Racjonalista - Strona głównaDo treści
Załóżmy, że Bóg istnieje.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
03-06-2009 11:22Sergius (14 punktów)Załóżmy, że Bóg istnieje.
Ocena 1 na 1
Załóżmy, że Bóg istnieje i jest on nieskończenie dobry i kocha człowieka, czy mógłby on mieć pretensje do agnostyka, czy ateisty, który w niego nijak nie może uwierzyć, bo tak został ukształtowany, ale stara się być po prostu dobrym człowiekiem?
i czy mógłby lubić dajmy na to ojca Rydzyka, który uprawia manipulację i jest co najmniej świnią medialną?
Co wy o tym sądzicie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

03-06-2009 11:42
 Ocena 14 na 14
jkl; (5859 punktów)
Dla dobrego ateisty lub agnostyka na pewno szykuje ciepły obłoczek w niebie a dla katolickich świń w rodzaju Rydzyka piekielną frytkownicę. A te wszystkie ewangelie i teologie to były tak dla jajec.

To chciałeś usłyszeć?...
stilgar (7322 punktów)
Czyżbyś bał się zostać ateistą/agnostykiem, bo "a co jeśli to prawda?" ?
03-06-2009 12:23 
 Ocena 4 na 4
Sergius (14 punktów)
Tu chodzi o coś znacznie głębszego: religia istnieje tak długo jak istnieje cywilizacja i ateizm, czy społeczeństwo obojętne, czy indyferentne religijnie jest zjawiskiem nowym. Mówi się kolokwialnie, że bez religii życie społeczne rozsypało by się na płaszczyźnie etycznej, moralnej powstałby chaos, relatywizm powodujący, że ludzie byliby gorsi. Przykład manipulanta jakim jest Rydzyk i moralnego ateisty to prowokacja.
Jak to jest: religia czyni człowieka lepszym, czy nie? Jak to się ma do rzeczywistości, nie chodzi mi o czasy sprzed XIX w., bo nie było w ówczesnym czasie społeczeństw zlaicyzowanych w takim stopniu jak dzisiaj. Wydaje się, że można przytoczyć przykład Holandii, gdzie stosunek do religii państwa jest dość obojętny - zamyka się tam więzienia i przykład Stanów Zjednoczonych niechlubnie słynących z ilości osadzonych.
Czy religijność społeczeństwa ma z tym coś wspólnego? Jak człowiek religijny społecznie reaguje na zło w innym? Rozumie je jako zło, które należy wyplenić na starotestamentową modłę, czy rozumie zło w jednostkach nie do końca zsocjalizowanych, jako zaburzenie, które trzeba leczyć? Wydaje się, że religia jako zjawisko społeczne nie czyni człowieka lepszym, ale również, czy można powiedzieć, że czyni go bardziej skłonnym do zła?
Jakie jest przełożenie religijności na dobroć, empatię, człowieczeństwo w kwestii nie czynienia zła. Czy religijny człowiek zabije chętniej, bo pomijając, że stoi za nim prawda absolutna to przecież ofiara będzie miała w jakimś stopniu drugą szansę? Czy świadomość znikomości, jednostkowości życia, jego kruchości z innej strony, tego, że się już nie stanie może być impulsem do niedokładania cierpienia, czym życie w pewnym stopniu jest?
03-06-2009 13:32 
 Ocena 6 na 6
metsys (1088 punktów)

>Jak to jest: religia czyni człowieka lepszym, czy nie? Jak to się ma do rzeczywistości, nie chodzi mi o czasy sprzed XIX w., bo nie było w ówczesnym czasie społeczeństw zlaicyzowanych w takim stopniu jak dzisiaj. Wydaje się, że można przytoczyć przykład Holandii, gdzie stosunek do religii państwa jest dość obojętny - zamyka się tam więzienia i przykład Stanów Zjednoczonych niechlubnie słynących z ilości osadzonych.
>Czy religijność społeczeństwa ma z tym coś wspólnego?

Religia, w pewnych przypadkach, może stać się przepustką do podłości i to w wyrafinowany sposób. Człowiek wierzący w jakąś formę życia po śmierci (co oferują religie) otrzymuje narzędzie do dość swobodnego manipulowania swoim postępowaniem. Może np. czynić zło, przewrotnie myśląc o jego naprawie w przyszłym życiu. Katolicyzm pozwala nawet na stopniowanie tego zła (grzechy lekkie, ciężkie i śmiertelne). Instytucja spowiedzi jest wodą na młyn. Może także przyjąć, że uśmiercając kogoś ofiarowuje mu życie wieczne, albo jakiś super-hiper byt w obłokach ze stadem kurtyzan podających od czasu do czasu zupki wzmacniające.
Obiektywnie trzeba też stwierdzić, że religie, poprzez swoje prawa, utrzymują pewien stopień moralności. Szczególnie pośród ludzi całkowicie od nich uzależnionych. Wynagradzają swoich wyznawców. Pośród członków określonej religii panują ustalone zasady trzymające ich na poziomie funkcjonowania każdej zorganizowanej grupy społecznej, a te, jak wiadomo, zawsze preferują w pierwszej kolejności swoich.


jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
07-06-2009 19:20 
 Ocena 3 na 3
danecki (1340 punktów)
>Religia, w pewnych przypadkach, może stać się przepustką do podłości i to w wyrafinowany sposób.

Ja do tego podchodzę inaczej: wszystko może stać sie przepustka do podłości. Ludzie mają okropną tendencję do bycia podłymi i do szkodzenia sobie wzajemnie w calej gamie różnych niesamowicie pomyslowych sposobów. Nie ma znaczenia, czy sa ateistami, katolikami, maoistami, czy kimkolwiek innym. W określonych warunkach zawsze posuną się do najgorszego. I tak miłujacy, tolerancyjni ateiści z Holandii stają obok ateistycznych komunistów, ktorzy mordowali tysiące, a Tybetańczycy, którzy cierpliwie znosza przesladowania - obok mordercow walczacych z lankijskim wojskiem. Ci z pierwszego przykładu są ateistami i (raczej) maja lewicowe poglady, ci z drugiego wyznaja buddyzm.
Kiedy czlowiek bedzie chcial skrzywdzic innego czlowieka, zeby zdobyc wieksza miche zupy (a w ostatecznosci wszystko sie do tego uda sprowadzic) uzyje kazdego pretekstu, zeby usprawiedliwic swoje czyny. "Nie zabijaj" bylo wielokrotnie uzywane w historii ludzkosci, aby usprawiedliwic morderstwa i ludobojstwa.

Dlatego jestem przeciwny sformułowaniom jak: 'religia może prowadzic do przemocy'. To stawia w zlym swietle instytucję, ktora potrafi przyniesc wiecej dobrego niz zlego. To ludzka natura jest przepustka do podlosci, a twory tej natury - czy to religie, czy tozsamosc narodowa, czy jakakolwiek inna forma wiary w jakis absolut - robią tylko i wyłącznie za preteksty do wyrządzenia krzywdy w konkretnych warunkach, chociaż stworzono je i z powodzeniem używano w zupelnie odmiennym celu.

P.S
Przepraszam za nagminne pomijanie polskich znaków - zalana klawiatura odmawia rejestrowania wszystkich nacisnięć na ALT
08-06-2009 11:25 
 Ocena 4 na 4
metsys (1088 punktów)

>Ja do tego podchodzę inaczej: wszystko może stać sie przepustka do podłości. Ludzie mają okropną tendencję do bycia podłymi i do szkodzenia sobie wzajemnie w calej gamie różnych niesamowicie pomyslowych sposobów. Nie ma znaczenia, czy sa ateistami, katolikami, maoistami, czy kimkolwiek innym. W określonych warunkach zawsze posuną się do najgorszego.

Zgadzam się. Jednocześnie takie postępowanie jest ewidentnym potwierdzeniem zachowań wynikających z kształtowania naszych umysłów na drodze ewolucji i doboru naturalnego. Im bezwzględniejszy tryb postępowania, tym większe szanse na przetrwanie określonej puli genów (człowieka, społeczeności itd.) poprzez podporządkowanie sobie słabszych, gorzej przystosowanych, których w razie czego można nawet rzucić na pożarcie.

Jako ludzie jesteśmy jeszcze drapieżnikami nie stroniącymi od kanibalizmu społecznego. Myślę, że religie przeistoczyły się z typowych formacji mających wyjaśniać niewyjaśnione na filozofię ego każdego człowieka. Nieźle sobie z tym radzą skoro znakomita większość ludzi jest pod ich wpływem.

Jak dla mnie, religijność nie stanowi niczego złego, o ile pomaga odnaleźć się człowiekowi w gąszczu niezrozumiałych dla niego zasad funkcjonowania świata. Nie mogę wymagać, by każdy posiadał wiedzę wystarczającą do prób zrozumienia choćby wymiarowości naszego wszechświata. Każdą dziurę można zapchać sobie bogiem. Tylko, do diabła, dlaczego zaraz trzeba narzucać taki tryb myślenia innym?
Dlaczego jedna religia jest bardziej mojsza? ...KASA. WPŁYWY. WŁADZA...


jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
08-06-2009 12:05 
 Ocena 1 na 1
dnak (1340 punktów)
>Jak dla mnie, religijność nie stanowi niczego złego, o ile pomaga odnaleźć się człowiekowi w gąszczu niezrozumiałych dla niego zasad funkcjonowania świata. Nie mogę wymagać, by każdy posiadał wiedzę wystarczającą do prób zrozumienia choćby wymiarowości naszego wszechświata. Każdą dziurę można zapchać sobie bogiem. Tylko, do diabła, dlaczego zaraz trzeba narzucać taki tryb myślenia innym?
>Dlaczego jedna religia jest bardziej mojsza? ...KASA. WPŁYWY. WŁADZA...

Zgodzę się w większości, ale zaprotestuję w ten sam sposób, w jaki zrobiłem to wczoraj. Nie ograniczajmy zarzutów do religijności. To bardzo niebezpieczna praktyka, bo łatwe zwalanie winy na dość łatwy do bicia cel odwraca uwagę od innych złych praktyk.

To, że zinstytucjonalizowana religia prowadzi do wypaczeń to truizm, ale zadajmy sobie pytanie: to wina religii, czy ludzkiej natury? Nie ma znaczenia, czy ktoś zdobywa władzę świecką, czy religijną - z tych samych tłumów moze wyrosnąć terror laicki (komunizm, rewolucja francuska) jak i religijny (inkwizycja, wojny religijne). Idee są tylko środkiem do osiągnięcia celu, nie ma znaczenia czy jest to wizja zycia po śmierci, czy ziemskiej utopii.

Zbyt pochopne i łatwe zrzucenie wszystkich win na jakąkolwiek instytucję powoduje zapomnienie o frazie, którą każdy europejczyk po 1945 roku powinien mieć wypaloną rozżarzonym żelazem na umyśle: Ludzie ludziom ten los zgotowali. Nie ma znaczenia imię jakiego efemerycznego tworu swojej, lub cudzej wyobraźni mieli na ustach, kiedy czynili zło, bo imiona te są wymienne w zależności od sytuacji. Tetragram w ułamku sekundy zmieni się na liberté, égalité, fraternité i nikt z krzyczących, zionących nienawiścią ludzi nie zauważy różnicy.

P.S
Ostatni akapit przypomniał mi o świetnym wierszu Yeats'a ("Second Coming" - serdecznie polecam, w sieci znajduje się też kilka bardzo fajnych tłumaczeń), który kończy się tak:

That twenty centuries of stony sleep
Were vexed to nightmare by a rocking cradle,
And what rough beast, its hour come round at last,
Slouches towards Bethlehem to be born?
08-06-2009 13:56 
 Ocena 4 na 4
metsys (1088 punktów)
>Nie ma znaczenia, czy ktoś zdobywa władzę świecką, czy religijną - z tych samych tłumów moze wyrosnąć terror laicki (komunizm, rewolucja francuska) jak i religijny (inkwizycja, wojny religijne). Idee są tylko środkiem do osiągnięcia celu, nie ma znaczenia czy jest to wizja zycia po śmierci, czy ziemskiej utopii.

Ująłeś to niemal idealnie. Jednakże problemem nie jest uznanie faktu prymitywizmu ludzkiego zachowania, a jego zmiana.

Jakikolwiek bóg będzie zawsze narzędziem do kreowania postaw szowinistycznych. Oczywiście zajmą się tym jego kapłani. Kapłani tworzą społeczności religijne. Ludzie w nich się odnajdują i trwają. Tak funkcjonujemy jako gatunek. Społecznie.
Czy wyobrażasz sobie istnienie religii bez jej orędowników? Świątynie, przepych, absurdalna obrzędowość wymagają niebagatelnych środków. Jak je zdobywać?
Jedyną drogą jest utrzymywanie stad wiernych poddanych. Nie religie, a kościoły są instytucjami, które należy posłać tam, gdzie ich miejsce - do diabła. Każdy człowiek może sobie znaleźć zaczepienie w świecie na gruncie filozofii. Wystarczy dać nam, ludziom, możliwość do kształtowania światopoglądu według własnych przemyśleń opartych na rzetelnych podstawach nauki i poglądach, właśnie, wspomnianej filozofii.

Czy taki sposób na życie jest lepszy? Jak już pisałem kilka postów wyżej, pozbywamy się świadomości życia po śmierci. Fakt, że uznajemy wyjatkowość i niepowtarzalność w jakiejkolwiek formie, faktu istnienia każdego człowieka, pozwala (na pewno mnie) widzieć jak wielką wartość każde, pojedyncze życie przedstawia samo w sobie.
Bez sądu ostatecznego, bujania w chmurkach, spółkowania z aniołami itp. wartości pośmiertnych jestem w stanie docenić każdego człowieka mając na uwadze fakt, że jest jedynym i tylko raz.

Nie są mnie potrzebne krucjaty, idee narodowościowe, nacjonalizm, a wartością staje się samo życie. I to wartością bezwzględną.

Nie zakładam, że bóg istnieje. On mi nie jest do niczego potrzebny.

jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
08-06-2009 14:41 
 Ocena 2 na 2
dnak (1340 punktów)
>Każdy człowiek może sobie znaleźć zaczepienie w świecie na gruncie filozofii. Wystarczy dać nam, ludziom, możliwość do kształtowania światopoglądu według własnych przemyśleń opartych na rzetelnych podstawach nauki i poglądach, właśnie, wspomnianej filozofii.

A kto powstrzyma filozofię od stawania się religią? Właśnie w tym leży problem - wszystko, co chociażby w najmniejszym stopniu dotyka metafizyki ma potencjał do utworzenia instytucji religijnej (albo instytucji religii, jako tworu zastępujacego, badź uzupełniającego instynkt).

Nie każdy jest w stanie samemu rozważać złożoność świata. Większość ludzi potrzebuje kogoś, kto im powie co mają robić. Kościoły właśnie z tego wyrastają - ludzie potrzebują jakiejś charyzmatycznej persony, która w jakiś sposób przedstawi im świat dookoła; gromadzą się dookoła niej i organizują dla własnej wygody. I po raz kolejny: dzieje się to zarówno w sferze świeckiej jak i duchowej. Tak samo jak człowiek potrzebuje władcy, który zapewni mu bezpieczeństwo i porządek tak potrzebuje kaznodziei, kogoś kto wytłumaczy mu jak żyć i co czynić, żeby móc uważać się za dobrego.
Autografka (10638 punktów)
>Jak już pisałem kilka postów wyżej, pozbywamy się świadomości życia po śmierci. Fakt, że uznajemy wyjatkowość i niepowtarzalność w jakiejkolwiek formie, faktu istnienia każdego człowieka, pozwala (na pewno mnie) widzieć jak wielką wartość każde, pojedyncze życie przedstawia samo w sobie.

Żałuję, że za te słowa mogę przyznać Ci tylko jeden punkt.
dnak (1340 punktów)
>Czy taki sposób na życie jest lepszy? Jak już pisałem kilka postów wyżej, pozbywamy się świadomości życia po śmierci. Fakt, że uznajemy wyjatkowość i niepowtarzalność w jakiejkolwiek formie, faktu istnienia każdego człowieka, pozwala (na pewno mnie) widzieć jak wielką wartość każde, pojedyncze życie przedstawia samo w sobie.
>Bez sądu ostatecznego, bujania w chmurkach, spółkowania z aniołami itp. wartości pośmiertnych jestem w stanie docenić każdego człowieka mając na uwadze fakt, że jest jedynym i tylko raz.

Zapomniałem odnieść się do tego. Tradycyjnie zgłoszę zastrzeżenia, bo jest druga strona medalu, której reprezentantem po części jestem ja, chociaż przyznam, że ta strona jest o wiele mniej liczna.
Jeśli znajdą się osoby, które nie uznają życia pośmiertnego, ale przy okazji nie uznają wyjątkowości życia? Ateista, który uważa powstanie życia za przypadek. Człowiek, który odnosi wpływ, jaki to życie ma nie do jego najbliższego otoczenia, ale do, np. układu słonecznego, albo całej galaktyki? Dla takiej osoby życie nie ma wartości, bo wynika z przypadku i nie ma celu innego niż życie samo w sobie. Widzi, ze nawet jesli zginie największy, najwspanialszy człowiek na ziemi, to wpływ tego zdarzenia ogranicza się do ok 12 000km średnicy we wszechświecie, który ma ponad 25mld lat świetlnych.
Jeśli mam być szczery - taki człowiek jest o wiele bardziej niebezpieczny, bo fanatyk religijny w końcu napotka granicę, a ktoś ogarnięty nihilizmem do opisanego wyzej stopnia - nie.
08-06-2009 23:33 
 Ocena 2 na 2
metsys (1088 punktów)
>Jeśli znajdą się osoby, które nie uznają życia pośmiertnego, ale przy okazji nie uznają wyjątkowości życia?

Na pewno takie będą. Nic na to nie poradzimy. Zważmy jednak, że można wychowywać od dziecka w duchu poszanowania życia ludzkiego jako NAJWYŻSZEJ wartości dla człowieka, zamiast umiejscawiać je za obowiązkiem wielbienia jakiegoś nadbytu.

>Ateista, który uważa powstanie życia za przypadek.

To prawda. Przez przypadek powstała akurat taka kombinacja chromosomów (w trakcie zapłodnienia), że urodziłem się facetem, a nie kobietą. Przypadkowy (z najsilniejszych) plemnik wniknął w komórkę jajową i oto jestem, jesteś, jesteście. Dlatego uważam, że uznanie przypadkowości jest jak najbardziej na miejscu.

>Człowiek, który odnosi wpływ, jaki to życie ma nie do jego najbliższego otoczenia, ale do, np. układu słonecznego, albo całej galaktyki? Dla takiej osoby życie nie ma wartości, bo wynika z przypadku i nie ma celu innego niż życie samo w sobie. Widzi, ze nawet jesli zginie największy, najwspanialszy człowiek na ziemi, to wpływ tego zdarzenia ogranicza się do ok 12 000km średnicy we wszechświecie, który ma ponad 25mld lat świetlnych.

Nie można wykluczyć dekadentyzmu ateistycznego. Przez religijny też już przebrnęliśmy. Takie postawy są i będą. Psychoterapeuci pracy nie stracą.
Oczywiście też przenikały i mnie takie myśli. Na szczęście wiem, że nie jestem w stanie zmienić ani biegu czasu, ani praw przyrody więc żyję jak potrafię w czasie, który wypełnia moje życie. Po mnie będą następni. To mnie cieszy najbardziej. Każdy znajduje się w rzeczywistości. Chyba nie pomylę się bardzo, gdy stwierdzę, że ateizm jest jednak bardziej rozbudowaną formą samoświadomości niż religijność.

>Jeśli mam być szczery - taki człowiek jest o wiele bardziej niebezpieczny, bo fanatyk religijny w końcu napotka granicę, a ktoś ogarnięty nihilizmem do opisanego wyzej stopnia - nie.

Jedyną siłą, która zatrzyma i fanatyka i nihilistę jest taka sama, ale o przeciwnym zwrocie.
Rozpatrując fanatyka religijnego i krwiożerczego ateistę w kategoriach skrajnych zachowań destrukcyjnych powinniśmy wziąć pod uwagę, iż jeden będzie zarzynał z Bogurodzicą na ustach, a drugi z egoistycznym uśmieszkiem. Efekt ten sam.

jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
05-06-2009 15:23 
 Ocena 4 na 4
Vytautas (4394 punktów)
>nie chodzi mi o czasy sprzed XIX w., bo nie było w ówczesnym czasie społeczeństw zlaicyzowanych w takim stopniu jak dzisiaj.
   Czy gdyby religia głęboko opanowała dusze społeczeństwa francuskiego w przededniu Wielkiej Rewolucji Francuskiej, to czy ta rewolucja mogłaby wybuchnąć i odnieść tyle zwycięstw? Czy Francuzi (łącznie z duchowieństwem katolickim) poparliby kulty wprowadzane przez władze republikańskie -- kult rozumu i kult człowieka?

>Wydaje się, że można przytoczyć przykład Holandii, gdzie stosunek do religii państwa jest dość obojętny - zamyka się tam więzienia i przykład Stanów Zjednoczonych niechlubnie słynących z ilości osadzonych.
>Czy religijność społeczeństwa ma z tym coś wspólnego? Jak człowiek religijny społecznie reaguje na zło w innym? Rozumie je jako zło, które należy wyplenić na starotestamentową modłę, czy rozumie zło w jednostkach nie do końca zsocjalizowanych, jako zaburzenie, które trzeba leczyć? Wydaje się, że religia jako zjawisko społeczne nie czyni człowieka lepszym, ale również, czy można powiedzieć, że czyni go bardziej skłonnym do zła?
   Zdecydowanie można powiedzieć, że religia czyni człowieka skłonnym do zła. Czy naprawdę nie widzisz, że religie uczą ludzi nietolerancji i nienawiści?

>Jakie jest przełożenie religijności na dobroć, empatię, człowieczeństwo w kwestii nie czynienia zła. Czy religijny człowiek zabije chętniej, bo pomijając, że stoi za nim prawda absolutna to przecież ofiara będzie miała w jakimś stopniu drugą szansę? Czy świadomość znikomości, jednostkowości życia, jego kruchości z innej strony, tego, że się już nie stanie może być impulsem do niedokładania cierpienia, czym życie w pewnym stopniu jest?

   Żaden bojownik o czystość i jedność religii nie rozważa takich dylematów moralnych -- morduje lub przynajmniej gnębi tych innych -- niewiernych, heretyków itp. bo są inni, bo są źli i święta ziemia nie powinna ich nosić.
Kowalska (14008 punktów)
Matko kochana jedyna, na taką ilość pytań to chyba nawet synod, zjazd PZPR i audiotele razem wzięte nie dałyby rady odpowiedzieć.
igrazka (303 punktów)
>Załóżmy, że Bóg istnieje i jest on nieskończenie dobry i kocha człowieka, czy mógłby on mieć
>pretensje do agnostyka, czy ateisty, który w niego nijak nie może uwierzyć, bo tak został
>ukształtowany,

założmy że Bóg istnieje i że to on stworzył człowieka, każdego- raczej nie powinien mieć w takiej sytuacji pretensji do ateistow za to że stworzyl ich takimi jakimi sa. no chyba, że założymy przy tym, że, jak mówi Biblia- Bóg obdarował nas mamy wolną wolą i to my odpowiadamy za swoje grzechy( w tym również za zwątpienie)
JEsli istnieje Bóg to bedziemy smażyć sie w piekle:P razem z Rydzykiem
03-06-2009 17:04 
 Ocena 1 na 1
Sergius (14 punktów)
Wolna wola... Jak mówi współczesna psychologia religijność jest zjawiskiem psychicznym, ugruntowanym w podświadomości, czyli aby być religijnym trzeba urodzić się z pewną predyspozycją wejrzenia w siebie, introspekcji lub przy tym urodzić siew rodzinie i wzrastać w środowisku, które tę religijność wyewokuje. Czy jest tu miejsce na wolną wolę? Mogę racjonalnie sobie powiedzieć: wierzę w ciebie Panie, lecz na przykład podświadomie mnie to wali i mój akt wiary jest płytkim kaprysem w takim wypadku. Może być także odwrotnie... Osobiście nie wierzę w piekło. Jest, owszem, na Ziemi w kilku miejscach globu... Ale jeśli Bóg widzi wszystko nie może nas oceniać szczątkowo po powierzchownie, ocenia także naszą podświadomość, niechęć do religii ukształtowaną, czy nabytą na drodze złych doświadczeń. Bóg karząjący za ateizm, agnostycyzm będący wyrazem gniewu na coś byłby Bogiem szalonym, niesprawiedliwym, co z definicji jest niemożliwe.
Coś tu się nie trzyma kupy. W kwestii, że Bg każe za sceptycyzm i niewiarę, jeśli człowiek nie miał doświadczeń pozytywnych z wiarą i instytucją Kościoła.
metsys (1088 punktów)
>Załóżmy, że Bóg istnieje i jest on nieskończenie dobry i kocha człowieka,

Przyglądając się "działalności" boga, śmiało mogę przyjąć założenie antagonistyczne:
... jest nieskończenie zły i nienawidzi człowieka... (swoją pacynkę, szczura labolatoryjnego, chłopca do bicia etc.)

Boga nie ma. Ludzkość jest na takim poziomie rozwoju, że chyba śmiało mógłby wreszcie się ujawnić, a z pewnością jakoś byśmy to przeżyli i przyjęli do wiadomości. Co go powstrzymuje? Wstydzi się? Ma za dużo roboty w innych galaktykach? Niech no pomyślę... może to, że nigdy nie wyjdzie poza obręb ludzkiej wyobraźni? Skoro tam siedzi, to nie jest szkodliwy ani dla wierzących, ani dla agnostyków, ani dla ateistów. Jest takim samym tworem, jak twarz bohatera czytanej książki. Od czytelnika zależy jak ją postrzega. Jedni przeczytają książkę i odłożą na półkę, inni nie będą potrafili oddzielić fikcji od rzeczywistości. Tam właśnie bóg będzie robił swoje porządki i tam grzebią różni kapłani.

jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
szperacz (2861 punktów)
>Załóżmy, że Bóg istnieje

Tylko po co? Jest tyyyyyle ciekawych tematów na tym forum.

Załóżmy, że Słońce obiega Ziemię.
-----------------------------------------
-----------------------------------------
Załóżmy, że człowiek chodziłby do tyłu.
------------------------------------------
------------------------------------------
Załóżmy, że mielibyśmy po trzy ręce.
Meretseger (61860 punktów)

>Załóżmy, że mielibyśmy po trzy ręce.
>
Chciałabym mieć. Czasem dwie to za mało
szperacz (2861 punktów)
>Chciałabym mieć. Czasem dwie to za mało

A ta trzecia to ewentualnie gdzie miałaby Ci wyrosnąć?
04-06-2009 07:59 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
>>Chciałabym mieć. Czasem dwie to za mało
>A ta trzecia to ewentualnie gdzie miałaby Ci wyrosnąć?
Wszystko jedno, może być z boku pod drugą Jak mam w jednej ręce torbę z zakupami, w drugiej plik książek i papierów luzem, a jeszcze muszę znaleźć klucze do mieszkania w torebce, to wtedy właśnie marzę o trzeciej ręce
04-06-2009 08:04 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Wszystko jedno, może być z boku pod drugą Jak mam w jednej ręce torbę z zakupami, w drugiej plik książek i papierów luzem, a jeszcze muszę znaleźć klucze do mieszkania w torebce, to wtedy właśnie marzę o trzeciej ręce
Takiemu to dobrze...


05-06-2009 08:11 
 Ocena 1 na 1
szperacz (2861 punktów)
>Takiemu to dobrze...

Toto też miałoby problem ze znalezieniem kluczy w torebce, bo chyba tylko jedną rekę ma wolną. Przydałaby mu się jedenasta.
05-06-2009 08:25 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
>>Takiemu to dobrze...
>Toto też miałoby problem ze znalezieniem kluczy w torebce, bo chyba tylko jedną rekę ma wolną. Przydałaby mu się jedenasta.
>
To Hanuman. Fajny, prawda? Myślę, że nie musiał zawracać sobie głowy kluczami. Miał całą armię do pomocy
szperacz (2861 punktów)
>To Hanuman. Fajny, prawda? Myślę, że nie musiał zawracać sobie głowy kluczami. Miał całą armię do pomocy

Wobec tego po co mu tyle rąk jeśli miał całą armię do pomocy? Nie lubił się dzielić swoją robotą?
05-06-2009 08:53 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
>>To Hanuman. Fajny, prawda? Myślę, że nie musiał zawracać sobie głowy kluczami. Miał całą armię do pomocy
>Wobec tego po co mu tyle rąk jeśli miał całą armię do pomocy? Nie lubił się dzielić swoją robotą?
>


Tu ma dwie.
Na tamtej plakietce miał też pięć twarzy... też czasem przydatne, zwłaszcza podczas przejeżdżania przez ruchliwe rondo bez świateł w godzinach szczytu
05-06-2009 09:24 
 Ocena 1 na 1
szperacz (2861 punktów)
>Na tamtej plakietce miał też pięć twarzy... też czasem przydatne, zwłaszcza podczas przejeżdżania przez ruchliwe rondo bez świateł w godzinach szczytu

Czy to znaczy, że ilość twarzy i rąk zmienia się w zależności od okoliczności? Fajnie by było mieć taką możliwość. Może naukowcy, majstrujący przy genach coś wymyślą.
05-06-2009 10:59 
 Ocena 3 na 3
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Czy to znaczy, że ilość twarzy i rąk zmienia się w zależności od okoliczności? Fajnie by było mieć taką możliwość. Może naukowcy, majstrujący przy genach coś wymyślą.

Coś w tym stylu - przedstawienia różnią się w zależności od tego, jaki aspekt boskości mają ukazywać, które wcielenie. Ten jedenastoręki Hanuman trzyma wszystkie insygnia swojej boskości. Wielu bogów jest tak przedstawianych, z bronią, z atrybutami, z narzędziami pracy - Ma Durga, Maha Laxmi, Saraswati. Tylko bidny Nataraja ma puste ręce. Za to tańczy.

Ganesha, mój ulubiony bóg w wersji hindi, czasami ma tylko dwie ręce i tańczy (często na szczurze, na którym też jeździ - ciężkie jest życie szczura..), albo trzyma Mahabharatę (bo to wg jednej z wersji on napisał, własnym ułamanym kłem, który zresztą często w tym przedstawieniu trzyma w drugiej łapce i ma zamyślenie na twarzy), albo wygląda jeszcze inaczej - jedno z przedstawień ukazuje go z pięcioma głowami, najważniejsze przedstawienia co do rąk to dwie i szesnaście, a są nawet takie z dwudziestoma. Hanuman może się schować! ^_^


and that's it.
Meretseger (61860 punktów)
>jedno z przedstawień ukazuje go z pięcioma głowami, najważniejsze przedstawienia co do rąk to dwie i szesnaście, a są nawet takie z dwudziestoma. Hanuman może się schować! ^_^
Nie, dwadzieścia to już przesada. Jak będę w każdej z dwudziestu rąk nosić tyle, ile w każdej z dwóch, to się złamię w najszerszym miejscu. Tyle to nawet Kołecki nie podniesie
05-06-2009 11:37 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>jedno z przedstawień ukazuje go z pięcioma głowami, najważniejsze przedstawienia co do rąk to dwie i szesnaście, a są nawet takie z dwudziestoma. Hanuman może się schować! ^_^
>Nie, dwadzieścia to już przesada. Jak będę w każdej z dwudziestu rąk nosić tyle, ile w każdej z dwóch, to się złamię w najszerszym miejscu. Tyle to nawet Kołecki nie podniesie

Ja bym miał inny kłopot. Jak uszyć spodnie z dwudziestoma kieszeniami.
Pozdrawiam
szperacz (2861 punktów)
>Ganesha, mój ulubiony bóg w wersji hindi, czasami ma tylko dwie ręce i tańczy (często na szczurze, na którym też jeździ - ciężkie jest życie szczura..), albo trzyma Mahabharatę (bo to wg jednej z wersji on napisał, własnym ułamanym kłem, który zresztą często w tym przedstawieniu trzyma w drugiej łapce i ma zamyślenie na twarzy), albo wygląda jeszcze inaczej - jedno z przedstawień ukazuje go z pięcioma głowami, najważniejsze przedstawienia co do rąk to dwie i szesnaście, a są nawet takie z dwudziestoma. Hanuman może się schować! ^_^

Ciekawe, ile Ganeśa może mieć trąb? Po jednej na głowę, czy więcej?
05-06-2009 13:39 
 Ocena 1 na 1
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Ciekawe, ile Ganeśa może mieć trąb? Po jednej na głowę, czy więcej?

Wiesz, nie jestem specjalistką w kwestii hinduskiej teologii, ale z tego co pamiętam, to raczej po jednej na głowę... Nie przypominam sobie wizerunku z dwoma trąbami, ale mogę się mylić.
Zasadniczo jedna trąba chyba wystarczy, skoro istnieją spory religijne o to, w jakim kierunku powinna być zwrócona i co to znaczy...:P


and that's it.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Ciekawe, ile Ganeśa może mieć trąb? Po jednej na głowę, czy więcej?
>Wiesz, nie jestem specjalistką w kwestii hinduskiej teologii, ale z tego co pamiętam, to raczej po jednej na głowę... Nie przypominam sobie wizerunku z dwoma trąbami, ale mogę się mylić.
> Zasadniczo jedna trąba chyba wystarczy, skoro istnieją spory religijne o to, w jakim kierunku powinna być zwrócona i co to znaczy...:P

Poszukaj na wyspach Bergamutach.

czasdzieci(*)71-na_wyspach_bergamutach.html
05-06-2009 14:44 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Poszukaj na wyspach Bergamutach.
>czasdzieci(*)71-na_wyspach_bergamutach.html

A Tobie o co chodzi? Interesuję się mitologią hinduską, ciekawa rzecz. Piękne rytuały. Fantastyczne rzeźby. I jak śpiewają!
Ty myślałeś, że ja w to wierzę...?!

O_o


and that's it.
Vytautas (4394 punktów)
>>Poszukaj na wyspach Bergamutach.
>>czasdzieci(*)71-na_wyspach_bergamutach.html
>A Tobie o co chodzi? Interesuję się mitologią hinduską, ciekawa rzecz. Piękne rytuały. Fantastyczne rzeźby. I jak śpiewają!
>Ty myślałeś, że ja w to wierzę...?!
>O_o
>
and that's it.


   Jakże wielu jest ludzi, którzy są skłonni wierzyć w każdą bzdurę, pod warunkiem że będzie dostatecznie piękna i dostatecznie dziwaczna.
   Także odwrotnie, ludzie ci nie wierzą w oczywiste prawdy, jeśli nie są one piękne. Dla przykładu -- nie może być prawdą, że człowiek pochodzi od małpy, bo małpa jest brzydka, głupia i niepoważna.
05-06-2009 15:54 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
>   Jakże wielu jest ludzi, którzy są skłonni wierzyć w każdą bzdurę, pod warunkiem że będzie dostatecznie piękna i dostatecznie dziwaczna.
>   Także odwrotnie, ludzie ci nie wierzą w oczywiste prawdy, jeśli nie są one piękne. Dla przykładu -- nie może być prawdą, że człowiek pochodzi od małpy, bo małpa jest brzydka, głupia i niepoważna.

Hmpf... co to ma do rzeczy? Wy chyba chłopcy się pogubiliście.. Idźcie poczytać sobie moje posty, to pogadamy. Bo mnie się nie chce tłumaczyć z mojego hobby.

A człowiek nie pochodzi od małpy. Człowiek ma wspólnego przodka z małpą.


and that's it.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
Wy chyba chłopcy się pogubiliście.. Idźcie poczytać sobie moje posty, to pogadamy. Bo mnie się nie chce tłumaczyć z mojego hobby.

Ta, już lete. Drogowskazów szukam. Do Ponurowa.
05-06-2009 17:29 
 Ocena 1 na 1
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Ta, już lete. Drogowskazów szukam. Do Ponurowa.

Nie wiem jak Ty, ale Vytautas na pewno powinien..

and that's it.
Vytautas (4394 punktów)
>>Ganesha, mój ulubiony bóg w wersji hindi, czasami ma tylko dwie ręce i tańczy (często na szczurze, na którym też jeździ - ciężkie jest życie szczura..), albo trzyma Mahabharatę (bo to wg jednej z wersji on napisał, własnym ułamanym kłem, który zresztą często w tym przedstawieniu trzyma w drugiej łapce i ma zamyślenie na twarzy), albo wygląda jeszcze inaczej - jedno z przedstawień ukazuje go z pięcioma głowami, najważniejsze przedstawienia co do rąk to dwie i szesnaście, a są nawet takie z dwudziestoma. Hanuman może się schować! ^_^
>Ciekawe, ile Ganeśa może mieć trąb? Po jednej na głowę, czy więcej?

   A czy Hanuman ma ogon?
   Oj, chyba nie ma, bo to nie amerykańska, tylko azjatycka małpa.
Elka I Ponura (7473 punktów)
>   A czy Hanuman ma ogon?
>   Oj, chyba nie ma, bo to nie amerykańska, tylko azjatycka małpa.

Oczywiście, że ma.
;P

and that's it.
Jankowski agnostyk (405 punktów)

>Co wy o tym sądzicie?

Kompletne dno.
03-06-2009 21:26 
 Ocena 3 na 3
Woźnicki (143 punktów)
czasem czytam na tych forach jakieś kompletne i absolutnie nie przemyslane bzdury..rozczarowanie.
jakieś akademickie pierdy, przekopiowane czyjeś myśli, które bardzo często są niezręcznie zinterpretowane...
jakiś zakompleksiony ból autorów postów bije z niektórych wypowiedzi..
nihilista.
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>czasem czytam na tych forach jakieś kompletne i absolutnie nie przemyslane bzdury..rozczarowanie.
>jakieś akademickie pierdy, przekopiowane czyjeś myśli, które bardzo często są niezręcznie zinterpretowane...
>jakiś zakompleksiony ból autorów postów bije z niektórych wypowiedzi..
>nihilista.
Ok. A teraz opowiedz swoja historie.

czym są sowy, skoro nie są tym czym się wydają
rutosides (143 punktów)
>>czasem czytam na tych forach jakieś kompletne i absolutnie nie przemyslane bzdury..rozczarowanie.
>>jakieś akademickie pierdy, przekopiowane czyjeś myśli, które bardzo często są niezręcznie zinterpretowane...
>>jakiś zakompleksiony ból autorów postów bije z niektórych wypowiedzi..
>>nihilista.
>Ok. A teraz opowiedz swoja historie.
>
czym są sowy, skoro nie są tym czym się wydają

tak.juz opowiadam
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
>Załóżmy, że Bóg istnieje i jest on nieskończenie dobry i kocha człowieka, czy mógłby on mieć
>pretensje do agnostyka, czy ateisty, który w niego nijak nie może uwierzyć, bo tak został
>ukształtowany, ale stara się być po prostu dobrym człowiekiem?
>i czy mógłby lubić dajmy na to ojca Rydzyka, który uprawia manipulację i jest co najmniej świnią
>medialną?
>Co wy o tym sądzicie?

Logicznie rzecz ujmując przy założeniach, że Bóg istnieje i jest on nieskończenie dobry i kocha człowieka, nie mógły on mieć pretensji do nikogo.

Praktycznie rzecz ujmując, założenie, że Bóg istnieje i jest on nieskończenie dobry i kocha człowieka, nie ma żadnych konsekwencji dla mojego życia jako ateisty/agnostyka. Poczynienie takiego założenia, nie sprowokowałoby mnie do zmiany ani na lepsze ani na gorsze.

postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
03-06-2009 22:20 
 Ocena 5 na 5
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
>>Załóżmy, że Bóg istnieje i jest on nieskończenie dobry i kocha człowieka, czy mógłby on mieć
>>pretensje do agnostyka, czy ateisty, który w niego nijak nie może uwierzyć, bo tak został
>>ukształtowany, ale stara się być po prostu dobrym człowiekiem?
>>i czy mógłby lubić dajmy na to ojca Rydzyka, który uprawia manipulację i jest co najmniej świnią
>>medialną?
>>Co wy o tym sądzicie?
>Logicznie rzecz ujmując przy założeniach, że Bóg istnieje i jest on nieskończenie dobry i kocha człowieka, nie mógły on mieć pretensji do nikogo.
>Praktycznie rzecz ujmując, założenie, że Bóg istnieje i jest on nieskończenie dobry i kocha człowieka, nie ma żadnych konsekwencji dla mojego życia jako ateisty/agnostyka. Poczynienie takiego założenia, nie sprowokowałoby mnie do zmiany ani na lepsze ani na gorsze.
>
postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym


hej,
Jeżeli bóg jest nie tylko nieskończenie ale po prostu ... dobry , to nie może być w najmniejszym stopniu zainteresowany tym czy ktoś w niego wierzy czy też nie !
Faktem jest jednak to , że bóstwo biblijne niczym nie jest tak bardzo zainteresowane jak tym aby w nie i tylko w nie wierzyć , bezkompromisowo i absolutnie i bezwarunkowo !
A to świadczy jednoznacznie o tym , że jest to idea wybitnie destrukcyjna i dewastacyjna i degenerująca , tak pod względem intelektualnym jak i etycznym !
makuś
05-06-2009 07:18 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
Cytat:
Faktem jest jednak to , że bóstwo biblijne niczym nie jest tak bardzo zainteresowane jak tym aby w nie i tylko w nie wierzyć , bezkompromisowo i absolutnie i bezwarunkowo !
A to świadczy jednoznacznie o tym , że jest to idea wybitnie destrukcyjna i dewastacyjna i degenerująca , tak pod względem intelektualnym jak i etycznym !


A czy dopuszczalna jest myśl iż stwórców świata może być tylu ile jest religii? Czy dopuszczalna jest w ogóle myśl iż mogłoby być ich wielu?
Skoro więc nie dopuszczasz iż jest jakikolwiek, to znaczy iż dopuszczasz to "bezkompromisowo i absolutnie i bezwarunkowo" do siebie. No cóż, ateizm jest to więc "idea wybitnie destrukcyjna i dewastacyjna i degenerująca , tak pod względem intelektualnym jak i etycznym".

Bo mnie się wydaje iż to właśnie idea iż mogłoby być ich wielu byłaby wyjątkowo "destrukcyjna i dewastacyjna i degenerująca , tak pod względem intelektualnym jak i etycznym".
05-06-2009 10:27 
 Ocena 3 na 3
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
> Cytat:
Faktem jest jednak to , że bóstwo biblijne niczym nie jest tak bardzo zainteresowane jak tym aby w nie i tylko w nie wierzyć , bezkompromisowo i absolutnie i bezwarunkowo !
>A to świadczy jednoznacznie o tym , że jest to idea wybitnie destrukcyjna i dewastacyjna i degenerująca , tak pod względem intelektualnym jak i etycznym !
>

> A czy dopuszczalna jest myśl iż stwórców świata może być tylu ile jest religii? Czy dopuszczalna jest w ogóle myśl iż mogłoby być ich wielu?
> Skoro więc nie dopuszczasz iż jest jakikolwiek, to znaczy iż dopuszczasz to "bezkompromisowo i absolutnie i bezwarunkowo" do siebie. No cóż, ateizm jest to więc "idea wybitnie destrukcyjna i dewastacyjna i degenerująca , tak pod względem intelektualnym jak i etycznym".
> Bo mnie się wydaje iż to właśnie idea iż mogłoby być ich wielu byłaby wyjątkowo "destrukcyjna i dewastacyjna i degenerująca , tak pod względem intelektualnym jak i etycznym".
>
hej,
Rozumiem , że kompletnie nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi .
Po drugie posługujesz się prymitywnym odbijaniem piłeczki co nie zawsze jest sensowne a szczególnie wtedy nie jest kiedy nie gra się w tenisa a rozmawia .

Faktem jest jednak to , że bóstwo biblijne niczym nie jest tak bardzo zainteresowane jak tym aby w nie i tylko w nie wierzyć , bezkompromisowo i absolutnie i bezwarunkowo !
Jeżeli masz ochotę to zachęcam do kontemplacji i medytacji nad tą wypowiedzią !
Postaraj się zrozumieć co ona oznacza i może oznaczać !
pozdrawiam serdecznie
makuś
06-06-2009 01:47 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
hej,
zachęcam cię i ja do kontemplacji i do medytacji nad swą wypowiedzią.

Poza tym, to co nazywasz "prymitywnym odbijaniem piłeczki" to podstawowa zasada logiki (i nie tylko zresztą): jeśli stosujesz jakieś rozumowanie, to uważaj czy nie świadczy ono zarazem przeciwko tobie (twojemu rozumowaniu). Za pomocą takiego "prymitywnego odbijania piłeczki" podważano wiele nonsensownych wniosków, teorii na przestrzeni całych dziejów filozofii, nauki i z powodzeniem jest to stosowane do dzisiaj przez najwybitniejsze umysły, które przyczyniały się do rozwoju ludzkiej myśli itd.

Skoro więc wysnułeś swój "genialny" wnioseczek iż wiara w jednego Boga to "idea wybitnie destrukcyjna i dewastacyjna i degenerująca , tak pod względem intelektualnym jak i etycznym", to może byś mi wytłumaczył - po krótkiej kontemplacji i medytacji nad "genialnym" osiągnięciem twojej życiowej refleksji - jak sam to rozumiesz. hej
07-06-2009 22:23 
 Ocena 1 na 1
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
>hej,
>zachęcam cię i ja do kontemplacji i do medytacji nad swą wypowiedzią.
>Poza tym, to co nazywasz "prymitywnym odbijaniem piłeczki" to podstawowa zasada logiki (i nie tylko zresztą): jeśli stosujesz jakieś rozumowanie, to uważaj czy nie świadczy ono zarazem przeciwko tobie (twojemu rozumowaniu). Za pomocą takiego "prymitywnego odbijania piłeczki" podważano wiele nonsensownych wniosków, teorii na przestrzeni całych dziejów filozofii, nauki i z powodzeniem jest to stosowane do dzisiaj przez najwybitniejsze umysły, które przyczyniały się do rozwoju ludzkiej myśli itd.
>Skoro więc wysnułeś swój "genialny" wnioseczek iż wiara w jednego Boga to "idea wybitnie destrukcyjna i dewastacyjna i degenerująca , tak pod względem intelektualnym jak i etycznym", to może byś mi wytłumaczył - po krótkiej kontemplacji i medytacji nad "genialnym" osiągnięciem twojej życiowej refleksji - jak sam to rozumiesz. hej
>

hej,
Tak , w sumie masz rację !
Dzięki najwybitniejszym umysłom jesteśmy ( przynajmniej częściowo ) w innym miejscu niż nasi przodkowie składający krwawe ofiary swym bóstwom !
Bóstwom , zawsze najsilniejszym , najpiękniejszym , najmądrzejszym - dla ich wyznawców !
Wyznawca bóstwa nie uznaje dzielenia się z innymi w przymiotach , którymi obdarza swego idola !
Dla wyznawcy danego bóstwa - owe bóstwo jest zawsze NAJ !
Na przestrzeni tysięcy lat ludzkość wyznawała setki i tysiące różnych kultów .
Różnych ale przecież w swej istocie takich samych !
Bóstwo domaga się zawsze kultu , podziwu i posłuszeństwa .
W zamian za to obiecuje swemu wyznawcy łaskę i miłosierdzie , obiecuje mu , że nie będzie się nad nim znęcać i pastwić a może nawet nagrodzi go tym i tamtym .
Ja wyciągam z tych faktów wnioski !
Jestem przekonany , że ty też to potrafisz !
pozdrawiam
makuś
08-06-2009 07:38 
 Ocena 1 na 3
atreYOU (971 punktów)
hey, po raz kolejny

gdy mam do czynienia z emocjami, nie widzę - przynajmniej początkowo mnie to "cofa" - powodu, ani sensu, aby używać argumentów, szczególnie jeśli argumenty oponenta to tylko kolejna emocjonalnie przetransponowana wersja poprzednich - w wielkim cudzysłowie - "argumentów". No cóż, jestem jednak otwarty na wszelkie argumenty, jak może wielu już zauważyło na tym forum i potrafię intelektualnie - czasami wręcz nawet do śmieszności - podejść do wszystkiego. Bo - jak już kiedyś powiedziałem i powtarzam to w różnych formach co chwilę - nie ma kwestii przed którą analityczny ludzki umysł mógłby i powinien się wycofać. Nie wszyscy mają na tyle "zimnej krwi" aby temu podołać.

odniosę się więc do poszczególnych twoich... argumentów, chociaż w gruncie rzeczy nie można ich tak nazwać, bo ty chyba sam nie wiesz o czym niby miałyby one świadczyć. Są to raczej zarzuty, chociaż nie wiadomo przeciwko komu, czy też czemu, no bo przecież nie przeciwko idei - idee, które uważa się za niesłuszne, podważa się argumentami godzącymi w podstawy samej idei. Najpierw jednak trzeba umieć te podstawy określić, aby móc np. dowieść iż są one "wyssane z palca" itd.

nie interesuje mnie więc jak trzy tysiące lat temu wiarę pojmowali Aztekowie, czy Majowie, ale jak jest ona pojmowana przez niektórych dzisiaj, co było skutkiem odejścia od tych idiotycznych praktyk.

niestety jednak podejście wielu ateistów do wiary wynika niemalże z ignorancji tego, co ja nazywam postępem odnośnie rozumienia wiary i jej źródła.

to, iż nawet współcześnie mamy do czynienia w niektórych kręgach, a właściwie ugrupowaniach społecznych, w szczególności na "wschód od Edenu", z takim podejściem do wiary i jej źródła, które pozwalały na podobne praktyki, nie świadczy o tym iż wiara i Bóg ma coś z tym wspólnego, czyli z tym co w ich imieniu robią z całkiem innych przyczyn co niektórzy. Jeśli nie jesteś w stanie wziąć tego pod uwagę, to już twoja sprawa.

Cytat:
Bóstwom , zawsze najsilniejszym, najpiękniejszym , najmądrzejszym - dla ich wyznawców !


ludzie wierzący wierzą w Boga, Stwórcę. Widzą oni Jego dzieło i podziwiają je. Kiedy przestają je podziwiać - zaczynają je niszczyć. Każdy człowiek jest w stanie sobie wyobrazić świat bez zła, cierpienia itd. Zło jest zawsze jakimś brakiem, niedostatkiem, skrzywieniem itd. Nie jest czymś co wypełnia świat: brak nie może niczego wypełniać. My jednak poznajemy iż jest to właśnie jakiś brak, skrzywienie, niedostatek itd. Rozumiemy, że jest to zbędne, niepotrzebne i moglibyśmy sobie bez tego poradzić. Nie czujemy jednak tego, kiedy myślimy o Bogu, bo On nie jest zbędny. Jeśli potrafisz dowieść, że jest odwrotnie, albo przynajmniej ruszysz głową i spróbujesz - chętnie cię wysłucham. Trzeba jednak wiedzieć jak się za to zabrać. Ja mam cię tego uczyć? To ty przecież jesteś ateistą. Ty w pierwszym rzędzie powinieneś to wiedzieć.

gdybyś więc, tak jak mówisz, wyciągał wnioski z faktów - dokonałbyś np. czegoś takiego: takie, a takie fakty, przeczą temu a temu. Nie będziesz przecież udowadniał iż On istnieje, ale jest okrutny itd. a więc nie warto w niego wierzyć. W pierwszym rzędzie więc powinieneś obalić ideę, której się przeciwstawiasz: Bóg istnieje i jest Stwórcą tego świata.

ja już jednak dawno temu zrozumiałem iż ateizm to nic więcej jak tylko uciekanie od istoty problemu/ów, które w jego ramach się podnosi, nawet wręcz ignorowanie ich.

co więcej, przekonałem się, choćby na tym forum, iż coś takiego jak podstawy ateizmu nie istnieje. Nawet takie, o których można by powiedzieć iż są lipne, czy też " wyssane z palca"... bo nawet sami ateiści ich nie uznają, albo przynajmniej nie muszą, a więc nie na tym polega ich ateizm. Kim więc oni są? Na czym on polega? Tego też dowiedziałem się również na tym forum: działaczami. Chcą się liczyć, choć tylko jeden Bóg wie po co i co ma być takim znakiem rozpoznawczym choćby w postaci jakiejś myśli przewodniej, idei, o których czytam tutaj choćby w Deklaracji. Mnie się wydawało iż ateista to ktoś kto twierdzi iż Boga nie ma itd. No cóż, z tym jednak ateiści nie dyskutują. Intelektualne podejście do tego zagadnienia jest dla nich zbędne, ponieważ wierzący też nie potrafią według nich dowieść iż ta idea jest słuszna, a jednak uznają że jest słuszna: mówią przecież "Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba i Ziemi." Jesteś jednak pewien ateisto iż nie potrafią i nigdy tego nie robili? A ty kiedy ostatnio próbowałeś dowieść iż jest odwrotnie, czyli tak jak twierdzisz? Znasz argumenty przeciwników i zwolenników tego stwierdzenia? Rozumiesz je? A skoro uważasz że jednym się udało, a drugim nie - to znaczy, że potrafisz tego dowieść. Ba, ostatnią linią twojej obrony jest ostatecznie relatywizm: dowiedziono przecież, że niczego nie można dowieść, a już na pewno nie warto się o to starać. Oczywiście, to też potrafisz uzasadnić.

początkowo miałem zamiar napisać coś o szkodliwości ateizmu, ale historię XX-go wieku każdy chyba zna. Ja oczywiście nie uważam iż ateizm sam w sobie ma coś z tym wspólnego. Stosując jednak tę samą logikę co ateiści mógłbym bez problemu dowieść i potwierdzić to wieloma dokumentami iż w tym sensie miał z tym coś wspólnego. Zanim więc zaczniesz dowodzić iż wiara w Boga i on sam ma coś wspólnego z praktykami przez ciebie wymienionymi, to ja tym samym dowiodę iż nie wiara w Boga zarówno w sensie stricte intelektualnym jak i moralnym degraduje istotę ludzką - choćby dlatego iż ateizm fałszuje rzeczywistość, a coś takiego nie może mieć pozytywnych skutków, gdyż ogranicza zarówno w sensie intelektualnym jak i moralnym - tak jak wg ateistów (setki wypowiedzi różnych ateistów na tym forum to potwierdzają - w tym twoje)
czyni to wiara.
08-06-2009 08:30 
 Ocena 4 na 6
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>No cóż, jestem jednak otwarty na wszelkie argumenty, jak może wielu już zauważyło na tym forum i potrafię intelektualnie - czasami wręcz nawet do śmieszności - podejść do wszystkiego. Bo - jak już kiedyś powiedziałem i powtarzam to w różnych formach co chwilę - nie ma kwestii przed którą analityczny ludzki umysł mógłby i powinien się wycofać. Nie wszyscy mają na tyle "zimnej krwi" aby temu podołać.

"Śpiewać każdy może czasem lepiej czasem gorzej..."

> ludzie wierzący wierzą w Boga, Stwórcę. Widzą oni Jego dzieło i podziwiają je. Kiedy przestają je podziwiać - zaczynają je niszczyć. Każdy człowiek jest w stanie sobie wyobrazić świat bez zła, cierpienia itd. Zło jest zawsze jakimś brakiem, niedostatkiem, skrzywieniem itd. Nie jest czymś co wypełnia świat: brak nie może niczego wypełniać. My jednak poznajemy iż jest to właśnie jakiś brak, skrzywienie, niedostatek itd. Rozumiemy, że jest to zbędne, niepotrzebne i moglibyśmy sobie bez tego poradzić. Nie czujemy jednak tego, kiedy myślimy o Bogu, bo On nie jest zbędny.

Jest tak samo potrzebny jak proteza nogi dla człowieka mającego sprawne nogi.

>Jeśli potrafisz dowieść, że jest odwrotnie, albo przynajmniej ruszysz głową i spróbujesz - chętnie cię wysłucham.
Udowodnić należy, że "coś" jest, istnieje, miało miejsce a nie tego że jest "nic"

>początkowo miałem zamiar napisać coś o szkodliwości ateizmu, ale historię XX-go wieku każdy chyba zna.

Historię chrześcijaństwa też.

Cała twoja wypowiedź to typowy bełkot. Trudno się odnieść do tego bo sensu nie ma.

