 |
Jak to jest z tymi wrednymi bogaczami Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 12-03-2013 09:18 | Grzegorz (2117 punktów) | Jak to jest z tymi wrednymi bogaczami
8 na 14 | Widzę że forma narracyjna historyjek zyskała na popularności na forum w jego ekonomicznej części  Pozwolę więc sobie również zacytować pewną historyjkę znalezioną już dość dawno temu, jako wstęp do dyskusji: Załóżmy, że mamy grupę 10 przyjaciół z podwórka. Umawiają się co niedzielę na obiad do restauracji, gdzie dzielą się opowieściami ze swojego życia. Obiad w sumie kosztuje 500 zł dla wszystkich, czyli po 50 zł na głowę. Przyjaciele postanowili jednak podzielić się kosztami na tyle sprawiedliwie, na ile im się uda. Dlatego najbogatszy z nich wziął na siebie 40% rachunku, płacąc 200 zł, następny zapłacił 100 zł, dwóch następnych po 50 zł, trzech po 25 zł, kolejny 15 zł, przedostatni 10 zł, a najbiedniejszy, który nie dał rady znaleźć pracy, jadł za darmo. W ten sposób każdy z nich płacił w miarę proporcjonalnie do swoich możliwości finansowych, zauważ też, że tylko 4 osoby płaciły cały koszt obiadu lub więcej, a aż 6 osób korzystało z tej szczególnej formy dofinansowania posiłku i ponosiło mniejsze koszty niż nominalna cena. Którejś niedzieli właściciel restauracji przyszedł do grupy i powiedział - Jesteście Państwo moimi stałymi klientami, dlatego oferuję Wam obniżkę ceny. Od tej pory za obiad zapłacicie nie 500 zł, a 400 zł. Przyjaciele zaczęli zastanawiać się, jak podzielić korzyści z tej nieoczekiwanej oszczędności. Aby było tak samo sprawiedliwie, wykonali to samo ćwiczenie - podzielili w tej samej proporcji 400 zł pomiędzy siebie. Najbogatszemu do zapłacenia zostało 160 zł, drugiemu 80 zł, dwóm następnym 40 zł, trzem po 20 zł, kolejnym 12 zł i 8 zł, a najbiedniejszy ciągle nic nie musiał płacić. Pomimo dobrych zamiarów, ten podział spowodował niezadowolenie. Najbiedniejszy spytał "Dlaczego nic nie dostałem ze 100 zł, które podarował nam właściciel restauracji?". Dwóch przedostatnich pytało "Dlaczego ze 100 złotych, my dostaliśmy po marne 2-3 złote? Jest nas 10. 1/10 zysku to byłoby 10 złotych! Co się stało z naszymi 7 złotymi?". Trzem kolejnym również nie podobało się, że otrzymali połowę "ich działki" zysku. Agresja skupiła się na najbogatszym, który na obniżce zyskał 40 zł. "To tak jakbyś za darmo dostał drugi obiad, oddaj tę kasę potrzebującym!". Zdenerwowani przyjaciele pokłócili się w lokalu. W następnym tygodniu bogaty nie pojawił się w restauracji. Ku zdziwieniu wszystkich, okazało się, że nawet jeśli każdy zapłaci tyle co przed obniżką, to nadal nie mogą sobie kupić tego niby tańszego obiadu. Każdy musiał dopłacić ponad 11 złotych, co dla tych, którzy najgłośniej się awanturowali, oznaczało praktycznie podwojenie ceny obiadu. Najbiedniejszych nie stać było na ponoszenie takiego kosztu, więc przestali chodzić do restauracji w ogóle. Wniosek z tego jest prosty: szanuj zamożnych członków społeczeństwa. Jak pewnie gdzieś słyszałeś, spora część wpływów do budżetu państwa (w 2007 roku 0,86% podatników trafiających w 40% próg podatkowy wpłaciła do kasy państwa 19,9% dochodów, a kolejne 20,6% pochodziło od podatników płacących według stawki 30%) pochodzi od niecałego 1% osób trafiających w najwyższy próg podatkowy, a zatem z ich pieniędzy finansowana jest większość beneficjentów systemu socjalnego. Jeśli oni będą mieli dosyć, to pojadą do innego kraju - a wierz mi, że właśnie oni mają wybór - i skończy się nie tylko tani obiad w restauracji, ale chodzenie do restauracji w ogóle.Nie pamiętam już skąd jest ten cytat, kiedyś zapisałem sobie go po prostu bez źródła. Ale nie rzecz w źródłach tylko w pytaniach: jeśli zbiednieją, upadną lub uciekną ci wredni i samolubni bogacze, przyczyna wszelkiego zła na świecie, upadną lub uciekną wredne i wyzyskujące wszystkich korporacje, jeśli zaoramy pole po transferującym zyski za granicę supermarkecie to z czego będą żyli ci okradani i oszukiwani najbiedniejsi? Skąd się w ogóle weźmie kasa w budżecie wobec braku płatników? Nadal w społeczeństwie obecna jest chęć pogłębiania progresji podatkowej, a fakt korzystania z ulg budzi kontrowersje bo wszak, jak w historyjce, najwięcej zarobią na nich bogaci. Proszę o uzasadnione opinie - czy możliwe jest bogate państwo i dobrobyt bez bogatych? Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
11 na 13 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | W Polsce społeczeństwo ma mentalność zachłannych i chciwych biedaków. Dlatego bogaci płacą podatki w innych miejscach, lub wogóle unikają ich płacenia. Biednym za to się wydaje, że dokopali tym wrednym krwiopijcom.
|
|
 | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >W Polsce społeczeństwo ma mentalność zachłannych i chciwych biedaków. Dlatego bogaci płacą podatki w innych miejscach, lub wogóle unikają ich płacenia. Biednym za to się wydaje, że dokopali tym wrednym krwiopijcom.
To nie jest prawda. Polacy są zwyczajnie bardziej wyczuleni na niesprawiedliwość od innych narodów. Są inteligentniejsi ale ze 100 krotnie większą skłonnością do łamania prawa, którego zwyczajnie nie akceptują i dużo większą skłonnością do życia w wewnętrznych konfliktach. Skonfliktowani i nienawidzący się ludzie nie robią nic wartościowego - stoją i patrzą się na siebie jak głupki - z tego wynika bieda i powszechne poczucie niezadowolenia.
|
|
|  | 8 na 8 | Legion (587 punktów) |
>To nie jest prawda. Polacy są zwyczajnie bardziej wyczuleni na niesprawiedliwość od innych narodów. Są inteligentniejsi... Och jacy Ci Polacy wspaniali. I chwała Wielkiej Polsce (I oddajcie Wilno)!!! Polacy wcale nie są wyczuleni na niesprawiedliwość, tylko lubią patrzeć innym na ręce, nawet nie zauważając, że sami mają swoje łapska urobione w błocie.
|
|
|  | 7 na 7 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Polacy są zwyczajnie bardziej wyczuleni na niesprawiedliwość od innych narodów. Są inteligentniejsi ale ze 100 krotnie większą skłonnością do łamania prawa, którego zwyczajnie nie akceptują i dużo większą skłonnością do życia w wewnętrznych konfliktach. Skonfliktowani i nienawidzący się ludzie nie robią nic wartościowego - stoją i patrzą się na siebie jak głupki - z tego wynika bieda i powszechne poczucie niezadowolenia.<<
Dużo w tym racji, a z moich obserwacji wynika, że są przewrażliwieni na to, gdy sąsiadowi wiedzie się lepiej. Mówiąc w przypowieściach: w polskim piekle nie ma diabłów; nawet diabeł dyżurny poszedł na wódkę, albo dziwki, bo Polacy sami dopilnują tego, żeby żadnemu z nich nie działo się lepiej. A bierze się to z tego, że dorównanie tym zasobnym wydaje się nieosiagalne, a dokopanie niewiele kosztuje.
|
|
| |  | 2 na 2 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >A bierze się to z tego, że dorównanie tym zasobnym wydaje się nieosiagalne, a dokopanie niewiele kosztuje.
Wciąż kręcimy się w okół braku akceptacji dla różnic społecznych w Polsce. Nie zgadzam się z taką diagnozą, iż każdy Polak nie akceptuje tych różnic już z urodzenia i tak mu zostanie do śmierci.
Polacy nienawidzą zniewolenia a żyją zniewoleni w urzędniczym kraju w gąszczu niezrozumiałych przepisów, których nie akceptują. Prawo nobilituje przemoc w życiu gospodarczym i stwarza ogromne możliwości do wykorzystywania ludzi zgodnie z prawem.
Polskie prawo złamało sens umowy, zniszczyło podstawy dla wzajemnego zaufania, zabiło w Polakach chęć do współpracy.
Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że szczerze nienawidzę polskiego społeczeństwa i Polaków, nienawidzę wszystkiego co polskie, nie zamierzam przestrzegać prawa, którego zupełnie nie szanuję - mam wszystko w dupie i nie ruszę palcem, żeby cokolwiek wspólnie z innymi Polakami osiągnąć. Wolę zdychać w biedzie niż cokolwiek zrobić w tym systemie społecznym.
To nie są chyba normalne emocje przeciętnego obywatela dowolnego z państw?
Mam niespełnione marzenie, którego na swoje szczęście nie zrealizuję, żeby jednego agresywnego pracownika Urzędu Skarbowego w Polsce wsadzić do bagażnika samochodu, wywieźć do lasu i tam pokazać mu co to tak naprawdę znaczy agresja i zło.
To też nie są chyba normalne emocje przeciętnego obywatela dowolnego z państw?
Myślę, że inni być może nie odczuwają aż tak skrajnych emocji ale przypuszczam, że odczuwają ich pewną namiastkę.
I z tego w skali całego kraju bierze się Syfiaste Państwo Polskie. Autentycznie wisi mi Polska, w tym systemie społecznym jak w niej panuje, nie zrobię dla niej nic, najlepiej niech się spali i zawali.
|
|
| | |  | | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że szczerze nienawidzę polskiego społeczeństwa i Polaków, nienawidzę wszystkiego co polskie, nie zamierzam przestrzegać prawa, którego zupełnie nie szanuję - mam wszystko w dupie...<< A coś bardziej pozytywnego? Może jakąś inną nację pan chociażby toleruje? Może warto się przeflancować? W końcu wszystkim nam na dobre wyszło, że przodkowie wyleźli z Afryki. Teraz też zamiast żyć w Wielkim Stresie można zacząć żyć w Wielkiej Brytanii. A Urząd Skarbowy, jak wściekłego psa, lepiej obchodzić wielkim łukiem.
|
|
 | 3 na 3 | Wacław (1038 punktów) | > W Polsce społeczeństwo ma mentalność zachłannych i chciwych biedaków. Dlatego bogaci płacą podatki w innych miejscach, lub wogóle unikają ich płacenia. Biednym za to się wydaje, że dokopali tym wrednym krwiopijcom.> Ale kwestia płacenia podatków w innych miejscach niż ma się dochody to nie tylko specyfika naszego kraju. Nie tak dawno było przecież głośno o niemieckich elitach (od polityków, do prezesów potężnych koncernów), uciekających przed płaceniem podatków poprzez przerzucanie kapitału do Szwajcarii. Publiczne piętnowanie nic nie dawało i doszło do umowy między Niemcami i Szwajcarią, że ta druga raportuje o przelewach obywateli Niemiec do ich rodzimego fiskusa żeby wyłapywać nieopodatkowane dochody. Ludzie są tylko ludźmi. Jako ciekawostka - nie ma wymogu raportowania transakcji fiskusowi w Niemczech przy wpłatach osobistych w bankach w Szwajcarii jeśli jest się mieszkańcem Szwajcarii, czyli posiada zameldowaniu w jednym z kantonów. Skutkuje to wycieczkami Niemców z gotówką (dosłownie) w bagażnikach samochodowych, by wpłacić pieniądze osobiście bez pozostawiania śladu dla skarbówki z Berlina. Temat w Szwajcarii dość mocno obśmiewany, szczególnie przez Niemców już na stałe mieszkających w krainie zegarów i czekolady
|
|
 | 3 na 3 | mrSpock (2845 punktów) | >W Polsce społeczeństwo ma mentalność zachłannych i chciwych biedaków. Dlatego bogaci płacą podatki w innych miejscach, lub wogóle unikają ich płacenia. Biednym za to się wydaje, że dokopali tym wrednym krwiopijcom. > No niestety, ale taka nasza wredna polaczkowata mentalność. Kupił nowy samochód? A nakradł to złodziej na pewno uczciwie nie zarobił. Wybudował dom? A to z handlu narkotykami. Nikt nie patrzy na zaplecze jak się do tego dochodziło. Owszem, są i oszuści, ale wszystkich na jedną kategorię? Ojciec kolegi w swoim czasie a był to rok bodajże 1986 kupił sobie koparko ładowarkę tzw białoruśkę. Facet jechał na różne prace wynajdował się do usług itd. Oszczędzał każdy grosz i zarobione pieniądze inwestował. Ci co mieli, wtedy pieniądze śmiali się z niego. Dziś on ma całkiem fajny majątek i żyje dostatnio oni hm no cóż stoją pod sklepem i żebrzą o drobne na piwko.
|
|
8 na 10 | Maldoror XXIII (2480 punktów) |
>jeśli zbiednieją, upadną lub uciekną ci wredni i samolubni bogacze, przyczyna wszelkiego zła na >świecie, upadną lub uciekną wredne i wyzyskujące wszystkich korporacje, jeśli zaoramy pole po >transferującym zyski za granicę supermarkecie to z czego będą żyli ci okradani i oszukiwani >najbiedniejsi? Skąd się w ogóle weźmie kasa w budżecie wobec braku płatników? >Nadal w społeczeństwie obecna jest chęć pogłębiania progresji podatkowej, a fakt korzystania z ulg >budzi kontrowersje bo wszak, jak w historyjce, najwięcej zarobią na nich bogaci. >Proszę o uzasadnione opinie - czy możliwe jest bogate państwo i dobrobyt bez bogatych? >Pozdrawiam >
Przykład jest prymitywny do bólu i tak przystaje do stosunków ekonomicznych jak za przeproszeniem kupa do buta. Zakłada się w nim jedynie, że wszyscy są konsumentami, a to totalna bzdura. Najbogatszy facet powinien być jakimś właścicielem korporacji, czyli nie tylko i wyłącznie konsumentem (oczywiście neoliberałowie nie potrafią pojąć bardziej skomplikowanych złożoności, bo w przeciwnym wypadku nie byliby neoliberałami). Jeśli inna osoba, która pracuje w fabryce samochodów u tego szefa korporacji zarabia u swego chlebodawcy 1200 zł na rękę, to nie ma ona zdolności kredytowej, by kupić na kredyt jeden z samochodów, który produkuje. Skoro przytłaczającą większość pracowników w kraju nie stać na nowy samochód, to mniej zarobi także ten wspaniały bogacz, który płaci swym pracownikom tylko tyle, by opłacili podatki i opłaty i nie pozdychali z głodu o ile jeszcze wezmą do tego jakąś pożyczkę od pani z Providenta. Neoliberałowie nie potrafią zrozumieć, iż nie da się zbudować solidnej gospodarki bez popytu wewnętrznego. Neoliberał myśli, że najlepiej, jakby jedna osoba w całym kraju otrzymała wszystkie pieniądze jakie istnieją w obiegu gospodarczym danego kraju, a reszta niech pracuje dla tej osoby na darmowych stażach. Wskaźnik giniego będzie wskazywał dokładnie 1 i będzie rewelacja. Oczywiście neoliberała nie interesuje to, że w najwyżej rozwiniętych gospodarczo krajach (Skandynawia) podatki są mocno progresywne i państwo aktywnie pełni funkcję redystrybutora kapitału. Gdyby neoliberał oglądał się na fakty to nie byłby neoliberałem.
br
|
|
 | 5 na 11 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >bardziej skomplikowanych złożoności, bo w przeciwnym wypadku nie byliby neoliberałami). Jeśli inna osoba, która pracuje w fabryce samochodów u tego szefa korporacji zarabia u swego chlebodawcy 1200 zł na rękę, to nie ma ona
Tylko że ten bogacz wie o tym i nie produkowałby samochodów, gdyby nie miał ich kto kupić.
> pożyczkę od pani z Providenta. Neoliberałowie nie potrafią zrozumieć, iż nie da się zbudować solidnej gospodarki bez popytu wewnętrznego. Neoliberał myśli, że najlepiej, jakby jedna osoba w całym kraju otrzymała wszystkie
Czy Tobie popyt wewnętrzny się nie pomylił z życiem na kredyt? Niby to samo, ale inaczej.
> w najwyżej rozwiniętych gospodarczo krajach (Skandynawia) podatki są mocno progresywne i państwo aktywnie pełni funkcję redystrybutora kapitału. Gdyby neoliberał oglądał się na fakty to nie byłby neoliberałem.
Z tym że tam państwo nie kradnie i nie marnuje takiej części podatków jak u nas.
|
|
 | 7 na 9 | Grzegorz (2117 punktów) | > Przykład jest prymitywny do bóluBo to tylko historyjka > Najbogatszy facet powinien być jakimś właścicielem korporacji,A może jest szefem związków zawodowych albo politykiem - takie ma altruistyczne odruchy  > Neoliberałowie nie potrafią zrozumieć, iż nie da się zbudować solidnej gospodarki bez popytu wewnętrznego.Nie umiem się wypowiadać za jakieś szersze grupy bo reprezentuję wyłącznie siebie w liczbie pojedynczej ale myślę sobie że owego popytu (tak jak i płatności podatkowych) nie zrobią ci których nie stać na zakupy. > Oczywiście neoliberała nie interesuje to, że w najwyżej rozwiniętych gospodarczo krajach (Skandynawia) podatki są mocno progresywne i państwo aktywnie pełni funkcję redystrybutora kapitału.Może jakiś konkret, ranking itp. Tylko proszę o wykluczenie z rankingu Norwegii (przeważnie jest wysoko w wielu rankingach), która żyje po prostu z ropy naftowej, równie dobrze można zachwycać się rozwinięta gospodarką powiedzmy Kuwejtu czy Kataru. Fajnie że podzieliłeś się swoja opinią ale gdybyś był jeszcze uprzejmy odpowiedzieć na pytanie - czy jest możliwy bogaty kraj i dobrobyt bez bogatych członków społeczeństwa? + jakieś uzasadnienie opinii. Pozdrawiam
|
|
|  | 5 na 7 | Maldoror XXIII (2480 punktów) |
> >Najbogatszy facet powinien być jakimś właścicielem korporacji,> A może jest szefem związków zawodowych albo politykiem - takie ma altruistyczne odruchy  Szef związku zawodowego zarabia kilka tysięcy miesięcznie, polityk kilkanaście tysiaków, zaś właściciel korporacji od kilkudziesięciu do ponad stu tysięcy miesięcznie. > >Oczywiście neoliberała nie interesuje to, że w najwyżej rozwiniętych gospodarczo krajach (Skandynawia) podatki są mocno progresywne i państwo aktywnie pełni funkcję redystrybutora kapitału.> Może jakiś konkret, ranking itp. Tylko proszę o wykluczenie z rankingu Norwegii (przeważnie jest wysoko w wielu rankingach), która żyje po prostu z ropy naftowej, równie dobrze można zachwycać się rozwinięta gospodarką powiedzmy Kuwejtu czy Kataru.Właśnie dlatego Norwegia jest bogata, bo ma mocno socjalną gospodarkę i nie kierowała się neoliberalnymi rozwiązaniami, by sprywatyzować swoją ropę za bezcen. To społeczeństwo norweskie w myśl idei państwa dobrobytu ma czerpać profity z norweskich zasobów naturalnych, a nie zagraniczne koncerny. Samo posiadanie zasobów naturalnych nie przesądza o zasobności społeczeństwa ale to jak wiele osób z tych zasobów odnosi profity. > Fajnie że podzieliłeś się swoja opinią ale gdybyś był jeszcze uprzejmy odpowiedzieć na pytanie - czy jest możliwy bogaty kraj i dobrobyt bez bogatych członków społeczeństwa? + jakieś uzasadnienie opinii.> PozdrawiamMoja opinia jest taka, że o bogactwie kraju przesądza nie to jak wielu jest w nim miliarderów, ale to jak mało jest w nim ludzi wykluczonych społecznie. Czyli stawiam na Norwegię przeciw Rosji.
br
|
|
| |  | 1 na 3 | Grzegorz (2117 punktów) | >Szef związku zawodowego zarabia kilka tysięcy miesięcznie, polityk kilkanaście tysiaków, zaś właściciel korporacji od kilkudziesięciu do ponad stu tysięcy miesięcznie.
Myślę że nawet zdecydowanie więcej. Ale dla nich wszystkich te 200 zł. byłoby do strawienia, dla pracownika na minimalnej płacy już raczej nie.
>Właśnie dlatego Norwegia jest bogata, bo ma mocno socjalną gospodarkę
Cóż łatwiej być socjalistą w bogatym kraju. Ale fakt - decyzja o upaństwowieniu złóż ropy dała pozytywne skutki przynajmniej socjalnie. Kłopot w tym, że to nie jest żaden model, który dałby się gdziekolwiek powielić.
>Moja opinia jest taka, że o bogactwie kraju przesądza nie to jak wielu jest w nim miliarderów, ale to jak mało jest w nim ludzi wykluczonych społecznie. Czyli stawiam na Norwegię przeciw Rosji.
Ładnie powiedziane - fakt można podejść do tematu od drugiej strony - czyli nie na ile bogaci są bogaci ale na ile bogaci są ci najbiedniejsi. Co jednak pozostawia nas w kręgu "bogactwa".
Pozdrawiam
|
|
| |  | 5 na 5 | Satyr (4285 punktów) |
>Właśnie dlatego Norwegia jest bogata, bo ma mocno socjalną gospodarkę i nie kierowała się neoliberalnymi rozwiązaniami, by sprywatyzować swoją ropę za bezcen.
Możesz mi podać przykład prywatyzowania za bezcen złóż naturalnych w krajach kapitalistycznych? Jeśli nie potrafisz podać przykładów, to racz waść głupot nie pierniczyć.
|
|
| | |  | 7 na 7 | Maldoror XXIII (2480 punktów) | >>Właśnie dlatego Norwegia jest bogata, bo ma mocno socjalną gospodarkę i nie kierowała się neoliberalnymi rozwiązaniami, by sprywatyzować swoją ropę za bezcen. >Możesz mi podać przykład prywatyzowania za bezcen złóż naturalnych w krajach kapitalistycznych? Jeśli nie potrafisz podać przykładów, to racz waść głupot nie pierniczyć. > Rosja. Ma znacznie więcej różnych złóż niż Norwegia. Ma też o wiele więcej miliarderów niż Norwegia oraz znacznie więcej ubóstwa, o ile w ogóle można mówić o ubóstwie w Norwegii. Król w socjalnej Norwegii to żebrak przy takim Putinie, a ktoś kogo można by nazwać w Norwegii żebrakiem żyje jak król w porównaniu z żebrakiem z Rosji.
br
|
|
 | 5 na 7 | Borys Swoboda (1408 punktów) | >Neoliberałowie nie potrafią zrozumieć, iż nie da się zbudować solidnej gospodarki bez popytu wewnętrznego.
Dwa słowa: Prawo Saya
Stara, nigdy nie obalona, łopatologiczna prawda, że podaż tworzy popyt.
Poszukaj-poczytaj-zrozum.
|
|
|  | 5 na 5 | Maldoror XXIII (2480 punktów) | >>Neoliberałowie nie potrafią zrozumieć, iż nie da się zbudować solidnej gospodarki bez popytu wewnętrznego. >Dwa słowa: Prawo SayaStara, nigdy nie obalona, łopatologiczna prawda, że podaż tworzy popyt. >Poszukaj-poczytaj-zrozum.
Say zakładał, że produkcja pociąga za sobą PŁACĘ. Gdyby żył we współczesnej Polsce to by się zdziwił.
br
|
|
| |  | 3 na 3 | Grzegorz (2117 punktów) | > Say zakładał, że produkcja pociąga za sobą PŁACĘ. Gdyby żył we współczesnej Polsce to by się zdziwił.Takie wykresy: Średnie wynagrodzenie:  Dla porównania wynagrodzenie wobec inflacji:  Pozdrawiam
|
|
 | 4 na 4 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Podatki dochodowe to zło a progresywne to już zło najgorsze. Zabijają w ludziach pożądaną społecznie motywację i inicjatywę. Są źródłem absurdalnej władzy urzędniczej i podstawą najgorszych z możliwych relacji społecznych w gospodarce. One tylko pogarszają wszystko i niczego nie poprawiają.
Podatki dochodowe w całości powinny być zastąpione podatkami pośrednimi i normalny człowiek nie powinien rozumieć pojęcia urząd skarbowy czy deklaracja podatkowa.
Różnice dochodów i majątku mogą być akceptowane społeczne jeśli powstają bez przywilejów i w sposób dla każdego transparentny i zrozumiały. Kiedy stoi z nimi np. niezwykła wiedza i umiejętności wybitnego kardiochirurga itp.
Ale żeby to zaakceptować to ludzie muszą wiedzieć jak to powstaje i ile wynosi. A żeby wiedzieć to dochody wszystkich powinny być jawne podobnie jak i źródła dochodów a w przyszłości także majątek. To jest jedyna droga do budowy silnego społeczeństwa. Drogi wiodące poprzez tajemnice wiodą jedynie na manowce.
|
|
 | 2 na 2 | Satyr (4285 punktów) | Jeśli inna osoba, która pracuje w fabryce samochodów u tego szefa korporacji zarabia u swego chlebodawcy 1200 zł na rękę, to nie ma ona zdolności kredytowej, by kupić na kredyt jeden z samochodów, który produkuje. Żeby ta osoba mogła zarabiać ponad 1200 zł, to musi więcej produkować. W przeciwnym wypadku zwiększenie jej siły nabywczej spowoduje tylko i wyłącznie wzrost ceny, i dalej nie będzie jej stać na zakup. Popyt wewnętrzny nie może brać się z drukowana pieniędzy, tylko ze wzrostu wydajności. Proponowany przez Ciebie druk pieniędzy oczywiście napędzi gospodarkę - przez rok, może dwa, aż do "wypalenia" oszczędności. A potem płacz i zgrzytanie zębów. Tu masz świeży jeszcze przykład do czego doprowadziło pompowanie płac: www.obserw(*)czy-raj-i-inwestorskie-pieklo/
|
|
|  | 10 na 10 | Maldoror XXIII (2480 punktów) | > Jeśli inna osoba, która pracuje w fabryce samochodów u tego szefa korporacji zarabia u swego chlebodawcy 1200 zł na rękę, to nie ma ona zdolności kredytowej, by kupić na kredyt jeden z samochodów, który produkuje.> Żeby ta osoba mogła zarabiać ponad 1200 zł, to musi więcej produkować. W przeciwnym wypadku zwiększenie jej siły nabywczej spowoduje tylko i wyłącznie wzrost ceny, i dalej nie będzie jej stać na zakup.To poziom bezrobocia a nie wydajność pracowników ma decydujący wpływ na poziom wynagrodzeń. Pracodawcy płacą najmniej ile mogą i nie oglądają się na wydajność pracownika, ale na maksymalny zysk jaki mogą osiągnąć. Niski poziom bezrobocia wymusza podnoszenie poziomu płac. > Popyt wewnętrzny nie może brać się z drukowana pieniędzy, tylko ze wzrostu wydajności. Proponowany przez Ciebie druk pieniędzy oczywiście napędzi gospodarkę - przez rok, może dwa, aż do "wypalenia" oszczędności. A potem płacz i zgrzytanie zębów.> Tu masz świeży jeszcze przykład do czego doprowadziło pompowanie płac:> www.obserw(*)czy-raj-i-inwestorskie-pieklo/Naprawdę nie chciałbyś żeby poziom życia w Polsce był taki jak w tej "piekielnej Francji" ??? A gdzie ja napisałem, że popyt należy stymulować przez dodruk pieniędzy? Wcale tego nie trzeba robić jeśli stosuje się sensowną redystrybucję, do której służą m.in. podatki progresywne.
br
|
|
| |  | 2 na 2 | szarley (54911 punktów) | >To poziom bezrobocia a nie wydajność pracowników ma decydujący wpływ na poziom wynagrodzeń. Pracodawcy płacą najmniej ile mogą i nie oglądają się na wydajność pracownika, ale na maksymalny zysk jaki mogą osiągnąć. Niski poziom bezrobocia wymusza podnoszenie poziomu płac.
Wreszcie ktoś nazwał rzecz po imieniu i ma rację. Choć zapewne każdy z nas robi to samo jeśli tylko ma okazję. Kafelkujesz łazienkę? wykorzystasz fakt bezrobocia wśród kafelkarzy żeby zapłacić mniej !
>A gdzie ja napisałem, że popyt należy stymulować przez dodruk pieniędzy? Wcale tego nie trzeba robić jeśli stosuje się sensowną redystrybucję, do której służą m.in. podatki progresywne.
Wreszcie ktoś nazwał rzecz po imieniu ale się myli. Progresywne podatki generują wyższe bezrobocie. Bogaty emeryt generuje popyt, ale żeby ten popyt zaspokoić potrzebne są inwestycje. Bogaty przedsięiorca zainwestuje, wykorzysta popyt wygenerowany przez emeryta i zarobi, ale najpierw musi mieć kapitał. Wyobraź sobie, że żeby podnieść emerytury (w obecnym chorym systemie) podnosimy poziom redystrybucji. Bogaty przedsiębiorca zainwestuje. Bogaty niemiecki, szwedzki, holenderski przedsiębiorca ... a Polski, po prostu wyjedzie z kapitałem na Ukrainę. Przywołuje się tu model skandynawski. Przypominam, że Bjoern Borg, czy muzycy ABBy nie płacili w Szwecji ani grosza przyjmując obywatelstwo Monako. To co prawda nie byli przedsiębiorcy ale dla budżetu to nie miało znaczenia
|
|
| |  | 4 na 4 | Borys Swoboda (1408 punktów) | > Pracodawcy płacą najmniej ile mogą i nie oglądają się na wydajność pracownika, ale na maksymalny zysk jaki mogą osiągnąć.Procent osób pracujących za płacę minimalną w Polsce w 2005r. : 4.49% pl.wikiped(*)85cych_minimalne_wynagrodzenieTyle w tym temacie.
|
|
| | |  | | Maldoror XXIII (2480 punktów) | > > Pracodawcy płacą najmniej ile mogą i nie oglądają się na wydajność pracownika, ale na maksymalny zysk jaki mogą osiągnąć.> Procent osób pracujących za płacę minimalną w Polsce w 2005r. : 4.49%> pl.wikiped(*)85cych_minimalne_wynagrodzenie> Tyle w tym temacie.> Jeśli pracownik zarabia 1200 netto to już jest powyżej najniższej, to po pierwsze. Po drugie dane dotyczą pracowników, a nie zleceniobiorców czy innych zatrudnianych na umowach o dzieło. A dolicz rzeszę darmowych stażystów, którzy marzą o minimalnym.
br
|
|
| | | |  | |
|  | 2 na 2 | Grimar (1210 punktów) | >Żeby ta osoba mogła zarabiać ponad 1200 zł, to musi więcej produkować.
Zawsze mnie ciekawiło jak libertarianie uzasadniają swój dogmat: "Płaca pracownika uzależniona WYŁĄCZNIE od jego produktywności, od zysku jaki przynosi firmie".
No bo jak wyliczyć OBIEKTYWNY udział pracownika w zysku firmy? O ile łatwiej jest w przypadku bezpośredniej sprzedaży np. abonamentów telefonicznych (choć i tak jest problem jaki procent z wartości kontraktu powinien pracownik otrzymywać), o tyle w przypadku sekretarek, "pań w okienku", czy koordynatorów albo innych "liderów" czy też "wypełniaczy excell-owskich tabelek" - czyli osób, które bezpośrednio nie produkują - jest już o wiele trudniej.
Czy ten obiektywizm będzie wypadkową średniej ceny jaką jest gotowi zapłacić pracodawcy? A co w wypadku zmowy cenowej pracodawców (co przecież nie jest takie dziwne i egzotyczne) - jeśli ustalą między sobą, że w danym regionie będą płacić za "bycie w okienku" 800 zł na rękę to oznaczać to będzie wysokość obiektywnego udziału pracownika w zysku firmy?
|
|
| |  | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | > >Żeby ta osoba mogła zarabiać ponad 1200 zł, to musi więcej produkować.> Zawsze mnie ciekawiło jak libertarianie uzasadniają swój dogmat: "Płaca pracownika uzależniona WYŁĄCZNIE od jego produktywności, od zysku jaki przynosi firmie".Może nie mam racji, jak się mylę to wskaż mi proszę źródło tak sformułowanego dogmatu ale zawsze wydawało mi się, że liberalizm (pewnie libertarianizm też) przyjmuje iż rynek pracy jak każdy inny rynek oparty jest na zasadach .... rynkowych czyli na prawie podaży i popytu. Cena za pracę (wynagrodzenie) wynika po prostu z umowy między stronami. Ewentualna "nieproduktywność" pracownika zapewne może się stać przyczyną rozwiązania tej umowy podobnie jak zbyt niska zyskowność przedsięwzięcia pewnie wpłynie istotnie na decyzję o likwidacji czy restrukturyzacji całości czy części przedsiębiorstwa ze skutkami dla zatrudnionych ale to można nadal rozpatrywać w kategoriach zmian popytu. Nie wiem czy trafiam w istotę pytania bo tak sformułowanego stwierdzenia jak w Twoim pytaniu nigdzie nie znajduję ale takie podejście do wynagrodzenia tj. łączenie go wprost z efektywnością i wydajnością proponuje model Shapiro-Stiglitza: coin.wne.u(*)adv_macro/shapiro_stiglitz.pdftyle że to nie wiele ma wspólnego z liberalizmem (jak już to raczej nawiązanie do koncepcji Keynesa którego raczej trudno uznać za liberała). Pozdrawiam
|
|
| | |  | 2 na 2 | Grimar (1210 punktów) |
>Może nie mam racji, jak się mylę to wskaż mi proszę źródło tak sformułowanego dogmatu ale zawsze wydawało mi się, że liberalizm (pewnie libertarianizm też) przyjmuje iż rynek pracy jak każdy inny rynek oparty jest na zasadach .... rynkowych czyli na prawie podaży i popytu.
Pewnie prawo takie nie zostało sformułowane przez jakiegoś libertariańskiego filozofa. Korzystam z wypowiedzi osób uważających się za libertarian, którzy często zadają pytanie: "Dlaczego ludzie mają zarabiać tyle a tyle skoro ich praca na to nie zasługuje?" I dlatego pytałem o sposób wyliczania wartości pracy.
>Cena za pracę (wynagrodzenie) wynika po prostu z umowy między stronami.
