 |
Ateizm jest "religią" ludzi niemądrych Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 25-12-2012 11:15 | mrSpock (2845 punktów) | Ateizm jest "religią" ludzi niemądrych
17 na 17 | Fronda jest kopalnią absurdalności, gdyby panowie z latającego cyrku monty pythona nadal tworzyli to mogę się założyć, że byliby częstymi gośćmi na portalu Fronda. Przeglądając "fejsa" natrafiłem na taki o to tytuł: "Prefekt Kongregacji Nauki Wiary: Ateizm jest religią ludzi niemądrych" No cóż różni ludzie wybrali ścieżkę ateizmu i ciężko było by uznać, że każdy jest wybitnym umyłem. Kiedy jednak czytam podobne zdania (jak to powyżej), to zastanawiam się, jak mały jest świat człowieka, który podobne bzdury wypowiada. Jak zwykle ateizm jest przedstawiany jako zło całego świata ateistów obwinia się za mordy na oficerach w Katyniu (no, bo przecież komunista ateista) czy 80 tys kapłanów w związku sowieckim. Biedny kościół musi walczyć o swoją pozycję w społeczeństwie. Chrześcijaństwo jedyna słuszna postawa: Cytat:"Powinniśmy być dumni, że jesteśmy pośród społeczeństwa i jemu służymy. Niech raczej próbują się usprawiedliwiać ci ludzie, którzy wyznają ateizm i działają na społeczeństwo destruktywnie. Katolicy działają na społeczeństwo pozytywnie. Chrześcijaństwo wnosi w jego funkcjonowanie i w życie publiczne bardzo dużo wartości. Nie mamy powodów, aby się tu usprawiedliwiać" A niby z czego mam się tłumaczyć? Z tego, że wyrosłem z niewidzialnego przyjaciela? Czy może np z tego, że moja chęć pomocy innym czy bycia dobrym bierze się z tego, bo tak czuję i chcę. A nie ze strachu przed niewidzialnym facetem. I jak zwykle katolicyzm jest prześladowany a wstrętni ateiści chcą wprowadzić w społeczeństwo swoje destruktywne wartości które mają na celu zniszczyć całą ludzkość. Ale katolicy nie pękają dumnie obnoszą się ze swoimi wartościami i wszelkie pomyje wylewają na innowierców czy ateistów po uszy tkwiąc w g....e. Chyba polubili ten smród... Link www.fronda(*)ia-ludzi-niemadrych,24779.html | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
26 na 26 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > A niby z czego mam się tłumaczyć? Z tego, że wyrosłem z niewidzialnego przyjaciela?www.fronda(*)ia-ludzi-niemadrych,24779.html-Szczerze odradzam próby logicznego analizowania podobnych tekstów i stwierdzeń, a tym bardziej tłumaczenie się z bycia ateistą. Po prostu Twoja postawa wywołuje wątpliwości, strach i niepewność u wierzących co do słuszności ich wiary, a u hierarchów dochodzi jeszcze obawa utraty władzy. To ich reakcja obronna, ciągłe racjonalizowanie sobie własnych wierzeń z jednoczesnym umniejszaniem ważkości argumentów przeciwnika.
Religia jest kompletnym nonsensem i ogromną szkodą dla ludzkiej cywilizacji. - Steven Weinberg
|
|
 | 3 na 3 | mrSpock (2845 punktów) |
>-Szczerze odradzam próby logicznego analizowania podobnych tekstów i stwierdzeń, a tym bardziej tłumaczenie się z bycia ateistą. Po prostu Twoja postawa wywołuje wątpliwości, strach i niepewność u wierzących co do słuszności ich wiary, a u hierarchów dochodzi jeszcze obawa utraty władzy. To ich reakcja obronna, ciągłe racjonalizowanie sobie własnych wierzeń z jednoczesnym umniejszaniem ważkości argumentów przeciwnika. > Religia jest kompletnym nonsensem i ogromną szkodą dla ludzkiej cywilizacji. - Steven Weinberg Ja już przestałem doszukiwać się sensu i logiki w podobnych tekstach kiedyś próbowałem, ale spowodowało to u mnie niestrawności tak, więc zaprzestałem temu. Ten post i link wstawiłem jako taką ciekawostkę pokazującą ludzi, którzy obrzucają błotem każdego, kto nie pasuje do ich małego świata. Za dobre rady zawszę dziękuję. Dziękuję i za tą.
|
|
18 na 18 | slik (20011 punktów) | > "Prefekt Kongregacji Nauki Wiary: Ateizm jest religią ludzi niemądrych"Bo "mądrzy" ludzie wierzą w rodzące dziewice i gadające węże
|
|
 | 8 na 8 | mrSpock (2845 punktów) | > >"Prefekt Kongregacji Nauki Wiary: Ateizm jest religią ludzi niemądrych"> Bo "mądrzy" ludzie wierzą w rodzące dziewice i gadające węże  > Wystarczy, że ma przed nazwiskiem ks bp czy albo jakąś dziwną nazwę w stylu od spraw kongregacji wiary to przez wierzących jest uznawany za autorytet i nic co mówi nie jest kwestionowane.
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Wystarczy, że ma przed nazwiskiem ks bp czy albo jakąś dziwną nazwę w stylu od spraw kongregacji wiary...
A jak gawiedź słucha protonotariusza apostolskiego w mantolecie i w birecie z czerwonym pomponem, to wciąga nosem jego słowa niczym wonny afrodyzjak.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
15 na 15 | Olek Mularski (3178 punktów) | Jak zwykle Fronda popełnia podstawowe i głupawe wręcz błędy. Ateizm nie jest żadną religią czy ideologią, jest tylko prostą odpowiedzią na pytanie "czy bóg istnieje? tak/nie?" Chrześcijanie jednak nie wyobrażają sobie możliwości życia bez religii, więc uznają, że brak boga też jest religią.
Co do Frondy to rzeczywiście nawet nie warto pochylać się na analizę jej tekstów, bo prezentowana tam logika jest nawet poniżej tej prezentowanej przez mieszkanców domu wariatów.
|
|
 | 4 na 4 | Irracja (4721 punktów) | > Ateizm nie jest żadną religią czy ideologią, jest tylko prostą odpowiedzią na pytanie "czy bóg istnieje? tak/nie?"
... dopóki ateizm będzie się "kłócił czy bóg istnieje?", tak długo KRK/religie będą posiadały "tabuny fanatycznych obrońców" i będzie "święcił tryumfy". A kogo tak na prawdę interesuje pytanie o istnienie "Boga"? Tylko KRK/religie jest w tym zainteresowany, bo to mu daje władzę i odwleka czas w którym tę władzę starci, w którym ludzie zaczną zauważać ich "fałsz i niegodziwość". A wchodząc z nimi w spór o "istnienie Boga", popiera się tylko ich, staje się ich "nieświadomymi sprzymierzeńcami". Więc niech sobie "marzą" i szukają dowodów na jakąś abstrakcję. Ateizm powinien udowadniać, że "Bóg" nie jest potrzebny w życiu doczesnym, że nie ma wpływu na los człowieka. Że to KRK/religie wymyślają "konkretny wizerunek Boga", bo to daje im ogromne korzyści materialne i pozwala zniewolić ludzi. Po co walczyć z "Bogiem"? Lepiej pokazać (i udowodnić) ludziom, że "Bóg" nie ma wpływu na świat. A wtedy ludzie sami zaczną się zastanawiać nad istnieniem "Boga"...
... zaczynając wyburzanie od fundamentów pamiętaj, że nad sobą masz materiał na nagrobek własnej głupoty...
>Chrześcijanie jednak nie wyobrażają sobie możliwości życia bez religii, więc uznają, że brak boga też jest religią.
... wyobrażają sobie, wyobrażają sobie możliwość życia bez religii - zwłaszcza kler sobie to potrafi wyobrazić, życie bez ich religii, życie w którym muszą "dylać fizycznie by się wyżywić". I dlatego robią wszystko by ateistów spostrzegać jako "wrogów Boga" - a nie jako krytyków i przeciwników kościoła/religii. I stąd takie "oszołomskie" artykuły i poglądy...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
|  | 3 na 3 | Olek Mularski (3178 punktów) | > ... dopóki ateizm będzie się "kłócił czy bóg istnieje?", tak długo KRK/religie będą posiadały "tabuny fanatycznych obrońców" i będzie "święcił tryumfy". A kogo tak na prawdę interesuje pytanie o istnienie "Boga"?Ateizm nie pyta "czy bóg istnieje?", tylko stawia potężną tezę "bóg nie istnieje" i broni jej całą baterią ciężkiej artylerii naukowych argumentów. Wątpliwą próbę obalenia tezy zaś zrzuca na ręce teistów i ich marne argumenciki pochodzące najczęściej z biblii i innych starożytnych powieści science fiction. > Tylko KRK/religie jest w tym zainteresowany, bo to mu daje władzę i odwleka czas w którym tę władzę starci, w którym ludzie zaczną zauważać ich "fałsz i niegodziwość". A wchodząc z nimi w spór o "istnienie Boga", popiera się tylko ich, staje się ich "nieświadomymi sprzymierzeńcami". Więc niech sobie "marzą" i szukają dowodów na jakąś abstrakcję.Póki się ich do tego nie skłania, to oni nie szukają dowodów, bo istnienie boga uznają za aksjomat, ewentualnie za dowody uznają spisane przez jakiś natchnionych duchem świętym, lub raczej nabuzowanych winiaczami pseudo-poetów dzieła. > Ateizm powinien udowadniać, że "Bóg" nie jest potrzebny w życiu doczesnym, że nie ma wpływu na los człowieka. Że to KRK/religie wymyślają "konkretny wizerunek Boga", bo to daje im ogromne korzyści materialne i pozwala zniewolić ludzi. Po co walczyć z "Bogiem"? Lepiej pokazać (i udowodnić) ludziom, że "Bóg" nie ma wpływu na świat.Taka doktryna filozoficzna to deizm, a nie ateizm! > A wtedy ludzie sami zaczną się zastanawiać nad istnieniem "Boga"...Jeśli ludzie nie uznają, że go nie ma, lub co gorsza jest, tylko się nimi nie interesuje, wtedy będą modlić się nadal, tak jak teraz i nic w ten sposób nie zmienisz. Kler też nie jest bierny, w odpowiedzi na atak też może się zmienić, stać się dla ludzi atrakcyjniejszy. przecież już prowadzą wiele kampanii zachęcających do wiary. Kto jak kto, ale kasę na PR to oni zawsze mieli. > ... zaczynając wyburzanie od fundamentów pamiętaj, że nad sobą masz materiał na nagrobek własnej głupoty...Jeśli się wyburza za pomocą dynamitu to tylko od fundamentów  > ... wyobrażają sobie, wyobrażają sobie możliwość życia bez religii - zwłaszcza kler sobie to potrafi wyobrazić, życie bez ich religii, życie w którym muszą "dylać fizycznie by się wyżywić". I dlatego robią wszystko by ateistów spostrzegać jako "wrogów Boga" - a nie jako krytyków i przeciwników kościoła/religii. I stąd takie "oszołomskie" artykuły i poglądy...Nie sądzę, żeby to było aż tak płytkie. Niektórzy głęboko wierzący rzeczywiście nie widzą sensu życia bez boga. Co do księży, to też są różni- znaczna część z nich to rzeczywiście chytrzy materialiści, inni są jednak naprawdę wierzący. > ... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...Deizm? Według deistów bóg jest swego rodzaju konstruktorem przyrody, dla której ustanowił prawa i dalej już nie ingeruje w jej rozwój. To brzmi jak jakaś forma kreacjonizmu (owszem "prymitywna" i mało zaawansowana, bo bóg deistów doprowadził jedynie do powstania samego wszechświata, a nie organizmów, ale zawsze). Jedynym rozwiązaniem dla prawdziwego naukowca jest więc ateizm!
|
|
| |  | 10 na 10 | Sylvine (28 punktów) | >>... dopóki ateizm będzie się "kłócił czy bóg istnieje?", tak długo KRK/religie będą posiadały "tabuny fanatycznych obrońców" i będzie "święcił tryumfy". A kogo tak na prawdę interesuje pytanie o istnienie "Boga"? >Ateizm nie pyta "czy bóg istnieje?", tylko stawia potężną tezę "bóg nie istnieje" i broni jej całą baterią ciężkiej artylerii naukowych argumentów. Wątpliwą próbę obalenia tezy zaś zrzuca na ręce teistów i ich marne argumenciki pochodzące najczęściej z biblii i innych starożytnych powieści science fiction.
Ha, no i tutaj zaczynają się schizmaty u ateistów. Bo widzi Pan, zdaniem moim - i nie tylko moim, lecz także takich osobowości jak Hitchens - ateizm właśnie żadnej takiej tezy nie stawia. Ateista jedynie nie akceptuje tezy "Bóg istnieje", nie wysuwając wcale żadnej tezy własnej. Zdawać się to może trywialnym, ale to ogromna różnica. Różnica polegająca między innymi na tym, iż brak akceptacji tezy nie wymaga niczego innego niż stwierdzenia, że nie ma wystarczającej ilości dowodów podtrzymujących tą tezę. Wysuwając własną tezę dowodów trzeba szukać samemu. A ciężko o dowody na nieistnienie czegokolwiek, ale zwłaszcza czegoś tak nieuchwytnego jak większości bogów.
A co do poglądu, jakoby ateizm był formą religii, to nie dziwię się, skąd się taki pojawił. Symptomy są często podobne, to trzeba samokrytycznie jednak przyznać. Zapał łatwo pomylić z fanatyzmem, a akceptację trudnych do ogarnięcia faktów - z wiarą w dogmy. W końcu faktem jest, że większość ateistów cytując "ogromną ilość dowodów na ewolucję" tych dowodów na oczy nigdy nie widziało, a nawet miejąc wgląd prawdopodobnie by ich nie zrozumiało. Nieważne, że koncepcja wydaje się logiczna, a teoria racjonalna - rozmawiając z teistą często widać, że myśli on bądź ona dokładnie to samo o swojej wierze. Przy tym disclaimer - ja nie twierdzę, że to to samo. Stwierdzam jedynie, że wygląda to z pozoru podobnie, i że łatwo takie pozory wykorzystać do celów demagogicznych.
|
|
| | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . Prawie całkowicie się z Panem zgadzam, ale nie wziął Pan całej rzeczywistości pod uwagę. Choć możliwym jest, że rodzimy się ateistami, to bardzo rzadko rodzimy się w środowiskach, które by nas w jakimś stopniu nie indoktrynowały religijnie. Wówczas religijny teizm albo nas opanowuje, albo jest zwalczany i do ateizmu dochodzi się intelektualnie, a jak się do czegoś dochodzi, to są różne tego etapy.
Tak, ja też byłem kiedyś ateistą, dzisiaj jestem naturalistą ontologicznym, ale trzeba było włożyć trochę pracy aby do tego dojść. Zgadzam się z Panem, że ateizm, a nawet racjonalizm może być wiarą, czasem nawet aż fundamentalistyczną i jeżeli pozostanie się na tym etapie to rodzi tak samo groźne zjawiska jak i inne religie. Natomiast, gdy jest tylko etapem intelektualnej drogi, to jest zupełnie naturalnym zjawiskiem polaryzacji postawy.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | |  | 2 na 2 | mrSpock (2845 punktów) | >>>... dopóki ateizm będzie się "kłócił czy bóg istnieje?", tak długo KRK/religie będą posiadały "tabuny fanatycznych obrońców" i będzie "święcił tryumfy". A kogo tak na prawdę interesuje pytanie o istnienie "Boga"? >>Ateizm nie pyta "czy bóg istnieje?", tylko stawia potężną tezę "bóg nie istnieje" i broni jej całą baterią ciężkiej artylerii naukowych argumentów. Wątpliwą próbę obalenia tezy zaś zrzuca na ręce teistów i ich marne argumenciki pochodzące najczęściej z biblii i innych starożytnych powieści science fiction. >Ha, no i tutaj zaczynają się schizmaty u ateistów. Bo widzi Pan, zdaniem moim - i nie tylko moim, lecz także takich osobowości jak Hitchens - ateizm właśnie żadnej takiej tezy nie stawia. Ateista jedynie nie akceptuje tezy "Bóg istnieje", nie wysuwając wcale żadnej tezy własnej.
Naturalnie, że nie akceptuje, bo to nonsens. Jak można akceptować tego typu rzeczy nie mając żadnego punktu oparcia po za jakimiś starymi opowiadaniami o brodatym dziadku stwarzającym wszystko w ciągu kilku dni. Nie wiem jaką tam sobie Hitchens tezę czy teorię stawia, ale wiem, że był ateistą pełną gębą.
>Zdawać się to może trywialnym, ale to ogromna różnica. Różnica polegająca między innymi na tym, iż brak akceptacji tezy nie wymaga niczego innego niż stwierdzenia, że nie ma wystarczającej ilości dowodów podtrzymujących tą tezę. Wysuwając własną tezę dowodów trzeba szukać samemu. A ciężko o dowody na nieistnienie czegokolwiek, ale zwłaszcza czegoś tak nieuchwytnego jak większości bogów.> wszystkich bogów. >A co do poglądu, jakoby ateizm był formą religii, to nie dziwię się, skąd się taki pojawił. Symptomy są często podobne, to trzeba samokrytycznie jednak przyznać. Zapał łatwo pomylić z fanatyzmem, a akceptację trudnych do ogarnięcia faktów - z wiarą w dogmy. W końcu faktem jest, że większość ateistów cytując "ogromną ilość dowodów na ewolucję" tych dowodów na oczy nigdy nie widziało, a nawet miejąc wgląd prawdopodobnie by ich nie zrozumiało. Nieważne, że koncepcja wydaje się logiczna, a teoria racjonalna - rozmawiając z teistą często widać, że myśli on bądź ona dokładnie to samo o swojej wierze. Przy tym disclaimer - ja nie twierdzę, że to to samo. Stwierdzam jedynie, że wygląda to z pozoru podobnie, i że łatwo takie pozory wykorzystać do celów demagogicznych. Różnica polega jednak na tym, że ja nie muszę wierzyć w teorię ewolucji a właściwie nie muszę wierzyć czy rozumieć jej mechanizmów. Ewolucja to fakt i żadne filozofowanie tego nie zmieni. Inna różnica polega na tym, że możesz zakwestionować naukowe dokonania poddając je drobiazgowej analizie możesz przedyskutować wytknąć błędy i wysunąć jakąś swoją tezę czy teorię, która też jest poddawana drobiazgowej analizie. W religii tego nie masz. Papież powiedział, że jest tak... A dla czego..., bo tak... Ale dla czego..., bo tak pisze w biblii a biblia to księga napisana pod wpływem ducha świętego i nie dyskutuj więcej ze mną.
|
|
| | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Różnica polega jednak na tym, że ja nie muszę wierzyć w teorię ewolucji a właściwie nie muszę wierzyć czy rozumieć jej mechanizmów.Na naszym forum pan Fizyk niedawno napisał: Nieprawda. W nauce niczego nie przyjmuje się na wiarę. Wiara nauce jest zbędna. W nauce są tyko mniej lub bardziej ugruntowane teorie. W odróżnieniu od teologii, w nauce nie ma takiego stwierdzenia, któremu nie mogłyby zaprzeczyć fakty empiryczne. Niezależnie od tego co sobie filozofowie wydumają.www.racjon(*)m.php/s,532005/z,0/d,9#w535514Red. Izdebski: Znajomi "pragmatycy" nazywają mnie czasami wierzącym idealistą, ale znowu, z tym określeniem nie zgadzają się ci, którzy wierzą w Boga i nazywają mnie niewierzącym, I już wydawałoby się, że zostałem sklasyfikowany, ale po chwili otrzymuję od nich pytanie: - "Nie wierzysz w Boga? No to trudno, niektórzy już tak mają, ale powiedz - w co wierzysz? Bo wierzyć w "coś" koniecznie trzeba".
Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.> różnica polega na tym, że możesz zakwestionować naukowe dokonania poddając je drobiazgowej analizie możesz przedyskutować wytknąć błędy i wysunąć jakąś swoją tezę czy teorię, która też jest poddawana drobiazgowej analizie. W religii tego nie masz.H. L. Mencken w artykule "Homo Neanderthalensis" sprzed prawie stulecia napisał: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | mrSpock (2845 punktów) | Nic dodać nic ująć. Ja jednak jestem skromnym człowiekiem i tutaj przyznaję, że jeszcze wiele muszę się nauczyć i jeszcze wiele muszę poznać. Wiele rzeczy muszę brać na 'wiarę". Jednak ta wiara ma jakieś podstawy w przeciwieństwie do naiwnej wiary religijnej.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . >Nic dodać nic ująć. Ja jednak jestem skromnym człowiekiem i tutaj przyznaję, że jeszcze wiele muszę się nauczyć i jeszcze wiele muszę poznać. Wiele rzeczy muszę brać na 'wiarę". Jednak ta wiara ma jakieś podstawy w przeciwieństwie do naiwnej wiary religijnej. język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze.
Serdeczne pozdrowienia dla skromnego człowieka.
@@@ .
|
|
| | | |  | 4 na 6 | Sylvine (28 punktów) | >Naturalnie, że nie akceptuje, bo to nonsens. Jak można akceptować tego typu rzeczy nie mając żadnego punktu oparcia po za jakimiś starymi opowiadaniami o brodatym dziadku stwarzającym wszystko w ciągu kilku dni.
Że można, tego dowodzi codziennie ponad połowa ludzkości. Czy jest to mądre, to już inna sprawa.
>Nie wiem jaką tam sobie Hitchens tezę czy teorię stawia, ale wiem, że był ateistą pełną gębą.
Ależ ja tego nie podważam. Stwierdzam jedynie, iż wielokrotnie podkreślał, że w jego pojęciu postawą ateizmu jest nie "Bóg nie istnieje", lecz "Nie ma wystarczającej ilości dowodów, aby móc stwierdzić, że bóg istnieje". Jest to między innymi dlatego tak ważna dystynkcja, ponieważ stwierdzenie "Bóg nie istnieje" właśnie zalatuje wiarą. Brak dowodów na istnienie X nie znaczy, że X nie istnieje. Może to znaczyć i znaczy to często w praktyce, że myślimy i żyjemy wychodząc z założenia, że X nie istnieje. Ale twierdząc, że _wiemy_, że bóg nie istnieje, popełniamy podobny błąd co ludzie, którzy "wiedzą", że bóg istnieje.
>wszystkich bogów.
Muszę przyznać że bawi mnie trochę ten ogromny zapał, przez który najwyraźniej nie zrozumiał Pan celu mojej wypowiedzi. Bynajmniej nie wszystkich bogów; niektórzy są wręcz przeciwnie całkiem uchwytni i łatwi do obalenia. Nie każda koncepcja bóstwa jest stworzona specjalnie tak, aby niemożliwością było dowiedzenie, że taki bóg nie tylko nie istnieje, ale nawet nie może istnieć. Prosty przykład: Jeśli wymyślę sobię boga, który manifestuje się fizycznie o określonym czasie w określonym miejscu co rok, bardzo łatwo byłoby dowieść, że taki bóg nie istnieje. Równie łatwo jest wskazać, że bóg "nieskończenie litościwy" i zarazem "nieskończenie sprawiedliwy" istnieć nie może, jako że te dwie nieskończoności się wzajemnie wykluczają. Niestety, większość bogów skonstruowana jest tak, że dowiedzenie ich nieistnienia po prostu nie jest możliwe.
>Różnica polega jednak na tym, że ja nie muszę wierzyć w teorię ewolucji a właściwie nie muszę wierzyć czy rozumieć jej mechanizmów. Ewolucja to fakt i żadne filozofowanie tego nie zmieni. Inna różnica polega na tym, że możesz zakwestionować naukowe dokonania poddając je drobiazgowej analizie możesz przedyskutować wytknąć błędy i wysunąć jakąś swoją tezę czy teorię, która też jest poddawana drobiazgowej analizie. W religii tego nie masz. Papież powiedział, że jest tak... A dla czego..., bo tak... Ale dla czego..., bo tak pisze w biblii a biblia to księga napisana pod wpływem ducha świętego i nie dyskutuj więcej ze mną.
I właśnie o tym mówię. Ja nie mogę zakwestionować tych naukowych dokonań. Powiedziałbym wręcz, że nawet moje zrozumienie ewolucji jest jedynie powierzchowne. Akceptuję ją jako prawdę poniekąd tylko na podstawie autorytetu (Biolodzy mówią, że są na to dowody, ja im wierzę). Jak mi Dawkins mówi, że dowodów jest cała góra, to przecież nie podważam jego expertyzy. Jak ktoś mi część tych dowodów przedstawia - no cóż, wygląda to racjonalnie, ale przecież nie mam ani okazji, ani umiejętności, aby experymenty i badania sprawdzać czy przeprowadzać samemu. Zakwestionować ewolucję? Pewnie, przyjdzie jakiś expert i wytłumaczy mi, dlaczego i w jak wielkim stopniu się mylę, być może mnie jeszcze wyśmieje. Boga czy biblię można tak samo zakwestionować, i tak samo jakiś teolog czy klecha się znajdzie, który z wielkim zapałem wytłumaczy mi, jak bardzo się mylę. I dla niego tak samo będzie mój sceptyzm brzmiał jak dla biologa brzmi sceptyzm kreacjonisty.
W nauce tak samo kiedyś dojdziesz do ostatecznego: Bo tak po prostu jest. I tego już podważyć się nie da. I, raz jeszcze: Ja rozumiem różnicę, ale rozumiem też, dlaczego komuś z "drugiej strony" ta różnica może wydawać się nieznaczną. Z jego punktu widzenia: Ja wierzę teologowi, a ateista biologowi. Obaj powołujemy się na expertów, sami nic tak naprawdę nie wiedząc.
|
|
| | | | |  | 6 na 6 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >"Nie ma wystarczającej ilości dowodów, aby móc stwierdzić, że bóg istnieje".
A ile jest, jak dotąd, tych dowodów i ile to jest wystarczająca ilość?
|
|
| | | | |  | 3 na 5 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Ja wierzę teologowi, a ateista biologowi.Panu wolno wierzyć we wszystko w co się Panu żywnie podoba, ale na jakiej podstawie wypowiada się Pan za innych. Widać z Pańskich wypowiedzi, że nie ma Pan pojęcia ani o ateizmie, ani o nauce, a jak się wchodzi w jakieś towarzystwo, to wypadałoby go trochę poznać. Różni forumowicze pisali na ten temat tu sporo. Może warto coś poczytać zamiast wypisywać "zdaje mi się", to forum dla racjonalistycznej inteligencji, a racjonaliści już tak mają, że znacznie więcej czytają niż piszą. Może choć tylko to z tego wątku. PS. Proszę tylko nie tłumaczyć, iż zacytowane zdanie było uogólnieniem i nie dotyczyło Pana. Tak, zauważyłem Pańskie "uogólnienia". Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Widać z Pańskich wypowiedzi, że nie ma Pan pojęcia ani o ateizmie, ani o nauce, a jak się wchodzi w jakieś towarzystwo, to wypadałoby go trochę poznać.
Hmm, ale o jakie pojęcie o nauce chodzi?
Czy teoriocentryczną koncepcję zgodnie z którą nauka niczego nie dowodzi a jedynie obala teorie tak skonstruwane, by formułowac falsyfikowalne predykcje (Popper)?
A może jej rozwinięcie socjologiczne, że co prawda dowodzi, ale na podstawie arbitralnych kryteriów przyjętych przez daną społeczność naukowców (Kuhn)?
A może ich syntezę, która twierdzi, że nawet falsyfikować "obiektywnie" się nie da, a jedynie na mocy kryteriów metodologicznych będących "decyzjami", relatywnie arbitralnymi, danych społeczności (Lakatos)?
Czy wreszcie, grupę ludzi o dowolnych kompetencjach i metodach, którzy w danej kulturze i danym czasie nazywają się "uczonymi", "mędrcami" lub w dowolny inny sposób implikujący głęboką znajomość rzeczy (okolice, choć nie osobiście, Feyerabend)?
A może zrobimy fast forward do współczesności i spytamy się czy chodzi o naukę rozumianą jako modele wysuwane i testowane przez zautomatyzowane programy do analizy "Big Data" produkowanych przez genomikę, proteomikę i inne -miki?
Wydaje mi się, że gdzieś indziej pisał Pan coś o "obiektywnym świecie odkrywanym przez naukę" i "naturalizmie ontologicznym", co samo w sobie zdrożne nie jest, ale jest dobrym powodem, by nie rościł sobie Pan aż takich kompetencji w ocenianiu cudzej zdolności do "rozumienia nauki".
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > >>>Widać z Pańskich wypowiedzi, że nie ma Pan pojęcia ani o ateizmie, ani o nauce, a jak się wchodzi w jakieś towarzystwo, to wypadałoby go trochę poznać.> Hmm, ale o jakie pojęcie o nauce chodzi?> Czy teoriocentryczną koncepcję zgodnie z którą nauka niczego nie dowodzi a jedynie obala teorie tak skonstruwane, by formułowac falsyfikowalne predykcje (Popper)?> A może jej rozwinięcie socjologiczne, że co prawda dowodzi, ale na podstawie arbitralnych kryteriów przyjętych przez daną społeczność naukowców (Kuhn)?> A może ich syntezę, która twierdzi, że nawet falsyfikować "obiektywnie" się nie da, a jedynie na mocy kryteriów metodologicznych będących "decyzjami", relatywnie arbitralnymi, danych społeczności (Lakatos)?> Czy wreszcie, grupę ludzi o dowolnych kompetencjach i metodach, którzy w danej kulturze i danym czasie nazywają się "uczonymi", "mędrcami" lub w dowolny inny sposób implikujący głęboką znajomość rzeczy (okolice, choć nie osobiście, Feyerabend)?> A może zrobimy fast forward do współczesności i spytamy się czy chodzi o naukę rozumianą jako modele wysuwane i testowane przez zautomatyzowane programy do analizy "Big Data" produkowanych przez genomikę, proteomikę i inne -miki?A. J. Ayer napisał: Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów. Nie potrafię rozstrzygnąć czy przedstawione przez Pana wyżej koncepcje bardziej mają służyć zrozumieniu nauki, czy uzasadnieniu potrzeby filozofii, choć skłaniam się ku drugiemu stanowisku. > Wydaje mi się, że gdzieś indziej pisał Pan coś o "obiektywnym świecie odkrywanym przez naukę" i "naturalizmie ontologicznym",Pisałem o tym już wielokrotnie (w przeróżnych aspektach), gdyż takie właśnie mam poglądy, ale przedstawiałem też argumenty świadczące za tymi poglądami. > co samo w sobie zdrożne nie jest, ale jest dobrym powodem, by nie rościł sobie Pan aż takich kompetencji w ocenianiu cudzej zdolności do "rozumienia nauki".Czytelnik 'Sylwek' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Ateizm jest "religią" ludzi niemądrych' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,538650#w538817Wybaczy Pan, ale nie rozumiem? Nikomu nigdy nie broniłem przedstawiania własnych poglądów i stojących za nimi argumentów. Kompetencje nie bardzo mnie interesują, zresztą niedawno sam Pan kwestionował autorytety. Natomiast proszę mi nie odbierać prawa do oceny czyiś poglądów i stojących za nimi argumentów. Uważam, że nie tylko forumowicze, ale nawet bardzo wielu "światowej sławy uczonych" po prostu bredzi próbując podważyć naturalizm metodologiczny i roszczę sobie prawo do krytycznej oceny ich poglądów. Możliwe, że się tym kompromituję w Pańskich oczach, ale czynię tak świadomie i jakoś nie sądzę abym - poza zagrożeniem kompromitacji Bogusławskiego w oczach naszych czytelników - przekraczał jakieś granice przyznanych mi przez Pana kompetencji. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
> Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów.
To tyleż wygodny cytat, co zupełnie fałszywy. Własciwie mógłbym zacytować kogokolwiek, kto podobną obserwację poczynił w przypadku tak zwanych nauk empirycznych. Bo uczeni to naprawdę nie jest jakiś inny, bardziej szlachetny gatunek człowieka i wobec swoich teorii stosują ulgowe podejście w co najmniej takim samym stopniu. I tak samo jak są "uczciwi" uczeni, gotowi zawsze skrytykować słabość własnej koncepcji, tak samo są tacy filozofowie (najlepszy przykład jaki przychodzi mi do głowy to Hilary Putnam, który zazwyczaj dostarcza najbardziej miażdżącej krytyki swoich własnych koncepcji).
>Nie potrafię rozstrzygnąć czy przedstawione przez Pana wyżej koncepcje bardziej mają służyć zrozumieniu nauki, czy uzasadnieniu potrzeby filozofii, choć skłaniam się ku drugiemu stanowisku.
A przepraszam, a jakie "niefilozoficzne" koncepcje pozwolą nam "uczciwie" zrozumieć naukę, a nie tylko dostarczyć uzasadnienia swojej potrzeby?
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia, w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów. >To tyleż wygodny cytat, co zupełnie fałszywy. To Pańskie zdanie.
>Własciwie mógłbym zacytować kogokolwiek, kto podobną obserwację poczynił w przypadku tak zwanych nauk empirycznych. No bo co o filozofii mógłby powiedzieć jakiś tam podrzędny filozofina zajmujący się teorią poznania. Ayer kontynuuje: Ale ich argumentacja ma szczególny charakter. Dowód twierdzenia filozoficznego rzadko kiedy przypomina dowód matematyczny... Nie przypomina też dowodów stosowanych w jakiejkolwiek nauce opisowej. Teorii filozoficznych nie poddaje się sprawdzeniu przez obserwację. Nie mam co prawda tak wielkiej wiedzy jak Pan tu swoją deklaruje, ale jakoś zawsze mi się wydawało, że filozoficzne spekulacje różnią się od przyrodoznawczych doświadczeń.
>Bo uczeni to naprawdę nie jest jakiś inny, bardziej szlachetny gatunek człowieka i wobec swoich teorii stosują ulgowe podejście w co najmniej takim samym stopniu. Znowu Pan kontynuuje jakieś swoje sensy i własną logikę. Skąd tu mowa o szlachetności. (Może jeszcze szlacheckość Pan wrzuci?) Ayer napisał: "Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą" i tylko o tym była tu mowa.
>>>>Nie potrafię rozstrzygnąć czy przedstawione przez Pana wyżej koncepcje bardziej mają służyć zrozumieniu nauki, czy uzasadnieniu potrzeby filozofii, choć skłaniam się ku drugiemu stanowisku. >A przepraszam, a jakie "niefilozoficzne" koncepcje pozwolą nam "uczciwie" zrozumieć naukę, a nie tylko dostarczyć uzasadnienia swojej potrzeby? A przepraszam, zechciałby Pan mi przypomnieć, gdzie użyłem słów " uczciwe rozumienie nauki"? (Dla mnie nauka "uczciwie" zarobiła sobie na uznanie swojej potrzeby i filozofia nie jest tu konieczną, choć nigdy i nigdzie nie napisałem, że jestem wrogiem filozofii lub, że nie uznaję jej potrzeby.)
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>To Pańskie zdanie.
To nie "moje zdanie", to fakt: nie wszyscy filozofowie wysuwają argumenty tylko po to by obronić własne a obalić cudze teorie.
Podobnie: wielu naukowców szuka dowodów pozwalajacych obronić własne a obalić cudze teorie.
Skupiłem się na tym aspekcie wywodu Ayera (który jako jeden z dawniejszych filozofów analitycznych niejako zawodowo jest uprzedzony do filozofii jako takiej), nie na ewentualnym braku czy obecności różnic między filozofią a nauką czy innymi dziedzinami humanistyki.
Gdybym jednak miał się odnosić do tego, to zauważyłbym, że jest to jakieś szalone uproszczenie. Przecież "filozofia" to coś równie złożonego jak "nauka", i tak jak różne nauki mają odmienne metodologie, tak różne dziedziny filozofii.
Na przykład podstawy logiki i metalogiki to czysta matematyka i tacy filozofowie pracują równie precyzyjnie i ściśle co matematycy - oni zazwyczaj też są matematykami.
>Ale ich argumentacja ma szczególny charakter. Dowód twierdzenia filozoficznego rzadko kiedy przypomina dowód matematyczny... Nie przypomina też dowodów stosowanych w jakiejkolwiek nauce opisowej. Teorii filozoficznych nie poddaje się sprawdzeniu przez obserwację.
W bardzo wielu dziedzinach dowody filozoficzne są dowodami matematycznymi. Cóż więcej można dodać? Principia mathematica to książka nie tylko fundamentalna dla matematyki, to także jedno z głównych dzieł stricte filozoficznych XX wieku.
>A przepraszam, zechciałby Pan mi przypomnieć, gdzie użyłem słów " uczciwe rozumienie nauki"?
Możemy tak sobie dyskutować - czepiając się słówek. Stwierdził pan, że filozofia nauki to być może jedynie rozważania służące uzasadnieniu własnej potrzeby, niczemu więcej. Jeśli to nie jest "nieuczciwe" to nie wiem co miało by być.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > >>>To Pańskie zdanie.> To nie "moje zdanie", to fakt: nie wszyscy filozofowie wysuwają argumenty tylko po to by obronić własne a obalić cudze teorie.Dalej zgodnie z jakąś teologiczną szkoła mąci Pan i stosuje nieuczciwe wykręty. Kto tu użył kwantyfikatora "wszyscy"? > Podobnie: wielu naukowców szuka dowodów pozwalajacych obronić własne a obalić cudze teorie.To nie ma nic wspólnego z tematem. Rozmawialiśmy o metodzie. > Skupiłem się na tym aspekcie wywodu Ayera (który jako jeden z dawniejszych filozofów analitycznych niejako zawodowo jest uprzedzony do filozofii jako takiej), nie na ewentualnym braku czy obecności różnic między filozofią a nauką czy innymi dziedzinami humanistyki.Wolałbym aby przeczytał Pan przynajmniej tę książkę Ayera, do której się odwołałem ("Problemy poznania") przed ferowaniem wyroków na jego temat. Ja jakoś się tych "uprzedzeń" u niego doczytać nie mogłem. Niektórzy współcześni filozofowie też mają wątpliwości dotyczące aktualnej roli filozofii w kontekście nauki, ale rzeczywiście to są filozofowie analityczni, a Pan zbyt dużej wartości tej szkole nie przyznaje. > Gdybym jednak miał się odnosić do tego, to zauważyłbym, że jest to jakieś szalone uproszczenie. Przecież "filozofia" to coś równie złożonego jak "nauka", i tak jak różne nauki mają odmienne metodologie, tak różne dziedziny filozofii.Mówiliśmy o uogólnieniach metodologicznych. Pan tych różnic metodologicznych pomiędzy nauką a filozofią nie dostrzega. Wolno Panu tych różnic nie dostrzegać, tylko zamiast argumentów znów pisze Pan o banałach przedstawiając je jako własne mądrości, kontra mojej głupocie. Dużo ludzi się na takie mądrości łapie? > Na przykład podstawy logiki i metalogiki to czysta matematyka i tacy filozofowie pracują równie precyzyjnie i ściśle co matematycy - oni zazwyczaj też są matematykami.Czy potrzebną jest lepsza argumentacja: "oni zazwyczaj też są matematykami". Ale ich argumentacja ma szczególny charakter. Dowód twierdzenia filozoficznego rzadko kiedy przypomina dowód matematyczny... Nie przypomina też dowodów stosowanych w jakiejkolwiek nauce opisowej. Teorii filozoficznych nie poddaje się sprawdzeniu przez obserwację. > W bardzo wielu dziedzinach dowody filozoficzne są dowodami matematycznymi.Co Pan tu napisał? Jak to ma się do wątku tej rozmowy? > Cóż więcej można dodać? Principia mathematica to książka nie tylko fundamentalna dla matematyki, to także jedno z głównych dzieł stricte filozoficznych XX wieku.Czyta Pan trochę co inni piszą: rzadko kiedy, czy już się Pan tak upoił własna mądrością, że na wywody innych nie zwraca uwagi? > >>>A przepraszam, zechciałby Pan mi przypomnieć, gdzie użyłem słów " uczciwe rozumienie nauki"?> Możemy tak sobie dyskutować - czepiając się słówek.Naprawdę to ja czepiam słówek? To ja Pana i jego wywody agresywnie zaatakowałem? > Stwierdził pan, że filozofia nauki to być może jedynie rozważania służące uzasadnieniu własnej potrzeby, niczemu więcej.Gdzie tak stwierdziłem? Znowu Pan kręci lub wprost kłamie, dla ratowania swoich wątpliwych argumentów. Wyżej napisałem tylko: Nie potrafię rozstrzygnąć czy przedstawione przez Pana wyżej koncepcje bardziej mają służyć zrozumieniu nauki, czy uzasadnieniu potrzeby filozofii, choć skłaniam się ku drugiemu stanowisku.Gdzie tu "jedynie" i "niczemu więcej"? > Jeśli to nie jest "nieuczciwe" to nie wiem co miało by być.Jeśli jest to "uczciwe", to ja nie wiem na czym polega prymitywna manipulacja wypowiedziami interlokutora. 30 grudnia zadałem już Panu retoryczne pytanie: Chce Pan wziąć tu nas "na huki? Jakoś mało się boję.www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,539097#w539590I post zakończyłem wezwaniem: Wolę aby Pan wrócił do używania merytorycznych argumentów.Ale jakoś to Pana nie przekonało. @@@ .
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | mrSpock (2845 punktów) | >>Naturalnie, że nie akceptuje, bo to nonsens. Jak można akceptować tego typu rzeczy nie mając żadnego punktu oparcia po za jakimiś starymi opowiadaniami o brodatym dziadku stwarzającym wszystko w ciągu kilku dni. >Że można, tego dowodzi codziennie ponad połowa ludzkości. Czy jest to mądre, to już inna sprawa. I to mnie właśnie zastanawia myślę, że z lenistwa. (Ale to tylko moje zdanie) >>Nie wiem jaką tam sobie Hitchens tezę czy teorię stawia, ale wiem, że był ateistą pełną gębą. >Ależ ja tego nie podważam. Stwierdzam jedynie, iż wielokrotnie podkreślał, że w jego pojęciu postawą ateizmu jest nie "Bóg nie istnieje", lecz "Nie ma wystarczającej ilości dowodów, aby móc stwierdzić, że bóg istnieje". Jest to między innymi dlatego tak ważna dystynkcja, ponieważ stwierdzenie "Bóg nie istnieje" właśnie zalatuje wiarą. Brak dowodów na istnienie X nie znaczy, że X nie istnieje. Może to znaczyć i znaczy to często w praktyce, że myślimy i żyjemy wychodząc z założenia, że X nie istnieje. Ale twierdząc, że _wiemy_, że bóg nie istnieje, popełniamy podobny błąd co ludzie, którzy "wiedzą", że bóg istnieje. Bóg nie istnieje jest stwierdzeniem. Wierzę, że Bóg nie istnieje było, by wiarą. Na podstawie tego co wiemy nauki i obserwacji dziś możemy powiedzieć właśnie Bóg nie istnieje jak będzie jutro? Nie wiem. Brak dowodów na Różowego nie widzialnego jednorożca nie znaczy, że on (, a raczej ona) nie istnieje. Ale twierdząc, że Ona nie istnieje... >>wszystkich bogów. >Muszę przyznać że bawi mnie trochę ten ogromny zapał, przez który najwyraźniej nie zrozumiał Pan celu mojej wypowiedzi. Bynajmniej nie wszystkich bogów; niektórzy są wręcz przeciwnie całkiem uchwytni i łatwi do obalenia. Nie każda koncepcja bóstwa jest stworzona specjalnie tak, aby niemożliwością było dowiedzenie, że taki bóg nie tylko nie istnieje, ale nawet nie może istnieć. Prosty przykład: Jeśli wymyślę sobię boga, który manifestuje się fizycznie o określonym czasie w określonym miejscu co rok, bardzo łatwo byłoby dowieść, że taki bóg nie istnieje.> Hm objawienia płaczące figurki niby cudowne uzdrowienia. To niemal fizyczna manifestacja bóstwa. Wile z tego można łatwo obalić wiele z tego też jest poddawane drobiazgowej analizie a, mimo to są ludzie, którzy w to wierzą pomimo łatwości z jaką można to obalić.
<Równie łatwo jest wskazać, że bóg "nieskończenie litościwy" i zarazem "nieskończenie sprawiedliwy" istnieć nie może, jako że te dwie nieskończoności się wzajemnie wykluczają. Niestety, większość bogów skonstruowana jest tak, że dowiedzenie ich nieistnienia po prostu nie jest możliwe.> Wierzący powie: Boga nie można ogarnąć rozumem. To co człowiek uznał za głupie Bóg znalazł w tym upodobanie. I tyle. Jest tłumaczenie? Jest sprzeczność i absurd wytłumaczony? Jak najbardziej >>Różnica polega jednak na tym, że ja nie muszę wierzyć w teorię ewolucji a właściwie nie muszę wierzyć czy rozumieć jej mechanizmów. Ewolucja to fakt i żadne filozofowanie tego nie zmieni. Inna różnica polega na tym, że możesz zakwestionować naukowe dokonania poddając je drobiazgowej analizie możesz przedyskutować wytknąć błędy i wysunąć jakąś swoją tezę czy teorię, która też jest poddawana drobiazgowej analizie. W religii tego nie masz. Papież powiedział, że jest tak... A dla czego..., bo tak... Ale dla czego..., bo tak pisze w biblii a biblia to księga napisana pod wpływem ducha świętego i nie dyskutuj więcej ze mną. >I właśnie o tym mówię. Ja nie mogę zakwestionować tych naukowych dokonań. Powiedziałbym wręcz, że nawet moje zrozumienie ewolucji jest jedynie powierzchowne. Akceptuję ją jako prawdę poniekąd tylko na podstawie autorytetu (Biolodzy mówią, że są na to dowody, ja im wierzę). Jak mi Dawkins mówi, że dowodów jest cała góra, to przecież nie podważam jego expertyzy. Jak ktoś mi część tych dowodów przedstawia - no cóż, wygląda to racjonalnie, ale przecież nie mam ani okazji, ani umiejętności, aby experymenty i badania sprawdzać czy przeprowadzać samemu.> Ewolucji nie akceptuje się pod wpływem autorytetów tylko dowodów naukowych.(te dowody mogę nazwać autorytetem) Masz dostęp do bibliotek możesz sobie zamówić odpowiednie książki w internecie i poczytać na ten temat. Akceptacja czegoś tam z autorytetu to małe nie porozumienie, chociaż czasami musimy się na ten autorytet zdać. Ja też nie potrafię sam dokonywać expertyz jednak mam swój rozum i staram się z niego korzystać. <Zakwestionować ewolucję? Pewnie, przyjdzie jakiś expert i wytłumaczy mi, dlaczego i w jak wielkim stopniu się mylę, być może mnie jeszcze wyśmieje. Boga czy biblię można tak samo zakwestionować, i tak samo jakiś teolog czy klecha się znajdzie, który z wielkim zapałem wytłumaczy mi, jak bardzo się mylę. I dla niego tak samo będzie mój sceptyzm brzmiał jak dla biologa brzmi sceptyzm kreacjonisty. >W nauce tak samo kiedyś dojdziesz do ostatecznego: Bo tak po prostu jest. I tego już podważyć się nie da. I, raz jeszcze: Ja rozumiem różnicę, ale rozumiem też, dlaczego komuś z "drugiej strony" ta różnica może wydawać się nieznaczną. Z jego punktu widzenia: Ja wierzę teologowi, a ateista biologowi. Obaj powołujemy się na expertów, sami nic tak naprawdę nie wiedząc. Taki Ekspertów jest pełno na yt. Plotą trzy po trzy nie zwracając uwagi na komentarze innych. Jak bardzo się mylisz? Bo mają takie twarde dowody jak 2000 tys lat czy dowód z większości, która przecież nie może się mylić. Albo zacznie nawijać o Wojtyle, bo przecież Jan Paweł ll był wielkim Polakiem i był papieżem. Zacznie Ci cytować biblie doda parę autorytetów w stylu św Augustyn czy Franciszek. Ok coś jest w tym co mówisz nie zgadzam się ze wszystkim, ale rękę Ci podam. Tylko powiedz na jakiej podstawie wierzysz Teologowi?
|
|
| | | | | |  | 3 na 5 | Sylvine (28 punktów) | > >"Nie ma wystarczającej ilości dowodów, aby móc stwierdzić, że bóg istnieje".> A ile jest, jak dotąd, tych dowodów i ile to jest wystarczająca ilość?Jak dotąd nie jest mi znany żadny taki (nie obalony) dowód. Jeśli chodzi o wystarczającą ilość, ciężko powiedzieć. Jeden porządny byłby już początkiem  Ja jedynie stwierdzam, że moja niewiara opiera się na braku dowodów na istnienie boga (czy różowego jednorożca, czy jaką inną cholerę). Nie wysuwam tezy, jakoby bóg nie istniał, i nie próbuję tego udowadniać (chyba, żeby chodziło o bardzo specyficznych bogów). Uważam to za bardzo ważną dystynkcję, między innymi właśnie aby uniknąć oskarżeń o "wiarę w ateizm"... czym to cały ten wątek się rozpoczął. Nie pojmuję doprawdy, co w tym niezrozumiałego  > >Ja wierzę teologowi, a ateista biologowi.> Panu wolno wierzyć we wszystko w co się Panu żywnie podoba, ale na jakiej podstawie wypowiada się Pan za innych. Widać z Pańskich wypowiedzi, że nie ma Pan pojęcia ani o ateizmie, ani o nauce, a jak się wchodzi w jakieś towarzystwo, to wypadałoby go trochę poznać.> Różni forumowicze pisali na ten temat tu sporo. Może warto coś poczytać zamiast wypisywać "zdaje mi się", to forum dla racjonalistycznej inteligencji, a racjonaliści już tak mają, że znacznie więcej czytają niż piszą. Może choć tylko to z tego wątku.> PS. Proszę tylko nie tłumaczyć, iż zacytowane zdanie było uogólnieniem i nie dotyczyło Pana. Tak, zauważyłem Pańskie "uogólnienia".> Miłego dnia.> @@@> .> Z całym szacunkiem, jak się chce należeć do "racjonalistycznej inteligencji" która "więcej czyta niż pisze", wypadałoby trochę uważniej czytać wypowiedzi, z których Pan później próbóje drwić. A także poprawnie je zacytować. Powtarzam: Z punktu widzenia wieżącego łatwo jest pomylić autorytet teologa z autorytetem naukowca, nie rozumiejąc, iż pierwszemu autorytet daje wyłącznie liczba wieżących, drugiemu zaś zarówno potencjalnie namacalne fakty, jak i bardzo namacalne efekty. I powtarzam, że nie biorę nikomu takiej pomyłki za złe, jako że rozumiem, skąd ona się bierze, i postrzegam, że jest trudna do ominięcia. > Bóg nie istnieje jest stwierdzeniem(...)Cóż, przy tym muszę pozostać: Nie uważam, aby można było coś takiego stwierdzić, nie przy takim ogromie możliwych bogów. Można stwierdzić, że specyficzny bóg nie istnieje, na przykład taki YHWH w dosłownej interpretacji, raczej nie istnieje - dedukując to z tego, że specyficzne punkty starego testamentu zostały obalone, większość naukowo, niektóre filozoficznie. Bogowie deistyczni, panteistyczni i inne takie koncepcjie są troche bardziej problematyczne. Ale to już może rzeczywiście bardziej semantyka. > Hm objawienia płaczące figurki niby cudowne uzdrowienia(...)(...) > Wierzący powie: Boga nie można ogarnąć rozumem. To co człowiek uznał za głupie Bóg znalazł w tym upodobanie.> I tyle. Jest tłumaczenie? Jest sprzeczność i absurd wytłumaczony? Jak najbardziejTo już inna sprawa. Jednym jest, w co ludzie wierzą, na przeciw dowodom czy zdrowemu rozsądkowi. Ja mówiłem tylko o tym, czego dowieść (łatwo) można, a czego nie. > Ewolucji nie akceptuje się pod wpływem autorytetów tylko dowodów naukowych.(te dowody mogę nazwać autorytetem) (...)No właśnie. O to chodzi. Mogę sobie posłuchać wykładu albo poczytać książki. Mogę sobie też zamówić odpowiednie książki o Tajemnicy Najświętszego Jezusa Chrystusa czy innej cholery albo iść na kazanie, i co? Codziennie zdajemy się na autorytety, darzymy zaufaniem maszynę metody naukowej. Jak do tej pory, ogólnie rzecz biorąc, maszyna ta naszego zaufania nie nadużyła (choć zdarzało się, zdarzało...). Oczywiście, że zaufanie te jest dawane tylko na kredyt. Oczywiście, że mamy o wiele lepsze powody, żeby ufać nauce niż klerowi. Ale trzeba być też trochę ze sobą szczerym. Ja wielu rzeczy w wielu dziedzinach nie rozumiem, większości z nich prawdopodobnie nigdy też nie zrozumiem. Znaczy się, na jakiś autorytet muszę się zdać. Jak czytam, że znaleźli w CERNie Higgsa (być może), to raczej tego nie kwestionuję. I dlatego rozumiem też trochę werzącego, który myśli, że w tym jest jakaś forma wiary - bo w sumie jest, tyle, że z jego wiarą nie ma ona wiele wspólnego. > Taki Ekspertów jest pełno na yt(...)Tylko powiedz na jakiej podstawie wierzysz Teologowi?No, tu właśnie jest nieporozumienie: Ja nie wierzę teologowi  Ja tylko nie dziwię się, że ktoś, kto jest gotów praktycznie bez dowodów wierzyć w religijne brednie, nie będzie podważał autorytetu teologa, bądź obiektywnie porównywał autorytet teologa z autorytetem naukowca. Pewną naiwność każdy wierzący w sobie musi mieć, w końcu wierzy - a wielu teologów i apologistów są też przekonującymi demagogami. Taki William Lane Craig n.p - totalne brednie, jak się jego "argumenty" rozłoży, ale słuchasz i mimowolnie myślisz, że coś w tym jest, tylko dlatego, że facet umie przemawiać do słuchaczy. No i, ponownie: Jak ktoś jest religijny i już mu nie wytłumaczysz, dlaczego jego wiara jest naiwna, to jak można oczekiwać, że będzie dociekał, czy argumenty teologów są coś warte? Dla niego teolog i klecha to experci w religii, a experci już tam wiedzą, o czym mówią. Tak jak ja mogę komuś próbować z mojego zrozumienia tłumaczyć ewolucję, ale jakbym czegoś nie wiedział bądź nie rozumiał, to odeślę do dyplomowanego biologa. I też nie będę raczej się zastanawiał, czy on aby na pewno wie, o czym mówi. Albo, broń boże, czy jego cała dziedzina przypadkiem nie jest wyssana z palca. Ja tu mówię wyłącznie o recepcji, nie o faktach. O faktach dyskutować się nie da - ateizm nie jest religią ani wiarą, a dowodów na istnienie boga nie ma, koniec. Ot, dyskusje pośród ateistów Mod: Na tym forum poprawna pisownia jest wymogiem regulaminowym. Postaraj się unikać kwiatków typu "próbóje" czy "wieżący".