A zdania zaczyna się z dużej litery.
09-06-2009 03:29 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
minus za minus.

ps. gdybyś wniknęła w ten bełkot, przekonałabyś się, że tak bełkoczą ludzie, którzy tworzyli i tworzą nadal tę cywilizację, ludzką myśl, kulturę itd. Podać ci linki? Nazwiska? Znasz je, przynajmniej ze słyszenia. Oczywiście, nie podam ci tych linków, ani nazwisk. To ty jesteś oczytana i zaznajomiona ze wszystkim co jest dla ciebie bełkotem. Człowiek oczytany bez problemu odnajdzie choćby dla tej wypowiedzi odniesienia

> ludzie wierzący wierzą w Boga, Stwórcę. Widzą oni Jego dzieło i podziwiają je. Kiedy przestają je podziwiać - zaczynają je niszczyć. Każdy człowiek jest w stanie sobie wyobrazić świat bez zła, cierpienia itd. Zło jest zawsze jakimś brakiem, niedostatkiem, skrzywieniem itd. Nie jest czymś co wypełnia świat: brak nie może niczego wypełniać. My jednak poznajemy iż jest to właśnie jakiś brak, skrzywienie, niedostatek itd. Rozumiemy, że jest to zbędne, niepotrzebne i moglibyśmy sobie bez tego poradzić. Nie czujemy jednak tego, kiedy myślimy o Bogu, bo On nie jest zbędny.

Jest tak samo potrzebny jak proteza nogi dla człowieka mającego sprawne nogi.

...do której ty się w taki infantylny sposób odniosłaś. Rusz więc głową, albo odwiedź przynajmniej szkolną bibliotekę ...Ale to tak jak się komuś wydaje iż wiedza sama przychodzi z poranną herbatką. Zresztą, prawda jest bardziej okrutna - niechęć do wnikania w zdobycze ludzkiej wiedzy, wybiórczy stosunek do niej przy jednoczesnej jej nieznajomości (co jest skutkiem tego pierwszego), owocuje tym iż do ludzkiego umysłu niewiele jest w stanie dotrzeć.

zamiast więc obrażać innych za to, że znają i potrafią, pogarb się trochę sama nad tym i owym... a - sorry, za ten skrajny optymizm - zyskasz wiedzę, która pozwoli ci odnieść się do tego, co teraz jest dla ciebie tylko bełkotem. Druga strona okrutnej prawdy jest bowiem taka, iż na zrozumienie niektórych osiągnięć naszej kultury, lektur itd. - trzeba po prostu popracować. Bywa też tak iż
najpierw się je odrzuca, bo niezrozumiałe, lub wręcz bezsensowne itd. Jakiś czas potem ta sama lektura trafia przypadkiem do ręki i się okazuje, że jednak to ma jakiś sens i że warto go poznać i rozwinąć. Ja osobiście znam niewielu (żadnego) nastolatków (w przedziale od osiemnastu do dwudziestu trzech "ze świecą" parę osób może w Polsce by się znalazło), którzy potrafiliby przebrnąć chociażby przez taką "Krytykę czystego rozumu" Kanta, "Bycie i czas" Heidegger'a, a które jeszcze wcale nie należą do tych "trudnych". Oczywiście, możesz uznać iż sięganie po te i im podobne pozycje jest ci do niczego nie potrzebne... z całym szacunkiem jednak, mogłabyś przynajmniej nie udawać, że potrafisz ocenić co jest bełkotem, a co nie.
08-06-2009 23:33 
 Ocena 2 na 2
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
nie interesuje mnie więc jak trzy tysiące lat temu wiarę pojmowali Aztekowie, czy Majowie, ale jak jest ona pojmowana przez niektórych dzisiaj, co było skutkiem odejścia od tych idiotycznych praktyk.

hej,
Dziękuje za tak obszerną wypowiedź !
Powyższe , zacytowane przeze mnie zdanie wyraża jednoznacznie , że wiara jest wyłącznie dowolnie uznaniową i całkowicie wybiórczą fantazją i intuicją .
Nie interesują cię święte księgi a więc sam tworzysz swoje własne świętości .
Interpretujesz je tak jak potrzebujesz i tak jak ci się wydaje .
To co nazywasz idiotyczną praktyką kiedyś było święte .
Za tysiąc lat to co ty nazywasz świętym zostanie uznane za idiotyczne .
Ponieważ sam fakt uznawania czegokolwiek za ostateczne , definitywne , niezmienne jest zakłamywaniem rzeczywistości , która przekonuje nas o tym , że ewoluuje . Permanentnie ewoluuje !
Ewoluuje również religia i wiara , zmieniają się wartości i interpretacje .
Ciekawe jest to , że każdy wierzący , właśnie swoją wiarę uznaje za absolutnie definitywną i ostateczną .

Chciałbym dowiedzieć się w co TY konkretnie wierzysz , na jakiej podstawie i dlaczego akurat w to ?
Jaki masz stosunek do swojej wiary ?
Uważasz , że jest ona doskonała i idealna i nie podlegająca żadnym korektom a jeżeli podlega korektom to jakim , jak rozpoznajesz jej deficyty i braki i wady ?

makuś
09-06-2009 06:07 
 Ocena 2 na 2
atreYOU (971 punktów)
Cytat:
sam fakt uznawania czegokolwiek za ostateczne , definitywne , niezmienne jest zakłamywaniem rzeczywistości , która przekonuje nas o tym , że ewoluuje . Permanentnie ewoluuje !
Ewoluuje również religia i wiara , zmieniają się wartości i interpretacje .
Ciekawe jest to , że każdy wierzący , właśnie swoją wiarę uznaje za absolutnie definitywną i ostateczną .



Słowo ewoluuje w tej sytuacji powinieneś zastąpić słowem: rozwija się, postępuje ku lepszemu zrozumieniu i poznaniu rzeczywistości, w tym rzeczywistego wymiaru wiary i jej źródła. Każda dziedzina ludzkiej wiedzy rozwija się itd. W każdej dziedzinie ludzkiej wiedzy mamy do czynienia z dążeniem do wiedzy pewnej i ostatecznej. Powiedz jakiemuś fizykowi, chemikowi, biologowi, doktorowi nauk medycznych iż nie ma do czynienia z wiedzą pewną i niepodważalną, ani też z dążeniem do takiej wiedzy, a ci powie, że gdyby miało tak być to on już nie widziałby sensu w zajmowaniu się tą dziedziną.

Jeśli chodzi o wiarę, to tu chodzi o istnienie Boga, Stwórcy. Ateista uznaje swoje twierdzenie o nie istnieniu Boga za niepodważalne i zgodne z rzeczywistością, w której On nie istnieje i jest w niej niepotrzebny, zbędny itd.

Bez względu na to czy człowiek wierzący jest muzułmaninem, wyznawcą judaizmu, chrześcijaninem itd., modli się on do Boga, Stwórcy. Tak naprawdę modlitwa nie ma jakiejś jednej, określonej formy. Rzecz jednak w tym iż człowiek modli się również w sposób rozumowy, posługując się pojęciami zaadaptowanymi z kultury. Dlatego też kultura musi zadbać zawsze o jakieś wzorce. Dziecko się przecież wychowuje, uczy itd. Nie rodzi się z żadną wiedzą, z żadnymi pojęciami w głowie.

Ty ciągle jak widzę poruszasz kwestię, dlaczego i która z religii jest prawdziwa i jak mielibyśmy to osądzić. Czy wyznawcy jednej religii będą w nieskończoność potępiać wyznawców innej religii itp. Czemu Bóg w którego wierzy chrześcijanin ma być prawdziwy, a nie ten w którego wierzy akurat muzułmanin? Rzecz w tym iż wszelkie różnice są tylko kwestią ludzką, Bóg jest (o ile ma być) jest tylko jeden. Gdzie więc i w czym są te różnice? W możliwościach adaptacyjnych człowieka tej prawdy, do poznania której jest stworzony i którą musi poznać, o ile będzie do jej poznania dążył.

Druga kwestia to to, co nazywamy objawieniami. Mojżesz miał objawienia dla jednych a dla innych Mahomet miał objawienia. Które są prawdziwe? Do którego przemówił Bóg, a do którego nie? Jezus był Synem Bożym, czy tylko jednym z proroków, jak to jest w islamie? Komu wierzyć? Zginął na krzyżu i zmartwychwstał, jak to jest w chrześcijaństwie, czy to nie Jego ukrzyżowano, ale Judasza, jak to jest w islamie? Komu wierzyć? ...Ja mogę, jako człowiek rozumny, poddać to jedynie ocenie intelektu. Jeśli więc o mnie chodzi, to islam powstał sześć wieków po narodzinach Chrystusa i powstania chrześcijaństwa. Mahomet był wojownikiem, który pod jednym szyldem chciał zebrać wszystkie ówczesne klany, rody i plemiona i stworzyć jeden naród. Plemiona te miały odmienne bóstwa, tradycje itd. Chrześcijaństwo i judaizm były ówcześnie jedynymi religiami monoteistycznymi. Mahomet więc musiał aby zjednoczyć i umocnić te ludy albo ochrzcić siebie i innych, albo... Tak więc zaadaptował chrześcijaństwo i judaizm łącząc je z pewnymi aspektami wierzeń obecnych już wśród tych plemion. Krótko mówiąc, dla mnie jedyną autentyczną historycznie religią monoteistyczną jest chrześcijaństwo i judaizm, jako pierwsze i wewnętrznie każde w sobie najbardziej spójne i podnoszące kulturę i rozumienie człowieka jak i Boga na wyższy poziom. W przypadku chrześcijaństwa na najwyższy, równorzędny z judaizmem. Istnienie Boga uznaję za prawdę dowiedzioną, ponieważ z pewnych intelektualnych względów konieczną i nie do zastąpienia. Uznaję Jezusa Chrystusa za Syna Bożego Jednorodzonego, zmartwychwstałego, ponieważ nie widzę żadnych powodów dla których miałbym to odrzucić. Wręcz przeciwnie, utwierdzam się w tym coraz bardziej. Uznaję Kościół Katolicki za najwierniejsze tej prawdzie medium i pochodzące bezpośrednio z ustanowienia Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Zgadzam się również z Kościołem Katolickim co do kultu Maryi, matki Jezusa, kultu świętych i błogosławionych. Co do bardziej szczegółowej nauki Kościoła zależnej już oczywiście od kontekstu i czasu itp. itd. to mam oczywiście w wielu kwestiach swoje zdanie i potrafię je sobie wyrobić ponieważ intelektualnie mnie na nie stać, jak myślę.
...Jak więc widzisz nie mam nic do ukrycia i nie wstydzę się mówić tego w co wierzę i co uznaję za prawdę. Szanuję wszystkich ludzi wierzących bez względu na religię, której są wyznawcami. Intelekt jednak nie pozwala mi uznawać równoważności wszystkich religii. Uznaję tylko prawo każdego do wyznawania takiej religii, jaką chce i czuje, że powinien wyznawać. Nie widzę też w tym nic szkodliwego. Ani ja nikomu, ani nikt mnie nie będzie się "rzucał do gardła" tylko dlatego iż ja jestem chrześcijaninem, a nie np. muzułmaninem. Ja uznaję swoją religię za najbliższą prawdzie o człowieku i Bogu, a więc za najbardziej zgodną z rzeczywistością i najbardziej odpowiadającą potrzebom człowieka, dopełniającą go wręcz. Jeśli np. muzułmanin uważa swoją religię za najbliższą prawdzie o człowieku i Bogu itd., to znaczy, że dąży do tej samej prawdy co ja i każdy człowiek.

Wszelkie tzw. konflikty na tle religijnym mają podłoże zupełnie w czym innym, a religia jest rzeczywiście tylko tłem, gdyż iskra pada zupełnie z innego źródła i co innego jest źródłem konfliktu. ... Nikt przecież nie będzie się bił o wiedzę, której nie rozumie - bo jeśli rozumie, to znaczy, że już nie widzi powodów aby się o nią bić, gdyż w ten sposób przeczył by jej samej. A skoro się o nią bije, to znaczy że jej nie rozumie. A skoro nie rozumie - to co ona ma z tym wspólnego?
10-06-2009 23:16 
 0 na 2
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
. Uznaję Jezusa Chrystusa za Syna Bożego Jednorodzonego, zmartwychwstałego, ponieważ nie widzę żadnych powodów dla których miałbym to odrzucić. Wręcz przeciwnie, utwierdzam się w tym coraz bardziej. Uznaję Kościół Katolicki za najwierniejsze tej prawdzie medium i pochodzące bezpośrednio z ustanowienia Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Zgadzam się również z Kościołem Katolickim co do kultu Maryi, matki Jezusa, kultu świętych i błogosławionych

hej,
Bardzo dziękuję ci za odpowiedź !
Ja nie widzę w twojej wypowiedzi niczego innego prócz dowolnej uznaniowości .
Tobie się tak po prostu wydaje !!!
Nie dostrzegam w twojej wypowiedzi żadnych argumentów prócz ... wiary w to , że to w co wierzysz jest prawdziwe .
Twoja wiara to wypadkowa przyzwyczajeń , oczywistości i braku dystansu i samokrytyki wobec swych wyobrażeń i potrzeb i pragnień .
Istniejesz w systemie zamkniętym , samo się wyjaśniającym , tautologicznym .
Powiem tak :
Uznaję , że w tej jaskinii mieszka niebieski niedźwiadek ponieważ nie widzę żadnych powodów dla których miałbym to odrzucić .

Ja - makuś ... widzę wiele powodów aby to odrzucić !
O czym piszę w moich wypowiedziach !

makuś
11-06-2009 10:18 
 Ocena 2 na 2
atreYOU (971 punktów)
Cytat:
Ja nie widzę w twojej wypowiedzi niczego innego prócz dowolnej uznaniowości .
Tobie się tak po prostu wydaje !!!


Dowolnej uznaniowości? Przeanalizujmy mój tekst, który tak, hmm, nieuznaniowo, ale obiektywnie oceniłeś.

Słowo ewoluuje w tej sytuacji powinieneś zastąpić słowem: rozwija się, postępuje ku lepszemu zrozumieniu i poznaniu rzeczywistości, w tym rzeczywistego wymiaru wiary i jej źródła. Każda dziedzina ludzkiej wiedzy rozwija się itd. W każdej dziedzinie ludzkiej wiedzy mamy do czynienia z dążeniem do wiedzy pewnej i ostatecznej. Powiedz jakiemuś fizykowi, chemikowi, biologowi, doktorowi nauk medycznych iż nie ma do czynienia z wiedzą pewną i niepodważalną, ani też z dążeniem do takiej wiedzy, a ci powie, że gdyby miało tak być to on już nie widziałby sensu w zajmowaniu się tą dziedziną.


Rozumiem, że to jest wniosek tylko uznaniowy, czyli mnie tylko się tak wydaje. Jak coś ci się w tym stwierdzeniu nie podoba, to się chociaż do tego odnieś, a nie... udawaj, że tego nie było. Dalej:

Jeśli chodzi o wiarę, to tu chodzi o istnienie Boga, Stwórcy. Ateista uznaje swoje twierdzenie o nie istnieniu Boga za niepodważalne i zgodne z rzeczywistością, w której On nie istnieje i jest w niej niepotrzebny, zbędny itd.

Rozumiem, że jest to tylko wniosek uznaniowy i że tak mi się tylko wydaje. Dalej:

Bez względu na to czy człowiek wierzący jest muzułmaninem, wyznawcą judaizmu, chrześcijaninem itd., modli się on do Boga, Stwórcy. Tak naprawdę modlitwa nie ma jakiejś jednej, określonej formy. Rzecz jednak w tym iż człowiek modli się również w sposób rozumowy, posługując się pojęciami zaadaptowanymi z kultury. Dlatego też kultura musi zadbać zawsze o jakieś wzorce. Dziecko się przecież wychowuje, uczy itd. Nie rodzi się z żadną wiedzą, z żadnymi pojęciami w głowie.


Co w tym jest uznaniowego, co w tym mnie się wydaje tylko? Dalej:

Ty ciągle jak widzę poruszasz kwestię, dlaczego i która z religii jest prawdziwa i jak mielibyśmy to osądzić. Czy wyznawcy jednej religii będą w nieskończoność potępiać wyznawców innej religii itp. Czemu Bóg w którego wierzy chrześcijanin ma być prawdziwy, a nie ten w którego wierzy akurat muzułmanin? Rzecz w tym iż wszelkie różnice są tylko kwestią ludzką, Bóg jest (o ile ma być) jest tylko jeden. Gdzie więc i w czym są te różnice? W możliwościach adaptacyjnych człowieka tej prawdy, do poznania której jest stworzony i którą musi poznać, o ile będzie do jej poznania dążył.


Możesz się z tym nie zgadzać, że te różnice są tylko kwestią ludzką, że Bóg, o ile ma być (patrz tytuł wątku) może być tylko jeden - ja jeden przynajmniej wychodzę poza coś więcej niż uznaniowość i "tak mi się wydaje" ponieważ używam argumentów, sugeruję interpretacje, rozumowe wyjaśnienia itd. Skoro nie potrafisz polemizować a tylko wygłaszać w kółko swoje sloganowe, sztampowe myślenie bez próby żadnej argumentacji, refleksji, zrozumienia itd, to przynajmniej nie zarzucaj mi tego, co jest twoją własną słabością. Dalej:

Istnienie Boga uznaję za prawdę dowiedzioną, ponieważ z pewnych intelektualnych względów konieczną i nie do zastąpienia. Uznaję Jezusa Chrystusa za Syna Bożego Jednorodzonego, zmartwychwstałego, ponieważ nie widzę żadnych powodów dla których miałbym to odrzucić. Wręcz przeciwnie, utwierdzam się w tym coraz bardziej. Uznaję Kościół Katolicki za najwierniejsze tej prawdzie medium i pochodzące bezpośrednio z ustanowienia Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Zgadzam się również z Kościołem Katolickim co do kultu Maryi, matki Jezusa, kultu świętych i błogosławionych. Co do bardziej szczegółowej nauki Kościoła zależnej już oczywiście od kontekstu i czasu itp. itd. to mam oczywiście w wielu kwestiach swoje zdanie i potrafię je sobie wyrobić ponieważ intelektualnie mnie na nie stać, jak myślę.

No właśnie, mam to zdanie i na nie mnie stać.

...Jak więc widzisz nie mam nic do ukrycia i nie wstydzę się mówić tego w co wierzę i co uznaję za prawdę. Szanuję wszystkich ludzi wierzących bez względu na religię, której są wyznawcami. Intelekt jednak nie pozwala mi uznawać równoważności wszystkich religii. Uznaję tylko prawo każdego do wyznawania takiej religii, jaką chce i czuje, że powinien wyznawać. Nie widzę też w tym nic szkodliwego. Ani ja nikomu, ani nikt mnie nie będzie się "rzucał do gardła" tylko dlatego iż ja jestem chrześcijaninem, a nie np. muzułmaninem. Ja uznaję swoją religię za najbliższą prawdzie o człowieku i Bogu, a więc za najbardziej zgodną z rzeczywistością i najbardziej odpowiadającą potrzebom człowieka, dopełniającą go wręcz. Jeśli np. muzułmanin uważa swoją religię za najbliższą prawdzie o człowieku i Bogu itd., to znaczy, że dąży do tej samej prawdy co ja i każdy człowiek.

Puste słowa, uznaniowość, wydaje mi się.

Wszelkie tzw. konflikty na tle religijnym mają podłoże zupełnie w czym innym, a religia jest rzeczywiście tylko tłem, gdyż iskra pada zupełnie z innego źródła i co innego jest źródłem konfliktu. ... Nikt przecież nie będzie się bił o wiedzę, której nie rozumie - bo jeśli rozumie, to znaczy, że już nie widzi powodów aby się o nią bić, gdyż w ten sposób przeczył by jej samej. A skoro się o nią bije, to znaczy że jej nie rozumie. A skoro nie rozumie - to co ona ma z tym wspólnego?

Czysty wniosek logiczny. Gdzie w tym uznaniowość, gdzie "wydaje mi się"?

I kończąc dysputę z tobą: jak cię nie stać na polemikę - to jej nie prowokuj tworząc co rusz różne wątki, na których ty sam powiesz ledwie co ci się wydaje i na tym kończysz wszelką polemikę. Nie potrafisz, albo po prostu ci się nie chce, odczytać nawet z cudzej wypowiedzi, tego co w niej jest zawarte, dowodząc tym samym tego iż sam tkwisz "w systemie zamkniętym , samo się wyjaśniającym , tautologicznym" a polemikę ze sobą traktujesz jak zbędną. Całe życie zleci ci w ten sposób, a się nawet nie zorientujesz.
11-06-2009 14:24 
 Ocena 1 na 3
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
Istnienie Boga uznaję za prawdę dowiedzioną, ponieważ z pewnych intelektualnych względów konieczną i nie do zastąpienia.

hej,
Widzisz , ja mam taką skłonność do tego aby drążyć temat !
Jeżeli obetniesz mi głowę to ta głowa mi nie odrośnie ... To jest prawda dowiedziona !
Potok słów które wypowiadasz jest twoim fantazjowaniem i ... właśnie uznaniową dowolnością , niczym innym !
Ty po prostu fantazjujesz , spekulujesz ... i zamiast przyznać się uczciwie do tego uzurpujesz i zawłaszczasz dla swoich fantazji pojęcie ... prawda !

Bardzo cię przeprszam ale ... ponieważ ty użyłeś tego narzędzia , ja też teraz z niego skorzystam , dobrze ?
Istnienie boga uważam za fantazje dowiedzioną , ponieważ z pewnych intelektualnych względów konieczną i nie do zastąpienia .

pozdrawiam serdecznie
makuś
11-06-2009 15:08 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
Cytat:
Widzisz , ja mam taką skłonność do tego aby drążyć temat !


Skłonność to za mało... Hm, że tak powiem... trzeba mieć jeszcze czym drążyć. A tobie brakuje narzędzi, jak widzę... ale popodniecać się zawsze możesz, bo póki co to tylko to robisz.
11-06-2009 15:42 
 0 na 2
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
> Cytat:
Widzisz , ja mam taką skłonność do tego aby drążyć temat !
>

>Skłonność to za mało... Hm, że tak powiem... trzeba mieć jeszcze czym drążyć. A tobie brakuje narzędzi, jak widzę... ale popodniecać się zawsze możesz, bo póki co to tylko to robisz.
>

hej,
Moje narzędzia są jak widać wystarczające !
Nie jesteś zdolny do tego aby udzielić innej odpowiedzi niż tej bazującej na twoich fantazjach !
makuś
11-06-2009 17:10 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
Udowodnij mi, że jestem w błędzie, a poszerzysz tylko moje horyzonty. Ja się prawdy nie boję.
12-06-2009 14:58 
 Ocena 1 na 1
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
>Udowodnij mi, że jestem w błędzie, a poszerzysz tylko moje horyzonty. Ja się prawdy nie boję.

hej,
Nie jestem w stanie !
Nie jestem w stanie udowodnić ci , że bóg w którego wierzysz jest twoją nadzieją , potrzebą , pragnieniem , fantazją , spekulacją .
Mogę jednak powiedzieć , że etycznie i intelektualnie bóg biblijny jest istotą poważnie kontrowersyjną , przypominającą raczej wyobrażenie o nadczłowieku posiadającym wielkie możliwości techniczne przy minimalnym wyobrażeniu o etyce .
Mogę też powiedzieć , że wiara w boga to niezwykle przyjemne i łatwe zapałnianie dziur naszej niewiedzy i niepewności .
Wiara w boga to wyobrażenie o tym jak może wyglądać jakaś forma cywilizacji poza ziemskiej .
Mogę ci opowiedzieć o tym , że istnieje taka cywilizacja , mogę podać ci setki szczegółów i twierdzić , że wiem to ponieważ zostało mi to objawione ... lub zostało objawione komuś komu ja bezgranicznie ufam .
Nie będziesz potrafił udowodnić mi , że jestem w błędzie !

W roku 1140 od wcielenia jezusa chrystusa , syna bożego gdy ukończyłam 42 lata i siedem miesięcy , w blasku błyskawic , wprost z otwartego nieba spłynęło na mnie ogniste światło. Przeszyło mi mózg , rozpaliło serce i piersi niczym płomień , który wszakże nie parzył ale ogrzewał tak jak słońce rozgrzewa te miejsca na które zsyła swe promienie . i wtedy , całkiem nagle ujawnił mi się sens tego co kryją pisma ...
hildegarda z bingen

... " gdy pozostajemy pod wpływem leków , mamy wysoką gorączkę czy prowadzimy dłuższą głodówkę - potrafimy wytwarzać halucynacje .
z historii wiadomo , że ludzie miewali wizje aniołów , świętych i bogów , które wydawały się im bardzo rzeczywiste . no cóż , musiały wydawać się rzeczywiste . były to bowiem modele , stworzone przez normalne ludzkie oprogramowanie symulacyjne , wykorzystujące takie same metody modelowania jak zazwyczaj , gdy oprogramowanie to przedstawia swoją stale uaktualnianą wersję rzeczywistości . nic dziwnego , że wizje te wywierały tak wielki wpływ . nic dziwnego , że zmieniały życie tych ludzi . jeśli więc ktoś twierdzi , iż miewa wizje , odwiedzają go anioły czy słyszy głosy , to powinniśmy wobec niego zachować rezerwę . pamiętajmy , że w naszych głowach działa bardzo silne hiperrealistyczne oprogramowanie symulacyjne . może ono stworzyć obraz ducha , smoka czy świętej dziewicy dosłownie w mgnieniu oka . dla maszynerii o tak wysokim stopniu skomplikowania to zwykła igraszka " ...
dawkins - rozplatanie tęczy - str. 251


hej,
..." z powodu współdziałania w toku ewolucji fizyki , chemii i biologii bardziej prawidłowo jest patrzeć na nasze mózgi jako na fragmenty rzeczywistości , niż widzieć rzeczywistość jako fragment naszej wyobraźni " ...
załamanie chaosu - str.399

pozdrawiam serdecznie
makuś
12-06-2009 23:02 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
Cytat:
Mogę jednak powiedzieć , że etycznie i intelektualnie bóg biblijny jest istotą poważnie kontrowersyjną , przypominającą raczej wyobrażenie o nadczłowieku posiadającym wielkie możliwości techniczne przy minimalnym wyobrażeniu o etyce .


Mylisz Nietzschego... z tym co on krytykował.

Cytat:
Wiara w boga to wyobrażenie o tym jak może wyglądać jakaś forma cywilizacji poza ziemskiej .
Mogę ci opowiedzieć o tym , że istnieje taka cywilizacja , mogę podać ci setki szczegółów i twierdzić , że wiem to ponieważ zostało mi to objawione ... lub zostało objawione komuś komu ja bezgranicznie ufam .
Nie będziesz potrafił udowodnić mi , że jestem w błędzie !


O Dawkinsie w ps.

Cytat:
Mogę też powiedzieć , że wiara w boga to niezwykle przyjemne i łatwe zapałnianie dziur naszej niewiedzy i niepewności .



No cóż, to sztampowe wyobrażenie z którym nie mam zupełnie żadnego problemu. Poza tym - to nie wiec na którym będziemy się przekrzykiwać hasłami. W czymś takim uczestniczyć nie mam zamiaru, a widzę że dyskusja z tobą w końcu musiałaby sprowadzić się do machania chorągiewką... (to tak jak się rozmawia z kimś, do kogo trafiają tylko takie argumenty i sądzi, że w takim razie z innymi jest tak samo)

PS. Co do Dawkinsa, to zapewniam cię, że na tym forum znajdziesz na pewno kilku sceptycznie nastawionych do niego ateistów, którzy już dawno z niego wyrośli i nie są w stanie już zbyt poważnie go traktować.
14-06-2009 12:31 
 Ocena 2 na 4
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
>Nie będziesz potrafił udowodnić mi , że jestem w błędzie !

hej,
Widzę , że nie interesują cię problemy etyczne i filozoficzne .
W swoich wypowiedziach bronisz się i uciekasz i chowasz za stwierdzeniem , że nie potrafię ci udowodnić , że się mylisz !
Oczywiście , że nie potrafię ci tego udowodnić !
Tak samo ty nie potrafisz udowodnić mnie , że nie istnieje cywilizacja kosmiczna wielkich biedronek !
Choćbyś wysilał się jak tysiąc atletów zjadłwszy uprzednio tysiąc kotletów nie udowodnisz mi , że się mylę !
Rozmawiamy tutaj o czymś co jest całkowitą spekulacją , fantazją i sennym marzeniem .
Udowodnij mi , że nie miałem wizji , objawienia i że nie działam z boskiego poruczenia !
Nie udowodnisz mi tego ponieważ ja w to wierzę !
I koniec !!!
Taka to i z tobą dyskusja ...

Ponieważ nie potrafisz przedstawić najmniejszych dowodów na potwierdzenia swej wiary ... mówisz wyłącznie o swoich prywatnych fantazjach ! O niczym innym ! W dodatku twoje fantazje dopuszczają tolerowanie przerażających cierpień ludzi w ramach apoteozy boskiego planu , co dyskwalifikuje je etycznie .

pozdrawiam
makuś
14-06-2009 20:19 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
No cóż... słusznie skrytykowałeś swoje własne słowa. Świetnie sam ze sobą polemizujesz. Krótko mówiąc "opieprzyłeś" sam siebie.

Cytat:
>Nie będziesz potrafił udowodnić mi , że jestem w błędzie !

Widzę , że nie interesują cię problemy etyczne i filozoficzne .
W swoich wypowiedziach bronisz się i uciekasz i chowasz za stwierdzeniem , że nie potrafię ci udowodnić , że się mylisz !
Oczywiście , że nie potrafię ci tego udowodnić !



Skrytykowałeś swoje własne słowa z poprzedniej wypowiedzi, do której ja się odniosłem. Na domiar złego kontynuujesz dalej to "samobiczowanie", stwierdzając na koniec: "Taka to i z tobą dyskusja ...".
Czy to nie znamienne, a wręcz symboliczne w twoim przypadku? Krytykujesz swoje własne słowa, a na koniec stwierdzasz: "Taka to i z tobą dyskusja..."
Sytuacja rodem wręcz z jakiegoś teatru absurdu ...No cóż, nie dziwię się, że nie potrafisz się sam ze sobą dogadać.
Paradoksalnie, dokonałeś całkiem trafnej krytyki swoich własnych wypowiedzi i sensu dyskusji z tobą. Lepszego dowodu też nie potrzeba na to iż właściwie nie czytasz wypowiedzi z którymi polemizujesz, a jedynie bezmyślnie przebiegasz po nich wzrokiem. Gorzej, nie przywiązujesz nawet większej wagi do swoich własnych wypowiedzi, skoro do takich absurdalnych (acz znamiennych) sytuacji doprowadzasz.
Czytaj po raz drugi swoje własne wypowiedzi, zanim je opublikujesz na forum. Przynajmniej swoje.
14-06-2009 23:12 
 Ocena 2 na 4
Madman (7811 punktów)
> Skrytykowałeś swoje własne słowa z poprzedniej wypowiedzi, do której ja się odniosłem. Na domiar złego kontynuujesz dalej to "samobiczowanie", stwierdzając na koniec: "Taka to i z tobą dyskusja ...".
>Czy to nie znamienne, a wręcz symboliczne w twoim przypadku? Krytykujesz swoje własne słowa, a na koniec stwierdzasz: "Taka to i z tobą dyskusja..."
>Sytuacja rodem wręcz z jakiegoś teatru absurdu ...No cóż, nie dziwię się, że nie potrafisz się sam ze sobą dogadać.
>Paradoksalnie, dokonałeś całkiem trafnej krytyki swoich własnych wypowiedzi i sensu dyskusji z tobą. Lepszego dowodu też nie potrzeba na to iż właściwie nie czytasz wypowiedzi z którymi polemizujesz, a jedynie bezmyślnie przebiegasz po nich wzrokiem. Gorzej, nie przywiązujesz nawet większej wagi do swoich własnych wypowiedzi, skoro do takich absurdalnych (acz znamiennych) sytuacji doprowadzasz.
> Czytaj po raz drugi swoje własne wypowiedzi, zanim je opublikujesz na forum. Przynajmniej swoje.
Polecam samemu się stosować do tego zalecenia, pozwoli Ci to uniknąć powtórzeń. Cały powyższy fragment to masło maślane.
15-06-2009 05:10 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)

Hmm... To znaczy, że wieczorek nie skrytykował swoich własnych słów? ...To już po prostu bezczelność w tym przypadku to moją wypowiedź nazywać "masłem maślanym". Czepiać się mnie - a milczeniem zbywać... (mówiąc najdelikatniej).
15-06-2009 12:47 
 Ocena 3 na 3
Madman (7811 punktów)
>Hmm... To znaczy, że wieczorek nie skrytykował swoich własnych słów? ...To już po prostu bezczelność w tym przypadku to moją wypowiedź nazywać "masłem maślanym".
Weź Ty się ogarnij, człowieku. Czy ja napisałem, że się z Tobą nie zgadzam?! Mój post nie był obroną Wieczorka, dotyczył Twoich powtórzeń. To, co napisałeś, mogłeś streścić w dwóch zdaniach, ale wolałeś rozwlec to w kilku różnych wariacjach. Jeśli tego nie widzisz, przeczytaj jeszcze raz. I pomyśl trochę, zanim zaczniesz posądzać mnie o bezczelność.
pavvel (8272 punktów)
>>Hmm... To znaczy, że wieczorek nie skrytykował swoich własnych słów? ...To już po prostu bezczelność w tym przypadku to moją wypowiedź nazywać "masłem maślanym".
>Weź Ty się ogarnij, człowieku. Czy ja napisałem, że się z Tobą nie zgadzam?! Mój post nie był obroną Wieczorka, dotyczył Twoich powtórzeń. To, co napisałeś, mogłeś streścić w dwóch zdaniach, ale wolałeś rozwlec to w kilku różnych wariacjach. Jeśli tego nie widzisz, przeczytaj jeszcze raz. I pomyśl trochę, zanim zaczniesz posądzać mnie o bezczelność.

Nie rozpływałeś się w zachwytach nad "elokwencją" pana atreYOU, znaczy się byłeś bezczelny

Zobacz jak teiści sobie nawzajem słodzą:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,217295#w217988
Aż się by chciało

Pozdrawiam.
16-06-2009 01:05 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
No właśnie, chciałoby się tak dyskutować z ateistami. Tak że dzięki za ten link. Będą sobie mogli ludzie poczytać jak się dyskutuje i jak człowiekowi wręcz serce rośnie gdy ma do czynienia z inteligentnym tekstem, próbą dochodzenia do trudnych rzeczy w sposób rozumowy. Może się okazać, że jest w tym ostatecznie jakiś błąd - takie rozumowanie jest jednak do poprawienia, a poprawione otwiera wspaniałe perspektywy. Do mojej maksymy: Udowodnij mi, że się mylę - a poszerzysz tylko moje horyzonty., dodałbym jeszcze: Uważaj jednak, aby się nie okazało na odwrót - wówczas umiej to rozpoznać.
16-06-2009 00:40 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
Cytat:
To, co napisałeś, mogłeś streścić w dwóch zdaniach, ale wolałeś rozwlec to w kilku różnych wariacjach.


Sęk w tym iż jak sam widzisz (i sam jesteś na to dowodem) gdy ateista na tym forum plecie trzy po trzy i w dodatku sam do siebie; gdy jego wypowiedzi są serią bezmyślnych (fakt iż użył własnych słów jako cytatu ze mnie potwierdza to iż nawet dokładnie nie czyta wypowiedzi do których się odnosi, nie omieszka jednak co rusz insynuować jakobym to ja nie nadawał się do dyskusji) wariacji i powtórzeń, których celem jest jedynie próba zdyskredytowania rozmówcy jakoby to ten właśnie nie posługiwał się w prawidłowy sposób własnym rozumem (szczególnie gdy nie rozmawia z kimś kto określa się jako ateista) itd. - kolega ateista nie omieszka "opieprzyć" tego drugiego pod naciągniętym pretekstem ("masło maślane"), za to że ten ośmielił się powiedzieć jak się rzeczy mają.
Zapewniam cię, że nie ja pierwszy i nie ostatni z czymś takim mam do czynienia na tym forum. Gdy jednak ktoś sugeruje mi to i owo, a sam dowodzi tego iż to właśnie o nim coś takiego powinno się co najwyżej powiedzieć... to wybacz, ale nie zawsze jestem w stanie okazać na tyle wspaniałomyślności aby to przemilczeć. Zbyt często robi się właśnie w taki sposób z ludzi wierzących idiotów na tym forum i wówczas nie ma już mowy o ograniczaniu się w przytykach.
Za długo jestem na tym forum aby - w sytuacji gdy od samego początku ateiści dyskutują z wierzącymi tylko po to aby ich ośmieszać, ośmieszać ich wiarę itd. - miał pozwalać sobie na coś podobnego z mojej strony.
Od początku jednak przeraża mnie właśnie owe u ateistów bezpodstawne poczucie jakiejś wyższości intelektualnej na tym forum nad swoimi rozmówcami, którzy otwarcie, bez kluczenia deklarują się jako wierzący. Powtarzają w kółko nauka, nauka, rzetelna wiedza, jacy oni to nie ślepi, jacy oświeceni w przeciwieństwie do wierzących.
No zwyczajnie jak wszedłem tu po raz pierwszy to sobie pomyślałem - kaganek oświaty! Filozofia, nauka itd. ...Okazało się po paru wątkach co ten kaganek jest wart.
W końcu to tylko forum internetowe i zbyt wiele nie należy się spodziewać. Wierzący, nie wierzący, to samo można by powiedzieć. Sęk w tym skąd właśnie to poczucie wyższości, co to nie my, ateiści. Drugie oświecenie. I nie są to wnioski bezpodstawne - na każdym wątku, w którym dochodzi do dyskusji ateistów z ludźmi deklarującymi się jako wierzący, widać to gołym okiem. Nie są to tylko moje obserwacje.
Poza tym, jeśli chodzi o przypadek wieczorka, najpierw sugerowałem aby zaczął - o ile już postanowił pociągnąć ze mną dyskusję - odnosić się do moich wypowiedzi a nie sugerować tylko iż nie można z nich nic odczytać, są jałowe i puste itd. Przelał jednak miarkę w ostatniej wypowiedzi, ośmieszając się w dodatku.

No cóż, ale to tak jest, jak się tylko po to wchodzi w dyskusję, aby rzucić w kogoś bombę, a dopiero potem na siłę wymyśla się powody. Ateiści mają takie bomby do dyskusji z wierzącymi w zanadrzu - wchodzą do dyskusji aby po raz tysięczny któryś je wyrzucić, bez względu na treść do której się odnoszą. To mnie najbardziej wkurza. Mają te swoje (swoje też w cudzysłowie) "argumenty", ale żadnej refleksji nad nimi, dochodzenia źródeł itd. (i dlatego w cudzysłowie).

Przedziera się przez to jakaś skamieniała pewność iż nawet nie muszą już myśleć nad tym i owym. W rozmowie z kimś wyrobionym skamielina jednak pęka i wychodzi na wierzch miałkość, powierzchowność w rozumowaniu, niechęć właściwie do rozumowania. Tak niechęć. Niechęć i jeszcze raz niechęć o której podstawach można by książkę napisać. Dziwi ich wręcz to że ktoś odpisuje obszernie itd. Wierzący, nie wierzący, jak już powiedziałem, to nie ma znaczenia. Dla mnie nie ma. Dopóki ma dla ateistów - dopóty rozmowy będą się kończyły tak jak ta. Wieczorka uprzedzałem, pożegnałem się już z nim widząc, że sam dąży już do śmieszności i moja rozmowa z nim tak samo. Proszę sobie rzetelnie przejrzeć tę moją dyskusję z nim.

To tyle... "tylko".
15-06-2009 13:51 
 Ocena 3 na 3
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
>No cóż... słusznie skrytykowałeś swoje własne słowa. Świetnie sam ze sobą polemizujesz. Krótko mówiąc "opieprzyłeś" sam siebie.
> [cytat]>Nie będziesz potrafił udowodnić mi , że jestem w błędzie !
>Widzę , że nie interesują cię problemy etyczne i filozoficzne .
>W swoich wypowiedziach bronisz się i uciekasz i chowasz za stwierdzeniem , że nie potrafię ci udowodnić , że się mylisz !
>Oczywiście , że nie potrafię ci tego udowodnić !

hej,
Oczywiście , że nie potrafię ci tego udowodnić !
Albowiem ty domagsz się abym udowodnił ci , że podczas jedzenia truskawek myślałeś o jedzeniu agrestu !
Ja nie potrafię ci tego udowodnić !
Ale to nie moja niezdolność do udowodnienia tego jest problemem ale twoje absurdalne domaganie się tego aby udowodnić coś czego nie można udowodnić !
Ty sam nie jesteś w stanie bowiem udowodnić mi , że jedząc truskawki nie myślałeś o jedzeniu agrestu !
Nie możesz tego udowodnić !
Rozumiesz co mówię ?
W tym kontekście w żadnym wypadku nie należy więc mówić o prawdzie a tylko i wyłącznie o spekulacjach !

Twoja wiara w boga jako spekulacja ... wizja , intuicja ... może być rozważana ...
Ale nie może być przedstawiana jako bezalternatywna prawda , twoja spekulacja nie może być obligatoryjna dla kogokolwiek poza tobą samym !

Dopóki więc nie uznasz swej wiary za intuicje a będziesz przedstawiał ją jako jedyną prawdę żaden dialog nie będzie możliwy !
pozdrawiam
makuś
16-06-2009 19:39 
 Ocena 1 na 3
atreYOU (971 punktów)
Cytat:
Twoja wiara w boga jako spekulacja ... wizja , intuicja ... może być rozważana ...
Ale nie może być przedstawiana jako bezalternatywna prawda , twoja spekulacja nie może być obligatoryjna dla kogokolwiek poza tobą samym !


Mnie już naprawdę nie interesuje dyskusja z kimś kto dyskutuje sam ze sobą, wykrzykuje jakieś monologi, nie odnosząc się w żaden sposób do tekstu, do którego niby się odnosi. Twój problem (i większości ateistów) polega właśnie na tym iż wiarę nazywasz spekulacją, wizją, intuicją itd., po czym stwierdzasz iż z czymś takim nie można dyskutować, dyskusja taka nie ma sensu itd. - natomiast swoją niewiarę traktujesz już tak jakby była czymś więcej niż spekulacją, twoją wizją i intuicją, która nie może być obligatoryjna dla nikogo oprócz ciebie samego. No cóż, proszę o uzasadnienie tego iż właśnie tak jest w twoim przypadku, a tak jak mówisz - w moim. I o to właśnie chodzi. Uciekasz od myślenia, nic więcej. Na szczęście cały świat naukowy, filozoficzny od początku istnienia istoty ludzkiej podchodzi do tego inaczej. Możesz wykrzykiwać swoje frustracje co do tego iż tak jest - tak jednak być nie przestanie. Radzę ci więc zacząć używać szarych komórek do czegoś więcej niż zaprzeczania sensowności ich używania.
16-06-2009 20:42 
 Ocena 4 na 6
Pan Tau (1237 punktów)
Cytat:
[...] Twój problem (i większości ateistów) polega właśnie na tym iż wiarę nazywasz spekulacją, wizją, intuicją itd., po czym stwierdzasz iż z czymś takim nie można dyskutować [...]

Twój problem polega natomiast na tym, że nie masz pojęcia, czym jest ateizm.
Ubzdurałeś sobie własną definicję ateizmu i jesteś wielce oburzony, że ci wstrętni ateiści nie za bardzo mają ochotę się do niej dopasować i że w ogóle są jacyś tacy mało spójni.
Wygląda na to, że po prostu, jak bardzo wielu teistów, nie jesteś nawet w stanie pojąć, że ateizm to nie teizm à rebours.
Wszystkich ateistów łączy tylko jedno - brak wiary w bogów.
Wszystkim innym mogą się różnić: są ateiści-wegetarianie i ateiści-mięsożercy, są ateiści-komuniści, ateiści-liberałowie, ateiści-socjaliści a nawet ateiści-faszyści, są też i ateiści-buddyści, są ateiści-ewolucjoniści i ateiści-kreacjoniści (są też tacy, którzy tym zagadnieniem kompletnie nie są zainteresowani). Tę wyliczankę można ciągnąć bez końca, bo choć tylko jedna cecha łączy wszystkich ateistów, tych które ich dzielą jest bez liku.
I dopóki tego nie pojmiesz, ciągle będziesz wystawiał się na pośmiewisko.


"Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy
i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych.
Kościół prześladuje z miłości, bezbożni z nienawiści."

Św. Augustyn
16-06-2009 21:24 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)

Cytat:
Twój problem polega natomiast na tym, że nie masz pojęcia, czym jest ateizm.


Czekam więc na to aż ty się na ten temat wypowiesz: co to jest ateizm.

Parę linków na ten temat już podałem w dyskusji na tym wątku z pavvel:

www.racjon(*)hp/s,5717/q,Ateizm.semiotyczny

"W niniejszym artykule opowiem pokrótce czym jest ateizm semiotyczny. Uważam, że z wielu prób przeciwstawienia się poglądom teistycznym, argumentacja oparta na zanegowaniu wartości poznawczej słów religii jest najbardziej uczciwa intelektualnie, a przy tym z miejsca usuwa bezpłodne polemiki z wierzącymi, którzy z uporem maniaka potrafią imputować ateuszowi, iż ten "wierzy w nieistnienie boga". Pomijając tę korzyść praktyczną, analiza języka teistycznego to rekonstrukcja u źródeł motywacji, przekonań i sposobu myślenia osób, które uważają, iż jest na tym świecie pewna siła, która determinuje nasze życie, a której powinniśmy bezwzględnie zawierzyć. "Granice mego języka są granicami mego świata" mawiał Wittgenstein. Zgodnie z tą myślą, nie muszę szukać przedmiotu teistycznego kultu - wystarczy, że wykażę, iż sami wierzący nie wiedzą, o co im tak naprawdę chodzi."

No więc? O jakie inne rozumienie ateizmu chodzi... tym razem ateistom?

Kto tu się wystawia na pośmiewisko?
16-06-2009 21:47 
 Ocena 4 na 6
Pan Tau (1237 punktów)
Cytat:
Czekam więc na to aż ty się na ten temat wypowiesz: co to jest ateizm.

A jednak miałem rację
Gdybyś czytał wypowiedzi, na które usiłujesz odpowiadać, zauważyłbyś, że już się na ten temat wypowiedziałem. Dla ułatwienia dodam, że jest to jedno z niewielu zdań zawierających wyrazy wytłuszczone.

Cytat:
Parę linków na ten temat już podałem w dyskusji na tym wątku z pavvel:
>www.racjon(*)hp/s,5717/q,Ateizm.semiotyczny

Co prawda każdy koń domowy jest ssakiem nieparzystokopytnym, jednak już nie każdy ssak nieparzystokopytny jest koniem domowym. Może więc lekturę encyklopedii w poszukiwaniu istoty ateizmu warto zacząć od innego hasła, niż to poświęcone ateizmowi semiotycznemu?
 
16-06-2009 22:13 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
Nie doczekałem się. Tak więc przynajmniej nie sugeruj mi, że ja czegoś nie rozumiem.
17-06-2009 12:47 
 Ocena 3 na 3
Pan Tau (1237 punktów)
Ależ, najmocniej przepraszam, to oczywiście mój błąd.
Wygląda na to, że po prostu nieco ciebie przeceniłem.

W takim razie, proszę bardzo, oto wyjaśnienie łopatologiczne:
Przede wszystkim, najpierw musisz zrozumieć, że, aby można było się nazwać ateistą, niekoniecznie trzeba:
(1) należeć do PSR,
(2) być czytelnikiem "Krytyki Politycznej",
(3) udzielać się na forum Racjonalista.pl,
(4) wpisać się na Internetową Listę Ateistów i Agnostyków (o formalnej apostazji nawet nie wspominam),
(5) zgadzać się we wszystkimi poglądami Richarda Dawkinsa,
(6) być ewolucjonistą, racjonalistą oraz humanistą,
(7) "kategorycznie wykluczać ideę aktu stwórczego", niezależnie od tego, czym ów "akt stwórczy" miałby być
(...) i tak dalej można wyliczać setki najprzedziwniejszych właściwości, które, z uporem maniaka, teiści próbują uogólniać na wszystkich ateistów.
Ach, byłbym zapomniał - oczywiście nie trzeba też wiedzieć, czym jest "ateizm semiotyczny" (i większość ateistów nie ma nawet najbledszego pojęcia, że istnieje coś takiego, jak ów "ateizm semiotyczny").

Co w takim razie jest potrzebne, by można się nazwać ateistą? Tylko jedno - brak wiary w boga/bogów.
I stąd się bierze definicja ateizmu obejmująca wszystkich ateistów:

uwaga, definicja:
ateizm = brak wiary w boga/bogów.

 
16-06-2009 22:23 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)
>Cytat:
[...] Twój problem (i większości ateistów) polega właśnie na tym iż wiarę nazywasz spekulacją, wizją, intuicją itd., po czym stwierdzasz iż z czymś takim nie można dyskutować [...]

>Twój problem polega natomiast na tym, że nie masz pojęcia, czym jest ateizm.
>Ubzdurałeś sobie własną definicję ateizmu i jesteś wielce oburzony, że ci wstrętni ateiści nie za bardzo mają ochotę się do niej dopasować i że w ogóle są jacyś tacy mało spójni.

Witam. Widzę, że nie tylko mi próbuje wciskać swoje teorie. Mówiłem mu już, żeby poprosił o wytłumaczenie kogoś komu ufa, ale nie skorzystał.

Udzielałem kiedyś korepetycji, więc mam cierpliwość. Z każdym powtórzeniem staram się coraz łatwiejszych słów używać i może kiedyś coś do niego dotrze

Jakbyś chciał poczytać, to zaraz za obrazkiem poniżej się zaczyna.
17-06-2009 10:52 
 Ocena 3 na 3
Pan Tau (1237 punktów)
Masz rację.
Wygląda na klasyczny przypadek urojenia charakterystycznego dla wielu teistów, którzy mają te swoje przekonania tak głęboko gdzieś wdrukowane, że po prostu nie są w stanie pojąć, że słowo "ateizm" nie oznacza żadnego "teizmu bez Boga", bo ateizm - w przeciwieństwie do teizmu - jest definiowany względnie, poprzez brak wiary w bogów. A brak wiary w bogów nie jest, jak wydaje się owym paranoicznym teistom, innym rodzajem wiary, wiarą w "nie-bogów", podobnie jak brak miłości nie jest innym rodzajem miłości, a brak pieniędzy nie jest (niestety) innym rodzajem pieniędzy.
Tyle, że to proste wytłumaczenie do nich nie dociera - oni po prostu wiedzą lepiej, kim są ateiści, od samych ateistów.
Tylko dlaczego mają do nas pretensje, że nie pasujemy do ich definicji?
Pozdrawiam i życzę powodzenia w walce z teistycznymi paranojami.
 
17-06-2009 23:17 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)

>Tylko dlaczego mają do nas pretensje, że nie pasujemy do ich definicji?
Ja to widzę w ten sposób. Niektórzy chcą wbić ateistę na pozycję wierzącego w dogmat o nieistnieniu boga, aby potem żądać od niego dowodów na to nieistnienie.
Zamiast się bronić, chcą atakować

>Pozdrawiam i życzę powodzenia w walce z teistycznymi paranojami.

Staram się nie walczyć. Chce ktoś wierzyć - jego sprawa. Zwłaszcza, że jest sporo teistów, z którymi można normalnie rozmawiać. Nie lubię tylko, gdy ktoś bzdury nam serwuje jako prawdy objawione. No i chamstwa też nie lubię. A pan atreYOU od początku na mnie pokrzykiwał (jak poczytałem to na innych też), więc chciałem zobaczyć na co go stać.
Najbardziej podobały mi się argumenty którymi swój autorytet podpierał:
Cytat:
W moich kilkuset wypowiedziach na tym forum zdecydowana większość dotyczy w sposób ścisły logiki dowodu, logiki samej w sobie, dowodu empirycznego


mam rozumieć, że jeżeli ktoś dużo o czymś mówi, to się zna na tym? a pisarz też tym lepszy im więcej książek napisał?

kolejny argument na temat autorytetu tego pana:
Cytat:
rozmawiasz z kimś, kto nie spadł z księżyca


Aż się bałem zapytać skąd w takim razie spadł.

Pozdrawiam i jak najmniej powodów do walki życzę.
Nam obu
20-06-2009 16:42 
 Ocena 2 na 2
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)

> Mnie już naprawdę nie interesuje dyskusja z kimś kto dyskutuje sam ze sobą, wykrzykuje jakieś monologi, nie odnosząc się w żaden sposób do tekstu, do którego niby się odnosi. Twój problem (i większości ateistów) polega właśnie na tym iż wiarę nazywasz spekulacją, wizją, intuicją itd., po czym stwierdzasz iż z czymś takim nie można dyskutować, dyskusja taka nie ma sensu itd. - natomiast swoją niewiarę traktujesz już tak jakby była czymś więcej niż spekulacją, twoją wizją i intuicją, która nie może być obligatoryjna dla nikogo oprócz ciebie samego. No cóż, proszę o uzasadnienie tego iż właśnie tak jest w twoim przypadku, a tak jak mówisz - w moim. I o to właśnie chodzi. Uciekasz od myślenia, nic więcej. Na szczęście cały świat naukowy, filozoficzny od początku istnienia istoty ludzkiej podchodzi do tego inaczej. Możesz wykrzykiwać swoje frustracje co do tego iż tak jest - tak jednak być nie przestanie. Radzę ci więc zacząć używać szarych komórek do czegoś więcej niż zaprzeczania sensowności ich używania.

hej,
Widzę , że się kompletnie pogubiłeś .
Ale ... nic to !
Postaram się to poukładać ...
Ty piszesz tak :
Twój problem (i większości ateistów) polega właśnie na tym iż wiarę nazywasz spekulacją, wizją, intuicją itd., po czym stwierdzasz iż z czymś takim nie można dyskutować, dyskusja taka nie ma sensu

Podczas gdy ja piszę tak oto :
Twoja wiara w boga jako spekulacja ... wizja , intuicja ... może być rozważana ...
Ale nie może być przedstawiana jako bezalternatywna prawda , twoja spekulacja nie może być obligatoryjna dla kogokolwiek poza tobą samym !
Dopóki więc nie uznasz swej wiary za intuicje a będziesz przedstawiał ją jako jedyną prawdę żaden dialog nie będzie możliwy !

I właśnie tu jest między nami różnica !
Wiara w boga nie podlega dyskusji ponieważ operuje pojęciami i przekonaniami bezalternatywnymi , a ponad to są to pojęcia nieweryfikowalne w najmniejszym nawet stopniu .
Nie możemy mówić o fakcie istnienia czegokolwiek tylko dlatego , że nie jesteśmy w stanie udowodnić , że to coś nie istnieje !
Nauka polega na permanentnym dialogu , krytyce i sceptycyzmie oraz otwartości na różnorodne interpretacje .
Nauka polega na możliwości weryfikacji swych intuicji ...
Intuicja bowiem pozostaje intuicją o ile nie można udowodnić jej rzeczywistości i prawdziwości !
Jeżeli potrafimy udowodnić , że intuicja jest weryfikowalna ... przestaje być intuicją a staje się rzeczywistością !
Natomiast nie ma żadnych narzędzi aby zweryfikować to czy Mojżesz rozmawiał z Bogiem czy też rozmawiał raczej ze swoim własnym wyobrażeniem , swoją wizją i swoją intuicją !

Ty mówisz : Ja wierzę w Boga jedynego ponieważ nikt nie jest zdolny do udowodnienia mi , że on nie istnieje
I co ja mam na to odpowiedzieć ?

Odpowiadam tak :
Ja wierzę w to , że najbardziej podobają mi się obrazy Lebensteina !

Udowodnij mi , że tak nie jest !

Niestety nadal unikasz jak ognia analizy etycznych aspektów wiary w doskonałą , wszechmocną i wszechwiedzącą istotę ...

pozdrawiam
makuś
14-06-2009 22:21 
 Ocena 2 na 4
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
>Udowodnij mi, że jestem w błędzie, a poszerzysz tylko moje horyzonty. Ja się prawdy nie boję.



