Racjonalista - Strona głównaDo treści
Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
04-11-2015 02:29Belfer00 (720 punktów)Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
Ocena 9 na 9
W systemie ekonomicznym dominującym obecnie w skali globalnej miarą tzw. "sukcesu" ma być (tzn. tak zakłada jego aksjologia) ilość zgromadzonych przez daną osobę dóbr materialnych, a najlepiej użycie tych dóbr jako kapitału do założenia firmy i zatrudnienia innych, by na daną osobę pracowali. Osoby, które taki cel osiągną, a przynajmniej do niego dążą (nieraz ciężką pracą) nazywa się zaradnymi, przedsiębiorczymi, ocenia pozytywnie.
Pewna część społeczeństwa nie osiąga tak określonego przez ten system "sukcesu". Ludzi, którzy tak określonego "sukcesu" nie osiągają, a często nawet do niego nie dążą, uważa się za leniwych, rozrzutnych, w łagodniejszej wersji określa jako mniej zaradnych i wzdycha ze współczuciem (politowaniem?).
Jeśli takiego "sukcesu" nie osiąga osoba rzetelnie pracująca, wzbudza to zdziwienie, a nawet podejrzenie: co z nim jest nie tak?
Wyobrażmy sobie np. wybitnego chirurga, który mieszka i ubiera się skromnie, do pracy jeździ autobusem i pracuje za niewielkie pieniądze, operując ludzi, których nie byłoby stać na "normalnego" tej klasy fachowca. Jednym słowem "doktor Judym". Uważany byłby co najmniej za dziwaka. Przecież "normalnie" mając taki talent "powinien" zarabiać mnóstwo kasy, dobrze ją lokować, a po pewnym czasie zostać właścicielem prywatnej kliniki. Może nawet byłby uznany za osobę niebezpieczną dla środowiska lekarskiego (zaniżanie cen usług).
To samo dotyczy np. wybitnych aktorów, sportowców czy innych dobrych fachowców.
Jednym słowem powodem pozytywnej oceny człowieka jest nie praca sama w sobie, ale umiejętność gromadzenia (pracą albo innym sposobem) własnych dóbr. Posiadanie dóbr (własność prywatną) uważa się wręcz za warunek prawdziwej wolności człowieka.

Umiejętność gromadzenia dóbr jest chyba rzeczywistą umiejętnością, jakoś "zakorzenioną" w osobowości, a nie kwestią aktu woli, czy poznania jakiegoś "sposobu". Dlatego bezsensowne są apele typu "Bądźcie bardziej przedsiębiorczy!", czy "niezawodne" porady "jak się wzbogacić", skierowane do ludzi tej umiejętności nieposiadających. Ciekawe czy były prowadzone jakieś badania psychologiczne dotyczące tej umiejętności, analogiczne np. do badań nad "śmiałością" czy nieśmiałością.
Pewni ludzie umieją więc gromadzić dobra (mają potrzebne do tego cechy osobowości), inni nie. Zastanówmy się: czy rzeczywiście człowiek umiejętnie gromadzący swoje dobra jest jakoś "lepszy" od człowieka nie dbającego o to?
W formie artystycznej ten problem został przedstawiony w znanej bajce "Konik polny i mrówka". Autor bajki wyraźnie pochwala pracowitą i zapobiegliwą mrówkę. A przecież konik, grając całe lato, też w jakimś sensie "pracował". Robił to co umiał najlepiej, i robił to całym sercem. Czy mrówka miała prawo potraktować go z taką pogardą i bezwzględnością?
Może społeczeństwo złożone z samych "koników polnych" (Judymów) byłoby o wiele lepsze?
W przeszłości miał miejsce społeczny eksperyment, w którym umiejętność gromadzenia własnych dóbr uznano za zło i starano się ludzi z taką cechą pozbawiać społecznego wpływu, a nawet resocjalizować. Obecnie to właśnie ludzie, którzy w warunkach tego eksperymentu byli osobami pozytywnymi, a nawet wzorowymi, są pozbawieni wpływu, krytykowani ("homo sovieticus"), a nawet wyśmiewani (napotkałem tekst, którego autor wyśmiewał się z Siłaczki i Judyma).
Co o tym sądzicie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Dalej..
Belfer00 (720 punktów)Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
>>to, że umieli gromadzić własne dobra poznawano po tym, że je mieli (byli bogaci).
>Tylko po co w tej eksperymentalnej rzeczywistości ktoś miałby gromadzić dobra i jeszcze się z tym obnosić?
To były dobra zgromadzone przed rozpoczęciem eksperymentu. W jego trakcie nikt się z dobrami nie obnosił, bo mógłby mieć nieprzyjemności. Ale i tak to wykrywano.