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) |
> Ja wierzę teologowi, a ateista biologowi.> >>>Panu wolno wierzyć we wszystko w co się Panu żywnie podoba, ale na jakiej podstawie wypowiada się Pan za innych. Widać z Pańskich wypowiedzi, że nie ma Pan pojęcia ani o ateizmie, ani o nauce, a jak się wchodzi w jakieś towarzystwo, to wypadałoby go trochę poznać.> >>>Różni forumowicze pisali na ten temat tu sporo. Może warto coś poczytać zamiast wypisywać "zdaje mi się", to forum dla racjonalistycznej inteligencji, a racjonaliści już tak mają, że znacznie więcej czytają niż piszą. Może choć tylko to z tego wątku.> >>>PS. Proszę tylko nie tłumaczyć, iż zacytowane zdanie było uogólnieniem i nie dotyczyło Pana. Tak, zauważyłem Pańskie "uogólnienia".> Z całym szacunkiem, jak się chce należeć do "racjonalistycznej inteligencji" która "więcej czyta niż pisze", wypadałoby trochę uważniej czytać wypowiedzi, z których Pan później próbóje drwić.Mam zwyczaj czytać bardzo uważnie i zastanawiać się nad tym co piszę. Nie "próbóje" ani też nie próbuję tylko drwię z głupoty, czy robię to celnie to oceniają nasi czytelnicy. > A także poprawnie je zacytować.Tu jest cała Pańska bełkotliwa wypowiedź: I właśnie o tym mówię. Ja nie mogę zakwestionować tych naukowych dokonań. Powiedziałbym wręcz, że nawet moje zrozumienie ewolucji jest jedynie powierzchowne. Akceptuję ją jako prawdę poniekąd tylko na podstawie autorytetu (Biolodzy mówią, że są na to dowody, ja im wierzę). Jak mi Dawkins mówi, że dowodów jest cała góra, to przecież nie podważam jego expertyzy. Jak ktoś mi część tych dowodów przedstawia - no cóż, wygląda to racjonalnie, ale przecież nie mam ani okazji, ani umiejętności, aby experymenty i badania sprawdzać czy przeprowadzać samemu. Zakwestionować ewolucję? Pewnie, przyjdzie jakiś expert i wytłumaczy mi, dlaczego i w jak wielkim stopniu się mylę, być może mnie jeszcze wyśmieje. Boga czy biblię można tak samo zakwestionować, i tak samo jakiś teolog czy klecha się znajdzie, który z wielkim zapałem wytłumaczy mi, jak bardzo się mylę. I dla niego tak samo będzie mój sceptyzm brzmiał jak dla biologa brzmi sceptyzm kreacjonisty.
W nauce tak samo kiedyś dojdziesz do ostatecznego: Bo tak po prostu jest. I tego już podważyć się nie da. I, raz jeszcze: Ja rozumiem różnicę, ale rozumiem też, dlaczego komuś z "drugiej strony" ta różnica może wydawać się nieznaczną. Z jego punktu widzenia: Ja wierzę teologowi, a ateista biologowi. Obaj powołujemy się na expertów, sami nic tak naprawdę nie wiedząc. Z której wyciąłem interesujące mnie zdanie. Gdzie jest niepoprawne cytowanie? > Powtarzam: Z punktu widzenia wieżącego łatwo jest pomylić autorytet teologa z autorytetem naukowca, nie rozumiejąc, iż pierwszemu autorytet daje wyłącznie liczba wieżących, drugiemu zaś zarówno potencjalnie namacalne fakty, jak i bardzo namacalne efekty.Jeżeli to ma być powtórzenie, to gdzie Pan tak pierwszy raz napisał? Czy poprawne cytowanie dotyczy także terminów niezrozumiałych np. "wieżącego" i "wieżących"? Z punktu widzenia inteligenta warto zapoznać się z terminem wiara i wówczas nawet średnio rozgarnięty zrozumie, że wierzyć można we wszystko, a z wiarą nie ma dyskusji. Nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Z puntu widzenia niedorozwiniętego można nawet na guano papu wołać, ale czy to zmienia fakty dla samodzielnie myślącego? > I powtarzam, że nie biorę nikomu takiej pomyłki za złe, jako że rozumiem, skąd ona się bierze, i postrzegam, że jest trudna do ominięcia.Panu wolno, dla mnie świadczy o ograniczeniach intelektualnych. > >>>Bóg nie istnieje jest stwierdzeniem(...)> Cóż, przy tym muszę pozostać: Nie uważam, aby można było coś takiego stwierdzić, nie przy takim ogromie możliwych bogów. Można stwierdzić, że specyficzny bóg nie istnieje, na przykład taki YHWH w dosłownej interpretacji, raczej nie istnieje - dedukując to z tego, że specyficzne punkty starego testamentu zostały obalone, większość naukowo, niektóre filozoficznie. Bogowie deistyczni, panteistyczni i inne takie koncepcjie są troche bardziej problematyczne. Ale to już może rzeczywiście bardziej semantyka.Gówno prawda, a nie żadna semantyka. Wystarczy przeczytać ze zrozumieniem poniżej zalinkowane trzy posty z tego wątku wraz z zawartymi w nich linkami, aby mieć pełną świadomość, że Pan baje, to co się Panu zdaje, a co niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. www.racjonalista.pl/forum.php/s,538650/z,0#w538744www.racjonalista.pl/forum.php/s,538650/z,0#w538767www.racjon(*)m.php/s,538650/z,0/d,1#w538868PS. Jest tu zwyczaj, iż każdy odpowiada za to co wypisuje i wszelkie uwagi kieruje się bezpośrednio do konkretnej osoby. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Irracja (4721 punktów) | >> Ja wierzę teologowi, a ateista biologowi. Obaj powołujemy się na expertów, sami nic tak naprawdę nie wiedząc.
... jednak to zbyt wielkie uogólnienie. Jeżeli powołuję się na eksperta, to nie dlatego, że ładnie, logicznie i racjonalnie przedstawia swoja teorię. Jeżeli wierzę w słowa eksperta, to tylko dlatego, że jego słowa opierają się na faktach "namacalnych" i możliwych do weryfikacji. Albo dlatego, że opiera się, chociażby w podstawowej części, na takich "namacalnych" i weryfikalnych faktach... a teologia opiera się tylko na słowach...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Sylvine (28 punktów) | >>> Ja wierzę teologowi, a ateista biologowi. Obaj powołujemy się na expertów, sami nic tak naprawdę nie wiedząc. >... jednak to zbyt wielkie uogólnienie. Jeżeli powołuję się na eksperta, to nie dlatego, że ładnie, logicznie i racjonalnie przedstawia swoja teorię. Jeżeli wierzę w słowa eksperta, to tylko dlatego, że jego słowa opierają się na faktach "namacalnych" i możliwych do weryfikacji. Albo dlatego, że opiera się, chociażby w podstawowej części, na takich "namacalnych" i weryfikalnych faktach... a teologia opiera się tylko na słowach...
Ależ jak najbardziej. Ja tylko mówię, jak to może wyglądać dla wierzącego. Dla kogoś, kto wierzy, nie ma wielkiej różnicy między: "Zrobiliśmy experymenty, sprawdziliśmy wyniki, wysuneliśmy teorię, jej prognozy się sprawdzają." a "Modliłem się do Stwórcy, poszedłem do Kościoła, Bóg mi się objawił, a w Biblii jest napisane." De facto, różnica jest jak najbardziej, i to ogromna. W indywidualnej percepcji, niekoniecznie.
Dla większości z nas, słowa naukowców opierają się jednak głównie na innych słowach, którymi opisują experymenty, wyniki i interpretacje wyników. Tyle tylko, że my widzimy efekty. Dzięki naukowcom mamy bardzo namacalne efekty - chemię, technikę, medycynę itp itd, no i akceptujemy, że nauka, która doprowadziła do teori ewolucji nie jest jakąś "inną" nauką niż ta, która dała nam internet. Z mojego doświadczenia, to próg, który wielu wierzącym trudno jest przeskoczyć. Ha, piszę co prawda "tyle tylko", ale oczywiście jest to bardzo, bardzo dużo.
Co nie zmienia faktu, że w praktyce bierzemy bardzo bardzo dużo "na wiarę".
|
|
| |  | 1 na 1 | Maciej Stachowski (255 punktów) | > Ateizm nie pyta "czy bóg istnieje?", tylko stawia potężną tezę "bóg nie istnieje" i broni jej całą baterią ciężkiej artylerii naukowych argumentów. Wątpliwą próbę obalenia tezy zaś zrzuca na ręce teistów i ich marne argumenciki pochodzące najczęściej z biblii i innych starożytnych powieści science fiction.Chciałbym się z Panem zgodzić, ale nie mogę. Podał Pan właśnie niemal wikipedystyczną definicję argumentum ad ignorantiam... Przy tak postawionej sprawie to ateista jest głoszącym tezę, a teista jej krytykiem - nie wolno nam więc zrzucić na niego próby jej obalenia. Ateista za to ma święte prawo żądać dowodu od teisty, kiedy to ten drugi wygłasza swoje tezy. Co do naukowych argumentów - jasne, mamy bardzo mocne przesłanki na to, że Bóg nie istnieje, i w potocznym rozumieniu tego słowa ateizm jest poglądem słuszniejszym. O ile mi jednak wiadomo, nie mamy wciąż w rękach dowodu na nieistnienie Boga. > >Ateizm powinien udowadniać, że "Bóg" nie jest potrzebny w życiu doczesnym, że nie ma wpływu na los człowieka. Że to KRK/religie wymyślają "konkretny wizerunek Boga", bo to daje im ogromne korzyści materialne i pozwala zniewolić ludzi. Po co walczyć z "Bogiem"? Lepiej pokazać (i udowodnić) ludziom, że "Bóg" nie ma wpływu na świat.> Taka doktryna filozoficzna to deizm, a nie ateizm!Deizm zakłada faktyczne tego Boga istnienie, czego w poprzedniej wypowiedzi nie zauważyłem. Poza tym, Bóg nieistniejący również spełnia ww. warunki  > >A wtedy ludzie sami zaczną się zastanawiać nad istnieniem "Boga"...> Jeśli ludzie nie uznają, że go nie ma, lub co gorsza jest, tylko się nimi nie interesuje, wtedy będą modlić się nadal, tak jak teraz i nic w ten sposób nie zmienisz.Twardogłowych katolików nie przekonałoby nawet, gdyby Bóg się im objawił i powiedział, że go nie ma  Liczymy jednak na ludzi rozsądnych, którzy po przedstawieniu sterty danych statystycznych zaczną przynajmniej wątpić w to, co im kler na tacy podaje. > Kler też nie jest bierny, w odpowiedzi na atak też może się zmienić, stać się dla ludzi atrakcyjniejszy. przecież już prowadzą wiele kampanii zachęcających do wiary. Kto jak kto, ale kasę na PR to oni zawsze mieli.Od kiedy to atrakcyjność i PR stały się logicznymi argumentami? Czy fakt, że w Twojej grupie oazowej są mili i uśmiechnięci ludzie grający na gitarach, a w lokalnym PSR-ze wieje nudą od filozoficznych dysput sprawiłby, że istnienie Boga stałoby się bardziej prawdopodobne?  > >... zaczynając wyburzanie od fundamentów pamiętaj, że nad sobą masz materiał na nagrobek własnej głupoty...> Jeśli się wyburza za pomocą dynamitu to tylko od fundamentów  Będąc, rzecz jasna, w odpowiedniej odległości. > >... wyobrażają sobie, wyobrażają sobie możliwość życia bez religii - zwłaszcza kler sobie to potrafi wyobrazić, życie bez ich religii, życie w którym muszą "dylać fizycznie by się wyżywić". I dlatego robią wszystko by ateistów spostrzegać jako "wrogów Boga" - a nie jako krytyków i przeciwników kościoła/religii. I stąd takie "oszołomskie" artykuły i poglądy...> Nie sądzę, żeby to było aż tak płytkie. Niektórzy głęboko wierzący rzeczywiście nie widzą sensu życia bez boga. Co do księży, to też są różni- znaczna część z nich to rzeczywiście chytrzy materialiści, inni są jednak naprawdę wierzący.Bycie ateistą jest trudniejsze niż bycie wierzącym, co niejednokrotnie było chyba poruszane. Czy to niemożliwość zobaczenia sensu, czy też instynktowne, wynikające ze strachu odrzucanie perspektywy życia bez większego sensu czyni ludzi głęboko wierzącymi, to już temat na osobną dyskusję. > Jedynym rozwiązaniem dla prawdziwego naukowca jest więc ateizm!No, nie wiem. Obstawiałbym jednak agnostycyzm póki co, zwłaszcza w kwestii powstania Wszechświata.
I may disapprove of what you say, But I will defend to the death your right to say it.
|
|
| | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Co do naukowych argumentów - jasne, mamy bardzo mocne przesłanki na to, że Bóg nie istnieje, i w potocznym rozumieniu tego słowa ateizm jest poglądem słuszniejszym.Jak, mamy mocne przesłanki? Nauka zajmuje się poznawaniem istniejącej obiektywnie rzeczywistości i rządzących w niej praw. Nauka nigdy nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natrafiła na najmniejsze przesłanki wpływu nadrzeczywistości nad rzeczywistość. Koniec i kropka. > O ile mi jednak wiadomo, nie mamy wciąż w rękach dowodu na nieistnienie Boga.Kto, na poważnie zajmował się dowodzeniem nieistnienia Boga, gdy nawet nie istnieje żadna naukowa definicja tego kulturowego stwora ludzkiej wyobraźni. > Twardogłowych katolików nie przekonałoby nawet, gdyby Bóg się im objawił i powiedział, że go nie ma Liczymy jednak na ludzi rozsądnych, którzy po przedstawieniu sterty danych statystycznych zaczną przynajmniej wątpić w to, co im kler na tacy podaje.Należę chyba też do twardogłowych, gdyż dopóty jestem przy zdrowych zmysłach, to nawet jego osobiste objawienie uznałbym za omam i nadal nie wierzył. > >>>Kler też nie jest bierny, w odpowiedzi na atak też może się zmienić, stać się dla ludzi atrakcyjniejszy. przecież już prowadzą wiele kampanii zachęcających do wiary. Kto jak kto, ale kasę na PR to oni zawsze mieli.> Od kiedy to atrakcyjność i PR stały się logicznymi argumentami? Czy fakt, że w Twojej grupie oazowej są mili i uśmiechnięci ludzie grający na gitarach, a w lokalnym PSR-ze wieje nudą od filozoficznych dysput sprawiłby, że istnienie Boga stałoby się bardziej prawdopodobne?  A od kiedy dla mas liczą się bardziej argumenty racjonalne od emocjonalnych, tak fajny ksiądz, czy fajna grupa oazowa ma duże znaczenie. Racjonalizm jest elitarny, gdyż wymaga wysiłku intelektualnego. > No, nie wiem. Obstawiałbym jednak agnostycyzm póki co, zwłaszcza w kwestii powstania Wszechświata.Obstawiać można [wszystko, ale racjonalista potrzebuje racjonalnych argumentów, a nauka już nie pozostawia nam żadnych luk dla nadrzeczywistości Ja już nie jestem ateistą, doszedłem do naturalizmu ontologicznego czego wszystkim racjonalistom życzę. Ateista, agnostyk, czy a-kobieta?
Mam przyjaciół wśród teologów kilku wyznań i jakąkolwiek walkę z ideą Boga, w umysłach ludzi wierzących, uważam za bezsensowną, nigdy też stosunek do religii nie był dla mnie podstawą do oceny człowieka, a jak wspomniałem nie czuję się ateistą i chyba też nim nie jestem. Myślę, że dlatego z dużym rozbawieniem i satysfakcją przeczytałem w 58 numerze "Res Humana" tezę Alfreda Rachalskiego, że nazywanie kogoś ateistą, jest tak samo uzasadnione jak nazywanie kobiet a-mężczyznami.
Ponieważ teza z profesorskiego felietonu bardzo mi się spodobała przytoczyłem ją na jednym ze spotkań i wtedy usłyszałem, że choć o tym nie wiem to jestem agnostykiem. No cóż, nie pierwszy raz spotykam się z tym, że inni lepiej wiedzą niż ja, co myślę. Nauczycieli zawsze mieliśmy znakomitych, tylko rzeczywistość nam skrzeczała. Agnostycyzm dzisiaj, jest dosyć wygodną postawą i dlatego takie samookreślenie stało się bardzo modne nawet wśród niedawnych zwolenników "naukowego ateizmu". Nie zgadzam się na taką etykietkę i tak samo jak nie czuję się ateistą, tak też nie czuję agnostykiem i to pomimo wielkiego szacunku do przemyśleń Bertranda Russella.
Odrzucenie postawy agnostycznej uzasadniła doskonale Barbara Stanosz, która w 44 numerze "Bez Dogmatu" napisała: (...) nie można dowieść nieistnienia żadnych, najbardziej nawet fantazyjnych obiektów (...) Jednakże nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone. Jest tu więc miejsce na agnostyczne "Nie wiem" - zarówno w sprawie chrześcijańskiego Boga, jak i w sprawie greckiego Zeusa (ale także Baby Jagi, Świętego Mikołaja itd.). I tak właśnie, tj. mitologicznie interpretują twierdzenia teistyczne racjonaliści, którzy deklarują się jako agnostycy. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Maciej Stachowski (255 punktów) | > Jak, mamy mocne przesłanki? Nauka zajmuje się poznawaniem istniejącej obiektywnie rzeczywistości i rządzących w niej praw. Nauka nigdy nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natrafiła na najmniejsze przesłanki wpływu nadrzeczywistości nad rzeczywistość. Koniec i kropka.Brak przesłanek na tezę przeciwną uprawdopodobnia tezę, ale jej nie dowodzi. > Kto, na poważnie zajmował się dowodzeniem nieistnienia Boga, gdy nawet nie istnieje żadna naukowa definicja tego kulturowego stwora ludzkiej wyobraźni.Ani nawet nienaukowa. A przecież zarówno twierdzenie, że coś istnieje, jak i twierdzenie, że coś nie istnieje, wymaga przypisania temu weryfikowalnych cech. Panteizm dla przykładu uznaje, że Bóg = Wszechświat, a wszechświat istnieje, więc taki Bóg istnieje. Chrześcijaństwo zakłada, że bóg jest wszechmocny i wszechwiedzący, a to jest wewnętrznie sprzeczne, więc taki Bóg nie istnieje. > Należę chyba też do twardogłowych, gdyż dopóty jestem przy zdrowych zmysłach, to nawet jego osobiste objawienie uznałbym za omam i nadal nie wierzył.Jak w takim razie miałby wyglądać potencjalny dowód na to, że Pan się myli? Sprowadzając wszystko do omamu, można powiedzieć o czymkolwiek, że nie istnieje, a wyniki eksperymentów to jedynie przywidzenia i błędy urządzeń. W tym momencie to Pańskie przekonanie o nieistnieniu Boga nie spełnia kryterium weryfikowalności. > A od kiedy dla mas liczą się bardziej argumenty racjonalne od emocjonalnych, tak fajny ksiądz, czy fajna grupa oazowa ma duże znaczenie. Racjonalizm jest elitarny, gdyż wymaga wysiłku intelektualnego.Podejmowanie wysiłku intelektualnego jest elitarne? Aż strach się z Panem zgodzić  > [/url] Ja już nie jestem ateistą, doszedłem do naturalizmu ontologicznego czego wszystkim racjonalistom życzę.www.pfl.uw(*)n=com_content&task=view&id=181 - z tego artykułu wynika, że NO stawia dość śmiałe tezy odnośnie istnienia czegoś bazując jedynie na prawdopodobieństwie. Jak dla mnie jest granica między "nieprzyjmowaniem" czegoś do swoich rozważań a nieistnieniem tego. Czajniczek na orbicie okołosłonecznej jest nieprawdopodobny, i nie powinno się go rozpatrywać przy np wyliczaniu toru statku kosmicznego, ale czy upoważnia nas to do twierdzenia, że takiego czajniczka tam nie ma i być nie może? Przyjmowanie założenia, że coś nie istnieje, póki się tego nie udowodni, niebezpiecznie uniezależnia to "istnienie" od faktycznej egzystencji danego przedmiotu/zjawiska we wszechświecie.
I may disapprove of what you say, But I will defend to the death your right to say it.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > >>>Jak, mamy mocne przesłanki? Nauka zajmuje się poznawaniem istniejącej obiektywnie rzeczywistości i rządzących w niej praw. Nauka nigdy nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natrafiła na najmniejsze przesłanki wpływu nadrzeczywistości nad rzeczywistość. Koniec i kropka.> Brak przesłanek na tezę przeciwną uprawdopodobnia tezę, ale jej nie dowodzi.Ale oczywiście - przecież poniżej napisałem: > >>>Kto, na poważnie zajmował się dowodzeniem nieistnienia Boga, gdy nawet nie istnieje żadna naukowa definicja tego kulturowego stwora ludzkiej wyobraźni.> Ani nawet nienaukowa.Tak Pan sądzi? Podczas rozmowy z przyjacielem na temat naszego stosunku do Boga zaczęliśmy się zastanawiać: to znaczy do czego? Cóż znaczy ten termin? Czy obaj tak samo go rozumiemy i czy takie rozumienie jest powszechne? Żyjemy w Polsce, a więc najważniejszym dla nas jest, jak to pojęcie jest rozumiane przez wiernych Kościoła Rzymsko-Katolickiego oraz chrześcijan innych wyznań, ale dla lepszego zrozumienia koniecznym jest zarówno sięgnięcie do jego genezy, jak i dokonania religioznawczych porównań, gdyż w takim wywodzie z jednej strony należy odnosić się do specyfiki określonej religii z drugiej zaś uniwersalistycznych koncepcji Boga zawartych w europejskiej kulturze.
Zacząłem szukać. Najpierw zajrzałem do najnowszego Katechizmu Kościoła Katolickiego (wprowadzonego mocą Konstytucji Apostolskiej Fidei Depositum z 1992 r.), gdzie znalazłem Symbol Nicejsko-Konstantynopolski. Jest to połączenie Nicejskiego wyznania wiary (325), symbolu który "nie dawał żadnego określenia Ducha Świętego; nie rozróżniał jasno hypostasis od ousia", z Symbolem Konstantynopolskim (381), uzupełniającym braki, oraz dodatkiem "filioque", czyli wyraźnym orzeczeniem pochodzenia Ducha Świętego wprowadzonym na soborze w Toledo (589), wraz z dodatkami stosowanymi obecnie. Brzmi on: "Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem.(...) Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. (...)". W Brewiarium Fidei, czyli wyborze doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, znalazłem dopełnienie katolickiego rozumienia Boga pochodzące z Soboru Powszechnego Laterańskiego w 1215 roku, gdzie został On opisany w poniższy sposób: "Całą mocą wierzymy i bez zastrzeżenia wyznajemy, że jeden tylko jest prawdziwy Bóg, odwieczny i nieskończony, niezmienny, niepojęty, wszechmocny i niewymowny, Ojciec, Syn i Duch Święty: Trzy wprawdzie Osoby, ale jedna istota, substancja, czyli natura zupełnie niezłożona. Ojciec od nikogo nie pochodzi, syn tylko od Ojca, Duch Święty od Obydwóch, i to bez początku, zawsze i bez końca. Ojciec Rodziciel, Syn zrodzony, Duch Święty pochodzący: współistotni i równi sobie, wszechmocni i współwiekuiści. Są jedynym wszystkich rzeczy początkiem, stwórcą wszystkiego co widzialne i niewidzialne, co duchowe i materialne. [Ten jeden Bóg] wszechmocną swoją potęgą równocześnie, od początku czasu, stworzył z nicości jeden i drugi rodzaj stworzeń, tj. istoty duchowe i materialne: aniołów i ten świat, a na koniec naturę ludzką łączącą te dwa światy, złożoną z duszy i ciała". Chcąc porównać tamte, wywodzące się ze starożytności, opisy z opisem wyrażonym dzisiejszym językiem przez współczesnych teologów zajrzałem do kilku encyklopedii i słowników, które już w założeniach dążą do lapidarności tekstu. Były to: Mały słownik teologiczny pod redakcją K. Rahnera i H. Vorgrimlera, Słownik teologiczny pod redakcją A. Zuberbiera oraz Leksykon religii pod redakcją F. Königa i H. Waldenfelsa, znajdując chyba najbardziej typowy dla filozofii chrześcijańskiej opis charakterystyki Boga w Małym słowniku terminów i pojęć filozoficznych "dla studiujących filozofię chrześcijańską": "[Bóg] byt pierwszy, rozpoznawany dzięki analizie struktury bytów niesamoistnych, (...). Będąc samoistnym istnieniem, jest na mocy tego realny sam z siebie i jest czystym aktem. Nie przenikniony możnością ani nie uzupełniony przypadłościami, także fizycznymi, jest bytem duchowym. Różni się od innych bytów odrębnym obszarem bytowym (...), posiada tożsame z samym sobą własności transcendentalne". Ale najbardziej encyklopedycznie streścił uniwersalistyczną ideę Boga zgodnie z teraźniejszym, tradycyjnym teizmem R. Swinburne w Spójności teizmu, gdzie określa go jako "osobę bez ciała, tj. ducha, który jest wieczny, wolny, zdolny do zrobienia wszystkiego, wszystko wiedzący, doskonale dobry, będący odpowiednim obiektem ludzkiej czci i posłuszeństwa oraz stwórcą i podstawą wszechświata". Czy tu nie odnajduje Pan próby religijnego (katolickiego) zdefiniowana Boga. Ja odnajduję. CDN.@@@ .
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > A przecież zarówno twierdzenie, że coś istnieje, jak i twierdzenie, że coś nie istnieje, wymaga przypisania temu weryfikowalnych cech.Zgoda, właśnie o tym napisałem, że "Bóg" nie ma naukowej definicji. > Panteizm dla przykładu uznaje, że Bóg = Wszechświat, a wszechświat istnieje, więc taki Bóg istnieje.Bzdura, mamy sensowne definicje Wszechświata, ale powiedzenie, że Wszechświat równa się Uruburu i to jest dowodem istnienia Uruburu jest bzdurą. > Chrześcijaństwo zakłada, że bóg jest wszechmocny i wszechwiedzący, a to jest wewnętrznie sprzeczne, więc taki Bóg nie istnieje.Nie tylko chrześcijaństwo, ale nikt nie przedstawił żadnej naukowej definicji Boga i to zamyka wszelką naukową dyskusję na ten temat. W nauce przedstawienie dowodu spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym. > >>>Należę chyba też do twardogłowych, gdyż dopóty jestem przy zdrowych zmysłach, to nawet jego osobiste objawienie uznałbym za omam i nadal nie wierzył.> Jak w takim razie miałby wyglądać potencjalny dowód na to, że Pan się myli?To bardzo proste. Musiałby spełniać kryteria naukowe: NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.
Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę. > >>>A od kiedy dla mas liczą się bardziej argumenty racjonalne od emocjonalnych, tak fajny ksiądz, czy fajna grupa oazowa ma duże znaczenie. Racjonalizm jest elitarny, gdyż wymaga wysiłku intelektualnego.> Podejmowanie wysiłku intelektualnego jest elitarne? Aż strach się z Panem zgodzić  A skądże masowe! O czym świadczy poziom intelektualny mas. > >>>Ja już nie jestem ateistą, doszedłem do naturalizmu ontologicznego czego wszystkim racjonalistom życzę.> www.pfl.uw(*)n=com_content&task=view&id=181 - z tego artykułu wynika, że NO stawia dość śmiałe tezy odnośnie istnienia czegoś bazując jedynie na prawdopodobieństwie.Cenie sobie wypowiedź pana Marcina Miłkowskiego, ale ja idę jeszcze dalej i zgadzam się z panem Piotrem Bylicą: Zgodnie z naturalizmem metafizycznym (lub ontologicznym) istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie. W odróżnieniu od naturalizmu metodologicznego mówiącego, jak badać i wyjaśniać rzeczywistość, naturalizm metafizyczny stwierdza coś o samym świecie. * Mój wniosek o tym, że współczesna zakłada nauka nie pozostawia żadnych luk ani w naszej wiedzy, ani w porządku świata, których wyjaśnienie wymagałoby odwołania do jakiejś nadnaturalnej, transcendentnej sfery postulowanej przez religie teistyczne wynika właśnie ze szczególnej roli w nauce tych dwóch postulatów naturalistycznych oraz roli nauki we współczesnej kulturze Zachodu. Otóż nauka wielokrotnie już odnosiła sukces, przedstawiając naturalistyczny opis rzeczywistości, który zastępował wyjaśnienia odwołujące się do istnienia, czy działania czynników nadnaturalnych.
Te sukcesy nauki sprawiły, że to właśnie jej przysługuje w kulturze Zachodu prawo decydowania, "jak się faktycznie rzeczy mają" zarówno jeśli chodzi o przyczyny kataru czy działanie elektryczności, jak i pochodzenie Wszechświata, życia i człowieka. Naturalistyczne założenia nauki, której celem jest kompletny opis lub wyjaśnienie całej rzeczywistości, sprawiają, iż nie pozostawia ona miejsca dla wyjaśnień nienaturalistycznych.
W naukowym obrazie świata nie ma luk wymagających odwołań do czynników pozaprzyrodniczych. A choć uczeni przyznają, że mimo usilnych starań wiele zagadek jest jeszcze nierozwiązanych, to w żadnym czasopiśmie naukowym nie znajdziemy tekstu postulującego "wypełnianie Bogiem" obecnych luk w naszej wiedzy.
Dodatkowo przy realistycznej interpretacji teorii naukowych, według której twierdzeniom teorii naukowych miałyby przysługiwać wartości logiczne prawdy i fałszu, należałoby uznać naukowy czyli naturalistyczny obraz rzeczywistości za prawdziwy. Sam naturalizm metodologiczny prowadzi wtedy do naturalizmu ontologicznego, jeśli przyjmiemy realistyczną interpretację nauki, uznając, że jej twierdzenia odnoszą się do obiektywnej rzeczywistości i trafnie opisują, jak się rzeczy mają. www.google(*)EtFR4Q&bvm=bv.1355534169,d.YmsOpieram swoje stanowisko światopoglądowe na dorobku współczesnej nauki i tam szukam odpowiedzi na swoje pytania. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | Wszystkiego najlepszego po Świętach!> >>>>Ja już nie jestem ateistą, doszedłem do naturalizmu ontologicznego czego wszystkim racjonalistom życzę.> >www.pfl.uw(*)n=com_content&task=view&id=181 - z tego artykułu wynika, że NO stawia dość śmiałe tezy odnośnie istnienia czegoś bazując jedynie na prawdopodobieństwie.> Cenie sobie wypowiedź pana Marcina Miłkowskiego, ale ja idę jeszcze dalej i zgadzam się z panem Piotrem Bylicą: Zgodnie z naturalizmem metafizycznym (lub ontologicznym) istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie.Nie nazywam siebie naturalistą ontologicznym, staram się jednak myśleć sceptycznie i mam tu pewne wątpliwości. Warto może zacytować słowa Marcina Miłkowskiego z wskazanego przez Pana artykułu: W świetle tych uwag staje się jasne, czemu Hume uważa, że książę indyjski nie znający mrozu słusznie negował fakt, że woda zamarza: w jego teorii świata empirycznego ten fakt nie miał wyjaśnienia, a sprawozdania świadków nie stanowią argumentu o wyższej wadze.Oczywiście, nie oznacza to pozwolenia na uznanie za "istniejących" jakichkolwiek niezweryfikowanych przez naukę stworów. Chciałbym tylko zauważyć, że zgodnie z aktualną wiedzą naukową mózg człowieka rozwinął się w wyniku ewolucji, a to oznacza, że jest zaledwie wynikiem szeregu mutacji genetycznych, utrwalonym w tym, a nie innym kształcie wskutek działania doboru naturalnego - gdzie przetrwały tylko te zmiany w jego materii, które były najlepiej dostosowane do środowiska. Dotyczy to oczywiście również całego człowieka. Warto tu zwrócić uwagę na fakt, że powstały w ten sposób człowiek dysponuje nie więcej niż pięcioma zmysłami. Jest konkretny powód, dla którego zwracam uwagę na te oczywistości: uważam, że ludzkie możliwości poznawcze wynikają z właściwości mózgu, a te są ograniczone poprzez swe ewolucyjne ukształtowane, a zatem i owe możliwości poznania są ograniczone. Z tego względu - trzymając się sceptycyzmu - trudno mi zrozumieć, na jakiej podstawie próbuje się jednoznacznie przesądzać to czy owo w kwestii tego, co w ogóle ISTNIEJE. Sądzę, że człowiek może wiedzieć jedynie to, co dociera do niego poprzez jego pięć zmysłów i co jego mózg jest w stanie przetworzyć i zrozumieć (a i to nawet nie jest całkiem pewne - choć możliwość solipsyzmu pozostawmy na boku). Dlatego też nie do końca podzielam oznajmiających i kategorycznych sformułowań typu: istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie Tak, człowiekowi - dysponującemu takimi, a nie innymi funkcjami swego organizmu - rzeczywistość JAWI SIĘ w ten sposób i JEGO doświadczenie i JEGO obserwacje prowadzą go do tego typu refleksji, które na gruncie JEGO nauki mają swe uzasadnienie. Jednak z faktu, że nauka powinna szukać wyłącznie naturalnych przyczyn zjawisk - wyjaśnialnych fizycznie - zbyt pochopne jest dla mnie przejście do twierdzenia, jakoby w takim razie absolutnie wszystko było naturalne. Rzeczywiście dla człowieka dysponującego tylko pięcioma naturalnymi zmysłami, które poznają jedynie materię i posiadającego umysł będacy naturalną funkcją mózgu raczej brak jest w ogóle możliwości poznania czegoś innego poza naturalną (funkcjonujacą wedle praw fizyki) materią. Dlatego właśnie nauka nie natrafiła na żaden ślad nadprzyrodzoności. Również religie i doświadczenia religijne są zjawiskiem w pełni naturalnym, a w każdym razie ich naturalne wyjaśnienia wydają się być przekonywujące. Nie wyklucza to jednak w żaden sposób możliwości istnienia czegoś, co dla ludzkiego mózgu może być niepojęte, bo niepoznawalne. Oczywiście o istnieniu takiego czegoś nie można niczego sensownego powiedzieć (i już z tego tylko względu wszelkie kościoły grzeszą obłudą, gdyż wykorzystują tę zaledwie możliwość furtki dla Boga - lub innych nadprzyrodzonych stworów - o której wszak zupełnie nic nie wiadomo - do mamienia swych owieczek na wszelkie możliwe sposoby twierdzeniami o doskonałej znajmości owej tajemniczej furtki). Reasumując - sądzę, że przy stwierdzeniu: istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesiewarto pamiętać o tym, że jest to tylko punkt widzenia człowieka ograniczonego swymi możliwościami poznawczymi, które na gruncie wiedzy o ewolucji trudno uznać za doskonałe. Na gruncie sceptycyzmu może istnieć jeszcze ponadto coś niepoznanego albo niepoznawalnego, a nawet może się okazać, że nasz obraz świata jest z gruntu fałszywy - przy czym wątpliwości te nie mają pokrycia w doświadczeniu, choć nie można ich całkowicie odrzucić.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | lukaszewicz (5674 punktów) |
>Warto tu zwrócić uwagę na fakt, że powstały w ten sposób człowiek dysponuje nie więcej niż pięcioma zmysłami.
Człowiek w rzeczywistości posługuje się o wiele większą ilością zmysłów.
Szukając kabla w ścianie może się posłużyć np.zmysłem elektrycznym, magnetycznym, lub "zobaczyć " go w promieniach Roentgena.
|
|
| | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > Warto tu zwrócić uwagę na fakt, że powstały w ten sposób człowiek dysponuje nie więcej niż pięcioma zmysłami.... to dużo, to ponad sto kombinacji daje... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . >Chciałbym tylko zauważyć, że zgodnie z aktualną wiedzą naukową mózg człowieka rozwinął się w wyniku ewolucji, a to oznacza, że jest zaledwie wynikiem szeregu mutacji genetycznych, utrwalonym w tym, a nie innym kształcie wskutek działania doboru naturalnego - gdzie przetrwały tylko te zmiany w jego materii, które były najlepiej dostosowane do środowiska. Dotyczy to oczywiście również całego człowieka. Nie przesadzał bym z tym zaledwie, ale co do reszty (w uproszczeniu) zgoda.
>Warto tu zwrócić uwagę na fakt, że powstały w ten sposób człowiek dysponuje nie więcej niż pięcioma zmysłami. Znowu szkoda, że nie zauważył Pan (wielokrotnie na tym forum przeze mnie podkreślanych) narzędzi, tak intelektualnych, jak język, matematyka logika, jak i materialnych np. komputery, czy Wielki Zderzacz Hadronów.
>Jest konkretny powód, dla którego zwracam uwagę na te oczywistości: uważam, że ludzkie możliwości poznawcze wynikają z właściwości mózgu, a te są ograniczone poprzez swe ewolucyjne ukształtowane, a zatem i owe możliwości poznania są ograniczone. Tak ludzkie możliwości poznania są ograniczone, ale czy mamy coś ponadto?
>Z tego względu - trzymając się sceptycyzmu - trudno mi zrozumieć, na jakiej podstawie próbuje się jednoznacznie przesądzać to czy owo w kwestii tego, co w ogóle ISTNIEJE. A jakie ma dla człowieka istnienie czegokolwiek, czego w jakikolwiek sposób poznać nie może?
>Sądzę, że człowiek może wiedzieć jedynie to, co dociera do niego poprzez jego pięć zmysłów i co jego mózg jest w stanie przetworzyć i zrozumieć (a i to nawet nie jest całkiem pewne - choć możliwość solipsyzmu pozostawmy na boku). Dlatego też nie do końca podzielam oznajmiających i kategorycznych sformułowań typu: istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie Moje sformułowania są tu absolutne, ale otwarte. Proszę przedstawić naukowe dowody, iż jest inaczej. Nie tylko ja je przyjmę.
>Jednak z faktu, że nauka powinna szukać wyłącznie naturalnych przyczyn zjawisk - wyjaśnianych fizycznie - zbyt pochopne jest dla mnie przejście do twierdzenia, jakoby w takim razie absolutnie wszystko było naturalne. Nie tylko dla Pana. Wielu bardzo inteligentnych fideistów o dużej naukowej wiedzy podważa ten pogląd. (Szkoda, że nie chcą wejść na nasze forum, chętnie bym z nimi podyskutował.) Dla mnie wprost intelektualną żenadą jest spekulatywne poszukiwanie - w żaden możliwy nie potwierdzalnej naukowo nadrzeczywistości - dla ratowania starożytnych wymysłów bogów, duchów i krasnali.
>Rzeczywiście dla człowieka dysponującego tylko pięcioma naturalnymi zmysłami, które poznają jedynie materię i posiadającego umysł będący naturalną funkcją mózgu raczej brak jest w ogóle możliwości poznania czegoś innego poza naturalną (funkcjonujacą wedle praw fizyki) materią. Dlatego właśnie nauka nie natrafiła na żaden ślad nadprzyrodzoności. Co ja biedny mogę, mam tylko zmysły i naukę jako narzędzie poznania istniejącej obiektywnie rzeczywistości, a Pan dalej twierdzi, że krasnoludki istnieją, tylko dobrze się chowają przed ludźmi. Z wiarą, Panie Macieju, nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne. Mogę tylko powiedzieć, że osobiście wolę pozostawać przy naukowym sceptycyzmie, gdzie dowód spoczywa na twierdzącym, a nie przeczącym. Ja po prostu przeczę, że krasnoludki istnieją. Ma Pan jakieś dowody, iż jest inaczej?
>Również religie i doświadczenia religijne są zjawiskiem w pełni naturalnym, a w każdym razie ich naturalne wyjaśnienia wydają się być przekonywujące. Zupełnie nie rozumiem, co Pan chciał tu powiedzieć, że np. choroby psychiczne są zjawiskiem naturalnym? Chyba temu nikt nie przeczy? Ja na pewno nie. Nie przeczę też, że w kulturze ludzkiej istnieje ogromna ilość mitów i wierzeń, które odgrywały i odgrywają ważną rolę. Czy to że religie dają wyjaśnienia przekonywające? Jak najbardziej dają. Dają nawet pewne (w przeciwieństwie do nauki) wyjaśnienia, tak jak ujął Mencken prawie przed stu laty: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".
Jak kogoś to satysfakcjonuje, to po co się męczyć i szukać dalej?
CDN
@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > >Chciałbym tylko zauważyć, że zgodnie z aktualną wiedzą naukową mózg człowieka rozwinął się w wyniku ewolucji, a to oznacza, że jest zaledwie wynikiem szeregu mutacji genetycznych, utrwalonym w tym, a nie innym kształcie wskutek działania doboru naturalnego - gdzie przetrwały tylko te zmiany w jego materii, które były najlepiej dostosowane do środowiska. Dotyczy to oczywiście również całego człowieka.> Nie przesadzał bym z tym zaledwie, ale co do reszty (w uproszczeniu) zgoda.Ale to "zaledwie" było bardzo istotne dla zrozumienia sensu mojego postu. Człowiek nie jest Bogiem - sądzę, że ma znacznie większe umiejętności intelektualne od ryby, ale już tylko trochę większe od szympansa. Z tego faktu wywodzę, że istnieje dość spore prawdopodobieństwo, że człowiek nie jest zdolny zrozumienia całej rzeczywistości. (Gdyby jego mózg wyewoluował w większym stopniu, mógłby mieć te możliwości większe) > >Warto tu zwrócić uwagę na fakt, że powstały w ten sposób człowiek dysponuje nie więcej niż pięcioma zmysłami.> Znowu szkoda, że nie zauważył Pan (wielokrotnie na tym forum przeze mnie podkreślanych) narzędzi, tak intelektualnych, jak język, matematyka logika, jak i materialnych np. komputery, czy Wielki Zderzacz Hadronów.A skąd wniosek, że nie zauważyłem? W zdaniu, do którego Pan nawiązał pisałem akurat o naturalnych zmysłach człowieka, gdyż te są podstawą percepcji. Jednak wcześniej pisałem w tym samym poście również o mózgu. Wskazane przez Pana intelektualne narzędzia są właśnie efektem pracy mózgu. Twierdzę jednak, że zdolności mózgu są ograniczone - chociażby materią, z której się składa i jej ukształtowaniem - co w konsekwencji skutkuje również ograniczeniem zdolności poznawczych.W związku z powyższym mam wątpliwość co do absolutnego charakteru wydawanych sądów na temat natury rzeczywistości i tego dotyczył mój poprzedni post. > Tak ludzkie możliwości poznania są ograniczone, ale czy mamy coś ponadto?Nie. Ja tylko sądzę, że należy być ostrożnym przy formułowaniu kategorycznych wniosków na podstawie niepełnej wiedzy o rzeczywistości. > >Z tego względu - trzymając się sceptycyzmu - trudno mi zrozumieć, na jakiej podstawie próbuje się jednoznacznie przesądzać to czy owo w kwestii tego, co w ogóle ISTNIEJE.> A jakie ma dla człowieka istnienie czegokolwiek, czego w jakikolwiek sposób poznać nie może?Takie tylko, że jeśli wobec niepełnej wiedzy o rzeczywistości dopuszczamy możliwość istnienia czegoś poza tym, co dotychczas poznaliśmy, to powinniśmy sie powstrzymać z jednoznacznymi sądami o naturze rzeczywistości. [...] istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie > Moje sformułowania są tu absolutne, ale otwarte.Dla mnie to sprzeczność i ja stawiam na otwartość. > Proszę przedstawić naukowe dowody, iż jest inaczej. Nie tylko ja je przyjmę.Bardzo proszę: Zdanie z cytatu zaczyna się od "wszystko co istnieje". Tymczasem naukowe dowody obejmują jedynie około 14,7 miliarda lat historii naszego wszechświata. To ja poproszę resztę dowodów - na to, co było przedtem. > Dla mnie wprost intelektualną żenadą jest spekulatywne poszukiwanie - w żaden możliwy nie potwierdzalnej naukowo nadrzeczywistości - dla ratowania starożytnych wymysłów bogów, duchów i krasnali.Również dla mnie jest to żenadą, w pełni się w tym miejscu z Panem zgadzam. Z niewiedzy nie można wywodzić jakiejkolwiek wiedzy, a to właśnie czynią religie. Z tego samego względu przeciwstawiam się kategorycznym sądom co do "wszystkiego co istnieje", skoro wszystkiego wcale nie znamy. > Co ja biedny mogę, mam tylko zmysły i naukę jako narzędzie poznania istniejącej obiektywnie rzeczywistości, a Pan dalej twierdzi, że krasnoludki istnieją, tylko dobrze się chowają przed ludźmi.Przepraszam, a gdzie tak napisałem? Proszę wskazać fragment w moim poprzednim (albo w tym) poście, z którego miałoby wynikać, że twierdzę, jakoby istniało cokolwiek, czego nauka nie wykazała. > Z wiarą, Panie Macieju, nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne.> Ja po prostu przeczę, że krasnoludki istnieją.A mój sceptycyzm nie pozwala mi niczego wykluczyć, skoro nie znamy całej rzeczywistości. Ale z wiarą, Panie Andrzeju nie ma dyskusji - choć jakoś z Panem czasu mi nie szkoda. > >Również religie i doświadczenia religijne są zjawiskiem w pełni naturalnym, a w każdym razie ich naturalne wyjaśnienia wydają się być przekonywujące.> Zupełnie nie rozumiem, co Pan chciał tu powiedzieć, że np. choroby psychiczne są zjawiskiem naturalnym?Miedzy innymi, tak. Ponadto, że religie powstały w ludzkich mózgach. Ale może lepiej jest to w stanie wyjaśnić profesor Dennett: www.youtube.com/watch?v=HbAkbxcnjbI
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) |
> >>>Nie przesadzał bym z tym zaledwie, ale co do reszty (w uproszczeniu) zgoda.> Ale to "zaledwie" było bardzo istotne dla zrozumienia sensu mojego postu.To zaledwie jest najbardziej złożonym systemem systemów we wszechświecie. > Człowiek nie jest BogiemPo pierwsze co to jest Bóg? (Oczywiście w naukach przyrodniczych) > Z tego faktu wywodzę, że istnieje dość spore prawdopodobieństwo, że człowiek nie jest zdolny zrozumienia całej rzeczywistości.Czy jeżeli Pan jest niezdolnym do zrozumienia czegoś tam, to wyciąga Pan wnioski co do całej ludzkości? Ponadto do czego jest człowiekowi zrozumienie alogicznych i bezsensownych fantazji innych ludzi. (Gdyby jego mózg wyewoluował w większym stopniu, mógłby mieć te możliwości większe) > >>Warto tu zwrócić uwagę na fakt, że powstały w ten sposób człowiek dysponuje nie więcej niż pięcioma zmysłami.> A skąd wniosek, że nie zauważyłem? W zdaniu, do którego Pan nawiązał pisałem akurat o naturalnych zmysłach człowieka, gdyż te są podstawą percepcji. Jednak wcześniej pisałem w tym samym poście również o mózgu. Wskazane przez Pana intelektualne narzędzia są właśnie efektem pracy mózgu.Wszystkie stworzone przez ludzi narzędzia są efektem pracy ich mózgów i dlatego przystosowane do korzystania przez ludzi. Pisałem na tematy tu już wielokrotnie i nie tylko ja. > Twierdzę jednak, że zdolności mózgu są ograniczone - chociażby materią, z której się składa i jej ukształtowaniem - co w konsekwencji skutkuje również ograniczeniem zdolności poznawczych.A ja powtarzam, to wielokrotnie, że jakby nie były ograniczone, to są wszystkim co człowiek posiada. > W związku z powyższym mam wątpliwość co do absolutnego charakteru wydawanych sądów na temat natury rzeczywistości i tego dotyczył mój poprzedni post. Pan pytał o rzeczywistość? To przepraszam - gdyż dla mnie Pańskie pytania dotyczyły nadrzeczywistości: >trudno mi zrozumieć, na jakiej podstawie próbuje się jednoznacznie przesądzać to czy owo w kwestii tego, co w ogóle ISTNIEJE. Sądzę, że człowiek może wiedzieć jedynie to, co dociera do niego poprzez jego pięć zmysłów i co jego mózg jest w stanie przetworzyć i zrozumieć (a i to nawet nie jest całkiem pewne - choć możliwość solipsyzmu pozostawmy na boku). Dlatego też nie do końca podzielam oznajmiających i kategorycznych sformułowań typu:
istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie
>Tak, człowiekowi - dysponującemu takimi, a nie innymi funkcjami swego organizmu - rzeczywistość JAWI SIĘ w ten sposób i JEGO doświadczenie i JEGO obserwacje prowadzą go do tego typu refleksji, które na gruncie JEGO nauki mają swe uzasadnienie.
>Jednak z faktu, że nauka powinna szukać wyłącznie naturalnych przyczyn zjawisk - wyjaśnialnych fizycznie - zbyt pochopne jest dla mnie przejście do twierdzenia, jakoby w takim razie absolutnie wszystko było naturalne.
>Rzeczywiście dla człowieka dysponującego tylko pięcioma naturalnymi zmysłami, które poznają jedynie materię i posiadającego umysł będacy naturalną funkcją mózgu raczej brak jest w ogóle możliwości poznania czegoś innego poza naturalną (funkcjonujacą wedle praw fizyki) materią. Dlatego właśnie nauka nie natrafiła na żaden ślad nadprzyrodzoności. Również religie i doświadczenia religijne są zjawiskiem w pełni naturalnym, a w każdym razie ich naturalne wyjaśnienia wydają się być przekonywujące.
>Nie wyklucza to jednak w żaden sposób możliwości istnienia czegoś, co dla ludzkiego mózgu może być niepojęte, bo niepoznawalne.
