 |
Korzyści płynące z religii Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 25-11-2012 14:18 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Korzyści płynące z religii
-8 na 12 | Zauważyłem w jednym z wątków pochwałę pewnego portalu, m.in. za to, że jest tam taki temat. Nic prostszego, jak założyć taki temat u nas. Zacznę od argumentu etycznego: Religia jest lepsza niż zupełny brak etyki.
Wielokrotnie pisałem tutaj, że mój ateizm ma swoje źródła w etyce, nie w agnostycyzmie. Nie skupiam się na filozoficznej kwestii istnienia Boga, ale na szkodliwości religijnych nauk moralnych. A jednak, jeśli przyjąć założenie, że nie istnieje inne źródło nauk moralnych, to religię należy ocenić pozytywnie.
Podstawową kwestią w tym rozumowaniu jest założenie, że istnieją ludzie, którzy nie mają dostępu do innego niż religia źródła nauk moralnych. Zastanówmy się więc, jakie oprócz religii istnieją źródła moralności. W ogólności widzę trzy: wychowanie niereligijne, dyscyplina filozofii zwana etyką i instynkty moralne. Bez wnikania w szczegóły tych trzech niekoniecznie odrębnych obszarów, zastanówmy się, jak duży odsetek ludzkości nie ma dostępu do żadnego z nich:
Jak wiele jest dzieci, które otrzymują religijne wychowanie, nie czytają filozofii i nie mają dobrze rozwiniętych instynktów moralnych?
Jak wiele jest dzieci, które nie otrzymują żadnego wychowania, nie czytają filozofii i nie mają dobrze rozwiniętych instynktów moralnych?
Jak wiele jest dzieci, które otrzymują antywychowanie, nie czytają filozofii i nie mają dobrze rozwiniętych instynktów moralnych?
A może w tym rozumowaniu ukrywa się przede mną jakiś podstawowy błąd... | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
37 na 39 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Religia jest lepsza niż zupełny brak etyki.
I oczywiście zawężasz pojęcie "religii" do chrześcijaństwa (tradycyjnie zawężając do bardzo wybranych jego założeń: np. uwzględniając "nie zabijaj" ale pomijając "nie dasz żyć czarownicy" itd.)...
Czy na przykład, religia Azteków (głosząca min. że etycznym czynem jest składanie ludzkich ofiar, by zapewnić dalsze istnienie świata) była lepsza od zupełnego braku etyki?
Czy religie uważające "święte wojny" za dobre - są lepsze od ich braku? Wojny z powodów ekonomicznych łatwo zakończyć przez porozumienia - w przypadku wojen ideologicznych nienawiść trwa przez stulecia lub aż do zniszczenia heretyków...
> założenie, że istnieją ludzie, którzy nie mają dostępu do innego niż religia źródła nauk moralnych.
Zwykle nie mają dostępu, bo dostęp został zablokowany przez religię (religijnych rodziców czy władze).
Pominąłeś przynajmniej jedno źródło moralności: przepisy prawne, precyzujące, co wolno a czego nie wolno. To bardzo starożytne źródło, zwykle dużo bardziej moralne od przepisów religijnych.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >I oczywiście zawężasz pojęcie "religii" do chrześcijaństwa
Nie miałem takiego zamiaru, ale dziękuję za tę uwagę. Pozwala mi ona sprecyzować swoją tezę: Istnieje religia, która jest lepsza niż zupełny brak etyki.
>Pominąłeś przynajmniej jedno źródło moralności: przepisy prawne, precyzujące, co wolno a czego nie wolno. To bardzo starożytne źródło, zwykle dużo bardziej moralne od przepisów religijnych.
Racja, to przeoczenie. Prawo powinno się znaleźć na tej liście, szczególnie że nie starałem się zdefiniować obszarów zupełnie odrębnych. Moje pytanie trzeba więc rozszerzyć o dzieci, które nie mają dostępu do lektur prawniczych ani do rozmów z policjantami.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | 22 na 22 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Moje pytanie trzeba więc rozszerzyć o dzieci, które nie mają dostępu do lektur prawniczych ani do rozmów z policjantami.
Ad absurdum: - jedno dziecko trzymane od początku w piwnicy, głodzone, bite i gwałcone, bez dostępu do lektur prawniczych i filozoficznych - ale codziennie nauczane religijnie przez czytanie mu Starego Testamentu
- drugie dziecko wychowywane w normalnych warunkach, też bez dostępu do lektur prawniczych i filozoficznych, ale bez dostępu do jakiejkolwiek religii
Oczywiście to pierwsze będzie bardziej moralne i etyczne, dzięki religii?
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| |  | 4 na 4 | keram aktsu (1211 punktów) |
Ojcze Lesiotrze, a wiedziesz, że z liter zawartych w słowie 'religia' można ułożyć słowo 'giliera'?
Tak, wciąż bez sensu...
|
|
| | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Ojcze Lesiotrze, a wiedziesz, że z liter zawartych w słowie 'religia' można ułożyć słowo 'giliera'?> Tak, wciąż bez sensu...nie rozumiem tej wypowiedzi 
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > - jedno dziecko (..) >- drugie dziecko wychowywane (..) >Oczywiście to pierwsze będzie bardziej moralne i etyczne, dzięki religii?
Uważam, że poszczególne warianty (oprócz brutalnych działań) mają w praktyce niewielkie znaczenie na jego przyszłość, w tym asymilację i późnieszą afirmację postaw moralnych i etycznych (lub jej brak). Czytanie dziecku Ewangelii, Starego Testamentu samo w sobie mechanicznie nie prowadzi do niczego dobrego ani złego. Ważne jest coś innego. łącząc pozdrowienia
|
|
|  | 4 na 4 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >Nie miałem takiego zamiaru, ale dziękuję za tę uwagę. Pozwala mi ona sprecyzować swoją tezę: Istnieje religia, która jest lepsza niż zupełny brak etyki.
Stawiając tezę co do istnienia takiej religii bierzesz na siebie obowiązek udowodnienia tej tezy. Do dzieła!
|
|
| |  | 3 na 3 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Stawiając tezę co do istnienia takiej religii bierzesz na siebie obowiązek udowodnienia tej tezy. Do dzieła!
Po wypowiedziach w tym wątku widzę, że jest to teza fałszywa.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
 | -2 na 6 | worek kości (2937 punktów) | >zawężasz pojęcie "religii" do chrześcijaństwa (...) uwzględniając "nie zabijaj" ale pomijając "nie dasz żyć czarownicy"
WTF? Gdzie ty w Katechizmie Kościoła Katolickiego znalazłeś nawoływania do mordów? Ludzie...
bembergiem w berg
|
|
|  | 5 na 5 | Scarabaeus (2198 punktów) | >>zawężasz pojęcie "religii" do chrześcijaństwa (...) uwzględniając "nie zabijaj" ale pomijając "nie dasz żyć czarownicy" >WTF? Gdzie ty w Katechizmie Kościoła Katolickiego znalazłeś...
Chrześcijaństwo nie kończy się na KK.
|
|
| |  | 9 na 9 | Olek Mularski (3178 punktów) | >Chrześcijaństwo nie kończy się na KK.
No tak są jeszcze mormoni, którzy wyjmują z grobów i pośmiertnie chrzczą zmarłych ateistów, a apostatów wyrzucają z własnej rodziny; świadkowie jehowy, których działalności nie potrzeba zbytnio przedstawiać; fanatyczni amerykańscy protestanci chcący wprowadzić w szkołach zakaz nauki o ewolucji i inne dziwaki.
Wszystkie religie są zaborcze i zazdrosne o wyznawców, głoszą niechęć do wyznawców innych kultów i ateistów. Wystarczy zobaczyć co dzieje się np. w Nigerii, żeby dojść do wniosku, iż religia jest zaprzeczeniem jakiejkolwiek etyki.
|
|
|  | 16 na 16 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >>zawężasz pojęcie "religii" do chrześcijaństwa (...) uwzględniając "nie zabijaj" ale pomijając "nie dasz żyć czarownicy" >WTF? Gdzie ty w Katechizmie Kościoła Katolickiego znalazłeś nawoływania do mordów? Ludzie...
A od kiedy to jedyną świętą księgą chrześcijaństwa jest Katechizm Kościoła Katolickiego? Coś przeoczyłem, wycofano Biblię?!
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
|  | 4 na 4 Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | >WTF? Gdzie ty w Katechizmie Kościoła Katolickiego znalazłeś nawoływania do mordów? Ludzie... > bembergiem w berg
Katechizm nazywa bibie "pismem świętym" czy prawdą objawioną. A w tej mitologi aż roi się od mordów, zbrodni i kwiatków w stylu sławetnego "nie dasz żyć czarownicy". Jednocześnie czarownicy KK, co niedziele wzywają duchy święte i inkantują zaklęcia, aby zamienić andruty w ludzkie ciało. Ciało które potem jest spożywane w rytualnej kanibalistycznej uczcie z udziałem dzieci. Na temat tego kanibalizmu i czarów jednak znajdziesz co nieco w katechizmie.
|
|
 | 2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | > > Religia jest lepsza niż zupełny brak etyki.> I oczywiście zawężasz pojęcie "religii" do chrześcijaństwa (tradycyjnie zawężając do bardzo wybranych jego założeń: np. uwzględniając "nie zabijaj" ale pomijając "nie dasz żyć czarownicy" itd.)... Oczywiście nikt inny oprócz chrześcijan nie wpadł na ten pomysł, że należy zabronić zabijania.
|
|
|  | 7 na 7 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) |
> Oczywiście nikt inny oprócz chrześcijan nie wpadł na ten pomysł, że należy zabronić zabijania.  > 1. Dlatego przytoczyłem przykład religii Azteków 2. chrześcijanie (podobnie jak judaizm czy islam) - wbrew pozorom - również nie zabraniają zabijania. Te "pozory" to przykazanie "nie zabijaj", które nijak się ma do teologii, nauczania religijnego i całej historii religii.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
14 na 14 | Nessy (3864 punktów) | Lepszym pytaniem jest czy ludzie potrzebują odgórnych nauk moralnych żeby postępowac dobrze. Sądzę że moralność powstała w procesie oddolnym, wyszła od ludzi (choćby przez dylemat więźnia), a religie tylko ją przywłaszczyły. Inna sprawa że nie chciałabym żyć w miejscu gdzie religia ustanawia moralność. www.youtube.com/watch?v=z5qYfJ5cuIY
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Lepszym pytaniem jest czy ludzie potrzebują odgórnych nauk moralnych
Dla dzieci prawie wszystko jest odgórne.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | 4 na 4 | Nessy (3864 punktów) | >>Lepszym pytaniem jest czy ludzie potrzebują odgórnych nauk moralnych >Dla dzieci prawie wszystko jest odgórne. > doku (Tomasz Kamiński)
Dzieci bez tego by nie przetrwały. Wyobrażasz sobie 3-latka który osobiście sprawdza racjonalność wszystkich zakazów czy nakazów? Dzieci dorastają i wtedy widzą (lub nie) że nie wszystko czego się dowiedzieli "odgórnie" jest prawdą.
|
|
 | 4 na 4 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >Lepszym pytaniem jest czy ludzie potrzebują odgórnych nauk moralnych żeby postępowac dobrze. Sądzę że
To tak samo jak by pytać czy ludzie potrzebują odgórnych nauk higienicznych, żeby się myć. Myślę że nauczenie dziecka higieny w jakiś sposób jest lepsze, niż dochodzenie do niej samodzielnie przez doświadczenie lub podglądanie. Ale jeżeli nauczana higiena polega na codziennym myciu się w Gangesie (a takie rzeczy widziałem w Varanasi), to mam poważne wątpliwości czy nie lepiej żeby dziecko się wcale nie myło?
|
|
1 na 1 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Wielokrotnie pisałem tutaj, że mój ateizm ma swoje źródła w etyce, nie w agnostycyzmie. Nie skupiam> się na filozoficznej kwestii istnienia Boga, ale na szkodliwości religijnych nauk moralnych. A> jednak, jeśli przyjąć założenie, że nie istnieje inne źródło nauk moralnych, to religię należy ocenić pozytywnie.Żeby się nie potarzać: www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,8526
Religia jest kompletnym nonsensem i ogromną szkodą dla ludzkiej cywilizacji. - Steven Weinberg
|
|
6 na 6 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >jednak, jeśli przyjąć założenie, że nie istnieje inne źródło nauk moralnych, to religię należy
Przyjęte założenie jest bezpodstawne, sprzeczne z nauką i doświadczeniem.
>Podstawową kwestią w tym rozumowaniu jest założenie, że istnieją ludzie, którzy nie mają dostępu do >innego niż religia źródła nauk moralnych. Zastanówmy się więc, jakie oprócz religii istnieją źródła >moralności. W ogólności widzę trzy: wychowanie niereligijne, dyscyplina filozofii zwana etyką i
Jakie źródła moralności czy etyki mają zwierzęta? A jednak można u niektórych zaobserwować zachowania wg pewnych zasad etycznych.
>A może w tym rozumowaniu ukrywa się przede mną jakiś podstawowy błąd...
Tak. Błąd polega na tym, że błędne założenia doprowadziły do błędnych wniosków.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jakie źródła moralności czy etyki mają zwierzęta? A jednak można u niektórych zaobserwować zachowania wg pewnych zasad etycznych
O tym napisałem od razu - są to instynkty moralne
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | 2 na 2 | Scarabaeus (2198 punktów) |
>O tym napisałem od razu - są to instynkty moralne
Instynkty moralne? Drapieżniki to pewnie mają instynkty niemoralne?
|
|
13 na 13 | slik (20011 punktów) | > Religia jest lepsza niż zupełny brak etyki.Kościół dzisiaj uczy obłudy, cynizmu, konformizmu i hipokryzji. Jest ksenofobiczny a niektórzy jego urzędnicy głoszą wręcz poglądy nacjonalistyczne nastawiając społeczeństwo wrogo do obcych siejąc nieufność do sąsiadów Polski i ludzi myślących inaczej, lub wyznających inne poglądy od jedynie słusznych, jakie preferuje Kościół. W Danii, gdzie większość społeczeństwa jest ateistami sąsiadowi nie ufa kilkanaście procent ludzi. W Polsce te wskaźniki są odwrócone, a ponoć jesteśmy "katolickim krajem" - przynajmniej tak utrzymywali dzisiaj katolicy na czacie programu "Między Niebem a Ziemią"
|
|
 | 16 na 16 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >W Danii, gdzie większość społeczeństwa jest ateistami sąsiadowi nie ufa kilkanaście procent ludzi. W Polsce te wskaźniki są odwrócone, a ponoć jesteśmy "katolickim krajem" - przynajmniej tak utrzymywali dzisiaj
Jak można ufać komuś, kto może Cię okraść i chwilę później być oczyszczonym z winy spowiedzią, i nie mieć nawet wyrzutów sumienia?
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >ponoć jesteśmy "katolickim krajem"
To prawda, jesteśmy krajem zdemoralizowanym. Ale może istnieje gdzieś na Ziemi religia dobrze umoralniająca, bez strachu i zniewalania?
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | 12 na 12 | slik (20011 punktów) | >>ponoć jesteśmy "katolickim krajem" >To prawda, jesteśmy krajem zdemoralizowanym. Ale może istnieje gdzieś na Ziemi religia dobrze umoralniająca, bez strachu i zniewalania? Religia nie jest od umoralniania, ale od czerpania zysków. Umoralnianie może odbywać się jedynie przy okazji, i tylko wtedy gdy nie koliduje z celem nr. 1 Przerażają mnie ludzie, których "moralność" jest wymuszona jedynie perspektywiczną wizją kąpieli w gorącej smole, w którą zresztą większość nie wierzy. Widzą natomiast, jak ich "przewodnicy duchowi" w praktyce ową "moralność" rozumieją i traktują. Można chyba zaryzykować tezę, że moralność jest wynikiem ewolucji - po prostu społeczeństwa zachowujące się wobec swoich jednostek moralnie, mają większe szanse na przetrwanie. Ponoć pewne zachowania zachowania, które można zakwalifikować do moralnych można zaobserwować u człekokształtnych. Ale Kościół wmawia wszystkim, że to on ma monopol na moralność
|
|
|  | 8 na 8 | Hodża (11172 punktów) | > To prawda, jesteśmy krajem zdemoralizowanym. Ale może istnieje gdzieś na Ziemi religia dobrze umoralniająca, bez strachu i zniewalania?Rozważałem kiedyś tę kwestię na przykładach praktycznych. W Salt Lake City (miasto mormonów) ponoć ludzie nie zamykają domów wychodząc na zakupy ani samochodów. (Może tak było, bo nie wydaje mi się, żeby takie Eldorado nie przyciągnęło swoich "odkrywców"  ). W niektórych muzułmańskich rewirach Londynu ponoć sami muzułmanie wyeliminowali problem handlu narkotykami. Jednak przyjrzawszy się bliżej takim miejscom, gdzie religia faktycznie staje się fundamentem zachowań etycznych (czytając relacje ludzi, którzy np. wyrwali się z sekty mormońskiej) bardzo szybko można zauważyć, że jest to wyraz zniewolenia jednostki i ciągłego strachu wywołanego inwigilacją i - zazwyczaj - dotyczy tylko zachowań najbardziej widocznych na zewnątrz. To, co ukryte, pozostaje niewypowiedziane i często ludzie ci, nie poddani presji środowiska w innych warunkach okazują się bardzo podatni na różnego rodzaju dewiacje. Można śmiało zaryzykować tezę, że religia stanowi protezę moralności. Prawdziwie moralne zachowania muszą stać się częścią osobowości, a nie tylko sposobem funkcjonowania w grupie. Jest taki amerykański film "Władca much", opowiadający fikcyjną historię chłopięcego chóru kościelnego, który ocalał z jakiejś lotniczej katastrofy na bezludnej wyspie. Okazuje się, że rygorystyczne wychowanie w duchu moralności religijnej w warunkach braku presji ze strony hierarchii fizycznie istniejących autorytetów z łatwością zamienia się w swoją antytezę. Moralność, moim zdaniem, aby była zaakceptowana i realizowana musi zostać zrozumiana, nie da się jej wbić młotkiem w głowę.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| |  | 5 na 5 | Kuba K. (3909 punktów) | > Jest taki amerykański film "Władca much" (...)Wypadałoby wspomnieć, że ww film jest ekranizacją powieści pod tym samym tytułem autorstwa Williama Goldinga, laureata Nagrody Nobla. Książka była zresztą ekranizowana dwukrotnie. Więcej na ten temat: pl.wikipedia.org/wiki/Władca_much
|
|
|  | | bohandas (842 punktów) | >To prawda, jesteśmy krajem zdemoralizowanym. Ale może istnieje gdzieś na Ziemi religia dobrze umoralniająca, bez strachu i zniewalania?
Buddyzm?
|
|
18 na 18 | diogenes (42753 punktów) | >Religia jest lepsza niż zupełny brak etyki.
Nie widzę możliwości uzasadnienia ogólnych norm moralnych w oparciu o racje odwołujące się do czynników ponadnaturalnych, np. wszelkiego rodzaju objawienia dane wybranym jednostkom lub elitom (kapłanom). Osoby pozbawione takiego wglądu wyłączone zostałyby z całej sfery etyczności: ich etyka byłaby jedynie etyką posłuszeństwa wobec wyższych, autorytarnych instancji. To, że ktoś w ramach religii formułuje normy etyczne jeszcze wcale nie znaczy, że są one normami etycznymi. "Nie zabijaj!" odwołujące się do sankcji boskich nie jest żadną normą etyczną, ale raczej mętnym, spekulatywnym postulatem teologicznym. (To dlatego poziom moralny młodzieży raczej pogorszył się po wprowadzeniu do szkół religii, bo w gruncie rzeczy nie ma ona nic wspólnego z etyką.) Ponadto: stan zupełnego braku etyki jest urojony.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 8 na 8 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > Ponadto: stan zupełnego braku etyki jest urojony.
Etyki można się bardzo szybko nauczyć samodzielnie. Np okładając się po mordzie z kolegą uczysz się, że uderzenie kogoś powoduje ból, który możesz poznać chwilę po jego zadaniu. Kiedy Ci coś ukradną, to wiesz że to nieprzyjemne i próbujesz samemu kraść narażając się na poznany już wcześniej ból w przypadku wpadki, lub próbując wspólnie ustalić zasady że od teraz się już nie bijemy i nie kradniemy.
Wspomniany w tym wątku wcześniej dylemat więźnia bardzo szybko zaczyna działać nawet wśród dzieci. Nie trzeba nawet mieć wspólnego języka, a da się doprowadzić do etycznego porozumienia, co miało miejsce na linii frontu francusko niemieckiego podczas I wojny światowej. Etyka i moralność się czasem po prostu opłaca.
|
|
|  | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >Etyki można się bardzo szybko nauczyć samodzielnie...
Zgoda. Wystarczy, że etyka jako nauka i jako codzienna praktyka odwołuje się w swych dyskursach do racji prostych zachowań, emocji i rozumowań ludzi. Fundamentalne kategorie etyki - dobro i zło - nie potrzebują żadnych instancji nie z tego świata albo z mroków historii.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | | bohandas (842 punktów) | >Etyki można się bardzo szybko nauczyć samodzielnie. Np okładając się po mordzie z kolegą uczysz się, że uderzenie kogoś powoduje ból, który możesz poznać chwilę po jego zadaniu.
Okładając się z innymi po mordzie szybko się uczysz, że opłaca się być silniejszym - wtedy to innych bardziej boli, a sam możesz chodzić w chwale podziwianego przez kolegów zwycięzcy. Co to ma wspólnego z etyką?
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >odwołujące się do sankcji boskich nie jest żadną normą etyczną, ale raczej mętnym, spekulatywnym postulatem teologicznym.
Z tym nie potrafię polemizować... chyba muszę się zgodzić
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
12 na 12 | finerbijk (17282 punktów) | Jeśli ktoś postępuje etycznie z uwagi na karę "z góry", a nie przez wzgląd na ludzi, to taka etyka jest mocno podejrzana, a w przypadku dzieci wręcz szkodliwa, bo wyrabia w nich przekonanie, że przyzwoicie warto się zachowywać tylko wtedy, kiedy istnieje obawa kary.
|
|
3 na 3 | Julij (41 punktów) |
>jednak, jeśli przyjąć założenie, że nie istnieje inne źródło nauk moralnych, to religię należy >ocenić pozytywnie. >Podstawową kwestią w tym rozumowaniu jest założenie, że istnieją ludzie, którzy nie mają dostępu do >innego niż religia źródła nauk moralnych. Zastanówmy się więc, jakie oprócz religii istnieją źródła >moralności. W ogólności widzę trzy: wychowanie niereligijne, dyscyplina filozofii zwana etyką i >instynkty moralne. Bez wnikania w szczegóły tych trzech niekoniecznie odrębnych obszarów, zastanówmy >się, jak duży odsetek ludzkości nie ma dostępu do żadnego z nich: >Jak wiele jest dzieci, które otrzymują religijne wychowanie, nie czytają filozofii i nie mają dobrze >rozwiniętych instynktów moralnych?
Wydaję mi się że podstawowym źródłem zasad moralnych jest samo doświadczenie konkretnej jednostki. Do tego żeby odczuwać pewien dyskomfort lub wręcz emocjonalne cierpienie, widząc np cierpiących ludzi, według mnie nie jest potrzebna żadna książka ani nawet nauczyciel. A jeżeli komuś sprawia przyjemność np zabijanie lub okaleczanie, tak dla radochy. To uważam że tłumaczenie takiego zachowania z powodu niewiedzy, jest mocno naciągane.
|
|
dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Widzę, że przekonująco uzasadniliście, iż zupełny brak etyki jest niemożliwy i jest lepszy niż religia. To może jest jakaś inna korzyść z religii?
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
 | 6 na 6 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > To może jest jakaś inna korzyść z religii?
- pieniądze z tacy, - manipulowanie ludźmi, - sława, - wywieranie wpływu na masy, - doprowadzanie do niekorzystnego rozporządzenia własnym majątkiem,
Jak widać religia ma wiele korzyści.
|
|
|  | -1 na 3 | OCELOTIC (-34 punktów) | > > To może jest jakaś inna korzyść z religii?> - pieniądze z tacy,> - manipulowanie ludźmi,> - sława,> - wywieranie wpływu na masy,> - doprowadzanie do niekorzystnego rozporządzenia własnym majątkiem,> Jak widać religia ma wiele korzyści.> To samo można powiedzieć o każdej dziedzinie, np. o polityce i nauce.
|
|
| |  | 5 na 5 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > To samo można powiedzieć o każdej dziedzinie, np. o polityce i nauce.  Pewnie że można powiedzieć, ale z udowodnieniem będzie trudniej.
|
|
 | 5 na 5 | finerbijk (17282 punktów) | >To może jest jakaś inna korzyść z religii? Może zaistnieć taka realnie namacalna korzyść, nie tylko dla kleru (co już wspomniano), ale też dla samego wierzącego. U słabych jednostek wiara w boga albo bogów może wzmocnić ich wiarę we własne możliwości, przez co potrafią dokonać rzeczy, które inaczej by były dla nich niedostępne z powodu kiepskiej samooceny. Działają tu hasła "z pomocą boską", "bóg jest po naszej stronie", itp. Jednakże, takie narzędzia psycho-wspomagania można wykorzystać do różnych celów, a korzyść może mieć wydźwięk bardzo subiektywny. Jeśli ktoś potrzebuje boga żeby wyjść z nałogu, to pół biedy, gorzej jak do wysadzenia się w metrze.
|
|
12 na 12 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Zauważyłem w jednym z wątków pochwałę pewnego portalu, m.in. za to, że jest tam taki temat. Nic> prostszego, jak założyć taki temat u nas. Zacznę od argumentu etycznego: Religia jest lepsza niż> zupełny brak etyki.Ojojojojojojojojojoj - a to żeś Myśl sformułował...  Już się nawet nie czepiam o petitio principii, że etycznie biorąc X jest lepsze niż brak etyki  , bo litość mam. Po prostu se tak pociągnę, a co sie bede, kurna: - koszykówka jest lepsza niż zupełny brak etyki - bakłażan jest lepszy niż zupełny brak etyki - nawet siarczan magnezu jest lepszy niż zupełny brak etyki. Spróbujesz zaprzeczyć?  > Wielokrotnie pisałem tutaj, że mój ateizm ma swoje źródła w etyce, nie w agnostycyzmie.Ateizm (ewentualnie) mający źródła w agnostycyzmie - to pomysł dosyć Nieoczywisty, a za takie Cię lubię, doku  > Nie skupiam> się na filozoficznej kwestii istnienia Boga, ale na szkodliwości religijnych nauk moralnych. A> jednak, jeśli przyjąć założenie, że nie istnieje inne źródło nauk moralnych, to religię należy> ocenić pozytywnie.> Podstawową kwestią w tym rozumowaniu jest założenie, że istnieją ludzie, którzy nie mają dostępu do> innego niż religia źródła nauk moralnych. Zastanówmy się więc, jakie oprócz religii istnieją źródła> moralności.Ontologicznym źródłem moralności jest - w ostatecznej instancji - strach. I tyle. > W ogólności widzę trzy: wychowanie niereligijne, dyscyplina filozofii zwana etyką i> instynkty moralne. Bez wnikania w szczegóły tych trzech niekoniecznie odrębnych obszarów, zastanówmy> się, jak duży odsetek ludzkości nie ma dostępu do żadnego z nich:> Jak wiele jest dzieci, które otrzymują religijne wychowanie, nie czytają filozofii i nie mają dobrze> rozwiniętych instynktów moralnych?> Jak wiele jest dzieci, które nie otrzymują żadnego wychowania, nie czytają filozofii i nie mają> dobrze rozwiniętych instynktów moralnych?> Jak wiele jest dzieci, które otrzymują antywychowanie, nie czytają filozofii i nie mają dobrze> rozwiniętych instynktów moralnych?> A może w tym rozumowaniu ukrywa się przede mną jakiś podstawowy błąd...Żeby to jeden... 
Od zarania dziejów do 2003 r. ludzkość wyprodukowała pięć eksabajtów danych. To bardzo dużo, a jednak oszałamia coś innego: dziś produkujemy tyle co dwa dni. (Edwin Bendyk)
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > bakłażan jest lepszy niż zupełny brak etyki
A czy z bakłażana daje się wywieść łatwo jakieś nauki moralnopodobne?
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | 14 na 14 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > > bakłażan jest lepszy niż zupełny brak etyki> A czy z bakłażana daje się wywieść łatwo jakieś nauki moralnopodobne?Nie gorzej niż z religii  .
Od zarania dziejów do 2003 r. ludzkość wyprodukowała pięć eksabajtów danych. To bardzo dużo, a jednak oszałamia coś innego: dziś produkujemy tyle co dwa dni. (Edwin Bendyk)
|
|
|  | 11 na 11 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Nakarmisz głodnego bakłażanami, to może to zapamięta i Ci się kiedyś odwdzięczy. I sam może będzie karmił innych głodnych. A jak trafisz na geja, to nauka "moralnopodobna", może się wznieść na jeszcze wyższy poziom, bo i integracja międzyludzka znacznie ściślejsza. No nie lepiej, żeby bakłażany wieszać wszędzie zamiast tych irytujących wielu ludzi, kontrowersyjnych krzyży?
|
|
|  | 7 na 7 | Olek Mularski (3178 punktów) | >A czy z bakłażana daje się wywieść łatwo jakieś nauki moralnopodobne?
Bakłażan w przeciwieństwie do religii chociaż nie namawia do zabijania tych, co nie jedzą bakłażanów.
|
|
1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | A może w tym rozumowaniu ukrywa się przede mną jakiś podstawowy błąd...
... owszem, jest błąd.
Etyka (z greckiego éthikós - zwyczajny; éthos - obyczaj, zwyczaj),
1. zespół norm i ocen moralnych charakterystycznych dla danej zbiorowości społ. (np. grupy społecznej, klasy, warstwy, środowiska);
2. filozoficzna nauka o moralności, zajmująca się wyjaśnieniem i ustalaniem takich kategorii, jak dobro i zło, odpowiedzialność, sumienie, powinności oraz wytyczaniem zasad i norm moralnego postępowania.
... a więc normy i zasady całkowicie sprzeczne z naszymi, to nadal etyka. Zła, pokrętna i antyludzka, ale nadal etyka - jak choćby etyka satanistów. Nie ma stworzeń bez etyki - choćby najbardziej pokrętnej, lecz specyficznej i właściwej dla nich.
... pozdrawiam...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
 | 4 na 4 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > normy i zasady całkowicie sprzeczne z naszymi, to nadal etyka. Zła, pokrętna i antyludzka,Nie to, co nasza - dobra, prostolinijna i pro-ludzka z definicji przecie  .
Od zarania dziejów do 2003 r. ludzkość wyprodukowała pięć eksabajtów danych. To bardzo dużo, a jednak oszałamia coś innego: dziś produkujemy tyle co dwa dni. (Edwin Bendyk)
|
|
|  | 2 na 4 | Irracja (4721 punktów) | > >normy i zasady całkowicie sprzeczne z naszymi, to nadal etyka. Zła, pokrętna i antyludzka,> Nie to, co nasza - dobra, prostolinijna i pro-ludzka z definicji przecie .... właśnie o to chodzi. W większości mówiąc o etyce, automatycznie przyjmujemy (taki skrót myślowy), że chodzi o etykę pro-ludzką. A przecież nie tylko ją należy rozumieć pod pojęciem "etyki". Także w pojęciu "religia" jest już zamknięte pojęcie "etyki". Bo religia to zespół wierzeń oraz zasad postępowania (etyka) powiązanych i wywodzących się z wierzeń... Zdanie "religia jest lepsza niż brak etyki" jest bez sensu. Sensowne by było Zdanie, że "lepsza jest religia niż brak etyki pro-ludzkiej". Ewentualnie "lepsza religia niż etyka antyludzka"...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| |  | 7 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > ... właśnie o to chodzi. W większości mówiąc o etyce, automatycznie przyjmujemy (taki skrót myślowy), że chodzi o etykę pro-ludzką.Nie chce mi się znęcać nad samą konstrukcją powyższego "zdania". Co do (domyślanego przeze mnie) meritum - prócz ludzi nie są znane jakiekolwiek byty, które ględziłyby o etyce. Normalne, że ludzie pro-ludzką etykę w swym ględzeniu lansują - byliby stuknięci, gdyby robili inaczej. > A przecież nie tylko ją należy rozumieć pod pojęciem "etyki".Oczekuję - niebanalnych zapewne - innych propozycji  . > Także w pojęciu "religia" jest już zamknięte pojęcie "etyki". Bo religia to zespół wierzeńTeż...  > oraz zasad postępowania (etyka) powiązanychCałkiem jak kodeks drogowy. > i wywodzących się z wierzeń......subiektywnie. > Zdanie "religia jest lepsza niż brak etyki" jest bez sensu.To zależy. Samo w sobie - owszem; niekoniecznie - o ile umówimy się co do pewnego metapoziomu, na którym uznamy pewne - że tak powiem - pozaetyczne kryteria lepszości i gorszości. > Sensowne by było Zdanie, że "lepsza jest religia niż brak etyki pro-ludzkiej". Ewentualnie "lepsza religia niż etyka antyludzka"...Zaprezentuj mnie prostemu choćby zarys jakiejś etyki nie-pro-ludzkiej albo antyludzkiej - wtedy pogadamy.
Od zarania dziejów do 2003 r. ludzkość wyprodukowała pięć eksabajtów danych. To bardzo dużo, a jednak oszałamia coś innego: dziś produkujemy tyle co dwa dni. (Edwin Bendyk)
|
|
| | |  | | Irracja (4721 punktów) |
>Zaprezentuj mnie prostemu choćby zarys jakiejś etyki nie-pro-ludzkiej albo antyludzkiej - wtedy pogadamy.
... w myśl klasycznej reguły pojęcia "etyki" (dostępnej choćby w internecie), za etykę należy uznać również postawy prezentowane przez faszyzm, stalinizm, czy "czerwonych khmerów". A chyba nikt nie uzna je za "etyki" bazujące na tolerancji i humanizmie. To typowe "etyki antyludzkie", bazujące na nienawiści i traktowaniu ludzi (zwłaszcza tych nie będących ich zwolennikami) na wskroś przedmiotowo...
... zdanie "religia jest lepsza niż zupełny brak etyki" bazuje na założeniu, że jedynie postawy wywodzące się z humanizmu są godne nazwania "etyką", co przeczy samej podstawowej i klasycznej interpretacji wyrażenia "etyka". Co za tym idzie, takie założenie może prowadzić do błędnej interpretacji, że podstaw humanizmu należy szukać wyłącznie w religiach. Dalej idąc, można dojść do wniosku (a nawet przekonania), że tylko będąc religijnym można być w pełni etycznym. Właśnie na takim myśleniu bardzo zależy obrońcom i ortodoksyjnym zwolennikom religii. I niestety, część ludzi daje się złapać na tak skonstruowany "haczyk". Bezwiednie przyjmują poglądy, lub interpretacje zwolenników religii. A później się dziwią, że tak trudno zbić argumenty różnych "oszołomów religijnych"...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | |  | 4 na 4 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | >... w myśl klasycznej reguły pojęcia "etyki" (dostępnej choćby w internecie), za etykę należy uznać również postawy prezentowane przez faszyzm, stalinizm, czy "czerwonych khmerów".
Owszem - można.
>A chyba nikt nie uzna je za "etyki" bazujące na tolerancji i humanizmie. To typowe "etyki antyludzkie",
Co do pewnych kategorii ludzi. Z punktu widzenia innych kategorii ludzi - jak najbardziej pro-ludzkie, i owszem.
>bazujące na nienawiści i traktowaniu ludzi (zwłaszcza tych nie będących ich zwolennikami) na wskroś przedmiotowo...
Nie one pierwsze.
>... zdanie "religia jest lepsza niż zupełny brak etyki"
Ściśle biorąc, dokowski pisał: Zacznę od argumetu etycznego: Religia jest lepsza niż zupełny brak etyki. - takie postawienie sprawy się samolikwiduje na wejściu.
>bazuje na założeniu, że jedynie postawy wywodzące się z humanizmu są godne nazwania "etyką", co przeczy samej podstawowej i klasycznej interpretacji wyrażenia "etyka". Co za tym idzie, takie założenie może prowadzić do błędnej interpretacji, że podstaw humanizmu należy szukać wyłącznie w religiach. Dalej idąc, można dojść do wniosku (a nawet przekonania), że tylko będąc religijnym można być w pełni etycznym. Właśnie na takim myśleniu bardzo zależy obrońcom i ortodoksyjnym zwolennikom religii. I niestety, część ludzi daje się złapać na tak skonstruowany "haczyk". Bezwiednie przyjmują poglądy, lub interpretacje zwolenników religii. A później się dziwią, że tak trudno zbić argumenty różnych "oszołomów religijnych"...
Mniej więcej racja. Mniej więcej - nie chce mi się teraz tego rozstrząsać.
Od zarania dziejów do 2003 r. ludzkość wyprodukowała pięć eksabajtów danych. To bardzo dużo, a jednak oszałamia coś innego: dziś produkujemy tyle co dwa dni. (Edwin Bendyk)
|
|
|  | 5 na 5 | setarkos (10757 punktów) | > .. dobra, prostolinijna i pro-ludzka z definicji przecie .No bo po co komu etyka pro-boska (nie wiadomo czy dobra), skoro może być lepsza proboska.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >1. zespół norm i ocen moralnych (...) >... a więc normy i zasady całkowicie sprzeczne z naszymi, to nadal etyka.
Nieprawda. Aby to była etyka, zbiór norm i zasad musi być zbiorem norm i zasad moralnych.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | | Irracja (4721 punktów) | > >1. zespół norm i ocen moralnych (...)> >... a więc normy i zasady całkowicie sprzeczne z naszymi, to nadal etyka.> Nieprawda. Aby to była etyka, zbiór norm i zasad musi być zbiorem norm i zasad moralnych.... "Aby to była etyka, zbiór norm i zasad powinien posiadać zbiór norm i zasad moralnych" - tak to moim zdaniem powinno brzmieć... ... a dlaczego uważa pan, że etyka musi być powiązana z moralnością uznawaną przez pana?. Albo że moralność musi być powiązaną z etyką uznawaną przez pana?... ... nasza etyka i moralność daje pełną podstawę do oceny czyjeś etyki i moralności - w kategoriach "dobra i zła" w stosunku do naszych poglądów. Nie daje jednak żadnych podstaw do oceny czy ktoś posiada etykę i moralność... ... pozdrawiam... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
7 na 7 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Zastanówmy się więc, jakie oprócz religii istnieją źródła >moralności. W ogólności widzę trzy: wychowanie niereligijne, dyscyplina filozofii zwana etyką i >instynkty moralne.
Źródłem moralności jest biologia. Cała reszta to dorzecze.
|
|
 | -3 na 5 | worek kości (2937 punktów) | >Źródłem moralności jest biologia. Cała reszta to dorzecze.
A biologia ma swoje źródło w fizyce, ergo, źródłem moralności jest fizyka?
bembergiem w berg
|
|
|  | 8 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >Źródłem moralności jest biologia. Cała reszta to dorzecze.> A biologia ma swoje źródło w fizyce, ergo, źródłem moralności jest fizyka?Jakbyś zgadł, worek - w szczególności dwie pierwsze zasady termodynamiki  . Tak nawiasem: zauważasz te Olśniewające Perspektywy Jazdy Teologicznej niniejszym się przed Tobą otwierające? 
Od zarania dziejów do 2003 r. ludzkość wyprodukowała pięć eksabajtów danych. To bardzo dużo, a jednak oszałamia coś innego: dziś produkujemy tyle co dwa dni. (Edwin Bendyk)
|
|
| |  | 2 na 4 | worek kości (2937 punktów) | > >>Źródłem moralności jest biologia. Cała reszta to dorzecze.> >A biologia ma swoje źródło w fizyce, ergo, źródłem moralności jest fizyka?> Jakbyś zgadł, worek - w szczególności dwie pierwsze zasady termodynamiki .Jasne, a na samym dole rzeczywistości są, sam nie wiem co, załóżmy że kwarki. No i wszystko to teraz kwarki. Co otrzymamy po zmieszaniu substancji X z substancją Y? Odpowiedź - kwarki. I co ciekawe istnieją ludzie, których nie tylko taka odpowiedź intelektualnie usatysfakcjonuje, ale którzy będą dziwić się przy tym, że innych zaspokaja odpowiedź "Bóg". No bo przecież Bóg może być odpowiedzią na wszystko. Tak samo jak kwarki.
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > bo przecież Bóg może być odpowiedzią na wszystko.No, a jakże inaczej?  > Tak samo jak kwarki.Eee, nie - kwarki nie... Kwarki się - koniec końców - dają zmierzyć i policzyć. A to takie Prozaiczne jest - jak jaka czerwień z palonego słodu, proszę Księcia... Ale i to pół biedy - dużo gorsze, że policzyć to se, kurna, może każdy, nie trzeba Specjalnie Namaszczony być  . A jak tu bez Namaszczenia i Wybraństwa Pouczać, kurde? 
Od zarania dziejów do 2003 r. ludzkość wyprodukowała pięć eksabajtów danych. To bardzo dużo, a jednak oszałamia coś innego: dziś produkujemy tyle co dwa dni. (Edwin Bendyk)
|
|
| | |  | 4 na 6 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >No bo przecież Bóg może być odpowiedzią na wszystko.
No, na wszystko nie. Na umierające w okrutnych cierpieniach niemowlęta, nie bardzo. Na hospicja pełne często umierających maluchów też. Taki cudak/bystrzacha z tego Boga. A świat zrobił spryciula taki, że główną jego zasadą jest zeżreć, samemu tego unikając. A ludzie na jego podobieństwo. Jak dobrze pamiętam, zabijamy 60 mld zwierząt rocznie w celach konsumpcyjnych. W Polsce 470 mln (około 1000 na minutę). Bardzo ładnie to wykombinował z tym żarciem najmiłościwszy. My to jeszcze jakieś kuku niby mu zrobiliśmy, ale dlaczego to my jesteśmy oprawcami w związku z tym? Nie umiał cymbał wszechmogący inaczej tej fizyki, biologii itd. poustawiać? A może nie chciał? A może go nie ma?
|
|
| | | |  | | bohandas (842 punktów) | >>No bo przecież Bóg może być odpowiedzią na wszystko. >No, na wszystko nie. Na umierające w okrutnych cierpieniach niemowlęta, nie bardzo. Na hospicja pełne często umierających maluchów też.
Jednak Bóg dla wielu jest dającą się pojąć odpowiedzią na wszystko. Wierzący zawsze można zastosować wybieg i stwierdzić, że Bóg ma swój plan, a Ty zwyczajnie nie jesteś w stanie go ogarnąć. To załatwia wszystko.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Wierzący zawsze można zastosować wybieg i stwierdzić, że Bóg ma swój plan, a Ty zwyczajnie nie jesteś w stanie go ogarnąć. To załatwia wszystko.No, ale ja mu nie dam spokoju i będę drążył. Choćby tak. www.racjonalista.pl/kk.php/s,7015
|
|
| | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >Wierzący zawsze można zastosować wybieg i stwierdzić, że Bóg ma swój plan, a Ty zwyczajnie nie jesteś w stanie go ogarnąć. To załatwia wszystko.> No, ale ja mu nie dam spokoju i będę drążył. Choćby tak.> www.racjonalista.pl/kk.php/s,7015> ... można i tak: "To nie prawda że Bóg nas doświadcza. Przecież cierpi razem z nami, a też chciałby się śmiać". ... często tracą wątek i zaczynają się plątać... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| |  | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Tak nawiasem: zauważasz te Olśniewające Perspektywy Jazdy Teologicznej niniejszym się przed Tobą otwierające?  Się powstrzymał  , może dać workowi plusa za nadzwyczajną powściągliwość? No bo takie ałłtorytety jak Heller się nie powstrzymują, tylko dawaj, jebudub, prawa fizyki pakują w boski łeb. I tadam! - świat gotowy. Dupa. Się spóźniłem. Nie ma plusa.
|
|
|  | 2 na 2 | Jacholek (5699 punktów) | >A biologia ma swoje źródło w fizyce, ergo, źródłem moralności jest fizyka? Dziekuję za tak wysokie dowartosciowanie fizyki ! W tym przypadku jest to jednak tylko prymitywny redukcjonizm odrzucany powszechnie w nauce i odpowiednio interpretowany w teorii złożonosci (complexity theory). Lepiej pozostac na poziomie biologii i ewolucji by zrozumiec skąd sie wzięła empatia. Religia próbuje sobie zawłaszczać to co rozwinęło sie w człowieku w wyniku długiego procesu w walce o przetrwanie .. zbiorowe !. Ta ewolucja bynajmniej nie stanęła w miejscu tylko przeniosła się na grunt socjalny zrywając z pierwotnym instyktem przetrwania indywidualnego.
|
|
 | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >Źródłem moralności jest biologia. Zatem istniałoby coś takiego jak etyka dżungli (powiedzmy, że przedludzkiej)? Obstawiałbym raczej umowę jako źródło moralności. Do tego konieczny byłby wspólny język na poziomie abstrakcyjnym (niecałkowicie podporządkowany biologicznemu interesowi). Takiego nie spotyka się w dziczy. [Zresztą i w znanej opowieści religijnej "Bóg" pomieszał ludziom języki, wyraźnie bojąc się konkurencji - a chyba nie chodziło "Mu" o jakąś tam 'wieżyczkę Babel'.]
|
|
|  | 2 na 2 | Kacperek (2127 punktów) | >>Źródłem moralności jest biologia. >Zatem istniałoby coś takiego jak etyka dżungli (powiedzmy, że przedludzkiej)?
Niezupełnie - raczej zasady obowiązujące w populacji organizmów społecznych.
>Obstawiałbym raczej umowę jako źródło moralności. Ale taka umowa pisana jest pod dyktando biologicznych potrzeb - osobnika z jednej, a społeczności z drugiej strony.
|
|
| |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. umowa pisana jest pod dyktando biologicznych potrzeb.. Wątpliwe, by umowy podporządkowane biologicznym potrzebom można było zaliczyć do zasad etycznych. Jeśli mogę 'robić z gęby cholewę' tylko dlatego, że wzrosły moje potrzeby, to jakaż to umowa? [A potrzeby bywają spore - kto wie czy skończone.]
>.. - osobnika z jednej, a społeczności z drugiej strony. Co do drugiej strony zgoda - godzenie racji wielu osób jednocześnie, nawet w sytuacji większych potrzeb niż możliwości, zmusza przynajmniej do wysiłku umysłowego (jeśli tylko nie skazywać się na walkę wszystkich przeciw wszystkim). Jednakowoż przy przemożnej przewadze potrzeb trudno mówić o moralności - na jej komfort można sobie chyba pozwolić dopiero po ograniczeniu biologicznego pędu do zadowalającego (ale skończonego) poziomu. [Etyka wydaje się swego rodzaju nadbudową nad biologią (nawet niekonieczną a i, bywa, niespecjalnie efektywną biologicznie).]
|
|
| | |  | 2 na 2 | Kacperek (2127 punktów) | >[Etyka wydaje się swego rodzaju nadbudową nad biologią (nawet niekonieczną a i, bywa, niespecjalnie efektywną biologicznie).]
Etyka to, ex definitione, nauka o moralności, czyli coś, co tę moralność bada i opisuje (tak jak biologia nie jest organizmami żywymi, lecz ich studiem). Co do moralności zaś, to jednak pozostanę przy swoim - jest zbiorem zasad wypracowanych przez społeczność dla przeciwdziałania jej rozpadowi wskutek zapędów egoistycznych jej członków. Stąd nie może istnieć żadna społeczność bez moralności, niezależnie od tego, czy filozofowie wykryli wszystkie jej zasady, tylko część bądź zgoła w ogóle dana społeczność nie dorobiła się jeszcze etyków ni etyki.
|
|
|  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | >>Źródłem moralności jest biologia. >Zatem istniałoby coś takiego jak etyka dżungli (powiedzmy, że przedludzkiej)? >Obstawiałbym raczej umowę jako źródło moralności. Do tego konieczny byłby wspólny język na poziomie abstrakcyjnym (niecałkowicie podporządkowany biologicznemu interesowi). Takiego nie spotyka się w dziczy. >[Zresztą i w znanej opowieści religijnej "Bóg" pomieszał ludziom języki, wyraźnie bojąc się konkurencji - a chyba nie chodziło "Mu" o jakąś tam 'wieżyczkę Babel'.]
... w bardzo uproszczonej i prymitywnej interpretacji, można przyjąć, że istniała kiedyś taka "etyka dżungli". Opierała się na dwóch podstawowych zasadach "przeżyć i rozmnożyć się". Później zaczęła się (ta etyka) rozrastać o dodatkowe, bardziej szczegółowe zapisy...
... warto zaznaczyć, iż etyka i moralność to dwa różne pojęcia. Owszem mają na siebie duży wpływ, wpływ na swoje wzajemne kształtowanie. Jednak etyka bardziej dotyczy formułowania ogólnych zasad współżycia - w najprostszej formie do sformułowania zapisów np. typu "nie zabijaj, nie kradnij", itp. Natomiast moralność dotyczy interpretacji i zastosowania etyki w życiu codziennym - np. określeniu kiedy bezwzględnie, a kiedy warunkowo stosować zasadę "nie zabijaj, nie kradnij", itp. Tak, w ogólnym zarysie i bez wchodzenia w szczegóły, należałoby interpretować pojęcia "etyki i moralności", i ich wzajemnego współistnienia...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > ... warto zaznaczyć, iż etyka i moralność to dwa różne pojęcia.> (..) etyka bardziej dotyczy formułowania ogólnych> zasad współżycia - w najprostszej formie do sformułowania> zapisów np. typu "nie zabijaj, nie kradnij", itp. Natomiast> moralność dotyczy interpretacji i zastosowania etyki w życiu codziennym> - np. określeniu kiedy bezwzględnie, a kiedy warunkowo stosować zasadę> "nie zabijaj, nie kradnij"A jakbyś zinterpretował takie konkretne zdarzenie: pani Eleni córka (jedynaczka) Afrodyta ginie w wieku 17 lat z rąk własnego chłopaka. Gość się przyznaje (typowe zabójstwo w afekcie), siedzi do dzisiaj w więzieniu. Eleni dziś, po 18 latach ma w sobie mieszankę melancholii, spokoju i egzystencjalnej akceptacji, można zaryzykować też słowo "pogodzenia", choć widać że dużo ją ten spokój kosztował. Odwrotnie jej mąż - kiedyś dyszał żądzą zemsty, dziś "tylko" nie może tego zaakceptować. Mimo wszystko dalej większość myśli obojga powraca to tamtych chwil, pytania "jak to się mogło stać? Bywał u nas w domu, znaliśmy jego rodziców, był trochę dziwny, nie widziałam ich przyszłego związku z córką, ale.." wracają jak bumerang. Grób jest jednym z centrum ich życia - jak nie fizycznie, to w głowie. Eleni zapytania przez dziennikarza o to, czy odwiedziła / odwiedzi zabójcę w więżeniu przytomnie odpowiada "nie, nie zrobię tego. Może sam kiedyś zrozumie co jej i nam wszystkim zrobił i przyjdzie, a wtedy może coś się z tej ewent. rozmowy urodzi, może coś to zmieni. A może nie" Pewien filozof zajmujący się psychoterapią wg własnego ujęcia systemowego, Bert Hellinger podczas 16tu lat na misjach w Afryce (zanim jeszcze złożył akt apostazji) odkrył, że u "dzikich" trauma zbrodni zabliźniana jest dość specyficznie, ale raz na zawsze i to zazwyczaj tuż po zdarzeniu. W plemionach Zulusów, jeśli już się zdarzy zbrodnia, to młody zabójca po uznaniu swojej winy w akcie skruchy, na wniosek wodza i rodziny ofiary.. przyłączany jest do rodziny ofiary. Ta rodzina go niejako adoptuje i odtąd traktowany jest, jak jej członek - ze wszystkimi przywilejami i obowiązkami. Zauważono, że jeśli to nie następuje, negatywne konsekwencje mogą ciągnąć się latami i pokoleniami - zarówno dla zabójcy, jak i rodziny ofiary. Natomiast po autentycznym akcie pokory i skruchy oraz adpocji wszystko wraca do czegoś w rodzaju prządku: nie ma agresji, nie ma uporczywych wspomnień ani w rodzinie ofiary, ani w sprawcy. Cytat: Uwięzieni w polu (..) Czy głównym źródłem problemów rodzinnych uwikłań jest wykluczenie? Tak. Wróćmy do przypadku, o którym mówiłem na początku: w tamtej rodzinie śmierć siostry bliźniaczki wywołała lęk. Nie mówiono o zmarłym dziecku, próbowano zapomnieć. Jeśli się kogoś wyłączy, przeklnie, zapomni - w systemie tworzonym przez rodzinę pojawia się wyrwa, puste miejsce. Zaburzony zostaje porządek. Żeby go przywrócić, trzeba w czasie ustawienia osobę wykluczoną włączyć z powrotem do kręgu. W rodzinach wyklucza się nie tylko zmarłych w jakichś kłopotliwych czy dramatycznych okolicznościach, lecz także przestępców, morderców, zdrajców, chorych psychicznie, homoseksualistów. Dla nich wszystkich musi się z powrotem znaleźć miejsce. Nawet dla zbrodniarzy? Zawsze żąda się ode mnie, abym przeklął sprawców wszelkich zbrodni, a ja wiem, że jedyną drogą, żeby sobie radzić z obecnością zła, jest przyznanie, że i oni mimo wszystko są ludźmi. Także dla nich powinniśmy znaleźć miejsce w naszym sercu. Dla naszego własnego dobra. Nie zdejmuje to z nich wcale odpowiedzialności za ich czyny. Ale jeśli wykluczamy kogoś, odmawiamy mu prawa do przynależności, sami stawiamy się w miejscu Boga, decydujemy, kto ma żyć, a kto nie. A to jest coś niesłychanego (..) rozmawiała K.Bielas, "Gazeta Wyborcza", "Duży Format". Do jakiej grupy zasad należy wg Ciebie "nie zabijaj"? Etycznych? Pewnie i moralnych tylko z wieloma permutacjami. Czy jednak formowanie pewnych podstawowych zasad, zastrzeżeń itp. w ogóle jest potrzebne? A jeśli tak, to komu? Ciekawe, że większość z nas o tego typu skrajnych zasadach w ogóle nie myśli w kategoriach "ja, mnie". Coś takiego jest w praktyce tak straszne, że nawet pomyślenie o tym po prostu nie mieści się w głowie. Więc się nie myśli, a zazwyczaj w stabilnych czasach żyje w spokoju i szczęściu  Inni natomiast stają się zabójcami nawet po obfitujących w moralizm szkołach, po kontaktach z pełnymi etyki wykładowcami, po dzieciństwie w obfitującej w miłość rodzinie. Robią to np. często w odruchu afektywnym. łącząc pozdrowienia
|
|
| | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > A jakbyś zinterpretował takie konkretne zdarzenie: pani Eleni córka (jedynaczka) Afrodyta ginie w wieku 17 lat z rąk własnego chłopaka.> Gość się przyznaje (typowe zabójstwo w afekcie), siedzi do dzisiaj w więzieniu.... wbrew pozorom, dość często pamiętam o tragedii Afrodyty i jej rodziców, w tym i Eleni. Zwłaszcza gdy spotykam się z wypowiadanymi przez młodych (i nie tylko) frazesami typu ="Kiedy się kogoś naprawdę kocha to walczy się o niego do końca, przezwyciężając wszystkie przeciwności losu", lub "Jeżeli się kogoś kocha, to powinno się robić wszystko, by być z Tą osobą i nie ważne, ile trzeba za to dać". Niestety, frazesami się młodzież faszeruje, i nic więcej, żadnych rozmów czy tłumaczeń. Żadnego zainteresowania ich przeżyciami. No bo skoro mają co jeść i w co się ubrać, skoro mają kieszonkowe - to co jeszcze "gówniarzowi potrzeba". Niestety, to dość często spotykane podejście do wychowania dzieci ("... największą krzywdą dla dziecka jest "bezstresowe wychowanie"... zwłaszcza to "bezstresowe" dla dorosłych..."). Nic więc dziwnego, że co słabsi psychicznie, a zarazem bardzo egoistyczni potrafią się posunąć i do zabójstwa, lub samobójstwa. I tak oceniam zabójcę Afrodyty - egoistyczny "gnojek" (sorry za kolokwializm) nie mogący się pogodzić z własnym losem... > Eleni dziś, po 18 latach ma w sobie mieszankę melancholii, spokoju i egzystencjalnej akceptacji, można zaryzykować też słowo "pogodzenia", choć widać że dużo ją ten spokój kosztował. Odwrotnie jej mąż - kiedyś dyszał żądzą zemsty, dziś "tylko" nie może tego zaakceptować.> Mimo wszystko dalej większość myśli obojga powraca to tamtych chwil, pytania "jak to się mogło stać? Bywał u nas w domu, znaliśmy jego rodziców, był trochę dziwny, nie widziałam ich przyszłego związku z córką, ale.." wracają jak bumerang.> Grób jest jednym z centrum ich życia - jak nie fizycznie, to w głowie.... pamięć o córce, o tym co się stało, nie ma wiele wspólnego z wybaczeniem sprawcy. Owszem, utrudnia samo przebaczenie, lecz nie determinuje podjęcia decyzji. O takiej decyzji decydują również inne czynniki... > Eleni zapytania przez dziennikarza o to, czy odwiedziła / odwiedzi zabójcę w więżeniu przytomnie odpowiada "nie, nie zrobię tego.... sądzę, że taka postawa jest pochodną tego powiedzenia - "... czasami trzeba odejść by wybaczyć... zostać, to często znaczy nienawidzić..." Często to nie pamieć o doznanej krzywdzie utrudnia wybaczenie, lecz bliskość sprawcy krzywdy... Sam podobne rozterki przechodziłem w życiu... Może sam kiedyś zrozumie co jej i nam wszystkim zrobił i przyjdzie, a wtedy może coś się z tej ewent. rozmowy urodzi, może coś to zmieni. A może nie"... myślę, że tutaj raczej przemawia oczekiwanie na "swoiste zadośćuczynienie". Życia Afrodycie nikt i nic nie zwróci. Ale okazanie przez sprawcę "pokory i samokrytyki" może np. pozwolić na uspokojenie serca. {color=green]"A może nie"[/color" Pewien filozof zajmujący się psychoterapią wg własnego ujęcia systemowego, Bert Hellinger podczas 16-tu lat na misjach w Afryce (zanim jeszcze złożył akt apostazji) odkrył, że u "dzikich" trauma zbrodni zabliźniana jest dość specyficznie, ale raz na zawsze i to zazwyczaj tuż po zdarzeniu. > W plemionach Zulusów, jeśli już się zdarzy zbrodnia, to młody zabójca po uznaniu swojej winy w akcie skruchy, na wniosek wodza i rodziny ofiary.. przyłączany jest do rodziny ofiary. Ta rodzina go niejako adoptuje i odtąd traktowany jest, jak jej członek - ze wszystkimi przywilejami i obowiązkami.> Zauważono, że jeśli to nie następuje, negatywne konsekwencje mogą ciągnąć się latami i pokoleniami - zarówno dla zabójcy, jak i rodziny ofiary.> Natomiast po autentycznym akcie pokory i skruchy oraz adopcji wszystko wraca do czegoś w rodzaju prządku: nie ma agresji, nie ma uporczywych wspomnień ani w rodzinie ofiary, ani w sprawcy.... trudno się mi wypowiedzieć na ten temat. Ale możliwe jest, że bardziej chodzi o "obowiązki", niż o "przywileje". Każdy członek rodziny to jedne więcej ręce do pracy i walki o byt wszystkich w rodzinie. W cięzkich warunkach bytowania, ma to ogromne znaczenie. Nawet z zamieszczonego fragmentu to wynika. > Cytat: Uwięzieni w polu
>Jeśli się kogoś wyłączy, przeklnie, zapomni - w systemie tworzonym przez rodzinę pojawia się wyrwa, puste miejsce. Zaburzony zostaje porządek. Żeby go przywrócić, trzeba w czasie ustawienia osobę wykluczoną włączyć z powrotem do kręgu.
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > dość często pamiętam o tragedii Afrodyty> i jej rodziców, w tym i Eleni. Zwłaszcza gdy spotykam się z> wypowiadanymi przez młodych (i nie tylko) frazesami typu> "Kiedy się kogoś naprawdę kocha to walczy się o niego do końca,> przezwyciężając wszystkie przeciwności losu" (..)To są ludzie, którzy jeszcze nie zaczęli ralnie żyć na swoje konto, gdzie odpowiedzialność bywa i wartością, i brzemieniem. Mnie osobiscie takie górnolotnie frazesy o tyle denerwują, o ile młodzi ludzie wpierają to innym na siłę. Jednak samo w sobie, przy odpowiedniej dozie tolerancji i dystansu może to być nawet ujmujące, jak sympatyczna jest buźla bobasa, która wymawia poszczególne sylaby nie znając ich znaczenia  > Nic więc dziwnego, że co słabsi psychicznie, a zarazem bardzo> egoistyczni potrafią się posunąć i do zabójstwa, lub samobójstwaNiestety tak. > I tak oceniam zabójcę Afrodyty - egoistyczny "gnojek" (sorry za> kolokwializm) nie mogący się pogodzić z własnym losem...Tak, z tego co pamiętam z wywiadu - nie dość że niedojrzały, to niezrównoważony. Dziewczyna chciała od niego odejść, chłopak nie mógł z tą swiadomoscią tej swojej "porażki" żyć.. nigdy jednak nie zrozumiem, dlaczego tacy ludzie raczej targają się na życie innych, niż swoje. > ... pamięć o córce, o tym co się stało, nie ma wiele wspólnego> z wybaczeniem sprawcy. Owszem, utrudnia samo przebaczenie, lecz> nie determinuje podjęcia decyzji. O takiej decyzji decydują również> inne czynniki...Nie wiem czy to kwestia decyzji. Myślę że raczej zdolności, sposobu bycia a na pewno czasu i wysiłku w mocowaniu się ze swoją własną ciemną stroną. > >Eleni zapytania przez dziennikarza o to, czy odwiedziła / odwiedzi> > zabójcę w więżeniu przytomnie odpowiada "nie, nie zrobię tego.> ... sądzę, że taka postawa jest pochodną tego powiedzenia -> "... czasami trzeba odejść by wybaczyć... zostać, to często znaczy nienawidzić..."Odejść, żeby po czymś takim złapać kontakt z realem na pewno jest nieodzowne. > Często to nie pamieć o doznanej krzywdzie utrudnia wybaczenie,> lecz bliskość sprawcy krzywdy... Sam podobne rozterki przechodziłem w życiu...Myślę, że może utrudnić to jego ciągła arogancja lub trwanie w złym procederze. Ja nie mam takich doswiadczeń w życiu jak Ty, jednak za czasów II wojny ktoś z mojej dalszej rodziny został zamordowany w typowo kryminaly sposób. Jedno z jego dorosłych już wtedy dzieci przez długi czas próbowało wyśledzić na własną rękę co robił i gdzie jeździł sprawca, dopóki nie zginął - również w podejrzanych okolicznościach, gdzieś w latach 60tych. Inni mu dopingowali. Później wnuk tego mojego dalekiego przodka, już w czasie teraźniejszym, zupełnie niedawno temu pranął bardzo spotkać się choćby z rodziną sprawcy.. aby móc spojrzeć tym ludziom w oczy. Pragnął tego bardzo mocno. Ta potrzeba bywa b. mocna, nawet po 70 latach. > Może sam kiedyś zrozumie co jej i nam wszystkim> zrobił i przyjdzie, a wtedy może coś się z tej ewent. rozmowy> urodzi, może coś to zmieni. A może nie"> ... myślę, że tutaj raczej przemawia oczekiwanie na "swoiste zadośćuczynienie"Cokolwiek mogłoby być tym zadośćuczynieniem. Bo chyba nie masz na myśli wyrównania. Zabicie kogoś z definicji zrównoważyć nie można nikim i niczym (na marginesie - słowa Eleni) > . Życia Afrodycie nikt i nic nie zwróci. Ale okazanie przez sprawcę> "pokory i samokrytyki" może np. pozwolić na uspokojenie serca.Osobiście myślę trochę inaczej. A może właśnie chodzi w tym "tylko" o glębokie spojrzenie sobie w oczy i poddanie się wszystkiemu co potem następuje? > > Ta rodzina go niejako adoptuje i odtąd traktowany jest,> > jak jej członek - ze wszystkimi przywilejami i obowiązkami.> > jeśli to nie następuje, negatywne konsekwencje> > mogą ciągnąć się latami i pokoleniami (..)> ... trudno się mi wypowiedzieć na ten temat. Ale możliwe> jest, że bardziej chodzi o "obowiązki", niż o "przywileje".> Każdy członek rodziny to jedne więcej ręce do pracy i walki> o byt wszystkich w rodzinie. W cięzkich warunkach bytowania,> ma to ogromne znaczenie. Nawet z zamieszczonego fragmentu to wynika.Mimo wszystko chyba nie do końca. Z resztą zależy gdzie: z tego co wiemy choćby z Kapuścińskiego albo Cejrowskiego, Afrykanie szczególnie cenią sobie więzy rodzinne. Członek rodziny to nie tylko ktoś od noszenia wody i budowania szłasu, polowań. To również ktoś, z kogo jest się dumnym, kogo się kocha, komu z dumą odprawia się wesele i kogo dzieci (wnuki) niańczy itp. > > "Nie zdejmuje to z nich wcale odpowiedzialności za ich czyny.> > Ale jeśli wykluczamy kogoś, odmawiamy mu prawa do> > przynależności, sami stawiamy się w miejscu Boga, decydujemy,> kto ma żyć, a kto nie. A to jest coś niesłychanego (..)"> ... owszem, zgadzam się. Można nie gnębić, można pozwolić> mu normalnie żyć. Tylko czy musi to oznaczać wspólne życie pod> jednym dachem?Hm.. z tego co czytałem u BH to u Afrykanów tak. U nas to raczej niemożlwe, również chyba byłoby szkodliwe. > > Inni natomiast stają się zabójcami nawet po obfitujących> > w moralizm szkołach, po kontaktach z pełnymi etyki wykładowcami,> > po dzieciństwie w obfitującej w miłość rodzinie. Robią to np. często> > w odruchu afektywnym.> ... nie potrafią rozdzielić tego co było, z tym co jest i będzie.> Zawładnęło nimi nadmierne rozmyślanie. I to ich powoli zabija...Dokładnie. Jak sobie o tym myślę, to dochodze do wnioski że zbytnie akcentowanie przykazań, w tym "nie zabijaj", wbijanie dzieciom w szkołach do głów regułek jest mało skuteczne. W tym musi chodzić o coś innego. Realną rolę gra Kodeks Karny, ogólny poziom agresji w społeczeństwie, dostatku i mądrości jako takiej (w tym emocjonalnej). A już na pewno zdrowa i pełna wzajemnej akceptacji rodzina, co byjnajniej nie jest jednoznaczne z "wychowaniem bezstresowym"  serdecznie pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > Mnie osobiscie takie górnolotnie frazesy o tyle denerwują, o ile młodzi ludzie wpierają to innym na siłę.... hmmm, frazesy, jako pewne uogólnienie tendencji w myśleniu, postępowaniu, itp - owszem mogą być nawet "miłe" w odbiorze. Problem powstaje, gdy zaczyna się je traktować jak "niepodważalne dogmaty". Gdy zaczyna się je zbyt dosłownie i bezkrytycznie wprowadzać w życie... > Nie wiem czy to kwestia decyzji. Myślę że raczej zdolności, sposobu bycia a na pewno czasu i wysiłku w mocowaniu się ze swoją własną ciemną stroną.... osobiście traktuję to jako podjęcie decyzji o wybaczeniu, lub nie. Ale na podjęcie takiej decyzji ma wpływ wiele czynników. W tym i te które wymieniłeś. Tego typu "decyzje" to na pewno nie są proste odpowiedzi na proste pytania... > Ja nie mam takich doświadczeń w życiu jak Ty...... wypada mi tylko okazać współczucie, i życzyć by spełniły się jego oczekiwania... i uzyskał "uspokojenie serca"... > Cokolwiek mogłoby być tym zadośćuczynieniem. Bo chyba nie masz na myśli wyrównania. Zabicie kogoś z definicji zrównoważyć nie można nikim i niczym (na marginesie - słowa Eleni)... oczywiście że nie myślałem o takim rozwiązaniu. Zresztą, człowiek oczekujący "takiego zadośćuczynienie" nie wybacza przed zadośćuczynieniem. A Eleni już wybaczyła... > >. Życia Afrodycie nikt i nic nie zwróci. Ale okazanie przez sprawcę> > "pokory i samokrytyki" może np. pozwolić na uspokojenie serca.> Osobiście myślę trochę inaczej. A może właśnie chodzi w tym "tylko" o glębokie spojrzenie sobie w oczy i poddanie się wszystkiemu co potem następuje?... być może, tak. Przyczyn i powodów może być multum, łącznie ze sprawdzeniem słuszności wybaczenia... > Mimo wszystko chyba nie do końca. Z resztą zależy gdzie: z tego co wiemy choćby z Kapuścińskiego albo Cejrowskiego, Afrykanie szczególnie cenią sobie więzy rodzinne. Członek rodziny to nie tylko ktoś od noszenia wody i budowania szałasu, polowań. To również ktoś, z kogo jest się dumnym, kogo się kocha, komu z dumą odprawia się wesele i kogo dzieci (wnuki) niańczy itp.... chyba zbyt skrótowo to opisałem. Raczej podałem jeden, z możliwych przykładów. Chodziło mi o "szeroko rozumiane korzyści dla rodziny, które się straciło w chwili śmierci/zamordowania jednego z członków rodziny". Duma, prestiż, itp. można zaliczyć do takich "korzyści"... > >> "Nie zdejmuje to z nich wcale odpowiedzialności za ich czyny.> >> Ale jeśli wykluczamy kogoś, odmawiamy mu prawa do> >> przynależności, sami stawiamy się w miejscu Boga, decydujemy,> > kto ma żyć, a kto nie. A to jest coś niesłychanego (..)"> > ... owszem, zgadzam się. Można nie gnębić, można pozwolić> > mu normalnie żyć. Tylko czy musi to oznaczać wspólne życie pod> > jednym dachem?> Hm.. z tego co czytałem u BH to u Afrykanów tak. U nas to raczej niemożliwe, również chyba byłoby szkodliwe.... chodziło mi o powrót do normalnego życia po spełnieniu odpowiednich uwarunkowań - takich jak kara, pokuta, poprawa, zadośćuczynienie, itp. Tzw. "machnięcie ręką" byłoby zdecydowanie szkodliwe... A już na pewno zdrowa i pełna wzajemnej akceptacji rodzina, co bynajmniej nie jest jednoznaczne z "wychowaniem bezstresowym"
... ooo, wa... "najbardziej szkodliwe dla dziecka jest wychowanie bezstresowe... zwłaszcza to bezstresowe dla rodziców"...  ... miłego wieczoru życzę...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > ... hmmm, frazesy, jako pewne uogólnienie tendencji w myśleniu,> postępowaniu, itp - owszem mogą być nawet "miłe" w odbiorze.> Problem powstaje, gdy zaczyna się je traktować jak "niepodważalne> dogmaty"Problem dla kogo?  > ... osobiście traktuję to jako podjęcie decyzji o wybaczeniu, lub nie.> Ale na podjęcie takiej decyzji ma wpływ wiele czynników. W tym> i te które wymieniłeś. Tego typu "decyzje" to na pewno nie są proste> odpowiedzi na proste pytania...Przez lata próbowałem te zjawiska jakoś ogarnąć we własnym życiu. Doszedłem do tego, że w tym o czym tu akurat mówimy raczej chodzi o uzyskanie wewnętrznej gotowości do przebaczenia, "wolności do" niż świadomie podjęcie decyzji. Taka gotowość zazwyczaj jest efektem wieloletniego zmagania się zwewnętrzną burzą uczuć i emocji, próbą pomocy przede wszystkim sobie, łączącą się z wyrażaniem na zewnątrz i poddaniem pojawiajacym się uczuciom. W ostatecznym wymiarzej jest i darem, i jakimś progiem w osięgniętym rozwoju ku pełni człowieczeństwa. Dlatego słowo "decyzja" to raczej dla mnie dysonans. Ale w tym co piszesz też coś jest, tego nie neguję. > ... wypada mi tylko okazać współczucie, i życzyć by spełniły> się jego oczekiwania... i uzyskał "uspokojenie serca"...Dziękuję w imieniu  . Tak się podziało, że akurat ta ostatnia w sznureczku osoba jest mi bliska. > człowiek oczekujący "takiego zadośćuczynienie" nie wybacza> przed zadośćuczynieniem. A Eleni już wybaczyła...Trochę w to wątpię, choć oczywiscie żadnym góru nie jestem. Myślę że jeszcze ten ostatni krok przed nią przyslowiowe postawienie kropki nad "i". Jełśi to ma jej pomóc to wierzę gorąco że tak się stanie, moim zdaniem Eleni jest do tego już dawno gotowa. Też dlatego, że jej w tym dopinguję i b. panią Eleni lubię. > > może właśnie chodzi w tym "tylko" o glębokie spojrzenie> > sobie w oczy i poddanie się wszystkiemu co potem następuje?> ... być może, tak. Przyczyn i powodów może być multum, łącznie> ze sprawdzeniem słuszności wybaczenia...Wybaczenie zawsze jest słuszne. Myślę, że bardziej o osadzenie w realnosci i uzyskaniu ostatecznego spokoju serca, o którym z resztą mówiłeś. Nie wiesz jeszcze jednego, co BH postuluje (a co osobiście mnie przekonuje). Między ofiarą i sprawcą w chwili przemocy zadzieżga się więź, która może siać spustoszenie u nich i u ich bliskich przez lata. Ten proces to własnie luzowanie tej więzi, aby w końcu po przesileniu móc się rozstać i śmiało, już bez lęku pójść we własną stronę. Ten model mnie osobiście przekonuje bardziej; proste wybaczenie ma w sobie coś z gónolotnej zasady, która tyleż ładnie wygląda we wszelkich poradnikach a nawet Biblii, co mało efektywna w życiu. > ... chyba zbyt skrótowo to opisałem. Raczej podałem jeden,> z możliwych przykładów. Chodziło mi o "szeroko rozumiane> korzyści dla rodziny, które się straciło w chwili śmierci/zamordowania> jednego z członków rodziny". Duma, prestiż, itp. można zaliczyć> do takich "korzyści"...Teraz widzę, że się tu dobrze rozumiemy  > z tego co czytałem u BH to u Afrykanów tak. U nas to raczej> niemożliwe, również chyba byłoby szkodliwe.> ... chodziło mi o powrót do normalnego życia po spełnieniu> odpowiednich uwarunkowań - takich jak kara, pokuta, poprawa,> zadośćuczynienie, itp. Tzw. "machnięcie ręką" byłoby zdecydowanie szkodliwe...  Oczywiście  Dla sprawcy kara, pokuta, i egzekwowanie poprawy oraz zadośćuczynienia jest nieodzowne. Powiedziałbym nawet, że to akt realnego miłosierdzia nad nim. > "najbardziej szkodliwe dla dziecka jest wychowanie bezstresowe...> zwłaszcza to bezstresowe dla rodziców"...  > ... miłego wieczoru życzę...Dziękuję. Hehe! Kiedyś mój dobry kolega powiedział, że wcale nie czuje iż byłby lepszą osobą, gdyby jego ojciec go w ogóle nie bił (w praktyce czasem dawał mu klapsy, ale tak w normie) Daje do myślenia..prawda?  miłego dnia
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > > Problem powstaje, gdy zaczyna się je traktować jak "niepodważalne> > dogmaty"> Problem dla kogo?... przede wszystkim dla tego kto uwierzy w te "dogmaty. I tych którzy z tego powodu ucierpią... > > Tego typu "decyzje" to na pewno nie są proste> > odpowiedzi na proste pytania...> Przez lata próbowałem te zjawiska jakoś ogarnąć we własnym życiu. Doszedłem do tego, że w tym o czym tu akurat mówimy raczej chodzi o uzyskanie wewnętrznej gotowości do przebaczenia, "wolności do" niż świadomie podjęcie decyzji.> Taka gotowość zazwyczaj jest efektem wieloletniego zmagania się z wewnętrzną burzą uczuć i emocji, próbą pomocy przede wszystkim sobie, łączącą się z wyrażaniem na zewnątrz i poddaniem pojawiającym się uczuciom. W ostatecznym wymiarze jest i darem, i jakimś progiem w osiągniętym rozwoju ku pełni człowieczeństwa.> Dlatego słowo "decyzja" to raczej dla mnie dysonans.> Ale w tym co piszesz też coś jest, tego nie neguję.... taaak, to cała, ciężka i niełatwa droga do momentu w którym człowiek wybacza, lub nie... no własnie jak nazwać ten moment? > człowiek oczekujący "takiego zadośćuczynienie" nie wybacza> przed zadośćuczynieniem. A Eleni już wybaczyła...> Trochę w to wątpię, choć oczywiście żadnym guru nie jestem. Myślę że jeszcze ten ostatni krok przed nią przysłowiowe postawienie kropki nad "i".... miałem na myśli, że już wkroczyła na drogę wybaczenia, już porzuciła myśl o zadośćuczynieniu typu "oko za oko". Też ją lubię. Miałem nawet okazję na krótką wymianę zdań... > >> może właśnie chodzi w tym "tylko" o głębokie spojrzenie> >> sobie w oczy i poddanie się wszystkiemu co potem następuje?> >... być może, tak. Przyczyn i powodów może być multum, łącznie> > ze sprawdzeniem słuszności wybaczenia...> Wybaczenie zawsze jest słuszne.... owszem, jest zawsze słuszne. Choć zawsze ma dla nas głębszy sens, jeżeli pomogło komuś się poprawić. Może dlatego, niektórzy chcą spojrzeć w oczy temu komu wybaczyli... > Między ofiarą i sprawcą w chwili przemocy zadzieżga się więź, która może siać spustoszenie u nich i u ich bliskich przez lata.> Ten proces to własnie luzowanie tej więzi, aby w końcu po przesileniu móc się rozstać i śmiało, już bez lęku pójść we własną stronę.> Ten model mnie osobiście przekonuje bardziej; proste wybaczenie ma w sobie coś z górnolotnej zasady, która tyleż ładnie wygląda we wszelkich poradnikach a nawet Biblii, co mało efektywna w życiu.... tutaj się zgodzę... > Kiedyś mój dobry kolega powiedział, że wcale nie czuje iż byłby lepszą osobą, gdyby jego ojciec go w ogóle nie bił (w praktyce czasem dawał mu klapsy, ale tak w normie)> Daje do myślenia..prawda?... daje, daje... miłego wieczoru... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > ... przede wszystkim dla tego kto uwierzy w te "dogmaty.> I tych którzy z tego powodu ucierpią...Skoro ktoś wybiera za profesora (guru, mistrza, autorytet itp) osobę niedojrzałą, to cierpi. Proste. Ja bym się jednak tak nie przejmował. Mają, czego chcą, pewnie tego właśnie potrzebują. Jak przyjdzie odpowiedni czas, to może się zmieni (ale raczej na pewno nie samo). Niektórzy muszą jednak sporo wycierpieć, żeby karta się odwróciła.. z tym że dlaczego miałbym im odbierać ich własną drogę do rozwoju, dojrzałości, mądrości, miłości? Ja nie wiem co dla nic dobre, z ledwością wiem to a propos siebie  Wierzę w człowieka, dlatego patrzę na nich z dystansem i pewną życzliwością. Ale przeważnie nie ingeruję, chyba że sprawa mnie drażni lub jakoś osobiście dotknie. Wówczas ingeruję jak inżynier, który załatwia sprawę i odchodzi zajmując się swoimi dalszymi obowiązkami. > ... miałem na myśli, że już wkroczyła na drogę wybaczenia,> już porzuciła myśl o zadośćuczynieniu typu "oko za oko".Z tego co czytałem taką filozofię rzeczywiście porzuciła. W tym skrajnym przypadku "oko za oko" faktycznie byłoby bez sensu. Prosta droga do zatracenia. > Też ją lubię. Miałem nawet okazję na krótką wymianę zdań...Wow! I jak wrażenia? Bardozm ciekaw Twoich doświadczeń  miłego dnia
|
|
| | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | ... czasami, a może często, mam wrażenie jakby ludzie byli podobni do węży. Zmieniają poglądy gdy stare są już "za ciasne", zaczynają ich uwierać... > Wow! I jak wrażenia? Bardzom ciekaw Twoich doświadczeń  ... kiedyś "dopchałem" się do niej po płytę z dedykacją (chyba zawsze, po koncertach poświęca trochę czasu na osobiste kontakty ze słuchaczami). Dwa lata później obsługiwałem imprezę plenerową. Napoje i takie tam do "namiotu-garderoby". Jakimś "cudem" skojarzyła twarz, no ale w takich okolicznościach nie starczyło czasu ponad kilka minut, kilka zdań uprzejmości. Ma jednak, w sobie to coś, co sprawia że czujesz się przy niej jak przy normalnym człowieku, przy kimś znanym z widzenia i z sąsiedztwa. Niby obca osoba, ale czuć życzliwość - czuć ten "wewnętrzny uśmiech", nawet gdy na twarzy go brak. Bardzo odbiega od większości "znanych artystów"... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) |  super Miałem podobnie z Romą Ligocką (żydowska pisarka i malarka), tyle że ja w odróznieniu od Ciebie troszku zapomniałem języka w gębie: - Czytał pan moją książkę? I jak wrażenia? - Yyy.. Moja siostra (humanistka) zdecydowanie lepiej się w takich sytuacjach odnajduje, więc z nią pogwarzyła dłużej
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > super> Miałem podobnie z Romą Ligocką (żydowska pisarka i malarka), tyle że ja w odróżnieniu od Ciebie troszku zapomniałem języka w gębie:... wiem o kogo chodzi. Miała w tym roku wystawę swoich prac w Bielsku-Białej, chyba pierwszą w Polsce, od wielu lat. Z tej okazji odwiedziła też miasto. Niestety, nie byłem na wystawie. I też nie wiem czy znalazłbym jakiś sensowny temat do rozmowy. 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | |  | | Irracja (4721 punktów) | Cytat: >Nawet dla zbrodniarzy? >Zawsze żąda się ode mnie, abym przeklął sprawców wszelkich zbrodni, a ja wiem, że jedyną drogą, żeby sobie radzić z obecnością zła, jest przyznanie, że i oni mimo wszystko są ludźmi. Także dla nich powinniśmy znaleźć miejsce w naszym sercu. Dla naszego własnego dobra.