Pozdrawiam, makuś

postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
15-06-2009 04:33 
 0 na 2
atreYOU (971 punktów)
Dziękuję ci za ten rysunek. Przyda mi się do rozmowy z ateistami, którzy stosują właśnie taką logikę niemal na każdym kroku, gdy twierdzą iż nie da się logicznie wykazać, czy też udowodnić iż Bóg nie istnieje, a robią tak aby usprawiedliwić nie posiadanie właśnie takich argumentów. Z takim myśleniem - i tu się zdziwisz - polemizuję niemal od samego początku, zachęcając wręcz ateistów aby wreszcie wzięli się za uzasadnienie stwierdzenia pod którym się podpisują.
Niestety, ateiści prędzej stwierdzą iż nie muszą wcale wykluczać aktu stwórczego, czy też stwierdzenia iż świat został stworzony, aby móc mówić o sobie iż nadal są ateistami, niż zmuszą się do myślenia i wejdą w dyskusję na powyższy temat. Ten obrazek jest świetną ilustracją takiego myślenia - łatwiej w końcu stwierdzić iż czegoś nie da się udowodnić, niż to robić.
Wzorcowy przykład takiego rozumowania: www.racjonalista.pl/forum.php/s,207245#w207278 Zadałem tam pytanie: "1. Czy ateizm wyklucza twierdzenie iż świat został stworzony, albo - inaczej mówiąc - wyklucza aktu stwórczy?" Otrzymałem odpowiedź, którą tam można przeczytać: Na twoje nowe pytanie "Czy ateizm wyklucza twierdzenie iż świat został stworzony" odpowiem: nic takiego twierdzenia nie może wykluczyć, bo jest niefalsyfikowalne, natomiast ateizm po prostu takiego twierdzenie nie uznaje za prawdziwe (i/lub sensowne). " (koniec cytatu)
Hmm... "po prostu takiego stwierdzenia nie uznaje za prawdziwe". Ot tak, po prostu jakieś stwierdzenie nie jest prawdziwe bo ot tak, po prostu nie podoba się ono ateiście. ...za przeproszeniem.
No cóż, moja odpowiedź była taka (tuż poniżej cytowanej wypowiedzi): "obaleniem twierdzenia iż "świat został stworzony" byłoby zastąpienie jej inną, bardziej, czy też dopiero wyjaśniającą teorią (wedle ateistów przede wszystkim, no i ludzi którzy po prostu poszukują wyjaśnienia dla tego - nie ma co ukrywać jednego z najważniejszych dla nauki i nie tylko - zagadnień, co potwierdza sama nauka! ...No więc po co ta cała twoja ekwilibrystyka słowna i pojęciowa, bo tego nie rozumiem. Jak można takiej oczywistości zaprzeczać?" (koniec cytatu)

...Może ty też twierdzisz tak jak webmaster? Jestem bowiem ciekaw ilu ateistów jeszcze (prócz tych o których mówiłem na wątku do którego odsyłam) nie zna odpowiedzi na to pytanie: 1. Czy ateizm wyklucza twierdzenie iż świat został stworzony, albo - inaczej mówiąc - wyklucza aktu stwórczy?
15-06-2009 21:11 
 Ocena 6 na 8
pavvel (8272 punktów)
>Dziękuję ci za ten rysunek. Przyda mi się do rozmowy z ateistami, którzy stosują właśnie taką logikę niemal na każdym kroku, gdy twierdzą iż nie da się logicznie wykazać, czy też udowodnić iż Bóg nie istnieje.

Wiesz jaka jest zasadnicza różnica? Ateista jest wystarczająco uczciwy aby przyznać, że nie potrafi udowodnić nieistnienia czegoś tak dziwnego jak bóg. Analogicznie nie potrafi udowodnić nieistnienia Latającego Potwora Spagetti. ( A może Ty potrafisz?)

> Czy ateizm wyklucza twierdzenie iż świat został stworzony, albo - inaczej mówiąc - wyklucza aktu stwórczy?

Ateizm nie zajmuje się takimi sprawami. Akt stwórczy opisany w Biblii wyklucza nauka. Ponieważ nasza wiedza nie sięga poza Wielkie Bum, nie potrafimy wykluczyć jakiejś siły sprawczej bogiem zwanej na tym etapie. Ja nie potrafię udowodnić, że jej nie ma. Ty nie potrafisz udowodnić, że jest. Ja się potrafię do tego przyznać. A Ty?

Racjonalny naukowiec (nawet ten wierzący) będzie oddzielał naukę od religii i nie zadowoli się tłumaczeniem "bóg to sprawił", ale będzie starał się szukać przyczyn w prawach fizyki rządzących światem. Fanatyczny teista powie "nie potrafię tego wyjaśnić, a zatem to bóg musiał zrobić" i przestanie szukać odpowiedzi, bo przecież już ją zna.

Jak myślisz, które podejście jest lepsze?
16-06-2009 01:43 
 0 na 2
atreYOU (971 punktów)
Cytat:
>Czy ateizm wyklucza twierdzenie iż świat został stworzony, albo - inaczej mówiąc - wyklucza aktu stwórczy?

Ateizm nie zajmuje się takimi sprawami.


Dziękuję. To wystarczy. ...Na szczęście dla ciebie takie rewelacje przechodzą bez echa gdy są publikowane na jakimś forum w internecie. Chciałbym jednak to zobaczyć w ogólnokrajowej prasie. Ciekawe czy wtedy byś się pod tym taką lekką ręką podpisał. Ja rozumiem, że na jakimś forum w internecie pisze się może ot tak, itd. Trochę jednak szacunku dla rozmówcy, który nie spadł przed chwilą z księżyca. Dobrze? Ty nie musisz się niczym zajmować.

Cytat:
Akt stwórczy opisany w Biblii wyklucza nauka.


Biblia pisze tylko, że Bóg stworzył świat, a więc i tym samym wszystko. Są tzw. dwa opisy stworzenia w Biblii: w jednym widać wyraźnie cykliczność w stworzeniu, którą ludzie odnieśli na takim poziomie wiedzy jaką wówczas mieli - sama idea jest jednak słuszna i jak najbardziej logiczna. Drugi opis stworzenia odnosi się do perspektywy człowiek-świat: człowiek nazywa świat, zwierzęta stworzone przez Boga itd. Świat niejako rodzi się z człowiekiem na nowo - ponieważ dla niego się wtedy rodzi. Słusznie jest wtedy niejako odwrócona kolejność.

Nauka więc żadnym sposobem nie wyklucza aktu stwórczego opisanego w Biblii - musiałaby wykluczyć sam akt stwórczy, a więc to iż świat w ogóle został stworzony. A tym to już się zajmuje ateizm. A że tak nie jest to możesz tylko głosić sobie na tym forum. Reszta świata, literatura, filozofia, nauka twierdzą inaczej. Więcej, ty sam twierdzisz inaczej: Cytat:
Ponieważ nasza wiedza nie sięga poza Wielkie Bum, nie potrafimy wykluczyć jakiejś siły sprawczej bogiem zwanej na tym etapie.
Co to znaczy - na tym etapie? I kto ma na to nadzieję, że się tak stanie? Teista? ...Naprawdę, żarty też mają swoje granice.

Cytat:
Ja nie potrafię udowodnić, że jej nie ma. Ty nie potrafisz udowodnić, że jest. Ja się potrafię do tego przyznać. A Ty?


No właśnie nie potrafisz się do tego przyznać - i nikt tego od ciebie nie wymaga, abyś przyznawał się, że nie potrafisz. Ty masz potrafić, albo przynajmniej próbować! W końcu sam mówisz: nauka to wyjaśni, to obali, czy tam to obaliła. Jesteś ateistą, a ateizm wyklucza kategorycznie istnienie Boga, a tym samym akt stwórczy. Bez tego nie ma ateizmu, tak jak bez założenia istnienia Boga, a tym samym aktu stwórczego - nie ma teizmu.

...I już dosyć. Nie będę się już ośmieszał polemizując z podobnymi insynuacjami. Następnym razem będę tylko wklejał link do tej wypowiedzi jako odpowiedź.
16-06-2009 19:15 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)
> Cytat:
>Czy ateizm wyklucza twierdzenie iż świat został stworzony, albo - inaczej mówiąc - wyklucza aktu stwórczy?
>Ateizm nie zajmuje się takimi sprawami.
>

>Dziękuję. To wystarczy. ...Na szczęście dla ciebie takie rewelacje przechodzą bez echa gdy są publikowane na jakimś forum w internecie. Chciałbym jednak to zobaczyć w ogólnokrajowej prasie. Ciekawe czy wtedy byś się pod tym taką lekką ręką podpisał.

Nie widziałbym najmniejszego problemu. Badaniem początków wszechświata zajmuje się fizyka i ewentualnie filozofia. A jeżeli komuś jego wiara nie pozwala na to popatrzeć racjonalnie to mogę mu współczuć, niezależnie czy jest ateistą czy teistą.

> Ja rozumiem, że na jakimś forum w internecie pisze się może ot tak, itd. Trochę jednak szacunku dla rozmówcy, który nie spadł przed chwilą z księżyca. Dobrze?

Pisałem już kiedyś, ale powtórzę: Szanuję każdego tak długo, aż mi nie udowodni, że na ten szacunek nie zasługuje. Ty się bardzo starasz

>Ty nie musisz się niczym zajmować.
    Akurat ja się tym zajmuję, ze względu na to, że lubię poszerzać swoje horyzonty, lubię rozumieć jak funkcjonuje wszechświat. I nie ma to nic wspólnego z moim światopoglądem. Raczej odwrotnie: im więcej wiem o świecie, tym mniej miejsca w nim widzę dla boga.

> Cytat:
Akt stwórczy opisany w Biblii wyklucza nauka.

>Biblia pisze tylko, że Bóg stworzył świat, a więc i tym samym wszystko.

Czytałeś ty kiedyś Biblię?
Specjalnie dla ciebie: Biblia on-line
Tak żebyś mógł sobie proces stwarzania prześledzić wnikliwie.

>Nauka więc żadnym sposobem nie wyklucza aktu stwórczego opisanego w Biblii

Albo nie wiesz co o stworzeniu świata mówi Biblia, albo nie masz pojęcia co na ten temat do powiedzenia ma nauka. A im częściej cię czytam tym większe mam wrażenie, że oba "albo" są prawdziwe.

>- musiałaby wykluczyć sam akt stwórczy, a więc to iż świat w ogóle został stworzony. A tym to już się zajmuje ateizm.

Wiem, że pisałem wyżej, ale niektórym trzeba kilka razy: Badaniem powstawania wszechświata zajmuje się fizyka. Filozofia też próbuje, ale fizyka ma dużo lepsze narzędzia.

> Więcej, ty sam twierdzisz inaczej: Cytat:
Ponieważ nasza wiedza nie sięga poza Wielkie Bum, nie potrafimy wykluczyć jakiejś siły sprawczej bogiem zwanej na tym etapie.
Co to znaczy - na tym etapie?


Też już pisałem, ale widzę, że dla niektórych wielokrotnie trzeba powtarzać:
Nauka całkiem nieźle radzi sobie opisując wszechświat już chwilę (ułamek sekundy) po Wielkim Bum. Nie ma w tych opisach żadnego Jehowy, Allaha, Dzeusa, Atona ani żadnych innych bogów czy bogiń.
Nie potrafi jednak Nauka (myśle, że jeszcze nie potrafi) powiedzieć nic pewnego o samym Wielkim Bum i jego przyczynach, więc to jest jedyna przestrzeń gdzie jakiś bóg mógł się wykazać. Osobiście myślę, że nawet wtedy żadnego boga byś nie ujrzał, ale ponieważ nie potrafię tego udowodnić mam odwagę się do tego przyznać.
    Zresztą, nie czuję misji nawracania wszystkich na ateizm. Chce ktoś sobie wierzyć? Jego sprawa

> Cytat:
Ja nie potrafię udowodnić, że jej nie ma. Ty nie potrafisz udowodnić, że jest. Ja się potrafię do tego przyznać. A Ty?

> No właśnie nie potrafisz się do tego przyznać - i nikt tego od ciebie nie wymaga, abyś przyznawał się, że nie potrafisz. Ty masz potrafić, albo przynajmniej próbować!

Wybacz, ale nie ludziom twojego pokroju oceniać, co ja powinienem potrafić lub próbować.

> Jesteś ateistą, a ateizm wyklucza kategorycznie istnienie Boga, a tym samym akt stwórczy. Bez tego nie ma ateizmu, tak jak bez założenia istnienia Boga, a tym samym aktu stwórczego - nie ma teizmu.

Bo ty tak powiedziałeś? Po pierwsze, nie pamiętam, żebym pisał, że ateistą jestem. Tylko ty musisz sobie wszystko w szufladkach poukładać, bo jak coś się nie zgadza, to już się gubisz. Zrobiłeś sobie rysopis typowego ateisty i zapewne dlatego co chwilę mówisz mi, co powinienem myśleć i mówić.
Ale nawet gdy założymy, że rzeczywiście wchodzę do szufladki z napisem ateizm to i tak musisz się facet jeszcze sporo pouczyć.
Na początek polecam przeczytanie definicji ateizmu.

> ...I już dosyć. Nie będę się już ośmieszał

       

Szkoda tylko, że tak późno to zauważyłeś.
16-06-2009 20:17 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
Człowieku, czy ty naprawdę nie widzisz, że potwierdzasz tylko moje słowa, a zaprzeczasz własnym? A tak będzie i tak jest dopóki na pytanie: Cytat:
Czy ateizm wyklucza twierdzenie iż świat został stworzony, albo - inaczej mówiąc - wyklucza aktu stwórczy?
będziesz odpowiadał: Cytat:
Ateizm nie zajmuje się takimi sprawami.
a następnie będziesz wykazywał czemu to nauka (ciekawe po co, w jakim celu, czy też na potwierdzenie czego) miałaby zaprzeczać (no właśnie - czemu), czy też wykluczać itd. przecząc tylko swoim własnej odpowiedzi na powyższe pytanie. Spierasz się ze mną tylko dlatego iż nie deklaruje się jako ateista, a nie dlatego że nie mam racji. Zlituj się nad sobą chociaż. ...Czekam na odpowiedź na pytanie: co to jest ateizm? Wpisz sobie w google jak nie wiesz. To nie ja się ośmieszam, ale ty. Skoro jednak ciągle zamierzasz kluczyć nie chcąc przyznać się do głupoty jaką zwyczajnie jest spieranie się z wnioskiem iż ateizm wyklucza akt stwórczy, a tym samym istnienie Boga bo w przeciwnym razie nie byłoby ateizmu... to już twoja sprawa.

Ciekawe ile jeszcze ateistów (sic!) zgłosi się na tę listę Ateistów i agnostyków, którzy na pytanie "Czy ateizm wyklucza twierdzenie iż świat został stworzony, albo - inaczej mówiąc - wyklucza aktu stwórczy?" odpowiadają tak jak ty (za co sto krotne brawo ) , albo - od czego się zaczęło na wątku pt. "...faktem jednak jest." - że "wcale nie musi". Zajrzyj sobie na ten wątek jeszcze raz, o ile wcześniej zaglądałeś.

Na początek zapoznaj się również z tym: www.racjonalista.pl/kk.php/d,3

"propagowanie wolnomyślicielskiej postawy światopoglądowej, w opozycji do postawy religijnej. Nie tylko jako wyraz przekonania, że jest ona lepsza, słuszniejsza, uczciwsza intelektualnie, bardziej twórcza, etc., lecz i dlatego, że ona najskuteczniej umożliwia realizację celu, jakim jest poznawanie świata, człowieka i kształtowanie postawy twórczej i wolnej od uprzedzeń. Światopogląd wolnomyślicielski określają cztery pojęcia: racjonalizm, sceptycyzm, humanizm i filozofia naukowa."

"Racjonalizm: typ zdroworozsądkowego myślenia i sądzenia oparty na nieskrępowaniu sądów, czyli oparty na wolnomyślności;"

"Zdolność racjonalnego myślenia sama w sobie nie może ukształtować wartościowego światopoglądu, jeśli wzgardzisz dobywaniem wiedzy."

"Wtórną konsekwencją powyższego jest nasz ateizm lub agnostycyzm."

Jak do tego chociażby ma się twoje stwierdzenie iż "Ateizm nie zajmuje się takimi sprawami."
?

Obawiam się, że nijak.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

A teraz zapoznaj się z tym: www.racjon(*)hp/s,5717/q,Ateizm.semiotyczny

"W niniejszym artykule opowiem pokrótce czym jest ateizm semiotyczny. Uważam, że z wielu prób przeciwstawienia się poglądom teistycznym, argumentacja oparta na zanegowaniu wartości poznawczej słów religii jest najbardziej uczciwa intelektualnie, a przy tym z miejsca usuwa bezpłodne polemiki z wierzącymi, którzy z uporem maniaka potrafią imputować ateuszowi, iż ten "wierzy w nieistnienie boga". Pomijając tę korzyść praktyczną, analiza języka teistycznego to rekonstrukcja u źródeł motywacji, przekonań i sposobu myślenia osób, które uważają, iż jest na tym świecie pewna siła, która determinuje nasze życie, a której powinniśmy bezwzględnie zawierzyć. "Granice mego języka są granicami mego świata" mawiał Wittgenstein. Zgodnie z tą myślą, nie muszę szukać przedmiotu teistycznego kultu - wystarczy, że wykażę, iż sami wierzący nie wiedzą, o co im tak naprawdę chodzi."

No więc? O co tak naprawdę chodzi... ale ateistom tym razem? ...Wyklucza? Czy nie wyklucza? Zajmuje się tym? Czy nie zajmuje?
16-06-2009 21:02 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)

A obiecywałeś, że już nie będziesz się ośmieszał?

Ale ja cierpliwy jestem. Rozumiem, że niektórym trzeba wielokrotnie powtarzać. Dlatego jeszcze raz podam Ci linka, abyś przeczytał sobie czym jest ateizm:

> ateizm wyklucza istnienie Boga, a tym samym akt stwórczy

Ateizm wyklucza wiarę w boga. Wiem, że niektórym ciężko dostrzec i zrozumieć różnicę. Na szczęście większość ludzi, tę różnicę widzi. I to niezależnie od światopoglądu. Znam masę teistów (również na tym forum), z którymi można sensownie rozmawiać

>Ciekawe ile jeszcze ateistów (sic!) zgłosi się na tę listę Ateistów i agnostyków, którzy na pytanie "Czy ateizm wyklucza twierdzenie iż świat został stworzony, albo - inaczej mówiąc - wyklucza aktu stwórczy?" odpowiadają tak jak ty

Zrób ankietę, to się dowiesz. Albo może nie rób, bo na razie obrażasz się na mnie indywidualnie. Jak ankieta wypadnie nie po twojej myśli, to się na wszystkich hurtem będziesz musiał obrazić.

A w ogóle to chyba w ogóle tobie się portale pomyliły. To nie jest ateista.pl
Jesteś na portalu racjonalista.pl
Nie sądzisz, że to do czegoś zobowiązuje?
Ja w każdym razie staram się moje prywatne przekonanie ( żadnego boga nie ma) oddzielić od racjonalnej nauki ( nie wiemy jak doszło do Wielkiego Bum).

To jest moim zdaniem podejście i uczciwe i racjonalne.

Dotarło?
16-06-2009 21:20 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
Rozumiem więc, że nie wycofujesz się ze stwierdzenia iż "ateizm się tym nie zajmuje"? I że ty, racjonalista, czy Bóg wie co, masz inne pojęcie ateizmu niż te, które wszystkim kojarzy się jako pogląd wykluczający "istnienie Boga, a tym samym akt stwórczy"? Nie ma tu znaczenia na jakim portalu jesteśmy. Nie odwracaj więc kota ogonem tylko potwierdź swoje słowa, albo się z nich wycofaj.
16-06-2009 21:28 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)
>Rozumiem więc, że nie wycofujesz się ze stwierdzenia iż "ateizm się tym nie zajmuje"?

Pierwszy raz coś zrozumiałeś. Jakiś postęp jest

> I że ty, racjonalista, czy Bóg wie co, masz inne pojęcie ateizmu niż te, które wszystkim kojarzy się jako pogląd wykluczający "istnienie Boga, a tym samym akt stwórczy"?
Mówiłem - zrób ankietę.
A w ogóle to rozmawiamy o skojarzeniach twoich czy o faktach? Jak na razie cytatami udowadniasz, że mam rację.

>Nie ma tu znaczenia na jakim portalu jesteśmy.
Widzisz, a dla mnie ma. Moim zdaniem chęć uważania się za racjonalistę zobowiązuje.

>Nie odwracaj więc kota ogonem tylko potwierdź swoje słowa, albo się z nich wycofaj.

Ciekawe - ja cały czas piszę to samo, a ty nie dość, że źle mnie rozumiesz, to jeszcze za każdym razem inaczej.
pavvel (8272 punktów)
Widzę, że muszę na raty odpowiadać, bo zamiast zastanowić się co chcesz napisac, co chwila dorzucasz nowe kawałki.

Naprawdę lepiej, żebyś przestał się już kompromitować. Przecież wrzucasz cytaty potwierdzające moje słowa.

To co ty wkleiłeś:

> " Wtórną konsekwencją powyższego jest nasz ateizm lub agnostycyzm."
Moje słowa:
Cytat:
im więcej wiem o świecie, tym mniej miejsca w nim widzę dla boga


> Jak do tego chociażby ma się twoje stwierdzenie iż "Ateizm nie zajmuje się takimi sprawami."
>?

>Obawiam się, że nijak.
Obawiam, się że nigdy tego nie zrozumiesz. Najpierw musiałbyś wiedzieć co znaczy słowo wtórny. To Nauka pozwala nam badać świat ( w tym i jego początek) A ty słusznie napisałeś, że ateizm lub agnostycyzm jest skutkiem postawy racjonalnej i zdobywania wiedzy. Taka kolejność!

>- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
>A teraz zapoznaj się z tym: www.racjon(*)hp/s,5717/q,Ateizm.semiotyczny
>"W niniejszym artykule opowiem pokrótce czym jest ateizm semiotyczny. Uważam, że z wielu prób przeciwstawienia się poglądom teistycznym, argumentacja oparta na zanegowaniu wartości poznawczej słów religii jest najbardziej uczciwa intelektualnie, a przy tym z miejsca usuwa bezpłodne polemiki z wierzącymi, którzy z uporem maniaka potrafią imputować ateuszowi, iż ten "wierzy w nieistnienie boga". Pomijając tę korzyść praktyczną, analiza języka teistycznego to rekonstrukcja u źródeł motywacji, przekonań i sposobu myślenia osób, które uważają, iż jest na tym świecie pewna siła, która determinuje nasze życie, a której powinniśmy bezwzględnie zawierzyć. "Granice mego języka są granicami mego świata" mawiał Wittgenstein. Zgodnie z tą myślą, nie muszę szukać przedmiotu teistycznego kultu - wystarczy, że wykażę, iż sami wierzący nie wiedzą, o co im tak naprawdę chodzi."
>No więc? O co tak naprawdę chodzi... ale ateistom tym razem? ...Wyklucza? Czy nie wyklucza? Zajmuje się tym? Czy nie zajmuje?
>

Pogrubiłem ten kawałek, który się do ciebie odnosi. Ja ci tłumaczę, że wcale nie muszę wierzyć w nieistnienie, a ty mi wciskasz, że owszem muszę.
A w ogóle poproś kogoś, komu ufasz, żeby ci to wszystko wytłumaczył.
Wcześniej myślałem, że twoje teksty to wina twojego fanatyzmu teistycznego. Teraz widzę, że masz problem ze zrozumieniem tekstu, który przeczytasz. Niestety
16-06-2009 21:41 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
Cytat:
Obawiam, się że nigdy tego nie zrozumiesz. Najpierw musiałbyś wiedzieć co znaczy słowo wtórny. To Nauka pozwala nam badać świat ( w tym i jego początek) A ty słusznie napisałeś, że ateizm lub agnostycyzm jest skutkiem postawy racjonalnej i zdobywania wiedzy. Taka kolejność!



Ty masz, jak widzę, nawet problemy ze zrozumieniem tego co piszesz. Jest skutkiem, człowieku. Co to znaczy? Jakich poglądów jest wyrazem? Jak do nich dochodzi/doszedł? Jakie są ich źródła?

Ty jednak nadal twierdzisz, że "ateizm się tym nie zajmuje". Ok. (żyjesz już trochę na tym świecie i wiesz, że dyskusję z kimś kto zaprzecza uparcie takim oczywistościom, skończyłbyś słowami... Dopowiedz sobie sam, skoro do tego dążysz.)
16-06-2009 22:02 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)
> Cytat:
Obawiam, się że nigdy tego nie zrozumiesz. Najpierw musiałbyś wiedzieć co znaczy słowo wtórny. To Nauka pozwala nam badać świat ( w tym i jego początek) A ty słusznie napisałeś, że ateizm lub agnostycyzm jest skutkiem postawy racjonalnej i zdobywania wiedzy. Taka kolejność!
>

> Ty masz, jak widzę, nawet problemy ze zrozumieniem tego co piszesz. Jest skutkiem, człowieku. Co to znaczy? Jakich poglądów jest wyrazem? Jak do nich dochodzi/doszedł? Jakie są ich źródła?

Ok, ja mogę tak długo. Jak będzie trzeba to jak dziecku nawet. Może coś dotrze:

Nauka bada świat. No wiesz, naukowcy obserwują, robią doświadczenia. I w tym momencie światopogląd naukowca nie ma znaczenia(a przynajmniej nie powinien mieć). Niezależnie czy badacz będzie ateistą czy teistą, powinien stosować metody naukowe. Przeprowadzając doświadczenia zarówno ateista jak i teista w tych samych warunkach otrzymają te same wyniki.

> Ty jednak nadal twierdzisz, że "ateizm się tym nie zajmuje".

Dokładnie tak. Badaniem świata zajmuje się nauka i naukowcy. Ateizm lub agnostycyzm jest cytuję "wtórną konsekwencją" to znaczy, że taki naukowiec badający świat po pewnym czasie dochodzi do wniosku, że światem rządzą prawa przyrody, prawa fizyki, a nie jakiś bóg.

Widzisz już różnicę?

>Ok. (żyjesz już trochę na tym świecie i wiesz, że dyskusję z kimś kto zaprzecza uparcie takim oczywistościom, skończyłbyś słowami... Dopowiedz sobie sam, skoro do tego dążysz.)
>

Nie wiem jakimi słowami zwykłeś kończyć dyskusje.
W każdym razie ja od ciebie uczyć się nie zamierzam, więc na piszę tylko:
zdrowia życzę
16-06-2009 21:48 
 0 na 2
atreYOU (971 punktów)
Pytam się jakich poglądów jest wyrazem ateizm, czy też inaczej mówiąc: czemu się sprzeciwia, ( jakim poglądom się przeciwstawia i dzięki temu istnieje) a co za tym idzie: czym się zajmuje... stosując się do twojego słownictwa. Czekam na odpowiedź - inną niż moja, z którą ty dyskutujesz imputując mi nierozumienie tego czym jest ateizm.
16-06-2009 22:15 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)
>Pytam się jakich poglądów jest wyrazem ateizm,
Toż tłumaczę cały czas.
    Ateizm jest to odrzucenie wiary w istnienie boga

> czy też inaczej mówiąc: czemu się sprzeciwia, ( jakim poglądom się przeciwstawia i dzięki temu istnieje)

Nie musi się sprzeciwiać niczemu.

> a co za tym idzie: czym się zajmuje... stosując się do twojego słownictwa.
Tłumaczę, ateizm się nie zajmuje. Ateizm to światopogląd. Jest to słowo określające przekonania ludzi.
Przekonania się nie zajmują. Przekonania się ma i tyle!

>Czekam na odpowiedź - inną niż moja, z którą ty dyskutujesz imputując mi nierozumienie tego czym jest ateizm.

Ja ci nie muszę nic imputować. Zresztą, nie da się. Wbiłeś sobie jakąś wizję do głowy i wierzysz w nią tak jak w swojego boga.
Podawałem ci dwa razy linka, oczywiście nie zajrzałeś. Tym razem wkleję kawałek:

Ateizm - pogląd odrzucający wiarę w istnienie wszelkich bogów. Ateizm tłumaczy zjawiska świata bez odwoływania się do przyczyn nadnaturalnych, a jako składnik refleksji filozoficznych, najczęściej łączy się z postawą racjonalistyczną i materialistyczną.
17-06-2009 00:47 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
Cytat:
Ateizm jest to odrzucenie wiary w istnienie boga


Dobrze wiedzieć. ...Ale tego że świat został stworzony, już nie? To nie jest tożsame? Czyli że np. wierzący może wierzyć w Boga, ale już nie w to, że świat został stworzony i starać się to uzasadnić?

Cytat:
Nie musi się sprzeciwiać niczemu.


Przypominam: Cytat:
Ateizm jest to odrzucenie wiary w istnienie boga


No cóż...

- - -

Cytat:
Tłumaczę, ateizm się nie zajmuje. Ateizm to światopogląd. Jest to słowo określające przekonania ludzi.
Przekonania się nie zajmują. Przekonania się ma i tyle!


Przypominam: Cytat:
Ateizm tłumaczy zjawiska świata bez odwoływania się do przyczyn nadnaturalnych, a jako składnik refleksji filozoficznych, najczęściej łączy się z postawą racjonalistyczną i materialistyczną.


Skoro tak gramatycznie do tego podchodzisz.

PS. lista gotowa.
09-06-2009 00:55 
 Ocena 8 na 8
metsys (1088 punktów)

> co więcej, przekonałem się, choćby na tym forum, iż coś takiego jak podstawy ateizmu nie istnieje. Nawet takie, o których można by powiedzieć iż są lipne, czy też " wyssane z palca"...

No Panie Szanowny... Fizyka, chemia, matematyka, biologia, astronomia, historia, archeologia, filozofia... i umiejętność SAMODZIELNEGO myślenia to mało?

>bo nawet sami ateiści ich nie uznają, albo przynajmniej nie muszą, a więc nie na tym polega ich ateizm.

No, Panie Logiku. Zarzucasz Wieczorkowi brak logiki, a sam co robisz? Przekonany :"iż coś takiego jak podstawy ateizmu nie istnieje. Nawet takie, o których można by powiedzieć iż są lipne, czy też " wyssane z palca"..., po chwili radośnie oznajmiasz, że: "nawet sami ateiści ich nie uznają, albo przynajmniej nie muszą,..."
No to jak jest możliwe uznanie czegoś, co nie istnieje? Hę?

>Mnie się wydawało iż ateista to ktoś kto twierdzi iż Boga nie ma itd.

Ależ proszę pozostać przy tym mniemaniu. Jeśli chodzi o mnie, idealnie pasuje.

>No cóż, z tym jednak ateiści nie dyskutują.

Jak najbardziej się nie zgadzam. Jestem gotów pogadać.

>Intelektualne podejście do tego zagadnienia jest dla nich zbędne, ponieważ wierzący też nie potrafią według nich dowieść iż ta idea jest słuszna, a jednak uznają że jest słuszna: mówią przecież "Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba i Ziemi."

A ja mówię, że "Nie wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba I Ziemi" i uznaję słuszność tej idei, jak wszyscy ateiści. Mam taki sam argument jak Ty.

>Jesteś jednak pewien ateisto iż nie potrafią i nigdy tego nie robili? A ty kiedy ostatnio próbowałeś dowieść iż jest odwrotnie, czyli tak jak twierdzisz? Znasz argumenty przeciwników i zwolenników tego stwierdzenia? Rozumiesz je? A skoro uważasz że jednym się udało, a drugim nie - to znaczy, że potrafisz tego dowieść. Ba, ostatnią linią twojej obrony jest ostatecznie relatywizm: dowiedziono przecież, że niczego nie można dowieść, a już na pewno nie warto się o to starać. Oczywiście, to też potrafisz uzasadnić.

Oczywiście, że potrafię. Mało tego. Twojego i każdego innego boga mogę spokojnie posłać tam, gdzie powinien siedzieć, czyli do diabła. Jeden nie istnieje, drugi też więc jakoś się dogadają.

>początkowo miałem zamiar napisać coś o szkodliwości ateizmu, ale historię XX-go wieku każdy chyba zna. Ja oczywiście nie uważam iż ateizm sam w sobie ma coś z tym wspólnego. Stosując jednak tę samą logikę co ateiści mógłbym bez problemu dowieść i potwierdzić to wieloma dokumentami iż w tym sensie miał z tym coś wspólnego. Zanim więc zaczniesz dowodzić iż wiara w Boga i on sam ma coś wspólnego z praktykami przez ciebie wymienionymi, to ja tym samym dowiodę iż nie wiara w Boga zarówno w sensie stricte intelektualnym jak i moralnym degraduje istotę ludzką - choćby dlatego iż ateizm fałszuje rzeczywistość, a coś takiego nie może mieć pozytywnych skutków, gdyż ogranicza zarówno w sensie intelektualnym jak i moralnym - tak jak wg ateistów (setki wypowiedzi różnych ateistów na tym forum to potwierdzają - w tym twoje)
> czyni to wiara.

I ateiści, i wierzący mogą być zwykłymi świniami. Możemy sobie to udowadniać i udowodnimy. Nie zmieni to jednak faktu, że żadnego boga nikt jakoś ostatnio nie spotkał, czyli 2000 lat ani widu, ani słuchu. Kiedyś chętniej bywał. Krzaczek podpalił, Sodomę wyrżnął, morze paluszkiem rozsunął, a dzisiaj? Jest wiara w to co robił. Ja dziękuję, postoję.

Bardzo spodobała mi się wypowiedź Eli Grabarczyk-Sponimasz:
"Logicznie rzecz ujmując przy założeniach, że Bóg istnieje i jest on nieskończenie dobry i kocha człowieka, nie mógły on mieć pretensji do nikogo."

oraz jej rozwinięcie przez Wieczorka:
"Jeżeli bóg jest nie tylko nieskończenie ale po prostu ... dobry , to nie może być w najmniejszym stopniu zainteresowany tym czy ktoś w niego wierzy czy też nie !"

No i tutaj masz istotę ateizmu z gruntu wiary. Dlatego też proszę się odpimpać od ateistów, bo mamy z bogami poukładane całkiem nieźle i nie potrzebujemy uszczęśliwiania na siłę.

Pozdrawiam.

jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
09-06-2009 07:35 
 Ocena 1 na 3
atreYOU (971 punktów)
Cytat:
No Panie Szanowny... Fizyka, chemia, matematyka, biologia, astronomia, historia, archeologia, filozofia... i umiejętność SAMODZIELNEGO myślenia to mało?


Proszę mi wybaczyć, ale ten sam zestaw i ja mogę podać. Szczególnie z ostatnią pozycją, którą wysunąłbym na czoło. Oj, wiedzą o tym już na tym forum, że cię teraz jedynie nie przedrzeźniam.

Cytat:
No, Panie Logiku. Zarzucasz Wieczorkowi brak logiki, a sam co robisz? Przekonany :"iż coś takiego jak podstawy ateizmu nie istnieje. Nawet takie, o których można by powiedzieć iż są lipne, czy też " wyssane z palca"..., po chwili radośnie oznajmiasz, że: "nawet sami ateiści ich nie uznają, albo przynajmniej nie muszą,..."
No to jak jest możliwe uznanie czegoś, co nie istnieje? Hę?


Możesz się zdziwisz, ale dowiedziałem się na jednym z wątków od dwóch ateistów, iż ateista wcale nie musi zaprzeczać temu iż świat został stworzony. Stąd moje aluzje i radosne oznajmienie iż nawet sami ateiści ich nie uznają. No cóż, temu iż ateizm temu zaprzecza nie mogłem... zaprzeczyć, stąd ta cała ekwilibrystyka w powyższym zdaniu, nie do końca szczęśliwa .

Cytat:
>No cóż, z tym jednak ateiści nie dyskutują.

Jak najbardziej się nie zgadzam. Jestem gotów pogadać.


Czy na prawdę chcesz pogadać... okaże się dopiero w praniu.

Cytat:
A ja mówię, że "Nie wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba I Ziemi" i uznaję słuszność tej idei, jak wszyscy ateiści. Mam taki sam argument jak Ty.


I już jestem ciekaw... tak że może z tej dyskusji coś jednak wyjdzie.

Cytat:
Oczywiście, że potrafię. Mało tego. Twojego i każdego innego boga mogę spokojnie posłać tam, gdzie powinien siedzieć, czyli do diabła. Jeden nie istnieje, drugi też więc jakoś się dogadają.


Wyjąwszy to iż ostatniego zdania z tego fragmentu nie zrozumiałem, resztę potraktuję - zgodnie z poprzednimi twoimi słowami - jak preludium do dyskusji, która nas czeka.

Cytat:
I ateiści, i wierzący mogą być zwykłymi świniami. Możemy sobie to udowadniać i udowodnimy. Nie zmieni to jednak faktu, że żadnego boga nikt jakoś ostatnio nie spotkał, czyli 2000 lat ani widu, ani słuchu. Kiedyś chętniej bywał. Krzaczek podpalił, Sodomę wyrżnął, morze paluszkiem rozsunął, a dzisiaj? Jest wiara w to co robił. Ja dziękuję, postoję.


Jak masz przyjąć do wiadomości coś co się stało np. trzy tysiące lat temu, skoro jakimś cudem między uszami przeciekły ci wiadomości z dwu ostatnich stuleci... a nawet lat? Po drugie (może to potraktować jako wstęp do owej dyskusji, którą mi obiecałeś)jak chcesz zrozumieć, że to co ci się ukazało - jest Bogiem, Stwórcą tego świata? Ty przecież odrzucasz stwierdzenie iż do zaistnienia świata konieczny był akt stwórczy. Jakże więc chcesz rozpoznać w ewentualnie objawiającej ci się istocie właśnie Boga? Choćby miał to wypisane na czole: Jestem Bóg, Stwórca tego świata - skoro odrzucasz ideę aktu stwórczego, to znaczy że żadne objawienie ci nie pomorze. W takiej sytuacji powiedziałbyś co najwyżej: nie zawracaj mi głowy swoimi sztuczkami. Jak możesz być Bogiem, stwórcą tego świata, skoro ten go wcale nie potrzebował? Co to za bajki mi opowiadasz? ...i tyle miałbyś korzyści z ewentualnego objawienia. Teraz posłuchaj: istnieje możliwość, że ty jednak to rozumiesz i byłbyś w stanie uznać tę konieczność mając osobiście do czynienia z jakimś cudem, zmartwychwstaniem itd. - czyżbyś więc nagle wówczas zrozumiał coś, czego dotąd rzekomo nie rozumiałeś? I wykrzyknął: tak, to Ty, Boże. Poznaję cię! ...Hmm. Moja teoria jest taka iż ludzie mogą nawracać się w takich sytuacjach ponieważ tzw. argumenty przeciwko istnieniu Boga są w gruncie rzeczy płytkie, mącą jedynie im w głowach, a oni nie potrafią się im często oprzeć. Poza tym ja wcale nie żałuję iż Jezusa nie krzyżują codziennie, a on codziennie nie umiera i nie zmartwychwstaje na twoje życzenie i każdego nowo narodzonego.

Cytat:
Bardzo spodobała mi się wypowiedź Eli Grabarczyk-Sponimasz:
"Logicznie rzecz ujmując przy założeniach, że Bóg istnieje i jest on nieskończenie dobry i kocha człowieka, nie mógły on mieć pretensji do nikogo."

oraz jej rozwinięcie przez Wieczorka:
"Jeżeli bóg jest nie tylko nieskończenie ale po prostu ... dobry , to nie może być w najmniejszym stopniu zainteresowany tym czy ktoś w niego wierzy czy też nie !"


Co do pierwszego, to jak mam to rozumieć?

Co do drugiego: Bóg jest zainteresowany, tak jak i człowiek, prawdą i tylko prawdą. A prawda jest taka, szczególnie z punktu widzenia Boga (zakładając, że istnieje - jak chce autor wątku), że Bóg jest jeden. Nie wiara w Niego, to zaprzeczanie prawdzie, szczególnie z punktu widzenia Boga (zakładając itd.). Skoro jednak twierdzisz, że Go nie ma, to ty samym masz jakieś powody. O tym mamy dyskutować, a nie o jakichś głupotach, które bynajmniej we mnie zachwytu nie wzbudzają.

Cytat:
No i tutaj masz istotę ateizmu z gruntu wiary. Dlatego też proszę się odpimpać od ateistów, bo mamy z bogami poukładane całkiem nieźle i nie potrzebujemy uszczęśliwiania na siłę.


No i okazało się... w praniu. Ja się odpimpuje.

ps. uszczęśliwiać?
10-06-2009 00:24 
 Ocena 5 na 5
metsys (1088 punktów)

> Proszę mi wybaczyć, ale ten sam zestaw i ja mogę podać. Szczególnie z ostatnią pozycją, którą wysunąłbym na czoło. Oj, wiedzą o tym już na tym forum, że cię teraz jedynie nie przedrzeźniam.

Czy masz w zanadrzu coś oprócz tego, co już na forum przedstawiłeś? Jeśli tak, zamieniam się w słuch, jeśli będziesz dublował, nie ma sensu ponowna egzaltacja myśli.

> Cytat:
Oczywiście, że potrafię. Mało tego. Twojego i każdego innego boga mogę spokojnie posłać tam, gdzie powinien siedzieć, czyli do diabła. Jeden nie istnieje, drugi też więc jakoś się dogadają.

> Wyjąwszy to iż ostatniego zdania z tego fragmentu nie zrozumiałem, resztę potraktuję - zgodnie z poprzednimi twoimi słowami - jak preludium do dyskusji, która nas czeka.

Ostatnie zdanie było alegorią logiki religijnej.

> Jak masz przyjąć do wiadomości coś co się stało np. trzy tysiące lat temu..., skoro jakimś cudem między uszami przeciekły ci wiadomości z dwu ostatnich stuleci... a nawet lat? Po drugie (może to potraktować jako wstęp do owej dyskusji, którą mi obiecałeś)jak chcesz zrozumieć, że to co ci się ukazało - jest Bogiem, Stwórcą tego świata? Ty przecież odrzucasz stwierdzenie iż do zaistnienia świata konieczny był akt stwórczy. Jakże więc chcesz rozpoznać w ewentualnie objawiającej ci się istocie właśnie Boga? Choćby miał to wypisane na czole: Jestem Bóg, Stwórca tego świata - skoro odrzucasz ideę aktu stwórczego, to znaczy że żadne objawienie ci nie pomorze. W takiej sytuacji powiedziałbyś co najwyżej: nie zawracaj mi głowy swoimi sztuczkami. Jak możesz być Bogiem, stwórcą tego świata, skoro ten go wcale nie potrzebował? Co to za bajki mi opowiadasz? ...i tyle miałbyś korzyści z ewentualnego objawienia. Teraz posłuchaj: istnieje możliwość, że ty jednak to rozumiesz i byłbyś w stanie uznać tę konieczność mając osobiście do czynienia z jakimś cudem, zmartwychwstaniem itd. - czyżbyś więc nagle wówczas zrozumiał coś, czego dotąd rzekomo nie rozumiałeś? I wykrzyknął: tak, to Ty, Boże. Poznaję cię! ...Hmm. Moja teoria jest taka iż ludzie mogą nawracać się w takich sytuacjach ponieważ tzw. argumenty przeciwko istnieniu Boga są w gruncie rzeczy płytkie, mącą jedynie im w głowach, a oni nie potrafią się im często oprzeć. Poza tym ja wcale nie żałuję iż Jezusa nie krzyżują codziennie, a on codziennie nie umiera i nie zmartwychwstaje na twoje życzenie i każdego nowo narodzonego.

Pretensje do garbatego, że ma dzieci proste. Już mam zacząć wierzyć? Poczekam chyba jednak na jakiś cud, no nie będę wymagający, cudzik, cudaczek, cuduś maleńki. Taki klarowny, czysty, prosty i naukowo udokumentowany. Masz rację. To mi wystarczy. Mam nawet pomysł. U mnie w szpitalu jest młody chłopak z amputowanymi stopami. Myślę, że chciałby pograć w piłkę. I co Ty na to? Zwołamy gremium, włączymy kamery, damy bezpośrednią relację przez internet. wcześniej nawet ogłosimy całemu światu, że będziemy świadkami cudu. Bóg za jednym zamachem da nóżki chłopakowi i załatwi sobie powrót synów marnotrawnych z całego świata i nie będzie już nigdy więcej tych wstrętnych ateistów.
To co? Pogadasz z nim? Organizację i media biorę na siebie.
Jeszcze tylko prośba, by wcześniej wpadł do mnie i potwierdził swoją obecność, bo nie chcę wyjśc na, no wiesz kogo.

jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
10-06-2009 11:06 
 Ocena-1 na 3
atreYOU (971 punktów)

Czyżbyś nigdy nie słyszał o podobnych cudach? ...Aha, zawsze jakieś ale. Czy to moja wina, że jakoś do niektórych nie docierają wiadomości np. o cudownych uzdrowieniach związanych z pewnym zakonnikiem, o Pio? To lata sześćdziesiąte! A propo nóg: ostatnio czytałem (na forum racjonalisty ktoś nawet linka podrzucił) o cudzie właśnie odrośnięcia całej nogi u pewnego młodzieńca, nie pamiętam szczegółów, gdzieś ok. dwieście lat temu. Rzecz jest udokumentowana, badana przez lekarzy itd. Całe miasteczko świadków, tzn. świadków faktu iż chłopak nie miał nogi a na drugi dzień już miał. Obudził się z całą nogą, coś w tym stylu.

Po drugie: czy ja piszę po chińsku, że nie można mnie zrozumieć? Napisałem: "jak chcesz zrozumieć, że to co ci się ukazało - jest Bogiem, Stwórcą tego świata??? Ty przecież odrzucasz stwierdzenie iż do zaistnienia świata konieczny był akt stwórczy. Jakże więc chcesz rozpoznać w ewentualnie objawiającej ci się istocie właśnie Boga? Choćby miał to wypisane na czole: Jestem Bóg, Stwórca tego świata - skoro odrzucasz ideę aktu stwórczego, to znaczy że żadne objawienie ci nie pomorze. W takiej sytuacji powiedziałbyś co najwyżej: nie zawracaj mi głowy swoimi sztuczkami. Jak możesz być Bogiem, stwórcą tego świata, skoro ten go wcale nie potrzebował? Co to za bajki mi opowiadasz?"
Powiedz mi więc, jak w sytuacji, którą opisałeś, będąc nawet świadkiem takiego cudu (jak ci, którzy byli świadkami uzdrowień dokonanych przez np. o Pio), ba! nawet gdyby On sam przyszedł do ciebie (taki warunek też postawiłeś) - uwierzysz w to, że to On, Bóg przyszedł i przemówił do ciebie i takie sztuczki że ho, ho, właśnie wyprawia? Chyba, że powiesz, ale zanim do tego dojdzie: tak, bez Boga świat nie mógłby zaistnieć. Dlatego właśnie nadal uważasz - i jest to prawda - iż będąc świadkiem jakiegoś cudu (jak ci, lub owi, o których wspomniałem) byłbyś skłonny uwierzyć. No więc? Jak z tym będzie? Akt stwórczy jest konieczny, czy nie? Czy też świat istnieje sobie ot tak, albo powstał sam z siebie itp. itd? Np.teoria ewolucja wyklucza akt stwórczy, czy nie? A może to Bóg osobiście ma ci to wytłumaczyć, bo ty sam własnym rozumem nie potrafisz tego dociec? A skoro już dociekłeś i uważasz że jest On niepotrzebny - to każde objawienie nazwiesz sztuczką, iluzją, halucynacją, nawet własną. Bo skoro "nauka i rozum czynią Boga zbędnym" - to jak ty chcesz nie nazwać o Pio oszustem, np. uzdrowienie przez niego niewidomej dziewczynki czymś więcej niż oszustwem, spiskiem itd. To samo co się tyczy tego chłopaka bez nogi. Pewnie sobowtóra podrzucili. No bo przecież całe miasteczko widziało chłopaka bez nogi, a na drugi dzień na dwóch nogach. Ciekawe zjawisko. Ewolucja na pewno to kiedyś wytłumaczy.
10-06-2009 18:56 
 Ocena 4 na 4
metsys (1088 punktów)
> Czyżbyś nigdy nie słyszał o podobnych cudach? ...

Masz zamiar tak cały czas?
Otóż słyszałem o cudach, jakich świat nie widział. O Pio też. Nie będę teraz wdawał się w dywagacje o głębokości banialuk na temat odrastajacej nogi, czy uzdrowienia tej dziewczynki. Zejdźmy na Ziemię. Obłoki niech suną sobie po niebie dalej bez nas. Mam pewną propozycję.

Jak już zaznaczyłem wcześniej, jest pewien chłopak, młody, przed którym jeszcze cały szmat życia, który stracił obydwie stopy. Z nogawek sterczą obandażowane kikuty. Jest katolikiem.
Przyjmując, że nieskończenie miłosierny, Twój i jego bóg może zdziałać cud i spowodować odrośnięcie rzeczonych części ciała, zorganizujmy ogólnopolską akcję wymodlenia cudu dania szansy temu chłopcu. Wiem, że nie może się on pogodzić z ich utratą. To nie jest żart.
Jestem w stanie dokumentować ten cud. Można poprosić wszystkich biskupów, by zlecili rozpowszechnienie listu, który napisze ten chłopiec z prośbą do boga, by poprzez modlitwę (prośby) całego, polskiego narodu (zaangażujemy w to nawet ateistów), ten na nowo obdarzył go możliwością skakania, chodzenia, biegania...
Naprawdę jestem gotów podjąć się organizacji przedsięwzięcia. Wydaje się być ogromne, ale nie niemożliwe do realizacji.
Wyobrażasz sobie siłę szczerych modlitw i próśb milionów osób wniesionych ku niebiosom? Czy widzisz oczyma wyobraźni rzesze ateistów padających na kolana, gdy dostaną potwierdzenie, że nie ma rzeczy niemożliwych dla WSZECHMOGĄCEGO? Mam tylko jedną, jedyną prośbę do Ciebie. Załatw patronat kościoła nad tą akcją.
Oprawę naukową, logistyczną, medialną i archiwizacyjną biorę na siebie. Powołamy komisję złożoną z wszystkich dostępnych grup wyznaniowych, naukowców, ateistów.
Co Ty na to?


jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
11-06-2009 09:34 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
To żenujące. Sam uznajesz rzeczy potwierdzone przez licznych świadków, udokomentowane lepiej niż wojna peloponezka, a nawet bardziej niż niektóre ważne zdarzenia z historii XX-go wieku za bzdury, bo tak ci się podoba i już - następnie wyrażasz ogromne zdziwienie iż jest tak, a nie inaczej. Na domiar złego jeszcze mówisz że się powtarzam, a sam niemal wklejasz tutaj swoją poprzednią wypowiedź. Najpierw uważasz zdarzenie z chłopakiem bez nogi, o którym wspomniałem, za bzdurę, choć żadnych podstaw do tego nie masz - następnie proponujesz jakieś show z cudownymi uzdrowieniami, o których - o zgrozo - kiedy tylko usłyszysz to automatycznie, bez żadnych podstaw odrzucasz jako niewiarygodne itd. - tak jakby do uznania faktu za fakt potrzeba było jakieś wiary. Owszem, potrzeba jej, gdy fakt jest tego rodzaju co te, o których mówimy - komuś odrosła noga, niewidomy zaczął widzieć itp. Ale to są zdarzenia, które miały współcześnie, już nie w jakiejś starożytności, licznych świadków, a niektóre z nich są lepiej udokumentowane niż wiele innych zdarzeń z przeszłości, nawet całkiem nieodległej, których się jednak już nie podważa. Zastanów się o co ci chodzi, bo jak widzę chętnie zrobisz wariatów i oszustów ze wszystkich, którzy twierdzili i twierdzą, że podobnych rzeczy byli świadkami - ale oczywiści gdyby to ciebie spotkało, to chciałbyś aby było inaczej, żeby ci wszyscy uwierzyli i nie uważali cię za oszusta i wariata. W tej sytuacji muszę cię oświecić - nie licz na to, że ktoś ci w cokolwiek uwierzy, choćby zobaczył to w wieczornych wiadomościach. Nie takie rzeczy technicy filmowi wyprawiają. Zawsze znajdzie się jakiś sceptyczny argument w sytuacji gdy mamy do czynienia z takimi rzeczami. Przykro mi, ale tak już jest i inaczej nie będzie. - Sęk w tym, iż takie rzeczy się jednak zdarzały i zdarzają: mają swoich świadków, jacyś naukowcy, lekarze je badali itd. Dla ciebie jednak o Pio to oszust, ludzie, którzy widzieli jak choćby ta dziewczynka odzyskała wzrok i dziesiątki innych uzdrowień związanych choćby tylko z samym o Pio. Dla ciebie to oszuści, a ten zakonnik to spiskowiec najwyraźniej itp. To śmieszne wręcz, że ktoś kto ni z tego ni z owego odrzuca każde takie zdarzenie jako bzdurę itp. stwierdza, że dlatego iż takie rzeczy się nie zdarzają, nie jest w stanie przyjąć do wiadomości tego, lub owego. Ależ człowieku, zdarzają się, jak najbardziej. Bóg potwierdza swoją obecność również w ten sposób... Są to rzeczy narażone z oczywistych, rozumowych względów, na sceptycyzm - ale to są fakty. Uważasz je za wątpliwe - twoje prawo, wręcz prawo rozumu. Miej jednak na tyle odwagi cywilnej i zbadaj to i owo sam, a nie odrzucasz wszystkie takie zdarzenia jako dzieło spiskowców, szarlatanów, bądź zbiorowe halucynacje. Toż przecież choćby taki o Pio musiałby wyjść na super szarlatana, który wydłubywał sobie przez czterdzieści lat stygmaty igłą i kwasem (sic!), nie zaprzeczał temu iż rzeczy które zdarzały się w związku z nim, a które ludzie uważali za uzdrowienia, to nie oszustwo, ale rzeczywiste cuda - przecież był świadom tego co się dzieje wokół niego. Zastanów się więc co należałoby zrobić z tego człowieka, uznając te rzeczy za oszustwa, a wszystkich świadków za... widocznie oszustów też. Tylko jeden metsys gdyby znalazł się w San Giovanni Rotondo za życia o Pio - byłby jak najbardziej wiarygodnym świadkiem. Reszta to spiskowcy, oszuści, szarlatani itd. itp. itd.
11-06-2009 12:14 
 Ocena 4 na 4
metsys (1088 punktów)
>To żenujące...

I kto to mówi?
Cała Twoja wypowiedź oscyluje wokół przekonania, że lepiej wiesz ode mnie w co jestem w stanie uwierzyć, a w co nie. Z góry narzuciłeś ramy, w których zamknąłeś możliwości mojej wyobraźni (zapewniam Cię, że ciężko mnie samemu jest znaleźć jej granice).

Jeśli chodzi o tak eksponowane przez Ciebie przykłady mężczyzny, któremu rzekomo odrosła noga, albo zakonnika Pio.
Otóż na polu obydwu tych "cudownych" ewenementów oparłem w dużej mierze swój sceptycyzm do wiary i prawdomówności kościoła. Ktokolwiek dogłębnie badał te przypadki i podchodził do tego merytorycznie, widzi jak na dłoni efekty manipulacji, chęci zysku oraz ogromną skalę oszustw. Niemniej jest to temat na osobny wątek, który, o ile masz ochotę podjąć się w nim polemiki, można otworzyć.
Dodam jeszcze, że poświęciłem zbieraniu informacji na temat Pio sporo swojego czasu i energii. Chciałem znaleźć w nim potwierdzenie tego, co można by uznać za boską rękę, a nie jej zaprzeczenie, ale im bardziej wnikałem w otoczkę tego przypadku, tym szerzej otwierałem oczy ze zdumienia. Groteska do granic absurdu. Pio stał się w końcu rodzynkiem pielęgnowanym przez kościół. Niestety nie udało się zatrzeć wszystkich śladów i poszlak wskazujących na zupełnie inny charakter gry pod nazwą "True Lies".

Prawdę mówiąc nie jest w tej chwili ważna dla nas historia cudów, retoryki kościelnej i, generalnie, przeszłości. Zajmijmy się teraźniejszością.
Wyszedłem z propozycją zrobienia rzeczy, która może raz na zawsze wyjaśnić boskość, miłosierdzie i wszystko inne naj boga do ludzi.

Stwierdzenie braku stóp nie jest jakąś wybitną diagnozą lekarską. mimo to, jestem w stanie zorganizować rzeszę zarówno lekarzy, naukowców oraz np. przedstawicieli prawa (sędziów, prokuratorów etc.), obserwatorów z każdej religii (kto wyrazi taką chęć). Wszelkie, znane medycynie badania wykonamy, udokumentujemy sądownie i przy obecności mediów. Myślę, że z pomocą osób czytających to forum uda się nawet ściągnąć osobistości zza granicy.
Pogadaj z biskupami. Jeśli się piszą, nie ma sprawy. Ruszamy z modlitwami.

