Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kulturalny dyskutant pożądany?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
19-06-2016 12:38dajmonion (3663 punktów)Kulturalny dyskutant pożądany?
Ocena 5 na 5
Kulturalny dyskutant pożądany? Ależ proszę Was. Czy można sobie wyobrazić coś gorszego niż kulturalny, spokojny adwersarz, który lekko przyciszonym głosem niczym terapeuta próbuje coś nam przekazać?
Sytuacja w której sprawiedliwy zostaje skazany jak w przypadku np. Jezusa nie jest przecież własnością którejś religii. Ten obraz to archetyp.
Spokojny dyskutant tak długo nie jest mile widziany dopóki istnieje cień, któremu on zaprzecza. Racjonalność nie obejmuje wszystkiego co jest w cieniu. I tu musi powstać zgrzyt.
Kulturalne dyskusje prowadzone są przez osoby, które ostatecznie są z tej samej bajki.
Na kulturalną dyskusję można sobie pozwolić co najwyżej, gdy ma się podejrzenie, że można kogoś pozyskać. Jednak przy zbyt długim oporze drugiej strony widać wyraźnie, że to wróg. I w tym momencie o wiele lepszy jest dyskutant agresywny. Na pewnym poziomie (co widać raczej po twarzy niż po argumentach) toczy się bowiem z nim po prostu walkę, do której kiedyś używano toporów i siekier. Lepszy bo lepiej się na nim ostrzy te narzędzia.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej..
#76
02-07-2016 17:35
 Ocena 1 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
.
>Do tego wystarczy odłożenie emocji na bok i posługiwanie się logiką, argumentami. Co mi z tego przyjdzie, że będę tolerował motywy Pana Bogusławskiego, albo Brzostowskiego? Wolałbym od nich usłyszeć argumenty.

Nieodparta argumentacja Wielce Szanownego Pana Olsona skierowana do Bogusławskiego: Rozdygotany dziadek z demencją nie przekona raczej nikogo, szczególnie gdy wylewa te emocje w tak prymitywny sposób. Nikt zdrowy na umyśle nie łyka Pana kłamstw, a brak zdolności do argumentowania dyskwalifikuje Pana i jest poważną przesłanką na to, że nie ma Pan racji.
Po zacietrzewionym trollu cała argumentacja spływa jak woda po kaczce. On jest teflonowy, nic do niego nie dociera i pieprzyć ciągle to samo może i bez końca. Można walczyć z głupotą w społeczeństwie, ale osobista głupota jest nie do pokonania.

Czytelnik 'olson' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,713860#w714929

@@@
.

dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
>Mówi Pan więc o wierzeniach, a te według mnie są niedyskutowalne. Mnie interesują tylko fakty >potwierdzalne doświadczeniami.
Raczej o introspekcji.
>>To chyba nie będzie potrzebne, bo ten eksperyment Milgrama, który Pan przytoczył też się nieźle >>nadaje jako ilustracja cienia.
>Nie wiem, jaka jest koncepcja "cienia" począwszy od zdefiniowania tego terminu i dlatego >ilustracja tego co nie najlepiej rozumiem wydaje mi się dalece wtórna.
To nie jest tak, że dysponuję ścisłą definicją cienia. Ale też opisuję to o co mi chodzi. Na przykład wtedy gdy piszę "Istnieje mnóstwo wyborów emocjonalnych, które mają się nijak do siebie nawzajem i do racji rozumowych." Pod czym się Pan zresztą podpisuje.
>>Rzecz w tym, że według mnie źródłem takiego uporu nie jest brak inteligencji tylko brak >>akceptacji.
>Akceptacji czego? Siebie samego?
Tak
>zacietrzewienie na przedmiocie swojej wiary jest dowodem słabszego przygotowania (znajomości >problematyki) i słabszej sprawności intelektualnej.
Albo też ktoś może być bardzo dobrze przygotowany i nawet inteligentny i właśnie ta inteligencja pokazuje komuś, że wyznawane stanowisko posiada tylko np. 2 mocne argumenty a nie 10 jak by być może chciał. To jest właśnie brak akceptacji cienia, czyli faktu, że emocje chcą więcej niż rozum jest w stanie dostarczyć.
>>To woła Pan straż miejską i wieczorem już nawet nie pamięta Pan o sprawie.
>A skąd ta pewność, iż "straż" opowie się po Pańskiej stronie, a nie po stronie chama?
>>Nie bardzo rozumiem do czego Pan nawiązuje tym pytaniem.
>Do niczego konkretnego. Uwaga jest ogólna
Wie Pan. Kto jak kto, ale Pan z całą pewnością wie jak bardzo mało rzeczy jest pewnych. Jeżeli teraz zwraca Pan uwagę na fakt, że jakaś teza nie obowiązuje w sposób absolutny, to ja się z Panem zgadzam. Zastanawiam się tylko czemu ma ona służyć w kontekście naszej dyskusji. Bo jeżeli Pan pisze, że nic konkretnego i, że to jest ogólne to takim zastrzeżeniem można opatrzyć niemal każde stwierdzenie.