... zgoda, lecz jak wcześniej pisałem - "... czasami trzeba odejść by wybaczyć... zostać, to często znaczy nienawidzić..." Cytat: Nie zdejmuje to z nich wcale odpowiedzialności za ich czyny. Ale jeśli wykluczamy kogoś, odmawiamy mu prawa do przynależności, sami stawiamy się w miejscu Boga, decydujemy, kto ma żyć, a kto nie. A to jest coś niesłychanego (..)
... owszem, zgadzam się. Można nie gnębić, można pozwolić mu normalnie żyć. Tylko czy musi to oznaczać wspólne życie pod jednym dachem?... i znów przytoczę - "... czasami trzeba odejść by wybaczyć... zostać, to często znaczy nienawidzić..." > Do jakiej grupy zasad należy wg Ciebie "nie zabijaj"? Etycznych? Pewnie i moralnych tylko z wieloma permutacjami. Czy jednak formowanie pewnych podstawowych zasad, zastrzeżeń itp. w ogóle jest potrzebne? A jeśli tak, to komu?... takie sformułowanie - "nie zabijaj" - ma swoje dobre strony. W takiej sytuacji, jak przykład Eleni, pozwala nie roztrząsać stale pytania "dlaczego wybaczam", pozwala zamknąć problem na tyle by nie przeszkadzał w dalszym "normalnym życiu". Może dość proste i banalne wyjście, ale skuteczne. > Ciekawe, że większość z nas o tego typu skrajnych zasadach w ogóle nie myśli w kategoriach "ja, mnie". Coś takiego jest w praktyce tak straszne, że nawet pomyślenie o tym po prostu nie mieści się w głowie. Więc się nie myśli, a zazwyczaj w stabilnych czasach żyje w spokoju i szczęściu.... ten sam powód co powyżej... > Inni natomiast stają się zabójcami nawet po obfitujących w moralizm szkołach, po kontaktach z pełnymi etyki wykładowcami, po dzieciństwie w obfitującej w miłość rodzinie. Robią to np. często w odruchu afektywnym.... nie potrafią rozdzielić tego co było, z tym co jest i będzie. Zawładnęło nimi nadmierne rozmyślanie. I to ich powoli zabija... ... pozdrawiam...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
|  | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Obstawiałbym raczej umowę jako źródło moralności. Do tego konieczny byłby wspólny język na poziomie abstrakcyjnym (niecałkowicie podporządkowany biologicznemu interesowi).Żeby się umówić, to... trzeba umieć mówić. Żeby umieć mówić w taki sposób, żeby był to język na poziomie abstrakcyjnym, potrzebne jest odpowiednie gardło, odpowiednio zbudowana i umiejscowiona krtań, no i mózg by się przydał też jaki taki, wyposażony chociażby w odpowiednią korę, neurony lustrzane, że tylko to wspomnę. Ale nasi bracia mniejsi i bez abstrakcyjnego języka sobie radzą, o czym zresztą pan Andrzej Koraszewski dużo pisze. Choćby tu
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Żeby się umówić, to... trzeba umieć mówić. Żeby umieć mówić> w taki sposób, żeby był to język na poziomie abstrakcyjnym,> potrzebne jest odpowiednie gardło, odpowiednio zbudowana> i umiejscowiona krtań, no i mózg by się przydał też jaki taki,> wyposażony chociażby w odpowiednią korę, neurony lustrzane,U ludzi to wyposażenie jest zawsze. Pytanie, czy aby koniecznie trzeba używać języka, myślenia abstrakyjnego? A może, gdzieś na podstawowym głebokim poziomie wiedziliśmy to zawsze? (tu sprecyzuję - od około 100 tys lat homo sapiens) www.racjonalista.pl/forum.php/s,532005#w532342łącząc pozdrowienia
|
|
| |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >Żeby umieć mówić w taki sposób, żeby był to język na poziomie abstrakcyjnym (..) mózg by się przydał też jaki taki, Zapewne. Dlatego o zachowaniach moralnych można mówić powyżej pewnego poziomu złożoności mózgu, który u młodzieży nabywa umiejętności komunikacji w trakcie dorastania w grupie. [Zdaje się, że bez relacji międzyosobniczych język nie zaistnieje (relacje nie są redukowalne do indywidualnych procesów biologicznych).]
>Ale nasi bracia mniejsi i bez abstrakcyjnego języka sobie radzą, Faktycznie wykształciły pewne systemy komunikacji, co do których można mieć wątpliwość czy stanowią automatyzm gatunkowy, czy podlegają zmianom wyuczonym na podobieństwo ewolucji ludzkiej kultury. Czytałem kiedyś o obyczajach wśród samców wilków. Otóż po walce przegrany nadstawia szyję tak, że zwycięzcy dość kłapnąć zębami, by rozerwać tętnicę. Silniejszy jednak zwykle nie korzysta z takiego ułatwienia w pozbyciu się rywala. W przedstawionym zachowaniu istotnie można się dopatrzeć jakichś zaczątków etyki. [Jakby język wilków, w tym wypadku język gestów, przewyższał poziom biologicznej korzyści.]
|
|
4 na 4 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Zacznę od argumentu etycznego: Religia jest lepsza niż> zupełny brak etyki.-Szczególnie w katolickim Meksyku: www.gs24.p(*)e?AID=/20120712/KRAJ/120719835Włoska mafia też jest bardzo religijna.
Religia jest kompletnym nonsensem i ogromną szkodą dla ludzkiej cywilizacji. - Steven Weinberg
|
|
1 na 1 | Olek Mularski (3178 punktów) | > Zauważyłem w jednym z wątków pochwałę pewnego portalu, m.in. za to, że jest tam taki temat.Temat niewątpliwie ciekawy, ale na tamtym portalu pewnie religię pochwalono, tu natomiast będzie bezlitosna krytyka.  > Nic prostszego, jak założyć taki temat u nas. Zacznę od argumentu etycznego: Religia jest lepsza niż zupełny brak etyki.Brak etyki? Nie wiedzieć skąd wywodzi się moralność i jakie jej filozoficzne postawy, czy może wywodzić ją w złej postaci z niewłaściwej strony? Co jest lepsze? Nie wiedzieć ile jest 2+2 czy sądzić, że 2+2=5? Mi wydaje się, że lepiej nie wiedzieć niż popełniać błąd. Poza tym brak etyki nie oznacza braku moralności, gdyż tą mamy niejako zakodowaną. Podstawowa zasada "nie czyń drugiemu co tobie nie miłe", opiekuńczość wobec słabszych to mechanizmy wywodzące się z ewolucji. Człowiek jest więc z założenia dobry i moralność posiada, a zmienić to mogą jedynie ideologie i religie właśnie, no i może przemożna chęć zysku (niektóre choroby psychiczne i zaburzenia osobowości też, ale to nieszczęście jednostki, na które ona sama nie ma wpływu, także klasyfikowałbym je osobno). > Wielokrotnie pisałem tutaj, że mój ateizm ma swoje źródła w etyce, nie w agnostycyzmie.Ateizm wynika z agnostycyzmu???  > A jednak, jeśli przyjąć założenie, że nie istnieje inne źródło nauk moralnych, to religię należy ocenić pozytywnie.Istnieje wiele innych źródeł, a to jest chyba najgorszym z możliwych! > Podstawową kwestią w tym rozumowaniu jest założenie, że istnieją ludzie, którzy nie mają dostępu do innego niż religia źródła nauk moralnych. Zastanówmy się więc, jakie oprócz religii istnieją źródła moralności. W ogólności widzę trzy: wychowanie niereligijne, dyscyplina filozofii zwana etyką i instynkty moralne.Przykro mi, ale kompletnie się z Tobą nie zgadzam, nie ma takiego człowieka, który by nie miał dostępu do etyki, ona po prostu z nami jest, jest niejako mechanizmem ewolucyjnym! Moralność jest z nami od zarania dziejów, gdyż jest konsekwencją rozwoju społeczeństwa, a nawet sposobu opieki nad potomstwem. Człowiek był i jest stworzony do życia w grupie. Musiał więc współpracować dla jej dobra, gdyż inaczej zostawał wykluczony poza jej nawias (co kiedyś oznaczało dla niego śmierć). Współpraca zaś przynosiła rozliczne korzyści, grupa rosła w siłę, mogła przetrwać w niekorzystnych warunkach, przeciwstawić się wrogom czy upolować mamuta. Tak więc opłacalne było czynić dobrze, gdyż było to odwzajemniane. Co do wychowania dzieci to chodzi oczywiście o to, że człowiek długo opiekuje się potomstwem i pomaga mu w tym rodzina, co wymaga przezwyciężenia egoizmu oraz gotowości do poświęceń dla innych. Tak też powstała najprostsza zasada moralna- "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe" Wraz z rozwojem cywilizacji konieczna była kodyfikacja- rzeczy niemiłe sklasyfikowano jako wykroczenia czy przestępstwa i przyprawiono do nich odpowiednie sankcje. Ok, religia powstała wcześniej niż skodyfikowane prawo, także od samego początku wcisnęła do niego swoje trzy grosze, ale na pewno powstała później niż etyka. Tylko oczywiście zaborcza siła jaką jest religia zawłaszczyła sobie etykę, tak jak i edukację czy naukę. Bez wnikania w szczegóły tych trzech niekoniecznie odrębnych obszarów, zastanówmy > się, jak duży odsetek ludzkości nie ma dostępu do żadnego z nich:> Jak wiele jest dzieci, które otrzymują religijne wychowanie, nie czytają filozofii i nie mają dobrze rozwiniętych instynktów moralnych?Niestety muszę Cię zmartwić, ale dużo i to bardzo dużo. Wystarczy sobie popatrzyć na tych wszystkich islamskich fanatyków, którzy od małego tylko klepali głową w podłogę w meczecie a teraz biegają z kałasznikowami i zabijają innowierców czy niewierzących. Na własnym podwórku też nie potrzeba daleko szukać- Rydzyk, politycy PiS-u, różnego rodzaju fanatyczne skrajnie prawicowe bojówki. Na całym świecie jest bardzo dużo złych ludzi, których etyka wywodzi moralność od religii, a tak właściwie to ogranicza ją do niej. Z resztą moralność takiego pochodzenia ciężko jest nawet nazwać moralnością, bo czy moralne jest głoszenie kłamstwa, ograniczanie nauki, zmuszanie kobiet do tego, by rodziły dzieci z gwałtu lub z letalnymi wadami, zabranianie apostazji pod karą śmierci, przymusowe noszenie czadorów przez kobiety, ubój rytualny, obrzezanie noworodków? > Jak wiele jest dzieci, które nie otrzymują żadnego wychowania, nie czytają filozofii i nie mają dobrze rozwiniętych instynktów moralnych?Zapewne mniej niż tych, które dodatkowo są indoktrynowane religijnie. Poza tym jak można nie otrzymać zupełnie żadnego wychowania? Jeśli nie rodzice to placówki opiekuńcze, a gdy nawet ich nie ma to ulica, ale zawsze jakieś wychowanie dziecko otrzyma. Poza tym wolę mieć do czynienia z wychowanym na ulicy opryszkiem, drobnym złodziejem niż z islamskim terrorystą czy ultrakatolickim bojówkarzem. Taki nie poddany indoktrynacji ulicznik ma umysł otwarty na różne poglądy i raczej nie neguje nic bez argumentów, nawet prymitywnych (bo ciężko tu o złożoną filozofię), ale zawsze. Fanatyk zaś nie myśli bo mu religia zjadła komórki nerwowe, a jeśli w ogóle przedstawia sobą jakieś procesy myślopodobne to tylko jednokierunkowe, jest uparty, niepodatny na nawet najbardziej logiczne kontrargumenty i brnie w jedną stronę nawet pod prąd, jak koń z klapkami na oczach. > Jak wiele jest dzieci, które otrzymują antywychowanie, nie czytają filozofii i nie mają dobrze rozwiniętych instynktów moralnych?Zależy co rozumieć pod hasłem antywychowanie? Przemoc domową, zadanie się ze złym towarzystwem, czy może indoktrynację przez grupę religijną? Przemoc domowa czasem bywa przyczyną poważnych przestępstw przez jednostkę w przyszłości (włącznie z zabójstwami i gwałtami), ale jest to raczej wynikiem zaburzeń psychicznych będących wynikiem tych negatywnych doświadczeń, może mieć też wpływ na moralność, ale nie zawsze. Reszta- patrz wyżej. > A może w tym rozumowaniu ukrywa się przede mną jakiś podstawowy błąd...
|
|
1 na 1 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Podstawową kwestią w tym rozumowaniu jest założenie, że istnieją ludzie, którzy nie mają dostępu do innego niż religia źródła nauk moralnych.< Masz na myśli eremitów?
|
|
| CzłowiekNikt (81 punktów) | Z moich obserwacji: religia to fundament pseudo etyki w otoczce obłudy. Zachowania etyczne u religijnych wynikają ze strachu przed karą lub w nadziei na nagrodę - nic ponad lęk i chciwość czyli. Ponadto, religia zwalnia z poczucia odpowiedzialności za własne czyny bo przecież kochający Bóg wybaczy.
Reszta to wymówki.
Amen.
PS. Sprawdzone na sobie - jak uwolniłem się od religii...to stałem się lepszym człowiekiem w stosunku do innych na co dzień.
A co do etyki w religii warto zajrzeć na karty historii KK i na czyny wyznawców innych fantastyk.
EDIT: Chciałbym jeszcze dodać, że dostrzegam korzyści płynące z religii - otóż jest ona świetnym narzędziem do trzymania w ryzach dziczy, która na niezbyt dobrych genach została rozwinięta. Tak jak wspomniałem wyżej - dzicz jest etyczna tylko ze względu na lęk przed karą lub nadzieję na wynagrodzenie czynów. To jest prymitywna forma etyki a w życiu jak to w życiu...różnie bywa...niech się dzicz zbuntuje przeciwko Bogu (z powodu np. katastrofy naturalnej gdzie giną bliscy i pojawiają się pytania: gdzie był mój BÓG!) - i potrafią uczynić najgorsze rzeczy bliźnim.
Prawdziwa etyka wyrasta z umysłu światłego - nie wątłego, religijnego. Prawdziwa etyka rośnie na glebie dostrzeżenia, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku, dostrzeżenia cierpienia innych i braku wentyla bezpieczeństwa w postaci możliwości odpokutowania przewiny. Tu, u pozbawionego złudzeń racjonalisty, humanisty (zwał jak zwał) może pojawić się prawdziwa etyka.
Podam przykład: co jest prawdziwiej etyczne? Religijny, który wstrzymuje się przed skrzywdzeniem bliźniego ponieważ lęka się BOGA czy Ateista, który wstrzymuje się przed skrzywdzeniem bliźniego ponieważ wie, że bliźni także cierpi i jest w niedoli (czyt. współczucie)? Nawet dziecko będzie potrafiło udzielić poprawną odpowiedź .
|
|
-1 na 1 | OCELOTIC (-34 punktów) |
> się na filozoficznej kwestii istnienia Boga, ale na szkodliwości religijnych nauk moralnych. A> jednak, jeśli przyjąć założenie, że nie istnieje inne źródło nauk moralnych, to religię należy> ocenić pozytywnie.Przeobrażone miasta - Almolonga www.youtube.com/watch?v=0pSjXQ9aWzI
|
|
lumbago (2520 punktów) (zablokowany) | > Korzyści płynące z religii
Pieniądze i władza, to przecież oczywiste.
|
|
2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | >A może w tym rozumowaniu ukrywa się przede mną jakiś podstawowy błąd... Twój podstawowy błąd polega na tym, że nie chcesz dostrzec tego, że religia to nie jest etyka, że wartości etycznych w niej nie ma.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Twój podstawowy błąd polega na tym, że nie chcesz dostrzec tego, że religia to nie jest etyka, że wartości etycznych w niej nie ma
Podaj proszę kilka przykładów wartości etycznych, abym mógł sobie wyobrazić, co to takiego jest wg Ciebie "wartość etyczna". A ja spróbuję podać Ci kilka podobnych wartości znalezionych w religiach.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
2 na 2 | Elasp (6859 punktów) | >Zauważyłem w jednym z wątków pochwałę pewnego portalu, m.in. za to, że jest tam taki temat. Nic >prostszego, jak założyć taki temat u nas. Zacznę od argumentu etycznego: Religia jest lepsza niż >zupełny brak etyki. >Wielokrotnie pisałem tutaj, że mój ateizm ma swoje źródła w etyce, nie w agnostycyzmie. Nie skupiam >się na filozoficznej kwestii istnienia Boga, ale na szkodliwości religijnych nauk moralnych. A >jednak, jeśli przyjąć założenie, że nie istnieje inne źródło nauk moralnych, to religię należy >ocenić pozytywnie. >Podstawową kwestią w tym rozumowaniu jest założenie, że istnieją ludzie, którzy nie mają dostępu do >innego niż religia źródła nauk moralnych. Zastanówmy się więc, jakie oprócz religii istnieją źródła >moralności. W ogólności widzę trzy: wychowanie niereligijne, dyscyplina filozofii zwana etyką i >instynkty moralne. Bez wnikania w szczegóły tych trzech niekoniecznie odrębnych obszarów, zastanówmy >się, jak duży odsetek ludzkości nie ma dostępu do żadnego z nich: >Jak wiele jest dzieci, które otrzymują religijne wychowanie, nie czytają filozofii i nie mają dobrze >rozwiniętych instynktów moralnych? >Jak wiele jest dzieci, które nie otrzymują żadnego wychowania, nie czytają filozofii i nie mają >dobrze rozwiniętych instynktów moralnych? >Jak wiele jest dzieci, które otrzymują antywychowanie, nie czytają filozofii i nie mają dobrze >rozwiniętych instynktów moralnych? >A może w tym rozumowaniu ukrywa się przede mną jakiś podstawowy błąd...
Szanowny Panie,
1. Miesza Pan pytanie empiryczne ("jak wiele"?) z filozoficznym (sugerowanym przez słowa "zastanówmy się"). W przypadku nieskładnie zadanego pytania trudno o składną odpowiedź.
2. Rozumiem, że to pytanie (koniunkcja pytań) ma charakter skrótowej i swobodnej impresji i dlatego wrzuca Pan różne rzeczy do jednego worka. Raz mówi Pan o "dyscyplinie filozofii zwanej etyką", natomiast poniżej o "czytaniu filozofii" (chyba w domyśle - etyki?). Ściśle biorąc należałoby tu mówić o etyce niereligijnej, albowiem są przecież systemy etyczne logicznie i historycznie wywodliwe z religii (np. personalizm chrześcijański).
3. Posługuje się Pan enigmatycznym terminem "antywychowanie"? Domyślam się, że ma to być przeciwieństwo wychowania niereligijnego. Ale czym jest owo "wychowanie niereligijne"? Nie jest nim zapewne dowolny instruktaż (byleby tylko był niezgodny z religią), lecz instruktaż będący podstawą moralności.
4. Nie jest jednak jasne, jak rozumie Pan słowo samo słowo "moralność", ale można się domyślać, że jest to zbiór nie arbitralnie przyjętych zasad, lecz jakoś powiązanych z owymi "instynktami moralnymi" i rozumem (którego wyrazem etyka), wspólnymi dla wszystkich ludzi.
5. Oznacza to, że dogmatyzm religijny zastępuje Pan dogmatyzmem antropologicznym, tzn. nie wierząc już w jedną przyczynę transcendentną wszystkich zjawisk, wierzy Panw jedną naturę ludzką, w człowieka jako istotę z natury racjonalno-moralną.
6. Obawiam się, że dowodów na naiwność takiego założenia znajdzie Pan nie mniej niż dowodów mówiących (rzekomo) o fałszywości religii. Pierwszy z brzegu: jeżeli człowiek jest istotą rozumną i mającą w miarę silne (pozareligijne i przedreligijne) instynkty moralne, dlaczego od tysiącleci wierzy w taką lub inna religię? Jeżeli rozum ludzki i instynkty są słabe i dają się do dzisiaj otumaniać najbardziej absurdalnym i dziwacznym religiom, dlaczego miałyby zasługiwać na zaufanie?
7. Jeżeli Pan powie, że instynkty te oraz rozum są wysoko rozwinięte tylko u niektórych ludzi i że na wskazówkach tych ludzi można by oprzeć całą moralność, od razu pojawia się pytanie - u których konkretnie? Oznacza to powrót de facto powrót do jakiejś postaci religii (wierzymy w słuszność tego, co mówi osoba, którą uważamy za autorytet). Przeczuwam, że takimi nauczycielami moralności mieliby być według Pana (lub mogliby być) ludzie nauki. Nie pojmuję jednak, dlaczego specjalista od tego jak jest (fizyk, antropolog, historyk, itp.), miałby być ekspertem w kwestii tego, jak powinno być? Etyka dotyczy wszakże sfery powinności, a nie faktów, mówi nie o tym jak ludzie postępują, ale o tym, jak powinni postępować.
8. Sugeruję Panu dokładniejsze przemyślenie tych spraw, albowiem Pańskie poglądy (przynajmniej w postaci sugerowanej przez powyższą Pana wypowiedź) wydają się niestety nie do utrzymania. Przeczucie Pana nie myliło - zawierają podstawowy błąd, a mianowicie sprzeczność.
Załączam pozdrowienia.
Mod: Kasuj, proszę, zbędne cytowania.
|
|
 | 3 na 3 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Oznacza to powrót de facto powrót do jakiejś postaci religii (wierzymy w słuszność tego, co mówi osoba, którą uważamy za autorytet).No, no... przyznam, że z tego typu definiowaniem religii, to pierwszy raz w życiu się spotykam... 
Od zarania dziejów do 2003 r. ludzkość wyprodukowała pięć eksabajtów danych. To bardzo dużo, a jednak oszałamia coś innego: dziś produkujemy tyle co dwa dni. (Edwin Bendyk)
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >> Oznacza to powrót de facto powrót do jakiejś postaci religii (wierzymy w słuszność tego, co mówi osoba, którą uważamy za autorytet). >No, no... przyznam, że z tego typu definiowaniem religii, to pierwszy raz w życiu się spotykam
Nie czytałeś więc moich postów. Od lat religię definiuję poprzez wiarę. Najprostsza definicja religii (choć nie każdej) to moim zdaniem "wiara nie oparta na zaufaniu".
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| |  | 5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Nie czytałeś więc moich postów.Parę mi się zdarzyło. > Od lat religię definiuję poprzez wiarę.To z gruntu błędnie definiujesz... > Najprostsza definicja religii (choć nie każdej) to moim zdaniem "wiara nie oparta na zaufaniu"....już choćby mieszając myślowo (np. zjawiska psychologiczne [wiara] ze społecznymi [religia]) różne systemy walutowe  .
Od zarania dziejów do 2003 r. ludzkość wyprodukowała pięć eksabajtów danych. To bardzo dużo, a jednak oszałamia coś innego: dziś produkujemy tyle co dwa dni. (Edwin Bendyk)
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Ściśle biorąc należałoby tu > mówić o etyce niereligijnej, albowiem są przecież systemy > etyczne logicznie i historycznie wywodliwe z religii (np. > personalizm chrześcijański).
Nie chcę wnikać w genezę systemów etycznych, więc dla celów tego wątku wszystkie systemy etyczne traktuję jednakowo
> 3. Posługuje się Pan enigmatycznym terminem "antywychowanie"? > Domyślam się, że ma to być przeciwieństwo wychowania > niereligijnego.
Oczywiście, że nie - post byłby bez sensu. Chodzi mi o przeciwieństwo wychowania - ulica zamiast rodziców, nauki w rodzaju "sumienie mają tylko frajerzy"... wychowanie religijne czasem jest w istocie antywychowaniem... a może zawsze nim jest? - o to chodzi mi w tym wątku!
> Ale czym jest owo "wychowanie niereligijne"? > Nie jest nim zapewne dowolny instruktaż (byleby tylko był > niezgodny z religią)
Oczywiście, ciąg dalszy dyskusji opartej na tym nieporozumieniu, jest bez sensu, więc wybacz mi proszę, ale przerwę tutaj czytanie i odpowiadanie
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | | Elasp (6859 punktów) |
>> Nie jest nim zapewne dowolny instruktaż (byleby tylko był >> niezgodny z religią) >Oczywiście, ciąg dalszy dyskusji opartej na tym nieporozumieniu, jest bez sensu, więc wybacz mi proszę, ale przerwę tutaj czytanie i odpowiadanie > doku (Tomasz Kamiński)
Przepraszam, na którym nieporozumieniu?
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Przepraszam, na którym nieporozumieniu?
Co do znaczenia antywychowania
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | |  | | Elasp (6859 punktów) | >> Przepraszam, na którym nieporozumieniu? >Co do znaczenia antywychowania > doku (Tomasz Kamiński)
"Nie jest nim zapewne dowolny instruktaż (byleby tylko był niezgodny z religią)".
Powyższe zdanie (które Pan bezpośrednio zakwestionował) dotyczy nie antywychowania, tylko "wychowania niereligijnego".
Przecież na moje określenie "antywychowania" zgodził się Pan wcześniej, mówiąc "Oczywiście, że nie - post byłby bez sensu".
Będę wdzięczny za uważne przeczytanie całości mojej wypowiedzi, od pkt. 1 do 8, pomimo iż jest ona pierwszą moją wypowiedzią na tym forum, a może właśnie dlatego.
Jeżeli gdzieś popełniłem błąd, będę wdzięczny za wskazówkę.
Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Przecież na moje określenie "antywychowania" zgodził >się Pan wcześniej, mówiąc "Oczywiście, że nie - post >byłby bez sensu".
Nie zgodziłem się. "Oczywiście, że nie" odnosiło się do przypuszczenia, że antywychowanie oznacza wychowanie niereligijne. A moim zdaniem wychowanie niereligijne jest potencjalnie najlepszym rodzajem wychowania. Antywychowaniem nazywam celowe kształtowanie dziecka w kierunku niemoralnym.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Nie zgodziłem się. "Oczywiście, że nie" odnosiło się do przypuszczenia, że antywychowanie oznacza wychowanie niereligijne.
Przepraszam, właśnie zauważyłem, że pokręciłem. Teraz mogę uściślić. Przeciwieństwem wychowania niereligijnego jest wychowanie religijne. Przeciwieństwem wychowania jest antywychowanie. Antywychowanie też może mieć charakter religijny.
W tej sytuacji będę mógł odpowiedzieć na resztę punktów, ale chwilowo muszę przerwać.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>Nie zgodziłem się. "Oczywiście, że nie" odnosiło się do przypuszczenia, że antywychowanie oznacza wychowanie niereligijne. >Przepraszam, właśnie zauważyłem, że pokręciłem. Teraz mogę uściślić. Przeciwieństwem wychowania niereligijnego jest wychowanie religijne. Przeciwieństwem wychowania jest antywychowanie. Antywychowanie też może mieć charakter religijny. >W tej sytuacji będę mógł odpowiedzieć na resztę punktów, ale chwilowo muszę przerwać. > doku (Tomasz Kamiński)
Dziękuję i trzymam za słowo, tym bardziej że moje wypowiedzi zawarte w punktach wydają mi się zgodne z takimi definicjami.
|
|
 | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > 6. Obawiam się, że dowodów na naiwność takiego założenia > znajdzie Pan nie mniej niż dowodów mówiących (rzekomo) > o fałszywości religii< Co rozumiesz przez fałszywość religii? Zdanie to jest bez sensu. >Pierwszy z brzegu: jeżeli człowiek > jest istotą rozumną i mającą w miarę silne (pozareligijne > i przedreligijne) instynkty moralne, dlaczego od tysiącleci > wierzy w taką lub inna religię?< Od kiedy religia jest obiektem wiary? Co religia ma wspólnego z instynktem? Z instynktem człowiek się rodzi, z religią nie. >Jeżeli rozum ludzki i instynkty są słabe i dają się do dzisiaj otumaniać najbardziej >absurdalnym i dziwacznym religiom, dlaczego miałyby zasługiwać na zaufanie? < Rozum ludzki jest słaby? Znasz może jakieś jednostki miary siły rozumu? Wytłumacz mi jak można otumanić instynkt? Masz na myśli kościelne śluby czystości? Nikt ich nie dotrzymuje, więc nie instynkt jest otumaniany tylko wierni.
|
|
|  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
1. >Co rozumiesz przez fałszywość religii? >Zdanie to jest bez sensu.
Mam na myśli to fałszywość tego, co poddaje się kwalifikacji w kategoriach prawdy lub fałszu (to, co jest zdaniem oznajmującym, a nie nakazem), a więc dogmaty religijne, na przykład twierdzenie, że istnieje Bóg, że dusza jest nieśmiertelna, itp.
Skorzystałem ze skrótu myślowego, aby się zanadto nie rozpisywać (moja wypowiedź była i tak długa). Oczywiście religia rozumiana jako praktyka czy zjawisko społeczne prawdziwa ani fałszywa nie jest.
2. Od kiedy religia jest obiektem wiary?
Znowu wyraziłem się skrótowo i z tego samego powodu. Wierzyć w religię = wierzyć w to, co ona do wierzenia podaje.
3. >Rozum ludzki jest słaby? Znasz może jakieś jednostki miary siły rozumu? >Wytłumacz mi jak można otumanić instynkt?
Żądasz jednostek w przypadku zjawisk, które nie są łatwo mierzalne. Uczucia też nie są mierzalne jakimiś jednostkami, ale mówisz przecież, że lubisz kogoś bardziej, a kogoś mniej i to powiedzenie ma doskonały sens.
Chcę powiedzieć, że racjonalista powinien wyjaśnić fenomen religii. Jeżeli człowiek faktycznie jest istotą racjonalną ("homo sapiens", człowiek myślący!), dlaczego nagminnie ulegał i ulega nadal takiej czy innej religii? Nie widzisz sprzeczności między jednym a drugim?
Tym, co racjonaliście pozostaje, jest wiara w postęp, jest powiedzenie, że ludzkość staje się coraz bardziej racjonalna i odporna na zabobon odkąd zaczęło się ją odpowiednio "oświecać" (jak sądzili patroni tego forum). To stwierdzenie jest dla mnie aktem wiary (w człowieka), bo historia, zwłaszcza historia XX wieku pokazuje, że człowiek żyjący w roku 1939 nie jest wcale mniej okrutny, niż człowiek żyjący w roku 939 i wcale nie jest mniej od niego religijny. Z tą tylko różnicą, że z większą niż dotąd swobodą tworzy nowe religie, co najwyżej bardziej dostosowane do nowoczesnych czasów (kult jednostki, kult takich czy innych "idoli" i "gwiazd", itp.). Jest rzeczą znaną, że w Argentynie istnieje kościół Diego Maradony, "The Iglesia Maradoniana", zachodzi tu więc coś więcej niż luźna analogia do zjawisk i praktyk religijnych.
Racjonalizm jest więc zabobonną wiarą, wynikającą (jak podejrzewam) z naiwnego założenia, że wraz z (niewątpliwym, co do tego zgoda) postępem technicznym i naukowym idzie w parze postęp "duchowy". Jako zabobonna wiara jest wewnętrznie sprzeczny, bo ma przecież walczyć z zabobonnymi wierzeniami, sama jego istota polega właśnie na tym.
Ostatnią deską ratunku jest dla racjonalizmu powiedzenie, że człowiek może stawać się lepszy (bardziej moralny i mniej religijny), nawet jeżeli dotąd mu się to nie udało, czyli że mimo wszystko ma w sobie pewną potencjalność, którą można będzie zrealizować. Ale i taka (rzekomo) tkwiąca w człowieku możliwość to jest przedmiotem wiary (dla mnie jest to skądinąd doskonały przykład myślenia życzeniowego), a nie wiedzy.
Mod: Czy mógłbyś edytować swoje wypowiedzi tak, by pasowały do ogólnego formatu forum? Nalegam, byś się postarał.
|
|
| |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Co rozumiesz przez fałszywość religii?> >>>Zdanie to jest bez sensu.> Mam na myśli to fałszywość tego, co poddaje się kwalifikacji w kategoriach prawdy lub fałszu (to, co jest zdaniem oznajmującym, a nie nakazem), a więc dogmaty religijne, na przykład twierdzenie, że istnieje Bóg, że dusza jest nieśmiertelna, itp.Ogromnie ciekawy jestem jak można puste sensownie terminy poddać kwalifikacji w kategoriach prawdy lub fałszu Uduru jest/nie jest duruspuru. To prawda czy fałsz? Logicznie to chyba należy zacząć od zdefiniowania pojęć? Rozum ludzki jest słaby? > Znasz może jakieś jednostki miary siły rozumu?To przecież Pan napisał: słabe/silne i to Pan powinien określić jednostki miary. Wytłumacz mi jak można otumanić instynkt?> Żądasz jednostek w przypadku zjawisk, które nie są łatwo mierzalne. Uczucia też nie są mierzalne jakimiś jednostkami, ale mówisz przecież, że lubisz kogoś bardziej, a kogoś mniej i to powiedzenie ma doskonały sens.Zdecydowanie "lubię bardziej" komunikatywny język i racjonalne argumenty od mętnej mowy na skróty. > Chcę powiedzieć, że racjonalista powinien wyjaśnić fenomen religii.Skoro Pan tak uważa to niech Pan wyjaśnia lub zapozna się z ogromną literaturą religioznawczą. Nie to nie nauka przyrodnicza i nie ma tu matematycznej precyzji, ale inteligentnemu człowiekowi rozważania uczonych specjalistów wiele wyjaśniają. > Jeżeli człowiek faktycznie jest istotą racjonalną ("homo sapiens", człowiek myślący!), dlaczego nagminnie ulegał i ulega nadal takiej czy innej religii?Prawie przed stu laty H. L. Mencken w artykule "Homo Neanderthalensis" napisał: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki.
Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".Pan żąda prostego wyjaśnienia w kilku zdaniach dlaczego nadal większości ludzi jakaś religia jest konieczną. To proste. Proste umysły szukają prostych wyjaśnień. Potrzeba im autorytetu: Boga, guru, wodza, który wie wszystko i za nich myśli, więc wiara w te autorytety jest zupełnie naturalną. Są na ten temat całe biblioteki, ale ich poznanie wymaga intelektualnego wysiłku. > Nie widzisz sprzeczności między jednym a drugim?Ja nie widzę. Widzę natomiast, że niewiele Pan rozumie. > Tym, co racjonaliście pozostaje, jest wiara w postęp, jest powiedzenie, że ludzkość staje się coraz bardziej racjonalna i odporna na zabobon odkąd zaczęło się ją odpowiednio "oświecać" (jak sądzili patroni tego forum).Albo się wierzy, albo się jest racjonalistą. > To stwierdzenie jest dla mnie aktem wiary (w człowieka), bo historia, zwłaszcza> historia XX wieku pokazuje, że człowiek żyjący w roku 1939 nie jest wcale mniej> okrutny, niż człowiek żyjący w roku 939Pańskie stwierdzenie jest nie tylko aktem wiary, ale także zwykłej niewiedzy: www.racjon(*)php/s,5342/q,Historia.przemocy> Racjonalizm jest więc zabobonną wiarą, wynikającą (jak podejrzewam) z naiwnego założenia, że wraz z (niewątpliwym, co do tego zgoda) postępem technicznym i naukowym idzie w parze postęp "duchowy". Jako zabobonna wiara jest wewnętrznie sprzeczny, bo ma przecież walczyć z zabobonnymi wierzeniami, sama jego istota polega właśnie na tym.Oto jak ograniczony wiarą nieoczytany fideista sobie racjonalizm wyobraża. Wielce Szanowny Panie: "Nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami"Pan jest niesłychanie szybki - wystarczyły Panu do tego dwa posty. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | |  | -3 na 5 | Elasp (6859 punktów) |
Proszę Pana,
W Pana komentarzach nie ma żadnych racjonalnych argumentów, są tylko argumenty ad hominem przemieszane z uszczypliwościami, które jednak przemilczę. Cytaty, na które się Pan powołuje, są także wątpliwe. Pinker jest badaczem umysłu (kognitywistą, książkę "Jak działa umysł" przeczytałem zanim przetłumaczono ją na język polski; pamiętam, że na którejś stronie przyznaje, iż nie wie, czym miałaby być świadomość pojęta jako zjawisko fizyczne!). Nie traktowałbym jego historycznych wywodów z pełną powagą, skoro nie zajmuje się on historią zawodowo.
Jeżeli tak bardzo wierzy Pan w siłę rozumu, proszę bardzo. Proszę obalić hipotezę H:
H) Wszechświat powstał dokładnie tydzień temu (ze wszystkimi ciałami niebieskimi, Ziemią, formacjami geologicznymi, skamielinami, z miastami, ludźmi i ich rzekomą pamięcią, itp.).
Wolno mi taką hipotezę głosić, mamy przecież (?) swobodę myśli. Proszę teraz zgromadzić w myśli wszystkie znane Panu wyniki naukowe i powiedzieć, czy dowodzą one fałszywości hipotezy H, a jeżeli tak, to w jaki sposób.
Ja ze swej strony podtrzymuję pogląd, że racjonalizm jest zabobonem, w który - owszem - można było wierzyć w wieku XVIII, ale który został skompromitowany przez wiek XX.
|
|
| | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > W Pana komentarzach nie ma żadnych racjonalnych argumentów, są tylko argumenty ad hominem przemieszane z uszczypliwościami, które jednak przemilczę.Wszystko jest możliwe, ale to otwarte forum i czyta nas i ocenia sporo osób. Uszczypliwości są zamierzone: Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski). Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba.[Mariusz Agnosiewicz - Wprowadzenie] > Cytaty, na które się Pan powołuje, są także wątpliwe.Jeżeli przeczą Pańskim tezom, to są albo głupie, albo nieprawdziwe. > Pinker jest badaczem umysłuDobrze, że Pan powiedział, gdyby nie Pan, to nikt na naszym forum tego by nie wiedział. > (kognitywistą, książkę "Jak działa umysł" przeczytałem zanim przetłumaczono ją na język polski;  > pamiętam, że na którejś stronie przyznaje, iż nie wie, czym miałaby być świadomość pojęta jako zjawisko fizyczne!).I co z tego dla naszej rozmowy wynika? > Nie traktowałbym jego historycznych wywodów z pełną powagą, skoro nie zajmuje się on historią zawodowo.Mam to w wielkim poważaniu. Niedawno zmarł jeden z bardziej profesjonalnych polskich historyków z zawodu mgr inż. chemii. Nie będę wymieniał durniów z tytułami przed nazwiskiem, zajmujących się jakimiś dziedzinami nauki zawodowo. > Jeżeli tak bardzo wierzy Pan w siłę rozumu, proszę bardzo.> Proszę obalić hipotezę H: H) Wszechświat powstał dokładnie tydzień temu (ze wszystkimi ciałami niebieskimi, Ziemią, formacjami geologicznymi, skamielinami, z miastami, ludźmi i ich rzekomą pamięcią, itp.).Siła rozumu polega też na tym, że nie zajmuje się każdą bzdurą, którą mniej lub bardziej zdrowi psychicznie ludzie wymyślą. Nauka nie zajmuje się udowodnianiem nie istnienia przeróżnych stworów. Dowód istnienia spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym, to elementarz. > Wolno mi taką hipotezę głosić, mamy przecież (?) swobodę myśli.Wolno Panu, a jak Pan odwiedzi specjalistyczny zakład spotka się tam Pan jeszcze z bardziej fantastycznymi. > Proszę teraz zgromadzić w myśli wszystkie znane Panu wyniki naukowe i powiedzieć, czy dowodzą one fałszywości hipotezy H, a jeżeli tak, to w jaki sposób.Nie będę przez wrodzoną grzeczność i nabytą kulturę określał, gdzie mam potwierdzanie lub obalanie Pańskiej hipotezy. Gdy uważa Pan ją za ważną, to proszę ją tu w nowym wątku przedstawić. > Ja ze swej strony podtrzymuję pogląd, że racjonalizm jest zabobonem, w który - owszem - można było wierzyć w wieku XVIII, ale który został skompromitowany przez wiek XX.  Koniecznie domaga się Pan aby jeszcze raz Panu powtórzyć: Nikt nas nie skompromituje bardziej, niż uczynimy to sami.Tak, to otwarte forum i oprócz wielu zalet ma też tą wadę, że każdy może tu wejść i swoje wypociny zaprezentować. To co Pan tu przedstawił, to czysta żenada i świadectwo jak wiara ogranicza ludzi intelektualnie i moralnie. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Proszę Pana, nie jestem w stanie odnieść się do wszystkich Pańskich komentarzy, jest ich tak wiele. Z uwagi na dość późną porę powiem więc tylko, że hipotezę tę pożyczyłem od Bertranda Russella, którego nazwisko powinno być znane na tym forum. Hipoteza ta pokazuje (co jest dość zresztą oczywiste), że cała nasza wiedza o świecie opiera się na wierze.
Nauka ma swoje własne problemy teoretyczne (problem indukcji, paradoks konfirmacji, paradoks prostej, problem testu krzyżowego, paradoks Goodmana i wiele in.), które tylko potwierdzają ten wniosek. Nawet nie ma już jednej matematyki, matematyk jest wiele (matematyk intuicjonista pokłóci się z matematykiem klasycznym, proszę sprawdzić hasło "intuicjonizm w matematyce").
Sądzić, że nauka coś (po prostu) stwierdziła albo coś obaliła, to wielka naiwność (mogli w to wierzyć filozofowie Oświecenia, ale dzisiaj?).
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Proszę Pana, nie jestem w stanie odnieść się do wszystkich Pańskich komentarzy,Nie, nie jest Pan w stanie. > jest ich tak wiele.Może i dużo, ale chciałem merytorycznie odnieść się do Pańskich wywodów. To nie ja te problemy tu przedstawiłem. > Z uwagi na dość późną porę powiem więc tylko, że hipotezę tę pożyczyłem od Bertranda Russella, którego nazwisko powinno być znane na tym forum.Dobre nazwisko. Mądry człowiek, którego wiele prac czytałem, choć dalece nie wszystko - tylko to co jest zgodne z moimi zainteresowaniami i możliwościami poznawczymi. > Hipoteza ta pokazuje (co jest dość zresztą oczywiste), że cała nasza wiedza o świecie opiera się na wierze.Pańska hipoteza? Wszystko możliwe. Natomiast wiedza naukowa opiera się na praktycznej weryfikacji twierdzeń, choć oczywiście istnieją i naukowe spekulacje i naukowe hipotezy. > Nauka ma swoje własne problemy teoretyczne (problem indukcji, paradoks konfirmacji, paradoks prostej, problem testu krzyżowego, paradoks Goodmana i wiele in.),Oczywiście, że nauka rozwiązując problemy poznania obiektywnie istniejącej rzeczywistości natrafia na własne problemy teoretyczne. > które tylko potwierdzają ten wniosek.Nie, nie potwierdza to żadnego idiotyzmu o konieczności wiary. > Nawet nie ma już jednej matematyki, matematyk jest wieleTak, jest wiele matematyk. > (matematyk intuicjonista pokłóci się z matematykiem klasycznym, proszę sprawdzić hasło "intuicjonizm w matematyce").Nauka polega miedzy innymi na sporach. Pan to hasło zrozumiał? "współcześnie intuicjonizm nie ma znaczenia dla rozwoju matematyki"> Sądzić, że nauka coś (po prostu) stwierdziła albo coś obaliła, to wielka naiwność (mogli w to wierzyć filozofowie Oświecenia, ale dzisiaj?).Siedzieć przy komputerze i wątpić w dorobek naukowego pojmowania świata, to czyste zaślepienie, ale można i tak.  Klapki na oczach chomąto na szyi i wio przed siebie. Czyli - Alleluja i do przodu! Wielce Szanowny Panie, niby Pan narzeka na wielość tematów, a wije się jak piskorz i stale wymyśla nowe aby wywinąć się od odpowiedzi na moje argumenty. Ta metoda jest tu już przez wielu fideistów przerabiana. Widać, że poza swoją wiarą brakuje Panu merytorycznych argumentów, w każdym rozpoczętym tu temacie. Od początków istnienia homo sapiens, na przestrzeni wielu wieków wyniki rozumowania poddawane były ostrym kryteriom praktyki, co pozwalało na stały przyrost empirycznego poznania, a w konsekwencji na coraz lepsze zrozumienie otaczającej rzeczywistości. I dlatego - pomimo tego, że znakomita większość ludzkości opierała swą wiedzę ogólną na wierze (w całym bogactwie różnorodności religii i czczonych bogów) i czasowych zwycięstw różnych ideologii - w dłuższej perspektywie zawsze wygrywa nauka.
Dziś stoimy na najwyższym (z dotychczasowych, gdyż stale następuje przyrost) naukowym poziomie poznania zasad rządzących wszechświatem. Równocześnie następuje stały wzrost poziomu technologicznego (w tym budowy nowych narzędzi poznawczych) będącego wynikiem sprzężenia zwrotnego pomiędzy teorią a praktyką. Dlatego też, pomimo świadomości uczonych o istniejącym nadal ogromie ich niewiedzy, obszary dla bytów (szczególnie tych inteligentnych) istniejących poza możliwościami ludzkiego zrozumienia i poznania kurczą się gwałtownie. Por: "Bóg luk". Ale dziś żyjemy w XXI wieku i żadne zabiegi fideistów nie cofną nam dorobku nauki. Każdy, kto ma sprawny umysł musi się z nimi liczyć i uwzględniać, to we wszystkich swoich stwierdzeniach. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Proszę Pana,
Nie przedstawił Pan żadnych argumentów, przeciwnie - jest Pan solidnie impregnowany na racje niezgodne z Pańskimi przekonaniami. Nieustannie odwołuje się Pan do "Wikipedii" (przeczytał Pan hasło w "Wikipedii" i uznał Pan, że intuicjonizm nie ma znaczenia teoretycznego), oraz do podrzędnych źródeł (referat jakiegoś studenta). Przedłożę więc swoje stanowisko w paru punktach, które uzna Pan za oczywiste po chwili namysłu:
1. Nauka opiera się na wierze (w niesprzeczność teorii mnogości, podstawowej teorii matematycznej, w to, że nie śnimy, itp.). Nie ma więc tak wielkiego rozziewu między wiedzą (naukową) a wiarą (religijną), jak się niektórym forumowiczom wydaje. Uważać, że taki rozziew istnieje = ulegać zabobonowi.
W tym zabobonie starają się nas utwierdzić ludzie nauki, zapewne z dwóch przyczyn: a) nie każdy z nich jest obeznany z filozoficznymi problemami nauki (podałem przykłady tychże), b) nikt nie będzie świadomie osłabiać swojej pozycji w wolnorynkowej walce o granty, o dotacje na badania.
2. Nauka nie może wypowiadać się na temat Boga, ponieważ nauka zajmuje się światem fizycznym, a Bóg, jeżeli istnieje, znajduje się poza światem fizycznym.
3. Hipoteza mówiąca o istnieniu Boga daje najprostszą odpowiedź na pytanie, dlaczego w ogóle istnieje cały świat fizyczny, pojęty jako całość rozpoczynająca się od Wielkiego Wybuchu (jak się obecnie przypuszcza). Sam Bóg jest istotą konieczną, zaś w pojęciu świata fizycznego, zwłaszcza takiego, jak nasz, nie ma nic koniecznego. Dlaczego więc świat fizyczny w ogóle istnieje (dlaczego doszło do Wielkiego Wybuchu)? Dlaczego istnieją akurat te, a nie inne prawa?
4. Teza o istnieniu niematerialnej duszy jest najprostszą hipotezą wyjaśniającą, jak to jest możliwe, że w świecie fizycznie zdeterminowanym dokonujemy wolnych wyborów. Jeżeli takich nie dokonujemy, jak możemy kogokolwiek karać za jego (?) czyny? Materialiści oczywiście w odpowiedzi zajmują się przekręcaniem znaczenia słów: wolność = brak determinacji zewnętrznej (Hobbes), wolność = nieświadomość przyczyn decyzji (Spinoza). Ale na takie sztuczki człowiek rozsądny nie powinien dać się nabrać. 5. Mogę przyznać, że wiele innych tez religijnych (bardziej szczegółowych), to ornament, wypływający z lokalnych obyczajów i ludowych wyobrażeń o świecie.
|
|
| | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | > Proszę Pana,> Nie przedstawił Pan żadnych argumentów, przeciwnie - jest Pan solidnie impregnowany na racje niezgodne z Pańskimi przekonaniami.No cóż zupełnie odwrotnie jak Pan. Uciekł Pan od etyki:Bardzo ubogie, według Pańskich koncepcji, jest to uprawianie etyki Celem etyki jest dochodzenie do źródeł powstawania moralności, badanie efektów jakie moralność lub jej brak wywiera na ludzi oraz szukanie podstawowych przesłanek filozoficznych, na podstawie których dałoby się w racjonalny sposób tworzyć zbiory nakazów moralnych. "Sfery powinności" to dotyczą koncepcji moralności, a nie etyki (nawet chrześcijańskiej). Uciekł Pan od religii i wiary:> Chcę powiedzieć, że racjonalista powinien wyjaśnić fenomen religii.Skoro Pan tak uważa to niech Pan wyjaśnia lub zapozna się z ogromną literaturą religioznawczą. Nie to nie nauka przyrodnicza i nie ma tu matematycznej precyzji, ale inteligentnemu człowiekowi rozważania uczonych specjalistów wiele wyjaśniają. > Jeżeli człowiek faktycznie jest istotą racjonalną ("homo sapiens", człowiek myślący!), dlaczego nagminnie ulegał i ulega nadal takiej czy innej religii?Prawie przed stu laty H. L. Mencken w artykule "Homo Neanderthalensis" napisał: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki.(...)
Pan żąda prostego wyjaśnienia w kilku zdaniach dlaczego nadal większości ludzi jakaś religia jest konieczną. To proste. Proste umysły szukają prostych wyjaśnień. Potrzeba im autorytetu: Boga, guru, wodza, który wie wszystko i za nich myśli, więc wiara w te autorytety jest zupełnie naturalną. Są na ten temat całe biblioteki, ale ich poznanie wymaga intelektualnego wysiłku. > Nie widzisz sprzeczności między jednym a drugim?Ja nie widzę. Widzę natomiast, że niewiele Pan rozumie. > Tym, co racjonaliście pozostaje, jest wiara w postęp, jest powiedzenie, że ludzkość staje się coraz bardziej racjonalna i odporna na zabobon odkąd zaczęło się ją odpowiednio "oświecać" (jak sądzili patroni tego forum).Albo się wierzy, albo się jest racjonalistą. Uciekł Pan od logiki::Ogromnie ciekawy jestem jak można puste sensownie terminy poddać kwalifikacji w kategoriach prawdy lub fałszu Uduru jest/nie jest duruspuru. To prawda czy fałsz? Logicznie to chyba należy zacząć od zdefiniowania pojęć? Teraz próbuje Pan sił w matematyce. > Nieustannie odwołuje się Pan do "Wikipedii" (przeczytał Pan hasło w "Wikipedii" i uznał Pan, że intuicjonizm nie ma znaczenia teoretycznego), oraz do podrzędnych źródeł (referat jakiegoś studenta).Szanowny Panie, mam zwyczaj wyniesiony ze szkoły odwoływania się do źródeł i porządkowania pojęć na podstawie słowników i encyklopedii. Nie lubię pieprzyć "bo mi się tak zdaje". Smęcić i męcić wokół tematu. > Przedłożę więc swoje stanowisko w paru punktach, które uzna Pan za oczywiste po chwili namysłu:> Nauka opiera się na wierze.Gówno prawda - nauka nie opiera się na żadnej wierze. NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.
Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do poznania prawdy o obiektywnie istniejącej rzeczywistości. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę. > (referat jakiegoś studenta)Dokładnie jest to na poziomie studenta świeckiej uczelni i świeckiego wydziału, ale zdecydowanie przekracza możliwości zrozumienia fideistycznego "uczonego" nawet z tytułem profesora. CDN@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 7 na 7 | MarcinK (9189 punktów) |
> Przedłożę więc swoje stanowisko w paru punktach, które uzna Pan za oczywiste po chwili namysłu:Przynajmniej masz poczucie humoru  > 1. Nauka opiera się na wierze (w niesprzeczność teorii mnogości, podstawowej teorii matematycznej, w to, że nie śnimy, itp.). Nie ma więc tak wielkiego rozziewu między wiedzą (naukową) a wiarą (religijną), jak się niektórym forumowiczom wydaje.Proponuje nie trzymać ludzkości w błogiej niewiedzy i napisać jakąś dysertację w rodzaju: "Zamiana wody w wino, a rzekome możliwości ekspresu do kawy". > W tym zabobonie starają się nas utwierdzić ludzie nauki, zapewne z dwóch przyczyn: a) nie każdy z nich jest obeznany z filozoficznymi problemami nauki (podałem przykłady tychże), b) nikt nie będzie świadomie osłabiać swojej pozycji w wolnorynkowej walce o granty, o dotacje na badania.Naukowcy utwierdzają nas w zabobonie bo walczą o granty  > 2. Nauka nie może wypowiadać się na temat Boga, ponieważ nauka zajmuje się światem fizycznym, a Bóg, jeżeli istnieje, znajduje się poza światem fizycznym.Definicje świata poza fizycznego proszę i dowód na jego istnienie. > 3. Hipoteza mówiąca o istnieniu Boga daje najprostszą odpowiedź na pytanie, dlaczego w ogóle istnieje cały świat fizyczny,Eee tam. Ja tam mogę prostsze sam wymyślić. Np. bo tak  > Sam Bóg jest istotą konieczną,Gdzieś mi umknął ten dowód na to. Pomożesz? > zaś w pojęciu świata fizycznego, zwłaszcza takiego, jak nasz, nie ma nic koniecznego.Ponegocjuj no ze słońcem coby nas nie zeżarło. > 4. Teza o istnieniu niematerialnej duszy jest najprostszą hipotezą wyjaśniającą, jak to jest możliwe, że w świecie fizycznie zdeterminowanym dokonujemy wolnych wyborów.No to jeszcze nie krępuj się tą definicją niematerialnej duszy. > 5. Mogę przyznać, że wiele innych tez religijnych (bardziej szczegółowych),> to ornament, wypływający z lokalnych obyczajów i ludowych wyobrażeń o świecie.Bardzo mi się podoba te Twoje nieludowe
|
|
| | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy: > Nauka opiera się na wierze (w niesprzeczność teorii mnogości, podstawowej teorii matematycznej, w to, że nie śnimy, itp.).Nauka nie tylko nie opiera się na wierze, ale z wiarą nie ma nic wspólnego. > Nie ma więc tak wielkiego rozziewu między wiedzą (naukową) a wiarą (religijną), jak się niektórym forumowiczom wydaje.Nawet mało rozgarnięty Jasio może zrozumieć, iż dokładnie nic nie mają ze sobą wspólnego, ale nie jest Pan tu pierwszym nawiedzonym, który różne bzdury usiłują tu wciskać. > Uważać, że taki rozziew istnieje = ulegać zabobonowi. Takiego idiotyzmu, to nie warto nawet komentować. > W tym zabobonie starają się nas utwierdzić ludzie nauki, zapewne z dwóch przyczyn: a) nie każdy z nich jest obeznany z filozoficznymi problemami nauki (podałem przykłady tychże), b) nikt nie będzie świadomie osłabiać swojej pozycji w wolnorynkowej walce o granty, o dotacje na badania.Aby ktoś mógł tak napisać, to powinien mieć na ten temat zielone pojęcie, a ponadto uczony może znakomicie uprawiać naukę nawet bez pojęcia, że filozofia istnieje. Choć filozoficzna kultura raczej się przydaje. > Nauka nie może wypowiadać się na temat Boga, ponieważ nauka zajmuje się światem fizycznym, a Bóg, jeżeli istnieje, znajduje się poza światem fizycznym.Nauka nie może się wypowiadać na temat ogromnej ilości fantastycznych stworów bardziej lub mniej chorych umysłów. Jak może inteligentny człowiek wypowiadać na temat nie wiadomo czego. Co to jest "Bóg", czy to rodzaj "dyrundula"? > Hipoteza mówiąca o istnieniu BogaProszę ją przedstawić o dopiero dalej pieprzyć, ale proszę zacząć od definicji "Boga". > daje najprostszą odpowiedź na pytanie, dlaczego w ogóle istnieje cały świat fizyczny, pojęty jako całość rozpoczynająca się od Wielkiego Wybuchu (jak się obecnie przypuszcza).Na temat prostych odpowiedzi, to tu już napisałem: www.racjon(*)m.php/s,532005/z,0/d,7#w535222 Ale Pan jak każdy nawiedzony innych wypowiedzi nie czyta lub ich nie potrafi zrozumieć. > Sam Bóg jest istotą konieczną, Oczywiście, że konieczną, aby stada wiernych owieczek miały w co wierzyć! > zaś w pojęciu świata fizycznego, zwłaszcza takiego, jak nasz, nie ma nic koniecznego. Dlaczego więc świat fizyczny w ogóle istnieje (dlaczego doszło do Wielkiego Wybuchu)? Dlaczego istnieją akurat te, a nie inne prawa?Bo gdyby istniały "siamte", to nie miał by kto zadawać głupich pytań. > Teza o istnieniu niematerialnej duszy jest najprostszą hipotezą wyjaśniającą, jak to jest możliwe, że w świecie fizycznie zdeterminowanym dokonujemy wolnych wyborów.Ograniczone umysłu żądają prostych wyjaśnień, a takie daje tylko religia. www.wykop.(*)tywistyka-wyklad-prof-w-ducha/> Materialiści oczywiście w odpowiedzi zajmują się przekręcaniem znaczenia słów: wolność = brak determinacji zewnętrznej (Hobbes), wolność = nieświadomość przyczyn decyzji (Spinoza).Pan nawet nie bardzo idealizm i chrześcijańską teologię potrafi zrozumieć i klepie Pan tu tylko katolicką propagandę, a chce wchodzić w to czym jest materializm. > Ale na takie sztuczki człowiek rozsądny nie powinien dać się nabrać.Dlatego lepiej zbyt wiele nie czytać i słuchać pilnie magisterium Kościoła przez katechetów głoszone. > Mogę przyznać, że wiele innych tez religijnych (bardziej szczegółowych), to ornament, wypływający z lokalnych obyczajów i ludowych wyobrażeń o świecie.Pańskie wyobrażenia o świecie, to ciekawe są dla Pana i może Pańskiej mamusi. Nasze forum skierowane jest do racjonalistycznej, coś wiedzącej i samodzielnie myślącej inteligencji i pasuje Pan tu jak pięść do oka. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Od niczego nie uciekam, po prostu nie mam dostatecznie dużo czasu, aby moc się zajmować każdym zdaniem z osobna.
Nauka nie może składać się z samych zdań udowodnionych, trzeba coś przyjąć na wiarę. Już prościej nie mogę wyrazić tego, co mam na myśli i co cały czas powtarzam.
Mencken był amatorem, nie mającym głębszego zrozumienia dla spraw, o których tu mowa.
Prostota ma wielki walor w nauce, sukces matematyki bierze się z uproszczenia (idealizacji). Trzeba by coś więcej wiedzieć o współczesnej metodologii, np. o filozofii Rudolfa Carnapa i Carla Gustawa Hempla.
Pojęcie Boga jest nie mniej zrozumiałe, niż np. pojęcie wiedzy. Zapewne Pan nie wie, ale współcześnie wskazuje się, że pojęcie "wiedzy" jest bardzo problematyczne. Proszę sprawdzić hasło "problem Gettiera". Problem Gettiera nie jest rozwiązany do dzisiaj.
Jeżeli chodzi o związek nauki z wiarą, proszę np. sprawdzić w "Wikipedii" hasło "Anastasius Kircher". Czy Kircherowi też przypisze Pan hasło "Alleluja i do przodu"? Proszę przeczytać i więcej nie opowiadać tego rodzaju głupstw.
|
|
| | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Nauka nie może składać się z samych zdań udowodnionych, trzeba coś przyjąć na wiarę.
Nieprawda. W nauce niczego nie przyjmuje się na wiarę. Wiara nauce jest zbędna. W nauce są tyko mniej lub bardziej ugruntowane teorie. W odróżnieniu od teologii, w nauce nie ma takiego stwierdzenia, któremu nie mogłyby zaprzeczyć fakty empiryczne. Niezależnie od tego co sobie filozofowie wydumają.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
Jak ugruntowana jest teoria mnogości?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > Jak ugruntowana jest teoria mnogości?
Jako narzędzie do poznawania świata - całkiem nieźle. Choć z jej nieskończonościami trzeba uważać.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Jako narzędzie do poznawania świata - całkiem nieźle.
Ale jak? Jak jak jest ugruntowana?
Całkiem nieźle radzimy sobie w świecie za pomocą wzroku, ale czy w ten sposób zdanie "przedmioty fizyczne są barwne" jest ugruntowane w Pańskim znaczeniu tego słowa?
Zdania fałszywe też mogą być użyteczne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Całkiem nieźle radzimy sobie w świecie za pomocą wzroku, ale czy w ten sposób zdanie "przedmioty fizyczne są barwne" jest ugruntowane w Pańskim znaczeniu tego słowa?
W życiu codziennym wystarcza przedmiotom przypisać określoną barwę. Jednak pewne złudzenia optyczne uczą nas, że barwa nie jest cechą przedmiotów lecz subiektywnym atrybutem nadanym tym przedmiotom przez nasz zmysł wzroku. W tym sensie zdanie "przedmioty fizyczne są barwne", choć dobrze ugruntowane w praktyce codziennej, nie jest w ogólności prawdziwe.
Ten przykład jest zgodny z moją tezą, iż w naukach empirycznych nie ma prawd niepodważalnych i każda teoria ma ograniczony zakres prawdziwości. W zasadzie wszystkie teorie naukowe mają status jedynie hipotezy - mniej lub bardziej potwierdzonej przez fakty.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Z tymi wszystkimi Pańskimi twierdzeniami mogę się tylko zgodzić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > Z tymi wszystkimi Pańskimi twierdzeniami mogę się tylko zgodzić.
Mam nadzieję, że również ze zbędnością wiary w nauce.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) | >W zasadzie wszystkie teorie naukowe mają status jedynie hipotezy - mniej lub bardziej potwierdzonej przez fakty.
Jak odróżniasz hipotezę od teorii naukowej?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > Jak odróżniasz hipotezę od teorii naukowej?
W moim rozumieniu tych słów, różnica między hipotezą a teorią jest tylko ilościowa a nie jakościowa. Teoria zaczyna się od postawienia hipotezy - stwierdzenia, które może być prawdziwe lub nie, coś około pół na pół. Później szukamy faktów potwierdzających lub przeczących hipotezie. Jeśli znajdziemy te ostatnie, to sprawa jest załatwiona. Ale jeśli nie, to hipoteza stopniowo przechodzi w teorię. Większość teorii nauk ścisłych wyszło zwycięsko z wielu takich prób, ale żadna gwarancji prawdziwości nie ma. Na przykład, prawdziwość teorii grawitacji Newtona, pomimo fenomenalnych osiągnięć w precyzyjnym opisaniu mechaniki Układu Słonecznego, została ograniczona przez teorię względności.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | MarcinK (9189 punktów) | > Ale jeśli nie, to hipoteza stopniowo przechodzi w teorię.
Jeśli hipoteza przeszła test na teorię to dlaczego pozostała wciąż hipotezą? Sceptycyzm i ciągła weryfikacja jak najbardziej ale czy to nie wprowadza pewnego zamętu terminologicznego?
Oczywiście piszę z pozycji laika - po prostu jest to dla mnie trochę nieintuicyjne.
> Większość teorii nauk ścisłych wyszło zwycięsko z wielu takich prób, ale żadna gwarancji prawdziwości nie ma. Na przykład, prawdziwość teorii grawitacji Newtona, pomimo fenomenalnych osiągnięć w precyzyjnym opisaniu mechaniki Układu Słonecznego, została ograniczona przez teorię względności.
Z tym oczywiście nie polemizuję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | >> Ale jeśli nie, to hipoteza stopniowo przechodzi w teorię. > Jeśli hipoteza przeszła test na teorię to dlaczego pozostała wciąż hipotezą?
Chodzi o to, że testy mogą hipotezę tylko sfalsyfikować, ale nie mogą dowieść jej ostatecznej prawdziwości. Niemniej po wielu udanych testach wzrasta nasze zaufanie co do prawdziwości hipotezy i nazywamy ją teorią. Normalnie hipotezę uznajemy za teorię, gdy szanse na jej obalenie są praktycznie zerowe. Na przykład, rozsądny naukowiec nie stara się obalić teorii względności, bo szanse na sukces są tu znikome - choć nie można ich zupełnie wykluczyć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) | >Niemniej po wielu udanych testach wzrasta nasze zaufanie co do prawdziwości hipotezy i nazywamy ją teorią. Szczerze mówiąc nigdy nie słyszałem, żeby ktokolwiek mówił o Szczególnej (Ogólnej) Hipotezie Względności, hipotezie grawitacji, czy hipotezie ewolucji, zanim zostały one pomyślnie zweryfikowane. Tymczasem teorię strun zwie się teorią, mimo że jest wciąż bardzo daleka od choćby wyprodukowania sprawdzalnych rezultatów. Gdyby, załóżmy, ktoś udowodnił hipotezę ergodyczną, to nie sądzę, żeby zaczęto ją nazywać teorią ergodyczną. To trochę za mało; sama w sobie ma zbyt mało treści. To właśnie według mnie charakteryzuje hipotezy, że mają zwykle jakościowy charakter. Można na nich budować teorię ilościową (w tym wypadku fizykę statystyczną na przykład), ale same w sobie teorii nie stanowią.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Szczerze mówiąc nigdy nie słyszałem, żeby ktokolwiek mówił o Szczególnej (Ogólnej) Hipotezie Względności, hipotezie grawitacji, czy hipotezie ewolucji, zanim zostały one pomyślnie zweryfikowane. Tymczasem teorię strun zwie się teorią, mimo że jest wciąż bardzo daleka od choćby wyprodukowania sprawdzalnych rezultatów.No cóż, nie w każdej kwestii język jest precyzyjny... w każdym razie każda teoria pozostaje choćby przez chwilę hipotezą nawet gdy nie jest tak nazywana. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Szczerze mówiąc nigdy nie słyszałem, żeby ktokolwiek mówił o Szczególnej (Ogólnej) Hipotezie Względności, hipotezie grawitacji, czy hipotezie ewolucji, zanim zostały one pomyślnie zweryfikowane.
To jest kwestia słownictwa jakie się przyjęło. Mówimy o zasadzie względności ruchu oraz zasadzie równoważności przyspieszenia i grawitacji. Początkowo były one hipotezami.
Powszechne prawo ciążenia było hipotezą bardzo krótko. O ile dobrze pamiętam, Newton wykombinował sobie odwrotność siły grawitacji z kwadratem odległości a potem sprawdził zgodność tej zależności z prawami Keplera. Mógł więc opublikować ten wynik już jako sprawdzoną teorię. Niemniej cykl od postawienia hipotezy do jej potwierdzenia niewątpliwie istniał w wewnętrznej pracy Newtona.
Teoria ewolucji jest tak nazywana, bo potocznie słowo "teoria" jest używane w sensie hipotezy. Na przykład, gdy kreacjaoniści mówią, że "ewolucja jest tylko teorią" to chcą powiedzieć (zresztą błędnie), że "ewolucja jest tylko hipotezą". Poprawnie należy powiedzieć, że ewolucja gatunków jest faktem, a mechanizm ewolucji został potwierdzony przez genetykę.
> Tymczasem teorię strun zwie się teorią, mimo że jest wciąż bardzo daleka od choćby wyprodukowania sprawdzalnych rezultatów.
Moim zdaniem na wyrost.
> Gdyby, załóżmy, ktoś udowodnił hipotezę ergodyczną, to nie sądzę, żeby zaczęto ją nazywać teorią ergodyczną. To trochę za mało; sama w sobie ma zbyt mało treści.
Tu się zgadzam - mielibyśmy twierdzenie ergodyczne. Słusznie zwracasz uwagę na jeszcze jeden aspekt językowy: hipoteza to coś prostego a teoria to coś skomplikowanego. A więc pojęcia te różnią się nie tylko stopniem potwierdzenia empirycznego.
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Od niczego nie uciekam, po prostu nie mam dostatecznie dużo czasu, aby moc się zajmować każdym zdaniem z osobna.To po co Pan nam (....) zawraca? > Nauka nie może składać się z samych zdań udowodnionych, trzeba coś przyjąć na wiarę.Czym jest i czym zajmuje się nauka, to już wyżej napisałem, tyle że to za trudne aby Pan zrozumiał. > Już prościej nie mogę wyrazić tego, co mam na myśli i co cały czas powtarzam.Ależ ja Pana bełkotliwe wypowiedzi jakoś tam rozumiem, tylko tyle, że dla mnie jest to tylko fideistyczny bełkot, bez racjonalnego uzasadnienia. > Mencken był amatorem, nie mającym głębszego zrozumienia dla spraw, o których tu mowa.Panie wielce uczony Mencken takim zupełnym amatorem, to nie był, a nawet gdyby był, to przytoczony przeze mnie tekst jest godnym myśliciela wysokiej klasy. > Prostota ma wielki walor w nauce, sukces matematyki bierze się z uproszczenia (idealizacji).Tak, jestem zwolennikiem redukcjonizmu, ale niczego nie wolno doprowadzać do absurdu i np. redukować poniżej stopnia zrozumienia. Nie rozmawia się np. o stole w kategoriach atomowych. > Trzeba by coś więcej wiedzieć o współczesnej metodologii, np. o filozofii Rudolfa Carnapa i Carla Gustawa Hempla.OOO! Zna Pan ciekawe nazwiska i co z tego wynika? > Pojęcie Boga jest nie mniej zrozumiałe,Nie może być coś mniej zrozumiałe, od czegoś całkowicie niezrozumiałego. Bóg w naukach przyrodniczych jest pojęciem całkowicie niezrozumiałym. Oczywiście rozumiemy pojęcie "boga" w kulturze. > niż np. pojęcie wiedzy. Zapewne Pan nie wie, ale współcześnie wskazuje się, że pojęcie "wiedzy" jest bardzo problematyczne. Czy wiedza jest nauką?
Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.
Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.
Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.
Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.(...)