Nie zakładaj z góry, że się nie nawrócę, albo, że nikt inny tego nie zrobi. Gwarantuję, że jesli odrosną temu chłopcu stopy, to cała sprawa warta będzie wszelkiego naszego wysiłku. Choćby tylko po to, by znów mógł chodzić.
Nawrócenia potraktujmy jako wynik uboczny miłosierdzia bożego. Jeśli się uda, wstąpię do zakonu. Naprawdę.

Przedstawiam sprawę jasno. Nie kluczę, nie oszukuję, nie żongluję słowami. Proponuję zatracenie się w modlitwie całej Polski w zbożnych celach:
1. Dania szansy temu chłopcu,
2. Ugruntowania wiary wierzących,
3. Nawrócenia niewiernych.

Myślę, że Twój bóg nie jest idiotą i długo nie da się prosić. Ma dużo do zyskania. Bardzo dużo.

Jak teraz mnie nazwiesz, opiszesz, ocenisz? Zrób to nie myśląc za mnie. Ok?


jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
11-06-2009 16:47 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
Nie jest do diaska do ciebie negatywnie nastawiony, bo nie jesteś w stanie uznać cudów za fakty. Nadal jednak nie widzę powodu, aby robić np. z o Pio oszusta. Czy ludzie w kościele widząc jak dziewczynka odzyskuje wzrok ulegli zbiorowej halucynacji? Skąd wziąłeś powody do tego aby jego stygmaty uważać za samookaleczenia? Przy takim samookaleczeniu ten człowiek nie przeżyłby jednego miesiąca. A to trwało kilkadziesiąt lat. Tuż po śmierci rany zniknęły. Też sam u siebie to wywołał? Tylu świadków, tyle wykluczających zależność od człowieka zdarzeń, czyli po prostu cudów. W historii można znaleźć oczywiście wiele fałszywych świadectw, ale z tego powodu wykluczać wszystkie, tłumacząc je jeszcze w dodatku w bardziej nonsensowny sposób niż nazywanie to cudem. O to chodzi. Aby umieć spojrzeć na ten świat obiektywnie.

Masz widzę problem z tym, że Bóg "nie chce" uzdrowić tego chłopaka, przywrócić mu nóg. A skoro jest Bogiem, to na pewno może. Słusznie. Wielu pisało listy z prośbami do o Pio. Wielu stwierdziło iż to pomogło. Ojciec Pio się modlił w intencji tych ludzi i z tego co wiadomo są świadectwa o tym, że niektórym to pomogło. Mógłbyś być zachłanny i zapytać: dlaczego nie wszystkim? Albo być jeszcze bardziej zachłannym i zapytać: dlaczego nie wszystkim chorym? Dlaczego w ogóle są jeszcze choroby, dlaczego ogień parzy, dlaczego ludzie wpadają pod samochody, dlaczego samoloty spadają na ziemię (trzeba zlikwidować grawitację... tym się na pewno zajmie Bóg). Nie żądaj więc ode mnie odpowiedzi na pytanie, do którego to wszystko się sprowadza: dlaczego Bóg stworzył siłę grawitacji, która sprawia że samoloty spadają na ziemię. Jednego jestem pewien: samoloty stworzyli ludzie, a siła grawitacji nie jest zła.

Po drugie: ludzie używają najczęściej właśnie takich argumentów, które niejako podważają dobroć Boga, a tym samym jego istnienie itd. Pytanie, które zadają, brzmi: dlaczego Bóg dopuścił, czy też dopuszcza do czegoś takiego? Czemu ludzi dotykają takie tragedie? Przecież z tego nie ma żadnych korzyści, żadnego celu. To tylko zniszczenie, bezcelowe, bezsensowne. / Z drugiej strony uczciwie powinieneś jednak pomyśleć: nikt człowiekowi też nie karze zabijać i robić różnych okrutnych, bezsensownych, bezcelowych rzeczy. On jednak je robi i zawsze jest do nich skłonny. Czy Bóg istnieje, czy nie - takie rzeczy się dzieją. Bóg nie istnieje? Dobrze. Człowiek jednak robi te rzeczy nadal. Jak to teraz wytłumaczysz? Dlaczego natura dopuszcza do takich rzeczy? Dlaczego świat jest taki, a nie inny? Czy już wówczas wystarczy ci odpowiedź: jest taki, a nie inny - bo taki jest i już? Boga nie ma. Świat jest i w dodatku taki a nie inny: istnieją choroby, trzęsienia ziemi, bezcelowe cierpienie, a na końcu... śmiech i wielkie pytanie: po co to wszystko było? Tak trudno wyobrazić sobie świat bez Boga? Pytania i wątpliwości pozostają te same. Choroby nękają tak samo, jabłka spadają na ziemię, ogień parzy tak samo, ludzie zamiast sobie pomagać w cierpieniu, jeszcze sobie go dokładają. Po co? Dlaczego tak się dzieje? Czy w wizji ateisty świata bez Boga nie ma już takich pytań i zjawisk?

Tzw. racjonaliści jednak na przekór temu racjonalizują zło i cierpienie. Jak to robią? A choćby poprzez takie hasła jak dobór naturalny itp. W świecie racjonalisty cierpienie, krwiożercza walka między sobą itp. są jak najbardziej cool. Może to powinieneś powiedzieć temu chłopcu bez nóg. Stańmy się wszyscy bezmyślnymi potworami wiedzionymi instynktami, a wówczas nikt już nie będzie się bulwersował istnieniem zła, cierpienia itd.

Cytat:
Przedstawiam sprawę jasno. Nie kluczę, nie oszukuję, nie żongluję słowami. Proponuję zatracenie się w modlitwie całej Polski w zbożnych celach:
1. Dania szansy temu chłopcu,
2. Ugruntowania wiary wierzących,
3. Nawrócenia niewiernych.

Myślę, że Twój bóg nie jest idiotą i długo nie da się prosić. Ma dużo do zyskania. Bardzo dużo.


Mógłbyś jeszcze dodać: "zejdź z krzyża, a ci uwierzymy".
11-06-2009 17:07 
 Ocena 2 na 2
metsys (1088 punktów)
>Nie jest do diaska do ciebie negatywnie nastawiony, bo nie jesteś w stanie uznać cudów za fakty. Nadal jednak nie widzę powodu, aby robić np. z o Pio oszusta.

Powtórzę jeszcze raz. Jeśli mamy rozmawiać o Pio oraz innych cudakach, to otwórzmy osobny wątek. Możemy w nim także odnieść się do boskości Davida Copperfielda. Znam temat i wiem, że jest o czym dywagować. Jednak przypomnij sobie co pisałem o stromej i śliskiej górce, z której właśnie zacząłeś niekontrolowanie zjeżdżać.

Potok słów, który wylałeś powyżej jakoś wcale nie przybliżył nas do zasadniczej kwestii, którą chcę z Tobą omówić. Znów zapytam wprost: Czy Twoja wiara jest na tyle silna, prawdziwa, czysta, byś podjął się przedsięwzięcia, które zaproponowałem?

Stawiam rzecz uczciwie. Oczekuję też uczciwej i klarownej odpowiedzi.

jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
12-06-2009 00:01 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
Cytat:
Czy Twoja wiara jest na tyle silna, prawdziwa, czysta, byś podjął się przedsięwzięcia, które zaproponowałem?


Czyżbyś robił mi egzamin z wiary? Ciebie nie stać nawet na to jak widzę, aby uznać fakt za fakt, świadków za świadków, a nie oszustów, dowody za dowody, wspaniałych ludzi za wspaniałych ludzi, zamiast zmyślać bezpodstawne na ich temat spiskowe teorie - a mnie robisz egzamin... z wiary? Co cię takiego uszlachetnia? Tragedia tego chłopaka? Co ty miałbyś więcej mu do powiedzenia? Jaką ciekawszą propozycję miałbyś dla niego? Jakie wytłumaczenie dla tego iż to jemu się przydarzyło i że w ogóle się to komukolwiek przydarza? Czy jak stracę nogi, to mam tracić wiarę, przestać myśleć, wszędzie widzieć spiski, wspaniałych ludzi obrzucać błotem. Nie sugeruj mi też, że wiesz więcej niż ja się dotychczas dowiedziałem na temat Ojca Pio, znam wszystkie negatywne teorie na jego temat i niemal wszystko co postronny człowiek może wiedzieć o jego życiu. Wszystko jestem w stanie ocenić obiektywnie a dotychczas nie znalazłem żadnych powodów do tego aby domniemywać przynajmniej jakiegoś oszustwa w tym przypadku - a uwierz mi, że byłbym pierwszy, który by twierdził to co ty, gdybym znalazł jakiś powód do tego. Jak tak bardzo ci na tym zależy i to poprawi ci humor to ja tam mogę być dla ciebie zaślepionym idiotą, do którego nie docierają fakty. O jedno cię tylko proszę: nie rób mi egzaminu z wiary, zanim sam nie zaczniesz uznawać chociaż fakty za fakty. Znasz lepsze to je podaj tutaj i teraz, a nie karz mi tworzyć nowych wątków. Jak mnie, zaślepionego głupca, przekonasz do tego iż Ojciec Pio był oszustem, a Watykan ukrywa jakąś inną prawdę o nim - wówczas będziesz mógł robić mi egzamin z wiary.
12-06-2009 10:35 
 Ocena 1 na 1
metsys (1088 punktów)

> Czyżbyś robił mi egzamin z wiary? Ciebie nie stać nawet na to jak widzę, aby uznać fakt za fakt, świadków za świadków, a nie oszustów, dowody za dowody, wspaniałych ludzi za wspaniałych ludzi, zamiast zmyślać bezpodstawne na ich temat spiskowe teorie - a mnie robisz egzamin... z wiary? Co cię takiego uszlachetnia?

Oj od razu egzamin. Nie przyszło Ci do głowy, że chcę tylko zobaczyć jak daleko jesteś w stanie posunąć się w stworzonym przez siebie mechanizmie samozaprzeczeń?

Pozwolisz, że pominę tor dyskusji, na jaki starasz się ją skierować. Niech będzie, że nie jestem w stanie uznać przedstawianych przez nietendencyjny kościół, świadków i faktów.
Staram się nie tylko zakładać, że bóg, bogowie istnieją, ale nawet to udowodnić.

Przypomnę, że znajdujesz się wśród sceptyków-racjonalistów. Jako taki wykazuję jednak dobrą wolę zmiany nastawienia i staram się przeprowadzić dowód na siłę wiary i wszechmoc boga.

Jeśli przyjmujesz moją propozycję, to uznam nie tylko potęgę Twojej wiary, ale też prawdziwość wiary całego kościoła. Możemy dokonać rzeczy wielkiej niezależnie od wyniku.
Jeśli ją odrzucasz, to uzasadnij dlaczego.

I proszę Cię daruj sobie inwektywy.


jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
12-06-2009 22:24 
 Ocena 2 na 2
atreYOU (971 punktów)

Cytat:
chcę tylko zobaczyć jak daleko jesteś w stanie posunąć się w stworzonym przez siebie mechanizmie samozaprzeczeń


Kto tak naprawdę tkwi w tym mechanizmie, należałoby najpierw wyjaśnić... nie sądzisz?

Cytat:
Pozwolisz, że pominę tor dyskusji, na jaki starasz się ją skierować. Niech będzie, że nie jestem w stanie uznać przedstawianych przez nietendencyjny kościół, świadków i faktów.
Staram się nie tylko zakładać, że bóg, bogowie istnieją, ale nawet to udowodnić.


No właśnie. Nie zauważasz iż stosując taką "logikę" podważasz własne założenie iż jesteś w stanie taki dowód - za ten dowód uznać? Podważasz z góry uznając za tendencyjne wszelkie takie dowody, cudze doświadczenia za oszustwa itd. - swoje własne doświadczenie natomiast automatycznie uznałbyś za... dowód na cokolwiek?

Ale nie myśl, że ja cię nie rozumiem. Wiem o co ci chodzi: o taki dowód powszechny, a właściwie cud powszechny, który raz na zawsze rozwiałby wszelkie wątpliwości sceptyków wierzących, jak i niewierzących. Sceptycyzm zresztą nie jest czymś co wyróżnia rzekomych racjonalistów. Traktowany jednak jako zasada, jest w stanie zaślepiać i ograniczać naturalną funkcję rozumu, jaką jest dociekanie prawdy - kończy się to zarzucaniem mu jakiejś niemożności do jej poznania, czy też niesprowadzalności zasad rządzących rzeczywistością do zasad - które się w tym przypadku odróżnia od tych pierwszych - rządzących ludzkim rozumem. Do większego absurdu jednak i nonsensu ludzka myśl nie mogła zostać sprowadzona, jak właśnie do tego. ...Dlaczego to rozwijam? No cóż, mówimy przecież o dowodach... a dokładnie o dowodzie empirycznym. Powtarzałem to już wiele razy na tym forum i powtórzę jeszcze raz, choćby dlatego iż nikt (łącznie z tobą) się do tego nie odniósł zbywając to wygodnym milczeniem: mówiąc o dowodzie empirycznym na istnienie Boga, nie można się spodziewać iż ten dowód sam w sobie będzie miał moc wyjaśniającą. Krótko mówiąc: do uznania tego doświadczenia za dowód na to, o czym mówimy - konieczne jest już to rozumienie, które da nam powody do tego aby to, czego doświadczamy uznać za dowód na to, a nie na co innego, bądź też zupełnie na nic.
...Jesteśmy więc np. na mszy odprawianej przez pewnego zakonnika z San Giovanni i nagle słyszymy jak błogosławiona przez owegoż zakonnika dziewczynka mówi do swojej mamy iż zaczyna ją widzieć. No cóż, nic dziwnego. Sęk w tym iż ta dziewczynka - jak się później dowiadujemy - urodziła się... bez źrenic, czy też po prostu z tak uszkodzonymi oczami iż właściwie można powiedzieć, że ich nie ma. W sposób naturalny i jak najbardziej właściwy w twoim umyśle pojawia się pytanie: czy ta dziewczynka aby rzeczywiście urodziła się bez źrenic, czy też - krótko mówiąc - czy aby rzeczywiście jako niewidoma weszła do tego kościoła. Rozpoczynamy więc dochodzenie w ramach którego mamy udzielić odpowiedzi na to pytanie, a więc: zbieramy dokumentację szpitalną, świadków wcześniejszego życia tej dziewczynki. Tak też uczyniono w tym przypadku. Zebrano dokumentację, świadków itd. Jakie więc nadal mamy powody aby temu zaprzeczać? Jedynym powodem do tego mogłoby być to iż po prostu ty sam tego nie zrobiłeś, nie byłeś w tym kościele, nie widziałeś tej dziewczynki, nie zebrałeś dokumentacji itd. A teraz pytanie podstawowe: skoro nie możesz z tego uznać tej dokumentacji, tych świadków itd. z owych względów o których powiedziałem - to w jaki sposób i na podstawie czego twój sceptyczny umysł wyrobił sobie zdanie wprost przeciwne, a więc: 1.dziewczynka wcale nie weszła do tego kościoła jako niewidoma i to jeszcze niewidoma z takich powodów; 2.udawała; 3.dokumentacja została sfałszowana; 4.świadkowie wcześniejszego życia tej dziewczynki jako dziewczynki urodzonej bez źrenic, a więc: rodzice, sąsiedzi, wiele innych osób z miejscowości w której żyła itd. byli... hm...podstawieni, czy też - ogólnie mówiąc - byli częścią spisku?
...Wróćmy teraz do tego, co mówiłem o dowodzie empirycznym itd. W przypadku takiego zdarzenia jak to z tą dziewczynką po zebraniu dokumentacji i świadków jej dotychczasowego życia, stwierdzono: dziewczynka rzeczywiście urodziła się bez źrenic, rzeczywiście weszła jako ta dziewczyna do tego kościoła. Pobłogosławiona przez tego, a tego zakonnika stwierdziła, że zaczyna widzieć. ...I teraz odnośnie tego co powiedziałem o dowodzie empirycznym, a więc: do uznania tego doświadczenia za dowód na to, o czym mówimy - konieczne jest już to rozumienie, które da nam powody do tego aby to, czego doświadczamy uznać za dowód na to, a nie na co innego, bądź też zupełnie na nic. Teraz już rozumiesz o co chodzi? Po zebraniu tej dokumentacji, świadków jej dotychczasowego życia, stwierdzono iż dziewczynka weszła do tego kościoła niewidoma za taką a taką przyczyną (brak źrenic), następnie pobłogosławiona przez takiego, a takiego zakonnika zaczęła widzieć. Co jest teraz potrzebne do tego, aby to uznać za dowód na to, a nie na co innego, bądź też zupełnie na nic?

Hmm... Czy sceptyczny umysł racjonalisty potrafi powiedzieć na co więcej, czy też na coś innego może być to jeszcze dowód? Jakieś... inne racjonalne wytłumaczenie (wytłuściłem inne aby zaznaczyć iż wytłumaczenie tego cudem, czy tez po prostu ingerencją Boga - nie jest wcale nie racjonalne) W końcu sam stwierdziłeś (zaproponowałeś nawet coś w rodzaju próby) iż w przypadku gdyby ta próba zakończyła się powodzeniem... ale tego nie muszę ci przypominać. (obecność dziewczynki w tym kościele też można by potraktować jako coś w rodzaju takiej próby, gdyż matka przyprowadziła ją tam, właśnie do tego kościoła, na mszę odprawianą przez tego, a nie innego zakonnika... aby się pomodlić ...trudno jednak powiedzieć, aby przyszła tam aby stawiać ...ultimatum Panu Bogu.)

Mam nadzieję, że to docenisz... choćby dlatego iż takie refleksje jak ta np. dotycząca dowodu empirycznego (na to o czym dyskutujemy, czy też w ogóle na cokolwiek), mogły by przez umiejętne nawiązanie otworzyć oczy na wiele spraw.
13-06-2009 00:11 
 Ocena 1 na 1
metsys (1088 punktów)

> No właśnie. Nie zauważasz iż stosując taką "logikę" podważasz własne założenie iż jesteś w stanie taki dowód - za ten dowód uznać? Podważasz z góry uznając za tendencyjne wszelkie takie dowody, cudze doświadczenia za oszustwa itd. - swoje własne doświadczenie natomiast automatycznie uznałbyś za... dowód na cokolwiek?

Niestety odpowiem w locie (pracuję i nie zawsze noc jest dla mnie tym najspokojniejszym czasem, a szczególnie "przedłużane weekendy" stanowią o zasadności składek na ZUS) więc jedynie krótka refleksja na część Twojej wypowiedzi:
"Taki dowód", jaki proponuję jest do zaakceptowania. Eliminujemy przypadek, manipulację, fałsz, uznaniowość. To czysta struktura doświadczenia opartego na empiryzmie. Jedyną rzeczą, której nie jesteśmy przewidzieć jest wynik doświadczenia (ściślej, ja wiem, jak się skończy, natomiast czekam na Twoją opinię). Mając to na uwadze uważam, że logika użyta do jego przeprowadzenia jest poprawna, acz pokrętna i myślę, że wiesz o tym tak samo dobrze, jak ja.
Do pozostałej części postaram się ustosunkować jutro.
Uciekam pracować.

jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
13-06-2009 22:45 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
Cytat:
(ściślej, ja wiem, jak się skończy, natomiast czekam na Twoją opinię)


Ja nie wiem. (wolałbym jednak abyś jednak odniósł się do mojej poprzedniej wypowiedzi, o ile oczywiście nadal chcesz to zrobić. To co tam napisałem śmiało możesz potraktować jako replikę do tej twojej wypowiedzi, w której mówisz: "To czysta struktura doświadczenia opartego na empiryzmie." Warto więc rozważyć strukturę tego dowodu, tym bardziej iż jest to priorytetowe zagadnienie i refleksja nad nim nigdy nie jest zbyteczna)
18-06-2009 21:39 
 Ocena 5 na 5
metsys (1088 punktów)
>Warto więc rozważyć strukturę tego dowodu, tym bardziej iż jest to priorytetowe zagadnienie i refleksja nad nim nigdy nie jest zbyteczna)

Strasznie wszystko komplikujesz. Struktura dowodu jest jasna od samego początku. Dokumentujemy siłę wiary, możliwości boga, cud. Robimy to w jedyny możliwy sposób. Metodologią naukową.
Coś już wiemy.
Nieodparcie pojawia się wniosek o braku solidnych, mocnych podstaw wiary, by, nawet nie tyle spróbować podjąć się eksperymentu, ile w ogóle zająć jakiekolwiek stanowisko co do jego meritum. Nie będziesz chyba zdziwiony, że nie mówię tutaj o sobie, a o Tobie, jako wierzącym, religijnym i mającym wiele do powiedzenia interlokutorze, niestety zaprzeczającym samemu sobie.

Kiedy zaprzeczyłeś? Dokładnie cały czas negujesz podstawową ideę swojego boga. Mam na myśli jego wszystkomódzstwo, wszystkomyślstwo i wszechbyćstwo. Jednym słowem olałeś sobie jego idealizm.

Skoro mógłby on uzdrowić tego, konkretnego chłopca, przez co wskazałby na swoją nieskończoną moc i miłosierdzie, a jednocześnie rozświetlił myśli niewierzących i dał im możliwość religijnej ekstazy w połączeniu z sobą, to dlaczego miałby tego nie zrobić?
Może mieć to głęboko w d...., bo jest bogiem i nikt mu tutaj nie będzie niczego dyktował i podskakiwał. Z drugiej strony nie powinna być mu przecież obca ludzka ułomność i fakt zwątpienia.
Tym bardziej teraz, gdy świat zaludnia nieporównanie więcej ludzi niż kilka tysięcy lat wstecz, a siła wiary maleje w nich proporcjonalnie do liczby bitów informacji odbieranych każdego dnia. Kiedyś jakoś chętniej lubił sobie pocudować, a teraz co? Jakieś fobie, lęki, że wyląduje w kabarecie?
Pojawienie się wieści o wspaniałym cudzie, którego prawdziwość nie mogłaby opierać się na wierze, a na bezspornym fakcie, spowodowałaby przepływ miliardów tetrabajtów informacji bezsprzecznie proreligijnych. Tylko snobistyczny żul zaprzepaściłby taką okazję.

Ponoć zesłał swojego syna, by nas zbawił umierając (obłędnie idiotyczna logika), co dla mnie jest szczytem perwersyjności, a miałby sknerzyć na jednym, mizernym cudziku? .

Prawdę mówiąc, to się mu nie dziwię. Skoro jego wojujący na słowa wyznawca nie ma zamiaru nawet zacząć polemiki na temat organizacji dla swego boga tak szczytnego celu, to co można chcieć?

Czego mogę wymagać od bóstwa, w którego nie wierzy nawet jego obrońca? A wierzy? A jest pewny, że w swym miłosierdziu i ukochaniu człowieka, jego nieskończenie dobry bóg okaże łaskę beznogiemu chłopcu? Sposób zna. Jak nie, to można mu przypomnieć, że po świecie biegają np. Salamandry, którym, hoho, nie jedna kończyna odpadła. Ma na wzór.

Co takiego zatem proponujesz zamiast?
Jak dla mnie nic ciekawego. Odgrzewanie zimnego i nie pierwszej świeżości kotleta w postaci Pio mnie nie interesuje. Banał i retoryka, która nie jest warta zaśmiecania tego wątku.

Temat dotyczy założenia istnienia jakiegoś boga i do tego się dostosowałem. Założyłem, przyjąłem tezę o wszechmocy i staram się ją potwierdzić za pomocą wynalezionej przez rzeczone bóstwo siły modłów (analogia do wszelkich spędów świątynnych) oraz możliwości percepcyjnych stworzonego przez niego człowieka.

Przykro mi, ale nie wykazałeś się nawet odrobiną wiary, która pchnęłaby przedsięwzięcie do przodu.
Muszę przyznać, że stajesz się co raz bardziej racjonalny. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że bardziej niewierzący niż ja, gdyż dopuszczając możliwość cudu kontrolowanego wykazałem się większą chęcią i wiarą w przeciwieństwie do Ciebie. Różnica polega jednak na tym, że ja chcę to zorganizować bo wierzę, że coś udowodnię, natomiast Ty nie wierzysz, że religia i bóg zdoła się obronić. Zaprzeczasz sam sobie. Mylę się? Możliwe. Nie jestem Tobą, ale wyciągam wnioski.

Tak to jest, gdy ludzie wierzą w bajki...


jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
15-06-2009 00:19 
 Ocena 2 na 2
Madman (7811 punktów)
>Rozpoczynamy więc dochodzenie w ramach którego mamy udzielić odpowiedzi na to pytanie, a więc: zbieramy dokumentację szpitalną, świadków wcześniejszego życia tej dziewczynki. Tak też uczyniono w tym przypadku. Zebrano dokumentację, świadków itd. Jakie więc nadal mamy powody aby temu zaprzeczać? Jedynym powodem do tego mogłoby być to iż po prostu ty sam tego nie zrobiłeś, nie byłeś w tym kościele, nie widziałeś tej dziewczynki, nie zebrałeś dokumentacji itd.
Rozumiem, że Ty osobiście widziałeś te dokumenty? Czy też raczej wierzysz na słowo katolickim publikacjom? Domyślam się, że wszystkie argumenty wyglądają tak, że "kiedyś było o tym głośno" albo "było to zbadane". Kiedy? Przez kogo? Czy komisja kościelna jest wiarygodna? Raczej nie. Świadkowie? Hmmm. Widziałeś film "Czas religii"?
Być może dziewczynka faktycznie zaczęła widzieć. Znane są przecież też przypadki uzdrowień w drodze do Mekki. Skoro Jahwe potrafi, to dlaczego Allah nie może? Skoro cuda mają być dowodem na istnienie Boga, to monoteizm odpada.

Mnie osobiście też przydarzył się cud uzdrowienia. Jako dziecko chorowałem na astmę. Jest to udokumentowane, jeździłem do Wojewódzkiej Poradni Alergologicznej w Zabrzu. Przyjmowałem leki w postaci inhalatorów, głównie Becotide i Ventolin, także jakieś proszki w kapsułkach do wdychania. Dziś po astmie nie ma śladu, zostałem cudownie uzdrowiony za sprawą Latającego Potwora Spaghetti. Stało się to, gdy zjadłem po raz pierwszy w życiu spaghetti bolognese. Nie było to tak spektakularne uzdrowienie, bo FSM nie lubi rozgłosu, skromny jest. Po prostu zjadłem i nagle poczułem, że jestem uzdrowiony. Nie mam nawrotów choroby. Nie badała mnie żadna komisja lekarska, bo przecież zdrowi lekarza nie potrzebują, a jedynie ci, co się źle mają. Z wdzięczności do FSM za ten wspaniały cud spożywam duże ilości spaghetti, głównie z tuńczykiem, ragù, pesto i alla carbonara. Jak widzisz, temu cudowi nie możesz zaprzeczyć, nie pozostaje Ci nic innego, jak uwierzyć w istnienie Jego Makaronowatej Doskonałości.
Viva la Pasta!
webmaster (moderator)
Na temat chłopaka z nogą już było: www.racjonalista.pl/forum.php/s,189683#w190489
Zadziwiające, jak powstają legendy..
Guchy (84 punktów)
Moim zdaniem ludzie za bardzo personifikuja swoje bostwa, ale na tym to przeciez polega. Dostosowuja do wlasnych potrzeb dany mit. Robia to przede wszystkim z checi kontroli populacji, z parcia na wladze. Dlaczego KrK wciaz miesz sie do spraw z rejonow rozmnazania, poniewaz, gdy kontroluje sie te dziedzine, to kontroluje sie praktycznie kazdy poziom egzystencji maluczkich. Nie mysle, by, jakis bog, gdyby istnial, byl tak malostkowy jak rzekomi jego PR-owcy.
05-06-2009 16:27 
 Ocena 1 na 1
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
> Cytat:
Faktem jest jednak to , że bóstwo biblijne niczym nie jest tak bardzo zainteresowane jak tym aby w nie i tylko w nie wierzyć , bezkompromisowo i absolutnie i bezwarunkowo !
>A to świadczy jednoznacznie o tym , że jest to idea wybitnie destrukcyjna i dewastacyjna i degenerująca , tak pod względem intelektualnym jak i etycznym !
>

> A czy dopuszczalna jest myśl iż stwórców świata może być tylu ile jest religii? Czy dopuszczalna jest w ogóle myśl iż mogłoby być ich wielu?
> Skoro więc nie dopuszczasz iż jest jakikolwiek, to znaczy iż dopuszczasz to "bezkompromisowo i absolutnie i bezwarunkowo" do siebie. No cóż, ateizm jest to więc "idea wybitnie destrukcyjna i dewastacyjna i degenerująca , tak pod względem intelektualnym jak i etycznym".
> Bo mnie się wydaje iż to właśnie idea iż mogłoby być ich wielu byłaby wyjątkowo "destrukcyjna i dewastacyjna i degenerująca , tak pod względem intelektualnym jak i etycznym".
>
Zatem najmniej "destrukcyjna, dewastacyjna i degenerująca" pod wszystkim wymienionymi przez przedmówców względami, byłaby idea, że nie ma ani jednego. Jeśli już stosować kryterium ilościowe

postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Faktem jest jednak to , że bóstwo biblijne niczym nie jest tak bardzo zainteresowane jak tym aby w nie i tylko w nie wierzyć , bezkompromisowo i absolutnie i bezwarunkowo !
Daj spokój Biblii, w tytule wątku nie ma o niej mowy.

Pozdrawiam - Zbyszek


Prawda jest jedna.
lotrek (14275 punktów)
>Załóżmy, że Bóg istnieje
A są jakieś podstawy, by coś takiego zakładać? Nawet "teoretyzowanie" powinno mieć jakieś racjonalne podstawy prawdopodobieństwa, zakładanie, że Bóg istnieje, brzmi dla mnie tak absurdalnie, że nie starcza mi wyobraźni na całą resztę.

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
07-06-2009 22:52 
 Ocena 1 na 1
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
>>Załóżmy, że Bóg istnieje
>A są jakieś podstawy, by coś takiego zakładać? Nawet "teoretyzowanie" powinno mieć jakieś racjonalne podstawy prawdopodobieństwa, zakładanie, że Bóg istnieje, brzmi dla mnie tak absurdalnie, że nie starcza mi wyobraźni na całą resztę.

Podstaw może nie ma, ale bywa potrzeba. Na przykład na potrzeby niektórych dowcipów trzeba tak założyć.

postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
Skymen (621 punktów)
>>>Załóżmy, że Bóg istnieje
>>A są jakieś podstawy, by coś takiego zakładać? Nawet "teoretyzowanie" powinno mieć jakieś racjonalne podstawy prawdopodobieństwa, zakładanie, że Bóg istnieje, brzmi dla mnie tak absurdalnie, że nie starcza mi wyobraźni na całą resztę.
>Podstaw może nie ma, ale bywa potrzeba. Na przykład na potrzeby niektórych dowcipów trzeba tak założyć.

Wg coponiektórych [również tu obecnych] życie to jeden wielki Dowcip..
Samo słowo "do-w-cip" jest niesamowicie naładowane humorem i Bóg-wie-jeszcze-czym
07-06-2009 23:35 
 Ocena 1 na 1
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)

>Samo słowo "do-w-cip" jest niesamowicie naładowane humorem i Bóg-wie-jeszcze-czym

tak zawiera podwójną wewnętrzność, immanentność rzekłabym nawet. Bo i "do", co określa kierunek i "w", co określa umiejscowienie


postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
Skymen (621 punktów)
>>Samo słowo "do-w-cip" jest niesamowicie naładowane humorem i Bóg-wie-jeszcze-czym
>tak zawiera podwójną wewnętrzność, immanentność rzekłabym nawet. Bo i "do", co określa kierunek i "w", co określa umiejscowienie

...o dookreśleniu umiejscowienia "..." nie zapominając, co nie uczyni nas bardziej "bezpośrednimi" niż i tak realnie jako ludzie w tych tematach jesteśmy
Widzisz więc, że dla tych z nas, którzy chcą widzieć we Wszystkim [absolut] rys humorystyczny, nic nie stoi na przeszkodzie
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>... czy mógłby on mieć pretensje do agnostyka, czy ateisty, który w niego nijak nie może uwierzyć, bo tak został ukształtowany, ale stara się być po prostu dobrym człowiekiem?
>i czy mógłby lubić dajmy na to ojca Rydzyka, który uprawia manipulację i jest co najmniej świnią
Oczywiste staje się wówczas to, że agnostycy i ateiści trafią do nieba, a o.Tadeusz Rydzyk do piekła. Szatan potrafi przecież przybrać różną postać, by zwodzić łatwowiernych.

Pozdrawiam - Zbyszek

Prawda jest jedna.
Skymen (621 punktów)
>>... czy mógłby on mieć pretensje do agnostyka, czy ateisty, który w niego nijak nie może uwierzyć, bo tak został ukształtowany, ale stara się być po prostu dobrym człowiekiem?
>>i czy mógłby lubić dajmy na to ojca Rydzyka, który uprawia manipulację i jest co najmniej świnią
>Oczywiste staje się wówczas to, że agnostycy i ateiści trafią do nieba, a o.Tadeusz Rydzyk do piekła. Szatan potrafi przecież przybrać różną postać, by zwodzić łatwowiernych.

Bóg jest miłosierny, w Niebie niestety będziesz musiał więc tolerować w ławce obok siebie również i Rydzyka!
08-06-2009 13:00 
 Ocena 4 na 4
(Alicja)Duda (25557 punktów)

> Bóg jest miłosierny, w Niebie niestety będziesz musiał więc tolerować w ławce obok siebie również i Rydzyka!

To, że Zbyszek zasłużył na niebo to dla mnie oczywiste.
Ale Rydzyk?
Jeżyli istnieje taka możliwość, że ten obłudnik, kłamca, przestępca miałby być w niebie to ja do takiego nieba się nie zapisuję.
Ja chcę do piekła!!
08-06-2009 13:00 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Ja chcę do piekła!!
Ja też. I cieplej, i towarzystwo lepsze
Skymen (621 punktów)
>>Ja chcę do piekła!!
>Ja też. I cieplej, i towarzystwo lepsze
Eeee tam. Emocje po obu stronach równie gorrrące
Rydzyk i jemu podobni też czadu dają co chwila.
Możliwe że i wy i on w jednym piekiełku -mimo swej woli rozdziału- oślą ławkę grzejecie

Elka I Ponura (7473 punktów)
>>Ja chcę do piekła!!
>Ja też. I cieplej, i towarzystwo lepsze

Niom...
(Dyskusja tyczy Armagedonu.)

"Listen," said Crowley desperately, "how many musicians do you think your side have got, eh? First grade, I mean."

Aziraphale looked taken aback.

"Well, I should think" he began.

"Two," said Crowley. "Elgar and Liszt. That's all. We've got the rest. Beethoven, Brahms, all the Bachs, Mozart, the lot. Can you imagine eternity with Elgar?"

Aziraphale shut his eyes. "All too easily," he groaned.

"That's it, then," said Crowley, with a gleam of triumph. He knew Aziraphale's weak spot all right. "No more compact discs. No more Albert Hall. No more Proms. No more Glyndbourne. Just celestial harmonies all day long."

"Ineffable," Aziraphale murmured.

"Like eggs without salt, you said. Which reminds me. No salt, no eggs. No gravlax with dill sauce. No fascinating little restaurants where they know you. No Daily Telegraph crossword. No small antique shops. No bookshops, either. No interesting old editions. No" Crowley scraped the bottom of Aziraphale's barrel of interests "Regency silver snuffboxes..."
"Heaven has no taste. And not one single sushi restaurant."



(Pratchett & Gaiman, Good Omens)
Dla niezorientowanych: Aziraphale to anioł, Crowley to demon


and that's it.
10-06-2009 13:45 
 Ocena 2 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>>Ja chcę do piekła!!
>>Ja też. I cieplej, i towarzystwo lepsze
Alicjo(Dudo), Meretseger i ty Elko I Ponura, niech was wszyscy diabli wezmą.
10-06-2009 14:40 
 Ocena 1 na 1
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Dziękuję!!!
Skymen (621 punktów)
>> Bóg jest miłosierny, w Niebie niestety będziesz musiał więc tolerować w ławce obok siebie również i Rydzyka!
>To, że Zbyszek zasłużył na niebo to dla mnie oczywiste.
>Ale Rydzyk?
>Jeżyli istnieje taka możliwość, że ten obłudnik, kłamca, przestępca miałby być w niebie to ja do takiego nieba się nie zapisuję.
>Ja chcę do piekła!!

I Ot, wszak już w nim -wedle życzenia- siedzisz!
hiyoshiro (278 punktów)
Ja wolę nie zakładać, że Bóg istnieje, wtedy musiałbym się bać Diabła.

Co do przydatności religii(mam na myśli chrześcijaństwo, bo na temat innych kompetencje nie pozwalają mi się wypowiadać) to uważam ją za potrzebną. Tylko dzięki temu, że inni wierzą - ja mogę nie wierzyć. Popieram nietzscheańską krytykę chrześcijaństwa, ale trzeba mieć na uwadze skutek jego braku (chrześcijaństwa/religii) - totalna dekonstrukcja społeczeństwa. Nietzsche chciał się pozbyć chrześcijaństwa - ja, z obawy o własne bezpieczeństwo, takich postulatów nie wysuwam.
On wierzył, że człowiek wolny - wyzwolony jakoś sobie poradzi - dla mnie to zbyt wielki idealizm. Tylko dzięki temu, że mamy takie sidła jak Biblia, Kościół, Papież i
Wielkanoc można utrzymać "maluczkich" w ryzach. Można wysnuć zarzuty, że wykazuję się tutaj nie lada egoizmem - przedkładam swój komfort (wolnomyślicielstwo, odrzucenie religii) nad wolność innych (oni zniewoleni, posłuszni) i taki stan rzeczy pragnę utrzymać. Zarzuty jak najbardziej zasadne. Gdyby "oni" zrzucili jarzmo religii, zacząłbym się modlić do boga, żeby mnie uratował, bo to byłby kataklizm (nie będę się bawił w autora s-f aby produkować kolejne wizje apokalipsy, ale to wcale nie musi być spadający meteor).


Neurosis
Witold Losek (800 punktów)
>Co wy o tym sądzicie?
Już raz o tym pisałem, ale pozwolę sobie jeszcze raz przytoczyć oficjalne stanowisko hierarchów KK, zgromadzonych na Soborze Watykańskim II-gim, ogłoszone w Deklaracji Dominus Iesus (wszystkie podkreślenia pochodzą ode mnie):
Deklaracja Dominus Iesus:
Ponadto, zbawcze działanie, jakie Jezus Chrystus prowadzi ze swoim Duchem i przez Niego, rozciąga się na całą ludzkość ponad widzialnymi granicami Kościoła. Mówiąc o tajemnicy paschalnej, w której Chrystus już teraz żywotnie jednoczy wierzącego z sobą poprzez Ducha i obdarza go nadzieją zmartwychwstania, Sobór Watykański II stwierdza; Dotyczy to nie tylko wiernych chrześcijan, ale także wszystkich ludzi dobrej woli, w których sercu działa w sposób niewidzialny łaska. Skoro bowiem za wszystkich umarł Chrystus i skoro ostateczne powołanie człowieka jest rzeczywiście jedno, mianowicie boskie, to musimy uznać, że Duch Święty wszystkim ofiarowuje możliwość dojścia w sposób Bogu wiadomy do uczestnictwa w tej paschalnej tajemnicy.

Deklaracja Dominus Iesus:
Przez przyjście Jezusa Chrystusa Zbawiciela Bóg zechciał sprawić, aby Kościół założony przez Niego stał się narzędziem zbawienia całej ludzkości

KK uznaje wprost, że wierzący,. jako że byli w sytuacji uprzywilejowanej w stosunku do niewierzących, za swe grzechy na sądzie ostatecznym będą sądzeni surowiej. Mówi o tym poniższy fragment Deklaracji:
Deklaracja Dominus Iesus:
Jeśli jest prawdą, że wyznawcy religii niechrześcijańskich mogą otrzymać łaskę Bożą, jest także pewne, że obiektywnie znajdują się oni w sytuacji bardzo niekorzystnej w porównaniu z tymi, którzy posiadają w Kościele pełnię środków zbawczych . Niemniej wszyscy (...) synowie Kościoła pamiętać winni o tym, że swój uprzywilejowany stan zawdzięczają nie własnym zasługom, lecz szczególnej łasce Chrystusa; jeśli zaś z łaską tą nie współdziałają myślą, słowem i uczynkiem, nie tylko zbawieni nie będą, ale surowiej jeszcze będą sądzeni

Według mnie z Deklaracji jasno wynika, że gdybyśmy przywołali przykład dwóch takich samych ludzi, tak samo postępujących, mających na sumieniu tyle samo win, a różniących się tylko tym, że jeden jest chrześcijaninem, a drugi nie, to chrześcijanin, za swe grzechy, sądzony będzie surowiej.
I ja się z tym osobiście zgadzam.

Pozdrawiam.

Tu mam już minus od keymaka... Jak ktoś jest ciekawy dlaczego, to wystarczy zajrzeć TU
15-06-2009 21:28 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)
    Ja osobiście uważam, że żadnego boga nie ma i religii do niczego nie potrzebuję.
Gdyby jednak założyć, że się mylę to można by powiedzieć, że niegłupio gadasz.

PLUS
15-06-2009 22:01 
 Ocena 2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
Bardzo dziękuję i pozdrawiam.
P.S. Pracuję nad sprawą Giordano Bruno. Wyniki śledztwa, są dość ciekawe, ale nie uprzedzajmy faktów...
K. nie śpi...
15-06-2009 23:41 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Już raz o tym pisałem, ale pozwolę sobie jeszcze raz przytoczyć oficjalne stanowisko hierarchów KK, zgromadzonych na Soborze Watykańskim II-gim, ogłoszone w Deklaracji Dominus Iesus (wszystkie podkreślenia pochodzą ode mnie):

Ciekawe skąd hierarchowie KRK znają tak świetnie wolę boską w najdrobniejszych szczegółach, która do tego się co jakiś czas zmienia, albo co rusz pojawiają się nowe elementy.

Gdyby Bóg istniał w sensie biblijnym, to moim zdaniem byłby szczyt arogancji dla niego wypowiadać się w jego imieniu w kwestii, kto jak będzie potraktowany na sądzie ostatecznym i dlaczego i to jeszcze z przekonaniem o własnej nieomylności.
Witold Losek (800 punktów)
>Ciekawe skąd hierarchowie KRK znają tak świetnie wolę boską w najdrobniejszych szczegółach, która do tego się co jakiś czas zmienia, albo co rusz pojawiają się nowe elementy.
>Gdyby Bóg istniał w sensie biblijnym, to moim zdaniem byłby szczyt arogancji dla niego wypowiadać się w jego imieniu w kwestii, kto jak będzie potraktowany na sądzie ostatecznym i dlaczego i to jeszcze z przekonaniem o własnej nieomylności.

Co to znaczy: "gdyby Bóg istniał w sensie biblijnym"? Co dokładnie rozumiesz pod pojęciem "w sensie biblijnym"?
Skąd wiesz, że Wola Boska się co jakiś czas zmienia?
Pozdrawiam.
16-06-2009 00:09 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Co to znaczy: "gdyby Bóg istniał w sensie biblijnym"? Co dokładnie rozumiesz pod pojęciem "w sensie biblijnym"?
To znaczy taki, jak został opisany w Biblii - osobowy Bóg posiadający wszystkie tamże przypisane atrybuty.

>Skąd wiesz, że Wola Boska się co jakiś czas zmienia?
Ja tego nie wiem, ale Watykan najwidoczniej wie, ponieważ ciągle coś manipuluje przy Bogu, jego rodzinie i zasadach wiary www.bereanie.private.pl/tekst.php-numer=26602.htm Tak jest od początku historii kościoła. Moim zdaniem jest to jakoś mało religijne. Jeśli zasady wiary zostały objawione to powinny stanowić nienaruszalne tabu, a kościół stać na ich straży i nie wypowiadać się w kwestiach ponad.

Zresztą czytając Biblię widać, że sam Jahwe był czasem chwiejny w swoich decyzjach, jakoś tak mało bosko.

>Pozdrawiam.

Też pozdrawiam
Witold Losek (800 punktów)
>>Co to znaczy: "gdyby Bóg istniał w sensie biblijnym"? Co dokładnie rozumiesz pod pojęciem "w sensie biblijnym"?
>To znaczy taki, jak został opisany w Biblii - osobowy Bóg posiadający wszystkie tamże przypisane atrybuty.
Wałkowaliśmy tu już ten temat milion razy... Nikt z nas nie wie na pewno, "w jakim sensie istnieje Bóg", nikt z nas nie ma pewności, co do istoty jego Bytu. Piszesz,
Cytat:
"Gdyby Bóg istniał w sensie biblijnym, to moim zdaniem byłby szczyt arogancji dla niego wypowiadać się w jego imieniu..."
A gdyby Bóg istniał w jakimkolwiek "innym sensie" to co? To wypowiedzi w jego imieniu też byłyby aroganckie, czy może już nie?
Już od czasów św Augustyna, nikt rozsądny nie odbiera Starego Testamentu literalnie, dosłownie! Choćby w tym wywiadzie znaleźć można odpowiedź George'a Coyne'a, duchownego katolickiego naukowca na ten temat, na temat Bibli, jako źródła wiedzy o Bogu i problemu dosłownego rozumienia zapisów w Księdze Stworzenia Świata.

>Ja tego nie wiem, ale Watykan najwidoczniej wie, ponieważ ciągle coś manipuluje przy Bogu, jego rodzinie i zasadach wiary www.bereanie.private.pl/tekst.php-numer=26602.htm Tak jest od początku historii kościoła. Moim zdaniem jest to jakoś mało religijne. Jeśli zasady wiary zostały objawione to powinny stanowić nienaruszalne tabu, a kościół stać na ich straży i nie wypowiadać się w kwestiach ponad.

Wydaje mi się (choć jest to moje zdanie, nie wiem dokładnie jakie jest zdanie KrK), że nie istnieje powód, dla którego zasady wiary muszą być niezmienne przez wieki. Przecież, jeśli pomyślimy o relacji Bóg-Człowiek, o wzajemnym stosunku dwóch bytów, dwóch istot, co prawda bardzo od siebie odmiennych, istniejących w dwóch odrębnych światach, ale jednak cieszących się Wolną Wolą, mających prawo wyboru drogi, to trzeba się zgodzić, że relacja pomiędzy tymi istotami, może się zmieniać, nie musi wcale być niezmienna na przestrzeni wieków. Właściwie, to nawet widać zmianę tej relacji. Bóg Starotestamentowy ( podtrzymuję swoje poprzednie zastrzeżenie o niedosłownym rozumieniu ST) powstrzymuje rękę Abrahama, nie pozwalając mu na złożenie swego syna Izaaka w ofierze. W zamian, pozwala mu złożyć w ofierze baranka. Bóg Nowotestamentowy zamienia krwawą ofiarę ze zwierząt, na bezkrwawą ofiarę Eucharystyczną, czyli mszę świętą. Relacje między Bogiem, a człowiekiem, polegają na wzajemnym porozumiewaniu się. Bóg objawia ludziom swą wolę, a ludzie rozumieją ją na swój sposób. Jedni lepiej, inni - jak widać na licznych przykładach - gorzej. Widocznie musi istnieć jakiś powód, dla którego Bóg nie chce wyjawić nam istoty swego bytu, nie wiem jaki, ale zapewne jakiś jest i nie sądzę, żebyśmy mogli odbierać mu prawo do zmiany wymagań stawianych ludziom. Najbliższą analogią, do układu Bóg-Człowiek, która przychodzi mi na myśl, jest układ rodzic-dziecko. Inaczej postępujesz z noworodkiem, inaczej z małym dzieckiem, inaczej z dzieckiem prawie dorosłym, a wreszcie - w normalnych rodzinach, stosunek rodzica, do dorosłego dziecka jest jednocześnie i "matczyny" i partnerski. Dorosłe dziecko, zawsze będzie "ukochanym syneczkiem mamusi", ale rozsądna matka nie traktuje go już jak niemowlaka. Być może również Bóg, będzie stopniowo zmieniał swoje wymagania, swój stosunek do nas. Wszechświat istnieje od 13,73 +/- 0,12 miliarda lat, człowiek na tym wszechświecie zaistniał w ciągu ostatnich 200 tysięcy lat. A Bóg - załóżmy, że istnieje - jest istotą nie podlegającą takim ograniczeniom, jak czas i przestrzeń. Skąd mamy wiedzieć, jakie są jego dalokosiężne plany? Nie wiemy, co nas czeka.

>Zresztą czytając Biblię widać, że sam Jahwe był czasem chwiejny w swoich decyzjach, jakoś tak mało bosko.
Patrz wyżej

No, cóż to tylko moje zdanie w tej kwestii. Nie muszę mieć racji.
Pozdrawiam.
16-06-2009 18:41 
 Ocena 3 na 3
finerbijk (17282 punktów)
>To wypowiedzi w jego imieniu też byłyby aroganckie, czy może już nie?

Wyżej przeczytałem, że nikt nie zna natury Boga, a KK twierdzi, że wie dokładnie nawet takie szczegóły, jak kto będzie zbawiony, a kto nie. Ba, nawet wyznacza konkretne osoby do zbawienia nadając im tytuły "Świętych". Nie wydaje Ci się, że wchodzicie, jako kościół, zbytnio w kompetencje Boga?

>Już od czasów św Augustyna, nikt rozsądny nie odbiera Starego Testamentu literalnie, dosłownie!
To dziesięć przykazań już nie obowiązuje?

>Wydaje mi się (choć jest to moje zdanie, nie wiem dokładnie jakie jest zdanie KrK), że nie istnieje powód, dla którego zasady wiary muszą być niezmienne przez wieki.
Zawsze myślałem, że to Bóg ustala zasady wiary i o ile się orientuję ponownego kontaktu z nim jeszcze nie było - więc znowu wkroczenie w kompetencje Boga. Chyba, że w KK jest inaczej.

> nie pozwalając mu na złożenie swego syna Izaaka w ofierze. W zamian, pozwala mu złożyć w ofierze baranka.
Jednocześnie wytracając całe narody i nakazując popełnienie zbrodni na tysiącach. Wiem, powiesz, że to nie było dosłowne.

>zamienia krwawą ofiarę ze zwierząt, na bezkrwawą ofiarę Eucharystyczną,
Tak Jezus był całkiem inny, tak inny, że dychotomia pomiędzy NT i ST wyklucza, aby należały do jednej wiary.
Owszem człowiek ewoluuje etycznie, ale Bóg? i to tak drastycznie?
Sam bardzo cenię nauki Jezusa, chociaż nie zaliczam się do Chrześcijan.

> Wszechświat istnieje od 13,73 +/- 0,12 miliarda lat, człowiek na tym wszechświecie zaistniał w ciągu ostatnich 200 tysięcy lat.

Zadziwia mnie w Chrześcijanach różnorodność ich przekonań. Należysz, jak widzę do tych "miękkich", uznajesz ewolucję, stary testament traktujesz alegorycznie. Każdy może sobie wybrać elementy, które mu się podobają i jakoś poskładać w swoją układankę. Taka religia z klocków lego. Dla mnie OK.

Pozdrawiam.
Witold Losek (800 punktów)
>Wyżej przeczytałem, że nikt nie zna natury Boga, a KK twierdzi, że wie dokładnie nawet takie szczegóły, jak kto będzie zbawiony, a kto nie. Ba, nawet wyznacza konkretne osoby do zbawienia nadając im tytuły "Świętych". Nie wydaje Ci się, że wchodzicie, jako kościół, zbytnio w kompetencje Boga?
Kościół wierzy , że ludzie, "święci", są zbawieni i znajdują się w bezpośredniej bliskości Boga. Wierzy!Tylko tyle i aż tyle! Żaden człowiek nie decyduje o świętości! Wykładnikiem, cechą, która pozwala nam sądzić że dana osoba jest świętym, są - narazę się teraz niektórym, zwłaszcza K. - cuda. Wierzymy, że Bóg ( bo to zawsze Bóg, nigdy człowiek ) w uznaniu zasług osoby świętej, za jego pośrednictwem dokonuje cudów.
>To dziesięć przykazań już nie obowiązuje?
To jest bardzo dobry przykład. Stary Testament opowiada jak to Mojżesz dostał od Pana kamienną tablicę z dziesięcioma przykazaniami. Nie jest żadną "Prawdę Wiary" to, że tablice były kamienne, nie wiemy ile cm grubości miały, nie wiemy jakiego były koloru. Wierzymy, że prawdą jest sam fakt otrzymania tablic. Zszedł do swego ludu i przekazał im te przykazania. I od tej chwili, dziesięć przykazań zaczęło funkcjonować w społeczeństwie Izraela jako prawo. Ta funkcja, stała się "niezależna" od Starego Testamentu. Gdyby nagle wszystkie kopie starego testamentu przestały istnieć, to dekalog dalej byłby dekalogiem, ponieważ jego sens nie opiera się wyłącznie na przekazie zawartym w ST.
>Zawsze myślałem, że to Bóg ustala zasady wiary i o ile się orientuję ponownego kontaktu z nim jeszcze nie było - więc znowu wkroczenie w kompetencje Boga. Chyba, że w KK jest inaczej.
Skąd pewność, że nie było ponownego kontaktu? Potrafisz z całą pewnością powiedzieć że Bóg nigdy z nikim się kontaktuje?
>Jednocześnie wytracając całe narody i nakazując popełnienie zbrodni na tysiącach. Wiem, powiesz, że to nie było dosłowne.
Skąd wiedziałeś??
>Tak Jezus był całkiem inny, tak inny, że dychotomia pomiędzy NT i ST wyklucza, aby należały do jednej wiary.
>Owszem człowiek ewoluuje etycznie, ale Bóg? i to tak drastycznie?
Bóg jako istota poza czasem i przestrzenią nie ewoluuje, ale jego stosunek do człowieka i owszem.
>Sam bardzo cenię nauki Jezusa, chociaż nie zaliczam się do Chrześcijan.
>Zadziwia mnie w Chrześcijanach różnorodność ich przekonań. Należysz, jak widzę do tych "miękkich", uznajesz ewolucję, stary testament traktujesz alegorycznie. Każdy może sobie wybrać elementy, które mu się podobają i jakoś poskładać w swoją układankę. Taka religia z klocków lego. Dla mnie OK.
W chrześcijaństwie jest miejsce dla wielu różnych przekonań. To prawda. Wolno nam myśleć. Uznanie ewolucji i alegoryczne rozumienie Starego Testamentu, nie jest o ile wiem niczym niezwykłym w KrK...
Ja jestem tylko zwykłym, normalnym człowiekiem, nie mam wykształcenia teologicznego a jedyny mój kontakt z filozofią, to półroczny kurs zakończony egzaminem, które ledwo zdałem, w czasie studiów na Akademii medycznej. Taki ze mnie filozof - amator, żadna tam wyrocznia.
>Pozdrawiam.
I ja też Cię pozdrawiam.
finerbijk (17282 punktów)
>Kościół wierzy , że ludzie, "święci", są zbawieni i znajdują się w bezpośredniej bliskości Boga. Wykładnikiem, cechą, która pozwala nam sądzić że dana osoba jest świętym, są - narazę się teraz niektórym, zwłaszcza K. - cuda.
"Nowożytne" cuda najczęściej polegają na cudownym uleczeniu. Jako lekarz na pewno wiesz, że są przypadki nieoczekiwanych i niewytłumaczalnych wyzdrowień. Czy Twoim zdaniem może być miarodajna metoda oceny, co jest cudem, a co nie?

>I od tej chwili, dziesięć przykazań zaczęło funkcjonować w społeczeństwie Izraela jako prawo. Ta funkcja, stała się "niezależna" od Starego Testamentu.
Wybacz ale takie tłumaczenie wydaje mi się pokrętne i naciągane.

>Gdyby nagle wszystkie kopie starego testamentu przestały istnieć, to dekalog dalej byłby dekalogiem, ponieważ jego sens nie opiera się wyłącznie na przekazie zawartym w ST.
A na czym? Nie ma tablic w Nowym Testamencie! Są tylko słowa w starym; wraz z całą wstydliwą resztą i nic tego nie zmieni.
>Skąd pewność, że nie było ponownego kontaktu? Potrafisz z całą pewnością powiedzieć że Bóg nigdy z nikim się kontaktuje?
Z Biblii. Ponownemu przyjściu mają towarzyszyć zjawiska na skalę światową. Chyba by Jezus nie składał fałszywej obietnicy, a potem się wkradał do Watykanu kuchennymi drzwiami.