dajmonion

dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
>Akceptacja zła niszczy wartość dobra.
Ale tu nie chodzi o akceptację zła, tylko o akceptację siebie. Być może słowo akceptacja nie jest tu najszczęśliwsze. Ja po prostu nie rozumiem dlaczego mielibyśmy się utożsamiać tylko z częścią siebie. Jak ktoś się Ciebie pyta: Ty to kto? to co byś odpowiedział? Ty to Twój rozum?
>Np gdy rządzą nami pragnienia, emocje, a przegrywa racjonalna ocena.
Chcesz powiedzieć, że nie ma sytuacji, w której powinna przegrać?
>pewne emocje po prostu umierają gdy się nie jest w ich centrum.
Skąd wiesz, że umierają? A może tkwią pod progiem świadomości?
>Wiele emocji jest niepotrzebnych,
Niepotrzebnych z punktu widzenia osiągnięcia jakiegoś celu, ale czy to znaczy, że nic nie mówiących?
>>>>Plebs >utożsamia się z tymi prymitywizmami i włącza to w obręb "ja", a ludzie myślący kierują >>>>się >głównie logiką.
>>>Piszesz jakby to była sytuacja albo-albo. A uznanie czegoś w sensie zaakceptowanie to nie to >>samo co utożsamienie. To na przykład włączenie w obręb.
>W obręb czego?
Siebie.
>Co to znaczy, że samo bycie jest boskie?
A co to Twoim zdaniem znaczy bycie?

dajmonion

dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
>>>>Bytu czy bycia?
>>>Tego i tego.
>>Gdy bóg mówi, ze jest byciem to rozumiem go, a co to miałoby znaczyć, że jest bytem?
>To samo. Byt to bycie postrzegane jako właściwość obiektu, który istnieje.

Nie rozumiem. Czyli fakt, że grabie leżą przed komórką miałby być boski? To bez sensu. Dlaczego to miałoby być boskie? A gdybyśmy poprowadzili naszą dyskusję przy założeniu, że bóg nie gada od rzeczy, to co to miałoby znaczyć? Ta boskość bycia?


dajmonion

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
Mówimy tylko o częściach zdania.

To są wszystko iluzje: podmiot, orzeczenie, rzeczownik, czasownik. To bullshit i odrzućmy to, a kiedy z tego korzystamy to jest to dla nas jedynie konwencja społeczna.

Boskie bycie? Myślę, że to błąd i nic więcej. Jakieś zaburzenia neuroprzekaźnictwa, zapewne dopaminy.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
>>Akceptacja zła niszczy wartość dobra.
>Ale tu nie chodzi o akceptację zła, tylko o akceptację siebie. Być może słowo akceptacja nie jest tu najszczęśliwsze. Ja po prostu nie rozumiem dlaczego mielibyśmy się utożsamiać tylko z częścią siebie. Jak ktoś się Ciebie pyta: Ty to kto? to co byś odpowiedział? Ty to Twój rozum?