> Nie. Ja tylko sądzę, że należy być ostrożnym przy formułowaniu kategorycznych wniosków na podstawie niepełnej wiedzy o rzeczywistości.Jakich "kategorycznych" i jakiej "niepełnej". Pitu, pitu. Proszę konkretnie. > Takie tylko, że jeśli wobec niepełnej wiedzy o rzeczywistości dopuszczamy możliwość istnienia czegoś poza tym, co dotychczas poznaliśmy, to powinniśmy sie powstrzymać z jednoznacznymi sądami o naturze rzeczywistości.Na podstawie całej naukowej wiedzy człowieka mogę stwierdzić, że nie natrafiono na najmniejszy ślad wpływu nadrzeczywistości na rzeczywistość. Koniec kropka. > [...] istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie > >>>Moje sformułowania są tu absolutne, ale otwarte.> Dla mnie to sprzeczność i ja stawiam na otwartość.TRALA LALA! Dowody sprzeczności i otwartości proszę. > >>>Proszę przedstawić naukowe dowody, iż jest inaczej. Nie tylko ja je przyjmę.> Bardzo proszę: Zdanie z cytatu zaczyna się od "wszystko co istnieje". Tymczasem naukowe dowody obejmują jedynie około 14,7 miliarda lat historii naszego wszechświata. To ja poproszę resztę dowodów - na to, co było przedtem.Nie wiem, dlatego jest napisane "istnieje", a nie "co istniało" lub "będzie istnieć". Można też udzielić odpowiedzi, że wcześniej to był taki stary pan z długą brodą. > >>>Co ja biedny mogę, mam tylko zmysły i naukę jako narzędzie poznania istniejącej obiektywnie rzeczywistości, a Pan dalej twierdzi, że krasnoludki istnieją, tylko dobrze się chowają przed ludźmi.> Przepraszam, a gdzie tak napisałem? Proszę wskazać fragment w moim poprzednim (albo w tym) poście, z którego miałoby wynikać, że twierdzę, jakoby istniało cokolwiek, czego nauka nie wykazała.Dla mnie jest to cały cytat przeniesiony z poprzedniego postu, ale weźmy tylko fragment: "trudno mi zrozumieć, na jakiej podstawie próbuje się jednoznacznie przesądzać to czy owo w kwestii tego, co w ogóle ISTNIEJE". Widocznie nie umiem czytać ze zrozumieniem.CDN@@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | > To zaledwie jest najbardziej złożonym systemem systemów we wszechświecie.Spośród tych znanych nam systemów - pewnie tak. A Pan jest pewien, że we wszechświecie nie ma innych, jeszcze bardziej złożonych systemów? > >Człowiek nie jest Bogiem> Po pierwsze co to jest Bóg? (Oczywiście w naukach przyrodniczych)Chodziło mi o nieco ironiczne wyrażenie myśli, że człowiek nie jest wszystkowiedzący. > Wszystkie stworzone przez ludzi narzędzia są efektem pracy ich mózgów i dlatego przystosowane do korzystania przez ludzi. Pisałem na tematy tu już wielokrotnie i nie tylko ja.Zgadzam się z tym, ale fakt, że Pan o tym pisał nie stanowi dla mnie argumentu, dla którego ja miałbym o tym nie napisać. > >Twierdzę jednak, że zdolności mózgu są ograniczone - chociażby materią, z której się składa i jej ukształtowaniem - co w konsekwencji skutkuje również ograniczeniem zdolności poznawczych.> A ja powtarzam, to wielokrotnie, że jakby nie były ograniczone, to są wszystkim co człowiek posiada.Zgadzam się w pełni, ale czy twierdziłem, że człowiek posiada coś więcej? > >W związku z powyższym mam wątpliwość co do absolutnego charakteru wydawanych sądów na temat natury rzeczywistości i tego dotyczył mój poprzedni post.> Pan pytał o rzeczywistość? To przepraszam - gdyż dla mnie Pańskie pytania dotyczyły nadrzeczywistości.Dla mnie istnieje tylko jedna rzeczywistość. Mnożenie słów i dzielenie tej rzeczywistości na jakieś "nad", "pod", czy "obok" nie ma dla mnie sensu, chyba że się uzasadni jaki miałby być cel takiego podziału. W tym podwątku zaproponowałem podział na to co jest poznane i na to co niepozanane, ale nie tylko. Mój sceptyzyzm nakazał mi ponadto zapytać o możliwość zasadniczego błędu w naszym postrzeganiu i ocenie świata. Powtarzam: MOŻLIWOŚĆ. Nigdzie nie napisałem, że na pewno się mylimy, a to dlatego, że nie jestem fideistą posiadającym Prawdę o rzeczywistości. > Nie. Ja tylko sądzę, że należy być ostrożnym przy formułowaniu kategorycznych wniosków na podstawie niepełnej wiedzy o rzeczywistości.> Jakich "kategorycznych" i jakiej "niepełnej". Pitu, pitu. Proszę konkretnie.Dla mnie te słowa: Zgodnie z naturalizmem metafizycznym (lub ontologicznym) istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie. W odróżnieniu od naturalizmu metodologicznego mówiącego, jak badać i wyjaśniać rzeczywistość, naturalizm metafizyczny stwierdza coś o samym świecie.są kategoryczne. Nie twierdzę, że procesy naturalne są kierowane, celowe, albo że istnieje coś poza materią. Nie jestem fideistą i nie obchodzą mnie czcze idee niepokryte dowodami. Sądzę jedynie, że owo "kierowanie" materią przy powstawaniu danych zjawisk można z całą pewnością wykluczyć dopiero wówczas, gdy w pełni znane są przyczyny owych zjawisk. Tymczasem napotykamy na indeterministyczną interpretację kopenhaską fizyki kwantowej. Nie wiemy również skąd się wziął wielki wybuch. A jeśli nie znamy konkretnych przyczyn, to nie możemy absolutnie niczego wykluczyć. Pan Fizyk ujął to tak: www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,6666W 1952 roku David Bohm opublikował w Physical Review (vol. 85 pp. 166-193) całkowicie deterministyczną interpretację mechaniki kwantowej. Interpretacja ta jest zgodna ze wszystkimi znanymi nam faktami doświadczalnymi i tworzy logiczne postawy osiągnięć nauki i technologii ostatniego stulecia. Ani Bóg ani Szatan nie mogą interweniować w ten świat bez złamania praw natury. Teizm kwantowy jest sprzeczny z nauką. Możliwy jest tylko deizm. Palec Boga został odsunięty w daleką przeszłość, co najmniej poza osobliwość Wielkiego Wybuchu.Proszę zauważyć, że Pan Fizyk przyjął tu akurat interpretację deterministyczną, ale gdy przyjmiemy jednak częściej uznawaną indeterministyczną interpretację kopenhaską, wówczas możliwość palca Boga sięga każdego istniejącego atomu. Jeśli istnieją zjawiska, których przyczyny są nieznane, to tylko fideista może powiedzieć: "Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie". A skąd on to wie, jeśli nie zna przyczyn? Ja wolę sceptycyzm i ani żadnego Boga ani żadnego zaprzeczenia Boga w te dziury nie wpycham i wolę szczere "nie wiem", tam gdzie nauka nie zna odpowiedzi. > >Takie tylko, że jeśli wobec niepełnej wiedzy o rzeczywistości dopuszczamy możliwość istnienia czegoś poza tym, co dotychczas poznaliśmy, to powinniśmy sie powstrzymać z jednoznacznymi sądami o naturze rzeczywistości.> Na podstawie całej naukowej wiedzy człowieka mogę stwierdzić, że nie natrafiono na najmniejszy ślad wpływu nadrzeczywistości na rzeczywistość. Koniec kropka.Ja nie wiem, czy warto stawiać kropki po zdaniach, które nic nie znaczą. Czy mógłby Pan zdefiniować "nadrzeczywistość"? > >>>>Moje sformułowania są tu absolutne, ale otwarte.> >Dla mnie to sprzeczność i ja stawiam na otwartość.> TRALA LALA! Dowody sprzeczności i otwartości proszę.Sprzecznością jest połączenie charakteru absolutnego z charakterem otwartym. > >Bardzo proszę: Zdanie z cytatu zaczyna się od "wszystko co istnieje". Tymczasem naukowe dowody obejmują jedynie około 14,7 miliarda lat historii naszego wszechświata. To ja poproszę resztę dowodów - na to, co było przedtem.> Nie wiem, dlatego jest napisane "istnieje", a nie "co istniało" lub "będzie istnieć".Aha, to do teraźniejszości się tylko ograniczamy. To rozumiem, że referat Piotra Bylicy już badania kosmosu nie dotyczy. To co mierzymy w latach świetlnych dawno się już wydarzyło. > Można też udzielić odpowiedzi, że wcześniej to był taki stary pan z długą brodą.Można, ale po co i jaki jest na to dowód? Równie dobrze i z taką samą wartością dowodową można też powiedzieć, że na pewno go nie było. Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > >>>To zaledwie jest najbardziej złożonym systemem systemów we wszechświecie.> Spośród tych znanych nam systemów - pewnie tak.> A Pan jest pewien, że we wszechświecie nie ma innych, jeszcze bardziej złożonych systemów?Na 100% to nie! Polecam "Solaris" i "Głos Pana". Ewentualne i mało prawdopodobne istnienie bardziej złożonych systemów ma być argumentem za Pańskim - (mózg człowieka rozwinął się w wyniku ewolucji, a to oznacza, że jest zaledwie wynikiem szeregu mutacji genetycznych,) - zaledwie? > >>>Po pierwsze co to jest Bóg? (Oczywiście w naukach przyrodniczych)> Chodziło mi o nieco ironiczne wyrażenie myśli, że człowiek nie jest wszystkowiedzący.A Pan jest? A może zna Pan takiego? > >>>A ja powtarzam, to wielokrotnie, że jakby nie były ograniczone, to są wszystkim co człowiek posiada.> Zgadzam się w pełni, ale czy twierdziłem, że człowiek posiada coś więcej?No to o czym chce Pan rozmawiać o Bogach? Ja nie mam tam znajomości. > W związku z powyższym mam wątpliwość co do absolutnego charakteru wydawanych sądów na temat natury rzeczywistości i tego dotyczył mój poprzedni post.> >>>Pan pytał o rzeczywistość? To przepraszam - gdyż dla mnie Pańskie pytania dotyczyły nadrzeczywistości.> (...) Mnożenie słów i dzielenie tej rzeczywistości na jakieś "nad", "pod", czy "obok" nie ma dla mnie sensu, (...) Nigdzie nie napisałem, że na pewno się mylimy, a to dlatego, że nie jestem fideistą posiadającym Prawdę o rzeczywistości.Nic z tych teologicznych wygibasów nie rozumiem. Proszę o wyjaśnienie co Pan ma tu na myśli "możliwość zasadniczego błędu w naszym postrzeganiu i ocenie świata". Rzeczywiście "obiektywnie istniejącej rzeczywistości" można poszukiwać np. tu: sacerdoshy(*).com/2012/05/15/punkt-wyjscia/oraz tu: bogdan.wor(*)e/czy-jestesmy-racjonalistami/Kto co woli. > Nie. Ja tylko sądzę, że należy być ostrożnym przy formułowaniu kategorycznych wniosków na podstawie niepełnej wiedzy o rzeczywistości.> >>>Jakich "kategorycznych" i jakiej "niepełnej". Pitu, pitu. Proszę konkretnie.> Dla mnie te słowa:Zgodnie z naturalizmem metafizycznym (lub ontologicznym) istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie. W odróżnieniu od naturalizmu metodologicznego mówiącego, jak badać i wyjaśniać rzeczywistość, naturalizm metafizyczny stwierdza coś o samym świecie.> są kategoryczne.Nie - są tylko stwierdzeniem faktów w oparciu o cały dotychczasowy dorobek nauki. > Nie twierdzę, że procesy naturalne są kierowane, celowe, albo że istnieje coś poza materią. Nie jestem fideistą i nie obchodzą mnie czcze idee niepokryte dowodami. Sądzę jedynie, że owo "kierowanie" materią przy powstawaniu danych zjawisk można z całą pewnością wykluczyć dopiero wówczas, gdy w pełni znane są przyczyny owych zjawisk.Dla mnie dotychczasowy dorobek nauki jest tu wystarczającym, ale znane są mi spekulatywne poszukiwania dziur. > Tymczasem napotykamy na indeterministyczną interpretację kopenhaską fizyki kwantowej.Z czym my się nie spotykamy? > Nie wiemy również skąd się wziął wielki wybuch.A Pa wie, że był? To już dużo. Ja wiem, że to jedna z bardziej prawdopodobnych koncepcji. Bóg jest całkowicie zbędny. Tak przynajmniej twierdzi Stephen Hawking w opublikowanej 9 września książce "The Grand Design" (Wielki projekt) napisanej wspólnie z fizykiem Leonardem Mlodinowem. "Ponieważ istnieje takie prawo jak grawitacja, wszechświat może powstać i będzie powstawał z niczego" - czytamy we fragmentach, które przed niespełna dwoma tygodniami obiegły większość światowych mediów. "To spontaniczna kreacja jest przyczyną, w wyniku której istnieje raczej coś niż nic, w wyniku której my istniejemy. Nie ma żadnej potrzeby, żeby przywoływać tu Boga, który stworzył wszechświat".> A jeśli nie znamy konkretnych przyczyn, to nie możemy absolutnie niczego wykluczyć.Gucio prawda. Znamy już tak wiele, że bardzo wiele możemy absolutnie wykluczyć. Oczywiście ciągle jeszcze (na szczęście) są problemy nie poznane, w które przeróżni sprawni intelektualnie inaczej próbują wetknąć przeróżne cuda, a nuż się uda. Pan Fizyk ujął to tak: > www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,6666> W 1952 roku David Bohm opublikował w Physical Review (vol. 85 pp. 166-193) całkowicie deterministyczną interpretację mechaniki kwantowej. Interpretacja ta jest zgodna ze wszystkimi znanymi nam faktami doświadczalnymi i tworzy logiczne postawy osiągnięć nauki i technologii ostatniego stulecia. Ani Bóg ani Szatan nie mogą interweniować w ten świat bez złamania praw natury. Teizm kwantowy jest sprzeczny z nauką. Możliwy jest tylko deizm. Palec Boga został odsunięty w daleką przeszłość, co najmniej poza osobliwość Wielkiego Wybuchu.Widocznie pan Fizyk - tak jak i Einstein - jest głęboko wierzącym człowiekiem. > Proszę zauważyć, że Pan Fizyk przyjął tu akurat interpretację deterministyczną, ale gdy przyjmiemy jednak częściej uznawaną indeterministyczną interpretację kopenhaską, wówczas możliwość palca Boga sięga każdego istniejącego atomu.Tyle tylko, że wywody pana Fizyka - na naszym forum - są dla mnie całkowicie przekonywujące, a sam nie czuję się na tyle kompetentnym w fizyce, aby podejmować polemiki z innym fizykami. Np. www.staff.amu.edu.pl/~zbigonys/ Zaliczam zdecydowanie pana profesora Jacynę do sprawnych intelektualnie inaczej, ale merytorycznej polemiki z jego głupotami nie podejmę, gdyż brak mi w tym zakresie dostatecznej wiedzy. CDN@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | > Ewentualne i mało prawdopodobne istnienie bardziej złożonych systemów ma być argumentem za Pańskim - (mózg człowieka rozwinął się w wyniku ewolucji, a to oznacza, że jest zaledwie wynikiem szeregu mutacji genetycznych,) - zaledwie?Nie tylko, to był tylko argument dodatkowy. Chodziło mi o to, że nasze mózgi powstały wskutek zwykłych oddziaływań fizycznych na szeregu pierwiastków chemicznych przy istotnych dla doboru naturalnego zmiennych warunkach zewnętrznych i jako takie są efektem koincydencji zaistniałych pomiędzy podstawowymi składnikami materii. Mózgi te mogłyby się rozwinąć zupełnie inaczej i mogłyby nabrać zupełnie innych umiejętności przy minimalnych zmianach pośród ogromnej ilości warunków, które doprowadziły do ich powstania. Ponadto wyposażone w owe mózgi gatunek ludzki jest jedynie etapem ewolucji. Dalsza ewolucja może w przyszłości doprowadzić do wyposażenia mózgów w znacznie bogatsze umiejętności od aktualnych. Uważam za możliwe, że posiadacze mózgów przyszłości będą mieli znacznie większe możliwości percepcyjne od tych, którymi aktualnie dysponuje człowiek i to nawet przy uwzględnieniu wszystkich pomocy technicznych, które obecnie posiada. W konsekwencji przed przyszłymi gatunkami może sie otworzyć zupełnie inny obraz rzeczywistości, niż ten który dostępny jest człowiekowi. I znów - ta wizja przyszłości jest tylko ewentualna i oczywiście wątpliwa. Ma jedynie podkreślić, że nasz punkt widzenia zależy od możliwości naszych mózgów - a te są akurat tylko przypadkowo tak, a nie inaczej ukształtowane, w związku z czym również przypadkowo dają takie, a nie inne możliwości poznawcze. Stąd właśnie to "zaledwie". Biorąc to pod uwagę jestem sceptyczny co do kompletności naszego obrazu rzeczywistości. > Proszę o wyjaśnienie co Pan ma tu na myśli "możliwość zasadniczego błędu w naszym postrzeganiu i ocenie świata".Chociażby możliwość, że zmysły nas oszukują. Np. nasze mózgi mogą nam takie, a nie inne wizje rzeczywistości narzucać. I bardziej radykalnie: możliwość solipsyzmu, który można wprawdzie odrzucić racjonalnie i za pomocą brzytwy Ockhama, ale ostatecznego przeciwdowodu brak (przy czym powiedzmy, że obecnie wystarcza mi stuknięcie się w czoło, gdyż temat solipsyszmu tak już dokładnie przewałkowałem na forum, że jeśli Panu to nie przeszkadza, to nie chciałbym go ponownie rozwijać). > Rzeczywiście "obiektywnie istniejącej rzeczywistości" można poszukiwać np. tu:> sacerdoshy(*).com/2012/05/15/punkt-wyjscia/To dobre! Na kolana! Coraz mnie pojmuję jak to możliwe, że ludzie mogą mieć tak pop[ wstawić co kto lubi] w głowach. A wszystko oczywiście wychodzi "od obiektywnie istniejącego bytu, obiektywnie istniejącej rzeczywistości". > bogdan.wor(*)e/czy-jestesmy-racjonalistami/Dziękuję za ten artykuł. Piękny i klarowny język. > >Dla mnie te słowa:> Zgodnie z naturalizmem metafizycznym (lub ontologicznym) istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie. W odróżnieniu od naturalizmu metodologicznego mówiącego, jak badać i wyjaśniać rzeczywistość, naturalizm metafizyczny stwierdza coś o samym świecie.> >są kategoryczne.> Nie - są tylko stwierdzeniem faktów w oparciu o cały dotychczasowy dorobek nauki.Moim zdaniem te stwierdzenia i słownictwo wynikają w większym stopniu z intensywnej polemiki z fideistami, niż bezpośrednio z nauki. Proszę np. zwrócić uwagę na słowo "bezcelowy". Skąd takie określenie? Czyżby nauka badając jakąś część materii zadawała sobie pytanie, czy ta materia ma może jakiś cel lub też go nie ma? Celowość jest cechą związaną z intencjonalnością, a więc z umysłem. Działać celowo lub bezcelowo może człowiek, ale nie zewnętrzna wobec nas materia, której w ogóle nie można przypisać sensownie takiej kategorii. Przypisawanie celowości zjawiskom naturalnym wynika jedynie z antropomorfizacji przyrody, ale i analogicznie ma się sprawa z bezcelowością. Jeśli proces ewolucji ma być "bezcelowy", to równie dobrze można i napisać, że był on "nieracjonalny" i "bezsensowny". Racjonaliści mają tendencję do tworzenia sformułowań w opozycji do wymysłów fideistów i stąd takie kwiatki. Podobnie i "materializm" i "naturalizm" sa jedynie sformułowaniami, które nie miałyby większego sensu gdyby opierać się na samej tylko konkretnej nauce - która po prostu bada to co postrzegamy. Te pojęcia nabierają sensu dopiero wówczas, gdy zestawi się je z poglądem przeciwnym - z fideizmem. Dopiero wówczas, gdy zetkniemy się z teoriami "świata duchowego" "materializm" i "naturalizm" nabierają kolorów i zaczynamy pojmować o co chodzi. Bez kontekstu opozycji wobec wymysłów fideistów te słowa byłyby pojęciowo puste - gdyż zarówno materia i natura to po prostu nasz świat, w którym żyjemy - dopóki badamy go konkretnie, obiektywnie, na podstawie doświadczenia i bez ideologicznych okularów, dopóty zarówno "natura", "materia", jak i "dostępna naszym zmysłom rzeczywistość" stanowią tylko etykietki dla tego, co badamy - dla samego świata. > >Nie wiemy również skąd się wziął wielki wybuch.> A Pa wie, że był? To już dużo. Ja wiem, że to jedna z bardziej prawdopodobnych koncepcji.No to już ma Pan sytuację, w której nie znamy przyczyny zjawiska. > Widocznie pan Fizyk - tak jak i Einstein - jest głęboko wierzącym człowiekiem.Dostrzegam raczej ironiczne zabarwienie tych pańskich słów. Znam Pana stanowisko w kwestii ewentualnego teizmu Einsteina, znane mi są też niektóre jego wypowiedzi na temat Boga. Znam też postawę i stanowisko Pana Fizyka. Mogę tylko powiedzieć, że moim zdaniem wszyscy jesteście Panowie w trójkę wolnomyślicielami. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) |
> Chodziło mi o to, że nasze mózgi powstały wskutek zwykłych oddziaływań fizycznych na szeregu pierwiastków chemicznych przy istotnych dla doboru naturalnego zmiennych warunkach zewnętrznych i jako takie są efektem koincydencji zaistniałych pomiędzy podstawowymi składnikami materii.Nie, proszę Szanownego Pana, nasze mózgi są strukturami biologicznymi i powstały na skutek ewolucji. Rozmawiając np. o stole nie rozważa się pierwiastków, z których powstał. > Mózgi te mogłyby się rozwinąć zupełnie inaczejMogły. > Uważam za możliwe, że posiadacze mózgów przyszłości będą mieli znacznie większe możliwości percepcyjne od tych, którymi aktualnie dysponuje człowiek i to nawet przy uwzględnieniu wszystkich pomocy technicznych, które obecnie posiada.Przypisuję temu duże prawdopodobieństwo, choć uważam, że strona technologiczna (narzędzi - nawet tych wszczepianych bezpośrednio do mózgu) będzie znacznie szybsza od biologicznej. Tak jak już to się dzieje. > W konsekwencji przed przyszłymi gatunkami może sie otworzyć zupełnie inny obraz rzeczywistości, niż ten który dostępny jest człowiekowi.Nie rozumiem, albo pisze Pan o zbyt banalnej oczywistości. > Biorąc to pod uwagę jestem sceptyczny co do kompletności naszego obrazu rzeczywistości.Znowu o konkrety proszę. Co Panu do tego kompletu brakuje - nadrzeczywistości? Pana Boga? Spekulacji o trollach? > >>>Proszę o wyjaśnienie co Pan ma tu na myśli "możliwość zasadniczego błędu w naszym postrzeganiu i ocenie świata".> Chociażby możliwość, że zmysły nas oszukują.Co to znaczy, że nasze zmysły nas oszukują? Przecież doskonale wiemy, że inne zmysły (choćby nietoperze, ptaki itd.) dają inny obraz. Tyle, że ludzie już potrafią informację z niedostępnych im zmysłów przetworzyć na dostępny im język. (narzędzia)> Np. nasze mózgi mogą nam takie, a nie inne wizje rzeczywistości narzucać.Narzucają. > I bardziej radykalnie: możliwość solipsyzmu, który można wprawdzie odrzucić racjonalnie i za pomocą brzytwy Ockhama, ale ostatecznego przeciwdowodu brak (przy czym powiedzmy, że obecnie wystarcza mi stuknięcie się w czoło, gdyż temat solipsyzmu tak już dokładnie przewałkowałem na forum, że jeśli Panu to nie przeszkadza, to nie chciałbym go ponownie rozwijać).Jak Panu nie przeszkadza, to niech Pan się stuknie, ja nie chcę nawet o solipsyzmie rozmawiać. (Szkoda czasu na całkowicie spekulatywne bzdury)> >>>Nie - są tylko stwierdzeniem faktów w oparciu o cały dotychczasowy dorobek nauki.> Moim zdaniem te stwierdzenia i słownictwo wynikają w większym stopniu z intensywnej polemiki z fideistami, niż bezpośrednio z nauki.Dla Pana nie wynikają bezpośrednio z nauki? Mnie tu wystarcza np.: awe.mol.uj(*)UCJE_+_rysunki_nowa_wersja.pdf> Proszę np. zwrócić uwagę na słowo "bezcelowy". Skąd takie określenie? Czyżby nauka badając jakąś część materii zadawała sobie pytanie, czy ta materia ma może jakiś cel lub też go nie ma?Tak, nauka odpowiada również na pytania wychodzące od filozofii. Spory dotyczące determinizmu i indeterminizmu. W darwinizmie i w "darwinowskiej naturalistycznej rewolucji naukowej" - jednym z zasadniczych - jest wątek odrzucenia teleologi. To elementarz. Myślałem, że Pan wie o tym? > Racjonaliści mają tendencję do tworzenia sformułowań w opozycji do wymysłów fideistów i stąd takie kwiatki.Takie Pan ma wrażenie? To ciekawe? Ja tego nie zauważyłem. > Podobnie i "materializm" i "naturalizm" sa jedynie sformułowaniami, które nie miałyby większego sensu gdyby opierać się na samej tylko konkretnej nauce - która po prostu bada to co postrzegamy.Znowu bardzo ciekawe spostrzeżenia, ale jakby trochę Pan przeczy samemu sobie żądając zajmowania się czymś więcej niż postrzegamy. (Czyli właśnie nadrzeczywistością.). Naturalizm metodologiczny stwierdza, że aby hipoteza, teoria lub jakiekolwiek wyjaśnienie były "naukowe", muszą odwoływać się wyłącznie do przyrodniczych lub materialnych bytów.
Naturalizm metodologiczny jest także jednym z kryteriów stosowanych do określenia tego, czym jest nauka, a nawet wprost jako ocena racjonalności i zgodności z rozumem pewnych twierdzeń, hipotez i teorii oraz uznawaniu ich za naukowe lub "nienaukowe". Kryterium naturalizmu metodologicznego stosowane jest jako kryterium racjonalności, zgodności z rozumem, prawdziwości. Oczywiście fideiści przeróżnych nurtów starają się wszelakimi sposobami tą konieczność - stosowania naturalizmu w nauce - podważyć. > Te pojęcia nabierają sensu dopiero wówczas, gdy zestawi się je z poglądem przeciwnym - z fideizmem. Dopiero wówczas, gdy zetkniemy się z teoriami "świata duchowego" "materializm" i "naturalizm" nabierają kolorów i zaczynamy pojmować o co chodzi.To Pańskie zdanie, ale nauka nie dzieje się w społecznej próżni i nic dziwnego, że jest konfrontowana z różnymi poglądami. Uczeni zawsze byli poddawani presji potwierdzania religijnych bzdur, a za opór sankcjonowani. W zdecydowanie mniejszym stopniu, ale to zjawisko występuje nawet współcześnie. Zresztą proces naukowy polega właśnie na krytycznej weryfikacji twierdzeń. Znowu dziwię się, że Pan o tym nie wie. > Nie wiemy również skąd się wziął wielki wybuch.> >>>A Pa wie, że był? To już dużo. Ja wiem, że to jedna z bardziej prawdopodobnych koncepcji.> No to już ma Pan sytuację, w której nie znamy przyczyny zjawiska.Po pierwsze nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że wszystko wiemy, a po drugie, że wszystkie zjawiska muszą mieć przyczyny. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Znowu o konkrety proszę. Co Panu do tego kompletu brakuje - nadrzeczywistości? Pana Boga? Spekulacji o trollach?
Później pan linkuje do takiego artykułu o trzech ewolucjach. Niechże go pan może raz jeszcze przeczyta, i gdy następnym razem przyjdzie panu ochota imputować rozmówcy brednie o trollach, niechże pan pomyśli o strzałce czasu i "braku luk" w naukowym wyjaśnieniu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . >>>>Znowu o konkrety proszę. Co Panu do tego kompletu brakuje - nadrzeczywistości? Pana Boga? Spekulacji o trollach? >Później pan linkuje do takiego artykułu o trzech ewolucjach. Niechże go pan może raz jeszcze przeczyta, i gdy następnym razem przyjdzie panu ochota imputować rozmówcy brednie o trollach, niechże pan pomyśli o strzałce czasu i "braku luk" w naukowym wyjaśnieniu. Panie Sylwku, niech Szanowny Pan wybaczy, ale nie każdy jest tak mądry jak Pan. Zupełnie nie wiem o co Panu chodzi. Uważa Pan, że gdy sam siebie rozumie i nad własną mądrością się zachwyca to wystarcza. Gratuluje Panu i albo zejdź Pan do mojego poziomu zrozumienia, albo daj sobie Pan spokój z popisami na forum: Proszę, nie. "Racjonalizm", szczególnie w dawkinsowskim, "brajtowskim" wydaniu, to po prosty pewien sposób osadzonego społecznie samo opisu jednostki. Mówiąc krócej, jedyna rzecz, która czyni takiego racjonalistę racjonalistom to stwierdzenie "jestem racjonalistą". A to powiedzieć może każdy debil, których zresztą, na tym forum nie brakuje i mogą służyć jako doskonałe przykłady intelektualnego uwiądu "racjonalistów". Wybaczy pan, ale nie będę rzucał nazwiskami ani nickamii Daję Panu słowo, że kilku ludzi poza Panem też książki czyta i o rożnych rzeczach słyszało. Może tylko inaczej je rozumie i inaczej interpretuje.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Na początku miałem nawet coś w rodzaju poczucia winy, bo uznałem, że może rzeczywiście piszę niezrozumiale i w sposób arogancki, ale wie pan, dowiaduję się o tym od kogoś, dla kogo sceptycyzm wobec jakiejś tam teorii metodologicznej równa się od razu trollom i bogom, więc niechże se Pan daruje, naprawdę...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . >Na początku miałem nawet coś w rodzaju poczucia winy, bo uznałem, że może rzeczywiście piszę niezrozumiale i w sposób arogancki, ale wie pan, dowiaduję się o tym od kogoś, dla kogo sceptycyzm wobec jakiejś tam teorii metodologicznej równa się od razu trollom i bogom, więc niechże se Pan daruje, naprawdę... Se daruję, gdyż dla mnie jest oczywistym, że większość Pańskich postów jest tylko aroganckim niezrozumiałym popisem, czego jednak żałuję, gdyż z innych wynika spora Pańska erudycja i można wiele by się od Pana nauczyć.
Ale prowadzenie głupawych pyskówek o niczym nie bardzo mi odpowiada. Szkoda, że nie stać Pana na w miarę normalne rozmowy. Widocznie większość z nas (gdyż nie tylko mnie Pan tak traktuje) jest w Pańskim odczuciu zbyt głupia by warto było z nimi rozmawiać. Co najwyżej - w swojej łaskawości - może Pan nas pouczyć. Gratuluję wysokiej samooceny, tylko aby nie pękł Pan przypadkiem.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>[color=navy]Naturalizm metodologiczny stwierdza, że aby hipoteza, teoria lub jakiekolwiek wyjaśnienie były "naukowe", muszą odwoływać się wyłącznie do przyrodniczych lub materialnych bytów.
Cóż, jeśli tak, to jest głupotą. Wszak jedną z głównych krytyk fizyki Newtona była ta, która nie dopuszczała "magicznych" oddziaływań na odległość, których fizyka newtonowska jest pełna (grawitacja).
To czy coś jest "naturalne" czy nie to kwestia konwencji.
Albo inaczej: magia jest zasadniczo produktem interakcji ze światem nadnaturalnym, ale jak słusznie zauważono, każda dostatecznie zaawansowana technologia, jest nieodróżnialna od magii.
Przecież to pana uparte trzymanie się rozróżnienia na "naturalne" i "nadprzyrodnicze" (co to w ogóle za słowo) to jakieś absolutyzowanie płynnej i drugorzędnej semantyki i robienie z niej kryteriów metodologicznych. To nie ma sensu.
>Naturalizm metodologiczny jest także jednym z kryteriów stosowanych do określenia tego, czym jest nauka, a nawet wprost jako ocena racjonalności i zgodności z rozumem pewnych twierdzeń, hipotez i teorii oraz uznawaniu ich za naukowe lub "nienaukowe
Nie wiem skąd są te wywody, ale dla mnie brzmią jak najbardziej płaskie definicje encyklopedyczne.
>Oczywiście fideiści przeróżnych nurtów starają się wszelakimi sposobami tą konieczność - stosowania naturalizmu w nauce - podważyć.
Nie, każdy kto ma jakiekolwiek obycie z nauką wie, że nikomu w laboratorium do głowy nie przychodzi rozważać "naturalne to czy nie". Jak słusznie zauważył pana rozmówca, takie dywagacje to się robi przy piwie w pubie, gdy z trybu "laborant" przechodzi się do trybu "alkofilozof". Ten "naturalizm" jak pan to ujmuje, w ogóle nie istnieje jako kwestia czy kryterium (tak samo jak "realizm" czy inne takie).
>To Pańskie zdanie, ale nauka nie dzieje się w społecznej próżni i nic dziwnego, że jest konfrontowana z różnymi poglądami. Uczeni zawsze byli poddawani presji potwierdzania religijnych bzdur, a za opór sankcjonowani.
Uczeni poddawani są różnym presjom.
Dziś dużo większym problemem jest presja publikowania i znajdowania zastosowań dla celu swocih badań i wszystko wskazuje, że jest to bardziej niszczące dla nauki, niż presja potwierdzania bozi była kiedykolwiek wcześniej.
>Zresztą proces naukowy polega właśnie na krytycznej weryfikacji twierdzeń.
Aha, weryfikujemy twierdzenia, ale nie te o naturalizmie, te to świętość i dogmat, bez niego nie ma nauki....
Zaś spójność znowu powiesiła się na haku fundamentalizmu...
>Po pierwsze nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że wszystko wiemy, a po drugie, że wszystkie zjawiska muszą mieć przyczyny.
Znaczy zjawiska bez przyczyny pasuję do naturalizmu metodologicznego?
A może nawet ontologicznego?
Fascynujące...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Cóż, jeśli tak, to jest głupotą.Zapewne, a nawet pewne, jak Pan tak twierdzi. > Wszak jedną z głównych krytyk fizyki Newtona była ta, która nie dopuszczała "magicznych" oddziaływań na odległość, których fizyka newtonowska jest pełna (grawitacja).Nie znam tej krytyki, ale dzisiejsza fizyka magii też nie dopuszcza. > To czy coś jest "naturalne" czy nie to kwestia konwencji.Znowu Pan ma rację, gdyż jak mogłoby być inaczej. Mnie jednak wystarczają definicje, które dla Pana mają niewielkie znaczenie. Pan Sylwek: Okej, więc znowu jak krowie na rowie: precyzowanie czy wyjasnianie to nie to samo co definiowanie. Gdy ludzie biorą się za "definiowanie" zazwyczaj produkują jakies bezsensowne gołosłowne formułki. Całe to osobliwe uwielbienie dla "definicji" wprowadza tylko niejasności do dyskusji, zamiast je usuwać, bo ludzie zamiast na przykład dobrych przykładów czy eksperymentów myślowych, czy czegokolwiek co jest dobrym sposobem przekazywnia treści, tworzą czcze pustosłowie.
> Albo inaczej: magia jest zasadniczo produktem interakcji ze światem nadnaturalnym, ale jak słusznie zauważono, każda dostatecznie zaawansowana technologia, jest nieodróżnialna od magii.Znowu to straaasznie mądre. "każda dostatecznie zaawansowana technologia, jest nieodróżnialna od magii". Ło Boze i tak naprawdę. > Przecież to pana uparte trzymanie się rozróżnienia na "naturalne" i "nadprzyrodnicze" (co to w ogóle za słowo) to jakieś absolutyzowanie płynnej i drugorzędnej semantyki i robienie z niej kryteriów metodologicznych. To nie ma sensu.Już to dostrzegłem, że prawie jedyne sensowne wywody na tym forum, to Pańskie wywody. > >>>Naturalizm metodologiczny jest także jednym z kryteriów stosowanych do określenia tego, czym jest nauka, a nawet wprost jako ocena racjonalności i zgodności z rozumem pewnych twierdzeń, hipotez i teorii oraz uznawaniu ich za naukowe lub "nienaukowe> Nie wiem skąd są te wywody, ale dla mnie brzmią jak najbardziej płaskie definicje encyklopedyczne.Wywody bezpośrednio z mojej głowy, a pośrednio z przeczytanych lektur. Nie mam nic przeciwko słownikowym znaczeniu słów i korzystania z encyklopedycznych definicji. Już Pan napisał, że Pan jest nadto. Pan Sylwek: LOL
Dla precyzji: nie psoługujemy się definicjami ostensywnymi, prawda? NIE POKAZUJEMY SOBIE NA FORUM RZECZY?
Nie posługujemy się definicjami operacyjnymi, prawda? NIE MÓWIMY SOBIE NA FORMU JAK MIERZYĆ WIELKOŚCI CECH ILOŚCIOWYCH?
Zasadniczo posługujemy się innymi formami definicji cząstkowych (no bo zupełnych nie, skoro twierdzisz, że ewoluują w czasie).
Ich definiensy powinny zawierać terminy do których redukujemy znaczenie definiendów. Każdy, kto serio traktuje wymóg "precyzowania" staje przed problemem: jak uzyskać precyzyjne definiensy by za ich pomocą precyzować definiendum na drodze definiowania? Ano, trza też je (precyzyjnie) zdefiniować. Za pomocą innych definiensów. Ad infinitum.
ET ABSURDUM
Moja "poza intelektualna" nosi w pewnych kręgach nazwę "logiki", ale zdążyłem zauważyć, że jest ona dość obca róznym formom sekciarskiego "racjonalizmu" pożenionego z jakimś biednym scjentyzmem, który w ciągu ostatnich 3-4 lat się strasznie rozplenił na tym forum.
Dla mnie EOT. Pan Sylwek: Ale bądźmy poważni: albo to jest "podstawa poznania", a wtedy bez definicji nie rozumiesz słów, albo nie jest, a wtedy jest to strata czasu. Ale będąc zupełnie powaznym: całe to hokus-pokus z definiowaniem to przesąd filozofii analitycznej, który został wielokrotnie skutecznie skrytykowany. Co do zasady wywodzi się z Wittgensteina, i to twórca tej metody, he he, "poznania", wykazał później jej nędzę tworząc koncepcję "gier językowych". > Uczeni poddawani są różnym presjom.Czy różne wyklucza religijne? > >>>Zresztą proces naukowy polega właśnie na krytycznej weryfikacji twierdzeń.> Aha, weryfikujemy twierdzenia, ale nie te o naturalizmie, te to świętość i dogmat, bez niego nie ma nauki....Nie w nauce nie istnieją żadne dogmaty, ale poziom krytyki naturalizmu jak na razie, jest porównywalny z poziomem Pańskich krytyk na naszym forum. Dużo krzyków mało wyników. > >>>Po pierwsze nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że wszystko wiemy, a po drugie, że wszystkie zjawiska muszą mieć przyczyny.> Znaczy zjawiska bez przyczyny pasuję do naturalizmu metodologicznego?Ja nie wiem, gdzie Pan pasuje i wolałbym się na ten temat nie wypowiadać. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > >Nasze mózgi powstały wskutek zwykłych oddziaływań fizycznych na szeregu pierwiastków chemicznych przy istotnych dla doboru naturalnego zmiennych warunkach zewnętrznych i jako takie są efektem koincydencji zaistniałych pomiędzy podstawowymi składnikami materii.> Nie, proszę Szanownego Pana,Naprawdę chce Pan zaprzeczać ewidentnie wykazanej wiedzy naukowej tylko po to, żeby przekazać mi wyrazy szacunku? > nasze mózgi są strukturami biologicznymi i powstały na skutek ewolucji.Czy gdziekolwiek temu zaprzeczyłem? To jest przecież kompletny truizm. Wyraźnie zresztą wskazałem, nawet w tym zakwestionowanym przez Pana zdaniu, na działanie doboru naturalnego. Czy mojej wypowiedzi naprawdę nie dało się zrozumieć? > Rozmawiając np. o stole nie rozważa się pierwiastków, z których powstał.Zawsze fascynowały mnie wszelkie kształty w skali pozwalającej na bezpośredni kontakt zmysłowy, ale najbardziej spośród nich jednak kształty kobiece. Z wiekiem ta fascynacja wcale nie osłabła, a mimo to dodatkowo zainteresowały mnie przyczy powstania takich, a nie innych form biologicznych. O doborze naturalnym już wspomniałem, ale to już jest efekt presji środowiska... Jakie są więc dalsze przyczyny powstawania takich, a nie innych form biologicznych? Wydawało mi się, że nauka jest zgodna co do tego, że sa nimi mutacje genetyczne. Wydawało mi się że celem ich wyjaśnienia należy jednak zejść do poziomu chemii i fizyki i dlatego napisałem: Cytat:Nasze mózgi powstały wskutek zwykłych oddziaływań fizycznych na szeregu pierwiastków chemicznych - starając się nie zapominać jednocześnie o skali biologicznej, dodałem bowiem: Cytat:przy istotnych dla doboru naturalnego zmiennych warunkach zewnętrznych Jednocześnie jestem całkowicie przekonany o tym, że ma Pan większą wiedzę o ewolucji ode mnie, więc spokojnie może Pan w sposób autorytatywny zaprzeczać moim stwierdzeniom. Mimo to zachowuję sobie jednak możliwość przemyślenia Pańskich zastrzeżeń. Tak więc w kontekście genetycznych przyczyn procesów ewolucji Pańska uwaga: Rozmawiając np. o stole nie rozważa się pierwiastków, z których powstałjakoś mnie tu nie do końca przekonuje. > Przypisuję temu duże prawdopodobieństwo, choć uważam, że strona technologiczna (narzędzi - nawet tych wszczepianych bezpośrednio do mózgu) będzie znacznie szybsza od biologicznej. Tak jak już to się dzieje.Zgoda. Tyle, że znów - ten rozwój technologii (jak wielki by nie był) jest ograniczony możliwościami naszych mózgów. Gdyby mózgi ukształtowały się inaczej mogłyby dysponować zupełnie inną (być może dużo bardziej zaawansowaną) technologią. > >W konsekwencji przed przyszłymi gatunkami może sie otworzyć zupełnie inny obraz rzeczywistości, niż ten który dostępny jest człowiekowi.> Nie rozumiem, albo pisze Pan o zbyt banalnej oczywistości.Chyba jednak nie tak banalnej. To kształtowi mózgu i sposobie jego funkcjonowania zawdzięczamy dysponowanie pięcioma zmysłami i takimi, a nie innymi możliwościami rozumowania. Skoro mniej rozwinięte od nas organizmy posiadają zmysły różniące się od naszych (a nawet są niektórych ludzkich zmysłów pozbawione) i dysponują najwyraźniej jednak mniejszymi zdolnościami rozumowania, to dostrzegam możliwość, że dalsza ewolucja biologiczna mogłaby nie tylko poszerzyć zdolności istniejących zmysłów, ale również wzbogacić nas o CAŁKIEM NOWE ZMYSŁY, PROWADZĄCE DO MOŻLIWOŚCI POZNANIA W OGÓLE NIEODKRYTYCH DO TEJ PORY ASPEKTÓW RZECZYWISTOŚCI. > >Biorąc to pod uwagę jestem sceptyczny co do kompletności naszego obrazu rzeczywistości.> Znowu o konkrety proszę. Co Panu do tego kompletu brakuje - nadrzeczywistości? Pana Boga? Spekulacji o trollach?Jakie konkrety mogę Panu dać, jeśli dysponuję tymi samymi zmysłami, co Pan i podobnym mózgiem, a Pan nawet więcej książek ode mnie przeczytał? Oczywiście, że empirycznie możemy dowieść tylko tyle, co nam nasza obecna ludzka perspektywa umożliwia, a reszta to spekulacje. Nie uważam jednak, jakoby to musiał był szczyt możliwości, gdyż zdolności poznawcze mogą ewoluować wślad za dalszą ewolucją mózgu i to w sposób dla nas obecnie niewyobrażalny. Ja pozostawiam przyszłość otwartą, a Pan żąda ode mnie konkretów. Nie jestem jasnowidzem. > >Np. nasze mózgi mogą nam takie, a nie inne wizje rzeczywistości narzucać.> Narzucają.I czy na pewno te wizje mówią prawdę o obiektywnie istniejącej rzeczywistości? > W darwinizmie i w "darwinowskiej naturalistycznej rewolucji naukowej" - jednym z zasadniczych - jest wątek odrzucenia teleologi.Widzi Pan - mamy to jak na dłoni: Chodzi o odrzucenie teleologii. To potwierdza tylko moje stwierdzenie, że "bezcelowość" jest tylko zakwestionowaniem wymysłów fideistów, a nie bezpośrednią obserwacją naukową. To zresztą widać po samym tylko slowie - "bezcelowość". A by je właściwie zrozumieć należy najpierw przeanalizować, czym jest celowość - a to już jest wymysł wierzeń i religii. Bez wymysłów fideizmu takie określenie procesu ewolucji byłoby nonsensowne - równie dobrze proces ten można od razu określić jako "bezbożny", ale kto w ogóle postulował Boga? Nauka czy religia? Sądzę, że jeśli zdefiniujemy naukę (krótko - na potrzeby tego postu) jako oparte na powtarzalnych i weryfikowalnych doświadczeniach i logicznym rozumowaniu obiektywne badanie całego zewnętrznego wobec nas świata, to tak pojęta nauka NiGDY w historii ludzkości nie zakładała żadnej celowości badanych przez siebie procesów i stąd brak jest jakiejkolwiek konieczności zaprzeczania tej celowości z pozycji czysto naukowych. Nauka w ogóle tego nie rozważała, ani nie zakładała, a zawsze tylko badała funkcjonowanie świata pytając o dalsze - NATURALNE - przyczyny. To dopiero wpływy wierzeń i religii - niestetety wpływające na twierdzenia różnych naukowców - wprowadzały pojęcie celowości. Bezcelowość jest więc zakwestionowaniem twierdzeń fideistycznych, a nie naukowych. Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Nasze mózgi powstały wskutek zwykłych oddziaływań fizycznych na szeregu pierwiastków chemicznych przy istotnych dla doboru naturalnego zmiennych warunkach zewnętrznych i jako takie są efektem koincydencji zaistniałych pomiędzy podstawowymi składnikami materii.> >>>Nie, proszę Szanownego Pana,> Naprawdę chce Pan zaprzeczać ewidentnie wykazanej wiedzy naukowejGdzie wystąpiła ta "ewidentnie wykazana wiedza naukowa"? W redukcji procesów biologicznych do procesów chemicznych i fizycznych? To ciekawostka, gdyż ja uważając się za redukcjonistę na tak niczym nie uprawnione redukcje się nie godzę. > >>>nasze mózgi są strukturami biologicznymi i powstały na skutek ewolucji.> Czy gdziekolwiek temu zaprzeczyłem? To jest przecież kompletny truizm. Wyraźnie zresztą wskazałem, nawet w tym zakwestionowanym przez Pana zdaniu, na działanie doboru naturalnego. Czy mojej wypowiedzi naprawdę nie dało się zrozumieć?Dało się ją zrozumieć i dlatego się z nią nie zgadzam. Nie wolno dokonywać takich redukcji. (Oczywiście nie przeczę, że organizmu zbudowane są z pierwiastków i zachodzą w nich procesy chemiczne i fizyczne.)> >>>Rozmawiając np. o stole nie rozważa się pierwiastków, z których powstał.Wydawało mi się że celem ich wyjaśnienia należy jednak zejść do poziomu chemii i fizyki i dlatego napisałem: Cytat:Nasze mózgi powstały wskutek zwykłych oddziaływań fizycznych na szeregu pierwiastków chemicznych > - starając się nie zapominać jednocześnie o skali biologicznej, dodałem bowiem:Cytat:przy istotnych dla doboru naturalnego zmiennych warunkach zewnętrznych > Jednocześnie jestem całkowicie przekonany o tym, że ma Pan większą wiedzę o ewolucji ode mnie, więc spokojnie może Pan w sposób autorytatywny zaprzeczać moim stwierdzeniom. Mimo to zachowuję sobie jednak możliwość przemyślenia Pańskich zastrzeżeń. Tak więc w kontekście genetycznych przyczyn procesów ewolucji Pańska uwaga: Rozmawiając np. o stole nie rozważa się pierwiastków, z których powstał>jakoś mnie tu nie do końca przekonuje.Mam trochę za mało miejsca aby Pana przekonać, iż takie redukcje są nieuprawnione, ale może tego Ernst Mayr tego dokona. Polecam np. "To jest biologia" przetłumaczoną na język polski. > >>>Przypisuję temu duże prawdopodobieństwo, choć uważam, że strona technologiczna (narzędzi - nawet tych wszczepianych bezpośrednio do mózgu) będzie znacznie szybsza od biologicznej. Tak jak już to się dzieje.> Zgoda.> Tyle, że znów - ten rozwój technologii (jak wielki by nie był) jest ograniczony możliwościami naszych mózgów.Nie, nie jest nimi ograniczony. Zarówno w zakresie doposażenia zmysłowego, jak i pamięci oraz mocy obliczeniowych. Są już bardzo ciekawe doświadczenia. > Gdyby mózgi ukształtowały się inaczej mogłyby dysponować zupełnie inną (być może dużo bardziej zaawansowaną) technologią.Tak. Pospekulować zawsze sobie można. > W konsekwencji przed przyszłymi gatunkami może sie otworzyć zupełnie inny obraz rzeczywistości, niż ten który dostępny jest człowiekowi.> >>>Nie rozumiem, albo pisze Pan o zbyt banalnej oczywistości.> Chyba jednak nie tak banalnej.Przepraszam, ale dla mnie to oczywistość, że dodatkowe zmysły pozwolą nam otworzyć się na inny obraz rzeczywistości. (Choć nadal to będzie ta sama obiektywnie istniejąca rzeczywistość) Może to tylko dla mnie banał. > To kształtowi mózgu i sposobie jego funkcjonowania zawdzięczamy dysponowanie pięcioma zmysłami i takimi, a nie innymi możliwościami rozumowania.Chyba kształtowi to najmniej. Już więcej jego ukształtowaniu, a najwięcej to złożonej strukturze. www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadzi> dostrzegam możliwość, że dalsza ewolucja biologiczna mogłaby nie tylko poszerzyć zdolności istniejących zmysłów, ale również wzbogacić nas o CAŁKIEM NOWE ZMYSŁY, PROWADZĄCE DO MOŻLIWOŚCI POZNANIA W OGÓLE NIEODKRYTYCH DO TEJ PORY ASPEKTÓW RZECZYWISTOŚCI.Ja też dostrzegam taką możliwość. > Oczywiście, że empirycznie możemy dowieść tylko tyle, co nam nasza obecna ludzka perspektywa umożliwia, a reszta to spekulacje. Nie uważam jednak, jakoby to musiał był szczyt możliwości, gdyż zdolności poznawcze mogą ewoluować w ślad za dalszą ewolucją mózgu i to w sposób dla nas obecnie niewyobrażalny. Ja pozostawiam przyszłość otwartą, a Pan żąda ode mnie konkretów. Nie jestem jasnowidzem.Tak, żądam konkretów, gdyż tylko w tym spór. Ja nie widzę możliwości istnienia zjawisk wykraczających poza naturę (oraz nie dostrzegam sensu wprowadzenia do naukowego dyskursu innych wyjaśnień od naturalistycznych [por. np. Feyerabend]) i głównie pod tym kątem jestem tu atakowany. > I czy na pewno te wizje mówią prawdę o obiektywnie istniejącej rzeczywistości?Można sobie gdybać i stwarzać różne dziwadła. Zmysły połączone z umysłem i wyposażone w narzędzia są wszystkim czym dysponuje człowiek dla poznania i zrozumienia natury i nigdy nikt w najmniejszym stopniu (może właśnie ze względu na te ograniczenia) nie stwierdził wpływu nadrzeczywistości na rzeczywistość, ale dlatego też - nawet gdyby istniała - jest dla nas naukowo (science) nieinteresującą. CDN @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . Ciąg dalszy:
>>>>W darwinizmie i w "darwinowskiej naturalistycznej rewolucji naukowej" - jednym z zasadniczych - jest wątek odrzucenia teleologi. >Widzi Pan - mamy to jak na dłoni: Chodzi o odrzucenie teleologii. Według Szanownego Pana Karol Darwin, to z choinki się urwał lub spadł nam z kosmosu. Prawie wszyscy (to "prawie" to tak na wszelki wypadek) w znanym mu naukowym środowisku byli całkowicie przekonani teleologicznym porządku świata.
>To potwierdza tylko moje stwierdzenie, że "bezcelowość" jest tylko zakwestionowaniem wymysłów fideistów, a nie bezpośrednią obserwacją naukową. Gucio prawda, może warto poznać biografię Darwina. Darwin sam był początkowo zwolennikiem teleologi i na podstawie naukowych obserwacji rzeczywistości teleologiczny porządek odrzucił. Tak właśnie wygląda naukowa postawa, zgodna ze współczesną metodologią nauki.
>To zresztą widać po samym tylko słowie - "bezcelowość". A by je właściwie zrozumieć należy najpierw przeanalizować, czym jest celowość - a to już jest wymysł wierzeń i religii. Tak, to poważny problem, czy na pewno kura była pierwsza niż jajo i co z tego wynika? Dla Pana ma znaczenie podkreślenie oczywistości, że człowiek do prawdy o obiektywnie istniejącej rzeczywistości dochodzi począwszy od mitów, bajań i spekulacji intelektualnych. Zgoda! Nie od razu Kraków zbudowano.
>Bez wymysłów fideizmu takie określenie procesu ewolucji byłoby nonsensowne - równie dobrze proces ten można od razu określić jako "bezbożny", ale kto w ogóle postulował Boga? Nauka czy religia? Moim zdaniem nie, ale spierać się nie będę. Faktycznie magia, mity i spekulacje są znacznie wcześniejsze od nauki. Tylko co w tym konkretnym aspekcie mnie to obchodzi. Dziś wiem, że Zgodnie z naturalizmem metafizycznym (lub ontologicznym) istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie. W odróżnieniu od naturalizmu metodologicznego mówiącego, jak badać i wyjaśniać rzeczywistość, naturalizm metafizyczny stwierdza coś o samym świecie.
>Sądzę, że jeśli zdefiniujemy naukę (krótko - na potrzeby tego postu) jako oparte na powtarzalnych i weryfikowalnych doświadczeniach i logicznym rozumowaniu obiektywne badanie całego zewnętrznego wobec nas świata, to tak pojęta nauka NIGDY w historii ludzkości nie zakładała żadnej celowości badanych przez siebie procesów i stąd brak jest jakiejkolwiek konieczności zaprzeczania tej celowości z pozycji czysto naukowych. Nie znam dobrze historii nauki i nie wiem co sobie różni uczeni zakładali. To co wiem, to nauka zajmuje się weryfikacją przeróżnych twierdzeń. Jeżeli uczeni napotkali twierdzenie o celowości, to czymś naturalnym i zgodnym z procesem naukowym jest weryfikacja takiego twierdzenia. Weryfikacje przeprowadzane przez różnych uczonych tej tezy (nadal aktualnej wśród fideistów) nie potwierdziły.
>Nauka w ogóle tego nie rozważała, ani nie zakładała, a zawsze tylko badała funkcjonowanie świata pytając o dalsze - NATURALNE - przyczyny. Naprawdę nic Pan nie słyszał o rozważanych założeniach, hipotezach, teoriach? To dziwne, ale zdarza się.
>To dopiero wpływy wierzeń i religii - niestety wpływające na twierdzenia różnych naukowców - wprowadzały pojęcie celowości. Nauka moim zdaniem jest procesem dochodzenia do wiedzy o obiektywnie istniejącej rzeczywistości i dla mnie zupełnie wtórną jest inspiracja uczonego do zajęcia się określonym problemem. Istotnym jest jego weryfikowalny wynik.
>Bezcelowość jest więc zakwestionowaniem twierdzeń fideistycznych, a nie naukowych. Na pewno! Nauka celowości (o ile wiem) nigdzie nie stwierdziła ani nie potwierdziła. Na podstawie badań i obserwacji naukowych nigdy nie znaleziono możliwości teleologicznego porządku świata i tu historia nauki wskazuje na ogromną (wprost rewolucyjną) rolę Karola Darwina. Muszę przyznać, że niezbyt rozumiem o co Panu tu chodzi?