Zawsze jest jakaś umowa między stronami, ale nie sądzę żeby kształtowała się ona zgodnie z wyidealizowaną racjonalością rynkową. Do pewnego stopnia na pewno tak, ale tylko do pewnego. Nie ma symetrii między pracodawcą a pracownikiem, wpływ na warunki ma głównie ten pierwszy. Jeśli temu drugiemu nie podobają się głodowe warunki, to niech się wynosi, zawsze znajdzie się ktoś bardziej zdesperowany na jego miejsce. Taka sytuacja ma np. miejsce z tzw. call-center. Podaż na tą pracę jest bardzo duża, a jakoś wynagrodzenie śmiesznie niskie. A przecież zgodnie z logiką rynku wraz z podażą na pracę wynagrodzenie powinno rosnąć! Dodam tylko , że praca jest trudna i byle buc się tam długo nie utrzyma i takie call-center w ciągu dnia ma niezły obrót budżetu.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | > Pewnie prawo takie nie zostało sformułowane przez jakiegoś libertariańskiego filozofa. Korzystam z wypowiedzi osób uważających się za libertarian, którzy często zadają pytanie: "Dlaczego ludzie mają zarabiać tyle a tyle skoro ich praca na to nie zasługuje?" I dlatego pytałem o sposób wyliczania wartości pracy.Dość trudno stwierdzić co autor miał na myśli generalnie można wszystko uprościć i stwierdzić że "coś" jest warte tyle ile "ktoś" jest skłonny za to "coś" zapłacić. > Zawsze jest jakaś umowa między stronami, ale nie sądzę żeby kształtowała się ona zgodnie z wyidealizowaną racjonalością rynkową.Prawa rynku nie są wyidealizowane one po prostu są, wyidealizowane mogą być szczególnie na potrzeby modelu warunki konkurencji i o tym piszesz mam wrażenie. > Nie ma symetrii między pracodawcą a pracownikiem, wpływ na warunki ma głównie ten pierwszy.I tu się nie zgadzam - wszytko zależy od aktualnej sytuacji na rynku. Podam przykład z mojego otoczenia - mój kolega jest programistą, zarabia dość dobrze. Ostatnio dostał niczego nie szukając dwie oferty pracy - każda opiewała na wyższe wynagrodzenie. Poszedł z tym do swojego szefa, a ten aby go zatrzymać dał mu podwyżkę  Miał nad swoim pracodawcą przewagę i ją wykorzystał. Popyt na informatyków jest po prostu większy niż podaż, ich "cena" rośnie i to oni często dyktują warunki. Układ sił stron umowy zależy po prostu od rynku, przy dużym bezrobociu cena pracy będzie licha, ale jak podaż ze strony pracowników się zmniejszy będzie odwrotnie - drugi przykład - jak zaczął się masowy eksodus budowlańców do UK wzrosły płace na budowach w Polsce. > Podaż na tą pracę jest bardzo duża, a jakoś wynagrodzenie śmiesznie niskie.Jeśli podaż przewyższa popyt cena spada. Ale myślę że miałeś chyba na myśli popyt. Mam wrażenie jednak, że skoro płaca jest niska, a mimo to przy takiej cenie dochodzi do zawarcia umowy to znaczy, że jednak bezrobocie musi być spore czyli podaż wysoka inaczej pracodawca nie znalazłby chętnych na swoją ofertę. Nie wykluczone też, że jeśli mowa o jakimś małym rynku (np. niewielkie miasta czy obszary wiejskie) to mamy do czynienia zwyczajnie z monopsonem i wtedy z uwagi na brak konkurencji sytuacja jest zachwiana jak w przypadku każdego innego monopolu. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Grimar (1210 punktów) | >>Pewnie prawo takie nie zostało sformułowane przez jakiegoś libertariańskiego >I tu się nie zgadzam - wszytko zależy od aktualnej sytuacji na rynku. Podam przykład z mojego otoczenia
Choć nie jestem popperystą, to jednak w jednym miał rację. Zamiast szukać tysięcy potwierdzeń jakiejś uniwersalnej tezy, wystarczy znaleźć jeden kontrprzykład, aby uniwersalność owa poszła w diabły.
>>Podaż na tą pracę jest bardzo duża, a jakoś wynagrodzenie śmiesznie niskie. >Jeśli podaż przewyższa popyt cena spada.
Tak. Jest podaż na prace, czyli jest jej dużo, a więc pracodawca musi swój produkt (ofertę pracy) taniej sprzedać. W tym wypadku oznacza to, że powinien więcej pracownikowi zapłącić. A tak się niestety nie stało.
>Mam wrażenie jednak, że skoro płaca jest niska, a mimo to przy takiej cenie dochodzi do zawarcia umowy to znaczy, że jednak bezrobocie musi być spore czyli podaż wysoka inaczej pracodawca nie znalazłby chętnych na swoją ofertę.
A więc model racjonalości rynkowej działa tylko w wyidelalizowanych warunkach, gdzie praktycznie nie ma bezrobocia i wszyscy już pracują.
>Nie wykluczone też, że jeśli mowa o jakimś małym rynku (np. niewielkie miasta czy obszary wiejskie) to mamy do czynienia zwyczajnie z monopsonem i wtedy z uwagi na brak konkurencji sytuacja jest zachwiana jak w przypadku każdego innego monopolu.
Akurat chodzi o Kraków. Call-centrów jest tam na pęczki a jakoś dziwnie niepisana umowa jest taka, że pracownicy dostają "śmieciówki" i parszywe wynagrodzenie. A w warunkach konkurencji jakoś tak być nie powinno.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | > Tak. Jest podaż na prace, czyli jest jej dużo, a więc pracodawca musi swój produkt (ofertę pracy) taniej sprzedać.Tak dla jasności bo dojdziemy do absurdów  W moich wypowiedziach konwencję przyjąłem taką: popyt = sytuacja kiedy chcę coś kupić = pracodawca szukający pracownika (kupuje jego usługę) podaż= sytuacja kiedy coś chcę sprzedać = pracownik szukający pracy (sprzedający swoją usługę) Źródło np.: www.bezrobocie.org.pl/x/338505> A więc model racjonalości rynkowej działa tylko w wyidelalizowanych warunkach, gdzie praktycznie nie ma bezrobocia i wszyscy już pracują.Myślę że raczej wskazałem na to, że skoro dochodzi do podpisania umowy na danym poziomie cenowym to są czynniki rynkowe które to powodują. NIe zakładam rynku na którym każdy pracuje i nie ma bezrobocia bo wówczas można by wręcz powiedzieć że nie ma rynku pracy (skoro nikt jej nie szuka bo każdy pracuje). Można natomiast faktycznie przyjąć że zasady opisane prawem popytu i podaży działają najczytelniej i najskuteczniej w warunkach swobodnej konkurencji. Na każdym rynku nawet tym regulowanym działają prawa podaży i popytu możne natomiast dochodzić do sztucznej modyfikacji warunków np poprzez określenie minimalnej płacy. To tak jakby obserwując kogoś skaczącego na bungie dojść do wniosku że siła grawitacji nie działa lub działa inaczej - ona działa, ale wprowadziliśmy elastyczną linę jako modyfikator warunków. Dlatego moim zdaniem interwencjonizm jest taki szkodliwy - uniemożliwia on normalne funkcjonowanie rynku i zawsze go jakoś destabilizuje co powoduje, że konieczne są dalsze interwencje i tak w nieskończoność. > Akurat chodzi o Kraków. Call-centrów jest tam na pęczki a jakoś dziwnie niepisana umowa jest taka, że pracownicy dostają "śmieciówki" i parszywe wynagrodzenie. A w warunkach konkurencji jakoś tak być nie powinno.Skoro jest to duży rynek to sytuacja jak raz jest prawdopodobnie skutkiem konkurencji - po stronie pracowników czyli podażowej. Wszystko pasuje jak ulał - jest duża podaż, prawdopodobnie przewyższająca popyt więc i cena jest niska Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Grimar (1210 punktów) |
>popyt = sytuacja kiedy chcę coś kupić = pracodawca szukający pracownika (kupuje jego usługę) >podaż= sytuacja kiedy coś chcę sprzedać = pracownik szukający pracy (sprzedający swoją usługę)
Sam widzisz, że to co w tym przypadku określimy podażą a co popytem zależy od konwencji. Też można określić ofertę pracy jako sprzedaż, z tym, że pracownik będzie płacił usługą (wykonywaną pracą), a nie pieniędzmi. Wszak nie chodzi o to, czym się płaci, ale że następuje wymiana. Wiem, że to bałamutne, ale trochę mąci w idealnym prawie podaży i popytu.
No ale przystańmy na to co napisałeś. Chodzi o to, że do call-center ludzie się nie garną, a pracodawcy ciągle tych ludzi szukają, a więc jest popyt na usługę, a podaż mu nie dorównuje (ludzi się setkami do tej pracy na jedno miejsce nie garną). A więc pracodawca powinien zaproponować wyższą cenę za pracę, której potrzebuje, ale tego nie robi.
>NIe zakładam rynku na którym każdy pracuje i nie ma bezrobocia bo wówczas można by wręcz powiedzieć że nie ma rynku pracy (skoro nikt jej nie szuka bo każdy pracuje).
Zawsze może szukać lepszej pracy, czy nie tak kształtuje się cena pracy w tym modelu? W modelu, w którym praktycznie nikt nie jest przyparty do ściany finansowo i może przebierać w ofertach pracy, dzięki temu poziom wynagrodzeń sam z siebie podniesie się na odpowiedni poziom, bo pracodawca oferujący głodowe wynagrodzenie będzie przez ewentualnych pracowników całkowicie pomijany. Dlatego model ten uważam za utopijny i uproszczony.
>Można natomiast faktycznie przyjąć że zasady opisane prawem popytu i podaży działają najczytelniej i najskuteczniej w warunkach swobodnej konkurencji.
To jest prawo wyidealizowane, tzn. działa do pewnego stopnia. Nie istnieje całkowicie wolna, racjonalna konkurencja, w końcu decyzje podejmują nie zimne atomy w próżni, tylko ludzie wraz ze swoim bagażem wartości, sympatii, antypatii i np. podatności na marketing czy nie bez wpływu na działanie asymetrii informacji.
>Na każdym rynku nawet tym regulowanym działają prawa podaży i popytu możne natomiast dochodzić do sztucznej modyfikacji warunków np poprzez określenie minimalnej płacy.
To co sztuczne a co naturalne to kwestia konwencji. Biorąc dotychczasową historię to wszytsko można uznać za sztuczne, albo wręcz przeciwnie: za naturalne.
>To tak jakby obserwując kogoś skaczącego na bungie dojść do wniosku że siła grawitacji nie działa lub działa inaczej - ona działa, ale wprowadziliśmy elastyczną linę jako modyfikator warunków. Dlatego moim zdaniem interwencjonizm jest taki szkodliwy - uniemożliwia on normalne funkcjonowanie rynku i zawsze go jakoś destabilizuje co powoduje.
Znów idealistyczne założenie, które nie ma potwierdzenia, bo nigdy nie było w pełni wolnej konkurencji. Jeśli nawet liczne liberalizacje w danym czasie polepszały działanie rynku, to nie oznacza to, że pełny libertarianizm by zadziałał. Nie wierze w dogmatyzm rynkowy, ponieważ jest to model, który okraja rzeczywistość - jej złożoność i mnogość czynników. I jest to póki co tylko model, który choć chce być naukowy, to chyba taki nie jest, bo chyba nie potrafi podać POTENCJALNEGO FALSYFIKATORA swojej teorii. każda swoje porażkę będzie tłumaczył niedostateczną wolności rynku.
>Skoro jest to duży rynek to sytuacja jak raz jest prawdopodobnie skutkiem konkurencji - po stronie pracowników czyli podażowej. >Wszystko pasuje jak ulał - jest duża podaż, prawdopodobnie przewyższająca popyt więc i cena jest niska
jest dokładnie odwrotnie. Patrz: pierwsze akapity tej odpowiedzi.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | > Sam widzisz, że to co w tym przypadku określimy podażą a co popytem zależy od konwencji.Niby można tylko po co wywarzać otwarte drzwi - wszelkie analizy i statystyki rynku pracy posługują się tą konwencją. Gdyby ją odwrócić trzeba wprowadzać na osie inne kategorie. > Chodzi o to, że do call-center ludzie się nie garną /.../Cóż trudno mi tu dyskutować - musiałbym wiedzieć ilu pracowników szuka pracodawca i ile ma ofert na swoje ogłoszenia ze strony pracowników. Na ogół pracodawcy nie dążą do samozagłady więc przyjmuję, że ich popyt musi być zaspokajany przy takiej, a nie innej cenie. Pracodawcy nie są potrzebne setki osób na miejsce - wystarczy mu nawet jedna oferta. Brutalna prawda jest taka, że dopóki mogę kupić coś za 100 zł. nie będę płacić za to 120 zł. - zgodzisz się z tym? A druga, równie brutalna, że jak mam do wydania 200 zł, a za towar muszę zapłacić 100 (bo to cena minimalna) to kupie dwie sztuki towaru a nie trzy czy więcej. To ciągłe poszukiwanie pracowników, o którym piszesz wynika prawdopodobnie z wysokiej fluktuacji - ludzie niezadowoleni z pensji odchodzą. Widać jest wystarczająca ilość ofert, wystarczająco, z punktu widzenia pracodawcy, przygotowanych pracowników w oferowanej cenie. Dużo zależy tu od stopnia specjalizacji - na ogół tam gdzie wymagane są wysokie kwalifikacje, pracodawcy starają się fluktuacje ograniczać ale przy powiedzmy rozładunku pustaków, fluktuacja przestaje grać rolę - można nawet robić codziennie nabór, płacić dniówkę i nazajutrz od nowa. Czy pracodawca w Twoim przypadku utrzymując cenę postępuje słusznie? Trudno orzec - fluktuacja oznacza koszty (koszt naboru czy wprowadzenia pracownika w zagadnienia) ale dopóki jest skłonny i ma możliwość je ponosić ... to on ocenia, tak ja Ty oceniasz czy warto ci np. wymieniać telefon czy nie (z jednej strony np. nowe funkcje z drugiej czas żeby się do nowości przyzwyczaić sama sobie ten dylemat rozstrzygasz) > W modelu, w którym praktycznie nikt nie jest przyparty do ściany finansowo i może przebierać w ofertach pracy, dzięki temu poziom wynagrodzeń sam z siebie podniesie się na odpowiedni poziom, bo pracodawca oferujący głodowe wynagrodzenie będzie przez ewentualnych pracowników całkowicie pomijany. Dlatego model ten uważam za utopijny i uproszczony.Co to znaczy "odpowiedni poziom wynagrodzeń"? Produkty czy usługi sprzedają się po cenie za jaką ktoś jest skłonny je kupić i to jest odpowiednia cena. Czy jesteś skłonna swojemu dostawcy internetu zapłacić 100 zł. za godzinę korzystania z sieci, bo uznał taką cenę za odpowiadającą jego potrzebom? Nie - jak wysunie taką ofertę to go wyśmiejesz, a jak będzie naciskać - zmienisz dostawcę. Na rynku gdzie jest wysoki popyt na pracę, wynagrodzenia są odpowiednio wysokie. Na takim rynku, jak ktoś zaproponuje pracownikowi 1200 "na rękę" to pracownika nie znajdzie i będzie musiał albo zwinąć działalność albo podnieść oferowaną cenę - w końcu dojdzie do zawarcia umowy po cenie akceptowanej przez obie strony. > To jest prawo wyidealizowane, tzn. działa do pewnego stopnia.Ależ nie - zawsze działa w takim samym stopniu, interwencje wpływają na efekty - tak jak wiatr na powiedzmy długość skoku w dal (a lina na skoczka bungie) > Nie istnieje całkowicie wolna, racjonalna konkurencja /.../Wszystkie ludzkie preferencje mieszczą się w jednej kategorii - cena. Ona wyraża ów marketing, sympatie, antypatie, przyzwyczajenia, przeświadczenie o wyższości jakościowej itp. Dlatego za dwa bardzo podobne do siebie samochody ludzie są skłonni zapłacić całkiem różne ceny. Krzywe podaży i popytu nie są wyrazem wielkości fizycznych tylko wyrazem skłonności sprzedających i kupujących. Pracodawca z wewnętrznym poczuciem misji społecznej zapewnienia swoim pracownikom jak najwyżej płatnej pracy będzie oferował relatywnie wysokie wynagrodzenia o ile pozwoli mu na to rynek gdzie on jest dostawcą bo przecież jego działalność nie wisi w próżni - on też, gdzieś coś sprzedaje, w oparciu o te same mechanizmy. > To co sztuczne a co naturalne to kwestia konwencji. Biorąc dotychczasową historię to wszytsko można uznać za sztuczne, albo wręcz przeciwnie: za naturalne.No trochę to abstrakcyjne co napisałaś więc trudno o polemikę. Mówię o "czymś sztucznym" bo mechanizm rynkowy powinien wyznaczać cenę, a tu mamy cenę przyjęta a priori, więc do niej musimy naginać nasze krzywe. Jeśli cena minimalna jest wyższa od ceny równowagi to maleje popyt (w naszym przypadku maleje liczba miejsc pracy) a rośnie podaż (więcej chętnych do pracy) i vice versa. Tu nie ma nic wyidealizowanego - działanie tego prawa obserwujesz na każdych zakupach - jeśli rośnie cena tego co chcesz kupić, to albo kupisz tego mniej albo wcale. > Znów idealistyczne założenie, /.../Ponownie - co Ty widzisz w tym wyidealizowanego? Jesteś w stanie kupić to co chcesz za dowolną cenę? Możesz znieść podwyżki, aż do pewnej granicy, powyżej której jeśli masz takie wyjście - ograniczasz swoje potrzeby, a potem rezygnujesz z zakupu. Jeśli rynek jest zmonopolizowany (co liberałowie uważają już za niemal czyste zło) a Ty musisz na nim dokonywać zakupów, bo jest to sprawa że tak powiem egzystencjalna, to owszem kupujesz, ale minimum i kosztem wyrzeczeń w innych dziedzinach. Tak jak Ciebie na zakupach ogranicza zasobność portfela tak pracodawce ogranicza zdolność do ponoszenia kosztów wynikająca z poziomu przychodów jakie może osiągnąć sprzedając swoje produkty. Tak się składa że mechanizm rynkowy bez względu na swoja naukowość lub nienaukowość działa bardzo namacalnie, nawet tam gdzie tak jak w naszym poprzednim ustroju postanowiono uregulować wszystkie ceny na wszystko (z pracą włącznie) to rozwinął się mimo wszystko wolny rynek - zwany podówczas czarnym rynkiem > jest dokładnie odwrotnie. Patrz: pierwsze akapity tej odpowiedzi.Odpowiedziałem na początku  Pozdrawiam PS - przepraszam za skróty Twoich wypowiedzi po prostu już się nie mieściło.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grimar (1210 punktów) | Po pierwsze: nie jestem kobietą. Po drugie: nie wiem czy dyskusja dalsza ma sens, bo mówimy nie do siebie, ale obok siebie.
>Brutalna prawda jest taka, że dopóki mogę kupić coś za 100 zł. nie będę płacić za to 120 zł. - zgodzisz się z tym?
Jak najbardziej! Dlatego pracodawcy w regionie gdzie nie ma wielu miejsc pracy, albo praktycznie wszystkie już są zajęte, nie będą płacić zdesperowanym pracownikom wysokich wynagrodzeń skoro mogą płacić im głodowe. Nie jest to abstrakcyjna sytuacja, tylko sytuacja z życia.
>Jak wysunie taką ofertę [pracy] to go wyśmiejesz, a jak będzie naciskać - zmienisz dostawcę.
Chyba, że nie masz już oszczędności i musisz utrzymać wynajmowane mieszkanie oraz siebie - często nie tylko siebie - wyżywić i ubrać. Wtedy nie ma czasu na wyśmiewanie, tylko trzeba przeżyć.
>Co to znaczy "odpowiedni poziom wynagrodzeń"? Produkty czy usługi sprzedają się po cenie za jaką ktoś jest skłonny je kupić i to jest odpowiednia cena.
Pytanie dla kogo jest odpowiednia? To co odpowednie dla pracodawcy a możliwe do zaakceptowania dla pracownika (w sytuacji w jakiej się znalazł) nie musi oznaczać tego co sprawiedliwe.
>Na rynku gdzie jest wysoki popyt na pracę, wynagrodzenia są odpowiednio wysokie. Na takim rynku, jak ktoś zaproponuje pracownikowi 1200 "na rękę" to pracownika nie znajdzie i będzie musiał albo zwinąć działalność albo podnieść oferowaną cenę.
Wszytko co do tej pory napisałem temu przeczy. Nie wiem jakie masz doświadczenie na rynku pracy i w jakim jego segmencie, ale chyba musisz znajdować się na innym rynku niż ja i moi znajomi. To nazywam idealizacją i apriorycznym dogamtyzmem rynkowym.
>Wszystkie ludzkie preferencje mieszczą się w jednej kategorii - cena.
Tak, ale niekoniecznie abstrakcyjnej ceny wyrażonej w pieniądzach. Ale również ceny psychiczej jaką ktoś musi płacić za opuszczenie swoich bliskich, swojego miasta/wsi, swoich aspiracji i ceny niepewności o przyszły los jaki go czeka, ceny lęku dzieci, które trzeba by było adptować do nowej szkoły w miejscu przyszłego zatrudnienia. Więc nie jest tak, że jak na drugim krańcu Polski pojawia się praca, gdzie płacą o 500 zł więcej to każdy się na to rzuca. Tłumaczy to fakt, że jakoś polscy libertarianie ciągle męczą się w tym "socjalistycznym" kraju, a nie wyjeżdżają masowo do krajów najbardziej gospodarczo zliberalizowanych.
Sama matematyka okraja i upraszcza rzeczywistość. I to nazywam idealizacją praw rynku.
>Tak się składa że mechanizm rynkowy bez względu na swoja naukowość lub nienaukowość działa bardzo namacalnie,
Do pewnego stopnia oczywiście.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | >Po pierwsze: nie jestem kobietą.
Najmocniej przepraszam - nie wiem skąd to wziąłem
>Po drugie: nie wiem czy dyskusja dalsza ma sens, bo mówimy nie do siebie, ale obok siebie.
Chciałeś wyjaśnienia, jak to wygląda z liberalnego punktu widzenia. Staram się to zrobić najlepiej jak potrafię. Rozumiem, że te argumenty nie przemawiają do Ciebie ale cóż tak to wygląda. Do mnie też nie przemawiają argumenty powiedzmy keynesistów. Chyba jednak zawsze warto poznać zdanie drugiej strony?
>Jak najbardziej! Dlatego pracodawcy w regionie gdzie nie ma wielu miejsc pracy, albo praktycznie wszystkie już są zajęte, nie będą płacić zdesperowanym pracownikom wysokich wynagrodzeń skoro mogą płacić im głodowe. Nie jest to abstrakcyjna sytuacja, tylko sytuacja z życia.
Więc może Ty dla odmiany przedstaw powody, dla których owi pracodawcy mieliby postępować inaczej? Czym mieliby się kierować? Skąd brać na to środki? Model który opisuję odpowiada na te pytania, jestem Ciekaw Twojego modelu i jego odpowiedzi.
Często spotykam się z takim myśleniem - niczego Ci nie imputując - że jeśli chodzi o moje zakupy to chcę konkurencji, dużego wyboru i niskich cen, ale jak przychodzi do tego że ktoś ma mi zapłacić to już te same racje np. że ma być tanio, jakby przestają działać. Chcemy kupować tanio, a sprzedawać drogo - całkiem normalne dążenie tylko jak ten minimalizując ceny producent, tnie koszty aby nie wypaść z rynku, w efekcie też i mało płaci swoim pracownikom i wtedy zaczyna się błędne koło.
>Chyba, że nie masz już oszczędności i musisz utrzymać wynajmowane mieszkanie oraz siebie - często nie tylko siebie - wyżywić i ubrać. Wtedy nie ma czasu na wyśmiewanie, tylko trzeba przeżyć.
Szukasz więc innego dostawcy. To że go nie ma blisko na pewno komplikuje sprawę. Ja nie mówię, że życie jest proste ba jest skomplikowanie i wymaga podejmowania trudnych decyzji, ponoszenia ich konsekwencji itd.
>Pytanie dla kogo jest odpowiednia? To co odpowednie dla pracodawcy a możliwe do zaakceptowania dla pracownika (w sytuacji w jakiej się znalazł) nie musi oznaczać tego co sprawiedliwe.
Cóż z miernikiem sprawiedliwości w modelu zawsze jest pewien problem - bo na ogół to co jedni uważają za sprawiedliwe inni nie koniecznie. Myślę że miernik ilości i wartości zachowuje jednak jako taką obiektywność szczególnie w zestawieniu z ową sprawiedliwością.Szczególnie że mam wrażenie, że że owa potrzeba sprawiedliwości, co do zasady, byłaby zaspokojona przy użyciu większej kwoty PLN. Jak to ktoś kiedyś powiedział: "jeśli problem da się rozwiązać z wykorzystaniem pieniędzy, to nie jest to problem tylko koszt"
>Wszytko co do tej pory napisałem temu przeczy. Nie wiem jakie masz doświadczenie na rynku pracy i w jakim jego segmencie, ale chyba musisz znajdować się na innym rynku niż ja i moi znajomi. To nazywam idealizacją i apriorycznym dogamtyzmem rynkowym.
Moje doświadczenia przeczą Twoim i dlatego ja reprezentuję coś co nazywasz "idealizacją i apriorycznym dogamtyzmem rynkowym"? A przecież żyjemy nie tylko na tym samym świecie ale tez prawdopodobnie w tym samym kraju - mój tez nie jest idealny ale tak to już jest, że moja prawda zawsze będzie bardziej "mojsza" i wcale mnie to nie dziwi.
>Tak, ale niekoniecznie abstrakcyjnej ceny wyrażonej w pieniądzach. Ale również ceny psychiczej jaką ktoś musi płacić za opuszczenie swoich bliskich, swojego miasta/wsi, swoich aspiracji i ceny niepewności o przyszły los jaki go czeka, ceny lęku dzieci, które trzeba by było adptować do nowej szkoły w miejscu przyszłego zatrudnienia. Więc nie jest tak, że jak na drugim krańcu Polski pojawia się praca, gdzie płacą o 500 zł więcej to każdy się na to rzuca.
Wszystko to prawda - pozostaje pytanie - kto, z jakich pobudek i jakich pieniędzy ma rozwiązać opisane przez Ciebie powyżej dolegliwości?
>Tłumaczy to fakt, że jakoś polscy libertarianie ciągle męczą się w tym "socjalistycznym" kraju, a nie wyjeżdżają masowo do krajów najbardziej gospodarczo zliberalizowanych.
Cóż nie jestem libertarianinem, nawet liberałem nie jestem jakimś bardzo skrajnym. Byłem pracodawcą teraz jestem pracownikiem - stąd moje poglądy. Suma wyborów jakich dokonałem w życiu okazała się na tyle korzystna dla mnie, że rynek na moje usługi i moja pracę daje mi możliwość funkcjonowania bez konieczności relokacji choć i tak się przeprowadziłem bliżej miejsca pracy.
>Sama matematyka okraja i upraszcza rzeczywistość. I to nazywam idealizacją praw rynku.
Tu akurat matematyki jest co kot napłakał - tak jak napisałem - prawa te są graficzną reprezentacją pewnych obserwowalnych tendencji, reprezentują graficznie "skłonność". Mówiąc, że wszystko mieści się w cenie, miałem na myśli to jak określona cena na dany produkt jest odbierana przez klienta (jest skłonny czy, nie jest skłonny ją zapłacić) na ta skłonność wpływają zaś te wszystkie czynniki, o których pisałeś. Oczywiście wpływa na nią też zdolność do uiszczenia ceny.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Grimar (1210 punktów) | >Chyba jednak zawsze warto poznać zdanie drugiej strony?
Warto
>Więc może Ty dla odmiany przedstaw powody, dla których owi pracodawcy mieliby postępować inaczej? Czym mieliby się kierować? Skąd brać na to środki?
Pracodawcy dążą do maksymalizacji zysku ze swojego interesu jak najmniejszym kosztem, to chyba zrozumiałe i nie am co się temu dziwić. Rozumiem, że w przypadku stanowisk wysoko wykwalifikowanych pertraktacja między pracownikiem a pracodawcą jest możliwa. Jednak na ogół to pracownik jest tym, który musi się dostosować jako ten przyparty do muru. Dlatego nie raduję się na perespektywą zostawienia wszytskiego dynamice rynkowej.
Rozumiem, że w wypadku małych firm, które zapewne się ciężko prowadzi, środki na wypłaty nie są szałowe. Ale są i duże firmy, z dużym zyskiem, które żyłują wypłat jak się da, mimo iż funkcjonują w Specjalnych Strefach Ekonomcznych, co za tym idzie są zwolnione z części podatków i mają bajeczne ułatwienia. Mają środki, a jednak jest tzw. "wyzysk". Można sobie wygooglować raporty.
>Model który opisuję odpowiada na te pytania, jestem Ciekaw Twojego modelu i jego odpowiedzi.
gdybym znał ten model, to nie pisał bym na racjonaliście, a w jakimś prestiżowym czasopiśmie. ja po prostu sprzeciwiam się poglądowi, że nalezy wszytsko zderegulować, zostawić "prawom rynku", co spowoduje umajenie naszych łąk. Uważam to za groźny dogmatyzm.
A co można by zrobić? takie luźny pomysł, do któego nie przywiązuje wagi, nie będę się przy nim upierrał, ani nie chcę się na jego temat rozgadywać, po prostu go rzucam: Można by zwolnić pracodawce z cześci podatków (albo je zmniejszyć) pod warunkiem, że jego pracownicy dostawali by godziwe warunki zatrudnienia. Produkty tejże firmy mogłyby mieć jakiś znaczek jakości świadczący o "przyjaznym miejscu pracy". Pracownik byłby zadowolony, pracodawca również, bo mniejsze podatki i wyższy prestiż firmy (co ma wpływ na wybór klientów w końcu). Państwo też byłoby zadowolone, bo pieniądze ze zmniejszonego podatku wracały by poprzez podatek pośredni, bo pracownik by wydawał więcej i śmielej - i mając stabilną perespektywe zarobków - mogłby sobie pozwolic na jakieś raty, pożyczki, czyli coś co bałby się robić nie mając perespektyw finansowych.
>Szukasz więc innego dostawcy. To że go nie ma blisko na pewno komplikuje sprawę. >Ja nie mówię, że życie jest proste ba jest skomplikowanie i wymaga podejmowania trudnych decyzji, ponoszenia ich konsekwencji itd.
No właśnie, jest skomplikowane. I prosty model "samoreguulującego się rynku" całego życia w swoim skomplikowaniu nie uwzględnia. Dlatego jestem w stosunku do niego ostrożny.
>Moje doświadczenia przeczą Twoim i dlatego ja reprezentuję coś co nazywasz "idealizacją i apriorycznym dogamtyzmem rynkowym"
Nie ważne ile masz poświadczeń na rzecz uniwersalności tezy, wystarczy jeden kontrprzykłąd, by unieważnić tą uniwersalność. Możesz twierdzić, że tysiąc raz nie zamknąłeś drzwi i nikt Cie nie okradł, ale wystrczy, że mnie raz okradną w ten sposób, bym mógł podważyć tezę: "Zostawianie otwartych drzwi nigdy nie grozi okradzeniem mieszkania".
>Wszystko to prawda - pozostaje pytanie - kto, z jakich pobudek i jakich pieniędzy ma rozwiązać opisane przez Ciebie powyżej dolegliwości?