To bym odpowiedział, że w zależności od tego jak na to spojrzę jestem czym innym.
a) ja to organizm olsona, czyli ciało + całość procesów w nim
b) ja to funkcja mózgu tworząca iluzję spójności mechanizmów wewnętrznych umysłu
c) ja to maska społeczna, a podmiot to część zdania służąca do nadania tożsamości aby ludzie nawzajem się odróżniali i nazywali
d) ja to emocje, pragnienia, preferencje i uczucia (niebezpieczne podejście)
e) ja to rozum będący ponad pkt d)
f) ja to obserwator d) i e)
g) ja to czysta świadomość, która czegokolwiek doświadcza, a pkt od a) do f) to tylko treść doświadczenia czyli nie ja.

Co to więc oznacza "zaakceptować siebie"? Może jeszcze dodasz, że bezwarunkowo i że myślisz tak naprawdę o pkt d) ? Ja nie rozumiem dlaczego miałbym się utożsamiać.

Dodam tu coś jeszcze. Emocje i to wszystko co chcesz żeby "zaakceptować" tworzy sprzeczności, a trzeba sobie stworzyć hierarchię wartości i wywalić poza obręb "codziennego ja" to co im przeczy, np mam w sobie aspekt lenistwa i do niego powstają jakieś racjonalizacje chcące mnie przekonać, że lenistwo jest ok. Mam aspekt ambicji i do niego też istnieją racjonalizacje i argumenty, więc muszę coś wybrać mimo odczuwania obydwu emocji. Włączam ambicję w obręb "ja" i daje mi to siłę, a akceptacja lenistwa doprowadziłaby mnie do bycia plebsem. Nie ma mowy o akceptacji, życie to walka i głównie walczymy sami z sobą, albo jesteśmy planktonem, mięsem armatnim.

>>Np gdy rządzą nami pragnienia, emocje, a przegrywa racjonalna ocena.
>Chcesz powiedzieć, że nie ma sytuacji, w której powinna przegrać?

Tak.

>>pewne emocje po prostu umierają gdy się nie jest w ich centrum.
>Skąd wiesz, że umierają? A może tkwią pod progiem świadomości?

Czyli dla mnie ich nie ma, więc na jedno wychodzi. Raczej umierają, bo zmienia się informacja świadoma i ona jest wzmacniana.

>>Wiele emocji jest niepotrzebnych,
>Niepotrzebnych z punktu widzenia osiągnięcia jakiegoś celu, ale czy to znaczy, że nic nie mówiących?

Mówiących bełkotliwie i tkwiących w błędzie. Z emocjami jest jak z małymi dziećmi - jeśli pozwoli się im na za dużo to zrujnują dom i będą obżerać się słodyczami i grać na komputerze.

>>>>>Plebs >utożsamia się z tymi prymitywizmami i włącza to w obręb "ja", a ludzie myślący kierują >>>>się >głównie logiką.
>>>>Piszesz jakby to była sytuacja albo-albo. A uznanie czegoś w sensie zaakceptowanie to nie to >>samo co utożsamienie. To na przykład włączenie w obręb.
>>W obręb czego?
>Siebie.

Czyli? Jaka jest Twoja koncepcja "ja"?

>>Co to znaczy, że samo bycie jest boskie?
>A co to Twoim zdaniem znaczy bycie?

Istnienie, a w tym kontekście także życie. To tak jakby powiedzieć, że płytka CD jest boska, bo istnieje, a ja uważam, że dopiero jej zapis mówi coś o wartości.