>>w świecie eksperymentalnym społeczny wpływ (władzę) powierzano
>No ale kto w eksperymencie powierzał uczestnikom władzę, jeśli nie osoba z zewnątrz, mająca środki na tę całą zabawę, czyli zamożna.
Władzę zdobyli przywódcy nieposiadających (przemocą). A środków dostarczyło kilku posiadaczy (mieli "na pieńku" z innymi posiadaczami i chcieli to załatwić w ten sposób).

>>ludziom, którzy nie pragnęli prywatnych dóbr.
>Obłudnikom w tanich kostiumach kloszardów.
O nie, to nie byli obłudnicy, oni naprawdę w to wierzyli. Gotowi byli umrzeć za sprawę tego eksperymentu, a tego nie zrobi żaden obłudnik.

#17
05-11-2015 07:59
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
W odpowiedzi Belfer00

>A środków dostarczyło kilku posiadaczy (mieli "na pieńku" z innymi posiadaczami
Użycie "środków", których dostarczyć mogli dopiero posiadacze pokazuje, że owi niby to "nieposiadający" coś jednak musieli posiąść, czyli wtedy dopiero stali się władzą, kiedy się idei nieposiadania sprzeniewierzyli.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.

#18
05-11-2015 09:16
 Ocena 2 na 2
Burnham (1149 punktów)Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
>W systemie ekonomicznym dominującym obecnie w skali globalnej miarą tzw. "sukcesu" ma być ilość zgromadzonych przez daną osobę dóbr materialnych, a najlepiej użycie tych dóbr jako kapitału do założenia firmy i zatrudnienia innych, by na daną osobę pracowali. Osoby, które taki cel osiągną, a przynajmniej do niego dążą (nieraz ciężką pracą) nazywa się zaradnymi, przedsiębiorczymi, ocenia pozytywnie.

System ekonomiczny obecny czy przeszły nie mają tutaj bezpośredniego wpływu na determinowanie ludzi do takiego właśnie działania. Cała historia ludzkości pełna jest opisów możnych czy władców nagradzających swoich poddanych za wierną służbę, a rabujących wrogów. Germański comitatus nie znał pojęcia kapitału czy własności prywatnej, ale opierał się na zasadzie, że najbardziej waleczni wojownicy zasługiwali na szczególne względy wodza i wobec tego po wygranej bitwie nagradzani byli różnymi dobrami. To nic innego jak prymitywna forma akumulacji bogactwa.

Tak postępowały wszystkie społeczeństwa i narody. Przecież choćby pojęcie składania ofiar bogom nie wzięło się znikąd. Ludzie byli i nadal są święcie przekonani o tym, że można zyskać przychylność bogów (i nie tylko bogów) dla własnej korzyści oferując im swoje bogactwa czy to co najbardziej nam cenne. Oczywiście nie zawsze było obecne zjawisko kapitału, ale co do zasady ludzkości zawsze chodzi o to samo. Kapitalizm niczego nowego tutaj nie stworzył, a jedynie dopasował się ekonomicznie do zupełnie niedawno odkrytych możliwości wytwórczych człowieka odpowiednio je gospodarując.

Poglądy nie ma mają tutaj nic do rzeczy bo tak działa człowiek. Samiec alfa nie jest wymysłem nowoczesnym przecież, a mężczyzn głównie rzecz dotyczy. Człowiek od zawsze zmagał się z naturą starając się ją zdominować i obecnie wychodzi mu to coraz lepiej (inna rzecz z jakimi skutkami dla samego człowieka). Jest to zupełnie naturalne zachowanie człowieka. Im więcej mężczyzna ma dóbr tym łatwiej i tym piękniejszą kobietę do siebie przyciągnie bo ta z kolei szuka bezpieczeństwa nade wszystko.

Naukowe zrozumienie przyrody i umiejętność wykorzystania naturalnych surowców otworzyły przed ludzkością łatwiejsze i nowe formy gromadzenia bogactw. Jest to jak najbardziej pozytywne zjawisko. Chrześcijańskie uszlachetnienie nędzy i co za tym idzie komunizm czy też inne lewicowe wymysły uważałbym tutaj za pewne wynaturzenie ludzkie.

