorzej. Między innymi dlatego wynaleziono instytucję spowiedzi. Miłość bliźniego i zachowania etyczne mają głębokie uzasadnienie w naturze i psychologii człowieka, który po prostu miłości drugiego człowieka potrzebuje - zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Oczywiście jednocześnie człowiek konkuruje z innymi ludźmi i na tym tle dochodzi pomiędzy nimi często do rozbieżności interesów, nawet w etycznie najwyżej zorganizowanych społeczeństwach. Człowiek po to ma rozum, by starać się doprowadzić do zgodności własnego interesu z interesem społeczeństwa, który ostatecznie też jest jego własnym interesem. >To mądre i racjonalne wykorzystywać innych we własnym interesie. Również z życia wśród ludzi i refleksji wynika ta propozycja. Nie - nie wynika. Nie jest to mądre. Racjonalne jest tylko w bardzo wąskim rozumieniu tego słowa. >>racjonalne uzasadnienie dla etycznej postawy miłości bliźniego >Takie uzasadnienie nie istnieje, w co Ty wierzysz? Istnieje - człowiek żyje w społeczeństwie - musi sobie pomagać i współdziałać. To właśnie jest miłość bliźniego. Są też oczywiście sytuacje ekstremalne - jak te, w których pomaga się komuś ryzykując własnym życiem. Są tu dwie opcje działania - z jednej strony mamy konformizm i pewną śmierć bliźniego, a z drugiej duże ryzyko, ale i szansę na uratowanie innych. Czy wybór drugiej opcji jest na prawdę tak trudny do zrozumienia? Jednak dla mnie jest istotne, że to człowiek dokonuje takich wyborów i wcale nie koniecznie dlatego, że mu religia każe. >Miłość nie jest racjonalna, naprawdę nie trzeba daleko szukać, każdy Ci to powie. Przeżycia emocjonalne nie są racjonalne, ale są racjonalnie wytłumaczalne. >Miłość nie wynika z żadnego "namysłu", z żadnej argumentacji, z żadnego rachunku zysków i strat, czy co tam jeszcze osbie utożsamiasz z "racjonalizmem". Ja nie wiem, co Ty utożsamiasz z racjonalizmem, ale warto się zastanowić nad tym, czym w ogóle jest miłość, bo istnieją różne jej rodzaje. Warto się zastanowić nad tym, skąd biorą się nasze emocje. Bóg tu niewiele wyjaśnia, a nauka wie już na ten temat sporo. >W znacznej większości przypadków miłość doprowadza ludzi do rozwiązań przeciwnych rozwiązaniom racjonalnym. Miłość w praktyce po prostu się dzieje - tak samo jak natura i całe życie - nie są one ani racjonalne, ani nieracjonalne, tylko po prostu są. Jednocześnie wszelkie zjawiska, w tym również uczucia można analizować. Istnieją tu różne metody - jest np. metoda religijna, która w najlepszym razie jest po prostu poetycka. Istnieje też metoda naukowa, która daje weryfikowalne rezultaty, a zatem mówi coś o prawdziwego o rzeczywistych przyczynach i zależnościach. Dzięki temu człowiek lepiej poznaje siebie. Nie znaczy to, że w codziennym zwykłym życiu człowiek nie może sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa, czy po prostu na głębokie przeżywanie uczuć. Ostatnio byłem na rynku na koncercie zespołu spirituals-gospels ze Stanów. W zasadzie to było w konwencji nabożeństwa z okazji zesłania Ducha Świętego. Babka tak zaśpiewała, że nie mogłem powstrzymać łez. Poważnie. Dobre doświadczenie emocjonalne. (Wyjaśnienia spodziewam się jednak raczej ze strony nauki, niż religii). >>To sceptycyzm dostarcza pewnej normy powinności, a mianowicie: nie wierzyć w nic bez racjonalno-empirycznego uzasadnienia. >Pytanie brzmi, powtarzam: "Dlaczego?", "D l a c z e g o coś w ogóle trzeba?". Dla zdrowia - żeby Ci się dobrze działo, żeby czuć się zadowolonym i spełnionym. Ale zawsze można zrezygnować z wszystkiego... Być albo nie być? O to Ci chodzi? Jeśli "być" to lepiej fajnie, niż nie fajnie, lepiej z przyjaciółmi, niż samemu, itd., itp.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Marcuch (664 punktów) | > W ogóle "software" jest umowną nazwą sposobu pracy hardware'u.No to przyjmijmy, że "umysł" jest "umowną nazwą sposobu pracy mózgu". I wciąż umysł nie jest mózgiem. > W przypadku mózgu i umysłu człowieka mamy natomiast ewolucję, a co było przed wielkim wybuchem, tego dokładnie nie wiemy.A to świetnie! Świetnie i na temat. "Ewolucja umysłu" to chyba jakiś twój autorski patent. > >Czyli co - film jest ekranem?> Nie.Więc twój argument, że "nie można obserwować umysłu bez mózgu" jest do śmieci! > >Powiadam sobie "nie" i jest to koniec moralności "ze społeczeństwa". (Dzieci twierdzą, że trzeba robić to, co każą rodzice. Ty sięgnąłeś tylko nieco dalej - do społeczeństwa).> Tak. Tak właśnie jest. I co z tego?No jeśli Ty nie widzisz, to ja nie mam dalszych pytań.  > Nie ma żadnego ostatecznego źródła, tak samo jak normy moralne nie są ostateczne, co słusznie wykazałeś swoimi kontrprzykładami.Dziwnie rozumiesz słowo "norma". Norma jest normą, kiedy jest ostateczna. Kiedy nie jest ostateczna, jest konwenansem. Przejawiasz podobne myślenie do różnych fanów odżywiania światłem i energią Kundalini, którzy mówią, że są "różne prawdy", że "żadna prawda nie jest ostateczna" i "każdy ma swoją (w sercu) prawdę". > Ale "Będę postępować tak jak nakazujesz" nie byłbym w stanie powiedzieć nikomu, oprócz mojej żony.No dobrze, no to coś się wyjaśniło. Twoim autorytetem moralnym jesteś po pierwsze Ty sam (czyli podpunkt "Bo tak" z poprzednich moich postów o źródłach moralności ateistycznej), żona i otoczenie, inni ludzie, zapewne w przewadze ateiści. > Nie wiem natomiast, co ma znaczyć ten dodatek "nie doświadczając przemocy".Bo nie wiadomo, czy aby nie słuchasz żony/społeczeństwa ze strachu. > Czy to może wilczy neoliberalizm w oprawie katolickiej owieczki? Do CZEGO ma to być racjonalne? Do CZEGO?Łał! > Dla czyjego dobra?No widzisz: znowu popiprało Ci się dobro z mądrością. > Czy egoista robi sobie na pewno dobrze sam?No taka jest definicja egoizmu, szkoda, że nie znałeś. Mniej pisania by było, mniej pytań zbędnych. > Wobec uporczywego nierozumienia przez Ciebie, DLACZEGO "kochaj bliźniego jak siebie samego" jest hasłem racjonalnym opartym na doświadczeniu człowieka, muszę sięgnąć po przykład ekstremalny:> Co jest lepsze: onanizm, czy seks z drugim człowiekiem?Co kto lubi. Ja chcę wyjaśnienie a nie "straszny przykład". Takie "dedukcje przez okropność", to na katechezie wiejski ksiądz dzieciom sprzedaje. Seks'n'przemoc zamiast racji? > >"To mądre i racjonalne wykorzystywać innych we własnym interesie. Również z życia wśród ludzi i refleksji wynika ta propozycja."> Nie wiem wśród jakich ludzi Ty żyjesz, ale moje DOŚWIADCZENIA są całkowicie odmienne. Trzeba być socjopatą, żeby na serio kierować się taką maksymą.Po prostu tkwisz w owym popularnym i dziecinnym braku rozróżnienia pomiędzy dobrem a mądrością. Wydaje Ci się, że są rzeczy "dobre i mądre", które wypada czynić bo są "dobre i mądre", a kto robi "źle" robi też "głupio", tym bardziej, że przecież dobro w końcu zwycięża. Wytłuczże z głowy baśnie braci Grimm i poczytaj coś dla dorosłych! Podobnie gada się z początkującymi adeptami wschodnich nauk para-religijnych. Kompletny brak rozróżnienia dobroci, mądrości, rozsądku, sumienia, bogobojności, moralności, etyki, normy, intencji, zła itp. Ależ ze mnie mądrala! > Ja myślę, że Ty cały czas nie rozumiesz istoty doświadczenia.I tego się trzymajmy. > Wyobrażasz sobie, że doświadczenie to musi być takie coś, co widzisz na lekcji chemii w próbówce.Rozgryzłeś mnie. > Tak więc po to, aby uniknąć ranienia siebie nawzajem umawiają się oni (niekoniecznie na piśmie - bo dla ludzi w miarę normalnych jest to moim zdaniem dość oczywiste), że nie będą się nawzajem ranić.Dziewicze, przedhobbesowskie, przedsade'owskie myślenie. Trzeba Ci zrobić zdjęcie w białej tunice, zanim na twym sumieniu pojawią się pierwsze plamy dojrzałości. > Odczuwają ponadto przyjemność z przebywania razem i obdarzania się nawzajem miłością.Bo przecież tak fajnie być razem. > To tym bardziej przekonuje nas o tym, że umowa, by drugiego nie krzywdzić jest słuszna - nawet żadnej umowy nie trzeba, bo sami chcemy tak czynić - widzimy, że podejście z miłością jest dla nas lepsze - przyjemniejsze i pożyteczniejsze od ranienia drugiego człowieka.Jesteś hipisem? > >Paru rekinów biznesu oraz autorytarnych władców pokazałoby Ci wyraźne dowody. Głupi ten, co o swój interes nie dba.> Dlatego mówi się, że oni postępują nieetycznie.Natomiast nie mówi się, że postępują niemądrze. Czy poczułeś wreszcie różnicę? > >Załóżmy, że chcę niewolnika. Podasz mi racjonalny powód, żebym nikogo nie niewolił? Obawiam się, że nie.> Podałem powyżej.Chociaż jeden, czysto racjonalny, niedogmatyczny, może "naukowy" nawet - ? > >>>Pytanie brzmi, powtarzam: "Dlaczego?", "D l a c z e g o coś w ogóle trzeba?".> >>Dla zdrowia - żeby Ci się dobrze działo, żeby czuć się zadowolonym i spełnionym.> >(...) "Chciałbym polecieć na księżyc - ale muszę opiekować się dziećmi, muszę, żeby dobrze mi się działo i żebym czuł się spełniony i zadowolony."> To jest kwestia ułożenia hierarchii ważności różnych dóbr, co również odbywa się racjonalnie.No na pewno jest to jakaś kwestia. Więc wyjaśnij ją! Wydawało mi się, że to proste pytanie. Dlaczego coś w ogóle trzeba? Warto je zadawać ateistom. Jesteś dobrym przykładem na to, jak się przy nim zacinają. > Ale może nie będę tego rozwijał. Na razie podałem Ci racjonalne wytłumaczenie dla norm etycznych (zwłaszcza miłości bliźniego) jak na tacy.Wytłumaczenie? Tamto porno-straszenie nazywasz racjonalnym wytłumaczeniem? To obraza ludzkiego rozumu! Przypomina mi antyaborcyjne zdjęcia płodów "Czy byłbyś zdolny do czegoś TAKIEGO???" aaaaaaa!!!...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > No widzisz: znowu popiprało Ci się dobro z mądrością.Całkiem możliwe, dla mnie te pojęcia są w praktyce ze sobą mocno związane. Najważniejsze, że Tobie się nic nie pipra, co widać dosłownie w każdym Twoim poście. > >Czy egoista robi sobie na pewno dobrze sam?> No taka jest definicja egoizmu, szkoda, że nie znałeś. Mniej pisania by było, mniej pytań zbędnych.Dobrze, to odpowiedz mi na pytanie: Co Twoim zdaniem jest lepsze dla danej osoby: Dobro, które owa osoba zrobi sobie egoistycznie sama, wykorzystując innych ludzi, czy dobro, które mogłaby doświadczyć z innymi poprzez postawę "miłości bliźniego"? Co jest dla niej samej lepsze i skąd się możemy o tym dowiedzieć? mała podpowiedź: doświadczenie jest wszystkim, co mamy. > Kompletny brak rozróżnienia dobroci, mądrości, rozsądku, sumienia, bogobojności, moralności, etyki, normy, intencji, zła itp. Ależ ze mnie mądrala!To drugie zdanie jest bardziej przekonywujące. > >>Paru rekinów biznesu oraz autorytarnych władców pokazałoby Ci wyraźne dowody. Głupi ten, co o swój interes nie dba.> >Dlatego mówi się, że oni postępują nieetycznie.> Natomiast nie mówi się, że postępują niemądrze. Czy poczułeś wreszcie różnicę?Nie wiem, czy wszyscy by się zgodzili na to, że oni nie postępują niemądrze. Ale większość się zgadza, że postępują nieetycznie. A my rozmawiwaliśmy o etyce, a nie o głupocie, chociaż mam dziwne wrażenie, że ta ostatnia z wymienionych też nam ciągle towarzyszy. > >>>>Pytanie brzmi, powtarzam: "Dlaczego?", "D l a c z e g o coś w ogóle trzeba?".W ogóle nic nie trzeba - chyba, że dlatego, że tak Bóg nakazał. Wtedy trzeba. > Wytłumaczenie? Tamto porno-straszenie nazywasz racjonalnym wytłumaczeniem? To obraza ludzkiego rozumu! Przypomina mi antyaborcyjne zdjęcia płodów "Czy byłbyś zdolny do czegoś TAKIEGO???" aaaaaaa!!!... Proszę księdza, bardzo współczuję doświadczeń i ich braku. To dopiero na nich społeczeństwa budują etykę.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | > Dobrze, to odpowiedz mi na pytanie:> Co Twoim zdaniem jest lepsze dla danej osoby:> Dobro, które owa osoba zrobi sobie egoistycznie sama, wykorzystując innych ludzi, czy dobro, które mogłaby doświadczyć z innymi poprzez postawę "miłości bliźniego"?> Co jest dla niej samej lepsze i skąd się możemy o tym dowiedzieć?Sęk w tym, że Ty zakładasz istnienie "wdzięczności", pozytywnego sprzężenia zwrotnego, wynikającego z postawy innych ludzi. Być może to fajnie, jeżeli będziemy wszyscy sobie wdzięczni za okazywane dobro, ale rozstrzygając pomiędzy działaniem dobrym a mądrym należy od tego abstrahować, bo wdzięczność to czynnik zmienny i generalnie należy do problematyki, którą przecież dopiero roztrząsamy. Po drugie, zakładasz, że wybór indywidualnej postawy moralnej rzutuje na całe społeczeństwo. "Jeśli ja będę dobry, to wszyscy będziemy dla siebie dobrzy", co jest jeszcze bracia Grimm i nieprawda. Zapewne życie w społeczeństwie gołębi jest przyjemniejsze, niż w społeczeństwie jastrzębi, mamy taką podskórną intuicję (szczególnie w spokojnych czasach). Ale z tego absolutnie NIE WYNIKA, że ja, przemądrzały Marcuch, mam być gołębiem, nieprawdaż??! A już na bank nie ma w tym ani krzty racjonalności. Natomiast historia daje tony przykładów, jak to mądry jastrząb skutecznie wykorzystywał populację gołębi i prosperował w niej lepiej niż najszczęśliwszy gołąb. W poczuciu abstrakcyjnej niesprawiedliwości takich przypadków Dżizas, Mahomet, Camus, Sai Baba, Ghandi i rozmaici inni guru nawołują wizjonersko: "Byćcie ludzie wszyscy gołębiami!", ale jedynie uśmiechniętą buzią, albo "wolą Ojca na Niebiesiech" potrafią do tego przekonać. (Wystarczy sięgnąć do historii). Dlaczego wołać muszą głośno i dlaczego ich mniej rozgarnięci następcy zachęcać do gołębiostwa próbują pałą i dzidą? Bo wizja, że "nam się będzie powodziło" zawsze przegrywa z wizją "Mnie się będzie powodziło". "Ja" jestem przeca najpierw Sobą, a potem dopiero trybikiem ogólnego "jak miło" - to fakt naturalny. Teraz: cóż tu może ateizm albo racjonalizm? Otóż ateizm tu nie może nic, prócz kontestacji, natomiast racjonalizm jest jak zwykle środkiem do celu, który obrać trzeba wcześniej. Ateizm, etycznie bezproduktywny, trzeba podkleić do jakiejś ideologii wyznaczającej cele. I tu powraca ciężkie pytanie zadane przeze mnie wcześniej: czy ateizm podklejony od ideologii jest jeszcze istotnie a-teizmem? Tadiiim...  > doświadczenie jest wszystkim, co mamy.Ja mam jeszcze rozum, wyobraźnię, wolną wolę i w ogóle się nie chwalę tymi "bonusami"! A tak bardziej serio: wystarczy jeden dialog, żeby przekonać się, iż mamy różne doświadczenia i różnie je wartościujemy (choćby "gołębie" i "jastrzębie" doświadczenia). To pierwszy klops, a drugi: z doświadczeń nie wynikają powinności. Nie możesz zmuszać mnie do uszczęśliwiania się na twój sposób. Natomiast jeśli komuś objawił się Bóg i pogroził piekłem, to człowiek ten już tam wie co robić na podstawie takiego doświadczenia, hehe... > >Paru rekinów biznesu oraz autorytarnych władców pokazałoby Ci wyraźne dowody.> Nie wiem, czy wszyscy by się zgodzili na to, że oni nie postępują niemądrze. Ale większość się zgadza, że postępują nieetycznie. A my rozmawiwaliśmy o etyce, a nie o głupocie, chociaż mam dziwne wrażenie, że ta ostatnia z wymienionych też nam ciągletowarzyszy. Mówimy o różnicy pomiędzy "dobre" a "mądre", głównie z tego powodu, że Ty za "mądre" uważasz "racjonalne" (co też jest brakiem precyzji) i chyba nie chcesz dostrzec, że w praktyce najczęściej trzeba wybierać miedzy działaniem mądrym (okradnę żebraka), a dobrym (dam mu czwórtaka).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > >Dobrze, to odpowiedz mi na pytanie:> >Co Twoim zdaniem jest lepsze dla danej osoby:> >Dobro, które owa osoba zrobi sobie egoistycznie sama, wykorzystując innych ludzi, czy dobro, które mogłaby doświadczyć z innymi poprzez postawę "miłości bliźniego"?> >Co jest dla niej samej lepsze i skąd się możemy o tym dowiedzieć?> Sęk w tym, że Ty zakładasz istnienie "wdzięczności", pozytywnego sprzężenia zwrotnego, wynikającego z postawy innych ludzi.Nie wiem, po co tu wprowadzać nowy termin. Uważam, że z doświadczenia wynika, co jest lepsze. Moim zdaniem po prsotu egoista NIE MA SIĘ TAK DOBRZE, jak osoba "miłująca bliźniego" i jest to wprost doświadczalne empirycznie. > Zapewne życie w społeczeństwie gołębi jest przyjemniejsze, niż w społeczeństwie jastrzębi, mamy taką podskórną intuicję (szczególnie w spokojnych czasach). Ale z tego absolutnie NIE WYNIKA, że ja, przemądrzały Marcuch, mam być gołębiem, nieprawdaż??!Nie, nie wynika. Wybór należy do Ciebie. > Natomiast historia daje tony przykładów, jak to mądry jastrząb skutecznie wykorzystywał populację gołębi i prosperował w niej lepiej niż najszczęśliwszy gołąb.Nie miał się wcale tak dobrze, jak zwykłe gołębie. Wykorzystał i był sam. > W poczuciu abstrakcyjnej niesprawiedliwości takich przypadków Dżizas, Mahomet, Camus, Sai Baba, Ghandi i rozmaici inni guru nawołują wizjonersko: "Byćcie ludzie wszyscy gołębiami!"Mają rację! > ale jedynie uśmiechniętą buzią, albo "wolą Ojca na Niebiesiech" potrafią do tego przekonać.tylko uzasadnienie mają kiepskie. > (Wystarczy sięgnąć do historii). Dlaczego wołać muszą głośno i dlaczego ich mniej rozgarnięci następcy zachęcać do gołębiostwa próbują pałą i dzidą? Bo wizja, że "nam się będzie powodziło" zawsze przegrywa z wizją "Mnie się będzie powodziło". "Ja" jestem przeca najpierw Sobą, a potem dopiero trybikiem ogólnego "jak miło" - to fakt naturalny.Dużo w tym racji, ale etyka się takim zapędom właśnie przeciwstawia. > Teraz: cóż tu może ateizm albo racjonalizm? Otóż ateizm tu nie może nic, prócz kontestacji,Zależy jak pojmowac ateizm. Niby tylko kontestuje Boga, ale sądzę, że np. w takiej Polsce ateizm, jako pewien ruch społeczny wskazuje również na pewne wartości etyczne. > natomiast racjonalizm jest jak zwykle środkiem do celu, który obrać trzeba wcześniej.Zależy, jak definiować racjonalizm. Ale powiedzmy, że ok. > Ateizm, etycznie bezproduktywny,Bez przesady. Ale powiedzmy, że dobra: > trzeba podkleić do jakiejś ideologii wyznaczającej cele. I tu powraca ciężkie pytanie zadane przeze mnie wcześniej: >czy ateizm podklejony od ideologii jest jeszcze istotnie a-teizmem? Tadiiim... To jest dobre pytanie. Są jednak różne ideologie i w różnym stopniu oparte na wierze, a czasem nawet w większości na sceptycyźmie, racjonaliźmie i empiryźmie. Nowoczesna etyka wzięła się z oświecenia. > >doświadczenie jest wszystkim, co mamy.> Ja mam jeszcze rozum, wyobraźnię, wolną wolę i w ogóle się nie chwalę tymi "bonusami"!A co to niby jest - te językowe twory? Ja mam tylko to, co odczuwam i te myśli, które mi się pojawiają w głowie. > A tak bardziej serio: wystarczy jeden dialog, żeby przekonać się, iż mamy różne doświadczenia i różnie je wartościujemy (choćby "gołębie" i "jastrzębie" doświadczenia).Niby tak, ale nie ma szczęśliwego egoisty. > To pierwszy klops, a drugi: z doświadczeń nie wynikają powinności. Nie możesz zmuszać mnie do uszczęśliwiania się na twój sposób.To prawda. > Natomiast jeśli komuś objawił się Bóg i pogroził piekłem, to człowiek ten już tam wie co robić na podstawie takiego doświadczenia, hehe...No - może i tak. > Mówimy o różnicy pomiędzy "dobre" a "mądre", głównie z tego powodu, że Ty za "mądre" uważasz "racjonalne" (co też jest brakiem precyzji)Ja tak napisałem? > i chyba nie chcesz dostrzec, że w praktyce najczęściej trzeba wybierać miedzy działaniem mądrym (okradnę żebraka), a dobrym (dam mu czwórtaka).Ja myślałem, że my mówimy o etyce, czyli o pytaniu, co należy robić, a czego nie należy. Kotarbiński, jeśli dobrze pamiętam, stwierdził nawet, że etyka zastanawia się nad pytaniem "jak żyć?". Oczywiście w potocznym rozumieniu chodzi tu o normy postępowania w społeczeństwie. Ja już dostrzegam, że zgodziłeś się, że to człowiek je ustala i w związku z tym nie widzę potrzeby dalszej dyskusji.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | > >Natomiast historia daje tony przykładów, jak to mądry jastrząb skutecznie wykorzystywał populację gołębi i prosperował w niej lepiej niż najszczęśliwszy gołąb.> Nie miał się wcale tak dobrze, jak zwykłe gołębie. Wykorzystał i był sam.Dobra, niech każdy sobie czyta historię jak chce. > >W poczuciu abstrakcyjnej niesprawiedliwości takich przypadków Dżizas, Mahomet, Camus, Sai Baba, Ghandi i rozmaici inni guru nawołują wizjonersko: "Byćcie ludzie wszyscy gołębiami!"> Mają rację!> >ale jedynie uśmiechniętą buzią, albo "wolą Ojca na Niebiesiech" potrafią do tego przekonać.> tylko uzasadnienie mają kiepskie.A nie zastanawiałeś się, dlaczego takie wielkie łby mają takie "kiepskie" uzasadnienia? Hint: bo nie ma innych uzasadnień! > Zależy jak pojmowac ateizm. Niby tylko kontestuje Boga, ale sądzę, że np. w takiej Polsce ateizm, jako pewien ruch społeczny wskazuje również na pewne wartości etyczne.Polski ateizm... Parę mózgów, które siedzą w zaciszu gabinetu pisząc ezoteryczne książki i banda dzieciaków, która ich nawet nie zna, a potrzebuje ateizmu tylko po to, żeby nie wrócić na noc do domu i nie chodzić z babcią do śmierdzącego kościoła, gdzie organista fałszuje, a kaznodzieja bredzi. > >Ja mam jeszcze rozum, wyobraźnię, wolną wolę i w ogóle się nie chwalę tymi "bonusami"!> A co to niby jest - te językowe twory? Ja mam tylko to, co odczuwam i te myśli, które mi się pojawiają w głowie.To może być awaria hipokampu. > >A tak bardziej serio: wystarczy jeden dialog, żeby przekonać się, iż mamy różne doświadczenia i różnie je wartościujemy (choćby "gołębie" i "jastrzębie" doświadczenia).> Niby tak, ale nie ma szczęśliwego egoisty.Oj, znowu Wilhelm i Jacob Grimm... > Ja myślałem, że my mówimy o etyce, czyli o pytaniu, co należy robić, a czego nie należy. Kotarbiński, jeśli dobrze pamiętam, stwierdził nawet, że etyka zastanawia się nad pytaniem "jak żyć?". Oczywiście w potocznym rozumieniu chodzi tu o normy postępowania w społeczeństwie. Ja już dostrzegam, że zgodziłeś się, że to człowiek je ustala i w związku z tym nie widzę potrzeby dalszej dyskusji.Natomiast ja myślałem, że mówimy o etyce, czyli o normach postępowania w ogóle, nie tylko w społeczeństwie. Ale nieważne, jedne są w drugich. Nie, człowiek ich nie ustala, bo człowiek jest za słaby, żeby przekonać drugiego człowieka do swoich nakazów i zakazów, a co ważniejsze: człowiek jest za słaby by przekonac do nich samego siebie. Mając świadomość własnego autorstwa może w każdej chwili z nich zrezygnować, co sprawia, że przestają one być jakimikolwiek "normami", a zaczynają być chwilowymi "umowami" z samym sobą. Sam człowiek nie wie jak postępować i udowadnia to regularnie w swoich dziejach. Nie wie i potrzebuje znaku z nienaruszalnej twierdzy. Człowiek bowiem oczekuje od owych norm, że przyczynią się do jego ostatecznego zwycięstwa, szczęścia i ulgi, że go _poprowadzą_, skoro nie moze prowadzić sam siebie. Wierzy, że normy postępowania są technologią zbawienia zanim jeszcze odkryje, kto czy co, jakie siły miałyby tego zbawienia dokonać. Faktem jest jednak, że normy muszą być niewzruszone, nietknięte, nieosiągalne brudną, kleistą, niszczycielską ręką człowieka. Normy moralne, które mają odegrać swoją rolę w ludzkim życiu muszą należeć do sacrum - i to nie jest nakaz religijny, tylko prawda wynikająca z ludzkiej natury, znajdująca ekspresję we wszystkich wierzeniach, a nawet w postępowaniu ateistów-panteistów, którzy doszukują się prowadzącej ręki w "Prawach Natury". (Tak, wielu zadeklarowanych ateistow podnosi Naturę do rangi sacrum - nie deklaratywnie, tyko praktycznie, czasem nie zdając sobie z tego sprawy). Nikt nie może pluć na moje zasady, powiada człowiek, który zasady odnalazł. Ten, który zasady skonstruował dobrze wie, że można na nie napluć w każdej chwili. Prawdziwa "Zasada", norma - nie pływa, punkt stały, w którym znajduje się racja, mój etos, jest punktem świętym, jak Zagłębie Sosnowiec jest świętością dla kibola Zagłębia. Zagłębie Sosnowiec jest wieczne - w przeciwieństwie do mnie i dzięki temu Zagłębie mnie prowadzi, dmucha w żagle mej biografii i poddaję się temu z radością, bo w ten sposób Zagłębie ratuje mnie od zagubienia i samotności. Gdybym to ja miał być własnym przewodnikiem, gdybym sam miał dmuchać w swoje żagle, zostałbym bez nadziei na środku oceanu, na środku pustego bezmiaru wolności i nie mógłbym liczyć na to, że moja egzystencja ma jakikolwiek sens. Oczywiście, Zagłębie może dmuchać różnie, jak to Zagłębie, mogą też rozmaici żartownisie dmuchać mi z drugiej strony i wprowadzać w błąd, może też napatoczyć się sceptyk, który uważa, że trzeba zwinąć żagle. Oczywistym jest jednak dla mnie, że jeśli ma się płynąć, to najlepiej płynąć "gdzieś", a jeśli płynąć gdzieś, to zdać się na najpewniejsze podmuchy, podmuchy dające najlepszą gwarancję, Podmuchy Zagłębia Sosnowiec, amen.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >>Chciwość nie popłaca, jeśli w życiu chcemy byc szczęśliwi. >Co? Ale ja pytam o konkretne powody, a nie o przysłowia ludowe. Jak to? Taki racjonalista przysłowiami sypie? Co to za zasada "chciwość nie popłaca", jest mnóstwo kontrprzykładów. Wytłumaczyłem już ogólnie, że samopoczucie przy działaniach altruistycznych jest lepsze od samopoczucia przy działaniach stricte egoistycznych. Tak więc istnieje po pierwsze uzasadnienie psychologiczne dla altruizmu w ogólności (Są zresztą naukowe badania na ten temat - o ile dobrze pamiętam, przy działaniach altruistycznych aktywuje się obszar mózgu odpowiedzialny za odczucie bycia nagradzanym). Jednak tu zadałeś konkretne pytanie i rzeczywiście wymaga ono bardziej konkretnej odpowiedzi: Napisałeś: >>>Dlaczego nie wolno zabijać osób niepotrzebnych, kalekich dzieci, chorych na zespół Downa itd., skoro moglibyśmy zaoszczędzić na tym pieniądze? Napisałeś też: >Widzisz, tak sie składa, że to jest mądre, racjonalne i nawet humanistyczne pozbywać się ze społeczeństwa elementu wadliwego i przestarzałego. Społeczeństwo może tylko skorzystać i w pewnych przypadkach korzystało. Normy etyczne powstają w zawsze w realnie istniejących społeczeństwach w danych momentach historycznych. Nie sposób zrozumieć aktualnej europejskiej etyki bez odniesienia się do podstawowej wiedzy z historii tej części świata. Zanim jednak do tego przejdziemy jest niezmiernie istotne, aby zrozumieć, że wszelkie normy (czy nazwiemy je moralnymi, etycznymi, czy nawet prawnymi) są w uproszczeniu mówiąc wynikiem pewnego rodzaju umowy między ludźmi, w ramach której ustalają oni, że właśnie tak chcą postępować i tych norm przestrzegać. Oczywiście ta "umowa" powstaje w pewnym - często długotrwałym i nie w pełni świadomym dla jednostek procesie. Czasem jednak postęp w tej dziedzinie wyznaczają jakieś szczególne dla danego społeczeństwa wydarzenia. Otóż po pierwsze dokonał się postęp nauk biologicznych, na tyle daleko idący, że można było wyróżnić wszystkich ludzi jako przedstawicieli tego samego gatunku homo sapiens. Po drugie dokonał się rozwój na polu psychologii podkreślającej indywidualność każdego człowieka. Po trzecie, dzięki coraz bardziej powszechnemu dostępowi do wiedzy nastąpił rozwój indywidualnej samoświadomości i idącymi z nią w parze emancypacji i oświeceniu. I teraz uważaj: - na tym tle dość powiedzmy - naturalnego - rozwoju nastąpiło ludobójstwo drugiej wojny światowej. (Zastanawiam się, czy muszę Ci tłumaczyć, dlaczego to było złe i dlaczego nie chcemy, żeby to się powtórzyło) Na zgliszczach tego kataklizmu dołożono starań, by pierwszorzędną rangę nadać niezbywalnym prawom człowieka - każdego człowieka. I dlatego właśnie Twoje twierdzenie: >Widzisz, tak sie składa, że to jest mądre, racjonalne i nawet humanistyczne pozbywać się ze społeczeństwa elementu wadliwego i przestarzałego. Społeczeństwo może tylko skorzystać i w pewnych przypadkach korzystało. świadczy o tym, że sądzisz, że racjonalista, to ktoś, kto pozwala sobie na takie rozumowanie, jakie przyjął Hitler w odniesieniu do teorii Darwina. Pomijając całkowicie antynaukowe nadużycie, jakiego Hitler dokonał przenosząc pewne obserwacje natury na swoją chorą etykę istotne jest, że był on psychopatą. Tymczasem normalni racjonaliści mają jak najbardziej typową dla większości ludzi zdolność empatii.
