 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-02-2013 15:07 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | Pochodzenie wiary
10 na 10 | . Kilkakrotnie o ten temat zahaczał pan Maciej (Maceox), poruszył ten temat pan Nietsche. Uznał za bardzo ważny pan Marcuch ale następnie napisał, że to tylko prowokacja była i zrejterował. Pytanie - czy można pogodzić racjonalizm z wiarą zadał też pan LiberawskiW wielu innych przypadkach już dotykaliśmy tego tematu, ale nie pamiętam wątku tylko temu zagadnieniu poświęconego. (Gdyby ktoś pamiętał, to proszę o zalinkowanie.) Dlatego uznając, że temat jest wart poważnej rozmowy rozpoczynam ten wątek. Chciałbym zająć się tu światopoglądową postawą wiary tak ogólnie, choć szczególnie wiarą religinątyle tylko, że odseparowaną od konkretnej religii/ideologii. Jest to wprost nieprawdopodobne dlaczego tak wielu ludzi uważa różne mity za bardziej prawdziwe od faktów, a rozum im służy nie do ich odrzucenia, ale do racjonalizacji (prób logicznego uzasadnienia prawdziwości) mitów. Czy możemy udzielić racjonalistycznej odpowiedzi czym jest wiara i to zarówno w aspekcie jej ewolucyjnej i kulturowej genezy, jak i współczesnej indywidualnej fideistycznej postawy ludzi wierzących. Zachęcam do rozmowy i to pomimo, że pytanie nie wydaje mi się tak wielkie jak panu Marcuchowi, który napisał: Może szkoda Wielkiego Pytania, które ginie pod błotną lawiną stereotypowych, powtarzalnych i chybionych reakcji. Jakiś taki dziwny żal. Żal ludzi też, szczególnie młodych, którzy wpadli w pułapkę formułek, różnych "mantr" wyjaśniających, klepanych bezkrytycznie za kapłanami i błogosławionymi tej "świątynki Rozumu". Myśl oryginalna, kontrowersyjna po prostu ginie, taka urawniłowka ideologiczna, górnicy na recitalu chopinowskim. Naiwny jestem, wierzę w opamiętanie, odpowiedzialność i pokorę (takie niepopularne nastawienia, do których nota bene często prowadzi wiara religijna), a zarazem kreatywność, jakaś taka pretensja do świata, przestarzała, elitarystyczna, rokokoko.www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,543118#w545383Cosik mi się zdaje, że nasze forum bardzo boli wszelakich religiantów* i klerykałów. Serdecznie pozdrawiam wszystkich. @@@ *Religianctwo (łc. religio) sprowadzanie wszystkiego do kwestii religijnych, nadgorliwość, przesada w zachowywaniu przepisów i praktyk związanych z religią; bigoteria, dewocja; n.os. religiant; bigot; dewot. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej..| Marcuch (664 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | > Tak powstają przesądy, czyli za wiki:> "bezpodstawna wiara w istnienie związku przyczynowo-skutkowego między danymi zdarzeniami"Dlaczego jest to "przesąd" a nie "hipoteza"? > Tu pojawia się religia. Ona tłumaczy nasze przesądy nadając im sens.To już na pewno nie "za wiki", o ile w ogóle za kimkolwiek. Jeszcze żadna religia nie wytłumaczyła mi moich przesądów. |
#47 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | . *Nie, religijnie wierzący ludzie wcale nie muszą być "głupkami" i często nimi nie są. Wśród nich są ludzie o dużej inteligencji i kulturze. Posiadają czasem ogromną wiedzę i ogrom "życiowej mądrości". Zaś ich intelektualne (a czasem i moralne) ograniczenie - czasem wprost zaślepiające - dotyczy tylko przedmiotu/podmiotu ich wiary. Dlatego tak ważnym jest doprecyzowanie - czym wiara jest? Rozumiem też fideistów maksymalnie utrudniających zdefiniowanie i zrozumienie istoty wiary, ale aby być przekonywującym trzeba używać sensownych racjonalnych argumentów. Czy wiedza jest nauką?
Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.
Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.
Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.
Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.Miłego dnia. @@@ . |
#48 3 na 3 | MarcinK (9189 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary |
> Źródła, źródła!Historycznie - choćby na świeżo jestem po lekturze "Kryminalnych dziejów papiestwa" Tom I i II Mariusza Agnosiewicza - zakładam, że nie gustujesz w takowych lekturach. Teraźniejszość - mam trochę informacji z pierwszej ręki co się dzieje w seminariach duchownych jakby materiały prasowe nie wystarczały. > >3. Fundamentaliści religijni> I pan powiela tę maksymę "wierzący to głupki", szczyt tolerancji.Tak jak napisałem tej grupy nie rozumiem. Po prostu nie mieści mi się w głowie, że ktoś może na serio twierdzić, że człowiek może żyć 9 stuleci czy tym podobne pierdoły - sam zresztą piszesz coś o "wymiarze poetyckim" biblii co jak na "słowo boże" brzmi dość interesująco. > A gdzie tzw podpunkt 4. "Tzw refleksyjni wierzący", nie ma tzw takich?Są w grupie bezrefleksyjnych - tzw. refleksyjny wierzący, nie fundamentalista, w którymś momencie się musi zatrzymać bo konflikt z rozumem jest nieuchronny - no ale po to podobna jest "łaska wiary". > A piramidy piramidalne to moje ulubione. Z tym "inicjatorem" to przesada - zgaduję jednak, że to tu zatem chce Pan wymieniać czułości i podrzucać innym światłe inspiracje mojego autorstwa?To proszę do autora. > Katol to taki katolicki arogant.Wyjaśnienie jest zbędne - zainteresowało mnie jej użycie przez Ciebie - uciekasz od odpowiedzi. > "dosłownie rozumiejący wzory fizyczne"Proszę o wyjaśnienie w jaki sposób niedosłownie można rozumieć wzory fizyczne. > Podręczniki zamiast równieśnikow, piłka tylko do metalu).Znowu mylisz pasję z wiarą. |
#49 1 na 1 | Scarabaeus (2198 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | > >"bezpodstawna wiara w istnienie związku przyczynowo-skutkowego między danymi zdarzeniami"> Dlaczego jest to "przesąd" a nie "hipoteza"?bo jest bezpodstawna? > >Tu pojawia się religia. Ona tłumaczy nasze przesądy nadając im sens.> To już na pewno nie "za wiki", o ile w ogóle za kimkolwiek. Jeszcze żadna religia nie wytłumaczyła mi moich przesądów.Może nie odnalazłeś właściwej? To jak tłumaczysz Sobie wiarę w te przesądy? |
| Marcuch (664 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | > W miarę konkurencji pomiędzy czarownikami oraz przy coraz większej wierze zwykłych dociekliwych ludzi w korelację tego co kapłani mówią oraz obserwacją rzeczywistości powstały coraz bardziej skomplikowane legendy mające tłumaczyć ludziom, zasady rządzące przyrodą, korzyści ze składania ofiar i straszyć ich zgubą, jeżeli nie będą ich składać. Tak powstały legendy religijne, które tłumaczyły świat i odpowiadały na pytania.Pewnie tak, ale co z tego? Kolejne wyjaśnienie zachowań religijnych u głupków i prymitywów. Mamy XXI wiek i dobrze odróżniamy "legendy religijne" od właściwych, naukowych, nie-legendarnych objaśnień świata (chyba "dobrze odróżniamy", skoro o nich mówisz). Poza tym, istnieją też, dzisiaj, pewne objaśnienia dotyczące "zaświata", "życia po śmierci", jakiegoś "powstania wszechbytu", takich dziwolągów jak "jak żyć" i "powinność". W XXI wieku (podkreślam bo to powinno Cię zastanowić) przyjmuje je większość ludzi, a w każdym razie nic ich nie