Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dowód na nieistnienie Boga?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
16-11-2011 20:17Maciej.Ł (24 punktów)Dowód na nieistnienie Boga?
Ocena 5 na 5
Witam
Interesuję się trochę fizyką oraz ostatnio także szeroko rozumiany pojęciem Boga i wiarą w niego.
Często w dyskusji z wierzącymi napotykam się na stwierdzenie: "Nie ma dowodu na nieistnienie Boga". To zdanie jest, wiadomo, bez sensu, co powoduje że nie można mu ostatecznie i niepodważalnie zaprzeczyć.
Ale wydaje mi się że "znalazłem" coś co mogłoby tym dowodem być.
A mianowicie George Berkeley sformułował logiczny dowód na istnienie Boga. Okazuje się jednak że jest tak naprawdę jest dowodem na jego nieistnienie. W skrócie mówiąc według Berkeleya wszechświat istnieje, ponieważ jest ciągle obserwowany (przez Boga). Prawa mechaniki kwantowej mówią jednak (jeśli dobrze rozumiem), ze cząstka elementarna znajduje się we wszystkich możliwych położeniach jednocześnie, dopóki jej nie zaobserwujemy. (Zasada nieoznaczoności Heisenberga mówi także o dokładności z jaką możemy ją "zaobserwować")
Według mojego rozumowania, oznacza to że NIKT jej nie obserwuje przez cały czas.
Moim zdaniem może to być dowodem na nieistnienie Boga (jakim określają go religie).
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 Dalej..
#151
14-12-2011 21:36
 Ocena 5 na 5
maruda (5550 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
>Chciałbym, jako non-teista i agnostyk, podjąć próbę jako-tako obronienia niepopularnej opinii - "Ateizm to wiara".

Znajomy postanowił sobie zażartować ze mnie i opowiedział niemożliwą historyjkę. Podczas ostatnich wakacji, gdy przebywał u znajomych w Alpach wywieźli go nad pochyłe jezioro. Jezioro miało taflę wody tak pochyłą, że łódki niezbyt dobrze przymocowane na wyższym brzegu, samodzielnie spływały na niższy brzeg tego zbiornika wodnego i było to spowodowane tylko i wyłącznie pochyłością tafli jeziora. Posługując się sposobem rozumowania który podałeś wyżej nie mogę stwierdzić że to oczywista bujda, to jest działanie intuicyjne, bezrozumne.

Jak powinienem postąpić?

a) Jeżeli kolega nie przyzna się samodzielnie, to nie mogę mu tak zwyczajnie zarzucać kłamstwa.

b) Znajomy nie znał dokładnego położenia, zostaje mi samemu zbadać wszystkie zbiorniki wodne większe od kałuży w całych tamtejszych górach.

c) Przeprowadzić gruntowne badania nad mechaniką płynów i udowodnić że na całej kuli ziemskiej podobne zachowanie nie jest możliwe, to jest nawet bardziej pracochłonne niż b.

> I tak to wierzący muszą udowodnić, że Bóg istnieje, ale ateiści muszą udowodnić, że nie istnieje.

Udowadnianie prowadzi to do punktów a, b i c. O ile klepnięcie jakiejś bzdury bezrozumnie jest proste. To udowodnienie, że ta bzdura jest tylko wymysłem klepiącego to już wymagająca dużego nakładu praca. Ta nierównowaga oznacza że jedna strona jest bardziej uprzywilejowana, w tym wypadku wierzący, dlatego o ile nie umieją udowodnić swojej tezy pozostaje ona wyłącznie bzdurą.

#152
14-12-2011 21:42
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
W odpowiedzi Brzostowski
>>Nie, dlatego, że omawiając hipotezę Gumisiów zastrzegłeś, że mają to być TE właściwe, opisane i zilustrowane Gumisie. Bądź konsekwentny.
>>Albo TE Gumisie i TEN bóg, albo JAKIEŚ Gumisie i JAKIŚ bóg.
>Masz rację. Ale gdybym od początku zdefiniował boga jako jakiegoś innego (wtedy były to TEN), a Gumisie konkretne to by znaczyło że prawdopodoieństwo istnienia tego Boga jest większe niż tych konkretnych Gumisiów?
Ale czy nie uważasz, że nie da się tego porównać?
To jakby porównywać prawdopodobieństwo spotkania jakiejś kobiety i jednego konkretnego mężczyzny, i na podstawie różnicy określić, że szanse na istnienie kobiety są większe.
Porównując cokolwiek, musisz zastosować takie same założenia, o ile chcesz dojść do sensownych wniosków.