Nieracjonalną intelektualnie, choć dosyć powszechną, jest dla mnie tylko wszelaka dogmatyka. Dogmatyczne, bezrefleksyjne przyjmowanie "naukowej" wiedzy, uzasadnianej wyłącznie tytułami uczonych, posiada niewiele wyższą racjonalność od wiary w krasnoludki. Dobrze, że Pan wie. Inaczej nikt nic by nie wiedział. > Proszę sprawdzić hasło "problem Gettiera". Problem Gettiera nie jest rozwiązany do dzisiaj.Zgodnie z życzeniem - "problem Gettiera" i co? Odkąd zapoznał się Pan z tym problemem przestał Pan latać samolotem? > Jeżeli chodzi o związek nauki z wiarą, proszę np. sprawdzić w "Wikipedii" hasło "Anastasius Kircher".Nawet godząc się z określeniem go jako "giganta wśród uczonych XVII wieku", to podkreślić warto, że XVII wieku. Pan chciałby czas cofnąć do średniowiecza, a jeżeli już nie można do średniowiecza, to choć do XVII wieku. > Czy Kircherowi też przypisze Pan hasło "Alleluja i do przodu"?Gdzie konie kują, tam żaba nogę nadstawia, to było do Pana, a nie do śp. Kirchera. > Proszę przeczytać i więcej nie opowiadać tego rodzaju głupstw.Proszę przeczytać poniższy post wraz z linkami i więcej nie opowiadać tu tego rodzaju głupstw. www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,511985#w512897Tu proszę zwrócić uwagę na księdza z XVI wieku. www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,474426#w475843 Księdza Kopernika znacznie ważniejszego dla rozwoju nauki od księdza Kirchera. To forum dla racjonalistycznej inteligencji Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 4 | Elasp (6859 punktów) |
>To forum dla racjonalistycznej inteligencji
Może Pan przecież ignorować moje wypowiedzi albo zgłosić je moderatorowi. Taki zakaz trochę jednak dziwnie brzmi w ustach wolnomyśliciela. Zawsze myślałem,że być wolnomyślicielem to być przeciwnikiem ograniczeń narzucanych na myśl, a Panu nie podoba się to, co piszę, więc chce mnie Pan wyrzucić z forum. Zawsze uważałem, że cenna jest dyskusja z przeciwnikiem, a nie zwolennikiem moich idei. Z tego, co Pan mówi, wynika, że racjonaliści wolą się kitwasić we własnym sosie, co wprawia mnie w osłupienie. Jaki jest sens takiej dyskusji?
Być wyrzuconym z forum wolnomyślicielskiego za ... nieprawomyślne poglądy. Po raz pierwszy mnie Pan rozśmieszył.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>To forum dla racjonalistycznej inteligencji> Może Pan przecież ignorować moje wypowiedziMogę ignorować, ale mogę i krytykować - co czynię. > albo zgłosić je moderatorowi.Mogę, gdyby złamał Pan regulamin, a jeszcze tego nie zauważyłem. > Taki zakaz trochę jednak dziwnie brzmi w ustach wolnomyśliciela.Jaki zakaz? Kto i czego Panu zakazuje? > Zawsze myślałem,że być wolnomyślicielem to być przeciwnikiem ograniczeń narzucanych na myśl,To prawie dobrze Pan myślał, gdyż tu chodzi o wolność myślenia, ale nie wolność od wiedzy i racjonalizmu. > a Panu nie podoba się to, co piszę,Zdecydowanie mi się nie podoba, gdyż wypisuje Pan głupoty, ale to nie ma wiele wspólnego ani z poziomem Pańskiej wiedzy, ani z poglądami. > więc chce mnie Pan wyrzucić z forum.A skąd taki pomysł Pan wziął? To tylko dowód, iż nie potrafi Pan czytać ze zrozumieniem. Nie chcę Pana wyrzucać z forum. > Zawsze uważałem, że cenna jest dyskusja z przeciwnikiem, a nie zwolennikiem moich idei.To źle Pan uważał. Cenne są rozmowy z mądrymi (choć to bardzo trudny do zdefiniowania termin) ludźmi, a nie z głupcami. Poglądy są do tego rzeczą wtórną. > Z tego, co Pan mówi, wynika, że racjonaliści wolą się kitwasić we własnym sosie,Z tego to wynika tylko, że nawet prostych tekstów Pan zrozumieć nie potrafi. Zdecydowanie nie lubię głupoty niezależnie od poglądów, stopni i tytułów, z którymi jest związana i nie moja już w tym wina (jeżeli już to Pana Boga), że najczęściej jest ona z wiarą powiązana. > co wprawia mnie w osłupienie.Niezrozumienie wprowadza w osłupienie. Ja też początkowo byłem osłupiały stopniem ludzkiej głupoty, ale gdy zrozumiałem jej powszechność to mi przeszło. > Jaki jest sens takiej dyskusji?Z Panem niewielki, ale służy Pan nam jako źródło inspiracji do przemyśleń i precyzyjniejszego artykułowania własnych poglądów. Ponadto my jeżeli już w coś wierzymy, to wierzymy w rozumność człowieka i w to, iż jednak "coś" do niego dotrze. Choć po paru latach doświadczeń coraz bardziej wątpimy w taką możliwość. > Być wyrzuconym z forum wolnomyślicielskiego za ... nieprawomyślne poglądy.A ja jeszcze bardziej czuję się zażenowanym. Naprawdę można być tak bardzo ograniczonym intelektualnie aby to z moich wypowiedzi zrozumieć. Tyle się Pan doczytał, że skoro krytykuję bez pardonu Pańskie wypociny, to chcę się Pana pozbyć, a tym bardziej wyrzucić. Ma Pan tu kilku kolegów. W stosunku do żadnego z nich nie złożyłem wniosku o wyrzucenie, choć uważam, że tak powinno się tak w kilku niereformowalnych przypadkach uczynić. > Po raz pierwszy mnie Pan rozśmieszył.No tak, gdy chodziłem do podstawówki dwóch kolegów się pobiło, gdyż jeden nazwał drugiego arystokratą. Psychologia też zna taką reakcję, gdy niezrozumienie pokrywa się śmiechem. Współczuję Szanownemu Panu, ale to forum dla racjonalistycznej inteligencji i takie stany tu mogą Pana wielokrotnie spotkać, ale nie święci garnki lepią i racjonalistą Pan też może zostać. strebski.d(*)t/texts/philosophy/Religia.pdfA wracając do meritum, to co Pan ma do powiedzenia? Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Problem Gettiera nie jest rozwiązany do dzisiaj<Problem Gettiera jest problemem tylko dla niektórych szkół filozoficznych. Jeżeli uważasz że jest nierozwiązany, o ile w ogóle istniał to: ja S zakładam że ty p znasz niemiecki (Anastasius Kirchner to sugeruje), więc polecam ci www.inform(*)hie.de/?a=1&t=590&n=2&y=1&c=49> Jeżeli chodzi o związek nauki z wiarą, proszę np. sprawdzić w "Wikipedii" hasło "Anastasius Kircher". Czy Kircherowi też przypisze Pan hasło "Alleluja i do> przodu"?<Nie wiem jak p. Andrzej, ja przypisuję mu to hasło. Szczególnie w jego tłumaczeniu hieroglifów. Cały tekst jest spójny, logiczny a jest niczym innym jak wielką fantazją. Ponadto: Odkrycie Atlantydy. Rozpoznanie że Adam i Ewa rozmawiali w raju w języku egipskim. Wiara w wieżę Babel, arkę Noego. Jego prace częściowo przypominają dzieła barona Münchhausen. Przekonanie do teorii geocentrycznej mimo że żył po Koperniku i Galileo, nie wystawiają mu najlepszego świadectwa. Nie zwróciłeś uwagi jak nazwał go Descartes? Quackery. Niewątpliwie miał talent konstruktorski i wizjonerski. Talent konstruktorski miał też L.d.Vinci, chociaż nie był jezuitą. > Proszę przeczytać i więcej nie opowiadać tego rodzaju głupstw.<właśnie o to chciałem cię prosić.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>Problem Gettiera nie jest rozwiązany do dzisiaj< >Problem Gettiera jest problemem tylko dla niektórych szkół filozoficznych.
Każdy problem jest problemem dla jakiejś szkoły. Nie znaczy to, że nie jest problemem.
Cytowany artykuł jest tylko potwierdzeniem dla tego, co mówię. Istnieje obecnie wiele konkurencyjnych koncepcji wiedzy: internalistyczne, eksternalistyczne, kontekstualizm, oraz tak zwana "epistemologia cnót". Wiele, a więc nie do końca wiadomo, czym wiedza de facto jest. Zamieszał w filozoficznym kotle Gettier (co zresztą autor artykułu przyznaje) i w tym sensie nie jest prawdą, że "problem Gettiera jest problemem tylko dla niektórych szkół filozoficznych".
Co do Kirchera, tłumaczył hieroglify tak jak potrafił. Fizyka Arystotelesowska też brzmi śmiesznie, ale rozwój nauki polega na wyjściu od często nieporadnych twierdzeń i na stopniowym ich udoskonalaniu. Twój zarzut polega na anachronizmie, tzn. mierzeniu czyichś dokonań współczesną miarą. Na takiej zasadzie można by np. wyśmiać pierwsze aparaty fotograficzne, bo nie umywają się do współczesnych. Tak samo z porównaniem K. do Galileusza - podówczas była to nowinka, ale my wiemy, że jest to porządna teoria (o czym K. mógł nie wiedzieć).
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Cytowany artykuł jest tylko potwierdzeniem dla tego, co mówię. Istnieje obecnie wiele konkurencyjnych koncepcji wiedzy: internalistyczne, eksternalistyczne, kontekstualizm, oraz tak zwana "epistemologia cnót". Wiele, a więc nie do końca wiadomo, czym wiedza de facto jest. Zamieszał w filozoficznym kotle Gettier (co zresztą autor artykułu przyznaje) i w tym sensie nie jest prawdą, że "problem Gettiera jest problemem tylko dla niektórych szkół filozoficznych".< Ty mówisz że wiedza wymaga wiary a tego ten artykuł nie mówi. >Co do Kirchera, tłumaczył hieroglify tak jak potrafił< Tak potrafił że poprawnie rozszyfrował jeden hieroglif a chiński i egipski miały ten sam rodowód? >Fizyka Arystotelesowska też brzmi śmiesznie, ale rozwój nauki polega na wyjściu od często nieporadnych twierdzeń< To takich Kircherów mieliśmy więcej w historii. Co z wiarą Kirchera w syreny i gryfy? Nie pasuje mi to do renesansowego umysłu. >Twój zarzut polega na anachronizmie, tzn. mierzeniu czyichś dokonań współczesną miarą< Mylisz się. W renesansie było wielu postępowych myślicieli i naukowców, ale nie byli członkami Kościoła. Dlatego nie mogą ci służyć za przykład. >Tak samo z porównaniem K. do Galileusza - podówczas była to nowinka, ale my wiemy, że jest to porządna teoria.(o czym K. mógł nie wiedzieć)< Zajmował się astronomią i nie wiedział? Casus Galileo i Bruno był tajemnicą w Watykanie w którym pewien czas przebywał? A model Tycho Brahe był powszechnie znany? Kircher próbował wszystkie nauki dopasować do nauki kościelnej, dlatego fantazjował. Jedynymi wartościowymi osiągnięciami są nauka o magnetyzmie i konstrukcje wymyślnych przyrządów. O magnetyzmie nic w Biblii nie ma, jego wynalazki nie szkodziły nauce kościelnej.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >>Problem Gettiera nie jest rozwiązany do dzisiaj<> >Problem Gettiera jest problemem tylko dla niektórych szkół filozoficznych.... widzę, że panowie jesteście w temacie, więc może pomożecie w jednym zagadnieniu - ewentualnie podeślecie linki do jakiś artykułów. Sam szukałem, lecz nie znalazłem nic konkretnego na to zagadnienie.. ... czy "problem Gettiera" dotyczy wiedzy potwierdzonej przez "wszystkie możliwe dane i/lub nieskończoną ilość doświadczeń" - czy też dotyczy wiedzy uzasadnionej przez "wszystkie dostępne dane i/lub n-tą ilość doświadczeń"... ... oczywiście zdaję sobie sprawę, że mówiąc o "wiedzy dostępnej człowiekowi" możemy mieć na myśli tylko "wiedzę uzasadnioną"... ... pozdrawiam... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Gettier w roku 1963 podał kontrprzykłady dla bardzo intuicyjnego, klasycznego rozumienia wiedzy.
Klasyczne rozumienie wiedzy pochodzi od Platona i brzmi (ogólnie rzecz biorąc) następująco:
X wie, że p wtedy i tylko wtedy gdy
a) X jest przekonany (sądzi), że p, b) X jest przekonany zasadnie, że p, c) jest prawdą, że p.
Gettier pokazuje, że w pewnych sytuacjach pewien X może spełniać wszystkie te warunki, ale mimo wszystko nie przypiszemy X-owi wiedzy. Klasyczna definicja jest więc za szeroka, trzeba ją zawęzić. Tylko jak? Na tym cały problem polega.
Artykuł w "Wikipedii" (hasło "problem Gettiera") podaje te Gettierowskie przykłady, jest tam też link do 3-stronicowego artykułu Gettiera z roku 1963, w którym postawił ten problem. Oryginalna praca jest z łatwością do ściągnięcia z internetu (tytuł: "Is justified true belief knowledge?").
Od 1963 trwa bardzo ożywiony spór o to, jak należałoby więc wiedzę rozumieć i jak ją definiować.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Klasyczne rozumienie wiedzy pochodzi od Platona i brzmi (ogólnie rzecz biorąc) następująco: > [trochę nieadekwatnej logiki formalnej] > Klasyczna definicja jest więc za szeroka, trzeba ją zawęzić. Tylko jak?
Bardzo prosto. Wystarczy odwołać się do klasycznej definicji prawdy: Veritas est adaequatio rei et intellectus. Ta wiedza to intellectus, a dokładniej umysłowe modele różnych aspektów rzeczywistości (rei ). Modele te testujemy empirycznie i jeżeli przejdą testy pomyślnie, to modele uznajemy za adekwatne a wiedzę za prawdziwą. Co tu więcej kombinować?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | > Skąd WIEMY, że model przeszedł pomyślnie jakiś test? Odwołuje się Pan do pojęcia wiedzy, tylko że ukradkiem. >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > Skąd WIEMY, że model przeszedł pomyślnie jakiś test? Odwołuje się Pan do pojęcia wiedzy, tylko że ukradkiem.
Oczywiście, że się odwołuję do uprzedniej wiedzy, ale do wiedzy bardzo dobrze potwierdzonej. Testy hipotez właśnie są tak konstruowane, by nie było potrzeby odwoływania się do wiedzy wątpliwej. Na przykład, ogólna teoria względności, choć skomplikowana i opierająca się na nieoczywistej hipotezie równoważności przyspieszenia i grawitacji, była testowana przez sfotografowanie gwiazd w pobliżu zaćmionego Słońca. Sam test był stosunkowo prosty i wymagał jedynie wiedzy z zakresu klasycznej optyki, która była dobrze znana od kilkuset lat.
Na tym właśnie polega postęp nauki: budujemy nowe modele, potwierdzamy je lub falsyfikujemy, a na podstawie potwierdzonych budujemy jeszcze nowsze. A ten ciąg testów empirycznych potwierdza nie tylko te nowe modele, ale również i te stare. Nasza wiedza nie tylko rozszerza się ale również staje się coraz bardziej pewna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Ale tak czy owak posłużenie się pojęciem wiedzy zmusza do odpowiedzi na pytanie "czym jest wiedza". I problem Gettiera wraca. Tylko o to mi chodzi.
Co do reszty - zgoda.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Ale tak czy owak posłużenie się pojęciem wiedzy zmusza do odpowiedzi na pytanie "czym jest wiedza".
Na to pytanie już odpowiedziałem: wiedza to modele rzeczywistości. Czyżby to stwierdzenie było nowością? Wydaje mi się to dosyć oczywiste.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
To pozorna oczywistość, co postaram się wykazać poniżej, w sposób możliwie zwięzły.
1. Nie każdy "model rzeczywistości" jest wiedzą. Rysunek dziecka, przedstawiający jego dom, rodziców oraz kota i psa, jest jakimś "modelem rzeczywistości" (ten model można nawet poddać testowi), ale nie jest to wiedza (a na pewno nie wiedza naukowa).
2. Słowo "model" jest jakimś synonimem słowa "reprezentacja" (a przynajmniej jest słowem o pokrewnym znaczeniu). Co jest potrzebne, aby przedmiot A był reprezentacją przedmiotu B? Z Pana wypowiedzi zdaje się wynikać, że wystarczy dostateczne podobieństwo A do B. Na to można odpowiedzieć tak: 2.1 Pojęcie "dostatecznego podobieństwa" jest mętne. Jeżeli więc pojęcie wiedzy zawiera w sobie pojęcie "dostatecznego podobieństwa", samo jest mętne. Ponadto, 2.2. Dostateczne podobieństwo, tak czy inaczej zdefiniowane, i tak nie wystarcza do tego, aby A było reprezentacją B. Pomyślmy o takiej sytuacji: książki spadają na klawiaturę komputera i jakimś cudownym sposobem spadają akurat tak, iż wystukują zdanie "książki spadły z półki" i pojawia się ono na ekranie komputera. Nie sądzę, aby to zdanie było "modelem rzeczywistości" i tym samym wiedzą (czyją?), chociaż będzie nim to samo zdanie wystukane w analogicznej sytuacji przez człowieka. Pojęcie reprezentacji zawiera w sobie nie tylko pojęcie podobieństwa, ale i świadomego, intencjonalnego działania. Definiuje więc Pan wiedzę przez działanie intencjonalne i (lub) świadomość, co czyni tę definicję w istocie bardzo kłopotliwą i bardziej złożoną, niż się wydaje.
3. Jestem ciekaw, w jaki sposób fizyk może przetłumaczyć definicję "wiedza to empirycznie testowalny model rzeczywistości" na język fizyki? Fizykalizm głosi, że wszystko, co istnieje, ma własności fizyczne. Albo więc fizykalizm jest fałszywy, albo rażąco fałszywa jest ta definicja wiedzy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | > To pozorna oczywistość, co postaram się wykazać poniżej, w sposób możliwie zwięzły. > 1. Nie każdy "model rzeczywistości" jest wiedzą. Rysunek dziecka, przedstawiający jego dom, rodziców oraz kota i psa, jest jakimś "modelem rzeczywistości" (ten model można nawet poddać testowi), ale nie jest to wiedza (a na pewno nie wiedza naukowa). W najlepszym razie należy więc odróżnić wiedzę naukową od wiedzy w ogóle.
> 2. Słowo "model" jest jakimś synonimem słowa "reprezentacja" (a przynajmniej jest słowem o pokrewnym znaczeniu). Co jest potrzebne, aby przedmiot A był reprezentacją przedmiotu B? Z Pana wypowiedzi zdaje się wynikać, że wystarczy dostateczne podobieństwo A do B. Na to można odpowiedzieć tak: 2.1 Pojęcie "dostatecznego podobieństwa" jest mętne. Jeżeli więc pojęcie wiedzy zawiera w sobie pojęcie "dostatecznego podobieństwa", samo jest mętne. Ponadto, 2.2. Dostateczne podobieństwo, tak czy inaczej zdefiniowane, i tak nie wystarcza do tego, aby A było reprezentacją B. Pomyślmy o takiej sytuacji: książki spadają na klawiaturę komputera i jakimś cudownym sposobem spadają akurat tak, iż wystukują zdanie "książki spadły z półki" i pojawia się ono na ekranie komputera. Nie sądzę, aby to zdanie było "modelem rzeczywistości" i tym samym wiedzą (czyją?), chociaż będzie nim to samo zdanie wystukane w analogicznej sytuacji przez człowieka. Pojęcie reprezentacji zawiera w sobie nie tylko pojęcie podobieństwa, ale i świadomego, intencjonalnego działania. Definiuje więc Pan wiedzę przez działanie intencjonalne i (lub) świadomość, co czyni tę definicję w istocie bardzo kłopotliwą i bardziej złożoną, niż się wydaje. >3. Jestem ciekaw, w jaki sposób fizyk może przetłumaczyć definicję "wiedza to empirycznie testowalny model rzeczywistości" na język fizyki? Fizykalizm głosi, że wszystko, co istnieje, ma własności fizyczne. Albo więc fizykalizm jest fałszywy, albo rażąco fałszywa jest ta definicja wiedzy. >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > W najlepszym razie należy więc odróżnić wiedzę naukową od wiedzy w ogóle.
Wystarczy odróżnić wiedzę prawdziwą od fałszywej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Wiedza fałszywa nie jest wiedzą w ogóle, tak jak fałszywe złoto nie jest złotem. Sądzi Pan że wszystkie różnice można wytłumaczyć sięgając do (w miarę jasnego) pojęcia prawdziwości (adekwatności) i ono pojawia się w każdej Pana uwadze.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Wiedza fałszywa nie jest wiedzą w ogóle, tak jak fałszywe złoto nie jest złotem.< Nie zgadzam się. Wiedza o Bogu i jego nakazach, hokus-pokus z przemianą wina w krew i inne, jest fałszywym złotem. A alchemicy w czarnych sutannach od wieków potrafią je przemienić w prawdziwe złoto.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Przepraszam Pana, ale nie ma sensu prowadzić dyskusji na tym poziomie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . To najbardziej aktualna wypowiedź wielce uczonego intelektualisty chrześcijańskiego - Szanownego Pana Elaspa - pod adresem pana Nietsche'go. >Przepraszam Pana, ale nie ma sensu prowadzić dyskusji na tym poziomie. A to pod innymi adresami - głównie moim - wypowiedzi uprzednie.
Nie przedstawił Pan żadnych argumentów, przeciwnie - jest Pan solidnie impregnowany na racje niezgodne z Pańskimi przekonaniami. Nieustannie odwołuje się Pan do "Wikipedii" (przeczytał Pan hasło w "Wikipedii" i uznał Pan, że intuicjonizm nie ma znaczenia teoretycznego), oraz do podrzędnych źródeł (referat jakiegoś studenta).
Od niczego nie uciekam, po prostu nie mam dostatecznie dużo czasu, aby moc się zajmować każdym zdaniem z osobna.
Nauka nie może składać się z samych zdań udowodnionych, trzeba coś przyjąć na wiarę. Już prościej nie mogę wyrazić tego, co mam na myśli i co cały czas powtarzam.
Trzeba by coś więcej wiedzieć o współczesnej metodologii, np. o filozofii Rudolfa Carnapa i Carla Gustawa Hempla.
Zapewne Pan nie wie, ale współcześnie wskazuje się, że pojęcie "wiedzy" jest bardzo problematyczne.
Przykro mi, ale w takim razie nie wie Pani, czym jest ateizm.
Cały czas naciągacie Państwo słowo "ateizm" (a może po prostu nie jesteście ateistami z krwi i kości).
Przepraszam, ale szkoda czasu na dyskusję na tak niskim poziomie. Na szczęście parę innych osób traktuje dyskusję poważnie.
Styl Pańskich impulsywnych i nieprzemyślanych wypowiedzi pozostawiam bez komentarza.
Niestety, można to obalić i to na najzupełniej naukowych podstawach. Ludzki genom nie zmienił się od 200 tysięcy lat, jeżeli więc psychika (i że tak powiem "charakterologia") człowieka ma podbudowę genetyczną, nie różnimy się od człowieka pierwotnego. Jest zresztą bardzo ciekawa książka na ten temat: R. Dubois, "Tyle człowieka, co zwierzęcia".
"Wierzycie, że kiedyś "wszyscy ludzie będą braćmi"
Z tego co wiem nic takiego nikt tutaj nie napisał, ani w to nie wierzył. Jednak żeby się upewnić proszę spytać innych. Wydaje mi się, że miesza pan ateizm humanistyczny z ideami światowej rewolucji Lenina."
Idee równości i braterstwa to przecież idee oświeceniowe, które przedostały się do leninizmu przez (post-oświeceniowy) marksizm ("Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!"). Inny wytwór Oświecenia, mianowicie ruch wolnomularski, także hołduje zasadom braterstwa i równości.
1. Moja hipoteza dotyczy świata i jest wyrażona językiem naukowym, natomiast Pańska wprowadza pewien szczególny byt, różowego słonia.
2. Moja hipoteza okazuje się niemożliwa do obalenia, Pańska jest niemożliwa do obalenia z założenia ("sprycula").
Odpisuję Panu tylko dlatego, że swoją ignorancją i zwyczajem bezmyślnego kopiowania haseł z polskiej "Wikipedii" może Pan zaszkodzić innym. Proponuję sprawdzić hasła w anglojęzycznej "Wikipedii", bo są o wiele lepsze, albo poszukać informacji w anglojęzycznym internecie, bo tam na pewno będą, i to w nadmiarze.
Proszę wybaczyć, ale jest Pan po prostu niezdolny do myślenia abstrakcyjnego. Po raz drugi i ostatni prostuję Pana błędy - szczerze mówiąc wolę przeznaczyć czas na dyskusję z kimś innym.
Myślę, że już dawno nie mieliśmy tu takiego mądrali, który by tak pouczał innych, jak czyni to Szanowny Pan Elasp. Im bardziej bredzi i odlatuje w swoją religijną psychozę, tym bardziej jest pewien siebie.
Wszystkie poważne argumenty wysuwane tu przez bardzo kompetentnych ludzi spływają po nim jak woda po kaczce. Jego nikt nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. On czytaniem tego co piszą interlokutorzy zbytnio głowy sobie nie zawraca. Przeleci po łepkach i wciska tu własną chorą ideologię.
Tak, wygląda prawie każda rozmowa z fideistami i dlatego z wiarą nie ma dyskusji. Można - co najwyżej - wyśmiać ewidentne głupoty i wskazać racjonalne argumenty. Co staram się czynić.
Trolle szybko, tak same z siebie, nie ustępują, a jak ustąpią, to zaraz wchodzą nowe. Zaś różnią się najbardziej od siebie nickiem, a mnie wszystko jedno, czy to Wicek, Wacek, czy Placek.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Przepraszam Pana, ale nie ma sensu prowadzić dyskusji na tym poziomie.< Dlaczego nie ma sensu? Spójrz Pan na tytuł wątku. Czy "handel grzechem" nie jest korzyścią płynącą z religii? Jeżeli poziom jest dla Pana za wysoki to rzeczywiście długo nie pogadamy. Ja chciałem w następnym pytaniu zapytać Pana o zdanie n/t "Cudu w Sokółce". Co zdaniem Pana mówi filozofia o cudach? Skoro jednak przerasta to Pana możliwości intelektualne, to muszę zrezygnować. Pisz Pan dalej jak zdarta płyta gramofonowa, bla,bla,bla. Od czasu do czasu jeszcze się zatnie i w kółko od nowa to samo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Miał Pan wyjaśnić, w jaki sposób jest możliwa odpowiedzialność za czyny, jeżeli wolna wola nie istnieje. Proszę więc o wywiązanie się z obietnicy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Miał Pan wyjaśnić, w jaki sposób jest możliwa odpowiedzialność za czyny, jeżeli wolna wola nie istnieje.Przeczytał Pan te trzy posty? www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,20#w536173www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,20#w536178www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,20#w536187Zapewne nie, gdyż Panu na czytanie mądrych rzeczy religia nie pozwala, ale nawet gdy Pan już przeczyta, to Pańska inteligencja ograniczona wiarą nie pozwala na ich zrozumienie. Klepie Pan tylko zdania swoich religijnych autorytetów bez odrobiny samodzielnego myślenia i ma Pan pretensję do wszystkich, że nie chcą przyjąć Pańskiego ideologicznego kitu za bezdyskusyjną Prawdę. Obraża Pan innych i sam się obraża, ale do lusterka to boi się zajrzeć, gdyż domyśla się Pan co mógłby Pan tam dojrzeć. Zacznij Pan rozmawiać zamiast nauczać i pouczać. Tu nie ambona.@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Miał Pan wyjaśnić, w jaki sposób jest możliwa odpowiedzialność za czyny, jeżeli wolna wola nie istnieje. Proszę więc o wywiązanie się z obietnicy.<Ja wprawdzie odpisałem Panu, że to omówimy dokładnie w planowanym wątku na temat Wolnej Woli, ale skoro Pan taki niecierpliwy. Czy my wiemy co to jest wolność? Czy palacz jest wolny bo może sobie zapalić skręta dowolnej marki, czy jest zniewolony przez nałóg? Kto posiada więcej wolności, człowiek posiadający pracę czy bezrobotny? Czy spowodowanie nieświadomego zabójstwa, zwalnia od odpowiedzialności? Czy powodując wypadek samochodowy, nie będący konsekwencją naszego wyboru lecz np. na skutek splotu nieszczęśliwych zdarzeń, jesteśmy zwolnieni od odpowiedzialności? Czy dzieci nie posiadają tej rozumianej przez Pana Wolnej Woli? Dlaczego więc nie są zdolni do odpowiedzialności przed sądem? Co z chorym psychicznie, popełniającym czyn karalny? Czy Bóg pozbawiając go rozumu, pozbawił go jeszcze Wolnej Woli? Po co więc mu ją dawał? A schizofrenik nie odpowiada za swój czyn przed sądem? Dlaczego? Odpowiedzialność przed sądem nie wynika z Wolnej Woli, tylko sąd bada czy byliśmy w stanie rozpoznać skutki swego czynu? Dlatego dzieci i chorzy psychicznie są zwolnieni od odpowiedzialności. Przed wojną, w niektórych krajach jeszcze po wojnie, może w niektórych jeszcze do dziś, przestępstwo dokonane pod wpływem alkoholu, zwalniało lub zmniejszało winę. Czy z każdym kolejnym toastem ubywa nam Wolnej Woli? Człowiek posiada zdolność rozpoznania skutków swych czynów, ma też możliwość wyboru między kilkoma możliwościami, ale zawsze jego wybór ma swoją przyczynę, nie jest więc wolny. Jeżeli stojąc przed ladą Italieńczyka, wybieram kulki lodu, to mój wybór jest kierowany moimi przyzwyczajeniami smakowymi, nie jest więc wolny. Przy wolności woli nie chodzi o faktyczne możliwości wyboru które istnieją w tym momencie na świecie, tylko te które które dyktuje fantazja. ( Nie znam autora) Cytat:My nie robimy to co chcemy, tylko chcemy to co robimy (Wolfgang Prinz) Nasze działania są wynikiem refleksów, instynktów, rozważań, ale nie są wolne. Kładąc rękę na rozgrzanej płycie, cofamy ją zanim zdołamy pomyśleć. Dlaczego jej nie zostawimy, zgodnie z wolną wolą? Rozważymy głęboko, cofnąć ją lub nie? Gdy sędziowie w zawiłym procesie trwającym latami, potrzebują miesięcy na ustalenie wyroku, jak najbardziej kierują się wyborem. W swym wyborze są ograniczeni jednak obowiązującym prawem, zapoznają się z precedensami studiując czasopisma, inne wyroki sądowe. Te czynniki wpływają na ich wybór, który dlatego nie jest wolny. Wolna Wola jako akt darowizny od Boga nie ma w ogóle sensu. Jest dogmatem zbudowanym na innym dogmacie. Ale jest drugim płucem kazania na górze lub dole, zależy na relacji którego naocznego świadka się oprzemy. Kazanie na górze powiada biednym, żeby nie narzekali na swój los, bo w niebie spotka ich nagroda. Wolna wola pozwala żeby bogaty był bogatszy a biedny biedniejszy, bo każdy ma szansę, to zależy tylko od jego wyboru, od jego wolnej woli. Inaczej mówiąc, za swój koślawy los jest osobiście odpowiedzialny. Jak najbardziej istnieją dyskusje interdyscyplinarne między prawnikami, neurologami i filozofami, na ile jesteśmy wolni w swych wyborach. Filozofom pozostawia się definicję wolnej woli i ta wypada różnie. Przykład autentyczny. Lekarz pediatra odkrył w sobie skłonności pedofilskie, którym dał upust. Trafił do więzienia, zgodnie z prawem, i przypadkowo odkryto że miał guza mózgu osadzonego w regionach odpowiedzialnych za produkcję określonych hormonów, seks i wszystko z tym związane. Guza usunięto, tak czy tak, i jego pedofilne skłonności zniknęły. Sąd poszedł za radą neurologów i uznał że człowiek ten nie wymaga izolacji od społeczeństwa, nie jest zagrożeniem. Czy obmacując wcześniej dzieci, kierował się wolną wolą? Odpowiedzialność za czyny i kara nie jest konsekwencją złej decyzji podjętej zgodnie z wolną wolą. Drobnych złodziejaszków zamyka się również po to, żeby ich resocjalizować, wytłumić pewne ciągoty, pewne stereotypy zachowań. Wychowanie nie jest niczym innym. Może Pan to nazwać przekształceniem wolnej woli, to mi jest wszystko jedno. Tylko co jest z jej wolnością? Czy możemy chcieć to co chcemy? pyta Schopenhauer. Muszę kończyć a chętnie rozwinął bym Panu ten temat dalej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Muszę kończyć a chętnie rozwinął bym Panu ten temat dalej. Szkoda, gdyż ja chętnie bym poczytał, ale czy pan Elasp jest w stanie cokolwiek z tego zrozumieć? Zdecydowanie wątpię. To już taki typ, a ten typ tak ma. Wszyscy fideiści nasze krytyczne myślenie o obiektywnie istniejącej rzeczywistości odbierają jako osobistą krzywdę.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Szkoda, gdyż ja chętnie bym poczytał< To wkleję ten tekst Schmidt-Salomona który mam już przetłumaczony. Za błędy przepraszam ale nie robiłem jeszcze korektury.
Czy możemy chcieć to co chcemy? Już przestarzałe do teorii Wolnej Woli. Rozprawka dr. Michaela Schmidt-Salomona, Trier
Jesteśmy skazani na wolność - przynajmniej w pewnym sensie. To co kiedyś uchodziło za awangardowy rdzeń egzystencjalistycznego światopoglądu, dzisiaj zmutowało się w banalne powszednie doświadczenie. Mamy mękę wyboru: czytać Heideggera czy Mickey Mouse, Hölderin albo Donald Duck? Trudnimy się zagadnieniem ludzkiej emancypacji, rozwiązywaniem krzyżówek, kolekcjonowaniem orientalnych dywanów, zbieraniem znaczków pocztowych, kochanek/kochanków albo puszek po piwie? Głodzimy się dla pokoju, figury albo dla czynszu? Na nasze utrzymanie zarabiamy wykładaniem kabli, dywanów lub książek podczas gdy podrasowujemy auta, bilanse albo psy, szmuglujemy broń, operujemy nosy, uprawiamy jazdę figurową na lodzie, grylujemy kiełbaski albo gramy w totka?
Męka wyboru. To "całe życie" ukazuje się ( nie tylko fanom szlagierów) jako "Quiz" w którym każdy z osobna musi ciągle na nowo decydować jak wyglądają jego/jej osobiste odpowiedzi na wielkie i małe pytania życia. Instytucje, powołane kiedyś do wsparcia w odpowiedzi na te pytania, straciły na znaczeniu. Individuum wybiera w coraz większym stopniu autonomicznie. Obojętne czy jest absolwentem szkoły wyższej czy szkoły tańca, czy angażuje się w regionalnym związku, Kościele, w rodzinie, w związku hodowców pudli, albo jest zaangażowany w Tantra - grupie samopoznania. Krótko: w procesie indywidualizacji staliśmy się - przynajmniej na pierwszy rzut oka ! - skazani dożywotnio na totalną wolność. Brzmi to być może lepiej niż jest w rzeczywistości. Bo, czy ten proces indywidualizacji doprowadził do autonomii Individuum albo do stanu autonomii, co w konsekwencji mogłoby doprowadzić do nowego braku samodzielności, jak dotąd nie jest jeszcze wyjaśnione. Ta nowo uzyskana wolność nie jest rezultatem wolnego, indywidualnego rozstrzygnięcia woli lecz wynikiem procesów historycznych, nacisków społecznych.. "Indywidualizacja jest presją", formułuje BECK i BECK - GERNNSHEIM; " Co prawda paradoksalna ale presja do tworzenia, samoukształtowania, samoinscenizacji, nie tylko własnej biografii, lecz również jej powiązań i sieci. To wszystko w zmianie preferencji i faz życiowych i przy ciągłym ustalaniu i dostrajaniu się z innymi. Z danymi rynku pracy, systemu nauczania, państwa opiekuńczego, itd." [1] Slogan ten brzmi "Instytucjonalna indywidualizacja". Ma on opisać masowy przyrost indywidualnych wolnych rozstrzygnięć w wysoko zróżnicowanych, późno kapitalistycznych społeczeństwach. Przytaczam to tutaj, ponieważ empirycznie zauważalny przyrost wolności wyboru, karmi długo pielęgnowaną iluzję, decyzje naszej woli są wolne i przez to ponosimy za nie odpowiedzialność, bez ograniczeń. Obserwacja że jesteśmy skazani na wolność, skłania wielu do założenia że jesteśmy wolni w naszych decyzjach. Interpretują tą arbitralność tak, jakby nie tylko wolno nam było dowolnie (się) zdecydować ale również, że możemy dowolnie rozstrzygać. Ale: Fakt że (post)modernistyczne społeczeństwo nam być może zezwala w dużym stopniu czynić to co chcemy (zewnętrzna wolność), nie uzasadnia tezy, my przez to możemy też chcieć to co chcemy (wewnętrzna wolność). Chciałbym w tej rozprawce przedstawić, że klasyczna idea wewnętrznej wolności, a więc idea że możemy dowolnie chcieć, to co chcemy, faktycznie jest trudna do utrzymania. Wyjaśnienie pytania, czy istnieje w ogóle coś takiego jak wewnętrzna wolność czy też nie, ma nie tylko akademickie znaczenie. Panująca idea, ludzie są - pomijając patologiczne przypadki - wolni w swoich rozstrzygnięciach, ma niszczycielskie, praktyczne skutki w nauce i w życiu codziennym, w wychowaniu dzieci, w sądownictwie, w gospodarce, na poziomie mikro-, meso- i makrokosmosu. Ta rozprawka ma się przyczynić do tego, że idea wolnej woli zostanie rozpoznana jako postmodernistyczny hokus-pokus i ze względu na związany z nią antyhumanizm, można z niej zrezygnować. Jestem całkowicie świadomy że rozwinięty tu punkt widzenia zaprzecza zarówno potocznemu rozumieniu jak też panującej opinii naukowców i wychodzę z założenia że część czytelników/czytelniczek zareaguje na moje wywody mocnym uczuciem niezadowolenia. W końcu przedstawiona tu próba dekonstrukcji idei Wolnej Woli związana jest z ogromną,narcystyczną zniewagą człowieka. Tym sposobem wyłamuje się, po kopernikańskim i darwinistycznym otrzeźwieniu, kolejny ząb z korony którą człowiek w swej impertynencji, " jest on ukoronowaniem stworzenia", sam nałożył sobie na głowę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | Wolna Wola - niewyobrażalna myśl.
Co rozumiemy gdy mówimy o idei Wolnej Woli ? Zajrzyjmy do Schopenhauera, jego wydanej w 1839 "Preisschrift über die Freiheit des Willens", będącej z pewnością nadal jeszcze jedną z najklarowniejszych prac w tym - jak zobaczymy - prawdziwie ciemnym temacie. Schopenhauer definiuje "Wolna" jako " w żadnym stosunku konieczna, to znaczy niezależna od żadnych przyczyn"- Wolna Wola jest według tego Wolą "bez uprzednio wystąpionych przyczyn", "bez konieczności", która " bez powodów", która w związku z tym ! "została ustalona przez absolutnie nic" (bez jakichkolwiek powodów).[2] Innymi słowy: Wola jest dla przedstawicieli/lek stanowiska wewnętrznej wolności przyczyną działań, która sama nie posiada przyczyny.Schopenhauer wskazuje na to że wyobrażenie niezależnej od przyczyn (czyli wolnej) Woli przeciwstawia się naszemu myśleniu, ponieważ w tym przypadku, leżąca u podstaw myślenia zasada kauzalności zostaje uchylona. " Pod takim warunkiem każde działanie człowieka byłoby cudem - działanie bez przyczyny. I jeśli odważy się na próbę, wyobrazić sobie taką liberum arbitrium indifferentiae; to szybko stanie się zrozumiałe że przy tym właściwie rozum milczy. Nie istnieje forma takiego myślenia." [3] A więc każdy kto wstawia się za ideą wolnej woli, ten opuszcza tym samym obszar logicznego myślenia. Idea wolnej woli, jedno z najbardziej oczywistych założeń w naszym społeczeństwie, przy dokładnym potraktowaniu okazuje się niemal że niewyobrażalną myślą.
Dlaczego mimo tego ustaliła tak dalece ludzkie myślenie i zachowanie? Jeden powód: ludzie wnioskują z przeżycia zewnętrznej wolności, egzystencję wolności wewnętrznej. Schopenhauer próbuje ten wniosek zakwestionować. Podaje przykład mężczyzny stojącego wieczorem w uliczce i prowadzącego ze sobą monolog:
"Jest 6 godzina wieczorem, dzień pracy się zakończył. Teraz mogę pójść na spacer; albo mogę pójść do klubu; mogę również wejść na wieżę, obejrzeć zachód słońca; mogę też pójść do teatru; mogę też odwiedzić tego czy tamtego przyjaciela; tak, ja mogę też pójść do bramy miejskiej i powędrować w daleki i szeroki świat i nigdy nie wrócić. To wszystko jest tylko mój wybór, mam w tym całkowitą wolność; nie robię jednak nic z tego, tylko idę również dobrowolnie, do domu, do mojej żony" [4]
SCHOPENHAUER kontynuuje:
"To jest dokładnie tak jakby woda mówiła: "mogę wzbijać wysokie fale (tak! mianowicie na morzu i podczas sztormu), mogę rwąco spieszyć się w dół (tak! mianowicie w łożysku rzeki), mogę pieniąc się i tryskając spadać w dół (tak! mianowicie w wodospadzie), mogę z wolna wznosić się w górę jako strumień (tak! mianowicie w fontannie), mogę się też wygotować i zniknąć (tak! mianowicie przy temp. 80°); ale nie robię nic z tego, tylko pozostaję dobrowolnie, spokojna i klarowna w błyszczącym stawie." Tak jak ta woda, wszystko to może tylko wtedy kiedy zachodzą określone przyczyny jednego lub drugiego tak samo każdy człowiek, co tylko może sobie uroić, nie inaczej tylko po spełnieniu tych samych warunków. Dopóki nie wystąpią przyczyny, nie jest to dla niego możliwe; ale po ich wystąpieniu musi to zrobić, tak samo jak ta woda, gdy tylko zostanie przeniesiona w odpowiednie okoliczności." [5]
Gdy te linijki czytałem kiedyś w otwartej dyskusji, jeden z obecnych, student filozofii wyższego semestru, spontanicznie spróbował nagle obalić determinizm Schopenhauera - zaskakująco dla wszystkich - w ten sposób że z szerokim grymasem i przy wydawaniu dziwnych dźwięków, zaczął czochrać włosy swego naprzeciwko, tak jakby zdziczał. Wierzył że w ten sposób może udokumentować swoją wolną wolę. Szybko się jednak zorientował, że był to tragikomiczny, mylny wniosek. Było zbyt wyraźne że rozstrzygającą siłą która go skłoniła się tak "wolno" zachowywać w dziwny sposób był fakt, że wcześniej omawialiśmy tekst który wolność człowieka chciał doprowadzić ad absurdum.
To są 2 strony z 12-stronicowego tekstu. Gdy będę miał gotową całość możemy rozpocząć dyskusję o szkodliwości idei wolnej woli. Jako wstęp, ten kawałek może już służyć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >To są 2 strony z 12-stronicowego tekstu. Gdy będę miał gotową całość możemy rozpocząć dyskusję o szkodliwości idei wolnej woli. Jako wstęp, ten kawałek może już służyć. Uważam, te dwie strony za bardzo ciekawe i warte refleksji nad determinizmem i wolną wolą, ale natychmiast rodzi się pewien problem przez Pana w innym wątku postawiony: "Sądzicie że ludzie wierzący są pozbawieni zdolności myślenia?". Rozszerzam go na wszystkich ludzi i choć uważam, że każdy człowiek już z definicji posiada zdolność myślenia, to pytam - tylko co z tej zdolności wynika? Postawił Pan tu ciekawy problem, ale jak wielu użytkowników naszego forum jest zdolnym zrozumieć treści w tej Pańskiej wypowiedzi zawarte? Jak wielu z tych co zrozumieją uzna, iż może podjąć na ten temat merytoryczną rozmowę?
Na przykład pan Elasp - przedstawiciel krakowskiej inteligencji katolickiej - myśli na pewno - ale czy jest w stanie zrozumieć to co Pan pisze? Nie mówię tu o jakiejkolwiek zgodzie na Pańskie argumenty - tylko o podstawowym zrozumieniu Pańskiego tekstu. Sądzę, że on go po prostu nie rozumie i nie sądzę aby był w tym jedynym.
Wszystkiego najlepszego, zdrowych i wesołych Świąt.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 8 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Myślenie od katolika wymagałoby podjęcia ryzyka, że jednak bilecik do raju jest nieprawdziwy. A tak katolikom myśleć się nie chce i oni, znad oparów opium "Jezus" zwalczać będą takie myślenie. Myślenie w wydaniu osoby religijnej musi oznaczać natychmiastowy, wokółpępkowy zysk. Taka faza analna, z której się nie wyrasta bez odrobiny sceptycyzmu. A odrobina sceptycyzmy natychmiast obnaża absurdalność każdej religii - wystarczy jeden krok, jedna uczciwa myśl. Ale tak katolikom (i innym) myśleć się nie chce.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > katolikom myśleć się nie chce i oni, znad oparów opium "Jezus" zwalczać będą takie myślenie. Myślenie w wydaniu osoby religijnej musi oznaczać natychmiastowy, wokółpępkowy zysk. Taka faza analna, z której się nie wyrasta bez odrobiny sceptycyzmu. A odrobina sceptycyzmy natychmiast obnaża absurdalność każdej religii - wystarczy jeden krok, jedna uczciwa myśl. Ale tak katolikom (i innym) myśleć się nie chce.Nie, Panie Jacku - człowiek wcale nie wierzy dlatego, że dokonał takiego wyboru, ale dlatego, iż został tak ukształtowany w dzieciństwie (i to wczesnym). Można doczytać w literaturze, jak ważne jest "wdrukowywanie" zachowań we wczesnym okresie socjalizacji, a to co unaocznia nam cała praktyka ludzkości, to trwałość postawy fideistycznej - "wdrukowywanej" w dzieciństwie. www.racjon(*).php/s,478028/z,0/d,14#w486007Uważam postawę fideistyczną, za zasadniczy i bardzo trwały element naszej osobowości, warunkujących nasze zachowania ich motywacje oraz uzasadnienia. Jest to także czynnik zdecydowanie ograniczający nasz rozwój intelektualny, a także moralny (posłuszeństwo zamiast odpowiedzialności). Najistotniejszymi różnicami w ludzkich postawach wobec świata są różnice mentalne. Utrwalona w procesie socjalizacji głupota jest - poza wyjątkami - niereformowalna. Natomiast umysły "heretyckie" nawet z autorytarnych i dogmatycznych rodzin permanentnie się rozwijają i dokonują przewartościowań swoich poglądów. Taka już jest ich niepokorna natura. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,482370#w482571Osobowość ludzka, mentalność, charakter, jest strukturą złożoną z różnych cech o różnej wartości i zhierarchizowaną. Nawet "rozbierając" pojedynczy przypadek trudno przeanalizować, co jest przyczyną, a co skutkiem. Nie wiemy dokładnie nawet tego - co otrzymujemy genetycznie, a co w procesie socjalizacji. Obserwujemy lub doświadczamy działania całej określonej osobowości (konkretnego człowieka), a w badaniach socjologicznych, czy opisach historycznych, grupy społeczne i całe społeczności. Rzadko zmienia się wyznanie, ale zdecydowanie rzadziej odrzuca się wszelką wiarę, a przypadki odwrotne przyjęcia wiary przez sceptyka (szczególnie po weryfikacji) są wprost nieliczne w historii świata. "Wiara" - jak łatwo dostrzec jest dosyć powszechną "skłonnością", do rozumienia i przyjmowania wiedzy o świecie w określony sposób. Wcale też nie jest wynikiem lenistwa, konformizmu, czy braku refleksyjności, a typem postawy wobec świata, która do nich bezwzględnie prowadzi. To jest naprawdę ogromnie trudno postawić pod krytyczny osąd własne przekonania, gdy jest się pewnym co do ich słuszności. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,482370#w482587 (Wydaje mi się, iż Pan coś wie na ten temat). Przekonania oparte na nabytej w dzieciństwie i ugruntowanej w dorosłości wierze są najtrudniejszym przedmiotem krytycznej samorefleksji. W większości przypadków wprost niemożliwym. Dla głęboko wierzących fideistów poglądy racjonalnego ateizmu są całkowicie niepojęte o czym świadczą wypowiedzi na temat ateizmu katolickiej elity intelektualnej. Oni naprawdę nic z tego nie rozumieją. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja myślę, że po prostu obydwaj mamy rację. Niektórzy są tak zindoktrynowani w dzieciństwie, że jest to już pełne kalectwo i do śmierci nie pomyślą samodzielnie o sprawach filozoficzno światopoglądowych. Inni są od tych pierwszych albo mniej zindoktrynowani, albo bardziej inteligentni i czasem mają wątpliwości, ale biczują się, noszą jakieś rzeczy a la Opus Dei, czy też wchodzą na fora racjonalistyczne, aby wybić sobie z głowy przebłyski uczciwości intelektualnej, bo wtedy straciliby bilet do raju. Są też tacy, u których uczciwość wygrywa z egotyczną chucią wiecznego istnienia i innych duchowych obietnic i stają się wolnomyślicielami.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | lukaszewicz (5674 punktów) |
Sądząc po przypadku katolickiego inteligenta pana "worek na kości", nie będącego w stanie zrozumieć sensu jednego zdania (które sam napisał), z dyskusji z wierzącymi nic nie wyniknie.
Natomiast nie mam wątpliwości iż wielu z tych co nie zrozumieją, uzna że może podjąć na ten temat merytoryczną rozmowę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Sądząc po przypadku katolickiego inteligenta pana "worek na kości", nie będącego w stanie zrozumieć sensu jednego zdania (które sam napisał), z dyskusji z wierzącymi nic nie wyniknie. >Natomiast nie mam wątpliwości iż wielu z tych co nie zrozumieją, uzna że może podjąć na ten temat merytoryczną rozmowę. Warto pamiętać, iż czyta nas znacznie więcej osób niż się wypowiada. Dlatego z naszych rozmów wynika więcej, niż by się wydawało.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Uważam, te dwie strony za bardzo ciekawe i warte refleksji nad determinizmem i wolną wolą, ale natychmiast rodzi się pewien problem przez Pana w innym wątku postawiony: "Sądzicie że ludzie wierzący są pozbawieni zdolności myślenia?". Rozszerzam go na wszystkich ludzi i choć uważam, że każdy człowiek już z definicji posiada zdolność myślenia, to pytam - tylko co z tej zdolności wynika?< Ja rozróżniam między wiarą i religią. Wiara w moim pojęciu jest jedną z potrzeb człowieka, której przyczyny nie do końca zostały wyjaśnione. Potrzeba ta manifestuje się w różnym stopniu u różnych osób. Są osoby którym wiara nie jest potrzebna, są tacy którym ona pomaga w jakiś sposób. Potrzeba ta była zawsze wykorzystywana przez kastę kapłanów i była organizowana w system religijny który przeradzał się w Kościół. Podczas gdy nie widzę nic złego w wierze, rozumiem siebie jako antyklerykała, widzącego zło w instytucji Kościoła. Kiedyś podałem przykład świątyni katolickiej w Indiach z figurką Jezusa i Sziwy na ołtarzu. Zachodzili tam na modły lub kontemplacje wszyscy, od chrześcijan po buddystów. Myślę że atmosfera Kościoła ułatwia kontemplacje i krzyż na Kościele nie miał żadnego znaczenia. Jeżeli ktoś ma potrzebę wiary w Boga i poda mu się na tacy gotowego Chrystusa, to go przyjmie. Gdyby mieszkał w innym miejscu na kuli ziemskiej, jak to wielokrotnie zauważa Jacek T., wyznawał by innego Boga. Może być tak, że ta potrzeba, drzemiąca gdzieś w zakamarkach mózgu, nie jest wielka, ale zostaje wzmocniona poprzez indoktrynację. Często spotyka się deklaracje katolików - jestem katolikiem, ale jestem za in vitro-. Z badań, już trochę nieaktualnych z 2007 r. wykonanych na zlecenie Der Spiegel, 60% katolików niemieckich nie wierzy w zmartwychwstanie ciała i duszy, reinkarnację już prędzej, nie wierzy w Sąd Ostateczny, słowem dogmaty krk nie są akceptowane. Każdy członek Kościoła, pomijam bezmyślnych fanatyków, kroi sobie wizję Boga na swoją miarę, pozostając formalnie członkiem Kościoła. W Polsce nie jest inaczej. Prof. Mynarek opisuje to zjawisko, które ja nazwał bym emigracją wewnętrzną wiernych. W Austrii księża wraz wiernymi wypowiadają posłuszeństwo biskupowi, ruch laicki wewnątrz Kościoła(IMWAC), sięgnął już 5 kontynentów, klasztory żeńskie otwarcie występują przeciw hierarchii starców z Watykanu, biskup katolicki w Czechach wyświęcił kobiety na księży. Duch święty nie wieje już tylko z Rzymu. Jak to się dalej potoczy trudno prorokować. Kościół ma potężny aparat propagandowy i potrzebne środki. Cała ta zapowiadana "Nowa Ewangelizacja Europy" jest skierowana na odwrócenie tendencji. Ponadto liczba wiernych regularnie spada, spada też liczba powołań. Ist die Kirche noch zu retten? (Jest ten Kościół jeszcze do uratowania), pyta Hans Küng w swojej książce i wymienia konieczne reformy. Warum Hans Küng die Kirche nicht retten kann (Dlaczego Hans Küng nie może uratować tego Kościoła) odpowiada w swojej książce H. Mynarek. I wykazuje że proponowane reformy są niewystarczające, a Watykan nie jest gotów do jakichkolwiek reform. Inaczej wygląda to w obu Amerykach. 98% katolików w USA, rozumie Boga tak jak to deklaruje w credo. W Afryce podobnie. Z wywiadu przedstawionego w BBC World z 7.8.2004, na pytanie reportera dlaczego nie stosowała kondomów, zainfekowana virusem HIV kobieta odpowiada ze łzami w oczach: "Bo bałam się ogni piekielnych o których opowiadał nam ksiądz". Zagadnięty ksiądz potwierdził jej wypowiedź i stwierdził że te skazane na śmierć przez AIDS kobiety " są męczenniczkami 21 wieku". Gdy się to czyta lub ogląda to nie tylko można ale trzeba stać się antyklerykałem. Myślę że tak w skrócie przedstawiłem Panu mój punkt widzenia. Również życzę wszystkim Wesołych, Spokojnych Świąt narodzin Bogów Słońca.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Ja rozróżniam między wiarą i religią.Ja też. Mamy bardzo wiele definicji religii i trochę uznanych za klasyczne, ale przyjmijmy tu tą z Wikipedii: Religia - system wierzeń i praktyk, określający relację pomiędzy różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. kult czy rytuały), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka). Wiarajest tylko jednym z jej elementów. > Wiara w moim pojęciu jest jedną z potrzeb człowieka, której przyczyny nie do końca zostały wyjaśnione.Zaś w moim - wynika bardziej z procesów socjalizacji niż uwarunkowań genetycznych, ale zgadzam się, że pozostaje tu jeszcze sporo wątpliwości. > Potrzeba ta manifestuje się w różnym stopniu u różnych osób. Są osoby którym wiara nie jest potrzebna, są tacy którym ona pomaga w jakiś sposób.Ludzie są różni i to stwierdzenie jest banalne. > Potrzeba ta była zawsze wykorzystywana przez kastę kapłanów i była organizowana w system religijny który przeradzał się w Kościół.Gdy jest potrzeba religii, to naturalną jest potrzeba przewodników-autorytetów. > Podczas gdy nie widzę nic złego w wierze, To co najgorsze to widzę właśnie w wierze! Nawet najgorsze religie/ideologie same przez się nie czynią zła. Do tego konieczną jest wiara im jest głębszą, bardziej fundamentalistyczną tym bardziej nas ogranicza, tak intelektualnie, jak i moralnie. Zupełnie wtórnym jest dla mnie przedmiot wiary. Religia/ideologia: chrześcijaństwo, muzułmanizm, faszyzm, komunizm, czy setki innych. Bogowie: Jahwe, Jezus, Allah, Józef, Adolf, Pol-Pot. To jest dalece wtórne znaczenie. Natomiast wiara w jedyną Prawdziwość i jedyno-słuszność, a taką jest "prawdziwa" wiara, jest naprawdę groźnym zjawiskiem. Żadna wiara nie potrzebuje racjonalnych argumentów ani żadna wiara nie jest tolerancyjną dla innych poglądów. Z wiarą nie ma dyskusji (nie istnieją żadne kontrargumenty dla wiary). Jeżeli człowiek wierzący jest tolerancyjny, to świadczy tylko o jego słabej wierze lub niemocy. Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. > rozumiem siebie jako antyklerykała, widzącego zło w instytucji Kościoła.Pół żartem, pół serio powiadam, że istnienie Kościoła Katolickiego jest najlepszym dowodem na nieistnienie wszechmocnego Boga Miłości. Bóg gdyby istniał, to nie pozwolił by na taki bezmiar zła czynionego w jego imieniu. PS. www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,29#w538273Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Mamy bardzo wiele definicji religii< Ja nie opieram się na żadnej definicji, ponieważ nie próbuję mojemu rozumieniu wiary nadawać cech naukowości. To jest moje prywatne zdanie, tak to po prostu widzę. Można to nazwać wiarą w stwórcę, w potrzebę pierwszej przyczyny lub jakkolwiek. To może być Bóg osobowy i bezosobowy. Moje rozumienie obejmuje obydwa warianty. >Zaś w moim - wynika bardziej z procesów socjalizacji niż uwarunkowań genetycznych, ale zgadzam się, że pozostaje tu jeszcze sporo wątpliwości.< To zostawmy to w tym miejscu tak jak jest. >Ludzie są różni i to stwierdzenie jest banalne.< Panie Andrzeju! -Ludzie są różni- też jest banałem. >Gdy jest potrzeba religii, to naturalną jest potrzeba przewodników-autorytetów.< Ja mówiłem o potrzebie wiary jako takiej, nie o potrzebie wiary zorganizowanej. Musimy się zgodzić z założeniem że na świecie żyje pewna ilość panteistów. Nikt ich nie zorganizował, każdy żyje dla siebie i wierzy że jednak coś jest. > To co najgorsze to widzę właśnie w wierze! Nawet najgorsze religie/ideologie same przez się nie czynią zła. Do tego konieczną jest wiara im jest głębszą, bardziej fundamentalistyczną tym bardziej nas ogranicza, tak intelektualnie, jak i moralnie.< Tu idzie Pan już w konkrety. Te zjawiska miały miejsce dopiero z globalizacją Boga. Gdy Bóg był ograniczony do pewnej grupy etnicznej lub kulturowej, religia nie czyniła zła. W cesarstwie rzymskim, poza obowiązkiem wiary we władcę, ten obowiązek był chyba również w Egipcie, (Kol. M. zna się na historii starożytnego Egiptu lepiej ode mnie, może coś uzupełni), była wolność i tolerancja religijna. W tym miejscu zawsze myślę o bożkach starożytnych które wyszły z mitologii; dii patrii i dii penates. dii pantii były zawsze publici, chroniły miasta, cały lud, natomiast dii penates były bądź publici bądź privati. I oto ostatnie mi chodzi. Rodzina miała swojego prywatnego bożka który chronił jej mienia, pilnował ognia na piecu, żeby strawa się nie przypaliła itd. Taki dii penates nie mógł być przecież zaordynowanym odgórnie przez władzę bożkiem. A więc wiara w niego wyszła od dołu. Faszyzm lub komunizm nie można nazwać religią. To propaganda kościelna nadała jej taką nazwę, podobnie jak ateizmowi. Kult jednostki jest czym innym. Nikt nie przypisywał Hitlerowi lub Stalinowi metafizycznych zdolności. Brak tej wymienionej w/w sfery sacrum. >Żadna wiara nie potrzebuje racjonalnych argumentów ani żadna wiara nie jest tolerancyjną dla innych poglądów.< Pisząc wiara, myśli Pan pewnie podświadomie o religii. Racjonalizm może być przydatny gdy będziemy analizować dogmaty religijne - biblia jest słowem bożym, Bóg nakazał nam to lub zabronił tamto. Gdy Boga ujmiemy jako "coś jest", racjonalizm jest nieprzydatny. W przeciwnym przypadku musielibyśmy zarzucić brak racjonalności Einsteinowi lub Planckowi. Przeciwstawmy tych dwóch ostatnich Russelowi, reprezentującemu odmienny światopogląd. Czy można powiedzieć że był bardziej racjonalny od dwóch pozostałych ? Dlatego sądzę że wiara, o ile występuje, jest osobistym wyborem. >Jeżeli człowiek wierzący jest tolerancyjny, to świadczy tylko o jego słabej wierze lub niemocy.< Z tym się nie zgadzam. Siła wiary nie leży w braku tolerancji. Człowiek mocno wierzący może być jak najbardziej osobą tolerancyjną. >Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą.< Jest wiele rzeczy które nie są człowiekowi konieczne ale człowiek z nimi żyje. Czy konieczna jest wiara w pechowość 13-ki, nie ale wielu z nią żyje. Studentki ubierają na egzamin bluzeczki które przynoszą im szczęście, potwierdzone poprzednimi egzaminami. Też uważam że całkowita niewiara nie jest możliwa. Ale możliwa jest atomizacja wiernych w autonomiczne grupy religijne, rozpad hierarchicznych struktur. >Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".< Nie wierzy Pan że świat istnieje? Jeżeli tak, to musi się Pan opowiedzieć za jedną lub drugą teorią jego powstania. Nie da się tak całkiem wyłączyć i powiedzieć to nie moja sprawa. Może Pan agnostycznie odpowiedzieć, nie wiem. Ale że się skądś wziął lub istniał zawsze, musi Pan przyjąć do wiadomości. >/b>Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę".< Raczej "na słowo" dane nam przez badaczy. >Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze.< Moim skromnym zdaniem, większość wiernych ufa bardziej nauce niż słowu bożemu. Dlatego Kościół się dopasowuje w swoich prawdach wiary. >Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.< Ten świat jest trochę orwellowski z absolutem lub bez. To człowiek czyni świat absurdalnym. Naturze jest to obojętne, ona nawet nas nie potrzebuje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Ja nie opieram się na żadnej definicji, ponieważ nie próbuję mojemu rozumieniu wiary nadawać cech naukowości. Tu wcale nie jest potrzebna naukowość. W zwyczajnej rozmowie trzeba rozumieć interlokutora. Nie wiedząc co Pan pod danym pojęciem rozumie nie mogę się po prostu do niego odnieść i Pański komunikat jest niezrozumiałym.
>To jest moje prywatne zdanie, tak to po prostu widzę. Można to nazwać wiarą w stwórcę, w potrzebę pierwszej przyczyny lub jakkolwiek. To może być Bóg osobowy i bezosobowy. Moje rozumienie obejmuje obydwa warianty. Pomiędzy stworem a wiarą w niego ja dostrzegam różnicę i o tej różnicy mówiliśmy.
>>>>Ludzie są różni i to stwierdzenie jest banalne. >Panie Andrzeju! - Ludzie są różni- też jest banałem. Tak!
>>>>Gdy jest potrzeba religii, to naturalną jest potrzeba przewodników-autorytetów. >Ja mówiłem o potrzebie wiary jako takiej, nie o potrzebie wiary zorganizowanej. Musimy się zgodzić z założeniem że na świecie żyje pewna ilość panteistów. Nikt ich nie zorganizował, każdy żyje dla siebie i wierzy że jednak coś jest. Tu zgody chyba nie potrzeba, gdyż to jest faktem.
>>>>To co najgorsze to widzę właśnie w wierze! Nawet najgorsze religie/ideologie same przez się nie czynią zła. Do tego konieczną jest wiara im jest głębszą, bardziej fundamentalistyczną tym bardziej nas ogranicza, tak intelektualnie, jak i moralnie.< >Tu idzie Pan już w konkrety. Staram się być konkretnym.
>Te zjawiska miały miejsce dopiero z globalizacją Boga. Nie wiem co znaczy globalizacja Boga, ale przyjmijmy to na poszerzanie zespołu wierzeń, czyli religii.
>Gdy Bóg był ograniczony do pewnej grupy etnicznej lub kulturowej, religia nie czyniła zła. Naprawdę Pan sądzi, że gdy zespół wierzeń dotyczył małych wspólnot, to w imię tych wierzeń nie dokonywano zła. Wiedza naukowa temu przeczy. Religia pełniła wówczas ogromnie pożyteczną społeczną rolę integracji kulturowej, ale w jej imieniu dokonywano też zła.
>W cesarstwie rzymskim, poza obowiązkiem wiary we władcę, ten obowiązek był chyba również w Egipcie, (Kol. M. zna się na historii starożytnego Egiptu lepiej ode mnie, może coś uzupełni), była wolność i tolerancja religijna. Nigdy i nigdzie, gdzie była religia państwowa nie było wolności religijnej. Natomiast rzeczywiście tak. W rożnych kulturach w różnych czasach były rożne stopnie wolności i zniewolenia.
>Pisząc wiara, myśli Pan pewnie podświadomie o religii. Zdecydowanie nie! Jak Pan zauważył lubię konkrety i porządek definicyjny. Chyba niezbyt uważnie przeczytał Pan moje wypowiedzi. Zdecydowanie rozróżniam te pojęcia i starałem się to racjonalnie uargumentować.
>Racjonalizm może być przydatny gdy będziemy analizować dogmaty religijne - biblia jest słowem bożym, Bóg nakazał nam to lub zabronił tamto. Gdy Boga ujmiemy jako "coś jest", racjonalizm jest nieprzydatny. Racjonalizm jest przydatnym od początku do końca. Racjonalizm nie pozwala na przyjęcie "coś jest", gdyż jest to puste pojęciowo pojęcie, tyle samo warte co "Bóg".
>W przeciwnym przypadku musielibyśmy zarzucić brak racjonalności Einsteinowi lub Planckowi. Nie widzę najmniejszych przeszkód aby im to zarzucić. Przecież to tylko ludzie, ale ja lubię konkrety. Czy może Pan im konkretnie ten brak racjonalności zarzucić? Ponadto czy rzeczywiście im, czy jakimś ich pojedynczym wypowiedziom?
>Przeciwstawmy tych dwóch ostatnich Russelowi, reprezentującemu odmienny światopogląd. Czy można powiedzieć że był bardziej racjonalny od dwóch pozostałych? Nie bardzo umiem stopniować poziomy racjonalności u konkretnych ludzi. Uważam się za racjonalistę, a nieracjonalnych wypowiedzi i czynów w życiu popełniłem sporo. Zgadzam się tu z red. Agnosiewiczem: "Najkrótsza definicja ideologii racjonalistycznej"
Człowiek jest istotą zasadniczo irracjonalną, która podejmuje decyzje i działania w 90 procentach przypadków mające inne pobudki niż 'czyste' uzasadnienie intelektualne. Racjonalność polega na tym, że korzystamy z pozostałych 10 procent. Racjonalizm zaś to obrona owych '10%'.
>Dlatego sądzę że wiara, o ile występuje, jest osobistym wyborem. Powiem szczerze, że wcale w to nie wierzę. Choć oczywiście dopuszczam takie przypadki.
>>>>Jeżeli człowiek wierzący jest tolerancyjny, to świadczy tylko o jego słabej wierze lub niemocy. >Z tym się nie zgadzam. Prawie wszyscy wierzący z tym się nie zgadzają.
>Siła wiary nie leży w braku tolerancji. A mógłby Pan napisać w czym leży "siła wiary"?
>Człowiek mocno wierzący może być jak najbardziej osobą tolerancyjną. Może - szczególnie gdy nie ma możliwości bądź potrzeby innych zachowań. Historia jednak pokazuje nam przeciwną charakterystykę wierzących.
>>>>Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. >Jest wiele rzeczy które nie są człowiekowi konieczne ale człowiek z nimi żyje. Ponad 90% ludzkości to ludzie wierzący. Uważający się za ateistów to może 5-6%, w tym racjonalni ateiści, ludzie którzy wiedzą dlaczego nie wierzą to 1-2%, a w tym ludzie którym koncepcja boga nie jest do niczego potrzebna, to tylko kilkadziesiąt promili. Z czego wynika, że wiara jest ludziom potrzebną, nawet blisko "konieczności". Ja tylko się cieszę, że nie ma tej konieczności absolutnej i mnie zdarzyła się szansa całkowitej niewiary.
Ciąg dalszy nastąpi:
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Nie wiedząc co Pan pod danym pojęciem rozumie nie mogę się po prostu do niego odnieść i Pański komunikat jest niezrozumiałym.< Ja nie rozumiem nic, to rozumieją ci którzy wierzą. A ja ich rozumiem że chcą wierzyć. >Pomiędzy stworem a wiarą w niego ja dostrzegam różnicę i o tej różnicy mówiliśmy.< Nie mówiłem o stworze bo nic o nim nie wiadomo. Mówiłem o wierze w stwora. >Staram się być konkretnym.< Tak, ale zjawiska wiary nie można zbytnio skonkretyzować, zbyt mało o nim wiemy. My wiemy dużo o skutkach, o przyczynach wiemy mało. >Nie wiem co znaczy globalizacja Boga, ale przyjmijmy to na poszerzanie zespołu wierzeń, czyli religii.< Przez globalizację Boga rozumiem misyjność. >Naprawdę Pan sądzi, że gdy zespół wierzeń dotyczył małych wspólnot, to w imię tych wierzeń nie dokonywano zła.< Zło popełniano zawsze. W świecie wolnym od Boga też będzie popełniane. Ponadto nie wiem co Pan rozumie przez zło. Co dziś jest złem jako norma moralna, kiedyś złem nie było. Kiedyś zainteresowałem się ofiarami ludzkimi wśród Indian południowo-amerykańskich. Wie Pan, wycinaniem serca-koronny argument chrześcijan za chrystianizacją Ameryki. Ci ludzie szli na tę ofiarę z dumą, byli szczęśliwi że mogą ponieść ofiarę dla swoich współplemieńców, dla których dzięki ich poświęceniu jutro wzejdzie słońce. Dziś też są altruiści poświęcający nie życie, ale czas, zdrowie, pieniądze - dla innych. >Nigdy i nigdzie, gdzie była religia państwowa nie było wolności religijnej.< Nieprawda. W cesarstwie rzymskim mógł Pan być wyznawcą Mitry, Saturna, Venus, paru innych Bogów jednocześnie, bez jakichkolwiek sankcji. Inaczej to multi-kulti nie było możliwe w ogóle do utrzymania. Zmieniło się to dopiero gdy chrześcijaństwo stało się religią państwową. >Natomiast rzeczywiście tak. W rożnych kulturach w różnych czasach były rożne stopnie wolności i zniewolenia.< Jeżeli ocenia Pan to z dzisiejszego punktu widzenia, to popełnia Pan błąd. Wszyscy podkreślamy przykładną demokrację grecką. W tej demokracji niewolnictwo było zjawiskiem powszechnie akceptowanym. >Racjonalizm nie pozwala na przyjęcie "coś jest", gdyż jest to puste pojęciowo pojęcie, tyle samo warte co "Bóg".< Bóg nie jest pojęciem pojęciowo pustym. Jego metafizyczność nie oznacza pustki. Dlaczego Bóg, bohater powieści biblijnej jest pojęciem pustym a Werther Goethego jest pojęciem pełnym? Wie Pan ile osób popełniło samobójstwo, nie mogąc się pogodzić z jego losem? >Nie widzę najmniejszych przeszkód aby im to zarzucić. Przecież to tylko ludzie, ale ja lubię konkrety. Czy może Pan im konkretnie ten brak racjonalności zarzucić?< Z jakiego niby powodu? Że w coś wierzyli? Wiara nie ma nic wspólnego z rozumem. Chociaż w ich przypadku, na podstawie swojej wiedzy nie potrafili kategorycznie odrzucić istnienia czegoś co nazywamy Bogiem. Ich Bóg nie miał imienia, nie ingerował w bieżące wydarzenia tego świata, tyle że był. >Ponadto czy rzeczywiście im, czy jakimś ich pojedynczym wypowiedziom?< Gdy rozeszły się pogłoski o ateizmie Einsteina, naczelny rabin nowojorski wysłał mu depeszę: "Depesza zwrotna jest opłacona za 50 słów. Proszę przedstawić swoje stanowisko w sprawie Boga". Einstein wykorzystał 29 słów na swoją odpowiedź. Planck pisał więcej na ten temat.
>"Najkrótsza definicja ideologii racjonalistycznej".Człowiek jest istotą zasadniczo irracjonalną, która podejmuje decyzje i działania w 90 procentach przypadków mające inne pobudki niż 'czyste' uzasadnienie intelektualne. Racjonalność polega na tym, że korzystamy z pozostałych 10 procent. Racjonalizm zaś to obrona owych '10%'< Ja nie lubię żadnej ideologii, więc racjonalistycznej też nie. Te procenty oczywiście nie są wynikiem obiektywnych badań tylko szacunkami? >Powiem szczerze, że wcale w to nie wierzę. Choć oczywiście dopuszczam takie przypadki.< Czyż nie zostało powiedziane, ilu jest ludzi tyle różnych punktów widzenia. >Prawie wszyscy wierzący z tym się nie zgadzają.< To jestem pierwszym niewierzącym który się z tym nie zgadza. >A mógłby Pan napisać w czym leży "siła wiary"?< Nie zastanawiałem się nad tym. >>Człowiek mocno wierzący może być jak najbardziej osobą tolerancyjną. >Może - szczególnie gdy nie ma możliwości bądź potrzeby innych zachowań.< Mam wielu znajomych, będących osobami wierzącymi. Nie odkryłem u nich żadnych agresywnych tendencji lub braku tolerancji dla mojego braku wiary. To jest możliwe pod warunkiem mojej tolerancji dla ich wiary. Nie czuję żadnej potrzeby nie tolerować wiary innych. Jestem alergiczny tylko na misjonarzy i fanatyków. >Historia jednak pokazuje nam przeciwną charakterystykę wierzących.< Historia uczy nas też że wierni nigdy nie byli pytani o zdanie. >Ponad 90% ludzkości to ludzie wierzący.< To potwierdzałoby moją tezę. Ale nie sądzę że jest to 90%. >ludzie którzy wiedzą dlaczego nie wierzą to 1-2%< Jeżeli ktoś nie wierzy to musi chyba też wiedzieć dlaczego. Czy jest to tak, jak z kolorami? Nie wiem dlaczego ale lubię zieleń?
