 |
Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 04-11-2015 02:29 | Belfer00 (720 punktów) | Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
9 na 9 | W systemie ekonomicznym dominującym obecnie w skali globalnej miarą tzw. "sukcesu" ma być (tzn. tak zakłada jego aksjologia) ilość zgromadzonych przez daną osobę dóbr materialnych, a najlepiej użycie tych dóbr jako kapitału do założenia firmy i zatrudnienia innych, by na daną osobę pracowali. Osoby, które taki cel osiągną, a przynajmniej do niego dążą (nieraz ciężką pracą) nazywa się zaradnymi, przedsiębiorczymi, ocenia pozytywnie. Pewna część społeczeństwa nie osiąga tak określonego przez ten system "sukcesu". Ludzi, którzy tak określonego "sukcesu" nie osiągają, a często nawet do niego nie dążą, uważa się za leniwych, rozrzutnych, w łagodniejszej wersji określa jako mniej zaradnych i wzdycha ze współczuciem (politowaniem?). Jeśli takiego "sukcesu" nie osiąga osoba rzetelnie pracująca, wzbudza to zdziwienie, a nawet podejrzenie: co z nim jest nie tak? Wyobrażmy sobie np. wybitnego chirurga, który mieszka i ubiera się skromnie, do pracy jeździ autobusem i pracuje za niewielkie pieniądze, operując ludzi, których nie byłoby stać na "normalnego" tej klasy fachowca. Jednym słowem "doktor Judym". Uważany byłby co najmniej za dziwaka. Przecież "normalnie" mając taki talent "powinien" zarabiać mnóstwo kasy, dobrze ją lokować, a po pewnym czasie zostać właścicielem prywatnej kliniki. Może nawet byłby uznany za osobę niebezpieczną dla środowiska lekarskiego (zaniżanie cen usług). To samo dotyczy np. wybitnych aktorów, sportowców czy innych dobrych fachowców. Jednym słowem powodem pozytywnej oceny człowieka jest nie praca sama w sobie, ale umiejętność gromadzenia (pracą albo innym sposobem) własnych dóbr. Posiadanie dóbr (własność prywatną) uważa się wręcz za warunek prawdziwej wolności człowieka.
Umiejętność gromadzenia dóbr jest chyba rzeczywistą umiejętnością, jakoś "zakorzenioną" w osobowości, a nie kwestią aktu woli, czy poznania jakiegoś "sposobu". Dlatego bezsensowne są apele typu "Bądźcie bardziej przedsiębiorczy!", czy "niezawodne" porady "jak się wzbogacić", skierowane do ludzi tej umiejętności nieposiadających. Ciekawe czy były prowadzone jakieś badania psychologiczne dotyczące tej umiejętności, analogiczne np. do badań nad "śmiałością" czy nieśmiałością. Pewni ludzie umieją więc gromadzić dobra (mają potrzebne do tego cechy osobowości), inni nie. Zastanówmy się: czy rzeczywiście człowiek umiejętnie gromadzący swoje dobra jest jakoś "lepszy" od człowieka nie dbającego o to? W formie artystycznej ten problem został przedstawiony w znanej bajce "Konik polny i mrówka". Autor bajki wyraźnie pochwala pracowitą i zapobiegliwą mrówkę. A przecież konik, grając całe lato, też w jakimś sensie "pracował". Robił to co umiał najlepiej, i robił to całym sercem. Czy mrówka miała prawo potraktować go z taką pogardą i bezwzględnością? Może społeczeństwo złożone z samych "koników polnych" (Judymów) byłoby o wiele lepsze? W przeszłości miał miejsce społeczny eksperyment, w którym umiejętność gromadzenia własnych dóbr uznano za zło i starano się ludzi z taką cechą pozbawiać społecznego wpływu, a nawet resocjalizować. Obecnie to właśnie ludzie, którzy w warunkach tego eksperymentu byli osobami pozytywnymi, a nawet wzorowymi, są pozbawieni wpływu, krytykowani ("homo sovieticus"), a nawet wyśmiewani (napotkałem tekst, którego autor wyśmiewał się z Siłaczki i Judyma). Co o tym sądzicie? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Dalej..Zielony Tygrys (4780 punktów) (zablokowany) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | Hmmmmmm... > bo gdy się przyjmie taką strategię/sposób na życie, to się właśnie tylko bujasz "po celach", produkujesz kolejne i następne i wtedy cele dominują nad Twoim życiem. Nad Tobą. Żądza, popęd, cel, dążenie do zrealizowania i zaspokojenia staje istotą Twojego istnienia. Dążysz. Chcesz. >Nieustannie czegoś pragniesz. Jak osiągniesz, to nakręcasz się na coś innego i w sumie... Ciebie nie ma.> Żyjesz dla celu, dla zaspokojenia rozbudzonej żądzy, jesteś w niewoli neuroprzekaźników i biologii.> a Twoje życie będzie generalnie i w znakomitej części nieustannym i niestety dość bezmyślnym pędem za kolejna porcją substancji potrzebnych dla nakarmienia i zaspokojenia rozkręconego przez nieustanne wzbudzanie żądz przez naszą kulturę, układu nagrody. Tylko że wtedy Cię nie ma. Jest tylko biologiczny organizm i mechanizm, który go dominuje i prowadzi przez życie.no tak... > Ani przez moment nie miałem zamiaru Cię obrażać.Może i zamiaru nie miałeś, ale przyjrzyj się sam swoim słowom. Ja nie taka obrażalska i też ogólnie podobaja mi się twoje wypowiedzi, niemniej zwracam ci uwagę na pewna niestosowność takich ocen. I ich niedojrzałość przy okazji. |
#32 2 na 2 Zielony Tygrys (4780 punktów) (zablokowany) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | > >Nie chcieć chcieć? To umrzeć z nudów i braku celu.> Apetyt rośnie w miarę jedzenia...znasz to powiedzenie? Myślisz, że zaspokoisz kiedykolwiek swoje 'chcenie'? Nigdy...będziesz całe życie pędzić jak osiołek za marchewką.> Porzuć owoce swojej pracy, nie przywiązuj się do nich, do rzeczy materialnych, przestań chcieć chcieć, zobaczysz jak wiele na lepsze zmieni się w twoim życiu.> Pozdrawiam.Zaspokajam je cały czas. Ta marchewka jest naprawde słodka, a po niej pyszna kukurydza, owies i siano. Porzucic owoce swojej pracy? Z jakiej racji? Pracuję po to, by miec owoce i z nich korzystać. I korzystam z rozkoszą. |
darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | Bosze, to tylko taki sposób pisania, żeby pomóc Ci się w to wczuć. Próbuję Cię wprowadzić w swoje myślenie, a na ile to odzwierciedla Ciebie, to przecież nie wiem. Jeżeli nawet sporo, to nic takiego, większość ludzi żyje w dość ostrym, codziennym pędzie za tym, za tamtym, siamtym i sto pięćdziesiątym ósmym, potrzebnym czy niepotrzebnym. Byleby pędzić, bo wtedy czują, że się realizują. Ale najczęściej "realizują". I ja chciałem tylko pokazać, że można to widzieć inaczej. Generalnie wokół mnie prawie wszyscy pędzą, zaspokajają się, realizują, dążą itp. Ale mam takiego jednego kolegę, który jak wielu, też jest w tym celowo-obowiązkowo-doznaniowym, codziennym i właściwie nieustannym ciągu, jednak czasami ma jakiś krótki przebłysk, podobną refleksję do tych moich. I stwierdza wtedy, że to wszystko chyba jest bez sensu i właściwie nie wiadomo po co tak ciągle za tym, czy za tamtym goni. Że coś tu jest nie tak. Ale to tylko krótkie przebłyski, a ja się nie włączam, bo nie naciska, więc on sobie prawie natychmiast wraca do tego celowo-obowiązkowo-doznaniowego matrixa. Ale tak dla niego lepiej. Inaczej by moim zdaniem nie mógł, a nawet jakby mógł, to raczej chyba by już nie umiał. Przestawienie się to albo praca na lata, albo jakiś życiowy wstrząs czy nagła iluminacja inspirująca radykalne zmiany. |