Zauważ, że jeśli ktoś przegrywa, pije, ćpa, jest gruby, nie pracuje, zdradza itd to nigdy on sam nie jest za to odpowiedzialny, tylko mówimy o czynnikach, które to powodują. Ludzie są planktonem i przegrywają przez brak odpowiedzialności i posiadania siły sprawczej. Wygrana jest już przypisana do konkretnych planowanych celowych działań człowieka, natomiast wymaga wielu wyrzeczeń i sama w sobie też się nie opłaca, bo nie istnieje cel, który warto osiągnąć. Dla mnie ambicja jest po to żebym nie przegrał jak no-skill i plankton, ale nie służy żadnym konkretnym pozytywom. Życie to przypadkowa ewolucja i okrutny negatywny determinizm powodujący przeważnie negatywne skutki. Szukanie tutaj sensu to tak jakby szukać żony w burdelu.

#82
05-07-2016 09:14
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
.
Nie wiem, jaka jest koncepcja "cienia" począwszy od zdefiniowania tego terminu i dlatego ilustracja tego co nie najlepiej rozumiem wydaje mi się dalece wtórna.
> To nie jest tak, że dysponuję ścisłą definicją cienia.
A jaką Pan dysponuje?

> Ale też opisuję to o co mi chodzi.
Mam od lat problem ze zrozumieniem Pana i Pańskie opisy "cienia" też nie bardzo do mnie trafiają.

> Na przykład wtedy gdy piszę "Istnieje mnóstwo wyborów emocjonalnych, które mają się nijak do siebie nawzajem i do racji rozumowych." Pod czym się Pan zresztą podpisuje.
Tak, istnieją wybory emocjonalne. Moim zdaniem, gdyby nie istniały nie bylibyśmy ludźmi. Podpisałem się po istnieniem wyborów emocjonalnych, gdyż chyba to oczywiste. www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,714830#w715047

> Zresztą Pan wie doskonale o tym, że wielu takim uparciuchom trudno zarzucić niską inteligencję czy brak erudycji.
Poważnie to zbyt spekulatywne pytanie, gdy nie możemy dobrze zdefiniować postulowanego poziomu erudycji ani inteligencji, ale w popularnym rozumieniu tych terminów, to zacietrzewienie na przedmiocie swojej wiary jest dowodem słabszego przygotowania (znajomości problematyki) i słabszej sprawności intelektualnej.

>Albo też ktoś może być bardzo dobrze przygotowany i nawet inteligentny i właśnie ta inteligencja pokazuje komuś, że wyznawane stanowisko posiada tylko np. 2 mocne argumenty a nie 10 jak by być może chciał. To jest właśnie brak akceptacji cienia, czyli faktu, że emocje chcą więcej niż rozum jest w stanie dostarczyć.
Znowu nie bardzo rozumiem, ale chyba nie muszę.

Prawie każdego człowieka emocje ponoszą, ale nie wszyscy zaraz schodzą na poziom chamstwa.
Ja uważam, że chamstwo nie jest największym problemem. Czy to dla Pana problem jeśli ktoś nazwie Pana wulgarnie? Chamstwo się zbywa tak jak się zbywa bandę bachorów biegnących za Panem i coś tam wołających. To woła Pan straż miejską i wieczorem już nawet nie pamięta Pan o sprawie. Z drugiem strony można przecież w kulturalny sposób dopiec komuś do żywego. I ja uważam, że dzieje się tak dlatego, że ktoś nie akceptuje swojego cienia. To jest powód lub jeden z powodów, dla którego ludzie się nienawidzą. Jeśli bowiem akceptuje Pan siebie nie tylko jako kogoś, to co miałoby być źródłem Pana zdenerwowania?


A skąd ta pewność, iż "straż" opowie się po Pańskiej stronie, a nie po stronie chama?
>Nie bardzo rozumiem do czego Pan nawiązuje tym pytaniem.
Do niczego konkretnego. Uwaga jest ogólna i oparta tak na przyswojonej literaturze, jak na doświadczeniach życiowych. (...) I co i nico - nikt im nic złego zrobić albo nie może, albo nie robi. Takie jest życie, iż praktycznie to bardziej kulturalny ustępuje, a cham najczęściej wygrywa. Cham ma tupet i jest pewien, iż zawsze ma rację, a jeszcze do tego lubi mieć ostatnie zdanie. Tu też piszę ogólnie, nie nawiązując do nikogo. Przecież, gdy ktoś będzie chciał to rozpozna i siebie i innych, a po chamach, to i tak spłynie jak woda po kaczce.