odlegendyzowało. Można się upierać, że jeszcze wśród nas żyją neandertalczycy, czarownicy, jakieś troglodyty erectusy szamani... ale to mało racjonalna teoria. No i po raz kolejny to pytanie podstawowe: czemu w krytycznym nastawieniu szukasz wiary na geo-temporalno-socjologicznych antypodach? To pójście na łatwiznę, ci tam gołodupce wtedy, a my tu nowocześni. Wiara to nie fauna paleolitycznej Afryki, jest ona tutaj, za rogiem, piętro wyżej, dzisiaj, po polsku i po angielsku, pisana, drukowana, przeżywana, w "niej", w "nim" i we "mnie". Wierzący mówią otwarcie: "wierzę" w to i tamto. Zamiast "przypuszczam", "zakładam", "podejrzewam", "hipotetycznie rzecz biorąc", zamiast strachliwie milczeć i zamiast tych wszystkich zadęć paranaukowych, przy całym szacunku do nauki (kto go dzisiaj nie ma, jakaś garstka oszołomów). I dobrze wiedzą gdzie przyglądać się wierze, gdzieś we własnym działaniu i we własnych odczuciach. |
| Marcuch (664 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | >Cosik mi się zdaje, że nasze forum bardzo boli wszelakich religiantów* i klerykałów. Ładna deklaracja wiary, "przesądu" rzekłbym, zabobonu. A teraz niech pan jej się przyjrzy i dostrzeże w niej owe "charakterystyczne elementy", które pragnie (?) pan wykryć na łamach wątku. Przedmiot badań pod samym nosem!
|
| Marcuch (664 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | > >>"bezpodstawna wiara w istnienie związku przyczynowo-skutkowego między danymi zdarzeniami"> >Dlaczego jest to "przesąd" a nie "hipoteza"?> bo jest bezpodstawna?Hipoteza też może być bezpodstawna. Istnieje też bezpodstawna wiara w nieistnienie związku przyczynowo-skutkowego między zdarzeniami. Np. naukowcy długo wierzyli, że można niezależnie zmierzyć pęd i położenie dowolnego ciała z dowolną dokładnością, a wszelkie problemy z tym zwiazane mają charakter techniczny i tymczasowy. > >>Tu pojawia się religia. Ona tłumaczy nasze przesądy nadając im sens.> >To już na pewno nie "za wiki", o ile w ogóle za kimkolwiek. Jeszcze żadna religia nie wytłumaczyła mi moich przesądów.> Może nie odnalazłeś właściwej?> To jak tłumaczysz Sobie wiarę w te przesądy?Mam swoje przesądy i już, czym miałbym je tłumaczyć jeśli nie innymi przesądami? Na ogół nie tłumaczę ich w ogóle (tych bezpodstawnych). Większość z nich to przewidywania dotyczące przyszłości i powinności życiowych. A lepiej umrzeć czyniąc swoją powinność niż żyć czyniąc cudzą (Bhagavadgita). |
| Marcuch (664 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | > >Źródła, źródła!> Historycznie - choćby na świeżo jestem po lekturze "Kryminalnych dziejów papiestwa" Tom I i II Mariusza Agnosiewicza - zakładam, że nie gustujesz w takowych lekturach.Czy ja mówię niewyraźnie? (Na pewno). Chcę (retorycznie bo przecież wiadomo, że nikt czegoś takiego nigdy nie skonstruował, chodzi o poziom merytoryczny pana AB) cytat z Naukowego bezstronnego Źródła (a takim raczej nie jest ani Agnosiewicz, ani Ty, ani ja, ani AB) literalnie potwierdzający tezę. A nie jakieś "mam trochę informacji" i coś tam czytam. A od "Kryminalnych dziejów papiestwa" odstręcza mnie tendencyjny, pretensjonalny, sensacyjny tytuł, który kojarzy mi się z jakąś tajemnicą poliszynela typu "życie seksualne pensjonarek". Niech to sobie portierzy i starsze panie cichaczem czytają. I zauważ jeszcze jedno: wątek jest o wierze. A znów wracamy, jak za magicznym dotknięciem, do tej wyślizganej na błysk retoryki o pracownikach Imperium, o jakiejś nie-wierze panoszącej się w szeregach zRacjonalizowanej Instytucji. CO mnie to obchodzi? Jaki to ma związek z tematem??? Dlaczego znowu po wiarę sięga się od zadka? > > A gdzie tzw podpunkt 4. "Tzw refleksyjni wierzący" (...)