Racjonalista - Strona głównaDo treści
Problem z "ateistami"

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
25-06-2012 12:23AgataRączka (116 punktów)Problem z "ateistami"
Ocena 3 na 11
Moim zdaniem, ostatnio doświadczamy pewnej fali "ateistów" w wieku od 12 do 20 lat, którzy jako leniwi katolicy starają się ukryć własny brak chęci, nazywając samych siebie "ateistami". Problem tkwi w tym, że jest to termin, który zasłyszeli w większości gdzieś na forum szkolnym i nadużywają go, w między czasie uroczo trzymając się zasady: "thank God, I'm an atheist" .
właśnie te osoby, które stawia się z prawdziwymi ateistami na jednej szali, sprawiają, że opinia społeczeństwa jest negatywna .
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
No to nareszcie mamy wśród ateistów podział na dwie sekty. Ateistów z lenistwa i z uświadomienia. Ci pierwsi to sekta.
28-06-2012 15:14 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>No to nareszcie mamy wśród ateistów podział na dwie sekty. Ateistów z lenistwa i z uświadomienia. Ci pierwsi to sekta.
A ci drudzy to ..... ?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
28-06-2012 17:17 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>No to nareszcie mamy wśród ateistów podział na dwie sekty. Ateistów z lenistwa i z uświadomienia. Ci pierwsi to sekta.
> A ci drudzy to ..... ?

To normalni, ochrzczeni, myślący racjonalnie, których poglądy na temat wiary są wynikiem krytycznego myślenia, a nie narzucone przez rodziców. Elita intelektualna.
24-07-2012 22:08 
 Ocena 1 na 1
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>No to nareszcie mamy wśród ateistów podział na dwie sekty.
Trzy, jeszcze sa Prawdziwi Polacy, Ateiści!
25-06-2012 12:59
 Ocena 18 na 18
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Hmm... skoro ateista to osoba, która nie wierzy w Boga to chyba każdy kto w niego nie wierzy jest ateistą.

Co mają do tego pobudki?

Ludzie cały czas zapominają, że ateizm to tylko termin, który określa stosunek podmiotu do istnienia Boga, czy tam absolutu (jak kto woli). Cały zły wizerunek ateizmu bierze się z tego, że krytycy ateizmu mówią "ateiści są tacy i owacy", "ateiści to lewacy", "ateiści są za zabijaniem dzieci".

A ateizm przecież nie ma z tym nic wspólnego. Ateizm nie wiąże się z poglądami politycznymi, wykształceniem, stanem cywilnym, czy statusem majątkowym.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
25-06-2012 15:17 
 Ocena 1 na 1
Kuba K. (3909 punktów)
>Ludzie cały czas zapominają, że ateizm to tylko termin, który określa stosunek podmiotu do istnienia Boga (...)
>(...) Ateizm nie wiąże się z poglądami politycznymi, wykształceniem, stanem cywilnym, czy statusem majątkowym.

Zasadniczo masz rację (co do definicji ateizmu), ale pewne związki statystyczne, dajmy na to pomiędzy deklarowaniem ateizmu a wykształceniem, lub statusem majątkowym pewnie istnieją. Statystycznie rzecz biorąc ateistą prędzej będzie wykształcony i dobrze sytuowany trzydziestolatek, mieszkaniec dużego miasta niż małorolny rolnik lat 65, wykształcenie podstawowe, mieszkaniec wsi liczącej 5 "dymów". Oczywiście, to tylko statystyka i trudno tu o stawianie znaku równości, ale pewien schemat dałoby się pewnie zauważyć.
25-06-2012 15:44 
 Ocena 7 na 7
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Oczywiście że tak!

Ale czy myślenie tymi kategoriami nie prowadzi do powstawania stereotypów?

Poza tym badania, które na to wskazują raczej skupiają się ogólniej na badaniu życia religijnego, odczuciu przynależności do religii i wspólnoty. Bo przecież samo czy ktoś jest ateistą czy agnostykiem tak naprawdę nic nie mówi o człowieku.

Jest wielu "wierzących" którzy odczuwają przynależność do kościoła katolickiego i chodzą na msze, a przecież żyją niezgodnie z nauką takiego kościoła i głosują na jakiegoś Palikota, czy inne "akościelne" postaci. Podobnie są ateiści, którzy czują się związani z chrześcijańską kulturą.

Ogólnie rzecz biorąc sam termin ateizm wiele nie wnosi do dyskusji. Inna sprawa że ateizm częściej wiąże się z wyższym wykształceniem, ale podobnie wiąże się z tym wiele, wiele innych czynników.

Mi osobiście bardzo nie podoba się to przechwalanie, że wyższe wykształcenie koreluje z ateizmem, a to że pochodzisz z małej miejscowości z religijnością. Osobiście uważam że przede wszystkim w dialogu światopoglądowym nacisk powinno się kłaść przede wszystkim na to co łączy obie strony, a nie dzieli. A takich rzeczy naprawdę jest wiele tylko uciekają na rzecz bardziej pospolitych różnic seks, aborcja, eutanazja i inne pierdoły.

Po prostu jestem już znużony tym dzieleniem na ateistów prawdziwszych i mniej prawdziwych tak jak są np. katolicy gorliwsi i mniej gorliwi.

To co ja najbardziej cenię w osobach o wolnym światopoglądzie, które znam to właśnie niestereotypowe myślenie i nie dzielenie na lepszych czy gorszych, a przede wszystkim unikanie światopoglądowych łatek.

Trochę nieskładnie, ale mam nadzieję, że ogólnie przekaz jest zrozumiały. Stereotypy fe, niezależnie po której stronie.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
25-06-2012 17:31 
 Ocena 1 na 1
Kuba K. (3909 punktów)
>Mi osobiście bardzo nie podoba się to przechwalanie, że wyższe wykształcenie koreluje z ateizmem, a to że pochodzisz z małej miejscowości z religijnością.

Czy to jest przechwalanie się? To raczej stwierdzenie faktu.

>Osobiście uważam że przede wszystkim w dialogu światopoglądowym nacisk powinno się kłaść przede wszystkim na to co łączy obie strony, a nie dzieli. A takich rzeczy naprawdę jest wiele tylko uciekają na rzecz bardziej pospolitych różnic seks, aborcja, eutanazja i inne pierdoły.

Jakoś nie mogę się zgodzić z użytym przez Ciebie stwierdzeniem, że seks, aborcja i eutanazja to "inne pierdoły". To bardzo konkretne, praktyczne zagadnienia, w sprawie których wierzący chcą narzucić swój światopogląd wszystkim bez wyjątku. Wszak to nie ateiści narzucają swoją wolę innym, każąc im uprawiać seks, poddawać się aborcji itd. Zacznijmy od uszanowania poglądów innych i pozwólmy każdemu żyć w zgodzie z własnym sumieniem, miast na siłę szukać "tego co łączy". Jakoś dziwnie nie czuję jakichkolwiek więzi z ludźmi, którzy chcą mnie na siłę uszczęśliwiać.

>Trochę nieskładnie, ale mam nadzieję, że ogólnie przekaz jest zrozumiały. Stereotypy fe, niezależnie po której stronie.
Zrozumiały, choć nie do końca się z nim zgadzam.
28-06-2012 15:17 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
"wolny światopogląd" - a cóż to jest??? to ci co myślą wolniej ?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
28-06-2012 15:38 
 Ocena 3 na 3
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>"wolny światopogląd" - a cóż to jest??? to ci co myślą wolniej ?
>
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie

> Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
> św. Augustyn

Ja rozumiem wolny światopogląd jako możliwość rozważania wszystkich pytań. Tzn. brak dogmatów w myśleniu.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
29-06-2012 09:28 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>"wolny światopogląd" - a cóż to jest??? to ci co myślą wolniej ?
>>
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie

>> Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
>> św. Augustyn
>Ja rozumiem wolny światopogląd jako możliwość rozważania wszystkich pytań. Tzn. brak dogmatów w myśleniu.

Czy zatem człowiek o "wolnym światopoglądzie" jeżeli w wyniku rozważań uzna jaki dogmat staje się człowiekiem o "niewolnym światopoglądzie"???

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Czy zatem człowiek o "wolnym światopoglądzie" jeżeli w wyniku rozważań uzna jaki dogmat staje się człowiekiem o "niewolnym światopoglądzie"???

A dlaczego miałby nie móc samemu ograniczyć sobie wolności światopoglądowej?

Wolność z reguły można sobie samemu ograniczyć na przeróżne sposoby. Jeśli ktoś nawet urodzony i wychowany bez dogmatycznego myślenia ostatecznie dojdzie do wniosku, że to myślenie wcale nie jest takie fajne i najlepsze są "proste odpowiedzi", ergo sam na własne życzenie przestanie myśleć i zamknie swój światopogląd w dogmatyczne ramy to pewnie tak.

Nie chodzi mi bynajmniej o to, że wolny światopogląd to jedyny słuszny światopogląd. Można być nawet wierzącym wolnomyślicielem, ale istotna jest możliwość stawiania pytań. Myślenie dogmatyczne to tak naprawdę brak myślenia i zaczyna się wtedy, kiedy wpaja się komuś listę prawd objawionych, których nie tyle nie wolno podważać, o ile nawet nie można myśleć o tym, że są nieprawdziwe

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
29-06-2012 12:04 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>Czy zatem człowiek o "wolnym światopoglądzie" jeżeli w wyniku rozważań uzna jaki dogmat staje się człowiekiem o "niewolnym światopoglądzie"???
>A dlaczego miałby nie móc samemu ograniczyć sobie wolności światopoglądowej?
>Wolność z reguły można sobie samemu ograniczyć na przeróżne sposoby. Jeśli ktoś nawet urodzony i wychowany bez dogmatycznego myślenia ostatecznie dojdzie do wniosku, że to myślenie wcale nie jest takie fajne i najlepsze są "proste odpowiedzi", ergo sam na własne życzenie przestanie myśleć i zamknie swój światopogląd w dogmatyczne ramy to pewnie tak.
>Nie chodzi mi bynajmniej o to, że wolny światopogląd to jedyny słuszny światopogląd. Można być nawet wierzącym wolnomyślicielem, ale istotna jest możliwość stawiania pytań. Myślenie dogmatyczne to tak naprawdę brak myślenia i zaczyna się wtedy, kiedy wpaja się komuś listę prawd objawionych, których nie tyle nie wolno podważać, o ile nawet nie można myśleć o tym, że są nieprawdziwe

Ależ czy nauka nie jest myśleniem dogmatycznym? gdzie roi się od stałych Plancka , E=mc2, niezmiennej i nieprzekraczalnej prędkości światła - same dogmaty To jak naukowcy myślą czy nie myślą.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
29-06-2012 12:31 
 Ocena 10 na 10
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Ależ czy nauka nie jest myśleniem dogmatycznym? gdzie roi się od stałych Plancka , E=mc2, niezmiennej i nieprzekraczalnej prędkości światła - same dogmaty To jak naukowcy myślą czy nie myślą.

Zapytaj fizyka skąd wie ile wynosi stała Plancka, a później zapytaj księdza skąd wie że istnieje trójca święta.

Stałe fizyczne tym się różnią od dogmatów, że każdy może je sobie sam wyliczyć i (choć czasem przy sporym nakładzie kosztów) przeprowadzić eksperyment, który udowadnia powtarzane prawidła fizyczne.

Można również zapytać fizyka o eksperyment udowadniający teorię grawitacji, a później księdza o eksperyment udowadniający istnienie ducha świętego.

Pisanie o tym, że stałe wyprowadzone na drodze empirycznego poznania to takie same dogmaty jak wiara w siły nadprzyrodzone, to skrajna ignorancja dla teorii poznania, do której cegiełki dokładali najwięksi myśliciele naszych czasów, a w tym przede wszystkim naukowcy.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
29-06-2012 14:34 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>Ależ czy nauka nie jest myśleniem dogmatycznym? gdzie roi się od stałych Plancka , E=mc2, niezmiennej i nieprzekraczalnej prędkości światła - same dogmaty To jak naukowcy myślą czy nie myślą.
>Zapytaj fizyka skąd wie ile wynosi stała Plancka, a później zapytaj księdza skąd wie że istnieje trójca święta.
>Stałe fizyczne tym się różnią od dogmatów, że każdy może je sobie sam wyliczyć i (choć czasem przy sporym nakładzie kosztów) przeprowadzić eksperyment, który udowadnia powtarzane prawidła fizyczne.
>Można również zapytać fizyka o eksperyment udowadniający teorię grawitacji, a później księdza o eksperyment udowadniający istnienie ducha świętego.
>Pisanie o tym, że stałe wyprowadzone na drodze empirycznego poznania to takie same dogmaty jak wiara w siły nadprzyrodzone, to skrajna ignorancja dla teorii poznania, do której cegiełki dokładali najwięksi myśliciele naszych czasów, a w tym przede wszystkim naukowcy.

A czy różnice w powstaniu dogmatów mają znaczenie w ich przestrzeganiu?? Czy za każdym razem mam udowadniać sobie każde działanie matematyczne ?? czy za każdym razem muszę przeprowadzać eksperyment chemiczny żeby dowieść że sól jest słona? Przeprowadziłeś choć raz eksperyment czy wylicze3nia na prędkość światła ? Mieszasz przyczyny ze skutkami. Przyczyny mogą być różne zaś skutki te same.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
29-06-2012 23:45 
 Ocena 3 na 3
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Prędkość światła zmierzono w różnych laboratoriach na całym świecie niezależnie od szerokości geograficznej i kultury badaczy. Podobnie bomby atomowe zostały zbudowane przez różnych naukowców, korzystając z tych samych praw fizyki.

Natomiast wszystkie religie i odłamy są różne... hmm... naprawdę tak ciężko pojąć zasadniczą różnicę?

A każdy matematyk musi potrafić wyliczyć te wszystkie wzory i udowodnić te wszystkie twierdzenia. Ba! Studia matematyczne polegają na dowodzeniu tych wszystkich już dowiedzionych twierdzeń I dziwne, że jeszcze żaden matematyk nie udowodnił, że deltę liczy się inaczej! I każdemu suma kątów wewnętrznych trójkąta sferycznego mieści się w przedziale <pi;3pi> !

To tylko u tych dogmatycznych teologów Bóg raz nazywa się Allah, raz Jahwe, raz Jezus, raz jest trójcą świętą, a raz nie.

I warto również nadmienić, że twierdzenia matematyczne, czy prawa fizyczne nie zmieniają się względem czasu. Ludzie głębokiej wiary zwykli się tu popisywać swoją "wiedzą" i mówić, "a zasady dynaminki Newtona i teoria względności?", przy czym wszyscy fizycy i epistemolodzy walą otwartą dłonią w czoło.

Zasady dynamiki Newtona były, są i zawsze będą prawdziwe dla układów, w których zachodzi transformata Galileusza, czy prościej o stałym czasie. Zasady gry w kręgle i bilard jakoś nie zmieniają się w czasie


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Konowal (6291 punktów)
>Prędkość światła zmierzono w różnych laboratoriach na całym świecie niezależnie od szerokości geograficznej i kultury badaczy. Podobnie bomby atomowe zostały zbudowane przez różnych naukowców, korzystając z tych samych praw fizyki.
>Natomiast wszystkie religie i odłamy są różne... hmm... naprawdę tak ciężko pojąć zasadniczą różnicę?

Tak a w matematyce nie ma żadnych sporów i właściwie to już nic się nie da nowego odkryć. Ja też mogę powiedzieć że w różnych częściach globu różni ludzie doszli do przekonania że Bóg, czy bogowie istnieją.

>A każdy matematyk musi potrafić wyliczyć te wszystkie wzory i udowodnić te wszystkie twierdzenia. Ba! Studia matematyczne polegają na dowodzeniu tych wszystkich już dowiedzionych twierdzeń I dziwne, że jeszcze żaden matematyk nie udowodnił, że deltę liczy się inaczej! I każdemu suma kątów wewnętrznych trójkąta sferycznego mieści się w przedziale <pi;3pi> !

A ja nie mówię o matematykach tylko zwykłych ludziach którzy na nazwę matematyka mają odruch wymiotny i WIERZĄ że do zalania fundamentów potrzeba iluś metrów sześciennych betonu a nie ton czy litrów.

>To tylko u tych dogmatycznych teologów Bóg raz nazywa się Allah, raz Jahwe, raz Jezus, raz jest trójcą świętą, a raz nie.
>I warto również nadmienić, że twierdzenia matematyczne, czy prawa fizyczne nie zmieniają się względem czasu. Ludzie głębokiej wiary zwykli się tu popisywać swoją "wiedzą" i mówić, "a zasady dynaminki Newtona i teoria względności?", przy czym wszyscy fizycy i epistemolodzy walą otwartą dłonią w czoło.

I pewnie dlatego mają płaskie czoła.

>Zasady dynamiki Newtona były, są i zawsze będą prawdziwe dla układów, w których zachodzi transformata Galileusza, czy prościej o stałym czasie. Zasady gry w kręgle i bilard jakoś nie zmieniają się w czasie

No cóż ja to muszę przyjąć na WIARĘ bo inaczej tego nie sprawdzę.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
06-07-2012 12:24 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>A ja nie mówię o matematykach tylko zwykłych ludziach którzy na nazwę matematyka mają odruch
>wymiotny i WIERZĄ że do zalania fundamentów potrzeba iluś metrów sześciennych betonu a nie ton
>czy litrów.
>No cóż ja to muszę przyjąć na WIARĘ bo inaczej tego nie sprawdzę.

No, widzisz. I tu mamy rozwiązanie problemu. Wierzysz w co wierzysz bo inaczej tego nie sprawdzisz.

Tak jest najwygodniej.

Później krążą takie kwiatki jak np. przed wyborami prezydenckimi panowała powszechna opinia, że głosowanie na kogoś innego niż np. Kaczyńskiego daje mu szansę zwycięstwa w pierwszej turze. Albo mój ulubiony to że średni czas pobierania emerytury przez emerytów obliczamy odejmując od średniej długości życia wiek przejścia na emeryturę.

No i takie mamy społeczeństwo.

A zapytaj kogoś po studiach jak udowodnić, że istnieje tylko jeden zbiór pusty i inżynier spojrzy na Ciebie jak na debila bo przecież istnieje tylko jeden zbiór pusty bo tak mu powiedzieli na zajęciach. Ale po co to udowadniać skoro można przyjąć na wiarę?

I później mamy takie społeczeństwo, które albo przyjmuje na wiarę albo nie, bo przecież nie będzie sobie zadawać trudu, żeby zrozumieć jakiś problem.

No i jedni wierzą księżom, inni naukowcom (a ci też się mylą), inni analitykom, inni znachorom...

Bo zamiast logiki mamy 2h religii tygodniowo!


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
06-07-2012 14:03 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)

>No, widzisz. I tu mamy rozwiązanie problemu. Wierzysz w co wierzysz bo inaczej tego nie sprawdzisz.
>Tak jest najwygodniej.

Dla jednych tak a inni poszukują prawdy, więc nie uogólniaj. Niemniej chodzi tu o co innego - bo nie przeszkadza być wierzącym z jakiegokolwiek powodu, czy to lenistwa czy przekonania.

>No i jedni wierzą księżom, inni naukowcom (a ci też się mylą), inni analitykom, inni znachorom...

i tu się zgodzę z Tobą

>Bo zamiast logiki mamy 2h religii tygodniowo!
Zaś tu moim zdaniem się mylisz. Ani religia nie jest odpowiedzialna za całe zło świata, ani logika tego świata nie zbawi. Ba nawet jakby żadnej religii nie było to człowiek jako istota z uczuciami, zachowywałby się równie nieracjonalnie co teraz.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
20-07-2012 01:02 
 Ocena-1 na 1
hmax (463 punktów)

>Ani religia nie jest odpowiedzialna za całe zło świata, ani logika tego świata nie zbawi. Ba nawet jakby żadnej religii nie było to człowiek jako istota z uczuciami, zachowywałby się równie nieracjonalnie co teraz

Religia za całe zło świata nie odpowiada ale za 90%... W koncu ona nadaje sobie prawo decydowania co dobre a co złe. Patrz dekalog. okradnę cię bo jesteś niewierzący, wierzący w innego boga a więc obcy : spalę cie na stosie, najadę wyrżnę w pień ... brzmi znajomo od 2 tys lat ?
30-07-2012 10:49 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
Idąc tym tropem mozna powiedzić że i 90% dobra pochodzi od religii.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
30-07-2012 15:01 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Religia za całe zło świata nie odpowiada ale za 90%... W końcu ona nadaje sobie prawo decydowania co dobre a co złe. Patrz dekalog. okradnę cię bo jesteś niewierzący, wierzący w innego boga a więc obcy : spalę cie na stosie, najadę wyrżnę w pień ... brzmi znajomo od 2 tys lat?
>Idąc tym tropem mozna powiedzić że i 90% dobra pochodzi od religii.
Pan Konowal przy swoim wysokim poziomie edukacji, to nawet matematycznie jest uzdolnionym.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
30-07-2012 17:02 
 Ocena 1 na 1
hmax (463 punktów)
>Idąc tym tropem mozna powiedzić że i 90% dobra pochodzi od religii.
>
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie

> Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
> św. Augustyn

religia każe wierzyć w niezbadane.w ten sposób jaki akurat odpowiada danemu arcykapłanowi. interpretacja biblii koranu czy innych malowideł jaskiniowych zależy jedynie od poziomu naukowego danego superszamana ipoziomu cywilizacji w jakiej skurat żył. kiedyś wierzono w raj adasia i ewy potop dzis teolodzy sklaniaja sie ku stwierdzeniu ze stary testament pelen jest przypowiastek, ktorych nie można brać doslownie. 200 lat temu za podwazanie st. testamentu splonął bys na stosie. za 100 lat st.testament w szkole bedzie traktowany jako zbior mitów jak dziś mitologia grecka. dlatego uważam religia pod jakąkolwiek postacią niesie w sobie więcej zła niż dobra.
31-07-2012 09:51 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
Rozumiem że nie podzielasz przekonań które wypływają z samej wiary, ale nie rozumiem dlaczego uważasz że niesie z sobą więcej zła, niż dobra. Weźmy tylko przykład PRL-u gdzie była spoiwem opozycji, nie mówiąc już czasach zaborów. No chyba że uważasz że ogólnie państwo nie jest nam potrzebne i wtedy takie spoiwa są niepotrzebne.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
31-07-2012 14:00 
 Ocena-1 na 3
hmax (463 punktów)
spoiwo opozycji ??? czasy zaborów ? to raczej uczucia patriotyczne wśród księży się odzywały a nie była to kwestia wiary i religii.Każdy z nich był przecież Polakiem. Walka z komunizmem, który otwarcie negował istnienie boga, a napychanie przez społeczeństwo sutanny złotem uważał za ciemnogród to co innego. Postawa obronna kościoła za PRL była priorytetem, być albo nie być kościoła w Polsce. Sentyment do starych czasów gdzie kapłan wspólnie z królem rządzili ludem. Natomiast zabory to kilka zrywów w których uczestniczyli też i księża to statystycznie wytłumaczalne. tak samo pewnien procent księzy w powstaniu brał udział jak i ludzi umysłowo chorych, ślepych na jedno oko, bednarzy, szewców, woźniców, morderców seryjnych, złodziei, arystokracji, chłopów, biedoty, bogaczy jak i ateistów itp. To, że kler posiadał większe środki finansowe, posiadłości i większą swobodę w okupowanym kraju dawało im po prostu większe możliwości.
Religia niesie więcej zła to proste: ludzie są gotowi zabić (i zabijają) za swojego boga, który okazuje się po czasie mrzonką. Zobacz co się dzieje w afryce wojny plemienne chrześcijanin muzułmanian, palestyna-izrael arab żyd, indie-pakistan na progu wojny islam kontra hinduizm. Ostatnio grekokatoliccy duchowni pobili się z prawosławnymi duchownymi na pielgrzymce w tzw ziemi świętej.Spójrz na irlandię - katolicka i prawosławna różni ich sposób świętowania i czczenia chyba tego samego boga narzucony przez religię jaką wyznają. Instytucje, które stoją na straży swojego boga czyli tworzą swoje religie na własne potrzeby niejednokrotnie nawołują do "obrony" wiary, swojej religii nazywając dla własnej wygody tożsamością narodową co jest ewidentnym nadużyciem z ich strony. Ba nawet każą krzewić swoją religię wsród niewiernych - w zależności od stopnia fanatyzmu: pałą lub słowem.
Nie piszę teraz o katolikach, którzy mają to za sobą bo mordowali za namową papieży przez ostatnie 1000 lat a teraz są częścią cywilizowanej kultury zachodniej więc im nie wypada, piszę tutaj o całej powstałej religii, która toczyła ludzkość od jaskiniowców po dzień dzisiejszy, od boga ognia po scjentologów. Ile było mordów, wojen, eksterminacji na tle religijnym. Religia różni i dzieli nie łączy ludzi na tej planecie. Przypomnij sobie swoje pierwsze przykazanie bo mniemam żeś chrześcijanin. Na wstępie się upominają o twoją lojalność tutaj nie ma kompromisu ale z 5 przykazania najwięksi kapłani zwalniali całe narody jeśli rzecz dotyczyła obrony a częściej krzewienia tzw tożsamości narodowej jedynej słusznej katolickiej chrześcijanskiej.
A co do zaborów to kolejni papieże byli źli na polskich powstańców, że podnoszą rękę na cesarzy i królów których to oni sami koronowali, że odważyli się burzyć porządek europejski który sami budowali.A do tego jeszcze ci Polacy trzymają z tym rewolucjonistą republikaninem antychrystem Napoleonem B. Niejeden polski biskup odczytał z ambony odezwę do polskich katolików o zaprzestanie walk burzących boski porządek. Kogo poparł chrześcjański świat w konflikcie pomiędzy Polską a Krzyżakami?

Spoiwo Opozycji dzisiaj za udostępnienie swoich pomieszczeń konspirantom z solidarności i nie tylko otrzymuje sutą nagrodę - majątki w postaci ziemi warte miliony złotych. Cichutko i pod stołem kasa płynie. Bohaterowie.
01-08-2012 13:44 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>spoiwo opozycji ??? czasy zaborów ? to raczej uczucia patriotyczne wśród księży się odzywały a nie była to kwestia wiary i religii.
No popatrz a tu wszyscy oskarżają księży że są na usługach watykanu.
>Każdy z nich był przecież Polakiem.
A skąd taka wiadomość?
>Walka z komunizmem, który otwarcie negował istnienie boga, a napychanie przez społeczeństwo sutanny złotem uważał za ciemnogród to co innego. Postawa obronna kościoła za PRL była priorytetem, być albo nie być kościoła w Polsce. Sentyment do starych czasów gdzie kapłan wspólnie z królem rządzili ludem.
No to zdecyduj się czy "być albo nie być" czy "wspólnie"
> Natomiast zabory to kilka zrywów w których uczestniczyli też i księża to statystycznie wytłumaczalne. tak samo pewnien procent księzy w powstaniu brał udział jak i ludzi umysłowo chorych, ślepych na jedno oko, bednarzy, szewców, woźniców, morderców seryjnych, złodziei, arystokracji, chłopów, biedoty, bogaczy jak i ateistów itp. To, że kler posiadał większe środki finansowe, posiadłości i większą swobodę w okupowanym kraju dawało im po prostu większe możliwości.
Totalna bzdura.
>Religia niesie więcej zła to proste: ludzie są gotowi zabić (i zabijają) za swojego boga, który okazuje się po czasie mrzonką. Zobacz co się dzieje w afryce wojny plemienne chrześcijanin muzułmanian, palestyna-izrael arab żyd, indie-pakistan na progu wojny islam kontra hinduizm. Ostatnio grekokatoliccy duchowni pobili się z prawosławnymi duchownymi na pielgrzymce w tzw ziemi świętej.Spójrz na irlandię - katolicka i prawosławna różni ich sposób świętowania i czczenia chyba tego samego boga narzucony przez religię jaką wyznają. Instytucje, które stoją na straży swojego boga czyli tworzą swoje religie na własne potrzeby niejednokrotnie nawołują do "obrony" wiary, swojej religii nazywając dla własnej wygody tożsamością narodową co jest ewidentnym nadużyciem z ich strony. Ba nawet każą krzewić swoją religię wsród niewiernych - w zależności od stopnia fanatyzmu: pałą lub słowem.
Złą dla kogo? dla jednostki ? czy dla państwa. Sam potwierdzasz że ludzie chętnie wykorzystują religię dla celów propagandowo-społecznych, czyli jednak stanowi spoiwo społeczeństw, zaś czy dobrze to jest wykorzystywane to zależy do ludzi

>Nie piszę teraz o katolikach, którzy mają to za sobą bo mordowali za namową papieży przez ostatnie 1000 lat a teraz są częścią cywilizowanej kultury zachodniej więc im nie wypada, piszę tutaj o całej powstałej religii, która toczyła ludzkość od jaskiniowców po dzień dzisiejszy, od boga ognia po scjentologów.
Jak na moją wiedzę historyczną to kultura zachodnia powstałą na bazie chrześcijaństwa a nie odwrotnie

>Ile było mordów, wojen, eksterminacji na tle religijnym.....

To samo można powiedzieć o ateistycznych władcach/rządzących

>Spoiwo Opozycji dzisiaj za udostępnienie swoich pomieszczeń konspirantom z solidarności i nie tylko otrzymuje sutą nagrodę - majątki w postaci ziemi warte miliony złotych. Cichutko i pod stołem kasa płynie. Bohaterowie.
Zapomniałeś że mówimy o zrabowanych majątkach - czyżbyś pochwalał grabież państwową?


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
01-08-2012 15:32 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>No popatrz a tu wszyscy oskarżają księży że są na usługach watykanu.
Wszyscy? Każdego? Przez cały okres historyczny?
Przecież nie na każdym klesze tylko na biskupach spoczywa obowiązek "Ad limina Apostolorum" - "Do progów apostolskich" nałożony na każdego biskupa Kodeksem Prawa Kanonicznego (por. kan. 399 i 400) w celu złożenia sprawozdania ze stanu powierzonej mu diecezji. (A chyba też otrzymania wytycznych, choć kodeks o tym milczy.)
Nie tylko kler służy dwóm panom, a im wyżej w hierarchii tym mniej ojczyzna się liczy. Mamy też świeckich agentów wpływu, realizujących serwilistycznie nakazania "Stolicy Świętej" i "Ojca Świętego". Świętopietrze to przy tym "małe piwko".

>>>>Każdy z nich był przecież Polakiem.
>A skąd taka wiadomość?
Oczywiście nie ten kwantyfikator. Na pewno nie wszyscy, ale wątpi Pan, że znakomita większość? Może ma Pan rację?

>>>>Natomiast zabory to kilka zrywów w których uczestniczyli też i księża to statystycznie wytłumaczalne. tak samo pewnien procent księzy w powstaniu brał udział jak i ludzi umysłowo chorych, ślepych na jedno oko, bednarzy, szewców, woźniców, morderców seryjnych, złodziei, arystokracji, chłopów, biedoty, bogaczy jak i ateistów itp. To, że kler posiadał większe środki finansowe, posiadłości i większą swobodę w okupowanym kraju dawało im po prostu większe możliwości.
>Totalna bzdura.
A w którym miejscu? W procentach, czy możliwościach?

>>>>Religia niesie więcej zła [...]
>Złą dla kogo? dla jednostki ? czy dla państwa.
Dobre pytanie, ale odpowiedź jest dosyć prosta. Komu religia przynosi największe zyski w dobrach doczesnych? Najpierw kapłanom, a później władcom i wodzom, co ma z tego lud? Moim zdaniem, wiele "Religia jest ogólną teorią tego świata, jego encyklopedycznym skrótem, jego logiką w popularnej formie, jego spirytualistycznym point d' honneur, jego entuzjazmem, jego sankcją moralną, jego uroczystym dopełnieniem, jego ogólną racją bytu i pocieszeniem. Jest urzeczywistnieniem istoty ludzkiej w fantazji, dlatego że istota ludzka nie posiada prawdziwej rzeczywistości. Walka przeciw tej religii jest więc pośrednio walką przeciw owemu światu, którego duchowym aromatem jest religia.

Nędza religijna jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej. Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu.

Prawdziwe szczęście ludu wymaga zniesienia religii jako urojonego szczęścia ludu. Wymagać od kogoś porzucenia złudzeń co do jego sytuacji to znaczy wymagać porzucenia sytuacji, która bez złudzeń obejść się nie może. Krytyka religii jest więc w zarodku krytyką tego padołu płaczu, gdyż religia jest nimbem świętości tego padołu płaczu."

Jak się wierzy głęboko, to głupota i dojenie mniej boli.

>Sam potwierdzasz że ludzie chętnie wykorzystują religię dla celów propagandowo-społecznych, czyli jednak stanowi spoiwo społeczeństw, zaś czy dobrze to jest wykorzystywane to zależy do ludzi
Różnie z tymi spoiwami bywa, a jeszcze różniej z wykorzystywaniem. Każdy przypadek należy rozpatrywać oddzielnie, ale w sumie trudno mi dostrzec wiele pozytywów.

>Jak na moją wiedzę historyczną to kultura zachodnia powstałą na bazie chrześcijaństwa a nie odwrotnie
Jak w każdym prezentowanym na naszym forum przypadku Pańska wiedza jest mocno ograniczona. (Jak bardzo, to boję nawet - ze względu na ewentualne uwagi moderatorów - napisać) Chrześcijaństwo jest tylko jednym z elementów kultury Zachodu, wcale nie najwartościowszym.

>>>>Ile było mordów, wojen, eksterminacji na tle religijnym.....
>To samo można powiedzieć o ateistycznych władcach/rządzących
Gówno prawda, tłumaczono na tym forum już wielokrotnie, łopatologicznie - jak chłop krowie na rowie, że nie istniały żadne ideologie ateistyczne i żadni ateistyczni władcy. Oczywiście twórcy ideologii/religii cześć swoich ideologii odrzucających konkretnych bogów nazywali oni ateizmem, ale w to miejsce wprowadzali swoich. Komunizm i faszyzm były religiami (co najwyżej dla lepszego określenia można je nazwać religiami politycznymi, czy ostrożniej parareligiami) Miały swoich bogów, swoje mity i swoich kapłanów.
Nie było wojen nie związanych z głęboką wiara w słuszność swojej wiary/ideologii.

>>>>Spoiwo Opozycji dzisiaj za udostępnienie swoich pomieszczeń konspirantom z solidarności i nie tylko otrzymuje sutą nagrodę - majątki w postaci ziemi warte miliony złotych. Cichutko i pod stołem kasa płynie. Bohaterowie.
>Zapomniałeś że mówimy o zrabowanych majątkach - czyżbyś pochwalał grabież państwową?
Trudno zapomnieć o najbardziej chciwej na dobra doczesne i najbardziej obłudnej instytucji w historii ludzkości. Myślę, że około 90% majątku Kościoła to "brudne" pieniądze, czyli te które Kościół zdobył przez czyny niecne. To samo dotyczy majątku Kościoła w Polsce. Również zwrot "niby zagrabionych przez komunistów majątków" faktycznie był (i jeszcze jest) grabieżą wspólnego dobra. Wołającą o pomstę do nieba.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
01-08-2012 15:50 
 Ocena 3 na 3
hmax (463 punktów)
>kultura zachodnia powstała na bazie chrześcijaństwa
- może ta średniowieczna kultura zachodnia powsta w a ł a ...a ja piszę o cywilizowanej zachodniej tej wyzwolonej ze średniowiecznych norm, oświeconej, która nie pochwala krucjat, stosów, zabobonów i prześladowań religijnych. Mówię o dzisiejszych czasach.
Dzisiaj więcej w nas mieszkańcach europy wartości z antycznego świata starożytnego niż średniowiecza. To już zupełnie inna kultura niż ta o której ty piszesz. Może trzeba wyewoluować z ciemnych wieków średniowiecza aby teraz doceniać takie wartości jak tolerancja i wolność przekonań. Kościół się musiał dostosować i o tym pisałem.
Dzisiaj średniowiecze mamy w świecie islamu można im "zazdrościć" tam religia wiedzie prym jest aktualny termin święta wojna a w dzisiejszym chrzescijaństwie to nie do pomyslenia.

>Zapomniałeś że mówimy o zrabowanych majątkach
a w jakich okolicznościach te majątki trafiały do kościoła? wyzysk, dziesięcina, układy i łapówki, polityczne intrygi, szantaże papieskie przez całe średniowiecze: "pobłogosławię księcia i poprę jego królewskie starania jak dostanę zamek z jeziorkiem pod klasztor i podniesiesz chłopom podatki na rzecz biskupstwa, musisz też pobić tamtego księciunia bo ma zbyt republikańskie poglądy i spółkuje z ludem". To dopiero władza.
Dlaczego ludzie za udział w walkach narodowowyzwoleńczych tracili majątki na rzecz zaborców w czasie powstań wojen itd a kler nie? Polityka brudna i nieuczciwa.

Wg mnie jak oddajemy swoją ziemię i majątek klerowi za poparcie polityczne z ambony pewnej opcji to nie powinniśmy się tak denerwować kiedy przyjeżdzają do Polski Niemcy czy Żydzi po swoje kamienice.

>zaś czy dobrze to jest wykorzystywane to zależy do ludzi
zawsze będzie źle. Zakładanie, że człowiek nie zrobi użytku ze swojej władzy nad ludem, że nie wzrośnie mu apetyt w trakcie jedzenia, że nie odbije mu palma jest utopią. Tak jak komunistyczny system był utopią tak i raj na ziemi pod rządami duchownych jest utopią - patrz średniowiecze to już Europa przeżyła.

Wydaję mi się, że nasza dyskusja może trwać latami. Tak jak ateisty i wierzącego całą ludzkość. Ty nie przekonasz mnie a ja Ciebie do swoich racji. Twoje argumenty do mnie nie trafiają zupełnie jak i moje do Ciebie. Ty nie wyobrażasz sobie życia bez obecności kleru a ja jak widzę kolejny ociekający mamoną kościół budowany kilometr od poprzedniego to mi wstyd, że jestem Polakiem.

mimo to pozdrawiam
02-08-2012 17:42 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>kultura zachodnia powstała na bazie chrześcijaństwa
>- może ta średniowieczna kultura zachodnia powsta w a ł a ...a ja piszę o cywilizowanej zachodniej tej wyzwolonej ze średniowiecznych norm, oświeconej, która nie pochwala krucjat, stosów, zabobonów i prześladowań religijnych. Mówię o dzisiejszych czasach.

A ta wyzwolona to niby z jakiej kultury powstała? Nie widzę żadnego wydarzenia w historii europy żeby można anulować ciągłość.

>>Zapomniałeś że mówimy o zrabowanych majątkach
>a w jakich okolicznościach te majątki trafiały do kościoła?
Aaaaa to znaczy że komuna miała rację rabując tym wstrętnym kapitalistom majątki bo przecież też na wyzysku się wzbogacili. Argumentacja ........... żałosna żeby nie powiedzieć inaczej.

>>zaś czy dobrze to jest wykorzystywane to zależy do ludzi
>zawsze będzie źle. Zakładanie, że człowiek nie zrobi użytku ze swojej władzy nad ludem, że nie wzrośnie mu apetyt w trakcie jedzenia, że nie odbije mu palma jest utopią. Tak jak komunistyczny system był utopią tak i raj na ziemi pod rządami duchownych jest utopią - patrz średniowiecze to już Europa przeżyła.
Ale kto mówi o rządach duchownych ??? Jakby tak było to Nycz byłby prezydentem po Kaczyńskim.

A czego się wstydzić ? W całym świecie chwalą się budynkami sakralnymi, ja tam nie mam kompleksów co do własnego narodu.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
03-08-2012 10:04 
 Ocena 6 na 6
hmax (463 punktów)

>A ta wyzwolona to niby z jakiej kultury powstała? Nie widzę żadnego wydarzenia w historii europy żeby można anulować ciągłość.

Ja też nie. Nie widzę też sensu żeby ci to tłumaczyć albo udajesz głupiego albo...
W sumie można powiedzieć że dzisiejsza RzeczPospolita powstała na bazie kultury komunistycznej.Wręcz powiedzmy że istnieje dzięki komunie. Nie uciekajmy od komuny to nasza baza, dziedzictwo.

>Aaaaa to znaczy że komuna miała rację rabując tym wstrętnym kapitalistom majątki bo przecież też na wyzysku się wzbogacili.

nie będę pisał o kapitalistach, rewolucji, leninie i ich pobudkach bo mi to wisi ale ta czerwona wstrętna masa musiała być bardzo wkurzona. ciekawe czym.

Wg mnie komuna miała takie samo prawo do własności kościelnej ziemi jak kościół do im wcześniej nadanej. Kościół bogacił się przez wieki wykorzystując ciemnotę ludzi wciskając im miejsce w niebie za złoto i przywileje. Natomiast Komuna siłą tą ziemię im zabierała. Prawo silniejszego.
Okradł złodziej oszusta - nie rozczulałbym się nad tym. Jedni i drudzy siebie warci.

>A czego się wstydzić ? W całym świecie chwalą się budynkami sakralnymi, ja tam nie mam kompleksów co do własnego narodu.

Chwalą się zabytkami !!! przecież ja piszę o nowych budynkach z krzyżem po środku. Rozumiesz co czytasz ???

Proponuję wycieczkę do watykanu zostań tam i poproś o obywatelstwo. Dla ciebie idealna okolica.
04-08-2012 11:41 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
>Ja też nie. Nie widzę też sensu żeby ci to tłumaczyć albo udajesz głupiego albo...
...... albo mam rację, a to Ty niewiele rozumiesz.
>W sumie można powiedzieć że dzisiejsza RzeczPospolita powstała na bazie kultury komunistycznej.Wręcz powiedzmy że istnieje dzięki komunie. Nie uciekajmy od komuny to nasza baza, dziedzictwo.

Zgadza się. Tz. homo sovietikus jest produktem tej kultury i choć komuniści odcisnęli mocne piętno na naszym społeczeństwie to dzięki tradycji i kulturze nie do końca zniewolono ludzi i dzięki temu coś takiego jak Solidarność było możliwe.

>Wg mnie komuna miała takie samo prawo do własności kościelnej ziemi jak kościół do im wcześniej nadanej. Kościół bogacił się przez wieki wykorzystując ciemnotę ludzi wciskając im miejsce w niebie za złoto i przywileje. Natomiast Komuna siłą tą ziemię im zabierała. Prawo silniejszego.
Ooo pierwszy raz widzę na tym forum zdeklarowanego autokratę. Coś w tym jest - może to przyszłość po upadku ustrojów demokratycznych.

>Chwalą się zabytkami !!! przecież ja piszę o nowych budynkach z krzyżem po środku. Rozumiesz co czytasz ???
A co masz do nowych budynków, bardzo fajne są i można sie nimi chwalić.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
05-08-2012 22:57 
 Ocena 1 na 1
hmax (463 punktów)
> to Ty niewiele rozumiesz
jeśli mam tak rozumieć jak sw augustyn to jak najbardziej się z tobą zgadzam a nawet więcej wyrzekam się takiego rozumu
>Ooo pierwszy raz widzę na tym forum zdeklarowanego autokratę.

skąd taki wniosek że ja autokrata? łatwo przychodzi wam osądzanie.
Kto odpowie klerowi katolickiemu tym samym czego od niego doświadczył (w myśl zasady oko z oko ząb za ząb) czyli na przykład okradnie go a nawet przepędzi nie życząc sobie konkurencji w dojeniu narodu od razu zostanie nazwany autokratą, antychrystem, diabłem i to nawet wcielonym, opętanym szaleńcem natomiast w dzisiejszych czasach popularne jest oczywiście określenie żydokomuna i zamach na tradycyjne wartości narodowe.

>może to przyszłość po upadku ustrojów demokratycznych
po upadku demokracji dochodziło już do rządów autokratów. Na myśl przychodzi mi starożytny Rzym ze swoim senatem, który zastąpił autokratyzm papieski.

Mod:
Pamiętaj, proszę, o zasadach pisowni polskiej.
06-08-2012 10:31 
 Ocena 9 na 11
Meretseger (61860 punktów)

>A co masz do nowych budynków, bardzo fajne są i można sie nimi chwalić.
Osobiście wolałabym, by były to nowe teatry, hotele, szkoły, przedszkola i instytuty badawcze.
06-08-2012 15:18 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>A co masz do nowych budynków, bardzo fajne są i można sie nimi chwalić.
>Osobiście wolałabym, by były to nowe teatry, hotele, szkoły, przedszkola i instytuty badawcze.

Takie gadanie do niczego nie doprowadzi, bo znowu ja bym chciał co innego żeby mi nie zabierali pieniędzy, które marnotrawią a które lepiej bym wykorzystywał niż państwo.

Zaś jedna podstawowa sprawa - datki są na Kościół dobrowolne.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
06-08-2012 16:31 
 Ocena 6 na 6
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)

>Zaś jedna podstawowa sprawa - datki są na Kościół dobrowolne.

Od kiedy to?! Coś przeoczyłem? Kwestia nazewnictwa? Podatek to nie datek?
Konowal (6291 punktów)
>>Zaś jedna podstawowa sprawa - datki są na Kościół dobrowolne.
>Od kiedy to?! Coś przeoczyłem? Kwestia nazewnictwa? Podatek to nie datek?
To jakieś przykładziki?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
06-08-2012 19:18 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Osobiście wolałabym, by były to nowe teatry, hotele, szkoły, przedszkola i instytuty badawcze.
>Takie gadanie do niczego nie doprowadzi, bo znowu ja bym chciał co innego żeby mi nie zabierali pieniędzy, które marnotrawią a które lepiej bym wykorzystywał niż państwo.
>Zaś jedna podstawowa sprawa - datki są na Kościół dobrowolne.
Nie jest sztuką zamknięcie się w małym światku parafiańszczyzny i tkwienie w ideologicznym fundamentalizmie nabytym w procesie socjalizacji. Sztuką jest zrywanie intelektualnych pęt i przekraczanie wyznaczanych granic. To smutne, że istnieją ludzie o takim zrozumieniu rzeczywistości, a wprost przerażające, że takich jest większość. Gdybym miał mieć Pański światopogląd i wszystkie bogactwa świata, to wolałbym się własną pięścią zabić.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie
.
07-08-2012 07:05 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>Takie gadanie do niczego nie doprowadzi, bo znowu ja bym chciał co innego żeby mi nie zabierali pieniędzy, które marnotrawią a które lepiej bym wykorzystywał niż państwo.
O, to, to właśnie! O tym samym mówię
>Zaś jedna podstawowa sprawa - datki są na Kościół dobrowolne.
Te z budżetu też? Ja nie wyraziłam zgody na opłacanie szkolnych katechetów z budżetu samorządowego, nikt mnie o zdanie nie pytał, więc co z tą dobrowolnością, gdzież ona?
Konowal (6291 punktów)
>Te z budżetu też? Ja nie wyraziłam zgody na opłacanie szkolnych katechetów z budżetu samorządowego, nikt mnie o zdanie nie pytał, więc co z tą dobrowolnością, gdzież ona?
Proszę minimum szacunku, w końcu mniej więcej się znamy.
Przecież oczywista oczywistość mówi że zadecydowała za Ciebie demokracja. Już nie raz postulowałem że powinno się zlikwidować państwowe szkolnictwo i kasę oddać rodzicom i wtedy każdy ze swojego by opłacał takich nauczycieli jakich by uważał za potrzebnych.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
07-08-2012 10:07 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Proszę minimum szacunku, w końcu mniej więcej się znamy.
>Przecież oczywista oczywistość mówi że zadecydowała za Ciebie demokracja. Już nie raz postulowałem że powinno się zlikwidować państwowe szkolnictwo i kasę oddać rodzicom i wtedy każdy ze swojego by opłacał takich nauczycieli jakich by uważał za potrzebnych.
Kurtka na wacie! (Proszę tu wstawić bardziej odpowiednie przekleństwo)
Już w historii mieliśmy do licha i trochę niedouczonych cwaniaków, którzy innym chcieliby organizować rzeczywistość.
Demokracja jest do dupy. Im oddajcie władzę to nas urządzą.
Odrobinę szacunku dla poglądów wszelakich antydemokratycznych totalistów, to może mieć tylko nieoczytany głupek.


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.

@@@
.
07-08-2012 10:23 
 Ocena 2 na 2
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)

>Kurtka na wacie! (Proszę tu wstawić bardziej odpowiednie przekleństwo)
>Już w historii mieliśmy do licha i trochę niedouczonych cwaniaków, którzy innym chcieliby organizować rzeczywistość.
> Demokracja jest do dupy. Im oddajcie władzę to nas urządzą.
>Odrobinę szacunku dla poglądów wszelakich antydemokratycznych totalistów, to może mieć tylko nieoczytany głupek.

Z ust mi to pan, panie Andrzeju, wyjął.
Pozdrawiam.
08-08-2012 02:23 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>.. by opłacał takich nauczycieli jakich by uważał za potrzebnych.
W zasadzie kurie mogłyby opłacać katechetów z datków a nie z budżetu - dlaczego schylają się po cudze podatki?
08-08-2012 11:05 
 Ocena-1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>.. by opłacał takich nauczycieli jakich by uważał za potrzebnych.
>W zasadzie kurie mogłyby opłacać katechetów z datków a nie z budżetu - dlaczego schylają się po cudze podatki?
>
Jak dają to czego nie brać ? Zaś podatki większości pochodzą od katolików nie?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
08-08-2012 13:41 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jak dają to czego nie brać?
Pełna zgoda!
Owce są po to aby je doić, a barany są po to aby je strzyc.

>Zaś podatki większości pochodzą od katolików nie?
Zdecydowanie nie.
Wszystkie daniny płacone suwerenowi, pochodzą od poddanych. W demokracjach suwerenem są wybrane demokratycznie władze, a poddanymi wolni obywatele. Zaś obywateli nie dzieli się według płci, wyznania, czy koloru skóry.
To elementarz.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
02-08-2012 23:01 
 Ocena 2 na 2
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>Dzisiaj więcej w nas mieszkańcach europy wartości z antycznego świata starożytnego niż średniowiecza. To już zupełnie inna kultura niż ta o której ty piszesz. Może trzeba wyewoluować z ciemnych wieków średniowiecza

W czasach renesansu Europejczycy mówili dokładnie to samo. Tak, pięć wieków temu

>Dlaczego ludzie za udział w walkach narodowowyzwoleńczych tracili majątki na rzecz zaborców w czasie powstań wojen itd a kler nie?

W jednym z poprzednich postów napisałeś kilka fantasmagorii na temat sytuacji Kościoła katolickiego w Polsce pod zaborami. Ponieważ dokładasz kolejną, pozwól, że je krótko sprostuję.

Otóż Kościół tracił majątek na rzecz zaborców. Jako przykład można wskazać choćby konfiskaty klasztorów przez Rosję.

Wcześniej raczyłeś napisać, że kler cieszył się wtedy znaczną swobodą. Carskie władze samowolnie zaprowadziły nowy podział administracyjny Kościoła a także ustanawiały własnych hierarchów. Stawiający szczególny opór byli mordowani. Nie można pominąć polityki Kulturkampf prowadzonej przez zaborcę pruskiego. W odpowiedzi na zdecydowany sprzeciw arcybiskupa Mieczysława Ledóchowskiego Prusacy zlikwidowali seminarium duchowne w Poznaniu i szkolnictwo zakonne oraz nałożyli grzywny na kościelne organizacje.

To ledwie kilka rysów sytuacji Kościoła w tamtym czasie. Natomiast Tobie gratuluje talentu tworzenia sielskich obrazów.
03-08-2012 08:31 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
No, jednak musisz przyznać, że unitom było gorzej.
Pamiętać także trzeba, dlaczego Kościół katolicki nie miał lekko w zaborze rosyjskim, bo w pruskim było jednak o wiele lepiej, a w austriackim był wręcz hołubiony. Otóż religią państwową w Rosji było prawosławie. Celem władzy było "uprawosławienie" wszystkich narodów Imperium i nie mogła ona tolerować niezależnego od siebie, obcego, bo prozachodniego i podporządkowanego wrogiemu papiestwu Kościoła. Polityka to była.
03-08-2012 09:16 
 Ocena 7 na 7
setarkos (10757 punktów)
>.. To ledwie kilka rysów sytuacji Kościoła w tamtym czasie.
Tak. Są też inne rysy:
Cytat:
W wyniku presji prymasa interrexa Władysława Aleksandra Łubieńskiego Rzeczpospolita uznała oficjalnie na sejmie konwokacyjnym tytuły carycy Wszech Rosji Katarzyny II (nieuznawany od 1721) i tytuł króla Prus Fryderyka II (nieuznawany od 1701). Stanowiło to realne zagrożenie dla integralności terytorialnej państwa polskiego.
albo:
Cytat:
Władze targowickie, korzystając z opieki wojsk rosyjskich dokonały wówczas wielu aktów zemsty osobistej wobec szlachty i mieszczan, którzy w większości poparli dzieło Konstytucji 3 maja. Palono wsie i miasta należące do patriotów, na dobra ich nakładano sekwestr, a ich samych niejednokrotnie publicznie znieważano. Poczynania te były zazwyczaj okazją do prywatnego wzbogacenia się kosztem ofiar i Rzeczypospolitej np. biskup Kossakowski zagarnął bezprawnie dobra skarbowe na sumę 900 000 złotych polskich.

Może warto mieć świadomość także negatywnej roli kościoła dla suwerenności Polski.
03-08-2012 09:34 
 Ocena 4 na 4
hmax (463 punktów)
przecież to jest kilka przykładów chcesz mnie tym przekonać ? proste jest że Rosja chciała na swoich terenach wprowadzić swoich duchownych prawosławnych stąd wyganiali katolickich. To takie chrześcijańskie.Jakby szczególnie kościoły były represjonowane to by przez te 200 lat żaden się nie ostał.
Ja nie umniejszam chęci duchownych do wyparcia zaborców z terenów Polski i z tym co miało miejsce nie można dyskutować. Nie zgadzam się jedynie z teorią która mówi że odegrali rolą przewodnią w powstaniach i ruchach narodowowyzwoleńczych. To że biskup jakiś tam nie zgadzał się z okupantem i za to pozbawiono go ciepłego klasztorku w którym paśli się od wieków jemu podobni to naprawdę nic wielkiego. Jakoś nie pamiętam aby pisano o Armii Biskupów i Księży ( nie o jednym księdzu )którzy chwycili spontanicznie za broń i walczyli w bitwie takiej to a siakiej. Konspirować w kościółku pod lasem to nie bohaterstwo.
Namawianie chłopów do walki i czekanie w klasztorze na wynik bitwy też nie uważam za wielkie osiągnięcie. Pisałem że sytuacja duchownych i kościoła była jedynie lepsza od przeciętnego obywatela a nie że komfortowa. Wiadomo że inaczej traktowano zwykłego klechę a inaczej biskupa tak samo jak inaczej traktuje się generała i szeregowca wrogiej armii.Jednemu zabiera się posadkę a drugiemu kula w łeb.
Ty natomiast wyłapujesz z ogromu wydarzeń tzw historii opisanej akcenty w których brali udział jacyś duchowni katoliccy i rzucasz jako przykład. To tak jakbyś z całej armii walczącej pod grunwaldem wyłuskał mi 10 duchownych i próbował wcisnąć że to oni poprowadzili armię do zwycięstwa. Możesz też na oświęcimskiej liście zagazowanych znaleźć i 10000 księży ale nie przekonasz mnie że oni za okupacji mieli szczególnie przerąbane.
Jedyne czego jestem pewien o historii to to że za każdą naszą granicą widzą i opisują ją inaczej więc dyskusja o niej pomimo że wciąga to do niczego nie prowadzi.
Dla mnie klecha nigdy nie będzie bohaterem większym tylko dlatego że ma święcenia. Tak samo nigdy nie będzie mi go bardziej szkoda jak dostanie po tyłku tylko dlatego że nosi sutannę.
01-08-2012 15:29 
 Ocena-1 na 1
Iznogud (314 punktów)
A mi się wydaje, że różnice religijne (nawet skrajne np. hinduizm/islam) są tylko pretekstem, wygodnym bo łatwym do wyjaśnienia i zrobienia z drugiej strony planowanego konfliktu bezbożnych drani chcących złożyć nasze dzieci w ofierze swoim bóstwom (fałszywym oczywiście). Jak to strasznie ułatwia sprawę, bo na ten przykład aby wieś Bździochy Dolne napadła wieś Karakany Poleśne to musi dojść do wstępnego pobicia (niesprawiedliwego), pozbawienia cnoty i niechęci do żeniaczki (gwałtu czyli), no w najgorszym przypadku kradzieży (trzy pokolenia temu). Bo obie strony konfliktu deklarują podobną pobożność, ścigają się w wystroju świątyni, oraz najgorsze wyznają tą samą wiarę. We wszystkich wojnach religijnych nie chodzi planistom o jakichś bogów (nawet starożytnych), ale to co zawsze: kasa, zasoby, władza. Kapłani w okresie powstań stawali po obu stronach barykady, tak samo jak spolaryzowane było społeczeństwo ziem Rzeczypospolitej. Bitwa 1410 IRP vs Państwo Zakonne prawdopodobnie wybuchła dzięki sowitej dotacji dla skarbu RP, wtenczas mógł sobie Jagiełło wymarzoną armię w polu wystawić, niestety hipotetyczny darczyńca jest nieznany, ale na pewno był mu ten konflikt na rękę. Proszę zerknij też w średniowieczne linie podziałów sojuszy w Europie, jak było to wygodne to nikt na wyznanie i obyczajowość nie zwracał uwagi (Półwysep Iberyjski, Bałkany, czy nasza wschodnia ściana), a jak był potrzebny powód do ataku to sobie nagle przypominano. Żydów też nie mordowano i przepędzana z powodu odmienności religijnej czy obyczajowej - byli zamożnymi rzemieślnikami, więc była to najłatwiejsza metoda wzbogacenia się.

Nie rozumiem tych wszystkich kłótni między fundamentalnymi chrześcijanami a naukowcami o wyższość religii nad nauką. Ten spór zakończył się przecież z chwilą zamontowania pierwszego piorunochronu w kościele.
01-08-2012 16:01 
 Ocena 2 na 2
hmax (463 punktów)
podzielam twoją opinię. Religia czasem to tylko pretekst. Ale wzbudza skrajne emocje i łatwiej zabić niewiernego niż brata w wierze. Stąd też podziały w islamie, chrześcijaństwie na katolikow prawoslawnych itp.
Najczęsciej w wojnie chodzi o kasę, władzę i wpływy. A religia służy do poróżniania sąsiadów i rozgrzeszania wojennych zbrodniarzy. W tym celu była i jest często wykorzystywana. To jest jej zła natura o której piszę.
01-08-2012 16:27 
 Ocena 1 na 1
Iznogud (314 punktów)
A czy młotek ma naturę? Można go użyć do budowy domu, jak i do zabicia człowieka. Religia jest narzędziem, społecznym, jak prawo, czy obyczaje plemienne. Nie mogę powiedzieć, że judaizm jest zły - obrzezania, pozornie dziwaczne rytuały żywieniowe, nakazy wobec innowierców, budzić mogą zniesmaczenie czy zaskoczenie, ale to wszystko miało na celu przetrwanie plemienia. A czy dziesięć przykazań we współczesnej postaci jest złe? Nie zabijaj, nie kradnij - no dla mnie ma to sens.

Nie rozumiem tych wszystkich kłótni między fundamentalnymi chrześcijanami a naukowcami o wyższość religii nad nauką. Ten spór zakończył się przecież z chwilą zamontowania pierwszego piorunochronu w kościele.
01-08-2012 16:38 
 Ocena 4 na 4
Ania. (14138 punktów)
To nie jest takie proste.
Okazuje się, że różnice religijne pogłębiają konflikty społeczne.
Jak wiele było konfliktów, które prowadziły do dramatów, bez różnic religijnych?
Niewiele.
Jakoś tak wychodzi, że to właśnie różnice religijne, chociaż niekiedy subtelne, zaogniają sprawę.
01-08-2012 18:10 
 Ocena 1 na 1
Iznogud (314 punktów)
Niewiele rzeczy jest prostych, a poczytaj dlaczego Rzym zachodni w ogóle przyjął chrześcijaństwo. Bo wcale nie było tak dominujące. Religia pojawia się gdy brakuje innych argumentów w sporze. Jak wiele było konfliktów czysto religijnych (ale gdy to religie były powodem). Konflikty w Jugosławii (etniczny), Gruzji (surowce), Korei (dominacja), Wietnamie (dominacja), no ogólnie Indochiny, I i II WŚ, również wojna w Azji od '36, wojny domowe Hiszpania, USA, nie chce mi się pisać dalej.


Nie rozumiem tych wszystkich kłótni między fundamentalnymi chrześcijanami a naukowcami o wyższość religii nad nauką. Ten spór zakończył się przecież z chwilą zamontowania pierwszego piorunochronu w kościele.
01-08-2012 23:32 
 Ocena 3 na 3
Ania. (14138 punktów)
>Niewiele rzeczy jest prostych, a poczytaj dlaczego Rzym zachodni w ogóle przyjął chrześcijaństwo. Bo wcale nie było tak dominujące. Religia pojawia się gdy brakuje innych argumentów w sporze. Jak wiele było konfliktów czysto religijnych (ale gdy to religie były powodem). Konflikty w Jugosławii (etniczny), Gruzji (surowce), Korei (dominacja), Wietnamie (dominacja), no ogólnie Indochiny, I i II WŚ, również wojna w Azji od '36, wojny domowe Hiszpania, USA, nie chce mi się pisać dalej.
W wielu przypadkach konflikt na różnym tle nakładał się na różnice religijne. Na przykład Jugosławia, to nie tylko etnika, a religia również. Indochiny to niezły bajzel, religia była jednym z wielu zarzewi konfliktów.
>
Nie rozumiem tych wszystkich kłótni między fundamentalnymi chrześcijanami a naukowcami o wyższość religii nad nauką. Ten spór zakończył się przecież z chwilą zamontowania pierwszego piorunochronu w kościele.

Ale nie zakończył się.
Ksiądz tłumaczy dlaczego in vitro ma być zakazane.
02-08-2012 12:53 
 Ocena 1 na 1
Iznogud (314 punktów)
Konflikt zakończony dawno temu, tylko niedobitki się jeszcze po polu pętają.

Jugosławia, to musiał być cud, nagle w jednym momencie całe plemię przypomniało sobie o własnym (długo olewanym) przywiązaniu do islamu i nagle spłynęły na nich dary od Allacha - całe mnóstwo dolarów, gratis uzbrojenie i przeszkoleni żołnierze (ba, nawet fanatycy religijni) - oczywiście przez pośredników z Arabii Saudyjskiej (to jest dopiero bandyckie państwo), Serbowie o prawosławiu przypomnieli sobie dużo później, bo Rosjanie tradycyjnie ich wspierają, i nie było konieczne wygłupiać się przed całym światem z popem.

Kilku moich znajomych przerobiło wycieczkę do Iraku oraz Afganistanu, organizatorem był MON, na szczęście wrócili, bogatsi, również we wspomnienia i wrażenia, potwierdzili słowa przeczytane w pewnej autobiograficznej powieści o I WŚ - "W okopach nie ma ateistów". Strach jest tak silny, że ludzie łapią się każdej możliwości ocalenia. Z tym, że dowódcy, stratedzy, przywódcy państw, szefostwo koncernów naftowych i surowcowych bardzo rzadko bywają w okopach. A ich boga można sobie kupić. Jeśli ktoś dociera na szczyt, to zdecydowanie jest to osoba inteligentna, sceptyczna, małe szanse na głęboką wiarę, co? Za to pewnie mnóstwo cynizmu. Gdyby istniały najmniejsze szanse, że Tadeusz Rydzyk wywoła jakąś niepotrzebną wojnę, byłby martwy w pół nanosekundy później. System jest bezwzględny


Nie rozumiem tych wszystkich kłótni między fundamentalnymi chrześcijanami a naukowcami o wyższość religii nad nauką. Ten spór zakończył się przecież z chwilą zamontowania pierwszego piorunochronu w kościele.
Konowal (6291 punktów)
>Jakoś tak wychodzi, że to właśnie różnice religijne, chociaż niekiedy subtelne, zaogniają sprawę.
To jest właśnie pytanie co jest najpierw czy różnice, czy konflikt.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
02-08-2012 09:10 
 Ocena 2 na 2
hmax (463 punktów)
>A czy młotek ma naturę?
ok masz rację religia nie ma natury chodziło mi o "stronę", tak jak ciemna strona mocy to jest i ciemna strona religii , którą to źli ludzie wykorzystują w niecnych celach.

> A czy dziesięć przykazań we współczesnej postaci jest złe? Nie zabijaj, nie kradnij - no dla mnie ma to sens.
Wydaję mi się , że i jaskiniowcy łącząc się w gromady wykluczali jednostki, które im kradły żarcie czy zabijały dzieci. Nie potrzebna do tego im była religia. Nawet zwierzęta tak robią w obrębie stada broniąc się przed agresywnymi jednostkami. Zanim te przykazania ktoś zapisał istniało jakieś moralne podstawowe prawo które stworzył instynkt,doświadczenie czy zwykła chęć przetrwania. Na straży takiego "prawa" stała pewnie najsilniejsza jednostka pilnująca aby mu się stado nie rozpadło.W sumie to było jego stadko i jako najsilniejszy czerpał z niego niemałe korzyści. Później wymyślono bogów, kapłanów, ofiary, jakieś święte księgi z boskimi zapiskami co jest dobre a co złe itp itd.
A dzisiaj każdy klecha myśli że ma monopol na moralność. żałosne. Jestem niewierzący, całkowicie odrzucam kler (jakikolwiek) i ich nauki - mną kieruje zwykłe sumienie a nie przykazania i strach przed srogim bozią w niebie. Jakoś nie kradnę i nie zabijam a do tego świetnie się bawię jedząc mięso w piątek.
02-08-2012 10:15 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>.. to było jego stadko i jako najsilniejszy czerpał z niego niemałe korzyści. Później wymyślono bogów, kapłanów, ofiary, jakieś święte księgi z boskimi zapiskami co jest dobre a co złe itp itd.
Prawdopodobnie właśnie dla utrwalenia władzy wymyślono jej mocarnych choć niewidzialnych popleczników, by przez sianie lęku przed boskim zapleczem zawczasu zniechęcać konkurencję.
>A dzisiaj każdy klecha myśli że ma monopol na moralność.
On nie myśli - on wie, bo stoi za nim wszechmocny w niebiesiech i potężna firma od cudownych reklam, chrztów, ślubów, pogrzebów i ziemskich włości.
02-08-2012 12:57 
 Ocena 1 na 1
Iznogud (314 punktów)

>>A dzisiaj każdy klecha myśli że ma monopol na moralność.
>On nie myśli - on wie, bo stoi za nim wszechmocny w niebiesiech i potężna firma od cudownych reklam, chrztów, ślubów, pogrzebów i ziemskich włości.

Doprawdy? zwróćcie uwagę na niechęć lekarzy do pobytu w szpitalu, czy jakichkolwiek badań, na odsetek różnych odchyleń psychicznych wśród psychologów i psychiatrów, ginekologów i seksuologów mających problemy z libido. Przecież największych ateuszy kształcą wydziały teologiczne (w Szczecinie na pewno), jak to mówią "szewc bez butów chodzi". Nie wińcie ich, taka robota, i tyle.


Nie rozumiem tych wszystkich kłótni między fundamentalnymi chrześcijanami a naukowcami o wyższość religii nad nauką. Ten spór zakończył się przecież z chwilą zamontowania pierwszego piorunochronu w kościele.
31-07-2012 14:17 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
>.. dlaczego uważasz że niesie z sobą więcej zła, niż dobra.
Religie, poprzez nadawanie cech podmiotowych bóstwom, przynoszą jednocześnie ujmę podmiotowości ludzkiej.
Taki jest religii grzech główny, że człowiek, któremu wmówiono nadludzką pieczę nad światem, staje się łatwo jego biernym użytkownikiem, pozbawionym poczucia współautorstwa i wynikającej stąd odpowiedzialności.
01-08-2012 13:45 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>.. dlaczego uważasz że niesie z sobą więcej zła, niż dobra.
>Religie, poprzez nadawanie cech podmiotowych bóstwom, przynoszą jednocześnie ujmę podmiotowości ludzkiej.
> Taki jest religii grzech główny, że człowiek, któremu wmówiono nadludzką pieczę nad światem, staje się łatwo jego biernym użytkownikiem, pozbawionym poczucia współautorstwa i wynikającej stąd odpowiedzialności.

Szatańska sofistyka - ot co.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>No chyba że uważasz że ogólnie państwo nie jest nam potrzebne i wtedy takie spoiwa są niepotrzebne.

Manipulacja.
24-07-2012 22:21 
 Ocena 1 na 1
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)

>A czy różnice w powstaniu dogmatów mają znaczenie w ich przestrzeganiu?? Czy za każdym razem mam udowadniać sobie każde działanie matematyczne ?? czy za każdym razem muszę przeprowadzać eksperyment chemiczny żeby dowieść że sól jest słona?
To zależy na jakim poziomie zakończyła się Twoja edukacja.
30-07-2012 10:23 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>A czy różnice w powstaniu dogmatów mają znaczenie w ich przestrzeganiu?? Czy za każdym razem mam udowadniać sobie każde działanie matematyczne ?? czy za każdym razem muszę przeprowadzać eksperyment chemiczny żeby dowieść że sól jest słona?
>To zależy na jakim poziomie zakończyła się Twoja edukacja.
A co ma do tego edukacja?


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
30-07-2012 14:56 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A co ma do tego edukacja?
Cholera - jakie trudne pytanie?

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
30-07-2012 16:41 
 Ocena 5 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>.
>>A co ma do tego edukacja?
>Cholera - jakie trudne pytanie?

Oj, trudne, Panie Andrzeju... trudne, bo dla Konowala to jakaś hydra ta "edukacja"

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
29-06-2012 13:04 
 Ocena 14 na 16
Meretseger (61860 punktów)

>Ależ czy nauka nie jest myśleniem dogmatycznym?
Nie, nie jest.
>gdzie roi się od stałych Plancka , E=mc2, niezmiennej i nieprzekraczalnej prędkości światła - same dogmaty
O jeżu kolczasty. Szkoła podstawowa poszła w las
29-06-2012 14:34 
 0 na 4
Konowal (6291 punktów)
>>Ależ czy nauka nie jest myśleniem dogmatycznym?
>Nie, nie jest.
>>gdzie roi się od stałych Plancka , E=mc2, niezmiennej i nieprzekraczalnej prędkości światła - same dogmaty
>O jeżu kolczasty. Szkoła podstawowa poszła w las
To leć i szukaj, bo jak widać nie za bardzo wiesz o czym piszemy.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
29-06-2012 14:41 
 Ocena 8 na 10
Meretseger (61860 punktów)
Doskonale wiem, za to Ty nie wiesz, co piszesz. Mam nadzieję, że nie wiesz, bo jeśli wiesz, to bardzo źle.
29-06-2012 14:55 
 Ocena 1 na 5
Konowal (6291 punktów)
>Doskonale wiem, za to Ty nie wiesz, co piszesz. Mam nadzieję, że nie wiesz, bo jeśli wiesz, to bardzo źle.

Źle dla kogo? czy czego? I co będziemy się teraz przerzucać "wiesz że ja wiem że nie wiesz że wiem co nie wiesz"???


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
29-06-2012 16:08 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Doskonale wiem, za to Ty nie wiesz, co piszesz. Mam nadzieję, że nie wiesz, bo jeśli wiesz, to bardzo źle.
>Źle dla kogo? czy czego? I co będziemy się teraz przerzucać "wiesz że ja wiem że nie wiesz że wiem co nie wiesz"???
No właśnie!
Z niektórymi ten intelektualny ping-pong, to już parę lat trwa. Wszystkie racjonalne argumenty spływają po nich jak woda po kaczce. Oni tworzą nowe, nic nie znaczące, słownictwo i wprowadzają puste pojęcia.
Czy ma Pani - Pani Meretseger - jeszcze jakieś dodatkowe argumenty poza wiedzą naukową i ogólnie dostępnymi słownikami? Chyba nie bardzo, a to dla Pana Konowala i jego przyjaciół o wiele za mało. On i tak wie lepiej, a na takie jak Pani argumenty to on jest całkowicie zamknięty.
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
29-06-2012 15:15 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>>Ależ czy nauka nie jest myśleniem dogmatycznym?
>Nie, nie jest.
A co z metodą naukową? Czy zajmowanie się tylko tym, co jest falsyfikowalne, a pomijanie tego co w świetle posiadanej wiedzy nie jest falsyfikowalne nie jest rodzajem myślenia dogmatycznego? A aksjomaty w logice, matematyce?
04-07-2012 09:41 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
>>> Ależ czy nauka nie jest myśleniem dogmatycznym?
>> Nie, nie jest.
> A co z metodą naukową? Czy zajmowanie się tylko tym, co jest falsyfikowalne, a pomijanie tego co w świetle posiadanej wiedzy nie jest falsyfikowalne nie jest rodzajem myślenia dogmatycznego? A aksjomaty w logice, matematyce?

Z pozoru teista może pocieszać się, że teologia jest podobna do matematyki, bo prawdziwości aksjomatów nie dowodzi się, więc są one jak dogmaty. Jednak takie porównanie ujawnia całą miernotę intelektualną teologii.

Po pierwsze, teorie matematyczne muszą być wewnętrznie niesprzeczne. Na przykład, jeżeli jakiś wybór aksjomatów prowadziłby do wniosku, że 1 + 1 + 1 = 1, to taki zestaw aksjomatów byłby odrzucony. Natomiast teologia nadal ciągnie nonsensowny dogmat Trójcy Świętej.

Po drugie, wewnętrznie niesprzeczna teoria, to dopiero początek metody naukowej. Trzeba jeszcze sprawdzić, czy dana teoria jest zgodna z doświadczeniem, na przykład, czy przesunięcie się obrazów gwiazd w pobliżu zaćmionego Słońca nie wymaga odrzucenia piątego aksjomatu Euklidesa. Natomiast teologia utrzymuje dogmaty o transsubstancjacji czy dziewictwie matki Jezusa, pomimo że urągają one obecnej wiedzy o świecie.

A po trzecie, matematycy nie mają ciągotek aby spalić na stosie kolegę za herezję nieeuklidesową.
04-07-2012 11:48 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)

> Natomiast teologia utrzymuje dogmaty

oburzasz się że teologia cz że dogmaty ?

> o transsubstancjacji czy dziewictwie matki Jezusa, pomimo że urągają one obecnej wiedzy o świecie.

Twierdzisz że dzisiejsza medycyna nie poradziłaby sobie z zapłodnieniem dziewicy??

>A po trzecie, matematycy nie mają ciągotek aby spalić na stosie kolegę za herezję nieeuklidesową.

Siedzisz w głowach wszystkich matematyków , czy to taki Twój mały dogmacik ?


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
12-07-2012 02:10 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>>> Ależ czy nauka nie jest myśleniem dogmatycznym?
>>> Nie, nie jest.
>> A co z metodą naukową? Czy zajmowanie się tylko tym, co jest falsyfikowalne, a pomijanie tego co w świetle posiadanej wiedzy nie jest falsyfikowalne nie jest rodzajem myślenia dogmatycznego? A aksjomaty w logice, matematyce?
>Z pozoru teista może pocieszać się, że teologia jest podobna do matematyki, bo prawdziwości aksjomatów nie dowodzi się, więc są one jak dogmaty. Jednak takie porównanie ujawnia całą miernotę intelektualną teologii.
>Po pierwsze, teorie matematyczne muszą być wewnętrznie niesprzeczne. Na przykład, jeżeli jakiś wybór aksjomatów prowadziłby do wniosku, że 1 + 1 + 1 = 1, to taki zestaw aksjomatów byłby odrzucony. Natomiast teologia nadal ciągnie nonsensowny dogmat Trójcy Świętej.
Słusznie prawisz, ale ja wcale nie pocieszam się tym, że teologia jest podobna do matematyki bo to bzdura, co więcej mogę zgodzić się z tym, że teologia to intelektualna miernota. To nie ma nic do rzeczy.
>Po drugie, wewnętrznie niesprzeczna teoria, to dopiero początek metody naukowej. Trzeba jeszcze sprawdzić, czy dana teoria jest zgodna z doświadczeniem, na przykład, czy przesunięcie się obrazów gwiazd w pobliżu zaćmionego Słońca nie wymaga odrzucenia piątego aksjomatu Euklidesa. Natomiast teologia utrzymuje dogmaty o transsubstancjacji czy dziewictwie matki Jezusa, pomimo że urągają one obecnej wiedzy o świecie.
To wszystko prawda, ale czy to zmienia stan faktyczny?
>A po trzecie, matematycy nie mają ciągotek aby spalić na stosie kolegę za herezję nieeuklidesową.
Oczywiście, ale co to zmienia?

W nauce jest tak, że zajmuje się tym tylko co falsyfikowalne. Czy to nie jest dogmat? Gdy ktoś zaczyna zajmować się czymś niefalsyfikowalnym zostaje okrzyknięty "dziwnym", jest wykluczany ze środowiska, odsuwany od poważnej dyskusji. Czy nie jest to rodzaj "kościelnego" wykluczenia?

A dlaczego jest tak, że q=q? No bo tak jest i już, prawda? Nie jest to rodzaj dogmatycznego myślenia? Bóg jest w 3 osobach, i już!
12-07-2012 10:13 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>> Po pierwsze, teorie matematyczne muszą być wewnętrznie niesprzeczne. Na przykład, jeżeli jakiś wybór aksjomatów prowadziłby do wniosku, że 1 + 1 + 1 = 1, to taki zestaw aksjomatów byłby odrzucony. Natomiast teologia nadal ciągnie nonsensowny dogmat Trójcy Świętej.
> Słusznie prawisz...

>> Po drugie, wewnętrznie niesprzeczna teoria, to dopiero początek metody naukowej. Trzeba jeszcze sprawdzić, czy dana teoria jest zgodna z doświadczeniem...
> To wszystko prawda...

Ale jakoś ta prawda nie dociera do Ciebie, bo za chwilę piszesz:

> A dlaczego jest tak, że q=q? No bo tak jest i już, prawda?

Nie jest tak. Po pierwsze, q=q jest częścią wewnętrznie niesprzecznej logiki formalnej, a po drugie, stawiamy hipotezę, że ta logika jest prawdziwa w świecie rzeczywistym i sprawdzany doświadczalnie, że istotnie tak jest.

> Bóg jest w 3 osobach, i już!

Takiego boga nie tylko prawdopodobnie ma (bo mimo wielu prób nikomu nie udało się wykryć jego obecności), ale co więcej, taki bóg nie może istnieć bo sama idea, że 3=1 jest wewnętrznie sprzeczna.
12-07-2012 11:22 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Takiego boga nie tylko prawdopodobnie ma (bo mimo wielu prób nikomu nie udało się wykryć jego obecności), ale co więcej, taki bóg nie może istnieć bo sama idea, że 3=1 jest wewnętrznie sprzeczna.
Ale jest cudowna , magiczna! A Ty mieszasz porządki: rozumny z nieroz... tfu, tfu... Boskim.
Bóg = Ojciec = Syn = Duch, ale Ojciec =/= Syn =/= Duch
Ale kto by wymagał od wierzących logicznego myślenia?!
Trzeba im po prostu pomagać pozbyć się tej zrakowaciałej narośli na umyśle, dać szansę tej części umysłu, kóra gdzieś tam podświadomie może się buntować przeciwko jawnej głupocie.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
22-07-2012 18:15 
 Ocena 1 na 1
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Takiego boga nie tylko prawdopodobnie ma (bo mimo wielu prób nikomu nie udało się wykryć jego obecności), ale co więcej, taki bóg nie może istnieć bo sama idea, że 3=1 jest wewnętrznie sprzeczna.

Jestem jedną osobą. Jestem też studentem, mężczyzną i racjonalistą. 3=1?

Teolog ze mnie żaden, nie wiem, jak katolicy tłumaczą sobie trójpostaciowość Boga - ale podejrzewam, że mniej więcej tak jak ja powyżej. Nie szukałbym zatem wyjaśnienia w prostym "3=1".

Podam inny, bardziej abstrakcyjny przykład do przemyślenia - kładziemy na stosie trzy różnokolorowe kartki papieru i kładziemy obok nich płaszczaka. Płaszczak, obchodząc je wokół, dojdzie do wniosku, że położyliśmy przed nim kolorowy prostokąt. Wyjmijmy następnie szybko (np. przez dziurę w stole) spodnią kartkę i przełóżmy na wierzch. Dla naszego stworzonka prostokąt w zadziwiający sposób przeistoczył się w inny - jeśli będziemy nasz eksperyment powtarzać wielokrotnie, może dojść do wniosku, że wszystkie trzy prostokąty zajmują jedno miejsce w (dwuwymiarowej) przestrzeni.

Wcale nie jest trudno znaleźć w miarę spójne logiczne wyjaśnienie dla większości dogmatów religijnych - ich powiązanie z rzeczywistością to już inna sprawa, rzecz jasna.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
23-07-2012 07:55 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> Jestem jedną osobą. Jestem też studentem, mężczyzną i racjonalistą. 3=1?

Nie. Mylisz obiekt z cechami tego obiektu.

> Wcale nie jest trudno znaleźć w miarę spójne logiczne wyjaśnienie dla większości dogmatów religijnych - ich powiązanie z rzeczywistością to już inna sprawa, rzecz jasna.

Nawet pomijając brak związku z rzeczywistością, nie widzę w teologii wewnętrznej spójności logicznej. Masz rację mówiąc, że do każdego wybranego dogmatu z osobna da się dokombinować jakiś formalizm matematyczny. Sęk w tym, że ten formalizm nie pasuje już do pozostałych dogmatów. Tak jak z tą arytmetyką modulo 2.
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Nie. Mylisz obiekt z cechami tego obiektu.

Nie da się opisać obiektu inaczej, jak poprzez jego atrybuty. Słowa "ojciec", "syn", "duch" też są atrybutami - problem w tym, czy jednego obiektu, czy trzech różnych.

>Nawet pomijając brak związku z rzeczywistością, nie widzę w teologii wewnętrznej spójności logicznej. Masz rację mówiąc, że do każdego wybranego dogmatu z osobna da się dokombinować jakiś formalizm matematyczny. Sęk w tym, że ten formalizm nie pasuje już do pozostałych dogmatów. Tak jak z tą arytmetyką modulo 2.

Nie tyle "jakiś formalizm matematyczny", co aksjomatykę. Jeśli redefiniujesz aksjomaty, nie obowiązują Cię nawet podstawowe zasady logiki - możesz przyjąć, że p=>~p, możesz przyjąć, że q<=>~q.

Pod kątem standardowo przyjętej logiki - tak, istnieją sprzeczności między dogmatami.


I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
24-07-2012 07:28 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
>> Nie. Mylisz obiekt z cechami tego obiektu.

> Nie da się opisać obiektu inaczej, jak poprzez jego atrybuty.

To prawda.

> Słowa "ojciec", "syn", "duch" też są atrybutami - problem w tym, czy jednego obiektu, czy trzech różnych.

W tym sęk, że ponoć jednego.

> Jeśli redefiniujesz aksjomaty, nie obowiązują Cię nawet podstawowe zasady logiki - możesz przyjąć, że p=>~p, możesz przyjąć, że q<=>~q.

Jeśli wykombinujesz logikę, w której te trzy słowa odnoszą się do jednego obiektu, to tracą one swój normalny sens, bo syn nie może być zarazem swoim ojcem. A zatem i słowo "bóg" traci swój sens (jeżeli kiedykolwiek go miało).
24-07-2012 08:01 
 Ocena 7 na 9
Meretseger (61860 punktów)
Możesz być jednocześnie mężczyzną i studentem, ale czy możesz być jednocześnie sobą i swoim własnym ojcem?
>nie wiem, jak katolicy tłumaczą sobie trójpostaciowość Boga - ale podejrzewam, że mniej więcej tak jak ja powyżej.
No, niezupełnie. W Twoim przypadku żadna z cech nie wyklucza innej, a w przypadku chrześcijańskiego Boga jego cechy wzajemnie się wykluczają. Co chrześcijanom zdaje się w ogóle nie przeszkadzać. Byłoby prościej, gdyby boska triada nie była "jedną osobą", wówczas system byłby klarowny, a tak nie jest. Ot, tajemnica wiary, bo żadne znane prawa fizyki i biologii na taką sztukę nie pozwalają.
22-07-2012 17:55 
 Ocena 1 na 1
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Po pierwsze, teorie matematyczne muszą być wewnętrznie niesprzeczne. Na przykład, jeżeli jakiś wybór aksjomatów prowadziłby do wniosku, że 1 + 1 + 1 = 1, to taki zestaw aksjomatów byłby odrzucony. Natomiast teologia nadal ciągnie nonsensowny dogmat Trójcy Świętej.

Ho, ho. Aksjomatykę można sobie przyjąć jakąkolwiek - nawet taką, gdzie 1=3. Więc wybór aksjomatów, gdzie 1+1+1=1, nie jest stricte niepoprawny. Jest po prostu niezgodny z aksjomatami, które przyjmuje arytmetyka liczb naturalnych. Za to jeśli przyjmiemy aksjomaty arytmetyki modulo 2 chociażby, to powyższe jest prawdziwe.

Nie ma więc co mówić o wewnętrznej sprzeczności zestawu aksjomatów, nie znając tych aksjomatów, a jedynie wynik, który wydaje się bezsensowny. Wydaje mi się, że każdej formule matematycznej odpowiada aksjomatyka, pod którą jest ona poprawna.

Oczywiście, jeśli chcemy odnieść nasze "gdybania" do świata rzeczywistego, musimy je zweryfikować z tymże - ale matematyka ma to do siebie, że świat rzeczywisty wcale jej tak bardzo nie obchodzi.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
23-07-2012 07:26 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
>> [...] jeżeli jakiś wybór aksjomatów prowadziłby do wniosku, że 1 + 1 + 1 = 1, to taki zestaw aksjomatów byłby odrzucony. Natomiast teologia nadal ciągnie nonsensowny dogmat Trójcy Świętej.

> Aksjomatykę można sobie przyjąć jakąkolwiek - nawet taką, gdzie 1=3. Więc wybór aksjomatów, gdzie 1+1+1=1, nie jest stricte niepoprawny. Jest po prostu niezgodny z aksjomatami, które przyjmuje arytmetyka liczb naturalnych. Za to jeśli przyjmiemy aksjomaty arytmetyki modulo 2 chociażby, to powyższe jest prawdziwe.

Nic to teologii nie ratuje, bo raz przyjętej aksjomatyki trzeba się konsekwentnie trzymać. Gdyby teologia przyjęła aksjomaty arytmetyki modulo 2 to musiałaby np. przyznać, że nie było żadnych Apostołów ani Bóg nic nie przykazał, bo 12 mod 2 = 10 mod 2 = 0.
29-06-2012 13:47 
 Ocena 17 na 17
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Ależ czy nauka nie jest myśleniem dogmatycznym? gdzie roi się od stałych Plancka , E=mc2, niezmiennej i nieprzekraczalnej prędkości światła - same dogmaty To jak naukowcy myślą czy nie myślą.

Kij tam w oko stałej Plancka czy nieprzekraczalnej prędkości światła - przyszłe obserwacje zawsze jeszcze mogą wykazać, że one wcale nie takie stałe i nie takie nieprzekraczalne.
Prawdziwa Zgroza zdejmuje, gdy człowiek sobie uświadomi Kamienny Totalitaryzm tabliczki mnożenia...

Wszystkie te kolacje, przyjęcia, bale to ciężka praca. (z raportu przedstawiciela brytyjskiego na Konferencji Antyniewolniczej w Brukseli 1889-1890)
29-06-2012 14:48 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
>Prawdziwa Zgroza zdejmuje, gdy człowiek sobie uświadomi Kamienny Totalitaryzm tabliczki mnożenia...

Hehe dobre No właśnie jak to jest z dogmatami - mogą być, powinny być czy nie powinny być ??

PS. oczywiście +1


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
30-06-2012 00:38 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>jak to jest z dogmatami - mogą być, powinny być czy nie powinny być ??
A jak Ty uważasz?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
03-07-2012 13:39 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>jak to jest z dogmatami - mogą być, powinny być czy nie powinny być ??
>A jak Ty uważasz?
Ciężka sprawa. Ambiwalentne mam w stosunku do nich uczucia.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
maceox (6766 punktów)
>>>jak to jest z dogmatami - mogą być, powinny być czy nie powinny być ??
>>A jak Ty uważasz?
>Ciężka sprawa. Ambiwalentne mam w stosunku do nich uczucia.
Dlaczego?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
04-07-2012 10:48 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>>>jak to jest z dogmatami - mogą być, powinny być czy nie powinny być ??
>>>A jak Ty uważasz?
>>Ciężka sprawa. Ambiwalentne mam w stosunku do nich uczucia.
>Dlaczego?
Obecnie nie za bardzo widzę sens w relatywizowaniu wszystkiego , ale nie widzę powodu żeby zamykać dyskusję nad dogmatami, czyli muszę przyjąć założenie że niektóre mogą przestać nimi być.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
04-07-2012 11:14 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>>>>jak to jest z dogmatami - mogą być, powinny być czy nie powinny być ??
>>>>A jak Ty uważasz?
>>>Ciężka sprawa. Ambiwalentne mam w stosunku do nich uczucia.
>>Dlaczego?
>Obecnie nie za bardzo widzę sens w relatywizowaniu wszystkiego,
Wszystkiego to my nawet nie znamy, więc trudno to "wszystko" relatywizować. Poza tym gdybyśmy już nawet wiedzieli wszystko, to wtedy poza tym wszystkim nie byłoby już niczego, do czego możnaby to "wszystko" porównać.

Pytanie natomiast, czy warto przyjmować jakieś wybrane dogmaty na wiarę, jedynie dlatego, że - w zależności od religii i wyznania - różni ludzie w różny sposób głoszą, że przeróżne dogmaty są prawdziwe, bez możliwości weryfikacji.

>ale nie widzę powodu żeby zamykać dyskusję nad dogmatami, czyli muszę przyjąć założenie że niektóre mogą przestać nimi być.
Dogmaty mogą przestać nimi być tylko z Twojej własnej, świadomej i przemyślanej decyzji. Nie oczekuj od nikogo, że Cię w tym wyręczy.
Podobnie przyjęcie dogmatów za prawdziwe odbyło się w Twoim umyśle w związku z wychowaniem w takiej, a nie innej kulturze, co jednak nie było w pełni świadome, ani przez Ciebie zamierzone.
Jednak teraz jesteś już dorosły.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
04-07-2012 11:42 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>>>>>jak to jest z dogmatami - mogą być, powinny być czy nie powinny być ??
>>>>>A jak Ty uważasz?
>>>>Ciężka sprawa. Ambiwalentne mam w stosunku do nich uczucia.
>>>Dlaczego?
>>Obecnie nie za bardzo widzę sens w relatywizowaniu wszystkiego,
>Wszystkiego to my nawet nie znamy, więc trudno to "wszystko" relatywizować. Poza tym gdybyśmy już nawet wiedzieli wszystko, to wtedy poza tym wszystkim nie byłoby już niczego, do czego możnaby to "wszystko" porównać.

Zgrabnie ułożone słówka, ale o co Ci chodzi to nie wiem. Nie masz stałych to nie masz do czego się odnieść obojętne czy wiesz wszystko czy nie wiesz.

>Pytanie natomiast, czy warto przyjmować jakieś wybrane dogmaty na wiarę,

oczywiście że nie, ja np. nie przyjmuję dogmatu że Boga nie ma

>jedynie dlatego, że - w zależności od religii i wyznania - różni ludzie w różny sposób głoszą, że przeróżne dogmaty są prawdziwe, bez możliwości weryfikacji.
>>ale nie widzę powodu żeby zamykać dyskusję nad dogmatami, czyli muszę przyjąć założenie że niektóre mogą przestać nimi być.
>Dogmaty mogą przestać nimi być tylko z Twojej własnej, świadomej i przemyślanej decyzji. Nie oczekuj od nikogo, że Cię w tym wyręczy.

Wyręczy nie - ale zbada i zaproponuje wyjaśnienie tak, a ja w swoim osądzie mogę sie zgodzić lub odrzucić.

>Podobnie przyjęcie dogmatów za prawdziwe odbyło się w Twoim umyśle w związku z wychowaniem w takiej, a nie innej kulturze, co jednak nie było w pełni świadome, ani przez Ciebie zamierzone.
>Jednak teraz jesteś już dorosły.

"Byt określa świadomość" - nie ja dziękuję za takie filozofie

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
04-07-2012 14:52 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>>>>>>jak to jest z dogmatami - mogą być, powinny być czy nie powinny być ??
>>>>>>A jak Ty uważasz?
>>>>>Ciężka sprawa. Ambiwalentne mam w stosunku do nich uczucia.
>>>>Dlaczego?
>>>Obecnie nie za bardzo widzę sens w relatywizowaniu wszystkiego,
>>Wszystkiego to my nawet nie znamy, więc trudno to "wszystko" relatywizować. Poza tym gdybyśmy już nawet wiedzieli wszystko, to wtedy poza tym wszystkim nie byłoby już niczego, do czego możnaby to "wszystko" porównać.
>Zgrabnie ułożone słówka, ale o co Ci chodzi to nie wiem. Nie masz stałych to nie masz do czego się odnieść obojętne czy wiesz wszystko czy nie wiesz.
Nie masz stałych to nie masz do czego się odnieść - nie mam problemu z takim twierdzeniem. Jednak w naukach przyrodniczych (przede wszsytskim w fizyce), na podstawie obserwacji udało się określić pewne prawa, które są powszechne, choć nie wiemy jeszcze wszystkiego.

Jednak skoro nie spodobał Ci się mój komentarz, to całkiem możliwe, że to ja nie zrozumiałem o co Ci chodzi. Czy mógłyś zatem rozwinąć tę myśl:
Cytat:
Obecnie nie za bardzo widzę sens w relatywizowaniu wszystkiego


>>Pytanie natomiast, czy warto przyjmować jakieś wybrane dogmaty na wiarę,
>oczywiście że nie, ja np. nie przyjmuję dogmatu że Boga nie ma
Ja też nie przyjmuję takiego dogmatu, że Boga nie ma.
Jesteśmy więc w tej kwestii jednomyślni.
Jednak mówiąc o dogmatach miałem raczej na myśli te przyjmowane przez istniejące religie i kościoły, jak głównie dogmat, że Bóg istnieje.
Ja tego dogmatu też nie uznaję i to dokładnie z takich samych powodów, dla którego nie uznaję w ogóle żadnych dogmatów.
A Ty? Uznajesz dogmat, że Bóg istnieje?
>>Dogmaty mogą przestać nimi być tylko z Twojej własnej, świadomej i przemyślanej decyzji. Nie oczekuj od nikogo, że Cię w tym wyręczy.
>Wyręczy nie - ale zbada i zaproponuje wyjaśnienie tak, a ja w swoim osądzie mogę sie zgodzić lub odrzucić.
Dobrze, zbadajmy więc dogmat istnienia chrześcijańskiego Boga.
Co wiemy o tym Bogu i skąd?
>>Podobnie przyjęcie dogmatów za prawdziwe odbyło się w Twoim umyśle w związku z wychowaniem w takiej, a nie innej kulturze, co jednak nie było w pełni świadome, ani przez Ciebie zamierzone.
>>Jednak teraz jesteś już dorosły.
>"Byt określa świadomość" - nie ja dziękuję za takie filozofie
Tak Ci się to skojarzyło? Ja nie mówiłem o żadnym "bycie", tylko o kulturze, w której każdy z nas wyrasta.
Jednak skoro tak napisałeś, to co w takim razie Twoim zdaniem określa świadomość?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego

Mod: Kasuj, proszę, zbędne cytowania.
04-07-2012 15:29 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>Nie masz stałych to nie masz do czego się odnieść - nie mam problemu z takim twierdzeniem. Jednak w naukach przyrodniczych (przede wszsytskim w fizyce), na podstawie obserwacji udało się określić pewne prawa, które są powszechne, choć nie wiemy jeszcze wszystkiego.
>Jednak skoro nie spodobał Ci się mój komentarz, to całkiem możliwe, że to ja nie zrozumiałem o co Ci chodzi. Czy mógłyś zatem rozwinąć tę myśl:
> Cytat:
Obecnie nie za bardzo widzę sens w relatywizowaniu wszystkiego


Nawet z wikipedii wynika ze dogmat jest czymś co się używa w filozofii , więc nie wchodząc w religię sama instytucja dogmatu czemuś służy. W przedmiotach ścisłych sa aksjomaty czy co tam , asś w filozofiach i religii są dogmaty. Znosząc wszystkie dogmaty mamy relatywizację wszystkiego, czyli od punktu siedzenia ma się poglady i tyle - porozumienie jest niemożliwe na zasadzie konsensusu tylko na zasadzie siły. Dla mnie to nie ma sensu

>>>Pytanie natomiast, czy warto przyjmować jakieś wybrane dogmaty na wiarę,
>>oczywiście że nie, ja np. nie przyjmuję dogmatu że Boga nie ma
>Ja też nie przyjmuję takiego dogmatu, że Boga nie ma.
>Jesteśmy więc w tej kwestii jednomyślni.
>Jednak mówiąc o dogmatach miałem raczej na myśli te przyjmowane przez istniejące religie i kościoły, jak głównie dogmat, że Bóg istnieje.
>Ja tego dogmatu też nie uznaję i to dokładnie z takich samych powodów, dla którego nie uznaję w ogóle żadnych dogmatów.
>A Ty? Uznajesz dogmat, że Bóg istnieje?

Przecież jakby nie było Boga nie byłoby religii, więc jak mogę go nie uznawać ? Zresztą chyba to nie jest dogmatem a oczywistością , dogmatem jest że Bóg jest jeden w trzech osobach

>>>Dogmaty mogą przestać nimi być tylko z Twojej własnej, świadomej i przemyślanej decyzji. Nie oczekuj od nikogo, że Cię w tym wyręczy.
>>Wyręczy nie - ale zbada i zaproponuje wyjaśnienie tak, a ja w swoim osądzie mogę sie zgodzić lub odrzucić.
>Dobrze, zbadajmy więc dogmat istnienia chrześcijańskiego Boga.
>Co wiemy o tym Bogu i skąd?
Biblia
>>>Podobnie przyjęcie dogmatów za prawdziwe odbyło się w Twoim umyśle w związku z wychowaniem w takiej, a nie innej kulturze, co jednak nie było w pełni świadome, ani przez Ciebie zamierzone.
>>>Jednak teraz jesteś już dorosły.
>>"Byt określa świadomość" - nie ja dziękuję za takie filozofie
>Tak Ci się to skojarzyło? Ja nie mówiłem o żadnym "bycie", tylko o kulturze, w której każdy z nas wyrasta.
>Jednak skoro tak napisałeś, to co w takim razie Twoim zdaniem określa świadomość?
Ja sam.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
05-07-2012 07:53 
 Ocena 16 na 16
Fizyk (17637 punktów)
> Przecież jakby nie było Boga nie byłoby religii, więc jak mogę go nie uznawać?

Nie przypominam sobie mocniejszego dowodu na istnienie Boga.
05-07-2012 13:14 
 Ocena 8 na 8
martok (1115 punktów)

>> Przecież jakby nie było Boga nie byłoby religii, więc jak mogę go nie uznawać?
>Nie przypominam sobie mocniejszego dowodu na istnienie Boga.

Ściśle biorąc jest to dowód na istnienie wielu bogów - jest tylu różnych bogów, ile jest różnych religii. Ale ten schemat dowodowy ma w rzeczywistości o wiele większy potencjał. Jest to schemat następujący:

(1) Gdyby nie było X-a, to przecież nie wierzyłbym w X-a.

Zauważmy, ze (1) jest logicznie równoważne innemu schematowi:

(2) Skoro wierzę w X-a, to X istnieje.

Teraz za X możesz sobie podstawić co chcesz: Boga, UFO, pozaziemską inteligencję, krasnoludki, Świętego Mikołaja. Wzór (2) to naprawdę potężny środek dowodowy.
*
06-07-2012 13:24 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
To tylko mieszanie słowami, bo nie chodzi tu o o jakiś dowód logiczny tylko czy jest Bóg czy nie.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
06-07-2012 19:16 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
>.. jest Bóg czy nie.
Czy to istotny dylemat?
Jeśli nie ma "Boga", to znika chyba tylko sens modlitwy (bo nie ma do kogo), a inne formy ludzkiej aktywności pozostają otwarte.
Po cóż zatem kierować uwagę ku "Bogu" - dla mieszania słowami?
10-07-2012 17:47 
 0 na 4
Konowal (6291 punktów)
>>.. jest Bóg czy nie.
>Czy to istotny dylemat?
>Jeśli nie ma "Boga", to znika chyba tylko sens modlitwy (bo nie ma do kogo), a inne formy ludzkiej aktywności pozostają otwarte.

Bo ja wiem - wtedy właściwie wszystko pozostaje otwarte i co jest słuszne decyduje człowiek, a jak wiemy z historii wszystko może być słuszne. Tak więc to jest istotna różnica, a że są grupy ludzi dla których religia jest wzorem na osiągnięcie władzy czy to w sektach czy organizacjach ufologicznych to inna sprawa.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
10-07-2012 19:10 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>.. jest Bóg czy nie.
>>Czy to istotny dylemat?
>>>>Jeśli nie ma "Boga", to znika chyba tylko sens modlitwy (bo nie ma do kogo), a inne formy ludzkiej aktywności pozostają otwarte.
>Bo ja wiem - wtedy właściwie wszystko pozostaje otwarte i co jest słuszne decyduje człowiek,
Jak znam całą historię ludzkości, to zawsze decydował człowiek, a że udawał i opowiadał, iż ma różnych mocodawców i różne maski przybierał, to już zupełnie inna sprawa. Jednych interesują fakty, a innych bajeczki. W bajdach (mitach) zawsze ktoś się znajdzie, jak nie bóg to jakiś demon, a to słabość w pięcie, a to we włosach.

>a jak wiemy z historii wszystko może być słuszne.
Najgorsze, gdy podłość jest usprawiedliwiona przez jedynie słuszną doktrynę.
Steven Weinberg:
Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli. Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia.

Wszystko jedno, czy tą religią będzie chrześcijaństwo, komunizm czy nazizm.

>Tak więc to jest istotna różnica, a że są grupy ludzi dla których religia jest wzorem na osiągnięcie władzy czy to w sektach czy organizacjach ufologicznych to inna sprawa.
Z wszystkich - znanych mi systemów ideologicznych - najbardziej chciwy na dobra doczesne, a przy tym najbardziej obłudnym jest Kościół Katolicki. Reszta, to co najwyżej lepsi, lub gorsi uczniowie.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
19-07-2012 00:03 
 0 na 2
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>Jak znam całą historię ludzkości

Gratuluję bogatej wiedzy!
19-07-2012 09:37 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Bogusławski:
Jak znam całą historię ludzkości, to zawsze decydował człowiek, a że udawał i opowiadał, iż ma różnych mocodawców i różne maski przybierał, to już zupełnie inna sprawa. Jednych interesują fakty, a innych bajeczki. W bajdach (mitach) zawsze ktoś się znajdzie, jak nie bóg to jakiś demon, a to słabość w pięcie, a to we włosach.


>>>> Jak znam całą historię ludzkości
>Gratuluję bogatej wiedzy!
Dziękuję - Szanowny Panie Gegebege!
Ponieważ mnie Pan pochwalił, to jeszcze sam dorzucę. Jestem na wiedzę otwarty i poza teologicznym bełkotem rozumiem to, co inni piszą. Szkoda, że Panu i jego religijnym przyjaciołom nie jest to dane. Niewiele rozumiecie z tego co piszą inni i stale klepiecie to samo.
(Niech Pan zapyta swojej polonistki jak należy zrozumieć moją wypowiedź.)

Dawno Pana nie gościliśmy - co mądrego Pan ostatnio przeczytał?
Niech się Pan podzieli z nami wrażeniami z lektury.

Miłego dnia.