>Wyobrażmy sobie np. wybitnego chirurga

No właśnie, wyobraźmy sobie ... Mnie sobie trudno to wyobrazić w kontekście rzeczywistości bo bardziej mi to pasuje do obrazu różnych utopii aniżeli faktycznego i twardego stąpania po ziemi.

>Zastanówmy się: czy rzeczywiście człowiek umiejętnie gromadzący swoje dobra jest jakoś "lepszy" od
>człowieka nie dbającego o to?

Pytanie jest źle zadane bo poszukuje odpowiedzi, która zawiera się w wartości bezwzględnej, a takiej w tym przypadku nie może być.

#19
05-11-2015 10:20
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
W odpowiedzi Belfer00
>>Wątpię, by taki system "wartości" ktoś ośmielił się dziś przedstawiać w postaci skrojonej na podobieństwo jakiejś "nowej etyki". Cokolwiek na ten temat ma do powiedzenia filozofia, zostało już chyba wyłożone w czasach A. Smitha i jemu podobnych.
>Nie idzie mi o filozoficzny system jakiejś "nowej etyki" tylko o powszechnie panujące poglądy (aksjologia osobista). Oczywiście są ludzie o innych poglądach, ale przeważa rozstrzyganie "być czy mieć" na rzecz "mieć".

Zawsze tak było. Zwróć uwagę, że być może dziś "mieć" oznacza bardziej "być" niż kiedyś: technologia umożliwia dostęp do niewyobrażalnych jeszcze kilka dekad temu zasobów informacji, zarówno tej mającej status ugruntowanej wiedzy, dóbr kultury jak i zwykłych kontaktów międzyludzkich realizowanych np. za pośrednictwem telefonów komórkowych czy tak jak tu, na portalach społecznościowych. Zmieniają się też wzorce kulturowe, choćby mobilność, nie tylko w poszukiwaniu lepszych miejsc zamieszkania czy pracy, ale też większe są oczekiwania co do jakości spędzania czasu wolnego w atrakcyjnych miejscach, ludzie więcej podróżują, zwiedzają. Trudno często wyznaczyć ostrą granicę między tym, co "duchowe", a tym, co "materialne". Czy zakup dzieła uznanego malarza jest tylko inwestycją, czy czasem nie towarzyszą temu przecież także potrzeby estetyczne? Jak oddzielić pragnienie posiadania pięknych przedmiotów czy przebywanie w atrakcyjnym otoczeniu od potrzeb "duchowych"? A to wszystko kosztuje, co nawiasem mówiąc wskazuje na to, jak bardzo fałszywą dychotomią bywa owo "mieć czy być". W tym rozumieniu tego zwrotu, jakiego używał choćby JPII, tyczy się to dużej części społeczeństw, dla których determinantą egzystencjalną jest "3 razy P" (pojeść, popić i porobić inne rzeczy na p). Wprawdzie dzielimy z pozostałą częścią świata ożywionego mnóstwo wspólnych cech, ale dość dziwne wydaje mi się to ukryte a tak czytelne założenie w nauce Kościoła, że człowiek jest w istocie zwierzęciem. Brak uwzględnienia tego, że potrzeby związane z jakkolwiek rozumianą "duchowością człowieka" mogą być realizowane w dużym stopniu tylko przy założeniu dysponowania odpowiednimi środkami materialnymi stanowi istotny fałsz tego rodzaju nauk.

>Ale dlaczego zaradność i przedsiębiorczość ma polegać na gromadzeniu dóbr własnych? Inżynierowie konstruują, naukowcy odkrywają, lekarze leczą, artyści tworzą. Ale miarą ich sukcesu ma być nie to ilu ludzi uszczęśliwili swoją pracą, a to ile mają na koncie.

To elementarne, Watsonie Jest tak dlatego, że nasze relacje społeczne w większości przypadków są relacjami jeden na jeden, a nie jeden na organizację, grupę, społeczeństwo. Kiedy oczekujemy od kogoś pomocy, albo spodziewamy się tych czy innych działań, określone akcje czy decyzje, nawet w obrębie wielkich gremiów, zawsze (choć nie zawsze explicite) są podejmowane przez konkretne osoby. Mając zaś do czynienia z ludźmi będącymi wyłącznymi decydentami co do rozporządzenia środkami materialnymi z doświadczenia wiemy, że takie decyzje mogą podjąć bez porównania szybciej niż najlepiej nawet skonstruowane biurokratyczne twory.