Pisałem już powyżej. Chodzi tylko o to, że są to dolegliwości ważne przy podejmowaniu decyzji, co stawia założenie o prostej racjonalnoci jednostek - na podstawie których decyzji rynek się samoistnie reguluje - w świetle podejrzeń
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | > Rozumiem, że w wypadku małych firm, które zapewne się ciężko prowadzi, środki na wypłaty nie są szałowe. Ale są i duże firmy, z dużym zyskiem, które żyłują wypłat jak się da, mimo iż funkcjonują w Specjalnych Strefach Ekonomcznych, co za tym idzie są zwolnione z części podatków i mają bajeczne ułatwienia. Mają środki, a jednak jest tzw. "wyzysk". Można sobie wygooglować raporty.Może Cię to zdziwi ale właśnie jako zwolennik wolnego rynku jestem przeciwnikiem specjalnych stref ekonomicznych i innych podmiotowych zwolnień. Takie działania to nic innego jak interwencjonizm, uprzywilejowywanie jakichś firm kosztem innych itp. To jest grzebanie w konkurencyjności a to zawsze rynek upośledza i destabilizuje. > gdybym znał ten model, to nie pisał bym na racjonaliście, a w jakimś prestiżowym czasopiśmie. ja po prostu sprzeciwiam się poglądowi, że nalezy wszytsko zderegulować, zostawić "prawom rynku", co spowoduje umajenie naszych łąk. Uważam to za groźny dogmatyzm.Ja myślę że jednak deregulacja jest rzeczą dobrą. Mamy obecnie totalną sieczkę prawną i inflację regulacji. Powoli odchodzimy od elastycznych konstrukcji na rzecz prawa kazuistycznego. Kazuistyka ma to do siebie że produkuje nie tylko wieluset stronicowe ustawy ale też produkuje niebywałą ilość luk prawnych. Co ciekawsze uważam że za takim przeregulowaniem sytemu lobbują właśnie wielcy świata biznesu - oni sobie w tej mętnej wodzie poradzą, a stworzenie obłędnego labirynty instytucjonalnego ograniczy im konkurencję. Czy stworzenie ograniczeń np. w obrocie nieruchomościami do osób z odpowiednią licencją działa na korzyść klientów czy beneficjentów aktualnego status quo? > A co można by zrobić? takie luźny pomysł, do któego nie przywiązuje wagi, nie będę się przy nim upierrał, ani nie chcę się na jego temat rozgadywać, po prostu go rzucam /.../Moim zdaniem pomysł ze znaczkiem fajny i co ciekawe całkiem rynkowy - taki znaczek mógłby stać się po prostu jednym z czynników napędzających popyt - zwiększających skłonność do zakupu produktu danej firmy co spokojnie mieści się w modelu. Uważam że takie myślenie jakie tu zaprezentowałeś jest do przyjęcia z zupełnie wolnorynkowego punktu widzenia bo wprowadzamy narzędzie marketingowe dostępne dla każdego podmiotu. Czy ma szansę powodzenia, trudno orzec, było już trochę takich akcji jak np. fair trade nie bardzo to chyba wyszło ale warto próbować. Z obniżeniem podatków raczej bym uważał choć na pewno można by i coś takiego rozważyć przynajmniej dopóki byłoby to zwolnienie skierowane do wszystkich. > No właśnie, jest skomplikowane. I prosty model "samoreguulującego się rynku" całego życia w swoim skomplikowaniu nie uwzględnia. Dlatego jestem w stosunku do niego ostrożny.To akurat postawa całkiem racjonalna. Ja tez nie opieram się na wierze w mechanizm rynkowy, wiem że mechanizm ten na pewno działa natomiast wiele rynków jest w ten czy w inny sposób regulowana z rożnymi skutkami dla efektów działania tych sił. Przyznam, że czasem mnie denerwuje kiedy winą za takie czy inne problemy obarcza się "rynek" tyle że najpierw się na nim "skutecznie" zainterweniowało. Dobrym przykładem tego o czym piszę były narodziny sławetnego panującego nam do dziś kryzysu który rozpoczął się w bodaj najbardziej uregulowanej i najbardziej kontrolowanej sferze działalności, którego przyczyną było utrzymywanie przez bank centralny nieracjonalnie niskich stóp procentowych, którego zapalnikiem był krach na rynku sztucznie napędzanym tanimi kredytami a za który oberwało się ... liberalizmowi, który wszystkich wyżej wymienionych działań jest antytezą. Pamiętam do dziś nagłówki prasowe typu "krach liberalnej gospodarki" absurd jakich mało. Parę lat temu popełniłem o tym dłuższą wypowiedź na tutejszym forum: www.racjonalista.pl/forum.php/s,179705> Nie ważne ile masz poświadczeń na rzecz uniwersalności tezy, wystarczy jeden kontrprzykłąd, by unieważnić tą uniwersalność. Możesz twierdzić, że tysiąc raz nie zamknąłeś drzwi i nikt Cie nie okradł, ale wystrczy, że mnie raz okradną w ten sposób, bym mógł podważyć tezę: "Zostawianie otwartych drzwi nigdy nie grozi okradzeniem mieszkania".Cóż to przynajmniej znaczy że obie możliwości mogą zajść, a to już coś  Ja Twoich tez nie nazwałem idealizmem czy doktrynerstwem. ani nie zaprzeczam Twoim obserwacjom - skutki o których piszesz istnieją, mam co najwyżej inne poglądy na przyczyny ich powstania. Pozdrawiam
|
|
 | 2 na 2 | mancziz (1830 punktów) | Skandynawski mit wiecznie żywy... Bo keynesistów i innych nawiedzonych ekonomistów nie interesuje specjalnie dlaczego tak naprawdę państwa takie jak Norwegia czy Szwecja stać na tak rozbuchany socjal i jednocześnie niezły wzrost gospodarczy. Co tam historia gospodarcza tych krajów, bogactwa naturalne nakręcające eksport itp. Co tam przykłady mnóstwa innych państw w historii, które przez takie podejście albo zbankrutowały albo doszły do granicy bankructwa. Uczepili się tej Skandynawii jak tonący brzytwy i w kółko ta sama mantra. Wolny rynek be, państwowe interwencje cacy. Masakra...
|
|
4 na 4 | Irracja (4721 punktów) | ... to opowiadanie jest raczej dowodem jak bardzo szkodzi spójności społeczeństwa "wirtualny pieniądz". Panowie pokłócili się o "wirtualny zysk", o coś czego nie było. Nie sprzedali tego obiadu innym za 500 zł, nie otrzymali tych 100 zł od restauratora. Żeby chociaż działali według zasady przewidywanych kosztów, iż "wkładają do wspólnego koszyka" według możliwości, a to co pozostało dzielą równo na wszystkich. Ale nie, działali według zasady realnych kosztów, które pokrywają według możliwości. W tym przypadku nie osiągają żadnych realnych korzyści. Więc co tutaj dzielić?...
... pozdrawiam...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
6 na 6 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Historyjka jest naprawdę marna. Jeśli w jakikolwiek stopniu wyraża sposób myślenia polskich elit - to mamy dramat.
Jak można w ogóle próbować przedstawiać gospodarkę i relacje społeczne za pomocą wirtualnego PLN i rachunków typu 3 + 5 - 5 =. To jest totalna bzdura.
Gospodarka i relacje społeczne to ludzkie cechy, ludzkie emocje, motywy i działania. PLN ma jedynie za tym podążać - odzwierciedlać to w sposób najbardziej prawidłowy a nie odwrotnie. W twoim marnym do bólu modelu to PLN jest podstawą dla ludzkich cech i emocji a nie odwrotnie.
W twoim marnym modelu najbogatszy urodził się ze swoim dochodem i ze swoim dochodem umrze. Dlatego biedny powinien go szanować. Powinien go szanować za jego dochód.
Gdyby ludzie myśleli podobnie do ciebie to mielibyśmy monarchię a ty byłbyś paziem królowej szanujący ją za to, że jest królową.
Dramat.
|
|
 | 3 na 3 | Grzegorz (2117 punktów) | > Historyjka jest naprawdę marna....Dzięki za opinię. Proszę jeśli można o odpowiedz na zadane pod historyjką pytanie - najlepiej z jakimś uzasadnieniem. Oceny mojej osoby oraz epitety proponowałbym jednak sobie darować - po co podnosić temperaturę dyskusji? Ja chce się dowiedzieć czy zdaniem czytelników portalu (o różnych poglądach) możliwe jest bogate państwo i dobrobyt bez bogatych obywateli. Historyjka była na zachętę do podjęcia polemiki - ale miałem na myśli polemikę merytoryczną a nie obrzucanie się personalnymi ocenami  Pozdrawiam
|
|
|  | 4 na 6 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Przepraszam za oceny.
Istnieje pewien naturalny poziom różnic majątkowych w społeczeństwie - który cechuje się tym, że całe społeczeństwo je akceptuje.
Istnieje pewien naturalny poziom różnic dochodów pomiędzy powiedzmy sprzątaczem ulic i wybitnym informatykiem - który to poziom dochodów oboje i sprzątacz i informatyk są w stanie zaakceptować i czuć się z tym dobrze w życiu. Sprzątacz po prostu będzie wiedział, że informatyk ma wartościowe również dla sprzątacza cechy i umiejętności, które powinny być wyżej wynagradzane.
W Polsce jesteśmy obecnie na przeciwległym biegunie tych naturalnych różnic. Społeczeństwo ogólnie nie akceptuje własnego systemu społecznego, własnego prawa, większość ma poczucie niesprawiedliwości i ogólnie beznadziei. Nie ma się czym chwalić toteż większość Polaków za granicą ma z tego powodu kompleksy.
Wg mnie takiego prawa jakie mamy obecnie, pełne poukrywanych przywilejów, stanowiącego podstawę nieuzasadnionej i nadużywanej władzy Polacy nie zaakceptują nigdy i zawsze będą łamać prawo. Dopóki Polacy będą łamać prawo i nie będą go szanować będziemy klepać biedę i wzajemnie się nienawidzić.
Ja jestem najlepszym tego przykładem, nie szanuję polskiego prawa w najmniejszym stopniu, złamię je przy każdej nadarzającej się okazji, nie ma we mnie najmniejszego szacunku do jakichkolwiek instytucji państwowych - ogólnie to wszystko - cały ten system uznaję za kompletny syf, w którym tylko muszę jakość przetrwać. Z takiego mojego podejścia do polskiej gospodarki zapewniam cię - nawet przy najsurowszych karach i najefektywniejszych osiłkach starających się mnie do przestrzegania prawa zmusić - owoców nie będzie - ani dla mnie ani dla nikogo.
W Polsce potrzebujemy prawa realnie pozbawionego wszelkich przywilejów - do tego stopnia, żeby każdy Polak uwierzył w to, że tak jest.
W Polsce potrzebujemy absolutnie transparentnych biznesów - całkowicie jawnych, w których każdy dałby radę policzyć skąd tam się wzięła każda złotówka.
Wówczas jest szansa na to, że ludzie zaczną akceptować różnice społeczne - przestaną się nienawidzić i zaczną w końcu coś wspólnie robić.
A do tego czasu bieda z nędzą i tylko podstawa dla satysfakcji dla szemranych biznesmenów i urzędasów.
|
|
| |  | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | > Przepraszam za oceny.Nie ma sprawy  emocje ludzka rzecz > Istnieje pewien naturalny poziom różnic majątkowych w społeczeństwie - który cechuje się tym, że całe społeczeństwo je akceptuje.Trudna sprawa z tą powszechną akceptacją, jak mówi stara przysłowie - jeszcze się taki nie narodził który by wszystkim dogodził. > Istnieje pewien naturalny poziom różnic dochodów pomiędzy powiedzmy sprzątaczem ulic i wybitnym informatykiemKolejna trudna sprawa - wielu ludzi zapyta czemu za ciężką fizyczną pracę ma się należeć większe wynagrodzenie niż za lekką "umysłową". Sprzątacz to jedno ale już powiedzmy górnik albo człowiek pracujący w warunkach dużej szkodliwości (hałas, chemikalia itp.) > W Polsce jesteśmy obecnie na przeciwległym biegunie tych naturalnych różnic. Społeczeństwo ogólnie nie akceptuje własnego systemu społecznego, własnego prawa, większość ma poczucie niesprawiedliwości i ogólnie beznadziei.Ludzie narzekają wszędzie - ostatnio rozmawiałem z Belgami, którzy maja na prawdę nieporównywalny socjal np. zasiłek dla bezrobotnych jest bezterminowy i dość wysoki. I wiesz co - też narzekali na swój system. > Ja jestem najlepszym tego przykładem ....Tu się zgadzam - bez jako takiego zaufania do państwa i bez szacunku do prawa - nic nie będzie dobrze. Może zatem warto się jakoś zaangażować w naprawę tego co jest Twoim zdaniem niewłaściwe? > W Polsce potrzebujemy absolutnie transparentnych biznesów - całkowicie jawnych, w których każdy dałby radę policzyć skąd tam się wzięła każda złotówka.> Wówczas jest szansa na to, że ludzie zaczną akceptować różnice społeczne - przestaną się nienawidzić i zaczną w końcu coś wspólnie robić.> A do tego czasu bieda z nędzą i tylko podstawa dla satysfakcji dla szemranych biznesmenów i urzędasów.Cóż formalnie mamy transparentność ale pewnie nie chodzi Ci o formalne obowiązki tylko o to jak się manipuluje danymi i robi kreatywna księgowość. Cóż jak pisałem w drugim wątku tymi którzy oszukują, manipulują i kradną są ludzie wiec postrzegam Twoje postulaty bardziej jako postulaty dot. zmian mentalnościowych raczej niż systemu prawnego. Z drugiej strony to trochę błędne koło - gdyby przestrzegano prawa byłoby transparentnie ale się go nie przestrzega bo nie jest ... pytanie kto ma zacząć wychodzić z tego impasu. Pozdrawiam
|
|
| | |  | 3 na 3 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | > pytanie kto ma zacząć wychodzić z tego impasu.
Dlatego proponuję, znieśmy egzekucję należności, wprowadźmy ograniczoną odpowiedzialność dla każdego w biznesie, umocnijmy PLN i własność poprzez ich elektroniczną ewidencję i przepływ, nie pozwólmy ludziom bić się z pięści po twarzach i egzekwować należności na własną rękę, ujawnijmy dochody i majątek wszystkich, oraz źródła ich pochodzenia - a reszta stałaby się sama.
Ile oszustw dałbyś radę zrobić przy państwowym elektronicznym pieniądzu - gdzie wszystkie operacje pozostają zapisane na zawsze i przy państwowej elektronicznej ewidencji własności i jej przepływu? Klika w skali kraju?
Ile naprawiłbyś w ludzkich umowach gdybyś zabronił im używania przemocy i sam tej przemocy dla wykonania obowiązków z umowy nie używał.
Utopia?
W prymitywnym społeczeństwie przyzwyczajonym do agresji w życiu codziennym i do urzędniczej władzy rzeczywiście utopia. Jednak gdyby to społeczeństwo postarało się, dla swojego dobra, wyjść nieco ze swoich schematów myślowych i przyzwyczajeń to, może zauważyłoby wreszcie gdzie jest przyczyna niskiej jakości ich życia.
Inaczej zawsze będziemy jeździć z kompleksami do krajów zachodu i nieudacznie naśladować ich systemy społeczne niepasujące do naszej mentalności.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | szarley (54911 punktów) | >> pytanie kto ma zacząć wychodzić z tego impasu. >Dlatego proponuję, znieśmy egzekucję należności, wprowadźmy ograniczoną odpowiedzialność dla każdego w biznesie, umocnijmy PLN i własność poprzez ich elektroniczną ewidencję i przepływ, nie pozwólmy ludziom bić się z pięści po twarzach i egzekwować należności na własną rękę, ujawnijmy dochody i majątek wszystkich, oraz źródła ich pochodzenia - a reszta stałaby się sama. >Ile oszustw dałbyś radę zrobić przy państwowym elektronicznym pieniądzu - gdzie wszystkie operacje pozostają zapisane na zawsze i przy państwowej elektronicznej ewidencji własności i jej przepływu? Klika w skali kraju? >Ile naprawiłbyś w ludzkich umowach gdybyś zabronił im używania przemocy i sam tej przemocy dla wykonania obowiązków z umowy nie używał. >Utopia?
Co z odszkodowaniami? też w "czasie rzeczywistym" ? bez egzekucji? Mam oceniać agenta po krawacie?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | > Co z odszkodowaniami? też w "czasie rzeczywistym" ? bez egzekucji? Mam oceniać agenta po krawacie?Ubezpieczenia to nie jest temat na ten wątek. 25 lat temu mieliśmy komunę - ludzie zadłużają się na 30 lat i kupują ubezpieczenia, które mają działać za lat 40  Wg mnie ubezpieczenia nie powinny być całkowicie prywatne.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54911 punktów) | > >Co z odszkodowaniami? też w "czasie rzeczywistym" ? bez egzekucji? Mam oceniać agenta po krawacie?> Ubezpieczenia to nie jest temat na ten wątek.Ubezpieczenia są takimiu samymi umowami jak pozostałe umowy Jak mają się obywać bez egzekucji? tym razem ze strony maluczkich !!! I proszę , nie zmieniaj tematu tak jak z kredytem. > 25 lat temu mieliśmy komunę - ludzie zadłużają się na 30 lat i kupują ubezpieczenia, które mają działać za lat 40  co to za bełkot? > Wg mnie ubezpieczenia nie powinny być całkowicie prywatne.co to znaczy?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >Ubezpieczenia są takimiu samymi umowami jak pozostałe umowy
Ubezpieczenia to forma pomocy społecznej obojętnie jak to nazwiesz i obojętnie jak to zorganizujesz. Wg mnie wszelka pomoc społeczna powinna pochodzić od Państwa. Wg mnie ubezpieczenie nie powinno pokrywać całej szkody bo wówczas wszyscy mają niezbędną ostrożność gdzieś.
Żeby nie dać jakiemuś urzędasowi władzy, która doprowadzi do patologii to stworzyłbym system w stylu - opisanie szkody przez poszkodowanych jawne, że sobie w internecie możesz poczytać, szacowanie szkody jawne przez 3 niezależnych i nielokalnych ekspertów, że sobie w sieci możesz poczytać i jakieś opcje protestowania przy nieprawidłowościach.
Ubezpieczenie wg mnie nie różni się zbytnio od emerytury czy ochrony zdrowia - to jest pomoc społeczna.
Inny pomysł taki. Jeśli państwo prowadzi rachunki obywateli - to daje też opcje utworzenia odrębnych rachunków łącznych. Ludzie się organizują i wpłacają tam kasę, powiedzmy, że w organizacji tego pomaga im jakiś profesjonalista za wynagrodzeniem. No i z tego konta kasę wypłacić może jedynie ponad 50% właścicieli konta działając łącznie. Musieliby się tylko dogadywać ze sobą na wypadek szkody. Mogą dać też pełnomocnictwa temu zarządzającemu. No i miałbyś takie towarzystwo ubezpieczeniowe, które różni się tym od obecnych, że firma jedynie zarządza twoją kasą a nie staje się jej właścicielem. A jak chcesz zmienić zarząd to 3 minuty. A teraz spróbuj się wyplątać z ubezpieczenia - nie masz szans - niby twoja kasa z tym, że nie masz do niej żadnych praw.
Pomysłów jest tysiące. Odbierz ludziom egzekucję jako narzędzie a natychmiast się odnajdą.
Takie uniwersalne rozwiązanie dla nieruchomości i rzeczy. Gdzie ludzie muszą się porozumiewać teraz i zawsze - to komuno wróć - czyli zawsze współwłasność łączna i zawsze zakup współwłasności za gotówkę. Tym to się różni jednak od komuny, że nie wszyscy są właścicielami wszystkiego - tylko te dwie konkretne osoby jednej konkretnej rzeczy, której używają i potrzebują. A jak się pokłócą to niech się ze sobą dogadują bez sądów i komornika - bo nie ma żadnej uniwersalnej racji wg, której powinni być osądzeni - jest tylko racja tych dwojga ludzi. Kiedy stracą oboje na nieporozumieniu to wrócą po rozum do głowy.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | szarley (54911 punktów) | >>Ubezpieczenia są takimiu samymi umowami jak pozostałe umowy >Ubezpieczenia to forma pomocy społecznej obojętnie jak to nazwiesz i obojętnie jak to zorganizujesz.
Bredzisz , nie oczekuję pomosy społecznej przy ubezpieczeniu AC
>Wg mnie ubezpieczenie nie powinno pokrywać całej szkody bo wówczas wszyscy mają niezbędną ostrożność gdzieś.
Bredzisz , jak mam być ostrożnieszy przed pożarem lasu? Pożar lasu może się przenieść na dom.
>Żeby nie dać jakiemuś urzędasowi władzy, która doprowadzi do patologii to stworzyłbym system w stylu - opisanie szkody przez poszkodowanych jawne, że sobie w internecie możesz poczytać, szacowanie szkody jawne przez 3 niezależnych i nielokalnych ekspertów, że sobie w sieci możesz poczytać i jakieś opcje protestowania przy nieprawidłowościach.
Bredzisz , Żeby nie dać jakiemuś urzędasowi władzy, dajesz ją "ekspertom przez urzędasów zatrudnionym
>Ubezpieczenie wg mnie nie różni się zbytnio od emerytury czy ochrony zdrowia - to jest pomoc społeczna.
Nie jest
>A teraz spróbuj się wyplątać z ubezpieczenia - nie masz szans - niby twoja kasa z tym, że nie masz do niej żadnych praw.
W każdej chwili, po prostu rezygnuję i umowa wygasa (nie dotyczy PRZYMUSOWYCH ubezpieczeń)
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Kompletnie nic nie rozumiesz - ludzie przez zawiłości systemu kompletnie są już oderwani od rzeczywistości - tak jak ty.
Spłonął ci dom - wyparował - nie ma go. Jeśli nie oczekujesz pomocy inny ludzi - to zbuduj sobie nowy dom sam. A jak oczekujesz pomocy od innych - to oczekujesz pomocy społecznej. Przykro mi, że nazwa źle ci się kojarzy.
Jeśli masz AC, które ubezpiecza cię od każdego zdarzenia i masz już najwyższą składkę, że nawet jak się rozbijesz 100 razy to będziesz płacił tyle samo - to jesteś zwyczajnie nieostrożny - inaczej mówiąc nie dbasz o samochód - bo jak coś to ci go naprawią.
Taka niedbałość na większą skalę to rujnowanie gospodarki.
Te moje opisy to walka z wiatrakami Czemu nie umiesz wyjść na pół sekundy ze schematów myślenia o gospodarce i dostrzec czym to jest w rzeczywistości.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | szarley (54911 punktów) | >Kompletnie nic nie rozumiesz - ludzie przez zawiłości systemu kompletnie są już oderwani od rzeczywistości - tak jak ty. >Spłonął ci dom - wyparował - nie ma go. >Jeśli nie oczekujesz pomocy inny ludzi - to zbuduj sobie nowy dom sam.
Nie oczekuję pomocy od innych. Ubezpieczyłem się! Zapłaciłem składkę, nikt mi łaski nie robi, odszkodowanie mi się należy, a Państwo ma je w moim imieniu egzekwować!
>A jak oczekujesz pomocy od innych - to oczekujesz pomocy społecznej.
Nie chcę niczyjej pomocy. Nie stać mnie na dwa domy więc zbudowałem jeden i ubezpieczyłem go
>Te moje opisy to walka z wiatrakami Czemu nie umiesz wyjść na pół sekundy ze schematów myślenia o gospodarce i dostrzec czym to jest w rzeczywistości.
To wyjdź i popatrz. proponujesz utopie
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >Nie oczekuję pomocy od innych. Ubezpieczyłem się! Zapłaciłem składkę, nikt mi łaski nie robi, odszkodowanie mi się należy, a Państwo ma je w moim imieniu egzekwować!
To jest właśnie typowe myślenie. Ty się umówiłeś. Ja teraz pomagam innym wpłacając składki, więc oczekuję, że jak coś się przytrafi to także pomożecie mi - taką mamy umowę. Jeśli ktoś ci pomoże to dlatego, że czuje się zobowiązany tą umową.
Pomoc egzekwowało się w świecie faraonów.
>Nie chcę niczyjej pomocy. Nie stać mnie na dwa domy więc zbudowałem jeden i ubezpieczyłem go
Ubezpieczenie oznacza, że w razie katastrofy chcesz, żeby inni ci pomogli. Chcesz ich pomocy i sam ofiarowujesz wcześniej innym swoją.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | > Ubezpieczenie oznacza, że w razie katastrofy chcesz, żeby inni ci pomogli. Chcesz ich pomocy i sam ofiarowujesz wcześniej innym swoją.Konstrukcja którą opisujesz działała w zamierzchłych czasach kiedy kupcy łączyli się w spółki aby minimalizować ryzyko i robili "zrzutę" na całe przedsięwzięcie aby w razie jego klapy (podróże morskie to był biznes wysokiego ryzyka) nie narażać się na wielkie straty. Pierwotnie więc tak można byłoby powiedzieć. Teraz czasem w tej medialnej papce jaką nam serwują mówi się skrótowo że wypłaty odszkodowań następują ze składek co jest dość prymitywnym uproszczeniem i bywa sprytnym uzasadnieniem dla podnoszenia powiedzmy kosztów OC samochodowego (w rzeczywistości chodzi o wzrost kosztów ryzyka i co za tym idzie reasekuracji bo ubezpieczyciele też nie są w ciemię bici i ubezpieczają się wzajemnie). W dzisiejszym świecie działalność ubezpieczeniową prowadzą wyspecjalizowane firmy. Fakt - zbierają tzw. składki ale to nie jest kasa chorych z czasów Bismarcka - składka to po prostu opłata za usługę, która polega na tym, że w razie zaistnienia pewnych okoliczności opisanych umową firma wypłaca Ci określoną kwotę. Te zdażenia mogą być bardzo różne, przeważnie są to oczywiście jakieś losowe wypadki które powodują określone straty ale również jest to potencjalna odpowiedzialnośc cywilna (OC) a pewnie spotkałeś się np. z takim tworem jak poliso-lokaty gdzie zdarzeniem uprawniającym do świadczenia jest ... dożycie do określonej daty  Wypłata umówionej kwoty jest uwarunkowana wyłącznie zdarzeniem gdyby to działało tak jak piszesz drugim czynnikiem musiałoby być np. zebranie odpowiedniej ilości składek a tak nie jest. To nie ma nic wspólnego z pomocą to jest po prostu usługa za która płacisz. Pozdrawiam PS - Pomyśl logicznie - gdyby ubezpieczenie było formą pomocy gdzie straty pokrywa się z zebranych składek a nie intratnym biznesem, to kto by to chciał robić szczególnie w takiej skali ?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Za pieniędzmi stoi tylko i wyłącznie zobowiązanie do świadczenia - zobowiązanie do pracy tego, który pieniędzy nie posiada na rzecz tego który je ma. Za wypłacą określonej kwoty stoi więc pomoc ludzi bez pieniędzy.
Za tym, że nasz system społeczny się tak absurdalnie wynaturzył, iż przedsiębiorstwa zaczęły organizować gry losowe na naszych zobowiązaniach i należnościach stoi tylko jeden człowiek. Komornik.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | > Za pieniędzmi stoi tylko i wyłącznie zobowiązanie do świadczenia - zobowiązanie do pracy tego, który pieniędzy nie posiada na rzecz tego który je ma. Za wypłacą określonej kwoty stoi więc pomoc ludzi bez pieniędzy.Kto jak kto ale firmy ubezpieczeniowe na ogół mają więcej pieniędzy niż ci którzy się u nich ubezpieczają. Akurat do pracy to się nikt nie zobowiązuje (z obu stron jest po prostu kasa - z jednej mała ale za to z góry z drugiej większa ale uzależniona od zdarzenia niepewnego). > Za tym, że nasz system społeczny się tak absurdalnie wynaturzył, iż przedsiębiorstwa zaczęły organizować gry losowe na naszych zobowiązaniach i należnościach stoi tylko jeden człowiek. Komornik.Ależ ubezpieczenia są instytucją bardzo starą : www.newtra(*)ecie,97,przedsiebiorczosc.htmlZa jednymi z pierwszych stał niejaki Hammurabi  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >Kto jak kto ale firmy ubezpieczeniowe na ogół mają więcej pieniędzy niż ci którzy się u nich ubezpieczają. Akurat do pracy to się nikt nie zobowiązuje (z obu stron jest po prostu kasa - z jednej mała ale za to z góry z drugiej większa ale uzależniona od zdarzenia niepewnego).
My się chyba nie rozumiemy. Pieniądz to roszczenie za którym stoi dług i dłużnik - człowiek bez pieniędzy i tym samym zobowiązany wobec posiadacza kasy.
Ludzie bez pieniędzy to dłużnicy. Posiadacze pieniędzy to wierzyciele.
Wypłata kasy jest w rezultacie przelewem należności.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | >Ludzie bez pieniędzy to dłużnicy. Posiadacze pieniędzy to wierzyciele. >Wypłata kasy jest w rezultacie przelewem należności.
Hmm... tyle że dłużnikiem w tej umowie jest ubezpieczyciel.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >Hmm... tyle że dłużnikiem w tej umowie jest ubezpieczyciel.
Ubezpieczyciel powinien być tylko księgowym, zliczającym, zarządzającym funduszem. W naszym systemie wykształcił się na właściciela kasy i dłużnika - kompletny absurd. Zarówno banki jak i ubezpieczyciele nigdy nie powinni być właścicielami kasy - a wyłącznie ich zarządcami. To, że przejmują kasę na własność w zamian za swoje zobowiązanie powoduje, że używają tej kasy do gry rynkowej, np. spekulując na cenie twojego mieszkania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) | > np. spekulując na cenie twojego mieszkania.
Chciałbym się co nieco dowiedzieć jak to te wredne banki spekulują na cenie mojego mieszkania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >Chciałbym się co nieco dowiedzieć jak to te wredne banki spekulują na cenie mojego mieszkania.
Handlując akcjami i obligacjami przedsiębiorstw budowlanych, handlując nieruchomościami, finansując budowę nieruchomości lub odmawiając finansowania, określając warunki tego finansowania. Bezpośrednio i przez podmioty zależne
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | MarcinK (9189 punktów) |
> handlując nieruchomościami, finansując budowę nieruchomości lub odmawiając finansowania, określając warunki tego finansowania.
Do tego te banki min są powołane. Czym się ma bank zajmować wg Ciebie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >Do tego te banki min są powołane. Czym się ma bank zajmować wg Ciebie?
ma realizować polecenia zapłaty i informować cię o stanie konta prowadzonego przez państwo
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | MarcinK (9189 punktów) |
>ma realizować polecenia zapłaty i informować cię o stanie konta prowadzonego przez państwo
Więcej potrafi zwykły bankomat. Do czego Ci banki? Skąd pojawi się finansowanie inwestycji?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Wydając gotówkę na inwestycję zaciągasz dług. Utrata gotówki jest zadłużaniem się wobec tych, którzy gotówkę uzyskują przy tej budowie.
Obecna budowa inwestycji na kredyt jest oszukiwaniem samych siebie - niszczeniem gospodarki, jest działaniem, które ze 100% pewnością spowoduje w przyszłości recesję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | MarcinK (9189 punktów) | >Wydając gotówkę na inwestycję zaciągasz dług. Utrata gotówki jest zadłużaniem się wobec tych, którzy gotówkę uzyskują przy tej budowie.
Tracisz gotówkę, którą uzyskujesz kredytem? Kto to gotówkę uzyskuje przy tej budowie?
>Obecna budowa inwestycji na kredyt jest oszukiwaniem samych siebie
Podaj no zatem tą wcześniejszą.
> - niszczeniem gospodarki, jest działaniem, które ze 100% pewnością spowoduje w przyszłości recesję.
Co do jednego się mogę z Tobą zgodzić - na 100% w przyszłości będzie recesja. I to niejedna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >Tracisz gotówkę, którą uzyskujesz kredytem? Kto to gotówkę uzyskuje przy tej budowie?
Tracisz gotówkę płacąc za usługi. Pieniądze uzyskują twoi zleceniobiorcy. Zleceniobiorcy stają się twoimi wierzycielami a ty ich dłużnikiem - a wierzytelność jest potwierdzona zielonymi.
>Podaj no zatem tą wcześniejszą.
Kreska nie istnieje od zawsze. Było kiedyś na pewno tak, że ludzie w ogóle się nie umawiali a jedynie wymieniali. Dług jest wynikiem umów. Jak usztywnisz umowę przymusem państwowym - to masz z automatu w gospodarce złe umowy i złe długi. W gospodarce niczego nie można usztywniać bo natychmiast system się rozjedzie.
>Co do jednego się mogę z Tobą zgodzić - na 100% w przyszłości będzie recesja. I to niejedna.
I będzie ona wynikiem usztywnienia umów przymusem państwowym, i wynikających ze sztywnych umów złych długów - tzn. długów, których nie da się spłacić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | MarcinK (9189 punktów) | >Tracisz gotówkę płacąc za usługi.
Każe Ci kto? Taki deweloper musi korzystać z podwykonawców?
> Pieniądze uzyskują twoi zleceniobiorcy. Zleceniobiorcy stają się twoimi wierzycielami a ty ich dłużnikiem - a wierzytelność jest potwierdzona zielonymi.
I ten zleceniobiorca tak od razu po gotówkę się zgłasza? Jak tak to u Ciebie działa to chętnie zostanę Twoim.
> Dług jest wynikiem umów. Jak usztywnisz umowę przymusem państwowym - to masz z automatu w gospodarce złe umowy i złe długi.
Czyli bez egzekucji państwowej masz same dobre umowy i dobre długi? Żyć nie umierać.
> W gospodarce niczego nie można usztywniać bo natychmiast system się rozjedzie.
Cała ta Twoja urocza donkiszoteria ciągle nie uwzględnia ryzyka przy prowadzeniu działalności gospodarczej (co Ci już Grzegorz pisał). Z definicji tegoż wynika, że z góry wiadomo, że część umów nie zostanie dotrzymana i trzeba będzie jakoś je windykować. Drzewiej windykacją zajmowali się chłopaki w kominiarkach/hełmach, a wraz z postępem cywilizacyjnym państwo na siebie przejęło egzekucję należności. Dzięki temu, że jest to w cywilizowany sposób uregulowane wzrasta znacznie, wbrew temu co twierdzisz, pewność obrotu bo rzadko który chojrak podpisałby umowę wiedząc, że jeśli jej warunków nie dotrzyma to przywita się z bozią.
Innymi słowy - żeby ten Twój system mógł w ogóle działać musiałbyś wyeliminować ryzyko z obrotu gospodarczego co zasadniczo jest niemożliwe więc i Twoja koncepcja z góry skazana jest na porażkę.
>I będzie ona wynikiem usztywnienia umów przymusem państwowym, i wynikających ze sztywnych umów złych długów - tzn. długów, których nie da się spłacić.
To z przymusem państwowym to bzdura ale co do zasady każdy kryzys ekonomiczny tyczy złych długów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >Innymi słowy - żeby ten Twój system mógł w ogóle działać musiałbyś wyeliminować ryzyko z obrotu gospodarczego co zasadniczo jest niemożliwe więc i Twoja koncepcja z góry skazana jest na porażkę.
To działa bardzo prosto.
Ponosząc ryzyko gospodarcze w umowach bez komornika chwilami tracisz i nie masz już tych samych korzyści jak przy zabezpieczeniu przez Państwo. Powiedzmy, ze rok zaczynasz ze stanem 100 na koncie i z tym samym stanem 100 kończysz w takim rozwiązaniu - nie wzbogaciłeś się.
W umowach z komornikiem wiesz czego się spodziewać i wszystko sobie odpowiednio planujesz. Udaje się się wypracować znacznie większe korzyści aniżeli w systemie bez komornika. Zaczynasz rok ze stanem 100 a kończysz ze stanem 1100. Problem jest w tym, że 1000 masz w należnościach i nagle okazuje się, że dłużnik jest całkowicie niewypłacalny. Doznajesz szoku. Popadasz w totalny konflikt z dłużnikiem cały kolejny rok poświęcasz wyłącznie na odzyskanie 1000 i nic z tego nie wychodzi. Koniec końców okazuje się, że w sumie nic nie zarobiłeś przez ten rok - bo zostało ci tylko 100 i straciłeś cały kolejny rok na szarpanie się z dłużnikiem. Trudno - było minęło musisz zacząć wszystko od początku po zrezygnowaniu z 1000.
Na tym to polega. Nakaz i przymus państwowy w wolnorynkowej gospodarce zamrażający nieproporcjonalne dla stron umowy prowadzi do powstania wirtualnego długu, którego nie da się spłacić. Kiedy system pada następuje żmudny proces, pełen konfliktów i wzajemnych strat, prowadzący do ustalenia prostego faktu. Dłużnicy z niekorzystnych umów są niewypłacalni. Ustalanie tego zajmuje kilka lat i niszczy gospodarkę.
W wariancie gospodarczym, zmień umowę natychmiast kiedy staje się niekorzystna albo ją zerwij, nie ma miejsca dla powstania tych złych długów. Zarobisz tyle samo co w gospodarce z komornikiem i tylko ominie cię recesja.
>To z przymusem państwowym to bzdura ale co do zasady każdy kryzys ekonomiczny tyczy złych długów.
Egzekucja - to nakaz i przymus na bazie którego można budować choćby 30 letnie umowy niekorzystne dla jednej ze stron. Czy naprawdę sądzisz, że nakaz i przymus mogą funkcjonować w wolnej gospodarce nie robiąc jej żadnej krzywdy?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | MarcinK (9189 punktów) |
>Na tym to polega.
W tej Twojej Nibylandii przychód równa się dochód? Kosztów gdzieś nie zgubiłeś?