>W chrześcijaństwie jest miejsce dla wielu różnych przekonań.
Wzajemnie sprzecznych.
>To prawda. Wolno nam myśleć.
Na szczęście każdemu wolno. I na szczęście nie każdy ma swój kościół, którego nauk powinien przestrzegać.
>Uznanie ewolucji i alegoryczne rozumienie Starego Testamentu, nie jest o ile wiem niczym niezwykłym w KrK...
Póki co nie słyszałem, aby kościół oficjalnie uznał stary testament za alegoryczny.
>Ja jestem tylko zwykłym, normalnym człowiekiem, nie mam wykształcenia teologicznego
Lubię poczytać Biblię, ale dziecku bym nie dał, np. coś mi wpadło:

"25  Skieruję przeciwko tobie moją zapalczywość, tak że srogo będą się z tobą obchodzili; odetną ci nos i uszy, a to, co po tobie zostanie, upadnie pod mieczem. Zabiorą ci synów i córki, a resztę ogień strawi.
26  Zdejmą z ciebie szaty, zabiorą ci twe kosztowne ozdoby.
27  Położę kres twojej rozpuście i nierządowi twemu, co się wywodzi z ziemi egipskiej, tak że już więcej nie podniesiesz ku nim oczu ani więcej nie wspomnisz na Egipt.
28  Bo tak mówi Pan Bóg: Oto wydaję cię w ręce tych, których
pozdrawiam
Witold Losek (800 punktów)
>"Nowożytne" cuda najczęściej polegają na cudownym uleczeniu. Jako lekarz na pewno wiesz, że są przypadki nieoczekiwanych i niewytłumaczalnych wyzdrowień. Czy Twoim zdaniem może być miarodajna metoda oceny, co jest cudem, a co nie?
"Miarodajna metoda oceny" cudu, nie jest do końca możliwa, ponieważ "cud" jako zjawisko nadprzyrodzone wymyka się "szkiełu i oku" naukowca. Niemniej jednak, kościół oceniając coś jako cud, stara się jak najbardziej uprawdopodobnić to zdarzenie, np. powołując opinie biegłych, lekarzy "sprzed i po".
>Wybacz ale takie tłumaczenie wydaje mi się pokrętne i naciągane.
>A na czym? Nie ma tablic w Nowym Testamencie! Są tylko słowa w starym; wraz z całą wstydliwą resztą i nic tego nie zmieni.
Raczej "w czym" niż "na czym". Dekalog istniał przede wszystkim, choć nie tylko, w głowach wyznawców judaizmu, a później chrześcijaństwa i nawet, gdyby nie istniały jego liczne kopie w ST, oraz nie mniej liczne kopie w innych miejscach, takich jak katechizmy, książeczki do nabożeństwa, ściany kościołów, witraże, itp, to najpewniej i tak by przetrwał...
>Z Biblii. Ponownemu przyjściu mają towarzyszyć zjawiska na skalę światową. Chyba by Jezus nie składał fałszywej obietnicy, a potem się wkradał do Watykanu kuchennymi drzwiami.
Wydaje mi się że istnieje pewna różnica, pomiędzy "ponownym przyjściem Jezusa" w dniu ostatecznym, a stała, ciągła rozmową Boga z ludźmi.
>>W chrześcijaństwie jest miejsce dla wielu różnych przekonań.
>Wzajemnie sprzecznych.
Są takie, to prawda. Ale w wielu zasadniczych kwestiach się wszyscy zgadzamy.
>>To prawda. Wolno nam myśleć.
>Na szczęście każdemu wolno. I na szczęście nie każdy ma swój kościół, którego nauk powinien przestrzegać.
Myślę, że każdy ma "jakiś kościół", którego zasad przestrzega.

pozdrawiam
16-06-2009 19:32 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)

>Wydaje mi się (choć jest to moje zdanie, nie wiem dokładnie jakie jest zdanie KrK), że nie istnieje powód, dla którego zasady wiary muszą być niezmienne przez wieki. Przecież, jeśli pomyślimy o relacji Bóg-Człowiek, o wzajemnym stosunku dwóch bytów, dwóch istot, co prawda bardzo od siebie odmiennych, istniejących w dwóch odrębnych światach, ale jednak cieszących się Wolną Wolą, mających prawo wyboru drogi, to trzeba się zgodzić, że relacja pomiędzy tymi istotami, może się zmieniać, nie musi wcale być niezmienna na przestrzeni wieków. Właściwie, to nawet widać zmianę tej relacji. Bóg Starotestamentowy ( podtrzymuję swoje poprzednie zastrzeżenie o niedosłownym rozumieniu ST) powstrzymuje rękę Abrahama, nie pozwalając mu na złożenie swego syna Izaaka w ofierze. W zamian, pozwala mu złożyć w ofierze baranka. Bóg Nowotestamentowy zamienia krwawą ofiarę ze zwierząt, na bezkrwawą ofiarę Eucharystyczną, czyli mszę świętą.

A może to człowiek, wspiąwszy się na wyższy poziom rozwoju cywilizacyjnego, nie potrzebował już takiego Boga jak przedtem - zmienił więc jego "charakterystykę" tak, aby Boga (swoją wizję nadprzyrodzonego bytu)do siebie przypasować?
Witold Losek (800 punktów)
Możliwe, choć moim zdaniem mało prawdopodobne.
Jakoś nie chce mi się wierzyć że człowiek pozostawiony sam sobie, mógł wpaść na taki pomysł, jak: "będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego". Zwłaszcza, jeśli popatrzymy na kontekst historyczno-społeczny w jakim powstało chrześcijaństwo. Była to religia niewolników, Chrystus urodził się na obrzeżach cywilizacji, na - w kategoriach ówczesnego świata, kompletnym (przepraszam za użycie takich słów w obecności damy ) - zadupiu.
Zmarł na krzyżu, a przecież, był to najbardziej hańbiący człowieka rodzaj śmierci. I taki "ruch" zaowocował dwoma tysiącami lat chrześcijaństwa i miliardami wiernych?
Albo weź np. islam. Zwykły człowiek, z rodu Kurajszydów, zajmującego się handlem, nagle wpada na pomysł, który skutkuje powstaniem ruchu religijnego, trwającego już ok. 15 wieków? Sam z siebie? I to nie w Bizancjum, ani w Persji, państwach będących centrum ówczesnego świata, tylko gdzieś na pustyni w plemieniu nomadów... Wątpię.
Jakoś mi się nie chce wierzyć, że ludzkość sama potrafiła wymyślić takie spójne systemy jak chrześcijaństwo, islam, buddyzm...
Raczej - w mojej subiektywnej opinii, to Bóg na przestrzeni wieków zmienia wymagania stawiane człowiekowi.
Ale mogę się mylić...
16-06-2009 23:45 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)
>Możliwe, choć moim zdaniem mało prawdopodobne.
>Jakoś nie chce mi się wierzyć że człowiek pozostawiony sam sobie, mógł wpaść na taki pomysł, jak: "będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego". Zwłaszcza, jeśli popatrzymy na kontekst historyczno-społeczny w jakim powstało chrześcijaństwo. Była to religia niewolników, Chrystus urodził się na obrzeżach cywilizacji, na - w kategoriach ówczesnego świata, kompletnym (przepraszam za użycie takich słów w obecności damy ) - zadupiu.

Moim zdaniem. Jezus był filozofem i wizjonerem, choć nie wiem, czy ową wizję stworzył sam z siebie, czy ktoś go zainspirował - stawiam na to drugie, bo wszystkich nas coś lub ktoś inspiruje. Jego wizja relacji międzyludzkich znacznie przerastała tę realizowaną w jego świecie (i również w naszym). I jest to piękna wizja (oczywiście wizja idealna - czyli nierealna, ale piękna ). Ja wierzę w człowieka, w jego możliwości i wolę tworzenia lepszego świata (może naiwnie) i fakt, że to człowiek taką piękną wizję "wymyślił", napawa mnie nadzieją i dumą.

>Zmarł na krzyżu, a przecież, był to najbardziej hańbiący człowieka rodzaj śmierci. I taki "ruch" zaowocował dwoma tysiącami lat chrześcijaństwa i miliardami wiernych?

A iluż ich dziś podąża "ścieżką Jezusa"?
Rozdaj wszystko, co masz. Nadstaw drugi policzek. Miłuj nieprzyjaciół.
Miliardy wiernych realizują jego przesłanie? Chyba nie. Raczej (wybacz to sformułowanie) oddają się magicznym rytuałom. Forma przerosła treść. Ale to prawda, że idea została w ludziach zaszczepiona. Myślę, że człowiek cały czas ewoluuje (również społecznie) i na którymś z etapów tej społecznej ewolucji "jakiś" Jezus musiałby się pojawić.
Jako symbol zmiany i nowej jakości współżycia, z którymi ludzie mogliby się utożsamiać. Zaplecze w postaci istoty wyższej sprawia, że ludziom łatwiej przyjąć ideę.

>Albo weź np. islam. Zwykły człowiek, z rodu Kurajszydów, zajmującego się handlem, nagle wpada na pomysł, który skutkuje powstaniem ruchu religijnego, trwającego już ok. 15 wieków?

I znowu. Po prostu wizjonerzy są wśród nas.

>Jakoś mi się nie chce wierzyć, że ludzkość sama potrafiła wymyślić takie spójne systemy jak chrześcijaństwo, islam, buddyzm...

I wymyśli pewnie jeszcze wiele zadziwiających rzeczy.

>Raczej - w mojej subiektywnej opinii, to Bóg na przestrzeni wieków zmienia wymagania stawiane człowiekowi.
>Ale mogę się mylić...

W mojej subiektywnej opinii, to człowiek modyfikuje swoich bogów tak, by ich dostosować do zmieniających się warunków społecznych.
Ale mogę sie mylić.
Witold Losek (800 punktów)
"Wymyślić", to za mało. Trzeba było jeszcze wcielić w życie... A wtedy nie było internetu...
Dobranoc
17-06-2009 08:27 
 Ocena 5 na 5
Autografka (10638 punktów)
>"Wymyślić", to za mało. Trzeba było jeszcze wcielić w życie... A wtedy nie było internetu...
>Dobranoc

Jak przekonano miliardy? To proste - ogniem i mieczem.
Witold Losek (800 punktów)
>Jak przekonano miliardy? To proste - ogniem i mieczem.
To by się zgadzało, jak wiadomo, pierwszych palono, krzyżowano, rzucano lwom na pożarcie na arenach cyrkowych. A i w czasach współczesnych chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą ludzi wierzących na świecie...
Tak. Coś w tym jest co piszesz.
17-06-2009 14:51 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>>Jak przekonano miliardy? To proste - ogniem i mieczem.
>To by się zgadzało, jak wiadomo, pierwszych palono, krzyżowano, rzucano lwom na pożarcie na arenach cyrkowych. A i w czasach współczesnych chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą ludzi wierzących na świecie...
>Tak. Coś w tym jest co piszesz.
>
A pośrodku byli Krzyżacy, konkwistadorzy w Ameryce i święty Dominik Niekoniecznie w tej kolejności.
17-06-2009 14:54 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>>Jak przekonano miliardy? To proste - ogniem i mieczem.
>To by się zgadzało, jak wiadomo, pierwszych palono, krzyżowano, rzucano lwom na pożarcie na arenach cyrkowych...
...a później oni robili to samo z innymi.

>A i w czasach współczesnych chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą ludzi wierzących na świecie...
To prawda. Tylko niby o czym ma to świadczyć?

Pozdrawiam - Zbyszek

Prawda jest jedna.
17-06-2009 16:07 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)
>>Jak przekonano miliardy? To proste - ogniem i mieczem.
>To by się zgadzało, jak wiadomo, pierwszych palono, krzyżowano, rzucano lwom na pożarcie na arenach cyrkowych. A i w czasach współczesnych chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą ludzi wierzących na świecie...
>Tak. Coś w tym jest co piszesz.
>
No tak. Każdą myśl można prześmiewczo przeinaczyć, nie stosując przy tym kłamstwa. Moje uznanie.
Odpowiadałam na pytanie o to, w jaki sposób można rozpropagować ideę wśród miliardów osób.
Otóż dobrze wiemy jaki to był sposób - siłowa ewangelizacja narodów, wynikająca z politycznych najczęściej dążeń władców (Mieszko zabiegał o chrzest, bo chciał zostać królem). A Ty powątpiewasz, czy człowiek mógłby taką rzecz (uczynienie wyznawcami religii te miliardy ludzi) przeprowadzić? Owszem, nie tylko mógłby, ale to zrobił.
Witold Losek (800 punktów)
>>Tak. Coś w tym jest co piszesz.
> No tak. Każdą myśl można prześmiewczo przeinaczyć, nie stosując przy tym kłamstwa. Moje uznanie.
Zgadza się, trochę naciągnąłem Twoją wypowiedź, wiedząc dokładnie o co Ci chodzi... ale nie mogłem się powstrzymać... Mam swoje słabości, wybacz.
>Odpowiadałam na pytanie o to, w jaki sposób można rozpropagować ideę wśród miliardów osób.
>Otóż dobrze wiemy jaki to był sposób - siłowa ewangelizacja narodów, wynikająca z politycznych najczęściej dążeń władców (Mieszko zabiegał o chrzest, bo chciał zostać królem). A Ty powątpiewasz, czy człowiek mógłby taką rzecz (uczynienie wyznawcami religii te miliardy ludzi) przeprowadzić? Owszem, nie tylko mógłby, ale to zrobił.
Z Mieszkiem to jest fakt, nie da się ukryć. Chciał nas uniezależnić i zabezpieczyć od przymusowej chrystianizacji przez Niemców, to prawda.
Ale nie w tym rzecz.
Wiem, że idea, jaką jest chrześcijaństwo, bywała wykorzystywana wbrew jej założeniom. Każdą, dokładnie każdą ideę, można wypaczyć, można przeinaczyć i wykorzystać do swych niecnych celów. Istota mojego przekonania o słuszności idei chrześcijaństwa, jest czas jej trwania. Wszystkie idee, wymyślone przez ludzi (w przypadkowej kolejności- faszyzm, scjentologia, komunizm, wszystkie sekty razem wzięte, marksizm-leninizm i wiele wiele innych, których nazw teraz nie mogę sobie przypomnieć) razem wzięte, nie są tak długowieczne i przekonywujące, jak wielkie religie ( buddyzm, judaizm, chrześcijaństwo, islam.) A przecież wiele z wymienionych przeze mnie "ludzkich idei" też próbowano wprowadzać na siłę.
17-06-2009 18:15 
 Ocena 4 na 4
Autografka (10638 punktów)
>Istota mojego przekonania o słuszności idei chrześcijaństwa, jest czas jej trwania. Wszystkie idee, wymyślone przez ludzi (w przypadkowej kolejności- faszyzm, scjentologia, komunizm, wszystkie sekty razem wzięte, marksizm-leninizm i wiele wiele innych, których nazw teraz nie mogę sobie przypomnieć) .

Moim zdaniem religie też są ideami wymyślonymi przez ludzi. A ponieważ zakładają istnienie istoty wyższej, obdarzonej nadprzyrodzonymi zdolnościami, to i ich oddziaływanie na człowieka jest większe. W końcu co innego przeciwstawić się innym ludziom, a co innego wszechmogącym bogom. Zwłaszcza, jeśli boża bojaźń została w człowieku zaszczepiona już we wczesnym dzieciństwie.
Witold Losek (800 punktów)
Wśród wymyślonych przez ludzi sekt, też jest wiele zakładających istnienie istoty wyższej - boga, bogów, itp, obdarzonych nadprzyrodzonymi zdolnościami, a jednak - na szczęście - ich oddziaływanie na człowieka nie da się porównać z tymi kilkoma wielkimi systemami.
17-06-2009 19:01 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)
>Wśród wymyślonych przez ludzi sekt, też jest wiele zakładających istnienie istoty wyższej - boga, bogów, itp, obdarzonych nadprzyrodzonymi zdolnościami, a jednak - na szczęście - ich oddziaływanie na człowieka nie da się porównać z tymi kilkoma wielkimi systemami.
>

Te wielkie systemy po prostu się udały.
Witold Losek (800 punktów)
>Te wielkie systemy po prostu się udały.
Tak, tylko komu się udały? Człowiekowi, czy Bogu?
17-06-2009 19:41 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)
>>Te wielkie systemy po prostu się udały.
>Tak, tylko komu się udały? Człowiekowi, czy Bogu?

To już chyba zależy od punktu widzenia. Jak dla mnie, udały się człowiekowi, a dokładniej, skutecznie udało się je zaimplementować w głowach wielkiej rzeszy ludzi.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>>Te wielkie systemy po prostu się udały.
>>Tak, tylko komu się udały? Człowiekowi, czy Bogu?
>To już chyba zależy od punktu widzenia. Jak dla mnie, udały się człowiekowi, a dokładniej, skutecznie udało się je zaimplementować w głowach wielkiej rzeszy ludzi.

A właśnie przed chwilą, podano w Wiadomościach TV1, że udało się tez Kościołowi Scjentologicznemu, wyłudzić wielka kasę, od Travolty i Toma Cruise też. Gdzieś tu już o tym było?
Autografka (10638 punktów)

>A właśnie przed chwilą, podano w Wiadomościach TV1, że udało się tez Kościołowi Scjentologicznemu, wyłudzić wielka kasę, od Travolty i Toma Cruise też. Gdzieś tu już o tym było?

Xenu się popisał
finerbijk (17282 punktów)
>Z Mieszkiem to jest fakt, nie da się ukryć. Chciał nas uniezależnić i zabezpieczyć od przymusowej chrystianizacji przez Niemców, to prawda.

Gwoli ścisłości, oficjalna nauka już dawno zarzuciła ten stereotyp.
Witold Losek (800 punktów)
>>Z Mieszkiem to jest fakt, nie da się ukryć. Chciał nas uniezależnić i zabezpieczyć od przymusowej chrystianizacji przez Niemców, to prawda.
>Gwoli ścisłości, oficjalna nauka już dawno zarzuciła ten stereotyp.
>
No, to dawaj więcej szczegółów, dawaj! Co - zdaniem oficjalnej nauki - było przyczyną, dla której Mieszko przyjął chrzest??
Jak się o tym kilka tygodni temu uczyłem z moją córką (klasa IVa ), to jeszcze nic na temat zmian w tej kwestii nie było wiadomo...
17-06-2009 19:03 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)
>>>Z Mieszkiem to jest fakt, nie da się ukryć. Chciał nas uniezależnić i zabezpieczyć od przymusowej chrystianizacji przez Niemców, to prawda.
>>Gwoli ścisłości, oficjalna nauka już dawno zarzuciła ten stereotyp.
>>
>No, to dawaj więcej szczegółów, dawaj! Co - zdaniem oficjalnej nauki - było przyczyną, dla której Mieszko przyjął chrzest??
>Jak się o tym kilka tygodni temu uczyłem z moją córką (klasa IVa ), to jeszcze nic na temat zmian w tej kwestii nie było wiadomo...

Chciał władzy i korony. Udało mu się pokolenie później.
17-06-2009 19:22 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
Prawdziwym powodem było wykonanie pierwszego kroku kładącego podwaliny do założenia toruńskiego Radia Maryja o. T. Rydzyka!!! Przedszkolacy to wiedzą
Witold Losek (800 punktów)
>Prawdziwym powodem było wykonanie pierwszego kroku kładącego podwaliny do założenia toruńskiego Radia Maryja o. T. Rydzyka!!! Przedszkolacy to wiedzą
>
Od razu tak podejrzewałem!!

16-06-2009 21:25 
 Ocena 3 na 3
Pan Tau (1237 punktów)
Witold Losek:
[...] Już od czasów św Augustyna, nikt rozsądny nie odbiera Starego Testamentu literalnie, dosłownie! [...]

A Nowy Testament?
Zresztą, niezależnie który z nich weźmiemy, jeśli - zamiast dosłownego odczytania - zaczniemy je interpretować, zaraz pojawi się pytanie: która/jaka/czyja interpretacja jest właściwa i dlaczego? Interpretacje sprzed tysiąclecia są inne, niż te sprzed stulecia, te z kolei się różniły od dzisiejszych, a i dzisiejsze zapewne będą inne od tych, które powstaną za kolejne 100 lat?
Która z nich była/jest/będzie właściwa?
Czy możemy przyjąć, że każda? Bardzo wątpliwe, przyjęcie takiego założenia oznaczałoby bowiem relatywizację chrześcijaństwa. "Prawda wiary" okazałaby się wówczas być czymś względnym, czymś, co zależy od czasów (i ewentualnie terytorium), w których obowiązuje, a, jak wiadomo, relatywizm moralny nie cieszy się, mówiąc delikatnie, szczególnymi względami większości kościołów chrześcijańskich.


"Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy
i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych.
Kościół prześladuje z miłości, bezbożni z nienawiści."

Św. Augustyn
Witold Losek (800 punktów)
Chyba, że Bóg rozmawia z ludźmi. Od kilku tysięcy lat, albo od kilkudziesięciu tysięcy lat ciągle, codziennie, aktywnie rozmawia z ludźmi. Relacja Bóg-Człowiek nie musi być stała i niezmienna. Wtedy to co nazywasz interpretacją ( czyli ludzkie, ulegające zmianie rozumienie pewnych stałych danych, takich jak Dekalog, itp), nie jest nową interpretacją czegoś starego, tylko zupełnie nowym zadaniem, nowym wymaganiem. Jeżeli Bóg wyznaczy człowiekowi nowe cele, nowe zasady moralne, nieco zmienione, to wtedy nie ma mowy o relatywizmie. Znowu użyję analogi z układem rodzic-dziecko. Małemu dziecku mówisz np., że nie wolno kłamać. Starsze dziecko musi zrozumieć, że czasami mówiąc prawdę, możesz wyrządzić wiele złego; więcej niż kłamiąc, stąd człowiek dorosły musi sam w sumieniu rozważyć, czy powiedzieć prawdę. Czy to oznacza, że zrelatywizowałeś dziecięce pojęcie"mówienia zawsze i tylko prawdy"? Po prostu starsze dziecko, więcej rozumie, i może bardziej, więcej decydować o sobie, o tym co dobre i złe. Dajesz mu więcej wolności, więcej możliwości wyboru niż małemu dziecku. Jeżeli założymy, że Bóg istnieje, to nigdzie nie jest powiedziane, że zasady jakie proponuje człowiekowi nie mogą ulec zmianie, ze względu na możliwości ludzkiego rozumu, świadomość dobra i zła, ewolucję jaka była i cały czas jest udziałem ludzkiego rodzaju, zmieniające się warunki w których przychodzi żyć kolejnym pokoleniom ludzi.
Ja oczywiście nie dam sobie obciąć głowy, ( właściwie niczego sobie nie dam obciąć, nawet małego palca u nogi )że mam rację. Nie jestem teologiem.
16-06-2009 22:41 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)
>Chyba, że Bóg rozmawia z ludźmi. Od kilku tysięcy lat, albo od kilkudziesięciu tysięcy lat ciągle, codziennie, aktywnie rozmawia z ludźmi.

Ten sam problem, który podkreślił Pan Tau:
Z którymi ludźmi rozmawia?
Z katolikami? prawosławnymi? protestantami? żydami? świadkami? muzułmanami?

P.S. Słyszałeś o stronie www.racjolinki.pl ?
Witold Losek (800 punktów)
Myślę, że on rozmawia z wszystkimi, którzy chcą słuchać. Ludzie interpretują to co on mówi ( "mówi" to nienajlepsze słowo, ale jakoś brak mi innego określenia). Jedni robią to lepiej inni gorzej. Np. JPII - lepiej, Rydzyk - gorzej. Jeszcze inni nie słuchają wcale, mając za nic wszelkie zasady ( Hitler, Stalin, Czerwoni Khmerzy...)
16-06-2009 23:29 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)
>Myślę, że on rozmawia z wszystkimi, którzy chcą słuchać. Ludzie interpretują to co on mówi ( "mówi" to nienajlepsze słowo, ale jakoś brak mi innego określenia). Jedni robią to lepiej inni gorzej. Np. JPII - lepiej, Rydzyk - gorzej. Jeszcze inni nie słuchają wcale, mając za nic wszelkie zasady ( Hitler, Stalin, Czerwoni Khmerzy...)
>

No więc znowu wracamy do interpretacji i problemu która lepsza

    Taki fanatyk to ma łatwo. Jedna książka, jedna właściwa interpretacja i wszystko jasne. Nie zazdroszczę natomiast teistom o szerszych horyzontach, bo prawie gdzie nie spojrzeć, tam znajdujemy jakieś nieścisłości, różnice interpretacyjne, sprzeczne ze sobą źródła.
Witold Losek (800 punktów)
>No więc znowu wracamy do interpretacji i problemu która lepsza
Która lepsza? Nie mam pojęcia...
>    Taki fanatyk to ma łatwo. Jedna książka, jedna właściwa interpretacja i wszystko jasne. Nie zazdroszczę natomiast teistom o szerszych horyzontach, bo prawie gdzie nie spojrzeć, tam znajdujemy jakieś nieścisłości, różnice interpretacyjne, sprzeczne ze sobą źródła.
Ateista też ma... łatwo...
>
16-06-2009 23:45 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)

>Ateista też ma... łatwo...

Tylko łatwość ta z czego innego wynika. W racjonalnym ateizmie ciężko doszukać się luk takich jak w religiach wszelakich.
Łatwo jest wierzyć w to, co rozum podpowiada
16-06-2009 23:57 
 Ocena 2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>Łatwo jest wierzyć w to, co rozum podpowiada
To nie jest wiara, to wiedza! Szkiełko i oko! Sprawdzić, dotknąć, zmierzyć, zważyć, zanotować... Ufać tylko temu, co udowodnione, sprawdzone, przetestowane...
Dobranoc.
17-06-2009 00:01 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)

>To nie jest wiara, to wiedza!

>Dobranoc.

Masz rację. Ateizm wynika z wiedzy.
Dobranoc
17-06-2009 06:57 
 Ocena-2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
Nie. Ateizm wynika z świadomego lub nie, dobrowolnego lub nie ograniczenia swego światopoglądu wyłącznie do wiedzy!
17-06-2009 10:02 
 Ocena 5 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Ateizm wynika z świadomego lub nie, dobrowolnego lub nie ograniczenia swego światopoglądu wyłącznie do wiedzy!

Hmm... Przeciwieństwem wiedzy jest ignorancja. Przeciwieństwem ateizmu jest teizm. Czyli teizm wynika z...
17-06-2009 11:28 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>> Ateizm wynika z świadomego lub nie, dobrowolnego lub nie ograniczenia swego światopoglądu wyłącznie do wiedzy!Hmm... Przeciwieństwem wiedzy jest ignorancja. Przeciwieństwem ateizmu jest teizm. Czyli teizm wynika z...

Nieograniczania swojego światopoglądu tylko do wiedzy.
17-06-2009 12:51 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

Przeciwieństwem ateizmu jest teizm. Czyli teizm wynika z...
>Nieograniczania swojego światopoglądu tylko do wiedzy.
Wystarczy puścić wodze fantazji.
Tu masz jeden z przykładów:
members.optusnet.com.au/~mpjaworski/index.html

Pozdrawiam - Zbyszek


Prawda jest jedna.
17-06-2009 14:47 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>>> Ateizm wynika z świadomego lub nie, dobrowolnego lub nie, ograniczenia swego światopoglądu wyłącznie do wiedzy!

>> Hmm... Przeciwieństwem wiedzy jest ignorancja. Przeciwieństwem ateizmu jest teizm. Czyli teizm wynika z...

> Nieograniczania swojego światopoglądu tylko do wiedzy.

A cóż poza wiedzą potrzebne jest w światopoglądzie? Chciejstwo? Naiwność? Konformizm?
Witold Losek (800 punktów)
>>>> Ateizm wynika z świadomego lub nie, dobrowolnego lub nie, ograniczenia swego światopoglądu wyłącznie do wiedzy!
>>> Hmm... Przeciwieństwem wiedzy jest ignorancja. Przeciwieństwem ateizmu jest teizm. Czyli teizm wynika z...
>> Nieograniczania swojego światopoglądu tylko do wiedzy.
>A cóż poza wiedzą potrzebne jest w światopoglądzie? Chciejstwo? Naiwność? Konformizm?
>
Wolna Wola.
Mój światopogląd, różni się od Twego, bardzo nieznacznie. Ja mam poczucie istnienia Wolej Woli, mam poczucie tego, że mam Wolną Wolę, a ty wierzysz wyłącznie w prawa fizyki, chemii, w matematykę itp, ogólnie w "wiedzę".
17-06-2009 15:24 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> A cóż poza wiedzą potrzebne jest w światopoglądzie? Chciejstwo? Naiwność? Konformizm?

> Wolna Wola.

To podpada pod naiwność.

> Ja mam poczucie istnienia Wolej Woli (...)

Ja też mam poczucie wolnej woli, ale oprócz tego wiem czym ona jest.
Witold Losek (800 punktów)
>> Ja mam poczucie istnienia Wolej Woli (...)
>Ja też mam poczucie wolnej woli, ale oprócz tego wiem czym ona jest.
>
To co Ty nazywasz Wolną Wolą, to nie jest wcale Wolna Wola
Już się o to kłóciliśmy wcześniej, ale Wolna Wola musi być atrybutem niematerialnej duszy. Jeśli jest atrybutem czegokolwiek materialnego, czegokolwiek, co podlega prawom fizyki, to nie jest wcale wolna, tylko przypadkowo-deterministyczna. W przypadku nieistnienia duszy, nieistnienia niczego poza materią wolność jest złudzeniem i - co z tego wynika - złudzeniem jest również moralność, dobre wychowanie, miłość, nienawiść...
17-06-2009 15:39 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Już się o to kłóciliśmy wcześniej, ale Wolna Wola musi być atrybutem niematerialnej duszy. Jeśli jest atrybutem czegokolwiek materialnego, czegokolwiek, co podlega prawom fizyki, to nie jest wcale wolna, tylko przypadkowo-deterministyczna. W przypadku nieistnienia duszy, nieistnienia niczego poza materią wolność jest złudzeniem i - co z tego wynika - złudzeniem jest również moralność, dobre wychowanie, miłość, nienawiść...

Oj, pomyliłem się - to jednak chciejstwo.
Witold Losek (800 punktów)
>Oj, pomyliłem się - to jednak chciejstwo.
Nie, to nie jest ani naiwność, ani chciejstwo... To Wiara
17-06-2009 19:21 
 Ocena 7 na 7
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Nie, to nie jest ani naiwność, ani chciejstwo... To Wiara
A wiara jest Naiwnym Chciejstwem
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Nie, to nie jest ani naiwność, ani chciejstwo... To Wiara
>A wiara jest Naiwnym Chciejstwem

Udowodnij naukowo.
>
18-06-2009 11:03 
 Ocena 5 na 5
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>>A wiara jest Naiwnym Chciejstwem
>Udowodnij naukowo.

Dobra

Obserwacja nr 1:
-Ludzie twierdzą, że bóg czy bogowie istnieją, i nie mogą sobie wyobrazić jak to mogłoby być, jakby ich nie było. Po prostu za wszelką cenę chcą, by bogowie istnieli, gdyż są przydatni, bo można nimi postraszyć małe dzieci, sąsiadkę, przechwalać się który bóg zrobił więcej cudów i wreszcie najważniejszy powód: obiecane, wyimaginowane i nieistniejące nagrody, które bez bogów, duchów przodków i innych tego typu stworów nie mogą istnieć.

Wniosek:
-Chciejstwo, i to chyba największe na świecie Jest to bardzo podobny typ do chciejstwa wygrania paru milionów w totka, różnych form hazardu, chciejstwa, by sąsiadowi krowy pozdychały, sąsiadka nogę złamała. Zarówno pozytywne, jak i negatywne przejawy chciejstwa, które mają większą lub mniejszą szansę na powodzenie. Ale różni je od wiary jeszcze jedna cecha...

Obserwacja nr 2:
-Bez względu na to jak naukowe korniki wgryzą się w wielki, pradawny i masywny pal podtrzymujący Chatkę na Kurzej Stopce zwaną religią, ludzie będą wierzyli, "bo tak i już/bo nic nie zaszkodzi uwierzyć/trzeba w coś wierzyć". Jak odkryto, że Ziemia nie jest płaska, to nie chciano tego przyjąć do wiadomości, bo ludzie naiwnie wierzyli w to, co napisało paru zacofanych ludzi dawno temu. Jak odkryto, że Ziemia nie jest w żadnym centrum też nie chcieli tego przyjąć, bo naiwnie wierzyli, że to bogowie stworzyli ją w centrum "bo tak i już/bo nie zaszkodzi uwierzyć/trzeba uwierzyć". Bogów zamieszkujących góry alpiniści wygonili do stratosfery, piloci samolotów wygonili na orbitę, astronauci w przestrzeń kosmiczną, aż okazało się, że bóg jest po prostu memem zamieszkującym ludzki mózg. Ale pomimo tego wszystkiego, pomimo tych wielkich, zaprzeczających odkryć, wynalazków i wiedzy ludzie naiwnie twierdzą, że bóg istnieje, "bo tak i już/bo nic nie zaszkodzi uwierzyć/trzeba w coś wierzyć".

Wniosek: Naiwność do kwadratu Naiwność na poziomie ludzi upierających się, że są Napoleonem Bonaparte, naiwność ludzi, którzy czekają, aż ich kura zniesie im szczerozłote jajo, naiwność nie podparta niczym oprócz wiejskich zabobonów, kłamstw, przeinaczeń, a jednak brana za szczerozłotą prawdę i na dodatek będąca jakąś "łaską"...

Łącząc oba wnioski w jeden otrzymujemy definicję wiary w bożków, oddawania im czci i robienia różnych durnych i dziwacznych rzeczy.

Odpowiedź: Wiara w bogów to Naiwne Chciejstwo
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>>A wiara jest Naiwnym Chciejstwem
>>Udowodnij naukowo.
>Dobra
>Obserwacja nr 1:
>-Ludzie twierdzą, że bóg czy bogowie istnieją, i nie mogą sobie wyobrazić jak to mogłoby być, jakby ich nie było.
Nieprawda.

>Po prostu za wszelką cenę chcą, by bogowie istnieli, gdyż są przydatni, bo można nimi postraszyć małe dzieci, sąsiadkę, przechwalać się który bóg zrobił więcej cudów

Nieprawda
>i wreszcie najważniejszy powód: obiecane, wyimaginowane i nieistniejące nagrody, które bez bogów, duchów przodków i innych tego typu stworów nie mogą istnieć.

Nieprawda.

Nie trudź się dalej.

>-Bez względu na to jak naukowe korniki wgryzą się w wielki, pradawny i masywny pal podtrzymujący Chatkę na Kurzej Stopce zwaną religią

Korniki żyją w drzewie, przeważnie świerkach. Pal podgryza kołatek.

To ma być dowód naukowy? Buu...ha, ha, ha,
18-06-2009 16:45 
 Ocena 4 na 4
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>>-Ludzie twierdzą, że bóg czy bogowie istnieją, i nie mogą sobie wyobrazić jak to mogłoby być, jakby ich nie było.
>Nieprawda.
Jednak większość takich prób ich przerasta, bo ich chciejstwo jest większe

>>Po prostu za wszelką cenę chcą, by bogowie istnieli, gdyż są przydatni, bo można nimi postraszyć małe dzieci, sąsiadkę, przechwalać się który bóg zrobił więcej cudów
>Nieprawda
No to teraz ja poproszę o dowody naukowe

>>i wreszcie najważniejszy powód: obiecane, wyimaginowane i nieistniejące nagrody, które bez bogów, duchów przodków i innych tego typu stworów nie mogą istnieć.
>Nieprawda.
A niebo, dziewice po śmierci, pola elizejskie, odrodzenie się w lepszej kaście to nie są "nagrody"? Na dodatek nie istnieją, więc nadal się wszystko zgadza

>Nie trudź się dalej.
Jeśli rozmawiam z debilem to wole się nie trudzić, ale jeżeli z wartościowym rozmówcą to coś od siebie dam, no ale jeśli nie chcesz to proszę bardzo

>>-Bez względu na to jak naukowe korniki wgryzą się w wielki, pradawny i masywny pal podtrzymujący Chatkę na Kurzej Stopce zwaną religią
>Korniki żyją w drzewie, przeważnie świerkach. Pal podgryza kołatek.
Już nie masz się czego uczepić to zabierasz się za moją barwną metaforę? Oj, nie ładnie

>To ma być dowód naukowy? Buu...ha, ha, ha,
Nie naukowy, a psychologiczny, pisany prostym i mało wyszukanym językiem, ale mniejsza o nazwę, ważne, że jest i nie zdołałeś go podważyć, więc nadal mamy Naiwne Chciejstwo
18-06-2009 17:44 
 Ocena 3 na 3
Zella (1321 punktów)
>-Ludzie twierdzą, że bóg czy bogowie istnieją, i nie mogą sobie wyobrazić jak to mogłoby być, jakby ich nie było.<

>To ma być dowód naukowy? Buu...ha, ha, ha,
>Nie naukowy, a psychologiczny, pisany prostym i mało wyszukanym językiem, ale mniejsza o nazwę, ważne, że jest i nie zdołałeś go podważyć, więc nadal mamy Naiwne Chciejstwo |<

Witaj Alpha Phoenicis!

Sądzę,że Buu... ha, ha, ha, to właściwa odpowiedź na wszystkie tzw. dowody czy w ogóle wszelkie próby odpowiedzi na problem istnienia bogów(??!!), boga.
Popieram Cię!
Nie ma i nie spodziewam się niezbitych dowodów dla wszystkich mieszkańców naszej planety na istnienie bogów, boga w ciągu najbliższego, powiedzmy, tysiąclecia!Dowodów ostatecznych, niezbitych, namacalnych, pewnych jak każdy pewnik. Wszechświat istnieje miliardy lat, a wciąż (mimo widocznych dowodów)nie rozpoznano , lub nie zrozumiano Wielkiego Wybuchu itd.,itp. Czy nie szkoda czasu i energii na te pytania i jakieś podobne próby odpowiedzi? Podyskutujmy o ludzkich problemach!
Kto chce niech sądzi,że są bogowie.Kto ma taką(skądinąd) wiedzę,czy przekonania,że ateizm jest jego światopoglądem, niech zostaje przy swoim! Podyskutujmy o ludziach!
Z ciągłej walki między tymi a tamtymi robi mi się już autentycznie niedobrze! Mniej więcej przypomina mi to, co się mówi o gustach, ulubionych kolorach itp.!
Podyskutujmy o ludziach! Zella
17-06-2009 18:47 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>W przypadku nieistnienia duszy, nieistnienia niczego poza materią wolność jest złudzeniem i - co z tego wynika - złudzeniem jest również moralność, dobre wychowanie, miłość, nienawiść...
>
To, co Ty nazywasz duszą, ja zwę osobowością.
"Etymologia osobowości wywodzi się od słowa - osoba. Oznacza ono byt o rozumnej naturze, cechujący się odrębnością od innych bytów, posiadający świadomość własnego istnienia, wolę, własny charakter i system wartości.
Definicja osobowości dzieli się na trzy obszary wzajemnie powiązane, według których osobowość to:
1) zbiór względnie stałych, charakterystycznych dla danej jednostki cech i właściwości, które wyznaczają jej zachowania i pozwalają odróżnić ją od innych;
2) zespół warunków wewnętrznych wpływających na sposób, w jaki człowiek przystosowuje się do otoczenia;
3) zespół psychologicznych mechanizmów: np. tożsamość, mentalność, potrzeby, postawy, inteligencja, uznawane wartości, które powodują, że człowiek jest zdolny do kierowania własnym życiem, a jego zachowania są zorganizowane i względnie stałe.
Najnowsze ujęcia dotyczące osobowości pokazują, że wprawdzie cechy biofizyczne człowieka i zewnętrzne oddziaływanie są podstawą osobowości, ale jej nie determinują. Natomiast decydujący wpływ na kształtowanie się osobowości ma aktywność samej jednostki."
(ściągnęłam z jakiegoś podręczniki kuzynki - studentki psychologii )
Witold Losek (800 punktów)
Możesz sobie to coś nazwać jak Ci się podoba. Problem jest w czym innym i opiera się na prostym pytaniu:
PoZZdRPŚ*:
Czy: osobowość/dusza/indywidualność/ charakter/umysłowość/natura/oblicze/psychika/
jestestwo/jaźń/duch/duszyczka/świadomość/"wewnętrzne ja"/istność/ ego /soul/ spirit/ die Seele/ das Geist/ âme/ душа, jest materialna czy niematerialna?



* PoZZdRPŚ - Pytanie o Zasadniczym Znaczeniu dla Rozwiązania Problemu Światopoglądu
17-06-2009 19:56 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>Możesz sobie to coś nazwać jak Ci się podoba. Problem jest w czym innym i opiera się na prostym pytaniu:
>PoZZdRPŚ*:
Czy: osobowość/dusza/indywidualność/ charakter/umysłowość/natura/oblicze/psychika/
>jestestwo/jaźń/duch/duszyczka/świadomość/"wewnętrzne ja"/istność/ ego /soul/ spirit/ die Seele/ das Geist/ âme/ душа, jest materialna czy niematerialna?

>
* PoZZdRPŚ - Pytanie o Zasadniczym Znaczeniu dla Rozwiązania Problemu Światopoglądu

Zastanowię się. Ale ponieważ wszystko jest albo materią, albo energią (a jedna przechodzi gładko w drugą), to właściwie chyba wszystko jedno
Pozdrawiam
Witold Losek (800 punktów)
Czekaj, bo chyba źle zadałem pytanie. Chodzi o to, czy dusza/osobowość, jest właśnie czymś więcej niż materia i/lub energia, czymś niefizycznym, czymś więcej niż tylko jakaś forma "fizycznej" materii lub energii? Chodzi o to, czy jest coś, nie jest ani materią, ani energią w fizycznym, naukowym sensie?
17-06-2009 20:11 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>Czekaj, bo chyba źle zadałem pytanie. Chodzi o to, czy dusza/osobowość, jest właśnie czymś więcej niż materia i/lub energia, czymś niefizycznym, czymś więcej niż tylko jakaś forma "fizycznej" materii lub energii? Chodzi o to, czy jest coś, nie jest ani materią, ani energią w fizycznym, naukowym sensie?
O ile mi wiadomo, nie ma niczego, co nie jest ani materią, ani energią.
Witold Losek (800 punktów)
>O ile mi wiadomo, nie ma niczego, co nie jest ani materią, ani energią.
No właśnie, jeśli nie ma niczego, co nie jest materią, ani energią, to nie ma też takich rzeczy, jak:
Meretseger:
tożsamość, mentalność, potrzeby, postawy, inteligencja, uznawane wartości, które powodują, że człowiek jest zdolny do kierowania własnym życiem, a jego zachowania są zorganizowane i względnie stałe.

A jest tak dlatego, że wszystko co jest formą materii, albo energii podlega prawom fizyki, a te są albo całkiem przypadkowe w skali kwantowej, albo całkiem zdeterminowane w skali makro!
Wolna Wola jest w takim razie całkowitym złudzeniem!
Jak już kiedyś w czasie ciekawej dyskusji z Fizykiem napisałem TU:
Losek:

Czyli nic nie ma znaczenia? Żadna ludzka decyzja, ani tchórzostwo, ani odwaga, nic nie znaczą? Moralność i etyka na śmietnik? Miłość, Przyjaźń, Nienawiść, Wolność, Równość i Braterstwo - wszystko niewarte funta kłaków? Czy Fizyk coś policzy dobrze, czy źle; czy chirurg zoperuje dobrze, czy spartaczy - wszystko jedno??
Ponura perspektywa...
Czyżby była tylko jedna rzecz... która jest cokolwiek warta???
17-06-2009 20:54 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Meretseger:
tożsamość, mentalność, potrzeby, postawy, inteligencja, uznawane wartości, które powodują, że człowiek jest zdolny do kierowania własnym życiem, a jego zachowania są zorganizowane i względnie stałe.

>A jest tak dlatego, że wszystko co jest formą materii, albo energii podlega prawom fizyki, a te są albo całkiem przypadkowe w skali kwantowej, albo całkiem zdeterminowane w skali makro!
Zgadza się A to, co powyżej, to efekt przepływu impulsów elektrycznych między neuronami Niedokładnie się na tym znam, ale to chyba na tym polega?
Witold Losek (800 punktów)
>Zgadza się A to, co powyżej, to efekt przepływu impulsów elektrycznych między neuronami Niedokładnie się na tym znam, ale to chyba na tym polega?
No, i jakoś Cię to specjalnie nie martwi, z tego co widać?
17-06-2009 22:07 
 Ocena 5 na 5
pavvel (8272 punktów)
>>Zgadza się A to, co powyżej, to efekt przepływu impulsów elektrycznych między neuronami Niedokładnie się na tym znam, ale to chyba na tym polega?
>No, i jakoś Cię to specjalnie nie martwi, z tego co widać?
>

I bardzo dobrze, że nie martwi.
Naukowcy badali zakochanych i doszli do wniosku, że miłość to tylko reakcje chemiczne, a człowieka w tym stanie można porównać do chorego psychicznie.

Czy ta wiedza przeszkadza nam się zakochać?
17-06-2009 22:39 
 Ocena 2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>I bardzo dobrze, że nie martwi.
>Naukowcy badali zakochanych i doszli do wniosku, że miłość to tylko reakcje chemiczne, a człowieka w tym stanie można porównać do chorego psychicznie.
>Czy ta wiedza przeszkadza nam się zakochać?
>
Jeśli nie mamy Wolnej Woli, to trudno w ogóle używać pewnych słów i zwrotów, bo one całkiem zmieniają swój sens. Np. zwrot "czy to przeszkadza nam się zakochać", robi się nieco bezsensowny. Jak cokolwiek może nam przeszkadzać w zakochaniu, skoro to zakochanie jest właściwie przymusowe? "Przeszkadzać nam", tzn komu? Maszynie biochemicznej, zaprogramowanej na zakochanie? No weź mnie nie strasz, bo nie zasnę!...
A tym "naukowcom" co doszli do tak idiotycznych wniosków, to życzę, żeby się zakochali w Koziołku Matołku...
17-06-2009 22:51 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)

>Jeśli nie mamy Wolnej Woli, to trudno w ogóle używać pewnych słów i zwrotów, bo one całkiem zmieniają swój sens. Np. zwrot "czy to przeszkadza nam się zakochać", robi się nieco bezsensowny. Jak cokolwiek może nam przeszkadzać w zakochaniu, skoro to zakochanie jest właściwie przymusowe? "Przeszkadzać nam", tzn komu? Maszynie biochemicznej, zaprogramowanej na zakochanie? No weź mnie nie strasz, bo nie zasnę!...
>A tym "naukowcom" co doszli do tak idiotycznych wniosków, to życzę, żeby się zakochali w Koziołku Matołku...

Prawda bywa straszna.
17-06-2009 22:58 
 Ocena 1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Prawda bywa straszna.
Powiem Ci coś w tajemnicy W odróżnieniu od prawdy - Prawda nie jest straszna. Prawda - tak jak świat, tak jak miłość, wolność, przyjaźń - jest cudowna.
Dobranoc.
18-06-2009 00:13 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)

>>Czy ta wiedza przeszkadza nam się zakochać?
>>
> Np. zwrot "czy to przeszkadza nam się zakochać", robi się nieco bezsensowny. Jak cokolwiek może nam przeszkadzać w zakochaniu, skoro to zakochanie jest właściwie przymusowe?

A nie jest przymusowe? Jest przecież! Przymusowe i nieracjonalne.
Czyż nie mówi się, że miłość jest ślepa? Nie bez powodu.
Witold Losek (800 punktów)
>A nie jest przymusowe? Jest przecież! Przymusowe i nieracjonalne.
>Czyż nie mówi się, że miłość jest ślepa? Nie bez powodu.
>
A wierność? Co z wiernością? Ktoś komuś ślubuje wierność, a za jakiś czas zakocha się w kimś innym i co? C'est la vie?

NM*:
"Zakochałem się w sąsiadce, wiesz, musiałem, nie miałem wyboru, fizyka, biochemia, determinizm... te sprawy, rozumiesz, naukowcy, Koziołek Matołek... sorki..."


WŻ**:
"Zrozum, nie miałam wyjścia, w końcu wolna wola to, sam rozumiesz, iluzja..."


BK***:
"Spałem z Twoją żoną, mam nadzieję, że nie masz za złe, w końcu sam mówiłeś, że w myśl najnowszych osiągnięć naukowców wolna wola nie istnieje..."


Tak ma być? To ja dziękuję!

* - Niewierny Mąż
** - Wiarołomna żona
*** - Byle Kto
18-06-2009 07:31 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)

>Tak ma być? To ja dziękuję!
>
* - Niewierny Mąż

> ** - Wiarołomna żona
>*** - Byle Kto
>

Sugerujesz, że ludzie wierni nie zdradzają tylko dla tego, że jakiś bóg im tego zabrania? Smutne by to było i nie chciałbym z tak wierną osobą mieć nic wspólnego.
Mi się wydawało, że wyewoluowaliśmy dostatecznie, żeby samodzielnie kontrolować ( a przynajmniej się starać to robić) swoje popędy.

Przykład z alkoholem: wiem po ilu piwach szumi mi w głowie i zaczynam tracić kontrolę, więc gdy chcę tego uniknąć wypijam co najmniej jedno mniej.

Z zakochiwaniem się jest podobnie. Po kilku razach zauważa się mechanizmy do tego prowadzące i jeśli się chce pewnych sytuacji można unikać.
Tak wygląda moim zdaniem wierność świadoma.
18-06-2009 07:35 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)
>>Tak ma być? To ja dziękuję!
>>
* - Niewierny Mąż

>> ** - Wiarołomna żona
>>*** - Byle Kto
>>
>Sugerujesz, że ludzie wierni nie zdradzają tylko dla tego, że jakiś bóg im tego zabrania? Smutne by to było i nie chciałbym z tak wierną osobą mieć nic wspólnego.
>Mi się wydawało, że wyewoluowaliśmy dostatecznie, żeby samodzielnie kontrolować ( a przynajmniej się starać to robić) swoje popędy.
>Przykład z alkoholem: wiem po ilu piwach szumi mi w głowie i zaczynam tracić kontrolę, więc gdy chcę tego uniknąć wypijam co najmniej jedno mniej.
>Z zakochiwaniem się jest podobnie. Po kilku razach zauważa się mechanizmy do tego prowadzące i jeśli się chce pewnych sytuacji można unikać.
>Tak wygląda moim zdaniem wierność świadoma.
>

A WW można obalać z różnych pozycji.
Mogę powiedzieć, że katolik jest taki jakim go jego bóg stworzył i miejsca tu nie ma na wolną wolę. Stworzył go słabego i ulegającego popędom to niech sie teraz nie czepia To zresztą był dość powszechny problem w historii filozofii religijnej. Nieprawdaż?
18-06-2009 21:12 
 Ocena 1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>A WW można obalać z różnych pozycji.
>Mogę powiedzieć, że katolik jest taki jakim go jego bóg stworzył i miejsca tu nie ma na wolną wolę. Stworzył go słabego i ulegającego popędom to niech sie teraz nie czepia To zresztą był dość powszechny problem w historii filozofii religijnej. Nieprawdaż?
Powiedzieć może wiele, tylko czy to co powiedziałeś ma ziarnko prawdy?
Bóg chrześcijan, stworzył człowieka i dał mu wolną wolę - tak wierzymy ( nie wiemy! wierzymy!) Dał mu wolną wolę i co za tym idzie możliwość wyboru drogi. W każdym człowieku jest i dobro i zło. Nie ma ludzi całkiem dobrych, ani całkiem złych, od nas natomiast, i to też jest związane z wolną wolą, zależy czy będziemy coraz lepsi, czy coraz gorsi. I jeśli tak jest, to dotyczy to i wierzących i niewierzących. Motywy, dla których ludzie się poprawiają, mogą być różne. Motywy, dla których jedni zdradzają , a inni nie, też są różne. Wszyscy i ci wierzący, i ci niewierzący, podlegamy prawom fizyki, chemii i biologii. I wszyscy dostaliśmy tyle samo Wolnej Woli od Boga.
Tak wierzymy, a nie wiemy. To jest filozofia, a nie nauka!
Witold Losek (800 punktów)
Się tak nagle zacząłeś martwić tym, jak postępują wierzący... Ciekawostka...
Pomyśl co napisałeś:
pavvel:
Przykład z alkoholem: wiem po ilu piwach szumi mi w głowie i zaczynam tracić kontrolę, więc gdy chcę tego uniknąć wypijam co najmniej jedno mniej.

pavvel:
Z zakochiwaniem się jest podobnie. Po kilku razach zauważa się mechanizmy do tego prowadzące i jeśli się chce pewnych sytuacji można unikać.
Tak wygląda moim zdaniem wierność świadoma.

Zakładasz, że masz jakiś wpływ na to, ile piw wypiłeś? W bardzo głębokim jesteś błędzie. Żeby zadecydować o ilości wypitych piw, to trzeba mieć Wolną Wolę, a przecież Ty nie wierzysz w istnienie niczego poza materią i energią fizycznego wszechświata!
Określenia "zauważa się", "można unikać" są zarezerwowane dla tych, co mają możliwość swobodnego działania. A Ty nie masz takiej możliwości, bo jesteś jedynie wytworem materialnej ewolucji. Niczym więcej, jak zwierzęciem, któremu wydaje się, że coś wie i coś może.
"Wierność świadoma"? Proszę Cię nie rozśmieszaj mnie. Jaka "świadoma"? Ci, co są wierni, to są wierni dlatego, że tak się przypadkiem ułożyły fale mózgowe w ich neuronach, a ci niewierni, mieli mniej ( albo więcej ) szczęścia, i przypadkowe zmiany kwantowe w ich mózgach, sprowadziły ich na złą ( ale za to jakże przyjemną ) drogę! Tu nie ma ani kawałeczka miejsca na żadną świadomość, moralność, wierność, miłość.... Jest tylko chemia, fizyka, biologia...
18-06-2009 07:57 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Tak ma być? To ja dziękuję!
Hej, zagalopowałeś się. Czym innym jest zakochanie jako proces chemiczny, a czym innym brak hamulców moralnych. Masz tu pole do popisu dla swojej wolnej woli - możesz zachować się jak ostatnia świnia, zdradzając żonę albo jak człowiek uczciwy, dochowując jej wierności. Pomyślisz sobie: Zakochałem się w tej osiemnastoletniej blondynce z naprzeciwka, będę cierpiał, ale trudno, przyrzekałem żonie wierność" i będziesz się starał zdusić w sobie to kretyńskie uczucie. Tak? Ale wiesz, i zakochanie, i powyższe postanowienie to efekt działania chemii i fizyki...
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Tak ma być? To ja dziękuję!
>Hej, zagalopowałeś się. Czym innym jest zakochanie jako proces chemiczny, a czym innym brak hamulców moralnych. Masz tu pole do popisu dla swojej wolnej woli - możesz zachować się jak ostatnia świnia, zdradzając żonę albo jak człowiek uczciwy, dochowując jej wierności. Pomyślisz sobie: Zakochałem się w tej osiemnastoletniej blondynce z naprzeciwka, będę cierpiał, ale trudno, przyrzekałem żonie wierność" i będziesz się starał zdusić w sobie to kretyńskie uczucie. Tak? Ale wiesz, i zakochanie, i powyższe postanowienie to efekt działania chemii i fizyki...

Więc mając do wyboru pomiędzy starą żoną, chemiczną fabryką, a atrakcyjną sąsiadką, uwzględniając, że zarówno miłość, jak i moralność, to tylko proces chemiczny i przepływy bodźców elektrycznych pomiędzy neuronami, wybieram sąsiadkę. Jak żona zapyta dlaczego? No to tylko chemia, przecież wiesz. Przyrzeczenie wierności, to tez chemia, a ta może ulegać różnym procesom. Może z sąsiadką będzie mniej chemicznie, a bardziej romantycznie. (Obawiam się, że nie znasz znaczenia tego słowa)
18-06-2009 12:02 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>bardziej romantycznie. (Obawiam się, że nie znasz znaczenia tego słowa)
Nie musisz się obawiać. Znam. Ale co to ma do rzeczy?
Wszystko jest wyłożone w podręczniku neurofizjologii, łącznie z romantycznymi uniesieniami. Reszta to tylko mnożenie bytów.
18-06-2009 18:45 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>bardziej romantycznie. (Obawiam się, że nie znasz znaczenia tego słowa)
>Nie musisz się obawiać. Znam. Ale co to ma do rzeczy?

W zasadzie nic.

>Wszystko jest wyłożone w podręczniku neurofizjologii, łącznie z romantycznymi uniesieniami. Reszta to tylko mnożenie bytów.