@@@
.
19-07-2012 12:24 
 Ocena 1 na 3
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>rozumiem to, co inni piszą. Szkoda, że Panu i jego religijnym przyjaciołom nie jest to dane. Niewiele rozumiecie z tego co piszą inni

Pan znowu to samo

>(jak należy zrozumieć moją wypowiedź.)

Wiem, jak Pan chciał, aby Pana wypowiedź była zrozumiana.

Cytat:
Jak znam całą historię ludzkości


Moją uwagę zwróciło to, że napisał Pan o znajomości "całej historii ludzkości". Mimo swojej niewątpliwie dużej wiedzy, całą historię wszystkich ludzi to zna Pan w nikłym stopniu. W zestawieniu z Pana niesłychanie wysokim mniemaniem o sobie wydała mi się ta Pańska wypowiedź bardzo zabawna.

Z drugiej strony, nie chcę czepiać się słówek ani być posądzonym o brak sympatii do Pana, dlatego kończę rozmowę na ten temat.

>Dawno Pana nie gościliśmy

Jak zwykle myli się Pan. Jestem tu częstym gościem, jednak od długiego czasu nic nie piszę. Dopiero ta Pańska wypowiedź wzbudziła we mnie taką radość, że zrobiłem wyjątek.

> co mądrego Pan ostatnio przeczytał?

Jeśli ograniczyć się do tego portalu, czytam tu wiele interesujących postów bardzo inteligentnych ludzi o imponującej wiedzy; ze szczególną przyjemnością te spośród nich, które cechuje szacunek dla osób o odmiennych poglądach.

> Miłego dnia.

Nawzajem.
19-07-2012 14:41 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Cytat:
>Gratuluję bogatej wiedzy!
Dziękuję - Szanowny Panie Gegebege!
Ponieważ mnie Pan pochwalił, to jeszcze sam dorzucę. Jestem na wiedzę otwarty i poza teologicznym bełkotem rozumiem to, co inni piszą. Szkoda, że Panu i jego religijnym przyjaciołom nie jest to dane. Niewiele rozumiecie z tego co piszą inni i stale klepiecie to samo.
(Niech Pan zapyta swojej polonistki jak należy zrozumieć moją wypowiedź.)

>>>>rozumiem to, co inni piszą. Szkoda, że Panu i jego religijnym przyjaciołom nie jest to dane. Niewiele rozumiecie z tego co piszą inni
>Pan znowu to samo
Z zażenowaniem stwierdzam, że intelektualny poziom znakomitej większości fideistów z naszego forum stoi w miejscu, a u niektórych, to nawet się cofa. Osobiście bardzo z tego powodu ubolewam, gdyż najbardziej wartościowa jest wymiana zdań pomiędzy mądrymi ludźmi o odmiennych poglądach.

>Wiem, jak Pan chciał, aby Pana wypowiedź była zrozumiana.
To jak Pan jest mądrym, to po co Pan głupiego udaje?

>Moją uwagę zwróciło to, że napisał Pan o znajomości "całej historii ludzkości". Mimo swojej niewątpliwie dużej wiedzy, całą historię wszystkich ludzi to zna Pan w nikłym stopniu.
Sformułowanie - "ja znam" - w żadnym stopniu nie mówi o stopniu tej znajomości i np stopień znajomości może być nawet znikomym. ( Raczej odwołuję się tu do znajomości mojego poziomu przez znających moje wypowiedzi czytelników).
Zastanawiam się nad tym co piszę i staram się być komunikatywnym, a że nie wszyscy mnie rozumieją, to już naprawdę nie moja wina. Może tak "po chłopsku" Panu wytłumaczę: Historia ludzkości nie historią wszystkich poszczególnych "człowieków" - tylko syntezą dziejów całej ludzkości.

>W zestawieniu z Pana niesłychanie wysokim mniemaniem o sobie wydała mi się ta Pańska wypowiedź bardzo zabawna.
No cóż ja biedny mogę na to? Pamiętam - chyba w piątej klasie szkoły podstawowej - dwóch moich kolegów pobiło się, gdyż jeden drugiego nazwał - arystokratą. To forum dla racjonalistycznej inteligencji, a nie dla niedouczonych ćwierćinteligentów.
Mam bardzo kiepską opinię o swoim poziomie intelektualnym, ale tu ważne jest zestawienie. Kogo z kim chciałby Pan tu zestawić?

>Z drugiej strony, nie chcę czepiać się słówek ani być posądzonym o brak sympatii do Pana, dlatego kończę rozmowę na ten temat.
Tak, Pan należy do wierzących i dlatego wierzy Pan, że przedstawił dostateczne argumenty. Gratuluję.

>>>>Dawno Pana nie gościliśmy
>Jak zwykle myli się Pan. Jestem tu częstym gościem, jednak od długiego czasu nic nie piszę.
Ja nie robię za świętego ducha i odnoszę się tylko do tego co bezpośrednio doświadczam. Zakładałem, że Pan gdzieś istnieje, tylko nie mając nic sensownego do powiedzenia niczego na naszym forum nie mówi, a więc nie gości Pan na naszych łamach. Znowu ta znajomość języka polskiego.

>Dopiero ta Pańska wypowiedź wzbudziła we mnie taką radość, że zrobiłem wyjątek.
Cholera u kogo radość wzbudza tekst, którego nie rozumie? Ciekawe?

>>>>co mądrego Pan ostatnio przeczytał?
>Jeśli ograniczyć się do tego portalu,
A dlaczego tylko do portalu. Portal - to co najwyżej uzupełnienie.

>czytam tu wiele interesujących postów bardzo inteligentnych ludzi o imponującej wiedzy;
Ja też - mamy tu pełną zgodę!

>ze szczególną przyjemnością te spośród nich, które cechuje szacunek dla osób o odmiennych poglądach.
A przypadkiem coś się Panu nie pomyliło.
Szacunek dla ludzi z szacunkiem dla głupoty.
Mam ogromny szacunek dla odmiennych od moich poglądów, ale pod warunkiem, że są one racjonalnie uargumentowane i ogromną pogardę dla ludzkiej głupoty, szczególnie tej zadufanej we własne racje. Wszelakich depozytariuszy jedynie słusznej prawdy. Pseudointelektualnego bełkotu utytułowanych durniów. Wprost uwielbiam dziurawienie tych nadymanych teologiczno-filozoficznym pustosłowiem balonów.

Miłego dnia.

@@@
.
19-07-2012 17:04 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>Cholera u kogo radość wzbudza tekst, którego nie rozumie? Ciekawe?<
Ale piękny cios....prawy sierpowy -prosto w brodę
Choć odpowiedź oczywista, ale nie wyartykułowana to ja odpowiem Panie Andrzeju : u głupola!

SJP:
głupol - człowiek mało inteligentny, nierozgarnięty, bezmyślny, głupi

Ukłony.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
09-07-2012 21:23 
 Ocena 1 na 3
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>To tylko mieszanie słowami, bo nie chodzi tu o o jakiś dowód logiczny tylko czy jest Bóg czy nie.

Który?
boskiateis(*)ogowie-w-ktorych-nie-wierzymy/

05-07-2012 11:52 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>> Cytat:
Obecnie nie za bardzo widzę sens w relatywizowaniu wszystkiego

>Nawet z wikipedii wynika ze dogmat jest czymś co się używa w filozofii, więc nie wchodząc w religię sama instytucja dogmatu czemuś służy.
Zapewne. Pytanie czy każdy jest zobowiązany do tego, żeby się kierować dogmatami. Ja sobie ten obowiązek odpuszczam. Czuję się pod tym względem wolny - choć oczywiście jestem uwarunkowany zarówno genetycznie, jak i kulturowo, a poza tym czuję się związany chociażby normami etycznymi obowiązującymi w społeczeństwie, które w większości uważam za słuszne i chcę ich przestrzegać.

>W przedmiotach ścisłych sa aksjomaty czy co tam , asś w filozofiach i religii są dogmaty.
To jednak nie to samo. Aksjomaty możesz ustawić inaczej, ewentualnie - jeśli nawet nie - to wynikają one albo z charakteru rzeczywistości (np. matematycznej) jako takiej, albo wręcz z empirycznego doświadczenia (w fizyce). Tymczasem dogmat to po prostu opowieść wyrażona ludzkim językiem, której się nie podważa ze względu na wiarę.

>Znosząc wszystkie dogmaty mamy relatywizację wszystkiego,
A ustanawiając dogmat mamy relatywizację względem dogmatu. Dogmatycznie określa się co mamy robić i musimy się podporządkować w odniesieniu do dogmatu - czyli również relatywistycznie.

>czyli od punktu siedzenia ma się poglady i tyle - porozumienie jest niemożliwe na zasadzie konsensusu tylko na zasadzie siły.
Jest dokładnie odwrotnie. Porozumienie między ludźmi jest zawsze możliwe, jeśli tylko wyrażają oni chęć porozumienia - mają np. wspólne cele - np. chcą żyć w bezpieczeństwie. Tymczasem gdy przyjmiesz absolutny dogmat, w który trzeba ślepo wierzyć, że np. tylko "mój Bóg" jest prawdziwy, to prowadzi to co najmniej do negatywnej oceny innych, niewyznających tego samego Boga. To właśnie porównywanie innych przez pryzmat własnych dogmatów wiary wyklucza jakikolwiek konsensus. Zresztą w historii kk. jakże często punkt widzenia zależał od punktu siedzenia właśnie. Inna była koncepcja Boga i dogmatów w XIII wieku, a inna jest dzisiaj. A dzisiaj inną koncepcję Boga i etyki ma Rydzyk, inną ma Heller, jeszcze inną ma papież, a odmienną od niego niektórzy niemieccy biskupi. Tu masz dopiero relatywizację - co teolog, to inna koncepcja. Tymczasem prawda obiektywna odkrywana przez nauki przyrodnicze ulega tylko stałemu doprecyzowaniu.

>>A Ty? Uznajesz dogmat, że Bóg istnieje?
>Przecież jakby nie było Boga nie byłoby religii, więc jak mogę go nie uznawać ?
Nie potrafię odpowiedzieć trafniej od Fizyka:
Cytat:
Nie przypominam sobie mocniejszego dowodu na istnienie Boga


>>Co wiemy o tym Bogu i skąd?
>Biblia
Jak powstała Biblia?

>>Tak Ci się to skojarzyło? Ja nie mówiłem o żadnym "bycie", tylko o kulturze, w której każdy z nas wyrasta.
>>Jednak skoro tak napisałeś, to co w takim razie Twoim zdaniem określa świadomość?
>Ja sam.
I sądzisz, że ani trochę nie jesteś uwarunkowany genami i procesem socjalizacji? Sam sobie swojego Boga wymyśliłeś, czy może musiał Ci ktoś o nim opowiedzieć?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
06-07-2012 13:35 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)

>Zapewne. Pytanie czy każdy jest zobowiązany do tego, żeby się kierować dogmatami. Ja sobie ten obowiązek odpuszczam. Czuję się pod tym względem wolny - choć oczywiście jestem uwarunkowany zarówno genetycznie, jak i kulturowo, a poza tym czuję się związany chociażby normami etycznymi obowiązującymi w społeczeństwie, które w większości uważam za słuszne i chcę ich przestrzegać.

A kieruj się tym co chcesz, ale nie podważaj tego że można normalnie funkcjonować w oparciu o filozofie czy religie zawierające dogmaty.

>>W przedmiotach ścisłych sa aksjomaty czy co tam , asś w filozofiach i religii są dogmaty.
>To jednak nie to samo.

To i wary z nauką nie można porównywać bo to co innego.

>A ustanawiając dogmat mamy relatywizację względem dogmatu. Dogmatycznie określa się co mamy robić i musimy się podporządkować w odniesieniu do dogmatu - czyli również relatywistycznie.

Jak jest relatywistycznie to robimy co chcemy , a nie co musimy.

>Tymczasem prawda obiektywna odkrywana przez nauki przyrodnicze ulega tylko stałemu doprecyzowaniu.

Ja też mogę twierdzić ze dogmaty ulegają doprecyzowaniu. Lejesz wodę i tyle.

>Jak powstała Biblia?

Z natchnienia Ducha Świętego.

>I sądzisz, że ani trochę nie jesteś uwarunkowany genami i procesem socjalizacji? Sam sobie swojego Boga wymyśliłeś, czy może musiał Ci ktoś o nim opowiedzieć?

A co było pierwsze jajko czy kura ?


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
07-07-2012 00:14 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>A kieruj się tym co chcesz, ale nie podważaj tego że można normalnie funkcjonować w oparciu o filozofie czy religie zawierające dogmaty.
Pytanie co i dla kogo znaczy "normalnie funkcjonować". Rzeczywiście twierdzenie, jakoby osoby wierzące były w ogólności psychicznie chore uważam za oczywiście bezpodstawne.
Jednak patrząc na moje własne postępowanie wciąż napotykam na jakieś ślady (czasem wręcz ślepego) podporządkowania autorytetom. Do tego właśnie sprowadza się myślenie dogmatyczne, a nie jest to dla mnie sposób, w jakim chciałbym "normalnie" funkcjonować.
>>>W przedmiotach ścisłych sa aksjomaty czy co tam , asś w filozofiach i religii są dogmaty.
>>To jednak nie to samo.
>To i wary z nauką nie można porównywać bo to co innego.
Tak, tylko że co chwilę pojawiają się specjaliści od Boga, którzy z pewnych faktów doświadczalnych lub ich braku próbują wykazywać, że te fakty lub ich brak świadczą właśnie o niczym innym, jak o istnieniu Boga.
>Jak jest relatywistycznie to robimy co chcemy , a nie co musimy.
Dla Ciebie to wszystko jest bardzo proste. Dla mnie istnieje w tym kontekście tylko przymus pośredni (w którym wciąż mamy możliwość zachować się odmiennie od woli osoby stosującej przymus - a zatem możemy skutecznie "chcieć" się niezastosować) oraz przymus bezpośredni (w którym w zasadzie trudno już mówić o naszym działaniu, gdy ktoś nas obezwładnia - tu już nie ma miejsca na wolny wybór). Jeśli wiara w Boga jest dla Ciebie tym drugim rodzajem przymusu, to wówczas rzeczywiście nie masz żadnego wyjścia (ani wolnej woli). Jeśli jest tym pierwszym - to zawsze możesz chociaż zapytać - a dlaczego właściwie tak nakazujesz, Boże?
>>Tymczasem prawda obiektywna odkrywana przez nauki przyrodnicze ulega tylko stałemu doprecyzowaniu.
>Ja też mogę twierdzić ze dogmaty ulegają doprecyzowaniu.
Spoko, też możesz tak twierdzić.
>>Jak powstała Biblia?
>Z natchnienia Ducha Świętego.
A skąd coś wiesz o Duchu Świętym?
>>I sądzisz, że ani trochę nie jesteś uwarunkowany genami i procesem socjalizacji? Sam sobie swojego Boga wymyśliłeś, czy może musiał Ci ktoś o nim opowiedzieć?
>A co było pierwsze jajko czy kura?
Wydaje mi się, że najpierw była kula ziemska, potem dopiero ludzie i różne ich kultury, a wśrod nich najpierw byli moi rodzice, a potem dopiero ja. Wydaje mi się, że pierwszych słów uczyłem się od moich rodziców, a pierwszych modlitw od jednej niani. Ale zawsze można powiedzieć, że to tylko pamięć mnie myli i zmysły zwodzą, oraz że to ja sobie to tylko tak wymyśliłem, bo w rzeczywistości jest dokładnie na odwrót - to ja stworzyłem nianię, rodziców, różne kultury i wszystkich ludzi, a także kulę ziemską.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
07-07-2012 13:14 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>A kieruj się tym co chcesz, ale nie podważaj tego że można normalnie funkcjonować w oparciu o filozofie czy religie zawierające dogmaty.
>Pytanie co i dla kogo znaczy "normalnie funkcjonować".
Zdecydowanie można, a nawet daje większy psychiczny komfort funkcjonowanie w oparciu o religie/ideologie. Red. Izdebski pisze: Warto tu zacytować wyimki z artykułu prawie sprzed wieku - "Homo Neanderthalensis" H. L. Menckena:

"Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki.
Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".


Wiele osób w naszym kraju drwi z "moherowych beretów", uważając się za coś lepszego. Poprzez: formalne wykształcenie, poziom zamożności czy też odgrodzone miejsce zamieszkania uzasadniają swoje odcięcie się od plebsu. Dziś spokojnie można uważać się za inteligencką elitę, gdy błogo się łyka telewizyjny kit ładnie opakowany. Książki w stosunku do naszych płac są przerażająco drogie. Prasa w swej masie kolorowo-ogłupiająca. Parę lat indoktrynacji i już inteligentowi wstyd publicznie czytać "Nie" lub nawet "Dziś", ale nie jest wstydem publiczne czytanie "Faktu" czy "Super Expresu", nawet wówczas, gdy na jednej stronie pomieszane jest softporno z harddewocją.

Nie najlepiej o nas sądził kilka lat temu profesor Stefan Opara: "Żyjemy w kraju, w którym od lat często zdarzają się przypadki, gdy: - ludzie głupi obdarzani są zaszczytami i wysokim stanowiskami;
- czyny głupie są wychwalane i powszechnie aprobowane;
- głupi bohaterowie historyczni i literaccy stawiani są za wzór dla młodzieży".

A profesor Bronisław Łagowski widząc aktualne wydarzenia zauważa: "Do nieszczęścia dochodzi, gdy naród zostaje poddany takiemu praniu mózgów, że staje się dziwadłem w Europie. W tym praniu mózgów partia uchodząca za liberalną nie daje się wyprzedzić Radiu Maryja".

Lewica intelektualnie skapitulowała i oddała rząd dusz narodowo-katolickiej prawicy, a ona konsekwentnie uważa, że nie wolno masom pozwolić na Sapere aude! - odwagę i umiejętność posługiwania się samodzielnie własnym rozumem. "Każdy kanciarz robiący sztuczki z trzema kartami wie, że powodzenie tricku zależy od tego, czy uda się zmylić całą publiczność. Trzeba natychmiast uciszyć każdego człowieka z tłumu, który wskaże, że operacja jest szwindlem. Jeśli tego nie zrobi, mało kto będzie chciał zaryzykować swoje dziesięć dolarów". Serwilistyczne mass media, wspomagane z ambon, robią to doskonale.

Gdyby religia nie sprawdzała się w toku ewolucji, to by jej nie było.

>Rzeczywiście twierdzenie, jakoby osoby wierzące były w ogólności psychicznie chore uważam za oczywiście bezpodstawne.
To proste - jeśli wyznajesz popularną religię, to jesteś normalny, ale jeśli należysz do mało popularnego kościoła to wyślą Cię do psychiatry, bo podejrzewają że jesteś wariatem...

[...]Dlaczego jeśli jesteś katolikiem i w zw. z tym wierzysz w nieudowodnione, nieracjonalne rzeczy, ale "bada" Cię psychiatra o podobnych poglądach, to powie Ci, że jesteś "zdrowy psychicznie", a jeśli wierzysz w Gadającego Konia na Wrotkach, który mieszka we wnętrzu ziemi, to psychiatra powie, że masz schizofrenię? [...] Gdy psychiatra stawia pacjentowi diagnozę "schizofrenia" to właśnie argumentuje, że pacjent wierzy w coś, czego nie ma. Ale czy w takim razie wszyscy wyznający religie są schizofrenikami?


Wiara w stadne mity - moim zdaniem - jest czymś naturalnym i nagminnym, to odrzucenie ich jest rzadkim przypadkiem. Nie wiem czy ludzi, którzy nie potrzebują mitycznych wyjaśnień do rozumienia świata jest jeden procent w ludzkiej populacji. Moim zdaniem jest znacznie mniej.
Więc jeżeli ktoś odbiega tu od normy, to właśnie racjonaliści.
Choroby psychiczne to: www.bryk.p(*)oza_depresja_schizofrenia.html
www.google(*)ASu3JEiVuThM_ToKk-doLA&cad=rja

Współczesna polska psychiatria oportunistycznie nastawiła się na dialog z wartościami religijnymi, doceniając ich pozytywny wpływ na stan psychiczny pacjentów, ale nie sposób zaprzeczyć, że fundamentalne, dewocyjne traktowanie religii wywiera silny wpływ na jednostkę (czego mamy na naszym forum znakomite przykłady), zwłaszcza na dzieci, i może przyczynić się do ukształtowania osobowości nieprawidłowej.

Pana - Panie Macieju - interesuje psychologiczny aspekt religii, a więc polecam zainteresowanie się tematem: pl.wikipedia.org/wiki/Psychologia_religii

Są też wspaniałe książki - dające dużo do myślenia napisane przez uczonych ukształtowanych religijnie.
lubimyczyt(*)ka/50447/religia-i-psychologia
czytelnia.onet.pl/0,2357,0,1,nowosci.html
Oraz tych ukształtowanych inaczej:
www.nauka-(*)ki/pliki/download.php?file=177

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
10-07-2012 00:11 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
Bardzo dziękuję za propozycje książek, załączone teksty przeczytałem.
W ogólności zgadzam się z Pana wnioskami.
Jeden komentarz:
>>Rzeczywiście twierdzenie, jakoby osoby wierzące były w ogólności psychicznie chore uważam za oczywiście bezpodstawne.
>To proste - jeśli wyznajesz popularną religię, to jesteś normalny, ale jeśli należysz do mało popularnego kościoła to wyślą Cię do psychiatry, bo podejrzewają że jesteś wariatem...
>[...]Dlaczego jeśli jesteś katolikiem i w zw. z tym wierzysz w nieudowodnione, nieracjonalne rzeczy, ale "bada" Cię psychiatra o podobnych poglądach, to powie Ci, że jesteś "zdrowy psychicznie", a jeśli wierzysz w Gadającego Konia na Wrotkach, który mieszka we wnętrzu ziemi, to psychiatra powie, że masz schizofrenię? [...] Gdy psychiatra stawia pacjentowi diagnozę "schizofrenia" to właśnie argumentuje, że pacjent wierzy w coś, czego nie ma. Ale czy w takim razie wszyscy wyznający religie są schizofrenikami?

Wyznający religie mają na ogół to do siebie, że koncentrują się na tym wyznawaniu tylko w niektórych porach dnia, a w naszym kręgu kulturowym raz na tydzień przez niecałą godzinę. Wyznawanie ogranicza się do odbycia społecznego rytuału i wysłuchania jakiejś filozoficzno-bajkowej przypowisatki. W pozostałym czasie, przez cały tydzień mało komu do głowy przyjdzie chociażby tylko zastanowienie się nad tym, co usłyszał w kościele, a jeśli nawet to czasem robi, to i tak raczej na zasadzie takiej sobie niezobowiązującej refleksji. Jednak większość czasu spędzona poza tą godziną w kościele jest nastawiona bardzo praktycznie na codzienną gonitwę, w której specjalnie nie ma czasu ani na głębsze myśli, ani na chwilę oddechu. W dzisiejszym wyścigu szczurów to już prędzej można zwariować z konieczności uczestniczenia w grze pozorów, w której szybka konsumpcja ma pokrywać wszelkie ludzkie potrzeby, niż ze względu na religię, która - jak na ironię - daje w tę niedzielę jakiś oddech od banału codzienności.
To tak na marginesie. Nie jest to żaden argument - bo każdy sam sobie wybiera swoje rozrywki - a jedynie taka gorzka refleksja, że dzisiaj dla większości społeczeństwa to ta godzina nic nierobienia w kościele może być nawet profilaktyczna - jako odstresowanie.
Co do meritum, to nie jestem do końca pewien, czy autor tych słów, które Pan tu zacytował ma jakąś większą niż przeciętną (czyli biorąc pod uwagę statystycznego Polaka - prawie żadną) wiedzę na temat schizofrenii oraz jej objawów, ale jeśli ją ma - to sądze, że te jego słowa są zamierzoną, satyryczną przesadą.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
10-07-2012 10:04 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Bardzo dziękuję za propozycje książek, załączone teksty przeczytałem.
>W ogólności zgadzam się z Pana wnioskami.
>Jeden komentarz:
>Rzeczywiście twierdzenie, jakoby osoby wierzące były w ogólności psychicznie chore uważam za oczywiście bezpodstawne.
>>>>To proste - jeśli wyznajesz popularną religię, to jesteś normalny, ale jeśli należysz do mało popularnego kościoła to wyślą Cię do psychiatry, bo podejrzewają że jesteś wariatem...
[...]Dlaczego jeśli jesteś katolikiem i w zw. z tym wierzysz w nieudowodnione, nieracjonalne rzeczy, ale "bada" Cię psychiatra o podobnych poglądach, to powie Ci, że jesteś "zdrowy psychicznie", a jeśli wierzysz w Gadającego Konia na Wrotkach, który mieszka we wnętrzu ziemi, to psychiatra powie, że masz schizofrenię? [...] Gdy psychiatra stawia pacjentowi diagnozę "schizofrenia" to właśnie argumentuje, że pacjent wierzy w coś, czego nie ma. Ale czy w takim razie wszyscy wyznający religie są schizofrenikami?
>Co do meritum, to nie jestem do końca pewien, czy autor tych słów, które Pan tu zacytował ma jakąś większą niż przeciętną (czyli biorąc pod uwagę statystycznego Polaka - prawie żadną) wiedzę na temat schizofrenii oraz jej objawów, ale jeśli ją ma - to sądzę, że te jego słowa są zamierzoną, satyryczną przesadą.
Słowa: wierzysz w Gadającego Konia na Wrotkach, który mieszka we wnętrzu ziemi, wskazują już na to, że wypowiedział się "śmiertelnie poważnie" i bez żadnej przesady. Oj! Panie Macieju, czasem kpina i przesada jest uzasadnionym merytorycznie sposobem przekazu ważnych spostrzeżeń. Myślę, że warto się zastanowić nad tym co autor nam powiedział.
Polecam książkę T.E.Fullera "Czarownicy i psychiatrzy" (ale Antoniego Kępińskiego i Kazimierza Jankowskiego też warto przeczytać.) Poznanie podstaw psychiatrii daje nam inne spojrzenie na człowieka i granice normalności.

>Wyznający religie mają na ogół to do siebie, że koncentrują się na tym wyznawaniu tylko w niektórych porach dnia, a w naszym kręgu kulturowym raz na tydzień przez niecałą godzinę. Wyznawanie ogranicza się do odbycia społecznego rytuału i wysłuchania jakiejś filozoficzno-bajkowej przypowiastki. W pozostałym czasie, przez cały tydzień mało komu do głowy przyjdzie chociażby tylko zastanowienie się nad tym, co usłyszał w kościele, a jeśli nawet to czasem robi, to i tak raczej na zasadzie takiej sobie niezobowiązującej refleksji.
Tak Pan uważa - to jedna fideistyczna masa? Ja dostrzegam (i socjologia religii też) ogromne wewnętrzne zróżnicowanie wyznawców. Jedni chodzą do kościoła raz w roku inni potrafią nawet dwa razy dziennie. Jedni nie przeczytali uważnie książeczki do nabożeństwa inni poważnie studiują całą myśl chrześcijańską. Warto też dostrzec religijne ukształtowanie światopoglądu wielkich mas i oddziaływanie religii na politykę. Jest bardzo ciekawa literatura z zakresu socjologii religii, a wystarczy poobserwować co się dzieje w Polsce, czy nawet tylko na naszym forum.

>dzisiaj dla większości społeczeństwa to ta godzina nic nierobienia w kościele może być nawet profilaktyczna - jako odstresowanie.
Niedzielna wizyta w kościele, to w większości przypadków rodzaj demonstracji wspólnoty parafii oraz pokazania swojej rangi w tej wspólnocie. Ważne jest miejsce, ubiór itd.
Socjologia religii, to kawałek ciekawej wiedzy o różnych społecznych zachowaniach wierzących.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
10-07-2012 20:41 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
>Pytanie co i dla kogo znaczy "normalnie funkcjonować". Rzeczywiście twierdzenie, jakoby osoby wierzące były w ogólności psychicznie chore uważam za oczywiście bezpodstawne.
Naprawdę mnie to cieszy Zaś - normalnie funkcjonować rozumiem w szerokim zakresie, czyli mieścić się w szerokim spektrum społeczeństwa.
>Jednak patrząc na moje własne postępowanie wciąż napotykam na jakieś ślady (czasem wręcz ślepego) podporządkowania autorytetom. Do tego właśnie sprowadza się myślenie dogmatyczne, a nie jest to dla mnie sposób, w jakim chciałbym "normalnie" funkcjonować.
Dlaczego? Wszystkiego nie poznamy i potrzebne są wyznaczniki które pozwalają reagować na nowe sytuacje , czy też wogle na zdarzenia w życiu, czyli autorytety i dogmaty. Nie oznacza to od razu zakazu myślenia i w większości przypadków nie oznacza braku możliwości zmiany swoich przekonań.

>Tak, tylko że co chwilę pojawiają się specjaliści od Boga, którzy z pewnych faktów doświadczalnych lub ich braku próbują wykazywać, że te fakty lub ich brak świadczą właśnie o niczym innym, jak o istnieniu Boga.
Ale tak samo jest w drugą stronę, jak się chce zaistnieć to najlepiej obrazić katolika - no chyba nie tędy droga.
>>Jak jest relatywistycznie to robimy co chcemy , a nie co musimy.
> Jeśli jest tym pierwszym - to zawsze możesz chociaż zapytać - a dlaczego właściwie tak nakazujesz, Boże?
A pewnie że tak. I nieraz się pytam i nieraz wydaje mi się że odpowiedź jest inna niż przyjęte stanowisko kościelne, co nie zwalnia mnie od stosowania zasd mojej religi tylko dlatego że są jakieś wątpliwości.
>>Z natchnienia Ducha Świętego.
>A skąd coś wiesz o Duchu Świętym?
No z Biblii
>>>I sądzisz, że ani trochę nie jesteś uwarunkowany genami i procesem socjalizacji? Sam sobie swojego Boga wymyśliłeś, czy może musiał Ci ktoś o nim opowiedzieć?
>>A co było pierwsze jajko czy kura?
>Wydaje mi się, że najpierw była kula ziemska, potem dopiero ludzie i różne ich kultury, a wśrod nich najpierw byli moi rodzice, a potem dopiero ja. Wydaje mi się, że pierwszych słów uczyłem się od moich rodziców, a pierwszych modlitw od jednej niani. Ale zawsze można powiedzieć, że to tylko pamięć mnie myli i zmysły zwodzą, oraz że to ja sobie to tylko tak wymyśliłem, bo w rzeczywistości jest dokładnie na odwrót - to ja stworzyłem nianię, rodziców, różne kultury i wszystkich ludzi, a także kulę ziemską.
Jest taka filozofia - solipizm - nie do obalenia jak ktoś w nią wierzy . Chodziło mi o to że nawet jak masz rację - to kto pierwszy o tym opowiedział?


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
11-07-2012 10:38 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Pytanie co i dla kogo znaczy "normalnie funkcjonować". Rzeczywiście twierdzenie, jakoby osoby wierzące były w ogólności psychicznie chore uważam za oczywiście bezpodstawne.
>Naprawdę mnie to cieszy Zaś - normalnie funkcjonować rozumiem w szerokim zakresie, czyli mieścić się w szerokim spektrum społeczeństwa.
Gówno prawda - w szerokim spektrum, to mieszczą się i geniusze i głupole. Pan chce być w ciepłym środeczku, gdzie za masy myślą autorytety.

>>>>Jednak patrząc na moje własne postępowanie wciąż napotykam na jakieś ślady (czasem wręcz ślepego) podporządkowania autorytetom. Do tego właśnie sprowadza się myślenie dogmatyczne, a nie jest to dla mnie sposób, w jakim chciałbym "normalnie" funkcjonować.
>Dlaczego? Wszystkiego nie poznamy i potrzebne są wyznaczniki które pozwalają reagować na nowe sytuacje , czy też wogle na zdarzenia w życiu, czyli autorytety i dogmaty.
Nie, nie poznamy, ale ostatnio słuchałem ponad czterdziestoletniego czarnego analfabetę z Afryki - była w nim ogromna otwartość na świat i chęć jego poznania i zrozumienia. Za najważniejszy cel dla swojej wsi uważał postawienie szkoły i sprowadzenie nauczyciela, a dopiero za drugi budowę koniecznej im studni. To był prawdziwy inteligent w odróżnieniu od np. różnych polskich ćwierćinteligentów z wyższym wykształceniem.
Autorytety i dogmaty są potrzebne (a wręcz konieczne) tylko tym, którzy nie umieją lub obawiają się samodzielnego myślenia.
Ja napisałem wyżej np. tu katolicki autor rozważa powiedzenie pisarza:
"Człowieczeństwo nie jest stanem,
w którym przychodzimy na świat.
To godność, którą trzeba zdobyć."

-- Jean Bruller


Co czyni człowieka człowiekiem? Czym jest człowieczeństwo? Najkrócej można to pojęcie zdefiniować jako zespół cech odróżniających zachowania ludzi od zachowań zwierząt, jako "godność, którą trzeba zdobyć". Autor cytatu wyraźnie wskazuje, że pochodzeniem człowieczeństwa nie jest samo bycie człowiekiem - w sensie gatunkowym - jest to miano, na które trzeba sobie zasłużyć.
Czy potrzebne jest nam "człowieczeństwo" czy wystarcza przynależność do homo

>Nie oznacza to od razu zakazu myślenia i w większości przypadków nie oznacza braku możliwości zmiany swoich przekonań.
A po co zaraz werbalnie zakazywać, gdy w procesie socjalizacji (chrześcijańskiego wychowania) dobrze się ukształtuje osobowość o cechach autorytarnych.
(Choć - tak na wszelki wypadek to - indeks ksiąg zakazanych, cenzurę i imprimatur dobrze mieć na orędziu.)

>>>>Tak, tylko że co chwilę pojawiają się specjaliści od Boga, którzy z pewnych faktów doświadczalnych lub ich braku próbują wykazywać, że te fakty lub ich brak świadczą właśnie o niczym innym, jak o istnieniu Boga.
>Ale tak samo jest w drugą stronę, jak się chce zaistnieć to najlepiej obrazić katolika - no chyba nie tędy droga.
Obrazić katolika?
A czy samodzielnie myślący inteligentny człowiek może nie obrazić głupoty. Rozumiem, chciałby Pan, aby racjonaliści się zamknęli. Najlepiej raz na zawsze.
Wielce Szanowny Panie Konowal - polscy katolicy kilka razy dziennie obrażają moją inteligencję i muszę to ścierpieć, choć wcale nie deklaruję "miłości bliźniego".
Czytam i słucham wypowiedzi na temat ateizmu od katechetki, przez księży profesorów, aż po papieży, to są teksty obraźliwe i prostackie do granic chamstwa. Cytowałem je tu już wielokrotnie.

>Jak jest relatywistycznie to robimy co chcemy , a nie co musimy.
>>>>Jeśli jest tym pierwszym - to zawsze możesz chociaż zapytać - a dlaczego właściwie tak nakazujesz, Boże?
>A pewnie że tak. I nieraz się pytam i nieraz wydaje mi się że odpowiedź jest inna niż przyjęte stanowisko kościelne, co nie zwalnia mnie od stosowania zasd mojej religi tylko dlatego że są jakieś wątpliwości.
No, jak Pan mówi,że osobiście z Bogiem rozmawia, to bardzo wiele nam wyjaśnia.

>Z natchnienia Ducha Świętego.
>>A skąd coś wiesz o Duchu Świętym?
>No z Biblii
A co to jest Biblia i jacy są autorzy tego zespołu pism różnorodnych.
Ci "napruci winem i palący jakieś zioła"! Czy różnorodni mędrcy tamtych czasów (a mędrcem był już ten, który umiał czytać i pisać), którzy pisali i to wiedzieli i to co chcieli, dla pouczenia wiernych. www.racjon(*)p/s,4937/q,Ksiega.nad.ksiegami

>Jest taka filozofia - solipizm - nie do obalenia jak ktoś w nią wierzy .
Nie zgadzam się, że to tylko solipsyzmu dotyczy! Tak już ogólnie, to z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt Was nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne.
Czego Pan Konowal jest najlepszym przykładem.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
12-07-2012 00:30 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Pytanie co i dla kogo znaczy "normalnie funkcjonować". Rzeczywiście twierdzenie, jakoby osoby wierzące były w ogólności psychicznie chore uważam za oczywiście bezpodstawne.
>Naprawdę mnie to cieszy Zaś - normalnie funkcjonować rozumiem w szerokim zakresie, czyli mieścić się w szerokim spektrum społeczeństwa.
Zapewne jest to miłe i wygodne.
>>Jednak patrząc na moje własne postępowanie wciąż napotykam na jakieś ślady (czasem wręcz ślepego) podporządkowania autorytetom. Do tego właśnie sprowadza się myślenie dogmatyczne, a nie jest to dla mnie sposób, w jakim chciałbym "normalnie" funkcjonować.
>Dlaczego? Wszystkiego nie poznamy i potrzebne są wyznaczniki które pozwalają reagować na nowe sytuacje , czy też wogle na zdarzenia w życiu, czyli autorytety i dogmaty.
Sądzę, że autorytety są istotne dla dzieci i młodzieży, jednak celem powinno być stopniowe uwalnianie się od nich po to, by nabyć uniejętność postępowania samodzielnie i w oparciu o własny, swobodny, ale odpowiedzialny osąd. Dogmaty i dogmatyczne myślenie tylko w tym przeszkadzają. Pomagają natomiast zasady, o których jednak zawsze można dyskutować, i które są zmienne (nawet te kościelne).
>>Tak, tylko że co chwilę pojawiają się specjaliści od Boga, którzy z pewnych faktów doświadczalnych lub ich braku próbują wykazywać, że te fakty lub ich brak świadczą właśnie o niczym innym, jak o istnieniu Boga.
>Ale tak samo jest w drugą stronę, jak się chce zaistnieć to najlepiej obrazić katolika - no chyba nie tędy droga.
Przepraszam, ale zupełnie nie wiem jaki to ma związek z tym, co ja napisałem. Bardzo się staram nikogo nie obrażać, choć czasem dochodzi do pewnych nieporozumień spowodowanych tym, że nie uznając żadnych dogmatów może mi się zdarzyć zadać pytanie, które dla osoby wierzącej będzie bluźnierstwem. Lubię swobodne, ale i logiczne myślenie i sądzę, że wierzący na tym portalu powinni się pogodzić z tym, że tu wolno mówić o wszystkim. Natomiast temat ten nie ma nic wspólnego z tym, co ja napisałem powyżej o faktach doświadczalnych.
>>>Jak jest relatywistycznie to robimy co chcemy , a nie co musimy.
>> Jeśli jest tym pierwszym - to zawsze możesz chociaż zapytać - a dlaczego właściwie tak nakazujesz, Boże?
>A pewnie że tak. I nieraz się pytam i nieraz wydaje mi się że odpowiedź jest inna niż przyjęte stanowisko kościelne, co nie zwalnia mnie od stosowania zasd mojej religi tylko dlatego że są jakieś wątpliwości.
No dobrze, ale to widzisz - już masz relację: religia - Ty. Albo konkretniej: kościół - Ty. A nawet Bóg - Ty. Nie mów, więc, że to nie jest relatywne, bo są to właśnie pewne relacje. Nie mów też, że w tych układach robisz to, co musisz. Zauważ, że właśnie robisz dokładnie to, co chcesz - do jednych zasad religii jesteś w stanie stosować się być może konsekwentnie, ale z innych grzechów musisz się wyspowiadać (bo chcesz). Robisz to chcesz, a "muszenie", to Ci tylko religia (a konkretnie: inni ludzie) próbują narzucić.
>>>Z natchnienia Ducha Świętego.
>>A skąd coś wiesz o Duchu Świętym?
>No z Biblii
Ale czekaj. W tym punkcie już byliśmy. Ja się zapytałem w jaki sposób powstała Biblia.
Odpowiedziałeś: "Z natchnienia Ducha Świętego"
Teraz widzimy, że o Duchu Świętym wiesz coś z Biblii. Wynika z tego na razie tyle, że Biblia powstała z natchnienia Ducha Świętego, który jest opisany w Biblii. Żeby tak mówić trzeba wierzyć tym ludziom, którzy twierdzili, że zostali natchnieni. Wszystkim natchnionym wierzysz, czy tylko wybranym? Dlaczego?
>Jest taka filozofia - solipizm - nie do obalenia jak ktoś w nią wierzy .
Jest nie do obalenia, ale do racjonalnego odrzucenia brzytwą Ockhama - jak większość nadmiarowych bytów:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w484634
>Chodziło mi o to że nawet jak masz rację - to kto pierwszy o tym opowiedział?
Nie rozumiem. O jakiej racji mówisz? Tak czy inaczej trudne będzie wskazanie tego, który ją pierwszy wypowiedział. Mógł to być ktokolwiek w historii, ale chyba Cię tu nie zrozumiałem.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Konowal (6291 punktów)
>Zapewne jest to miłe i wygodne.
I o to chodzi, a zarzucają katolikom że za bardzo się umartwiają

>Sądzę, że autorytety są istotne dla dzieci i młodzieży, jednak celem powinno być stopniowe uwalnianie się od nich po to, by nabyć uniejętność postępowania samodzielnie i w oparciu o własny, swobodny, ale odpowiedzialny osąd. Dogmaty i dogmatyczne myślenie tylko w tym przeszkadzają. Pomagają natomiast zasady, o których jednak zawsze można dyskutować, i które są zmienne (nawet te kościelne).

Nie do końca mogę się z tym zgodzić. Raczej bym szedł w kierunku ciągłej weryfikacji niż uwalniania się od autorytetów. Zaś co do dogmatów to może w jednych sprawach przeszkadzają ale za to w drugich pomagają. Ja uważam że znajdujemy się w pewnej rzeczywistości jako całości i całą ją przyjmujemy, zaś oczywiście jak ktoś uważa że "hulaj dusza Piekła nie ma" to może żadnych zasad nie uznawać, nie mówiąc już o dogmatach. Co do zasad pełna zgodność.

>Przepraszam, ale zupełnie nie wiem jaki to ma związek z tym, co ja napisałem. Bardzo się staram nikogo nie obrażać, choć czasem dochodzi do pewnych nieporozumień spowodowanych tym, że nie uznając żadnych dogmatów może mi się zdarzyć zadać pytanie, które dla osoby wierzącej będzie bluźnierstwem. Lubię swobodne, ale i logiczne myślenie i sądzę, że wierzący na tym portalu powinni się pogodzić z tym, że tu wolno mówić o wszystkim. Natomiast temat ten nie ma nic wspólnego z tym, co ja napisałem powyżej o faktach doświadczalnych.

Ależ ja nie pisałem o Tobie. Tylko chciałem Ci uzmysłowić że po drugiej stronie też się nagina fakty do teorii.

>No dobrze, ale to widzisz - już masz relację: religia - Ty. Albo konkretniej: kościół - Ty. A nawet Bóg - Ty. Nie mów, więc, że to nie jest relatywne, bo są to właśnie pewne relacje. Nie mów też, że w tych układach robisz to, co musisz. Zauważ, że właśnie robisz dokładnie to, co chcesz - do jednych zasad religii jesteś w stanie stosować się być może konsekwentnie, ale z innych grzechów musisz się wyspowiadać (bo chcesz). Robisz to chcesz, a "muszenie", to Ci tylko religia (a konkretnie: inni ludzie) próbują narzucić.
relacje a relatywizm to co innego. Zaś oczywiście są grzechy czy jak to mówią ateiści "błędy i wypaczenia" ale jednak dąży się doskonałości z własnej
>>>>Z natchnienia Ducha Świętego.
>>>A skąd coś wiesz o Duchu Świętym?
>>No z Biblii
>Ale czekaj. W tym punkcie już byliśmy. Ja się zapytałem w jaki sposób powstała Biblia.
>Odpowiedziałeś: "Z natchnienia Ducha Świętego"
>Teraz widzimy, że o Duchu Świętym wiesz coś z Biblii. Wynika z tego na razie tyle, że Biblia powstała z natchnienia Ducha Świętego, który jest opisany w Biblii. Żeby tak mówić trzeba wierzyć tym ludziom, którzy twierdzili, że zostali natchnieni. Wszystkim natchnionym wierzysz, czy tylko wybranym? Dlaczego?
No taka jest Wiara mojego Kościoła. Taka jest moja Religia - to co mam jej nie wierzyć ?
>>Jest taka filozofia - solipizm - nie do obalenia jak ktoś w nią wierzy .
>Jest nie do obalenia, ale do racjonalnego odrzucenia brzytwą Ockhama - jak większość nadmiarowych bytów:
Ale czy brzytwa Ockhama daje 100% pewności ???


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
10-07-2012 11:53 
 Ocena 4 na 4
rysiek (4593 punktów)
>(...)
>A co było pierwsze jajko czy kura ?

Radziłbym ostrożność w argumentowaniu tego typu potocznymi mądrościami.
Jeśli chodzi o jajko w ogóle, to wiadomo że "było" na długo przed wyewoluowaniem ptaków. Natomiast jeśli chodzi o domyślne "jajko" (ptasie, otoczone wapienną skorupką), to jakiś czas temu dokonano odkrycia, sugerującego że taka jego forma powstała już w okresie istnienia ptaków. Tak więc, nie jest to ani takie proste, ani niewiadome.
Jajko w ogóle, było wcześniej niż kura, ptasie jajko otoczone wapienną skorupką później niż pierwsze ptaki. Osobiście nie wiem w jakim okresie powstał gatunek kur bankiwa (Gallus gallus), natomiast wywodząca się z niego "kura" (Gallus gallus domesticus) jest na pewno późniejsza niż "jajko".
03-07-2012 23:38 
 Ocena 12 na 12
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>No właśnie jak to jest z dogmatami - mogą być, powinny być czy nie powinny być ??

Nie jest dla mnie jasne, jak rozumiesz dogmat - podeprę się więc tym, jak definiuje go wiki tj. jako twierdzenie w religii lub szkole filozoficznej przyjęte bezwarunkowo i niepodlegające dyskusji.
Odpowiadam: nie powinno być dogmatów.
Stałe fizyczne dogmatami nie są, przyjęto je bowiem nie-bezwarunkowo, a jako wynik obserwacji i oczywiście podlegają dyskusji. Warunkiem wstępnym otwarcia dyskusji jest jednak w tym momencie przedłożenie jakichś wyników obserwacji wynikom obserwacji wcześniejszych przeczących.
Rzecz dobrze ilustruje niedawne zamieszanie przy okazji eksperymentu OPERA, który - jak się zdawało - wskazywał, że neutrina mogą podróżować z szybkością większą od c. Póki nie wyszło, że to kabel był obluzowany.
Żadnym dogmatem nie jest też tabliczka mnożenia - wolno ją kwestionować, jednak każden se może kontrolnie przeliczyć na paluchach, że 2 x 2 to uparcie 4 i za cholerę nie chce być inaczej.
Nie widzę żadnego pożytku z twierdzeń przyjętych bezwarunkowo i niepodlegających dyskusji.
No, ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie jestem dla nikogo żadną Władzą, więc nie muszę się martwić jak tą Władzą pozostać.
Gdybym był, może bym i pożytki z dogmatów zobaczył .

Wszystkie te kolacje, przyjęcia, bale to ciężka praca. (z raportu przedstawiciela brytyjskiego na Konferencji Antyniewolniczej w Brukseli 1889-1890)
04-07-2012 11:17 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
Ogólnie masz rację, ale w szczegółach się mylisz, zresztą tak jak inni porównując pojęcia z zakresu filozofii czy wiary z twierdzeniami naukowymi, ale fajna z tego zabawa w pisaniu wychodzi .

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
04-07-2012 16:20 
 Ocena 12 na 12
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Ogólnie masz rację, ale w szczegółach się mylisz, zresztą tak jak inni porównując pojęcia z zakresu filozofii czy wiary z twierdzeniami naukowymi,

Se zacytuję, co mi tam:

Ależ czy nauka nie jest myśleniem dogmatycznym? gdzie roi się od stałych Plancka , E=mc2, niezmiennej i nieprzekraczalnej prędkości światła - same dogmaty

Nie wiesz przypadkiem, Konowal, kto to takie Mądrości niedawno tu wypisywał?

>ale fajna z tego zabawa w pisaniu wychodzi .

Nie każdy i nie zawsze pisze dla zabawy.


Wszystkie te kolacje, przyjęcia, bale to ciężka praca. (z raportu przedstawiciela brytyjskiego na Konferencji Antyniewolniczej w Brukseli 1889-1890)
06-07-2012 13:17 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>Ogólnie masz rację, ale w szczegółach się mylisz, zresztą tak jak inni porównując pojęcia z zakresu filozofii czy wiary z twierdzeniami naukowymi,
>Se zacytuję, co mi tam:
>Ależ czy nauka nie jest myśleniem dogmatycznym? gdzie roi się od stałych Plancka , E=mc2, niezmiennej i nieprzekraczalnej prędkości światła - same dogmaty
>Nie wiesz przypadkiem, Konowal, kto to takie Mądrości niedawno tu wypisywał?

Wiesz takie mądrości piszę jaki poziom dyskusji - zresztą nikt nie zwrócił nawet na to uwagi tylko swoje teorie czym się da podpiera, no to ja też czym się da.

>>ale fajna z tego zabawa w pisaniu wychodzi .
>Nie każdy i nie zawsze pisze dla zabawy.

Wiem - większość pisze żeby jego racja była najracniejsza, to ja sobie wtedy mogę popisać dla zabawy.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
06-07-2012 13:33 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>zresztą nikt nie zwrócił nawet na to uwagi
Owszem, zwrócił. Ale chyba nie zrozumiałeś...
29-06-2012 13:10 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Ja rozumiem wolny światopogląd jako możliwość rozważania wszystkich pytań. Tzn. brak dogmatów w myśleniu.
>Czy zatem człowiek o "wolnym światopoglądzie" jeżeli w wyniku rozważań uzna jaki dogmat staje się człowiekiem o "niewolnym światopoglądzie"???
A nie prościej - Panie o zniewolonym dogmatami światopoglądzie - zajrzeć do Wikipedii i poznać znaczenie terminu dogmat, gdzie jak byk stoi napisane: Dogmat - twierdzenie w religii lub szkole filozoficznej przyjęte bezwarunkowo i niepodlegające dyskusji. Z czego jednoznacznie wynika, że wolny umysł nie może przyjmować żadnych dogmatów. Każde racjonalne twierdzenie przyjmowane jest warunkowo i podlega dyskusji.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie
.
Mikuś Frąckiewicz (616 punktów)
>>Ludzie cały czas zapominają, że ateizm to tylko termin, który określa stosunek podmiotu do istnienia Boga (...)
>>(...) Ateizm nie wiąże się z poglądami politycznymi, wykształceniem, stanem cywilnym, czy statusem majątkowym.
>Zasadniczo masz rację (co do definicji ateizmu), ale pewne związki statystyczne, dajmy na to pomiędzy deklarowaniem ateizmu a wykształceniem, lub statusem majątkowym pewnie istnieją. Statystycznie rzecz biorąc ateistą prędzej będzie wykształcony i dobrze sytuowany trzydziestolatek, mieszkaniec dużego miasta niż małorolny rolnik lat 65, wykształcenie podstawowe, mieszkaniec wsi liczącej 5 "dymów". Oczywiście, to tylko statystyka i trudno tu o stawianie znaku równości, ale pewien schemat dałoby się pewnie zauważyć.

Podobno największa część polskich ateistów na dzień dzisiejszy to osoby wykształcone i zamożne, ale to się bardzo zmienia w ostatnich latach i duża część ludzi młodych to ateiści.

Jam jest jam.
Selanos (12869 punktów)
Jeżeli nie chce się im iść do kościoła, to jest to dobry znak: wolą przeznaczyć czas na coś innego niż Krk. Pewnie wiele osób właśnie tak zaczynało odcinać pępowinę łączącą ich z Krk, ja nie widzę w tym nic złego. Może ci "ateiści" poświęcą chociaż minutkę swojego życia na dowiedzenie się co to znaczy być ateistą, to już będzie sukces.
25-06-2012 13:44 
 Ocena 8 na 8
jasenka (1863 punktów)
>Jeżeli nie chce się im iść do kościoła, to jest to dobry znak: wolą przeznaczyć czas na coś innego niż Krk. Pewnie wiele osób właśnie tak zaczynało odcinać pępowinę łączącą ich z Krk, ja nie widzę w tym nic złego.

Gdy miałam 14 lat, zaczęłam sobie uświadamiać, jakie okropne tortury nudy przeżywam na mszy. Zadałam sobie pytanie, czy wszyscy się tak męczą i dlaczego ja się tak męczę? Zaczęłam unikać chodzenia do kościoła, i szybko do mnie dotarło, że nudzę się, bo to mnie w ogóle nie obchodzi, nie wierzę w te wszystkie modlitwy i czytania.
Inna rzecz, że dopiero po kilku latach pozbyłam się śladów indoktrynacji, czyli wyrzutów sumienia, że nie chodzę tam i nie wierzę. Ale to było daaaaaaawno temu
25-06-2012 23:18 
 0 na 2
Mikuś Frąckiewicz (616 punktów)
>>Jeżeli nie chce się im iść do kościoła, to jest to dobry znak: wolą przeznaczyć czas na coś innego niż Krk. Pewnie wiele osób właśnie tak zaczynało odcinać pępowinę łączącą ich z Krk, ja nie widzę w tym nic złego.
>Gdy miałam 14 lat, zaczęłam sobie uświadamiać, jakie okropne tortury nudy przeżywam na mszy. Zadałam sobie pytanie, czy wszyscy się tak męczą i dlaczego ja się tak męczę? Zaczęłam unikać chodzenia do kościoła, i szybko do mnie dotarło, że nudzę się, bo to mnie w ogóle nie obchodzi, nie wierzę w te wszystkie modlitwy i czytania.
>Inna rzecz, że dopiero po kilku latach pozbyłam się śladów indoktrynacji, czyli wyrzutów sumienia, że nie chodzę tam i nie wierzę. Ale to było daaaaaaawno temu

Ja mam 13 lat i u mnie to przebiegało nieco wcześniej. Nigdy nie byłem specjalnie religijny, ale chodziłem do kościoła. Tym starszy byłem, tym więcej rozmyślałem, także o bogu. Nie było momentu, w którym powiedziałem sobie, że jestem ateistą. To był proces. Najpierw lekki sceptyzm do boga, potem sceptyzm wobc KrK, potem raczkujący światopogląd naukowy i racjonalizm, w końcu ogólna krytyka religii. Miałem podobnie jak ty. Mimo, że to było dość niedawno, pamiętam to jak staruszek dzieciństwo przez mgłę.

Jam jest jam.
Kuba K. (3909 punktów)
>Moim zdaniem, ostatnio doświadczamy pewnej fali "ateistów" w wieku od 12 do 20 lat, którzy jako
>leniwi katolicy starają się ukryć własny brak chęci, nazywając samych siebie "ateistami". (...)
>właśnie te osoby, które stawia się z prawdziwymi ateistami na jednej szali, sprawiają, że opinia
>społeczeństwa jest negatywna .

Nawet jeśli kierują nimi przyziemne pobudki, to należy zauważyć, że grupę tę można uznać za odcinającą się od KK, a to już duży sukces. Bo jeśli nie chcą mieć nic wspólnego z kościołem i otwarcie to deklarują (niezależnie od motywacji), to może dadzą wyraz swemu przekonaniu, choćby jako wyborcy? Z punktu widzenia przeciętnego obywatela i interesu neutralnego światopoglądowo państwa zjawisko takie należy uznać za pożądane - im mniej osób będzie popierać KK i obecność religii w życiu publicznym, tym lepiej. A czy tacy ludzie psują opinię "prawdziwym ateistom"? Nie jestem przekonany. Ludzie wygłaszający negatywne poglądy na temat ateistów raczej powtarzają zasłyszane opinie i bezkrytycznie powielają pewne schematy, miast kierować się obserwacją i wyciągać własne wnioski.
25-06-2012 15:50 
 Ocena 1 na 1
niewiarygodny (524 punktów)
>>Moim zdaniem, ostatnio doświadczamy pewnej fali "ateistów" w wieku od 12 do 20 lat, którzy jako
>>leniwi katolicy starają się ukryć własny brak chęci, nazywając samych siebie "ateistami". (...)
>>właśnie te osoby, które stawia się z prawdziwymi ateistami na jednej szali, sprawiają, że opinia
>>społeczeństwa jest negatywna .
>Nawet jeśli kierują nimi przyziemne pobudki, to należy zauważyć, że grupę tę można uznać za odcinającą się od KK, a to już duży sukces. Bo jeśli nie chcą mieć nic wspólnego z kościołem i otwarcie to deklarują (niezależnie od motywacji), to może dadzą wyraz swemu przekonaniu, choćby jako wyborcy? Z punktu widzenia przeciętnego obywatela i interesu neutralnego światopoglądowo państwa zjawisko takie należy uznać za pożądane - im mniej osób będzie popierać KK i obecność religii w życiu publicznym, tym lepiej. A czy tacy ludzie psują opinię "prawdziwym ateistom"? Nie jestem przekonany. Ludzie wygłaszający negatywne poglądy na temat ateistów raczej powtarzają zasłyszane opinie i bezkrytycznie powielają pewne schematy, miast kierować się obserwacją i wyciągać własne wnioski.
>
Jasne zasadniczo tacy młodzi ludzie kierują się po prostu przekonaniem, że "religia jest głupia" czyli w ich rozumieniu nudna. Skoro ateiści nie muszą chodzić do kościoła to chcą być ateistami. Choć takiej młodzieży można bardziej przypisać poglądy antyklerykalne. Zresztą jak się okazuje ciężko wpisać się w odpowiednią definicję, ponieważ ja np. jestem przekonany o nie istnieniu boga z dowodami, co jest na pograniczu ateizmu i antyteizmu. Jest też jeszcze jedna grupa ludzi, których zagadnienia związane z wiarą, pochodzeniem życia, świata itd. po prostu przerastają intelektualnie, czy też nawet boją się pomyśleć na ten temat przez indoktrynacje z dzieciństwa. Ciężko jest wszystkich posortować do odpowiednich szufladek.
25-06-2012 16:27
 Ocena 12 na 12
finerbijk (17282 punktów)
Ateizm może wyjść z pobudek negatywnych (nie w sensie wartościowania) i pozytywnych. Ateista "negatywny" przestał wierzyć bo religia go odrzuca, swoją niewiarę opiera na zaprzeczeniu intuicyjnemu. Nie akceptuje wymogów stawianych przez kościół, jako sprzecznych z jego potrzebami.
"Pozytywny" doszedł to podobnych wniosków drogą analiz nieścisłości w przekazach, pod wpływem nauki, filozofii czy podobnych. Do ateizmu doszedł rozumowo, przez to czuje się lepszy od zwykłego niedowiarka. Czy jest rzeczywiście przez to lepszy?

Mogą być też tacy, których te sprawy w ogóle nie obchodzą i szkoda im czasu, aby się poważnie nimi zajmować. Mają inne hobby i biorą świat jakim jest, uznając brak zaangażowania w rozważania kosmologiczno-eschatologiczne za stan naturalny.
Ateizm sam w sobie nie jest dla nich żadną wartością.
Dlatego wydaje mi się kwestia dlaczego jesteś ateistą to sprawa drugorzędna. Jest wiele ważniejszych.
Ania... (14138 punktów)
Myślę, że z definicji słowo "ateista" oznacza osoby nie wierzące w boga. Jeśli przy tym są leniwi i stoją pod przysłowiowym monopolowym, tzw. obszczymurki - trudno. Spełniają definicję o ile nie wierzą w boga.

Jeśli ktoś czuje się pokrzywdzony zrównaniem z nimi - trudno. Tak samo równamy się w kategorii np. płci, narodowości itd.

Myślę, że sensowniej wprowadzić termin np. ateista-aktywista lub po prostu wrócić do pięknej nazwy forum - racjonalista.
Krakers (96 punktów)
A ta fala powstała dzięki temu, że kościółek wprowadził system podpisów. Czyli, osoba idąca do bierzmowania przez 3 lata musi zbierać co tydzień podpisy od klechy za obecność na mszy, co miesiąc spowiedź, a sezonowo różańce i inne bzdurki.

Większość z nich nie rozumie, że pobudki antyklerykalne to nie są pobudki ateistyczne z czystego rozsądku. Ale cóż, nic na to nie poradzimy.

A swoją drogą, to nie jest złe. Większość ludzi nie jest inteligentna, więc pozwólmy im być wierzącymi.

A może kiedy antyklerykalizm urośnie do gigantycznych rozmiarów (bo dopiero raczkuje) pozwoli nam chociaż trochę mniej dać z naszej kieszeni klechom.
julian (1206 punktów)
(zablokowany)
>Moim zdaniem, ostatnio doświadczamy pewnej fali "ateistów" w wieku od 12 do 20 lat, którzy jako
>leniwi katolicy starają się ukryć własny brak chęci, nazywając samych siebie "ateistami". Problem
>tkwi w tym, że jest to termin, który zasłyszeli w większości gdzieś na forum szkolnym i nadużywają
>go, w między czasie uroczo trzymając się zasady: "thank God, I'm an atheist" .
>właśnie te osoby, które stawia się z prawdziwymi ateistami na jednej szali, sprawiają, że opinia
>społeczeństwa jest negatywna .

Moim zdaniem to tzw.naiwny ateizm. Dobrze jakby człowiek uważający się za ateistę nie tylko twierdził,że Boga nie ma ,ale potrafił to uzasadnić ,a nie tylko negować.Dobrą pozycją dla każdego nowego ateisty jest publikacja Michela Onfraya Traktat ateologiczny. To program ateologii ,jak pisze w recenzji
JERZY BYTNIEWSKI :
Ateologia ma przygotowywać do stworzenia
"fizyki metafizyki, autentycznej teorii immanencji, materialistycznej ontologii". W tych
nieco enigmatycznych słowach kryje się zarys projektu Onfraya, który niewątpliwie ma
opierać się na paradygmacie naukowym. Postulując stworzenie fizyki metafizyki autor
ma na myśli nowy (bo postoświeceniowy) sposób klasyfikacji rzeczywistości. Głównym
narzędziem ma tu być filozofia spoglądająca na zjawiska z najszerszej perspektywy,
porządkująca i selekcjonująca elementy, a przede wszystkim nie dająca przystępu
pozostałościom myślenia magicznego. Ateologia posiada więc funkcję demistyfikującą: ukazuje nicość i oswaja ją.
(str 3)
www.filozo(*)is/pdf/h10/09. Bytniewski [175-184].pdf
Aby powaznie rozmawiać o dzisiejszym ateizmie ,to trzeba to koniecznie przeczytać ,a nie tylko posiłkować się antyklerykalną retoryką. Potrzebny jest alternatywny ,spójny światopogląd.
26-06-2012 11:34 
 Ocena 2 na 2
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
> Ateologia ma przygotowywać do stworzenia
>"fizyki metafizyki, autentycznej teorii immanencji, materialistycznej ontologii". W tych

Fizyka metafizyki? Bełkot pseudonaukowy.
27-06-2012 12:29 
 Ocena 4 na 4
jasenka (1863 punktów)
>>Dobrze jakby człowiek uważający się za ateistę nie tylko twierdził,że Boga nie ma ,ale potrafił to uzasadnić ,a nie tylko negować.

Naprawdę mam porzucić mnóstwo tematów, książek, filmów, obserwacji, które mnie interesują, żeby poświęcać czas na uzasadnianie, że bzdura jest bzdurą, i dlatego nie jestem egzaltowaną, naiwną, zastraszoną zabobonami istotą?
Nie zmuszę nikogo do opanowania programu nauczania podstawówki, bo tyle tylko wystarczy, by umysł wyciągnął właściwie wnioski.
27-06-2012 15:44 
 0 na 2
julian (1206 punktów)
(zablokowany)
>>>Dobrze jakby człowiek uważający się za ateistę nie tylko twierdził,że Boga nie ma ,ale potrafił to uzasadnić ,a nie tylko negować.
>Naprawdę mam porzucić mnóstwo tematów, książek, filmów, obserwacji, które mnie interesują, żeby poświęcać czas na uzasadnianie, że bzdura jest bzdurą,

Dlaczego uważasz, że problem istnienia Boga jest bzdurą?
>Nie zmuszę nikogo do opanowania programu nauczania podstawówki, bo tyle tylko wystarczy, by umysł wyciągnął właściwie wnioski.

To już chwyt erystyczny. To samo może powiedzieć teista : nie będzie nikogo przekonywał do istnienia Boga , bo to jest oczywiste dla myślącego i otwartego na prawdę człowieka( taki "argument " dał mi pewien ksiądz).
27-06-2012 16:39 
 Ocena 6 na 6
jasenka (1863 punktów)
>Dlaczego uważasz, że problem istnienia Boga jest bzdurą?

Bo po prostu ja nie mam tego problemu i tracenie sił oraz czasu na argumentowanie tego, że nie zajmuje się tym, czego nie ma, jest dla mnie zbędne.

>To już chwyt erystyczny. To samo może powiedzieć teista : nie będzie nikogo przekonywał do istnienia Boga , bo to jest oczywiste dla myślącego i otwartego na prawdę człowieka( taki "argument " dał mi pewien ksiądz).

No i właśnie to cała filozofia - teista i ateista są zupełnie innymi ludźmi, inaczej myślącymi i nie ma powodu ani też sposobu, żeby ateista musiał przekonywać teistę. Nie ma bardziej właściwego tematu dla erystyki jak zderzenie wiary z brakiem wiary i w ogóle pomijaniem tego w życiu.
27-06-2012 20:43 
 0 na 2
julian (1206 punktów)
(zablokowany)
>>Dlaczego uważasz, że problem istnienia Boga jest bzdurą?
>Bo po prostu ja nie mam tego problemu i tracenie sił oraz czasu na argumentowanie tego, że nie zajmuje się tym, czego nie ma, jest dla mnie zbędne.

Rozumiem,że Tobie wystarcza za uznanie kwestii istnienia Boga za bzdurę,że nie zajmujesz się tym,czego nie ma. Tym niemniej nie dowodzisz w ten sposób jego nieistnienia, a jedynie masz takie przekonanie,ale z czego ono wynika - to mnie ciekawi.

>>To już chwyt erystyczny. To samo może powiedzieć teista : nie będzie nikogo przekonywał do istnienia Boga , bo to jest oczywiste dla myślącego i otwartego na prawdę człowieka( taki "argument " dał mi pewien ksiądz).
>No i właśnie to cała filozofia - teista i ateista są zupełnie innymi ludźmi, inaczej myślącymi i nie ma powodu ani też sposobu, żeby ateista musiał przekonywać teistę.

Co to znaczy dla Ciebie,że ateista/teista są zupełnie innymi ludzmi ? Pod jakim względem - psychologicznym np.charakterologicznym ? Posiadasz jakieś badania naukowe w tym względzie, bo to mnie z racji zawodu frapuje poznawczo.
28-06-2012 12:15 
 Ocena 3 na 3
jasenka (1863 punktów)
>>Tym niemniej nie dowodzisz w ten sposób jego nieistnienia, a jedynie masz takie przekonanie,ale z czego ono wynika - to mnie ciekawi.

Mnie nie zależy na udowodnieniu tego.
Moje przekonanie wynika z umiejętności wyciągania wniosków z wiedzy o otaczającym mnie świecie. Tak chyba najprościej to wyjaśnić.

>Co to znaczy dla Ciebie,że ateista/teista są zupełnie innymi ludzmi ? Pod jakim względem - psychologicznym np.charakterologicznym ? Posiadasz jakieś badania naukowe w tym względzie, bo to mnie z racji zawodu frapuje poznawczo.

Po prostu różnią się sposobem myślenia, co napisałam wcześniej.
28-06-2012 17:58 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Rozumiem, że Tobie wystarcza za uznanie kwestii istnienia Boga za bzdurę,
Rozumiem, że Pan uważa kwestię istnienia Boga za poważną sprawę. Gdy tak jest, to proponuję poszukać i przedstawić nam naukowe dowody jego istnienia. Zwracam tylko Pańską uwagę, że gdy Pan już przedstawi te dowody, to żadna wiara nie będzie potrzebną.

>że nie zajmujesz się tym, czego nie ma.
To nie jest tak, że Pani Jasenka, czy Andrzej nie zajmują się tym "czego nie ma". Nie zajmują się tym - zgodnie z metodologią - nauki przyrodnicze. Ale badając "to co jest" - nie natknęły się nigdzie nawet na najmniejszy ślad istnienia nadprzyrodzoności. www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf , a skoro takiego śladu nie ma, to nas taki Bóg nie interesuje - nawet gdyby istniał.

>Tym niemniej nie dowodzisz w ten sposób jego nieistnienia, a jedynie masz takie przekonanie,ale z czego ono wynika - to mnie ciekawi.
Dlaczego miałbym dowodzić nieistnienia wszystkich stworów, które wymyślili ludzie, lub dać pierwszeństwo temu stworowi, którego Pan preferuje. Ale możemy zacząć nie Pan przedstawi jego definicję, aby Panu ułatwić podaję tu link: www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa

Cytat:
Pan Julian:
Dlaczego uważasz, że problem istnienia Boga jest bzdurą?
Pani Jasenka:
Nie zmuszę nikogo do opanowania programu nauczania podstawówki, bo tyle tylko wystarczy, by umysł wyciągnął właściwie wnioski.

>To już chwyt erystyczny.
pl.wikipedia.org/wiki/Erystyka
Chyba Pan ma rację znamy wśród teistów profesorów najwybitniejszych uczelni.
Niektórym i Święty Boże nie pomoże.

>To samo może powiedzieć teista : nie będzie nikogo przekonywał do istnienia Boga , bo to jest oczywiste dla myślącego i otwartego na prawdę człowieka (taki "argument " dał mi pewien ksiądz).
Może - tylko dlaczego tak rzadko to mówią, nawet na nasze niszowe forum przychodzą aby nas ewangelizować. Z wiarą - Szanowny Panie - nie ma dyskusji. "Nikt nas nie przekona że białe jest białe, a czarne jest czarne". Ksiądz dał Panu przekonywujący argument - to po co Pan do nas przychodzi, aby nas nawrócić, czy aby rozproszyć swoje wątpliwości, które i tak w Panu pozostają?

Pani Jagienka: No i właśnie to cała filozofia - teista i ateista są zupełnie innymi ludźmi, inaczej myślącymi i nie ma powodu ani też sposobu, żeby ateista musiał przekonywać teistę.
>Co to znaczy dla Ciebie,że ateista/teista są zupełnie innymi ludźmi?
Pod tak wieloma, że można mówić właśnie o inności. Mówimy tym samym językiem, żyjemy w tym samym kraju, a jak byśmy ludźmi z innych planet byli. Ja trochę inaczej tej podział widzę fideiści i afideiści (aż po antyfideistów do których się sam zaliczam).
Wiara w tego, czy innego Boga, w tą czy inną religię/ideologię jest dla mnie rzeczą wtórną. Najistotniejsza jest sama wiara i jej głębokość. Można wierzyć w każdą bzdurę i dopuścić się do każdej podłości aby zmusić innych do przyjęcia mojego poglądu za jedynie słuszny. Natomiast trudno jest popełnić zły czyn w imię swojego sceptycyzmu. Racjonalizm światopoglądowy też nie prowadzi do nawracania, dostrzegając w samodzielnym myśleniu pewną elitarność - niedostępną wszystkim, a tylko tym, którzy tego pragną. W racjonalizmie - odmiennie od wszelakich religii/ideologii - nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. O tym, co racjonalne, decyduje własna ocena racjonalisty na podstawie zebranego i całego "materiału dowodowego", czyli posiadanej wiedzy, a także merytoryczna ocena innych ludzi - racjonalną jest najbardziej "prawdopodobna" (w sensie jak najmniejszego rozmijania się z prawdą i stanem rzeczywistym) hipoteza lub teoria, a najbardziej zbliżony do prawdy jest pogląd najlepiej logicznie uzasadniony oraz sprawdzony empirycznie lub przy pomocy naukowej metodologii.

>Pod jakim względem - psychologicznym np. charakterologicznym? Posiadasz jakieś badania naukowe w tym względzie, bo to mnie z racji zawodu frapuje poznawczo.
Jest bardzo bogata literatura naukowa na ten temat. To jaki zawód Pan reprezentuje, że Pan się z tym nie spotkał?
Może niech Pan wbije wyszukiwarkę: psychologia religii, socjologia religii, chrześcijańskie metody kształtowania człowieka.
Może niech Pan zajrzy do książki A. Favazzy "Religia i psychologia". Naprawdę jest tego wiele. A samo życiowe doświadczenie nie pokazuje Panu tych różnic?

Pozdrawiam.

@@@
.
Maciej Stachowski (255 punktów)
Problem jest, trzeba przyznać. Tyle tylko, że tacy "ateiści" - różnego wieku i pochodzenia - to szczep wcale nie lepszy niż węszyciele teorii spiskowych, antysemici, rasiści i homofobowie. Zamiast "tych złych gejów/masonów/cyklistów" mamy "tych złych księży" i "tego złego Boga" - reszta jest dokładnie taka sama.

I nie, nie bronię księży - ale wolę rozmawiać np. z moim znajomym, który - choć jest nacjonalistą i prawicowcem, z czym ja akurat się nie zgadzam - potrafi utrzymać dyskusję na pewnym poziomie, odwołać się do odpowiednich argumentów i nieraz sprawić, że zastanowię się nad tym, czy faktycznie mam rację, niż z ateistą-krzykaczem, który kręci się w kółko między oklepanymi tezami typu "księża to pedofile", "katolicy to ciemnota" i "czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie podniesie" - co może imponuje co bardziej zatwardziałym gimnazjalistom, ale mnie przyprawia o zgrzytanie zębów.

Inną rzeczą jest, że młodzi powoli odchodzą od ateizmu - obecnie "na topie" jest nienawidzić Ruskich, wspominać powstania, i ogólnie "Bóg, Honor, Ojczyzna". W bardzo dużym cudzysłowie. Znów, nie potępiam patriotów - ale modny ostatnio patriotyzm bezmyślny (vide sprawa p. Schlussel) jest co najmniej tak szkodliwy, jak bezmyślny ateizm.

A jeszcze inną sprawą jest, że czysty ateizm kłóci się z racjonalizmem, ale to problem na osobną dyskusję.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
27-06-2012 05:37 
 Ocena 5 na 5
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>A jeszcze inną sprawą jest, że czysty ateizm kłóci się z racjonalizmem, ale to problem na osobną dyskusję.

Uzasadnij ten niespotykany pogląd.
27-06-2012 11:56 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Problem jest, trzeba przyznać. Tyle tylko, że tacy "ateiści" - różnego wieku i pochodzenia - to szczep wcale nie lepszy niż węszyciele teorii spiskowych, antysemici, rasiści i homofobowie.
Do tego szczepu należy dołożyć "węszycieli ateistów różnego pochodzenia".

>Zamiast "tych złych gejów/masonów/cyklistów" mamy "tych złych księży" i "tego złego Boga" - reszta jest dokładnie taka sama.
Gejostwu - ponieważ jest darem bożym - należy się szacunek z samej istoty. Masonizm i cyklistyzm jest kwestią świadomego wyboru, ale księdzem - Wielce Szanowny Panie - to zostaje się z boskiego powołania, a więc jak ksiądz do dupy, to i powołujący go także.

>I nie, nie bronię księży - ale wolę rozmawiać np. z moim znajomym, który - choć jest nacjonalistą i prawicowcem, z czym ja akurat się nie zgadzam - potrafi utrzymać dyskusję na pewnym poziomie, odwołać się do odpowiednich argumentów i nieraz sprawić, że zastanowię się nad tym, czy faktycznie mam rację, niż z ateistą-krzykaczem, który kręci się w kółko między oklepanymi tezami typu "księża to pedofile", "katolicy to ciemnota" i "czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie podniesie" - co może imponuje co bardziej zatwardziałym gimnazjalistom, ale mnie przyprawia o zgrzytanie zębów.
Gratuluję znajomego! Najczęściej mamy różnych, ale trwałe kontakty utrzymujemy z tymi, którzy potrafią coś nam dać. Panu wiele radości intelektualnej przynosi nacjonalista prawicowiec - ja jako "ateista krzykacz" uważam "prawicowy nacjonalizm" za przypadłość, którą powinno się leczyć psychiatrycznie i towarzysko staram się unikać takich ludzi.

Wolałbym aby Pan najpierw włączył się w nasze dyskusje i zaprezentował wysoki poziom intelektualny i kulturalny, a dopiero później zaczął krytykować oklepane tezy. Nie, nie każdy katolik to idiota i nie tylko katolicy są idiotami. Tylko czystym idiotyzmem jest pisanie, że ja i moi przyjaciele nie są idiotami. Przecież to i tak szybko "wychodzi w praniu". Człowiek parę zdań napisze i już można wiedzieć z kim mamy do czynienia.
Nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować, niż uczynimy to sami.

>Inną rzeczą jest, że młodzi powoli odchodzą od ateizmu - obecnie "na topie" jest nienawidzić Ruskich, wspominać powstania, i ogólnie "Bóg, Honor, Ojczyzna". W bardzo dużym cudzysłowie.
Tłumnie odchodzą! Wystarczy na tego dowód poczytać katolickie badania socjologiczne.

>Znów, nie potępiam patriotów - ale modny ostatnio patriotyzm bezmyślny (vide sprawa p. Schlussel) jest co najmniej tak szkodliwy, jak bezmyślny ateizm.
Ale najbardziej szkodliwym jest bezmyślny fideizm. Wszystko jedno jaki - zawsze oparty jest na głupocie i autorytecie innych. Mamusi, Boga, przywódców, religii/ideologii.
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

>A jeszcze inną sprawą jest, że czysty ateizm kłóci się z racjonalizmem, ale to problem na osobną dyskusję.
Cóż to znaczy "czysty ateizm"? Czy to jest wymysł "prawdziwych katolików", to wtedy proszę o definicję?

Podyskutować to o wszystkim można, ale poza dyskusjami o dupie Maryni, to warto mieć jakieś - choćby tylko elementarne - do nich przygotowanie. Pan jak tu widać nawet do Wikipedii nie zajrzał. pl.wikipedia.org/wiki/Ateizm pl.wikipedia.org/wiki/Ignostycyzm pl.wikipedia.org/wiki/Apateizm pl.wikiped(*)izm_światopoglądowy.
Może jednak niech Pan przy naukach ścisłych pozostanie.

Pozdrawiam.

@@@
.
28-06-2012 09:25 
 0 na 2
Maciej Stachowski (255 punktów)
A mówiłem, że to temat na osobną dyskusję

Co do "czystego ateizmu" - może wyraziłem się rzeczywiście niejasno i ogólnikowo. Chodzi mi o twierdzenie z całkowitą pewnością, że Bóg nie istnieje - prawda jest bowiem taka, że nauka wymaga dowodu. Nawet, jeśli wszystko przemawia za jakąś tezą, potrzeba ścisłego - nie empirycznego - dowodu, że jest ona poprawna.

Dowodu na nieistnienie Boga jak na razie brak. Racja, jest to możliwość całkiem prawdopodobna, i można tak uważać, ale nie można nieistnienia Boga przyjmować jako założenie a priori i wnioskować z niego.

Jako przykład ze świata nauki można podać problem P vs. NP - choć wszystkie przesłanki wskazują na to, że P=/=NP, choć do udowodnienia, że P=NP, wystarczyłby jeden przykład, którego nadal nie udało się znaleźć, i choć udowodnienie, że P=NP wywróciłoby pół świata nauki do góry nogami, informatycy nadal czekają na dowód - dopóki nie ma dowodu, obydwa założenia są równie błędne.

Zajrzałem do wiki, znajdując cytat:
>Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny, ani rewolucyjny społecznie. Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania.

Czy jest Pan w stanie - bez przyjmowania czegokolwiek na wiarę - powiedzieć, że Boga nie ma? Czy też myli Pan ateizm (pogląd, że Boga nie ma) z nonteizmem (całkowitym brakiem rozpatrywania pojęcia Boga).

Ale to tylko luźne myśli odbiegające od tematu dyskusji. Przeraża mnie Pańskie szufladkowanie ludzi i brak otwartości - czy jeśli ktoś jest prawicowcem, nacjonalistą, albo - nie daj Boziu - wierzącym, to od razu musi być chorym psychicznie i nie powinno się z nim nawet rozmawiać? Gdzie otwartość na dialog, gdzie chęć poznawania cudzych poglądów przed osądzeniem?

>Gratuluję znajomego! Najczęściej mamy różnych, ale trwałe kontakty utrzymujemy z tymi, którzy potrafią coś nam dać.

I znajomych mam różnych, a trwałe kontakty utrzymuję faktycznie z tymi, którzy mogą mi coś dać - choćby tym czymś była kulturalna, rozsądna polemika. Za to nie jestem pewien, co może mi dać rozmowa z kimś, kto choć ma poglądy zbliżone do moich, nie będzie w stanie ich udowodnić.

>Wolałbym aby Pan najpierw włączył się w nasze dyskusje i zaprezentował wysoki poziom intelektualny i kulturalny, a dopiero później zaczął krytykować oklepane tezy.

W dyskusje staram się włączać, choć nazywanie mnie w półsłówkach idiotą do tego nie zachęca. Ale cóż - Pańskie prawo. Poza tym teza "oklepana" powinna być tak samo (a może nawet tym bardziej) krytykowana, jak teza nowa.

Nawiasem mówiąc - ilość wypowiedzi nie musi świadczyć o poziomie.

> Masonizm i cyklistyzm jest kwestią świadomego wyboru, ale księdzem - Wielce Szanowny Panie - to zostaje się z boskiego powołania, a więc jak ksiądz do dupy, to i powołujący go także.

Jako "ateista - krzykacz" chyba również powinien Pan przyznać, że księdzem zostaje się wedle swojego świadomego wyboru. Poza tym nie na ten temat dyskusja - chodzi o to, że bezmyślne obsmarowywanie księży ma tyle samo sensu, co bezmyślne obsmarowywanie cyklistów. Jeśli mamy dowody - wtedy inna sprawa.

>Ale najbardziej szkodliwym jest bezmyślny fideizm. Wszystko jedno jaki - zawsze oparty jest na głupocie i autorytecie innych. Mamusi, Boga, przywódców, religii/ideologii.

Wszystko, co bezmyślne, jest szkodliwe - czy fideizm, czy nacjonalizm, czy ateizm. Bo czym innym jest bezmyślny ateizm, jak nie "wiarą w nieistnienie Boga" - pojęciem, z którym co rozsądniejsi ateiści starają się walczyć? Czy on również nie bierze się z autorytetów i głupoty? Czy jeśli na wiarę przyjmuję to, że Bóg nie istnieje, to jest to rozsądniejsze, niż kiedy przyjmuję, że Bóg istnieje?


I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
28-06-2012 13:27 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A mówiłem, że to temat na osobną dyskusję
Mówi Pan Stachowski:
A jeszcze inną sprawą jest, że czysty ateizm kłóci się z racjonalizmem, ale to problem na osobną dyskusję.
Co Pan mówił Panie Stachowski? Czy to, że Pański cały wywód jest problemem na osobną dyskusję.
Jestem gotów się zgodzić, że cały wywód, gdyż jest to ciekawy przypadek, gdy młody człowiek nie zapoznawszy się nawet z forum (co widać po wypowiedziach) włazi na ambonę i zaczyna pouczać.
Pan Stachowski:
Problem jest, trzeba przyznać. Tyle tylko, że tacy "ateiści" - różnego wieku i pochodzenia - to szczep wcale nie lepszy niż węszyciele teorii spiskowych, antysemici, rasiści i homofobowie. Zamiast "tych złych gejów/masonów/cyklistów" mamy "tych złych księży" i "tego złego Boga" - reszta jest dokładnie taka sama.

A nawet więcej On nam wskazuje poziom jaki powinniśmy utrzymywać.
Pan Stachowski:
I nie, nie bronię księży - ale wolę rozmawiać np. z moim znajomym, który - choć jest nacjonalistą i prawicowcem, z czym ja akurat się nie zgadzam - potrafi utrzymać dyskusję na pewnym poziomie, odwołać się do odpowiednich argumentów i nieraz sprawić, że zastanowię się nad tym, czy faktycznie mam rację, niż z ateistą-krzykaczem, który kręci się w kółko między oklepanymi tezami typu "księża to pedofile", "katolicy to ciemnota" i "czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie podniesie" - co może imponuje co bardziej zatwardziałym gimnazjalistom, ale mnie przyprawia o zgrzytanie zębów.

A następnie wypisuje swoją mniemanologię bez żadnych podstaw.
Pan Stachowski:
Inną rzeczą jest, że młodzi powoli odchodzą od ateizmu - obecnie "na topie" jest nienawidzić Ruskich, wspominać powstania, i ogólnie "Bóg, Honor, Ojczyzna". W bardzo dużym cudzysłowie. Znów, nie potępiam patriotów - ale modny ostatnio patriotyzm bezmyślny (vide sprawa p. Schlussel) jest co najmniej tak szkodliwy, jak bezmyślny ateizm.
Zdecydowanie tak, Pańska szczeniacka wypowiedź, to problem na osobną dyskusję.

>Co do "czystego ateizmu" - może wyraziłem się rzeczywiście niejasno i ogólnikowo.
A w którym momencie swojej wyżej zacytowanej wypowiedzi wyraził się Pan jasno i nie ogólnikowo?

>Chodzi mi o twierdzenie z całkowitą pewnością, że Bóg nie istnieje - prawda jest bowiem taka, że nauka wymaga dowodu.
Całe powyższe zdanie jest bzdurą.
Choć może Pana interesować problem istnienia Boga, jak i problem czym zajmuje się nauka i takie problemy już bzdurami nie są.

>Nawet, jeśli wszystko przemawia za jakąś tezą, potrzeba ścisłego - nie empirycznego - dowodu, że jest ona poprawna.
Kto Pan nauczył tak mądrego i logicznego sposobu wysławiania się: "ścisłego - nie empirycznego - dowodu", to jest przepiękne, jasne i nieogólnikowe., ale może przed wymądrzaniem się warto zajrzeć choćby do Wikipedii:
pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_naukowa
pl.wikipedia.org/wiki/Metodologia_nauk
www.racjonalista.pl/kk.php/s,2432

>Dowodu na nieistnienie Boga jak na razie brak.
A kto miałby go przedstawić? Nauka nie zajmuje się bzdurami i dowodzeniem nieistnienia każdej bzdury wydumanej przez przez człowieka. W nauce obowiązek przedstawiania dowodu spoczywa na przedstawiającym jakąś tezę, a nie jej przeczącym. To elementarz.

>Racja, jest to możliwość całkiem prawdopodobna, i można tak uważać, ale nie można nieistnienia Boga przyjmować jako założenie a priori i wnioskować z niego.
Jaka racja? Jaka możliwość jest prawdopodobna? Komu i do czego jest przyjmowanie Boga a priori? Panu, nauce?

>Jako przykład ze świata nauki można podać problem P vs. NP - choć wszystkie przesłanki wskazują na to, że P=/=NP, choć do udowodnienia, że P=NP, wystarczyłby jeden przykład, którego nadal nie udało się znaleźć, i choć udowodnienie, że P=NP wywróciłoby pół świata nauki do góry nogami, informatycy nadal czekają na dowód - dopóki nie ma dowodu, obydwa założenia są równie błędne.
Nie jestem aż tak mądrym abym zrozumiał co ma problem do problemu istnienia Boga i metodologii naukowej.

>Zajrzałem do wiki, znajdując cytat:
To dobrze o Panu świadczy, że skorzystał Pan z mojej porady.
Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny, ani rewolucyjny społecznie. Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania.
>Czy jest Pan w stanie - bez przyjmowania czegokolwiek na wiarę - powiedzieć, że Boga nie ma?
Zdecydowanie jestem w stanie tak powiedzieć.

>Czy też myli Pan ateizm (pogląd, że Boga nie ma) z nonteizmem (całkowitym brakiem rozpatrywania pojęcia Boga).
No cóż - czy mnie się na ten temat coś pieprzy - to można w moich wypowiedziach przez wiele lat na naszym forum przeczytać. Pana odesłałem znowu do Wikipedii, ale jak widać to już było za wiele do czytania. Mamy wśród forumowiczy przedstawicieli wszystkich form ateistów, ale nonteistów, to mamy chyba najmniej.

>Ale to tylko luźne myśli odbiegające od tematu dyskusji.
Nie uważa Pan, że tych zupełnie luźnych myśli, w ścisłym umyśle to ma Pan zbyt wiele.

>Przeraża mnie Pańskie szufladkowanie ludzi i brak otwartości - czy jeśli ktoś jest prawicowcem, nacjonalistą, albo - nie daj Boziu - wierzącym, to od razu musi być chorym psychicznie i nie powinno się z nim nawet rozmawiać?
Przeraża mnie Pańskie (u młodego człowieka) szufladkowanie ludzi i brak otwartości.
Co Pan na mój temat wie? Z iloma moimi wypowiedziami raczył się Pan zapoznać?.
Tak, proszę Szanownego Pana, moje życiowe doświadczenia i spore oczytanie, nakazuje mi pogardę i strach przed wszystkimi narodowcami, szczególnie, gdy ich ideologia połączona jest z głęboką wiarą.
28-06-2012 13:27 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:
.
>I znajomych mam różnych, a trwałe kontakty utrzymuję faktycznie z tymi, którzy mogą mi coś dać - choćby tym czymś była kulturalna, rozsądna polemika.\
W Pańskim wydaniu kulturalna i rozsądna polemika, to wejście do jakiegoś towarzystwa (tu forum racjonalistycznego) i pouczanie jego uczestników co mają robić i jak mają myśleć.
Dziękuję nie kupuję.

>Za to nie jestem pewien, co może mi dać rozmowa z kimś, kto choć ma poglądy zbliżone do moich, nie będzie w stanie ich udowodnić.
Proszę Szanownego Pana udowodniłem już wyżej Panu, że nie dorósł Pan jeszcze do poważnej rozmowy i co z tego? Czy Panu to coś przyniesie? Czy stanie się Pan bardziej kulturalnym, bardziej ciekawym świata, a mniej przemądrzałym? Osobiście wątpię, ale gdy ta lekcja coś Panu da, to będę bardzo zadowolonym. Jestem na tym forum od wielu lat i gdy tu wchodziłem już wiedziałem znacznie więcej od Pana, a ogromnie wiele się tu nauczyłem i dalej uczę.
Jest tu wielu mądrych wspaniałych ludzi o ogromnej wiedzy - tylko trzeba być na tą wiedzę otwartym.

>W dyskusje staram się włączać,
Proszę Pana aby merytorycznie włączyć się w dyskusję trzeba się do niej przygotować i mieć coś do powiedzenia w temacie, w którym zabiera się głos, a i tak bezpieczniej jest się o coś zapytać, niż kogoś pouczać.

>choć nazywanie mnie w półsłówkach idiotą do tego nie zachęca.
Proszę się tym nie przejmować. Mnie Pan może nazwać i wprost.
Nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami.

>Nawiasem mówiąc - ilość wypowiedzi nie musi świadczyć o poziomie.
Zdecydowanie nie, ale o czym świadczy odnoszenie się do poziomu przed zapoznaniem się z wypowiedziami?

>Jako "ateista - krzykacz" chyba również powinien Pan przyznać, że księdzem zostaje się wedle swojego świadomego wyboru.
Znowu, gdyby łaskawie zapoznał się Pan z moimi - choćby ostatnimi wypowiedziami - to zauważyłby Pan, że wiem na ten temat sporo. Ponadto warto choć spróbować zrozumieć sens wypowiedzi przed odniesieniem się do niej, a tak to jeden o zupie, a drugi .... dalej ciągnie.

>Poza tym nie na ten temat dyskusja - chodzi o to, że bezmyślne obsmarowywanie księży ma tyle samo sensu, co bezmyślne obsmarowywanie cyklistów. Jeśli mamy dowody - wtedy inna sprawa.
Łaskawy Panie, a do kogo Pan pije" Do mnie, do redaktora Agnosiewicza, do moderatorów, tu każdy odpowiada za siebie. Dobrze zanim zabierze się głos trochę poznać środowisko, a już na pewno - zanim zacznie się go pouczać.

>>>>Ale najbardziej szkodliwym jest bezmyślny fideizm. Wszystko jedno jaki - zawsze oparty jest na głupocie i autorytecie innych. Mamusi, Boga, przywódców, religii/ideologii.
>Wszystko, co bezmyślne, jest szkodliwe - czy fideizm, czy nacjonalizm, czy ateizm.
Tylko z tych bezmyślności, to najtrudniej być bezmyślnym ateistą.

>Bo czym innym jest bezmyślny ateizm, jak nie "wiarą w nieistnienie Boga" -
A jak wielu Pan takich spotkał, szczególnie tu na naszym forum? Ksiądz Panu powiedział, że tu są tacy, którzy wierzą, że Bóg nie istnieje i Pan jemu uwierzył? To niech Pan uwierzy, że to jeszcze jedna księża bzdura.
Tu większość stanowią racjonalni ateiści, którzy wiedzą dlaczego taki mit odrzucają.

>pojęciem, z którym co rozsądniejsi ateiści starają się walczyć?
A co Pan wie o naszym forum, co Pan wie o Bogusławskim? Może warto trochę poczytać zanim zacznie się pouczać?

>Czy on również nie bierze się z autorytetów i głupoty?
Współcześnie autorytet ateizmu?
Fajne!
Nawet, gdy ktoś spotka ateistę, który mu swoją mądrością zaimponuje, to jeszcze czeka go ogrom intelektualnego wysiłku, aby do tego dość samemu. Wolnomyśliciel, to nie ten, który myśli wolno, a ten którego myśl jest wolną. Na naszym forum można z satysfakcją dostrzec dojrzewających intelektualnie ludzi i dlatego pełni one ogromnie ważną rolę i dlatego jest bardzo potrzebnym. (Choć zdarzają się i tacy, którzy stoją w miejscu, a nawet się cofają, ale to zdecydowana mniejszość.)
Racjonaliści tak mają, że znacznie więcej czytają i myślą niż piszą.

>Czy jeśli na wiarę przyjmuję to, że Bóg nie istnieje, to jest to rozsądniejsze, niż kiedy przyjmuję, że Bóg istnieje?
Znowu, gdyby Pan choć trochę zapoznał się z naszym forum, to wiedziałby Pan, że jestem jednym z największych tu przeciwników przyjmowania czegokolwiek na wiarę, ale po co? Pan wolał tu wpaść tylko po to aby nas pouczyć.
Ja proponuję jednak najpierw choć trochę pomyśleć.

Miłego dnia.

@@@
.
28-06-2012 18:55 
 Ocena 2 na 2
Maciej Stachowski (255 punktów)
>gdyż jest to ciekawy przypadek, gdy młody człowiek nie zapoznawszy się nawet z forum (co widać po wypowiedziach) włazi na ambonę i zaczyna pouczać.

Czy ja pouczam? Gdzieżbym śmiał. Nikomu niczego nie narzucam, każdy ma prawo myśleć co chce - forum służy jednak temu, żeby móc na nim dyskutować, polemizować i przedstawić swoje poglądy.

>A nawet więcej On nam wskazuje poziom jaki powinniśmy utrzymywać.

Podejrzewam, że sądzi Pan, że mówię ogólnie i o wszystkich ateistach - podczas gdy wątek dotyczy specyficznej grupy.

>Zdecydowanie tak, Pańska szczeniacka wypowiedź, to problem na osobną dyskusję.

Z miłą chęcią, przy najbliższej okazji.

>Choć może Pana interesować problem istnienia Boga, jak i problem czym zajmuje się nauka i takie problemy już bzdurami nie są.

No cóż, w kontekście poniższej wypowiedzi ten pierwszy problem przynajmniej jest dla Pana bzdurą.

>>Dowodu na nieistnienie Boga jak na razie brak.
>A kto miałby go przedstawić? Nauka nie zajmuje się bzdurami i dowodzeniem nieistnienia każdej bzdury wydumanej przez przez człowieka. W nauce obowiązek przedstawiania dowodu spoczywa na przedstawiającym jakąś tezę, a nie jej przeczącym. To elementarz.

Właśnie o to mi chodzi, i dlatego też odwołałem się do rzeczonego problemu - dowód nieistnienia bzdury jest dla mnie tak samo ważny, jak dowód jej istnienia. Twierdzenie "X nie istnieje" tak samo wymaga dowodu, jak stwierdzenie "X istnieje". Jeśli więc według Pana istnieje jakaś wyznaczalna granica bzdurności tezy, powyżej której zaprzeczenie jej nie wymaga dowodu, proszę uprzejmie o jej przedstawienie. P=NP nie jest wystarczająco bzdurne, kwestia istnienia Boga już jest - musi ona więc leżeć gdzieś pomiędzy.

>Kto Pan nauczył tak mądrego i logicznego sposobu wysławiania się: "ścisłego - nie empirycznego - dowodu", to jest przepiękne, jasne i nieogólnikowe., ale może przed wymądrzaniem się warto zajrzeć choćby do Wikipedii:

Ach, ten sarkazm. Ja za to proponuję przyjrzeć się definicji dowodu - o ile w naukach przyrodniczych obserwacja jest dowodem, z punktu widzenia logiki już tak nie jest. Pod kątem logicznego rozumowania więc fakt, że modlitwa tysiąca, dziesięciu albo stu tysięcy osób jest nieskuteczna jest przesłanką wskazującą ku tezie nieistnienia Boga - ale nie jest jej dowodem.

>Co Pan na mój temat wie? Z iloma moimi wypowiedziami raczył się Pan zapoznać?.

Rozumiem, że skoro jest Pan znanym autorytetem na tym forum, skromnemu gówniarzowi nie przysługuje już prawo do dyskusji z Panem?

>Tak, proszę Szanownego Pana, moje życiowe doświadczenia i spore oczytanie, nakazuje mi pogardę i strach przed wszystkimi narodowcami, szczególnie, gdy ich ideologia połączona jest z głęboką wiarą.

Pańskie prawo. Ja osobiście nie gardzę człowiekiem tylko ze względu na to, jakie wyznaje poglądy - co najwyżej za to, jakich czynów się w ich imieniu dopuszcza.

>W Pańskim wydaniu kulturalna i rozsądna polemika, to wejście do jakiegoś towarzystwa (tu forum racjonalistycznego) i pouczanie jego uczestników co mają robić i jak mają myśleć.
Dziękuję nie kupuję.

Cóż, przykro mi, że Pan to tak odbiera. Mam jedynie nadzieję, że to faktycznie ton mojej wypowiedzi skłania Pana do takiego sądu, a nie sam fakt, że ktoś się z Panem nie zgadza.

>Proszę Szanownego Pana udowodniłem już wyżej Panu, że nie dorósł Pan jeszcze do poważnej rozmowy i co z tego? Czy Panu to coś przyniesie? Czy stanie się Pan bardziej kulturalnym, bardziej ciekawym świata, a mniej przemądrzałym? Osobiście wątpię, ale gdy ta lekcja coś Panu da, to będę bardzo zadowolonym. Jestem na tym forum od wielu lat i gdy tu wchodziłem już wiedziałem znacznie więcej od Pana, a ogromnie wiele się tu nauczyłem i dalej uczę.
Jest tu wielu mądrych wspaniałych ludzi o ogromnej wiedzy - tylko trzeba być na tą wiedzę otwartym.

Cieszę się z tego niezmiernie, staram się czytać i przeglądać portal - jeśli jednak standardem na tym forum jest postawa "Wielce Szanowny Pan jest 18-letnim gówniarzem i nie ma co nawet W.Sz.Pana skromnie wyprowadzić z błędu, a co dopiero dyskutować" - powtórzę, nie jest to zbyt zachęcające.

>Proszę Pana aby merytorycznie włączyć się w dyskusję trzeba się do niej przygotować i mieć coś do powiedzenia w temacie, w którym zabiera się głos, a i tak bezpieczniej jest się o coś zapytać, niż kogoś pouczać.

Przygotowanie mam, jakie mam, nie zamierzałem się zresztą wdawać w głębszą dyskusję przy okazji tego wątku. Mam jednak prawo do przedstawienia swoich poglądów i wystawienia ich pod krytykę. Jeśli przedstawiam nieprawdę jako fakt - ma Pan prawo się oburzać. Co innego, jeśli przedstawiam opinię niezgodną z Pańską.

> Proszę się tym nie przejmować. Mnie Pan może nazwać i wprost.
> Nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami.

Nie zamierzam. Co do drugiego zdania - pozwolę sobie je również przemilczeć.

> Zdecydowanie nie, ale o czym świadczy odnoszenie się do poziomu przed zapoznaniem się z wypowiedziami?

"Pan zaczął", że się tak szczeniacko wyrażę. A na poważnie - niczego Panu pod względem poziomu nie zarzucam, chciałbym jednak rozmawiać choć pod pewnymi względami na równi - a to bywa trudne, gdy patrzy Pan na rozmówcę z piedestału punktów na forum.

>Znowu, gdyby łaskawie zapoznał się Pan z moimi - choćby ostatnimi wypowiedziami - to zauważyłby Pan, że wiem na ten temat sporo. Ponadto warto choć spróbować zrozumieć sens wypowiedzi przed odniesieniem się do niej, a tak to jeden o zupie, a drugi .... dalej ciągnie.

Pozwoliłem je sobie pobieżnie przejrzeć, choć nie do końca wiedząc czego szukam. I rzeczywiście niczego odnoszącego się do tej wypowiedzi nie znalazłem, jedynie sporo postów, z którymi można by w tym wątku polemizować. Prosiłbym więc o naprowadzenie.


I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
29-06-2012 00:43 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czy ja pouczam? Gdzieżbym śmiał.
Ewidentnie to wykazałem, a to, że Pan udaje głupiego lub naprawdę tego nie potafi zrozumieć to to już nie moja wina.

>Podejrzewam, że sądzi Pan, że mówię ogólnie i o wszystkich ateistach - podczas gdy wątek dotyczy specyficznej grupy.
Mamy różne podejrzenia. Ja podejrzewam, że nie bardzo Pan wie o czym mówi, ale może Pan ma tylko trudności ze zbornym i komunikatywnym przekazem swoich myśli.

>>>>Choć może Pana interesować problem istnienia Boga, jak i problem czym zajmuje się nauka i takie problemy już bzdurami nie są.
>No cóż, w kontekście poniższej wypowiedzi ten pierwszy problem przynajmniej jest dla Pana bzdurą.
O prawie każdym problemie - nawet najbardziej błahym można coś inteligentnego napisać, a o najpoważniejszych pisać bzdury.

>Dowodu na nieistnienie Boga jak na razie brak.
>>>>A kto miałby go przedstawić? Nauka nie zajmuje się bzdurami i dowodzeniem nieistnienia każdej bzdury wydumanej przez przez człowieka. W nauce obowiązek przedstawiania dowodu spoczywa na przedstawiającym jakąś tezę, a nie jej przeczącym. >>>>To elementarz.
>Właśnie o to mi chodzi, i dlatego też odwołałem się do rzeczonego problemu - dowód nieistnienia bzdury jest dla mnie tak samo ważny, jak dowód jej istnienia. Twierdzenie "X nie istnieje" tak samo wymaga dowodu, jak stwierdzenie "X istnieje". Jeśli więc według Pana istnieje jakaś wyznaczalna granica bzdurności tezy, powyżej której zaprzeczenie jej nie wymaga dowodu, proszę uprzejmie o jej przedstawienie.
Zgodnie z obowiązującą w logice regułą odpowiedzialności za głoszone poglądy ciężar dowodu spoczywa na osobie, która wygłasza daną tezę (łac. Ei incumbit probatio qui dicit, non qui negat). Często zdarza się, że dyskutanci próbują przerzucić onus probandi na swojego przeciwnika i w ten sposób uchylić się od konieczności udowodnienia postulowanych przekonań. Ten nieuczciwy chwyt erystyczny, a jednocześnie rodzaj niemerytorycznej argumentacji nazywamy argumentum ad ignorantiam.