>Dłużnicy z niekorzystnych umów są niewypłacalni. Ustalanie tego zajmuje kilka lat i niszczy gospodarkę.
Pozostają panowie w kominiarkach - Ci faktycznie działają szybciej problem tylko, że Ty też masz pracowników i podwykonawców.
>W wariancie gospodarczym, zmień umowę natychmiast kiedy staje się niekorzystna albo ją zerwij, nie ma miejsca dla powstania tych złych długów. Zarobisz tyle samo co w gospodarce z komornikiem i tylko ominie cię recesja.
Doskonałe to to jest - już widzę jak każdy zleceniodawca zrywa natychmiast każdą umowę po spełnieniu świadczeniu przez zleceniobiorcę - no w końcu by trzeba zapłacić, a to przecie korzystne nie jest - no i śmiga nam ta Nibylandia.
>Egzekucja - to nakaz i przymus na bazie którego można budować choćby 30 letnie umowy niekorzystne dla jednej ze stron. Czy naprawdę sądzisz, że nakaz i przymus mogą funkcjonować w wolnej gospodarce nie robiąc jej żadnej krzywdy?
Chciałbyś Nibylandii i do tego nawet bez krokodyla.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Umawiasz się na kasę za każdy kawałek świadczenia. Wszystko co zrobiłeś do tej pory masz opłacone. Bez komornika nie umawiasz się na żadne terminy, chyba że ze znajomym jeśli masz ochotę.
Panowie w kominiarkach, jeśli spróbują wymusić zapłatę, pójdą za kraty.
Recesja jest gorsza w skutkach od Holokaustu. Marzenia o Nibylandii bez recesji nie są bezpodstawne.
------------
Masz trwałą umowę twoja 1 godzina pracy jako specjalisty za jego 2 godziny pracy jako zwykłego pracownika. Możecie poświęcić tyle samo czasu na pracę. Wasza umowa może działać jedynie pod warunkiem, że ty przez 50% możliwego czasu pracy będziesz się od niej powstrzymywał i tak powinna działać gospodarka - tzn. niektórzy powinni się nieustannie powstrzymywać od produkcji, nie wykorzystując pełni możliwości produkcyjnych.
Natomiast nasza gospodarka działa inaczej. Każdy chce wykorzystać pełną moc produkcyjną i wypchać cały towar na rynek. Więc ty zamiast pracować przez 50% swojego czasu a przez 50% czasu nie robić nic - pracujesz cały czas. Ponieważ drugą stronę umowy stać wyłącznie na opłacenie 50% czasu twojej pracy, ty chcąc zachować warunki waszej umowy (ceny) oferujesz mu resztę na kreskę. I to jest właśnie dług, którego druga strona nigdy nie spłaci - bo nie będzie miała z czego przy waszej umowie. Ty jednak łudzisz się, że zapłaci licząc na komornika.
Gdyby nie było komornika nie dałbyś nic na kreskę a wówczas rynek wchłaniałby jedynie 50% twoich możliwości produkcyjnych. Nie produkowałbyś więcej bo nie byłoby nabywcy z gotówką i nie powstałby absurdalny dług.
Z komornikiem wszyscy w gospodarce jadą pełną parą na 100% swoich możliwości i towar upychają na siłę ofiarując kredyt, zawsze gdy rynek nie ma pieniędzy na jego zakup. Tego kredytu nikt nie spłaci.
Brak komornika ma przede wszystkich zahamować selektywnie produkcję lub w przypadku nadprodukcji zmienić umowę przez co ceny na niższe. Nie można jednocześnie zachowywać wysokich cen i produkować pełną parą upychając wszystko na kredyt. Bo ten kredyt nie będzie spłacony.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | MarcinK (9189 punktów) | >Umawiasz się na kasę za każdy kawałek świadczenia. Wszystko co zrobiłeś do tej pory masz opłacone. Bez komornika nie umawiasz się na żadne terminy, chyba że ze znajomym jeśli masz ochotę.
Jest to niewykonalne co z resztą Ci już inni pisali.
>Panowie w kominiarkach, jeśli spróbują wymusić zapłatę, pójdą za kraty.
Krat Ci nie starczy.
>Masz trwałą umowę twoja 1 godzina pracy jako specjalisty za jego 2 godziny pracy jako zwykłego pracownika. Możecie poświęcić tyle samo czasu na pracę. Wasza umowa może działać jedynie pod warunkiem, że ty przez 50% możliwego czasu pracy będziesz się od niej powstrzymywał i tak powinna działać gospodarka - tzn. niektórzy powinni się nieustannie powstrzymywać od produkcji, nie wykorzystując pełni możliwości produkcyjnych.
Lepiej jak się będą w 100% powstrzymywać - jak szaleć to szaleć.
>Ty jednak łudzisz się, że zapłaci licząc na komornika.
Łudziłem się, że Ty w gimnazjum uważałeś.
>Recesja jest gorsza w skutkach od Holokaustu.
Niniejszym awansowałeś na pajaca forumowego. Pogratulować.
EOT
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Twoje argumenty po prostu zabijają.
Producent drogich telefonów komórkowych dla których sam sobie ustala cenę rynkową $500 bo na rynku istnieje tylko jeden konkurencyjny produkt i jest droższy, byłby w stanie sprzedać jedynie 100 tych telefonów za gotówkę.
Zamiast tego tworzy ofertę za $1 + zobowiązanie na lata (odpowiadającą jednak wartości $500) i w oparciu o komornika wypycha ich na rynek 400.
Myślisz, że można zrobić coś takiego bez konsekwencji dla gospodarki.
Jeśli ich wyprodukujesz 400 zamiast 100 to ich cena z automatu musi z $500 spaść do $200 bez względu na to ile ludzie są gotowi za to zapłacić w kredycie.
To jest taki prosty rachunek. Nie można na wolnym rynku nakazami i przymusem usztywnić umów.
A bycie pajacem w temacie recesji, w którym wszyscy się wymądrzają i nikt niczego nie potrafi wyjaśnić - nie jest dla mnie tragedią.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | > Ubezpieczyciel powinien być tylko księgowym, zliczającym, zarządzającym funduszem. W naszym systemie wykształcił się na właściciela kasy i dłużnika - kompletny absurd.> Zarówno banki jak i ubezpieczyciele nigdy nie powinni być właścicielami kasy - a wyłącznie ich zarządcami. To, że przejmują kasę na własność w zamian za swoje zobowiązanie powoduje, że używają tej kasy do gry rynkowej, np. spekulując na cenie twojego mieszkania.Aż się boję zacząć w tym temacie rozmowę bo pewnie się dowiem że nie wiem co to znaczy być właścicielem ale spróbujmy tak po prostu. Pieniądze stety czy niestety nie należą do kategorii rzeczy oznaczonych co do tożsamości. Inaczej mówiąc jeśli dasz mi na przechowanie 100 zł. to mogę oddać Ci oczywiście to samo sto złotych, ale mogę oddać Ci inne, a nawet nie złamie prawa jeśli oddam ci dwie pięćdziesiątki. Przekazując bankowi swoje pieniądze nie tracisz prawa własności do nich a bank go nie nabywa. Po prostu w każdej chwili możesz od banku zażądać swoich pieniędzy (o ile mówimy o rachunku płatnym na każde żądanie np. ROR) a dzięki opisanej wyżej zasadzie może to żądanie spełnić wydając Ci jakiekolwiek inne pieniądze. Przy okazji - jak inaczej miałby działać system bankomatów przecież nie będą transportować Twojej stówy do Krakowa żebyś dostał dokładnie tą którą wpłaciłeś? Całą sprawę w ostatnich latach dodatkowo upraszcza obrót bezgotówkowy który w ogóle przenosi pieniądze do sfery wirtualnej i dokonywane są nie tyle transfery gotówki co odpowiednie zmiany zapisów na kontach. Tak czy inaczej - nie ma w tym układzie przeniesienia własności. Tu definicja: pl.wikipedia.org/wiki/Umowa_rachunku_bankowegoJak widzisz o przeniesieniu własności nie ma ani słowa. Bank korzysta z cechy pieniądza wskazanej wyżej (oznaczony co do gatunku a nie co do tożsamości) oraz z faktu że nie wszyscy na raz i nie w jakimś natychmiastowym terminie realizują swoje uprawnienia - ot i cała tajemnica w uproszczeniu. Oczywiście bank zarabia na pieniądzach, kreuje również nowy pieniądz w oparciu o depozyty, ale to już całkiem inna bajka. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Nie żartuj.
Własność do twojej kasy objawia się w bilansie banku. Po stronie aktywów cash a pasywów zobowiązanie.
Widziałeś kiedyś w bilansie firmy w aktywach 100 PLN, które nie byłoby własnością tej firmy?
To co wpłacisz na ROR staje się własnością banku - ty w zamian dostajesz zobowiązanie banku do wypłaty 100 PLN na żądanie. Jakby co to możesz sobie z tą należnością pójść do komornika.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Grzegorz (2117 punktów) | > Widziałeś kiedyś w bilansie firmy w aktywach 100 PLN, które nie byłoby własnością tej firmy?Znaczy uważasz że depozyty ma bank w aktywach swojego bilansu? Nie masz racji: mfiles.pl/pl/index.php/DepozytZacytuję fragment bo może nie chce ci się za linkami podążać: "Bank depozytariusz przyjmujący te środki dokonuje potwierdzenia zapisem uznającym rachunek klienta (saldo kredytowe deponenta) oraz w pasywach bilansu banku." Podstawowym aktywem banku są udzielone kredyty. Tu jeszcze jeden link: www.nbport(*)Details?entryId=110&pageId=608Cytat: "Każdy bank ma obowiązek sporządzania bilansu, czyli zestawienia po jednej stronie swoich aktywów finansowych (np. udzielonych kredytów), a po drugiej stronie swoich zobowiązań (np. przyjętych depozytów). Inaczej rzecz biorąc tego, co bank ma i tego, co jest winien. Różnicę między sumą aktywów i zobowiązań (pasywów) stanowi kapitał własny banku" > To co wpłacisz na ROR staje się własnością bankuNie > ty w zamian dostajesz zobowiązanie banku do wypłaty 100 PLN na żądanie. Jakby co to możesz sobie z tą należnością pójść do komornika.Raz jeszcze zapoznaj się proszę z linkiem - gdzie Ty tam widzisz że bank staje się właścicielem depozytu? Cieszę się że masz tyle zapału do zmiany świata ale proponuję - dopracuj trochę swoje koncepcje, a nade wszystko zapoznaj się najpierw z definicjami i zasadami funkcjonowania tego co chcesz zmieniać - jak nie w innym celu to choćby po to żeby nie wyważać otwartych drzwi bo np. postulowanie żeby bank nie był właścicielem pieniędzy jest nieco pozbawione sensu jako że nim nie jest. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | W bilansie zapisy są zawsze podwójne. Jak coś zapisujesz w pasywach to z automatu w aktywach. Gdyby bank nie był właścicielem twojej kasy i jednocześnie twoim dłużnikiem, to nie mógłby użyć tych pieniędzy do udzielenia kredytu bez twojej zgody a ciebie o zgodę raczej nie pyta  .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Grzegorz (2117 punktów) | > W bilansie zapisy są zawsze podwójne. Jak coś zapisujesz w pasywach to z automatu w aktywach.W bilansie? jesteś pewny? nie ma tu miejsca na kursy księgowości, ale weźmy na prosty przykład - kredyt: ewidencjonujesz go na kontach w ramach swojego planu kont (wybacz ale już mi się nie chce szukać jakie konkretnie to konta na pewno co najmniej dwa). Konta oczywiście mają "dwie strony": "Winien" i "Ma" po to aby móc określić ich saldo - i pewnie to masz na myśli mówiąc o podwójnych zapisach. Te zapisy służą rozliczeniu konta, nie znaczy to że masz coś jednocześnie w pasywach i aktywachMówiąc całkiem wprost - każde konto księgowe ma dwie strony - istnieją konta pasywów i konta aktywów (a nawet aktywno-pasywne) Tu masz fajny i prosty wykład o co chodzi z kontami księgowymi: edu.pjwstk.edu.pl/wyklady/rpg/scb/main20.htmlA tak w ogóle żeby Ci jeszcze zamieszać - cała wyemitowana gotówka stanowi "pasywa" NBP  dlatego gotówka w bankach jest zawsze w aktywach - oczywiście tylko jeśli mówimy o tzw. bilansie sektora bankowego. Wszystko zależy o jakim bilansie mówimy i czy o bilansie czy o zapisach księgowych. A pomijając powyższe jak się to ma wszystko do prawa własności? Nie myl zasad rachunkowości z prawami własności. > Gdyby bank nie był właścicielem twojej kasy i jednocześnie twoim dłużnikiem, to nie mógłby użyć tych pieniędzy do udzielenia kredytu bez twojej zgody a ciebie o zgodę raczej nie pyta .Poczytaj trochę o tym co oznacza depozyt, potem o tym co oznacza depozyt rzeczy oznaczonych co do gatunku (pieniądz taka rzeczą właśnie jest o czym Ci pisałem) Gdyby ktoś kto przyjmuje w depozyt pieniądze nie mógł nimi dysponować musiałbyś jak w przykładzie który Ci opisałem otrzymać dokładnie ten banknot który wpłaciłeś. Ale raz jeszcze podkreślam nie ma to nic wspólnego z własnością - jak pożyczasz komuś samochód wraz z prawem do jego użycia, to mimo to - Ty jesteś nadal jego właścicielem. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | > W bilansie? jesteś pewny?To jest esencja tego o czym piszę. Skoro ty, z twoim wykształceniem, doświadczeniem, wiedzą, zainteresowaniami, godzinami spędzonymi na rozmowach nie jesteś w stanie rozeznać się w swoim położeniu w stosunku zobowiązaniowym z bankiem to jak Pani Jadzia z mięsnego ma to zrobić? Nie potrafisz jednoznacznie stwierdzić czy bank staje się właścicielem twoich pieniędzy po tym jak ty je we wpłatomacie wpłacisz, czy też nie. Nie jestem prawnikiem więc będę posługiwał się wyłącznie intuicją. Bank staje się właścicielem twoich pieniędzy a jego własność nad twoją kasą ogranicza jedynie prawo bankowe, co w praktyce oznacza, że bank robi z twoją kasą co tylko chce, pozostając twoim dłużnikiem. > nie ma tu miejsca na kursy księgowości, ale weźmy na prosty przykład - kredyt: ewidencjonujesz go na kontach w ramach swojego planu kont (wybacz ale już mi się nie chce szukać jakie konkretnie to konta na pewno co najmniej dwa).> Konta oczywiście mają "dwie strony": "Winien" i "Ma" po to aby móc określić ich saldo - i pewnie to masz na myśli mówiąc o podwójnych zapisach. Te zapisy służą rozliczeniu konta, nie znaczy to że masz coś jednocześnie w pasywach i aktywachMówiąc całkiem wprost - każde konto księgowe ma dwie strony - istnieją konta pasywów i konta aktywów (a nawet aktywno-pasywne)Myślę, że nieco pomieszałby ci się strony bilansu ze stronami kont księgowych. > Tu masz fajny i prosty wykład o co chodzi z kontami księgowymi:> edu.pjwstk.edu.pl/wyklady/rpg/scb/main20.html> A tak w ogóle żeby Ci jeszcze zamieszać - cała wyemitowana gotówka stanowi "pasywa" NBP dlatego gotówka w bankach jest zawsze w aktywach - oczywiście tylko jeśli mówimy o tzw. bilansie sektora bankowego. Wszystko zależy o jakim bilansie mówimy i czy o bilansie czy o zapisach księgowych.Pasywa to opis źródeł finansowania majątku. Dla NBP źródłem finansowania majątku jest drukarka  . > A pomijając powyższe jak się to ma wszystko do prawa własności? Nie myl zasad rachunkowości z prawami własności.Aktywa - to składniki majątku przedsiębiorstwa. Wszystko co jest w aktywach banku jest własnością banku w tym twój depozyt. To, że bank jest twoim dłużnikiem, co ewidencjonuje w pasywach, nie ogranicza jego prawa własności do składników jego majątku czyli np. prawa własności do wpłaconych przez ciebie pieniędzy. (W rzeczywistości prawo własności do twojej kasy ogranicza nieco prawo bankowe). > Poczytaj trochę o tym co oznacza depozyt, potem o tym co oznacza depozyt rzeczy oznaczonych co do gatunku (pieniądz taka rzeczą właśnie jest o czym Ci pisałem)Depozyt to umowa - umowa to stosunek zobowiązaniowy - bank może używać twojej kasy jak mu się tylko podoba - mógłby np. za twój depozyt kupić twoje niespłacone długi od twoich wierzycieli za 50% ich wartości nominalnej i będąc jednocześnie twoim wierzycielem z nabytych należności i dłużnikiem z depozytu - mógłby dokonać potrącenia tak, że przestałby być ci cokolwiek winny zachowując 50% twojej kasy. Nie słyszałem o tym, żeby depozyt był wyłączony z możliwości dokonywania potrąceń wzajemnych roszczeń i raczej nie jest - ale tego nie wiem więc spekuluję tą historyjką. > Gdyby ktoś kto przyjmuje w depozyt pieniądze nie mógł nimi dysponować musiałbyś jak w przykładzie który Ci opisałem otrzymać dokładnie ten banknot który wpłaciłeś. Ale raz jeszcze podkreślam nie ma to nic wspólnego z własnością - jak pożyczasz komuś samochód wraz z prawem do jego użycia, to mimo to - Ty jesteś nadal jego właścicielem.Pożyczonego samochodu nie zaewidencjonujesz jako składnika majątku w aktywach a jego wartości jako zobowiązania w pasywach chyba, że jest to leasing finansowy. Pożyczony samochód nie podnosi twojej sumy bilansowej a pożyczona kasa podnosi. Co to oznacza? Pożyczka kasy przenosi własność, pożyczka samochodu jej nie przenosi. To wszytko co powyżej pokazuje tylko do jakiego absurdu już doszedł ten system. A wszystko w oparciu o państwowy przymus do wykonania zawartych umów i zasadę, że umów należy dotrzymywać. Zasada powinna brzmieć tak. Jeśli umowa staje się niekorzystna dla jednej ze stron, strony powinni ją natychmiast zmienić a przy braku porozumienia niezwłocznie zerwać. ------------ Umowy powinny być wolne tak samo jak ceny. Zamrożenie niekorzystnej umowy prowadzi zawsze do zadłużenia się jeden strony wobec drugiej bez możliwości spłaty długu. Zmiany cen w gospodarce wymagają jednoczesnej zmiany umów w gospodarce. Wolny rynek z zamrożonymi umowami - to na 100% dług bez możliwości jego spłaty i w efekcie recesja będąca upadkiem wszystkich niewypłacalnych dłużników. Restart systemu - skasowanie długu - po czym można zacząć cykl od początku. W wolnorynkowej gospodarce umowy powinny być zmienione natychmiast gdy tylko jedna ze stron tego chce a przypadku braku porozumienia natychmiast zerwane. W wolnej gospodarce nie może być żadnych nakazów i przymusu - bo to natychmiast niszczy cały rynek. Wiem, że wciąż na jedno kopyto - ale komornik musi już odejść. Ludzi należy przekonać do tego, że jeśli nie chcą jakiejś umowy to w żadnym wypadku nie powinni jej dotrzymywać - bo zrujnują w ten sposób siebie i wszystkich dookoła.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Grzegorz (2117 punktów) | > To jest esencja tego o czym piszę. Skoro ty, z twoim wykształceniem, doświadczeniem, wiedzą, zainteresowaniami, godzinami spędzonymi na rozmowach nie jesteś w stanie rozeznać się w swoim położeniu w stosunku zobowiązaniowym z bankiem to jak Pani Jadzia z mięsnego ma to zrobić?To że Ty wielu rzeczy nie rozumiesz to nie daje podstaw do projekcji tej niewiedzy na mnie czy p. Jadzię. > Nie potrafisz jednoznacznie stwierdzić czy bank staje się właścicielem twoich pieniędzy po tym jak ty je we wpłatomacie wpłacisz, czy też nie.Ja jestem - Ty też, różnimy się poglądem. > Nie jestem prawnikiem więc będę posługiwał się wyłącznie intuicją.W dziedzinie prawa może wiele nie uszkodzisz ale nie przenoś tego pomysłu do innych bardziej wrażliwych dziedzin typu medycyna > Bank staje się właścicielem twoich pieniędzy a jego własność nad twoją kasą ogranicza jedynie prawo bankowe, co w praktyce oznacza, że bank robi z twoją kasą co tylko chce, pozostając twoim dłużnikiem.Nie mam sensu się chyba powtarzać - nie bank nigdy nie staje się właścicielem pieniędzy z depozytu. > Myślę, że nieco pomieszałby ci się strony bilansu ze stronami kont księgowych.Mi ???? > Pasywa to opis źródeł finansowania majątku. Dla NBP źródłem finansowania majątku jest drukarka .Pozwól że nie skomentuję. > Aktywa - to składniki majątku przedsiębiorstwa. Wszystko co jest w aktywach banku jest własnością banku w tym twój depozyt.Udowodniłem wyżej że depozyt jest pasywem banku. Depozyty nie są majątkiem banku. Czytaj źródła. > Depozyt to umowa - umowa to stosunek zobowiązaniowyNo tu masz rację ale nie z każdej umowy wynika przeniesienie własnosci - vide użyczenie samochodu albo np. .... depozyt. > bank może używać twojej kasy jak mu się tylko podobamoże bo ma prawo dysponowania bez niego .... już pisałem Ci nie chce się powtarzać > mógłby np. za twój depozyt kupić twoje niespłacone długi od twoich wierzycieli za 50% ich wartości nominalnej i będąc jednocześnie twoim wierzycielem z nabytych należności i dłużnikiem z depozytu - mógłby dokonać potrącenia tak, że przestałby być ci cokolwiek winny zachowując 50% twojej kasy. Nie słyszałem o tym, żeby depozyt był wyłączony z możliwości dokonywania potrąceń wzajemnych roszczeń i raczej nie jest - ale tego nie wiem więc spekuluję tą historyjką.No i tu sam sobie przeczysz - skoro może dokonać potrącenia to chyba nie swoich zobowiązań ze swoimi pieniędzmi (wszak depozyt to pieniądze banku)? > Pożyczonego samochodu nie zaewidencjonujesz jako składnika majątku w aktywachdepozytu też nie. > Zasada powinna brzmieć tak.Zasada powinna brzmieć tak - zanim zaczniesz naprawiać zegarek i dokonywać modyfikacji jego mechanizmu dobrze by było żebyś poznał zasady jego działania i budowę. W przeciwnym razie wszystkie propozycje będą tylko waleniem owym zegarkiem o podłogę w nadziei że za którymś razem coś zaskoczy. Otóż nie zaskoczy. Masz racje poświęciłem sporo czasu na rozmowę - jest to coś w rodzaju spłaty długu (ach te zobowiązania) względem tych wszystkich uczestników tego forum którzy w rozmowach ze mną pomogli mi się rozwinąć, pobudzili mnie do myślenia - podając źródła i argumenty. Często się nie zgadzałem i nadal nie zgadzam z nimi ale to właśnie jest rozwijające. Na Twoim miejscu poświęciłbym trochę czasu i przeczytał jak nie raz to 10 razy wszystko to co Ci odpisywali Twoi rozmówcy już bez założenia że są głupi, ograniczeni i nie rozumieją. Z tej rozmowy możesz na prawdę wiele się nauczyć nie mówię że akurat ode mnie choć uwierz że starałem się rzetelnie podejść do tematu i bez nadmiaru uproszczeń. Na prawdę fajnie piszesz i masz wyobraźnię - natomiast w mojej ocenie bardzo brakuje Ci zakorzenienia w realiach i wiedzy. Ta rozmowa już za długo trwa - dziękuję za obniżenie progu emocjonalnego z jakim zaczynaliśmy spór. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Nie ma pozycji w pasywach bez odpowiadającej jej pozycji w aktywach. Bank księgując zobowiązanie wobec ciebie na 100 PLN w swoich pasywach, jednocześnie księguje 100 PLN po stronie aktywów w środkach pieniężnych. Po wpłacie kasy nie jesteś już właścicielem 100 PLN tylko jesteś właścicielem należności od banku X na 100 PLN. Jak bank upadnie dostaniesz figę z makiem.
Każda twój depozyt powiększa sumę bilansową banku - czytaj powiększa jego majątek. Twoja krytyka jest naprawdę bezpodstawna.
Zapytaj kogokolwiek czy po wpłacie 100 PLN na rachunek banku X jesteś nadal właścicielem 100 PLN czy tylko właścicielem należności od banku X na 100 PLN?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Grzegorz (2117 punktów) | > Nie ma pozycji w pasywach bez odpowiadającej jej pozycji w aktywach.Jeśli mówimy o zgodności wartościowej sald kont księgowych po dwóch stronach bilansu to zgoda - ale to nie to samo - trzeba odróżnić kategorie od zapisów, czym innym jest np. majątek, a czym innym źródła jego finansowania. Skoro słowa to za mało to masz obrazek takiego uproszczonego układu aktywów i pasywów w banku (to jest modelowo edukacyjne - wiedza że tak powiem podstawowa):  napisałeś tak: Własność do twojej kasy objawia się w bilansie bankubilans ma się nijak do prawa własności dalej napisałeś: Po stronie aktywów cash a pasywów zobowiązanie i tu napisałeś słusznie (choć nadal z uwagi na pomieszanie pojęć nie wiem czy mówimy o tym samym) ale nadal: depozyt jest pasywem. dalej To co wpłacisz na ROR staje się własnością banku absolutnie nie > Po wpłacie kasy nie jesteś już właścicielem 100 PLNjestem - bo to depozyt umowa depozytowa nie przenosi prawa własności. > Jak bank upadnie dostaniesz figę z makiem.To nadal nie ma zawiązku z własnością jak mnie okradną to też mam figę. > Każda twój depozyt powiększa sumę bilansową banku - czytaj powiększa jego majątek.Nie wiem o czym mówisz tzn. o jakim majątku ale proszę już w to nie brnijmy. > Twoja krytyka jest naprawdę bezpodstawna.Kurcze, po prostu mieszasz różne rzeczy wiec wyszło...zamieszanie, w niektórych miejscach masz rację w innych nie, a żonglujesz całością: 1) bilans się bilansuje - to prawda (ale to nie jest tak prosto jak to opisujesz bo w bilansie są salda kont a nie poszczególne operacja o czym Ci pisałem) 2) to co masz w aktywach masz w pasywach - to bzdura, pasywa i aktywa to kompletnie różne kategorie - bilansują się wartościowo bo bilans jest sumą sald kont księgowych (o kontach była mowa) 3) pieniądze z depozytu stają się własnością banku - nie 4) aktywa są własnością banku - to nie jest zasada absolutna > Zapytaj kogokolwiek czy po wpłacie 100 PLN na rachunek banku X jesteś nadal właścicielem 100 PLN czy tylko właścicielem należności od banku X na 100 PLN?Tylko po co mam się pytać ja to wiem bo umową depozytu nie da się przenieść prawa własności. Zaczynając tą "gałąź" rozmowy przewidywałem, że pewnie na końcu okaże się, że nie wiem co to znaczy być właścicielem  Ja nawet momentami pewnie bez sensu coś tłumaczyłem lub wręcz mylnie zakładałem sobie co może oznaczać to co napisałeś, bo posługujesz się terminologią, której nadajesz jakieś własne znaczenia. No tym razem to już naprawdę EOT z mojej strony - dzięki za rozmowę. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Aktywa - jaki jest twój majątek. Pasywa - skąd go masz.
Wpłacona gotówka staje się majątkiem banku, który został sfinansowany zaciągnięciem nowego długu przez bank.
Nie masz racji. Ludzi po prostu uznają, że pieniądze na rachunku w banku to to samo co gotówka w ręce. To nie jest prawa. Gotówka na rachunku w banku X jest twoim roszczeniem wobec banku X i nikogo już więcej. Gotówka w ręce jest twoim roszczeniem wobec całego społeczeństwa i wszystkich firm.
|
|
| | | |  | 6 na 6 | Ignorancja (4718 punktów) | > > pytanie kto ma zacząć wychodzić z tego impasu.> Dlatego proponuję, znieśmy egzekucję należności, wprowadźmy ograniczoną odpowiedzialność dla każdego w biznesie, umocnijmy PLN i własność poprzez ich elektroniczną ewidencję i przepływ, nie pozwólmy ludziom bić się z pięści po twarzach i egzekwować należności na własną rękę, ujawnijmy dochody i majątek wszystkich, oraz źródła ich pochodzenia - a reszta stałaby się sama.> Ile oszustw dałbyś radę zrobić przy państwowym elektronicznym pieniądzu - gdzie wszystkie operacje pozostają zapisane na zawsze i przy państwowej elektronicznej ewidencji własności i jej przepływu? Klika w skali kraju?Czemu po krzyżu przeszły mi ciarki czytajac tą wypowiedź? Hm...może to pod wpływem lektury najnowszych pomysłów min. Rostowskiego. Choć na razie trudno ocenić co ten qrwa bałwan znowu wyprodukował, bo póki co nie ma oficjalnej publikacji proponowanych zmian w ordynacji podatkowej. Są jednak doniesienia prasowe o kolejnym ograniczeniu tajemnicy bankowej, czy wprowadzeniu tzw. klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. gospodarka(*)RSS - Dziennik - Gospodarka)Ciarki przeszły mi po plecach, bo owszem można by ewentualnie ujawnić wszystkie dochody, zaewidencjonować i skontrolować wszelaki przepływ środków. Mam tylko jedno pytanie. Jaki będzie koszt takiej operacji? Ilu trzeba będzie zatrudnić dodatkowych kontrolerów i kontrolerów do kontrolerów, itd. Jest stara prawda, że im bardziej tworzy się restrykcyjne prawo tym bardziej zwiększa się zapotrzebowanie na owych kontrolerów, czyli ludzi, którzy zamiast machać przysłowiową łopatą (wypracowywać produkt krajowy brutto) zajmują posadki sztucznie wytworzone przez chory system. Chory system to dla mnie taki, który już dawno zapomniał co to jest społeczeństwo, a zaczął żyć własnym życiem, bawiąc się rękoma jego twórców w coraz to dalej idące próby sztucznej regulacji wszelkich aspektów życia ludziom. Tak sobie poczytałam ten wątek i niektóre wypowiedzi. Nie będę ich cytować, bo uważam, że nie ma po co. Ot np. gadanie, że się oburzamy podwyżkami VAT, zamiast go potulnie płacić. Proponuję zapoznać się z tym artykułem: www.rp.pl/artykul/986757.html?print=tak&p=0A w nim m. in. poniższy fragment, który doskonale ujmuje to, co wyżej zasygnalizowałam, pisząc o chorobie toczącej system: Podatki bowiem to przecież nic innego jak cena za usługi państwa. Istnieje jednak jedna poważna różnica pomiędzy prywatnym handlem i finansami publicznymi. Indywidualny przedsiębiorca zawsze musi liczyć się z konkurencją i dlatego nie może windować swoich cen. Państwo konkurencji nie ma. Ograniczać się musi więc samo.A teraz krótko i jak chłop krowie na miedzy. Każdy człowiek, w tym podatnik balansuje i robi bilans zysków i strat. To wyważanie polega na analizie rzeczywistości, jaką stwarza system i w jakiej przychodzi mu żyć i funkcjonować. Jeśli system jest zbyt represyjny, przy czym nie chodzi o restrykcyjną ściągalność, tylko o właśnie pułap podatków to rodzi się w podatniku słuszna chęć do mimo ryzyka ominięcia nadmiernych obciążeń. Natomiast, gdy system wprowadzi takie pułapy, które podatnikowi każą się zastanowić, czy opłaca mu się za te parę groszy, które musi zapłacić i co nie stanowi jakiegoś specjalnego akuku dla jego kieszeni narażać się na ryzyko i niepokój to gwarantuję, że ludzie dla przysłowiowego świętego spokoju chętnie zapłacą te nieuszczuplające zbytnio jego dochody kwoty. To naprawdę najbardziej podstawowy i logiczny bilans wszystkich zysków i strat. Bo stratą jest także inwestowanie nadmierne czasu w unikanie czegoś co można łatwo zapłacić i mieć święty spokój. Problem powstaje dopiero w momencie, gdy jedna ze stron ma roszczenia, które są trudne do spełnienia. Uważam, że głownym problemem naszego systemu jest zbyt roszczeniowa maniera, bo nie potrafi w rzeczywistości, jak podniesiono słusznie w tym artykule, braku konkurencji sam siebie ograniczyć. I tyle moich krótkich przemyśleń.
|
|
| | | | |  | | szarley (54911 punktów) |
> Natomiast, gdy system wprowadzi takie pułapy, które podatnikowi każą się zastanowić, czy opłaca mu się za te parę groszy, które musi zapłacić i co nie stanowi jakiegoś specjalnego akuku dla jego kieszeni narażać się na ryzyko i niepokój to gwarantuję, że ludzie dla przysłowiowego świętego spokoju chętnie zapłacą te nieuszczuplające zbytnio jego dochody kwoty.> To naprawdę najbardziej podstawowy i logiczny bilans wszystkich zysków i strat. Bo stratą jest także inwestowanie nadmierne czasu w unikanie czegoś co można łatwo zapłacić i mieć święty spokój. Problem powstaje dopiero w momencie, gdy jedna ze stron ma roszczenia, które są trudne do spełnienia.pl.wikipedia.org/wiki/Krzywa_Lafferaproste?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Ignorancja (4718 punktów) |
> pl.wikipedia.org/wiki/Krzywa_Laffera> proste?A mające potwierdzenie w praktyce? MOże rozwinę Dla mnie najbardziej miarodajnymi są własnie odniesienia do praktyki. Staram się unikać w dyskusji podawania wzorów, czy krzywych. Nie przytaczam definicji typu: teza takiego a takiego, choć nieraz bazuję na pewnych danych. Jeśli wnioski teoretyczne bazujące na statystyce (danych) potwierdzają życiowe podejście to dobrze. Jeśli nie i tak stawiam na zycie.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Podatek dochodowy jest bez sensu z samego założenia. Niszczy to co naturalne i korzystne w społeczeństwie. Pełni rolę demotywatora. Stwarza podstawę dla silnych napięć społecznych. Robi z ludzi złodziei, którymi nie są i jest natchnieniem dla paranoi strażników teksasu co im się zdaje, że Polski bronią.
Nie powinien istnieć. Normalny człowiek nie powinien wiedzieć co to jest urząd skarbowy.
Powinien istnieć wyłącznie podatek VAT.
