 |
Ze skrajności w skrajność moja historia Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 04-11-2014 03:01 | Sambor (21 punktów) | Ze skrajności w skrajność moja historia
3 na 3 | Witam serdecznie. Chciałbym podzielić się swoją historią i poszukać ludzi mnie podobnych którzy przeżyli coś podobnego.
Dzieciństwo czyli katolicki standardzik, co niedziela do kościółka choćby miała być awantura i bicie to kościółek najważniejszy. Religia w szkole, straszenie piekłem, modlitwy itp.
W wieku 10 lat straciłem ojca który był głównym motorem napędowym katolicyzmu w naszym domu przez co przez następne lata w sposób naturalny i niegwałtowny rozpocząłem oddalać się od kościoła i wiary aż całkowicie porzuciłem to wszystko.
Niestety mając lat 16, mając problemy zdrowotne (nowotwór), szkolne i psychiczne (depresja, nerwica) mój mózg najwidoczniej potrzebował jakiegoś zakotwiczenia, oparcia, sensu tego wszystkiego i pod wpływem katolickiej tresury w wieku dziecięcym zacząłem rozmyślać o Bogu... i tutaj zaczyna się piekiełko. Przesiadując na różnorakich czatach internetowych spotkałem nawiedzonego fanatyka który się niedawno nawrócił. Opowiadał mi o cudach jakie go spotkały min taki że modlił się w kościele o powołanie a jak wyszedł to zobaczył gołębia i to był cud bo ten gołąb to był Duch Święty i tym podobne historie. No cóż niestety dawałem wiarę, a przynajmniej zainteresowanie temu. Zaprzyjaźniliśmy się i codziennie rozmawialiśmy na czacie o sprawach duchowych. Naciskał abym poszedł do spowiedzi bo to się cuda dzieją, ręce odrastają, wszystkie problemy znikają, Bóg uzdrawia psychicznie i fizycznie. I wpadłem jak śliwka w kompot. Przez 10 lat tkwiłem w tym. Obkupiłem się w książki katolickie, dzienniczki świętej Faustyny, o ojcu Pio, odmawiałem koronki, różańce jak stare jęczące dewoty i w to wszystko szczerze wierzyłem. Cały czas regularnie zastanawiałem się do wstąpienia do zakonu i wskoczenia w habit. Niestety teraz mając 27 lat, doszedłem do pewności że to wszystko jest kłamstwem i ułudą, i że mając przesrane calutkie życie wcale nie będę mieć skarbu w niebie i po prostu mam pecha. Cóż, cały ten czas miałem myśli samobójcze które spychałem ze swej świadomości bo przecież katolik nie może mieć takich brzydkich myśli, Judasz się powiesił i gnije na samym dne piekła przypiekany ogniem całą wieczność po wsze czasy. I nadal jak o tym myślę to czuję strach, tego już nie usunę ze swojej głowy. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 Dalej..#46 -1 na 3 | Elasp (6859 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia | > .Einstein był fizykiem, a nie teologiem ani religioznawcą, ale wszystkie jego prace, jak Boga kocham, wskazują, że był ateistą.[/color]Widzę, że zaczyna Pan się uczyć angielskiego i chyba nawet ja Pana ździebko zmotywowałem. To b. dobrze. Jeszcze więc jeden materiał po angielsku: www.bethinking.org/god/did-einstein-believe-in-god " To sum up: Einstein was - like Newton before him - deeply religious and a firm believer in a transcendent God. However Einstein rejected anthropomorphic and personal understandings of the word 'God'. His beliefs may be seen as a form of Deism: "the belief in the existence of a Supreme Being as the source of finite existence, with rejection of revelation and the supernatural doctrines of Christianity" (The Oxford English