>>Kto Pan nauczył tak mądrego i logicznego sposobu wysławiania się: "ścisłego - nie empirycznego - dowodu", to jest przepiękne, jasne i nieogólnikowe., ale może przed wymądrzaniem się warto zajrzeć choćby do Wikipedii:
>Ach, ten sarkazm. Ja za to proponuję przyjrzeć się definicji dowodu - o ile w naukach przyrodniczych obserwacja jest dowodem,
Bardzo proszę o podanie tej definicji, w której "obserwacja jest dowodem" i dalej przedstawienia wywodu o wyższości "ścisłego" nad "empirycznym" dowodem.
Ja jeszcze nie spotkałem się z określeniem "ścisłego" dowodu, tak jak i "czystego ateisty", czy "ideologicznego antyklerykalizmu". Nowomowa - puste słowa.

>Rozumiem, że skoro jest Pan znanym autorytetem na tym forum, skromnemu gówniarzowi nie przysługuje już prawo do dyskusji z Panem?
Gdyby Pan wykazał tylko zwyczajność, to bym Pana intelektualnie na rękach nosił. Mnie zbulwersował zadufany szczeniak, który przyszedł tu pouczać innych i to Panu wykazałem. Czy Pan znowu posądza naszych czytelników o tak wielki brak inteligencji, że Pańskiej postawy nie zauważyli.

>>>>Tak, proszę Szanownego Pana, moje życiowe doświadczenia i spore oczytanie, nakazuje mi pogardę i strach przed wszystkimi narodowcami, szczególnie, gdy ich ideologia połączona jest z głęboką wiarą.
>Pańskie prawo. Ja osobiście nie gardzę człowiekiem tylko ze względu na to, jakie wyznaje poglądy - co najwyżej za to, jakich czynów się w ich imieniu dopuszcza.
Tu bardzo się różnimy, ja w ogóle nie gardzę ludźmi. Natomiast pogardzam pewnymi poglądami. Takimi jak np. nazizm, rasizm, nacjonalizm, homofobia, ale najbardziej pogardzam głupotą (nie mylić z naturalną u wszystkich ludzi niewiedzą. Wiara - szczególnie ta głęboka, fundamentalna - w przeróżne bzdury prowadzi do najgorszych podłości do jakich zdolny jest człowiek.

>Cóż, przykro mi, że Pan to tak odbiera. Mam jedynie nadzieję, że to faktycznie ton mojej wypowiedzi skłania Pana do takiego sądu, a nie sam fakt, że ktoś się z Panem nie zgadza.
Czyż może być coś wspanialszego od dyskusji z mądrym człowiekiem, a jeszcze do tego, gdy jest młodym inteligentem otwartym na świat. Niczego sobie bardziej nie cenię jak ludzi poszukujących własnej prawdy. Za umotywowaną racjonalnie niezgodę z moimi poglądami jestem gotów wychwalać każdego pod niebiosy.

>Cieszę się z tego niezmiernie, staram się czytać i przeglądać portal - jeśli jednak standardem na tym forum jest postawa "Wielce Szanowny Pan jest 18-letnim gówniarzem i nie ma co nawet W.Sz.Pana skromnie wyprowadzić z błędu, a co dopiero dyskutować" - powtórzę, nie jest to zbyt zachęcające.
To jest poważny portal i wypada tu wiedzieć co oznacza wzięcie jakiegoś tekstu w cudzysłów. Ja takiego zdania nie wyraziłem, więc nie do mnie z pretensjami. U kogoś innego też nie zauważyłem, a manipulowanie tekstem w cudzysłowie jest czynnością dyskwalifikującą każdego interlokutora.

>Przygotowanie mam, jakie mam, nie zamierzałem się zresztą wdawać w głębszą dyskusję przy okazji tego wątku.
Wielce Szanowny Panie, już takie stwierdzenie źle świadczy o Panu. Tu nie potrzeba się niczym chwalić wystarczy w miarę mądrze pisać, a ja od 18 latka (jak Pan wyżej napisał) to wymagam nie tyle przygotowania, co inteligencji, trochę oczytania i ciekawości świata. Na mądrzenie się to jeszcze ma Pan ogrom czasu, a im ludzie mają większy niekwestionowany dorobek intelektualny tym są skromniejsi.

>Mam jednak prawo do przedstawienia swoich poglądów i wystawienia ich pod krytykę.
Tak, ma Pan wiele praw, ale część sobie zupełnie bezpodstawnie uzurpuje. Nikt nie dał Panu prawa do pouczania tu innych, a tego Pan w tym wątku zaczął. Gdyby wykazał się Pan jakim takim przygotowaniem kulturalnym do dyskusji, to należało przeprosić za to, że się Pan zagalopował i nie kompromitować się dalej. Pańskie poglądy są tu rzeczą dalece wtórną.

CDN
.
28-06-2012 18:55 
 Ocena 1 na 1
Maciej Stachowski (255 punktów)
cd.

>Łaskawy Panie, a do kogo Pan pije" Do mnie, do redaktora Agnosiewicza, do moderatorów, tu każdy odpowiada za siebie. Dobrze zanim zabierze się głos trochę poznać środowisko, a już na pewno - zanim zacznie się go pouczać.

Dwie rzeczy: po pierwsze, główny temat tego wątku nie mówi o ludziach pokroju Pana czy red. Agnosiewicza. Prosiłbym więc nie przekręcać moich słów. Po drugie - chciałbym też zwrócić uwagę na słówko "bezmyślne". Ta wypowiedź (raczej) nie odnosi się do tutejszych forumowiczów.

>Tylko z tych bezmyślności, to najtrudniej być bezmyślnym ateistą.

Tu się nie zgodzę. Bycie ateistą oznacza brak narzuconych przez religię obowiązków wyznaniowych i moralnych - bycie bezmyślnym zaś, że samemu nie stara się takich obowiązków sobie stawiać. Bycie rozsądnym ateistą jest w istocie trudne - bycie bezmyślnym ateistą jest z natury łatwe i niewymagające.

>A jak wielu Pan takich spotkał, szczególnie tu na naszym forum? Ksiądz Panu powiedział, że tu są tacy, którzy wierzą, że Bóg nie istnieje i Pan jemu uwierzył? To niech Pan uwierzy, że to jeszcze jedna księża bzdura.
Tu większość stanowią racjonalni ateiści, którzy wiedzą dlaczego taki mit odrzucają.

Skąd pogląd, że mam cokolwiek z księżmi wspólnego? Jeśli ktoś nie szuka uzasadnienia nieistnienia Boga, a nadal twierdzi, że Bóg nie istnieje - oznacza to, że jedynie w jego nieistnienie wierzy. Nawet nieszczęsna Wikipedia twierdzi, że wiara to "przyjmowanie za prawdziwe nieuzasadnionego twierdzenia". A że tu większość stanowią racjonalni ateiści - miło, ale nie o nich ta rozmowa.

>Współcześnie autorytet ateizmu?
>Fajne!
>Nawet, gdy ktoś spotka ateistę, który mu swoją mądrością zaimponuje, to jeszcze czeka go ogrom intelektualnego wysiłku, aby do tego dość samemu. Wolnomyśliciel, to nie ten, który myśli wolno, a ten którego myśl jest wolną. Na naszym forum można z satysfakcją dostrzec dojrzewających intelektualnie ludzi i dlatego pełni one ogromnie ważną rolę i dlatego jest bardzo potrzebnym. (Choć zdarzają się i tacy, którzy stoją w miejscu, a nawet się cofają, ale to zdecydowana mniejszość.)
Racjonaliści tak mają, że znacznie więcej czytają i myślą niż piszą.

Wiąże Pan ateizm nierozerwalnie z wolnomyślicielstwem i racjonalizmem, co wcale według mnie takie oczywiste nie jest. Znów odwołuje się Pan do forumowiczów, a ja znów powtórzę - nie o nich ta rozmowa. Mi chodzi właśnie o tych ludzi, którzy ateizm przyjmą "na wiarę" od starszego kolegi, czy pana w telewizji, i staną w miejscu.

>Znowu, gdyby Pan choć trochę zapoznał się z naszym forum, to wiedziałby Pan, że jestem jednym z największych tu przeciwników przyjmowania czegokolwiek na wiarę, ale po co? Pan wolał tu wpaść tylko po to aby nas pouczyć.

Proponuję - na koniec - nie brać też wszystkiego tak do siebie.

Miłego dnia również.


I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
28-06-2012 19:25 
 Ocena 5 na 7
Brzostowski (7067 punktów)
>Proponuję - na koniec - nie brać też wszystkiego tak do siebie.
Pozwoli Pan, że wyjaśnię Panu jedną rzecz, co do której już Pan się chyba częściowo zorientował. Otóż Pana rozmówca powyżej, należy według mojej opinii, do grupy osób o poglądach ideologicznie antyklerykalnych. W praktyce przejawia się to tym, że reprezentanci tej grupy, są niezwykle alergiczni na poglądy nie do końca zgodne z ich poglądami (jak każdy skrajny wyznawca większości z ideologii) i ostro atakują każdego kto śmie wyrażać inne opinie lub też oni tak podejrzewają. Prowadzi to do szufladkowania ludzi, obrażania, pouczania. Dodatkowo sami zarzucają często innym właśnie brak kultury, wyniosłość, itd... Są też tacy, którzy tropią na tym forum, fideistów, dbając o czystość "rasową", oczywiście w ich percepcji. Najgorsze jest to, że ideologiczne antyklerykały podszywają się pod racjonalistów i dzielnie trollują forum, a że są bestie wykształcone i w sumie niegłupie, to nieraz uważane są za autorytety wśród racjonalistów i tak to się kręci.
Chciałem aby Pan wiedział o co chodzi w tego typu "dyskusjach". Oczywiście zrobi Pan, jak uważa.

pozdrawiam
28-06-2012 20:34 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Pozwoli Pan, że wyjaśnię Panu jedną rzecz,
A mnie? Mnie wyjaśnisz rzecz taką: skąd bierzesz takie psychoanalizy dla ubogich? Na jakich konkretach je opierasz?
Konkretne alergie, konkretne szufladkowania... takie rzeczy. Dasz radę?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
29-06-2012 10:18 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>>Pozwoli Pan, że wyjaśnię Panu jedną rzecz,
>A mnie? Mnie wyjaśnisz rzecz taką: skąd bierzesz takie psychoanalizy dla ubogich?
Uczę się od Bogusławskiego.
>Na jakich konkretach je opierasz?
Doświadczenie m.in. z dyskusji z Panem Bogusławskim.
>Konkretne alergie, konkretne szufladkowania... takie rzeczy. Dasz radę?
Oczywiście: ateiści są lepsi, a teiści gorsi.

PS. Nie odbieraj tego personalnie, to co opisałem powyżej dotyczy ideologicznych antyklerykałów, a nie antyklerykałów, z resztą sam mam poglądy antyklerykalne.
29-06-2012 12:06 
 Ocena 1 na 3
Konowal (6291 punktów)
>>>Pozwoli Pan, że wyjaśnię Panu jedną rzecz,
>>A mnie? Mnie wyjaśnisz rzecz taką: skąd bierzesz takie psychoanalizy dla ubogich?
>Uczę się od Bogusławskiego.
Zbliżył się pan do niebezpiecznych obszarów samozagłady hahaha

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
29-06-2012 13:38 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zbliżył się pan do niebezpiecznych obszarów samozagłady hahaha
Mam się nadzwyczaj dobrze i to pomimo tego, że w Pańskim środowisku mawiają, iż wiedza naukowa do wariactwa prowadzi. Gdybym miał pozostawać na pańskim stałym, czy z lekka wstecznym poziomie, to własną "pięścią bym się zabił". Może Pan się rzeczywiście teraz cieszyć, gdyż na naszym forum przybyło Panu paru intelektualnych przyjaciół, jak np. właśnie pan Brzostowski.

Dużo satysfakcji z własnego poziomu intelektualnego Szanownemu Panu i jego przyjaciołom życzę.

@@@
.


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie
.
29-06-2012 13:22 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Uczę się od Bogusławskiego.
.
> Doświadczenie m.in. z dyskusji z Panem Bogusławskim.
.
Ucy sie i ucy, a ciągle na poziomie Pana Konowala.
Co post, to bardziej znać Pańską inteligencję, erudycję i kulturę.
Albo się Pan czegokolwiek od Bogusławskiego naucz, abo zejdź Pan ze mnie i nie kompromituj się Pan dalej.

Nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami.

.
29-06-2012 13:33 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
I na tym kończymy temat wycieczek osobistych. Każdy następny post na ten temat pójdzie do Oślej ławki.
29-06-2012 10:00 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
Bardzo trafna uwaga.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
28-06-2012 23:41 
 Ocena 1 na 3
setarkos (10757 punktów)
Jeśli wolno wtrącić..
>.. Bycie ateistą oznacza brak narzuconych przez religię obowiązków wyznaniowych i moralnych
Po dwakroć nie.
1. Można być ateistą i jednocześnie zachowywać się (przez przypadkową zbieżność lub z wyboru) zgodnie z wymogami którejś z religii.
2. Osoby odrzucające nakazy jakiejś religii można nazwać odstępcami lub przechrztami (jeśli przyjmują zasady innej religii) - nie świadczy to koniecznie o ich ateizmie.
> - bycie bezmyślnym zaś, że samemu nie stara się takich obowiązków sobie stawiać.
Chyba nie. Ktoś nieobowiązkowy, niestały (choć prawdopodobnie szuja) nie musi być bezmyślny.
> Bycie rozsądnym ateistą jest w istocie trudne
W pewnym sensie tak - łatwo nie jest. Jednak ateistom trochę może łatwiej, skoro nie zużywają rozsądku na próżne z bogami rozmowy.
> - bycie bezmyślnym ateistą jest z natury łatwe i niewymagające.
Chyba w ogóle bezmyślność jest łatwiejsza. Ateiści przynajmniej nie są skłonni zastępować myślenia wiarą.
29-06-2012 10:06 
 Ocena 2 na 4
Konowal (6291 punktów)
>Ateiści przynajmniej nie są skłonni zastępować myślenia wiarą.

A czego tak sądzisz? Odrzucenie istnienia Boga/bogów nie znaczy że ateista nie jest człowiekiem wierzącym np. w UFO albo Yeti.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
29-06-2012 14:01 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>.. Odrzucenie istnienia Boga/bogów nie znaczy że ateista nie jest człowiekiem wierzącym np. w UFO albo Yeti.
Słusznie, moja niedokładność. Dzięki za zwrócenie uwagi.

[Na swoją obronę mam tylko podejrzenie, że jeśli kto się obronił przed ekspansywnymi baśniami religijnymi, to i na inne 'teorie' nabrał odporności.]
Konowal (6291 punktów)
>>.. Odrzucenie istnienia Boga/bogów nie znaczy że ateista nie jest człowiekiem wierzącym np. w UFO albo Yeti.
>Słusznie, moja niedokładność. Dzięki za zwrócenie uwagi.
>[Na swoją obronę mam tylko podejrzenie, że jeśli kto się obronił przed ekspansywnymi baśniami religijnymi, to i na inne 'teorie' nabrał odporności.]

A z tym to różnie ja akurat nabrałem odporności na inne "teorie" dzięki wierze w "ekspansywne baśnie religijne" -


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
29-06-2012 16:15 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A z tym to różnie ja akurat nabrałem odporności na inne "teorie" dzięki wierze w "ekspansywne baśnie religijne" -
Czy tu trzeba jeszcze cokolwiek dodawać!?


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie
.
01-07-2012 07:38 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
To trochę tak, jakbyś zakochał się w królewnie Śnieżce i nabrał odporności nie tylko na Kopciuszka, Nel czy Izoldę, ale na realne kobiety też. Zresztą, pełno u nas ci takich co za "kochanka" mają Jezusa.
Konowal (6291 punktów)
>To trochę tak, jakbyś zakochał się w królewnie Śnieżce i nabrał odporności nie tylko na Kopciuszka, Nel czy Izoldę, ale na realne kobiety też. Zresztą, pełno u nas ci takich co za "kochanka" mają Jezusa.

Parafrazując pewną reklamę odpowiem że trochę robi kolosalną różnicę

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
29-06-2012 23:54 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
>>Ateiści przynajmniej nie są skłonni zastępować myślenia wiarą.
>A czego tak sądzisz? Odrzucenie istnienia Boga/bogów nie znaczy że ateista nie jest człowiekiem wierzącym np. w UFO albo Yeti.

Yeti ok. Ale jeśli ktoś uważający się za ateistę optuje za poglądami Daenikena, dla którego bóg Amon to koleś ze spodka to już trudno go uznać za ateistę. Nieprawdaż?


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Konowal (6291 punktów)
>>>Ateiści przynajmniej nie są skłonni zastępować myślenia wiarą.
>>A czego tak sądzisz? Odrzucenie istnienia Boga/bogów nie znaczy że ateista nie jest człowiekiem wierzącym np. w UFO albo Yeti.
>Yeti ok. Ale jeśli ktoś uważający się za ateistę optuje za poglądami Daenikena, dla którego bóg Amon to koleś ze spodka to już trudno go uznać za ateistę. Nieprawdaż?

Zależy cz bóg czy Bóg


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
11-07-2012 22:58 
 Ocena 5 na 5
Ignorancja (4718 punktów)
>>Yeti ok. Ale jeśli ktoś uważający się za ateistę optuje za poglądami Daenikena, dla którego bóg Amon to koleś ze spodka to już trudno go uznać za ateistę. Nieprawdaż?
>Zależy cz bóg czy Bóg

Gowno prawda Konowal.
Dle ciebie moze "B", albo "b" stanowi roznice. Dla ateisty nie ma tu roznicy (chyba, ze koniecznie chce byc zgodnym z narzuconymi przez wiernych normami ortografii). I dlatego nie jest wazne, czy ktos wierzy w stworce-boga bezosobowego, w boga bezosobowego- nie stworce, tylko ducha (cokolwiek to znaczy), czy tez w boga osobowego - ot chocby kosmicznego laboranta, co to zrobil wielkie bum.

Zaiste. Prawde pisza tobie Ci, co ciebie za niezbyt rozgarnietego maja.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
12-07-2012 10:51 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Dle ciebie moze "B", albo "b" stanowi roznice. Dla ateisty nie ma tu roznicy (chyba, ze koniecznie chce byc zgodnym z narzuconymi przez wiernych normami ortografii).
Żebyż tu chciało iść o sprawy wypaczania języka jedynie! Wierzący stworzyli sobie tyleż dętą co pokraczną konstrukcję w umyśle, że dla nich jest wręcz obelżywe powiedzenie by ich Bóg mógł być bogiem.
Ale przecież od wierzących trudno wymagać logicznego myślenia.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Konowal (6291 punktów)

>Ale przecież od wierzących trudno wymagać logicznego myślenia.
Widocznie logiczne myślenie jest przereklamowane.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Konowal (6291 punktów)
>Dle ciebie moze "B", albo "b" stanowi roznice. Dla ateisty nie ma tu roznicy
Ale dlaczego akurat punkt ateisty ma nas determinować?
>(chyba, ze koniecznie chce byc zgodnym z narzuconymi przez wiernych normami ortografii).
Zasady ortografii nie są narzucane tylko ogólnie przyjęte. Zaś rozróżnienie B od b ma kolosalne znaczenie, gdyż o bogu Zeusie pewnie doszlibyśmy do porozumienia zaś o Bogu chyba nie. Sensowna dyskusja będzie wtedy gdy zrozumiesz różnicę między b a B , nawet tą wynikającą z zasad ortografii.
>I dlatego nie jest wazne, czy ktos wierzy w stworce-boga bezosobowego, w boga bezosobowego- nie stworce, tylko ducha (cokolwiek to znaczy), czy tez w boga osobowego - ot chocby kosmicznego laboranta, co to zrobil wielkie bum.
No cóż przytoczę Ci własne słowa "g.... prawda"

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
12-07-2012 11:11 
 Ocena 5 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>Ale dlaczego akurat punkt ateisty ma nas determinować?
Ależ nie ma powodu dla kogoś kto zaprzedał rozum Bogu - swojemu Bogu!
Katolika ma determinować punkt widzenia księdza, muzułmanina punkt widzenia imama,itp.
Po to was przecie tresują...

>Zaś rozróżnienie B od b ma kolosalne znaczenie, gdyż o bogu Zeusie pewnie doszlibyśmy do porozumienia zaś o Bogu chyba nie. Sensowna dyskusja będzie wtedy gdy zrozumiesz różnicę między b a B , nawet tą wynikającą z zasad ortografii.
Ustąpić oszołomom, to nie znaczy wcale, że coś tu jest do zrozumienia poza istnieniem waszych fiksacji.
Czy Twój Bóg, Konowalu, jest bogiem czy nie jest?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Konowal (6291 punktów)
"tresują" "oszołomy"
Taaaaak chyba przegrałem z tymi argumentami.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
12-07-2012 16:18 
 Ocena 12 na 12
Ignorancja (4718 punktów)
Patrzcie, patrzcie mili Państwo. Konował znowu zabłysnął genialnym spostrzeżeniem, niczym to o wierze w cenę marchewki na straganie, jakim był nas obdarzył w innym miejscu dyskusji. Zaiste jakimiż to meandrami chadza wolna od wszystkiego myśl Konowała - trudno nadążyć.

Teraz ubogacił nas kolejną refleksją godną wawrzynu:

>Ale dlaczego akurat punkt ateisty ma nas determinować?

Interesujące doprawdy. Ktos ciebie tutaj na Racjonaliscie determinuje i poprawia twoje wpisy, gdy piszesz sobie radosnie "Bóg"? Natomiast przypominam. Do czasu reformy i narzucenia normy literaci mogli stosować dowolną formę według uznania. I tak, gdy któryś koniecznie chciał okazywać temu pojęciu czołobitność i respekt mógł stosować dużą literę i nikt mu tego nie poczytywał za błąd. Natomiast, gdy inny publicysta nie miał takiego życzenia nie było w tym nic zdrożnego. To zdaje się jest wolność wyboru? Naturalnie wolność skończyła wraz z dojściem do głosu jedynie słusznie myślących.
Co prawda niektórzy się tłumaczą, iż nie chodzi tu o wymuszenie na wszystkich okazywania szacunku dla tego stwora, tylko o to, iż jest to imię własne, jak Zeus, czy Jehowa. Mamy zatem: boga Zeusa, boga Jehowę, boga Enki, boga Wisznu i a jakże mamy też boga Boga.
Tylko doprawdy rozterka mną targa okrutna, bo jakże tu pisać teraz boga ojca? Ojciec to imię, czy jednak bóg? Zatem mamy boga Ojca, czy jednak ojca Boga? Jak ojca Tadeusza (wiadomo jakiego).

Inni z kolei wskazują, iż ta pisownia odnosi się do boga jedynego, monoteistycznego. To może go nazwać imieniem Jedyny? I będzie: bóg Jedyny. Tylko to kłóci się znacznie z rzeczywistością, co jednak tych bogów wielu zna. Dlaczego zatem stare słowo bóg próbuje się zaanektować dla potrzeb danej grupy? Niezbadana tajemnica wiary.

A propos... Jeśli to ma być imię własne, niczym Apollo, albo Maria to rozumiem tak jak się nadaje dziewczynce Maria, a nieraz i chłopcu (że tylko na wspaniałego Jana Marię Rokitę w swej małości wskażę) to nie będzie niczym niestosownym, gdy jak mi się jeszcze dziecię narodzi, albo choćby kiedyś wnuczę to ku radości niewymownej całego świata pacholę otrzyma dumne imiona:
Adolf Herakles Eligiusz Szczęsny Alfons Bóg?
Albo:
Stella Afrodyta Inez Kleofasa Ambrozja Bóg?

Biedni Niemcy. Jak oni będą teraz zaznaczać, że to ten Gott, a nie ten gott? Zgroza. A zresztą. Co mi tam. Dobrze im tak. To dziejowa sprawiedliwość. Za Marchię Brandenburską, rozbiory, II WŚ, Kartoffeln dwa polskie w Bild Zeitung, Merkozego i ... Cedynię.

I tym optymistycznym akcentem pożegnam Jego Błyskotliwość, Pana Konowała.

P.S.
Czy ktoś doceni moją wyszukaną galanterię, którą okazuję Panu Konowałowi ...


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
13-07-2012 08:04 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Biedni Niemcy.
Ja ich nie żałuję. Im i tak wszystko jedno, u nich zawsze jest Gott. Bez względu na to, czy to ten Gott, czy inny.
>Czy ktoś doceni moją wyszukaną galanterię, którą okazuję Panu Konowałowi ...
Zdecydowanie
13-07-2012 19:43 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
>>Biedni Niemcy.
>Ja ich nie żałuję. Im i tak wszystko jedno, u nich zawsze jest Gott. Bez względu na to, czy to ten Gott, czy inny.

Bo Ty zla kobieta jestes


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
13-07-2012 12:28 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>I tym optymistycznym akcentem pożegnam Jego Błyskotliwość, Pana Konowała.
>P.S.
>Czy ktoś doceni moją wyszukaną galanterię, którą okazuję Panu Konowałowi ...<

Ja doceniam i podziwiam, że potrafisz .

Toż Szanowny Konowal rycerz, rycerz "prawdziwy", "republikanin" do tego "org" (czyżby pokrewieństwo z trolami?) więc wie co jest dobre i konieczne dla naszej "rzeczy wspólnej", wie najlepiej i zbroi nie zdejmie.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
13-07-2012 19:40 
 Ocena 4 na 4
Ignorancja (4718 punktów)
>Ja doceniam i podziwiam, że potrafisz .

E tam, to byla tylko z mojej strony taka figura retoryczna (o tym docenieniu). Po prostu smiac mi sie chce widzac takie wpisy jak konowala.
A co do smiechu. W moim zyciu, tym realnym jest wiecej powodow do stresu,niz do relaksu, wiec bardzo mi odpowiada, gdy w wirtualu moge sie rozluznic dzieki takim jak konowal.

>Toż Szanowny Konowal rycerz, rycerz "prawdziwy", "republikanin" do tego "org" (czyżby pokrewieństwo z trolami?) więc wie co jest dobre i konieczne dla naszej "rzeczy wspólnej", wie najlepiej i zbroi nie zdejmie.

I chwalmy pana? (znak zapytania, by nie bylo,ze racjonalista bozie chwali najwyzszego, albo jakiegos mniej wyzszego )za to. On (np.konowal) tak ladnie sie podklada, bysmy my ze smiechu pokladac sie mogli ...



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
11-07-2012 20:31 
 Ocena 2 na 4
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>>Ateiści przynajmniej nie są skłonni zastępować myślenia wiarą.
>A czego tak sądzisz? Odrzucenie istnienia Boga/bogów nie znaczy że ateista nie jest człowiekiem wierzącym np. w UFO albo Yeti.

Bzdura

>
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie

> Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
> św. Augustyn

Następna
30-06-2012 20:25 
 Ocena 1 na 1
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Jeśli wolno wtrącić..

Zawsze wolno.

>Po dwakroć nie.
>1. Można być ateistą i jednocześnie zachowywać się (przez przypadkową zbieżność lub z wyboru) zgodnie z wymogami którejś z religii.

Ale nie są to wtedy obowiązki narzucone przez religię. A i owszem, ateiści w większości nie pójdą strzelać do przypadkowych ludzi, ale nie dlatego, że ktoś narzucił im "nie zabijaj" - a dlatego, że przez swoje własne rozumowanie do tego doszli.

>2. Osoby odrzucające nakazy jakiejś religii można nazwać odstępcami lub przechrztami (jeśli przyjmują zasady innej religii) - nie świadczy to koniecznie o ich ateizmie.

Odrzucenie nakazów religii nie jest warunkiem wystarczającym ateizmu, ale jest warunkiem koniecznym. Chyba, że ktoś nie wierzy w Boga, a mimo to słucha jego nakazów* - ale ciężko mi taką osobę racjonalnie uzasadnić.

*oczywiście w kontekście punktu pierwszego.

>Chyba nie. Ktoś nieobowiązkowy, niestały (choć prawdopodobnie szuja) nie musi być bezmyślny.

A w odwrotną stronę? Czy ktoś bezmyślny jest nieobowiązkowy? Skłaniam się ku "tak", choć to raczej moje zdanie.

>W pewnym sensie tak - łatwo nie jest. Jednak ateistom trochę może łatwiej, skoro nie zużywają rozsądku na próżne z bogami rozmowy.

Nadal łatwiej zagadać do Boga niż samemu coś zrobić.

>Chyba w ogóle bezmyślność jest łatwiejsza. Ateiści przynajmniej nie są skłonni zastępować myślenia wiarą.

Będąc bezmyślnym wierzącym nadal masz obowiązki wynikające z tej wiary. Musisz co niedzielę ruszyć tyłek do kościoła, odmówić paciorek, rzucić na tacę - aby uznać, że to w zasadzie bez sensu, musisz pomyśleć nad tym. Ateiści nie zastąpią myślenia wiarą, ale czym w takim razie mają zastąpić myślenie, jeśli jest się bezmyślnym?


I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
30-06-2012 22:32 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
[o ateistach]
>Ale nie są to wtedy obowiązki narzucone przez religię (..) a dlatego, że przez swoje własne rozumowanie do tego doszli (..)
>Odrzucenie nakazów religii nie jest warunkiem wystarczającym ateizmu, ale jest warunkiem koniecznym.
W kontekście pierwszego akapitu odrzucenie nakazów religii nie jest jakimkolwiek(!) warunkiem ateizmu, ponieważ do zasad mogą dochodzić "przez swoje własne rozumowanie", od religii niezależne.

> Chyba, że ktoś nie wierzy w Boga, a mimo to słucha jego nakazów* - ale ciężko mi taką osobę racjonalnie uzasadnić.
Chyba częściej się zdarza wiara w "Boga" i jego nakazy, a mimo to ich niesłuchanie czyli grzeszenie.

> Czy ktoś bezmyślny jest nieobowiązkowy?
Wpierw należałoby chyba spytać czy bezmyślność jest atrybutem podmiotu.
Zdaje się, że tylko o kimś, komu myślenie (przynajmniej potencjalnie) nieobce mówi się "ktoś".

>Nadal łatwiej zagadać do Boga niż samemu coś zrobić.
To tyczy tylko wierzących, bo ateista może zagadać co najwyżej z człowiekiem.

>Będąc bezmyślnym wierzącym..
Pomińmy tę wizję milczeniem.
Maciej Stachowski (255 punktów)
>W kontekście pierwszego akapitu odrzucenie nakazów religii nie jest jakimkolwiek(!) warunkiem ateizmu, ponieważ do zasad mogą dochodzić "przez swoje własne rozumowanie", od religii niezależne.

Tak. Ale nawet jeśli są to te same zasady (nakazy), nie można ich wtedy nazwać "narzuconymi przez religię". Chodzi o to, że ateista nie przyjmuje żadnego religijnego nakazu tylko dlatego, że jest mu narzucony przez religię - może zaś przyjąć go dlatego, że sam uważa go za rozsądny.

>Chyba częściej się zdarza wiara w "Boga" i jego nakazy, a mimo to ich niesłuchanie czyli grzeszenie.

A i owszem.

>Wpierw należałoby chyba spytać czy bezmyślność jest atrybutem podmiotu.
>Zdaje się, że tylko o kimś, komu myślenie (przynajmniej potencjalnie) nieobce mówi się "ktoś".

Ciężko przeżyć nie myśląc w ogóle Ale jeśli ktoś:
- nie ma narzuconych z góry zasad postępowania
- nie wyznacza przez proces myślowy swoich zasad postępowania
to taki człowiek nie ma żadnych zasad postępowania. Wtedy postępowanie bezmyślne prowadzi do chaosu - można praktycznie robić wszystko.

Co do tego, czy bezmyślność jest atrybutem osoby - pierwotnie to atrybut zachowań, ale osobę, która notorycznie postępuje bezmyślnie, można chyba bezmyślną nazwać.

>>Nadal łatwiej zagadać do Boga niż samemu coś zrobić.
>To tyczy tylko wierzących, bo ateista może zagadać co najwyżej z człowiekiem.

Oczywiście.

>>Będąc bezmyślnym wierzącym..
>Pomińmy tę wizję milczeniem.

Dlaczego? Toż to nie taka niespotykana wizja...


I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
01-07-2012 00:59 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>.. ateista nie przyjmuje żadnego religijnego nakazu tylko dlatego, że jest mu narzucony przez religię - może zaś przyjąć go dlatego, że sam uważa go za rozsądny.
Tak - normy religijne są ateistom zbędne.

>.. jeśli ktoś:
>- nie ma narzuconych z góry zasad postępowania
>- nie wyznacza przez proces myślowy swoich zasad postępowania
>to taki człowiek nie ma żadnych zasad postępowania.
Jeśli jednak człowiek dąży do znalezienia lub zbudowania zasad, to istotna wydaje się różnica między narzuceniem "z góry" a "wyznaczaniem".
Przy takim rozróżnieniu to akurat ateiści zajmowaliby się wyznaczaniem, a wierzący narzucaniem.

> Toż to nie taka niespotykana wizja...
A czy o wszystkim należy strzępić język?
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Tak - normy religijne są ateistom zbędne.

Prawda. Ewentualnie można je poczytywać jako anty-wzorce postępowania.

>Jeśli jednak człowiek dąży do znalezienia lub zbudowania zasad, to istotna wydaje się różnica między narzuceniem "z góry" a "wyznaczaniem".
>Przy takim rozróżnieniu to akurat ateiści zajmowaliby się wyznaczaniem, a wierzący narzucaniem.

Różnica jest, oczywiście. W kontekście zasad moralnych faktycznie ateiście ciężko jakieś narzucić - ateista powinien je sam sobie wyznaczać. Wierzący przyjmie narzucone treści - na tym zresztą religijność polega.

>A czy o wszystkim należy strzępić język?

Niby nie, ale z ich istnienia (bezmyślnych wierzących) trzeba sobie sprawę zdawać.


I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
29-06-2012 00:48 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

Cytat:
Bogusławski:
Masonizm i cyklistyzm jest kwestią świadomego wyboru, ale księdzem - Wielce Szanowny Panie - to zostaje się z boskiego powołania, a więc jak ksiądz do dupy, to i powołujący go także.

Pan Stachowski:
Jako "ateista - krzykacz" chyba również powinien Pan przyznać, że księdzem zostaje się wedle swojego świadomego wyboru. Poza tym nie na ten temat dyskusja - chodzi o to, że bezmyślne obsmarowywanie księży ma tyle samo sensu, co bezmyślne obsmarowywanie cyklistów. Jeśli mamy dowody - wtedy inna sprawa.

Bogusławski:
Łaskawy Panie, a do kogo Pan pije" Do mnie, do redaktora Agnosiewicza, do moderatorów, tu każdy odpowiada za siebie. Dobrze zanim zabierze się głos trochę poznać środowisko, a już na pewno - zanim zacznie się go pouczać.

>Dwie rzeczy:
>po pierwsze, główny temat tego wątku nie mówi o ludziach pokroju Pana czy red. Agnosiewicza.
Nie odnosiłem się do tematu wątku, tylko do Pańskiej konkretnej (wyżej zacytowanej) wypowiedzi.

>Prosiłbym więc nie przekręcać moich słów.
To już poważny zarzut i proszę go udowodnić. Mam zwyczaj przytaczać całe wypowiedzi, do których się odnoszę, właśnie po to aby nikt mi nie zarzucał manipulacji jego myślami. Wiec zwyczajnie na dokładkę Pan kłamie, choć to tak łatwo sprawdzić.

>Po drugie - chciałbym też zwrócić uwagę na słówko "bezmyślne". Ta wypowiedź (raczej) nie odnosi się do tutejszych forumowiczów.
Gdzie Pan wcześniej to zaznaczył, że opisuje Pan tylko swoich znajomych.

>>>>Tylko z tych bezmyślności, to najtrudniej być bezmyślnym ateistą.
>Tu się nie zgodzę. Bycie ateistą oznacza brak narzuconych przez religię obowiązków wyznaniowych i moralnych - bycie bezmyślnym zaś, że samemu nie stara się takich obowiązków sobie stawiać. Bycie rozsądnym ateistą jest w istocie trudne - bycie bezmyślnym ateistą jest z natury łatwe i niewymagające.
A gdzie Pan takie mądrości przeczytał, prawie żywcem przeniesione z fideistycznych portali. Głupoty Pan tu wypisuje. Prosiłem aby Pan łaskawie zechciał przeczytać o różnych formach odrzucenia istnienia nadnaturalnej rzeczywistości, a Pan dalej plecie bzdury. Wierzę (bo muszę), że Pan może mieć tak kretyńskich znajomych, ale jednostkowe przypadki niewiele mówią o prawidłowościach.

>>>>A jak wielu Pan takich spotkał, szczególnie tu na naszym forum? Ksiądz Panu powiedział, że tu są tacy, którzy wierzą, że Bóg nie istnieje i Pan jemu uwierzył? To niech Pan uwierzy, że to jeszcze jedna księża bzdura.
>>>>Tu większość stanowią racjonalni ateiści, którzy wiedzą dlaczego taki mit odrzucają.
>Skąd pogląd, że mam cokolwiek z księżmi wspólnego?
Stąd, że nie jestem zamkniętym ani na poglądy, ani na czytanie ich publikacji. Nie wiem, czy ma Pan cokolwiek wspólnego z księżmi, wiem że używa Pan ich języka i ich argumentacji.

>Jeśli ktoś nie szuka uzasadnienia nieistnienia Boga,
Zupełnie nie szukam takiego uzasadnienia. Dla mnie jest tak oczywiste, że dziwię się tylko jak można być średnio inteligentnym i średnio wykształconym i w takie głupoty wierzyć. a przecież dobrze wiemy, że bywają ludzie bardzo inteligentni i bardzo wykształceni, którzy w Boga wierzą.

>a nadal twierdzi, że Bóg nie istnieje - oznacza to, że jedynie w jego nieistnienie wierzy.
To Pański zupełnie nieuprawniony pogląd. Jak już wyżej napisałem:
Zgodnie z obowiązującą w logice regułą odpowiedzialności za głoszone poglądy ciężar dowodu spoczywa na osobie, która wygłasza daną tezę
Nie - proszę Szanownego Pana, ja tylko nie znam nawet najmniejszych przesłanek za jego istnieniem, a coś nie coś przeczytałem i posprawdzałem.

>Racjonaliści tak mają, że znacznie więcej czytają i myślą niż piszą.
>Wiąże Pan ateizm nierozerwalnie z wolnomyślicielstwem i racjonalizmem, co wcale według mnie takie oczywiste nie jest.
Proszę Szanownego Pana, przeciwko takiemu powiązaniu katoliccy intelektualiści całe batalie tu toczą. Z ateizmem łączą i faszyzm i komunizm i rewolucję francuską i Pol-Pota, tylko nie racjonalizm. Znamy to na naszym forum bardzo dobrze. Przetestowaliśmy na wszelkie możliwe sposoby. Prosiłem aby Pan trochę się z naszym forum zapoznał.

>Znów odwołuje się Pan do forumowiczów, a ja znów powtórzę - nie o nich ta rozmowa.
To po co Pan tu żale wylewa. Lepiej z proboszczem pogadać aby lepiej pilnował owczarni, bo mu się rozłazi.

>Mi chodzi właśnie o tych ludzi, którzy ateizm przyjmą "na wiarę" od starszego kolegi, czy pana w telewizji, i staną w miejscu.
A mnie o młodych inteligentnych ludzi otwartych na świat, którzy na naszym forum szukają intelektualnego wsparcia.

>>>>Znowu, gdyby Pan choć trochę zapoznał się z naszym forum, to wiedziałby Pan, że jestem jednym z największych tu przeciwników przyjmowania czegokolwiek na wiarę, ale po co? Pan wolał tu wpaść tylko po to aby nas pouczyć.
>Proponuję - na koniec - nie brać też wszystkiego tak do siebie.
I znowu Pan poucza, czy inaczej to Pan nie potrafi. Naprawdę uczenie się jest znacznie ciekawsze od pouczania innych.

Miłego dnia.

@@@
.
30-06-2012 21:09 
 Ocena-2 na 2
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Zgodnie z obowiązującą w logice regułą odpowiedzialności za głoszone poglądy ciężar dowodu spoczywa na osobie, która wygłasza daną tezę (łac. Ei incumbit probatio qui dicit, non qui negat). Często zdarza się, że dyskutanci próbują przerzucić onus probandi na swojego przeciwnika i w ten sposób uchylić się od konieczności udowodnienia postulowanych przekonań. Ten nieuczciwy chwyt erystyczny, a jednocześnie rodzaj niemerytorycznej argumentacji nazywamy argumentum ad ignorantiam.

Ależ nikt nie zdejmuje z wierzących obowiązku dowodu. Nikt nie mówi, że istnienie Boga jest faktem, ponieważ nie udowodniono inaczej. Próbuję jedynie powiedzieć, że istnienie Boga jest potencjalnie możliwe ponieważ nie udowodniono inaczej. Tak jak potencjalnie możliwe jest istnienie czajniczka w pasie meteorów za Marsem. Albo niewidzialnego jednorożca.

>Bardzo proszę o podanie tej definicji, w której "obserwacja jest dowodem" i dalej przedstawienia wywodu o wyższości "ścisłego" nad "empirycznym" dowodem.

pl.wikipedia.org/wiki/Dowodzenie_(logika)

"W naukach przyrodniczych mówi się często, że pewna obserwacja lub doświadczenie jest dowodem pewnej tezy, przez co należy rozumieć, że wyniki doświadczenia wespół z pewnym tokiem rozumowania uprawniają do przyjęcia prawdziwości tezy."

Dowód "ścisły" - czyli dowód formalny. Czyli taki, w którym sam tok rozumowania wystarcza, aby stanowić samodzielny dowód. Dowód "empiryczny" czyli taki, w którym szuka się potwierdzenia w eksperymentach. A eksperymenty mają to do siebie, że przeważnie nie są wyczerpujące.

Wyższość? Jest taki stary kawał o fizyku, któremu kazano udowodnić, że wszystkie liczby nieparzyste są pierwsze. "Dla 3 - zgadza się, 5 - zgadza się, 7 - wszystko w porządku, 9 - coś jest nie tak, ale sprawdźmy dalej ... 11 - zgadza się, 13 - zgadza się. Więc twierdzenie jest prawdziwe, a 9 to błąd pomiaru"

>Ja jeszcze nie spotkałem się z określeniem "ścisłego" dowodu, tak jak i "czystego ateisty", czy "ideologicznego antyklerykalizmu". Nowomowa - puste słowa.

No to słowniczek pojęć:
"dowód ścisły" - patrz: dowód formalny.
"czysty ateista" - ateista, który nie dopuszcza możliwości istnienia Boga lub innych bóstw.
"ideologiczny antyklerykalizm" (notabene nie moje pojęcie) - rozumiem jako selekcję poglądów tak, aby odpowiadały interesowi antyklerykalistów. Mogę się mylić.

>Tu bardzo się różnimy, ja w ogóle nie gardzę ludźmi. Natomiast pogardzam pewnymi poglądami. Takimi jak np. nazizm, rasizm, nacjonalizm, homofobia, ale najbardziej pogardzam głupotą (nie mylić z naturalną u wszystkich ludzi niewiedzą. Wiara - szczególnie ta głęboka, fundamentalna - w przeróżne bzdury prowadzi do najgorszych podłości do jakich zdolny jest człowiek.

Jak przypomina Wolter w mojej sygnaturce, każdy powinien mieć prawo do wyrażania dowolnych poglądów. Bo same poglądy nie czynią zła - zło powstaje dopiero, gdy w imię tych poglądów podejmuje się działania.

>To jest poważny portal i wypada tu wiedzieć co oznacza wzięcie jakiegoś tekstu w cudzysłów. Ja takiego zdania nie wyraziłem, więc nie do mnie z pretensjami. U kogoś innego też nie zauważyłem, a manipulowanie tekstem w cudzysłowie jest czynnością dyskwalifikującą każdego interlokutora.

Miałem nie odnosić się w poście do wycieczek osobistych, ale to wymaga sprostowania. Cudzysłów pełni w języku polskim wiele funkcji, nie tylko cytatu - może również wprowadzać parafrazę, ironię, itd. Poza tym, jeśli Pan nie zauważył, dokładne cytaty swoich rozmówców staram się przedstawiać kolorem zielonym.

>To już poważny zarzut i proszę go udowodnić. Mam zwyczaj przytaczać całe wypowiedzi, do których się odnoszę, właśnie po to aby nikt mi nie zarzucał manipulacji jego myślami. Wiec zwyczajnie na dokładkę Pan kłamie, choć to tak łatwo sprawdzić.

Zasada działania forum jest taka, że jeśli odpowiadamy w danym wątku, to dyskusja toczy się na temat w nim poruszony. Jeśli na wątek, w którym tematem jest artykuł pana Terlikowskiego, odpowiem słowem "idiota" - oznacza to, że za idiotę w domyśle uznaję pana Terlikowskiego, a nie redaktora Agnosiewicza, Pana, czy Józefa Stalina.

>Wierzę (bo muszę), że Pan może mieć tak kretyńskich znajomych, ale jednostkowe przypadki niewiele mówią o prawidłowościach.

Kiedy o tych jednostkowych przypadkach mowa.

>>>>>a nadal twierdzi, że Bóg nie istnieje - oznacza to, że jedynie w jego nieistnienie wierzy.
>To Pański zupełnie nieuprawniony pogląd. Jak już wyżej napisałem:
>Zgodnie z obowiązującą w logice regułą odpowiedzialności za głoszone poglądy ciężar dowodu spoczywa na osobie, która wygłasza daną tezę

Co nie zmienia faktu, że "nieistnienie Boga" pozostaje nieudowodnione. A czym jest wiara, jak nie uznawaniem za fakty nieudowodnionych poglądów, zwłaszcza jeśli uznajemy, że ten dowód nie jest do niczego potrzebny?

>Proszę Szanownego Pana, przeciwko takiemu powiązaniu katoliccy intelektualiści całe batalie tu toczą. Z ateizmem łączą i faszyzm i komunizm i rewolucję francuską i Pol-Pota, tylko nie racjonalizm. Znamy to na naszym forum bardzo dobrze. Przetestowaliśmy na wszelkie możliwe sposoby. Prosiłem aby Pan trochę się z naszym forum zapoznał.

Ani faszyzm, ani komunizm, ani racjonalizm nie są warunkami koniecznymi ateizmu. Niedopuszczalność istnienia Boga również nie jest warunkiem koniecznym bycia racjonalistą - co więcej, ja poczytuję takie postępowanie (niedopuszczanie istnienia czegokolwiek bez dowodu na niemożliwość istnienia tegoż) za irracjonalne.

Wycieczki osobiste wyciąłem.

Również miłego dnia.
M.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
30-06-2012 21:23 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>Ależ nikt nie zdejmuje z wierzących obowiązku dowodu. Nikt nie mówi, że istnienie Boga jest faktem, ponieważ nie udowodniono inaczej. Próbuję jedynie powiedzieć, że istnienie Boga jest potencjalnie możliwe ponieważ nie udowodniono inaczej. Tak jak potencjalnie możliwe jest istnienie czajniczka w pasie meteorów za Marsem. Albo niewidzialnego jednorożca.
Przypomnę tylko, że logicznie nie jest możliwe dowiedzenie nieistnienia.

>>To Pański zupełnie nieuprawniony pogląd. Jak już wyżej napisałem:
>>Zgodnie z obowiązującą w logice regułą odpowiedzialności za głoszone poglądy ciężar dowodu spoczywa na osobie, która wygłasza daną tezę
>Co nie zmienia faktu, że "nieistnienie Boga" pozostaje nieudowodnione. A czym jest wiara, jak nie uznawaniem za fakty nieudowodnionych poglądów, zwłaszcza jeśli uznajemy, że ten dowód nie jest do niczego potrzebny?
Znowu - taki dowód jest niemożliwy do przeprowadzenia.
Dlatego, podobnie jak z czajniczkiem, czekamy na dowód pozytywny aby wziąć pod uwagę taką opcję.

Sugerujesz, że dowód nieistnienia jest możliwy albo potrzebny?
Udowodnisz nieistnienie wielkiego pająka stworzyciela ludzkości? Nie? A zatem traktujesz taką hipotezę jako możliwą i dajesz jej prawa hipotezy? Ja nie. Żadne twierdzenia nie poparte dowodami lub wnioskowaniem z obserwacji nie stanowią hipotezy, nie warto ich brać pod uwagę.
30-06-2012 21:45 
 Ocena 1 na 1
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Przypomnę tylko, że logicznie nie jest możliwe dowiedzenie nieistnienia.

Nie w każdym wypadku. Mogę dowieść, że w moim pokoju nie istnieje dziesięciometrowe drzewo - mój sufit jest cały, a pokój ma trzy metry wysokości.

>>Co nie zmienia faktu, że "nieistnienie Boga" pozostaje nieudowodnione. A czym jest wiara, jak nie uznawaniem za fakty nieudowodnionych poglądów, zwłaszcza jeśli uznajemy, że ten dowód nie jest do niczego potrzebny?
>Znowu - taki dowód jest niemożliwy do przeprowadzenia.

Jeszcze. Nie oznacza to, że nigdy nie będzie możliwy, w miarę poszerzania się wiedzy i zwiększania ilości faktów naukowych.

>Dlatego, podobnie jak z czajniczkiem, czekamy na dowód pozytywny aby wziąć pod uwagę taką opcję.

Jeśli otrzymam dowód pozytywny, to nie tylko będę musiał tą opcję "wziąć pod uwagę" - będę ją wręcz musiał uznać za fakt.

>Sugerujesz, że dowód nieistnienia jest możliwy albo potrzebny?
>Udowodnisz nieistnienie wielkiego pająka stworzyciela ludzkości? Nie? A zatem traktujesz taką hipotezę jako możliwą i dajesz jej prawa hipotezy? Ja nie. Żadne twierdzenia nie poparte dowodami lub wnioskowaniem z obserwacji nie stanowią hipotezy, nie warto ich brać pod uwagę.

Hipoteza to jedynie osąd i nie trzeba jej nawet niczym popierać. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wiemy, jak powstał wszechświat - a więc wielki pająk stworzyciel jest jedynie znacznie mniej prawdopodobną hipotezą, niż powstanie samoistne.

Przypadek Boga jest o tyle od pająka trudniejszy, że mamy obserwacje zawarte w Biblii - a więc trzeba udowodnić ich fałszywość. I nawet wtedy Bóg pozostałby hipotezą - tyle, że nie popartą obserwacją.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
30-06-2012 22:57 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>>Przypomnę tylko, że logicznie nie jest możliwe dowiedzenie nieistnienia.
>Nie w każdym wypadku. Mogę dowieść, że w moim pokoju nie istnieje dziesięciometrowe drzewo - mój sufit jest cały, a pokój ma trzy metry wysokości.
Z tak dokładnymi określeniami owszem, ale nie możesz dowieść nieistnienia w jakimś pokoju jakiegoś drzewa.
A co więcej, nie możesz dowieść nieistnienia w ogóle jakiegoś pokoju lub jakiegoś drzewa. Pojęcie boga jest tak rozmyte, że nie ma praktycznie żadnego jednoznacznego dla wszystkich określenia jego natury.
>>>Co nie zmienia faktu, że "nieistnienie Boga" pozostaje nieudowodnione. A czym jest wiara, jak nie uznawaniem za fakty nieudowodnionych poglądów, zwłaszcza jeśli uznajemy, że ten dowód nie jest do niczego potrzebny?
>>Znowu - taki dowód jest niemożliwy do przeprowadzenia.
>Jeszcze. Nie oznacza to, że nigdy nie będzie możliwy, w miarę poszerzania się wiedzy i zwiększania ilości faktów naukowych.
Nie - dowód na nieistnienie gdzieś jakiegoś boga jest niemożliwy z czysto logicznego i metodycznego powodu, nie wynika z naszej niedoskonałości. po prostu dowodzenie nie działa w sposób negatywny, a wyłącznie pozytywny.
Nawet badając konkretną np. tkankę nie mówimy, że nie ma w niej obiektu X, a wyłącznie że obiektu X nie stwierdzamy. Jeśli wszystkie dane to sugerują, uważamy że jej tam nie ma. Ale nie jest to i nie może być nigdy dowiedzione negatywnie.

To, co proponujesz jest sprzeczne z metodyką badań.

>>Dlatego, podobnie jak z czajniczkiem, czekamy na dowód pozytywny aby wziąć pod uwagę taką opcję.
>Jeśli otrzymam dowód pozytywny, to nie tylko będę musiał tą opcję "wziąć pod uwagę" - będę ją wręcz musiał uznać za fakt.
Nie, pojedynczy dowód pozytywny to za mało, to wystarczy wyłącznie do przyjęcia hipotezy. Dopiero wielokrotne dowody pozytywne i spójne ich wyjaśnienie dają nam to, co jest najbliższe prawdzie, czyli teorię.

>>Sugerujesz, że dowód nieistnienia jest możliwy albo potrzebny?
>>Udowodnisz nieistnienie wielkiego pająka stworzyciela ludzkości? Nie? A zatem traktujesz taką hipotezę jako możliwą i dajesz jej prawa hipotezy? Ja nie. Żadne twierdzenia nie poparte dowodami lub wnioskowaniem z obserwacji nie stanowią hipotezy, nie warto ich brać pod uwagę.
>Hipoteza to jedynie osąd i nie trzeba jej nawet niczym popierać. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wiemy, jak powstał wszechświat - a więc wielki pająk stworzyciel jest jedynie znacznie mniej prawdopodobną hipotezą, niż powstanie samoistne.
Mówisz o hipotezie naukowej?
Hipoteza to osąd, ale z dodatkiem niezmiernie ważnym: osąd, który podlega weryfikacji. Jeśli brakuje weryfikacji to nie jest to hipoteza, a gdybanie.

Zdanie o pająku nie jest więc hipotezą.

Dużym problemem w rozmowie o nauce jest nierozumienie znaczenia słów hipoteza i teoria...

>Przypadek Boga jest o tyle od pająka trudniejszy, że mamy obserwacje zawarte w Biblii - a więc trzeba udowodnić ich fałszywość. I nawet wtedy Bóg pozostałby hipotezą - tyle, że nie popartą obserwacją.
Hipoteza nie poparta weryfikacją jest odrzucana.
A w Biblii nie ma ani jednej obserwacji - tak samo jak w Tristanie i izoldzie - to dzieło literackie, nic więcej. Nie spełnia nawet kryteriów kroniki, bowiem występują katastrofalne błędy w danych historycznych. I dlaczego akurat Biblia? Dlaczeni nie mitologia grecka albo hinduskie Rygwedy? Albo dzieje Thora? Albo Ozyrysa? Na jakiej podstawie wybierasz jedną z tych wykluczających się nawzajem mitologii?
01-07-2012 03:38 
 0 na 2
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Z tak dokładnymi określeniami owszem, ale nie możesz dowieść nieistnienia w jakimś pokoju jakiegoś drzewa.

Nie, mogę wręcz dowieść jego istnienia - moja mama hoduje bonsai Aby udowodnić niemożliwość istnienia czegoś, należałoby wykazać, że istnienie tego prowadzi do sprzeczności (taki dowód nie wprost).

Jedną z cech definiujących "dziesięciometrowe drzewo" jest fakt, że jego wysokość wynosi 10 metrów. Jednymi z cech definiujących "pokój o 3m wysokości i nienaruszonym suficie" są fakty, że jego wysokość wynosi 3 metry i jego sufit jest nienaruszony.

Jeśli założymy, że takie drzewo stoi w takim pokoju - nie musimy nawet oznaczać konkretnego pokoju, czy drzewa - otrzymujemy sprzeczność. Przyjęcie dwóch z tych warunków wyklucza trzeci.

>A co więcej, nie możesz dowieść nieistnienia w ogóle jakiegoś pokoju lub jakiegoś drzewa. Pojęcie boga jest tak rozmyte, że nie ma praktycznie żadnego jednoznacznego dla wszystkich określenia jego natury.

A i owszem. Ale jeśli tego boga ukonkretyzujemy, i nadamy mu jakieś cechy? Można na przykład dowieść nieistnienia boga jednocześnie zawsze sprawiedliwego i zawsze miłosiernego. Można dowieść nieistnienia boga omnipotentnego (paradoks omnipotencji).

>>>>Co nie zmienia faktu, że "nieistnienie Boga" pozostaje nieudowodnione. A czym jest wiara, jak nie uznawaniem za fakty nieudowodnionych poglądów, zwłaszcza jeśli uznajemy, że ten dowód nie jest do niczego potrzebny?
>>>Znowu - taki dowód jest niemożliwy do przeprowadzenia.
>>Jeszcze. Nie oznacza to, że nigdy nie będzie możliwy, w miarę poszerzania się wiedzy i zwiększania ilości faktów naukowych.
>Nie - dowód na nieistnienie gdzieś jakiegoś boga jest niemożliwy z czysto logicznego i metodycznego powodu, nie wynika z naszej niedoskonałości.

A co, jeśli kiedyś będziemy w stanie przewidzieć zachowanie każdego możliwego układu? Co, jeśli znajdziemy Wielką Teorię Wszystkiego?

Wtedy udowodnimy nie tylko nieistnienie Boga, ale i nieistnienie wolnej woli. Że cały wszechświat jest mechanizmem, który działa według ściśle określonych praw.

Załóżmy, że tak jest. Wtedy dowolne bóstwo musiałoby działać również według tych praw. W definicji bóstwa zawiera się "działanie w sposób nadprzyrodzony", co jest sprzeczne z poprzednim zdaniem. Ergo - Bóg nie istnieje.

>po prostu dowodzenie nie działa w sposób negatywny, a wyłącznie pozytywny.

A to Ci dopiero. Czyli nie można np. udowodnić, że równanie kwadratowe o delcie mniejszej od zera nie ma rozwiązań w zbiorze liczb rzeczywistych?

>Nawet badając konkretną np. tkankę nie mówimy, że nie ma w niej obiektu X, a wyłącznie że obiektu X nie stwierdzamy. Jeśli wszystkie dane to sugerują, uważamy że jej tam nie ma. Ale nie jest to i nie może być nigdy dowiedzione negatywnie.
>To, co proponujesz jest sprzeczne z metodyką badań.

Przeczy metodyce badań, ale nie przeczy metodyce dowodzenia. Aby udowodnić nieistnienie obiektu X w obszarze Y, nie należy sprawdzać, czy on tam jest - należy udowodnić, że nie ma się on tam prawa znaleźć.

>>>Dlatego, podobnie jak z czajniczkiem, czekamy na dowód pozytywny aby wziąć pod uwagę taką opcję.
>>Jeśli otrzymam dowód pozytywny, to nie tylko będę musiał tą opcję "wziąć pod uwagę" - będę ją wręcz musiał uznać za fakt.
>Nie, pojedynczy dowód pozytywny to za mało, to wystarczy wyłącznie do przyjęcia hipotezy. Dopiero wielokrotne dowody pozytywne i spójne ich wyjaśnienie dają nam to, co jest najbliższe prawdzie, czyli teorię.

Dowiedzenie zdania kwantyfikowanego szczegółowo (istnieje X takie, że Y) wymaga znalezienia choćby jednego X, które spełnia Y - i to kończy dowód. Aby dowieść, że czajniczek w kosmosie może istnieć, wystarczy znaleźć jeden czajniczek w całym kosmosie.

>Mówisz o hipotezie naukowej?
>Hipoteza to osąd, ale z dodatkiem niezmiernie ważnym: osąd, który podlega weryfikacji. Jeśli brakuje weryfikacji to nie jest to hipoteza, a gdybanie.
>Zdanie o pająku nie jest więc hipotezą.
>Dużym problemem w rozmowie o nauce jest nierozumienie znaczenia słów hipoteza i teoria...

U Kotarbińskiego "...takie przypuszczenie dotyczące zachodzenia pewnych zjawisk lub zależności, które pozwala wyjaśnić jakiś niewytłumaczalny dotąd problem"

Jest różnica między hipotezą (conjecture) a hipotezą naukową (hypothesis). W drugim wypadku musi ona być weryfikowalna poprzez eksperyment - w pierwszym nie (np. w przypadku hipotez matematycznych). Zdanie o pająku jest więc hipotezą w rozumieniu Kotarbińskiego, i hipotezą w pierwszym znaczeniu, aktualnie nie jest hipotezą naukową, ale potencjalnie może nią być, jeśli wynajdziemy eksperyment, który będzie je w stanie zweryfikować.

>Hipoteza nie poparta weryfikacją jest odrzucana.

Teoria nie poparta weryfikacją jest odrzucana. Hipoteza naukowa, której udowodni się niemożliwość udowodnienia eksperymentem, jest odrzucana. Nadal jednak pozostaje poprawną hipotezą, dopóki nie udowodni się jej błędności.

>A w Biblii nie ma ani jednej obserwacji - tak samo jak w Tristanie i izoldzie - to dzieło literackie, nic więcej. Nie spełnia nawet kryteriów kroniki, bowiem występują katastrofalne błędy w danych historycznych.

To może inaczej - Biblia zawiera obserwacje. Czy faktycznie obserwowane zjawiska miały miejsce? To już zadanie historyków.

> I dlaczego akurat Biblia? Dlaczeni nie mitologia grecka albo hinduskie Rygwedy? Albo dzieje Thora? Albo Ozyrysa? Na jakiej podstawie wybierasz jedną z tych wykluczających się nawzajem mitologii?

Na podstawie "pierwsza, która mi przyszła do głowy" - każdy z tych przykładów jest tak samo (nie)dobry

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
01-07-2012 08:49 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>>Z tak dokładnymi określeniami owszem, ale nie możesz dowieść nieistnienia w jakimś pokoju jakiegoś drzewa.
>Nie, mogę wręcz dowieść jego istnienia - moja mama hoduje bonsai Aby udowodnić niemożliwość istnienia czegoś, należałoby wykazać, że istnienie tego prowadzi do sprzeczności (taki dowód nie wprost).
Owszem, ale taki dowód nigdy nie będzie "na wieki" bowiem opiera się na aktualnych założeniach, czyli "w oparciu o dzisiejszy stan wiedzy i o prawa fizyczne jakie znamy, o założenia teorii naukowych dziś obowiązujących stwierdzamy że... jest niemożliwe". Kiedyś argumentowano tak że Ziemia musi być płaska (bo byśmy pospadali) a nie tak dawno, że maszyna zrobiona z ciężkiej stali nie będzie latać (bo jest cięższa od powietrza).
Jak widać nie potrzeba było dużo aby założenia się zmieniły i stwierdzenia o niemożliwości padły.

>Jedną z cech definiujących "dziesięciometrowe drzewo" jest fakt, że jego wysokość wynosi 10 metrów. Jednymi z cech definiujących "pokój o 3m wysokości i nienaruszonym suficie" są fakty, że jego wysokość wynosi 3 metry i jego sufit jest nienaruszony.
>Jeśli założymy, że takie drzewo stoi w takim pokoju - nie musimy nawet oznaczać konkretnego pokoju, czy drzewa - otrzymujemy sprzeczność. Przyjęcie dwóch z tych warunków wyklucza trzeci.
Tak, ale czy w przypadku istnienia boga podasz takie warunki?

>>A co więcej, nie możesz dowieść nieistnienia w ogóle jakiegoś pokoju lub jakiegoś drzewa. Pojęcie boga jest tak rozmyte, że nie ma praktycznie żadnego jednoznacznego dla wszystkich określenia jego natury.
>A i owszem. Ale jeśli tego boga ukonkretyzujemy, i nadamy mu jakieś cechy? Można na przykład dowieść nieistnienia boga jednocześnie zawsze sprawiedliwego i zawsze miłosiernego. Można dowieść nieistnienia boga omnipotentnego (paradoks omnipotencji).
To przerabialiśmy tu milion razy - zaraz pojawi się odpowiedź, że nikt nie mówi, że bóg musi mieć te cechy. Że taki może nie istnieć, ale inny tak. Dowodzenie staje się bezcelowe, bo nikogo nie przekona, kto już nie jest przekonany.

>>Nie - dowód na nieistnienie gdzieś jakiegoś boga jest niemożliwy z czysto logicznego i metodycznego powodu, nie wynika z naszej niedoskonałości.
>A co, jeśli kiedyś będziemy w stanie przewidzieć zachowanie każdego możliwego układu? Co, jeśli znajdziemy Wielką Teorię Wszystkiego?
Jeśli, to zmienimy naszą metodykę naukową. Ale póki co - niemożliwe.

>>po prostu dowodzenie nie działa w sposób negatywny, a wyłącznie pozytywny.
>A to Ci dopiero. Czyli nie można np. udowodnić, że równanie kwadratowe o delcie mniejszej od zera nie ma rozwiązań w zbiorze liczb rzeczywistych?
To matematyka czyli nauki nazwijmy to memetyczne, a nie przyrodnicze. Bóg nie jest całką ani różniczką, byłby - gdyby był - obiektem realnie istniejącym, czyli podlega naukom przyrodniczym, w tym fizycznym, chemicznym, biologicznym.

>>Nawet badając konkretną np. tkankę nie mówimy, że nie ma w niej obiektu X, a wyłącznie że obiektu X nie stwierdzamy. Jeśli wszystkie dane to sugerują, uważamy że jej tam nie ma. Ale nie jest to i nie może być nigdy dowiedzione negatywnie.
>>To, co proponujesz jest sprzeczne z metodyką badań.
>Przeczy metodyce badań, ale nie przeczy metodyce dowodzenia. Aby udowodnić nieistnienie obiektu X w obszarze Y, nie należy sprawdzać, czy on tam jest - należy udowodnić, że nie ma się on tam prawa znaleźć.
W naukach przyrodniczych nie ma takiego dowodzenia.

>>Nie, pojedynczy dowód pozytywny to za mało, to wystarczy wyłącznie do przyjęcia hipotezy. Dopiero wielokrotne dowody pozytywne i spójne ich wyjaśnienie dają nam to, co jest najbliższe prawdzie, czyli teorię.
>Dowiedzenie zdania kwantyfikowanego szczegółowo (istnieje X takie, że Y) wymaga znalezienia choćby jednego X, które spełnia Y - i to kończy dowód. Aby dowieść, że czajniczek w kosmosie może istnieć, wystarczy znaleźć jeden czajniczek w całym kosmosie.
Cały czas obracasz się w naukach matematycznych, logicznych.
W przyrodniczych pojedynczy czajniczek będzie bardzo podejrzany. Jeśli istnieje jeden, to trzeba będzie go wielokrotnie odnajdywać, aby przekonać się co do poprawności dowodu. A co jeśli ktoś nas okłamał? Wprowadził w błąd? Pojedynczy dowód jest ignorowany, póki nie pojawi się setka innych, spójnych z nim.

>U Kotarbińskiego "...takie przypuszczenie dotyczące zachodzenia pewnych zjawisk lub zależności, które pozwala wyjaśnić jakiś niewytłumaczalny dotąd problem"
>Jest różnica między hipotezą (conjecture) a hipotezą naukową (hypothesis). W drugim wypadku musi ona być weryfikowalna poprzez eksperyment - w pierwszym nie (np. w przypadku hipotez matematycznych). Zdanie o pająku jest więc hipotezą w rozumieniu Kotarbińskiego, i hipotezą w pierwszym znaczeniu, aktualnie nie jest hipotezą naukową, ale potencjalnie może nią być, jeśli wynajdziemy eksperyment, który będzie je w stanie zweryfikować.
Pająk nie jest hipotezą nawet wg Kotarbińskiego - bowiem nie wyjaśnia żadnego istniejącego problemu.

>>Hipoteza nie poparta weryfikacją jest odrzucana.
>Teoria nie poparta weryfikacją jest odrzucana. Hipoteza naukowa, której udowodni się niemożliwość udowodnienia eksperymentem, jest odrzucana. Nadal jednak pozostaje poprawną hipotezą, dopóki nie udowodni się jej błędności.
Teoria nie poparta weryfikacją nie zaistnieje.

>>A w Biblii nie ma ani jednej obserwacji - tak samo jak w Tristanie i izoldzie - to dzieło literackie, nic więcej. Nie spełnia nawet kryteriów kroniki, bowiem występują katastrofalne błędy w danych historycznych.
>To może inaczej - Biblia zawiera obserwacje. Czy faktycznie obserwowane zjawiska miały miejsce? To już zadanie historyków.
Obserwacje chyba z definicji miały miejsce, w innym przypadku określa się takie zapiski jako fikcja np. literacka. Albo oszustwo - jak kto woli.
04-07-2012 03:21 
 Ocena 1 na 1
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Owszem, ale taki dowód nigdy nie będzie "na wieki" bowiem opiera się na aktualnych założeniach, czyli "w oparciu o dzisiejszy stan wiedzy i o prawa fizyczne jakie znamy, o założenia teorii naukowych dziś obowiązujących stwierdzamy że... jest niemożliwe". Kiedyś argumentowano tak że Ziemia musi być płaska (bo byśmy pospadali) a nie tak dawno, że maszyna zrobiona z ciężkiej stali nie będzie latać (bo jest cięższa od powietrza).
>Jak widać nie potrzeba było dużo aby założenia się zmieniły i stwierdzenia o niemożliwości padły.

A właśnie - czy to oznaczało, że przed Kopernikiem Słońce obracało się wokół Ziemi? Jeśli twierdzenie o niemożliwości istnienia czegoś może paść, należy dopuścić możliwość istnienia tegoż. Podkreślam: przyjąć możliwość, nie uznać za prawdę.
Poza tym, nie zgodzę się z Tobą w twierdzeniu, że dowód nie może być "na wieki". Niezależnie od wiedzy o świecie, nadal pozostają nam dowody logiczne, oparte na wykazaniu sprzeczności w samej definicji słowa.

Można udowodnić na przykład, niezależnie od stanu wiedzy naukowej, że bóstwo nie może działać nadnaturalnie. Jeśli bóstwo działa nadnaturalnie, oznacza to, że prawa natury dopuszczają możliwość takiego działania, a więc nie jest to działanie nadnaturalne. W skrajnym przypadku, jeśli we Wszechświecie istniałaby istota omnipotentna, oznaczałoby to, że wszystko jest możliwe do zrobienia - a więc nie byłoby żadnych czynności nadnaturalnych.

Niezależnie od tego, ile wiemy o fizyce, przyrodzie, biologii - to rozumowanie zawsze będzie tak samo poprawne.

>Tak, ale czy w przypadku istnienia boga podasz takie warunki?

Nie może istnieć pojęcie niezdefiniowane choćby przez jedną cechę. Definicja Boga, czy bóstwa, jest definicją w pewnym sensie intuicyjną - taki Mojżesz nie jest bóstwem, za to Zeus jest. Nikomu się jeszcze po prostu nie udało uchwycić, co takiego dokładnie odróżnia Mojżesza od Zeusa, że nazywa jednego bóstwem, a drugiego nie.

>To przerabialiśmy tu milion razy - zaraz pojawi się odpowiedź, że nikt nie mówi, że bóg musi mieć te cechy. Że taki może nie istnieć, ale inny tak. Dowodzenie staje się bezcelowe, bo nikogo nie przekona, kto już nie jest przekonany.

Znów - bóg jest pojęciem definiowanym dość intuicyjnie, ale są jednak jakieś cechy, które pozwalają nam nazwać Boga bogiem, a człowieka wcale nie. Tylko nie potrafimy tego sformalizować - jeszcze.

>>A co, jeśli kiedyś będziemy w stanie przewidzieć zachowanie każdego możliwego układu? Co, jeśli znajdziemy Wielką Teorię Wszystkiego?
>Jeśli, to zmienimy naszą metodykę naukową. Ale póki co - niemożliwe.

Ale to oznacza, że istnienie Boga (i zresztą każdego bóstwa) jest potencjalne możliwe do udowodnienia lub obalenia pod warunkiem istnienia WTW.

>To matematyka czyli nauki nazwijmy to memetyczne, a nie przyrodnicze. Bóg nie jest całką ani różniczką, byłby - gdyby był - obiektem realnie istniejącym, czyli podlega naukom przyrodniczym, w tym fizycznym, chemicznym, biologicznym.

Ale podlega też prawom logiki. Jesteś w stanie udowodnić nieistnienie czegoś, co jest logicznie sprzeczne.

>>Przeczy metodyce badań, ale nie przeczy metodyce dowodzenia. Aby udowodnić nieistnienie obiektu X w obszarze Y, nie należy sprawdzać, czy on tam jest - należy udowodnić, że nie ma się on tam prawa znaleźć.
>W naukach przyrodniczych nie ma takiego dowodzenia.

Ależ jest! Nie musisz przeczesywać wszystkich oceanów, aby stwierdzić, że nie żyje tam istota oddychająca płucami.

>Cały czas obracasz się w naukach matematycznych, logicznych.

Bo to jednak podstawa.

>W przyrodniczych pojedynczy czajniczek będzie bardzo podejrzany. Jeśli istnieje jeden, to trzeba będzie go wielokrotnie odnajdywać, aby przekonać się co do poprawności dowodu. A co jeśli ktoś nas okłamał? Wprowadził w błąd? Pojedynczy dowód jest ignorowany, póki nie pojawi się setka innych, spójnych z nim.

Trąci to dość rozmytą logiką. Czyli czajniczek znaleziony raz nie stanowi dowodu, a jeśli zaobserwuje go niezależnie setka naukowców, to już tak. A jeśli kilkudziesięciu? Gdzie jest granica uznania czegoś za dowód?


I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
05-07-2012 21:43 
 Ocena 9 na 9
Ania... (14138 punktów)
>A właśnie - czy to oznaczało, że przed Kopernikiem Słońce obracało się wokół Ziemi? Jeśli twierdzenie o niemożliwości istnienia czegoś może paść, należy dopuścić możliwość istnienia tegoż. Podkreślam: przyjąć możliwość, nie uznać za prawdę.
Upierasz się, a ja to dość jednoznacznie wyjaśniłam.
Nie będę powtarzać po raz tysięczny.

>Poza tym, nie zgodzę się z Tobą w twierdzeniu, że dowód nie może być "na wieki". Niezależnie od wiedzy o świecie, nadal pozostają nam dowody logiczne, oparte na wykazaniu sprzeczności w samej definicji słowa.
>Można udowodnić na przykład, niezależnie od stanu wiedzy naukowej, że bóstwo nie może działać nadnaturalnie. Jeśli bóstwo działa nadnaturalnie, oznacza to, że prawa natury dopuszczają możliwość takiego działania, a więc nie jest to działanie nadnaturalne. W skrajnym przypadku, jeśli we Wszechświecie istniałaby istota omnipotentna, oznaczałoby to, że wszystko jest możliwe do zrobienia - a więc nie byłoby żadnych czynności nadnaturalnych.
Nie można wykazać, bo wymagało by to najpierw wykazania i zbadania natury boga, określenia jej przynależności (lub odrębności) do tego, co określamy jako naturalne, a potem dopiero wyciągania wniosków.
>Niezależnie od tego, ile wiemy o fizyce, przyrodzie, biologii - to rozumowanie zawsze będzie tak samo poprawne.
W moim światopoglądzie rozumowanie nie dotyczące zweryfikowanych danych jest pustym gdybaniem. Tak, wiem, filozofia. Nadal - puste gdybanie. Dopiero połączenie filozofii nauki i nauki daje nam potężną broń badawczą, ale i logiczną.

>>Tak, ale czy w przypadku istnienia boga podasz takie warunki?
>Nie może istnieć pojęcie niezdefiniowane choćby przez jedną cechę. Definicja Boga, czy bóstwa, jest definicją w pewnym sensie intuicyjną - taki Mojżesz nie jest bóstwem, za to Zeus jest. Nikomu się jeszcze po prostu nie udało uchwycić, co takiego dokładnie odróżnia Mojżesza od Zeusa, że nazywa jednego bóstwem, a drugiego nie.
I nie uda się, dopóki nie wykryjemy choć jednej istoty boskiej. Jako że bogowie są tworami fantazji ludzkiej i powstawali konwergentnie, nie dziw się, że ich cechy są niespójne. Tak samo jak cechy dżina - raz dobrego duszka, a raz koszmarnego demona, w zależności od kultury. Albo karzełka. Albo dowolnej wręcz mitycznej istoty.

>>To przerabialiśmy tu milion razy - zaraz pojawi się odpowiedź, że nikt nie mówi, że bóg musi mieć te cechy. Że taki może nie istnieć, ale inny tak. Dowodzenie staje się bezcelowe, bo nikogo nie przekona, kto już nie jest przekonany.
>Znów - bóg jest pojęciem definiowanym dość intuicyjnie, ale są jednak jakieś cechy, które pozwalają nam nazwać Boga bogiem, a człowieka wcale nie. Tylko nie potrafimy tego sformalizować - jeszcze.
Bo te cechy zależne są od kultury. Np. greccy bogowie byli nieśmiertelni, ale nie wieczni. W dodatku można było nabyć ten status lub go utracić. Można było być też mieszańcem, półbogiem. A u nas inaczej.
Wracamy do sedna - oczekujesz porządnej cechy odróżniającej twór powstały w umyśle ludzkim, to zasadniczy błąd. Nie znamy żadnej cechy, która w pewny sposób definiowała by boga, bo nie znamy żadnego boga. Czy nie znając żyrafy podawałbyś cechy ją definiujące?

>>To matematyka czyli nauki nazwijmy to memetyczne, a nie przyrodnicze. Bóg nie jest całką ani różniczką, byłby - gdyby był - obiektem realnie istniejącym, czyli podlega naukom przyrodniczym, w tym fizycznym, chemicznym, biologicznym.
>Ale podlega też prawom logiki. Jesteś w stanie udowodnić nieistnienie czegoś, co jest logicznie sprzeczne.
Nie, mogę tylko wykazać, że przy obecnym stanie wiedzy istnienie tego jest niemożliwe. Ale stan wiedzy może ulec zmianie.
>>>Przeczy metodyce badań, ale nie przeczy metodyce dowodzenia. Aby udowodnić nieistnienie obiektu X w obszarze Y, nie należy sprawdzać, czy on tam jest - należy udowodnić, że nie ma się on tam prawa znaleźć.
>>W naukach przyrodniczych nie ma takiego dowodzenia.
>Ależ jest! Nie musisz przeczesywać wszystkich oceanów, aby stwierdzić, że nie żyje tam istota oddychająca płucami.
Ale żyje! W dodatku niejedna. W dodatku płuca powstały na różne sposoby!
Widzisz - opierasz się na założeniach wiedzy Tobie dostępnej i już błąd wnioskowania.

>>Cały czas obracasz się w naukach matematycznych, logicznych.
>Bo to jednak podstawa.
Nie, to narzędzie. Tylko narzędzie. Logika nie da Ci wiedzy o rzeczywistości, a jedynie jest narzędziem do jej badania.

>>W przyrodniczych pojedynczy czajniczek będzie bardzo podejrzany. Jeśli istnieje jeden, to trzeba będzie go wielokrotnie odnajdywać, aby przekonać się co do poprawności dowodu. A co jeśli ktoś nas okłamał? Wprowadził w błąd? Pojedynczy dowód jest ignorowany, póki nie pojawi się setka innych, spójnych z nim.
>Trąci to dość rozmytą logiką. Czyli czajniczek znaleziony raz nie stanowi dowodu, a jeśli zaobserwuje go niezależnie setka naukowców, to już tak. A jeśli kilkudziesięciu? Gdzie jest granica uznania czegoś za dowód?

Istnieją metody statystyczne określające coś, co określę jako zaufanie wobec wyniku. Pojedynczy wynik nie cechuje się dużą ufnością. W nauce taki wynik tkwi w zawieszeniu aż będzie zweryfikowany w niezależnych badaniach.
06-07-2012 08:01 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)

>Nie musisz przeczesywać wszystkich oceanów, aby stwierdzić, że nie żyje tam istota oddychająca płucami.
A to? Nie żyje?

06-07-2012 10:28 
 Ocena 6 na 6
Artur@R (7115 punktów)
a to dopiero dziwadełko -Dziobak.



On też nie żyje (i nie istnieje) - bo (uwaga na Boboki ) przecież wszyscy wiemy , że ssaki nie maja dziobów, nie znoszą jaj i na pewno nie są jadowite...eeeeeh czego to ludzie nie wymyślą


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
06-07-2012 10:52 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
Rzęsorki też są jadowite Nawet jaj nie znoszą, ssaki jak się patrzy, a tu masz babo placek... I w wodzie żyją (częściowo).
06-07-2012 10:53 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
No dobra, skończmy ten zjazd na zoologię
06-07-2012 11:30 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>No dobra, skończmy ten zjazd na zoologię
OK. Wystarczy, ale przecież to w dobrej wierze.... dla Szanownego Macieja - może załapie jak z tą naukowością jest.
I niech nam Wielki Zderzacz Hadronów wynagrodzi....w bozonach


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
06-07-2012 12:34 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>No dobra, skończmy ten zjazd na zoologię
>OK. Wystarczy, ale przecież to w dobrej wierze.... dla Szanownego Macieja - może załapie jak z tą naukowością jest.
Nie załapie!
"Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne" i dlatego z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Czy naprawdę Pan sądzi, że może Pan znaleźć jakąś kontrargumentację dla czyjejś wiary, a co za Panem stoi? Praktycznie niezakwestionowany praktycznie dorobek nauki? A nie pomyślał Pan ile jeszcze w nim szparek można znaleźć. www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf

Post Pana Vancalara:
Zacząłem od tego, że "stoję pośrodku". Słucham Was-ateistów i słucham teistów. Czekam na argumenty z każdej strony. "Wy" mówicie, że to się "stało samo" ale nie ma sensownych argumentów, które mówią "jak" to się "samo stało". Pierwszą reakcją na widok czegoś co wygląda jak zaprojektowane (np. fotosynteza) jest założenie, że ktoś inteligentny to zaprojektował. Wy (ateiści) usiłujecie przekonać mnie, że to "tylko tak wygląda" ale w powyższych postach wskazuję na słabość tego rodzaju argumentacji. Pokaż konkrety a "uwierzę" (zostanę ateistą). Jak na razie brzytwa Ockhama mówi mi, że jeśli coś wygląda na zaprojektowane, to najprostszym wytłumaczeniem jest, że rzeczywiście jest zaprojektowane...

Cytat:
>Tymczasem religie głoszą jedynie słuszne, absolutne prawdy, które są oparte na dogmatach.

Zgadza się! Ale czy to znaczy, że WSZYSTKIE są wymyślone? A jeśli istnieje Bóg i OBJAWIŁ swoją wolę to jak możesz odróżnić to od setek innych "prawd objawionych" przez różne religie?

Cytat:
>A Ty nauce nie wierzysz (i słusznie - sprawdź jej hipotezy sam!), a religii wierzysz.
>Dlaczego?

To nie tak. Jeszcze z pięć lat temu ( no już może siedem ) byłem ateistą. Przekonany o tym, że "nauka wszystko tłumaczy". Zacząłem "sprawdzać hipotezy nauki", żeby być uczciwy w stosunku do samego siebie. Napotkałem dokładnie te problemy, o których teraz piszę...
Przykro mi ale tłumaczenia o "pierwotnej zupie" są dla mnie wyjątkowo naiwne i pozbawione merytorycznej wartości. Mam dwie opcje:
- albo to się stało "samo"
- albo stoi za tym "jakiś bóg"
Głównym argumentem ateistów jest to, że "nowsze jest lepsze" ale ja tego jakoś nie widzę...
Euklides żył 2300 lat temu a jego sformułowania jakoś się nie zdezaktualizowały.
Biorę pod uwagę te oba założenia...
Jeśli nie istnieje Bóg, to masz rację, pojawią się dziesiątki kapłanów, żeby tę "lukę" uzupełnić. Natomiast jeśli istnieje... pojawią się dziesiątki kapłanów, podających się za Jego "kumpli". W takim sensie, mnogość religii naprawdę o niczym nie świadczy... Chcąc być uczciwym, zapoznałem się z Wedami, wierzeniami Majów, Koranem, Mitami greckimi, wreszcie Biblią. Przeczytałem chyba wszystko dostępne po polsku lub angielsku, żeby "poznać tę druga stronę". Biblia czytana jako całość, z uwzględnieniem tego, że pisali ją ludzie często dbający o swój własny a nie "Boga" interes spowodowała u mnie opad szczeny. Tyle. Jeśli przeszedłeś tę samą drogę, to mogę jedynie uszanować Twój wybór. Jeśli nie... Przecież nie zabronię Ci wyciągać wniosków z tego, o czym nie wiesz...

Pan Vancalar apeluje: Wy (ateiści) usiłujecie przekonać mnie, że to "tylko tak wygląda" ale w powyższych postach wskazuję na słabość tego rodzaju argumentacji. Pokaż konkrety a "uwierzę" (zostanę ateistą). No i co? Ma Pan jakieś konkrety dla pana Vancalara, aby mógł uwierzyć i zostać ateistą. Ja ich nie mam!

Czy Pan sądzi, że przekona Pan pana Stachowskiego racjonalnymi argumentami?
www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=210
Ja zdecydowanie w to wątpię. Mamy tu kilku żelaznych dyskutantów - stale na tym samym poziomie - których nigdy i niczym nie przekonamy. Żałuję tylko, że są oni tak mało oczytani i nie sięgają do fideistycznej argumentacji myślicieli stojących na znacznie wyższym poziomie intelektualnym. Dogmatyzm powoduje strach przed samodzielnym myśleniem i czytaniem książek pozbawionych imprimatur - nawet tych wydawanych przez chrześcijańskie wydawnictwa.
Jestem już dosyć starym i może dlatego trudno mi uwierzyć, aby młodzi ludzie (a dla mnie młody, to tak gdzieś do 50-siątki) takie żenujące głupoty tu wypisywali.
Często są to absolwenci katolickich uczelni, albo katolickich wydziałów na świeckich uczelniach i oni trzymają poziom współczesnej polskiej nauki. Dla mnie to smutne, choć odwrotnie cieszy mnie nasze racjonalistyczne forum myśli wolnej. Jest to dowód, że są jeszcze wśród nas ludzie myślący i choć Pan Brzostowski znowu się oburzy i zapewni nas, że wszyscy ludzie myślą, to ja uważam, że wcale automatycznie ilość nie przechodzi w jakość, a mnie chodzi i o jakość człowieczeństwa i o jakość myślenia.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
06-07-2012 13:55 
 Ocena 1 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Czy Pan sądzi, że przekona Pan pana Stachowskiego racjonalnymi argumentami?<
Nie, Panie Andrzeju, tak samo jak i Pan przekonany jestem, że żadne argumenty raczej do Macieja Sachowskiego nie dotrą i póki co nie załapie Śledziłem Pańską z nim dysputę.
Moja wypowiedź i zadeklarowana w niej nadzieja ma charakter ironiczny (ostatnio to typowe dla mnie i z pewnością Pan to zauważył).
A Dziobak, "Cudne Dziwadełko" może stanie się dla kogoś początkiem przygody z wiedzą i nauka.

Pozdrawiam


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
06-07-2012 16:06 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A Dziobak, "Cudne Dziwadełko" może stanie się dla kogoś początkiem przygody z wiedzą i nauka.
Zapewne tak.
Od nastolatka do końca studiów korzystałem z włochowskiej (osiedle na krańcach Warszawy) biblioteki i jej Czytelni Naukowej. W dużym stopniu dzięki jej zbiorom i inspiracjom pań bibliotekarek jestem dziś tym kim jestem. Tam oglądałem przeróżne "dziwadełka" świata i tam zrodziły się pytania o rzeczywistość, na które staram się sobie do dziś odpowiedzieć.

Pozdrawiam.

@@@
.
06-07-2012 17:41 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Tam oglądałem przeróżne "dziwadełka" świata i tam zrodziły się pytania o rzeczywistość, na które staram się sobie do dziś odpowiedzieć.<

A u mnie się zaczęło kiedy zrozumiałem, że nic nie jest takie "proste", jednoznaczne i jednowymiarowe jak mi mówiono...no i poleciało z górki. Tyle że ta górka cholernie wysoka,
ale z mądrymi ludźmi można się toczyć ...a i stoczyć też .

Pozdrawiam z upalną serdecznością.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
06-07-2012 11:09 
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)
A torbacze mają często podwójne narządy rozrodcze! Dosłownie, dwie pochwy lub dwa siusiaki!

Pierwotnie narządy rozrodcze były parzyste, dopiero potem się zlewały w pojedyncze. U nas widać to w liczbie gonad i przewodów wyprowadzających, do pewnego etapu.

Zresztą, macice podwójne ma wiele ssaków, ale pochwę zwykle mają jedną.

U kobiet też niekiedy widać atawizm, mianowicie macica z "rogami" albo całkowicie rozdzielona.

Ale nie ma ewolucji, to kolejny sposób szatana na wprowadzenie nas w błąd.
06-07-2012 11:27 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
> a to dopiero dziwadełko -Dziobak.

Nie, to jest dziwadełko

O, to:



I to I jeszcze takie kolorowe
06-07-2012 11:34 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
Ładne. Wyglądają jakby miały futerko
06-07-2012 11:45 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Nie, to jest dziwadełko
>O, to:
>I to I jeszcze takie kolorowe

Eee... bez dziurki...

Wszystkie te kolacje, przyjęcia, bale to ciężka praca. (z raportu przedstawiciela brytyjskiego na Konferencji Antyniewolniczej w Brukseli 1889-1890)
06-07-2012 11:53 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
Dziwadełko za dziwadełkiem... więc się nie dziwię, iż jest paru co się dziwi (albo Dziwisz).
Nie dziwię się bo jestem w zachwycie ...bezcenne( bezcenne gdyż zachwyt to jedna z niewielu rzeczy, których nie da się kupić, wymusić, wybłagać, wyprosić)


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
06-07-2012 10:44 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)
To najbardziej oczywista odpowiedź, ale są inne.
Np. w wodzie żyją tzw. ślimaki płucodyszne. Powtórnie weszły do wody, wcześniej utraciły skrzela. Łatwiej było dodać funkcję do struktury istniejącej, niż odtwarzać skrzela, więc jama płaszcza ukrwiła się bardziej i podjęła funkcję wymiany gazowej. Ba! muszą ją napełniać wodą, jak płuca!

Albo głowonogi, takie, tam również jama płaszcza, przekształcona w lejek, pełni dodatkowe funkcje oddechowe, również występują ruchy oddechowe.

Nie wspominając o rybach, które wykształciły dodatkowe źródła tlenu, jak pęcherze pławny z ujściem lub inne struktury - narząd labiryntowy itd.
Maciej Stachowski (255 punktów)
>>Nie musisz przeczesywać wszystkich oceanów, aby stwierdzić, że nie żyje tam istota oddychająca płucami.
>A to? Nie żyje?
>

Ech, dobra, mój błąd - pobierająca płucami tlen rozpuszczony w wodzie, żeby uściślić Problem podtrzymuję - istota taka nie może istnieć, bo definicją płuca jest "narząd służący do oddychania powietrzem atmosferycznym". Nawet jeśli znaleźlibyśmy zwierzę, które posiada organ o takiej budowie i za jego pomocą pobiera tlen z wody, nie nazwalibyśmy tego organu płucem.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
04-07-2012 03:21 
 Ocena 1 na 1
Maciej Stachowski (255 punktów)
To moje zdanie, masz prawo się z nim nie zgodzić, ale jak dla mnie w naukach eksperymentalnych nie można orzekać o "dowodach" - jedynie o "wysokim prawdopodobieństwie/nieprawdopodobieństwie". Dryfujący czajniczek jedynie "z bardzo wysokim prawdopodobieństwem nie istnieje" - ani fizyka, ani astronomia nie są w stanie powiedzieć "czajniczka nie ma i być nie może". Tak samo przed Kopernikiem nie można było twierdzić "Słońce na pewno obraca się wokół Ziemi", choć Ptolemeusz miał całkiem niezłą teorię. Tak samo przed Einsteinem "v=s/t" nie było poprawne.

Nawet jeśli dana teoria w kontekście nauk przyrodniczych wyjaśnia każdą jak dotąd obserwację, nie wiadomo, czy kiedyś nie znajdziemy innej. Wszyscy twierdzili, że prędkość jest wprost proporcjonalna do drogi, i odwrotnie do czasu, a ewentualne niezgodności to błędy pomiaru - a potem przyszedł Einstein i powiedział, że to tylko uproszczenie i przy dużych prędkościach wcale tak nie będzie. A i pan Einstein mógł się mylić - jedyną zaletą jego teorii jest to, że to najlepsza teoria, jaką mamy.

>Pająk nie jest hipotezą nawet wg Kotarbińskiego - bowiem nie wyjaśnia żadnego istniejącego problemu.

Wyjaśnia - mamy problem "jak powstał wszechświat". Jedną z możliwych odpowiedzi/wyjaśnień jest "stworzył go Wielki Pająk Stworzyciel".

>Teoria nie poparta weryfikacją nie zaistnieje.

Semantyka - ale masz w sumie rację.

>Obserwacje chyba z definicji miały miejsce, w innym przypadku określa się takie zapiski jako fikcja np. literacka. Albo oszustwo - jak kto woli.

Jeśli ktoś mi mówi, że widział Obcych na swoim podwórku, to nie jest fikcja literacka, a obserwacja (nawet jeśli jednocześnie jest oszustwem). Jeśli ktoś mówi, że opowie mi bajkę o tym, jak widział Obcych na podwórku - to jest fikcja literacka.

Biblia jest przedstawiana jako zapis obserwacji, a więc można ją tak traktować. Ktoś może oprzeć na niej teorię, a ktoś inny zakwestionować jego źródła (chociażby podając te nieścisłości historyczne, o których wspomniałaś).

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
05-07-2012 21:48 
 Ocena 9 na 9
Ania... (14138 punktów)
>To moje zdanie, masz prawo się z nim nie zgodzić, ale jak dla mnie w naukach eksperymentalnych nie można orzekać o "dowodach" - jedynie o "wysokim prawdopodobieństwie/nieprawdopodobieństwie".
To dotyczy każdej praktycznie nauki ścisłej.
Tak, zgadzam się. A w zasadzie to "w oparciu o istniejący stan wiedzy uważa się że xxxxx". Jeśli stan wiedzy się zmieni, jak np. po odkryciu mechaniki kwantowej, to wiele twierdzeń również okazuje się niepełnych lub niekiedy nieprawdziwych.

>>Pająk nie jest hipotezą nawet wg Kotarbińskiego - bowiem nie wyjaśnia żadnego istniejącego problemu.
>Wyjaśnia - mamy problem "jak powstał wszechświat". Jedną z możliwych odpowiedzi/wyjaśnień jest "stworzył go Wielki Pająk Stworzyciel".


>>Obserwacje chyba z definicji miały miejsce, w innym przypadku określa się takie zapiski jako fikcja np. literacka. Albo oszustwo - jak kto woli.
>Jeśli ktoś mi mówi, że widział Obcych na swoim podwórku, to nie jest fikcja literacka, a obserwacja (nawet jeśli jednocześnie jest oszustwem). Jeśli ktoś mówi, że opowie mi bajkę o tym, jak widział Obcych na podwórku - to jest fikcja literacka.
>Biblia jest przedstawiana jako zapis obserwacji, a więc można ją tak traktować. Ktoś może oprzeć na niej teorię, a ktoś inny zakwestionować jego źródła (chociażby podając te nieścisłości historyczne, o których wspomniałaś).
Nie, to nie jest obserwacja. Obserwacja jest to metoda badawcza i musi mieć miejsce, aby była obserwacją. Jeśli ktoś oszukuje, to nie jest to obserwacja.
Można mówić bajki, a nie uprzedzać o tym, wtedy nadal są to bajki.
Inaczej - z faktu, że ktoś nas nie uprzedza o oszustwie nie wynika, że mówi prawdę a obserwacja musi być faktyczną obserwacją rzeczywistości, a nie fikcją.
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Tak, zgadzam się. A w zasadzie to "w oparciu o istniejący stan wiedzy uważa się że xxxxx". Jeśli stan wiedzy się zmieni, jak np. po odkryciu mechaniki kwantowej, to wiele twierdzeń również okazuje się niepełnych lub niekiedy nieprawdziwych.

Brawo, o to mi chodzi A kwestia prawdopodobieństwa z tego wynika - jest bardzo nieprawdopodobne, że prawdziwą jest teoria, według której od 2020 roku w każdy drugi piątek miesiąca piłka rzucona na ziemię nie spadnie na nią - ponieważ w oparciu o istniejący stan wiedzy nie ma ku temu żadnych przesłanek.

>>Biblia jest przedstawiana jako zapis obserwacji, a więc można ją tak traktować. Ktoś może oprzeć na niej teorię, a ktoś inny zakwestionować jego źródła (chociażby podając te nieścisłości historyczne, o których wspomniałaś).
>Nie, to nie jest obserwacja. Obserwacja jest to metoda badawcza i musi mieć miejsce, aby była obserwacją. Jeśli ktoś oszukuje, to nie jest to obserwacja.
>Można mówić bajki, a nie uprzedzać o tym, wtedy nadal są to bajki.
>Inaczej - z faktu, że ktoś nas nie uprzedza o oszustwie nie wynika, że mówi prawdę a obserwacja musi być faktyczną obserwacją rzeczywistości, a nie fikcją.

A jeśli np. zaobserwowane zjawisko wynika z błędu pomiaru? A jeśli wynika z niewiedzy? Znów - to raczej akademicki spór o definicję, wartość merytoryczną wszystkie te rzeczy mają taką samą.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
Ania. (14138 punktów)
>A jeśli np. zaobserwowane zjawisko wynika z błędu pomiaru? A jeśli wynika z niewiedzy? Znów - to raczej akademicki spór o definicję, wartość merytoryczną wszystkie te rzeczy mają taką samą.
Są metody pozwalające na wykluczenie błędu pomiarowego i określenie istotności obserwacji. A interpretacja obserwacji to inna sprawa. Jednak nadal nieprawidłowa interpretacja obserwacji nie jest tym samym, czym jest wymyślenie bajeczki i sprzedanie jej jako fałszywej obserwacji.

Tego rodzaju procedury zostały utworzone właśnie po to, aby nie dać się zbyt łatwo wyprowadzić w pole.

Definicje pozwalają nam rozumieć, o czym mówi rozmówca. Bez tego zapanuje bełkot i chaos, każdy będzie mruczał coś pod nosem, ale nikt nie będzie w stanie tego rozumieć.
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Są metody pozwalające na wykluczenie błędu pomiarowego i określenie istotności obserwacji.

Zazwyczaj są skuteczne, ale zawsze się coś może zdarzyć. Wiadomo - jeśli przeprowadzamy np. 100 pomiarów i jeden będzie o rząd wielkości różny od innych, to go odrzucimy. Ale jeśli mamy - powiedzmy - źle skalibrowane urządzenie, i wszystkie pomiary są konsekwentnie błędne?

> A interpretacja obserwacji to inna sprawa. Jednak nadal nieprawidłowa interpretacja obserwacji nie jest tym samym, czym jest wymyślenie bajeczki i sprzedanie jej jako fałszywej obserwacji.

Komitet naukowy dostaje trzy prace - jedna wymyślona od początku do końca, jedna oparta na błędnych pomiarach i jedna poprawna. W tym momencie wszystkie te prace traktowane są równorzędnie i podlegają takiej samej weryfikacji.

>Definicje pozwalają nam rozumieć, o czym mówi rozmówca. Bez tego zapanuje bełkot i chaos, każdy będzie mruczał coś pod nosem, ale nikt nie będzie w stanie tego rozumieć.

Czy róża, która nazywałaby się inaczej, pachniałaby tak samo?

A na poważnie - oczywiście, trzeba uściślać definicje i posługiwać się wspólnymi, ale akurat w tym wypadku nie sądzę, żebyśmy się nie rozumieli. Dokładne zdefiniowanie, co jest obserwacją, to temat na dość długą dyskusję.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
22-07-2012 20:39 
 Ocena 2 na 2
Ania. (14138 punktów)
>>Są metody pozwalające na wykluczenie błędu pomiarowego i określenie istotności obserwacji.
>Zazwyczaj są skuteczne, ale zawsze się coś może zdarzyć. Wiadomo - jeśli przeprowadzamy np. 100 pomiarów i jeden będzie o rząd wielkości różny od innych, to go odrzucimy. Ale jeśli mamy - powiedzmy - źle skalibrowane urządzenie, i wszystkie pomiary są konsekwentnie błędne?
Jedną z tych metod jest powtarzalność w niezależnych ośrodkach.

>> A interpretacja obserwacji to inna sprawa. Jednak nadal nieprawidłowa interpretacja obserwacji nie jest tym samym, czym jest wymyślenie bajeczki i sprzedanie jej jako fałszywej obserwacji.
>Komitet naukowy dostaje trzy prace - jedna wymyślona od początku do końca, jedna oparta na błędnych pomiarach i jedna poprawna. W tym momencie wszystkie te prace traktowane są równorzędnie i podlegają takiej samej weryfikacji.
Oczywiście - każda z nich będzie wielokrotnie powtórzona, zanim jej wyniki zostaną uznane za potwierdzone.
Nauka jest od kilku przynajmniej dekad dość rygorystyczna w tej kwestii.

Ale nadal, sprawa jest prosta:
pl.wikiped(*)serwacja_(metoda_badawcza)

Obserwacja musi być prawdziwa, aby była obserwacją. Tak samo spotkanie z kolegą musi być prawdziwe, aby było spotkaniem. Nawet jeśli okłamię kogoś i powiem, że spotkanie miało miejsce, nie spowoduje to żadnego efektu - spotkania nie było, było jedynie kłamstwo.

Kłamstwo, że pada deszcz nie jest tym samym co rzeczywisty deszcz.

Tak samo kłamstwo o obserwacji nie jest obserwacją.
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Jedną z tych metod jest powtarzalność w niezależnych ośrodkach.

Popraw mnie, jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że to już jest częścią weryfikacji.

>Oczywiście - każda z nich będzie wielokrotnie powtórzona, zanim jej wyniki zostaną uznane za potwierdzone.
>Nauka jest od kilku przynajmniej dekad dość rygorystyczna w tej kwestii.

Owszem - i o to chodzi. Dopóki nie uzna się za (nie)potwierdzone wyników, dopóty zawarte w tych pracach obserwacje (czy też kłamstwa, zgodnie z Twoją definicją) traktuje się tak samo.

>Ale nadal, sprawa jest prosta:
>pl.wikiped(*)serwacja_(metoda_badawcza)

Akurat to hasło w Wikipedii dużo mi nie mówi - jedynie wydziela rodzaje obserwacji.

>Obserwacja musi być prawdziwa, aby była obserwacją. Tak samo spotkanie z kolegą musi być prawdziwe, aby było spotkaniem. Nawet jeśli okłamię kogoś i powiem, że spotkanie miało miejsce, nie spowoduje to żadnego efektu - spotkania nie było, było jedynie kłamstwo.
>Kłamstwo, że pada deszcz [nie] jest tym samym co rzeczywisty deszcz.
>Tak samo kłamstwo o obserwacji nie jest obserwacją.

Ale już na przykład błędna hipoteza nadal jest hipotezą. Błędne przekonania nadal są przekonaniami. Oczywiście, efektu to nie spowoduje - tak jak podkreślałem, konsekwencje są takie same, chodzi jedynie o kwestię definicji. A nie znalazłem jeszcze definicji "obserwacji", która rozstrzygałaby, czy pod to hasło podlegają też obserwacje zafałszowane - jestem zdania, że tak, ale jeśli okaże się inaczej, z chęcią się do tego ustosunkuję.


I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
23-07-2012 10:54 
 Ocena 3 na 3
Ania. (14138 punktów)
>>Jedną z tych metod jest powtarzalność w niezależnych ośrodkach.
>Popraw mnie, jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że to już jest częścią weryfikacji.
Nie tylko.
Opis obserwacji wymaga przedstawienia metodyki tak, aby powtarzalność zagwarantować.
Nie możemy napisać "obserwowałam obiekt ale nie mogę ujawnić jak to zrobiłam".
Dlatego powtarzalność jest istotna również w czasie projektowania badań, opisu i interpretacji.
A weryfikacja oczywiście jest również, później.

>>Oczywiście - każda z nich będzie wielokrotnie powtórzona, zanim jej wyniki zostaną uznane za potwierdzone.
>>Nauka jest od kilku przynajmniej dekad dość rygorystyczna w tej kwestii.
>Owszem - i o to chodzi. Dopóki nie uzna się za (nie)potwierdzone wyników, dopóty zawarte w tych pracach obserwacje (czy też kłamstwa, zgodnie z Twoją definicją) traktuje się tak samo.
Ale nadal fakt, że ktoś uwierzył w kłamstwo nie oznacza, że kłamstwo stało się prawdą.