Zielony Tygrys (4780 punktów) (zablokowany) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | > Bosze, to tylko taki sposób pisania, żeby pomóc Ci się w to wczuć.acha > Próbuję Cię wprowadzić w swoje myślenie, a na ile to odzwierciedla Ciebie, to przecież nie wiem.dobrze, że do tego doszedłeś. |
darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | > dobrze, że do tego doszedłeś.Nie doszedłem, bo to było dla mnie jasne od początku, choć po tym co pisałaś oczywiście zakładałem, że w jakimś stopniu będzie to opisywało Twój sposób, nazwijmy to, uczestnictwa w świecie. Ale na ile, to jasnowidzem nie jestem, więc pisałem to tak, żebyś się wczuła w całość, bo to niełatwe do zrozumienia, wczucia się, postawienie się w tym świetle i narracji i załapania. I tyle. A Ty to wzięłaś wszystko do siebie, jako personalną krytykę, a mi chodziło tylko o pokazanie przeciwstawnego poglądu na ów sposób uczestnictwa. Że to się gryzie? W końcu to forum dyskusyjne i wymiana poglądów. Czasami mocno odmiennych. Chciałem tylko pomóc zrozumieć inną perspektywę. I nie będę się już więcej tłumaczył, ale jakbyś chciała coś o meritum, to proszę. |
Zielony Tygrys (4780 punktów) (zablokowany) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | |
| Belfer00 (720 punktów) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | > Użycie "środków", których dostarczyć mogli dopiero posiadacze pokazuje, że owi niby to "nieposiadający" coś jednak musieli posiąść, czyli wtedy dopiero stali się władzą, kiedy się idei nieposiadania sprzeniewierzyli.Ale przecież te środki nie przeszły na prywatną własność "nieposiadających", ale stały się własnością organizacji (partii) rewolucyjnej (własnością wspólną). |
#38 2 na 2 | Belfer00 (720 punktów) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | > >Oczywiście są ludzie o innych poglądach, ale przeważa rozstrzyganie "być czy mieć" na rzecz "mieć".> Zawsze tak było. Zwróć uwagę, że być może dziś "mieć" oznacza bardziej "być" niż kiedyś: technologia umożliwia dostęp do niewyobrażalnych jeszcze kilka dekad temu zasobów informacji, zarówno tej mającej status ugruntowanej wiedzy, dóbr kultury jak i zwykłych kontaktów międzyludzkich realizowanych np. za pośrednictwem telefonów komórkowych czy tak jak tu, na portalach społecznościowych.Do tego by korzystać z dóbr kultury wcale nie trzeba ich "mieć". Np większość dzieł sztuki plastycznej po prostu oglądamy, muzyki słuchamy. Wręcz przeciwnie, jeśli jakieś dzieło znajduje się w prywatnych zbiorach jakiegoś bogacza, to tylko od jego dobrej woli zależy czy je udostępni (ograniczenie dostępu). Nowoczesna technologia rzeczywiście umożliwia potencjalnie wolny dostęp do dóbr kultury ("być" bez "mieć"), niestety często przeszkodą są niezmiernie "wyśrubowane" prawa autorskie. > Czy zakup dzieła uznanego malarza jest tylko inwestycją, czy czasem nie towarzyszą temu przecież także potrzeby estetyczne? Jak oddzielić pragnienie posiadania pięknych przedmiotów czy przebywanie w atrakcyjnym otoczeniu od potrzeb "duchowych"?Pragnienie posiadania (na wyłączność) niepowtarzalnych przedmiotów (oryginałów dzieł sztuki) nie jest potrzebą duchową, tylko egoistyczną żądzą. > A to wszystko kosztuje, co nawiasem mówiąc wskazuje na to, jak bardzo fałszywą dychotomią bywa owo "mieć czy być".Kiedy przywołałem to sformułowanie nie szło mi o posiadanie środków potrzebnych do życia na cywilizowanym poziomie. Jest jasne, że aby być (żyć w społeczeństwie) trzeba pewne dobra materialne mieć (tzw. minimum socjalne). Szło mi o dylemat "żyć, nie gromadząc dóbr materialnych, czy też je gromadząc". > >Ale dlaczego zaradność i przedsiębiorczość ma polegać na gromadzeniu dóbr własnych? Inżynierowie konstruują, naukowcy odkrywają, lekarze leczą, artyści tworzą. Ale miarą ich sukcesu ma być nie to ilu ludzi uszczęśliwili swoją pracą, a to ile mają na koncie.