Dictionary). If any intellectual high treason has been committed, it has been committed by Dawkins himself, who has failed to deal carefully with what Einstein actually said, thereby confusing two very different understandings of God. He should have paid more attention to Max Jammer's book, and to the conclusions Jammer reached after studying all the evidence. There is another conclusion to be drawn from this: Dawkins has pointed out the attempt in America to rebrand atheists as 'brights', implying atheists are clever and theists stupid. If Einstein was clearly a theist, like Newton, this is arrant nonsense. This should help to stop the bullying of Christian children, who are told they are stupid to believe in God. One girl personally known to the author was bullied so much for being a Christian that she had to move schools. So, after all of Dawkins' rhetorical bluster and verbal swagger, we are left with fallacious reasoning and factual errors - a case of 'argument weak, shout louder'." Einstein był deistą (a więc i teistą, a więc i nie ateistą), nie uznawał istnienia osobowego Boga. Wszystko się zgadza - był zbyt mądry na to, aby być ateistą. Autor (John Marsh) twierdzi, że Dawkins całkowicie nie zrozumiał stanowiska Einsteina w kwestii istnienia Boga. Muszę sprawdzić, czy p. Koraszewski nie powoływał się przypadkiem właśnie na wypaczoną interpretację Dawkinsa. |
#47 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia | . Einstein był fizykiem, a nie teologiem ani religioznawcą, ale wszystkie jego prace, jak Boga kocham, wskazują, że był ateistą.> Widzę, że zaczyna Pan się uczyć angielskiego i chyba nawet ja Pana ździebko zmotywowałem.Tak szybko, w moim wieku, to trudno nauczyć się języka, tyle iż ja nie zwykłem się chwalić prawie niczym, a już zupełnie nie chwalę się tym z czego nie jestem zadowolonym. To Pan się chwalił, iż jest poliglotą, ale gdy przyszło co do czego, to okazało się, iż jest Pan tylko ... słabym znawcą i ma trudności ze zrozumieniem tekstu. W swojej wiedzy mam sporo niedostatków. Na przykład nie mam satysfakcjonującej mnie wiedzy z zakresu fizyki, czy wyższej matematyki, ale to wcale nie znaczy, iż nie mam w tych tematach żadnej wiedzy. Gdzie brak mi podstaw do zrozumienia lektur naukowych, to czytam popularnonaukowe, aby jednak jakieś poglądy mieć.> To b. dobrze. Jeszcze więc jeden materiał po angielsku:No, skoro niejaki John Marsh i to po angielsku napisał, że: Einstein był - jak przed nim Newton - człowiekiem głęboko religijnym i zwolennikiem transcendentnego Boga. Jednak Einstein odrzucił antropomorficzne jak i osobowe rozumienie "Boga". Jego przekonania mogą być postrzegane jako forma deizmu: "wiara w istnienie Najwyższej Istoty jako źródła skończonego bytu, z odrzucenia objawienia i nadprzyrodzonych doktryn chrześcijaństwa", to już musimy być pewnymi, że Einstein był deistą (a więc i teistą, a więc i nie ateistą), nie uznawał istnienia osobowego Boga.