>Eugenika to całkiem praktyczna idea. Już w wikipedii jest całkiem obszerny i ciekawy artykuł na ten temat. Co jest, a co nie jest eugeniką? Jaka eugenika jest niedopuszczalna, a jak tylko źle się kojarzy? I przede wszystkim: jaka eugenika może w ogóle odnieść zamierzone skutki? - bo w przeszłości chwytano się metod, które dzisiejsza nauka wyśmiewa - jak chociaż bank spermy geniuszy.
>>>(Humanizm odpowiada: bo człowiek jest bogiem, ale od biedy można, jeśli przyjąć, że ludzkość jest bogiem.) >>Guzik prawda. Nic takiego humanizm nie mówi. >Przemyśl sprawę. Oczywiście, że otwarcie i literalnie żaden humanista tego nie wypowie. Ale co _przebija_ z humanizmu? A co znaczy, że "człowiek jest najwysza wartością", hę? To pytanie retoryczne, [...]. Ja bym odróżnił jednak humanizm od Twojej skłonności do poezji. Wszędzie musisz wsadzać swojego Boga. Jak już się nigdzie nie da, to ma nim być człowiek. Mi to jest wszystko jedno. Najwyższa wartość? To też poezja. >>Wszelkie badania go potwierdzają i tylko przeróżne wyobrażone wymysły mu przeczą. >Absurd. Wszelkie "badania" (pewnie "naukowe" masz na myśli) go conajwyżej ZAKŁADAJĄ. Krok po kroku, związek umysłu z mózgiem jest wykazywany coraz ściślej. Trochę tak jak ewolucja. Ona też Ci się nie podoba?
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | >Wytłumaczyłem już ogólnie, że samopoczucie przy działaniach altruistycznych jest lepsze od samopoczucia przy działaniach stricte egoistycznych.
Czy myślisz, że jesteśmy aż tak prości, że poczucie przyjemności z altruistycznego gestu wystarcza? Człowiek to chyba jedyne zwierzę, które potrafi otwarcie zapytać dlaczego czynić ma dobrze, pomimo, że skorzystałby na działaniu złym. Czyn _świadomy_ opiera się więc na pewnej dozie samowiedzy, nie jest działaniem automatycznym. Jego znaczenie jest uwikłane w całościowe rozumienie świata i tego co się uznaje za dobre i złe, również w porozumieniu z innymi. "Altruzim" w przypadku człowieka nie charakteryzuje zatem działania wyczerpująco: można człowieka przekonać, że gest, który do dziś wywoływał "przyjemność altruizmu" przynosi więcej szkody niż pożytku, jest więc zły - i od jutra człowiek ten będzie postępował inaczej. Inteligencja i racjonalny namysł nie pozwalają nam wartościować instynktownie, na podstawie hormonów uwalnianych w mózgu.
> przy działaniach altruistycznych aktywuje się obszar mózgu odpowiedzialny za odczucie bycia nagradzanym Czy więc czyn "dobry" to wg Ciebie taki, przy którym w mózgu aktywuje się ten obszar? Problematyka jest zbyt skomplikowana, żeby rozwiązań dostarczał prosty narząd kary-nagrody, empatii i asertywności. Najbardziej jest to widoczne kiedy człowiek _nie wie_ co czynić i zaczyna się zastanawiać.
>Napisałeś: >>>>Dlaczego nie wolno zabijać osób niepotrzebnych, kalekich dzieci, chorych na zespół Downa itd., skoro moglibyśmy zaoszczędzić na tym pieniądze? (...) >Otóż po pierwsze dokonał się postęp nauk biologicznych (...) >Po drugie dokonał się rozwój na polu psychologii (...) >Po trzecie, dzięki coraz bardziej powszechnemu dostępowi do wiedzy nastąpił rozwój indywidualnej samoświadomości (...) >I teraz uważaj: - na tym tle dość powiedzmy - naturalnego - rozwoju nastąpiło ludobójstwo drugiej wojny światowej. (Zastanawiam się, czy muszę Ci tłumaczyć, dlaczego to było złe i dlaczego nie chcemy, żeby to się powtórzyło) Lepiej Ty wytłumacz, dlaczego po dokonaniu się tych wszystkich wspaniałych postępów w ogóle nastąpiło to ludobójstwo i ta wojna. Otóż między innymi dlatego, że nauka nie zajmuje się wartościowaniem, dostarcza narzędzi realizowania celów praktycznych, ale nie daje rozeznania: które cele są słuszne, a które nie. Pomimo postępu, a może nawet w jego ramach, buduje się bardzo wydają broń, zdolną zmieść ludzkość z powierzchni Ziemi. Na pytanie "Po co?" albo "Czy to dobrze?" nie odpowiada ani biologia ani psychologia, bo się tym nie zajmują.
>Tymczasem normalni racjonaliści mają jak najbardziej typową dla większości ludzi zdolność empatii. Kiedy to właśnie empatia, która nie stosuje się do trupów, tylko do żywych podpowiada, że skorzystalibyśmy na uwolnieniu się od ciężaru utrzymywania obcych nam, bezproduktywnych ludzi. Można by więc racjonalnie zaprowadzić wielką eutanazję np. wśród starców bez rodziny, albo kalekich sierot. Byłoby to rozwiązanie pragmatyczne, a w ramach humanizmu, już niejako tradycyjnie odmówiłoby się tym ludziom statusu "człowieka" (bo przecież człowiek to istota o określonych umiejętnościach). Jest jeszcze jednak coś takiego irracjonalnego jak ludzka godność, miłość bliźniego i inne zasady tego zabraniające (w zależności od religii). Orangutany nie mają problemów z zabijaniem niewygodnych konkurentów w swoim stadzie, wykazując zarazem zachowania altruistyczne.
>I przede wszystkim: jaka eugenika może w ogóle odnieść zamierzone skutki? Mnie chodzi o eugenikę skuteczną. >- bo w przeszłości chwytano się metod, które dzisiejsza nauka wyśmiewa - jak chociaż bank spermy geniuszy. Nauka przyszłości też będzie wyśmiewać niektórych dzisiejszych racjonalistów. To jednak mają do siebie racjonaliści, że nie przyznają się do błędów swoich poprzedników wykluczając ich ze swojego grona. Jeśli dzisiaj twierdzą, że eugenika była zła, to dlatego, że czysty racjonalizm historycznie przegrał z pewnym moralnym opamiętaniem się.
>Ja bym odróżnił jednak humanizm od Twojej skłonności do poezji. Wszędzie musisz wsadzać swojego Boga. Jak już się nigdzie nie da, to ma nim być człowiek. Mi to jest wszystko jedno. >Najwyższa wartość? To też poezja. To po prostu kwestia nazwania czegoś po imieniu, czego bardzo nie chce się nazywać, żeby nie wpaść w nielubianą szufladkę. Bóg pełni określoną rolę w życiu ludzi religijnych. Niektórzy w tę rolę pakują wyidealizowanego Człowieka - to jest zasada, na jakiej nazywam takiego Człowieka Bogiem tych ludzi. Bóg jako rola, jako funkcja, przedmiot odniesienia. A jeżeli "najwyższa wartość" to dla Ciebie poezja, to chyba znak, że żyjesz z pewną moralną bezwładnością, w ramach której nie wszystkie motywy twojego działania zostały przez Ciebie rozpatrzone, nazwane i usystematyzowane i pozostają jeszcze w sferze odruchów.
Konieczność, tajemnica, metafizyka, chaos, myślenie symboliczne, treści wiary, religia, źródło sensu - to elementy świata, do których racjonalizm ma awersję, a z których nie może świata wypatroszyć. Najgorzej gdy racjonalista próbuje żyć, jakby te rzeczy w ogóle nie miały racji bytu albo nie były warte zachodu. Jest to chyba jakaś forma psychicznej samoobrony albo może przegrana próba ogarnięcia różnorodności świata. Ateizm jest chyba elementem takiej obrony, jest gestem który ściśle merytorycznie niewiele wnosi, ale daje pozór jakiegoś uporządkowania i oczyszczenia świata z niechcianych elementów. Myślę, że raczej należy uznać te elementy w bycie i umieścić na właściwym miejscu myślowej panoramy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Konieczność, tajemnica, metafizyka, chaos, myślenie symboliczne, treści wiary, religia, źródło sensu - to elementy świata, do których racjonalizm ma awersję, a z których nie może świata wypatroszyć. Najgorzej gdy racjonalista próbuje żyć, jakby te rzeczy w ogóle nie miały racji bytu albo nie były warte zachodu. Jest to chyba jakaś forma psychicznej samoobrony albo może przegrana próba ogarnięcia różnorodności świata. Ateizm jest chyba elementem takiej obrony, jest gestem który ściśle merytorycznie niewiele wnosi, ale daje pozór jakiegoś uporządkowania i oczyszczenia świata z niechcianych elementów. Myślę, że raczej należy uznać te elementy w bycie i umieścić na właściwym miejscu myślowej panoramy.David Hume filozof żyjący w latach 1711-1776 napisał: • Religii chrześcijańskiej nie tylko od pierwszej chwili towarzyszyły cuda, ale i dzisiaj trzeba cudu, żeby ktokolwiek rozsądny w nią wierzył. • Można śmiało stwierdzić, że wszelka popularna teologia gustuje niejako w absurdzie i w sprzecznościach. Gdyby teologia nie przekraczała granic rozumu i zdrowego rozsądku, jej doktryny wydawałyby się nazbyt łatwe i powszechne. Z konieczności wzbudzać trzeba zdumienie, otaczać się tajemnicą, zabiegać o niejasność i mrok i dostarczyć podstawy zasłudze tych wiernych wyznawców, którzy szukają sposobności, aby poskromić buntowniczy swój rozum przy pomocy wiary w najbardziej niezrozumiałe sofizmaty.Współczesny filozof Pan Piotr Bylica: Mój wniosek o tym, że współczesna zakłada nauka nie pozostawia żadnych luk ani w naszej wiedzy, ani w porządku świata, których wyjaśnienie wymagałoby odwołania do jakiejś nadnaturalnej, transcendentnej sfery postulowanej przez religie teistyczne wynika właśnie ze szczególnej roli w nauce tych dwóch postulatów naturalistycznych oraz roli nauki we współczesnej kulturze Zachodu. Otóż nauka wielokrotnie już odnosiła sukces, przedstawiając naturalistyczny opis rzeczywistości, który zastępował wyjaśnienia odwołujące się do istnienia, czy działania czynników nadnaturalnych. Te sukcesy nauki sprawiły, że to właśnie jej przysługuje w kulturze Zachodu prawo decydowania, "jak się faktycznie rzeczy mają" zarówno jeśli chodzi o przyczyny kataru czy działanie elektryczności, jak i pochodzenie Wszechświata, życia i człowieka. Naturalistyczne założenia nauki, której celem jest kompletny opis lub wyjaśnienie całej rzeczywistości, sprawiają, iż nie pozostawia ona miejsca dla wyjaśnień nienaturalistycznych. W naukowym obrazie świata nie ma luk wymagających odwołań do czynników pozaprzyrodniczych. A choć uczeni przyznają, że mimo usilnych starań wiele zagadek jest jeszcze nierozwiązanych, to w żadnym czasopiśmie naukowym nie znajdziemy tekstu postulującego "wypełnianie Bogiem" obecnych luk w naszej wiedzy.
Dodatkowo przy realistycznej interpretacji teorii naukowych, według której twierdzeniom teorii naukowych miałyby przysługiwać wartości logiczne prawdy i fałszu, należałoby uznać naukowy czyli naturalistyczny obraz rzeczywistości za prawdziwy. Sam naturalizm metodologiczny prowadzi wtedy do naturalizmu ontologicznego, jeśli przyjmiemy realistyczną interpretację nauki, uznając, że jej twierdzenia odnoszą się do obiektywnej rzeczywistości i trafnie opisują, jak się rzeczy mają.
Nauka nie dowodzi oczywiście, że Bóg nie istnieje. Jednak jeśli można powiedzieć, że nauka bazująca na naturalizmie trafnie wyjaśniania rzeczywistość, to przywoływanie takiej istoty jest mnożeniem bytów ponad potrzebę. Obraz nauki, jaki promuje się we współczesnej kulturze Zachodu, to właśnie nauka, która wszystko wie, lub będzie wiedziała, dla której nie ma granic. Skoro naturalistyczna nauka wyjaśnia lub może wyjaśnić wszystko, w takim razie cała rzeczywistość musi mieć charakter wyłącznie przyrodniczy. I ponieważ to nauka decyduje, co istnieje, a co nie, to z samych jej założeń wynika, że nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w których byłoby miejsce dla jakiegoś nadnaturalnego bóstwa działającego w materialnym świecie. www.nauka-(*)uki/pliki/download.php?file=84Pan Fizyk w tym wątku napisał: www.racjon(*).php/s,492101/z,0/d,10#w503318www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,492101#w503585Z czego widać, iż nie czytał tego: dowody.blo(*)zne-dowody-na-,2,ID407439762,nGdyż wówczas bezwzględnie przyznałby rację Panu Marcuchowi i innym wielce wykształconym fideistom. Taki jak ten wywód, to od razu przygniata nas do podłogi i nie tylko spodnie nam opadają. Pan Marcuch wyżej napisał: Konieczność, tajemnica, metafizyka, chaos, myślenie symboliczne, treści wiary, religia, źródło sensu - to elementy świata, do których racjonalizm ma awersję,Tak, ale nie tylko do tego. Ma także awersję do wszelakiej głupoty pokrywanej napuszonym ezoterycznym słowotokiem. Zabawą w udawanie posiadania absolutnej, nieweryfikowalnej przez naukę prawdy oraz nadwiedzy niedostępnej profanom. Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowyMiłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >>Wytłumaczyłem już ogólnie, że samopoczucie przy działaniach altruistycznych jest lepsze od samopoczucia przy działaniach stricte egoistycznych. >Czy myślisz, że jesteśmy aż tak prości, że poczucie przyjemności z altruistycznego gestu wystarcza? Nie tylko poczucie przyjemności, ale również poczucie sensu i słuszności. Oczywiście zależy to od wyznawanych przez danego człowieka wartości. Te zaś zależą w pewnym zakresie od genów i w dużym stopniu od procesu socjalizacji. Skąd się bierze moralność? Sądzę, że ewoluowała wraz z człowiekiem i społeczeństwem, ale do dziś jej akceptacja zależy od postawy poszczególnej jednostki. >Człowiek to chyba jedyne zwierzę, które potrafi otwarcie zapytać dlaczego czynić ma dobrze, pomimo, że skorzystałby na działaniu złym. Otóż kluczowe dla zdemaskowania Twojej argumenatcji - ciągnącej się już od kilku dobrych postów - jest zdefiniowanie tego rzekomego skorzystania. Co ktoś może skorzystać, a co stracić na działaniu złym? Czy przypadkiem - nawet obiektywnie rzecz biorąc - nie traci więcej, niż zyskuje? Na jakim poziomie zyskuje, a na jakim traci? Otóż racjonalista (czy tam, jak chcesz - ateista) - wbrew mniemaniom niektórych świętoszków - wcale nie musi kierować się ani zyskiem materialnym, ani własną wygodą, ani wyłącznie własnym tylko widzimisię. Racjonalista może nawet uznawać większość tych samych norm etycznych, które wynikają z przesłań religijnych, odrzucając wszak wiarę w ich nadprzyrodzone źródło. Racjonalista zna bowiem (przynajmniej w minimalnie koniecznym zarysie) historię ludzkości i dostrzega na tym tle, że wiele mądrości wypływa z FOLKLORU, bowiem mądrość ta - przekazywana z pokolenia na pokolenie - ulega ciągłemu uszlachetnianiu. Wynika to z naturalnego dążenia człowieka do samospełnienia przy jednoczesnym (choć często nader skokowym) rozwoju cywilizacyjnym. Jednak każdy człowiek jest trochę inny i każdy w czym innym widzi mądrość. Dlatego też dla jednych humanizm oczywiście wypływa z doświadczenia, a dla innych korzystne może być nawet czynienie zła (chyba tylko dla uzyskania jakichś doraźnych, egoistycznych celów - nawet jeśli są długoplanowe). Problem polega jednak również na tym, że nie ma ani absolutnego zła, ani absolutnego dobra, są natomiast konkretne sytuacje życiowe, w których człowiek musi dokonywać wyborów. Będą one zależały w dużej mierze od tego, jakich historii słuchał on w dzieciństwie, ale również od własnych przemyśleń. >Czyn _świadomy_ opiera się więc na pewnej dozie samowiedzy, nie jest działaniem automatycznym. Jego znaczenie jest uwikłane w całościowe rozumienie świata i tego co się uznaje za dobre i złe, również w porozumieniu z innymi. "Altruzim" w przypadku człowieka nie charakteryzuje zatem działania wyczerpująco: można człowieka przekonać, że gest, który do dziś wywoływał "przyjemność altruizmu" przynosi więcej szkody niż pożytku, jest więc zły - i od jutra człowiek ten będzie postępował inaczej. Zgoda >Inteligencja i racjonalny namysł nie pozwalają nam wartościować instynktownie, na podstawie hormonów uwalnianych w mózgu. A tu już niezgoda. >> przy działaniach altruistycznych aktywuje się obszar mózgu odpowiedzialny za odczucie bycia nagradzanym >Czy więc czyn "dobry" to wg Ciebie taki, przy którym w mózgu aktywuje się ten obszar? Nie definiowałbym dobrego czynu w ten sposób. Raczej uzależniałbym to od konkretnych okoliczności czynu. Zadajesz w innych miejscach pytanie DLACZEGO w ogóle dany czyn uważamy za dobry. Odpowiedź jest prosta, ale składa się z dwóch podstawowych członów: 1. bo tak sami uznajemy 2. bo wynika to z naszego doświadczenia To doświadczenie to złożona sprawa i obejmuje zarówno efekt przebytej socjalizacji, jak i zdobytą wiedzę, a także emocjonalność. To od tych dwóch czynników - jak sądzę (a piszę "na kolanie" i z głowy prawie improwizując - więc mogę się mylić) zależą postawy etyczne, które mogą być diametralnie różne u różnych ludzi i odpowiednio - normy etyczne, które też się nieco różnią (ale już nie tak bardzo) pomiędzy różnymi społeczeństwami. >Problematyka jest zbyt skomplikowana, żeby rozwiązań dostarczał prosty narząd kary-nagrody, empatii i asertywności. Najbardziej jest to widoczne kiedy człowiek _nie wie_ co czynić i zaczyna się zastanawiać. Też prawda. >Lepiej Ty wytłumacz, dlaczego po dokonaniu się tych wszystkich wspaniałych postępów w ogóle nastąpiło to ludobójstwo i ta wojna. Ze ślepej, bezrozumnej WIARY w ideologię hitleryzmu (która to - poza innymi czynnikami - opierała się między innymi na nieuprawnionej nadinterpretacji obserwacji naukowych) >Otóż między innymi dlatego, że nauka nie zajmuje się wartościowaniem, dostarcza narzędzi realizowania celów praktycznych, ale nie daje rozeznania: które cele są słuszne, a które nie. Pomimo postępu, a może nawet w jego ramach, buduje się bardzo wydają broń, zdolną zmieść ludzkość z powierzchni Ziemi. Na pytanie "Po co?" albo "Czy to dobrze?" nie odpowiada ani biologia ani psychologia, bo się tym nie zajmują. Nie wiem jakich psychologów i biologów Ty czytasz. Pośród tych pierwszych najbardziej cenię tych, którzy właśnie zajmują się kwestią etyki (patrz np. Erich Fromm). Zauważ, że w szerokim ujęciu pytanie o to "co powinienem robić" jest pytaniem o to "jak żyć" - tym właśnie w pewnym sensie zajmują się psychologowie, choć nie chodzi przecież o narzucanie komuś swej woli, a raczej wręcz przeciwnie. Biologia również zajmuje się etyką (np. zwierząt), ale faktem jest, że sama jej nie wartościuje. Te wartości to idee. Tu sięgnąłbym raczej po mędrców - morały z bajek z dzieciństwa, filozofię - a także własne doświadczenie. Każdy będzie miał trochę inne, ale w społeczeństwie istnieje parę dość oczywistych granic tego, co jest dopuszczalne. Te granice też się opierają na wartościach, tyle że wspólnych, ale również zmiennych.
ciąg dalszy w kolejnym wpisie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >>Tymczasem normalni racjonaliści mają jak najbardziej typową dla większości ludzi zdolność empatii. >Kiedy to właśnie empatia, która nie stosuje się do trupów, tylko do żywych podpowiada, że skorzystalibyśmy na uwolnieniu się od ciężaru utrzymywania obcych nam, bezproduktywnych ludzi. Można by więc racjonalnie zaprowadzić wielką eutanazję np. wśród starców bez rodziny, albo kalekich sierot. Można by, gdyby uznać to za słuszne. Były już podobne próby. Dziś raczej nie uważa się takiego postępowania za słuszne. >Byłoby to rozwiązanie pragmatyczne, a w ramach humanizmu, już niejako tradycyjnie odmówiłoby się tym ludziom statusu "człowieka" (bo przecież człowiek to istota o określonych umiejętnościach). Chyba coś Ci się pokręciło. Może by i było pragmatyczne, ale najpierw musiałoby zostać uznane za dopuszczalne i słuszne. To że tak nie jest nie wynika z właściwego odczytania woli bożej, tylko z czysto ludzkich przemyśleń, podyktowanych między innymi wydarzeniami historycznym, które właśnie doprowadziły do uznania godności bezwzględnie wszystkich ludzi. >Jest jeszcze jednak coś takiego irracjonalnego jak ludzka godność, miłość bliźniego i inne zasady tego zabraniające (w zależności od religii). Dlaczego irracjonalne? Te wartości jak najbardziej wynikają z doświadczenia życia wśród ludzi i z decyzji kierowania się tym, a nie innym kanonem etycznym, bo właśnie to doświadczenie uczy, że ów kanon daje największą szansę samospełnienia możliwie największej liczbie ludzi, a jest ponadto zgodny z bezwzględną koniecznością życia w grupie. >Orangutany nie mają problemów z zabijaniem niewygodnych konkurentów w swoim stadzie, wykazując zarazem zachowania altruistyczne. To zupełnie podobnie jak ludzie. >Nauka przyszłości też będzie wyśmiewać niektórych dzisiejszych racjonalistów. Myślisz, że będzie ich wyśmiewać? Jakoś mi nie po drodze do poziomu etyki w Twojej wizji przyszłości. >To jednak mają do siebie racjonaliści, że nie przyznają się do błędów swoich poprzedników wykluczając ich ze swojego grona. Jest dokładnie odwrotnie. Racjonaliści akceptują to, że nie wiedzą wszystkiego, że nie ma absolutnej, jedynej prawdy, i że nasza wiedza o świecie cały czas ulega zmianie. >Jeśli dzisiaj twierdzą, że eugenika była zła, to dlatego, że czysty racjonalizm historycznie przegrał z pewnym moralnym opamiętaniem się. Całkiem możliwe, choć zależy jak pojmowac "czysty racjonalizm" i czy coś takiego w ogóle istnieje. Racjonalizm nie jest jakimś dobrem absolutnym. Człowiek nie jest zresztą w pełni racjonalny. Emocje odgrywają u niego równie ważną rolę, a nawet racjonalne myślenie bez odpowiedniej zdolności emocjonalnej jest niemożliwe. Chodzi tylko o to, by być racjonalnym przy tłumaczeniu rzeczywistości. Doświadczanie życia to już inna para kaloszy, choć właśnie tu istnieje spór między niektórymi ateistami a teistami, gdzie jest granica kierowania się irracjonalizmem i gdzie są miejsca na jego przeżywanie, a gdzie już nie. >A jeżeli "najwyższa wartość" to dla Ciebie poezja, Nie ma czegoś takiego, jak najwyższa wartość. Wszystko zależy od okoliczności. > to chyba znak, że żyjesz z pewną moralną bezwładnością, w ramach której nie wszystkie motywy twojego działania zostały przez Ciebie rozpatrzone, nazwane i usystematyzowane i pozostają jeszcze w sferze odruchów. całkiem możliwe - a skoro Ty tak orzekasz, to pewnie tak jest. >Konieczność, tajemnica, metafizyka, chaos, myślenie symboliczne, treści wiary, religia, źródło sensu - to elementy świata, do których racjonalizm ma awersję, a z których nie może świata wypatroszyć. Najgorzej gdy racjonalista próbuje żyć, jakby te rzeczy w ogóle nie miały racji bytu albo nie były warte zachodu. Jest to chyba jakaś forma psychicznej samoobrony albo może przegrana próba ogarnięcia różnorodności świata. Ateizm jest chyba elementem takiej obrony, jest gestem który ściśle merytorycznie niewiele wnosi, ale daje pozór jakiegoś uporządkowania i oczyszczenia świata z niechcianych elementów. Myślę, że raczej należy uznać te elementy w bycie i umieścić na właściwym miejscu myślowej panoramy. Ładnie Ci wyszło to ostatnie zdanie. Ja te elementy uznaję w bycie w kategorii poezji. Oczywiście z niej też można czerpać inspirację i znam wielu racjonalistów, a nawet ateistów którzy to czynią. Tyle tylko, że oni wiedzą, że to jest LUDZKA kultura i ludzka refleksja.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | >>Czy myślisz, że jesteśmy aż tak prości, że poczucie przyjemności z altruistycznego gestu wystarcza? >Nie tylko poczucie przyjemności, ale również poczucie sensu i słuszności. Oczywiście zależy to od wyznawanych przez danego człowieka wartości. Te zaś zależą w pewnym zakresie od genów i w dużym stopniu od procesu socjalizacji.
Zauważ, że tłumaczysz mi czyn dobry jako zachowanie altruistyczne, ale kiedy dochodzimy do "biochemii altruizmu" w twoim wywodzie pojawia się ratunkowe "poczucie słuszności", zdolne zapanować nad nią. Ono jednak ma znów wypływać z genów, a więc czynników biochemicznych - tak jakby uwolnienie się człowieka od uwarunkowań cielesnych i nastawienia na proste przyjemności było w istocie tak samo uwarunkowane i nastawione.
Pomijając jednak to kręcenie się w kółko, mniemam, że nie potrafisz podać nawet elementarnej zależności pomiędzy jakąś wartością etyczną wyznawaną przez człowieka a sekwencją nukleotydów w jego komórkach. Natomiast "proces socjalizacji" już sobie rozkminiliśmy, kiedy była mowa o moralności motłochu i autorytetach, które szczęśliwie socjalizacji się przeciwstawiają. Twój podstawowy błąd w opisie moralności polega na pozbawianiu człowieka wolności, centralnego pojęcia etycznego. Bez niej etyka jest nonsensem, a próby redukcji jej do zjawisk naturalnych są de facto jej negowaniem - dlatego powinieneś raczej mówić od początku, że etyka jest potokiem rozważań o niczym, bo wola, sumienie i odpowiedzialność są pozorami lub uproszczeniami fałszującymi rzeczywistość.
>Racjonalista zna bowiem (przynajmniej w minimalnie koniecznym zarysie) historię ludzkości i dostrzega na tym tle, że wiele mądrości wypływa z FOLKLORU, bowiem mądrość ta - przekazywana z pokolenia na pokolenie - ulega ciągłemu uszlachetnianiu. Nie ma nic racjonalnego w naśladowaniu pradziadków. A poza tym mówimy o dobru, a nie mądrości.
>>Inteligencja i racjonalny namysł nie pozwalają nam wartościować instynktownie, na podstawie hormonów uwalnianych w mózgu. >A tu już niezgoda. Dobrze, skoro aż wątpisz w ludzki rozum, to chyba nie mamy o czym mówić.
>Zadajesz w innych miejscach pytanie DLACZEGO w ogóle dany czyn uważamy za dobry. >Odpowiedź jest prosta, ale składa się z dwóch podstawowych członów: >1. bo tak sami uznajemy >2. bo wynika to z naszego doświadczenia >To doświadczenie to złożona sprawa i obejmuje zarówno efekt przebytej socjalizacji, jak i zdobytą wiedzę, a także emocjonalność. Czyli po prostu "nie wiadomo". Złożona sprawa. Jakieś tajemnicze "Dobro" przebija z tego doświadczenia, że je poznajemy i uznajemy?
>>Lepiej Ty wytłumacz, dlaczego po dokonaniu się tych wszystkich wspaniałych postępów w ogóle nastąpiło to ludobójstwo i ta wojna. >Ze ślepej, bezrozumnej WIARY w ideologię hitleryzmu No ale przecież "postęp był", to co znowu jakaś "wiara"? Postęp postęp, a zbroją się i tłuką coraz gorzej. No to co za "postęp" mi tu sprzedajesz?
>Zauważ, że w szerokim ujęciu pytanie o to "co powinienem robić" jest pytaniem o to "jak żyć" - tym właśnie w pewnym sensie zajmują się psychologowie, Nie, kolego, tym się psychologowie nie zajmują w żadnym sensie. Chyba, że odnośnie własnej osoby i dzieci. "Jak żyć" zajmują się za ogół rozmaici kaznodzieje, mędrcy, guru itp. Psychologia natomiast zajmuje się badaniami ludzkiej psychiki i ewentualnie _stosunku_ człowieka do norm moralnych obecnych w społeczeństwie i do różnych patentów "jak żyć".
>Tu sięgnąłbym raczej po mędrców - morały z bajek z dzieciństwa, filozofię No sięgnij, sięgnij.
>>Człowiek to chyba jedyne zwierzę, które potrafi otwarcie zapytać dlaczego czynić ma dobrze, pomimo, że skorzystałby na działaniu złym. >Otóż kluczowe dla zdemaskowania Twojej argumenatcji - ciągnącej się już od kilku dobrych postów - jest zdefiniowanie tego rzekomego skorzystania. Co ktoś może skorzystać, a co stracić na działaniu złym? Więzienia są pełne odpowiedzi, nie udawaj, że nie potrafisz nic w tym zakresie wymyślić. Taki z Ciebie maminsynek grzeczniutki? Mówiłem o zabijaniu starców, jeśli zapomniałeś.