?> Są w grupie bezrefleksyjnychNo to pogadaliśmy. > >"dosłownie rozumiejący wzory fizyczne"> Proszę o wyjaśnienie w jaki sposób niedosłownie można rozumieć wzory fizyczne.Tia... Chyba coś nie zaiskrzyło. Może miałem mokre zapałki. |
| Marcuch (664 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | Ta zwięzłość mi imponuje! |
| Marcuch (664 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | > >Wiara - nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia, w warunkach braku wystarczającej wiedzy.> Weźmy więc tezę: Bóg istnieje. Co ma mu nadać duże prawdopodobieństwo? Ano wiara. Czyli co? Jakieś kolejne zdanie? Nie, wiara. Zapytam raz jeszcze? Co jest tym argumentem?Chyba nie rozumiesz znaczenia owego "nadawania". Nadawanie prawdopodobieństwa, to nie jest kolejne argumentowanie, tylko arbitralne przyjmowanie jakiegoś rozstrzygnięcia. Na ogół zmusza do tego praktyka życiowa. Np.: trzeba żyć według jakichś zasad. Zasad tych nie dostaje się w opracowaniach naukowych (chyba, że w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej), więc trzeba je przyjąć do pewnego stopnia arbitralnie. I tak też się robi, na Wiarę przyjmuje się owe zasady, takie lub inne. Siada człowiek za kierownicą. Nie wie, czy zginie czy nie zginie w wypadku sto kilometrów dalej. Ale prowadzi tak, jakby miał nie zginąć. Po prostu Wierzy, choć nie ma gwarancji, że przeżyje i że czeka go jakiś sukces na końcu drogi. To takie proste. I takie niewytłumaczalne. A potem ginie - haha, to wersja dla niewierzących! |
| Marcuch (664 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | > Polski filozof - Stefan Opara napisał:Ależ nudziarz! i właściwie po co te wypisy z nieudolnej kaznodziejskiej retoryki? Po co serwuje nam pan, panie Bogusławie, błędne ujęcia wiary autorstwa samych księży, po co te śmieci? Jak ma nas to wzbogacić, zbliżyć do prawdy? A jak zacznę snuć Psychologiczne Domniemania "dlaczego" kler tak panu zaszedł za skórę, to się zaraz pan obrazi. Psychologicznie analizować to można tylko katoli i ich fanatyzm oraz kompleksy, prawda? > Ponieważ fakty wyraźnie zaprzeczają twierdzeniom o konieczności i powszechności religii w życiu człowiekaStwierdzenie, że "fakty zaprzeczają twierdzeniom o konieczności" jest metodologicznie błędne ze względu na positivistic fallacy (fakty nijak nie odnoszą się do konieczności). Natomiast odnośnie powszechności wiary to polski filozof Stefan "Skąd-go-pan-wytrzasnął" Opara po prostu mija się z prawdą. Szkolne błędy. Ale to ładne: > Jak podkreśla G. Voss, "prawdziwa egzystencja jest dla człowieka możliwa tylko jako egzystencja wierząca, taka, w której człowiek nie opiera się wyłącznie na sobie, lecz opuszcza własne «ja» jako nie w nim samym ugruntowane i zdaje się na jakiś pewny grunt Bytu poza sobą". (...) "Egzystencja prawdziwa i zdrowa jest możliwa tylko jako egzystencja wierząca" albo "wiara to jedyna możliwość bycia zdrowym od samych podstaw"Filozof zagramaniczny a jakieś tam polskie opary. Ale tu musielibyśmy zawadzić o filozofię egzystencji, Marcel, może Jaspers, Augustyn, to za trudne, po pańskiemu "bełkot". No i aż tyle wiary i aż tyle egz-ystencji chyba nie jest konieczne w życiu człowieka(?), mamy tu lokalne wyjątki! |