A co zrobić, żeby ten zbyt wysoki się nie stał? Dać ludziom przegłosować stawki a niech rząd się martwi jak z tego co przegłosują wszystko opłacić. Ludzie w odróżnieniu od posłów wybraliby najniższe stawki VAT - więc potem gdyby zabrakło kasy na edukację musieliby mieć pretensje do samych siebie a nie do onych.
Poza tym państwo powinno realizować wszystkie swoje zadania wyłącznie za pomocą firm prywatnych. Wydatki budżetowe do ostatniej złotówki jawne i nie w taki sposób, że fundusz ..... 1.000.000.000 PLN. Wszystkie przetargi jawne w sposób zrozumiały a nie tak jawne, że nikt nie wie o co tam chodzi. No i przede wszystkim dać szansę emerytom, tym którzy zechcą, z ich doświadczeniem, być urzędnikami. Najlepiej to niech pracują przez sieć ze swojego domu i dorabiają bez podatków do swojej nędznej emerytury. Urzędnik to w pierwszej kolejności powinien być emeryt lub osoba niepełnosprawna - a jak się nie da to dopiero ktoś inny.
|
|
| | | | | | |  | | szarley (54911 punktów) | > >pl.wikipedia.org/wiki/Krzywa_Laffera> >proste?> A mające potwierdzenie w praktyce?> MOże rozwinę> Dla mnie najbardziej miarodajnymi są własnie odniesienia do praktyki.Przykładem był wzrost wpływów do budżetu Polski z akcyzy po jej zmniejszeniu przez L. Millera, ale tekst w wiki też podaje przykłady
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Ignorancja (4718 punktów) |
> Przykładem był wzrost wpływów do budżetu Polski z akcyzy po jej zmniejszeniu przez L. Millera, ale tekst w wiki też podaje przykładyTak. Masz rację, mój poprzedni post był zresztą głupi. Tak to jest jak się robi kilka rzeczy na raz. Nie doczytałam do końca, tam są przykłady, zresztą w sumie te same, co zawarte w olinkowanym przeze mnie artykule. Akcyza na alkohol jest też doskonałym przykładem. Co do krzywej Laffera mam tylko taką uwagę. Początkowy wzrost wpływu do budżetu, gdzie krzywa idzie dosyć ostro w górę(i to może niektórych mylić, a nawet takiego Rostowskiego zachwycać) jest moim zdaniem spowodowany naturalną konsekwencją, gdy nagle pojawia się jakiś podatek, który wcześniej miał wartość zerową. Natomiast w tym tekście z Wikipedii jest bardzo ładnie ujęte, to, co ja sygnalizowałam wcześniej, choć mniej udolnymi słowy: zwiększenie skłonności podmiotów gospodarczych do ukrywania swoich dochodów i wchodzenia w szarą strefę - przy wyższej stawce opodatkowania podmioty gospodarcze odnoszą większe korzyści z niepłacenia podatków, co skłania je do rozwinięcia tego procederuI tak jest, że korzyści ocenia się cały czas dokonując bilansu pomiędzy: a) brakiem możliwości, bądź ogromnymi trudnościami w spełnianiu zachcianek fiskusa, a co za tym idzie podjęcie ryzyka b) przy niskiej stawce podatku (w tym ulgach), nie czyniącej specjalnego wyłomu w budżecie rezygnacja z ryzyka w imię świętego spokoju i przeniesienie niezbędnej energii jakiej wymaga lawirowanie na czynności produkcyjne. Zresztą to widać nie tylko w podatkach. Znam sporo osób, które ograniczane różnej maści dystrybucją urzędniczą a z drugiej strony ich (urzędników) niestety często ogromną niekompetencją, gdy jeśli problem jest niestandardowy to się najzwyczajniej gubią, to te osoby podejmują pracę, by móc nie tylko utrzymać własną rodzinę, ale i pracowników mimo ryzyka. Aby nie być gołosłowną. To już będzie więcej jak 10 lat. Nasi ukochani włodarze wyprodukowali swego czasu całą ustawę o transporcie drogowym. W tym spedytorzy musieli zdać specjalne egzaminy i uzyskać certyfikat. Najzabawniejsze (a raczej smutne) było to, że większość ośrodków (pomijając permanentne nieprzygotowanie, by ludzie mogli bezproblemowo przystąpić do egzaminu) np. zinterpretowali sobie przepisy tak, że to właściciel firmy musi uzyskać certyfikat. Nim wreszcie ten idiotyzm wyjaśniono sporo osób się wycofało, inni prowadzili działalność ryzykując, albo kombinując, jak konie pod górę. Kombinacja polegała np. na tym, że transportujący towar panu X, kupował go na siebie, czyli przewóz był na tzw. potrzeby własne, po czym odsprzedawał go panu X. Jest jeszcze jedna sprawa, jaką przy okazji chcę poruszyć. Choć powinnam umieścić ją jako odpowiedź do kogoś innego to wolę tu, bo inaczej szlag mnie trafi i polecę po tym kimś. Naturalnie jest tak, że pewien odsetek przedsiębiorców i urzędników tworzą klikę. Jednak stosowanie uogólnień do wszystkich i psioczenie na tych, co mają jest nie tylko podłe, ale odbieram to jako zwyczajną zawiść, bo ktoś ma więcej. Znam majętne osoby, które dorabiają się przede wszystkim straszną pracą, kosztem rodziny i życia osobistego. Co ciekawe te osoby, mogące uchodzić w oczach innych za oszustów, zdzierców i co tam jeszcze najgorszego narzekają na system i to bardzo. Choć to się być może niektórym w głowie nie mieści to ich problemy są często niewyobrażalne dla przeciętnego zjadacza chleba, który widzi tylko to, że owi krezusi jeżdżą drogim samochodem, czy latają śmigłowcem. Chyba nie znam żadnego, któremu nie wali ciśnienie. A robiąc sobie nieco podśmiechujki to się ich dzieli na dwie frakcje: tych, co już byli pruci (operacje szeroko pojętej klatki piersiowej) i tych, co będą. I na koniec do Ciebie jeszcze słówko, bo winnam Ci odpowiedź z innego wątku. Przykłady, które podałeś to wszystko kraje, gdzie w danym momencie panował totalitaryzm, albo jakiś rodzaj absolutyzmu, choćby katolickiego. W tym samym czasie kraje aspirujące do demokratycznych (Angla, Holandia, a nawet II RP) jednak łagodziły swój stosunek do mniejszości seksualnych, aborcji, etc. I tak choć można połączyć radykalizm, czy ksenofobię z zarówno komunizmem, jak i ugrupowaniami ultraprawicowymi to jednak socjalizm, ujmowany jako dbałość o szerokie gremia społeczne, a w to wchodzą też prawa mniejszości, trudno uznać za ideologię naszpikowaną represyjnością. To, co można ewentualnie zarzucić socjalizmowi to pewna naiwność i w imię równości obdarzanie przywilejami tych, którzy na to absolutnie nie zasługują. Stąd nie raz w historii rozbuchane systemy socjalne waliły się w gruzy. To zresztą można też zarzucić nieograniczonemu liberalizmowi. Cóż zawsze znajda się jednostki pasożytnicze. Moim zdaniem zarówno socjalizm (nazizm choć odwoływał się i nazywał socjalistycznym - przeczył jego definicji), jak i liberalizm są ideologiami dającymi perspektywy na złagodzenie niepokojów. Inaczej ma się sprawa z ich radykalnymi frakcjami: komunizmem, czy konserwatywnym katolicyzmem. To, co mnie tylko czasem irytuje i może stąd się nieraz zapędzę to stawianie znaku równości pomiędzy ateizmem, a komunizmem. Ci, którzy to robią zapominają, że ateistą można być niezależnie od komunizmu, można być ateistą- wędkarzem i ateistą-widzącym idiotyzm w moczeniu kija. Z katolicyzmem sprawa nie jest tak oczywista. Albo się jest katolikiem, który godzi się na trwanie w tej instytucji i musi się liczyć z tym, że firmując się tym znakiem bierze na siebie całe odium tego, co katolicyzm w swej historii osiągnął, albo się z tych struktur wychodzi. A propos. Słyszałeś już o domaganiu się przez urzędników fiskusa odprowadzenie podatku od korzyści płynących z płatności kartą z bonusem? Jeszcze tylko patrzeć, jak opodatkują zyski przy zakupie promocyjnym bez tzw. VAT, stosowanym ostatnio często przez sieci typu: Mediaexpert, czy Mediamarkt. Czemu nie... 
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | | | | | | |  | | szarley (54911 punktów) | > Co do krzywej Laffera mam tylko taką uwagę. Początkowy wzrost wpływu do budżetu, gdzie krzywa idzie dosyć ostro w górę(i to może niektórych mylić, a nawet takiego Rostowskiego zachwycać) jest moim zdaniem spowodowany naturalną konsekwencją, gdy nagle pojawia się jakiś podatek, który wcześniej miał wartość zerową.Tak, oczywiście. Zauważ też, że krzywa w wiki, (kopiowana z podręcznika) nie zawiera liczb!!! Wartość na osi x w ekstremum funkcji zależy od bardzo wielu czynników. Jednymi z najważniejszych jest ogólny poziom zamożności społeczeństwa, sprawność aparatu fiskalnego itp. Nigdy też nie można przyjąć wpływów do budżetu na poziomie zerowym bo zawsze znajdzie się łoś, który zapłaci nawet jeśli nie musi. Przypuszczam, że wzrost podatków z 5 do 30 % spowoduje spadek dochodów budżetu, a wzrost z 72 do 73 ich wzrost, jest tu też więc element rachunku wektorowego. > Aby nie być gołosłowną. To już będzie więcej jak 10 lat.> Nasi ukochani włodarze wyprodukowali swego czasu całą ustawę o transporcie drogowym. W tym spedytorzy musieli zdać specjalne egzaminy i uzyskać certyfikat.To oczywiście tylko przykład, niestety jeden z wielu. Był pomysł aby właściciel apteki musiał skończyć farmację, a szef firmy budowlanej miał uprawnienia kierownika budowy, nie wiem czym się te pomysły skończyły. > Choć powinnam umieścić ją jako odpowiedź do kogoś innego to wolę tu, bo inaczej szlag mnie trafi i polecę po tym kimś.No to leć po mnie  > Naturalnie jest tak, że pewien odsetek przedsiębiorców i urzędników tworzą klikę. Jednak stosowanie uogólnień do wszystkich i psioczenie na tych, co mają jest nie tylko podłe, ale odbieram to jako zwyczajną zawiść, bo ktoś ma więcej.> Choć to się być może niektórym w głowie nie mieści to ich problemy są często niewyobrażalne dla przeciętnego zjadacza chleba, który widzi tylko to, że owi krezusi jeżdżą drogim samochodem, czy latają śmigłowcem.Na szczęście nie stać mnie na śmigłowiec  Jestem wolnym elektronem, nikogo nie zatrudniam, zarabiam przywoicie i czasem doświadczam zawiści. Smutne jest to że najczęściej w Polsce > I tak choć można połączyć radykalizm, czy ksenofobię z zarówno komunizmem, jak i ugrupowaniami ultraprawicowymi to jednak socjalizm, ujmowany jako dbałość o szerokie gremia społeczne, a w to wchodzą też prawa mniejszości, trudno uznać za ideologię naszpikowaną represyjnością.Tak. Zgadzam się (patrz Szwecja), choć zawsze znajdą się czarne owce (patrz Szwecja)  > To, co można ewentualnie zarzucić socjalizmowi to pewna naiwność i w imię równości obdarzanie przywilejami tych, którzy na to absolutnie nie zasługują.Tak, zgadzam się (patrz Szwecja) > Stąd nie raz w historii rozbuchane systemy socjalne waliły się w gruzy.Życzę Szwedom wszystkiego dobrego > To zresztą można też zarzucić nieograniczonemu liberalizmowi. Cóż zawsze znajda się jednostki pasożytnicze.> Moim zdaniem zarówno socjalizm jak i liberalizm są ideologiami dającymi perspektywy na złagodzenie niepokojów.Nie lubię tego słowa, ale nie zgadzam się. Liberalizm nie łagodzi niepokojów (zwłaszcza gospodarczy), ale to temat na dłuuuuugą noc. > Inaczej ma się sprawa z ich radykalnymi frakcjami: komunizmem, czy konserwatywnym katolicyzmem.Zgadzam się > To, co mnie tylko czasem irytuje i może stąd się nieraz zapędzę to stawianie znaku równości pomiędzy ateizmem, a komunizmem. Ci, którzy to robią zapominają, że ateistą można być niezależnie od komunizmu, można być ateistą- wędkarzem i ateistą-widzącym idiotyzm w moczeniu kija.Zgadzam się, > Z katolicyzmem sprawa nie jest tak oczywista. Albo się jest katolikiem, który godzi się na trwanie w tej instytucji i musi się liczyć z tym, że firmując się tym znakiem bierze na siebie całe odium tego, co katolicyzm w swej historii osiągnął, albo się z tych struktur wychodzi.Niekoniecznie, 1. Nawet katolicyzm ustami biskupa Rzymu nieraz przepraszał za swoje niegodziwości, a wtedy chyba Twoje zdanie nie ma zastosowania. 2. Każdy z nas należy do jakiejś wspólnoty, a nie ma wspólnot w których NIKT nie popełniał niegodziwości. Musielibyśmy też "wychodzić" np z narodu. 3. Przekonanie że katolicy święcie wierzą w dogmat o nieomylności każdego wikarego stanowczo wkładam między bajki. W Krakowie zdarza się że nawet księża publicznie kwestionują poglądy biskupów (ks Wiśniewski). 4. Można być katolikiem i gospodarczym ultraliberałem a można być katolikiem o lewicowych gospodarczo przekonaniach Już kiedyś upomniałem się publicznie o ponowne zdefiniowanie pojęć "lewica" i "prawica". Mam nadzieję że osoby tej samej płci będą mogły kiedyś brać śluby, a obecne spory o to będą zapomniane. Czy wtedy pojęcie lewicowości nadal będzie można definiować odniesieniem do praw mniejszości?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Ciarki po plecach idą tym, którym bieżący system zapewnia niczym nieuzasadnione korzyści. Panowie życia i śmierci (z czego czasem sobie sami sprawy nie zdają), porozumieni z urzędasami , bawiący na salonach, kiedy inni dokładnie w tym samym czasie wyrywają własne żyły, żeby nowy salon do zabaw zbudować.
Kto może bać się jawności i sądzić, że tajemnice są lepsze?
Pieniądz i tak będzie elektroniczny - ty tylko kwestia czasu. Własność i tak będzie elektronicznie ewidencjonowana - wystarczy poczekać. Dochody i ich źródła i tak będą jawne - to naturalna kolej rzeczy. Majątek również. Przemoc musi zostać wykluczona z biznesu - a umowa musi się kończyć z chwilą gdy jedna ze stron przestaje ją akceptować. Odpowiedzialność wszystkich musi być ograniczona - bo nie już na tym świecie miejsca dla niewolników, którzy niczego nie posiadają i są zobowiązani na lata.
Czas Panów życia i śmierci się kończy. Pytanie jak długo jeszcze będą w stanie ten syfiasty system, pełen tajemnic, ukrytych przywilejów i jawnej przemocy bronić? Jak długo będą w stanie jeszcze mieszać w głowach najuboższym, wykorzystując do tego ich prostolinijne systemy wartości? Jak długo jeszcze będą w stanie przekonywać najuboższych, że jak ten się raz zobowiąże to zobowiązanie wykonać musi, choć gdyby miał przy podejmowaniu decyzji 10% tej samej wiedzy co oni nigdy by się do tego nie zobowiązał? Jak długo będą jeszcze mieszać w głowach ogrom aby te dla drobnych korzyści przymuszały przemocą najuboższych (krępując ich, strasząc, spychając ze schodów) do zachowań zgodnych z nieistniejącą umową.
Umów należy dotrzymywać. Rozwinę to zdanie. Umów należy dotrzymywać do chwili, do której umowa istnieje. Kiedy jedna ze stron przestaje akceptować swoje obowiązki z umowy - umowa wygasa. Dogadujcie się tak, żeby jeden z was w każdej chwili mógł zrezygnować i nie wolno się bić ani do niczego przymuszać.
Skrajne to? W moim wykonaniu tak. Dlatego pewnie pojawi się ktoś kto to uładzi i w życie wprowadzi. To tylko kwestia czasu.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54911 punktów) | >Umów należy dotrzymywać do chwili, do której umowa istnieje. Kiedy jedna ze stron przestaje akceptować swoje obowiązki z umowy - umowa wygasa. Dogadujcie się tak, żeby jeden z was w każdej chwili mógł zrezygnować i nie wolno się bić ani do niczego przymuszać.
100 zamożnych obywateli zakłada spółkę i wynajmuje dewelopera który wybuduje im osiedle na 100 domków. Jest jednak problem. żeby dojechać do tego osiedla trzeba wybudować kawałek drogi przez prywatny teren. Zawierają więc UMOWĘ z właścicicielem: Ty nam pozwolisz wybudować drogę i jeździć nią, a my będziemy dbać o drogę i płacić ci 1000 PLN rocznie indeksowane o stopę inflacji podaną itd
>Umów należy dotrzymywać do chwili, do której umowa istnieje. Kiedy jedna ze stron przestaje akceptować swoje obowiązki z umowy - umowa wygasa. Dogadujcie się tak, żeby jeden z was w każdej chwili mógł zrezygnować i nie wolno się bić ani do niczego przymuszać.
Co jeśli właściciel drogi się rozmyśli? Wtedy też umowa po prostu wygaśnie, pojawi się szlaban....
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >Co jeśli właściciel drogi się rozmyśli? Wtedy też umowa po prostu wygaśnie, pojawi się szlaban....
Słuchaj możemy zbudować tu duże osiedle ale potrzebujemy drogi przez twój teren - zgadzasz się na to? Zgadzam się. Dobra, żeby nie robić sobie na złość w przyszłości kupimy od ciebie 50% własności do tego terenu za konkretną gotówkę i będziemy współwłaścicielami.
Teraz dostaniesz konkretną gotówkę a w przyszłości na pewno się zawsze dogadamy bo w końcu jesteśmy biznesmenami a nie idiotami.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54911 punktów) |
>Teraz dostaniesz konkretną gotówkę a w przyszłości na pewno się zawsze dogadamy bo w końcu jesteśmy biznesmenami a nie idiotami. >
Od tygodni przekonujesz ze wszytsko powinno się odbywać w "czasie rzeczywistym" a teraz piszesz "a w przyszłości na pewno się zawsze dogadamy" ????????
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >>Teraz dostaniesz konkretną gotówkę a w przyszłości na pewno się zawsze dogadamy bo w końcu jesteśmy biznesmenami a nie idiotami. >> >Od tygodni przekonujesz ze wszytsko powinno się odbywać w "czasie rzeczywistym" a teraz piszesz "a w przyszłości na pewno się zawsze dogadamy" ????????
A czy wg Ciebie "zawsze się dogadamy" to zobowiązanie, które można egzekwować?
Cały system społeczny opiera się na umowie wynikającej z racjonalnego myślenia, potrzeb i doświadczeń. Gdyby teraz wszyscy po prostu uznali, że mają gdzieś PLN i będą się rozliczać inaczej - to ty ze swoimi umowami, należnościami i komornikiem moglibyście co najwyżej pójść na piwo. Wszystko istnieje dopóki tego wszyscy chcą. Jak przestaną chcieć to koniec. Zapis zasad to tylko taka mała bzdurka ułatwiająca ludziom orientowanie się w sytuacji społecznej - albo inaczej lepiej zacznij przestrzegać przykazań Bożych skoro kodeksy są ponad ludzkimi emocjami.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54911 punktów) | >>>Teraz dostaniesz konkretną gotówkę a w przyszłości na pewno się zawsze dogadamy bo w końcu jesteśmy biznesmenami a nie idiotami. >>> >>Od tygodni przekonujesz ze wszytsko powinno się odbywać w "czasie rzeczywistym" a teraz piszesz "a w przyszłości na pewno się zawsze dogadamy" ???????? >A czy wg Ciebie "zawsze się dogadamy" to zobowiązanie, które można egzekwować?
Nie. I dlatego jestem zwoelnnikiem egzekucji umów. Inaczej ci...lem jest ten co wybuduje dom mając dojazd przez prywatną drogę bez umowy
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >Nie. I dlatego jestem zwoelnnikiem egzekucji umów. Inaczej ci...lem jest ten co wybuduje dom mając dojazd przez prywatną drogę bez umowy
Nie zaczynasz budowy domu dopóki nie staniesz się współwłaścicielem ziemi, na której ma być droga. Będąc jej współwłaścicielem władasz nią na zasadach współwłasności - znaczy musicie się umieć porozumieć.
Zdaje ci się, że zobowiązanie człowieka do udostępnienia ci kawałka swojej ziemi na drogę jest silniejsze niż jego prawo własności? Że straci władanie nad tą ziemią bo podpisał z tobą umowę? To tak nie działa inaczej własność byłaby bez sensu.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | > Zdaje ci się, że zobowiązanie człowieka do udostępnienia ci kawałka swojej ziemi na drogę jest silniejsze niż jego prawo własności? Że straci władanie nad tą ziemią bo podpisał z tobą umowę? To tak nie działa inaczej własność byłaby bez sensu.Ej no trochę jednak przydało by się przygotować do dyskusji skoro już je prowadzisz  Polecam zapoznanie się z pojęciem służebność gruntowa . Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | A po roku okazałoby się, że ruch na drodze jest taki, że mu wszystkie zwierzęta od zanieczyszczeń padły. Oznajmiłby, że cofa zgodę. Ty, że masz go tam gdzie światło nie dochodzi. Człowiek na zacząłby robić takie wykopy w pobliżu drogi i tak by ziemie nawadniał, że droga zaczęłaby się rozjeżdżać, że po miesiącu nikt by nią nie przejechał. Alboby zaczął pola takimi środkami pryskać, że nikt nie mógłby wytrzymać ich smrodu, że o utracie zdrowia nie wspomnę.
Komornik to żadne rozwiązanie. Bo ty masz swoją rację a człowiek ma swoją i nie ma między nimi racji lepszej i gorszej. Racja człowieka, który chce zachować to środowisko w czystości, kiedy ty je spalinami i olejami zanieczyszczasz, dla wielu będzie lepsza od twojej racji. Tylko umowa może was uratować. A jak dotychczasowa nie działa to należy zbudować nową a nie zmuszać kogoś do zachowań wbrew jego woli.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | > Oznajmiłby, że cofa zgodę.Ok o tym w linku nie było - tu masz szerzej: artykuly.krn.pl/Sluzebnosci-gruntowe-2_0_50.htmlW skrócie do "cofnięcia" potrzebna jest umowa między właścicielami obu nieruchomości - jednostronnie się nie da. Służebność wpisywane jest do Księgi Wieczystej (Dział III) więc konieczne też jest dokonanie odpowiednich zmian w KW. Zwróć uwagę, że są sytuacje kiedy właściciel nieruchomości nawet nie ma możliwości się nie zgodzić - np. tzw. droga konieczna. Jak się nie zgodzi to służebność ustanowi sąd. A zanim zaczniemy narzekać na współczesny system - służebności, podobnie jak ubezpieczenia, też mają bardzo długa historię. Z pewnością były obecne w prawie rzymskim, a zapewne i wcześniej ale już mi się nie chce szukać. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | szarley (54911 punktów) |
>Nie zaczynasz budowy domu dopóki nie staniesz się współwłaścicielem ziemi, na której ma być droga. Będąc jej współwłaścicielem władasz nią na zasadach współwłasności - znaczy musicie się umieć porozumieć.
Wręcz przeciwnie, dojeżdżam do domu prywatną drogą. Na szczęście nie Ty jesteś właścicielem, bo już bym nie dojechał
|
|
| |  | 3 na 3 | Wacław (1038 punktów) | >W Polsce potrzebujemy absolutnie transparentnych biznesów - całkowicie jawnych, w których każdy dałby radę policzyć skąd tam się wzięła każda złotówka. >Wówczas jest szansa na to, że ludzie zaczną akceptować różnice społeczne - przestaną się nienawidzić i zaczną w końcu coś wspólnie robić.
Z ideą się zgadzam, ale nie widzę zupełnie wykonania. Jednym z elementów równania pola gry dla wszystkich byłoby odbieranie przywilejów wielu grupom społecznym, na co:
a) nie będzie zgody samych zainteresowanych (to akurat nic nowego...) i co za tym idzie b) nie będzie woli decydentów by prawo zmieniać (to akurat również nic nowego)
Poza tym, społeczeństwo polskie chyba zwyczajnie nie dorosło do odpowiedzialnej polityki socjalnej i wolności ekonomicznej. Albo inaczej, zbyt dużo wśród nas jeszcze ludzi zepsutych przez komunizm. Jeśli zapytać ludzi co myślą o wcześniejszych emeryturach mundurowych, to wszyscy nie związani z tematem odpowiadają że są przeciwni i należy zabierać. Ale gdy zaczyna się grzebanie w różnego typu ulgach dla nas, to gwałt się straszliwy szarakom dzieje. Podobnie z podatkami - tym bogatym najlepiej zabierać 75% bo przecież mają to ich nie boli, ale jak już podnosi się VAT na wszystko to olaboga, państwo mnie okrada! Tak myślimy jako społeczeństwo i to myślenie noszą w sobie wszystkie pokolenia z przed transformacji ustrojowej, zarówno żyjąc nad Wisłą jak i na obczyźnie - o tym jak daleko może być posunięta mentalność Kalego przekonałem się dopiero obserwując rodaków na obczyźnie i to nie emigrantów od 2-3 wiosen tylko wyjadaczy mających nowe obywatelstwa i żyjących "po normalnemu" ponad dwie dekady!
Dlatego jak dla mnie, prawo to tylko wierzchołek góry lodowej.
|
|
| |  | 5 na 5 | szarley (54911 punktów) | >Istnieje pewien naturalny poziom różnic majątkowych w społeczeństwie - który cechuje się tym, że całe społeczeństwo je akceptuje.
Nie istnieje
>Istnieje pewien naturalny poziom różnic dochodów pomiędzy powiedzmy sprzątaczem ulic i wybitnym informatykiem - który to poziom dochodów oboje i sprzątacz i informatyk są w stanie zaakceptować i czuć się z tym dobrze w życiu. Sprzątacz po prostu będzie wiedział, że informatyk ma wartościowe również dla sprzątacza cechy i umiejętności, które powinny być wyżej wynagradzane.
Oni dwaj zaakceptują, a trzeci nie zaakceptuje i co ? Nie ma czegoś co zaakceptuje CAŁE społeczeństwo!!!
Pracowałem wiele lat, ucząc się i wyrabiając sobie zawodową markę i dzięki tej pracy zarabiam przywoicie. Pracuję w kilkunastu krajach świata, realizując różne projekty. Już teraz jedni uważają że zarabiam za mało (skoro mają mniej a nie chcą tak pracować) i są tacy którzy najchętniej dowaliliby mi domiar
|
|
| | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | Wiesz co uważam za poziom równowagi w różnicach majątkowych?
Stan, w którym wszyscy mają mniej więcej podobne emocje wobec różnic społecznych - tzn. są podobnie zadowoleni i podobnie niezadowoleni.
Ja bynajmniej nie mówię o jakiejś magicznej zgodzie wszystkich.
Ja mówię o stanie w której sprzątacz i informatyk będą podobnie zadowoleni/niezadowoleni z różnicy dochodów. Ich poziom satysfakcji i złości będzie wyrównany.
Człowiekiem powodują napięcia. Kiedy ty jesteś super zadowolony ze swojego wynagrodzenia a ktoś inny jest maksymalnie sfrustrowany różnicą swojego i twojego wynagrodzenia to stanie na głowie żeby ten stan rzeczy zmienić i swoje usługi będzie gotów ci sprzedawać wyłącznie drożej. Ty ugniesz się pod jego frustracją, potrzebując go i dasz mu te więcej. W efekcie powstanie stan, w którym wasza satysfakcja i frustracja będą wyrównane. To jest poziom równowagi w różnicach majątkowych. On będzie niezadowolony, że ty zarabiasz tak dużo kiedy on tak mało, z taką samą mocą jak ty będziesz niezadowolony z tego, że sam zarabiasz tak niewiele więcej od tego tu sprzątacza.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | szarley (54911 punktów) | >Wiesz co uważam za poziom równowagi w różnicach majątkowych? >Stan, w którym wszyscy mają mniej więcej podobne emocje wobec różnic społecznych - tzn. są podobnie zadowoleni i podobnie niezadowoleni. >Ja bynajmniej nie mówię o jakiejś magicznej zgodzie wszystkich. >Ja mówię o stanie w której sprzątacz i informatyk będą podobnie zadowoleni/niezadowoleni z różnicy dochodów. Ich poziom satysfakcji i złości będzie wyrównany.
1. Jestem fizykiem i zapytam o metodę badania zadowolenia/niezadowolenia 2. Wielkość zadowolenia/niezadowolenia nie jest constans 3. 100 sprzątaczy będzie niezadowolonych w 10 %, a 10 w 100% i ci właśnie spalą mi dom z zawiści (a wg Ciebie ubezpieczenia to pomoc społeczna i nie podlegają egzekucji)
Przestań jarać to świństwo, kup normalną wódkę
|
|
| | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >1. Jestem fizykiem i zapytam o metodę badania zadowolenia/niezadowolenia >2. Wielkość zadowolenia/niezadowolenia nie jest constans >3. 100 sprzątaczy będzie niezadowolonych w 10 %, a 10 w 100% i ci właśnie spalą mi dom z zawiści (a wg Ciebie ubezpieczenia to pomoc społeczna i nie podlegają egzekucji) >Przestań jarać to świństwo, kup normalną wódkę
Mówisz jakbyś nigdy z nikim nie zawarł żadnej umowy, w której sam byłeś w innej pozycji niż druga osoba. Nigdy nie zawarłeś umowy na sprzątanie, czy przenoszenie czy cokolwiek innego, w której było wiadomo, że ty tego nie robisz bo się takich rzeczy nie tykasz bo stać cię i kupujesz usługę człowieka, który to zrobi za ciebie? Nie zawarłeś umowy, w której ty i druga osoba zdawaliście sobie sprawę z różnicy pozycji społecznej między wami?
Ciekawe jak ten człowiek poradził sobie ze swoimi emocjami w tej poniżającej sytuacji? Ciekawe czy dałbyś radę namówić na podobną pracę i podobne poniżenie względem ciebie swojego profesora?
Tu się wszystko sprowadza do ludzkich emocji. Cała umowa zbudowana jest wyłącznie na tym. I umowa jest dobra wtedy, kiedy obie strony mają mniej więcej podobne emocje - ten sam poziom poczucia sprawiedliwości - wówczas umowa działa i nie rozpada się.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54911 punktów) | >>1. Jestem fizykiem i zapytam o metodę badania zadowolenia/niezadowolenia >>2. Wielkość zadowolenia/niezadowolenia nie jest constans >>3. 100 sprzątaczy będzie niezadowolonych w 10 %, a 10 w 100% i ci właśnie spalą mi dom z zawiści (a wg Ciebie ubezpieczenia to pomoc społeczna i nie podlegają egzekucji) >>Przestań jarać to świństwo, kup normalną wódkę >Mówisz jakbyś nigdy z nikim nie zawarł żadnej umowy, w której sam byłeś w innej pozycji niż druga osoba. Nigdy nie zawarłeś umowy na sprzątanie, czy przenoszenie czy cokolwiek innego, w której było wiadomo, że ty tego nie robisz bo się takich rzeczy nie tykasz bo stać cię i kupujesz usługę człowieka, który to zrobi za ciebie? Nie zawarłeś umowy, w której ty i druga osoba zdawaliście sobie sprawę z różnicy pozycji społecznej między wami? >Ciekawe jak ten człowiek poradził sobie ze swoimi emocjami w tej poniżającej sytuacji?
Wiele razy byłem w takiej sytuacji Ty też!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wyrzucasz śmieci do kubła. Masz umowę, przyjeżdża śmieciarz i zabiera śmieci, za to mu płacisz. Płaczesz nad jego losem? Ja nie. Ja go szanuję za niezbędną pracę jaką wykonuje.
Powtarzam: przestań jarać to świństwo, kup normalną wódkę
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Grzegorz (2117 punktów) | >Ciekawe jak ten człowiek poradził sobie ze swoimi emocjami w tej poniżającej sytuacji?
Czemu uważasz to za poniżające? Ty chyba nie szanujesz tych, za którymi się mam wrażenie usiłujesz się wstawić. Dobrze i sumiennie wykonywana praca jest, nie zależnie od jej charakteru godna szacunku. Tym bardziej im mniej ja bym się akurat jej podjął.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >Czemu uważasz to za poniżające?
Byłoby gdyby ktoś się tak czuł. Na tym właśnie polega równowaga emocji. Nie dałbyś rady umówić się posprzątanie twojego mieszkania z twoim wykładowcą czy rektorem, nawet jakbyś bardzo chciał i oferował znacznie więcej niż średnia na rynku.
|
|
| | | | | | | |  | | szarley (54911 punktów) | >>Czemu uważasz to za poniżające? >Byłoby gdyby ktoś się tak czuł. Na tym właśnie polega równowaga emocji. Nie dałbyś rady umówić się posprzątanie twojego mieszkania z twoim wykładowcą czy rektorem, nawet jakbyś bardzo chciał i oferował znacznie więcej niż średnia na rynku.
Odpowiedz! Gdzie wyrzucasz śmieci, skoro robisz tak, że nie pokazujesz śmieciarzom różnic społecznych między nimi a Tobą
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 krystkon (293 punktów) (zablokowany) | >Gdzie wyrzucasz śmieci, skoro robisz tak, że nie pokazujesz śmieciarzom różnic społecznych między nimi a Tobą
Rozmawialiśmy o naturalnym poziomie różnic majątkowych i społecznych - przy których wszyscy mają zbliżone poczucie sprawiedliwości. Na co ty, że takiego nie ma! Ja na to, że jest!
Ja i mój śmieciarz, oboje zdajemy sobie oboje sprawę z różnicy społecznej między nami i oboje mamy wobec tej różnicy zbliżone emocje. Dzięki temu mamy umowę na wywóz śmieci. Gdyby mój śmieciarz czuł się poniżony swoim zawodem, ja natomiast miałbym z tej różnicy wyłącznie satysfakcję to bylibyśmy w stanie nierównowagi - nasza umowa upadałaby.
Nie zdarza ci się czasami obserwować umów - stosunków zobowiązaniowych - w których jedna strona jest wyraźnie poniżana a druga nieuzasadnienie wywyższona - tzn. nie stoją za tym wywyższeniem żadne szczególne cechy ludzkie? Kiedy to widzisz natychmiast rodzi się w tobie poczucie niesprawiedliwości, to samo, które ma już poniżana osoba. Również nieuzasadnienie wywyższona osoba zdaje sobie często sprawę z tego, że jest niesprawiedliwie uprzywilejowania. Taka umowa upadnie - to tylko kwestia czasu.