>>>To byłabyś skłonna dać mu większe szanse na istnienie niż Gumisiom?
>>Niż Gumisiom, które zdefiniujemy tak:
>>niewysokie istotki, pokryte krótkim futrem, inteligentne i rozmowne, żyjące w wykopanych tunelach?
>>Nie. Uważam, że takie istoty mogą istnieć gdzieś, w innych obszarach Wszechświata.
>Czyli rozumiem, że prawdopodobieństwo istnienia Boga którego zdefiniowałem nieco później (jakiegoś) uważasz za większe niż tych konkretnych Gumisiów, a równe prawdopodobieństwu istnienia powyżej zdefiniowanych przez Ciebie Gumisiów?
Przeciwnie.
Tezy o konkretnym Gumisiu i jakimś bogu są nieporównywalne.
Jeśli chodzi o jakiegoś Gumisia i jakiegoś boga, śmiem twierdzić, że jakieś Gumisie mogą być nawet bardziej prawdopodobne: wiemy, że życie przynajmniej raz powstało, wiemy, że przynajmniej raz powstała złożona inteligencja, nie ma powodu, aby inteligentna istota nie miała niskiego wzrostu i miękkiego futerka, i nawet misiowatego pyszczka.

>>Zgodnie z TE coś złożonego powstaje z czasem, z czegoś prostego. A zatem bóg, jako złożona struktura powinien powstać dopiero po strukturach prostszych, jak bakteria.
>>Nie spodziewamy się bowiem, żeby złożone funkcje mogły wynikać z niezłożonej struktury.
>Zgadzam się, ale nie wiemy ile to jest "z czasem", nie wiemy czy to nasze bakterie ziemskie, itd. Świat ma już tyle lat , że niewykluczone jest iż już coś takiego jak bóg mogło wyewoulować?
Tak, nie wiemy. Ale niemal na pewno wiemy, że w takim ujęciu bóg nie byłby kreatorem, a wynikiem ewolucji.
A więc na czym miałaby polegać jego boskość?

>Zatem jest pewna przesłanka, oparta na naukowej teorii (podobnie jak t. złożoności) że Bóg może istnieć.
>Takich przesłanek nie ma w stosunku do Gumisiów. Dlatego pozostaję przy swoim.
Przeciwnie. Nie znamy precedensu powstania boga.
Ani żadnego żyjącego osobnika o definiowanych cechach. Nawet jakiś.
A co do cech Gumisiów?
1) wiemy, że może powstać gatunek inteligentny.
2) wiemy, że gatunek inteligentny może cechować się niskim wzrostem
3) nie znamy powodu, aby inteligentny gatunek nie mógł przypominać misia

#153
14-12-2011 22:16
 Ocena 5 na 5
maruda (5550 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
W odpowiedzi Brzostowski
>Najzabawniejsze jest to, że stawiając naukowe pytanie: Czy Bóg istnieje, otrzymujemy odpowiedź, że raczej na pewno nie.

Co rozumiesz przez "naukowe pytanie: Czy bóg istnieje". O ile mi wiadomo to żadna z nauk nie zajmuje się tą kwestią. Teologia chrześcijańska jest chyba jedyną nauką zdolną do postawienia tego pytania. Problem polega na tym że jest to jeden z jej aksjomatów i nie może stawiać takiego pytania, odpowiedź twierdząca jest dla niej pewnikiem.

>O to, o co walczę tutaj, to próba zrozumienia postawy człowieka - racjonalisty, który uważa, że w takim samym stopniu uprawnione jest zdanie:
>Gumisie raczej na pewno nie istnieją...