>>Obserwacja musi być prawdziwa, aby była obserwacją. Tak samo spotkanie z kolegą musi być prawdziwe, aby było spotkaniem. Nawet jeśli okłamię kogoś i powiem, że spotkanie miało miejsce, nie spowoduje to żadnego efektu - spotkania nie było, było jedynie kłamstwo.
>>Kłamstwo, że pada deszcz [nie] jest tym samym co rzeczywisty deszcz.
>>Tak samo kłamstwo o obserwacji nie jest obserwacją.
>Ale już na przykład błędna hipoteza nadal jest hipotezą. Błędne przekonania nadal są przekonaniami. Oczywiście, efektu to nie spowoduje - tak jak podkreślałem, konsekwencje są takie same, chodzi jedynie o kwestię definicji. A nie znalazłem jeszcze definicji "obserwacji", która rozstrzygałaby, czy pod to hasło podlegają też obserwacje zafałszowane - jestem zdania, że tak, ale jeśli okaże się inaczej, z chęcią się do tego ustosunkuję.
Oczywiście - hipoteza może być błędna.
Obserwacja może być błędnie zinterpretowana.
Ale zmyślenie "obserwacji" nie czyni z kłamstwa obserwacji. To po prostu nie jest obserwacja.

Tak samo np. zmyślenie wyniku meczu nie czyni zmyślenia wynikiem meczu. Możesz okłamać kolegę, że padły jego numery w lotku. Ale nadal Twoje kłamstwo, nawet do czasu aż ten się zorientuje, nie jest tym samym co wynik losowania.

Czy to takie trudne do rozróżnienia?
01-07-2012 01:16 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Ależ nikt nie zdejmuje z wierzących obowiązku dowodu. Nikt nie mówi, że istnienie Boga jest faktem, ponieważ nie udowodniono inaczej. Próbuję jedynie powiedzieć, że istnienie Boga jest potencjalnie możliwe ponieważ nie udowodniono inaczej. Tak jak potencjalnie możliwe jest istnienie czajniczka w pasie meteorów za Marsem. Albo niewidzialnego jednorożca.
Pan wybaczy, ale ja zupełnie nie rozumiem, co znaczy "potencjalnie możliwe ponieważ nie udowodniono inaczej".

>>>>Bardzo proszę o podanie tej definicji, w której "obserwacja jest dowodem" i dalej przedstawienia wywodu o wyższości "ścisłego" nad "empirycznym" dowodem.
>pl.wikipedia.org/wiki/Dowodzenie_(logika)
>"W naukach przyrodniczych mówi się często, że pewna obserwacja lub doświadczenie jest dowodem pewnej tezy, przez co należy rozumieć, że wyniki doświadczenia wespół z pewnym tokiem rozumowania uprawniają do przyjęcia prawdziwości tezy."
Pan wybaczy, ale zapewniam Pana, że "obserwacje" dokonane podczas głębokiej psychozy są dla delikwenta bardziej realne niż dla Pana monitor stojący przed Pańskimi oczami i w naukach o takich problemach wykorzystujemy obserwacje.

> Dowód "ścisły" - czyli dowód formalny. Czyli taki, w którym sam tok rozumowania wystarcza, aby stanowić samodzielny dowód.
"Logika formalna" pod redakcją prof. Maciszewskiego nie zna takiego dowodu (por. choćby na str. 224) "Mała encyklopedia logiki" w haśle "dowodzenie" też nie zna takiego pojęcia.

Wikipedia:
Dowód - w matematyce wykazanie, że pewne zdanie jest prawdziwe. Dowód należy odróżnić od empirycznego lub heurystycznego rozumowania. (Wielka encyklopedia PWN heurystykę definiuje jako umiejętność wykrywania nowych faktów i związków między faktami, zwłaszcza czynność formułowania hipotez.) Każdy krok dowodu musi jasno wynikać z poprzednich lub być przyjętym aksjomatem; rozumowanie nie spełniające tego warunku nie jest dowodem. Ostatni krok dowodu to udowodnione zdanie, które w ten sposób staje się twierdzeniem danej teorii. Zwyczajowo koniec dowodu oznacza się skrótem q.e.d (quod erat demonstrandum), c.n.d. (co należało dowieść) lub podobnym.[...]

W teorii sformalizowanej dowód przyjmuje ścisłą formę tak zwanego dowodu formalnego, który jest skończonym ciągiem wyrażeń p_1,\,p_2,\ldots,\,p_n ustalonego języka sformalizowanego, takim że dla każdego i=1,...,n: p_i jest aksjomatem lub p_i jest wnioskiem z przesłanek p_j, p_k (gdzie j,k

Sformalizowane teorie matematyczne
W początkowym okresie rozwoju teoria mnogości budowana była w oparciu na intuicyjnym pojęciu zbioru. Operowano swobodnie pojęciem zbioru przyjmując za podstawę rozważań jedynie związane z nim intuicje. Metoda ta okazała się zawodna, gdyż nie można było uzyskać jednoznacznych odpowiedzi na bardziej subtelne pytania dotyczące własności zbiorów.


>Dowód "empiryczny" czyli taki, w którym szuka się potwierdzenia w eksperymentach.
Prawdopodobnie Pańska logika z tej lektury wynika.
Rozumowania indukcyjne bywają uważane za główne narzędzie tzw. nauk empirycznych, przeciwstawianych z tego powodu tzw. naukom dedukcyjnym (głównie matematyka i logika), posługujących się rozumowaniami dedukcyjnymi. Metoda stosowana przez nauki empiryczne, polegająca na zastosowaniu eksperymentu, obserwacji, indukcji enumeracyjnej i indukcji eliminacyjnej nosi miano metody indukcyjnej - współczesna metodologia nauk empirycznych zwraca jednak uwagę na fakt, że nauki empiryczne w szerokim stopniu używają także narzędzi dedukcyjnych, których dostarcza im matematyka. Podział metod naukowych na dedukcyjne i indukcyjne stał się podstawą do wyróżnienia logiki indukcji jako samodzielnej dyscypliny badań logicznych.
Ale dla nauk przyrodniczych logika jest tylko narzędziem pomocniczym, tak jak matematyka jest jej uniwersalnym narzędziem opisu. Ostateczną weryfikacją w naukach przyrodniczych jest praktyka czyli możliwość powtórzenia tego samego zdarzenia po zrealizowaniu tych samych parametrów. Nazywana też doświadczalnością, czy wprost doświadczeniem. Stoi ona nad logiką i stąd ratunek np. w "logice rozmytej", czy nad matematyką. (Patrz Kurt Gödel, czy Alan Mathison Turing), a także są różne poziomy fizyki Newton, Einstein, czy fizyka kwantowa.
Warto przeczytać co sądzą na ten temat poważni uczeni związani z chrześcijaństwem:
www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=209
www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=210

>A eksperymenty mają to do siebie, że przeważnie nie są wyczerpujące.
Straśnie i roboty huk i głowa boli od myślenia.

>>>>Ja jeszcze nie spotkałem się z określeniem "ścisłego" dowodu, tak jak i "czystego ateisty", czy "ideologicznego antyklerykalizmu". Nowomowa - puste słowa.

>No to słowniczek pojęć:
>"dowód ścisły" - patrz: dowód formalny.
>"czysty ateista" - ateista, który nie dopuszcza możliwości istnienia Boga lub innych bóstw.
>"ideologiczny antyklerykalizm" (notabene nie moje pojęcie) - rozumiem jako selekcję poglądów tak, aby odpowiadały interesowi antyklerykalistów. Mogę się mylić.
"Umysł rycerski" - patrz: zakuta pała
"Umysł ścisły", tak ścisły, że nic więcej tam już nie wejdzie.
"Czysty teista" - to ten co myje ręce i nogi.
"Ideologiczny bęcwalizm" - rozumiem jako selekcję poglądów, tak aby odpowiadały interesom klerykałów.

Można tak długo przeróżne głupoty wymyślać. Szczególnie, gdy poziom intelektualny nie pozwala na używanie ogólnie przyjętej polszczyzny i naukowej terminologii. Mnie niewiele interesuje co sobie Panowie wymyślają, to poważne forum i należy używać powszechnie zrozumiałego języka.

@@@
.
01-07-2012 01:16 
 Ocena 3 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jak przypomina Wolter w mojej sygnaturce, każdy powinien mieć prawo do wyrażania dowolnych poglądów.
Wolter mądry człowiek, który żył w XVIII wieku. Później był radziecki komunizm i nazizm.

>Bo same poglądy nie czynią zła - zło powstaje dopiero, gdy w imię tych poglądów podejmuje się działania.
Rozumiem - Pan potępia tych idiotów, którzy zakazują krzewienia chorych ideologi. Breivik też był cacy dopóki nie zaczął mordować i cacy są jego przyjaciele rozrzucani po świecie.

>>>>To jest poważny portal i wypada tu wiedzieć co oznacza wzięcie jakiegoś tekstu w cudzysłów. Ja takiego zdania nie wyraziłem, więc nie do mnie z pretensjami. U kogoś innego też nie zauważyłem, a manipulowanie tekstem w cudzysłowie jest czynnością dyskwalifikującą każdego interlokutora.
>Miałem nie odnosić się w poście do wycieczek osobistych, ale to wymaga sprostowania. Cudzysłów pełni w języku polskim wiele funkcji, nie tylko cytatu - może również wprowadzać parafrazę, ironię, itd. Poza tym, jeśli Pan nie zauważył, dokładne cytaty swoich rozmówców staram się przedstawiać kolorem zielonym.
Gdyby pobył Pan trochę na tym forum, to zauważyłby Pan, że sam program zaznacza zielonym kolorem wypowiedzi interlokutora, a to co pan zrobił było żenującą szczeniacką manipulacją.

>>>>To już poważny zarzut i proszę go udowodnić. Mam zwyczaj przytaczać całe wypowiedzi, do których się odnoszę, właśnie po to aby nikt mi nie zarzucał manipulacji jego myślami. Wiec zwyczajnie na dokładkę Pan kłamie, choć to tak łatwo sprawdzić.
>Zasada działania forum jest taka,
Jeszcze trochę i weźmie Pan wszystkich - powiedzmy - za twarz. Szkoda, że Pan nie zauważył, że jestem ździebko dłużej na tym forum i przestrzegam jego regulaminu i jego form, a od pouczania to tu są moderatorzy, a nie Wielce Szanowny Pan.

>że jeśli odpowiadamy w danym wątku, to dyskusja toczy się na temat w nim poruszony.
Nie proszę Szanownego Pana, zasada jest tu taka, że odpowiadamy konkretnemu dyskutantowi, na konkretną odpowiedź, starając się trzymać temat wątku. Choćby ze względu na kulturę dyskursu.
Rzadko się tu udaje dotrzymanie tematyki określonej w poście inicjującym temat i prawie wszyscy dyskutanci zbaczają od głównego wątku. Zresztą uważam to - ze względu na otwartość - za zaletę a nie wadę, ale trochę trzeba by w tych dyskusjach pouczestniczyć, a nie zaczynać od pouczania innych.

>Jeśli na wątek, w którym tematem jest artykuł pana Terlikowskiego, odpowiem słowem "idiota" - oznacza to, że za idiotę w domyśle uznaję pana Terlikowskiego, a nie redaktora Agnosiewicza, Pana, czy Józefa Stalina.
Znowu próbuje Pan robić z innych idiotę. Gdyby Szanowny Pan ze swoim pouczaniem się tu nie pojawił, to my nie umielibyśmy ani rozumieć innych, ani sami rozumnie pisać.

>>>>Wierzę (bo muszę), że Pan może mieć tak kretyńskich znajomych, ale jednostkowe przypadki niewiele mówią o prawidłowościach.
>Kiedy o tych jednostkowych przypadkach mowa.
W takim razie współczuję i nie komentuję.

>Co nie zmienia faktu, że "nieistnienie Boga" pozostaje nieudowodnione.
Na tej samej zasadzie, co setek tysięcy wydumanych przez ludzi stworów, a przy okazji - co znaczy "Bóg" w naukach przyrodniczych, gdyż może jest nawet dowód na jego istnienie? Różnych - nic nie znaczących - Blablabundów jest wiele i bełkotać można do woli.

>A czym jest wiara, jak nie uznawaniem za fakty nieudowodnionych poglądów, zwłaszcza jeśli uznajemy, że ten dowód nie jest do niczego potrzebny?
Znowu Pan gaworzy: Fakt w rozumieniu potocznym jest to wydarzenie, które miało miejsce w określonym miejscu i czasie. W tym sensie faktem nie może być zdarzenie, które nie miało jeszcze miejsca, można jednak mówić o przewidywaniu przyszłych faktów - czyli zdarzeń które najprawdopodobniej się wydarzą. Zdarzenia te jednak stają się faktami dopiero wtedy, gdy się już wydarzą.

W sensie filozoficznym fakt jest to zaistniały stan rzeczy. Fakty to elementy składowe świata rzeczywistego. W dyskursie językowym faktom zachodzącym w świecie odpowiadają zdania syntetyczne prawdziwe. Zdaniom syntetycznym fałszywym nie odpowiadają fakty w rzeczywistości. Takie zdania opisują niezaistniałe stany rzeczy.


Wiara religijna - pogląd, który - przy obecnym stanie wiedzy naukowej - nie znajduje jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości. W religioznawstwie polega przede wszystkim na przyjęciu istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. Świadoma decyzja przyjęcia takiej wiary nazywa się aktem wiary.

W epistemologii wiara to "uznawanie za prawdziwe nieuzasadnionego twierdzenia".

>Ani faszyzm, ani komunizm, ani racjonalizm nie są warunkami koniecznymi ateizmu.
Tak, tylko ograniczenia intelektualne - spowodowane indoktrynacją w procesie socjalizacji - są warunkiem koniecznym fideizmu.

>Niedopuszczalność istnienia Boga również nie jest warunkiem koniecznym bycia racjonalistą
Nie, nie jest. Człowiek jest zdolnym w swoim światopoglądzie nie takie bzdury połączyć.

>- co więcej, ja poczytuję takie postępowanie (niedopuszczanie istnienia czegokolwiek bez dowodu na niemożliwość istnienia tegoż) za irracjonalne.
Oto właśnie przykład irracjonalnego racjonalisty. Niech Pan powolutku przeczyta i postara się zrozumieć co tam jest napisane. Jak dla mnie to Pan z wielkim trudem tam się mieści, ale to tylko moje subiektywne odczucie.
Zaś jak dla Pana to większość uczestników tego forum, to irracjonaliści, gdyż niedopuszczają istnienia Boga bez dowodu na niemożliwość jego istnienia
Znowu Pan napisze, że Pan tu tylko jednostkowo myślał o własnej cioci, a my bierzemy to do siebie.

PS. I tak już zupełnie osobiście, to nie widzę możliwości merytorycznej rozmowy z Panem, a pyskówki mnie bawią, ale obiecuję Panu, że jeszcze nie raz w Pańskie wywody się wtrącę.
01-07-2012 05:20 
 0 na 2
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Pan wybaczy, ale ja zupełnie nie rozumiem, co znaczy "potencjalnie możliwe ponieważ nie udowodniono inaczej".

Oznacza to - ni mniej ni więcej - że wszystko jest teoretycznie możliwe, chyba że udowodni się, że jest niemożliwe.

> Dowód "ścisły" - czyli dowód formalny. Czyli taki, w którym sam tok rozumowania wystarcza, aby stanowić samodzielny dowód.
"Logika formalna" pod redakcją prof. Maciszewskiego nie zna takiego dowodu (por. choćby na str. 224) "Mała encyklopedia logiki" w haśle "dowodzenie" też nie zna takiego pojęcia.

Dobrze, z definicji Halesa: "Dowód formalny to dowód, w którym każdy logiczny wniosek wynika z podstawowych aksjomatów". Co jest dla nas istotne, to to, że nie ma w nim miejsca na eksperymenty i doświadczenia - mamy jedynie zbiór podstawowych zdań (aksjomatów) i zdania wynikające pośrednio lub bezpośrednio z nich.

Zresztą, jak sam Pan wskazuje z Wiki:

>Dowód należy odróżnić od empirycznego lub heurystycznego rozumowania.

>Ale dla nauk przyrodniczych logika jest tylko narzędziem pomocniczym, tak jak matematyka jest jej uniwersalnym narzędziem opisu. Ostateczną weryfikacją w naukach przyrodniczych jest praktyka czyli możliwość powtórzenia tego samego zdarzenia po zrealizowaniu tych samych parametrów.

I dlatego nauki przyrodnicze nie powinny się brać za dowodzenie, zwłaszcza negatywne. Skąd bowiem wiadomo, czy każde powtórzenie zdarzenia przy tych samych parametrach da nam ten sam rezultat? Czy mam prawo twierdzić, że jedna osoba nie może trafić szóstki w totka 3 razy pod rząd, bo nikomu się to jeszcze nie udało?

> Warto przeczytać co sądzą na ten temat poważni uczeni związani z chrześcijaństwem:

Oba artykuły uznają za nauki "ścisłe" nauki przyrodnicze. Ani słowa o matematyce, logice, informatyce teoretycznej.

>Straśnie i roboty huk i głowa boli od myślenia.

No testowanie nieskończonej ilości potencjalnych układów to nie takie hop siup.

>Wolter mądry człowiek, który żył w XVIII wieku. Później był radziecki komunizm i nazizm.

A to Ci dopiero, wszystkie poglądy są dobre, byle nie komunizm i nazizm. Wolter mądry człowiek, historię starożytną pewnie znał, wiedział jak się dyktatury kończyły, a mimo to twierdził jak twierdził.

>Rozumiem - Pan potępia tych idiotów, którzy zakazują krzewienia chorych ideologi. Breivik też był cacy dopóki nie zaczął mordować i cacy są jego przyjaciele rozrzucani po świecie.

A i owszem, tak twierdzę! Potępiam ludzi, którzy zakazują myśleć niezgodnie z ustawą. A i Breivik jest w pierwszej kolejności mordercą, dopiero w drugiej nazistą.

>Gdyby pobył Pan trochę na tym forum, to zauważyłby Pan, że sam program zaznacza zielonym kolorem wypowiedzi interlokutora, a to co pan zrobił było żenującą szczeniacką manipulacją.

Chce Pan oświadczenie na piśmie, że cudzysłów był zabiegiem erystycznym, który służył mi do tego, aby przedstawić, jak rozumiem Pańskie słowa? I co by mi Pan w takiej sytuacji sugerował zrobić - może popełnić jednorazowy wkład w interpunkcję języka polskiego i wymyślić nowy znak, który by temu służył, bo cudzysłów Pan źle odczytuje? Sądzę, że każdy rozsądny czytelnik jest w stanie zgadnąć, co miałem na myśli. Mniej rozsądni będą toczyć bitwę o interpunkcję.

>Nie proszę Szanownego Pana, zasada jest tu taka, że odpowiadamy konkretnemu dyskutantowi, na konkretną odpowiedź, starając się trzymać temat wątku. Choćby ze względu na kulturę dyskursu.

A i owszem. Dlatego przytoczę:
>>Poza tym nie na ten temat dyskusja - chodzi o to, że bezmyślne obsmarowywanie księży ma tyle samo sensu, co bezmyślne obsmarowywanie cyklistów. Jeśli mamy dowody - wtedy inna sprawa.
>Łaskawy Panie, a do kogo Pan pije" Do mnie, do redaktora Agnosiewicza, do moderatorów, tu każdy odpowiada za siebie. Dobrze zanim zabierze się głos trochę poznać środowisko, a już na pewno - zanim zacznie się go pouczać.

To "bezmyślne obsmarowywanie księży" było nawiązaniem do mojego wcześniejszego postu (co starałem się wyjaskrawić słowami pogrubionymi), gdzie pisałem o ateistach-krzykaczach - pewnej grupie, którą definiuje główny post tego wątku.

>Na tej samej zasadzie, co setek tysięcy wydumanych przez ludzi stworów, a przy okazji - co znaczy "Bóg" w naukach przyrodniczych, gdyż może jest nawet dowód na jego istnienie? Różnych - nic nie znaczących - Blablabundów jest wiele i bełkotać można do woli.

A i owszem. Ale jakie są konsekwencje istnienia Blablabundów, a jakie Boga?

>Znowu Pan gaworzy:
A Pan znowu przytacza wikipedystyczne definicje odpowiadające zresztą moim. Skoro fakt to "zaistniały stan rzeczy" a wiara to "uznawane za prawdziwe [ergo: zaistniałe] nieuzasadnionego twierdzenia", to wiara jest uznawaniem za fakt nieuzasadnionego twierdzenia. Ateizm nie jest wiarą w rozumieniu religijnym, co próbuje mi pan pewnie przypisać, jest za to wiarą w rozumieniu epistemologicznym.

>Tak, tylko ograniczenia intelektualne - spowodowane indoktrynacją w procesie socjalizacji - są warunkiem koniecznym fideizmu.

A można być ograniczonym intelektualnie i nie być fideistą? Można. Może to nawet z indoktrynacji wynikać.

>Niech Pan powolutku przeczyta i postara się zrozumieć co tam jest napisane.

Panu również radzę.

>Zaś jak dla Pana to większość uczestników tego forum, to irracjonaliści, gdyż niedopuszczają istnienia Boga bez dowodu na niemożliwość jego istnienia

Jeśli ktoś uznaje za bezsprzeczną i niepodważalną prawdę cokolwiek, na co nie ma dowodu, to jest irracjonalny w swoim zachowaniu.

>Znowu Pan napisze, że Pan tu tylko jednostkowo myślał o własnej cioci, a my bierzemy to do siebie.

Ależ proszę to wziąć do siebie. Zarówno Pan, jak i reszta forumowiczów, może coś to komuś pomoże.

>PS. I tak już zupełnie osobiście, to nie widzę możliwości merytorycznej rozmowy z Panem, a pyskówki mnie bawią, ale obiecuję Panu, że jeszcze nie raz w Pańskie wywody się wtrącę.

A to ciekawe ma Pan hobby i źródło przyjemności.

Miłego dnia.

PS. Tak już z czystej ciekawości - jest Pan członkiem PSR?

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
01-07-2012 17:31 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czy mam prawo twierdzić, że jedna osoba nie może trafić szóstki w totka 3 razy pod rząd, bo nikomu się to jeszcze nie udało?
Może, matematycy wyliczą nawet prawdopodobieństwo takiego zdarzenia.

>Oba artykuły uznają za nauki "ścisłe" nauki przyrodnicze. Ani słowa o matematyce, logice, informatyce teoretycznej.
Niech Pan nie przesadza, ździebko tam o narzędziach Pan znajdzie. Tylko trzeba trzeba czytać z umiejętnością zrozumienia.

>>>>Straśnie i roboty huk i głowa boli od myślenia.
>No testowanie nieskończonej ilości potencjalnych układów to nie takie hop siup.
Nawet w naukach doświadczalnych bez myślenia się nie obejdzie.

>>>>Wolter mądry człowiek, który żył w XVIII wieku. Później był radziecki komunizm i nazizm.
>A to Ci dopiero, wszystkie poglądy są dobre, byle nie komunizm i nazizm. Wolter mądry człowiek, historię starożytną pewnie znał, wiedział jak się dyktatury kończyły, a mimo to twierdził jak twierdził.
I nawet Pan nie czuje jak się kompromituje.

>>>>Rozumiem - Pan potępia tych idiotów, którzy zakazują krzewienia chorych ideologi. Breivik też był cacy dopóki nie zaczął mordować i cacy są jego przyjaciele rozrzucani po świecie.
>A i owszem, tak twierdzę! Potępiam ludzi, którzy zakazują myśleć niezgodnie z ustawą. A i Breivik jest w pierwszej kolejności mordercą, dopiero w drugiej nazistą.
Steven Weinberg powiedział:
Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii. Gdyby nie chore ideologie nie byłoby wojen, nie było by inkwizycji, Gestapo, NKWD itd. Gdyby nie chora psychika Breivik by nie mordował, a współcześni księża polscy nie nawoływali by do stosów. (tak to tylko jednostkowy znany publicznie przypadek).

>>>>Nie proszę Szanownego Pana, zasada jest tu taka, że odpowiadamy konkretnemu dyskutantowi, na konkretną odpowiedź, starając się trzymać temat wątku. Choćby ze względu na kulturę dyskursu.
>A i owszem. Dlatego przytoczę:
Poza tym nie na ten temat dyskusja - chodzi o to, że bezmyślne obsmarowywanie księży ma tyle samo sensu, co bezmyślne obsmarowywanie cyklistów. Jeśli mamy dowody - wtedy inna sprawa.
>>>>Łaskawy Panie, a do kogo Pan pije" Do mnie, do redaktora Agnosiewicza, do moderatorów, tu każdy odpowiada za siebie. Dobrze zanim zabierze się głos trochę poznać środowisko, a już na pewno - zanim zacznie się go pouczać.
>To "bezmyślne obsmarowywanie księży" było nawiązaniem do mojego wcześniejszego postu: Problem jest, trzeba przyznać. Tyle tylko, że tacy "ateiści" - różnego wieku i pochodzenia - to szczep wcale nie lepszy niż węszyciele teorii spiskowych, antysemici, rasiści i homofobowie. Zamiast "tych złych gejów/masonów/cyklistów" mamy "tych złych księży" i "tego złego Boga" - reszta jest dokładnie taka sama.
I nie, nie bronię księży - ale wolę rozmawiać np. z moim znajomym, który - choć jest nacjonalistą i prawicowcem, z czym ja akurat się nie zgadzam - potrafi utrzymać dyskusję na pewnym poziomie, odwołać się do odpowiednich argumentów i nieraz sprawić, że zastanowię się nad tym, czy faktycznie mam rację, niż z ateistą-krzykaczem, który kręci się w kółko między oklepanymi tezami typu "księża to pedofile", "katolicy to ciemnota" i "czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie podniesie" - co może imponuje co bardziej zatwardziałym gimnazjalistom, ale mnie przyprawia o zgrzytanie zębów.
(co starałem się wyjaskrawić słowami pogrubionymi), gdzie pisałem o ateistach-krzykaczach - pewnej grupie, którą definiuje główny post tego wątku.
Tak pięknie to Pan wyraził, że aż musiałem zareagować, a każda następna Pańska wypowiedź utwierdza mnie, że słusznie zrobiłem. Gdyż na ślepo broni Pan tu fideistycznych poglądów i działalności Kościoła, a ja jestem właśnie antyklerykałem.

@@@
.
04-07-2012 06:02 
 Ocena 2 na 2
Maciej Stachowski (255 punktów)
>>Czy mam prawo twierdzić, że jedna osoba nie może trafić szóstki w totka 3 razy pod rząd, bo nikomu się to jeszcze nie udało?
>Może, matematycy wyliczą nawet prawdopodobieństwo takiego zdarzenia.

Ale przecież ostateczną weryfikacją jest według Pana praktyka. Ja to stwierdzenie mogę Panu za marne 9 złotych (bo tyle 3 zakłady kosztują) zweryfikować - i jeśli się mylę, przyznam to z wielką szczęśliwością.

>Niech Pan nie przesadza, ździebko tam o narzędziach Pan znajdzie. Tylko trzeba trzeba czytać z umiejętnością zrozumienia.

Przejrzę je jeszcze później, pobieżne przeczytanie nic mi tam nie dało.

>>>>>Straśnie i roboty huk i głowa boli od myślenia.
>>No testowanie nieskończonej ilości potencjalnych układów to nie takie hop siup.
>Nawet w naukach doświadczalnych bez myślenia się nie obejdzie.

No i właśnie o to się rozchodzi. Że jeśli coś sobie wymyślimy i ma to sens, a nie uda nam się tego wysmażyć w laboratorium, to jeszcze nie znaczy, że zupełnie źle wymyśliliśmy.

>>A to Ci dopiero, wszystkie poglądy są dobre, byle nie komunizm i nazizm. Wolter mądry człowiek, historię starożytną pewnie znał, wiedział jak się dyktatury kończyły, a mimo to twierdził jak twierdził.
>I nawet Pan nie czuje jak się kompromituje.

A Pan mi nie pomaga.

>Steven Weinberg powiedział:
>Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii. Gdyby nie chore ideologie nie byłoby wojen, nie było by inkwizycji, Gestapo, NKWD itd. Gdyby nie chora psychika Breivik by nie mordował, a współcześni księża polscy nie nawoływali by do stosów. (tak to tylko jednostkowy znany publicznie przypadek).

Gdyby nie chorzy ludzie, którzy obracają te ideologie w czyn, żyłyby one wyłącznie w ludzkich umysłach.

>Tak pięknie to Pan wyraził, że aż musiałem zareagować, a każda następna Pańska wypowiedź utwierdza mnie, że słusznie zrobiłem. Gdyż na ślepo broni Pan tu fideistycznych poglądów i działalności Kościoła, a ja jestem właśnie antyklerykałem.

Taka mi przypadła rola "adwokata diabła"

A dlaczego? Proszę zerknąć w moją sygnaturkę i trochę to uogólnić.

>Cieniusieńka ta skóreczka na Panu, ledwie musnąć i złazi nawet tam gdzie nie dotykana. Pięknie Pan teraz tu dowodzi, że całe Pańskie dotychczasowe wywody były tylko udawaniem i próbą mataczenia.

Taki "dowód przez sugestię". Państwo widzicie...

>Mnie interesują tu tylko teorie naukowe, które stanowią całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki.

Więc wszelakie hipotezy uznaje Pan za niewarte zainteresowania, póki nie staną się teoriami. A kto ma z nich zrobić teorie, skoro nikt się nimi nie zamierza interesować?

> Szanowny Panie, ja pytałem o wymyślony przez Pana "dowód ścisły", a nie o "dowód formalny", którego definicję z Wiki sam podałem.

Użyłem tego pojęcia jako synonimu.

> Nikt nie ma możliwości znać wszystkich mędrców, a ja studiowałem na świeckiej uczelni. ALEKSANDER z HALES, ur. ok. 1180 w Hales...

Jak się tylko teologów szuka, żeby udowodnić mi powiązania z tymi przeklętymi fideistami, to i do takich absurdów się dochodzi. pl.wikipedia.org/wiki/Thomas_Hales i www.ams.org/notices/200811/tx081101370p.pdf - wkleję nawet definicję.

>A formal proof is a proof in which every logical inference has been checked all the way back to the fundamental axioms of mathematics

"Of mathematics" dlatego, że artykuł jest z dziedziny matematyki, ale nietrudno tą definicję rozszerzyć na inne dziedziny, szczególnie logikę.

> gdy w jej ramach przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności.

No tak, tak, oczywiście. Ale jeśli miałbym przyjmować istnienie Boga jako aksjomat, to tej dyskusji by nie było. Aksjomat jest to bowiem zdanie niewymagające dowodu - a właśnie o dowód istnienia/nieistnienia Boga się rozchodzi.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
04-07-2012 17:30 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Czy mam prawo twierdzić, że jedna osoba nie może trafić szóstki w totka 3 razy pod rząd, bo nikomu się to jeszcze nie udało?
>>>>Może, matematycy wyliczą nawet prawdopodobieństwo takiego zdarzenia.
>Ale przecież ostateczną weryfikacją jest według Pana praktyka.
Nie według mnie. Cała moją mądrość oparta jest na dorobku nauki. Po prostu przeczytałem ze zrozumieniem parę książek.
Teoria naukowa to całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki.
W przestrzeni nauki (dobra) teoria "mówi jak jest" w praktyce. Jeśli praktyka dowodzi czegoś innego, wtedy teoria upada albo jej stosowanie zawęża się do określonych warunków. Na przykład teoria Newtona może być stosowana jedynie do opisu ciał poruszających się z prędkością dużo mniejszą od prędkości światła.
Powtarzam, to już kilkakrotnie i odsyłam do różnych publikacji, a przecież tematem wątku jest problem z ateistami, a nie z inteligencją.

>Ja to stwierdzenie mogę Panu za marne 9 złotych (bo tyle 3 zakłady kosztują) zweryfikować - i jeśli się mylę, przyznam to z wielką szczęśliwością.
Aż tak bardzo jest Pan ograniczonym? Przecież tu wypada nawet kłócić się na jakimś minimalnym poziomie intelektualnym. O probabilistyce to Pan nie słyszał?

>>>>Niech Pan nie przesadza, ździebko tam o narzędziach Pan znajdzie. Tylko trzeba trzeba czytać z umiejętnością zrozumienia.
>Przejrzę je jeszcze później, pobieżne przeczytanie nic mi tam nie dało.
Tak, daje się to zauważyć i te zauważenie nie dotyczy tych artykułów.

>No i właśnie o to się rozchodzi. Że jeśli coś sobie wymyślimy i ma to sens, a nie uda nam się tego wysmażyć w laboratorium, to jeszcze nie znaczy, że zupełnie źle wymyśliliśmy.
Nie, proszę Szanownego Pana, weryfikują sensu jest właśnie doświadczenie. Wymyślać, to możemy sobie do woli. Zresztą bardzo sobie takie wymyślanie cenię. Jako młody człowiek zaczytywałem się literaturą science fiction. Lubię dobre filmy o "siłach nadprzyrodzonych".

>A to Ci dopiero, wszystkie poglądy są dobre, byle nie komunizm i nazizm.
A dlaczego? Ja akurat mam dużo sympatii do chrześcijaństwa z "Kazania na górze i do komunizmu/socjalizmu, ale wiem też ile zła przyniosła ich pseudorealizacja. Tak, nazizmu nie akceptuję począwszy już od teorii.

>Wolter mądry człowiek, historię starożytną pewnie znał, wiedział jak się dyktatury kończyły, a mimo to twierdził jak twierdził.
Wolter był bardzo mądrym człowiekiem, ale jak napisałem w XVIII wieku, tylko idiota próbuje go przenieść "żywcem" do XXI wieku. Z resztą ja nie uznaję żadnych autorytetów. Ani Woltera, ani Naszego Papieża, ani setek mądrych ludzi, których myśli sobie przyswoiłem.

>>>>I nawet Pan nie czuje jak się kompromituje.
>A Pan mi nie pomaga.
Tak, nie pomagam Panu, jak ktoś lubi, to po co mu przeszkadzać.

>Taka mi przypadła rola "adwokata diabła"
Rola jest czymś do wyboru. Wolę grać samego Mefisto, niż jego adwokatów.

>A dlaczego? Proszę zerknąć w moją sygnaturkę
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18 lat
Liczba punktów: 86
Miejscowość: Poznań/Konin
nauki ścisłe, technologie
Zarejestrowany: 2012-05-23

>i trochę to uogólnić.
Nie rozumiem? Ale niech Pan uogólnia.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 99 lat
Liczba punktów: 16265
Zainteresowania:
religioznawstwo, historia, humanistyka, filozofia, polityka, nauka, biologia ewolucyjna, antropologia,
Zarejestrowany: 2006-09-14


>>Cieniusieńka ta skóreczka na Panu, ledwie musnąć i złazi nawet tam gdzie nie dotykana. Pięknie Pan teraz tu dowodzi, że całe Pańskie dotychczasowe wywody były tylko udawaniem i próbą mataczenia.
>Taki "dowód przez sugestię". Państwo widzicie...
Wielce Szanowny Panie, to nie jest nasza prywatna korespondencja. Mamy tu także innych czytelników. Moim zdaniem w większości bardzo inteligentnych. Każdą swoją wypowiedź podajemy pod ich osąd, a nikt nie może nas bardziej skompromitować, niż uczynimy to sami.
Czy przedstawiamy tu racjonalne wnioskowanie, czy też nie - to tego nie mogą osądzić sprawiedliwie zainteresowane strony (czyli my). Mogą to uczynić tylko postronni czytelnicy i im pozostawiam ten osąd.

>>>>Mnie interesują tu tylko teorie naukowe, które stanowią całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki.
>Więc wszelakie hipotezy uznaje Pan za niewarte zainteresowania, póki nie staną się teoriami. A kto ma z nich zrobić teorie, skoro nikt się nimi nie zamierza interesować?
A na jakiej podstawie Pan tak wywnioskował? Proszę przeczytać tylko moje wypowiedzi w tym wątku. Gdzie Pan taki wniosek znajdzie?

Według Babbiego hipoteza jest szczegółowym, sprawdzalnym oczekiwaniem wobec rzeczywistości, które wynika z ogólniejszej tezy. [...]

Jednak nie każda hipoteza jest przydatna w badaniach. Przydatną dla badań jest hipoteza naukowa, czyli spełniająca pewne wymogi metodologiczne. Stąd postulaty, aby hipotezy naukowe były (por. Sztumski 2005: 53):

na tyle nowe, że wskazywałyby jakieś nieznane aspekty faktów, procesów itp.;

ogólne, czyli obejmujące swoim zakresem wszelkie fakty, procesy czy zjawiska, jakich dotyczą;

pojęciowo jasne, tzn. wyrażone w ostrych, jednoznacznych terminach;

niesprzeczne wewnętrznie, zatem nie zawierające zdań sprzecznych ze sobą;

empirycznie sprawdzalne;

nie powinny być tautologią, ani banałem.


CDN

@@@
.
04-07-2012 17:30 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>>>> Szanowny Panie, ja pytałem o wymyślony przez Pana "dowód ścisły", a nie o "dowód formalny", którego definicję z Wiki sam podałem.
>Użyłem tego pojęcia jako synonimu.
Nie proszę Szanownego Pana napisał Pan ewidentną bzdurę, którą na siłę próbuje Pan zmanipulować. Taką nieuprawnioną próbą manipulacji było wciągnięcie w to, Bogu winnego Halesa, z trzeciego wieku.
Hales nigdzie nie udowadnia, że "dowód ścisły", to "dowód formalny" i przestań Pan pieprzyć i udawać, że nie wie Pan o co tu chodzi.

>Jak się tylko teologów szuka, żeby udowodnić mi powiązania z tymi przeklętymi fideistami, to i do takich absurdów się dochodzi.
Nie szukam żadnych powiązań, to Pan obrzydliwie kręcąc - wrzuca tu jakąś nieznaną mi definicję jakiegoś Halesa, ja tylko poszukałem człowieka, który miał przygotować jakiś wywód popierający Pańskie, niczym nie uprawnione, twierdzenie. Znalazłem i podałem informację. Czy miałbym z niej wykreślić, że był także teologiem.
Poniżej cytat z całości naszej rozmowy
Cytat:

Pan Stachowski:
>Dowód "ścisły" - czyli dowód formalny. Czyli taki, w którym sam tok rozumowania wystarcza, aby stanowić samodzielny dowód.

Bogusławski:
"Logika formalna" pod redakcją prof. Maciszewskiego nie zna takiego dowodu (por. choćby na str. 224) "Mała encyklopedia logiki" w haśle "dowodzenie" też nie zna takiego pojęcia.

Pan Stachowski:
>Dobrze, z definicji Halesa: "Dowód formalny to dowód, w którym każdy logiczny wniosek wynika z podstawowych aksjomatów".

Bogusławski:
Szanowny Panie, ja pytałem o wymyślony przez Pana "dowód ścisły", a nie o "dowód formalny", którego definicję z Wiki sam podałem.
Nikt nie ma możliwości znać wszystkich mędrców, a ja studiowałem na świeckiej uczelni. ALEKSANDER z HALES, ur. ok. 1180 w Hales ( zm. 21 VIII 1245 w Paryżu, Filozof i teolog, współtwórca metody scholast., zw. doctor irre-fragabilis. www.edukat(*)-hales-alexander-halensis-ofm/ i jakoś staruszek mi uciekł.


>>>>gdy w jej ramach przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności.
>No tak, tak, oczywiście. Ale jeśli miałbym przyjmować istnienie Boga jako aksjomat, to tej dyskusji by nie było. Aksjomat jest to bowiem zdanie niewymagające dowodu - a właśnie o dowód istnienia/nieistnienia Boga się rozchodzi.
Powtórzę, to wątek o problemach i ateistami, a nie o problemach z umiejętnościami rozumowania. Nikt przy zdrowych zmysłach - od strony nauk przyrodniczych - nie przeprowadza dowodu na nieistnienie. Oczywiście są jakieś tam zabawy logików, czy matematyków, ale to kwestia smaku i mnie takie zabawy nie bawią.

@@@
.
22-07-2012 19:45 
 Ocena 1 na 1
Maciej Stachowski (255 punktów)
> Nie według mnie. Cała moją mądrość oparta jest na dorobku nauki. Po prostu przeczytałem ze zrozumieniem parę książek.

A czym jest dorobek nauk przyrodniczych, jeśli nie praktyką? Co jest w Pańskich książkach, jeśli nie zapisy obserwacji i wyciągane z nich tezy?

>W przestrzeni nauki (dobra) teoria "mówi jak jest" w praktyce. Jeśli praktyka dowodzi czegoś innego, wtedy teoria upada albo jej stosowanie zawęża się do określonych warunków. Na przykład teoria Newtona może być stosowana jedynie do opisu ciał poruszających się z prędkością dużo mniejszą od prędkości światła.

Akurat co do teorii Newtona się nie zgodzę - teoria Einsteina nie mówi "do 0,001c nie ma efektów relatywistycznych". Teoria Newtona jest błędna, stosujemy ją jedynie dlatego, że pozwala w bardzo prosty sposób uzyskać bardzo dobre przybliżenia.

I kluczowymi słowami są "jeśli praktyka dowodzi czegoś innego". Racja, teoria istnienia Boga jest teorią kiepską, niepotwierdzoną, itd, itp. - ale praktyka nadal nie jest w stanie "dowieść czegoś innego". Gdyby była, teolodzy już dawno podawaliby frytki w McDonaldzie.

>Powtarzam, to już kilkakrotnie i odsyłam do różnych publikacji, a przecież tematem wątku jest problem z ateistami, a nie z inteligencją.

Temat wątku to nam się rozmył już dawno, dawno temu.

>O probabilistyce to Pan nie słyszał?

A właśnie... Probabilistyka to taka nauka, która z definicji wymyka się praktycznym obserwacjom. Często wręcz im przeczy, mówiąc, że coś jest możliwe (choćby te trzy szóstki), choć wszystkie obserwacje wskazują na co innego.

>Nie, proszę Szanownego Pana, weryfikują sensu jest właśnie doświadczenie. Wymyślać, to możemy sobie do woli.

Nie, nie. Chodzi mi tylko o to pytanie, które postawiłem. Czy jeśli dana osoba nie jest w stanie zweryfikować swojej tezy, to czy dana teza jest błędna?

>Wolter był bardzo mądrym człowiekiem, ale jak napisałem w XVIII wieku, tylko idiota próbuje go przenieść "żywcem" do XXI wieku. Z resztą ja nie uznaję żadnych autorytetów. Ani Woltera, ani Naszego Papieża, ani setek mądrych ludzi, których myśli sobie przyswoiłem.

A jak dla mnie, niezależnie od tego jakie poglądy sobie ludzie wymyślą, choćby najbardziej obrzydliwe - to zdanie jest tak samo aktualne dziś, jak było w XVIII wieku. I zawsze zapewne będzie - nie jesteśmy w stanie wymyślić poglądów, które czynią szkodę, jeśli nikt nie wprowadza ich w czyn. Nie jest złym krzyczenie na rynku, że trzeba zabić króla - złem jest dopiero faktyczne dokonanie tego czynu.

>Rola jest czymś do wyboru. Wolę grać samego Mefisto, niż jego adwokatów.

Oskarowa rola.

>Nie rozumiem? Ale niech Pan uogólnia.

Sygnaturka, czyli podpis.

>Płeć: Mężczyzna
>Wiek: 99 lat
>Liczba punktów: 16265
>Zainteresowania:
>religioznawstwo, historia, humanistyka, filozofia, polityka, nauka, biologia ewolucyjna, antropologia,
>Zarejestrowany: 2006-09-14

Dziękuję, że przypomniał Pan o swoim liczniku punktów i dacie rejestracji. Jeszcze raz - czego to według Pana dowodzi?

>Czy przedstawiamy tu racjonalne wnioskowanie, czy też nie - to tego nie mogą osądzić sprawiedliwie zainteresowane strony (czyli my). Mogą to uczynić tylko postronni czytelnicy i im pozostawiam ten osąd.

Racjonalność wnioskowania nie jest kwestią opinii. Ba, nie jest też wyznacznikiem prawdy - można wnioskować racjonalnie, a wychodzić z błędnych założeń. Co do postronnych czytelników - również nie jestem zwolennikiem autorytetów, zwłaszcza autorytetu tłumu, a i bez nich jestem w stanie zastanawiać się nad swoimi poglądami - czego i Panu życzę, ponieważ widzę, że mało kto tu Pana krytykuje.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
23-07-2012 14:45 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Nie według mnie.
Zdanie to dotyczyło tylko Pańskich trafień w totolotka.

>>>>Cała moją mądrość oparta jest na dorobku nauki. Po prostu przeczytałem ze zrozumieniem parę książek.
>A czym jest dorobek nauk przyrodniczych, jeśli nie praktyką? Co jest w Pańskich książkach, jeśli nie zapisy obserwacji i wyciągane z nich tezy?
Czy Pan rozumie to co Pan pisze? Gdyż na pewno nie potrafi Pan zrozumieć tego co piszą inni.
Całość mojej wypowiedzi:

Cała moją mądrość oparta jest na dorobku nauki. Po prostu przeczytałem ze zrozumieniem parę książek.
Teoria naukowa to całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki.
W przestrzeni nauki (dobra) teoria "mówi jak jest" w praktyce. Jeśli praktyka dowodzi czegoś innego, wtedy teoria upada albo jej stosowanie zawęża się do określonych warunków. Na przykład teoria Newtona może być stosowana jedynie do opisu ciał poruszających się z prędkością dużo mniejszą od prędkości światła.
Powtarzam, to już kilkakrotnie i odsyłam do różnych publikacji, a przecież tematem wątku jest problem z ateistami, a nie z inteligencją.


Metodologia nauk - nauka zajmująca się metodami stosowanymi w naukach przy formułowaniu twierdzeń i teorii naukowych. Metodologia nauk analizuje nie tylko procedury badawcze, lecz także jej wytwory: pojęcia, hipotezy, twierdzenia.
S. Nowak wnioskuje, że " Przez metodę naukową rozumiemy tu określony, powtarzalny sposób rozwiązywania problemu. Metoda badań empirycznych to tyle, co określony, powtarzalny sposób uzyskiwania pewnego typu informacji o rzeczywistości, niezbędnych dla rozwiązywania określonego typu problemu badawczego, szukanie odpowiedzi na pytanie określonego rodzaju przez szeroko pojmowaną obserwację rzeczywistości"
Warto też zajrzeć tu: www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=209

>Nie, nie. Chodzi mi tylko o to pytanie, które postawiłem. Czy jeśli dana osoba nie jest w stanie zweryfikować swojej tezy, to czy dana teza jest błędna?
Odpowiedziałem, że mnie interesują tylko tezy spełniające określone procedury - nazywane hipotezami naukowymi (gr. hypóthesis - przypuszczenie) - osąd, który podlega weryfikacji lub falsyfikacji. Zdanie, które stwierdza spodziewaną relację między jakimiś zjawiskami, propozycja twierdzenia naukowego, które zakłada możliwą lub oczekiwaną w danym kontekście sytuacyjnym naturę związku.
Hipoteza umożliwia odpowiednie, rzeczowe i refleksyjne ukierunkowanie procesu badawczego i przedmiotu badań w celu ich sprawdzenia. "Hipotezy są pewnymi twierdzeniami, czy domysłami odpowiadającymi na nasze pytania, jak, dlaczego i w jakim sensie takie a takie fakty czy zdarzenia zachodzą. Opierając się zatem na przyjętych uprzednio założeniach, hipotezy wyjaśniają nam fakty, procesy czy zjawiska w zakresie sformułowania przez nas zagadnień. Nie każda hipoteza jest przydatna w badaniach. Przydatną dla badań jest hipoteza naukowa, czyli spełniająca pewne wymogi metodologiczne.

>>>>Czy przedstawiamy tu racjonalne wnioskowanie, czy też nie - to tego nie mogą osądzić sprawiedliwie zainteresowane strony (czyli my). Mogą to uczynić tylko postronni czytelnicy i im pozostawiam ten osąd.
>Racjonalność wnioskowania nie jest kwestią opinii.
Nie jest. Tylko ja pisałem, że nie możemy być sędziami we własnych sprawach i subiektywne osądy czytelników jako całości są bardziej sprawiedliwe, ale jak zwykle Pan nie rozumie tego co inni piszą.

>Ba, nie jest też wyznacznikiem prawdy - można wnioskować racjonalnie, a wychodzić z błędnych założeń.
Można, ale trzeba by tu zacząć od definicji prawdy i ludzkiej nieomylności.

>Co do postronnych czytelników - również nie jestem zwolennikiem autorytetów, zwłaszcza autorytetu tłumu,
Tak - dla Pańskiego wielkiego intelektu stanowimy tłum, ale ja znam tu parę osób, których wiedzę sobie bardzo cenię (a więc są jakimś tam dla mnie autorytetem) i parę innych (lub i tych samych), z którymi chętnie wymieniam się poglądami, gdyż nic na tym nie tracę.

>a i bez nich jestem w stanie zastanawiać się nad swoimi poglądami - czego i Panu życzę, ponieważ widzę, że mało kto tu Pana krytykuje.
Nie wiem dlaczego tak się dzieje? Piszę to co wiem i staram się o zachowanie maksymalnej intelektualnej uczciwości wobec czytelników, a więc piszę zgodnie z moimi poglądami i ocenami. Całe życie tak czyniłem, gdyż pomimo różnych kłopotów w sumie daje to satysfakcję. Jest tu też parę osób, które mnie wprost nie znoszą, ale jakoś mnie to bardziej cieszy niż martwi. Co najdziwniejsze jest też parę osób, które jakoś tam przekonałem do siebie i zaczęły mnie całkiem dobrze znosić.
Ot nasze forum to też kawałek rzeczywistości.

Miłego dnia.

@@@
.
22-07-2012 19:46 
 Ocena 1 na 1
Maciej Stachowski (255 punktów)

>>>>Mnie interesują tu tylko teorie naukowe, które stanowią całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki.
>Więc wszelakie hipotezy uznaje Pan za niewarte zainteresowania, póki nie staną się teoriami. A kto ma z nich zrobić teorie, skoro nikt się nimi nie zamierza interesować?
A na jakiej podstawie Pan tak wywnioskował? Proszę przeczytać tylko moje wypowiedzi w tym wątku. Gdzie Pan taki wniosek znajdzie?

"Mnie interesują tu tylko teorie naukowe" - ergo, hipotezy uznaje Pan za nieinteresujące. Mnie dla odmiany interesuje wszystko - i fakty, i teorie, i hipotezy naukowe, i nawet nad tymi nienaukowymi jestem w stanie się zastanowić, zamiast automatycznie odrzucać. Podkreślę - zastanowić, przemyśleć, nie przyjąć.

>Nie proszę Szanownego Pana napisał Pan ewidentną bzdurę, którą na siłę próbuje Pan zmanipulować. Taką nieuprawnioną próbą manipulacji było wciągnięcie w to, Bogu winnego Halesa, z trzeciego wieku.

Mówiłem już - nie ten Hales, en.wikipedia.org/wiki/Thomas_Callister_Hales - ten Hales. Nawet Panu artykuł podlinkowałem, o ile pamiętam, a Pan nadal idzie w zaparte z tym bogu ducha winnym trzecio- czy dwunastowiecznym uczonym, którego Pan sobie wyciągnął i zasłania się nim nie wiedzieć po co.

I powtórzę jeszcze raz - użyłem pojęcia "dowód ścisły" w zastępstwie pojęcia "dowód formalny", może i błędnie, ale wydaje mi się, że wielokrotnie to już wyjaśniałem i tłumaczyłem. A Pan uczepił się tego i nadal wiesza psy na mnie, bo ośmieliłem się użyć innego terminu.

>Hales nigdzie nie udowadnia, że "dowód ścisły", to "dowód formalny" i przestań Pan pieprzyć i udawać, że nie wie Pan o co tu chodzi.

Proszę pokazać, gdzie wysuwam tezę, że Hales (którykolwiek) dowodzi, że dowód ścisły to dowód formalny. Podałem Panu jego definicję dowodu formalnego, i zaznaczyłem, że użyłem pojęcia "dowód ścisły" w zastępstwie pojęcia "dowodu formalnego".

>Nikt przy zdrowych zmysłach - od strony nauk przyrodniczych - nie przeprowadza dowodu na nieistnienie. Oczywiście są jakieś tam zabawy logików, czy matematyków, ale to kwestia smaku i mnie takie zabawy nie bawią.

Skoro tak, to nikt przy zdrowych zmysłach nie ośmieli się twierdzić, że coś nie istnieje, skoro nie zamierza nawet przeprowadzić dowodu.

A bez zabaw matematyków i logików Pańskie nauki przyrodnicze można by sobie było w buty wsadzić, bo nie dałoby się postawić żadnej tezy wyjaśniającej doświadczenia.


I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
23-07-2012 17:00 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>>Mnie interesują tu tylko teorie naukowe, które stanowią całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki.
>Więc wszelakie hipotezy uznaje Pan za niewarte zainteresowania, póki nie staną się teoriami.
Tyle Pan zrozumiał z mojej wypowiedzi? To rzeczywiście sukces. Jest Pan już po pierwszej sesji?

>A kto ma z nich zrobić teorie, skoro nikt się nimi nie zamierza interesować?
Niedawno kilka razy pisałem czym jest "hipoteza naukowa" i jakie parametry musi spełniać.

>Mówiłem już - nie ten Hales,
Szanowny Panie, ludzi o tym samym nazwisku jest wielu, a Pan nawet imienia - przy odwołaniu się do jego definicji - nie podał. Zresztą obojętnie który, żaden z nich nie potwierdza Pańskiej bzdury, że "dowód ścisły to dowód formalny".
Cytat:

Pan Stachowski:
>Dowód "ścisły" - czyli dowód formalny. Czyli taki, w którym sam tok rozumowania wystarcza, aby stanowić samodzielny dowód.
Bogusławski:
"Logika formalna" pod redakcją prof. Maciszewskiego nie zna takiego dowodu (por. choćby na str. 224) "Mała encyklopedia logiki" w haśle "dowodzenie" też nie zna takiego pojęcia.
Pan Stachowski:
>Dobrze, z definicji Halesa: "Dowód formalny to dowód, w którym każdy logiczny wniosek wynika z podstawowych aksjomatów".
Bogusławski:
Szanowny Panie, ja pytałem o wymyślony przez Pana "dowód ścisły", a nie o "dowód formalny", którego definicję z Wiki sam podałem.
>Nikt nie ma możliwości znać wszystkich mędrców, a ja studiowałem na świeckiej uczelni. ALEKSANDER z HALES, ur. ok. 1180 w Hales ( zm. 21 VIII 1245 w Paryżu, Filozof i teolog, współtwórca metody scholast., zw. doctor irre-fragabilis. www.edukat(*)-hales-alexander-halensis-ofm/ i jakoś staruszek mi uciekł.


>>>>Nikt przy zdrowych zmysłach - od strony nauk przyrodniczych - nie przeprowadza dowodu na nieistnienie. Oczywiście są jakieś tam zabawy logików, czy matematyków, ale to kwestia smaku i mnie takie zabawy nie bawią.
>Skoro tak, to nikt przy zdrowych zmysłach nie ośmieli się twierdzić, że coś nie istnieje, skoro nie zamierza nawet przeprowadzić dowodu.
Rozumiem, że Pan się zalicza do tych "przy zdrowych zmysłach" i nie ośmiela się twierdzić, że nie istnieje Baba Jaga?
Wolno Panu! Szanowny Panie o zdrowych zmysłach.

Wielokrotnie już pisałem, że nauka (science) zajmuje się tylko istniejącą obiektywnie rzeczywistością i ma z tym dostateczną ilość zajęć, aby chciała jeszcze bezproduktywnie zajmować się fantazjami, czy chorymi wymysłami.

>A bez zabaw matematyków i logików Pańskie nauki przyrodnicze można by sobie było w buty wsadzić, bo nie dałoby się postawić żadnej tezy wyjaśniającej doświadczenia.
Matematyka i logika są narzędziami przyrodników i to bardzo ważnymi narzędziami. Może jednak warto najpierw się trochę pouczyć zanim zacznie się wymądrzać. Uczeni czasem się bawią, gdyż to normalni ludzie, ale najczęściej to ciężko pracują.

@@@
.
04-07-2012 06:02 
 Ocena 2 na 4
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Gdyż na tym polega ostateczna weryfikacja prawdziwości teoretycznych założeń i właśnie dlatego trwa zwycięski pochód nauk przyrodniczych nad mniemanologią stosowaną. (W Polsce z lekka przyhamowany).

Bez mniemanologii nie byłoby nawet co weryfikować. Trzeba bowiem najpierw tą hipotezę wymniemać, a potem dopiero brać się za udowadnianie.

Te Pańskie nauki przyrodnicze nadają się jedynie do udowodnienia istnienia. W kwestii nieistnienia mogą tylko stwierdzić, że nic takiego jeszcze nie znalazły.

> Jakiego boga?

Jakiegokolwiek.

> Co próbuję Szanownemu Panu przypisać? To, że twierdzi Pan, że ateizm jest wiarą?

Wiarą religijną, wedle Pańskich definicji.

> Ja mówię, że jest przekonaniem, które może być różnie intelektualnie umotywowane. Poprzez wiarę też, ale nie przypominam sobie z Panem sporu na ten temat.

Owszem. Ale ateista nie jest przekonany, że Bóg nie istnieje. Ateista jest przekonany o tym, że wie, że Bóg nie istnieje. W pierwszym przypadku mógłby mieć rację, w drugim jej nie ma.

>Mówię także, że na naszym forum najczęściej jest reprezentowany racjonalistyczny ateizm, czyli taki, do którego dochodzi się drogą rozumową. Sam zaś jestem naturalistą ontologicznym, a nie ateistą. Zgodnie z logiką nie chcę przeczyć istnienia nieistniejącego.

Rączki umyte, zapraszam do stołu. Sam jestem naturalistą, i to dość skrajnym - uważam, że wszystko jest jednym procesem fizykochemicznym, że człowiek jest jedynie zamkniętym w ciele obserwatorem, a wolna wola jest iluzją wynikającą z procesów mózgowych.

Ale mogę się mylić, i Pan również może się w swoich poglądach mylić. O to mi tylko chodzi - nie o przekonanie Pana, że Bóg istnieje, czy też że nie istnieje. Jedynie o to, żeby przyznać przed sobą możliwość, że nasze przekonania są błędne - co sam czynię, a i Panu radzę.

>Można, ale to nie nie jest ich "warunkiem koniecznym".

Gdyby było, to każdy byłby ograniczony umysłowo.

[quote]Nielogiczna wprost irracjonalna bzdura. Inteligentny człowiek uznaje tylko zmienne prawdy nauki, choć i do nich powinien podchodzić sceptycznie.
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.[/quote]

Brawo, brawo, brawo, BRAWO! Załapał Pan, o co mi chodzi. Aż Pana nie poznaję.

Bo przecież tylko o tym cała ta dyskusja - aby zdawać sobie sprawę, że nasze przekonania mogą okazać się błędne, i być gotowym je zmienić. Aby być sceptycznym w podchodzeniu do każdej prawdy nauki, nawet takiej, która wydaje się najbardziej ustalona. I prawdą jest też, że absolut nie jest nam do niczego potrzebny - dopóki on sam nie staje się przedmiotem sporu.

Wiem, że nic nie wiem, jak mawiał Sokrates. Odłam ateizmu, o którym mówię, neguje tą zasadę - tacy ludzie "wiedzą, że wiedzą", czy Bóg istnieje, i nie są gotowi do weryfikacji tego poglądu.

Jedynym, co do czego nie ma wątpliwości, są prawa logiki - a to tylko dlatego, że wynikają one z definicji pojęć, którymi się posługujemy. A naruszenie definicji sprawia, że tracimy zdolność komunikacji.

>Jak, długo trzeba Wam tłumaczyć, że na naszym forum na ideologiczną indoktrynację, to już o wiele za późno. Takich "zawracaczy" do bezmyślnego stada, to większość z nas już setki razy spotkała. Na przykład: interia360.pl/artykul/filozofia-ateizmu,24602 - co jeden to mądrzejszy. Dajcie sobie już z nami spokój i pilnujcie własnych owieczek, gdyż Wam się rozłażą.

Nie pamiętam, czy Pan to wrzucał, ale: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4150 i www.racjonalista.pl/kk.php/s,4163 - i niech to wystarczy za jakikolwiek komentarz.

>Nie, proszę Wielce Szanownego Pana, nie wysuwam niepotwierdzonych insynuacji, ja Panu te wszystkie brzydkie chwyty (i nie tylko to) wykazałem. Obrona przed nieuzasadnionymi atakami na mnie i moje środowisko nie jest chwytem argumentum ad personam. Choć mądrzy ludzie rzadziej głupoty piszą.

Kto atakuje? Czy wytykanie Panu Pańskich cynicznych osądów na mój temat i doszukiwania się we mnie zagorzałego fideisty, który próbuje podburzyć lud przeciwko Pańskim jedynie słusznym poglądom nazywa Pan atakiem? Ja to nazwę "obroną konieczną".

Czy to, że wypisuje Pan bzdury na mój temat jest według Pana uzasadnione?

Czy to, że jako argumentów używa Pan stwierdzeń:
>Cieniusieńka ta skóreczka na Panu, ledwie musnąć i złazi nawet tam gdzie nie dotykana.
>Dajcie sobie już z nami spokój i pilnujcie własnych owieczek, gdyż Wam się rozłażą.
>Ot pieprzy się się Panu i jak stary dobry katolik używa Pan brzydkich chwytów erystycznych. Musiał się Pan z tym otrzaskać w jakimś seminarium.
>To po co Pan tu żale wylewa. Lepiej z proboszczem pogadać aby lepiej pilnował owczarni, bo mu się rozłazi.
i jeszcze paru innych, uważa Pan za właściwe?

Skoro tak, to Panu przydałoby się powtórzenie zasad sztuki dyskusji. Skoro Pan rości sobie prawa do pouczania mnie - to i ja również.

A artykuł Lewandowskiego - cóż, i ateiści popełniają błędy w swoim rozumowaniu i dyskusji. Nie tylko fideiści

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
04-07-2012 19:47 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Bez mniemanologii nie byłoby nawet co weryfikować. Trzeba bowiem najpierw tą hipotezę wymniemać, a potem dopiero brać się za udowadnianie.
Ile razy w jednym wątku, to można powtarzać?!
Teoria naukowa to całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki. Ma na celu wyjaśnienie przyczyny lub układu przyczyn, warunków, okoliczności powstawania i określonego przebiegu danego zjawiska.

>Te Pańskie nauki przyrodnicze nadają się jedynie do udowodnienia istnienia.
Tak, zajmują się obiektywnie (niezależnie od poznającego ją podmiotu) istniejącą rzeczywistością.

>W kwestii nieistnienia mogą tylko stwierdzić, że nic takiego jeszcze nie znalazły.
Nawet tego nie mogą stwierdzić, gdyż zajmują się tylko tym co istnieje.

>>>>Jakiego boga?
>Jakiegokolwiek.
Zabawny Pan jest. Nauki musiałyby zajmować się tylko bzdurami, na inne rzeczy zupełnie nie starczyłoby czasu. Parędziesiąt tysięcy koncepcji i dziesiątki tysięcy bogów, boginek, demonów? A żadna z tych koncepcji nie posiada spójnej logicznie definicji nie mówiąc już o jakimkolwiek naukowym opisie. Ot, każdy baje co mu się zdaje i trwa to już parę tysięcy lat.

>>>>Co próbuję Szanownemu Panu przypisać? To, że twierdzi Pan, że ateizm jest wiarą?
>Wiarą religijną, wedle Pańskich definicji.
Moich definicji. Nie opracowałem i nie podałem żadnej. Jest - jak dla mnie - ich wystarczająca ilość. Żadna z naukowych nie mówi, że jest ateizm jest wiarą religijną. Natomiast zdarza, że ludzie odrzucając jednego boga i przyjmując wiarę w drugiego nazywają to ateizmem. Zdarza się, że ludzie wierzą, że bóg nie istnieje i nazywają to ateizmem. Ludzie różne rzeczy różnie nazywają.

>>>>Ja mówię, że [ateizm] jest przekonaniem, które może być różnie intelektualnie umotywowane.
>Owszem. Ale ateista nie jest przekonany, że Bóg nie istnieje. Ateista jest przekonany o tym, że wie, że Bóg nie istnieje. W pierwszym przypadku mógłby mieć rację, w drugim jej nie ma.
Warto tu się zastanowić co rozumiemy pod słowem "wie". Cytuje Pan w tym poście mojego przyjaciela red. Izdebskiego, a tam jest m.in. napisane: "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Gdy to się weźmie pod uwagę, to śmiało mogę powiedzieć: Tak wiem, że żaden świat nadprzyrodzony nie istnieje.

>>>>Mówię także, że na naszym forum najczęściej jest reprezentowany racjonalistyczny ateizm, czyli taki, do którego dochodzi się drogą rozumową. Sam zaś jestem naturalistą ontologicznym, a nie ateistą. Zgodnie z logiką nie chcę przeczyć istnienia nieistniejącego.
>Rączki umyte, zapraszam do stołu. Sam jestem naturalistą, i to dość skrajnym - uważam, że wszystko jest jednym procesem fizykochemicznym, że człowiek jest jedynie zamkniętym w ciele obserwatorem, a wolna wola jest iluzją wynikającą z procesów mózgowych.
Czy to ma jakikolwiek związek z kulturą dyskusji. Gdzie Pana takich manier nauczono. Od samego początku w tym wątku jest Pan napastliwy. Manipuluje Pan wypowiedziami i swoimi i innych. Agresywnie prowokuje Pan do pyskówek zamiast merytorycznej rozmowy.
Źle Pan trafił. Daję sobie radę i takimi interlokutorami. Proszę konkretnie podać, gdzie coś takiego powiedziałem: Sam jestem naturalistą, i to dość skrajnym - uważam, że wszystko jest jednym procesem fizykochemicznym, że człowiek jest jedynie zamkniętym w ciele obserwatorem, a wolna wola jest iluzją wynikającą z procesów mózgowych.

>Ale mogę się mylić, i Pan również może się w swoich poglądach mylić. O to mi tylko chodzi - nie o przekonanie Pana, że Bóg istnieje, czy też że nie istnieje. Jedynie o to, żeby przyznać przed sobą możliwość, że nasze przekonania są błędne - co sam czynię, a i Panu radzę.
Nie, tylko mówię, że ja mogę się mylić, również mówię, że nauka może się mylić. Więcej moje doświadczenie życiowe i przeczytane książki świadczą, że pomyłek i błędów w nauce zdarzyło się już niesłychanie wiele, ale prawdopodobieństwo istnienia jakiegoś świata nadprzyrodzonego ograniczam do promila z promila. Czyli w ludzkich kategoriach twierdzę (na podstawie dorobku nauki) z całkowitą pewnością, że żaden bóg nie istnieje. Jak dla mnie to wystarcza i nie będę się bawił w wyliczanie ilości diabłów na łebku szpilki. No cóż, Pańskie wykształcenie, erudycja i kultura całkowicie upoważnia Pana do udzielania mi rad.

>Brawo, brawo, brawo, BRAWO! Załapał Pan, o co mi chodzi. Aż Pana nie poznaję.
A ja odwrotnie nabieram coraz większej pewności, że nie tylko Pan nie rozumie tego co piszę, ale gorzej - nie jest Pan w stanie zrozumieć.

>Bo przecież tylko o tym cała ta dyskusja - aby zdawać sobie sprawę, że nasze przekonania mogą okazać się błędne, i być gotowym je zmienić. Aby być sceptycznym w podchodzeniu do każdej prawdy nauki, nawet takiej, która wydaje się najbardziej ustalona.
Wielce Szanowny Panie, takie same poglądy w tym zakresie mam od pół wieku i nigdy nie musiałem ich korygować. Takie same poglądy prezentuję na naszym forum od prawie ośmiu lat. Na podstawie tych poglądów stwierdzam, że udowodnianie nieistnienia nieistniejącego jest całkowitą bzdurą. Natomiast nie jest bzdurą intelektualny opór wobec upowszechniania tej bzdury jaką jest istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności. Religie/ideologie oddziaływają społecznie i to jest bardzo złe oddziaływanie.

>Wiem, że nic nie wiem, jak mawiał Sokrates.
Ani Pan tego dobrze nie cytuje, ani Pan tego nie zrozumiał.
jego sławne słowa "wiem, że nic nie wiem" oznaczają świadomość, że jeśli czegoś nie wiem, to znaczy, że posiadam wiedzę o własnej niewiedzy.
Sokrates wychodził z założenia, że wiedza jest największą i najcenniejszą cnotą.

CDN

@@@
.
04-07-2012 19:47 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Odłam ateizmu, o którym mówię,
Zupełnie nie wiem o jakim odłamie ateizmu Pan mówi?

>neguje tą zasadę
Którą zasadę? Racjonalnego sceptycyzmu?
Zdecydowanie uważam się za racjonalnego sceptyka w ponad 80% tu opisanego: pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy

> - tacy ludzie "wiedzą, że wiedzą", czy Bóg istnieje,
Należę do tych ludzi, którzy w 999,999 są pewni, że bóg nie istnieje. Ten promil promila jest pozostawiony tylko ze względów metodologicznych. (Konieczności pozostawienia jakiejś wątpliwości)

>i nie są gotowi do weryfikacji tego poglądu.
Jestem całkowicie gotowym do weryfikacji wszystkich moich poglądów. Łącznie z tymi dotyczącym istnienia świata nadprzyrodzonego. Ma Pan jakieś nie znane nam nowe przesłanki uprawdopodobniające istnienie takiej nadrzeczywistości. To proszę je tu podać, a nie kręcić.

>Jedynym, co do czego nie ma wątpliwości, są prawa logiki - a to tylko dlatego, że wynikają one z definicji pojęć, którymi się posługujemy.
Gucio prawda, za pomocą logiki można wiele bzdur udowodnić i to jest narzędzie, które wymaga takiej precyzji znaczeń, której nie daje żaden język. Niektóre nazwy nie mają wyraźnej treści, to znaczy, iż nawet ten, kto dobrze zna dany język nie umiałby podać takiego zespołu cech, które pozwoliłyby w sposób stanowczy odróżniać desygnaty danej nazwy od innych przedmiotów. Inteligentniejszym znana jest też logika wielowartościowa
Nie jestem zresztą logikiem, tylko jej się trochę uczyłem, ale swoich profesorów się nie wstydzę.

>A naruszenie definicji sprawia, że tracimy zdolność komunikacji.
Tak, definicja w logice, to prosta i jasna sprawa, kto raz przeczyta, już zawsze będzie wiedział jak definiować. pl.wikipedia.org/wiki/Definicja . Panu najbardziej polecam tą część hasła: pl.wikiped(*)finicja&action=edit§ion=13

>Nie pamiętam, czy Pan to wrzucał, ale: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4150 i www.racjonalista.pl/kk.php/s,4163 - i niech to wystarczy za jakikolwiek komentarz.
Nie, red. Misia nie wrzucałem, ale go sobie bardzo cenię i nie rozumiem dlaczego miałby tu służyć Panu za komentarz?

>>>>Nie, proszę Wielce Szanownego Pana, nie wysuwam niepotwierdzonych insynuacji, ja Panu te wszystkie brzydkie chwyty (i nie tylko to) wykazałem. Obrona przed nieuzasadnionymi atakami na mnie i moje środowisko nie jest chwytem argumentum ad personam. Choć mądrzy ludzie rzadziej głupoty piszą.
>Kto atakuje? Czy wytykanie Panu Pańskich cynicznych osądów na mój temat i doszukiwania się we mnie zagorzałego fideisty, który próbuje podburzyć lud przeciwko Pańskim jedynie słusznym poglądom nazywa Pan atakiem? Ja to nazwę "obroną konieczną".
Nic więcej nie mogę tu dodać ponadto co już pisałem. To że Pan próbuje ze mnie zrobić wariata, jeszcze mogę zrozumieć, ale czemu Pan uważa większość naszych czytelników za głupoli? Gwarantuję Panu, że większość, to inteligentni wykształceni ludzie i czytać ze zrozumieniem potrafią. Wiem że też potrafią dokonać sprawiedliwych ocen.

>Skoro tak, to Panu przydałoby się powtórzenie zasad sztuki dyskusji. Skoro Pan rości sobie prawa do pouczania mnie - to i ja również.
Ja sobie nie roszczę żadnych praw. Wymagam normalnego szacunku dla interlokutora i nie odpowiadają mi Pańskie szczeniackie zagrywki. Tu nie warto opowiadać ani o swojej mądrości, ani o wykształceniu, ani o kulturze dyskusji. Tu błyskawicznie się okazuje - co kto sobą reprezentuje. Dlatego wielokrotnie powtarzam:
Nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami.

@@@
.
01-07-2012 17:30 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Cieniusieńka ta skóreczka na Panu, ledwie musnąć i złazi nawet tam gdzie nie dotykana.
Pięknie Pan teraz tu dowodzi, że całe Pańskie dotychczasowe wywody były tylko udawaniem i próbą mataczenia.

.
>>>>Pan wybaczy, ale ja zupełnie nie rozumiem, co znaczy "potencjalnie możliwe ponieważ nie udowodniono inaczej".
>Oznacza to - ni mniej ni więcej - że wszystko jest teoretycznie możliwe, chyba że udowodni się, że jest niemożliwe.
Mnie interesują tu tylko teorie naukowe, które stanowią całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki. pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_naukowa

>Dowód "ścisły" - czyli dowód formalny. Czyli taki, w którym sam tok rozumowania wystarcza, aby stanowić samodzielny dowód.
>>>>"Logika formalna" pod redakcją prof. Maciszewskiego nie zna takiego dowodu (por. choćby na str. 224) "Mała encyklopedia logiki" w haśle "dowodzenie" też nie zna takiego pojęcia.
>Dobrze, z definicji Halesa: "Dowód formalny to dowód, w którym każdy logiczny wniosek wynika z podstawowych aksjomatów".
Szanowny Panie, ja pytałem o wymyślony przez Pana "dowód ścisły", a nie o "dowód formalny", którego definicję z Wiki sam podałem.
Nikt nie ma możliwości znać wszystkich mędrców, a ja studiowałem na świeckiej uczelni. ALEKSANDER z HALES, ur. ok. 1180 w Hales ( zm. 21 VIII 1245 w Paryżu, Filozof i teolog, współtwórca metody scholast., zw. doctor irre-fragabilis. www.edukat(*)-hales-alexander-halensis-ofm/ i jakoś staruszek mi uciekł.

>Co jest dla nas istotne, to to, że nie ma w nim miejsca na eksperymenty i doświadczenia - mamy jedynie zbiór podstawowych zdań (aksjomatów) i zdania wynikające pośrednio lub bezpośrednio z nich.
Aksjomat to dowolna wypowiedź o pojęciu pierwotnym teorii sformalizowanej. Wypowiedź ta z formalnego punktu widzenia nie musi być "oczywiście prawdziwa", nie musi też odbijać jakiejkolwiek "rzeczywistości". Krótko mówiąc, jest to całkowicie dowolne zdanie - byle niesprzeczne wewnętrznie i poprawnie zbudowane (to znaczy zgodnie z regułami gramatyki obowiązującej w danej teorii).

Logika formalna jest algebrą myślenia, a więc nauką ścisłą i jako taka jest luźno powiązana z bogactwem życia społecznego. Jest ona wyrazem racjonalności myślenia, ale nie udziela nam odpowiedzi na wiele pytań egzystencjalnych (zwrócił na to uwagę prof. Kazimierz Ajdukiewicz), a ponadto jest chyba tak, że gdy w jej ramach przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności. Idąc tym tropem przez historię logiki filozoficznej dostrzegamy jak wielu wśród największych myślicieli godziło logiczne myślenie z fideistyczną postawą światopoglądową, Mówiąc krócej założenie istnienia absolutu (Bóg filozofów na ogół bardzo różni się od Boga teologów) nie przeszkadzało im w posługiwaniu się logiką, a nawet odkrywaniu zasad logicznego myślenia i tworzeniu własnych systemów logicznych.
Szanowny Panie, nic dziwnego, że fideiści bronią nadrzędności logiki nad naukami przyrodniczymi, ale mamy XXI wiek i już dawno skończyło się panowanie teologii i fideistycznych koncepcji filozoficznych.

>Zresztą, jak sam Pan wskazuje z Wiki:
Dowód należy odróżnić od empirycznego lub heurystycznego rozumowania.
>>>>Ale dla nauk przyrodniczych logika jest tylko narzędziem pomocniczym, tak jak matematyka jest jej uniwersalnym narzędziem opisu. Ostateczną weryfikacją w naukach przyrodniczych jest praktyka czyli możliwość powtórzenia tego samego zdarzenia po zrealizowaniu tych samych parametrów.
>I dlatego nauki przyrodnicze nie powinny się brać za dowodzenie, zwłaszcza negatywne.
Nauki przyrodnicze (w terminologii angielskiej zwane natural sciences) to mało precyzyjne określenie dziedzin nauki, które zajmują się badaniem różnych aspektów świata materialnego, ożywionego i nieożywionego, zazwyczaj z zastosowaniem aparatu matematycznego, jak również właściwej sobie metodologii.

Metodologia nauk - nauka zajmująca się metodami stosowanymi w naukach przy formułowaniu twierdzeń i teorii naukowych. Metodologia nauk analizuje nie tylko procedury badawcze, lecz także jej wytwory: pojęcia, hipotezy, twierdzenia.

Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.

>Skąd bowiem wiadomo, czy każde powtórzenie zdarzenia przy tych samych parametrach da nam ten sam rezultat?
Gdyż na tym polega ostateczna weryfikacja prawdziwości teoretycznych założeń i właśnie dlatego trwa zwycięski pochód nauk przyrodniczych nad mniemanologią stosowaną. (W Polsce z lekka przyhamowany).

@@@
.
01-07-2012 17:36 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>Na tej samej zasadzie, co setek tysięcy wydumanych przez ludzi stworów, a przy okazji - co znaczy "Bóg" w naukach przyrodniczych, gdyż może jest nawet dowód na jego istnienie? Różnych - nic nie znaczących - Blablabundów jest wiele i bełkotać można do woli.
>A i owszem. Ale jakie są konsekwencje istnienia Blablabundów, a jakie Boga?
Jakiego boga?
Wielość i zmienność idei pojmowania bogów ma długą historię i wykreśla długi łańcuch wyobrażeń religijnych i sił nadprzyrodzonych. Toteż religioznawczej refleksji nad bogami - obejmującej ich różnorodność oraz swoistości związane z określoną kulturą, ich ewolucyjne przemiany w przebiegu rozwoju cywilizacyjnego, jak i przeprowadzenie innych analiz porównawczych, w tym filozoficznych rozważań o możliwości wypracowania uniwersalistycznej teorii Boga - nie da się wyprowadzić ze znajomości, nawet bardzo dobrej, jednej religii. Dla przeprowadzenia porównań koniecznym jest poznanie różnorodnych koncepcji. Rozpoczynając rozeznanie w przedmiocie naszych zainteresowań można zajrzeć do wielu kompendiów religioznawczych. Z łatwiejszych mogę polecić Zarys dziejów religii, zbiorową pracę polskich religioznawców, kilkakrotnie wydawaną przez Iskry, Mity z pięciu stron świata T. Margula, Bogów czterech stron świata W. Tylocha czy też Religie Wschodu i Zachodu pod red. K. Banka, a z trudniejszych, klasyczną już Złotą gałąź J. G. Frazera, Fenomenologię religii G. van der Leeuwa czy Historię wierzeń i idei religijnych M. Eliadego. Choć najlepiej chyba rozpocząć od skonspektowania kilku tematycznych encyklopedii, tak aby w miarę szybko wyrobić sobie pogląd na bogactwo ludzkich przemyśleń i fantazji. Aktualnie najbardziej znaczącą encyklopedią religioznawczą - szkoda, że nie przetłumaczoną na polski - jest wydana w 1987 roku, z inicjatywy i pod redakcją Mircea Eliadego (choć jego metodologia badań "mitu i świętości" jest dosyć kontrowersyjna, to był on prawdopodobnie wśród religioznawców największym erudytą), 16 tomowa The Encyclopaedia of Religion. To wielkie dzieło zawiera wielostronicowe artykuły przeglądowe napisane przez wybitnych specjalistów z różnych krajów, poświęcone religiom świata wraz z ich różnymi aspektami. W Polsce "PWN - Wydawnictwo Naukowe" w 2003 roku zakończyło wydawanie encyklopedii Religia [ 4 ] zawierającej 1000 haseł syntetycznych "przeglądowych" i 11300 drobnych "szczegółowych". Możemy także skorzystać z wydanych w ostatnich latach w Polsce autorskich opracowań: Popularnej encyklopedii mitów i legend Stuarta Gordona, Ilustrowanej encyklopedii mitów i legend Arthura Cotterella oraz Encyklopedii mitologii ludów indoeuropejskich Andrzeja M. Kępińskiego.

W tych oraz innych tematycznych encyklopediach znajdziemy tysiące bogów, bóstw, bóstewek i różnych sił nadprzyrodzonych, w które ludzie wierzyli, oraz sporo takich, w które wierzą nadal. W których ręce oddawali swój los i gotowi byli poświęcić w ich obronie życie własne, nie mówiąc już o cudzym. Wszak wyłącznie, jedynie prawdziwym, nasz Bóg jest, a jeżeli już godzimy się, że nie jest wyłącznym, to już na pewno jest najpotężniejszym wśród znanych. Pomimo wszelakich poświęceń, w zawierusze dziejów wraz z wyznawcami umierają ich bogowie. Gdy trwają przez pokolenia, to pomimo doniosłości tradycji i dogmatu o niezmienności, rzeczywistość wymusza permanentną aktualizację ich atrybutów.

Przechodząc do konkretnych wyobrażeń natkniemy się na różnorodność ujęć: w panteonach politeistycznych bogowie są liczni, bez mała równoprawni w strefach swego zarządzania, zaś w panteonach monoteistycznych wszystkie siły nadprzyrodzone podporządkowano bogowi naczelnemu. W panteizmie bóg występuje jako siła bezosobowa tkwiąca w przyrodzie, a niekiedy z nią utożsamiana. W deizmie występuje jako siła sprawcza. W religiach dualistycznych (np. w najstarszej wyznawanej religii świata - mazdaizmie), występuje w dwóch osobach: Oblicza Dobrego - boga światła (Ahura Mazda, Ormuzd) i Oblicza Złego - boga ciemności i zła (Angra Manju, Aryman), które pozostają z sobą w stałym konflikcie.


>>>>Znowu Pan gaworzy:
>A Pan znowu przytacza wikipedystyczne definicje odpowiadające zresztą moim. Skoro fakt to "zaistniały stan rzeczy" a wiara to "uznawane za prawdziwe [ergo: zaistniałe] nieuzasadnionego twierdzenia", to wiara jest uznawaniem za fakt nieuzasadnionego twierdzenia.
Trzeba przyznać, że sztukę wykręcania słomy sianem i owijania wełny bawełną to Pan posiadł w stopniu dobrym, z mojego cytatu - jak poniżej - wykoncypował Pan treść jak powyżej.
Fakt w rozumieniu potocznym jest to wydarzenie, które miało miejsce w określonym miejscu i czasie. W tym sensie faktem nie może być zdarzenie, które nie miało jeszcze miejsca, można jednak mówić o przewidywaniu przyszłych faktów - czyli zdarzeń które najprawdopodobniej się wydarzą. Zdarzenia te jednak stają się faktami dopiero wtedy, gdy się już wydarzą.

W sensie filozoficznym fakt jest to zaistniały stan rzeczy. Fakty to elementy składowe świata rzeczywistego. W dyskursie językowym faktom zachodzącym w świecie odpowiadają zdania syntetyczne prawdziwe. Zdaniom syntetycznym fałszywym nie odpowiadają fakty w rzeczywistości. Takie zdania opisują niezaistniałe stany rzeczy.


Wiara religijna - pogląd, który - przy obecnym stanie wiedzy naukowej - nie znajduje jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości. W religioznawstwie polega przede wszystkim na przyjęciu istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. Świadoma decyzja przyjęcia takiej wiary nazywa się aktem wiary.
W epistemologii wiara to "uznawanie za prawdziwe nieuzasadnionego twierdzenia".


@@@
.
01-07-2012 17:45 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ateizm nie jest wiarą w rozumieniu religijnym, co próbuje mi pan pewnie przypisać, jest za to wiarą w rozumieniu epistemologicznym.
Co próbuję Szanownemu Panu przypisać? To, że twierdzi Pan, że ateizm jest wiarą? Ja mówię, że jest przekonaniem, które może być różnie intelektualnie umotywowane. Poprzez wiarę też, ale nie przypominam sobie z Panem sporu na ten temat.
Mówię także, że na naszym forum najczęściej jest reprezentowany racjonalistyczny ateizm, czyli taki, do którego dochodzi się drogą rozumową. Sam zaś jestem naturalistą ontologicznym, a nie ateistą. Zgodnie z logiką nie chcę przeczyć istnienia nieistniejącego.

>>>>Tak, tylko ograniczenia intelektualne - spowodowane indoktrynacją w procesie socjalizacji - są warunkiem koniecznym fideizmu.
>A można być ograniczonym intelektualnie i nie być fideistą? Można. Może to nawet z indoktrynacji wynikać.
Można, ale to nie nie jest ich "warunkiem koniecznym".

>>>>Niech Pan powolutku przeczyta i postara się zrozumieć co tam jest napisane.
>Panu również radzę.
Radę przyjmuję, ale od bardzo dawna ją stosuję. Czytam dotąd aż zrozumiem, a póki nie zrozumiem, to się nie wypowiadam.

>>>>Zaś jak dla Pana to większość uczestników tego forum, to irracjonaliści, gdyż niedopuszczają istnienia Boga bez dowodu na niemożliwość jego istnienia
>Jeśli ktoś uznaje za bezsprzeczną i niepodważalną prawdę cokolwiek, na co nie ma dowodu, to jest irracjonalny w swoim zachowaniu.
Nielogiczna wprost irracjonalna bzdura. Inteligentny człowiek uznaje tylko zmienne prawdy nauki, choć i do nich powinien podchodzić sceptycznie.
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.

>>>>Znowu Pan napisze, że Pan tu tylko jednostkowo myślał o własnej cioci, a my bierzemy to do siebie.
>Ależ proszę to wziąć do siebie. Zarówno Pan, jak i reszta forumowiczów, może coś to komuś pomoże.
Jak, długo trzeba Wam tłumaczyć, że na naszym forum na ideologiczną indoktrynację, to już o wiele za późno. Takich "zawracaczy" do bezmyślnego stada, to większość z nas już setki razy spotkała. Na przykład: interia360.pl/artykul/filozofia-ateizmu,24602 - co jeden to mądrzejszy. Dajcie sobie już z nami spokój i pilnujcie własnych owieczek, gdyż Wam się rozłażą.

>A to ciekawe ma Pan hobby i źródło przyjemności.
Tak, od młodości nie lubię zadufanej głupoty i jak mogę to ją ewidentnie wykazuję.

>>>>Ot pieprzy się się Panu i jak stary dobry katolik używa Pan brzydkich chwytów erystycznych. Musiał się Pan z tym otrzaskać w jakimś seminarium.

>A tak się Pan oburzał, kiedy to ja wysuwałem niepotwierdzone insynuacje. Tak pan tropił wszelkie brzydkie chwyty erystyczne, a tu mamy podręcznikowe wręcz
Nie, proszę Wielce Szanownego Pana, nie wysuwam niepotwierdzonych insynuacji, ja Panu te wszystkie brzydkie chwyty (i nie tylko to) wykazałem. Obrona przed nieuzasadnionymi atakami na mnie i moje środowisko nie jest chwytem argumentum ad personam. Choć mądrzy ludzie rzadziej głupoty piszą.
Widać, że Pan z dobrej erystycznej szkoły: www.trinit(*)u-racjonalistow-i-ateistow.htm Choć znowu powie Pan, iż to tylko insynuacja, że Pan to nigdy przenigdy Jana Lewandowskiego nie czytał. Najlepszą metodą obrony jest atak i właśnie od ataku tu Pan rozpoczął.

To portal dla racjonalistycznej inteligencji i jego uczestnicy potrafią samodzielnie sobie to sprawdzić, a nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować niż uczynimy, to sami.

Miłego dnia.

@@@
.
28-06-2012 13:25 
 Ocena 10 na 10
astrotaurus (12445 punktów)

>Co do "czystego ateizmu" - może wyraziłem się rzeczywiście niejasno i ogólnikowo. Chodzi mi o twierdzenie z całkowitą pewnością, że Bóg nie istnieje
Nie chcę Cię martwić, ale teraz wyrażasz się jeszcze gorzej. Wysuwasz dość parszywą insynuację iż ateizm formułuje twierdzenia o nieistnieniu jakiegoś bliżej nieokreślonego niewiadomoczego i to w dodatku pisanego wielką literą.

Ateizm to nieprzyjęcie teizmu. Ateizm to brak teizmu, brak twierdzeń o jakichś niesprawdzalnych podobno nadprzyrodniczych pierdołach. A-teizm jest pusty, nie zawiera nic, niczego nie twierdzi, nie stanowi żadnej idei i to jest w zasadzie wszystko co w ogóle można o ateizmie powiedzieć.
Kiedy przychodzi do jakichkolwiek rozmów niby o ateizmie tak naprawdę natychmiast zaczyna się rozmowa o teizmie, o niedorzecznościach produkowanych przez te chore a rozliczne urojenia.

>prawda jest bowiem taka, że nauka wymaga dowodu. Nawet, jeśli wszystko przemawia za jakąś tezą, potrzeba ścisłego - nie empirycznego - dowodu, że jest ona poprawna.
Odnośnie "twierdzeń ateizmu" - patrz wyżej.
Odnośnie twierdzeń teizmów - nikt nigdy nie wysunął rozumnej hipotezy istnienia w realu postaci z bajek.

>Dowodu na nieistnienie Boga jak na razie brak.
Mówisz banialuki wymyślane przez fideistów mające na celu wyłącznie dowartościowanie bełkotu.
Niestety wielu ludzi daje się na to nabierać.
Boga nie ma, bo nie jest zdefiniowany jako obiekt rzeczywisty, któremu można przypisać cechę istnienia.

Pseudointelektualnymi spekulacjami ludzi z umysłami upośledzonymi wiarą szkoda się zajmować, bo tylko dowartościowujemy ich ego, a oni dostają większego słowotoku.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
28-06-2012 19:10 
 Ocena 1 na 1
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Nie chcę Cię martwić, ale teraz wyrażasz się jeszcze gorzej. Wysuwasz dość parszywą insynuację iż ateizm formułuje twierdzenia o nieistnieniu jakiegoś bliżej nieokreślonego niewiadomoczego i to w dodatku pisanego wielką literą.
>Ateizm to nieprzyjęcie teizmu. Ateizm to brak teizmu, brak twierdzeń o jakichś niesprawdzalnych podobno nadprzyrodniczych pierdołach. A-teizm jest pusty, nie zawiera nic, niczego nie twierdzi, nie stanowi żadnej idei i to jest w zasadzie wszystko co w ogóle można o ateizmie powiedzieć.

Ateizm to odrzucenie teizmu - świadome i dobrowolne przekonanie, że Bóg/bogowie nie istnieje. Odnosząc się do Russela:
"Ateista - wywodził - podobnie jak chrześcijanin, utrzymuje, że wiemy, czy bóg jest czy go nie ma: chrześcijanin twierdzi, że wiemy, iż bóg jest, ateista - że wiemy, iż go nie ma."

Ateista utrzymuje, że Boga/bogów nie ma.

>Mówisz banialuki wymyślane przez fideistów mające na celu wyłącznie dowartościowanie bełkotu.
>Niestety wielu ludzi daje się na to nabierać.
>Boga nie ma, bo nie jest zdefiniowany jako obiekt rzeczywisty, któremu można przypisać cechę istnienia.
>Pseudointelektualnymi spekulacjami ludzi z umysłami upośledzonymi wiarą szkoda się zajmować, bo tylko dowartościowujemy ich ego, a oni dostają większego słowotoku.

To już materializm - wszystko, co nie jest obiektem, nie istnieje. W takim sposobie rozumowania nie istnieje też np. ból, miłość, czy wiele innych używanych na co dzień pojęć. I może spekulacjami ludzi wierzących nie ma się co zajmować, ale warto raz na jakiś czas zweryfikować swoje pewniki.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
28-06-2012 20:31 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>Ateizm to odrzucenie teizmu - świadome i dobrowolne przekonanie, że Bóg/bogowie nie istnieje.
Ateizm to nieprzyjęcie teizmu - świadome i dobrowolne przekonanie, że bajędy teizmów rozmaitych to czcze dyrdymały bezwartościowe w poznaniu świata.

>Ateista utrzymuje, że Boga/bogów nie ma.
Weź jednak pod uwagę, że ateizm jest wtórny wobec teizmu. Gdyby teiści nie wymyślili bajek o bogach nigdy nie powstaliby ateiści by głosić nieistnienie.
Ateiści nie wysuwają samodzielnych twierdzeń - odnoszą się tylko do bajęd teistów.

>To już materializm - wszystko, co nie jest obiektem, nie istnieje. W takim sposobie rozumowania nie istnieje też np. ból, miłość, czy wiele innych używanych na co dzień pojęć. I może spekulacjami ludzi wierzących nie ma się co zajmować, ale warto raz na jakiś czas zweryfikować swoje pewniki.
...a sam głupi jak świnia....
Zajrzyj do wiki chociaż zanim się zatokujesz.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
28-06-2012 20:54 
 Ocena 2 na 4
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Ateizm to nieprzyjęcie teizmu - świadome i dobrowolne przekonanie, że bajędy teizmów rozmaitych to czcze dyrdymały bezwartościowe w poznaniu świata.

Bezwartościowe - a i owszem - ale czy ze stuprocentową pewnością nieprawdziwe? Bo skoro tak, to to właśnie zaprzecza istnieniu Boga/bogów (przynajmniej jeśli bierzemy pod uwagę wszystkich teistów). A skoro mogą być prawdziwe, to na jakiej podstawie uznawać je za bezwartościowe - zwłaszcza w poznaniu świata?

>Weź jednak pod uwagę, że ateizm jest wtórny wobec teizmu. Gdyby teiści nie wymyślili bajek o bogach nigdy nie powstaliby ateiści by głosić nieistnienie.
>Ateiści nie wysuwają samodzielnych twierdzeń - odnoszą się tylko do bajęd teistów.

W Twoim rozumieniu - tak. Wiele osób (w tym ja) zapewne się z tym nie zgodzi, twierdząc, że ateizm jest pierwotny (ponieważ rodzisz się ateistą, a wiarę nabywasz dopiero, gdy Cię ktoś z nią zapozna). I czy warunkiem koniecznym do bycia ateistą jest "głoszenie" nieistnienia?

>...a sam głupi jak świnia....
>Zajrzyj do wiki chociaż zanim się zatokujesz.

W takim razie wytłumacz, jak rozumiesz pojęcie "obiekt rzeczywisty", i jak warunkujesz możliwość przypisania mu cechy istnienia - może nie rozumiem Twoich definicji. Mogą być linki do wiki, od biedy.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
29-06-2012 00:27 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Bezwartościowe - a i owszem - ale czy ze stuprocentową pewnością nieprawdziwe?
Ale o czymś konkretnie mówisz? Masz na myśl jakąś konkretną historyjkę czy mówisz o tej żenującej figurze stylistycznej ("nie wiadomo czy coś jest jak nie wiadomo o czym mowa"), za pomocą której fideiści próbują pozorować rozumność rozpatrywania kwestii istnienia obiektów ich wymysłów. Nie ma co im się dziwić, bo to jedyna szczelina , przez którą mogą wcisnąć swoje brednie; ale też nie ma co ich dowartościować traktoaniem ich poważnie.

>Bo skoro tak, to to właśnie zaprzecza istnieniu Boga/bogów (przynajmniej jeśli bierzemy pod uwagę wszystkich teistów). A skoro mogą być prawdziwe, to na jakiej podstawie uznawać je za bezwartościowe - zwłaszcza w poznaniu świata?
Jak wyżej: coś konkretnie czy ble, ble?
Postulujesz uznać za wartościowe poznawczo wszystkie fantastyczne postacie i zdarzenia jakie kiedykolwiek zostały gdziekolwiek wymyślone i opisane/ A może nawet te jeszcze niewymyślone i nieopisane?

>W Twoim rozumieniu - tak. Wiele osób (w tym ja) zapewne się z tym nie zgodzi, twierdząc, że ateizm jest pierwotny (ponieważ rodzisz się ateistą, a wiarę nabywasz dopiero, gdy Cię ktoś z nią zapozna).
W takim rozumieniu człowiek rodzi się a-cośtam w miliardach znaczeń. Jest na przykład ablambulistą i umrze takim w nieświadomości zupełnej swego ablambulizmu, chyba że jakiś nawiedzony gamoń zapostuluje istnienie Blambuły - wtedy będzie ablambulistą świadomym.
Ateizm jest wtórny wobec teizmu i żadne sztuczki tego nie zmienią,

>I czy warunkiem koniecznym do bycia ateistą jest "głoszenie" nieistnienia?
Przypominam, że to Twój pomysł to głoszenie nieistnienia przez ateizm. Brak głoszenia istnienia - to wystarczający warunek

>W takim razie wytłumacz, jak rozumiesz pojęcie "obiekt rzeczywisty",
Była już mowa w tym wątku, że nikt rozumny nie kwestionuje istnienia Boga jako postaci z opowieści religijnych. Chodzi o cokolwiek poza wyobraźnią, poza umysłem - dowolny element czy cechę wszechświata - wszystkiego co nas otacza.

>i jak warunkujesz możliwość przypisania mu cechy istnienia
Jesteśmy ludźmi. Jesteśmy funkcją czy emanacją pewnych procesów w mózgu naszego ciała - nosiciela. Przez sieć zmysłów i wstępnych interpreterów dostarczane nam są jakieś informacje z jednego, wspólnego źródła jakim jest wszechświat. My dokonujemy ich ostatecznej (dla nas, w chwili bieżącej) interpretacji i na tej podstawie budujemy swój opis (model) świata z bogami czy bez nich. Pojęcie istnienia też powstaje w naszym umyśle i w naszym umyśle jest przypisywane różnym obiektom zinterpretowanym przez nas i przez nas umieszczonym w określonym miejscu naszego modelu świata.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Ale o czymś konkretnie mówisz?

Nie twierdzę, że któraś konkretna opowiastka religijna jest prawdziwa, jeśli o to chodzi.

> Masz na myśl jakąś konkretną historyjkę czy mówisz o tej żenującej figurze stylistycznej ("nie wiadomo czy coś jest jak nie wiadomo o czym mowa"),

Żenująca - być może, na pewno naciągana, ale w gruncie rzeczy ciężko ją podważyć. Samo pojęcie boga/bóstwa jest pojęciem zbyt ogólnym, żeby udowodnić jego istnienie, ale też nieistnienie. Można rozpatrywać konkretnych bogów i próbować wykazać ich istnienie/nieistnienie, ale póki co żadnego z tych dowodów nie znaleziono.

> za pomocą której fideiści próbują pozorować rozumność rozpatrywania kwestii istnienia obiektów ich wymysłów. Nie ma co im się dziwić, bo to jedyna szczelina , przez którą mogą wcisnąć swoje brednie; ale też nie ma co ich dowartościować traktoaniem ich poważnie.

Każdą teorię trzeba analizować. A jeśli jest brednią, oznacza to, że łatwo ją obalić.

>Jak wyżej: coś konkretnie czy ble, ble?
>Postulujesz uznać za wartościowe poznawczo wszystkie fantastyczne postacie i zdarzenia jakie kiedykolwiek zostały gdziekolwiek wymyślone i opisane/ A może nawet te jeszcze niewymyślone i nieopisane?

Boga od Czerwonego Kapturka na tym poziomie rozumowania odróżnia fakt, że autor Czerwonego Kapturka zaznacza, że jego historia jest historią fantastyczną. Autorzy - powiedzmy - Biblii prezentują swoje dzieło jako zapis tego, co widzieli. To wystarczy, żeby ustanowić teorię (choć może nie wystarczy, żeby ustanowić fakt). Czy to teoria naukowa? To już kwestia dość dyskusyjna (pytanie, czy w ogóle da się teorii istnienia Boga zaprzeczyć, niekoniecznie przy obecnym stanie wiedzy).

>W takim rozumieniu człowiek rodzi się a-cośtam w miliardach znaczeń. Jest na przykład ablambulistą i umrze takim w nieświadomości zupełnej swego ablambulizmu, chyba że jakiś nawiedzony gamoń zapostuluje istnienie Blambuły - wtedy będzie ablambulistą świadomym.

I taki nieszczęśnik, który nie zna w ogóle pojęcia Blambuły, w ogóle go nie rozpatruje. Według Ciebie sam fakt, że człowiek w ogóle nie rozpatruje istnienia Boga, czyni go ateistą (o ile dobrze rozumiem). Ergo - przed Twoim postem byłem ablambulistą Zwłaszcza że - w Twoich słowach -

>Brak głoszenia istnienia - to wystarczający warunek

Od urodzenia nie głosiłem istnienia Blambuły, co w Twoim rozumieniu czyni mnie ablambulistą właśnie. Nawet mimo tego, że do dziś nie mam pojęcia, o co chodzi.

>Była już mowa w tym wątku, że nikt rozumny nie kwestionuje istnienia Boga jako postaci z opowieści religijnych. Chodzi o cokolwiek poza wyobraźnią, poza umysłem - dowolny element czy cechę wszechświata - wszystkiego co nas otacza.

A i owszem. Istnienie Boga jako postaci jest faktem. Istnienie Boga "per se" jest potencjalnie możliwe (na zasadzie możliwości potencjalnego istnienia czajniczka w pasie meteorytów - wysoce nieprawdopodobne, kompletnie bezsensowne /zwłaszcza biorąc pod uwagę pana Ockhama/, ale możliwe).

>Jesteśmy ludźmi. Jesteśmy funkcją czy emanacją pewnych procesów w mózgu naszego ciała - nosiciela. Przez sieć zmysłów i wstępnych interpreterów dostarczane nam są jakieś informacje z jednego, wspólnego źródła jakim jest wszechświat. My dokonujemy ich ostatecznej (dla nas, w chwili bieżącej) interpretacji i na tej podstawie budujemy swój opis (model) świata z bogami czy bez nich. Pojęcie istnienia też powstaje w naszym umyśle i w naszym umyśle jest przypisywane różnym obiektom zinterpretowanym przez nas i przez nas umieszczonym w określonym miejscu naszego modelu świata.

W tym rozumieniu istnienie człowieka jest warunkiem koniecznym istnienia czegokolwiek. Gdyby na świecie nigdy nie miała pojawić się ludzkość, czy świat by nie istniał? Jest to pewna teoria, ale ośmielę się z nią nie zgodzić.


I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
27-06-2012 11:42 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>.. czysty ateizm kłóci się z racjonalizmem..
Jakim to cudem wyłączenie irracjonalizmów ma stać w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem?
27-06-2012 12:54 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>>.. czysty ateizm kłóci się z racjonalizmem..
>Jakim to cudem wyłączenie irracjonalizmów ma stać w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem?
Chodzi zapewne o "czysty ateizm", czyli jak rozumiem, pewność, że boga nie ma. Tak, tak chodzi o tę samą pewność co do wróżek, ale jednak. Inaczej: nie możesz być na 100% pewien, że boga nie ma, tylko dlatego, że nie ma dowodów na jego istnienie, bo historia wskazuje, że odkrywamy cały czas nowe dowody... Oczywiście otwiera to dyskusję o definicjach, itd... ale logika wskazuje, że nie można mieć pewności, że boga nie ma. Możesz tylko powiedzieć na pewno, że wg aktualnego stanu wiedzy, nic nie wskazuje że istnieje.
27-06-2012 13:04 
 Ocena 1 na 1
niewiarygodny (524 punktów)
>ale logika wskazuje, że nie można mieć pewności, że boga nie ma. Możesz tylko powiedzieć na pewno, że wg aktualnego stanu wiedzy, nic nie wskazuje że istnieje.