Zresztą zastanów się jak sam ustalasz to, która umowa jest dla ciebie do przyjęcia, w który stosunek zobowiązaniowy gotów jesteś wejść. Poprzez własne emocje. Poprzez własne poczucie sprawiedliwości. Gdybyś spotkał osobę o niezwykłych uzdolnieniach to zgodziłbyś się być jej pomocnikiem w stylu przynieś, wynieś, pozamiataj i nie miałbyś problemu z poniżeniem. Gdyby to była osoba wysoce nieuzdolniona i bez żadnych szczególnych cech i miałbyś zostać dokładnie takim samym pomocnikiem dla tej osoby - to nigdy byś się na to nie zgodził - a gdybyś został przymuszony to twoje uczucie poniżenia i niesprawiedliwości byłyby ogromne.
Bo istnieje pewien naturalny poziom różnic społecznych i majątkowych, który są w stanie wszyscy akceptować.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54911 punktów) | >Ja i mój śmieciarz, oboje zdajemy sobie oboje sprawę z różnicy społecznej między nami i oboje mamy wobec tej różnicy zbliżone emocje. Dzięki temu mamy umowę na wywóz śmieci. Gdyby mój śmieciarz czuł się poniżony swoim zawodem, ja natomiast miałbym z tej różnicy wyłącznie satysfakcję to bylibyśmy w stanie nierównowagi - nasza umowa upadałaby.
Czyli co tydzień negocjujesz z innym śmieciarzem bo akurat inny ma zmianę i on nie akceptuje różnicy płac? Ja stanowczo wolę umowę całoroczną a moją głowę wykorzystać dla nowego wynalazku
>Nie zdarza ci się czasami obserwować umów - stosunków zobowiązaniowych - w których jedna strona jest wyraźnie poniżana a druga nieuzasadnienie wywyższona -
Tak, np z monopolistami, np państwowa energetyka (Tauron) państwowa TV, gminny wodociąg, itp ale jeśli podpisywanie umów jest dobrowolne nie boli mnie to.
>Zresztą zastanów się jak sam ustalasz to, która umowa jest dla ciebie do przyjęcia, w który stosunek zobowiązaniowy gotów jesteś wejść. Poprzez własne emocje.
Pierd.... nie przez emocje a poprzez szukanie korzyści. Tak jak w przykładzie drogi do mojego domu. Nie stać mnie na kupno, mam na podstawie umowy notarialnej GWARANCJĘ przejazdu i przechodu Dlaczego to jest GWARANCJA ? Bo nie Ty ją podpisywałeś.
>Bo istnieje pewien naturalny poziom różnic społecznych i majątkowych, który są w stanie wszyscy akceptować.
Nie istnieje
Przyznaj się, do którego lasu wywozisz śmieci , bo nie wierzę że co tydzień umawiasz się ze śmieciarzem
Przestań jarać to świństwo. Polecam śliwowicę
|
|
4 na 4 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | >Proszę o uzasadnione opinie - czy możliwe jest bogate państwo i dobrobyt bez bogatych? Mam prośbę o wskazanie mi skąd w tej alegorii państwa fundującego ciepłą rączką ulgi wziął się restaurator, tzn. którego podmiotu jest on odpowiednikiem. A także komu rabat jest udzielany i w jakim celu, oraz Z JAKICH FUNDUSZY środki na rabat pochodzą.
|
|
 | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | >>Proszę o uzasadnione opinie - czy możliwe jest bogate państwo i dobrobyt bez bogatych? >A ja mam prośbę o wskazanie mi skąd w tej alegorii państwa fundującego ciepłą rączką ulgi wziął się restaurator, tzn. którego podmiotu jest on odpowiednikiem, oraz komu, w jakim celu oraz Z JAKICH FUNDUSZY korzysta udzielający rabatu restaurator.
No muszę przyznać ze mnie zażyłaś. Myślę że można różnie podejść do restauratora. Może to być po prostu szeroko pojęty biznes - dostarczający dóbr i usług kupowanych przez obywateli. Wówczas udziela on rabatu zmniejszając swoją marżę aby utrzymać klienta, może licząc na to że spotkania przyjaciół jak będą tańsze jednostkowo to staną się częstsze albo, że przyjdzie więcej przyjaciół albo, że przyjaciele opowiedzą o rabacie swoim przyjaciołom i będzie to miało skutek reklamowo-marketingowy?
Restauratorem mogło by być też w tej historii samo państwo jako takie. Co do rabatu to można przyjąć że po prostu zmniejsza obciążenia chcąc poprawić ściągalność albo umożliwić poczynienie obywatelom oszczędności aby mogli zwiększyć konsumpcję w innych branżach?
Zwróciłaś uwagę na ciekawy aspekt, sam się nad tym nie zastanawiałem wcześniej. Masz jakąś koncepcję kim ów restaurator jest?
Pozdrawiam
|
|
|  | 3 na 3 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > Masz jakąś koncepcję kim ów restaurator jest?I ja obstawiłam, że restaurator jest "państwem", a przyjaciele "ogółem społeczeństwa" ale w takim ujęciu rabat byłby tylko jednorazową zmianą zasad, bo niby do kogo miałaby być adresowana tzw. "regularna cena"? Ale w takim razie przyjaciele nie bardzo mają o co kopie kruszyć... To tak na gorąco, bo też muszę temat przemyśleć, a boję się, że się okaże za trudny. Ale może w międzyczasie odezwą się inni ze swoimi pomysłami. > PozdrawiamPozdrawiam.
|
|
1 na 1 | Grzegorz (5685 punktów) | >Proszę o uzasadnione opinie - czy możliwe jest bogate państwo i dobrobyt bez bogatych? Przykład wg mnie nie do końca trafiony. Spora część ludzi bogatych unika w dużej mierze płacenia podatków korzystając z różnego rodzaju furtek (za co oczywiście trudno ich winić).
Znam gościa który forsy ma jak nie powiem czego. Jego samochód jest x generacji lepszy od mojego, oczywiście w leasingu i na firmę. Jak kupuje paliwo albo mu się zepsuje to odpisuje sobie od podatku. Jak zje obiadek albo pojedzie zagranicę to kreatywna księgowość pakuje mu to w koszta reprezentacyjne czy coś takiego. Itd. W sumie wychodzi że mimo że wydaje - w dużej mierze na siebie - na prawo i lewo z 10x tyle co ja (szacowane bardzo na oko, raczej jest to dolne szacowanie) to podejrzewam że dla izby podatkowej jest ode mnie tylko niewiele lepszym "klientem".
Czyli powracając do Twojego przykładu i przejaskrawiając go w drugą stronę - co w sytuacji kiedy ze zniżki stu złotych 90 PLN weźmie dla siebie najbogatszy, a resztę rzuci do podziału między kolegów?
|
|
 | 3 na 3 | Grzegorz (2117 punktów) | > Przykład wg mnie nie do końca trafiony. Spora część ludzi bogatych unika w dużej mierze płacenia podatków korzystając z różnego rodzaju furtek (za co oczywiście trudno ich winić).Witam imiennika  (trochę dziwne że system pozwala na rejestrację tych samych nicków ale za to jaka frajda spotkać pobratymca w nazwie  ) Przykład cóż - miał zanęcić do dyskusji więc jest i prosty i pewnie trochę drażniący dla osób o bardziej "socjalnych" przekonaniach > Czyli powracając do Twojego przykładu i przejaskrawiając go w drugą stronę - co w sytuacji kiedy ze zniżki stu złotych 90 PLN weźmie dla siebie najbogatszy, a resztę rzuci do podziału między kolegów?Historyjka opisuje jak postanowiono ale jeśli by zacząć ją modyfikować to myślę że miałby do tego prawo po prostu nadal by był fundatorem ale już w mniejszej proporcji - zbliżyłby się do tych następnych. Wyjściowo płacił za 4 obiady czyli trzy oddawał jakby zatrzymał 90 zł. to kupowałby 2,75 obiadów to nadal najwięcej ze wszystkich jedzących. W sumie największym problemem dla wszystkich jest ucieczka "bogacza" bo kończy to erę darmowych obiadków lub obciąża istotnie wszystkich pozostałych - jeśli chcemy pozostawić socjalne jedzonko. Pozdrawiam
|
|
|  | 2 na 2 | Grzegorz (5685 punktów) | > Witam imiennika (trochę dziwne że system pozwala na rejestrację tych samych nicków ale za to jaka frajda spotkać pobratymca w nazwie )Witam! Faktycznie trochę dziwne, jak zacząłem przeglądać wątek to zastanowiło mnie kiedy mogłem Twoją wypowiedź napisać i jak się stało że o tym już nie pamiętam  Co do przekonań socjalnych - to ani nie mam jakiś szczególnych przekonań socjalnych, ani też nie drażni mnie ten przykład, chciałem go jedynie uściślić. Trudno mi powiedzieć jak wyglądałyby te dane ilościowo - być może jest tak jak mówisz i statystycznie taki gość nadal jest bardziej fundatorem tortu, ale podejrzewam że nie aż tak drastycznie jak w tym przykładzie. Należy też zauważyć że w wielu aspektach gość zjada też tego tortu sporo więcej niż "statystyczny" obywatel.
|
|
| |  | 3 na 3 | Grzegorz (2117 punktów) | > Faktycznie trochę dziwne, jak zacząłem przeglądać wątek to zastanowiło mnie kiedy mogłem Twoją wypowiedź napisać i jak się stało że o tym już nie pamiętam  Ponoć jest nas więcej - tak mi pokazuje mój panel informacyjno-zarządczy > Trudno mi powiedzieć jak wyglądałyby te dane ilościowo - być może jest tak jak mówisz i statystycznie taki gość nadal jest bardziej fundatorem tortu, ale podejrzewam że nie aż tak drastycznie jak w tym przykładzie. Należy też zauważyć że w wielu aspektach gość zjada też tego tortu sporo więcej niż "statystyczny" obywatel.Historyjka jest taka mało subtelna i na końcu sama podaje własna pointę ale chyba wartą uwagi. Ok. 20% przychodu do budżetu z tytułu PIT w roku 2007 (trochę stare ale zawsze jest jakiś konkret) wpłaciło - 0,86% podatników z najwyższej przedziałki podatkowej - wówczas 40-sto procentowej. Robi wrażenie moim zdaniem. Jeśli ten 1% nagle wyjedzie, jak nie przymierzając pewien znany francuski (obecnie chyba rosyjski?) aktor to mamy 1/5 mniej przychodów z PIT. Przez ostatnich klika lat przychód z PIT to ok. 40 mld. zł. czyli tracimy ok. 8 mld. zł. Warto chyba o tym pomyśleć. Pozdrawiam
|
|
| | |  | 1 na 1 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > Ponoć jest nas więcejA zdaje się, imieniny Grzegorza dzisiaj, zatem licznym Grzegorzom wszystkiego najlepszego.  > Jeśli ten 1% nagle wyjedzie, jak nie przymierzając pewien znany francuski (obecnie chyba rosyjski?) aktor to mamy 1/5 mniej przychodów z PIT.Lecz zostaną ci, którzy im tę fortunę wypracowywali, przecież milionerzy rowów nie kopią.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | > A zdaje się, imieniny Grzegorza dzisiaj, zatem licznym Grzegorzom wszystkiego najlepszego.  Tak to Ten dzień - dzięki  > Lecz zostaną ci, którzy im tę fortunę wypracowywali, przecież milionerzy rowów nie kopią.No niby tak - tylko że: 1) oni już są w równaniu - więc ubytek nastąpi dla całości chyba że zapłacą więcej podatku 2) oni nie dają pracy innym i nie wypłacają wygrodzeń, a nie daj boże jeszcze ją stracą bo firma bogacza padnie. 3) trochę czasu minie zanim któryś z "kopaczy" skumuluje kapitał, zainwestuje w działalność, stworzy jakieś swoje małe "imperium" o ile w ogóle do tego dojdzie. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 2 na 2 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | >chyba że zapłacą więcej podatku Zapłacą. Dopóki są ludzie gotowi kopać rowy oraz ludzie potrzebujący wykopanych rowów, rowy będą kopane, a podyktowana rynkową wartością kopania rowów zapłata nie zmieni się, więc i łączna suma podatku się nie zmieni. No bo przecież kapitalista nie dokładał ze swojej kieszeni, bo niby skąd miałby na to brać?
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | >>chyba że zapłacą więcej podatku
>Zapłacą. Dopóki są ludzie gotowi kopać rowy oraz ludzie potrzebujący wykopanych rowów, rowy będą kopane, a podyktowana rynkową wartością kopania rowów zapłata nie zmieni się, więc i łączna suma podatku się nie zmieni. No bo przecież kapitalista nie dokładał ze swojej kieszeni, bo niby skąd miałby na to brać?
Myślę że nadmiernie uproszczenie porównań zaczyna trochę szkodzić wnioskom. Poniżej kilka wybranych aspektów rozszerzających:
1) Suma nie będzie równa bo dziś nasz bogacz zatrudnia powiedzmy 100 kopaczy, którzy już płacą podatek i on go płaci. Jak on przestanie - zostanie naszych 100 kopaczy, można oczywiście powiedzieć, że brak bogacza oznacza, że oni więcej zarobią, tyle że pozostaje sporo problemów: - problem inwestycji - nasi kopacze będą musieli zainwestować w zakup "środków produkcji" stanowiący koszt uzyskania przychodu, co spowoduje, że pewnie przez trzy lata będą "na stratach" i nie zapłacą nic, - problem ryzyka prowadzenia działalności - dziś kopacz ma prawo otrzymać pensję bez względu na to czy "bogacz" otrzyma zapłatę za kopanie od zlecającego czy nie. -problem innych kosztów działalności - dziś kopacz przychodzi do pracy i jak koparka jest zepsuta to albo mu podstawiają nową albo ma przestój (płatny) -problem czasu - dziś kopacza nie interesuje jego rozliczenie z US czy ZUS, poszukiwanie klienta na usługę, zawieranie umów, egzekucja należności swój czas poświęca na kopanie śmiem sadzić, że nie da rady wykopać tyle ile wykopał wcześniej lub będzie musiał sam zatrudnić innych do roboty papierkowej a wtedy nie zarobi więcej.
2) konstrukcja PIT jest taka, że zawsze jest pewna kwota wolna od podatku dla każdego podatnika (na 2012 rok jest to 3091 zł.) Podatek od jednego podatnika będzie tą kwotę uwzględniał raz, a od dziesięciu oczywiście dziesięć razy razy czyli nagle z 3 tys. nieopodatkowanych robi nam się 30 tys. Znaczy to że jednego dużego podatnika jest dość trudno zastąpić kilkoma małymi. Dodatkowo mamy jeszcze różne progi podatkowe.
abstrahując już od "kopania"
3) konsumpcja naszego "bogacza" tworzy mimo wszystko większy popyt niż konsumpcja człowieka, który żyje z przysłowiowym ołówkiem w ręku. Zmniejszenie konsumpcji miałoby dla systemu skutki dosyć opłakane bo to i podatki pośrednie (VAT i akcyza to przychody wielokrotnie przewyższające PIT czy CIT) i przychody producentów/dystrybutorów/handlowców którzy dostarczają owych dóbr i usług.
4) jeśli nasz "bogacz" na dodatek jest również pracodawcą to zwijając interes spowoduje jeszcze szersze problemy.
Pozdrawiam
PS. W jakimś sensie nasz bogacz jednak "dopłaca" jeśli nie z własnej kieszeni to przynajmniej wykorzystuje np. efekt skali czy efekt synergii.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > Myślę że nadmiernie uproszczenie porównań zaczyna trochę szkodzić wnioskom.A które z nas nadmiernie anegdotę uprościło i czyjeż to wnioski ucierpiały? > - problem inwestycjiOdpowiedzią: kredyt. > - problem ryzyka prowadzenia działalności"Pechowy inwestor" to ciągle bogacz?  > kopacz ma prawo otrzymać pensję bez względu naOd kogo, gdy inwestor okaże się niewypłacalny? > -problem innych kosztówZły los dotyczy każdego. > -problem czasu - dziś kopacza nie interesuje jego rozliczenie z US czy ZUSCzas to pieniądz, a pieniądz wypracowuje kopacz. Zatrudni więc księgowego... > od dziesięciu oczywiście dziesięć razy razy czyli nagle z 3 tys. nieopodatkowanych robi nam się 30 tys. Znaczy to że jednego dużego podatnika jest dość trudno zastąpić kilkoma małymi. Dodatkowo mamy jeszcze różne progi podatkowe.Szczegóły zasad opodatkowania uwzględniają strukturę dochodów. Bez kapitalisty ona będzie inna: każdy z kopaczy zarobi więcej, a próg podatkowy znajdzie się w miejscu wyrównującym dalszą stratę. > abstrahując już od "kopania"> 3) konsumpcja naszego "bogacza" tworzy mimo wszystko większy popyt niż konsumpcja człowieka, który żyje z przysłowiowym ołówkiem w ręku.Skoro abstrahujemy od "kopania", to niby kto żyje z ołówkiem w ręku? Przyszło do tematu konsumpcji i zostawiasz bogacza samego przy zastawionym stole. A taka ładna była ta anegdotka na wstępie... > 4) jeśli nasz "bogacz" na dodatek jest również pracodawcą...Od początku był pracodawcą, stąd rozważania położenia kopaczy pod ego nieobecność. > W jakimś sensie nasz bogacz jednak "dopłaca" jeśli nie z własnej kieszeni...Państwo także "dopłaca", do bogaczy zwłaszcza, jeśli nie z własnej kieszeni... Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | >>- problem inwestycji >Odpowiedzią: kredyt.
za darmo?
>> kopacz ma prawo otrzymać pensję bez względu na >Od kogo, gdy inwestor okaże się niewypłacalny?
Ale czemu zaraz upadłość i niewypłacalność ? Nasz kapitalista zarabia tyle ile uda mu się sprzedać usług kopania - raz więcej raz mniej raz wcale, a raz dopłaca. Pracownik ma prawo do ustalonego wynagrodzenia bez względu na to czy dany miesiąc był udany czy mniej udany czy wręcz stratny. Jeśli jednak już faktycznie upadnie to należności pracownicze są uprzywilejowane - prędzej coś dostaną oni niż np. firmy kooperujące. Oczywiście jak nie ma z czego to nie dostanie.
>>-problem innych kosztów >Zły los dotyczy każdego.
ponownie - za darmo nikt koparki nie naprawi ani nie podstawi nowej kolejna kategoria kosztowa (np. koszt ubezpieczenia od takich zdarzeń) co zmniejsza dochód kopacza do opodatkowania.
>Czas to pieniądz, a pieniądz wypracowuje kopacz. Zatrudni więc księgowego...
i ponownie - księgowy też nie pracuje za darmo
> zarobi więcej, a próg podatkowy znajdzie się w miejscu wyrównującym dalszą stratę.
nie zarobi - może będzie miał wyższy przychód ale nie koniecznie dochód, a to on podlega opodatkowaniu. Nie zarobi bo wyżej już mu dorzuciliśmy kosztów których dotąd nie miał. Możliwość osiągania przychodów, które byłyby prostym przeniesieniem przychodów dotychczasowych na kopaczy to też tylko możliwość - może tak, może nie. Pytanie czy firma Apple byłaby tu gdzie jest gdyby nie śp. S.Jobs tj. gdyby go wyrzucić i podzielić się jego pensją (nota bene wyrzucili go i wiadomo doskonale jak wyglądała kondycja firmy).
>Przyszło do tematu konsumpcji i zostawiasz bogacza samego przy zastawionym stole. A taka ładna była ta anegdotka na wstępie...
A mówimy o konsumpcji w sensie kto zjada, czy kto płaci za obiad? Konsumpcje z punktu widzenia restauratora robił w 40% nasz bogacz (choć zjadał 10%) Myślę, że popyt na darmowe obiady dąży do nieskończoności, ale przychód z tego tytułu wyniósłby równe zero.
>Od początku był pracodawcą, stąd rozważania położenia kopaczy pod ego nieobecność.
Trochę się zmieszały historyjki "kopaczy" i "bogacza fundatora obiadów" - ten drugi nie koniecznie był pracodawcą stąd dodatkowe założenie, które z niej nie wynika.
>Państwo także "dopłaca", do bogaczy zwłaszcza, jeśli nie z własnej kieszeni...
Zapewne zdarza się że dopłaca, ale ciekawi mnie co Ty masz na myśli.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > Ale czemu zaraz upadłość i niewypłacalność ?Ponieważ wymyśliłeś taki problem, który może wywołać upadłość firmy, cyt. "kopacz ma prawo otrzymać pensję bez względu na to czy "bogacz" otrzyma zapłatę". > za darmo?> za darmo nikt koparki nie naprawi> księgowy też nie pracuje za darmoOdpowiedzią na wszystko jest: mają, bo zarabiają więcej. > Nie zarobi bo wyżej już mu dorzuciliśmy kosztów których dotąd nie miał.Wszystko, co zabierał właściciel dostaje się kopaczom, a jeszcze - jak sam dowiodłeś, podatek zapłacą mniejszy. Więc jak najbardziej udźwigną koszty lepiej, niż ich zamożny szef. > Możliwość osiągania przychodów, które byłyby prostym przeniesieniem przychodów dotychczasowych na kopaczy to też tylko możliwość - może tak, może nie.Każdemu może się nie udać, ale: koparka w rękach właścicieli psuje się rzadziej, sami sobie za postój nie płacą, ewentualna naprawa ICH by kosztowała, więc dbają, podatek płacą mniejszy, bo to niższa grupa podatkowa, bezrobocie mniej się opłaca bo lepiej zarabiając mają więcej do stracenia, więc zabiegają o pozycję na rynku - same plusy. > Konsumpcje z punktu widzenia restauratora robił w 40% nasz bogaczAle kim w naszej historyjce jest restaurator? Oboje typowaliśmy, że jest to państwo, ale w takim razie o konsumpcji w historyjce nie ma mowy. > Trochę się zmieszały historyjki "kopaczy" i "bogacza fundatora obiadów" - ten drugi nie koniecznie był pracodawcąW pewien sposób każdy bogacz jest pracodawcą kopacza, a każdy kopacz pracuje na fortunę bogacza. Tak można twierdzić, ponieważ dobra powodujące, że bogacz ma w kieszeni prawdziwe pieniądze, a nie kolorowe papierki, wytwarzają właśnie rozmaici kopacze. > >Państwo także "dopłaca", do bogaczy zwłaszcza, jeśli nie z własnej kieszeni...> Zapewne zdarza się że dopłaca, ale ciekawi mnie co Ty masz na myśli.Rozmaite ulgi i przywileje. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | >>Ale czemu zaraz upadłość i niewypłacalność ? >Ponieważ wymyśliłeś taki problem, który może wywołać upadłość firmy, cyt. "kopacz ma prawo otrzymać pensję bez względu na to czy "bogacz" otrzyma zapłatę".
Ale to nie mówi nic o ogólnej kondycji bogacza np. w styczniu nie otrzymał zapłaty bo się ktoś opóźnił ale pracownikom pensje wypłacić musiał.
>Odpowiedzią na wszystko jest: mają, bo zarabiają więcej.
1) nie tyle zarabiają co mają więcej przychodu (o ile faktycznie - tego nie wiadomo - jest taka możliwość więc się nie czepiam)
2) nawet jak mają wyższy przychód to też ponoszą znacznie większe koszty i ... po nadwyżce. Myślę że tak na prawdę będą mieli przynajmniej na początku znacznie mniej dochodu niż przedtem a potem ... zależy jak im pójdzie gospodarowanie.
>Wszystko, co zabierał właściciel dostaje się kopaczom, a jeszcze - jak sam dowiodłeś, podatek zapłacą mniejszy. Więc jak najbardziej udźwigną koszty lepiej, niż ich zamożny szef.
Dostaną - o ile będą tak samo skuteczni w pozyskiwaniu klientów albo brak będzie konkurencji.
Zapominasz że dodatkowo muszą kupić "przedsiębiorstwo" (składniki majątkowe które pozwolą im dalej działać) , albo całe albo każdy musi sobie zorganizować własne. Kapitalista sobie poszedł - każdy z nich musi znaleźć środki na zainwestowanie w swoje miejsce pracy. Twoje rozumowanie może być poprawne jedynie gdyby nasz bogacz okazał się dodatkowo tak wielkim altruistą że zostawi wszystko kopaczom za darmo.
Czyli raz jeszcze - kopacze mają większe przychody i płacą niższe podatki (o tym za chwilę)
ale: - spłacają kredyt za zakup przedsiębiorstwa czy też jego składników, - płacą za księgowość i obsługę formalną - płacą ubezpieczenie bo ponoszą ryzyko działalności
>Każdemu może się nie udać, ale: koparka w rękach właścicieli psuje się rzadziej, sami sobie za postój nie płacą, ewentualna naprawa ICH by kosztowała, więc dbają, podatek płacą mniejszy, bo to niższa grupa podatkowa, bezrobocie mniej się opłaca bo lepiej zarabiając mają więcej do stracenia, więc zabiegają o pozycję na rynku - same plusy.
Czegoś tu nie rozumiem - dyskusja się rozpoczęła od tego że twierdziłaś że podatek zapłacą większy tak aby wyrównać "utratę bogacza" , ja zaś że mniejszy.
>> ja: chyba że zapłacą więcej podatku >>>>> Ty: Zapłacą. Dopóki są ludzie gotowi kopać rowy oraz ludzie potrzebujący wykopanych rowów, rowy będą kopane,
Rozwijamy tą dyskusje wymyślając abstrakcje żeby tą kwestię ustalić - czy bez bogacza system zbiednieje czy nie. Teraz piszesz że podatek zapłacą mniejszy z czym się zgadzam od początku więc o czym dyskutujemy? System jako całość - suma przychodów z PIT - straci i to straci na stałe lub przynajmniej na bardzo długo zanim się nasi kopacze nie zamienią w bogaczy płacących najwyższe stawki w skali czego im oczywiście szczerze życzę.
>Oboje typowaliśmy, że jest to państwo
Typowałem że może to być Państwo lub biznes dostarczający dóbr i usług.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > Ale to nie mówi nic o ogólnej kondycji bogacza np. w styczniu nie otrzymał zapłaty bo się ktoś opóźnił ale pracownikom pensje wypłacić musiał.Kondycję bogacza określa nazwanie go bogaczem, kłopoty biznesowe mogą być co najwyżej udziałem początkujących w biznesie kopaczy. > będą mieli przynajmniej na początku znacznie mniej dochodu niż przedtem a potem ... zależy jak im pójdzie gospodarowanie.Wzrost ich przychodu zależy głównie od tego, w jakim stopniu wartość ich pracy uszczuplał bogacz. Poza tym podejmując po jego wyjeździe "pracę u siebie" i tak stają się najzamożniejszą relatywnie klasą. > o ile będą tak samo skuteczni w pozyskiwaniu klientów albo brak będzie konkurencji.Odpowiedzią na to jest "rynek". Który po wyjeździe bogacza skurczy się tylko o popyt na kopanie rowów dla bogacza. > Zapominasz że dodatkowo muszą kupić "przedsiębiorstwo"...> spłacają kredyt...> płacą za księgowość...> płacą ubezpieczenie...Wszelkie utrudnienia o których piszesz wynikają ze złożoności dzisiejszej gospodarki. Ale ta złożoność póty w naszej prostej historyjce nie występowała, póki nie okazało się, że mali kopacze wielkiemu bogaczowi tak znowu bardzo przedsiębiorczością nie ustępują i jakoś się bez niego obędą. Istotą przedsiębiorczości okazuje się zdolność udźwignięcia nierynkowych składników, takich jak trudne prawo pracy, obowiązkowa buchalteria czy ubezpieczenia, ale to są elementy, które można wywoływać decyzjami administracyjnymi państwa. A bogacz z restauratorem mogą się porozumieć. > Czegoś tu nie rozumiem - dyskusja się rozpoczęła od tego że twierdziłaś że podatek zapłacą większy tak aby wyrównać "utratę bogacza" , ja zaś że mniejszy.> >> ja: chyba że zapłacą więcej podatku> >>>>> Ty: Zapłacą. Dopóki są ludzie gotowi kopać rowy oraz ludzie potrzebujący wykopanych rowów, rowy będą kopaneZapłacą więcej niż płacili jako etatowi kopacze, ale ze względu na strukturę tego podatku być może w sumie mniej niż on.> piszesz że podatek zapłacą mniejszy z czym się zgadzam od początkuWysokość stopy podatkowej zależy od państwa... Czyli od naszego restauratora. > System jako całość - suma przychodów z PIT - straciSystem, czyli restaurator. Ale czy na pewno straci? Niekoniecznie, bo państwo tym się od naszego restauratora różni, że choć podobnie jak on kalkuluje swój globalny przychód, to samo rozpisuje powinności wobec poszczególnych podatników - stołowników, oraz dobiera menu poszczególnych gości - są to przywileje. Przekładając rzecz na historyjkę, bogacz płaci za obiad więcej, ale też lepiej jada. > straci na stałe lub przynajmniej na bardzo długo zanim się nasi kopacze nie zamienią w bogaczy płacących najwyższe stawkiTo problem restauratora jak on " szanuje zamożnych członków społeczeństwa". O tym, że bardzo szanuje założyłam swego czasu wątek.Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | >Kondycję bogacza określa nazwanie go bogaczem, kłopoty biznesowe mogą być co najwyżej udziałem początkujących w biznesie kopaczy.
Zatem uzgodnione że nie mówimy o sytuacji jego bankructwa tylko o tym, że o ile jego dochód podlega wahaniom rynkowym o tyle kopacz-pracownik ma ów dochód zagwarantowany niezależnie do stanu dochodów bogacza (ryzyko działalności)
>Odpowiedzią na to jest "rynek". Który po wyjeździe bogacza skurczy się tylko o popyt na kopanie rowów dla bogacza.
To oczywiste, jak to że nasza modelowa sytuacja o rynku nic nie mówi oraz to że jeśli kopacze nie zechcą działać razem - zaczną dla siebie stanowić konkurencję co może doprowadzić do obniżenia cen - ku chwale klientów ale niestety zmniejszających przychód kopaczy czyli "bazę" pod przyszły podatek.
>Wszelkie utrudnienia o których piszesz wynikają ze złożoności dzisiejszej gospodarki. Ale ta złożoność póty w naszej prostej historyjce nie występowała, póki nie okazało się, że mali kopacze wielkiemu bogaczowi tak znowu bardzo przedsiębiorczością nie ustępują i jakoś się bez niego obędą.
Moim zdaniem te "utrudnienia" brał na siebie bogacz (wniósł kapitał, zatrudnił księgowych itp) dopóki był. Jeśli go nie ma ktoś to musi obsłużyć
>>System jako całość - suma przychodów z PIT - straci >System, czyli restaurator. Ale czy na pewno straci?
Straci:
1) Wpływ z PIT będzie mniejszy bo nawet przy założeniu, że przychód po firmie bogacza odziedziczą w całości kopacze to będzie on obciążony kosztami których bogacz nie ponosił (nie "odkupował" swojego majątku)
2) źródła przychodu się rozdrobnią i zwiększy się globalnie kwota wolna od podatku. Bogacz = jedna kwota (ok. 3000) 100 kopaczy = 300000. Oczywiście Państwo może zmienić zasady gry ale tak rozumując i manipulując rożnymi parametrami które mogą się zmienić, możemy udowadniać wszystko. Odnośmy się do stanu wyjściowego na zasadach wyjściowych - bo oceniamy różnice między tymi stanami.
3) Już na marginesie wcześniejszych rozważań - wysoce prawdopodobnym scenariuszem jest to, że tylko cześć kopaczy podejmie się trudu organizowania własnego miejsca pracy(przykładów z praktyki nie brakuje) staną się oni zatem przejściowo lub na stałe beneficjentami systemu socjalnego więc obok zmniejszenia wpływów zwiększa się wydatki.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | >nasza modelowa sytuacja o rynku nic nie mówi Sam przywoływałeś rynek, np. konsumpcję bogacza.
>jeśli kopacze nie zechcą działać razem - zaczną dla siebie stanowić konkurencję co może doprowadzić do obniżenia cen - ku chwale klientów ale niestety zmniejszających przychód kopaczy czyli "bazę" pod przyszły podatek. Póki nie spadnie popyt na kopanie, nie spadnie też SUMA DOCHODÓW kopaczy.
>"utrudnienia" brał na siebie bogacz (wniósł kapitał, zatrudnił księgowych itp) Gdy bogacz zniknie, wszystko zrobią kopacze, przecież niewykopane rowy czekają.
Bogacz szkodzi zleceniodawcom, bo monopolizując rynek podbija ceny, oraz kopaczom, bo na rzecz swego bogactwa okrawa ich dochody. Czyli z punktu widzenia społeczeństwa ten bogacz to szkodnik.
>1) Wpływ z PIT [...] będzie on obciążony kosztami których bogacz nie ponosił (nie "odkupował" swojego majątku) Odkupowanie koparek jest właśnie elementem złożoności gospodarczej, w tym wypadku skutkiem zaawansowania technologicznego, czyste relacje społeczne widać, gdy przyjmiemy, że kopacze pracują własnymi łopatami. Ale zakładając kupowanie koparek, to przecież oni kupują za swoje, czyli z zysków, więc inwestując uszczuplają sobie, a nie wpływom z PIT-ów.
>Państwo może zmienić zasady gry ale tak rozumując i manipulując rożnymi parametrami które mogą się zmienić, możemy udowadniać wszystko. Kiedy w celu udowodnienia, że należy szanować bogacza restaurator udzielał rabatu nie protestowałeś, że to manipulowanie różnymi parametrami.
>wysoce prawdopodobnym scenariuszem jest to, że tylko cześć kopaczy podejmie się trudu organizowania własnego miejsca pracy(przykładów z praktyki nie brakuje) Tym łatwiej będzie pozostałym kopaczom, a skrajną postacią przedsiębiorczej powściągliwości kopaczy będzie tylko JEDEN przedsiębiorczy kopacz...