W tym podejściu popełniasz nadużycie. Korzystasz z techniki którą najlepiej chyba wyjaśnia: "każdy mądry się ze mną zgodzi, a ty chyba nie chcesz być zaliczony do głupich, czyli zgadzasz się ze mną". Nie tyle chcesz zrozumieć co przypinasz łatkę nieracjonalnego zachowania temu z czym się nie zgadzasz i z uporem promujesz własną tezę:

> Po prostu racjonalizm nie może z góry wykluczyć istnienia czegokolwiek, bo przestaje być racjonalizmem.

Teza o istnieniu Boga ma prawo bytu tylko jeżeli jest nowa niezbadana. Niestety dla ciebie została już i przez starych i przez nowych ateistów wielokrotnie poruszana.

> A sam Dawkins określa szanse istnienia Boga na 1%, zatem czy też Gumisiów? Nie sądzę.

W swoim postępowaniu zakładasz że Dawkins jest dla wszystkich ateistów świętym nienaruszalnym wzorcem do którego wszyscy ateiści dążą, nie jest. Nie jest też skałą która służy za podwaliny wszystkim ateistom. Jest o tyle ważny że jego poglądy są powszechnie znane.

#154
15-12-2011 08:30
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
W odpowiedzi Brzostowski
>dopuszczasz prawdopodobieństwo (choćby małe) istnienia Boga
Skoro piszesz "Bóg", to masz na myśli konkretnego boga, zwanego Bogiem, tego judeochrześcijańskiego, którego imię zapisuje się jako YHWH. A w takim razie niby dlaczego jego istnienie ma być bardziej prawdopodobne niż istnienie np. Ptaha ? Podejrzewam, że Ptah może być nawet starszy od Boga. Zostaw Gumisie, zajmij się Ptahem. Czy istnienie Ptaha jest bardziej prawdopodobne niż istnienie Boga? TAK czy NIE?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.

#155
15-12-2011 10:22
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
W odpowiedzi Brzostowski
> niektóre współczesne teorie (teoria złożoności) nie wykluczają istnienia Boga (jako bytu który wyewoluował). To oczywiście zmienia definicję Boga wskazaną przeze mnie pierwotnie, [...]

Tutaj widzę sedno tej dyskusji: problem jest w określeniu czym jest Bóg. Jeżeli trzymać się tradycyjnego opisu Boga, tak jak to dość szczegółowo robią główne religie, to szanse na istnienie takiego Boga są praktycznie zerowe. Jeżeli natomiast rozumieć Boga jako bliżej nieokreślone niewiadomoco, tak jak to na przykład robi panteizm, to taki Bóg ma bardzo duże szanse istnienia.

Postęp wiedzy natomiast polega na czymś wręcz odwrotnym: im bardziej szczegółowa jest teoria, tym lepiej trzyma się rzeczywistości. Aby więc uwiarygodnić istnienie Boga, należałoby doprecyzować jego opis i to tak, żeby był on zgodny z całym obecnym stanem wiedzy. No ale skoro się nie da...

Aleksander Rozbiewski (67 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
W odpowiedzi maruda
>>Chciałbym, jako non-teista i agnostyk, podjąć próbę jako-tako obronienia niepopularnej opinii - "Ateizm to wiara".
>Znajomy postanowił sobie zażartować ze mnie i opowiedział niemożliwą historyjkę. Podczas ostatnich wakacji, gdy przebywał u znajomych w Alpach wywieźli go nad pochyłe jezioro. Jezioro miało taflę wody tak pochyłą, że łódki niezbyt dobrze przymocowane na wyższym brzegu, samodzielnie spływały na niższy brzeg tego zbiornika wodnego i było to spowodowane tylko i wyłącznie pochyłością tafli jeziora. Posługując się sposobem rozumowania który podałeś wyżej nie mogę stwierdzić że to oczywista bujda, to jest działanie intuicyjne, bezrozumne.
>Jak powinienem postąpić?