>>Kiedy to właśnie empatia, która nie stosuje się do trupów, tylko do żywych podpowiada, że skorzystalibyśmy na uwolnieniu się od ciężaru utrzymywania obcych nam, bezproduktywnych ludzi. Można by więc racjonalnie zaprowadzić wielką eutanazję np. wśród starców bez rodziny, albo kalekich sierot. >Można by, gdyby uznać to za słuszne. Były już podobne próby. Dziś raczej nie uważa się takiego postępowania za słuszne. A cóż to za "Się" zdecydowało, że "dziś" jest to niesłuszne, skoro sam Rozum mówi, że to korzystne?? Poza tym ja Ciebie pytam, a nie jakiegoś "Się". Jak i dlaczego Ty uznajesz?
>To że tak nie jest nie wynika z właściwego odczytania woli bożej, tylko z czysto ludzkich przemyśleń, podyktowanych między innymi wydarzeniami historycznym, które właśnie doprowadziły do uznania godności bezwzględnie wszystkich ludzi. Mętne banialuki. Co to musi się "zdarzyć", żeby uznać godność człowieka, hę?
>>Orangutany nie mają problemów z zabijaniem niewygodnych konkurentów w swoim stadzie, wykazując zarazem zachowania altruistyczne. >To zupełnie podobnie jak ludzie. Chyba nie chciałbym mieszkać na twojej ulicy... Orangutanów 5/15? "Nie wychodź po zmroku"
>Racjonalizm nie jest jakimś dobrem absolutnym. A ja myślę, że jest. Rozum to integralna właściwość człowieka, zawsze potrzebna, zawsze istotna. Pozbawianie ludzi rozumu jest absolutnym złem.
>>A jeżeli "najwyższa wartość" to dla Ciebie poezja, >Nie ma czegoś takiego, jak najwyższa wartość. Wszystko zależy od okoliczności. Nie szkodzi, znaczy to tyle, że "najwyższa wartość" zmienia właściciela. W każdych okolicznościach jest jakaś.
>> (...) Myślę, że raczej należy uznać te elementy w bycie i umieścić na właściwym miejscu myślowej panoramy. >Ja te elementy uznaję w bycie w kategorii poezji. Mówisz, jakbyś nigdy nie widział tej "poezji" w działaniu, a przecież widziałeś. Weź no się wysłów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >Twój podstawowy błąd w opisie moralności polega na pozbawianiu człowieka wolności, centralnego pojęcia etycznego. Bez niej etyka jest nonsensem, a próby redukcji jej do zjawisk naturalnych są de facto jej negowaniem - dlatego powinieneś raczej mówić od początku, że etyka jest potokiem rozważań o niczym, bo wola, sumienie i odpowiedzialność są pozorami lub uproszczeniami fałszującymi rzeczywistość. Ależ nie. Nawet jesli założyć, że człowiek nie jest wolny, nie dokonuje tzw. wolnych wyborów, to etyka dalej ma sens. Ponieważ to nie człowiek wybiera sobie okoliczności, wśród których żyje. Co prawda, etyka sprowadza się wtedy do analogu testowania młotka na różnych okolicznościach, czy jest dobry, jak wytrzymały, czy można go poprawić itd itp, ale wciąż pozostaje etyką.
Zabrałem głos zaciekawiony, co rozmówca rozumie pod pojęciami: wola, sumienie, odpowiedzialność. Prosiłbym o wyjaśnienie, jeśli można.
Pozdrawiam
Człowiek zawsze znajdzie coś nowego w obcym języku. Dziś poznałem nowe pojęcie: "Negative IQ"
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | > Nawet jesli założyć, że człowiek nie jest wolny, nie dokonuje tzw. wolnych wyborów, to etyka dalej ma sens. Ponieważ to nie człowiek wybiera sobie okoliczności, wśród których żyje.> Co prawda, etyka sprowadza się wtedy do analogu testowania młotka na różnych okolicznościach, czy jest dobry, jak wytrzymały, czy można go poprawić itd itp, ale wciąż pozostaje etyką.To nie jest etyka, tylko mechanika. > Zabrałem głos zaciekawiony, co rozmówca rozumie pod pojęciami: wola, sumienie, odpowiedzialność. Prosiłbym o wyjaśnienie, jeśli można.Tia... To mniej więcej jakbyś nie zaznajomiony bliżej z matematyką spytał mnie, co rozumiem pod pojęciem liczby, zbioru, funkcji i wymiaru... Może powiem generalnie, że są to pojęcia, z którymi warto się zapoznać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >Nawet jesli założyć, że człowiek nie jest wolny, nie dokonuje tzw. wolnych wyborów, to etyka dalej ma sens. Ponieważ to nie człowiek wybiera sobie okoliczności, wśród których żyje.> >Co prawda, etyka sprowadza się wtedy do analogu testowania młotka na różnych okolicznościach, czy jest dobry, jak wytrzymały, czy można go poprawić itd itp, ale wciąż pozostaje etyką.> To nie jest etyka, tylko mechanika.Mechanika ludzkiego umysłu w kontekście poprawności postępowania = etyka. Tak, bez problemu pasuje. > >Zabrałem głos zaciekawiony, co rozmówca rozumie pod pojęciami: wola, sumienie, odpowiedzialność. Prosiłbym o wyjaśnienie, jeśli można.> Tia... To mniej więcej jakbyś nie zaznajomiony bliżej z matematyką spytał mnie, co rozumiem pod pojęciem liczby, zbioru, funkcji i wymiaru... Może powiem generalnie, że są to pojęcia, z którymi warto się zapoznać. Akurat znam się trochę na matematyce. Jakkolwiek próbujesz trywializować, to (prócz funkcji) wszystkie wymienione pojęcia są tak głębokie, że dzisiejsza matematyka nie do końca je ogarnia. Twoja próba zdefiniowania mogłaby mi wiele powiedzieć, jak głęboko w tym siedzisz. Spróbuje rzecz ułatwić. Już nie proszę o definicje. Wystarczyłaby mi odpowiedź na kilka pytań: - jak rozpoznać działania wynikające z woli od działań spowodowanych okolicznościami? - do czego służy sumienie? Jaki jest efekt jego działania? - czy odpowiadamy za skutki naszego czynu, których nie mogliśmy sobie, w czasie od podjęcia decyzji o czynie do czasu wykonania czynu, wyobrazić? Pozdrawiam
Hmm. Tak. Jestem pewien. Chyba jestem pewien. Raczej tak. Hmm.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >>>Co prawda, etyka sprowadza się wtedy do analogu testowania młotka na różnych okolicznościach, czy jest dobry, jak wytrzymały, czy można go poprawić itd itp, ale wciąż pozostaje etyką. >>To nie jest etyka, tylko mechanika. >Mechanika ludzkiego umysłu w kontekście poprawności postępowania = etyka. >Tak, bez problemu pasuje. Tylko, że właśnie treścią etyki nie jest owa mechanika, tylko ów kontekst i owa poprawność. No i dlaczego teraz mówisz o "kontekście poprawności", a wcześniej nie? Mechanika jest mechaniką. "W kontekście" piękna nazwiesz ją "estetyką", a w kontekście smażenia "gastronomią"?
>>>Zabrałem głos zaciekawiony, co rozmówca rozumie pod pojęciami: wola, sumienie, odpowiedzialność. Prosiłbym o wyjaśnienie, jeśli można. >>Tia... To mniej więcej jakbyś nie zaznajomiony bliżej z matematyką spytał mnie, co rozumiem pod pojęciem liczby, zbioru, funkcji i wymiaru... >Akurat znam się trochę na matematyce. Nigdy w to nie wątpiłem i gratuluję.
>Wystarczyłaby mi odpowiedź na kilka pytań: Co prawda kompletnie poza tematem wątku, ale co tam. >- jak rozpoznać działania wynikające z woli od działań spowodowanych okolicznościami? Chyba "odróżnić", prawda? Problem w tym, że "okoliczności" nie przeczą "woli", więc może dookreśl o co chodzi. Może najpierw zapytaj sam siebie czym jest "chcę". Potem poproś, by ktoś Cię puknął w kolano, żeby wywołać odruch wyprostowania nogi. Potem zegnij i wyprostuj nogę SAM. Różnica będzie czytelna, gwarantuję, jeśli tylko dokonasz odpowiednio głębokiej i nieuwarunkowanej myślowymi schematami refleksji nad tym fenomenem. >- do czego służy sumienie? Jaki jest efekt jego działania? Czy ja mam na forum racjonalista.pl rozpocząć jakieś rekolekcje dla zbłąkanych? Zapraszam do najbliższej księgarni katolickiej, tam jest największe prawdopodobieństwo dobrego wyjaśnienia. Już tam trylion księży i braciszków trzepie kasę na tłumaczeniu dzieciom podstaw etyki. "Do czego służy szacunek", "do czego służy niechęć", "do czego służy zaufanie" i "do czego służy kosiarka", ręce opadają...
Efektem działania sumienia jest pogryzienie.
>- czy odpowiadamy za skutki naszego czynu, których nie mogliśmy sobie, w czasie od podjęcia decyzji o czynie do czasu wykonania czynu, wyobrazić? Cóż, na to mętne pytanie (co zalicza się do skutków? w jakim sensie "wyobrazić" - szczątkowo, ogólnie, precyzyjnie? przed kim odpowiadamy? w jaki sposób odpowiadamy?) nie ma prostej odpowiedzi, nie mówiąc o braku związku z ateizmem. Proponuję więc doprecyzować i przenieść do innego wątku. Generalnie, nie odpowiadam za coś, czego nie jestem w stanie sobie wyobrazić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
>>>To nie jest etyka, tylko mechanika. >>Mechanika ludzkiego umysłu w kontekście poprawności postępowania = etyka. >>Tak, bez problemu pasuje. >Tylko, że właśnie treścią etyki nie jest owa mechanika, tylko ów kontekst i owa poprawność. Nie jest? Podaj przykład. > No i dlaczego teraz mówisz o "kontekście poprawności", a wcześniej nie? Mechanika jest mechaniką. "W kontekście" piękna nazwiesz ją "estetyką", a w kontekście smażenia "gastronomią"? Tak.
>>Wystarczyłaby mi odpowiedź na kilka pytań: >Co prawda kompletnie poza tematem wątku, ale co tam. >>- jak rozpoznać działania wynikające z woli od działań spowodowanych okolicznościami? >Chyba "odróżnić", prawda? Problem w tym, że "okoliczności" nie przeczą "woli", więc może dookreśl o co chodzi. Może najpierw zapytaj sam siebie czym jest "chcę". Potem poproś, by ktoś Cię puknął w kolano, żeby wywołać odruch wyprostowania nogi. Potem zegnij i wyprostuj nogę SAM. Różnica będzie czytelna, gwarantuję, jeśli tylko dokonasz odpowiednio głębokiej i nieuwarunkowanej myślowymi schematami refleksji nad tym fenomenem. Doprawdy? Skoro Ty, jako okoliczność spowodowałeś, że wyprostowałem nogę, to czy rzeczywiście jest jakaś różnica? Wcześniej uderzenie młotkiem spowodowało wyprost, teraz Twoja prośba. Obie okoliczności są zewnętrzne względem mojej osoby. Czy nie tak?
>>- do czego służy sumienie? Jaki jest efekt jego działania? >Efektem działania sumienia jest pogryzienie. Pytałem poważnie. Kto gryzie kogo? Dlaczego? Po co?
>>- czy odpowiadamy za skutki naszego czynu, których nie mogliśmy sobie, w czasie od podjęcia decyzji o czynie do czasu wykonania czynu, wyobrazić? >Cóż, na to mętne pytanie (co zalicza się do skutków? w jakim sensie "wyobrazić" - szczątkowo, ogólnie, precyzyjnie? przed kim odpowiadamy? w jaki sposób odpowiadamy?) nie ma prostej odpowiedzi, nie mówiąc o braku związku z ateizmem. Proponuję więc doprecyzować i przenieść do innego wątku. Generalnie, nie odpowiadam za coś, czego nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Ok, to przykład. Wyprzedzam. Jak sto razy wcześniej. Jednak tym razem dochodzi do wypadku. Nie przewidziałem tego. Czy za wypadek odpowiadam? (Akt wyprzedzania był bezpośrednio związany z wypadkiem. Bez niego nie byłoby wypadku.)
Pozdrawiam
Hmm. Tak. Jestem pewien. Chyba jestem pewien. Raczej tak. Hmm.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >>Tylko, że właśnie treścią etyki nie jest owa mechanika, tylko ów kontekst i owa poprawność. >Nie jest? Podaj przykład. Przykładu dostarczasz sam: >> Mechanika jest mechaniką. "W kontekście" piękna nazwiesz ją "estetyką", a w kontekście smażenia "gastronomią"? >Tak. To dobrze i źle. Dobrze, bo to ostatecznie dowodzi, że nawet w twoim pojęciu nie do mechaniki należy differentia specifica etyki, estetyki czy gastronomii. Źle, bo mimo to tę samą rzecz (mechanikę) chcesz nazywać raz etyką, raz estetyką itd. podczas gdy, że tak sięgnę logicznych fundamentów, ta sama rzecz nie moze być kilkoma różnymi rzeczami jednocześnie.
>>Może najpierw zapytaj sam siebie czym jest "chcę". Potem poproś, by ktoś Cię puknął w kolano, żeby wywołać odruch wyprostowania nogi. Potem zegnij i wyprostuj nogę SAM. Różnica będzie czytelna, gwarantuję, jeśli tylko dokonasz odpowiednio głębokiej i nieuwarunkowanej myślowymi schematami refleksji nad tym fenomenem. >Doprawdy? Skoro Ty, jako okoliczność spowodowałeś, że wyprostowałem nogę, to czy rzeczywiście jest jakaś różnica? Wcześniej uderzenie młotkiem spowodowało wyprost, teraz Twoja prośba. Obie okoliczności są zewnętrzne względem mojej osoby. Czy nie tak?
Po pierwsze, najpierw wykonaj eksperyment, a potem podyskutujemy. Nie po to proponuję Ci praktykę, żebyśmy teraz w powietrzu snuli spekulacje. No chyba, że masz nogi ucięte w pół uda, to przykro mi, wymyśl coś analogicznego, np. zeby Cię ktoś ukłuł niespodzianie, a potem sam sie ukłuj. Zauważ też, że nie można się samemu połaskotać - poproś przeczących woli autorów, których czytasz, żeby wyjaśnili Ci ten banalny eksperyment. Jestem ciekaw, odpowiedź na pewno będzie zabawna jak zawsze kiedy siwa broda próbuje wmówić gawiedzi, że słońce jest "tak naprawdę" czarne.
Po drugie, prośba nie jest rzeczą, więc porównywanie jej z młotkiem jest średnio trafione. Po tzecie, prośba nie jest przyczyną, bo prośby możesz nie spełnić, co również wskaze na obecność twojej woli. Po czwarte, to co mówię w ogóle nie jest prośbą, tylko omówieniem metody: "jeżeli chcesz się przekonać, zrób to a to", mógłbym ją wyrazić trzecioosobowo: "jeśli ktoś chce poczuć i zrozumieć, powinien zrobić tak" - jest to stwierdzenie faktu, nie prośba. Zginania nogi na nikim nie wymuszam, bo ani nie mam prawa, ani mnie na tym specjalnie nie zależy.
>>Efektem działania sumienia jest pogryzienie. >Pytałem poważnie. Kto gryzie kogo? Dlaczego? Po co? Daj link do odnosnego tematu, to może się wysilę na wyjaśnienia. Ale udawanie, że się nie wie co to jest sumienie i że się nigdy nie czuło wyrzutów ani gryzienia jest albo nieuczciwe, albo świadczy od problemach psychicznych. Tylko proszę, nie pytaj co to jest uczciwość albo psychika, albo żebym podawał przykłady...
>>Generalnie, nie odpowiadam za coś, czego nie jestem w stanie sobie wyobrazić. >Ok, to przykład. Wyprzedzam. Jak sto razy wcześniej. Jednak tym razem dochodzi do wypadku. Nie przewidziałem tego. Czy za wypadek odpowiadam? (Akt wyprzedzania był bezpośrednio związany z wypadkiem. Bez niego nie byłoby wypadku.) Nie bardzo wiem gdzie leży problem i co powoduje, że to ostatnie wyprzedzanie, w przeciwieństwie do poprzednich wypada nieszczęśliwie? I gdzie tu jest coś, czego nie możesz sobie wyobrazić? W świetle prawa, jeżeli wyprzedzałeś zgodnie z zasadami ruchu drogowego, w sposób bezpieczny itd. to nie jesteś odpowiedzialny za wypadek. Natomiast w świetle twojego sumienia sam musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie, określając przyczyny wypadku. Jeżeli za jedyną przyczynę uważasz swój błąd w ocenie sytuacji i swoją decyzję, to znaczy, że jesteś odpowiedzialny. Jeżeli sądzisz, na podstawie wcześniejszych doświadczeń, że sytuacja była bezpieczna, a nie była, twój błąd. Jeżeli jednak dobrze oceniłeś sytuację, bo była bezpieczna, to nie twój błąd.
A może chciałeś spytać: "Nie wiem co robię. Czy jestem odpowiedzialny?". Na takie pytanie odpowiada się: "Nie, jesteś chory.", "niepełnosprawny" itp. Zapewne teraz poprosisz o odpowiedź na pytanie, czym jest wiedza.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
>>> Mechanika jest mechaniką. "W kontekście" piękna nazwiesz ją "estetyką", a w kontekście smażenia "gastronomią"? >>Tak. >To dobrze i źle. (...) ta sama rzecz nie moze być kilkoma różnymi rzeczami jednocześnie. Bełkot. Ile nauk zawiera się w biologii? Genetyka, nauka o płazach, nauka o gadach, nauka o ... Tak samo dla wszystkich poważniejszych dziedzin mają one w sobie rozdrobnienie na nauki szczegółowe.
>>>Może najpierw zapytaj sam siebie czym jest "chcę". Potem poproś, by ktoś Cię puknął w kolano, żeby wywołać odruch wyprostowania nogi. Potem zegnij i wyprostuj nogę SAM. Różnica będzie czytelna, gwarantuję, jeśli tylko dokonasz odpowiednio głębokiej i nieuwarunkowanej myślowymi schematami refleksji nad tym fenomenem. >>Doprawdy? Skoro Ty, jako okoliczność spowodowałeś, że wyprostowałem nogę, to czy rzeczywiście jest jakaś różnica? Wcześniej uderzenie młotkiem spowodowało wyprost, teraz Twoja prośba. Obie okoliczności są zewnętrzne względem mojej osoby. Czy nie tak? >Po pierwsze, najpierw wykonaj eksperyment, a potem podyskutujemy. Zrobiłem eksperyment. Czy Twoja prośba o wyprost nogi, czy też uderzenie w kolano - nigdzie nie było mojej woli. >Po drugie, prośba nie jest rzeczą, więc porównywanie jej z młotkiem jest średnio trafione. Ale jest okolicznością, która powoduje wyprost nogi, bez której tego wyprostu by w tym momencie nie było. Jest przyczyną wyprostu. Jakże ją pomijać? >Po tzecie, prośba nie jest przyczyną, bo prośby możesz nie spełnić, co również wskaze na obecność twojej woli. Jest przyczyną, skoro bez niej nie byłoby wyprostu nogi. Gdybym nawet po prośbie nogi NIE WYPROSTOWAŁ wtedy NIE BYŁABY PRZYCZYNĄ. >Po czwarte, to co mówię w ogóle nie jest prośbą, tylko omówieniem metody: "jeżeli chcesz się przekonać, zrób to a to", mógłbym ją wyrazić trzecioosobowo: "jeśli ktoś chce poczuć i zrozumieć, powinien zrobić tak" - jest to stwierdzenie faktu, nie prośba. Zginania nogi na nikim nie wymuszam, bo ani nie mam prawa, ani mnie na tym specjalnie nie zależy. ?? Parę postów temu zaproponowałeś taki eksperyment. Czy nazwiemy prośbą propozycję zgięcia nogi, czy jakoś inaczej, nie ma to znaczenia. Chodzi o fakt zewnętrznej motywacji dla zgięcia nogi.
>>>Efektem działania sumienia jest pogryzienie. >>Pytałem poważnie. Kto gryzie kogo? Dlaczego? Po co? >Daj link do odnosnego tematu, to może się wysilę na wyjaśnienia. Ale udawanie, że się nie wie co to jest sumienie i że się nigdy nie czuło wyrzutów ani gryzienia jest albo nieuczciwe, albo świadczy od problemach psychicznych. Tylko proszę, nie pytaj co to jest uczciwość albo psychika, albo żebym podawał przykłady... Chciałem się upewnić, że sumienie jest częścią umysłu człowieka. Moje pytania nie są banalne. Twoje próby uniknięcia na nie odpowiedzi są dziwne.
>>>Generalnie, nie odpowiadam za coś, czego nie jestem w stanie sobie wyobrazić. >>Ok, to przykład. Wyprzedzam. Jak sto razy wcześniej. Jednak tym razem dochodzi do wypadku. Nie przewidziałem tego. Czy za wypadek odpowiadam? (Akt wyprzedzania był bezpośrednio związany z wypadkiem. Bez niego nie byłoby wypadku.) >Nie bardzo wiem gdzie leży problem i co powoduje, że to ostatnie wyprzedzanie, w przeciwieństwie do poprzednich wypada nieszczęśliwie? I gdzie tu jest coś, czego nie możesz sobie wyobrazić? Konsekwencja wyprzedzania leży poza wyobraźnią.
>Natomiast w świetle twojego sumienia sam musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie, określając przyczyny wypadku. Jeżeli za jedyną przyczynę uważasz swój błąd w ocenie sytuacji i swoją decyzję, to znaczy, że jesteś odpowiedzialny. Jeżeli sądzisz, na podstawie wcześniejszych doświadczeń, że sytuacja była bezpieczna, a nie była, twój błąd. Jeżeli jednak dobrze oceniłeś sytuację, bo była bezpieczna, to nie twój błąd. A więc, wedłud Ciebie, odpowiedzialność jest kwestią oceny biorącego udział w zdarzeniach. Dziękuję za odpowiedź. Ja oczywiście mam inną odpowiedź - biorący udział w zdarzeniach ZAWSZE jest za nie odpowiedzialny.
Pozdrawiam
Hmm. Tak. Jestem pewien. Chyba jestem pewien. Raczej tak. Hmm.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | > >(...) ta sama rzecz nie może być kilkoma różnymi rzeczami jednocześnie.> Bełkot.A proszę bardzo, tak to sobie tłumacz.  > Zrobiłem eksperyment. Czy Twoja prośba o wyprost nogi, czy też uderzenie w kolano - nigdzie nie było mojej woli.Trudno, widocznie niektórzy tak mają. Temat zakończony. > >prośba nie jest przyczyną, bo prośby możesz nie spełnić, co również wskaże na obecność twojej woli.> Jest przyczyną, skoro bez niej nie byłoby wyprostu nogi. Gdybym nawet po prośbie nogi NIE WYPROSTOWAŁ wtedy NIE BYŁABY PRZYCZYNĄ.A więc widzisz, ze względu na tę drugą możliwość, że twierdzenie, iż "prośba powoduje wyprost nogi" jest fałszem. Różnie to ze spełnianiem próśb bywa i co do tego panuje powszechna w świecie zgoda. Mimo to jednak piszesz o prośbie: > "jest okolicznością, która powoduje wyprost nogi"Innymi słowy, gdybym Cię rzeczywiście poprosił, a Ty być nogi nie zgiął, to moja prośba byłaby "okolicznością, która powoduje wyprost nogi, którego nie było", haha! Choć bardziej zadziwiające jest to, że nie uznając istnienia woli uznajesz w ogóle istnienie próśb (czyż prośba nie jest wyrazem woli?). Zaiste zawikłana ontologia musi u Ciebie tym wszystkim rządzić. > >Zginania nogi na nikim nie wymuszam, bo ani nie mam prawa, ani mnie na tym specjalnie nie zależy.> ?? Parę postów temu zaproponowałeś taki eksperyment. Czy nazwiemy prośbą propozycję zgięcia nogi, czy jakoś inaczej, nie ma to znaczenia. Chodzi o fakt zewnętrznej motywacji dla zgięcia nogi.Rozumiem, że jak w reklamie słyszysz głos "wypróbuj nową Mazdę" to lecisz do salonu. No bo przecież dostałeś zewnętrzną motywację a własnej woli nie masz. Biedny Ty, biedny, pewnie rodzina w drzwiach zatrzymuje. Tu przydałby się powrót do podstaw polskiej gramatyki i spostrzeżenie, że imperatyw występuje w zdaniach twierdzących. Tylko dlaczego ja mam to wszystko tłumaczyć? To była rola polonistki w szkole. > >Daj link do odnosnego tematu (...)> Chciałem się upewnić, że sumienie jest częścią umysłu człowieka. Moje pytania nie są banalne. Twoje próby uniknięcia na nie odpowiedzi są dziwne.Za to twojego rozumienia poezji wolę nie nazywać. Najgorzej, że twe "prośby o wyjaśnienia" nie są szczere. Dobrze wiadomo, choć może nie Tobie, że sumienie jest człowiekowi dane bardziej bezpośrednio niż jakiekolwiek teoryjki psychologiczne. Ty jednak niby potrzebujesz jakiejś teoryjki, może żeby skonfrontować ją z inną, z dawna przygotowaną teoryjką. Może nie wiesz, że sumienia szuka się w sobie a nie w książkach? Widzisz, musiałbym zrobić wycieczkę w obszar sugestii, metafor i fenomenologii naprowadzającej Cię na Ciebie samego, specjalnie dla Ciebie, wycieczkę w dyskurs, w którym potrzebowałbyś definicji co trzeciego słowa, a co drugie zdanie skreśliłbyś jako poezję, metafizykę, autorefleksję albo pewnie bełkot. Twój zamknięty, sztywny zasób "formuł dozwolonych" nie dopuszcza, w imię sceptycyzmu, pewnych wyrażeń dających praktyczne rozeznanie pozostałym ludziom. Dlatego ustawicznie proszę, teraz po raz trzeci chyba, żebyś rozpoczął w tym celu nowy wątek i zamieścił do niego link, ponieważ nie chcę być chamem i zaśmiecać wątku pana kleszcza o ateizmie dywagacjami o sumieniu. Co więcej, poradziłem Ci książki, bo nie jestem ekspertem od ludzkich dusz i sumień - Ty jednak takie rady nazywasz "unikami". No cóż, można, można też robić z siebie durnia, który domaga się wyjaśnienia słów "się" i "to" grożąc swoim małym zdyskredytowaniem adwersarza i zarzuceniem mu bełkotu dopóki te słowa nie znajdą definicji. Mnie jednak nie interesuje udowadnianie, że zieleń jest zielona, albo tłumaczenie człowiekowi czym jest jego własne "ja" oraz tego "ja" składniki zwane potocznie, skutecznie i od dawna "sumieniem", "pamięcią", "wolą", "umysłem" itd. W każdym razie, z własnego doświadczenia wiem, że dowiadywanie się tego od innych jest mało skuteczne. Natomiast, równolegle, może szkoda strzępić języka w dyskusji o smaku bananów z osobnikami, którzy na początek potrzebują dowodu, że banany istnieją. Dla mieszkańców miast fryzura bywa środkiem wyrazu, dla mieszkańców wsi fryzura ma przede wszystkim nie przeszkadzać w robocie i na żadne porozumienie szans tutaj nie widzę, co możesz ze spokojnym sumieniem nazwać kolejnym "unikiem". Oj, przepraszam, użyłem niezdefiniowanego słowa "sumienie". Sam nie wiem dlaczego się w to wciągam, pewnie liczę na jakiś sens tam, gdzie są tylko litery. > >>Ok, to przykład. Wyprzedzam. Jak sto razy wcześniej. Jednak tym razem dochodzi do wypadku. (...)> >Nie bardzo wiem gdzie leży problem i co powoduje, że to ostatnie wyprzedzanie, w przeciwieństwie do poprzednich wypada nieszczęśliwie? I gdzie tu jest coś, czego nie możesz sobie wyobrazić?> Konsekwencja wyprzedzania leży poza wyobraźnią.Rozumiem, że muszę to uznać jako odpowiedź na moje pytanie. Fajnie. A teraz proszę o odpowiedź racjonalną, zgaduję bowiem, że zdarzenia rzeczywiste mają przyczyny nie tylko w świecie wyobraźni. Czy na policji też przyjąłbyś taką linię tłumaczenia? "Konsekwencja wyprzedzania leży poza wyobraźnią, panie aspirancie."? No więc co powoduje, że to ostatnie wyprzedzanie, w przeciwieństwie do poprzednich wypada nieszczęśliwie? Bo na razie moja odpowiedź brzmi "Brak danych". > >W świetle prawa, jeżeli wyprzedzałeś zgodnie z zasadami ruchu drogowego, w sposób bezpieczny itd. to nie jesteś odpowiedzialny za wypadek. (...)> >Natomiast w świetle twojego sumienia sam musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie, określając przyczyny wypadku.> A więc, wedłud Ciebie, odpowiedzialność jest kwestią oceny biorącego udział w zdarzeniach.Wniosek błędny, ponieważ dokonuje bezwarunkowego i tym samym logicznie nieuprawnionego uogólnienia oraz obiektywizacji. No ale powiedziałem "w świetle twojego sumienia", czyli użyłem znów wyrazu o nieokreślonym dla Ciebie znaczeniu, więc nie jestem zaskoczony. > biorący udział w zdarzeniach ZAWSZE jest za nie odpowiedzialny."Było nie stać na chodniku, ofiaro! Nogi byś miał!"???
