>
Może kiedyś zrozumiesz, że nie wszystko trzeba przyjmować wąsko i literalnie a pewne idee (zwłaszcza te wyjątkowo trafne) można rozumieć w szerszym kontekście. Zresztą nie ja pierwszy użyłem tego sformułowania w takim, rozszerzonym znaczeniu. Przeczytaj sobie: "Huw Price - Strzałka czasu i punkt Archimedesa".>
Odrobinkę pokory, bo jak się komuś zdaje, że wszystkie rozumy pozjadał, to czasem łatwo się ośmieszyć.>
Ja raczej rozumów nie zjadam, rozumy to mnie wbijano do głowy bo nigdy zbyt lotna nie byłam.
A ty na lekcjach nie uważałeś.
Archimedes podobno sie przechwalał, ze gdyby znalazł czy gdyby mu ktoś dal doskonały albo idealny punkt podparcia to by potrafił nawet planetę Ziemie poruszyć.
Zwroc uwagę na wyrazenie "doskonały", czyli spełniający wszystkie potrzebne parametry.
Archimedes byl geniuszem wynalazków i odkryć dokonał bez liku.
Choiaż o jego życiu malo jest wiadomo to historie z wanna, podpaleniem oblegającej Syrakuzy floty lustrami no i "non turbare circolos meos barbare" to raczej lipa wymyślona przez tzw. popularno naukowych pisarzy.
Z tym podpaleniem floty to teraz zabawa sie zrobiła na całego, MIT wyliczyli ze teoretycznie niby można a w programie Mit Busters ze nie. (chyba u was tez jest, co to dwaj bracia plus ska. robią eksperymenty zeby sprawdzić czy można np. od siusiania na tory zostać porażonym prądem itp.)
Z grubsza 1700 lat później, niejaki Kartezjusz, tez wielka postać, zaadoptował a raczej zredefiniowal to pojecie do filozoficznych rozważań. Chodziło mu o idealny czy doskonały punktu albo miejsce, z którego można obiektywnie ocenić teorie czy zjawisko unikając ograniczeń narzucanych poprzez "osobiste podejscie" czy inne warunki brzegowe. Po to, aby mieć absolutną pewność, ze cos jest właśnie tak a nie inaczej.
Jako pojecie służące ocenianiu teorii moze i ma sens ale hipotetyczny czyli nierealny.
Juz cytować Kołakowskiego nie będę, co to najprościej objaśnił. Wedle mnie przyszłość filozofii jest tylko i wyłącznie w semantyce, ale to nie na temat.
A teraz przyznaje, ze dziela, które cytujesz emerytowanego profesora nie czytałem, popularno naukowych pisarzy nie trawie, bo bełkotliwe rozważania o ty i owym i co by było gdyby z przylepionymi tu i tam pojęciami naukowymi albo niewypieczonymi konceptami nudzą mnie straszliwie. Co wcale nie znaczy, ze to co cytujesz jest właśnie takie. No i chwali sie tobie tzw. oczytanie, chociaz i bez tego, znajac pojecia z lekcji poslugiwac sie nimi zreczniej powinienes!
Tak nawiasem, sydnejski uniwersytet jak i każda wyższa szkoła na swiecie jest pełen żadnych copyright tantiem pisarzy, co to z Kartezjusza cos podłapią, czy z Eddingtona (to taki angielski astronom co obmyślił pojecie strzały czasu), oblepia fabula prawie ze zrozumiała dla laika, unikną jakichkolwiek tez czy hipotez i tak zabezpieczając swoja "naukowa reputacje" na rynek księgarski rzuca. Dla szmalu.
Zreszta współczesny geniusz Hawking tez.
Krotką Historie Czasu napisał dla pieniędzy uczciwie to przyznając.
Zebral do kupy co przystępniejsze dla laika Kawałki sowich wykładów ale uczciwie opisał prostymi słowami swój koncept kosmologiczny, odsyłając zainteresowanych do własnych i innych kalkulacji z których wyciągał wnioski.
Zreszta w kolejnej książce (kolejna zona, choroba nauka dzieci kosztuje a naukowcom zawsze i wszędzie uniwersytety słabo płaca, wiem co pisze), przyznał sie, ze jego koncept parowania czarnych dziur nie byl poprawny.
No,to masz moja przyznanie sie do winy, ze nie czytam popularnonaukowych pisarzy i nie wiem co jest sprzedawane na polskim rynku.
A mnie starej babie, bełkotliwe rozważania naukowe a juz szczególnie ząglerka pojęciami (bez definicji) sprawia, ze żółć na klawiaturę sie wylewa.
Dlatego, ze w tym samym kraju co ty sie uczyłam, przecietniaczka byłam, ale nauczono mnie dyskutować definiowalnymi i konkretnymi argumentami. I nie wierzyc w slowo drukowane tylko dlatego, ze jest...drukowane.