Zasadniczo jeżeli obali się wszystkie atrybuty boga, to udowodni się jego nieistnienie, inaczej mówiąc logiczną sprzeczność jego istnienia.
Brzostowski (7067 punktów)
>>ale logika wskazuje, że nie można mieć pewności, że boga nie ma. Możesz tylko powiedzieć na pewno, że wg aktualnego stanu wiedzy, nic nie wskazuje że istnieje.
>Zasadniczo jeżeli obali się wszystkie atrybuty boga, to udowodni się jego nieistnienie, inaczej mówiąc logiczną sprzeczność jego istnienia.
to właśnie otwarcie dyskusji, jakie to atrybuty, które i jak da się obalić?
27-06-2012 14:05 
 Ocena 1 na 1
niewiarygodny (524 punktów)
>to właśnie otwarcie dyskusji, jakie to atrybuty, które i jak da się obalić?

Podaj atrybuty to je obalę.

Jeżeli bogiem nazwiemy jedyni siły panujące we wszechświecie, to taki bóg istnieje, tylko po jakiego czorta tak to nazywać?
27-06-2012 14:06 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>to właśnie otwarcie dyskusji, jakie to atrybuty, które i jak da się obalić?
>Podaj atrybuty to je obalę.

Obalaj:

pl.wikipedia.org/wiki/Bóg
27-06-2012 15:00 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Obalaj:
>pl.wikipedia.org/wiki/Bóg

No i załatwiłeś go na cacy! Definicja Boga jako istoty, której istnienie postulują religie (o wielu przedziwnych cechach) jest nie do obalenia .

Co innego bajędy z tych religii.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
27-06-2012 15:25 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Obalaj:
>>pl.wikipedia.org/wiki/Bóg
>No i załatwiłeś go na cacy!
Nie chciałem! Myślałem, że wybierze sobie atrybuty i będzie obalał, jeden po drugim..., aż do śmierci. Amen.
niewiarygodny (524 punktów)
>>Obalaj:
>>pl.wikipedia.org/wiki/Bóg
>No i załatwiłeś go na cacy! Definicja Boga jako istoty, której istnienie postulują religie (o wielu przedziwnych cechach) jest nie do obalenia .
>Co innego bajędy z tych religii.
>
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

>

Spokojnie już piszę obszerną wypowiedź na ten temat, wziąłem te atrybuty na warsztat:

>immortalizm (bóg jest nieśmiertelny)

>omnipotencja (bóg jest wszechpotężny)

>omniprezencja (bóg jest wszechobecny)

>omniscjencja (bóg jest wszechwiedzący)

>omnibenewolencja (bóg jest wszechmiłosierny)

>immanencja (bóg jest źródłem wewnętrznym istoty rzeczy)

>transcendencja (bóg wykracza poza istotę stworzenia i nie może być pojęty rozumem)

>sprawiedliwość

>świętość

>absolut

Mam jedno pytanko, czy te wszystkie atrybuty są nieodzowne do kreacji boga, czy każdy z nich już tworzy boga? Piszę pod kątem pierwszej możliwości.
Brzostowski (7067 punktów)
Jeśli naprawdę zamierzasz pisać o tych atrybutach, to raczej stwórz nowy wątek. Do kreacji boga to chyba kilka atrybutów by się jednak przydało. Możesz sam jakiegoś boga zaproponować, a potem go unicestwić przez obalenie (atrybutów).

Wydaje mi się, że w wersji oszczędnej (silver), atrybuty boga: nieśmiertelny, wszechpotężny, wszechwiedzący.

W wersji wyższej (gold): nieśmiertelny, wszechpotężny, wszechwiedzący, immanentny i/lub (zależy co tam kto przez to rozumie) transcendentny.

W wersji catholic: dodaj wszechmiłosierny, sprawiedliwy, święty.

W mojej wersji (Bóg BURU-GURU, znany z resztą powszechnie w pewnych kręgach...): nieśmiertelny (teraz, bo kiedyś nie był), wielemogący (prawie wszech, ale jednak nie całkiem): może zrobić prawie wszystko, poza podniesieniem kamienia, który stworzył, własnoręcznym zapłodnieniem byka, złapaniem bociana własnym językiem i kilkoma innymi rzeczami (sporo ich będzie), umie jednak wyleczyć z raka, cofnąć czas i inne takie tam; wielewiedzący: zna przeszłość, przyszłość, posiada wiedzę kompletną o świecie, wie jak z kamienia zrobić byka, którego można zapłodnić ręką (aha, przy okazji odpada jedna niemoc), generalnie jest "magic", wie jak wyleczyć z raka i cofnąć czas; immanentny i transcendentny(tak jednocześnie, bo jest źródłem rzeczy, ale nie można go pojąć - na razie); miłosierny i sprawiedliwy (wg swoich standardów, wg naszych - momentami niezły brutal).

Możesz mego boga obalić.
niewiarygodny (524 punktów)
>Jeśli naprawdę zamierzasz pisać o tych atrybutach, to raczej stwórz nowy wątek. Do kreacji boga to chyba kilka atrybutów by się jednak przydało. Możesz sam jakiegoś boga zaproponować, a potem go unicestwić przez obalenie (atrybutów).
>Wydaje mi się, że w wersji oszczędnej (silver), atrybuty boga: nieśmiertelny, wszechpotężny, wszechwiedzący.
>W wersji wyższej (gold): nieśmiertelny, wszechpotężny, wszechwiedzący, immanentny i/lub (zależy co tam kto przez to rozumie) transcendentny.
>W wersji catholic: dodaj wszechmiłosierny, sprawiedliwy, święty.
Jeszcze jest wersja science:
nieśmiertelny,wszechobecny,sprawiedliwy

A co powiesz o absolucie? Jest to jedeno z ważniejszych i najłatwiej podważalnych określeń. Czyli twierdzeniem, że bóg jest bytem perfekcyjnym.

>W mojej wersji (Bóg BURU-GURU, znany z resztą powszechnie w pewnych kręgach...): nieśmiertelny (teraz, bo kiedyś nie był), wielemogący (prawie wszech, ale jednak nie całkiem): może zrobić prawie wszystko, poza podniesieniem kamienia, który stworzył, własnoręcznym zapłodnieniem byka, złapaniem bociana własnym językiem i kilkoma innymi rzeczami (sporo ich będzie), umie jednak wyleczyć z raka, cofnąć czas i inne takie tam; wielewiedzący: zna przeszłość, przyszłość, posiada wiedzę kompletną o świecie, wie jak z kamienia zrobić byka, którego można zapłodnić ręką (aha, przy okazji odpada jedna niemoc), generalnie jest "magic", wie jak wyleczyć z raka i cofnąć czas; immanentny i transcendentny(tak jednocześnie, bo jest źródłem rzeczy, ale nie można go pojąć - na razie); miłosierny i sprawiedliwy (wg swoich standardów, wg naszych - momentami niezły brutal).

Napisałem już wcześniej o nieśmiertelności taki atrybut w zasadzie nic nie wnosi:
Cytat:
Ten atrybut zasadniczo jest użyteczny do tego aby wytłumaczyć jak powstał wszechświat i jednocześnie ominąć pytanie jak powstał bóg. Co rozumiemy przez nieśmiertelność? Jeżeli przez nieśmiertelność rozumiemy niemożliwość unicestwienia, wtedy drugi atrybut boga już nie działa, z racji, że bóg nie jest w stanie dokonać samobójstwa. Jeżeli przez nieśmiertelność rozumiemy po prostu zatrzymanie naturalnego procesu starzenia się, wtedy boga można jak najbardziej zabić. Zasadniczo bóg właśnie tak nieśmiertelny jest, a nauka jest jego mordercą. Nieśmiertelność nie ma nic wspólnego z życiem po wsze czasy. Porównując czas do linii prostej, która nie ma ani końca ani początku, nieśmiertelność jest to półprosta, więc jest punkt narodzin boga, który w żaden sposób nie jest wytłumaczony. To jest bardzo ciekawy temat, ponieważ osobiście mam swoje przemyślenia co do cykliczności czasu, czyli formy bez początku ani końca, jednak nie w formie prostej, a w formie okręgu. Mniejsza z tym, ponieważ w formie okręgu, bóg nie jest potrzebny w ogóle do stworzenia wszechświata.

Podsumowując ten atrybut sam w sobie nic nie czyni, ponieważ jeżeli prawa fizyki uznamy za boga, to można uznać, że są one nieśmiertelne, obojętnie czy początkiem wszechświata był wielki wybuch czy też czas jest zamknięty w okrąg.


A konkretnie ja też jestem wielemogący i wiele niemogący, co konkretnie ponad naturalnego może twoja koncepcja boga?

W określeniu do boga, czyli koncepcji nieśmiertelnej a tym bardziej doskonałej, określenia muszą być stałe, więc transcendencja i immanencja albo tak albo nie.
Heh śmieszne są te podwójne standardy, niemożliwym jest stworzyć postać wszechsprawiedliwą i wszechmiłosierną, ponieważ te dwie kwestie się wykluczają, dlatego dodano trzecią kwestię transcendencję, aby to co było nielogiczne było nadal respektowane, jednak jeżeli odrzucamy logikę i naukę to czym mamy badać koncepcje boga? Przecież to jest gwałt na zdrowym umyśle w biały dzień!

To jest dobry pomysł aby rozpocząć wątek na ten temat i ustalić tak naprawdę domyślny "zakres boskości", do którego można się odwoływać bez względu na religię.

Zastanawiam się czy czarny charakter też jest wpisany w boskość, nie bezpośrednio z definicji, lecz w praktyce religijnej. Istnieje religia, która nie ma reprezentanta zła?
Brzostowski (7067 punktów)
Jeśli masz ochotę na nowy wątek to zapuść.
27-06-2012 16:16 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>>>.. czysty ateizm kłóci się z racjonalizmem..
>>Jakim to cudem wyłączenie irracjonalizmów ma stać w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem?
>Chodzi zapewne o "czysty ateizm", czyli jak rozumiem, pewność, że boga nie ma.
Nie sposób chyba przypisać ateizmowi, który wynika ze sceptycyzmu a nie z wiary, tak rozumianej "czystości" absolutnej.
Jeśli kto nie przedkłada pewności nad wątpliwość, to trudno mówić o jego idealnej 'bezbożnej sterylności'.
>.. logika wskazuje, że nie można mieć pewności
Tak. Nawet logika matematyczna, z której próbowano wyprowadzić całą matematykę, poniosła uszczerbek w postaci spostrzeżeń Goedla o niezupełności.

Przypuszczam, że "czystym ateizmem" można określić sposób zachowania higieny psychicznej, polegający na unikaniu 'skażenia' bóstwami.
W takim rozumieniu byłaby to umiejętność zwrócenia uwagi na rzeczy mierzalne w powszednim ludzkim doświadczeniu, bez zasłaniania ich 'wielkościami' bezmiernymi lub cudownymi.
Brzostowski (7067 punktów)
>>>>.. czysty ateizm kłóci się z racjonalizmem..
>>>Jakim to cudem wyłączenie irracjonalizmów ma stać w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem?
>>Chodzi zapewne o "czysty ateizm", czyli jak rozumiem, pewność, że boga nie ma.
>Nie sposób chyba przypisać ateizmowi, który wynika ze sceptycyzmu a nie z wiary, tak rozumianej "czystości" absolutnej.
>Jeśli kto nie przedkłada pewności nad wątpliwość, to trudno mówić o jego idealnej 'bezbożnej sterylności'.
Cholera tam wie, co w głowach siedzi. Z jednej strony ateizm definiowany jest jako brak wiary i/lub stanowisko, że boga nie ma, a nie że prawie na pewno nie ma. Chociaż Dawkins tak właśnie pisze w "urojonym". Sprawa nie jest wtedy taka prosta. Czy ateistą jest ten, kto twierdzi,że boga prawie na pewno nie ma, czy ten kto twierdzi, że na pewno go nie ma. Ja rozumiem, że w potocznym znaczeniu jeden i drugi to ateista, ale już na proste pytanie:
Czy dopuszczasz jakąkolwiek możliwość, choćby niewielkie prawdopodobieństwo (promil) że jednak bóg istnieje?

większość ateistów odpowie: "nie". Czyli są "czyści", czy nie?

>>.. logika wskazuje, że nie można mieć pewności
>Tak. Nawet logika matematyczna, z której próbowano wyprowadzić całą matematykę, poniosła uszczerbek w postaci spostrzeżeń Goedla o niezupełności.
pewnie masz rację, nie znam szczegółów tej historii ...
>Przypuszczam, że "czystym ateizmem" można określić sposób zachowania higieny psychicznej, polegający na unikaniu 'skażenia' bóstwami.
>W takim rozumieniu byłaby to umiejętność zwrócenia uwagi na rzeczy mierzalne w powszednim ludzkim doświadczeniu, bez zasłaniania ich 'wielkościami' bezmiernymi lub cudownymi.
A to ciekawa interpretacja "czystego" ateizmu, gdzieś czytałem, że czysty ateizm to niedopuszczenie do siebie myśli, że może istnieć coś poza światem dostępnym aktualnie naszymi zmysłami lub znanymi nam metodami jeśli posiada kontekst boski.
27-06-2012 17:05 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>Cholera tam wie, co w głowach siedzi. Z jednej strony ateizm definiowany jest jako brak wiary i/lub stanowisko, że boga nie ma, a nie że prawie na pewno nie ma. Chociaż Dawkins tak właśnie pisze w "urojonym". Sprawa nie jest wtedy taka prosta. Czy ateistą jest ten, kto twierdzi,że boga prawie na pewno nie ma, czy ten kto twierdzi, że na pewno go nie ma.
Brak wiary i przekonanie o nieistnieniu nie oznaczają 100% i niezachwianej pewności co do nieistnienia. Oznaczają dokładnie brak wiary i/lub przekonanie o nieistnieniu. Jeśli pokażą się przekonujące dowody, pogląd będzie zweryfikowany.
podobnie, jeśli pokażą się przekonujące dowody na rzecz istnienia wróżek zębuszek i nieśmiertelnych wampirów (co by nie myśleć o boroczkach chorych na urojenia, ponoć rzadko, ale występuje taki stan kliniczny...).
>Ja rozumiem, że w potocznym znaczeniu jeden i drugi to ateista, ale już na proste pytanie:
>Czy dopuszczasz jakąkolwiek możliwość, choćby niewielkie prawdopodobieństwo (promil) że jednak bóg istnieje?
>większość ateistów odpowie: "nie". Czyli są "czyści", czy nie?
Nie - większość ateistów odpowie, jeśli da mu się czas i szansę ku temu:
nie mam powodu, aby brać pod uwagę jego istnienie, a więc uważam, że nie istnieje. Czasem skraca się to, ale zwykle, wręcz niemal zawsze tak właśnie jest w założeniach.
Zwyczajnie - nie jest logicznie i metodycznie możliwy dowód na nieistnienie, stąd zawsze zakłada się nieistnienie o ile dowód pozytywny (jedyny możliwy) nie wykaże innej opcji.
Brzostowski (7067 punktów)
>Brak wiary i przekonanie o nieistnieniu nie oznaczają 100% i niezachwianej pewności co do nieistnienia. Oznaczają dokładnie brak wiary i/lub przekonanie o nieistnieniu.
Czy to działa w drugą stronę? Tzn.: wiara i przekonanie o istnieniu nie oznaczają 100% pewności co do istnienia? Chyba tak.
>podobnie, jeśli pokażą się przekonujące dowody na rzecz istnienia wróżek zębuszek i nieśmiertelnych wampirów (co by nie myśleć o boroczkach chorych na urojenia, ponoć rzadko, ale występuje taki stan kliniczny...).
Rozumiem, że jak takie dowody będą to przyjmiesz wróżki za istniejące.
>>Ja rozumiem, że w potocznym znaczeniu jeden i drugi to ateista, ale już na proste pytanie:
>>Czy dopuszczasz jakąkolwiek możliwość, choćby niewielkie prawdopodobieństwo (promil) że jednak bóg istnieje?
>>większość ateistów odpowie: "nie". Czyli są "czyści", czy nie?
>Nie - większość ateistów odpowie, jeśli da mu się czas i szansę ku temu:
>nie mam powodu, aby brać pod uwagę jego istnienie, a więc uważam, że nie istnieje. Czasem skraca się to, ale zwykle, wręcz niemal zawsze tak właśnie jest w założeniach.
Tak to jest rozsądne. Czym innym jest jednak brać pod uwagę istnienie boga (gdy brak pzresłanek), a czym innym dawać mu "szanse" na istnienie (gdy brak przesłanek), chociażby tak jak dla wróżek. Pytanie jednak i problem dotyczy tego, czy w ogóle dopuszczasz taką myśl, iż może istnieć. I tutaj jak rozumiem, Twoja odpowiedź brzmi - TAK, bo skoro nie ma 100% pewności... Chyba że źle wywnioskowałem, to mnie popraw.
>Zwyczajnie - nie jest logicznie i metodycznie możliwy dowód na nieistnienie, stąd zawsze zakłada się nieistnienie o ile dowód pozytywny (jedyny możliwy) nie wykaże innej opcji.
Oczywiście, że tak.
28-06-2012 10:18 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Brak wiary i przekonanie o nieistnieniu nie oznaczają 100% i niezachwianej pewności co do nieistnienia. Oznaczają dokładnie brak wiary i/lub przekonanie o nieistnieniu.
>Czy to działa w drugą stronę? Tzn.: wiara i przekonanie o istnieniu nie oznaczają 100% pewności co do istnienia? Chyba tak.
Powinno. Nie wiem czy działa u konkretnych osób. Sądząc po tym, że zabijają innych a niekiedy samych siebie dla tej idei - chyba nie.
Nikt nie zabije się w imię ateizmu.

>>podobnie, jeśli pokażą się przekonujące dowody na rzecz istnienia wróżek zębuszek i nieśmiertelnych wampirów (co by nie myśleć o boroczkach chorych na urojenia, ponoć rzadko, ale występuje taki stan kliniczny...).
>Rozumiem, że jak takie dowody będą to przyjmiesz wróżki za istniejące.
Jeśli będą, to tak - a Ty nie?
Oczywiście mówimy hipotetycznie, ale tak działa nauka. Nie wierzyli w sprzężenie chemi-osmotyczne, ale dowody przekonały wszystkich. Ewolucja była dziwaczna i odrzucana, ale od wielu dekad tylko religijni fanatycy w nią wątpią. Podobnie byłoby i z wróżkami - jeśli dowody byłyby przekonujące, przejęłabym ich istnienie.

>>>Ja rozumiem, że w potocznym znaczeniu jeden i drugi to ateista, ale już na proste pytanie:
>>>Czy dopuszczasz jakąkolwiek możliwość, choćby niewielkie prawdopodobieństwo (promil) że jednak bóg istnieje?
>>>większość ateistów odpowie: "nie". Czyli są "czyści", czy nie?
>>Nie - większość ateistów odpowie, jeśli da mu się czas i szansę ku temu:
>>nie mam powodu, aby brać pod uwagę jego istnienie, a więc uważam, że nie istnieje. Czasem skraca się to, ale zwykle, wręcz niemal zawsze tak właśnie jest w założeniach.
>Tak to jest rozsądne. Czym innym jest jednak brać pod uwagę istnienie boga (gdy brak pzresłanek), a czym innym dawać mu "szanse" na istnienie (gdy brak przesłanek), chociażby tak jak dla wróżek. Pytanie jednak i problem dotyczy tego, czy w ogóle dopuszczasz taką myśl, iż może istnieć. I tutaj jak rozumiem, Twoja odpowiedź brzmi - TAK, bo skoro nie ma 100% pewności... Chyba że źle wywnioskowałem, to mnie popraw.
>>Zwyczajnie - nie jest logicznie i metodycznie możliwy dowód na nieistnienie, stąd zawsze zakłada się nieistnienie o ile dowód pozytywny (jedyny możliwy) nie wykaże innej opcji.
>Oczywiście, że tak.
A czym jest dopuszczanie myśli o istnieniu?
Owszem, biorę pod uwagę niewiarygodnie małą szansę na istnienie boga i wróżek. Małą, ponieważ nie ma danych, które by to sugerowały, istnieją za to dane, które doskonale działają bez takiej hipotezy. Małą, ponieważ istnienie takich twórów jest niewyjaśnialne ewolucyjnie. Małą, ponieważ istnienie takich twórów raczej powinno dać się zauważyć.
Jednak takie "dopuszczanie myśli" to jedno, a czym innym jest układanie życia w oparciu o taką myśl. Skoro dopuszczam minimalną szansę na istnienie wróżek, to nie znaczy, że poważnie rozważam ich istnienie - przeciwnie, jestem mocno przekonana, że nie istnieją. Podobnie z bogiem - jestem przekonana o jego nieistnieniu.
Brzostowski (7067 punktów)
Zgadzam się z Tobą.
28-06-2012 20:32 
 Ocena 1 na 1
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Powinno. Nie wiem czy działa u konkretnych osób. Sądząc po tym, że zabijają innych a niekiedy samych siebie dla tej idei - chyba nie.
>Nikt nie zabije się w imię ateizmu.

Większość ludzi nie zabije się też w imię jakiegokolwiek Boga - a że są takie przypadki... Na ogół po prostu ateiści albo trzeźwo myślą, albo ich ateizm ich na tyle nie obchodzi. Ale fanatycy są wszędzie.

>Jeśli będą, to tak - a Ty nie?
>Oczywiście mówimy hipotetycznie, ale tak działa nauka. Nie wierzyli w sprzężenie chemi-osmotyczne, ale dowody przekonały wszystkich. Ewolucja była dziwaczna i odrzucana, ale od wielu dekad tylko religijni fanatycy w nią wątpią. Podobnie byłoby i z wróżkami - jeśli dowody byłyby przekonujące, przejęłabym ich istnienie.

Ciężko więc w takim wypadku mówić o zdaniu "wróżki nie istnieją" jako o fakcie. Taki Święty Mikołaj dla przykładu jest niezgodny ze znanymi nam prawami fizyki ( joe-ks.com/archives_dec2003/Santa_Claus.htm ) więc można założyć, że nie istnieje. Wróżki są jedynie "wysoce nieprawdopodobne"

>A czym jest dopuszczanie myśli o istnieniu?

Ja na to mówię sceptycyzm.

>Małą, ponieważ nie ma danych, które by to sugerowały, istnieją za to dane, które doskonale działają bez takiej hipotezy. Małą, ponieważ istnienie takich twórów jest niewyjaśnialne ewolucyjnie. Małą, ponieważ istnienie takich twórów raczej powinno dać się zauważyć.

Małą, bardzo małą, nawet nieskończenie małą - acz z punktu formalizmu istniejącą.

>Jednak takie "dopuszczanie myśli" to jedno, a czym innym jest układanie życia w oparciu o taką myśl. Skoro dopuszczam minimalną szansę na istnienie wróżek, to nie znaczy, że poważnie rozważam ich istnienie - przeciwnie, jestem mocno przekonana, że nie istnieją. Podobnie z bogiem - jestem przekonana o jego nieistnieniu.

Też nie wkładam już zębów pod poduszkę - ale to tylko moje przekonanie, jakkolwiek mocne. Istoty skrzydlate, rozumne, odżywiające się zębami, posługujące się polską walutą i z dziwnym kompasem moralnym wydają się bzdurą i zapewne są - ale dopóki istnieje choć nieskończenie mała możliwość na ich istnienie zgodnie z prawami fizyki i logiki, ich nieistnienie pozostaje nieudowodnione, a moje przekonanie tylko przekonaniem (czy też - w niereligijnym sensie - wiarą).

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
29-06-2012 23:45 
 Ocena 12 na 14
Ignorancja (4718 punktów)
>Chodzi zapewne o "czysty ateizm", czyli jak rozumiem, pewność, że boga nie ma.

Sliczne. Od jakiegos czasu obserwuje na forum wysilki, a ostatnio jakby wzmorzone, na rzecz analizy ateizmu, ktora mozna sprowadzic do wciskania mu na sile domoroslych wyduman typu: "czysty ateizm" i domoroslych charakterystyk.
(Przy okazji taka refleksja, nieskierowana imiennie do p. Brzostowskiego:
A wszystkie te wysilki maja za cel zmierzac prosciutko do konkluzji: ateista to tez wierzacy. Co ciekawe ostatni wysyp to aktywisci skladajacy momentalnie deklaracje o swej niewierze. Hm...)

W tym watku juz Astrotaurus wyjanil kwestie a-teizmu, wiec nie bede powtarzac. I tylko zrodzilo sie w mej glowie palace pytanie. Czy zatem Astrotaurus, albo ja podzielajaca jego stanowisko w kwestii a-teizmu nie pretendujemy absolutnie do chlubnego miana "czystych ateistow"? Jestesmy zatem jak rozumiem ateistami nieczystymi? Polowicznymi, dziesietnymi, a moze farbowanymi?
Fascynujace...

>Inaczej: nie możesz być na 100% pewien, że boga nie ma, tylko dlatego, że nie ma dowodów na jego istnienie, bo historia wskazuje, że odkrywamy cały czas nowe dowody... Oczywiście otwiera to dyskusję o definicjach, itd... ale logika wskazuje, że nie można mieć pewności, że boga nie ma. Możesz tylko powiedzieć na pewno, że wg aktualnego stanu wiedzy, nic nie wskazuje że istnieje.

Logika panie Brzostowski podpowiedzialaby mi, ze pana zdanie nr 1 jest wpradzie konstruktem logicznym, ale niepelnym, stad jego wartosc, choc spelnia wymogi logiki pozostaje uszczuplona. Historia panie Brzostowski pokazuje nam przede wszystkm bardzo wyraznie, ze choc zyskujemy coraz to nowe dowody w wielu dziedzinach to problem z dowodem w kwestii boga jak byl w powijakach lat temu tysiace, tak i na tym etapie pozostal.
Zdumiewajace, ze tak frapujacego tematu ludzkosc nie zdolala zadowalajaco i jednoznacznie roztrzasnac.

Za to z tej samej historii wylania sie dodatkowy aspekt i to z niekorzyscia dla bytu zwanego "bog". Dzieje nam juz wystarczajaco udowodnily jak to te bogi w ciaglym odwrocie i wiecznie musza sobie poszukiwac nowego miejsca do bytowania, gdy dotychczasowe ich siedziska klasyfikuje sie zgodnie z dowodami empirycznymi, czyli zgodnie ze stanem wiedzy jako nieboskie.
Ile takiego boskiego dania ciala musi jeszcze dostarczyc historia, by osoby logicznie myslace wreszcie wyciagnely z tych doswiadczen samonarzucajace sie wnioski?


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
30-06-2012 15:09 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Szanowna Pani, mamy "nicki" przeczące naszej postawie intelektualnej. Tak samo ja sławię Boga, jak Pani jest ignorantką.
Zauważone tu przez Panią wysiłki są wynikiem myśli intelektualnej najwybitniejszych myślicieli Kościoła Katolickiego i krzewione wśród jego wyznawców od dawna.

Na naszym forum otrzymujemy najczęściej już tylko ich strywializowane popłuczyny. Dobrze gdy ktoś jeszcze się odważa stanąć z otwartą przyłbicą, ale coraz częściej starają się rozmiękczyć nasze poglądy przez udawanie "racjonalistów z wątpliwościami".
Jest tu cała grupa takich 'rozmiękczaczy' reprezentujących różny (choć najczęściej kiepski) poziom merytoryczny, różny styl i różny poziom kulturalny. Najpierw udają ciekawość zagadnieniem i chęć zrozumienia, ale wraz z rozwojem dyskusji próbują narzucić niby własne koncepcje ('niby', gdyż wszystkie je możemy poznać w katolickich publikacjach - począwszy od gazet, a skończywszy na "naukowych" dziełach), gdy to im nie wychodzi próbują ośmieszyć artykułowanie problemu, lub wprost przechodzą do osobistych prowokacji i agresywnego ataku.

Parę cytatów z tego wątku
tacy "ateiści" - różnego wieku i pochodzenia - to szczep wcale nie lepszy niż węszyciele teorii spiskowych, antysemici, rasiści i homofobowie. Zamiast "tych złych gejów/masonów/cyklistów" mamy "tych złych księży" i "tego złego Boga" - reszta jest dokładnie taka sama.
I nie, nie bronię księży - ale wolę rozmawiać np. z moim znajomym, który - choć jest nacjonalistą i prawicowcem, z czym ja akurat się nie zgadzam - potrafi utrzymać dyskusję na pewnym poziomie, odwołać się do odpowiednich argumentów i nieraz sprawić, że zastanowię się nad tym, czy faktycznie mam rację, niż z ateistą-krzykaczem, który kręci się w kółko między oklepanymi tezami typu "księża to pedofile", "katolicy to ciemnota" i "czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie podniesie" - co może imponuje co bardziej zatwardziałym gimnazjalistom, ale mnie przyprawia o zgrzytanie zębów.

Gdy uznałem te słowa za pouczanie i atak na ateizm, otrzymałem pouczenie, że nie dotyczy to ateistów naszego portalu.
A wśród światłych myśli jeszcze jedną: "czysty ateizm kłóci się z racjonalizmem, ale to problem na osobną dyskusję".
I dalej:
Co do "czystego ateizmu" - może wyraziłem się rzeczywiście niejasno i ogólnikowo. Chodzi mi o twierdzenie z całkowitą pewnością, że Bóg nie istnieje - prawda jest bowiem taka, że nauka wymaga dowodu. Nawet, jeśli wszystko przemawia za jakąś tezą, potrzeba ścisłego - nie empirycznego - dowodu, że jest ona poprawna.

Dowodu na nieistnienie Boga jak na razie brak. Racja, jest to możliwość całkiem prawdopodobna, i można tak uważać, ale nie można nieistnienia Boga przyjmować jako założenie a priori i wnioskować z niego.

Czy jest Pan w stanie - bez przyjmowania czegokolwiek na wiarę - powiedzieć, że Boga nie ma? Czy też myli Pan ateizm (pogląd, że Boga nie ma) z nonteizmem (całkowitym brakiem rozpatrywania pojęcia Boga).

Tyle pierwszy.

@@@
.
01-07-2012 04:13 
 Ocena 2 na 2
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Zauważone tu przez Panią wysiłki są wynikiem myśli intelektualnej najwybitniejszych myślicieli Kościoła Katolickiego i krzewione wśród jego wyznawców od dawna.
>Na naszym forum otrzymujemy najczęściej już tylko ich strywializowane popłuczyny. Dobrze gdy ktoś jeszcze się odważa stanąć z otwartą przyłbicą, ale coraz częściej starają się rozmiękczyć nasze poglądy przez udawanie "racjonalistów z wątpliwościami".

Spisek, drogi Panie, wszyscy jesteśmy częścią spisku katolików i przebrzydłych fideistów... To tak źle, kiedy się wątpi? Kiedy stawia się własne poglądy pod weryfikację? Kiedy wreszcie zdaje się sobie sprawę z tego, że są poglądami, a nie niezaprzeczalnymi i nietykalnymi aksjomatami?

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
01-07-2012 11:03 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Na naszym forum otrzymujemy najczęściej już tylko ich strywializowane popłuczyny. Dobrze gdy ktoś jeszcze się odważa stanąć z otwartą przyłbicą, ale coraz częściej starają się rozmiękczyć nasze poglądy przez udawanie "racjonalistów z wątpliwościami".
>Spisek, drogi Panie, wszyscy jesteśmy częścią spisku katolików i przebrzydłych fideistów...
Średnio inteligentny racjonalista wie, że do tego żaden spisek nie jest potrzebnym. Ot na przykład red. Agnosiewicz wpadł na pomysł portalu dla bezbożników. Wsparło go kilku przyjaciół, a teraz na tym niszowym portalu racjonaliści spiskują.
Ot pieprzy się się Panu i jak stary dobry katolik używa Pan brzydkich chwytów erystycznych. Musiał się Pan z tym otrzaskać w jakimś seminarium. Nie potrzebny jest tu jest żaden fideistyczny spisek, wystarcza grupa wsparcia - "ideowa wspólnota racjonalnych inaczej".
Przez parę lat działalności na tym forum nie dostrzegł Pan tego?
Może i nie?
Zawsze powtarzam, że wiara ogranicza intelektualnie.

>To tak źle, kiedy się wątpi?
To podstawa intelektualnego rozwoju. Czyżby Pan do wątpiących też się zaliczał?
Brawo! Mamy jeszcze jednego "wątpiącego racjonalistę!
Tyle, że ja jestem niewierzącym.

>Kiedy stawia się własne poglądy pod weryfikację?
No i jak Panu ta weryfikacja w tym wątku wyszła?
Ma Pan absolutną rację we wszystkim?

>Kiedy wreszcie zdaje się sobie sprawę z tego, że są poglądami, a nie niezaprzeczalnymi i nietykalnymi aksjomatami?
Zdał Pan sobie sprawę jak jeszcze niewiele wie i że narzucanie innym swoich niedowarzonych poglądów tylko ośmiesza.

Miłego dnia.

@@@
.
01-07-2012 14:56 
 Ocena 2 na 2
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Ot pieprzy się się Panu i jak stary dobry katolik używa Pan brzydkich chwytów erystycznych. Musiał się Pan z tym otrzaskać w jakimś seminarium.

A tak się Pan oburzał, kiedy to ja wysuwałem niepotwierdzone insynuacje. Tak pan tropił wszelkie brzydkie chwyty erystyczne, a tu mamy podręcznikowe wręcz argumentum ad personam.

>Nie potrzebny jest tu jest żaden fideistyczny spisek, wystarcza grupa wsparcia - "ideowa wspólnota racjonalnych inaczej".
>Przez parę lat działalności na tym forum nie dostrzegł Pan tego?
>Może i nie?
>Zawsze powtarzam, że wiara ogranicza intelektualnie.

Rozumiem, że "racjonalny inaczej", to każdy, co się z Panem nie zgadza. Miłego tropienia na tym forum ukrytej opcji katolickiej.

>>To tak źle, kiedy się wątpi?
>To podstawa intelektualnego rozwoju. Czyżby Pan do wątpiących też się zaliczał?
>Brawo! Mamy jeszcze jednego "wątpiącego racjonalistę!
>Tyle, że ja jestem niewierzącym.

O, niewątpliwie. Ale nie jest Pan jedynie niewierzącym - jest Pan aktywnie przeczącym.

>>Kiedy stawia się własne poglądy pod weryfikację?
>No i jak Panu ta weryfikacja w tym wątku wyszła?
> Ma Pan absolutną rację we wszystkim?

Nie mam. A Pan?

>>Kiedy wreszcie zdaje się sobie sprawę z tego, że są poglądami, a nie niezaprzeczalnymi i nietykalnymi aksjomatami?
>Zdał Pan sobie sprawę jak jeszcze niewiele wie i że narzucanie innym swoich niedowarzonych poglądów tylko ośmiesza.

A to Ci argument. Nawet nie ma go jak skomentować, bo ma zerową wartość merytoryczną.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
30-06-2012 15:10 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Teraz mamy drugiego - doświadczonego już dyskutanta. Z pięcioletnim doświadczeniem na naszym forum. Miał szansę zapoznania się z wszelkimi używanymi przez racjonalnych ateistów argumentami i je wykorzystuje.
Inaczej: nie możesz być na 100% pewien, że boga nie ma, tylko dlatego, że nie ma dowodów na jego istnienie, bo historia wskazuje, że odkrywamy cały czas nowe dowody... Oczywiście otwiera to dyskusję o definicjach, itd... ale logika wskazuje, że nie można mieć pewności, że boga nie ma.
Na przykład z poniższym argumentem:
Zgodnie z obowiązującą w logice regułą odpowiedzialności za głoszone poglądy ciężar dowodu spoczywa na osobie, która wygłasza daną tezę (łac. Ei incumbit probatio qui dicit, non qui negat). Często zdarza się, że dyskutanci próbują przerzucić onus probandi na swojego przeciwnika i w ten sposób uchylić się od konieczności udowodnienia postulowanych przekonań. Ten nieuczciwy chwyt erystyczny, a jednocześnie rodzaj niemerytorycznej argumentacji nazywamy argumentum ad ignorantiam.

Możesz tylko powiedzieć na pewno, że wg aktualnego stanu wiedzy, nic nie wskazuje że istnieje.
Również z tym, że nauki przyrodnicze (science) już z samego założenia nie zajmują się udowadnianiem nieistnienia. Zajmują się tylko obiektywnie istniejącą rzeczywistością, a w tej nigdy i nigdzie, w najmniejszym stopniu nie natknęły się na wpływ jakiegokolwiek nadnaturalizmu na rzeczywistość. www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf

Ten racjonalny dyskutant po pięciu latach jeszcze nie wie - co komu w głowie siedzi.
Przez pięć lat nawet do Wikipedii nie zajrzał: pl.wikipedia.org/wiki/Ateizm pl.wikipedia.org/wiki/Ignostycyzm pl.wikipedia.org/wiki/Apateizm pl.wikiped(*)izm_światopoglądowy.
Cholera tam wie, co w głowach siedzi. Z jednej strony ateizm definiowany jest jako brak wiary i/lub stanowisko, że boga nie ma, a nie że prawie na pewno nie ma. Chociaż Dawkins tak właśnie pisze w "urojonym". Sprawa nie jest wtedy taka prosta. Czy ateistą jest ten, kto twierdzi,że boga prawie na pewno nie ma, czy ten kto twierdzi, że na pewno go nie ma. Ja rozumiem, że w potocznym znaczeniu jeden i drugi to ateista, ale już na proste pytanie:
Czy dopuszczasz jakąkolwiek możliwość, choćby niewielkie prawdopodobieństwo (promil) że jednak bóg istnieje?

większość ateistów odpowie: "nie". Czyli są "czyści", czy nie?

Wielokrotnie były prowadzone już tu dyskusje na ten temat i forumowicze mający naprawdę coś do powiedzenia podawali rożne naukowe motywacje, ale po co do wypowiedzi np. profesora fizyki podchodzić poważnie. Lepiej ciągle rżnąc ....

A to ciekawa interpretacja "czystego" ateizmu, gdzieś czytałem, że czysty ateizm to niedopuszczenie do siebie myśli, że może istnieć coś poza światem dostępnym aktualnie naszymi zmysłami lub znanymi nam metodami jeśli posiada kontekst boski.
Czym innym jest jednak brać pod uwagę istnienie boga (gdy brak pzresłanek), a czym innym dawać mu "szanse" na istnienie (gdy brak przesłanek), chociażby tak jak dla wróżek. Pytanie jednak i problem dotyczy tego, czy w ogóle dopuszczasz taką myśl, iż może istnieć. I tutaj jak rozumiem, Twoja odpowiedź brzmi - TAK, bo skoro nie ma 100% pewności... Chyba że źle wywnioskowałem, to mnie popraw.

Przez pięć lat nie doszedł biedaczek do tego, że na naszym forum reprezentowane są przeróżne przekonania ateistyczne, natomiast założyciele i redaktorzy portalu chcieliby aby najliczniej był tu reprezentowany racjonalny (czyli intelektualnie umotywowany) ateizm.

On woli wyciągnąć jeszcze jeden wydumany epitet:
Ideologiczny antyklerykalizm nie leży tak daleko od religii, jak się niektórym wydaje.
[...] będę jednak tropił ideologiczny antyklerykalizm, bo uważam że jest bardzo groźny dla racjonalizmu.

---------------------

Wtóruje im równy pod każdym względem, a najbardziej to chyba intelektualnym.
Wprost "równiacha" Pan Konowal:
"wolny światopogląd" - a cóż to jest??? to ci co myślą wolniej ?
Ależ czy nauka nie jest myśleniem dogmatycznym? gdzie roi się od stałych Plancka , E=mc2, niezmiennej i nieprzekraczalnej prędkości światła - same dogmaty To jak naukowcy myślą czy nie myślą.


I obrywa się od niego mądrej i życzliwej światu Pani Meretseger:
To leć i szukaj, bo jak widać nie za bardzo wiesz o czym piszemy.
I co będziemy się teraz przerzucać "wiesz że ja wiem że nie wiesz że wiem co nie wiesz"???

Wszyscy forumowicze są równi, ale niektórzy są równiejsi, a co najdziwniejsze forowani są nie ci, dla których to forum założono. Tak, bardzo często mam tu dylemat opisany przez biskupa:
Nie nowina, że głupi mądrego przegadał;
Kontent więc, iż uczony nic nie odpowiadał,
Tym bardziej jeszcze krzyczeć przeraźliwie począł;
Na koniec, zmordowany, gdy sobie odpoczął,
Rzekł mądry, żeby nie był w odpowiedzi dłużny:
"Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny".

Zmilczeć głupotę i agresywnego niedouka, czy zareagować i zejść na jego poziom?
Wiem, że tak źle, a tak nie dobrze. Ja tu nie mam niczego prywatnego, a na pewno nie mam żadnych prywatnych animozji do nikogo, tylko podobnie do paru osób nie znoszę głupoty, szczególnie tej strojącej się w piórka posiadaczy Jedynej Prawdy i Wiedzy Prawdziwej, tylko tyle, że nie naukowej. Po prostu zadufanych głupków.

Zaś szczerze i serdecznie witam wszystkich poszukujących - nawet gdy jeszcze niewiele wiedzą. Wszyscy - cały czas - się uczymy.

Pozdrawiam serdecznie i daj Boziu wszystkim taką ignorancję.

@@@
.
30-06-2012 21:26 
 Ocena 4 na 4
Ignorancja (4718 punktów)
Witam Panie Andrzeju.
>Zaś szczerze i serdecznie witam wszystkich poszukujących - nawet gdy jeszcze niewiele wiedzą. Wszyscy - cały czas - się uczymy. (Panskie slowa)

Z mojego doswiadczenia z dyskusji w necie powiem nieskromnie, iz juz moge smialo po dosyc pobieznym przegladnieciu postow ocenic, czy ktos jest faktycznie chcacym dotrzec do jakiejs namiastki prawdy, czy li tylko przebranym za poszukujacego moralizatorem.

Natomiast jedna kwestie pragne wyjasnic. Moja dygresja o ostatnio nasilonym nalocie przebierancow nie wziela sie z powietrza. Nie mam czasu na dogledne sledzenie wypowiedzi i zycia tego forum. Zatem skoro po wyrywkowym zapoznawaniu sie z wpisami zaczelo mi cos smierdziec to dopuszczam mysl, ze przeciwnicy nauczeni doswiadczeniem przybrali ostatnio taka oto metode deprecjacji ateistow i ateizmu, a w efekcie racjonalizmu.
Wolno im. Nie neguje, ze naleza do homo sapiens i nauka nie jest im obca. Logika tez.

Ale odnosnie logiki. Mam takie spostrzezenie. Pozostanmy dla potrzeb tej dyskusji przy podlug mnie dosyc niefortunnym terminie "czystego ateizmu" i "czystej wiary", czy "czystego teizmu" bo taki musi byc skutek tak przyjetego zalozenia. Mianowicie: czysty ateizm-twierdzenie ze bog nie istnieje, czysta wiara - twierdzenie ze bog istnieje.
Ja mam zatem pytanie, czy ktos twierdzacy, ze wierzy w boga, choc nie ma w tej dziedzinie wiedzy jest nieczystym wierzacym, nieczystym teista? Takie postawienie sprawy chyba przyprawiloby o zawrot glowy niejednego wierzacego, a obiektywnie rzecz ujmujac byloby absurdem samym w sobie. I tu mam nadzieje doszlam do meritum zagadnienia.

Ja sie w sumie nie obrazam, gdy ktos o ateizmie twierdzi, ze to postawa niewierzacego w boga. Naturalnie, ze tak jest. Tak jak postawa teisty to postawa kogos kto wierzy w owego stwora. Tyle, ze licza sie argumenty na poparcie obu postaw.
I jak juz nieraz na tym forum bylo walkowane, te dywagacje wiara to, czy wiedza mozna dopiero ocenic po zapoznaniu sie ze szczegolami (nie, nie bede sie odnosic do "konkretow" "ze" chocby slowa zwanego swietym, ktore latwo zdemaskowac jako stek bzur, juz to robilam i sie mnie znudzilo).

A szczegoly sa takie i walkowane tez tu od lat.
1. Dowod spoczywa na twierdzacym
ad. 1. Wielcy wierzacy mysliciele i co wazne uczciwi poddali sie. Mysle tu o Okhamie z jego brzytwa i o E. Kancie (przypomne, ze Kant odnosil sie do istnienia, a nie do nieistnienia i wreszcie poprzestal na wierze w istnienie).
2. Dowodow na slabosc definicji boga, a przemawiajacych za sklonnoscia do fantazjowania homo sapiens dostarczaja dzieje religii chocby w zarysie, ktos nazwal tu to kiedys slusznie tzw. argumentem z historii;pisalam o tym w poprzednim poscie do p. Brzostowskiego, wiec rozwijac nie bede
3. Wierzacy zaslaniajacy sie czesto stosunkiem proporcjonalnym wierzacych do niewierzacych nie biora czesto pod uwage:
a) przyjemnosci wiary, majacej sluzyc podbudowywaniu wlasnego ego, postawa dosyc kuszaca, zatem zrozumiale, iz rozpowszechniona
b) propagacji po narodzeniu sie abstraktu zwanego bog, (bedacego skutecznym straszakiem-nic nas tak nie przeraza jak nieznane) tegoz abstraktu przez wladze, ktore dzialaly w imie swych partykularnych interesow
c) wreszcie najistotniejsze - dowodu z medycyny, psychologii i biologii czlowieka, ktore tlumacza geneze narodzenia sie tej idei; mam tu na mysli chocby dysfunkcje platow skroniowych, zdiagnozowane u epileptykow i chrakteryzujace sie specyficznym odczuwaniem "rzeczywistosci".

Wreszcie jako racjonalista, a takimi okreslaja sie spadochroniarze typu p. Brzostowski winni wziac pod uwage tak istotny element, ze faktycznie pewne postawy wziely sie z doswiadczenia ludzi, ktorzy uparcie pragna wierzyc, a nie sa pozbawieni logicznego myslenia i ktorzy logicznie doszli do wniosku, ze skoro zebrali baty to musza swoje bostwo przesunac w takie miejsce, gdzie bedzie trudne do ruszenia. Oczywista chodzi o kwestie niefalsyfikalnosci. I tak narodzilo sie pojecie absolutu. Nikt na dobra sprawe nie wie z czym to sie je, ale przyjac mozna. Tyle, ze Poppper bedacy autorem wymogu falsyfikacji dosyc jasno wylozyl co mysli o takich pomyslach.

I na koniec taka uwaga. Oprocz obiektywnego spojrzenia na kwestie boga jest jeszcze subiektywizm. Dlaczego nie widze strasznego oburzenia, gdy osoba wierzaca twierdzi, ze bog istnieje, bo odczuwa jego istnienie, natomiast podnosi sie raban, gdy ateista zaczyna twierdzic, ze wie, ze bog nie istnieje, bo nie odczuwa absolutnie na sobie samym jego wplywu?
I jak sie do tego ma praca m.in.kanadyjskich naukowcow, ktorzy swym eksperymentem z chelmem wywolujacym religijne uniesienia dostarczyli dowodow na subiektywnosc odczuwania boga? Czy mozna jeszcze prawic o obiektywnym istnieniu boga? Czy raczej nalezaloby wziac pod uwage, iz ten bog jest li tylko wynikiem odczuc wywolanych specyfika budowy naszego mozgu i nie kazdemu jego budowa pozwala na "obcowanie". A propos. Ten eksperyment jednoznacznie uwydatnia rowniez slabosc pomyslu zwanego "wolna wola".

Ale wracajac do pytania kluczowego, mianowicie: czy mozna prawic w swietle roznych eksperymentow i doswiadczen o obiektywnym istnieniu boga? Hm... no mozna. Uzywajac wyswiechtanego argumentu: jak nieudowodniono nieitnienia czegos to nie mozna twierdzic, ze to cos nie istnieje.
Szkoda, ze ci siepacze zapomnieli o metodach posrednich stosowanych m.in. w nauce dla obalenia pewnych tez, ktorez to metody przyjmuje sie (i slusznie) za wystarczajace dla przewodu dowodowego.

Zwazywszy na w/w argumentacje. Co jest bardziej racjonalne? Pogon za mrzonkami, chocby najwspanialszymi, czy chlodne przygladniecie sie faktom, w calym ich spektrum?

Pozdrawiam Panie Andrzeju nie mniej serdecznie. I chyle glowe, ze chce sie Panu poswiecac czas na sprowadzanie do odpowiednich proporcji sloganow reklamowych/stereotypow lansowanych przez niektorych podobno racjonalistow. Rowniez przypominania o nieuczciwych chwytach dyskutantow scharakteryzowanych w Erystyce Schopenhauera nigdy za wiele.
Maciej Stachowski (255 punktów)
Odniosę się tylko do kilku kwestii, bo pora już późna.

>Ale odnosnie logiki. Mam takie spostrzezenie. Pozostanmy dla potrzeb tej dyskusji przy podlug mnie dosyc niefortunnym terminie "czystego ateizmu" i "czystej wiary", czy "czystego teizmu" bo taki musi byc skutek tak przyjetego zalozenia. Mianowicie: czysty ateizm-twierdzenie ze bog nie istnieje, czysta wiara - twierdzenie ze bog istnieje.
>Ja mam zatem pytanie, czy ktos twierdzacy, ze wierzy w boga, choc nie ma w tej dziedzinie wiedzy jest nieczystym wierzacym, nieczystym teista? Takie postawienie sprawy chyba przyprawiloby o zawrot glowy niejednego wierzacego, a obiektywnie rzecz ujmujac byloby absurdem samym w sobie. I tu mam nadzieje doszlam do meritum zagadnienia.

A i owszem, termin jest niefortunny, za co serdecznie przepraszam (bo widzę, że udało mi się go ukorzenić). "Ateizm ścisły" mógłby brzmieć lepiej.

Nie chciałem sugerować, że ateista, który dopuszcza istnienie Boga (jak i teista, który dopuszcza jego nieistnienie) są ludźmi nieczystymi, czy inaczej upośledzonymi. Wręcz przeciwnie - taka postawa wydaje mi się właściwszą.

>1. Dowod spoczywa na twierdzacym

Taki Fermat się jedynie do krótkiej notatki na marginesie ograniczył, a dowodu na jego twierdzenie przez dwieście lat szukano - i go znaleziono.

>2. Dowodow na slabosc definicji boga, a przemawiajacych za sklonnoscia do fantazjowania homo sapiens dostarczaja dzieje religii chocby w zarysie, ktos nazwal tu to kiedys slusznie tzw. argumentem z historii;pisalam o tym w poprzednim poscie do p. Brzostowskiego, wiec rozwijac nie bede

Jeśli chodzi o to, że przez lata nauka obalała poszczególne twierdzenia wiary - można by wnioskować, że w końcu obali wszystkie, ale niekoniecznie.

Fakt, ludzie się mylą, większość religii to czcze wymysły, może nawet wszystkie - ale może parę z tych twierdzeń okaże się prawdziwymi. Kto wie? Dopóki nie ruszymy podstawy - twierdzenia "Bóg istnieje" - sprawa zostaje jak dla mnie nierozwiązana.

>Dlaczego nie widze strasznego oburzenia, gdy osoba wierzaca twierdzi, ze bog istnieje, bo odczuwa jego istnienie, natomiast podnosi sie raban, gdy ateista zaczyna twierdzic, ze wie, ze bog nie istnieje, bo nie odczuwa absolutnie na sobie samym jego wplywu?

Ja tam się na jedno i drugie oburzam. Przy czym drugie jest bardziej niewłaściwe - koniec końców, wystarczy jeden przykład, aby potwierdzić teorię istnienia czegoś w sensie logicznym. Jeśli twierdzę, że istnieje liczba, która podniesiona do kwadratu daje 400, wystarczy mi znaleźć jedną taką liczbę. Jeśli twierdzę, że taka liczba nie istnieje, nie mogę powiedzieć "wziąłem 15 i mi nie wyszło".

Tak samo ateista, który nie odczuwa istnienia Boga, nie może być pewien, że Bóg nie istnieje - co najwyżej, że nie ma wpływu na niego. Za to w przypadku wierzącego rozumowanie takie jest poprawne, o ile faktycznie to odczucie zaistniało i nie było skutkiem innego zjawiska.

>A propos. Ten eksperyment jednoznacznie uwydatnia rowniez slabosc pomyslu zwanego "wolna wola".

No, no, to już pomysł na długą dyskusję.

>Szkoda, ze ci siepacze

Siepacze? Może zdrajcy od razu? Zamachowcy? Mordercy ludzkiego rozumu?

>Zwazywszy na w/w argumentacje. Co jest bardziej racjonalne? Pogon za mrzonkami, chocby najwspanialszymi, czy chlodne przygladniecie sie faktom, w calym ich spektrum?

"W całym spektrum" - a więc biorąc pod uwagę wszystkie możliwości. Przecież można przyjąć, że Bóg nie istnieje - nawet wierzący rozwiązując zadania z fizyki nie wliczają w nie boskiej interwencji. Nikt za mrzonkami nie goni, ale jeśli będziemy zamykać się na wszystkie hipotezy, których nie dowiedziono, to nauka stanie w miejscu.

>Pozdrawiam Panie Andrzeju nie mniej serdecznie. I chyle glowe, ze chce sie Panu poswiecac czas na sprowadzanie do odpowiednich proporcji sloganow reklamowych/stereotypow lansowanych przez niektorych podobno racjonalistow. Rowniez przypominania o nieuczciwych chwytach dyskutantow scharakteryzowanych w Erystyce Schopenhauera nigdy za wiele.

Jakbym komentarze pod felietonem Ziemkiewicza na rzepie czytał. Co do nieuczciwych chwytów - odwołanie do ignorancji jest nieuczciwym chwytem tylko wtedy, kiedy za jego pomocą chce się udowodnić tezę (tu: istnienia Boga), czego nikt tu nie próbuje robić. Samo wytknięcie rozmówcy, że czegoś tak naprawdę nie wie, jest nie tylko uczciwe, ale i właściwe według mnie.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
01-07-2012 12:16 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)
>Dopóki nie ruszymy podstawy - twierdzenia "Bóg istnieje" - sprawa zostaje jak dla mnie nierozwiązana.
No to masz problem i widać dobrze Ci z nim.
Nie istnieje twierdzenie "Bóg istnieje"!! I to jako "podstawa" czegokolwiek. Nie istnieje w rozumnej dyspucie o świecie, bo nikt nigdy nie wprowadził tego pojęcia do takiej dysputy. Mimo tysięcy lat religii z różnymi bogami, mimo milionów ksiąg, mimo miliardów wierzących. Funkcjonuje ono na skutek tradycji, powszechnej głupoty. Funkcjonuje dorobiwszy się milionów definicji sprzecznych wewnętrznie, sprzecznych ze sobą wzajemnie, sprzecznych z elementarną wiedzą naukową. Chcesz międlić je w zębach, bo Ci podbija Twoje pseudointelektualne ego - Twoje prawo.
Jeśli chcesz jednak być traktowany choć odrobinę poważnie to powiedz o czym w ogóle mówisz. Zacznij od Twojej definicji tego czegoś czego prawdopodobieństwo istnienia postulujesz, inaczej zostaniesz jedynie bełkotliwym nieukiem. Choćbyś nie wiem jak tępo był z siebie zadowolony.

>Przecież można przyjąć, że Bóg nie istnieje - nawet wierzący rozwiązując zadania z fizyki nie wliczają w nie boskiej interwencji.
Blade masz pojęcie o wierze! A człowiek nie jest w stanie się sprzeniewierzyć jej - to ona kontroluje umysł. Większość ludzi po prostu wierzy w takiego boga, który nie kłóci się z nauką, ale jednak takiego, który fizyką może manipulować do woli. Wierzący rozwiązując zadanie z fizyki dodaje do odpowiedzi "chyba że Bóg zechce inaczej".
Fideista nie jest w stanie przyjąć, że bóg nie istnieje. Np. fideista wierzący w Kreacjonizm Młodej Ziemi nie będzie stanie zostać paleontologiem.

>Nikt za mrzonkami nie goni,
Na pewno wiesz co mówisz? Na pewno uwzględniasz w tym miliardy wierzących?

>ale jeśli będziemy zamykać się na wszystkie hipotezy, których nie dowiedziono, to nauka stanie w miejscu.
Nie ma hipotezy "istnienia Boga" - Twój bełkot i bełkot różnych religii to tylko bełkot, nic więcej.
Użalanie się nieuka nad marną przyszłością nauki bez uwzględniania religijnych idiotyzmów jest lekkim przegięciem. Pomyśl na tym co się do Ciebie mówi i nie ośmieszaj się więcej.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Maciej Stachowski (255 punktów)
>No to masz problem i widać dobrze Ci z nim.

Pierwszy krok radzenia sobie z problemami to uświadomienie sobie, że ma się problem.

>Nie istnieje twierdzenie "Bóg istnieje"!! I to jako "podstawa" czegokolwiek.

Takie twierdzenie istnieje, bo ktoś tak kiedyś stwierdził. Tak jak istnieje twierdzenie "księżyc jest zrobiony z sera". To drugie obalono, tego pierwszego jeszcze nie do końca.

A twierdzenie to jest podstawą - podstawą religii. Podetnij korzeń, całe drzewo się zawali.

> Nie istnieje w rozumnej dyspucie o świecie, bo nikt nigdy nie wprowadził tego pojęcia do takiej dysputy. Mimo tysięcy lat religii z różnymi bogami, mimo milionów ksiąg, mimo miliardów wierzących.

No, no... Dziś może nikt tak nie robi, ale kiedyś niewprowadzanie tego twierdzenia do dysputy (choćby nie wiadomo jak rozumnej i uczonej) mogło Cię posłać na stos. Można powiedzieć, że prawdopodobieństwo prawdziwości tego stwierdzenia jest śmiesznie małe, ale dopóki nie jest zerowe, nikt nie zabroni go przyjmować.

> Funkcjonuje ono na skutek tradycji, powszechnej głupoty. Funkcjonuje dorobiwszy się milionów definicji sprzecznych wewnętrznie, sprzecznych ze sobą wzajemnie, sprzecznych z elementarną wiedzą naukową. Chcesz międlić je w zębach, bo Ci podbija Twoje pseudointelektualne ego - Twoje prawo.
>Jeśli chcesz jednak być traktowany choć odrobinę poważnie to powiedz o czym w ogóle mówisz. Zacznij od Twojej definicji tego czegoś czego prawdopodobieństwo istnienia postulujesz, inaczej zostaniesz jedynie bełkotliwym nieukiem. Choćbyś nie wiem jak tępo był z siebie zadowolony.

Gdybyśmy mieli nieintuicyjną definicję Boga, to już dawno by się ją pewnie dało obalić. Jak pisałem niżej - pojęcie "bóstwa" jest intuicyjne, tak jak pojęcie "miłości", czy "piękna". Sporo jest takich pojęć - człowiek potrafi skategoryzować dany podmiot jako "bóstwo" lub "nie bóstwo", ale wciąż nie znalazł formalnej definicji (czyli żadnej cechy jednoznacznie definiującej).

Uznasz, że to bełkot - OK, ale w takim razie wyrwij ze słownika parę kartek.

>>Przecież można przyjąć, że Bóg nie istnieje - nawet wierzący rozwiązując zadania z fizyki nie wliczają w nie boskiej interwencji.
>Blade masz pojęcie o wierze! A człowiek nie jest w stanie się sprzeniewierzyć jej - to ona kontroluje umysł. Większość ludzi po prostu wierzy w takiego boga, który nie kłóci się z nauką, ale jednak takiego, który fizyką może manipulować do woli. Wierzący rozwiązując zadanie z fizyki dodaje do odpowiedzi "chyba że Bóg zechce inaczej".

Ok. Więc rozwiąż zadanie: Idziesz z prędkością 5km/h, masz do przejścia 10km. Po jakim czasie dotrzesz do celu?

Jeśli odpowiedziałeś "2 godziny" - brawo. Ale nie wziąłeś pod uwagę tego, że możesz np. złamać nogę, choć zdajesz sobie sprawę, że to w rzeczywistości możliwe.

>Fideista nie jest w stanie przyjąć, że bóg nie istnieje. Np. fideista wierzący w Kreacjonizm Młodej Ziemi nie będzie stanie zostać paleontologiem.

Fideista nie. Ale ktoś, kto jedynie dopuszcza możliwość, że świat mógł powstać z niczego, w 7 dni, 6500 lat temu, a wszystkie zwierzęta rozwijały się oddzielnie - może, dopóki nie będzie przyjmować tego jako założenia.

>>Nikt za mrzonkami nie goni,
>Na pewno wiesz co mówisz? Na pewno uwzględniasz w tym miliardy wierzących?

Nas=dyskutantów.

>>ale jeśli będziemy zamykać się na wszystkie hipotezy, których nie dowiedziono, to nauka stanie w miejscu.
>Nie ma hipotezy "istnienia Boga" - Twój bełkot i bełkot różnych religii to tylko bełkot, nic więcej.

Hipotezę ktoś postawił, nikt jej nie obalił, a więc hipoteza jest. "Bełkot" to raczej nienaukowe pojęcie - sam fakt, że istnieją hipotezy sensowniejsze, nie czyni hipotezy błędną.

>Użalanie się nieuka nad marną przyszłością nauki bez uwzględniania religijnych idiotyzmów jest lekkim przegięciem.

Nic takiego nie powiedziałem - twierdzę jedynie, że odrzucanie hipotezy tylko dlatego, że nie ma na nią jeszcze dowodów, jest niepoprawne. Nie oznacza to, że należy ją przyjąć jako fakt - a jedynie, że trzeba takie rzeczy sprawdzać.

Co by było, gdyby twierdzenie, że Ziemia jest kulą, również uznano za "bełkot" - no bo przecież widać, że jest płaska? Gdyby nikt tego nie dopuścił i nie przeprowadził dowodu?

> Pomyśl na tym co się do Ciebie mówi i nie ośmieszaj się więcej.

Miłego dnia również.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
01-07-2012 23:37 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>.. przez lata nauka obalała poszczególne twierdzenia wiary - można by wnioskować, że w końcu obali wszystkie, ale niekoniecznie.
W trakcie rozwoju nauki okazuje się po prostu, że nie było czego "obalać", bo postulaty wiary nie zasługują na miano twierdzeń.

>.. nawet wierzący rozwiązując zadania z fizyki nie wliczają w nie boskiej interwencji.
Zatem także wierzący potrafią w kontakcie z realiami pójść po rozum do głowy.
Dlaczego jednak wolą pozostawać w sprzeczności, gdy "nie wliczają boskiej interwencji" a jednocześnie wierzą w to, czego w obliczeniach wcale nie uwzględniają?
04-07-2012 03:33 
 Ocena 1 na 1
Maciej Stachowski (255 punktów)
>>.. nawet wierzący rozwiązując zadania z fizyki nie wliczają w nie boskiej interwencji.
>Zatem także wierzący potrafią w kontakcie z realiami pójść po rozum do głowy.
>Dlaczego jednak wolą pozostawać w sprzeczności, gdy "nie wliczają boskiej interwencji" a jednocześnie wierzą w to, czego w obliczeniach wcale nie uwzględniają?
>

A Ty wierzysz w to, że pociąg może się wykoleić na drodze z miasta A do miasta B, jadąc z prędkością 60 km/h? Oczywiście - takie rzeczy się zdarzają. A jednak nie uwzględnisz tego w obliczeniach, prawda?

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
04-07-2012 07:32 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>- takie rzeczy się zdarzają. A jednak nie uwzględnisz tego w obliczeniach, prawda?
Prawda. Tory lub koła mogą być niesprawne, ktoś mógł ukraść szynę, itd.. - ale czy byłoby sensowne dopatrywanie się wtedy boskiej interwencji?
Maciej Stachowski (255 punktów)
>>- takie rzeczy się zdarzają. A jednak nie uwzględnisz tego w obliczeniach, prawda?
>Prawda. Tory lub koła mogą być niesprawne, ktoś mógł ukraść szynę, itd.. - ale czy byłoby sensowne dopatrywanie się wtedy boskiej interwencji?

A skąd! Chodzi mi o zupełnie inny problem - Ty i ja, jako ateiści/agnostycy, nie bierzemy w codziennym życiu pod uwagę wielu potencjalnych możliwości, podobnie jak wierzący nie biorą w codziennym życiu potencjalnej możliwości interwencji boskiej. Upraszczamy sobie życie, mówiąc "za godzinę będę w Poznaniu" - i ani Ty nie dodasz "chyba, że pociąg się wykolei", ani wierzący nie doda "chyba, że Bóg zatrzyma pociąg".

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
11-07-2012 23:49 
 Ocena 4 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
>A i owszem, termin jest niefortunny, za co serdecznie przepraszam (bo widzę, że udało mi się go ukorzenić). "Ateizm ścisły" mógłby brzmieć lepiej.
Nie. To kolejna twoja proba domoroslego medrkowania, a ze do tego podstaw nie masz zadnych ponizej.

>>1. Dowod spoczywa na twierdzacym
>Taki Fermat się jedynie do krótkiej notatki na marginesie ograniczył, a dowodu na jego twierdzenie przez dwieście lat szukano - i go znaleziono.

A ludzie tony o bogu pisza i to od tysiacleci, a konkretow jak nie bylo tak nie ma. Wiec twoja anlaogia dla ciebie pewno blyskoliwa niestety nijakiego nie ma przelozenia, gdy sie nad szczegolami pochylic z uwaga.

>>2. Dowodow na slabosc definicji boga, a przemawiajacych za sklonnoscia do fantazjowania homo sapiens dostarczaja dzieje religii chocby w zarysie, ktos nazwal tu to kiedys slusznie tzw. argumentem z historii;pisalam o tym w poprzednim poscie do p. Brzostowskiego, wiec rozwijac nie bede
>Jeśli chodzi o to, że przez lata nauka obalała poszczególne twierdzenia wiary - można by wnioskować, że w końcu obali wszystkie, ale niekoniecznie.

Coz.Wiara budowala sie tysiacleciami calymi i proces postepuje... Jakies wnioski domorosly myslicielu?
Ponadto przyswoj sobie wreszcie, na co juz Setrakos delikatnie usilowal ciebie naprowadzic, ze wiara to nie twierdzenia tylko dogmaty. Twierdzenia daja sie dowiesc.

>Fakt, ludzie się mylą, większość religii to czcze wymysły, może nawet wszystkie - ale może parę z tych twierdzeń okaże się prawdziwymi. Kto wie? Dopóki nie ruszymy podstawy - twierdzenia "Bóg istnieje" - sprawa zostaje jak dla mnie nierozwiązana.

Juz ci Astrotaurus rzekl, ze to twoj problem. Ja tez nie mam nic przeciwko bys zawziecie trwal przy: a moze, a kiedys, a cos.

>>Dlaczego nie widze strasznego oburzenia, gdy osoba wierzaca twierdzi, ze bog istnieje, bo odczuwa jego istnienie, natomiast podnosi sie raban, gdy ateista zaczyna twierdzic, ze wie, ze bog nie istnieje, bo nie odczuwa absolutnie na sobie samym jego wplywu?
>Ja tam się na jedno i drugie oburzam. Przy czym drugie jest bardziej niewłaściwe - koniec końców, wystarczy jeden przykład, aby potwierdzić teorię istnienia czegoś w sensie logicznym. Jeśli twierdzę, że istnieje liczba, która podniesiona do kwadratu daje 400, wystarczy mi znaleźć jedną taką liczbę. Jeśli twierdzę, że taka liczba nie istnieje, nie mogę powiedzieć "wziąłem 15 i mi nie wyszło".

Takiej glupoty to ja dawno nie czytalam. Niby czemu postawa atesty ma byc bardziej niewlasciwa, gdy wlasnie tego jednego przykladu "aby potwierdzic teorie istnienia czegos w sensie logicznym" brakuje?
Reszta wypowiedzi nie mniej idiotyczna i zupelnie nie przystajaca, gdyz domorosly filozof dowolnie zongluje dwoma faktorami:
- jednym w zaden sposob nie udokumentowanym
- drugim bedacym zwyczajnym matematycznym twierdzeniem

i nieuprawnienie dokonuje pomiedzy nimi analogii. Poza tym znowu naduzyl radosnie pojecia "teoria". Praca na wczoraj. Zapoznac sie z nomenklatura jakiej sie uzywa, by nie dokonywac naduzyc.

>Tak samo ateista, który nie odczuwa istnienia Boga, nie może być pewien, że Bóg nie istnieje - co najwyżej, że nie ma wpływu na niego. Za to w przypadku wierzącego rozumowanie takie jest poprawne, o ile faktycznie to odczucie zaistniało i nie było skutkiem innego zjawiska.

Jakies dowody, ze to odczucie wierzacego zostalo spreparowane przez byt zwany "bogiem"? Pytanie retoryczne to bylo.

>>Szkoda, ze ci siepacze
>Siepacze? Może zdrajcy od razu? Zamachowcy? Mordercy ludzkiego rozumu?

Siepac dzeciuchu mozna takze geba, co robisz nieustannie biorac dogmaty za twierdzenia, wizje za teorie, etc.

>"W całym spektrum" - a więc biorąc pod uwagę wszystkie możliwości. Przecież można przyjąć, że Bóg nie istnieje - nawet wierzący rozwiązując zadania z fizyki nie wliczają w nie boskiej interwencji. Nikt za mrzonkami nie goni, ale jeśli będziemy zamykać się na wszystkie hipotezy, których nie dowiedziono, to nauka stanie w miejscu.

Nauka hipotezy wysuwa na bazie obserwacji. Wiara wysuwa myslenie intencjonalne.

>Jakbym komentarze pod felietonem Ziemkiewicza na rzepie czytał.
A ja jakbym Terlikowskiego przebranego za ateiste czytala. Ta sama ociezalosc mysli i niegramotnosc momentami zupelnia, za to entuzjazm ogromny.

>Co do nieuczciwych chwytów - odwołanie do ignorancji jest nieuczciwym chwytem tylko wtedy, kiedy za jego pomocą chce się udowodnić tezę (tu: istnienia Boga), czego nikt tu nie próbuje robić. Samo wytknięcie rozmówcy, że czegoś tak naprawdę nie wie, jest nie tylko uczciwe, ale i właściwe według mnie.

Swiete slowa. Zatem wez do raczek na poczatek slowniki i zapoznaj sie z definicjami slow jakich uzywasz, a o ktorych zielonego pojecia nie masz, co w istocie znacza.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
22-07-2012 20:14 
 Ocena 1 na 1
Maciej Stachowski (255 punktów)
Ach, ten jad, ta nienawiść, te wyzwiska... Miód na moje serce.

>A ludzie tony o bogu pisza i to od tysiacleci, a konkretow jak nie bylo tak nie ma. Wiec twoja anlaogia dla ciebie pewno blyskoliwa niestety nijakiego nie ma przelozenia, gdy sie nad szczegolami pochylic z uwaga.

Do 1994 roku ludzie tony o tym twierdzeniu pisali, głowili się nad nim, kombinowali - a konkretów dalej nie było.

>Coz.Wiara budowala sie tysiacleciami calymi i proces postepuje... Jakies wnioski domorosly myslicielu?

A jakich wniosków Szanowna Pani oczekuje? Nie widzę związku między rozpowszechnieniem wiary w bogów a kwestią rzeczywistego istnienia tych bogów.

>Ponadto przyswoj sobie wreszcie, na co juz Setrakos delikatnie usilowal ciebie naprowadzic, ze wiara to nie twierdzenia tylko dogmaty. Twierdzenia daja sie dowiesc.

Dogmat to twierdzenie, które dana grupa ludzi ("fideiści") przyjęła bezwarunkowo. To nadal jest twierdzenie, o jakiejś tam wartości logicznej, a fakt, że istnieją ludzie, którzy przyjmują je bez dowodu, nie ma tu znaczenia.

>Juz ci Astrotaurus rzekl, ze to twoj problem. Ja tez nie mam nic przeciwko bys zawziecie trwal przy: a moze, a kiedys, a cos.

Za to ja mam dużo przeciwko trwaniu zawzięcie przy "na pewno", "nigdy", "nic". Jasnowidzami nie jesteśmy, trzeba zdawać sobie sprawę z ograniczeń naszej wiedzy.

"...od tego człowieka jestem jednak mądrzejszy. Bo z nas dwóch, żaden, zdaje się, nie wie o tym co piękne i dobre, ale jemu się zdaje, że coś wie, choć nic nie wie, a ja, jak nic nie wiem, tak mi się nawet i nie zdaje (że coś wiem). Więc może o tę właśnie odrobinę, jestem od niego mądrzejszy, że jak czego nie wiem, to i nie myślę, że wiem." - Platon, "Obrona Sokratesa".

>Takiej glupoty to ja dawno nie czytalam. Niby czemu postawa atesty ma byc bardziej niewlasciwa, gdy wlasnie tego jednego przykladu "aby potwierdzic teorie istnienia czegos w sensie logicznym" brakuje?

Bo jeśli wyjdziemy z założenia "ja nie widziałem, to nie istnieje", to dojdziemy do paradoksów. Jeśli wierzący byłby w stanie udowodnić, że rzeczywiście doświadczył istnienia Boga (a nie tylko mu się zdawało), oznaczałoby to, że Bóg istnieje. Jeśli ateista byłby w stanie udowodnić, że rzeczywiście nie doświadczył istnienia Boga (a nie tylko nie zauważył), to dalej niczego nie dowodzi.

>Reszta wypowiedzi nie mniej idiotyczna i zupelnie nie przystajaca, gdyz domorosly filozof dowolnie zongluje dwoma faktorami:
>- jednym w zaden sposob nie udokumentowanym
>- drugim bedacym zwyczajnym matematycznym twierdzeniem

>i nieuprawnienie dokonuje pomiedzy nimi analogii. Poza tym znowu naduzyl radosnie pojecia "teoria". Praca na wczoraj. Zapoznac sie z nomenklatura jakiej sie uzywa, by nie dokonywac naduzyc.

Proszę jeszcze raz tą analogię przeczytać i postarać się zrozumieć. A i pojęcie "teorii" akurat tutaj udało mi się zastosować poprawnie. Można przecież stworzyć teorię istnienia czegoś - czy będzie to liczba spełniająca dane warunki, czy przedmiot materialny, czy jeszcze coś innego.

>Jakies dowody, ze to odczucie wierzacego zostalo spreparowane przez byt zwany "bogiem"? Pytanie retoryczne to bylo.

"o ile faktycznie to odczucie zaistniało i nie było skutkiem innego zjawiska."

>Siepac dzeciuchu mozna takze geba, co robisz nieustannie biorac dogmaty za twierdzenia, wizje za teorie, etc.

www.komentujnieobrazaj.pl/

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
27-07-2012 21:06 
 Ocena 6 na 8
Ignorancja (4718 punktów)
>Ach, ten jad, ta nienawiść, te wyzwiska... Miód na moje serce.

Po pierwsze nie graj, że tak ci to wisi. Zresztą pozerstwo jaskrawo bije z twych wypowiedzi, więc mnie nie dziwi twoje nadrabianie gębą.
Po drugie już ktoś chyba tu zauważył, że masz przerost ambicji, by pozować na intelektualistę. Niestety tylko pozować. Ja dodam, iż masz też przerost ego. Nie schlebiaj sobie, jakoby miałabym ciebie zaszczycać swoją nienawiścią.
Po trzecie. Wyzwiska? Raczej bezpośrednio wyrażone, jak ciebie postrzegam. Zdaje się nie tylko ja.

>Do 1994 roku ludzie tony o tym twierdzeniu pisali, głowili się nad nim, kombinowali - a konkretów dalej nie było.

Ty to na poważnie, czy tak sobie tworzysz lingua poetica? Nim zaczniesz dalej siekać jadaczką porównaj sobie te tony (o bogu w różnych jego wariacjach i podnoszonym twierdzeniu) i dopiero wtedy pisz.
Dobra zasada na forum każdym, a na Racjonaliście szczególnie: najpierw myslimy potem piszemy. Nie na odwrót.

>Dogmat to twierdzenie, które dana grupa ludzi ("fideiści") przyjęła bezwarunkowo. To nadal jest twierdzenie, o jakiejś tam wartości logicznej, a fakt, że istnieją ludzie, którzy przyjmują je bez dowodu, nie ma tu znaczenia.

Słucham? Dogmat to twierdzenie. Ciekawe czym jeszcze się popiszesz. Nie bez kozery odsyłałam ciebie do pogłębienia edukacji w kwestii definicji przaśny forumowiczu.
Odpowiem ci krótko, bo nie warto poświęcać czasu na analizę wypocin ameby z ambicjami na kręgowca.

Twierdzenie to jest Pitagorasa, twoje wydumki to jedynie pierdzenie. Wartało by abyś wreszcie przyswoił sobie różnicę. Ani dogmaty, ani twoje wypociny, które usiłujesz tu radośnie tworzyć w dodatku bezczelnie posiłkując się terminami naukowymi nie zasługują ani na miano teorii, ani twierdzeń. To, że pławisz się w samouwielbieniu dla twych wydumek to jeszcze stanowczo za mało, aby określać je teorią, bądź twierdzeniem. W najlepszym przypadku możesz je (ten twój metaforyzm analogiczny) i to przy sporej dozie dobrej woli nazwać przypuszczeniem.
No chyba, że twoje bzdety zaliczyć do potocznego używania przywoływanych przez ciebie pojęć, czyli coś jak teorie... SPISKOWE.
Gratuluję racjonalizmu.

>>Juz ci Astrotaurus rzekl, ze to twoj problem. Ja tez nie mam nic przeciwko bys zawziecie trwal przy: a moze, a kiedys, a cos.

>Za to ja mam dużo przeciwko trwaniu zawzięcie przy "na pewno", "nigdy", "nic". Jasnowidzami nie jesteśmy, trzeba zdawać sobie sprawę z ograniczeń naszej wiedzy.

Powiem ci prościutko (acz kolokwialnie), a wszystko to byś nie wysilał zanadto swego nieskomplikowanego umysłu: choć pewno wyda się to tobie panie z przerostem ambicji nieprawdopodobne to gówno mnie obchodzi czy masz coś przeciwko, czy nie. Jesteś zbyt nieistotny.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
01-07-2012 19:10 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Witam Panie Andrzeju.
Zaś szczerze i serdecznie witam wszystkich poszukujących - nawet gdy jeszcze niewiele wiedzą. Wszyscy - cały czas - się uczymy.
>(Pańskie słowa)
>Z mojego doświadczenia z dyskusji w necie powiem nieskromnie, iż już mogę śmiało po dosyć pobieżnym przeglądnięciu postów ocenić, czy ktoś jest faktycznie chcącym dotrzeć do jakiejś namiastki prawdy, czy li tylko przebranym za poszukującego moralizatorem.
Ostrożnie z tym, gdyż to jest jednym z większych zarzutów pod moim adresem, że szybko rozpoznaję, głupotę, a szczególnie tą z fideistycznym zadufaniem w posiadanie depozytu jedynej Prawdy.

>Natomiast jedna kwestie pragnę wyjaśnić. Moja dygresja o ostatnio nasilonym nalocie przebierańców nie wzięła się z powietrza. Nie mam czasu na dogłębne śledzenie wypowiedzi i życia tego forum. Zatem skoro po wyrywkowym zapoznawaniu sie z wpisami zaczęło mi coś śmierdzieć to dopuszczam myśl, ze przeciwnicy nauczeni doświadczeniem przybrali ostatnio taka oto metodę deprecjacji ateistów i ateizmu, a w efekcie racjonalizmu.
Nie, nie wzięła się ona z powietrza. Mam trochę więcej czasu i kiedyś w miarę dobrze poznałem myśl chrześcijańską, a i teraz ich publikacje przynajmniej poważnie konspektuję. Od razu zauważam specyficzny sposób myślenia i charakterystyczne zwroty.

>Wolno im. Nie neguje, że należą do homo sapiens i nauka nie jest im obca. Logika tez.
Wolno im to prawda, ale dlaczego ma być im więcej wolno niż tym, którzy się z nimi nie zgadzają. Tak należą do gatunku homo sapiens, ale dlaczego tak dużo z nich uważa się za lepszych od innych takich samych homo sapiens. Matematyka i logika to wspaniałe narzędzia wymyślone przez ludzi, ale nożem można ukroić kawałek chleba aby podzielić się z drugim człowiekiem, a można go nim zarżnąć.

>Ale odnośnie logiki. Mam takie spostrzeżenie. Pozostańmy dla potrzeb tej dyskusji przy podług mnie dosyć niefortunnym terminie "czystego ateizmu" i "czystej wiary", czy "czystego teizmu" bo taki musi być skutek tak przyjętego założenia. Mianowicie: czysty ateizm-twierdzenie ze bóg nie istnieje, czysta wiara - twierdzenie ze bóg istnieje.
Przyjąć dla potrzeb dyskusji możemy przeróżne rzeczy. Tą też.

>Ja mam zatem pytanie, czy ktoś twierdzący, że wierzy w boga, choć nie ma w tej dziedzinie wiedzy jest nieczystym wierzącym, nieczystym teista?
Mam problem z bardzo wieloznacznym terminem "wiedza", choć i "wiara" jest wieloznacznym terminem.
Do jakiegokolwiek orzekania o otaczającym na świecie potrzebną jest jakaś wiedza. Wiedza ta ani nie musi być prawdziwą, ani naukową. Różnimy się tu tylko pochodzeniem do docierających do nas informacji, albo przyjmujemy je z zaufaniem mocą autorytetu, albo jesteśmy sceptyczni i wszystko chcemy sami sprawdzić. Ludzie w większości nabyli potrzeby przynależności do stada i stąd znacznie więcej wierzących zgodnie z otoczeniem niż sceptyków.

>Ja sie w sumie nie obrażam, gdy ktoś o ateizmie twierdzi, ze to postawa niewierzącego w boga.
Ja staram się nie obrazić na nikogo, a już szczególnie nie na głupców, ale nie mogę pozwolić aby ktoś mi narzucał własne rozumienie świata. Uznając swoją intelektualną postawę za jedynie słuszną.
Mogą epitetować mnie jak im się żywnie podoba, ale nie mogą za mnie mówić, co ja myślę, a tym bardziej - co powinienem myśleć.

>Wreszcie jako racjonalista, a takimi określają się spadochroniarze typu p. Brzostowski winni wziąć pod uwagę tak istotny element, ze faktycznie pewne postawy wzięły się z doświadczenia ludzi, którzy uparcie pragną wierzyć, a nie są pozbawieni logicznego myślenia i którzy logicznie doszli do wniosku, ze skoro zebrali baty to muszą swoje bóstwo przesunąć w takie miejsce, gdzie będzie trudne do ruszenia. Oczywista chodzi o kwestie niefalsyfikowalności. I tak narodziło się pojecie absolutu. Nikt na dobra sprawę nie wie z czym to się je, ale przyjąć można. Tyle, ze Popper będący autorem wymogu falsyfikacji dosyć jasno wyłożył co myśli o takich pomysłach.
Jestem już dosyć dojrzałym człowiekiem i już dawno przestałem wierzyć w czcze deklaracje. To bardzo szybko wychodzi co za nam stoi. Dla mnie o człowieku (i jego człowieczeństwie) świadczy nie jego aktualny poziom, a jego dążenia i intelektualny rozwój. Zasklepienie się w swoim maleńkim światku dla mnie dyskryminuje nawet, gdy ktoś zdobędzie profesorski tytuł. Czytuję takich Panów, którzy przez czterdzieści lat piszą dokładnie to samo, zmieniając tylko szyk w zdaniach, akapitach, rozdziałach. Przez parę lat udziału w naszym forum wiele się nauczyłem, a co najważniejsze muszę cały czas mieć żywy umysł.

>Pozdrawiam Panie Andrzeju nie mniej serdecznie. I chyle głowę, że chce sie Panu poświęcać czas na sprowadzanie do odpowiednich proporcji sloganów reklamowych/stereotypów lansowanych przez niektórych podobno racjonalistów. Również przypominania o nieuczciwych chwytach dyskutantów scharakteryzowanych w Erystyce Schopenhauera nigdy za wiele.
Niektórzy tu twierdzą, że dla nich punktacja nie ma żadnego znaczenia. Dla mnie ma. Zawsze sprawdzam za co i od kogo punkty otrzymałem. Wtedy widzę, że jestem tu potrzebnym.
Potrafią mnie cieszyć nawet minusy, szczególnie, gdy stawiane są przez głupków spowodowane ich zapiekłością i merytoryczną nieporadnością, a takich minusów mam najwięcej.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
30-06-2012 17:49 
 Ocena 8 na 8
Artur@R (7115 punktów)
> Czy zatem Astrotaurus, albo ja podzielajaca jego stanowisko w kwestii a-teizmu nie pretendujemy absolutnie do chlubnego miana "czystych ateistow"? Jestesmy zatem jak rozumiem ateistami nieczystymi? Polowicznymi, dziesietnymi, a moze farbowanymi?<

Ignorancjo Szanowna, ja to widzę tak;
- ponieważ wypowiedzi (a zatem i przemyślenia) "zmiękczaczy", "ewnagelizatorów" czy też "nawracaczy" obecnych od lat (jakże muszą być odporni! ) na Forum - charakteryzuje inteligencja w okrojonym zakresie lub też "negativ IQ" (cytat za sceptymauchą) - dlatego nie podejrzewam ich o wysublimowaną, przenikliwą "głebię" i precyzję myśli.
Stąd też domniemywam raczej prostych skojerzeń i wniosków. Po prostu "czysty ateizm" to ten, który deklarowany jest przez ateistę umytego, schludnego i higienicznego, a ten "nieczysty ateizm" przez resztę - używającą tylko antyperspirantów i dezodorantów( czasem perfum).

PS.
Podziwiam i cenię cierpliwość Pana Andrzeja, Astrotaurusa, Moderatorów i wielu innych Forumowiczów w żmudnym odpieraniu nawału głupoty i prostactwa w myśleniu (i obyciu też), które wciska się w to Forum . Ja dla "zmiękczaczy" i "ewangelizatorów" mam... tylko sarkazm.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
30-06-2012 20:24 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Podziwiam i cenię cierpliwość Pana Andrzeja, Astrotaurusa, Moderatorów i wielu innych Forumowiczów w żmudnym odpieraniu nawału głupoty i prostactwa w myśleniu (i obyciu też), które wciska się w to Forum . Ja dla "zmiękczaczy" i "ewangelizatorów" mam... tylko sarkazm.
Panie Arturze, na naszym forum jest wielu mądrych wspaniałych ludzi, z którymi warto się wymieniać swoimi refleksjami. Wielu, których z przyjemnością czytam, a także wielu, od których mogę jeszcze się sporo nauczyć, ale przychodzą tu także ludzie wątpiący i poszukujący własnej prawdy o świecie. Czasem o coś zapytają, lub włączą się w rozmowę, a czasem tylko czytają. Warto dla nich pisać i podsuwać im argumentację do własnych przemyśleń. Przecież, gdyby nie oni, to wcale fideistom nie chciałoby się podejmować wiecznie przegrywanych polemik z nami. To jest walka o zaplątane w samodzielne myślenie dusze, o inteligentnych ludzi poszukujących racjonalnych uzasadnień.

Każda wiara/ideologia opiera się na autorytecie/posłuszeństwie. Dlatego używają autorytetu Boga, Pism Świętych, nauczania hierarchicznie uporządkowanych kapłanów.
"Ło Boże", "Nasz Papież" - intelektualny geniusz. Święty, który same mądrości wypowiadał, a jak pier... to tylko perfumami.

Dlatego dla nich nie ma nic groźniejszego od śmiechu. Co pięknie pokazał Eco w "Imieniu róży". Ci bardziej wykształceni przedstawią arcypokręcone pseudonaukowe wywody, za którymi nie kryje się nic wartościowego. Oni to czują i czasem nawet rozumieją, ale nie umieją się z tym pogodzić, a ponieważ przebijanie nadętych przez owieczki balonów tak bardzo boli, to nasyłają biednych kleryków do walki z nami.
Ci mniej wykształceni próbują nas pokonać mułowatym uporem. Powtarzając - "Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć". Gdyż oni już "nabrałem odporności na inne "teorie" dzięki wierze w "ekspansywne baśnie religijne"
Czyli są posiadaczami wybitnie ścisłych umysłów, do których już żadna myśl wolna się nie wedrze.
Najbardziej żenujący są ci, którzy tak nieudolnie udają tu racjonalistów, gdyż co nie powiedzą, to jakby cytat myśli jakiegoś katolickiego geniusza. A przecież lepiej oryginalne książki czytać, niż wypowiedzi mało udolnych referentów.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
30-06-2012 23:06 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>>na naszym forum jest wielu mądrych wspaniałych ludzi...<
I w tym cała moja radość, Panie Andrzeju, "że mogę ich myśli czytać".
>...przychodzą tu także ludzie wątpiący i poszukujący własnej prawdy o świecie. Czasem o coś zapytają, lub włączą się w rozmowę, a czasem tylko czytają. Warto dla nich pisać i podsuwać im argumentację do własnych przemyśleń<
Sam czerpię z tego ile tylko zdołam, dlatego proszę o więcej i... wciąż.
Pozdrawiam równie serdecznie

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
30-06-2012 21:36 
 Ocena 4 na 4
Ignorancja (4718 punktów)
> Podziwiam i cenię cierpliwość Pana Andrzeja, Astrotaurusa, Moderatorów i wielu innych Forumowiczów w żmudnym odpieraniu nawału głupoty i prostactwa w myśleniu (i obyciu też), które wciska się w to Forum . Ja dla "zmiękczaczy" i "ewangelizatorów" mam... tylko sarkazm.

A ja w coraz większym stopniu lenistwo i tumiwisizm i tylko z rzadka i dla zasady usiądę i przypomnę o kilku faktach, jak teraz w odpowiedzi obszerniejszej do pana Andrzeja Bogusławskiego, choć wiem, że akurat jemu tych rzeczy tłumaczyć nie musiałam.

Też podziwiam i cenię takie poczucie obowiązku.
A Ciebie pozdrawiam.

T. vel I.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
30-06-2012 23:34 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>A ja w coraz wiekszym stopniu lenistwo...<
Ludzka rzecz i mnie nie obca - dlatego rozumiem.
>i tumiwisizm....<
Odnoszę wrażenie, że tylko deklarowany, gdyż...
>... i dla zasady...<
Aaa jednak nie z całkowitą obojętnością
>.. i tylko z rzadka...<
A szkoda
>...usiade i przypomne o kilku faktach<
Bo "taka rola" racjonalnego człeka.
Inteligentnemu, racjonalnemu trudno pozostawać obojętnym na głupotę, kity i... wielką ignorancję (tę z małej litery)

Pozdrawiam ciepło
Artur vel Artur-małpa-R


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
02-07-2012 21:52 
 Ocena 5 na 5
Brzostowski (7067 punktów)
>>Chodzi zapewne o "czysty ateizm", czyli jak rozumiem, pewność, że boga nie ma.
>Sliczne. Od jakiegos czasu obserwuje na forum wysilki, a ostatnio jakby wzmorzone, na rzecz analizy ateizmu, ktora mozna sprowadzic do wciskania mu na sile domoroslych wyduman typu: "czysty ateizm" i domoroslych charakterystyk.
>(Przy okazji taka refleksja, nieskierowana imiennie do p. Brzostowskiego:
>A wszystkie te wysilki maja za cel zmierzac prosciutko do konkluzji: ateista to tez wierzacy. Co ciekawe ostatni wysyp to aktywisci skladajacy momentalnie deklaracje o swej niewierze. Hm...)
Otóż pragnę Panią uspokoić, że nie uważam ateistów za wierzących.
>W tym watku juz Astrotaurus wyjanil kwestie a-teizmu, wiec nie bede powtarzac. I tylko zrodzilo sie w mej glowie palace pytanie. Czy zatem Astrotaurus, albo ja podzielajaca jego stanowisko w kwestii a-teizmu nie pretendujemy absolutnie do chlubnego miana "czystych ateistow"? Jestesmy zatem jak rozumiem ateistami nieczystymi? Polowicznymi, dziesietnymi, a moze farbowanymi?
>Fascynujace...
i co więcej zgadzam się z koncepcją, którą przedstawił Astrotaurus:

"Ateizm to nieprzyjęcie teizmu. Ateizm to brak teizmu, brak twierdzeń o jakichś niesprawdzalnych podobno nadprzyrodniczych pierdołach. A-teizm jest pusty, nie zawiera nic, niczego nie twierdzi, nie stanowi żadnej idei i to jest w zasadzie wszystko co w ogóle można o ateizmie powiedzieć."

Historia, jak Pani napisała, pokazuje nam nowe dowody na wiele spraw. Faktycznie, gdy analizujemy historię, to możemy dojść do wniosku, że tego miejsca dla boga jest coraz mniej, może to prowadzić do uprawnionego wniosku, coraz bardziej uprawdopodobnionego (w miarę nowych odkryć naukowych), że boga nie ma. I w świetle obecnego stanu wiedzy naukowej, należy przyjmować to za fakt, i jest to rozsądne, i racjonalne.

Natomiast kwestia tzw. "czystego" ateizmu, czyli to co niektórzy przyjmują jako pewność, że boga nie ma (co ja raczej nazywałbym wiarą w ateizm) faktycznie istnieje. Są bowiem tacy, którzy są tego pewni na 100% i nie są w stanie w ogóle przyjąć że ewentualne dowody na istnienie boga mogą się pojawić. To wtedy nie jest ateizm,tylko wiara. I to jest zasadnicza różnica:

1. twierdzić, że boga nie ma, bo nie ma dowodów i nic nie wskazuje, aby takowe się pojawiły (wg aktualnego stanu wiedzy)
2. twierdzić, że nigdy takich dowodów nie będzie (bo nie i już!).
02-07-2012 22:41 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Natomiast kwestia tzw. "czystego" ateizmu, czyli to co niektórzy przyjmują jako pewność, że boga nie ma (co ja raczej nazywałbym wiarą w ateizm) faktycznie istnieje. Są bowiem tacy, którzy są tego pewni na 100% i nie są w stanie w ogóle przyjąć że ewentualne dowody na istnienie boga mogą się pojawić. To wtedy nie jest ateizm,tylko wiara. I to jest zasadnicza różnica:
>1. twierdzić, że boga nie ma, bo nie ma dowodów i nic nie wskazuje, aby takowe się pojawiły (wg aktualnego stanu wiedzy)
>2. twierdzić, że nigdy takich dowodów nie będzie (bo nie i już!).
Brawo, od dawna dreptało mi to z tyłu głowy, ale nie zdołałam wyciągnąć tego z zakamarków. Dokładnie o to mi chodziło i uznałam to za na tyle ważne, że plus mnie nie zadowolił.
11-07-2012 22:24 
 Ocena 5 na 5
Ignorancja (4718 punktów)
>Natomiast kwestia tzw. "czystego" ateizmu, czyli to co niektórzy przyjmują jako pewność, że boga nie ma (co ja raczej nazywałbym wiarą w ateizm) faktycznie istnieje. Są bowiem tacy, którzy są tego pewni na 100% i nie są w stanie w ogóle przyjąć że ewentualne dowody na istnienie boga mogą się pojawić. To wtedy nie jest ateizm,tylko wiara. I to jest zasadnicza różnica:
>1. twierdzić, że boga nie ma, bo nie ma dowodów i nic nie wskazuje, aby takowe się pojawiły (wg aktualnego stanu wiedzy)
>2. twierdzić, że nigdy takich dowodów nie będzie (bo nie i już!).

Coz, panie Brzostowski zaczynam coraz bardziej sklaniac sie do pogladu, ze jednak miedli Pan fideistycznie.
Jak Pan chce zatem wytlumaczyc wszystkim tu zgromadzonym, ze mysl zawarta w punkcie pierwszym z ktora sie pan zdaje sie zgadza i ja przyjmuje jako racjonalna, a bedaca twierdzeniem nie wynika z pewnosci?
Wydaje mi sie, ze powinien Pan i nie tylko Pan przypomniec sobie co oznacza termin "twierdzenie". Chce Pan powiedziec, ze twierdzic o nieistnieniu boga mozna (bo cos tam), ale juz pewnosci miec nie mozna, ze to twierdzenie jest sluszne?
Taki wlasnie koncowy efekt wylania sie z proby panskiego rozumowania, a raczej rozmydlania tematu, byle tylko postawic na swoim.
Ot, taki uroczy galimatias. Albo rozdwojenie jazni...

Ja skroce to wszystko,bo juz mi sie doprawdy nie chce bawic w takie slowne przepychanki.
Jestem ateista bo nie wierze w boga. I to jest czysty ateizm, gdyz nie miotam sie jak agnostyk,ktory pepla, ze jego to nie dotyczy. Kropka. Dlaczego nie wierze? Bo nie ma zadnych przekonywujacych przeslanek na slusznosc i prawdopodobienstwo istnienia hipotezy zwanej bog. Kropka. Czy bog istnieje?
W swietle dostepnych mi danych i braku chocby najmniejszych sladow boskiej bytnosci mam pewnosc, ze nie, stad twierdze, ze nie istnieje. Jak ktos jest przeciwnego zdania prosze o dowod, bo inaczej zada ode mnie przyjecia czegos na gebe.
Ponadto. Czyzby uwazal Pan, ze dla mnie moze istniec cos w co nie wierze, tym bardziej, gdy moja niewiara nie wynikla z "bo tak mam", tylko byla ciezka praca i walka nad impirtingiem jaki mi zafudnowano?
I to tyle na temat ateizmu, jako wyniku procesu myslenia wbrew obiegowej opinii wiekszosci i wpajaniu.

Natomiast jesli zyczy Pan sobie dalszego miedlenia tematu na zasadzie, ze byc moze... kiedys... cos..., a moze poszli do lasu, a moze sa w studni to przypomne: A moze to jest szerokie i glebokie, jak morze. I wszystko plywac w nim moze. Mnie intresuje co faktycznie plywa, a nie co ktos sobie wymysli, ze plywa (wrozki zebuszki, albo wrozki kielkuszki - trzonkuszki tez moga byc). A faktycznie plywa to, na co juz Panu zwrocilam uwage, gdy rzekl Pan byl:

> Inaczej: nie możesz być na 100% pewien, że boga nie ma, tylko dlatego, że nie ma dowodów na jego istnienie, bo historia wskazuje, że odkrywamy cały czas nowe dowody...

Mianowicie plywa jasny dowod, ze mimo intensywnosci zajmowania sie bytem "bog", od setek jesli nie tysiecy lat, nie znaleziono zadnego konkretu na jego poparcie, za to od lat obserwuje sie koniecznosc ustepowania z pola z tym "bytem".
Jesli ktos pragnie sie nad tym faktem przeslizgnac. Prosze bardzo. To Pan zrobil, gdy wygenerowal z siebie cytowana przeze mnie fraze.

I nie wiele pomoze to wycofywanie sie rakiem:

>Historia, jak Pani napisała, pokazuje nam nowe dowody na wiele spraw. Faktycznie, gdy analizujemy historię, to możemy dojść do wniosku, że tego miejsca dla boga jest coraz mniej, może to prowadzić do uprawnionego wniosku, coraz bardziej uprawdopodobnionego (w miarę nowych odkryć naukowych), że boga nie ma. I w świetle obecnego stanu wiedzy naukowej, należy przyjmować to za fakt, i jest to rozsądne, i racjonalne.

Nie dziwie sie, ze Panska postawa drazni wielu, gdyz usiluje Pan liczyc diably na lebku szpilki.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
11-07-2012 23:46 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
Tak dużo piszesz, tylko po co? Po prostu napisz czy:

1. uważasz, że boga nie ma, bo nie ma dowodów i nic nie wskazuje, aby takowe się pojawiły (który to pogląd, jak dobrze Ciebie zrozumiałem jest Ci bliski),
2. uważasz (na pewno), że nigdy nie będzie takich dowodów.

W mojej ocenie Twój pogląd jest zgodny z tym pierwszym.

A to czym jest czysty ateizm, to ja szczerze napiszę nie wiem, starałem się wyjaśnić jak można go rozumieć. Jeśli Ty rozumiesz to inaczej, to OK, to akurat jest mniej ważne.

Ja się z niczego nie wycofuję. Po prostu uważam, że niczego nie można być faktycznie pewnym na 100%, można tylko przy danym stanie wiedzy być pewnym na 99,99...% Niczego więcej nie twierdzę. Także jeszcze raz powtórzę:

1. wg aktualnego stanu wiedzy boga nie ma.
2. nie mogę jednak wykluczyć, że kiedyś pojawią się dowody na jego istnienie.

Czy w tym co napisałem jest coś niezrozumiałego? Czy w tym można doszukać się fideizmu? Jeśli tak sądzisz, to wg Ciebie i Bogusławski jest fideistą (o ile dobrze rozumiem jego stanowisko).

Zajmowanie się tym, co może być, nawet gdy jest mało prawdopodobne też bywa ciekawe.

Piszesz, że moje poglądy drażnią innych. Być może tak jest, ale dlaczego? Mam na ten temat swoją koncepcję. Jest ona taka:

1. racjonalista musi twierdzić, że boga nie ma, bo nie ma dowodów, poszlak, itd...
2. jednocześnie jednak racjonalista nie może twierdzić, że takie dowody nigdy nie zostaną odkryte, bo przestał by być racjonalistą.

Drażni to wielu, bo wielu "racjonalistów" jest na 100% pewnych że takich dowodów nigdy nie będzie, czyli faktycznie wierzą w to.

Tylko niewielu jest w stanie to zrozumieć, np Pan Bogusławski (co przyznaję z bólem, bo chętnie wytknął bym mu ten błąd).
12-07-2012 00:11 
 Ocena 4 na 4
Ignorancja (4718 punktów)
>Tak dużo piszesz, tylko po co? Po prostu napisz czy:

NIe lubie prob narzucania mi czegokolwiek. Jasne?
Natomiast postaram sie tym razem krotko.
>Ja się z niczego nie wycofuję. Po prostu uważam, że niczego nie można być faktycznie pewnym na 100%, można tylko przy danym stanie wiedzy być pewnym na 99,99...% Niczego więcej nie twierdzę. Także jeszcze raz powtórzę:

Acha. To przypomne, co napisalam:

Natomiast jesli zyczy Pan sobie dalszego miedlenia tematu na zasadzie, ze byc moze... kiedys... cos..., a moze poszli do lasu, a moze sa w studni to przypomne: A moze to jest szerokie i glebokie, jak morze. I wszystko plywac w nim moze. Mnie intresuje co faktycznie plywa, a nie co ktos sobie wymysli, ze plywa (wrozki zebuszki, albo wrozki kielkuszki - trzonkuszki tez moga byc).

>Piszesz, że moje poglądy drażnią innych. Być może tak jest, ale dlaczego? Mam na ten temat swoją koncepcję. Jest ona taka:
>1. racjonalista musi twierdzić, że boga nie ma, bo nie ma dowodów, poszlak, itd...

I tu skonczymy dyskusje, bo powiem otwarcie: znowu usilujesz Pan p*****lic od rzeczy.
O to chodzi, ze wlasnie sa dowody. A jak ktos nie chce tego uznac za dowod ostateczny to jest to przynajmniej bardzo znaczaca poszlaka, ze boga nie ma, wiec skoncz walic te smuty w kolko, bo mnie to zaczelo nudzic.
Oprocz dowodu z historycznosci pojecia bog, dokooptuj sobie jeszcze cala kope medycznych faktow dotyczacych budowy, funkcjonowania i uszkodzen/defektow mozgu oraz skutkow jakie za soba pociagaja.

>2. jednocześnie jednak racjonalista nie może twierdzić, że takie dowody nigdy nie zostaną odkryte, bo przestał by być racjonalistą.

A moze poszli do lasu, a moze sa w studni, wrozki zebuszki i trzonowki - bardzo racjonalne...