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | >Zauważ, że tłumaczysz mi czyn dobry jako zachowanie altruistyczne, Na przykład. Dla mnie jest najistotniejsze, że to, co jest dobre ustala człowiek - zmienia się to zarówno w historii, jak i w zależności od okoliczności. Zgadzasz się z tym czy nie? To ustalenie "co uważa się za dobre" wynika z danych potrzeb i przekonań. Potrzeb za bardzo zmienić się nie da, ale przekonania tak. OPIERAJĄ SIĘ ONE NA DOŚWIADCZENIU ŻYCIA W SPOŁECZEŃSTWIE I INDYWIDYALNYCH PRZEMYŚLENIACH. Na tej podstawie jedni przyjmują jakieś tam oceny moralne, a inni zupełnie inne. Stąd w historii ludzkości wiele różnych kodeksów moralnych i wiele ludzi, którzy się do tych kodeksów nie stosowali. Moim zdaniem normy etyczne mogą wynikać jak najbardziej z racjonalnych rozważań. Jednak jeśli dla Ciebie coś takiego, jak uczucie zadowolenia z możlwie harmonijnego współżycia z innymi przy zachowaniu możliwie szerokiej wolności osobistej (nie naruszającej wolności innych) jest nieracjonalne - to Twoja sprawa. Dla mnie jest to w pełni racjonalne, a że zdarzają się jednostki aspołeczne - dlatego mamy kodeks karny. >ale kiedy dochodzimy do "biochemii altruizmu" w twoim wywodzie pojawia się ratunkowe "poczucie słuszności", zdolne zapanować nad nią. Tak, istnieje problem "wolnej woli". >Pomijając jednak to kręcenie się w kółko, mniemam, że nie potrafisz podać nawet elementarnej zależności pomiędzy jakąś wartością etyczną wyznawaną przez człowieka a sekwencją nukleotydów w jego komórkach. Nie wiem, czy kręcę się w kółko, ale rzeczywiście nie potrafię. I co z tego? Czy to oznacza, że Bóg nam narzuca normy? Skąd taka idea? >Natomiast "proces socjalizacji" już sobie rozkminiliśmy, kiedy była mowa o moralności motłochu i autorytetach, które szczęśliwie socjalizacji się przeciwstawiają. Przeciwstawiają się na podstawie własnych, niezależnych przemyśleń. I co z tego? >Twój podstawowy błąd w opisie moralności polega na pozbawianiu człowieka wolności, centralnego pojęcia etycznego. Chyba Twój błąd na tym polegaa. To Tobie etykę narzuca jakaś bliżej nieokreślona transcendencja na kamiennych tablicach, lub innym niezniszczalnym podłożu. Ja zasadniczo akceptuję aktualną etykę uznawaną w nowoczesnych społeczeństwach europejskich, bo uważam ją za słuszną w oparciu o wiedzę historyczną i doświadczenie życia wśród ludzi. >Bez niej [wolności] etyka jest nonsensem, a próby redukcji jej do zjawisk naturalnych są de facto jej negowaniem Zgadzam się z tym > - dlatego powinieneś raczej mówić od początku, że etyka jest potokiem rozważań o niczym, bo wola, sumienie i odpowiedzialność są pozorami lub uproszczeniami fałszującymi rzeczywistość. Nigdy się z tym nie zgodzę. >>Racjonalista zna bowiem (przynajmniej w minimalnie koniecznym zarysie) historię ludzkości i dostrzega na tym tle, że wiele mądrości wypływa z FOLKLORU, bowiem mądrość ta - przekazywana z pokolenia na pokolenie - ulega ciągłemu uszlachetnianiu. >Nie ma nic racjonalnego w naśladowaniu pradziadków. To Twoje zdanie. Ale dlaczego zatem jesteś człowiekiem wierzącym? Z racjonalnego namysłu? >A poza tym mówimy o dobru, a nie mądrości. Jedno z drugim jest nierozerwalnie związane. >>>Inteligencja i racjonalny namysł nie pozwalają nam wartościować instynktownie, na podstawie hormonów uwalnianych w mózgu. >>A tu już niezgoda. >Dobrze, skoro aż wątpisz w ludzki rozum, to chyba nie mamy o czym mówić. Nie wątpię, uważam tylko, że nie zawsze blokują instynktów. >>Zadajesz w innych miejscach pytanie DLACZEGO w ogóle dany czyn uważamy za dobry. >>Odpowiedź jest prosta, ale składa się z dwóch podstawowych członów: >>1. bo tak sami uznajemy >>2. bo wynika to z naszego doświadczenia >>To doświadczenie to złożona sprawa i obejmuje zarówno efekt przebytej socjalizacji, jak i zdobytą wiedzę, a także emocjonalność. >Czyli po prostu "nie wiadomo". Wiadomo: Jak ktoś Ci ukradnie portfel, to masz poczucie straty. Jak Ty komuś ukradniesz portfel, to masz poczucie zysku. To masz jedną racjonalną etykę "Kaliego". Gdyby jednak każdy non-stop innym ludziom by kradł, to w sumie nie wiele osób by na tym zyskało, bo nigdy nie wiadomo by było, co Ci akurat ukradną i w sumie ciągle by czegoś brakowało. Tak więc, może lepiej narzucić (również sobie) normę etyczną, żeby kradzież jest zabroniona. To jest druga racjonalna etyka. Ty sam wybierasz, którą etyką wolisz się kierować (choć ne wiem, jak w Twoim przypadku, ale istotne bywa również zagrożenie karą) >Jakieś tajemnicze "Dobro" przebija z tego doświadczenia, że je poznajemy i uznajemy? Nie tajemnicze, tylko za każdym razem bardzo konkretne. W przypadku zakazu kradzieży takie, że nie będę co chwile okradany, a w przypadku zakazu zabójstw, że może nikt mnie za pierwszym lepszym rogiem nie zabije, jeśli tylko chociaż WIĘKSZOSĆ się na taką etykę zgodzi. Dlaczego ja muszę tłumaczyć takie proste zależności inteligentnemu człowiekowi? GDZIE W TYCH ROZWAŻANIACH JEST MIEJSCA DLA BOGA? >>>Lepiej Ty wytłumacz, dlaczego po dokonaniu się tych wszystkich wspaniałych postępów w ogóle nastąpiło to ludobójstwo i ta wojna. >>Ze ślepej, bezrozumnej WIARY w ideologię hitleryzmu >No ale przecież "postęp był", to co znowu jakaś "wiara"? Postęp postęp, a zbroją się i tłuką coraz gorzej. No to co za "postęp" mi tu sprzedajesz? Ja tam wolę żyć w Europie w XX i XXI wieku, niż w XIII, nie wiem jak Ty. Nawet z czysto etycznego punktu widzenia. ciąg dalszy w kolejnym wpisie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | ciąg dalszy >>Zauważ, że w szerokim ujęciu pytanie o to "co powinienem robić" jest pytaniem o to "jak żyć" - tym właśnie w pewnym sensie zajmują się psychologowie, >Nie, kolego, tym się psychologowie nie zajmują w żadnym sensie. Tak, właśnie tym się zajmują kolego. Pójdź sobie do księgarni. Pooglądaj sobie ile jest poradników "jak żyć". Autorzy są właśnie psychologami. Jest to zresztą nieistotne jak ich nazwiesz. Istotne jest, że etyka w szerokim sensie właśnie pyta o to, "jak żyć" i istnieją tu całkiem mądre i racjonalne odpowiedzi, ale nie tylko. Bywają też głupie i nieracjonalne >Psychologia natomiast zajmuje się badaniami ludzkiej psychiki i ewentualnie _stosunku_ człowieka do norm moralnych obecnych w społeczeństwie i do różnych patentów "jak żyć". No właśnie. Ale o czym my mówimy? >>Tu sięgnąłbym raczej po mędrców - morały z bajek z dzieciństwa, filozofię >No sięgnij, sięgnij. Twoim zdaniem to jest nieracjonalne? >>Otóż kluczowe dla zdemaskowania Twojej argumenatcji - ciągnącej się już od kilku dobrych postów - jest zdefiniowanie tego rzekomego skorzystania. Co ktoś może skorzystać, a co stracić na działaniu złym? >Więzienia są pełne odpowiedzi, nie udawaj, że nie potrafisz nic w tym zakresie wymyślić. I co, im tam jest dobrze w tych więzieniach? Oni według Ciebie cokolwiek zyskali? >Taki z Ciebie maminsynek grzeczniutki? Najwyraźniej. Ty widzę potrzebujesz strachu przed Bogiem, żeby nie popełniać przestępstw. Argument życia w społeczności, ani odczuwanie empatii Ci nie wystarczą? >Mówiłem o zabijaniu starców, jeśli zapomniałeś. A ja mówiłem o tym, że uznanie godności bez wyjątku wszystkich ludzi wynika z doświadczenia historycznego (II wojna światowa), doświadczania empatii, a także woli życia w większym bezpieczeństwie. Tak, są jednostki asocjalne, których tylko strach przed Bogiem powstrzymuje od dokonywania niektórych zbrodni. Te inne zbrodnie, te dokonywane w imię Boga tym łatwiej jest im popełniać. >A cóż to za "Się" zdecydowało, że "dziś" jest to niesłuszne, skoro sam Rozum mówi, że to korzystne?? Sorry, ja bym chyba nie potrafił zabić człowieka. Może jestem nieracjonalny. Ale przynajmniej w Boga nie wierzę. Jeden irracjonalizm mniej. >>To że tak nie jest nie wynika z właściwego odczytania woli bożej, tylko z czysto ludzkich przemyśleń, podyktowanych między innymi wydarzeniami historycznym, które właśnie doprowadziły do uznania godności bezwzględnie wszystkich ludzi. >Mętne banialuki. Co to musi się "zdarzyć", żeby uznać godność człowieka, hę? Druga Wojna Światowa Ci nie wystarczy? >Chyba nie chciałbym mieszkać na twojej ulicy... Orangutanów 5/15? "Nie wychodź po zmroku" Szkoda, że nie zrozumiałeś. >>Racjonalizm nie jest jakimś dobrem absolutnym. >A ja myślę, że jest. To skąd Ci się biorą religijne banialuki? >Rozum to integralna właściwość człowieka, zawsze potrzebna, zawsze istotna. Pozbawianie ludzi rozumu jest absolutnym złem. Nie ma niczego absolutnego. Zło jest wymysłem człowieka w odpowiedzi na pewne odczucia związane z doświadczeniami cierpienia. Absolutne zło jest czysto ideowe. >Nie szkodzi, znaczy to tyle, że "najwyższa wartość" zmienia właściciela. W każdych okolicznościach jest jakaś. Nie. Jest zawsze tylko dobro chronione ważniejsze w tych okolicznościach od innego dobra - jak np. w obnronie koniecznej. >>> (...) Myślę, że raczej należy uznać te elementy w bycie i umieścić na właściwym miejscu myślowej panoramy. >>Ja te elementy uznaję w bycie w kategorii poezji. >Mówisz, jakbyś nigdy nie widział tej "poezji" w działaniu, a przecież widziałeś. Weź no się wysłów. Poezja w działaniu? Nie wiem o co Ci chodzi. Weź Ty się wysłów.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >>Zauważ, że tłumaczysz mi czyn dobry jako zachowanie altruistyczne, >Na przykład. Ale to zły przykład. Bo pozbawia woli. "Człowiek nie czyni świadomie, tylko popychany wrodzonym altruizmem".
>Dla mnie jest najistotniejsze, że to, co jest dobre ustala człowiek - zmienia się to zarówno w historii, jak i w zależności od okoliczności. Zgadzasz się z tym czy nie? O tyle się nie zgadzam, że jeśli zebra dzisiaj to zwierzę w paski, a zebra kiedyś to zwierzę w ciapki, to tak naprawdę słowo "zebra" znaczy tyle co "zwierzę w coś". >To ustalenie "co uważa się za dobre" wynika z danych potrzeb i przekonań. Jest różnica pomiędzy "Co się uważa", a "Co jest". "Co jest" nie zależy od chwili.
>Jednak jeśli dla Ciebie coś takiego, jak uczucie zadowolenia z możlwie harmonijnego współżycia z innymi przy zachowaniu możliwie szerokiej wolności osobistej (nie naruszającej wolności innych) jest nieracjonalne - to Twoja sprawa. No nie słyszałem o "racjonalnych uczuciach". >Dla mnie jest to w pełni racjonalne Trudno!
>Czy to oznacza, że Bóg nam narzuca normy? Skąd taka idea? Myślę, że jeśli cokolwiek "narzuca normy" komuś, to jest to bóg tego kogoś.
>>Twój podstawowy błąd w opisie moralności polega na pozbawianiu człowieka wolności, centralnego pojęcia etycznego. >Chyba Twój błąd na tym polegaa. To Tobie etykę narzuca jakaś bliżej nieokreślona transcendencja na kamiennych tablicach, Naprawdę? Po prostu uważam, że to człowiek wybiera, a nie społeczeństwo, czy umowy pradziadków, jak sugerujesz, i nie geny, hormony, neurony lustrzane, instynkty, jak sugerujesz gdzie indziej.
>>Nie ma nic racjonalnego w naśladowaniu pradziadków. >To Twoje zdanie. Ale dlaczego zatem jesteś człowiekiem wierzącym? Z racjonalnego namysłu? Pierwsze słyszę, że jestem wierzący (w sensie jakiś "kościół", coś?). Ale spoko, niektórzy nazywają mnie katolem. No chyba, że rozmawiam z katolami, wtedy jestem "wrogiem kościoła". Pytanie "dlaczego" w odniesieniu do wiary jest troszkę, wybacz, nonsensowne. Ewentualna "wiara" jest początkiem wnioskowania, nie ma żadnego "Dlaczego?". Śmieszni są zarówno ci, co mówią, że "wierzą bo..." jak i ci, co mówią, że "nie wierzą, bo..." . Tym się wiara od wiedzy różni właśnie.
>Wiadomo: Jak ktoś Ci ukradnie portfel, to masz poczucie straty. Jak Ty komuś ukradniesz portfel, to masz poczucie zysku. To masz jedną racjonalną etykę "Kaliego". Tylko, że etyka nie mówi o moich prywatnych zyskach ani stratach. >Gdyby jednak każdy non-stop innym ludziom by kradł, to w sumie nie wiele osób by na tym zyskało O, zaczynają się przysłowia ludowe. No i skąd takie statystyczne przypuszczenie? Sprawdziłeś to w Jego Magnificencji DoświadczeniU? >>Jakieś tajemnicze "Dobro" przebija z tego doświadczenia, że je poznajemy i uznajemy? >Nie tajemnicze, tylko za każdym razem bardzo konkretne. W przypadku zakazu kradzieży takie, że nie będę co chwile okradany Czas zapomnieć dobranocne bajki. >Dlaczego ja muszę tłumaczyć takie proste zależności inteligentnemu człowiekowi? GDZIE W TYCH ROZWAŻANIACH JEST MIEJSCA DLA BOGA? Myślę, że w TYCH rozważaniach nigdzie.
>>Psychologia natomiast zajmuje się badaniami ludzkiej psychiki i ewentualnie _stosunku_ człowieka do norm moralnych obecnych w społeczeństwie i do różnych patentów "jak żyć". >No właśnie. Ale o czym my mówimy? Twoim zdaniem o samych patentach, o poradnikach dla rozwiedzionych.
>>>Otóż kluczowe dla zdemaskowania Twojej argumenatcji - ciągnącej się już od kilku dobrych postów - jest zdefiniowanie tego rzekomego skorzystania. Co ktoś może skorzystać, a co stracić na działaniu złym? >>Więzienia są pełne odpowiedzi, nie udawaj, że nie potrafisz nic w tym zakresie wymyślić. >I co, im tam jest dobrze w tych więzieniach? Oni według Ciebie cokolwiek zyskali? Co za pokraczne rozumowanie. A co to ma do rzeczy co oni robią w więzieniach?? Gdyby człowiek nie widział _zysku_ w zbrodni nie byłoby zbrodni. Dlaczego zadajesz tak tragicznie naiwne pytania? Historia ludzkości jest historią zbrodni i nienawiści a Ty zastanawiasz się co człowiek może na nich skorzystać... Skoro miliony próbowały, to miliony wiedzą co. A że pakuje się ludzi do więzień i karze za nielegalne dążenie do zysku to jeszcze bardziej powinno przemawiać do twojej wyobraźni jak bardzo człowiek pragnie osiągnąć zysk przez zło i ile wyrafinowanych i racjonalnych metod w tym celu wypracował. W co Ty wierzysz, we wszechogarniającą fantastyczną nieodwołalność kary i doskonałość ludzkiego sądownictwa??? Ciągle te baśnie braci Grimm opowiadasz. Poczytaj serwisy informacyjne.
>>Mętne banialuki. Co to musi się "zdarzyć", żeby uznać godność człowieka, hę? >Druga Wojna Światowa Ci nie wystarczy? Aha, czyli cieszmy się z wojny, bośmy ujrzeli godność ludzką? A wcześniej ludzie co robili, nie lubili się generalnie?
>>>Racjonalizm nie jest jakimś dobrem absolutnym. >>A ja myślę, że jest. >To skąd Ci się biorą religijne banialuki? a) Poproszę cytat, bo nie wiem o co chodzi. Czy już jestem "katolem"? A może muzułmaninem? b) Racjonalizm nie przeczy religijności.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >>>Zauważ, że tłumaczysz mi czyn dobry jako zachowanie altruistyczne, >>Na przykład. >Ale to zły przykład. Bo pozbawia woli. "Człowiek nie czyni świadomie, tylko popychany wrodzonym altruizmem". >>Dla mnie jest najistotniejsze, że to, co jest dobre ustala człowiek - zmienia się to zarówno w historii, jak i w zależności od okoliczności. Zgadzasz się z tym czy nie? >O tyle się nie zgadzam, że jeśli zebra dzisiaj to zwierzę w paski, a zebra kiedyś to zwierzę w ciapki, to tak naprawdę słowo "zebra" znaczy tyle co "zwierzę w coś". Możesz jaśniej? >>Jednak jeśli dla Ciebie coś takiego, jak uczucie zadowolenia z możlwie harmonijnego współżycia z innymi przy zachowaniu możliwie szerokiej wolności osobistej (nie naruszającej wolności innych) jest nieracjonalne - to Twoja sprawa. >No nie słyszałem o "racjonalnych uczuciach". Ale ja słyszałem o tym, że człowiek lubi powtarzać to, co odczuwa jako przyjemne i wydaje mi się to dość raconalne. >>Czy to oznacza, że Bóg nam narzuca normy? Skąd taka idea? >Myślę, że jeśli cokolwiek "narzuca normy" komuś, to jest to bóg tego kogoś. Aha. I uważasz, że coś mądrego teraz powiedziałeś? >>To Tobie etykę narzuca jakaś bliżej nieokreślona transcendencja na kamiennych tablicach, >Naprawdę? Po prostu uważam, że to człowiek wybiera, a nie społeczeństwo, czy umowy pradziadków, jak sugerujesz, i nie geny, hormony, neurony lustrzane, instynkty, jak sugerujesz gdzie indziej. Dobra, mi wystarczy, że akceptujesz, że człowiek wybiera. Tak naprawdę trudno się pozbyć genów i neuronów lustrzanych, a także procesu socjalizacji - ale wystarczy mi już, że mówisz, że to człowiek decyduje. Resztę można doczytać. >>>Nie ma nic racjonalnego w naśladowaniu pradziadków. >Śmieszni są zarówno ci, co mówią, że "wierzą bo..." jak i ci, co mówią, że "nie wierzą, bo..." . Tym się wiara od wiedzy różni właśnie. Jakoś nie chcę mi się wierzyć, że nie zapoznałeś się jeszcze z fragmentem Izdebskiego, często cytowanym przez Pana Andrzeja - najwyraźniej zbyt jednak rzadko. W nic nie trzeba wierzyć. Ewentualnie czasem trzeba coś założyć na podstawie uzasadnionych przesłanek. >>Wiadomo: Jak ktoś Ci ukradnie portfel, to masz poczucie straty. Jak Ty komuś ukradniesz portfel, to masz poczucie zysku. To masz jedną racjonalną etykę "Kaliego". >Tylko, że etyka nie mówi o moich prywatnych zyskach ani stratach. Uzasadnienie etyki mówi też o tym. >>Gdyby jednak każdy non-stop innym ludziom by kradł, to w sumie nie wiele osób by na tym zyskało >O, zaczynają się przysłowia ludowe. No i skąd takie statystyczne przypuszczenie? Sprawdziłeś to w Jego Magnificencji DoświadczeniU? Nie, to jest tylko racjonalne rozważanie. Wolisz żyć na w XIX w. na Dzikim Zachodzie, czy w nowoczesnym państwie prawa? >>I co, im tam jest dobrze w tych więzieniach? Oni według Ciebie cokolwiek zyskali? >Co za pokraczne rozumowanie. A co to ma do rzeczy co oni robią w więzieniach?? Gdyby człowiek nie widział _zysku_ w zbrodni nie byłoby zbrodni. Dlaczego zadajesz tak tragicznie naiwne pytania? Historia ludzkości jest historią zbrodni i nienawiści a Ty zastanawiasz się co człowiek może na nich skorzystać... Tak, bo CZŁOWIEK NA ZBRODNIACH TRACI. Skorzystać może tylko krótkowzrocznie. Historia ludzkości jest historią zbrodni i nienawiści i dlatego mamy etykę. >Skoro miliony próbowały, to miliony wiedzą co. Tak, miliony próbowały postępując wbrew etyce, ewentulanie w zgodzie z jakąś swoją etyką. >A że pakuje się ludzi do więzień i karze za nielegalne dążenie do zysku to jeszcze bardziej powinno przemawiać do twojej wyobraźni jak bardzo człowiek pragnie osiągnąć zysk przez zło i ile wyrafinowanych i racjonalnych metod w tym celu wypracował. Czy my mówimy o motywacjach do zbrodni, czy o źródłach etyki. Jedni kradli, a inni zastanwaili się jak temu zapobiec. >>To skąd Ci się biorą religijne banialuki? >a) Poproszę cytat, bo nie wiem o co chodzi. Czy już jestem "katolem"? A może muzułmaninem? A o transcendencji jako źrodle etyki nie pisałeś coś? Mam znaleźć?
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | > >>Dla mnie jest najistotniejsze, że to, co jest dobre ustala człowiek - zmienia się to zarówno w historii, jak i w zależności od okoliczności. Zgadzasz się z tym czy nie?> >O tyle się nie zgadzam, że jeśli zebra dzisiaj to zwierzę w paski, a zebra kiedyś to zwierzę w ciapki, to tak naprawdę słowo "zebra" znaczy tyle co "zwierzę w coś".> Możesz jaśniej?Mógłbym, ale to chyba bez sensu. Raczej poczekam. > >Myślę, że jeśli cokolwiek "narzuca normy" komuś, to jest to bóg tego kogoś.> Aha. I uważasz, że coś mądrego teraz powiedziałeś?Mówiłem już, że jestem mądralą. Kiedyś usłyszałem, że robię z siebie "burżuja" używając sowa "kredens". Innym razem jak ktoś podpatrzył, że piję wino do obiadu nazwał mnie pejoratywnym tonem "arystokratą". A jak na forum ezoterycznym wyjaśniałem naturę drgań akustycznych usłyszałem krytykę: "A skąd wiesz?". Chodzę do szkoły, czytam książki, słucham taty i wiem!  > >>To Tobie etykę narzuca jakaś bliżej nieokreślona transcendencja na kamiennych tablicach,> >Naprawdę? Po prostu uważam, że to człowiek wybiera, a nie społeczeństwo, czy umowy pradziadków, jak sugerujesz, i nie geny, hormony, neurony lustrzane, instynkty, jak sugerujesz gdzie indziej.> Dobra, mi wystarczy, że akceptujesz, że człowiek wybiera.> Tak naprawdę trudno się pozbyć genów i neuronów lustrzanych, a także procesu socjalizacji - ale wystarczy mi już, że mówisz, że to człowiek decyduje. Resztę można doczytać.Jaką "resztę" skoro "człowiek decyduje"? Właściwie sam się zdecyduj: człowiek, czy te wszystkie zewnętrzne okoliczności, które wymieniłeś (bo już sie pogubiłem)? Jak to się rozkłada? > W nic nie trzeba wierzyć. Ewentualnie czasem trzeba coś założyć na podstawie uzasadnionych przesłanek.No ale co z tym uzasadnieniem? Do niego, rozumiem, też są jakieś przesłanki czy wysysamy uzasadnienie z palca? > >Historia ludzkości jest historią zbrodni i nienawiści a Ty zastanawiasz się co człowiek może na nich skorzystać...> Tak, bo CZŁOWIEK NA ZBRODNIACH TRACI. Skorzystać może tylko krótkowzrocznie. Historia ludzkości jest historią zbrodni i nienawiści i dlatego mamy etykę.Ach... "krótkowzrocznie". Fajny unik, tyle że łatwy do zbicia faktem, że jak ktoś jest krótkowzroczny to owszem, posuwa się do krótkowzrocznej zbrodni, a jak długowzroczny, to do długowzrocznej - i Co? Powtórzę dokładniej, z tą korektą: "Gdyby człowiek nie widział długowzrocznie _zysku_ w zbrodni, nie byłoby długowzrocznej zbrodni." i wzroczność mamy z głowy. Chodzi o tę prostą zależność, że człowiek dąży również do zbrodni, dąży mądrze, racjonalnie, z wyobraźnią i z wykorzystaniem wszystkich swoich władz umysłowych. I nie jest to nienormalne, ani głupie. Jest to tylko Złe. Taki Aleksander Wielki np., ilu ludzi pozażynał. Wielki, mądry wódz. W każdym razie, ja różnicę między złem a głupotą mam chyba dość dobrze rozkminioną. > >Skoro miliony próbowały, to miliony wiedzą co.> Tak, miliony próbowały postępując wbrew etyce, ewentulanie w zgodzie z jakąś swoją etyką.Tak i tym samym dochodzimy do odwiecznej prawdy, że postępowanie mądre bywa (często zresztą) nieetyczne. Dlaczego mały Maciuś kradnie cukierki? Żeby zjeść - całkiem mądry powód, dziecko powinno jeść. Nie spowoduje kryzysu gospodarczego, ani plajty spożywczaka, robi to tak, by nie zostać złapanym - więc twój długowzroczno-sądowniczy automat odpada. Sęk w tym, że czyni z jakichś względów Źle. Z jakich? Ha. Osoby religijne mają tutaj wyraźną przewagę, bo mówią coś w stylu "Bo go Bóg pokarze piekłem." albo "Bo odrodzi się w formie żaby." (co mamy rozumieć jako "niezbyt fajnie") - i załatwione. A ateista co? Mamroce coś o dobru społecznym, chociaż nawet nie wiadomo, czy aby ta kradzież w ostatecznym rozrachunku nie polepszy społecznego bytu. Mamle coś o "sprawiedliwości", "równości" jakby te abstrakcyjne idee były jakimś magicznym wcieleniem samego M.C.Dobra, które to Dobro nawet złodziejowi posłuży. Itd. Otóż nie - człowiek nie wybiera między dobrem własnym a czyimś-tam, tylko stoi między swoim interesem a Dobrem przez wielkie "D", które do Dobro przez wielkie "D" jest Dobrem samym w sobie, niczyim (ewentualnie Boga jak ktoś wierzy), ani dobrem cioci Krysi, ani interesem faszystów, ani Żydów, ani etrusków, ani genów, ani kryształków, ani koncernu Epron, ani Batmana, ani zwierzątek, ani żadnych i-tak-dalejów, których wciska się, stosownie do pojemności swojego mózgu, wysokości IQ i szerokości horyzontu w rolę powierników owego "Uniwersalnego Interesu" tu i tam. (Tu również, niestety...) Banalna obserwacja: jeśli skreślić Boga, kto jest największym rozpoznanym posiadaczem woli we wszechświecie? Społeczeństwo. No to jedziemy ze społeczeństwem, rządzi społeczeństwo. Jak badania naukowe wykażą, że "społeczeństwo" nie istnieje, że to puste słowo, wytrych, błędna konceptualizacja, byt nieokreślony, metafizyka - ateista będzie musiał sobie poszukać innego normodawcy, zapewne jakiejś mniejszej grupki. Ale przecież społeczeństwo już jest nie wystarczajace, bo jest bytem _dziejowym_ - jak więc można w nie wierzyć (w sensie etycznym w szczególności)? > >A że pakuje się ludzi do więzień i karze za nielegalne dążenie do zysku to jeszcze bardziej powinno przemawiać do twojej wyobraźni jak bardzo człowiek pragnie osiągnąć zysk przez zło i ile wyrafinowanych i racjonalnych metod w tym celu wypracował.> Czy my mówimy o motywacjach do zbrodni, czy o źródłach etyki. Jedni kradli, a inni zastanwaili się jak temu zapobiec.Ja mówięć o tym, że ratio jest etycznie ślepe. > >>To skąd Ci się biorą religijne banialuki?> A o transcendencji jako źrodle etyki nie pisałeś coś? Mam znaleźć?Termin "transcendencja" należy do filozofii, nie religii. W religii są terminy typu "karma", "zbawiciel", "świętość", "łaska", "módlmy się" i inne, łatwe do zrozumienia przez pospólstwo wyrażonka. No i jest jeszcze wiara, niemile widziane słowo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Zauważ, że tłumaczysz mi czyn dobry jako zachowanie altruistyczne, ale kiedy dochodzimy do "biochemii altruizmu" w twoim wywodzie pojawia się ratunkowe "poczucie słuszności", zdolne zapanować nad nią. Ono jednak ma znów wypływać z genów, a więc czynników biochemicznych - tak jakby uwolnienie się człowieka od uwarunkowań cielesnych i nastawienia na proste przyjemności było w istocie tak samo uwarunkowane i nastawione.> Pomijając jednak to kręcenie się w kółko, mniemam, że nie potrafisz podać nawet elementarnej zależności pomiędzy jakąś wartością etyczną wyznawaną przez człowieka a sekwencją nukleotydów w jego komórkach.( Na poziomie nukleotydów, to nie tylko mózg nie jest mózgiem, ale nawet neuron nie jest neuronem. Dlatego o jakiejkolwiek zależności nie może być mowa ot, to tylko podstawowa organiczna budowa.) "Do tanga trzeba dwojga". Chce Pan aby mu wyjaśnić zależność etyki od sekwencji nukleotydów, a gdzie wykazał się Pan tu stosowną wiedzą aby to zrozumieć, tak aby rozmowa na ten temat stała się przedmiotową. Najczęściej przy wysiłkach intelektualnych wytłumaczenia Panu czegokolwiek "para idzie w gwizdek". Ot podważa Pan czyjejś stwierdzenie, ale gdy ktoś próbuje Pana argumentami przygwoździć do ściany, to Pan ucieka. Chyba dobrze Pan wie, że jeszcze nie mamy mapy ludzkiego konektomu i na razie jest to zupełnie niewykonalne. Należałoby by pociąć mózg na cienkie plastry (z jednego milimetra 30 tys. plastrów, to się daje zrobić) i je zdigitalizować. Aby zapisać mapę ludzkiego mózgu na poziomie komórkowym, musimy myśleć myśleć w kategoriach milionów petabajtów informacji. To więcej niż wszystkie informacje zapisane w formie cyfrowej na świecie. Czy to jest możliwe? Jeszcze niedawno sądzono, że niemożliwym jest poznanie ludzkiego genomu. Pytanie tylko czy jest to koniecznym dla potwierdzenia materialnego podłoża naszej świadomości? Ja wątpię. Czy aby poznać las trzeba się przyjrzeć każdemu listkowi. Latem tego roku zostanie rozpoczęty Program Poznania Ludzkiego Konektomu. Mózgi 1200 osób zostaną przeskanowane na poziomie rozdzielczości 1 - 2 milimetrów. Mapy konektomów pozwolą naukowcom określić jaki jest obraz połączeń w zdrowym mózgu, a w przyszłości porównać je z mózgami, które nie funkcjonują niewłaściwie. Jeff Lichtman z Uniwersytetu Harvarda mówi: Wszystkie funkcje mózgu, takie jak przechowywanie informacji o świecie, nasza pamięć, sposób w jaki postrzegamy świat, zachowania, jakie poznajemy - to wszystko jest zapisane w mapie połączeń. W swoim czasie ludzie powątpiewali, czy uda się nam kiedykolwiek odczytać ludzki genom. Okazało się to całkiem proste. Mózg ludzki jest skomplikowany, ale to nie żadna magia. Wszystko, co robi, zakodowane jest w połączeniach wewnątrzmózgowych.