Pozdrawiam serdecznie
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . Ciąg dalszy. > Jeśli istnieją zjawiska, których przyczyny są nieznane, to tylko fideista może powiedzieć:"Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie". Tak, zdecydowana większość fideistów nie mogąc zrozumieć afideistycznej postawy nazywa niewierzących wierzącymi, tyle tylko, że w co innego. Nie jest Pan tu np. pierwszym nazywającym racjonalny ateizm religią. > A skąd on to wie, jeśli nie zna przyczyn?Z całego dotychczasowego dorobku nauki. > Ja wolę sceptycyzm i ani żadnego Boga ani żadnego zaprzeczenia Boga w te dziury nie wpycham i wolę szczere "nie wiem", tam gdzie nauka nie zna odpowiedzi.Gdzie nauka nie zna odpowiedzi? W jakie jeszcze dziurki sprawni intelektualnie inaczej będą swoje "zapchajdziury" wtykać. Choć nie znamy wszystkich odpowiedzi, a nawet problemów, które jeszcze przed nauką wystąpią, to znamy już doskonale monistyczną naturę rzeczywistości. > >>>Na podstawie całej naukowej wiedzy człowieka mogę stwierdzić, że nie natrafiono na najmniejszy ślad wpływu nadrzeczywistości na rzeczywistość. Koniec kropka.> Ja nie wiem, czy warto stawiać kropki po zdaniach, które nic nie znaczą.Jest Pan w znakomitym towarzystwie tych, dla których powyższe zdania nic nie znaczą. Gratuluję. > Czy mógłby Pan zdefiniować "nadrzeczywistość"?Bardzo proszę, pokrętna teologiczna spekulacja mająca uzasadnić istnienie czegoś "ponad" tym co obiektywnie istnieje, jest realne, pozwala racjonalnie i empirycznie się badać, jest prawdziwe, czyli obiektywnie istniejącą rzeczywistością. pl.wikipedia.org/wiki/NaturaCosik, do czego Pan próbuje się tu odwołać, a co ma źrodła: Żywa świadomość istnienia świata nadprzyrodzonego była naturalnie powszechna już w wiekach średnich, impulsem była średniowieczna teologia i bardzo dosłowna wiara w życie pozagrobowe. Dla człowieka, który posiadał siłę wyobraźni, życie doczesne i przyszłe, raj, piekło i świat - wszystko było przenikające się; elementy łączyły się tworząc nadrzeczywistość. Symulakr, symulakrum (z łac. simulacrum co znaczy "podobieństwo, pozór"; liczba mnoga: simulacra) - obraz który jest czystą symulacją, pozorującą rzeczywistość albo tworzącą własną rzeczywistość. Również obiekt materialny wyobrażający istotę żywą, nadprzyrodzoną i fantastyczną w ich trójwymiarowym kształcie. Wykorzystywane w celach religijnych, magicznych, naukowych, praktycznych i zabawowych (np. lalki). Często są wyposażone w pewne atrybuty, potwierdzające ich pozorne życie, na przykład możliwość działań motorycznych.> >>>Moje sformułowania są tu absolutne, ale otwarte.> Dla mnie to sprzeczność i ja stawiam na otwartość.> >>>TRALA LALA! Dowody sprzeczności i otwartości proszę.> Sprzecznością jest połączenie charakteru absolutnego z charakterem otwartym.Zostawię to bez komentarza. Może inni Pana rozumieją. > Bardzo proszę: Zdanie z cytatu zaczyna się od "wszystko co istnieje". Tymczasem naukowe dowody obejmują jedynie około 14,7 miliarda lat historii naszego wszechświata. To ja poproszę resztę dowodów - na to, co było przedtem.> >>>Nie wiem, dlatego jest napisane "istnieje", a nie "co istniało" lub "będzie istnieć".> Aha, to do teraźniejszości się tylko ograniczamy.Ładna mi teraźniejszość liczona w miliardach lat. > To rozumiem, że referat Piotra Bylicy już badania kosmosu nie dotyczy.Ja jednak wolę tekst przeczytać niż wypowiadać się na podstawie dorozumienia. > >>>Można też udzielić odpowiedzi, że wcześniej to był taki stary pan z długą brodą.> Można, ale po co i jaki jest na to dowód?Dla mnie słabości intelektualnej wszystkich zwolenników istnienia jakiejkolwiek nadrzeczywistości. > Równie dobrze i z taką samą wartością dowodową można też powiedzieć, że na pewno go nie było.Nie chce mi się rozmawiać na poziomie dowodliwości istnienia krasnoludków. Dla Pana może istnieć, tak jak dla większości ludzi. Ja mam tylko racjonalne argumenty opierające się na dorobku z nauki, zaś z wiarą dyskutować nie sposób. Pozdrawiam serdecznie @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | > Ciąg dalszy. >Jeśli istnieją zjawiska, których przyczyny są nieznane, to tylko fideista może powiedzieć:> "Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie".> Tak, zdecydowana większość fideistów nie mogąc zrozumieć afideistycznej postawy nazywa niewierzących wierzącymi, tyle tylko, że w co innego. Nie jest Pan tu np. pierwszym nazywającym racjonalny ateizm religią.A to zdanie na niebiesko to Pana zdaniem z racjonalnego ateizmu się wywodzi? Moim zdaniem raczej z nieracjonalnego - abstrahującego od nauki i tworzącego sformułowania poprzez lustrzane odbicia sformułowań fideistów, tyle że ze znakiem przeciwnym. Dokładniej to wyjaśniłem w poprzednim wpisie. > >A skąd on to wie, jeśli nie zna przyczyn?> Z całego dotychczasowego dorobku nauki.Czyli nie znamy przyczyn, ale wiemy na pewno, że proces jest niekierowany i bezcelowy, a jedno i drugie na podstawie nauki? Nie mamy jakichkolwiek poszlak na jakiekolwiek kierowanie, czy celowość i mi ten brak informacji w zupełności wystarcza, żeby powiedzieć "nie wiem". Jeśli komuś potrzebna jest pewność, to może wierzyć w to, że jest to proces niekierowany i bezcelowy. > Gdzie nauka nie zna odpowiedzi?Skąd się wziął wszechświat? Jakie są przyczyny zjwisk kwantowych i czy w ogóle jakieś są? > W jakie jeszcze dziurki sprawni intelektualnie inaczej będą swoje "zapchajdziury" wtykać.No właśnie. Każdy sobie chrzści swoje dziury jak mu się podoba. Dla jednego tkwi w nich Bóg, dla innych Bóg na pewno nie, ale za to już na 100% bezcelowość. Dla mnie dziura, to dziura - tak jak ta: Fragmentaryczna negacja bisymetrycznej powłoki tekstylnej w dolnej sferze realnej egzystencji. ta akurat w spodniach. > Choć nie znamy wszystkich odpowiedzi, a nawet problemów, które jeszcze przed nauką wystąpią, to znamy już doskonale monistyczną naturę rzeczywistości.Z tym "doskonale" właśnie bym polemizował. > >Czy mógłby Pan zdefiniować "nadrzeczywistość"?> Bardzo proszę, pokrętna teologiczna spekulacja mająca uzasadnić istnienie czegoś "ponad" tym co obiektywnie istnieje, jest realne, pozwala racjonalnie i empirycznie się badać, jest prawdziwe, czyli obiektywnie istniejącą rzeczywistością. pl.wikipedia.org/wiki/Natura> Cosik, do czego Pan próbuje się tu odwołać [...]Nie, staram się być tylko sceptyczny i to nienegując dorobku nauki. Mam natomiast wrażenie, że pośród wielu racjonalistów istnieje przekonanie, że poza tym co znamy już na pewno nic innego nie istnieje. > >Równie dobrze i z taką samą wartością dowodową można też powiedzieć, że na pewno go nie było.> Nie chce mi się rozmawiać na poziomie dowodliwości istnienia krasnoludków. Dla Pana może istnieć, tak jak dla większości ludzi.Jestem niewierzący - to raczej Pan napisał: Cytat:Ja po prostu przeczę, że krasnoludki istnieją. Ja nie zaprzeczam wszelkim możliwym ludzkim wymysłom, gdyż tych jest nieskończona ilość i trzebaby być nieśmiertelnym, żeby zdążyć je wszystkie obalić. Ponadto nie wystarczyłoby zaprzeczyć, ale należałoby jeszcze dowieść, że na pewno nie istnieją, a to już jest znacznie trudniejsze i w tym celu trzeby być jeszcze wszecmocnym i wszechwiedzącym, żeby mieć całkowitą pewność. Mi w zupełności wystarczy, że o żadnych krasnoludkach niczego nie wiemy poza ludzkimi bajkami, ale jeśli Pan chce wierzyć, że ich na pewno nie ma, to nie pozostaje mi nic innego, jak powtórzyć tylko Pana poniższe sformułowanie: > Ja mam tylko racjonalne argumenty opierające się na dorobku z nauki, zaś z wiarą dyskutować nie sposób.właśnie tak. Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . "Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie". > A to zdanie na niebiesko to Pana zdaniem z racjonalnego ateizmu się wywodzi?Nie z ateizmu. To zdanie wywodzi się z naturalistycznej naukowej rewolucji darwinistycznej i zdaniem wielu jest znakomitym naukowym uzasadnieniem ateizmu. > Moim zdaniem raczej z nieracjonalnego - abstrahującego od nauki i tworzącego sformułowania poprzez lustrzane odbicia sformułowań fideistów, tyle że ze znakiem przeciwnym.Pańskie zdanie są niezmiernie ciekawe. > Dokładniej to wyjaśniłem w poprzednim wpisie.Dokładnie i wielokrotnie już to tu wyjaśniałem. (Nawet w tym wątku sporo Pan znajdzie.)> A skąd on to wie, jeśli nie zna przyczyn?> >>>Z całego dotychczasowego dorobku nauki.> Czyli nie znamy przyczyn, ale wiemy na pewno, że proces jest niekierowany i bezcelowy, a jedno i drugie na podstawie nauki?Nie znamy, nie wiemy? Czy Pan nie zna i nie wie? Ja proponuję doczytać. Naukowa wiedza nie jest alternatywną - albo wiemy wszystko albo nie wiemy nic! Wiemy wystarczająco dużo do wyciągnięcia takich wniosków. > Nie mamy jakichkolwiek poszlak na jakiekolwiek kierowanie, czy celowość i mi ten brak informacji w zupełności wystarcza, żeby powiedzieć "nie wiem"."Nie wiem", to można i bez żadnych poszlak założyć. A nawet wtedy to można sobie nawet popuszczać .... wodzę wyobraźni. > Jeśli komuś potrzebna jest pewność, to może wierzyć w to, że jest to proces niekierowany i bezcelowy.Tak, cały dorobek nauki potwierdza bezcelowość, ale dla wierzących, to tylko inna wiara i o czym tu dyskutować. Z wiarą nie ma dyskusji. (Nawet na naszym forum można spotkać twierdzenia, że darwinizm lada moment zostanie obalony)> >>>Gdzie nauka nie zna odpowiedzi?> Skąd się wziął wszechświat? Jakie są przyczyny zjawisk kwantowych i czy w ogóle jakieś są?Tak i tam może Pan sobie wetknąć całą swoją nadprzyrodzoność, dopóki nauka tych dziur nie zapełni. Tylko co z tego wynika dla konkretnego człowieka? Sterowalność Pana Macieja przez multiwszechświatową inteligencję? Lub ocena moralności Kowalskiej? Bzdury, bzdury, bzdury. > >>>W jakie jeszcze dziurki sprawni intelektualnie inaczej będą swoje "zapchajdziury" wtykać.> No właśnie. Każdy sobie chrzści swoje dziury jak mu się podoba. Dla jednego tkwi w nich Bóg, dla innych Bóg na pewno nie, ale za to już na 100% bezcelowość.> Dla mnie dziura, to dziura - tak jak ta:Fragmentaryczna negacja bisymetrycznej powłoki tekstylnej w dolnej sferze realnej egzystencji. > ta akurat w spodniach.Bardzo mi się ten cytat podoba, gdyż przypomina mi fideistyczne pustosłowie pokrywane terminologią. Spora część ideologicznej walki z naturalizmem prowadzona jest w podobnym języku. Widzę, że dobrze Pan łapie jej zasady. Gdy jasny wywód prowadzi do kompromitacji argumentów, to jeszcze zamącić można. > >>>Choć nie znamy wszystkich odpowiedzi, a nawet problemów, które jeszcze przed nauką wystąpią, to znamy już doskonale monistyczną naturę rzeczywistości.> Z tym "doskonale" właśnie bym polemizował.Bardzo proszę! > Czy mógłby Pan zdefiniować "nadrzeczywistość"?> >>>Bardzo proszę, pokrętna teologiczna spekulacja mająca uzasadnić istnienie czegoś "ponad" tym co obiektywnie istnieje, jest realne, pozwala racjonalnie i empirycznie się badać, jest prawdziwe, czyli obiektywnie istniejącą rzeczywistością. pl.wikipedia.org/wiki/Natura> >>>Cosik, do czego Pan próbuje się tu odwołać [...]> Nie, staram się być tylko sceptyczny i to nie negując dorobku nauki.Dorobek jest tu jednoznaczny: Nigdy nigdzie w najmniejszym stopniu nie stwierdzono na najmniejszą przesłankę wpływu jakiejkolwiek nadrzeczywistości na istniejącą obiektywnie rzeczywistość. Jeżeli zna Pan takie przypadki, to proszę je tu podać. > Mam natomiast wrażenie, że pośród wielu racjonalistów istnieje przekonanie, że poza tym co znamy już na pewno nic innego nie istnieje.Nie mogę odpowiadać za wszystkich. Ja cały czas piszę, że świat jest poznawalny, ale nie jeszcze poznany. Rozmawia Pan ze mną, czy z wszystkimi? > Ja nie zaprzeczam wszelkim możliwym ludzkim wymysłom, gdyż tych jest nieskończona ilość i trzeba by być nieśmiertelnym, żeby zdążyć je wszystkie obalić. Ponadto nie wystarczyłoby zaprzeczyć, ale należałoby jeszcze dowieść, że na pewno nie istnieją, a to już jest znacznie trudniejsze i w tym celu trzeba być jeszcze wszechmocnym i wszechwiedzącym, żeby mieć całkowitą pewność.Prawie in ekstenso przytacza Pan moje, używane tu wielokrotnie, sformułowanie i czego Pan tu oczekuje? > pozostaje mi nic innego, jak powtórzyć tylko Pana poniższe sformułowanie:> >>>Ja mam tylko racjonalne argumenty opierające się na dorobku z nauki, zaś z wiarą dyskutować nie sposób.> właśnie tak.Proszę wyjść ponad deklaracje i zapoznać się się choćby z darwinowskim paradygmatem naturalistycznym rozbudowanym ciekawie przez prof. Bernarda Korzeniowskiego, ale nie tylko. Pozdrawiam serdecznie @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | >"Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie". >>A to zdanie na niebiesko to Pana zdaniem z racjonalnego ateizmu się wywodzi? >Nie z ateizmu. To zdanie wywodzi się z naturalistycznej naukowej rewolucji darwinistycznej i zdaniem wielu jest znakomitym naukowym uzasadnieniem ateizmu. Wydaje mi się, że ateizm był możliwy przed Darwinem i do jego przyjęcia zupełnie wystarcza spostrzeżenie, że to zawsze tylko inni ludzie mówią o Bogu, a niekoniecznie trzeba im wierzyć. Stopień szczegółowości wyjaśnienia zjawisk przyrodniczych nie musi tu grać żadnej roli. Wystarczy trochę sceptycyzmu wobec twierdzeń innych.
Z drugiej strony Bóg zapchajdziura (a więc wymyślony, ale niesprzeczny wprost z wiedzą naukową) jest możliwy i dziś, po Darwnie. Nie da się go obalić (poza wskazaniem, na kim spoczywa ciężar dowodu) i analogicznie sprawa ma się zarówno z kierowaniem procesem (np. ingerencja tylko na samym początku) jak i celowością (Bóg miał taki zamysł, żeby tak właśnie poprzez ewolucję stworzyć świat).
Nie wierzę tym opowieściom wyssanym z palca, ale też nie sądzę, aby nauka w najbliższym czasie wykazała nieistnienie Boga. Tymczasem w zdaniu na niebiesko wyraźna jest myśl, że Boga na pewno nie ma. "Wszystko co istnieje" (gdzie nawet nie wiemy, co istniało lub istnieje poza (przed) naszym wszechświatem) jest kategorycznie określane jako niekierowane i bezcelowe. To tak, jakby już nie było dziur, w które fideiści Bogów wpychają.
>Naukowa wiedza nie jest alternatywną - albo wiemy wszystko albo nie wiemy nic! Mam coraz większe wątpliwości co do Pana sceptycyzmu. To ja już wolę twierdzić, że nic nie wiem, niż że wiem wszystko.
>Wiemy wystarczająco dużo do wyciągnięcia takich wniosków.\ Wystarczająco dużo do wyciągnięcia takich wniosków wiedzielibyśmy wówczas, gdybyśmy wiedzieli wszystko.
>>Nie mamy jakichkolwiek poszlak na jakiekolwiek kierowanie, czy celowość i mi ten brak informacji w zupełności wystarcza, żeby powiedzieć "nie wiem". >"Nie wiem", to można i bez żadnych poszlak założyć. A nawet wtedy to można sobie nawet popuszczać .... wodzę wyobraźni. Bez przesady. Jako sceptykowi nie przyszłoby mi to do głowy.
>>Jeśli komuś potrzebna jest pewność, to może wierzyć w to, że jest to proces niekierowany i bezcelowy. >Tak, cały dorobek nauki potwierdza bezcelowość, ale dla wierzących, to tylko inna wiara i o czym tu dyskutować. Z wiarą nie ma dyskusji. (Nawet na naszym forum można spotkać twierdzenia, że darwinizm lada moment zostanie obalony) Cały dorobek nauki potwierdza, że od wielkiego wybuchu (sądzę, że to jednak najczęściej przyjmowana hipoteza) do dzisiaj brak jest konieczności przyjmowania jakiejkolwiek nadprzyrodzoności celem wyjaśnienia ewolucji materii, gdyż wszystko wyjaśniają tu znane prawa fizyczne, a bliżej nas w ewolucji biologicznej - mutacje genetyczne i dobór naturalny - wszystko rzeczywiście bez konieczności przyjmowania jakiejkolwiek teleologii.
Jednocześnie nauka nie jest obecnie w stanie wykazać, że na pewno brak jest jakiejkolwiek celowości w tak właśnie powstałym świecie (lub że nie było jej u jego początków) i że na pewno nie ma Boga, którego celem było stworzenie celowo takiego właśnie świata. Ciężar dowodu spoczywa tu na fideistach, a nie na naukowcach.
>>>>>Gdzie nauka nie zna odpowiedzi? >>Skąd się wziął wszechświat? Jakie są przyczyny zjawisk kwantowych i czy w ogóle jakieś są? >Tak i tam może Pan sobie wetknąć całą swoją nadprzyrodzoność, dopóki nauka tych dziur nie zapełni. Moją? Ja nie mam pojęcia o żadnej nadprzyrodzoności. Przyznam się, że byłem kiedyś w kościele i tam rzeczywicie o czymś takim mówili. Ale poza tym nie mam z tym nic wspólnego. Sprzeciwiam się tylko takim uogólnieniom, które wiedzę naukową próbują rozszerzać na to, czego jeszcze nie znamy.
>Tylko co z tego wynika dla konkretnego człowieka? Sterowalność Pana Macieja przez multiwszechświatową inteligencję? Lub ocena moralności Kowalskiej? Bzdury, bzdury, bzdury. Oczywiście, że to bzdury.
>Fragmentaryczna negacja bisymetrycznej powłoki tekstylnej w dolnej sferze realnej egzystencji. >>ta akurat w spodniach. >Bardzo mi się ten cytat podoba, gdyż przypomina mi fideistyczne pustosłowie pokrywane terminologią. Spora część ideologicznej walki z naturalizmem prowadzona jest w podobnym języku. Widzę, że dobrze Pan łapie jej zasady. Gdy jasny wywód prowadzi do kompromitacji argumentów, to jeszcze zamącić można. Podałem bardzo ścisłą definicję dziury w spodniach, a Pan tu coś o mąceniu mówi...
>>>>>Choć nie znamy wszystkich odpowiedzi, a nawet problemów, które jeszcze przed nauką wystąpią, to znamy już doskonale monistyczną naturę rzeczywistości. >>Z tym "doskonale" właśnie bym polemizował. >Bardzo proszę! Skoro nie wiemy nawet, czy znamy całą rzeczywistość, to skąd możemy wiedzieć, że jest monistyczna?
>Dorobek jest tu jednoznaczny: Nigdy nigdzie w najmniejszym stopniu nie stwierdzono na najmniejszą przesłankę wpływu jakiejkolwiek nadrzeczywistości na istniejącą obiektywnie rzeczywistość. Jeżeli zna Pan takie przypadki, to proszę je tu podać. W ogóle nie ma możliwości stwierdzenia takich przypadków w obecnie istniejących warunkach. Cokolwiek by się nie zdarzyło, nasze zmysły poznają zawsze tylko naturę (nawet gdyby się wszystkie prawa fizyki waliły i paliły). Musiałoby nastąpić coś, co zasadniczo zmieni nasz sposób postrzegania rzeczywistości, a na to się też nie zanosi.
CDN
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Wydaje mi się, że ateizm był możliwy przed Darwinem (...)Najlepszym dowodem jego możliwości jest istnienie aż od starożytności. Czy to przeczy temu, iż darwinizm "zdaniem wielu jest znakomitym naukowym uzasadnieniem ateizmu"?> Stopień szczegółowości wyjaśnienia zjawisk przyrodniczych nie musi tu grać żadnej roli.Może nie musi, ale dla niektórych, w tym dla mnie, ma ważne (a nawet zasadnicze) znaczenie. > Wystarczy trochę sceptycyzmu wobec twierdzeń innych.Jednym wystarcza trochę sceptycyzmu innym autorytet mądrzejszych (np. ateizm komunistyczny), a inni (w tym ja) potrzebują racjonalnego uzasadnienia i dochodzą do naturalizmu ontologicznego. > Z drugiej strony Bóg zapchajdziura (a więc wymyślony, ale niesprzeczny wprost z wiedzą naukową) jest możliwy i dziś, po Darwinie.Ja nie znam przypadku takiej 'możliwości', choć tu jego zwolennikiem jest np. pan Brzostowski: www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,21317a ostatnia dyskusja na ten temat tu się odbyła: www.racjonalista.pl/forum.php/s,526327/z,0> Nie da się go obalić (poza wskazaniem, na kim spoczywa ciężar dowodu)Na temat tej możliwości obalenia pisałem ponad sto razy, plus inni mądrzejsi ponad tysiąc. To już nudne. Nie, nie da się obalić istnienia tysięcy wydumanych stworów, jak i nie da się obalić istnienia czajniczka Russella> i analogicznie sprawa ma się zarówno z kierowaniem procesem (np. ingerencja tylko na samym początku) jak i celowościąW naukach biologicznych jednoznacznej odpowiedzi udzielił tu Darwin i stąd często jego koncepcje naturalizmu uważa się za rewolucję. W fizyce są lepsi znawcy tematu. Proszę wrócić: www.racjon(*)m.php/s,538650/z,0/d,3#w540424> (Bóg miał taki zamysł, żeby tak właśnie poprzez ewolucję stworzyć świat).W fideistycznej kosmologi bardziej racjonalnej odpowiedzi udziela tu nawet ks. prof. Heller (za Leibnizem) od Pana (Bóg 'pomyślał' naturalne [i zrozumiałe dla ludzi] prawa). "Bóg 'myśli' wszechświatem". Niby to samo - abstrakcyjne spekulacje, ale jednak intelektualnie o niebo wyżej. > Nie wierzę tym opowieściom wyssanym z palca, ale też nie sądzę, aby nauka w najbliższym czasie wykazała nieistnienie Boga.Tyle tylko, że ja staram się niczego nie opierać na wierze, tylko na dorobku nauki. Na szczęście nauka (już z założenia) nie zajmuje się bzdurami wydumanymi przez różnych ludzi. Jeżeli, ktoś coś twierdzi, to na nim spoczywa obowiązek przedstawienia dowodów. > Tymczasem w zdaniu na niebiesko wyraźna jest myśl, że Boga na pewno nie ma. "Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie", (gdzie nawet nie wiemy, co istniało lub istnieje poza (przed) naszym wszechświatem) jest kategorycznie określane jako niekierowane i bezcelowe.Ma Pan wprost genialną rację! Np. komputery istnieją, a rozwinęły w kierowanym, celowym, materialnym procesie To jak z pytaniem: Jeżeli Pan Bóg wszystko widzi, to czy dostrzegł, jak Kwiatkowska kurę ukradła. Podwórkowe rozmówki. Tyle tylko, że najpierw z całego referatu wyciął Pan krótki akapit: "Zgodnie z naturalizmem metafizycznym (lub ontologicznym) istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie. W odróżnieniu od naturalizmu metodologicznego mówiącego, jak badać i wyjaśniać rzeczywistość, naturalizm metafizyczny stwierdza coś o samym świecie". Z którego następnie wycina już tylko jedno zdanie. Czy w logicznym ciągu manipulacji posunie się Pan do równoważnika? Ja proponuję wrócić jednak do uzasadnień tego stwierdzenia zawartych w całym referacie. > To tak, jakby już nie było dziur, w które fideiści Bogów wpychają.Na temat tych dziurek, łącznie z tymi w spodniach, to proszę sobie znaleźć bardziej kompetentnego rozmówcę. Mnie to nie bawi. > >>>Naukowa wiedza nie jest alternatywną - albo wiemy wszystko albo nie wiemy nic!> Mam coraz większe wątpliwości co do Pana sceptycyzmu.Jakoś wcale mi to nie przeszkadza. > To ja już wolę twierdzić, że nic nie wiem, niż że wiem wszystko.Natomiast ja mam coraz większe wątpliwości, co do Pańskiego czytania ze zrozumieniem. > >>>Wiemy wystarczająco dużo do wyciągnięcia takich wniosków.> Wystarczająco dużo do wyciągnięcia takich wniosków wiedzielibyśmy wówczas, gdybyśmy wiedzieli wszystko.Tylko idiota lub Pan Bóg może twierdzić, iż wie wszystko i tylko idiocie lub Bogu może się wydawać, iż taka wiedza jest do czegokolwiek potrzebną. Racjonalni ludzi wywodzą wnioski na podstawie dostatecznej ilości przesłanek. Kłaniają się nawet tylko podstawy logiki. > >>>Tak, cały dorobek nauki potwierdza bezcelowość, ale dla wierzących, to tylko inna wiara i o czym tu dyskutować. Z wiarą nie ma dyskusji. (Nawet na naszym forum można spotkać twierdzenia, że darwinizm lada moment zostanie obalony)> Cały dorobek nauki potwierdza, że od wielkiego wybuchu (...) do dzisiaj brak jest konieczności przyjmowania jakiejkolwiek nadprzyrodzoności celem wyjaśnienia ewolucji materii, gdyż wszystko wyjaśniają tu znane prawa fizyczne, a bliżej nas w ewolucji biologicznej - mutacje genetyczne i dobór naturalny - wszystko rzeczywiście bez konieczności przyjmowania jakiejkolwiek teleologii.To wyżej to Pańskie zdanie czy moje, gdyż jeżeli Pańskie, to ja zupełnie nie wiem o czym my tu w ogóle rozmawiamy i co Pan tu kwestionuje? @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >>Mam natomiast wrażenie, że pośród wielu racjonalistów istnieje przekonanie, że poza tym co znamy już na pewno nic innego nie istnieje. >Nie mogę odpowiadać za wszystkich. Ja cały czas piszę, że świat jest poznawalny, ale nie jeszcze poznany. Rozmawia Pan ze mną, czy z wszystkimi? Przepraszam, a kto bronił tego zdania: "Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie"?
>>Ja nie zaprzeczam wszelkim możliwym ludzkim wymysłom, gdyż tych jest nieskończona ilość i trzeba by być nieśmiertelnym, żeby zdążyć je wszystkie obalić. Ponadto nie wystarczyłoby zaprzeczyć, ale należałoby jeszcze dowieść, że na pewno nie istnieją, a to już jest znacznie trudniejsze i w tym celu trzeba być jeszcze wszechmocnym i wszechwiedzącym, żeby mieć całkowitą pewność. >Prawie in ekstenso przytacza Pan moje, używane tu wielokrotnie, sformułowanie i czego Pan tu oczekuje? Najwyraźniej tak bardzo Pan mnie inspiruje, że już zupełnie nieświadomie dopuszczam się plagiatów. Przepraszam, ale takiego sformułowania sobie u Pana nie przypominam. Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . Ciąg dalszy:
>(...) nauka nie jest obecnie w stanie wykazać, że na pewno brak jest jakiejkolwiek celowości w tak właśnie powstałym świecie (lub że nie było jej u jego początków) i że na pewno nie ma Boga, którego celem było stworzenie celowo takiego właśnie świata. Jak Pana to interesuje, to niech Pan wykazuje. Mnie wystarcza, że uczeni nigdy na coś takiego nie natrafili.
>Ciężar dowodu spoczywa tu na fideistach, a nie na naukowcach. No to dlaczego ode mnie domaga się Pan odpowiedzi?
>>>>Gdzie nauka nie zna odpowiedzi? >Skąd się wziął wszechświat? Jakie są przyczyny zjawisk kwantowych i czy w ogóle jakieś są? Brak tych odpowiedzi stawia w wątpliwość naturalizm i możliwość poznania obiektywnie istniejącej rzeczywistości?
>>>>Tak i tam może Pan sobie wetknąć całą swoją nadprzyrodzoność, dopóki nauka tych dziur nie zapełni. >Moją? Ja nie mam pojęcia o żadnej nadprzyrodzoności. No to o czym Pan tak w ogóle od kilku postów tu mówi? Proponuję poczytać siebie. Oczywiście Pan dla swoich potrzeb może nadrzeczywistość nazwać np. 'Marychą', ale to przecież niczego nie zmieni.
>Przyznam się, że byłem kiedyś w kościele i tam rzeczywiście o czymś takim mówili. Ale poza tym nie mam z tym nic wspólnego. Sprzeciwiam się tylko takim uogólnieniom, które wiedzę naukową próbują rozszerzać na to, czego jeszcze nie znamy. Chyba w tym momencie powinienem przerwać rozmowę. Domagać się przez parę postów ponadnaturalnego rozszerzenia na to czego jeszcze nie wiemy, a następnie napisać o sprzeciwie wobec tego, to chyba tylko Pan potrafi.
>>>>Choć nie znamy wszystkich odpowiedzi, a nawet problemów, które jeszcze przed nauką wystąpią, to znamy już doskonale monistyczną naturę rzeczywistości. >Z tym "doskonale" właśnie bym polemizował. Może niech Pan najpierw sam ze sobą ustali wspólne zdanie i nie raz opowiada się za, a drugi raz przeciw.
>Skoro nie wiemy nawet, czy znamy całą rzeczywistość, to skąd możemy wiedzieć, że jest monistyczna? Nie, nie tylko nie znamy całej rzeczywistości, ale nigdy jej nie poznamy. Dalej są pytania 'dlaczego', na które brak sensownej odpowiedzi. Na przykład dlaczego ludzkość już w starożytności (V p.n.e.) wybrała racjonalność i dlaczego obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest racjonalna (tu poznawalna)? Przecież i ludzkość mogła dokonać irracjonalnego wyboru (i część tak wybiera) i rzeczywistość mogłaby być irracjonalna (niepoznawalna). Miejsca na bezproduktywne spekulacje jest sporo.
Naturalistyczny monizm jest racjonalnym (opartym na naukowych doświadczeniach) wyborem. Monizm zakłada jedność rzeczywistości i idącą za tym metodologiczną jedność wszelkich nauk. Dyscypliny, które nie są w stanie stosować zasad i kryteriów wyjaśniania takich samych jak w naukach przyrodniczych, sytuowane są poza obszarem nauki. Odmianą naturalizmu jest fizykalizm - fizyka uznawana jest za najbardziej rozwiniętą naukę i stanowi wzorzec, do którego powinny zmierzać wszystkie inne nauki w wyjaśnianiu rzeczywistości.
>>>>Dorobek jest tu jednoznaczny: Nigdy nigdzie w najmniejszym stopniu nie stwierdzono na najmniejszą przesłankę wpływu jakiejkolwiek nadrzeczywistości na istniejącą obiektywnie rzeczywistość. Jeżeli zna Pan takie przypadki, to proszę je tu podać. >W ogóle nie ma możliwości stwierdzenia takich przypadków w obecnie istniejących warunkach. Cokolwiek by się nie zdarzyło, nasze zmysły poznają zawsze tylko naturę (nawet gdyby się wszystkie prawa fizyki waliły i paliły). Musiałoby nastąpić coś, co zasadniczo zmieni nasz sposób postrzegania rzeczywistości, a na to się też nie zanosi. No to o czym Pan ze mną tu dyskutuje? Niech Pan trochę pomyśli, gdyż plącze się już Pan we własnych nogach.
>Mam natomiast wrażenie, że pośród wielu racjonalistów istnieje przekonanie, że poza tym co znamy już na pewno nic innego nie istnieje. >>>>Nie mogę odpowiadać za wszystkich. Ja cały czas piszę, że świat jest poznawalny, ale nie jeszcze poznany. Rozmawia Pan ze mną, czy z wszystkimi? >Przepraszam, a kto bronił tego zdania: "Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie" Nie ja! Ja bronię całego referatu Piotra Bylicy, z którego wyjął Pan to prawdziwe zdanie, ale w całym jego kontekście. Coś Panu te święta źle zrobiły.
>Ja nie zaprzeczam wszelkim możliwym ludzkim wymysłom, gdyż tych jest nieskończona ilość i trzeba by być nieśmiertelnym, żeby zdążyć je wszystkie obalić. Ponadto nie wystarczyłoby zaprzeczyć, ale należałoby jeszcze dowieść, że na pewno nie istnieją, a to już jest znacznie trudniejsze i w tym celu trzeba być jeszcze wszechmocnym i wszechwiedzącym, żeby mieć całkowitą pewność. >>>>Prawie in ekstenso przytacza Pan moje, używane tu wielokrotnie, sformułowanie i czego Pan tu oczekuje? >Najwyraźniej tak bardzo Pan mnie inspiruje, że już zupełnie nieświadomie dopuszczam się plagiatów. Jest ich sporo i bardzo by mnie one cieszyły, gdyby nie jakieś dziwne i niezbyt spójne z całością intelektualne volty jakich Pan w tym wątku dokonuje. Przestał Pan mnie rozumieć, a obawiam się, że samego siebie też nie bardzo. Przykro mi, ale pewnych rzeczy - moim zdaniem - pogodzić się nie da, choć znane są mi teologiczno/filozoficzne tego próby.
>Przepraszam, ale takiego sformułowania sobie u Pana nie przypominam. Za dokładność sformułowania nie ręczę. Natomiast jestem pewien wiernego przekazywania sensu moich konkretnych wypowiedzi. Uważam, że to mi nawet pochlebia, ale chciałbym głębszego ich zrozumienia i większej spójności światopoglądowej. Zanim Pan mi odpowie (o ile w ogóle, gdyż chyba już nie warto), to bardzo bym prosił o uważne przeczytanie moich wypowiedzi, chociaż w tym wątku.
Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >Zanim Pan mi odpowie (o ile w ogóle, gdyż chyba już nie warto), to bardzo bym prosił o uważne przeczytanie moich wypowiedzi, chociaż w tym wątku. Myślę, że jednak warto. Zależy mi na tym, żebyśmy się zrozumieli. Przeczytałem ponownie całą naszą dyskusję. Przeczytałem również ponownie referat Piotra Bylicy.
Zarzuca mi Pan intelektualne wolty i sądzę, że wynika to po części z tego, że przypisuje mi Pan twierdzenia, których nigdy nie wypowiedziałem. Przyznaję jednocześnie, że niektóre moje sformułowania w tym wątku były średnio udane i w tym zakresie Pańska krytyka jest częściowo uzasadniona.
Spróbuję maksymalnie uprościć to, co chciałem wyrazić.
Proponuję porównać dwie wypowiedzi:
1. Nauka nie wykazała istnienia Boga. W związku z tym - na podstawie dostępnego nam doświadczenia - należy stwierdzić, że Bóg jest zaledwie ludzką ideą. Nic o jego istnieniu nie wiemy poza opowieściami innych ludzi.
2. Z nauki wynika, że Bóg nie istnieje.
Otóż moim zdaniem te dwie wypowiedzi różnią się nie tylko swą długością i formą. Sądzę, że różnią się one merytorycznie i to zasadniczo.
Pod tą pierwszą wypowiedzią podpisuję się dwoma rękami.
Natomiast wypowiedź druga jest dla mnie czystą głupotą, a jeśli jest wypowiadana przez ludzi mądrych (czasami bywa, że i mądrym się noga podwinie), to jest to wówczas głupota szkodliwa.
Moim zdaniem (mając świadomość uproszczenia, jakiego się tu dopuszczam) referat Bylicy całą swoją wymową i sposobem argumentacji próbuje raczej uzasadnić ten drugi wniosek, niż ten pierwszy (nawet jeśli zawiera zdanie, w którym autor deklaruje, że tak nie czyni). Dlatego właśnie pozwoliłem sobie na jego krytykę.
Jednocześnie chciałbym wskazać, że we wszystkich moich wypowiedziach jeśli nawet mówiłem coś o tym, co Pan nazywa "nadrzeczywistością", to wskazywałem jedynie na taką możliwość i nigdzie nie podniosłem, że na pewno istnieje - i broń Boże - w jakiej konkretnej formie. Zdaję sobie sprawę, że były to z mojej strony czyste spekulacje, ale powziąłem je jedynie po to, by będąc przekonanym o słuszności pierwszego z wskazanych twierdzeń polemizować z twierdzeniem drugim. Być może nie była to z mojej strony najlepsza metoda.
Zastanwiam się tylko, czy muszę uzasadniać, dlaczego wskazane owe dwa twierdzenia są według mnie różne i na gruncie zarówno metodologii, jak i wiedzy naukowej to pierwsze jest słuszne, a to drugie wręcz nonsensowne.
Jeszcze tylko się odniosę do poniższego fragmentu: >>>>>Dorobek jest tu jednoznaczny: Nigdy nigdzie w najmniejszym stopniu nie stwierdzono na najmniejszą przesłankę wpływu jakiejkolwiek nadrzeczywistości na istniejącą obiektywnie rzeczywistość. Jeżeli zna Pan takie przypadki, to proszę je tu podać. >>W ogóle nie ma możliwości stwierdzenia takich przypadków w obecnie istniejących warunkach. Cokolwiek by się nie zdarzyło, nasze zmysły poznają zawsze tylko naturę (nawet gdyby się wszystkie prawa fizyki waliły i paliły). Musiałoby nastąpić coś, co zasadniczo zmieni nasz sposób postrzegania rzeczywistości, a na to się też nie zanosi. >No to o czym Pan ze mną tu dyskutuje? Niech Pan trochę pomyśli, gdyż plącze się już Pan we własnych nogach. Proszę zauważyć, że nawet tu zawarłem zastrzeżenie "w obecnych warunkach". Napisałem również "na to się nie zanosi". Nie oznacza to, że uważam, że jest to całkowicie wykluczone.
Całą naszą wiedzę opieramy na doświadczeniu i to doświadczenie jest wręcz jedyne, co mamy. W praktyce nasze doświadczenie pozwala na coraz dokładniejsze modele rzeczywistości i trafne prognozy co do dalszego funkcjonowania praw rządzących światem. Jednak jednocześnie jestem sceptykiem i z tej pozycji dopuszczam możliwość, że doświadczenie może się zmienić, chociażby tylko dlatego, że właśnie wszystkiego nie wiemy. Wiąże się z tym również moja otwartość, która w zasadzie niczego nie pozwala do końca wykluczyć. Z tego względu wolę mówić o prawdopodobieństwie (w niektórych przypadkach graniczącym z pewnością), niż o absolutnej pewności.
Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Myślę, że jednak warto.Zwyczajnie Pana lubię i cenię sobie Pańskie dochodzenie do własnych poglądów. Dlatego zawsze jestem do dyspozycji, choć głaskania proszę nie oczekiwać. > Przeczytałem ponownie całą naszą dyskusję.Właśnie o to też mi chodzi - o wzajemne poważne siebie traktowanie. > Zarzuca mi Pan intelektualne wolty i sądzę, że wynika to po części z tego, że przypisuje mi Pan twierdzenia, których nigdy nie wypowiedziałem.Proszę o konkrety. Szanuję rozmówców i mam zwyczaj dokładnie czytać wypowiedzi, do których się odnoszę (a nawet w miarę potrzeby wcześniejsze). Zawsze mogę coś niezbyt dobrze zrozumieć, ale wtedy o konkrety proszę. > Spróbuję maksymalnie uprościć to, co chciałem wyrazić.> Proponuję porównać dwie wypowiedzi:> 1. Nauka nie wykazała istnienia Boga. W związku z tym - na podstawie dostępnego nam doświadczenia - należy stwierdzić, że Bóg jest zaledwie ludzką ideą. Nic o jego istnieniu nie wiemy poza opowieściami innych ludzi.> 2. Z nauki wynika, że Bóg nie istnieje.> Otóż moim zdaniem te dwie wypowiedzi różnią się nie tylko swą długością i formą. Sądzę, że różnią się one merytorycznie i to zasadniczo.> Pod tą pierwszą wypowiedzią podpisuję się dwoma rękami.> Natomiast wypowiedź druga jest dla mnie czystą głupotą, a jeśli jest wypowiadana przez ludzi mądrych (czasami bywa, że i mądrym się noga podwinie), to jest to wówczas głupota szkodliwa.> Moim zdaniem ( mając świadomość uproszczenia, jakiego się tu dopuszczam)I od razu przykład takiego powinięcia nogi: "mając świadomość uproszczenia"?> Moim zdaniem (mając świadomość uproszczenia, jakiego się tu dopuszczam) referat Bylicy całą swoją wymową i sposobem argumentacji próbuje raczej uzasadnić ten drugi wniosek, niż ten pierwszy (nawet jeśli zawiera zdanie, w którym autor deklaruje, że tak nie czyni).Nie zauważyłem tego, ale dla mnie druga wypowiedź jest tylko uproszczeniem pierwszej i jak większość uproszczeń z mniejszą dokładnością opisującą pogląd. www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,538650#w542077Zgadzam się oboma wypowiedziami, choć wolę pierwszą. (Jak Pan pamięta właśnie dlatego oprotestowałem uproszczenie całego referatu do jednego zdania. Prawdziwego w referacie i zdecydowanie mniej jasnemu po wyjęciu nawet z akapitu - co Pan uczynił.)> Dlatego właśnie pozwoliłem sobie na jego krytykę.Krytyka i krytyczne podejście, to dla dla mnie duże wartości światopoglądowe. Zawsze je pochwalam, nawet wtedy gdy są błędne, gdyż zawsze są oznaką poszukiwań. > Jednocześnie chciałbym wskazać, że we wszystkich moich wypowiedziach jeśli nawet mówiłem coś o tym, co Pan nazywa "nadrzeczywistością", to wskazywałem jedynie na taką możliwość i nigdzie nie podniosłem, że na pewno istnieje - i broń Boże - w jakiej konkretnej formie.A ja przeczę takiej "możliwości", choć ze ze względów metodologicznych dopuszczam jej znikome prawdopodobieństwo (jak już pisałem promil z promila, a to praktycznie jest już nieprawdopodobieństwem). > Zdaję sobie sprawę, że były to z mojej strony czyste spekulacje, ale powziąłem je jedynie po to, by będąc przekonanym o słuszności pierwszego z wskazanych twierdzeń polemizować z twierdzeniem drugim.Spekulacje nie mają żadnych granic! Dlatego mnie najbardziej interesują spekulacje ograniczane dotychczasowym dorobkiem nauki. > Zastanawiam się tylko, czy muszę uzasadniać, dlaczego wskazane owe dwa twierdzenia są według mnie różne i na gruncie zarówno metodologii, jak i wiedzy naukowej to pierwsze jest słuszne, a to drugie wręcz nonsensowne.To proszę dalej się zastanawiać? Ja nie rozumiem Pańskiego stwierdzenia o nonsensowności? > Jeszcze tylko się odniosę do poniższego fragmentu:> >>>Dorobek jest tu jednoznaczny: Nigdy nigdzie w najmniejszym stopniu nie stwierdzono na najmniejszą przesłankę wpływu jakiejkolwiek nadrzeczywistości na istniejącą obiektywnie rzeczywistość. Jeżeli zna Pan takie przypadki, to proszę je tu podać.> W ogóle nie ma możliwości stwierdzenia takich przypadków w obecnie istniejących warunkach. Cokolwiek by się nie zdarzyło, nasze zmysły poznają zawsze tylko naturę (nawet gdyby się wszystkie prawa fizyki waliły i paliły). Musiałoby nastąpić coś, co zasadniczo zmieni nasz sposób postrzegania rzeczywistości, a na to się też nie zanosi.> >>>No to o czym Pan ze mną tu dyskutuje? Niech Pan trochę pomyśli, gdyż plącze się już Pan we własnych nogach.> Proszę zauważyć, że nawet tu zawarłem zastrzeżenie "w obecnych warunkach".To proszę o podanie tych innych "warunków" koniecznych pozwalających na poznanie nadnaturalnego świata. Znam takie: to narkotyki, czy "hełm Boga" itp., a uczeni myślą dalej. O takie Panu chodziło? > Całą naszą wiedzę opieramy na doświadczeniu i to doświadczenie jest wręcz jedyne, co mamy. W praktyce nasze doświadczenie pozwala na coraz dokładniejsze modele rzeczywistości i trafne prognozy co do dalszego funkcjonowania praw rządzących światem.Tak, cały czas tu podobne rzeczy powtarzam. > Jednak jednocześnie jestem sceptykiem i z tej pozycji dopuszczam możliwość, że doświadczenie może się zmienić, chociażby tylko dlatego, że właśnie wszystkiego nie wiemy. (...)Nie mam najmniejszej możliwości poznania wszelkich ludzi i najmniejszej wątpliwości, że ludzie ze skrzydłami się nie rodzą. Jednym z cudów świata lub tylko jego naturą jest to, że jest on racjonalnie poznawalny, a matematycy Panu udowodnią, że brak praktycznej możliwości zgromadzenia wszystkich informacji na temat świata, nie mówiąc już o ich przetwarzaniu. Na podstawie całej dotychczasowej wiedzy naukowej spokojnie mogę praktycznie wykluczyć istnienie czegokolwiek ponad istniejącą obiektywnie rzeczywistość i ta wiedza pozwala mi na konsekwentny ontologiczny monizm naturalistyczny. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . Ciąg dalszy:> Nie wyklucza to jednak w żaden sposób możliwości istnienia czegoś, co dla ludzkiego mózgu może być niepojęte, bo niepoznawalne.Nie wyklucza - tylko co z tego nie wykluczenia wynika? Powtarzam to tu wielokrotnie: Dla normalnych inteligentnych ludzi Bóg to fantastyczny stwór, który nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu nie pozostawia najmniejszych śladów swojego oddziaływania i dlatego jest zupełnie nieistotnym dla ludzi nawet gdyby istniał. Nauki przyrodnicze nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu nie natrafiły na ślad jakiegokolwiek wpływu jakiejś tam wydumanej nadrzeczywistości na rzeczywistość. Nie natrafiły nawet na poszlakę takiego śladu.
Nauka nie zajmuje się udowodnianiem nieistnienia rzeczy nieistniejących, ale stara się jak najdokładniej poznać obiektywnie istniejącą rzeczywistość. W tej rzeczywistości nie ma już miejsca dla żadnej Zapchajdziury.> Oczywiście o istnieniu takiego czegoś nie można niczego sensownego powiedziećNo to po co pleść androny? > Reasumując - sądzę, że przy stwierdzeniu:> istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie> warto pamiętać o tym, że jest to tylko punkt widzenia człowieka ograniczonego swymi możliwościami poznawczymi, które na gruncie wiedzy o ewolucji trudno uznać za doskonałe.Panie Macieju, ale ja jestem tylko człowiekiem, a nie słoniem niebieskim, czy niebiańskim duchem i interesuje mnie tylko istniejąca obiektywnie rzeczywistość z ludzkiej perspektywy, a przynajmniej odróżniam istniejącą rzeczywistość od SymulakrumCo mogą obchodzić mnie rzeczy dla ludzkiego "mózgu niepojęte, bo niepoznawalne", gdy w żaden - nawet - najmniejszym stopniu - nie oddziałują na rzeczywistość. Gdy uważa Pan inaczej, to proszę o dowody, a nie bajeczki. > Na gruncie sceptycyzmu może istnieć jeszcze ponadto coś niepoznanego albo niepoznawalnego, a nawet może się okazać, że nasz obraz świata jest z gruntu fałszywy - przy czym wątpliwości te nie mają pokrycia w doświadczeniu, choć nie można ich całkowicie odrzucić.Zupełnie nie rozumiem co za teologicznie pokręcone spekulacje Pan tu opowiada. Na gruncie naukowego sceptycyzmu, świat jest poznawalny, choć jeszcze nie poznany (nowe odpowiedzi rodzą nowe pytania) i to jest fascynujące. Panie Macieju, bardzo przepraszam za powtórzenia, ale myślałem, że podawane wcześniej moje argumenty wziął Pan pod uwagę. Widzę, iż nie bardzo, to może weźmie Pan pod uwagę ostrzej sformułowane argumenty pana Astrotaurusa: www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,539097#w539826www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,539097#w539828Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! @@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 3 | maceox (6766 punktów) | > Ciąg dalszy:>Nie wyklucza to jednak w żaden sposób możliwości istnienia czegoś, co dla ludzkiego mózgu może być niepojęte, bo niepoznawalne.> Nie wyklucza - tylko co z tego nie wykluczenia wynika?Jeśli Pan się zgadza, że "nie wyklucza", to ja nie widzę podstawy do sporu. Ja się tylko nie zgadzam ze zdaniami oznajmiającymi zaczynającymi się od "wszystko co istnieje", jakkolwiek by się nie kończyły. > Powtarzam to tu wielokrotnie:> Dla normalnych inteligentnych ludzi Bóg to fantastyczny stwór, który nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu nie pozostawia najmniejszych śladów swojego oddziaływania i dlatego jest zupełnie nieistotnym dla ludzi nawet gdyby istniał.Zgadzam się z tym, że jest fantastyczny (czyli wymyślony), ale w ramach tej ludzkich ideii ślad, który zostawił jest dość wyraźny - jest nim wszechświat. > Nauki przyrodnicze nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu nie natrafiły na ślad jakiegokolwiek wpływu jakiejś tam wydumanej nadrzeczywistości na rzeczywistość. Nie natrafiły nawet na poszlakę takiego śladu.Ja nie rozumiem, skąd w ogóle taki pomysł, że nauka mogłaby by móc na taki ślad natrafić. Nadrzeczywistość, to tylko twór językowy. A pomijając to - nauka idzie tropem empirii i związanych z nią zjawisk naturalnych, więc już z samego założenia nie mogła natrafić na coś nadnaturalnego. > Nauka nie zajmuje się udowodnianiem nieistnienia rzeczy nieistniejących, ale stara się jak najdokładniej poznać obiektywnie istniejącą rzeczywistość.Pełna zgoda. Sądzę, że jest najlepszym (jeśli wręcz nie jedynym skutecznym) sposobem na poznanie rzeczywistości. > W tej rzeczywistości nie ma już miejsca dla żadnej Zapchajdziury.[/color]A niby dlaczego? Jeśli są dziury, to i znajdą się zapchajdziury. A już na pewno znajdzie się tam brak wiedzy o tych dziurach i wynikający stąd brak możliwości rozpoczęcia zdania od "wszystko co istnieje", skoro nie wiemy co istnieje w dziurze. > >Oczywiście o istnieniu takiego czegoś nie można niczego sensownego powiedzieć> No to po co pleść androny?Nie chciałem tego tak dobitnie ująć, ale to ja pierwszy o to zapytałem w poprzednim poście. > >Reasumując - sądzę, że przy stwierdzeniu:> > istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesie> >warto pamiętać o tym, że jest to tylko punkt widzenia człowieka ograniczonego swymi możliwościami poznawczymi, które na gruncie wiedzy o ewolucji trudno uznać za doskonałe.> Panie Macieju, ale ja jestem tylko człowiekiem, a nie słoniem niebieskim, czy niebiańskim duchem i interesuje mnie tylko istniejąca obiektywnie rzeczywistość z ludzkiej perspektywy, a przynajmniej odróżniam istniejącą rzeczywistość od SymulakrumW pełni się tu z Panem zgadzam, ale mając na uwadze zarówno ograniczenie ludzką perspektywą, jak również brakiem wiedzy o całej rzeczywistości - przejście z naturalizmu metodologicznego do ontologicznego (jak u Pana Piotra Bylicy) stanowi dla mnie akt wiary. > Co mogą obchodzić mnie rzeczy dla ludzkiego "mózgu niepojęte, bo niepoznawalne", gdy w żaden - nawet - najmniejszym stopniu - nie oddziałują na rzeczywistość. Gdy uważa Pan inaczej, to proszę o dowody, a nie bajeczki.Tyle tylko, że ta możliwość wyklucza rozpoczynanie zdania od "wszystko co istnieje". "Wszystko co do tej pory poznaliśmy" byłoby stosowniejsze. Czy czepiam się słówek? Chyba, nie skoro Pan Bylica - hop siup - z samej metodologii przeskakuje do sądu o całej rzeczywistości. > >Na gruncie sceptycyzmu może istnieć jeszcze ponadto coś niepoznanego albo niepoznawalnego, a nawet może się okazać, że nasz obraz świata jest z gruntu fałszywy - przy czym wątpliwości te nie mają pokrycia w doświadczeniu, choć nie można ich całkowicie odrzucić.> Zupełnie nie rozumiem co za teologicznie pokręcone spekulacje Pan tu opowiada. Na gruncie naukowego sceptycyzmu, świat jest poznawalny,Poznawalny? W pełni? Na gruncie sceptycyzmu, czy wiary? > Panie Macieju, bardzo przepraszam za powtórzenia, ale myślałem, że podawane wcześniej moje argumenty wziął Pan pod uwagę. Widzę, iż nie bardzo [...]Tu najbardziej się z Panem nie zgadzam. Zawdzięczam doprecyzowanie mojego światopogladu w dużej mierze Panu i było to możliwe tylko poprzez przemyślenie i w dużej części przyjęcie Pańskich argumentów, również z poniższego postu: www.racjonalista.pl/forum.php/s,484652#w485893Wzajemnie życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . Ciąg dalszy: > >>>Ja po prostu przeczę, że krasnoludki istnieją.> A mój sceptycyzm nie pozwala mi niczego wykluczyć, skoro nie znamy całej rzeczywistości.Tak, jak moja wiedza oparta na sceptycyzmie naukowym każe mi praktycznie wykluczyć istnienie jakiejkolwiek nadrzeczywistości. > Ale z wiarą, Panie Andrzeju nie ma dyskusji - choć jakoś z Panem czasu mi nie szkoda.Traktuje Pana bardzo poważnie, gdyż nie mam najmniejszych wątpliwości, iż Pan samodzielnie myśli, a na tym właśnie racjonalizm polega. Natomiast nie ma zamiaru zbytnio pieścić się z Pańskimi stwierdzeniami, z którymi się nie zgadam. > >>>Nie wyklucza - tylko co z tego nie wykluczenia wynika?> Jeśli Pan się zgadza, że "nie wyklucza", to ja nie widzę podstawy do sporu. Ja się tylko nie zgadzam ze zdaniami oznajmiającymi zaczynającymi się od "wszystko co istnieje", jakkolwiek by się nie kończyły.A ja najbardziej nie zgadzam, się z koniecznością powtarzania w każdym krótkim poście argumentacji zawartej w kilku książkach, a czasem nawet bibliotece. > >>>Powtarzam to tu wielokrotnie:> >>>Dla normalnych inteligentnych ludzi Bóg to fantastyczny stwór, który nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu nie pozostawia najmniejszych śladów swojego oddziaływania i dlatego jest zupełnie nieistotnym dla ludzi nawet gdyby istniał.> Zgadzam się z tym, że jest fantastyczny (czyli wymyślony), ale w ramach tej ludzkich ideii ślad, który zostawił jest dość wyraźny - jest nim wszechświat.Pieprzenie o Szopenie. Dowody proszę. Naukowe dowody, że wszechświat jest tworem Boga. > >>>Nauki przyrodnicze nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu nie natrafiły na ślad jakiegokolwiek wpływu jakiejś tam wydumanej nadrzeczywistości na rzeczywistość. Nie natrafiły nawet na poszlakę takiego śladu.> Ja nie rozumiem, skąd w ogóle taki pomysł, że nauka mogłaby by móc na taki ślad natrafić. Nadrzeczywistość, to tylko twór językowy.No właśnie, a Pan uporem chce się naukowo zajmować językowymi tworami. > >>>W tej rzeczywistości nie ma już miejsca dla żadnej Zapchajdziury.[/color]> A niby dlaczego? Jeśli są dziury, to i znajdą się zapchajdziury.Z tego zapychania dziur, to już nawet co poważniejsi teologowie się śmieją. Przeczytał Pan ze zrozumieniem Bylicę? > >>>Oczywiście o istnieniu takiego czegoś nie można niczego sensownego powiedzieć> >No to po co pleść androny?> Nie chciałem tego tak dobitnie ująć, ale to ja pierwszy o to zapytałem w poprzednim poście.> >>>Reasumując - sądzę, że przy stwierdzeniu:istnieje tylko materialna przyroda - materia i energia. (...) Wszystko, co istnieje, wraz ze wszystkimi istotami żyjącymi rozwinęło się w niekierowanym, bezcelowym, materialnym procesieNo cóż, z fideistycznym uporem, gdy nie trafiają do Pana racjonalne, oparte na dorobku nauki, argumenty pozostanę przy swoich andronach. > warto pamiętać o tym, że jest to tylko punkt widzenia człowieka ograniczonego swymi możliwościami poznawczymi, które na gruncie wiedzy o ewolucji trudno uznać za doskonałe.> >>>Panie Macieju, ale ja jestem tylko człowiekiem, a nie słoniem niebieskim, czy niebiańskim duchem i interesuje mnie tylko istniejąca obiektywnie rzeczywistość z ludzkiej perspektywy, a przynajmniej odróżniam istniejącą rzeczywistość od Symulakrum> W pełni się tu z Panem zgadzam, ale mając na uwadze zarówno ograniczenie ludzką perspektywą, jak również brakiem wiedzy o całej rzeczywistości - przejście z naturalizmu metodologicznego do ontologicznego (jak u Pana Piotra Bylicy) stanowi dla mnie akt wiary.Większość fideistów - nie potrafiąc zrozumieć takiej światopoglądowej postawy - nazywa racjonalny ateizm wiarą lub religią. Nie jest Pan więc tu odkrywczy. Staram się opierać swoje poglądy na dorobku nauki i materializm, fizykalizm, monizm są sensowną i logiczną, a więc racjonalistyczną konsekwencją tego oparcia. > >>>Co mogą obchodzić mnie rzeczy dla ludzkiego "mózgu niepojęte, bo niepoznawalne", gdy w żaden - nawet - najmniejszym stopniu - nie oddziałują na rzeczywistość. Gdy uważa Pan inaczej, to proszę o dowody, a nie bajeczki.> Tyle tylko, że ta możliwość wyklucza rozpoczynanie zdania od "wszystko co istnieje". "Wszystko co do tej pory poznaliśmy" byłoby stosowniejsze.Pogadać to sobie można. Można napisać: Wszystko co istnieje, w oparciu o to co do tej pory poznaliśmy. Ale po co? > Czy czepiam się słówek? Chyba, nie skoro Pan Bylica - hop siup - z samej metodologii przeskakuje do sądu o całej rzeczywistości.Na pewno dobrze Pan zrozumiał cały referat? To Pańskim zdaniem jest - hop siup? To gratuluję intelektualnej refleksji. Proponuję "hop siup" uzupełniające: www.nauka-(*)uki/pliki/download.php?file=84> Poznawalny? W pełni? Na gruncie sceptycyzmu, czy wiary?W pełni poznawalny na gruncie nauk przyrodniczych. Czy całkowicie kiedykolwiek poznany, to wątpię. > >>>Panie Macieju, bardzo przepraszam za powtórzenia, ale myślałem, że podawane wcześniej moje argumenty wziął Pan pod uwagę. Widzę, iż nie bardzo [...]> Tu najbardziej się z Panem nie zgadzam. Zawdzięczam doprecyzowanie mojego światopoglądu w dużej mierze Panu i było to możliwe tylko poprzez przemyślenie i w dużej części przyjęcie Pańskich argumentów, również z poniższego postu:> www.racjonalista.pl/forum.php/s,484652#w485893No właśnie! Dlaczego mam powtarzać te same argumenty na tym samym poziomie problemów z tym samym interlokutorem. Proszę nie dziwić się mojemu zwątpieniu. Przed odpowiedzią czytam pilnie nie tylko Pańskie ostatnie posty, ale staram się nawet sięgać do wcześniejszych i wydaje mi się, iż swoje poglądy, w tej problematyce już Panu dokładnie wyraziłem. Pozdr
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | > >>>>Powtarzam to tu wielokrotnie:> >>>>Dla normalnych inteligentnych ludzi Bóg to fantastyczny stwór, który nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu nie pozostawia najmniejszych śladów swojego oddziaływania i dlatego jest zupełnie nieistotnym dla ludzi nawet gdyby istniał.> >Zgadzam się z tym, że jest fantastyczny (czyli wymyślony), ale w ramach tej ludzkich ideii ślad, który zostawił jest dość wyraźny - jest nim wszechświat.> Pieprzenie o Szopenie. Dowody proszę. Naukowe dowody, że wszechświat jest tworem Boga.Napisałem powyżej, że Bóg jest wymyślony. Nie ma żadnych dowodów. Jednak w ramach tej wymyślonej idei nie jest prawdą, że nie pozostawił śladów. Dla fideistów wszystko co istnieje na Niego wskazuje. > Większość fideistów - nie potrafiąc zrozumieć takiej światopoglądowej postawy - nazywa racjonalny ateizm wiarą lub religią. Nie jest Pan więc tu odkrywczy. Staram się opierać swoje poglądy na dorobku nauki i materializm, fizykalizm, monizm są sensowną i logiczną, a więc racjonalistyczną konsekwencją tego oparcia.Mnie nauka, a także materializm, fizykalizm i monizm przekonują. Tyle, że dla mnie są to właśnie logiczne konsekwencje wypływające ze zweryfikowanej w chwili obecnej wiedzy o świecie. Sceptycznie dopuszczam możliwość zweryfikowania i wręcz obalenia tych wniosków w przyszłości. > Pogadać to sobie można. Można napisać: Wszystko co istnieje, w oparciu o to co do tej pory poznaliśmy. Ale po co?Zawsze warto sobie zostawić wyjście awaryjne - tak w razie draki. > >www.racjonalista.pl/forum.php/s,484652#w485893> No właśnie! Dlaczego mam powtarzać te same argumenty na tym samym poziomie problemów z tym samym interlokutorem. Proszę nie dziwić się mojemu zwątpieniu.Jeśli prześledzi Pan tamtą dyskusję, to zauważy Pan, że Pańska odpowiedź: "z naukowego sceptycyzmu poznawczego" była odpowiedzią na moje pytanie "Skąd zatem pomysł o jakimkolwiek prawdopodobieństwie [istnienia Boga]?" Ja wówczas w ogóle wykluczałem możliwość poznania czegoś innego poza samą naturą poprzez zmysły. Ale pan zainspirował mnie do większego sceptycyzmu. > Przed odpowiedzią czytam pilnie nie tylko Pańskie ostatnie posty, ale staram się nawet sięgać do wcześniejszych i wydaje mi się, iż swoje poglądy, w tej problematyce już Panu dokładnie wyraziłem.To prawda, ale moich wątpliwości co do wniosków Bylicy jeszcze Panu wcześniej nie przedstawiłem. Jeszcze parę słów w tym kontekście: Nasze istnienie polega na doświadczaniu życia w świecie. Ów świat najpełniej i w sposób najbardziej weryfikowalny bada nauka, zatem na niej należy się opierać przy tłumaczeniu zjawisk. Jedną z podstawowych postaw koniecznych do naukowego badania świata jest sceptycyzm. Zgadzam się z tym, że sceptycyzm zabrania wypełniania luk w wiedzy naukowej tworami czystej wyobraźni (takim tworem jest chociażby "Bóg"). Jednocześnie sądzę, że ze sceptycyzmu wynika również brak 100% pewności co do adekwatności modeli naukowych, i to nawet wówczas, gdy dotychczas funkcjonowały. Nie chodzi tu wyłącznie o to, że nauka wciąż udoskonala nasz obraz świata i udowodniono istnieie zjawisk, które w minionych epokach mogły brzmieć jak cuda rodem z science fiction. Uważam, że ze sceptycyzmu wynika również pewien margines wątpliwości w ogóle co do trafności i kompletności naukowego opisu świata. A może to wszystko, co nas otacza jest ukształtowane zupełnie inaczej, niż nam się na podstawie doświadczenia wydaje? Oczywiście w praktyce życia pytanie to ignorujemy, bo jednak właśnie doświadczenie i jego powtarzalność jest tym, na czym się opieramy - nic innego sprawdzonego nie mamy. Sądzę jednak, że na gruncie filozofii ta wątpliwość jest uprawniona. Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > >>>Pieprzenie o Szopenie. Dowody proszę. Naukowe dowody, że wszechświat jest tworem Boga.> Napisałem powyżej, że Bóg jest wymyślony. Nie ma żadnych dowodów. Jednak w ramach tej wymyślonej idei nie jest prawdą, że nie pozostawił śladów. Dla fideistów wszystko co istnieje na Niego wskazuje.Nie podejmuję się dyskusji z fideistami. Brak mi fideistycznych argumentów. > Mnie nauka, a także materializm, fizykalizm i monizm przekonują. Tyle, że dla mnie są to właśnie logiczne konsekwencje wypływające ze zweryfikowanej w chwili obecnej wiedzy o świecie. Sceptycznie dopuszczam możliwość zweryfikowania i wręcz obalenia tych wniosków w przyszłości.Jakich wniosków? Dotyczących "materializmu, fizykalizmu i monizmu"? A na podstawie jakich naukowych przesłanek tak Pan sądzi. Na podstawie kwestionowania obiektywności poznania przez fideistów? > >>>Pogadać to sobie można. Można napisać: Wszystko co istnieje, w oparciu o to co do tej pory poznaliśmy. Ale po co?> Zawsze warto sobie zostawić wyjście awaryjne - tak w razie draki.Tak, nawet na podstawie 10 miejsca po przecinku można na lodzie budować zamki z piasku. Jak kto lubi. > Ja wówczas w ogóle wykluczałem możliwość poznania czegoś innego poza samą naturą poprzez zmysły. Ale pan zainspirował mnie do większego sceptycyzmu.Przepraszam, ale nie pamiętam, abym kiedykolwiek uznał, niepoznawalność świata, a jego poznawalność dostępna jest tylko poprzez zmysły. Zalecam natomiast maksymalny sceptycyzm wobec wszystkiego, ale jest to sceptycyzm naukowy powiązany z racjonalizmem, a nie sceptyzm Pyrronański. ------------------------- Panie Macieju, zdecydowanie wolę ludzi nawet bardzo błądzących, a myślących samodzielnie od ludzi mających rację, ale powtarzających ją po kimś bez przepuszczenia przez własny intelekt. Ewidentnie widać, że Pan myśli i szuka własnych odpowiedzi i to jest najważniejsze. Chciałbym tylko, aby wziął Pan pod uwagę to, że choć do satysfakcjonującej mnie wiedzy jest mi ogromnie daleko, to wszystkie moje wypowiedzi są głęboko przeze mnie przemyślane, oparte na przeczytanej i przemyślanej literaturze i wiem dlaczego tak sądzę a nie inaczej. Nie mogę w każdym poście przytaczać całej argumentacji, która za tymi poglądami stoi. Pozdrawiam serdecznie @@@ .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | O, to bardzo dobrze, bo być może wyjaśni źródła mojego sceptycyzmu:
>[color=navy]NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości.