Mamy prawa fizyki które przeczą takim zjawiskom. Dotąd nie spotkaliśmy pochyłych jezior i znalezienie jednego musiałoby przeczyć istniejącym prawom, lub, należałoby znaleźć wyjątek od reguły, ew. zmienić samą regułę. To nic innego jak dowodzenie naukowe, które opiera się na teoriach, które to, jeżeli zajdzie taka potrzeba, zmieniamy by pasowały do zaistniałych dowodów ze świata materialnego.

>Znajomy postanowił sobie zażartować ze mnie

A więc okłamał celowo - zgodnie z tym, co mówiłem wcześniej o bajce którą wciskamy świadomie.

>a) Jeżeli kolega nie przyzna się samodzielnie, to nie mogę mu tak zwyczajnie zarzucać kłamstwa.

Oczywiście że możemy. Ale nie będziemy mieli DOWODU na to, że kłamie; nie powiedziałem że nie możesz zarzucić mu kłamstwa.

>b) Znajomy nie znał dokładnego położenia, zostaje mi samemu zbadać wszystkie zbiorniki wodne większe od kałuży w całych tamtejszych górach.

Albo polegać na doniesieniach - zwyczajnie wpisać w wyszukiwarce "pochyłe jeziora".
Nagle się okaże, że pochyłe jeziora istnieją - na skutek anomalii magnetycznych. Być może. Bo szerszego opisu nie znalazłem, ale takie wytłumaczenie jest w miarę prawdopodobne. Jedyny punkt, w którym kolega istotnie mógł okłamywać to "podkoloryzował" pochyłość do stopnia, w którym łódki "ześlizgują się" po tafli wody przez ową pochyłość.

>c) Przeprowadzić gruntowne badania nad mechaniką płynów i udowodnić że na całej kuli ziemskiej podobne zachowanie nie jest możliwe, to jest nawet bardziej pracochłonne niż b.

Albo odnaleźć inne odniesienia - nie do mechaniki płynów, ale do pola magnetycznego, anomalii, grawitacji (np. Księżyc). Nawet na geografii w szkołach średnich uczą, że różnica poziomu wody między dwoma połączonymi zbiornikami wodnymi (morzami) może być ogromna. Mamy na Ziemii wiele anomalii i ciekawostek, które są jak najbardziej wytłumaczalne w sposób racjonalny, ale z powodu swojej specyfiki przeczą naszemu "zdrowemu rozsądkowi". Problem w tym, żeby się przestawić na "inne myślenie" tj. "ja zawsze mogę się mylić, lepiej to sprawdzić". Istotną pracą nie jest jak wskazałeś badanie badanie samej mechaniki wody - bo to tak, jakby czytać Biblię i próbować z tego wywnioskować coś racjonalnego, ale odwoływanie się do innych źródeł, które mogą być powiązane/mieć wpływ na dane zjawisko. (tak jak z Biblią - teksty historyczne, które mogłyby wskazywać na to, że żył sobie jakiś tam gość imieniem Jezus)

>Udowadnianie prowadzi to do punktów a, b i c. O ile klepnięcie jakiejś bzdury bezrozumnie jest proste. To udowodnienie, że ta bzdura jest tylko wymysłem klepiącego to już wymagająca dużego nakładu praca. Ta nierównowaga oznacza że jedna strona jest bardziej uprzywilejowana, w tym wypadku wierzący, dlatego o ile nie umieją udowodnić swojej tezy pozostaje ona wyłącznie bzdurą.

No ja się ze wszystkim zgadzam. Ale znowu: To my stawiamy antytezę - "Bóg nie istnieje" - zatem to my ją udowadniamy. Chrześcijanie mają swoją tezę - "Bóg istnieje" i średnio się kwapią, żeby ją udowodnić. Ta nierównowaga w dowodzeniu może być tylko przejawem tego, kto jest pracowitszy i komu tak naprawdę zależy na wyjaśnieniu sprawy.

>dlatego o ile nie umieją udowodnić swojej tezy pozostaje ona wyłącznie bzdurą.