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
12-07-2012 02:43 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Tak dużo piszesz, tylko po co? Po prostu napisz czy:
>NIe lubie prob narzucania mi czegokolwiek. Jasne?
Nie rozbawiaj mnie. Gdy stawia się konkretne pytania to bardzo często ateiści uciekają z odpowiedzią. Mam to przerobione wielokrotnie z ateistami. Powiedz mi dlaczego jest taka niechęć do odpowiedzi na proste pytanie? Ponieważ w mojej ocenie, po prostu większość ateistów nie dopuszcza myśli że bóg może istnieć, nawet tego, że dowody na to mogą się kiedykolwiek znaleźć. A to jest nieracjonalne i pachnie "wiarą". I Ty doskonale to wiesz, dlatego się denerwujesz.

>>1. racjonalista musi twierdzić, że boga nie ma, bo nie ma dowodów, poszlak, itd...
>I tu skonczymy dyskusje, bo powiem otwarcie: znowu usilujesz Pan p*****lic od rzeczy.
>O to chodzi, ze wlasnie sa dowody. A jak ktos nie chce tego uznac za dowod ostateczny to jest to przynajmniej bardzo znaczaca poszlaka, ze boga nie ma, wiec skoncz walic te smuty w kolko, bo mnie to zaczelo nudzic.
Chyba nie rozumiesz. Ja piszę, że racjonalista musi twierdzić, ze boga nie ma, bo nie ma dowodów na jego istnienie. Chyba, że Ty masz jakiś dowód na nieistnienie?
>Oprocz dowodu z historycznosci pojecia bog, dokooptuj sobie jeszcze cala kope medycznych faktow dotyczacych budowy, funkcjonowania i uszkodzen/defektow mozgu oraz skutkow jakie za soba pociagaja.
Nie wiem o czym piszesz.
>>2. jednocześnie jednak racjonalista nie może twierdzić, że takie dowody nigdy nie zostaną odkryte, bo przestał by być racjonalistą.
>A moze poszli do lasu, a moze sa w studni, wrozki zebuszki i trzonowki - bardzo racjonalne...
Pytanie, które Ci zadaje nie dotyczy żadnego może. To jest pytanie o Twój racjonalizm i dotyczy Twojego stanu umysłu dzisiaj i brzmi:

Czy uważasz, że nigdy nie znajdziemy dowodów na istnienie boga?

Unikanie przez Ciebie odpowiedzi jest faktycznie odpowiedzią na TAK. A to oznacza, że blisko Ci do wiary. Jeśli się mylę to mnie popraw.
12-07-2012 12:11 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Czy uważasz, że nigdy nie znajdziemy dowodów na istnienie boga?
Tak, ja tak uważam.
A to dlatego, że dowód musiałby być materialny i odbierany przez zmysły - byłby konkretnym elementem przyrody, a zatem nie byłby nadnaturalny, a zatem już z założenia nie mógłby być Bogiem. (I to nawet gdyby świat zatrzymał się w miejscu, z nieba leciałby ogień i jednocześnie wszyscy słyszeliby wyraźnie dobywający się z wszystkich stron głos: "JAM JEST PAN BÓG TWÓJ" - wszystko to byłoby w dalszym ciągu zjawiskiem przyrodniczym).

Mimo to nie określam siebie jako "czystego" ateistę, jak Ty to próbujesz tu określać. Mógłbym się określić jako agnostyka, ponieważ jest dla mnie istotny konsekwentny sceptycyzm, a ten - jak sądzę - prowadzi raczej do agnostycyzmu, niż do ateizmu. A jednak tak siebie nie określam z tej przyczyny, że akurat tradycje gnostyckie uważam za koncepcje wystarczająco ciekawe (nawet jeśli ostatecznie są one tylko wymyślone), by nie stawać z nazwy akurat w opozycji do nich.

Tak, konsewkentny sceptycyzm pozwala wątpić we wszelkie modele naukowe, także w istnienie świata zewnętrznego, a nawet ... w istnienie czegokolwiek. Racjonalne myślenie natomiast wykazuje, ze coś jednak musi istnieć i to równiez obiektywnie - w świecie zewnętrznym. Mamy narzędzia służące do poznawania tego świata i Bóg istnieje w nim tylko w umyśle, jako wyobrażenie.

Oczywiście zawsze się może okazać, że jest to jedna wielka pomyłka, i że to wszystko to tylko nasze wyobrażenie i że jesteśmy częścią jakiegoś tam Boga, czy jakkolwiek ujętego czerwonego smoka pamparimpi dumciarimpi, ale sceptyk wie o tym, że może się mylić. Tymczasem osoby paplące wciąż coś o Bogu albo uważają się za nieomylne, albo mają taką właśnie ideę fixe, żeby o nim mówić.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Brzostowski (7067 punktów)
>>Czy uważasz, że nigdy nie znajdziemy dowodów na istnienie boga?
>Tak, ja tak uważam.
>A to dlatego, że dowód musiałby być materialny i odbierany przez zmysły - byłby konkretnym elementem przyrody, a zatem nie byłby nadnaturalny, a zatem już z założenia nie mógłby być Bogiem. (I to nawet gdyby świat zatrzymał się w miejscu, z nieba leciałby ogień i jednocześnie wszyscy słyszeliby wyraźnie dobywający się z wszystkich stron głos: "JAM JEST PAN BÓG TWÓJ" - wszystko to byłoby w dalszym ciągu zjawiskiem przyrodniczym).
A dlaczego zakładasz, że bóg/Bóg nie może być materialny? Przy takim założeniu, że bóg jest niepoznawalny, bo jest z "innego świata" to ja też się z Tobą zgodzę, bo nie ma innego wyjścia. Tutaj przebiega zasadnicza różnica w postrzeganiu boga przez Ciebie (i zapewne większość racjonalistów) i mnie. Ja uważam, że o ile bóg istnieje jest częścią przyrody, nie ma żadnej "nadnaturalnej" rzeczywistości. Oczywiście trzeba by wówczas pobawić się definicjami i okiełznać boskie atrybuty. Jak zauważyłeś ja piszę bóg, a Ty Bóg i stąd jak sadzę inne spojrzenie na sprawę.
>Mimo to nie określam siebie jako "czystego" ateistę, jak Ty to próbujesz tu określać. Mógłbym się określić jako agnostyka, ponieważ jest dla mnie istotny konsekwentny sceptycyzm, a ten - jak sądzę - prowadzi raczej do agnostycyzmu, niż do ateizmu. A jednak tak siebie nie określam z tej przyczyny, że akurat tradycje gnostyckie uważam za koncepcje wystarczająco ciekawe (nawet jeśli ostatecznie są one tylko wymyślone), by nie stawać z nazwy akurat w opozycji do nich.
Ja nie wprowadziłem pojecia "czysty" ateizm, starałem się tylko odpowiedzieć jednemu z forumowiczów co pod tym pojęciem rozumieją różni ludzie. Z resztą same pojęcia nie mają przesadnie dużego znaczenia, ważne co pod nimi się kryje.
>Tak, konsewkentny sceptycyzm pozwala wątpić we wszelkie modele naukowe, także w istnienie świata zewnętrznego, a nawet ... w istnienie czegokolwiek. Racjonalne myślenie natomiast wykazuje, ze coś jednak musi istnieć i to równiez obiektywnie - w świecie zewnętrznym. Mamy narzędzia służące do poznawania tego świata i Bóg istnieje w nim tylko w umyśle, jako wyobrażenie.
>Oczywiście zawsze się może okazać, że jest to jedna wielka pomyłka, i że to wszystko to tylko nasze wyobrażenie i że jesteśmy częścią jakiegoś tam Boga, czy jakkolwiek ujętego czerwonego smoka pamparimpi dumciarimpi, ale sceptyk wie o tym, że może się mylić. Tymczasem osoby paplące wciąż coś o Bogu albo uważają się za nieomylne, albo mają taką właśnie ideę fixe, żeby o nim mówić.
Zgadzam się z Tobą. Czy jednak twój pogląd o ewentualnej pomyłce i dopuszczeniu różnych możliwości (nawet że jesteśmy częścią jakiegoś boga) nie oznacza, że dopuszczasz również możliwość tego, iż dowody na istnienie takiego Boga znajdziemy? Rozumiem, że chodzi Ci o wątpliwości metodologiczne, jako racjoanlisty, ale powinny one także dotyczyć aspektu odnalezienia dowodów na istnienie Boga jego materializmu.
18-07-2012 16:41 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Ja uważam, że o ile bóg istnieje jest częścią przyrody, nie ma żadnej "nadnaturalnej" rzeczywistości. Oczywiście trzeba by wówczas pobawić się definicjami i okiełznać boskie atrybuty.

Oczywiście od tego powinno się zacząć dyskusję aby nie tracić czasu na zgadywanie co kto ma na myśli. Więc co to jest Twoim zdaniem ten bóg?
18-07-2012 16:58 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Oczywiście od tego powinno się zacząć dyskusję aby nie tracić czasu na zgadywanie co kto ma na myśli. Więc co to jest Twoim zdaniem ten bóg?
Hmmm, i jeszcze: skąd ta pewność co do rodzajnika...?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-07-2012 17:51 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>> Więc co to jest Twoim zdaniem ten bóg?
> Hmmm, i jeszcze: skąd ta pewność co do rodzajnika...?

To tylko gramatyka. Nic tu nie sugeruję, nawet czy to jest osoba.
18-07-2012 18:06 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>> Ja uważam, że o ile bóg istnieje jest częścią przyrody, nie ma żadnej "nadnaturalnej" rzeczywistości. Oczywiście trzeba by wówczas pobawić się definicjami i okiełznać boskie atrybuty.
>Oczywiście od tego powinno się zacząć dyskusję aby nie tracić czasu na zgadywanie co kto ma na myśli. Więc co to jest Twoim zdaniem ten bóg?
>
Moim zdaniem może to być tak:

bóg - inteligentna świadomość w dowolnej formie: nieśmiertelna, wszechpotężna, wszechobecna, wszechwiedząca.
18-07-2012 18:27 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>> Więc co to jest Twoim zdaniem ten bóg?
> Moim zdaniem może to być tak: bóg - inteligentna świadomość w dowolnej formie: nieśmiertelna, wszechpotężna, wszechobecna, wszechwiedząca.

Obecnie już wiemy, że inteligentna świadomość wymaga złożonego przetwarzania informacji w skomplikowanym urządzeniu takim jak mózg lub komputer. Wszechpotężna, wszechobecna i wszechwiedząca świadomość zapewne wymagałaby niebywale większej komplikacji urządzenia przetwarzającego taką informację. Co miałoby zatem być tym urządzeniem?
18-07-2012 19:42 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>>> Więc co to jest Twoim zdaniem ten bóg?
>> Moim zdaniem może to być tak: bóg - inteligentna świadomość w dowolnej formie: nieśmiertelna, wszechpotężna, wszechobecna, wszechwiedząca.
>Obecnie już wiemy, że inteligentna świadomość wymaga złożonego przetwarzania informacji w skomplikowanym urządzeniu takim jak mózg lub komputer. Wszechpotężna, wszechobecna i wszechwiedząca świadomość zapewne wymagałaby niebywale większej komplikacji urządzenia przetwarzającego taką informację. Co miałoby zatem być tym urządzeniem?
Nie wiem. Ale to niczego nie zmienia w kontekście toczonej tutaj dyskusji o niemożliwości wykluczenia istnienia "nadrzeczywistosci" (jak to nazywa Bogusławski), boga, czy dowodów na ich istnienie. Tak samo mało prawdopodobne jest istnienie takiego boga, jak też urządzenia pzetwarzajacego takie ilości informacji. Tak zdefiniowany bóg może przetwarzać informacje w sposób nam w ogóle dzisiaj nieznany. Rozumiem, że Twoje pytanie sugeruje, że taki bóg nie może istnieć, bo nie ma urządzenia które może przetwarzać posiadane przez niego informacje? Ale przecież faktycznie nie wiemy nic. Nie wiemy jak jest wszechobecny, w jaki sposób potrafi być wszechpotężny, a skoro nie wiemy tego, nie wiemy jak przetwarza informacje i nie wiemy jakiego urządzenia potrzebuje, jeśli w ogóle potrzebuje.
Z resztą ja nie mam zamiaru udowadniać jego istnienia, bo tego nie da się zrobić. Próbuję tylko pzrekazać swój punkt widzenia na temat postawy racjonalnej.
20-07-2012 09:43 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>>>> Więc co to jest Twoim zdaniem ten bóg?
>>> Moim zdaniem może to być tak: bóg - inteligentna świadomość w dowolnej formie: nieśmiertelna, wszechpotężna, wszechobecna, wszechwiedząca.
>> Wszechpotężna, wszechobecna i wszechwiedząca świadomość zapewne wymagałaby niebywałej komplikacji urządzenia przetwarzającego informację. Co miałoby zatem być tym urządzeniem?
> Nie wiem.

To smutne. Ale właśnie natrafiłem na coś, co może Cię pocieszyć.
Cytat:
Ostatecznym dowodem wszechpotęgi Boga jest to, że nie nawet nie musi istnieć aby nas zbawić.
-- Wielebny Mackerel (1958)
Wykład Daniela Dennetta "The Evolution of Confusion", 47:47.
Polecam ten wykład zarówno ateistom jak i agnostykom i teistom, których ciekawi, co księża wiedzą a nie mówią wiernym. (Jak ktoś zna wersję z tłumaczeniem na polski, to proszę o linka.)
22-07-2012 22:22 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>>>> Więc co to jest Twoim zdaniem ten bóg?
>>>> Moim zdaniem może to być tak: bóg - inteligentna świadomość w dowolnej formie: nieśmiertelna, wszechpotężna, wszechobecna, wszechwiedząca.
>>> Wszechpotężna, wszechobecna i wszechwiedząca świadomość zapewne wymagałaby niebywałej komplikacji urządzenia przetwarzającego informację. Co miałoby zatem być tym urządzeniem?
>> Nie wiem.
>To smutne. Ale właśnie natrafiłem na coś, co może Cię pocieszyć.
> Cytat:
Ostatecznym dowodem wszechpotęgi Boga jest to, że nie nawet nie musi istnieć aby nas zbawić.
>
-- Wielebny Mackerel (1958)
Wykład Daniela Dennetta "The Evolution of Confusion", 47:47.
Polecam ten wykład zarówno ateistom jak i agnostykom i teistom, których ciekawi, co księża wiedzą a nie mówią wiernym. (Jak ktoś zna wersję z tłumaczeniem na polski, to proszę o linka.)


Dlaczego smutne? Nie smucę się gdy czegoś nie wiem, a raczej staram się dowiedzieć, a gdy już się dowiem, to mam satysfakcję.

A co z tym urządzeniem? Musi istnieć, czy nie? Bo urwałeś jakoś odpowiedź wypełniając ją info o wykładzie. Ma to coś wspólnego z naszą dyskusją, bo nie rozumiem?
23-07-2012 07:05 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> A co z tym urządzeniem? Musi istnieć, czy nie?

Oczywiście musi. Świadomość w oderwaniu od materialnego urządzenia przetwarzającego informację, to fikcja literacka. Projekcja astralna nie działa, reinkarnacja nie ma sensu, a na cmentarzu duchy nie straszą.
23-07-2012 16:53 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>> A co z tym urządzeniem? Musi istnieć, czy nie?
>Oczywiście musi. Świadomość w oderwaniu od materialnego urządzenia przetwarzającego informację, to fikcja literacka. Projekcja astralna nie działa, reinkarnacja nie ma sensu, a na cmentarzu duchy nie straszą.
Skoro nie wiemy jak bóg przetwarza informacje, to skąd wiemy, że musi mieć jakieś potężne urządzenie?
24-07-2012 07:13 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Skoro nie wiemy jak bóg przetwarza informacje, to skąd wiemy, że musi mieć jakieś potężne urządzenie?

Bo wiemy czym jest świadomość: jest to proces modelujący rzeczywistość i zachodzący w urządzeniu pamiętającym i przetwarzającym informację. Jeżeli postulujesz istnienie boga jako wszechpotężnej, wszechobecnej i wszechwiedzącej świadomości to wymaga ona istnienia wszechobecnego urządzenia o wszechpotężnych możliwościach pamiętania i przetwarzania informacji. Ponieważ takiego urządzenia ewidentnie nie ma, więc postulowanego boga też nie ma.
Brzostowski (7067 punktów)
>> Skoro nie wiemy jak bóg przetwarza informacje, to skąd wiemy, że musi mieć jakieś potężne urządzenie?
>Bo wiemy czym jest świadomość: jest to proces modelujący rzeczywistość i zachodzący w urządzeniu pamiętającym i przetwarzającym informację. Jeżeli postulujesz istnienie boga jako wszechpotężnej, wszechobecnej i wszechwiedzącej świadomości to wymaga ona istnienia wszechobecnego urządzenia o wszechpotężnych możliwościach pamiętania i przetwarzania informacji. Ponieważ takiego urządzenia ewidentnie nie ma, więc postulowanego boga też nie ma.
Na jakiej podstawie twierdzisz, że świadomość boska potrzebuje takiego urządzenia, skoro nie wiesz jak przetwarza informacje? Skąd wiesz, że musi zapamiętywać? Skąd wiesz ze ta boska świadomość coś modeluje? A może widzi takim jakie jest? Kurna, nic nie wiemy.

Kolego, tego że istnieje zerowa szansa na istnienie boga, czy tam wróżek, nie da się dowieść w żaden sposób, bo bazując na tym co wiemy aktualnie, nie możemy wykluczać tego co jeszcze odkryjemy, stosując znaną wiedzę, sposoby myślenia i wnioskowania.

Jedyne co można powiedzieć, to niezerowa szansa istnienia ... nic więcej.
25-07-2012 08:49 
 Ocena 11 na 11
Fizyk (17637 punktów)
> Na jakiej podstawie twierdzisz, że świadomość boska potrzebuje takiego urządzenia, skoro nie wiesz jak przetwarza informacje? Skąd wiesz, że musi zapamiętywać? Skąd wiesz ze ta boska świadomość coś modeluje? A może widzi takim jakie jest? Kurna, nic nie wiemy.

Właśnie o to chodzi, że wiemy! Tak mogłeś argumentować 50 lat temu. Ale od tego czasu neurologia, psychologia poznawcza i teoria informacji - czyli dziedziny wiedzy nazywane ogólnie kognitywistyką - poczyniły na tyle duże postępy, że obecnie wiemy czym jest i czym nie może być świadomość.

> Kolego, tego że istnieje zerowa szansa na istnienie boga, czy tam wróżek, nie da się dowieść w żaden sposób, bo bazując na tym co wiemy aktualnie, nie możemy wykluczać tego co jeszcze odkryjemy, stosując znaną wiedzę, sposoby myślenia i wnioskowania.

Brzmi to jak wyznanie wiary. Niestety, podałeś takie atrybuty boga, które umożliwiają jego falsyfikację. Musisz poszukać innej dziury do zapchania.

> Jedyne co można powiedzieć, to niezerowa szansa istnienia ... nic więcej.

Może niezerowa, ale ten promil, o którym wspomniałeś, to hurraoptymizm. Gdzieś na 10-25 mogę się zgodzić.
Brzostowski (7067 punktów)
>> Na jakiej podstawie twierdzisz, że świadomość boska potrzebuje takiego urządzenia, skoro nie wiesz jak przetwarza informacje? Skąd wiesz, że musi zapamiętywać? Skąd wiesz ze ta boska świadomość coś modeluje? A może widzi takim jakie jest? Kurna, nic nie wiemy.
>Właśnie o to chodzi, że wiemy! Tak mogłeś argumentować 50 lat temu. Ale od tego czasu neurologia, psychologia poznawcza i teoria informacji - czyli dziedziny wiedzy nazywane ogólnie kognitywistyką - poczyniły na tyle duże postępy, że obecnie wiemy czym jest i czym nie może być świadomość.
O boskiej świadomości? To tak jak byś powiedział, że mechanizm powsatwania związku X, jest nam znany na Ziemi i na pewno przebiega tak samo na innych planetach. Nie da się tak argumentować, zawsze pozostaje niepewność.
>> Kolego, tego że istnieje zerowa szansa na istnienie boga, czy tam wróżek, nie da się dowieść w żaden sposób, bo bazując na tym co wiemy aktualnie, nie możemy wykluczać tego co jeszcze odkryjemy, stosując znaną wiedzę, sposoby myślenia i wnioskowania.
>Brzmi to jak wyznanie wiary. Niestety, podałeś takie atrybuty boga, które umożliwiają jego falsyfikację. Musisz poszukać innej dziury do zapchania.
Nie, to raczej pogląd na temat ograniczoności naszej aktualnej wiedzy, a bóg występuje tutaj jako radykalny element.
>> Jedyne co można powiedzieć, to niezerowa szansa istnienia ... nic więcej.
>Może niezerowa, ale ten promil, o którym wspomniałeś, to hurraoptymizm. Gdzieś na 10-25 mogę się zgodzić.
Dlaczego zatem, trzeba z racjonalistów "wydzierać" oczywiste odpowiedzi? Czyli niezerowa. Od kilku dni męczę się w tym wątku, ciągle wyjaśniajac o co mi chodzi i wreszcie Ty też się zgadzasz. To cudownie.
26-07-2012 09:04 
 Ocena 10 na 10
Fizyk (17637 punktów)
>>> Jedyne co można powiedzieć, to niezerowa szansa istnienia ... nic więcej.
>> Może niezerowa, ale ten promil, o którym wspomniałeś, to hurraoptymizm. Gdzieś na 10-25 mogę się zgodzić.
> Czyli niezerowa. Od kilku dni męczę się w tym wątku, ciągle wyjaśniając o co mi chodzi i wreszcie Ty też się zgadzasz. To cudownie.

Cieszę się, że się cieszysz.

> Dlaczego zatem, trzeba z racjonalistów "wydzierać" oczywiste odpowiedzi?

Bo dla racjonalistów oczywiste jest, że tak małe prawdopodobieństwa są praktycznie zerowe, tzn. nie mają żadnych konsekwencji praktycznych. Tak nieprawdopodobnemu bogu nie tylko nie warto budować świątyń, ale nie warto nim nawet sobie głowy zawracać.
18-07-2012 19:13 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Moim zdaniem może to być tak:
>bóg - inteligentna świadomość w dowolnej formie: nieśmiertelna, wszechpotężna, wszechobecna, wszechwiedząca.
Definiowanie niezdefiniowanym? Nie może być tak.

>Niczego takiego nie sugeruję, jest oczywiste że racjonalista/ateista sam z siebie nie formułuje twierdzeń o nieistnieniu boga, tylko odnosi się właśnie do tego co twierdzą teiści. A jak ma się odnieść? Chyba tak właśnie, że w świetle aktualnej wiedzy nie może mieć innego zdania jak tylko takie, że boga nie ma (czyli musi mieć właśnie takie zdanie). "Musi" znaczy nie ma innego wyjścia w świetle aktualnej wiedzy. Co tu Ciebie drażni? Słówek się czepiasz?
Nie czepiam się słówek tylko kwestii fundamentalnych w sporach z teistami, którzy ochoczo i buńczucznie formułują zdanie: "Twierdzisz, że boga nie ma? Udowodnij!".
A najlepiej odnosić się właśnie do tego co mówią teiści i mieć zdanie, że ich twierdzenia to bzdety bez pokrycia, a nie że boga nie ma.
Jak można mieć zdanie na temat istnienia czegoś co nie wiadomo co to jest?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-07-2012 20:34 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Moim zdaniem może to być tak:
>>bóg - inteligentna świadomość w dowolnej formie: nieśmiertelna, wszechpotężna, wszechobecna, wszechwiedząca.
>Definiowanie niezdefiniowanym? Nie może być tak.
Wydaje mi się, że większość rozumie pojęcia niesmiertelny, wszechoobecny.... Ale masz rację dla porządku powinno być określone co rozumiemy pod tymi pojęciami.
>>Niczego takiego nie sugeruję, jest oczywiste że racjonalista/ateista sam z siebie nie formułuje twierdzeń o nieistnieniu boga, tylko odnosi się właśnie do tego co twierdzą teiści. A jak ma się odnieść? Chyba tak właśnie, że w świetle aktualnej wiedzy nie może mieć innego zdania jak tylko takie, że boga nie ma (czyli musi mieć właśnie takie zdanie). "Musi" znaczy nie ma innego wyjścia w świetle aktualnej wiedzy. Co tu Ciebie drażni? Słówek się czepiasz?
>Nie czepiam się słówek tylko kwestii fundamentalnych w sporach z teistami, którzy ochoczo i buńczucznie formułują zdanie: "Twierdzisz, że boga nie ma? Udowodnij!".
Ja, jak widzisz nie formułuje takich zdań, a rozmawiamy ze sobą, a nie z bliżej nieokreśloną grupą teistów. Wyjaśniłem co miałem na myśli pisząc "musi", wydaje mi się, że to jasne.
>A najlepiej odnosić się właśnie do tego co mówią teiści i mieć zdanie, że ich twierdzenia to bzdety bez pokrycia, a nie że boga nie ma.
Co to znaczy odnosić się do tego, że to są bzdety, a nie że boga nie ma? Chyba po to aby teistom utrudnić dyskusję. To nie zmienia jednak stanu rzeczy, że racjonalista powinien mieć swoje zdanie w sprawie istnienie boga. Z racjonalnego punktu widzenia jest ono oczywiste.
>Jak można mieć zdanie na temat istnienia czegoś co nie wiadomo co to jest?
Określenie co już można uznać za wiadome, a co nie, jest umowne. Można zdefiniować boga i mieć zdanie na temat czy istnieje czy nie. Oczywiście można żądać coraz to nowych cech do zdefiniowania, uznając, że skoro nie wiemy, to nie można powiedzieć czy istnieje. Ilość cech konieczna do takiego określenia też jest umowna. Możesz jednak wziąć sobie Jahwe (jest chyba sporo literatury na ten temat) i wyrobić sobie zdanie czy istnieje czy nie. A możesz określić boga bardziej ogólnie (jak ja to zrobiłem na potrzeby dyskusji) i też ocenić czy istnieje czy nie lub może istnieć. Nikt Ci nie każe udowadniać swojego poglądu, bo wiadomo, że dowód powinien leżeć po drugiej stronie.

Ja uważam, że nie można wykluczyć istnienia boga, co próbowałem wykazywać, w dodatku wynika to wg mnie z postawy racjonalnej. I nic więcej. Nikomu nie każę wierzyć w boga, modlić się, czy w ogóle nim się zajmować. Próbuję tylko uzasadnić swój pogląd (a dostzregam kilka osób na forum, które w tym wzgledzie są bliskie mojemu poglądowi i nie należą do osób podejrzewanych o fideizm) i zrozumieć przeciwny, który mówi o pewności (100%) nieistnienia boga.

Nie ma w tym żadnych pułapek na ateistów, ani żadnej ukrytej ideologii fideistycznej, jest to po prostu jakiś pogląd. Ale przyzwyczaiłem się do tego ciągłego stosowania argumentu ze stereotypu. Tymczasem ja sam zamieszkuję swoją szufladę.
19-07-2012 02:04 
 Ocena 8 na 8
astrotaurus (12445 punktów)

>Wydaje mi się, że większość rozumie pojęcia niesmiertelny, wszechoobecny....
Nie obchodzi mnie co Ci się wydaje, że większość rozumie. Ty jesteś rozmówcą i Ty nie rozumiesz co mówisz, bo nie umiesz tego wyjaśnić.

>Ale masz rację dla porządku powinno być określone co rozumiemy pod tymi pojęciami.
Nie dla porządku, ale dla samej istoty komunikacji definiuje się pojęcia. A przywoływane przez Ciebie pojęcia w odniesieniu do świata poza fantazją nie znaczą nic.

>Ja, jak widzisz nie formułuje takich zdań, a rozmawiamy ze sobą, a nie z bliżej nieokreśloną grupą teistów.
Formułujesz równie dziwne zdania nafaszerowane równie pustymi słowami w równie jałowym poznawczo celu.

> Wyjaśniłem co miałem na myśli pisząc "musi", wydaje mi się, że to jasne.
A ja wyjaśniłem dlaczego Twoje "musi" jest chybione.

>Co to znaczy odnosić się do tego, że to są bzdety, a nie że boga nie ma?
Bo podważanie twierdzeń teistów, wykazywanie, że to bzdety to jest co innego, niż twierdzenie, że nie istnieje coś co nie wiadomo co to jest. Ty masz jakieś teistyczne naleciałości, bo ciągle wykonujesz pseudointelektualne manewry by postulować możliwość istnienia czegoś czego nie potrafisz rozumnie zdefiniować.

>Chyba po to aby teistom utrudnić dyskusję.
O tak! Mówienie konkretnie i na temat to dla teistów wielkie utrudnienie! Oni się czują jak ryba w wodzie kiedy mogą bełkotać swoje na swoich warunkach.

>To nie zmienia jednak stanu rzeczy, że racjonalista powinien mieć swoje zdanie w sprawie istnienie boga.
Czyli czego konkretnie?

>Z racjonalnego punktu widzenia jest ono oczywiste.
Znajdź się najpierw w tym racjonalnym punkcie widzenia, a dopiero potem mów co stąd oczywiście widać.

>Określenie co już można uznać za wiadome, a co nie, jest umowne.
Tu jedna strona uzurpuje sobie prawo orzekania co wiadome jest, nie ma mowy o umowie.

>Można zdefiniować boga i mieć zdanie na temat czy istnieje czy nie.
Można zdefiniować , powiadasz? No i jest zdefiniowane: bóg to postać z opowieści religijnych. To Brzostowski i fideiści przeróżni usiłują stworzyć pozory definiowania boga jako elementu czy cechy świata rzeczywistego. I przez tysiąclecia, aż do tej pory nie udało wam się takiej definicji sprokurować.

>Oczywiście można żądać coraz to nowych cech do zdefiniowania, uznając, że skoro nie wiemy, to nie można powiedzieć czy istnieje. Ilość cech konieczna do takiego określenia też jest umowna.
Nie rozumiem co mówisz i założę się, że Ty też nie.

>Możesz jednak wziąć sobie Jahwe (jest chyba sporo literatury na ten temat) i wyrobić sobie zdanie czy istnieje czy nie.
Znam kilka wersji Jahwe i bez cienia wątpliwości mogę stwierdzić, że takie coś to postać fikcyjna - zgodnie z rozumną definicją boga.

>A możesz określić boga bardziej ogólnie (jak ja to zrobiłem na potrzeby dyskusji) i też ocenić czy istnieje czy nie lub może istnieć.
Twoje "bardziej ogólne" ble ble powstaje na potrzeby Twoje, a nie na potrzeby dyskusji.
I ciągle nie wiadomo czemu miałbym przypisać cechę istnienia bądź nieistnienia....

>Nikt Ci nie każe udowadniać swojego poglądu, bo wiadomo, że dowód powinien leżeć po drugiej stronie.
Dowód jest obowiązkiem tego kto wysuwa jakieś twierdzenia. Także przy twierdzeniu o prawdopodobieństwie istnienia czegoś tam...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-07-2012 19:28 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ja uważam, że o ile bóg istnieje jest częścią przyrody, nie ma żadnej "nadnaturalnej" rzeczywistości. Oczywiście trzeba by wówczas pobawić się definicjami i okiełznać boskie atrybuty.
>>>>Oczywiście od tego powinno się zacząć dyskusję aby nie tracić czasu na zgadywanie co kto ma na myśli. Więc co to jest Twoim zdaniem ten bóg?

>Moim zdaniem może to być tak:
>bóg - inteligentna świadomość w dowolnej formie: nieśmiertelna, wszechpotężna, wszechobecna, wszechwiedząca.
No i co dalej?
Istnieje sobie "cosik" w "niewiadomo" jakiej formie i w żaden sposób jego istnienia doświadczyć nie można.
To jak może nas interesować jego istnienie i jak jego jakiekolwiek atrybuty mogą dla nas mieć jakiekolwiek znaczenie? Przecież to całkowita bzdura - od początku do końca. Naukę (science) interesuje tylko "obiektywnie istniejąca rzeczywistość", gdyż tylko ona poddaje się bezpośrednim lub pośrednim (za pomocą narzędzi) badaniom. W tej rzeczywistości nie natrafiono na najmniejszy ślad zarządzającej światem (a choćby i najmniejszym wpływem na rzeczywistość) inteligencji. Jedyną znaną inteligencją we wszechświecie jest inteligencja zwierząt z człowiekiem na czele.

Miłego dnia.

@@@
.
18-07-2012 20:02 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>>bóg - inteligentna świadomość w dowolnej formie: nieśmiertelna, wszechpotężna, wszechobecna, wszechwiedząca.
>No i co dalej?
>Istnieje sobie "cosik" w "niewiadomo" jakiej formie i w żaden sposób jego istnienia doświadczyć nie można.
A nie może tak być? Czy 5 tys. lat temu nie istniał elektron, którego nie można było w żaden sposób (wtedy) doświadczyć? Istniał. Co zatem Pana tutaj dziwi?
>To jak może nas interesować jego istnienie i jak jego jakiekolwiek atrybuty mogą dla nas mieć jakiekolwiek znaczenie? Przecież to całkowita bzdura - od początku do końca. Naukę (science) interesuje tylko "obiektywnie istniejąca rzeczywistość", gdyż tylko ona poddaje się bezpośrednim lub pośrednim (za pomocą narzędzi) badaniom. W tej rzeczywistości nie natrafiono na najmniejszy ślad zarządzającej światem (a choćby i najmniejszym wpływem na rzeczywistość) inteligencji. Jedyną znaną inteligencją we wszechświecie jest inteligencja zwierząt z człowiekiem na czele.

A dlaczego nie powinno nas interesować jego istnienie? Skoro jest 3xWszech, to zna nas, nasze potrzeby, można go o coś poprosić, czyż nie? To nie jest wystarczający powód aby się nim interesować i jego atrybutami?

Naukę interesuje obiektywnie istniejąca rzeczywistość, a ta jest niezależna od obserwatora, czyli jeśli obserwator jest za głupi aby fragment tejże dostrzec, to ona istnije sobie niezależnie od tego czy obserwator ją widzi, czy też nie, prawda? Oczywiste jest, że nie dostrzeżono do tej pory śladów zarządzania światem (nie wiem dlaczego bóg akurat miałby nim zarządzać), ani innej inteligencji (poza zeimskiej), co nie oznacza, że nie istnieją.

Rozumiem, co Pan chce powiedzieć, prawdopodobnie to, że zajmowanie się takim bogiem z punktu widzenia nauki nie ma sensu. I ja się z tym zgadzam. Co nie wpływa na moją ocenę tego, że mimo to może on istnieć, i może kiedyś znajdziemy dowody na jego istnienie, chociaż szanse na to widzę niewielkie.
18-07-2012 22:07 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Istnieje sobie "cosik" w "niewiadomo" jakiej formie i w żaden sposób jego istnienia doświadczyć nie można.
>A nie może tak być? Czy 5 tys. lat temu nie istniał elektron, którego nie można było w żaden sposób (wtedy) doświadczyć? Istniał.
No cóż jeżeli Pan nie odróżnia poziomu nauki sprzed pięciu tysięcy lat od dzisiejszej to trudno z Panem rozmawiać.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,474426#w475843

>Co zatem Pana tutaj dziwi?
Nic! Racjonalny ateizm, to bardzo rzadka przypadłość. 750 milionów - według najbardziej optymistycznych wyliczeń - odrzuca wiarę w jakiegoś tam boga: www.google(*)jVPoAsJsImjJizUsUBbAQg&cad=rja , a według mojego optymizmu może 10% z tego wie dlaczego. Stanowi Pan zdecydowaną większość.

>>>>To jak może nas interesować jego istnienie i jak jego jakiekolwiek atrybuty mogą dla nas mieć jakiekolwiek znaczenie? Przecież to całkowita bzdura - od początku do końca. Naukę (science) interesuje tylko "obiektywnie istniejąca rzeczywistość", gdyż tylko ona poddaje się bezpośrednim lub pośrednim (za pomocą narzędzi) badaniom. W tej rzeczywistości nie natrafiono na najmniejszy ślad zarządzającej światem (a choćby i najmniejszym wpływem na rzeczywistość) inteligencji. Jedyną znaną inteligencją we wszechświecie jest inteligencja zwierząt z człowiekiem na czele.
>A dlaczego nie powinno nas interesować jego istnienie?
Dla mnie to oczywistość. Interesować należy się tylko tym co istnieje, a każde istnienie pozostawia jakieś ślady w "istniejącej obiektywnie rzeczywistości".

>Skoro jest 3xWszech,
Co jest?
Co w trzech?
Co wszech?
Znowu Pan bredzi?

>to zna nas, nasze potrzeby, można go o coś poprosić, czyż nie?
Modli się chłop do słupa, a słup stoi jak cielec, a módl się Pan do woli o wszystko na co ma Pan tylko ochotę i tak przy okazji zajrzyj Pan do statystyki "religijność a wykształcenie". Mądry Bóg sam wie co dla niego dobre.

>To nie jest wystarczający powód aby się nim interesować i jego atrybutami?
Tak, miliardy wierzą, a dziesiątki (może i setki) miliardów wierzyło i interesowało się się boskimi atrybutami. Może i Pan. Tylko czego cierpi Pan od nas? My tu w większości jesteśmy racjonalistami i chcemy nimi pozostać.
Ewangelizatorów nie potrzebujemy.

>Naukę interesuje obiektywnie istniejąca rzeczywistość, a ta jest niezależna od obserwatora,
To prawda.

>czyli jeśli obserwator jest za głupi
Głupota dotyczy konkretnych ludzi, a nie metodologii naukowej, w którą wpisana jest weryfikacja. Jeżeli obserwator jest za głupi na naukę - to szuka odpowiedzi w religii i ją tam znajduje.
"Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki.
Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".


>aby fragment tejże dostrzec, to ona istnije sobie niezależnie od tego czy obserwator ją widzi, czy też nie, prawda?
Nie rozumiem - co Pan rozumie przez "fragment"?
Fragment - wyjątek, kawałek, wycinek, urywek, szczątek, wyimek, część, element, cząstka, partia.
Tak, rzeczywistość jest poznawalna, ale jeszcze dalece nie poznaną. Co wcale nie znaczy, że każdą dziurę można Bogiem zapychać. www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf

>Oczywiste jest, że nie dostrzeżono do tej pory śladów zarządzania światem (nie wiem dlaczego bóg akurat miałby nim zarządzać), ani innej inteligencji (poza zeimskiej), co nie oznacza, że nie istnieją.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,506804#w508518
www.racjon(*).php/s,506804/z,0/d,10#w509033
Mnie tam wszystko jedno jakie są atrybuty tej bzdury i co miałby robić, ale dla średnio inteligentnych jest wystarczająco dużo naukowych przesłanek aby taką koncepcję odrzucić.

>Rozumiem, co Pan chce powiedzieć, prawdopodobnie to, że zajmowanie się takim bogiem z punktu widzenia nauki nie ma sensu.
Nie wcale tego nie chcę powiedzieć. Uważam, że z ludzkiego punktu widzenia taką bzdurą nie warto się zajmować. Natomiast czym innym są przeróżne fantastyczne koncepcje w ludzkich głowach, gdyż one znacząco wpływały i wpływają na rzeczywistość.

>Co nie wpływa na moją ocenę tego, że mimo to może on istnieć, i może kiedyś znajdziemy dowody na jego istnienie, chociaż szanse na to widzę niewielkie.
Co za "ON"? Nie wiadomo co i nie wiadomo jak istniejące? Żaden bóg i żadna nadrzeczywistość nie może istnieć! Nie ma na to nawet najmniejszych szans. Nie istnieje taka dziura w "obiektywnie istniejącej rzeczywistości", w której to "cosik" mogłoby się zmieścić! Ani teoretycznie, ani praktycznie! Udowodniła to nauka na przeróżne sposoby, tak zupełnie przy okazji - wcale Bogiem i bogami się nie zajmując. Po prostu nie istnieją już takie dziury, w które Bóg by się mógł zmieścić, ale z wiarą nie ma dyskusji i nie mam żadnych kontrargumentów dla Pańskiej wiary. Wierz Pan sobie w co chcesz, tylko racjonalistom daj Pan już spokój.

Miłego dnia.

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
>>A nie może tak być? Czy 5 tys. lat temu nie istniał elektron, którego nie można było w żaden sposób (wtedy) doświadczyć? Istniał.
>No cóż jeżeli Pan nie odróżnia poziomu nauki sprzed pięciu tysięcy lat od dzisiejszej to trudno z Panem rozmawiać.
Pan nie rozumie sensu tego argumentu? Na prawdę? To trudno z Panem rozmawiać. Myśli Pan, że dzisiaj nie ma już elementów świata, których jeszcze nie dostrzegamy, a one istnieją? To gratuluję poglądów.
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,474426#w475843
>>Co zatem Pana tutaj dziwi?
>Nic! Racjonalny ateizm, to bardzo rzadka przypadłość...
Myli się Pan, moje poglądy nie dadzą się wsadzić z żadną szufladę.
>Dla mnie to oczywistość. Interesować należy się tylko tym co istnieje, a każde istnienie pozostawia jakieś ślady w "istniejącej obiektywnie rzeczywistości".
Oczywiście, że każde istnienie pozostawia ślady w rzeczywistosci, ale nie każdy ślad jesteśmy w stanie wykryć. To chyba oczywiste.
>>Skoro jest 3xWszech,
>Co jest?
>Co w trzech?
>Co wszech?
>Znowu Pan bredzi?
Nie, próbuję zdefiniować boga: wszechpotężny, wszechobecny, wszechwiedzący. Wyjaśniać te pojęcia?
>>to zna nas, nasze potrzeby, można go o coś poprosić, czyż nie?
>Modli się chłop do słupa, a słup stoi jak cielec...
>>To nie jest wystarczający powód aby się nim interesować i jego atrybutami?
>Tak, miliardy wierzą, a dziesiątki (może i setki) miliardów wierzyło i interesowało się się boskimi atrybutami. Może i Pan. Tylko czego cierpi Pan od nas? My tu w większości jesteśmy racjonalistami i chcemy nimi pozostać.
>Ewangelizatorów nie potrzebujemy.
A czy ja zamierzam kogokolwiek ewangelizować? Czy mam setny już chyba raz tłumaczyć jak krowie na rowie, że chcę poznać poglądy innych ludzi, że chcę je zrozumieć i także być może zmienic swoje poglądy na tej podstawie? Mam w dupie pańską wiarę lub nie w cokolwiek. Ja też jestem racjonalistą, po co Pan w kółko wstawia tę gadkę o fideistach? Po co?
>>Naukę interesuje obiektywnie istniejąca rzeczywistość, a ta jest niezależna od obserwatora,
>To prawda.
>>czyli jeśli obserwator jest za głupi
>Głupota dotyczy konkretnych ludzi, a nie metodologii naukowej, w którą wpisana jest weryfikacja. Jeżeli obserwator jest za głupi na naukę - to szuka odpowiedzi w religii i ją tam znajduje.
Obserwator = my, ludzie, dzisiaj, jesteśmy za glupi, aby zrozumieć wszystko w świecie. Teraz to jaśniejsze dla Pana?
> "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki.
>Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".

Przytacza Pan cytaty, które niby dotyczą mnie, a to kompletne bzdury. Po co Pan to robi? Przecież Pan wie, że ja mam rację pisząc o niezerowej szansie istnienia boga, Pan to wie i zgadza się z tym. Jedyny problem którego nie może Pan zaakceptować, to to że ja o tym "głośno" piszę, a Pan chciał by aby o tym było cicho.
>>aby fragment tejże dostrzec, to ona istnije sobie niezależnie od tego czy obserwator ją widzi, czy też nie, prawda?
>Nie rozumiem - co Pan rozumie przez "fragment"?
>Fragment - wyjątek, kawałek, wycinek, urywek, szczątek, wyimek, część, element, cząstka, partia.
Oczywiście można zidiocić każdą dyskusję, co Pan dzielnie robi, wtedy gdy brakuje Panu argumentów.
>Tak, rzeczywistość jest poznawalna, ale jeszcze dalece nie poznaną. Co wcale nie znaczy, że każdą dziurę można Bogiem zapychać. www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf
A czy ja zapycham? Piszę o niezerowej szansie istnienia boga, co i Pan potwierdza. Gdzie zapycham "dziury" bogiem? Niech Pan nie kłamie.
>>Oczywiste jest, że nie dostrzeżono do tej pory śladów zarządzania światem (nie wiem dlaczego bóg akurat miałby nim zarządzać), ani innej inteligencji (poza zeimskiej), co nie oznacza, że nie istnieją.
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,506804#w508518
>www.racjon(*).php/s,506804/z,0/d,10#w509033
>Mnie tam wszystko jedno jakie są atrybuty tej bzdury i co miałby robić, ale dla średnio inteligentnych jest wystarczająco dużo naukowych przesłanek aby taką koncepcję odrzucić.
Przecież ja się z tym zgadzam, czy ja namawiam kogokolwiek aby tę koncepcję przyjął?
>>Co nie wpływa na moją ocenę tego, że mimo to może on istnieć, i może kiedyś znajdziemy dowody na jego istnienie, chociaż szanse na to widzę niewielkie.
>Co za "ON"? Nie wiadomo co i nie wiadomo jak istniejące? Żaden bóg i żadna nadrzeczywistość nie może istnieć! Nie ma na to nawet najmniejszych szans. Nie istnieje taka dziura w "obiektywnie istniejącej rzeczywistości", w której to "cosik" mogłoby się zmieścić! Ani teoretycznie, ani praktycznie! Udowodniła to nauka na przeróżne sposoby, tak zupełnie przy okazji - wcale Bogiem i bogami się nie zajmując. Po prostu nie istnieją już takie dziury, w które Bóg by się mógł zmieścić, ale z wiarą nie ma dyskusji i nie mam żadnych kontrargumentów dla Pańskiej wiary. Wierz Pan sobie w co chcesz, tylko racjonalistom daj Pan już spokój.

No to jak to jest? Raz Pan pisze że daje Pan "nadrzeczywistosci" niezerowe szanse istnienia, za chwilę pisze Pan, że jednak nie może ona istnieć! To jakie Pan faktycznie ma zdanie na ten temat Panie Bogusławski?

23-07-2012 21:01 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Pan nie rozumie sensu tego argumentu?
Rozumiem, że ten argument jest bez sensu i to Panu merytorycznie wykazałem.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,474426#w475843

>To trudno z Panem rozmawiać.
Proponuję przestać.

>Myśli Pan, że dzisiaj nie ma już elementów świata, których jeszcze nie dostrzegamy, a one istnieją?
Przecież wielokrotnie pisałem: Świat jest poznawalny, choć jeszcze nie końca poznany.
Czy trzeba to jakoś specjalnie Panu wyjaśniać?

>To gratuluję poglądów.
Nie ma to żadnego znaczenia. Niewiele Pan je rozumie.

>>>>Racjonalny ateizm, to bardzo rzadka przypadłość...
>Myli się Pan, moje poglądy nie dadzą się wsadzić z żadną szufladę.
Możliwe, ale ja rzadko spotykałem racjonalistów, choć prawie wszyscy racjonalizują.

>>>>Dla mnie to oczywistość. Interesować należy się tylko tym co istnieje, a każde istnienie pozostawia jakieś ślady w "istniejącej obiektywnie rzeczywistości".
>Oczywiście, że każde istnienie pozostawia ślady w rzeczywistości, ale nie każdy ślad jesteśmy w stanie wykryć. To chyba oczywiste.
Nawet gdybym się zgodził z Panem, to co z tej oczywistości wynika? Nauka interesuje się tym co "pozostawia ślad", a i ludziom nie warto się interesować rzeczami nie pozostawiającymi żadnych śladów.

>próbuję zdefiniować boga: wszechpotężny, wszechobecny, wszechwiedzący. Wyjaśniać te pojęcia?
Tak niech Pan próbuje, gdyż nie można bezsensownego terminu wyjaśniać innymi bezsensownymi terminami. Szanowny Panie jakoś rozumiem termin "wszech" oraz "potęgę", "obecność" i "wiedzę" ich połączenie tworzy jakieś bezsensowne byty.

>A czy ja zamierzam kogokolwiek ewangelizować?
Takie odnoszę wrażenie, że usiłuje Pan nam wcisnąć własną wiarę.

>Czy mam setny już chyba raz tłumaczyć jak krowie na rowie,
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,506804#w509457
Ja się Panom dziwię? Tyle trudu.

> że chcę poznać poglądy innych ludzi,
Cholera zupełnie ślepym jestem.

> że chcę je zrozumieć i także być może zmienic swoje poglądy na tej podstawie?
I co przez tyle czasu i przeczytaniu tylu mądrych argumentów specjalistów w różnych dziedzinach jeszcze się Panu nawet na włos nie udało. Przecież klepie Pan dokładnie to samo.

>Mam w dupie pańską wiarę lub nie w cokolwiek.
To, że Pan wszystkich i wszystkie argumenty lekceważy to daje się zauważyć.

>Ja też jestem racjonalistą,
Czy Pan sądzi, że same deklaracje wystarczą.
Ja jestem długonogą blondynką.

>po co Pan w kółko wstawia tę gadkę o fideistach? Po co?
Mam uczulenie na głupotę (nie mylić z niewiedzą. Mądrym może być samouk bez żadnych szkół, a durniem ksiądz abp prof. zw. dr hab.), a głupota najczęściej z jakimś fideizmem jest połączona. Wierzyć można w przeróżne rzeczy. W bogów transcendentnych, osobowych, żywych, materialnych itd. Można wierzyć w komunizm, faszyzm, neoliberalizm. Łatwiej byłoby wyliczyć to w co wierzyć trudno.

>Obserwator = my, ludzie, dzisiaj, jesteśmy za glupi, aby zrozumieć wszystko w świecie.
Każdy sądzi według siebie. Wśród nas są mądrzejsi i głupsi ale nie uważam aby współcześni ludzie byli za głupi na zrozumienie. Choć co oczywiste jeszcze dużo nie wiemy.

>Teraz to jaśniejsze dla Pana?
To co Pan mówi, jest dla mnie zupełnie niejasne. Dzisiejsza wiedza daje nam 999,999 pewność, iż nie istnieje żadna luka, w której można by pomieścić jakiegokolwiek "boga". Kto uważa inaczej dla mnie nie jest racjonalistą, a ten kto próbuje go zmieścić go nawet w 1/100 jest dla mnie inteligentnym inaczej. Oczywiście to tylko moja subiektywna ocena.

>Przytacza Pan cytaty, które niby dotyczą mnie, a to kompletne bzdury.
Jakby Pana miały dotyczyć cytaty sprzed wieku. Przytaczam je aby pokazać pewien sposób refleksji intelektualnej.

>Po co Pan to robi? Przecież Pan wie, że ja mam rację pisząc o niezerowej szansie istnienia boga, Pan to wie i zgadza się z tym.
Ja nawet nie wiem co to "bóg" znaczy. Więc racja na istnienie nie wiadomo czego nie wiadomo gdzie? Ma być tym Pańskim racjonalizmem?

>Jedyny problem którego nie może Pan zaakceptować, to to że ja o tym "głośno" piszę, a Pan chciał by aby o tym było cicho.
A dlaczego? Nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować niż uczynimy to sami.

>A czy ja zapycham? Piszę o niezerowej szansie istnienia boga, co i Pan potwierdza. Gdzie zapycham "dziury" bogiem? Niech Pan nie kłamie.
Naprawdę szkoda traktować Pana w miarę poważnie i prowadzić z Panem jakiekolwiek rozmowy. Już wątpię nawet, że Pan kłamie i manipuluje. Raczej sądzę, że Pan sam nie rozumie tego co tu wypisuje. Wierz Pan sobie w co chcesz, tylko racjonalistom daj Pan już spokój.

Miłego dnia.

@@@
.
24-07-2012 19:46 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Pan nie rozumie sensu tego argumentu?
>Rozumiem, że ten argument jest bez sensu i to Panu merytorycznie wykazałem.
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,474426#w475843
Myli się Pan, ten argument nie jest bez sensu. To że posługujemy się metodą naukową i nauka osiągnięła wiele, a kiedyś jej faktycznie nie było, nie oznacza, że w przyszłości nie odkryjemy nowych zjawisk i rzeczy i być może nowymi metodami. Chyba, że wierzy Pan metodzie ...
>>Myśli Pan, że dzisiaj nie ma już elementów świata, których jeszcze nie dostrzegamy, a one istnieją?
>Przecież wielokrotnie pisałem: Świat jest poznawalny, choć jeszcze nie końca poznany.
No to skoro tak jest, to odkryjemy jeszcze wiele rzeczy, może i boga, prawda? Zgadzamy się?
>>Oczywiście, że każde istnienie pozostawia ślady w rzeczywistości, ale nie każdy ślad jesteśmy w stanie wykryć. To chyba oczywiste.
>Nawet gdybym się zgodził z Panem, to co z tej oczywistości wynika? Nauka interesuje się tym co "pozostawia ślad", a i ludziom nie warto się interesować rzeczami nie pozostawiającymi żadnych śladów.
To możliwe, ale to nie przeczy że istnieją.
>>A czy ja zamierzam kogokolwiek ewangelizować?
>Takie odnoszę wrażenie, że usiłuje Pan nam wcisnąć własną wiarę.
Myli się Pan.
>>Czy mam setny już chyba raz tłumaczyć jak krowie na rowie,
>www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,506804#w509457
>Ja się Panom dziwię? Tyle trudu.
>> że chcę poznać poglądy innych ludzi,
>Cholera zupełnie ślepym jestem.
Cóż na to poradzę?
>> że chcę je zrozumieć i także być może zmienic swoje poglądy na tej podstawie?
>I co przez tyle czasu i przeczytaniu tylu mądrych argumentów specjalistów w różnych dziedzinach jeszcze się Panu nawet na włos nie udało. Przecież klepie Pan dokładnie to samo.
>>Mam w dupie pańską wiarę lub nie w cokolwiek.
>To, że Pan wszystkich i wszystkie argumenty lekceważy to daje się zauważyć.
Proszę Pana, ja te argumenty rozumiem, wbrew temu co Pan sugeruje. Rozumiem też, że wielu tutaj obecnych zgadza się z tą niezerową szansą na istnienie boga, ale niewielu jest w stanie to napisać, a za wzgledu na ateizm dużej cześci czytelników, po prostu ich to wkurza że właśnie tak jest. Dlatego interesuje mnie, czy jest to postawa faktycznie racjonalna, czy jednak ideologiczny (z różnych powodów, często słusznych) ateizm. I tyle. Taki też jest temat m.in. tego wątku, to o tym piszę.

>>Ja też jestem racjonalistą,
>Czy Pan sądzi, że same deklaracje wystarczą.
Ja Pana nie przekonam i nie zamierzam, do tego jakie mam poglądy, Pan sobie wyrobił zdanie po kilku postach, i wpakował mnie w szufladę, to pański problem. Przy okazji proszę zauważyć, że często w dyskusji posługuje się Pan nie arguemntami merytorycznymi, a właśnie streotypami, widząc mnie zapewne w moherowym berecie.
>Ja jestem długonogą blondynką.
A jest Pan na fotka.pl?
>>po co Pan w kółko wstawia tę gadkę o fideistach? Po co?
>Mam uczulenie na głupotę (nie mylić z niewiedzą. Mądrym może być samouk bez żadnych szkół, a durniem ksiądz abp prof. zw. dr hab.), a głupota najczęściej z jakimś fideizmem jest połączona. Wierzyć można w przeróżne rzeczy. W bogów transcendentnych, osobowych, żywych, materialnych itd. Można wierzyć w komunizm, faszyzm, neoliberalizm. Łatwiej byłoby wyliczyć to w co wierzyć trudno.
Ale Pan powtarza to w kółko w dyskusji ze mną i nie tylko, po co? Ja się, ani z głipotą, ani z pańskim uczuleniem się nie identyfikuje i mam je w nosie, a staram się rozmawiać na dany temat, bez wypisywania personalnych przytyków.
>>Obserwator = my, ludzie, dzisiaj, jesteśmy za glupi, aby zrozumieć wszystko w świecie.
>Każdy sądzi według siebie. Wśród nas są mądrzejsi i głupsi ale nie uważam aby współcześni ludzie byli za głupi na zrozumienie. Choć co oczywiste jeszcze dużo nie wiemy.
>>Teraz to jaśniejsze dla Pana?
>To co Pan mówi, jest dla mnie zupełnie niejasne. Dzisiejsza wiedza daje nam 999,999 pewność, iż nie istnieje żadna luka, w której można by pomieścić jakiegokolwiek "boga". Kto uważa inaczej dla mnie nie jest racjonalistą, a ten kto próbuje go zmieścić go nawet w 1/100 jest dla mnie inteligentnym inaczej. Oczywiście to tylko moja subiektywna ocena.
Jak to niejasne? A czy Pan zauważył, że my mamy takie same zdanie w tej kwestii? Przecież nie ma znaczenia, czy mówimy o 1%, 0,1%, czy 0,001%, to są liczby symboliczne, które wskazują na tę własnie neipewność, którą tutaj wałkuję! I niech Pan tak nie szarżuje z tą inteligencją inaczej, bo wcześniej pisał Pan sam o promilu. Czy to oznacza, że skoro ja użyłem gdzieś słowa "procent", oznacza to, że "moją głupotę" oraz "głupotę Dawkinsa" od "pańskiej mądrości" (dorzucę jeszcze Tabisza) dzieli tylko 9 promili?
Bogusławski
www.racjonalista.pl/forum.php/s,484652#w485396
Tabisz
www.racjonalista.pl/forum.php/s,484652#w486483
Dawkins (1 min. 50s - 2 min. 10 s).
www.youtube.com/watch?v=Q74FjHxX0eI

>>Po co Pan to robi? Przecież Pan wie, że ja mam rację pisząc o niezerowej szansie istnienia boga, Pan to wie i zgadza się z tym.
>Ja nawet nie wiem co to "bóg" znaczy. Więc racja na istnienie nie wiadomo czego nie wiadomo gdzie? Ma być tym Pańskim racjonalizmem?
A Pan pisze o promilowej (lub aktualnie promila promila) szansie istnienia "nadrzeczywistosci". Czym ona jest? Też Pan nie ma pojęcia, bo niby skąd. Raczej pisze Pan intuicyjnie, metodologicznie, że coś takiego może istnieć. A ja w ten sam sposób piszę o szansie istnienia boga. Pan jednak swojej nadrzeczywistosći nie jest w stanie nam określić i uważa się Pan za mądrego, a gdy ja lub inni piszą o tak samo małym prawdopodobieńśtwie istnienia boga, którego też nie potrafię okreśłić, to jestem "inteligentny inaczej"? Daj Pan spokój.
>>Jedyny problem którego nie może Pan zaakceptować, to to że ja o tym "głośno" piszę, a Pan chciał by aby o tym było cicho.
>A dlaczego? Nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować niż uczynimy to s
26-07-2012 12:32 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Proszę Pana, ja te argumenty rozumiem, wbrew temu co Pan sugeruje. Rozumiem też, że wielu tutaj obecnych zgadza się z tą niezerową szansą na istnienie boga, ale niewielu jest w stanie to napisać, a za wzgledu na ateizm dużej cześci czytelników, po prostu ich to wkurza że właśnie tak jest. Dlatego interesuje mnie, czy jest to postawa faktycznie racjonalna, czy jednak ideologiczny (z różnych powodów, często słusznych) ateizm. I tyle. Taki też jest temat m.in. tego wątku, to o tym piszę.
Proszę Szanownego Pana, ja nie cierpię za miliony ani nie odpowiadam za miliony. Każdego co innego bawi i co innego wkurza. Tu piszę tylko w swoim imieniu (choć czuję wspólnotę ideową z wszystkimi racjonalistami). Piszę to co sam wiem i to co sam myślę. Mnie nie wkurzają ani niczyje poglądy, ani poziom wiedzy. Mnie zdecydowanie wkurza głupota, a ta jest niezależna od poziomu wykształcenia i poglądów. Po prostu określone typy już tak mają. Smutno mi, że pomimo paru lat uczestnictwa na naszym forum zupełnie nie potrafi pan zrozumieć moich poglądów, choć pociesza to, że nie potrafi Pan także zrozumieć większości poglądów reprezentowanych na tym forum. Dokładnie mówię tu tylko o zrozumieniu, a nie o akceptacji. Odpowiadają Panu sporej klasy specjaliści z przeróżnych dziedzin, a Pan ciągle swoje. Wynika z tego, że nasi specjaliści w niczym Panu pomóc nie mogą.

Miłego dnia.

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Proszę Pana, ja te argumenty rozumiem, wbrew temu co Pan sugeruje. Rozumiem też, że wielu tutaj obecnych zgadza się z tą niezerową szansą na istnienie boga, ale niewielu jest w stanie to napisać, a za wzgledu na ateizm dużej cześci czytelników, po prostu ich to wkurza że właśnie tak jest. Dlatego interesuje mnie, czy jest to postawa faktycznie racjonalna, czy jednak ideologiczny (z różnych powodów, często słusznych) ateizm. I tyle. Taki też jest temat m.in. tego wątku, to o tym piszę.
>Proszę Szanownego Pana, ja nie cierpię za miliony ani nie odpowiadam za miliony. Każdego co innego bawi i co innego wkurza. Tu piszę tylko w swoim imieniu (choć czuję wspólnotę ideową z wszystkimi racjonalistami). Piszę to co sam wiem i to co sam myślę. Mnie nie wkurzają ani niczyje poglądy, ani poziom wiedzy. Mnie zdecydowanie wkurza głupota, a ta jest niezależna od poziomu wykształcenia i poglądów. Po prostu określone typy już tak mają. Smutno mi, że pomimo paru lat uczestnictwa na naszym forum zupełnie nie potrafi pan zrozumieć moich poglądów, choć pociesza to, że nie potrafi Pan także zrozumieć większości poglądów reprezentowanych na tym forum. Dokładnie mówię tu tylko o zrozumieniu, a nie o akceptacji. Odpowiadają Panu sporej klasy specjaliści z przeróżnych dziedzin, a Pan ciągle swoje. Wynika z tego, że nasi specjaliści w niczym Panu pomóc nie mogą.

Proszę Pana, Pan w swoich poglądach sam się zaplątał. Z jednej strony pisze Pan, że być może istnieje jakaś nadrzeczywistość, a z drugiej gdy ja piszę, że może istnieje jakiś bóg to Pan twierdzi, że jestem durniem. Ale zarówno Pan, jak i ja nie potrafimy udowodnić istnienia nadrzeczywistości, ani boga, poza przyznaniem, że skłania nas do tego sceptycyzm. Z tego wniosek, że sam siebie nazywa Pan durniem.

Nie zauważył Pan, że różni specjaliści odpowiadają mi na moją "niezerową szansę istnienia boga" i to dokładnie dotyczy pańskiej "niezerowej szansy istnienia nadrzeczywistości"?
19-07-2012 07:43 
 Ocena 10 na 12
Meretseger (61860 punktów)

>A dlaczego nie powinno nas interesować jego istnienie? Skoro jest 3xWszech, to zna nas, nasze potrzeby, można go o coś poprosić, czyż nie? To nie jest wystarczający powód aby się nim interesować i jego atrybutami?
Czym/kim się interesować? Konstruktem myślowym o odgórnie przypisanych mu przez człowieka atrybutach, wziętych z sufitu, bo nie z rzeczywistości przecież? Kogo/co chcesz o coś prosić? Dzieło imaginacji? Pewnie, że rzeczonym tworem można się interesować, ale jako postacią literacką i zjawiskiem socjologicznym oraz psychologicznym. Ale rozpatrywanie możliwości jego realnego istnienia na podstawie jakichś "trzechwszech", z palca wyssanych, to grube nieporozumienie. Od tego jest teologia, niech się w to bawi. Niech się tym zajmuje literaturoznawstwo, kulturoznawstwo, socjologia, psychologia, a może i psychiatria w końcu też. Inne nauki nie muszą i nawet nie powinny.
Brzostowski (7067 punktów)
>Czym/kim się interesować? Konstruktem myślowym o odgórnie przypisanych mu przez człowieka atrybutach, wziętych z sufitu, bo nie z rzeczywistości przecież? Kogo/co chcesz o coś prosić? Dzieło imaginacji? Pewnie, że rzeczonym tworem można się interesować, ale jako postacią literacką i zjawiskiem socjologicznym oraz psychologicznym. Ale rozpatrywanie możliwości jego realnego istnienia na podstawie jakichś "trzechwszech", z palca wyssanych, to grube nieporozumienie. Od tego jest teologia, niech się w to bawi. Niech się tym zajmuje literaturoznawstwo, kulturoznawstwo, socjologia, psychologia, a może i psychiatria w końcu też. Inne nauki nie muszą i nawet nie powinny.
Możliwe, ale wiesz niektórzy liczą tak:
Bogusławski daje bogu szansę niezerowego istnienia,
bóg może dać nam życie wieczne (nieskończenie długi żywot),

Iloczyn tych dwóch wielkości daje nieskończenie długi żywot.

A poważnie, to ja się nikomu nie każe bogiem zajmować, rozmawiamy tylko o jego niezerowej (metodologicznie) szansie istnienia, z czym większość się zgadza. I na tym moglibyśmy w zasadzie zakończyć.
18-07-2012 21:17 
 Ocena 10 na 10
maruda (5550 punktów)
>>bóg - inteligentna świadomość w dowolnej formie: nieśmiertelna, wszechpotężna, wszechobecna, wszechwiedząca.
>No i co dalej?
>Istnieje sobie "cosik" w "niewiadomo" jakiej formie i w żaden sposób jego istnienia doświadczyć nie można.
>To jak może nas interesować jego istnienie i jak jego jakiekolwiek atrybuty mogą dla nas mieć jakiekolwiek znaczenie? Przecież to całkowita bzdura - od początku do końca.

   Moim zdaniem to co robi Brzostowski jest zwyczajnym trollingiem. On specjalnie, prawdopodobnie nawet nieświadomy tego zabawia się, napędzając nas tą swoją "nieporadnością zdefiniowania boga".

   Nie można poważnie traktować interlokutora który twierdzi, że ma na kolanach zamknięte pudełko, a w nim ukryte zwierzątko. Równocześnie nic nie chce powiedzieć ani o pudełku, ani o zwierzątku. Nie ma nawet pewności co do faktu czy w tym pudełku cokolwiek jest. Powiem więcej, nie mamy nawet żadnej poszlaki że to pudełko faktycznie istnieje, co podważa całą zabawę z pudełkiem. Pomimo tego Brzostowski każe nam wierzyć że tam w tym pudełku coś może być. To kolejna odsłona fidelistycznego bełkotu, mówiąc kolokwialnie oszustwa.
19-07-2012 09:54 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>   Moim zdaniem to co robi Brzostowski jest zwyczajnym trollingiem.
Moim zdaniem też, ale to nie tylko Pana Brzostowskiego dotyczy. Mamy tu cała grupkę dyskutantów, którzy przez całe lata klepią to samo i wszelkie racjonalne argumenty spływają po nich jak woda po kaczce.
Myślę, że dyskusje, gdy zejdą na ewidentny poziom bzdury powinny być przerywane, ale nie obu stronom, tylko tej, która brednie wypisuje. Choć, z drugiej strony nie należy zapominać, że czasem głupia wypowiedź może być inspiracją do mądrej odpowiedzi i czegoś ciekawego się dowiadujemy.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
22-07-2012 23:21 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>   Nie można poważnie traktować interlokutora który twierdzi, że ma na kolanach zamknięte pudełko, a w nim ukryte zwierzątko. Równocześnie nic nie chce powiedzieć ani o pudełku, ani o zwierzątku. Nie ma nawet pewności co do faktu czy w tym pudełku cokolwiek jest. Powiem więcej, nie mamy nawet żadnej poszlaki że to pudełko faktycznie istnieje, co podważa całą zabawę z pudełkiem. Pomimo tego Brzostowski każe nam wierzyć że tam w tym pudełku coś może być. To kolejna odsłona fidelistycznego bełkotu, mówiąc kolokwialnie oszustwa.

Ty nie rozumiesz dyskusji. To nie jest wbrew pozorom dyskusja o bogu, tylko o poznaniu o postawie racjonalnej. Tutaj nie chodzi o to czy w pudełku jest bóg. Dla każdego racjonalisty jest oczywiste, że istnieją takie pudełka (elementy rzeczywistosci, której jeszcze nie znamy). Chyba się z tym zgodzisz, prawda? Z pewnością w tych pudełkach znajdziemy kiedyś rzeczy "o których nam się nie śniło". Chyba się z tym zgodzisz, prawda? A zatem możliwe jest (dałem temu zsanse ok. 1 promila) że znajdziemy tam dowody na istnienie boga. Podobnie jak być może mnóstwa innych "niewiarygodnych" dzisiaj rzeczy. I tyle. Nie trzeba definiować boga, aby uznać, że to co piszę, jest oczywiste.

Bogusławski też napisał, że daje "nadrzeczywistości" promil promila szansy na istnienie. Niech to zdefiniuje. Niech opisze co to jest ta nadrzeczywistość, jakie tam obowiązują prawa, itd... Czy przypadkiem Bogusławski nie pisze bzdur? To wbrew pozorom ten sam sposób myślenia.
23-07-2012 10:21 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>Ty nie rozumiesz dyskusji. To nie jest wbrew pozorom dyskusja o bogu, tylko o poznaniu o postawie racjonalnej. Tutaj nie chodzi o to czy w pudełku jest bóg. Dla każdego racjonalisty jest oczywiste, że istnieją takie pudełka (elementy rzeczywistosci, której jeszcze nie znamy).
Ty nie rozumiesz dyskusji. To jest dyskusja o bogu, a nie o poznaniu i postawie racjonalnej.
Racjonalna dyskusja na temat racjonalnego poznania kończyłaby się na ostatnim cytowanym przeze mnie Twoim zdaniu:
>Dla każdego racjonalisty jest oczywiste, że istnieją takie pudełka (elementy rzeczywistosci, której jeszcze nie znamy).

Dyskusja robi się rozwlekła i jałowa kiedy owo pudełko ma zawierać boga i tylko na tle tego pustego, niezdefiniowanego pojęcia przemycanego przez fideistów i zakażonych przez nich pseudointelektualistów rozkwita.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
23-07-2012 17:23 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Racjonalna dyskusja na temat racjonalnego poznania kończyłaby się na ostatnim cytowanym przeze mnie Twoim zdaniu:
>>Dla każdego racjonalisty jest oczywiste, że istnieją takie pudełka (elementy rzeczywistosci, której jeszcze nie znamy).
A czy w tym pudełku wg Ciebie może siedzieć bóg, czy nie?

To jest właśnie dyskusja o poznaniu i postawie racjonalnej kolego. Bo w pudełkach racjonalista dopuszcza istnienie wielu rzeczy, w tym i światów równoległych to i boga dopuszcza.

W czym więc problem? Skąd bierze się obrzydzenie na "boga", a na wieloświat już nie? Czy nie z wiary?

>Dyskusja robi się rozwlekła i jałowa kiedy owo pudełko ma zawierać boga i tylko na tle tego pustego, niezdefiniowanego pojęcia przemycanego przez fideistów i zakażonych przez nich pseudointelektualistów rozkwita.

Nie MA zawierać boga, tylko MOŻE go zawierać.
24-07-2012 00:58 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>W czym więc problem? Skąd bierze się obrzydzenie na "boga", a na wieloświat już nie? Czy nie z wiary?
Ano z wiary. Z wiary fideistów i pseudointelektualistów co upierają się bełkotać o bogu na okrągło byle swoje nieuctwo ubrać w pozór nauki, logiki, rozumu....

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
24-07-2012 18:46 
 Ocena-1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>>W czym więc problem? Skąd bierze się obrzydzenie na "boga", a na wieloświat już nie? Czy nie z wiary?
>Ano z wiary. Z wiary fideistów i pseudointelektualistów co upierają się bełkotać o bogu na okrągło byle swoje nieuctwo ubrać w pozór nauki, logiki, rozumu....
Nie kolego, to się bierze z:
1. wiary ateistów i tzw. "racjonalistów", którzy wbrew logice są pewni że w tym pudle boga nie ma na pewno,
albo
2. z hipokryzji, bo wiedzą, że szansa na boga w tym pudle jest niezerowa, ale nigdy tego nie przyznają.
24-07-2012 19:15 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Nie kolego, to się bierze z:
>1. wiary ateistów i tzw. "racjonalistów", którzy wbrew logice są pewni że w tym pudle boga nie ma na pewno,
>albo
>2. z hipokryzji, bo wiedzą, że szansa na boga w tym pudle jest niezerowa, ale nigdy tego nie przyznają.
Czyli uparłeś się nie rozumieć, że podstawą komunikacji jest definiowanie pojęć i że posługiwanie się pojęciami niezdefiniowanym jest jak najdalsze od logiki i racjonalizmu? Czy po prostu nie jesteś w stanie tego pojąć?

Zdefiniuj jednak może wreszcie to coś czego istnienie w pudełku postulujesz. Od razu inaczej pójdzie!

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
24-07-2012 21:42 
 Ocena 3 na 5
Artur@R (7115 punktów)
No i doigrałeś się astrotaurus
Teraz już wiesz(!), że ani Ty, ani Ania i spora część użytkowników (pewnie wraz z Redakcją Portalu i Moderacją) żadnymi racjonalistami nie jesteście (a i ja także).
Tylko Brzostowski jest "prawdziwym racjonalistą", a i pewnie "prawdziwym Polakiem" i oczywiście "prawdziwym inteligentem"...absolutny "prawdziwek" z Brzostowskiego.
"Racjonalista Brzostowski" - nowiuśki, czyściutki, pełen blasku... oksymoron.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
25-07-2012 00:33 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>No i doigrałeś się astrotaurus
>Teraz już wiesz(!), że ani Ty, ani Ania i spora część użytkowników (pewnie wraz z Redakcją Portalu i Moderacją) żadnymi racjonalistami nie jesteście (a i ja także).
>Tylko Brzostowski jest "prawdziwym racjonalistą", a i pewnie "prawdziwym Polakiem" i oczywiście "prawdziwym inteligentem"...absolutny "prawdziwek" z Brzostowskiego.
>"Racjonalista Brzostowski" - nowiuśki, czyściutki, pełen blasku... oksymoron.
>
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."


Zamiast ironizować, aby poprawić sobie humor odpowiedz na proste pytanie.

Czy jesteś na 100% pewny, że nie ma boga, o którym pisze Dawkins w "Urojonym", że PRAWIE na pewno go nie ma?

Ty zapewne napiszesz, że tak, na 100%. Bo Ty jesteś bardziej racjonalistą, niż Dawkins (1%), Bogusławski (przypominam: promil promila daje szansę "nadrzeczywistości"), Brzostowski (1%), inni którzy tutaj przyznali mi rację (w zakresie niezerowej szansy) i tysiące racjonalistów. Ty wiesz to na pewno, no nie?

Z kogo się zatem śmiejesz? To Ty raczej jesteś wierzący, wierzysz zapewne, że boga nie ma na 100% (tzw: ateizm czysty), a wiarę pobudza w Tobie antyklerykalizm. A to nie jest racjonalizm, ale Ty zapewne to wiesz.

Chociaż mogę się mylić, gdybyś odpowiedział na pytanie, wszystko byłoby jasne. Ale Ty na postawione przeze mnie pytanie nie odpowiesz, bo będzie to wtedy przyznaniem mi racji, pozostanie Ci zatem żyć w hipokryzji.
25-07-2012 06:58 
 Ocena 4 na 6
Artur@R (7115 punktów)
>Czy jesteś na 100% pewny, że nie ma boga, o którym pisze Dawkins w "Urojonym", że PRAWIE na pewno go nie ma?
Łamiąc własne postanowienie i zdając sobie sprawę, że niewiele to da - bo juz wielokrotnie argumenty były przedstawiane (a Ty jak katarynka -swoje) - jednak "coś" napiszę (z myślą o innych czytelnikach)

Pytasz mnie: czy wierzę w istnienie boga?
Odpowiem Ci na to pytanie jak Ty odpowiesz na moje :
- Czy krzesło ( lub fotel, łózko, itp), na którym siedzisz stoi na prawo czy na lewo?

>> Ale Ty na postawione przeze mnie pytanie nie odpowiesz, bo będzie to wtedy przyznaniem mi racji, pozostanie Ci zatem żyć w hipokryzji.<

...a świstak siedzi i zawija sreberka.

PS.
Oooo, przyszło wsparcie i odsiecz kolejnego"prawdziwego racjonalisty" :

Czytelnik 'gegebege' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Problem z "ateistami"'
Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,506302#w509821

Czytelnik 'gegebege' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Problem z "ateistami"'
Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,506302#w509786



"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Brzostowski (7067 punktów)
Byłem na 99,99% pewny, że nie odpowiesz.

Siedzę akurat na tapczanie, tak mniej więcej 30% tapczana jest na lewo ode mnie, a 70% na prawo, patrząc od rozpołowienia na tyłku. Teraz czekam na Twoją odpowiedź (przy odpowiedzi zwróć uwagę, że nie pytałem czy wierzysz w boga, bo to wiem, pytanie dotyczy czegoś innego).

Taki jesteś wrażliwy na minusy? Wstawiasz mi je ciągle, praktycznie tylko od Ciebie je ostatnio dostaję. Wrażliwi hipokryci są wśród nas.
25-07-2012 13:45 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
No to jeszcze raz i kolejny przeczytaj moje pytanie.
Nie odpowiedziałeś na nie. Powiedziałeś jedynie gdzie znajdują się twoje 4litery, a nie o to pytałem.
( to jeden z przykładów, za które dostajesz "minusy" - nie umiesz czytać ze zrozumieniem )


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
25-07-2012 22:17 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>No to jeszcze raz i kolejny przeczytaj moje pytanie.
>Nie odpowiedziałeś na nie. Powiedziałeś jedynie gdzie znajdują się twoje 4litery, a nie o to pytałem.
>( to jeden z przykładów, za które dostajesz "minusy" - nie umiesz czytać ze zrozumieniem )
>
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."


Jakie zadałeś pytanie, taką otrzymałeś odpowiedź. Tapczan stoi trochę na lewo, a trochę na prawo. Teraz zrozumiałeś?

A jaka jest Twoja na moje pytanie? Już większość rozsądnych ludzi na tym forum się zgodziła, że istnieje niezerowa szansa istnienia boga, tylko Ty nie chcesz. Wierzysz po prostu w ateizm, jesteś kolego wierzący, niezależnie od tego jaką sztuczkę wymyślisz, aby nie odpowiadać na pytanie.
26-07-2012 07:59 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>Już większość rozsądnych ludzi na tym forum się zgodziła, że istnieje niezerowa szansa istnienia boga
Ale tylko dlatego, że nie ma twardych dowodów na jego nieistnienie. Żaden rozsądny człowiek, z tego forum czy nie, nie uzna za wysoce prawdopodobne istnienia boga tylko dlatego, że brak dowodów na nieistnienie. Na nieistnienie krasnoludków i murkwi też brak dowodów, to co, mamy przyjąć, że też być może istnieją? I co nam przyjdzie z tego? "Niezerowe prawdopodobieństwo" nie oznacza "dużego prawdopodobieństwa" i nikt tu nagle nie uwierzy w jakiegoś tam boga (ja przynajmniej nie) tylko dlatego, że jest "niezerowa szansa". Na razie żadnych bogów nigdzie nie widać i osobiście uważam, że tak już zostanie, ale wcale nie bronię Ci mieć tej Twojej "niezerowej szansy". Tylko rażą mnie spekulacje na temat, jaki to też jest ten byt - a to wszechmocny, a to wszechobecny, a to jeszcze jakiś inny. Nie jestem autorką Biblii, żeby się bawić w takie zgaduj-zgadule.
26-07-2012 11:48 
 Ocena 5 na 5
martok (1115 punktów)

> Na nieistnienie krasnoludków i murkwi też brak dowodów, to co, mamy przyjąć, że też być może istnieją? I co nam przyjdzie z tego? "Niezerowe prawdopodobieństwo" nie oznacza "dużego prawdopodobieństwa" i nikt tu nagle nie uwierzy w jakiegoś tam boga (ja przynajmniej nie) tylko dlatego, że jest "niezerowa szansa".

   W rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Nawet gdyby się nam udało wykazać, że szansa istnienia Boga wynosi zero, to i tak wierzących by to nie przekonało. Istnieją bowiem zdarzenia możliwe o zerowym prawdopodobieństwie! Np. gdy rzucamy losowo punkt na płaszczyznę, to matematycznie biorąc szansa, ze trafi on w pewien konkretny, z góry ustalony punkt wynosi dokładnie zero, choć takie trafienie nie jest niemożliwe. Kiedy się na to w ten sposób popatrzy, to wychodzi, że próby przekonywania wierzących są chyba stratą czasu.

   Serdecznie pozdrawiam - M
*
26-07-2012 10:36 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Jakie zadałeś pytanie, taką otrzymałeś odpowiedź. Tapczan stoi trochę na lewo, a trochę na prawo.<

Sam sobie jestem winien, ale zacząłem to i skończę.

Nierozgarnięty osobniku,
gdybyś potrafił czytać i rozumiał to co czytasz, a nie imaginował,
gdybyś nie był zaślepiony, ogłupiony, zafiksowany, a po prostu myślał
- to zauważyłbyś, że na tak postawione pytanie nie można odpowiedzieć, gdyż brakuje "punktu odniesienia",
według którego mógłbyś określić "czy po prawej czy po lewej" i to jest sedno "problemu"!
Podobnie jak w Twoim pytaniu "o wiarę w istnienie"....czego?
(pomijając już ten aspekt, że staram się w ogóle nie wierzyć)

>Teraz zrozumiałeś?<
Hmmm...."Koń jaki jest każdy widzi".

Przestało mnie to bawić (a chwilę bawiło), "wychodzę z piaskownicy" - zabawki możesz sobie zabrać


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
25-07-2012 00:04 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Nie kolego, to się bierze z:
>>1. wiary ateistów i tzw. "racjonalistów", którzy wbrew logice są pewni że w tym pudle boga nie ma na pewno,
>>albo
>>2. z hipokryzji, bo wiedzą, że szansa na boga w tym pudle jest niezerowa, ale nigdy tego nie przyznają.
>Czyli uparłeś się nie rozumieć, że podstawą komunikacji jest definiowanie pojęć i że posługiwanie się pojęciami niezdefiniowanym jest jak najdalsze od logiki i racjonalizmu? Czy po prostu nie jesteś w stanie tego pojąć?
>Zdefiniuj jednak może wreszcie to coś czego istnienie w pudełku postulujesz. Od razu inaczej pójdzie!

Definicja boga nie zmieni istoty tej dyskusji. Roboczo może być tak: bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce). Może siedzieć w takim pudle czy nie?
25-07-2012 09:44 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Definicja boga nie zmieni istoty tej dyskusji.
Definicja boga zmieni istotę tej dyskusji, bo będzie wiadomo o czym mowa.

>Roboczo może być tak: bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce).
Nie wolno definiować niezdefiniowanym. Przytoczone przez Ciebie zbitki słowne nie znaczą nic w odniesieniu do świata rzeczywistego i służą tylko pseudointelektualnym spekulacjom.

>Czy jesteś na 100% pewny, że nie ma boga, o którym pisze Dawkins w "Urojonym", że PRAWIE na pewno go nie ma?
Dawkins to nie papież - to tak dla jasności.
Owo "prawie" to jest ten sam ukłon ze względów metodologicznych, o którym tu było wielokroć. I wszelka rozumna dyskusja na ten temat tu się kończy. Za to wkraczają różnej maści fideiści i pseudointelektualiści żeby jałowym bełkotem "udowodnić możliwość istnienia boga". Fideistom jeszcze się nie dziwię, bo to fundament ich umysłowości, ale co za satysfakcje może mieć ateista, racjonalista z takich sztuczek to ja nie wiem.

>Kolego, tego że istnieje zerowa szansa na istnienie boga, czy tam wróżek, nie da się dowieść
Czy tam wróżek, powiadasz? A czemu nie czajniczków, jednorożców, plamciuch, bździongw czy blambuł? Co za fiksacja pcha Cię do posługiwania się pojęciem boga, które we wszystkich cywilizowanych encyklopediach i słownikach jest zdefiniowane jako postać z opowieści religijnych i fantastycznych?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Definicja boga nie zmieni istoty tej dyskusji.
>Definicja boga zmieni istotę tej dyskusji, bo będzie wiadomo o czym mowa.
>>Roboczo może być tak: bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce).
>Nie wolno definiować niezdefiniowanym. Przytoczone przez Ciebie zbitki słowne nie znaczą nic w odniesieniu do świata rzeczywistego i służą tylko pseudointelektualnym spekulacjom.
A czym jest rozmowa o bogu, czarownicach czy innych rzeczach, jak nie spekulacjami? Rozmawiamy o 1% lub 0,1% szansy! Chociaż nie bardzo rozumiem, dlaczego te "zbitki" nie znaczą nic. Możesz mi wyjaśnić czego nie rozumiesz w pojęciu:
nieśmiertelny (istniejący od zawsze), itd...
>>Czy jesteś na 100% pewny, że nie ma boga, o którym pisze Dawkins w "Urojonym", że PRAWIE na pewno go nie ma?
>Dawkins to nie papież - to tak dla jasności.
Owszem, ale żądasz ode mnie definicji boga, to ja Cię informuję, że mam na myśli takiego samego jak Dawkins (chłop ode mnie mądrzejszy, to przyjmę jego rozumienie boga, zwłaszcza, że jest autorytetem wśród wielu racjonalistów, a i książkę wielu czytało, wtedy już chyba nie trzeba będzie wyjaśniać co mam na myśli pisząc "bóg".
Dawkins daje 1% szansy temu swojemu bogu, ja też.

Próbujesz uciec przed odpowiedzią na moje pytania, wałkując problem definicji, mam na myśli takiego boga, jak Dawkins w "Urojonym" (roboczo przyjmijmy). Książkę znasz, czytałeś. A zatem jakie jest Twoje zdanie? Zgadzasz się z dAwkinsem, czy nie, w sprawie niezerowej szansy istnienia boga?
>Owo "prawie" to jest ten sam ukłon ze względów metodologicznych, o którym tu było wielokroć. I wszelka rozumna dyskusja na ten temat tu się kończy. Za to wkraczają różnej maści fideiści i pseudointelektualiści żeby jałowym bełkotem "udowodnić możliwość istnienia boga". Fideistom jeszcze się nie dziwię, bo to fundament ich umysłowości, ale co za satysfakcje może mieć ateista, racjonalista z takich sztuczek to ja nie wiem.
Racjonalista nie ma innych względów niż metodologiczne, jeśli ma, to jest hipokryzja. Chcesz powiedzieć, że ze względów metodologicznych, to bóg może i jest, ale tak na prawdę to go nie ma?
>>Kolego, tego że istnieje zerowa szansa na istnienie boga, czy tam wróżek, nie da się dowieść
>Czy tam wróżek, powiadasz? A czemu nie czajniczków, jednorożców, plamciuch, bździongw czy blambuł? Co za fiksacja pcha Cię do posługiwania się pojęciem boga, które we wszystkich cywilizowanych encyklopediach i słownikach jest zdefiniowane jako postać z opowieści religijnych i fantastycznych?
A co to bóg to niedobre jakieś słowo jest?
>
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

25-07-2012 12:27 
 Ocena 2 na 2
grzmot (741 punktów)
>Definicja boga nie zmieni istoty tej dyskusji. Roboczo może być tak: bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce). Może siedzieć w takim pudle czy nie?
Wszechobecność i wszechwiedza znaczą chyba w ogólnym rozumieniu co innego, niż napisałeś w nawiasach (bycie wszędzie jednocześnie i wiedza o wszystkim cały czas). Zaskakujące też (ale rozsądne - byłaby sprzeczność), że nie wspomniałeś o inteligencji. Brak informacji o formie obiektu (rozsądne, to kłopotliwy temat). Poza tym, tak zdefiniowany byt jest mniej przydatny niż deszcz, pleśń czy rwa kulszowa - bo nie wiadomo, czego chce i jak się z nim dogadać.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Definicja boga nie zmieni istoty tej dyskusji. Roboczo może być tak: bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce). Może siedzieć w takim pudle czy nie?
>Wszechobecność i wszechwiedza znaczą chyba w ogólnym rozumieniu co innego, niż napisałeś w nawiasach (bycie wszędzie jednocześnie i wiedza o wszystkim cały czas). Zaskakujące też (ale rozsądne - byłaby sprzeczność), że nie wspomniałeś o inteligencji. Brak informacji o formie obiektu (rozsądne, to kłopotliwy temat). Poza tym, tak zdefiniowany byt jest mniej przydatny niż deszcz, pleśń czy rwa kulszowa - bo nie wiadomo, czego chce i jak się z nim dogadać.

Myślałem, że inteligencja jest oczywista, niech zatem będzie:

to inteligentna, nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce).

Nie jestem pewien, czy pojęcia wszechobecny lub wszechwiedzący są znane, ciagle inny użytkownicy sugerują definiowanie, to określiłem co mam na myśli.
24-07-2012 20:42 
 Ocena 8 na 8
Ania. (14138 punktów)
Nie zgadzam się.
Raczej ze zniecierpliwienia tym, że nasze życie na siłę układa się według mitycznych przykazań mitycznego bożka.
Dlaczego w tym zaścianku po raz kolejny próbuje się zakazać in vitro?
Co tak naprawdę przeszkadza w widoku dwóch osób płci tej samej, trzymających się za rękę?
Dlaczego zastopowano wręcz badania nad komórkami macierzystymi?

To tylko przykłady.

Pseudo-moralność wynikająca z dominacji religiantów bije nas w oczy, czasem bije dosłownie. Dlatego jesteśmy eufemistycznie mówiąc - zirytowani.
Brzostowski (7067 punktów)
>Nie zgadzam się.
>Raczej ze zniecierpliwienia tym, że nasze życie na siłę układa się według mitycznych przykazań mitycznego bożka.
>Dlaczego w tym zaścianku po raz kolejny próbuje się zakazać in vitro?
>Co tak naprawdę przeszkadza w widoku dwóch osób płci tej samej, trzymających się za rękę?
>Dlaczego zastopowano wręcz badania nad komórkami macierzystymi?
>To tylko przykłady.
>Pseudo-moralność wynikająca z dominacji religiantów bije nas w oczy, czasem bije dosłownie. Dlatego jesteśmy eufemistycznie mówiąc - zirytowani.
Rozumiem, ale to chyba zupełnie inna para kaloszy...
25-07-2012 14:17 
 Ocena 5 na 5
Ania. (14138 punktów)
>>Pseudo-moralność wynikająca z dominacji religiantów bije nas w oczy, czasem bije dosłownie. Dlatego jesteśmy eufemistycznie mówiąc - zirytowani.
>Rozumiem, ale to chyba zupełnie inna para kaloszy...
To dokładnie ta para kaloszy.
Twoja reakcja wygląda tak:

-czemu murzyn zabił swojego pana?
-bo wkurzył się, bo był poniżany, widział jak poniżają jego bliskich, widział absurdalność tej sytuacji, ale był bezradny.
-eee, to nie o to na pewno chodziło...

Powiedziałam Ci kilka przykładów przyczyn naszej irytacji. Ale Ty wiesz lepiej, co nas irytuje. A ja wiem lepiej od Ciebie, co irytuje Ciebie w programie telewizyjnym!
Brzostowski (7067 punktów)
>>>Pseudo-moralność wynikająca z dominacji religiantów bije nas w oczy, czasem bije dosłownie. Dlatego jesteśmy eufemistycznie mówiąc - zirytowani.
>>Rozumiem, ale to chyba zupełnie inna para kaloszy...
>To dokładnie ta para kaloszy.
>Twoja reakcja wygląda tak:
>-czemu murzyn zabił swojego pana?
>-bo wkurzył się, bo był poniżany, widział jak poniżają jego bliskich, widział absurdalność tej sytuacji, ale był bezradny.
>-eee, to nie o to na pewno chodziło...
>Powiedziałam Ci kilka przykładów przyczyn naszej irytacji. Ale Ty wiesz lepiej, co nas irytuje. A ja wiem lepiej od Ciebie, co irytuje Ciebie w programie telewizyjnym!
Ale ja rozumiem Twoją (Waszą) irytację, tylko nie kapuję co to ma wspólnego z dyskusją o niezerowym istnieniu boga. Chcesz powiedzieć, że skoro religianci Was irytują, to boga na pewno nie ma? Denerwujecie się w dyskusji ze mną, bo religianci Was wkurzaja, a ja piszę o niezerowym istnieniu boga? Tego pojąć nie mogę. Co moje posty mają wspólnego z dominacją religiantów? Wyjaśniałem wielokrotnie o co mi chodzi w dyskusji. Gdy ktoś dyskutuje ze mną i jest poirytowany, trudno mi zgadywać, że nie chodzi o dyskusję ze mną, a o dominację religiantów. Jasnowidzem nie jestem.
25-07-2012 22:33 
 Ocena 6 na 6
Ania. (14138 punktów)
>Ale ja rozumiem Twoją (Waszą) irytację, tylko nie kapuję co to ma wspólnego z dyskusją o niezerowym istnieniu boga. Chcesz powiedzieć, że skoro religianci Was irytują, to boga na pewno nie ma? Denerwujecie się w dyskusji ze mną, bo religianci Was wkurzaja, a ja piszę o niezerowym istnieniu boga? Tego pojąć nie mogę. Co moje posty mają wspólnego z dominacją religiantów? Wyjaśniałem wielokrotnie o co mi chodzi w dyskusji. Gdy ktoś dyskutuje ze mną i jest poirytowany, trudno mi zgadywać, że nie chodzi o dyskusję ze mną, a o dominację religiantów. Jasnowidzem nie jestem.
Przypomnę:
>W czym więc problem? Skąd bierze się obrzydzenie na "boga", a na wieloświat już nie? Czy nie z wiary?
Nasze obrzydzenie do idei boga, która co by nie mówić została wymyślona, nawet bez analizy niezerowych czy bliskich zeru raczej szans na jego istnienie, to jednak wiemy, że bogowie opisani w religiach byli wymyśleni, wypacza naszą realną rzeczywistość Cię dziwi?
Mnie nie.
Jeśli nadal nie rozumiesz, to nie potrafię tego bardziej wyjaśnić.
26-07-2012 07:48 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
>piszę o niezerowym istnieniu boga?
I przypisujesz mu (temu niezerowemu bogu) konkretne atrybuty, jakąś wszechmoc, wieczność itd. O, na przykład tu. To już cokolwiek wykracza poza dyskusję o niezerowym prawdopodobieństwie istnienia jakiegoś boga. Wchodzimy na istnienie konkretnego boga, zdefiniowanego w świętych księgach judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Ja nic nie wiem o żadnym bogu i choćby prawdopodobieństwo istnienia jakowegoś było niezerowe, to i tak nie biorę go pod uwagę, bo mnie to ani ziębi, ani grzeje. Bóg jako taki ani mi nie pomaga, ani nie przeszkadza, więc jest mi najdoskonalej obojętny i nie zaprzątam sobie nim głowy.
Natomiast zdecydowanie jestem przeciwna przyjmowaniu jako prawdopodobne istnienia takiego boga (zwanego Bogiem), jaki wyłania się z opisów świętych ksiąg. Autorzy tych pism doskonale "wiedzieli", co to za bóg i jakie ma cechy charakterystyczne, a to z daleka trąci szwindlem. Ja Ci mogę z detalami opisać Ptaha, Sachmet i Nefertuma - jak wyglądają, co robią, co mówią, a nawet co wczoraj jedli na śniadanie. Czy mój opis choćby w minimalnym stopniu uprawdopodobni ich istnienie?
Brzostowski (7067 punktów)
>>piszę o niezerowym istnieniu boga?
>I przypisujesz mu (temu niezerowemu bogu) konkretne atrybuty, jakąś wszechmoc, wieczność itd. O, na przykład tu. To już cokolwiek wykracza poza dyskusję o niezerowym prawdopodobieństwie istnienia jakiegoś boga. Wchodzimy na istnienie konkretnego boga, zdefiniowanego w świętych księgach judaizmu, chrześcijaństwa i islamu.
Kilka atrybutów nie czyni takiego boga - Bogiem.

>Ja nic nie wiem o żadnym bogu i choćby prawdopodobieństwo istnienia jakowegoś było niezerowe, to i tak nie biorę go pod uwagę, bo mnie to ani ziębi, ani grzeje. Bóg jako taki ani mi nie pomaga, ani nie przeszkadza, więc jest mi najdoskonalej obojętny i nie zaprzątam sobie nim głowy.
No i OK, a czy ja Ci każę zaprzątać sobie nim głowę?
>Natomiast zdecydowanie jestem przeciwna przyjmowaniu jako prawdopodobne istnienia takiego boga (zwanego Bogiem), jaki wyłania się z opisów świętych ksiąg. Autorzy tych pism doskonale "wiedzieli", co to za bóg i jakie ma cechy charakterystyczne, a to z daleka trąci szwindlem. Ja Ci mogę z detalami opisać Ptaha, Sachmet i Nefertuma - jak wyglądają, co robią, co mówią, a nawet co wczoraj jedli na śniadanie. Czy mój opis choćby w minimalnym stopniu uprawdopodobni ich istnienie?
Oczywiście, że nie uprawdopodobni.
MarcinK (9189 punktów)

>Kilka atrybutów nie czyni takiego boga - Bogiem.

A ile wystarczy?
Brzostowski (7067 punktów)
>>Kilka atrybutów nie czyni takiego boga - Bogiem.
>A ile wystarczy?
Nie wiem, ale chyba coś o miłosierdziu by się przydało?
16-08-2012 21:38 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)

>Nie wiem, ale chyba coś o miłosierdziu by się przydało?

W rzyci mam to miłosierdzie. Chcę forsy, kobiet i gablotę. Bez tego ani rusz.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Nie wiem, ale chyba coś o miłosierdziu by się przydało?
>W rzyci mam to miłosierdzie. Chcę forsy, kobiet i gablotę. Bez tego ani rusz.
A co to ma do boga - Boga?
17-08-2012 16:09 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>A co to ma do boga - Boga?

Do Twojego może nic. Moja definicja to bezwzględnie zawiera - jeszcze parę innych (laptop by mi się przydał i takie tam). Jak nie potrafi temu sprostać to niestety - boga nie ma.
24-07-2012 21:39 
 Ocena 9 na 9
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>A czy w tym pudełku wg Ciebie może siedzieć bóg, czy nie?
>W czym więc problem? Skąd bierze się obrzydzenie na "boga", a na wieloświat już nie? Czy nie z wiary?

Zagadka. Porównaj dwie grupy pudełek:

1
a. pudełko z bogiem
b. pudełko z Bogiem chrześcijan, który jest jednocześnie Jezusem i Duchem Świętym
c. pudełko z archaniołem Gabrielem
d. pudełko z dziewicą, która urodziła (2000 lat temu i nadal żyje i żyć będzie wiecznie w zaświatach, zdaje się, że jakoś coś tak jak duch, a co by nie)

2
a. pudełko z bozonem Higgsa
b. pudełko z ciemną materią
c. pudełko z lekarstwem na raka
d. pudełko z wieloświatem

A teraz myśl, czym się różnią grupy pudełek na poziomie podstawowym.
25-07-2012 07:53 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>A teraz myśl,......<

Aleś pojechał darkside...że co ma zrobić?
5lat tu, szanowny Brzostowski koczuje - i niewiele dało.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Brzostowski (7067 punktów)
>>A teraz myśl,......<
>Aleś pojechał darkside...że co ma zrobić?
>5lat tu, szanowny Brzostowski koczuje - i niewiele dało.
>
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."

Tylko na to Cię stać?

A Ty jesteś racjonalista i pewne rzeczy wiesz na pewno!? Nie szukaj u mnie kłopotów z myśleniem, są one bliżej niż myślisz.
25-07-2012 13:55 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
> Nie szukaj u mnie kłopotów z myśleniem..<
Prostego tekstu nie potrafisz przeczytać ze zrozumieniem...a co dopiero reszta...ehhhh
Ale myśl, myśl - powodzania...byle nie tu ( i w tym rzeczy sedno).


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Brzostowski (7067 punktów)
>>A czy w tym pudełku wg Ciebie może siedzieć bóg, czy nie?
>>W czym więc problem? Skąd bierze się obrzydzenie na "boga", a na wieloświat już nie? Czy nie z wiary?
>Zagadka. Porównaj dwie grupy pudełek:
>1a. pudełko z bogiem
>b. pudełko z Bogiem chrześcijan, który jest jednocześnie Jezusem i Duchem Świętym
>c. pudełko z archaniołem Gabrielem
>d. pudełko z dziewicą, która urodziła (2000 lat temu i nadal żyje i żyć będzie wiecznie w zaświatach, zdaje się, że jakoś coś tak jak duch, a co by nie)
>2a. pudełko z bozonem Higgsa
>b. pudełko z ciemną materią
>c. pudełko z lekarstwem na raka
>d. pudełko z wieloświatem
>A teraz myśl, czym się różnią grupy pudełek na poziomie podstawowym.

Różnice są w szansie istnienia. Jest też podobieństwo: niezerowa szansa istnienia.
26-07-2012 15:54 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
> Jest też podobieństwo: niezerowa szansa istnienia.

Mam nadzieję, że możesz zademonstrować obliczenia, bo to jest najciekawsze (i najbardziej podejrzane), a nie sama deklaracja wyniku. Pokaż obliczenia możliwości istnienia boga jakiegokolwiek (byle był Stworzycielem), a spróbuje ocenić ich racjonalność. Ale jak chcesz, możesz pokazać obliczenia w sprawie anioła (dowolnego), albo wyliczenia w sprawie rodzących Boga Stworzyciela wiecznych dziewic, żyjących wiecznie w wiecznych zaświatach. Ciekawe byłyby również oblieczenia prawdopodobieństwa istnienia, któregoś z piekielnych książąt. Właściwie to mi obojętne, czy Belial, Lucyfer, Szatan czy Lewiatan. Będę zadowolony z obliczeń czegokolwiek z grupy 1, bo ludzie różne wielkości podają co do Boga, ale to chyba ot tak sobie, a Ty, jako zwolennik prawdopodobieństwa, być może dysponujesz szczegółowymi obliczeniami. Zaznaczam, że puste wyniki motywowane emocjami, intuicją czy estetyką odrzucam jako nieracjonalne.
26-07-2012 16:22 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Jest też podobieństwo: niezerowa szansa istnienia.
>Mam nadzieję, że możesz zademonstrować obliczenia,
Niech Pan nie żartuje. Z bogiem łatwiej niż z diabłami: "Wierus twierdzi, jakby sam je policzył, że dzielą się na sześć tysięcy sześćset sześćdziesiąt sześć legionów, zw którym w każdym jest jest sześć tysięcy sześćset sześćdziesiąt sześć czarnych aniołów.(...) Przydaje im siedemdziesięciu książąt, diuków, hrabiów, markizów". No i niech Pan, którego za ogon chwyci i przytrzyma do wyliczenia prawdopodobieństwa jego istnienia. Wyrwie się szelma i co najwyżej z ogonem w ręku Pan pozostanie.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
26-07-2012 16:50 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>No i niech Pan, którego za ogon chwyci i przytrzyma do wyliczenia prawdopodobieństwa jego istnienia. Wyrwie się szelma i co najwyżej z ogonem w ręku Pan pozostanie.

Panie Andrzeju, znacznie lepiej i przyjemniej wychodzi mi chwytanie i przytrzymywanie diablic. Tutaj lubię przeliczać godzinami, chociaż to chyba nie do końca te rachunki. No i ogon w ręce nie straszny
26-07-2012 17:02 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju, znacznie lepiej i przyjemniej wychodzi mi chwytanie i przytrzymywanie diablic.



Myślałby kto, że taki aniołek z Pana.

Pozdrawiam.

@@@
.
26-07-2012 20:27 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Myślałby kto, że taki aniołek z Pana.

I na tym poprzestańmy, nie rozwijamy nadto pobocznego tematu

P.S. Swoją drogą, Pan to ma fajne te obrazki...

Pozdrawiam.
Brzostowski (7067 punktów)
>> Jest też podobieństwo: niezerowa szansa istnienia.
>Mam nadzieję, że możesz zademonstrować obliczenia...