>Wie Pan. Kto jak kto, ale Pan z całą pewnością wie jak bardzo mało rzeczy jest pewnych.
Bez przesady. Jestem zwolennikiem racjonalnego, a nie pirrońskiego sceptycyzmu.

>Jeżeli teraz zwraca Pan uwagę na fakt, że jakaś teza nie obowiązuje w sposób absolutny, to ja się z Panem zgadzam.
Filozoficznie niewiele tez występuje absolutnie, ale praktycznie bez uogólnień, a tym bardziej uznania tez weryfikowanych doświadczanie nie moglibyśmy funkcjonować.
Pan wyszedł od uogólnień, a ja te uogólnienia, w oparciu o praktykę życia kontynuowałem.

> Zastanawiam się tylko czemu ma ona służyć w kontekście naszej dyskusji.
To niech Pan pomyśli?

> Bo jeżeli Pan pisze, że nic konkretnego i, że to jest ogólne to takim zastrzeżeniem można opatrzyć niemal każde stwierdzenie.
Wcale niczego takiego nie napisałem. Stwierdziłem tylko, iż nie odnoszę Do niczego konkretnego. Uwaga jest ogólna i oparta tak na przyswojonej literaturze, jak i na doświadczeniach życiowych. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,714830#w715085 [Załącznik]
Mam ograniczone zaufanie do ludzi sprawujących władzę, a tym bardziej różnych "straży" i "milicji", gdyż mama mawiała, że "im mniejszy placyk, to tym większy kacyk", a "sodówka władzy wszystkim uderza do głowy".

@@@
.

dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
A gdy zajmujesz się jakąś ulubioną czynnością, nie śpieszysz się, nie myślisz, że coś za chwilę trzeba będzie zrobić, to czy nie mógłbyś wtedy stwierdzić, że Twoje bycie jest boskie? Mógłbyś nawet spontanicznie coś takiego wykrzyknąć lub powiedzieć do siebie w myślach.


dajmonion

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
W takim momencie nie sformułuję określenia tego stanu. Mogę to zrobić dopiero po fakcie, ale opisu nie należy mylić z doświadczeniem.

Gdy jest mi dobrze, to dlatego, że koncentruję się na bardzo ograniczonej liczbie rzeczy, a tło jest wtedy wycięte ze świadomości. Myśląc o prawdzie ciężko znaleźć szczęście. Próbując opisać swój stan automatycznie wytrącam się z pozytywnego stanu i przechodzę do suchego intelektu, który nie jest wcale przyjemnością.

dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
>To bym odpowiedział, że w zależności od tego jak na to spojrzę jestem czym innym.
Z jednej strony zdajesz sobie sprawę, że 'ja' jest strukturą lingwistyczną. Z drugiej utożsamiasz się z tym. Tyle, że raz z jednym raz z drugim.
>Co to więc oznacza "zaakceptować siebie"?
To chyba po prostu oznacza, że nie utożsamiasz się z żadną formą. Jeżeli ktoś utożsami się z formą intelektualisty i odsunie od siebie emocje, to ich nie pozna i nie zrozumie co chcą przekazać. W momencie gdy się nie utożsamiasz, masz jakby dystans do każdej formy, to jesteś w stanie spojrzeć jej w oczy. To nie znaczy, że zło staje się dobrem. Czy spojrzenie w oczy ciniowi nie wymaga jednak pewnej akceptacji? Abyś mógł spojrzeć to musisz dać prawo miejsca.
Mam wrażenie, że Ty ze mną tak dyskutujesz jakbyś sądził, że ja chcę zło nazwać dobrem albo przynajmniej zneutralizować.
>>>Np gdy rządzą nami pragnienia, emocje, a przegrywa racjonalna ocena.
>>Chcesz powiedzieć, że nie ma sytuacji, w której powinna przegrać?
>Tak.
A sytuacja zakochania? Dziewczyna ma do wyboru: Kandydat A lub B. Kandydat A ma lepsze wykształcenie, a emocje kierują do kandydata B. No chyba nie chcesz powiedzieć, że to trzeba wyliczyć.
>Czyli dla mnie ich nie ma, więc na jedno wychodzi. Raczej umierają, bo zmienia się informacja >świadoma i ona jest wzmacniana.
No jak na jedno? Jeśli są to działają.
>Czyli? Jaka jest Twoja koncepcja "ja"?
Moja koncepcja 'ja' nie jest koncepcją