> To elementarne, Watsonie Jest tak dlatego, że nasze relacje społeczne w większości przypadków są relacjami jeden na jeden, a nie jeden na organizację, grupę, społeczeństwo. Kiedy oczekujemy od kogoś pomocy, albo spodziewamy się tych czy innych działań, określone akcje czy decyzje, nawet w obrębie wielkich gremiów, zawsze (choć nie zawsze explicite) są podejmowane przez konkretne osoby. Mając zaś do czynienia z ludźmi będącymi wyłącznymi decydentami co do rozporządzenia środkami materialnymi z doświadczenia wiemy, że takie decyzje mogą podjąć bez porównania szybciej niż najlepiej nawet skonstruowane biurokratyczne twory.Nie dostrzegam związku z zadanym pytaniem. 1) Biurokracja (nie mylić z biurokratyzmem) jest wartościowym cywilizacyjnym wynalazkiem. Wolę być zależny od przepisów prawa i od urzędnika (uczciwego i sprawnego) niż od widzimisię jakiegoś bogacza czy despoty. 2) Konkretne, pojedyncze osoby mogą sprawnie podejmować akcje czy decyzje dotyczące środków materialnych wcale nie należących do nich. Sprawne zarządzanie ma IMHO niewiele wspólnego z własnością. 3) W ogóle nie odpowiedziałeś na moje pytanie: dlaczego miarą sukcesu ma być ilość nagromadzonych dóbr? Oczywiście na szczęście są jeszcze ludzie myślący inaczej: naukowcy czerpiący radość z odkrywania, lekarze z pomocy chorym, twórcy z tworzenia dzieł sztuki. > >Ktoś, kto "się narobił, ale nie dorobił" jest oceniany jako mało zaradny.> Ba, czasem jako wręcz głupi.No i jaki z tego wniosek? Czy tak ma być? Może nie powinienem opowiadać tu o sprawach osobistych, ale jestem z rodziny nauczycielskiej od czterech pokoleń. Pradziadek był nauczycielem jeszcze w cesarskiej Galicji, dziadek przyjechał po odzyskaniu niepodległosci tworzyć polską oświatę w dawnym zaborze rosyjskim, babcia uczyła wiejskie dzieci i dorosłych czytać i pisać (na szczęście nie skończyła jak siłaczka), mama zaraz po maturze uczyła pokolenia powojenne (studia robiła już pracując), tata też przez długie lata uczył. Nigdy nie mieliśmy żadnego majątku, skromny przedwojenny dostatek pochłonęła wojna. Taki sam, albo nawet gorszy był los większosci Polaków. Czy bylismy głupi? > >A i w opinii wielu pracujących ciężka praca ma przynieść owoce, od których wara innym. " Ja tego się dorobiłem, to moje, nie dam" (np. fiskusowi).> Na to ma duży wpływ sposób, w jaki jest postrzegane państwo. Jeśli w świadomości ogółu funkcjonuje ono jako niewydolny, pasożytujący na realnej gospodarce twór służący karmieniu armii urzędniczych pijawek i nie istnieje poczucie realnej, osobistej korzyści z jego istnienia, będziemy mieć tego rodzaju zjawiska, które przecież nie występują tylko w Polsce. "Optymalizacja podatkowa" i ucieczka z dochodami do podatkowych rajów to zjawisko nader częste również w dużo zamożniejszych krajach Europy czy Ameryki.