Oczywiście jest jeszcze Bóg - Zapchaj-Dziura. www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdfMiłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Fizyk (17637 punktów) | > Kwestia monizm/dualizm nie jest racjonalna (metafizyka) i nie ma sensu rozstrzygać.Nie tylko ma sens rozstrzygać tę kwestię, ale nawet jest ona już praktycznie rozstrzygnięta. Tak, praktycznie, bo nauka programowo zakłada monizm i żadne z jej praktycznych osiągnięć temu założeniu nie przeczy. Komputery, samochody, czy sztuczne tkaniny - to wszystko jest osiągnięciem programowego monizmu. A co praktycznego osiągnął dualizm? Dokładnie nic! Z domniemanej dwoistości ducha i ciała nawet telepatia nie działa. > Ja nie jestem materialistą monistą.No to masz problem. Bo jeżeli wierzysz w istnienie niematerialnego ducha kierującego matrialnym ciałem, to już kilkadziesiąt lat temu wykazano, że tak pojmowana wolna wola jest złudzeniem. en.wikipedia.org/wiki/Neuroscience_of_free_will
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | > nauka programowo zakłada monizm i żadne z jej praktycznych osiągnięć temu założeniu nie przeczy.Bardzo ładne! > Komputery, samochody, czy sztuczne tkaniny - to wszystko jest osiągnięciem programowego monizmu.HAHAHA!!!!  Wiesz co, matematyka abstrahuje od własności mazutu. Odnosi wielkie sukcesy i żadne z jej praktycznych osiągnięć nie każde czepiać się własności mazutu! A to fenomen. > en.wikipedia.org/wiki/Neuroscience_of_free_willTen artykuł to intelektualna kompromitacja. Kompromitowanie się zaczyna się od drugiego zdania: > It is a topic of philosophy and science.Gdzie autor, a może i cała neurokognitywistka prezentuje swoją programową nieumiejętność oddzielenia kompetencji filozofii od kompetencji nauk szczegółowych. To zdanie otwiera kurek z paranaukowym bełkotem, polegającym na ustawicznym mieszaniu narracji obiektywnej eksperymentatora z subiektywnymi relacjami badanych osób. A wszystko kleją "na chama" językiem potocznym i sprzedają nam frajerom za dobrą monetę... To ma być nauka? To ma być filozofia? Kpiny! "Proszę pomyśleć o słoniu." "Myślę słoniu." "Pacjent myśli o słoniu." Żenada!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > Wiesz co, matematyka abstrahuje od własności mazutu. Odnosi wielkie sukcesy i żadne z jej praktycznych osiągnięć nie każde czepiać się własności mazutu!Mylisz się, jak zwykle zresztą. Matematyka ma oparcie w świecie rzeczywistym, z własnościami mazutu włącznie. Jak zmieszasz litr mazutu z litrem wody to otrzymasz dwa litry emulsji. Ale nie musi tak być: jak zmieszasz litr alkoholu z litrem wody to otrzymasz mniej niż dwa litry wódki. Monizm nad matematyką ma tę przewagę, że nie napotkał jeszcze tego drugiego przypadku. > > [...] jeżeli wierzysz w istnienie niematerialnego ducha kierującego matrialnym ciałem, to już kilkadziesiąt lat temu wykazano, że tak pojmowana wolna wola jest złudzeniem. en.wikipedia.org/wiki/Neuroscience_of_free_will> Ten artykuł to intelektualna kompromitacja. Gdzie autor, a może i cała neurokognitywistka prezentuje swoją programową nieumiejętność oddzielenia kompetencji filozofii od kompetencji nauk szczegółowych.Przypomniałeś mi stary dowcip: - Jasiu, słyszałem, że cię pobili wczoraj w lesie. - Ee, taki tam las, parę drzewek...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | martok (1115 punktów) | > Matematyka ma oparcie w świecie rzeczywistym, z własnościami mazutu włącznie.
Kompletnie mnie zaskoczyłeś, bo normalnie lubię Twoje wpisy. Co Ty piłeś dzisiaj? Natychmiast to odstaw.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | >> Matematyka ma oparcie w świecie rzeczywistym, z własnościami mazutu włącznie. >Kompletnie mnie zaskoczyłeś, bo normalnie lubię Twoje wpisy. Co Ty piłeś dzisiaj? Natychmiast to odstaw.
Nie mam najmniejszego zamiaru. Lubię piwo tyskie.
Matematyka nie istnieje w świecie idei oderwanych od świata rzeczywistego. Matematyka jest odzwierciedleniem świata rzeczywistego i co więcej, odzwierciedla nasz, ludzki sposób myślenia. Platonizm jest zbędny.
Weź jako przykład geometrię euklidesową. Aksjomaty tej geometrii są przyjmowane bez dowodu nie dlatego bo są oderwaną od świata rzeczywistego prawdą, lecz przeciwnie, dlatego bo zostały w tym świecie tyle razy sprawdzone, że ich prawdziwość można uznać za "oczywistą". Ponadto rozwój matematyki jest ukierunkowany potrzebami praktycznymi. Mało kto by dziś słyszał o geometriach nieeuklidesowych, gdyby nie to, że piąty aksjomat Euklidesa okazał się fałszywym w polach grawitacyjnych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | martok (1115 punktów) | Nie chciałbym się wdawać w spór odbiegający daleko od tematu wątku i na dokładkę - spór właściwie niemożliwy do rozstrzygnięcia, ale krótko wyłuszczę, co mnie zaskoczyło w Twoim stanowisku.
>Matematyka nie istnieje w świecie idei oderwanych od świata rzeczywistego. Matematyka jest odzwierciedleniem świata rzeczywistego
Moje poglądy są bardziej platońskie, tj. traktuję matematykę jako uniwersalną metodologię, a nie opis świata. Toteż zgadzam się z następującym stanowiskiem, które też sam wyraziłeś:
> Matematyka (...) odzwierciedla nasz, ludzki sposób myślenia.
Najbardziej do mnie przemawia następująca "definicja", nie pamiętam przez kogo sformułowana: matematyk bada jedynie pracę umysłową matematyka. Jedno z podstawowych twierdzeń logiki głosi, ze teoria jest niesprzeczna wtedy i tylko wtedy, gdy ma model. W przekładzie na polski znaczy ono, ze każda możliwa do pomyślenia teoria będzie miała zastosowanie w jakimś wycinku świata. Czego przykładem jest wspomniana przez Ciebie geometria Łobaczewskiego, która przecież powstała z czystej zabawy intelektualnej i eksperymentów z aksjomatem równoległości. Przytoczone twierdzenie o niesprzeczności oznacza również, że żadnej teorii matematycznej nie da się obalić doświadczalnie. To dlatego żachnąłem się, gdy przeczytałem w Twoim poście, że "matematyka ma oparcie w świecie rzeczywistym, z własnościami mazutu włącznie".
Dużo by o tym pisać, zresztą myślę, że z większością moich uwag bez trudu byś się zgodził. Tak jak ja, oczywiście, mimo swojego platonizmu, zgadzam się z Twoją diagnozą,iż
> rozwój matematyki jest ukierunkowany potrzebami praktycznymi.
Proponuję, żebyśmy podpisali protokół ewentualnych rozbieżności i nie kontynuowali tej dyskusji, przynajmniej na tym wątku. Chyba, że masz ważne powody, aby ją nadal prowadzić. Pozdrawiam - M
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Proponuję, żebyśmy podpisali protokół ewentualnych rozbieżności i nie kontynuowali tej dyskusji, przynajmniej na tym wątku. Chyba, że masz ważne powody, aby ją nadal prowadzić. Pozdrawiam - M Gdy dla profana zaczyna być ciekawie, to Pan proponuje nie kontynuowanie dyskusji na ten temat. Dla mnie szkoda.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | martok (1115 punktów) | > Pan proponuje nie kontynuowanie dyskusji
Bo odbiegliśmy zbyt daleko od tematu wątku, którym jest ateizm.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >>>>Pan proponuje nie kontynuowanie dyskusji >Bo odbiegliśmy zbyt daleko od tematu wątku, którym jest ateizm. Pańskie intencje rozumiem. Ale autor wątku - moim zdaniem - widział go trochę szerzej: "Ateizm - nadaje sens? Próbuję znaleźć odpowiedź na pytania czy ateizm jest światopoglądem, czy jest sensotwórczy, indywidualny czy mający swoje podwaliny w jakimś nadrzędnym, względem poszczególnych ateistów, wzorze." A mnie temat naukowo-filozoficznej pozycji matematyki zainteresował i spór kompetentnych ludzi uważam za poznawczo ciekawy. Uważam także, iż ta pozycja matematyki w przyrodzie i ludzkich umysłach ma także ważkie znaczenie światopoglądowe.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > Przytoczone twierdzenie o niesprzeczności oznacza również, że żadnej teorii matematycznej nie da się obalić doświadczalnie.
Wiem, ale tak jest dlatego, bo fizycy i matematycy przyjmują różne kryteria prawdziwości teorii. Dla fizyka teoria jest prawdziwa, jeśli jest zgodna z światem rzeczywistym (klasyczna definicja prawdy). Natomiast dla matematyka prawda oznacza jedynie zgodność z regułami logiki.
Ujmując to bardziej humorystycznie: - Czego potrzebuje do pracy fizyk-teoretyk? - Fizykowi-teoretykowi potrzebna jest ryza papieru, ołówek i kosz na śmieci. - A matematykowi? - Matematyk nie potrzebuje kosza na śmieci.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | martok (1115 punktów) | > dla matematyka prawda oznacza jedynie zgodność z regułami logiki.
I tak musi być. Dzięki temu na matematyce i logice możemy się oprzeć w każdych możliwych okolicznościach, bowiem jako jedyne dziedziny wiedzy dają one stuprocentową gwarancję prawdziwości. Oczywiście ma to pewien koszt; jest nim tautologiczność (czyli empiryczna pustość) twierdzeń przez te dziedziny głoszonych. Jeśli do matematyki wpuścisz choć troszkę empirii, jej fenomenalna siła wyparuje. O czym właśnie od paru dni dyskutujemy (choć wydaje mi się, że w nieodpowiednim wątku).
PS. Twój dowcip mnie opowiadano jako historyjkę o matematyku i filozofie...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | martok (1115 punktów) | Nie jestem pewien, którego z nas dwóch wywołał Pan do tablicy - powiedzmy, ze odpowiem pierwszy. Wypowiadałem się w sprawie struktury teorii matematycznych i ich weryfikowalności. Pańskie zainteresowania dotyczą tego, jak pojęcia i związki matematyczne są kształtowane w ludzkich mózgach. Moje pytania należą do metamatematyki, a Pańskie pytania należą do psychologii. W tej drugiej problematyce czuję się absolutnie niekompetentny, więc lepiej zmilczę. Poczekam na Fizyka. Pozdrawiam wzajemnie - M
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Nie jestem pewien, którego z nas dwóch wywołał Pan do tablicy Żadnego i obu.
>Wypowiadałem się w sprawie struktury teorii matematycznych i ich weryfikowalności. Pańskie zainteresowania dotyczą tego, jak pojęcia i związki matematyczne są kształtowane w ludzkich mózgach. Tak, ma Pan rację moje pytaniem jest czy matematyka jest ludzkim tworem wytworzonym w ewolucyjnym procesie, czy istnieje w przyrodzie niezależnie od ludzi. Ale moim zdaniem obaj Panowie w ten aspekt zagadnienia wkroczyli:
Pan Fizyk: Mylisz się, jak zwykle zresztą. Matematyka ma oparcie w świecie rzeczywistym, z własnościami mazutu włącznie. Jak zmieszasz litr mazutu z litrem wody to otrzymasz dwa litry emulsji. Ale nie musi tak być: jak zmieszasz litr alkoholu z litrem wody to otrzymasz mniej niż dwa litry wódki. Monizm nad matematyką ma tę przewagę, że nie napotkał jeszcze tego drugiego przypadku.
Pan Martok: Kompletnie mnie zaskoczyłeś, bo normalnie lubię Twoje wpisy. Co Ty piłeś dzisiaj? Natychmiast to odstaw.
Pan Fizyk: Matematyka nie istnieje w świecie idei oderwanych od świata rzeczywistego. Matematyka jest odzwierciedleniem świata rzeczywistego i co więcej, odzwierciedla nasz, ludzki sposób myślenia. Platonizm jest zbędny.
Weź jako przykład geometrię euklidesową. Aksjomaty tej geometrii są przyjmowane bez dowodu nie dlatego bo są oderwaną od świata rzeczywistego prawdą, lecz przeciwnie, dlatego bo zostały w tym świecie tyle razy sprawdzone, że ich prawdziwość można uznać za "oczywistą". Ponadto rozwój matematyki jest ukierunkowany potrzebami praktycznymi. Mało kto by dziś słyszał o geometriach nieeuklidesowych, gdyby nie to, że piąty aksjomat Euklidesa okazał się fałszywym w polach grawitacyjnych.
Pan Martok: Moje poglądy są bardziej platońskie, tj. traktuję matematykę jako uniwersalną metodologię, a nie opis świata. Toteż zgadzam się z następującym stanowiskiem, które też sam wyraziłeś:
Matematyka (...) odzwierciedla nasz, ludzki sposób myślenia.
Najbardziej do mnie przemawia następująca "definicja", nie pamiętam przez kogo sformułowana: matematyk bada jedynie pracę umysłową matematyka. Jedno z podstawowych twierdzeń logiki głosi, ze teoria jest niesprzeczna wtedy i tylko wtedy, gdy ma model. W przekładzie na polski znaczy ono, ze każda możliwa do pomyślenia teoria będzie miała zastosowanie w jakimś wycinku świata. Czego przykładem jest wspomniana przez Ciebie geometria Łobaczewskiego, która przecież powstała z czystej zabawy intelektualnej i eksperymentów z aksjomatem równoległości. Przytoczone twierdzenie o niesprzeczności oznacza również, że żadnej teorii matematycznej nie da się obalić doświadczalnie. To dlatego żachnąłem się, gdy przeczytałem w Twoim poście, że "matematyka ma oparcie w świecie rzeczywistym, z własnościami mazutu włącznie".
Dużo by o tym pisać, zresztą myślę, że z większością moich uwag bez trudu byś się zgodził. Tak jak ja, oczywiście, mimo swojego platonizmu, zgadzam się z Twoją diagnozą,iż
rozwój matematyki jest ukierunkowany potrzebami praktycznymi.
________________________
>Moje pytania należą do metamatematyki, a Pańskie pytania należą do psychologii. Jeżeli nawet do psychologii, to do psychologii ewolucyjnej, a tak naprawdę ma ono ogromne znaczenie światopoglądowe.
>W tej drugiej problematyce czuję się absolutnie niekompetentny, więc lepiej zmilczę. Poczekam na Fizyka. Zapytałem Panów dlatego, że osobiście uważam matematykę i logikę - tak jak i język - za narzędzia opisu rzeczywistości, ale zdecydowanie jestem w tym zakresie laikiem i byłem ciekawym co kompetentni ludzie [np. Pan Martok napisał: "Moje poglądy są bardziej platońskie, tj. traktuję matematykę jako uniwersalną metodologię, a nie opis świata"] w dyskusji pomiędzy sobą ustalą na ile prof. Stanislas Dehaene ma rację? Wielu matematyków jest platonistami. Myślą, że wszechświat składa się z matematycznych struktur i zadaniem matematyka jest jedynie odkrycie ich. Gorąco sprzeciwiam się temu poglądowi. Nie znaczy to jednak, że jestem "społecznym konstruktywistą" jak to Martin Gardner chciałby mnie widzieć. Zgadzam się z Gardnerem i na przekór wielu społecznym konstruktywistom, że matematyczne wytwory wykraczają poza określone kultury ludzkie. Jednakże moim zdaniem dzieje się tak, ponieważ wszystkie ludzkie kultury mają tę samą architekturę mózgu, która 'rezonuje' z tą samą matematyczną melodią. Dzięki Bogu, wartość liczby pi, nie zmienia się zależnie od kultury! (przypadek afery Sokala). Co więcej, nie neguję w żaden sposób tego, że świat zewnętrzny dostarcza wielu struktur, które zostają włączone do matematyki. Sprzeciwiam się jedynie nazywaniu wszechświata 'matematycznym'. Rozwinęliśmy matematyczne modele świata, ale są to tylko modele, nie są nigdy całkowicie adekwatne. Planety nie poruszają się po elipsach - eliptyczne trajektorie są dobre, ale dalekie od perfekcyjnego przybliżenia. Materia nie jest zbudowana z atomów, elektronów lub kwarków - wszystko to są dobre modele (rzeczywiście, bardzo dobre), ale będę one potrzebowały korekty pewnego dnia. Sporo trudności konceptualnych mogłoby być wyjaśnionych jeśli matematycy i fizycy teoretyczni zwracaliby więcej uwagi na podstawowe dystynkcje pomiędzy modelem a rzeczywistością, koncept dobrze znany biologom.
Możliwe, że źle pytanie zaadresowałem, to przepraszam, ale uważam je za ważne i na temat wątku.
Serdecznie pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | Jeśli wolno wtrącić 3 grosze..
>.. matematyczne wytwory wykraczają poza określone kultury ludzkie. Jednakże moim zdaniem dzieje się tak, ponieważ wszystkie ludzkie kultury mają tę samą architekturę mózgu, .. Zdaje się, że uniwersalizm matematyki ma ambicję sięgać szerzej. Czy jest do pomyślenia, by ew. kultury pozaludzkie (inne cywilizacje) stosowały, odkrywały lub tworzyły matematykę zasadniczo odmienną od naszej? Pojęcia proporcji, zbioru, miary czy rzędu wielkości powinny być chyba obecne także u nich. Jeśli stosowaliby np. inny sposób zapisu liczb, to byłby on łatwo tłumaczalny na dziesiętny; gdyby nawet bazowali na odmiennej aksjomatyce teorii mnogości, to ich budowla matematyczna dałaby się przynajmniej miejscami połączyć z naszą w większą strukturę o różnych gałęziach.
>.. Sprzeciwiam się jedynie nazywaniu wszechświata 'matematycznym'. Taki sprzeciw jest moim zdaniem zasadny. Matematyk nie zajmuje się "wszechświatem", tak jak ma za nic 'zbiór wszystkich zbiorów'.
>.. Rozwinęliśmy matematyczne modele świata, ale są to tylko modele(..) Materia nie jest zbudowana z atomów, elektronów lub kwarków - wszystko to są dobre modele Wypada dodać wątpliwość, czy również pojęcie "materii" nie jest wyobrażeniowym modelem, niekoniecznie najtrafniejszym i ostatecznym. Zdaje się, że od czasu powstania mechaniki kwantowej idea 'materii jako takiej' potrzebuje korekty. >.. podstawowe dystynkcje pomiędzy modelem a rzeczywistością, Czy mówiąc o "rzeczywistości" nie mówimy po prostu o hipermodelu zbudowanym z modeli cząstkowych?
Jeśli wtrącam niepotrzebnie, to przepraszam. Dołączam pozdrowienia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Jeśli wtrącam niepotrzebnie, to przepraszam. Moim zdaniem, bardzo potrzebnie i bardzo sensownie. Co wcale nie znaczy, że z Panem się we wszystkim zgadzam, ale tak jak napisałem jestem tu ciekawym tych spraw laikiem i chciałbym aby wypowiedzieli się Ci, którzy mają w tej problematyce większą wiedzę. Trochę próbowałem sam te zagadnienia zrozumieć, ale książki i artykuły takich lapidarnych wypowiedzi forumowych uczestników mi nie zastąpią.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | Jeśli wolno dodać.. Cytowane wcześniej wypowiedzi zdawały się sugerować, jakoby matematyka miała być wypadkową swoiście ludzkich subiekcji (być może ktoś przypuszcza, że wynika głównie z zawartych w naszych mózgach dążeń) - nie sposób się z podobnym mniemaniem zgodzić. Taką wypadkową byłaby może krajowa polityka czy obyczajowość - matematyka zaś wydaje się takim rodzajem wspólnego języka, który maksymalnie abstrahuje od gustów, woli czy nakazu. "Nie ma królewskiej drogi do matematyki" /za Euklidesem/. [I to dopiero jest przykład lapidarnego stwierdzenia ;]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Jeśli wolno dodać..> Cytowane wcześniej wypowiedzi zdawały się sugerować, jakoby matematyka miała być wypadkową swoiście ludzkich subiekcji (być może ktoś przypuszcza, że wynika głównie z zawartych w naszych mózgach dążeń) - nie sposób się z podobnym mniemaniem zgodzić.Nie idźmy za daleko, gdyż problem się rozmyje. Bogusławski:> Taką wypadkową byłaby może krajowa polityka czy obyczajowość - matematyka zaś wydaje się takim rodzajem wspólnego języka, który maksymalnie abstrahuje od gustów, woli czy nakazu.Tak, dla mnie matematyka jest rodzajem języka. Ludzkim (choć teoretycznie nie musi być tylko ludzki) - osiągniętym ewolucyjnie i wypracowanym intelektualnie - językiem opisu rzeczywistości. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >.. językiem opisu rzeczywistości. Miałby jeszcze pytanie, które trochę obawiam się zadać.. Czy "rzeczywistość" to tyle samo co panteistyczny "bóg"?
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | > >>>.. językiem opisu rzeczywistości.> Miałby jeszcze pytanie, które trochę obawiam się zadać..Zadawać pytania zawsze można, ale dobrze aby były one inspirujące intelektualnie. W moim przypadku jest to "młócenie siana". Temat wielokrotnie na naszym forum przewałkowany. www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,15061Pisząc o rzeczywistości często (właśnie dla fideistów) zaznaczam, że interesuje mnie "obiektywnie istniejąca (niezależna od poznającego ją podmiotu) rzeczywistość. W tej rzeczywistości nie mieszczą się żadne byty idealne wytworzone przez ludzi. Trudno każdemu z osobna powtarzać to samo. Pan Fizyk wyżej: www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,492101#w503585> Czy "rzeczywistość" to tyle samo co panteistyczny "bóg"?Dla mnie rzeczywistość, to mniej więcej to: Natura, przyroda - w najszerszym znaczeniu to świat, wszechświat, rzeczywistość materialna. Termin ten obejmuje zjawiska świata fizycznego - zarówno nieożywionego, jak życia - w ogóle, bez szczególnego uwzględniania lub z wyłączeniem produktów działalności ludzkiej i ludzkiego oddziaływania na przyrodę. pl.wikipedia.org/wiki/NaturaZaś jeżeli przyjmiemy szerokie rozumienie rzeczywistości: Rzeczywistość w znaczeniu potocznym to "wszystko co istnieje". Termin rzeczywistość w najszerszym znaczeniu zawiera wszystkie byty, zarówno obserwowalne jak i pojęciowe, wprowadzone przez naukę czy filozofię. pl.wikipedia.org/wiki/RzeczywistośćTo mieszczą się w niej wszyscy bogowie, a nie tylko bóg panteistyczny. Symulakr, symulakrum (z łac. simulacrum co znaczy "podobieństwo, pozór"; liczba mnoga: simulacra) - obraz który jest czystą symulacją, pozorującą rzeczywistość albo tworzącą własną rzeczywistość. Również obiekt materialny wyobrażający istotę żywą, nadprzyrodzoną i fantastyczną w ich trójwymiarowym kształcie. Wykorzystywane w celach religijnych, magicznych, naukowych, praktycznych i zabawowych (np. lalki). Często są wyposażone w pewne atrybuty, potwierdzające ich pozorne życie, na przykład możliwość działań motorycznych.
Termin filozoficzny spopularyzowany została przez Jeana Baudrillarda. Odnosi się do kluczowej dla filozofii Baudrillarda koncepcji ewolucji znaków, tzw. teorii symulacji. Według autora wraz z rozwojem systemów znakowych granica między światem rzeczywistym a jego przedstawieniami stopniowo zacierała się, prowadząc do wzrastającego uniezależnienia znaku. Poszczególne fazy emancypacyjne tego procesu nazywa symulakrami. Główną tendencją towarzyszącą symulacji jest odejście od referencyjnego charakteru znaku - zamiast skrywać za sobą rzeczywistość, skrywają, że rzeczywistość nie istnieje. pl.wikipedia.org/wiki/SymulakrumTak jak widać można rozmawiać także o rzeczywistości, w której mieszczą się wszelcy bogowie, ale tych rzeczywistości nie należy mieszać. Rzeczywistość fenomenologiczna
W szerszym i podmiotowym sensie, prywatne doświadczenia, ciekawość i selektywność obserwacji wpływają na osobistą interpretacje zdarzeń i kształtują rzeczywistość dostępną dla danej osoby. Ta rzeczywistość może pokrywać się w dużym stopniu z rzeczywistością innych, ale istnieją jej elementy unikalne dla tej osoby i niedostępne dla kogokolwiek innego. Większość doświadczeń duchowych następuje na tym poziomie rzeczywistości. W sensie psychologicznym ta rzeczywistość jest definiowana przez to co dana osoba uważa za rzeczywistość.Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) | >Przypomniałeś mi stary dowcip: > - Jasiu, słyszałem, że cię pobili wczoraj w lesie. > - Ee, taki tam las, parę drzewek...
- Mosze, Twoja żona się puszcza z całym miastem. - Wielkie mi miasto, dwanaście tysięcy...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | maceox (6766 punktów) | ciąg dalszy: >>>W jaką ideologię? >>Mówililśmy o wierze w chrześcijaństwo >Ty byś chciał, żeby tak było, bo zawsze to można sypnąć z rękawa tą litaniją smętną krucjat i męczeństwa wrogów kościoła i tak to sobie hopnąć od "Kochajmy się" do największych zbrodni ludzkości. Nie bardzo wiem, co wedle Ciebie miałbym chcieć, żeby co było. Mówiliśmy o etyce wywodzącej się z religii, a ja mówiłem w tym kontekście o zjawisku wiary. A hopnąć od "kochajmy się" do zbrodni to najłatwiej można właśnie jeśli się wierzy - jeśli się opiera sądy na autorytetach i dogmatycznym sposobie myślenia głęboko wyżłobionym w umyśle we wczesnym dzieciństwie i jeśli się nigdy nad słusznością tych dogmatów nie zastanowiło. Gdy dojdą do tego inne, bardziej bezpośrednie motywy, to owe nieprzemyślane, częściowo również emocjonalne przeświadczenie o słuszności własnej, jedynej (acz wyznawanej grupowo) prawdy motywuje do zbrodni - często z hasłem zbawienia i miłości wiecznej na ustach.
Muszę jednocześnie dodać, że istnieje pewien ideał religii, jako pewnej "duchowej praktyki", jako uczestnictwa w rytuałach uzasadnionych w psychologii głębii, a prowadzący np. poprzez mistycyzm i medytację do pewnego "oczyszczenia" i dobrego samopoczucia. Taka religia w niczym mi nie przeszkadza, dopóki nie próbuje się z niej wywodzić jakichś prawd politycznych, czy etycznych właśnie! Inna sprawa, czy taka praktyka jest racjonalna, ale tu uważam, że w doświadczaniu życia wcale nie musimy być (a nawet jest to wręcz niemożliwe) zawsze w pełni racjonalni. Odróżniłbym jednak praktykowanie rytuałów i inspirowanie się treściami religijnymi od ślepej wiary w dogmaty i wyprowadzanej z nich etyki.
>Ale JA NIE MÓWIŁEM o "wierze w chrześcijaństwo". Ale ja mówiłem.
>Dawałem tylko przykład normy moralnej, żeby pokazać Ci, że nie z natury ani nie z nauk ścisłych postęp moralny się bierze. Ja już napisałem, że bierze się z umysłu i kultury, ale w oparciu o doświadczenie - zarówno psychologiczne, jak i naukowe. Jeśli się zgadzamy, to tym lepiej.
>Powód do wzajemnego "kochania się": >>Powód jest prosty: człowiek jest zwierzęciem społecznym (Politikon zoon), a wynika to z obserwacji dokonywanych przez nauki społeczne >Kolego, nie rozumiesz słowa "powód", ale raczej chyba słowa "powinniśmy". Przede wszystkim nie rozumiem tego Twojego powyższego zdania. Gramatycznie mi się nie składa i nie potrafię z niego wydobyć żadnego sensu, choć mam dobrą wolę.
>"Powinniśmy" to nie jest oszacowanie ani prawdopodobieństwo. To nakaz. Czy ów fakt "bycia politikon" mnie i Ciebie zobowiązuje do miłości, co? Jakoś nie czuję! Gdyby mnie ktoś zmuszał do miłości nakazami, to poczułbym się jak przymuszany do prostytucji. W aktualnych systemach etycznych istnieje coś takiego jak "wola".
>A za co idzie się do więzienia, za dysfunkcję neuronów lustrzanych?? Otóż dziedziną przyszłości będzie moim zdaniem neuroprawo. O ile dobrze doczytałem, to są badania psychopatów wskazujące na niedobór w ich mózgach neuronów lustrzanych właśnie.
>>>Ja uważam, że postęp moralny ma zawsze źródło w transcendencji, w uznaniu tyleż nietykalnego i świętego co nieosiągalnego źródła wartości, co jest z gruntu nieracjonalne. >>Nie wiem jak mam to napisać, żeby Cię nie urazić. Może tak: Czy Ty sam zrozumiałeś co w tym zdaniu napisałeś? >Nie, nic z tego nie rozumiem. Na szczęście to niczego w dyskusji nie zmienia. Ale to jest sedno dyskusji. Czy wywodzisz etykę na idei opartej w dużej mierze na doświadczeniu i mądrości historii, czy na wierze w autorytety religijne i ich święte księgi (jest i zbiór wspólny dla obydwu podejść, tyle że nastawienie z gruntu odmienne).
>Etyka... Taki nudny dział filozofii, że nikt nie chce czytać! Ale interesująca robi się etyka w psychologicznym doświadczeniu spełnienia w życiu.
>>Źródło wartości jest przy tym osiągalne zawsze - jest nim człowiek. >Bóg, Bez tego słowa dla fideisty trudno o retorykę,
>którego wielbisz czczą retorykę właśnie. Czy Ty chcesz mnie obrazić?
>to swoiste połączenie człowieka i praw przyrody. Dzięki za stworzenie za mnie mojego Boga.
>Człowiek jako wyróżniony przedmiot w ogóle bytów i bezosobowe prawa mechaniki, którym niejako podlega przez swoją cielesność. W pewnym zakresie możnaby się tu zgodzić, ale chyba nie po to to było pisane.
>Jesteś (mętną na razie) mieszanką humanisty z panteistą, IGNORANCJA, o której pisałeś nie pozwoliła mi tak zaszufladkować samego siebie, ale dzięki Twojej mądrości wiem już kim jestem. Humanista to dla mnie komplement, ale ten panteista, to nie wiem skąd Ci się wziął, raczej nie z tej rozmowy. To właśnie ukazuje, jak to myślisz stereotypami.
>pokrzepiającą się w integralności światopoglądowej mianem ateisty. Ty mnie nazwałeś takim mianem? Ja samego siebie chyba nigdy. Ale to również komplement.
>Tak naprawdę bardzo trudno jest być prawdziwym ateistą, bo z jednej strony graniczy się z nihilizmem a to takie "fe", a z drugiej z panteizmem (a to też "fe" i "stare" w ogóle). A to jest taka Twoja poezja. Na odrutkę proponuję dozę sceptycyzmu.
>Twoim bogiem jest wyidealizowany robot biologiczny zwany człowiekiem i ja to rozumiem, nie ma się czego wstydzić. Znam wielu praktykujących! Pomieszanie z poplątaniem i zero zrozumienia, a za to stereotypowe szufladkowanie w połączeniu z językiem poetyckim. Mówisz, że rozumiesz, a tak naprawdę tylko starasz się mnie zmieszać z błotem na bazie emocjonalnych uprzedzeń.