Już pisałem - póki nie znajdziemy właściwych przesłanek, dowodów na to, że ktoś mógł celowo coś zmyślić, póty nie możemy być całkowicie pewni. Możemy powiedzieć że to bzdura - nikt nam nie broni Najlepszym sposobem jest znalezienie rzeczy na którą się powoływał (patrz: krasnoludki) i odkrycie prawdziwej natury owej rzeczy, zgodnej z prawami fizyki itd. Ludzie naprawdę rzadko wymyślają jakieś bajki z własnej inwencji twórczej - jest cała masa dowodów na to, że istotnie - stworzenia bajkowe jak enty, pegazy, diabły i wszystko inne co sobie wymyślili - istnieje w świecie rzeczywistym, tylko że jako anomalie i często innymi "parametrami" czy też cechami jakie w przypływie uniesienia świadkowie im nadali. Weźmy enty, albo nagi - był "człowiek-drzewo" z Indii, który rzeczywiście mógł komuś przypominać drzewca, w muzeum w Japonii istotnie jest zachowane "ciało" czegoś, co wygląda jak naga czy syrena - a co może być zwykłą mutacją.

Bardzo często ludzie, którzy wierzą w takie bajkowe stwory zapominają dodać o przesłankach (i ich źródle) które o nich usłyszeli. W ten sposób rodzi się dezinformacja i "nieświadome" wprowadzanie w błąd.
Najstarsze części Biblii zanim zostały zapisane, były przekazywane przez ludzi ustnie - margines błędu rośnie. Napisali ją również ludzie, o bardzo dawnej mentalności, dlatego możemy znaleźć kwiatki, które są całkowicie sprzeczne z naszą dzisiejszą wiedzą - (Biblia o: nietoperzach, parzystokopytnych, królikach i nie tylko). W końcu Bóg który do nich gadał nie musiał im wspominać o dinozaurach - a Ci, którzy bezkrytycznie przyjmują Biblię uważają to za koronny argument przeciw ewolucji.

Ja jako agnostyk się do tego wszystkiego nie ustosunkowuję, bo nawet nie ja, ale cały glob sceptyków nie ma wystarczających dowodów na ostateczne nazwanie religii bzdurą i o tym było to wszystko.

#157
15-12-2011 18:00
 Ocena 8 na 8
Elka I Ponura (7473 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
W odpowiedzi Brzostowski
To ja ci powiem grzecznie: nie dopuszczam możliwości istnienia bogów. Dowolnych. Są elementem zbędnym w mechanice życia. Bogowie to buraki w pomidorowej - nie mają racji bytu.

Dziękuję.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin

#158
15-12-2011 18:36
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
W odpowiedzi Elka I Ponura
>To ja ci powiem grzecznie: nie dopuszczam możliwości istnienia bogów. Dowolnych. Są elementem zbędnym w mechanice życia. Bogowie to buraki w pomidorowej - nie mają racji bytu.
>Dziękuję.
Buraki w pomidorowej?!

Albo ogórek kiszony w dżemie?

Boziu, nawet ja teraz nie mam takich skojarzeń!
Uśmiechnęłam się, a za taki uśmiech zawsze wypada podziękować.
I popieram

tom2010 (352 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
Wierzący mają duży problem w zdefiniowaniu ich bogów. Prawdę mówiąc nie wiedzą kim są ci bogowie, tylko powtarzają ich nazwy jak jakiś slogan. I mają nietypowe stany uczuciowe gdy usłyszą hasło lub nazwę religijną, lub gdy śpiewają.

Dopóki nie ma definicji to nie można w ogóle próbować zrobić dowodu na nieistnienie bogów. Bo gdy już taki dowód zrobisz, to wierzący stwierdzi, że to co obaliłeś to wcale nie są bogowie w których on wierzy. Np. jeżeli udowodnisz że dany bóg nie może być rownocześnie miłosierny i sprawiedliwy, bo miłosierdzie jest rezygnacją ze sprawiedliwości, to wierzący powie np. że jego bóg jest tylko sprawiedliwy.


#160
18-12-2011 14:32
 Ocena 1 na 1
tom2010 (352 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
W odpowiedzi bohandas

>Jeśli czegoś nie potrafisz udowodnić, a mimo to uznajesz za prawdę, to nie pozostaje >Ci nic innego jak przyjąć to na wiarę, więc ateiści też są wierzącymi, tylko wierzą w >co innego.