Nie ma możliwości wyliczenia takiego prawdopodobieństwa, niezerowa szansa jest to symbol sceptycyzmu. Jedyne co można powiedzieć, to tyle, że według mnie jest niezerowe i wyjaśniałem już dlaczego tak uważam. A skoro uważasz, że jest to nieracjonalne, to zapytaj Bogusławskiego w jaki sposób oszacował prawdopodobieństwo istnienia nadrzeczywistości (jego szacunki wahają się od promila promila do promila) i potem, gdy nie udzieli Ci odpowiedzi w postaci obliczeń, powiedz mu, że postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu jest nieracjonalna.
16-08-2012 23:40 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>i potem, gdy nie udzieli Ci odpowiedzi w postaci obliczeń, powiedz mu, że postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu jest nieracjonalna.

Nieracjonalne to jest stosowanie prawdopodobieństwa do dowolnie wybranej/wymyślonej, nieweryfikowalnej jakkolwiek bredni. Zawsze jakiś paproch zostanie Ci po przecinku i później nie umiesz się od tego uwolnić. I jeszcze denerwujesz innych. Uważam stosowanie prawdopodobieństwa dla tego typu kwestii za nonsens.
Brzostowski (7067 punktów)
>>i potem, gdy nie udzieli Ci odpowiedzi w postaci obliczeń, powiedz mu, że postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu jest nieracjonalna.
>Nieracjonalne to jest stosowanie prawdopodobieństwa do dowolnie wybranej/wymyślonej, nieweryfikowalnej jakkolwiek bredni.
Czyli np nadrzeczywistości?
>Zawsze jakiś paproch zostanie Ci po przecinku i później nie umiesz się od tego uwolnić. I jeszcze denerwujesz innych. Uważam stosowanie prawdopodobieństwa dla tego typu kwestii za nonsens.
Bo tak jest, zawsze zostaje jakiś paproch. Masz rację, nie powinniśmy używać terminu prawdopodobieństwo dla takich kwestii, pełna zgoda, w dyskusji tej akurat takiego terminu zaczęliśmy używać, chociaż wiemy, że tego nie da się wyliczyć i jest to kategoria niepewności i niezerowej szansy istnienia.
17-08-2012 17:16 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Pan Brzostowski:
Proszę Pana, Pan w swoich poglądach sam się zaplątał. Z jednej strony pisze Pan, że być może istnieje jakaś nadrzeczywistość, a z drugiej gdy ja piszę, że może istnieje jakiś bóg to Pan twierdzi, że jestem durniem. Ale zarówno Pan, jak i ja nie potrafimy udowodnić istnienia nadrzeczywistości, ani boga, poza przyznaniem, że skłania nas do tego sceptycyzm. Z tego wniosek, że sam siebie nazywa Pan durniem.

Nie zauważył Pan, że różni specjaliści odpowiadają mi na moją "niezerową szansę istnienia boga" i to dokładnie dotyczy pańskiej "niezerowej szansy istnienia nadrzeczywistości"?


Wcześniej była taka wymiana poglądów:
Pan Brzostowski:
>Co nie wpływa na moją ocenę tego, że mimo to może on istnieć, i może kiedyś znajdziemy dowody na jego istnienie, chociaż szanse na to widzę niewielkie.

Bogusławski:
Co za "ON"? Nie wiadomo co i nie wiadomo jak istniejące? Żaden bóg i żadna nadrzeczywistość nie może istnieć! Nie ma na to nawet najmniejszych szans. Nie istnieje taka dziura w "obiektywnie istniejącej rzeczywistości", w której to "cosik" mogłoby się zmieścić! Ani teoretycznie, ani praktycznie! Udowodniła to nauka na przeróżne sposoby, tak zupełnie przy okazji - wcale Bogiem i bogami się nie zajmując. Po prostu nie istnieją już takie dziury, w które Bóg by się mógł zmieścić, ale z wiarą nie ma dyskusji i nie mam żadnych kontrargumentów dla Pańskiej wiary. Wierz Pan sobie w co chcesz, tylko racjonalistom daj Pan już spokój.


##################################################

>Nieracjonalne to jest stosowanie prawdopodobieństwa do dowolnie wybranej/wymyślonej, nieweryfikowalnej jakkolwiek bredni.
Nieracjonalne są wszelkie rozmowy z Panem Brzostowskim. Napisałem:
Smutno mi, że pomimo paru lat uczestnictwa na naszym forum zupełnie nie potrafi Pan zrozumieć moich poglądów, choć pociesza to, że nie potrafi Pan także zrozumieć większości poglądów reprezentowanych na tym forum. Dokładnie mówię tu tylko o zrozumieniu, a nie o akceptacji. Odpowiadają Panu sporej klasy specjaliści z przeróżnych dziedzin, a Pan ciągle swoje. Wynika z tego, że nasi specjaliści w niczym Panu pomóc nie mogą.
A teraz jest jeszcze gorzej! Wymyśla sobie jakieś wypowiedzi, które przypisuje innym i z tymi własnymi poglądami próbuje ostro polemizować. To coraz bardziej smutny etap. Pomoc specjalisty staje się coraz bardziej konieczną.

Pozdrawiam.

@@@
.
19-08-2012 21:55 
 Ocena-1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
Pan przechodzi samego siebie, raz Pan pisze, że wg Pana nadrzeczywistość może istnieć (daje jej Pan szanse od promila promila do promila), a innym razem pisze Pan że taka nadrzeczywistość istnieć nie może. To jak to jest? A co ze sceptycyzmem?

Raz Pan się zgadza, że takowa nadrzeczywistość istnieć może, bo to wynika ze sceptycyzmu naukowego i pańskiej postawy, ugruntowanej latami, a potem nagle gdy wychodzi na to że logicznie biorąc, można w tejże nadrzeczywistości upakować boga, to Pan już pisze, że jej na pewno nie ma, tak?

Ech ... wydaje mi się, że Pan swój sceptycyzm na tym odcinku, poświęcił ideologicznemu antyklerykalizmowi. Inaczej mówiąc, stał się Pan fideistą.
19-08-2012 22:07 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Pan przechodzi samego siebie, raz Pan pisze, że wg Pana nadrzeczywistość może istnieć (daje jej Pan szanse od promila promila do promila), a innym razem pisze Pan że taka nadrzeczywistość istnieć nie może. To jak to jest? A co ze sceptycyzmem?
>Raz Pan się zgadza, że takowa nadrzeczywistość istnieć może, bo to wynika ze sceptycyzmu naukowego i pańskiej postawy, ugruntowanej latami, a potem nagle gdy wychodzi na to że logicznie biorąc, można w tejże nadrzeczywistości upakować boga, to Pan już pisze, że jej na pewno nie ma, tak?
>Ech ... wydaje mi się, że Pan swój sceptycyzm na tym odcinku, poświęcił ideologicznemu antyklerykalizmowi. Inaczej mówiąc, stał się Pan fideistą.

Cytaty z Bogusławskiego:

"Należę do tych ludzi, którzy w 999,999 są pewni, że bóg nie istnieje. Ten promil promila jest pozostawiony tylko ze względów metodologicznych. (Konieczności pozostawienia jakiejś wątpliwości)".

"Nie, tylko mówię, że ja mogę się mylić, również mówię, że nauka może się mylić. Więcej moje doświadczenie życiowe i przeczytane książki świadczą, że pomyłek i błędów w nauce zdarzyło się już niesłychanie wiele, ale prawdopodobieństwo istnienia jakiegoś świata nadprzyrodzonego ograniczam do promila z promila."

"Mam 999 promili pewności, że żaden świat nadprzyrodzony nie istnieje, a w jednym promilu jestem agnostykiem".

"Ten symboliczny promil pozostawiam na cały świat nadprzyrodzony. Łącznie z krasnalami, trollami i św. Mikołajem."

"W tą znikomą (wprost symboliczną [gdy za dużo promil, to może być promil promila itd.]) możliwość istnienia czegoś dla nas zupełnie nieprawdopodobnego można wstawiać przeróżne bajeczne spekulacje. (Np. Boga jako zjawisko naturalne)."

"Nauka bada (poznaje) rzeczywistość za pomocą ludzkich zmysłów uzbrojonych w narzędzia. Nauka nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejszy ślad oddziaływania nadnaturalnego (niewytłumaczalnego naturalnie) na rzeczywistość. W metodologii nauki zapisany jest sceptycyzm poznawczy i stąd konieczność pozostawienia symbolicznego promila niepewności."

"Wielokrotnie już tu powtarzałem, że ja nie jestem ateistą, tylko naturalistą ontologicznym. Co głównie znaczy, że nie przeczę istnienia nieistniejących bogów - tylko że do poznania i rozumienia świata żadne nadnaturalne byty nie są mi potrzebne."
20-08-2012 10:29 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Pan przechodzi samego siebie, raz Pan pisze, że wg Pana nadrzeczywistość może istnieć (daje jej Pan szanse od promila promila do promila), a innym razem pisze Pan że taka nadrzeczywistość istnieć nie może.
Cytaty z Bogusławskiego:
"Należę do tych ludzi, którzy w 999,999 są pewni, że bóg nie istnieje. Ten promil promila jest pozostawiony tylko ze względów metodologicznych. (Konieczności pozostawienia jakiejś wątpliwości)".
"Nie, tylko mówię, że ja mogę się mylić, również mówię, że nauka może się mylić. Więcej moje doświadczenie życiowe i przeczytane książki świadczą, że pomyłek i błędów w nauce zdarzyło się już niesłychanie wiele, ale prawdopodobieństwo istnienia jakiegoś świata nadprzyrodzonego ograniczam do promila z promila."
"Mam 999 promili pewności, że żaden świat nadprzyrodzony nie istnieje, a w jednym promilu jestem agnostykiem".
"Ten symboliczny promil pozostawiam na cały świat nadprzyrodzony. Łącznie z krasnalami, trollami i św. Mikołajem."
"W tą znikomą (wprost symboliczną [gdy za dużo promil, to może być promil promila itd.]) możliwość istnienia czegoś dla nas zupełnie nieprawdopodobnego można wstawiać przeróżne bajeczne spekulacje. (Np. Boga jako zjawisko naturalne)."
"Nauka bada (poznaje) rzeczywistość za pomocą ludzkich zmysłów uzbrojonych w narzędzia. Nauka nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejszy ślad oddziaływania nadnaturalnego (niewytłumaczalnego naturalnie) na rzeczywistość. W metodologii nauki zapisany jest sceptycyzm poznawczy i stąd konieczność pozostawienia symbolicznego promila niepewności."
"Wielokrotnie już tu powtarzałem, że ja nie jestem ateistą, tylko naturalistą ontologicznym. Co głównie znaczy, że nie przeczę istnienia nieistniejących bogów - tylko że do poznania i rozumienia świata żadne nadnaturalne byty nie są mi potrzebne."


Za wybór serdecznie dziękuję i całkowicie się pod nim podpisuję.

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)

>Za wybór serdecznie dziękuję i całkowicie się pod nim podpisuję.

A tutaj cytat z Bogusławskiego z postu nieco wyżej:

"...Żaden bóg i żadna nadrzeczywistość nie może istnieć! Nie ma na to nawet najmniejszych szans. Nie istnieje taka dziura w "obiektywnie istniejącej rzeczywistości", w której to "cosik" mogłoby się zmieścić! Ani teoretycznie, ani praktycznie!..."

Czy 1 promil (promila) szansy na istnienie nadrzeczywistości, którą Pan w cytowanych fragmentach określał to jest to samo, co "żadna nadrzeczywistość nie może istnieć!".

Bo skoro daje Pan tej nadrzeczywistości szansę istnienia, a jednocześnie nie daje jej Pan tej szansy, ani praktycznie, ani teoretycznie mimo, że deklaruje Pan sceptycyzm i jest Pan świadom ograniczenia nauki to faktycznie któryś z nas musi być chory, albo wierzący. Tak, tylko fideista jest w stanie jednocześnie twierdzić, że coś może istnieć i na pewno nie istnieje, tylko fideista może oceniać szansę istnienia czegoś na 1 promil promila i jednocześnie twierdzić, że "Nie ma na to nawet najmniejszych szans" (nawet teoretycznie).

Kurde, ludzie pomóżcie! Panu Bogusławskiemu, oczywiście!
20-08-2012 10:31 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Raz Pan się zgadza, że takowa nadrzeczywistość istnieć może, bo to wynika ze sceptycyzmu naukowego i pańskiej postawy, ugruntowanej latami, a potem nagle gdy wychodzi na to że logicznie biorąc, można w tejże nadrzeczywistości upakować boga, to Pan już pisze, że jej na pewno nie ma, tak?
Wynika z tego, że jeden z nas jest chory. Nawet ciężko chory.

Miłego dnia.

@@@
.
23-07-2012 21:41 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>Ty nie rozumiesz dyskusji. To nie jest wbrew pozorom dyskusja o bogu, tylko o poznaniu o postawie racjonalnej.

Ja pisałem o trollu Brzostowskim. Nie warto z nim dyskutować bo nie ma pojęcia o czym sam pisze. Postawa racjonalna zaczyna się od umiejętności rozumienia tego co się samemu pisze, rozumienie innych to poziom zaawansowany, tu nie dotarłeś.
25-07-2012 09:56 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>.. Tutaj nie chodzi o to czy w pudełku jest bóg.
Jeśli należy rozważyć pudełka, w których jest lub nie jest 'NIEWIADOME', to czym charakteryzują się brzegi pudełka?
Jaką dają reakcję na bodźce?
Jak je opisać cybernetycznie (traktując jako "czarne skrzynki")?
Wreszcie w jaki sposób odróżnić pudełka boskie od nie-boskich?
25-07-2012 22:15 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>.. Tutaj nie chodzi o to czy w pudełku jest bóg.
>Jeśli należy rozważyć pudełka, w których jest lub nie jest 'NIEWIADOME', to czym charakteryzują się brzegi pudełka?
>Jaką dają reakcję na bodźce?
>Jak je opisać cybernetycznie (traktując jako "czarne skrzynki")?
>Wreszcie w jaki sposób odróżnić pudełka boskie od nie-boskich?
>
A jakie to ma znaczenie w dyskusji? Przecież cała to dyskusja i to o czym piszę jest oczywista. Nie chodzi o to, czym charakteryzuje się pudełko, tylko o to czy istnieje niezerowa szansa na to, że może w nich siedzieć bóg. Pudełka mogą być daleko i żadnych reakcji na bodźce nie dostrzegasz, nie potrafisz odróżnić boskich od nie-boskich i nie ma to kompletnego znaczenia, czy w pudełku siedzi JAhwe czy gumiś.
26-07-2012 10:08 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>.. nie potrafisz odróżnić boskich od nie-boskich i nie ma to kompletnego znaczenia, czy w pudełku siedzi JAhwe czy gumiś.
Tak i mnie się zdaje, że mniemaną zawartość pudełek można całkiem pominąć, skoro nie ma żadnego znaczenia jaką by miała być.
Najpewniej zresztą im bardziej zaglądać do środka, tym bardziej tam czegokolwiek (a już zwłaszcza kogokolwiek) nie ma /za mądrością Kubusia Puchatka/.
Nie rozumiem zatem po co drążyć prawdopodobieństwo akurat pudełek boskich - czy ono nie jest przypadkiem podobnej miary, co np. różnica między liczbą 4 a 3,999... ?
19-07-2012 10:37 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>.. Ja uważam, że o ile bóg istnieje jest częścią przyrody, nie ma żadnej "nadnaturalnej" rzeczywistości.
(..)
>Moim zdaniem może to być tak:
>bóg - inteligentna świadomość w dowolnej formie: nieśmiertelna, wszechpotężna, wszechobecna, wszechwiedząca.

Jak "część przyrody" może wiedzieć natychmiast o odległych miejscach?
W jaki sposób byłaby obecna we wszystkich innych częściach i jednocześnie pozostawać częścią?
Czy wszechmoc to coś podobnego do mocy "zbioru wszystkich zbiorów"?
Sugerujesz, że niektóre z żyjących gatunków nigdy nie wymrą?
Brzostowski (7067 punktów)
>>.. Ja uważam, że o ile bóg istnieje jest częścią przyrody, nie ma żadnej "nadnaturalnej" rzeczywistości.
>(..)
>>Moim zdaniem może to być tak:
>>bóg - inteligentna świadomość w dowolnej formie: nieśmiertelna, wszechpotężna, wszechobecna, wszechwiedząca.
>Jak "część przyrody" może wiedzieć natychmiast o odległych miejscach?
Część przyrody to także całość. Poza tym przenika wszystko, więc może.
>W jaki sposób byłaby obecna we wszystkich innych częściach i jednocześnie pozostawać częścią?
Np. tak jak elektron jest i wszędzie i w jednym miejscu.
>Czy wszechmoc to coś podobnego do mocy "zbioru wszystkich zbiorów"?
Wszechmoc = możliwość zrobienia wszystkiego, poza własnym stworzeniem i unicestwieniem.
>Sugerujesz, że niektóre z żyjących gatunków nigdy nie wymrą?
Nie.

I znowu bez definicji boga, ani rusz. Znajdę czas, to się z tym zmierzę.
22-07-2012 23:49 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>I znowu bez definicji boga, ani rusz. Znajdę czas, to się z tym zmierzę.

Znajdź .

Jest równym niedowiarstwem podawać w wątpliwość istnienie czarowników, jak przeczyć istnieniu Boga i szatana. Kto w swej wierze uznał jedno, musi uznać i drugie. (Jean Bodin)
23-07-2012 17:03 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>I znowu bez definicji boga, ani rusz. Znajdę czas, to się z tym zmierzę.
>Znajdź .

Dobrze, żeś bluzgiem nie rzucił.
23-07-2012 10:59 
 Ocena 3 na 3
Ania. (14138 punktów)
>I znowu bez definicji boga, ani rusz. Znajdę czas, to się z tym zmierzę.
Bardzo jestem ciekawa, jaką nadasz definicję tworowi wyimaginowanemu tak, aby objąć wszystkie znane bóstwa. A żadnego nie pomiń.

Wieczność odpada, bo bogowie greccy nie byli wieczni, a jedynie nieśmiertelni - paradoksalnie, nie byli również niezabijalni, coś jak wampiry...

Ale narodzeni też nie bardzo, bo judajski bóg nie był narodzony.
Brzostowski (7067 punktów)
>>I znowu bez definicji boga, ani rusz. Znajdę czas, to się z tym zmierzę.
>Bardzo jestem ciekawa, jaką nadasz definicję tworowi wyimaginowanemu tak, aby objąć wszystkie znane bóstwa. A żadnego nie pomiń.
>Wieczność odpada, bo bogowie greccy nie byli wieczni, a jedynie nieśmiertelni - paradoksalnie, nie byli również niezabijalni, coś jak wampiry...
>Ale narodzeni też nie bardzo, bo judajski bóg nie był narodzony.
A dlaczego mam objąć wszystkie bóstwa? To jakiś dogmat, że definicja musi obejmować wszystkie?
23-07-2012 17:09 
 Ocena 2 na 2
Ania. (14138 punktów)
>>>I znowu bez definicji boga, ani rusz. Znajdę czas, to się z tym zmierzę.
>>Bardzo jestem ciekawa, jaką nadasz definicję tworowi wyimaginowanemu tak, aby objąć wszystkie znane bóstwa. A żadnego nie pomiń.
>>Wieczność odpada, bo bogowie greccy nie byli wieczni, a jedynie nieśmiertelni - paradoksalnie, nie byli również niezabijalni, coś jak wampiry...
>>Ale narodzeni też nie bardzo, bo judajski bóg nie był narodzony.
>A dlaczego mam objąć wszystkie bóstwa? To jakiś dogmat, że definicja musi obejmować wszystkie?
A którego wykluczysz i na jakiej podstawie?
23-07-2012 17:25 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>A którego wykluczysz i na jakiej podstawie?
Żadnego, zrobię swojego. Jako autor definicji mam chyba takie prawo. To moja koncepcja boga.
23-07-2012 20:05 
 Ocena 4 na 4
Ania. (14138 punktów)
>>A którego wykluczysz i na jakiej podstawie?
>Żadnego, zrobię swojego. Jako autor definicji mam chyba takie prawo. To moja koncepcja boga.
Masz prawo do tworzenia własnej definicji. Tyle że będzie ona praktycznie bezużyteczna w dyskusji, bowiem nie będzie czytelna dla nikogo, poza Tobą.
Aby była czytelna musiałbyś przede wszystkim bardzo precyzyjnie ją uzasadnić, ale nadal - nikt nie musi się z nią zgadzać.
24-07-2012 19:51 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>>A którego wykluczysz i na jakiej podstawie?
>>Żadnego, zrobię swojego. Jako autor definicji mam chyba takie prawo. To moja koncepcja boga.
>Masz prawo do tworzenia własnej definicji. Tyle że będzie ona praktycznie bezużyteczna w dyskusji, bowiem nie będzie czytelna dla nikogo, poza Tobą.
>Aby była czytelna musiałbyś przede wszystkim bardzo precyzyjnie ją uzasadnić, ale nadal - nikt nie musi się z nią zgadzać.
Oczywiście, że tak. Wg mnie każda koncepcja, która jest spójna, jest godna uwagi, nie każdy musi ją podzielać.
Poza tym, nie ma znaczenia czy to bogi już odkryte, czy nowe i tak wielu nie zgodzi sie z definicjami, tymi które istnieją i tymi, które powstają.
12-07-2012 13:20 
 Ocena 5 na 5
Ignorancja (4718 punktów)
>Pytanie, które Ci zadaje nie dotyczy żadnego może. To jest pytanie o Twój racjonalizm i dotyczy Twojego stanu umysłu dzisiaj i brzmi:
>Czy uważasz, że nigdy nie znajdziemy dowodów na istnienie boga?

Nie bawie sie w jasnowidza jak Ty (a moze poszli do lasu, a moze sa w studni, a moze sa wrozki zebuszki, a moze tylko trzonowki), ale ...Tak. Uwazam, ze taki dowod nie zostanie znaleziony. Z powodow, o ktorych juz pisalam:
>>Oprocz dowodu z historycznosci pojecia bog, dokooptuj sobie jeszcze cala kope medycznych faktow dotyczacych budowy, funkcjonowania i uszkodzen/defektow mozgu oraz skutkow jakie za soba pociagaja.

a ktorych najwyrazniej nie rozumiesz, albo nie znasz skoro napiales:
>Nie wiem o czym piszesz.

Dziekuje za dyskusje i pokazanie mi, jak mozna mienic sie racjonalista i pokretnie myslec.
Zegnam czule.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
18-07-2012 15:53 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Czy uważasz, że nigdy nie znajdziemy dowodów na istnienie boga?
>Nie bawie sie w jasnowidza jak Ty (a moze poszli do lasu, a moze sa w studni, a moze sa wrozki zebuszki, a moze tylko trzonowki), ale ...Tak. Uwazam, ze taki dowod nie zostanie znaleziony.
Nie bawisz się w jasnowidza, a wyrokujesz o przyszłości ze 100% pewnością? Ja mogę tylko powiedzieć, że nic nie wskazuje na to, abyśmy kiedykolwiek mogli odnaleźć dowody na istnienie boga, pewności jednak nie mam.
>Z powodow, o ktorych juz pisalam:
>>>Oprocz dowodu z historycznosci pojecia bog, dokooptuj sobie jeszcze cala kope medycznych faktow dotyczacych budowy, funkcjonowania i uszkodzen/defektow mozgu oraz skutkow jakie za soba pociagaja.
To jest zbyt słabe aby na bazie tego mówić o 100% pewności, to jest tylko przesłanka.
>a ktorych najwyrazniej nie rozumiesz, albo nie znasz skoro napiales:
>>Nie wiem o czym piszesz.
Myślałem, że wyjaśnisz bo akurat wnioskowanie z historyczności pojecia bóg o tym, że na pewno on nie istnieje, to tylko przesłanka. Podobnie jak z atomami. Czy 2 tys. lat temu istniały atomy? Czy w starożytności jakiś Demokryt nie bełkotał coś, że: "Wszystko dzieje się na mocy techniki atomów, które są wieczne, rozmaite pod względem kształtu, wielkości, położenia i układu i znajdują się one w ciągłym ruchu."
Jak myślisz, czy wówczas rozsądnie myślący ludzie uważali, że znajdziemy kiedyś dowody na ich istnienie? A tu proszę? Podałem przykład jak na owe czasy "jasnowidztwa", a sprawdziło się. To jest dowód na to, że i to co ja "plotę" może się kiedyś spełnić. Mój dowód jest tak samo mocny jak twój.

Różnica polega na tym, że ja nie wiem na pewno, a Ty wiesz. To jest wg mnie różnica między racjonalizmem a wiarą.

>Dziekuje za dyskusje i pokazanie mi, jak mozna mienic sie racjonalista i pokretnie myslec.
O właśnie, za to dziękuję Tobie. Dziękuję także za podjęcie dyskusji i odpowiedź na pytanie oraz za zachowanie kultury dyskusji, co jak zauważyłem w rozmowach ze mną nie jest łatwe, mimo że ja staram się trzymać przyzwoity poziom kultury dyskusji.
>Zegnam czule.
Dołączam się do czułości.
18-07-2012 17:04 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>Podałem przykład jak na owe czasy "jasnowidztwa", a sprawdziło się.
Sorry, Winnetou! Kilka tysięcy lat bełkotu różnych religii to nie to samo co genialna hipoteza Demokryta.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-07-2012 17:55 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Podałem przykład jak na owe czasy "jasnowidztwa", a sprawdziło się.
>Sorry, Winnetou! Kilka tysięcy lat bełkotu różnych religii to nie to samo co genialna hipoteza Demokryta.

Masz rację. Z tym, że ja nie porównuję bełkotu religii do koncepcji Demokryta, tylko wskazuję, a w zasadzie udowadniam, że nawet taka z pozoru dziwna koncepcja na swoje czasy, może być prawdziwa lub bliska prawdy. Z tego wnioskuję, że nie można być na 100% pewnym, iż nie znajdziemy nigdy dowodów na istnienie boga, bo może jednak istnieje i takie dowody da się znaleźć.

Howgh!
21-07-2012 18:25 
 Ocena 6 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
>>>Czy uważasz, że nigdy nie znajdziemy dowodów na istnienie boga?
>>Nie bawie sie w jasnowidza jak Ty (a moze poszli do lasu, a moze sa w studni, a moze sa wrozki zebuszki, a moze tylko trzonowki), ale ...Tak. Uwazam, ze taki dowod nie zostanie znaleziony.
>Nie bawisz się w jasnowidza, a wyrokujesz o przyszłości ze 100% pewnością? Ja mogę tylko powiedzieć, że nic nie wskazuje na to, abyśmy kiedykolwiek mogli odnaleźć dowody na istnienie boga, pewności jednak nie mam.

To cudownie...Natomiast dalej twierdze, ze Ty sie bawisz w jasnowidza, bo tak jak i oni meczysz wiekszosc tu bywajacych swoimi wizjami, ktore analogicznie jak w wypadku wrozbitow moga sie spelnic, ale nie musza.
Ja bazuje na faktach.

>>Z powodow, o ktorych juz pisalam:
>>>>Oprocz dowodu z historycznosci pojecia bog, dokooptuj sobie jeszcze cala kope medycznych faktow dotyczacych budowy, funkcjonowania i uszkodzen/defektow mozgu oraz skutkow jakie za soba pociagaja.
>To jest zbyt słabe aby na bazie tego mówić o 100% pewności, to jest tylko przesłanka.

Dla Ciebie Wasci moze. Mnie wystarcza.

>>a ktorych najwyrazniej nie rozumiesz, albo nie znasz skoro napiales:
>>>Nie wiem o czym piszesz.
>Myślałem, że wyjaśnisz bo akurat wnioskowanie z historyczności pojecia bóg o tym, że na pewno on nie istnieje, to tylko przesłanka.

A o m.in.przeslankach pisal Wasc. Proponuje siegnac pamiecia do swych wpisow. Poza tym nie zamierzam Ci wyjasniac, bo zbyt dlugo jestes na tym forum i te argumenty rowniez sie przewijaly niejednokrotnie. Jak do tej pory Waszeci nie zagniezdzily sie w glowie to juz nie moj problem. Drobna wskazowka: epilepsja i wszelkie uszkodzenia platow skroniowych w kontekscie powstawania podloza teizmu.

>Podobnie jak z atomami. Czy 2 tys. lat temu istniały atomy? Czy w starożytności jakiś Demokryt nie bełkotał coś, że: "Wszystko dzieje się na mocy techniki atomów, które są wieczne, rozmaite pod względem kształtu, wielkości, położenia i układu i znajdują się one w ciągłym ruchu."

Atomy istnieja znacznie dluzej, niz dwa tys.lat. Niefortunna wypowiedz, jakich u Wasci sporo.
Wasc do Demokryta siegnales? Urocze. Czemu nie do arche wg. Talesa (woda), Anaksymenesa (powietrze), bezkresu Anaksymandra, czy ognia Heraklita, albo chocby liczb Pitagorasa?
Co? Te przyklady, jak ludzie bladzili nie leza w przewodzie "dowodowym" Asana? Przykre.

A propos. Mysl Demokryta nie calkiem pokrywa sie z mysla fizykow wspolczesnych. Proponuje doczytac czemu. Choc naturalnie siegajac do pojecia atomow uhonorowali go.

>Jak myślisz, czy wówczas rozsądnie myślący ludzie uważali, że znajdziemy kiedyś dowody na ich istnienie? A tu proszę? Podałem przykład jak na owe czasy "jasnowidztwa", a sprawdziło się. To jest dowód na to, że i to co ja "plotę" może się kiedyś spełnić. Mój dowód jest tak samo mocny jak twój.

To teraz pomedytuj nad tymi przykladami przeze mnie dodanymi do spektrum Twej wiedzy o Genialny i Szlachetny Umysle.

>Różnica polega na tym, że ja nie wiem na pewno, a Ty wiesz. To jest wg mnie różnica między racjonalizmem a wiarą.

Napisalam "uwazam". Nie zauwazyles? Bolesne. Waszmosci chyba sporo rzeczy nie dostrzega, gdy mu nie leza.

>>Dziekuje za dyskusje i pokazanie mi, jak mozna mienic sie racjonalista i pokretnie myslec.
>O właśnie, za to dziękuję Tobie. Dziękuję także za podjęcie dyskusji i odpowiedź na pytanie oraz za zachowanie kultury dyskusji, co jak zauważyłem w rozmowach ze mną nie jest łatwe, mimo że ja staram się trzymać przyzwoity poziom kultury dyskusji.

Jesli za przyzwoity poziom dyskusji i kultury dyskusji Waszeci miedlenie tematu uwazasz...



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
21-07-2012 19:27 
 Ocena 6 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
Ach. Jeszcze to:

Masz rację. Z tym, że ja nie porównuję bełkotu religii do koncepcji Demokryta, tylko wskazuję, a w zasadzie udowadniam, że nawet taka z pozoru dziwna koncepcja na swoje czasy, może być prawdziwa lub bliska prawdy. Z tego wnioskuję, że nie można być na 100% pewnym, iż nie znajdziemy nigdy dowodów na istnienie boga, bo może jednak istnieje i takie dowody da się znaleźć. ( Twa odpowiedz do Astrotaurusa)

I zapomniales wskazujac na to i owo umiescic swe przemyslenia w glebszym kontekscie. A w szczegolach diabli siedza - jak prawia po Pcimiach Dolnych.
Chodzi o inteknsyfikacje i czasochlonnosc zajmowania sie boska koncepcja. Blado te efekty wychodza w porownaniu z tym, jak szybko (po zajeciu sie tematem) Nils Bohr i jego wspolplemiency dopracowali sie dowodow. A co podkresle jeszcze raz nie bylo walkowane dlugimi wiekami, tak jak nieustannie walkowano pomysl z bozia w roli glownej.To wlasnie takie decydujace niuanse, ktore Waszmosc Pan bagatelizuje. Nieladnie...



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Brzostowski (7067 punktów)
>Ach. Jeszcze to:
>Masz rację. Z tym, że ja nie porównuję bełkotu religii do koncepcji Demokryta, tylko wskazuję, a w zasadzie udowadniam, że nawet taka z pozoru dziwna koncepcja na swoje czasy, może być prawdziwa lub bliska prawdy. Z tego wnioskuję, że nie można być na 100% pewnym, iż nie znajdziemy nigdy dowodów na istnienie boga, bo może jednak istnieje i takie dowody da się znaleźć. ( Twa odpowiedz do Astrotaurusa)
>I zapomniales wskazujac na to i owo umiescic swe przemyslenia w glebszym kontekscie. A w szczegolach diabli siedza - jak prawia po Pcimiach Dolnych.
>Chodzi o inteknsyfikacje i czasochlonnosc zajmowania sie boska koncepcja. Blado te efekty wychodza w porownaniu z tym, jak szybko (po zajeciu sie tematem) Nils Bohr i jego wspolplemiency dopracowali sie dowodow. A co podkresle jeszcze raz nie bylo walkowane dlugimi wiekami, tak jak nieustannie walkowano pomysl z bozia w roli glownej.To wlasnie takie decydujace niuanse, ktore Waszmosc Pan bagatelizuje. Nieladnie...
Nie bagatalizuje, jedynie wskazuje, że to nadal niczego nie dowodzi. Poza tym, problem "bozi" może być trudniejszy niż te przed który stał Bohr. Prawda, że może? Wiem, wiem, odpiszesz mi że jestem jasnowidz. Po prostu mamy zasadniczo inny pogląd na świat. I nie chodzi tutaj o jakieś wiary lub nie, co niektórym się marzy. Chodzi o inny pogląd na możliwości poznania świata. Ja twierdzę, że to co wiemy o świecie, nie daje nam 100% pewności, aby to wszystko ekstrapolować na przyszłość, dlatego daję szansę bogu na istnieniem na jakieś tam procenty. A Ty nie. Mimo, że wiesz iż to co wiemy o świecie jest wiedzą ograniczoną. Ja nie żyję w sprzeczności.
Brzostowski (7067 punktów)
>To cudownie...Natomiast dalej twierdze, ze Ty sie bawisz w jasnowidza, bo tak jak i oni meczysz wiekszosc tu bywajacych swoimi wizjami, ktore analogicznie jak w wypadku wrozbitow moga sie spelnic, ale nie musza.
Wizje posiadają także poeci, naukowcy, itd ... Nie widzę nic złego w zastanawianiu się jaka będzie przyszłość.
>Dla Ciebie Wasci moze. Mnie wystarcza.
No to pozostaniemy przy różnicy zdań, chociaż dziwi mnie że nazywasz to "dowodem".
>A o m.in.przeslankach pisal Wasc. Proponuje siegnac pamiecia do swych wpisow. Poza tym nie zamierzam Ci wyjasniac, bo zbyt dlugo jestes na tym forum i te argumenty rowniez sie przewijaly niejednokrotnie. Jak do tej pory Waszeci nie zagniezdzily sie w glowie to juz nie moj problem. Drobna wskazowka: epilepsja i wszelkie uszkodzenia platow skroniowych w kontekscie powstawania podloza teizmu.
Aha.
>>Podobnie jak z atomami. Czy 2 tys. lat temu istniały atomy? Czy w starożytności jakiś Demokryt nie bełkotał coś, że: "Wszystko dzieje się na mocy techniki atomów, które są wieczne, rozmaite pod względem kształtu, wielkości, położenia i układu i znajdują się one w ciągłym ruchu."
>Atomy istnieja znacznie dluzej, niz dwa tys.lat. Niefortunna wypowiedz, jakich u Wasci sporo.
Niefortunna wypowiedź? Ja nie pisałem, że atomy istnieją 2 tys. lat. Przy braku argumentów, nawet takie dobre prawda?
>Wasc do Demokryta siegnales? Urocze. Czemu nie do arche wg. Talesa (woda), Anaksymenesa (powietrze), bezkresu Anaksymandra, czy ognia Heraklita, albo chocby liczb Pitagorasa?
>Co? Te przyklady, jak ludzie bladzili nie leza w przewodzie "dowodowym" Asana? Przykre.
>A propos. Mysl Demokryta nie calkiem pokrywa sie z mysla fizykow wspolczesnych. Proponuje doczytac czemu. Choc naturalnie siegajac do pojecia atomow uhonorowali go.

Niestety mam wrażenie, że nie chcesz zrozumieć prostych zdań. Ja pisałem o przykładzie Demokryta, który wskazuje, że miał "wizje" i okazały się prawdziwe lub BLISKIE prawdy. Jest oczywiste, że wielokrotnie ludzie się mylili, ale też czasami, jak Demokryt pisali prawdę o rzeczach na podstawie swoich przemyśleń, w czasach, w których nie mogli tego zweryfikować. I ja o tym piszę. O tym, że być może znajdziemy kiedyś dowody na istnienie boga, mimo, że dzisiaj jest to niewyobrażalne. A Ty, podajesz przykłady że ludzie się wielokrtonie mylili, przypominam Demokryta, który akurat się nie mylił, a mimo to twierdzisz że dowodów nie znajdziemy na pewno? Pięknie! Na Twoje "na pewno" przytaczam 1 przykład Demokryta, który obala Twoje "na pewno". Teraz rozumiesz?
>>Jak myślisz, czy wówczas rozsądnie myślący ludzie uważali, że znajdziemy kiedyś dowody na ich istnienie? A tu proszę? Podałem przykład jak na owe czasy "jasnowidztwa", a sprawdziło się. To jest dowód na to, że i to co ja "plotę" może się kiedyś spełnić. Mój dowód jest tak samo mocny jak twój.
>To teraz pomedytuj nad tymi przykladami przeze mnie dodanymi do spektrum Twej wiedzy o Genialny i Szlachetny Umysle.
Te przykłady potwierdzają mój sposób myślenia, wyjaśniono powyżej. Ironia zbędna.
>>Różnica polega na tym, że ja nie wiem na pewno, a Ty wiesz. To jest wg mnie różnica między racjonalizmem a wiarą.
>Napisalam "uwazam". Nie zauwazyles? Bolesne. Waszmosci chyba sporo rzeczy nie dostrzega, gdy mu nie leza.
Czyli pewności nie masz? CBDO.
>>>Dziekuje za dyskusje i pokazanie mi, jak mozna mienic sie racjonalista i pokretnie myslec.
>>O właśnie, za to dziękuję Tobie. Dziękuję także za podjęcie dyskusji i odpowiedź na pytanie oraz za zachowanie kultury dyskusji, co jak zauważyłem w rozmowach ze mną nie jest łatwe, mimo że ja staram się trzymać przyzwoity poziom kultury dyskusji.
>Jesli za przyzwoity poziom dyskusji i kultury dyskusji Waszeci miedlenie tematu uwazasz...
Ja poszukuję argumentów i chcę zrozumieć poglądy innych, takie to "międlenie".
27-07-2012 21:11 
 Ocena 8 na 8
Ignorancja (4718 punktów)
>Wizje posiadają także poeci, naukowcy, itd ... Nie widzę nic złego w zastanawianiu się jaka będzie przyszłość.

A mógłby szanowny zastanawiać się mniej nachalnie? O tym jeszcze na koniec. Ale z góry dziękuję.

>>Dla Ciebie Wasci moze. Mnie wystarcza.
>No to pozostaniemy przy różnicy zdań, chociaż dziwi mnie że nazywasz to "dowodem".

O tym też potem.

>>Podobnie jak z atomami. Czy 2 tys. lat temu istniały atomy? Czy w starożytności jakiś Demokryt nie bełkotał coś, że: "Wszystko dzieje się na mocy techniki atomów[a co ze strunami?- mó- Ignorancji dopisek], które są wieczne, rozmaite pod względem kształtu, wielkości, położenia i układu i znajdują się one w ciągłym ruchu." (Szanowny)
>>Atomy istnieja znacznie dluzej, niz dwa tys.lat. Niefortunna wypowiedz, jakich u Wasci sporo.(ja proch marny)
>Niefortunna wypowiedź? Ja nie pisałem, że atomy istnieją 2 tys. lat. Przy braku argumentów, nawet takie dobre prawda?(Szanowny)

Nie, w istocie, nie zapytałeś o wielki o czas istnienia atomów. Mea culpa. Tylko czemu przywołałeś akurat dwa tys. lat? Jak rozumiem chciałes wskazać na czas zaistnienia atomów odkąd Demokryt zdefiniował swoje przemyślenia? Niestety nie jest to poprawne, bo równie dobrze można by napisać o latach stu, czyli od momentu, w którym faktycznie w miare poprawnie zdefiniowano atom. Jak się szanowny zagłębisz w myśl Demokryta to ujrzysz nie wątpię, iż różnice są spore.

>Niestety mam wrażenie, że nie chcesz zrozumieć prostych zdań.
Alez ja rozumiem szanownego epistoły, ale chyba mam prawo nie klepać po pupci jak niemowlaka, gdy mam do czynienia z dorosłym człowiekiem?
>Ja pisałem o przykładzie Demokryta, który wskazuje, że miał "wizje" i okazały się prawdziwe lub BLISKIE prawdy. Jest oczywiste, że wielokrotnie ludzie się mylili, ale też czasami, jak Demokryt pisali prawdę o rzeczach na podstawie swoich przemyśleń, w czasach, w których nie mogli tego zweryfikować. I ja o tym piszę.

To cudownie, ale jeszcze raz powtórzę się. Zdaje się, iż szanowny nazbyt chętnie pomija te pomyłki. A one są tu istotne. Bo jeśli o Demokryta z Abdery myśl chodzi to gdy się nią INTENSYWNIE, powtarzam INTENSYWNIE zajęto to dosyć szybko znaleziono odpowiedź, natomiast w przypadku bozi zajmowano się intensywnie i przed Demokrytem i po nim i KLAPA.

Co to ja jeszcze... a już wiem...
>O tym, że być może znajdziemy kiedyś dowody na istnienie boga, mimo, że dzisiaj jest to niewyobrażalne. A Ty, podajesz przykłady że ludzie się wielokrtonie mylili, przypominam Demokryta, który akurat się nie mylił, a mimo to twierdzisz że dowodów nie znajdziemy na pewno? Pięknie! Na Twoje "na pewno" przytaczam 1 przykład Demokryta, który obala Twoje "na pewno". Teraz rozumiesz?

Nie. I zaraz wyłuszczę czemu tak. Pozostańmy przy Grecji klasycznej skoro tak ją lubisz.
Jak zapewne takiemu jak Ty omnibusowi wiadomo w tejże Grecji za racjonalistę uznaje się Aristo, natomiast świat wszelkich idei, które mogą być (a może poszli do lasu a może są w studni) to Plato, którego za racjonalistę niezbyt się uznaje. To jak kończymy już rozdział o Grecji klasycznej, czy dalej życzysz o Wielki wykład?

>>Jak myślisz, czy wówczas rozsądnie myślący ludzie uważali, że znajdziemy kiedyś dowody na ich istnienie? A tu proszę? Podałem przykład jak na owe czasy "jasnowidztwa", a sprawdziło się. To jest dowód na to, że i to co ja "plotę" może się kiedyś spełnić. Mój dowód jest tak samo mocny jak twój.

Nie Wasza Miłość. Bo Ty cały czas pomijasz w tym dowodzeniu, że bogiem się zajmowano INTENSYWNIE i g. z tego wyszło i w końcu nawet taki intelekt jak Kant się poddał...
To właśnie jest decydującym. I pomijasz w swym chciejstwie taką drobną rzecz UWAGA użyję eufemizmu: jak zasoby wiedzy martwej. Pomedytuj nad tym terminem o Wielki.
>Nie bagatalizuje, jedynie wskazuje, że to nadal niczego nie dowodzi. Poza tym, problem "bozi" może być trudniejszy niż te przed który stał Bohr. Prawda, że może?(szanowny w innym poście)
O tak... Plato, Plato...

Ale jak zahaczyliśmy o fizykę kwantową to i przy niej pozostańmy.

>>>Różnica polega na tym, że ja nie wiem na pewno, a Ty wiesz. To jest wg mnie różnica między racjonalizmem a wiarą. (szanowny)
>Napisalam "uwazam". Nie zauwazyles? Bolesne. Waszmosci chyba sporo rzeczy nie dostrzega, gdy mu nie leza.(ja proch marny)
>Czyli pewności nie masz? CBDO.(szanowny)

Uznajmy, że był to test.
Dyskusja z Tobą o szanowny wygląda tak:
- piszę: mam pewność
- proszę, a nie mówiłem to nieracjonalne
- piszę: uważam
- Ty o Wielki na to: ha, nie ma pewności, tu ją mam.

Czy taka forma dyskusji nie przypomina Tobie aby czegoś? Fideizm? ...Ale miało być o mechanice kwantowej.

Wytłuszczę, by dotarło:
oprócz metody rachunku prawdopodobieństwa opartego o procenty w matematyce w odniesieniu do fizyki opisującej świat fizyczny w szerokim jego spektrum stosuje się metodę zerojedynkową. "0" zachodzi "1" nie zachodzi.
Stosując tęże śmiem mieć pewność, że nie znajdzie się dowodu na istnienie boga.
Piszesz Waszmości, że wcześniej przeze mnie podawane przesłanki są niewystarczające.
Po pierwsze, bo to zdaje się ISTOTNA sprawa, która Waszmości umyka. Ja bazuję na faktach ze świata rzeczywistego, ty na wizjach, które nawet trudno uznać za pudełko z kotem Schroedera. Po drugie co do moich faktów, jakie w historii zaistniały, a które uznajesz za zbyt słabe, a przez pryzmat tak hołubionych przez Cię elementów mikroświata to przypominam o takim drobiazgu dowodzenia jak dualność silno słaba.
Miłego googlowania. W końcu sam chciałeś się o mikroświat oprzeć to jak tuszę, nie masz nic przeciwko gdy Twe drobne metaforki nieco rozwinę w kontekście.
Jak już wygooglujesz to bardzo proszę byśmy mogli porównać analizę o równanie na jestestwo "bóg". Możesz naturalnie zwrócić się o pomoc do Jacyny Onyszkiewicza. To będzie takie wsparcie "racjonalisty" dla "racjonalisty".




Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
27-07-2012 21:23 
 Ocena 6 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
C.d.

>Ja poszukuję argumentów i chcę zrozumieć poglądy innych, takie to "międlenie".
Taa, widziałam.

Postanowiłeś poświęcić swój cenny czas na definiowanie boga. Hm... teraz czekam z tchem zapartym, aż kolejny "racjonalista" przystąpi do definiowania ufoludków, a jeszcze inny popracuje w pocie czoła nad terminem "wróżka zębuszka". No i jeszcze to wszystko w polewie z superpozycji cząstek... Moj zachwyt sięgnąl zenitu.

Ty naprawdę Brzostowski, jako podobno "racjonalista" nie dostrzegasz śmieszności swoich wystąpień? Przykre...

Ach. Zapomniałabym o krynico wiedzy wszelakiej.
Przypomnij sobie róznicę między materializmem, a światopoglądem racjonalistycznym, gdyż zdaje się Twoja Biblioteka Aleksandryjska cierpi na niedokatologowanie.




Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
16-08-2012 18:47 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
Do niczego ta dyskusja nie doprowadzi. Ty jesteś przekonana, jak sądzę, żem jest słuchacz RM i już, a ja sądzę, że Ty nie jesteś w stanie przyznać tego, co jest dla racjonalisty oczywiste i co inni już tutaj potwierdzili. Nie chcesz, bo Ci to nie pasuje do światopoglądu. Nie przekonam Cię, a twoje podenerwowanie świadczy o tym, że chyba jednak mam rację, ale nie chcesz tego przyznać.

Pozostańmy zatem przy swoich opiniach i już, ja nie mam już siły w kółko wałkować tego samego i wkółko czytać o tym samym.

12-07-2012 11:05 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>1. racjonalista musi twierdzić, że boga nie ma, bo nie ma dowodów, poszlak, itd...

Zwracam uwagę na ten drażniący mnie od dawna sposób przedstawiania sprawy sugerujący fałszywie jakoby to racjonalista (także ateista) formułował twierdzenia o nieistnieniu boga. Racjonalista/ateista może się tylko odnosić do tego typu twierdzeń wysuwanych przed teistów.

A drażni mnie to prawie równie mocno co używanie przez racjonalistów(ateistów, antyklerykałów) pojęcia "wiara" do nazywania czegoś co wiarą nie jest (nadzieja, oczekiwanie, prawdopodobieństwo), bo stanowi erystyczną furtkę dla fideistów chcących uświnić oponenta swoją przypadłością.
Zaprawdę powiadam wam, Siostry i Bracia w Rozumie, nie dawajcie fideistom pretekstów do ściągania was na ich poziom emocjonalny i umysłowy.
Racjonalista nie musi twierdzić, że boga (to bzdurne pojęcie nie zostało nigdy wprowadzone do rzetelnej dyskusji o świecie) nie ma. Wystarczy, że puknie się w czoło na idiotyzmy jakie plotą bezpodstawnie ludzie z umysłami upośledzonymi wiarą.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Brzostowski (7067 punktów)
>Zwracam uwagę na ten drażniący mnie od dawna sposób przedstawiania sprawy sugerujący fałszywie jakoby to racjonalista (także ateista) formułował twierdzenia o nieistnieniu boga. Racjonalista/ateista może się tylko odnosić do tego typu twierdzeń wysuwanych przed teistów.
Niczego takiego nie sugeruję, jest oczywiste że racjonalista/ateista sam z siebie nie formułuje twierdzeń o nieistnieniu boga, tylko odnosi się właśnie do tego co twierdzą teiści. A jak ma się odnieść? Chyba tak właśnie, że w świetle aktualnej wiedzy nie może mieć innego zdania jak tylko takie, że boga nie ma (czyli musi mieć właśnie takie zdanie). "Musi" znaczy nie ma innego wyjścia w świetle aktualnej wiedzy. Co tu Ciebie drażni? Słówek się czepiasz?
12-07-2012 12:21 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>.. Po prostu napisz czy:
>1. uważasz, że boga nie ma, bo nie ma dowodów..
>2. uważasz (na pewno), że nigdy nie będzie takich dowodów.

Czy to nie dziwne, że teiści oczekują od ateistów ustosunkowania się do ich pomysłów (to trochę tak, jakby filatelista prosił o fachową ocenę znaczków kogoś, kto się nimi nie zajmuje)?

Jeśli ktoś postuluje istnienie bóstw, to chyba w dobrym tonie byłoby wskazanie co ma na myśli. Już odpowiedzi na dwa pytania mogłyby trochę uporządkować dyskusję:
1. Bóg dowolnie tworzy i zmienia prawa przyrody?
2. Bóg stworzył te prawa ale nie może ich zmienić?

Przypuszczam, że rozmowa z ateistami nie dotyczy 1. ale może dotyczyć punktu 2. w części niezależnej od woli boskiej.
szukajacy (19 punktów)
Po lekturze niektórych postów w tym temacie przestaje się dziwić że ateizm postrzega się poprzez pryzmat jednej z religii.
Po co dopisywać jakiekolwiek ideologię ?
Ateizm, czy odcięcie się od kościoła nie czyni cię lepszym ani gorszym człowiekiem.
Czy to że jesteś kobietą oznacza że prostytutki kształtują opinię o tobie ?
Czy to że Stalin był ateistą nie psuje opinii o tobie ?
To jak Cię ludzie postrzegają głównie twoja zasługa i Ty budujesz swój wizerunek.
Są co prawda osoby które myślą że jak powiedzą że są ateistami to będą postrzegane jako "lepsze", i przeszkadza im że te "gorsze" psują ich wizerunek, ale czas przywyknąć, to co staje się powszechne gromadzi cechy powszechne w społeczeństwie.
Ateiści nie są żadną elitą, są odbiciem wad i zalet społeczeństwa, tak jak i polityka oraz każda inna grupa społeczna.
niewiarygodny (524 punktów)
>To jak Cię ludzie postrzegają głównie twoja zasługa i Ty budujesz swój wizerunek.
Dokładnie, ateizm nie jest żadną wartością samą w sobie. Tak samo jak niepalenie papierosów. Według mnie jest to po prostu "domyślna" postawa człowieka. Ani dobra ani zła, po prostu normalna.

>Są co prawda osoby które myślą że jak powiedzą że są ateistami to będą postrzegane jako "lepsze", i przeszkadza im że te "gorsze" psują ich wizerunek, ale czas przywyknąć, to co staje się powszechne gromadzi cechy powszechne w społeczeństwie.
Dokładnie z ateistami jest jak z osobami niepalącymi, którzy też pod kątem palenia czują się lepsi, ponieważ są po tej lepszej stronie w tym zagadnieniu, czyli np. dbaniu o zdrowie. Jednak na 100 innych sposobów mogą szkodzić zdrowiu, więc nie można powiedzieć, że każda osoba niepaląca dba o zdrowie. Tak samo jest z ateistami.

Co do poczucia wyższości jest też element obłudy, ateista może uważać się za lepszego, ponieważ nie dał się nabrać.

>Ateiści nie są żadną elitą, są odbiciem wad i zalet społeczeństwa, tak jak i polityka oraz każda inna grupa społeczna.
Ateiści są na razie mniejszością, co też podnosi ego.
27-06-2012 17:03 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Panie Szukający, każdy może się ładnie nazwać i brzydko nazywać innych.
Panie Szukający, a czego Pan tu szuka, jak Pan już wszystko wie?

>Po lekturze niektórych postów w tym temacie przestaje się dziwić że ateizm postrzega się poprzez pryzmat jednej z religii.
Po lekturze niektórych postów na przykład ja dostaję stuporu, jak można w XXI wieku taki poziom intelektualny reprezentować i jeszcze afiszować się z nim na racjonalistycznym forum, ale cóż zdarza się. Dziwi mnie też, że najczęściej taki żenujący poziomo reprezentują tu głęboko wierzący katolicy. Choć z samej masowości tej przypadłości tej przypadłości w Polsce, nie jest to nic specjalnie dziwnego.

>Po co dopisywać jakiekolwiek ideologię?
Do czego dopisywać ideologię?
Do przekonania?

Moim zdaniem - tym różni się ateizm od teizmu, że najczęściej ateizm nie jest nam wtłaczany od dziecięctwa w głowy tylko zdobywa się go w racjonalnych procesach intelektualnych, a więc stopniowo dochodzimy do niego. Najpierw intelektualnie nabywamy jakiś zespół uhierarchizowanych poglądów na rzeczywistość, a następnie dochodzimy do ateistycznego światopoglądu, który staje się naszą osobistą (i najczęściej jednostkową) ideologią.
Nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.


>Ateizm, czy odcięcie się od kościoła nie czyni cię lepszym ani gorszym człowiekiem.
Niech Pan to udowodni, gdyż tu nie ambona i nie można pieprzyć co ślina na język przyniesie, a rozmodlone owieczki i tak każdą bzdurę jako objawienie przyjmą.
Ateizm daje nam człowieczeństwo, już choćby próbę wyrwania się się z bezmyślnego stada. Szanowny Panie Szukający.

>Czy to że jesteś kobietą oznacza że prostytutki kształtują opinię o tobie?
Proszę Szanownego Pana, prostytucja to ciężki zawód i należy odnosić się do niego z szacunkiem. Natomiast qurestwo nie dotyczy w większym stopniu kobiet niż mężczyzn.
Czy męskie qurestwo kształtuje opinię o Panu?

>Czy to że Stalin był ateistą nie psuje opinii o tobie?
Czy to, że Stalin został osobowościowo ukształtowany w seminarium duchownym kształtuje opinię o Panu?
Ateizm - proszę Szanownego Pana - nigdy i nigdzie nie był religią/ideologią, choć czasem wiara w żywych bogów stawała się elementem różnych religii politycznych, typu faszyzm, komunizm i odrzucenie w tych religiach bogów transcendentalnych nazywano ateizmem. Bzdura, ale to potwierdza, że każdy może się tak głupio nazwać, jak mu tylko ślina na język przyniesie.
Stalin w przeciwieństwie do racjonalnych sceptyków był - tak jak i Pan - człowiekiem głęboko wierzącym, a to co Was dzieli to tylko różnica wyznania, a nas prawie wszystko.

>To jak Cię ludzie postrzegają głównie twoja zasługa i Ty budujesz swój wizerunek.
Tak, zdecydowanie się z Panem zgadzam, ale dziwią mnie irracjonalne społeczne opinie dotyczące Kościoła, kleru, polityków, celebrytów itd. Stado wygrywa i dlatego tak bardzo zależy fideistom na stłamszeniu, tej małej oazy myśli wolnej - jaką jest Racjonalista.pl.

>Są co prawda osoby które myślą że jak powiedzą że są ateistami to będą postrzegane jako "lepsze", i przeszkadza im że te "gorsze" psują ich wizerunek, ale czas przywyknąć, to co staje się powszechne gromadzi cechy powszechne w społeczeństwie.
Wielce Szanowny Panie, jak twierdzi Kościół w Polsce ponad 95% to osoby wierzące, to jak w takim społeczeństwie ateista może być uważanym za kogoś lepszego? Od razu stawia na pozycji społecznego wyrodka, prawie na równi z homoseksualistą, Żydem, Arabem, to nawet trochę gorzej niż murzyn.
Tak - dla mnie każdy, kto nazywa się racjonalistą, czy ateistą od razu jest kimś lepszym, gdyż widzę w nim człowieka poszukującego, ale ja należę do tej garstki, która się nie liczy. Ludzi starających się myśleć samodzielnie.

>Ateiści nie są żadną elitą, są odbiciem wad i zalet społeczeństwa, tak jak i polityka oraz każda inna grupa społeczna.
To Pańskie zdanie. Dla mnie ludzie - którzy mają odwagę posługiwać się własną mądrością * - zamiast opierania się na autorytecie innych, są elitą już samej z natury rzeczy. pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy

Miłego dnia.

@@@
.
27-06-2012 18:27 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Ateizm daje nam człowieczeństwo, już choćby próbę wyrwania się się z bezmyślnego stada.
Czy mógłby Pan to udowodnić?
>Proszę Szanownego Pana, prostytucja to ciężki zawód i należy odnosić się do niego z szacunkiem. Natomiast qurestwo nie dotyczy w większym stopniu kobiet niż mężczyzn.
Każdy ma prawo odnosić się z szacunkiem do tego, co wg niego na ten szacunek zasługuje. Wg mnie prostytucja nie zasługuje na szacunek, tym bardziej qurestwo.
>Ateizm - proszę Szanownego Pana - nigdy i nigdzie nie był religią/ideologią, choć czasem wiara w żywych bogów stawała się elementem różnych religii politycznych, typu faszyzm, komunizm i odrzucenie w tych religiach bogów transcendentalnych nazywano ateizmem. Bzdura, ale to potwierdza, że każdy może się tak głupio nazwać, jak mu tylko ślina na język przyniesie.
>Stalin w przeciwieństwie do racjonalnych sceptyków był - tak jak i Pan - człowiekiem głęboko wierzącym, a to co Was dzieli to tylko różnica wyznania, a nas prawie wszystko.
Ideologiczny antyklerykalizm nie leży tak daleko od religii, jak się niektórym wydaje.
>>To jak Cię ludzie postrzegają głównie twoja zasługa i Ty budujesz swój wizerunek.
>Tak, zdecydowanie się z Panem zgadzam, ale dziwią mnie irracjonalne społeczne opinie dotyczące Kościoła, kleru, polityków, celebrytów itd. Stado wygrywa i dlatego tak bardzo zależy fideistom na stłamszeniu, tej małej oazy myśli wolnej - jaką jest Racjonalista.pl.
Zgadzam się z Panem. Też słyszałem o tym spisku fideistów, aby zatopić "Racjonalistę".
>>Są co prawda osoby które myślą że jak powiedzą że są ateistami to będą postrzegane jako "lepsze", i przeszkadza im że te "gorsze" psują ich wizerunek, ale czas przywyknąć, to co staje się powszechne gromadzi cechy powszechne w społeczeństwie.
>Wielce Szanowny Panie, jak twierdzi Kościół w Polsce ponad 95% to osoby wierzące, to jak w takim społeczeństwie ateista może być uważanym za kogoś lepszego? Od razu stawia na pozycji społecznego wyrodka, prawie na równi z homoseksualistą, Żydem, Arabem, to nawet trochę gorzej niż murzyn.
>Tak - dla mnie każdy, kto nazywa się racjonalistą, czy ateistą od razu jest kimś lepszym, gdyż widzę w nim człowieka poszukującego, ale ja należę do tej garstki, która się nie liczy. Ludzi starających się myśleć samodzielnie.
Jeśli ateista jest dla Pana kimś lepszym, to teista kimś gorszym. W ten sposób dokonuje się oceny podobnej do oceny wg koloru skóry. Niektórzy chcieliby być tak inni od mas, a są tak podobni.

>>Ateiści nie są żadną elitą, są odbiciem wad i zalet społeczeństwa, tak jak i polityka oraz każda inna grupa społeczna.
>To Pańskie zdanie. Dla mnie ludzie - którzy mają odwagę posługiwać się własną mądrością * - zamiast opierania się na autorytecie innych, są elitą już samej z natury rzeczy.
To kwestia definicji elity. Wg dość powszechnej definicji to w Polsce do elity należą też biskupi lub materiał nasienny.

pozdrawiam
27-06-2012 20:15 
 Ocena 4 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Ateizm daje nam człowieczeństwo, już choćby próbę wyrwania się się z bezmyślnego stada.
>Czy mógłby Pan to udowodnić?
Czy to takie trudne. Wystarczy zestawić Pańskie wypowiedzi z moimi.

>>>>Proszę Szanownego Pana, prostytucja to ciężki zawód i należy odnosić się do niego z szacunkiem. Natomiast qurestwo nie dotyczy w większym stopniu kobiet niż mężczyzn.
>Każdy ma prawo odnosić się z szacunkiem do tego, co wg niego na ten szacunek zasługuje. Wg mnie prostytucja nie zasługuje na szacunek, tym bardziej qurestwo.
Tak, daje się u Pana zauważyć, obok wysokiego poziomu intelektualnego, także wysoki poziom moralny. Osobiście najmniejszy szacunek mam dla głupoty, a nawet qurestwo, którym pogardzam, wymaga trochę inteligencji.

>Ideologiczny antyklerykalizm nie leży tak daleko od religii, jak się niektórym wydaje.
Znowu popisuje się Pan swoim poziomem intelektualnym. Ideologiczni głupcy ukuli nowe określenie: "ideologiczny antyklerykalizm"! Tyż piknie!

>Zgadzam się z Panem. Też słyszałem o tym spisku fideistów, aby zatopić "Racjonalistę".
Bardziej jednak boję się niespiskowego zalewu naszego forum przez niedouczonych ćwierćinteligentów. Z inteligentnymi fideistami, to chociaż podyskutować można, a z głupkami, nawet ateistami, to o czym?

>Jeśli ateista jest dla Pana kimś lepszym, to teista kimś gorszym.
Tak jest tylko według Pańskiej logiki. Ja widzę to inaczej - współczesny ateizm nie jest wiarą w to, że Bóg nie istnieje. Dziś te pojęcia nie są prostą alternatywą. Inteligentni forumowicze to dobrze wiedzą i wielokrotnie już o tym na naszym forum pisali.

>W ten sposób dokonuje się oceny podobnej do oceny wg koloru skóry. Niektórzy chcieliby być tak inni od mas, a są tak podobni.
Nie, proszę Szanownego Pana, to że hierarchizuję ludzi według poziomu intelektualnego i moralnego nie ma nic wspólnego z podziałami wg. koloru skóry, płci, orientacji seksualnej itd. To nie jest "dar natury", to można zmienić. Nikt ich, tak jak i Pana, nie zmusza aby pozostawali durniami. Ja wprost przeciwnie zachęcam wszystkich ludzi do podnoszenia swojego poziomu intelektualnego. Do równania w górę i przewyższania mistrzów.

Dlatego też nie widzę żadnych przeszkód aby - poza upośledzonymi intelektualnie - racjonalnymi ateistami wszyscy byli. Trzeba tylko być otwartym na wiedzę i dużo czytać. Jeżeli ktoś pragnie pozostawać durniem, stać intelektualnie w miejscu i wierzyć w przeróżne wymysły, to ma do tego pełne prawo, ale ja na pewno nie zaliczę go do ludzi o otwartych umysłach, których stawiam w swojej hierarchii najwyżej.

>>>>Dla mnie ludzie - którzy mają odwagę posługiwać się własną mądrością * - zamiast opierania się na autorytecie innych, są elitą już samej z natury rzeczy.
>To kwestia definicji elity. Wg dość powszechnej definicji to w Polsce do elity należą też biskupi lub materiał nasienny.
Tak, to kwestia definicji , ale ten portal skierowany jest głównie do racjonalistycznej inteligencji, a ona na ogół bez problemów potrafi zrozumieć o czym piszę. Nie, ludzie nie są równi z natury i jednym Bóg dał łaskę wiary, lub łaskę głupoty, a innym pieniądze. Z mądrością to tak fajnie podzielił, iż mało kto narzeka, że mu jej brakuje. To dostrzegają dopiero inni.

Miłego dnia.

Nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami.

@@@
.
28-06-2012 15:40 
 Ocena 1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>Czy to takie trudne. Wystarczy zestawić Pańskie wypowiedzi z moimi.
Napisał Pan z takim zadęciem, że ateizm daje człowieczeństwo, to wypadałoby jakoś uargumentować, dlaczego niby, być może, tego człowieczeństwa brakuje teistom. Odbierając teistom części człowieczeństwa, w zestawieniu z Pana wartościowaniem o tych "lepszych" i "gorszych", Pan niedaleko jest od religii, i to tych z bogami pozbawionymi transcendencji. Jak Pan zatem widzi, nie trzeba kreować pojęcia "ideologiczny antyklerykalizm", bo to zjawisko
(wyznanie) realnie występuje.
>>Jeśli ateista jest dla Pana kimś lepszym, to teista kimś gorszym.
>Tak jest tylko według Pańskiej logiki. Ja widzę to inaczej - współczesny ateizm nie jest wiarą w to, że Bóg nie istnieje. Dziś te pojęcia nie są prostą alternatywą. Inteligentni forumowicze to dobrze wiedzą i wielokrotnie już o tym na naszym forum pisali.
>>W ten sposób dokonuje się oceny podobnej do oceny wg koloru skóry. Niektórzy chcieliby być tak inni od mas, a są tak podobni.
>Nie, proszę Szanownego Pana, to że hierarchizuję ludzi według poziomu intelektualnego i moralnego nie ma nic wspólnego z podziałami wg. koloru skóry, płci, orientacji seksualnej itd. To nie jest "dar natury", to można zmienić. Nikt ich, tak jak i Pana, nie zmusza aby pozostawali durniami. Ja wprost przeciwnie zachęcam wszystkich ludzi do podnoszenia swojego poziomu intelektualnego. Do równania w górę i przewyższania mistrzów.
To tylko wybieg, aby nie być uznanym za wyznawcę religii. Jeśli bowiem Pan dokonuje generalizujących ocen:
ateiści - to są lepsi,
teiści - to są gorsi,

to nie różni się to niczym od takich samych ocen wg dowolnej cechy człowieka, nie ma przy tym znaczenia czy jest nabyta, czy nie. Za takimi generalizacjami idą inne: lepszemu należy się więcej, lepiej, itd, gorszemu mniej i gorzej, aż po prawo do głosowania lub życia. Jest to myślenie bardzo bliskie środowisku Radia Maryja. I niestety ludzi dokonujących takich ocen jest wielu. Ale akurat jest nadzieja, bo ten sposób myślenia można zmienić, do czego namawiam, przecież nikt ich, tak jak i Pana, nie zmusza aby pozostawali durniami.

pozdrawiam serdecznie
28-06-2012 16:25 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jeśli ateista jest dla Pana kimś lepszym, to teista kimś gorszym.
Wielce Szanowny Panie, ja nawet nie wiem, za kogo łaskawy Pan się uważa i wcale mnie to nie ciekawi. To co Pan pisze tak świadczy o Panu, jak to co ja piszę świadczy o mnie. Inteligentny czytelnik - a tylko taki mnie interesuje - sam sobie wyrabia zdanie.

Według mnie, całkowitym bezsensem jest jakikolwiek dialog z Panem, gdyż jak dla mnie nie ma Pan niczego - poza własnymi frustracjami i powiązaną z tym agresją - interesującego do powiedzenia w tematach, w których ja się wypowiadam i dlatego go kończę.

A Pan - zgodnie z własnym charakterem i intelektualnym poziomem - może mnie jeszcze trochę poszarpać za nogawkę, gdyż tylko na tyle Pana merytorycznie stać.

Nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami.

Miłego dnia Panu życzę.

@@@
.
28-06-2012 17:35 
 Ocena 1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>.
>>Jeśli ateista jest dla Pana kimś lepszym, to teista kimś gorszym.
>Wielce Szanowny Panie, ja nawet nie wiem, za kogo łaskawy Pan się uważa i wcale mnie to nie ciekawi. To co Pan pisze tak świadczy o Panu, jak to co ja piszę świadczy o mnie. Inteligentny czytelnik - a tylko taki mnie interesuje - sam sobie wyrabia zdanie.
Proszę Pana, dokonuje Pan generalizujących ocen ludzi, co według mnie jest nieuprawnione i naganne. Ze względu jednak na pańską wiedzę i fakt, że jak sam Pan twierdzi, zawsze pisze Pan rzeczy przemyślane, chciałem dowiedzieć się, skąd u Pana takie generalizacje się biorą, dlatego podjąłem dyskusję. Sądziłem, że będzie Pan w stanie odpowiedzieć coś więcej niż tylko rzucić rusztowaniowy żart (akurat trwa remont kamienicy w której mieszkam, więc mogę się takich żartów nasłuchać).

>Według mnie, całkowitym bezsensem jest jakikolwiek dialog z Panem, gdyż jak dla mnie nie ma Pan niczego - poza własnymi frustracjami i powiązaną z tym agresją - interesującego do powiedzenia w tematach, w których ja się wypowiadam i dlatego go kończę.

Ja nie jestem sfrustrowany, nie mam powodu, oczywiście jestem przekonany, że Pan i tak swoje wie (tak jak z podziałem na "lepszych" i "gorszych"), bo Panu z ogromną łatwością przychodzi takie właśnie ocenianie ludzi. Co do agresji, to proszę prześledzić swoje wypowiedzi, atakuje Pan bardzo często innych, obraża, nazywa faktycznie głupkami, dlatego trudno jest nie zejść do tego poziomu (jak się ma przed sobą taką sztukę to trudno o kulturę). Z resztą używałem głównie pańskich zwrotów. Pan tropi fideistów na tym forum, a ja tropię ideologicznych antyklerykałów. Według mnie Ci drudzy są groźniejsi dla racjonalizmu, bo Ci pierwsi są na zewnątrz, a Ci drudzy wewnątrz, podszywając się pod racjonalistów, często mają dużą wiedzę i autorytet oraz sporo pewności siebie i bezczelności. Dla mniej wprawnych czytelników zupełnie nie do odróżnienia od racjonalistów.
>A Pan - zgodnie z własnym charakterem i intelektualnym poziomem - może mnie jeszcze trochę poszarpać za nogawkę, gdyż tylko na tyle Pana merytorycznie stać.

Szkoda, że w odpowiedzi której Pan powyżej udzielił nic merytorycznego nie było, obrażanie też niczego nie zmieni. Nie zamierzam Pana szarpać w żaden sposób, będę jednak tropił ideologiczny antyklerykalizm, bo uważam że jest bardzo groźny dla racjonalizmu. Pan, jako w mojej ocenie wyznawca tej ideologii, ma prawo się jej trzymać i zbywać to co ja piszę takimi żarcikami, na to między innymi Pana na pewno stać.

pozdrawiam serdecznie
29-06-2012 00:05 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Napisał Pan z takim zadęciem, że ateizm daje człowieczeństwo, to wypadałoby jakoś uargumentować [...]

HOMO SAPIENS


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
29-06-2012 10:33 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Napisał Pan z takim zadęciem, że ateizm daje człowieczeństwo, to wypadałoby jakoś uargumentować [...]
>HOMO SAPIENS
Czy z tego wynika, że teiści nie myślą, czy że nie są ludźmi?
29-06-2012 11:42 
 Ocena 1 na 3
maceox (6766 punktów)
>>>Napisał Pan z takim zadęciem, że ateizm daje człowieczeństwo, to wypadałoby jakoś uargumentować [...]
>>HOMO SAPIENS
>Czy z tego wynika, że teiści nie myślą, czy że nie są ludźmi?
A jak myślisz?
Czy nie jest tak, że sposób wnioskowania świadczy o nas?

Człowiek konsekwentnie myślący podchodzi ze sceptycyzmem do otaczających go zjawisk.
Jednak przede wszystkim człowiek myślący konsekwentnie i sceptycznie jest WOLNY, w przeciwieństwie do HOMO RELIGIOSUS podporządkowanego dogmatom swej wiary.

Wiara jest przeciwieństwem myślenia.
Całkiem możliwe, że taka przerwa od myślenia może być relaksująca. Tylko którego Boga wybrać?
A może da się też zrelaksować bez Boga?

Wracając do Twojego pytania - gdy teista myśli (sceptycznie - pamiętaj!), wówczas staje się ateistą, przynajmniej na chwilę.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
29-06-2012 12:01 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Czy nie jest tak, że sposób wnioskowania świadczy o nas?
Owszem, ale nie o człowieczeństwie.
>Człowiek konsekwentnie myślący podchodzi ze sceptycyzmem do otaczających go zjawisk.
>Jednak przede wszystkim człowiek myślący konsekwentnie i sceptycznie jest WOLNY, w przeciwieństwie do HOMO RELIGIOSUS podporządkowanego dogmatom swej wiary.
Owszem, tak jest. Jednak nadal jest człowiekiem, prawda? Czyli ateizm nie daje człowieczeństwa lub też daje je także teizm, jeśli stosować już wprowadzony zwrot. Człowieczeństwo jest niezależne od stosunku do boga.
>Wiara jest przeciwieństwem myślenia.
Bez przesady. Ty wierzysz w wiele rzeczy, których nie sprawdzasz, teiści podobnie. Ktoś urodzony w afrykańskiej głuszy może być doskonałym i inteligentnym wodzem plemienia, pożerając co tydzień małpie mózgi, na znak przypodobania się bogu dżungli. Myślenie nie wyklucza wiary w boga, ani wiara w boga nie wyklucza myślenia.
>Całkiem możliwe, że taka przerwa od myślenia może być relaksująca. Tylko którego Boga wybrać?
Nie mam pojęcia.
>A może da się też zrelaksować bez Boga?
Mi się udaje.
>Wracając do Twojego pytania - gdy teista myśli (sceptycznie - pamiętaj!), wówczas staje się ateistą, przynajmniej na chwilę.
Rozumiem, że chodzi Ci o myślenie sceptyczne w sprawie boga.

Reasumując, rozumiem, że zgadzasz się, że jednak teiści i myślą, i ludźmi są.
02-07-2012 09:53 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Czy nie jest tak, że sposób wnioskowania świadczy o nas?
>Owszem, ale nie o człowieczeństwie.
Źle mnie zrozumiałeś:
Napisałeś:
Cytat:
Napisał Pan z takim zadęciem, że ateizm daje człowieczeństwo, to wypadałoby jakoś uargumentować [...]

Na co ja odpowiedziałem:
Cytat:
HOMO SAPIENS

A Ty na to:
Cytat:
Czy z tego wynika, że teiści nie myślą, czy że nie są ludźmi?

I w związku z tą Twoją odpowiedzią, moje słowa:
Cytat:
Czy nie jest tak, że sposób wnioskowania świadczy o nas?
odnosiły się bezpośrednio do Ciebie i do Twojego wnioskowania.

DALSZY PRZYKŁAD:
Pan Andrzej napisał taki wpis:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,506302#w506717
Ale nawet jeśli tylko wyciągnąć z niego jedno zdanie:
Cytat:
Ateizm daje nam człowieczeństwo, już choćby próbę wyrwania się się z bezmyślnego stada.

to zostało w nim wyrażone coś istotnego.

Natomiast zupełnie nie wiem o co chodzi, gdy czytam takie zdania:
Cytat:
Reasumując, rozumiem, że zgadzasz się, że jednak teiści i myślą, i ludźmi są.

To jest tak kompletny truizm, że nawet moje wskazanie na ten fakt również staje się truizmem.
Czasem banał od mądrości odróżniają zaledwie niuanse - może nim być nawet tylko sam sposób wyrażenia myśli.
Tymczasem im więcej się czyta (np. wypowiedzi danego forumowicza) tym łatwiej odróżnić ziarno od plew.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
02-07-2012 10:52 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Pan Andrzej napisał taki wpis:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,506302#w506717
>Ale nawet jeśli tylko wyciągnąć z niego jedno zdanie:
Cytat:
Ateizm daje nam człowieczeństwo, już choćby próbę wyrwania się się z bezmyślnego stada.

>to zostało w nim wyrażone coś istotnego.
>Natomiast zupełnie nie wiem o co chodzi, gdy czytam takie zdania:
Cytat:
Reasumując, rozumiem, że zgadzasz się, że jednak teiści i myślą, i ludźmi są.

>To jest tak kompletny truizm, że nawet moje wskazanie na ten fakt również staje się truizmem.
>Czasem banał od mądrości odróżniają zaledwie niuanse - może nim być nawet tylko sam sposób wyrażenia myśli.
>Tymczasem im więcej się czyta (np. wypowiedzi danego forumowicza) tym łatwiej odróżnić ziarno od plew.
Doskonale Pan zrozumiał, ale może warto uzupełnić:
To Wikipedia: pl.wikipedia.org/wiki/Człowieczeństwo ,
a to katolicki autor:
"Człowieczeństwo nie jest stanem,
w którym przychodzimy na świat.
To godność, którą trzeba zdobyć."

-- Jean Bruller


Co czyni człowieka człowiekiem? Czym jest człowieczeństwo? Najkrócej można to pojęcie zdefiniować jako zespół cech odróżniających zachowania ludzi od zachowań zwierząt, jako "godność, którą trzeba zdobyć". Autor cytatu wyraźnie wskazuje, że pochodzeniem człowieczeństwa nie jest samo bycie człowiekiem - w sensie gatunkowym - jest to miano, na które trzeba sobie zasłużyć.

Godność człowieczeństwa można tu odbierać jako podobieństwo do Boga, niegodnym jest nazwania człowiekiem ten, który nie dąży do doskonalenia duchowego - bo czyż Bóg nie jest synonimem doskonałości? Jest to pierwszy przymiot zawarty w Biblii, w Starym Testamencie. Pragnienie dążenia do doskonałości - człowieczeństwa - powinno być cechą ludzi.

Zgadzając się (choćby tylko) z powyższym, uważam że racjonalizm konsekwentnie nas do ateizmu prowadzi.
Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. [...]

Racjonalizm jest raczej bliższy sceptycyzmowi - odrzucając wszelkie dogmaty ideologiczne, oprócz wiary w potęgę nieskrępowanego, logicznego myślenia oraz możliwości rozumnego poznawania świata. Światopogląd ten bazuje na jak najbardziej konsekwentnym stosowaniu logicznego i racjonalnego myślenia w każdej dziedzinie powiązanej z poznawaniem i opisywaniem świata (kiedy poznanie jest celem lub środkiem) - bazuje na przekonaniu, że takowe poznanie jest jedynym sposobem mogącym prowadzić do pozyskania rzetelnej wiedzy o rzeczywistości.

Racjonalista przyjmuje pewne paradygmaty stanowiące podstawy nauk przyrodniczych i nauk ścisłych oraz niektórych nauk humanistycznych związanych z człowiekiem i społeczeństwem, lecz o ile te paradygmaty nie są uzasadnione z punktu widzenia zupełnego i skrajnego sceptycyzmu, o tyle mają pewne uzasadnienie empiryczne - są zasadne przy pewnych podstawowych metafizycznych założeniach materializmu takich jak założenie o istnieniu rzeczywistego materialnego świata kierującego się możliwymi do zbadania zasadami. Jednak wobec paradygmatów racjonalista nie jest bezkrytyczny i nie uznaje ich w sposób dogmatyczny, gdyż stanowią one podstawę wielu nauk, ale mogą ulec weryfikacji i zmianom.

Światopogląd racjonalistyczny, w przeciwieństwie do filozoficznego racjonalizmu, za główne kryterium i źródło poznania świata stawia metodologię naukową, rozum i zmysły (doświadczenia empiryczne).

Racjonalizm ostro sprzeciwia się akceptowaniu pseudonauki, a także paranauki oraz wszelkim dogmatom ustanawianym bez potwierdzenia (naukowego lub empirycznego). Nie uznaje także pozbawionego wątpliwości i bezkrytycznego akceptowania autorytetów.

W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. O tym, co racjonalne, decyduje własna ocena racjonalisty na podstawie zebranego i całego "materiału dowodowego", czyli posiadanej wiedzy, a także merytoryczna ocena innych ludzi - racjonalną jest najbardziej "prawdopodobna" (w sensie jak najmniejszego rozmijania się z prawdą i stanem rzeczywistym) hipoteza lub teoria, a najbardziej zbliżony do prawdy jest pogląd najlepiej logicznie uzasadniony oraz sprawdzony empirycznie lub przy pomocy naukowej metodologii.


Czyż człowieczeństwo zdobywane intelektualnie poprzez racjonalizm nie jest potwierdzeniem tego stwierdzenia:

"Człowieczeństwo nie jest stanem,
w którym przychodzimy na świat.
To godność, którą trzeba zdobyć."

-- Jean Bruller

Autor cytatu wyraźnie wskazuje, że pochodzeniem człowieczeństwa nie jest samo bycie człowiekiem - w sensie gatunkowym - jest to miano, na które trzeba sobie zasłużyć.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
Ja doskonale rozumiem, co Ty napisałeś. Napisałeś też, że wiara jest przeciwieństwem myślenia, odniosłeś się zatem do wszystkich teistów, a moja odpowiedź ma taki właśnie kontekst. Z Twojej odpowiedzi wynika, że teiści, nie myślą, co jak doskonale wiesz jest bzdurą. To że Ty uważasz, że ateizm jest jakimś dodatkowym czynnikiem, który tworzy człowieczeństwo, to Twoja opinia, z resztą zgadzam się z nią.
03-07-2012 00:30 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Ja doskonale rozumiem, co Ty napisałeś.
Cieszę się, ale bardzo w to wątpię.
>Napisałeś też, że wiara jest przeciwieństwem myślenia,
Dokładnie tak.
>odniosłeś się zatem do wszystkich teistów
A gdzie?
>a moja odpowiedź ma taki właśnie kontekst.
Z tym właśnie mam problem.
>Z Twojej odpowiedzi wynika, że teiści, nie myślą
To jest Twój wniosek. Ja mojej myśli w nim nie rozpoznaję. Nawet nie wiem w jaki sposób można go z niej wywieść.

>To że Ty uważasz, że ateizm jest jakimś dodatkowym czynnikiem, który tworzy człowieczeństwo,
Zupełnie nieprzekonywująco to brzmi w Twoim ujęciu. Może chodzi o kaligrafię?

>to Twoja opinia, z resztą zgadzam się z nią.
Ale z czym?

>To że Ty uważasz, że ateizm jest jakimś dodatkowym czynnikiem, który tworzy człowieczeństwo to Twoja opinia, z resztą zgadzam się z nią.
Jeśli się zgadzasz, to chyba oznacza, że rozwiały się już Twoje wątpliwości, tak wyrażone:
Cytat:
Napisał Pan z takim zadęciem, że ateizm daje człowieczeństwo, to wypadałoby jakoś uargumentować, dlaczego niby, być może, tego człowieczeństwa brakuje teistom.


A może, zamiast szukać dziury w całym, warto przeczytać np. taki wpis:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,506302#w507456


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Brzostowski (7067 punktów)
>>Napisałeś też, że wiara jest przeciwieństwem myślenia,
>Dokładnie tak.
>>odniosłeś się zatem do wszystkich teistów
>A gdzie?
Czy to trzeba tłumaczyć? Proszę bardzo:
wszyscy teiści wierzą (w boga), skoro wiara (stan umysłu teistów) jest przeciwieństwem myślenia, to znaczy że teiści nie myślą. Jeśli bowiem przynajmniej jeden teista myśli, to by znaczyło, że wiara nie jest przeciwieństwem myślenia, tak jak napisałeś. Skoro twierdzisz, że jest, to oni wszyscy myśleć nie mogą.
>>a moja odpowiedź ma taki właśnie kontekst.
>Z tym właśnie mam problem.
Niepotrzebnie. Nie dziw się jednak,gdy piszesz ogólnie o wierzących,sposobie myślenia itd... a cała dyskusja dotyczy właśnie ogólnych aspektów, to i ja w takim kontekście czytam posty.
>>Z Twojej odpowiedzi wynika, że teiści, nie myślą
>To jest Twój wniosek. Ja mojej myśli w nim nie rozpoznaję. Nawet nie wiem w jaki sposób można go z niej wywieść.
patrz wyżej.
>>To że Ty uważasz, że ateizm jest jakimś dodatkowym czynnikiem, który tworzy człowieczeństwo,
>Zupełnie nieprzekonywująco to brzmi w Twoim ujęciu. Może chodzi o kaligrafię?
>>to Twoja opinia, z resztą zgadzam się z nią.
>Ale z czym?
A o czym my tutaj do cholery rozmawiamy? Czyż nie o tym, że wg Ciebie, czy Bogusławskiego, do ateizmu dochodzi się przez myślenie, a to właśnie myślenie stanowi wg Was czynnik decydujący aby mówić o człowieczeństwie?
>>To że Ty uważasz, że ateizm jest jakimś dodatkowym czynnikiem, który tworzy człowieczeństwo to Twoja opinia, z resztą zgadzam się z nią.
>Jeśli się zgadzasz, to chyba oznacza, że rozwiały się już Twoje wątpliwości, tak wyrażone:
> Cytat:
Napisał Pan z takim zadęciem, że ateizm daje człowieczeństwo, to wypadałoby jakoś uargumentować, dlaczego niby, być może, tego człowieczeństwa brakuje teistom.

Teraz Ty nie rozumiesz. Bogusławskim napisał, to co napisał, w kontrze do teistów. To że ja zgadzam się z tym, że ateizm daje człowieczeństwo, nie oznacza, że nie twierdzę iż teizm też daje człowieczeństwo. Bogusławski napisał tak, jakby to ateizm (tylko) dawał to człowieczeństwo. Stąd pytanie o argumenty. Bo jeśli myślenie pozwala być człowiekiem, a wiara to przeciwieństwo myślenia, to z tego wynika, że teiści nie myślą i nie są "człowiekami".
03-07-2012 10:34 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> To że ja zgadzam się z tym, że ateizm daje człowieczeństwo, nie oznacza, że nie twierdzę iż teizm też daje człowieczeństwo. Bogusławski napisał tak, jakby to ateizm (tylko) dawał to człowieczeństwo. Stąd pytanie o argumenty. Bo jeśli myślenie pozwala być człowiekiem, a wiara to przeciwieństwo myślenia, to z tego wynika, że teiści nie myślą i nie są "człowiekami".

Błędnie rozumujesz. Myślenie nie ma tylko dwóch stanów: myśli/nie myśli. Każdy w jakimś stopniu myśli, nawet zwierzęta. Chodzi o to, że teiści sztucznie ograniczają zakres tego myślenia. Arbitralnie ustanawiają dogmaty wiary i nie dopuszczają myśli, że mogą one być błędne. Przez to rezygnują z pełni człowieczeństwa, bo nieskrępowane myślenie jest jego istotą.
Brzostowski (7067 punktów)
>Błędnie rozumujesz. Myślenie nie ma tylko dwóch stanów: myśli/nie myśli. Każdy w jakimś stopniu myśli, nawet zwierzęta. Chodzi o to, że teiści sztucznie ograniczają zakres tego myślenia. Arbitralnie ustanawiają dogmaty wiary i nie dopuszczają myśli, że mogą one być błędne. Przez to rezygnują z pełni człowieczeństwa, bo nieskrępowane myślenie jest jego istotą.
No nie wiem, czy tak błędnie. Rozważam kilka uwag różnych autorów. To co Ty napisałeś jest dla mnie zrozumiałe, też uważam, że nieskrępowane myślenie jest istotą człowieczeństwa. Zauważ jednak, że to kwestia oceny i definicji tego, czym jest człowieczeństwo.
Kolega powyżej użył sformułowania "wiara jest przeciwieństwem myślenia", a Bogusławski, że "ateizm daje człowieczeństwo". Jeżeli wiara jest przeciwieństwem,to wśród teistów, nie ma tutaj miejsca na myślenie, zapewne kolega powyżej źle się wyraził, dlatego o to go pytałem.
Skoro ateizm daje człowieczeństwo - to jak rozumiem, też niezbyt zgrabne sformułowanie, to Ci którzy są teistami są pozbawieni człowieczeństwa? Dlatego pytałem jak to jednak autorzy rozumieją.
03-07-2012 11:22 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>Kolega powyżej użył sformułowania "wiara jest przeciwieństwem myślenia", a Bogusławski, że "ateizm daje człowieczeństwo". Jeżeli wiara jest przeciwieństwem,to wśród teistów, nie ma tutaj miejsca na myślenie, zapewne kolega powyżej źle się wyraził, dlatego o to go pytałem.

A Ty dalej w kółko to samo.
Jeśli teista idzie do sklepu kupić marchewkę i musi policzyć, czy mu starczy pieniędzy, to ma w tym zakresie miejsce na myślenie i akurat wiara mu w tym nie przeszkadza. Dlatego napisałem parę postów wcześniej, że wówczas, gdy teista (sceptycznie) myśli, to w tym momencie staje się ateistą. Przy kupowaniu marchewki wiara nie odgrywa bowiem żadnej roli.

Wiara jest przyjmowaniem czegoś za prawdziwe bez racjonalno-empirycznego uzasadnienia, a ponadto jest postawą uległości wobec idei prezentowanych przez autorytety.
Dlatego wiara jest jak najbardziej przeciwieństwem sceptycznego myślenia.

Jednak aby z tego stwierdzenia wywnioskować, że teista nigdy nie myśli, to chyba trzeba fideistycznego zaślepienia. Dopiero gdy wierzy, to nie myśli, ale dzieje się tak jedynie wówczas, gdy w swoich działaniach właśnie kieruje się wiarą, a nie rozumem. W tej części świata, w której my żyjemy nawet zdeklarowani teiści czynią tak niezmiernie rzadko - w najgorszych przypadkach raz w tygodniu - w niedzielę. Nawet papież musi co chwilę coś kombinować. Ostatnio ma na przykład chociażby problem ze swoim bankiem.

>Skoro ateizm daje człowieczeństwo - to jak rozumiem, też niezbyt zgrabne sformułowanie, to Ci którzy są teistami są pozbawieni człowieczeństwa? Dlatego pytałem jak to jednak autorzy rozumieją.
Odesłalem już do wypowiedzi Pana Andrzeja Bogusławskiego, w której jest to pięknie wyjaśnione.
Na człowieczeństwo trzeba sobie zapracować.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Brzostowski (7067 punktów)
>A Ty dalej w kółko to samo.
No trochę niestety zamieniam się w ideologicznego tropiciela ideologicznych antyklerykałów i widzę coraz częściej uogólnienia dotyczące teistów, pewnie tam, gdzie ich nie ma. Dlatego też w zwrotach typu: "wiara jest przeciwieństwem myślenia", "ateizm daje człowieczeństwo" dostrzegam jakiś rodzaj nieuprawnionego uogólnienia. To wpływ Bogusławskiego.
Ale będę nad tą swoją nadwrażliwością pracował.
03-07-2012 13:47 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>Kolega powyżej użył sformułowania "wiara jest przeciwieństwem myślenia", a Bogusławski, że "ateizm daje człowieczeństwo". Jeżeli wiara jest przeciwieństwem,to wśród teistów, nie ma tutaj miejsca na myślenie, zapewne kolega powyżej źle się wyraził, dlatego o to go pytałem.
>A Ty dalej w kółko to samo.
>Jeśli teista idzie do sklepu kupić marchewkę i musi policzyć, czy mu starczy pieniędzy, to ma w tym zakresie miejsce na myślenie i akurat wiara mu w tym nie przeszkadza. Dlatego napisałem parę postów wcześniej, że wówczas, gdy teista (sceptycznie) myśli, to w tym momencie staje się ateistą. Przy kupowaniu marchewki wiara nie odgrywa bowiem żadnej roli.
No jak to nie - przecież wierzymy że marchewka tyle kosztuje choć gdzie indziej może kosztować inaczej.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
03-07-2012 15:18 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
>> Przy kupowaniu marchewki wiara nie odgrywa bowiem żadnej roli.

> No jak to nie - przecież wierzymy że marchewka tyle kosztuje.

Ja nie wierzę, ja patrzę na cenę i wiem ile marchewka kosztuje. Wiara jest równie zbędna do zakupienia marchewki jak i do zrozumienia istoty człowieczeństwa.
04-07-2012 10:41 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>> Przy kupowaniu marchewki wiara nie odgrywa bowiem żadnej roli.
>> No jak to nie - przecież wierzymy że marchewka tyle kosztuje.
>Ja nie wierzę, ja patrzę na cenę i wiem ile marchewka kosztuje. Wiara jest równie zbędna do zakupienia marchewki jak i do zrozumienia istoty człowieczeństwa.

Wiesz ile masz zapłacić, ale wierzysz w pieniądze, że kawałek blaszki czy papierka to jest warte marchewki, która zresztą w drugim sklepie może kosztować inaczej.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
10-07-2012 21:11 
 Ocena 2 na 2
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Wiesz ile masz zapłacić, ale wierzysz w pieniądze, że kawałek blaszki czy papierka to jest warte marchewki, która zresztą w drugim sklepie może kosztować inaczej.

Nie widzę w wypowiedzi Fizyka żadnej wiary w pieniądze, marchewka może kosztować piec talentów, albo futro z jenota jednak zawsze można było i dalej można kupić za to zbawienie wieczne
04-07-2012 14:04 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>> No jak to nie - przecież wierzymy że marchewka tyle kosztuje.
>Ja nie wierzę, ja patrzę na cenę i wiem ile marchewka kosztuje. Wiara jest równie zbędna do zakupienia marchewki jak i do zrozumienia istoty człowieczeństwa.
   Wierzyć, to przyjmować za prawdziwą tezę bez dowodu. Zapis w cenniku jest dowodem na to, że marchewka kosztuje tyle, ile kosztuje.
03-07-2012 23:12 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Jeśli teista idzie do sklepu kupić marchewkę i musi policzyć, czy mu starczy pieniędzy, to ma w tym zakresie miejsce na myślenie i akurat wiara mu w tym nie przeszkadza. Dlatego napisałem parę postów wcześniej, że wówczas, gdy teista (sceptycznie) myśli, to w tym momencie staje się ateistą. Przy kupowaniu marchewki wiara nie odgrywa bowiem żadnej roli.
>No jak to nie - przecież wierzymy że marchewka tyle kosztuje choć gdzie indziej może kosztować inaczej.
Może chodzi Ci o to, że sprzedawca może nas oszukiwać i stąd nie możemy wiedzieć na pewno, ile ta marchewka tak naprawdę - bez oszustwa - by kosztowała?
Potocznie możemy tu powiedzieć "wierzymy". Jednak w rzeczywistości opierając się na wskazaniu sprzedawcy mamy racjonalne przesłanki, by sądzić, że cena jest właśnie taka, jaką podał. Możemy też z racjonalnych względów założyć, że nas nie oszukuje (bo np. na dłuższą metę takie postępowanie nie jest w jego interesie, gdy ludzie się dowiedzą, że zawyża cenę).
Tak więc wierzymy, ale mamy jakieś uzasadnienie, a ponadto możemy nasze założenie sprawdzić chociażby u konkurencyjnych handlarzy.
Tymczasem w przypadku Boga brak jest możliwości weryfikacji. Niektórzy twierdzą, że samo istnienie i możliwość zastanawiania się nad tą kwestią stanowią właśnie dowód na istnienie Boga.
Tylko, że jak będziesz równie sceptyczny, jak wobec handlarza marchewką, to musisz przyznać, że to tylko ludzie sobie taką ideę Boga wymyślili rozwiązując (między innymi) pewien problem filozoficzny.
Tylko co to za rozwiązanie, jeśli ostatecznie składa się z trzech liter i pewnego stojącego za nimi pojęcia, czyli idei, czyli wyobrażenia, a w praktyce stykamy się tylko i zawsze z przyrodą?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
04-07-2012 10:55 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
Weryfikacja - wydaje sie że to tylko odróżnia wiarę od niewiary, ale przecież istnieją pojedyncze zdarzenia które nie są weryfikowalne. Np. początek świata - czy to był wybuch ? czy może Bóg go stworzył - wydaje się że przyjdzie nam poczekać do końca świata żeby to zweryfikować, albo życie w kosmosie - czy może powstać ? A może my nie żyjemy tylko jesteśmy głazami co śnią sny

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
04-07-2012 11:34 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Weryfikacja - wydaje sie że to tylko odróżnia wiarę od niewiary,
Nie do końca tak jest.
Niewiarę odróżnia od wiary w pierwszej kolejności wątpienie, czyli sceptycyzm. Sama niewiara nie daje jeszcze jakiejkolwiek wiedzy. To dopiero pozytywne badanie tego, co odbieramy zmysłami daje nam zweryfikowaną wiedzę.

>ale przecież istnieją pojedyncze zdarzenia które nie są weryfikowalne. Np. początek świata - czy to był wybuch?
Najprawdopodobniej, choć aktualne hipotezy wybiegają poza wielki wybuch.
Ale pocieszę Cię, że niezależnie od tego, czy to był wybuch, czy też nie - to zawsze można jeszcze pomyśleć, że wszystko stworzył Bóg. Można tak tylko pomyśleć.
>czy może Bóg go stworzył
Można tak pomyśleć, czyli sobie to wymyślić. Tylko po co?
>albo życie w kosmosie - czy może powstać?
Jesteśmy tego dowodem.
>A może my nie żyjemy tylko jesteśmy głazami co śnią sny
Poetycko to ująłeś, a jeśli masz na myśli powstanie materii ożywionej z nieożywionej, to zapewne coś w tym jest.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
04-07-2012 11:57 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)

>>albo życie w kosmosie - czy może powstać?
>Jesteśmy tego dowodem.

Może jakiś link? co trzeba zrobić żeby było życie? czy garście piasku i piorun + pierdylion lat ? Nie można zweryfikować jak powstało życie to co nie istniejemy?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
04-07-2012 12:26 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>>albo życie w kosmosie - czy może powstać?
>>Jesteśmy tego dowodem.
>Może jakiś link? co trzeba zrobić żeby było życie? czy garście piasku i piorun + pierdylion lat ? Nie można zweryfikować jak powstało życie to co nie istniejemy?

ALE MNIE ROZŚMIESZYŁEŚ!!! DO TEJ PORY SIĘ ŚMIEJĘ!!! JA PIER.OLE!!! NA SERIO!!! (i nie jakoś ironicznie to piszę, i też nie po to, żeby Cię jakoś urazić)

>>>albo życie w kosmosie - czy może powstać?
>>Jesteśmy tego dowodem.
>Może jakiś link?
Po co Ci link? Nie wystarczy Ci, że jesteś w kosmosie?
Twoje istnienie w kosmosie jest zatem dowodem na to, że życie może powstać w kosmosie. Gdyby nie mogło, to by nie powstało i byśmy nie istnieli.

>co trzeba zrobić żeby było życie? czy garście piasku i piorun + pierdylion lat?
BIOGENEZA:
proces powstawania życia na Ziemi. Teorie tłumaczące pochodzenie życia: samorództwo, kreacjonizm, panspermia i najbardziej prawdopodobna, naukowo niesprzeczna i udowodniona teoria ewolucji. Zgodnie z jej założeniami, na nowo powstałej planecie Ziemi panowały odmienne warunki niż obecnie. Dlatego też było możliwe samoistne powstanie związków organicznych ze związków nieorganicznych, a z nich struktur prakomórkowych, następnie komórek Procaryota, a w drodze endosymbiozy komórek Eucaryota. Na powstanie pierwszych organizmów potrzeba było około 1 miliarda lat.

Obecnie najpowszechniejsza jest teoria biogenezy sformułowana przez A. I. Oparina, zgodnie z którą po skropleniu atmosfery powstały ciepłe praoceany, gdzie z prostych związków organicznych powstały białka. Z nich na drodze przemian chemicznych utworzyły się białka autokatalityczne i kwasy nukleinowe, a w końcu pierwsze organizmy.


>Nie można zweryfikować jak powstało życie to co nie istniejemy?
Weryfikacja tego "jak" coś powstawało jest zupełnie inną kwestią od weryfikacji, czy to "coś" aktualnie istnieje.
Fakt, że istniejesz jest sprawdzalny bardzo łatwo: sam fakt że o tym myślisz to potwierdza.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
04-07-2012 13:46 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>>>albo życie w kosmosie - czy może powstać?
>>>Jesteśmy tego dowodem.
>>Może jakiś link? co trzeba zrobić żeby było życie? czy garście piasku i piorun + pierdylion lat ? Nie można zweryfikować jak powstało życie to co nie istniejemy?
>ALE MNIE ROZŚMIESZYŁEŚ!!! DO TEJ PORY SIĘ ŚMIEJĘ!!! JA PIER.OLE!!! NA SERIO!!! (i nie jakoś ironicznie to piszę, i też nie po to, żeby Cię jakoś urazić)



>>>>albo życie w kosmosie - czy może powstać?
>>>Jesteśmy tego dowodem.
>>Może jakiś link?
>Po co Ci link? Nie wystarczy Ci, że jesteś w kosmosie?

To można być przekonanym o życiu w kosmosie, choć nie ma dowodu, a nie można być przekonanym o istnieniu Boga ?

>Twoje istnienie w kosmosie jest zatem dowodem na to, że życie może powstać w kosmosie.

No może jak Bóg je stworzy czyż to nie jest logiczne. Przecież jest niepowtarzalne - no chyba że ktoś już na Ziemi stworzył życie z materii nieożywionej - choć nawet w bajkach o tym się nie mówi.

> Gdyby nie mogło, to by nie powstało i byśmy nie istnieli.

CUD się zdarzył

>>co trzeba zrobić żeby było życie? czy garście piasku i piorun + pierdylion lat?
> BIOGENEZA:
>proces powstawania życia na Ziemi. Teorie tłumaczące pochodzenie życia: samorództwo, kreacjonizm, panspermia i najbardziej prawdopodobna, naukowo niesprzeczna i udowodniona teoria ewolucji. Zgodnie z jej założeniami, na nowo powstałej planecie Ziemi panowały odmienne warunki niż obecnie. Dlatego też było możliwe samoistne powstanie związków organicznych ze związków nieorganicznych, a z nich struktur prakomórkowych, następnie komórek Procaryota, a w drodze endosymbiozy komórek Eucaryota. Na powstanie pierwszych organizmów potrzeba było około 1 miliarda lat.

Może tak może nie - dowodu na to nie ma, ba jeżeli to takie proste to chyba byśmy jakieś ślady dostrzegli gdzieś w kosmosie. Coś mi tu bajerujesz

>Obecnie najpowszechniejsza jest teoria biogenezy sformułowana przez A. I. Oparina, zgodnie z którą po skropleniu atmosfery powstały ciepłe praoceany, gdzie z prostych związków organicznych powstały białka. Z nich na drodze przemian chemicznych utworzyły się białka autokatalityczne i kwasy nukleinowe, a w końcu pierwsze organizmy.


A obecnie najpowszechniejsze przekonanie wśród ludzi jest takie że Bóg istnieje .

>>Nie można zweryfikować jak powstało życie to co nie istniejemy?
>Weryfikacja tego "jak" coś powstawało jest zupełnie inną kwestią od weryfikacji, czy to "coś" aktualnie istnieje.
>Fakt, że istniejesz jest sprawdzalny bardzo łatwo: sam fakt że o tym myślisz to potwierdza.