>Ktoś, kto "się narobił, ale nie dorobił" jest oceniany jako mało zaradny.

Ba, czasem jako wręcz głupi.

>A i w opinii wielu pracujących ciężka praca ma przynieść owoce, od których wara innym. " Ja tego się dorobiłem, to moje, nie dam" (np. fiskusowi).

Na to ma duży wpływ sposób, w jaki jest postrzegane państwo. Jeśli w świadomości ogółu funkcjonuje ono jako niewydolny, pasożytujący na realnej gospodarce twór służący karmieniu armii urzędniczych pijawek i nie istnieje poczucie realnej, osobistej korzyści z jego istnienia, będziemy mieć tego rodzaju zjawiska, które przecież nie występują tylko w Polsce. "Optymalizacja podatkowa" i ucieczka z dochodami do podatkowych rajów to zjawisko nader częste również w dużo zamożniejszych krajach Europy czy Ameryki.

>Posiadanie dóbr (własność prywatną) uważa się wręcz za warunek prawdziwej wolności człowieka.
>>I poniekąd słusznie.
>Czyli zgadzasz się z oceną tych, których określiłeś jako "płytkie osobowości"?

Nie. Pisałeś tu o wolności a jednym z jej warunków zawsze była pewna niezależność materialna. Jest to zaleta bogactwa, którą trudno zanegować. Natomiast jeśli ktoś kogoś uważa za "lepszego człowieka" tylko dlatego, że ten jest zamożny, jest to niewątpliwie przejaw dość prostackiego postrzegania świata.

>Gromadzenie przez jednostki, a gromadzenie przez narody czy ludzkość, to nie to samo. Ilu przedsiębiorców zgodziłoby się oddać 90 % swojego zysku (po odliczeniu inwestycji) państwu czy np NGO? W pewnych społeczeństwach są tacy i chwała im, ale tendencja ogólna jest wręcz przeciwna.

Albo mówmy o tendencjach, albo o tych rzeczach, które już się dokonały. A z tego, co mi wiadomo, bogactwo narodów zostało zgromadzone w tych krajach, w których systemy prawne zabezpieczały skutecznie własność prywatną.

>Czy słuszne jest uzależniać los twórców od gustów prywatnych posiadaczy?

Może i nie jest "słuszne", ale tak po prostu zawsze było i jest, i pewnie długo pozostanie. Koszt pełnej niezależności oznacza często cierpienia, których niewielu jest skłonnych zaznawać w imię poświęcenia swoim pasjom.

>Rozumiem, że utożsamiasz gromadzenie prywatnych dóbr z wynalazczością i produkcją przemysłową.

Nie utożsamiam, wskazuję, że jest to jeden z warunków sprzyjających tymże.

>Ale w czasie tego eksperymentu,(...) osoby nieposiadające stworzyły warunki pracy dla siebie, nie potrzebując pomocy "chciwców" (użyję jednak tej wartościującej nazwy). Inżynierowie konstruowali, naukowcy odkrywali, lekarze leczyli, artyści tworzyli.

Co do tego mam poważne wątpliwości. Nawet w okresie szalejącego stalinizmu ZSRR prowadził handel surowcami z Zachodem, bez którego jego ekonomika nie miałaby najmniejszych szans przetrwać tego "eksperymentu". Że nie wspomnę o kapitalizmie państwowym epoki NEP-u, o czym notorycznie się zapomina i bez którego ZSRR w ogóle by nie wystartował jako ekonomiczna siła.

Dix

#20
05-11-2015 10:45
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
W odpowiedzi Belfer00
>Gromadzenie własnych (prywatnych) dóbr jest IMHO szkodliwym odchyleniem od normy ewolucyjnej.

Byłbym bardzo ostrożny w formułowaniu tego, co jest, a co nie "normą ewolucyjną". Przez miliardy lat "normą" było to, że życie na Ziemi ma postać organizmów jednokomórkowych. W tym rozumieniu "odchyleniem od normy" jest choćby latanie człowieka, który, jak wiadomo, skrzydeł nie posiada.

Jak bardzo tego rodzaju "normatywne" postrzeganie świata potrafi paraliżować władze poznawcze świadczą reakcje niektórych uczonych na początku XX wieku, którzy na doniesienia o lotach braci Wright reagowali argumentacją, że jest to rzecz absolutnie niewykonalna a doniesienia tego rodzaju stanowią jedynie dziennikarską kaczkę.