Ustalonym wymaganiom metodologicznym? Ale ustalonym przez kogo? Przez kogo weryfikowanym? Stałym, czy zmiennym w zależności od kontekstu kulturowego (a więc, między innymi, ewoluującymi w czasie)? Nie mamy dziś żadnych powodów by na serio sądzić, że istnieje cokolwiek, co można nazwać "metodologią naukową" jako taką.
W średniowieczu nauka musiała być wierna prawdom wiary i to nie była "bzdura" tylko rzeczywisty warunek rzetelności. Dziś nauka by być rzetelna musi być poddana per review, choć jeszcze 100 lat temu nic takiego, jako podstawa rozwoju naukowego badaczy i jedyne de facto kryterium jej wartości nie istniało. Zaś za następne 50 lat absolutnie fundamentalnym kryterium może być aplikacyjność i teorie pozbawione zastosowań będą równie "niemoralne" jak kiedyś teorie pozbawione Boga w swoim metafizycznym tle.
>Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.
To bardzo piękne słowa, ale tak ogólne, że pozbawione treści. Po pierwsze, niby jak ocenić "rzetelność wiedzy"? Jako jej prawdziwość? Jeśli tak - to jaką? W sensie, zgodnie z jaką definicją prawdy? Klasyczną? Jeśli weźmiemy klasyczną definicję prawdy, to wywalimy do kosza, jako nierzetelną, całą współczesną fizykę, więc chyba nie.
Jako przyjętą przez naukowy konsensus? To już lepiej, ale konsensus czyj? "Nauka" tworzona jest przez szereg niepokrywających się społeczności o innych szczegółowych dziedzinach zainteresowań, zazwyczaj jakoś odrębnej metodologii.
Ekonomiści zgadzają się co do tego, że ich dziedzina jest nauką, ale statystycy i metodolodzy przyzwyczajeni do standardów rzetelności nauk biologicznych byliby co najmniej sceptyczni. Zaś statystycy i metodolodzy parający się naukami fizycznymi zabiliby ekonomistów śmiechem, bo dla nich "naukowość" ekonomii to kpina, jej "paradygmaty" to głupawe truizmy a "prawa" to trywialne obserwacje nie wykraczające poza zdroworozsądkowe obserwacje świata.
>Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych.
Nie bardzo rozumiem. Nie sądzę, by standardy rzetelności eksperymentów aż tak wzrastały. Wręcz przeciwnie - umasowienie nauki powoduje, że jest ona często uprawiana na żenująco niskim poziomie.
>Nauka dociera do prawdy obiektywnej.
Jedyne co jest w nauce obiektywne, to szalejąca epidemia plagiatówi jawnych fałszerstw wyników, których liczba rośnie z każdym rokiem.
>Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych.
Ja przepraszam, ale jako insider mogę się tylko turlać ze śmiechu. Każda statystyka wskazuje, że liczba publikacji wadliwych metodologicznie i/lub ze sfałszowanymi wynikami rośnie z każdym rokiem, i wzrostu tego nie da się wytłumaczyć jedynie przyrostem liczby publikacji w ogóle, bo jest szybszy.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 3 | martok (1115 punktów) |
>>[color=navy]NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości.
>Ustalonym wymaganiom metodologicznym? Ale ustalonym przez kogo?
Nie przez kogo, tylko przez co - przez logikę i rachunek prawdopodobieństwa. *
|
|
| | | | | | | |  | -2 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | Bitch, please... Mod. Wypowiadamy się po polsku. Jest to wymóg regulaminowy. Cytat:§ 22. Wypowiadamy się w języku polskim. W tekście wypowiedzi dopuszczalne jest zamieszczanie cytatów w języku oryginału. Wyjątek stanowią wyznaczone działy anglojęzyczne oraz cytaty.
|
|
| | | | | | | | |  | | martok (1115 punktów) |
Miałem nadzieję, że albo Moderacja, albo inni uczestnicy forum zareagują jakoś na ten prymitywny i oburzający wpis. Ponieważ tak się nie stało, czuję się zmuszony złożyć następujące oświadczenie:
NIE ZGADZAM SIĘ NA TO, ŻEBY MI NA TYM FORUM W CHAMSKI SPOSÓB UBLIŻANO. *
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 3 |
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . >Człowieku, ogarnij się, o czym ty mówisz? A może nie warto popisywać się znajomością języków obcych, szczególnie gdy występują niuanse i możliwości różnych interpretacji. Może lepiej postarać się komunikatywnie wysłowić po polsku, tak aby być zrozumianym przez większość?. Nie wiem? Pan wie lepiej!
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | martok (1115 punktów) |
>A może nie warto popisywać się znajomością języków obcych, szczególnie gdy występują niuanse i możliwości różnych interpretacji.
Tu nie ma żadnych niuansów. Bitch please to komunikacyjnie idealny odpowiednik polskiego Nie pyerdol. *
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . >>>>A może nie warto popisywać się znajomością języków obcych, szczególnie gdy występują niuanse i możliwości różnych interpretacji. > Tu nie ma żadnych niuansów. Bitch please to komunikacyjnie idealny odpowiednik polskiego Nie pyerdol. Na wszelki wypadek przed swoją wypowiedzą sprawdziłem całą siatkę znaczeniową w słowniku, ale nie chciałem tu przechodzić na ten zbyt wysoki dla mnie poziom.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >>Ustalonym wymaganiom metodologicznym? Ale ustalonym przez kogo? > Nie przez kogo, tylko przez co - przez logikę i rachunek prawdopodobieństwa.
Pogódźcie się. Logika nie spadła z nieba i nie obywa się bez osób - dzikiej przyrodzie jest zupełnie zbędna. [By już o rachunku prawdopodobieństwa nie wspomnieć.]
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Biorąc pod uwagę postulowaną "obiektywność nauki", przedmówcy wyobrażają sobie chyba, że równania są tworzywem, z którego zrobiony jest świat.
Kto wie, może i logika spada z deszczem...
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >Biorąc pod uwagę postulowaną "obiektywność nauki", przedmówcy wyobrażają sobie chyba, że równania są tworzywem, z którego zrobiony jest świat. Jako próba obiektywizacji fizyki na rzecz symetrii, odejścia np. od pojęcia siły (a przyroda się bodaj nie wysila), to może nie najgorszy pomysł..
>Kto wie, może i logika spada z deszczem... Kanie łakną dżdżu a i logicy są słodkowodni?
[Czasami piszesz Waść (bez urazy) subtelnie jak filozof.]
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. >Ustalonym wymaganiom metodologicznym? Ale ustalonym przez kogo? Przez logikę i rachunek prawdopodobieństwa.
>Przez kogo weryfikowanym? Najpewniejszym jest potwierdzenie przez praktykę (doświadczenie).
>Stałym, czy zmiennym w zależności od kontekstu kulturowego (a więc, między innymi, ewoluującymi w czasie)? Zmiennym, ale proszę się nie rozpędzać, chętnych do zmiany przyjętego paradygmatu jest wielu, tylko efekty - jak na razie - słabiutkie.
>Nie mamy dziś żadnych powodów by na serio sądzić, że istnieje cokolwiek, co można nazwać "metodologią naukową" jako taką. To Pańska ocena.
>W średniowieczu nauka musiała być wierna prawdom wiary i to nie była "bzdura" tylko rzeczywisty warunek rzetelności. Tak, w średniowieczu to bzdurą nie było.
>Dziś nauka by być rzetelna musi być poddana per review, choć jeszcze 100 lat temu nic takiego, jako podstawa rozwoju naukowego badaczy i jedyne de facto kryterium jej wartości nie istniało. Peer review jest tylko jedną z metod weryfikacji naukowych twierdzeń. Wcale nie najważniejszą.
>Zaś za następne 50 lat absolutnie fundamentalnym kryterium może być aplikacyjność i teorie pozbawione zastosowań będą równie "niemoralne" jak kiedyś teorie pozbawione Boga w swoim metafizycznym tle. Nie wiem co będzie za sto lat.
>>>>Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu. >To bardzo piękne słowa, ale tak ogólne, że pozbawione treści. Znowu to Pańskie głębokie przemyślenia.
>Po pierwsze, niby jak ocenić "rzetelność wiedzy"? Zapisane jest to w naukowych metodologiach.
>Jako jej prawdziwość? Jeśli tak - to jaką? W sensie, zgodnie z jaką definicją prawdy? Klasyczną? To Pański problem, ja już tu pisałem, że nie przekonywuje mnie żadna z filozoficznych definicji prawdy.
>Jako przyjętą przez naukowy konsensus? To już lepiej, ale konsensus czyj? "Nauka" tworzona jest przez szereg niepokrywających się społeczności o innych szczegółowych dziedzinach zainteresowań, zazwyczaj jakoś odrębnej metodologii. Prawda jako wynik uzgodnień? Mnie to nie odpowiada. Pisałem o tym.
>>>>Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. >Nie bardzo rozumiem. Nie sądzę, by standardy rzetelności eksperymentów aż tak wzrastały. Wręcz przeciwnie - umasowienie nauki powoduje, że jest ona często uprawiana na żenująco niskim poziomie. Nie na każdym miejscu można postawić Pana i stąd ten żenujący poziom. Ale jak człowiek się trochę rozejrzy i pomyśli, to zobaczy, że jednak nauka prowadzi znakomitych efektów. To raczej niech dalej tak będzie.
>Ja przepraszam, ale jako insider mogę się tylko turlać ze śmiechu. Chyba jedyny "wtajemniczony" na naszym forum. No bo gdzież tu inni mogliby cokolwiek wiedzieć.
Ale Pan tu poziom zawyża i te minusy dyscyplinujące. Ło Boze! Strach zadzierać!
Dobrej nocy, Szanownemu Panu życzę.
@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Właściwie mam tylko dwie rzeczy do dodania, a ściślej, to w sumie jedną, zestawienie dwóch pańskich wypowiedzi w tej samej wypowiedzi:
>Przez logikę i rachunek prawdopodobieństwa.
Oraz:
>To Pański problem, ja już tu pisałem, że nie przekonywuje mnie żadna z filozoficznych definicji prawdy.
Nie wiem co to są "filozoficzne definicje prawdy", ale teoria korespondencyjna, o której pisałem, to jak najbardziej hardkorowa logika...
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Właściwie mam tylko dwie rzeczy do dodania, a ściślej, to w sumie jedną, zestawienie dwóch pańskich wypowiedzi w tej samej wypowiedzi:> >>>Przez logikę i rachunek prawdopodobieństwa.> Oraz:> >>>To Pański problem, ja już tu pisałem, że nie przekonywuje mnie żadna z filozoficznych definicji prawdy.> Nie wiem co to są "filozoficzne definicje prawdy",To szkoda! Dla dzieci tu: www.sciaga(*)y_w_ujeciu_filozofow_i_logikowDla bardziej dorosłych tu: poznanie.salon24.pl/376125,prawda-w-filozofiiCzytałem także np. Judyckiego, ale jak Pan piszę i ja tak niczego zrozumieć nie potrafię i wydaje mi się, że przy braku argumentów jest to tylko upierdliwa czepialność słówek, a to potrafi i ... wielu. > ale teoria korespondencyjna, o której pisałem, to jak najbardziej hardkorowa logika...Jakoś nie mam skłonności do hardkoru nawet w logice. Natomiast uważam, że istnieje tylko jedna prawda i jest nią obiektywnie istniejąca rzeczywistość, a ponieważ jest bardzo złożona i do jej poznania prowadzi wiele przeróżnych dróg, to żadna z filozoficznie zdefiniowanych prawd nie jest tu wystarczającą. Nawet i ta "korespondencyjno-hardkorowa". Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Ciąg dalszy:
>W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką.
Słucham?
>Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.
Nie wiem, czy się pan myli co do nieuctwa, ale na pewno co do oszustw. Cynik rzekłby, że cały postęp w metanalizie danych służy niczemu innemu jak produkowaniu naukowych wyników tam, gdzie jeszcze pół wieku temu były sterty bezużytecznych bazgrołów.
>Te sukcesy nauki sprawiły, że to właśnie jej przysługuje w kulturze Zachodu prawo decydowania, "jak się faktycznie rzeczy mają" zarówno jeśli chodzi o przyczyny kataru czy działanie elektryczności, jak i pochodzenie Wszechświata, życia i człowieka. Naturalistyczne założenia nauki, której celem jest kompletny opis lub wyjaśnienie całej rzeczywistości, sprawiają, iż nie pozostawia ona miejsca dla wyjaśnień nienaturalistycznych.
Takie "naturalistyczne" podstawy występowały już nawet u jońskich filozofów przyrody, trudno więc uznawać je za dystynktywne dla nauki.
>W naukowym obrazie świata nie ma luk wymagających odwołań do czynników pozaprzyrodniczych. A choć uczeni przyznają, że mimo usilnych starań wiele zagadek jest jeszcze nierozwiązanych, to w żadnym czasopiśmie naukowym nie znajdziemy tekstu postulującego "wypełnianie Bogiem" obecnych luk w naszej wiedzy.
Nie, po prostu biorą niektóre rzeczy z powietrza jako "założenia" pozwalające budować teorie, ale to nie zmienia faktu, że wiele z tych założeń jest niewyjaśnionych właśnie na gruncie niekompletności teorii naukowych. A to z logicznego punktu widzenia nie różni się statusem od "Boga", choć (na szczęście) jest pozbawione całego mitologicznego balastu, oraz (znowu na szczęście) koroboruje, w przeciwieństwie do różnych tam majaczeń metafizyków.
>Dodatkowo przy realistycznej interpretacji teorii naukowych, według której twierdzeniom teorii naukowych miałyby przysługiwać wartości logiczne prawdy i fałszu, należałoby uznać naukowy czyli naturalistyczny obraz rzeczywistości za prawdziwy.
No chyba nie. Żadna z teorii fizyki - teoria względności jak i mechanika kwantowa, nie są "prawdziwe" w korespondencyjnym sensie, zaś próba ich połączenia, póki co, daje jawnie fałszywe konsekwencje.
>Sam naturalizm metodologiczny prowadzi wtedy do naturalizmu ontologicznego, jeśli przyjmiemy realistyczną interpretację nauki, uznając, że jej twierdzenia odnoszą się do obiektywnej rzeczywistości i trafnie opisują, jak się rzeczy mają.
Wniosek z tego taki, że konsekwencją naturalistycznej metodologii jest fałszywa wizja rzeczywistości, wiemy, że świat nie zachowuje się dokładnie tak jak to przewidują najdokładniejsze z teorii, ergo, są one nieprawdziwe w rozumieniu prawdy jako wartości logicznej twierdzeń korespondujących lub nie z rzeczywistością.
Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | > Racjonalizm jest elitarny, gdyż wymaga wysiłku intelektualnego.Proszę, nie. "Racjonalizm", szczególnie w dawkinsowskim, "brajtowskim" wydaniu, to po prosty pewien sposób osadzonego społecznie samo opisu jednostki. Mówiąc krócej, jedyna rzecz, która czyni takiego racjonalistę racjonalistom to stwierdzenie "jestem racjonalistą". A to powiedzieć może każdy debil, których zresztą, na tym forum nie brakuje i mogą służyć jako doskonałe przykłady intelektualnego uwiądu "racjonalistów". Wybaczy pan, ale nie będę rzucał nazwiskami ani nickami
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > >>>Racjonalizm jest elitarny, gdyż wymaga wysiłku intelektualnego.> Proszę, nie. "Racjonalizm", szczególnie w dawkinsowskim, "brajtowskim" wydaniu, to po prosty pewien sposób osadzonego społecznie samo opisu jednostki. Mówiąc krócej, jedyna rzecz, która czyni takiego racjonalistę racjonalistom to stwierdzenie "jestem racjonalistą". A to powiedzieć może każdy debil, których zresztą, na tym forum nie brakuje i mogą służyć jako doskonałe przykłady intelektualnego uwiądu "racjonalistów". Wybaczy pan, ale nie będę rzucał nazwiskami ani nickami  Nie znam środowiska, a którym zupełnie nie ma "debili". W moim odczuciu w środowisku racjonalistycznym jest ich mniej i dlatego w nim jestem, uważając je także za elitarne, (jakieś tam badania socjologiczne to też potwierdzają), ale na szczęście żyjemy w miarę w wolnym kraju i każdy sobie środowisko wybiera. Według mnie - zrozumienie nawet najprostszych książek Dawkinsa - "Boga urojonego" i "Najwspanialszego widowiska świata" - wymaga sprawności intelektualnej, na którą stać już tylko niewielu. Ja nie zjadłem wszystkich rozumów oraz nie uważam się za intelektualnego alfę i omegę i może dlatego zgadzam się zaliczyć tych ludzi do kilku, czy kilkunastoprocentowej elity ciekawych świata, którzy starają się myśleć samodzielnie. Gratuluję Panu szczęścia przebywania wśród intelektualnego parnasu, ja znam tylko trochę środowisko polskich zwyczajnych uniwersyteckich uczonych. Trochę czytam i staram się to poddać intelektualnej refleksji. Przy mojej ograniczoności ogólny poziom naszego forum, dla intelektualnej rozmowy (to nie są dyskusje naukowe [nie mamy np. możliwości korzystania z koniecznych w takich dyskusjach narzędzi] i nie taki jest ich cel), zdaje mi się akceptowalnym. Gdyby było inaczej, to przecież mam wiele innych bardzo ciekawych zajęć. Ja chcę, ale przecież nie muszę! Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Nie znam środowiska, a którym zupełnie nie ma "debili". W moim odczuciu w środowisku racjonalistycznym jest ich mniej i dlatego w nim jestem, uważając je także za elitarne, (jakieś tam badania socjologiczne to też potwierdzają), ale na szczęście żyjemy w miarę w wolnym kraju i każdy sobie środowisko wybiera.
Po pierwsze, nieliczne to nie to samo co elitarne. Buddyści są w Polsce dużo mniej liczni niż ateiści, a jednak są pod każdym możliwym względem egalitarną i inkluzywną społecznością.
>Według mnie - zrozumienie nawet najprostszych książek Dawkinsa - "Boga urojonego" i "Najwspanialszego widowiska świata" - wymaga sprawności intelektualnej, na którą stać już tylko niewielu.
To trochę przerażająca diagnoza, jeśli wziąć pod uwagę, że "Najwspanialsze" to książka dla dzieci.
>Gratuluję Panu szczęścia przebywania wśród intelektualnego parnasu
Projekcje.
>ja znam tylko trochę środowisko polskich zwyczajnych uniwersyteckich uczonych.
Ja znam też zwyczajnych anarchistów, feministki, katolików, kilku buddystów, trzech islamistów i spora grupę "zwyczajnych uczonych", ale prawdę mówić, umyka mi cel robienia takich wyliczanek w kontekście tej rozmowy.
No bo chyba nie ma żadnego istotnego związku między byciem uczonym a byciem ateistycznym racjonalistą (w ogóle, już to jest dziwne, że ateizm to jakiś warunek sine qua non bycia racjonalistą).
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > >>>Nie znam środowiska, w którym zupełnie nie ma "debili". W moim odczuciu w środowisku racjonalistycznym jest ich mniej i dlatego w nim jestem, uważając je także za elitarne, (jakieś tam badania socjologiczne to też potwierdzają), ale na szczęście żyjemy w miarę w wolnym kraju i każdy sobie środowisko wybiera.> Po pierwsze, nieliczne to nie to samo co elitarne.Nie, nie jest. Czyżbym, gdzieś tak napisał? Natomiast elitarność nie jest masowa. Czyżby temu Pan przeczył? > >>>Według mnie - zrozumienie nawet najprostszych książek Dawkinsa - "Boga urojonego" i "Najwspanialszego widowiska świata" - wymaga sprawności intelektualnej, na którą stać już tylko niewielu.> To trochę przerażająca diagnoza, jeśli wziąć pod uwagę, że "Najwspanialsze" to książka dla dzieci.Tak Pan sądzi? Ja dostrzegam wielu współczesnych "uczonych" z katolickich uczelni (nie mówiąc już o uczonych fideistach z naszego forum), którzy jej nie potrafią zrozumieć. Tak! Dokładnie nie myślę tu o jakiejkolwiek akceptacji zawartych w niej tez, ale o jej zrozumieniu. > >>>Gratuluję Panu szczęścia przebywania wśród intelektualnego parnasu> Projekcje.Zgadzam się tu z Panem. > >>>ja znam tylko trochę środowisko polskich zwyczajnych uniwersyteckich uczonych.> Ja znam też zwyczajnych anarchistów, feministki, katolików, kilku buddystów, trzech islamistów i spora grupę "zwyczajnych uczonych",To fajnie, ale myślę, że podobną wyliczankę zrobiło by większość z nas. > ale prawdę mówić, umyka mi cel robienia takich wyliczanek w kontekście tej rozmowy.Jak czegoś nie rozumiem, to staram się dopytać i przed zrozumieniem nie komentuję, ale zauważyłem iż Panu zdarza się być ponadto - Proszę, nie. "Racjonalizm", szczególnie w dawkinsowskim, "brajtowskim" wydaniu, to po prosty pewien sposób osadzonego społecznie samo opisu jednostki. Mówiąc krócej, jedyna rzecz, która czyni takiego racjonalistę racjonalistom to stwierdzenie "jestem racjonalistą". A to powiedzieć może każdy debil, których zresztą, na tym forum nie brakuje i mogą służyć jako doskonałe przykłady intelektualnego uwiądu "racjonalistów". Wybaczy pan, ale nie będę rzucał nazwiskami ani nickamii - stąd moja wyliczanka. > No bo chyba nie ma żadnego istotnego związku między byciem uczonym a byciem ateistycznym racjonalistą (w ogóle, już to jest dziwne, że ateizm to jakiś warunek sine qua non bycia racjonalistą).Nie, związku sine qua non nie ma, co wcale nie znaczy, że taki związek nie istnieje. Oczywiście inna jest tego intelektualna kolejność. Trudno być uczonym w naukach przyrodniczych bez racjonalizmu, a racjonalizm prowadzi do ateizmu i tak najczęściej bywa. Najczęściej to wcale nie znaczy zawsze. Może Panu Pańska metoda spolaryzowania czyiś pojęć i doprowadzenia ich do absurdu wydaje się dowcipną i świadczącą o Pańskim wysokim (ponad większość uczestników naszego forum) poziomie intelektualnym? Mnie taki popis nie bawi i nawet nie chce mi się z tym polemizować. Zaś jeżeli gdzieś Pan uważa, że Pan nie zgadza się z moim wywodem, to prosiłbym zachować moje stwierdzenia i moje myśli i nie polemizować z tym co się Panu wydaje, że ja myślę. Piszę na tyle prostym językiem, że nie istnieje konieczność wyspekulowywania tego co ja mogłem mieć na myśli. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Oczywiście inna jest tego intelektualna kolejność. Trudno być uczonym w naukach przyrodniczych bez racjonalizmu, a racjonalizm prowadzi do ateizmu i tak najczęściej bywa.
Piękny wywód. Gdyby był powiedziany, brzmiałby jak muzyka dla moich uszu, wchodząc w cudowny kontrapunkt z wiadomością, jaką dwa dni temu przekazał mi znajomy, przerażony odkryciem, że na Uniwersytecie Medycznym uczą homeopatii - na farmacji. Nie uwierzyłbym, ale sam znam wykształcona tam farmaceutkę lecząca dzieci z chorób za pomocą wody zmieszanej z cukrem. Dlatego nawet nie weryfikowałem tej wiadomości - przyjąłem ją na wiarę, uważając jednocześnie, że postępuję całkiem racjonalnie.
Naukowcy, racjonaliści, najpewniej ateiści, bo jakże to uprawiać naukę połączoną z wiarą w gusła, uczą tej homeopatii...
>Może Panu Pańska metoda spolaryzowania czyiś pojęć i doprowadzenia ich do absurdu wydaje się dowcipną i świadczącą o Pańskim wysokim (ponad większość uczestników naszego forum) poziomie intelektualnym?
Tak, ta wstrętna metoda ma nawet nazwę - reductio ad absurdum.
Kiedyś uznawano to, za uprawnioną formę argumentacji, w czasach, gdy spójność i krytyka własnych poglądów były u "racjonalistów" w większym poważaniu, niż dosrywanie "fideistom" na każdym możliwym kroku.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . >>>>Oczywiście inna jest tego intelektualna kolejność. Trudno być uczonym w naukach przyrodniczych bez racjonalizmu, a racjonalizm prowadzi do ateizmu i tak najczęściej bywa. >Piękny wywód. Gdyby był powiedziany, brzmiałby jak muzyka dla moich uszu, wchodząc w cudowny kontrapunkt z wiadomością, jaką dwa dni temu przekazał mi znajomy, przerażony odkryciem, że na Uniwersytecie Medycznym uczą homeopatii - na farmacji. Nie uwierzyłbym, ale sam znam wykształcona tam farmaceutkę lecząca dzieci z chorób za pomocą wody zmieszanej z cukrem. Dlatego nawet nie weryfikowałem tej wiadomości - przyjąłem ją na wiarę, uważając jednocześnie, że postępuję całkiem racjonalnie. Mój jest "pięknym", a jakim wywodem można nazwać Pański i czego on dowodzi? O głupocie współczesnych polskich "uczonych" pisałem tu już wielokrotnie. Żadne tytuły inteligencji i wiedzy nie zastąpią. Nie zdziwiłbym bym się wcale, gdyby na Uniwersytecie Medycznym powołano wydział gineologiczno-teologiczny. Takie mamy teraz czasy i jak mogę tak tej fideistycznej głupocie się przeciwstawiam.
>Naukowcy, racjonaliści, najpewniej ateiści, bo jakże to uprawiać naukę połączoną z wiarą w gusła, uczą tej homeopatii... No właśnie, gdzie tu sens i logika oraz co to ma wspólnego z moimi stwierdzeniami.
>>Może Panu Pańska metoda spolaryzowania czyiś pojęć i doprowadzenia ich do absurdu wydaje się dowcipną i świadczącą o Pańskim wysokim (ponad większość uczestników naszego forum) poziomie intelektualnym? >Tak, ta wstrętna metoda ma nawet nazwę - reductio ad absurdum. Tak, tam gdzie konie kują, to żaba nogę podstawia. Naprawdę uważa Pan, że znajomość terminu (i ewentualnie opis) pozwala Panu na korzystanie z niej. Staranie się jeszcze nie dowodzi efektu, a czasem wręcz budzi politowanie.
>Kiedyś uznawano to, za uprawnioną formę argumentacji, w czasach, gdy spójność i krytyka własnych poglądów były u "racjonalistów" w większym poważaniu, niż dosrywanie "fideistom" na każdym możliwym kroku. Ja też uważam taką formę za uprawnioną, ale trzeba umieć z niej korzystać, a poza tym wydaje mi się, że Pańskie - jak Pan to pięknie ujął "dosrywanie" - ma pokryć niedostatek przemyślanych własnych koncepcji. Nadmierna agresywna czepliwość rzuca się tu w oczy, ale ciekawych alternatywnych przemyśleń wyraźnie brak.
Oczywistym jest, że ja jak obecna większość forumowych racjonalistów piszę bzdury i nie spełniam Pańskich oczekiwań intelektualnych, ale co mądrego Pan tu ostatnio sam zaproponował. Co mądrego zaproponował Pan w tym wątku. Nic, gdyż Pan jest ponadto. Gratuluję poczucia wielkości.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | gris (134 punktów) | > >Racjonalizm jest elitarny, gdyż wymaga wysiłku intelektualnego.> Proszę, nie. "Racjonalizm", szczególnie w dawkinsowskim, "brajtowskim" wydaniu, to po prosty pewien sposób osadzonego społecznie samo opisu jednostki. Mówiąc krócej, jedyna rzecz, która czyni takiego racjonalistę racjonalistom to stwierdzenie "jestem racjonalistą". A to powiedzieć może każdy debil, których zresztą, na tym forum nie brakuje i mogą służyć jako doskonałe przykłady intelektualnego uwiądu "racjonalistów". Wybaczy pan, ale nie będę rzucał nazwiskami ani nickami  Aha, czyli to, co Ty myślisz, że on myśli o racjonalizmie nie jest elitarne i jednocześnie nie jest racjonalizmem. Super  .
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Skłamałbym, gdybym napisał, że na serio interesuje mnie, co chciałaś mi przekazać, ale i tak pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | gris (134 punktów) | >Skłamałbym, gdybym napisał, że na serio interesuje mnie, co chciałaś mi przekazać, ale i tak pozdrawiam. Chciałem przekazać, że odnoszenie się do czyjejś oceny jakiegoś zjawiska, którą poprowadził przy użyciu jakichś pojęć, poprzez imputowanie mu, że tak naprawdę nie miał na myśli tych pojęć(mimo, że ich użył), i dlatego jego ocena jest błędna, to dość pokraczna retoryka.
|
|
| |  | 3 na 3 | Irracja (4721 punktów) | >>>Ateizm nie pyta "czy bóg istnieje?", tylko stawia potężną tezę "bóg nie istnieje" i broni jej całą baterią ciężkiej artylerii naukowych argumentów. Wątpliwą próbę obalenia tezy zaś zrzuca na ręce teistów i ich marne argumenciki pochodzące najczęściej z biblii i innych starożytnych powieści science fiction. ... hmmm, stawia potężną teza, że "bóg nie istnieje". Pomijając kwestię, że to stawiający tezę powinien ją udowodnić, to zastanówmy się w jaki sposób można ją obronić: 1 - dotrzeć do początku istnienia świata, pokazać co rzeczywiście się wtedy wydarzyło, pomierzyć i znaleźć to coś co spowodowało powstanie wszystkiego. Tyle, że to zadanie dla bardzo niewielkiej grupy naukowców - a do tego mają bardzo daleką drogę - jak na razie. Więc co może zrobić cała reszta ateistów?... 2 - zrobić "głęboki ukłon w stronę religii" - i mimo niewiary w istnienie "Boga" - przyjąć założenie, że jest możliwe by "Bóg" istniał. W końcu, by udowodnić, że coś nie istnieje, trzeba wyjść od założenia możliwości istnienia tego czegoś. A na takim założeniu bardzo zależy kościołom. Skoro jest możliwe by "Bóg" istniał, to zakładamy, że kościół może mieć rację - czyli dajemy mu "fory", dajemy mu siłę... ... i tutaj małe pytanie - dlaczego mam kościołowi dawać "fory"? Dlaczego mam zakładać, że jest możliwe istnienie "Boga", skoro w niego nie wierzę? Dlaczego mam się poddawać kościołowi i prowadzić dyskusję na warunkach narzuconych przez kościół, na warunkach mu odpowiadających?... i co jeszcze można zrobić?... 3 - można wesprzeć naukowców w inny sposób, można przestać się zajmować sama "kwestią istnienia boga" i pokazać wszystkim, że nie ma on wpływu na tzw. "doczesne życie". Pokazać że tylko my sami mamy wpływ na życie i świat. Że nie potrzeba istnienia "Boga" by normalnie żyć, by być "prawym i dobrym". Że wszystkie uznawane normy i prawa nie są zależne od istnienia "Boga", że to nie on je nadał i narzucił, że "Bóg" nie jest potrzebny. A skoro jest niepotrzebny, skoro to nie on nadał "praw i norm" - to znaczy, że najprawdopodobniej to nie on nadał kształt światu i życiu - a więc wszystko wskazuje, że najprawdopodobniej "Bóg" nie istnieje, że najprawdopodobniej jest "baśnią stworzoną na potrzeby religii i osób ciągnących zyski z tejże religii, osób wypaczających to co sami stworzyli"... Dlaczego "najprawdopodobniej"? Bo jako "zwykły człowiek" mogę tylko "uprawdopodobnić" twierdzenie naukowców o nieistnieniu "Boga". Udowadniając, że życie bez "Boga" jest możliwe, udowadniamy prawdziwość praktycznych skutków tego twierdzenia. Teorie zostawmy naukowcom. Mając za sobą "potwierdzona praktyczna stronę twierdzenia", wcześniej czy później znajdą też dowody na jej potwierdzenie. Czy takie wsparcie to za mało?... >>>Póki się ich do tego nie skłania, to oni nie szukają dowodów, bo istnienie boga uznają za aksjomat, ewentualnie za dowody uznają spisane przez jakiś natchnionych duchem świętym, lub raczej nabuzowanych winiaczami pseudo-poetów dzieła. ... pokazując, że życie bez "Boga" jest takim samym życiem jak każde inne, zmuszamy KRK do poszukiwania dowodów, że "życie z bogiem jest lepsze, niż życie bez boga". A więc zmuszamy KRK do poszukiwania dowodów na istnienie i ingerencję "Boga" w tzw. "życie doczesne". I to już muszą być dobrze udokumentowane dowody - bez "bajkowych aksjomatów" i innych "baśniowych opowieści"... >>>Taka doktryna filozoficzna to deizm, a nie ateizm! ... no cóż, by dziecko uwierzyło, że św. Mikołaj nie istnieje - trzeba wpierw pokazać dziecku, że św. Mikołaj nie ma nic wspólnego z prezentami które (dziecko) dostaje. To chyba normalna droga?... >>>Jeśli ludzie nie uznają, że go nie ma, lub co gorsza jest, tylko się nimi nie interesuje, wtedy będą modlić się nadal. Kler też nie jest bierny, przecież już prowadzą wiele kampanii zachęcających do wiary. Kto jak kto, ale kasę na PR to oni zawsze mieli. ... a jak pan myśli, na czym bazuje PR i marketing? Na wmówieniu ludziom, że coś jest im "bezwzględnie potrzebne". Pokaż pan ludziom, że coś nie jest im potrzebne do normalnego życia, a sami z tego zrezygnują. Pod tym względem każdy człowiek jest "bardzo racjonalny" - nikt nie chce ponosić kosztów czegoś co mu nie jest potrzebne... >>... zaczynając wyburzanie od fundamentów pamiętaj, że nad sobą masz materiał na nagrobek własnej głupoty...> Jeśli się wyburza za pomocą dynamitu to tylko od fundamentów  ... nie ważne czym się wyburza. Ważne gdzie człowiek się znajduje, w chwili wyburzenia. A na razie "wszyscy jesteśmy mieszkańcami budynku który chcemy remontować". I nie mamy innego, by się wcześniej przenieść... >> Co do księży, to też są różni- znaczna część z nich to rzeczywiście chytrzy materialiści, inni są jednak naprawdę wierzący. ... ooo wa, rządzą Ci dbający o interesy kościoła. Tych "wierzących w Boga" skutecznie eliminuje "zamordyzm" panujący w KRK. Póki rządzą zwolennicy "rydzykowego myślenia" - tak długo te "maski" nie są zbyt dopasowane i łatwo opaść mogą... >>... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...> Deizm? Według deistów bóg jest swego rodzaju konstruktorem przyrody, dla której ustanowił prawa i dalej już nie ingeruje w jej rozwój. To brzmi jak jakaś forma kreacjonizmu (owszem "prymitywna" i mało zaawansowana, bo bóg deistów doprowadził jedynie do powstania samego wszechświata, a nie organizmów, ale zawsze). Jedynym rozwiązaniem dla prawdziwego naukowca jest więc ateizm! ... jak napisał pan - "Jedynym rozwiązaniem dla prawdziwego naukowca jest więc ateizm!" Naukę reszty społeczeństwa trzeba zacząć od elementarza - a nie od opracowań naukowych...  ... pozdrawiam...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > stawia potężną teza, że "bóg nie istnieje" (..)> udowodnić, to zastanówmy się w jaki sposób można ją obronić:> 1 - dotrzeć do początku istnienia świata, pokazać co rzeczywiście> się wtedy wydarzyło, pomierzyć i znaleźć to coś co spowodowało> powstanie wszystkiego. Tyle, że to zadanie dla bardzo niewielkiej> grupy naukowców - a do tego mają bardzo daleką drogęMyślę że dokładne opisanie pierwszego "prawybuchu", czy cokolwiek było u początku, jeśli początek w ogóle zaistniał - bo i co do tego naukowcy nie są pewni - niczego u teistów nie zmieni. Popatrz, tak przecież już było: Darwin odkrył i opisał teorię ewolucji gatunków, a kosmologia oraz geologia dość dokładnie etapy powstania Ziemi z jej początkiem itp. .. co jawnie stoi w sprzeczności z tym co stoi w Biblii. Efekt? Wiary to nie nadwyrężyło, wierzący (przynajmniej w wierze chrześcijańskiej) mają przykazane: im więcej trudności za życia m.in. w umacnianiu wiary, tym większa chwała po śmierci. Irracjonalny, napełniony lękiem imperatyw, ale jakże efektywny i mocny  Koleżanka studiująca onegdaj geologię opowiada mi czasem o koledze z roku, którego wiara (jedna z odmian chrześcijaństwa) polegała m.in. na <dosłownej wierze w to co napisano w Biblii. W rozmowach ponoć szybko doszli do miejsca, w którym Biblia datuje nasz świat na niespełna 6 tys. lat. Wg niego Bóg poukładał wszystkie warstwy geologiczne ziemi tylko dlatego, aby "wydawało się", że jest starsza. Po co w takim razie studiował geologię? Aby m.in. przejrzeć zamysł Boskiego Domina. Na pytanie jednak, po co ta cała gra Boga w ciuciubabkę z człowiekiem.. odpowiedzieć nie umiał  > 3 - można wesprzeć naukowców w inny sposób, można przestać się zajmować> sama "kwestią istnienia boga" i pokazać wszystkim, że nie ma on wpływu na> tzw. "doczesne życie". Pokazać że tylko my sami mamy wpływ na życie i świat.> Że nie potrzeba istnienia "Boga" by normalnie żyć, by być "prawym i dobrym".Grzegorz nie martw się, toż to dokładnie robimy!  > Kto jak kto, ale kasę na PR to oni zawsze mieli.Może to jest własnie główne zajęcie kleru  > Pod tym względem każdy człowiek jest "bardzo racjonalny" -> nikt nie chce ponosić kosztów czegoś co mu nie jest potrzebne...Tu z płynącą z tego konkluzją radzę uważać. Mam inną koleżankę która dobierała sobie tak lokalizację własnego mieszkania, żeby mieć najbliżej do ulubionego kościoła. łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > >Myślę że dokładne opisanie pierwszego "prawybuchu", czy cokolwiek było u początku, jeśli początek w ogóle zaistniał - bo i co do tego naukowcy nie są pewni - niczego u teistów nie zmieni...... nawet nie snuje takich marzeń. Ale gdyby wyszło, że od "prawybuchu", do czasów dzisiejszych świat istnieje i rozwija się bez udziału "mitycznego Boga"? Może by przesunęli się w stronę poglądów typu "deizm" i przestali się wtrącać w życie innych? To już byłby duży plus. Może bym dał im nawet spokój, na jakiś czas?...  > Popatrz, tak przecież już było: Darwin odkrył i opisał teorię ewolucji gatunków, a kosmologia oraz geologia dość dokładnie etapy powstania Ziemi z jej początkiem itp. .. co jawnie stoi w sprzeczności z tym co stoi w Biblii...... ooo, waaa. To tak jak z moim kolegą z liceum. Za żadne skarby nie mógł pojąć, że mnożenie to rodzaj dodawania - nawet gdy mu to przekształciłem. Dla niego to były dwie różne rzeczy, bo tak mu powiedziała mama (w wieku przedszkolnym)... > Irracjonalny, napełniony lękiem imperatyw, ale jakże efektywny i mocny  > Koleżanka studiująca onegdaj geologię opowiada mi czasem o koledze z roku, którego wiara (jedna z odmian chrześcijaństwa) polegała m.in. na <dosłownej wierze w to co napisano w Biblii.> W rozmowach ponoć szybko doszli do miejsca, w którym Biblia datuje nasz świat na niespełna 6 tys. lat. Wg niego Bóg poukładał wszystkie warstwy geologiczne ziemi tylko dlatego, aby "wydawało się", że jest starsza. Po co w takim razie studiował geologię? Aby m.in. przejrzeć zamysł Boskiego Domina.> Na pytanie jednak, po co ta cała gra Boga w ciuciubabkę z człowiekiem.. odpowiedzieć nie umiał  ... no to opowiem Ci o pewnej pani magister biologi - nauczycielki licealnej zresztą. Z jednej strony popierała TE, a z drugiej była głęboko wierząca. I pogodziła obie "opcje". Otóż według niej, zwierzęta ewoluowało aż do formy rodziny człowiekowatych, na czy zakończyły ewolucję. Jako, że nie ma prawie żadnych dowodów, iż gatunek "Homo" ewoluował z australopiteka (czy innego), więc uznała, że tutaj nastąpiła ingerencja "Boga", że stworzył pierwotnego człowieka, który ewoluował już dalej (zgodnie z TE) do obecnej formy... prawda, że bardzo ciekawa koncepcja? "I wilk syty, i owca cała"...  ... kiedyś, przy okazji dyskusji na innym portalu, napisałem wierszydło - własnie z uwzględnieniem jej... hmmm "teorii"... "Ludzka pycha - ewolucja..."
Jeden woła, mocno w sercu wzburzony, "Człowiek z prochu, został stworzony!". Drugi zaś krzyczy - " To pogląd złudny, Od zwierząt to, ewolucji proces trudny". Pewnie spór nierozstrzygnięty zostanie Lecz tutaj mam człeku, proste pytanie, Przecież dzieło mogło być doskonalone, Zaś pierwowzory, na drzewie zostawione. Więc z czegóż to wywodzisz swe prawa, Że "boża technologia" jest Ci tak... znana.> >Tu z płynącą z tego konkluzją radzę uważać. Mam inną koleżankę która dobierała sobie tak lokalizację własnego mieszkania, żeby mieć najbliżej do ulubionego kościoła.... no cóż, dopóki kościół, i droga do niego jest finansowana tylko z jej kieszeni. No i o ile nie przeszkadzają innym, tooo... jej strata i głupota... Oczywiście, nie obrażam jej intelektu w pozostałej części życia...  ... załączam pozdrowienia...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Dla niego to były dwie różne rzeczy, bo tak mu powiedziała> mama (w wieku przedszkolnym)...Myślę, że możesz mieć tu sporo racji. Jak niekiedy różnych ludzi słucham (również na tym forum) to dochodze do wniosku, że początek wiary jest zawsze właśnie taki. Wbrew pozorom nawet u Edyty Stein mógł taki być. Później to już tylko szlify, udoskonalenia mniej czy bardziej racjonalizujące "jedynie słuszną" prawdę. > więc uznała, że tutaj nastąpiła ingerencja "Boga", że> stworzył pierwotnego człowieka, który ewoluował już> dalej (zgodnie z TE) do obecnej formy... prawda, że> bardzo ciekawa koncepcja? "I wilk syty, i owca cała"...  Ale pech ciał, że człowiek tak jakoś ma ponad 98% genów wspólnych z szympansem  z tym że te niespełna 2% może to właśnie zamysł samego Boga? No i tak ta rozmowa może się ciągnąć w nieskończoność. > ... kiedyś, przy okazji dyskusji na innym portalu, napisałem> wierszydło - własnie z uwzględnieniem jej... hmmm "teorii"...> (..)> Więc z czegóż to wywodzisz swe prawa,> Że "boża technologia" jest Ci tak... znanaFajny wierszyk. Końcówka świetna, poruszyłeś w niej esencję objawień i zajwiska nieustannego domyślania się "co Autor miał/ma na myśli". > No i o ile nie przeszkadzają innym, tooo... jej strata> i głupota... Oczywiście, nie obrażam jej intelektu w> pozostałej części życia...  Jest lekarką (w zaden sposób nie obrażając / nie wychwalając lekarek). Lubiłem ją i tak daleko, jak tu między sobą rozmawiamy się nie posunąłem. Ale pokazywałem jej przez pewien czas rózne paradoksy wiary, w tym jeden który nawet ona dostrzegała: niestety byłem od niej większym optymistą niż ona sama, mająca Zbawiciela nieomal na wyciągnięcie ręki. Nauczyłem się jednak, że w rozmowach z wierzącymi są pewne granice, przed którymi czasem trzeba stanąć. Bynajniej nie jest to granica ludzkiej głupoty (którą nawet trzeba forsować) tylko ludzkiej słabości. Jeśli ktoś zainwestował nieomal całą swoją energię w system wartości religijnej, zniszczenie go (nawet jeśli sam się o to natarczywie prosi) może spowodować u niego kryzys, newice, załamanie itp. To jest niestety b. częste u ludzi wrażliwych i otwartych, a złapanych w pułapkę ortodoksyjnej wiary pod groźbą grzechu. Strasznie mi żal takich ludzi.. dopóki oni sobie z tego nie znajdą wyjścia (a zazwyczaj nawet nie szukają) zrobić można naprawdę niewiele, właściwie nic. łącząc pozdrowienia
|
|
| |  | 17 na 17 | liliac (147340 punktów) | >Ateizm nie pyta "czy bóg istnieje?", tylko stawia potężną tezę "bóg nie istnieje" i broni jej całą baterią ciężkiej artylerii naukowych argumentów.
Może twój ateizm. Mój ateizm na teistyczną tezę, wedle której jakiś bóg istnieje, odpowiada "Udowodnij prawdziwość swojego twierdzenia; póki tego nie zrobisz, jest ono bezwartościowe, zatem nie widzę powodów, by się z nim zgadzać czy nawet traktować je poważnie".