P.S. Odpowiedzieć Panu nie będę mógł, rano wyjeżdżam na urlop. Jako lekturę zabieram: Lehrbuch der Kirchen - und Dogmen Geschichte. T.1 Alte Kirche und Mittelalter. - W.D. Hauschild. Obiecuję sobie że kiedyś dokończymy wyczerpująco historię powstania trójcy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Ja nie rozumiem nic, to rozumieją ci którzy wierzą. A ja ich rozumiem że chcą wierzyć.> Nie mówiłem o stworze bo nic o nim nie wiadomo. Mówiłem o wierze w stwora.Jest Pan zdecydowanie za mądry dla mnie. Słowa rozumiem, ze zdań niewiele, z treści nic. > Tak, ale zjawiska wiary nie można zbytnio skonkretyzować, zbyt mało o nim wiemy.Mnie ta konkretyzacja, którą posługuje się nauka w zupełności wystarcza i nie widzę potrzeby aby ją rozmywać. > Przez globalizację Boga rozumiem misyjność.Misyjność Boga, czy religii? A może prozelityzm? > Zło popełniano zawsze. W świecie wolnym od Boga też będzie popełniane.Oczywiście to banał, ale jak powiedział Steven Weinberg: Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli. Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia.> Ponadto nie wiem co Pan rozumie przez zło.Skoro Pan się o nim wypowiada, to "coś" musi Pan rozumieć i mnie takie ogólne uniwersalne "coś" tu już wystarcza. > Co dziś jest złem jako norma moralna, kiedyś złem nie było.Dostrzegam spore różnice pomiędzy normami moralnymi a złem. Mnie chodzi o zupełnie podstawowe zło, którego rozumienie rozpoczyna się już u zwierząt o bardziej złożonej umysłowości. > Kiedyś zainteresowałem się ofiarami ludzkimi wśród Indian południowo-amerykańskich. (...) Ci ludzie szli na tę ofiarę z dumą, byli szczęśliwi że mogą ponieść ofiarę dla swoich współplemieńców, dla których dzięki ich poświęceniu jutro wzejdzie słońce.Widocznie inne książki czytaliśmy. Choć oczywiście nie przeczę przypadkom "szczęśliwości". Różne są choroby. > >>>Nigdy i nigdzie, gdzie była religia państwowa nie było wolności religijnej.> Nieprawda. W cesarstwie rzymskim mógł Pan być wyznawcą Mitry, Saturna, Venus, paru innych Bogów jednocześnie, bez jakichkolwiek sankcji. Inaczej to multi-kulti nie było możliwe w ogóle do utrzymania. Zmieniło się to dopiero gdy chrześcijaństwo stało się religią państwową.Znowu, albo inne książki, albo inne ich rozumienie. Każdy mógł wierzyć w swojego boga pod warunkiem uznania pierwszeństwa naszego boga. Opieram swoją wiedzę na Kumanieckim, Jaczynowskiej, czy Krawczuku, ale co oni mogą tam wiedzieć. > >>>Natomiast rzeczywiście tak. W rożnych kulturach w różnych czasach były rożne stopnie wolności i zniewolenia.<> Jeżeli ocenia Pan to z dzisiejszego punktu widzenia, to popełnia Pan błąd.A skąd u Pana taki pogląd? Przecież dosyć długo już tu się wypowiadam i chcący mogą dostrzec poziom moich refleksji. > Wszyscy podkreślamy przykładną demokrację grecką. W tej demokracji niewolnictwo było zjawiskiem powszechnie akceptowanym.Nie wszyscy, ja do każdej - łącznie z tą obecną - mam krytyczne stanowisko. Tyle tylko, że jak na razie nie wymyślono niczego lepszego. > Bóg nie jest pojęciem pojęciowo pustym.To ciekawostka! Proszę więc podać naukową (sensowną i spójną logicznie) definicję "Boga". Jak dotychczas nie spotkałem takiej. Dopóki pojęcie nie ma definicji jest pojęciem pustym. Wyżej napisałem: Ogromnie ciekawy jestem jak można puste sensownie terminy poddać kwalifikacji w kategoriach prawdy lub fałszu Uduru jest/nie jest duruspuru. To prawda czy fałsz? Logicznie to chyba należy zacząć od zdefiniowania pojęć? > Jego metafizyczność nie oznacza pustki.A skąd? Oznacza metafizyczną pełnię: Bóg jest to gigantyczny samoświadomy, logicznie myślący, oraz inteligentny program który samo-wyewoluował się naturalnie w "przeciw-materii" (czyli w pierwotnym nośniku inteligencji wszechświata), który rezyduje w owej przeciw-materii, który softwarowo, dynamicznie i hierarchicznie formuje z owej niewidzialnej przeciw-materii wszystko co tylko manifestuje swoją obecność w całym wszechświecie, oraz który inteligentnie zarządza wszystkim co tylko się dzieje w całym wszechświecie. www.totalizm.pl/god_pl.htm> Dlaczego Bóg, bohater powieści biblijnej jest pojęciem pustym a Werther Goethego jest pojęciem pełnym? Wie Pan ile osób popełniło samobójstwo, nie mogąc się pogodzić z jego losem?Dlatego, że gdy się bierze udział w dyskusji, to warto zapoznać się z poglądami interlokutora. Nie sposób za każdym razem od początku prowadzić cały wywód. Dla zainteresowanych rozmową, a nie popisywaniem się, staje się to nudne. Wielokrotnie tu pisałem, że należy odróżniać kulturowe pojęcie Boga, od pojęcia Boga w naukach przyrodniczych. Cytat:>Racjonalizm może być przydatny gdy będziemy analizować dogmaty religijne - biblia jest słowem bożym, Bóg nakazał nam to lub zabronił tamto. Gdy Boga ujmiemy jako "coś jest", racjonalizm jest nieprzydatny. Racjonalizm jest przydatnym od początku do końca. Racjonalizm nie pozwala na przyjęcie "coś jest", gdyż jest to puste pojęciowo pojęcie, tyle samo warte co "Bóg".
>W przeciwnym przypadku musielibyśmy zarzucić brak racjonalności Einsteinowi lub Planckowi. Nie widzę najmniejszych przeszkód aby im to zarzucić. Przecież to tylko ludzie, ale ja lubię konkrety. Czy może Pan im konkretnie ten brak racjonalności zarzucić? Ponadto czy rzeczywiście im, czy jakimś ich pojedynczym wypowiedziom? > Z jakiego niby powodu? Że w coś wierzyli?A zrozumiał Pan to co wyżej sam napisał? > Wiara nie ma nic wspólnego z rozumem.Ano nie ma! > Chociaż w ich przypadku, na podstawie swojej wiedzy nie potrafili kategorycznie odrzucić istnienia czegoś co nazywamy Bogiem. Ich Bóg nie miał imienia, nie ingerował w bieżące wydarzenia tego świata, tyle że był.Tak, Pan wierzy? To trudno! Z wiarą nie sposób dyskutować, ja uważam na podstawie własnych lektur iż Einstein był ateistą. (Jak Boga kocham!). CDN@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy: "Najkrótsza definicja ideologii racjonalistycznej". Człowiek jest istotą zasadniczo irracjonalną, która podejmuje decyzje i działania w 90 procentach przypadków mające inne pobudki niż 'czyste' uzasadnienie intelektualne. Racjonalność polega na tym, że korzystamy z pozostałych 10 procent. Racjonalizm zaś to obrona owych '10%'> Ja nie lubię żadnej ideologii, więc racjonalistycznej też nie. Ideologia jest to powstała na bazie danej kultury wspólnota światopoglądów, u podstaw której tkwi świadome dążenie do realizacji określonego interesu klasowego lub grupowego albo narodowego.
Mianem ideologii określa się każdy zbiór uporządkowanych poglądów - religijnych, politycznych, prawnych, przyrodniczych, artystycznych, filozoficznych - służących ludziom o tożsamych poglądach do objaśniania otaczającego ich świata. (...) Zapotrzebowanie na ideologie wynika z właściwego ludziom poszukiwania odpowiedzi na pytania o sens i sposób istnienia.Wolno Panu, żyjemy w wolnym kraju. Ja podzielam większość poglądów ideologii humanistycznej i racjonalistycznej. Jestem raczej osobnym człowiekiem, ale nie widzę też podstaw do jakiejś środowiskowej alienacji. > Te procenty oczywiście nie są wynikiem obiektywnych badań tylko szacunkami?Te procenty są żartobliwą, choć trafną konstatacją. > >>>Powiem szczerze, że wcale w to nie wierzę. Choć oczywiście dopuszczam takie przypadki.<> Czyż nie zostało powiedziane, ilu jest ludzi tyle różnych punktów widzenia.Zgoda, ale tu my dwaj rozmawiamy. Napisał Pan: "Wiara w moim pojęciu jest jedną z potrzeb człowieka, której przyczyny nie do końca zostały wyjaśnione. Potrzeba ta manifestuje się w różnym stopniu u różnych osób. Są osoby którym wiara nie jest potrzebna, są tacy którym ona pomaga w jakiś sposób. Potrzeba ta była zawsze wykorzystywana przez kastę kapłanów i była organizowana w system religijny który przeradzał się w Kościół. Podczas gdy nie widzę nic złego w wierze, rozumiem siebie jako antyklerykała, widzącego zło w instytucji Kościoła.
Ja nie opieram się na żadnej definicji, ponieważ nie próbuję mojemu rozumieniu wiary nadawać cech naukowości. To jest moje prywatne zdanie, tak to po prostu widzę. Można to nazwać wiarą w stwórcę, w potrzebę pierwszej przyczyny lub jakkolwiek. To może być Bóg osobowy i bezosobowy. Moje rozumienie obejmuje obydwa warianty.
Ja mówiłem o potrzebie wiary jako takiej, nie o potrzebie wiary zorganizowanej. Musimy się zgodzić z założeniem że na świecie żyje pewna ilość panteistów. Nikt ich nie zorganizował, każdy żyje dla siebie i wierzy że jednak coś jest. "Jest mi bardzo trudno prowadzić rozmowę z Panem, gdyż, choć oczywistym jest, że to co piszę, jest też tylko moim prywatnym zdaniem - to zawsze staram się, maksymalnie jak to tylko jest możliwe, oprzeć je na ustaleniach nauki. Jako podstawę przyjmuję naukowe definicje, a gdy się z nimi nie zgadzam, to dokładnie tą niezgodę określam i argumentuję. Nie znam definicji "wiary jako takiej" i nie wiem o czym Pan tu myśli? > >>>Jeżeli człowiek wierzący jest tolerancyjny, to świadczy tylko o jego słabej wierze lub niemocy.> Z tym się nie zgadzam.> >>>Prawie wszyscy wierzący z tym się nie zgadzają.> To jestem pierwszym niewierzącym który się z tym nie zgadza.Nie przesadzajmy ani pierwszym, ani ostatnim, a szczególnie w deklaracjach. Różni ludzie, różne rzeczy tu deklarują, ale później niewiele z tych deklaracji wynika. > Siła wiary nie leży w braku tolerancji.> >>>A mógłby Pan napisać w czym leży "siła wiary"?<> Nie zastanawiałem się nad tym.Znowu - używa Pan pojęć bez zastanowienia o ich znaczeniu. Ja tak nie potrafię. Przestaję rozumieć o czym ta rozmowa, a tyle, aby sobie oralnie popieprzyć, to dla mnie jednak za mało. > Człowiek mocno wierzący może być jak najbardziej osobą tolerancyjną.> >>>Może - szczególnie gdy nie ma możliwości bądź potrzeby innych zachowań.> Mam wielu znajomych, będących osobami wierzącymi. Nie odkryłem u nich żadnych agresywnych tendencji lub braku tolerancji dla mojego braku wiary. To jest możliwe pod warunkiem mojej tolerancji dla ich wiary. Nie czuję żadnej potrzeby nie tolerować wiary innych.Czy to przeczy temu co napisałem, czy to potwierdza? Mnie zresztą wystarcza tu wiedza historyczna, czy wypowiedzi polskich hierarchów z okazji obecnych świąt Bożego Narodzenia. Tak, ja też mam znajomych katolików, a nawet najbliższą rodzinę, którzy tolerują mój ateizm. Nie odczuwają konieczności innych zachowań wobec sympatycznego im dziwaka. Czy to ma być świadectwem tolerancji wierzących? > Jestem alergiczny tylko na misjonarzy i fanatyków.Ja też, szczególnie gdy - a tak najczęściej bywa - połączone jest to z głupotą. > >>>Ponad 90% ludzkości to ludzie wierzący.<> To potwierdzałoby moją tezę. Ale nie sądzę że jest to 90%.Jaką tezę? Znowu rozmowa z Panem jest wybitnie trudną. Ja opieram się na badaniach statystycznych, a nie na własnych sądzeniach, do których nie mam merytorycznych podstaw. > >>>ludzie którzy wiedzą dlaczego nie wierzą to 1-2%> Jeżeli ktoś nie wierzy to musi chyba też wiedzieć dlaczego.Znowu to Pański osąd. Nauka wyróżnia dużą grupę ludzi indyferentnych religijnie oraz ludzie wierzących, iż Bóg nie istnieje. Znowu ponieważ jestem wyznawcą ideologii racjonalistycznej, to nie potrafię opierać swoich sądów na "zdaje mi się". Według badań naukowych to wcale nie wygląda tak prosto. > P.S. Odpowiedzieć Panu nie będę mógł, rano wyjeżdżam na urlop. Jako lekturę zabieram:PS. Choć odbierze Pan tą wiadomość już po urlopie, to życzę i fajnego urlopu i interesujących refleksji przy lekturze. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy: > Nie wierzy Pan że świat istnieje? Jeżeli tak, to musi się Pan opowiedzieć za jedną lub drugą teorią jego powstania. Nie da się tak całkiem wyłączyć i powiedzieć to nie moja sprawa. Może Pan agnostycznie odpowiedzieć, nie wiem. Ale że się skądś wziął lub istniał zawsze, musi Pan przyjąć do wiadomości.Szkoda, że Pan nie przeczytał lub nie zrozumiał. Proszę jeszcze raz spróbować: Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. > >>>Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę".<> Raczej "na słowo" dane nam przez badaczy.Nie, już wyżej Panu Elaspowi napisałem, że nauka korzystając z naukowych metod dąży do poznania i zrozumienia obiektywnie istniejącej rzeczywistości. NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.
Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy o obiektywnie istniejącej rzeczywistości. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę. W nic nikomu nie muszę wierzyć wszystko mogę sprawdzić, a jak jestem uczonym, to nawet mam taki obowiązek. > >>>Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze.> Moim skromnym zdaniem, większość wiernych ufa bardziej nauce niż słowu bożemu. Dlatego Kościół się dopasowuje w swoich prawdach wiary.To Pańskie zdanie. Rzeczywistość jednak wygląda inaczej. www.waweur(*)s/dokumenty/dyskusja170309.pdf> >>>Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.> Ten świat jest trochę orwellowski z absolutem lub bez.Jest. > To człowiek czyni świat absurdalnym.W dużym stopniu tak. > Naturze jest to obojętne, ona nawet nas nie potrzebuje.To antropologizacja natury, której jesteśmy częścią, natura nie myśli i nie posiada inteligencji, a dla mnie u Pana ważniejszym jest to, iż Pan samodzielnie myśli i ma sporą wiedzę, od tego jakie Pan ma konkretne poglądy. Warto Pana czytać i warto się z Panem nie zgadzać. Przy tej wymianie myśli tylko się zyskuje, a nie traci. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
Przepraszam za opóźnienie, ale brak czasu nie pozwolił mi na odpowiedź, która byłaby szybka i przemyślana zarazem. Chętnie odniosę się do Pańskiej (skądinąd iście Wolteriańskiej) koncepcji woli. Osobiście nie polegałbym jednak na Wolterze, który nie miał głębszego zrozumienia dla tych spraw (mówiłem już o tym wcześniej).
1. Pańska odpowiedź zmierza do utożsamienia kary z resocjalizacją, co wydaje mi się ze wszech miar błędne i jawnie niesprawiedliwe. Oznacza bowiem, że nie należy karać osób, których - z jakichś względów - nie można lub nie trzeba resocjalizować. Nie może na przykład być ukarany morderca, w którym wkrótce po morderstwie doszło do przemiany duchowej (a tego nie możemy wykluczyć). Ponadto, sama resocjalizacja daje bardzo niewielką rekompensatę osobie pokrzywdzonej (dając mu co najwyżej obietnicę, że resocjalizowany nie skrzywdzi jej po raz drugi).
2. Negując istnienie wolnej woli, neguje Pan także istnienie obiektywnego wyroku sędziowskiego. Można powiedzieć, że wolna wola potrzebna jest nie tylko podsądnym (aby mogli być pociągani do odpowiedzialności), ale także i sędziom (ażeby mogli niezawiśle karać).
3. Jeżeli nie ma wolnej woli, nieuprawniona jest różnica prawna między dzieckiem a osobą dorosłą, skoro osoba dorosła nie odpowiada za swoje czyny w większym stopniu, aniżeli dziecko. Pańskie rozwiązanie nakazuje albo dorosłych traktować jak dzieci (resocjalizowanie to zresztą coś w rodzaju wychowania do życia w społeczeństwie), albo dzieci jak dorosłych.
4. Resocjalizacja musi polegać na wpajaniu pewnych postaw. Kto i jak ma ocenić, które postawy należy wpajać? Zresztą ten, kto będzie o tym decydować, tak samo będzie działać pod przymusem zewnętrznych sił.
5. Wiarę w wolną wolę zastępuje Pan wiarą w powszechną determinację(od obserwacji, świadczących, że niekiedy działamy pod przymusem, przechodzi Pan do hipotezy, iż zawsze jesteśmy przymuszeni; przecież nie zbadał Pan wszystkich ludzkich wyborów z osobna). Tym samym zastępuje Pan wiarę użyteczną nie wiedzą, ale wiarą szkodliwą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Przepraszam za opóźnienie, ale brak czasu nie pozwolił mi na odpowiedź, która byłaby szybka i przemyślana zarazem. Chętnie odniosę się do Pańskiej (skądinąd iście Wolteriańskiej) koncepcji woli.A może już czas znaleźć się w XXI wieku i wziąć pod uwagę kognitywistykę oraz to co już osiągnęła. Sensownie uprawiana filozofia w XXI wieku musi ściśle trzymać się aktualnego dorobku nauki. Dlatego współczesna filozofia chrześcijańska jest właśnie bezsensowną.> Osobiście nie polegałbym jednak na Wolterze, który nie miał głębszego zrozumienia dla tych spraw (mówiłem już o tym wcześniej).Osobiście to wolno Panu polegać na tym co się Panu żywnie podoba, ale przy "poleganiach" innych, to nieuprawnione jest wychodzenie poza ich własne deklaracje. Iście według wzorców średniowiecznych debat religijnych, chce Pan ustawiać interlokutorów w wygodnych dla Pana pozycjach i rozprawiać się z poglądami, które Pan im przypisuje, a nie z tymi przez nich wypowiedzianymi. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > 3. Jeżeli nie ma wolnej woli, nieuprawniona jest różnica prawna > między dzieckiem a osobą dorosłą, skoro osoba dorosła > nie odpowiada za swoje czyny w większym stopniu, aniżeli > dziecko. Pańskie rozwiązanie nakazuje albo dorosłych > traktować jak dzieci (resocjalizowanie to zresztą coś w > rodzaju wychowania do życia w społeczeństwie), albo dzieci > jak dorosłych.
Bardzo pan swoją interpretację cudzych słów spłaszcza. U dzieci istnieje jeszcze b. mocno świat fantazji. A im starsze dziecko, tym rozwijając się ten obszar poza kontrola ma mniejszy. Umownie mówi się o wieku 18 lat, jako osiągnięciu dojrzałości, gdzie te fantazje przechodzą już niejako do indywidualnej historii lub mogą być kontynuowane, ale pod pełnym panowaniem rozumu.
Małemu dziecku bardzo trudno rozróżnić gdzie i kiedy robi krzywdę, miesza mu się to z różnymi innymi rzeczami (np. typowo przyjmuje "moja doraźna korzyść lub przyjemność jest dużo ważniejsza niż cudza krzywda"). Osoba dorosła, poczytalna, niezdegenerowana i z prawidłowo uformowanym systemem etycznym może to jednak z reguły dość precyzyjnie wyważyć, przewidzieć konsekwencje swoich czynów i tu jest właśnie różnica.
Pojęcie wolnej woli często nie jest w ogóle potrzebna do orzeczenia o karze. Za to ocenia się poczytalność sprawcy, waży się np. czy sprawca mógł swój czyn wcześniej planować /np. zbrodnię/ - w konsekwencji na procesie ocenia się stopień zdegenerowania i wg tego klucza orzeka się później o karze.
I tu kolejna rzecz: podobnie jak w przypadku sądzenia sprawcy który dokonał czynu pod wpływem alkoholu (nie jest on okolicznością łagodzącą) brak poczucia cudzej krzywdy, podstawowych zasad etyki w sprawcy po 18tym roku życia z odpowiedzialności nie zwalnia.
Na marginesie: moim zdaniem ogólnie pojęcie "wolnej woli" tak całkiem bezsensowne nie jest. Należy rozpatrzyć, czy ktoś zrobił coś z bardziej, czy też mniej ograniczoną wolą - całkiem wolna wola (jak mówi religia) to ona właściwie nigdy nie jest pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Nie przeczę, że istnieją psychologiczne i intelektualne różnice między dorosłym a dzieckiem. Pan te różnice sprowadza do dwóch: 1) umiejętności racjonalnego wyboru, 2)jakości oraz ilości informacji o świecie. Można powiedzieć, że dopiero połączenie 1) z 2), a więc zdolność do racjonalnego wyboru na podstawie dużej ilości wiarygodnej informacji daje nam dorosłego człowieka. Zgoda.
Ja mówię o (rozumnej) wolnej woli, czyli o (rozumnym) wybieraniu, Pan o "kontynuowaniu pod pełnym panowaniem rozumu" u człowieka dorosłego. Zasadniczej różnicy między nami nie ma. Jest Pan mimowolnie zwolennikiem wolnej woli w moim rozumieniu (proszę zwrócić uwagę, iż nie przypisuję dziecku wolnej woli), tyle tylko, że używa Pan innych słów. Nic więc dziwnego, iż dostrzega Pan sens w pojęciu wolnej woli.
Pisząc poprzedni post myślałem o przykładzie dziecka nie ustępującego wiedzą (czynnikiem 2)) osobie dorosłej. Jeżeli nie istnieje wolna wola (czynnik 1)) takiego człowieka należałoby traktować na równi z dorosłymi, skoro czynnik 2) występuje z założenia u obu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ja mówię o (rozumnej) wolnej woli, czyli o (rozumnym)> wybieraniu, Pan o "kontynuowaniu pod pełnym panowaniem> rozumu" u człowieka dorosłego. Zasadniczej różnicy między> nami nie ma. Jest Pan mimowolnie zwolennikiem wolnej woli> w moim rozumieniu (proszę zwrócić uwagę, iż nie przypisuję> dziecku wolnej woli), tyle tylko, że używa Pan innych słów.> Nic więc dziwnego, iż dostrzega Pan sens w pojęciu wolnej woli.Sens dostrzegam, ale czy mimowolnie?  Różnica między nami pewna jednak jest, ujmę to trochę inaczej: nawet w typowych i prostych dylematach nasza wola jest ograniczona okolicznościami, naszą wrażliwością, zestawem informacji którymi dysponujemy, mobilnością, zdrowiem, priorytetami obowiązków i jeszcze setką innych aspektów. W ścisłym znaczeniu tego określenia "wolna wola" nie istnieje. W potocznym natomiast tak: np. tu i teraz mogę do pana dalej pisać, lub na tym poprzestać, to zależy ode mnie, a nie np. od Pana. Czy jestem w tym moim pisaniu wolny? W pewnym sensie tak. > Pisząc poprzedni post myślałem o przykładzie dziecka nie> ustępującego wiedzą (czynnikiem 2)) osobie dorosłej.Co jest w praktyce założeniem abstrakcyjnym. > Jeżeli nie istnieje wolna wola (czynnik 1)) takiego człowieka> należałoby traktować na równi z dorosłymi, skoro> czynnik 2) występuje z założenia u obu.Teoretycznie się zgadza. Widzę, lubi się pan bawić w takie pusty dylematy  pozdrowienia PS wiedza i rozum u dziecka to nie wszytko. Było wiele przypadków, że ktoś coś wiedział, ale w konkretnej sytuacji dziecka nie miał szans na wprowadzenie swojej wiedzy w czyn. Albo jeszcze się wacha. Dziecko jest zależne w b. wieku aspektach i potencjalnych, i rzeczywistych od rodzica.
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
"Różnica między nami pewna jednak jest, ujmę to trochę inaczej: nawet w typowych i prostych dylematach nasza wola jest ograniczona okolicznościami, naszą wrażliwością, zestawem informacji którymi dysponujemy, mobilnością, zdrowiem, priorytetami obowiązków i jeszcze setką innych aspektów. W ścisłym znaczeniu tego określenia "wolna wola" nie istnieje".
Nie ma i tu różnicy, albowiem twierdzę tak samo w poprzednich postach nt. wolnej woli, tylko że odrzucam to "ścisłe znaczenie", zresztą tak samo jak Pan. To jest mylne rozumienie wolnej woli, promowane tu z uporem przez p. Nietschego. Walczycie po prostu z czymś, czego nie głoszą zwolennicy wolnej woli.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > To jest mylne rozumienie wolnej woli, promowane tu z> uporem przez p. Nietschego. Walczycie po prostu z czymś,> czego nie głoszą zwolennicy wolnej woli.Można faktycznie powiedzieć, że Nietsche w pewnym sensie dzieli włos na czworo. Ale czy aby na pewno bez celu? Weźmy np. homoseksualizm. Co o nim mówi od 2 tys. lat religia katolicka? "masz wolną wolę więc wybierz wstrzemięźliwość, nie grzesz nawet w myślach, a co dopiero uczynkach" Po pierwsze - w tym wolnej woli (nawet w potocznym rozumieniu) nie ma, Kościół od lat nie może tego zrozumieć, gorzej że mamy dziś XXIw i dalej nie rozumie. Po drugie - jaki w tym grzech, skoro dwie osoby się kochają i jest im lepiej razem, niż osobno?  Pierwszy przykład Nietsche'go lekarza pediatry o skłonnościach pedofilskiich bardzo trafia w sedno, więc szybko przejdę do konkluzji: Historia rozwoju nauki daje tysiące podobych przypadków, gdy Kościół optymistycznie oceniał dylemat danego wyboru w kategoriach wolnej woli, a on okazywał sie jednak uwarunkowany. Freud z jego koncepcją funkcjonowania umysłu ludzkiego, preferującą ponad racjonalność i wolność ludzkich wyborów i zachowań czynniki irracjonalne, w tym emocjonalne chyba najwięcej krwi tu napsuł biskupom  Ale i posunął nas w naszej wiedzy o człowieku bardziej, niż każdy z osobna teolog, moralizator lub doktor Kościoła. łącząc pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Można faktycznie powiedzieć, że Nietsche w pewnym sensie dzieli włos na czworo.< Panie Jacku, to proszę wymienić mi cztery stopnie wolności z których każdy jest wolnością i nie jest tożsamy z pozostałymi. Tu nie ma co dzielić. Wolna znaczy, wolna. Nie ma trochę wolna, bardziej wolna. To może dotyczyć prędkości ale nie woli. Co do Freuda, bardzo dobry przykład, zgadzam się w pełni.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Panie Jacku, to proszę wymienić mi cztery stopnie wolności > z których każdy jest wolnością i nie jest tożsamy z pozostałymi.
Żeby było ciekawiej: poznaję fascynującą kobietę w moim wieku. Świetnie mi się z nią rozmawia, w konsekwencji chcę się do niej zbliżyć. Czy jestem do tego wolny? Co zrobię i co mi w tym pomoże?
- wiedza, czyli szerko rozumiane ars amandi, które mówi m.in. jakie kroki robić, aby nie popełniać klasyczych błędów typu wchodzenie do restauracji przed nią (chyba że ma b. ciężkie drzwi), nie narzucać się zbyt nachalnie z początku, jakie dania lub trunki zamawiać, co w moim mieście jest godne zobaczenia (lub przeżycia) itp. - intuicja, która pokazuje jak odczytywać jej znaki i o czym one świadczą, czy w ogóle reaguje pozytywnie - doświadczenie da oparcie, siłę i osadzenie w rzeczywistości, co w konsekwencji da spokój w rozmowie i działaniu - sieć kontaktów umożliwi różnorodne spędzanie czasu w towarzystwie, jak i poza nim (kontakt to też namiar do właściciela samotnej leśniczówki nad malowniczym jeziorem z częścią prywatnej plaży) - zdolności finansowe umożliwią np. kupno biletu do teatru (owoc intuicji, doświadczenia i wiedzy) + powrót z niego taksówką do miejsca które jest niekoniecznie pokojem z czwórką wspólokatorów-kolegów oraz małą kuchnią zarzuconą nieumytymi talerzami
Chyba zgodzimy się z tym, że każdy z tych stopni jest ograniczony?
> Tu nie ma co dzielić. Wolna znaczy, wolna. Nie ma trochę > wolna, bardziej wolna. To może dotyczyć prędkości ale nie woli.
Nie bardzo rozumiem. Proszę o wyjaśnienie. łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > Jeżeli nie istnieje wolna wola (czynnik 1)) takiego człowieka> > należałoby traktować na równi z dorosłymi, skoro> > czynnik 2) występuje z założenia u obu.> Teoretycznie się zgadza. Widzę, lubi się pan bawić w takie pusty dylematyZachęcam do zapoznania się, jak to robi praktyk - np. biznesmen Czesław Kiluk. www.racjonalista.pl/kk.php/s,5643Artykuł nieco przydługawy, ale trzyma się tak diabelnie ziemi, jak tylko można!  Przy czym ciekawie ujmuje m.in. kwestię wolności. Z góry ostrzegam, z tego co poczytałem kilkanaście pana postów - z poczatku może pan mieć trochę trudność ze zrozumieniem niektórych pojęć inżynierskich, ale.. dla chcącego nic trudnego  Na szczęście w drugiej części będzi enagroda w postaci multidyscyplinarnej fizofii w najczystszej, praktycznej postaci. Kilka cytatów z pana Kiluka (nie mogłem się powstrzymać) Cytat:Kreatywność powstaje na styku wolności i ograniczeń Cytat:Na pytanie, jak pojmuję wolność (..) mogę odpowiedzieć: wolność w moim wizerunku rzeczywistości jest określana ilością stopni swobody, którymi dysponuję, jest to wiedza, doświadczenia, intuicja, sieć kontaktów, wyczucie zmian gospodarczych i kierunku trendów rozwoju Cytat:Wolna wola - tradycyjne rozumowanie wychodzi z założenia, że materialna substancja człowieka jest całkowicie zdeterminowana (..) Cytat:Od kilkudziesięciu lat znany jest fenomen, że decyzje powstają o parę dziesiątych sekundy wcześniej niż nasza świadomość to sobie uzmysławia. Świadomość rejestruje zmiany motoryczne i traktuje to jako moment decyzji. Trzeba by było przenieść poziom świadomościowej percepcji do skali memów i wtedy mielibyśmy autentyczną możliwość uczestniczenia w procesie robienia wyborów. Cytat:Imperatywność klasycznych reguł i metod planowania czasu nie jest dopasowana do struktur mózgu i mentalnej natury człowieka. "Gdzie pożądanie czegoś koliduje z rozsądkiem - na dłuższą metę zawsze przegrywa rozsądek" łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Dziękuję, chętnie zapoznam się z rozważaniami p. Czesława Kiluka, chociaż nie mogę tego zrobić od razu (chociaż artykuł już przejrzałem). Proszę jednak pamiętać, że filozofię (wedle mojej wiedzy) interesuje to, co konieczne (tzn. co występuje w każdym możliwym świecie), a nie (tylko) to, co po prostu faktyczne. Niech więc w naszym świecie myśl będzie tożsama z percepcją; chodzi jednak o to, czy jest koniecznie z nią tożsama. W zbiorze białych kul bilardowych i czarnych sześcianów być białym = być kulą bilardową, ale to niewiele mówi o istotnych własnościach bieli.
Dziękuję i pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Proszę jednak pamiętać, że filozofię (wedle mojej wiedzy) interesuje to, co konieczne (tzn. co występuje w każdym możliwym świecie), a nie (tylko) to, co po prostu faktyczne. Ma Pan bardzo ograniczoną wiedzę: Terminu filozofia używa się w różnych znaczeniach. Trudno o definicję tego terminu, gdyż zakres rozważań filozoficznych i ich metoda ulegały zmianom w historii, a rozumienie filozofii jest uzależnione od wielu czynników, w tym od przyjętej tradycji filozoficznej. I odrzuca Pan cały nurt filozofii naturalistycznej: materializmu, fizykalizmu, monizmu itp.
Jestem "naturalistą ontologicznym" i według mnie istnieje tylko jeden byt, dostępny ludzkiemu poznaniu za pomocą zmysłów (bezpośrednio lub pośrednio za pomocą różnorodnych narzędzi). Jest to obiektywnie istniejąca rzeczywistość, poznawalna aczkolwiek jeszcze nie poznana (wraz z wyjaśnieniem jednych problemów pojawiają się następne) i to permanentne zbliżanie się do prawdy o świecie jest fascynujące.
>Niech więc w naszym świecie myśl będzie tożsama z percepcją; chodzi jednak o to, czy jest koniecznie z nią tożsama. W zbiorze białych kul bilardowych i czarnych sześcianów być białym = być kulą bilardową, ale to niewiele mówi o istotnych własnościach bieli. Wydumany problem sześcionowatości czerni, takich gdybań można jeszcze wiele rozważać, na zasadzie ruchów frykcyjnych w sensownej próżni i nic z tego nie wynika. Proszę przypomnieć sobie apel Andrzeja Mleczki: "Obywatelu nie pieprz bez sensu!"
Sensownie uprawiana filozofia w XXI wieku musi ściśle trzymać się aktualnego dorobku nauki. Dlatego współczesna filozofia chrześcijańska jest właśnie bezsensowną.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Proszę jednak pamiętać, że filozofię (wedle mojej wiedzy) > interesuje to, co konieczne (tzn. co występuje w każdym > możliwym świecie), a nie (tylko) to, co po prostu faktyczne.
Z pana wpisów można wysnuć wniosek że "to co po prostu faktyczne" dla pana jest marginalnie.. ja mam kompletnie inny sposób funkcjownowania / myślenia. Kiedyś zauważyłem, że zajmowianie się długo czysto fikcyjnymi światami zubaża, a nie wzbogaca.
> Niech więc w naszym świecie myśl będzie tożsama z percepcją
Myśl zazwyczaj jest wtórna wobec percepcji, a często wręcz niezależna. Na koniec byłbym wdzięczny za zajęcie stanowiska w jednej kwestii: zachodzę w głąwę skąd u pana zainteresowanie "każdym możliwym, choć nieistniejącym w realu światem"? Czy jest to jakaś gimastyka umysłu (coś podobnego jak sport), czy może ma to jakieś inne zadanie? (spodziewam się że niekoniecznie związane praktycznością - a jeśli tak w istocie jest, to z czym?) miłego dnia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
To, co konieczne jest zawsze także tym, co faktyczne, ale niekoniecznie na odwrót. Faktyczność jest oczywiście ważna, albowiem może nasunąć myśl o konieczności. Światem faktycznym zajmuje się nauka (pomimo własnych problemów teoretycznych, o niektórych pisałem), a nie filozofia. Tak jak matematyka jest ogólną teorią ilości, tak filozofia jest ogólną teorią jakości, tak bowiem jak istnieją zmysły nastawione na faktyczność (nasz zmysły zewnętrzne), tak istnieje w każdym z nas pewien (szeroko rozumiany) zmysł możliwości. Oczywiście, w praktyce życiowej interesuje nas informacja płynąca od tych pierwszych, ale nie uważam, aby należało zaniedbywać ten drugi. Ważne są problemy, a nie to, kto co powiedział, kiedy i dlaczego. Dla koncepcji wolnej woli nie ma większego znaczenia, czy wyznawał ją Kartezjusz (i z jakich powodów), czy może diabeł Boruta. Tak przynajmniej te sprawy rozumiem.
Ten zmysł możliwości daje o sobie znać w praktyce - każdy bodziec zmysłowy jest wszakże ambiwalentny i nasz umysł musi go zinterpretować, tworząc naprędce hipotezę percepcyjną. Można śmiało przypuszczać, że nasz obraz świata (trójwymiarowa przestrzeń a w niej poruszające się ciała) jest najprostszą interpretacją mnogości docierających do nas bodźców (interpretacją, z której wypływają równie proste hipotezy szczegółowe), ale nikt przy zdrowych zmysłach nie może od razu powiedzieć, iż jest interpretacją jedyną.
Jeżeli powie Pan, że nie ma nic koniecznego (zwłaszcza w przypadku jakości), albo że takie konieczności są dla nas nieuchwytne, albo że pokrywają się z faktycznością, i że ich odrębne badanie okaże się w konsekwencji zupełnie jałowe, i tak trzeba będzie wyjaśnić, dlaczego tak jest.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > To, co konieczne jest zawsze także tym, co faktyczne, ale niekoniecznie na odwrót. Faktyczność jest oczywiście ważna, albowiem może nasunąć myśl o konieczności.Ło Boże, co za średniowieczny bełkot. Przepraszam - to jest współczesna polska filozofia katolicka. Co to jest tak w ogóle "to co konieczne", to to, że koniecznie musi Pan tu bzdury wypisywać? Co to jest to "co faktyczne". Czy tym "co faktyczne" jest poziom refleksji intelektualnej, do której zdolni są fideiści > Światem faktycznym zajmuje się nauka (...), a nie filozofia.Gówno prawda nauka korzystając z naukowych metod dąży do poznania i zrozumienia obiektywnie istniejącej rzeczywistości. Tak, rozumiane uprawianie filozofii, jest międleniem materiału całkowicie zmiędlonego. To jest właśnie to czym zajmuje się filozofia katolicka w Polsce. > Tak jak matematyka jest ogólną teorią ilości,Gówno prawda, matematyka jest jednym z ludzkich narzędzi opisu i zrozumienia świata. Doskonałym narzędziem i to jest główna rola matematyki. > tak filozofia jest ogólną teorią jakości,U jakich mędrców Pan to wyczytał? Jest prawie tyle definicji filozofii ilu było filozofów, ale tak najbardziej ogólnie jest to badanie najbardziej abstrakcyjnych i ogólnych cech świata oraz kategorii, w których myślimy: umysłu, materii, racji, dowodu, prawdy itd. W filozofii pojęcia, dzięki którym poznajemy świat same stają się przedmiotem badania.> tak bowiem jak istnieją zmysły nastawione na faktyczność (nasz zmysły zewnętrzne), tak istnieje w każdym z nas pewien (szeroko rozumiany) zmysł możliwości.Trzeba dla Pana o Nobla wystąpić odkrył Pan nowe zmysły tyle tylko, ze trzeba by jeszcze udowodnić ich istnienie. > Oczywiście, w praktyce życiowej interesuje nas informacja płynąca od tych pierwszych, ale nie uważam, aby należało zaniedbywać ten drugi.Tak, w życiu widziałem kilkadziesiąt osób w psychozie. Informacje docierająca z wewnątrz zawsze była dla nich ważniejszą. > Ważne są problemy, a nie to, kto co powiedział, kiedy i dlaczego. Dla koncepcji wolnej woli nie ma większego znaczenia, czy wyznawał ją Kartezjusz (i z jakich powodów), czy może diabeł Boruta. Tak przynajmniej te sprawy rozumiem.Zupełnie inaczej niż dla mnie. Mam w wielkim poważaniu wielkie koncepcje wielkich autorytetów, gdy nauka im przeczy. Weryfikacja praktyki jest ponad wszelkimi koncepcjami. Współcześnie to nauka ma najwięcej do powiedzenia o "wolnej woli". > Ten zmysł możliwości daje o sobie znać w praktyce - każdy bodziec zmysłowy jest wszakże ambiwalentny i nasz umysł musi go zinterpretować, tworząc naprędce hipotezę percepcyjną. Można śmiało przypuszczać, że nasz obraz świata (trójwymiarowa przestrzeń a w niej poruszające się ciała) jest najprostszą interpretacją mnogości docierających do nas bodźców (interpretacją, z której wypływają równie proste hipotezy szczegółowe), ale nikt przy zdrowych zmysłach nie może od razu powiedzieć, iż jest interpretacją jedyną.Już podesłałem Panu ciekawe linki, a Pan dalej pieprzy głupoty bez opamiętania. neurobiologia osiągnęła w ostatnim 30-leciu więcej niż w całej historii do końca I połowy XX wieku. > Jeżeli powie Pan, że nie ma nic koniecznego (zwłaszcza w przypadku jakości), albo że takie konieczności są dla nas nieuchwytne, albo że pokrywają się z faktycznością, i że ich odrębne badanie okaże się w konsekwencji zupełnie jałowe, i tak trzeba będzie wyjaśnić, dlaczego tak jest.Zupełnie jałowe intelektualnie jest tu to co Pan wypisuje, a jest tyle fascynujących książek, które można przeczytać i przemyśleć, aż się wierzyć nie chce w Pańskie istnienie - krakowskiego humanisty z XXI wieku. To ma być ten preferowany aktualnie poziom intelektualny. To smutne. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Dziękuję za tak szeroką odpowiedź. Przeczytałem w niej o zależnościach między tym co konieczne a tym co faktyczne, pana interpretacji czym zajmuje się nauka, filozofia i matematyka oraz o zmyśle możliwości Dowiedziałem się też co wg pana jest ważne i interesujące (choć nie dowiedziałem się dlaczego). Pozostawmy jednak owe ambiwalentne bodzce zmysłowe (?), hipotezy percepcyjne i 3D obrazy świata. Nie zajmę też stanowiska o koniecznościach i jakości, nieuchwytnościach, co z czym się pokrywa i dlaczego w jałowych badaniach nie wystarcza sam fakt ich jałowości, ale jeszcze trzeba czuć potrzebę tego wyjaśniania.
Mnie to na nic. Nie o to bowiem pytałem.
Powtórzę moje pytanie, może w nieco zmienionej, mniej osobistej formie: dlaczego zainteresowanie każdym możliwym, choć nieistniejącym w realu światem (vide warunki konieczne) ma być ważniejsze od zainteresowania naszym jedynym, istniejącym światem tu i teraz? łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Odpowiem więc już najzupełniej konkretnie.
1) Jeżeli jest konieczne, że A, to jest faktycznie tak, że A.
Konieczność ma więc swój udział w faktyczności (w świecie realnym) a badanie konieczności staje się tym samym badaniem także realnego świata.
2) Badanie to wynika więc z ciekawości skierowanej na nasz świat, na nic innego.
Przypuśćmy, że zauważa Pan związek między (dosłownie rozumianą) barwnością a przestrzenną rozciągłością (koronny przykład Edmunda Husserla). Nie tylko każda barwa jest rozciągła, ale też jest to także konieczne (niech Pan spróbuje pomyśleć inaczej). Jeżeli istnieje jeden konieczny związek, będzie ich istnieć więcej, i nic nie przeszkadza w ich badaniu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > 1) Jeżeli jest konieczne, że A, to jest faktycznie tak, że A.
W pełni się zgadzam, choć zarazem nie jest to odpowiedź na moje pytanie. O tym że A (rzeczywitość) jest konieczna nie wydaje mi się, że trzeba mówić / pisać. Na tym portalu nie trzeba mówić o rzeczach oczywistych.
> Konieczność ma więc swój udział w faktyczności (w świecie realnym)
Oczywicie. I to również nie jest jakoś specjalnie przekonujące w świetle mojego pytania. Proszę wybaczyć, ale pisze pan truizmy odbiegając od tematu.
> a badanie konieczności staje się tym samym > badaniem także realnego świata.
.. którym zdaje się pan nie interesować.
> 2) Badanie to wynika więc z ciekawości skierowanej na nasz świat, na nic innego.
Oczywista oczywistość. Gdyby nie był pan ciekaw co to takiego ci racjonaliści, nie wszedłby pan na to forum. Nadal pan jednak nie odpowiedział.
> Przypuśćmy, że zauważa Pan związek między (dosłownie rozumianą) > barwnością a przestrzenną rozciągłością (koronny przykład Edmunda Husserla).
Z moim pytaniem do Edmunda Husserla daleko.
> Jeżeli istnieje jeden konieczny związek, będzie ich istnieć więcej, > i nic nie przeszkadza w ich badaniu.
Tak. Ale po co? Czy badanie takich fikcyjnych związków (światów) daje nam coś praktycznie więcej niż gimnastyka umsłu? Jest tyle rzeczy do zrobienia, książek do przeczytania, miejsc do odwiedzenia.. a z pana wyjaśnień coraz to wyraźniej prześwieca dla mnie jedno: nie warto się zajmować nieistniejącymi, fikcyjnymi światami. Nuda. Dużo zdrowia w Nowym Roku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Tak. Ale po co? Czy badanie takich fikcyjnych związków (światów) daje nam coś praktycznie więcej niż gimnastyka umsłu? >Jest tyle rzeczy do zrobienia, książek do przeczytania, miejsc do odwiedzenia.. a z pana wyjaśnień coraz to wyraźniej prześwieca dla mnie jedno: nie warto się zajmować nieistniejącymi, fikcyjnymi światami. Nuda. >Dużo zdrowia w Nowym Roku
O gustach się nie dyskutuje. Niech każdy robi to, co uważa za warte zachodu i w czym znajduje upodobanie. Wielu ludzi uważa szachy za stratę czasu, ale są i tacy, którzy w nie grają.
Osobiście uważam, że poprawna analiza konieczności musi doprowadzić do twierdzenia o istnieniu czegoś koniecznego (= Boga). Cytat z Leibniza wydaje mi się rozstrzygający.
Leibniz twierdzi, że jeżeli rzeczy mają się tak a tak, musi istnieć powód (racja), dla której mają się tak właśnie. A więc nawet jeżeli świat nie ma pierwszej przyczyny (a więc istnieje odwiecznie), musi istnieć racja, dla której jest tak właśnie. Ostateczną racją może być tylko coś, co istnieje nieprzypadkowo, z własnej istoty, inaczej pytanie o rację można ponowić. Jeżeli się nad tym zastanowić, istnienie Boga staje się nieomal oczywiste, tak jak było oczywiste dla całej ludzkości aż do czasów nowożytnych (do XVIII wieku).
Niestety, nasza (europejska) cywilizacja chyli się ku upadkowi, między innymi wskutek działalności Oświeceniowców, i rychło zostanie wyparta przez żywioł muzułmański. Jest rzeczą znaną, że w całej Europie meczety powstają jak grzyby po deszczu, a zapełniający je wyznawcy - nie łudźmy się - nie będą mieli dla ateistów i agnostyków szczególnej wyrozumiałości. Tak więc w interesie wolnomyślicieli, jeżeli mają oni choć trochę instynktu samozachowawczego, jest pozbycie się złudzeń co do "postępu" gatunku ludzkiego i wspieranie chrześcijaństwa, a przynajmniej nie osłabianie go. To tak a propos korzyści płynących z religii (chrześcijańskiej).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > O gustach się nie dyskutujeHurraaa!!! wreszcie coś od pana wyciągnąłem!! A więc to kwestia gustu, ok  > Niech każdy robi to, co uważa za warte zachodu i> w czym znajduje upodobanieOczywiście, tu się zgadzam. > Wielu ludzi uważa szachy za stratę czasu, ale są i tacy, którzy w nie grają.Tu jedna uwaga: szachy mają znacznie więcej zalet niż zastanawianie się nad światami alternatywnymi: ćwiczą umiejętność strategicznego myślenia (b. przydaje się w życiu), pamięć (mam kolegę który potrafi grać w szachy z partnerem tygodniami, bez szachownicy) wreszcie w szczególnych przypadkach dają sławę, z którą można zrobić coś jeszcze (np. G.Kasparow) > Leibniz twierdzi, że jeżeli rzeczy mają się tak a tak, musi> istnieć powód (racja), dla której mają się tak właśnie.> A więc nawet jeżeli świat nie ma pierwszej przyczyny (a więc> istnieje odwiecznie), musi istnieć racja, dla której jest tak właśnieDla mnie to założenie a priori o tej nadrzędnej racji, ale ok. > Ostateczną racją może być tylko coś, co istnieje nieprzypadkowo,> z własnej istoty, inaczej pytanie o rację można ponowić.> Jeżeli się nad tym zastanowić, istnienie Boga staje się nieomal> oczywiste, tak jak było oczywiste dla całej ludzkości aż do> czasów nowożytnych (do XVIII wieku).Jeśli pan wejdzie w pewną strukturą filozoficzną u której fundamentów a priori legła praprzyczyna w postaci Boga, to po pewnym czasie, zapominając o tym Bogu a cofając się do przyczyn odkryje pan go znowu. W tym sensie się zgodzę, istnienie Boga w tym konstrukcje staje się oczywiste bez "nieomal". Pytanie tylko co z tego, skoro w taki sposób "doszliśmy" do istnienia Boga który: a) stwarza i toleruje cierpienie, milczy patrząc na cierpienia milionów ludzi, w tym np. na Szoach b) raz 'spełnia' błahe modlitwy błagalne jednostki, innym razem omija wielkie modły narodów np. o urodzaj c) jest inny dla chrześcijan, inny dla muzułmanów, żydów i inny dla chinduistów d) itd itp. > Niestety, nasza (europejska) cywilizacja chyli się ku upadkowi,> między innymi wskutek działalności OświeceniowcówWidzę bardzo pan to upraszcza. Po pierwsze bynajniej nie chyli się, ulega pan percepcji późnego JP II z jego "cywilizacją śmierci". Po drugie jeśli twierdzi pan że jednak się chyli, to proszę napisać konkretnie w jakim obszarze i podac jakieś dowody na poparcie swojej nagusieńkiej tezy. > i rychło zostanie wyparta przez żywioł muzułmańskiMyślę że zdrowy rozsądek ostatecznie jednak zwycięży. Z resztą zawsze się tak zdaje, dopóki nie będzie jakiegoś grubszej obsuwy, później następuje korekta (np. zamkniecie granic, ograniczenie swobód itp.) Osobiście jestem spokojny, nam muzułmanie - przynajmniej w szerszej perspektywie - nie grożą. Już bardziej obawiałbym się ekspansji ekonomicznej Chin a póżniej liczebnej Chińczyków, tak w perspektywie 50-100 lat. > Jest rzeczą znaną, że w całej Europie meczety powstają jak grzyby> po deszczu, a zapełniający je wyznawcy - nie łudźmy się - nie będą> mieli dla ateistów i agnostyków szczególnej wyrozumiałościCiekawe co to wg pana znaczy. Będą kamienować? Wprowadzą na siłę we Francji, Niemczech a później Polsce prawo szarijatu?  Proszę wybaczyć, ale trochę to groteskowe, snuje pan wizje apokaliptyczne - typowe dla większości religii i jej wyznawców. > Tak więc w interesie wolnomyślicieli, jeżeli mają oni choć trochę> instynktu samozachowawczego, jest pozbycie się złudzeń co do> "postępu" gatunku ludzkiego i wspieranie chrześcijaństwa Postęp jest faktem, już wiele o tym napisano, choćby tutaj na tym forum. Widać pan nie czytał, więc powtórzę po krótce: rośnie stopa życiowa, rośnie cena ludzkiego życia. Maleje liczba zabitych w wojnach przy ciągle rosnącej liczbie ludzi. Rośnie przeciętna długość i jakość życia. Dostęp do informacji w dobie Internetu jest i szybszy, i bardziej efektywny (możliwość błyskawicznego odnalezienia pożądanej informacji). Właściwie w każdej dziedzinie życia, a w szczególności w nauce przez ostatnie 400 lat zanotowano olbrzymi postęp. Ja śpię spokojnie, choć rozumiem też że można z jakichś nie do końca dla mnie zrozumiłych przyczyn mało wierzyć w człowieka, albo wręcz nie wierzyć - jak pan. Z faktami rozsądny człowiek nie dyskutuje. Proszę niech pan wymieni dziedzinę, w której człowiek w szerszej perspektywie poczynił krok wstecz t.j. w przeciągu ostatnich kilkuset lat. Na marginesie - chrześcijaństwo od czasów wczesnych sekt, później św. Inkwizycji oraz indeksu ksiąg zakazanych również zanotowało spory postęp. A propos historii najnowszej Kościoła Katolickiego: wycofanie za pontyfikatu JP II instrukcji o najcięższych przestępstwach w kościele "Crimen sollicitationis", wydanej przez Święte Oficjum i zlecenie przez Benedykta XVI po serii afer pedofilskich poszczególnym episkopatom opracowania nowych, tym razem własnych instrukcji (bardziej zgodnych z prawem cywilnym) wg mnie to niemały postęp Kościoła. łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Pytanie tylko co z tego, skoro w taki sposób "doszliśmy" do istnienia Boga który: >a) stwarza i toleruje cierpienie, milczy patrząc na cierpienia milionów ludzi, w tym np. na Szoach >b) raz 'spełnia' błahe modlitwy błagalne jednostki, innym razem omija wielkie modły narodów np. o urodzaj >c) jest inny dla chrześcijan, inny dla muzułmanów, żydów i inny dla chinduistów >d) itd itp.
Na to są rozliczne odpowiedzi; problem "si Deus est, unde malum?" ("jeżeli Bóg jest, skąd zło?" jest roztrząsany od dawna (przykładem "Teodycea" Leibniza). Odpowiem jednak we własnym imieniu:
Pańskie retoryczne pytanie zawiera supozycję, że wyroki Boga (lub braki tych wyroków) są lub powinny być dla nas całkowicie zrozumiałe. To tak, jakby była to sytuacja, w której jeden dorosły ocenia (negatywnie) poczynania innego dorosłego. Tymczasem Bóg, jeżeli istnieje, jest istotą po wielokroć od nas doskonalszą i relacja między Bogiem a nami przypomina raczej relację między dorosłym a dzieckiem. Dziecko nie rozumie wielu rzeczy i ma do tego prawo, a dorosły nie musi wszystkiego tłumaczyć (bo dziecko i tak nie zrozumie właściwie).
Niech Pan np. zacznie słuchać jakiegoś utworu muzyki współczesnej (niech to będzie np. "Poemat elektroniczny" Edgarda Varese'a). Jest duża szansa, że w pierwszej chwili powie Pan "to zupełnie bez sensu, do niczego". Ale nie dowodzi to chyba, że V. był kiepskim kompozytorem.
Pan chciałby, aby Bóg był drugim Straussem, komponował piękne walce, łatwo wpadające w ucho melodie, itd., aby umilał nam czas swoimi poczynaniami...
Co do upadku cywilizacji - mam przede wszystkim na myśli ujemny przyrost naturalny w krajach Unii Europejskich wśród narodów Europy (nie imigrantów). Liczebną przewagę zaczynają zyskiwać muzułmanie i kiedyś zaprowadzą własne porządki. Odróżniam przy tym dominację ekonomiczną (tu dominować będą Chiny i Indie) od ideologicznej (islam). Bez trudu wyobrażam sobie muzułmańską Europę ekonomicznie uzależnioną od Chin (Chinom jest wszystko jedno, jaka panuje religia, byleby tylko można było robić interesy).
Wojnę ekonomiczną z Chinami już przegraliśmy (z uwagi na ułatwienia w handlu, które sami wprowadziliśmy + inwestycje finansowe w Chinach), można więc oczekiwać, że wojnę ideologiczną przegramy także (z uwagi na ułatwienia, mające szumną nazwę "demokracji" + inwestycje w mniejszości).
"Postęp jest faktem, już wiele o tym napisano, choćby tutaj na tym forum. Widać pan nie czytał, więc powtórzę po krótce: rośnie stopa życiowa, rośnie cena ludzkiego życia. Maleje liczba zabitych w wojnach przy ciągle rosnącej liczbie ludzi. Rośnie przeciętna długość i jakość życia. Dostęp do informacji w dobie Internetu jest i szybszy, i bardziej efektywny (możliwość błyskawicznego odnalezienia pożądanej informacji). Właściwie w każdej dziedzinie życia, a w szczególności w nauce przez ostatnie 400 lat zanotowano olbrzymi postęp."
Nie ma to żadnego znaczenia. Owe 400 lat to 0,0016 historii naszego gatunku (zakładając, że homo sapiens istnieje od 250 tys. lat). Niecałe dwie tysięczne są wielkością całkowicie zaniedbywalną. Gdy skończy się dostęp do energii nieodnawialnej, najzupełniej w świecie powrócimy do epoki kamienia łupanego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | >Bóg, jeżeli istnieje Jeśli? Może być że bredzisz bez sensu i podstaw? Burzysz moją szczenięcą ufność....
>Dziecko nie rozumie wielu rzeczy i ma do tego prawo, a dorosły nie musi wszystkiego tłumaczyć (bo dziecko i tak nie zrozumie właściwie). Ale dziecko uczy się świata od dorosłych także przez naśladownictwo. Ludzie wierzący na szczęście mają dość ludzkiej przyzwoitości by nie naśladować czubka ze swych opowieści choć niby to samo dobro i sama mądrość.
>"Poemat elektroniczny" Edgarda Varese'a).(...) >drugim Straussem,(...) Pseudointelektualne bzdety. Fideiści lubują się w porównywaniu nieporównywalnego i czują się przy tym niebywale mądrzy. Ratuj się, człowieku! I w pierwszym ruchu daruj sobie ogólnikowe bredzenie łącznie z wróżeniem przyszłości świata. Rozmachem głoszonych banialuków nie zamaskujesz nieumiejętności myślenia.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Odpowiem jednak we własnym imieniu: >Pańskie retoryczne pytanie zawiera supozycję, że wyroki Boga (lub braki tych wyroków) są lub powinny być dla nas całkowicie zrozumiałe. To tak, jakby była to sytuacja, w której jeden dorosły ocenia (negatywnie) poczynania innego dorosłego. Tymczasem Bóg, jeżeli istnieje, jest istotą po wielokroć od nas doskonalszą i relacja między Bogiem a nami przypomina raczej relację między dorosłym a dzieckiem. Dziecko nie rozumie wielu rzeczy i ma do tego prawo, a dorosły nie musi wszystkiego tłumaczyć (bo dziecko i tak nie zrozumie właściwie). Odpowiem we własnym imieniu. Nie każdemu odpowiada rola małego posłusznego kretynka. Zamiast wiary w wydumanego przez starożytnych "jeżeli istnieje" stwora-potwora i nauczania jego kapłanów - wolą samemu szukać odpowiedzi i o dziwo znajdują i w teorii i praktyce sensowne odpowiedzi.
>Niech Pan np. zacznie słuchać jakiegoś utworu muzyki współczesnej (niech to będzie np. "Poemat elektroniczny" Edgarda Varese'a). Jest duża szansa, że w pierwszej chwili powie Pan "to zupełnie bez sensu, do niczego". Ale nie dowodzi to chyba, że V. był kiepskim kompozytorem. Tyle tylko, że Edgard Victor Achille Charles Varèse podlega ludzkiej krytyce, a wydumany stwór nie.
>Co do upadku cywilizacji To Pańska wiedza jest tak samo na żenującym poziomie, jak i na wszystkie poruszone przez Pana tematy. Przestań Pan robić za owcę, której pastuch jest koniecznym do życia. Niech Pan zacznie czytać według własnego wyboru i zacznie samodzielnie myśleć. Niech Pan sam sobie nie odbiera najcenniejszego daru od Boga - własnego człowieczeństwa.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dodam, że wypraszam sobie porównywanie z urojononym bożkiem potworkiem Jahwe/Jezus wyśmienitego kompozytora Varese, którego muzyka wcale nie jest trudna w percepcji (porównajmy choćby z niektórymi współczesnymi kompozytorami niemieckimi, albo choćby z Nono, którego też bardzo cenię). Do takich właśnie okropnych rzeczy dochodzą fideiści...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > (przykładem "Teodycea" Leibniza)To się zgadza. Od siebie: bardziej lub mniej celne, zrozumiałe i praktyczne (zazwyczaj mniej) > Pańskie retoryczne pytanie zawiera supozycję, że wyroki Boga> (lub braki tych wyroków) są lub powinny być dla nas całkowicie> zrozumiałeMyślę że tak. Jeśli się w kogoś lub coś wierzy, zdało by się wiedzieć w kogo/co konkretnie, ufać w naszych kategoriach ludzkich itp. Inaczej można dojśc do bardzo absurdalnych wniosków (oby tylko wniosków..). > To tak, jakby była to sytuacja, w której jeden dorosły ocenia> (negatywnie) poczynania innego dorosłego.Mnie nie chodzi o ocenianie. Głównie o zrozumienie oraz uchwycenie sedna co jest Bogiem a co nim nie jest. Skoro w Biblii napisano że Bóg jest sprawidliwy - nie mogę przecież twierdzić że skoro okazał się niesprawiedliwy to jest to tylko inna odmiana sprawidliwości, to byłoby b. dziecinne. Skoro jest miłością to trzeba by tą miłość czuć względnie logicznie i racjonlnie odrganiczyć rzeczy które Bogiem nie są (nie są miłością) a z tym jak wiemy niezwykle trudno bo coraz to na nowo okazuje się, że sprawiedliwości na tym świecie jak na lekarstwo a z tą "miłością" znów nazbyt często dziś mamy przykłady jak na dłoni, że prowadzi ona do nerwicj eklezjogennych, pedofilii itp. Nie są to tylko moje własne dylematy. Proszę spojrzeć co niedawno powiedział Benedykt XVI: Cytat:Papież w przesłaniu z okazji zamknięcia Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego w Dublinie powiedział, że księża pedofile podważyli wiarygodność Kościoła. W orędziu papież odniósł się do skandalu, który na ogromną skalę wstrząsnął Kościołem w Irlandii. W orędziu wyemitowanym podczas niedzielnej mszy w Dublinie Benedykt XVI zwracając się do uczestników 50. Kongresu Eucharystycznego podkreślił: dziękczynienie i radość z powodu tej wielkiej historii wiary i miłości zakłóciło niedawno w straszny sposób ujawnienie grzechów popełnionych przez kapłanów i osoby konsekrowane wobec osób powierzanych ich trosce. Zamiast ukazywać im drogę do Chrystusa, do Boga, zamiast dawać świadectwo Jego dobroci, dopuścili się nadużyć wobec nich i podważyli wiarygodność orędzia Kościoła. Jak możemy wytłumaczyć fakt, że osoby, które przyjmowały regularnie Ciało Pańskie i wyznawały swoje grzechy w Sakramencie Pokuty, mogły obrazić w taki sposób? Pozostaje to tajemnicą - mówił papież > Tymczasem Bóg, jeżeli istnieje, jest istotą po wielokroć od> nas doskonalszą i relacja między Bogiem a nami przypomina raczej> relację między dorosłym a dzieckiemSugeruje pan, że w wymiarze boskim "po wielokroć doskonalszy" jest tożsamy z "po wielokroć niezrozumiały"? > Niech Pan np. zacznie słuchać jakiegoś utworu muzyki współczesnej> (niech to będzie np. "Poemat elektroniczny" Edgarda Varese'a).> Jest duża szansa, że w pierwszej chwili powie Pan "to zupełnie bez> sensu, do niczego"Oczywiście że to nic nie dowodzi. Od wieków wszak wiadomo że nie to piękne co piękne, ale co się komu podoba. Problem gustu, jego wyrobienia lub niewyrobienia jest jednak jakoś w miarę zrozumiały. > Pan chciałby, aby Bóg był drugim Straussem, komponował piękne walce,> łatwo wpadające w ucho melodie, itd., aby umilał nam czas swoimi poczynaniami...To co chciałbym zostawmy na razie z boku. Nurtuje mnie inne pytanie, czy to w co wierzą teiści nie jest tylko wymysłem religijnej wyobraźni człowieka, a w miarę postępu nauki - koncepcja Boga nie jest coraz bardziej rozpaczliwie broniona przez porównania w rodzaju "relacja ojciec (Bóg) - dziecko (człowiek)" W kwestii ujemnego przyrostu naturalnego w Europie to co pan napisał jest faktem. I tu znów rodzi się kolejne pytanie: jak długo musiałby się rozmnażać świat, żeby ludzie z pana definicją odwrotności upadku byli zadowoleni? Czy czasem nie zapomina pan tu o problemie przeludnienia? > Chinom jest wszystko jedno, jaka panuje religia, byleby tylko można było robić interesy.Coś w tym jest. Choć i ich kiedyś też czeka stagnacja. > Wojnę ekonomiczną z Chinami już przegraliśmy (z uwagi na> ułatwienia w handlu, które sami wprowadziliśmy + inwestycje> finansowe w Chinach), można więc oczekiwać, że wojnę ideologiczną> przegramy także (z uwagi na ułatwienia, mające szumną nazwę> "demokracji" + inwestycje w mniejszości).Bardzo pan to upraszcza. Jeżdżąc kilka miesięcy po Chinach z poczatkiem tego roku w ogóle nie odbierałem tego w kategoriach wojny. To po prostu ciągle wschodzący rynek z wciąż bardzo biednym standardem życia przeciętnego Chińczyka, w porównaniu do naszego. Teraz od około 30 lat odbijają się od dna (trzeba panu wiedzieć że w latach 70tych miliony ludzi cierpiało tam głód z powodu klęsk żywiołowych, ale i kiepskiego zarządzania). Chińczycy mają wciąż komunistyczny rząd, który musi dorosnąć do problemów świata, jak również do demokracji (której szarzy Chińczyzy b. nam zazdroszcą, nieraz z wypiekami na twarzy wypywali mnie np. o Lecha Wałęsę). Polecam się przejechać i samemu zbadać, z pewnością to pana bardziej uspokoi niż tylko moje słowa. > Nie ma to żadnego znaczenia. Owe 400 lat to 0,0016 historii> naszego gatunku (zakładając, że homo sapiens istnieje> od 250 tys. lat). Niecałe dwie tysięczne są wielkością> całkowicie zaniedbywalną. Gdy skończy się dostęp do energii> nieodnawialnej, najzupełniej w świecie powrócimy do epoki kamienia łupanego.Znów wizje apokalityczne. Przykro mi, ale muszę pana skorygować kilkoma kontrprzykładami: bynajmniej nie jest tak żle, w zanadrzu mamy wciąż energię słoneczną (w tym możliwości łapania jej w kosmosie olbrzymimi lustramii), naukowcy pracują nad stabilizacją reakcji termojądrowej, jesteśmy blisko. W ziemi nadal, w głębszych pozomach są niezmierzone zasoby gazu łupkowego. Wg mnie trochę więc na ten "powrót do epoki kamienia łupanego" poczekamy  ale oczywiście może pan uważać jak chce (a nawet tak robić należy). Optymizmu, serdeczności łączę
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> Mnie nie chodzi o ocenianie. Głównie o zrozumienie oraz uchwycenie sedna co jest Bogiem a co nim nie jest.> Skoro w Biblii napisano że Bóg jest sprawidliwy - nie mogę przecież twierdzić że skoro okazał się niesprawiedliwy to jest to tylko inna odmiana sprawidliwości, to byłoby b. dziecinne. Skoro jest miłością to trzeba by tą miłość czuć względnie logicznie i racjonlnie odrganiczyć rzeczy które Bogiem nie są (nie są miłością) a z tym jak wiemy niezwykle trudno bo coraz to na nowo okazuje się, że sprawiedliwości na tym świecie jak na lekarstwo a z tą "miłością" znów nazbyt często dziś mamy przykłady jak na dłoni... Kiedyż to niby miał się okazać niesprawiedliwy? Nie na darmo elementem wiary chrześcijańskiej jest wiara w sąd ostateczny, w wyrównanie wszystkich rachunków. Więcej optymizmu, że tak powiem. > Nurtuje mnie inne pytanie, czy to w co wierzą teiści nie jest tylko wymysłem religijnej wyobraźni człowieka, a w miarę postępu nauki - koncepcja Boga nie jest coraz bardziej rozpaczliwie broniona przez porównania w rodzaju "relacja ojciec (Bóg) - dziecko (człowiek)" Słowa "coraz bardziej rozpaczliwie" są użyte na wyrost. Jeżeli człowiek jako gatunek jakoś daje sobie radę, to i na jego wyobraźni można polegać (jeżeli to faktycznie wyobraźnia), tak jak na zmysłach czy rozumie. Zresztą można powiedzieć i tak: Leibniz, na którego się tu powoływałem, był człowiekiem zdolniejszym od prawie wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli na Ziemi (jego iloraz inteligencji ocenia się na 210). Jeżeli ten człowiek po kilkudziesięciu latach intensywnych rozmyślań doszedł do fałszywych wniosków, źle świadczy to o całym gatunku ludzkim. Pan być może uważa, że większość ma rację i że przeważa nad jednostką, ja uważam inaczej. > Chińczycy mają wciąż komunistyczny rząd, który musi dorosnąć do problemów świata, jak również do demokracji (której szarzy Chińczyzy b. nam zazdroszcą, nieraz z wypiekami na twarzy wypywali mnie np. o Lecha Wałęsę).Od przesadnego pesymizmu przechodzi Pan do przesadnego optymizmu. Niby dlaczego chiński rząd "musi dorosnąć do demokracji"? Demokracja nie ma zresztą większego znaczenia w przypadku tak dużej liczny ludności. W warunkach niedemokratycznych mój głos = 0, w warunkach demokratycznych = mniej niż jedna miliardowa. To, co sprawdzało się w Atenach Peryklesa (liczących parę tysięcy) może nie sprawdzić się w Chinach XXI wieku i Chińczycy chyba to dobrze rozumieją. Wiara, że demokracja jest systemem optymalnym lub mającym powszechne zastosowanie jest zabobonem (i to bardzo niebezpiecznym, por. "demokracje" w krajach afrykańskich). > Przykro mi, ale muszę pana skorygować kilkoma kontrprzykładami: bynajmniej nie jest tak żle, w zanadrzu mamy wciąż energię słoneczną (w tym możliwości łapania jej w kosmosie olbrzymimi lustramii), naukowcy pracują nad stabilizacją reakcji termojądrowej, jesteśmy blisko. W ziemi nadal, w głębszych pozomach są niezmierzone zasoby gazu łupkowego.> Wg mnie trochę więc na ten "powrót do epoki kamienia łupanego" poczekamy ale oczywiście może pan uważać jak chce (a nawet tak robić należy).Niech Pan nie żartuje. Nie wydaje mi się, aby udało się rozwiązać problem magazynowania energii elektrycznej. Wedle mojej wiedzy (jeszcze ze szkoły podstawowej) światowe zasoby uranu też są bardzo ograniczone i nie wystarczą na długo nawet przy obecnym zużyciu tego paliwa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Zresztą można powiedzieć i tak: Leibniz, na którego się tu powoływałem, był człowiekiem zdolniejszym od prawie wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli na Ziemi Bardzo ograniczony ten Pański światopogląd. A np. święty Tomasz nie był zdolniejszym?
>(jego iloraz inteligencji ocenia się na 210). Co za kretyn ocenia iloraz inteligencji ludzi, którzy takim testom nie byli poddani. O czym świadczy taki iloraz inteligencji. Na przykład Doda Rabczewska wzięła udział w teście na inteligencję, organizowanym przez TVN, ale też sama zgłosiła się do Mensy (stowarzyszenie najbardziej inteligentnych), aby się sprawdzić. Przeczuwała, że wynik będzie zadowalający i był (IQ 156). Wyszło na to, że Doda ma większy iloraz inteligencji niż piosenkarka Madonna (140 IQ), a nawet aktorka Sharon Stone (154 IQ). Blado przy niej wypada też Marek Borowski (SdPl), jeden z kandydatów na prezydenta RP. I to nie tylko dlatego, że nie jest powabną blondynką. Jego iloraz inteligencji to zaledwie 135 IQ. Do Mensy nie zostałby przyjęty (Madonna też), a Dodzie to się udało (aby zostać członkiem Mensy trzeba mieć iloraz inteligencji przekraczający 148 IQ). Ilu członków Mensy jest laureatami Nobla? Lub odwrotnie ilu laureatów było członkami. Testy na iloraz świadczą tylko o tym, że badany potrafi takie testy rozwiązywać.
>Jeżeli ten człowiek Ten człowiek urodził się w 1646 a zmarł w 1716 roku.
>po kilkudziesięciu latach intensywnych rozmyślań doszedł do fałszywych wniosków, To w niczym nie umniejsza jego inteligencji ani wiedzy, którą można nazwać nawet genialną.
>źle świadczy to o całym gatunku ludzkim. To tylko źle świadczy o poszczególnych ludziach, nie dostrzegających relatywizmu historycznego. Mocarze umysłu budują swoje konstrukcje intelektualne na barkach gigantów z minionych czasów. Tylko ludzie ograniczeni intelektualnie mogą przyjmować in extenso dorobek minionych mędrców lub odrzucać go w całości. Ludzie inteligentni, a szczególnie racjonaliści poddają każdy tekst i każde dzieło krytycznej ocenie i wybierają z niego to co ich zdaniem jest tam najwartościowsze. Filozofia Leibniza była krytykowana z najróżniejszych pozycji, co było o tyle łatwe, że stała ona w ostrej sprzeczności ze zwykłym zdrowym rozsądkiem. Ze współczesnych Leibnizowi filozofów największymi jego krytykami byli Wolter oraz Isaac Newton. Mimo to, sporo słabo zrozumianych za jego życia koncepcji zawartych w teorii monad było potem rozszerzanych i pogłębianych przez późniejszych filozofów. David Hume rozwinął wątek niemożności rozróżnienia zachodzenia relacji przyczynowo-skutkowych od przypadkowych następstw czasowych zdarzeń, zaś Immanuel Kant rozwinął teorię, według której czas i przestrzeń nie są obiektywnymi cechami świata materialnego, tylko wewnętrzną formą poznania.