Dixi et salvavi animam meam

#21
05-11-2015 15:09
 Ocena 1 na 1
oportunista (1711 punktów)Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
Piszesz o tak zwanej życiowej zaradności. Otóż jesteś w błędzie twierdząc, że ludzie dobrze radzący sobie za komuny, dzisiaj są zepchnięci w niebyt. Faktem jest, że jest ich coraz mniej, ale o tym decyduje demografia, dzisiaj na salonach brylują ich dzieci. W każdym pokoleniu jest odsetek ludzi zaradnych i niezaradnych, to jest podstawą funkcjonowania w społeczność, czyli pula genetyczna. Im jest ona bardziej zróżnicowana, tym społeczeństwo lepiej sobie radzi z różnymi losowymi zawirowaniami. To czas i okoliczności decydują kto jest bohaterem , a kto niedojdą, jednak zdecydowana większość jest neutralna, gotowa pójść w ślady tych co w danym momencie brylują. Zawsze potrzeba negatywnych wzorców, aby owa bezwładna masa dobrze się orientowała w jakim kierunku ma podążać. Społeczeństwu potrzeba też autsajderów aby pielęgnować alternatywy. Jesteśmy zbiorowością kierowaną przez mechanizmy ewolucji, odrzucamy złe rozwiązania i podążamy za lepszymi. To dzieję się w obszarze instynktu, a nie zdroworozsądkowej kalkulacji.

#22
05-11-2015 17:30
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
W odpowiedzi Zielony Tygrys
>>1. Ludzie myślą, że są wolni wtedy kiedy MOGĄ chcieć to co chcą, naprawdę wolni są wtedy, kiedy nie chcą chcieć.
>>Pozdrawiam.
>Nie chcieć chcieć? To umrzeć z nudów i braku celu.

Żyć z celem?
Z jakim celem?!
Czy życie ma jakiś cel?
Życie oczywiście ma sens,
będąc sensem samo w sobie,
ale celu nie ma!
Po co nam to?!
Gdyby życie miało jakiś cel -
dokąd by ten cel prowadził?
Gdzie kończą się wszystkie ściany?
Na rogu!
Dokąd prowadzą wszystkie cele?
Do grobu!
Oto docelowy cel wszystkich celów!

Życie oczywiście nie ma celu.
Życie oczywiście nie ma grobu.
Życie JEST!
I będąc zawsze inne
Skrzące się...mieniące się...
tryskające nieustającą nowością -nie
przemija...
Nie przemija z niego ani drobina!
Dlatego "Żywemu" nie spada na prawdę
ani jeden włos z głowy!
To co fałszywe, marne, żałosne,
blichtrowe -jest chwilowe, jest czasowe,
przemija...
Jak posępny czy hałaśliwy kondukt...

www.youtube.com/watch?v=GPevqoK5g_s

#23
05-11-2015 17:37
 Ocena 1 na 1
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
W odpowiedzi darkside
Nie znoszę poezji
a białej zwłaszcza.

Zawsze mam w życiu jakiś cel. Aktualnie zamierzam nauczyć się paru rzeczy, przeżyć pewne przeżycia, być w paru miejscach, poznac pewnych ludzi. Jak to osiągnę znajdę sobie następne.
Co do sensu życia nie wypowiadam się, gdyż jak dotąd go nie zauważyłam. Istnienie po to, żeby istenieć i przedłużać istnienie? To obłędne perpetuum mobile ale czy ma sens większy niż kręcenie kółka przez chomika?