Łatwiej usprawiedliwiać niechęć płacenia takimi argumentami, ale z tych "wydolnych" państw, jak zauważyłeś, też uciekają. I co to znaczy korzyści osobiste? Czy aby nie usprawiedliwienie egoizmu? "Nie pytaj co..." > >Posiadanie dóbr (własność prywatną) uważa się wręcz za warunek prawdziwej wolności człowieka.> >>I poniekąd słusznie.> >Czyli zgadzasz się z oceną tych, których określiłeś jako "płytkie osobowości"?> Nie. Pisałeś tu o wolności a jednym z jej warunków zawsze była pewna niezależność materialna. Jest to zaleta bogactwa, którą trudno zanegować.Bogactwo nie czyni wolnym. Oczywiście środki na przeżycie są konieczne, ale posiadanie dóbr w ilości "bogactwa" w gruncie rzeczy zniewala. Troszczymy się o nie, obawiamy utracić, wysilamy by pomnożyć. Może jeszcze najmniej zniewala majątek odziedziczony czy np wygrany na loterii. Możemy go bez szczególnych oporów przeznaczyć na realizację jakiejś naszej pasji. Ale majątek zdobyty "tymi ręcami" to jest jak część nas, jak nasze dziecko. Moje. nie oddam! C.d. w następnym wpisie. |
| Belfer00 (720 punktów) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | > >Ilu przedsiębiorców zgodziłoby się oddać 90 % swojego zysku (po odliczeniu inwestycji) państwu czy np NGO? W pewnych społeczeństwach są tacy i chwała im, ale tendencja ogólna jest wręcz przeciwna.> Albo mówmy o tendencjach, albo o tych rzeczach, które już się dokonały. A z tego, co mi wiadomo, bogactwo narodów zostało zgromadzone w tych krajach, w których systemy prawne zabezpieczały skutecznie własność prywatną.Mówiąc "tendencja" miałem na myśli przewagę ilościową w kierunku "moje, nie oddam". "Optymalizacja", ucieczka, lobbowanie za obniżką. I oczywiscie dorabiana ideologia: "pasożyty", "pijawki", "moloch". Ale w niektórych krajach płacą. Widocznie można i tak. > >Czy słuszne jest uzależniać los twórców od gustów prywatnych posiadaczy?> Może i nie jest "słuszne", ale tak po prostu zawsze było i jest, i pewnie długo pozostanie. Koszt pełnej niezależności oznacza często cierpienia, których niewielu jest skłonnych zaznawać w imię poświęcenia swoim pasjom.Prawdziwy twórca tworzy z wewnętrznej potrzeby i nie myśli przy tym o zysku. Czasem go osiaga, czasem nie. Chciwiec zbada tendencje rynkowe: "co ludzie kupią" i robi to. > >Ale w czasie tego eksperymentu,(...) osoby nieposiadające stworzyły warunki pracy dla siebie, nie potrzebując pomocy "chciwców" (użyję jednak tej wartościującej nazwy). Inżynierowie konstruowali, naukowcy odkrywali, lekarze leczyli, artyści tworzyli.> Co do tego mam poważne wątpliwości. Nawet w okresie szalejącego stalinizmu ZSRR prowadził handel surowcami z Zachodem, bez którego jego ekonomika nie miałaby najmniejszych szans przetrwać tego "eksperymentu". Że nie wspomnę o kapitalizmie państwowym epoki NEP-u, o czym notorycznie się zapomina i bez którego ZSRR w ogóle by nie wystartował jako ekonomiczna siła.Wielkiego Uprzemysłowienia nie prowadziły firmy prywatne. Czyli można się obejść bez pomocy tzw. "pracodawców". W epoce NEP-u było bezrobocie, w gospodarce nakazowo-rozdzielczej pełne zatrudnienie. > >Gromadzenie własnych (prywatnych) dóbr jest IMHO szkodliwym odchyleniem od normy ewolucyjnej.> Byłbym bardzo ostrożny w formułowaniu tego, co jest, a co nie "normą ewolucyjną".Sam napisałeś o "biologicznej odrębności, której wszak atrybutem jest pewien egzystencjalny egoizm, nakazujący nam z reguły bardziej lękać się o życie, zdrowie czy dostatek własne niż cudze". Czyli wywiodłeś własność prywatną z biologii człowieka. Czy wiesz ile żywnosci na świecie jest niszczone w imię prywatnych zysków? Mnie trudno było uwierzyć w dawne opowieści propagandowe o topieniu pomarańczy. Ale niedawno dowiedziałem się, że połowa brzoskwiń amerykańskich jest niszczona. W tym czasie ludzie w innych częściach świata głodują. |