No właśnie. Wszystko tłumaczy proces biologiczny i walka o przetrwanie swoich genów. Opuszcza więc wyeksploatowaną fabrykę biochemiczną i przenosi się do nowej, młodszej, dającej większą szanse na przetrwanie genów. Czysta biologia.
18-06-2009 07:51 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Jeśli nie mamy Wolnej Woli
Ale dlaczego zaraz z wielkiej litery? Oczywiście, że mamy, w pewnym stopniu wolną. Możesz dokonywać wyborów, aczkolwiek nie na poziomie molekularnym, bo tam za Ciebie decyduje chemia.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Jeśli nie mamy Wolnej Woli
>Ale dlaczego zaraz z wielkiej litery? Oczywiście, że mamy, w pewnym stopniu wolną. Możesz dokonywać wyborów, aczkolwiek nie na poziomie molekularnym, bo tam za Ciebie decyduje chemia.

I już wiesz, czemu mąż jest u sąsiadki.
18-06-2009 11:59 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>>>Jeśli nie mamy Wolnej Woli
>>Ale dlaczego zaraz z wielkiej litery? Oczywiście, że mamy, w pewnym stopniu wolną. Możesz dokonywać wyborów, aczkolwiek nie na poziomie molekularnym, bo tam za Ciebie decyduje chemia.
>I już wiesz, czemu mąż jest u sąsiadki.
>
Wiem. Bo jest padalcem (z przeproszeniem miłego zwierzątka) i dokonał padalcowatego wyboru, chociaż nie musiał.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Wiem. Bo jest padalcem (z przeproszeniem miłego zwierzątka) i dokonał padalcowatego wyboru, chociaż nie musiał.

Musiał. Taki zaistniał proces chemiczny. Nie miał biedak wyboru.
18-06-2009 12:19 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>>Wiem. Bo jest padalcem (z przeproszeniem miłego zwierzątka) i dokonał padalcowatego wyboru, chociaż nie musiał.
>Musiał. Taki zaistniał proces chemiczny. Nie miał biedak wyboru.
>
Nie musiał. Chemia chemią, ale na wyższym poziomie mógł nad popędem zapanować. Człowiek ponoć jest istotą rozumną. Czyżby nie każdy?
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Nie musiał. Chemia chemią, ale na wyższym poziomie mógł nad popędem zapanować. Człowiek ponoć jest istotą rozumną. Czyżby nie każdy?

Zapanowanie nad popędem, to już nie proces biochemiczny? Podjęta decyzja też nie?
Moralność i etyka to coś innego?

Jaki biedny chłopina miał wybór?
18-06-2009 18:03 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)

>Jaki biedny chłopina miał wybór?
Może bóg go takim stworzył? Ci co wyewoluowali z popędami sobie radzą
18-06-2009 07:47 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>>Zgadza się A to, co powyżej, to efekt przepływu impulsów elektrycznych między neuronami Niedokładnie się na tym znam, ale to chyba na tym polega?
>No, i jakoś Cię to specjalnie nie martwi, z tego co widać?
>
Dlaczego ma mnie martwić? I co właściwie? To, że wszystko jest chemią i fizyką, czy to, że się na tym niespecjalnie znam? No nie znam się, a muszę się znać na wszystkim?
Witold Losek (800 punktów)
>Dlaczego ma mnie martwić? I co właściwie? To, że wszystko jest chemią i fizyką, czy to, że się na tym niespecjalnie znam? No nie znam się, a muszę się znać na wszystkim?
Pewnie, że nie musisz znać się na wszystkim, a powodem do zmartwienia, mogłyby być konsekwencje tego, że nie istnieje nic, co nie jest materią ani energią. A konsekwencje te są właśnie dokładnie takie, że jak nie ma czegoś takiego jak dusza ( czy osobowość), która jest niezależna od fizycznego świata, to nie ma Wolnej Woli. A jak nie ma Wolnej Woli, to nie ma moralności, bo ona jest ściśle związana z możliwością wyboru. Nie ma "hamulców moralnych", bo żeby podjąć decyzję o jakimś czynie, znów niezbędna jest Wolna Wola. W przeciwnym wypadku, to nie podmiot-Człowiek podejmuje decyzję, tylko podejmują je za niego "prawa fizyki".
Jeżeli zakochałem się w ponętnej blondynce z naprzeciwka i nie poddałem się jej urokowi, to nie JA miałem hamulce moralne, tylko tak akurat się przypadkiem złożyło, że taki jestem. Nie moja zasługa. Jak nie oparłem się urokowi blondynki, to znów nie JA, tylko prawa fizyki - nie moja wina. Nie może w ogóle być mowy o żadnym wyborze, ani o padalcowym, ani o żadnym innym, bo nikt nigdy żadnego wyboru nie miał, nie ma i nie będzie miał!!!
Jasno stawiając sprawę, takie są filozoficzne konsekwencje zaprzeczania istnieniu duszy!
Pozdrowienia
19-06-2009 10:02 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)Odp: Durza czyli dusza burzy
>Pytanie o Zasadniczym Znaczeniu dla Rozwiązania Problemu Światopoglądu:
Czy: osobowość/dusza/indywidualność/ charakter/umysłowość/natura/oblicze/psychika/jestestwo/jaźń/duch/duszyczka/świadomość/"wewnętrzne ja"/istność/ ego /soul/ spirit/ die Seele/ das Geist/ âme/ душа, jest materialna czy niematerialna?

Niestety, pytanie to ukrycie zakłada dualizm. Zakładasz tu, że świadomość jest obiektem - materialnym lub nie. Tymczasem świadomość jest procesem.

Zapytaj np. "Czy burza jest materialna czy niematerialna?" a dojdziesz do wniosku, że musi istnieć "durza" czyli dusza burzy. No bo burza to coś więcej niż powietrze, woda czy iskry. A ponieważ nic więcej materialnego w burzy nie ma, więc musi istnieć niematerialna durza. Co więcej, mimo ciągłej wymiany materialnych składników z otoczeniem burza zachowuje swoją integralność - dosyć kapryśną zresztą - więc można by posądzić durzę nawet o posiadanie wolnej woli.

Oczywiście nie ma żadnej durzy - podobnie jak nie ma flogistonu, vis vitalis, czy duszy. Wszystkie te hipotetyczne obiekty to tylko procesy: burza, płomień, życie i świadomość.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
Zakładasz tu, że świadomość jest obiektem - materialnym lub nie. Tymczasem świadomość jest procesem.

Jakim? Przybliż proszę. Jakie czynniki wchodzą w jego skład?
19-06-2009 12:32 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Zakładasz tu, że świadomość jest obiektem - materialnym lub nie. Tymczasem świadomość jest procesem.

> Jakim? Przybliż proszę. Jakie czynniki wchodzą w jego skład?

Jest tu szereg ważnych czynników, takich jak emocje, pamięć, czy struktura mózgu. Ale sednem świadomości jest modelowanie otoczenia na bieżąco. Twoja świadomość to model otoczenia w postaci aktywności Twojego mózgu, a Twoje zmysły pilnują aby ten model był zgodny z rzeczywistością. Natomiast samoświadomość to nic innego tylko model tego modelowania, siłą rzeczy uproszczony, czyli to co potocznie nazywamy duszą.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>> Zakładasz tu, że świadomość jest obiektem - materialnym lub nie. Tymczasem świadomość jest procesem.
>> Jakim? Przybliż proszę. Jakie czynniki wchodzą w jego skład?
>Jest tu szereg ważnych czynników, takich jak emocje, pamięć, czy struktura mózgu. Ale sednem świadomości jest modelowanie otoczenia na bieżąco. Twoja świadomość to model otoczenia w postaci aktywności Twojego mózgu, a Twoje zmysły pilnują aby ten model był zgodny z rzeczywistością. Natomiast samoświadomość to nic innego tylko model tego modelowania, siłą rzeczy uproszczony, czyli to co potocznie nazywamy duszą.

Wydaje mi się, że mylone sa tu pojęcia. Za Wiki "Świadomość to stan psychiczny, w którym jednostka zdaje sobie sprawę ze zjawisk wewnętrznych, takich jak własne procesy myślowe, oraz zjawisk zachodzących w środowisku zewnętrznym i jest w stanie reagować na nie (somatycznie lub autonomicznie). Zwykły stan czuwania.

Przez pojęcie "świadomość" można rozumieć wiele stanów - od zdawania sobie sprawy z istnienia otoczenia, istnienia samego siebie, aż do świadomości istnienia swojego życia psychicznego."

Umieściłeś wszystko w jednym worku, który dla wygody nazywasz dowolnie. Jedno, co pewne, to to, że świadomość niczego nie modeluje.
Może mylisz z procesem myślowym?
>
19-06-2009 13:32 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Wydaje mi się, że mylone są tu pojęcia. Za Wiki (...)

Bardzo możliwe. Polska terminologia jest w tej dziedzinie mętna i ma w dodatku spory bagaż religijny. Pojęcia "świadomość" i "samoświadomość" są żywcem wzięte z angielskiego i użyte w naukowym ich sensie.

> Jedno, co pewne, to to, że świadomość niczego nie modeluje.

Wręcz przeciwnie - to jest pewne. W tej chwili Twój mózg modeluje ekran komputera wraz z literkami, które czytasz. A teraz zamknij oczy - model ten znikł. Ten model to część Twojej świadomości. Oczywiście na świadomość składa się dużo więcej procesów, takich jak myślenie, planowanie, czy marzenia. Niemniej to wszystko to są procesy a nie obiekty.
19-06-2009 13:55 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>> Wydaje mi się, że mylone są tu pojęcia. Za Wiki (...)
>Bardzo możliwe. Polska terminologia jest w tej dziedzinie mętna i ma w dodatku spory bagaż religijny. Pojęcia "świadomość" i "samoświadomość" są żywcem wzięte z angielskiego i użyte w naukowym ich sensie.

Nic tu nie ma do czynienie jaka to terminologia, tym bardziej jakiś "bagaż religijny". To są pojęcia używane wszędzie.

>> Jedno, co pewne, to to, że świadomość niczego nie modeluje.

>Wręcz przeciwnie - to jest pewne. W tej chwili Twój mózg modeluje ekran komputera wraz z literkami, które czytasz. A teraz zamknij oczy - model ten znikł. Ten model to część Twojej świadomości. Oczywiście na świadomość składa się dużo więcej procesów, takich jak myślenie, planowanie, czy marzenia. Niemniej to wszystko to są procesy a nie obiekty.

Komputer wraz z literkami, za pomocą dostępnych mi metod percepcji, modeluje mój umysł. W Twoim worku to pewnie to samo. Powstają więc, na skutek braku rozumienia znaczeń słów, nowotwory językowe typu "durza". Ale każdy może nadawać wymawianym słowom dowolnych znaczeń. Tylko rozmowa staje się bełkotliwa.
>
19-06-2009 20:33 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)
> Ale każdy może nadawać wymawianym słowom dowolnych znaczeń. Tylko rozmowa staje się bełkotliwa.

O co chodzi w pierwszym zdaniu?
Za to drugie całkiem zgrabnie je określa

PLUS za samokrytykę
19-06-2009 20:50 
 Ocena-1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>> Ale każdy może nadawać wymawianym słowom dowolnych znaczeń. Tylko rozmowa staje się bełkotliwa.
>O co chodzi w pierwszym zdaniu?
>Za to drugie całkiem zgrabnie je określa
>PLUS za samokrytykę

Dziękuję bardzo, plus mile widziany. Pytasz o co chodzi w pierwszym zdaniu? Zrozumiesz sam, jak już przestaniesz nazywać, to wszystko co jest do zjedzenia - "papu".
Pozdrawiam
19-06-2009 20:57 
 Ocena 4 na 4
pavvel (8272 punktów)

>Dziękuję bardzo, plus mile widziany. Pytasz o co chodzi w pierwszym zdaniu? Zrozumiesz sam, jak już przestaniesz nazywać, to wszystko co jest do zjedzenia - "papu".
>Pozdrawiam
>

Pamiętasz?
www.racjonalista.pl/forum.php/s,216974#w220422

Tym razem MINUS, za nieumiejętność przyznania się do błędu.

Prawidłowo:
może nadawać dowolne znaczenie
lub
ma prawo nadawania dowolnych znaczeń

Bełkot:
może nadawać dowolnych znaczeń

Teraz rozumiesz? Mam nadzieję

P.S. Fajnie byłoby gdybyś też potrafił uzasadnić swoje minusy.
Chyba, że nie mają żadnego uzasadnienia. Czyste emocje i tyle.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Dziękuję bardzo, plus mile widziany. Pytasz o co chodzi w pierwszym zdaniu? Zrozumiesz sam, jak już przestaniesz nazywać, to wszystko co jest do zjedzenia - "papu".

>Tym razem MINUS, za nieumiejętność przyznania się do błędu.

Minus też się przyda. Gramatyka leży.

>P.S. Fajnie byłoby gdybyś też potrafił uzasadnić swoje minusy.
>Chyba, że nie mają żadnego uzasadnienia. Czyste emocje i tyle.
Nie ulegam emocjom. Nie pamiętam komu i z jakiego powodu wlepiłem minusy. Robię to rzadko i niechętnie. Pewnie za kiepską formę wypowiedzi lub bezwartościową jej treść.
Pozdrawiam.
19-06-2009 21:59 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)

>>P.S. Fajnie byłoby gdybyś też potrafił uzasadnić swoje minusy.
>>Chyba, że nie mają żadnego uzasadnienia. Czyste emocje i tyle.

>Nie ulegam emocjom.

No coż, poczytam sobie twoje "wartościowe" posty.
i zapamiętam wyjaśnienie za bezwartościową treść
Meretseger (61860 punktów)
>Pytasz o co chodzi w pierwszym zdaniu? Zrozumiesz sam, jak już przestaniesz nazywać, to wszystko co jest do zjedzenia - "papu".
Przykro mi to czytać.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

> Przykro mi to czytać.

Ze względu na fatalną gramatykę, czy treść?
Meretseger (61860 punktów)
>> Przykro mi to czytać.
>Ze względu na fatalną gramatykę, czy treść?
Ze względu na potraktowanie rozmówcy jak niemądrego dzieciaka
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>> Przykro mi to czytać.
>>Ze względu na fatalną gramatykę, czy treść?
>Ze względu na potraktowanie rozmówcy jak niemądrego dzieciaka

Przyznaję się do fatalnej konstrukcji zdania, pisanego w pośpiechu.( Jest jeszcze gorsza, zaczyna je spójnik.) Sposób w jaki się interlokutor do tego ustosunkował, nie wskazywał, że ma to właśnie na myśli, lecz podważa treśc zawartą w zdaniu. Ja tej treści nie mam zamiaru tłumaczyć. Jest jasna.
Produkował się tutaj ktoś, kto na budowie zdań i ortografii znał się znakomicie. Bywał złośliwy. Ale nie tak jak mój krytyk. W tamtym przypadku za korektę dziękowałem. Teraz nie mam nic przeciwko temu, jeżeli ktoś mi zwróci uwagę na błąd gramatyczny czy ortograficzny, zdarzają się. Byle forma była zachowana, a uwaga nie budziła wątpliwości. Przykro mi, że Ci przykro.
Witold Losek (800 punktów)
Nie doczytałeś poniżej uszczegółowienia pytania. Zdałem sobie po niewczasie sprawę z błędnego pytania.
Jeśli założymy, że świadomość jest procesem, to pytanie brzmi, czy ten proces, podobnie jak burza, jest czymś zależnym od praw fizyki, czy nie. Jeśli jest zależny od praw fizyki, tak jak burza, to tak jak burza jest złożeniem deterministycznych praw newtonowskich i przypadkowych praw kwantowych. Chodzi o to, że do istnienia Wolnej Woli konieczne jest istnienie czegoś, co jest całkiem niezależne, oddzielone, od fizyki, procesów fizycznych, chemicznych, itp.
Pozdrowienia.
19-06-2009 12:35 
 Ocena 4 na 4
Pan Tau (1237 punktów)
Cytat:
Chodzi o to, że do istnienia Wolnej Woli konieczne jest istnienie czegoś, co jest całkiem niezależne, oddzielone, od fizyki, procesów fizycznych, chemicznych, itp.

Tu jednak pojawia się kolejne pytanie:
skąd pewność, że to coś niezależne od procesów fizycznych, biologicznych, chemicznych itp., czyli, jakby nie patrzeć, coś "nie z tego świata", nie jest zależne od czegoś jeszcze innego, czegoś ze swojego świata?
 
Witold Losek (800 punktów)
Nie ma takiej pewności. Nie ma żadnej pewności. To jest filozofia, a nie matematyka...
19-06-2009 21:28 
 Ocena 2 na 2
Pan Tau (1237 punktów)
Witold Losek napisał:
Nie ma takiej pewności. Nie ma żadnej pewności. To jest filozofia, a nie matematyka...

Jeśli twierdzimy, jak Ty (słusznie zresztą), że "do istnienia Wolnej Woli konieczne jest istnienie czegoś, co jest całkiem niezależne, oddzielone, od fizyki, procesów fizycznych, chemicznych, itp.", to całkowicie uprawnionym wydaje się być zrobienie jeszcze jednego kroku i przekształcenie tego stwierdzenia do postaci bardziej ogólnej: "do istnienia Wolnej Woli konieczne jest istnienie czegoś, co jest całkiem niezależne, oddzielone (nie tylko) od fizyki, procesów fizycznych, chemicznych, itp."
Inaczej mówiąc, źródło wolnej woli musi być absolutnie niezależne - nie może istnieć żaden byt, od którego byłoby zależne.
Pisząc więc (i znowu słusznie), że takiej pewności, odnośnie ewentualnych bytów "pozaświatowych", nie ma, faktycznie przekreślasz możliwość zaistnienia wolnej woli, przynajmniej tej, której zaistnienie wymaga niezależności jej źródła.
Jak to więc jest z tą wolną wolą?
Może, niezależnie od tego jak na nią patrzeć, zawsze jest będzie tylko złudzeniem?
 
19-06-2009 22:21 
 Ocena 1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>Jeśli twierdzimy, jak Ty (słusznie zresztą), że "do istnienia Wolnej Woli konieczne jest istnienie czegoś, co jest całkiem niezależne, oddzielone, od fizyki, procesów fizycznych, chemicznych, itp.", to całkowicie uprawnionym wydaje się być zrobienie jeszcze jednego kroku i przekształcenie tego stwierdzenia do postaci bardziej ogólnej: "do istnienia Wolnej Woli konieczne jest istnienie czegoś, co jest całkiem niezależne, oddzielone (nie tylko) od fizyki, procesów fizycznych, chemicznych, itp."Inaczej mówiąc, źródło wolnej woli musi być absolutnie niezależne - nie może istnieć żaden byt, od którego byłoby zależne.
Zgadzam się. W 100 procentach!
>Pisząc więc (i znowu słusznie), że takiej pewności, odnośnie ewentualnych bytów "pozaświatowych", nie ma, faktycznie przekreślasz możliwość zaistnienia wolnej woli, przynajmniej tej, której zaistnienie wymaga niezależności jej źródła.
Twierdząc, że nie mam pewności, odnośnie ewentualnych bytów "pozaświatowych" przekreślam możliwość istnienia Wolnej Woli???? Bardzo ciekawy wniosek!!
Jeśli przyznam, że nie wiem, jaka jest średnica trzeciej planety krążącej wokoło Alfy Oriona, to czy to z definicji znaczy, że Betelguese, gwiazda alfa z gwiazdozbioru Oriona nie ma trzech planet w swym układzie??
>Jak to więc jest z tą wolną wolą?
>Może, niezależnie od tego jak na nią patrzeć, zawsze jest będzie tylko złudzeniem?
Nie. Nie znaczy! To nie daje żadnej pewności, ale nie wyklucza możliwości istnienia Wolnej Woli. Wolna Wola musi być niezależna od innych bytów. Jeżeli, - jeżeli- byt, zwany przeze mnie roboczo duszą, miałby być zależny od jakiegoś innego superbytu, to dalej nie miałby Wolnej Woli. Ale czy taki superbyt istnieje, czy nie, to ja tego nie wiem, bo - jeszcze raz podkreślam, to jest filozofia, a nie matematyka! Wolna Wola jest nieweryfikowalna i niefalsyfikowana!
Pozdro.
19-06-2009 23:24 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)

> Wolna Wola jest nieweryfikowalna i niefalsyfikowana!

W zasadzie masz rację, ale próbować można.
Np taki hipotetyczny byt dusza, będący źródłem wolnej woli powinien nie podlegać innym bytom. Tu się zgadzamy.
A czy może podlegać wpływom czynników fizycznych? Chemicznych?
Może być od nich zależny?

EDIT:
Ok, doczytałem, że mówisz, że nie może
To teraz zastanówmy się...

Wypija ktoś za dużo alkoholu.
Problemy z mówieniem, problemy z chodzeniem. OK, to jest wpływ alkoholu na ciało.
Ale powiedzmy, że ten ktoś robi się agresywny. Po trzeźwemu muchy by nie zabił, a po pijaku brutal jakich mało.
Albo inny "nietrzeźwy" przykład: na co dzień przykładny mąż, a jak wypije to obłapia co mu w ręce wpadnie.

Czy te zachowania nie powinny być uważane za pole działania duszy i wolnej woli?
Jeżeli tak, to wychodzi mi że przyjęta w założeniach początkowych dusza nie istnieje.
Hmmm. I jak mi się próba weryfikacji udała?
Witold Losek (800 punktów)
>Hmmm. I jak mi się próba weryfikacji udała?
No cóż, to nie jest proste. Z jednej strony, wydaje się, że dusza musi być całkiem niezależna, autonomiczna. Ale przecież wiadomo, że jeśli rozpatrzymy układ dwojga, lub więcej dusz, to one będą ze sobą oddziaływały. ( Swoją drogą, szalenie ciekawe jest, jak współistnieją ze sobą dusze w "niebie".) To co zrobi jedna dusza musi mieć wpływ na drugą. Ten wpływ odbywa się za pośrednictwem świata fizycznego. Jedna dusza coś mówi, ciało wypowiada słowa, np: "już Cię nie kocham", druga dusza znów za pośrednictwem fizycznych uszu, neuronów w nerwach słuchowych, mózgu, odczytuje znaczenie tych słów i jest zrozpaczona. Jak uważasz, czy w takiej sytuacji, doszło do wpływu sił świata fizycznego na duszę, czy świat fizyczny był tylko pośrednikiem w oddziaływaniu jednej duszy na drugą? Nasuwa mi się pytanie w ogóle o to, co to jest autonomia dusz? Myślę, że autonomia duszy, nie polega na całkowitej niezależności, ale na tylko, na zdolności do podejmowania autonomicznych, niezależnych decyzji.

Wreszcie może jest tak, że pijąc alkohol w nadmiarze, odcinasz się trochę ( w skrajnych przypadkach całkowicie ) od swej duszy, i kontrolę nad Twoim ciałem sprawują tylko instynkty i właśnie wtedy jesteś - wyłącznie "z tego świata", wyłącznie "fizyczny".
To prowadzi mnie do kontrowersyjnego wniosku, że Człowiek, w takim sensie jak rozumieją to racjonaliści (nie wierzący w nic poza materią i energią fizycznego wszechświata), istnieje tylko wtedy, jak upije się do nieprzytomności...

I co sądzisz na temat mojej weryfikacji tych pojęć?
20-06-2009 14:45 
 Ocena 4 na 4
pavvel (8272 punktów)

>Wreszcie może jest tak, że pijąc alkohol w nadmiarze, odcinasz się trochę ( w skrajnych przypadkach całkowicie ) od swej duszy, i kontrolę nad Twoim ciałem sprawują tylko instynkty i właśnie wtedy jesteś - wyłącznie "z tego świata", wyłącznie "fizyczny".

"ja" się odcinam? Jak rozumiesz tu słowo "ja"? Które "ja" podejmuje decyzję o piciu?

"ja" jako ciało i procesy zachodzące w mózgu? Skoro moje ciało może samowolnie odciąć się od hipotetycznej duszy, to znaczy, że ma wolną wolę (lub coś co może za nią uchodzić) i nie potrzebujemy dodatkowych bytów ją potwierdzających.

A może "ja" jako dusza? W tym wypadku oznaczałoby, że to dusza stara się sama sobie odciąć drogę do kontaktu z ciałem. Źle się muszą te dusze czuć w naszych ciałach, skoro tak powszechne są wśród nich próby odcięcia się od niego za pomocą używek wszelakich.

>To prowadzi mnie do kontrowersyjnego wniosku, że Człowiek, w takim sensie jak rozumieją to racjonaliści (nie wierzący w nic poza materią i energią fizycznego wszechświata), istnieje tylko wtedy, jak upije się do nieprzytomności...
>I co sądzisz na temat mojej weryfikacji tych pojęć?

Byłoby można uznać to stwierdzenie, tylko przy przyjęciu pewnych mało prawdopodobnych założeń początkowych:
1. dusza musiałaby istnieć.
2. dusza musiałaby chcieć odcinać się od ciała.
3. ciało musiałoby posiadać jakąś dodatkową świadomość będącą w opozycji do duszy.

Jak te trzy punkty komuś uda się uzasadnić, możemy rozważać Twoją teorię bycia sobą wyłącznie po pijaku
Witold Losek (800 punktów)
>"ja" się odcinam? Jak rozumiesz tu słowo "ja"? Które "ja" podejmuje decyzję o piciu?
Jeśli jest dusza, no to ona decyduje o tym, czy pić i ile, i kogo obściskiwać i kiedy.. Może poddać się pociągowi, które czuje ciało do alkoholu i ponętnych blondynek, albo nie.
>"ja" jako ciało i procesy zachodzące w mózgu? Skoro moje ciało może samowolnie odciąć się od hipotetycznej duszy, to znaczy, że ma wolną wolę (lub coś co może za nią uchodzić) i nie potrzebujemy dodatkowych bytów ją potwierdzających.
>A może "ja" jako dusza? W tym wypadku oznaczałoby, że to dusza stara się sama sobie odciąć drogę do kontaktu z ciałem. Źle się muszą te dusze czuć w naszych ciałach, skoro tak powszechne są wśród nich próby odcięcia się od niego za pomocą używek wszelakich.
Człowiek składa się i z ciała i z duszy. To chyba oczywiste - przy nieweryfikowalnym założeniu, że istnieje dusza. Jeśli ona istnieje, to ma władzę nad ciałem. I tylko dusza może odciąć się od ciała, a nie ciało od duszy.
>Byłoby można uznać to stwierdzenie, tylko przy przyjęciu pewnych mało prawdopodobnych założeń początkowych:
>1. dusza musiałaby istnieć.
>2. dusza musiałaby chcieć odcinać się od ciała.
>3. ciało musiałoby posiadać jakąś dodatkową świadomość będącą w opozycji do duszy.
>Jak te trzy punkty komuś uda się uzasadnić, możemy rozważać Twoją teorię bycia sobą wyłącznie po pijaku
>
1. Dlaczego uważasz, że istnienie duszy jest "mało prawdopodobne". Jakich metod, jakiej statystki użyłeś, by coś takiego stwierdzić? To, że istnieje dusza, jest równie prawdopodobne jak to, że nie istnieje. Ani jednego, ani drugiego nie da się udowodnić i nie sądzę żeby do tego problemu dało się zastosować rachunek prawdopodobieństwa..
2. To, że dusza może chcieć się odciąć od ciała, to ( przy założeniu, że istnieje dusza ) jest pewne. Skok z wieżowca, strzał w głowę, opakowanie relanium na raz, żyletka, sznur... - oprócz gorzały jest wiele sposobów na definitywne oddzielenie duszy od ciała.
3. To, że ciało ma własną "świadomość", to też jest raczej pewne. Przecież zwierzęta, o których nie sądzimy, by miały dusze, mają coś na kształt świadomości, osobowości, czy jak by tego nie nazwać.
A więc punkt pierwszy jest niesprawdzalny, ale jeśli założymy, że dusza istnieje, to prawdopodobieństwo prawdziwości punktów 2. i 3. wydaje mi się bliskie 1
20-06-2009 18:24 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)

>Jeśli jest dusza, no to ona decyduje o tym, czy pić i ile, i kogo obściskiwać i kiedy.. Może poddać się pociągowi do alkoholu i ponętnych blondynek, albo nie.

Czyli alkohol według Ciebie wpływa również na duszę?
Ja w duszę nie wierzę, ale przy założeniu że jest przyjmuję Twoją koncepcję do wiadomości.

>Człowiek składa się i z ciała i z duszy. To chyba oczywiste - przy nieweryfikowalnym założeniu, że istnieje dusza.
No właśnie to założenie staram się zweryfikować. Nie dojdziemy na pewno do dowodów ostatecznych, ale można zastanowić się jakie przesłanki świadczą za a jakie przeciw.

>Jeśli ona istnieje, to ma władzę nad ciałem. I tylko dusza może odciąć się od ciała, a nie ciało od duszy.
Ale jaką ma przyjemność, jaki cel tego odcinania?
Zostańmy przy alkoholu
Jeżeli działa na hipotetyczną duszę, to ona się nie odcina tylko upija.
Jeżeli zaś nie działa, to po co dusza do kieliszka zagląda?

>1. Dlaczego uważasz, że istnienie duszy jest "mało prawdopodobne".
Choćby dlatego, że nie widzę żadnych przesłanek wskazujących na to, że może istnieć

To, że istnieje dusza, jest równie prawdopodobne jak to, że nie istnieje. Ani jednego, ani drugiego nie da się udowodnić i nie sądzę żeby do tego problemu dało się zastosować rachunek prawdopodobieństwa..

Podobnie niektórzy oceniają szansę trafienia szóstki w totolotka.
Pół na pół - trafisz, albo nie trafisz.
Wybacz, ale nieistnienia różnych dziwnych rzeczy (na przykład krasnoludków) też nie da się udowodnić, ale nie znaczy to że istnienie jest równie prawdopodobne jak nieistnienie.
Nie chcę sprowadzać wszystkiego do absurdu.
Chcę tylko pokazać, że fakt iż nie możemy określić ilościowo prawdopodobieństwa istnienia czegoś takiego jak dusza, nie oznacza że nie możemy określić go jakościowo.

>3. To, że ciało ma własną "świadomość", to też jest raczej pewne. Przecież zwierzęta, o których nie sądzimy, by miały dusze, mają coś na kształt świadomości, osobowości, czy jak by tego nie nazwać.

Zwierzęta - kolejna przesłanka nieistnienia duszy. Bo czym w gruncie rzeczy różni się zwierzęca świadomość od ludzkiej? Też mają uczucia, potrafią pamiętać, być wierne. Zwierzęca osobowość może być materialna, a ludzka nie?

Jeżeli wszystkim może zająć się ciało, to czemu ma służyć dusza? Jakie funkcje dodatkowe wnosi?

>A więc punkt pierwszy jest niesprawdzalny, ale jeśli założymy, że dusza istnieje, to prawdopodobieństwo prawdziwości punktów 2. i 3. wydaje mi się bliskie 1

P.S. A nasza rozmowa, to co tutaj piszemy - to ciało samo wymyśla, czy raczej hipotetyczna dusza?
Witold Losek (800 punktów)
>Czyli alkohol według Ciebie wpływa również na duszę?
Chyba raczej nie wpływa bezpośrednio na duszę, raczej powoduje właśnie zaburzenie w komunikacji między duszą a ciałem.
>Ale jaką ma przyjemność, jaki cel tego odcinania?
Nie wiem. Nie zamierzałem się odcinać od mojego ciała definitywnie, a i po wódkę sięgam raczej rzadko...
>Zostańmy przy alkoholu
Dobra, czekaj, tylko skoczę do lodówki po piwo
....
....
Dobra, mam Żywiec
>Jeżeli działa na hipotetyczną duszę, to ona się nie odcina tylko upija.
>Jeżeli zaś nie działa, to po co dusza do kieliszka zagląda?
Jeśli - jako się rzekło - Człowiek składa się z duszy i ciała i to ciało ma pewną samoregulację, taką jaką mają zwierzęta ( ta samoregulacja, byłaby wypadkową procesów kwantowych i fizyki newtonowskiej, ale pozbawiona by była wolnej woli), to wtedy to co robi człowiek jest pewną wypadkową działania wolnej woli duszy i fizycznego ciała. Ciało odczuwa popęd seksualny, pociąg do kieliszka, do papierosów, ale też być może skłonność do słuchania muzyki, śpiewania itp. Dusza może się w mniejszym lub większym stopniu poddać chuciom i chęciom ciała. Do rzadkości należą przypadki, takie jak Szymon Słupnik, który tak bardzo poddał kontroli potrzeby ciała, że 40 lat przesiedział na słupie i miał to wszystko w ...
>>1. Dlaczego uważasz, że istnienie duszy jest "mało prawdopodobne".
>Choćby dlatego, że nie widzę żadnych przesłanek wskazujących na to, że może istnieć.
A ja widzę. Dla mnie tą przesłanką jest moje przekonanie ża mam wolną wolę, wolny wybór drogi, postępowania, że od tego co zrobię, coś zależy, że to wszystko coś znaczy, że poświecenie dla rodziny, dla chorych ma sens, że rozmowa z Tobą, która jest tak stymulująca i przyjemna, jest czymś więcej niż tylko efektem kwantowych zawirowań w naszych łepetynach... Mam nadzieję, że takie rzeczy, jak muzyka Chopina, Mozarta, Presley'a; "Szał" Podkowińskiego; "Władca Pierścieni" Tolkiena, "Trylogia" Sienkiewicza, nie są tylko emanacją kwantowego przypadku. Jaki sens miała by odwaga żołnierzy, ich przelana krew, ofiara z własnego życia św. Maksymiliana Kolbe; to, że Janusz Korczak, by nie opuszczać dzieci pozostających pod jego opieką, poszedł razem z nimi na śmierć do komory gazowej, poświęcenie strażaków, policjantów, ratowników ratujących ludzi spod ruin hali targowej, gdyby nie było duszy??!? Jaki sens miałoby ściganie i karanie winnych zawalenia tej hali?
>Wybacz, ale nieistnienia różnych dziwnych rzeczy (na przykład krasnoludków) też nie da się udowodnić, ale nie znaczy to że istnienie jest równie prawdopodobne jak nieistnienie.
Jakich krasnoludków? Musiałbyś zdefiniować jakieś szczegółowe cechy krasnoludków, żebyśmy mogli się zastanowić nad problemem ich istnienia. Jeśli np. założysz, że poszukiwane przez Ciebie krasnoludki, miałyby być materialne, no to wtedy łatwo jest przekonać się o ich nieistnieniu na ziemi, drogą empiryczną. Znamy zdecydowaną większość gatunków istot żywych i nie ma wśród nich krasnoludków, nie znaleźliśmy żadnych skamieniałości istot podobnych do nich, nie spodziewamy się, by w zgodzie z naszą wiedzą krasnoludki mogły zamieszkiwać nasz świat. A więc w tym przypadku możemy z przekonaniem graniczącym z pewnością, powiedzieć, że takich krasnoludków nie ma! Ale jeśli znieślibyśmy ograniczenia, np. co do miejsca pobytu owych istot, i stwierdzili, że krasnoludki nie istnieją nigdzie we wszechświecie, to wtedy istotnie, nasza pewność ich nieistnienia, nie była już tak duża. Podobnie, gdybyśmy rozważali istnienie krasnoludków w jakimś innym wymiarze, na przykład w tym, w którym być może istnieją dusze.
>Chcę tylko pokazać, że fakt iż nie możemy określić ilościowo prawdopodobieństwa istnienia czegoś takiego jak dusza, nie oznacza że nie możemy określić go jakościowo.
Ależ określamy pewne cechy naszej hipotetycznej duszy. Mówimy np., że aby była ona zdolna do podejmowania autonomicznych decyzji, musi być niezależna od naszego fizycznego wszechświata. Jeśli jest niezależna od naszego fizycznego wszechświata, to jest niebadalna, nieudowadnialna i niefalsyfikowalna, przy użyciu naszych fizycznych zmysłów i metod poznania świata.
>Zwierzęta - kolejna przesłanka nieistnienia duszy. Bo czym w gruncie rzeczy różni się zwierzęca świadomość od ludzkiej? Też mają uczucia, potrafią pamiętać, być wierne. Zwierzęca osobowość może być materialna, a ludzka nie?
Wolną Wolą! My ją mamy, zwierzęta nie. Wolna wola zwierząt jest pozorna, nasza jest rzeczywista! Tak sądzę, ale oczywiście nie jestem w stanie tego dowieść.
>Jeżeli wszystkim może zająć się ciało, to czemu ma służyć dusza? Jakie funkcje dodatkowe wnosi?
Autonomiczne decyzje. To wnosi do naszego życia dusza. Nadaje sens, więcej, jest warunkiem sine qua non, sensowności takich pojęć, jak miłość, nienawiść, zazdrość, wolność, równość i braterstwo; warunkuje ludzkie działanie, takie jak: wolność wyboru, świadoma wierność, padalcowaty wybór...
>P.S. A nasza rozmowa, to co tutaj piszemy - to ciało samo wymyśla, czy raczej hipotetyczna dusza?
U mnie dusza...
P.S.
A jak tak czytam Twoje teksty, to założę się o wszystko, że i u Ciebie też...
20-06-2009 22:29 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)

>>>1. Dlaczego uważasz, że istnienie duszy jest "mało prawdopodobne".
>>Choćby dlatego, że nie widzę żadnych przesłanek wskazujących na to, że może istnieć.
>A ja widzę. Dla mnie tą przesłanką jest moje przekonanie ża mam wolną wolę,
Rozumiem powody Twojego przekonania, ale nie podzielam.
Jak sam zauważyłeś do mnie bardziej szkiełko i oko przemawia

> że poświecenie dla rodziny, dla chorych ma sens,
Ma sens niezależnie czy robisz to uważając, że Twoja dusza tak chce, czy dla tego że ewolucja nastawiona była na przeżycie gatunku a nie jednostki.

> że rozmowa z Tobą, która jest tak stymulująca i przyjemna, jest czymś więcej niż tylko efektem kwantowych zawirowań w naszych łepetynach...
Jeżeli zawirowania te są stymulujące i przyjemne to po co wymagać od nich czegoś więcej? Po za tym nie wiemy czy efekty kwantowe rzeczywiście mają wpływ na nasz mózg. Moim zdaniem świadomość to fizyka klasyczna i chemia.

>Mam nadzieję, że takie rzeczy, jak muzyka Chopina, Mozarta, Presley'a; "Szał" Podkowińskiego; "Władca Pierścieni" Tolkiena, "Trylogia" Sienkiewicza, nie są tylko emanacją kwantowego przypadku.

W tym miejscu Twoje życzenia są jak najbardziej pobożne. Żeby było jasne - nie miałbym nic przeciwko, jeżeli by rzeczywiście tak było. Tylko niestety nic, poza naszym chceniem, na na to nie wskazuje. A chciałoby się choć maleńką przesłankę naukową.

> Jaki sens miała by odwaga żołnierzy, ich przelana krew, ofiara z własnego życia św. Maksymiliana Kolbe; to, że Janusz Korczak, by nie opuszczać dzieci pozostających pod jego opieką, poszedł razem z nimi na śmierć do komory gazowej, poświęcenie strażaków, policjantów, ratowników ratujących ludzi spod ruin hali targowej, gdyby nie było duszy??!?

Jeżeli do ula wpada szerszeń, pszczoły potrafią otoczyć go dość szczelną kulą i wibracjami i tarciem o siebie podnieść temperaturę dostatecznie wysoko, aby szerszeń nie przeżył. Oczywiście ginie też całkiem spora liczba pszczół biorących w tym udział. Ul jednak, królowa i złożone jaja zostają ocalone.
Uważasz, że poświęcenie tych pszczół sensu nie ma?

> Jaki sens miałoby ściganie i karanie winnych zawalenia tej hali?
Jeżeli dusza istnieje, to nie ma żadnego. Dusze ofiar szybciej przed jakimś bogiem staną i tyle.
Jeżeli ateiści mają rację, to ofiary straciły coś najcenniejszego, co posiadały czyli życie.

>>Zwierzęta - kolejna przesłanka nieistnienia duszy. Bo czym w gruncie rzeczy różni się zwierzęca świadomość od ludzkiej?
>Wolną Wolą! My ją mamy, zwierzęta nie. Wolna wola zwierząt jest pozorna, nasza jest rzeczywista! Tak sądzę, ale oczywiście nie jestem w stanie tego dowieść.

I znowu dochodzimy do etapu niefalsyfikowalnych jak na razie przekonań.
Mam wrażenie jednak, że zwierzęca nie do końca wolna wola niczym się nie różni od ludzkiej chciałoby się naprawdę wolnej. Może znajdziemy kiedyś jakieś fakty potwierdzające istnienie różnic. Dałoby to konkretny argument wierzącym. Ale póki co, jednak szkiełko i oko.

>>Jeżeli wszystkim może zająć się ciało, to czemu ma służyć dusza? Jakie funkcje dodatkowe wnosi?
>Autonomiczne decyzje.
To co się dzieje w mózgu jest jak najbardziej autonomiczne. Przecież to Twój jedyny i niepowtarzalny mózg analizuje rzeczywistość i decyduje co napiszesz. Twój mózg czyli Twoja świadomość czyli TY.

> To wnosi do naszego życia dusza. Nadaje sens, więcej, jest warunkiem sine qua non, sensowności takich pojęć, jak miłość, nienawiść, zazdrość, wolność, równość i braterstwo; warunkuje ludzkie działanie, takie jak: wolność wyboru, świadoma wierność, padalcowaty wybór...

Z tym warunkiem koniecznym przesadziłeś trochę.
Wartości, które dzisiaj uznajemy za moralne są w dużej mierze wynikiem ewolucji - takie były najlepsze dla grupy i mają praktyczne znaczenie, bo pozwalają zorganizować społeczeństwo. Zwłaszcza, że dużo podobnych zachowań obserwuje się u zwierząt. W myśl tego co mówisz ptaki drapieżne które po złapaniu i zamknięciu w klatce wybierają czasem śmierć głodową zamiast niewoli mają duszę.
Pies który również przestaje jeść i umiera z głodu, bo został pozbawiony opiekuna, a od nikogo innego jedzenia nie przyjmie też ma duszę. Nawet wspomniane wyżej przeze mnie pszczoły duszę posiadać powinny, bo inaczej byłyby to zachowania bezsensowne. Tak?

>>P.S. A nasza rozmowa, to co tutaj piszemy - to ciało samo wymyśla, czy raczej hipotetyczna dusza?
>U mnie dusza...
>P.S.
>A jak tak czytam Twoje teksty, to założę się o wszystko, że i u Ciebie też...

To teraz powiedz mi dlaczego hipotetyczny bóg tak nierówno ludzi obdzielił?
Bo jeżeli duszy nie ma, to różnice w poziomie wypowiedzi wynikają z różnic w budowie mózgu i różnych procesach w nim zachodzących. Jeżeli to dusze ludzi na tym forum się "produkują", to nierówno zostali ludzie obdarzeni, oj nierówno.
Mnie na przykład jakaś felerna duszyczka sie dostała, bo cały czas usiłuje przekonać wszystkich, ze jej nie ma
Witold Losek (800 punktów)
>Jeżeli dusza istnieje, to nie ma żadnego. Dusze ofiar szybciej przed jakimś bogiem staną i tyle.
>Jeżeli ateiści mają rację, że to ofiary straciły coś najcenniejszego co posiadały czyli życie.
Wręcz przeciwnie. Nie ma sensu ściganie winnych jakichkolwiek przestępstw, jeżeli nie ma duszy. No, bo jeśli nie ma duszy, to - jak już tyle razy tu pisaliśmy - wszystko co robi człowiek, co myśli, mówi, wszystkie jego działania, są albo z góry określone przez deterministyczne prawa fizyki, albo przypadkowe, ze względu na przypadkowy charakter fizyki kwantowej! Jeśli ateiści mają rację, to ludzie, którzy źle wykonali swą pracę, zaniedbali swe obowiązki i tym samym przyczynili się do zawalenia hali, są bez winy, bo nie mieli wpływu na swe czyny, ani na skutki tych czynów. Wszystko załatwiła "fizyka klasyczna i chemia..."
>Mam wrażenie jednak, że zwierzęca nie do końca wolna wola niczym się nie różni od ludzkiej chciałoby się naprawdę wolnej. Może znajdziemy kiedyś jakieś fakty potwierdzające istnienie różnic. Dałoby to konkretny argument wierzącym. Ale póki co, jednak szkiełko i oko.
Słyszałeś, żeby jakieś zwierzę oddało życie za inne zwierzę, niespokrewnione ze sobą, tak jak to czasem bywa u ludzi? Pszczoły poświęcają swe życie dla roju z powodów "ewolucyjnych", te które tego nie robiły, po prostu wyginęły!
>To co się dzieje w mózgu jest jak najbardziej autonomiczne. Przecież to Twój jedyny i niepowtarzalny mózg analizuje rzeczywistość i decyduje co napiszesz. Twój mózg czyli Twoja świadomość czyli TY.
Stale to samo. Jeśli JA - to tylko fizyczny mózg, to nie mogą w nim zaistnieć procesy inne, niż znane nam procesy fizyczne i chemiczne, które wykluczają coś takiego, jak autonomiczne, niezależne decyzje.
>> To wnosi do naszego życia dusza. Nadaje sens, więcej, jest warunkiem sine qua non, sensowności takich pojęć, jak miłość, nienawiść, zazdrość, wolność, równość i braterstwo; warunkuje ludzkie działanie, takie jak: wolność wyboru, świadoma wierność, padalcowaty wybór...
>Z tym warunkiem koniecznym przesadziłeś trochę.
Od tygodnia Ci to tłumaczę, że tak musi być... Nie ma duszy, nie ma wolnego wyboru. Nie ma wolnego wyboru - nie ma miłości, wierności, poświęcenia... Zostają złudzenia miłości, ułuda wierności, iluzja poświęcenia... Spytaj Fizyka.
>W myśl tego co mówisz ptaki drapieżne które po złapaniu i zamknięciu w klatce wybierają czasem śmierć głodową zamiast niewoli mają duszę.
>Pies który również przestaje jeść i umiera z głodu, bo został pozbawiony opiekuna, ...
To nie jest żaden świadomy wybór. Stres, któremu poddane są zwierzęta z Twoich przykładów ( ptak zamknięty w klatce, pies, który stracił właściciela), powoduje, że tracą apetyt. To jest fizjologia, a nie żaden wolny wybór.
>To teraz powiedz mi dlaczego hipotetyczny bóg tak nierówno ludzi obdzielił?
Mnie nie pytaj. Nie mam pojęcia.
>Bo jeżeli duszy nie ma, to różnice w poziomie wypowiedzi wynikają z różnic w budowie mózgu i różnych procesach w nim zachodzących. Jeżeli to dusze ludzi na tym forum się "produkują", to nierówno zostali ludzie obdarzeni, oj nierówno.
>Mnie na przykład jakaś felerna duszyczka sie dostała, bo cały czas usiłuje przekonać wszystkich, ze jej nie ma
A może wręcz przeciwnie. Jeśli - jak wierzą chrześcijanie - wiara jest łaską, to może Bóg wiedział, że mnie niezbędna jest do życia wiara, a o Tobie był zdania, że Ty i bez wiary sobie dobrze w życiu poradzisz... Nieznane są Jego wyroki.
21-06-2009 00:27 
 Ocena 1 na 1
Bartek Górecki (1514 punktów)
>...Jeśli ateiści mają rację, to ludzie, którzy źle wykonali swą pracę, zaniedbali swe obowiązki i tym samym przyczynili się do zawalenia hali, są bez winy, bo nie mieli wpływu na swe czyny, ani na skutki tych czynów. Wszystko załatwiła "fizyka klasyczna i chemia..."... Jeśli - jak wierzą chrześcijanie - wiara jest łaską, to może Bóg wiedział, że mnie niezbędna jest do życia wiara, a o Tobie był zdania, że Ty i bez wiary sobie dobrze w życiu poradzisz... Nieznane są Jego wyroki.

Może się mylę, ale wygląda na to, że bardziej wierzysz w wiarę niż w boga. Po prostu nie wyobrażasz sobie życia bez bożej opatrzności - a stąd już tylko krok do arbitralności, zawężenia perspektywy i zwyczajnie - pomyłki.

Moim zdaniem przyjęcie, że nic nie ma sensu, bo wszystko i tak jest na niby nie jest racjonalne. I nie wynika to z wiary, ale z założenia, że ludzki mózg jest najlepszym narzędziem do poznawania świata jaki mamy i należy go używać, nawet jeśli wolna wola to fikcja.

Pozdrawiam

"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
Witold Losek (800 punktów)
Ależ ja nie twierdzę, że wszystko jest bez sensu. Twierdzę tylko, że jeśli nie ma wolnej woli, to moralność i wszystkie jej pochodne nie mają sensu.
Co to znaczy, że
Bartek Górecki:
Po prostu nie wyobrażasz sobie życia bez bożej opatrzności - a stąd już tylko krok do arbitralności, zawężenia perspektywy i zwyczajnie - pomyłki.

Jaki związek ma opatrzność i arbitralność?
Pozdrowienia.
23-06-2009 11:15 
 Ocena 2 na 2
Bartek Górecki (1514 punktów)
>... Twierdzę tylko, że jeśli nie ma wolnej woli, to moralność i wszystkie jej pochodne nie mają sensu.

No to mamy paradoks, bo wolna wola jest z perspektywy ludzkiego mózgu bardzo realna.
Paradoks jest tym miejscem, w którym dana konstrukcja logiczna nie potrafi opisać należycie rzeczywistości, dlatego wyciąganie z paradoksu daleko idących wniosków nie jest racjonalne. Każdy formalizm (język), który potrafi kodować zdania o samym sobie (meta-język) tworzy paradoksy - żeby opisać rzeczywistość trzeba umieć je ominąć.

Wolna wola i moralność są dla nas pojęciami realnymi i musimy im stawiać czoło, bo tak mamy skonstruowane mózgi. Fakt istnienia/nieistnienia boga, wolnej woli czy duszy z powyższych pojęć automatycznie nie wynika.

>Co to znaczy, że
>Bartek Górecki:
Po prostu nie wyobrażasz sobie życia bez bożej opatrzności - a stąd już tylko krok do arbitralności, zawężenia perspektywy i zwyczajnie - pomyłki.

>Jaki związek ma opatrzność i arbitralność?

To pytanie powinno brzmieć: jaki związek ma uzależnienie od idei boskiej opatrzności i arbitralność?
Jesteś w stanie rozważyć myśl, że bez boga/ów świat się nie zawali?

Pozdrawiam


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
Witold Losek (800 punktów)
Z całą pewnością świat się bez Boga nie zawali, ponieważ Bóg, o ile oczywiście jest, stworzył go samodzielnym. Stworzył mechanizmy, które zapewniają światu istnienie od wielu miliardów lat. Jednocześnie on - w/g teologii - dał człowiekowi Wolną Wolę i obiecał mu nie interweniować bezpośrednio w jego życie. Inna sprawa, dokąd podążyłby człowiek, bez Boga, ale to jest oczywiście dyskusja teologiczna, nie o tym teraz rozmawiamy. Wracając do Wolnej Woli. Mnie osobiście nie musisz przekonywać, że ona jest realna. Ale założę się o wszystkie pieniądze świata, że nie jesteś w stanie jej udowodnić w sposób nie pozostawiający wątpliwości. To, że wolna wola jest realna z perspektywy ludzkiego mózgu, to niczego nie dowodzi. Idź sobie do kina IMAX, na film o dinozaurach, a zobaczysz trójwymiarowego T.rexa, który dla Twojego mózgu, będzie bardzo realnie wyglądał. Mógłbym Ci podać jeszcze kilkanaście przykładów, na oszukanie ludzkiego mózgu.
Będę się upierał przy twierdzeniu, że z uznania Wolej Woli wynika wprost konieczność istnienia jakiejś formy niezależnego od materialnego świata bytu, który roboczo nazywamy duszą, ale oczywiście możemy nazwać ją inaczej.
Od jakichś dwóch miesięcy rozważaliśmy te problemy w kilku wątkach.
Pozdrowienia.
P.S.
Znasz Twierdzenie cytowanego tu przez Ciebie Gödla?
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Z całą pewnością świat się bez Boga nie zawali, ponieważ Bóg, o ile oczywiście jest, stworzył go samodzielnym...

Chodziło mi o dopuszczenie do siebie myśli, że Wszechświat może być jaki jest bez osobowego boga/ów!

> Inna sprawa, dokąd podążyłby człowiek, bez Boga, ale to jest oczywiście dyskusja teologiczna, nie o tym teraz rozmawiamy.

Kontynuując dygresję - dobre pytanie! Z tym, że niezależne od kwestii prawdziwości istnienia boga/ów, więc dotyczy raczej wiary w wiarę.

> Wracając do Wolnej Woli. Mnie osobiście nie musisz przekonywać, że ona jest realna. Ale założę się o wszystkie pieniądze świata, że nie jesteś w stanie jej udowodnić w sposób nie pozostawiający wątpliwości.

W tym sęk, że nie!

>To, że wolna wola jest realna z perspektywy ludzkiego mózgu, to niczego nie dowodzi. Idź sobie do kina IMAX, na film o dinozaurach, a zobaczysz trójwymiarowego T.rexa, który dla Twojego mózgu, będzie bardzo realnie wyglądał.

Podobnie może być z wolną wolą. Co nie zmienia faktu, że nie da się w praktyce od tej potencjalnej iluzji zdystansować, porzucić moralność itd.

>Będę się upierał przy twierdzeniu, że z uznania Wolej Woli wynika wprost konieczność istnienia jakiejś formy niezależnego od materialnego świata bytu, który roboczo nazywamy duszą, ale oczywiście możemy nazwać ją inaczej.
>Od jakichś dwóch miesięcy rozważaliśmy te problemy w kilku wątkach.

Moim zdaniem nie wynika wprost. Poproszę o parę linków do najistotniejszych wypowiedzi z tamtych dyskusji.

>Znasz Twierdzenie cytowanego tu przez Ciebie Gödla?

Twierdzenie o niezupełności obiło mi się o uszy. Ale Twoje pytanie jest, zdaje się, wstępem do czegoś ...

Pozdrawiam


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
25-06-2009 19:15 
 Ocena 1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
>>Od jakichś dwóch miesięcy rozważaliśmy te problemy w kilku wątkach.
>Moim zdaniem nie wynika wprost. Poproszę o parę linków do najistotniejszych wypowiedzi z tamtych dyskusji.
Zajrzyj TU
i
TU
Pozdro.
26-06-2009 15:35 
 Ocena 1 na 1
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Od jakichś dwóch miesięcy rozważaliśmy te problemy w kilku wątkach.

Uświadomiłeś mi, że doskonałe dyskusje mi umknęły - dzięki!
Odrobię więc czytelnicze zadanie domowe i dorzucę swoje 5 groszy.
Pozdrawiam

"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
Witold Losek (800 punktów)
Jako aktywny uczestnik w/wym dyskusji, bardzo dziękuję w imieniu swoim i innych dyskutantów.
Z przykrością zawiadamiam, że w niedzielę wyjeżdżam na urlop , i nie zamierzam przez jakiś czas dawać się sprowadzać na złą drogę, przez kolegów ateistów na racjonaliście. Ale po powrocie z całą pewnością sprawdzę te Twoje 5 groszy.
Pozdrawiam.
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Z przykrością zawiadamiam, że w niedzielę wyjeżdżam na urlop

Dobrej pogody życzę

> i nie zamierzam przez jakiś czas dawać się sprowadzać na złą drogę, przez kolegów ateistów na racjonaliście.

Wiesz ... nikt Cię na "złą drogę" nie sprowadzi jeśli sam nie będziesz tego chciał, choćby troszeczkę, tak w głębi duszy

>Ale po powrocie z całą pewnością sprawdzę te Twoje 5 groszy.

No to mnie poczęstowałeś potrawką z ironii na koniec

Również pozdrawiam

"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
Witold Losek (800 punktów)
>>Ale po powrocie z całą pewnością sprawdzę te Twoje 5 groszy.
>No to mnie poczęstowałeś potrawką z ironii na koniec
Bardzo przepraszam. Wcale nie miałem zamiaru używać w tym miejscu ironii. Użyłem przecież Twego porównania.
Do zobaczenia..., usłyszenia..., przeczytania(?) za dwa tygodnie.
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Bardzo przepraszam. Wcale nie miałem zamiaru używać w tym miejscu ironii. Użyłem przecież Twego porównania.