>>Gdyby było nieosiągalne (...) nic byśmy się o tych wartościach nie mogli dowiedzieć. >Polecam: "Czego nie wiemy o wartościach" R.Ingarden, wielki filozof polski. Chyba nie taki jednak wielki, skoro po jego lekturze prezentujesz tu takie myślenie.
ciąg dalszy w kolejnym wpisie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | Przypominam "islamskie pytanie bez odpowiedzi": Jaki jest racjonalny powód do dania komuś jałmużny?
>Nie bardzo wiem, co wedle Ciebie miałbym chcieć, żeby co było. Mówiliśmy o etyce wywodzącej się z religii, a ja mówiłem w tym kontekście o zjawisku wiary. Podałem przykład normy, że się powtórzę. A Ty na mocy jakichś historiozoficznych skojarzeń przeskoczyłeś od tej jednej normy do fanatyzmu chrześcijańskiego, który jest tej normie przeciwny. Ciągle wierzysz, że z przykazania miłości wzięły się wojny religijne? Jeśli nie widzisz związku, to nie rowijaj tematyki mordów z refleksji o "Kochajmy się" Jezusa z Nazaretu, którą to refleksją zapoczątkowałem odnośną wymianę zdań.
>>"Powinniśmy" to nie jest oszacowanie ani prawdopodobieństwo. To nakaz. Czy ów fakt "bycia politikon" mnie i Ciebie zobowiązuje do miłości, co? Jakoś nie czuję! >Gdyby mnie ktoś zmuszał do miłości nakazami, to poczułbym się jak przymuszany do prostytucji. >W aktualnych systemach etycznych istnieje coś takiego jak "wola". Ano właśnie. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Bo, widzisz, to słowo owo sedno oznaczające w dyskursie naukowym jest zakazane. W zdrowym racjonalistycznym nie, ale na racjonalista.pl za użycie słowa "wola" grozi Ci oskarżenie o bełkot. "Woli nie ma", choćby była w stu systemach etycznych i choćby ze względu na nią pakowano ludzi do więzień i na jej pojęciu budowano państwo prawa. Więc przemyśl sprawę, co z tą "wolą", dosyć dyskutowania. Wola jest centralnym terminem etycznym, naukowo niezdefiniowanym i dlatego etyka naukowa jest niemożliwa. A tu jest całe grono ludzi, którzy twierdzą inaczej: wielce szacowna, nowoczesna i postępowa "nauka" zwana neurokognitywistyką pokazuje, że "wola nie istnieje", aczkolwiek poradzimy sobie, bo dzięki wykryciu pewnych "mechanizmów naturalnych w mózgu" możemy jak gdyby wolę "zrekonstrukować" (w postaci pewnego bio-socjo-psycho-mechanizmu) i na niej budować sobie etykę i prawo. Gdy jednak okazuje się, że tropy naukowe prowadzą, jak to ująłeś do "prostytucji" (a również do nonsensu z innych względów) pojawia się mały "zgrzycik", z którym to zgrzycikiem Cię pozostawiam. Jeśli wola jest złudzeniem, skąd w ogóle brać wolę życia? >Otóż dziedziną przyszłości będzie moim zdaniem neuroprawo. Pomyśl, czy to będzie sprawiedliwe. Nie, nie mów mi, bo ja swoje zdanie na ten temat mam, przemyśl sprawę sam. Przede wszystkim przemyśl to od strony przyznawania człowiekowi tytułu "pełnoprawnej wolnej istoty ludzkiej". Największe plugastwo humanizmu polega na rozdawaniu tytułu "człowieka" wybrańcom.
>Czy wywodzisz etykę na idei opartej w dużej mierze na doświadczeniu i mądrości historii (...) Bełkot. Jeszcze raz.
>>>Źródło wartości jest przy tym osiągalne zawsze - jest nim człowiek. >>Bóg, >Bez tego słowa dla fideisty trudno o retorykę, Po prostu nazwij rzeczy po imieniu, zamiast męczyć się terminologicznym slalomem. >>to swoiste połączenie człowieka i praw przyrody. >Dzięki za stworzenie za mnie mojego Boga. Nie tylko twojego, to jest ewangelia dla wielu poszukujących. Niestety, nieopanowany egoizm dzisiejszych ludzi jest przyczyną wstydu wspólnoty i atmosfery ustawicznej detronizacji wszystkiego co pretenduje do wielkości.
>>Człowiek jako wyróżniony przedmiot w ogóle bytów i bezosobowe prawa mechaniki, którym niejako podlega przez swoją cielesność. >W pewnym zakresie możnaby się tu zgodzić, ale chyba nie po to to było pisane. Kryterium wyróżnienia człowieka jest kompletnie nieracjonalne, jest conajwyżej ludzkie, czyli przez zamknięte kółko - nieracjonalne.
>Humanista to dla mnie komplement, ale ten panteista, to nie wiem skąd Ci się wziął, raczej nie z tej rozmowy. Przepraszam, ale co rządzi świątem twoim zdaniem? Świat rządzi się sama sobą na mocy "wiecznych praw", czyż nie? Nie jest więc przyroda zarazem podmiotem jak i przedmiotem owych "praw odwiecznych"?
>>Polecam: "Czego nie wiemy o wartościach" R.Ingarden, wielki filozof polski. >Chyba nie taki jednak wielki, Warto czytać - nawet średnich.
>>Czyż nie można żyć kultem miłości? To piękne! >No, z kultem to już bym uważał. W ogóle im dłużej się o tym gada, tym bardziej naiwne to się staje. Żeby dowiedzieć się (czasem ku swojemu rozczarowaniu) czego kultem się żyje - wystarczy sformułować swoją biografię i uchwycić pewne elementy stałe. Są ludzie żyjący kultem wycierania pupą taboretu w małej budce na parkingu, święcie przekonani, że wszelkie "kulty" i "zabobony" udało im się w życiu ominąć, łącznie z kultem pieniądza. Tacy "parkingowi sceptycy-racjonaliści-ateiści", hehehe, ależ to smutne... nikomu nie życzę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > >>>W aktualnych systemach etycznych istnieje coś takiego jak "wola".> Ano właśnie. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Bo, widzisz, to słowo owo sedno oznaczające w dyskursie naukowym jest zakazane. W zdrowym racjonalistycznym nie, ale na racjonalista.pl za użycie słowa "wola" grozi Ci oskarżenie o bełkot. "Woli nie ma", choćby była w stu systemach etycznych i choćby ze względu na nią pakowano ludzi do więzień i na jej pojęciu budowano państwo prawa. Więc przemyśl sprawę, co z tą "wolą", dosyć dyskutowania. Wola jest centralnym terminem etycznym, naukowo niezdefiniowanym i dlatego etyka naukowa jest niemożliwa. A tu jest całe grono ludzi, którzy twierdzą inaczej: wielce szacowna, nowoczesna i postępowa "nauka" zwana neurokognitywistyką pokazuje, że "wola nie istnieje", aczkolwiek poradzimy sobie, bo dzięki wykryciu pewnych "mechanizmów naturalnych w mózgu" możemy jak gdyby wolę "zrekonstrukować" (w postaci pewnego bio-socjo-psycho-mechanizmu) i na niej budować sobie etykę i prawo. Gdy jednak okazuje się, że tropy naukowe prowadzą, jak to ująłeś do "prostytucji" (a również do nonsensu z innych względów) pojawia się mały "zgrzycik", z którym to zgrzycikiem Cię pozostawiam. Jeśli wola jest złudzeniem, skąd w ogóle brać wolę życia? W zdrowym racjonalistycznym nie, ale na racjonalista.pl za użycie słowa "wola" grozi Ci oskarżenie o bełkot.Aby na pewno?A może przed wypisywaniem takich mądrości warto przeczytać wypowiedź racjonalisty: [Załącznik]Popieprzyć sobie to każdy może, ale coś sensownego napisać, to już znacznie trudniej. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >Przypominam "islamskie pytanie bez odpowiedzi": >Jaki jest racjonalny powód do dania komuś jałmużny? Pomoc potrzebującemu. >>Nie bardzo wiem, co wedle Ciebie miałbym chcieć, żeby co było. Mówiliśmy o etyce wywodzącej się z religii, a ja mówiłem w tym kontekście o zjawisku wiary. >Ciągle wierzysz, że z przykazania miłości wzięły się wojny religijne? Nigdzie tak nie napisałem. >Jeśli nie widzisz związku, to nie rowijaj tematyki mordów z refleksji o "Kochajmy się" Jezusa z Nazaretu, którą to refleksją zapoczątkowałem odnośną wymianę zdań. Z Jezusem z Nazaretu jest większy problem, a to dlatego, że wielu ludzi w niego wierzyło i ta wiara na przestrzeni wieków doprowadziła do wielu wojen i zbrodni. >>W aktualnych systemach etycznych istnieje coś takiego jak "wola". >Ano właśnie. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Bo, widzisz, to słowo owo sedno oznaczające w dyskursie naukowym jest zakazane. Tu masz użycie pojęcia "woli" przy opisie systemu nerwowego (a chodzi o czystą biologię): www.anatomia.webd.pl/nerwowy.html >"Woli nie ma", choćby była w stu systemach etycznych i choćby ze względu na nią pakowano ludzi do więzień i na jej pojęciu budowano państwo prawa. Więc przemyśl sprawę, co z tą "wolą", Sprawa jest dość prosta: Ludzie zachowują się i myślą tak, jakby mieli wolę - nawet jeśli jej nie mają. Ale nie uznawałbym tej sprawy za ostatecznie rozstrzygniętą. >dosyć dyskutowania. Wola jest centralnym terminem etycznym, naukowo niezdefiniowanym i dlatego etyka naukowa jest niemożliwa. To jest dobra teza, która wymaga dyskusji, a nie jej zakańczania. >A tu jest całe grono ludzi, którzy twierdzą inaczej: wielce szacowna, nowoczesna i postępowa "nauka" zwana neurokognitywistyką pokazuje, że "wola nie istnieje", aczkolwiek poradzimy sobie, bo dzięki wykryciu pewnych "mechanizmów naturalnych w mózgu" możemy jak gdyby wolę "zrekonstrukować" (w postaci pewnego bio-socjo-psycho-mechanizmu) i na niej budować sobie etykę i prawo. Z tak odważną tezą się jeszcze nie spotkałem, ale zacytuj, chętnie się zapoznam. >Gdy jednak okazuje się, że tropy naukowe prowadzą, jak to ująłeś do "prostytucji" Nigdzie tak nie napisałem. Twoje tropy prowadzą do nadużyć. >(a również do nonsensu z innych względów) Raczej do sensu z wszystkich względów. Dzięki nauce coraz dokładniej poznajemy otaczający nas świat i siebie samych. Z małym "ale" - nie tylko dzięki nauce, lecz również poprzez kulturę. Przy analizie trzeba jednak odpowiednio rozróżniać (albo też odpowiednio łączyć) te dwa światy. >pojawia się mały "zgrzycik", z którym to zgrzycikiem Cię pozostawiam. Jeśli wola jest złudzeniem, skąd w ogóle brać wolę życia? Z instynktu samozachowawczego? >Otóż dziedziną przyszłości będzie moim zdaniem neuroprawo. >Pomyśl, czy to będzie sprawiedliwe. Uważam, że będzie sprawiedliwe do bólu, jednak boję się, że może być całkowicie totalitarne (gdy już będziemy czytać ludziom w myślach). Ale to jest pomysł na osobny wątek. >Nie, nie mów mi, bo ja swoje zdanie na ten temat mam, przemyśl sprawę sam. Przepraszam, za kogo Ty się masz? >Największe plugastwo humanizmu polega na rozdawaniu tytułu "człowieka" wybrańcom. Wyjaśnij może. Jakim wybrańcom? >Czy wywodzisz etykę na idei opartej w dużej mierze na doświadczeniu i mądrości historii (...) >Bełkot. Jeszcze raz. Są trzy światy. Świat fizyczny, świat umysłu i świat kultury. W ramach kultury możemy mówić o doświadczeniach historycznych człowieka, a także o pewnej treściach intelektualnych, które wynikają z refleksji nad tymi doświadczeniami, i które są przekazywane innym ludziom przy pomocy języka. Z tych doświadczeń i z niektórych tych refleksji bierze się etyka. Stanowi ona część świata kultury. Na razie nie udało się sprowadzić (zredukować) świata kultury i umysłu w pełni do świata fizycznego w tym sensie, że - krótko mówiąc - nie da się odczytać czyichś myśli bezpośrednio z obserwacji pracy jego mózgu. Jednak istniejąca wiedza naukowa na temat np. neuronalnych korelatów świadomości nie pozostawia wątpliwości co do słuszności monizmu. Jednak nawet, gdyby monizm zdołano obalić, to wówczas i tak nie wiemy dokładnie niczego sprawdzonego w kwestii, skąd nasz umysł miałby pochodzić. Transcendencja i Bóg to tylko słowa - ludzkie idee. Również moralność jest ideą, tyle, że jakoś popartą doświadczeniem życia wśród ludzi na poziomie świata kultury. >>>>Źródło wartości jest przy tym osiągalne zawsze - jest nim człowiek. >>>Bóg, >>Bez tego słowa dla fideisty trudno o retorykę, >Po prostu nazwij rzeczy po imieniu, zamiast męczyć się terminologicznym slalomem. Mam umysł i ciało. Dostrzegam innych. Nazywają mnie człowiekiem i ja ich też. Żyję z nimi w społeczeństwie. Nie wiem, co to jest Bóg, poza tym, że wielu ludzi ustawicznie o nim mówi. > Niestety, nieopanowany egoizm dzisiejszych ludzi jest przyczyną wstydu wspólnoty To prawda >i atmosfery ustawicznej detronizacji wszystkiego co pretenduje do wielkości. Wielkość jest zawsze względna, więc nigdy niezbyt wielka. Ja bym raczej powiedział, że im większe ego, tym większa pretensja do wielkości. >Kryterium wyróżnienia człowieka jest kompletnie nieracjonalne, jest co najwyżej ludzkie, czyli przez zamknięte kółko - nieracjonalne. Pod pewnym względem masz tu rację, ale innego punktu widzenia, jak nasz - ludzki - nie mamy, więc ja uznaję to wyróżnienie za uzasadnione. >>Humanista to dla mnie komplement, ale ten panteista, to nie wiem skąd Ci się wziął, raczej nie z tej rozmowy. >Przepraszam, ale co rządzi światem twoim zdaniem? Piłka nożna.
ciąg dalszy w kolejnym wpisie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | > >Jaki jest racjonalny powód do dania komuś jałmużny?> Pomoc potrzebującemu.Pudło. Chciałem racjonalny powód, a nie uogólnienie. > Tu masz użycie pojęcia "woli" przy opisie systemu nerwowego (a chodzi o czystą biologię):> www.anatomia.webd.pl/nerwowy.htmlNo i, przepraszam, co słowo "wola" wnosi do opisu układu nerwowego? Spytaj Andrzeja Bogusławskiego, odpowiedź trzyliterowa. > >Wola jest centralnym terminem etycznym, naukowo niezdefiniowanym i dlatego etyka naukowa jest niemożliwa.> To jest dobra teza, która wymaga dyskusji, a nie jej zakańczania.To jest przedwojenny elementarz. (Ale możesz go z kimś "przedyskutować"). > >wielce szacowna, nowoczesna i postępowa "nauka" zwana neurokognitywistyką pokazuje, że "wola nie istnieje", aczkolwiek poradzimy sobie, bo dzięki wykryciu pewnych "mechanizmów naturalnych w mózgu" możemy jak gdyby wolę "zrekonstrukować" (w postaci pewnego bio-socjo-psycho-mechanizmu) i na niej budować sobie etykę i prawo.> Z tak odważną tezą się jeszcze nie spotkałem, ale zacytuj, chętnie się zapoznam.Zacytować grono ludzi? Aha, to dobry argument. Może twoje "neuroprawo" oraz A.Bogusławski i neurokognitywistyka i tematy o "wolnej woli". > >Największe plugastwo humanizmu polega na rozdawaniu tytułu "człowieka" wybrańcom.> Wyjaśnij może. Jakim wybrańcom?Zależy od epoki. Kiedyś np. białym. Dzisiaj bardziej decydują lekarze. > Są trzy światy. Świat fizyczny, świat umysłu i świat kultury.Jak sobie posadzę grządkę lasu za domem, to do którego świata ona należy? > Na razie nie udało się sprowadzić (zredukować) świata kultury i umysłu w pełni do świata fizycznego w tym sensie, że - krótko mówiąc - nie da się odczytać czyichś myśli bezpośrednio z obserwacji pracy jego mózgu."Czytanie czyichś myśli" to sformułowanie dosyć bełkotliwe, wczesne SF, gumowe potwory, straszny Atom. > Jednak istniejąca wiedza naukowa na temat np. neuronalnych korelatów świadomości nie pozostawia wątpliwości co do słuszności monizmu.Chyba w Teksasie, wśród tzw. Rednecks. Wiesz, same próby metafizycznych wniosków (monizm) z odkryć nauk szczegółowych świadczą o głębokiej filozoficznej niedojrzałości. > Jednak nawet, gdyby monizm zdołano obalić,To jest śmieszne, wiesz? W ogóle rozpatrywanie monizmów/dualizmów/idealizmów itp. w kontekście jakiegoś "obalania" i jakichś "argumentacji empirycznych" to jest jakiś cyrk na kółkach...  > Transcendencja i Bóg to tylko słowa - ludzkie idee.Widzę, że rozróżnienie słowo - idea nie jest dla Ciebie szczególnie istotne. > Również moralność jest ideą, tyle, że jakoś popartą doświadczeniem życia wśród ludzi na poziomie świata kultury.Wiesz co, można powiedzieć, że nawet traktor jest ideą, kiedy nie odróżnia się moralności od idei moralności i od słowa "moralność". Nieważne, przecież moralność jako idea nas nie obchodzi. Obchodzi nas moralność w sensie praktycznym. > >>>>Źródło wartości jest przy tym osiągalne zawsze - jest nim człowiek.> >>>Bóg,> >>Bez tego słowa dla fideisty trudno o retorykę,> >Po prostu nazwij rzeczy po imieniu, zamiast męczyć się terminologicznym slalomem.> Mam umysł i ciało. Dostrzegam innych. Nazywają mnie człowiekiem i ja ich też. Żyję z nimi w społeczeństwie. Nie wiem, co to jest Bóg, poza tym, że wielu ludzi ustawicznie o nim mówi.Nie wiedziałeś też kto to jest "dziecko", kiedy rodzic oglądał Cię jako niemowlę i ustawicznie o Tobie mówił. A po latach na pewno pojąłeś, że jesteś czyimś dzieckiem, nawet jeśli ten ktoś już Cię tak nie nazywał.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >Świat rządzi się sama sobą na mocy "wiecznych praw", czyż nie? No - możliwe - choć wieczność jest dla mnie mało zrozumiała jako wyobrażenie. >Nie jest więc przyroda zarazem podmiotem jak i przedmiotem owych "praw odwiecznych"? To jakiś sztuczny podział. Raczej bym powiedział, że przyroda po prostu jest, a my w niej. >>>Polecam: "Czego nie wiemy o wartościach" R.Ingarden, wielki filozof polski. >>Chyba nie taki jednak wielki, >Warto czytać - nawet średnich. No, skoro Ty taki werdykt wydajesz, to zapewne warto. >Żeby dowiedzieć się (czasem ku swojemu rozczarowaniu) czego kultem się żyje - wystarczy sformułować swoją biografię i uchwycić pewne elementy stałe. Są ludzie żyjący kultem wycierania pupą taboretu w małej budce na parkingu, święcie przekonani, że wszelkie "kulty" i "zabobony" udało im się w życiu ominąć, łącznie z kultem pieniądza. Tacy "parkingowi sceptycy-racjonaliści-ateiści", hehehe, ależ to smutne... nikomu nie życzę. Zupełnie nie wiem z kogo chcesz się tu nabijać i z jakich powodów. Czy lepiej pupą wycierać złoty tron?
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | maceox (6766 punktów) | ciąg dalszy: >>CZY TY DOSTRZEGASZ, ŻE TE OPOWIEŚCI SĄ PRZEKAZYWANE LUDZKIM JĘZYKIEM, I ŻE ICH ŹRODŁO JEST W ZWIĄZKU Z TYM TAKIE SAMO, JAK ŹRODŁO KAŻDEJ OPOWIEŚCI - CZYLI LUDZKI UMSYŁ? >Opowieściologia do mnie nie trafia. Jakim prawem nazywasz coś "opowieścią"? Prawem języka polskiego i religioznawstwa. Choć na gruncie tego drugiego należałoby raczej mówić o mitach. Przy czym zakwalifikowanie danej opowieści jako mit, to moim zdaniem nobilitacja. Lubię mity i uważam, że bez nich trudno byłoby mówić o ludzkiej kulturze, a nawet o psychologii. Trzeba to jednak zawsze odróżniać od bezrozumnej wiary.
>>>a) "Moje 'bo tak'." ("Kochajmy się, bo tak.") >>Może przedszkolak mogłby tak powiedzieć do swojej "pierwszej dziewczyny" i byłoby to nawet całkiem niegłupie. >Ale coś widzę, że dla Ciebie jest to głupie. Nawet nie. Ale my rozmawialiśmy o źródłach etyki.
>Dlaczego? Czy miłość nie może być wartościowa sama w sobie? Może. Nawet taka jest. Choć czasem trudno ją znaleźć i łatwo utracić.
>Czyż nie można żyć kultem miłości? To piękne! No, z kultem to już bym uważał. W ogóle im dłużej się o tym gada, tym bardziej naiwne to się staje.
>>>b) Przypadek i "natura". ("Kochajmy się bo i tak już się kochamy.") >>Tak, uważam, że w 99% człowiek staje się członkiem danego ugrupowania religijnego przez przypadek, a decyduje za niego natura, poprzez urodzenie w takiej, a nie innej rodzinie. >Ale kto tu mówi o "ugrupowaniach religijnych", na rany boga żywego??? Houston, mamy kontakt? Ja mówię. Nawiązywałem do kwestii etyki religijnej.
>>Autorytet innych jest dokładnie tym, na czym opierają się religie. >Np. autorytet takiego Dawkinsa, biologa, haha!! Przyznaję, nie bardzo go lubię. Nie podchodzi mi jego nieco charyzmatyczna retoryka. Są też lepsi religioznawcy.
>>>Wątłe to fundamenty, szczególnie w zestawieniu z Bogiem i zresztą niezbyt racjonalne. >>Zgadzam się w pełni! Całkowicie wątłe argumenty i zupełnie nie wiem, co miałyby mieć wspólengo z ateizmem lub racjonalizmem. >Ech... nie wiesz... no to się nie dowiesz, bo mi już ręce opadają. Trudno, moja ignorancja okazała się być dla Ciebie nieprzemakalna.
>A swoim dzieciom będziesz mówił, że nie wolno bić kolegi w przedszkolu, bo mamy neurony lustrzane Jeśli przeczytasz dokładnie raz jeszcze, co napisałem w tym i poprzednim wpisie, to powinieneś się z tego sformułowania wycofać.
>i jesteśmy zoon. Tak, tak, zoon! Dokładnie tak - ale politikon - to jest bardzo istotne.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
> Jeśli przeczytasz dokładnie raz jeszcze, co napisałem w tym i poprzednim wpisie, to powinieneś się z tego sformułowania wycofać. i jesteśmy zoon. Tak, tak, zoon!> Dokładnie tak - ale politikon - to jest bardzo istotne.Warto to zestawić z tymi postami: www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,457615#w458313www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,457615#w458397Z wątku: "Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy". A skąd to wszystko się bierze? Po prostu człowiek to moralne zwierzę Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | Teza kolegi Marcucha brzmiała: Cytat:A swoim dzieciom będziesz mówił, że nie wolno bić kolegi w przedszkolu, bo mamy neurony lustrzane. Ja odpowiedziałem: Cytat:Jeśli przeczytasz dokładnie raz jeszcze, co napisałem w tym i poprzednim wpisie, to powinieneś się z tego sformułowania wycofać. A to dlatego, że oczywiście nie da się nikogo przymuszać do empatii! Natomiast można, a nawet należy dzieci wychowywać. Wie o tym również kolega Marcuch, który chciał mi tym sposobem wykazać rzekomy absurd mojego stanowiska. Oczywiście, gdy uporządkuje się argumenty, przyczyny i skutki, a także kiedy, co i jak i w którym kościele dzwoniło, to okazuje się, że ostatecznie absurd pozostaje po stronie tego, który chciał go wywołać. > i jesteśmy zoon. Tak, tak, zoon!> >Dokładnie tak - ale politikon - to jest bardzo istotne.> Warto to zestawić z tymi postami:> www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,457615#w458313> www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,457615#w458397> Z wątku: "Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy".> A skąd to wszystko się bierze?> Po prostu człowiek to moralne zwierzę "Czy to są właśnie podwaliny ludzkiej moralności? Jesteśmy (przynajmniej czasami) dobrzy, skorzy do współpracy, bo taki mamy wbudowany przez ewolucję genetyczny program? A może kultura dawno przekroczyła nasze biologiczne dziedzictwo i teoria Darwina ma tu już niewiele do powiedzenia? Bo czy istnieje jakiś wspólny wszystkim ludziom kościec moralny, uniwersalny dekalog Homo sapiens?
Debata na ten temat nie toczy się wyłącznie w zaciszu sal konferencyjnych czy gabinetów ewolucjonistów. Uczeni nie mają ambicji, by zastąpić kodeksy moralne. Natura nie jest bowiem ani dobra, ani zła. Dopiero my, swoimi ocenami i działaniami, taką ją czynimy."Zgadzam się z tą konkluzją w całej rozciągłości. Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >>Debata na ten temat nie toczy się wyłącznie w zaciszu sal konferencyjnych czy gabinetów ewolucjonistów. Uczeni nie mają ambicji, by zastąpić kodeksy moralne. Natura nie jest bowiem ani dobra, ani zła. Dopiero my, swoimi ocenami i działaniami, taką ją czynimy >Zgadzam się z tą konkluzją w całej rozciągłości. Hej, to świetnie! Ale wierz mi, AB gdzie indziej znajduje niestety sporo cytacików, które kolidują z tą tezą, przykładów jak to nauka "jednak rozstrzyga", albo przynajmniej próbuje, wbrew temu rzekomemu "brakowi ambicji uczonych".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Bogusławski cytuje: "Debata na ten temat nie toczy się wyłącznie w zaciszu sal konferencyjnych czy gabinetów ewolucjonistów. Uczeni nie mają ambicji, by zastąpić kodeksy moralne. Natura nie jest bowiem ani dobra, ani zła. Dopiero my, swoimi ocenami i działaniami, taką ją czynimy" Pan Maceox: > >>>Zgadzam się z tą konkluzją w całej rozciągłości.> Hej, to świetnie! Ale wierz mi, AB gdzie indziej znajduje niestety sporo cytacików, które kolidują z tą tezą, przykładów jak to nauka "jednak rozstrzyga", albo przynajmniej próbuje, wbrew temu rzekomemu "brakowi ambicji uczonych".Warto odpowiadać, ale pod warunkiem, że się zrozumiało wypowiedź. Tak, uczeni nie mają ambicji, by zastąpić kodeksy moralne. Tak, nauka zajmuje się moralnością. Jedno drugiemu nie przeczy. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > >>Debata na ten temat nie toczy się wyłącznie w zaciszu sal konferencyjnych czy gabinetów ewolucjonistów. Uczeni nie mają ambicji, by zastąpić kodeksy moralne. Natura nie jest bowiem ani dobra, ani zła. Dopiero my, swoimi ocenami i działaniami, taką ją czynimy>Zgadzam się z tą konkluzją w całej rozciągłości.> Hej, to świetnie! Ale wierz mi, AB gdzie indziej znajduje niestety sporo cytacików, które kolidują z tą tezą, przykładów jak to nauka "jednak rozstrzyga", albo przynajmniej próbuje, wbrew temu rzekomemu "brakowi ambicji uczonych".Warto byłoby tu konkretnie wskazać któryś z tych cytacików, aby wszyscy się mogli przekonać, co dokładnie mu zarzucasz. Ja sądzę, że się mylisz, a uzasadniam to poniższą wypowiedzią Pana Andrzeja: www.racjonalista.pl/forum.php/s,492101#w502981W szczególności: W odpowiedzi na moje słowa: Cytat:Badamy przyrodę i ze sposobu jej funkcjonowania wyciągamy coraz więcej wniosków o naszej konstrukcji, ale sami decydujemy o tym, jak się wobec innych ludzi i przyrody zachowywać. Pan Andrzej odpowiedział: Cytat:No właśnie! Co tu jeszcze dodawać? A także, na moje słowa: Cytat:Sądzę jednak, że opis natury nie narzuca powinności. Pan Andrzej odpowiedział: Cytat:A jaki opis nam coś nam narzuca? [...] Wiedza o naturze rzeczy inteligentnych ludzi pobudza do refleksji, także tej moralnej. > >Ponadto, na moje słowa: Cytat:To zawsze ludzie narzucają je [powinności] sobie sami. Pan Andrzej odpowiedział: Cytat:Dokładnie tak. Trzeba tylko trochę porozmawiać i się dopytać, a nie z góry zakładać na podstawie jakichś tam pozorów, tym bardziej gdy wynikają one z naszych własnych stereotypów w myśleniu.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >Lubię mity i uważam, że bez nich trudno byłoby mówić o ludzkiej kulturze, a nawet o psychologii. No proszę! To dopiero. Ale uważasz zarazem, w imię dobrze pojmowanego racjonalizmu, mity za rodzaj bzdury wciskanej dzieciom przez rodziców i dorosłym przez kapłanów?
>>>>a) "Moje 'bo tak'." ("Kochajmy się, bo tak.") >>>Może przedszkolak mogłby tak powiedzieć do swojej "pierwszej dziewczyny" i byłoby to nawet całkiem niegłupie. >>Ale coś widzę, że dla Ciebie jest to głupie. >Nawet nie. Ale my rozmawialiśmy o źródłach etyki. No więc rozmawiajmy. Rozmawialiśmy, przypomnę dokładnie, o źródłach etyki ateistycznej, co do których odniosłeś się jakoś poetycko, w każdym razie zepchnąłeś temat na etykę jakichś wspólnot religijnych. Więc przypomnę, źródła moralności ateistycznej to: a) Moje "bo tak". b) Przypadek i "natura". c) Autorytet innego ateisty (np. cudze "bo tak"). Owe argumenty na rzecz takiego a nie innego postępowania określiłeś, cytuję: >>>Zgadzam się w pełni! Całkowicie wątłe argumenty i zupełnie nie wiem, co miałyby mieć wspólengo z ateizmem lub racjonalizmem. Więc przedstaw owo ateistyczne tajemnicze źródło moralności, które dałoby argumenty dla odmiany silne i porządne. No i, łaskawie, ustosunkuj się czy to prawda, że ateiści kierują się a) b) c) w życiu, czy nie? Bo ja myślę, że są do tego zmuszeni, że nic innego nie mają. W każdym razie, te źródła norm moralnych, które podałeś sam, wpadają wszystkie do podpunktu b) (neurony lustrzane, jakieś tam bio-mechanizmy).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Więc przedstaw owo ateistyczne tajemnicze źródło moralności, które dałoby argumenty dla odmiany silne i porządne.Tak - dokładnie ma Pan tu rację racjonalny ateizm nie opiera się na żadnym "tajemniczym źródle moralności". Racjonalny ateizm wymaga samodzielnych przemyśleń i wolnych wyborów. Ma na czym opierać się tak w filozofii, jak i w nauce. Tu parę linków wybranych z bardzo wielu przykładów etycznych koncepcji, które racjonalni ateiści biorą - w swych przemyśleniach pod uwagę: nowakrytyka.pl/spip.php?article482faculty.ar(*)notliwego ateizmu prze.pdfwww.scribd(*)sadnienie-Metafizyki-Moralnociwww.racjonalista.pl/kk.php/t,1567humanizm.free.ngo.pl/czyludzie.htmlhumanizm.free.ngo.pl/czyreligia.html Etyka niezależna
[Tadeusz] Kotarbiński uniezależnia swą etykę od wszelkiej ideologii, poszukującej uzasadnienia poza światem materialnym; uzasadnia to jednak w sposób nie ontologiczny (nie twierdzi zatem, że etyka winna być niezależna od Boga, bo ten ostatni nie istnieje), ale metodologiczny. Twierdzi on zatem, że mimo niewątpliwej słuszności wielu zasad moralnych etyk chrześcijańskich (szczególnie bliskie jest mu przykazanie miłości bliźniego), ich uzasadnienie może całkowicie stracić sens w momencie, gdy traci się wiarę w Boga (będącego jej fundamentem). Sens i wartość zachowania moralnego należy umieścić więc w relacjach z innymi ludźmi i zrozumieć w kontekście antropologiczno-historycznym, nie zaś kontekście transcendentalnym. Etyka niezależna w tej perspektywie to etyka świecka.