> Wszystko się zgadza - był zbyt mądry na to, aby być ateistą.No tak! Ten argument w Elaspowym stylu jest zupełnie nie odparcia. > Autor (John Marsh) twierdzi, że Dawkins całkowicie nie zrozumiał stanowiska Einsteina w kwestii istnienia Boga.To czysta załamka, jak John tak twierdzi, to już inaczej być nie może. Znowu Elaspowy argument nie do oparcia. Tyle iż ja wątpię czy p. Marsh i Pan Elasp rozumieją Dawkinsa, nie mówiąc już o Einsteinie? Ja może nie do końca się z Dawkinsem zgadzam, ale ten wywód uważam za bardzo sensowny i dający się racjonalnie bronić: Istnieją wyrafinowane formy religii. Jedną taką formą jest religia Einsteina. To w zasadzie w ogóle nie była religia. Einstein używał słowa "Bóg" bardzo często, ale nie rozumiał przez do żadnego boga osobowego. Nie miał na myśli bytu, który miałby słuchać modlitw,czy wybaczać grzechy. Chodziło mu o coś w rodzaju poetyckiego słowa opisującego głębiny nieznanych rzeczy, niepewności dotyczących pochodzenia Wszechświata. Są też deiści, którzy wierzą w rodzaj boga, coś w stylu osobowego boga, który uruchomił Wszechświat, coś w rodzaju boga-fizyka, który później już nic nie robił, o który z pewnością nie słucha niczyich myśli, oraz w ogóle nie interesuje się ludźmi.> Muszę sprawdzić, czy p. Koraszewski nie powoływał się przypadkiem właśnie na wypaczoną interpretację Dawkinsa.Człowiek na pewnym poziomie intelektualnym, aby się nie skompromitować sprawdza przed publikacją. Pan Koraszewski w przywołanym przeze mnie poście wcale się do Dawkinsa nie odwoływał, ale taki to już poziom dyskusji z Panem. @@@ . |
#48 3 na 3 | niestadny (2492 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia |
> (Liczę na to, że teraz zaczną się niektórzy kłócić czy Bogusławski to ateista, teista, deista, czy agnostyk.)Bogusławski? Naturalista ontologiczny. 
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/ |
| Elasp (6859 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia |
> Jedną taką formą jest religia Einsteina. To w zasadzie w ogóle nie była religia. Jak u Tyma: pies, czyli kot. > Einstein używał słowa "Bóg" bardzo często, ale nie rozumiał przez do żadnego boga osobowego. Nie miał na myśli bytu, który miałby słuchać modlitw,czy wybaczać grzechy. Chodziło mu o coś w rodzaju poetyckiego słowa opisującego głębiny nieznanych rzeczy, niepewności dotyczących pochodzenia Wszechświata. Są też deiści, którzy wierzą w rodzaj boga, coś w stylu osobowego boga, który uruchomił Wszechświat, coś w rodzaju boga-fizyka, który później już nic nie robił, o który z pewnością nie słucha niczyich myśli, oraz w ogóle nie interesuje się ludźmi.[/color] No więc właśnie o to chodzi: uznawał, a przynajmniej nie wykluczał istnienia Boga nieosobowego. Kogoś takiego nie można nazwać ateistą bez naciągania znaczenia tego słowa. Niech Pan więc już więcej nie przysięga, jak czynił to Pan wcześniej, że Einstein był ateistą. Einstein na pewno nie był ateistą w znaczeniu kogoś, kto przeczy istnieniu Boga jakiegokolwiek, zarówno osobowego, jak i nieosobowego, lub kogoś, kto nie uznaje możliwości istnienia żadnego Boga, czy to osobowego, czy nieosobowego. Powtarzam, Einstein był zbyt mądry na ateizm. Ze swej skromnej strony wielokrotnie starałem się bronić istnienia właśnie Istoty Najwyższej, którą niekoniecznie należy obdarzać osobowymi cechami, jak czynią to religie potoczne. |
#50 1 na 1 | pawel_wr (4297 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia | ] > No więc właśnie o to chodzi: uznawał, a przynajmniej nie wykluczał istnienia Boga nieosobowego.Einstein nie wierzył w Boga osobowego. Wielokrotnie się wypowiadał w tej kwestii. Wypisujesz nonsensy. manglaubte(*)3/09/28/war-einstein-religios/Przeczytaj powoli i ze zrozumieniem.