No tak ale czy stworzył nas bóg czy powstaliśmy z niczego to jest istotą zagadnienia.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
04-07-2012 15:25 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Po co Ci link? Nie wystarczy Ci, że jesteś w kosmosie?
>To można być przekonanym o życiu w kosmosie, choć nie ma dowodu,
Jak to nie ma dowodu? Widzisz świat dookoła Ciebie i gwiazdy na niebie, czy nie? Jesteś żywym człowiekiem czy nie?
To tylko należało dowieść, by wykazać, że istnieje życie w kosmosie.
>a nie można być przekonanym o istnieniu Boga ?
Nie można być przekonanym o istnieniu Boga dlatego, że człowiek za pomocą swych zmysłów jest w stanie badać i weryfikować tylko przyrodę i jedynie w swym umyśle tworzy różne idee, których w przyrodzie nie napotkał.
>>Twoje istnienie w kosmosie jest zatem dowodem na to, że życie może powstać w kosmosie.
>No może jak Bóg je stworzy czyż to nie jest logiczne.
Nie jest to nielogiczne, ale nie jest poparte weryfikacją empiryczną. Jest czysto ideowe, a zatem wymyślone.
>Przecież jest niepowtarzalne - no chyba że ktoś już na Ziemi stworzył życie z materii nieożywionej - choć nawet w bajkach o tym się nie mówi.
Fakt, że do tej pory nie zaobserwowano powtórzenia akurat tego zjawiska nie świadczy o tym, że tak się właśnie na ziemi nie stało. Wręcz przeciwnie - całość coraz to nowych, szczegółowych dowodów przedstawianych przez nauki przyrodnicze potwierdza teorię ewolucji. Natomiast teorii inteligentnego Boga nic nie potwierdza, poza historiami opowiadabymi przez innych ludzi i rzadkimi doświadczeniami religijnymi będącymi zjawiskami umysłowymi - psychologicznymi.
Ty byś od razu chciał się zabawić we Frankensteina. Powoli, coraz bliżej już realizacji tego pomysłu.
>> Gdyby nie mogło, to by nie powstało i byśmy nie istnieli.
>CUD się zdarzył
Rozmawialiśmy już niedawno o cudach.
Cud (czyli coś niespotykanego, tak?) - nawet gdyby się wydarzył musi zaistnieć w świecie, który odbieramy zmysłami, czyli musi przybrać formę materialną. Jak już będziemy go mogli ujrzeć albo dotknąc, to nauka natychmiast zabierze się za jego zbadanie. Tym samym przestanie być cudem.
>> BIOGENEZA:
>>proces powstawania życia na Ziemi. Teorie tłumaczące pochodzenie życia: samorództwo, kreacjonizm, panspermia i najbardziej prawdopodobna, naukowo niesprzeczna i udowodniona teoria ewolucji. Zgodnie z jej założeniami, na nowo powstałej planecie Ziemi panowały odmienne warunki niż obecnie. Dlatego też było możliwe samoistne powstanie związków organicznych ze związków nieorganicznych, a z nich struktur prakomórkowych, następnie komórek Procaryota, a w drodze endosymbiozy komórek Eucaryota. Na powstanie pierwszych organizmów potrzeba było około 1 miliarda lat.

>Może tak może nie - dowodu na to nie ma, ba jeżeli to takie proste to chyba byśmy jakieś ślady dostrzegli gdzieś w kosmosie. Coś mi tu bajerujesz.
Obserwacja przyrody, w tym np. w szczególności wykopaliska oraz obserwacje astronomiczne (powstawanie galaktyk i planet) potwierdzają w coraz ściślejszy sposób teorię ewolucji, która podlega stałej koroboracji.

>>Obecnie najpowszechniejsza jest teoria biogenezy sformułowana przez A. I. Oparina, zgodnie z którą po skropleniu atmosfery powstały ciepłe praoceany, gdzie z prostych związków organicznych powstały białka. Z nich na drodze przemian chemicznych utworzyły się białka autokatalityczne i kwasy nukleinowe, a w końcu pierwsze organizmy.[/color]
>A obecnie najpowszechniejsze przekonanie wśród ludzi jest takie że Bóg istnieje .
Tak. Idea Boga odpowiada - jak na razie - dość powszechnej psychologicznej potrzebie człowieka polegającej na dostrzeganiu w ogóle zjawisk przyrodniczych celowościowego sensu, a ponadto pozwala uciąć nieskończony regres przyczyn i skutków. Idei tej nie potwierdza jednak doświadczenie empiryczne.
>>Weryfikacja tego "jak" coś powstawało jest zupełnie inną kwestią od weryfikacji, czy to "coś" aktualnie istnieje.
>>Fakt, że istniejesz jest sprawdzalny bardzo łatwo: sam fakt że o tym myślisz to potwierdza.
>No tak ale czy stworzył nas bóg czy powstaliśmy z niczego to jest istotą zagadnienia.
Tego nie wiemy. Nie ma jednak żadnych podstaw, aby przyjmować hipotezę Boga, a przeciwko powstaniu "z niczego" też przemawiają różne hipotezy naukowców, oparte wszak na wiedzy wywiedzionej z doświadczenia.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
04-07-2012 13:55 
 Ocena 1 na 1
Vancalar (1804 punktów)

Cytat:
>>>>albo życie w kosmosie - czy może powstać?
>>>Jesteśmy tego dowodem.
>>Może jakiś link?
>Po co Ci link? Nie wystarczy Ci, że jesteś w kosmosie?
>Twoje istnienie w kosmosie jest zatem dowodem na to, że życie może powstać w kosmosie. Gdyby nie mogło, to by nie powstało i byśmy nie istnieli.


   Ale wcale nie jest dowodem na to, że może powstać SAMOISTNIE.

Cytat:
>>co trzeba zrobić żeby było życie? czy garście piasku i piorun + pierdylion lat?
> BIOGENEZA:
>proces powstawania życia na Ziemi. Teorie tłumaczące pochodzenie życia: samorództwo, kreacjonizm, panspermia i najbardziej prawdopodobna, naukowo niesprzeczna i udowodniona teoria ewolucji.

Cytat:
Zgodnie z jej założeniami, na nowo powstałej planecie Ziemi panowały odmienne warunki niż obecnie.

   Czyli jakie dokładnie ?

Cytat:
Dlatego też było możliwe samoistne powstanie związków organicznych ze związków nieorganicznych

Dlaczego było możliwe, jak przebiegało (Jak można w laboratorium przeprowadzić podobny proces, jak zobaczę, to uwierzę, że tak mogło to przebiegać w przeszłości), jakie związki powstały, z jakich związków nieorganicznych?

Cytat:
a z nich struktur prakomórkowych,

Czyli jakich? O jakiej budowie?

Cytat:
następnie komórek Procaryota, a w drodze endosymbiozy komórek Eucaryota. Na powstanie pierwszych organizmów potrzeba było około 1 miliarda lat.

Dlaczego akurat miliarda?

   Wciąż czytam, że ateista, racjonalista, naturalista ontologiczny opiera się tylko na badaniach empirycznych i na tym, co można zweryfikować, w przeciwieństwie do bajdurzącego fideisty. Więc ja się pytam, czym Twój argument różni się od mojego;

- Ja twierdzę, że nie mam pojęcia jak dokładnie powstało życie ale wierzę, że przyczyniła się do tego jakaś inteligencja, większa od ludzkiej.

-Ty twierdzisz, to samo, z taką różnicą, że wierzysz, że to się stało "samo".
Zaraz, przecież twierdzisz, że WIESZ jak to się stało, nawet tu jakieś cytaty wklejasz, z których wynika, że nie wiadomo kiedy, nie wiadomo w jakich warunkach, nie wiadomo co, połączyło się z nie wiadomo czym w nie wiadomo jaki sposób i powstało życie...
I gdzie tu ta empiria i doświadczenie, gdzie "nauka"

Przepraszam Cię bardzo ale Twój "mit o stworzeniu świata" niczym się nie różni od mojego, oprócz tego, że bezzasadnie twierdzisz, że twój jest "naukowy" a mój to "zabobon" i o tym najprawdopodobniej pisze Konował.

Cytat:
>Weryfikacja tego "jak" coś powstawało jest zupełnie inną kwestią od weryfikacji, czy to "coś" aktualnie istnieje.

Jasne, nie da się w 100% zweryfikować niczego,co wydarzyło się w przeszłości.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.

04-07-2012 14:32 
 Ocena 13 na 13
Meretseger (61860 punktów)

>Cytat:
Zgodnie z jej założeniami, na nowo powstałej planecie Ziemi panowały odmienne warunki niż obecnie.

>   Czyli jakie dokładnie ?
pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Ziemi#Hadeik
>Cytat:
Dlatego też było możliwe samoistne powstanie związków organicznych ze związków nieorganicznych

>Dlaczego było możliwe, jak przebiegało (Jak można w laboratorium przeprowadzić podobny proces, jak zobaczę, to uwierzę, że tak mogło to przebiegać w przeszłości), jakie związki powstały, z jakich związków nieorganicznych?
pl.wikiped(*)Ziemi#Zacz.C4.85tki_.C5.BCycia
>Cytat:
a z nich struktur prakomórkowych,

>Czyli jakich? O jakiej budowie?
pl.wikiped(*)ia_Ziemi#Pierwsza_kom.C3.B3rka
>Cytat:
następnie komórek Procaryota, a w drodze endosymbiozy komórek Eucaryota. Na powstanie pierwszych organizmów potrzeba było około 1 miliarda lat.

>Dlaczego akurat miliarda?
Bo starszych na razie nie znamy. Jak poznamy, to może się okaże, że trzeba było mniej niż miliard lat. Na dzień dzisiejszy jest to 1 miliard.
>Zaraz, przecież twierdzisz, że WIESZ jak to się stało, nawet tu jakieś cytaty wklejasz, z których wynika, że nie wiadomo kiedy, nie wiadomo w jakich warunkach, nie wiadomo co, połączyło się z nie wiadomo czym w nie wiadomo jaki sposób i powstało życie...
Nie rozpędzaj się. Wiadomo. Danych dostarcza nauka - astronomia, geologia, petrografia, paleontologia... Czytać trzeba nie tylko Biblię.
>I gdzie tu ta empiria i doświadczenie, gdzie "nauka"
Jak wyżej.
>Przepraszam Cię bardzo ale Twój "mit o stworzeniu świata" niczym się nie różni od mojego
Oh, really?
>Jasne, nie da się w 100% zweryfikować niczego, co wydarzyło się w przeszłości.
Da się, da. Czytać trzeba. W paru książkach stoi napisane, w jaki sposób weryfikuje się to, co wydarzyło się w przeszłości.
Miłego popołudnia

04-07-2012 15:05 
 Ocena-1 na 3
Vancalar (1804 punktów)

Cytat:
>>   Czyli jakie dokładnie ?
>pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Ziemi#Hadeik
>>[cytat] Dlatego też było możliwe samoistne powstanie związków organicznych ze związków nieorganicznych

>>Dlaczego było możliwe, jak przebiegało (Jak można w laboratorium przeprowadzić podobny proces, jak zobaczę, to uwierzę, że tak mogło to przebiegać w przeszłości), jakie związki powstały, z jakich związków nieorganicznych?
>pl.wikiped(*)Ziemi#Zacz.C4.85tki_.C5.BCycia
>>Cytat:
a z nich struktur prakomórkowych,

>>Czyli jakich? O jakiej budowie?
>pl.wikiped(*)ia_Ziemi#Pierwsza_kom.C3.B3rka
Cytat:
następnie komórek Procaryota, a w drodze endosymbiozy komórek Eucaryota. Na powstanie pierwszych organizmów potrzeba było około 1 miliarda lat.

>>Dlaczego akurat miliarda?
>Bo starszych na razie nie znamy. Jak poznamy, to może się okaże, że trzeba było mniej niż miliard lat. Na dzień dzisiejszy jest to 1 miliard.
>>Zaraz, przecież twierdzisz, że WIESZ jak to się stało, nawet tu jakieś cytaty wklejasz, z których wynika, że nie wiadomo kiedy, nie wiadomo w jakich warunkach, nie wiadomo co, połączyło się z nie wiadomo czym w nie wiadomo jaki sposób i powstało życie...
>Nie rozpędzaj się. Wiadomo. Danych dostarcza nauka - astronomia, geologia, petrografia, paleontologia... Czytać trzeba nie tylko Biblię.
>>I gdzie tu ta empiria i doświadczenie, gdzie "nauka"
>Jak wyżej.
>>Przepraszam Cię bardzo ale Twój "mit o stworzeniu świata" niczym się nie różni od mojego
>Oh, really?

Really. To co mi wkleiłaś, to stek ogólników, mnóstwo "być może", prawdopodobnie, "teoretycznie". A ja chcę wiedzieć, jak może powstać komórka. Mamy tablicę Mendelejewa i co dalej ???
Z linku o "pierwszej komórce":

"Nie wiadomo czy błona komórkowa powstała wcześniej czy później od replikatora (czy też może sama stanowiła jedną z form replikatora). Przeważająca teoria (najpierw replikator, później metabolizm) w tej kwestii mówi, że replikator, najprawdopodobniej w postaci istniejącego już wtedy RNA (patrz hipoteza świata RNA) zdążył już powstać, wraz z mechanizmem samopowielania i być może innymi biomolekułami, ale teorie przeciwne (najpierw metabolizm, później replikator) znajdują także liczne poparcie"

"Nie wiadomo", "teoria", "teorie przeciwne", "Coraz bardziej uzasadnione wydaje się stwierdzenie" , "Aktualny materiał naukowy sugeruje", "ostatni uniwersalny wspólny przodek istniał w początkach archaiku, najprawdopodobniej około 3,5 miliarda lat temu",
"Istnieją naukowcy postulujący teorię, że zamiast pojedynczego organizmu w roli ostatniego uniwersalnego wspólnego przodka wystąpiła populacja organizmów..."

Ty to nazywasz NAUKĄ ? EMPIRIĄ ? DOŚWIADCZENIEM ?? To masa spekulacji których w dodatku nie da się powtórzyć w laboratorium.

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
04-07-2012 15:17 
 Ocena 6 na 6
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Ty to nazywasz NAUKĄ ? EMPIRIĄ ? DOŚWIADCZENIEM ?? To masa spekulacji których w dodatku nie da się powtórzyć w laboratorium.
Da się powtórzyć w laboratorium. Jednak eksperymenty trwające miliard lat są chwilowo poza zasięgiem technologicznych możliwości ludzkości.

Pozdrawiam

Hmm. Tak. Jestem pewien. Chyba jestem pewien. Raczej tak. Hmm.
04-07-2012 15:28 
 0 na 4
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>>Ty to nazywasz NAUKĄ ? EMPIRIĄ ? DOŚWIADCZENIEM ?? To masa spekulacji których w dodatku nie da się powtórzyć w laboratorium.
>Da się powtórzyć w laboratorium. Jednak eksperymenty trwające miliard lat są chwilowo poza zasięgiem technologicznych możliwości ludzkości.
>Pozdrawiam
>
Hmm. Tak. Jestem pewien. Chyba jestem pewien. Raczej tak. Hmm.


Proszę Cię, mi nie chodzi o "miliardy lat" a o pokazanie procesu:

-"Cząsteczka A łączy się z B pod wpływem atmosfery C i przy użyciu katalizatora D, następnie..."

   To, co się wydarzyło w przeszłości jest niemożliwe do "weryfikacji" i wcale tego nie wymagam.
Natomiast od kogoś, kto twierdzi, że posługuje się tylko faktami i tym, co można zweryfikować oczekuję faktów i możliwości przekonania się w laboratorium, że to rzeczywiście fakty.
Nie wspominając już o tym, że skoro opierasz się na empirii i doświadczeniu, to "miliardy lat" to Twój problem, nie mój...

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
04-07-2012 15:53 
 Ocena 8 na 8
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
(...)
>Nie wspominając już o tym, że skoro opierasz się na empirii i doświadczeniu, to "miliardy lat" to Twój problem, nie mój...
Jak Ty sam sobie potrafisz przeczyć. Kiedyś byłeś chyba trochę inny. Aż odechciało mi się rozmawiać.
Ja po latach mam wrażenie, że w porządnej rozmowie obie strony chcą do czegoś dojść, do jakiejś prawdy, do jakiegoś prawdopodobieństwa. A jak ktoś zaczyna się przerzucać "problemami", czyje one, to zaczyna się targ, nie rozmowa. A na targ to ja sobie mogę pójść i tam się potargować.
Dziękuję za krótką wymianę zdań.

Pozdrawiam

Hmm. Tak. Jestem pewien. Chyba jestem pewien. Raczej tak. Hmm.
04-07-2012 18:25 
 Ocena 2 na 4
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Jak Ty sam sobie potrafisz przeczyć. Kiedyś byłeś chyba trochę inny. Aż odechciało mi się rozmawiać.
>Ja po latach mam wrażenie, że w porządnej rozmowie obie strony chcą do czegoś dojść, do jakiejś prawdy, do jakiegoś prawdopodobieństwa. A jak ktoś zaczyna się przerzucać "problemami", czyje one, to zaczyna się targ, nie rozmowa. A na targ to ja sobie mogę pójść i tam się potargować.


   Prawda, masz rację, kiedyś bylem inny, teraz bardzo rzadko tu pisuję właśnie z powodów, które podałeś. Zauważyłem, że nikomu nie zależy na szukaniu wspólnego mianownika i wszyscy siedzą na okopanych pozycjach. "Kiedyś", moja inność była tu tolerowana a nawet szanowana. Miałem inne poglądy i tyle. Teraz Słyszę o "głupocie fideistów", zabobonach itd. Ja też żałuję, że nie możemy sobie jak kiedyś "pogdybać". Może za dużo "nowych" ludzi zarówno z jednej jak i z drugiej strony ? Po prostu uważam, że mówienie o "faktach", i wyśmiewanie kogoś za to, że wierzy w coś innego, kiedy Tobie samemu tych "faktów" brakuje jest niesprawiedliwe.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
04-07-2012 22:02 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Nie wyśmiewam się z Ciebie. Czytam dużo postów z racji tego, że jestem moderatorem. Mniej może przez to piszę, bo odczuwam efekt "zmęczenia materiału". Ale jak przeczytam coś związanego z nauką, gdzie ktoś się zapędził to zwykle odpisuje.
Piszesz, że masz też efekty "zbyt częstych dyskusji", które nawarstwiły Ci się i zmieniły Twój styl dyskutowania. Nie potrafię na to nic poradzić. Sam staram się kontrolować w dyskusjach, co nie zawsze wychodzi (miałem dyskusję w wątku o Ukrainie, gdzie podobno byłem zbyt ostry).
Chyba tyle.

Pozdrawiam

Hmm. Tak. Jestem pewien. Chyba jestem pewien. Raczej tak. Hmm.
05-07-2012 00:18 
 Ocena 3 na 3
Vancalar (1804 punktów)

Cytat:
>Piszesz, że masz też efekty "zbyt częstych dyskusji", które nawarstwiły Ci się i zmieniły Twój styl dyskutowania. Nie potrafię na to nic poradzić. Sam staram się kontrolować w dyskusjach, co nie zawsze wychodzi (miałem dyskusję w wątku o Ukrainie, gdzie podobno byłem zbyt ostry).
>Chyba tyle.
>Pozdrawiam


   Widzisz, czasem mnie "ponosi". Wbrew sobie przestaję być chrześcijaninem, usiłując "udowodnić swoją rację". Powinienem zwyczajnie "nadstawiać drugi policzek" a nie potrafię.
Szczerze? Mocno mnie "ruszyło" to co napisałeś. Przyznaję, ten wpis był dość ironiczny i złośliwy. Uważam, że "Wasze" oceny są często niesprawiedliwe, stąd bunt. Może zwyczajnie się starzeję ??? ( )
Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
05-07-2012 09:23 
 Ocena 5 na 5
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>   Widzisz, czasem mnie "ponosi". Wbrew sobie przestaję być chrześcijaninem, usiłując "udowodnić swoją rację". Powinienem zwyczajnie "nadstawiać drugi policzek" a nie potrafię.
Nie wiem, czy powinieneś nadstawiać drugi policzek. W końcu to dyskusja nie bitwa. Pytanie, czy można walczyć w ramach tematu. Czy da się? Może w pewnym momencie się nie da. A wtedy jest wybór - iść na wymianę ciosów lub zatrzymać się i zaczynać od nowa (często z zarzutami od przeciwnika, że się uciekło).

>Szczerze? Mocno mnie "ruszyło" to co napisałeś.
Dzięki. To znaczy, że ludzie nawiązują pewną nić porozumienia nawet przez pisanie na forum.

>Uważam, że "Wasze" oceny są często niesprawiedliwe, stąd bunt.
Widocznie "My" też mamy swój bunt (który ustawia na wstępie dyskusje w wojnę).

Pozdrawiam

Hmm. Tak. Jestem pewien. Chyba jestem pewien. Raczej tak. Hmm.
05-07-2012 12:12 
 Ocena 6 na 8
Artur@R (7115 punktów)
>Wbrew sobie...<
Czyżby emanacja "chrześcijańskiego dualizmu" - "ja" to moja dusza, sumienie, a to drugie to upodlające nas ciało, nasze wiezienie i one ze sobą gadają, a najczęściej walczą?
To jest problem - a nie "My" - forumowicze Racjonalista.pl

>...usiłując "udowodnić swoją rację".<
Rację ma każdy tyle, że racja nie każdego jest prawdziwa.
Racja tym jest prawdziwsza, im bliższa jest rzeczywistości i ją odzwierciedla, a im bliższa rzeczywistości tym coraz mniej jest "swoja, twoja, nasza, ich".
A "wehikułem", który niesie racje ku rzeczywistości - jest argument, a nie ograniczone specyficzną mentalnoscią (patrz niżej) "pseudoracjonalne wyznanie wiary" .
Najlepsze "wehikuły" buduje metodologia naukowa.

>...przestaję być chrześcijaninem<
Nie oszukuj się - nie przestajesz, tylko raczej zaklinasz rzeczywistość - nie radząc sobie z hipokryzją nakazów /zakazów/pouczeń własnej (chrześcijańskiej) religii.
To jest problem - a nie "My" - forumowicze Racjonalista.pl

>Powinienem zwyczajnie "nadstawiać drugi policzek" a nie potrafię.<
I ten konflikt przede wszytkim należy sobie rozwiazać.
To jest problem - a nie "My" - forumowicze Racjonalista.pl

>Uważam, że "Wasze"...<
Dla zasady, bo cudzysłowie niewiele zmienia - tutaj każdy wypowiada się na własny rachunek.
Dokładnie tak jak sam deklarujesz -"Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię"
Czemu przykładasz inna miarę do piszących tu osób? Szukasz "zbiorowych wrógów"? Projekcja psychologiczna wbrew deklaracji?

>....oceny są często niesprawiedliwe, stąd bunt.<
Z "poczuciem sprawiedliwości" jest tak samo jak z" racją" i dupą - każdy ma swoje.
Twoje uogólniające wrażenia i odczucia może są istotne dla ciebie (może i bolesne), ale w dyskusje niewiele wnoszą , a "zabierając głos" na Forum należy się liczyć z oceną wypowiedzi i prezentowanych pogladów - często krytyczną, miażdżącą, sarkastyczną - przez innych Forumowiczów.
To jest cena, która się płaci za pragnienie wiedzy i rozumienia otaczającego nas świata.

>Może zwyczajnie się starzeję ??? <
Skąd to "może"? Ten proces jest oczywistością .
Starzejesz się (nic w tym peioratywnego) ale....czy "dojrzewasz"?
Oto jest pytanie.

Dimidium facti, qui bene coepit, habet, sapere aude, incipe

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
06-07-2012 00:11 
 Ocena 12 na 12
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Starzejesz się (nic w tym peioratywnego) ale....czy "dojrzewasz"?
>Oto jest pytanie.

No właśnie. Siedzi kolega Vancalar trzy lata bodajże na forum, i co? I nic. Ale on sobie lubił tu pogdybać i szukać wspólnego mianownika . Zdaje się, że ktoś go tutaj zwyczajnie skrzywdził i Racjonalistę.pl zamienił w Strefę Tajemnic. Kolega Vancalar ubolewa, że nauka nie posiada odpowiedzi na kilka kluczowych pytań, więc jest wierzący, bo wiara odpowiedzi "ma". Przygłupie, ale ma. Kolega Vancalar potrzebuje już, tu i teraz, całościowego obrazu rzeczywistości. Ta lipna nauka mu go nie daje. Religia daje. Obraz przygłupi, ale jest. Problemem kolegi Vancalara jest niecierpliwość, więc, spiesząc się z odpowiedziami na wszystko, wybiera Boga zapchajdziurę. Wsadzi go sobie na początek życia, może też wrąbać go na początek wszechświata, a jak będzie trzeba to zainstaluje go przed COŚ, kiedy było jeszcze NIC. Jak zrobi się kiedyś wyrafinowany, to zrobi jak ksiądz Heller i zapchajdziurę ograniczy do twórcy praw fizyki. Bo manipulowanie wewnątrz świata już mało wyrafinowane i nieciekawe będzie. "Pierwotna zupa" jest dla kolegi Vancalara naiwna. Ale rach ciach ciach, niech się stanie Pana Bozi - już ani trochę. To bardzo poważna sprawa ten kreacjonizm. Żeby chociaż jacyś zielono-fioletowi kosmici, ale nie.

Koledze Vancalrowi wygląda wiele, jeśli nie wszystko, na zaprojektowane. Np. fotosynteza. Człowiek zapewne też zaprojektowany jest. Z dupiatymi zębami, z wyrostkiem robaczkowym, sutkami u facetów i znakomitym kanałem rodnym u pań, że na tym zakończę. Wszechmogący patałach jest Bogiem kolegi Vancalara. Się postarał Superumysł. Naukowy mit o stworzeniu świata niczym nie różni się od mitu Vancalara (wg niego samego), a że wszystko wygląda mu na zaprojektowane (miażdżący argument, przed którym najtęższe umysły naukowe powinny natychmiast klęknąć), to kolega Vancalar macha na wszystkie strony brzytwą. Ockhama, oczywiście. Bo MU wygląda na zaprojektowane. Mmmmuuuuuu, chciałoby się ryknąć.

P.S. No to teraz szukamy wspólnego mianownika. Pogdybajmy bracia i siostry.
06-07-2012 09:08 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
Świetnie napisane....smaczniutkie !
dla "Ciemnej Strony"

PS.
Czy mogę skopiować i cytować w ...potrzebie? Pleeeeeease .

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
06-07-2012 10:35 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Noooo, dopiero po odpowiedniej wpłacie na konto. a zresztą... bierzcie i (k)pijcie z tego wszyscy.

Próbuję z tej, trochę prześmiewczej strony do Vancalara, bo to porażka edukacyjna racjonalisty jest. Ile czasu ludzie mogą mu pisać to samo? Ale, jak znam życie, to stanie tylko na tym, że poczuje się urażony i dalej nie załapie, jak działa nauka i dlaczego jest to racjonalne.
06-07-2012 12:27 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
> a zresztą... bierzcie i (k)pijcie z tego wszyscy.<
Niech Ci Bozon z Higgsem wszelakim spełnieniem wynagrodzi

> bo to porażka edukacyjna racjonalisty jest.<
Jeśli nawet w jakimś sensie "porażka" - to więcej takich - gdy takie dobre teksty się rodzą.
I choć z wiarą nie ma dyskusji...a i czasu szkoda (cyt.za Panem Andrzejem Bogusławskim) to w imię edukacji, rozwoju...wyższych wartości (nie chce popaść w wiecowy ton) czasami bagatelizować trzeba drugi trzon tej (skądinąd słusznej) myśli.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
06-07-2012 13:45 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
>Noooo, dopiero po odpowiedniej wpłacie na konto. a zresztą... bierzcie i (k)pijcie z tego wszyscy.

No właśnie - brak argumentów zamienia się w kpiny. Nauka dziurawa jak sito z wieloma wyjaśnieniami, no ale ci po drugiej stronie to piecież ciemnogród to z definicji nie mogą mieć racji. Gratuluję samopoczucia.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
06-07-2012 15:55 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Noooo, dopiero po odpowiedniej wpłacie na konto. a zresztą... bierzcie i (k)pijcie z tego wszyscy.
>No właśnie - brak argumentów zamienia się w kpiny.
Argument (w retoryce) - stwierdzenie mające uzasadnić pewną tezę.
Retoryka - krasomówstwo, sztuka wymowy, umiejętność dobrego i rzetelnego przekonywania słuchaczy, czyli przekazywania treści perswazyjnych.
Argument (w filozofii) - zdanie uzasadniają tezę.
Teza - zdanie, założenie, twierdzenie języka, które jest zawsze prawdziwe niezależnie od wstawień w nim dokonanych.
Wiara religijna - pogląd, który - przy obecnym stanie wiedzy naukowej - nie znajduje jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości. W religioznawstwie polega przede wszystkim na przyjęciu istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. Świadoma decyzja przyjęcia takiej wiary nazywa się aktem wiary. W epistemologii wiara to "uznawanie za prawdziwe nieuzasadnionego twierdzenia". Zarówno uzasadnienie jak i jego brak nie implikują prawdziwości lub fałszywości treści wiary (zob. problem uzasadnienia).[...]
Święty Tomasz przedstawia wiarę jako przyrodzony stan umysłu, polegający na pewności prawd nie z racji dowodów rozumowych, ale przez przyjęcie świadectwa autorytetu, wynikająca z zaufania (wiarą chrześcijańska, czyli zaufanie do Kościoła jest nadto łaską oraz cnotą teologiczną).

pl.wikipedia.org/wiki/Nauka
pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_naukowa
pl.wikipedia.org/wiki/Hipoteza
pl.wikipedia.org/wiki/Ciężar_dowodu
pl.wikipedia.org/wiki/Pseudonauka
Zdecydowanie należy Pan do tych osób, do których żadna argumentacja nie trafia. Nawet najprostsze i najjaśniej wyrażone argumenty sprzeczne z Pana dogmatyczną wiarą spływają po Panu jak woda po kaczce. Ma Pan tu kilku ideowych przyjaciół i pod tym względem jesteście dokładnie tacy sami. Nasze forum czyta sporo osób, do których staramy się intelektualnie dotrzeć. Dlatego zastosowana wobec Was:
Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. [...] Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba. Jest dosyć skuteczną argumentacją dla wszystkich poszukujących samodzielnych odpowiedzi.

>Nauka dziurawa jak sito z wieloma wyjaśnieniami,
www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf

>no ale ci po drugiej stronie to piecież ciemnogród
Dokładnie się z Panem zgadzam, ale uważam to za ogromną kompromitację człowieczeństwa. To żenada mieć umysł tak ściśle zamknięty na samodzielne myślenie.
Jak można opierać się na bzdurach wymyślonych przed tysiącami lat? Jak można opierać się na nieweryfikowalnych dogmatach niedouczonych kapłanów? Jak można tak nisko oceniać samego siebie i własne myślenie?
Mnie to trudno zrozumieć, ale można.
Można nawet być religianckim kołtunem w Europie XXI wieku.



Plica polonica - kołtun polski
pl.wikipedia.org/wiki/Kołtun

>to z definicji nie mogą mieć racji.
Tylko na bzdury i epitety Was stać.
Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. [...]
Może być Pan Wackiem bez podstawowego wykształcenia, gdy Pan ma takie argumenty, to przyjmiemy je bez sprzeciwu.

Racjonalizm jest raczej bliższy sceptycyzmowi - odrzucając wszelkie dogmaty ideologiczne, oprócz wiary w potęgę nieskrępowanego, logicznego myślenia oraz możliwości rozumnego poznawania świata. [...]
Racjonalista przyjmuje pewne paradygmaty stanowiące podstawy nauk przyrodniczych i nauk ścisłych oraz niektórych nauk humanistycznych związanych z człowiekiem i społeczeństwem, lecz o ile te paradygmaty nie są uzasadnione z punktu widzenia zupełnego i skrajnego sceptycyzmu, o tyle mają pewne uzasadnienie empiryczne - są zasadne przy pewnych podstawowych metafizycznych założeniach materializmu takich jak założenie o istnieniu rzeczywistego materialnego świata kierującego się możliwymi do zbadania zasadami. Jednak wobec paradygmatów racjonalista nie jest bezkrytyczny i nie uznaje ich w sposób dogmatyczny, gdyż stanowią one podstawę wielu nauk, ale mogą ulec weryfikacji i zmianom.

Światopogląd racjonalistyczny, w przeciwieństwie do filozoficznego racjonalizmu, za główne kryterium i źródło poznania świata stawia metodologię naukową, rozum i zmysły (doświadczenia empiryczne).

Racjonalizm ostro sprzeciwia się akceptowaniu pseudonauki, a także paranauki oraz wszelkim dogmatom ustanawianym bez potwierdzenia (naukowego lub empirycznego). Nie uznaje także pozbawionego wątpliwości i bezkrytycznego akceptowania autorytetów.

W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. [...] Dlatego racjonaliści najbardziej sobie cenią dobrze sprawdzone informacje i teorie naukowe (na przykład potwierdzone przez wielu niezależnych badaczy), a odrzucają te niesprawdzone lub negatywnie zweryfikowane. Odrzucenie polega tu - w przypadku niesprawdzonych lub słabo sprawdzonych hipotez - nie na negacji, lecz na braku zaufania do takiego poglądu, nie przyjmowaniu go.


>Gratuluję samopoczucia.
Dziękuje.


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie
.
06-07-2012 23:57 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Panie Andrzeju, podziwiam Pana za tą niezwykłą wytrwałość.
07-07-2012 09:38 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju, podziwiam Pana za tą niezwykłą wytrwałość.
Dziękuje!
Jest na naszym forum - co najmniej - kilkadziesiąt osób, dla których warto pisać.
Mam też teraz trochę więcej wolnego czasu, niż przeciętny inteligent, a przygotowanie merytorycznych wypowiedzi podtrzymuje sprawność intelektualną i poprawia pamięć.
Więc warto.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
06-07-2012 23:54 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>No właśnie - brak argumentów zamienia się w kpiny. Nauka dziurawa jak sito z wieloma wyjaśnieniami, no ale ci po drugiej stronie to piecież ciemnogród to z definicji nie mogą mieć racji. Gratuluję samopoczucia.

Z powodu tych nikczemnych dziur, udam się zatem do jaśnieoświeconego pana księdza. Spytam pana księdza, on mi prawdę powie, spytam pana księdza, on mi wskaże drogę. Co mi jakiś debil, np. z CERN-u, będzie pieprzył na 99% o jakimś bozonie, kiedy każdy ksiądz ma zajebistego, prosto od Stwórcy Wszechrzeczy pochodzącego gotowca, odpowiadającego na wszystkie, istotne pytania. Każdy ksiądz ma Prawdę, a pajace z CERN-u tylko ledwo co dychające cząstki. I będą się w tym, nie wiedzieć po co, babrać BÓG wie ile, kiedy prawdziwa Prawda i Racjonalizm są na wyciągnięcie ręki. Czyli w kościele i w Biblii. To jest ten prawdziwy racjonalizm, a nie ten popaprany, od-naukowy, czyli dziurawy. Naukowe, jajodziurawogłowe głupki. Nareszcie zostanę zwolniony z myślenia, bo wszystko co najważniejsze, będzie już jasne. Teraz pozostaje już tylko ustawić miłosny radar na Bozię, bo czas ucieka a wieczność szczeka.

P.S. Ta brama-ryba była już w tym roku? Bo bym się kulnął.
07-07-2012 10:54 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
> To jest ten prawdziwy racjonalizm, a nie ten popaprany, od-naukowy, czyli dziurawy.<
CERN - Dziurawy, odżywczy, przepyszny, aromatyczny ser szwajcarski z okolic Genewy )

>P.S. Ta brama-ryba była już w tym roku? Bo bym się kulnął.<
Była na początku czerwca... chyba.
Kulniesz się za rok - jako "boska cząstka"

Pozdrawiam

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
07-07-2012 12:05 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Boję się, że do tego czasu, ten nagły entuzjazm mi przejdzie. Dramat, normalnie.
05-07-2012 15:01 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Prawda, masz rację, kiedyś bylem inny,
Gratulacje. Człowiek powinien przez całe życie się uczyć i rozwijać intelektualnie.

>Zauważyłem, że nikomu nie zależy na szukaniu wspólnego mianownika i wszyscy siedzą na okopanych pozycjach.
Wspólnego mianownika do czego. Zgodzimy się, że aborcje na żądanie będą tylko w piątki wykonywane, albo tylko na "Dwójcę" z "Trójcy"? Żyjemy w jednym kraju i możemy szukać wspólnego mianownika codziennego życia, a takim jest np. państwo świeckie i brak nachalnej fideistycznej indoktrynacji w organizacjach państwowych, do których m.in. należy większość szkolnictwa, publiczna telewizja i urzędy, z sejmem na czele.
Tak jak nie umówię się z Panem na półinteligencję, tak Pan ze mną się nie umówi na ograniczonego (choćby tylko do materii) Boga.

>"Kiedyś", moja inność była tu tolerowana a nawet szanowana.
Możliwe, ale ja w intelektualnych dysputach jestem przeciwko szanowaniu ludzi wymagających specjalnej troski. Albo mam merytoryczne argumenty, które przedstawiam pod publiczny osąd, albo siedzę cicho i modlę się, aby mi Bozia takie argumenty podrzuciła.

>Miałem inne poglądy i tyle.
Krótko Pana znam, ale w tym co Pan tu wypisuje, nie zmienił Pan swoich poglądów nawet odrobinę.

>Teraz Słyszę o "głupocie fideistów", zabobonach itd.
Śmiało może Pan też pisać o głupocie racjonalistów, ateistów, naturalistów i o naszych zabobonach.
Nikt nas nie może skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami.

>Ja też żałuję, że nie możemy sobie jak kiedyś "pogdybać".
Tak, mniemanologia stosowana, to wspaniała intelektualna zabawa, ale ja wolałbym ponownie całego Lema przeczytać. Ile tam wspaniałych inspiracji.

>Może za dużo "nowych" ludzi zarówno z jednej jak i z drugiej strony?
Pan zarejestrował się na naszym forum 2009-01-13, a np. ja 2006-09-14.

>Po prostu uważam, że mówienie o "faktach",
Pan mówi o faktach?
Fakt w rozumieniu potocznym jest to wydarzenie, które miało miejsce w określonym miejscu i czasie. W tym sensie faktem nie może być zdarzenie, które nie miało jeszcze miejsca, można jednak mówić o przewidywaniu przyszłych faktów - czyli zdarzeń które najprawdopodobniej się wydarzą. Zdarzenia te jednak stają się faktami dopiero wtedy, gdy się już wydarzą.

W sensie filozoficznym fakt jest to zaistniały stan rzeczy. Fakty to elementy składowe świata rzeczywistego. W dyskursie językowym faktom zachodzącym w świecie odpowiadają zdania syntetyczne prawdziwe. Zdaniom syntetycznym fałszywym nie odpowiadają fakty w rzeczywistości. Takie zdania opisują niezaistniałe stany rzeczy.

A gdzie i kiedy?

>i wyśmiewanie kogoś za to, że wierzy w coś innego,
Proszę Szanownego Pana, na podstawie wszystkich przeczytanych lektur i wieloletniego doświadczenia życiowego, mam mocno ugruntowany pogląd, że każda wiara ogranicza nas intelektualnie i moralnie, a im jest głębsza to tym bardziej.
Trudno jest precyzyjnie oddzielać ludzi od ich poziomu intelektualnego i poglądów, ale np. ja mam bardzo duży szacunek dla ludzi i jestem wprost przewrażliwiony na głupotę. Szczególnie w tą wynikającą z wiary.
Wyśmiewam głupotę, a nie ludzi, tylko co ja biedny mogę zrobić, gdy ktoś tak bardzo z własną głupotą się utożsamia.
Czynię to zresztą zgodnie z linią portalu:
Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski). Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba.

>kiedy Tobie samemu tych "faktów" brakuje jest niesprawiedliwe.
Właśnie o tym zawsze można porozmawiać, ale zauważyłem, iż to fideistom - nawet tym najbardziej wykształconym brakuje racjonalnych argumentów, że faktach już nie wspomnę. Jest tu zasadniczy problem racjonalizm pozwala na przyjęcie tylko tych spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. Wierzenia są przedmiotem badań religioznawczych, ale nie nauk przyrodniczych. No chyba, że mówimy o psychiatrii.

Pozdrawiam

@@@
.
05-07-2012 16:08 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ło Boze!
Przed chwilą przeczytałem: www.racjonalista.pl/kk.php/s,8171, choć wiadomość już wczorajsza.
-------------------------------
>Proszę Cię, mi nie chodzi o "miliardy lat" a o pokazanie procesu:
>-"Cząsteczka A łączy się z B pod wpływem atmosfery C i przy użyciu katalizatora D, następnie..."
>   To, co się wydarzyło w przeszłości jest niemożliwe do "weryfikacji" i wcale tego nie wymagam.
>Natomiast od kogoś, kto twierdzi, że posługuje się tylko faktami i tym, co można zweryfikować oczekuję faktów i możliwości przekonania się w laboratorium, że to rzeczywiście fakty.
>Nie wspominając już o tym, że skoro opierasz się na empirii i doświadczeniu, to "miliardy lat" to Twój problem, nie mój...
A może warto porównać co mówią Święte Księgi, a co nauka.
www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=210

Pozdrawiam.

PS.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,356812#w358594
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,344734#w346724

Miłego dnia.

@@@
.
05-07-2012 20:02 
 Ocena 5 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>Ło Boze!<

Panie Andrzeju, raczej Ło Bozonie! albo Ło Higgsie!

Pozdrawiam


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
06-07-2012 07:15 
 Ocena 12 na 12
Meretseger (61860 punktów)

>Ty to nazywasz NAUKĄ ? EMPIRIĄ ? DOŚWIADCZENIEM ?? To masa spekulacji których w dodatku nie da się powtórzyć w laboratorium.
Da się, da. Niektóre są powtarzane.
Są rzeczy, o których jeszcze na pewno nic nie wiemy, możemy je za to modelować, a potem laboratoryjnie sprawdzać. Jak się potwierdzi, to się przyjmie, a jak nie, to wyrzuci i poszuka czegoś lepszego. Na tym polega nauka. A jak chcesz sprawdzić Boga czy tam jakąś inną "wyższą inteligencję"? Nie przyjmujesz do wiadomości naukowych ustaleń czy choćby falsyfikowalnych teorii, bo "nie wiadomo", bo "może", bo "prawdopodobnie". Ale nieprawdopodobnego i niefalsyfikowalnego Boga łykasz bez mrugnięcia okiem. Eeeee...
Miłego upalnego dnia
06-07-2012 09:50 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>Nie przyjmujesz do wiadomości naukowych ustaleń czy choćby falsyfikowalnych teorii, bo "nie wiadomo", bo "może", bo "prawdopodobnie". Ale nieprawdopodobnego i niefalsyfikowalnego Boga łykasz bez mrugnięcia okiem. Eeeee... <

Miej na uwadze, Meretseger, że cudacznych stworków dotykasz - te stworki to Boboki.
Boć Boleśnie Bojaźliwymi Bon(ą)kami Boboki są i nawet BOgini ciężko to zmienić.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
09-07-2012 21:11 
 Ocena 7 na 7
Ignorancja (4718 punktów)
>Really. To co mi wkleiłaś, to stek ogólników, mnóstwo "być może", prawdopodobnie, "teoretycznie". A ja chcę wiedzieć, jak może powstać komórka. Mamy tablicę Mendelejewa i co dalej ???

Widzisz Vancalar ty nie dostrzegasz niuansu pomiedzy prawdopodobne wysnute na bazie calkiem empirycznych postrzezen, a prawdopodobne wysnute na bazie calkiem fantastycznych postrzezen, wzietych sobie ku swemu zadowoleniu z sufitu.
Jak juz przerobisz ten stopien trudnosci to wdety wroc jako rzetelny dyskutant. Poki co wpisujesz sie swoimi postami doskonale w schemat zwolennikow ID, ktorzy sami nie majac nic do zaproponowania jedynej deski ratunku sie czepiaja, wytykajac rzekome nauki niedoprecyzowania.
Dlaczego rzekome? Bo czepiasz sie li tylko interpretacji pewnych empirycznych faktow, ktore sila rzeczy w sporym obszarze jeszcze Z PODKRESLENIEM JESZCZE nie sa w stanie wyjasnic wszystkiego.Tu upatrujesz ewentualnego pola do rozwiniecia, a taktycznie pomijasz ile juz nauka wyjasnila na niekorzysc boskiego kreatora.

>Z linku o "pierwszej komórce":
>"Nie wiadomo czy błona komórkowa powstała wcześniej czy później od replikatora (czy też może sama stanowiła jedną z form replikatora). Przeważająca teoria (najpierw replikator, później metabolizm) w tej kwestii mówi, że replikator, najprawdopodobniej w postaci istniejącego już wtedy RNA (patrz hipoteza świata RNA) zdążył już powstać, wraz z mechanizmem samopowielania i być może innymi biomolekułami, ale teorie przeciwne (najpierw metabolizm, później replikator) znajdują także liczne poparcie"
>"Nie wiadomo", "teoria", "teorie przeciwne", "Coraz bardziej uzasadnione wydaje się stwierdzenie" , "Aktualny materiał naukowy sugeruje", "ostatni uniwersalny wspólny przodek istniał w początkach archaiku, najprawdopodobniej około 3,5 miliarda lat temu",
>"Istnieją naukowcy postulujący teorię, że zamiast pojedynczego organizmu w roli ostatniego uniwersalnego wspólnego przodka wystąpiła populacja organizmów..."
>Ty to nazywasz NAUKĄ ? EMPIRIĄ ? DOŚWIADCZENIEM ?? To masa spekulacji których w dodatku nie da się powtórzyć w laboratorium.
>Pozdrawiam

No i co oprocz pozdrowien masz do zaproponowania? Coc co nie wyjasnia niczego, ani tego skad sie wzielo, ani tego jak zrobilo, ze cos sie wzielo. Pomijajac zalosne spekulacje o wyciaganiu kroliczka z kapelusza.

Ale w jednym sie mylisz. Choc wiele jeszcze sie nie udalo powtorzyc na dzien dzisiejszy w laboratorium to gdybys sie tak pojawil lat temu z 60 to spiewal bys inaczej i gdybys te spiewy porownal z dzisiejszym stanem wiedzy (ot chocby
dotyczace powstania aminokwasow ze zwiazkow nieorganicznych) to bys sie zatchnal kochanienki na ament.
Przed doswiadczeniem Millera i Urey´a tobie podobni twierdzili, ze tego nie ma i byc nie moze.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
04-07-2012 15:20 
 Ocena 1 na 3
Konowal (6291 punktów)

>>Jasne, nie da się w 100% zweryfikować niczego, co wydarzyło się w przeszłości.
>Da się, da. Czytać trzeba. W paru książkach stoi napisane, w jaki sposób weryfikuje się to, co wydarzyło się w przeszłości.
Oh, really?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
04-07-2012 17:57 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Cytat:
następnie komórek Procaryota, a w drodze endosymbiozy komórek Eucaryota. Na powstanie pierwszych organizmów potrzeba było około 1 miliarda lat.

>>Dlaczego akurat miliarda?
>Bo starszych na razie nie znamy. Jak poznamy, to może się okaże, że trzeba było mniej niż miliard lat. Na dzień dzisiejszy jest to 1 miliard.
W rzeczy samej wiemy, że nie trwało to aż tak długo. Skorupa zastygała do ok. 3.700 milionów lat temu, a organizmy żywe pojawiły się już ok. 3.500 milionów lat temu, czyli powstanie życia zajęło mniej niż 200 milionów.
www.google(*) prokaryotic cells&f=false

Malutko? To i tak ogromnie niepojęty czas, w naszej skali życia.
04-07-2012 22:29 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
Drogi Vancalarze,
Ostatnio rozmawialiśmy na bardzo zbliżony - w zasadzie ten sam - temat w kwietniu. Nie odpowiedziałeś wówczas na moje dwa następujące wpisy:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,492110#w496042
www.racjonalista.pl/forum.php/s,492110#w496060
Proponuję, abyś najpierw w miarę możliwości szczegółowo na nie odpowiedział (dużo czasu zajęło mi zarówno ich napisanie, jak i odszukanie) i jeżeli pozostaną w tych kwestiach między nami wątpliwości, to wówczas zobaczymy, czy warto kontynuować rozmowę.

Tutaj przeformułuję tylko jedno zasadnicze pytanie:
Dlaczego jesteś sceptyczny wobec weryfikowalnej empirycznie nauki, a nie jesteś sceptyczny wobec opartej na wierze religii?

Uczeni bardzo dobrze zdają sobie sprawę z ewentualnych luk w dowodzeniu ich hipotez i sami nas o nich informują. Tak więc Twoje wskazywanie na te luki nie jest żadnym argumentem, ponieważ to właśnie nauka na nie wskazuje.

Tymczasem religie głoszą jedynie słuszne, absolutne prawdy, które są oparte na dogmatach.

A Ty nauce nie wierzysz (i słusznie - sprawdź jej hipotezy sam!), a religii wierzysz.

Dlaczego?
Pozdrawiam


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
04-07-2012 23:49 
 Ocena 3 na 3
Vancalar (1804 punktów)
>Drogi Vancalarze,
Cytat:
>Ostatnio rozmawialiśmy na bardzo zbliżony - w zasadzie ten sam - temat w kwietniu. Nie odpowiedziałeś wówczas na moje dwa następujące wpisy:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,492110#w496042
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,492110#w496060
>Proponuję, abyś najpierw w miarę możliwości szczegółowo na nie odpowiedział (dużo czasu zajęło mi zarówno ich napisanie, jak i odszukanie) i jeżeli pozostaną w tych kwestiach między nami wątpliwości, to wówczas zobaczymy, czy warto kontynuować rozmowę.


   Zdaje się, że już nie mogę na nie odpowiedzieć ( jest tylko opcja oceń) ale powiem Ci, dlaczego nie odpowiedziałem wtedy...

Cytat:
>Ale ani Ty ani ja na pewno tego nie wiemy.
Dokładnie tak. Chyba, że ktoś wie, że to jest Jezus Chrystus - on to wtedy wie.


Cytat:
>Czy moja myśl, pragnienia, wolna wola to tylko wynik ruchu atomów w moim mózgu, czy coś więcej?
Bada to kognitywistyka, jednak trudno przyjmować, że to "więcej" nazywa się Jezus Chrystus, mieszka w niebie i siedzi dokladnie po prawej, a nie po lewej stronie swego ojca.


   To tylko próbka... Uznałem wtedy, że tego rodzaju "argumenty" są poniżej pasa i jeśli ktoś uważa, że moja cała wiedza o świecie wywodzi się z "czytania bibli" i "widzi" w moich pytaniach odpowiedzi, których nie było, nie warto wdawać się z nim w polemikę. Nie zamierzam udowadniać, że nie jestem wielbłądem... Akurat wtedy nic nie pisałem o Jezusie Chrystusie tylko zadawałem pytania. Jestem jednakowo sceptyczny wobec "teorii" naukowców, jak i "objawień" kapłanów. Po prostu chcę wiedzieć " co tu chodzi" i głównie dlatego pojawiłem sie kiedyś na tym portalu.

Cytat:
>Tutaj przeformułuję tylko jedno zasadnicze pytanie:
> Dlaczego jesteś sceptyczny wobec weryfikowalnej empirycznie nauki, a nie jesteś sceptyczny wobec opartej na wierze religii?Uczeni bardzo dobrze zdają sobie sprawę z ewentualnych luk w dowodzeniu ich hipotez i sami nas o nich informują. Tak więc Twoje wskazywanie na te luki nie jest żadnym argumentem, ponieważ to właśnie nauka na nie wskazuje.

   To nieprawda, że nie jestem sceptyczny wobec "prawd wiary". Tak, czy inaczej, mamy tylko "dwie drogi" i dwie możliwości. Albo "Ktoś" to wszystko zorganizował albo "zrobiło się samo".
Zacząłem od tego, że "stoję pośrodku". Słucham Was-ateistów i słucham teistów. Czekam na argumenty z każdej strony. "Wy" mówicie, że to się "stało samo" ale nie ma sensownych argumentów, które mówią "jak" to się "samo stało". Pierwszą reakcją na widok czegoś co wygląda jak zaprojektowane (np. fotosynteza) jest założenie, że ktoś inteligentny to zaprojektował. Wy (ateiści) usiłujecie przekonać mnie, że to "tylko tak wygląda" ale w powyższych postach wskazuję na słabość tego rodzaju argumentacji. Pokaż konkrety a "uwierzę" (zostanę ateistą). Jak na razie brzytwa Ockhama mówi mi, że jeśli coś wygląda na zaprojektowane, to najprostszym wytłumaczeniem jest, że rzeczywiście jest zaprojektowane...

Cytat:
>Tymczasem religie głoszą jedynie słuszne, absolutne prawdy, które są oparte na dogmatach.

   Zgadza się! Ale czy to znaczy, że WSZYSTKIE są wymyślone? A jeśli istnieje Bóg i OBJAWIŁ swoją wolę to jak możesz odróżnić to od setek innych "prawd objawionych" przez różne religie?

Cytat:
>A Ty nauce nie wierzysz (i słusznie - sprawdź jej hipotezy sam!), a religii wierzysz.
> Dlaczego?Pozdrawiam


To nie tak. Jeszcze z pięć lat temu ( no już może siedem ) byłem ateistą. Przekonany o tym, że "nauka wszystko tłumaczy". Zacząłem "sprawdzać hipotezy nauki", żeby być uczciwy w stosunku do samego siebie. Napotkałem dokładnie te problemy, o których teraz piszę...
Przykro mi ale tłumaczenia o "pierwotnej zupie" są dla mnie wyjątkowo naiwne i pozbawione merytorycznej wartości. Mam dwie opcje:
- albo to się stało "samo"
- albo stoi za tym "jakiś bóg"
Głównym argumentem ateistów jest to, że "nowsze jest lepsze" ale ja tego jakoś nie widzę...
Euklides żył 2300 lat temu a jego sformułowania jakoś się nie zdezaktualizowały.
   Biorę pod uwagę te oba założenia...
Jeśli nie istnieje Bóg, to masz rację, pojawią się dziesiątki kapłanów, żeby tę "lukę" uzupełnić. Natomiast jeśli istnieje... pojawią się dziesiątki kapłanów, podających się za Jego "kumpli". W takim sensie, mnogość religii naprawdę o niczym nie świadczy... Chcąc być uczciwym, zapoznałem się z Wedami, wierzeniami Majów, Koranem, Mitami greckimi, wreszcie Biblią. Przeczytałem chyba wszystko dostępne po polsku lub angielsku, żeby "poznać tę druga stronę". Biblia czytana jako całość, z uwzględnieniem tego, że pisali ją ludzie często dbający o swój własny a nie "Boga" interes spowodowała u mnie opad szczeny. Tyle. Jeśli przeszedłeś tę samą drogę, to mogę jedynie uszanować Twój wybór. Jeśli nie... Przecież nie zabronię Ci wyciągać wniosków z tego, o czym nie wiesz...

Pozdrawiam.

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
06-07-2012 10:50 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)

>Zacząłem od tego, że "stoję pośrodku". Słucham Was-ateistów i słucham teistów. Czekam na argumenty z każdej strony. "Wy" mówicie, że to się "stało samo" ale nie ma sensownych argumentów, które mówią "jak" to się "samo stało". Pierwszą reakcją na widok czegoś co wygląda jak zaprojektowane (np. fotosynteza) jest założenie, że ktoś inteligentny to zaprojektował. Wy (ateiści) usiłujecie przekonać mnie, że to "tylko tak wygląda" ale w powyższych postach wskazuję na słabość tego rodzaju argumentacji. Pokaż konkrety a "uwierzę" (zostanę ateistą). Jak na razie brzytwa Ockhama mówi mi, że jeśli coś wygląda na zaprojektowane, to najprostszym wytłumaczeniem jest, że rzeczywiście jest zaprojektowane...
Ale odpowiedź, że bóg zaprojektował wszystko, nie jest odpowiedzią, a jedynie pozorem odpowiedzi.
To tak samo odsunięcie problemu, jak np. teza, że życie powstało bo bakterie z kosmosu się zawieruszyły na Ziemię. A skąd się wzięły poza Ziemią?

Jeśli projekt jest dla Ciebie lepszym wyjaśnieniem niż WW, badana empirycznie biogeneza (bo były tysiące eksperymentów, jak Oro, Szostak i inni), jak ewolucja, to idziesz na drogę na skróty. Równie dobrze mogliśmy nie badać np. ruchów tektonicznych i zadowolić się wyjaśnieniem, że to bóg kopie ziemię i stąd biorą się trzęsienia ziemi.

Skoro bóg jest wyjaśnieniem, to musiała by być dodana do tego wyjaśnienia masa dodatkowych wyjaśnień: a czym jest bóg, skąd się wziął i jakim cudem zaprojektował to wszystko. Bez tego jest to wyłącznie zapchajdziura.
06-07-2012 23:11 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Ale odpowiedź, że bóg zaprojektował wszystko, nie jest odpowiedzią, a jedynie pozorem odpowiedzi.
>To tak samo odsunięcie problemu, jak np. teza, że życie powstało bo bakterie z kosmosu się zawieruszyły na Ziemię. A skąd się wzięły poza Ziemią?
>Skoro bóg jest wyjaśnieniem, to musiała by być dodana do tego wyjaśnienia masa dodatkowych wyjaśnień: a czym jest bóg, skąd się wziął i jakim cudem zaprojektował to wszystko. Bez tego jest to wyłącznie zapchajdziura.
Właśnie!
Równie dobrze można by powiedzieć, że w ogóle cokolwiek się dzieje z tej tylko przyczyny, że Bóg tak przyczynowo stworzył. Słońce świeci na niebie nie dlatego, że dochodzi w nim do reakcji jądrowych, ale dlatego, że Bóg tak chciał. Idąc dalej tym tropem samochód zapalił nie dlatego, że iskra zapaliła mieszankę i zaczęły pracować tłoki, ale Bóg tak chciał. Ostatecznie w ogóle stan teraźniejszy wszystkiego można tłumczyć tym tylko, że Bóg tak zaplanował. W związku z tym siedzę przed komputerem i piszę to, co piszę, bo Bóg tak chciał.

Tymczasem Bóg to trzy litery, mnóstwo stojących za nimi idei i dokładnie zero empirycznego dowodu.

Bardzo się dziwię osobom wierzącym na tym forum, że próbują w ogóle porównywać hipotezy naukowe do hipotezy Boga.

Gdybym był człowiekiem wierzącym (a jako taki się nawet tu kiedyś z początku prezentowałem), to argumentowałbym zupełnie inaczej. Argumentowałbym, że jakkolwiek Boga nie da się dowieść naukowo (i sądzę, że jest to w ogóle niemożliwe ze względu na metodologię nauki), a ponadto hipoteza ta niczego w ogóle nie tłumaczy, to jednak idea ta z pewnych przyczyn powstawała dość powszechnie w umyśle w toku ewolucji, w szczególości ewolucji kultury ludzkiej spełniając wiele funkcji, z których niektóre mogą być dla jednostek psychologicznie istotne, a nawet przydatne. Sądzę, że wiara w Boga - jakkolwiek niepoparta jakimkolwiek argumentem empirycznym - może szczególnie skutecznie wzmacniać ogólnie pojętą pewność siebie i "wiarę w siebie", co przekłada się na skuteczność w działaniu. Oczywiście ta właśnie cecha wiary doprowadziła w historii do najgorszych zbrodni popełnianych nawet w imię Boga miłości (gdyż wierzący poddaje się autorytetom i nie pyta, czy są jakieś kontrargumenty). Jednak nawet biorąc pod uwagę ten właśnie - jakże negatywny - skutek wiary w Boga, staje się wyraźne, że daje ona jednostce pewne dodatkowe motywacje i siły, których sceptyk nie posiada. Przy jednoczesnym rozwoju etycznym (oczywiście oświeceniowym) społeczeństw wiara w Boga może pozostać pewną wewnętrzną siłą psychologiczną człowieka (polegającą na "duchowej" praktyce) nie skutkując przy tym zbrodniami.
Jednocześnie wiara w Boga nie musi wchodzić gdzieś pomiędzy ogniwa ewolucji - zawsze jest możliwe usytuowanie Boga przed nimi - przed wielkim wybuchem albo nawet jako sprawcę wieczności. Są to oczywiście idee zupełnie wyssane z palca, ale mające moc psychologiczną, której bym nie zaniedbywał. Sądzę, że ostatecznie idee te biorą się właśnie z chęci zrozumienia wszystkiego, ogarnięcia jakiegoś sensu życia. Z punktu widzenia psychiki jednostki mogą nadawać poczucie chociażby jakiejś szczególnej harmonii i ukojenia.
Dziś bardzo trudno mi już bronić takich pozycji. Jednak powinni być do tego zdolni forumowi fideiści.
Tymczasem ja tu widzę, że oni próbują upchać Boga gdzieś między prazupę, a organizmy żywe. Jak dla mnie to zbyt duże skróty.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
03-07-2012 11:32 
 Ocena 8 na 8
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Większość ludzi jest zupełnie bezmyślna, bez względu na wiarę/niewiarę. Bezmyślna jeżeli chodzi o kwestie światopoglądowe. Nie ma szans na sensowną refleksję nad światem, życiem, człowiekiem w oparciu o wiedzę opartą na osiągnięciach nauki. Mają jakieś wyrobione przekonania, stereotypy, przesądy. Racjonalnej, mądrej, rozbudowanej konstrukcji jednak tam nie uświadczysz. Większość ludzi nieźle porusza się w tzw. życiu codziennym, w codziennych relacjach międzyludzkich, czy w swoim zawodzie, ale z głębszą i rozbudowaną refleksją nad rzeczywistością jest lipa, bo nikt ich ani tego nie nauczył, ani do tego nie inspiruje. I jestem daleki od tego, żeby cokolwiek tym ludziom tutaj zarzucać. Taki urok systemu. Czasami, gdzieś coś usłyszą przypadkiem i te "głębsze przestrzenie" na chwilę ich zatrzymają, coś wtedy pogłówkują, ale za chwile są już z powrotem w "codzienności" bo niby jak i po co się maja zakotwiczyć w rozmyślaniu, kiedy ani nie umieją, ani nie wydaje się to praktyczne, bo ich życie dzieje się tu i teraz. Praca, dom, sklep, pokarm, sprzątanie i TV ewentualnie, tylko nie te kanały. I większość ludzi ma właśnie tak. Być może w skatoliczałej Polsce niewiara wymaga często przemyślenia, nawet na pewno częściej niż wiara, którą dostaje się zwykle w promocji od babci, mamusi i pana księdza/katechety, stąd i ateiści będą bardziej zmuszeni do myślenia, ale już na zachodzie, to bym specjalnie na to nie liczył. Jednak, co do kompletnej bezmyślności naszych wierzących, to co chwila jest się bombardowanym przykładami. Ja sam, swoją tylko obecnością i czasami niewyparzoną gębą, zmuszam ludzi do myślenia, zastanowienia się, polemiki czy kłótni, ale oni nie przestają mnie zadziwiać. Ostatnio jednemu koledze wydrukowałem tekst o pałeczce krwawej, bo on z tych "cudownych" katolików. Byłem w szoku, kiedy zobaczyłem łzy w jego oczach. Prawie płakał. Jego wyobrażenie o rzeczywistości, którą zamontowały mu w dzieciństwie babcia z mamą, nagle zostało złamane. Przeżył blisko 40 lat w spokoju, aż tu nagle wysłannik szatana wcisnął mu jakąś kartkę. Kilka dni później, przypilnował mnie i zaatakował w kwestii prawdy. Wyobrażał sobie, że każdy musi mieć jakąś swoją prawdę o rzeczywistości. Taką całą prawdę, w którą się wierzy. Jaką ma prosty katolik. Więc dostał wykład na temat tego, że niekoniecznie tak świat musi wyglądać i z prawdami należy obchodzić się ostrożnie. Znów miał wstrząs w oczach, ale już nie histeryzował, myślał . Nagle coś go wyrwało ze swojego poukładanego raz na zawsze świata i zobaczył, że w ogóle są jakieś alternatywy. Ludzie są tak zakonserwowani, ukierunkowani, żeby nie napisać wyprani już od dzieciństwa i skutecznie zamknięci na myślenie, że to wręcz niewiarygodne. Niezwykłe jest to, że szkoła niczego tutaj najczęściej nie zmienia. Większość ludzi u nas myśli tak samo w wieku siedmiu lat, 20, 40 i 70-ciu. Czyli - jest superistota - Bóg, który wszystko stworzył, ja muszę się odpowiednio zachowywać, żeby mieć po śmierci dobrze, bo dla tych, którzy zachować sie nie umieją, superistota przygotowała specjalne miejsce, w którym dostaje się zapłatę, czyli cierpi. Wiecznie. Wszystko to jest sprawiedliwe, a superistota jest najwyższą miłością. Ot, całe, mniej więcej, wyobrażenie o strukturze rzeczywistości, którego żadne szkoły nie ruszą. Mam kuzynkę - filozofkę i jak wyszła uformowana z oazy, tak jej zostało. A niby inteligentna, piękne słownictwo, uwielbiam słuchać, w jaki sposób mówi. Gorzej z tym, co czasami mówi.
03-07-2012 12:33 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)
>Większość ludzi jest zupełnie bezmyślna, bez względu na wiarę/niewiarę.
Samo życie! "Przypadkowe" społeczeństwa w swojej masie to jest ciemna masa.
Ciemnota na tle religijnym jest, niestety, najbardziej masowa i najbardziej upierdliwa i dlatego jest tu wałkowana.

>Być może w skatoliczałej Polsce niewiara wymaga często przemyślenia, nawet na pewno częściej niż wiara, którą dostaje się zwykle w promocji od babci, mamusi i pana księdza/katechety, stąd i ateiści będą bardziej zmuszeni do myślenia, ale już na zachodzie, to bym specjalnie na to nie liczył.
Cóż, do cywilizacji nieco nam brak. W debacie wokół "Boga Urojonego" , w trakcie jakiegoś wywodu Terlikowski wypowiedział frazę: "Katolik musi...". I o to chodzi, że w cywilizowanych krajach katolicy już dawno rozumieją, iż to, że katolik coś musi nie musi oznaczać wcale, by ktoś inny coś musiał musieć.

>Ostatnio jednemu koledze wydrukowałem tekst o pałeczce krwawej, bo on z tych "cudownych" katolików. Byłem w szoku, kiedy zobaczyłem łzy w jego oczach.
Mała rzecz, a cieszy.....
Mój najbardziej spektakularny wkład w oświecenie opisałem m.in. na forum protestantów, w końcówce tego posta

>uwielbiam słuchać, w jaki sposób mówi. Gorzej z tym, co czasami mówi.
Hmmm, generalnie lubię czytać co piszesz. Gorzej z tym sposobem: jakiś akapicik..... choć czasem.... pliiiisssss....

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
> Gorzej z tym sposobem: jakiś akapicik..... choć czasem.... pliiiisssss....

Zapamiętam. Dzięki za zwrócenie uwagi.
03-07-2012 11:04 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Ponieważ uważam Cię za inteligentnego człowieka (jak wszystkie osoby, które dzielą się na forum swymi przemyśleniami), liczyłem na to, że sam wskażesz prawidłowe rozumowanie w toku rozmowy.

Jednak:
>A o czym my tutaj do cholery rozmawiamy?
Nie tylko o czym, ale jak?

Z tego względu cieszę się, że Pan Fizyk wyjaśnił Ci to w sposób jednoznaczny.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Brzostowski (7067 punktów)
No to sobie pogadaliśmy, myślałem, że odniesiesz się do tego co napisałem.
03-07-2012 15:41 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Bogusławski:
Moim zdaniem - tym różni się ateizm od teizmu, że najczęściej ateizm nie jest nam wtłaczany od dziecięctwa w głowy tylko zdobywa się go w racjonalnych procesach intelektualnych, a więc stopniowo dochodzimy do niego. Najpierw intelektualnie nabywamy jakiś zespół uhierarchizowanych poglądów na rzeczywistość, a następnie dochodzimy do ateistycznego światopoglądu, który staje się naszą osobistą (i najczęściej jednostkową) ideologią.

>Ateizm, czy odcięcie się od kościoła nie czyni cię lepszym ani gorszym człowiekiem.
Niech Pan to udowodni, gdyż tu nie ambona i nie można pieprzyć co ślina na język przyniesie, a rozmodlone owieczki i tak każdą bzdurę jako objawienie przyjmą.
Ateizm daje nam człowieczeństwo, już choćby przez próbę wyrwania się się z bezmyślnego stada.

Pan Brzostowski do Bogusławskiego:
Napisał Pan z takim zadęciem, że ateizm daje człowieczeństwo, to wypadałoby jakoś uargumentować, dlaczego niby, być może, tego człowieczeństwa brakuje teistom.


Pan Brzostowski do Pana Maceoxa.
>Teraz Ty nie rozumiesz. Bogusławskim napisał, to co napisał, w kontrze do teistów. To że ja zgadzam się z tym, że ateizm daje człowieczeństwo, nie oznacza, że nie twierdzę iż teizm też daje człowieczeństwo. Bogusławski napisał tak, jakby to ateizm (tylko) dawał to człowieczeństwo. Stąd pytanie o argumenty. Bo jeśli myślenie pozwala być człowiekiem, a wiara to przeciwieństwo myślenia, to z tego wynika, że teiści nie myślą i nie są "człowiekami".
A wydawałoby się, że to racjonalistyczne forum, że ludzie, którzy się tu wypowiadają, mają choć trochę kultury racjonalnego myślenia. Bogusławski działa na fideistów jak czerwona płachta. Tak mocno, że przestają już zupełnie myśleć i plotą androny.

Nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej niż uczynimy to sami.

@@@
.
03-07-2012 16:23 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>A wydawałoby się, że to racjonalistyczne forum, że ludzie, którzy się tu wypowiadają, mają choć trochę kultury racjonalnego myślenia. Bogusławski działa na fideistów jak czerwona płachta. Tak mocno, że przestają już zupełnie myśleć i plotą androny.

Kto to napisał:

"Ateizm daje nam człowieczeństwo, już choćby próbę wyrwania się się z bezmyślnego stada"?

Pan.

Cóż w tym dziwnego, że zacytowałem Pana, i chciałem aby Pan tę myśl rozwinął lub udowodnił swoje twierdzenie.

Otóż Szanowny Panie, najpierw trzeba by było to człowieczeństwo zdefiniować, a definicje są różne. Może wikipedia?

"Człowieczeństwo - zbiór cech uważanych za charakterystyczne dla gatunku ludzkiego, do których zaliczamy między innymi: sposób formułowania myśli, język, uczucia i zachowanie".

Jeśli ateizm daje człowieczeństwo to proszę wyjaśnić w jakim zakresie odnosi się do tego zbioru cech i w jaki sposób jest to charakterystyczne dla gatunku ludzkiego. Innymi słowy, co ateizm wnosi do tych cech i dlaczego wg Pana jest to charakterystyczne dla gatunku ludzkiego. Czy ateiści mają inny sposób formułowania myśli, język, uczucia i zachowanie niż teiści i dlaczego to właśnie daje im człowieczeństwo?

To co Pan napisał wcześniej to tylko jeden element (sceptyczne myślenie), który jest istotą człowieczeństwa, ale czy je daje (tworzy)?
03-07-2012 22:07 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

.
>>>>>A wydawałoby się, że to racjonalistyczne forum, że ludzie, którzy się tu wypowiadają, mają choć trochę kultury racjonalnego myślenia. Bogusławski działa na fideistów jak czerwona płachta. Tak mocno, że przestają już zupełnie myśleć i plotą androny.
>Kto to napisał:
>>>>"Ateizm daje nam człowieczeństwo, już choćby próbę wyrwania się się z bezmyślnego stada"?
>Pan.
Może warto przeczytać trochę więcej z tego co napisałem:
www.racjon(*).php/s,506302/z,0/d,10#w507631
>Cóż w tym dziwnego, że zacytowałem Pana, i chciałem aby Pan tę myśl rozwinął lub udowodnił swoje twierdzenie.
Bogusławski:
już choćby próbę wyrwania się się z bezmyślnego stada"?


>Otóż Szanowny Panie, najpierw trzeba by było to człowieczeństwo zdefiniować, a definicje są różne. Może wikipedia?
Może i Wikipedia. Dlatego Pana tam odesłałem, ale nie warto ograniczać się tylko do Wikipedii i odwołałem się tutrochę szerzej. Ja nie uznaję żadnych katechizmów.

>Jeśli ateizm daje człowieczeństwo to proszę wyjaśnić w jakim zakresie odnosi się do tego zbioru cech i w jaki sposób jest to charakterystyczne dla gatunku ludzkiego.
Nigdy nie chciałem pracować z ludźmi mało sprawnymi intelektualnie. Nawet dzieci nie chciałem uczyć. To forum racjonalnej inteligencji i ja wielokrotnie nawet w tym wątku pisałem, że rozróżniam różne formy ateistycznego przekonania. Nie chce mi się dla każdego głąba powtarzać osobno, że myślę o racjonalnym ateizmie - najczęściej na tym forum występującym. Panu powtarzałem to już na różne sposoby wiele razy. Nie zrozumiał Pan, to już nigdy nie zrozumie.

>Innymi słowy, co ateizm wnosi do tych cech i dlaczego wg Pana jest to charakterystyczne dla gatunku ludzkiego.
Tak, charakterystyczną cechą gatunku ludzkiego jest stadność. Kiedyś była to bardzo pożyteczna cecha. Już od dawna znacznie bardziej sobie cenimy indywidualizm i wolność myślenia. Powstają intelektualne elity.

>Czy ateiści mają inny sposób formułowania myśli, język, uczucia i zachowanie niż teiści i dlaczego to właśnie daje im człowieczeństwo?
Nie można ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce. Tak, racjonalne myślenie daje nam zupełnie inny sposób widzenia i rozumienia rzeczywistości, formułowania myśli, język, uczucia i zachowanie. Przecież to widać nawet na tym forum, ludzie tej samej narodowości, mówiący tym samym językiem, a jakby z dwóch planet byli. Oczywiście o dupie Maryni, to zawsze pogaworzyć można. Czy cokolwiek Pan potrafi zrozumieć z tego co piszę? Moim zdaniem - bardzo niewiele.

>To co Pan napisał wcześniej to tylko jeden element (sceptyczne myślenie), który jest istotą człowieczeństwa, ale czy je daje (tworzy)?
I Pan tu parę lat, a ja jeszcze dłużej i pisałem o wielu sprawach. Nie będę - a nie mogę praktycznie, choćbym i bardzo chciał - za każdym razem przedstawiać całej argumentacji. www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,15061
Zresztą i po co? Pan nawet z tego wątku nieprzeczytał lub zupełnie nie zrozumiał moich (a nie tylko moich) wypowiedzi.

"Człowieczeństwo nie jest stanem,
w którym przychodzimy na świat.
To godność, którą trzeba zdobyć."

-- Jean Bruller

I katolicki autor z internetu komentując ten cytat.
Autor cytatu wyraźnie wskazuje, że pochodzeniem człowieczeństwa nie jest samo bycie człowiekiem - w sensie gatunkowym - jest to miano, na które trzeba sobie zasłużyć.
Trudno się z nim nie zgodzić.

Nie każdy fideista i nie w każdym zakresie musi być tak do cna głąbem. Znam publikacje wielu chrześcijańskich mędrców, a i sam się przyjaźnię z kilkoma kapłanami. Natomiast każda wiara (niekoniecznie religijna) ogranicza nas i moralnie i intelektualnie. Stadne myślenie - miedzy innymi - opisane niżej.
Dogmat - twierdzenie w religii lub szkole filozoficznej przyjęte bezwarunkowo i niepodlegające dyskusji. W starożytności również ustalenie prawne zgromadzenia ludu, senatu lub postanowienie władzy zwierzchniej miasta-państwa. Na gruncie bardziej ogólnym, jest to po prostu każde twierdzenie (świadomie lub nieświadomie), sens którego jest praktykowany.
Doktryna - ogół założeń, twierdzeń, przekonań z określonej dziedziny filozofii, teologii, polityki itd., właściwy danemu myślicielowi, danej szkole; teoria, nauka, system; polit. program.
Doktrynerstwo - kurczowe trzymanie się formułek doktryny.
Doktryner - gorliwy zwolennik, krzewiciel ciasnych, skostniałych formuł i prawideł jakiejś doktryny.


Takie myślenie nie tylko ogranicza nasze człowieczeństwo, ale potrafi nawet wyzwolić w nas bestie, które nazwać zwierzętami byłoby obrazą dla zwierząt. Tylko świat nie jest czarno biały i ekstrema rzadko występują, choć zawsze są bardzo groźne. Myślę, że inteligentni ludzie już dawno mnie zrozumieli, tym bardziej, że już parę lat się tu wypowiadam i tak ogólnie to swoich poglądów nie zmieniłem, co najwyżej trochę wiedzy mi przybyło.

@@@
.
julian (1206 punktów)
(zablokowany)

>Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalni-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

W realnym świecie to chyba Panie Andrzeju niemożliwe? Element wiary(zaufania ) jest koniecznym składnikiem naszych relacji z ludźmi. Ufam pewnym ludziom ,wypowiedziom , mimo ,że często nie mam możliwości zweryfikowania ich prawdziwości.

> Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. [/color]

A kwestia ludzkiej psychiki(umysłu,świadomości itd) ,gdzie się tutaj lokuje? Jeśli ktoś twierdzi, że czuje np. zachwyt, to nie ma mozliwośći tego empirycznie zweryfikować - potrzebna jest wiara. Wierzę,że ludzie czują to czy tamto ,ale tego tak naprawdę nie wiem. Istnienie takich bytów kosmologicznych jak np.struny to kwestia wiary. W kwestiach ekonomicznych,historycznych też element wiary np. zaufania pewnym koncepcjom ,zdarzeniom jest nieodzowny. Jaka jutro będzie pogoda- tego nie wiemy,ale mimo to mówi się ,że taka i taka,bo wierzymy meteorologom.
Znany jest pewnie Panu problemem kongruencji świata intencjonalnego i rzeczywistego( J. Woleński, Epistemologia, tom II (Wiedza i poznanie), str. 29-33).Polecam artykuł, moim zdaniem ciekawy;
minds.pl/F(*)nscendentnej-i-realizmu.html#4
Pozwolę sobie zacytować:
Możemy zauważyć, że
1.
Wiedza nigdy nie jest spekulatywna zawsze wynika z obranego modelu świata.
2.
Jest najdokładniejszym odzwierciedleniem stanu rzeczy, jaki jesteśmy w stanie przyjąć mając na uwadze wszelkie ograniczenia techniczne, społeczne-kulturowe i wszystkie inne.


Model świata to jednak również kwestia wiary.
28-06-2012 00:43 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Bogusławski:
Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
>W realnym świecie to chyba Panie Andrzeju niemożliwe? Element wiary (zaufania) jest koniecznym składnikiem naszych relacji z ludźmi. Ufam pewnym ludziom ,wypowiedziom , mimo ,że często nie mam możliwości zweryfikowania ich prawdziwości.
Kastracja wypowiedzi interlokutora nie ułatwia merytoryczności rozmowy. Dalej jest napisane: Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.
"Wierzę" przyjaciołom i naukowym książkom, gdyż "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji"

>>>>Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. [/color]
>A kwestia ludzkiej psychiki(umysłu,świadomości itd), gdzie się tutaj lokuje? Jeśli ktoś twierdzi, że czuje np. zachwyt, to nie ma możliwości tego empirycznie zweryfikować - potrzebna jest wiara.
Mnie wystarczają neurony lustrzane i naukowa weryfikacja. Na przykład badania António Rosa Damásio, żeby daleko nie szukać.

>Wierzę, że ludzie czują to czy tamto, ale tego tak naprawdę nie wiem.
Ma Pan pełne prawo tak wierzyć, ale świadomość i emocje poddawane są na tyle ciekawym i weryfikowalnym naukowo doświadczeniom, że ich istnienie można przyjąć za naukowo udowodniony pewnik. Już wielokrotnie, w różnych aspektach zabierałem na podobne tematy głos. Ostatnio na przykład tu: www.racjon(*).php/s,492101/z,0/d,16#w504993 Warto też zajrzeć na stronę pokazującą mapy mózgu ,

>Istnienie takich bytów kosmologicznych jak np. struny to kwestia wiary.
Tak, i dlatego w ich istnienie mocno powątpiewam. Też o tym tu pisałem.

>W kwestiach ekonomicznych,historycznych też element wiary np. zaufania pewnym koncepcjom ,zdarzeniom jest nieodzowny.
Naiwnych nie brakuje, a kto ma zyskać ten zyskuje. Ja powiem szczerze nikomu nie wierzę. Choć niektórym jeszcze mniej.

>Jaka jutro będzie pogoda - tego nie wiemy,ale mimo to mówi się, że taka i taka,bo wierzymy meteorologom.
Znowu jedni wierzą bardziej inni mniej.

>Znany jest pewnie Panu problemem kongruencji świata intencjonalnego i rzeczywistego( J. Woleński, Epistemologia, tom II (Wiedza i poznanie), str. 29-33).
Znany jest pewnie Panu mój stosunek do filozofii i filozofów. O kongruencji nigdy nie pisałem, ale o Zasadzie antropicznej i owszem tak.

>Polecam artykuł, moim zdaniem ciekawy;
> minds.pl/F(*)nscendentnej-i-realizmu.html#4
>Pozwolę sobie zacytować:
Ja też:
Dyskusja na temat tego artykułu jest prowadzona na: Forum ŚFiNiA , wątek Ł. Remisiewicz, "Wiara i wiedza...", str. 4-10 .
Spekulacje pana Remisiewicza czytałem zaraz po ich opublikowaniu. Mnie nie wydają się aż tak ciekawe abym chciał się do nich odnosić. Szczególnie przenosić je na nasze forum.

PS. Profesora Woleńskiego uważam za jednego z najciekawszych współczesnych filozofów.

Pozdrawiam.

@@@
.
ewoja (6 punktów)
Weźmy też pod uwagę, że własnie w tej grupie wiekowej (konkretniej mówię o ludziach w wieku 15-20 lat) są również "prawdziwi" ateiści, nie Ci z lenistwa
05-07-2012 20:38 
 Ocena 1 na 1
17latek (578 punktów)
>Weźmy też pod uwagę, że własnie w tej grupie wiekowej (konkretniej mówię o ludziach w wieku 15-20 lat) są również "prawdziwi" ateiści, nie Ci z lenistwa
>
To prawda jest takich osób parę mi znanych. Takie osoby szukają naukowych podstaw aby móc swobodnie odrzucić lub potwierdzić istnienie "BOGA"
06-07-2012 08:24 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>Takie osoby szukają naukowych podstaw aby móc swobodnie odrzucić lub potwierdzić istnienie "BOGA"
No to nie znajdą. Żadna nauka (może poza literaturoznawstwem) nie zajmuje się szukaniem podstaw istnienia postaci literackich.
06-07-2012 08:43 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>Takie osoby szukają naukowych podstaw aby móc swobodnie odrzucić lub potwierdzić istnienie "BOGA"
>No to nie znajdą. Żadna nauka (może poza literaturoznawstwem) nie zajmuje się szukaniem podstaw istnienia postaci literackich.
A skąd ma to wiedzieć 17 latek, gdy student prawie drugiego roku Politechniki Poznańskiej jeszcze tego nie wie. Ba kilku spośród "starych" forumowiczów też jeszcze tego nie wie.
Jak ktoś dobrze zindoktrynowany w procesie socjalizacji to cała wiedza spływa po nim jak woda po kaczce i nawet czytając dobrą literaturę naukową potrafi wyciągnąć z niej tylko wnioski popierające jego postawę.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
ewoja (6 punktów)
Usunięte przez moderatora
17latek (578 punktów)
>Moim zdaniem, ostatnio doświadczamy pewnej fali "ateistów" w wieku od 12 do 20 lat, którzy jako
>leniwi katolicy starają się ukryć własny brak chęci, nazywając samych siebie "ateistami". Problem
>tkwi w tym, że jest to termin, który zasłyszeli w większości gdzieś na forum szkolnym i nadużywają
>go, w między czasie uroczo trzymając się zasady: "thank God, I'm an atheist" .
>właśnie te osoby, które stawia się z prawdziwymi ateistami na jednej szali, sprawiają, że opinia
>społeczeństwa jest negatywna .

tak Jest to prawda sam mam dopiero 17 lat i chodzę do liceum gdzie spotykam wiele takich osób które stwierdzają że są ateistami a sami nic o ateistach nie wiedzą niewiedzą czego się wyrzekają i w imię czego .Osobiście sam staram się określić swój stosunek do religii który i tak jest niebywale krytyczny.
05-07-2012 22:10 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>tak Jest to prawda sam mam dopiero 17 lat i chodzę do liceum gdzie spotykam wiele takich osób które stwierdzają że są ateistami a sami nic o ateistach nie wiedzą niewiedzą czego się wyrzekają i w imię czego .Osobiście sam staram się określić swój stosunek do religii który i tak jest niebywale krytyczny.
Panie Kolego, a rozejrzyj się Pan trochę lepiej i zobacz Pan czy nie dostrzeż wokół siebie młodzieży bardzo religijnej, która bardzo niewiele wie o religii, w którą wierzy.
Ludzie już tak mają, że jedni mniej, a inni bardziej do wiedzy się przykładają. Dlaczego wymagać więcej od deklarujących ateizm, niż od tych, którzy deklarują teizm? A co najważniejsze, to nie można wysuwać jakichkolwiek twierdzeń uogólniających na podstawie znajomości kilku, czy kilkunastu osób.
Znając życie uważam, że ci którzy deklarują ateizm - nawet nic o nim nie wiedząc - są ciekawszymi i bardziej inteligentnymi ludźmi, ponieważ brak w nich pokory, a to już dobry początek do samodzielnego myślenia.
Jak byłem w Pańskim wieku, to nawet zadowolony byłem, gdy niektórzy z rodziców moich koleżanek i kolegów twierdzili, że od małpy pochodzę, gdyż do kościoła nie chodzę. Akceptacja społeczna, to potrzebna jest tym grzecznym, którzy słuchają księdza katechety - reszcie raczej potrzebną jest inteligencja, czyli sztuka zdawania egzaminów jak najlepiej, przy jak najmniejszym wysiłku. No, chyba że nas coś interesuje.

Pozdrawiam młodego krytycznego myśliciela.

@@@
.
07-07-2012 21:47 
 Ocena 3 na 3
17latek (578 punktów)
>.
>>tak Jest to prawda sam mam dopiero 17 lat i chodzę do liceum gdzie spotykam wiele takich osób które stwierdzają że są ateistami a sami nic o ateistach nie wiedzą niewiedzą czego się wyrzekają i w imię czego .Osobiście sam staram się określić swój stosunek do religii który i tak jest niebywale krytyczny.
>Panie Kolego, a rozejrzyj się Pan trochę lepiej i zobacz Pan czy nie dostrzeż wokół siebie młodzieży bardzo religijnej, która bardzo niewiele wie o religii, w którą wierzy.
>Ludzie już tak mają, że jedni mniej, a inni bardziej do wiedzy się przykładają. Dlaczego wymagać więcej od deklarujących ateizm, niż od tych, którzy deklarują teizm? A co najważniejsze, to nie można wysuwać jakichkolwiek twierdzeń uogólniających na podstawie znajomości kilku, czy kilkunastu osób.
>Znając życie uważam, że ci którzy deklarują ateizm - nawet nic o nim nie wiedząc - są ciekawszymi i bardziej inteligentnymi ludźmi, ponieważ brak w nich pokory, a to już dobry początek do samodzielnego myślenia.
>Jak byłem w Pańskim wieku, to nawet zadowolony byłem, gdy niektórzy z rodziców moich koleżanek i kolegów twierdzili, że od małpy pochodzę, gdyż do kościoła nie chodzę. Akceptacja społeczna, to potrzebna jest tym grzecznym, którzy słuchają księdza katechety - reszcie raczej potrzebną jest inteligencja, czyli sztuka zdawania egzaminów jak najlepiej, przy jak najmniejszym wysiłku. No, chyba że nas coś interesuje.



dziękuje za odpowiedź niewątpliwie ma pan rację ,lecz uważam że jakiś fundament wiedzy jest konieczny ,aby stworzyć sobie możliwość do polemiki z osobami które w sposób krytyczny wyrażają się do mojej decyzji.
>Pozdrawiam młodego krytycznego myśliciela.
>@@@
>.
08-07-2012 11:22 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>dziękuje za odpowiedź niewątpliwie ma pan rację, lecz uważam że jakiś fundament wiedzy jest konieczny aby stworzyć sobie możliwość do polemiki z osobami, które w sposób krytyczny wyrażają się do mojej decyzji.
To niech Pan sam się uczy i pamięta, że ludzie im mniej wiedzą, tym bardziej są pewni swojej racji.
Postaw krytycznych wobec religii jest wiele.
pl.wikipedia.org/wiki/Indyferentyzm
pl.wikipedia.org/wiki/Antyklerykalizm
pl.wikipedia.org/wiki/Apateizm
pl.wikipedia.org/wiki/Nonteizm
pl.wikipedia.org/wiki/Ateizm
pl.wikipedia.org/wiki/Antyteizm
pl.wikipedia.org/wiki/Materializm
www.nauka-(*)nne/pliki/download.php?file=38
www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf

Pozdrawiam młodego krytycznego myśliciela.

@@@
.
08-07-2012 13:55 
 Ocena 2 na 2
17latek (578 punktów)
>>dziękuje za odpowiedź niewątpliwie ma pan rację, lecz uważam że jakiś fundament wiedzy jest konieczny aby stworzyć sobie możliwość do polemiki z osobami, które w sposób krytyczny wyrażają się do mojej decyzji.
>To niech Pan sam się uczy i pamięta, że ludzie im mniej wiedzą, tym bardziej są pewni swojej racji.
>Postaw krytycznych wobec religii jest wiele.
>pl.wikipedia.org/wiki/Indyferentyzm
>pl.wikipedia.org/wiki/Antyklerykalizm
>pl.wikipedia.org/wiki/Apateizm
>pl.wikipedia.org/wiki/Nonteizm
>pl.wikipedia.org/wiki/Ateizm
>pl.wikipedia.org/wiki/Antyteizm
>pl.wikipedia.org/wiki/Materializm
>www.nauka-(*)nne/pliki/download.php?file=38
>www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf
>Pozdrawiam młodego krytycznego myśliciela.
>@@@
>.
Dobrze to postaram się uzupełnić te luki nikomu to przecież nie zaszkodzi
08-07-2012 18:26 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dobrze to postaram się uzupełnić te luki
Witam na pokładzie młodego racjonalistę.

>nikomu to przecież nie zaszkodzi
Gdyby to prawda była, to myśl wolna czyli wolnomyślicielstwo, tak tępione by nie było.
Z tymi co dużo wiedzą to tylko kłopoty!

Pozdrawiam młodego krytycznego myśliciela.

PS. Proszę wycinać niepotrzebne części poprzednich wypowiedzi.

Podrzucam jeszcze też wart rozważenia: ignostycyzm.

@@@
.
06-07-2012 13:41 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>Osobiście sam staram się określić swój stosunek do religii który i tak jest niebywale krytyczny.
Tak z ciekawości do samej religii czy personalnie do ludzi utożsamianych z religią?


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
07-07-2012 21:52 
 Ocena 3 na 3
17latek (578 punktów)
>>Osobiście sam staram się określić swój stosunek do religii który i tak jest niebywale krytyczny.
>Tak z ciekawości do samej religii czy personalnie do ludzi utożsamianych z religią?

Osobiście do religii po prostu nie czuje przynależności do żadnych wspólnot ani obecności wszechwiedzącej istoty ,lecz nie mogę potwierdzić ,ani zaprzeczyć jej istnieniu.A tak w odnośnie do ludzi mam przyjaciółkę w Neokatechumenacie i jest trochę dziwna ale nie czuje do niej nienawiści tak samo do innych wierzących.

Mam nadzieje że zaspokoiłem ciekawość pozdrawiam.
10-07-2012 20:44 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
A tak konkretnie do jakich elementów religii ten krytyczny stosunek czujesz?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
13-07-2012 21:13 
 Ocena 2 na 2
17latek (578 punktów)
>A tak konkretnie do jakich elementów religii ten krytyczny stosunek czujesz?
-Dogmatów
-Obrzędów
-Kościoła jako instytucji nie jako stowarzyszenia wiernych bo to piękna idea
13-07-2012 23:49 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>A tak konkretnie do jakich elementów religii ten krytyczny stosunek czujesz?
> -Dogmatów
> -Obrzędów
> -Kościoła jako instytucji nie jako stowarzyszenia wiernych bo to piękna idea

Tak z ciekawości dalej pytam a jakie elementy byś dał za wzór, albo Ci się podobają w społeczeństwach ?


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
14-07-2012 13:12 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A tak konkretnie do jakich elementów religii ten krytyczny stosunek czujesz?
>>>> -Dogmatów
>>>> -Obrzędów
>>>> -Kościoła jako instytucji nie jako stowarzyszenia wiernych bo to piękna idea
>Tak z ciekawości dalej pytam a jakie elementy byś dał za wzór, albo Ci się podobają w społeczeństwach ?
Najprościej, to wziąłby pod uwagę cały dorobek Kościoła Katolickiego i tam gdzie plus wstawiałbym minus i odwrotnie.
A tak poważnie, to podnosiłbym przeciętny poziom wykształcenia i zwiększał demokrację bezpośrednią. To w zupełności wystarczy.

Ciekawy jestem jak daleko młody człowiek da Panu się podprowadzić?

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie
.
patrykzbazin (8 punktów)
>Osobiście do religii po prostu nie czuje przynależności do żadnych wspólnot ani obecności wszechwiedzącej istoty ,lecz nie mogę potwierdzić ,ani zaprzeczyć jej istnieniu.
Dlaczego nie możesz zaprzeczyć???? Przecież nie czujesz jakiejkolwiek obecności
''wszechwiedzącej istoty''...
Jak masz jakieś dowody na istnienie owej istoty to sypnij wiedzą śmiało.
patrykzbazin (8 punktów)
A pewnie nie masz...
14-07-2012 18:08 
 Ocena 1 na 3
maciejo (3492 punktów)
>A pewnie nie masz...

Nikt nie ma w tej materii żadnych dowodów bo istnienie boga jest z gruntu rzeczy niedowodliwe. Nie mniej metodyka zdobywania wiedzy nakazuje uznawać coś za nie istniejące, póki nie znajdą się dowody, które daną tezę utwierdzą. Nie wierzymy w krasnoludki ale jak ktoś jakiegoś zastrzeli i przyniesie to uwierzę, że istnieją;]
16-07-2012 19:04 
 Ocena-1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Nikt nie ma w tej materii żadnych dowodów bo istnienie boga jest z gruntu rzeczy niedowodliwe.
Przytaczasz tyleż buńczuczne co niemądre a powszechne stwierdzenia; może powiedziałbyś o czym detalicznie mówisz? Tylko konkretnie, bo pseudointelektualnego, fideistycznego bełkotu jest po kokardkę wszędzie.

>Nie mniej metodyka zdobywania wiedzy nakazuje uznawać coś za nie istniejące, póki nie znajdą się dowody, które daną tezę utwierdzą.
To chyba też jakaś niemądra sztuczka - szukać dowodów na istnienie czegoś co nie istnieje, żeby uznać za istniejące? I to pewnie ciągle w stosunku do czegoś co nie wiadomo co to jest...? Ładnie byśmy wyglądali z taka metodyką...

>Nie wierzymy w krasnoludki ale jak ktoś jakiegoś zastrzeli i przyniesie to uwierzę, że istnieją;]
Będzie dowód to uwierzysz?

Kiepskie żarty robisz...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
16-07-2012 23:56 
 Ocena 1 na 1
maciejo (3492 punktów)
>>Nikt nie ma w tej materii żadnych dowodów bo istnienie boga jest z gruntu rzeczy niedowodliwe.
>Przytaczasz tyleż buńczuczne co niemądre a powszechne stwierdzenia; może powiedziałbyś o czym detalicznie mówisz? Tylko konkretnie, bo pseudointelektualnego, fideistycznego bełkotu jest po kokardkę wszędzie.

Odpowiedź bezpośrednio nawiązuje do postów wyżej. Polecam czytanie ze zrozumieniem i rozumienie kontekstu.

>>Nie mniej metodyka zdobywania wiedzy nakazuje uznawać coś za nie istniejące, póki nie znajdą się dowody, które daną tezę utwierdzą.
>To chyba też jakaś niemądra sztuczka - szukać dowodów na istnienie czegoś co nie istnieje, żeby uznać za istniejące? I to pewnie ciągle w stosunku do czegoś co nie wiadomo co to jest...? Ładnie byśmy wyglądali z taka metodyką...

Nie mówię tutaj o bogu. Przyjmuje się, że coś nie istnieje, tudzież jest nieprawdziwe póki fakty naukowe nie mówią inaczej. Udowadnia się istnienie. Obarczanie ateistów ciężarem dowodzenia istnienia boga dlatego jest bezsensu.

>>Nie wierzymy w krasnoludki ale jak ktoś jakiegoś zastrzeli i przyniesie to uwierzę, że istnieją;]
>Będzie dowód to uwierzysz?

Będzie dowód to uwierzę. Na tym polega światopogląd naukowy. Jeśli fakty i dowody przeczą naszym twierdzeniom należy uznać to co mówią fakty i zmienić zdanie. W przeciwnym wypadku jest się żałosnym, fideistycznym ignorantem.

>
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.


WŁAŚNIE!!!
astrotaurus (12445 punktów)

>Odpowiedź bezpośrednio nawiązuje do postów wyżej. Polecam czytanie ze zrozumieniem i rozumienie kontekstu.
Co nieco z postów poprzednich w wątku z trudem rozumienia czytałem i kontekst chyba wyłapuję.
W każdym kontekście ludzie powinni w komunikacji posługiwać się zdefiniowanymi pojęciami, a w Twojej wypowiedzi (jak i w wielu innych) aż kipi od niezdefiniowanego pojęcia boga co , moim zdaniem, w wielu sformułowaniach niepotrzebnie legitymizuje bełkot fideistów.

>Nie mówię tutaj o bogu. Przyjmuje się, że coś nie istnieje, tudzież jest nieprawdziwe póki fakty naukowe nie mówią inaczej.
Nie mówisz niby o bogu ale to nie wynika z kształtu Twojej wypowiedzi, którą oparłeś o to pojęcie, a tak czy siak by przypisać czemuś cechę istnienia czy nieistnienia trzeba zdefiniować obiekt takich operacji. Czym innym jest ogólne coś, a czym innym jakiś bóg.

>Udowadnia się istnienie. Obarczanie ateistów ciężarem dowodzenia istnienia boga dlatego jest bezsensu.


>Będzie dowód to uwierzę. Na tym polega światopogląd naukowy. Jeśli fakty i dowody przeczą naszym twierdzeniom należy uznać to co mówią fakty i zmienić zdanie. W przeciwnym wypadku jest się żałosnym, fideistycznym ignorantem.
Zawsze wiara jest zdaniem na pewien temat, nie zawsze zdanie jest wiarą...
A już wiara w racjonalnym podejściu do świata i to w obliczu - na skutek - dowodów to coś w moim pojęciu przerażającego.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
maciejo (3492 punktów)
>>Odpowiedź bezpośrednio nawiązuje do postów wyżej. Polecam czytanie ze zrozumieniem i rozumienie kontekstu.
>Co nieco z postów poprzednich w wątku z trudem rozumienia czytałem i kontekst chyba wyłapuję.
>W każdym kontekście ludzie powinni w komunikacji posługiwać się zdefiniowanymi pojęciami, a w Twojej wypowiedzi (jak i w wielu innych) aż kipi od niezdefiniowanego pojęcia boga co , moim zdaniem, w wielu sformułowaniach niepotrzebnie legitymizuje bełkot fideistów.
>>Nie mówię tutaj o bogu. Przyjmuje się, że coś nie istnieje, tudzież jest nieprawdziwe póki fakty naukowe nie mówią inaczej.
>Nie mówisz niby o bogu ale to nie wynika z kształtu Twojej wypowiedzi, którą oparłeś o to pojęcie, a tak czy siak by przypisać czemuś cechę istnienia czy nieistnienia trzeba zdefiniować obiekt takich operacji. Czym innym jest ogólne coś, a czym innym jakiś bóg.

Zgadzam się z Tobą. Masz rację moja wypowiedź nie była precyzyjna i można było odnieść błędne wrażenie co do intencji.

>>Udowadnia się istnienie. Obarczanie ateistów ciężarem dowodzenia istnienia boga dlatego jest bezsensu.
>
>>Będzie dowód to uwierzę. Na tym polega światopogląd naukowy. Jeśli fakty i dowody przeczą naszym twierdzeniom należy uznać to co mówią fakty i zmienić zdanie. W przeciwnym wypadku jest się żałosnym, fideistycznym ignorantem.
>Zawsze wiara jest zdaniem na pewien temat, nie zawsze zdanie jest wiarą...
>A już wiara w racjonalnym podejściu do świata i to w obliczu - na skutek - dowodów to coś w moim pojęciu przerażającego.

Wiara to w pewnym sensie skrót myślowy - nie chce mi się za każdym razem pisać: na podstawie posiadanych danych uważam, że taki czy inny fakt ma miejsce bądź nie.

>
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-07-2012 16:55 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Wiara to w pewnym sensie skrót myślowy
Jasne, ja po prostu mam uczulenie na to słowo i nie używam go nigdy jako skrótu czy synonimu innych pojęć, zwłaszcza w miejscach i sytuacjach gzie takie użycie może być wykorzystane przez fideistę: "Mamy cię!"

>nie chce mi się za każdym razem pisać: na podstawie posiadanych danych uważam, że taki czy inny fakt ma miejsce bądź nie.
A przecież samo "uważam" wystarczy. Albo "myślę", "sądzę" byle nie "wierzę".


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
30-07-2012 10:54 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
Zapominasz o interpretacji faktów,a w dodatku popełniasz błąd twierdząc że tylko Twoja interpretacja jest właściwa.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Uroda Bartosz (76 punktów)
>Moim zdaniem, ostatnio doświadczamy pewnej fali "ateistów" w wieku od 12 do 20 lat, którzy jako
>leniwi katolicy starają się ukryć własny brak chęci, nazywając samych siebie "ateistami". Problem
>tkwi w tym, że jest to termin, który zasłyszeli w większości gdzieś na forum szkolnym i nadużywają
>go, w między czasie uroczo trzymając się zasady: "thank God, I'm an atheist" .
>właśnie te osoby, które stawia się z prawdziwymi ateistami na jednej szali, sprawiają, że opinia
>społeczeństwa jest negatywna .

Myślę, że 12 letnia osoba nie do końca zdaje sobie sprawę ze znaczenia słowa "ateista".
12latek to dziś tak naprawdę dziecko. W tym wieku jest się kim innym z dnia na dzień. Chce się być ateistą, metalem, lekarzem, detektywem a po oglądnięciu meczu siatkówki Bartoszek Kurkiem Pozdrawiam !
18-08-2012 16:49 
 Ocena 2 na 2
Kamil1838 (521 punktów)
Ja natomiast nie uważam, że powinno się traktować grupy ludzi za takich samych. Jeden dwunastolatek zmienia zdanie kilka razy dziennie, natomiast inny będzie do starości realizował to co postanowił sobie, gdy miał 5 lat. Nie można powiedzieć, że "osoba dwunastoletnia nie do końca zdaje sobie sprawę ze znaczenia słowa "ateista"", gdyż jedna osoba w tym wieku zdaje sobie z tego sprawę, natomiast druga nie. Dlatego według mnie każdego powinno się rozpatrywać oddzielnie.
Kaszman (396 punktów)
Mnie najbardziej śmieszą wypowiedzi "prawdziwy ateista powinien mieć szacunek do innych religii", tak jakby ateizm dzielił się na prawdziwy i fałszywy (albo był religią) i jakby katolik wiedział jak powinien się zachowywać ateista. Ten "prawdziwy".

Where's your god now ?
Kamil1838 (521 punktów)
Nawet jeżeli nie praktykowaliby wiary z lenistwa, to także oznacza, że ich wiara nie jest tak silna, ponieważ uważają, że nic się wtedy nie stanie. Natomiast ci, którzy naprawdę mocno wierzą po prostu baliby się swojego wymyślonego piekła.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365