Spoko, po prostu zbytnio się czepiam.
Pozdrawiam

"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
Meretseger (61860 punktów)

>Z przykrością zawiadamiam, że w niedzielę wyjeżdżam na urlop ,
Miłego wypoczynku
Pozdrawiam (z zazdrością, bo ja dopiero za 3 tygodnie )
26-06-2009 16:07 
 Ocena 2 na 2
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Będę się upierał przy twierdzeniu, że z uznania Wolej Woli wynika wprost konieczność istnienia jakiejś formy niezależnego od materialnego świata bytu, który roboczo nazywamy duszą, ale oczywiście możemy nazwać ją inaczej.

Nie będę wyważał otwartych przez Fizyka drzwi, bo ujął b. zgrabnie:
Cytat:
Wracając do tematu, determinizm nie jest wcale sprzeczny z subiektywnym wrażeniem dokonywania wyborów. Ale inicjatorem wyboru nie musi być jakaś niematerialna dusza - wręcz przeciwnie - neuropsychologia mówi nam, że źródłem naszego wyboru są procesy elektrochemiczne zachodzące w naszym mózgu, które mogą być całkowicie deterministyczne, ale których sobie nie uświadamiamy. Wolna wola istnieje więc, ale nie jako jakiś niezależny czynnik, lecz jako teoryjka dorabiana przez nasz umysł post factum aby wyjaśnić dlaczego robimy to co robimy.


Moim zdaniem generujesz paradoks "wolna wola-determinizm" pomijając zjawisko emergencji w złożonych układach.

I jeszcze to:
Cytat:
jeżeli determinizm pozostaje w ukryciu, to dlaczego nie nazwać go przypadkiem lub wolnością wyboru


Konkludując: wszechświat jest dziwniejszy niż jesteśmy to sobie w stanie wyobrazić!

Pozdrawiam


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
21-06-2009 00:44 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)

>>Jeżeli ateiści mają rację, że to ofiary straciły coś najcenniejszego co posiadały czyli życie.
>Wręcz przeciwnie. Nie ma sensu ściganie winnych jakichkolwiek przestępstw, jeżeli nie ma duszy.

Ma sens. Tylko jeżeli nie ma duszy. Nasza świadomość kształtowana jest przez to co się wokół nas dzieje. Gdyby istniała dusza, można by uznać, że bóg ukarze winnych. My ich karzemy, po to, aby pokazać innym, że praw stada należy przestrzegać.
To sygnał wpływający na postawę innych. Mózg go odbiera i analizuje. Ma to wpływ na inne jednostki.
Właśnie dlatego tak popularne były publiczne egzekucje.

Jeżeli dusza istnieje, takie publiczne egzekucje nie mają sensu. W przypadku braku duszy mają wpływ na mózg, a więc i na przyszłe decyzje obserwatorów.

>Jeśli ateiści mają rację, to ludzie, którzy źle wykonali swą pracę, zaniedbali swe obowiązki i tym samym przyczynili się do zawalenia hali, są bez winy, bo nie mieli wpływu na swe czyny, ani na skutki tych czynów.

Może nie przyłożyli sie do swojej pracy, bo z otoczenia przyszedł sygnał, że są bezkarni.
Jak się ich ukarze, następni sygnał odbiorą, przeanalizują i może lepiej będą wykonywać swoje obowiązki.

>Słyszałeś, żeby jakieś zwierzę oddało życie za inne zwierzę, niespokrewnione ze sobą, tak jak to czasem bywa u ludzi?
Słyszałem o zwierzętach oddających życie za ludzi. Miłość tym większa, że międzygatunkowa.

> Pszczoły poświęcają swe życie dla roju z powodów "ewolucyjnych", te które tego nie robiły, po prostu wyginęły!
U ludzi też może to być ewolucja.

>>To co się dzieje w mózgu jest jak najbardziej autonomiczne.
>Stale to samo. Jeśli JA - to tylko fizyczny mózg, to nie mogą w nim zaistnieć procesy inne, niż znane nam procesy fizyczne i chemiczne, które wykluczają coś takiego, jak autonomiczne, niezależne decyzje.

Są autonomiczne w tym sensie, że to Twoje reakcje i procesy, zachodzące w Twoim mózgu i tylko od struktury Twojego mózgu zależne. Te same bodźce w różnych mózgach rożne reakcje wywołają. Czyli nawet jeżeli wolna wola to mit, to jest on dość dobrym modelem naszych zachowań.

>Od tygodnia Ci to tłumaczę, że tak musi być... Nie ma duszy, nie ma wolnego wyboru. Nie ma wolnego wyboru - nie ma miłości, wierności, poświęcenia... Zostają złudzenia miłości, ułuda wierności, iluzja poświęcenia... Spytaj Fizyka.

Ja Cię rozumiem Ja tylko tłumaczę, że nie zależnie czy nazwiesz wolną wolę złudzeniem czy nie, to miłość nie przestanie być rzeczywista.
Nawet jeżeli jest to tylko proces chemiczny zachodzący w moim mózgu, to jest to jak najbardziej mój proces, zależny od budowy mojego mózgu i przez to jest dla mnie wyjątkowy i najważniejszy.

>>Pies który również przestaje jeść i umiera z głodu, bo został pozbawiony opiekuna, ...
>To nie jest żaden świadomy wybór. Stres, któremu poddane są zwierzęta z Twoich przykładów ( ptak zamknięty w klatce, pies, który stracił właściciela), powoduje, że tracą apetyt. To jest fizjologia, a nie żaden wolny wybór.

I tak samo zapewne jest w przypadku człowieka. Naprawdę nie widzę różnic.

>>Mnie na przykład jakaś felerna duszyczka sie dostała, bo cały czas usiłuje przekonać wszystkich, ze jej nie ma
>A może wręcz przeciwnie.
Dzięki za dobre słowo, ale myślę że i bez duszy ludzie całkiem nieźle sobie radzą.

Powoli zaczynam mieć wrażenie, że wiele nowego w tym temacie nie wymyślimy.
Wszyscy samych nas zostawili. Pozwala to skupić się na dyskusji, ale chyba znamy już swoje stanowiska, a świeżych powiewów z zewnątrz brak.

Zatem chyba kończyć czas i powiedzieć do zobaczenia w innych wątkach przy innych okazjach

P.S. przypominam się z inkwizycją
Witold Losek (800 punktów)
>P.S. przypominam się z inkwizycją
Mogę nie zdążyć przed urlopem...
pavvel (8272 punktów)
>>P.S. przypominam się z inkwizycją
>Mogę nie zdążyć przed urlopem...

Spoko, nie pali się Nie po to się przypominam, żebyśmy udowadniali sobie jak to drzewiej bywało zwłaszcza, że utknęlibyśmy zapewne na analizowaniu wiarygodności źródeł. Lubię znać różne punkty widzenia i często traktuję je równolegle, nie rozstrzygając (przy braku fachowej wiedzy) o ich poprawności.

Udanego wypoczynku.
21-06-2009 09:33 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Zostają złudzenia miłości, ułuda wierności, iluzja poświęcenia... Spytaj Fizyka.

Nie przypominam sobie abym pisał coś na ten temat, ale gdybyś mnie spytał to niewątpliwie odpowiedziałbym Ci, że miłość jest czymś innym niż magnetyzmem dusz.
21-06-2009 09:09 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Wolna wola zwierząt jest pozorna, nasza jest rzeczywista!

A jak to miałoby powstać na drodze ewolucji? Hop-siup i pewnego poranka wolna wola małpoludów z pozornej stała się rzeczywistą? Ciekawe czy to w ogóle zauważyły?
Witold Losek (800 punktów)
Nie spodoba Ci się moja odpowiedź, oj nie spodoba...
Na pewno chcesz wiedzieć?
Jak mawiał Breżniew: "mniej wiesz, lepiej śpisz..."
Nie chciałbym wpływać na Twój spokojny sen...
Jesteś pewny, że chcesz przeczytać odpowiedź?
21-06-2009 13:17 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Jesteś pewny, że chcesz przeczytać odpowiedź?

Coś mi się zdaje, że nie będzie ona zbyt rozsądna.
21-06-2009 13:28 
 Ocena 2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>> Jesteś pewny, że chcesz przeczytać odpowiedź?
>Coś mi się zdaje, że nie będzie ona zbyt rozsądna.

No, to chcesz, czy nie chcesz?
Musisz jasno się wyrazić, najlepiej zeskanuj swój podpis i wklej pod spodem, żeby potem nie było na mnie...
Oświadczenie:
Ja, niżej podpisany, Fizyk, świadom zagrożeń i ryzyka związanego z poznaniem Prawdy, biorę na siebie całą odpowiedzialność za wszelkie następstwa związane z wyjaśnieniem mi tej Prawdy, przez Witolda Loska, i oświadczam, że nię będę rościł żadnych pretensji, nie będę żądał od niego odszkodowania, za żadne szkody na moim światopoglądzie, wynikłe z poznania w/wym Prawdy.
Data

Podpis

I już.
22-06-2009 13:45 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
>>> Jesteś pewny, że chcesz przeczytać odpowiedź?

>> Coś mi się zdaje, że nie będzie ona zbyt rozsądna.

> [...] najlepiej zeskanuj swój podpis i wklej pod spodem, żeby potem nie było na mnie...

Dziękuję za potwierdzenie, że wiara w istnienie duszy jest sprzeczna z historią naturalną człowieka.
21-06-2009 12:31 
 Ocena 4 na 4
Pan Tau (1237 punktów)
Witold Losek napisał:
Twierdząc, że nie mam pewności, odnośnie ewentualnych bytów "pozaświatowych" przekreślam możliwość istnienia Wolnej Woli???? Bardzo ciekawy wniosek!!
Jeśli przyznam, że nie wiem, jaka jest średnica trzeciej planety krążącej wokoło Alfy Oriona, to czy to z definicji znaczy, że Betelguese, gwiazda alfa z gwiazdozbioru Oriona nie ma trzech planet w swym układzie??

Analogia prawie dobra. Lepsza jest ta:
Jeśli Betelguese nie ma przynajmniej trzech planet w swym układzie, to nie jestem w stanie powiedzieć, jaka jest średnica trzeciej planety krążącej wokół tej gwiazdy.
A jeszcze trafniejsza ta:
Jeśli nie wiem, z ilu planet składa się układ planetarny Betelguese, to nie jestem w stanie powiedzieć, jaka jest średnica trzeciej planety krążącej wokół tej gwiazdy.
Zgodziłeś się z następującym wymaganiem dotyczącym wolnej woli:
"Źródło wolnej woli musi być absolutnie niezależne - nie może istnieć żaden byt, od którego byłoby zależne".
Aby sensownie mówić o wolnej woli należy więc wskazać jej źródło spełniające bez najmniejszych wątpliwości powyższy warunek.

Witold Losek napisał:
To nie daje żadnej pewności, ale nie wyklucza możliwości istnienia Wolnej Woli.

Nie wykluczanie możliwości zaistnienia wolnej woli to jednak chyba trochę zbyt mało, by twierdzić, że ona rzeczywiście istnieje.
Tym bardziej, że między wolną wolą a jej złudzeniem w praktyce nie ma żadnej różnicy (może poza kwestią dobrego samopoczucia niektórych osób).

Witold Losek napisał:
Wolna Wola jest nieweryfikowalna i niefalsyfikowana!

Takimi przymiotnikami zwykle określa się byty nieistniejące.
Jeśli rzeczywiście uważasz, że jest nieweryfikowalna i niefalsyfikowalna, to na jakiej podstawie twierdzisz, że istnieje?
Przecież znacznie bardziej sensownym podejściem do takich przypadków wydaje się być agnostycyzm lub sceptycyzm.
 
21-06-2009 13:42 
 Ocena 1 na 1
Witold Losek (800 punktów)
Pod tym wszystkim co napisałeś podpisuję się obiema rękami. No, pod prawie wszystkim!
Nie ma i nie może być żadnego dowodu na istnienie duszy i wolnej woli.
Ja nie wiem, bo nie mogę wiedzieć, że mam rzeczywistą wolną wolę, a nie pozorną. Mam takie głębokie, intuicyjne przeczucie, ale nie jest to żaden dowód, nawet cień zarysu poszlaki. Tak jest. Nigdy nie pisałem, że jest inaczej, a jeśli pisałem, to się myliłem.
Z jednym tylko Twoim twierdzeniem, się nie zgodzę, choćby mnie przypiekali na wolnym ogniu, jak Kuklinowski Kmicica pod Częstochową!!
Mianowicie z tym:
Pan Tau:
"Wolna Wola jest nieweryfikowalna i niefalsyfikowana!" Takimi przymiotnikami zwykle określa się byty nieistniejące.

To nie jest tak.
Już jakiś czas temu niejaki Gödel udowodnił, że w ramach spójnego systemu logicznego ( a myśle, że za taki system możemy uznać nasz świat, z jego "instrumentami" - matematyką, fizyką, logiką), istnieją takie twierdzenia, których prawdziwości nie da się udowodnić, korzystając z dostępnych w danym systemie środków, ale twierdzenia te pozostają prawdziwe!
Pan Tau:
Jeśli rzeczywiście uważasz, że jest nieweryfikowalna i niefalsyfikowalna, to na jakiej podstawie twierdzisz, że istnieje?

Na takiej samej podstawie, na jakiej Ty jesteś uprzejmy twierdzić, że nie istnieje!
19-06-2009 12:55 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Jeśli założymy, że świadomość jest procesem, to pytanie brzmi, czy ten proces, podobnie jak burza, jest czymś zależnym od praw fizyki, czy nie. Jeśli jest zależny od praw fizyki, tak jak burza, to tak jak burza jest złożeniem deterministycznych praw newtonowskich i przypadkowych praw kwantowych.

Tak właśnie jest.

> Chodzi o to, że do istnienia Wolnej Woli konieczne jest istnienie czegoś, co jest całkiem niezależne, oddzielone, od fizyki, procesów fizycznych, chemicznych, itp.

A ponieważ nic takiego nigdy nie znaleziono i przy obecnym stanie wiedzy szanse na to są znikome, to Wolną Wolę zaliczamy złudzeń. Niemniej wolna wola jest użytecznym pojęciem, bo w praktyce nie znamy tych wszystkich newtonowskich i kwantowych czynników determinujących działalność mózgu, więc naszą niepełną wiedzę możemy sobie przetłumaczyć na intencjonalność danej osoby. Zresztą robimy tak nie tylko w stosunku do osób - patrz złośliwość przedmiotów martwych.
19-06-2009 14:21 
 0 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>> Chodzi o to, że do istnienia Wolnej Woli konieczne jest istnienie czegoś, co jest całkiem niezależne, oddzielone, od fizyki, procesów fizycznych, chemicznych, itp.
>A ponieważ nic takiego nigdy nie znaleziono i przy obecnym stanie wiedzy szanse na to są znikome, to Wolną Wolę zaliczamy złudzeń.

Nie znane są przyczyny istnienia wolnej woli. Ale jest. Więc nie jest złudzeniem. Nie istnieje wolna wola w sensie znaczenia absolutnego, nieograniczonego. Jest determinowana rożnymi czynnikami. Nie wszystko co nie udowodnione, jest ułudą. Czasem mamy do czynienia ze zjawiskami, z którymi nauka nie dale sobie rady. Wtedy pojawiają się hipotezy. Teoria Wielkiego Wybuchu także nią jest.

Niemniej wolna wola jest użytecznym pojęciem, bo w praktyce nie znamy tych wszystkich newtonowskich i kwantowych czynników determinujących działalność mózgu, więc naszą niepełną wiedzę możemy sobie przetłumaczyć na intencjonalność danej osoby. Zresztą robimy tak nie tylko w stosunku do osób - patrz złośliwość przedmiotów martwych.

Mózg jest w dalszym ciągu niepoznanym. Istnieją poważnie wypowiadane hipotezy, że wykorzystujemy średnio 5% jego potencjału. Czasami zdarza się, że ktoś, w sposób nieuzasadniony, niewytłumaczalny, potrafi policzyć dowolnie dużą liczbę podniesioną, do jakiejś tam potęgi. Dyktując kilka tys. cyfr, nie popełnia błędu.
>
19-06-2009 15:21 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Mózg jest w dalszym ciągu niepoznanym. Istnieją poważnie wypowiadane hipotezy, że wykorzystujemy średnio 5% jego potencjału.

Bzdura.
19-06-2009 17:48 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

To wszystko co masz do powiedzenia? Naprawdę?

Wskazuje na doskonałą znajomość zagadnienia

Prawda: www.falunn(*)cles_p/2002/10/c_06/220_17.htm
20-06-2009 08:30 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Prawda: www.falunn(*)cles_p/2002/10/c_06/220_17.htm

Telepatyczne sterowanie generatorem liczb losowych? Ależ to jeszcze większa bzdura! Nagroda Randiego wciąż czeka.
20-06-2009 09:07 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>> Prawda: www.falunn(*)cles_p/2002/10/c_06/220_17.htm
>Telepatyczne sterowanie generatorem liczb losowych? Ależ to jeszcze większa bzdura! Nagroda Randiego wciąż czeka.

Przeczytałeś? Brawo! Może znasz jidysz? Mnie się tego, co Ty wkleiłeś, nie chciało
Następnym razem, kiedy wkleisz tekst obcojęzyczny, odpowiem w języku chińskim.
>
20-06-2009 11:06 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Następnym razem, kiedy wkleisz tekst obcojęzyczny, odpowiem w języku chińskim.

我很高兴你懂中文
20-06-2009 12:33 
 Ocena 2 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>> Następnym razem, kiedy wkleisz tekst obcojęzyczny, odpowiem w języku chińskim.
>我很高兴你懂中文
>

我也真的很喜歡你
20-06-2009 19:14 
 Ocena 6 na 6
pavvel (8272 punktów)

>>我很高兴你懂中文
>>
>我也真的很喜歡你
>

Niektóre dyskusje wyglądają podobnie mimo używania polskiego
20-06-2009 11:32 
 Ocena 6 na 6
Pan Tau (1237 punktów)
witwos napisał:
Nie znane są przyczyny istnienia wolnej woli. Ale jest. Więc nie jest złudzeniem. [...]

A jak odróżnić złudzenie wolnej woli od wolnej woli?
 
20-06-2009 14:37 
 Ocena 2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>witwos napisał:
Nie znane są przyczyny istnienia wolnej woli. Ale jest. Więc nie jest złudzeniem. [...]

>A jak odróżnić złudzenie wolnej woli od wolnej woli?
> 
Nie ma takiej możliwości...
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
Odp: Załóżmy, że Bóg istnieje.

>> Nieograniczania swojego światopoglądu tylko do wiedzy.
>A cóż poza wiedzą potrzebne jest w światopoglądzie? Chciejstwo? Naiwność? Konformizm?

A ja tam nie wiem, czego ci potrzeba. Dodaj sobie co chcesz, albo nie dodawaj, wolna wola.
Witold Losek (800 punktów)
>> Ateizm wynika z świadomego lub nie, dobrowolnego lub nie ograniczenia swego światopoglądu wyłącznie do wiedzy!Hmm... Przeciwieństwem wiedzy jest ignorancja. Przeciwieństwem ateizmu jest teizm. Czyli teizm wynika z...
A tak niedawno chwaliłem analityczny umysł Fizyka, a tu taki cios...


Pozdrowienia.
P.S. Ten minus - to nie ja!
17-06-2009 15:32 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> P.S. Ten minus - to nie ja!

Wiem. Liczę na to, że jego autor potrafi napisać coś konkretniejszego niż maślane masło.
17-06-2009 18:16 
 Ocena 2 na 2
Witold Losek (800 punktów)
>> P.S. Ten minus - to nie ja!
>Wiem. Liczę na to, że jego autor potrafi napisać coś konkretniejszego niż maślane masło.
I który z nas jest naiwny??

17-06-2009 15:41 
 Ocena 1 na 1
Pan Tau (1237 punktów)
Witold Losek:
Chyba, że Bóg rozmawia z ludźmi. Od kilku tysięcy lat, albo od kilkudziesięciu tysięcy lat ciągle, codziennie, aktywnie rozmawia z ludźmi. Relacja Bóg-Człowiek nie musi być stała i niezmienna. Wtedy to co nazywasz interpretacją ( czyli ludzkie, ulegające zmianie rozumienie pewnych stałych danych, takich jak Dekalog, itp), nie jest nową interpretacją czegoś starego, tylko zupełnie nowym zadaniem, nowym wymaganiem. Jeżeli Bóg wyznaczy człowiekowi nowe cele, nowe zasady moralne, nieco zmienione, to wtedy nie ma mowy o relatywizmie. [...]

Ależ jest! Przecież relatywizm polega właśnie na zmienności - na tym, że zasady moralne (czy może nawet ogólniej "prawdy wiary", bo przecież nie wszystkie wiążą się z moralnością) nie są absolutne, a stają się od czegoś zależne:
Za Wikipedią:
"Relatywizm etyczny głosi, że wartości i związane z nimi normy i oceny mają charakter względny, zmieniają się w czasie, są zależne od miejsca, i od oceniającego."
Czyli nie ma znaczenia, kto zmienia zasady - Bóg czy człowiek. Zmiana jest równoznaczna ze śmiercią moralności absolutnej, a moim zdaniem absolutyzm etyczny jest cechą wszystkich religii objawionych (znów za Wikipedią):
"Relatywizm jest w filozofii terminem przeciwnym do terminu absolutyzm, który ustanawia, że istnieje prawda absolutna - tzn., że prawda jest jedna i obowiązuje wszystkich, niezależnie od tego, czy ktoś potrafi w danej chwili do niej dotrzeć czy nie."

Witold Losek:
[...] Znowu użyję analogi z układem rodzic-dziecko. Małemu dziecku mówisz np., że nie wolno kłamać. Starsze dziecko musi zrozumieć, że czasami mówiąc prawdę, możesz wyrządzić wiele złego; więcej niż kłamiąc, stąd człowiek dorosły musi sam w sumieniu rozważyć, czy powiedzieć prawdę. Czy to oznacza, że zrelatywizowałeś dziecięce pojęcie "mówienia zawsze i tylko prawdy"? [...]

Owszem, uważam, że jest to relatywizacja, ale nie "dziecięcego pojęcia prawdy" a po prostu "pojęcia prawdy". Samo określenie "dziecięce pojęcie prawdy" zawiera w sobie informację o jego relatywności ("dziecięce"). Jeśli natomiast istnieje absolutna prawda, to nie może być określana żadnym innym przymiotnikiem.

Witold Losek:
[...] Po prostu starsze dziecko, więcej rozumie, i może bardziej, więcej decydować o sobie, o tym co dobre i złe. Dajesz mu więcej wolności, więcej możliwości wyboru niż małemu dziecku. Jeżeli założymy, że Bóg istnieje, to nigdzie nie jest powiedziane, że zasady jakie proponuje człowiekowi nie mogą ulec zmianie, ze względu na możliwości ludzkiego rozumu, świadomość dobra i zła, ewolucję jaka była i cały czas jest udziałem ludzkiego rodzaju, zmieniające się warunki w których przychodzi żyć kolejnym pokoleniom ludzi. [...]

Zakładasz, że ludzkość się zmienia - ale, czy rzeczywiście tak jest? Czy, jeśli takie zmiany następują, to są w jakiś sposób ukierunkowane? Czy jest to progres, czy regres? A może chaos? Jak to określić?
Załóżmy roboczo, że jest to progres, bo przypuszczam, że takie jest też i Twoje założenie.
Czy w takim razie możemy przyjąć, że starożytni byli niezdolni do zrozumienia pewnych pojęć etycznych, które bez trudu docierają do ludzi w dzisiejszych czasach? Jeśli jednak wczytamy się w literackie i filozoficzne dzieła starożytnych, zauważymy, że poczucie moralności wcale nie było im obce i w niczym nie odbiegało od naszego. Ludzie potrafili być szlachetni i potrafili być podli - to do dzisiaj nie uległo żadnej zmianie. Rozróżniali dobro od zła nie gorzej od nas. Chrześcijanie z pierwszych wieków naszej ery bardzo ściśle odczytywali zakaz zabijania (albo mordowania - jak kto woli) ludzi i powszechny wśród nich był pacyfizm skutkujący odmawianiem służby w rzymskiej armii. Od czasów Konstantyna zaczęli jednak inaczej interpretować to przykazanie i inaczej podchodzić do służby wojskowej. Podobnie było z niewolnictwem potępianym przez pierwszych chrześcijan i co najmniej tolerowanym w kolejnych wiekach.
Czy to, jak piszesz, Bóg postawił przed chrześcijanami nowe cele, nowe zasady moralne? Czy może jednak człowiek zaczął inaczej odczytywać "prawdy wiary"?
 
Witold Losek (800 punktów)
Ale przecież Wszechświat może być cały czas "stwarzany" przez Boga. Nie wiemy, czy jego tworzenie już się skończyło, na ile Bóg musi/chce na bieżąco modyfikować świat, zmieniać relacje z ludźmi, nie wiemy czy i ewentualnie dlaczego tak jest. Świat ze swej natury jest zmienny!
Chciałem Ci odpisać, że w rozważaniu problemu relatywizacji zasad moralnych, niepotrzebnie wciągnąłeś do dyskusji "Prawdy Wiary", bo zdawało mi się, że one są niezmienne. Ale zdałem sobie sprawę, że nawet wśród Prawd Wiary, mamy do czynienia ze zmianami. Przecież jedna z katolickich prawd wiary mówi:
Cytat:
Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.

Uświadomiłem sobie, że ta prawda jest prawdą od ok. 2000 lat, a wcześniej nią nie była. Stała się prawdą w chwili w której Chrystus umarł na krzyżu! To jest niesamowite, ale nigdy wcześniej na to nie wpadłem! Panta rhei!
Nie wiem czy istnieje "moralność absolutna", ale wierzę, że istnieją absolutne pojęcia, takie jak np. miłość czy prawda ( w tym momencie nie mam na myśli "mówienia prawdy", ale "prawdę" jako taką; zwróć proszę uwagę na to rozróżnienie). O ile przystałbym na to, że - skoro tak rozumiesz relatywizm i absolutyzm - ze względu na zmieniające się warunki i wymagania, moralność ludzka została zmieniona, czyli zrelatywizowana, to nadal pewny jestem, że takie pojęcia jak. np. miłość, takie prawdy wiary, jak :"Jest jeden Bóg", są absolutne (choć można sobie teoretycznie wyobrazić, ża Bóg, podejmie decyzję o podzieleniu się na dwa lub więcej niezależne byty, a wtedy i ta prawda ulegnie zmianie). Po drugie, zastrzegł bym prawo do "relatywizacji" zasad moralnych, wyłącznie dla Boga. Za niepożądane i niebezpieczne uznałbym gdyby ludzie, którzy podlegać powinni owym zasadom, sami sobie je ustalali, w/g własnego widzimisię. Nemo est iudex in propria causa! To oczywiście nasuwa bardzo poważny problem. Skąd niby mamy wiedzieć że jakaś zasada uległa zmianie za zgodą Boga? Skąd mieć pewność, że On tak zadecydował? Tego do końca nie wiem, i dlatego jestem raczej konserwatystą w swych przekonaniach, ostrożnym, gdy chodzi o wprowadzanie zmian.
To, że ludzkość się zmienia, to jest chyba niezaprzeczalny, obserwowalny fakt. Pytanie tylko co jest motorem tych zmian - biofizyka, chemia, kwantowy przypadek, przypadkowa ewolucja - na pewno tak, ale czy tylko? Czy sam Człowiek ma jakiś wpływ na siebie samego? Ja wierzę (sic !), wierzę że tak. Że człowiek poprzez swą wolną wolę również kształtuje świat i siebie samego. Mimo wszystko uważam, że ludzkość się rozwija, że następuje postęp, choć nic nie jest jeszcze z góry przesądzone. Jednak, gdy weźmiemy pod uwagę, że gdybyśmy żyli w starożytnym Rzymie, to albo bylibyśmy niewolnikami, albo mielibyśmy niewolników, albo w ogóle nie byłoby nas, bo złożono by nas w ofierze bogom, to wydaje mi się że jest jednak pewien postęp. Uważam, że ten postęp jest zasługą Boga, który daje nam wskazówki, namawia do określonych postaw, oraz człowieka, który Bogu odpowiada, czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Czy starożytni nie rozumieli pewnych pojęć? Nie sądzę. Zapewne rozumieli je nie gorzej od nas, tyle że żyli w innym świecie, wyzwania i problemy były inne. Ze zmieniającego się świata wynikają nowe problemy etyczne. Np. dla mieszkańca starożytnej Grecji, nie istniał moralny problem zapłodnienia "in vitro", prawda? A teraz istnieje. Zmieniający się świat, stawia przez ludzkością nowe wyzwania i nowe cele. Siłą rzeczy, trzeba reinterpretować Prawa, dane przez Boga ( o ile istnieje )

Pozdrawiam i życzę dobrej nocy!
16-06-2009 13:40 
 Ocena 2 na 2
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Tu mam już minus od keymaka... Jak ktoś jest ciekawy dlaczego, to wystarczy zajrzeć TU
Zanim odpowiem, pozwolę sobie udzielić Ci pewnej rady(nie gwarantuję czy poskutkuje, ale można spróbować). Przestań się skarżyć na minusy a może keymak odpuści?

A teraz moja odpowiedź.
Według mnie hipotetyczny Bóg/Siła Sprawcza/Początek Wszystkiego nie jest związany z żadną religią, które ludzkość tworzyła przez tysiąclecia. W związku z tym oceniany będzie człowiek a nie wyznawca jakiejkolwiek religii.
Religie są niepotrzebne. Religie są złem, dzielą ludzi.
Patriotyzm/nacjonalizm również jest złem, również dzieli ludzi.

Dodam jeszcze, że przed Świętami Wielkanocnymi słyszałem wypowiedź abp. Józefa Życińskiego o ateistach.
Cytat:
...i nie mógł rozwiązać problemów istnienia Boga a mimo to postępował uczciwie, to sądzę, że kiedyś w Niebie będziemy mogli cieszyć się jego bliskością - co więcej mogę przytaczać piękne przykłady tych, którzy nie mogli sobie poradzić z problemem Boga a byli bliskimi przyjaciółmi kandydatów na ołtarze. Pamiętam jak kiedyś niezależnie od siebie ks. Jerzy Popiełuszko i prof. Klemens Szaniawski zwierzali mi się jak współpracowali przygotowując mszę św. za ojczyznę. Popiełuszko pisał homilię i dawał Szaniawskiemu do sprawdzenia. Szaniawski się tłumaczył, że on nie może się uznać za wierzącego a ks Jerzy mówił - w porządku, mnie chodzi o to, żeby do niewierzących też trafić. No więc ja sądzę, że oni tam w Niebie kontynuują sobie niekoniecznie może ojczyźniany wątek, ale tej Niebieskiej Ojczyzny refleksje i doświadczenie wymieniają.

Na pytanie, czy Zmartwychwstanie było faktem historycznym , przecież tak naprawdę tego momentu nikt nie widział, nikt przy tym nie był, nie ma takich stuprocentowych historycznych dowodów, odpowiedział:
Cytat:
Tak, właśnie to wszystko zależy od tego jak my określimy słowo fakt. Niektórzy twierdzą, że nie ma żadnych faktów i że istnieją tylko interpretofakty, że to co uznajemy ostatecznie za fakt jest już obciążone pewną wizją świata, przyzwyczajeniami, nawykami - no ale oczywiście nawyk nawykowi nierówny i obciążenia też mają różny stopień hipotetyczności, więc w tym przypadku nie możemy oczekiwać, że to będzie tak oczywiste, jak komputerowy wydruk dotyczący parametrów fizycznych jakiegoś układu(ostatecznie na początek tam było nerwowe bieganie kobiet, które nie wiedziały co się stało). Bo wiara nie może być oczywista, bo nie będzie miała tego poziomu oczywistości, którego chcielibyśmy w życiu codziennym. Chociaż ja wiem, czy dla nas oczywistość jest teraz aż największą wartością? Śmiem twierdzić, że tęskniąc za prawdą, jakieś niewielkie grono elit intelektualnych szuka tej oczywistości, natomiast dla wielu innych osób na przykład poczucie sensu w całości życia, w całości doświadczenia jest już czymś ważniejszym niż poczucie oczywistości.

Podoba mi się ten człowiek.

Interesujące, bo jednocześnie w "Rzeczpospolitej" czytałem artykuł w którym dowodzono, że zmartwychwstanie było faktem historycznym:
www.rp.pl/(*)_w_sprawie__pustego_grobu.html

Dla odmiany w GW kwestionowano to:
wyborcza.p(*),Smiertelny_Niesmiertelny.html

Podsumowując - nie martwcie się ateiści - Niebo czeka na Was!
Martwić to się mogą Ci, którzy "modlą się pod figurą a mają diabła za skórą".
Tym nie zazdroszczę...
Tych przestrzegam.

Pozdrawiam - Zbyszek


Prawda jest jedna.
16-06-2009 16:21 
 Ocena 5 na 5
finerbijk (17282 punktów)
>Podsumowując - nie martwcie się ateiści - Niebo czeka na Was!
>Martwić to się mogą Ci, którzy "modlą się pod figurą a mają diabła za skórą".
>Tym nie zazdroszczę...
>Tych przestrzegam. Pozdrawiam - Zbyszek
>
Prawda jest jedna.


Gdyby ateista się martwił niebem, to by nie był ateistą. Życiński ładnie mówił, bardzo ugodowym i przyjaznym tonem.
A wniosek z tego taki - nie przejmuj się Bogiem, rób swoje, bądź dobry, a niebo czeka. Ewentualnie nie, ale to wtedy też warto jak wyżej.
Konkludując religia jest zbędna; i to powiedział ksiądz.

Boże co za ciężkie czasy, jak powiedział żołnierz radziecki dźwigając zegar z Wierzy Mariackiej. Nie można być już pewnym nikogo.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Konkludując religia jest zbędna; i to powiedział ksiądz.
Pięknie powiedział(eś).

A co powiesz tym, dla których stanowi ona o sensie życia? Potrafisz wejść w ich skórę?

Pozdrawiam - Zbyszek


Prawda jest jedna.
17-06-2009 14:06 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>A co powiesz tym, dla których stanowi ona o sensie życia? Potrafisz wejść w ich skórę?

Jeśli masz jeden zegarek, wiesz, która godzina. Gdy masz dwa zegarki, nigdy nie jesteś tego pewien.

A. de Mello
21-06-2009 12:52 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>>A co powiesz tym, dla których stanowi ona o sensie życia? Potrafisz wejść w ich skórę?
>Jeśli masz jeden zegarek, wiesz, która godzina. Gdy masz dwa zegarki, nigdy nie jesteś tego pewien.
>A. de Mello
Dobre z tym zegarkiem. Jeśli jednak Twój zegarek nie wskazuje właściwej godziny(spieszy się bądź późni?) Nie lepiej mieć dwa i wyciągnąć średnią?
Ciekawa sprawa, weźmy na przykład statystykę. Im większa próba, tym dokładniejsze wyniki badań. To daje wiele do myślenia.
Według mnie nie można patrzeć z jednego punktu widzenia - to ogranicza widoczność, powstaje płaski obraz. Moja teściowa słucha wyłącznie RM i dla niej prawda jest tylko jedna(prezentowana w RM).
Ja wolę widzieć we wszystkich czterech wymiarach.
Moją zasadą jest korzystanie ze wszystkich możliwych/dostępnych mi źródeł. Na podstawie porównania/skonfrontowania informacji mogę mieć pewność, że przynajmniej zbliżam się do prawdy.
Jestem również doskonale obojętny/obiektywny w swojej analizie(bezstronny obserwator).

Pozdrawiam - Zbyszek

Prawda jest jedna.
21-06-2009 14:14 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)

Wydaje mi się, że zegarek reprezentuje tu narzędzie poznania tylko w pewnym stopniu, bardziej może instrument regulujący czyjeś życie.
Wiesz, że istnieją inne zegarki, znasz ich wskazania, ale żeby się nie miotać i komplikować wybierasz jeden, który się wydaje najbardziej dokładny.

Może się trochę spóźnia, czy spieszy, ale pozwala na zachowanie pewnego porządku, który czasem jest bardziej potrzebny niż wiedza o rzeczywistej godzinie.
Tak ja interpretuje to powiedzenie, ale mogę się mylić.
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>>A co powiesz tym, dla których stanowi ona o sensie życia? Potrafisz wejść w ich skórę?
>>Jeśli masz jeden zegarek, wiesz, która godzina. Gdy masz dwa zegarki, nigdy nie jesteś tego pewien.
>>A. de Mello
>Dobre z tym zegarkiem. Jeśli jednak Twój zegarek nie wskazuje właściwej godziny(spieszy się bądź późni?) Nie lepiej mieć dwa i wyciągnąć średnią?
>Ciekawa sprawa, weźmy na przykład statystykę. Im większa próba, tym dokładniejsze wyniki badań. To daje wiele do myślenia.
>Według mnie nie można patrzeć z jednego punktu widzenia - to ogranicza widoczność, powstaje płaski obraz. Moja teściowa słucha wyłącznie RM i dla niej prawda jest tylko jedna(prezentowana w RM).
>Ja wolę widzieć we wszystkich czterech wymiarach.
>Moją zasadą jest korzystanie ze wszystkich możliwych/dostępnych mi źródeł. Na podstawie porównania/skonfrontowania informacji mogę mieć pewność, że przynajmniej zbliżam się do prawdy.
>Jestem również doskonale obojętny/obiektywny w swojej analizie(bezstronny obserwator).
> Pozdrawiam - Zbyszek
>
To co piszesz jest prawdą, jednak tylko w przypadku dostarczania informacji przez ludzi, którzy nie maja swojego zdania budowanego na prawdzie niezależnej, bo budują je na informacjach uzyskanych od innych ludzi itp.
Dlatego im więcej źródeł tych informacji, tym bliżej do prawdy.
W przypadku prawdy do określenia której korzysta się z informacji od Boga, liczba źródeł nie ma znaczenia - prawda jest jedna.
Pozdrawiam
22-06-2009 22:01 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>To co piszesz jest prawdą, jednak tylko w przypadku dostarczania informacji przez ludzi, którzy nie maja swojego zdania budowanego na prawdzie niezależnej, bo budują je na informacjach uzyskanych od innych ludzi itp.
Ludzie sami starają się dojść do prawdy posługując się rozumem, nie potrzebują żadnych prawd objawionych przez wydumane byty. Rozwijają naukę i pokonują kolejne przeszkody na tej drodze. Czas działa na naszą korzyść. Czas zabije Boga.
Wiem - nie zrozumiesz tego. Ludzie są dumni, ambitni i ciekawi - nie wszyscy dobrze czują się w roli niewolników.

>W przypadku prawdy do określenia której korzysta się z informacji od Boga, liczba źródeł nie ma znaczenia - prawda jest jedna.
Ta, którą przyjąłeś "na wiarę". Dobre, nie ma co...

Pozdrawiam - Zbyszek

Prawda jest jedna.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Ludzie sami starają się dojść do prawdy posługując się rozumem, nie potrzebują żadnych prawd objawionych przez wydumane byty. Rozwijają naukę i pokonują kolejne przeszkody na tej drodze. Czas działa na naszą korzyść. Czas zabije Boga.

Mam dla Ciebie informację złą. Ani Ty ani ja tego nie dożyjemy. Prędzej staniemy przed Jego obliczem.

Ale nie trać ducha, zbyt szybko. Zdrówka więc życzę.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Mam dla Ciebie informację złą. Ani Ty ani ja tego nie dożyjemy. Prędzej staniemy przed Jego obliczem.
Świetnie - nie mam nic przeciwko temu.
Tylko jedno pytanko - skąd ta pewność?

>Ale nie trać ducha, zbyt szybko. Zdrówka więc życzę.
Dzięki - wzajemnie. I przy okazji dziękuję za miłe słowa w którymś z Twoich postów.

P.S: Według Miłującego prawdę koniec tego porządku rzeczy nastąpi niebawem(przed upływem pięćdziesięciu lat). Może więc jakoś uda się nam dociągnąć...

Pozdrawiam - Zbyszek

Prawda jest jedna.
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>To co piszesz jest prawdą, jednak tylko w przypadku dostarczania informacji przez ludzi, którzy nie maja swojego zdania budowanego na prawdzie niezależnej, bo budują je na informacjach uzyskanych od innych ludzi itp.
>Ludzie sami starają się dojść do prawdy posługując się rozumem, nie potrzebują żadnych prawd objawionych przez wydumane byty.
>
Zauważ, że sprawa ma odwrotna kolejność. Najpierw ludzie wymyślali różne byty - przyjmując je za swych "bogów". Wymyślali im imiona i cechy. Te informacje i ci "bogowie" zwiększali swój zasięg. Ale powstali oni zawsze w głowach ludzi - to nie jest obiektywne i niezależne. To tak jak weźmiesz pod uwagę KrK, od roku 325 n.e. zmodyfikowano wiele, narzuconych przez Konstantyna, elementów tej religii.
Jednak według ich własnego myślenia, według własnego widzi mi sie,, a nie opartych na Biblii prawdach. Ta droga doprowadziła do stanu całkowitego występowania KrK przeciw Biblii i Bogu..
>Rozwijają naukę i pokonują kolejne przeszkody na tej drodze.
>
Zauważ, że nie biorą pod uwagę zdania i opinii Boga. Nie posługują sie więc mądrością z góry. W tym więc układzie, to co uważają za słuszne obraca sie przeciwko nim samym.
Przykład:
Uznając ewolucję występują przeciw Bogu, wierze i prawdzie.
Giną.
>Czas działa na naszą korzyść.
>
Takie stwierdzenie jest prawdziwe jedynie wówczas, gdy myślisz o czasie, który jest Tobie i innym potrzebny byś poznał Boga i prawdę. Bo naprawdę potrzebny jest czas.
Czas zabije Boga.Wiem - nie zrozumiesz tego.
>
Myślę, że to jest wskazanie przez Ciebie największego błędu Twojego myślenia i widzenia rzeczywistości.
' Czas zabija Boga' w ludziach, bo odchodzą do nowych koncepcji i substytutów w miejsce prawdy. Przeciwnik Boga teraz uaktywnia sie bardzo.
Dlaczego? " Bo wie, że mało ma czasu" i za chwilę zostanie zniszczony
> Ludzie są dumni, ambitni i ciekawi - nie wszyscy dobrze czują się w roli niewolników.
>
Kto jest całkowicie wolny?
Jesteśmy niewolnikami swych ciał, swego rozumu, potrzeb rodzinnych, towarzyskich, niewolnikami potrzeby miłości, samozadowolenia, radości. Ludzie sa niewolnikami swoich potrzeb duchowych - kontaktu z Bogiem. Pewnie można to zagłuszyć i na siłę odrzucić, wówczas ucierpią inne potrzeby, zachwiana równowaga, choroby psychiczne i somatyczne - może wcześniejsza śmierć.
Odrzucając realizację i zaspokajanie swych potrzeb, których jesteśmy niewolnikami
czynimy siebie gorszymi od nierozumnych zwierząt. Nawet rośliny rosną do światła, bo ono jest źródłem energii dającej im wzrost, siłę i odporność na patogeny i zmiany środowiska.
To niewolnictwo, dokładne jego poznanie i w pełni pokrywanie potrzeb z niego wynikających, tylko może człowiekowi wyjść na dobre.
>>W przypadku prawdy do określenia której korzysta się z informacji od Boga, liczba źródeł nie ma znaczenia - prawda jest jedna.
>Ta, którą przyjąłeś "na wiarę". Dobre, nie ma co...
>
Nie zupełnie. Te wszystkie rzeczy można sprawdzić. W jaki sposób?
Poprzez autopsję, na własnym zyciu.
Jestem bardziej szczęśliwy od tych, co prawdy nie znają, a więc i nie żyją według niej.
Nie rozumieją co dzieje sie wokół i dlatego sami sprowadzają na siebie wiele boleści.
> Pozdrawiam - Zbyszek
>
Pozdrawiam
23-06-2009 13:52 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
To co piszesz jest prawdą, jednak tylko w przypadku dostarczania informacji przez ludzi, którzy nie maja swojego zdania budowanego na prawdzie niezależnej, bo budują je na informacjach uzyskanych od innych ludzi itp. (Miłujacy prawdę)

A na czym Ty opierasz swoje informacje? Również czynisz to w oparciu o dane uzyskane od innych. Choćby od mamy i taty, którzy wpoili Ci, że słowa w biblii to prawda. Nawet jeśli sam doszedłeś do takiego przekonania to niezbyt ładnie świadczy o Twej zdolności logicznego myślenia. Biblia roi sie od przekłamań i sprzeczności. Po co bóg miałby ludzi okłamywać, objawiać im nieprawdę? W takim wypadku należałoby wziąc pod uwagę inne rozwiązanie. Mianowicie, że wbrew przekonaniom Tobie podobnych to nie bóg jest twórcą tego dziełka, a ludzie. Ludzie, którzy pragnąc pojąc otaczający świat szukali rozwiązań. I znajdowali takie na jakie było ich stać. Niekoniecznie miały one związek z prawdą, która ponoć jest Ci tak droga. W takim razie informacje, które odbierasz jako prawdziwe pochodzą od omylnych ludzi.

Zauważ, że sprawa ma odwrotna kolejność. Najpierw ludzie wymyślali różne byty - przyjmując je za swych "bogów". Wymyślali im imiona i cechy. Te informacje i ci "bogowie" zwiększali swój zasięg. Ale powstali oni zawsze w głowach ludzi - to nie jest obiektywne i niezależne. (M.P)

A powiedz mi jakie obiektywne przesłanki nakazują Ci boga biblijnego przyjąc jako swojego, bo akurat prawdziwego? Owszem w głowach ludzi powstają różne boskie byty (kiedyś stworzono bożka Jahwe, pana burzy). Gdy nie potrafią czegoś wytłumaczyć nagle znajduje sie rozwiązanie proste, miłe i przyjemne. Nie wymagające wysiłku: bóg. To on za wszystkim stoi.

Zauważ, że nie biorą pod uwagę zdania i opinii Boga. Nie posługują sie więc mądrością z góry. W tym więc układzie, to co uważają za słuszne obraca sie przeciwko nim samym.(znów Miłosnik)

No proszę. A gdzież to bóg opiniuje i wypowiada swoje zdania? Jakiś periodyk wydaje? Wypowiedział sie gdzieś ostatnio w sprawie zapłodnienia in Vitro? Czy raczej to ludzie wypowiadają sie w jego imieniu. Wygodne. Przecież i tak nikt nie sprawdzi, czy pryncypał do nich przemówił osobiście. Można na tym koniu trochę pojechać, jakas cześć naiwnych da się nabrać.

Przykład:Uznając ewolucję występują przeciw Bogu, wierze i prawdzie.(M.P)

Przestań stawiać znak równości pomiędzy wiarą, bogiem i prawdą. Ty jedynie wierzysz, że to bóg stworzył otaczający świat, bo tak napisano w biblii. Masz oprócz starodruku jakies na to inne dowody? Nie, nie masz. Więc odrobinę pokory przydałoby Ci się.

Czas zabija Boga w ludziach, bo odchodzą do nowych koncepcji i substytutów w miejsce prawdy. (M.P)

A owszem odchodzą. Zauważyli, że koncepcje lansowane np. w biblii nie sa prawdziwe. Gdy poznali zjawisko fotosyntezy niezbędnej roślinom by przeżyły dostrzegli, że ten co podobno opracował scenariusz stworzenia szpetnie się machnął, gdy Słońce raczył stworzyć dopiero po florze.

Ludzie sa niewolnikami swoich potrzeb duchowych - kontaktu z Bogiem. Pewnie można to zagłuszyć i na siłę odrzucić, wówczas ucierpią inne potrzeby, zachwiana równowaga, choroby psychiczne i somatyczne - może wcześniejsza śmierć. (M.P)

Dobre. A czytałes Ty kiedy wynurzenia św. Hieronima. Osoba wierząca mocno. Polecam, zwłaszcza w kontekście zachwianej równowagi i chorób psychicznych.

Jestem bardziej szczęśliwy od tych, co prawdy nie znają, a więc i nie żyją według niej.(deklaracja Miłujacego)

O tak. Jestem przekonana, że jesteś bardziej szczęśliwy. I bardziej zadufany. Ty tez prawdy nie znasz, choc radośnie szermujesz tym pojęciem. Nie masz żadnego dowodu na istnienie bytu bogiem zwanego. Możesz co najwyżej wierzyć, że on istnieje. Masz do tego prawo. Tak, jak ateista ma prawo nie wierzyć.
Pomiędzy oboma postawami jest jednak drobna różnica. Ateista, któremu bóg do szczęścia nie jest potrzebny nie tworzy na jego temat historyjek. Wierzący owszem.
Jedną z nich jest właśnie ta, że bóg=stwórca.
Rzeczywiście obserwując otoczenie pierwszym wnioskiem byłby taki, że przecież wszystko ma swojego owego stwórcę, choćby dziecko stworzyli uprawiając seks rodzice. Dobrze, aby czynili to świadomie. I tu przechodzimy do sedna. Pytanie brzmi: czy coś co stworzyło Ziemię, Słońce, a wcześniej wielkie bum było świadome?

Ludzie posiadający pewna świadomość własnych czynów na zasadzie wspomnianego juz przez kogoś antropomorfizmu bardzo chętnie korzystają z niego, ale czy słusznie?
Weźmy dwa karaluchy. Kopulują. Ich potomstwo ma stwórców. Czy chcesz mi jednak powiedzieć, że karaluszy stwórcy uczynili to świadomie?
Inny przykład. Jeszcze ileś setek lat temu, gdy wypiętrzył się wulkan ludzie byli przekonani, że stoi za tym jakiś świadomy jak oni bóg. Teraz doskonale wiemy, iz to najzwyklejsze, choć upierdliwe, procesy geologiczne ze świadomością nie mające nic wspólnego.
I w związku z tą kompromitacją tych z ludzi, którzy chętnie niewiadome zapełniali boskimi świadomymi bytami, a potem okazywało sie to fikcją należy logicznie założyć, że będzie ta kompromitacja tendencją stałą.

Jeżeli w świetle powyższego jeszcze nie pojmujesz co chciał Tobie przekazać kolega pisząc, że czas zabije boga to ujmę to następująco: w miarę rozwoju nauki obalone zostaną kolejne przejawy tego, co ludzie wierzący w boga stwórcę przyjmują jako jego działalność. Analogicznie jak ze wspomnianym wulkanizmem.

Naturalnie zawsze pozostanie Wam margines. Jeżeli teoria ewolucji przestanie być teorią, a stanie się niepodważalnym faktem i tak tryumfalnie zakrzykniecie: ale kto stworzył ewolucję.

Chcesz wierzyć dla swej szczęśliwości to wierz. To autosugestia. Rzecz bardzo pomocna, ale nie konfabuluj na temat czegos niesprawdzalnego i nie przedstawiaj tego jako jedynej słusznej prawdy. Bo nie tylko ośmieszasz się. Taka postawa jest po prostu żenująca i głupia.
Jeśli będziesz dalej twierdził, że informacje w biblii to prawda niepodważalna, chętnie podyskutuje na temat tych "niepodważalnych" konkretów.
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>A na czym Ty opierasz swoje informacje? Również czynisz to w oparciu o dane uzyskane od innych. Choćby od mamy i taty, którzy wpoili Ci, że słowa w biblii to prawda. Nawet jeśli sam doszedłeś do takiego przekonania to niezbyt ładnie świadczy o Twej zdolności logicznego myślenia. Biblia roi sie od przekłamań i sprzeczności.
>
Konkretnie.
>Po co bóg miałby ludzi okłamywać, objawiać im nieprawdę? W takim wypadku należałoby wziąc pod uwagę inne rozwiązanie. Mianowicie, że wbrew przekonaniom Tobie podobnych to nie bóg jest twórcą tego dziełka, a ludzie. Ludzie, którzy pragnąc pojąc otaczający świat szukali rozwiązań. I znajdowali takie na jakie było ich stać. Niekoniecznie miały one związek z prawdą, która ponoć jest Ci tak droga. W takim razie informacje, które odbierasz jako prawdziwe pochodzą od omylnych ludzi.
>
Konkretnie
> Zauważ, że sprawa ma odwrotna kolejność. Najpierw ludzie wymyślali różne byty - przyjmując je za swych "bogów". Wymyślali im imiona i cechy. Te informacje i ci "bogowie" zwiększali swój zasięg. Ale powstali oni zawsze w głowach ludzi - to nie jest obiektywne i niezależne. (M.P)
>
Czytasz:
" I Bóg przystąpił do stworzenia człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył; stworzył ich jako mężczyznę i kobietę.
Potem Bóg ich pobłogosławił i rzekł do nich Bóg: "Bądźcie płodni i stańcie się liczni oraz napełnijcie ziemię i opanujcie ją, a także podporządkujcie sobie ryby morskie i latające stworzenia niebios, i wszelkie żywe stworzenie, które się porusza po ziemi
"(Rodzaju 1:27,28).
Czytasz tu, że praktycznie zaraz po stworzeniu ludzi Bóg do nich przemówił.
Prawdziwy Bóg, który ich stworzył. Twoje więc wywody nie są prawdziwe.
>A powiedz mi jakie obiektywne przesłanki nakazują Ci boga biblijnego przyjąc jako swojego, bo akurat prawdziwego? Owszem w głowach ludzi powstają różne boskie byty (kiedyś stworzono bożka Jahwe, pana burzy). Gdy nie potrafią czegoś wytłumaczyć nagle znajduje sie rozwiązanie proste, miłe i przyjemne. Nie wymagające wysiłku: bóg. To on za wszystkim stoi.
>
Te reakcje ludzi potwierdzają jedynie, że człowiek został stworzony w taki sposób, iż bez Boga nie może doznawać radości z życia.
Jezus powiedział:
" Szczęśliwi, którzy są świadomi swej potrzeby duchowej, gdyż do nich należy królestwo niebios"(Mateusza 5:3). Potrzeby duchowe, to potrzeby obcowania z Bogiem, chodzenie z Nim.
> Zauważ, że nie biorą pod uwagę zdania i opinii Boga. Nie posługują sie więc mądrością z góry. W tym więc układzie, to co uważają za słuszne obraca sie przeciwko nim samym.(znów Miłosnik)
>No proszę. A gdzież to bóg opiniuje i wypowiada swoje zdania? Jakiś periodyk wydaje?
>
Czytaj Biblię tam znajdziesz.
> Wypowiedział sie gdzieś ostatnio w sprawie zapłodnienia in Vitro?
>
I owszem. Wypowiedział sie: Nie morduj!
CDN
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>Czy raczej to ludzie wypowiadają sie w jego imieniu. Wygodne. Przecież i tak nikt nie sprawdzi, czy pryncypał do nich przemówił osobiście. Można na tym koniu trochę pojechać, jakas cześć naiwnych da się nabrać.
>
Ludzie bez wiary od Boga niczego nie przyjmą. Jednak boja sie, że coś tam jednak może być ale co?? Drżą ze strachu. Bo prawdy nie znają.
> Przykład:Uznając ewolucję występują przeciw Bogu, wierze i prawdzie.(M.P)
>Przestań stawiać znak równości pomiędzy wiarą, bogiem i prawdą. Ty jedynie wierzysz, że to bóg stworzył otaczający świat, bo tak napisano w biblii. Masz oprócz starodruku jakies na to inne dowody? Nie, nie masz. Więc odrobinę pokory przydałoby Ci się.
>
Mam jest ich wiele. Rozglądnij się wokół siebie. Co widzisz?
Mądrość Jehowy, a także inne Jego niedoścignione przymioty, można dostrzec w tym, co zostało uczynione.
" Albowiem jego niewidzialne przymioty są wyraźnie widoczne już od stworzenia świata, gdyż są dostrzegane dzięki temu, co zostało uczynione - nawet jego wiekuista moc i Boskość - tak iż oni są bez wymówki"(Rzymian 1:20).
Nie masz wymówki.
Według tego sam sobie wybierz dzieło Boga, jedno z niezliczonej liczby i uznaj to za swój dowód na istnienie Boga.
Dzieła Jehowy - od największego do najmniejszego - odsłaniają różne cechy Jego osobowości. Gdziekolwiek spojrzymy, czy to ku niebu, czy też na ziemię, po której chodzimy, wszędzie znajdujemy liczne dowody istnienia Wszechmądrego i kochającego Stwórcy.
Przyglądając się tym dziełom, możemy się o Nim dużo dowiedzieć:
" Niebiosa oznajmiają chwałę Boga,
a o dziele jego rąk opowiada przestworze
"(Ps. 19:1);
" Podnieście oczy ku górze i popatrzcie. Kto stworzył te rzeczy? Ten, który ich zastęp wyprowadza według liczby, wszystkie je woła po imieniu. Dzięki obfitości dynamicznej energii - jako że jest również pełen werwy w swej mocy - ani jednej z nich nie brak"(Izaj. 40:26).
> Czas zabija Boga w ludziach, bo odchodzą do nowych koncepcji i substytutów w miejsce prawdy. (M.P)
>A owszem odchodzą. Zauważyli, że koncepcje lansowane np. w biblii nie sa prawdziwe.
>
Jak mogli to uczynić skoro nie znają prawdy.
Czy nie rozumiesz, że bez poznania prawdy wszystko czynisz po omacku w ciemności poddając sie podmuchom zmiennych wiatrów nauki?
> Gdy poznali zjawisko fotosyntezy niezbędnej roślinom by przeżyły dostrzegli, że ten co podobno opracował scenariusz stworzenia szpetnie się machnął, gdy Słońce raczył stworzyć dopiero po florze.
>
Eh! Co ty wymyślasz?
Czytaj:
" 1 Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię.