Pogrążony w wierze odrzuca rozum. |
#51 12 na 12 | Fizyk (17637 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia | > Zdaje się, że Einstein, podobnie jak Kant, był deistą; znaczy teista.Nie, Einstein nie był teistą, bo zaprzeczał istnieniu osobowego Boga. Niemniej często mówiąc o przyrodzie używał słowa "Bóg". Można powiedzieć, że był religijny bo był zafascynowany najgłębszymi mechanizmami rządzącymi przyrodą. Jeżeli uprzeć się aby mu przykleić etykietkę religijną, to Einstein był panteistą naturalistycznym. |
#52 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia | . > >>>Jedną taką formą jest religia Einsteina. To w zasadzie w ogóle nie była religia.> Jak u Tyma: pies, czyli kot.Każdy z nas ma swoje możliwości intelektualne, których nie przeskoczy, choć inteligent do śmierci je rozwija To napisał p. Dawkins, nie Bogusławski: Istnieją wyrafinowane formy religii. Jedną taką formą jest religia Einsteina. To w zasadzie w ogóle nie była religia. Einstein używał słowa "Bóg" bardzo często, ale nie rozumiał przez do żadnego boga osobowego. Nie miał na myśli bytu, który miałby słuchać modlitw,czy wybaczać grzechy. Chodziło mu o coś w rodzaju poetyckiego słowa opisującego głębiny nieznanych rzeczy, niepewności dotyczących pochodzenia Wszechświata. Są też deiści, którzy wierzą w rodzaj boga, coś w stylu osobowego boga, który uruchomił Wszechświat, coś w rodzaju boga-fizyka, który później już nic nie robił, o który z pewnością nie słucha niczyich myśli, oraz w ogóle nie interesuje się ludźmi.A to tu napisał p. Fizyk, nie Bogusławski: Nie, Einstein nie był teistą, bo zaprzeczał istnieniu osobowego Boga. Niemniej często mówiąc o przyrodzie używał słowa "Bóg". Można powiedzieć, że był religijny bo był zafascynowany najgłębszymi mechanizmami rządzącymi przyrodą. Jeżeli uprzeć się aby mu przykleić etykietkę religijną, to Einstein był panteistą naturalistycznym. > No więc właśnie o to chodzi: uznawał, a przynajmniej nie wykluczał istnienia Boga nieosobowego.Jak u Tyma: pies, czyli kot. Deizm - przekonanie, że racjonalnie można uzasadnić istnienie jedynie Boga bezosobowego, będącego konstruktorem świata rozumianego jako mechanizm oraz źródłem praw, według których ten mechanizm świata działa. Tak rozumiany Bóg nie ingeruje w raz ustanowione prawa. A więc Bóg bezosobowy to tylko nazwa takiej fizycznej maszynki. > Kogoś takiego nie można nazwać ateistą bez naciągania znaczenia tego słowa.Tak, według Pana kogoś takiego można nazwać teistą bez naciągania tego słowa. > Niech Pan więc już więcej nie przysięga, jak czynił to Pan wcześniej, że Einstein był ateistą.Nigdy nie mogę do końca dojść, czy góruje u Pana głupota, czy zaślepione dążenie ściągnięcia każdego do Pańskiego błota. Napisałem: Einstein był fizykiem, a nie teologiem ani religioznawcą, ale wszystkie jego prace, jak Boga kocham, wskazują, że był ateistą. Teraz mogę dodać: "Jak Boga kocham" Waść jest najmądrzejszym forumowiczem.