>staną się oni zatem przejściowo lub na stałe beneficjentami systemu socjalnego więc obok zmniejszenia wpływów zwiększa się wydatki. Socjałem jest jadanie obiadów za friko, a w Twojej opowiastce w systemie socjalnym funkcjonują przecież wszyscy, oprócz bogacza.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | > Póki nie spadnie popyt na kopanie, nie spadnie też SUMA DOCHODÓW kopaczy.Hmmm czyli konkurencja Twoim zdaniem nie wpływa na poziom cen? > Gdy bogacz zniknie, wszystko zrobią kopacze, przecież niewykopane rowy czekają.US i ZUS też czekają - na deklaracje i przelewy, czekają też kredytodawcy którzy dali kopaczom kredyt na zakup (np. od bogacza) koparek i innych niezbędnych do prowadzenia przedsięwzięcia składników. > Bogacz szkodzi zleceniodawcom, bo monopolizując rynek podbija ceny, oraz kopaczom, bo na rzecz swego bogactwa okrawa ich dochody. Czyli z punktu widzenia społeczeństwa ten bogacz to szkodnik.Tego nie wiemy czy jest monopolistą takiego założenia nigdzie nie było. > Odkupowanie koparek jest właśnie elementem złożoności gospodarczej, w tym wypadku skutkiem zaawansowania technologicznego, czyste relacje społeczne widać, gdy przyjmiemy, że kopacze pracują własnymi łopatami.Może być - ale wtedy już kompletnie nie będą mieć szansy na przychody takie jakie miał bogacz choćby z tego powodu, że w jednostce czasu nie przerzucą takiej ilości ziemi. > Ale zakładając kupowanie koparek, to przecież oni kupują za swoje, czyli z zysków, więc inwestując uszczuplają sobie, a nie wpływom z PIT-ów.Hmm jeśli uszczuplą swój dochód to nie ma wpływu Twoim zdaniem na podatek dochodowy ? Jak mają kupować za swoje - ustaliliśmy za Twoją propozycja że robią to na kredyt. Czyżby nasi kopacze okazali się zamaskowanymi bogaczami którzy nagle z materaców powyciągali kapitały  > Kiedy w celu udowodnienia, że należy szanować bogacza restaurator udzielał rabatu nie protestowałeś, że to manipulowanie różnymi parametrami.Nie tak rozumiem tą historię - "restaurator" udzielił rabatu i podzielono ulgę tak jak poprzednio ale beneficjenci się obrazili że z tej ulgi ma najwięcej bogacz. Hasło o szacunek jest skierowany do demagogów którzy nie chcą dostrzec oczywistej oczywistości że bogacz ma najwięcej ulgi ale też najwięcej na system łoży a jak sobie pójdzie to koniec darmowych obiadów. > Tym łatwiej będzie pozostałym kopaczom, a skrajną postacią przedsiębiorczej powściągliwości kopaczy będzie tylko JEDEN przedsiębiorczy kopacz.......i 99 bezrobotnych z rodzinami na utrzymaniu a wszyscy na socjalu - no chyba że nasz przedsiębiorczy kopacz bardzo szybko wszystkich zatrudni stając się kolejnym bogaczem > Socjałem jest jadanie obiadów za friko, a w Twojej opowiastce w systemie socjalnym funkcjonują przecież wszyscy, oprócz bogacza.Socjal to nie tylko darmocha to także opłacane przez innych ulgi, a w mojej opowiastce tak dla porządku 4-rech płaci cenę obiadu lub więcej a pozostałych 6-ciu korzysta w różnym stopniu z socjalu 5-ciu ma po prostu taniej, a jeden całkiem za darmo. Nieustająco Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > konkurencja Twoim zdaniem nie wpływa na poziom cen?Przecież jeśli konkurencja nie wywoła zmian w relacjach podaży i popytu, to ceny się nie zmienią. Ale to przecież Ty przyjmujesz, że nie każdy kopacz podejmie się działalności, a w takim razie sam powinieneś uwzględnić spadek podaży kopania i PODROŻENIE - a nie potanienie! - tej usługi. > >Gdy bogacz zniknie, wszystko zrobią kopacze, przecież niewykopane rowy czekają.> US i ZUS też czekają...ZUS popytu nie zniesie, niewykopane rowy czekają pomimo ZUS-u. > Tego nie wiemy czy jest monopolistą takiego założenia nigdzie nie było.Gdzie bez bogacza kopacze muszą konkurować, tam bogacz BYŁ monopolistą. > w jednostce czasu nie przerzucą takiej ilości ziemiAle takie same narzędzia zakładam dla opcji etatowej. > jeśli uszczuplą swój dochód to nie ma wpływu Twoim zdaniem na podatek dochodowy ?Inwestycyjna ulga podatkowa nie wystąpiła u bogacza, więc i kopaczom jej nie daję. > >Kiedy w celu udowodnienia, że należy szanować bogacza restaurator udzielał rabatu nie protestowałeś, że to manipulowanie różnymi parametrami.> Nie tak rozumiem tą historięNie? Czym w takim razie, jeśli nie "zmianą zasad opodatkowania" jest udzielenie rabatu, skoro restaurator - jak się zgodziliśmy - jest państwem? > Hasło o szacunek jest skierowany do demagogów którzy nie chcą dostrzec oczywistej oczywistości że bogacz ma najwięcej ulgi ale też najwięcej na system łoży a jak sobie pójdzie to koniec darmowych obiadów.Bogacz łaski nikomu nie robi, bo jego pozycja nie obywa się bez pracy innych. Oraz nie stoi za nim żaden "geniusz biznesu", a jedynie wyższa niż u pozostałych przedsiębiorczość. Taki "najbardziej przedsiębiorczy" na mocy statystyki istnieje nieuchronnie nawet wśród największych biznesowych nieudaczników! > Nieustająco PozdrawiamWzajemnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | > Przecież jeśli konkurencja nie wywoła zmian w relacjach podaży i popytu, to ceny się nie zmienią.Ależ wzrost konkurencji to jak raz z definicji zwiększenie podaży (jeden determinantów podaży to ilość firm) > ZUS popytu nie zniesie, niewykopane rowy czekają pomimo ZUS-u ....Ale cały czas mówimy o kosztach które obciążą dochód. Głównie zwróciłbym uwagę na koszty obsługi kredytu. Jeśli przychód uznaliśmy już tak trochę bez dowodów za taki sam, to już dochód (podstawa opodatkowania) będzie mniejszy choćby o spłaty kredytu. > Gdzie bez bogacza kopacze muszą konkurować, tam bogacz BYŁ monopolistą.Nie rozumiem skąd taki wniosek. Bogacz też mógł konkurować, a mógł być monopolistą. Konkurencja się zwiększy nie zależnie od tego. Założenie że był na pewno monopolistą jest nieuprawnione. > Nie? Czym w takim razie, jeśli nie "zmianą zasad opodatkowania" jest udzielenie rabatu, skoro restaurator - jak się zgodziliśmy - jest państwem?Może być państwem. Ale o tej zmianie już wiemy i jest w warunkach wstępnych, dalsze zakładanie zamian doprowadzi do dowolnego wniosku. A co jeśli państwo zniesie podatki , ZUS przestanie być płacony, do kopaczy przyjedzie wujek z ameryki z wielką gotówką, a rowy będą kopały się same .... itd. Chcemy porównać sytuację z bogaczem i bez bogacza a nie dowolne konfuguracje np. bez bogacza, bez podatków, bez ZUS i z dodatkową manną z nieba  > Bogacz łaski nikomu nie robi, bo jego pozycja nie obywa się bez pracy innych. Oraz nie stoi za nim żaden "geniusz biznesu", a jedynie wyższa niż u pozostałych przedsiębiorczość.Jakie są jego indywidualne zdolności nie wiemy może sam jest "geniuszem biznesu". Wzbogacając historyjkę o jakieś modyfikujące ją rekwizyty zza kulis możemy udowodnić wszystko. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > Ależ wzrost konkurencji to jak raz z definicji zwiększenie podaży (jeden determinantów podaży to ilość firm)Nagle robisz wykład z ekonomii, a przecież my tu badamy konkretny przykład, do którego nie wszystkie elementy muszą mieć zastosowanie. W przykładzie zaś sam twierdziłeś, że będziemy mieli nawet mniej firm niż było kopaczy, bo nie każdy kopacz podejmie ryzyko działalności. Czyli mamy mniejszą podaż kopania rowów, co raczej podniesie cenę tej pracy.... > >ZUS popytu nie zniesie, niewykopane rowy czekają pomimo ZUS-u ....> Ale cały czas mówimy o kosztach które obciążą dochód.Nie ma twardych dowodów by twierdzić, że suma kosztów kopaczy różni się od kosztów ponoszonych przez bogacza. Ale rynek to podaż i popyt, a co temu układowi daje bogacz? Nieco zmagań biurokratycznych, działania marketingowe i inwestycje, czyli pokonanie złożoności gospodarki wynikającej z tzw. "nowoczesności". Ale owej nowoczesności w naszej historyjce nie było, spokojnie mogli co niedziela w oberży barana z rusztu spożywać. > Głównie zwróciłbym uwagę na koszty obsługi kredytu. Jeśli przychód uznaliśmy już tak trochę bez dowodów za taki sam, to już dochód (podstawa opodatkowania) będzie mniejszy choćby o spłaty kredytu.Koszt kredytów mogliby kopacze wziąć "na siebie" czyli potocznie mówiąc odejmując sobie od ust, ale Twoje - po prostej opowiastce komplikowanie warunków skłania mnie do odrzucenia kredytów w ramach wykluczenia złożoności gospodarki, której to złożoności w historyjce też nie było, i założyłam pracę łopatami. Ale dla dowiedzenia, że bogaczy trzeba szanować z powodu postępu technologicznego trzeba by utworzyć nową historyjkę. > >Gdzie bez bogacza kopacze muszą konkurować, tam bogacz BYŁ monopolistą.> Nie rozumiem skąd taki wniosek. Bogacz też mógł konkurować, a mógł być monopolistą.Przecież wyjaśniłam skąd ów wniosek: chodzi przecież o badany obszar, którego odrębność wskazałam zaimkami "gdzie" oraz "tam". Kopacze dla analogii z historyjką wstępną, w której także nie było zewnętrznych wpływów, wchodzą dokładnie w niszę po bogaczu. W historyjce nie było złamania monopolu bogacza i właśnie na bazie tego monopolu domagałeś się poszanowania bogaczy.> o tej zmianie już wiemy i jest w warunkach wstępnych, dalsze zakładanie zamian doprowadzi do dowolnego wniosku.To nie są zmiany co do relacji, nadal bogacz jest bogaczem, reszta stołowników to kopacze, a restaurator to państwo, elementami historyjki są też wzajemne relacje postaci, różnice finansowej zasobności, możliwość poniesienia kosztów innego uczestnika oraz właśnie niestałość zasad opodatkowania. Nieprawda, że poruszając ruchome elementy można z historyjki dowieść wszystkiego, można najwyżej uczynić ją nieadekwatną do rzeczywistości. > A co jeśli państwo zniesie podatki , ZUS przestanie być płacony, do kopaczy przyjedzie wujek z ameryki z wielką gotówką, a rowy będą kopały się same .... itd.Właśnie: bogaty wujek byłby nowym elementem, wykluczenie restauratora to zniesienie podatków czyli wykluczenie państwowości itd, a samokopiące się rowy pochodzą z baśni. Podobnie jak twierdzenie, że bogacz sam wypracowuje swoje bogactwo. > może sam jest "geniuszem biznesu".Ale nie musi nim być, w biznesie chodzi nie o "geniusz", starcza okpić innych uczestników by pracowali na nas. Geniusze to są potrzebni, ale nauce. > Wzbogacając historyjkę o jakieś modyfikujące ją rekwizyty zza kulisWskaż rekwizyty, które zza kulis wyciągam, bo sama jestem ciekawa.  Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | > Nagle robisz wykład z ekonomii, a przecież my tu badamy konkretny przykład, do którego nie wszystkie elementy muszą mieć zastosowanie.Czyli co mam wyłączyć rynek i co w jego miejsce przyjmiemy? Parę wpisów wyżej sama wskazywałaś na rynek więc się go trzymajmy  > W przykładzie zaś sam twierdziłeś, że będziemy mieli nawet mniej firm niż było kopaczy, bo nie każdy kopacz podejmie ryzyko działalności. Czyli mamy mniejszą podaż kopania rowów, co raczej podniesie cenę tej pracy....Ale co z czym porównujesz? W miejsce jednego dostawcy (firma bogacza) powstaje x>1 firm kopaczy. Nie wiemy czy poza firmą bogacza były inne firmy ale wiemy że jego została zlikwidowana a w to miejsce powstają firmy kopaczy. Jeśli jak w pewnym miejscu postulowałaś powstanie tylko jedna firma to: albo zatrudni wszystkich i stanie się (po spłaceniu kredytów) bogaczem, albo będzie to mała firemka bez szans na przychody porównywalne z bogaczem a pozostali kopacze w całości lub części zasilą grono czekających na darmowy obiad (tylko kto im go kupi?) > Nie ma twardych dowodów by twierdzić, że suma kosztów kopaczy różni się od kosztów ponoszonych przez bogacza.Twardy dowód - Koszty kredytu - bogacz go nie zaciąga bo ma już przedsiębiorstwo i go nie kupuje, kopacze go nie mają więc muszą sobie go kupić. > Koszt kredytów mogliby kopacze wziąć "na siebie" czyli potocznie mówiąc odejmując sobie od ust, ale Twoje - po prostej opowiastce komplikowanie warunków skłania mnie do odrzucenia kredytów w ramach wykluczenia złożoności gospodarki, której to złożoności w historyjce też nie było, i założyłam pracę łopatami.W takim przypadku nie ma możliwości aby osiągnęli przychody zbliżone do bogacza. Tylko porównywalność sposobu realizowania zleceń dawała jako taki powód aby się zgodzić że kopacze osiągną podobne efekty przychodowe jak bogacz. Zauważ że samych kopaczy nie przybędzie ilościowo - to będą ci ludzie którzy u bogacza kopali łopatami i koparkami, a teraz już tylko łopatami. Brak zatem dowodu na to że "odziedziczą" cały przychód. > właśnie na bazie tego monopolu domagałeś się poszanowania bogaczy.>Ależ ja domagałem się owego szacunku na bazie prostej matematyki i zdrowego rozsądku - apelowałem aby nie wyrzucać od stołu tego który funduje żarcie (szczególnie przed zapłata rachunku). Bogacz będąc 1/10 jedzących płacił 4/10 rachunku. 6 osób jadło taniej lub za darmo dzięki pozostałym 4 w tym głównie dzięki bogaczowi. > Ale nie musi nim być, w biznesie chodzi nie o "geniusz", starcza okpić innych uczestników by pracowali na nas. Geniusze to są potrzebni, ale nauce.Cóż nie postrzegam biznesu w ten sposób może dlatego ze sam go prowadziłem przez jakiś czas. > Wskaż rekwizyty, które zza kulis wyciągam, bo sama jestem ciekawa. OK wynotowałem dodatki spoza historyjki (cześć się już w toku dyskusji chyba wyjaśniła) Monopol bogacza, niewypłacalność bogacza, możliwości zastosowania nowych zwolnień podatkowych po odejściu bogacza. Nie czepiam się w tym miejscu bo i tak doszło do zmieszania historyjek obiadowej i o kopaczach. Faktycznie trzeba by napisać wszystko w całości od nowa. Moje wnioski są moje więc wydają mi się zrozumiałe i dość oczywiste i zapewne vice versa. Dla mnie: - odejście bogacza od stołu oznacza utratę 40% środków przeznaczonych na pokrycie kosztów obiadu - co spada na pozostałych biesiadników. Jak zapłacą - jedzą dalej ale mają uszczuplone środki, jak nie - nie jedzą (przynajmniej ci którzy do tej pory nie płacili całości lub więcej) - odejście bogacza z firmy kopaczy oznacza, że kopacze muszą sami odtworzyć przedsiębiorstwo w oparciu o które firma działała - jeśli chcą osiągać przychody podobne do bogacza. Nawet jeśli są do tego zdolni to przez dłuższy czas ich przychód będzie zjadany przez konieczność zakumulowania odpowiedniego kapitału który wezmą na kredyt. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | >Czyli co mam wyłączyć rynek Rynek w znaczeniu popyt nie zmienił się, zmieni się podaż w ten sposób, że dużą firmę zastąpi wiele małych, ale o tej samej łącznej mocy przerobowej. W ten sposób relacje popytu i podaży pozostają niezmienione. Jeśli uważasz, że mimo to konkurencyjność między małymi firmami wywoła spadek cen, to napisz jak do tego mogłoby dojść, pamiętając o zasadzie nie wprowadzania "rekwizytów zza kulis".
>Jeśli [...] powstanie tylko jedna firma to: albo zatrudni wszystkich i stanie się [...] bogaczem, albo będzie to mała firemka bez szans na przychody porównywalne z bogaczem a pozostali kopacze w całości lub części zasilą grono czekających na darmowy obiad (tylko kto im go kupi?) Zapominasz o rowach do wykopana. Czemu mieliby ich nie kopać za większe teraz pieniądze kopacze, skoro u bogacza robili to samo za mniejsze? Pamiętałeś żeby przywoływać konkurencję, a pomijasz podaż? Przecież cały czas SĄ te rowy do wykopania!
>Twardy dowód - Koszty kredytu Kopacze kupili sobie łopaty kosztem nie zjedzonego pewnej pamiętnej niedzieli obiadu. A koparek nie było nigdy, to jest epoka przedkoparkowa.
>to będą ci ludzie którzy u bogacza kopali łopatami i koparkami, a teraz już tylko łopatami. Wyłączyłam koparki, jako technologiczną, finansową i buchalterską złożoność nowoczesnej gospodarki. W opowiastce nie ma śladu nowoczesności, są wolne od piętna czasu relacje między uczestnikami gospodarki.
>apelowałem aby nie wyrzucać od stołu tego który funduje żarcie Co w realu bogacz funduje kopaczom?
>>Ale nie musi nim być, w biznesie chodzi nie o "geniusz", starcza okpić innych uczestników by pracowali na nas. Geniusze to są potrzebni, ale nauce. >Cóż nie postrzegam biznesu w ten sposób może dlatego ze sam go prowadziłem przez jakiś czas. A może być tak, że wskutek cywilizacyjnej złożoności nie zauważyłeś w czym w istocie uczestniczysz.
>Monopol bogacza Jest formalnym faktem, bo nie uwzględniamy elementu konkurencji; w historyjce też nie ma "innego bogacza fundującego pół obiadu".
>niewypłacalność bogacza, Gdzie ją powołałam?
>możliwości zastosowania nowych zwolnień podatkowych po odejściu bogacza Restaurator w dowolnym momencie udzielił Twojej zniżki, to stary element.
>w tym miejscu bo i tak doszło do zmieszania historyjek obiadowej i o kopaczach. Analizujemy te historyjki równolegle, jeśli gdzieś powołuję się na analogię, która w istocie nie zachodzi, wskaż to miejsce.
>Moje wnioski są moje więc wydają mi się zrozumiałe i dość oczywiste i zapewne vice versa. A ja właśnie vive versa: wnioski, które rozumiem jako oczywiste przyjmuję za własne.
>Dla mnie: >- odejście bogacza od stołu oznacza utratę 40% środków przeznaczonych na pokrycie kosztów obiadu - co spada na pozostałych biesiadników. Jak zapłacą - jedzą dalej ale mają uszczuplone środki, jak nie - nie jedzą (przynajmniej ci którzy do tej pory nie płacili całości lub więcej) Gdy bogacz zrezygnuje z restauracji straci restaurator, a ponieważ pozostali biesiadnicy słabo rokują, obniży dla nich ceny.
>- odejście bogacza z firmy kopaczy oznacza, że kopacze muszą sami odtworzyć przedsiębiorstwo w oparciu o które firma działała - jeśli chcą osiągać przychody podobne do bogacza. Nawet jeśli są do tego zdolni to przez dłuższy czas ich przychód będzie zjadany przez konieczność zakumulowania odpowiedniego kapitału który wezmą na kredyt. Kopacze po odejściu bogacza mogą prosperować jako jednoosobowe firmy kopaczy, bo przecież rynku bogacz nie zabrał. Wskutek konkurowania ta struktura będzie się z czasem zmieniała, ale przy stałym popycie suma dochodów z kopania będzie proporcjonalna, tak samo będzie się kształtowała suma wpływów z tytułu podatków, czyli: 400-1/10*400 co daje 360pln od 9 biesiadników, czyli 40pln od jednego obiadu.
Czyli bogacz wyjeżdżając zabrał jednostkowy uśredniony, a nie wielki podatek.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | > /.../że dużą firmę zastąpi wiele małych, ale o tej samej łącznej mocy przerobowej.To już jest rekwizyt zza kulis - nie znamy łącznej mocy "mocy przerobowej" tych firm ba nie wiemy ile ich będzie. W ogóle ryzykowne jest zakładanie że kopacze zrobią cokolwiek poza pójściem po zasiłek ale się na takie założenie zgodziłem więc niech będzie że w ogóle podejmą działalność  > W ten sposób relacje popytu i podaży pozostają niezmienione. Jeśli uważasz, że mimo to konkurencyjność między małymi firmami wywoła spadek cen, to napisz jak do tego mogłoby dojść, pamiętając o zasadzie nie wprowadzania "rekwizytów zza kulis".Prawa rynkowe są powiedzmy elementami rządzącymi sceną. Przepraszam ale czemu mam udowadniać rzeczy, które wynikają wprost z definicji podaży? nie zgadzasz się definicją - Twoje prawo - uzasadnij dlaczego. > Zapominasz o rowach do wykopana. Czemu mieliby ich nie kopać za większe teraz pieniądze kopacze, skoro u bogacza robili to samo za mniejsze?Skąd by się te większe pieniądze miały wziąć? Moim zdaniem: 1) "narzut" marży "bogacza" zastąpiony będzie kosztami własnej działalności i kredytu 2) ceny pozostaną jakie były bo chyba nikt z powodu odejścia bogacza nie zapłaci więcej za kopanie > Pamiętałeś żeby przywoływać konkurencję, a pomijasz podaż? Przecież cały czas SĄ te rowy do wykopania!Tyko że rowy do wykopania to raczej nie podaż - rowy to popyt. > Wyłączyłam koparki, jako technologiczną, finansową i buchalterską złożoność nowoczesnej gospodarki. W opowiastce nie ma śladu nowoczesności, są wolne od piętna czasu relacje między uczestnikami gospodarki.Koparki wzięły się z drugiej gałęzi dyskusji : www.racjonalista.pl/forum.php/s,553377#w553670Są niewygodne dla Twojego toku rozumowanie i tyle. Starasz się udowodnić że bogacz to taki nadzorca niewolników - jak odejdzie wszystkim będzie lepiej bo przecież nic się nie zmienia poza tym że odpada jego "narzut". Tu nie ma pola do dyskusji. Ty sobie przyjęłaś że bogacz jest "poganiaczem" pracowników a ja że kapitalistą biznesmenem. Mówimy o czymś innym. Tłumaczenie o "śladach nowoczesności w historyjce" ... jakoś do mnie nie trafia. > Co w realu bogacz funduje kopaczom?Nie wiem czy real oznacza to co myślę ale załóżmy że tak. Historyjka już przy końcu podaje realne dane (fakt nie najświeższe bo za rok 2007 ale zawsze - bogacze wpłacili 20% przychodów z PIT). Warto by też czasem rzucić okiem na to co bogacze robia poza bezustannym bogaceniem się kosztem klasy robotniczej - bo to bywa dość zaskakujące np: en.wikipedia.org/wiki/The_Giving_Pledge> A może być tak, że wskutek cywilizacyjnej złożoności nie zauważyłeś w czym w istocie uczestniczysz.Może tak być, a może nie być. Myślę że mimo wszystko "manie" doświadczeń jest jednak poznawczo wartościowsze niż powiedzmy "manie" teorii i przemyśleń. Nie wiem czy prowadziłaś kiedykolwiek działalność więc potraktuj to proszę jako stwierdzenie o charakterze ogólnym a nie skierowane wprost do Ciebie. > Jest formalnym faktem, bo nie uwzględniamy elementu konkurencji; w historyjce też nie ma "innego bogacza fundującego pół obiadu".Nie ma? Chyba warto odświeżyć historyjkę  Podpowiadam dwóch płaci więcej, a dwóch za siebie. > Gdzie ją powołałam?www.racjonalista.pl/forum.php/s,553377#w553827> Restaurator w dowolnym momencie udzielił Twojej zniżki, to stary element.Zgoda - i nie znaczy to że za każdym (czy w ogóle innym) razem to zrobi - element jest składnikiem istniejącej scenografii > A ja właśnie vive versa: wnioski, które rozumiem jako oczywiste przyjmuję za własne.To oczywiste > Gdy bogacz zrezygnuje z restauracji straci restaurator, a ponieważ pozostali biesiadnicy słabo rokują, obniży dla nich ceny.Wniosek nieuprawniony, poza tym restaurator to Państwo więc jak obniży oznacza to mniej kasy na socjal > Wskutek konkurowania ta struktura będzie się z czasem zmieniała, ale przy stałym popycie suma dochodów z kopania będzie proporcjonalna, tak samo będzie się kształtowała suma wpływów z tytułu podatkówDokładnie od tego zaczęliśmy dyskusję  więc chyba nie ma sensu się powtarzać. Ale nie była to rozmowa bez sensu - mogę przyznać Ci ze spokojem sumienia rację w tym że "bogacz" który jest nie biznesmenem i kapitalistą, a nadzorcą niewolników - faktycznie jest pasożytem a jego odejście zmieni sytuacje na plus. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > > /.../że dużą firmę zastąpi wiele małych, ale o tej samej łącznej mocy przerobowej.> To już jest rekwizyt zza kulis - nie znamy łącznej mocy "mocy przerobowej" tych firmNo nie znamy, a który to ten rekwizyt? > Przepraszam ale czemu mam udowadniać rzeczy, które wynikają wprost z definicji podaży?Ponieważ konkurencja, podobnie zresztą jak i przelatująca kometa czy skarabeusz toczący swoją kulkę, czy cokolwiek innego, MOŻE zmieniać cenę, ale nie musi. Ale kto twierdzi, że ją zmieni, a Ty twierdzisz, niech to udowodni. Na jakiej podstawie twierdzisz, że konkurencja zmieni cenę wykopania rowu? > nie zgadzasz się definicjąAle z którą, do licha? > Skąd by się te większe pieniądze miały wziąć?Z zysku bogacza. Teraz to ich zysk. > 1) "narzut" marży "bogacza" zastąpiony będzie kosztami własnej działalności i kredytu> 2) ceny pozostaną jakie były bo chyba nikt z powodu odejścia bogacza nie zapłaci więcej za kopanieJakieś tam koszty będą wymienne, ale to drobnostki, kredyt przy łopatach odpada, więc nie mają wielkich kosztów, a marża musiała być poważna, skoro przyjmujemy, że kopacze wypracowywali bogactwo naszego bogacza. > Tyko że rowy do wykopania to raczej nie podaż - rowy to popyt.Rowy do wykopania są podażą na rynku dla tych, którzy za cenę ich wykopania chcą nabyć pieniądze; takie przedstawienie podkreśla o co na rynku zabiega wolny kopacz. > Koparki [...] Są niewygodne dla Twojego toku rozumowanie i tyle."I tyle", czyli nie masz uzasadnienia. Gadka pryncypała i tyle. > Tu nie ma pola do dyskusji.A co to za gadka, ja od początku uważam, że nie masz "pola do dyskusji", ale nie wygłaszam takich apodyktycznych twierdzeń, tylko staram się dowieść Ci tego na drodze wymiany postów, zwanej tu dyskusją.  > Ty sobie przyjęłaś że bogacz jest "poganiaczem" pracowników a ja że kapitalistą biznesmenem. Mówimy o czymś innym.Nazywałam bogacza nie poganiaczem, lecz przedsiębiorcą, więc mówisz o kimś innym. > ... jakoś do mnie nie trafia.Do mnie zaś nie trafia tego typu argument. > Nie wiem czy real oznacza to co myślę ale załóżmy że tak. Historyjka już przy końcu podaje realne dane (fakt nie najświeższe bo za rok 2007 ale zawsze - bogacze wpłacili 20% przychodów z PIT).Owe dane podawane są na poziomie wniosków, których logikę obalam. > Myślę że mimo wszystko "manie" doświadczeń jest jednak poznawczo wartościowsze niż powiedzmy "manie" teorii i przemyśleń.W takim razie w jakim celu założyłeś wątek? > Nie ma? Chyba warto odświeżyć historyjkę Podpowiadam dwóch płaci więcej, a dwóch za siebie.To prawda, "zdegradowałam" ich, żeby uprościć rozpatrywany układ do czytelnego minimum. Nie szkodziło to i Twoim rozważaniom, bo do niczego nie próbowałeś wyzyskać ich statusu, i nie ich status wpływał na wysnute na wstępie wnioski. > >Gdzie ją powołałam?> www.racjonalista.pl/forum.php/s,553377#w553827Tam piszę o niewypłacalności, ponieważ TY wywołałeś temat ryzyka biznesowego oraz prawne wymogi wobec pracowników jeden post wcześniej; "rekwizyt zza kulis" wyciągnąłeś więc sam. > >Gdy bogacz zrezygnuje z restauracji straci restaurator, a ponieważ pozostali biesiadnicy słabo rokują, obniży dla nich ceny.> Wniosek nieuprawniony, poza tym restaurator to Państwo więc jak obniży oznacza to mniej kasy na socjalAle który wniosek jest nieuprawniony? A kasy będzie mniej, ale ogólnie w budżecie. > "bogacz" który jest nie biznesmenem i kapitalistą, a nadzorcą niewolników - faktycznie jest pasożytem a jego odejście zmieni sytuacje na plus.Ja zaś twierdzę, że granica między "typami bogaczy" wcale nie jest ostra, a od uzależnienia ekonomicznego do ustrojowego (prawnego) jest tylko krok. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | szarley (54911 punktów) |
>Lecz zostaną ci, którzy im tę fortunę wypracowywali, przecież milionerzy rowów nie kopią. >
Ale milionerzy kupują koparki tym którzy kopią
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > >>>Lecz zostaną ci, którzy im tę fortunę wypracowywali, przecież milionerzy rowów nie kopią.> Ale milionerzy kupują koparki tym którzy kopiąA Marks 146 lat temu przeprowadził doskonałą i nadal aktualną analizę efektywności tych zakupów. @@@ .
|
|
| | | | | |  | | szarley (54911 punktów) | > >Ale milionerzy kupują koparki tym którzy kopią> A Marks 146 lat temu przeprowadził doskonałą i nadal aktualną analizę efektywności tych zakupów."Mówi się, że kapitał tworzy bogactwo, a pracodawcy "zapewniają ludziom pracę", podczas gdy w rzeczywistości praca powiększa wartość kapitału, pracownik zaś dostarcza pracy pracodawcy". Chris Harman Zapewne użyje Pan wobec mnie (jak zwykle) kpiny lub obelg, ale ja jednak nie lubię dogmatów, nawet jeśli pochodzą od Marksa. Współczesny świat chyba jednak wygląda troszkę inaczej. Ja ująłbym to zdanie tak: "Kapitał tworzy bogactwo, a pracodawcy "zapewniają ludziom pracę", podczas gdy w rzeczywistości praca powiększa wartość kapitału, pracownik zaś dostarcza pracy pracodawcy. Pracodawca zaś reinwestując dostarczony przez pracę kapitał dostarcza szeroko rozumianych narzędzi* do efektywniejszej pracy. Dzięki wyższej wydajności pracy** zyskuje kapitalista, w drugiej kolejności konsument jego dóbr czyli częstokroć dostawca pracy". Marks miał olbrzymi wpływ na uświadomienie robotnikom ich siły, ale to jednak Ford dał robotnikom samochody. * w tym np wyników badań naukowych ** rozumianej jako suma zjawisk Cytat z kupowaniem koparek jest fragmentem dyskusji o emigracji kapitału, ciekaw jestem Pańskiej opinii na ten temat
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Mówi się,Czego, Szanowny Panie, się nie mówi? > Zapewne użyje Pan wobec mnie (jak zwykle) kpiny lub obelg,Nie wiem, czy Pan zauważył, ale kpię z głupoty, a nie z ludzi, tyle tylko, że niektórzy tak bardzo do swoich głupot są przywiązani, że kpinę z głupoty traktują jako osobistą obelgę. Naprawdę uważam, że Pana stać na więcej i dlatego czasem na Pańskie wypowiedzi reaguję. > ale ja jednak nie lubię dogmatów, nawet jeśli pochodzą od Marksa.Nie jestem ani marksistą, ani marksologiem, ale to Marks mnie nauczył krytycznego podejścia do całej rzeczywistości, a szczególnie do wszelakich religii/ideologii. Gdyby Pan mnie poczytał ze zrozumieniem dowiedziałby się Pan jak bardzo jestem antydogmatyczny i jak bardzo nie lubię dogmatów. Dlatego intelektualną żenadą jest dla mnie zastępowanie jednej religii drugą religią i jednych dogmatów drugimi dogmatami. > Współczesny świat chyba jednak wygląda troszkę inaczej.Tak bardzo inaczej, że w kontekście religijnym Marks mógłby za proroka robić. Niech Pan zajrzy do Zarysu krytyki ekonomii politycznej lub choćby do ostatniego numeru Polityki (nr 11, 13-03-2013), gdzie Edwin Bendyk popełnił artykuł "Maks nie żyje, niech żyje Marks". > Ja ująłbym to zdanie tak:Niczego nie ujmując Pańskiej mądrości wolę jednak analizy Marksa. > Cytat z kupowaniem koparek jest fragmentem dyskusji o emigracji kapitału, ciekaw jestem Pańskiej opinii na ten temat.Unikam tu dyskusji na tematy ekonomiczne jak mogę, gdyż fundamentalizm nowej polskiej religii - neoliberalizmu, jest znacznie głębszy od katolicyzmu - nie mówiąc już o polskim PRL-owskim socjalizmie. Z wiarą w ich dogmaty trudniej jest dyskutować niż z panami: Bieleckim, Brzostowskim, czy Elaspem. Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. PS. Czy Pan uważa ten wątek za merytoryczną rozmowę?. Szkoda nerwów katolicy są mniej ortodoksyjni. Oczywiście o ile nie łączą katolicyzmu z neoliberalizmem, gdyż wówczas, to bardzo groźna mieszanka. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54911 punktów) | > >Mówi się,> Czego, Szanowny Panie, się nie mówi?To był cytat z polecanego przez Pana artykułu > Nie jestem ani marksistą, ani marksologiem, ale to Marks mnie nauczył krytycznego podejścia do całej rzeczywistości, a szczególnie do wszelakich religii/ideologii. Gdyby Pan mnie poczytał ze zrozumieniem dowiedziałby się Pan jak bardzo jestem antydogmatyczny i jak bardzo nie lubię dogmatów.Nieważne, kto uczył, ważne że nauczył. Chyba nie będzie Pan przekonywał, że krytycyzmu można się uczyć tylko od Marksa. Sztuką jest zachowanie krytycyzmu wobec tego kto krytycyzmu uczył  Wiem że jest Pan antydogmatyczny, dlatego jest Pan też krytyczny wobec Marksa. > Współczesny świat chyba jednak wygląda troszkę inaczej. Tak bardzo inaczej, że w kontekście religijnym Marks mógłby za proroka robić. Niech Pan zajrzy do Zarysu krytyki ekonomii politycznej lub choćby do ostatniego numeru Polityki (nr 11, 13-03-2013), gdzie Edwin Bendyk popełnił artykuł "Maks nie żyje, niech żyje Marks".Nie omieszkam > Unikam tu dyskusji na tematy ekonomiczne jak mogę,A szkoda.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Mówi się,> >>>Czego, Szanowny Panie, się nie mówi?> To był cytat z polecanego przez Pana artykułuA nawet z polecanej książki. Tylko, że Pan chyba nie zauważył, że choć rzeczywiście ludzie mają przeróżne poglądy i różne rzeczy mówią, to Harman wydzielił jednak cudzysłowem, to co "ludzie mówią", od tego co on sam myśli i to napisał w drugiej części złożonego zdania. Racjonalizm zaś uczy nas tego, aby wszystkie poglądy i to "co ludzie mówią", które do nas dotarły przemyśleć samodzielnie i Pan to właśnie zrobił: Niżej mamy Pańskie przemyślenia dotyczące tego "co się mówi" i tego co napisał Harman: "Mówi się, że kapitał tworzy bogactwo, a pracodawcy "zapewniają ludziom pracę", podczas gdy w rzeczywistości praca powiększa wartość kapitału, pracownik zaś dostarcza pracy pracodawcy.