| Belfer00 (720 punktów) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | > Germański comitatus nie znał pojęcia kapitału czy własności prywatnej, ale opierał się na zasadzie, że najbardziej waleczni wojownicy zasługiwali na szczególne względy wodza i wobec tego po wygranej bitwie nagradzani byli różnymi dobrami. To nic innego jak prymitywna forma akumulacji bogactwa.A czy wódz miał prawo im te dobra odebrać? Jeśli nie, to raczej była własność prywatna. > Tak postępowały wszystkie społeczeństwa i narody.Nie wszystkie. Nie zawsze. W wielu plemionach gromadzenie dóbr uważano za patologię. Istniała instytucja tzw. potlaczu. Gdy osoba była dobrym łowcą i zgromadziła dużo zdobyczy (np. skór) miała obowiązek (moralny a może i "prawny") rozdać swoje dobra lub je zniszczyć. W większości plemion było stosowane dzielenie zdobyczy (mięsa) między członków plemienia, tzn. zdobycz nie była prywatną własnością łowcy. > Człowiek od zawsze zmagał się z naturą starając się ją zdominować i obecnie wychodzi mu to coraz lepiej (inna rzecz z jakimi skutkami dla samego człowieka). Jest to zupełnie naturalne zachowanie człowieka.Zmagał się. Wspólnie. Współpraca jest podstawą, nie gromadzenie własności prywatnej. > Im więcej mężczyzna ma dóbr tym łatwiej i tym piękniejszą kobietę do siebie przyciągnie bo ta z kolei szuka bezpieczeństwa nade wszystko.Lepiej nie skomentuję tego seksistowskiego stwierdzenia. > Naukowe zrozumienie przyrody i umiejętność wykorzystania naturalnych surowców otworzyły przed ludzkością łatwiejsze i nowe formy gromadzenia bogactw. Jest to jak najbardziej pozytywne zjawisko. Chrześcijańskie uszlachetnienie nędzy i co za tym idzie komunizm czy też inne lewicowe wymysły uważałbym tutaj za pewne wynaturzenie ludzkie.No to mamy inne poglądy. Ja gromadzenie prywatnych bogactw uważam za patologię, która doprowadzić może świat do katastrofy (zużycie surowców, produkcja odpadów). Polecam ciekawą książkę Daniela Quinna "Ishmael". Wyróżnia on wśród ludzi "cichych" i "zgarniaczy". Zgarniacze obecnie kierują światem. > >Wyobrażmy sobie np. wybitnego chirurga> No właśnie, wyobraźmy sobie ... Mnie sobie trudno to wyobrazić w kontekście rzeczywistości bo bardziej mi to pasuje do obrazu różnych utopii aniżeli faktycznego i twardego stąpania po ziemi.Szkoda... Może byłoby lepiej gdyby właśnie utopia była u władzy...  > >Zastanówmy się: czy rzeczywiście człowiek umiejętnie gromadzący swoje dobra jest jakoś "lepszy" od człowieka nie dbającego o to?> Pytanie jest źle zadane bo poszukuje odpowiedzi, która zawiera się w wartości bezwzględnej, a takiej w tym przypadku nie może być.Miałem na myśli: "czy ludzie uważający człowieka umiejętnie gromadzącego swoje dobra za jakoś "lepszego" mają rację". Rozumiem, że według Ciebie nie mają. Czyli tu się zgadzamy. |