#24
05-11-2015 18:19
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
W odpowiedzi Zielony Tygrys
Z tym obłędnym perpetuum mobile jest dokładnie odwrotnie. Wpadasz w krąg chceń, żądz, pragnień, oczekiwań i... nie żyjesz (choć z pozoru jest to życie bogate, intensywne i pełne różnorakiego "dziania się"). Prowadzi cię pęd, popęd, chcenie, układ nagrody w mózgu. Żądza. Gonisz króliczka, a jak już dogonisz, to Twój układ nagrody długo w spokoju "nie usiedzi" i domaga się kolejnej porcji (doładowania odpowiednich substancji chemicznych do układu nagrody). Więc zjawia kolejne chcenie, cel, żądza, pragnienie, bieg, króliczek, piekielny młyn. Obłędne perpetuum mobile. Tak naprawdę żyjesz wtedy nie dla siebie, ale dla żądzy, bo, nazwijmy to, twoja energia popędowa, zmusza Cię do wyprodukowania kolejnego celu i zespołu żądz, by rozkręcony i "głodny" układ nagrody kolejny raz dokarmić. Inaczej się właśnie nudzisz i zaczyna Cię nosić, bo nie masz co zrobić z cyklicznie narastającą energią. Musisz czymś zająć swój umysł i dokarmiać mózg. Tak naprawdę, tylko po to wówczas żyjesz. Zaliczasz kolejne cele i pędzisz, pędzisz, pędzisz. I pędzisz. Cel za celem. Wzrost napięcia, cel, osiągnięcie, ulga, zadowolenie, zaspokojenie, nakarmienie, spokój, za chwile nuda i kolejny cykl. Obłędne perpetuum mobile. I nie chodzi wcale o to, żeby nie robić nic i się nudzić, tylko inaczej do tego wszystkiego podejść. Odkleić się od żądzy, popędu, czyli najlepiej zrozumieć ten mechanizm, a więc to, że zapinkalamy na pasku biologii, popędów, neuroprzekaźników, kolejnych obiektów podsuwanych nam przez współczesną kulturę. Dopiero wtedy możesz nie służyć żądzy, pragnieniu, czyli zdobywając/wyznaczając sobie kolejne cele do skonsumowania, ale wyodrębnić choć trochę z tego obłędnego młyna siebie i z uwagą, czujnością chronić tę ocalałą, wydobytą z więzienia biologii cząsteczkę, by nie popadła znowu w kolejny bieg za celami dla celów, za papierkami dla papierków, dla uczucia zadowolenia/ulgi/zaspokojenia. Za kolejnymi króliczkami. Dopiero wtedy zaczynasz być, czy, tak jak w wierszu - ŻYĆ. Bo życie celu nie ma, ale ma sens. Sam w sobie. Tylko, że tego życia tak naprawdę nie ma, kiedy jesteś w pędzie za celami, zdobyczami, osiągnięciami. Służysz żądzy, popędom, czyli generalnie idziesz ślepo na pasku własnej biologii. Nie chodzi więc o to, żeby nic nie robić, ale robić coś z głową. Bo jak pędzisz, to Cię nie ma. Jest tylko głodny Tygrys chcący dopaść swój cel i zaspokoić kolejny głód. Dopiero więc jak zrozumiesz ten mechanizm w sobie i innych ludziach, zdystansujesz się od obłędnego perpetuum mobile biologii, możesz zacząć budować siebie, a nie "karmić wiecznie głodnego potwora", którego najczęściej wcale się nie widzi, tylko się pędzi od celu do celu.

P.S. Przepraszam, że tak dydaktycznie wyszło, ale tak to widzę i czuję, więc napisałem jak napisałem.

#25
05-11-2015 18:31
 Ocena 1 na 1
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
W odpowiedzi darkside
To wyszło wręcz demagogicznie.
Uważasz, że posiadanie celu w życiu równa się obłędnemu pędowi i pogoni? No cóż, wolno ci.
Nie masz w życiu żadnych celów? To po co żyjesz?

>I nie chodzi wcale o to, żeby nie robić nic i się nudzić, tylko inaczej do tego wszystkiego podejść. Odkleić się od żądzy, popędu, czyli najlepiej zrozumieć ten mechanizm, a więc to, że zapinkalamy na pasku biologii, popędów, neuroprzekaźników, kolejnych obiektów podsuwanych nam przez współczesną kulturę. Dopiero wtedy możesz nie służyć żądzy, pragnieniu, czyli zdobywając/wyznaczając sobie kolejne cele do skonsumowania, ale wyodrębnić choć trochę z tego obłędnego młyna siebie i z uwagą, czujnością chronić tę ocalałą, wydobytą z więzienia biologii cząsteczkę.

Ale tak konkretnie to o co chodzi?

darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
W odpowiedzi Zielony Tygrys
>To wyszło wręcz demagogicznie.
>Uważasz, że posiadanie celu w życiu równa się obłędnemu pędowi i pogoni? No cóż, wolno ci.
>Nie masz w życiu żadnych celów? To po co żyjesz?

Nie zrozumiałaś.

>Ale tak konkretnie to o co chodzi?