Rozsądny ateista raczej nie będzie się wygłupiał, bawiąc się w próby udowadniania nieistnienia czegokolwiek. Może się ewentualnie pobawić w zbijanie co głupszych "argumentów" teistów.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny")
|
|
| | |  | 8 na 8 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Rozsądny ateista raczej nie będzie się wygłupiał, bawiąc się w próby udowadniania nieistnienia czegokolwiek. Może się ewentualnie pobawić w zbijanie co głupszych "argumentów" teistów. Mądrych uwag nigdy dość! Nie wolno dawać się wpuszczać fideistom w kolczasty maliniak ich beztreściowego bełkotu. "Bóg" to pojęcie wyłącznie teistyczne i niech sami teiści w pełni za nie odpowiadają. Ktoś zabierający stanowczy i rozstrzygający głos w temacie ewentualnego realnego desygnatu niezdefiniowanego w sposób rozumny pojęcia jest jednako żałosny gdy gardłuje za istnieniem tego czegoś niezdefiniowanego jak i za jego nieistnieniem.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | >Może twój ateizm. Mój ateizm na teistyczną tezę, wedle której jakiś bóg istnieje, odpowiada "Udowodnij prawdziwość swojego twierdzenia; póki tego nie zrobisz, jest ono bezwartościowe, zatem nie widzę powodów, by się z nim zgadzać czy nawet traktować je poważnie". >Rozsądny ateista raczej nie będzie się wygłupiał, bawiąc się w próby udowadniania nieistnienia czegokolwiek. Może się ewentualnie pobawić w zbijanie co głupszych "argumentów" teistów.
Dokładnie, bo drepczemy w miejscu. Teiści ciągle udają, że - tam gdzie dotąd widzieli bogów/boga już ich/go nie ma, a są/jest oni/on w innym niezbadanym dotąd miejscu, - mają nie wiadomo jakie postacie, moce, umiejętności czyli na pewno nie takie, które zostały udowodnione, że nie ma,
Tak możemy bawić się z dzieckiem, a nie z dorosłym.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Może się ewentualnie pobawić w zbijanie co głupszych "argumentów" teistów.> Dokładnie, bo drepczemy w miejscu. Teiści ciągle udają, że> - tam gdzie dotąd widzieli bogów/boga już ich/go nie ma, a są/jest oni/on> w innym niezbadanym dotąd miejscu,> - mają nie wiadomo jakie postacie, moce, umiejętności czyli na pewno nie takie,> które zostały udowodnione, że nie ma,O tym własnie był niedawno jeden z odcinków House'a (powtarzają 7 sezon). Pacjent (teista) leży w szpitalu i w sposób dowolny tłumaczy sobie własne cierpienie - poddaje się z pokorą a nawet uśmiechem na twarzy "twardym" wyrokom boskim odmawiając leczenia, ale za chwilę sprytny trick lekarza przywracający go do życia (oparty na kłamstwie) traktuje jako "boskie miłosierdzie". Dowolnością interpretacji i tajemniczością Bóg cechowany jest tak łatwo i często, że.. czasem aż mi się wydaje, że teiści w ogóle Go nie znają. Gdy kapitan Wrona wylądawał ponad rok temu na Okęciu bez kół, było to samo: teiści wynajdowali niestworzone powody, dla których się to udało (a to blokada ruchu w dzień święty - samolot stanął na przecięciu dwóch pasów, a to relikwie itp) Mam kolegę w pracy, który bardzo te wszystkie symbole przeżywał.. ale kiedy już trochę mnie zdenerwował i zwróciłem uwagę, że to przecież głównie zasluga kapitana Wrony i logistyki lotniska, a relikwie właściwie grzeją się przy kimś takim (a nie odwrotnie) - nagle stracił chęć dyskusji. Myślę że racjonalizm (i wypływający czasem z niego ateizm ) nie musi stawać w szkranki z teizmem, nie musi wytaczać swoich dział itp. Czasem lekarstwem na dojmującą ludzką głupotę jest zwykły, zdrowy rozsądek (oczywiście dla nas, teiści niech się martwią o siebie  ) pozdrowienia
|
|
| |  | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Ateizm nie pyta "czy bóg istnieje?", tylko stawia potężną tezę "bóg nie istnieje" i broni jej całą baterią ciężkiej artylerii naukowych argumentów.< Nie wyciągaj ciężkiej artylerii dla udowodnienia że "bóg nie istnieje". Artyleria ma to do siebie że musi mieć cel. Chyba że stosujemy zaporę ogniową. Trzeba przed załadowaniem zdefiniować co to ma być ten bóg. Inaczej nie pomoże żadna artyleria ze wsparciem lotnictwa i marynarki wojennej.
|
|
 | 26 na 26 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . >Jak zwykle Fronda popełnia podstawowe i głupawe wręcz błędy. Fronda, tak jak i inne katolickie media nie popełnia tu żadnych błędów. Jest to pismo kierowane do określonego czytelnika i umacniając go w wierze spełnia oczekiwane zapotrzebowanie.
Sądzę, że warto przyjrzeć się całemu arsenałowi różnorodnych broni stosowanych przeciw samodzielnemu myśleniu przez ideologów kościelnych. Każda próba podważenia ideologii racjonalistycznej uważana jest za sukces. Stąd spotkamy (także na naszym forum) np. panteistów zgadzających się nawet na materialność Boga. Zwolenników Boga demiurga. Zwolenników istnienia "czegoś tam" itd. Gdy już zasieją wątpliwości i znajdą punkt zaczepienia zaczyna się Bóg osobowy, zaś po zgodzie na osobowego, zaczyna się Jezus z Trójcą itd.
Zarzucają forumowiczom brak szacunku dla ich poglądów i tolerancji. Nawet niewiedzę i brak kultury. Wszystkie metody dla zwalczenia i rozmiękczania tego "gwoździa w bucie" polskiego Kościoła Katolickiego są dobre.
Natomiast już poza forum jesteśmy wszędzie epitetowani najgorszymi określeniami, jako ludzie stanowiący poważne zagrożenie dla mądrości i moralności społecznej. Tam już nie ma żadnej tolerancji jest sączona w umysły wiernych czysta nienawiść do ateistów, którymi nazywa się wszystkich niepokornych wobec fideizmu.
Pozdrawiam serdecznie, wszystkich niepokornych.
@@@ .
|
|
|  | 5 na 5 | DyktaFon (9281 punktów) | Chciałem dać większego plusa lub kilka, ale się nie dało  Myślę, że powyższa wypowiedź jest trafnym podsumowaniem całej "dyskusji" religiantów z ateistami. Nie można tego lepiej ująć... i powinno się wyciągnąć wnioski z takiego podsumowania: że wszelka dyskusja tylko umacnia rolę religii, podkreśla, że nawet ci wstrętni ateiści biorą na serio wymysły różnych miłośników taniego wina mszalnego sprzed setek i tysięcy lat... i nieudolnie próbują na trzeźwo obalać "podstawy wiary"...
|
|
| |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Myślę, że powyższa wypowiedź jest trafnym podsumowaniem całej "dyskusji" religiantów z ateistami. (...)Bardzo dziękuję. Jesteśmy forum skierowanym głównie do racjonalistycznej inteligencji i wydaje mi się, że właśnie na podłożu racjonalnego myślenia nie powinniśmy się zgadzać na żadne ustępstwa, które są niezgodne z nauką i trzeźwym rozumem. Albo nadrzeczywistość istnieje (i wówczas może przybierać różnorodne formy), albo jej nie ma. To jest alternatywne. Albo albo! (No ostatecznie na istnienie trolli mogę się zgodzić)  Pozdrawiam. @@@ .
|
|
|  | 3 na 3 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | > Fronda, tak jak i inne katolickie media nie popełnia tu żadnych błędów. Jest to pismo kierowane do określonego czytelnika i umacniając go w wierze spełnia oczekiwane zapotrzebowanie.> Sądzę, że warto przyjrzeć się całemu arsenałowi różnorodnych broni stosowanych przeciw samodzielnemu myśleniu przez ideologów kościelnych. Każda próba podważenia ideologii racjonalistycznej uważana jest za sukces. Stąd spotkamy (także na naszym forum) np. panteistów zgadzających się nawet na materialność Boga. Zwolenników Boga demiurga. Zwolenników istnienia "czegoś tam" itd. Gdy już zasieją wątpliwości i znajdą punkt zaczepienia zaczyna się Bóg osobowy, zaś po zgodzie na osobowego, zaczyna się Jezus z Trójcą itd.> Zarzucają forumowiczom brak szacunku dla ich poglądów i tolerancji. Nawet niewiedzę i brak kultury. Wszystkie metody dla zwalczenia i rozmiękczania tego "gwoździa w bucie" polskiego Kościoła Katolickiego są dobre.> Natomiast już poza forum jesteśmy wszędzie epitetowani najgorszymi określeniami, jako ludzie stanowiący poważne zagrożenie dla mądrości i moralności społecznej. Tam już nie ma żadnej tolerancji jest sączona w umysły wiernych czysta nienawiść do ateistów, którymi nazywa się wszystkich niepokornych wobec fideizmu.> Pozdrawiam serdecznie, wszystkich niepokornych.> @@@ Dokładnie. Opisałeś kwintesencję tego jak ja postrzegam ostatnio dyskusję z teistami.Już mnie zaczynają denerwować na Youtube deiści rozpisujacy sie o Chrystusie i wszelkich dogmatach chrześcijaństwa, ale "jestem deistą"  trochę to smutne, że ateiści wychodząc z szafy spowodowali, że teiści udają, że są w innych szafach niż są  Ostatnio dyskutują już ze mną tylko ci co - poszukiwali, - byli szamanistami, buddystami itd., - byli ponoć nawet ateistami, a znowu stali się chrześcijanami. Przynajmniej tyle się udało osiągnąć, że bezmyślni twardogłowi teiści boją się argumentów i wyedukowanych ateistów. Przynajmniej już nie ma obśmiewania, bowiem teiści sami pochodzą z obszarów obecnie znajdujących się na cenzurowanym. Muszę jednak przyznać, że nie dyskutuję z tłumem lub na terenie kościołów lub oaz, więc spotykam sie raczej z tymi, co nie używają już epitetów bezpośrednio do mnie. Może jest za stary, za gruby....  , jednak spotykam się raczej z dyskusją i raczej wycofywaniem w pewnym momencie z dyskusji. I zauważam powolną tendencję u chrześcijan, że wstydzą się swojej Biblii, a przede wszystkim ksenofobicznych, nienawistnych treści. Jest to może też wynikiem z tego, że ja w tej kwestii nie odpuszczam i nie pozwalam na żadne wytłumaczenia typu: - metafory, przenośnie itp. pierdoły, - kontekst - historyczny, językowy, mentalny, religijny itd. - mój ulubiony po prostu robi mi się czasami ciemno przed oczyma jak to słyszę lub czytam. - inne durnoty jakich teraz nie pamiętam, Jest to pewien krok w strone tolerancji i kolejny dowód na ewolucję  , a przynajmniej na dostosowywania do warunków. Teiści próbują sztuczek, bo w argumentacji nie mają szans. Cóż nie jest mi ich szkoda, za dużo razy sam toczyłem dyskusję z wieloma osobami na raz i wspomagajacymi się i zmieniającym tematy, żeby teraz narzekać na wprowadzenie do ich świata odrobiny konkurencji. I żałuje również, że nie mogę dac kilku plusów, bo wypowiedź jest godna.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| |  | | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) |
>Dokładnie. Opisałeś kwintesencję tego jak ja postrzegam ostatnio dyskusję z teistami. Wyżej opisałem Panie Marku, głównie to jak obserwuję od kilku lat dyskusję na naszym forum. Włączam się w tą dyskusję - czasem zbyt jednoznacznie i niegrzecznie, ale zawsze staram się być merytorycznym - i wykazuję matactwa, kłamstwa i bezsensowność wywodów fideistów. Gdy brak (a prawie zawsze im poza wiarą brak) argumentów, to rodzi się agresja, ale to racjonalistyczne forum i tu racjonalne argumenty liczą się najbardziej.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| |  | 1 na 1 | mrSpock (2845 punktów) |
> Dokładnie. Opisałeś kwintesencję tego jak ja postrzegam ostatnio dyskusję z teistami.Już mnie zaczynają denerwować na Youtube deiści rozpisujacy sie o Chrystusie i wszelkich dogmatach chrześcijaństwa, ale "jestem deistą" trochę to smutne, że ateiści wychodząc z szafy spowodowali, że teiści udają, że są w innych szafach niż są  > Ostatnio dyskutują już ze mną tylko ci co> - poszukiwali,> - byli szamanistami, buddystami itd.,> - byli ponoć nawet ateistami,> a znowu stali się chrześcijanami. Przynajmniej tyle się udało osiągnąć, że bezmyślni twardogłowi teiści boją się argumentów i wyedukowanych ateistów. Przynajmniej już nie ma obśmiewania, bowiem teiści sami pochodzą z obszarów obecnie znajdujących się na cenzurowanym.>Youtube to kopalnia takich oryginałów. Ja ostatnio pisałem z gościem który twierdził że ksiądz wygonił z niego demona palenia papierosów. Z buddystką pracowałem ( nawiedzona dziewczyna) ExAteiści też się zdarzają. Nie wiem może faktycznie taki jeden z drugim pod wpływem uderzenia cegły w głowę zobaczył aniołki i uwierzył. Nie mi to oceniać ich sprawa. > Muszę jednak przyznać, że nie dyskutuję z tłumem lub na terenie kościołów lub oaz, więc spotykam sie raczej z tymi, co nie używają już epitetów bezpośrednio do mnie. Może jest za stary, za gruby.... , jednak spotykam się raczej z dyskusją i raczej wycofywaniem w pewnym momencie z dyskusji. I zauważam powolną tendencję u chrześcijan, że wstydzą się swojej Biblii, a przede wszystkim ksenofobicznych, nienawistnych treści. Jest to może też wynikiem z tego, że ja w tej kwestii nie odpuszczam i nie pozwalam na żadne wytłumaczenia typu:> - metafory, przenośnie itp. pierdoły,> - kontekst - historyczny, językowy, mentalny, religijny itd. - mój ulubiony po prostu robi mi się czasami ciemno przed oczyma jak to słyszę lub czytam.> - inne durnoty jakich teraz nie pamiętam,> Jest to pewien krok w strone tolerancji i kolejny dowód na ewolucję , a przynajmniej na dostosowywania do warunków. Teiści próbują sztuczek, bo w argumentacji nie mają szans. Cóż nie jest mi ich szkoda, za dużo razy sam toczyłem dyskusję z wieloma osobami na raz i wspomagajacymi się i zmieniającym tematy, żeby teraz narzekać na wprowadzenie do ich świata odrobiny konkurencji.>Ja też nie dyskutuję w tłumie nie "nauczam" jak kaznodzieja nawracając owieczki. Czasami jednak w małym gronie znajomych lubię zasiać małe ziarno wątpliwości, które na podatnym gruncie ma szanse zakiełkować. Oni owszem wstydzą się swojej Biblii, chociaż wielu też (po za tym co wymieniłeś) wstydzi się tego, że jej zwyczajnie nie zna. Teiści są śliscy zawsze znajdą sobie jakąś niszę, w której będą czuć się dobrze.
|
|
|  | 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >zaczyna się Jezus z Trójcą itd.< Panie Andrzeju, błąd. Jezus w trójcy. Z trójcą jest Maryja co daje kwartet. Można dołożyć Wojtyłę, Ojca Dyrektora.. i łatwo dojdziemy do Marysi i 7 krasnoludków.
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . Gdy już zasieją wątpliwości i znajdą punkt zaczepienia zaczyna się Bóg osobowy, zaś po zgodzie na osobowego, zaczyna się Jezus z Trójcą itd. >>>>zaczyna się Jezus z Trójcą itd. >Panie Andrzeju, błąd. Jezus w trójcy. Z trójcą jest Maryja co daje kwartet. Matematycznie błąd. Faktycznie literówka - miało być "w" wpisałem "z". Można było też napisać: "Jezus w koncepcji Trójcy". Ale sens i tak doskonale Pan załapał: >Można dołożyć Wojtyłę, Ojca Dyrektora.. i łatwo dojdziemy do Marysi i 7 krasnoludków. Tak dokładnie o to chodzi. Każda szczelina zgody powoduje natychmiastowe próby jej rozszerzenia.
PS. Ks. prof. Michał Heller: "Ja się najlepiej modlę wtedy, gdy pracuję nad matematyką. Dlatego że matematyka to absolut, jedyny obszar ludzkiej działalności, który nie został dotknięty grzechem pierworodnym. W matematyce wszystko jest tak, jak powinno być. Nie może być inaczej. Mam poprzednika w Leibnizu, który widział Boga jako wielkiego matematyka. Pewien wybitny uczony matematyk i agnostyk spytał mnie kiedyś, czy Pan Bóg zna matematykę. Nie zna - odpowiedziałem, bo Pan Bóg jest matematyką. Leibniz sądził, że Bóg myśli matematyką. Prawdy matematyczne są Jego myślami. Lubię powiedzenie Leibniza: Dum Deus calculat, mundus fit - Gdy Bóg rachuje, staje się świat.
Teologowie na temat Trójcy napisali tomy i czytając niektóre z nich, denerwowało mnie to, że tam już nie było żadnej tajemnicy. Wszystkie relacje między Ojcem, Synem i Duchem zostały wyjaśnione, funkcje Trzech Osób rozdzielone itd. Wydaje mi się, że Pan Bóg dobrze się bawi (bo ma poczucie humoru), gdy czyta podręczniki teologii. W religii muszą być tajemnice; są one jej koniecznym elementem. Nie usiłuję sobie tłumaczyć tajemnicy Trójcy. Whitehead pisał, że natura rzeczywistości jest matematyczna i nawet w Panu Bogu są jakieś relacje matematyczne - to aluzja właśnie do Trójcy." I co z tego wychodzi? Że matematyka dowodzi, iż jesteśmy "trąby jerychońskie"? ("Prawd" zapisanych w Biblii.) Kto co lubi?
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >"Ja się najlepiej modlę wtedy, gdy pracuję nad matematyką.< Co znaczy najlepiej? Najpłynniej czy najskuteczniej? Co po modlitwie która jest płynna ale nieskuteczna? Najlepiej to chyba wtedy gdy Bóg wysłucha z należytą uwagą. Ale Bóg milczy więc nie wiem skąd to wartościowanie? Zalatuje mi stawianiem się ponad Boga. Kain wiedział po dymie że coś nie gra, ale profesor chyba przy modlitwie nie pali(ł). Kain mógł też użyć mokrego paliwa lub usytuować swoje stanowisko w miejscu o dużej sile wiatrów lub w niszy o słabym dostępie tlenu. (Tą niszę skreślam, ziemia była jeszcze wtedy płaska). Ciekawe czy teologowie już to badali od tej strony? >Dlatego że matematyka to absolut< Kiedyś na wykładzie, bardzo dawno temu, (ja właśnie jestem matematykiem), p.docent dotknął problemu dokładności, brzmiało to mniej więcej tak. Chemicy chlubią się swoją dokładnością. Fizycy śmieją się z dokładności chemików. Matematycy śmieją się z dokładności fizyków. Logicy śmieją się z dokładności matematyków. A z logików śmieją się wszyscy. Matematyka nie jest więc absolutem. Absolutem jest logika. I wszyscy śmieją się z absolutu. Jak się Panu podoba mój wywód? >czy Pan Bóg zna matematykę. Nie zna - odpowiedziałem, bo Pan Bóg jest matematyką.< Bóg nie zna więc siebie? Jak to się ma w odniesieniu do 1 przykazania? >Prawdy matematyczne są Jego myślami< Czyli Bóg myśli że nie ma trójkąta którego suma kątów jest różna od 180°. Nie potrafi takiego stworzyć? > Lubię powiedzenie Leibniza: Dum Deus calculat, mundus fit.Gdy Bóg rachuje, staje się świat.< Ja też lubię to powiedzenie. Bóg zresztą wypowiadał się na temat rachowania, Krk wywiódł z tego całą naukę miłości i moralności seksualnej. Nie pamiętam dokładnie gdzie, chyba w psalmach? Była to tzw. matematyczna zasada miłości:
dosyć pieszczot, porachujem.
>Teologowie na temat Trójcy napisali tomy i czytając niektóre z nich, denerwowało mnie to,że tam już nie było żadnej tajemnicy.< To ciekawe. Nie podał żadnego tytułu, bo z tych co ja czytałem to wszyscy zasłaniali się tajemnicą. >Pan Bóg dobrze się bawi (bo ma poczucie humoru) gdy czyta podręczniki teologii< Niewątpliwie jedno i drugie. Poczuciem humoru wykazał się gdy w postaci Ducha św. dyktował Biblię, szczególnie ST.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . "Ja się najlepiej modlę wtedy, gdy pracuję nad matematyką". >Co znaczy najlepiej? Najpłynniej czy najskuteczniej? Co po modlitwie która jest płynna ale nieskuteczna? Najlepiej to chyba wtedy gdy Bóg wysłucha z należytą uwagą. Ale Bóg milczy więc nie wiem skąd to wartościowanie? Zalatuje mi stawianiem się ponad Boga. Kain wiedział po dymie że coś nie gra, ale profesor chyba przy modlitwie nie pali(ł). Kain mógł też użyć mokrego paliwa lub usytuować swoje stanowisko w miejscu o dużej sile wiatrów lub w niszy o słabym dostępie tlenu. >(Tą niszę skreślam, ziemia była jeszcze wtedy płaska). > Ciekawe czy teologowie już to badali od tej strony? Najbardziej bym chciał, aby sam ksiądz profesor się do nas pofatygował, ale może choć jakiś zwolennik jego poglądów zechciałby ich na naszym forum bronić?
Dlatego że matematyka to absolut >Kiedyś na wykładzie, bardzo dawno temu, (ja właśnie jestem matematykiem), p.docent dotknął problemu dokładności, brzmiało to mniej więcej tak. >Chemicy chlubią się swoją dokładnością. >Fizycy śmieją się z dokładności chemików. >Matematycy śmieją się z dokładności fizyków. >Logicy śmieją się z dokładności matematyków. >A z logików śmieją się wszyscy. >Matematyka nie jest więc absolutem. Absolutem jest logika. I wszyscy śmieją się z absolutu. >Jak się Panu podoba mój wywód? Tak absolutnie, że aż go sobie przepisałem i mam zamiar z niego korzystać.
Teologowie na temat Trójcy napisali tomy i czytając niektóre z nich, denerwowało mnie to,że tam już nie było żadnej tajemnicy. > To ciekawe. Nie podał żadnego tytułu, bo z tych co ja czytałem to wszyscy zasłaniali się tajemnicą. Ksiądz Heller też tajemnice lubi i często się do nich odwołuje, choć dla mnie jest tajemnicą jak on tego swojego Boga w rozumieniu wszechświata upycha.
Pan Bóg dobrze się bawi (bo ma poczucie humoru) gdy czyta podręczniki teologii. >Niewątpliwie jedno i drugie. Poczuciem humoru wykazał się gdy w postaci Ducha św. dyktował Biblię, szczególnie ST. Polemizując z Manichejczykami, którzy wyśmiewali Księgę Rodzaju za jej niespójny opis stworzenia, Augustyn opracował zasadę interpretacji tekstów biblijnych, gdy pojawia się sprzeczność ich dosłownym rozumieniem a "dobrze ustaloną prawdą rozumową". W takich sytuacjach Augustyn zalecał odwoływanie się do interpretacji merytorycznej. [M.Heller, "Ostateczne wyjaśnienia wszechświata"] Chyba już wszystko jasne.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Augustyn opracował zasadę interpretacji tekstów biblijnych, gdy pojawia się sprzeczność ich dosłownym rozumieniem a "dobrze ustaloną prawdą rozumową". W takich sytuacjach Augustyn zalecał odwoływanie się do interpretacji merytorycznej.< Co z tymi co żyli przed Augustynem? Poszli do piekła bo nie wiedzieli jak interpretować i interpretowali również błędnie?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Co z tymi co żyli przed Augustynem? Poszli do piekła bo nie wiedzieli> jak interpretować i interpretowali również błędnie?Odwrotnie: poszli do Nieba i są dziś bliżej Pana niż późniejsi. Przecież za życia mieli gorzej
|
|
| | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | Jeśli wolno wtrącić..
>.. docent dotknął problemu dokładności, brzmiało to mniej więcej tak. >Chemicy chlubią się swoją dokładnością. >Fizycy śmieją się z dokładności chemików. >Matematycy śmieją się z dokładności fizyków. >Logicy śmieją się z dokładności matematyków. >A z logików śmieją się wszyscy. >Matematyka nie jest więc absolutem.
Wynikałoby stąd (jeśli pominąć świetne poczucie humoru stojące za wywodem), że w matematyce nie powinny występować wielkości absolutne (absolutnie dokładne).
Może zatem należy wyeliminować z matematyki pojęcia dokładności zupełnej (tym bardziej, że okazała się nieredukowalna do logiki pomimo usilnych prób))..
Nie zaliczam się co prawda do zawodowych matematyków, ale postawiłbym kilka tez, i podjął się ich obrony na użytek ew. dyskusji: 1. Nie istnieje zero (lecz co najwyżej wielkości nieskończenie małe), 2. Nie istnieją liczby naturalne (lecz co najwyżej ich nieskończone przybliżenia), 3. Równania matematyczne uznaje się za prawdziwe, o ile przyjąć dokładność określenia obiektów w nich występujących za wystarczającą, 4. itp...
Jak się Pan zapatruje na taką próbę od-absolutyzowania matematyki?
>Gdy Bóg rachuje, staje się świat. Przypomina to trochę powiedzenie przypisywane Einsteinowi, jakoby: "Bóg całkował empirycznie". Mnie z kolei kojarzą się te słowa z opinią (bodaj) Churchilla o Amerykanach - brzmiało to mniej-więcej tak: "Amerykanie są bardzo mądrzy, ponieważ zawsze znajdują najwłaściwsze rozwiązania ... pod takim wszak warunkiem, że wcześniej zastosują wszystkie pozostałe".
Dołączam pozdrowienia.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Wynikałoby stąd (jeśli pominąć świetne poczucie humoru stojące za wywodem), że w matematyce nie powinny występować wielkości absolutne (absolutnie dokładne).<Tego wywodu nie należy brać poważnie. Wykład był z algebry a p. docent specjalizował się w teorii grup. Wydzielił świadomie logikę (matematyczną) z matematyki ponieważ inaczej dowcip by nie wyszedł. Mógł też trochę zażartować z kolegów z sąsiedniej katedry. Ale jego anegdotka miała swój morał. Chciał przez to powiedzieć że dążąc do perfekcji narażamy się na śmiech. Każdy nie musi być najmądrzejszy, najładniejszy, najbogatszy, najszczęśliwszy. Te wszystkie naj- są właśnie atrybutami absolutu. I faktycznie narażają absolut na śmieszność ponieważ prowadzą do paradoksów. Moje pytanie dotyczyło poprawności wnioskowania i było żartobliwe. Czy p.Andrzejowi podoba się moje wnioskowanie, nie sam wniosek. Ta nasza paplanina z p.Andrzejem była odpowiedzią na paplaninę ks.profesora. Profesor nie powiedział nic mądrego i my też nic. P. Andrzej stwierdził sarkastycznie że prof. udowodnił matematycznie że jesteśmy trąbami jerychońskimi. Więc udowodniliśmy "metodą" profesora że jego absolut jest śmieszny lub co najmniej wywołuje wesołość. Oczywiście można przyjąć że profesor nie paplał tylko filozofował. Cytat:Siedzę z filozofem w ogrodzie; powtarza on już kolejny raz:"Wiem że jestem drzewem" przy czym pokazuje on na pobliskie drzewo. Podchodzi trzecia osoba i słyszy to, na co mu powiadam: Ten człowiek nie zwariował, on filozofuje. (L. Wittgenstein) W tym sensie my też filozofowaliśmy. Cóż bowiem wynika ze stwierdzenia ks. profesora że podoba mu się konkretne zdanie Leibniza? Nic. Nullkommanull. Dlatego stwierdziłem że mi to zdanie też się podoba, chociaż go wcale nie znałem. Cóż bowiem z tego wynika że mi się podoba? Nullkommanull. Na poważnie to profesor zagalopował się porównując swój absolut do którego się najładniej modli do matematyki. Matematyka jest abstractem i produktem umysłu ludzkiego. Nieopacznie profesor wypaplał że jego absolut jest abstractem, produktem umysłu ludzkiego. Myślę że zabawa w "dowody matematyczne" nie może się udać. Do tego potrzeba symboli. W matematyce nie dowodzi się metodą opisową. Ponadto odbieglibyśmy za daleko od profilu tego forum.
|
|
| | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Tego wywodu nie należy brać poważnie. Wykład był z algebry a p. docent specjalizował się w teorii grup. Wydzielił świadomie logikę (matematyczną) z matematyki ponieważ inaczej dowcip by nie wyszedł. Mógł też trochę zażartować z kolegów z sąsiedniej katedry. Ale jego anegdotka miała swój morał. Chciał przez to powiedzieć że dążąc do perfekcji narażamy się na śmiech. Każdy nie musi być najmądrzejszy, najładniejszy, najbogatszy, najszczęśliwszy.> Te wszystkie naj- są właśnie atrybutami absolutu.Dowcipy, (anegdoty) mogą byś lepsze i gorsze, ale najgorsze stają się po wytłumaczeniu o co w nich chodziło. > I faktycznie narażają absolut na śmieszność ponieważ prowadzą do paradoksów. Moje pytanie dotyczyło poprawności wnioskowania i było żartobliwe. Czy p. Andrzejowi podoba się moje wnioskowanie, nie sam wniosek.Zrozumiałem puentę, poprawności wnioskowania nie dochodziłem. Nie widziałem tu takiej konieczności. > Ta nasza paplanina z p. Andrzejem była odpowiedzią na paplaninę ks.profesora. Profesor nie powiedział nic mądrego i my też nic. P. Andrzej stwierdził sarkastycznie że prof. udowodnił matematycznie że jesteśmy trąbami jerychońskimi. Więc udowodniliśmy "metodą" profesora że jego absolut jest śmieszny lub co najmniej wywołuje wesołość. Oczywiście można przyjąć że profesor nie paplał tylko filozofował.Cytat: Siedzę z filozofem w ogrodzie; powtarza on już kolejny raz:"Wiem że jestem drzewem" przy czym pokazuje on na pobliskie drzewo. Podchodzi trzecia osoba i słyszy to, na co mu powiadam: Ten człowiek nie zwariował, on filozofuje. > (L. Wittgenstein) > W tym sensie my też filozofowaliśmy.Ot i cała nasza filozofia na ten temat. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Dowcipy, (anegdoty) mogą byś lepsze i gorsze, ale najgorsze stają się po wytłumaczeniu o co w nich chodziło.< Jest jeszcze trzeci etap, po wytłumaczeniu trzeba jeszcze zrozumieć tłumaczenie. Przy całym szacunku, czasem mam wrażenie że jest Pan naj-.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . >>>>Dowcipy, (anegdoty) mogą byś lepsze i gorsze, ale najgorsze stają się po wytłumaczeniu o co w nich chodziło.< >Jest jeszcze trzeci etap, po wytłumaczeniu trzeba jeszcze zrozumieć tłumaczenie. Kiedyś mawiano, że ciotka trzy razy śmieje się z dowcipu: Pierwszy raz - gdy jej opowiedzą. Drugi raz - gdy wytłumaczą o co chodziło. Trzeci raz - gdy sama zrozumie. Niektórzy zaś mawiali, iż z bogobojną ciotką, to jest inaczej. Za trzecim razem, to ona się oburza.
>Przy całym szacunku, czasem mam wrażenie że jest Pan naj-. Muszę się przyznać, że tego zdania absolutnie nie rozumiem, gdyż do wielu naj- pretenduję, choć nie do wszystkich chciałbym być zaliczanym. Szczególnie zaś do tych ze względu na szacunek nie dokończonych. Ale co ja biedny tu mogę?
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Pierwszy raz - gdy jej opowiedzą. Drugi raz - gdy wytłumaczą o co chodziło. >Trzeci raz - gdy sama zrozumie. Niektórzy zaś mawiali, iż z bogobojną ciotką, to jest inaczej. Za trzecim razem, to ona się oburza.< Ja znałem ciotkę jako milicjanta. Oficer WP śmiał się raz. Wytłumaczyć sobie nie pozwolił. >Muszę się przyznać, że tego zdania absolutnie nie rozumiem, gdyż do wielu naj- pretenduję, choć nie do wszystkich chciałbym być zaliczanym.< Uważam że jest Pan najbardziej oczytaną osobą na portalu. Uważam również że jest Pan najbardziej nieprzejednanym tropicielem fideistów na forum. Zajęcie które moim zdaniem, Panu nie przystoi. Forum to jest hyde park, każdy ma prawo przyjść i zabrać głos. Ma prawo wyrazić swoje poglądy, które mogą być różne od naszych. Nikt nie powinien być krytykowany za światopogląd. Na tym portalu większość ma już utrwalony światopogląd, odlany w żelbetonie. Wszelka dyskusja jest krótka i jałowa, brak różnicy zdań. Ja osobiście z przyjemnością dyskutuję z osobami o innym światopoglądzie. Wierzący stanowią 4/5 ludzkości. Nie wierzący są więc w mniejszości. Cieszmy się z każdego o innych poglądach, to zapewnia dyskusję. Co do samej dyskusji o religii lub Bogu, uważam że zbyt mało poświęca się uwagi przyczynom powstania religii. Tutaj filozofia i racjonalizm jest nieprzydatny. Trzeba sięgnąć do psychologii religii i neurologii. Gdy kulka na mole widzi sprzeczność w fakcie że ktoś jest wykształcony i wierzący, to to przemilczam. Nie oczekuję od niego żeby zajmował się neurologią. Pan jednak musi stawiać sobie poprzeczkę wyżej. Zagadnienie Boga i wiary ujmować kompleksowo. Tu widzę deficyt w Pana argumentacji. Oczywiście przekonany jestem że nadal będziemy chętnie rozmawiać i może uda się nam wciągnąć do rozmowy Konowała. Wierzący, niewierzący - i tak wszystkich robaki zjedzą.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . Ciotka z dowcipu śmieje się trzy razy.Pierwszy raz - gdy jej opowiedzą. Drugi raz - gdy wytłumaczą o co chodziło. Trzeci raz - gdy sama zrozumie.Niektórzy zaś mawiali, iż z bogobojną ciotką, to jest inaczej.Za trzecim razem, to ona się oburza.> Ja znałem ciotkę jako milicjanta.No właśnie! > Oficer WP śmiał się raz.> Wytłumaczyć sobie nie pozwolił.Dziękuję w imieniu oficerów Wojska Polskiego. (Nigdy w wojsku nie służyłem, choć spotkałem kilku oficerów na uniwersytecie.)> >>>Muszę się przyznać, że tego zdania absolutnie nie rozumiem, gdyż do wielu naj- pretenduję, choć nie do wszystkich chciałbym być zaliczanym.> Uważam że jest Pan najbardziej oczytaną osobą na portalu.Dziękuję, chciałbym, ale znam kilka bardziej. > Uważam również że jest Pan najbardziej nieprzejednanym tropicielem fideistów na forum.Naprawdę fideistów, a ja myślałem, iż głupoty, która najczęściej jest z fideizmem związana i nie ma większego znaczenia, czy będzie to wiara w Jahwe, Jezusa, Adolfa, Józefa i z jaką religią/ideologią będzie powiązana. Choć oczywiście uważam, iż każda wiara ogranicza nas intelektualnie i moralnie. Im jest głębszą (bardziej fundamentalistyczną) tym bardziej. > Zajęcie które moim zdaniem, Panu nie przystoi.Wielokrotnie powtarzam, iż nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami. Osobiście bardzo lubię przekłuwać fideistyczne balony, którym się wydaje, iż stoi za nimi mądrość i prawda. > Forum to jest hyde park, każdy ma prawo przyjść i zabrać głos.Nie do końca. Proponuję przypomnienienie: Prologu serwisu oraz Wprowadzenia> Ma prawo wyrazić swoje poglądy, które mogą być różne od naszych.No właśnie, każdy ma prawo wyrażać poglądy, a nikt nie ma prawa ich krytykować? Dziwne to byłoby forum. Ja swoje poglądy przedstawiam tu pod krytykę i gdy jest celną, to jestem niezmiernie wdzięcznym wszystkim krytykującym. > Nikt nie powinien być krytykowany za światopogląd.Zaraz, zaraz! A to nie za łatwe przejście od szacunku dla człowieka do szacunku dla głupoty? Czy Pańskim zdaniem światopoglądy nie powinny podlegać krytyce i wszystkie się Panu tak podobają? A już w tym poście zwątpił Pan w światopogląd milicjanta i oficera WP. (Czy na pewno tu krytykował Pan ich światopogląd, a nie zwyczajną głupotę? Cienka nieraz ta granica.)Nie - proszę szanownego Pana - światopoglądy zdecydowanie powinny podlegać krytyce i to forum zostało powołane właśnie po to, aby krytykować irracjonalne postawy i fideistyczne poglądy, a portal wprost promuje racjonalizm. > Na tym portalu większość ma już utrwalony światopogląd, odlany w żelbetonie.Nie chcę wypowiadać się o światopoglądzie innych, choć niektóre osoby sobie bardzo tu cenię. Natomiast mój światopogląd w przeciwieństwie właśnie od większości fideistycznych (wlanych) indoktrynowanych w dzieciństwie jest światopoglądem wykutym. Właśnie - choćby już przez to, co Pan zauważył - przez oczytanie. A wszystko co czytałem - nawet gdybym kilka razy musiał wracać - musiałem zrozumieć i samodzielnie przemyśleć. Tak mam zdecydowanie ugruntowany światopogląd, ale nikt mi go nie odlał w żelbetonie, tylko zdobyłem go sam. Powiem więcej, gdy ktoś przedstawi racjonalne argumenty chętnie go zmienię. > Wszelka dyskusja jest krótka i jałowa, brak różnicy zdań.Miałem tu - co najmniej - kilka poważnych i ciekawych rozmów. > Ja osobiście z przyjemnością dyskutuję z osobami o innym światopoglądzie.Ja dyskutuję tylko z tymi osobami, z którymi dyskusja jest możliwa i sensowna. Na inne szkoda mi czasu. Mało interesuje mnie wtedy światopogląd, a bardzo inteligencja i wiedza. > Cieszmy się z każdego o innych poglądach, to zapewnia dyskusję.Zdecydowanie się tu z Panem nie zgadzam. Głupców jest przytłaczają większość. Nie dajmy się głupocie zdominować i o czym z głupcem dyskutować? > Co do samej dyskusji o religii lub Bogu, uważam że zbyt mało poświęca się uwagi przyczynom powstania religii. Tutaj filozofia i racjonalizm jest nieprzydatny. Trzeba sięgnąć do psychologii religii i neurologii.To otwarte forum i każdy rozmawia o tym o czym chce i o czym może. Ale najlepiej rozmawiać, gdy zna się fakty. Mnie nie chce się szukać, ale znalazłem tu bardzo poważnych rozmówców o psychologii i neurologii oraz przyczynom powstawania religii: www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,15061Moim zdaniem - racjonalizm jest nie tylko przydatnym, ale wręcz koniecznym do poważnych rozmów. > Gdy kulka na mole widzi sprzeczność w fakcie że ktoś jest wykształcony i wierzący, to to przemilczam. Nie oczekuję od niego żeby zajmował się neurologią. Pan jednak musi stawiać sobie poprzeczkę wyżej. Zagadnienie Boga i wiary ujmować kompleksowo. Tu widzę deficyt w Pana argumentacji.Proponuję jednak zapoznać się z moim dorobkiem na tym forum i spróbować! Może intelektualnie jednak dostoję Panu i to pomimo dostrzeżonego tu przez Pana deficytu. Przynajmniej spróbuję! Parę osób tu też ma coś ciekawego na ten temat do powiedzenia. Wiem, gdyż już tu wielokrotnie na te tematy rozmawialiśmy. > Oczywiście przekonany jestem że nadal będziemy chętnie rozmawiać i może uda się nam wciągnąć do rozmowy Konowała.Życzę sukcesów! Mnie z Panem Konowałem wcale nie chce się rozmawiać i to wcale nie z powodu całego jego światopoglądu, czy poszczególnych poglądów. Ale gdy Pan lubi, to otwarte forum. Natomiast z Panem - też niezależnie od Pańskiego światopoglądu - porozmawiam chętnie. Na takiej wymianie poglądów możemy obaj skorzystać, nawet zupełnie nie zgadzając się z sobą. > Wierzący, niewierzący - i tak wszystkich robaki zjedzą.Nieprawda! Niektórzy będą zbawieni. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | -3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Naprawdę fideistów, a ja myślałem, iż głupoty, która najczęściej jest z fideizmem związana i nie ma większego znaczenia, czy będzie to wiara w Jahwe, Jezusa, Adolfa, Józefa i z jaką religią/ideologią będzie powiązana.<Ustalmy tak: wiara-->religia-->Kościół. Trzy oddzielne ogniwa jednego łańcuszka. Ogniwa te nie zawsze są połączone. Moja teza: wiara uskrzydla, religia zniewala. > Choć oczywiście uważam, iż każda wiara ogranicza nas intelektualnie i moralnie.<Wierzący żyją dłużej, zdrowiej. Doznają spontanicznych uzdrowień. Nie Bóg uzdrawia, uzdrawia wiara w Boga. W tym miejscu ewangelia ma rację. Dlaczego wobec powyższego wiara ma być zła? Wiara nie ma żadnego związku z moralnością jednostki. Wierzący i niewierzący są w równym stopniu moralni i amoralni. Dlaczego uważa Pan że wiara ogranicza nas intelektualnie? Istnieje jakiś związek przyczynowo-skutkowy? > Osobiście bardzo lubię przekłuwać fideistyczne balony, którym się wydaje, iż stoi za nimi mądrość i prawda.<Fideistów można znaleźć chyba tylko w małych sektach, np. u SJ. Z moich obserwacji przeciętny chrześcijanin w sytuacjach konfliktowych wybiera rację rozsądku. > Nie do końca. Proponuję przypomnienienie: Prologu serwisu oraz WprowadzeniaTego wcześniej nie czytałem. Jest mowa o ściganiu fobii, ta może dotyczyć zarówno wierzących jak i niewierzących. W drugim linku jest mowa o Nietzsche jako patronie racjonalizmu. Niektóre jego prace zaliczane są do irracjonalizmu. > No właśnie, każdy ma prawo wyrażać poglądy, a nikt nie ma prawa ich krytykować?<Oczywiście że ma prawo. Nie zostałem zrozumiany. Można krytykować racje bądź argumenty stojące za nimi. Możemy krytykować elementy antyhumanitarne w poszczególnych religiach, ich szkodliwy i destrukcyjny wpływ na społeczeństwa. Należy obowiązkowo krytykować Kościoły które zawsze były i są kapitalistycznymi korporacjami handlu grzechem. Ale krytykować Kowalskiego za to że wierzy w absolut to chyba nie mamy prawa tak długo, dopóki Kowalski swoim zachowaniem wynikającym z jego światopoglądu, nie naruszy w jakiś sposób naszych praw. > Zaraz, zaraz! A to nie za łatwe przejście od szacunku dla człowieka do szacunku dla głupoty?< Wiara nie jest ani głupia ani mądra. Wiara jest wiarą, niczym więcej. Ogłupiająca może być religia gdy np. z wiary w stwórcę tworzy zarazem odkupiciela do którego trzeba pełzać na kolanach żeby go udobruchać, jej konstrukcja absolutu, to prawda. Czy wszystkie bez wyjątku religie są szkodliwe, czy może tylko te wielkie monoteistyczne z którymi mamy na co dzień do czynienia? Nie znam ich i jest ich za dużo. Ale nie wykluczam że jest wśród nich religia o pozytywnych wartościach. > Czy Pańskim zdaniem światopoglądy nie powinny podlegać krytyce i wszystkie się Panu tak podobają?<Każdy światopogląd może być szkodliwy jeżeli zostanie nadużyty. Ale to nie jest wina światopoglądu. Ja się chętnie podpiszę pod hasłem "Zero tolerancji dla pedofilów". "Zero tolerancji dla inaczej myślących" - pod tym się nie podpisuję. > Nie - proszę szanownego Pana - światopoglądy zdecydowanie powinny podlegać krytyce i to forum zostało powołane właśnie po to, aby krytykować irracjonalne postawy i fideistyczne poglądy, a portal wprost promuje racjonalizm.<Pod tym linkiem znalazłem taki tekst: Cytat: Wśród zwolenników racjonalizmu znajdują się zarówno ateiści, jak i agnostycy oraz deiści i teiści. oraz Cytat:Racjonalizm sam w sobie nie potępia innych norm etycznych ani systemów ideologicznych, światopoglądowych czy religijnych - charakteryzuje się najczęściej tolerancją i neutralnym do nich podejściem, ale sprzeciwia się ich odgórnemu narzucaniu i brakowi tolerancji wobec poglądów jednostki. Jak można odróżnić fideistów od deistów i teistów na podstawie ich paru postów? To mnie bardzo interesuje. > Tak mam zdecydowanie ugruntowany światopogląd, ale nikt mi go nie odlał w żelbetonie, tylko zdobyłem go sam. Powiem więcej, gdy ktoś przedstawi racjonalne argumenty chętnie go zmienię.<Pisząc o żelbetonie miałem na myśli wojujący ateizm który przynosi więcej szkody niż pożytku i nie pomaga tylko szkodzi w realizacji celów jakie postawił sobie ten portal. > Moim zdaniem - racjonalizm jest nie tylko przydatnym, ale wręcz koniecznym do poważnych rozmów.<Do rozmów jako takich. Przy argumentacji za jednym lub przeciw innemu światopoglądowi racjonalna argumentacja jest nieprzydatna z tego powodu że przyjęcie określonego światopoglądu nie wynika z logicznej argumentacji. Inne czynniki odgrywają rolę przy wyborze, w tym również intuicja którą racjonalizm odrzuca. Dopiero w następnej fazie ratio służy umocnieniu wyboru. > Natomiast z Panem - też niezależnie od Pańskiego światopoglądu - porozmawiam chętnie.<Przyznam się Panu, ja jestem osobą wierzącą. Wierzę że ta kolejka do kasy do której ustawiam się w markecie, zawsze posuwa się najwolniej. W absolut nie wierzę i będę żył przez to krócej. > Na takiej wymianie poglądów możemy obaj skorzystać, nawet zupełnie nie zgadzając się z sobą.<Cieszy mnie i dlatego proponuję mały eksperyment. Z braku znaków, umieszczę w następnym poście tekst, bez podawania autora oraz dalszej części - jest to recenzja pewnej książki, dalszą część oraz o jaką książkę chodzi zdradzę później - i poproszę Pana o zajęcie stanowiska. Tekst dotyczy zagadnienia wiary. > Nieprawda! Niektórzy będą zbawieni.<Wie Pan, gdy w moich rozmowach z katolikami pytam się jak oni konkretnie wyobrażają sobie życie po drugiej stronie, odpowiadają mi: "Ja nie wiem czy tam w ogóle jest jakieś życie". Bardzo racjonalna postawa moim zdaniem.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | >>>>Naprawdę fideistów, a ja myślałem, iż głupoty, która najczęściej jest z fideizmem związana i nie ma większego znaczenia, czy będzie to wiara w Jahwe, Jezusa, Adolfa, Józefa i z jaką religią/ideologią będzie powiązana.
>>>>każda wiara ogranicza nas intelektualnie i moralnie. >Ustalmy tak: wiara-->religia-->Kościół. Trzy oddzielne ogniwa jednego łańcuszka. Ogniwa te nie zawsze są połączone. Nie zgadzam się na uogólnienie tego łańcuszka. Tak się zdarza, ale kończyć się może np. partią i Komitetem Centralnym. Są także wierzący nie związani z żadnymi instytucjami, mający swoje własne koncepcje.
>Moja teza: wiara uskrzydla, religia zniewala. Zaś moje "wyznanie wiary" doskonale opisał red. Izdebski: Wiara w niewiarę
Czasem spotykamy się ze zdziwieniem, że ateista się nawrócił, a tak naprawdę on tylko zmienił wyznanie. Przed tym wierzył, że Boga nie ma, a teraz wierzy, że On jest. Jeszcze niedawno spotykaliśmy się z "osobistymi wrogami Pana Boga" walczącymi z wszelkimi przejawami religijności i gnębiącymi ludzi za udział obrządkach. Dzisiaj ci sami, z nie mniejszym zapałem, prześladują jednostki, indyferentne religijnie, pragnące w praktyce przestrzegać rozdziału kościołów od państwa.
Do wszelakiej działalności społeczno-politycznej oraz wszystkich idei podchodzę dosyć krytycznie, uważając, że w praktyce życia nie jest możliwe pełne osiągnięcie jakiegokolwiek ideału. Czy mając tak krytyczne podejście do rzeczywistości mogę nazwać się sceptykiem? Chyba nie, gdyż - na przykład - mocno wierzę (lub jestem głęboko przekonanym), że poprawa bytu ludzi społecznie dyskryminowanych jest możliwa. Zgodnie z tym poglądem znajomi "pragmatycy" nazywają mnie wierzącym idealistą. Znowu, z tym określeniem nie zgadzają się ci, którzy wierzą w Boga i nazywają mnie niewierzącym, I już wydawałoby się, że zostałem sklasyfikowany, ale po chwili otrzymuję od nich pytanie: - "Nie wierzysz w Boga? No to trudno, niektórzy już tak mają, ale powiedz - w co wierzysz? Bo wierzyć w "coś" koniecznie trzeba".
Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.
>Wierzący żyją dłużej, zdrowiej. Doznają spontanicznych uzdrowień. Nie Bóg uzdrawia, uzdrawia wiara w Boga. W tym miejscu ewangelia ma rację. Dowody, szanowny Panie, dowody? Przypominam, że dyskusji na ten temat na naszym forum już było wiele i nikt dowodów nie przedstawił.
>Dlaczego wobec powyższego wiara ma być zła? Gdyż >>>>każda wiara ogranicza nas intelektualnie i moralnie. >Wiara nie ma żadnego związku z moralnością jednostki. Wierzący i niewierzący są w równym stopniu moralni i amoralni. Statystycznie tak (choć o dziwo z minimalną przewagą przewagą niewierzących), ale mnie chodziło tu o usprawiedliwianie zła. W imię Bogów i religii uczyniono najwięcej ludzkiego zła. Szkoda przypominać choćby historię chrześcijaństwa, nazizmu i stalinowskiego komunizmu.
>Dlaczego uważa Pan że wiara ogranicza nas intelektualnie? Istnieje jakiś związek przyczynowo-skutkowy? To zupełnie proste. Wiara ma patent na prawdę i udziela prostych odpowiedzi na każdy temat. Jest to przyczyną wprost tego, że ludzie prości wprost nienawidzą nauki. Nienawidzą jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie". Zaś ludzie inteligentni o dużej wiedzy dokonują przeróżnych popisów intelektualnej ekwilibrystyki, aby pogodzić fantastyczne mity z dorobkiem nauki. Jest to ograniczenie intelektualne zależne od głębokości wiary, ale sięgające aż do fundamentalistycznych psychoz.
Pisałem na te tematy na naszym forum już wielokrotnie przedstawiając sporo racjonalnych argumentów.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Fideistów można znaleźć chyba tylko w małych sektach, np. u SJ.Moje rozumienie fideizmu jest filozoficzne: Fideizm pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi. Według którego fideistą jest każdy kto stawia wiarę wyżej doświadczenia naukowego. > Z moich obserwacji przeciętny chrześcijanin w sytuacjach konfliktowych wybiera rację rozsądku.Tak www.waweur(*)s/dokumenty/dyskusja170309.pdf ale co z tego wynika. > >>>No właśnie, każdy ma prawo wyrażać poglądy, a nikt nie ma prawa ich krytykować?<> Oczywiście że ma prawo. Nie zostałem zrozumiany. Można krytykować racje bądź argumenty stojące za nimi. Możemy krytykować elementy antyhumanitarne w poszczególnych religiach, ich szkodliwy i destrukcyjny wpływ na społeczeństwa. Należy obowiązkowo krytykować Kościoły które zawsze były i są kapitalistycznymi korporacjami handlu grzechem. Ale krytykować Kowalskiego za to że wierzy w absolut to chyba nie mamy prawa tak długo, dopóki Kowalski swoim zachowaniem wynikającym z jego światopoglądu, nie naruszy w jakiś sposób naszych praw.Znowu o czym Pan tu mówi? Mnie gucio interesują prywatne poglądy pana Konowala, ale na forum, to on przedstawia swoje poglądy pod publiczną krytykę i ja krytykuję głupotę w tych poglądach zawartą, a nie uroczego skądinąd pana Konowala. Kościoły to miliony "Kowalskich" i głównie należy krytykować działania ludzi tworzących instytucję i ich poglądy, a nie wyabstrahowaną ideę. Mam historycznie uzasadnioną obawę, że wszyscy, którzy opierają swoje poglądy na wierze są zagrożeniem dla demokracji i mojej wolności. (Oczywiście zależy to też od tego ile osób podziela ich poglądy i jak silną jest ich wiara.)> Wiara nie jest ani głupia ani mądra. Wiara jest wiarą, niczym więcej.To Pańskie zdanie. Ja wychodząc z encyklopedycznych definicji: pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_(psychologia) oraz pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_religijna mam inne. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie. > Ogłupiająca może być religia gdy np. z wiary w stwórcę tworzy zarazem odkupiciela do którego trzeba pełzać na kolanach żeby go udobruchać, jej konstrukcja absolutu, to prawda.Znam chrześcijaństwo na poziomie ich kapłanów i nie zauważyłem, aby to było ogłupiające. Znam też trochę inne religie oraz komunizm i faszyzm, to powianiem być już głupcem całkowitym. Nie. szanowny Panie, to nie religia jest ogłupiająca a właśnie wiara. > Każdy światopogląd może być szkodliwy jeżeli zostanie nadużyty. Ale to nie jest wina światopoglądu.No właśnie, już tu przeczy Pan sam sobie. Tak, zgadzam się do szkodliwości światopoglądu konieczną jest wiara, im jest głębszą tym światopogląd jest groźniejszym. > Ja się chętnie podpiszę pod hasłem "Zero tolerancji dla pedofilów".> "Zero tolerancji dla inaczej myślących" - pod tym się nie podpisuję.Ja mam większe wymagania i o ile zgodzę się na całkowity brak tolerancji dla pedofilskich czynów, to dla samych pedofilów jakiegoś tam usprawiedliwienia bym jednak szukał. Jak długo jestem na tym forum, tak długo nawołuję do samodzielnego myślenia i twierdzę, że lepiej samodzielnie mylić, niż z wszystkimi klepać tą samą rację. Dlatego wysoko sobie cenię wszelkich heretyków. Dlatego uważam, że tu dokonuje Pan próby manipulacji moimi twierdzeniami. Zdecydowanie natomiast uważam, że "Zero tolerancji dla głupoty", "Zero tolerancji dla nie podlegających krytyce twierdzeń". > Jak można odróżnić fideistów od deistów i teistów na podstawie ich paru postów?Proszę szanownego Pana, gdy prawie całe zawodowe życie poświęciło się merytorycznej obróbce tekstów - cudzych i własnych, to zapewniam Pana, że pewnych ocen można dokonać szybciej. > To mnie bardzo interesuje.A mnie wcale. Nie oceniam ludzi na podstawie ich poglądów, tylko sprawności intelektualnej. Nie ważne jakie mamy poglądy, tylko jak potrafimy ich bronić. Tak, wprost nienawidzę głupoty, a najbardziej tej napuszonej uważającej, że tylko oni mają rację, gdyż są depozytariuszami Prawdy. Taka głupota w znakomitej większości przypadków jest z wiarą połączona. > >>>Moim zdaniem - racjonalizm jest nie tylko przydatnym, ale wręcz koniecznym do poważnych rozmów.<> Do rozmów jako takich. Przy argumentacji za jednym lub przeciw innemu światopoglądowi racjonalna argumentacja jest nieprzydatna z tego powodu że przyjęcie określonego światopoglądu nie wynika z logicznej argumentacji. Inne czynniki odgrywają rolę przy wyborze, w tym również intuicja którą racjonalizm odrzuca. Dopiero w następnej fazie ratio służy umocnieniu wyboru.Proszę Pana, uważam że inteligentni ludzie swój światopogląd (po pierwszej fazie kształtowania naszej osobowości w latach 0 - 6) budują sobie sami. Moje (i nie tylko moje publikacje) na tym forum służą tylko dostarczeniu argumentów ludziom poszukującym (samodzielnie budującym swój światopogląd). Dlatego np. jest dla mnie mało ważnym, czy Pan Konowal czyta moje wypowiedzi - ważne, że czytane są przez sporą grupę myślących samodzielnie czytelników. PS. W dyskusji w nowym wątku chętnie wezmę udział. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | Panie Andrzeju, zaczynamy eksperyment. To wspomniany tekst.