Po prostu przy przyswajaniu wiedzy należy myśleć. Na przykład - wszelkie bardzo przydatne encyklopedie i słowniki są głupie, leżą sobie i zbierają kurz, dopiero inteligencja ludzka, przy korzystaniu z nich, nadaje sens tym zbiorom pamięci. Twardy dysk bez procesora, jest nieprzydatnym. Tak jak wiedza bez krytycznej analizy. To podstawa racjonalnego myślenia. Smutne to, że młodzi ludzie w XXI wieku mogą tego nie rozumieć.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Kiedyż to niby miał się okazać niesprawiedliwy?Co chwilę. Dzieci rodzące się z ułomnościami ograniczającymi im życie, wręcz to życie skracającymi do kilku, klikunastu lat, zanim tak naprawdę zaznają dojrzałości, możliwości decydowania o sobie, poznania miłości partnera, spełnienia w życiu zawodowym/rodzinnym itp. Miliony niewinnych ludzi których zagazowano w komorach gazowych (Bóg milczał, a mógł zaingerować). Niech pan nie żartuje, że Sąd Ostateczny może wynagrodzić cierpienie tej matce:  .. która w codziennej drodze na grób syna patrzy na swoje koleżanki wychowujące zdrowe, śmiejące się dzieci. > Słowa "coraz bardziej rozpaczliwie" są użyte na wyrost.> Jeżeli człowiek jako gatunek jakoś daje sobie radę, to i na> jego wyobraźni można polegaćOczywiście. Tylko czy wtedy Bóg jest do czegokolwiek i komukolwiek potrzebny? Na marginesie: nie odniósł się pan do cytowanych przeze mnie słów Benedykta XVI. Mam nadzieję, że to przypadkowe zapomnienie, a nie celowe pominięcie. > Zresztą można powiedzieć i tak: Leibniz, na którego się> tu powoływałem, był człowiekiem zdolniejszym od prawie> wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli na Ziemip. Bogusławski celnie podsumował wyżej pana ocenę Leibniza, nic dodać nic ująć. > Pan być może uważa, że większość ma rację i że przeważa> nad jednostką, ja uważam inaczej.Ja również uważam jak pan. Z pewnością Racjonaliści to w Polsce mniejszość, a Katolicy wg szacunków Koscioła 70-90% populacji. > Od przesadnego pesymizmu przechodzi Pan do przesadnego optymizmu.Gdzie pan ten mój pesymizm widzi? Optymizmu w lekturze moich postów!  > Niby dlaczego chiński rząd "musi dorosnąć do demokracji"?To proste. Na razie dba głównie o swoje interesy, a w przypadku globalnych konfliktów jeszcze nie potrafi zaistnieć wyważonym sądem, nie mówiąc o zaangażowaniu sił i środków. Na na zaufanie krajów wiodących w utrzymaniu światowego pokoju do Chin musimy jeszcze trochę poczekać. > Demokracja nie ma zresztą większego znaczenia w przypadku> tak dużej liczny ludnościChętnie zobaczę pana argumenty na poparcie tej tezy, byle racjonalne. > W warunkach niedemokratycznych mój głos = 0, w warunkach> demokratycznych = mniej niż jedna miliardowaAle zawsze to nie zero. Idąc pana tropem można by rzec, że załamanie się systemu socjalistycznego w Polsce 1989r właściwie nic nie zminiło  Druga sprawa to dość częste zmiany ekip rządzacych z innych parartii i frakcji. Czas pokazał, że władza w rękach jednego człowieka przez dłuższy czas zazwyczaj deprawuje. Proszę popatrzeć choćby na Kubę, Południową Koreę lub Libię. > Wiara, że demokracja jest systemem optymalnym lub> mającym powszechne zastosowanie jest zabobonem (i to> bardzo niebezpiecznym, por. "demokracje" w krajach afrykańskich).Mówimy o kraju rozwiniętym, jakim z pewnoscią dziś już są Chiny, nie o kraju plemiennym w którym najważniesze stanowiska obsadza się rodziną. Chętnie się dowiem jaki system pana zdaniem jest bardziej optymalny od demokracji. > Nie wydaje mi się, aby udało się rozwiązać problem> magazynowania energii elektrycznejSkąd to przypuszczenie? Wie pan, jak działa system elektroenergetyczy w Europie lub USA? Przypadkowo jestem tutaj specjalistą. Nie potrzeba nic magazynować. Po prostu się odciąża lub dociąża poszczególne elektrownie, a to docelowo można z robić również z reakcją syntezy termojądrowej. Z łapaniem promieni słonecznych w gigantyczne zwierciadła teoretycznie jest jeszcze łatwiej. Ewidentnie nie chce pan dziś pójść spać spokojny  > Wedle mojej wiedzy (jeszcze ze szkoły podstawowej)Ano właśnie.. > światowe zasoby uranu też są bardzo ograniczoneJa nie mówiłem o uranie. Mówiłem o przemianie wodoru w hel. Jako zadanie domowe proponuję się zastanowić, jakie zasoby wodoru mamy na Ziemi, zakładając że dysponujemy stabilną metodą uzyskiwania energii z syntezy (z definicji diabelnie wydajną) łącząc pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> > Kiedyż to niby miał się okazać niesprawiedliwy?> Co chwilę. Dzieci rodzące się z ułomnościami ograniczającymi im życie, wręcz to życie skracające do kilku lat, zanim tak naprawdę zaznają dojrzałości, możliwości decydowania o sobie, poznania miłości partnera itp. Miliony niewinnych ludzi których zagazowano w komorach gazowych (Bóg milczał, a mógł zaingerować).Mógł także zainterweniować zdrowy rozsądek, a jakoś tego nie zrobił, co nie przeszkadza Panu być racjonalistą. > Niech pan nie żartuje, że Sąd Ostateczny może wynagrodzić cierpienie tej matce: Każde takie zdarzenie jest rzecz jasna tragiczne, ale trzeba na nie patrzeć "sub specie aeternitatis". Starość też jest straszna, a ludzie starzy jakoś muszą z nią żyć. > > Słowa "coraz bardziej rozpaczliwie" są użyte na wyrost.> > Jeżeli człowiek jako gatunek jakoś daje sobie radę, to i na> > jego wyobraźni można polegać> Oczywiście. Tylko czy wtedy Bóg jest do czegokolwiek potrzebny?Nie rozumiem tego pytania. Bóg nie będzie potrzebny, gdy będziemy wiedzieć wszystko, a taka chwila nigdy nie nastanie. > Na marginesie: nie podniósł się pan do słów Benedykta XVI. Czy to przypadkowe zapomnienie, czy celowe pominięcie? Mogę powiedzieć tak: Kościół nie jest tworem idealnym, ale lepszy taki niż żaden. Pomyślmy, że będąc na statku podczas sztormu mogę wybrać między wyspą A i wyspą B. Załóżmy, że o wyspie A wiem tylko, że mieszkają tam ludzie nie wierzący w (jakiegokolwiek) Boga, zaś o B - że zamieszkują ją chrześcijanie. Największy ateista bez wahania skieruje się w stronę wyspy B (tak na wszelki wypadek). > > Zresztą można powiedzieć i tak: Leibniz, na którego się> > tu powoływałem, był człowiekiem zdolniejszym od prawie> > wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli na Ziemi> p. Bogusławski celnie podsumował wyżej pana ocenę Leibniza, nic dodać nic ująć. Uwaga na temat Leibniza nie miała dla mnie zasadniczego znaczenia, miała charakter dygresji. > > Pan być może uważa, że większość ma rację i że przeważa> > nad jednostką, ja uważam inaczej.> Ja również uważam jak pan. Z pewnością Racjonaliści to w Polsce mniejszość, a Katolicy wg szacunków Koscioła 70-90% populacji. Zawłaszcza(cie) Pan(stwo) pojęcie racjonalności. Poza tym nie twierdzę, że mniejszość ma zawsze rację, a tylko, że niekiedy ją ma. Na pewno nie wynika więc stąd, że ma rację ateistyczna mniejszość. > > Niby dlaczego chiński rząd "musi dorosnąć do demokracji"?> To proste. Na razie dba gównie o swoje interesy, w przypadku globalnych konfliktów jeszcze nie potrafi zaistnieć wyważonym sądem, nie mówiąc o zaangażowaniu sił i środków. Na na zaufanie krajów wiodących w utrzymywaniu światowego pokoju musi trochę jeszcze zapracować.Mówi Pan, jakby to świat rozdawał karty. Nawet jeżeli tak jest, skończy się to już niedługo. Obawiam się, że to my będziemy musieli dorosnąć do standardów azjatyckich, nie - Azjaci do europejskich. Poza tym jedno nie wynika z drugiego. Związek Radziecki nader skutecznie poczynał sobiena arenie międzynarodowej, a jaka to była "demokracja", wiadomo. Przykład ZSRR pokazuje, że w polityce międzynarodowej liczy się tylko i wyłącznie siła - ekonomiczna lub militarna. > > Demokracja nie ma zresztą większego znaczenia w przypadku> > tak dużej liczny ludności> Chętnie przeczytam pana argumenty na poparcie tej tezy, byle racjonalne.> > W warunkach niedemokratycznych mój głos = 0, w warunkach> > demokratycznych = mniej niż jedna miliardowa> Ale zawsze to nie zero. Idąc pana tropem można by rzec, że załamanie się systemu socjalistycznego w Polsce 1989r właściwie nic nie zminiło  Takie jest moje zdanie. > > mającym powszechne zastosowanie jest zabobonem (i to> > bardzo niebezpiecznym, por. "demokracje" w krajach afrykańskich).> Mówimy o kraju rozwiniętym, jakim z pewnoscią dziś już są Chiny, nie o kraju plemiennym w którym najważniesze stanowiska obsadza się rodziną. Chętnie się dowiem jaki system pana zdaniem jest bardziej optymalny od demokracji. Monarchia sprawdza się znakomicie w wielu sytuacjach, czasem sprawdza się dyktatura wojskowa (Chile, Hiszpania, Portugalia). Ustrój to tylko narzędzie, a nie cel. Narzędzie, które przydaje się do wszystkiego, jest - mówiąc kolokwialnie - do niczego. > > Nie wydaje mi się, aby udało się rozwiązać problem> > magazynowania energii elektrycznej> Skad to przypuszczenie? Wie pan jak działa system elektroenergetyczy w Europie lub USA? Przypadkowo jestem tutaj specjalistą. Nie potrzeba nic magazynować. Po prostu się odciąża lub dociąża poszczególne elektrownie, a to docelowo można z robić również z reakcją syntezy termojądrowej.> Z łapamniem promieni słonecznych w gigantyczne zwierciadła teoretycznie jest jeszcze łatwiej.> > Wedle mojej wiedzy (jeszcze ze szkoły podstawowej)> Ano właśnie..> > światowe zasoby uranu też są bardzo ograniczone> Ja nie mówiłem o uranie. Mówiłem o przemianie wodoru w hel.> Jako zadanie domowe proponuję się zastanowić, jakie zasoby wodoru mamy na Ziemi, zakładając że dysponujemy bardzo wydajną metodą uzyskiwania energii z syntezy (w sposób kontrolowany). Nie polemizuję więc z Panem w tym względzie - nie zamierzam udawać, że znam się na energetyce lepiej. Natomiast moja ogólniejsza idea pozostaje prawdziwa - ewolucja ma charakter odwracalny i nie jest powiedziane, że następne pokolenia będą lepsze od poprzednich. Owszem, będą lepsze z znaczeniu czysto opisowym (=lepiej przystosowane do warunków), ale to nie to samo, co znaczenie normatywne. Rozwój technologii sprawia, że człowiek swoje zdolności intelektualne "przerzuca" na urządzenia, a więc wiedza i inteligencja nie będą promowane w doborze naturalnym w taki sposób, jak dotychczas, co odbije się na jakości przyszłych pokoleń.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Mógł także zainterweniować zdrowy rozsądek, a jakoś tego> nie zrobił, co nie przeszkadza Panu być racjonalistą.Spokojnie. Bóg jest ponoć wszechmocny, prawda? Człowiek nie. Widocznie w przypadku Hitlera i Stalina nie mógł. Zna pan ich zyciorysy tzn jak byli wychowywani? Niestety w realnym świecie nasze czyny, a przede wszystkim wojny i zbrodnie mają zawsze swoje źródła we wcześnieszych zdarzeniach. Zostaje zatem Bóg. I ci ludzie w komorach gazowych właśnie do Niego się modlili. Nie do Hitlera, ani nie do Stalina. > Każde takie zdarzenie jest rzecz jasna tragiczne, ale trzeba na> nie patrzeć "sub specie aeternitatis". Starość też jest straszna, a> ludzie starzy jakoś muszą z nią żyć.Starość to trochę co innego. Jest nieuchronna, jest również konsekwencją życia. Z resztą starośc spełniona bywa też szczęśliwa. > >> Słowa "coraz bardziej rozpaczliwie" są użyte na wyrost.> >> Jeżeli człowiek jako gatunek jakoś daje sobie radę, to i na> >> jego wyobraźni można polegać> >Oczywiście. Tylko czy wtedy Bóg jest do czegokolwiek potrzebny?> Nie rozumiem tego pytania.Proszę wczytać się w pana zdanie wyżej i moją odpowiedź w formie pytania retorycznego, a z pewnoscią stanie się to jasne. > Bóg nie będzie potrzebny, gdy będziemy wiedzieć> wszystko, a taka chwila nigdy nie nastanie.To akurat trudno orzec. Powiem to, co widzimy teraz: nasz obszar wiedzy ze stulecia na stulecie się poszerza, a w konsekwencji to co przypisujemy Bogu (zakres jego kompetencji) pomniejsza. Zdaje pan sobie sprawę, że proste choroby typu syfilis, zapalenia płuc kiedyś przypisywano właśnie Bogu lub Diabłu? Kto kiedyś cokowiek wiedział o bakteriach, wirusach, witaminach itp? > Pomyślmy, że będąc na statku podczas sztormu mogę wybrać między> wyspą A i wyspą B. Załóżmy, że o wyspie A wiem tylko, że mieszkają> tam ludzie nie wierzący w (jakiegokolwiek) Boga, zaś o B - że> zamieszkują ją chrześcijanie. Największy ateista bez wahania skieruje się> w stronę wyspy B (tak na wszelki wypadek).Jest pan pewien?  Proponuję założyć nowy wątek i sprawdzić. Na marginesie - nie taki był mój cel cytowania z Bededykta XVI. Nawet Papież musi czasem uznać, że wiara katolicka jako taka i zawarty w niej Bóg mają swoje nieprzeniknione ciemne strony, niepzreniknione nawet dla Papieża, oraz generują cierpienie (tu warto dodać, że problem źródła pedofilii dla naukowców pokroju prof. Polaka (dawnego księdza prof. Węcławskiego) stał się częściowo rozwiązany z chwilą, gdy miał on odwagę aby w i d z i e ć. ) > Zawłaszcza(cie) Pan(stwo) pojęcie racjonalności.Nie. Wątpimy tylko w jej wersję przemieszaną dziwacznie z irracjonalnością. > Poza tym nie twierdzę, że mniejszość ma zawsze rację,> a tylko, że niekiedy ją ma.Ok > Na pewno nie wynika więc stąd, że ma rację ateistyczna mniejszość.Ale zgodnie z pana rozumowaniem.. ją miewa. Czy dobrze pana rozumiem? > Mówi Pan, jakby to świat rozdawał karty. Nawet jeżeli tak> jest, skończy się to już niedługo.Skad ten śmiały osąd? Czy to zdanie nie jest zbyt pochopne, może oparate li tylko na pesymiźmie? > Obawiam się, że to my będziemy musieli dorosnąć do standardów> azjatyckich, nie - Azjaci do europejskich.Moje zdanie jest inne. Nie sądzę aby tak się stało. > Związek Radziecki nader skutecznie poczynał sobiena arenie> międzynarodowej, a jaka to była "demokracja", wiadomo. Przykład> ZSRR pokazuje, że w polityce międzynarodowej liczy się tylko i> wyłącznie siła - ekonomiczna lub militarna.Coś w tym jest. Ale Związek Radziecki już upadł, a pan żyje i ma się raczej dobrze. Czy to czegoś przypadkiem jeszcze nie oznacza?  > > Idąc pana tropem można by rzec, że załamanie się systemu> > socjalistycznego w Polsce 1989r właściwie nic nie zminiło  > Takie jest moje zdanie.Pozostaje mi tylko współczuć. > Monarchia sprawdza się znakomicie w wielu sytuacjachJakich? Uważa pan, że jeszcze dziś? > czasem sprawdza się dyktatura wojskowa (Chile, Hiszpania,> Portugalia).Czasem, i to na krótką chwilę. Podobnie było z resztą w Polsce, za czasów Piłsudskiego. Na dłuższy czas jednak racji bytu nie ma (vide wspomniany już przykład Libii) > Ustrój to tylko narzędzie, a nie cel.Oczywiście. > Narzędzie, które przydaje się do wszystkiego,> jest - mówiąc kolokwialnie - do niczego.I tu się zgadzam. Trudno mi się nie zgodzić, skoro napisał pan oczywistą oczywistosć  Na szczęście demokracja nie przydaje się do wszystkiego. Może z resztą szkoda, ale niestety tak jest. > Nie polemizuję więc z Panem w tym względzie - nie zamierzam> udawać, że znam się na energetyce lepiej.W porządku. Zasygnalizował pan swój lęk związany z szybkim końcem zasobów energetycznych świata. Ja podałem racjonalne kontrprzykłady (fizycy rzeczywiście pracują nad stabilną syntezą termojądrową, i to już ładne parę lat). Myślę że na tym możemy poprzestać. Dodam tylko, że zasoby wodoru mamy wcale niemałe. To m.in oceany i zawarta w niej H2O  > ewolucja ma charakter odwracalny i nie jest powiedziane,> że następne pokolenia będą lepsze od poprzednichPowiedziane nie jest, ale wszystko na to wskazuje. Z nas tutaj nikt nie bawi się w prorokowanie, to raczej domena członków pana religii. Proszę przeczytać poprzednio linkowane artykuły p. Bogusławskiego. Wszystko wskazuje na to, że każde kolejne pokolenie jest mniej agresyqwne, szybciej przyswaja i wykorzystuje wiedzę (oczywiście z pewnymi wyjątkami, tu reguł-samograjów z pewnością nie ma) > Rozwój technologii sprawia, że człowiek swoje zdolności> intelektualne "przerzuca" na urządzeniaTu jedna korekta: przerzuca te, które nie wymagają twórczości, tylko żmudnych rachunków względnie czynności typowo automatycznych, tak jak np. kiedyś człowieka i aparat do nadawania Morsem dziś zastąpiło urządzenie, które nazywa się hub lub switch. pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Pomyślmy, że będąc na statku podczas sztormu mogę wybrać > między wyspą A i wyspą B. Załóżmy, że o wyspie A wiem tylko, > że mieszkają tam ludzie nie wierzący w (jakiegokolwiek) Boga, > zaś o B - że zamieszkują ją chrześcijanie. Największy ateista bez > wahania skieruje się w stronę wyspy B (tak na wszelki wypadek).
Witam, minęło trochę czasu od naszej ostatniej wymiany postów. Miał pan dostatecznie dużo czasu aby sprawdzić, czy "nawet największy ateista bez wahania skieruje się w stronę wyspy B" np. zakładając nowy wątek i pytając w nim licznych tutaj ateistów. Zrobił pan to, czy jednak zdecydował się pozostać biernym? Jesli jednak zrobił, to chętnie dowiem się o rezultatach. Na marginesie - rozumowanie ze statkiem i sztormem tak jak pan go przedstawił posiada dość widoczny brak szacunku do rozmówcy. Wydaje się panu, że tylko narzekamy na ludzi wierzących bo nam tak wygodnie (tacy malkontenci), a w praktyce przy potrzebie oddalibyśmy życie w ich ręce (!). Skąd ta pewność? Czyżby to właśnie nazywa pan wiarą? miłego dnia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Proszę Pana, nie dostrzegałem żadnego zainteresowania ze strony forumowiczów, toteż nie rozwijałem wątku wyspy (ani jakiegokolwiek innego).
Tak, twierdzę, że wybór będzie właśnie taki, jak powiedziałem. Ateizm jest nie tylko logicznie niemożliwy (tzn. wewnętrznie sprzeczny), co starałem się wykazać na forum. Jest także (jak sądzę) 1) psychologicznie niemożliwy, a gdyby nawet był psychologicznie możliwy, byłby 2) szkodliwy pod względem kulturowym.
Ad 1). Człowiek posiada zdolność do myślenia maksymalizacyjnego i czyni z niego użytek na co dzień. Chociaż może tego nie zauważamy, pojęciami maksymalizującymi są np. pojęcie świata oraz pojęcie szczęścia, bez których w życiu praktycznym nie potrafimy się obyć. Jestem ciekaw, jaka operacja na naszym umyśle doprowadziłaby do wycięcia pojęcia Boga bez naruszania innych tego rodzaju pojęć? Pojęcia te są wszak wzajemnie powiązane: Bóg jest rozumiany jako podstawa świata i dawca (maksymalnego) szczęścia. To tak, jakby pozwolić na arytmetykę, zakazując jedynie używania cyfry zero (po co nam "zero"? "Zero" niczego nie oznacza!). Słowo "ateista" można więc zastąpić słowem "fantasta".
Można oczywiście obyć się bez religii katolickiej (która na naszych oczach upada), ale jakaś forma religii będzie istnieć zawsze. Mnie się wydaje, że religia katolicka nie jest taka zła i warto ja wybrać spośród istniejących, mimo katastrofalnej kondycji współczesnego Kościoła (skandale, malwersacje, itp.).
Ad 2). Człowiek jest istotą zwierzęcą (z niewielkim dodatkiem rozumu) i interesuje go zaspokojenie potrzeb biologicznych. Zaspokoiwszy te potrzeby nie ma (albo nie będzie mieć) żadnej motywacji. Ogromna część kultury (przynajmniej kultury duchowej), którą człowiek tak się szczyci, miała pobudkę religijną, powstawała "ad maiorem Dei gloriam".
Jeżeli odrzucamy pojęcie Boga, nic nie przeszkadza w odrzuceniu (jako równie przestarzałych) pojęć narodu albo ojczyzny. Konsekwentny ateista powinien się ich wyrzec, są przecież równie nieempiryczne i równie niebezpieczne jak pojęcie Boga.
Załączam pozdrowienia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ateizm jest nie tylko logicznie niemożliwy (tzn. wewnętrznie sprzeczny),> co starałem się wykazać na forum. Jest także (jak sądzę) 1)> psychologicznie niemożliwy, a gdyby nawet był psychologicznie> możliwy, byłby 2) szkodliwy pod względem kulturowym.Zwykły przesąd. Nie patrzy pan na fakty ni na ludzi, tylko na swoje wyobrażenie ich. > pojęciami maksymalizującymi są np. pojęcie świata oraz> pojęcie szczęścia, bez których w życiu praktycznym nie> potrafimy się obyćPojęcie to jedno, a szczęście jako stan w którym żyją ludzie to inna rzecz. Nie bardzo rozumiem dlaczego zawłaszcza pan pojęcie (i zarazem stan) szczęścia tylko dla Rozdawcy Boga. Proszę popatrzeć na <żywych ludzi niewierzących i ich posłuchać, a nie tylko na swoje idee ich. > Jestem ciekaw, jaka operacja na naszym umyśle doprowadziłaby do wycięcia> pojęcia Boga bez naruszania innych tego rodzaju pojęć?Nic nie trzeba wycinać. Zawężanie kompetencji boskich (a zarazem Boga) do coraz bardziej abstrakcyjnych i tajemniczych dziedzin dzieje się na naszych oczach, w umysłach większości ludzi (nawet, a zwłaszcza wierzących) od stuleci. Nie rozumiem skąd ten lęk u pana a propos domniemanego skalpela? > Pojęcia te są wszak wzajemnie powiązane: Bóg jest rozumiany> jako podstawa świata i dawca (maksymalnego) szczęścia.Szczęście istnieje niezależnie od Boga. Tzn. wg. pana Bóg obdarza szczęściem teistów i ateistów, ale to i tylko, i pana oraz panu podobnych pogląd który pan założył, względnie wyssał z mlekiem matki, a teraz kurczowo się tego trzyma dorabiając filozofię do swoich przekonań. Naprawdę, proszę już dać spokój z tym narzucaniem pana jedynie słusznej filozofii. > To tak, jakby pozwolić na arytmetykę, zakazując jedynie> używania cyfry zero (po co nam "zero"? "Zero" niczego nie oznacza!)Bynajmniej  Zero oznacza i to bardzo wiele, matematyka zrobiła olbrzymi postęp od czasu, gdy zaczęto go używać. Niestety pana porównanie jest chybione. > Słowo "ateista" można więc zastąpić słowem "fantasta".Po pierwsze dziękuję, "bardzo miły" komplement  Po drugie, widzę tu dwie rzeczy: lubi pan żonglować słowami. Ateista to ateista, żaden fantasta. Po co panu ten redukcjonizm? Sugeruję raczej spojrzeć prawdzie w oczy - jest wielu ludzi, zwłaszcza tu - i to wartościowych, szczęśliwych, patrzących optymistycznie na świat, wychowujących w duchu ateizmu swoje pociechy bez żadnych wizji apokalipsy przed oczami, spowiadania i tym podobnych bzdur. Oczywiście jak pan chce, może pan dla siebie prywatnie zastępować dowolne słowo dowolnym, proszę nas w to jednak nie mieszać. Domagamy się na tym portalu minimum szacunku. > Można oczywiście obyć się bez religii katolickiej (która na> naszych oczach upada), ale jakaś forma religii będzie istnieć zawszeTo mi akurat trudno ocenić czy zawsze - tylko osoby wierzące posługują się absolutami  > Mnie się wydaje, że religia katolicka nie jest taka zła> i warto ja wybrać spośród istniejących, mimo katastrofalnej> kondycji współczesnego Kościoła (skandale, malwersacje, itp.).Czasem jednak bywa zła, a to co wiemy już dziś na pewno - zdecydowanie ogranicza ludzką inwencję, spełnienie oraz szczęście. W celu poznania konkretów odsyłam do wielu wątków na tym forum i artykułów na Racjonalista.pl > Człowiek jest istotą zwierzęcą (z niewielkim dodatkiem rozumu)> i interesuje go zaspokojenie potrzeb biologicznych. Zaspokoiwszy> te potrzeby nie ma (albo nie będzie mieć) żadnej motywacjiPrzykro mi, ale po raz kolejny uprawia pan redukcjonizm, co bardzo źle świadczy o stanie pana wiedzy o biologii, psychologii a nawet filozofii nie mówiąc o znajomości życia i motywacji normalnych, zwykłych ludzi. Niech pan nie patrzy z własnej perspektywy li tylko, zachęcam do wystawienia głowy ze skorupy i czytania nas uważniej. Zapraszam. > Ogromna część kultury (przynajmniej kultury duchowej), którą> człowiek tak się szczyci, miała pobudkę religijną, powstawała> "ad maiorem Dei gloriam".Kwestia co to znaczy "ogromna" Człowiek ma jednak tendencję do ewolucji, co widzimy nieomal na co dzień. Ewolucja jest wpisana w nasza naturę i absolutnie żadna filozofia ni wiara tego nie zmieni. > Jeżeli odrzucamy pojęcie Boga, nic nie przeszkadza w odrzuceniu (jako> równie przestarzałych) pojęć narodu albo ojczyznyMiesza pan dwie różne rzeczy. Wystarczy spojrzeć na takie kraje w większości ateistyczne jak Chiny czy tez Szwecja. Na podstawie wielu badań socjologicznych przeprowadzonych w latach 1999-2004 stwierdzono, że ok. 65% Szwedów jest ateistami lub agnostykami. W najnowszych badaniach Pippe Norrisa i Ronalda Ingleharta, przeprowadzonych w 2004 r. ateizm zadeklarowało 64% Szwedów. Szwedzi zatem, obok Czechów, Estończyków, Norwegów i Duńczyków, są jednym z najbardziej ateistycznych społeczeństw w Europie. Czy pana zdaniem nikt tam nie identyfikuje się z ojczyzną? Ma pan jakieś sensowne argumenty na poparcie swojej tezy, czy znów mamy tylko przyjąć na wiarę pana pogląd?  Inna rzecz - w Chinach tylko 17% w kogoś lub coś wierzy. Czy rozmawiał pan choć raz o ojczyźnie z Chińczykiem? > Konsekwentny ateista powinien się ich wyrzec, są przecież równie> nieempiryczne i równie niebezpieczne jak pojęcie Boga.Upraszam po raz kolejny o nie mieszanie pojęć. To o czym pan napisał odnosi się do szeroko rozumianej wspólnoty, co takim "zerem" znów nie jest. Bóg natomiast to domena wiary w Jego istnienie i niczego więcej. łącząc pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Wybaczy Pan, ale w rozbudowanej Pańskiej odpowiedzi nie znajduję żadnych argumentów poza argumentacją "ad hominem". Może wynika to stąd, że odnosi się Pan do mojej wypowiedzi kawałek po kawałku, a nie do całości, którą te kawałki tworzą. To tak, jakby próbować składników przygotowywanej potrawy i mówić za każdym razem "ależ to niedobre!".
Pozwoli więc Pan, że odniosę się więc do całości Pana wypowiedzi.
1. Otóż polega ona na pomieszaniu dwóch rzeczy: a) naturalnego stanu człowieka z b) warunkami kontrolowanymi i zaprojektowanymi. Ja mówię o a) i pomijam b), natomiast Pan utożsamia a) z b). Na czym polegają warunki b)? To warunki wyjątkowego komfortu materialnego, do jakiego człowiek nie przywykł w środowisku naturalnym, więcej nawet, z jakimi w ogóle nie spotkał się w swojej dotychczasowej historii. Te warunki zaistniały w niektórych miejscach na świecie (Europa Zachodnia drugiej połowy XX wieku). Wywodzenie z nich generalnych wniosków co do ludzkiej natury jest czystym złudzeniem - wnioskowaniem o całości na podstawie ułamkowej części, która zresztą zmienia się i topnieje na naszych oczach. Można więc powiedzieć, że to Pan redukuje - całość do niewielkiej części.
2. Kładzie Pan przedwczesny znak równości między pojęciem a pojęciem uświadamianym. Jeżeli jednak odróżnimy jedno od drugiego, wszelkie ankiety na temat ateizmu przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie. Można co najwyżej powiedzieć, że pojęcie Boga przeszło ze świadomości do podświadomości tych ludzi, którzy z jakichś względów przypisują sobie ateizm. Jeżeli ktoś dokonuje tu permanentnej redukcji to znowu Pan, tym razem redukując człowieka do istoty świadomej.
3. Twierdzę, że konsekwentny ateista powinien (powinien by) odrzucić pojęcia narodu i ojczyzny. Badanie Norrisa i Ingleharta, o których Pan wspomina, pokazują, że ateiści, skoro na ogół nie odrzucają tych pojęć, są ludźmi niekonsekwentnymi (nielogicznymi), co zgadza się z moim stanowiskiem w sprawie ateizmu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Wybaczy Pan, ale w rozbudowanej Pańskiej odpowiedzi nie znajduję żadnych argumentów poza argumentacją "ad hominem".Dobrze, że Pan ma poczucie humoru, ale znowu Pan nas obraża uważając za głupszych od siebie. Uważa Pan, że my nie potrafimy dostrzec tego, iż Pan choć rzadko dostosowuje argumentację dostosowaną do konkretnego rozmówcy, to wprost nagminnie przywala en bloc we wszystkich ateistów i racjonalistów, a szczególnie w tych z naszego forum. > Może wynika to stąd, że odnosi się Pan do mojej wypowiedzi kawałek po kawałku, a nie do całości, którą te kawałki tworzą.Całościowo? - To stek fideistycznych głupot, ale kawałkami można się pobawić. > To tak, jakby próbować składników przygotowywanej potrawy i mówić za każdym razem "ależ to niedobre!".Rzadko, kto tu niewiele książek przeczytał i jeszcze mniej potrafi zrozumieć. Większość gdy dostrzega ingrediencje, to od razu widzi, że z tego nic smakowitego przygotować nie można. Proponuję jednak bardziej otworzyć się na smaki i wonie świata, gdyż to co Pan proponuje to stęchlizną jednak zalata. > Pozwoli więc Pan, że odniosę się więc do całości Pana wypowiedzi.> 1. Otóż polega ona na pomieszaniu dwóch rzeczy:> a) naturalnego stanu człowieka z b) warunkami kontrolowanymi i zaprojektowanymi.Co to w ogóle znaczy? Jaki jest "naturalny stan człowieka", a jakie są "warunki kontrolowane i zaprojektowane"? > Ja mówię o a) i pomijam b), natomiast Pan utożsamia a) z b).Ja cię kręcę w obie ręce, a kto ma oczy z korka płaci forsę z worka. > Na czym polegają warunki b)? To warunki wyjątkowego komfortu materialnego, do jakiego człowiek nie przywykł w środowisku naturalnym, więcej nawet, z jakimi w ogóle nie spotkał się w swojej dotychczasowej historii. Te warunki zaistniały w niektórych miejscach na świecie (Europa Zachodnia drugiej połowy XX wieku).Uważa Pan, że mamy warunki "wyjątkowego komfortu materialnego"? No dobra i czemu to zawdzięczamy - religijności, gdy akurat stopień religijności jest wprost odwrotnie proporcjonalny do stanu tego komfortu. Pan Jacek: Miesza pan dwie różne rzeczy. Wystarczy spojrzeć na takie kraje w większości ateistyczne jak Chiny czy tez Szwecja. Na podstawie wielu badań socjologicznych przeprowadzonych w latach 1999-2004 stwierdzono, że ok. 65% Szwedów jest ateistami lub agnostykami. W najnowszych badaniach Pippe Norrisa i Ronalda Ingleharta, przeprowadzonych w 2004 r. ateizm zadeklarowało 64% Szwedów. Szwedzi zatem, obok Czechów, Estończyków, Norwegów i Duńczyków, są jednym z najbardziej ateistycznych społeczeństw w Europie. > Wywodzenie z nich generalnych wniosków co do ludzkiej natury jest czystym złudzeniem - wnioskowaniem o całości na podstawie ułamkowej części, która zresztą zmienia się i topnieje na naszych oczach.Jakie tu generalne wnioski, czyje tu złudzenie i co topnieje? www.waweur(*)s/dokumenty/dyskusja170309.pdf> Można więc powiedzieć, że to Pan redukuje - całość do niewielkiej części.Można więc powiedzieć, że to Pan manipuluje socjologiczno-statystycznymi faktami. > 2. Kładzie Pan przedwczesny znak równości między pojęciem a pojęciem uświadamianym.Fajne! Pan się porusza głównie w pojęciach nieuświadomionych, a przynajmniej intelektualnie nie przetworzonych. > Jeżeli jednak odróżnimy jedno od drugiego, wszelkie ankiety na temat ateizmu przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie.Chciałbyś Pan. Nic z tego poglądy poszczególnych ludzi mają duże społeczne znaczenie, dlatego im dalej od religijności tym jest lepiej. Najbardziej niedemokratyczne i zacofane gospodarczo kraje, to te o największym stopniu religijności. (Poza wyjątkiem Stanów Zjednoczonych.)> Można co najwyżej powiedzieć, że pojęcie Boga przeszło ze świadomości do podświadomości tych ludzi, którzy z jakichś względów przypisują sobie ateizm.Tak, u mnie przeszło z głowy do dupy. Przestań Pan pieprzyć głodne kawałki, to dobre na katechezę, ale nie na tym forum. > Jeżeli ktoś dokonuje tu permanentnej redukcji to znowu Pan, tym razem redukując człowieka do istoty świadomej.Może poczytał by Pan trochę o redukcjonizmie i na czym to polega i przestał redukować ludzi do fideistycznych debili. > 3. Twierdzę, że konsekwentny ateista powinien (powinien by) odrzucić pojęcia narodu i ojczyzny.Niech Pan konsekwentnych ateistów w nosek pocałuje i zajmie się intelektualnym uzasadnianiem postawy fideistycznej. Pańskie twierdzenia, przy poziomie Pańskiej wiedzy są tylko żenadą. > Badanie Norrisa i Ingleharta, o których Pan wspomina, pokazują, że ateiści, skoro na ogół nie odrzucają tych pojęć, są ludźmi niekonsekwentnymi (nielogicznymi), co zgadza się z moim stanowiskiem w sprawie ateizmu.Naprawdę Pan czytał Norrisa i Ingleharta? I tyle Pan z nich zrozumiał? To daj Pan sobie już spokój z czytaniem czegokolwiek. Nie warto. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Może wynika to stąd, że odnosi się Pan do mojej wypowiedzi> kawałek po kawałku, a nie do całości, którą te kawałki tworzą.> To tak, jakby próbować składników przygotowywanej potrawy> i mówić za każdym razem "ależ to niedobre!".Pana porównanie w pełni jest dla mnie zrozumiałe, choć niestety znów nietrafione. Moze pan zawsze zapytać, jak ja czytam i odpowiadam na pana posty - tego pan nie wie, tylko coś zakłada. Niestety znów wychodzi u pana tendencja do dysocjacji we własne fantazje, smutne. > To warunki wyjątkowego komfortu materialnego, do jakiego> człowiek nie przywykł w środowisku naturalnym, więcej nawet,> z jakimi w ogóle nie spotkał się w swojej dotychczasowej historii.> Te warunki zaistniały w niektórych miejscach na świecie> (Europa Zachodnia drugiej połowy XX wieku).Tak istotnie jest. I co w związku z tym pan postuluje? > Wywodzenie z nich generalnych wniosków co do ludzkiej> natury jest czystym złudzeniem - wnioskowaniem o całości> na podstawie ułamkowej częściNie robię tego. Proszę mnie uważnie posłuchać: bardzo mało wniosków którey tu formuuję aspiruje do miana niezmiennego i pewnego w 100% twierdzenia. Takie tezy w pzreważającej ilosci są ułomnością raczej pana, w kazdym razie tak z pana postów wynika. > która zresztą zmienia się i topnieje na naszych oczach.> Można więc powiedzieć, że to Pan redukuje - całość do> niewielkiej części.Nic nie redukuję. Prosze nie obarczać mnie pana ułomnością (to ja napisałem o redukcjoniźmie a pan jak papuga powtarza) > 2. Kładzie Pan przedwczesny znak równości między> pojęciem a pojęciem uświadamianymNic tagkiego ani nie napisałem, ani nie kładłem. Druga sprawa, znów widać pan nie bardzo odróżnia zjawisko od pojęcia o zjawisku. > Jeżeli jednak odróżnimy jedno od drugiego, wszelkie ankiety> na temat ateizmu przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie.> Można co najwyżej powiedzieć, że pojęcie Boga przeszło> ze świadomości do podświadomości tych ludzi, którzy> z jakichś względów przypisują sobie ateizm.Wydaje mi się, że powtarza pan tu jakąś regułkę usłyszaną na Uniwersytecie lub wyczytanej w "mądrej" ksiażce napisaną o ateistach.. przez wierzącego  Czytał pan choc jedną pozycję literatury napisaną o ateizmie (ateistach) przez ateistę? Jeśli nie, to zna pan dokładnie zero prawdy o nich. Użyję tu porównania: to tak, jakby uczyć się buddzyzmu z krytycznych listów o tej religii pisanych ręką Jana Pawła II w latach 80tych. Gdyby poznał mnie pan lepiej i przeczytał chocby moje posty z października, listopada itp. zobaczyłby pan, że kto jak kto ale ja bardzo doceniam nieświadomą część nas. > Twierdzę, że konsekwentny ateista powinien (powinien by)> odrzucić pojęcia narodu i ojczyzny. Badanie Norrisa i Ingleharta,> o których Pan wspomina, pokazują, że ateiści, skoro na ogół> nie odrzucają tych pojęć, są ludźmi niekonsekwentnymi> (nielogicznymi), co zgadza się z moim stanowiskiem w sprawie ateizmu.Tak tak, skąd my to znamy?  "jeśli fakty przeczą pana z góry założonej tezie, tym gorzej dla faktów" To zgadza się niezwykle precyzyjnie z pana stanowiskiem w sprawie ateizmu: założył pan, że konsekwentny ateista powinien (powinien by) odrzucić pojęcia narodu i ojczyzny.. a tak nie jest -> ateiści sa ludźmi niekonsekwentnymi, a nie że pana założeniu / wiedzy coś brakuje  Bez komentarza. Podziwiam pana uprór w jego "kosekwentnej" wizji ateizmu i jak zwykle pozdrawiam
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Widzę, że nie zawsze dostrzega Pan wnioski oraz supozycje swoich własnych tez, stąd Pana oburzenie, gdy ja je znajduję. Ażeby nie powtarzać wszystkiego raz jeszcze, odniosę się więc tylko do Pana ostatniego spostrzeżenia, znowuż wkładającego w moją głowę ślepotę na fakty, najrozmaitsze uprzedzenia, projekcje, itd.
Racjonalizm wymaga od nas ścisłego myślenia, którego wzorcem nauka, o której na tym forum mówi się bezustannie. Problem polega jednak na tym, że pojęcie "narodu" i "ojczyzny" nie są pojęciami naukowymi (może dlatego, że mają element normatywny, a nie tylko opisowy?). Podejrzewam też, że zdefiniowanie narodu czy ojczyzny nie byłoby wcale zadaniem łatwym. Czy więc higiena umysłowa, do jakiej zachęca nas racjonalizm, nie wymaga oczyszczenia umysłu z obydwu tych pojęć? Czy można być konsekwentnym racjonalistą i głosić, że jest się dumnym z przynależności do danego narodu, albo że kocha się własną ojczyznę (nie mając takiego stosunku do innych ojczyzn innych ludzi)? Przecież brzmi to nad wyraz staroświecko, niczym ustęp z kronik Długoszowych, a mamy XXI wiek. Zresztą każdy po chwili namysłu przyzna, że pojęcia te są wyrazem myślenia przednaukowego i że są oblepione rozmaitymi konotacjami i stereotypami, nierzadko prowadzącymi do konfliktów i uprzedzeń.
Jestem więc skłonny sądzić, że konsekwentny racjonalizm nakazywałby rezygnację z obydwu tych pojęć, i w tym upatruję szkód wynikających z racjonalizmu. Jeżeli jednak chcemy je zatrzymać (np. po odpowiednim oczyszczeniu), dlaczego mielibyśmy odrzucać (odpowiednio oczyszczone) pojęcie Boga? Wszak używane z rozwagą (przez ludzi racjonalnie myślących!) nie powinno doprowadzić do jakichkolwiek szkód.
Konsekwentny racjonalizm jest więc groźny dla pojęcia ojczyzny i narodu, natomiast racjonalizm umiarkowany jest sprzeczny z ateizmem (bo nie odrzuca pojęcia Boga).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Widzę, że nie zawsze dostrzega Pan wnioski oraz supozycje swoich własnych tez, stąd Pana oburzenie, gdy ja je znajduję. Ażeby nie powtarzać wszystkiego raz jeszcze, odniosę się więc tylko do Pana ostatniego spostrzeżenia, znowuż wkładającego w moją głowę ślepotę na fakty, najrozmaitsze uprzedzenia, projekcje, itd.> Racjonalizm wymaga od nas ścisłego myślenia, którego wzorcem nauka, o której na tym forum mówi się bezustannie.Gdy więc wejdzie się na takie racjonalistyczne forum intelektualna przyzwoitość wymagałaby zapoznania się czym ten racjonalizm jest, a nie permanentnego bełkotania, na każdy temat, tego co się Panu wydaje. > Problem polega jednak na tym, że pojęcie "narodu" i "ojczyzny" nie są pojęciami naukowymi (może dlatego, że mają element normatywny, a nie tylko opisowy?).Proponuję zajrzeć do podstawowych podręczników socjologicznych, chyba że socjologii odbiera Pan naukowość. > Podejrzewam też, że zdefiniowanie narodu czy ojczyzny nie byłoby wcale zadaniem łatwym.Jak Pan zajrzy do paru książek i porówna definicje, to będziemy mogli pogadać. > Czy więc higiena umysłowa, do jakiej zachęca nas racjonalizm, nie wymaga oczyszczenia umysłu z obydwu tych pojęć?Higiena umysłowa racjonalizmu wymaga tylko odrzucenia bajd, za którymi nie stoją żadne racjonalne argumenty, a więc mitów, religii/ideologii wyobrażeń bogów i innych wydumanych stworów. > Czy można być konsekwentnym racjonalistą i głosić, że jest się dumnym z przynależności do danego narodu, albo że kocha się własną ojczyznę (nie mając takiego stosunku do innych ojczyzn innych ludzi)?Można. Proszę udowodnić, że jest inaczej. Tyle że konkretnie - co w racjonalizmie nie pozwala odczuwać uczuć - a nie pierzyć bzdur, które się Panu wydają. > Przecież brzmi to nad wyraz staroświecko, niczym ustęp z kronik Długoszowych, a mamy XXI wiek. Zresztą każdy po chwili namysłu przyzna, że pojęcia te są wyrazem myślenia przednaukowego i że są oblepione rozmaitymi konotacjami i stereotypami, nierzadko prowadzącymi do konfliktów i uprzedzeń.Kto Panu tak głupio do mózgu na .... wkładał? Oczywiście, że np. pojęcie "Polak-katolik" jest obrzydlistwem i głupotą, ale szacunek dla kultury, w której zostało się ukształtowanym jest całkowicie racjonalnym. Tak, tracę swoje poczucie patriotyzmu, gdy widzę co z moim krajem wyczyniają nawiedzeni religianci. > Jestem więc skłonny sądzić, że konsekwentny racjonalizm nakazywałby rezygnację z obydwu tych pojęć, i w tym upatruję szkód wynikających z racjonalizmu.Ta skłonność jest tylko wynikiem Pańskiej głupoty uniemożliwiającej Panu zrozumienia czym jest racjonalizm. > Jeżeli jednak chcemy je zatrzymać (np. po odpowiednim oczyszczeniu), dlaczego mielibyśmy odrzucać (odpowiednio oczyszczone) pojęcie Boga?Pojęcie Boga, a gdzie? Z kultury nikt go nie chce wyrzucić. Jest przedmiotem badań wielu nauk społecznych. Natomiast takie pojęcie nie istnieje w naukach przyrodniczych (science), a skoro coś nie istnieje, to nikt go nie chce i nie może wyrzucić. > Wszak używane z rozwagą (przez ludzi racjonalnie myślących!) nie powinno doprowadzić do jakichkolwiek szkód.Ależ znakomita większość (przynajmniej ja) przyjmie pojęcie Boga, tylko proszę najpierw o zdefiniowanie tego stwora ludzkiej wyobraźni, a następnie przedstawienie dowodów jego istnienia. Pan domaga się od racjonalistów przyjęcia jakiś głupot "na wiarę"? Tak zupełnie nie ma Pan pojęcia czym jest racjonalizm. (Czym jest Bóg też nie, gdyż definicja: Bóg jest tym w co ja wierzę, to jest dobre dla mocno ograniczonych.)> Konsekwentny racjonalizm jest więc groźny dla pojęcia ojczyzny i narodu,Powszechny konsekwentny racjonalizm jest tym co najlepszego mogło by moją ojczyznę spotkać, tyle że jest to niemożliwym. > natomiast racjonalizm umiarkowany jest sprzeczny z ateizmem (bo nie odrzuca pojęcia Boga).Nie wiem, co oznacza "racjonalizm umiarkowany" to taki wynikający z umiarkowanej głupoty i poprzez to niekonsekwentny? Naprawdę jest Pan dla mnie trudnym do wyobrażenia typem człowieka, choć wiem, że takie typy istnieją, a ten typ już tak ma. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Byłbym wdzięczny za pokazanie gdzie konkretnie nie dostrzegam wniosków oraz supozycje swoich własnych tez, które pan twierdzi że spostrzegł. Czy to moje oburzenie - wątpię, znów pan troszku bawi się w proroka (psychologa-interpretatora?). Sugeruje pan dalej, że pojęcia "narodu" i "ojczyzny" nie są pojęciami naukowymi podejrzewając jednocześnie, że zdefiniowanie narodu czy ojczyzny nie byłoby zadaniem łatwym. Używa pan przy tym formy warunkowej. Próba odpowiedzi i zdefiniowania tych pojęć już jest (nawet nie jedna). Po co wyważać częściowo otwarte drzwi? Naród to wspólnota o podłożu etnicznym, gospodarczym, politycznym, społecznym i kulturowym wytworzona w procesie dziejowym, przejawiająca się w świadomości swych członków. Naród wyróżnia się na tle innych zbiorowości ,ale faktycznie nie jest możliwe precyzyjne ("naukowe" jak pan zapewne pomyśli) zdefiniowanie tego pojęcia. W socjologii nie ma jednej definicji tego pojęcia, istnieją też rozbieżności między stanowiskiem socjologów, antropologów i historyków. Powtarzam to mniej-więcej za wikipedią. Ojczyzna to kraj, w którym człowiek urodził się, spędził znaczną część życia, w którym mieszka lub z którym czuje się mocno związany emocjonalnie (niekiedy utożsamia się) mimo nieraz znacznego przestrzennego oddalenia. To również region, który zarządzany jest administracyjnie przez jedno centrum władzy. Naród zatem odnosi się do danej wspólnoty, a ojczyzna do geograficznie położonej krainy o wyraźnych granicach oddzielających tą krainę od krainy innej. Jak już powiedzieliśmy nie są to pojęcia ściśle naukowe - tzn. nie są mierzalne, nie można na nich bezpośrednio eksperymentować. Ale dużo mówią o wspólnocie danej grupy ludzi, którzy przeważnie żyją we jednym miejscu, do którego też żywią uczucia sentymentalne. Absolutnie higiena umysłowa, do jakiej zachęca nas racjonalizm, nie wymaga oczyszczenia umysłu z obydwu tych pojęć. Skąd ten śmiały wniosek? Człowiek to istota stadna niezależnie od tego, czy łączące grupę ludzi cechy są tylko obiektywnie widoczne (np. język, układ twarzy), oparte na rytuale religijnym, ateistycznym, danej kulturze czy też wreszcie na więzi rodzinnej. Jednakże można być konsekwentnym racjonalistą i głosić, że jest się dumnym z przynależności do danego narodu albo że kocha się własną ojczyznę. Sam takich racjonalistów-ateistów znam. Typowy przykłąd racjonalisty to państwowiec. Z resztą może pan tu sam popytać. Co ciekawe, intelektualnie owi ludzie (i znów - znam to m.in. z rozmów z nimi) mają zazwyczaj umiarkowanie pozytywny stosunek do ojczyzn innych ludzi, oraz narodów. Nie, dla mnie nie brzmi to staroświecko. Czy właśnie nie jest odwrotnie, że ksenofobia i nacjonalizm właśnie dlatego odchodzi dziś do lamusa, ponieważ ludzie dzięki m.in. Internetowi. TV satelitarnej, autostradom, coraz tańszym połączeniom lotniczym i pociągom jeżdżących 300km/h i więcej realizują swoją ciekawość świata i mogą coraz częściej się wzajem poznawać, oswajać a w konsekwencji doceniać wzajemne osiągnięcia i różnice? Teraz być może widzi pan, że konsekwentny racjonalizm zamiast nakazywać rezygnację z obydwu tych pojęć docenia to co mamy i w czym żyjemy, ale nie pomija i nie zamyka się na innych. Dokładnie to dzieje się teraz na przykładzie Uni Europejskiej. Przywódcy krajów spotykają się na roboczych szczytach organizowanych nieraz co miesiąc a nawet częściej, by uzgadniać na nich ponadnarodowe interesy, nie gubiąc w nich jednak swojej narodowości ni nie naruszając granic wielu ojczyzn. Unia Europejska to pierwsza tego typu działająca (pomimo swoich wielu wad) organizacja w historii świata. Co tu dla pana traci myszką?  > Konsekwentny racjonalizm jest więc groźny dla pojęcia ojczyzny i narodu,> natomiast racjonalizm umiarkowany jest sprzeczny z ateizmem (bo nie> odrzuca pojęcia Boga).Ten wniosek formowany jest bardzo na siłę, jak zwykle z resztą zawiera pan w swoich wnioskach bardziej lub mniej jawny strach o coś/kogoś. Pesymizm - pewnie w nadziei, ze odstraszy pan tym ludzi od ich własnych przekonań i poglądów, które cenią i z którymi czują się bezpiecznie. A może tu chodzi tylko o uśmierzenie pana bojaźni? Na zasadzie: im mniej ateistów - tym pan czuje się bezpieczniejszy jako katolik. Czy pana wniosek jako "umiarkowanego racjonalisty" jest uzasadniony? Nie sądzę, ale to już pokaże historia. łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Proszę Pana, nie dostrzegałem żadnego zainteresowania ze strony forumowiczów, toteż nie rozwijałem wątku wyspy (ani jakiegokolwiek innego).Moje zainteresowanie budzi Pan już od pierwszej swojej wypowiedzi na na naszym forum. Wiem, że taka jest prawda i jest w Polsce sporo podobnych Panu ludzi, ale pomimo tego jest mi trudno uwierzyć, że takie poglądy może reprezentować młody europejczyk na początku XXI wieku. > Tak, twierdzę, że wybór będzie właśnie taki, jak powiedziałem.Wolno Szanownemu Panu każdą głupotę twierdzić, ale to racjonalistyczne forum i tu wypada racjonalne argumenty za swoimi twierdzeniami przedstawiać. > Ateizm jest nie tylko logicznie niemożliwy (tzn. wewnętrznie sprzeczny), co starałem się wykazać na forum.We własnym przekonaniu, to może Pan być nawet mądrzejszym od św. Tomasza i Einsteina razem wziętych, ale tu nie zrobił Pan niczego, aby kogokolwiek (poza przekonywaniem głęboko przekonanych Pańskich współwyznawców, którzy już dawno dokonali irracjonalnego wyboru wiary ponad naukową wiedzę) przekonać, na podstawie sensownych i logicznych przesłanek. > Jest także (jak sądzę) 1) psychologicznie niemożliwy, a gdyby nawet był psychologicznie możliwy, byłby 2) szkodliwy pod względem kulturowym.To żenada, co Pan tu opowiada. Brak Panu tak podstawowego oczytania w problematyce, w której się Pan wypowiada, jak i umiejętności refleksji intelektualnej. Gdy Pan reprezentuję przyszłe kadry intelektualne Kościoła Katolickiego budzi to moje przerażenie. Wiem, że jest źle, ale Pan jeszcze ten poziom obniża. Trafił Pan na nasze forum i zamiast z niego skorzystać i podnieść poziom swojej refleksji, to zaciął się Pan tu w klepaniu wtłoczonych Panu w umysł fideistycznych schematów myślowych. > Ad 1). Człowiek posiada zdolność do myślenia maksymalizacyjnego i czyni z niego użytek na co dzień.W minimum wymaganym przy poważnej rozmowie jest używanie terminologii powszechnie zrozumiałej lub gdy używa się przez siebie wymyślonych terminów i ma się do tego kompetencje ich zdefiniowanie. W dostępnych mi słownikach i podręcznikach nie znalazłem "myślenia maksymalizacyjnego? Co to znaczy i czy jest Pan co najmniej absolwentem psychologii, czy jest to tylko teologiczny bełkot? > Chociaż może tego nie zauważamy, pojęciami maksymalizującymi są np. pojęcie świata oraz pojęcie szczęścia, bez których w życiu praktycznym nie potrafimy się obyć.Może warto zapoznać się z innymi kulturami, religiami, filozofiami zamiast pieprzyć bzdury. Różnice w pojęciach są ogromne. > Jestem ciekaw, jaka operacja na naszym umyśle doprowadziłaby do wycięcia pojęcia Boga bez naruszania innych tego rodzaju pojęć? Pojęcia te są wszak wzajemnie powiązane: Bóg jest rozumiany jako podstawa świata i dawca (maksymalnego) szczęścia.Można jaśniej!? Znowu Pan głupoty opowiada. > To tak, jakby pozwolić na arytmetykę, zakazując jedynie używania cyfry zero (po co nam "zero"? "Zero" niczego nie oznacza!). Słowo "ateista" można więc zastąpić słowem "fantasta".Czy myśli Pan, że ograniczone poglądy dotyczą wszystkich ludzi? Czy to, co Pan sobie wyobraża, to na pewno istnieje, a to czego Pan sobie wyobrazić nie potrafi tego na pewno nie ma. Jedyne co mogę tu wyrazić, to głębokie współczucie dla Pana. Jest Pan ogromnie ograniczonym intelektualnie człowiekiem. > Można oczywiście obyć się bez religii katolickiej (która na naszych oczach upada), ale jakaś forma religii będzie istnieć zawsze.Tego nie wiem, ale inne pytanie jest jeszcze ważniejszym, czy wszyscy ludzie będą wierzyć i jak duży to będzie procent w całym określonym kulturowo społeczeństwie oraz wśród intelektualnej elity. > Mnie się wydaje, że religia katolicka nie jest taka zła i warto ja wybrać spośród istniejących, mimo katastrofalnej kondycji współczesnego Kościoła (skandale, malwersacje, itp.).Jestem Polakiem i żyję w Polsce. Patrząc z tej perspektywy religia katolicka jest najgorszą. Oczywiście we współczesnym świecie, a także historycznie różnie jest i różnie bywało. > Ad 2). Człowiek jest istotą zwierzęcą (z niewielkim dodatkiem rozumu) i interesuje go zaspokojenie potrzeb biologicznych.Co za bzdury: "istota zwierzęca" ? Człowiek jest po prostu zwierzęciem. Jest to gatunek ssaka z rodziny człowiekowatych, Choć jest to fenomenalne zwierzę. > Zaspokoiwszy te potrzeby nie ma (albo nie będzie mieć) żadnej motywacji.To tylko propaganda dla fideistycznych przygłupów. Pan od samego początku przez cały czas próbuje nas obrazić. Nie chcę podawać własnego przykładu, ale polecam biografię Witwickiego, Kotarbińskiego, czy Russella. Można wyliczyć, wśród mniejszych i większych sław, tysiące. > Ogromna część kultury (przynajmniej kultury duchowej), którą człowiek tak się szczyci, miała pobudkę religijną, powstawała "ad maiorem Dei gloriam".A także ogromna część najpotworniejszych zbrodni wynikała z głębokiej wiary w różne religie/ideologie. > Jeżeli odrzucamy pojęcie Boga, nic nie przeszkadza w odrzuceniu (jako równie przestarzałych) pojęć narodu albo ojczyzny.Jakikolwiek związek z pojęciem Boga ma to tylko dla ludzi intelektualnie wiarą ograniczonych. Tak, zaściankowy polski katolicyzm odstręcza mnie od uczuć patriotycznych, ale tradycje rodzinne i ukształtowanie kulturowe przy nim trzymają. > Konsekwentny ateista powinien się ich wyrzec, są przecież równie nieempiryczne i równie niebezpieczne jak pojęcie Boga.Wielce Szanowny Panie, Pańska wiedza religijna jest bardzo niewielka (ot trochę propagandowych sloganów), a na temat ateizmu, to Pan nic nie wie (znowu poza głupotami na poziomie księdza katechety). Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > Człowiek posiada zdolność do myślenia maksymalizacyjnego i czyni z niego użytekProszę zauważyć, że zdolność do takiego myślenia nie jest koniecznością jego stosowania. > Bóg jest rozumiany jako podstawa świata i dawca (maksymalnego) szczęścia.Proszę zauważyć, że bezbożnikom też uczucie szczęścia nieobce, tyle że niekoniecznie je ubóstwiają. Ileż trzeba mieć w sobie próżności i pychy, by własnemu szczęściu przypisywać znaczenie .. ponadświatowe? > To tak, jakby pozwolić na arytmetykę, zakazując jedynie używania cyfry zeroJakiż problem? Np liczba zapisywana jako 10001 to 10 4+1 a "zera" oznaczają tylko brak występowania niektórych potęg podstawy zapisu - to tylko inna nazwa spacji. > Słowo "ateista" można więc zastąpić słowem "fantasta".Świetny żart  > Ogromna część kultury (przynajmniej kultury duchowej), którą człowiek tak się szczyci, miała pobudkę religijnąTrafne użycie czasu przeszłego. > odrzuceniu (..) ojczyzny (..) nieempiryczne pojęcie.Z pojęć określających wartości wyższe wymieniłbym honor i ojczyznę - pierwsze wynika z przynależności gatunkowej a drugie kulturowej. Ew. dodanie boskości chyba je dewaluuje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >> Człowiek posiada zdolność do myślenia maksymalizacyjnego i czyni z niego użytek >Proszę zauważyć, że zdolność do takiego myślenia nie jest koniecznością jego stosowania.
Proszę więc od dzisiaj nie używać słowa "świat" i "szczęście".
>> Bóg jest rozumiany jako podstawa świata i dawca (maksymalnego) szczęścia. >Proszę zauważyć, że bezbożnikom też uczucie szczęścia nieobce, tyle że niekoniecznie je ubóstwiają. Ileż trzeba mieć w sobie próżności i pychy, by własnemu szczęściu przypisywać znaczenie .. ponadświatowe?
Konsumpcjonizm jest przykładem takiego ubóstwienia. Jak rozumiem optymistycznie zakłada Pan, że żaden (rzekomy) ateista nie jest konsumpcjonistą. Z Pańskiej wypowiedzi co najwyżej wynika, że ateizm opiera się na wierze w człowieka, z mojej - że jest to wiara płonna.
>> To tak, jakby pozwolić na arytmetykę, zakazując jedynie używania cyfry zero >Jakiż problem? Np liczba zapisywana jako 10001 to 104+1 a "zera" oznaczają tylko brak występowania niektórych potęg podstawy zapisu - to tylko inna nazwa spacji.
No więc proszę spróbować nie używać spacji.
>>Ogromna część kultury (przynajmniej kultury duchowej), którą człowiek tak się szczyci, miała pobudkę religijną >Trafne użycie czasu przeszłego.
Niezamierzone, ale faktycznie trafne, bo współcześnie nie powstaje nic, co można by nazwać kulturą duchową. Obieranie ziemniaków w galerii sztuki ma niewiele wspólnego ze sztuką. Człowiek motywowany religijnie nigdy nie wpadnie na coś tak głupiego, wymyśli raczej jakąś katedrę albo przynajmniej toccatę.
>> odrzuceniu (..) ojczyzny (..) nieempiryczne pojęcie. >Z pojęć określających wartości wyższe wymieniłbym honor i ojczyznę - pierwsze wynika z przynależności gatunkowej a drugie kulturowej. Ew. dodanie boskości chyba je dewaluuje.
Nie rozumiem, jak można honor wywodzić z przynależności gatunkowej. Poza tym wywodliwość nie jest jeszcze dowodem empiryczności. W jakimś sensie matematyczna operacja dodawania "wywodzi się" z dosłownego dodawania przedmiotów, ale nie znaczy to, że matematyczne pojęcie dodawania ma konotację empiryczną.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | mayolina (2278 punktów) | >Niezamierzone, ale faktycznie trafne, bo współcześnie nie powstaje nic, co można by nazwać kulturą duchową. Obieranie ziemniaków w galerii sztuki ma niewiele wspólnego ze sztuką. Człowiek motywowany religijnie nigdy nie wpadnie na coś tak głupiego, wymyśli raczej jakąś katedrę albo przynajmniej toccatę.
no właśnie, człowiek religijny buduje bazylikę w Licheniu i Świątynię Opatrzności Bożej, by wymienić jedynie najbardziej monumentalne przykłady wspaniałej natchnionej architektury.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Osobiście wolę Licheń od kartofli, ale de gustibus...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | mayolina (2278 punktów) | a ja wolę abstrakcję od obrazu zfacetem w sukience, z tęczowymi skrzydłami i lilią w dłoni. De gustibus
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
No, ale jak wypowiem nazwisko "Gaudi" to już chyba mnie Pani nie przelicytuje... Nawiasem mówiąc, proces beatyfikacyjny tego wielkiego człowieka jest w toku. Załączam zdjęcie nawy bazyliki Sagrada Familia, zaprojektowanej przez Gaudiego. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | grzmot (741 punktów) | > Załączam zdjęcie nawy bazyliki Sagrada Familia, zaprojektowanej przez Gaudiego.Przypomina mi uzębienie predatora.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | mayolina (2278 punktów) | spokojnie przelicytuję: chociażby Guggenheim w Nowym Jorku, Pirelli Tower Gio Ponti, opera w Sydney, Museum Gugenheima w Bilbao, Bonefantenmuseum w Maastricht, muzeum w Groningen, rozwiązania przestrzenne Koolhaasa, Erasmusbrug w Rotterdamie...woczy mam nadal wyliczać, czy to wystarczy? Choć Le Corbousier zaprojektował ciekawy Ronchamp nie znaczy to, że jest kościół ten uznawany jest za najlepsze osiągnięcie LC. Gerhard Richter, skądinąd wspaniały artysta, popełnił witraż do katedry kolońskiej. I jest to jego najgorsza praca.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Licheń to typowy przykład jak działa mania wielkości na proboszczów i duchownych, szkoda że prałat Jankowski nie wykończył swojego ołtarza z bursztynu, miałby pan kolejny obiekt do podziwania  Na marginesie gdzieś słyszałem, że napisano "Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie" (Mat. 6:6) Gdzie tu konsekwencja? łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Osobiście wolę Licheń od kartofli, ale de gustibus... A co ma smaczny kartofel do religijnego tryumfalistycznego kiczu? Licheń to można zestawiać z odpustem w Koziej Wólce, a kartofle z np. topinamburem.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | liliac (147340 punktów) | > >Osobiście wolę Licheń od kartofli, ale de gustibus...> A co ma smaczny kartofel do religijnego tryumfalistycznego kiczu?> Licheń to można zestawiać z odpustem w Koziej Wólce, a kartofle z np. topinamburem.Chodzi mu zapewne o panią Julitę Wójcik. Ale przyznanie się do słabości względem Katodisneylandu (moim faworytem pozostanie chyba odbicie "stópek" Maryjki  ) wiele mówi o waszym rozmówcy  Dla tych, którzy cudów licheńskich nie kojarzą, pozwolę sobie wkleić kilka fotografii:   
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny")
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Osobiście wolę Licheń od kartofli, ale de gustibus...> >>>A co ma smaczny kartofel do religijnego tryumfalistycznego kiczu?> >>>Licheń to można zestawiać z odpustem w Koziej Wólce, a kartofle z np. topinamburem.> Chodzi mu zapewne o panią Julitę Wójcik.Bardzo dziękuję za informację oraz ilustrację do moich wypowiedzi. Po ich obejrzeniu uznaję jednak worek kartofli za bardziej gustowny. Ale nie to jest tu istotą. Nasz rozmówca to młody krakowianin. Student.Rozmowa red. Miecugowa z ks. prof. Hellerem: M.H. - Większość ludzi w Europie ma jakieś tam wykształcenie, ale znajomość osiągnięć nauki jest bardzo prymitywna. Takie badania były robione przez socjologów gdzieś w latach 60-tych, 70-tych zeszłego wieku - i wtedy stwierdzono, że jest opóźnienie w fazie pomiędzy tym, co się dzieje w nauce, a tym, kiedy te osiągnięcia przechodzą do świadomości ogółu. I w latach 70-tych, jeśli chodzi o fizykę, to przesunięcie w fazie wynosiło 60-70 lat. Obawiam się, że dziś ono powiększyło się. Jeszcze jest inny efekt, mianowicie dawniej ludzie czerpali wiadomości o nauce z książek popularno-naukowych. Dzisiaj z mediów.
G.M. - Z sieci np....
M.H. - Z sieci. I dlatego jest to bardziej przemielone, bardziej popularne, bardziej zwulgaryzowane. (....)
Często rozmawiam z różnymi ludźmi, także rozmaite wywiady i niekiedy ludzie pytają o rozmaite sprawy - czysto z ciekawości naukowej. I bardzo często nie pytają o rzeczy najciekawsze, dlatego, że oni nie są w stanie do nich dojść w ogóle. I dlatego dobra popularyzacja jest strasznie potrzebna. W imię nauki, jak Pan mówi, nie będzie też narybku, jeśli nie będzie dobrej popularyzacji. No na szczęście jeszcze jest tak, że są elity studentów, które się interesują i na szczęście jest ich nie tak strasznie mało - ale dużo mniej, niż byśmy chcieli.
G.M. - Ksiądz Profesor uczy młodych ludzi od wielu lat i to zdanie, które padło z ust Księdza Profesora przed chwilą, jest takie optymistyczne, że nie ma ich tak wcale mało. A na przestrzeni lat - to idzie w dobrym kierunku, jesteśmy coraz lepiej wykształceni?
M.H. - Obawiam się, że nie - niestety. To jest osobny temat chyba na trzecią i czwartą rozmowę.
G.M. - Prof. Hartman niedawno mówił o tym bardzo ostro w jakimś wywiadzie, że studenci są bardzo nieoczytani.
M.H. - No więc ja powiem kilka gorzkich słów na ten temat. Ja mniej więcej uczę w wyższych uczelniach gdzieś od końca lat 60-tych ubiegłego wieku, a więc już bardzo długo i stwierdzam ponad wszelką wątpliwość, że na pierwszy rok przychodzi coraz gorzej przygotowany student. W tej chwili sprawa jest tak kiepska, że nie mogę zakładać, że ten student potrafi pisać po polsku.
G.M. - To dramatyczne...
M.H. To jest dramatyczne. Oczywiście jest, jak powiedziałem, elita. Ale większość nie - i on dopiero na uniwersytecie, pisząc prace seminaryjne, pracę magisterską - on się dopiero uczy, jak to trzeba zrobić. I ja, np. poprawiając pracę magisterską, muszę zwracać uwagę na składnię, na błędy podstawowe, które nie były dawniej do pomyślenia po maturze. I to nie jest dobre. Z tym, że jest to ogólnoświatowe zjawisko. Ja myślę, że jakieś fundamentalne błędy, w tym w pedagogice w ogóle, istnieją. Naśladujemy Amerykę. Tam, w Ameryce, szkolnictwo średnie jest zawsze bardzo średnie; natomiast są te najlepsze uniwersytety, które potem muszą nadrobić te zaległości. To na pewno nie są optymistyczne zjawiska, ale z drugiej strony one są zrozumiałe; dlatego że nauka dzisiaj jest bardziej upowszechniona. Jeśli kiedyś 5% społeczeństwa szlo na wyższe uczelnie, to można było od nich więcej wymagać. Dzisiaj, jak idzie 30%, to musimy obniżyć pewne standardy. To jest cena, jaką się płaci.
G.M. - No ale... człowiek, który ma 19 lat, nie potrafi pisać... To jest nie do przyjęcia. ----
M.H. - Taki skrótowy, po prostu żeby minimum słów przekazać jakąś informację - to potem próby pisania tak samo kończą się klęską. Ale z drugiej strony nie powinniśmy chyba załamywać rąk, bo... tylko skupiać się na elitach. Nauka jest elitarna. W nauce nie ma demokracji.
G.M. - Jak to wybierać tych... jak wspierać tych...?
M.H. - Już średniowiecze wypracowało metody, mianowicie mistrz i uczeń. To jest nie do zastąpienia - osobisty kontakt. Te wszystkie e-learningi zrywają osobisty kontakt. Oczywiście w sytuacji upowszechnienia nauki, gdy ja mam do przepytania 300 osób, to niemożliwe jest... niemożliwy jest kontakt, tak. Ale nic nie zastapi pracy indywidualnej na seminarium z grupą wybraną czy małą - i powinniśmy w tym kierunku też dążyć; stwarzać takie warunki. To jest absolutnie niezbędne. Kontakt mistrz i uczeń.
G.M. - Zdaniem Księdza Profesora to wszystko zmierza w dobrym kierunku? Nasz świat?
M. H. - Właśnie zależy co. Nasz świat...
G.M. - Nasza cywilizacja, nasz świat? Czy ktoś to kontroluje?
M.H. Myślę, że nikt nie kontroluje. Ten układ jest... układ stosunków na ziemi - gospodarczy, polityczny, intelektualny - jest tak skomplikowany, że chyba nie da się tego już kontrolować; można próbować sterować jakimiś podukładami... I ludzie to robią, starają się. Tylko czy to wychodzi czy nie, to jest inna sprawa. Chciałbym, żeby to zmierzało w dobrym kierunku i pewnie są aspekty, np. upowszechnianie wiedzy jest takim aspektem. Ale z drugiej strony czasem tęsknię za tym, co było dawniej. Jakaś taka intelektualna elita, np. przedwojenna matura... Hmm...
G.M. - To już nie wróci...
M.H. - To już nie wróci. Ale dzisiaj nie chodzi mi o poziom wiedzy fachowej, ale ogólnej; no dzisiejszy inżynier nie dorównuje przedwojennemu maturzyście pod tym względem. może mieć wiedzę fachową bardzo dobrą - ale to już nie to. I tego mi trochę żal.Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Jest tu jednakowoż pewna subtelność, której nie chce Pani zauważyć. Otóż figurek pokazanych na fotografii nikt chyba nie nazywa dziełem sztuki, natomiast obieranie ziemniaków uchodziło za działanie artystyczne i krytycy pochylali się nad nim z pełną powagą i namaszczeniem. Porównuje Pani (domniemaną) sztukę z czymś, co nie miało takich aspiracji, toteż porównanie należy uznać za nietrafne.
Sztuka istnieje tylko tam, gdzie istnieje technika, której można się nauczyć (ale o pewnym stopniu trudności, tak aby nie każdy potrafił ją zastosować). Kto operuje techniką, jest rzemieślnikiem. Kto zaś opanował ją w stopniu doskonałym, jest artystą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 7 | liliac (147340 punktów) | > Porównuje Pani (domniemaną) sztukę z czymś, co nie miało takich aspiracji, toteż porównanie należy uznać za nietrafne.Błąd, drogi forumowiczu. Porównuję dwa przywołane wcześniej zjawiska, by wyekstrahować pewne prawdy na temat upodobań estetyczno-artystycznych osoby, która postanowiła się na naszym forum wypowiedzieć na temat sztuki 
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny")
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> >Porównuje Pani (domniemaną) sztukę z czymś, co nie miało takich aspiracji, toteż porównanie należy uznać za nietrafne.> Błąd, drogi forumowiczu. Porównuję dwa przywołane wcześniej zjawiska, by wyekstrahować pewne prawdy na temat upodobań estetyczno-artystycznych osoby, która postanowiła się na naszym forum wypowiedzieć na temat sztuki  Właśnie na tym polega Pani błąd. Jeżeli chce Pani "wyekstrahować pewne prawdy na temat upodobań estetyczno-artystycznych", proszę je wyekstrahowywać z dwóch dzieł sztuki, a nie (domniemanego) dzieła sztuki, tj. obierania ziemniaków oraz czegoś, co dziełem sztuki wcale być nie miało (nieudolne figurki). Proszę np. porównać jakiegoś Jezusa wyrzeźbionego przez uznanego ludowego artystę-amatora z uznanym przez krytyków obieraniem ziemniaków. Osobiście wolałbym trzymać na półce takiego przaśnego i prostolinijnego Jezusa frasobliwego aniżeli ziemniaka obranego przez rzekomą artystkę, nawet najbardziej okazałego. Sztuka współczesna utraciła kontakt z sacrum, czego obrany ziemniak jest smutnym i jakże wymownym dowodem...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 5 | liliac (147340 punktów) | Mój drogi, to tobie podobał się Licheń. I to właściwie więcej komentarzy nie wymaga  Daruj już sobie te infantylne wyliczanki.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny"
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | mayolina (2278 punktów) | Jeśli perfekcyjne opanowanie warsztatu czyni artystę, to czy artystą był Leonardo da Vinci, który kiepsko przygotował grunt pod Ostatnią Wieczerzą? Czy za artystę można uznać budowniczego katedry w Pistoii, skoro budynek zaczął pękać prawie natychmiast po oddaniu do niego kluczy? Na przykład takiemu Mantegni płacono od metra bieżącego obrazu. Innym razem jeden z inwestorów domagał się zwrotu zaliczki, gdyż wykonawca policzył go za ileśtam jednostek złota i cennej błękitnej farby, a na wykonanym obrazie było tego jakby mniej  Był więc Mantegna artystą czy zaledwie rzemieślnikiem? I jak fakt malowania obrazów by pasowały do posiadanych ram (ramy bardzo często były cenniejsze od obrazów) ma się do artyzmu, palca bożego, natchnienia itp....
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
"Doskonałe" nie oznacza "absolutnie doskonałe i absolutnie niezawodne". Największemu artyście zdarzają się wpadki. Zachowajmy odrobinę zdrowego rozsądku.
>
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | mayolina (2278 punktów) | na wszelki wypadek wytłumacz jeszcze jak ocenić czy coś jest doskonałe. Czy są jakieś kryteria tej doskonałości, bo oprócz precyzji wykonania nic mi nie przychodzi do głowy. Tak więc doskonała sztuka, który czyni kogoś artystą ta to,pokazująca doskonałość warsztatową, a więc znajomość znajomość anatomii i perspektywy? Wtym przypadku mamy problem, bo odpada wszystko między upadkiem Rzymu a renesansem, sztuka bizantyjska i prawie wszystko od połowy XIX wieku  A jeśli nie strona warsztatowa, to co? Jestem bardzo ciekawa odpowiedzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >Proszę więc od dzisiaj nie używać słowa "świat" i "szczęście". W moim użyciu proszę je interpretować lokalnie (a nie globalnie). >proszę spróbować nie używać spacji. W zapisie liczb to łatwe (choć bywa mniej praktyczne) - w słowie pisanym chyba niemożliwe, bo język utraciłby strukturę. >Człowiek motywowany religijnie (..) wymyśli raczej jakąś katedrę albo przynajmniej toccatę. Odrzuca Pan wartość architektury lub muzyki świeckiej? > jak można honor wywodzić z przynależności gatunkowej. Człowiek wydaje się gatunkiem dominującym, a noblesse oblige. >wywodliwość nie jest jeszcze dowodem empiryczności. Faktycznie nieco może przesadziłem ze sprawdzalnością ludzkiej godności. Mam jednak nadzieję, że nie odmawia Pan honoru komuś niepodzielającemu Pańskiej wiary.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>>Proszę więc od dzisiaj nie używać słowa "świat" i "szczęście". >W moim użyciu proszę je interpretować lokalnie (a nie globalnie).
Przesadna skromność. Na pewno ma Pan pojęcie obejmujące wszystkie zdarzenia przyszłe, teraźniejsze i przyszłe (= pojęcie świata), oraz pojęcia stanu, w którym zaspokojone są wszystkie potrzeby i osiągnięte wszystkie cele (= pojęcie szczęścia). Zresztą aby mieć pojęcie lokalne trzeba mieć pojęcie globalne.
>>Człowiek motywowany religijnie (..) wymyśli raczej jakąś katedrę albo przynajmniej toccatę. >Odrzuca Pan wartość architektury lub muzyki świeckiej?
Moim zdaniem sztuka świecka z natury dąży do komercjalizacji i schlebiania najniższym gustom, albo wyrodnieje i manieruje się, gdy staje się sztuką dla sztuki, albo wynajduje jakiś absolut zastępczy w stosunku do Boga. Z takimi postaciami "sztuki" mamy do czynienia współcześnie (od II. połowy XX wieku). Oczywiście nie przeczę, iż istnieją wyjątki od takiej reguły.
>> jak można honor wywodzić z przynależności gatunkowej. >Człowiek wydaje się gatunkiem dominującym, a noblesse oblige.
Człowiek? Przecież zgodnie z koncepcjami promowanego tu na forum R. Dawkinsa jednostką doboru naturalnego jest gen. Organizmy żywe to tylko wehikuły, którymi podróżują geny. Nie rozumiem, dlaczego wehikułowi przypisywać jakąkolwiek wartość (jeśli Boga nie ma)?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >>>Człowiek wydaje się gatunkiem dominującym, a noblesse oblige. >Człowiek? (..) Nie rozumiem, dlaczego wehikułowi przypisywać jakąkolwiek wartość (jeśli Boga nie ma)? Tym bardziej nie rozumiem - to "wehikuł" nie ma prawa do zachowań honorowych, póki nie przyjmie boskiego poddaństwa? Ale wówczas tym bardziej pozostanie wehikułem.
[Doprawdy nie przypuszczałem, by uznawał Pan, jakoby honor nie obywał się bez (być może wydumanej) "ściągawki".]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Jeżeli materializm ma rację, ów wehikuł jest tylko porcją w pewien sposób zorganizowanej materii, niczym mniej i niczym więcej. A więc - honorowa materia?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Jeżeli materializm ma rację,Ma, ale Pan nic nie wie o materializmie, a nawet nie rozumie czym jest materia. > ów wehikuł jest tylko porcją w pewien sposób zorganizowanej materii, niczym mniej i niczym więcej.O kurcze pieczone! A czymże w takim razie jest zapłodnione jajo? Według wyznawanej przez Pan religii, to już człowiek! > A więc - honorowa materia?Pieprzy się Panu niespójność światopoglądowa i przeróżne bezsensowne cudy wytwarza. Proponuję jednak racjonalistyczną drogę. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > Jeżeli materializm ma rację W fizyce się sprawdza. > ów wehikuł jest tylko porcją w pewien sposób zorganizowanej materii Dokładniej jedną z wielu "porcji", działających lokalnie 'pod prąd' entropii. > niczym więcej. Więcej - owe porcje (poprzez język?) wykształcają nową jakość - kulturę międzyludzką. >honorowa materia? Któż jej fragmentom zabroni prób znajdowania zasad? >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Więcej - owe porcje (poprzez język?) wykształcają nową jakość - kulturę międzyludzką.