dajmonion

dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
>Szukanie tutaj sensu to tak jakby szukać żony w burdelu. To tak jakby powiedzieć, że płytka CD jest boska, bo istnieje, a ja uważam, że dopiero jej zapis mówi coś o wartości.
Nie ma to jak argumenty przemawiające do wyobraźni Z tą płytą CD to może być tak, że nawet gdy jest niezapisana, to moment, w którym bierzesz ją do ręki, czujesz jej chropowatość i efekty dyfrakcyjne, to ten moment możesz uznać za boski. To bycie w kontakcie razem z płytą.
Czyli innymi słowy chodzi tu o bycie bytu. Nie tyle sam byt jest boski ile bycie tego bytu.


dajmonion

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
>Z jednej strony zdajesz sobie sprawę, że 'ja' jest strukturą lingwistyczną. Z drugiej utożsamiasz się z tym. Tyle, że raz z jednym raz z drugim.

No właśnie nie utożsamiam się, tylko wymieniłem Ci jakie są różne znaczenia "ja", przez które przechodziłem żeby w końcu móc się nie utożsamiać. Teraz są to dla mnie tylko robocze "okulary z filtrem", przez które patrzę w danym momencie. Z tego nieutożsamiania wynikają oczywiście różne następstwa, np strofowanie osób, które się utożsamiają i śmianie się z nich.

>>Co to więc oznacza "zaakceptować siebie"?
>To chyba po prostu oznacza, że nie utożsamiasz się z żadną formą.

Czyli nie ma się z czym utożsamiać, więc nie ma czego akceptować. Akceptacja chyba wynika z utożsamienia i uznania czegoś za dobro, ale pewnie mówisz o 3 znaczeniu stąd:
sjp.pwn.pl/sjp/akceptacja;2439112.html
a ja o 1 i 2. Ten durny język niestety ma kiepską konstrukcję.

>Jeżeli ktoś utożsami się z formą intelektualisty i odsunie od siebie emocje, to ich nie pozna i nie zrozumie co chcą przekazać. W momencie gdy się nie utożsamiasz, masz jakby dystans do każdej formy, to jesteś w stanie spojrzeć jej w oczy. To nie znaczy, że zło staje się dobrem. Czy spojrzenie w oczy ciniowi nie wymaga jednak pewnej akceptacji? Abyś mógł spojrzeć to musisz dać prawo miejsca.

Ja np odsuwając emocje robię to właśnie dlatego, że je poznaję i rozumiem. Dzięki temu mam dystans i uważam emocje za śmietnik, a dawniej żyłem emocjami i uważałem je za sens, co było debilizmem i frajerstwem. Akceptuję jedynie to, że różne emocje i myśli pojawiają się i znikają. Akceptuję tylko dlatego, że mogę to ignorować i nadawać lub odbierać temu znaczenie.

>Mam wrażenie, że Ty ze mną tak dyskutujesz jakbyś sądził, że ja chcę zło nazwać dobrem albo przynajmniej zneutralizować.

Jak wcześniej pisałem podając definicję słowa "akceptacja". Podejrzewam, że to kwestia języka.