"Dlaczego ludzie wierzą w Boga? Nie ma żadnego naukowego dowodu jego egzystencji. Mimo tego według najnowszych badań, 80% ludności świata podaje się za wierzących. Wierzą w istotę wyższą, pewien rodzaj drugiej strony. Modlą się, tańczą i spotykają się z innymi ludźmi w określonym miejscu żeby świętować nabożeństwo. Cztery piąte ludzkości: to jest godna uwagi wysoka liczba -i jest ona stabilna. Jeszcze w 19- tym stuleciu większość naukowców zakładała, religia jest fenomenem wymierającej kultury, zabobonem niewykształconych w Europie, pocieszeniem dla niecywilizowanej reszty świata. Wydawało się, to jest tylko kwestia czasu i większość ludności przyłączy się do naukowego obrazu świata. Te oczekiwania się nie spełniły. Nawet najnowocześniejszy kraj świata, USA, pozostał jednym z najbardziej religijnych obszarów w ogóle. Sekularna Europa jest wyjątkiem który potwierdza regułę , świat jest zanurzony w wierze. Ludzie trwają przy religii. Gdy ateiści próbują wyjaśnić ten fakt, niektórzy z nich skłaniają się do polemiki, z bezradności nad faktem którego nie potrafią zrozumieć.
Religia utrzymuje się przez tysiąclecia.
Richard Dawkins, brytyjski biolog i antyreligijny wojownik, napisał na ten temat, mającą duży wpływ książkę pt. "Bóg urojony" i mówi o "umysłowym Virusie" który w głowach ludzkości wywołuje tyle zła. Również Christopher Hitchens, sławny amerykański publicysta, pisze bestseller który nie pozostawia wątpliwości : "Bóg nie jest wielki. Jak religia wszystko zatruwa". Ale czy to zaangażowanie posuwa nas do przodu? Już sama liczba wiernych utrudnia potraktowanie religii jako błahostki. Co przyciągało ludzi przez tysiąclecia nie może być przecież szkodliwe - inaczej ludzie już dawno zrezygnowaliby z niej. Większość rzeczy nieprzydatnych, kiedyś zanika. Najwyraźniej religia do nich nie należy."
|
|
| | | | | | | | | | | |  | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Panie Andrzeju, zaczynamy eksperyment. To wspomniany tekst. >"Dlaczego ludzie wierzą w Boga? Nie ma żadnego naukowego dowodu jego egzystencji. Mimo tego według najnowszych badań, 80% ludności świata podaje się za wierzących. Wierzą w istotę wyższą, pewien rodzaj drugiej strony. Modlą się, tańczą i spotykają się z innymi ludźmi w określonym miejscu żeby świętować nabożeństwo. Cztery piąte ludzkości: to jest godna uwagi wysoka liczba -i jest ona stabilna. Jeszcze w 19- tym stuleciu większość naukowców zakładała, religia jest fenomenem wymierającej kultury, zabobonem niewykształconych w Europie, pocieszeniem dla niecywilizowanej reszty świata. Wydawało się, to jest tylko kwestia czasu i większość ludności przyłączy się do naukowego obrazu świata. Te oczekiwania się nie spełniły. Nawet najnowocześniejszy kraj świata, USA, pozostał jednym z najbardziej religijnych obszarów w ogóle. Sekularna Europa jest wyjątkiem który potwierdza regułę , świat jest zanurzony w wierze. Ludzie trwają przy religii. Gdy ateiści próbują wyjaśnić ten fakt, niektórzy z nich skłaniają się do polemiki, z bezradności nad faktem którego nie potrafią zrozumieć. > Religia utrzymuje się przez tysiąclecia.Richard Dawkins, brytyjski biolog i antyreligijny wojownik, napisał na ten temat, mającą duży wpływ książkę pt. "Bóg urojony" i mówi o "umysłowym Virusie" który w głowach ludzkości wywołuje tyle zła. Również Christopher Hitchens, sławny amerykański publicysta, pisze bestseller który nie pozostawia wątpliwości : "Bóg nie jest wielki. Jak religia wszystko zatruwa". Ale czy to zaangażowanie posuwa nas do przodu? Już sama liczba wiernych utrudnia potraktowanie religii jako błahostki. Co przyciągało ludzi przez tysiąclecia nie może być przecież szkodliwe - inaczej ludzie już dawno zrezygnowaliby z niej. Większość rzeczy nieprzydatnych, kiedyś zanika. Najwyraźniej religia do nich nie należy."
Właśnie trafiłem na polecenie p. moderator nawołującej do zamknięcia wątku. Przenosimy więc dyskusję na nowy wątek - randka w ciemno. >
The Christian says: I'm guilty
|
|
| | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | Nie wiem o co chodzi, ale dam "+" za udział w dyskusji z panem Bogusławskim 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Nie wiem o co chodzi, ale dam "+" za udział w dyskusji z panem Bogusławskim  Gratuluję panu Nietsche. Plus od pana Konowala, to dopiero uznanie. @@@
Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie. .
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Artur@R (7115 punktów) | > > Nie wiem o co chodzi, ale dam "+" za udział w dyskusji z panem Bogusławskim  > Gratuluję panu Nietsche. Plus od pana Konowala, to dopiero uznanie.<  Panie Andrzeju, to nie "+" dla Nietsche to "minus" dla Pana , ale Panu, Konowal bał się go kliknąć.  Takie zachowanie konusa, próba kopania po kostkach, z bezsilności, "zza zasłony", hipotetycznych kolegów - śmieszne i żałosne zarazem. Trudno, niestety, nie odnieść wrażenia, iż bezmózgowie jest newralgiczną wadą nie tylko płodu. 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | > Panie Andrzeju, to nie "+" dla Nietsche to "minus" dla Pana , ale Panu, Konowal bał się go kliknąć.  Nie bałem się, ale po pierwsze nie daje minusów za przekonania tylko za wypowiedzi chamskie, nadmiernie obraźliwe itp. Od jakiegoś czasu nie czytam wypowiedzi p. Bogusławskiego gdyż moim zdaniem nie da się z nim dyskutować i stąd wynika po drugie - jak nie czytam to nie mogę się odnieść na + czy na - do wypowiedzi. Stąd też wynika + dla dyskutanta pana Bogusławskiego. CO zaś do kopania zza zasłony to widzę że pan jest w tym mistrzem.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Od jakiegoś czasu nie czytam wypowiedzi p. Bogusławskiego> gdyż moim zdaniem nie da się z nim dyskutowaćNietsche jednak to potrafi. Można by wnioskować, że panu ta umiejętność imponuje ? > i stąd wynika po drugie - jak nie czytam to nie mogę się odnieść na> + czy na - do wypowiedzi.A szkoda, bo naprawdę dużo pan traci. Sam to po sobie wiem, jakie by to było dla mnie zubażające..  miłego dnia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | >> Od jakiegoś czasu nie czytam wypowiedzi p. Bogusławskiego >> gdyż moim zdaniem nie da się z nim dyskutować >Nietsche jednak to potrafi. Można by wnioskować, że panu ta umiejętność imponuje ? Imponuje to za duże słowo. Ot taki wyraz dobrego nastroju z mojej strony.
>A szkoda, bo naprawdę dużo pan traci. No cóż ja to widziałem inaczej.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > Nietsche jednak to potrafi. Można by wnioskować, że panu ta umiejętność imponuje ?> Imponuje to za duże słowo. Ot taki wyraz dobrego nastroju z mojej strony.Czasem miewam podobne nastroje gdy kogoś, kogo w przypływie emocji świadomie oceniałem nisko - podświadomie doceniam.. > > A szkoda, bo naprawdę dużo pan traci.> No cóż ja to widziałem inaczej.Bywa. Jednak co 24h nowy dzień wstaje  łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > Bywa. Jednak co 24h nowy dzień wstaje  ale rok co 365 dni 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > Bywa. Jednak co 24h nowy dzień wstaje  > ale rok co 365 dni  No, szkoda że Pan Bóg (i jego owieczki) czasem tak nierychliwy jest  ale ok.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . >Od jakiegoś czasu nie czytam wypowiedzi p. Bogusławskiego, gdyż moim zdaniem nie da się z nim dyskutować. >>>>Nietsche jednak to potrafi. Można by wnioskować, że panu ta umiejętność imponuje ? >Imponuje to za duże słowo. Ot taki wyraz dobrego nastroju z mojej strony. >>>>A szkoda, bo naprawdę dużo pan traci. >No cóż ja to widziałem inaczej. Ma Pan zdecydowanie rację - szanowny Panie Konowal - Pan tu nic nie traci. Niewiele potrafi Pan zrozumieć z moich wywodów - poza tym, że nie mam szacunku ani dla jego wiedzy, ani poglądów, ani inteligencji i związanej z tym umiejętności racjonalnego myślenia. Rozmowa ze mą to dla dla Pana tylko frustracje oraz podenerwowanie bez intelektualnych korzyści, gdyż Pan i tak wie lepiej, tyle tylko, że nie potrafi Pan tak dobrze tego wyrazić na nie sprzyjającym Panu światopoglądowo forum. Tak, ma Pan rację nie czytając moich wypowiedzi, choć przyznam się, że ja tak bym nie potrafił.
@@@
Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie. .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | > Nie bałem się, ale po pierwsze nie daje minusów za przekonania tylko za wypowiedzi chamskie, nadmiernie obraźliwe itp. Od jakiegoś czasu nie czytam wypowiedzi p. Bogusławskiego gdyż moim zdaniem nie da się z nim dyskutować i stąd wynika po drugie - jak nie czytam to nie mogę się odnieść na + czy na - do wypowiedzi. Stąd też wynika + dla dyskutanta pana Bogusławskiego.<"Twoja logika" jest powalająca, odlotowa wręcz, a przede wszystkim "ko..smiczna". Ty sam jesteś "ko..smiczny", przepełnia Cię ta sama materia, która w ponad 90% wypełnia Wszechświat (ufam, że wiesz jaka?) > CO zaś do kopania zza zasłony to widzę że pan jest w tym mistrzem.<...bo kopać też trzeba umieć Konowale. (choć moja uwaga miła charakter ogólny -Ty byłeś jedynie "przykładam i inspiracją")  EOT
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | No tak brak argumentów to zabieramy się za obrażanie - typowe dla pana.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . Pan Konowal: Nie wiem o co chodzi, ale dam "+" za udział w dyskusji z panem Bogusławskim> >>>Gratuluję panu Nietsche. Plus od pana Konowala, to dopiero uznanie.> Panie Andrzeju, to nie "+" dla Nietsche to "minus" dla Pana , ale Panu, Konowal bał się go kliknąć.  > Takie zachowanie konusa, próba kopania po kostkach, z bezsilności, "zza zasłony", hipotetycznych kolegów - śmieszne i żałosne zarazem.> Trudno, niestety, nie odnieść wrażenia, iż bezmózgowie jest newralgiczną wadą nie tylko płodu.  Plus plusem, ale najbardziej podobało mi się, to często spotykane u naszych ideowych przeciwników: Nie wiem o co chodzi, ale .... i tu cała litania jak to jesteśmy źli, nietolerancyjni, niekulturalni, ich Bóg i tak nas kocha, a oni dla Boga i dla nas się poświęcają i na ich mądrości i jedynie słuszną Prawdę nawracają. PS. Pan Nietsche, to sporo plusów także ode mnie otrzymał, gdyż to inteligentny o dużej wiedzy forumowicz. Jak każdemu z nas może mu się zdarzyć, że czegoś do końca nie zrozumie lub nie wyrazi się dokładnie tak jak chciał, ale na Boga wolę po stokroć coś z nim zgubić, niż z panem Konowalem znaleźć.Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Artur@R (7115 punktów) | >Plus plusem, ale najbardziej podobało mi się, to często spotykane u naszych ideowych przeciwników: Nie wiem o co chodzi, ale .... i tu cała litania jak to jesteśmy źli, nietolerancyjni, niekulturalni, ich Bóg i tak nas kocha, a oni dla Boga i dla nas się poświęcają i na ich mądrości i jedynie słuszną Prawdę nawracają.< I to była przyczyna dla której pozwoliłem sobie opisać własne wrażenie, jednocześnie opinie i wniosek. To Nie wiem o co chodzi, ale .... - jest zabawne, ale jednocześnie tragiczne i smutne. A zatrważające jest, że wypowiadąjcy tego typu myśli nie zdają sobie z tego sprawy. Mnie naprawdę to przeraża, bo wyobraźnia podpowiada mi złe obrazy. Pozdrawiam
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > "Ja się najlepiej modlę wtedy, gdy pracuję nad matematyką.<> Co znaczy najlepiej? Najpłynniej czy najskuteczniej? Co po modlitwie> która jest płynna ale nieskuteczna? Najlepiej to chyba wtedy gdy Bóg> wysłucha z należytą uwagą. Ale Bóg milczy więc nie wiem skąd to> wartościowanie?Jeśli wolno wtrącić - też się czasem zastanawiam, co do dokładnie znaczy owe "Ja się najlepiej modlę wtedy i wtedy". Kiedyś jakiegoś słynnego polskiego reżysera (niestety nie pamiętam nazwiska) zapytano, co jest kluczem doboru aktorów do jego filmu. Szczera odpowiedź brzmiała "to, czy działa on dobrze na moją przemianę materii" Może podobnie jest z ks. prof. Hellerem: jak pracuje nad matematyką, to mu się po prostu robi dobrze (koncentracja). Inni robią to samo za pomocą medytacji, jeszcze inni sztuk walki, operując chorego a są i tacy, którym wychodzi to podczas szydełkowania. Jednak czy ma to jakiś realny związek z celem i założeniami modlitwy? Wątpię. > > czy Pan Bóg zna matematykę. Nie zna - odpowiedziałem,> > bo Pan Bóg jest matematyką.> Bóg nie zna więc siebie? Jak to się ma w odniesieniu do 1 przykazania?I tu czar ks. prof. M. Hellera znajomości Boga pryska. > Bóg zresztą wypowiadał się na temat rachowania, Krk wywiódł> z tego całą naukę miłości i moralności seksualnej. Nie pamiętam> dokładnie gdzie, chyba w psalmach? Była to tzw. matematyczna> zasada miłości:> dosyć pieszczot, porachujem.Heheh, dobre!!  > > Teologowie na temat Trójcy napisali tomy i czytając niektóre z nich,> > denerwowało mnie to,że tam już nie było żadnej tajemnicy.<> To ciekawe. Nie podał żadnego tytułu, bo z tych co ja czytałem> to wszyscy zasłaniali się tajemnicą.Fakt, czasem nawet z Papieżami tak jest. Przykład dał nam niedawno sam Benedykt XVI w odniesieniu do pedofilii. Bardzo skracając jego wywód: "to tajemnica, skąd się to w Kościele bierze". I tu już miałem postawić pobłażający takiemu myśleniu uśmiech.. ale się zawahałem  . Niech już zostanie bez. miłego dnia
|
|
 | 4 na 4 | Vytautas (4394 punktów) | >"czy bóg istnieje? tak/nie?" Jak odpowiedzieć na pytanie "Czy krasnoludki noszą kapturki czerwone, czy zielone?"? Jeżeli na to pytanie odpowiesz, przyznasz, że krasnoludki istnieją i noszą kapturki. Nie jest ważne, jak odpowiesz na to pytanie. Człowiek w krasnoludki nie wierzący powinien na to pytanie odpowiedzieć pytaniem "Co to jest krasnoludek?". Podobnie człowiek nie wierzący w Boga (czy innego boga) powinien na pytanie "Czy Bóg istnieje?" odpowiedzieć "A co to jest Bóg?".
|
|
|  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . "czy bóg istnieje? tak/nie?" > Jak odpowiedzieć na pytanie "Czy krasnoludki noszą kapturki czerwone, czy zielone?"? > Jeżeli na to pytanie odpowiesz, przyznasz, że krasnoludki istnieją i noszą kapturki. Nie jest ważne, jak odpowiesz na to pytanie. Człowiek w krasnoludki nie wierzący powinien na to pytanie odpowiedzieć pytaniem "Co to jest krasnoludek?". Podobnie człowiek nie wierzący w Boga (czy innego boga) powinien na pytanie "Czy Bóg istnieje?" odpowiedzieć "A co to jest Bóg?". Bardzo słuszne konstatacje, ale chciałbym uzupełnić je tekstem red. Izdebskiego: Wiedza jest rezultatem poznania. Platon traktował ją jako prawdziwe i uzasadnione przekonanie. Niby jasne, ale biorąc jeden z podstawowych przykładów z logiki formalnej "X wie, że p" to tyle co "X zasadnie wierzy, że p i (rzeczywiście) p". zastanówmy się dalej: Iksiński zerka przez okno na ratuszowy zegar. Zegar jest zepsuty i wskazuje 15.00. Tak się składa, że jest ta godzina (lub zbliżona). Wiedzą nazywamy tylko takie przekonanie, które uważamy za prawdziwe. Iksiński uważa to przekonanie (że jest 15.00) za prawdziwe, ale czy ono jest takim i czy wywiódł to przekonanie z prawdziwych (zasadnych) przesłanek? Czy wiedza może być w części prawdziwą? Czy przekonanie Iksińskiego jest prawdą (np. była punkt 15.00 i Iksiński był o tym przekonany), gdy została wywiedziona z fałszywych (niezasadnych) przesłanek i jaką jest prawdą (obiektywną czy Iksińskiego)? Jak widać wcale nie musi być niewątpliwym zdanie: Iksiński zasadnie wierzy, że jest godzina 15.00 i rzeczywiście jest godzina 15.00. Logika jest znakomitym narzędziem, a to co wyżej napisałem to tylko zabawa, ale trochę podważająca zbytnie upraszczanie logicznej pewności.
Dochodzenie do prawdy jest permanentnym procesem, na którym potykają się nawet mocarze intelektu. Czy oni mając w jakiejś części fałszywe przekonania (prawdę niepełną) - gdy wychodząc z nieprawdziwych złożeń doszli do błędnych wnioskowań - nie są warci naszych analiz i przemyśleń? Czy człowiek myląc się w jednym, myli się we wszystkim? Czy przemyślane i świadomie działania przynoszące zamierzony skutek, ale oparte na fałszywych przesłankach są racjonalne? A gdy zdecydowany racjonalista nabywa przekonań drogą wnioskowania w oparciu o - jego zdaniem - przesłanki prawdziwe i zasadnie przyjęte, popełni błąd (co przecież się zdarza), to jest to pomyłka, nieracjonalność, a może irracjonalność?
Uważam, że używanie rozumu nawet po przyjęciu (np. w procesie socjalizacji) fałszywych założeń jest racjonalnością, co więcej niekiedy (np. ponowne przeanalizowanie, czy tylko zerknięcie na ratuszowy zegar) pozwalają nam zweryfikować wcześniejsze, fałszywe założenia. Nieracjonalną intelektualnie, choć dosyć powszechną, jest dla mnie tylko wszelaka dogmatyka. Dogmatyczne, bezrefleksyjne przyjmowanie "naukowej" wiedzy, uzasadnianej wyłącznie tytułami uczonych, posiada niewiele wyższą racjonalność od wiary w krasnoludki.(...)
Logika formalna jest algebrą myślenia, a więc nauką ścisłą i jako taka jest luźno powiązana z bogactwem życia społecznego. Jest ona wyrazem racjonalności myślenia, ale nie udziela nam odpowiedzi na wiele pytań egzystencjalnych (zwrócił na to uwagę prof. Kazimierz Ajdukiewicz), a ponadto jest chyba tak, że gdy w jej ramach przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności. Idąc tym tropem przez historię logiki filozoficznej dostrzegamy jak wielu wśród największych myślicieli godziło logiczne myślenie z fideistyczną postawą światopoglądową, Mówiąc krócej założenie istnienia absolutu (Bóg filozofów na ogół bardzo różni się od Boga teologów) nie przeszkadzało im w posługiwaniu się logiką, a nawet odkrywaniu zasad logicznego myślenia i tworzeniu własnych systemów logicznych.
Wchodząc do czasów nowożytnych warto sięgnąć do Johna Henry'ego Newmana z jego Logiką wiary z 1870r. (choć sam autor nie był przekonany co do logicznej mocy swoich dowodów), a także do współczesnego filozofa analitycznego - a więc przywiązującego wagę do logiki - Alwina Platinga, który używając sprawnie własnego rozumu, sugestywnie (choć mnie nie przekonał) broni racjonalnej akceptowalności twierdzenia o istnieniu Boga. Na polskim gruncie za logików związanych z Kościołem katolickim uznawani są między innymi: ks. prof. Jan Salamucha, sławny Ojciec Innocenty, czyli ks. prof. Józef Maria Bocheński oraz żyjący prof. Andrzej Grzegorczyk. Moim zdaniem, wszyscy oni wychodząc od nieprawdziwych (nieweryfikowalnych) przesłanek w konsekwencji wyciągali mylne wnioski. Ale uważam, że to ludzie mądrzy - warci tego, aby poznawać ich przemyślenia oraz podejmować polemikę z ich poglądami.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
14 na 14 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Cytat:"Powinniśmy być dumni, że jesteśmy pośród społeczeństwa i jemu służymy. Niech raczej próbują >się usprawiedliwiać ci ludzie, którzy wyznają ateizm i działają na społeczeństwo destruktywnie. >Katolicy działają na społeczeństwo pozytywnie. Chrześcijaństwo wnosi w jego funkcjonowanie i w życie >publiczne bardzo dużo wartości. Nie mamy powodów, aby się tu usprawiedliwiać" Katolicyzm to największe nieszczęście tego społeczeństwa, nie ma być z czego dumnym, wręcz przeciwnie. Ja konsekwentnie katolikom obwieszczam, że to po pierwsze intelektualny obciach, dalej aksjologiczne skrzywienie, moralna katastrofa, służba w złej sprawie i generalnie antyspołeczne działanie. Pomimo dobrych intencji wielu ludzi i pozornie pozytywnych ich działań. Ludzie chcą być dobrzy, ale tak a nie inaczej wyprofilowani od dziecka, będą dobrzy przede wszystkim dla umacniania kk i jego chorej ideologii, a wszystko dla zaspokojenia rozbudzonego przez kk egoistycznego celu (bóg, zbawienie, wieczność, niebo). Ta "służba" działa pozytywnie wyłącznie dla umacniania się władzy i wpływów kk. Chrześcijaństwo nie jest w stanie wnieść dzisiaj już niczego pozytywnego. Wszystko, co miało prospołecznego do zaproponowania jest już dawno podjęte, rozwinięte i odsiane od jakiejkolwiek ideologicznej opresji, głupoty, destrukcji. Oczywiście to poza Polską, dlatego taki Owsiak ich tak bardzo boli, bo ujawnia, że nie mają monopolu, że to co pozytywne, możliwe jest bez boga, jego instytucji, systemów i sług. Dla drugiego, dla umacniania społecznych więzi i rozwijania relacji, dla własnej przyjemności oczywiście też, ale już bez systemu ideologicznego, który przemyca/wciska do tego kontrowersyjne, nadęte do granic możliwości "ostateczne prawdy", "miłości" i "dobro" służące do trzymania społeczeństwa w garści i wykorzystywania władzy podobno świeckiej dla własnych celów. Służba społeczeństwu nie jest tutaj celem kk (tym jest rząd dusz), tylko niezbędnym czynnikiem dla utrzymywania pozoru służebności człowiekowi i społeczeństwu (bo lud podejrzliwy i musi widzieć jakieś działania pro). Ale najważniejsze, by "przy okazji" wdrukowywać, wciąż narzucać umysłom swoją chorą wizję świata i człowieka.
|
|
4 na 4 | pogromcasmerfow (60 punktów) | Większość katolików utożsamia moralność jedynie z religią. Skoro np. nie kradną, nie kłąmią, nie zdradzają itd. tylko ze względu na to, że nie będą zbawieni, to nie potrafią wyobrazić sobie sytuacji, że osoba, która w to zbawienie nie wierzy, może być dobrym człowiekiem tak po prostu. Swoją drogą, wystarczy sobie wyobrazić, ilu potencjalnych przestępców religia sztucznie zatrzymuje w sidłach prawości... Może dlatego katolicy są tacy sfrustrowani
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Ano właśnie. Jednak w przyrodzie jest taka zasada że "nic w wniej nie ginie', może dlatego czasem aż się boję takiego czy innego "dobrego" katolika.. no w każdym razie czuć dystans. Chyba nikt nie bierze za dobrą monetę mechanicznie wykonywanych rzeczy. A propos pańskiego stwierdzenia "nie potrafią wyobrazić sobie sytuacji, że osoba, która w to zbawienie nie wierzy, może być dobrym człowiekiem tak po prostu". Kiedyś podobne fo-pa popełnił pewien ksiądz katolicki, wspominajac Marka Edelmana po jego śmierci: "myślę że Marek jest teraz w raju i się tam dobrze czuje" (Edelman był ateistą, dopytywany zawsze odżegnywał się od wszelkiej religii tak daleko, jak tylko mógł) Z resztą już nie raz podobne stwierdzenia na naszym Forum padały, choćby z ust Konowała. Czyli wszelkie sakramenty, zachowywanie przykazań ściśle wg zaleceń Kościoła, dawanie na tacę itp. ostatecznie nie potrzebne  Dziwna logika z tym Edelmanem, nieprawdaż? Chyba w przeważajacej części mająca poprawić samopoczucie osób wierzących.. z resztą diabli wiedzą, o co tu chodzi  pozdrawiam
---
|
|
 | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | > Większość katolików utożsamia moralność jedynie z religią. Skoro np. nie kradną, nie kłąmią, nie zdradzają itd. tylko ze względu na to, że nie będą zbawieni, to nie potrafią wyobrazić sobie sytuacji, że osoba, która w to zbawienie nie wierzy, może być dobrym człowiekiem tak po prostu. Swoją drogą, wystarczy sobie wyobrazić, ilu potencjalnych przestępców religia sztucznie zatrzymuje w sidłach prawości... Może dlatego katolicy są tacy sfrustrowani Cytat: ...Skoro np. nie kradną, nie kłamią, nie zdradzają itd. tylko ze względu na to, że nie będą zbawieni...
... a więc wychodzi, że to nie "religia miłości", lecz "religia strachu".  Nie wyobrażają sobie życia bez strachu przed brakiem nagrody, lub przed piekłem. To raczej typowe dla "mentalności niewolnika"... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
-2 na 4 | Paolo Monstro (6146 punktów) |
Pewność, że boga nie ma, jest praktycznie równie nieracjonalna jak pewność, że on istnieje.
Ateiści udowadniając, że boga nie ma, uznają (błędnie), że ten temat jest rozstrzygalny logicznie. Przez to dają się zapędzić w pułapkę typu "udowodnij, że pierwsza była kura a nie jajko" i tym samym dodają skrzydeł swoim oponentom - "nie umiesz udowodnić, że boga nie ma - ha,ha więc on istnieje!".
Nie da się logicznie udowodnić, że bóg istnieje ani, że go nie ma bo religia to nie jest żadna teoria i nie ma w niej żadnych tez ani możliwości dowiedzenia czegokolwiek. Nie da się o istnieniu boga dyskutować logicznie.
Wszyscy Ci, którzy o tym dyskutują uprawiają religię.
Pytanie tylko po co zaprzątać sobie tym głowę?
|
|
 | 12 na 12 | Meretseger (61860 punktów) |
>Ateiści udowadniając, że boga nie ma Ateiści niczego podobnego nie udowadniają. Ateiści tylko nie biorą pod uwagę istnienia takiego bytu, bo do niczego nie jest im potrzebny.
|
|
|  | -1 na 1 | Paolo Monstro (6146 punktów) | >>Ateiści udowadniając, że boga nie ma >Ateiści niczego podobnego nie udowadniają. Ateiści tylko nie biorą pod uwagę istnienia takiego bytu, bo do niczego nie jest im potrzebny. Gubię się więc pomiędzy ateizmem, nonteizmem i agnostycyzmem. Poprawiam się: 'tacy ateiści (lub inni ludzie), którzy udowadniają, że boga nie ma, są nielogiczni'
|
|
| |  | 5 na 5 | Vytautas (4394 punktów) | >>>Ateiści udowadniając, że boga nie ma >>Ateiści niczego podobnego nie udowadniają. Ateiści tylko nie biorą pod uwagę istnienia takiego bytu, bo do niczego nie jest im potrzebny. >Gubię się więc pomiędzy ateizmem, nonteizmem i agnostycyzmem. Poprawiam się: 'tacy ateiści (lub inni ludzie), którzy udowadniają, że boga nie ma, są nielogiczni' Dokładniej, nie da się udowodnić nieistnienia żadnego bytu umyślonego bez ścisłej definicji. Każdy argument na nieistnienie może w tej sytuacji zostać "obalony" przez wymyślenie nowej cechy, np. glusia nikt nie widział, bo gluś jest doskonale przeźroczysty, ale jednak to nie wyklucza jego istnienia.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Gubię się więc pomiędzy ateizmem, nonteizmem i agnostycyzmem. > Poprawiam się: 'tacy ateiści (lub inni ludzie), którzy udowadniają, > że boga nie ma, są nielogiczni'
Wg mnie błędnie zakładasz, że tacy ludzie zakładają iż brak Boga jest rozstrzygalny tylko logicznie i trzeba coś na tym gruncie udowadniać. Czasami, a nawet chyba głównie z ich strony padają argumenty powtarzane po kimś, czasem też emocjonalne, mające niezmiernie mało wspólnego z logiką. Osobiście uważam ateizm udowadniajacy nieistnienie Boga za niedojrzały. Są badziej niedojrzali niż logiczni (a to bardzo dobra podstawa do nawrócenia na drogę wiary) miłego dnia
---
|
|
| |  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | > >Gubię się więc pomiędzy ateizmem, nonteizmem i agnostycyzmem. Poprawiam się: 'tacy ateiści (lub inni ludzie), którzy udowadniają, że boga nie ma, są nielogiczni' ... i masz rację. Ateizm (na podstawie nauki) udowadnia, że "coś takiego jak bóg" nie ma realnego wpływu na "życie doczesne", na istnienie i działanie wszechświata. A skoro nie ma wpływu, to założenie, że "bóg istnieje" jest nielogiczne i bezsensowne. Bo niby dlaczego miałby istnieć "sam dla siebie"?. Są to dowody pośrednie, lecz jak najbardziej rzeczywiste i dopuszczalne. To tylko KRK próbuje ten spór przenieść na płaszczyznę "bezpośredniego dowodu". Bo im tak pasuje, łatwiej im bronić własnego "mitu", a co za tym idzie, własnej władzy...  ... przy okazji, ludzie dowodzący "istnienia boga" są równie nielogiczni. Z tych samych powodów... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Pewność, że boga nie ma, jest praktycznie równie nieracjonalna jak pewność, że on istnieje.Można i tysiąc razy powtarzać to samo, używając przy tym przeróżnych racjonalnych argumentów - wszystko i tak spływa po fideistach jak woda po kaczce, dowodząc tego, że z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. "Pewność, że boga nie ma", a co to znaczy "bóg"? > Ateiści udowadniając, że boga nie ma, uznają (błędnie), że ten temat jest rozstrzygalny logicznie.Różni są ateiści, ale jak można logicznie rozstrzygnąć istnienie bezsensownych terminów? www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,538650#w542205> Przez to dają się zapędzić w pułapkę typu "udowodnij, że pierwsza była kura a nie jajko" i tym samym dodają skrzydeł swoim oponentom - "nie umiesz udowodnić, że boga nie ma - ha,ha więc on istnieje!".Szkoda, że tak niewiele wie Pan o logice. Te problemy są nie tylko nie porównywalne, ale nawet nie zestawialne. Dotyczą zupełnie innego problemu. > Nie da się logicznie udowodnić, że bóg istnieje ani, że go nie ma bo religia to nie jest żadna teoria i nie ma w niej żadnych tez ani możliwości dowiedzenia czegokolwiek. Nie da się o istnieniu boga dyskutować logicznie.Całkowita zgoda. Tylko po co Pan tu jeszcze o bogu trolluje. Wszystko co dotyczy "boga" od strony nauki (science) jest tylko bezsensownym mitem. Natomiast mit ten ma duże znaczenie w ludzkiej cywilizacji. > Wszyscy Ci, którzy o tym dyskutują uprawiają religię.Pan przeciwstawia temu poważne racjonalne rozważania: www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,344734#w344867> Pytanie tylko po co zaprzątać sobie tym głowę?www.racjonalista.pl/forum.php/s,191032Rzeczywiście po co? Szczególnie, gdy ma się niewiele - w jakimś temacie - do powiedzenia. Miłego dnia. @@@ .
|
|
|  | 1 na 3 | Paolo Monstro (6146 punktów) |
> "Pewność, że boga nie ma", a co to znaczy "bóg"?I...? Powtarzam to co napisałem: religia nie jest teorią, nie ma nawet takiej ambicji,i bóg nie jest zdefiniowany tak by istnienie tego terminu logiczne rozważać. > >Przez to dają się zapędzić w pułapkę typu "udowodnij, że pierwsza była kura a nie jajko" ...> Szkoda, że tak niewiele wie Pan o logice.Ma Pan prawo do własnej opinii na podstawie Pana sposobu wnioskowania. Przykład jest dobry - dla tych co umieją go zrozumieć. Pokazuje niemożliwość udowodnienia czegoś zdefiniowanego w opisie, który nie jest teorią. Pokazuje też możliwość dowiedzenia, zarówno prawdy jak i fałszu danego zdania, w teorii sprzecznej. Dyskusja jest skazana na niepowodzenie. > >Nie da się logicznie udowodnić, że bóg istnieje ani, że go nie ma bo religia to nie jest żadna teoria i nie ma w niej żadnych tez ani możliwości dowiedzenia czegokolwiek. Nie da się o istnieniu boga dyskutować logicznie.> Całkowita zgoda. Tylko po co Pan tu jeszcze o bogu trolluje.Może kontkretniej gdzie i czym troluje? Pisząc, że nie da się tego rozstrzygnąć - z czym się Pan zresztą zgadza? > >Pytanie tylko po co zaprzątać sobie tym głowę?> www.racjonalista.pl/forum.php/s,191032> Rzeczywiście po co? Szczególnie, gdy ma się niewiele - w jakimś temacie - do powiedzenia.Faktycznie nie znam się na bogu(ach). Ale twierdzę, że znam się na logicznym myśleniu i moje wpisy tego dotyczą - "będący pewien", że boga nie ma jest tak samo logiczny jak ten, który w niego "wierzy". Jednak ten, który w niego wierzy jest przynajmniej spójny - bo nie deklaruje logicznego myślenia.
|
|
| |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . "Pewność, że boga nie ma", a co to znaczy "bóg"? > Powtarzam to co napisałem:Nie tak dużo, więc można całość zacytować :Pewność, że boga nie ma, jest praktycznie równie nieracjonalna jak pewność, że on istnieje.
Ateiści udowadniając, że boga nie ma, uznają (błędnie), że ten temat jest rozstrzygalny logicznie. Przez to dają się zapędzić w pułapkę typu "udowodnij, że pierwsza była kura a nie jajko" i tym samym dodają skrzydeł swoim oponentom - "nie umiesz udowodnić, że boga nie ma - ha,ha więc on istnieje!".
Nie da się logicznie udowodnić, że bóg istnieje ani, że go nie ma bo religia to nie jest żadna teoria i nie ma w niej żadnych tez ani możliwości dowiedzenia czegokolwiek. Nie da się o istnieniu boga dyskutować logicznie.
Wszyscy Ci, którzy o tym dyskutują uprawiają religię.
Pytanie tylko po co zaprzątać sobie tym głowę? > religia nie jest teorią, nie ma nawet takiej ambicji,i bóg nie jest zdefiniowany tak by istnienie tego terminu logiczne rozważać.Czy ktoś tu stwierdził, ze religia jest teorią naukową, lub że bóg jest naukowo zdefiniowany? Chyba nie, a więc czemu, komu Pan tu zaprzeczył? Natomiast religia jest także doktrynalnym systemem wiedzy, udzielającym wielu bardzo ważnych odpowiedzi światopoglądowych zastępującym teorie naukowe, z dobrze opisanymi siłami nadprzyrodzonymi (Bogiem, bogami itp). Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.
Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.
Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej. > Przez to dają się zapędzić w pułapkę typu "udowodnij, że pierwsza była kura a nie jajko" ...> >>>Szkoda, że tak niewiele wie Pan o logice.> Ma Pan prawo do własnej opinii na podstawie Pana sposobu wnioskowania.Mam! A także swój sposób wnioskowania oraz argumentacji, którą staram się w miarę jasno przedstawiać. > Przykład jest dobry - dla tych co umieją go zrozumieć. Zdanie logiczne jest zdaniem oznajmującym, któremu można przypisać jedną z wartości logicznych. W logikach dwuwartościowych są nimi prawda albo fałsz. Zdaniu: "Bóg istnieje/nieistnieje" - nie można przypisać prawdy albo fałszu, gdyż nie wiadomo co to znaczy "bóg". Zdaniu: "Kura/jajko jest pierwsze" - można przypisać prawdę bądź fałsz.Zdanie pierwsze jest bezsensowne lub nielogiczne, ale Pan oczywiście potrafi je zrozumieć i uważa za uprawnione ich zestawienie. > Pokazuje niemożliwość udowodnienia czegoś zdefiniowanego w opisie, który nie jest teorią.Pokazuje brak umiejętności komunikatywnego i logicznego przedstawienia własnych poglądów. > Pokazuje też możliwość dowiedzenia, zarówno prawdy jak i fałszu danego zdania, w teorii sprzecznej.Sprzeczna teoria, to teoria oparta na sprzecznych założeniach, np. aksjomatach. Taka teoria jest bezwartościowa, gdyż nie istnieją obiekty, o których orzeka (teoria o niczym), a każde stwierdzenie jest prawdziwe.Ale dla tych co umieją ją zrozumieć pokazuje możliwość dowiedzenia, zarówno prawdy jak i fałszu danego zdania.  > Faktycznie nie znam się na bogu(ach). Ale twierdzę, że znam się na logicznym myśleniu i moje wpisy tego dotyczą - "będący pewien", że boga nie ma jest tak samo logiczny jak ten, który w niego "wierzy". Jednak ten, który w niego wierzy jest przynajmniej spójny - bo nie deklaruje logicznego myślenia.Właśnie zauważyłem Pańską wielką wiedzę w zakresie logicznego myślenia i postarałem się ją dokładnie pokazać zamieszczając linki do Pańskiego postu oraz zainicjowanego przez Pana wątku. Gdy Pan zechciał, to jeszcze bardziej Pańską logikę teraz uwypukliłem, a oceniać nas będą i tak nasi czytelnicy. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | |  | -1 na 1 | Paolo Monstro (6146 punktów) | > ...> Natomiast religia jest także doktrynalnym systemem wiedzy, udzielającym wielu bardzo ważnych odpowiedzi światopoglądowych ...Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. ..> Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.> Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej. [/color]> Zdanie logiczne jest zdaniem oznajmującym, któremu można przypisać jedną z wartości logicznych. W logikach dwuwartościowych są nimi prawda albo fałsz.> Zdaniu: "Bóg istnieje/nieistnieje" - nie można przypisać prawdy albo fałszu, gdyż nie wiadomo co to znaczy "bóg". >Zdaniu: "Kura/jajko jest pierwsze" - można przypisać prawdę bądź fałsz.> Zdanie pierwsze jest bezsensowne lub nielogiczne, ale Pan oczywiście potrafi je zrozumieć i uważa za uprawnione ich zestawienie.... > Sprzeczna teoria, to teoria oparta na sprzecznych założeniach, np. aksjomatach. Taka teoria jest bezwartościowa, gdyż nie istnieją obiekty, o których orzeka (teoria o niczym), a każde stwierdzenie jest prawdziwe.... > Właśnie zauważyłem Pańską wielką wiedzę w zakresie logicznego myślenia i postarałem się ją dokładnie pokazać zamieszczając linki do Pańskiego postu oraz zainicjowanego przez Pana wątku.Darujmy sobie przepisywanie encyklopedii. Przykłady z innych wypowiedzi, które Pan cytował nie są koniecznie (przynajmniej wszystkie) na ten sam temat. Mają ośmieszyć moją umiejętność logicznego rozumowania? Przedmiotem logicznego myślenia może być coś bezużytecznego, lub 'śmiesznego' - np. zbiór słoików albo historia o człowieku z kogutem na wyspie: www.racjonalista.pl/forum.php/s,438170#w438803Odejście od tematów, które ludzie biorą na poważnie, pomaga nabrać dystansu, pozwala niektórym dostrzec błędy w swoim myśleniu. Niektórym zapomnieć, że są mistrzami świata i, że 'ich prawda' jest najprawdziwsza. Nie są to żadne dowody, dowody są trudne i nudne dla przeciętnego człowieka. Wypowiedzi jednak pokazują, że logika to nie dowód istnienia tylko narzędzie upraszczania świata. > Gdy Pan zechciał, to jeszcze bardziej Pańską logikę teraz uwypukliłem, a oceniać nas będą i tak nasi czytelnicy.Może ktoś pośmieje się razem ze mną? Jeśli nie - jakoś będę musiał przeżyć ten cios.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > Darujmy sobie przepisywanie encyklopedii.Pan może sobie wszystko darować, ja będę stosował wszystkie narzędzia racjonalnej argumentacji. > Przykłady z innych wypowiedzi, które Pan cytował nie są koniecznie (przynajmniej wszystkie) na ten sam temat.A dlaczego musiały by być takie? Ważne, aby wiązały się wątkiem naszej rozmowy. > Mają ośmieszyć moją umiejętność logicznego rozumowania?Nie - proszę Szanownego Pana - one ją wykazały. Natomiast jeżeli chodzi o ośmieszanie, to każdy dokonuje tego sam. Nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować, niż uczynimy to sami. > Przedmiotem logicznego myślenia może być coś bezużytecznego, lub 'śmiesznego' - np. zbiór słoików albo historia o człowieku z kogutem na wyspie:> www.racjonalista.pl/forum.php/s,438170#w438803Tak, przedmiotem logicznego myślenia mogą być przeróżne rzeczy, dotyczące nawet świata krasnali, ale wewnątrz każdej logiki obowiązują zasady, których należy się trzymać. > Odejście od tematów, które ludzie biorą na poważnie, pomaga nabrać dystansu, pozwala niektórym dostrzec błędy w swoim myśleniu. Niektórym zapomnieć, że są mistrzami świata i, że 'ich prawda' jest najprawdziwsza.Tak, to widać! Jedni odchodzą, a inni nawet "odlatują" od tematów. Ale tak, jak Pan napisał: "Każdy ma wybór podejścia, które czyni go szczęśliwszym i każdy ma swoje racje dlaczego tak wybrał a nie inaczej...." Tyle tylko, że to otwarte forum i każdy ma prawo do oceny naszych wypowiedzi. > Nie są to żadne dowody, dowody są trudne i nudne dla przeciętnego człowieka.Proszę Szanownego Pana, każdy ma swoje marzenia. Moim jest, aby przeciętni ludzie pisali na przeciętnym poziomie, używając przeciętnie zrozumiałego języka, a nie wymądrzali się w tematach, o których nie mają pojęcia. Ponieważ uważam, że - na naszym forum poza swoją specjalnością - przeciętnie mamy maturę staram się tak pisać, aby człowiek ze średnim wykształceniem mógł bez trudu mnie zrozumieć. > Wypowiedzi jednak pokazują, że logika to nie dowód istnienia tylko narzędzie upraszczania świata.Nie, proszę Szanownego Pana, logika to jedno z narzędzi opisu świata. Całkiem przydatne, choć zupełnie nie jedyne. > >>>Gdy Pan zechciał, to jeszcze bardziej Pańską logikę teraz uwypukliłem, a oceniać nas będą i tak nasi czytelnicy.> Może ktoś pośmieje się razem ze mną? Jeśli nie - jakoś będę musiał przeżyć ten cios.Myślę, że ktoś się znajdzie. Natomiast racjonalista raczej zastanowiłby się nad własnymi racjami i ich argumentacją, a nie tym czy ktoś się z nich pośmieje. To może być jak w tej fraszce. Śmiejesz się miła, o jak przyjemnie! Powiedz mi tylko? Do mnie, czy ze mnie?
Miłego dnia i dużo śmiechu. @@@ .
|
|
| |  | 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Powtarzam to co napisałem: religia nie jest teorią, nie ma nawet takiej ambicji,i bóg nie jest zdefiniowany tak by istnienie tego terminu logiczne rozważać.< Zgodziłem się twoją poprzednią wypowiedzią, dwa pierwsze akapity. Masz rację że nie można dyskutować o czymś co nie jest nawet zdefiniowane. Tak się dzieje jednak tylko do momentu gdy wywołujesz religię na plan. Wtedy ta bliżej niezidentyfikowana postać nabiera konturów. Religia definiuje swego Boga, religia to jest teoria - to cały system nauk. Nie można dyskutować o Bogu jako pewnym symbolu, można natomiast dyskutować o konkretnym Bogu, o jego naukach. Wykazywać sprzeczności w tej nauce - teorii, można też sobie pożartować. Weźmy takiego JHWH. Wiemy że według nauki podawanej przez religię mieszka on w niebie. Czy nie można dyskutować czym jest niebo, na podstawie naszej wiedzy o Universum? Wiemy że według religii o JHWH, w jednym z jej odłamów, kobieta poszła żywcem do nieba. To rodzi pytanie czym odżywia się to ciało, jak funkcjonuje dostawa żywności. Co z kanalizacją, mają w niebie Toi,Toi? Jak więc widzisz dyskusja jest możliwa po spełnieniu pewnych warunków.
|
|
| | |  | | Paolo Monstro (6146 punktów) |
>Zgodziłem się twoją poprzednią wypowiedzią, dwa pierwsze akapity. Uff - jako 1-szy chwyciłeś przykład i żart w nim zawarty.
>Masz rację że nie można dyskutować o czymś co nie jest nawet zdefiniowane. Tak się dzieje jednak tylko do momentu gdy wywołujesz religię na plan. Wtedy ta bliżej niezidentyfikowana postać nabiera konturów. Religia definiuje swego Boga, religia to jest teoria - to cały system nauk....
Religia to jest być może "jakaś teoria" (nie jestem polonistą) ale NIE jest to teoria naukowa (którą rozumiem jako zbiór aksjomatów i zdań zbudowanych w oparciu o nie - dla przykładu teoria mnogości).
>Jak więc widzisz dyskusja jest możliwa po spełnieniu pewnych warunków. Pewnie, że można sobie coś tam uściślić, pożartować i kawałki negować. Niektóre kawałki są naprawdę śmieszne. Mnie dziwi jedynie postawa fanatycznego udowadniania i traktowania tego jako poważnej sprawy.
Popatrz na rozwój wiedzy o świecie -na kolejne modele tego świata. Ktoś tworzy model, odnajdują jakiś paradoks - więc powstaje nowy model. Dasz gwarancję, że za 200lat ktoś nie spojrzy na to forum i nie powie: Ci naiwniacy kłócili się z religijnymi ludźmi a sami używali błędnych modeli?
To nie świat się zmienia tylko jego model. Świat, rzeczywistość istnieją i 'działają tak samo' nie są logiczne czy nielogiczne. Logiki używamy tylko po to żeby to sobie uprościć. To my jej potrzebujemy ale ona nie dowodzi istnienia świata a jedynie istnienie koncepcji/prawdziwość w jakimś modelu świata.
Czyli jeśli coś jest nielogiczne, to nie znaczy, że to nie istnieje - to znaczy, że nie może istnieć w jakimś modelu.
Nie bronię tutaj żadnej religii ale biorąc pod uwagę fakt, że nauka opisuje może 0,00...001% całej wiedzy (choć być może 0,000..1% z "prawie-nieskończoności" to całkiem dużo) i jest pełna paradoksów - nie śmiałbym się z tych, których wiara opisuje 100% choć te 100% nie sprawdza się nawet w 1% sytuacji.
|
|
| |  | 6 na 6 | maceox (6766 punktów) | > Faktycznie nie znam się na bogu(ach). Ale twierdzę, że znam się na logicznym myśleniu i moje wpisy tego dotyczą - "będący pewien", że boga nie ma jest tak samo logiczny jak ten, który w niego "wierzy".Tak samo ... LOGICZNY ... powiadasz  Na czym ta logika ma polegać? Wskaż wnioskowanie jednego i drugiego i wykaż, że są tak samo logiczne. > Jednak ten, który w niego wierzy jest przynajmniej spójny - bo nie deklaruje logicznego myślenia.Dobra to ja teraz nie deklaruję logicznego myślenia i powiem tak: Kiedyś kiedy bramy floriańskie zamykały się na guziki Wyszła młoda staruszka, usiadła na drewnianym kamieniu i nic nie mówiąc rzekła: -Jestem wdową bezdzietną, mam pięcioro dzieci Mój mąż wlazł na gruszkę, trząsł pietruszkę, a cebula leciała. Przyszedł właściciel tego banana i mówi: -Panie! Zejdź pan z mego kasztana! Mąż zszedł, pozbierał ziemniaki i poszedł nad rzeczkę gdzie stały trzy statki: jeden cały, drugiego pół, a trzeciego wcale. Wsiadł na ten trzeci, popłynął, zginął i wrócił. Wszystko to było zapisane w męskiej spódnicy pięknej dziewicy, która na rok przed swoim urodzeniem zmarła. Jestem spójny!O zachowanie podobnej spójności jeszcze lepiej apeluje Andrzej Mleczko:
|
|
| |  | 5 na 5 | Irracja (4721 punktów) | >>Nie da się logicznie udowodnić, że bóg istnieje ani, że go nie ma bo religia to nie jest żadna teoria i nie ma w niej żadnych tez ani możliwości dowiedzenia czegokolwiek. Nie da się o istnieniu boga dyskutować logicznie. >Faktycznie nie znam się na bogu(ach). Ale twierdzę, że znam się na logicznym myśleniu i moje wpisy tego dotyczą - "będący pewien", że boga nie ma jest tak samo logiczny jak ten, który w niego "wierzy".
... i tutaj się pan myli. Faktycznie, nie da się bezpośrednio udowodnić istnienia/nieistnienia boga. Jednak sama teza/założenie istnienia/nieistnienia boga podlega pośredniemu dowodzeniu opartemu na logicznej interpretacji empirycznie dowiedzionej rzeczywistości. Nauka korzysta z takiego dowodu i kilka razy zakładała istnienie pewnych obiektów i zasad. Np. Mendelejew oparł swoją tablicę pierwiastków chemicznych na empirycznie uprawdopodobnionej systematyce pierwiastków. Dlatego był w stanie uwzględnić w tablicy pierwiastki jeszcze nie odkryte. Nota bene, nawet nie próbował nazywać ani dokładnie określać właściwości tych pierwiastków, pozostawiając to rzeczywistym odkrywcom. Również w badaniu kosmosu wpierw zakładano istnienie niektórych obiektów (na podstawie dowiedzionych, lub zaobserwowanych oddziaływań), a dopiero później je odkryto, w sensie realnego istnienia. Przykłady takie można mnożyć. Ale zawsze te założenia/hipotezy były poparte wcześniejszymi obserwacjami i dowodami na ich oddziaływanie na środowisko. Były efektem poszukiwania przyczyn realnie udowodnionych zdarzeń, dopasowania przyczyn do skutków. Taka kolejność jest cechą logiki zwanej racjonalizmem. ..
... Religie postępują odwrotnie, dopasowują skutki do przyczyn. Najpierw zakładają istnienie boga, a później szukają dowodów w niewyjaśnionych racjonalnie zdarzeniach. Nawet potrafią negować wyjaśnione racjonalnie zdarzenia, jeżeli to nie pasuje do założonych przez nie przyczyn. Taka "logika" jest potocznie zwana manipulacją
>> Jednak ten, który w niego wierzy jest przynajmniej spójny - bo nie deklaruje logicznego myślenia.
... aaa, to efekt tego, że współczesny człowiek dostrzega już różnice miedzy logiką racjonalną, a "pseudo logiką manipulacyjną". Wielu teologów i doktorów kościoła uważało swoje wywody za efekt "logicznego myślenia". Mało tego, wręcz uważali, że to jedynie zasadne "logiczne myślenie". To właśnie np. Kopernika, Bruno i wielu innych (na przestrzeni dziejów) uważali za nielogicznych...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
 | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | >Pewność, że boga nie ma, jest praktycznie równie nieracjonalna jak pewność, że on istnieje... ... można by się zgodzić z tą logiką...
>Ateiści udowadniając, że boga nie ma, uznają (błędnie), że ten temat jest rozstrzygalny logicznie. ... ateiści nie udowadniają, że "boga nie ma". Ateiści udowadniają, że coś takiego jak "bóg" nie ma wpływu na dzieje świata. I mają na to szereg, nie tylko logicznych dowodów. To właśnie KRK, który nie ma żadnych (nawet logicznych) dowodów na potwierdzenie tezy, że "bóg ma wpływ na dzieje świata" próbuje sprowadzić tę kwestię do "baśniowego problemu istnienia i nieistnienia boga"...