> Einstein na pewno nie był ateistą w znaczeniu kogoś, kto przeczy istnieniu Boga jakiegokolwiek, zarówno osobowego, jak i nieosobowego, lub kogoś, kto nie uznaje możliwości istnienia żadnego Boga, czy to osobowego, czy nieosobowego.List pisany na rok przed śmiercią moim zdaniem doskonale pokazuje jego stosunek do Boga i religii. Niech Pan sobie ten list przeczyta, czy znowu ma pan problemy ze zrozumieniem tekstu po angielsku. > Powtarzam, Einstein był zbyt mądry na ateizm.Następny mędrzec, którego Pan koniecznie chce ściągnąć do własnego poziomu. > Ze swej skromnej strony wielokrotnie starałem się bronić istnienia właśnie Istoty Najwyższej, którą niekoniecznie należy obdarzać osobowymi cechami, jak czynią to religie potoczne.Proszę o wybaczenie, ale nie umiem inaczej skomentować Pańskiego powyższego zdania niż jako próbę ratunku tego co uratować się nie da. Pan nawet nie bardzo rozumie znaczenie terminów, których Pan używa. Wysokość tej najwyższej istoty to w calach, czy centymetrach? Szanowny Panie, ja nie jestem ateistą i ateizm Einsteina nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Natomiast zapewniam Pana, że jego Bóg i jego religijność nie mają niczego wspólnego z Pańskimi. @@@ . |
| Elasp (6859 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia |
> Nie, Einstein nie był teistą, bo zaprzeczał istnieniu osobowego Boga. Widzę, że racjonaliści nie rozumieją znaczenia słów. Myli Pan teizm w znaczeniu szerszym z teizmem w zn. węższym: www.merriam-webster.com/dictionary/theism: belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world Jako "panteista naturalistyczny" Einstein był teistą w ogólniejszym (tzn. pierwszym z podanych powyżej) znaczeniu tego słowa. Nie był teistą w znaczeniu węższym, czyli kimś, kto uznaje istnienie pewnego rodzaju Boga (= Boga osobowego). Ale Bóstwo nie musi być osobowe, nie musi mieć uczuć i nie musi troszczyć się o człowieka, zwłaszcza oddającego mu cześć. Naprawdę, niech Pan dalej nie kręci i ma odwagę przyznać, że Einstein był teistą (w znaczeniu powyżej), a więc nie był ateistą (w znaczeniu przeciwnika tak pojętego teizmu). |
#54 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia | > nie wykluczał istnienia Boga nieosobowego.Czy "Bóg nieosobowy" nie jest tożsamy z "rzeczywistością obiektywną" materialistów (na którą nie mamy wpływu, choć ona na nas ma)? [Może coś takiego wyobrażał sobie Einstein mówiąc, iż "Bóg nie gra w kości"? W skali kosmicznej faktycznie wolno pominąć wpływ badacza na badany obiekt, ale w skali mikro racja zdaje się leżeć po stronie mechaniki kwantowej - 'Bóg nie tylko gra w kości, lecz i je podmienia gdy zaglądamy do kubka'.] |
#55 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia | . > >>>Nie, Einstein nie był teistą, bo zaprzeczał istnieniu osobowego Boga.> Widzę, że racjonaliści nie rozumieją znaczenia słów.Każdy sądzi według siebie. Racjonaliści nie tylko dobrze rozumieją znaczenie słów, ale nie mają Pańskiego zwyczaju używania słów, których nie rozumieją. Panteizm - pogląd filozoficzny i teologiczny (niekiedy religijny) utożsamiający wszechświat (lub naturę) z Bogiem (lub absolutem). Neguje istnienie Boga jako istoty rozumnej, głosi zaś przenikanie absolutu we wszystkie substancje ziemskie. Panteizm często łączył się z ideami rozumnego rozwoju wszechświata, jedności, wieczności oraz żywości świata materialnego.