Główna i najszersza definicja ateizmu to brak wiary w bogów. To wszystko, więcej nie trzeba. Nie jest istotne czy brak wiary jest wynikiem aktywnej, niezłomnej wiary w nieistnienie bogów ("silny ateista") czy tylko brakiem dowodów na istnienie bogów, z otwartością na zmianę zdania gdy takie się pojawią ("słaby ateista"), albo po prostu w ogóle brakiem informacji o religii lub zerowym zainteresowaniem tym tematem z zerowym czasem poświęcanym mu.

Tylko taka definicja pozwala na objęcie całego zbioru ludzi pojęciami teista = posiada wiarę w min. 1-go boga, ateista = nie posiada wiary w żadnego boga. Tylko wówczas teiści + ateiści = ludzkość. Inne definicje są niekompletne (nie uwaględniają ludzi nie posiadają wiary w bogów, jak też nie posiadają wiary w nieistnienie bogów).


tom2010 (352 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
W odpowiedzi Marek Matejewski

>Właśnie dopóki nie ma dowodu na istnienie Boga tak długo istnieje sens wiary. Gdyby >pojawił się niezbity dowód na istnienie jakiegoś Boga wówczas wiara straciłaby rację >bytu - mielibyśmy do czynienia z wiedzą. A wiedza nie potrzebuje już wiary bo >po co?

Czy wiem, że mój komputer jest sprawny?
Tak.
Czy wierzę, że mój komputer jest sprawny?
Tak.

Gdzie jest problem?

Druga sprawa to to, że powszechne rozumienie słów "wiedza" i "pewność" jest dużo słabsze od naukowego. Np. ktoś twierdzi, że wie, że X jest jego ojcem. Ale z punktu widzenia naukowego może to powiedzieć dopiero po badaniach genetycznych.


> To tak jakbyś powiedział "wierzę w istnienie gwiazd" - ale przecież masz dowody na
>ich istnienie. Dlatego zdanie "wierzę w istnienie gwiazd" brzmi absurdalnie.

Chodzi ci o to, że wierzysz, że te świecące kropki na niebie to są masywne skupiska materii, w których zachodzą reakcje termojądrowe? A wierzysz głównie dlatego, bo ci nauczyciele i naukowcy tak powiedzieli? Co wydało się wiarygodne, bo wierzysz, że oni mają dowody na to co mówią?

> Wierzyć można przecież we wszystko. Skoro rzekomo istnieje byt wszechmogący to mam prawo wierzyć, że istnieje też byt nic niemogący. Poza tym mogę wierzyć np. że jutro wygram szóstkę w lotto, że moja ulubiona drużyna w końcu zdobędzie puchar świata w piłce nożnej albo że już do końca życia nie wdepnę w psie gówno...
>

Ogólnie to jest kwestia systemu klasyfikacji informacji, jaki mamy w mózgu. Część ludzi jest naiwna i łatwowierna, cokolwiek się im powie to klasyfikują to jako "raczej prawda". Tacy ludzi powinni być przesądnymi politeistami, z dodatkami w ufaniu astrologii, radiestezji. teoriom spiskowym itp.

Część ludzi jest z natury sceptyczna, informację kalsyfikują jako "raczej nie" i trzeba ich mocno do czegoś przekonać, aby to zaakceptowali. Tacy ludzie powinni być ateistami, sceptykami.

Gdzie tutaj jest miejsce dla monoteizmu, światopoglądu typu "wierzę w bzdurę, lecz tylko jedną!". To jest w sumie najsłabszy pod względem atrakcyjności światopoglądem, utrzymującym się przez przemoc (islam), indoktrynację dzieci, tradycję powtarzania z pokolenia na pokolenie raczej niż ze względu na swoją treść.

#162
18-12-2011 15:26
 Ocena 1 na 1
tom2010 (352 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
>>Obawiam się, że jednak jesteś z logiką na bakier. Ponadto mieszasz znaczenia prefiksów anty- (przeciw) oraz a- (brak).
>Akurat tyle z tych lekcji logiki wyciągnąłem, żeby wiedzieć, że zaprzeczenie zdania to zwyczajnie dodanie słowa "nie", więc co do logiki w komentarzu do zdań nie możesz mi wiele zarzucić. Prefiks a- znaczy też "negatywny", nie tylko brak. A negacja jak wiemy, to inaczej zaprzeczenie.