2 A ziemia była bezkształtna i pusta i ciemność panowała na powierzchni głębiny wodnej; a czynna siła Boża przemieszczała się tu i tam nad powierzchnią wód.

3 I Bóg przemówił: "Niech powstanie światło". Wtedy powstało światło. 4 Potem widział Bóg, że światło jest dobre, i Bóg oddzielił światło od ciemności. 5 I Bóg zaczął nazywać światło Dniem, ciemność zaś nazwał Nocą. I nastał wieczór, i nastał ranek - dzień pierwszy
"(Rodzaju 1:1-5)..
Masz tu przed światłem rośliny? Staraj się nie robić takich podstawowych błędów.
O przepraszam Ignorancjo!
To widać wynika z Twej natury.
CDN
Miłujący prawdę (1541 punktów)
> Ludzie sa niewolnikami swoich potrzeb duchowych - kontaktu z Bogiem. Pewnie można to zagłuszyć i na siłę odrzucić, wówczas ucierpią inne potrzeby, zachwiana równowaga, choroby psychiczne i somatyczne - może wcześniejsza śmierć. (M.P)
>Dobre. A czytałes Ty kiedy wynurzenia św. Hieronima. Osoba wierząca mocno. Polecam, zwłaszcza w kontekście zachwianej równowagi i chorób psychicznych.
>
Ludzie powiązani z KrK nie wierzyli w prawdziwego Boga. Dlaczego tak twierdzę?
Bo gdyby znali prawdziwego Boga, to tę fałszywą religie opuścili by natychmiast.
Bo nie do pogodzenia z prawdziwym Bogiem i prawdziwą religią są czyny duchowych przewodników tej religii i oczywiście ich wiernych.
> Jestem bardziej szczęśliwy od tych, co prawdy nie znają, a więc i nie żyją według niej.(deklaracja Miłujacego)
>O tak. Jestem przekonana, że jesteś bardziej szczęśliwy. I bardziej zadufany. Ty tez prawdy nie znasz, choc radośnie szermujesz tym pojęciem. Nie masz żadnego dowodu na istnienie bytu bogiem zwanego. Możesz co najwyżej wierzyć, że on istnieje. Masz do tego prawo. Tak, jak ateista ma prawo nie wierzyć.
>
Co powiesz o malutki gekonie, który zdaje się drwić z grawitacji.
" gekon chwyta swymi kończynami i znajduje się we wspaniałym pałacu króla"(Przysłów 30:28).
Naukowców zdumiewa to, że potrafi on wspinać się po ścianach, a nawet biegać po gładkim suficie. Jak to robi?
Sekret nie tkwi w przyssawkach ani w jakimś kleju. Na spodniej części każdego palca gekona znajdują się lamelle (blaszki) pokryte tysiącami włoskowatych wyrostków, a te z kolei rozszczepiają się na setki mikroskopijnych włókienek.
Oddziaływania międzycząsteczkowe występujące pomiędzy poduszkowatymi końcówkami owych włókienek a podłożem w zupełności wystarczają do utrzymania ciężaru jaszczurki, nawet gdy śmiga ona po szkle do góry nogami!
Uczeni zafascynowani wspomnianą umiejętnością gekona są przekonani, że tworzywa imitujące jego łapki można by wykorzystać jako mocne materiały przylepne.
Chciałbym usłyszeć opinie ewolucjonisty na temat dojścia gekona do takiej budowy swych kończyn.
Jak widzisz dzieła Boże drwią sobie z ludzkiej mądrości przedstawiając ją jako głupotę - Ignorancjo. Czy Tobie imponuje "ignorancja"?
Każdy ma prawo do swojego zdania i wyboru. Jednak ma prawo usłyszeć o prawdzie, a dopiero potem wybrać. Inaczej będzie błądził na wstępie i przez całe życie, a i pełnego wyboru nie będzie.
>Pomiędzy oboma postawami jest jednak drobna różnica. Ateista, któremu bóg do szczęścia nie jest potrzebny nie tworzy na jego temat historyjek. Wierzący owszem.
>
Ignorancjo! To właśnie jest odwrotnie. Ateista nie przyjmując do wiadomości istnienia Boga, mnoży swe teorie, bo chce wyjaśnić istnienie wszystkiego. To pozory chęci poznania prawdy, gdyż odrzucanie Boga blokuje do niej dostęp.
Świadek Boga świadczy na rzecz Boga, nie wymyśla sam niczego, ale przekazuje to, co dowiedział sie od Stwórcy. W żadnym razie nie wychodzi przed szereg, bo zbyt poważne to kwestie.
CDN
23-06-2009 22:11 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)
Obserwuje religie fałszywe, które wskazuje Biblia i widzi, na żywo odstępstwo od prawdy. To najlepsze edukacja.
>Jedną z nich jest właśnie ta, że bóg=stwórca.
>
To podstawa prawdy. Tylko pisz z dużej litery słowo "Bóg" - mając na myśli Boga prawdy - jedynego, mała litera to bez jakiejkolwiek wartości "bożek" - wymyślony przez niewierzących ludzi.
>Rzeczywiście obserwując otoczenie pierwszym wnioskiem byłby taki, że przecież wszystko ma swojego owego stwórcę, choćby dziecko stworzyli uprawiając seks rodzice. Dobrze, aby czynili to świadomie. I tu przechodzimy do sedna. Pytanie brzmi: czy coś co stworzyło Ziemię, Słońce, a wcześniej wielkie bum było świadome?
>
Nie obwiniaj Boga za styl życia i poczynania ludzi!
Ludzie rozmnażają się według pomysłu i metodyki[określę to tak brzydko] wskazanej przez Boga = Stwórcę. Jehowa dał prawo zabraniające seksu pozamałżeńskiego. Wiązało sie to także z ponoszeniem wspólnie konsekwencji narodzin dziecka.
Jehowa z miłości stworzył wszystko, najpierw stworzenia duchowe w niebie a potem ludzi na ziemi. Wszystko jednak czynił dla swego Syna i poprzez swego Syna - Jezusa.
Dał prawo, a sam dał przykład jak tego prawa przestrzegać.
>Ludzie posiadający pewna świadomość własnych czynów na zasadzie wspomnianego juz przez kogoś antropomorfizmu bardzo chętnie korzystają z niego, ale czy słusznie?
>Weźmy dwa karaluchy. Kopulują. Ich potomstwo ma stwórców. Czy chcesz mi jednak powiedzieć, że karaluszy stwórcy uczynili to świadomie?
>
Wybacz to majaczenie Ignorancji.
>Inny przykład. Jeszcze ileś setek lat temu, gdy wypiętrzył się wulkan ludzie byli przekonani, że stoi za tym jakiś świadomy jak oni bóg. Teraz doskonale wiemy, iz to najzwyklejsze, choć upierdliwe, procesy geologiczne ze świadomością nie mające nic wspólnego.
>
To ceń te wiedzę. Potwierdza on jedynie, że ziemia dla utrzymania temperatury optymalnej dla ludzi, jest w głębi aktywna. Te jednak rzeczy były i są w przyszłości dla człowieka dostępne - ich wyjaśnienie. Do dzisiejszych wyjaśnień nie koniecznie trzeba mieć zastrzeżenia, ale też niekoniecznie muszą one trafiać w prawdziwe wyjaśnienie - zgodne z prawdą.
>I w związku z tą kompromitacją tych z ludzi, którzy chętnie niewiadome zapełniali boskimi świadomymi bytami, a potem okazywało sie to fikcją należy logicznie założyć, że będzie ta kompromitacja tendencją stałą.
>
Gdyby pierwsi ludzie nie odrzucili zwierzchnictwo Boga nigdy by do takich błędów nie doszło. To są konsekwencje buntu pierwszych ludzi przeciwko Bogu. Człowiek żyjący w ciemności niewiedzy i braku poznania prawdy, zawsze błądzi.
Takimi przykładami ludzi błądzących są ateiści i wierni fałszywych religii.
>Jeżeli w świetle powyższego jeszcze nie pojmujesz co chciał Tobie przekazać kolega pisząc, że czas zabije boga to ujmę to następująco: w miarę rozwoju nauki obalone zostaną kolejne przejawy tego, co ludzie wierzący w boga stwórcę przyjmują jako jego działalność. Analogicznie jak ze wspomnianym wulkanizmem.
>
Czas zabija Boga u ludzi bez wiary, bez poznania Boga, u ludzi nie będących posłuszni Bogu. Wiara zanika gdy ludzie o nią nie zabiegają i nie proszą Boga o wzmocnienie wiary. Bez wiary w Boga, to taki bezwolny byt unoszony to tu, to tam.
Malutki patyczek rzucony w nurt wielkiej rzeki.
Jedynie Bóg przez pociągnięcie do siebie może człowieka błądzącego wyratować.
>Naturalnie zawsze pozostanie Wam margines. Jeżeli teoria ewolucji przestanie być teorią, a stanie się niepodważalnym faktem i tak tryumfalnie zakrzykniecie: ale kto stworzył ewolucję.
>
Wybacz. Jednak naprawdę nie wiesz co piszesz. Ignorancjo lubisz ten stan, prawda?
>Chcesz wierzyć dla swej szczęśliwości to wierz. To autosugestia. Rzecz bardzo pomocna, ale nie konfabuluj na temat czegos niesprawdzalnego i nie przedstawiaj tego jako jedynej słusznej prawdy. Bo nie tylko ośmieszasz się. Taka postawa jest po prostu żenująca i głupia.
>
Ignorancjo, kto poważnie bierze pod uwagę Twoje słowa.
Podobny Ignorant. Przecież Ty na temat prawdy nie możesz się wypowiadać!
Wynika to z Twojej natury.
Masz tylko jedno wyjście = poznaj prawdę. Oznaka może być szybkie wyskoczenie z tego nicka.
>Jeśli będziesz dalej twierdził, że informacje w biblii to prawda niepodważalna, chętnie podyskutuje na temat tych "niepodważalnych" konkretów.
>
O! To właściwa droga do poznania prawdy.
Pozdrawiam
23-06-2009 23:33 
 Ocena 2 na 2
Ignorancja (4718 punktów)
Ależ się podniecił i napłodził.

Czytasz tu, że praktycznie zaraz po stworzeniu ludzi Bóg do nich przemówił.
Prawdziwy Bóg, który ich stworzył. Twoje więc wywody nie są prawdziwe.
(Miłosnik)

O tak przemówił. Wiesz, bóg Enki tez przemawiał i wiesz w mitologii sumeryjskiej, na której wzorowały się pastuchy tez ulepili bogowie człowieczka z gliny. A wiesz, że w hebrajskim glina i proch to jedno słowo? Pewnie nie, bo i po co. Dowody tych przeróbek z politeistycznych wierzeń, w dodatku niechlujnych, znajdziesz w swym pisemku dla sprawnych umysłowo inaczej. Poczytaj. Wskazówka: odnajdziesz choćby w pierwszym rozdziale.
Tak Miłujący prawdę świadku Jehowy, który nawet nie wiesz, że błędnie podajesz imię swego bożka, gdyż nie ma Jehowy tylko jest Jahwe. To ignoranci twego bractwa obwieszczający ustami Waszej rady nadzorczej z Brooklynu systematycznie koniec świata (jak dotąd tylko jesteście pośmiewiskiem z tą waszą arytmetyka Armagedonu) przerobili w swym nieuctwie imię bożka.
A na wstępie to w celu uniknięcia nieporozumień powiem, że możesz do mnie słać petycje do woli, a ja i tak pisząc "bóg" będę to czynić z małej literki, bo tak mi się podoba. A podoba mi się, albowiem nie uznaję żadnych bożków, w tym Jahwe, Jehowy i innych biblijnych stworów, Jezusa nie wyłączając.

Mówisz, że wypowiedział się w sprawie zapłodnienia In Vitro, gdyż nakazał nie morduj? Pała za nieznajomość biblii. Poczytaj sobie robaczku jaki stosunek miał pan pastuchów do uszkodzenia płodu. Podać Ci urywek, czy sam znajdziesz? Podpowiedź: to tam, gdzie wartościuje karę za pobicie ciężarnej za względu na skutki tegoż pobicia.
A na marginesie to dodam, że z tym zakazem mordowania to Twój pan dosyć elastyczny był i nie zawsze się gniewał za rzezie, o czym przekonasz się studiując Księgę Jozuego.
"Dzieła Jehowy - od największego do najmniejszego - odsłaniają różne cechy Jego osobowości." (Miłośnik prawdy ... objawionej)

O tak, ponownie odsyłam do Księgi Jozuego, ale i w innych rozdziałach widać tę fascynującą osobowość bożka semickiego.

Chciałeś konkretów dotyczących przekłamań. A choćby właśnie wspomniane przeze mnie wadliwe dzieło stworzenia. Słoneczko będące źródłem światła stworzone w dniu czwartym, roślinki nie mogące żyć bez słoneczka w dniu trzecim. Koniec kropka. To, co byłeś uprzejmy zacytować o stworzeniu światła:

" I Bóg zaczął nazywać światło Dniem, ciemność zaś nazwał Nocą. I nastał wieczór, i nastał ranek - dzień pierwszy"(Rodzaju 1:1-5)..

czytaj do skutku, aż zrozumiesz co to takiego było owo światło. Jeszcze nie widzisz? To dzień. Kolejna heca. Dzień bez Słońca. Ale naturalnie pan wszystko może, nawet stworzyć kamień, którego nie udźwignie, choć jest wszechmogący.

A wiek Ziemi? Słońce jest starsze od Ziemi, a wedle twojej codziennej lektury do poduchy jest na odwrót. Trochę wiocha. Ale skąd Ty możesz o tym wiedzieć. Przecież miłujesz jedna prawdę - biblijną.
A powiedz mi jeszcze robaczku dlaczego Twój bóg podyktował z błędem specyfikację ciał niebieskich? Pominął planety. O księżycu, słoneczku i gwiazdkach pogaworzył, o planetach zapomniał.
Odpowiem, abyś nie męczył zwojów. A niby skąd pastuszek miał rozróżnić, że świecąca Wenus to planeta, a nie gwiazda. Z powierzchni Ziemi nie mógł rozróżnić bidulek. Świeciło jak reszta gwiazdeczek to i tak sobie zapisał MIT.
Daruj sobie uszczypliwości pod mym adresem, bo po mnie to spływa.

Ignorantami są Tobie podobni, którzy brzydzą się myśleniem, a wszelkie niepokoje koją niezachwianą wiarą w starodruk. I czyń to sobie, ale na mieszanie w głowach innym mojego pozwolenia nie ma. Choćby z powodu skutków, do których doprowadza Wasz fanatyzm. O czym mówię? O tym w zdaniu kończącym:

Baw się dalej i oby w Twej rodzinie nikt kogo kochasz nie potrzebował przeszczepu serca.
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>Ależ się podniecił i napłodził.
> Czytasz tu, że praktycznie zaraz po stworzeniu ludzi Bóg do nich przemówił.
>Prawdziwy Bóg, który ich stworzył. Twoje więc wywody nie są prawdziwe.
(Miłosnik)
>O tak przemówił. Wiesz, bóg Enki tez przemawiał i wiesz w mitologii sumeryjskiej, na której wzorowały się pastuchy tez ulepili bogowie człowieczka z gliny.
>
Nierozsądnym jest sądzić, iż Adam i Ewa nie opowiadali swym dzieciom o tym, co się wydarzyło w Edenie. Mówili tea o tym jak zostali stworzeni.
Sumerowie jak każdy człowiek ma swe korzenie i rodziców w tych dwojga.
Nic więc dziwnego, że te informacje są w różnych miejscach.
>Tak Miłujący prawdę świadku Jehowy, który nawet nie wiesz, że błędnie podajesz imię swego bożka, gdyż nie ma Jehowy tylko jest Jahwe.
>
Jahwe przyjął KrK na przekór naszej polskiej tradycji wymawiania imienia Boga. Ale i Jahwe i Jehowa znaczy to samo "On powoduje, że sie staje".
>A na wstępie to w celu uniknięcia nieporozumień powiem, że możesz do mnie słać petycje do woli, a ja i tak pisząc "bóg" będę to czynić z małej literki, bo tak mi się podoba. A podoba mi się, albowiem nie uznaję żadnych bożków, w tym Jahwe, Jehowy i innych biblijnych stworów, Jezusa nie wyłączając.
>
Czy ktoś Tobie nakazuje cokolwiek? Jedynie to co wybierasz, po fakcie, stanowi o Twoim wyborze, mądrości itp. Ignorancjo.
>Mówisz, że wypowiedział się w sprawie zapłodnienia In Vitro, gdyż nakazał nie morduj? Pała za nieznajomość biblii. Poczytaj sobie robaczku jaki stosunek miał pan pastuchów do uszkodzenia płodu. Podać Ci urywek, czy sam znajdziesz? Podpowiedź: to tam, gdzie wartościuje karę za pobicie ciężarnej za względu na skutki tegoż pobicia.
>
Ignorancjo pomyliła ci aborcja z in vitro.
Oba te działania prowadzą do zabijania zarodków, a tamten fragment mówi o wartości zarodka - dziecka w łonie matki, jaki jest w oczach Boga.
Natomiast stosowanie metody in vitro wiąże się z zabijaniem olbrzymiej ilości zarodków. Jedna z klinik leczących bezpłodność każdego roku likwiduje ca 1000 zarodków. Tworzone banki zarodków robią tez "czystki" regularnie.
Moja ty Ignorancjo.
>A na marginesie to dodam, że z tym zakazem mordowania to Twój pan dosyć elastyczny był i nie zawsze się gniewał za rzezie, o czym przekonasz się studiując Księgę Jozuego.
>
Widzisz znowu nie tak. Owe walki były z wyroku Boga - zakwestionujesz je?
Narody te czyniły to co obrzydliwe dla Boga, nie szukały Go - to jedno. - stanowi to dla nas przykład, iż Jehowa nie toleruje bałwochwalstwa i odstępstwa.
Narody te występowały przeciw Jego ludowi - to drugie. - stanowi to przykład, że wybrany przez Boga naród jest święty i nie pozwoli, by ktokolwiek niszczył go.
Kto wierzy, to wie w oparciu o te przykłady jakim jest Bóg i że można Mu zaufać.
Biblia wyraźnie pokazuje, że Jehowa "okaże się wszystkim" - "okaże sie kim się okażę", dla wyprowadzenia swego ludu z różnych opresji jest przecież ich Bogiem.
Czytaj Biblię ze świadkami inaczej będziesz błądzić.
Musisz skorygować swą wiedzę - Ignorancjo.
CDN
Miłujący prawdę (1541 punktów)
> "Dzieła Jehowy - od największego do najmniejszego - odsłaniają różne cechy Jego osobowości." (Miłośnik prawdy ... objawionej)
>O tak, ponownie odsyłam do Księgi Jozuego, ale i w innych rozdziałach widać tę fascynującą osobowość bożka semickiego.
>
Błądzisz. Ignorancjo.
>Chciałeś konkretów dotyczących przekłamań. A choćby właśnie wspomniane przeze mnie wadliwe dzieło stworzenia. Słoneczko będące źródłem światła stworzone w dniu czwartym, roślinki nie mogące żyć bez słoneczka w dniu trzecim. Koniec kropka. To, co byłeś uprzejmy zacytować o stworzeniu światła:
>" I Bóg zaczął nazywać światło Dniem, ciemność zaś nazwał Nocą. I nastał wieczór, i nastał ranek - dzień pierwszy"(Rodzaju 1:1-5)..
>
W relacji z pierwszego dnia stwarzania użyto hebrajskiego słowa 'or, oznaczającego światło w sensie ogólnym, natomiast w opisie czwartego dnia występuje słowo ma•'or′, odnoszące się do źródła światła.
>czytaj do skutku, aż zrozumiesz co to takiego było owo światło. Jeszcze nie widzisz? To dzień. Kolejna heca. Dzień bez Słońca.
>
Próżna z Tobą rozmowa.
>Ale naturalnie pan wszystko może, nawet stworzyć kamień, którego nie udźwignie, choć jest wszechmogący.
>
Kompletne bzdury opowiadasz. Ten filozoficzny, nie powiem głupi, bo raczej mówimy o osobie, która go wymyśliła - całkowicie pozbawiony jakiegokolwiek rozsądku i mądrości przykład, jest przez wielu ukochanym przykładem przeciw Bogu. Można go porównać do pytania: Czy woda utopi się w powodzi?
Tak, to prawda, ten przykład charakteryzuje Ignorantów - Czy to Twoja rodzina?
>A wiek Ziemi? Słońce jest starsze od Ziemi, a wedle twojej codziennej lektury do poduchy jest na odwrót. Trochę wiocha. Ale skąd Ty możesz o tym wiedzieć. Przecież miłujesz jedna prawdę - biblijną.
>
Na temat co kiedy i jak, człowiek może powiedzieć według swych teorii, a jak naprawdę było wie Bóg i nam przedstawił. Jednak człowiek by zrozumieć Słowo Boga musi być też odpowiednio nastawiony i posiadać określoną mądrość.
Opis biblijny nie jest dla wszystkich.
Czy wiele religii, w oparciu o przykłady z Biblii, nie nawołuje do przemocy?
A jednak czyni to, bo nic nie rozumie.
>A powiedz mi jeszcze robaczku dlaczego Twój bóg podyktował z błędem specyfikację ciał niebieskich? Pominął planety. O księżycu, słoneczku i gwiazdkach pogaworzył, o planetach zapomniał.
>
W czwartym dniu nastąpiły uderzające zmiany: " Wtedy Bóg mówił dalej: ‚Niech powstaną światła w przestworzu niebios, by oddzielały dzień od nocy, i mają być znakami, i określać pory roku i dni, i lata. Mają też być światłami w przestworzu niebios, aby rzucać światło na ziemię'; i stopniowo tak się stawało. Toteż przystąpił Bóg do czynienia dwóch wielkich świateł: większego światła jako władcy dnia i mniejszego światła jako władcy nocy; jak również gwiazd" (Rodzaju 1:14-16, Watts, kursywa nasza).
Do powierzchni naszej planety po raz pierwszy dotarło silniejsze światło. Z Ziemi stały się teraz widoczne jego źródła - Słońce, Księżyc i gwiazdy.
>Odpowiem, abyś nie męczył zwojów. A niby skąd pastuszek miał rozróżnić, że świecąca Wenus to planeta, a nie gwiazda. Z powierzchni Ziemi nie mógł rozróżnić bidulek. Świeciło jak reszta gwiazdeczek to i tak sobie zapisał MIT.
>
Ludzie czytający Biblię wierzący w Boga, dokładnie rozumieli o czym czytają. Te szczegóły które obserwowali potwierdzały treść.
Dzisiaj znajomość treści Biblii jest inna, bo i wiedza ludzka jest szersza, ale i to potwierdza prawdziwość treści zawartej w Biblii. Daje jednak dzisiejsza wiedza, ludziom nie znającym Boga, pole do kombinowania. Jednak to wszystko szczególnie mocno i niekorzystnie odbija się na nich samych.
To spośród tych ludzi rodzą się Ignoranci.
>Daruj sobie uszczypliwości pod mym adresem, bo po mnie to spływa.
>
Wiem o tym.
>Ignorantami są Tobie podobni, którzy brzydzą się myśleniem, a wszelkie niepokoje koją niezachwianą wiarą w starodruk. I czyń to sobie, ale na mieszanie w głowach innym mojego pozwolenia nie ma.
>
Wybacz, nie zabiegam o nie.
>Choćby z powodu skutków, do których doprowadza Wasz fanatyzm. O czym mówię? O tym w zdaniu kończącym:
> Baw się dalej i oby w Twej rodzinie nikt kogo kochasz nie potrzebował przeszczepu serca.
>
Kolejny temat który dotykasz, a który może wykazać kolejne rozległe pole Twojej Ignorancji.
Pozdrawiam
24-06-2009 23:29 
 Ocena 2 na 2
Ignorancja (4718 punktów)
Na dzisiaj króciutko drodzy czytelnicy.
Przypatrzcie się uważnie, cóż stworzył odkrywczego Miłośnik.
Ano gdyby myślał, a nie tylko tępo powtarzał zasłyszane na ich wieczorkach towarzyskich bzdury (ewentualnie wyczytane w periodyku Strażnica) to zauważyłby, że właśnie napisał megaidiotyzm.

Wyartykułował był:

W relacji z pierwszego dnia stwarzania użyto hebrajskiego słowa 'or, oznaczającego światło w sensie ogólnym, natomiast w opisie czwartego dnia występuje słowo ma•'or′, odnoszące się do źródła światła. (Miłujący prawdę)

A potem jeszcze się pogrzebał z kretesem:

Do powierzchni naszej planety po raz pierwszy dotarło silniejsze światło. Z Ziemi stały się teraz widoczne jego źródła - Słońce, Księżyc i gwiazdy. ( i ponownie tenże sam)

Księżyc nie jest źródłem światła, choć tak może się wydawać z powierzchni Ziemi. Nasz satelita jedynie odbija słoneczne światło.

Nie idźcie kochane dzieci ta drogą, bo między waszymi kośćmi skroniowymi, czołową i potyliczną jedynie echo będzie pobrzmiewać.

A wtedy zaczniecie się zachowywać jak na nawiedzonego przystało, dla którego krwawa jatka agresora Jozuego nie jest niczym zdrożnym o ile czyni się ją w imieniu pana. W tym wypadku byczka Jehowy.
Czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości dlaczego tak wiele przelano krwi w imię religii i wydumanych przez kilku cwaniaków boskich intencji ...

Myślę, że przykładu z bezbrzeżnym niedouczeniem tego co opisał stworzenie a'la biblia wystarczy. Mogłabym jeszcze dodać, że starożytni traktowali światło jako niezależny byt i nie do końca łączyli je ze Słońcem, jako jego źródłem w naszym dzisiejszym rozumieniu. Było to związane z jednym z najstarszych kultów, właśnie kultem światła. Bardzo rozpowszechnionym na starożytnym Bliskim Wschodzie. W sumie to rozumienie owego światła jako przede wszystkim światła dziennego jest najbliższe temu pojmowaniu. Dlatego w Mezopotamii czczono i rozróżniano rożne przejawy tejże jasności, m. in. światło poranka. To reminiscencje tych prastarych wierzeń odbijają się w biblijnym zerżnięciu i w zasadzie zostały bardzo jednoznacznie tam nazwane, co uwypukliłam w poprzednim poście.
Niestety łaska wiary nie pozwala niektórym dostrzec rzeczy wydawałoby się prostych jak budowa cepa.

Ci, którzy zadali sobie trud prześledzenia "dyskusji" oraz argumentacji stron obu na pewno wyciągnęli własne wnioski odnośnie "faktów" w biblijnym micie o stworzeniu.

W najbliższym czasie o ile nie zanudzam szanownych czytających zajmiemy się innymi biblijnymi niedorzecznościami.
MarcinK (9189 punktów)

>W najbliższym czasie o ile nie zanudzam szanownych czytających zajmiemy się innymi biblijnymi niedorzecznościami.

Nie zanudzasz.
25-06-2009 06:10 
 Ocena 1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>Na dzisiaj króciutko drodzy czytelnicy.
>
Myślałem, że chcesz ze mną rozmawiać, a ty to robisz dla oklasków?
>Księżyc nie jest źródłem światła, choć tak może się wydawać z powierzchni Ziemi. Nasz satelita jedynie odbija słoneczne światło.
>
Biblia jest napisana dla ludzi prostolinijnych, a słowa które wskazujesz napisane zostały w roku 1513 p.n.e. a dla ludu Bożego, który nie był tak wykształcony jak Ty dzisiaj.
Jestes taka mądrala, bo faktycznie dzisiaj Ty wiesz.
Noca gdy wędrowali po pustkowiach księżyc oświetlał ich drogę.
Rozumieli to, tak jak widzieli. To wystarczało. Pewnie na sympozjum naukowe, to Twoje widzenie tych kwestii, byłoby infantylne.
>Nie idźcie kochane dzieci ta drogą, bo między waszymi kośćmi skroniowymi, czołową i potyliczną jedynie echo będzie pobrzmiewać.
>A wtedy zaczniecie się zachowywać jak na nawiedzonego przystało, dla którego krwawa jatka agresora Jozuego nie jest niczym zdrożnym o ile czyni się ją w imieniu pana. W tym wypadku byczka Jehowy.
>
Popatrz raczej na to, co czynią dzisiaj narody, których poczynania wielokrotnie swym okrucieństwem przewyższają działania Jozuego.
W jednej z bitew I wojny światowej w ciągu niewielu godzin zginęło kilkanaście tysięcy żołnierzy, a już podczas II wojny światowej dwie bomby atomowe w parę sekund uśmierciły ponad 100 tys. ludzi.
Niektóre źródła szacują, że jeśli się uwzględni konflikty zbrojne między narodami, wojny domowe oraz mordy dokonywane przez władze na obywatelach własnych krajów, to łączna liczba zabitych w ostatnich stu latach wyniosła około 200 milionów ludzi.
Ponad 90 % ofiar wojen to osoby cywilne.
Czy jeszcze chcesz dalej podtrzymywać Twoje opinie o prawym i miłosiernym człowieku XX i XXI wieku? - to ważny element znaku końca tego systemu rzeczy.
Popatrz na świat? Czy ludzie dzisiaj maja zbyt mało inteligencji, dobrej woli, wyobraźni, by skutecznie dążyć i osiągać pokój na ziemi?
Sama widzisz, że są określone osoby i czynniki, wśród współczesnych ludzi, prowadzących wszystkich do zagłady.
>Czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości dlaczego tak wiele przelano krwi w imię religii i wydumanych przez kilku cwaniaków boskich intencji ...
>
Poświęć więcej czasu na zrozumienie. Krwi nie przelała religia prawdziwa, ale narody dające posłuch fałszywym prorokom i fałszywym duchowym przewodnikom..
Chodzi o zwodzicieli powołujących się na religię.
Czytasz: " I powstanie wielu fałszywych proroków, i wielu wprowadzą w błąd"(Mateusza 24:11).
Fałszywi prorocy rzeczywiście powstali, ale nie mają dla ludzi żadnej pociechy ani żadnej nadziei na przyszłość, nie potrafią wyjaśnić to co dzieje się z tym światem i ludźmi.
Bezsprzecznie są nimi stale demaskowani duchowni. Biblia bardzo mocno na nich wskazuje, bo to oni wiodą swych podopiecznych szeroką drogą ku zagładzie.
Jakże wielka wina krwi ciąży na tych fałszywych nauczycielach!
W pewnej książce napisano: " Kler nadał wojnie ogromne duchowe znaczenie i rozbudzał żądzę jej prowadzenia. (...) W ten sposób kościół stał się nieodłączną częścią machiny wojennej".
W obu wojnach duchowieństwo w pełni popierało walczące państwa i błogosławiło ich armie. Obie wojny rozpoczęły się na obszarze chrześcijaństwa, którego wyznawcy wzajemnie się mordowali.
Jest to następstwem krzewienia fałszywych nauk.
W Księdze Jeremiasza czytamy wypowiedź Jehowy o nich: " Nie posyłałem proroków, a oni jednak biegną; nie mówiłem do nich, a oni prorokują" (Jeremiasza 23:21 NŚ). Duchowni katoliccy nie zostali posłani przez Boga i nie nauczają Jego prawd. Potwierdza to również fakt, że występuje zastraszający analfabetyzm biblijny wśród ich wiernych, i tak naprawdę nie może być inaczej, bo księża i kaznodzieje karmią się świeckimi filozofiami.
To ukryci ateiści. Prawda o nich jest znana.
>Myślę, że przykładu z bezbrzeżnym niedouczeniem tego co opisał stworzenie a'la biblia wystarczy. Mogłabym jeszcze dodać, że starożytni traktowali światło jako niezależny byt i nie do końca łączyli je ze Słońcem, jako jego źródłem w naszym dzisiejszym rozumieniu. Było to związane z jednym z najstarszych kultów, właśnie kultem światła. Bardzo rozpowszechnionym na starożytnym Bliskim Wschodzie. W sumie to rozumienie owego światła jako przede wszystkim światła dziennego jest najbliższe temu pojmowaniu. Dlatego w Mezopotamii czczono i rozróżniano rożne przejawy tejże jasności, m. in. światło poranka. To reminiscencje tych prastarych wierzeń odbijają się w biblijnym zerżnięciu i w zasadzie zostały bardzo jednoznacznie tam nazwane, co uwypukliłam w poprzednim poście.
>
No widzisz sama sobie zaprzeczasz, popierając moje słowa.
Najważniejsze jest w Biblii to, że ten kto czyta o świetle dokładnie wie, że nie jest to jakieś bóstwo ale "jedynie" źródło światła jeden z wielu elementów Wszechświata stworzonego przez Boga, który ma na imię Jehowa.
Myślę, że Ty gdybyś żyła w czasach o których piszesz, byłabyś kapłanka w świątymni boga księżyca.
>Niestety łaska wiary nie pozwala niektórym dostrzec rzeczy wydawałoby się prostych jak budowa cepa.
>
Postaraj sie. Skoro już dzielisz sie z nami swymi słabościami, to powiem Tobie, że wielu myślało tak jak Ty, ale doszli do poznania prawdy.
Powodzenia. Popatrz bardziej samokrytycznie.
Pozdrawiam.
30-06-2009 15:23 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
Nie wiem od czego zacząć winnam, albowiem znowu tak wiele napisał.... O tym za chwilę czemu tak wiele pisze i na bieżąco, ja nie mam takiego pędu, stąd te moje przestoje w polemice.

Chyba zacznę od oklasków. Nie moi drodzy, nie czynię tego dla oklasków., jakby chciał to widzieć ktoś kto nazywa siebie "Miłującym prawdę", choć wgląd w prawdę jest mu odległy niczym astrofizykom wgląd we wnętrze czarnych dziur.
Ja nazywam to deratyzacją Ma ta nazwa głęboki sens, nie tylko ze względu na walkę ze szkodnictwem jaki nie ograniczany mógłby poczynić spustoszenia w niedoświadczonych umysłach. Osoby propagujące owo szkodnictwo biorą przecież udział w swoistym wyścigu szczurów o nagrodę, którą nazywają zyciem wiecznym. U Ś.J. motywacja do niestrudzonej gonitwy jest szczególnie duża. Przecież tylko 144 tys. dostąpi życia w niebie u boku Jezuska, tym mniej gorliwym zostanie jedynie ziemskie bytowanie, nieważne, że rajskie. Nagroda główna wielu i tak się wymknie, zważywszy, że tylko w Polsce ocenia się ilość członków na ponad sto tys., na świecie podobno jest ich kilka milionów. Niezłe obłożenie na jedno miejsce, a doliczyć jeszcze tych, co zeszli. No właśnie, co z nimi? Bo Strażnica jakoś tak kluczy w wyjaśnieniach. Zresztą cały ten pomysł jest wysokiej klasy idiotyzmem, a zmiany stanowiska papiestwa z Brooklynu , wymuszone poprzez fatalne ociąganie się Jehowy z zarządzeniem Armagedonu, są dobitnym dowodem na brak patentu naprawdę. Od 2007 zarzadziło owo ciałko nadzorcze i "natchniona" wykładnia "bożych" intencji, że o miejsce w niebie wyścig trwa i nie tylko ci sprzed 1935 roku mają szansę na zostanie pierwszymi baranami ...ups ...owcami. Zmiana ta jest rażącą w odniesieniu do wykładni propagowanej przez wcześniejszych kierowników z za wielkiej wody. No to ktoś się był pomylił. Czyżby nawaliła łączność z Jehową? A może po prostu należałoby logicznie przyjąć do wiadomości, iż wbrew zadufaniu o patencie na nieomylność doktryna Ś.J. jest o eony odległa od prawdy. Oczywiście pozostaje im nadal matacząc brnąć w idiotyzmy. Przecież nie mogą przyznać, że plany byczka są im nieznane. Każdy dobry akwizytor, by wcisnąć klientowi gówno musi odgrywać komedię pt. "pewność jakości oraz niepowtarzalności mego produktu". Na niektórych naiwniaków socjotechnika działa.
Nie dziwmy się w związku z powyższym, gdy uzer Miłujący "prawdę" siedzi niestrudzenie i stuka w klawisze wypisując swe epistoły. To jego sposób na załapanie się do grona wybrańców. Choć tu rodzi się taka dygresja.

Jak wszyscy doskonale wiemy Ś.J, jak zresztą większość wyznań, choć oni należa do wyjątkowo nieprzemakalnych, odsądzają naukę od czci i wiary. Brzydzą się nią, ale nie przeszkadza im to w żadnym razie korzystać z jej owoców. Choćby Internetu, czy komputera. Gdyby religijni byli nieskrępowanie odpowiedzialni za postęp siedzielibyśmy dzisiaj jeszcze w jaskiniach. Przecież wszystko, co człowiek wymyśla jest dla nich najpierw występkiem przeciwko ustalonemu porządkowi, wg. nich przez pana. I tak swego czasu byli np. przeciwko szczepionkom, zresztą podobnie jak inni wyznawcy, chociażby katolicy. Potem okazuje się, że nic się nie dzieje, w zaszczepionych nie wali byczek, albo Allach plagami. Wręcz przeciwnie. Wtedy uspokojeni podpinają się bez zażenowania pod dobrodziejstwa, zmieniając stanowisko. Bezwstydne, ale dla rozsądnych pouczające.

Bardzo możliwe, że za jakiś czas odmieni im się choćby w sprawie In Vitro. Właśnie. Wspomniany przeze mnie wcześniej urywek z biblii ( Księga Wyjścia 21: 22-23) jednoznacznie wskazuje na stosunek bożka do płodu. Jest on dla niego o wiele mniej wartościowy od życia kobiety, której ważność i tak w świetle biblijnych opowiastek wypada znacznie poniżej osobników płci męskiej. Skoro ów bożek ma tak lekceważący stosunek do płodu to zarodki z pewnościa stanowią dla niego rzecz jeszcze mniej istotną. Pech dla propagujących zapłodnienie pozaustrojowe polega na tym, że wszechwiedzący byczek Jehowa/Jahwe/Adonai/El(ohim) (dlaczego liczba mnoga?) nie przewidział szczegółów i nie podyktował skrybie biblijnemu jednoznacznego stanowiska w sprawie In Vitro, nazywając rzecz po imieniu. Więc sobie teraz wierzący błądzą w ciemnościach spekulując. Ponieważ jak wyżej brak jest jednoznaczności istnieje szansa, że kiedyś jakiemuś kierownikowi placówki w Watykanie, albo w Ameryce wpadnie do makówki inna interpretacja. Wtedy wypasane owce zaczną beczeć odmiennie.
30-06-2009 15:30 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
Cóz jeszcze nagryzmolił świadek byczka. Ano, że mity sumeryjskie są pokłosiem nauki jakiej udzielili potomstwu, w tym ludowi czarnogłowych, Adaś i Ewcia. Tylko ździebko to wychowanie im nie wyszło. Dzieciaczki czciły wielu bogów, a nawet tatuś Abrahamka bił pokłony Sinowi. Naturalnie dla potrzeb dobrego samopoczucia wierzący wymyślili wymówkę, iż za wszystkimi bozkami i tak kryje się jeden bóg. Wolno im. I tak nikt tego nie zweryfikuje. Bardziej jednak prawdopodobną w świetle odkryć archeologicznych jest wersja o włączeniu do mitów biblijnych znacznie starszych legend krążących po Bliskim Wschodzie. Najstarsze odkryte tabliczki klinowe z mitami, w tym o raju Dilmun, czy potopie z udziałem Zisiudry pochodzą z ok. drugiego tys. p.n.e., a biblijne dokumenty raptem z drugiego wieku p.n.e. Sumerowie o byczku Jahwe nic nie słyszeli. Kochali innych bogów. Zresztą i Izraelici byli politeistami, na co dowodów dostarcza sama biblia. Pełno w niej doniesień o odstępcach. Naturalnie po zwycięstwie, dzięki królowi Jozjaszowi (VII wiek p.n.e.- w kontekście jego dzieciństwa wzorcowy przykład indoktrynacji religijnej), kapłani Jahwe wzięli się do poprawiania historii ludu wybranego. Uwypuklając nadrzędną rolę swojego bożka (rzecz zrozumiała, chłopaki chcieli się pozbyć konkurencji do kasy) i rzekomy monoteizm. A przecież jeszcze w VIII wieku p.n.e. Jahwe rządził do spółki z boginią Orszat, co potwierdziło znalezisko z tego okresu ze stosowną inskrypcją w staro hebrajskim, wspominane przez np. takiego prof. Herzoga.
Reasumując. Pasterze kóz nie różnili się niczym od innych ludów, monoteizm był im obcy, dopóki cwani kapłani Jahwe nie przeforsowali swojego bałwana, zresztą zainspirowani Zaratustrą - reformator kultu Ahura Mazdy i główny pierwowzór dla postaci Jezuska. Za to włócząc się ze stadami chłonęli od innych kultur (Ugaryjczyków, Eblamitów, mieszkańców Mezopotamii) ich dorobek, po czym bezwstydnie zaanektowali go do własnych potrzeb bez podania źródeł. To się nazywa plagiat. Zwłaszcza, gdy przez stulecia próbowano wmawiać nam ich niepowtarzalność i oryginalność, oczywiście przypisując inwencję byczkowi Jahwe. Dopóki się sprawa nie rypła, m.in. za sprawą Georga Smitha, który odczytał mit babiloński o Utnapisztimie (część Eposu o Gilgameszu). Nieładnie. Przywódcy duchowi kłamczuszki.

Teraz gorliwi wyznawcy byczka dadzą się pokroić obstając przy starożytnych mitach jako prawdzie absolutnej, w dodatku w duchu monoteistycznym. Podyktowanej wedle tradycji Mojżeszowi, albowiem to on ma być pono twórcą pięcioksięgu. Nawet datę co bardziej nawiedzeni podają tego szczęśliwego wydarzenia: 1513 rok p.n.e.. Naturalnie autorstwo Mojżesza w tak szerokim zakresie jest bujdą na resorach, którą mogą podtrzymywać jedynie najbardziej skrajni ignoranci. A co mi tam : jedynie idioci do kwadratu.
Nie dość, że mamy do czynienia w biblii z ewidentnymi zdublowanymi wersjami tych samych mitów to jeszcze niektóre użyte słowa jednoznacznie wykluczają Mojżesza jako autora, gdyż w czasach, w których pono żył jeszcze nie egzystowały.
Odnośnie pierwszego:
Według Ksiegi Wyjścia Abrahamowi, Jakubowi i Izaakowi boziuchna nie wyjawiła imienia

3 Ja objawiłem się Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi jako Bóg Wszechmocny, ale imienia mego, Jahwe2, nie objawiłem im. (6:3)

Za to podług Genesis i owszem:

8 Stamtąd zaś przeniósł się na wzgórze na wschód od Betel i rozbił swój namiot pomiędzy Betel od zachodu i Aj od wschodu. Tam również zbudował ołtarz dla Pana i wzywał imienia Jego4. (Gen. 12:8)

Och. To czyjego imienia wzywał Abrahamek? Pytał dopiero o miano? Ależ skąd. Nie różnił się tu od innych starożytnych, którzy budowali ołtarze, by wzywać z nich imienia obranego bożka. Musiał więc patriarcha wiedzieć kogo wołać, aby przypadkiem nie odezwał się niechciany.

Takich kwiatków jest zresztą całe mnóstwo, choćby dubel ze stworzeniem. Miał Mojżesz sklerozę i zapominał, że już coś napisał w danej materii , w dodatku nieco inaczej? Po cholerę powtórki? A może to schizofrenia? No tak, to by wiele tłumaczyło...

W nawiązaniu do drugiego, pozwolę sobie na cytat z Księgi Kapłańskiej:

1 Dalej Pan powiedział do Mojżesza: 2 «Mów do Izraelitów i powiedz im: Jeżeli kto chce się uiścić ze ślubu, według twojej oceny dotyczącego jakiejś osoby wobec Pana, 3 tak będziesz oceniał: jeżeli chodzi o mężczyznę w wieku od dwudziestu do sześćdziesięciu lat, to będzie on oceniony na pięćdziesiąt syklów srebra według wagi przybytku. 4 Jeżeli chodzi o kobietę, to będzie ona oceniona na trzydzieści syklów. 5 Jeżeli chodzi o młodzież w wieku od pięciu do dwudziestu lat, to chłopiec będzie oceniony na dwadzieścia syklów, a dziewczyna na dziesięć syklów. 6 Jeżeli chodzi o dzieci w wieku od jednego miesiąca do pięciu lat, to chłopiec będzie oceniony na pięć syklów srebra, a dziewczynka na trzy sykle srebra. 7 Jeżeli chodzi o ludzi starszych w wieku od sześćdziesięciu lat wzwyż, to mężczyzna będzie oceniony na piętnaście syklów, a kobieta na dziesięć syklów. 8 Jeżeli jednak ktoś jest tak ubogi, że nie może spłacić według twego oszacowania, to postawi osobę ślubowaną przed kapłanem, a ten ją oszacuje. Według możności tego, który ślubował, kapłan ją oszacuje.

Interesująca ta kwestia sykli. Co prawda biblijni entuzjaści naciągają twierdząc, po części słusznie, że rozchodzi się o miarę wagi, co potwierdzałby niniejszy fragment:

...22 Ale gdy się wielbłądy napiły, wyjął kolczyk złoty wagi pół sykla2 oraz włożył na jej ręce dwie bransolety złote ważące dziesięć syklów... (Gen. 24:22)

Ale w takim razie dlaczego nie ma w pierwszym cytowanym urywku słowa "natchnionego" doprecyzowania o czego sykle się rozchodzi. W końcu to rzecz niebagatelna odmierzyć wiadro srebra, albo wiadro złota.
Ponadto w innym miejscu czytamy:

... 16 Abraham przystał na żądanie Efrona. Odważył więc Efronowi sumę, którą ten wymienił w obecności Chetytów: czterysta syklów srebra, jakie były wówczas w obiegu...(Gen. 22:16)
30-06-2009 15:43 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
W obiegu??? W obiegu to są monety. A monet za czasów Abrahamka nie znano, za czasów Mojżeszka takoż nie. I to jest bardzo istotne, ponieważ archeolodzy są zdania (na bazie rzetelnych badań, a nie wiary), że tego rodzaju płatności zostały wynalezione gdzieś dopiero ok. VII wieku p.n.e. przez: tu zdania są podzielone, Fenicjan lub Lidyjczyków. Ja skłaniam się ku drugiej wersji. Ale, ale.... Eureka. Znowu ten VII wiek p.n.e., no tak przydupasy Jozjasza już mogły znać monety.

Jakby tego było mało to przypomnę taki drobny szczegół. Co prawda nie neguje on polotu Mojżeszka, ale wpływa niepozytywnie na ujęcie bajeczki o arce Noego. Noe wziął na swoją łajbę zwierzątka czyste i nieczyste (tu też w biblii egzystują dwa warianty mitu, np. dotyczące momentu wejścia na arkę, raz włazi na wspomnianą łajbę na siedem dni przed potopem, a potem okazuje się, że jednak w dniu potopu). Tylko, że zieziatek podział na czyste i nieczyste pan podyktował dopiero Mojżeszkowi. Noe o tym wiedzieć nie mógł. Abstrahuję przy tym, jak te nieczyste samce i samice przeżyły w obecności drapieżników okres lęgowy. Wystarczyłoby, aby taki lew , albo lis pożarł samiczkę zajączka (według biblii nieczyste zwierzątko) i koniec snu o przedłużeniu gatunku. No ale nie takie numery pan odpieprza.

Powróćmy do meritum mojej "konwersacji" ze Ś.J., mianowicie schematem stworzenia. Po pierwsze primo to stosuje ów miłujący prawdę inaczej tanie chwyty pisząc, że ja sobie w czymś zaprzeczam, a jemu przyznaję rację. Ależ skąd. Ja tylko podałam prawzory kultu światła. Nie zmienia to w żadnym razie przekazu biblijnego, w którym jak wół stoi, że boziuchna stworzyła dzień i noc. Już nie cytuję, każdy może sobie zaglądnąć do biblii online. No nie byłoby w tym nic niestosownego. Pastuchy (lub jak ujmuje mój uwielbiany przeze mnie kolega dymacze kóz) dostrzegły pory doby. Brawo. Tylko do tego nie była potrzebna objawioność, a jedynie para oczek. Kłopot w tym, że pory doby są uzależnione od gwiazdy naszego układu planetarnego, czyli Słoneczka, a tego jeszcze długo (dni trzy) nie było.

Pan Miłujący prawdę ucieka się do kolejnego taniego chwytu, pisząc, że bóg nie mógł inaczej wytłumaczyć, bo ówcześni słuchacze nie zrozumieliby. No chyba nie byłoby dla nich specjalną różnicą, gdyby pogadankę ujął w ramach prawd, które współcześnie nie są nam obce. Raczej nie zmieniłoby ich zrozumienia, gdyby jednak zechciał majsterkowanie przy Słoneczku przesunąć na dzień trzeci, a trawkę i inne zielsko po nim. Takie upierdliwe typy jak ja nie miałyby podstaw do niezadowolenia. Ponadto ów pan Miłujący prawdę przytoczył rok 1513 p.n.e. jako czas gdy Mojżesz zabawił się w sekretarkę. Nie twierdzę, że z dyktafonem. I jednym tchem wyłuszcza, że ówcześni ponownie nie zrozumieliby różnicy pomiędzy źródłem światła, a jego odbiciem. A to interesujące. Epoka brązu trwa i rozkwita w rzeczonym 1513 roku p.n.e., znane są z wykopalisk Onego okresu zwierciadła dla próżnych niewiast. Bardzo łatwo byłoby pastuszkowi, który ponoć bywał na dworze faraona, wyłuszczyć zjawisko. Nie wspominając, że kapłani takiego Amona to niejedno zjawisko astronomiczne potrafili objaśnić, a przynajmniej zaobserwować.

Idźmy dalej. Pan Miłujący prawdę w zaparte wartościuje ludobójstwo. Podaje na to kolejny żenujący argument z gatunku tanich chwytów, tym razem pod tytułem: a u was biją murzynów. No może niekoniecznie u nas, ale u innych wierzących w to samo pisemko. Faktycznie. Armie III Rzeszy szły do ataku z napisami "Gott mit uns", podobnie jak Jozue, tyle, że nie na pasku. Całość jego wynurzeń jest tym bardziej żałosna, gdy na podstawie archaicznego tekstu jego sekta również przelewa krew i przeciwstawia się zawołaniu "nie zabijaj" odmawiając swoim współplemieńcom prawa do transfuzji, przeszczepów serca, a do niedawna jakichkolwiek przeszczepów.
I na koniec takie pytanie. Przyznaję z ręką na sercu, że nie wiem, albowiem nie uprawiałam seksu z żadnym świadkiem Jehowy.
Czy dokonujecie obrzezania napletków? Jeżeli nie to występujecie przeciwko zakonowi (prawu) podyktowanemu Mojżeszowi.

10 Przymierze, które będziecie zachowywali między Mną a wami, czyli twoim przyszłym potomstwem, polega na tym: wszyscy wasi mężczyźni mają być obrzezani; 11 będziecie obrzezywali ciało napletka na znak przymierza waszego ze Mną. (Genesis 17:10-11)

Miłego dnia. A w razie nie poddania się do tej pory zarządzeniu pana poszukać radzę sterylny kozik.W razie czego nadmieniam, że ogień ma moc oczyszczającą, gdyby zabrakło takiego na przykład autoklawu. W sytuacji awaryjnej proponuję zaopatrzyć się w Aldesan E, doraźny ale skuteczny środek tzw. dezynfekcji głębokiej.

P.S.

Dziękuję Panu Zbyszkowi za pewna przekazana mi sugestię. Postaram się niedociągnięcie naprawić w najbliższym czasie. Jak również zaznajomić się z możliwościami technicznymi tego forum.
jak wyzej (4718 punktów)
Witam bardzo serdecznie.
Kilka razy przymierzałam się do skomentowania czegoś na tym forum, ale nie bardzo odpowiadają mi rozwiązania w budowie strony. Uważam, że forum jest mało czytelne, choc może to kwestia przyzwyczajenia. Ale ad rem.

Zafascynowała mnie dyskusja z niejakim AtreYOU. Podziwiam interlokutorów za wytrwałość w dyskutowaniu z ... (tu się ocenzurowałam). Mam nadzieję znaleźć odrobinę czasu, by odnieść się do kilku jego puent. Niektóre sa wysoce obiecujące. Naturalnie mam świadomość, że fanatyka nic nie przekona, a zarzuty, którymi beztrosko szermuje mógłby przy odrobinie krytyki wobec własnej osoby odnaleźć w swej fascynującej osobowości. Jeżeli będzie pragnął polemiki, bo nie widać aktywności wśród ostatnich wpisów, to na początku, by nie było wątpliwości zobowiązuję się w kontaktach bezpośrednich używać zwrotu pan AtreYOU. Pobieżnie zaznajomiłam się z jego wynurzeniami, ale wystarczyło, by dotarło do mnie, że jak z kimś brudzia nie pił to prosi o zwracanie się w takiej formie. Naturalnie kpię sobie. Jak ktoś juz nauczył sie obsługiwać PC, serfowac po necie to winien także zapoznać się z netykietą. W świecie wirtualnym raczej preferuje się używanie 2 osoby l.poj. i l. mn., a używanie zwrotów pan, pani, etc. może własnie zostać uznane za ironię (zjadliwą).
Ponieważ jak wyżej przypadek pana AtreYOu uważam za warty głębszego pochylenia uczynię to gdy będe dysponowac większą ilością czasu.

Na dziś pragnę odnieść się do:

Bóg Nowotestamentowy zamienia krwawą ofiarę ze zwierząt, na bezkrwawą ofiarę Eucharystyczną, czyli mszę świętą. (Witold Losek)

Piękne, ale zdaje się raczyłeś zapomnieć o pewnym drobnym wyjątku, acz kluczowym dla całego chrześcijaństwa. Ukrzyżowanie Jezusa. Ten bestialski akt równiez nazwiesz bezkrwawą ofiarą? Otóż milutki, przejrzyj na oczki. Smutna prawda jest taka, że wbrew głośno lansowanym interpretacjom bóg nowotestamentowy nie różni sie niczym od starotestamentowego. To ten sam okrutnik.
W dodatku, tuszę, że znasz biblię, więc jeśli się mylę to mnie popraw łaskawco. Czy aby właśnie nie cała ta szopka z koniecznością ukrzyżowania syneczka nie zaprzecza temu o czym piszesz m. in. takiemy słowy:

Bóg chrześcijan, stworzył człowieka i dał mu wolną wolę - tak wierzymy ( nie wiemy! wierzymy!) Dał mu wolną wolę i co za tym idzie możliwość wyboru drogi. (ponownie Witold)

A przypomnij sobie rozmowę syna z tatusiem w ogrójcu. I jak w takim razie wyglada wolna wola chociazby takiego Judasza? Ktos musiał odwalić czarna robotę, by stało się zadość chęciom "boskiego" rodzica.

Jeśli nie mamy Wolnej Woli, to trudno w ogóle używać pewnych słów i zwrotów, bo one całkiem zmieniają swój sens.

A tu to się nawet zgodziłabym.

I jeszcze moja prośba niezmierna do kogoś Miłującego Prawdę o rozwinięcie jego poniższej myśli:
W przypadku prawdy do określenia której korzysta się z informacji od Boga, liczba źródeł nie ma znaczenia - prawda jest jedna.

Zaintrygowało mnie niezmiernie coż to za prawda. Przyznam, że na bazie tak krótkiego wyrażenia swoich przemyśleń, póki co uciekają one przed mą percepcją.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365