Naturalizm (łac. natura, fr. naturalisme) - pogląd ontologiczny w filozofii, według którego istnieje wyłącznie rzeczywistość materialna (natura), czasoprzestrzenna, bez zewnętrznej racji istnienia. Rzeczywistość duchowa albo nie istnieje albo jest sprowadzalna do natury (materii). Naturalizm tłumaczy całość zjawisk działaniem praw przyrody.Dla każdego, kto potrafi jako tako zrozumieć te pojęcia jest zupełnie oczywistym, iż "panteiście naturalistycznemu" jest znacznie, znacznie bliżej do ateizmu niż do teizmu. > Myli Pan teizm w znaczeniu szerszym z teizmem w zn. węższym:www.merriam-webster.com/dictionary/theism> : belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the worldPo polsku to jakoś tak by było: wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, którzy przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią, a w polskiej Wikipedii jest tak: Teizm (gr. θεoς "bóg") - wiara w istnienie Boga, bogów lub bogiń, którzy są osobami ingerującymi w losy świata lub jest on ich dziełem; czuwającymi nad biegiem wydarzeń lub podtrzymującymi świat w istnieniu oraz pogląd filozoficzno-religijny głoszący, że tacy bogowie istnieją. Jakoś nie bardzo tu dostrzegam "szerszego" i "węższego" znaczenia - natomiast widocznym jest u Pana zawijanie słomy wełną i okręcanie tego jedwabiem. > Jako "panteista naturalistyczny" Einstein był teistą w ogólniejszym (tzn. pierwszym z podanych powyżej) znaczeniu tego słowa.To znaczy jakim? > Nie był teistą w znaczeniu węższym, czyli kimś, kto uznaje istnienie pewnego rodzaju Boga (= Boga osobowego).Nie uznawanie "Boga osobowego", to przynajmniej panteizm, a gdy dorzuci się naturalizm, to pełen racjonalny ateizm. > Ale Bóstwo nie musi być osobowe, nie musi mieć uczuć i nie musi troszczyć się o człowieka, zwłaszcza oddającego mu cześć.Nie musi! Wyobraźnia ludzka jest bezgraniczna. A Einstein tak to pięknie opisał: Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.> Naprawdę, niech Pan dalej nie kręci i ma odwagę przyznać, że Einstein był teistą (w znaczeniu powyżej), a więc nie był ateistą (w znaczeniu przeciwnika tak pojętego teizmu).Zdecydowanie, jak tylko mogą, to kręcą wszelcy fideiści, tak aby bronić poglądy nie do racjonalnej obrony, a naszym forum to Pan jest mistrzem wszelkiego krętactwa. Dla średnio rozgarniętego czytelnika jasno wynika, że panu Fizykowi (mnie także) jest znacznie bliżej w poglądach na Boga do Einsteina niż Panu. Zaś z Pańskich wywodów jednoznacznie wynika, że pan Fizyk jest teistą tylko tego pojąć nie potrafi. Serdecznie tu współczuję, ale zupełnie nie panu Fizykowi. @@@ . |
#56 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia | > Widzę, że racjonaliści nie rozumieją znaczenia słów.Kto tu nie rozumie znaczenia słów wyjaśnił już mój przedmówca. > [theism]: belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world> Naprawdę, niech Pan dalej nie kręci i ma odwagę przyznać, że Einstein był teistą (w znaczeniu powyżej)Nie, Einstein na pewno nie był teistą, nawet w tym bardzo rozszerzonym, nieosobowym znaczniu (pod którym, nawiasem mówiąc, nie podpisałaby się znakomita większość polskich teistów), bo nie wierzył w istnienie trascendentalnego Boga. Dla Einsteina Bóg był przyrodą - przyrodą poznawalną w doświadczeniu. |
#57 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia |
> Kto tu nie rozumie znaczenia słów wyjaśnił już mój przedmówca.Wyjaśniłby, owszem, gdyby sam rozumiał. Najpierw niech dojdzie do zgody sam ze sobą, bo na razie wychodzi mu czarno na białym, że jest naturalistą ontologicznym, a nie ateistą ("Jestem człowiekiem, a nie ssakiem!!"). > Nie, Einstein na pewno nie był teistą, nawet w tym bardzo rozszerzonym, nieosobowym znaczniu (pod którym, nawiasem mówiąc, nie podpisałaby się znakomita większość polskich teistów), bo nie wierzył w istnienie trascendentalnego Boga. Dla Einsteina Bóg był przyrodą - przyrodą poznawalną w doświadczeniu. Transcendentnego, a nie transcendentalnego. To dwie różne rzeczy - znowu myli Pan pojęcia. "I believe in Spinoza's God who reveals himself in the orderly harmony of what exists, not in a God who concerns himself with the fates and actions of human beings." Doświadczamy Boga pod postacią przyrody (jako przyrodę), ale to nie znaczy, że Bóg = przyroda dana w doświadczeniu. Nieznajomość filozofii Spinozy się kłania. |