Ateista pochodzi z greckiego "atheos", co oznacza "bez boga". Tak samo agnostyk, to nie znaczy "przeciwny wiedzy", lecz osoba "bez wiedzy" o bóstwach.

tom2010 (352 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
W odpowiedzi Brzostowski
>>Chyba racjonaliści nie mają większych trudności intelektualnych niż inni - przeciwnie - podejmują wyzwania dodatkowe, z których "bóg" ich nie wyręczy.
>Racjonaliści, nie mają, "racjonaliści" mają w zakresie o jakim pisałem. To łatwo sprawdzić, zadaję Ci pytanie i proszę o odpowiedź, konkretną, mile widziane uzasadnienie:
>Czy w kontekście osiągnięć teorii ewolucji i teorii złożoności istnieje prawdopodobieństwo (nawet małe) pojawienia się bytu bardzo złożonego, doskonałego, czegoś w rodzaju nadnaturalnej inteligencji - świadomości potrafiącej zmieniać rzeczywistość i wszystko, co w nim istnieje, w tym również nas (czyli coś w rodzaju Boga).

Doskonałego - nie.
Pojedynczego bytu - nie.

Pewnej całości, która jest złożona i o ponadnaturalnej inteligencji - tak. Taka jest np. cywilizacja. Przy czym to nie jest pojedynczy byt, ale zbiór wiedzy, interakcji i zasad interakcji między składowymi (firmy, ludzie, uniwersytety, rządy), infrastruktury i źródeł energii i surowców.

tom2010 (352 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
W odpowiedzi bohandas
>>>Współcześni "racjonaliści - ateiści" mają z tym duży kłopot.
>>A rzeczywiście mają? Osobiście niejednokrotnie Dawkinsową skalę tu cytowałam.
>Mają z tym kłopot wyłącznie ateiści odwołujący się do racjonalizmu. Ateizm (zdefiniowany jako postawa wykluczająca istnienie boga) w swojej istocie podobny jest do teizmu: w obu przypadkach mamy tezę przyjmowaną bez dowodu, innymi słowy i jedni i drudzy "swoje wiedzą".

---------------------------------

Jeżeli dochodzi do ciebie jakaś informacja, typowo ją automatycznie klasyfikujesz. Jeżeli ktoś tego nie robi, to albo nie ma czasu, albo nie jest zainteresowany albo jest głupi. Klasyfikacje jest pod względem ważności, pilności, prawdziwości, czy wiąże się z jakimś niebezpieczeństwem, czy prowadzi do jakiś okazji itp.

Jeżeli masz osobę, która po otrzymaniu informacji o istnieniu bogów, w sposób powtarzalny klasyfikuje je jako nieprawdziwe, nieprawdobodobne, jakieś bzdury, coś bezsensownego i nierzeczywistego to możesz taką osobę uznać za ateistę.

Jeżeli taka osoba klasyfikuje informacje o bogach traktuje jako wysoce prawdopodobne, raczej prawdę, zgodne z rzeczywistością itp. to możesz przyjąć, że mamy do czynienia z politeistą.

Natomiast prawdziwą enigmą jest monoteista. Taka osoba ma zaburzenie niespójności myślowej, w wyniku którego dwie prawie identyczne pod względem treści merytorycznej informacje potrafi zaklasyfikować zupełnie inaczej na podstawie jednego drobnego słowa lub szczególiku (np. zastąpienia słowa "katolicki" przez "prawosławny", reszta bez zmian).

Brzostowski (7067 punktów)Odp: Dowód na nieistnienie Boga?
W odpowiedzi Meretseger
>>dopuszczasz prawdopodobieństwo (choćby małe) istnienia Boga
>Skoro piszesz "Bóg", to masz na myśli konkretnego boga ...

Nie mam na myśli konkretnego Boga, zdefiniowalem go w dyskusji powyżej.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365