Ta "nowa jakość" to przecież nic innego jak ruch cząstek elementarnych, co najwyżej bardziej skomplikowany.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >Ta "nowa jakość" to przecież nic innego jak ruch cząstek elementarnych To chyba inny poziom abstrakcji. Np. w badaniach fizycznych obiekty nie udzielają odpowiedzi, zaś badania socjologiczne polegają na ankietach. Z innej strony: pusty nośnik pamięci lub zapisany chaotycznie (niezrozumiale) nie różni się chemicznie ni grawitacyjnie od zawierającego informacje ważkie. Nowa jakość to dodatkowo gospodarowanie informacją, a nie tylko uleganie mechanizmom materii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Moim zdaniem sztuka świecka z natury dąży do komercjalizacji i schlebiania najniższym gustom, albo wyrodnieje i manieruje się, gdy staje się sztuką dla sztuki, albo wynajduje jakiś absolut zastępczy w stosunku do Boga.A te starodawne pikowane kołdry ociekające złotem, monumentalne kartony na głowach ludzi w szatach czarodziejów, ten naćkany kiczem ogrom Lichenia to Sztuka Czysta wprost na Wielkość i Chwałę Boga obliczona? A że schlebia gustom Elaspa to lot jej ani chybi orli co najmniej? Cóż, de gustibus.... a wiara to takie samo zakażenie - jeno dużo gorsze - co i gust. Elasp ma wiarę w coś tam, Elasp ma gust jaki ma. Z tą wiarą i z tym gustem da się żyć we wspólnocie także z innowiercami i innymi innomyślcami, ale to zadowolenie z siebie - masakra! Ot eksperyment: > Może wynika to stąd, że odnosi się Pan do mojej wypowiedzi kawałek po kawałku, a nie do całości, którą te kawałki tworzą.Tyle tu pracy bezskutecznej nad Twoim poszarpanym bełkotem, ale dam Ci jeszcze jedną szansę coś pojąć
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Tyle tu pracy bezskutecznej nad Twoim poszarpanym bełkotem,Myślę, że jednak warto by - w tym przypadku - wykazywać bełkot i niewiedzę od doszukiwania się sensu i podejmowania merytorycznej dyskusji. To czysta intelektualna żenada, to co pan Elasp tu wypisuje. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Proszę więc od dzisiaj nie używać słowa "świat" i "szczęście".> >>>W moim użyciu proszę je interpretować lokalnie (a nie globalnie).> Na pewno ma Pan pojęcie obejmujące wszystkie zdarzenia przyszłe, teraźniejsze i przyszłe (= pojęcie świata), oraz pojęcia stanu, w którym zaspokojone są wszystkie potrzeby i osiągnięte wszystkie cele (= pojęcie szczęścia).Jeżeli mam taki światopogląd, to co? Otrzymałem go od Boga, czy doszedłem do niego drogą intelektualną, zaczynając od lokalizacji "cycka"? > Zresztą aby mieć pojęcie lokalne trzeba mieć pojęcie globalne.Aby dojść do pojęć globalnych trzeba wyjść od lokalnych. Niektórym to się nigdy nie udaje. Np. Pan nie potrafi wyjść poza chrześcijaństwo i jego koncepcje np. na "świat" i "szczęście". > Człowiek motywowany religijnie (..) wymyśli raczej jakąś katedrę albo przynajmniej toccatę.> >>>Odrzuca Pan wartość architektury lub muzyki świeckiej?> Moim zdaniem sztuka świecka z natury dąży do komercjalizacji i schlebiania najniższym gustom, albo wyrodnieje i manieruje się, gdy staje się sztuką dla sztuki, albo wynajduje jakiś absolut zastępczy w stosunku do Boga.Powyższe zdanie świadczy tylko o wielkim Pańskim prymitywizmie intelektualnym i ogromnej niewiedzy. Jakoś tak dziwnie już "z natury" to wiara połączona jest z głupotą. Natomiast sztuka, to ma przeróżne inspiracje (oraz mecenasów) i dzieła stworzone na Boską chwałę potrafią być estetycznymi potworami. Przykładami komercjalizacji i schlebiania najniższym gustom, manieryzacji i zwyrodnienia. > Z takimi postaciami "sztuki" mamy do czynienia współcześnie (od II. połowy XX wieku).Jeżeli chodzi o sztukę sakralną w Polsce to ma Pan rację. > Człowiek? Przecież zgodnie z koncepcjami promowanego tu na forum R. Dawkinsa jednostką doboru naturalnego jest gen. Organizmy żywe to tylko wehikuły, którymi podróżują geny.Nauka - Szanowny Panie - nie ma nic wspólnego z religią. Tu nie ma żadnych świętości. Teoria samolubnego genu powstała w latach 60.XX wieku (prawie 100 lat po teorii ewolucji) i wywarła decydujący wpływ na rozwój współczesnej myśli biologicznej. Była wielkim przełomem w dotychczasowym spojrzeniu na życie ludzi i zwierząt. Odpowiadała na niewyjaśnioną kwestię darwinizmu : dlaczego istnieje altruizm? Było to nielogiczne , gdyż ewolucjonizm zakłada , iż gatunki muszą przetrwać.Jedynym celem samolubnych genów jest przetrwanie . Poszczególne gatunki wydają na świat potomstwo,aby przedłużyć ich egzystencję i nieświadomie ochraniają cząsteczki DNA. Ewolucja jest więc procesem skrajnie egoistycznym.Od tamtego czasu minęło pół wieku i sam Dawkins napisał później jeszcze parę innych mądrych książek modyfikujących swoją teorię i jej ekstremalne rozumienie. Może zamiast klepać katolicką propagandę warto trochę poczytać. > Nie rozumiem, dlaczego wehikułowi przypisywać jakąkolwiek wartość (jeśli Boga nie ma)?Tak, to zasadniczy Pański problem, iż Pan niewiele rozumie, ale nie święci garnki lepią! Trzeba dużo czytać ze zrozumieniem i samodzielnie myśleć. Nie tracić czasu na bezproduktywną walkę z racjonalizmem, tylko skorzystać z życzliwych rad własnej refleksji nad światem. Polecam małe wprowadzenie w takie myślenie: www.racjon(*)/q,Malpi.ogon.homo.teologicusaMiłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >ateizm opiera się na wierze w człowieka (..) jest to wiara płonna. Jeśli Pan jako człowiek zaczyna powątpiewać w człowieka (w tym w siebie i własne przeświadczenia), to chyba jest Pan na niezłej drodze do stawania się Człowiekiem..
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Konsumpcjonizm jest przykładem takiego ubóstwienia. Jak rozumiem optymistycznie zakłada Pan, że żaden (rzekomy) ateista nie jest konsumpcjonistą. Proszę o wskazanie badań, na podstawie których rozróżnia się poziom konsumpcjonizmu w zależności od wyznania lub jego braku. Czyżby Pan stwierdzał heretyckość (konsumpcjonizm) znakomitej większości katolików. (Referaty odnoszące się do tej problematyki oparte na socjologicznych badaniach wyżej zalinkowałem.)
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Pan Elasp napisał: Człowiek posiada zdolność do myślenia maksymalizacyjnego i czyni z niego użytekI Pan zrozumiał co to znaczy "myślenie maksymalizacyjne" skoro mu Pan odpowiedział: > Proszę zauważyć, że zdolność do takiego myślenia nie jest koniecznością jego stosowania.Na co on całkiem logicznie kontynuuje: Proszę więc od dzisiaj nie używać słowa "świat" i "szczęście".Ponieważ nie sądzę, by pan Elasp mi wyjaśnił znaczenie terminów których używa, to może takie wyjaśnienie uzyskam od Pana - skoro Pan je rozumie? Sam szukałem w paru źródłach np. tu: www.kognitywistyka.net/encyklopedia/myslenie.htmlPS. Domyślam się zgodnie z Wikipedią, że "myślenie maksymalizacyjne", to zaburzenia treści myślenia, do których należą: urojenia, idee nad wartościowe i natręctwa.: pl.wikipedia.org/wiki/MyślenieAle nie jestem domysłu pewien? Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > .. może takie wyjaśnienie uzyskam od Pana"Myślenie maksymalizacyjne" rozumiem banalnie jako znajdowanie ekstremów (skończonych) - może zatem warto spytać pana Elaspa. > Na co on całkiem logicznie kontynuuje:> Proszę więc od dzisiaj nie używać słowa "świat" i "szczęście".Moim zdaniem mówienie o świecie w sensie "wszystko", lub o maksymalnym szczęściu mija się z logiką. > skoro Pan je rozumie?Pewnie częściowo i niedokładnie. [Gdy mój partner brydżowy licytuje "4 bez atu", to z równym składem i jednym asem mogę sensownie odpowiedzieć "5 trefl" niezależnie czy pytał o asy, czy prosił o wybór koloru młodszego.  ] Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > "Myślenie maksymalizacyjne" rozumiem banalnie jako znajdowanie ekstremów (skończonych) - może zatem warto spytać pana Elaspa.  > Moim zdaniem mówienie o świecie w sensie "wszystko", lub o maksymalnym szczęściu mija się z logiką.  Dostrzegam, że jeżeli chodzi o przypadek pana Elaspa, to myślimy podobnie. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>>.. może takie wyjaśnienie uzyskam od Pana >"Myślenie maksymalizacyjne" rozumiem banalnie jako znajdowanie ekstremów (skończonych) - może zatem warto spytać pana Elaspa.
Znajdowanie ekstremum w zbiorze czy to skończonym, czy nieskończonym.
>>Na co on całkiem logicznie kontynuuje: >>Proszę więc od dzisiaj nie używać słowa "świat" i "szczęście". >Moim zdaniem mówienie o świecie w sensie "wszystko", lub o maksymalnym szczęściu mija się z logiką.
Dlaczego mija się z logiką? Proszę o wyjaśnienie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Bogusławski:.... może takie wyjaśnienie uzyskam od Pana > >>>"Myślenie maksymalizacyjne" rozumiem banalnie jako znajdowanie ekstremów (skończonych) - może zatem warto spytać pana Elaspa.> Znajdowanie ekstremum w zbiorze czy to skończonym, czy nieskończonym.Rozumiem! Tak na polskim gruncie, to np. Licheń, czy Jezusek świebodziński. (głupoty ekstremalne wyrażone materialnie.)Czyli "myślenie maksymalizacyjne" polega na wymyślaniu ekstremalnych głupot? Wielkie Kwantyfikatory
Są pewne słowa, których mądrzy, wyedukowani ludzie unikają jak ognia piekielnego. Te same słowa są używane przez miliony innych w codziennej komunikacji i doprowadzają Cię do białej gorączki i poczucia braku sensu tego, co robisz. Dokładnie te same słowa powodują konflikty w setkach tysięcy rodzin i miejsc pracy na codzień.
Przedstawiam dzisiaj bez dumy wielkie kwantyfikatory.
Cóż to jest?
Przykłady wielkich kwantyfikatorów
Zawsze, wszędzie, każdy, wszyscy
To są po prostu nieuzasadnione generalizacje. Głupie próby manipulacji, które ludzie dodają wtedy, kiedy chcą zaakcentować swoją wypowiedź.www.przedsiewez.pl/to-nigdy-ci-sie-nie-uda/--------------------------- Kiedyś na wykładzie, bardzo dawno temu, (...), p. docent dotknął problemu dokładności, brzmiało to mniej więcej tak.Chemicy chlubią się swoją dokładnością. Fizycy śmieją się z dokładności chemików. Matematycy śmieją się z dokładności fizyków. Logicy śmieją się z dokładności matematyków. A z logików śmieją się wszyscy. Matematyka nie jest więc absolutem. Absolutem jest logika. I wszyscy śmieją się z absolutu.www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,538650#w542071----------------------- Bogusławski:Na co on całkiem logicznie kontynuuje: > Proszę więc od dzisiaj nie używać słowa "świat" i "szczęście".> >>>Moim zdaniem mówienie o świecie w sensie "wszystko", lub o maksymalnym szczęściu mija się z logiką.> Dlaczego mija się z logiką? Proszę o wyjaśnienie.Dlatego, że sens "wszystkiego" jest mocno logicznie ograniczony, a mówienie o "maksymalnym szczęściu", gdy zupełnie nie mamy, nie tylko wspólnej definicji szczęścia, ale nawet weryfikowalnego opisu znajdywania się w tym stanie, to jak możemy mówić o jego maksymalizacji? pl.wikipedia.org/wiki/SzczęścieMaksymalnym stanem szczęśliwości można by np. określić ekstazę, tylko czym jest ekstaza: www.racjonalista.pl/forum.php/s,518799 ?Tak, jak już wcześniej wspomniałem, lepiej jeszcze raz swoją wypowiedź przeczytać i przemyśleć przed kliknieciami: "zapisz" i "publikuj". A nigdy nie silić się na wyszukane słownictwo, nad którym się z pełni nie panuje, gdyż łatwo wtedy samemu wpędzić się w tarapaty. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >>>Moim zdaniem mówienie o świecie w sensie "wszystko", lub o maksymalnym szczęściu mija się z logiką. >Dlaczego mija się z logiką? Proszę o wyjaśnienie. Mówiąc dokładniej: nie znajduję tu logiki (zatem nie potrafię wyjaśnić). Czy Pan podjąłby się opisania "wszystkiego" lub choćby "pełni szczęścia"?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Przecież szczęście to stan, w którym zrealizowane są wszystkie cele, które powinienem osiągnąć (kwantyfikator "wszystkie" zdradza, iż jest to pojęcie maksymalne), zaś świat to wszystkie zdarzenia teraźniejsze, przeszłe oraz przyszłe.
Jest jasne, iż szczęście tak rozumiane jest zjawiskiem stosunkowo rzadkim. Szczęście to nie żadne uczucie. Uczucie szczęścia nie jest szczęściem, tak jak uczucie nieważkości jeszcze nieważkością nie jest.
Świat nie redukuje się do "teraz", a nawet gdyby się redukował, to i tak pojęcie świata obejmowałby wszystkie zdarzenia teraźniejsze. Czy ktoś spostrzega wszystkie zdarzenia teraźniejsze? Nikt, może poza Panem Bogiem.
Tak przynajmniej te pojęcia (i ich zawartość) rozumiem.
Załączam pozdrowienia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) |
>Mogę powiedzieć tak: Kościół nie jest tworem idealnym, ale lepszy taki niż żaden. Dlaczego tak myślisz? Do czego właściwie potrzebny jest Kościół (jakikolwiek)? >Pomyślmy, że będąc na statku podczas sztormu mogę wybrać między wyspą A i wyspą B. Załóżmy, że o wyspie A wiem tylko, że mieszkają tam ludzie nie wierzący w (jakiegokolwiek) Boga, zaś o B - że zamieszkują ją chrześcijanie. Największy ateista bez wahania skieruje się w stronę wyspy B (tak na wszelki wypadek). Dlaczego tak uważasz? Sądzisz, że ateista wcale tak naprawdę nie jest ateistą?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 4 | Elasp (6859 punktów) |
Odpowiedź zamieszczam powyżej. Staram się tam pokazać, że ateizm jest w istocie postawą niemożliwą. Załączam pozdrowienia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 12 na 12 | Meretseger (61860 punktów) | >pozdrowienia. Dziękuję i wzajemnie - pozdrowienia od żywej niemożliwości.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > pozdrowienia od żywej niemożliwości.Mam wrażenie że Elsap zrobiłby podobnie, jak Jarosłw Kaczyński w sejmie mijając Leszka Millera lub posłankę Grodzką: udaje że nie widzi "jakoby oczy jego były na uwięzi" 
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | >Pomyślmy, że będąc na statku podczas sztormu mogę wybrać między wyspą A i wyspą B. Załóżmy, że o wyspie A wiem tylko, że mieszkają tam ludzie nie wierzący w (jakiegokolwiek) Boga, zaś o B - że zamieszkują ją chrześcijanie. Największy ateista bez wahania skieruje się w stronę wyspy B (tak na wszelki wypadek).
Na tydzień przed wydarzeniami 11 września 2001 roku uczestniczyłem w panelowej dyskusji wraz z Dennisem Pragerem, jednym z najbardziej znanych w Ameryce telewizyjnych postaci w koloratce. Na forum publicznym wezwał mnie do udzielenia odpowiedzi na "proste pytanie, na które można odpowiedzieć tak lub nie", na co zresztą zgodziłem się ochoczo. "Z prawdziwą przyjemnością" - odparłem. Miałem wyobrazić sobie, że jestem w obcym mieście i zapada już wieczór. Dalej w tej wizji dostrzegam dużą grupę mężczyzn zmierzających w moją stronę. I tu pada pytanie - czy czułbym się bardziej bezpieczny, czy też mniej, gdybym wiedział, że ludzie ci wyszli właśnie z miejsca wspólnych modłów? Jak zatem widzisz, czytelniku, nie jest to jednak pytanie, na które można odpowiedzieć "tak" lub "nie". Ja jednak odpowiedziałem na to pytanie, wcale nie traktując wyżej opisanej sytuacji jako hipotetycznej. Pozostańmy tylko przy literze "B". Mam osobiste doświadczenia z takich miast, jak Belfast, Bejrut, Bombaj, Belgrad, Betlejem oraz Bagdad. W każdym wypadku mogę z całą pewnością stwierdzić, uzasadniając to zresztą argumentami, że natychmiast poczułbym się zagrożony, gdybym sądził, że zbliżająca się do mnie w mroku grupa mężczyzn właśnie opuściła spotkanie religijne. (wytłuszczenie moje - big_zyd)
(Christopher Hitchens - bóg nie jest wielki)
Kiedy się uśmiecham, boli mnie twarz. (dr Frank-N-Furter)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Szczerze mówiąc nie słyszałem o p. Pragerze. Czego autor książki obawiałby się ze strony chrześcijan wracających ze spotkania religijnego?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Szczerze mówiąc nie słyszałem o p. Pragerze.A nie przyszło Ci do głowy, że zamiast dzielić się z Forumowiczami tą Niezwykle Ważką informacją, mógłbyś najzwyczajniej w świecie z pomocy wujka Google'a skorzystać?  > Czego autor książki obawiałby się ze strony chrześcijan wracających ze spotkania religijnego?Może czegoś podobnego, co swego czasu Żydzi? W żydowskich relacjach pojawia się strach przed niedzielą. Ukrywający się u chłopów Żydzi - boją się niedzieli, chwili powrotu z nabożeństwa. Bo chłopi w tym momencie żałują, że trzymają zabójców Chrystusa pod własnym dachem. Wracają naładowani negatywną energią.m.tokfm.pl(*)i__powrotu_z_nabozenstw__.html
Kiedy się uśmiecham, boli mnie twarz. (dr Frank-N-Furter)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -3 na 5 | Elasp (6859 punktów) |
Nie rozumiemy się. Nie słyszałem o nim, gdy podawałem przykład wyspy. Nota bene, jestem ciekaw, jaki byłby los chrześcijan, gdyby to judaizm był religią panującą w Europie... Nie podejrzewam, aby istnieli nawet na zasadzie getta.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Nie rozumiemy się. Nie słyszałem o nim, gdy podawałem przykład wyspy.No, widzisz - a Hitchens Twój przykład przewidział już 12 lat temu...  > Nota bene, jestem ciekaw, jaki byłby los chrześcijan, gdyby to judaizm był religią panującą w Europie... Nie podejrzewam, aby istnieli nawet na zasadzie getta.Ciekawość Twą mogę bez trudu zaspokoić, był bowiem w dziejach Europy tego rodzaju epizod  . Pokój wewnętrzny, choćby względny i nie bez elementów przymusu, w warunkach wieloetniczności i występowania w jednym państwie różnych tradycji kulturowych i religijnych, opierał się w niemałej mierze na wyraźnej tolerancji religijnej chaganów i warst rządzących w Chazarii, o czym dobitnie świadczą choćby przytoczone opinie autorów arabskich o współistnieniu nawet w stolicy wszystkich trzech monoteistycznych wyznań, a także swobodnym wyznawaniu kultów politeistycznych ("bałwochwalczych") i o respektowaniu przez władze chaganatu opartych na religii różnic wymiaru sprawiedliwości. Wiąże się z tym sprawa judaizmu samych Chazarów.(Jerzy Strzelczyk - Zapomniane narody Europy)
Kiedy się uśmiecham, boli mnie twarz. (dr Frank-N-Furter)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 4 | Elasp (6859 punktów) |
Znowuż nieporozumienie. Chodziło mi o judaizm wyznawany przez Żydów, a nie o judaizm przejęty przez inny naród. Można mieć wątpliwości co do głębokości religijnych przekonań Chazarów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Znowuż nieporozumienie. Chodziło mi o judaizm wyznawany przez Żydów, a nie o judaizm przejęty przez inny naród.Ahaaaa... zatem ten sam zespół idei, który inną grupę etniczną może ku tolerancji skłaniać, Żydów niezawodnie do ludobójstwa podżega?  Dobrze zrozumiałem tym razem?  > Można mieć wątpliwości co do głębokości religijnych przekonań Chazarów.Jasne - zawsze można mieć wątpliwości co do głębokości jakichkolwiek przekonań kogokolwiek.
Kiedy się uśmiecham, boli mnie twarz. (dr Frank-N-Furter)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Znowu nieporozumienie. Po prostu zadałem pytanie i proszę o odpowiedź. Nie ma to nic wspólnego z antysemityzmem, więc niepotrzebnie wkleił Pan ten obrazek. Będę wdzięczny za jego usunięcie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Znowu nieporozumienie.To się, kurde, notoryczne już robi... Ktoś tu ma wyraźne problemy ze zrozumiałym formułowaniem myśli, a może nawet i z myśleniem samym  . > Po prostu zadałem pytanie i proszę o odpowiedź. Nie ma to nic wspólnego z antysemityzmem,Przypomnę Ci, co napisałeś: 1. najpierw wyraziłeś przypuszczenie, że gdyby to judaizm był w Europie religią dominującą, chrześcijaństwo zostałoby przezeń starte (jak można się domyślać - brutalnymi metodami) z powierzchni Ziemi. 2. Następnie, na podany przeze mnie historyczny przykład dowodzący nietrafności Twych przypuszczeń, zareagowałeś twierdzeniem, że judaizm judaizmowi nierówny (co - samo w sobie - jest skądinąd oczywiste), myśl tę jednak rozwinąłeś w sposób zwalający zaiste z nóg... 3. ...oto bowiem stosunek judaizmu do innowierców zależeć miałby - wg Ciebie - od przynależności etnicznej(?)/rasowej(?) danej grupy judaistów. "Usprawiedliwiałeś" się więc, że Twe domniemanie nietolerancyjności dotyczy wyłącznie judaistów-Żydów, ale już nie judaistów-Chazarów. Tego rodzaju majaków nie da się zakwalifikować inaczej niż jako przejawów antysemityzmu właśnie. Zapewne wyjść na antysemitę nie chciałeś, być może nawet antysemitą wcale nie jesteś, a tylko masz trudności w formułowaniu myśli/myśleniu - nie zmienia to faktu, że quod scripsisti, scripsisti... > więc niepotrzebnie wkleił Pan ten obrazek....obrazek Ci zatem, ku przestrodze, pozostawię... > Będę wdzięczny za jego usunięcie....i tak już zresztą nie mam możliwości edytowania posta, a Moderacji w sprawie fatygować ani myślę.
Kiedy się uśmiecham, boli mnie twarz. (dr Frank-N-Furter)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Proszę Pana, naprawdę nie mam czasu ani ochoty prowadzić dyskusji na tym poziomie. Ażeby jednak usunąć wszelkie wątpliwości powiem, co następuje. Otóż uznaję Żydów za autentycznych i szczerych wyznawców judaizmu, natomiast nie mam takiego zdania o Chazarach. Uważam, że naturalną jest rzeczą zapytać o stosunek do chrześcijaństwa prezentowany przez szczerych i autentycznych wyznawców danej religii, a nie kogoś, kto uznaje ją od niedawna i zapewne z przyczyn politycznych (i zresztą już nie istnieje jako naród). Skoro więc moje pytanie dotyczyło judaizmu i autentycznej postawy religijnej, musiało dotyczyć Żydów, a nie jakichkolwiek żydów. Nie ma to nic wspólnego z rasą, ale z "religijnym stażem" i starożytnością narodu żydowskiego oraz z zasadami logicznego rozumowania. Więc może łaskawie odpowie mi Pan, jaki jest Pana zdaniem stosunek do judaizmu do chrześcijaństwa i jaki Pana zdaniem byłby los sekty chrześcijan, gdyby jakimś trafem judaizm wyznawany przez Żydów stał się religią panującą w Europie na prawe dwa tysiące lat.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Proszę Pana, naprawdę nie mam czasu ani ochoty prowadzić dyskusji na tym poziomie.Aby prowadzić dyskusję na tym poziomie, brakuje Ci raczej paru innych rzeczy - ale zmilczę, bo Dzień Dobroci mam  . > Otóż uznaję Żydów za autentycznych i szczerych wyznawców judaizmu,Ja zaś niekoniecznie - większość poznanych przeze mnie osobiście Żydów była ateistami. > natomiast nie mam takiego zdania o Chazarach.Ja zaś w ogóle nie podejmuję się oceniać "autentyczności" i "szczerości" wiary zupełnie nieznanych mi ludzi sprzed tysiąca lat. > Uważam, że naturalną jest rzeczą zapytać o stosunek do chrześcijaństwa prezentowany przez szczerych i autentycznych wyznawców danej religii, a nie kogoś, kto uznaje ją od niedawna i zapewne z przyczyn politycznych (i zresztą już nie istnieje jako naród).Nie pojmuję, jakim to sposobem można weryfikować "szczerość" i "autentyczność" czyjejś wiary religijnej, w szczególności zbiorowo, a w szczególnej szczególności, gdy delikwenci martwi są od tysiąclecia. Tak już zupełnie nawiasem: krótki staż Chazarów jako judaistów nie może być "w temacie" żadną wskazówką - powszechnie znane jest przecie zjawisko tzw. gorliwości neofity. > Skoro więc moje pytanie dotyczyło judaizmu i autentycznej postawy religijnej, musiało dotyczyć Żydów, a nie jakichkolwiek żydów.Patrz wyżej i jeszcze wyżej...  > Nie ma to nic wspólnego z rasą, ale z "religijnym stażem" i starożytnością narodu żydowskiego"Starożytność narodu" daje się wymyślić w pięć minut wg potrzeb - wydawałoby się, że w kraju Wincentego Kadłubka nie ma potrzeby nikomu tego tłumaczyć...  > oraz z zasadami logicznego rozumowania.Nie popisuj się używaniem słów, których nie rozumiesz. > Więc może łaskawie odpowie mi Pan, jaki jest Pana zdaniem stosunek do judaizmu do chrześcijaństwaRóżny - na ogół negatywny, ale nie na tyle, by się to prześladowania przekładało. > i jaki Pana zdaniem byłby los sekty chrześcijan, gdyby jakimś trafem judaizm wyznawany przez Żydów stał się religią panującą w Europie na prawe dwa tysiące lat.Widzę, że jak krowie na rowie muszę, choć do tej pory próbowałem Aż Takich oczywistości unikać. Po pierwsze, konkretne: judaizm nie miał jak stać się religią panującą w Europie - a to z racji swego ekskluzywizmu etnicznego i wynikającego zeń braku motywacji do prozelityzmu (mimo, iż kilka razy w historii takie tendencje prozelickie do głosu w nim dochodziły - swoistym przykładem może być choćby i chrześcijaństwo - z punktu widzenia ortodoksji były one zawsze zmutowanym marginesem). Po drugie, ogólne, ważne: ...chociaż nie... nie zrozumiesz...  Czekaj, jakoś tak poprzez przykład spróbuję: jakiej płci, nazwiska i urody byłby Antoni Macierewicz, gdyby jego ojciec w wieku lat sześciu utopił się w gliniance i matka później poznała kogoś całkiem innego? Mniej-więcej równie sensowne pytanie zadałeś. Żadnej dorzecznej odpowiedzi udzielić na takowe nie sposób, bo jedyną sensowną reakcją na retrospektywne gdybactwo oparte w dodatku na absurdalnych założeniach, jest committing it to the flames. Opowiedziałem Ci - na podstawie rzeczywistej historii - jak faktycznie wyglądał stosunek judaistów do chrześcijan w jedynym znanym w dziejach Europy przypadku, kiedy to judaiści rządzili. Ty zaś domagasz się odpowiedzi na pytanie - jakby to mogło było być, gdyby stało się, co się stać nie mogło, bo trzeba byłoby, żeby judaiści całkowicie wyrzekli się podstaw własnej teologii, tym samym przestając być judaistami? Tak poza tym - to czujesz się całkiem-całkiem? 
Kiedy się uśmiecham, boli mnie twarz. (dr Frank-N-Furter)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Niechże Pan już lepiej nie obchodzi tego Dnia Dobroci.
Przez judaizm można rozumieć pewien zbiór zdań oznajmujących i rozkazujących, zaś przez chrześcijaństwo - inny zbiór zdań tego typu.
Zawsze mogę zapytać, jaki jest związek logiczny między zdaniami z obydwu zbiorów.
Można w odpowiedzi np. dojść do wniosku, że kto uznaje wszystkie zdania z pierwszego zbioru, musi odrzucić zdania A, B, C z drugiego zbioru, itd.
Nie interesuje mnie więc tak naprawdę, kto, kiedy, w jakiej liczbie, jak długo, z jakiego powodu i z jakim skutkiem uznawał zdania z tych zbiorów. To kwestie nieistotne przy tak postawionym pytaniu, a tylko ono mnie interesuje.
Jeżeli historyczni Żydzi nie są autentycznymi wyznawcami judaizmu, proszę bardzo, niech nie będą. Po zdefiniowaniu takiego wyznawcy jako kogoś, kto akceptuje wszystkie zdana z pierwszego zbioru, będzie można wysnuwać twierdzenia "autentyczny wyznawca judaizmu musi odrzucić twierdzenie A", itp.
Naprawdę nie rozumiem. Każde zdanie wypowiedziane przeze mnie na tym forum - doprawdy, każde zdanie! - jest nie tylko prawdziwe, ale i w oczywisty, w banalny sposób prawdziwe, a mimo to moje wypowiedzi budzą tak bezsensowny i energiczny sprzeciw.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | maceox (6766 punktów) | > Naprawdę nie rozumiem. Każde zdanie wypowiedziane przeze mnie na tym forum - doprawdy, każde zdanie! - jest nie tylko prawdziwe, ale i w oczywisty, w banalny sposób prawdziwe, a mimo to moje wypowiedzi budzą tak bezsensowny i energiczny sprzeciw. Zastanawia mnie jak to się dzieje, że inteligentny człowiek posiadający sporą wiedzę - jakim niewątpliwie jesteś - jest w stanie wypowiedzieć takie zdanie, jak to powyższe. Sądzę, że dzieje się tak dla tego, że wiara prowadzi do wejścia w posiadanie Jedynej Słusznej Prawdy, a to wiąże się automatycznie z wręcz bezgranicznym rozdymaniem EGO jej nosiciela. Z tego balonu nie sposób spuścić powietrza, gdyż każda wbita szpilka prowadzi tylko do odpowiednio większego weń dmuchania, tak by niezależnie od wszystkiego nieustannie się zwiększał.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > ciekaw, jaki byłby los chrześcijan, gdyby to judaizm był religią > panującą w Europie... Nie podejrzewam, aby istnieli nawet na > zasadzie getta.
Czysta projekcja. Tendencyjnie obciąża pan Żydów potencjalnymi winami, nie mając do tego absolutnie żadbnych przesłanek poza swoimi własnymi projekcjami i lękami. Trąci mi to rasizmem, typowe. Ode mnie minus.
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Za obrzucanie potencjalnymi winami powinien być potencjalny minus. A mówiąc poważnie, ten trop jest fałszywy, co wykazałem powyżej, w odpowiedzi na prowokacyjne i nielogiczne posty p. "Big-Żyda".
Pozdrawiam.
Mod: Nie przekręcaj pseudonimów rozmówców.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Sądziłem, że tak właśnie brzmi ten nick. Jak ktoś pisze "Zywność", mimowolnie czytam "Żywność". Podobnie w tym przypadku. Nie rozumiem, dlaczego nieustannie przypisuje mi się na tym forum złe intencje. Interesuje mnie teoretyczny problem zasadności ateizmu i teizmu - tylko i wyłącznie to.
Mod: Tu nie ma, co sądzić - nick jest zapisany. Poza tym - jak się zdaje - nie przeczytałeś regulaminu forum (zwróć uwagę na §38).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Nie rozumiem, dlaczego nieustannie przypisuje mi się na tym forum złe intencje. Nie - Szanowny Panie - nikt tu Panu niczego bezzasadnie nie przypisuje.Ma Pan wdrukowany (chyba przez religijne ukształtowanie intelektualne) brak szacunku dla interlokutorów - tych nie podzielających Pańskich poglądów lub nie zgadzających się z Pańskimi wywodami. Jest Pan zupełnie bezpodstawnie przemądrzałym  młodym człowiekiem, u którego łatwo dostrzega się jeszcze spore braki w podstawowej wiedzy humanistycznej. Nawet - tej ważnej dla Pana - teologiczno-filozoficznej. Na naszym forum wzajemnie uczymy się korzystając ze specjalistycznej wiedzy naszych rozmówców i tylko czasem wchodzą tu "specjaliści od pouczania", których poziom jest wprost żenującym. Proponuję zejść na swój faktyczny poziom i nic Pan na tym nie straci, a odwrotnie zyskać może wiele. Większość z nas, to ludzie życzliwi, a nawet szczególnie życzliwi dla młodych samodzielnie myślących ludzi, którzy chcą podnieść swój poziom > Interesuje mnie teoretyczny problem zasadności ateizmu i teizmu - tylko i wyłącznie to.Nie, wcale to Pana nie interesuje ani nie jest Pan oczytany w problematyce, ani Pan o nic nie pyta. Pan chce tylko narzucić nam swoje ideologiczne - wynikające z Pańskiej wiary i niewiedzy poglądy. Znowu, gdyby Pan chciał, mógłby Pan się tu sporo na ten temat dowiedzieć, ale trzeba być ciekawym i otwartym na świat, a nie zawziętym fundamentalistą, całkowicie zamkniętym na racje innych. Przeglądając Pańskie prawie 150 wypowiedzi trudno dostrzec jakąkolwiek modyfikację Pańskich poglądów. Może Pan ją dostrzega? Niech Pan napisze - co Panu intelektualnie przyniosły rozmowy na naszym forum. Czego Pan się tu nauczył i co Pan zrozumiał? W moim odbiorze nic. Wszystkie nasze argumenty spłynęły po Panu jak woda po kaczce i jeszcze raz Pan udowodnił, że z wiarą nie ma dyskusji. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie rozumiem, dlaczego nieustannie przypisuje mi> się na tym forum złe intencjeNie tyle złe intencje, tylko brak szacunku. Proszę choćby uważnie jeszcze raz przeczytać posty p. Bogusławskiego - wszystko tam bardzo dokładnie, linikja po linijce wyłożył. Druga sprawa, to do pana skierowana 11.01.2013 o 13:56 wypowiedź pani Meretseger "pozdrowienia od żywej niemożliwości". Zauwazył pan to? Puszcza pan takie mięsiste uwagi mimo uszu, a później narzeka, ze przypisuje mu się "złe" intencje.. Mam nadzieję, że zna pan powiedzenie o rąbku spódnicy i baletnicy  pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Za obrzucanie potencjalnymi winami powinien> być potencjalny minusMoje uwagi pod pana adresem są uzasadnione, w każdej chwili mogę każdą z nich doprecyzować oraz rozwinąć. > ten trop jest fałszywy, co wykazałem powyżej, w odpowiedzi> na prowokacyjne i nielogiczne posty p. "Big-Żyda".Przeczytałem Waszą wymianę postów. Szczerze - nie bardzo widzę co pan w nim "wykazał" oprócz niewielkiego zrozumienia intencji big_zyd'a oraz pańskich mało uzasadnionych wątpliwości pod kątem autentycznosci i głebokości wiary Chazarów. Więc jeszcze raz: postawił pan tezę, że autentyczni żydzi-Semici zadaliby znacznie więcej cierpienia chrześcijanom, niż oni żydom (to ostatnie notabene jest faktem historycznym, a to pierwsze niestety tylko pana domysłem). Elasp do big_zyd: > i jaki Pana zdaniem byłby los sekty> chrześcijan, gdyby jakimś trafem judaizm wyznawany przez Żydów> stał się religią panującą w Europie na prawe dwa tysiące lat.Niestety tak to już jest, że swoje twierdzenie (tu domysł) udowadnia podający go, a nie interlokutor. Czekam zatem na pana uzasadnienie, inaczej będę musiał myśleć o pana poglądach stawiając je blisko antysemickich (co już wyżej zaznaczyłem). Jedna uwaga co do nazw użytkowników i informacji od Moda, po której jak widzę poczuł się pan osobiscie dotknięty. Na Forum musi panować porządek, proszę takich uwag nie brać ambicjonalnie, tylko postarać się dostosować. Nikt tu pana osobiscie nie chce sekować. Polemizujemy z pana tezami i twierdzeniami, oceniamy pana wiedzę, a nie pana wygląd, osobowość, charakter czy tez pochodzenie. Absolutnie nie musi się pan czuć pokrzywdzony, a że czasem zbijanie z pantałyku przez mądrzejszego bywa trudne - tak jest nie od dziś, ostatecznie to każdemu z nas wychodzi na zdrowie (również ja nie jestem tu wyjątkiem) Elasp do big_zyd: > Więc może łaskawie odpowie mi Pan, jaki jest Pana zdaniem stosunek> do judaizmu do chrześcijaństwaWprawdzie pytanie nie było skierowane do mnie, ale postaram się odpowiedzieć: ostrożny. Z tego co wiem, chrześcijanie poza jednostkowymi przypadkami (np. za czasów św. Inkwizycji albo wojen) nie doznawali w wiekszym wymiarze zorganizowanej przemocy do żydów. To była domena chrześcijan. Religia judaistyczna ma na tyle skonsolidowaną i zdecydowanie dłuższą od chrześcijańskiej historię i dorobek i tradycję, że właściwie chrześcijaństwo ani Chrystus żydom potrzebni nie są. W kwestii wiary oni są samowystarczalni. Te dwie religie jednak jakoś w dzisiejszym świecie muszą koegzystować, stąd na niektóre interesujące pana kwestie odpowiada np. Stanisław Krajewski z Forum Żydów Polskich (indagowany przez red. Sławomira Żurka). Proszę zwrócić uwagę na b. tolerancyjna formę wypowiedzi Krajewskiego: Cytat: - Kim są dla Pana chrześcijanie? Chrześcijanie są naszymi sojusznikami. Bolesne wspomnienia tragicznych wydarzeń - chrześcijańskich prześladowań Żydów - nie wykluczają możliwości takiego sojuszu. Co więcej, chrześcijanie są naszymi braćmi: znajdują się w szczególnej relacji z Bogiem Izraela, co stawia ich w szczególnej relacji do nas, Żydów. Tworzą oni osobną warstwę całości, którą można określić jako Izrael (oczywiście w szerszym niż potoczny sensie). Życzę chrześcijanom i Kościołowi jak najlepiej, choć często złoszczą mnie ich działania albo czuję się przez nich zagrożony. Na poziomie bardziej osobistym, mam wielu przyjaciół wśród poważnych, zaangażowanych chrześcijan i zawsze będę w stosunku do nich lojalny. Wiem, że przynajmniej dla niektórych z nich moi przeciwnicy - ludzie, którzy są przeciwko mnie w imię chrześcijaństwa - są także ich przeciwnikami. (..) Nie akceptuję, a nawet nie rozumiem twierdzenia, że Jezus jest Bogiem, ale to nie stanowi dla mnie problemu. Oznacza tylko, że chrześcijańska koncepcja Boga zawiera elementy, które są mi obce. To nas różni, ale istnieje znacznie więcej różnic pomiędzy różnymi religiami (...) Interpretacja najmniejszego szczegółu Tory i łączenie nowych idei z tekstem biblijnym to sposób na utrzymanie w judaizmie głębokiej jedności. Sądzę, że w chrześcijaństwie jest nieco inaczej. Odrzucam wszystkie dosłowne i fundamentalistyczne sposoby odczytywania Biblii i tradycji - żydowskie czy chrześcijańskie. Żydowskie frustrują mnie szczególnie. - Jaki rodzaj wspólnego - żydowskiego i chrześcijańskiego - świadectwa byłby najbardziej przekonujący "wobec całej ludzkości, by poprawiać życie wszystkich ludzi, naszych bliźnich i by przeciwstawiać się niemoralności i bałwochwalstwu, które nas rani i degraduje" (Dabru emet)? Sprzeciwianie się idolatrii, to wielkie i trudne zadanie, na wszystkich poziomach. Globalizacja, nauka, szybkie zmiany społeczne przynoszą problemy wspólne nam wszystkim. Ani nauki przyrodnicze, ani historyczne, ani, dla przykładu, ateizm nie sa dla mnie złem. Muszą nam pomóc w pokonaniu starych, naiwnych, dziecinnych form religijności - a to wspólne zadanie. (..) Najważniejszy problem w tym wymiarze to wypracowanie bardziej pozytywnego stosunku do religijnego pluralizmu, a szczególnie dla roli chrześcijaństwa z jego pozycją "stowarzyszonego członkostwa w domu Izraela" (termin Michaela Wyschogroda). - Czy istnieją dwie drogi zbawienia - przez Jezusa (dla chrześcijan) i przez Torę (dla Żydów)? Tak. Przynajmniej jeśli będziemy używać chrześcijańskiej terminologii. I "przez Jezusa" nie będzie znaczyło "jedynie poprzez wiarę w Jezusa" (i jego szczególny status)
Wiecej tu: www.fzp.net.pl/opinie/zydzi-i-chrzescijanieW drugą stronę jest niestety znacznie gorzej (również historycznie) - przeczytałem sobie na swój własny użytek ocenę pewnego ks. prof., jak wg niego żydzi widzą chrześcijan. Po prostu k a p l i c a  łącząc pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >> Za obrzucanie potencjalnymi winami powinien >> być potencjalny minus >Moje uwagi pod pana adesem są uzasadnione, w każdej chwili mogę każdą z nich doprecyzować oraz rozwinąć.
>> ten trop jest fałszywy, co wykazałem powyżej, w odpowiedzi >> na prowokacyjne i nielogiczne posty p. "Big-Żyda".
>Przeczytałem Waszą wymianę postów. Szczerze - nie bardzo widzę co pan w nim "wykazał" oprócz niewielkiego zrozumienia intencji big_zyd'a oraz pańskich mało uzasadnionych wątpliwości pod kątem autentycznosci i głebokości wiary Chazarów.
>Więc jeszcze raz: postawił pan tezę, że autentyczni żydzi-Semici zadaliby znacznie więcej cierpienia chrześcijanom, niż oni żydom (to ostatnie notabene jest faktem historycznym, a to pierwsze niestety tylko pana domysłem).
Zakładam po prostu, że judaizm jest religią ekskluzywną, zamkniętą na inne wyznania (i narody). Nie uważam także, aby należało ten naród mierzyć jakąś szczególną miarą. Albo mówimy dobrze i źle o wszystkich narodach, albo o wszystkich tylko i wyłącznie dobrze. Antysemityzm jest bezzasadnym krytycyzmem w stosunku do Żydów, który nie ma nic wspólnego z krytycyzmem zasadnym. Trzeba te dwie rzeczy odróżniać. Chyba że Pan uważa, że wszelka krytyka pod adresem Żydów jest bezzasadna (?), wtedy faktycznie każdy głos krytyczny będzie wyrazem antysemityzmu.
>Jedna uwaga co do nazw użytkowników i informacji od Moda, po której jak widzę poczuł się pan osobiscie doktnięty. >Na Forum musi panować porządek, proszę takich uwag nie brać ambicjonalnie, tylko postarać się dostosować. Nikt tu pana osobiscie nie chce sekować. Polemizujemy z pana tezami i twierdzeniami, oceniamy pana wiedzę, a nie pana wygląd, osobowość, charakter czy tez pochodzenie. >Absolutnie nie musi się pan czuć pokrzywdzony, a że czasem zbijanie z pantałyku przez mądrzejszego bywa trudne - tak jest nie od dziś, ostatecznie to każdemu z nas wychodzi na zdrowie (również ja nie jestem tu wyjątkiem)
Psychologizuje Pan całe zagadnienia. Proszę się nie przejmować moimi uczuciami, intencjami, itp. tylko moimi tezami. Powtarzam, nie interesują mnie kwestie psychologiczne, tylko logiczne - prawdziwość lub fałszywość tez, ich uzasadnienie lub brak uzasadnienia oraz stosunki logiczne między tezami. Racjonalizm pojmuję właśnie tak.
>Religia judaistyczna ma na tyle skonsolidowaną i zdecydowanie dłuższą od chrześcijańskiej historię i dorobek i tradycję, że właściwie chrześcijaństwo ani Chrystus żydom potrzebni nie są. W kwestii wiary oni są samowystarczalni.
Na tym właśnie polega zagrożenie, o którym piszę wyżej. Tak naprawdę podziela Pan mój pogląd, nawet o tym nie wiedząc.
>Te dwie religie jednak jakoś w dzisiejszym świecie muszą koegzystować,
To osobna kwestia, której moje pytanie nie dotyczyło.
A propos wypowiedzi p. S. Krajewskiego:
>Chrześcijanie są naszymi sojusznikami. Bolesne wspomnienia tragicznych wydarzeń - chrześcijańskich prześladowań Żydów - nie wykluczają możliwości takiego sojuszu. Co więcej, chrześcijanie są naszymi braćmi: znajdują się w szczególnej relacji z Bogiem Izraela, co stawia ich w szczególnej relacji do nas, Żydów.
Czy Żydzi naprawdę uważają, że "chrześcijanie są w szczególnej relacji z Bogiem Izraela?" Z jakiej przyczyny mieliby w takiej relacji być? Przecież Jezus ich zdaniem nie był nawet prorokiem, więc jego słowa nie mają żadnej mocy, nie pochodzą od Boga.
Krajewski przyznaje dalej:
>(..) Nie akceptuję, a nawet nie rozumiem twierdzenia, że Jezus jest Bogiem,
No więc jak chrześcijanie mogą być w szczególnej relacji z Bogiem? St. Krajewski sam sobie przeczy.
>Oznacza tylko, że chrześcijańska koncepcja Boga zawiera elementy, które są mi obce. To nas różni, ale istnieje znacznie więcej różnic pomiędzy różnymi religiami (...) Interpretacja najmniejszego szczegółu Tory i łączenie nowych idei z tekstem biblijnym to sposób na utrzymanie w judaizmie głębokiej jedności. Sądzę, że w chrześcijaństwie jest nieco inaczej. Odrzucam wszystkie dosłowne i fundamentalistyczne sposoby odczytywania Biblii i tradycji - żydowskie czy chrześcijańskie. Żydowskie frustrują mnie szczególnie.
To dyskwalifikuje St. Krajewskiego jako przedstawiciela religii mojżeszowej jako takiej. Krajewski jest przedstawicielem judaizmu zmodernizowanego (wskazuje na to odwołanie do Wyschogroda). Mnie zaś chodzi o judaizm ortodoksyjny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Zakładam po prostu, że judaizm jest religią ekskluzywną,> zamkniętą na inne wyznania (i narody)Nie jest ani ekskluzywną, ani zamkniętą na inne narody, co z resztą widać jak na dłoni m.in. w wywiadzie z Krajewskim. A propos narodów - znów miesza pan dwie różne rzeczy: religię wyznawaną przez dany naród (lub jego część) i ten naród. Proszę zobaczyć jak w sumie jednorodny pod względem religijności Izrael zrobił skok technologiczny, intelektualny i gospodarczy przez kilka dziesiątek ostatnich lat. To by się przecież nie udało gdyby ci sami ludzie, którzy wierzą w swojego jedynego żydowskiego Boga byli zamknięci! A propos religii: istotnie, mają oni swój system wierzeń i reformowania ich (rozproszeni rabini o często odmiennych poglądach) ale nie bardzo widzę gdzie pan tu upatruje zagrożenie. Druga sprawa - zastanawia mnie, czy to nie jest czasem tak, że upatruje pan wady w cudzej religii nie widząc dokładnie tych samych w swojej.. czy chrześcijaństwo jest więcej, czy mniej otwarte od religii żydowskiej? Mówię o praktyce, nie o szczytnych założeniach np. Soboru Watykańskiego II. Np. ostatnia świeża jeszcze sprawa rozpracowania metodami naukowymi idącej w tysiące ofiar pedofilii w Kościele w Niemczech: najpierw episkopat niemiecki się na to zgodził w "dobrej wierze", teraz w końcowej, najważnieszej fazie współpracę z profesorem Christianem Pfeifferem zerwał. wyborcza.p(*)iem_niemieckiego_Kosciola.html> Antysemityzm jest bezzasadnym krytycyzmem w stosunku do> Żydów, który nie ma nic wspólnego z krytycyzmem zasadnym.> Trzeba te dwie rzeczy odróżniać.Zgadza się. Czy pan je więc odróżnia? Proszę zauważyć, że to nie ja rozpocząłem wątek domniemanego "zagrożenia ze strony żydów (Żydów)" > Chyba że Pan uważa, że wszelka krytyka pod adresem> Żydów jest bezzasadna (?), wtedy faktycznie każdy głos krytyczny> będzie wyrazem antysemityzmu.Zależy jaka krytyka. Może pan jakąś konkretnie przytoczyć, wówczas postaram się odnieść. Tak to znów mówimy o oderwanych od realności, abstrakcyjnych poglądach. > Psychologizuje Pan całe zagadnienia. Proszę się nie przejmować> moimi uczuciami, intencjami, itp. tylko moimi tezami.To czym się przejmuję a czym nie, to moja osobista sprawa. Nie przykładam do tej mojej dygresji nadmiernej wagi, chcę tylko aby nie czuł się pan tu jakoś nadmiernie sekowany, z mojej wiedzy wynika, że to zawsze jakoś wpływa na jakość konwersacji. Ok, kończymy wątek. > Powtarzam, nie interesują mnie kwestie psychologiczne, tylko> logiczne - prawdziwość lub fałszywość tez, ich uzasadnienie> lub brak uzasadnienia oraz stosunki logiczne między tezami.Widzimy wszyscy co pana interesuje, pisze pan przecież do nas już od dłuższego czasu. Ale widzimy też trochę więcej - jak trudno się panu tu zasymilować i może jak samotny (na siłę samodzielny?) pan bywa w życiu. To moje prywatne spostrzeżenie, proszę nie brać tego do siebie, a już na Boga! - niekoniecznie rozwijać. > > Religia judaistyczna ma na tyle skonsolidowaną i zdecydowanie> > dłuższą od chrześcijańskiej historię i dorobek i tradycję, że> > właściwie chrześcijaństwo ani Chrystus żydom potrzebni nie są.> > W kwestii wiary oni są samowystarczalni.> Na tym właśnie polega zagrożenie, o którym piszę wyżej.Z tego co pan napisał można wysnuć wniosek, że to nie Żydom chrześcijaństwo jest potrzebne do szczęścia i poczucia bezpieczeństwa, tylko panu (chrześcijanom?) otwarci (!) żydzi. Zupełnie absurdalny wniosek, wieki nie potwierdziły w żaden sposób tej irracjonalnej bojaźni. > Tak naprawdę podziela Pan mój pogląd, nawet o tym nie wiedząc.Bynajmniej. Ale rozumiem, ze czuł by się pan lepiej, gdybym podzielał. > Czy Żydzi naprawdę uważają, że "chrześcijanie są w szczególnej> relacji z Bogiem Izraela?" Z jakiej przyczyny mieliby w takiej relacji> być? Przecież Jezus ich zdaniem nie był nawet prorokiem, więc> jego słowa nie mają żadnej mocy, nie pochodzą od Boga.Trudno mi się do tego precyzyjnie odnieść, bo nie znam religii żydowskiej aż tak dobrze. Może dlatego, że uważają Jezusa za Rabbiego? (a to w ich oczach już jest coś) Może też dlatego, że chrześcijanie w jakiś sposób uznają Biblię ST, która przecież jest częścią tradycji żydowskiej? Dobry temat na założenie osobnego wątku, proszę panie Elsap czuć się wolnym do tego. Naprawdę. > Krajewski przyznaje dalej:> >(..) Nie akceptuję, a nawet nie rozumiem twierdzenia, że Jezus jest Bogiem,> No więc jak chrześcijanie mogą być w szczególnej relacji z Bogiem? St. Krajewski sam sobie przeczy.Nie przeczy. Po prostu ma inny, szerszy sposób patrzenia niż pan. A już z pewnością bardziej tolerancyjny. Pan reprezentuje sposób patrzenia "płaskiej ziemi" - on widzi różnice ale i podobieństwa, nie chce koncentrować się na różnicach i okopywać, jak to robi wielu chrześcijan (i zapewne też wielu wyznawców jego religii). Sugeruję podejść do tego bardziej pozytywnie, niż tylko krytycznie. > > Odrzucam wszystkie dosłowne i fundamentalistyczne sposoby> > odczytywania Biblii i tradycji - żydowskie czy chrześcijańskie.> > Żydowskie frustrują mnie szczególnie.> To dyskwalifikuje St. Krajewskiego jako przedstawiciela religii> mojżeszowej jako takiej. Krajewski jest przedstawicielem judaizmu> zmodernizowanego (wskazuje na to odwołanie do Wyschogroda).> Mnie zaś chodzi o judaizm ortodoksyjny.Ma pan więc przykład, jak judaizm może ewoluować i jak jest różnorodny. Gdzie tu jednak zagrożenie? Ja go jakoś nie widzę, ale chętnie dam się pouczyć jeśli pan go widzi i jest to racjonalne. życzę miłego dnia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | > > Zakładam po prostu, że judaizm jest religią ekskluzywną,> > zamkniętą na inne wyznania (i narody)> Nie jest ani ekskluzywną, ani zamkniętą na inne narody, co z resztą widać jak na dłoni m.in. w wywiadzie z Krajewskim.Myli Pan judaizm ortodoksyjny z reformowanym. > A propos narodów - znów miesza pan dwie różne rzeczy: religię wyznawaną przez dany naród (lub jego część) i ten naród.Nie mieszam. Sprawa jest przecież wyjaśniona w postach powyżej. > Proszę zobaczyć jak w sumie jednorodny pod względem religijności Izrael zrobił skok technologiczny, intelektualny i gospodarczy przez kilka dziesiątek ostatnich lat. To by się przecież nie udało gdyby ci sami ludzie, którzy wierzą w swojego jedynego żydowskiego Boga byli zamknięci!Ortodoksi żydowscy są w Izraelu w mniejszości, m.in. przez falę emigracji z byłego ZSRR i Rosji. Rozwój, o którym Pan wspomina, jest wynikiem ogromnej pomocy finansowej ze strony USA. > Druga sprawa - zastanawia mnie, czy to nie jest czasem tak, że upatruje pan wady w cudzej religii nie widząc dokładnie tych samych w swojej.. czy chrześcijaństwo jest więcej, czy mniej otwarte od religii żydowskiej? Mówię o praktyce, nie o szczytnych założeniach np. Soboru Watykańskiego II.Nie rozumiem co znaczy "otwarte". Proszę najpierw zdefiniować otwartość. > Np. ostatnia świeża jeszcze sprawa rozpracowania metodami naukowymi idącej w tysiące ofiar pedofilii w Kościele w Niemczech: najpierw episkopat niemiecki się na to zgodził w "dobrej wierze", teraz w końcowej, najważnieszej fazie współpracę z profesorem Christianem Pfeifferem zerwał.> wyborcza.p(*)iem_niemieckiego_Kosciola.htmlNie rozumem, co to ma wspólnego z tematem. Dla nawiązania z tematyką: bar-micwa u Żydów przypada na 13. rok życia i chłopiec w tym wieku może się ożenić (dziewczynka przechodzi bat micwę w wieku 12 lat i może odtąd wyjść za mąż). Jakoś nie słyszałem, żeby podnoszono przy tej okazji argument pedofilii. Jak Pan ocenia możliwość ślubu np. 50-latka z 12-letnią dziewczyną? Proszę o konkretną i jednoznaczną odpowiedz. > > Antysemityzm jest bezzasadnym krytycyzmem w stosunku do> > Żydów, który nie ma nic wspólnego z krytycyzmem zasadnym.> > Trzeba te dwie rzeczy odróżniać.> Zgadza się. Czy pan je więc odróżnia? Proszę zauważyć, że to nie ja rozpocząłem wątek domniemanego "zagrożenia ze strony żydów (Żydów)"> > Chyba że Pan uważa, że wszelka krytyka pod adresem> > Żydów jest bezzasadna (?), wtedy faktycznie każdy głos krytyczny> > będzie wyrazem antysemityzmu.> Zależy jaka krytyka. Może pan jakąś konkretnie przytoczyć, wówczas postaram się odnieść.Na przykład krytyka polityki państwa Izrael. > Widzimy wszyscy co pana interesuje, pisze pan przecież do nas już od dłuższego czasu. Ale widzimy też trochę więcej - jak trudno się panu tu zasymilować i może jak samotny (na siłę samodzielny?) pan bywa w życiu. To moje prywatne spostrzeżenie, proszę nie brać tego do siebie, a już na Boga! - niekoniecznie rozwijać.Nie przyszedłem tu dla asymilacji, tylko dla argumentacji. Tylko to mnie interesuje. > >> Religia judaistyczna ma na tyle skonsolidowaną i zdecydowanie> >> dłuższą od chrześcijańskiej historię i dorobek i tradycję, że> >> właściwie chrześcijaństwo ani Chrystus żydom potrzebni nie są.> >> W kwestii wiary oni są samowystarczalni.> > Na tym właśnie polega zagrożenie, o którym piszę wyżej.> Z tego co pan napisał można wysnuć wniosek, że to nie Żydom chrześcijaństwo jest potrzebne do szczęścia i poczucia bezpieczeństwa, tylko panu (chrześcijanom?) otwarci (!) żydzi.> Zupełnie absurdalny wniosek, wieki nie potwierdziły w żaden sposób tej irracjonalnej bojaźni.Szczerze powiedziawszy, nie rozumiem Pana uwagi. > > Czy Żydzi naprawdę uważają, że "chrześcijanie są w szczególnej> > relacji z Bogiem Izraela?" Z jakiej przyczyny mieliby w takiej relacji> > być? Przecież Jezus ich zdaniem nie był nawet prorokiem, więc> > jego słowa nie mają żadnej mocy, nie pochodzą od Boga.> Trudno mi się do tego precyzyjnie odnieść, bo nie znam religii żydowskiej aż tak dobrze. Może dlatego, że uważają Jezusa za Rabbiego? (a to w ich oczach już jest coś) Może też dlatego, że chrześcijanie w jakiś sposób uznają Biblię ST, która przecież jest częścią tradycji żydowskiej?Nie wystarcza to chyba do "szczególnej" więzi z Bogiem, o jakiej mówił p. Krajewski. > >Krajewski przyznaje dalej:> >>(..) Nie akceptuję, a nawet nie rozumiem twierdzenia, że Jezus jest Bogiem,> >No więc jak chrześcijanie mogą być w szczególnej relacji z Bogiem? St. Krajewski sam sobie przeczy.> Nie przeczy. Po prostu ma inny, szerszy sposób patrzenia niż pan.Inny, bo sprzeczny. I pomyśleć, że Krajewski jest doktorem matematyki (zajmował się twierdzeniem Goedla). Naprawdę, miałem o nim lepsze zdanie. > Sugeruję podejść do tego bardziej pozytywnie, niż tylko krytycznie.> >> Odrzucam wszystkie dosłowne i fundamentalistyczne sposoby> >> odczytywania Biblii i tradycji - żydowskie czy chrześcijańskie.> >> Żydowskie frustrują mnie szczególnie.> > To dyskwalifikuje St. Krajewskiego jako przedstawiciela religii> > mojżeszowej jako takiej. Krajewski jest przedstawicielem judaizmu> > zmodernizowanego (wskazuje na to odwołanie do Wyschogroda).> > Mnie zaś chodzi o judaizm ortodoksyjny.> Ma pan więc przykład, jak judaizm może ewoluować i jak jest różnorodny. Gdzie tu jednak zagrożenie? Ja go jakoś nie widzę, ale chętnie dam się pouczyć jeśli pan go widzi i jest to racjonalne.Nadal jednak jestem ciekaw stanowiska judaizmu ortodoksyjnego w kwestii osoby Jezusa i jego nauk.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Myli Pan judaizm ortodoksyjny z reformowanym.Jeśli pisał pan o zamknięciu w obrębie judaizmu ortodoksyjnego (o którym ja dotąd nie mówiłem) to proszę o jakieś przykłady na udowodnienie tej tezy. Nikt tu panu na słowo nie uwierzy. > Ortodoksi żydowscy są w Izraelu w mniejszości, m.in.> przez falę emigracji z byłego ZSRR i Rosji. Rozwój, o którym> Pan wspomina, jest wynikiem ogromnej pomocy finansowej ze strony USA.Wg mojej wiedzy to był raczej impuls. Oni sobie dziś dość dobrze już radzą sami a zaplecze w USA dziś w moim odczuciu bardziej tworzy pewien klimat polityczny, niż ekonomicznie pomaga. > > Druga sprawa - zastanawia mnie, czy to nie jest czasem tak, że> > upatruje pan wady w cudzej religii nie widząc dokładnie tych> > samych w swojej.. czy chrześcijaństwo jest więcej, czy mniej> > otwarte od religii żydowskiej? Mówię o praktyce, nie o szczytnych> > założeniach np. Soboru Watykańskiego II.> Nie rozumiem co znaczy "otwarte". Proszę najpierw zdefiniować otwartość.Otwarte w sensie o którym tu mówimy, to: a) otwartosć na zdobycze innych religii np. buddyzmu, protestantyzmu itp. b) otwartość na światło nauki, w tym osiągnięcia socjologii, psychologii, nauk przyrodniczych, humanizmu > Nie rozumem, co to ma wspólnego z tematem.Spokojnie. Mówimy tu o otwartości. Sposób podejścia do zjawiska pedofilii Kościoła vs nauki + prawa świeckiego to dziś wciaż dwa różne swiaty. Wciąż wielką bolączką jest to, że Kościół wykorzystuje w swym prawie kanonicznym jedynie zapisy będace jego tradycją - krzywdząc w konsekwencji ofiary pedofilii w dwójnasób: a) piętnując na resztę życia odbierajac im w trakcie trwania kryminalnego procederu "czystość" b) później odżegnując się w praktyce od odpowiedzialnosci i pomocy ofiarom, a dbając gównie o swoje cele, w tym swój image. Czy teraz jest to trochę jaśniesze? > Jak Pan ocenia możliwość ślubu np. 50-latka z 12-letnią> dziewczyną? Proszę o konkretną i jednoznaczną odpowiedz.Jestem przeciwny. Jednak w określonej kulturze śluby 12 letniego chłopca i 12letniej dziewczynki, dalszy ich rozwój pod okiem rodziców to raczej przeznaczenie sobie nawzajem, niż przyjęcie samodzielnego cieżaru życia z jego konsekwencjami (np. swoimi dziećmi) prosze brać to też pod uwagę. Teraz pytanie do pana: jak pan ocenia jednoznaczny zakaz pod groźbą grzechu używania prezerwatyw w Afryce, utrzymywany za pontyfikatu JP II? Mówimy cały czas w kontekście otwartości lub jej braku. > >> Chyba że Pan uważa, że wszelka krytyka pod adresem> >> Żydów jest bezzasadna (?), wtedy faktycznie każdy głos krytyczny> >> będzie wyrazem antysemityzmu.> > Zależy jaka krytyka. Może pan jakąś konkretnie przytoczyć, wówczas postaram się odnieść.> Na przykład krytyka polityki państwa Izrael.Jaki konkretnie jej aspekt? > Nie przyszedłem tu dla asymilacji, tylko dla argumentacji. Tylko to mnie interesuje.A szkoda. Nie mniej rozumiem i nie mam dalszych pytań. > Szczerze powiedziawszy, nie rozumiem Pana uwagi.Trudno. > Nie wystarcza to chyba do "szczególnej" więzi z Bogiem, o jakiej mówił p. Krajewski.Jakąś wspólną alegorią może być Bóg - Ojciec. > > Nie przeczy. Po prostu ma inny, szerszy sposób patrzenia niż pan.> Inny, bo sprzecznyW życiu! Nie jest tak  . Prosze przeczytac uważnie artykuł jeszcze raz, a znajdzie pan z pewnością miejsca, w których Krajewski odnosi się do różnic nie starajac się ich bagatelizować ni równać na siłę. > > Ma pan więc przykład, jak judaizm może ewoluować i jak jest> > różnorodny. Gdzie tu jednak zagrożenie? Ja go jakoś nie widzę,> > ale chętnie dam się pouczyć jeśli pan go widzi i jest to racjonalne.> Nadal jednak jestem ciekaw stanowiska judaizmu ortodoksyjnego w kwestii osoby Jezusa i jego nauk.To musi pan poszperać, a jak pan już znajdzie i zacytuje lub wklei skrót "stanowiska judaizmu ortodoksyjnego w kwestii osoby Jezusa i jego nauk" to chętnie się zapoznam, ewent, o tym z panem porozmawiam - myślę ze nie tylko ja. łacząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 |
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Przeczytałem, ciekawe to wszystko. Prof. Peter Schäfer wygląda na profesjonalistę z wyważonym podejsciem. pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Rzeczą, którą należałoby zbadać jest także to, na ile obraz Jezusa w Talmudzie przyczynił się do późniejszych prześladowań Żydów ze strony chrześcijan. Przecież padające tam słowa mogły być potraktowane jako bluźnierstwo, trudno zaś od danej religii wymagać tolerancji w stosunku do ludzi, którzy z jej punktu widzenia są bluźniercami, tym bardziej postawy "otwartej", czymkolwiek by była.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > trudno zaś od danej religii wymagać tolerancji w stosunku do ludzi,> którzy z jej punktu widzenia są bluźniercami, tym bardziej postawy> "otwartej", czymkolwiek by była.Jeśli pisze pan to jako wzór do działania "tu i teraz", przybliża się pan do postawy dzisiejszych aktywistów muzułmańskich. Czy to czasem aby nie przesada? Przeszłość to przeszłość, nie sądzę aby jakiś biskup studiował aż tak dokładnie Talmud, ale może - kwestia dyskusyjna. Nie mniej dobrze by było, gdyby dziś te niesnaski odłożyć ad acta. To już przecież dawna przeszłość i nie ma sensu do niej wracać, bo i po co? Krwi sie rozlało aż zanadto dużo. Zwrócmy uwagę, co o tym mówi w sposób dość wyważony sam autor książki: Cytat:- A dzisiaj? Talmud nadal przecież ma w judaizmie status bardzo ważnej księgi. Czy Żydzi nadal wierzą, że Jezus gotuje się w piekle w ekskrementach? - Nie, nie sądzę, żeby ktoś to dziś brał na poważnie. Żydzi naszych czasów uważają te wszystkie zapisy za dziwaczną, bardzo nieprzyjemną historię, wymyśloną przez jakichś zwariowanych rabinów. Na pewno nie uważają już, że Jezus zasługiwał na śmierć. Zresztą, tak naprawdę zdecydowana większość z nich takimi rzeczami się nie zajmuje i niewiele ich to obchodzi. Talmudyczne tezy na temat chrześcijaństwa nie są przedmiotem debat w dzisiejszym świecie żydowskim. - Dlaczego? - Gdy Żydzi myślą o chrześcijaństwie i historii krajów chrześcijańskich, patrzą na nią przez pryzmat setek lat straszliwych prześladowań, jakich zaznali z rąk wyznawców Chrystusa. Fali pogromów w średniowieczu, czy ostatnio - Holokaustu. Gdzie tu miejsce na religijne debaty na temat wizerunku Jezusa w sporządzonym kilkanaście wieków temu w Babilonie Talmudzie? (..) Ultra-ortodoksi zamieszkujący jerozolimską dzielnicę Mea-Szerim to margines. Jestem w stałym kontakcie z wieloma wybitnymi żydowskimi naukowcami i rabinami. Wielokrotnie dyskutowaliśmy na temat mojej książki i zawartych w niej tez. Zapewniam, że nikt poważny nie traktuje Talmudu jako wiarygodnego źródła na temat życia i śmierci Jezusa Chrystusa. łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>> trudno zaś od danej religii wymagać tolerancji w stosunku do ludzi, >> którzy z jej punktu widzenia są bluźniercami, tym bardziej postawy >> "otwartej", czymkolwiek by była. >Jeśli pisze pan to jako wzór do działania "tu i teraz", przybliża się pan do postawy dzisiejszych aktywistów muzułmańskich. Czy to czasem aby nie przesada?
Oczywiście nie chodzi mi o to, co jest tu i teraz. Myślę o tym co było w średniowieczu, kiedy nie było liberalnych odłamów judaizmu i kiedy ogromna większość Żydów wyznawała ortodoksję, a więc siłą rzeczy musiała uznawać i Talmud (nawet jeżeli nie znała go dokładnie). Jak Pan to sobie wyobraża: żyję w XV wieku, uznaję (chcąc nie chcąc), że Jezus jest w piekle i gotuje się w ekskrementach i co... oczekuję tolerancji? Przecież czasy były ciężkie i okrutne, władcy byli mordowani przez członków własnych rodzin, oślepiani, wyrywano im języki, kłamcy musieli odszczekiwać swoje słowa pod stołem, złodzieje byli pozbawiani rąk, wieszani na oczach tłumu, topieni, itp., nawet jeżeli byli chrześcijanami. Za najmniejszą przewinę karano bardzo surowo (w stosunku do czasów nam współczesnych).
>Nie mniej dobrze by było, gdyby dziś te niesnaski odłożyć ad acta. To już przecież dawna przeszłość i nie ma sensu do niej wracać, bo i po co? Krwi się rozlało aż zanadto dużo.
Naturalnie, przecież nie nawołuję do wojny religijnej. Nawiasem mówiąc podoba mi się bardzo idea Polski wielu narodów i wielu wyznań (polska Jagiellonów), gdzie żyją katolicy, prawosławni, żydzi, grekokatolicy, polscy muzułmanie, karaimi, itd., a także oczywiście ludzie bezwyznaniowi (co jest dla mnie szczególnym wyznaniem, ale teraz pominę ten wątek).
Jeżeli jednak przypominamy o prześladowaniach Żydów, jako to czyni Krajewski już w pierwszym zdaniu, to w imię prawdy historycznej powiedzmy i o tym, co jest w Talmudzie (a o czym się wypowiedział Krajewski nad wyraz dyplomatycznie). Innymi słowy, albo odsłaniamy wszystkie karty, albo żadnej (Krajewski odsłania niektóre).
>Zwrócmy uwagę, co o tym mówi w sposób dość wyważony sam autor książki: > [cytat]- A dzisiaj? Talmud nadal przecież ma w judaizmie status bardzo ważnej księgi. Czy Żydzi nadal wierzą, że Jezus gotuje się w piekle w ekskrementach? >- Nie, nie sądzę, żeby ktoś to dziś brał na poważnie. Żydzi naszych czasów uważają te wszystkie zapisy za dziwaczną, bardzo nieprzyjemną historię, wymyśloną przez jakichś zwariowanych rabinów. Na pewno nie uważają już, że Jezus zasługiwał na śmierć. Zresztą, tak naprawdę zdecydowana większość z nich takimi rzeczami się nie zajmuje i niewiele ich to obchodzi. Talmudyczne tezy na temat chrześcijaństwa nie są przedmiotem debat w dzisiejszym świecie żydowskim.
Tak, ale myślą tak teraz, po 1700 lat dominacji chrześcijaństwa w Europie i po prześladowaniach, jakie ich spotkały.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jak Pan to sobie wyobraża: żyję w XV wieku, uznaję> (chcąc nie chcąc), że Jezus jest w piekle i gotuje się w ekskrementach> i co... oczekuję tolerancji?Rozumiem. Czyli w zamian co? Cios wyprzedzający, tak? > Przecież czasy były ciężkie i okrutne, władcy byli mordowani przez> członków własnych rodzin, oślepiani, wyrywano im języki, kłamcy> musieli odszczekiwać swoje słowa pod stołem, złodzieje byli> pozbawiani rąk, wieszani na oczach tłumu, topieni, itp., nawet jeżeli> byli chrześcijanami. Za najmniejszą przewinę karano bardzo surowo> (w stosunku do czasów nam współczesnych).Zgadza się. Były to czasy trudne - karano za to, co ktoś powiedział przede wszystkim, a nie za to co zrobił. Czy to jednak usprawiedliwia chrześcijan? Nie. Dla mnie, jeśli ktoś wyznaje tak pacyfistyczne zasady spisane w swojej Świętej Księdze - wymaga się od niego dużo więcej. > Nawiasem mówiąc podoba mi się bardzo idea Polski wielu> narodów i wielu wyznań (polska Jagiellonów), gdzie żyją> katolicy, prawosławni, żydzi, grekokatolicy, polscy muzułmanie,> karaimi, itd., a także oczywiście ludzie bezwyznaniowi (co jest> dla mnie szczególnym wyznaniem, ale teraz pominę ten wątek).To także mnie jest bliskie. Co do ostatniego zdania tak, już pan o tym wcześniej nie tak dawno temu mówił - i jak pamętam zebrał na siebie falę krytyki. > o tym, co jest w Talmudzie (a o czym się wypowiedział Krajewski> nad wyraz dyplomatycznie)> Innymi słowy, albo odsłaniamy wszystkie karty, albo żadnej (Krajewski odsłania niektóre).Ale jednak. Kto dziś z drugiej strony pamięta choćby słowa Prymasa Tysiąclecia z czasu bezposrednio przed II woja światową o żydach? Pan pamięta? Ale mówiliśmy o Biblii - pomijając juz słowa doktorów kościoła, świętych i papieży (choćby słynne już słowa Papieża Pawła IV o zakładanie gett, określaniu żydów mianem skazanych na wieczną niewolę oraz oburzenie, że nie noszą oznak hańby itp). Oczywiscie, teraz właśnie odkrył pan tą kartę przytaczając artykuł o książce prof. Petera Schäfera. Szanuję to. Natomiast jedna rzecz nam się tu gubi i chcę teraz zwrócić na nią pana uwagę: Ogólnie Talmud jest uporządkowanym zbiorem praw religijnych, opartych na rozważaniach rabinów żyjących między III w. p.n.e. a VI w. n.e. Redakcję Talmudu Jerozolimskiego np. ukończono w IV w.n.e. Relacje o Jezusie i fantazje na jego temat spisane były jakiś czas po wiadomych zdarzeniach, a raczej ich zapisach w Biblii NT chrześcijan. I tu pytanie: Czy zastanowiło pana może, w reakcji na co żydzi ułożyli tak obrzydliwe obrazy Jezusa? > Tak, ale myślą tak teraz, po 1700 lat dominacji chrześcijaństwa> w Europie i po prześladowaniach, jakie ich spotkały.No tak, strasznie długo im zabrało dojscie do >>prawdy<< którą trzeba im było wbijać młotkiem do głowy. Bezmyślne wstrętne półgłowki, a fe!!  pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | > > Jak Pan to sobie wyobraża: żyję w XV wieku, uznaję> >(chcąc nie chcąc), że Jezus jest w piekle i gotuje się w ekskrementach> > i co... oczekuję tolerancji?> Rozumiem. Czyli w zamian co? Cios wyprzedzający, tak?Nie wiem. Po prostu staram się zrozumieć ówczesną sytuację. > > Przecież czasy były ciężkie i okrutne, władcy byli mordowani przez> > członków własnych rodzin, oślepiani, wyrywano im języki, kłamcy> > musieli odszczekiwać swoje słowa pod stołem, złodzieje byli> > pozbawiani rąk, wieszani na oczach tłumu, topieni, itp., nawet jeżeli> > byli chrześcijanami. Za najmniejszą przewinę karano bardzo surowo> > (w stosunku do czasów nam współczesnych).> Zgadza się. Były to czasy trudne - karano za to, co ktoś powiedział przede wszystkim, a nie za to co zrobił.Skąd takie informacje? > Czy to jednak usprawiedliwia chrześcijan? Nie. Dla mnie, jeśli ktoś wyznaje tak pacyfistyczne zasady spisane w swojej Świętej Księdze - wymaga się od niego dużo więcej.Jakie pacyfistyczne zasady? Żaden katolik nie głosi, że każda wojna albo użycie siły jest złem. Wojna (użycie siły) jest czasem moralnie uprawnione. > > Innymi słowy, albo odsłaniamy wszystkie karty, albo żadnej (Krajewski odsłania niektóre).> Ale jednak. Kto dziś z drugiej strony pamięta choćby słowa Prymasa Tysiąclecia z czasu bezposrednio przed II woja światową o żydach? Pan pamięta?> Ale mówiliśmy o Biblii - pomijając juz słowa doktorów kościoła, świętych i papieży (choćby słynne już słowa Papieża Pawła IV o zakładanie gett, określaniu żydów mianem skazanych na wieczną niewolę oraz oburzenie, że nie noszą oznak hańby itp). Oczywiscie, teraz właśnie odkrył pan tą kartę przytaczając artykuł o książce prof. Petera Schäfera. Szanuję to. Natomiast jedna rzecz nam się tu gubi i chcę teraz zwrócić na nią pana uwagę: To temat dla historyków. Z pewnością nikt nie jest bez wad. Kościół też ma wiele na sumieniu. > Ogólnie Talmud jest uporządkowanym zbiorem praw religijnych, opartych na rozważaniach rabinów żyjących między III w. p.n.e. a VI w. n.e. Redakcję Talmudu Jerozolimskiego np. ukończono w IV w.n.e.> Relacje o Jezusie i fantazje na jego temat spisane były jakiś czas po wiadomych zdarzeniach, a raczej ich zapisach w Biblii NT chrześcijan.> I tu pytanie:> Czy zastanowiło pana może, w reakcji na co żydzi ułożyli tak obrzydliwe obrazy Jezusa? Według Schaefera: "Rabini widzieli w chrześcijaństwie zagrożenie dla swoich wpływów, obawiali się, że ta nowa religia odbierze im wyznawców i głosząc takie tezy, starali się od niej odstraszyć ludzi." To wyjaśnia ich działania, ale ich nie usprawiedliwia. > > Tak, ale myślą tak teraz, po 1700 lat dominacji chrześcijaństwa> > w Europie i po prześladowaniach, jakie ich spotkały.> No tak, strasznie długo im zabrało dojscie do >>prawdy<< którą trzeba im było wbijać młotkiem do głowy. Bezmyślne wstrętne półgłowki, a fe!!  Ja nie używam takiego języka, więc proszę mi go nie imputować. Myślę jednak, iż historia narodu żydowskiego pokazuje, że pomylili się fundamentalnie właśnie w tym, że - nieskorzy do ryzyka - nie poszli za Jezusem. Gdyby nie ich asekuranctwo, staliby się na 1700 lat przywódcami i arystokracją chrześcijańskiej Europy, klasą nie tyle ciemiężoną czy sekowaną, co uprzywilejowaną (vide kalifowie w krajach arabskich). Stało się inaczej, wygrały barbarzyńskie, niepiśmienne plemiona, które przyjęły chrześcijaństwo (okrucieństwo średniowiecza to w niemałym stopniu przejaw barbaryzmów - genów nie da się ochrzcić), a Żydzi spadli do roli pariasów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jakie pacyfistyczne zasady? Żaden katolik nie głosi, że każda wojna> albo użycie siły jest złem. Wojna (użycie siły) jest czasem moralnie> uprawnione.Gdzie i kto tak głosi? A co ważniesze - kto tak choćby w przeszłości, gdy papiestwo miało realną władzę polityczną i militarną robił? Przypomina pan sobie przykład Jezusa nadstawiania drugiego policzka? > Natomiast jedna rzecz nam się tu gubi i chcę teraz zwrócić na nią pana uwagę:> To temat dla historyków. Z pewnością nikt nie jest bez wad. Kościół też ma wiele na sumieniu.Właśnie. > > Czy zastanowiło pana może, w reakcji na co żydzi ułożyli tak obrzydliwe obrazy Jezusa?> Według Schaefera: "Rabini widzieli w chrześcijaństwie zagrożenie dla swoich> wpływów, obawiali się, że ta nowa religia odbierze im wyznawców i głosząc takie> tezy, starali się od niej odstraszyć ludzi."Myślę, że reakcja alergiczna była na coś jeszcze: realistycznie bardzo mało prawdopodobna wersja NT skazania Jezusa z tłumem żydowskim "ukrzyżuj!" w tle. > Ja nie używam takiego języka, więc proszę mi go nie imputowaćSpokojnie, to była tylko ironia. Nie używa pan istotnie, ale proszę być ostrożnym, pewna doza tolerancji i pokory nigdy nie będzie tu mała. > Myślę jednak, iż historia narodu żydowskiego pokazuje, że pomylili> się fundamentalnie właśnie w tym, że - nieskorzy do ryzyka - nie> poszli za Jezusem. Gdyby nie ich asekuranctwo, staliby się na 1700 lat> przywódcami i arystokracją chrześcijańskiej Europy, klasą nie tyle ciemiężoną> czy sekowaną, co uprzywilejowanąPrzykro mi, ale było to w kontekście Biblii NT niemożliwe. > Żydzi spadli do roli pariasów.Właśnie. W tym kontekście przypominam zapis w NT, prosze już więcej się nie łudzić, że mogło być inaczej. Nowy Testament wyraźnie sugeruje, że odpowiedzialność za tą zbrodnię ponoszą głównie Żydzi: "cały lud zawołał: - Krew Jego na nas i na dzieci nasze" Mt 27, 24 n. + "Zeszli się bowiem rzeczywiście w tym mieście przeciw świętemu Słudze Twemu, Jezusowi, którego namaściłeś, Herod i Poncjusz Piłat, z poganami i pokoleniami Izraela, aby uczynić to, co ręka Twoja i myśl zamierzyły " Dz 4, 27 n. Jak pan to sobie wyobraża: mają z dnia na dzień porzucić swoją wiarę praojców, która ma 3 tysiące lat, tradycję by żyć z tym piętnem będąc arystokracją chrześcijańskiej Europy, uprzywilejowaną - jak pan to zgrabnie nazywa? Zaiste wielki z pana optymista, do tego niezbyt szanuje pan innowierców - jest to z resztą w kontekście chrześcijańskim aż nazbyt dobrze zrozumiałe  Smutne. miłego dnia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Myślę, że reakcja alergiczna była na coś jeszcze: realistycznie bardzo mało prawdopodobna wersja NT skazania Jezusa z tłumem żydowskim "ukrzyżuj!" w tle.