>Pytanie tylko po co zaprzątać sobie tym głowę? ... no właśnie, po co skoro to interesuje tylko KRK, by każdą krytykę ich działalności i poglądów odnosić do kwestii negowania "istnienia boga". Bez tego nie mają racji bytu, od tego zależy ich władza...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
-2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | Klerofobia | Podsumowując dotychczasowe wypowiedzi i licząc przyznane wzajemnie punkty konstatuję, że rozkręciłeś niezły wątek terapeutyczny, w którym zgromadzeni w kółku ideolodzy próbują się wzajemnie pocieszać po medialno-propagandowym ciosie przeciwnika, niczym szpitalna grupa odwykowa realizująca noworoczne postanowienie. To jest takie nieco zabawne, rzekłbym, ale jest to częścią czegoś większego: charakterystycznego dla Polski zjawiska ogólniejszej natury, mianowicie wagi jaką przeciwnicy religii, "antyklerykałowie" w tym kraju i nie tylko oni (aczkolwiek tego forum nie uznaję tutaj za reprezentatywne, jedynie uzupełniające) przejmują się wciąż tym, co jakiś "pan ksiądz powiedział". To zjawiskowe na tle Europy, dojrzenie do wagarowania z kościoła wzbudza taką radość i sensację, że pragnie się dzielić nią z innymi uczniakami. Tradycyjne polskie myślenie, gdzie z jednej strony stara ksenofobia zostaje przekierowana w stronę instytucji kościelnej, wobec której stosuje się przy okazji zasadę odpowiedzialności zbiorowej, w połączeniu z tą czujnością wobec wypowiedzi i zachowań osób w sutannach i ich reprezentantów może w oczach obywateli zachodu wygladać na rodzaj przewrażliwienia. Tam bowiem, zauważyłem, istnieje jak gdyby większa przestrzeń dla ideologii i punktów widzenia, dzięki której ludzie zdobywają się na dystans, jedni wobec drugich, politycy wobec księży, księża wobec filozofów, filozofowie wobec wszystkich itp. Oczywiście dystans to również "obojętność" w pejoraytwnym sensie, taka jest jego "cena" - dlatego sam nie wiem co lepsze. Sama jednak świadomość, że pod tytułem "racjonalista" jest tytuł "antyklerykalizm" skutkuje u mnie uczuciem, jakbyśmy się wszyscy na tym forum wymiany myśli gnietli w ciasnej wiejskiej chałupie na weselu i nie ma już wolnych miejsc i albo ateista bidny czeka na stojąco i narzeka albo ksiądz kogoś podsiadł ukradkiem kantem tyłka i jest wielka afera.
|
|
 | 4 na 4 | Irracja (4721 punktów) | Odp: Klerofobia | > >To jest takie nieco zabawne, rzekłbym, ale jest to częścią czegoś większego: charakterystycznego dla Polski zjawiska ogólniejszej natury, mianowicie wagi jaką przeciwnicy religii, "antyklerykałowie" w tym kraju... ... dlaczego wrzuca pan, "do jednego worka" przeciwników religii i "antyklerykałów"? Do "antyklerykałów" (zwłaszcza przeciwników kleru katolickiego) można zaliczyć takich ludzi jak Luter, Kalwin, czy Ignacy Krasicki - a na pewno nie byli przeciwnikami religii... > >(aczkolwiek tego forum nie uznaję tutaj za reprezentatywne, jedynie uzupełniające) ... nawiasem mówiąc ("głos" kleru katolickiego nie tylko nie jest reprezentatywny, lecz nawet nie jest uzupełniający wobec rzeczywistych postaw wiernych) a mimo to chcą rządzić całą Polską, i nie tylko Polską... > >Tradycyjne polskie myślenie, gdzie z jednej strony stara ksenofobia zostaje przekierowana w stronę instytucji kościelnej... ... wobec "instytucji kościelnej" podkreślę - tak, to jest antyklerykalizm, lecz jeszcze nie przejaw postawy antyreligijnej... > >wobec której stosuje się przy okazji zasadę odpowiedzialności zbiorowej... ... taaak, mnie też to trochę denerwuje. Niemniej, biorąc pod uwagę, że kościół (jako instytucja) sama siebie traktuje jak "monolit" i nie krytykuje, ani nie reaguje jak należy na przejawy wewnętrznych "nieprawidłowości", to takie stosowanie zasady "odpowiedzialności zbiorowej" jest raczej normalnym zjawiskiem. Inna sprawa, że sam kler stosuje zasadę "odpowiedzialności zbiorowej", wrzucając do jednego worka - zwanego przez nich "przeciwnicy Boga" (czytaj: przeciwnicy władzy i zysków kościoła i kleru) - ateistów, agnostyków, gnostyków, deistów, sekularystów, panteistów, apateistów, indyferentystów, ignostycystów, nihilistów, czy nawet satanistów... > >w połączeniu z tą czujnością wobec wypowiedzi i zachowań osób w sutannach i ich reprezentantów może w oczach obywateli zachodu wyglądać na rodzaj przewrażliwienia. ... dopóki się nie pozna realiów życia w Polsce... > >Tam bowiem, zauważyłem, istnieje jak gdyby większa przestrzeń dla ideologii i punktów widzenia, dzięki której ludzie zdobywają się na dystans, jedni wobec drugich, politycy wobec księży, księża wobec filozofów, filozofowie wobec wszystkich itp... ... ale tam żaden kapłan nie krytykuje polityków z ambony, twierdząc iż to oficjalne stanowisko kościoła - jak również nie poucza wiernych jak mają głosować - to już wtrącanie się do polityki (o realnym wpływie na politykę już nie wspomnę), od której kościół na zachodzie jest oddzielony. Tam również żaden kapłan nie wymienia z ambony, po imieniu i nazwisku wiernych którzy nie byli np.sprzątać kościoła - bo im grafik ustalony samowolnie przez proboszcza kolidował z pracą i życiem osobistym - co w Polsce jest stosowane przez część kleru... > >Oczywiście dystans to również "obojętność" w pejoratywnym sensie, taka jest jego "cena" - dlatego sam nie wiem co lepsze... ... z dwojga złego, wolę by kler był obojętny na mój światopogląd. Sami wszak twierdzą, że odpowiedzialność poniosę wobec "Boga". W żadnym prawie, nawet kościelnym, nie dopuszcza się dwóch "procesów sądowych" wobec jednej winy... ... pozdrawiam... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
|  | -1 na 3 | Marcuch (664 punktów) | >>Tam bowiem, zauważyłem, istnieje jak gdyby większa przestrzeń dla ideologii i punktów widzenia, dzięki której ludzie zdobywają się na dystans, jedni wobec drugich(...) > ... ale tam żaden kapłan nie krytykuje polityków z ambony, twierdząc iż to oficjalne stanowisko kościoła - jak również nie poucza wiernych jak mają głosować (...)
Pytanie: co mnie to obchodzi, że ksiądz radzi a lud słucha, dlaczego mnie to miałoby przeszkadzać? Przecież mam rozum i głosuję po swojemu. Jeżeli krytykujesz "pouczenia polityczne" zamiast spuścić księdza na drzewo, to nadajesz im znaczenie większe niż zasługują.
A tak na marginesie: polityka w kościele to problem kościoła a nie polityki. U nas nie problem, lecz tradycja. Ksiądz odwala szeregową robotę, co mu biskup zadał - natomiast wierny bałwan nie wie na kogo głosować, bo nie został przyuczony do życia w demokracji. A więc problemem jest brak wychowania obywatelskiego w starszym pokoleniu, a nie działalność księży. A winę za to ponosi nie kościół, tylko sytuacja polityczna sprzed 40 lat, którą nomen omen kościół pomógł zmienić.
|
|
| |  | 4 na 4 | Irracja (4721 punktów) | > >Przecież mam rozum i głosuję po swojemu. Jeżeli krytykujesz "pouczenia polityczne" zamiast spuścić księdza na drzewo, to nadajesz im znaczenie większe niż zasługują.> A tak na marginesie: polityka w kościele to problem kościoła a nie polityki. ... i tutaj się pan bardzo myli. To wyłącznie w interesie KRK jest takie pojmowanie problemu. Bo takie podejście zwalnia kler z dyskusji nad ich moralnością i rolą w świecie - sprowadzając wszystkie zarzuty, wobec nich, do kwestii istnienia/nieistnienia "Boga". A to nie mityczny "Bóg" jest winien wszelkich wypaczeń, zbrodni itp - lecz całkiem konkretni, jego kapłani. I dlatego realnie myślący o rozdziale kościoła i państwa ateista powinien być "antyklerykałem" w stopniu dużo większym, niż jest ateistą... > >A więc problemem jest brak wychowania obywatelskiego w starszym pokoleniu, a nie działalność księży. A winę za to ponosi nie kościół, tylko sytuacja polityczna sprzed 40 lat... ... starsze pokolenia powoli wymierają, a antyklerykalizm będzie się raczej zaostrzał, niż łagodniał. Powód? Właśnie tamta "sytuacja polityczna" wychowała pokolenia, które spostrzegają Kościół w duchu mistyczno-misyjnym i dlatego większość z nich broni kler. Współczesna młodzież jest wychowywana w duchu materialnym, i to ona coraz częściej dostrzega "banalny materializm" w działaniu KRK. Im młodsze pokolenie, tym większy bunt wobec ograniczeń narzucanych przez KRK. Jak dostrzeże w tym wszystkim również zwykłe "pożądanie władzy" to KRK będzie się miał "z pyszna"... > >którą nomen omen kościół pomógł zmienić. ... i coraz częściej tego żałuje, bo kończy się czas prosperity dla nich. Zaczyna się czas rozliczania "doczesnego" ich działalności. I dlatego ważniejsza dla KRK (nawet od aborcji i związków partnerskich) jest sprawa "nauki religii" w szkołach. Powód? Dopóki atakuje się "Boga", póki można sprowadzić dyskusję o KRK do poziomu kwestii istnienia/nieistnienia "Boga" - tak długo znajdą się obrońcy KRK i kleru.I to w znacznej ilości. Gdy zacznie się rozliczać KRK wyłącznie w kontekście "ludzkich zachowań", wtedy stracą obrońców. Wszelkie postawy "deistyczne" są szczególnie nienawistne KRK. Bo rozliczają wyłącznie tzw. "ludzką twarz kościoła", wytrącając klerowi z ręki jedyną skuteczną tarczę. Tą tarczą jest przekonanie "wiernych", że kościół i "Bóg" powinno się rozumieć tożsamo, jako coś nierozdzielnego... ... miłego dnia życzę... i weekendu... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | |  | | Marcuch (664 punktów) | > >Jeżeli krytykujesz "pouczenia polityczne" zamiast spuścić księdza na drzewo, to nadajesz im znaczenie większe niż zasługują.> >A tak na marginesie: polityka w kościele to problem kościoła a nie polityki.> ... i tutaj się pan bardzo myli. To wyłącznie w interesie KRK jest takie pojmowanie problemu. Bo takie podejście zwalnia kler z dyskusji nad ich moralnością i rolą w świecie"Ich" to znaczy kogo? Już dowodzę, dlaczego jest to problem kościoła: bo misja kościoła polega na krzewieniu wartości chrześcijańskich, a nie na propagandzie politycznej, amen. "Wierny" ma sobie wybrać rząd jaki chce w zgodzie z własnym sumieniem i to o aksjologiczny fundament sumienia owieczek, w poszanowaniu wolności wyboru powinien troszczyć się ksiądz - a nie "ręcznie", prymitywnie, "od góry" tłumaczyć co kto ma robić i wyłączać ludziom myślenie. Nie ma na to czasu w czasie nabożeństwa, jeżeli dobrze rozumiem na czym polega naBożeństwo. > A to nie mityczny "Bóg" jest winien wszelkich wypaczeń, zbrodni itp - lecz całkiem konkretni, jego kapłani.???? Świetnie. To się nazywa propaganda. Albo jej skutki. > >>A więc problemem jest brak wychowania obywatelskiego w starszym pokoleniu, a nie działalność księży. A winę za to ponosi nie kościół, tylko sytuacja polityczna sprzed 40 lat...> ... starsze pokolenia powoli wymierają, a antyklerykalizm będzie się raczej zaostrzał, niż łagodniał.Bez związku. > Współczesna młodzież jest wychowywana w duchu materialnym, > >>którą nomen omen kościół pomógł zmienić.> ... i coraz częściej tego żałuje, bo kończy się czas prosperity dla nich.Wszystko w porządku? Jakiej prosperity? Co, za komuny była prosperita kościoła? I co to ma do rzeczy? Zresztą, sejm przywrócił "fundusz kościelny", więc chyba jeszcze nie koniec. > Dopóki atakuje się "Boga", póki można sprowadzić dyskusję o KRK do poziomu kwestii istnienia/nieistnienia "Boga" - tak długo znajdą się obrońcy KRK i kleru.Ty naiwnie wierzysz, że kwestię istnienia Boga można jakoś powszechnie, społecznie "rozstrzygnąć", hehe. "Weźmy się wreszcie umówmy czy ten Bóg istnieje i wszystko się wyjaśni", hehe, dobre. > Gdy zacznie się rozliczać KRK wyłącznie w kontekście "ludzkich zachowań", wtedy stracą obrońców.Czy wiesz ile placówek medycznych i opiekuńczych na świecie utrzymuje kościół? Ponad 20%, nie pamiętam dokładnie. Czy wiesz ile wydaje rocznie na konserwację dzieł sztuki? Ile zbiera na cele charytatywne? Czy chcesz "rozliczyć" kościół z wychowania ludzi do życia we wzajemnej miłości i szacunku? To tak a propos "ludzkich zachowań", cokolwiek masz na myśli. A teraz pomyśl ile placówek medycznych powstało z inspiracji ateizmem, czy kiedykolwiek ateizm zaproponował jakikolwiek spójny lub trwały kodeks moralny i jakie w ogóle wartości ma do zaproponowania. Żadnych, ateizm jest aksjologicznie niekonstruktywny, w teorii i w praktyce. > Tą tarczą jest przekonanie "wiernych", że kościół i "Bóg" powinno się rozumieć tożsamo, jako coś nierozdzielnego...Chyba jakichś oszołomów, nie "wiernych".
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Irracja (4721 punktów) | >>Bo takie podejście zwalnia kler z dyskusji nad ich moralnością i rolą w świecie >"Ich" to znaczy kogo?... ... "ich" to znaczy kleru, co wynika z kontekstu zdania. Czyli -"takie podejście zwalnia kler z dyskusji nad ich (kleru) moralnością i rolą w świecie"...
>>Już dowodzę, dlaczego jest to problem kościoła: bo misja kościoła polega na krzewieniu wartości chrześcijańskich, a nie na propagandzie politycznej, amen. ... powinna na tym polegać, lecz tak nie jest. Krzewienie to nauczanie, a nie narzucanie pewnych wartości. Nauczanie i propagowanie światopoglądu i zachowań to jedno, jednak jednak ingerowanie w istniejące prawo państwowe, ograniczanie prawne zachowań ludzi, wpływanie na ustawy podejmowane przez sejm i rząd, itp. - to już działalność polityczna.
>>"Wierny" ma sobie wybrać rząd jaki chce w zgodzie z własnym sumieniem i to o aksjologiczny fundament sumienia owieczek, w poszanowaniu wolności wyboru powinien troszczyć się ksiądz - a nie "ręcznie", prymitywnie, "od góry" tłumaczyć co kto ma robić i wyłączać ludziom myślenie. ... to demagogia. Żądanie posłuszeństwa wobec "kościoła i jego przedstawicieli" (kleru) wyklucza wolność wyboru...
>>Nie ma na to czasu w czasie nabożeństwa, jeżeli dobrze rozumiem na czym polega naBożeństwo... ... istnieje w nabożeństwie coś takiego jak "kazanie". W tym czasie, kapłan może zrugać prawie wszystko. Wszystko oprócz samego "kościoła i jego polityki"...
>> A to nie mityczny "Bóg" jest winien wszelkich wypaczeń, zbrodni itp - lecz całkiem konkretni, jego kapłani. >???? Świetnie. To się nazywa propaganda. Albo jej skutki. ... chce pan powiedzieć, że biskupowi Piotrowi J "Bóg" kazał pić alkohol i później siąść za kierownicę? Że przypadki pedofilii i molestowania dzieci są na wyraźne życzenie "Boga"?...
>>>>którą nomen omen kościół pomógł zmienić. >> ... i coraz częściej tego żałuje, bo kończy się czas prosperity dla nich. >Wszystko w porządku? Jakiej prosperity? Co, za komuny była prosperita kościoła? ... już w szkole podstawowej uczono mnie, że sformułowanie "kończy się czas" dotyczy czasu bieżącego/obecnego, a nie czasu przeszłego. Gdybym pisał o "prospericie czasu komuny" użyłbym sformułowania "skończył się czas"...
>>Dopóki atakuje się "Boga", póki można sprowadzić dyskusję o KRK do poziomu kwestii istnienia/nieistnienia "Boga" - tak długo znajdą się obrońcy KRK i kleru. >Ty naiwnie wierzysz, że kwestię istnienia Boga można jakoś powszechnie, społecznie "rozstrzygnąć", hehe. "Weźmy się wreszcie umówmy czy ten Bóg istnieje i wszystko się wyjaśni", hehe, dobre... ... to raczej KRK uważa wszystkich za naiwniaków, sprowadzając każdy zarzut (wobec kościoła) do kwestii istnienia/nieistnienia "Boga". Problemem nie jest istnienie "Boga", lecz to czy wpływa na nasz świat. A to już można udowodnić, czego jakoś kościół nawet nie próbuje udowodnić...
>>Czy wiesz ile placówek medycznych i opiekuńczych na świecie utrzymuje kościół? Ponad 20%, nie pamiętam dokładnie. Czy wiesz ile wydaje rocznie na konserwację dzieł sztuki? Ile zbiera na cele charytatywne? ... a któreż to parafie, dekanaty, kurie fizycznie i wyłącznie utrzymują placówki medyczne? Wszystkie placówki medyczne i opiekuńcze są "zarejestrowane jako samodzielne podmioty", i nie tylko kościół je dotuje. Na konserwację "dzieł sztuki" wydają również państwa, instytucje i podmioty gospodarcze oraz osoby prywatne. A zbiórki charytatywne organizują nie tylko kościoły...
>>Czy chcesz "rozliczyć" kościół z wychowania ludzi do życia we wzajemnej miłości i szacunku? ... masz na myśli "wychowanie we wzajemnej miłości i szacunku" propagowane i praktykowane przez "ojczulka dyrektora"? To, w sam raz powinien sam kościół rozliczyć. I to z całą surowością, jako negatywne i naganne zachowanie i nauczanie...
>>A teraz pomyśl ile placówek medycznych powstało z inspiracji ateizmem... ... ooo waaa, kilka (co najmniej) by się znalazło. Komunizm (uważany za system ateistyczny) też budował placówki medyczne - chociażby... >>czy kiedykolwiek ateizm zaproponował jakikolwiek spójny lub trwały kodeks moralny i jakie w ogóle wartości ma do zaproponowania. Żadnych, ateizm jest aksjologicznie niekonstruktywny, w teorii i w praktyce. ... widzę, że masz gorsze mniemanie o moralności ludzi, niż sam "Bóg". A kto powiedział, że tylko "strach przed Bogiem" może być jedyną realną siłą zdolną skłonić człowieka do moralności?
>>Tą tarczą jest przekonanie "wiernych", że kościół i "Bóg" powinno się rozumieć tożsamo, jako coś nierozdzielnego... >Chyba jakichś oszołomów, nie "wiernych". ... oszołomów? Nareszcie to zauważyłeś. Wszak to kler (przede wszystkim) promuje taki pogląd...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | |  | 11 na 11 | Fizyk (17637 punktów) | >>> Jeżeli krytykujesz "pouczenia polityczne" zamiast spuścić księdza na drzewo, to nadajesz im znaczenie większe niż zasługują. >>> A tak na marginesie: polityka w kościele to problem kościoła a nie polityki.
Dobrze zacząłeś, ale zagalopowałeś się.
> A teraz pomyśl ile placówek medycznych powstało z inspiracji ateizmem, ...
Praktycznie wszystkie. Praktycznie wszystkie osiągnięcia współczesnej medycyny zawdzięczamy metodzie naukowej, która programowo zakłada monizm. Monizm a nie dualizm. Dualizm teizmu nie sprawdził się w praktyce. Z teologicznych rozważań teizmu nic użytecznego nie wynika.
> ... czy kiedykolwiek ateizm zaproponował jakikolwiek spójny lub trwały kodeks moralny...
Nie ma potrzeby kodyfikowania moralności. Każdy z nas ma wewnętrzne, wrodzone poczucie moralności. Nie myl moralności z kodeksem prawnym.
> ... i jakie w ogóle wartości ma do zaproponowania. Żadnych, ateizm jest aksjologicznie niekonstruktywny, w teorii i w praktyce.
Jeżeli nie jesteś pustelnikiem, który wyrzekł się wszelkich dóbr materialnych, to wszystko co masz wokół siebie - komputery, samochody, truskawki w zimie - to owoce ateizmu. Znakomita większość naukowców kładących podwaliny pod nowoczesne technologie, to ateiści. Co prawda w przeszłości było jeszcze sporo deistów, ale obecnie są oni na wymarciu, bo w ciągu ostatnich kilkunastu lat zrozumienie mechanizmu Wielkiego Wybuchu uczyniło deizm zbędnym pomysłem.
|
|
| | | | |  | -1 na 1 Marek Bielecki (2227 punktów) (zablokowany) | |
|
| | | | | |  | | Mateusz Kożuch (2120 punktów) | Eeech Bielecki- faktem jest, że przez 1500 lat rządów krk nad Europą nie było takiego postępu w nauce jak przez ostatnie 150 lat czyli od czasu jak ludzie zaczęli coraz częściej pokazywać czarnym środkowy palec. Zresztą proponuję taki eksperyment: porzuć wszystkie przedmioty jakie zostały wyprodukowane w ciągu ostatnich 150 lat z pomocą technologii, które się także w tym okresie rozwinęły i udaj się w miejsce oddalone od najbliższej cywilizacji o jakieś 100 km i spróbuj tak przeżyć tydzień. Założę się, że po czymś takim złego słowa na naukę i naukowców nie powiesz.
Headbangers www.youtube.com/watch?v=W0ISLSGF7sQ
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >> A teraz pomyśl ile placówek medycznych powstało z inspiracji ateizmem, ... >Praktycznie wszystkie. Praktycznie wszystkie osiągnięcia współczesnej medycyny zawdzięczamy metodzie naukowej, która programowo zakłada monizm. Powiedziałbym "skrót myślowy", gdyby nie było to "przejście przez czarną dziurę to innego uniwersum". (A z tym monizmem to już trochę starzyzna, bo jeśli przebieg pomiaru zależy od informacji o wyniku, to czyż informacja nie jest obok materio-energii fundamentalnym składnikiem rzeczywistości? Filozoficzny temat na osobny wątek).
>> ... czy kiedykolwiek ateizm zaproponował jakikolwiek spójny lub trwały kodeks moralny... >Nie ma potrzeby kodyfikowania moralności. Prywatna opinia bez związku z moim historycznym pytaniem. >Nie myl moralności z kodeksem prawnym. Dobra, od teraz.
>> ... i jakie w ogóle wartości ma do zaproponowania. Żadnych, ateizm jest aksjologicznie niekonstruktywny, w teorii i w praktyce. >Jeżeli nie jesteś pustelnikiem, który wyrzekł się wszelkich dóbr materialnych, to wszystko co masz wokół siebie - komputery, samochody, truskawki w zimie - to owoce ateizmu. Ja nie będę mylił prawa z moralnością, a Ty ateizmu z postępem i "wartości" jako abstraktów aksjologicznych z "wartościami" jako fajnymi rzeczami (na które człowiek plułby gdyby miłości nie miał). (Rany, im więcej stykam się z ateizmem, tym solidniejsze wydają mi się teksty biblijne, chociaż zawsze traktowałem to jako rodzaj poezji, bez większego związku z rzeczywistością. Dopiero światopoglądowa konfrontacja ujawnia pokłady mądrości w nich zawarte. Trzeba tylko czytać z konstruktywnym nastawieniem i zdrapać osad tysiącleci. A może to jest po prostu właściwość poezji jako takiej? Spuściłbym "naprutych winem" autorów na drzewo, zaliczając im szczęśliwy traf tu i tam - ale coraz częściej dostarczają trafnych spostrzeżeń.)
|
|
| | | |  | Marek Bielecki (2227 punktów) (zablokowany) |
> ile placówek medycznych i opiekuńczych na świecie utrzymuje kościółA wśród nich są placówki na najwyższym poziomie, np. Klinika Uniwersytetu Nawarry: www.cun.es/> czy kiedykolwiek ateizm zaproponował jakikolwiek spójny lub trwały kodeks moralnyCo jakiś czas są generowane jakieś niespójne ateistyczne etyki, ale szybko mutują lub zanikają.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
> > ile placówek medycznych i opiekuńczych na świecie utrzymuje kościół> A wśród nich są placówki na najwyższym poziomie, np. Klinika Uniwersytetu Nawarry: www.cun.es/Zara, zara... z pytania Marcucha nie wynika jasno kto kogo ma utrzymywać: Kościół placówki czy placówki Kościół? A w Twoim przykładzie? Kto komu przynosi kasę? I na marginesie: czy coś stricte kościelnego zapewnia ów "najwyższy poziom" klinice? Leczenie modlitwą czy cuś? > Co jakiś czas są generowane jakieś niespójne ateistyczne etyki, ale szybko mutują lub zanikają.A jakiś konkretny przykład etyki ateistycznej, zmutowanej, zanikniętej?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | |  | Marek Bielecki (2227 punktów) (zablokowany) |
>>Co jakiś czas są generowane jakieś niespójne ateistyczne etyki, ale szybko mutują lub zanikają. >A jakiś konkretny przykład etyki ateistycznej, zmutowanej, zanikniętej?
Etyka marksistowska.
______________________________________________________________
"truskawki w zimie - to owoce ateizmu" Fizyk
|
|
| |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > >>>Tam bowiem, zauważyłem, istnieje jak gdyby większa przestrzeń dla ideologii i punktów widzenia, dzięki której ludzie zdobywają się na dystans, jedni wobec drugich(...)> >>> ... ale tam żaden kapłan nie krytykuje polityków z ambony, twierdząc iż to oficjalne stanowisko kościoła - jak również nie poucza wiernych jak mają głosować (...)> Pytanie: co mnie to obchodzi, że ksiądz radzi a lud słucha, dlaczego mnie to miałoby przeszkadzać? Przecież mam rozum i głosuję po swojemu.Gdyż jestem racjonalistą i potrafię myśleć i wyciągać racjonalne wnioski. W demokracji każdy ma jeden głos, a tzw. opinia publiczna ma duże znaczenie, gdy kler do głów swoim owieczkom odpowiednio (zgodnie z własnym interesem) narobi, to mój głos wówczas będzie miał niewielkie już znaczenie. > Jeżeli krytykujesz "pouczenia polityczne" zamiast spuścić księdza na drzewo, to nadajesz im znaczenie większe niż zasługują.Nie wynaleziono lepszej broni przeciw głupocie niż Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski).
Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba.> A tak na marginesie: polityka w kościele to problem kościoła a nie polityki.Tak, cała historia Kościoła, to wtrącanie się przeróżnymi metodami do polityki. Zawsze tylko we własnym interesie. Dla zaspokojenia, władzy, chciwości i chuci kościelnych dostojników. > U nas nie problem, lecz tradycja.Tak, ale nam nie trzeba przypominać. Najbardziej jaskrawym przykładem jest tu choćby targowica pobłogosławiona przez Papieża Piusa VI, a realizowana przez biskupów zdrajców: Józefa Kossakowskiego, Ignacego Massalskiego, Wojciecha Skarszewskiego oraz Michała Romana Sierakowskiego, który pełnił funkcję naczelnego kapelana konfederacji. > Ksiądz odwala szeregową robotę, co mu biskup zadał - natomiast wierny bałwan nie wie na kogo głosować, bo nie został przyuczony do życia w demokracji.To ksiądz swoim owieczkom i barankom na kazaniach dokładnie tłumaczy na kogo mają głosować, a biskup w mediach uzupełnia, że każdy powinien na swojego głosować i obowiązkiem katolika jest głosować na katolika. > A więc problemem jest brak wychowania obywatelskiego w starszym pokoleniu, a nie działalność księży.Tak, gdyż oni głosują tak jak ich radio Maryja i katolickie telewizje poinstruują > A winę za to ponosi nie kościół, tylko sytuacja polityczna sprzed 40 lat,Tak, gdyż "czerwoni" po 56 roku za bardzo "czarnym" w tyłek włazili, a "czarni" jak zwykle kombinowali i PRL-u więcej kościołów niż w całym poprzednim tysiącleciu wybudowali. Komunistyczna cenzura zatrzymywała antyreligijną i antyklerykalną literaturę, tak, że poważne publikacje na ten temat, to dopiero po 89 roku zaczęły się ukazywać. > którą nomen omen kościół pomógł zmienić.Początkowo zastrachany pacyfikował, ale jak zobaczył, że Solidarność ma szansę wygrać, to zmienił front i zaczął kombinować ile może na tym ugrać. Kościół stał się największym finansowym beneficjentem przemian. Dobrze, że ludzie jednak myślą i moralnie Kościół coraz bardziej traci. [Załącznik]Miłego dnia. @@@ .
|
|
 | 9 na 9 | rysiek (4593 punktów) | Jeśli "klerykalizm" rozumiemy tak jak to definiuje się np. w Wikipedii:
Klerykalizm - dążenie do uzyskania instytucjonalnego wpływu duchowieństwa na życie społeczne, polityczne i kulturalne (...),
to owszem jestem "antyklerykałem", a większość tez Twojej wypowiedzi traci sens.
|
|
|  | 4 na 4 | setarkos (10757 punktów) | > dążenie do uzyskania instytucjonalnego wpływu duchowieństwa na życie społeczne, (..) jestem "antyklerykałem"
Podpisuję się pod taką deklaracją. Niechby duchowość duchownych ograniczała się (co najwyżej) do aureoli nad ich głowami, a materialnej przestrzeni nam nie psuła.
|
|
|  | -2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | > Jeśli "klerykalizm" rozumiemy tak jak to definiuje się np. w WikipediiJeśli czyjeś zdanie rozumiemy tak jak nam pasuje, to prowadzimy tzw. "monolog wewnętrzny".
|
|
| |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . > >>>Jeśli "klerykalizm" rozumiemy tak jak to definiuje się np. w Wikipedii> Jeśli czyjeś zdanie rozumiemy tak jak nam pasuje, to prowadzimy tzw. "monolog wewnętrzny". Jeśli słowa i terminy rozumiemy tak jak większość językowych słowników, to prowadzimy komunikatywną rozmowę. Jeżeli zaś mącimy i używamy enigmatycznych wykrętów teologicznego języka, to nawijamy kazanie, dobre na katechezę, ale nie na to forum. @@@ .
|
|
 | 9 na 9 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) |
> Podsumowując dotychczasowe wypowiedzi i licząc przyznane wzajemnie punkty konstatuję, że rozkręciłeś niezły wątek terapeutyczny, w którym zgromadzeni w kółku ideolodzy próbują się wzajemnie pocieszać po medialno-propagandowym ciosie przeciwnika, niczym szpitalna grupa odwykowa realizująca noworoczne postanowienie.No cóż każdy sądzi według siebie. Nie można przeskoczyć ani własnej inteligencji, ani poziomu intelektualnego. Dziękuje za przedstawienie obrazu forum przez fideistycznego klerykała i przyjrzyjmy się na ile Szanowny Pan ma rację. Na tym forum - co jest zupełnie oczywiste - dominują przedstawiciele ideologii racjonalistycznej, ale również mocne koło wsparcia (także punktowego) tworzą ich ideowi przeciwnicy irracjonalni fideiściProszę Szanownego Pana, staramy się tu walczyć z głupotą i wypowiedź nie byle kogo tylko Prefekta Kongregacji Nauki Wiary dobrze się w tą odwieczną groźną głupotę wszelkich klerykałów się wpisuje. Warto ją pokazać i wyśmiać tym bardziej, że my nie żyjemy we Francji tylko we współczesnej sklerykalizowanej Polsce. > To jest takie nieco zabawne, rzekłbym, ale jest to częścią czegoś większego: charakterystycznego dla Polski zjawiska ogólniejszej natury, mianowicie wagi jaką przeciwnicy religii, "antyklerykałowie" w tym kraju i nie tylko oni (aczkolwiek tego forum nie uznaję tutaj za reprezentatywne, jedynie uzupełniające) przejmują się wciąż tym, co jakiś "pan ksiądz powiedział".Antyklerykałowie to najczęściej - choć nie zawsze - elita intelektualna. Ludzie znający historię i zdolni do refleksji jak groźnymi są próby coraz większej klerykalizacji państwa. To co się dzieje w Polsce pod tym kątem może być zabawnym tylko dla głupców i sprawiać "radochę" klerykałom. Dzisiaj proboszcz ma większe znaczenie jak sekretarz w czasach stalinowskich, a Kościół Katolicki to "nowa siła przewodnia w gustownym czarnym kolorze". Więc nie bardzo parafianie mogą lekceważyć sobie to co "pan ksiądz powiedział", a nas stać to wyśmiać i dlatego jesteśmy też potrzebni. > To zjawiskowe na tle Europy, dojrzenie do wagarowania z kościoła wzbudza taką radość i sensację, że pragnie się dzielić nią z innymi uczniakami.Pan oczywiście chciałby to wstydliwie ukryć, że ludzie którzy mogą się realizować na ziemi, mają w wielkim poważaniu wszelakie religijne instytucje. Tak nas to cieszy. > Tradycyjne polskie myślenie, gdzie z jednej strony stara ksenofobia zostaje przekierowana w stronę instytucji kościelnej, wobec której stosuje się przy okazji zasadę odpowiedzialności zbiorowej, w połączeniu z tą czujnością wobec wypowiedzi i zachowań osób w sutannach i ich reprezentantów może w oczach obywateli zachodu wygladać na rodzaj przewrażliwienia.Fajne - zgodne z teologiczną tradycja - intelektualne wolty Pan tu wyczynia. Jakie to jest "tradycyjne polskie myślenie"? Jaka ta "stara ksenofobia"? Według mojej wiedzy starego antyklerykała oba określenia są mocno z katolicyzmem związane. Może warto postudiować przedwojenne "Ateneum Kapłańskie" i "Rycerza Niepokalanej". Czy to tylko przewrażliwienie to warto przeczytać X. Guery "Kodeks Akcji Katolickiej" oraz Janiny Bartyckiej "Stosunek kleru do państwa i oświaty". > Tam bowiem, zauważyłem, istnieje jak gdyby większa przestrzeń dla ideologii i punktów widzenia, dzięki której ludzie zdobywają się na dystans, jedni wobec drugich, politycy wobec księży, księża wobec filozofów, filozofowie wobec wszystkich itp. Oczywiście dystans to również "obojętność" w pejoraytwnym sensie, taka jest jego "cena" - dlatego sam nie wiem co lepsze.Tam bowiem, jak zauważają uczeni np. tu dzieje się wiele ciekawego, co ma niewielkie odbicie w polskiej rzeczywistości. > Sama jednak świadomość, że pod tytułem "racjonalista" jest tytuł "antyklerykalizm" skutkuje u mnie uczuciem, jakbyśmy się wszyscy na tym forum wymiany myśli gnietli w ciasnej wiejskiej chałupie na weselu i nie ma już wolnych miejsc i albo ateista bidny czeka na stojąco i narzeka albo ksiądz kogoś podsiadł ukradkiem kantem tyłka i jest wielka afera.Oczywiście jesteśmy zaszczyceni Pańską obecnością na naszym forum, ale gnieść się nie potrzeba - różnego rodzaju portali fideistycznych, całkowicie sklerykalizowanych jest na polskich stronach dziesiątki i jest w czym wybierać. Fora antyklerykalne przeznaczone dla racjonalistycznej inteligencji to tylko mała nisza myśli wolnej i nie ma konieczności tu się gnieść się jeszcze tym, którzy tak doskonale czują się w sklerykalizowanym polskim zaścianku. Ja boję się nawet lodówki otworzyć, aby nie wyskoczył z niej jakiś nawiedzony klerykał.
Od Kościoła Rzymskokatolickiego znacznie bardziej odstręcza mnie jego hipokryzja, niż historia podłości wszelakich w imię Boga czynionych. Pański post dobrze się w te obłudne techniki wpisuje. Ateizm nie jest żadną religią, a ateiści nie potrzebują też żadnego współczucia (szczególnie ze strony fideistów i instytucji religijnych). Jesteśmy takimi samymi obywatelami jak wszyscy inni i oczekujemy takiego samego szacunku i takich samych praw do krytyki jak wszyscy inni. Nie, ateiści to nie żadne "szczekające kundelki", jak określił nas św. pamięci kardynał, a co teraz chce Pan własnymi słowami nam tu przedstawić. Tak, to nasze maleńkie forum, to gwoźdź w bucie wszystkich polskich klerykałów i chwała mu za to.
Miłego dnia. @@@ .
|
|
|  | | Marcuch (664 punktów) | > Oczywiście jesteśmy zaszczyceni Pańską obecnością na naszym forum,Dziękuję. > ale gnieść się nie potrzeba - różnego rodzaju portali fideistycznych, całkowicie sklerykalizowanych jest na polskich stronach dziesiątki i jest w czym wybierać.Tylko, że to tak jakby Pan powiedział, że dopiero gdzie indziej człowiek się nie gniecie - a tutaj będzie się gniótł. To źle. To tak, jakbyśmy mieli spotykać się za pośrednictwem internetu w grupach wzajemnej adoracji, z daleka od siebie i nie konfrontowali przeciwnych poglądów. Ale mnie chodzi o co innego: o monopol na słowo "racjonalista" (tak jak pewna partia chce mieć monopol na "sprawiedliwość" i "prawo"). Do słowa "racjonalista" za pomocą konstrukcji forum (jego "stałych elementów") przyczepia się termin "antyklerykał" - z jakiej racji? (Obok np. całkiem zrozumiałego "ABC racjonalisty" mamy "antyklerykalizm" nie jako propozycję czy temat, ale jako stałą kategorię twórczości członków). Czy nie wydaje się to panu ograniczone, trochę sprzeczne z wolnym, otwartym myśleniem, trącące nietolerancją, jakimś szczególnym uczuleniem o zasięgu gminy, albo inaczej zawężoną perspektywą? Czy może przesadzam? > ateiści to nie żadne "szczekające kundelki", jak określił nas św. pamięci kardynał, a co teraz chce Pan własnymi słowami nam tu przedstawić.Nie chcę. > Proszę Szanownego Pana, staramy się tu walczyć z głupotą (...)Mnie pan nie nabierze. > Tak, to nasze maleńkie forum, to gwoźdź w bucie wszystkich polskich klerykałów (...)A pańskie wpisy ostrzem tego gwoździa!
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . Cytat: >Sama jednak świadomość, że pod tytułem "racjonalista" jest tytuł "antyklerykalizm" skutkuje u mnie uczuciem, jakbyśmy się wszyscy na tym forum wymiany myśli gnietli w ciasnej wiejskiej chałupie na weselu i nie ma już wolnych miejsc i albo ateista bidny czeka na stojąco i narzeka albo ksiądz kogoś podsiadł ukradkiem kantem tyłka i jest wielka afera. Oczywiście jesteśmy zaszczyceni Pańską obecnością na naszym forum, ale gnieść się nie potrzeba - różnego rodzaju portali fideistycznych, całkowicie sklerykalizowanych jest na polskich stronach dziesiątki i jest w czym wybierać. Fora antyklerykalne przeznaczone dla racjonalistycznej inteligencji to tylko mała nisza myśli wolnej i nie ma konieczności tu się gnieść się jeszcze tym, którzy tak doskonale czują się w sklerykalizowanym polskim zaścianku. Ja boję się nawet lodówki otworzyć, aby nie wyskoczył z niej jakiś nawiedzony klerykał.
> Tylko, że to tak jakby Pan powiedział, że dopiero gdzie indziej człowiek się nie gniecie - a tutaj będzie się gniótł.Zupełnie coś innego powiedziałem, że każdy ma swoje wybory i każdemu jest w jakimś towarzystwie wygodnie, a w innym już nie. Pan się skarżył: "jakbyśmy się wszyscy na tym forum wymiany myśli gnietli w ciasnej wiejskiej chałupie", to zaproponowałem luźniejsze miejsca. > To źle.Nie, to nie jest źle. Po prostu lubię jak ludzie są zadowoleni i dobrze czują się w jakimś towarzystwie. Po co się męczyć? > To tak, jakbyśmy mieli spotykać się za pośrednictwem internetu w grupach wzajemnej adoracji, z daleka od siebie i nie konfrontowali przeciwnych poglądów.Nigdy nic takiego nie było moją intencją. Uważam za bardzo cenną wymianę poglądów z ludźmi, których poglądy diametralnie różnią się od moich. Cenię sobie też ich osobistą odwagę (o ile nie jest połączona z bezdenną głupotą - co się jednak często zdarza) Proszę mi uwierzyć, że jestem zadowolony z Pańskiej obecności na naszym forum i uważam Pana za ciekawego, inteligentnego polemistę o dużej erudycji. Tak, najczęściej zupełnie się z Panem nie zgadzam, ale to wcale nie zmniejsza mojego dla Pana szacunku. > Ale mnie chodzi o co innego: o monopol na słowo "racjonalista" (tak jak pewna partia chce mieć monopol na "sprawiedliwość" i "prawo").Terminy: racjonalizm i racjonalista mają wiele znaczeń. Założyciele naszego forum nadali mu pewną linię programową i w związku z tą linią preferują tu takie jego rozumienie. Każdy, kto to akceptuje - jest zgodnie z tą forumową ideologią - racjonalistą. Tu nie ma żadnej nawet próby monopolizacji. > Do słowa "racjonalista" za pomocą konstrukcji forum (jego "stałych elementów") przyczepia się termin "antyklerykał" - z jakiej racji?Dla mnie te racje są ewidentne. Racjonalne widzenie rzeczywistości uczy nas sceptycyzmu do całej społecznej rzeczywistości, a do wszelakich autorytetów w szczególności. Nie dostrzegam najmniejszych przesłanek dla potrzeby uznania jakiegoś uznania a priori autorytetu kleru, które on sobie uzurpuje. Znajomość zaś historii, wprost nakazuje podchodzić ze zdecydowanie większym krytycyzmem do wszelkiego aparatu ideologicznego (szczególnie gdy ma władzę) niż do innych ludzi. Powiem, że idę tu dalej i uważam że każdy inteligentny i myślący katolik winien być antyklerykałem. (Znam sporo takich.)> (Obok np. całkiem zrozumiałego "ABC racjonalisty" mamy "antyklerykalizm" nie jako propozycję czy temat, ale jako stałą kategorię twórczości członków).Proszę Pana, nieopatrznie w czasach młodości zainteresowałem się religioznawstwem i sprawy religii plączą mi się przez całe życie. Spotkałem w swoim życiu przeróżne postawy wobec religii. Spotkałem też ludzi "obrażonych na księdza", czy "osobistych wrogów Pana Boga". Można sobie kpić z takich ludzi, a ich postawy lekceważyć, ale czy słusznie? Czy oni mają mniejsze prawo do dzielenia się swoimi poglądami, od tych którzy zawierzyli Bogu i księżom? Ci "od Boga" mają aż nadmiar portali, na których mogą dzielić się swoją wiarą z innymi. Nasz portal jest niszowy i z założenia promujący myśl wolną, to chyba oczywiste, że chcą być z nami. Założyciele tego portalu odwołują się do "Wielkiej Encyklopedii Francuskiej", w jej redagowaniu brały udział wielkie umysły ówczesnej Francji. Grupę uczonych (filozofowie, naukowcy, literaci), którzy pod kierownictwem Diderota i d'Alamberta tworzyli dzieło (Wolter, Ch. L. Montesquieu, G.L. Buffon, J.J. Rousseau, E.B. Condillac, J.A. Condorcet, C.A. Helvetius, P. d'Holbach, F. Quesnay, A.R. Turgot oraz wielu innych), nazywa się encyklopedystami. Łączył ich światopogląd racjonalistyczno-antropocentryczny, w którym silnym rysem była krytyka chrześcijaństwa i Kościoła oraz postulat laicyzacji kultury.Dziwne by było, aby nie preferowali postawy antyklerykalnej. CDN @@@ .
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52276 punktów) | . Ciąg dalszy: > Czy nie wydaje się to panu ograniczone, trochę sprzeczne z wolnym, otwartym myśleniem, trącące nietolerancją, jakimś szczególnym uczuleniem o zasięgu gminy, albo inaczej zawężoną perspektywą? Czy może przesadzam?Nie wcale Pan nie przesadza, tylko jesteśmy ludźmi z zupełnie innych bajek: Wyszedł na spacer krasnoludek. Jak zawsze ubrany w czerwony kubraczek i czerwoną czapeczkę. Idzie i fajkę sobie kurzy. Patrzy, z przeciwnej strony idzie drugi krasnoludek. Zielona czapeczka, zielony kubraczek i porteczki też zielone. Spojrzał, lekko zdumiony, ale ukłonił się grzecznie i idzie dalej. Za pierwszym kroczy drugi, tak samo ubrany, a za nim następny i następny. Aż przystanął, stuknął się w swoją maleńką łepetynę i westchnął: - Chyba znalazłem się nie w swojej bajce.Nasze osobowości zostały inaczej ukształtowane w dzieciństwie, mieliśmy innych nauczycieli, przeczytaliśmy inne książki. Inaczej rozumiemy te same słowa i całe związki frazeologiczne. Jestem pewien, że po przeczytaniu tego samego tekstu wyciągniemy z niego zupełnie inne wnioski. Dyskusje pomiędzy nami są bardzo trudne, a czasem wprost niemożliwe, co wcale nie znaczy, aby z takich prób rezygnować. > >>>Ateizm nie jest żadną religią, a ateiści nie potrzebują też żadnego współczucia (szczególnie ze strony fideistów i instytucji religijnych). Jesteśmy takimi samymi obywatelami jak wszyscy inni i oczekujemy takiego samego szacunku i takich samych praw do krytyki jak wszyscy inni.> >>>Nie, ateiści to nie żadne "szczekające kundelki", jak określił nas św. pamięci kardynał, a co teraz chce Pan własnymi słowami nam tu przedstawić.> Nie chcę.To mnie to cieszy, choć często odnoszę takie subiektywnie wrażenie, że jednak Pan chce. > >>>Proszę Szanownego Pana, staramy się tu walczyć z głupotą i wypowiedź nie byle kogo tylko Prefekta Kongregacji Nauki Wiary dobrze się w tą odwieczną groźną głupotę wszelkich klerykałów się wpisuje. Warto ją pokazać i wyśmiać tym bardziej, że my nie żyjemy we Francji tylko we współczesnej sklerykalizowanej Polsce.> Mnie pan nie nabierze.Nie staram się nikogo nabierać, wiem że kłamstwa i krętactwa mają "krótkie nogi". Jestem szczery i piszę zgodnie z własnymi poglądami i z własną wiedzą. Wydaje mi się, że to właśnie Pan komentując wypowiedź Prefekta Kongregacji Nauki Wiary: "To jest takie nieco zabawne, rzekłbym, ale jest to częścią czegoś większego: charakterystycznego dla Polski zjawiska ogólniejszej natury, mianowicie wagi jaką przeciwnicy religii, "antyklerykałowie" w tym kraju i nie tylko oni (aczkolwiek tego forum nie uznaję tutaj za reprezentatywne, jedynie uzupełniające) przejmują się wciąż tym, co jakiś 'pan ksiądz powiedział'". Usiłował nas nabrać. > >>>Tak, to nasze maleńkie forum, to gwoźdź w bucie wszystkich polskich klerykałów (...)> A pańskie wpisy ostrzem tego gwoździa!  Dziękuję za komplement! Staram się jak mogę, ale dostrzegam tu dyskutantów zdecydowanie bardziej merytorycznych ode mnie i chwała im za to. Nasze forum jest bardzo potrzebne, o czym świadczy między innymi Pański w nim udział. Miłego dnia. @@@ .
|
|
2 na 4 meercat (934 punktów) (zablokowany) | Odp: Ateizm jest "religią" ludzi niemądrych | >Fronda jest kopalnią absurdalności
Mam alergie na Fronde, aczkolwiek uważam, że są niebezpieczni, wyrachowani. To cyniczni gracze. Jestem w stanie powiedzieć, ze w porównaniu ze środowiskiem Frondy rodzina Radia Maryja to uroczy koloryt. Co innego wiara prostego człowieka, którą bardzo szanuję i jestem w stanie zrozumieć a co innego wiara osoby wykształconej. Nie można być katolikiem i intelektualistą. Nie ma takiej możliwości. Te rzeczy wykluczają się. Dlatego dla mnie Fronda to przede wszystkim prawicowo-konserwatywna banda. Teraz przypomniała mi się taka dziewucha, która często występowała u Pospieszalskiego. Jak na ironię ma żydowskie nazwisko. Działała mi na nerwy jak reszta jego popleczników. Bardzo niebezpieczna, bo wygadana. Za tym musi coś stać. Musi być jakaś praprzyczyna tego, że osoba elokwentna i oczytana jest po "tamtej" stronie. Ja znam praprzyczynę swojego lewactwa, jestem ciekawa tej praprzyczyny u nich. Będę wdzięczna za zwroty jeśli ktoś postrzega moja wypowiedź jako nieskładną. Mam na myśli komunikat "nie rozumiem o co ci chodzi".
|
|
 | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | > Nie można być katolikiem i intelektualistą. Nie ma takiej możliwości. Te rzeczy wykluczają się. To nieprawda.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
|  | 2 na 2 | warchołł (718 punktów) | >To nieprawda.
Prawda oczywista dla każdego myślącego. Katolik musi wyłączyć inteligencję, gdy myślenie spotyka się z dogmatem.
A poza tym uważam, że Bielecki powinien zostać zablokowany.
|
|
| |  | | Konowal (6291 punktów) | Oczywiście, że nie musi.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | |  | 1 na 1 | warchołł (718 punktów) | >Oczywiście, że nie musi.
Oczywiście, że musi. Musi bezrefleksyjnie zaaprobować każdy dogmat, inaczej przestanie być wyznawcą.
A poza tym uważam, że Bielecki powinien zostać zablokowany.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | >>Oczywiście, że nie musi. >Oczywiście, że musi. Musi bezrefleksyjnie zaaprobować każdy dogmat, inaczej przestanie być wyznawcą. Może przestanie być katolikiem, ale to jego wybór i nic nie musi, ale widzę, że nie możesz się wyrwać z ram - musi-nie musi, a wierz mi na słowo wiele jest innych możliwości.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | warchołł (718 punktów) | >Może przestanie być katolikiem, ale to jego wybór i nic nie musi, ale widzę, że nie możesz się wyrwać z ram - musi-nie musi, a wierz mi na słowo wiele jest innych możliwości.
Ale mowa była o katolikach - czyż nie?
A poza tym uważam, że Bielecki powinien zostać zablokowany.
|
|
| | | | | |  | meercat (934 punktów) (zablokowany) | W "nauce" ludzi wierzących naczelnym wskazaniem jest dogmat wiary. Czy można o takiej osobie mówić, że jest naukowcem? Przecież dogmat wiary wprost wyklucza wiele gałęzi nauki, stoi z nimi w sprzeczności. Naszym obowiązkiem jest wykazywać to na każdym kroku, aby nie mogli bezkarnie trwać w hipokryzji. Moim zdaniem mają dla jej rozwoju zbyt cieplarniane warunki. Innymi słowy: ziemia powstała 6 tys. lat temu? To nie używaj benzyny. Edit: Kurczę, gdzie ja mam rozum? Przecież oni uważają, że ropę naftową też stworzył Bóg... Naprawdę mogą bezkarnie pleść androny. Bo przecież wiara nie wymaga dowodów... W każdym razie:
|
|
|  | 1 na 5 meercat (934 punktów) (zablokowany) |
>To nieprawda.
Źle się wyraziłam. Nie chciałam wygłaszać obiektywnej prawdy. Poprawiam się: ja uważam, że nie można być katolikiem i intelektualistą. W moim przekonaniu te rzeczy wykluczają się. Nawet Graham Greene nie może tu być przykładem. Mam wrażenie, że dolepili mu etykietkę pisarza katolickiego, żeby mieć na koncie chociaż jednego przedstawiciela literatury światowej. Oczywiście jest np. święty Augustyn. Też go czciłam dopóki nie dowiedziałam się, że był mizoginem i antysemitą. Po prostu w moim przekonaniu z katolicyzmem są immanentnie związane tzw. "ciasne" poglądy. Tak samo nie ma katolickiej nauki. Jest ekspansja dogmatu na inne dziedziny życia. Podporządkowanie dogmatom innych dziedzin życia.
|
|
| |  | | Konowal (6291 punktów) | No cóż wolno mieć przekonania jakie się chce, ale moim zdaniem nie masz racji.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| |  | -2 na 2 | szarley (54913 punktów) | >>To nieprawda. >Źle się wyraziłam. Nie chciałam wygłaszać obiektywnej prawdy. Poprawiam się: >ja uważam, że nie można być katolikiem i intelektualistą. W moim przekonaniu te rzeczy wykluczają się. >Po prostu w moim przekonaniu z katolicyzmem są immanentnie związane tzw. "ciasne" poglądy. Tak samo nie ma katolickiej nauki. >Jest ekspansja dogmatu na inne dziedziny życia. Podporządkowanie dogmatom innych dziedzin życia.
A Kopernik była kobietą
|
|
| | |  | | szarley (54913 punktów) | >>>To nieprawda. >>Źle się wyraziłam. Nie chciałam wygłaszać obiektywnej prawdy. Poprawiam się: >>ja uważam, że nie można być katolikiem i intelektualistą. W moim przekonaniu te rzeczy wykluczają się. >>Po prostu w moim przekonaniu z katolicyzmem są immanentnie związane tzw. "ciasne" poglądy. Tak samo nie ma katolickiej nauki. >>Jest ekspansja dogmatu na inne dziedziny życia. Podporządkowanie dogmatom innych dziedzin życia. >A Kopernik była kobietą
Jak widzę, moja wypowiedź jest ocaniana minusami więc wyjaśniam:
>>ja uważam, że nie można być katolikiem i intelektualistą. W moim przekonaniu te rzeczy wykluczają się. >>Po prostu w moim przekonaniu z katolicyzmem są immanentnie związane tzw. "ciasne" poglądy. Tak samo nie ma katolickiej nauki. >>Jest ekspansja dogmatu na inne dziedziny życia. Podporządkowanie dogmatom innych dziedzin życia.
Kopernik był katolickim księdzem, nawet kanonikiem. Może się to komuś nie podobać, ale faktów historycznych zmienić się nie da. >>ja uważam, że nie można być katolikiem i intelektualistą. W moim przekonaniu te rzeczy wykluczają się. Skoro tak, to łatwiej zaprzeczyć że był intelektualistą.
|
|
| Drobner (19539 punktów) | >"Prefekt Kongregacji Nauki Wiary: Ateizm jest religią ..."
tak jak nie zbieranie znaczków to jest hobby.
>"Prefekt Kongregacji Nauki Wiary: Ateizm ... ludzi niemądrych"
Osobiście wolę być "niemądrym" niż bezwolnym (czyt.: bezmózgim).
Drobner, ekstremalnie eskalujący nieco trochę...
PS. Do czcigodnych przedpiśców: "Kongregacja Nauki Wiary" to nowa nazwa dawnej Inkwizycji. Kto wie, czy to se ne vrati?
|
|
1 na 1 meercat (934 punktów) (zablokowany) |
> "Katolicy działają na społeczeństwo pozytywnie. Chrześcijaństwo wnosi w jego >funkcjonowanie i w życie publiczne bardzo dużo wartości."Tak bardzo dużo.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|