#58 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia | > www.merriam-webster.com/dictionary/theism> >: belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world> Po polsku to jakoś tak by było:> wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, którzy przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią,To dla mnie interesujące. W związku z regulaminowo stosowanym na forum językiem polskim raczej rzadko trafiają się kwestie związane z tłumaczeniem z języków obcych (no chyba że niektórzy poczytują sobie za dowód własnej WYSOKIEJ KLASY robienie komuś opartego na samej tylko wierze zarzutu ich nieznajomości). Tutaj mam do Pana pytanie, czy ta wskazana powyżej definicja teizmu jest w takim właśnie brzmieniu popularna w religioznawstwie - czy jest stosowana jako jedna z definicji standardowych i to - być może - w różnych językach? Ciekawi mnie to między innymi z tego względu, że dostrzegam tu kilka interesujących szczegółów w tłumaczeniu: "creative source of the human race and the world" - źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świataMoim zdaniem bardzo ciekawe rozwiązanie tego fragmentu tłumaczenia. W oryginale - ściśle rzecz biorąc - nie ma mowy o ingerencji, a "creative" nie odnosi się do niej, tylko do "source". Jednak gdyby to przetłumaczyć słowo po słowie, to wyszłaby jakaś głupota typu - "kreujące źródło rasy ludzkiej i świata" "who transcends yet is immanent in the world" - którzy przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią.Tu z kolei w oryginale nie ma mowy o "substancji", ale trudno pozostawić polską część zdania bez dopełnienia i tu sądzę, ze wybór tego właśnie słowa jest oparty na wiedzy religioznawczej. Aczkolwiek... zastanawiam się również w tym kontekście, czy "transcends" rzeczywiście oznacza właśnie tylko "przenika"? Kiedyś gdzieś usłyszałem, że z tłumaczeniami jest jak z kobietami. Są albo wierne albo piękne... Od dawna uważam, że dla dokonania dobrego tłumaczenia na język polski ważniejsza od doskonałej znajomości języka obcego jest dobra (umożliwiająca poważne publikacje) znajomość języka polskiego. Mam jednak wrażenie, że wcale nie jest ona dana wszystkim tym Polakom, którzy usiłują bardzo dowartościować się poprzez języki obce i sądzą, że to jest jakaś tam miara ich intelektu. Tylko co z tego, że ktoś twierdzi, że rozumie - czy nawet dogaduje się - w jakiejś cudzej mowie, gdy po naszemu wychodzi mu kiepsko? Zwyczajnie brak wówczas dowodu na te jego umiejętności, skoro już w ojczystym języku jakoś mu nieskładnie wyrażanie myśli wychodzi... Choć językami obcymi zamuję się zawodowo, to jednak w dość specyficznym zakresie i choć od dawna mieszkam zagranicą, to już na przykład w obcym języku mówionym - w życiu codziennym - dostrzegam u siebie w niektórych sytuacjach spore deficyty. Jestem Polakiem i mało znam osób, którzy wyjechali zagranicę w dorosłym wieku i opanowali język bez akcentu. To chyba prawie niemożliwe. Ale gdyby to tylko o akcent chodziło, to i tak byłoby super... |
#59 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia | > Nieznajomość filozofii Spinozy się kłania.U kogo? U Fizyka, czy u Einsteina? Szkoda, ze Einstein nie żyje i go kolega Elasp pouczyć nie może... ... do maceoxa to już nawet nie ma co się zniżać, by odpowiedzieć mu na jego pytania: www.racjonalista.pl/forum.php/s,640660#w641982 SKĄD PAN COŚ WIE O BOGU? |
#60 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Ze skrajności w skrajność moja historia | |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|