To Pańskie przypuszczenie. Nie rozumiem, dlaczego jest to wersja "bardzo mało prawdopodobna". Czy trudno zebrać tłum żądny krwi?
>> Myślę jednak, iż historia narodu żydowskiego pokazuje, że pomylili >> się fundamentalnie właśnie w tym, że - nieskorzy do ryzyka - nie >> poszli za Jezusem. Gdyby nie ich asekuranctwo, staliby się na 1700 lat >> przywódcami i arystokracją chrześcijańskiej Europy, klasą nie tyle ciemiężoną >> czy sekowaną, co uprzywilejowaną >Przykro mi, ale było to w kontekście Biblii NT niemożliwe. >> Żydzi spadli do roli pariasów. >Właśnie. W tym kontekście przypominam zapis w NT, prosze już więcej się nie łudzić, że mogło być inaczej. >Nowy Testament wyraźnie sugeruje, że odpowiedzialność za tą zbrodnię ponoszą głównie Żydzi: > "cały lud zawołał: - Krew Jego na nas i na dzieci nasze" Mt 27, 24 n. + "Zeszli się bowiem rzeczywiście w tym mieście przeciw świętemu Słudze Twemu, Jezusowi, którego namaściłeś, Herod i Poncjusz Piłat, z poganami i pokoleniami Izraela, aby uczynić to, co ręka Twoja i myśl zamierzyły " Dz 4, 27 n.
Jakoś te słowa pisali Ewangeliści-Zydzi i żadna krzywda im się nie stała. Gdyby Żydzi poszli za Jezusem, mogliby dowolnie przeedytować wszystkie Ewangelie i całą naukę Jezusa. Zresztą powszechnie wiadomo o wpływie na chrześcijaństwo dawnego jej wroga Saula, czyli oczywiście św. Pawła z Tarsu (który pewnie co nieco właśnie przeedytował). Myli więc Pan skutek z przyczyną: treść Ewangelii to właśnie skutek nieobecności Żydów w chrześcijaństwie, a nie przyczyna.
>Jak pan to sobie wyobraża: mają z dnia na dzień porzucić swoją wiarę praojców, która ma 3 tysiące lat, tradycję by żyć z tym piętnem będąc arystokracją chrześcijańskiej Europy, uprzywilejowaną - jak pan to zgrabnie nazywa?
Jakoś mogli pójść za Mojżeszem, który też był innowatorem. Ale może widzieli wtedy bezpośrednią korzyść (zrzucenie jarzma egipskiego), której nie widzieli w przypadku Jezusa (mała szansa na zrzucenie jarzma rzymskiego).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > To Pańskie przypuszczenie. Nie rozumiem, dlaczego jest to wersja > "bardzo mało prawdopodobna". Czy trudno zebrać tłum żądny krwi?
Po pierwsze nie tylko moje. Po drugie - tłum zebrać owszem łatwo, ale czy zadał pan sobie kiedyś trud pytania, co w temacie cedowania odpowiedzialności przez Namiestnika prowincji Cesarstwa Rzymskiego mówi historia - inna, niż quasi-historyczny zaspis w Ewangeliach? Podobnie w kwestii ułaskawienia. Czy wie pan, kto faktycznie miał taką władzę w CR?
> Jakoś te słowa pisali Ewangeliści-Zydzi i żadna krzywda im się > nie stała.
No tak, "kruk krukowi oka nie wykole". Poza tym kto jeszcze panu powiedział, że pisały je 4 osoby w tych czasach, które sugeruje tradycja chrześcijańska?
> Gdyby Żydzi poszli za Jezusem, mogliby dowolnie przeedytować > wszystkie Ewangelie i całą naukę Jezusa
Czyli mogliby okłamać innych ludzi, czy tak?
> Zresztą powszechnie wiadomo o wpływie na chrześcijaństwo > dawnego jej wroga Saula, czyli oczywiście św. Pawła z Tarsu > (który pewnie co nieco właśnie przeedytował). Myli więc Pan skutek > z przyczyną: treść Ewangelii to właśnie skutek nieobecności Żydów > w chrześcijaństwie, a nie przyczyna.
Co-nieco, ładnie powiedziane. Nie proszę pana. Ta konkretnie treść Ewangelii to nie skutek nieobecności Żydów w chrześcijaństwie, tylko wygoda jej autorów posiadających do tego trudny orzech do zgryzienia: skoro Rzymianie nie mogli być winni smierci Mesjasza (a oficjalnie nie mogli - choć jednak byli), to "ktoś" przeciez musiał.
> Jakoś mogli pójść za Mojżeszem, który też był innowatorem. > Ale może widzieli wtedy bezpośrednią korzyść (zrzucenie > jarzma egipskiego), której nie widzieli w przypadku Jezusa > (mała szansa na zrzucenie jarzma rzymskiego).
No widzi pan. Ale Polacy 2 tys. lat później jakoś za Piłsudskim mogli pójść, i nikt im dzisiaj nie przypisuje egoistycznych intencji. Pan jednak ma olbrzymią swobodę w przypisywaniu jej Żydom. Widzę przy tym, że zupełnie pan nie rozumie, czym dla ludzi pokoroju Żydów jest ich tożsamość i tradycja, te terminy to dla pana tylko słowa. Smutne niezrozumienie, a nawet niechęć do wniknięcia w głąb innych kultur i ich wiary. miłego dnia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >> To Pańskie przypuszczenie. Nie rozumiem, dlaczego jest to wersja >> "bardzo mało prawdopodobna". Czy trudno zebrać tłum żądny krwi? >Po pierwsze nie tylko moje. Po drugie - tłum zebrać owszem łatwo, ale czy zadał pan sobie kiedyś trud pytania, co w temacie cedowania odpowiedzialności przez Namiestnika prowincji Cesarstwa Rzymskiego mówi historia - inna, niż quasi-historyczny zaspis w Ewangeliach? >Podobnie w kwestii ułaskawienia. Czy wie pan, kto faktycznie miał taką władzę w CR? >> Jakoś te słowa pisali Ewangeliści-Zydzi i żadna krzywda im się >> nie stała. >No tak, "kruk krukowi oka nie wykole". Poza tym kto jeszcze panu powiedział, że pisały je 4 osoby w tych czasach, które sugeruje tradycja chrześcijańska?
Przecież badania w tym zakresie są prowadzone od dziesiątków lat i nie ustalono w tym względzie nic, co by jednoznacznie zaprzeczało Nowemu Testamentowi.
>> Gdyby Żydzi poszli za Jezusem, mogliby dowolnie przeedytować >> wszystkie Ewangelie i całą naukę Jezusa >Czyli mogliby okłamać innych ludzi, czy tak?
Przecież kłamali w Talmudzie. Mogliby więc kłamać w Nowym Testamencie.
>> Zresztą powszechnie wiadomo o wpływie na chrześcijaństwo >> dawnego jej wroga Saula, czyli oczywiście św. Pawła z Tarsu >> (który pewnie co nieco właśnie przeedytował). Myli więc Pan skutek >> z przyczyną: treść Ewangelii to właśnie skutek nieobecności Żydów >> w chrześcijaństwie, a nie przyczyna. >Co-nieco, ładnie powiedziane. >Nie proszę pana. Ta konkretnie treść Ewangelii to nie skutek nieobecności Żydów w chrześcijaństwie, tylko wygoda jej autorów posiadających do tego trudny orzech do zgryzienia: skoro Rzymianie nie mogli być winni smierci Mesjasza (a oficjalnie nie mogli - choć jednak byli), to "ktoś" przeciez musiał.
Pozostanę jednak przy swoim zdaniu.
>> Jakoś mogli pójść za Mojżeszem, który też był innowatorem. >> Ale może widzieli wtedy bezpośrednią korzyść (zrzucenie >> jarzma egipskiego), której nie widzieli w przypadku Jezusa >> (mała szansa na zrzucenie jarzma rzymskiego). >No widzi pan. Ale Polacy 2 tys. lat później jakoś za Piłsudskim mogli pójść, i nikt im dzisiaj nie przypisuje egoistycznych intencji. Pan jednak ma olbrzymią swobodę w przypisywaniu jej Żydom.
Tak, Piłsudski śmiał się, że na zjazdach kombatanckich legionistów z każdym rokiem przybywa.
>Widzę przy tym, że zupełnie pan nie rozumie, czym dla ludzi pokoroju Żydów jest ich tożsamość i tradycja, te terminy to dla pana tylko słowa.
Nie wiem, jak to się ma do Pańskich słów o nowoczesnym i postępowym Izraelu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Jeszcze raz: prosze o konkretną odpowiedź na moje pytania "w kwestii ułaskawienia - czy wie pan, kto faktycznie miał taką władzę w CR?" i "co w temacie cedowania odpowiedzialności przez Namiestnika prowincji Cesarstwa Rzymskiego mówi historia?" > Przecież kłamali w Talmudzie. Mogliby więc kłamać w Nowym Testamencie.A wcześni chrześcijanie nie kłamali w Biblii? Dlaczego pan uważa, że jedni są od drugich lepsi? > > skoro Rzymianie nie mogli być winni smierci Mesjasza (a oficjalnie nie> > mogli - choć jednak byli), to "ktoś" przeciez musiał.> Pozostanę jednak przy swoim zdaniu.W porządku, na swój użytek może pan wszystko. > > Widzę przy tym, że zupełnie pan nie rozumie, czym> > dla ludzi pokoroju Żydów jest ich tożsamość i tradycja, te> > terminy to dla pana tylko słowa.> Nie wiem, jak to się ma do Pańskich słów o nowoczesnym i postępowym Izraelu.Po pierwsze nie odnoszę ich bezpośrednio do nowoczesnego i odnoszącego sukces ekonomiczny Izraela. To pan powiedział - porzednio mówiliśmy jedynie o szeroko rozumianej otwartości. Po drugie - jest faktem, że tożsamość Żydów jako narodu przez wieki była określana głównie ich wiarą. Jakieś tego pokłosie widzimy m.in. właśnie w dzisiejszym Izraelu, za Wikipedią: Cytat:Izrael jest państwem wyznaniowym, religią państwową jest judaizm. Przestrzega się ściśle biblijnych i talmudycznych praw i przepisów pokarmowych w wojsku i instytucjach państwowych, cywilne prawa osobiste (małżeństwo, rozwód) podlegają wyłącznie jurysdykcji sądów rabinackich i stosują się do żydowskiej tradycji. Nieżydzi podlegają odrębnym sądom religijnym. Nie można zawierać ślubów cywilnych. W szkołach państwowych naucza się religii. Wyznaniem dominującym w Izraelu jest judaizm. Istnieje jednak duże zróżnicowanie religijne izraelskich żydów: 55% przestrzega tradycji, 20% jest świeckich, 17% jest ortodoksyjnych i 8% ultraortodoksyjnych. W Izraelu zamieszkuje największa na świecie społeczność Karaimów. Jest to odłam judaizmu, który odrzuca tradycję rabinacką i nie zezwala na małżeństwa mieszane. Statystyki podają, że 16,2% populacji stanowią muzułmanie. Arabscy obywatele Izraela stanowią 19,8% populacji państwa a 82,6% izraelskich Arabów jest muzułmanami. Pozostali Arabowie to: w 8,8% chrześcijanie i 8,4% druzowie. pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >Jeszcze raz: prosze o konkretną odpowiedź na moje pytania "w kwestii ułaskawienia - czy wie pan, kto faktycznie miał taką władzę w CR?" i "co w temacie cedowania odpowiedzialności przez Namiestnika prowincji Cesarstwa Rzymskiego mówi historia?"
Jak rozumem, w tym pytaniu zawiera się sugestia, iż wszystko było w rękach Rzymian i że chrześcijanie na siłę obwinili Żydów o śmierć Jezusa. Może Pan jeszcze powie, że Piłat skazał Jezusa na śmierć, aby uderzyć w konserwatywnych Żydów? Najrozsądniejszą wydaje się odpowiedź, że skazał Jezusa na śmierć, ale pod wpływem nacisków ze strony Żydów, i gdyby nie one, ułaskawiłby go (co go obchodził jakiś Jezus?) Ta wroga postawa znajduje potwierdzenie w słowach Talmudu, których istnieniu Pan chyba nie zaprzecza.
>> Przecież kłamali w Talmudzie. Mogliby więc kłamać w Nowym Testamencie. >A wcześni chrześcijanie nie kłamali w Biblii? Dlaczego pan uważa, że jedni są od drugich lepsi?
Nie o to przecież chodzi. Chodzi o alternatywną historię narodu żydowskiego, a nie o prawdomówność chrześcijan, ani o to, kto jest lepszy, a kto gorszy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jak rozumem, w tym pytaniu zawiera się sugestia, iż wszystko> było w rękach Rzymian i że chrześcijanie na siłę obwinili Żydów> o śmierć Jezusa.Nie ma żadnej sugestii. Pytanie jest tylko pytaniem. > Może Pan jeszcze powie, że Piłat skazał Jezusa na śmierć,> aby uderzyć w konserwatywnych Żydów?Tego nie twierdzę. Konsekwentnie proszę o odpowiedź na powyższe pytania.> Najrozsądniejszą wydaje się odpowiedź, że skazał Jezusa na> śmierć, ale pod wpływem nacisków ze strony Żydów, i gdyby nie one,> ułaskawiłby go (co go obchodził jakiś Jezus?)A co na to historia, przecież dziś dość dobrze znamy zwyczaje i panujące wtedy prawo CR? Proszę się zastanowić i jeszcze raz wrócić do powyższego. > Nie o to przecież chodzi. Chodzi o alternatywną historię narodu> żydowskiego, a nie o prawdomówność chrześcijan, ani o to,> kto jest lepszy, a kto gorszy.Taka, jak pan ją widzi alternatywna historia narodu żydowskiego w określonych realiach historii jest fikcją, na tego typu spekulacje mnie pan nie wyciągnie. Tylko brak wiedzy o żydach pozwala panu na fantazjowanie. Mnie to na nic. Znam jeszcze jedno, krótsze podsumowanie: "gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem"  pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Najrozsądniejszą wydaje się odpowiedź, że skazał > Jezusa na śmierć, ale pod wpływem nacisków ze strony > Żydów, i gdyby nie one, ułaskawiłby go (co go obchodził > jakiś Jezus?) Ta wroga postawa znajduje potwierdzenie > w słowach Talmudu, których istnieniu Pan chyba nie zaprzecza.
Zgadza sie, nie zaprzecza. Proszę jednak zauważyć, że to co pan teraz napisał jest nieco inne, niż stoi w Ewangelii. Po pierwsze w Talmudzie nie ma słowa o naciskach oraz możliwości ułaskawienia. Po drugie w Biblii naciski ze strony Żydów to Sanhedryn i tłum, w Talmudzie mamy jedynie Sanhedryn (bez nacisków, a jedynie wyrok). Skoro o Sanhedrynie mówią obydwa źródła, to logika nakazuje wnioskować, ze sprzeczności pojawiają się głównie w Biblii za sprawą tłumu i ukrzyżowania (typowy, rzymski rodzaj śmierci) pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | >>Najrozsądniejszą wydaje się odpowiedź, że skazał Jezusa na śmierć, ale pod wpływem nacisków ze strony Żydów, i gdyby nie one, ułaskawiłby go (co go obchodził jakiś Jezus?)
... a jednak obchodził go "jakiś Jezus". W tym czasie istniało już w Rzymie prawo zakazujące używania tytułu "władcy" (zwłaszcza bez zgody Rzymu), również na terenach podbitych. Prawo to obwarowane było karą śmierci. Już ten problem poruszano, w innym miejscu...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Przecież badania w tym zakresie są prowadzone od dziesiątków lat i nie ustalono w tym względzie nic, co by jednoznacznie zaprzeczało Nowemu Testamentowi.Tak, badania w tym zakresie są prowadzone od dziesiątków lat i nie ustalono w tym względzie nic, co by jednoznacznie potwierdzało Nowy Testament. www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659/z,0@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | mayolina (2278 punktów) | >Jakoś mogli pójść za Mojżeszem, który też był innowatorem. Ale może widzieli wtedy bezpośrednią korzyść (zrzucenie jarzma egipskiego), której nie widzieli w przypadku Jezusa (mała szansa na zrzucenie jarzma rzymskiego).
wypadałoby się podkształcić z historii. Argument że Żydzi nie widzieli szansy na zrzucenia jarzma rzymskiego, jest - łagodnie mówiąc- oparty na twoich domniemaniach, gdyż zakładając, że Jezus istniał i żył w latach 0 -33, (datę podaję, choć traktuję ją umownie), to niespełna 33 lat później wybuchła w Jerozolimie rewolta przeciw panowaniu Rzymian.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >>Jakoś mogli pójść za Mojżeszem, który też był innowatorem. Ale może widzieli wtedy bezpośrednią korzyść (zrzucenie jarzma egipskiego), której nie widzieli w przypadku Jezusa (mała szansa na zrzucenie jarzma rzymskiego). >wypadałoby się podkształcić z historii. Argument że Żydzi nie widzieli szansy na zrzucenia jarzma rzymskiego, jest - łagodnie mówiąc- oparty na twoich domniemaniach, gdyż zakładając, że Jezus istniał i żył w latach 0 -33, (datę podaję, choć traktuję ją umownie), to niespełna 33 lat później wybuchła w Jerozolimie rewolta przeciw panowaniu Rzymian.
Mówimy o roku 33 a nie 66. Przez 33 lata mogło się wiele zmienić. Za ten czas Rzym zdążył doświadczyć rządów Kaliguli. Równie dobrze można porównywać stan umysłu Europejczyka z roku 1906 i 1939.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | > >wypadałoby się podkształcić z historii. Argument że Żydzi nie widzieli szansy na zrzucenia jarzma rzymskiego, jest - łagodnie mówiąc- oparty na twoich domniemaniach, gdyż zakładając, że Jezus istniał i żył w latach 0 -33, (datę podaję, choć traktuję ją umownie), to niespełna 33 lat później wybuchła w Jerozolimie rewolta przeciw panowaniu Rzymian.> Mówimy o roku 33 a nie 66. Przez 33 lata mogło się wiele zmienić. Za ten czas Rzym zdążył doświadczyć rządów Kaliguli. Równie dobrze można porównywać stan umysłu Europejczyka z roku 1906 i 1939.... a po co sięgać do okresu po "śmierci Jezusa"? Barabasz był przywódcą Sykariuszy, którzy cały czas prowadzili "partyzancki bunt' przeciw Rzymowi ( archeowiesci.pl/2012/04/08/kim-byl-barabasz/). To już jest na tyle udokumentowane, że nawet KRK nie widzi już w Barabaszu zwykłego "zbrodniarza". Przytoczę interpretację niejakiego Josepha Ratzingera (chyba wiadomo kto to taki), za Wikipedią ( pl.wikipedia.org/wiki/Barabasz): Cytat: "Barabasz robił wrażenie sobowtóra Jezusa, który na inny sposób wysuwa te same roszczenia, dlatego lud, którego pytał Piłat wybierał właściwie między dwoma mesjaszami"
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Hihihi, już widzę, jak Rzymianie uwalniają członka "partyzanckiego buntu"... przeciw Rzymowi !!  Inna rzecz, że J. Ratzinger, którego cytujesz zestawia ze sobą jak widzę dwa różne rodzaje Mesjaszy: jednego w tym historycznym sensie tzn. wyzwoliciela, drugiego w sensie religijnym, na którego z tego co wiem żydzi nie czekali.Wydaje mi się, że argumentacja chrześcijan idzie tutaj "trochę" w innym niż historyczny (racjonalny) kierunku: wg nich człowiek otrzymał Mesjasza oraz jego mękę i zmartwychwstanie w postaci Jezusa - nie takiego na którego czekał, ale takiego który "był mu potrzebny". I tu już wkraczamy w typową domenę wiary, czyli kompletnie zerowo-racjonalne pole: - po co było potrzeba? Ano aby wyzwolić ludzkość od grzechu pierworodnego - co zmieniło zmartwychwstanie? Dało ludzkości możliwość zbawienia przez miłość i wiarę w Niego (tylko w Niego) łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > Hihihi, już widzę, jak Rzymianie uwalniają członka "partyzanckiego buntu"... przeciw Rzymowi !!  ... taaak, sam się uśmiechałem gdy to pisałem. Ale w kontekście wcześniejszej wypowiedzi (zarzut że Żydzi za czasów Jezusa nie myśleli o buncie) to było najlepsze wyjście. Pewnie przypuszczenie (nawet bardzo prawdopodobne), że odejście Piłata w 36 roku było związane z zamieszkami i buntami Żydów, mogło nie przekonać niektórych. Tak samo powstanie Samarytan (w 40 roku) mógłby wywołać protest - przecież to aż 7 lat później. A to ogrom czasu, cała epoka  - dla chcącego nic trudnego, postawić tak mało racjonalny zarzut.  > Inna rzecz, że J. Ratzinger, którego cytujesz zestawia ze sobą jak widzę dwa różne rodzaje Mesjaszy: jednego w tym historycznym sensie tzn. wyzwoliciela, drugiego w sensie religijnym, na którego z tego co wiem żydzi nie czekali. ... sam cytat to też dobry przykład jak można się "ośmieszyć", rozpatrując jakąś kwestię z pominięciem szerszego kontekstu. Pomijając stronę logiczno-racjonalną tej wypowiedzi, to jest ona śmieszna w stosunku do wiedzy o społeczeństwie ówczesnego czasu. Czasy były bardziej okrutne - zawinił wobec prawa, to na szafot. Nikt nie roztrząsał intencji, okoliczności łagodzących, itp - wtedy to były bzdury... > Wydaje mi się, że argumentacja chrześcijan idzie tutaj "trochę" w innym niż historyczny (racjonalny) kierunku: wg nich człowiek otrzymał Mesjasza oraz jego mękę i zmartwychwstanie w postaci Jezusa - nie takiego na którego czekał, ale takiego który "był mu potrzebny".> I tu już wkraczamy w typową domenę wiary, czyli kompletnie zerowo-racjonalne pole:> - po co było potrzeba? Ano aby wyzwolić ludzkość od grzechu pierworodnego ... pomijając racjonalność otoczki mityczno-mitologicznej, to pewną logikę można by znaleźć...  > - co zmieniło zmartwychwstanie? Dało ludzkości możliwość zbawienia przez miłość i wiarę w Niego (tylko w Niego) ... no ale to, to już "chamska" próba podporządkowania ludzi tylko jednej ideologi i jej kapłanom... ... udanego dnia życzę... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ale w kontekście wcześniejszej wypowiedzi (zarzut że Żydzi> za czasów Jezusa nie myśleli o buncie) to było najlepsze wyjście.Pewnie. Z drugiej strony przyznam, ze czasem czytam po 3 razy zdania Elaspa i trudno mi niekiedy uchwycić jego konkretną intencję, mam z tym kłopoty - popatrz: "Ale może widzieli wtedy bezpośrednią korzyść (zrzucenie jarzma egipskiego), której nie widzieli w przypadku Jezusa (mała szansa na zrzucenie jarzma rzymskiego)" + "Mówimy o roku 33 a nie 66. Przez 33 lata mogło się wiele zmienić"Pierwsze zdanie neutralne, drugie jakby w tonie, który zinterpretowałeś. > Pewnie przypuszczenie (nawet bardzo prawdopodobne), że> odejście Piłata w 36 roku było związane z zamieszkami i buntami> Żydów, mogło nie przekonać niektórychTrzeba tez dodać, że również nieudolność Piłata była powodem jego dymisji. No łatwego życia to chłop z pewnością nie miał  > ... sam cytat to też dobry przykład jak można się "ośmieszyć",> rozpatrując jakąś kwestię z pominięciem szerszego kontekstu.Otóż to. W ogóle religia katolicka jest chyba mistrzem w pomijaniu szerszych kontekstów, tak dla siebie czasem myślę o dawnym ks. prof. Węcławskim, który wg mojej Siostry już kilka lat przed 2008r. "wił sobie gniazdko" na Uniwersytecie Adama Mickiewicza nie mogąc się w duchu obronić przed wnioskiem, jak bardzo kontekst psychologiczny i socjologiczny Jezusa oraz czasów w których żył jest w Kościele pomijany.. > Pomijając stronę logiczno-racjonalną tej wypowiedzi, to jest ona> śmieszna w stosunku do wiedzy o społeczeństwie ówczesnego> czasu. Czasy były bardziej okrutne - zawinił wobec prawa, to> na szafot. Nikt nie roztrząsał intencji, okoliczności łagodzących,> itp - wtedy to były bzdury...Fakt. I teraz to jest trochę szok, jak się o tym wszystkim czyta i dowiaduje - pamiętam będąc 12 letnim chłopcem myślałem że czasy Imperium Rzymskiego to była taka bajka, w której i cuda się mogą zdarzyć, a i ludzie tacy jacyś mniej zestresowani, bardziej "uduchowieni".. tylko przyjaźń, miłość i braterstwo. > >- po co było potrzeba? Ano aby wyzwolić ludzkość od grzechu pierworodnego> ... pomijając racjonalność otoczki mityczno-mitologicznej, to pewną logikę można by znaleźć...  Ano. Grzech i przypominanie o nim (strasznie) jest jednak chrześcijanom bardzo, cholernie potrzebne. Przyznam, że to ZAWSZE mnie odrzuca. > >- co zmieniło zmartwychwstanie? Dało ludzkości możliwość zbawienia przez> > miłość i wiarę w Niego (tylko w Niego)> ... no ale to, to już "chamska" próba podporządkowania ludzi tylko> jednej ideologi i jej kapłanom...Tak. Gorzej jeszcze, że jest w tym również element szantażu emocjonalnego, o którym pisałeś w innym wątku, tylko nieco zmieniony: i co, J e z u s a odrzucisz / nie pomożesz mu? Bogu? > ... udanego dnia życzę...  Dziękuję i nawzajem, miłego dnia!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Argument że Żydzi nie widzieli szansy na zrzucenia jarzma > rzymskiego, jest - łagodnie mówiąc- oparty na twoich > domniemaniach, gdyż zakładając, że Jezus istniał i żył > w latach 0 -33, (datę podaję, choć traktuję ją umownie), > to niespełna 33 lat później wybuchła w Jerozolimie rewolta > przeciw panowaniu Rzymian.
Elasp jednak pisał o Jezusie, cyt. "której nie widzieli w przypadku Jezusa (mała szansa na zrzucenie jarzma rzymskiego)". Zakładając, że Jezus rzeczywiście istniał w takiej postaci historycznej, jak podają Ewangelie - rzeczywiście miał niewielką polityczną siłę przebicia, bo i nie o to mu chodziło. O ile więc były w nim pokładane jakiekolwiek nadzieje na wolność - legły one w gruzach wraz z jego śmiercią. Jednak kontekst historyczny jaki tu podajesz jest b. pomocny w zrozumieniu okresu ciemiężenia Żydów przez Rzymian. Żydzi nieustannie marzyli o szansie (i nie tylko marzyli) na zrzucenie pogańskiego dla nich jarzma. łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Mówiłem o 33 latach różnicy tylko dlatego, że Pani powyżej odniosła się do wydarzeń roku 66.
Nie ulega chyba wątpliwości, że stosunek kapłanów żydowskich do Jezusa był wrogi. Uwięzienie Barabasza dawało im więc okazję do upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu. Lud chce uwolnienia rewolucjonisty Barabasza, a więc mając do wyboru Barabasza i Jezusa wybierze Barabasza, a to właśnie jest na rękę kapłanom, dla których kwestie ideowe były bardziej żywotne. Niech więzienie opuści Barabasz (tu kapłani zgadzają się z tłumem), ale niech zginie Jezus (tłum nie sprzeciwi się). Drugą korzyścią, było pokazanie, iż kapłani są z prostym ludem, a prosty lud z kapłanami. Jednym słowem, mogli pozbyć się Jezusa cudzymi rękoma - Piłata i tłumu - i tak zrobili.
Przypuszczam, że kapłani skwapliwie podsycali jeszcze pro-barabaszowe nastroje ludności (a takie z łatwością mogły się stać nastrojami anty-Jezusowymi, i takimi też się stały, zwłaszcza w kluczowym momencie), zaś Piłatowi postanowili wmówić, że Jezus jest zagrożeniem dla władzy rzymskiej, co przecież nie było prawdą. Wokół Jezusa spisek został zawiązany odpowiednio wcześniej (przekupiono Judasza, itd.), o którym to spisku Jezus doskonale wiedział (ostatnie wieczerza!). Jezusa przechwycili kapłani i ich stronnicy (przepłaceni czy autentyczni), co też nie było to oczywiście trudne, bo Jezus ani się nie ukrywał, ani nie stawiał oporu, a ponadto był duchowo przygotowany na śmierć. Gdyby Rzymianom zależało na ukaraniu Jezusa, pochwyciliby go sami, bez oglądania się na nikogo.
Piłat oczywiście nie dał się nabrać, ale (mimo pewnych oporów duchowych) poświęcił Jezusa dla świętego spokoju (może w obawie przed zamieszkami, które mogły się pojawić po straceniu Barabasza?), widząc rozgorączkowany tłum i mając za plecami kapłanów. Zadowolony był lud, kapłani i Piłat. Nawet żołnierze rzymscy mieli trochę stosownej rozrywki (ukrzyżowanie to jednak coś), musieli zresztą wykonać rozkaz, ale podejrzewam, że idealista Jezus był im najzupełniej obojętny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie ulega chyba wątpliwości, że stosunek kapłanów żydowskich do> Jezusa był wrogi. Uwięzienie Barabasza dawało im więc okazję> do upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu. Lud chce uwolnienia> rewolucjonisty Barabasza, a więc mając do wyboru Barabasza i> Jezusa wybierze Barabasza, a to właśnie jest na rękę kapłanom,> dla których kwestie ideowe były bardziej żywotne.Owszem, w tym rozumowaniu pod kilkoma warunkami (których ocena niżej) istotnie jest coś racjonalnego. > Niech więzienie opuści Barabasz (tu kapłani zgadzają się z tłumem),> ale niech zginie Jezus (tłum nie sprzeciwi się).No tak, tak to jest dokładnie zrelacjonowane w Ewangelii. > Drugą korzyścią, było pokazanie, iż kapłani są z prostym> ludem, a prosty lud z kapłanami. Jednym słowem, mogli pozbyć> się Jezusa cudzymi rękoma - Piłata i tłumu - i tak zrobili.Sądzi pan, że Sanhedryn nie miał zaufania do prostych ludzi? (a ludzie do nich?) > Przypuszczam, że kapłani skwapliwie podsycali jeszcze> pro-barabaszowe nastroje ludnościNic nie musieli podsycać. Takie nastroje pro-barabaszowe panowały w uciemiężonych Imperium u żydów właściwie cały czas. (a takie z łatwością mogły się stać > nastrojami anty-Jezusowymi, i takimi też się stały, zwłaszcza w> kluczowym momencie), zaś Piłatowi postanowili wmówić, że Jezus> jest zagrożeniem dla władzy rzymskiej, co przecież nie było prawdą.Panie ELsap, naprawdę wierzy pan w tak olbrzymią naiwność Piłata? Naiwność dwojakiego rodzaju: nie orientował się w sprawach poddanych swojej prowincji, oraz że poświęca wyrok na stracenie człowiek nastawionego pacyfistycznie i mającego dla niego jakieś niejasne argumenty natury religijnej (która jakby mniej CR interesuje) na rzecz wypuszczenia Barabasza, realnie zagrażającego stabilności władzy rzymskiej ? (przynajmniej w jego prowincji) Naprawdę? I pan w to wierzy?  > Wokół Jezusa spisek został zawiązany odpowiednio wcześniej> (przekupiono Judasza, itd.), o którym to spisku Jezus doskonale wiedział> (ostatnie wieczerza!). (..)Proszę księdza... yy przepraszam - proszę pana. Przecież tą historię ludzie piszący tutaj i czytający Forum w przeważającej części znają. Naprawdę, nie musi pan pisać oczywistych rzeczy. > Jezusa przechwycili kapłani i ich stronnicy (przepłaceni czy autentyczni),> co też nie było to oczywiście trudne, bo Jezus ani się nie ukrywał, ani> nie stawiał oporu, a ponadto był duchowo przygotowany na śmierć.> Gdyby Rzymianom zależało na ukaraniu Jezusa, pochwyciliby go sami,> bez oglądania się na nikogo.Taki spisek istotnie mógł się odbyć, gdyby.. Piłat był upośledzony. Tak, proszę wziąć moje słowa na poważnie. Zna pan opisy Filona z Aleksandrii i Józefa Flawiusza cech Poncjusza Piłata? Myślę, że jako katolik powinien być pan poznaniem ich żywotnie zainteresowany. > Piłat oczywiście nie dał się nabraćOczywiście, że nie  Piłat na żadną taką sztuczkę nie dałby się nabrać. > ale (mimo pewnych oporów duchowych) poświęcił Jezusa dla> świętego spokoju (może w obawie przed zamieszkami, które mogły> się pojawić po straceniu Barabasza?), widząc rozgorączkowany tłum> i mając za plecami kapłanów. Zadowolony był lud, kapłani i Piłat.> Nawet żołnierze rzymscy mieli trochę stosownej rozrywki (ukrzyżowanie> to jednak coś), musieli zresztą wykonać rozkaz, ale podejrzewam, że> idealista Jezus był im najzupełniej obojętny.Założę się, że zna tą historię każdy, kto pana słowa czyta. Jeszcze raz: rozumowanie pana ma co najniej kilka słabych punktów: a) Poncjusz Piłat i jego charakter b) manipulacja, do której "musi" uciekać się Sanhedryn odnośnie swoich parafian c) zamordyzm panujący wtedy w CR (niezależnie kto był namiestnikiem) d) jeszcze kilka argumentów, o których nie czas mówić. Wróćmy jednak do mojego pytania. Proszę o konkretną odpowiedź w kwestii ułaskawienia: 1. Czy wie pan, kto faktycznie miał taką władzę w CR? 2. Co w temacie cedowania odpowiedzialności przez Namiestnika prowincji Cesarstwa Rzymskiego na tłum mówi historia? pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | > Mówiłem o 33 latach różnicy tylko dlatego, że Pani powyżej odniosła się do wydarzeń roku 66. ... można to uznać za błąd przedmówczyni, że odniosła się do tak długiego okresu czasu, to jednak całe pokolenie. Mogła jednak nie sprawdzić wiedzy o wcześniejszych "buntach", jak również jej nie posiadać. Jednak i u pana wystąpił błędny wniosek, zakładający, że żydzi w czasach Jezusa nie widzieli szans na "zrzucenie rzymskiego jarzma". Taki wniosek neguje sama postać Barabasza, jak i powstanie Samarytan - tylko 7 lat po śmierci Jezusa...
> Nie ulega chyba wątpliwości, że stosunek kapłanów żydowskich do Jezusa był wrogi. Uwięzienie Barabasza dawało im więc okazję do upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu... i dalej... ... wywód wydaje się jasny i logiczny. Jednak przy odniesieniu do panującego wówczas prawa, traci swój sens i logikę. Po pierwsze - jeszcze przed rozprawą Jezusa wprowadzono (w 27 n.e.) prawo crimen laesae maiestatis, czyli obrazy majestatu do której należało podważanie praw cesarza przez używanie tytułu "króla" przez inne osoby. Obraza majestatu była wówczas traktowana jak "zdrada stanu", a Jezus określał się jako "król". To że jako "król niebios" nie ma większego znaczenia skoro nie był oficjalnie uznany (przez cesarza) za takiego. Inna sprawa, że tytuł cesarza wiązał się też z atrybutem boskości, a więc i w tej kwestii "cesarz mógł się poczuć obrażony, że na ziemi pojawił się bóg spoza oficjalnego panteonu, panteonu do którego sam należał". Teoretycznie więc, Sanhedrynowi wystarczyłby donos na Jezusa, by ten został skazany na śmierć. Piłat "musiał" skazać Jezusa na śmierć. Tym bardziej, że obraza majestatu, jako przestępstwo extra ordinem dopuszczało podjęcie działań bez przeprowadzenia przewodu dowodowego: bez formalnego oskarżenia, mogło być na podstawie denuncjacji, także ze strony niewolnika. O chęci denuncjacji może świadczyć przekupienie Judasza. Gdyby Sanhedryn planował oficjale pojmanie i wydanie Jezusa Piłatowi, nie potrzebowałby Judasza. Kapłani na pewno znali Jezusa, był ich przeciwnikiem i kilka razy z nimi dyskutował. Co jednak skłoniło kapłanów do rezygnacji z denuncjacji i bezpośredniego udziału w procesie? Pewnie jakieś swoje obawy mieli. Po drugie, Barabasz jako przywódca "ruchu wyzwolicielskiego" był wrogiem Rzymu. Wrogów nie wypuszcza się tak sobie, bo jakiś "podbity tłum" sobie tego życzył. Piłat mógł odstąpić od skazania Barabasza, ale tylko po to by odesłać go do Rzymu, do dyspozycji cesarza. Innym powodem mogła być obawa spowodowania powstania żydowskiego. Ale żeby Piłat się obawiał tego musiałby nie posiadać silnego garnizonu. Nic nie wskazuje na niedostatek wojsk rzymskich w Jerozolimie, w tamtym okresie. Przeciwnie, sama już działalność "rewolucjonisty Barabasza" raczej wskazuje, że Piłat miał dostateczną ilość wojska by nie bać się rozruchów.
... tak czy tak, Piłat nie mógł podjąć decyzji o zwolnieniu Barabasza, czy Jezusa. To byłby dla niego "strzał we własną stopę", zostałby oskarżony o zdradę. Po takiej decyzji mógł już się szykować do śmierci - najlepiej "samobójstwa" by uniknąć przesłuchań, tortur, czy innych reperkusji...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Co jednak skłoniło kapłanów do rezygnacji z denuncjacji i > bezpośredniego udziału w procesie? Pewnie jakieś swoje > obawy mieli.
Albo Jezus faktycznie prowadził działalność wywrotową przeciw Rzymowi (nieopisaną w Biblii). Podwójny proces z Ewangelii wydaje się słabszy historycznie od wariantu: a) Talmudu (jeden proces przed Sanhedrynem) b) z jednym procesem tylko wg prawa rzymskiego
Cała ta mowa o spiskach, wydanie Mistrza przez ucznia, podwójnego procesu i pytania podbitego (trzymanego "za mordę") ludu o zdanie, to jak pogląd posła Antoniego Macierewicza o Smoleńsku (notabene żarliwego katolika) pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >Podwójny proces z Ewangelii wydaje się słabszy historycznie od wariantu:> a) Talmudu (jeden proces przed Sanhedrynem)> b) z jednym procesem tylko wg prawa rzymskiego ... w sumie to wersja "a" jest dość intrygująca. Proces według "prawa żydowskiego" zakończony karą śmierci, prawdopodobnie wymagałby akceptacji Piłata. Stąd wzmianka o Piłacie - ale wątpię, by w tym przypadku brał udział w samym procesie, raczej zatwierdziłby wyrok już po procesie. Z kolei nie wiemy, jaką winę by przypisał Talmud Jezusowi. Tak wydaje się, że tylko nieprzestrzeganie "szabasu", lecz to trochę mało na karę śmierci. Oprócz tego zarzutu Jezus raczej "nie grzeszył wobec ST". Tak czy tak, nie łamał prawa rzymskiego, oprócz crimen laesae maiestatis, lecz wtedy byłaby zasadna wersja "b". A w niej Piłat musiałby skazać Jezusa na śmierć, bez względu na życzenie Żydów. Moim zdaniem, wszelkie przekłamania Biblii są podyktowane interesem kasty kapłanów. A jak można żądać posłuszeństwa wiernych wobec praw kościelnych/religijnych, skoro sądziło się Jezusa za łamanie tychże praw. Stąd dodatkowy wątek procesu według prawa rzymskiego, z jednej strony. Z drugiej strony wątek udziału Żydów, by wykazać spełnienie przepowiedni... > Cała ta mowa o spiskach, wydanie Mistrza przez ucznia, podwójnego procesu i pytania podbitego (trzymanego "za mordę") ludu o zdanie, to jak pogląd posła Antoniego Macierewicza o Smoleńsku (notabene żarliwego katolika) ... teraz to się uśmiałem, choć to porównanie jest celne, według mnie... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Z kolei nie wiemy, jaką winę by przypisał Talmud Jezusowi.> Tak wydaje się, że tylko nieprzestrzeganie "szabasu", lecz> to trochę mało na karę śmierci. Oprócz tego zarzutu Jezus> raczej "nie grzeszył wobec ST".Nie zgodzę się z Tobą. Wszak Schafer mówi o tym dość wyraźnie w ustępie o Talmudzie Babilońskim, który kształtował się w stuleciach trzecim, czwartym i piątym, a jego ostateczna redakcja miała miejsce w wieku szóstym: 1. Jezus - bękart. Taki człowiek był poza plemieniem. Nie mógł brać udziału w szeregu ważnych obrzędów (bezczeszczenie ich), nie mógł żyć według żydowskiego prawa (łamanie go), brać udziału w normalnym życiu społeczności. Jezus miał być osobą wykluczoną (jest to nawet częściowo zrozumiałe, skoro Jezus przestaje a nawet nocuje u znienawidzonego przez Żydów celnika) 2. Jezus - czarownik. W Nowym Testamencie w wielu miejscach Jezus jest przedstawiony jako uzdrowiciel, człowiek, który leczy beznadziejnie chorych, a nawet umarłych (!). Rabini chcą podważyć te zapisy i mówią wiernym: nie wierzcie w to, to nie były żadne uzdrowienia, ale czarna magia. Czyli coś bardzo, bardzo złego. 3. Jezus - uwodziciel. Za pomocą nieczystych sztuczek i praktyk zmusił lud, aby za nim podążył. Miało się to dziać oczywiście wbrew woli kapłanów i rabinów. 4. I chyba najcięższy zarzut: Jezus - bałwochwalca. Mieniący się imieniem Boga, jednocześnie powołujący się na synostwo z Nim. Boga, wobec którego nawet prorocy byli trwożliwi. 5. No i Jezus- król żydowski (dodane przeze mnie, bez związku z Talmudem) Myślę że w tamtych czasach to aż nadto na śmierć. > ... teraz to się uśmiałem, choć to porównanie jest celne, według mnie...  To na zdrowie!  spokojnej nocy
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >Nie zgodzę się z Tobą. Wszak Schafer mówi o tym dość wyraźnie w ustępie o Talmudzie Babilońskim... ... muszę przyznać, że oprócz sporadycznych fragmentów to nie czytałem tego... mea culpa...  ... punkty 1,2 i 4, jak i w dużej części 3, to zdecydowanie przestępstwa przeciw lokalnemu bogu i nie interesowały rzymian. Oczywiście oprócz akceptacji kary śmierci, jeżeli taka by zapadła. A więc sensowny jest tylko sąd według praw Talmudu, to zaś pozwala już na wniosek, że wątek sądu rzymskiego był bardzo na rękę kapłanom "nowej wiary". Trudno wymagać od wiernych, by przestrzegali "praw religijnych" i słuchali kapłanów, skoro ich "główny bóg" krytykował religię i poniósł śmierć z powodu nieposłuszeństwa kapłanom i "prawu religijnemu" ... punkt 5 (częściowo i 3) pewnie by Sanhedryn najchętniej wykorzystał, ale w owych czasach nie mieli takiego prawa. To podlegało pod prawo rzymskie, więc wystarczyłby proces przed Piłatem. Tak, czy tak - wątek "podwójnego procesu nie trzyma się kupy"... ... udanego dnia... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > ... punkty 1,2 i 4, jak i w dużej części 3, to zdecydowanie przestępstwa> przeciw lokalnemu bogu i nie interesowały rzymian. Oczywiście> oprócz akceptacji kary śmierci, jeżeli taka by zapadła.Tak. Schafer analizuje to zdecydowanie nie z punktu widzenia Rzymian, a Żydów. > to zaś pozwala już na wniosek, że wątek sądu rzymskiego> był bardzo na rękę kapłanom "nowej wiary".W tym co piszesz znów jest dużo racji  . Nie taki "straszny" znów z Ciebie Irrracja Grzegorz  > Trudno wymagać od wiernych, by przestrzegali "praw religijnych" i> słuchali kapłanów, skoro ich "główny bóg" krytykował religię i poniósł> śmierć z powodu nieposłuszeństwa kapłanom i "prawu religijnemu"Dokładnie. Miał przecież wypełnić przepowiednie ST. Tu najlepiej pasuje wątek jednostronnego odrzucenia "reformatora" ze strony żydów, i to bardziej ludu (choć saduceuszy i faryzeuszy też - i tak mamy poboczny wątek raczej pozytywnej roli faryzeuszy (w historii) "uziemionej" przez Ewangelie. > To podlegało pod prawo rzymskie, więc wystarczyłby proces> przed Piłatem. Tak, czy tak - wątek "podwójnego procesu nie trzyma się kupy"...Tak, za dużo zachodu. Myślę, że to się odbyło dużo szybciej i bardziej za kulisami, niż to jest przedstawione w Ewangeliach o wydźwięku raczej PRowskim. miłego dnia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >... Nie taki "straszny" znów z Ciebie Irracja Grzegorz  ... prawdę mówiąc, to nieraz się zastanawiałem dlaczego tak straszy ludzi irracjonalizm. Racjonalizm to najkrótsza, najlogiczniejsza, najsensowniejsza, najkorzystniejsza, itp. droga do celu. Zaś całkowity brak logiki i sensu to aracjonalizm, ewentualnie anty racjonalizm. Dla mnie irracjonalizm to myślenie i działanie w myśl zasady, że "wszystkie drogi prowadzą do Rzymu". To szukanie innych, okrężnych lecz równie racjonalnych wyjść. Wadą tego jest pozbawienie racjonalizmu przyrostka "naj" we wszystkich jego przymiotnikach. Zaletą, że można nieraz rozwiązać problem pozornie, z punktu widzenia klasycznego racjonalizmu, nierozwiązywalny... I tak narodził się Irracja, a gdy otrzymałem dostęp do netu, to "wypłynął na szerokie wody"... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Dla mnie irracjonalizm to (..) szukanie innych, okrężnych lecz równie> racjonalnych wyjśćJesteś tego pewien? Może to po prostu ułomny racjonalizm  ale nie szukajmy ideału, jego chyba po prostu nie ma. > Wadą tego jest pozbawienie racjonalizmu przyrostka> "naj" we wszystkich jego przymiotnikach.I ja nie jestem za gloryfikacją racjonalizmu. Z resztą nazwa nazwą, po co przykładać do niej jakieś nadmiernie znaczenie? Ważne co się pod nią kryje i co takie podejście daje. > Zaletą, że można nieraz rozwiązać problem pozornie,> z punktu widzenia klasycznego racjonalizmu,> nierozwiązywalny...Ja jestem prostym człowiekiem: rozwiązanie problemu pozorne to raczej wada, ale może jest tu jeszcze coś, czego nie widzę. Mnie irracjonalność kojarzy się raczej z kobiecością (chyba kolejny raz się naraziłem..  ) łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >Ja jestem prostym człowiekiem: rozwiązanie problemu pozorne to raczej wada, ale może jest tu jeszcze coś, czego nie widzę. ... nie pozorne rozwiązanie problemu, tylko pozornie nierozwiązywalny problem. Taki co to się wydaje, że nie można go rozwiązać. Jak choćby "węzeł gordyjski"...  > Mnie irracjonalność kojarzy się raczej z kobiecością (chyba kolejny raz się naraziłem.. ) ... w końcu, jak każdy mężczyzna, mam w sobie jeden chromosom żeński X... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > każdy mężczyzna, mam w sobie jeden chromosom żeńskiHehe Grzechu, poległeś razem ze mną. Zmówmy Kadisz
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>> Mówiłem o 33 latach różnicy tylko dlatego, że Pani powyżej odniosła się do wydarzeń roku 66. > ... można to uznać za błąd przedmówczyni, że odniosła się do tak długiego okresu czasu, to jednak całe pokolenie. Mogła jednak nie sprawdzić wiedzy o wcześniejszych "buntach", jak również jej nie posiadać. Jednak i u pana wystąpił błędny wniosek, zakładający, że żydzi w czasach Jezusa nie widzieli szans na "zrzucenie rzymskiego jarzma". Taki wniosek neguje sama postać Barabasza, jak i powstanie Samarytan - tylko 7 lat po śmierci Jezusa...
U mnie wcale nie ma takiego wniosku. Powiedziałem tylko, że nie wiązali takich szans z Jezusem.
>> Nie ulega chyba wątpliwości, że stosunek kapłanów żydowskich do Jezusa był wrogi. Uwięzienie Barabasza dawało im więc okazję do upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu... i dalej... > ... wywód wydaje się jasny i logiczny. Jednak przy odniesieniu do panującego wówczas prawa, traci swój sens i logikę.
> Po pierwsze - jeszcze przed rozprawą Jezusa wprowadzono (w 27 n.e.) prawo crimen laesae maiestatis, czyli obrazy majestatu do której należało podważanie praw cesarza przez używanie tytułu "króla" przez inne osoby. Obraza majestatu była wówczas traktowana jak "zdrada stanu", a Jezus określał się jako "król". To że jako "król niebios" nie ma większego znaczenia skoro nie był oficjalnie uznany (przez cesarza) za takiego.
To już Pana interpretacja, iż "nie ma to większego znaczenia". Sądzi Pan, że trzeba było mieć zgodę cesarza na to, aby głosić, że "królestwo moje nie jest z tego świata"? Wielu nawiedzonych ludzi chodziło wtedy po świecie.
Podaję za "Wikipedią": "W prawie rzymskim jako crimen laesae maiestatis rozpatrywane były nie tylko zamachy czy próby obalenia cesarza, lecz także pogróżki, obraźliwe wypowiedzi o osobie lub imieniu cesarza lub żarty pod jego adresem. Obejmowało również zbezczeszczenie jego pomnika lub wizerunku, wojskowe nieposłuszeństwo wobec władcy, wypytywanie astrologów i wróżbitów w sprawie przyszłości cesarza".
Czy naprawdę uważa Pan, że Piłat rozpoznał w słowach Jezusa obrazę majestatu, opisaną jak powyżej? Owszem, na to liczyli kapłani, ale Piłat wyśmiał ich (nic dziwnego).
> Po drugie, Barabasz jako przywódca "ruchu wyzwolicielskiego" był wrogiem Rzymu. Wrogów nie wypuszcza się tak sobie, bo jakiś "podbity tłum" sobie tego życzył. Piłat mógł odstąpić od skazania Barabasza, ale tylko po to by odesłać go do Rzymu, do dyspozycji cesarza. Innym powodem mogła być obawa spowodowania powstania żydowskiego. Ale żeby Piłat się obawiał tego musiałby nie posiadać silnego garnizonu. Nic nie wskazuje na niedostatek wojsk rzymskich w Jerozolimie, w tamtym okresie. Przeciwnie, sama już działalność "rewolucjonisty Barabasza" raczej wskazuje, że Piłat miał dostateczną ilość wojska by nie bać się rozruchów.
Ale mógł ich nie chcieć po prostu, mimo posiadanej przewagi. Fałszywie zakłada Pan, że jeżeli ktoś ma przewagę militarną, ten nie podejmuje kroków w celu zapobieżenia konfliktowi militarnemu. Poza tym, sam Pan sobie przeczy. Jeżeli Piłat miał wystarczające siły militarne, mógł sobie pozwolić na wypuszczenie Barabasza.
>... tak czy tak, Piłat nie mógł podjąć decyzji o zwolnieniu Barabasza, czy Jezusa. To byłby dla niego "strzał we własną stopę", zostałby oskarżony o zdradę. Po takiej decyzji mógł już się szykować do śmierci - najlepiej "samobójstwa" by uniknąć przesłuchań, tortur, czy innych reperkusji...
Tylko przy założeniu, iż Jezus faktycznie obraził majestat, a to założenie nie wytrzymuje próby (patrz wyżej).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >> Obraza majestatu była wówczas traktowana jak "zdrada stanu", a >> Jezus określał się jako "król". To że jako "król niebios" nie ma >> większego znaczenia skoro nie był oficjalnie uznany (przez cesarza) za takiego. > To już Pana interpretacja, iż "nie ma to większego znaczenia". Sądzi > Pan, że trzeba było mieć zgodę cesarza na to, aby głosić, że "królestwo > moje nie jest z tego świata"? Wielu nawiedzonych ludzi chodziło > wtedy po świecie.
Dla mnie argumentacja Irracji jest raczej zrozumiała. Owszem, wielu ludzi chodziło wtedy po świecie mieniąc się mesjaszami, ale Cesarstwo Rzymskie dotąd na takiego delikwenta nie reagowało, dokąd im nie zagrażał jakimś progiem wyznawców (zwolenników), który mógł przekroczyć powiedzmy tysiąc ludzi. Co do obrazy majestatu - widzę to trochę inaczej. Wg mojej wiedzy władza cesarska, jak również jej Namiestnicy nie zwracali uwagi na takie lokalne niuanse, byli raczej liberalni. Co Cesarskiemu panteonowi rzymskich bogów mógł zagrozić lokalny król niebieski"? Nic, do póki nie reprezentował znacznej siły militarnej. Nie mniej Jezus była to jakaś drzazga, która poparta tysiącami zwolenników (wyznawców) stanowiła już jakieś militarne zagrożenie.
Wie pan - fakty i racjonalne rozumowanie to jedno, a lęki przywódców to druga sprawa. Sami z resztą to znamy, pamiętając wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego na mównicy sejmowej, tuż po ukazaniu się w Rzeczpospolitej artykułu o "trotylu na wraku Tupolewa"
> Czy naprawdę uważa Pan, że Piłat rozpoznał w słowach Jezusa obrazę > majestatu, opisaną jak powyżej? Owszem, na to liczyli kapłani, ale > Piłat wyśmiał ich (nic dziwnego).
Jestem tu akurat bliski pana rozumowaniu. Nie mniej jakaś tam doza lęku w Piłacie (ukrywana) mogła jednak być.
> Poza tym, sam Pan sobie przeczy. Jeżeli Piłat miał wystarczające > siły militarne, mógł sobie pozwolić na wypuszczenie Barabasza.
Niestety, nie byłby pan dobrym politykiem. To co pan pisze to ewidenta słabość rządzącego. Jest takie powiedzenie: "kto ma miękkie serce, ten musi mieć twardą d.." Zdaje pan sobie sprawę, jak wyglądałby Piłat w raportach do Cesarza, Piłat który wypuszcza jednego "zbira" z powodu którego za parę miesięcy traci np. setkę swoich zbrojnych? Rozumowanie pana opiera się na braku racjonalności, której Piłat miał w sobie sporo, tak wynika z relacji historyków ówczesnej epoki. Przykro mi za fakty, ale takie one właśnie są.
>> Po takiej decyzji mógł już się szykować do śmierci - najlepiej "samobójstwa" >> by uniknąć przesłuchań, tortur, czy innych reperkusji... > Tylko przy założeniu, iż Jezus faktycznie obraził majestat, a to założenie > nie wytrzymuje próby (patrz wyżej).
Nie musi wytrzymywać, mimo to jest to argument ważny. Po raz kolejny widzę, że zna pan tamtą epokę głównie, a może tylko w oparciu o bardzo tendencyjne i okrojone relacje Rzym-żydowska prowincja, zawarte w Ewangeliach. Gdyby zapoznał się pan z innymi, mniej religijnymi (a bardziej historycznymi) relacjami, z pewnością zobaczyłby pan pełniejszy i bardziej realistyczny obraz, łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>>> Obraza majestatu była wówczas traktowana jak "zdrada stanu", a >>> Jezus określał się jako "król". To że jako "król niebios" nie ma >>> większego znaczenia skoro nie był oficjalnie uznany (przez cesarza) za takiego. >> To już Pana interpretacja, iż "nie ma to większego znaczenia". Sądzi >> Pan, że trzeba było mieć zgodę cesarza na to, aby głosić, że "królestwo >> moje nie jest z tego świata"? Wielu nawiedzonych ludzi chodziło >> wtedy po świecie. >Dla mnie argumentacja Irracji jest raczej zrozumiała.
Nie chodzi o jej zrozumiałość, ale jej zasadność. Całe rozumowanie Panów opierało się na tym, że zarzut obrazy majestatu można było potraktować poważnie. Jednak obydwaj musicie przyznać, że wypowiedzi Jezusa po prostu nie dotyczyły władzy ziemskiej, więc w niczym nie uchybiały majestatowi cesarza i Piłat dobrze to rozumiał.
Przypomnę słynny passus pokazujący postawę Jezusa i prowokację kapłanów (która później przerodziła się w spisek):
"Wówczas faryzeusze odeszli i naradzali się, jak przyłapać Go na słowie. Posłali do Niego swoich uczniów razem ze zwolennikami Heroda z zapytaniem: "Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i zgodnie z prawdą nauczasz drogi Bożej. Nie dbasz o niczyje względy i nie zważasz na ludzką opinię. Powiedz nam, co o tym sądzisz: Czy należy płacić podatek cesarzowi, czy też nie?". Jezus poznał ich przewrotność i odpowiedział: "Obłudnicy! Dlaczego Mnie wystawiacie na próbę? Pokażcie Mi monetę, którą się płaci podatek" . A oni podali Mu denara. Wtedy zapytał: "Czyja jest ta podobizna i napis?". Odpowiedzieli: "Cesarza". Wówczas rzekł: "Oddajcie więc cesarzowi to, co jest cesarskie, a Bogu to, co boskie". (Mateusza 21 , 15-21)
Taka była postawa Jezusa i taką musiał zaprezentować przed sądem. Można by więc odpowiedzieć słowami Piłata: "nie znajduję winy w tym człowieku".
>Wg mojej wiedzy władza cesarska, jak również jej Namiestnicy nie zwracali uwagi na takie lokalne niuanse, byli raczej liberalni. Co Cesarskiemu panteonowi rzymskich bogów mógł zagrozić lokalny król niebieski"? Nic, do póki nie reprezentował znacznej siły militarnej. Nie mniej Jezus była to jakaś drzazga, która poparta tysiącami zwolenników (wyznawców) stanowiła już jakieś militarne zagrożenie.
A więc zgadza się Pan ze mną, a pisze Pan powyżej, że przekonuje go argumentacja p. Irracji. Ażeby wzmocnić wyraz poparcia dla p. Irracji wysuwa Pan hipotezę o potencjalnym militarnym zagrożeniu ze strony Jezusa. Obawiam się, że rozsądny Piłat tej hipotezy w ogóle nie brał pod uwagę.
>> Czy naprawdę uważa Pan, że Piłat rozpoznał w słowach Jezusa obrazę >> majestatu, opisaną jak powyżej? Owszem, na to liczyli kapłani, ale >> Piłat wyśmiał ich (nic dziwnego). >Jestem tu akurat bliski pana rozumowaniu. Nie mniej jakaś tam doza lęku w Piłacie (ukrywana) mogła jednak być.
Nikt zdrowy na umyśle nie może wydać wyroku na podstawie "dozy lęku". Taki argument można zastosować do wszystkiego, poza tym jest niesprawdzalny.
>> Poza tym, sam Pan sobie przeczy. Jeżeli Piłat miał wystarczające >> siły militarne, mógł sobie pozwolić na wypuszczenie Barabasza.
>Niestety, nie byłby pan dobrym politykiem. >To co pan pisze to ewidenta słabość rządzącego. Jest takie powiedzenie: "kto ma miękkie serce, ten musi mieć twardą d.." >Zdaje pan sobie sprawę, jak wyglądałby Piłat w raportach do Cesarza, Piłat który wypuszcza jednego "zbira" z powodu którego za parę miesięcy traci np. setkę swoich zbrojnych? >Rozumowanie pana opiera się na braku racjonalności, której Piłat miał w sobie sporo, tak wynika z relacji historyków ówczesnej epoki. Przykro mi za fakty, ale takie one właśnie są.
Ale więc tu nie ma Pan wątpliwości co do solidności psychiki Piłata, a wcześniej potrafił Pan zaszczepić w jego umysł "dozę lęku". Poza tym przecież go uwolnił! Przeczy Pan temu, co wiemy o Barabaszu.
>>> Po takiej decyzji mógł już się szykować do śmierci - najlepiej "samobójstwa" >>> by uniknąć przesłuchań, tortur, czy innych reperkusji... >> Tylko przy założeniu, iż Jezus faktycznie obraził majestat, a to założenie >> nie wytrzymuje próby (patrz wyżej). >Nie musi wytrzymywać, mimo to jest to argument ważny.
Proszę pokazać, w jaki sposób Jezus obraził cesarza, a nie argumentować ad hominem (poniżej).
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > >Dla mnie argumentacja Irracji jest raczej zrozumiała.> Nie chodzi o jej zrozumiałość, ale jej zasadność.Dla mnie jest zrozumiała i zasadna. > Całe rozumowanie Panów opierało się na tym, że zarzut obrazy> majestatu można było potraktować poważnie. Jednak obydwaj> musicie przyznać, że wypowiedzi Jezusa po prostu nie dotyczyły> władzy ziemskiej, więc w niczym nie uchybiały majestatowi> cesarza i Piłat dobrze to rozumiał.Piszę pan, jakby nie czytał naszych wczesnieszych postów. Przypomnę zdanie p. Irracja, proszę szczególną uwagę zwrócić na część wytłuszczoną a być może wszystko stanie się jasne: "używanie tytułu "króla" przez inne osoby. Obraza majestatu była wówczas traktowana jak "zdrada stanu", a Jezus określał się jako "król". To że jako "król niebios" nie ma większego znaczenia skoro nie był oficjalnie uznany (przez cesarza) za takiego. Inna sprawa, że tytuł cesarza wiązał się też z atrybutem boskości"> Można by więc odpowiedzieć słowami Piłata: "nie znajduję winy w tym człowieku".Dlaczego go więc nie puścił wolno? Ma pan jakieś rozwiązanie tego casusu, niesprzeczne z tym, co wiemy z historii tematego okresu? > A więc zgadza się Pan ze mną, a pisze Pan powyżej, że przekonuje> go argumentacja p. IrracjiZgadzm się w jednym aspekcie z panem, nie w całości. Ten aspekt: "bycie religijnym królem żydowskim mogło Piłata interesować" ale nie było głównym kryterium w wydawaniu przez niego wyroku. Nie wyolbrzymim tego aspektu. W reszcie kwestii mam kompletne inne zdanie od Pana. Czy teraz moje stanowisko jest jaśniesze? > Ażeby wzmocnić wyraz poparcia dla p. Irracji wysuwa> Pan hipotezę o potencjalnym militarnym zagrożeniu> ze strony Jezusa.Nie robię tego, aby wzmocnić poparcie dla kogoś. To jest moje indywidualne zdanie, chcę aby nie przypisywano mi intencji, których nie żywię. > Obawiam się, że rozsądny Piłat tej hipotezy w ogóle nie brał pod uwagę.W prorządku, może się pan "obawiać". Myślę jednak, że dla niego była kluczowa. Tu się różnimy. > Nikt zdrowy na umyśle nie może wydać wyroku na> podstawie "dozy lęku". Taki argument można zastosować do wszystkiego,> poza tym jest niesprawdzalny.Jest niesprawdzalny, to fakt. Ale to tylko poszlaka. Tak naprawdę podstawa jest gdzie indziej. Pamięta pan jeszcze moje pytania z dnia wczorajszego? Druga sprawa - jest pan młody, ale proszę powyższego arguentu nie lekceważyć. Lekceważący je nie zna życia. > Ale więc tu nie ma Pan wątpliwości co do psychiki Piłata, a wcześniej> potrafił Pan zaszczepić w jego umysł "dozę lęku".Pan znów zero-jedynkow  Proszę zrozumiec, że ten lęk w moim mniemaniu tylko przyśpieszył wydanie skazującego wyroku na Jezusa. Każy przecież się czegoś lęka w życiu albo boi. I z tym żyje. Czy pan jest w swoim życiu wzorem odwagi?  > Poza tym przecież go uwolnił! Przeczy Pan temu, co wiemy o Barabaszu.Wg mnie (i nie tylko mnie) całe to zakończenie procesu jest zmyślone. Historycznie taki proces w ogóle nie mógł mieć miejsca. > > Nie musi wytrzymywać, mimo to jest to argument ważny.> Proszę pokazać, w jaki sposób Jezus obraził cesarza, a> nie argumentować ad hominem (poniżej).Wrócimy do tego, ale na razie nie ma pan postaw żeby moją argumentację zrozumieć. Proszę najpierw sięgnąć do tekstów Józefa Flawiusza i Filona z Aleksandrii, lub ich omówień. łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | > >>Dla mnie argumentacja Irracji jest raczej zrozumiała.> > Nie chodzi o jej zrozumiałość, ale jej zasadność.> Dla mnie jest zrozumiała i zasadna.> > Całe rozumowanie Panów opierało się na tym, że zarzut obrazy> > majestatu można było potraktować poważnie. Jednak obydwaj> > musicie przyznać, że wypowiedzi Jezusa po prostu nie dotyczyły> > władzy ziemskiej, więc w niczym nie uchybiały majestatowi> > cesarza i Piłat dobrze to rozumiał.> Piszę pan, jakby nie czytał naszych wczesnieszych postów. Przypomnę zdanie p. Irracja, proszę szczególną uwagę zwrócić na część wytłuszczoną a być może wszystko stanie się jasne:> "używanie tytułu "króla" przez inne osoby. Obraza majestatu była wówczas traktowana jak "zdrada stanu", a Jezus określał się jako "król". To że jako "król niebios" nie ma większego znaczenia skoro nie był oficjalnie uznany (przez cesarza) za takiego. Inna sprawa, że tytuł cesarza wiązał się też z atrybutem boskości"> Można by więc odpowiedzieć słowami Piłata: "nie znajduję winy w tym człowieku". Tak, szkopuł tylko w tym, że słowa "To, że jako "król niebios" nie ma większego znaczenia" to już dodatek p. Irracji, przemycony do opisu owego przestępstwa obrazy majestatu. Ten dodatek ma kluczowe znaczenie, trzeba jakoś więc pokazać, że faktycznie nie miało to znaczenia. Przecież cytowana przeze mnie definicja tej obrazy (proszę sprawdzić) nie daje podstaw do powiedzenia, iż osoba, która powie, "królestwo moje nie jest tego świata", będzie skazana. > Dlaczego go więc nie puścił wolno? Ma pan jakieś rozwiązanie tego casusu, niesprzeczne z tym, co wiemy z historii tematego okresu? W obawie przed zamieszkami i konfliktem z kapłanami. Jezus nie był dla niego nikim ważnym, o kogo warto by się starać, nawet jeżeli był niewinny. > >A więc zgadza się Pan ze mną, a pisze Pan powyżej, że przekonuje> > go argumentacja p. Irracji> Zgadzm się w jednym aspekcie z panem, nie w całości. Ten aspekt: "bycie religijnym królem żydowskim mogło Piłata interesować" ale nie było głównym kryterium w wydawaniu przez niego wyroku.> Nie wyolbrzymim tego aspektu. W reszcie kwestii mam kompletne inne zdanie od Pana.Na jakiej podstawie ma Pan to inne zdanie? > > Obawiam się, że rozsądny Piłat tej hipotezy w ogóle nie brał pod uwagę.> W prorządku, może się pan "obawiać". >Myślę jednak, że dla niego była kluczowa. Tu się różnimy.> > Nikt zdrowy na umyśle nie może wydać wyroku na> > podstawie "dozy lęku". Taki argument można zastosować do wszystkiego,> > poza tym jest niesprawdzalny.> Jest niesprawdzalny, to fakt. Ale to tylko poszlaka. Tak naprawdę podstawa jest gdzie indziej. Pamięta pan jeszcze moje pytania z dnia wczorajszego?> Druga sprawa - jest pan młody, ale proszę powyższego arguentu nie lekceważyć. Lekceważący je nie zna życia. To argumentacja ad hominem, której nie należy używać. > > Ale więc tu nie ma Pan wątpliwości co do psychiki Piłata, a wcześniej> > potrafił Pan zaszczepić w jego umysł "dozę lęku".> Pan znów zero-jedynkow Proszę zrozumiec, że ten lęk w moim mniemaniu tylko przyśpieszył wydanie skazującego wyroku na Jezusa. Każy przecież się czegoś lęka w życiu albo boi. I z tym żyje. Czy pan jest w swoim życiu wzorem odwagi?  Modeluje Pan psychikę Piłata tak, aby zgadzała się z Pańską hipotezą. Powinno być odwrotnie. > > Poza tym przecież go uwolnił! Przeczy Pan temu, co wiemy o Barabaszu.> Wg mnie (i nie tylko mnie) całe to zakończenie procesu jest zmyślone. Historycznie taki proces w ogóle nie mógł mieć miejsca. Ewangeliści kłamali więc w żywe oczy, "na bezczelnego"? > >> Nie musi wytrzymywać, mimo to jest to argument ważny.> > Proszę pokazać, w jaki sposób Jezus obraził cesarza, a> > nie argumentować ad hominem (poniżej).> Wrócimy do tego, ale na razie nie ma pan postaw żeby moją argumentację zrozumieć. Znów ad hominem. Muszę kiedyś wynotować sobie wszystkie epitety, które usłyszałem od racjonalistów. A będzie tego niemało.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >> Inna sprawa, że tytuł cesarza wiązał się też z atrybutem boskości >> Można by więc odpowiedzieć słowami Piłata: "nie znajduję winy w tym człowieku". > Tak, szkopuł tylko w tym, że słowa "To, że jako "król niebios" nie ma > większego znaczenia" to już dodatek p. Irracji, przemycony do > opisu owego przestępstwa obrazy majestatu
Czy tylko przemycony - nie sądzę. Znów opiera pan swoją argumentację tylko i wyłącznie na Ewangeliach, które bierze pan za obiektywną historię, a to błąd.
> Ten dodatek ma kluczowe znaczenie, trzeba jakoś więc pokazać, > że faktycznie nie miało to znaczenia.
Ok, to jest pana pytanie do Irracji. Ja mam w tym względzie nieco inne zdanie, już o tym z resztą mówiliśmy.
>> Dlaczego go więc nie puścił wolno? Ma pan jakieś rozwiązanie >> tego casusu, niesprzeczne z tym, co wiemy z historii tematego okresu? > W obawie przed zamieszkami i konfliktem z kapłanami
1. A czego miałby się obawiać od kapłanów? 2. W temacie "uległego Piłata" już pisałem i nie mam zamiaru się powtarzać.
> Jezus nie był dla niego nikim ważnym, o kogo warto > by się starać, nawet jeżeli był niewinny.
Tu akurat ma pan rację.
>> Zgadzm się w jednym aspekcie z panem, nie w całości. Ten aspekt: >> "bycie religijnym królem żydowskim mogło Piłata interesować" ale nie >> było głównym kryterium w wydawaniu przez niego wyroku. >> Nie wyolbrzymim tego aspektu. W reszcie kwestii mam kompletne inne zdanie od Pana. > Na jakiej podstawie ma Pan to inne zdanie?
Na podstawie relacji hiostoryczncyh z tamtej epoki, innych niż quasi-historyczne Ewangelie.
>> Druga sprawa - jest pan młody, ale proszę powyższego arguentu >> nie lekceważyć. Lekceważący je nie zna życia. > To argumentacja ad hominem, której nie należy używać.
Dlaczego? Pozwala mi to lepiej zrozumieć ważkośći pana argumentacji, lub jej brak. Jak tu już czytałem, często spłyca pan argumentację, a to wynika właśnie nieraz z braków oczytania w źródłach, oraz wieku. To nie jest ani ad hominem, ani ad persona. Po prostu uważnie pana czytam i aboslutnie nic, co pan pisze a priori nie odrzucam.
> Modeluje Pan psychikę Piłata tak, aby zgadzała się > z Pańską hipotezą. Powinno być odwrotnie.
Po pierwsze - to nie tylko moja hipoteza. Po drugie Piłat też był człowiekiem, a to oznacza, że wszelka analiza socjologiczna oraz psychologiczna (nomen-omen nauki humanistyczne) jest tu w pełni uprawniona. Innymi słowy, jeśli ktoś ją potrafi zastosować - tym lepiej dla podmiotu badanego.