Chris Harman> Ja ująłbym to zdanie tak:"Kapitał tworzy bogactwo, a pracodawcy "zapewniają ludziom pracę", podczas gdy w rzeczywistości praca powiększa wartość kapitału, pracownik zaś dostarcza pracy pracodawcy. Pracodawca zaś reinwestując dostarczony przez pracę kapitał dostarcza szeroko rozumianych narzędzi* do efektywniejszej pracy. Dzięki wyższej wydajności pracy** zyskuje kapitalista, w drugiej kolejności konsument jego dóbr czyli częstokroć dostawca pracy". Marks miał olbrzymi wpływ na uświadomienie robotnikom ich siły, ale to jednak Ford dał robotnikom samochody.
* w tym np wyników badań naukowych ** rozumianej jako suma zjawiskTak, przeróżne rzeczy się "mówi" i bardziej mądre i bardziej głupie. Czego to, Szanowny Panie, się nie mówi? > >>>Gdyby Pan mnie poczytał ze zrozumieniem dowiedziałby się Pan jak bardzo jestem antydogmatyczny i jak bardzo nie lubię dogmatów.> Nieważne, kto uczył, ważne że nauczył. Chyba nie będzie Pan przekonywał, że krytycyzmu można się uczyć tylko od Marksa.Uważam, że uczyć się należy od wszystkich i wielokrotnie o tym tu (i nie tylko tu) pisałem. > Sztuką jest zachowanie krytycyzmu wobec tego kto krytycyzmu uczył  Tego - między innymi - uczy Marks. (A nawet szczególnie ostrego krytycyzmu wobec marksizmu.)> Wiem że jest Pan antydogmatyczny, dlatego jest Pan też krytyczny wobec Marksa.Jestem antydogmatyczny i krytyczny wobec Marksa, ale żadne "dlatego", gdyż antydogmatyzmu i krytycyzmu, to właśnie warto się od Marksa uczyć. Choć oczywiście nie warto czynić z niego ani proroka, ani jedynie słusznego autorytetu. To tylko jeden z wielu mądrych ludzi. Tak mądrych, że żaden mądry człowiek bez znajomości jego dorobku na tematy ekonomiczne wypowiadać się nie będzie. > >>>Unikam tu dyskusji na tematy ekonomiczne jak mogę,> A szkoda.Prawie rok temu - na podstawie wcześniejszych doświadczeń - napisałem: Tu nie chodzi o jakąkolwiek akceptację czy negację jakiejś idei, chodzi o moje powtarzane z uporem twierdzenie, że każda ideologia ma jakąś alternatywę, a lepsze jest wrogiem dobrego. Warto czytać i zastanawiać się nad tym co się przeczytało, a zanim zabierze się głos to trzeba coś na ten temat wiedzieć.
Wiele tych moich nie wiem? Nie ekonomia jest teraz (trochę czytam publikacji ekonomicznych i tyle) moją pasją i nie w jej zagadnieniach przez lata się specjalizowałem, ale w religioznawstwie, a w tym także w religijnej propagandzie. Żyłem w PRL pamiętam PRL-owską propagandę i dlatego jestem wrażliwy na każdy ideologiczny kit, a jeszcze bardziej gdy jeszcze jest zaślepiony chciwością i brak mu intelektualnej podbudowy. Wydaje mi się, że na naszym forum dla racjonalnych sceptyków jest zjawiskiem wprost żenującym. Warto się pokłócić i podyskutować, ale w oparciu o jakąś tam wiedzę. Na przykład pan Szuro. Nie wiem jakie on ma poglądy, ale wiem, że on wie o czym tu pisze. Jego wypowiedzi czyta się z zainteresowaniem.
Tu jest największy problem, umiarkowanie w zderzeniu w zderzeniu z religią. Niech Pan popatrzy tu na agresywny atak na wszystkich wątpiących w neoliberalizm i porówna to z atakami religiantów na wątpiących w określoną religię. Katolicyzm, komunizm, neoliberalizm i inne parareligijne ideologie, gotowe są do wojny z każdym, kto wyznaje inną religię, ale największym ich wrogiem są racjonalni sceptycy.
Wiem, że wywołuję ich wściekłość, gdyż nie proponuję żadnej alternatywy dla ich religii. Jestem sceptycznym wobec wszystkich ideologii i np. socjalliberalizm jest mi bliższym od neoliberalizmu, tak jak protestantyzm od katolicyzmu, tylko ze względu na pragmatyzm i tolerancję, ale nie jestem ani wyznawcą, ani propagatorem tak socjalliberalizmu, jak i protestantyzmu. (Śmieszą mnie ludzie wypowiadający się o ekonomii, którzy nie słyszeli o Keynesie, Roosevelcie, "państwie dobrobytu", czy choćby o naszej Zofii Kuratowskiej). Żenujący są dla mnie też współcześni liberałowie, którzy nie słyszeli o komunitaryzmie. A tu cały post, do którego warto zajrzeć: www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,500946#w501427Poniżej znajdzie Pan linki do moich wcześniejszych wypowiedzi na tematy ekonomiczno-polityczne. Poglądów nie zmieniłem, gdyż dziejące się fakty potwierdzają słuszność wcześniejszych ocen: www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,517983#w518197www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,478775#w479087www.racjonalista.pl/forum.php/s,342849/z,0Podtrzymuję to co napisałem, że Nie ekonomia jest teraz (trochę czytam publikacji ekonomicznych i tyle) moją pasją i nie w jej zagadnieniach przez lata się specjalizowałem, ale w religioznawstwie, a w tym także w religijnej propagandzie.I już tylko jeszcze czasem reaguję na wypowiedzi, gdy widzę jakiś najmniejszy sens takiej reakcji. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | >"Mówi się, że kapitał tworzy bogactwo, a pracodawcy "zapewniają ludziom pracę", podczas gdy w rzeczywistości praca powiększa wartość kapitału, pracownik zaś dostarcza pracy pracodawcy".
Teza jak teza - w mojej opinii trudno z nią polemizować bo jest ogromnie niekompletna:
1) "praca powiększa wartość kapitału" - tak o ile owa praca i jej efekty będą odpowiednio spożytkowane. Ogromne nakłady pracy przy realizacji jakichś dziwacznych projektów nie powiększą żadnego kapitału. O celu przedsięwzięcia decyduje ten kto nim zarządza - albo właściciel albo inny pracownik w tym celu wynajęty. Ryzyko ponosi "kapitalista" o czym za chwilę.
2) "pracownik dostarcza pracy" - nie wiem czemu tu autor widzi problem i zestawia ją jakoś a contrario ze stwierdzeniem o "zapewnianiu ludziom pracy" - tak, dostarcza, w zamian za co otrzymuje wynagrodzenie.
Najważniejsze jest jednak to co kompletnie jest pominięte.
1) Aby cały ten system ruszył na początku musi się zakumulować jakiś kapitał i ten kapitał musi, zamiast trafić do przysłowiowego materaca, opłacić przedsięwzięcie.
2) Całkowite ryzyko powodzenia przedsięwzięcia ponoszą dawcy kapitału i to zarówno na początku jak i w każdym innym momencie. Początki są najbardziej wrażliwe na ryzyko. Ryzykiem pracownika jest to że jak biznes pójdzie źle to on straci pracę ale do jego drzwi nie zastuka komornik po zwrot kredytu za który pracodawca kupił np. koparkę.
W dzisiejszym świcie czasem trudno odróżnić "kapitalistę" od "niekapitalisty". Powiedzmy że zarabiam sobie jako pracownik na etacie, jednak zgromadzone oszczędności postanawiam zainwestować czy to bardziej bezpośrednio - w jakiś biznes prowadzony po godzinach lub rodzinnie, czy bardziej pośrednio - kupując udziały czy akcje jakichś firm, czy już w ogóle abstrakcyjnie - kupując udziały w funduszach, które reinwestują je dalej zgodnie ze swoją polityką inwestycyjną. Moje pieniądze pracują tworząc w jakiejś część kolejne przedsięwzięcia. Z jednej strony biorę wynagrodzenie od firmy z drugiej być może jestem jej akcjonariuszem, a jak nie jej to jakiejś innej.
Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 2 na 2 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | >Ale milionerzy kupują koparki tym którzy kopią A skąd wzięli na pierwszą koparkę?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > >>>Ale milionerzy kupują koparki tym którzy kopią> A skąd wzięli na pierwszą koparkę?Jak, ktoś się nie boi czytać, a szczególnie czytać dzieł nie polecanych, to trudno znaleźć lepsze na ten temat. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > Jak, ktoś się nie boi czytać, a szczególnie czytać dzieł nie polecanych, to trudno znaleźć lepsze na ten temat.Dziękuję. Ale Pańskie spostrzeżenie na temat mojej obawy to strzał w dziesiątkę: tak, obawiam się swój klarowny obraz świata zamącać drugorzędnymi szczegółami. A już kiedy w dyskusji dojdzie do polecania zewnętrznej publikacji interlokutorowi, zawsze zastanawiam się czemu mój rozmówca podejściem do meritum nie pokaże jak wiele skorzystał na tych polecanych lekturach.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > >>>Jak, ktoś się nie boi czytać, a szczególnie czytać dzieł nie polecanych, to trudno znaleźć lepsze na ten temat.> Dziękuję.> Ale Pańskie spostrzeżenie na temat mojej obawy to strzał w dziesiątkę: tak, obawiam się swój klarowny obraz świata zamącać drugorzędnymi szczegółami.To już wiem, czytuję Pani wypowiedzi już od czasu, gdy jeszcze Pani była mężczyzną: www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,546248#w546690> A już kiedy w dyskusji dojdzie do polecania zewnętrznej publikacji interlokutorowi, zawsze zastanawiam się czemu mój rozmówca podejściem do meritum nie pokaże jak wiele skorzystał na tych polecanych lekturach.A do tego to już konieczną jest umiejętność czytania ze zrozumieniem. Do nabycia tej umiejętności potrzebne są i inteligencja i oczytanie. Same dobre mniemanie na swój temat jest dalece nie wystarczające. Muszę jednak wiedzieć o co chodzi - skoro w określonym miejscu książkę polecam. Bardziej szczegółowo - gdy uznałem taką potrzebę - też swoją wiedzę w temacie pokazywałem. (Można sobie poszukać.) Jestem długo na naszym portalu. PS. Wielce Szanowna Pani, prawdopodobnie jeszcze nie udało się Pani tego zauważyć, ale to publiczne forum i każdy nasz post jest skierowany do wszystkich potrafiących go zrozumieć, a nie ograniczony tylko do rozmówcy. Rozmówców tu mamy przeróżnych i część z nich niewiele potrafi zrozumieć. Nawet siebie samych też nie bardzo potrafią zrozumieć i meritum zastępują agresją. Nie musi Pani z mojego polecenia tytułu korzystać. Nie warto swojego klarownego obrazu świata zamącać drugorzędnymi szczegółami. Ale może ktoś inny - bardziej ciekawy rozumienia rzeczywistości - skorzysta? Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | |  | | szarley (54911 punktów) | > >Ale milionerzy kupują koparki tym którzy kopią> A skąd wzięli na pierwszą koparkę?Nie mam koparki, mam komputer, ale gdybym chciał kupić koparkę, kupiłbym ją za pieniądze z pierwszego wynalazku. Twoje pytanie coś powinno sugerować?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > gdybym chciał kupić koparkę, kupiłbym ją za pieniądze z pierwszego wynalazku.Potrzeba koparki jest matką "wynalazku niekoparki"...  > Twoje pytanie coś powinno sugerować?  Moje pytanie powinno trafiać w sedno.
|
|
| | | | | | | |  | | szarley (54911 punktów) | > >gdybym chciał kupić koparkę, kupiłbym ją za pieniądze z pierwszego wynalazku.> Potrzeba koparki jest matką "wynalazku niekoparki"...  > >Twoje pytanie coś powinno sugerować?  > Moje pytanie powinno trafiać w sedno.  Od jutra siadam nad projektem niekoparki  A tak na poważnie, swoje pierwsze pieniądze otrzymałem właśnie za wynalazek. Można zarabiać uczciwie.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > Od jutra siadam nad projektem niekoparki  Koniecznie uwzględnij mnie w zyskach jako twórczynię idei tego urządzenia. > A tak na poważnie, swoje pierwsze pieniądze otrzymałem właśnie za wynalazek.Będę zgadywać: aparatura do produkcji superbimbru?  > Można zarabiać uczciwie.Wojny patentowe czy zjawisko kupowania pakietów patentów to dowód, że nawet na wynalazkach można zarabiać w sposób wobec uczciwości dyskusyjny.
|
|
| | | | | | | | | |  | | szarley (54911 punktów) | > >A tak na poważnie, swoje pierwsze pieniądze otrzymałem właśnie za wynalazek.> Będę zgadywać: aparatura do produkcji superbimbru?  Mój wynalazek znalazł zastosowanie w katalizatorach spalin w silnikach samochodowych  ale nie miałbym nic przeciwko produkcji superbimbru . Pracuję nad tym
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > Mój wynalazek znalazł zastosowanie w katalizatorach spalin w silnikach samochodowychWOW, jak to się mawia: SZACUN.  > nie miałbym nic przeciwko produkcji superbimbru . Pracuję nad tym  Bimber mnie średnio uwodzi, ale tym ciekawsza jest jego superowość.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | szarley (54911 punktów) | > >Mój wynalazek znalazł zastosowanie w katalizatorach spalin w silnikach samochodowych> WOW, jak to się mawia: SZACUN.  Mam nieodparte wrażenie, że każdy pierwszy milion jest dla Ciebie moralnie podejrzany.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > >WOW, jak to się mawia: SZACUN.  > Mam nieodparte wrażenie, że każdy pierwszy milion jest dla Ciebie moralnie podejrzany.Ja zaś mam wrażenie, że dla Ciebie podejrzane jest każde słowo szczerego podziwu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | szarley (54911 punktów) | > >>WOW, jak to się mawia: SZACUN.  > >Mam nieodparte wrażenie, że każdy pierwszy milion jest dla Ciebie moralnie podejrzany.> Ja zaś mam wrażenie, że dla Ciebie podejrzane jest każde słowo szczerego podziwu.   nie  wada netu, nie widac usmiechu na twarzy
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > wada netu, nie widac usmiechu na twarzyKoniecznie musisz ruszyć z tym drugim wynalazkiem.
|
|
2 na 2 | Matix (5786 punktów) | >Wniosek z tego jest prosty: szanuj zamożnych członków społeczeństwa.
Nie rozumiem. Czemu przykład zakłada, że szacunek to coś wyjątkowego? Szacunek do drugiego człowieka, nie ważne ile ma na koncie, to jest do cholery moralny obowiązek, a nie jakiś luksus na który zasługują nieliczni! Niby czemu miałbym nie szanować bogacza, albo biedaka? Dopóki przestrzega prawa i moralności to mam go szanować i koniec.
|
|
 | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | >Nie rozumiem. Czemu przykład zakłada, że szacunek to coś wyjątkowego? Szacunek do drugiego człowieka, nie ważne ile ma na koncie, to jest do cholery moralny obowiązek, a nie jakiś luksus na który zasługują nieliczni! Niby czemu miałbym nie szanować bogacza, albo biedaka? Dopóki przestrzega prawa i moralności to mam go szanować i koniec.
Myślę że twórca historyjki odnosił się do takich stereotypów bogacza typu - grubas z cygarem, krwiopijca, wyzyskiwacz i oszust co to "ukradł pierwszy milion" oraz rzecz jasna do postulatów aby owych bogaczy jeśli już nie pozbawić całkiem majątku i znacjonalizować to przynajmniej maksymalnie opodatkować, bo przecież i tak ma dużo, a my mamy potrzeby. Myślę też że nie każdy jest taki skłonny do szanowania bliźniego, ja przynajmniej tak ogólnie to obserwuję raczej przykłady wskazujące często na coś przeciwnego.
Pozdrawiam
|
|
|  | | szarley (54911 punktów) |
> Myślę też że nie każdy jest taki skłonny do szanowania bliźniego, ja przynajmniej tak ogólnie to obserwuję raczej przykłady wskazujące często na coś przeciwnego.> PozdrawiamSzanuj wszystkich , także bogatych , także ubogich  teraz się zgodzisz?
|
|
| |  | | Grzegorz (2117 punktów) | > Szanuj wszystkich , także bogatych , także ubogich > teraz się zgodzisz?Ba nawet myślę, że z punktu widzenia szacunku jako takiego stan konta jest drugorzędny. Choć w kontekście zacytowanej opowiastki można by się posłużyć taką nieco brzydszą parafrazą: "nie gryź ręki która ci jeść daje" - to takie minimum szacunku w kontekście obiadowo-podatkowym  Pozdrawiam
|
|
| | |  | 2 na 2 Ada M. (1403 punktów) (zablokowany) | > można by się posłużyć taką nieco brzydszą parafrazą: "nie gryź ręki która ci jeść daje" - to takie minimum szacunku w kontekście obiadowo-podatkowym  Porównanie robotników do psów bardzo trafione, rozwinę je tak: kto psy niewoli, ten wkrótce uzna, że nie wyżywią się one samodzielnie, a jeśli zbyt wielu tego spróbuje, trzeba będzie do nich strzelać.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | >Porównanie robotników do psów bardzo trafione, rozwinę je tak: kto psy niewoli, ten wkrótce uzna, że nie wyżywią się one samodzielnie, a jeśli zbyt wielu tego spróbuje, trzeba będzie do nich strzelać.
No nie bardzo chodziło mi o porównanie do psa kogokolwiek, raczej rozumiem to jako pewien, dość rozsądny nakaz nieszkodzenia tym, od których kondycji w jakiś sposób zależy i nasza kondycja.
Cały czas w dyskusji jakoś nikt wprost nie odpowiedział na pytanie - czy możliwe jest bogate państwo i dobrobyt bez "bogaczy"? Pojawiają się sugestie rozmaite, dotyczące np. kwestii skąd ten "bogacz" wziął swoje bogactwo itd. a to sprawa nieistotna z punktu widzenia pewnego stanu bieżącego. Jest sobie jakiś człowiek, który mimo, iż kombinuje jak może płaci więcej podatku niż powiedzmy 1000 innych, dzięki temu, że zarobioną kasę reinwestuje, tworzy miejsca pracy (tak - czyni to zapewne niechętnie, płaci mało itp. ale co się dziwić - to dla niego tylko potencjalne przychody za to całkiem pewne koszty). Czy zatem jest altruistą czy wampirem - działa dla systemu "dobroczynnie" (przypomnę - 1% podatników = 20% przychodów). Mógłby może dać jeszcze więcej, chętniej itp. ale nie to jest kwestia tylko - co będzie jak go nie będzie? System nie może się składać z samych beneficjentów.
Pozdrawiam
|
|
4 na 6 | konserwatysta2 (954 punktów) | Przykład, który podałeś pokazuje, że biedni są tak samo żądni zysku, jak bogaci. Nie ma zresztą nic złego w tym, że ktoś jest żądny zysku. Normalna gospodarka, to taka gospodarka, gdzie wszyscy maksymalizują zysk i tak powinno być. Np. pracodawca powinien jak najmniej płacić swoim pracownikom, podobnie jak każdy z nas chce jak najmniej zapłacić na targowisku za ziemniaki, czy jajka, czyli za czyjąś pracę. To jest normalne i każda ingerencja tutaj przyniesie więcej szkód niż pożytku. Jak komuś się to nie podoba, to niech sam stanie się przedsiębiorcą i niech zobaczy, w jakim wolnym kraju rzeczywiście żyjemy.
Problem w tym, że biedni próbują osiągnąć swój zysk poprzez włożenie odpowiedniej kartki do urny (wykorzystują swoją większość). Bogaci (każdy zresztą) chcą (powinni przynajmniej) osiągnąć swój zysk poprzez swoją przedsiębiorczość i produktywność, czego miarą jest to, co dostarczą na rynek, a właściwie to, ile zapłacą za to konsumenci.
|
|
 | 2 na 2 | Borys Swoboda (1408 punktów) | > Przykład, który podałeś pokazuje, że biedni są tak samo żądni zysku, jak bogaci.> Nie ma zresztą nic złego w tym, że ktoś jest żądny zysku. Normalna gospodarka, to taka gospodarka, gdzie wszyscy maksymalizują zysk i tak powinno być.www.youtube.com/watch?v=JW68goC4_es
|
|
 | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | >Przykład, który podałeś pokazuje, że biedni są tak samo żądni zysku, jak bogaci.
Co najmniej
>Nie ma zresztą nic złego w tym, że ktoś jest żądny zysku.
Choć sławetne "greed is good" ostatecznie jest jednak przegięciem. Pieniądz = władza więc mając w ręku pieniądze trzeba jednak zachować się możliwie odpowiedzialnie inaczej dochodzi do maksymalizacji wykraczającej ponad ramy wolności, której granicą musi być ten minimum centymetr przed cudzą kieszenią.
>Normalna gospodarka, to taka gospodarka, gdzie wszyscy maksymalizują zysk i tak powinno być. Np. pracodawca powinien jak najmniej płacić swoim pracownikom, podobnie jak każdy z nas chce jak najmniej zapłacić na targowisku za ziemniaki, czy jajka, czyli za czyjąś pracę.
Co do zasady zgoda choć nie podchodziłbym aż tak ostro. Stawka jest i powinna być kwestią rynkową tj. kwestią umowy - czyli to "najmniej" musi być uznane za satysfakcjonujące przez drugą stronę. Inaczej będzie tak, że pracodawca płaci tyle aby pracownik się nie zwolnił sam ale za ten ten pracuje tylko na tyle aby zwolnionym nie zostać - taki układ jest nierozwojowy. Ludzie zmotywowani do pracy i zadowoleni z wynagrodzenia są wydajniejsi , więc nie zawsze skrajna minimalizacja kosztu jest w interesie pracodawcy. No chyba że w danej sytuacji jakość pracy nas nie obchodzi albo jest tak koszmarne bezrobocie i bieda że satysfakcjonujące stawki są na prawdę niskie.
>Problem w tym, że biedni próbują osiągnąć swój zysk poprzez włożenie odpowiedniej kartki do urny (wykorzystują swoją większość).
To naprawdę fascynujące jak splatają się ze sobą różne elementy - powszechne prawa wyborcze, powstanie i gigantyczna "kariera" progresywnego podatku dochodowego, wzrost zadań realizowanych przez państwo, rozrost biurokracji, swoista inflacja regulacji i przepisów, puchnięcie centralnych budżetów, które mimo że kolosalne w większości przypadków nie są w stanie się spiąć finansowo produkując równie kolosalny dług publiczny. Dla jasności jednak dodam, że moim zdaniem to nie "biedni" są tu siłą decyzyjną, są narzędziem w ręku sprytnych polityków. Dlatego takie ważne jest aby ludzie się uczyli i byli świadomi podstawowych prawideł, i wiedzieli że tak na prawdę nie ma darmowych posiłków.
Pozdrawiam
|
|
|  | 3 na 5 | konserwatysta2 (954 punktów) | >Co do zasady zgoda choć nie podchodziłbym aż tak ostro. Stawka jest i powinna być kwestią rynkową tj. kwestią umowy - czyli to "najmniej" musi być uznane za satysfakcjonujące przez drugą stronę. Miałem to właśnie na myśli. I jak w każdej takiej umowie każda ze stron maksymalizuje swoje korzyści.
Jak spojrzeć chyba na każdą demokrację, to prowadzi ona z założenia do pewnej niestabilności, czego dowodem jest permanentne zadłużanie się. To się musi kiedyś skończyć tragicznie, co zaczynamy już powoli doświadczać w Polsce i w Europie. Być może jakimś zabezpieczeniem przed tą niestabilności systemu byłyby jakieś ograniczenia demokracji, np. żeby nie można było głosować za korzyściami finansowymi (materialnymi), gdyż wtedy zawsze wybory wygra ten, kto tych korzyści zaoferuje najwięcej, kosztem oczywiście podatników, czyli nas wszystkich.
Drugi problem to rzeczywiście władza tych, co mają pieniądze i problem tzw. wielkiego kapitału, który robi wszystko, aby wolnego rynku nie było, gdyż najgorszą rzeczą dla "już" bogatych jest wolna konkurencja. Tu poglądy tzw. lewicy są często zbieżne z tzw. wolnorynkowcami, chociaż zbieżność ta wynika z zupełnie różnych przesłanek.
To również dotyczy chyba wszystkich państw, ale w Polsce ten proceder jest szczególnie rażący. Kapitalizmu w Polsce nie ma, gdyż nie ma warunków do akumulacji kapitału (podatki), nadmiar regulacji paraliżuje przedsiębiorczość, a gospodarką rządzą kliki ukształtowane przez aparat władzy wywodzący się z PRL. Chodzi tu nie tyle o aparat partyjny, co o pion wojskowy (WSI). Kto chce coś znaczyć w gospodarce, to musi się z nimi układać, a jak nie będzie chciał, to go wykończą jak Romana Kluskę, czy wielu innych.
|
|
| |  | 2 na 4 | Grzegorz (2117 punktów) | > Miałem to właśnie na myśli. I jak w każdej takiej umowie każda ze stron maksymalizuje swoje korzyści.Jak najbardziej zgoda > Jak spojrzeć chyba na każdą demokrację, to prowadzi ona z założenia do pewnej niestabilności, czego dowodem jest permanentne zadłużanie się. To się musi kiedyś skończyć tragicznie, co zaczynamy już powoli doświadczać w Polsce i w Europie.> Być może jakimś zabezpieczeniem przed tą niestabilności systemu byłyby jakieś ograniczenia demokracji, np. żeby nie można było głosować za korzyściami finansowymi (materialnymi), gdyż wtedy zawsze wybory wygra ten, kto tych korzyści zaoferuje najwięcej, kosztem oczywiście podatników, czyli nas wszystkich.Myślę że problemy z wolnością i demokracją należny rozwiązywać poprzez powiększanie sfery wolności. Uważam że problemy o których piszesz są naturalną konsekwencją realnego braku wolnego rynku (bo nie mówimy wszak o deklaracjach). Od kiedy interwencjonizm zrobił zawrotną karierę bujamy się pomiędzy cięciem i podnoszeniem stóp procentowych w warunkach niemal ciągłej inflacji w jakimś irracjonalnym strachu przed mityczną i bardzo złą deflacją (w sumie warto by o tym podyskutować w ramach jakiegoś nowego wątku bo to temat szeroki) . Myślę że dobrym lekiem byłby tu np. "pieniądz wolnorynkowy" (czyli powrót do parytetów) to by wyeliminowało politykę z emisji pieniądza. Niestety obawiam sie że takie pomysły nie przejdą. > Drugi problem to rzeczywiście władza tych, co mają pieniądze i problem tzw. wielkiego kapitału, który robi wszystko, aby wolnego rynku nie było, gdyż najgorszą rzeczą dla "już" bogatych jest wolna konkurencja. Tu poglądy tzw. lewicy są często zbieżne z tzw. wolnorynkowcami, chociaż zbieżność ta wynika z zupełnie różnych przesłanek.Nieszczęśni liberałowie mają ciężkie życie bo się ich wkłada do jednego worka z ich ... przeciwnikami. Pisze to bez złośliwości. Cześć osób nastawionych bardziej lewicowo utożsamia antyrynkowe działania wielkich koncernów z liberalizmem i vice versa ...  W sumie się nie dziwię - przecież PO to partia liberalna ponoć  > To również dotyczy chyba wszystkich państw, ale w Polsce ten proceder jest szczególnie rażący. Kapitalizmu w Polsce nie ma, gdyż nie ma warunków do akumulacji kapitału (podatki), nadmiar regulacji paraliżuje przedsiębiorczość, a gospodarką rządzą kliki ukształtowane przez aparat władzy wywodzący się z PRL. Chodzi tu nie tyle o aparat partyjny, co o pion wojskowy (WSI).Myślę, że kapitalizm w Polsce "umarł" gdzieś między 1993 a 1995 rokiem więc nie miał szans się jakkolwiek rozwinąć od pierwszej ustawy o działalności gospodarczej kiedy można go było zacząć uprawiać. Pozdrawiam
|
|
| | |  | 2 na 4 | konserwatysta2 (954 punktów) | >Myślę że problemy z wolnością i demokracją należny rozwiązywać poprzez powiększanie sfery wolności. No i z tym jest właśnie problem, a właściwie dwa problemy. 1. Ludziom się wydaje, że demokracja daje wolność zapominając, że demokracja daje również prawo do zabierania wolności innym (o moim losie decyduje jakaś głupia większość). 2. Ludzie czasami rezygnują z wolności na rzecz rzekomego dobrobytu, jakie gwarantuje nam państwo. Uzależniają się od państwa i z czasem zapominają już, czym jest wolność i jak smakuje. Stajemy się jak zwierzęta urodzone w ZOO.
>Myślę że dobrym lekiem byłby tu np. "pieniądz wolnorynkowy" (czyli powrót do parytetów) Chociaż też uważam, że byłoby to dobre rozwiązanie, to jednak bez zmiany założeń ustrojowych niewiele to da. Rządy i tak zajdą inne sposoby na psucie gospodarki swoją polityką. W dobie parytetów też przecież bywały kryzysy wywołane nadmierną ingerencją w system monetarny. Nie wiem jednak, czy z uwagi na p.2 powyżej takie zmiany będą w ogóle możliwe. Są dwie opcje. Albo nasza cywilizacja kompletnie upadnie albo odwrócimy ten trend i wrócimy do zasad, które naszą cywilizację ukształtowały.
Póki co, perspektywy Polski są tragiczne. Za kilkadziesiąt lat będziemy krajem wymierających emerytów, na których nie będzie komu pracować. Im więcej emerytów, tym wbrew pozorom większe bezrobocie, gdyż praca każdego pracującego staje się dla niego coraz mniej opłacalna (musi pracować głównie na innych).
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | > No i z tym jest właśnie problem, a właściwie dwa problemy.> 1. Ludziom się wydaje, że demokracja daje wolność zapominając, że demokracja daje również prawo do zabierania wolności innym (o moim losie decyduje jakaś głupia większość).Fakt druga sprawa wolność zdaniem wielu nie ma związku z odpowiedzialnością i dlatego jak piszesz: > 2. Ludzie czasami rezygnują z wolności na rzecz rzekomego dobrobytu, jakie gwarantuje nam państwo. Uzależniają się od państwa i z czasem zapominają już, czym jest wolność i jak smakuje. Stajemy się jak zwierzęta urodzone w ZOO.Ano właśnie niech ktoś za nas decyduje da jeść i ... czyści klatkę  Państwo powinno: dać, zrobić, załatwić ... Sami sobie to robimy. To jest momentami niepojęte bo w jednej wypowiedzi potrafią ludzie żądać aby "państwo" się czymś zajęło i narzekać na rozrost biurokracji. > Są dwie opcje. Albo nasza cywilizacja kompletnie upadnie albo odwrócimy ten trend i wrócimy do zasad, które naszą cywilizację ukształtowały.> Póki co, perspektywy Polski są tragiczne. Za kilkadziesiąt lat będziemy krajem wymierających emerytów, na których nie będzie komu pracować. Im więcej emerytów, tym wbrew pozorom większe bezrobocie, gdyż praca każdego pracującego staje się dla niego coraz mniej opłacalna (musi pracować głównie na innych).Moje proroctwa są chyba raczej też minorowe. Przede wszystkim - wymieramy i to jest fakt. Ponownie -sami to sobie fundujemy. Nie wiem czy nie przekroczyliśmy już punktu krytycznego, bo źle to było w starej unii już w latach 80-tych, a od tego czasu raczej jest jeszcze gorzej. Druga sprawa - skoro wymieramy jesteśmy skazani na łatanie dziur ludnością napływową. Pół biedy jak napływa taka ludność która kulturowo jest do ogarnięcia lub ma wolę asymilacji naszych zasad. Z moich obserwacji wynika, że, nie zależnie od tego jak to niepolitycznie zabrzmi, tak się nie dzieje. W zasadzie nie wiele już przeszkadza aby w takiej Francji czy Belgii powstały partie typu "Demokratyczna" Islamska Partia Postępu. A potem cóż, matematyka wyborcza płata różne figle i przy niskiej frekwencji (ostatnio raczej norma) takie twory zaczynają mieć realny wpływ na sprawy całego państwa, a kto wie, może dojdą do władzy. Przy powszechnym poparciu dla poprawności politycznej nawet nikt się nie skrzywi. Problem w tym że skrajne i populistyczne poglądy, mocne i wyraziste hasła zawsze znajda więcej posłuchu niż uświadamianie ludziom zasad rynku, namawianie ich do rozsądku czy uświadamianie że muszą być odpowiedzialni. Może przesadzam w tym pesymizmie ale jakby mi jeszcze wczoraj ktoś powiedział że jakiś rząd europejskiego kraju okradnie swoich obywateli tak po prostu, jawnie i bez żenady czyniąc wcześniej do tego utajone przygotowania to też bym uznał że przesadza. (W sumie to nadal nie mogę w to uwierzyć). Pozdrawiam
|
|
1 na 1 | Duszyszka (12 punktów) | Ten króciutki filmik przedstawia jak to jest z tymi bogaczami i dlaczego np. Kowalski zarabia 1200. Filmik jest po niemiecku ale w obrazkowy sposób przedstawiony. Oczywiście to nie wina bogacza, on tylko korzysta z systemu który służy niewiekiej części społeczeństwa. www.youtub(*)_qqvxa9TMd0tB8ayM3yAxqfDWQOBbW
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|