Kotarbiński woli mówić o postępowaniu czcigodnym i haniebnym, raczej niż "dobrym" i "złym". Zachowanie czcigodne jest godne szacunku, pochwały, pewne postępowanie pozytywne, którego przeciwwagę stanowi właśnie postępowanie złe, niegodne, haniebne. Tutaj autor odwołuje się do wzoru spolegliwego opiekuna.
W tym kontekście zachowanie czcigodne, to postępowanie zgodne z własnym przekonaniem, kierującym się najwyższym dobrem osób powierzonych naszej opiece, postępowanie uczciwe, szlachetne, odpowiedzialne, cechujące się największą troską o tych, których dobro w jakiś sposób uzależnione jest od naszych decyzji. Życzliwy opiekun nie wykorzysta słabości swego podopiecznego dla własnych interesów. Nie wykorzysta jej nawet, jeśli pozwoli mu ona wykaraskać się z własnych kłopotów. Nie zdradzi zaufania słabszego, który polega na jego jedynie pomocy. Przeciwnie postąpi człowiek haniebny, który działa odwrotnie do wskazanego tu wzoru postępowania. Przy czym nie dotyczy to wyłącznie, jak dopowiada autor, zobowiązań formalnego typu, czyli na przykład naturalnego związku rodziców z dzieckiem, albo relacji wychowawca - uczniowie. Zobowiązanie życzliwego opiekuna dotyczy każdego człowieka w każdej sytuacji. Postać opiekuna ma stanowić zatem wzór zachowania: " (...) postępuj tak, by w społeczeństwie przez nas kształtowanym wzbudzać, rozwijać i utrwalać motywację, charakterystyczną dla postawy dobrego opiekuństwa."pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_KotarbińskiA także: www.google(*)qJ33XwCcEDFWkpqHx79paQ&cad=rjaWarto przy tym pamiętać, że bardzo szanuję mądrych ludzi, ale to tylko ludzie, a nie żadni bogowie. Nawet świętości autorytetu im nie przyznaję. Wybieram z ich przemyśleń tylko to co sam uważam za słuszne i za to biorę swoją osobistą odpowiedzialność. > W każdym razie, te źródła norm moralnych, które podałeś sam, wpadają wszystkie do podpunktu b) (neurony lustrzane, jakieś tam bio-mechanizmy).No cóż - nie czuję się ograniczony żadną religią i spokojnie przyjmuję dorobek nauki. pl.wikipedia.org/wiki/Psychologia_ewolucyjnaWiedzą to nawet już studenci: www.iis.pw(*)ckie/psychologiaewolucyjna.pdfŻadna fideistyczna mgła obiektywnie istniejącej rzeczywistości mi nie przysłania i nie muszę szukać podpórek w teologicznej mniemanologii o istnieniu prawdodawczej nadprzyrodzoności - znanej tylko wtajemniczonym. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) |
>Więc przypomnę, źródła moralności ateistycznej to: >a) Moje "bo tak". >b) Przypadek i "natura". >c) Autorytet innego ateisty (np. cudze "bo tak"). [...] >Więc przedstaw owo ateistyczne tajemnicze źródło moralności, które dałoby argumenty dla odmiany silne i porządne. No i, łaskawie, ustosunkuj się czy to prawda, że ateiści kierują się a) b) c) w życiu, czy nie?
Moje zdanie jest takie:
Jeśli chodzi o genezę norm etycznych, jest ona taka sama w przypadku zarówno ateistów, jak i teistów - to ludzie sami te normy tworzą. Opierają się przy tym na wiedzy o człowieku i społeczeństwie opartej na doświadczeniu, a także na wynikającej z tej wiedzy refleksji. Jak to z ludzkimi wymysłami bywa istnieją normy bardziej lub mniej racjonalne. Akurat te dotyczące szanowania drugiego człowieka (jak np. "nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe") zaliczyłbym do tych najbardziej racjonalnych i najbardziej ugruntowanych w doświadczeniu (zarówno cierpienia, jak i zadowolenia przy jednoczesmym zrozumieniu roli człowieka w społeczeństwie i odwrotnie - roli społeczeństwa w życiu jednostki) Różnica między teistami a ateistami jest taka, że teiści dorabiają sobie ponadto ideę Boga, od którego te stworzone przez nich samych normy miałyby pochodzić, co ma im - jak sądzę - nadać dodatkowej mocy (np. możliwość wydajniejszego egzekwowania posłuszeństwa wobec strachu przed piekłem lub nagrody wiecznego życia w Królestwie Bożym).
Pozwoliłem sobie wypowiedzieć się własnymi słowami. Możesze je teraz zakwalifikować jako Twoje "a", albo "b", albo nawet "ż".
>>Lubię mity i uważam, że bez nich trudno byłoby mówić o ludzkiej kulturze, a nawet o psychologii. >No proszę! To dopiero. Ale uważasz zarazem, w imię dobrze pojmowanego racjonalizmu, mity za rodzaj bzdury wciskanej dzieciom przez rodziców i dorosłym przez kapłanów? Ja się tak o mitach nigdzie nie wyraziłem, ale tak - w pewnym kontekście mógłbym również tak powiedzieć. Wszystko zależy od tego kontekstu, a również od współrozmówcy.
Mity uważam, za istotny element ludzkiej kultury. Ich poznawanie i interpretacja jest szalenie ciekawym zajęciem. Mam wrażenie, że na tym forum jest wielu racjonalistów, którzy podzielają moje zdanie. Mnie akurat najbardziej interesuje symbolizm i metaforyka mitów - jakie mogą zawierać przesłania. Jest jednak niezmiernie istotne, by wiedzieć, że mówimy o treściach stworzonych przez ludzi.
Czym innym jest ślepa i bezgraniczna wiara w to, że wybrany mit jest jedynie słuszną i ostateczną prawdą - nie przynajmniej metaforyczną, czy symboliczną - ale wprost prawdą. Przekazywany z takim przesłaniem jest właśnie dokładnie bzdurą. Ostatecznie decydujące jest to, jakie przyjmujemy żródło powstania mitu. Jeśli ma nim być Bóg, to wówczas ja nie wiem o co chodzi. Wiem tyle, że niektóre mity opowiedziano mi w dzieciństwie, a inne poznałem w książkach. Wszystko było przekazane ludzkim językiem, co uprawdopodabnia tezę, że powstało w ludzkim umyśle. Oczywiście zawsze można jeszcze powiedzieć, że mity w ludzkim umyśle wzięły się z boskiej inspiracji. Tylko, że wówczas ja znów nie wiem, o co chodzi.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | tomoyo (480 punktów) |
> a) Moje "bo tak".> b) Przypadek i "natura".> c) Autorytet innego ateisty (np. cudze "bo tak").a teista -> boskie, czyli Autorytet innego teisty (cudze "bo tak") chyba, że masz bezpośredni kontakt z bogiem? jest takie powiedzenie" jeżeli mówisz do boga to jest to modlitwa, ale jeżeli on mówi do ciebie to jesteś wariatem"  > Więc przedstaw owo ateistyczne tajemnicze źródło moralności, które dałoby argumenty dla odmiany silne i porządne. No i, łaskawie, ustosunkuj się czy to prawda, że ateiści kierują się a) b) c) w życiu, czy nie? Bo ja myślę, że są do tego zmuszeni, że nic innego nie mają. W każdym razie, te źródła norm moralnych, które podałeś sam, wpadają wszystkie do podpunktu b) (neurony lustrzane, jakieś tam bio-mechanizmy).Ciężko to wytłumaczyć komuś kto uważa że moralność pochodzi z nadprzyrodzonych źródeł, ale w moim wypadku jest tak że dzięki empatii mogę się wczuć w sytuację otaczających mnie ludzi ( i zwierząt ) i dzięki temu wiem jak postępować aby żyć z nimi i ze sobą w zgodzie. Ponieważ różni ludzie mają więcej lub mniej empatii trzeba też wziąć to pod uwagę i egzekwować od nich odpowiednie zachowanie pozwalające na zgodną koegzystencję. Gdybym miała dziecko to właśnie tak bym mu to wytłumaczyła. Żadna tajemnica.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >>a) Moje "bo tak". >>b) Przypadek i "natura". >>c) Autorytet innego ateisty (np. cudze "bo tak"). >a teista -> boskie, czyli Autorytet innego teisty (cudze "bo tak") chyba, że masz bezpośredni kontakt z bogiem? Nie wiem, kto tam ma kontakt z Bogiem, a kto nie, ale na ogół autorytetem etycznym i ostatecznym źródłem wartości etycznych jest dla wierzącego Bóg. Inny wierzący może być ewentualnie autorytetem w kwestii wiadomości na temat Boga, może być również autorytetem moralnym, ale nigdy ostatecznym, z tego, co mi wiadomo.
>>Więc przedstaw owo ateistyczne tajemnicze źródło moralności, które dałoby argumenty dla odmiany silne i porządne. No i, łaskawie, ustosunkuj się czy to prawda, że ateiści kierują się a) b) c) w życiu, czy nie? Bo ja myślę, że są do tego zmuszeni, że nic innego nie mają. W każdym razie, te źródła norm moralnych, które podałeś sam, wpadają wszystkie do podpunktu b) (neurony lustrzane, jakieś tam bio-mechanizmy). >Ciężko to wytłumaczyć komuś kto uważa że moralność pochodzi z nadprzyrodzonych źródeł, Ja tak nie uważam. Wytłumacz to komukolwiek. >ale w moim wypadku jest tak że dzięki empatii mogę się wczuć w sytuację otaczających mnie ludzi ( i zwierząt ) i dzięki temu wiem jak postępować aby żyć z nimi i ze sobą w zgodzie. Widocznie nie natrafiłaś na dostatecznie złożony i dramatyczny konflikt interesów.. > Ponieważ różni ludzie mają więcej lub mniej empatii trzeba też wziąć to pod uwagę i egzekwować od nich odpowiednie zachowanie pozwalające na zgodną koegzystencję. Gdybym miała dziecko to właśnie tak bym mu to wytłumaczyła. Żadna tajemnica.
Sęk w tym, że moralność wymaga od nas nierzadko działania wbrew empatii albo w sytuacjach, kiedy "empatia" nie daje żadnego rozeznania. Nie można wczuć się sytuację każdego, grup ludzkich, albo istot, których punktu widzenia nie rozumiemy - a nierzadko mamy obowiązek działać w ich interesie lub przeciwko. Empatia napotyka na granicę zachowania naszej tożsamości i naszego własnego interesu - kto spotyka w lesie dzika nie kieruje się empatią, byłoby to głupie. Stosunki międzyludzkie są zbyt skomplikowane, żeby jechać na samej empatii bez szerszego rozeznania i kontekstu. Możemy czuć empatię do więźniów ale wiemy, że muszą swoje odsiedzieć, możemy w ramach empatii odmówić dziecku bolesnej kuracji, która daje 50% szans wyleczenia i skazać je na śmierć, bo śmierć oznacza mniejsze i krótsze cierpienia - tylko, że to niegodne. Empatia prowadzi do bezstresowego wychowania, zmiękcza kręgosłup moralny, nie ma nic przeciwko ukrytej zdradzie małżeńskiej, może przyzwolić na przestępstwo. W ramach empatii autorytet moralny rozprasza się na "innych". To "inni", w których się wczuwam są najwyższą wartością. Wierzę, że istnieje jakiś "powszechny dobry interes", w którym wszyscy uczestniczą i na którym również mnie powinno zależeć - a to przecież nieprawda, taki interes nie istnieje, albo nie jest dobry. "Otoczenie" może być w błędzie, łącznie ze mną i empatia nikogo z nas z tego błędu nie wyprowadzi. Niewykluczone, że neofaszyści darzą się empatią i pomagają sobie w krzewieniu chorej ideologii, wzajemna empatia im w tym wręcz pomaga, a sytuacji ludzi przez siebie poniżanych po prostu nie rozumieją, nie mają z nimi dostatecznego kontaktu i pewnie nie czują do nich empatii.
Oczywiście to nie znaczy, że empatia jest bezwartościowa. Jest ważnym czynnikiem kształtującym naszą postawę wobec drugiego człowieka i nie wolno o niej zapominać. Znakomicie działa w prymitywnych społeczeństwach Amazonii albo przedszkoli. Natomiast na dorosłe i odpowiedzialne życie w dzisiejszej kulturze jest maszynką za mało wyrafinowaną.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | setarkos (10757 punktów) | >Jakich kryteriów powinności dostarcza ateizm? Takich samych jak humanizm. > Żadnych. Nieprawda. Co najwyżej relatywnych w opozycji do bezwzględnych (których nie uznaje). >Dlaczego nie wolno zabijać osób niepotrzebnych, (..) skoro moglibyśmy zaoszczędzić na tym pieniądze? Bo to by było nie po ludzku (w szczególności wynikałoby z kultu pieniądza podobnego do kultu bóstw). > Humanizm odpowiada: bo człowiek jest bogiem, Nieprawda. Człowiek bywa co najwyżej człowiekiem, a jest zwłaszcza małpą. > ale od biedy można, jeśli przyjąć, że ludzkość jest bogiem. Tego przyjąć nie sposób, bo przyszłość ludzkości zależy od ludzi-małp, przez co jeszcze nie wiadomo, czy pójdzie wystarczająco "boską" ścieżką. >.. Czy wszystko jest fizyczne? Jeśli zastąpić termin "wszystko" (będący nieuprawnioną aproksymacją, bo znane są tylko części) słowem 'cokolwiek', to w sensie obiektowym nie a sensie relacyjnym tak.
>>>Ja uważam, że postęp moralny ma zawsze źródło w transcendencji A skąd wiadomo czy takie "źródło" już ktoś idealnie zrobił, czy pozostaje do zbudowania?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | Dzieci we mgle.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | Pasterze oślepieni poczuciem własnej boskości?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | Tak, może być.
|
|
| | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Zbaczamy z tematu (ateizm/teizm) w ulubioną retorykę racjonalista.pl , czyli oskarżanie religii i "religiantów" (jakaś nowomowa?) o ofiary w ludziach. Ja mam dość w kółko tych samych cukierków, Ty nie?Najlepiej zmienić na te cukiereczki bardziej pod pasowane do smaku: www.katolik.pl/www.trinitarians.info/index.htmwww.apologetyka.katolik.pl/Nie ma Pan po co się wysilać, tu jest recenzja naszego portalu obejmująca większość naszych grzechów. www.trinit(*)gicznych-Stanislawa-Obirka.htm> >>>Tymczasem podstawy etycznych zachowań mamy już u zwierząt i również u człowieka wynikają one z konieczności współżycia w grupie, a w najnowszej historii z laickiego oświecenia.> Pobożne życzenia psychologii ewolucyjnej.Coś według mojej wiedzy psychologia ewolucyjna ma tyle samo wspólnego z pobożnością co Conor Cunninghamwww.miesie(*).pl/index.php?tekst=4131&p=all z wiedzą na temat darwinizmu oraz psychologii ewolucyjnej. Tekst spory, ale poziom głupoty i agresji jakby mi coś przypominał. > Klepany do nieprzytomności Błąd Naturalistyczny ma wreszcie stać się Ciałem? (Przepraszam nie załapałem, że o taki "błąd" Panu tu chodziło. Dla mnie ten Pański wywód zbyt jasnym nie był.)Naukowy naturalizm - według humanistów: Cechą swoistą współczesnego humanizmu jest jego akces do naukowego naturalizmu. Większość akceptowanych dziś światopoglądów ma charakter mistyczny lub teologiczny. Są one zakorzenione w kulturze przedurbalistycznych, nomadycznych i rolniczych społeczeństw odległej przeszłości, nie zaś w nowoczesnej kulturze społeczeństw industrialnych i poindustrialnych, coraz mocniej opartej na globalnej informacji. Naukowy naturalizm umożliwia człowiekowi zbudowanie spójnego światopoglądu, oczyszczonego z metafizyki i teologii, a ugruntowanego w nauce.
* Po pierwsze, naukowy naturalizm zakłada pewien zbiór zasad metodologicznych. Zgodnie z naturalizmem metodologicznym, wszelkie hipotezy i teorie należy sprawdzać empirycznie, odwołując się do naturalnych przyczyn i zdarzeń. Postulowanie przyczyn tajemnych czy transcendentalnych jest niedopuszczalne. Metody nauki nie są niezawodne, nie dostarczają nam niezmiennych, absolutnych prawd, zasługują jednak na największe zaufanie jako metody poszerzania wiedzy i rozwiązywania ludzkich problemów. Wywarły one ogromny wpływ na transformację światowej cywilizacji. Pożytki płynące z nauki i jej pozytywne konsekwencje są dziś szeroko uznawane. Niestety, stosowanie metod nauki ogranicza się zwykle do wąskich specjalności, a jej ogólniejsze implikacje dla naszego oglądu rzeczywistości bywają ignorowane. Humaniści utrzymują, że należy rozszerzyć stosowanie metod nauki na inne dziedziny ludzkich zainteresowań, i że nie powinno się stawiać żadnych ograniczeń badaniom naukowym, jeśli nie naruszają one niczyich praw. Próby blokowania wolności badań ze względów moralnych, politycznych, ideologicznych czy religijnych zawsze w przeszłości kończyły się niepowodzeniem. Nie wolno lekceważyć możliwych, dobroczynnych skutków pełnej swobody odkryć naukowych.
* Po drugie, oferowane przez naukę perspektywy rozszerzenia naszej wiedzy o przyrodzie i zachowaniach człowieka są niezwykle rozległe. Naukowy naturalizm dostarcza opartego na sprawdzonych hipotezach i teoriach obrazu całego świata. Nie czerpie on wyjaśnień rzeczywistości przede wszystkim z religii, poezji, literatury czy sztuki, choć każda z nich stanowi ważną formę ekspresji ludzkich zainteresowań. Naukowi naturaliści uznają pewną postać materializmu, zgodnie z którą procesy i zjawiska naturalne znajdują najlepsze wyjaśnienia w przyczynach materialnych. Taka postać naturalizmu zostawia miejsce dla pluralistycznego uniwersum. Mimo że przyroda ma zasadniczo naturę fizyczno-chemiczną, procesy i przedmioty pojawiają się na rozmaitych poziomach obserwacji: cząstek elementarnych, atomów i molekuł, genów i komórek, organizmów roślin i zwierząt, percepcji psychologicznej i zjawisk poznawczych, instytucji społecznych i kulturalnych, planet, gwiazd i galaktyk. Umożliwia to wyjaśnianie kontekstowe, korzystające zarówno z fizykalnych i biologicznych, jak z socjologicznych i behawioralnych dziedzin badań. Nie wyklucza przy tym doceniania rozmaitych moralnych, estetycznych i innych kulturowych form ekspresji ludzkiego doświadczenia.
* Po trzecie, naturaliści twierdzą, że nie ma dostatecznych świadectw naukowych na rzecz duchowej natury rzeczywistości i istnienia w niej przyczyn okrytych tajemnicą. Klasyczne doktryny transcendentalistyczne niewątpliwie wyrażały egzystencjalne pragnienie człowieka, by przezwyciężyć śmierć. Jednakże naukowa teoria ewolucji dostarcza lepszego wyjaśnienia pochodzenia człowieka i opiera się na świadectwach, których dostarczają liczne dziedziny nauki. Nie aprobujemy wysiłków, podejmowanych przez niektórych uczonych i często nagłaśnianych przez środki masowego przekazu, zmierzających do tego, by nałożyć transcendentalne interpretacje na zjawiska naturalne. Ani nowoczesna kosmologia, ani proces ewolucyjny nie przemawiają za tym, że świat ma strukturę inteligentną - jest to myślowy skok wiary poza świadectwa empiryczne. Sądzimy, że nadszedł czas, by ludzkość zaakceptowała własną dojrzałość - by porzuciła myślenie magiczne i tworzenie mitów, które są substytutami sprawdzonej wiedzy o świecie. [Załącznik]Nic dziwnego, że wszelakich fideistów denerwuje naturalizm metodologiczny, nie mówiąc już o ontologicznym: www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdfMiłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > >J.M.Bocheński "Logika religii"> Nie może być ! Taki tytuł ?!Jest jeszcze "Ekonomia Zbawienia" i "Trygonometria Trójcy Świętej" 
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| |  | 1 na 1 | zinnyck (182 punktów) | > Zastanawiam się, czy można być religijnym ateistą. Np. czy kult StalinaMożna być. Religia, jako taka, realizuje się w sferze empirycznej (psychologiczny efekt oddziaływania dogmatów). Jeśli, za dogmat stworzymy sobie Stalina jako nad-człowieka, to można na tym zbudować religię (non-teistyczną). > albo Kimirsenowska filozofia "oparcia w sobie" są ateistyczne, czy nie?Filozofia Dżucze nie ma nic wspólnego z ateizmem, jest raczej polityką (dyktaturą), formą sprawowania rządów. Spokojnie może zaistnieć w teokracji. > Czy materialistyczne przekonanie o zbawieniu od trosk wyłącznie dzięki pieniądzom i technologii jest ateizmem?Nie. Ateizm może być co najwyżej przyczyną (choć być nią nie powinien - to nie światopogląd) materializmu, nie zaś jego skutkiem. > Czy radosne uczestniczenie w triumfalnym pochodzie cywilizacji, radość poznawania i wiara w ustawicznie odroczone rozumowe poznanie świata [jest ateistyczne?]Metoda naukowa zakłada ustawiczne odroczenie, wnioski staja się przyczynami, które rozpatrujemy. Ma to związek z ateizmem, ale czy JEST ateistyczne? Wg mnie, nie. > zracjonalizowaną regulację stosunków międzyludzkich jest ateistyczne?"zracjonalizowaną? regulację stosunków międzyludzkich" - tu mamy socjologię, która może bazować na [a]teizmie, psychologii czy przekonaniu, że w czwartki nie zabija się Eskimosów. > Czy zgadza się z ateizmem myślenie o szczęściu lub pechu w życiu, o "dobrej passie", o "zbiegach okoliczności"?Nie ma w tym żadnej sprzeczności. Dobra passa może występować np. w grach hazardowych. Jeśli ktoś wyrzuci trzy razy pod rząd "6", to może wierzyć (psychologia), że wypadnie "6" po raz czwarty. Ale jest pewne "ale". Wypadnięcie szóstki posiada matematyczne prawdopodobieństwo większe od zera. Natomiast prawdopodobieństwo istnienia boga (w logice) = 0 [to logiczna (tautologiczna), oprócz empirycznej (racjonalistycznej), składowa ateizmu]. "Zbiegi okoliczności" można rozumieć dwojako (w czasie): "zdarzyło się" i "że się zdarzy". 1. "Zdarzyło się": Jeśli się zdarzyło, to nieważne jak mało prawdopodobne, jest faktem. A możliwość interpretacji? Co tylko dusza sobie zapragnie. 2. "Że się zdarzy": To, podobnie jak przy "szóstce". Mamy mające matematyczne podstawy założenie wystąpienia, mało prawdopodobnego, ale absolutnie możliwego, współzaistnienia odgórnie niezależnych zjawisk. Nic wspólnego z ateizmem, Bogiem, "Bogiem", itp. > [..] Jest wielu błędnie zdeklarowanych "ateistów", którzy de facto prezentują przekonania politeistyczne lub panteistyczne, a do ateizmu czują pociąg czysto estetyczny - z czego wynika pełno komplikacji w temacie "religijności".Racjonalnie pojmowany ateizm jest (być powinien) - a[..]teizmem (mono-, poli-, mal-), również a-deizmem. Co do deizmu. Próba wyjaśnienia praprzyczyny "bogiem osobowym niezainteresowanym" jest (jak ktoś tu już kiedyś stwierdził) i nielogiczna, i nieładna  . Właściwie równie dobrze mogą istnieć praprzyczyny non-teistyczne. Sprawa komplikuje się nieco przy panteizmie. Może być różnie utożsamiany, choć wcześniej należałoby zdefiniować teizm nieosobowy (zakładam, że taki), bo inaczej możemy dojść w ostateczności do praw fizyki. I wtedy mamy "masło maślane" tj. kierujemy naukę (racjonalne pojmowanie świata) w stronę panteizmu, który próbujemy zdefiniować jako prawa (podstawy) fizyki. Jeśli podciągniemy to pod teizm osobowy, to mamy specyficzny przykład monoteizmu (czyli jak wyżej). > Rozumowe poznanie wszechbytu jest z definicji odroczone - jest takim "zbawieniem racjonalisty", wiecznie niespełnioną obietnicą Rozumu skierowaną do ledwie uczestniczącego w Nim człowieka. Czy i tutaj nie ma paraleli z wiarą w osobowego Boga?Nie ma konieczności paraleli. Rozum nie ma tu (nie musi mieć) konotacji osobowej (pseudo-osobowej). To wyłącznie kwestia nastawienia. Ja osobiście nie traktuję go w sferze (w postaci) "-izmu", ale wyłącznie jako narzędzie poznawcze.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >>Zastanawiam się, czy można być religijnym ateistą. Np. czy kult Stalina >Można być. Religia, jako taka, realizuje się w sferze empirycznej (psychologiczny efekt oddziaływania dogmatów). Religia bez sacrum jest niemożliwa. Czy możliwe jest sacrum bez Boga?
>Jeśli, za dogmat stworzymy sobie Stalina jako nad-człowieka, to można na tym zbudować religię (non-teistyczną). Tylko, że wtedy Stalin będzie Bogiem. "nad-człowiek" to tylko zmyłka językowa.
>>albo Kimirsenowska filozofia "oparcia w sobie" są ateistyczne, czy nie? >Filozofia Dżucze nie ma nic wspólnego z ateizmem, jest raczej polityką (dyktaturą), formą sprawowania rządów. Spokojnie może zaistnieć w teokracji. Wywodzi się (wbrew deklaracjom Kimów) z marksizmu-leninizmu, który jest ateistyczny.
>>zracjonalizowaną regulację stosunków międzyludzkich jest ateistyczne? >"zracjonalizowaną? regulację stosunków międzyludzkich" - tu mamy socjologię, która może bazować na [a]teizmie, psychologii czy przekonaniu, że w czwartki nie zabija się Eskimosów. Socjologia nic nie reguluje, więc nie mamy tu socjologii.
>>Czy zgadza się z ateizmem myślenie o szczęściu lub pechu w życiu, o "dobrej passie", o "zbiegach okoliczności"? >Nie ma w tym żadnej sprzeczności. >Dobra passa może występować np. w grach hazardowych. Jeśli ktoś wyrzuci trzy razy pod rząd "6", to może wierzyć (psychologia), że wypadnie "6" po raz czwarty. Ale "dobra passa a ateizm" a "psychologia wiary w dobrą passę" to dwie różne rzeczy. Ja pytam o to pierwsze, Ty mówisz o tym drugim.
>Mamy mające matematyczne podstawy założenie wystąpienia, mało prawdopodobnego, ale absolutnie możliwego, współzaistnienia odgórnie niezależnych zjawisk. Niestey narzucasz taką interpretację "zbiegu okoliczności", która odziera go z pewnych cech obecnych w praktyce i dlatego nie widać w niej związku z Bogiem.
>I wtedy mamy "masło maślane" tj. kierujemy naukę (racjonalne pojmowanie świata) w stronę panteizmu, który próbujemy zdefiniować jako prawa (podstawy) fizyki. No i co z tym "masłem maślanym", postmodernisto Ty mój?
>Rozum nie ma tu (nie musi mieć) konotacji osobowej (pseudo-osobowej). To wyłącznie kwestia nastawienia. Ja osobiście nie traktuję go w sferze (w postaci) "-izmu", ale wyłącznie jako narzędzie poznawcze. Mylisz własny rozum (narzędzie poznawcze) z Rozumem przez wielkie R. (Pomijam już kwestię pt. "Co się wie o własnym rozumie? Starą dupą się jest.")
|
|
| | | |  | 1 na 1 | zinnyck (182 punktów) | >>>Zastanawiam się, czy można być religijnym ateistą. Np. czy kult Stalina >>Można być. Religia, jako taka, realizuje się w sferze empirycznej (psychologiczny efekt oddziaływania dogmatów). >Religia bez sacrum jest niemożliwa. Czy możliwe jest sacrum bez Boga?
Tu musimy zdefiniować pojecie boga. Bo sacrum może istnieć zawsze (nawet jako fetysz).
>>Jeśli, za dogmat stworzymy sobie Stalina jako nad-człowieka, to można na tym zbudować religię (non-teistyczną). >Tylko, że wtedy Stalin będzie Bogiem. "nad-człowiek" to tylko zmyłka językowa.
Więc, albo Stalin będzie Bogiem Obiektywnie Istniejącym (do obalenia), albo będzie "bogiem" w ludzkich umysłach. W niektórych ludzkich umysłach to i nawet Rydzyk jest "bogiem".
>>>albo Kimirsenowska filozofia "oparcia w sobie" są ateistyczne, czy nie? >>Filozofia Dżucze nie ma nic wspólnego z ateizmem, jest raczej polityką (dyktaturą), formą sprawowania rządów. Spokojnie może zaistnieć w teokracji. >Wywodzi się (wbrew deklaracjom Kimów) z marksizmu-leninizmu, który jest ateistyczny.
Do połowy XIX w. (do wojen opiumowych) Chiny stawiały na "samowystarczalizm". Wiązało to się z traumami, po próbach podboju przez sąsiadów, pokojowo nastawionego kraju. Nie realizowały wtedy praktycznie żadnych stosunków gospodarczych z bliższymi czy dalszymi sąsiadami. "My to Państwo Środka, reszta to barbarzyńcy". Dopiero Brytyjczycy (a za nimi Francuzi i Niemcy) siłowo zmusili Chiny do otwarcia się na handel z Europą i Azją (poprzez zajęcie np. Hong-Kongu). W ówczesnych Chinach cesarskich istniał konfucjanizm, taoizm, buddyzm i inne religie oraz ich odłamy.