| Belfer00 (720 punktów) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | > Otóż jesteś w błędzie twierdząc, że ludzie dobrze radzący sobie za komuny, dzisiaj są zepchnięci w niebyt. Faktem jest, że jest ich coraz mniej, ale o tym decyduje demografia, dzisiaj na salonach brylują ich dzieci.Pisząc o "ludziach dobrze radzących sobie za komuny" może masz na myśli jakichś kombinatorów i cwaniaków, którzy wykorzystywali zajmowane stanowiska by "sobie dobrze radzić". Ja miałem na myśli ludzi żyjących zgodnie z głoszonymi przekonaniami i obowiązującym wzorem: skromnych, uczciwych, pracujących bez dopominania się o osobiste korzyści, uczestniczących w "równym dzieleniu biedy". Kiedyś takich ludzi nazywano "Judymami" i "siłaczkami", teraz nazywa się ich "homo sovieticus". Jeśli dzieci tych ludzi "brylują na salonach" to znaczy, że ponieśli oni dotkliwą porażkę wychowawczą. Nie zdołali przekazać następnemu pokoleniu zasad życia uczciwego, skromnego i pracowitego. > W każdym pokoleniu jest odsetek ludzi zaradnych i niezaradnych, [...]. To czas i okoliczności decydują kto jest bohaterem , a kto niedojdą, jednak zdecydowana większość jest neutralna, gotowa pójść w ślady tych co w danym momencie brylują.Powtórzę: zaradność i przedsiębiorczość nie muszą i IMHO nie powinny wyrażać się w gromadzeniu własnych dóbr. Chyba o wiele lepszym sposobem jest działanie na rzecz społeczeństwa (wspólnoty) niż "brylowanie". Jeśli pożar ogarnia miasto, albo wróg napada na kraj, to "brylujący" najczęściej uciekają, ratując nagromadzone dobra, a kto staje do walki? |
| Spring (1174 punktów) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | > >Przypadek Kima Dotcoma pokazuje ile wart jest sukces,> Tzw "sukces" Kim Dotcom'a jest w tej samej kategorii co sukces ludzi takich jak John Gotti, Henry Hill czy Pablo Escobar.Akurat osobiście twoja ocena mnie nie dziwi. |
#43 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? |
> Ale przecież te środki nie przeszły na prywatną własnośćWłaścicielem rzeczy jest ten, kto ma prawo nią niepodzielnie władać.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy. |
| Spring (1174 punktów) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | > >>W systemie ekonomicznym dominującym obecnie w skali globalnej miarą tzw. "sukcesu" ma być (tzn. tak zakłada jego aksjologia) ilość zgromadzonych przez daną osobę dóbr materialnych, a najlepiej użycie tych dóbr jako kapitału do założenia firmy i zatrudnienia innych, by na daną osobę pracowali.> >Przypadek Kima Dotcoma pokazuje ile wart jest sukces, gdy nie w smak tym co pociągają za sznurki. Mit o sukcesie jednak trwa, by chomiki biegły dalej.> Przecież Bill Gates odniósł taki "sukces" i za jego miarę uważa się jego majątek.Bill Gates zgodnie z umówą powinien sukcesywnie wyzbywać się udziałów w Microsofcie. Rządzą tam zupełni inni ludzi, mający inne interesy. Gdy natomiast jakaś firma się postawi, to zostanie rozwiązana (przykład: Lavabit). Poza tym powinno być kilka naocznych przykładów ludzi sukcesu, jako dowód, i Bill świetnie spełnia taką rolę. > A co sądzilibyśny o jakimś genialnym programiście, który oddałby swoje osiągnięcia ogółowi i umarł w przytułku jak Norwid?Jest wielu wspaniałych ludzi, którzy tworzą otwarte oprogramowanie. Podobnie w innych dziedzinach. Chociaż ogólnie nie warto poświecać swój czas tym, którzy nie potrafią tego decenić. |
#45 1 na 1 | szarley (54912 punktów) | Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni? | > >Ale przecież te środki nie przeszły na prywatną własność> Właścicielem rzeczy jest ten, kto ma prawo nią niepodzielnie władać.Bzdura Udział finansowy lub rzeczowy w spółdzielni pracy nie pozwala na niepodzielnie władanie a jest własnością. |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|