O to, co jest tam napisane. Wiem, że może nie być łatwo to zrozumieć, trzeba się dłużej zastanowić i pomyśleć. U mnie to był proces wieloletni, zahaczający o różne dziedziny i wiele lektur i dyskusji, ale myślę, że nawet z tak krótkiego tekstu można wyłowić z grubsza sens. Czasami trzeba nad czymś trochę pomyśleć, przeczytać kilka razy, żeby coś wyłowić i załapać. Ja tak często robię.

Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
W odpowiedzi darkside
>Nie zrozumiałaś.
Zrozumiałam. Jeżeli miałeś na myśli coś innego, to napisz to. Tylko proszę jaśniej, bo twój wcześniejszy post to bełkot.


darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
W odpowiedzi Zielony Tygrys
>>Nie zrozumiałaś.
>Zrozumiałam. Jeżeli miałeś na myśli coś innego, to napisz to. Tylko proszę jaśniej, bo twój wcześniejszy post to bełkot.

   Spokojnie, nie bierz tego do siebie, ja lubię czytać to co piszesz, włączyłem się, żeby spróbować wytłumaczyć coś, czego moim zdaniem nie zrozumiałaś (i dalej nie rozumiesz, bo albo rozumiesz albo bełkot) ale to mnie nie dziwi, bo to zwyczajnie trudno sobie wyobrazić. Zwłaszcza przez ludzi z tzw. zachodniej kultury.
   Ja również robię całą masę rzeczy, to i tamto, i jeszcze coś innego, ale to nie są dla mnie żadne cele. To jest najwyżej coś, co mnie buduje jako osobę, moją świadomość istnienia. Posiadanie i produkowanie kolejnych celów mnie niespecjalnie interesuje, bo gdy się przyjmie taką strategię/sposób na życie, to się właśnie tylko bujasz "po celach", produkujesz kolejne i następne i wtedy cele dominują nad Twoim życiem. Nad Tobą. Żądza, popęd, cel, dążenie do zrealizowania i zaspokojenia staje istotą Twojego istnienia. Dążysz. Chcesz. Nieustannie czegoś pragniesz. Jak osiągniesz, to nakręcasz się na coś innego i w sumie... Ciebie nie ma.
   Ja już nie przylegam trwale i mocno do celów, żądzy, pragnienia, chcenia, ale nieustannie się od tego odklejam, czyli skrupulatnie i czujnie dystansuję. Uważam, by popęd, pragnienie, chcenie, dążenie mnie nie prowadziły, a już zwłaszcza nie zdominowały, bo wtedy mnie nie ma, tylko pędzę za króliczkiem w tym obłędnym perpetuum mobile. Gdy za mocno przylegam, to dziś natychmiast to wyczuwam, i puk puk - wracam. Odklejam się od popędu, chcenia, żądzy, dążenia i paradoksalnie - wracam wtedy do PRAWDZIWEGO życia i prawdziwego siebie. Nie lecę bezmyślnie za tym w co wpędza mnie moja biologia i kulturowy hipermarket. Robię to czy tamto, żeby siebie ubogacić, zbudować, w jakiś sposób powiększyć, ale nie chodzi mi o nakręcanie się, by koniecznie posiadać jakiś cel, zadanie, dążenie, które mnie wchłonie, nakręci i zaspokoi. A później kolejny taki cykl. Nie lubię tego, bo wtedy mnie nie ma. Jest tylko zestaw pobudzeń, pragnień, żądz, celów (czyli nieustanna karuzela rozniecania i rozładowywanie popędowej energii) płynący z wnętrza mojego organizmu, gruczołów przy współpracy z rozszalałą od nadmiaru bodźców kultury. Nie kupuję takiego sposobu życia, ale to nie znaczy, że z tego czy tamtego nie korzystam. Korzystam, mogę robić różne rzeczy, uważając, żeby to nade mną nie panowało, nie prowadziło mnie, żeby cel dla celu, dla odczucia, zaznania, zaspokojenia żądzy, pragnienia nie były treścią i sensem mojego życia. Cele dla celów, czyli żądza dla posiadania żądzy i jej rozładowania. Ja żyję naprawdę tylko wtedy, kiedy się od tego obłędu odcinam, wyciszam, wracam do prawdziwego siebie, z dala od kolejnych kulturowych realizacji, które służą temu bym się nakręcał, pochłaniał, dążył, nieustannie chciał i zaspokajał. Nie chodzi mi więc głównie o odczucia, pragnienia, marzenia, dążenia, kiedy coś robię, o doświadczanie tego czy tamtego, o doznanie i przeżywanie, ale głównie o jakąś treść, o pogłębione spostrzeżenie, zbudowanie siebie o coś więcej. O jakieś lepsze zrozumienie, poszerzenie horyzontu. Jeżeli zostajesz na poziomie emocji, uczuć, doświadczenia, doznania, ZDOBYCIA KOLEJNEGO CELU, a później kolejnych, seryjnych, to cię nie ma. Żyjesz dla celu, dla zaspokojenia rozbudzonej żądzy, jesteś w niewoli neuroprzekaźników i biologii.
   Cele najczęściej właśnie służą zaspokojeniu rozbudzonej potrzeby, czyli dostarczeniu choćby endorfin do układu nagrody. Ale to nie jest prawdziwe/uwolnione życie. O tym pisze Stachura, o tym mówi choćby buddyzm (jestem antyreligijny jakby co, ale czasami coś czerpię, choć niewiele) i różne światopoglądy/filozofie. Cele, które pozwalają się nam nie nudzić, nakręcają nas, czyli fundują nam życie dla kolejnych doznań, tworzą życie czysto biologiczne, całkowicie w szponach natury. Żyć zaczynasz dopiero wtedy, kiedy odklejasz się od konieczności tkwienia w nieustannym pragnieniu, w zrozumieniu i umiejętności kontrolowania tego niebezpiecznego bo więżącego nas mechanizmu, umiejętności dystansowania się i budowania siebie poza, z dala, czy też korzystając z darów natury rozumiejąc, że ona może nad nami znakomicie i w pełni zapanować, jeżeli nie rozumiemy jak ona w nas działa. A jak nie rozumiemy to ulegniemy celom, czyli kolejnym żądzom, a Twoje życie będzie generalnie i w znakomitej części nieustannym i niestety dość bezmyślnym pędem za kolejna porcją substancji potrzebnych dla nakarmienia i zaspokojenia rozkręconego przez nieustanne wzbudzanie żądz przez naszą kulturę, układu nagrody. Tylko że wtedy Cię nie ma. Jest tylko biologiczny organizm i mechanizm, który go dominuje i prowadzi przez życie. Cele można mieć, owszem, ale wtedy trzeba bardzo uważać i rozumieć co się dzieje i jak nam nasza natura, biologia i kultura przez nią wiedziona zagrażaja, żeby ocaleć i ŻYĆ.

Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
W odpowiedzi darkside
Rozumiem, że odkryłeś swój sposób na życie i jesteś z tym szczęśliwy. Gratuluję, bo niewielu to osiąga.
Ja mam swój sposób na życie, który mi odpowiada.
Nie mogę jednakże zrozumieć, w jakim celu z uporem godnym lepszej sprawy (wyższych celów?) usiłujesz mi wmówić, ze z moim sposobem na życie jest coś nie tak. Więcej, oceniasz mnie i moje życie i to w sposób- ciekawe czy zauważyłeś- obraźliwy dla mnie.
Nie muszę tego brać do siebie i nie biorę jeno twój zapęd misjonarski w tym wypadku jest nieco zdumiewający.
Wyluzuj bo oprócz wody i powietrza nie istnieje nic takiego, co byłoby dla wszystkich dobre, co byłoby dla każdego

youtu.be/uclNdAKVzEU

Satchura? Nie, dziękuję. Do babrania się w depresji mam Hłaskę.
Buddyzm? Też nie. Wolę Kubusia Puchatka.
Dla każdego coś innego.

darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Leniwi, rozrzutni, mniej zaradni?
W odpowiedzi Zielony Tygrys
Ale ja nie mam nic do Ciebie, Twój sposób jest lepszy dla Ciebie, mój dla mnie. Moim zdaniem nie zrozumiałaś tego, co kolega wyżej napisał, wiec spróbowałem to wytłumaczyć. A że to są przeciwstawne podejścia, to co na to poradzę? Próbuje to tylko opisać. Nic więcej, a Ty się czujesz obrażona. Bez sensu. Jeżeli dwie narracje się różnią, tutaj radykalnie, to wiadomo, że się będą ze sobą tu czy tam gryźć. To normalne. No ale jak coś mocno odmiennego, przeciwstawnego próbujesz wytłumaczyć, opisać, to się tego inaczej nie da zrobić, tylko poprzez jakieś zwarcie dwóch odmiennych narracji. To naturalne, a bez zrozumienia tego dyskutowanie o takich rzeczach nie ma sensu. Ani przez moment nie miałem zamiaru Cię obrażać.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365