>>>zracjonalizowaną regulację stosunków międzyludzkich jest ateistyczne? >>"zracjonalizowaną? regulację stosunków międzyludzkich" - tu mamy socjologię, która może bazować na [a]teizmie, psychologii czy przekonaniu, że w czwartki nie zabija się Eskimosów. >Socjologia nic nie reguluje, więc nie mamy tu socjologii.
Oczywiście, że socjologia niczego nie reguluje oddolnie, tylko opisuje i wtórnie oddziałuje (i to miałem na myśli).
>>>[..] wiara w [..] zracjonalizowaną regulację stosunków międzyludzkich jest ateistyczne?
Dość mętne pojęcie. Chyba, że chodzi Ci o humanizm, który oczywiście nie jest tożsamy z ateizmem. Można być humanistą-teistą oraz ateistą nie stawiającym Człowieka jako najwyższe dobro (tylko np. Informację).
>>>Czy zgadza się z ateizmem myślenie o szczęściu lub pechu w życiu, o "dobrej passie", o "zbiegach okoliczności"? >>Nie ma w tym żadnej sprzeczności. >>Dobra passa może występować np. w grach hazardowych. Jeśli ktoś wyrzuci trzy razy pod rząd "6", to może wierzyć (psychologia), że wypadnie "6" po raz czwarty. >Ale "dobra passa a ateizm" a "psychologia wiary w dobrą passę" to dwie różne rzeczy. Ja pytam o to pierwsze, Ty mówisz o tym drugim.
Jeśli "psychologia wiary" Ci zgrzyta, to tym bardziej ateizm odrzuca dobrą passę jako cokolwiek związanego z bogiem. Toż ateizm jest "nie-psychologią nie-wiary" (racjonalnym [non-psychologicznym] odrzuceniem hipotez fideistycznych).
A co powiesz o sytuacji, kiedy zapobiegliwy rodzic-agnostyk jest przekonany [wierzy] (i czyni działania w tym kierunku), że jego dziecko wyrośnie na porządnego człowieka? Czy to też ma coś wspólnego z Bogiem? Z ateizmem?
>>Mamy mające matematyczne podstawy założenie wystąpienia, mało prawdopodobnego, ale absolutnie możliwego, współzaistnienia odgórnie niezależnych zjawisk. >Niestey narzucasz taką interpretację "zbiegu okoliczności", która odziera go z pewnych cech obecnych w praktyce i dlatego nie widać w niej związku z Bogiem.
Mogę się dowiedzieć, czym są te "pewne cechy obecne w praktyce"?
>>I wtedy mamy "masło maślane" tj. kierujemy naukę (racjonalne pojmowanie świata) w stronę panteizmu, który próbujemy zdefiniować jako prawa (podstawy) fizyki. >No i co z tym "masłem maślanym", postmodernisto Ty mój?
Toż mówię: panteizm przy racjonalnym myśleniu "zapętla się", chyba że jest monoteizmem (typu: bóg osobowy). Obie wersje są odrzucane przez ateizm (to pierwsze właściwie przez logikę).
>>Rozum nie ma tu (nie musi mieć) konotacji osobowej (pseudo-osobowej). To wyłącznie kwestia nastawienia. Ja osobiście nie traktuję go w sferze (w postaci) "-izmu", ale wyłącznie jako narzędzie poznawcze. >Mylisz własny rozum (narzędzie poznawcze) z Rozumem przez wielkie R. (Pomijam już kwestię pt. "Co się wie o własnym rozumie? Starą dupą się jest.")
I tu należałoby zdefiniować, czym jest "Rozum przez wielkie R", bo inaczej jest "zmyłką językową".
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >>Religia bez sacrum jest niemożliwa. Czy możliwe jest sacrum bez Boga? >Tu musimy zdefiniować pojecie boga. >Bo sacrum może istnieć zawsze (nawet jako fetysz). Fetysz to fetysz, a sacrum to sacrum, co za pomysły dziwne. Ja rozróżniam.
>>>Jeśli, za dogmat stworzymy sobie Stalina jako nad-człowieka, to można na tym zbudować religię (non-teistyczną). >>Tylko, że wtedy Stalin będzie Bogiem. "nad-człowiek" to tylko zmyłka językowa. >Więc, albo Stalin będzie Bogiem Obiektywnie Istniejącym (do obalenia), albo będzie "bogiem" w ludzkich umysłach. To nie zmienia to sytuacji, że Stalin jest Bogiem. Poza tym albo dogmat, albo nie dogmat. Jeżeli powiedziałeś "za dogmat stworzymy sobie Stalina" etc., to nie mów teraz, że coś jest "do obalenia", bo to przeczy tamtej twojej wypowiedzi. Dogmat, to jest coś nieobalone.
>Dopiero Brytyjczycy (a za nimi Francuzi i Niemcy) siłowo zmusili Chiny do otwarcia się na handel z Europą i Azją (poprzez zajęcie np. Hong-Kongu). No proszę.
>>>>Czy zgadza się z ateizmem myślenie o szczęściu lub pechu w życiu, o "dobrej passie", o "zbiegach okoliczności"? >>>Nie ma w tym żadnej sprzeczności. >>>Dobra passa może występować np. w grach hazardowych. Jeśli ktoś wyrzuci trzy razy pod rząd "6", to może wierzyć (psychologia), że wypadnie "6" po raz czwarty. >>Ale "dobra passa a ateizm" a "psychologia wiary w dobrą passę" to dwie różne rzeczy. Ja pytam o to pierwsze, Ty mówisz o tym drugim. >Jeśli "psychologia wiary" Ci zgrzyta, to tym bardziej ateizm odrzuca dobrą passę jako cokolwiek związanego z bogiem. Ale ja pytam, czy ateizm odrzuca dobrą passę jako "dobrą passę", a nie "dobrą passę jako cokolwiek związanego z bogiem". Jaki sens ma dla ateisty "dobra passa"? Jest to dla niego jakaś matematyczna abstrakcja z działu "Rachunek prawdopodobieństwa" i podnieca go tak samo mocno jak teoria grafów?
>A co powiesz o sytuacji, kiedy zapobiegliwy rodzic-agnostyk jest przekonany [wierzy] (i czyni działania w tym kierunku), że jego dziecko wyrośnie na porządnego człowieka? Czy to też ma coś wspólnego z Bogiem? Z ateizmem? Nie wygląda. Natomiast istotnie rodzic ten w coś wierzy.
>>>Mamy mające matematyczne podstawy założenie wystąpienia, mało prawdopodobnego, ale absolutnie możliwego, współzaistnienia odgórnie niezależnych zjawisk. >>Niestey narzucasz taką interpretację "zbiegu okoliczności", która odziera go z pewnych cech obecnych w praktyce i dlatego nie widać w niej związku z Bogiem. >Mogę się dowiedzieć, czym są te "pewne cechy obecne w praktyce"? Te cechy to znaczenie, wyróżnienie zdarzeń mało prawdopodobnych. W matematyce zdarzenia mało- i bardzo-prawdopodobne różnią się tylko parametrem liczbowym. W życiu zdarzenia takie nabierają _znaczenia_, większego lub mniejszego, powodują uwypuklenie pewnych chwil, miejsc, okoliczności, wpływają na myśli, zamiary, zmieniają upływ czasu, postrzeganie rzeczywistości, sprawiają, że coś jest ważniejsze niż coś innego, dają do myślenia, sprawiają, że coś lepiej zapamiętujemy itp., wnoszą "szczególne chwile" do potoku życia.
>>>Rozum nie ma tu (nie musi mieć) konotacji osobowej (pseudo-osobowej). To wyłącznie kwestia nastawienia. Ja osobiście nie traktuję go w sferze (w postaci) "-izmu", ale wyłącznie jako narzędzie poznawcze. >>Mylisz własny rozum (narzędzie poznawcze) z Rozumem przez wielkie R. (Pomijam już kwestię pt. "Co się wie o własnym rozumie? Starą dupą się jest.") >I tu należałoby zdefiniować, czym jest "Rozum przez wielkie R", bo inaczej jest "zmyłką językową". Owszem, sam zacząłeś tę zmyłkę mówiąc o rozumie, co nie musi mieć konotacji osobowej. Więc skoro uważasz, że należałoby coś niecoś zdefiniować co to za rozum, to nadaj sens swojej wypowiedzi i zdefiniuj.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | zinnyck (182 punktów) | > >>Religia bez sacrum jest niemożliwa. Czy możliwe jest sacrum bez Boga?> >Tu musimy zdefiniować pojecie boga.> >Bo sacrum może istnieć zawsze (nawet jako fetysz).> Fetysz to fetysz, a sacrum to sacrum, co za pomysły dziwne. Ja rozróżniam.Ty rozróżniasz. Ja również. Ale wg seksuologów (i nie tylko), dla niektórych ludzi, fetysz stanowi najważniejszy bodziec w życiu. Dominantę. Sacrum. > >>>Jeśli, za dogmat stworzymy sobie Stalina jako nad-człowieka, to można na tym zbudować religię (non-teistyczną).> >>Tylko, że wtedy Stalin będzie Bogiem. "nad-człowiek" to tylko zmyłka językowa.> >Więc, albo Stalin będzie Bogiem Obiektywnie Istniejącym (do obalenia), albo będzie "bogiem" w ludzkich umysłach.> To nie zmienia to sytuacji, że Stalin jest Bogiem. Poza tym albo dogmat, albo nie dogmat. Jeżeli powiedziałeś "za dogmat stworzymy sobie Stalina" etc., to nie mów teraz, że coś jest "do obalenia", bo to przeczy tamtej twojej wypowiedzi. Dogmat, to jest coś nieobalone.Dogmat jest stricte subiektywny (dla pewnej grupy). Jako taki jest zawsze do obalenia obiektywnie. > >>Do połowy XIX w. (do wojen opiumowych) Chiny stawiały na "samowystarczalizm". Wiązało to się z traumami, po próbach podboju przez sąsiadów, pokojowo nastawionego kraju. Nie realizowały wtedy praktycznie żadnych stosunków gospodarczych z bliższymi czy dalszymi sąsiadami. "My to Państwo Środka, reszta to barbarzyńcy". Dopiero Brytyjczycy (a za nimi Francuzi i Niemcy) siłowo zmusili Chiny do otwarcia się na handel z Europą i Azją (poprzez zajęcie np. Hong-Kongu). W ówczesnych Chinach cesarskich istniał konfucjanizm, taoizm, buddyzm i inne religie oraz ich odłamy.> >Dopiero Brytyjczycy (a za nimi Francuzi i Niemcy) siłowo zmusili Chiny do otwarcia się na handel z Europą i Azją (poprzez zajęcie np. Hong-Kongu).> No proszę.Ależ proszę. Nadal nie usłyszałem dowodu, dlaczego samowystarczalizm musiałby być ateistyczny. > >>>>Czy zgadza się z ateizmem myślenie o szczęściu lub pechu w życiu, o "dobrej passie", o "zbiegach okoliczności"?> >>>Nie ma w tym żadnej sprzeczności.> >>>Dobra passa może występować np. w grach hazardowych. Jeśli ktoś wyrzuci trzy razy pod rząd "6", to może wierzyć (psychologia), że wypadnie "6" po raz czwarty.> >>Ale "dobra passa a ateizm" a "psychologia wiary w dobrą passę" to dwie różne rzeczy. Ja pytam o to pierwsze, Ty mówisz o tym drugim.> >Jeśli "psychologia wiary" Ci zgrzyta, to tym bardziej ateizm odrzuca dobrą passę jako cokolwiek związanego z bogiem.> Ale ja pytam, czy ateizm odrzuca dobrą passę jako "dobrą passę", a nie "dobrą passę jako cokolwiek związanego z bogiem". Jaki sens ma dla ateisty "dobra passa"? Jest to dla niego jakaś matematyczna abstrakcja z działu "Rachunek prawdopodobieństwa" i podnieca go tak samo mocno jak teoria grafów?Sam dałeś odpowiedź. Czy ateistę może podniecać abstrakcja matematyczna (i kryjąca się za nią "dobra passa")? Może. Pamiętajmy, że abstrakcja matematyczna jest empiryczna (empiria pozasmysłowa, mająca swoje źródło w tautologii). Logarytm dziesiętny ze stu zawsze będzie dwójką, choćby nie wiem ilu bogów prężyło muskuły. Empiryczne? Empiryczne. > >A co powiesz o sytuacji, kiedy zapobiegliwy rodzic-agnostyk jest przekonany [wierzy] (i czyni działania w tym kierunku), że jego dziecko wyrośnie na porządnego człowieka? Czy to też ma coś wspólnego z Bogiem? Z ateizmem?> Nie wygląda. Natomiast istotnie rodzic ten w coś wierzy.Czyli można w coś (kogoś) wierzyć non-teistycznie i to coś (ktoś) może być najważniejsze w życiu (NIC ponad TO). > >>>Mamy mające matematyczne podstawy założenie wystąpienia, mało prawdopodobnego, ale absolutnie możliwego, współzaistnienia odgórnie niezależnych zjawisk.> >>Niestey narzucasz taką interpretację "zbiegu okoliczności", która odziera go z pewnych cech obecnych w praktyce i dlatego nie widać w niej związku z Bogiem.> >Mogę się dowiedzieć, czym są te "pewne cechy obecne w praktyce"?> Te cechy to znaczenie, wyróżnienie zdarzeń mało prawdopodobnych. W matematyce zdarzenia mało- i bardzo-prawdopodobne różnią się tylko parametrem liczbowym. W życiu zdarzenia takie nabierają _znaczenia_, większego lub mniejszego, powodują uwypuklenie pewnych chwil, miejsc, okoliczności, wpływają na myśli, zamiary, zmieniają upływ czasu, postrzeganie rzeczywistości, sprawiają, że coś jest ważniejsze niż coś innego, dają do myślenia, sprawiają, że coś lepiej zapamiętujemy itp., wnoszą "szczególne chwile" do potoku życia.Klasyczna psychologia. Nic nowego. > >>>Rozum nie ma tu (nie musi mieć) konotacji osobowej (pseudo-osobowej). To wyłącznie kwestia nastawienia. Ja osobiście nie traktuję go w sferze (w postaci) "-izmu", ale wyłącznie jako narzędzie poznawcze.> >>Mylisz własny rozum (narzędzie poznawcze) z Rozumem przez wielkie R. (Pomijam już kwestię pt. "Co się wie o własnym rozumie? Starą dupą się jest.")> >I tu należałoby zdefiniować, czym jest "Rozum przez wielkie R", bo inaczej jest "zmyłką językową".> Owszem, sam zacząłeś tę zmyłkę mówiąc o rozumie, co nie musi mieć konotacji osobowej. Więc skoro uważasz, że należałoby coś niecoś zdefiniować co to za rozum, to nadaj sens swojej wypowiedzi i zdefiniuj.Nie zacząłem żadnej zmyłki. Rozum, jako taki, nie ma (nie musi mieć) żadnej konotacji osobowej. Jest narzędziem poznawczym człowieka. Jak brzmi definicja "Rozumu przez wielkie R"?
|
|
 | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | >Tezy o istnieniu "Boga"/"Bogów" są jedyne w swoim rodzaju i logicznie niezależne. "logicznie niezależne" - bardzo smaczne, bardzo...
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
6 na 6 | Anna Stanisławska (37 punktów) | >Witam serdecznie, głupio mi tak trochę pisać, nowy tu jestem w zasadzie, póki co forum sobie jeno przeglądałem i gdzieś mi śmiałości brakło coby się odezwać.
Jestem tu po raz pierwszy. Jako średnio starsza pani też chcę coś powiedzieć.Od wczesnej młodości świadomie stałam się ateistką. Wychowałam się w rodzinie katolickiej.Dopiero od kilku lat mam odwagę mówić otwartym tekstem kim jestem, co czuję i myślę i wreszcie jestem sobą .Reakcje na moje wypowiedzi są coraz przychylniejsze .A jeszcze niedawno słyszałam np.niewierzący to dziwni ludzie. Cieszy mnie fakt że moje córki też mają odwagę mówić , nie chrzczą wnuków, nie posyłają na religię. Mamy z mężem wnioski by dokonać apostazji ale zwlekamy bo to wymaga zachodu , kościół wie co robi-należymy wciąż do grona owieczek .Ateizm to dla mnie nie zarówno myśl racjonalna jak i filozoficzna. Pozdrawiam
|
|
4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | > czy ateizm jest światopoglądem, czy jest sensotwórczy, indywidualny czy mający swoje podwaliny w jakimś nadrzędnym, względem poszczególnych ateistów, wzorze.Mniejsza o ateizm. Ważna jest metoda uzasadniania zdań egzystencjalnych, w szczególności dotyczących boga. Wydaje mi się, że, po pierwsze, sama konstrukcja pojęcia boga napotyka na nieprzezwyciężalne trudności (użycie języka doświadczenia do tzw. radykalnej transcendencji), a w związku z tym - po drugie - nie ma żadnej koniecznej argumentacji za przyjęciem istnienia jakiejkolwiek ponadzjawiskowej, boskiej rzeczywistości (dowody, objawienia). Odpada więc również przypisywanie jej jakichkolwiek cech, zwłaszcza antropomorfizujących. Takiego stanowiska nie nazywałbym jednak ateizmem, bo w gruncie rzeczy nie zaprzecza się w nim istnienia boga, lecz twierdzi, że termin ten jest konstruowany tak, że nie można mu nadać żadnego powszechnie zrozumiałego sensu. Takie stanowisko nie jest światopoglądem, lecz zbliża się raczej do analizy używania języka. Oczywiście nie przeczę, że - używając terminologii Wittgensteina - możliwe są różne gry językowe z terminem bóg. Zacytuję jego Kartki: Cytat:717. "Boga nie możesz usłyszeć, gdy rozmawia z innym człowiekiem, lecz tylko wtedy, gdy zwraca się do ciebie." - Jest to uwaga gramatyczna. Poza językowym, np. gramatycznym dla Wittgensteina, problemem boga jest również problem boga parafii. To jednak prowadzi nas w regiony psychologii i socjologii parafii i kościoła, zwłaszcza problemów zależności, władzy i jej nadużyć, a nie w zagadnienia światopoglądu. To częste złudzenie, że wiele zdań o świecie, np. o jego stworzeniu, uważamy za zdania o charakterze światopoglądowym.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
1 na 1 | yarr (22 punktów) | Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia (: warte przypomnienia) | Witam
Ateizm jest dla mnie nie tyle światopoglądem, co określeniem postawy umysłu świadomie odgradzającej się od doświadczenia wiary, czyli technicznie rzecz biorąc - od gotowości do oddania się normom czy życzeniom bóstwa. Jest świadomą niezgodą na przyznanie jakiemukolwiek bóstwu praw do własnej domeny. Nigdy nie nazwałbym niewiary ateizmem, natomiast ateizmowi przypisałbym lekką ręką rolę pogłębiającą niewiarę, ponieważ jako postawa aktywnie demonstrująca swoje przekonanie z dużą siłą, zniechęca ona niewierzących do poszukiwań źródeł wiary. Niewierzący nie wie, czy należy wierzyć w Boga czy nie - ateista wie, że nie należy, bo uchybia to jego godności, wizji człowieczeństwa, zasadom moralnym i rzadko stoi w zgodzie z jego własnym interesem.
Zatem wartość społeczna samego ateizmu jest w moich oczach negatywna, bo podważa on jedynie wartość miary cudzego doświadczenia w opraciu o przesłanki płynące z własnego, które miary nie posiada. Nie daje więc niewierzącemu nic, czego on by już nie miał, a na pewno odcina go od wszelkich głupich myśli, które poznaniu i budowaniu wiary służą. Oczywiście nie mam tu na myśli roli rozumnych refleksji nad motywami i potrzebami ludzi, którzy z dziwnych i niezrozumiałych powodów uparcie szukają potwierdzenia tego, że Bóg istnieje i ma coś w ich sprawie ważnego do powiedzenia, a którzy nader często zwodzeni są na manowce. Szkodliwość ateizmu widzę jedynie w jego arogancji, intelektualnym asekuranctwie oraz rozszczekaniu na kazus apostolskiej niedorzeczności, która każe niegłupim skądinąd wybrańcom mówić rzeczy przyprawiające rozumnych o śmiech, zawroty głowy i przypływy nierozumnej złości na brak ziemskiego atestu dla mesjańskich dziwactw.
Pytanie natomiast o wartość norm czy tendencji towarzyszących ateistycznym deklaracjom nie może chyba nie budzić kontrowersji. W moim odczuciu z normami tymi jest trochę tak, jak z akcesoriami warsztatu czarnoksiężnika, których moc jął wypróbowywać pod nieobecność mistrza niewprawny czeladnik - nie znając celu, łatwo utknąć w bagnie albo spaść z orlej perci, nawet gdy ma się z zasięgu ręki arsenał środków najwyższej próby. Oczywiście, to tylko mój punkt widzenia, podejrzewam nawet, że dość odosobniony.
Większość znanych mi zadeklarowanych ateistów to sztywniacy - proszę mi tego nie poczytywać za umyślny afront, tylko za poręczny skrót - poruszają się bardzo sprawnie w obrębie spenetrowanych przez siebie dziedzin, są często świetnymi operatorami powszechnie używanych pojęć, często posiadają imponującą i nieodmiennie zawstydzającą moje mizerne ambicje wiedzę, ale nie bardzo umieją się zachować, gdy zetkną się z czymś, czego nie znają. Zawsze wtedy jest mi ich trochę żal, ale uczucie to szybko mija. Są tacy jacyś zimni, jakby nieżywi, drętwi, szybko tracą wówczas swoje harcerskie poczucie humoru, zaczynają używać wielkich słów, uderzać w jakieś kościelne tony, zupełnie jakby jednak w coś wierzyli, a nieznane im tę wiarę odbierało.
To tylko takie wrażenie, nic wielkiego, ale myślę, że może się ono przysłużyć tezom roboczym badacza ateizmu. Na pewno nieprawdziwy, choć może po prostu jedynie pospolity, jest sztandarowy ateistyczny osąd, że wiara jest sprawą ludzi słabych, niepotrafiących się utrzymać na własnych nogach. Wspominam o tym jako o bardzo charakterystycznym zniekształceniu światopoglądu, biorącym się jedynie chyba z braku osobistych doświadczeń, które nawet wielkim odbierają niekiedy władzę nad ciałem i umysłem.
Wierzący służą prawdzie z mniejszym lub większym wdziękiem (istotnie, niekiedy świńtuszą okrutnie) i chętnie prostują swoje uchybienia (mowa o prawdziwych wierzących). Ateista posługuje się często z rozmysłem pozorem prawdy, a niekiedy ewidentnym wymysłem, bo upiera się, że nie ma się czego wstydzić, ani czego wyrzekać na korzyść swoich bardziej wymagających i ostrożniejszych w sądach bliźnich.
Pozdrawiam respondentów -
yarr
|
|
 | 6 na 6 lumbago (2520 punktów) (zablokowany) | Odp: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia (: warte przypomnienia) | > Ateizm [...] Jest świadomą niezgodą na przyznanie jakiemukolwiek bóstwu praw do własnej domeny.
Warunkiem koniecznym do tego, aby móc przyznać jakiemukolwiek bóstwu prawo do czegokolwiek, lub czegokolwiek mu odmówić jest bycie teistą.
Dalszy ciąg tekstu równie pozbawiony logiki i bezsensowny.
>Pozdrawiam respondentów - Czyli mnie też, brałem kiedyś udział w ankiecie, bodajże na temat słuchalności stacji radiowych. Pozdro.
|
|
 | 9 na 9 | Fizyk (17637 punktów) | > Ateizm jest dla mnie [...] określeniem postawy umysłu świadomie odgradzającej się od doświadczenia wiary...
Tak, wiara jest ateizmowi zbędna.
> ... czyli technicznie rzecz biorąc - od gotowości do oddania się normom czy życzeniom bóstwa.
Nie, bo już samo istnienie bóstwa jest tak mocno wątpliwe, że wspominanie o jego jakichś normach lub życzeniach jest pozbawione sensu.
|
|
|  | 2 na 2 | yarr (22 punktów) | Post wykasowany przez autora.
|
|
| |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Post wykasowany przez autora.
No i słusznie. Pierwotną odpowiedź dostałem pocztą i zgadzam się, że nie warta była publikacji. Plus za otrzeźwienie.
|
|
 | 4 na 4 | setarkos (10757 punktów) | Ateizm jako cząstka niewiary. | >.. nie nazwałbym niewiary ateizmem, natomiast ateizmowi przypisałbym lekką ręką rolę pogłębiającą niewiarę, Moim zdaniem trafnie odróżniasz ateizm od niewiary. To drugie pojęcie (rozumiane jako postawa sceptyczna) jest znacznie szersze i zawiera wiele 'niewiar', w tym także w wiele różnych bóstw. >.. Niewierzący nie wie, czy należy wierzyć w Boga czy nie - ateista wie, że nie należy, Jak rozumieć takie stwierdzenie? Chyba ateiście po prostu zbędna wiara w "Boga" i nie musi się podpierać poczuciem powinności. Czy dlatego, że niewierzącemu (sceptykowi) zbędna także wiara w bociany przynoszące dzieci, w aniołów, diabły, Świętego Mikołaja, bioenergoterapię, astrologię, telekinezę, UFO (czy co tam jeszcze), staje się on mniej ateistyczny niż 'rasowy' ateista? >.. podważa on jedynie wartość miary cudzego doświadczenia w oparciu o przesłanki płynące z własnego, które miary nie posiada. W jaki sposób doświadczenia jednych mają miarę a drugich nie? >.. brak ziemskiego atestu dla mesjańskich dziwactw. Ładnie powiedziane. [Brak mistycznego świadectwa dla ziemskich norm brzmiałby kiepsko.] >.. przysłużyć tezom roboczym badacza ateizmu. Może warto pominąć teizm, by badana służyły raczej sprawom ludzkim..
|
|
 | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | Odp: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia (: warte przypomnienia) | . > Ateizm jest dla mnie nie tyle światopoglądem, co określeniem postawy umysłu świadomie odgradzającej się od doświadczenia wiary, czyli technicznie rzecz biorąc - od gotowości do oddania się normom czy życzeniom bóstwa. Jest świadomą niezgodą na przyznanie jakiemukolwiek bóstwu praw do własnej domeny. Nigdy nie nazwałbym niewiary ateizmem, natomiast ateizmowi przypisałbym lekką ręką rolę pogłębiającą niewiarę, ponieważ jako postawa aktywnie demonstrująca swoje przekonanie z dużą siłą, zniechęca ona niewierzących do poszukiwań źródeł wiary. Niewierzący nie wie, czy należy wierzyć w Boga czy nie - ateista wie, że nie należy, bo uchybia to jego godności, wizji człowieczeństwa, zasadom moralnym i rzadko stoi w zgodzie z jego własnym interesem.pl.wikipedia.org/wiki/Ateizmwww.racjonalista.pl/kk.php/s,5717pl.wikipedia.org/wiki/Apateizmpl.wikipedia.org/wiki/Ignostycyzmwww.racjonalista.pl/forum.php/s,365247Dla mnie ateizm jest poglądem, że nie istnieje żadna nadnaturalna rzeczywistość (a przynajmniej bóg). Pogląd ten może mieć różną podbudowę intelektualną: wiarę, filozofię, naukę itd. > Zatem wartość społeczna samego ateizmu jest w moich oczach negatywna, bo podważa on jedynie wartość miary cudzego doświadczenia w oparciu o przesłanki płynące z własnego, które miary nie posiada.To jest Pańskie przeświadczenie. Zupełnie nie opierające się na naukowej wiedzy. Ateizm może być wynikiem głębokich racjonalnych przemyśleń nad rzeczywistością. pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowya może wynikać z naukowej wiedzy www.pfl.uw(*)n=com_content&task=view&id=181 pl.wikipedia.org/wiki/Nauka> Szkodliwość ateizmu widzę jedynie w jego arogancji, intelektualnym asekuranctwie oraz rozszczekaniu na kazus apostolskiej niedorzeczności, która każe niegłupim skądinąd wybrańcom mówić rzeczy przyprawiające rozumnych o śmiech, zawroty głowy i przypływy nierozumnej złości na brak ziemskiego atestu dla mesjańskich dziwactw.Tak - epitelogia obok mniemanologii, to są wielce rozumne postawy wymagającej ogromnej wiedzy. Jakim prawem i na jakich podstawach Pan mnie obraża. Proszę o dowody na moją arogancję, asekuranctwo, a szczególnie na rozszczekanie. > Pytanie natomiast o wartość norm czy tendencji towarzyszących ateistycznym deklaracjom nie może chyba nie budzić kontrowersji. W moim odczuciu z normami tymi jest trochę tak, jak z akcesoriami warsztatu czarnoksiężnika, których moc jął wypróbowywać pod nieobecność mistrza niewprawny czeladnik - nie znając celu, łatwo utknąć w bagnie albo spaść z orlej perci, nawet gdy ma się z zasięgu ręki arsenał środków najwyższej próby. Oczywiście, to tylko mój punkt widzenia, podejrzewam nawet, że dość odosobniony.Nie tylko jest to swoiste Pańskie odczucie, ale także swoisty dla Pana "komunikatywny" język. Zrozumiały tylko dla jego autora, a może i to nie bardzo. > Większość znanych mi zadeklarowanych ateistów to sztywniacy - proszę mi tego nie poczytywać za umyślny afront, tylko za poręczny skrótWiększość znanych mi zadeklarowanych fideistów to ludzie sprawni intelektualnie inaczej - proszę mi tego nie poczytywać za umyślny afront, tylko za poręczny eufemizm. > Na pewno nieprawdziwy, choć może po prostu jedynie pospolity, jest sztandarowy ateistyczny osąd, że wiara jest sprawą ludzi słabych, niepotrafiących się utrzymać na własnych nogach.Może nareszcie wyjdzie Pan poza epitety i powie cokolwiek mądrego aby można było choć zastanowić się na tym co Pan wypisuje. No cóż, każdy następny fideista utwierdza mnie w przekonaniu, że nie mają oni niczego ciekawego do powiedzenia o rzeczywistości. A szkoda! > Miłego dnia@@@ .
|
|
1 na 1 | pankleszcz (36 punktów) | Odp: Ateizm - nadaje sens? Jest indywidualny? | Witam wszystkich serdecznie, chciałbym z jednej strony podziękować wszystkim za pomoc, jesteście nieocenieni  z drugiej zaś przeprosić, że jak pewnie zauważyli niektórzy, jestem skandalicznie nieaktywny w swoim własnym wątku. Niestety nie jestem już na bieżąco, bo raz, że za dużo mam pracy nad domknięciem badań do końca, a dwa, cóż nie wyrabiam terminowo w pracy i z pracą, więc chodzę już na rzęsach by oddawać w terminie, co mam do oddawania. W chwili oddechu spróbuje włączyć się jakoś w dyskusję, mam nadzieje nie zaniżając jej poziomu. A no i cieszę się również, że założony przeze mnie temat zyskał taką popularność, widać że społeczność racjonalisty jest zjawiskowo wręcz aktywna. Raz jeszcze dzięki serdeczne za wszystkie komentarze i opinie, obiecując przy tym, że jak tyko domknę raport z badań, podzielę się z Wami wnioskami, w końcu dołożyliście swoją cegiełkę do procesu pozyskiwania informacji i dzięki Wam lepiej zrozumiałem w jakim temacie przyszło mi się obracać. Oficjalnie więc, serdeczne dzięki i "do przeczytania"
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|