| rysiek (4593 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | > (...) Siada człowiek za kierownicą. Nie wie, czy zginie czy nie zginie w wypadku sto kilometrów dalej. Ale prowadzi tak, jakby miał nie zginąć. Po prostu Wierzy, choć nie ma gwarancji, że przeżyje i że czeka go jakiś sukces na końcu drogi. To takie proste. I takie niewytłumaczalne.> A potem ginie - haha, to wersja dla niewierzących!Czy jednak, dla jasności dyskusji, nie należałoby odróżniać rodzajów wiary. Wiarę w znaczeniu "zaufanie", "nadzieja" (cyt. powyżej fragment) itp., od wiary religijnej. To zresztą sugeruje, w tekście inicjującym temat, pan Bogusławski. |
| Marcuch (664 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | > "przecież w coś wierzyć trzeba". Czy to wypływa po prostu z siły indoktrynacji religijnej?To wypływa z dojrzałej refleksji nad życiem, które zmusza człowieka do postępowania tak, jakby pewne aktualnie nierozstrzygnięte kwestie były rozstrzygnięte. Na wielu poziomach - od codzienności, po ostateczność, z akcentem na to drugie. Owo "trzeba" to nie "zalecenie" czy "przymus" (czy "kościół"), tylko stwierdzenie faktu. Po prostu jako ludzie nie mamy wiedzy absolutnej i w pewne rzeczy zmuszeni jesteśmy wierzyć. Innymi słowy, wiara jest składnikiem osobowości. Oczywiście ludzie różnią się co do jej treści, co do swej "wolicjonalnej charakterystyki", jedni wierzą, że X, inni że nie-X ale nie sposób (co potwierdzają historyczne próby) wyrugować pierwiastka wiary z ludzkiego postępowania, decydowania. Najjaśniej okazuje się to kiedy człowiek spogląda w swoją przeszłość, w swoje wnętrze i w historię swoich pomyłek. Musi się tego nagromadzić nieco, żeby treść wiary stała się czytelna. Młodzi wierzą często, że można żyć nie wierząc w nic i nie dostrzegają w tym żadnego paradoksu - dopiero po latach z biografii wyłaniają się tropy, wątki ujawniające właściwy kształt ich wiary. Bywają dumni ze swej młodości i jedyne co, to uświadamiają sobie i nazywają swoje Tao (taka odrobina uczciwości i pokory wobec siebie i świata), a bywa to dla nich osobistym upokorzeniem i młodość nazywają "durną i górną" (chyba, że nie nazywają się Mickiewicz). Tymczasem ludzie najbardziej odarci z wiary, to ludzie, którzy zawiedli się życiem, pokonani przez klęskę, chorobę, wojnę, śmierć najbliższych, starość, ludzie na skraju załamania, przerażeni chaosem rzeczywistości, bezsensem własnego istnienia, zobojętniali na własny los. Często umierają w pobliżu wysokich budynków, mostów, powoli lub szybko. Tym ludziom autentycznie brakuje nadziei, o tak - ale oni się tym raczej nie chwalą. > Usilnie się staram w nic nie wierzyć i doprawdy brak wiary mi absolutnie nie doskwieraŻeby tak chwalić się nie-wiarą, trzeba wierzyć w nią, w siebie, w innych, w komunikację, w posłuch i chwalenie się, w potoczne znaczenie i ważność własnych sądów dla innych, w cały kontekst założeń i odniesień, w którym składa się tę deklarację i rozumie dla samego siebie, w sens owych "starań", w to, co zostaje po sceptycyzmie i w fakt, że istotnie coś zostanie, we własne zdolności umysłowe, samozrozumienie, poczytalność, we własną szeroko pojętą "rację", słowem (jeszcze tego nie osiągnąłeś, bo za krótko szedłeś) w pewien absolut własnego nieomylnego JA, które czuje się władne samodzielnie rozstrzygać zgodność każdej myśli z rzeczywistością. Natomiast z ludźmi, o których wspomniałem, należy się wiarą podzielić i ją w nich obudzić, od niej zależy ich szczęście i życie. |