>>>>Np gdy rządzą nami pragnienia, emocje, a przegrywa racjonalna ocena.
>>>Chcesz powiedzieć, że nie ma sytuacji, w której powinna przegrać?
>>Tak.
>A sytuacja zakochania? Dziewczyna ma do wyboru: Kandydat A lub B. Kandydat A ma lepsze wykształcenie, a emocje kierują do kandydata B. No chyba nie chcesz powiedzieć, że to trzeba wyliczyć.

Emocje ją oszukują i za kilka lat będzie sobie pluć w brodę pytając się siebie "co ja widziałam w tym buraku?". Potem będą kłótnie i wzajemne oskarżenia o to kto komu rzekomo zepsuł życie.

Ja mam tu podobny problem, bo emocje odpalają się nie wtedy kiedy bym tego chciał, więc muszę się pogodzić z brakiem dziewczyny, ale mówi się trudno, bo to i tak nie ma znaczenia. Emocje to zazwyczaj balast.

>>Czyli dla mnie ich nie ma, więc na jedno wychodzi. Raczej umierają, bo zmienia się informacja >świadoma i ona jest wzmacniana.
>No jak na jedno? Jeśli są to działają.

Ale gdzie są i działają skoro w świadomości ich nie ma?

>>Czyli? Jaka jest Twoja koncepcja "ja"?
>Moja koncepcja 'ja' nie jest koncepcją

Czyli?

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
Chyba nie rozumiem, choć gdybym teraz zjadł kokę, to też mówiłbym, że fakt istnienia jest boski

dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
>>Z jednej strony zdajesz sobie sprawę, że 'ja' jest strukturą lingwistyczną. Z drugiej >>utożsamiasz się z tym. Tyle, że raz z jednym raz z drugim.
>No właśnie nie utożsamiam się, tylko wymieniłem Ci jakie są różne znaczenia "ja", przez które >przechodziłem żeby w końcu móc się nie utożsamiać
Ale to by oznaczało, że nie odpowiedziałeś na pytanie, bo pytanie było Ty to kto? a nie: proszę wymień czym nie jesteś.
>Teraz są to dla mnie tylko robocze "okulary z filtrem", przez które patrzę w danym momencie.
Kto patrzy?
>Czyli nie ma się z czym utożsamiać, więc nie ma czego akceptować.
O właśnie. Pogodzenie się to jest dobre słowo. Obserwujesz siebie. Godzisz się z faktem, że są w Tobie różne rzeczy, ale też możesz działać w jakimś kierunku. Ja bym powiedział tak: Osoba utożsamiająca się z czystością widząc na sobie brud wpada w histerię i leci pod prysznic, mało karku nie złamie. Z drugiej strony ktoś kto działa ze spokojem jakby godzi się z faktem, że ten brud jeszcze trochę na nim posiedzi, ale pewnie za jakiś czas go spłucze.
>Emocje ją oszukują i za kilka lat będzie sobie pluć w brodę pytając się siebie "co ja widziałam >w tym buraku?". Potem będą kłótnie i wzajemne oskarżenia o to kto komu rzekomo zepsuł życie.
Możliwe, ale czy to oznacza, że należy wchodzić w związki z rozsądku? Może to jest właśnie ta sytuacji, gdy rozum powinien przegrać?
>>No jak na jedno? Jeśli są to działają.
>Ale gdzie są i działają skoro w świadomości ich nie ma?
W podświadomości.
>>Moja koncepcja 'ja' nie jest koncepcją
>Czyli?
Skłonny byłbym łączyć 'ja' z byciem bytu.


dajmonion

dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
>Chyba nie rozumiem, choć gdybym teraz zjadł kokę, to też mówiłbym, że fakt istnienia jest boski
Ale chyba nie trzeba aż tak. Podobno efekty medytacji są między innymi tego rodzaju, że zaczynasz jakby delektować się każdą chwilą i wtedy bycie staje się boskie.

dajmonion

1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365