#59 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | . > Czy jednak, dla jasności dyskusji, nie należałoby odróżniać rodzajów wiary.Zdecydowanie należy rozróżniać. Zresztą o wierze trudno mówić tak całkiem abstrakcyjnie, gdyż zawsze jest to wiara "w coś" lub "czemuś". Dlatego niektóry uczeni - jak Pan to słusznie niżej zauważa - oddzielają "wiarę religijną" od "wiary świeckiej". > Wiarę w znaczeniu "zaufanie", "nadzieja" (cyt. powyżej fragment) itp., od wiary religijnej.Ciekawymi rozważaniami na temat konieczności wiary i właśnie "wiary świeckiej" są rozważania red. Izdebskiego: Wiara w niewiarę
Czasem spotykamy się ze zdziwieniem, że ateista się nawrócił, a tak naprawdę on tylko zmienił wyznanie. Przed tym wierzył, że Boga nie ma, a teraz wierzy, że On jest. Jeszcze niedawno spotykaliśmy się z "osobistymi wrogami Pana Boga" walczącymi z wszelkimi przejawami religijności i gnębiącymi ludzi za udział obrządkach. Dzisiaj ci sami, z nie mniejszym zapałem, prześladują jednostki, indyferentne religijnie, pragnące w praktyce przestrzegać rozdziału kościołów od państwa.
Do wszelakiej działalności społeczno-politycznej oraz wszystkich idei podchodzę dosyć krytycznie, uważając, że w praktyce życia nie jest możliwe pełne osiągnięcie jakiegokolwiek ideału. Czy mając tak krytyczne podejście do rzeczywistości mogę nazwać się sceptykiem? Chyba nie, gdyż - na przykład - mocno wierzę (lub jestem głęboko przekonanym), że poprawa bytu ludzi społecznie dyskryminowanych jest możliwa. Zgodnie z tym poglądem znajomi "pragmatycy" nazywają mnie wierzącym idealistą. Znowu, z tym określeniem nie zgadzają się ci, którzy wierzą w Boga i nazywają mnie niewierzącym, I już wydawałoby się, że zostałem sklasyfikowany, ale po chwili otrzymuję od nich pytanie: - "Nie wierzysz w Boga? No to trudno, niektórzy już tak mają, ale powiedz - w co wierzysz? Bo wierzyć w "coś" koniecznie trzeba".
Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. Pozdrawiam. @@@ . |
#60 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | Odp: Pochodzenie wiary | . > >>>Cosik mi się zdaje, że nasze forum bardzo boli wszelakich religiantów* i klerykałów.> Ładna deklaracja wiary, "przesądu" rzekłbym, zabobonu.Pan mówi tu tylko o własnej wierze, a z wiarą nie ma dyskusji. Można dyskutować tylko z przedstawionym argumentami, gdzie można znaleźć Pańską argumentację, że nasze forum nie boli religiantów i klerykałów? Wypowiedzi odsądzających nasz portal i nasze poglądy przez "ludzi związanych z wiarą" jest co nie miara. Taka to już jest właśnie ich "wiara". > A teraz niech pan jej się przyjrzy i dostrzeże w niej owe "charakterystyczne elementy", które pragnie (?) pan wykryć na łamach wątku. Przedmiot badań pod samym nosem!Po pierwsze, byłoby znacznie łatwiej gdyby, to Pan je przedstawił. Po drugie, jednostkowe przypadki nie dają podstaw do uogólnień oraz po trzecie - chyba najistotniejsze - to każdy tu odpowiada za siebie. (Dlatego np. wyniki jakiś badań oraz bardziej rozbudowanie poglądy i twierdzenia podaję w źródłach, linkach i cytatach.) Gdy Pan ma coś do mnie, to proszę bezpośrednio. Popełniam błędy, gdyż to ludzkie, ale chętnie je koryguję. Pozdrawiam. @@@ . |
1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|