> Ewangeliści kłamali więc w żywe oczy, "na bezczelnego"?
Pozostawmy na boku emocje. Moim zdniem niekiedy mocno koloryzowali, a niekiedy zmieniali zapisy próbując forsować swoją wersję zdarzeń "żeby na chwilę obecną pasowało". Wie pan, jak usuwa cienie pod oczemi kobieta, po nieprzespanej nocy?
>> Wrócimy do tego, ale na razie nie ma pan postaw żeby moją >> argumentację zrozumieć. > Znów ad hominem. Muszę kiedyś wynotować sobie wszystkie > epitety, które usłyszałem od racjonalistów. A będzie tego niemało.
Proszę się nie czuć obrażonym. Stwierdzam tylko suchy fakt. To nie epitet. Ja naprawde mam ndzieję, że z ową historią się pan kiedyś zapozna i kiedyś do tej rozmowy na spokojnie wrócimy. łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | ... tak naprawdę to Piłat może i miał wątpliwości, ale to jego prywatna spraw i nie jest to ważne. Jak już wspomniałem, tytuł cesarza wiązał się też z atrybutem boskości. Cesarz to był "bóg", wiec i pojawienie się innego boga na ziemi było zagrożeniem i obrazą dla cesarza. Przez całą historię Rzymu, prócz cesarza nikt inny nie był "żywym bogiem" na ziemi, a przynajmniej nie na terenach rzymskich. Piłat mógł się obawiać Sanhedrynu tylko z jednego powodu. Miał do wyboru dwie możliwości. Albo uznałby interpretację Sanhedrynu postawy Jezusa - albo by ja zbagatelizował. W tym drugim wypadku narażał się na postawienie (za sprawą donosu Sanhedrynu) w stan oskarżenia jako zwolennik kogoś kto dopuścił się przestępstwa crimen laesae maiestatis. A więc sam mógł być tak sądzony i skazany. Strach (wspomniany przez Jacka), strach o własny los i życie przesądził o postawie Piłata...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | >> Czy naprawdę uważa Pan, że Piłat rozpoznał w słowach Jezusa obrazę >> majestatu, opisaną jak powyżej? Owszem, na to liczyli kapłani, ale >> Piłat wyśmiał ich (nic dziwnego). >Jestem tu akurat bliski pana rozumowaniu. Nie mniej jakaś tam doza lęku w Piłacie (ukrywana) mogła jednak być.
... a tak przy okazji, Jacku. Właśnie zwróciłeś uwagę na powód dla którego kapłani zdecydowali się na wzięcie udziału w procesie przed Piłatem. To mógł być szantaż wobec Piłata, wykorzystanie lęku Piłata o własną przyszłość. Gdyby nie osądził Jezusa zgodnie z ich wolą, to mogliby oskarżyć go na podstawie prawa crimen laesae maiestatis. A kto da gwarancję, że cesarz będzie miał takie samo zdanie jak Piłat? Tylko strach o własny los i życie, może logicznie i sensownie "usprawiedliwić" postawę Piłata w tym procesie. Jednak nadal uważam, za co najmniej bardzo wątpliwe by uwolnił Barabasza...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > To mógł być szantaż wobec Piłata, wykorzystanie lęku Piłata o > własną przyszłość. Gdyby nie osądził Jezusa zgodnie z ich wolą, > to mogliby oskarżyć go na podstawie prawa crimen laesae maiestatis.
Tak, pytanie tylko, czy była prawnie taka możliwość żeby weszli oficjalnie w proces. Tego nie wiem. Nie mniej jednak jestem przekonany że co najmniej zakulisowo prowadzili taką grę.
> A kto da gwarancję, że cesarz będzie miał takie samo zdanie > jak Piłat? Tylko strach o własny los i życie, może logicznie > i sensownie "usprawiedliwić" postawę Piłata w tym procesie. > Jednak nadal uważam, za co najmniej bardzo wątpliwe by > uwolnił Barabasza...
Właśnie. Moim zdaniem Piłat był po prostu nadgorliwy, to z resztą wynika z relacji historycznych tamtej epoki. A nadgorliwcy wzbudzają powszechną niechęć, stąd mnożą się powstańcy + panuje powszechna bieda i taki Namiestnik może być później uważany za nieudolnego. Mnie bardziej Grzegorz pasuje wersja, że saduceusze wydali Jezusa Piłatowi, wzbudzi jego podejrzenia (w jakiejś tam części uprawnione) jak na tacy, a on go z marszu skazał. Mogło być też nieco inaczej: Jezus został zamknięty w wiezieniu za nieporządek a saduceusze w swoim interesie rozdmuchali sprawę, doprowadzając go do krzyża.
Wszystko to jednak pod warunkiem, że choć cześć argumentacji Ewangelii jest prawdziwa. W praktyce mogło być też tak, ze Jezus miał dużo mniej pacyfistyczne poglądy, niż się dziś sądzi.. miłego dnia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >Tak, pytanie tylko, czy była prawnie taka możliwość żeby weszli oficjalnie w proces. Tego nie wiem. Nie mniej jednak jestem przekonany że co najmniej zakulisowo prowadzili taką grę. ... crimen laesae maiestatis nie wymaga świadków,lecz ich nie wyklucza. A więc mogli uczestniczyć w procesie - oficjalnie jako świadkowie, nieoficjalnie zaś(?)  > >Mnie bardziej Grzegorz pasuje wersja, że saduceusze wydali Jezusa Piłatowi, wzbudzi jego podejrzenia (w jakiejś tam części uprawnione) jak na tacy, a on go z marszu skazał.> Mogło być też nieco inaczej: Jezus został zamknięty w wiezieniu za nieporządek a saduceusze w swoim interesie rozdmuchali sprawę, doprowadzając go do krzyża. ... co oczywiście nie wyklucza "zakulisowych rozgrywek". A tutaj wersja szantażu jest jak najbardziej możliwa...  > Wszystko to jednak pod warunkiem, że choć cześć argumentacji Ewangelii jest prawdziwa.> W praktyce mogło być też tak, ze Jezus miał dużo mniej pacyfistyczne poglądy, niż się dziś sądzi.. ... taaak, odwieczny problem "przekłamań" w wielu miejscach, stawia znak zapytania przy całości Biblii... ... wzajemnie, miłego dnia...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > crimen laesae maiestatis nie wymaga świadków,> lecz ich nie wyklucza. A więc mogli uczestniczyć w procesie> - oficjalnie jako świadkowie, nieoficjalnie zaś(?)  I to racja jest. > ... co oczywiście nie wyklucza "zakulisowych rozgrywek". A> tutaj wersja szantażu jest jak najbardziej możliwa...  Szantaż to może dużo powiedziane. W tamtych czasach chyba nie musieli Piłata "zmuszać" żeby pozbył się takiego czy innego wichrzyciela. Nie było wpływowej "opinii publicznej", nie było wyborów, nie było chęci przypodobania się tłumowi. Żydzie ludzkie było mało co warte. Wiesz.. chyba że "szantaż" w sensie coś za coś tzn. ty nam zasądzisz śmierć niewygodnego nam Jeshua, my w zamian nie powiemy..  pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >Szantaż to może dużo powiedziane... ... raczej nie za dużo powiedziane. Ludzie za bardzo boją się nazywać problemy "po imieniu". Tak jakby sądzili, że "nienazwane" nie będą tak dokuczliwe, lub nawet przestaną istnieć... > >W tamtych czasach chyba nie musieli Piłata "zmuszać" żeby pozbył się takiego czy innego wichrzyciela. Nie było wpływowej "opinii publicznej", nie było wyborów, nie było chęci przypodobania się tłumowi. Żydzie ludzkie było mało co warte. ... cudze życie nie było wiele warte, ale własne? Każdy donos, w połączeniu z "humorami i fochami" władców mógł się skończyć "fizyczna eksterminacją" - i to całej rodziny. Ten typ strachu do dzisiaj rządzi niektórymi.. > Wiesz.. chyba że "szantaż" w sensie coś za coś tzn. ty nam zasądzisz śmierć niewygodnego nam Jeshua, my w zamian nie powiemy..  ... a myślisz, że Piłat był "kryształowo czysty"? Że nie kombinował - korupcja, machlojki finansowe i inne tego typu?. Na pewno coś nie coś wiedzieli o nim... ... spadam na jakiś czas... miłego popołudnia życzę... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > ... cudze życie nie było wiele warte, ale własne? Każdy donos,> w połączeniu z "humorami i fochami" władców mógł się skończyć> "fizyczna eksterminacją" - i to całej rodziny. Ten typ strachu do> dzisiaj rządzi niektórymi..Bardziej mi to co napisałeś pasuje do czasów Wielkiego Terroru przed wojną w ZSRR za Stalina, nie mniej o nowożytnych czasach śladów historycznych mamy co nie miara. Tam ich natomiast tak dużo już nie ma (choć parę jednak jest). Proponuję uczciwie przyjać, że "coś wokół tego procesu gmerali" i nie jest to do końca jasne jak to zrobili i czym się kierowali. Może faktycznie bali się o swój stołek? A może byli po prostu zawistni i zazdrośni o wpływy. A może i to i to. > ... a myślisz, że Piłat był "kryształowo czysty"? Że nie kombinował -> korupcja, machlojki finansowe i inne tego typu?. Na pewno coś nie> coś wiedzieli o nim...Ooo.. to na pewno  Siemka, udanego popołudnia!
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >U mnie wcale nie ma takiego wniosku. Powiedziałem tylko, że nie wiązali takich szans z Jezusem... ... wniosek, czyli sens wynikający z jakiejś treści. Celowo nie użyłem innych określeń (teza, hipoteza, itp) by nie sugerować, iż to są pańskie przekonania. Wtedy bym nadużył "dobrego tonu". > >To już Pana interpretacja, iż "nie ma to większego znaczenia". Sądzi Pan, że trzeba było mieć zgodę cesarza na to, aby głosić, że "królestwo moje nie jest z tego świata"? Wielu nawiedzonych ludzi chodziło wtedy po świecie.> Podaję za "Wikipedią": "W prawie rzymskim jako crimen laesae maiestatis rozpatrywane były nie tylko zamachy czy próby obalenia cesarza, lecz także pogróżki, obraźliwe wypowiedzi o osobie lub imieniu cesarza lub żarty pod jego adresem. Obejmowało również zbezczeszczenie jego pomnika lub wizerunku, wojskowe nieposłuszeństwo wobec władcy, wypytywanie astrologów i wróżbitów w sprawie przyszłości cesarza".> Czy naprawdę uważa Pan, że Piłat rozpoznał w słowach Jezusa obrazę majestatu, opisaną jak powyżej? Owszem, na to liczyli kapłani, ale Piłat wyśmiał ich (nic dziwnego). ... czy doczytał pan całość tekstu? Kawałek dalej jest następujący tekst Cytat: ...O zbrodnię przeciwko majestatowi władcy oskarżony był także Jezus Chrystus, który według ówczesnego prawodawstwa uzurpował sobie prawo do tytułu królewskiego, co było podważeniem majestatu cesarza...
... na podbitych (przez Rzym) terenach, to własnie cesarz nadawał i/lub akceptował tytuły królewskie... > >Ale mógł ich nie chcieć po prostu, mimo posiadanej przewagi. Fałszywie zakłada Pan, że jeżeli ktoś ma przewagę militarną, ten nie podejmuje kroków w celu zapobieżenia konfliktowi militarnemu. ... zakładam, że mając przewagę militarną liczył się wyłącznie z własnymi korzyściami politycznymi, prawnymi, lub jakimiś innymi. W tamtym czasie (dziś zresztą często również) ustępstwa wobec podbitego narodu odbierano jako wyraz słabości. A to już prowokuje do buntu... > >Poza tym, sam Pan sobie przeczy. Jeżeli Piłat miał wystarczające siły militarne, mógł sobie pozwolić na wypuszczenie Barabasza... ... ale nie mógł sobie na to pozwolić ze względów politycznych i prawnych. To nie on ustalał politykę i prawo rzymskie, nie był cesarzem. Mógł sam zostać oskarżony o zdradę, właśnie w myśl crimen laesae maiestatis - jako ten który podważa decyzje i prawa cesarza... > >... a to założenie nie wytrzymuje próby (patrz wyżej)... ... czy aby na pewno nie wytrzymuje próby? (patrz powyżej)... ... udanego dnia życzę...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Gdzie i kiedy Jezus uzurpował sobie ten tytuł? Bądźmy poważni.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | >Gdzie i kiedy Jezus uzurpował sobie ten tytuł? Bądźmy poważni.
... wszak sam mówił o "królestwie niebieskim i jego władcy" (władca czyli król). Sam określała się jako jego syn - syn króla to królewicz, przyszły król. Sam tytuł "pretendenta do tronu" było nieraz powodem śmierci niejednego członka rodziny cesarskiej, a myślisz że uszłoby to płazem "jakiemuś Żydowi"? Bo tak o Jezusie myśleli władcy rzymscy...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Ale zawsze chodziło o królestwo duchowe, niematerialne. Podejrzewam, że to prawo, karzące za obrazę majestatu, miało przeciwdziałać tendencjom niepodległościowym. Postawa Jezusa odnośnie polityki (i cesarza) jest znana.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ale zawsze chodziło o królestwo duchowe, niematerialne. > Podejrzewam, że to prawo, karzące za obrazę majestatu, > miało przeciwdziałać tendencjom niepodległościowym. Postawa > Jezusa odnośnie polityki (i cesarza) jest znana.
Raz zdaje się pan znać prawo jakie wówczas panowało w Rzymie i całym Cesarstwie, innym razem nie bierze pod uwagę sytuacji geopolitycznej tamtej epoki z mentalnością żydowską włącznie. Do tego niestety widać, jak wybiórczo zna pan prawo rzymskie. Czasem myślę sobie, że chrześcijanie pozostają wierzącymi tylko i wyłącznie z powodu nieznajomości faktów historycznych, oraz odkryć takich dziedzin jak socjologia i psychologia. łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > Ale zawsze chodziło o królestwo duchowe, niematerialne. Podejrzewam, że to prawo, karzące za obrazę majestatu, miało przeciwdziałać tendencjom niepodległościowym. Postawa Jezusa odnośnie polityki (i cesarza) jest znana.
... owszem, są podstawy do takiego myślenia. Jednak uwzględnijmy szerszy kontekst. Właśnie przeciwdziałania powstaniom. Bez względu na stopień zagrożenia, przez Jezusa dla cesarstwa, to całkowite odrzucenie takiego zagrożenia mogło wywołać rozruchy w Jerozolimie. Piłat tłumu nie musiał się obawiać, to byłaby "zwykła rozróba" jakie często się wtedy zdarzały. Mało na ten temat wiemy, bo tego nikt nie notował i było okrutnie "zgniatane w zarodku". Tylko raz odnotowano takie zajścia w historii Rzymu, no ale skala powstania Spartakusa była ogromna i realnie zagroziła istnieniu Rzymu. Inaczej to wygląda gdyby było poparcie dla tłumu ze strony Sanhedrynu, za którym stanęły by też inne elity. To już nie zwykła "draka", to już ma znamiona "powstania narodowego". A wtedy Piłat mógł być oskarżony, nawet o zdradę skoro to sprowokował. A więc znów strach, zwykły strach o własny los i życie spowodował uznanie tego za "realną obrazę majestatu". Wszystko to dość mocno uprawdopodobnia możliwość zastosowania (przez Sanhedryn)szantażu wobec Piłata. Wobec takiej możliwości, udział pospólstwa i samo uwolnienie Barabasza nie ma żadnego znaczenia. To nie Żydzi, jako całość, lecz wyłącznie interesy Sanhedrynu (kapłanów i establishmentu) stały za całą sprawą...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Mogło tak faktycznie być. Jest to o tyle prawdopodobne, że najwyżsi saduceusze (Sanhedryn) kolaborowali w tych czasach już b. mocno z władzą Rzymską, co było fatalne w skutkach dla zwykłego, żydowskiego mieszkańca. A skoro kolaborowali, to do pewnego stopnia mieli też wpływ na politykę, a już na pewno dojście do Namiestnika (i formalne, i nieformalne) Na marginesie strach Sanhedrynu przed Jezusem (i przed innymi tego typu mesjaszami) mógł również występować. Ktoś posiadający mocne oparcie wśród pospólstwa (a przecież to jakby ich parafianie) nie musi się uciekać do manipulacji.. która zawsze w konsekwencji obraca się przeciwko nim. Może Sanhedryn bał się samodzielnie sądzić Jezusa?
> Wobec takiej możliwości, udział pospólstwa i samo uwolnienie > Barabasza nie ma żadnego znaczenia. To nie Żydzi, jako całość, > lecz wyłącznie interesy Sanhedrynu (kapłanów i establishmentu) > stały za całą sprawą...
Dodam tylko, ze wmieszanie na kartach Ewangelii w werdykt tłumu żydowskiego było niezłą perfidią ze strony wczesnych chrześcijan. Oddzielmy jednak dwa znaczenia domniemanego udziału pospólstwa i uwolnienia Barabasza a) PRowski wydźwięk Ewangelii b) rzeczywiste polityczne pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >Mogło tak faktycznie być. Jest to o tyle prawdopodobne, że najwyżsi saduceusze (Sanhedryn) kolaborowali w tych czasach już b. mocno z władzą Rzymską, co było fatalne w skutkach dla zwykłego, żydowskiego mieszkańca. >A skoro kolaborowali, to do pewnego stopnia mieli też wpływ na politykę, a już na pewno dojście do Namiestnika (i formalne, i nieformalne)
>Na marginesie strach Sanhedrynu przed Jezusem (i przed innymi tego typu mesjaszami) mógł również występować. >Ktoś posiadający mocne oparcie wśród pospólstwa (a przecież to jakby ich parafianie) nie musi się uciekać do manipulacji.. która zawsze w konsekwencji obraca się przeciwko nim. >Może Sanhedryn bał się samodzielnie sądzić Jezusa?
Wszystko to, co Pan pisze, zgadza się z moim wyjaśnieniem. Zabicie Jezusa pod formalnym (i bezzasadnym) pretekstem uznawania się za króla żydowskiego: mord sądowy. Piłat przystał na to pod wpływem nacisków (być może, jak Pan pisze, za sprawą szantażu), i dla świętego spokoju. Wszystko odbyło się (pozornie) zgodne z prawem.
Ponadto, Pańska uwaga o kolaboracji doskonale pokazuje, dlaczego kapłani mogli chcieć "zapunktować" u ludzi (nazwałem to "drugą pieczenią"), zwłaszcza u tych, u których panowały nastroje rewolucyjne czy antyrzymskie. Elita zawsze kolaboruje z okupantem, jest to warunek sine qua non jej istnienia.
>> Wobec takiej możliwości, udział pospólstwa i samo uwolnienie >> Barabasza nie ma żadnego znaczenia. To nie Żydzi, jako całość, >> lecz wyłącznie interesy Sanhedrynu (kapłanów i establishmentu) >> stały za całą sprawą...
Tak też pisałem.
>Dodam tylko, ze wmieszanie na kartach Ewangelii w werdykt tłumu żydowskiego było niezłą perfidią ze strony wczesnych chrześcijan.
Nie, tłum mógł zostać wmanewrowany przez kapłanów. Mógł zostać (przynajmniej częściowo) przekupiony. Byłoby też bardzo dziwne, gdyby wśród tłumu nie było zwolenników kapłanów, który zadbali o podsycenie emocji. Tłum mógł też negatywnie nastawiony do Jezusa właśnie przez fakt, iż nie prezentował postawy patriotycznej (dla niego wszyscy ludzie byli braćmi bez względu na narodowość; Barabasz był, najoględniej mówiąc, przeciwnego zdania).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ponadto, Pańska uwaga o kolaboracji doskonale pokazuje, > dlaczego kapłani mogli chcieć "zapunktować" u ludzi (nazwałem > to "drugą pieczenią"), zwłaszcza u tych, u których panowały > nastroje rewolucyjne czy antyrzymskie. Elita zawsze kolaboruje > z okupantem, jest to warunek sine qua non jej istnienia.
Nie powiedziałbym, że zapunktować. Określenie to oznacza potrzebę zjednania. Ja mówiłem jednak trochę o czymś innym, o manipulacji. I w dzisiejszym świecie, na przykładzie choćby kleru w Polsce widać jak to działa: nikt nikogo w relacji kler-parafianie nie zjednuje. Nawet nie bardzo może. Ludzie muszą się podporządkować władzy duchownych w obszarze wiary i nie ma wyjścia. Kler może co najwyżej starać się być miły. Wiara w ludziach jest zbyt mocno zakorzeniona, żeby to działało na zasadzie sympatia-antypatia i możliwość realnego kształtowania tego.
>> Dodam tylko, ze wmieszanie na kartach Ewangelii w werdykt >> tłumu żydowskiego było niezłą perfidią ze strony wczesnych chrześcijan. > Nie, tłum mógł zostać wmanewrowany przez kapłanów. Mógł zostać > (przynajmniej częściowo) przekupiony
No tak, ale po co? Kolaborując z Namiestnikiem (w rzeczywistosci b. srogim okupantem, a w postaci Piłata x 2) Sanhedryn miał wyrok właściwie w kieszeni.
> Byłoby też bardzo dziwne, gdyby wśród tłumu nie było > zwolenników kapłanów, który zadbali o podsycenie emocji.
No tak. Tylko po co?
> Tłum mógł też negatywnie nastawiony do Jezusa właśnie > przez fakt, iż nie prezentował postawy patriotycznej > (dla niego wszyscy ludzie byli braćmi bez względu na > narodowość; Barabasz był, najoględniej mówiąc, przeciwnego zdania).
Jeśli już rozpatrywać to po linii, którą podaje Ewangelia: jak tłum parę dni wczesniej fetując tryumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy mógł później być tak żądny krwi? Ale przyjmijmy chwilowo nawet, że mógł. Czy na pewno istnieje w historii Cesarstwa Rzymskiego i żydów ów zwyczaj uwalniania jednego ze skazanych przed rytualnym świętem, zna pan choć jeden taki przykład? Jeśli tak - chętnie się z nim zapoznam. Jeszcze a propos domniemanego werdyktu tłumu: przyznał mi pan, że istnieje duża możliwość że Shanhedryn kolaborował z Namistnikiem. Barabasz natomiast najprawdopodobniej był przywódcą jednego z ugrupowań żydowskich, zwanych sykariuszami. Flawiusz opisał ich jako partyzantów, członków ruchu zbrojnego. Sykariusze tworzyli niewielkie oddziały zbrojne, które występowały przeciw władzy rzymskiej, skrytobójczo zabijały zarówno Rzymian, jak i kolaborantów, którzy z nimi współpracowali. Rola sykariuszy w I wieku jest bez wątpienia znacząca, tworzyli oni atmosferę buntu przeciw Rzymianom, która wiele lat później, jednocząc się w Zelotów zakończyła się wielkim powstaniem żydowskim w 66 r. Czuje pan logiczną sprzeczność? pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >> Ponadto, Pańska uwaga o kolaboracji doskonale pokazuje, >> dlaczego kapłani mogli chcieć "zapunktować" u ludzi (nazwałem >> to "drugą pieczenią"), zwłaszcza u tych, u których panowały >> nastroje rewolucyjne czy antyrzymskie. Elita zawsze kolaboruje >> z okupantem, jest to warunek sine qua non jej istnienia. >Nie powiedziałbym, że zapunktować. Określenie to oznacza potrzebę zjednania.
"Potrzeba zjednania" - cóż to za twór?
>I w dzisiejszym świecie, na przykładzie choćby kleru w Polsce widać jak to działa: nikt nikogo w relacji kler-parafianie nie zjednuje. Nawet nie bardzo może. Ludzie muszą się podporządkować władzy duchownych w obszarze wiary i nie ma wyjścia. Kler może co najwyżej starać się być miły. >Wiara w ludziach jest zbyt mocno zakorzeniona, żeby to działało na zasadzie sympatia-antypatia i możliwość realnego kształtowania tego.
Tezy w tym akapicie są albo niezrozumiałe, albo w oczywisty sposób fałszywe, albo niezwiązane z tematem.
>>> Dodam tylko, ze wmieszanie na kartach Ewangelii w werdykt >>> tłumu żydowskiego było niezłą perfidią ze strony wczesnych chrześcijan. >> Nie, tłum mógł zostać wmanewrowany przez kapłanów. Mógł zostać >> (przynajmniej częściowo) przekupiony >No tak, ale po co? Kolaborując z Namiestnikiem (w rzeczywistosci b. srogim okupantem, a w postaci Piłata x 2) Sanhedryn miał wyrok właściwie w kieszeni.
Mylnie zakłada Pan, że kolaboracja jest czymś gładkim i bezbolesnym.
>> Byłoby też bardzo dziwne, gdyby wśród tłumu nie było >> zwolenników kapłanów, który zadbali o podsycenie emocji. >No tak. Tylko po co?
Ażeby zwalczyć chrześcijaństwo, aby pokazać, że chrześcijanie mają przeciwko sobie cały naród.
>> Tłum mógł też negatywnie nastawiony do Jezusa właśnie >> przez fakt, iż nie prezentował postawy patriotycznej >> (dla niego wszyscy ludzie byli braćmi bez względu na >> narodowość; Barabasz był, najoględniej mówiąc, przeciwnego zdania). >Jeśli już rozpatrywać to po linii, którą podaje Ewangelia: jak tłum parę dni wczesniej fetując tryumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy mógł później być tak żądny krwi?
Jest jasne, że wtedy zgromadzili się inni ludzie (słowo "tłum" jest nieprecyzyjne). Ale sytuacja musiała niewątpliwie przestraszyć kapłanów, którzy zaczęli się bać o swój autorytet.
>Ale przyjmijmy chwilowo nawet, że mógł. >Czy na pewno istnieje w historii Cesarstwa Rzymskiego i żydów ów zwyczaj uwalniania jednego ze skazanych przed rytualnym świętem, zna pan choć jeden taki przykład?
Nie znam także imienia żadnego ułaskawionego gladiatora, ale przecież wiadomo, iż niekiedy ich ułaskawiano.
>Jeszcze a propos domniemanego werdyktu tłumu: przyznał mi pan, że istnieje duża możliwość że Shanhedryn kolaborował z Namistnikiem. >Barabasz natomiast najprawdopodobniej był przywódcą jednego z ugrupowań żydowskich, zwanych sykariuszami. Flawiusz opisał ich jako partyzantów, członków ruchu zbrojnego. Sykariusze tworzyli niewielkie oddziały zbrojne, które występowały przeciw władzy rzymskiej, skrytobójczo zabijały zarówno Rzymian, jak i kolaborantów, którzy z nimi współpracowali. Rola sykariuszy w I wieku jest bez wątpienia znacząca, tworzyli oni atmosferę buntu przeciw Rzymianom, która wiele lat później, jednocząc się w Zelotów zakończyła się wielkim powstaniem żydowskim w 66 r. >Czuje pan logiczną sprzeczność?
Nie ma sprzeczności przy założeniu, iż Sanhedryn nie wierzył w powodzenie działań Barabasza. Poza tym, optując za Barabaszem odsuwał podejrzenia o kolaborację.
>pozdrowienia > ---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > "Potrzeba zjednania" - cóż to za twór? Zjednać - pozyskać ludzi dla siebie, obłaskawić ich czymś, sprawić by byli z nami i naszymi postulatami, by byli życzliwi wobec nas. > Tezy w tym akapicie są albo niezrozumiałe, albo w oczywisty> sposób fałszywe, albo niezwiązane z tematem.To, że ich pan nie rozumie nie znaczy, że są fałszywe albo nie związane z tematem. > > No tak, ale po co? Kolaborując z Namiestnikiem (w rzeczywistości b.> > srogim okupantem, a w postaci Piłata x 2) Sanhedryn miał wyrok> > właściwie w kieszeni.> Mylnie zakłada Pan, że kolaboracja jest czymś gładkim i bezbolesnym.Kolaborował pan z kimś kiedyś?  Wg mojej wiedzy (głównie książkowej z czasów okupacji) osoby kolaborujące są od siebie toksycznie zależne dłuższy czas. Oczywiście, że nie jest to bajka. Raczej uzależnienie ze sporymi wyrzutami sumienia + zagłuszanie ich. Jak pan rozumie kolaborację? > >> Byłoby też bardzo dziwne, gdyby wśród tłumu nie było> >> zwolenników kapłanów, który zadbali o podsycenie emocji.> >No tak. Tylko po co?> Ażeby zwalczyć chrześcijaństwo, aby pokazać, że chrześcijanie mają przeciwko sobie cały naród.Niech pan nie żartuje. 1. W tamtym okresie przekonane i stabilne chrześcijaństwo reprezentowało zaledwie kilkanaście osób. Nie mieli kogo zwalczać. 2. Zwalczyć Jezusa Sanhedryn mógł bez tłumu i tak zrobił, tłum w rzeczywistości w ogóle nie brał udziału w procesie a historii z uwolnieniem nie było. Tłum statystował. > Jest jasne, że wtedy zgromadzili się inni ludzie (słowo "tłum"> jest nieprecyzyjne)Skąd ta jasność? Żeby nie było nieporozumień - nie jestem zdania, że to był ten sam tłum. Nie wiemy też, że inny. Osobiście wydaje mi się, że tamten tłum w Niedzielę Palmową jak i w Dzień Sądu to byli bierni gapie, którzy zgromadzili się dla rozrywki "bo coś tam słyszeli, że się będzie działo ciekawego". > Ale sytuacja musiała niewątpliwie przestraszyć> kapłanów, którzy zaczęli się bać o swój autorytet.I to jest możliwe. Tu w naszych zdaniach jesteśmy dość blisko. > > Czy na pewno istnieje w historii Cesarstwa Rzymskiego i> > żydów ów zwyczaj uwalniania jednego ze skazanych przed> > rytualnym świętem, zna pan choć jeden taki przykład?> Nie znam także imienia żadnego ułaskawionego gladiatora,> ale przecież wiadomo, iż niekiedy ich ułaskawiano.Proszę nie żartować. Gladiatorzy to zupełnie inna kategoria, mówimy o kompletnie innych sprawach. Tu mowa jest o skazańcu, a gladiator to : a) niewolnik b) człowiek który absolutnie nie ma na swoim koncie żadnej winy. Proszę tego nie mieszać. Pytałem o zyczaj uwalniania skazanego prawnie przed świętem żydowskim przez tłum. > >Czuje pan logiczną sprzeczność?> Nie ma sprzeczności przy założeniu, iż Sanhedryn nie wierzył w powodzenie> działań Barabasza. Poza tym, optując za Barabaszem odsuwał podejrzenia o kolaborację.Słabe założenie. Jeśli kogoś skazał Namiestnik (a wcześniej pochwycił) to za coś konkretnie, prawda? Przepraszam, ale używa pan b. naiwnego argumentu. Rozmawiajmy poważnie, ja pana traktuję poważnie: odsuwać podejrzenie o kolaborację w tym wypadku to tak, jakby doktor G chciał dziś odsunąć od siebie podejrzenie o skłonność do korupcji, albo Berlusconi swoją słabość do młodych i pięknych kobiet (rzecz powszechnie znana). łącząc pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > >Może Sanhedryn bał się samodzielnie sądzić Jezusa? ... bali, nie bali - ale sytuacja na pewno była dwuznaczna. Dotyczyła ich własnej religii. Cokolwiek by nie zrobili, to mogło się odwrócić przeciw nim. Dlatego najlepszym wyjściem, dla nich było "wyciągnięcie kasztanów cudzymi rękoma", w tym przypadku rzymskimi. To takie bardzo w stylu KRK, i jeszcze jeden dowód na ciągłość religii. W końcu dzisiejszy KRK od kogoś musiał się uczyć - a jak widać nauczycieli mieli dobrych... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > W końcu dzisiejszy KRK od kogoś musiał się uczyć - a> jak widać nauczycieli mieli dobrych...  Dodatkowo mistrzostwem świata ze strony KrK jest wmanewrowanie w to żydów i to nie tylko najwyższych kapłanów, ale.. wszystkich  No rzeczywiście wielki szacun im się należy 
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Rzeczą, którą należałoby zbadać jest także to, na ile obraz Jezusa w Talmudzie przyczynił się do późniejszych prześladowań Żydów ze strony chrześcijan.Tak Kościół miał wielkich specjalistów od Żydów i judaizmu. Jednym z bardziej znanych był ks. Trzeciak. Można ich znaleźć wielu, którzy Talmudu nawet nie widzieli, a z "ogromnym znawstwem" o nim pisali. > Przecież padające tam słowa mogły być potraktowane jako bluźnierstwo, trudno zaś od danej religii wymagać tolerancji w stosunku do ludzi, którzy z jej punktu widzenia są bluźniercami, tym bardziej postawy "otwartej", czymkolwiek by była.To co mnie najbardziej odstręcza od Kościoła to obłuda i "moralność Kalego". Zamiast zajrzeć jak obrzydliwe wypowiedzi pod adresem Żydów znajdują się w Nowym Testamencie i Magisterium Kościoła dostrzega - jego zdaniem - niedocenienie trzeciorzędnego proroka w Talmudzie. Praktyka chrześcijan wobec Żydów w całej historii była obrzydliwą, choć falowała i były lepsze i gorsze okresy. Nasze forum nie rozpoczęło dyskusji wraz z pojawieniem się tu Szanownego Pana Elaspa. To jedna z - na ten temat - ostatnich: www.racjonalista.pl/forum.php/s,525127/z,0Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
> > Ortodoksi żydowscy są w Izraelu w mniejszości, m.in.> > przez falę emigracji z byłego ZSRR i Rosji. Rozwój, o którym> > Pan wspomina, jest wynikiem ogromnej pomocy finansowej ze strony USA.> Wg mojej wiedzy to był raczej impuls. Oni sobie dziś dość dobrze już radzą sami a zaplecze w USA dziś w moim odczuciu bardziej tworzy pewien klimat polityczny, niż ekonomicznie pomaga. Pomoc USA dla Izraela w latach 1949-1979 wyniosła 134 791 507 200 dolarów. Źródło: www.wrmea.(*)ics/9748-us-aid-to-israel.html. > > Nie rozumiem co znaczy "otwarte". Proszę najpierw zdefiniować otwartość.> Otwarte w sensie o którym tu mówimy, to:> a) otwartosć na zdobycze innych religii np. buddyzmu, protestantyzmu itp.> b) otwartość na światło nauki, w tym osiągnięcia socjologii, psychologii, nauk przyrodniczych, humanizmu Nie wiem, o jakie zdobycze chodzi i o jakie osiągnięcia. > > Nie rozumem, co to ma wspólnego z tematem.> Spokojnie. Mówimy tu o otwartości. Sposób podejścia do zjawiska pedofilii Kościoła vs nauki + prawa świeckiego to dziś wciaż dwa różne swiaty. Wciąż wielką bolączką jest to, że Kościół wykorzystuje w swym prawie kanonicznym jedynie zapisy będace jego tradycją - krzywdząc w konsekwencji ofiary pedofilii w dwójnasób:> a) piętnując na resztę życia odbierajac im w trakcie trwania kryminalnego procederu "czystość"> b) później odżegnując się w praktyce od odpowiedzialnosci i pomocy ofiarom, a dbając gównie o swoje cele, w tym swój image.> Czy teraz jest to trochę jaśniesze? Kościół chyli się ku upadkowi - skandale i reakcja na nie są tego wymownym dowodem. > > Jak Pan ocenia możliwość ślubu np. 50-latka z 12-letnią> > dziewczyną? Proszę o konkretną i jednoznaczną odpowiedz.> Jestem przeciwny. Jednak w określonej kulturze śluby 12 letniego chłopca i 12letniej dziewczynki, dalszy ich rozwój pod okiem rodziców to raczej przeznaczenie sobie nawzajem, niż przyjęcie samodzielnego cieżaru życia z jego konsekwencjami (np. swoimi dziećmi) prosze brać to też pod uwagę. W judaizmie właśnie chodzi o to, że 12-letnia dziewczynka i 13-letni chłopcy mają prawo być traktowani jak osoby dorosłe. Mogą więc nie zgodzić się na jakikolwiek dalszy "rozwój pod okiem rodziców", tak jak w Polsce może sie nie zgodzić 18-letnia dziewczyna (czy chłopak). > Teraz pytanie do pana: jak pan ocenia jednoznaczny zakaz pod groźbą grzechu używania prezerwatyw w Afryce, utrzymywany za pontyfikatu JP II?Kościół jest konsekwentny i nie może pozwolić na używanie prezerwatyw w Afryce i jednocześnie zabraniać ich używania w innych rejonach świata. Nawet jeżeli w Afryce odniosłoby to pozytywny skutek, byłoby to (zgodnie z nauką Kościoła) negatywne w skali globalnej. Nie można poświęcać całości dla części. > >>> Chyba że Pan uważa, że wszelka krytyka pod adresem> >>> Żydów jest bezzasadna (?), wtedy faktycznie każdy głos krytyczny> >>> będzie wyrazem antysemityzmu.> >> Zależy jaka krytyka. Może pan jakąś konkretnie przytoczyć, wówczas postaram się odnieść.> > Na przykład krytyka polityki państwa Izrael.> Jaki konkretnie jej aspekt?Kolonizacja ziem na których mieszkają Palestyńczycy. > >> Nie przeczy. Po prostu ma inny, szerszy sposób patrzenia niż pan.> > Inny, bo sprzeczny> W życiu! Nie jest tak . Prosze przeczytac uważnie artykuł jeszcze raz, a znajdzie pan z pewnością miejsca, w których Krajewski odnosi się do różnic nie starajac się ich bagatelizować ni równać na siłę.Krajewski myśli nielogicznie. Przecież jest to oczywiste, a zarazem zdumiewające. Odróżnijmy dwie tezy: a) Chrześcijanie twierdzą, że Chrystus jest Bogiem, b) Chrystus jest Bogiem. Krajewski uznaje a), natomiast odrzuca b) jako bezsensowne. A to jest nielogiczne, albowiem jeżeli b) jest bez sensu, bezsensowne jest też i a).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Pomoc USA dla Izraela w latach 1949-1979 wyniosła 134 791 507 200 dolarów.Świadczy to o solidarnosci tego narodu oraz żyłce do robienia biznesu. Te dwie rzeczy są znane chyba każdemu, który coś słyszał o Żydach. > W judaizmie właśnie chodzi o to, że 12-letnia dziewczynka> i 13-letni chłopcy mają prawo być traktowani jak osoby dorosłe.> Mogą więc nie zgodzić się na jakikolwiek dalszy "rozwój pod okiem> rodziców", tak jak w Polsce może sie nie zgodzić 18-letnia> dziewczyna (czy chłopak).Trudno mi to ocenić, nie mam osobistych doświadczeń. Jednak myślę, że trzeba tu oddzielić dwie rzeczy: co mówi litera prawa, a co praktyka (zwyczaj). My, tzw. nowoczesny naród będący częścią Europy oburzamy się na proceder, jaki panuje w Indiach, gdzie w 50% pary kojarzą rodzice małżonków. Gdy jednak porozmawia pan z Hindusem o tym i wytłumaczy on panu, jak to się w praktyce odbywa - nastrój bojowy znacznie spada. Proszę mi wierzyć  Chętnie się teraz dowiem od pana o statystyce tzn. ile na rok zawieranych jest takich małżeństw gdzie 12-13 letni małżonkowie od razu dostają osobne mieszkanie i żyją w nim, jak dorośli. > > Jaki konkretnie jej aspekt?> Kolonizacja ziem na których mieszkają Palestyńczycy.Znów osobny wątek do dyskusji, z resztą chyba wciąż na tym forum aktualny (pamiętam że coś w nim pisałem chyba w listopadzie 2012) Jeśli chce pan porozmawiać - sugeruję go odszukać. > Krajewski myśli nielogicznie. Przecież jest to oczywiste, a zarazem zdumiewające.> Odróżnijmy dwie tezy:> a) Chrześcijanie twierdzą, że Chrystus jest Bogiem,> b) Chrystus jest Bogiem.> Krajewski uznaje a), natomiast odrzuca b) jako bezsensowne.> A to jest nielogiczne, albowiem jeżeli b) jest bez sensu, bezsensowne jest też i a).Prosze wybaczyć, ale nie dość że okopuje się pan w swoim zdaniu jak jeden z najgorszych ultrakonserwatystów, to działa pan strasznie zerojedynkowo, co aż razi. Przecież dla 15 latka widać, ze Krajewski zawarł w swojej wypowiedzi pewną dozę tolerancji na zasadzie: "inni wierzą w coś innego niz ja (z czym się nie zgadzam) ale ja ich szanuję jako ludzi i innowierców, nie zamierzam ich zwalczać ni nawracać, bo oni maja swoją drogę, a ja swoją". Nie widzi pan tego? Naprawdę?? Dla pana jeśli ktoś (coś) jest nielogiczne, to od razu go to przekreśla (!). Bez sensu. Tak narobi sobie pan tylko wrogów w życiu, własnie dlatego min. Kościół chyli się ku upadkowi. Kościół nie ma wyłączności na prawdę. Pan też nie, ani ja. Cytat: Krajewski: Najważniejszy problem w tym wymiarze to wypracowanie bardziej pozytywnego stosunku do religijnego pluralizmu, a szczególnie dla roli chrześcijaństwa z jego pozycją "stowarzyszonego członkostwa w domu Izraela" (..) - Czy istnieją dwie drogi zbawienia - przez Jezusa (dla chrześcijan) i przez Torę (dla Żydów)? Tak.
Na marginesie pana wypowiedzi o prezerwatywach - ciekaw jestem, dlaczego wg pana dopuszczanie ich w Afryce byłoby dobre, a np. w USA złe. pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) |
>Krajewski myśli nielogicznie.(...) >a) Chrześcijanie twierdzą, że Chrystus jest Bogiem, >b) Chrystus jest Bogiem. >Krajewski uznaje a), natomiast odrzuca b) jako bezsensowne. A to jest nielogiczne, albowiem jeżeli b) jest bez sensu, bezsensowne jest też i a). Doprawdy? a) Indianie Guarani twierdzą, że Tupã jest bogiem - stwórcą świata. b) Tupã jest bogiem - stwórcą świata. "Meretseger uznaje a), natomiast odrzuca b) jako bezsensowne. A to jest nielogiczne, albowiem jeżeli b) jest bez sensu, bezsensowne jest też i a)." Przecież to się kupy nie trzyma. Oczywiście, że a) jest sensowne, bo oni tak twierdzą i nie ma znaczenia, czy ich zdanie jest prawdziwe, czy fałszywe. Co to za jakaś dziwna logika z innej galaktyki?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Oczywiście, że a) jest sensowne, bo oni tak twierdzą i nie> ma znaczenia, czy ich zdanie jest prawdziwe, czy fałszywe.> Co to za jakaś dziwna logika z innej galaktyki?Tą dziwną logikę z innej galaktyki zapoczątkował Jezus mowiąc "Ja jestem drogą prawdą i życiem. Kto wierzy we mnie - ma życie wiecznie" + wysyłajac Apostołów na misje. W konsekwencji po 2 tys. lat mamy watykański dokument "Dominus Iesus" - deklarację o jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła. Gdzie tu ekumenizm i poszanowanie drogi innowierców - trudno powiedzieć. Dobrze, że choć oni niezbyt się tym przejęli  miłego dnia!
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Wyrażenie bezsensowne to wyrażenie niezrozumiałe. Jak dla mnie wyrażenie b) "Tupã jest Bogiem" jest może fałszywe, ale bezsensowne nie jest. Natomiast Krajewski uważa wyrażenie "Jezus jest Bogiem" za (aż) bezsensowne, a nie (tylko) fałszywe.
Inaczej mówiąc, przyjmijmy, że wyrażenie a) *&^%$#op22 jest bezsensowne. Jeżeli tak, to bezsensowne jest też wyrażenie b) Indianie Guarani twierdzą, że *&^%$#op22.
Jeżeli bezsensowna jest część, to i bezsensowna jest całość, a wyrażenie a) jest częścią wyrażenia b).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Krajewski uznaje a), natomiast odrzuca b) > jako bezsensowne
W którym miejscu znalazł pan, że Krajewski "odrzuca b) jako bezsensowne"? W wywiadzie z nim znajdziemy określenia "nie akceptuję, "nie rozumiem", "elementy są mi obce".. ale bezsensowne? Gdzie pan to znalazł?
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Słowa Krajewskiego: "Nie rozumiem, że Jezus jest Bogiem". Krajewski mówi w ten sposób: "Słowa "Jezus jest Bogiem" nie mają dla mnie uchwytnego znaczenia, nie wiem, o co w nich chodzi, nie dostrzegam żadnego sensu w nich".
Rozumiem, że można odrzucać twierdzenie, że Jezus jest Bogiem, tzn. uważać to zdanie za fałszywe, nawet w oczywisty sposób fałszywe. Ale jak można utrzymywać, że się nie rozumie tego zdania?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Krajewski mówi w ten sposób: "Słowa "Jezus jest Bogiem" nie mają > dla mnie uchwytnego znaczenia, nie wiem, o co w nich chodzi, nie > dostrzegam żadnego sensu w nich".
Gdzie tak powiedizał Krajewski? Niestety nie mogę tego cytatu znaleźć. Czy aby na pewno odnosi się pan do wywiadu, do którego link zamieściłem?
> Rozumiem, że można odrzucać twierdzenie, że Jezus > jest Bogiem, tzn. uważać to zdanie za fałszywe
Na razie nikt tu niczego nie odrzuca. Jest pan b. nieprecyzyjny.
> nawet w oczywisty sposób fałszywe
Dla pana. Dla niego to w obrębie jego religii "nie zrozumiałe" i "nie do zaakceptowania", to powiedział.
> Ale jak można utrzymywać, że się nie rozumie tego zdania?
Panie Elsap, jedna zasada: tutaj odnośmy się do konkretnego cytatu, nie do pana fantazji (interpretacji) co ktoś powiedział. łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | > Słowa Krajewskiego: "Nie rozumiem, że Jezus jest Bogiem". Krajewski mówi w ten sposób: "Słowa "Jezus jest Bogiem" nie mają dla mnie uchwytnego znaczenia, nie wiem, o co w nich chodzi, nie dostrzegam żadnego sensu w nich". > Rozumiem, że można odrzucać twierdzenie, że Jezus jest Bogiem, tzn. uważać to zdanie za fałszywe, nawet w oczywisty sposób fałszywe. Ale jak można utrzymywać, że się nie rozumie tego zdania? Dużo dziwniejszy wydaje mi się brak zrozumienia wypowiedzi Krajewskiego przy wiedzy o jego religii. Tu mamy jak na dłoni do czego prowadzą religie (zwłaszcza monoteistyczne) - do braku zrozumienia innych.
Nie wypowiadam się za Krajewskiego, ale z racjonalistycznego punktu widzenia zdanie "Jezus jest Bogiem" możnaby było zrozumieć jedynie wówczas, gdyby istniała możliwość zrozumienia co to jest Bóg i kto to był Jezus.
Bóg to ludzka idea. Ja nie widzę możliwości, żeby jakiegoś człowieka sprowadzać tylko do samej idei. Dużo bliźsi są mi ludzie z krwi i kości, choćby tylko za pośrednictwem internetu.
Znam paru Hiszpanów Jesusów i mogę powiedzieć, że to spoko goście.
Tak więc w pełni zgadzam się z wypowiedzią Krajwewskiego, choć chyba inaczej ją uzasadniam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Za obrzucanie potencjalnymi winami powinien być potencjalny minus. A mówiąc poważnie, ten trop jest fałszywy, co wykazałem powyżej, w odpowiedzi na prowokacyjne i nielogiczne posty p. "Big-Żyda".W odpowiedzi na moje posty niczego nie wykazałeś, robaczku, najwyżej dowody powalającej głupoty własnej Publiczności przedłożyłeś. Mniejsza o to. Minusa za obgadywanie adwersarza za plecami dostajesz  .
Kiedy się uśmiecham, boli mnie twarz. (dr Frank-N-Furter)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
Jak to za plecami? Przecież forum jest publiczne. Jest wiele postów mówiących (niepochlebnie) o mnie, a skierowanych do innych forumowiczów (proszę sprawdzić!) i do głowy mi nie przyszło mieć o to pretensje do kogokolwiek.
Słowa "robaczku", itp. może Pan sobie darować, bo zdradzają tylko Pański brak kultury i nie obrażają, tylko budzą zdziwienie i niesmak, albowiem mam racjonalistów za ludzi kulturalnych. Myślę, że będzie lepiej dla wszystkich, jeżeli będzie Pan trzymać nerwy na wodzy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Jak to za plecami? Przecież forum jest publiczne.Co nie oznacza, że ktokolwiek systematycznie śledzi wszystko, co się tu wypisuje. Przyjęte jest, że jeżeli ktoś ma jakieś tzw. wąty do czyichś wypowiedzi, to zwraca się z nimi właśnie do właściwego ktosia, nie zaś do osób trzecich. > Jest wiele postów mówiących (niepochlebnie) o mnie, a skierowanych do innych forumowiczów (proszę sprawdzić!)Możliwe, ale to nie mój problem, bo ja takowych nie pisałem. > i do głowy mi nie przyszło mieć o to pretensje do kogokolwiek.Tobie w ogóle mało co do głowy przychodzi...  > Słowa "robaczku", itp. może Pan sobie darować,Mogę, misiu, ale nie chcę. > bo zdradzają tylko Pański brak kultury i nie obrażają, tylko budzą zdziwienie i niesmak,Niewiele dbam o Twe "estetyczne" odczucia. > albowiem mam racjonalistów za ludzi kulturalnych. Myślę, że będzie lepiej dla wszystkich, jeżeli będzie Pan trzymać nerwy na wodzy.Pisanie do Ciebie per robaczku w żadnym razie nie jest przejawem mojego zdenerwowania - przeciwnie zgoła: bierze się ono z Wyluzowanej Łaskawości, Dobrotliwości i Wyrozumiałości mojej  .
Kiedy się uśmiecham, boli mnie twarz. (dr Frank-N-Furter)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Proszę więc może korespondować z kimś innym, bo tak naprawdę nie ma Pan nic do powiedzenia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Proszę więc może korespondować z kimś innym, bo tak naprawdę nie ma Pan nic do powiedzenia. To jeden z najbardziej merytorycznych i logicznych forumowiczów, a przy okazji ogromny erudyta. Trzeba być intelektualnym krasnalem, aby tego nie zauważyć. Tak, rzeczywiście z upodobaniem stosuje on poniżej opisaną metodę: Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami.
"Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski).
Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich".
Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba. Ale ta metoda jest tu wprost zalecaną.
Panu Big_zydowi (tak, ja też wielu innym forumowiczom) Pan nawet do pięt intelektualnie nie dorasta. Nadymał się Pan tu jak balonik, ale niedługo śmiechem zostanie on przebity i tylko trochę smrodu pozostanie.
PS. To otwarte forum i nikomu zgody na wyśmiewanie głupoty udzielać Pan nie musi.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Proszę więc może korespondować z kimś innym, bo tak naprawdę nie ma Pan nic do powiedzenia.Ależ nie ma sprawy, misiu - z mojej strony zaprzestanie wymiany zdań z Tobą żadną stratą nie jest  . Oczywiście odpowiem jeszcze na Twój post, w którym - kompletnie bez sensu - usiłujesz sprowadzić religie do pewnych zbiorów sądów tylko i wykażę publicznie, że bredzisz; nie przez wzgląd na Ciebie jednak będę odpowiadać, a wyłącznie dla uciechy własnej - tedy sobie rzecz odłożę na chwilę, bo teraz mi się nie chce  .
Kiedy się uśmiecham, boli mnie twarz. (dr Frank-N-Furter)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Osobiście uważam, że poprawna analiza konieczności musi doprowadzić do twierdzenia o istnieniu czegoś koniecznego (= Boga). Cytat z Leibniza wydaje mi się rozstrzygający.A mnie cytat z Wilhelma Ockhama "Bytów nie należy mnożyć ponad konieczność"> Leibniz twierdzi, że jeżeli rzeczy mają się tak a tak, musi istnieć powód (racja), dla której mają się tak właśnie. A więc nawet jeżeli świat nie ma pierwszej przyczyny (a więc istnieje odwiecznie), musi istnieć racja, dla której jest tak właśnie. Ostateczną racją może być tylko coś, co istnieje nieprzypadkowo, z własnej istoty, inaczej pytanie o rację można ponowić. Jeżeli się nad tym zastanowić, istnienie Boga staje się nieomal oczywiste,Tak, dla niektórych to nawet pewne. Pierwszym przedstawicielem konieczności głupoty był na naszym forum pan Parys> tak jak było oczywiste dla całej ludzkości aż do czasów nowożytnych (do XVIII wieku).Bzdura, nie całej - chociaż było dominującym. Zaś dziś Kościół nie mogąc się uporać intelektualnie z czasami późniejszymi chciałby nas cofnąć. Najlepiej przed Kopernika. > Niestety, nasza (europejska) cywilizacja chyli się ku upadkowi, między innymi wskutek działalności Oświeceniowców,Nasza (europejska) cywilizacja kwitnie dzięki wpływom z nurtu Odrodzenia i Oświecenia. www.racjonalista.pl/kk.php/s,2277 i www.granic(*)nioly-i-demony-ludzkiej-natury> i rychło zostanie wyparta przez żywioł muzułmański.Nie strasz nie strasz, bo się zes.... Tak mawiają dzieci na podwórkach i mają rację. > Jest rzeczą znaną, że w całej Europie meczety powstają jak grzyby po deszczu, a zapełniający je wyznawcy - nie łudźmy się - nie będą mieli dla ateistów i agnostyków szczególnej wyrozumiałości. Tak więc w interesie wolnomyślicieli, jeżeli mają oni choć trochę instynktu samozachowawczego, jest pozbycie się złudzeń co do "postępu" gatunku ludzkiego i wspieranie chrześcijaństwa, a przynajmniej nie osłabianie go. To tak a propos korzyści płynących z religii (chrześcijańskiej).Nie, muzułmanie wcale nie są gorsi, jak i nie są lepsi od chrześcijan. Każda religia chce zdominować całkowicie światopogląd ludzi, których tylko może sobie podporządkować. To wiara (obok pazerności na dobra doczesne i chuci) jest przyczyną bezmiaru zła wyrządzanego przez ludzi ludziom. Każda wiara ogranicza moralnie i intelektualnie, a im jest głębszą to tym bardziej. Przyczyną fundamentalizmu jest niski poziom oświaty oraz bieda i dlatego z fundamentalizmem islamskim należy walczyć książką, a nie krzyżem, czy fundamentalizmem katolickim. Racjonaliści nie walczą ani z meczetami, ani z kościołami. Nie walczą z islamem i nie walczą z chrześcijaństwem. Racjonaliści walczą z głupotą i to już nie ich wina, że głupota najczęściej z fideizmem jest powiązana. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) |
> Cytat:Wolna wola - tradycyjne rozumowanie wychodzi z założenia, że materialna substancja człowieka jest całkowicie zdeterminowana (..) Wola, obojętne wolna czy zniewolona, nie jest materialną substancją. Dlatego tej myśli nie rozumiem. > Cytat: Od kilkudziesięciu lat znany jest fenomen, że decyzje powstają o parę dziesiątych sekundy wcześniej niż nasza świadomość to sobie uzmysławia. Świadomość rejestruje zmiany motoryczne i traktuje to jako moment decyzji. Trzeba by było przenieść poziom świadomościowej percepcji do skali memów i wtedy mielibyśmy autentyczną możliwość uczestniczenia w procesie robienia wyborów. Chodzi o eksperyment Libeta, przeprowadzony w 1979 r. Prof. Benedykt Grothe twierdzi że eksperyment ten, powtarzany parokrotnie przez innych, nie spełniał kryteriów obiektywności. Wykład profesora tu: videoonline.edu.lmu.de/node/1101/950952
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >nawet w typowych i prostych dylematach nasza wola jest ograniczona okolicznościami, naszą wrażliwością, zestawem informacji którymi dysponujemy, mobilnością, zdrowiem, priorytetami obowiązków i jeszcze setką innych aspektów. W ścisłym znaczeniu tego określenia "wolna wola" nie istnieje".< Nic dodać nic ująć. Tak to właśnie jest. Wolna wola jest fikcją. Zawsze istnieją priorytety, obowiązki i setki innych aspektów. > Nie ma i tu różnicy, albowiem twierdzę tak samo w poprzednich postach nt. wolnej woli, tylko że odrzucam to " ścisłe znaczenie", zresztą tak samo jak Pan. To jest mylne rozumienie wolnej woli, promowane tu z uporem przez p. Nietschego. Walczycie po prostu z czymś, czego nie głoszą zwolennicy wolnej woli.
Zielona trawa nie jest zielona, niebo nie jest niebieskie tylko szare, woda nie jest mokra tylko mocno wilgotna, a wola jest wolna ale nie w ścisłym rozumieniu. Dlaczego niewolnika nazywać ściśle niewolnikiem? Można go nazwać trochę wolnym. To nie jest mylne rozumienie tylko pokrętna kazuistyka kościelna, która chce zwolnić Boga z odpowiedzialności i utrzymać dogmat o istnieniu wolnej woli a jednocześnie pogodzić to ze sprzecznościami wykazanymi przez naukę. W jednym ze swoich postów w polemice z fizykiem zrelatywizował Pan już absolut! Doskonałość nie należy rozumieć jako absolutnie doskonały, Bóg jest tylko trochę doskonały, trochę dobry, odrobinę zły. Przy takiej dowolności interpretacji to gotów jestem uwierzyć w żydowskiego Boga ST.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > W jednym ze swoich postów w polemice z fizykiem zrelatywizował > Pan już absolut! Doskonałość nie należy rozumieć jako absolutnie > doskonały, Bóg jest tylko trochę doskonały, trochę dobry, > odrobinę zły. Przy takiej dowolności interpretacji to gotów > jestem uwierzyć w żydowskiego Boga ST.
Elasp zapomniał dodać, że Bóg jest jeszcze tajemniczy vide słynne "niezbadane sa wyroki boskie" - inaczej przecież moglibysmy mu (Elsapowi) oraz jego Bogu zarzucić, że zazwyczaj w ważnych momentach śpi (nie mówię tu o Bogu na kartach Biblii, w wizjach świętych itp. - tylko o historycznej rzeczywistości).
Może to jest z resztą tak, że trzeba od rzeczywistości uciec, żeby móc 'dostrzec' Boga? Jeśli tak, to ja osobiście za takiego Boga dziękuję.
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > "Różnica między nami pewna jednak jest, ujmę to trochę inaczej: nawet w typowych i prostych dylematach nasza wola jest ograniczona okolicznościami, naszą wrażliwością, zestawem informacji którymi dysponujemy, mobilnością, zdrowiem, priorytetami obowiązków i jeszcze setką innych aspektów. W ścisłym znaczeniu tego określenia "wolna wola" nie istnieje".> Nie ma i tu różnicy, albowiem twierdzę tak samo w poprzednich postach nt. wolnej woli, tylko że odrzucam to "ścisłe znaczenie", zresztą tak samo jak Pan. To jest mylne rozumienie wolnej woli, promowane tu z uporem przez p. Nietschego. Walczycie po prostu z czymś, czego nie głoszą zwolennicy wolnej woli.... a jednak wolna wola istnieje, lecz dziś trochę inaczej ją trzeba pojmować/interpretować. Po pierwsze, trzeba sobie uświadomić, że głównym i podstawowym prawem "wolnej woli i wolności" jest "prawo do świadomej rezygnacji z własnych praw". To jedyne prawo które pasuje do każdej sytuacji związanej z naszymi prawami i ograniczeniami - jednocześnie nie jest sprzeczne samo z sobą, oraz z prawami innych... ... po drugie, żyjemy w świecie w którym gdziekolwiek się znajdziemy, tam jest już jakaś społeczność mająca ustalone prawa. A więc musimy się dostosować do tego prawa. Niby nie możemy skorzystać z "wolnej woli" i sami sobie wybrać prawa. Inaczej narazimy się na konsekwencje prawne, ostracyzm, odrzucenie itd. I tutaj w grę wchodzi nasza świadomość i zrozumienie. Jeżeli przyjmiemy prawa (a więc i ograniczenia naszych praw) jako system narzucony, to jest to wbrew naszej woli. Jednak gdy zrobimy to w sposób rozumowy i świadomy - zrozumiemy te prawa, jego powody i sami uznamy je za słuszne, oraz odpowiadające nam - to wtedy można powiedzieć, i tak należy to interpretować, że prawa i zakazy przyjęliśmy z "własnej i nieprzymuszonej woli"... ... a przy okazji, chrzest po urodzeniu - i to bez możliwości unieważnienia go - właśnie z tego powodu jest łamaniem "wolnej woli" człowieka. Z tego samego powodu, to rodzice ponoszą odpowiedzialność za czyny dzieci i małoletnich... ... pozdrawiam... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > trzeba sobie uświadomić, że głównym i podstawowym> prawem "wolnej woli i wolności" jest "prawo do świadomej> rezygnacji z własnych praw". To jedyne prawo które pasuje> do każdej sytuacji związanej z naszymi prawami i ograniczeniami> - jednocześnie nie jest sprzeczne samo z sobą, oraz z prawami innych...Nie wiem czy główne. Ja znam to jako dodatek do przebogatej w niespodzianki i inspirującej w możliwości dyscypliny która zwie się treningiem asertywości. Będąc niedawno w Chinach patrzyłem jak moja podopieczna (skąd-inąd świetnie wyedukowana na Uniwersytecie Technicznym w Pekinie) rezygnuje na co dzień ze swoich praw. W momencie kiedy tłumaczyłem jej do czego ma prawo i w jaki sposób go egzekwować, jak efektywnie postępować z przełożnymi, kolegami aby sie nie urobić po łokcie mając na końcu mierny wynik, piękne było patrzeć jak nieśmiały zdrowy uśmiech z miesiąca na miesiąc wykwita na jej ładnej, chińskiej buzi  Oczywiście samo tłumaczenie jeszcze wiele nie dało, trzeba było samemu walczyć z zastanymi absurdami, w czym wydatnie pomaga tam twarz europejczyka. Proszę mi wierzyć - rezygnacja z praw to był jej główny problem i ograniczenie, a nie prawo  > ... po drugie, żyjemy w świecie w którym gdziekolwiek się znajdziemy,> tam jest już jakaś społeczność mająca ustalone prawa. A więc> musimy się dostosować do tego prawa.Po jednym warunkiem: chyba że to prawo nie krzywdzi innych. > Jeżeli przyjmiemy prawa (a więc i ograniczenia naszych praw) jako> system narzucony, to jest to wbrew naszej woli. Jednak gdy zrobimy> to w sposób rozumowy i świadomy - zrozumiemy te prawa, jego> powody i sami uznamy je za słuszne, oraz odpowiadające nam -> to wtedy można powiedzieć, i tak należy to interpretować, że> prawa i zakazy przyjęliśmy z "własnej i nieprzymuszonej woli"...Wszystko pod warunkiem że te prawa i obowiązki są rzeczywiście sensowne. Pełną optymizmu historię nieprzyjęcia zastanych praw, a nawet buntu wobec nich mamy zapisaną w kartach ruchu "Solidarność" lat 80tych. > ... a przy okazji, chrzest po urodzeniu - i to bez możliwości> unieważnienia go - właśnie z tego powodu jest łamaniem> "wolnej woli" człowieka.Niestey to prawda. > Z tego samego powodu, to rodzice ponoszą odpowiedzialność> za czyny dzieci i małoletnich...Odpowiedzialnośc cywilna i prawna za nieletnich to trochę inna sprawa. Szlkoda że Kościół odszedł dziś od nauczania biblijnego, w którym jak już powiedziliśmy wyraźnie stoi, że chrzest powinna przyjąc świadomie osoba dorosła. Może wtedy byłoby mniej programowo realizowanej eksterminacji ateistów, homoseksualistów, osób myślących niezależnie itd  Jeszcze jeden dowód, jak Kościł dopasowuje do śiebie świat, aby jego organizacji było wygodniej  miłego dnia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | ... witaj Jacku. Mama nadzieję, że jesteś dziś z rodziną, więc życzę Wam spokojnego... nie, nie, wróć, odrobina szaleństwa przyda się Wam, o ile tylko macie na nie chęć... dlatego życzę Wam rodzinnego świętowania...  > Nie wiem czy główne. Ja znam to jako dodatek do przebogatej w niespodzianki i inspirującej w możliwości dyscypliny która zwie się treningiem asertywności.> Będąc niedawno w Chinach patrzyłem jak moja podopieczna (skąd-inąd świetnie wyedukowana na Uniwersytecie Technicznym w Pekinie) rezygnuje na co dzień ze swoich praw. W momencie kiedy tłumaczyłem jej do czego ma prawo i w jaki sposób go egzekwować, jak efektywnie postępować z przełożonymi, kolegami aby się nie urobić po łokcie mając na końcu mierny wynik, piękne było patrzeć jak nieśmiały zdrowy uśmiech z miesiąca na miesiąc wykwita na jej ładnej, chińskiej buzi  > Oczywiście samo tłumaczenie jeszcze wiele nie dało, trzeba było samemu walczyć z zastanymi absurdami, w czym wydatnie pomaga tam twarz europejczyka.> Proszę mi wierzyć - rezygnacja z praw to był jej główny problem i ograniczenie, a nie prawo... ... w tak krótkim tekście poruszyłeś co najmniej trzy aspekty "wolności/wolnej woli", w tym dwa (moim zdaniem) bardzo ważne... ... pierwszy to częsta nieumiejętność posługiwania się swoimi prawami, nieumiejętność ich dochodzenia, czy postawa innych. Często to strach przed ich egzekwowaniem. I tutaj Twoja pomoc, okazana chińskiej podopiecznej, była bardzo cenna...  ... drugi aspekt wiąże się mentalnością ludzką, oraz z innym prawem "wolności/wolnej woli", które brzmi - "każde prawo jest przywilejem, a nie obowiązkiem". Mentalność ludzka (raczej nabyta na przestrzeni wieków,w tym przypadku) wiąże/kojarzy "nasze prawa z obowiązkiem", nadaje "tym prawom status bezwzględnej wykonalności/skorzystania". Prowadzi to do zniewolenia - stajemy się "niewolnikami własnych praw". Mało tego, stwarzamy innym możliwość manipulowania nami, pozwalamy innym "zniewalać się". I to spotkało Twoją chińska podopieczną. Zaczęto jej wmawiać, że "w ramach prawa do rezygnacji, ma obowiązek rezygnować z własnych praw". Co oczywiście nie jest prawdą... ... co zmienia, w tym układzie, zamiana obowiązku w przywilej"? Skoro mam prawo do czegoś, i korzystam z tego, to efekt jest ten sam. Myślę że bardzo dużo: - obowiązek odbieramy jako coś narzuconego, niechcianego. Zaś przywilej to coś cennego, o co powinniśmy dbać; - przywilej jednocześnie narzuca, tę samą dbałość i na drugą stronę. Wymusza uznanie naszej dobrej woli, i wzajemność w postępowaniu. Druga strona musi sobie zasłużyć na naszą pomoc. Jeżeli już nie wcześniejszymi postawami (ktoś pierwszy musi ustąpić, czy okazać pomoc) - to odpowiednimi postawami, gdy ktoś inny będzie potrzebował pomocy, nawet jeśli sam bezpośrednio o nią nie poprosi. Nie istnieje coś takiego jak "bezwarunkowa i bezinteresowna pomoc". Warunkiem każdej uzyskanej pomocy jest "gotowość do niesienia pomocy innym". Korzyścią z każdej okazanej pomocy jest/powinna być "pewność uzyskania pomocy, gdy samemu znajdzie się w potrzebie"...
... jeszcze raz, życzę Tobie i Twej rodzinie - oraz wszystkim forumowiczom - "rodzinnych Świąt"...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > dlatego życzę Wam rodzinnego świętowania...  Dzięki Grzegorz  Oj było, aż miejscami nawet za dużo  > pierwszy to częsta nieumiejętność posługiwania się swoimi> prawami, nieumiejętność ich dochodzenia, czy postawa innych.> Często to strach przed ich egzekwowaniem.Otóż to. Czasami ogranicza nas w tym kultura kraju w którym żyjemy, czasem nasi rodzice, opiekunowie którym wprost nie przyjdzie do głowy inny wariant. > (..) I to spotkało Twoją chińska podopieczną. Zaczęto jej> wmawiać, że "w ramach prawa do rezygnacji, ma obowiązek> rezygnować z własnych praw". Co oczywiście nie jest prawdą...Wiesz, ludźmi zrezygnowanymi dużo łatwiej sterować niż ludźmi spełnionymi, silnymi i posiadającymi wewnętrzną wolność oraz świadomość swoich granic i wpływów. Druga sprawa, i to juz dużo bardziej przykra - co tam zaobserwowałem: idąc wzwyż w hierarchii szefowie bywają sukcesywnie coraz bardziej oderwani od realnych problemów. Zlecają zadania do wykonania i z rzadka interesuje ich włożony w te zadania wysiłek podwładnego. Dopóki człowiek nie padnie - będzie wykonywał swoje zadanie i wszystko będzie 'dobrze'. Uczyłem ją trochę jak wykorzystywać dla siebie władzę jej szefów, co oczywiście związało się niekiedy ze zmuszaniem szefa do zajęcia stanowiska (zazwyczaj metodą tzw. 'niewinnych' wyrzutek, bo przecież trudno tam iść i powiedzieć "zaniedbujesz to i to, możesz to nadrobić tym i tym"  ) względnie do jakiegoś niestandardowego ruchu lub wysiłku. O dziwo, ostatecznie robili to b. chętnie, co jednocześnie b. odciążało moją podopieczną  Jedno z praw mało tam znanych "możesz korzystać ze wsparcia Twojego szefa, on jest nie tylko do rządzenia, ale też do pomocy". > obowiązek odbieramy jako coś narzuconego, niechcianego. Zaś> przywilej to coś cennego, o co powinniśmy dbać;I znów: o ile ten przywilej realnie nam coś daje. > Nie istnieje coś takiego jak "bezwarunkowa i bezinteresowna pomoc"> Warunkiem każdej uzyskanej pomocy jest "gotowość do niesienia pomocy innym"> Korzyścią z każdej okazanej pomocy jest/powinna być "pewność uzyskania> pomocy, gdy samemu znajdzie się w potrzebie"Tak, zgadzam się. Ja to nazywam wzajemnoscią. Niby prosta sprawa. Ale zapytaj jednego lub drugiego z naszych portalowych kolegów-chrześcijan co to takiego ta wzajemność i dlaczego jest taka ważna - a zaczną sie w zeznaniach gubić..  Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak jest prawie zawsze z chrześcijanami.. > nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A> ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...Fakt. Wpływ kleru na życie doczesne należałoby raz a dobrze ukrócić. Co do Boga - zdania są podzielone. Osobiście podoba mi się stwierdzenie Marka Edelmana "może i Bóg gdzieś kiedyś coś.. ale dziś śpi" Przypuszczam że najlepiej się wierzy nie znając szerzej osiągnięć nowoczesnej nauki  łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >Dzięki Grzegorz Oj było, aż miejscami nawet za dużo  ... aaa, to mnie ucieszyłeś. > >... opiekunowie którym wprost nie przyjdzie do głowy inny wariant. ... a jak przyjdzie, to i tak wybiorą wariant korzystny dla nich...  > >Wiesz, ludźmi zrezygnowanymi dużo łatwiej sterować niż ludźmi spełnionymi, silnymi i posiadającymi wewnętrzną wolność oraz świadomość swoich granic i wpływów... ... i dlatego kościoły tak promują ideę "losu wyznaczonego przez boga". Odbierają wtedy "wewnętrzną wolność"... > >Druga sprawa, i to juz dużo bardziej przykra - co tam zaobserwowałem: idąc wzwyż w hierarchii szefowie bywają sukcesywnie coraz bardziej oderwani od realnych problemów. Zlecają zadania do wykonania i z rzadka interesuje ich włożony w te zadania wysiłek podwładnego. Dopóki człowiek nie padnie - będzie wykonywał swoje zadanie i wszystko będzie 'dobrze'... ... u nas to też można zauważyć. Choć pewnie nie na taką skalę... > >Uczyłem ją trochę jak wykorzystywać dla siebie władzę jej szefów, co oczywiście związało się niekiedy ze zmuszaniem szefa do zajęcia stanowiska (zazwyczaj metodą tzw. 'niewinnych' wyrzutek, bo przecież trudno tam iść i powiedzieć "zaniedbujesz to i to, możesz to nadrobić tym i tym"... ... oj, ale by się działo...  > >względnie do jakiegoś niestandardowego ruchu lub wysiłku. O dziwo, ostatecznie robili to b. chętnie, co jednocześnie b. odciążało moją podopieczną Jedno z praw mało tam znanych "możesz korzystać ze wsparcia Twojego szefa, on jest nie tylko do rządzenia, ale też do pomocy". ... moim zdaniem, to pozytywne nastawienie. W końcu przełożony to "rodzaj mistrza" - ma też pomagać, a nawet czasami uczyć... > > > obowiązek odbieramy jako coś narzuconego, niechcianego. Zaś przywilej to coś cennego, o co powinniśmy dbać;> I znów: o ile ten przywilej realnie nam coś daje. ... myślę, że zawsze przywilej, w odróżnieniu od obowiązku, coś nam "realnie" daje. Lecz tutaj pojawia się problem rozumienia terminu "korzyść". Inaczej to widzi się w Europie, inaczej w Azji. Temat rzeka...  > > Nie istnieje coś takiego jak "bezwarunkowa i bezinteresowna pomoc"> > Warunkiem każdej uzyskanej pomocy jest "gotowość do niesienia pomocy innym"> > Korzyścią z każdej okazanej pomocy jest/powinna być "pewność uzyskania> > pomocy, gdy samemu znajdzie się w potrzebie"> Tak, zgadzam się. Ja to nazywam wzajemnością. ... ooo, właśnie, choć w tym wypadku spostrzegam to bardziej jako "wzajemność społeczną". Udzielam pomocy jednej osobie, ta drugiej, itd. - tak jak w łańcuszku, pomoc wraca do mnie od setnej osoby, gdy jej potrzebuję... > Niby prosta sprawa. Ale zapytaj jednego lub drugiego z naszych portalowych kolegów-chrześcijan co to takiego ta wzajemność i dlaczego jest taka ważna - a zaczną się w zeznaniach gubić..  > Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak jest prawie zawsze z chrześcijanami... ... też tego nie rozumiem, choć przecież z religii się wywodzi powiedzenie "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie", czyli znają wzajemność. Czasami pozwalam sobie na "sadyzm" wobec nich. Gdy ktoś namolnie tłumaczy, że powinienem być bezwarunkowy i bezinteresowny, tak idealistycznie, to się pytam - "Dlaczego mam być lepszy niż sam Bóg?" Przecież stawia warunki wiernym, choćby Dekalog, czy inne zakazy i nakazy. Przecież jest interesowny, bo żąda wyłączności w wierze. A i zna wzajemność, bo w zamian oferuje "wieczne życie". Czy można być lepszym od niego?. A jeżeli można, to dlaczego mam czcić kogoś mniej doskonałego ode mnie? Ach, ten ich wyraz twarzy...  > > Osobiście podoba mi się stwierdzenie Marka Edelmana "może i Bóg gdzieś kiedyś coś.. ale dziś śpi" ... hmmm, Biblia coś mówi o odpoczynku i siódmym dniu. O ósmym nic nie wspomina...  ... pozdrawiam...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > ludźmi zrezygnowanymi dużo łatwiej sterować niż> > ludźmi spełnionymi, silnymi i posiadającymi> > wewnętrzną wolność oraz świadomość swoich granic i wpływów...> ... i dlatego kościoły tak promują ideę "losu> wyznaczonego przez boga". Odbierają wtedy "wewnętrzną wolność"> ...Ktoś tu już coś takiego powiedział: Bóg to taki zlepek ludzkich pragnień, nieświadomie sprowokowanych zdarzeń i czysto przypadkowego losu.. > przełożony to "rodzaj mistrza" - ma też> pomagać, a nawet czasami uczyć...Przez krótki czas miałem w pracy znacznie starszego kolegę (zanim odszedł na emeryturę) który zwykł mawiać "szef ma gównie służyć". Był szefem 20 osobowego działu przez ok 20 lat. Szkoda że nie moim  > w tym wypadku spostrzegam to bardziej jako> "wzajemność społeczną". Udzielam pomocy jednej> osobie, ta drugiej, itd. - tak jak w łańcuszku,> pomoc wraca do mnie od setnej osoby, gdy jej> potrzebuję...Zawsze jakoś podświadomie nie ufałem altruistom. Czy p. Marek Bielecki to czyta??  > też tego nie rozumiem, choć przecież z religii się> wywodzi powiedzenie "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie",> czyli znają wzajemność.To chyba taka mądrość życiowa chrześcijańsiego ludu - twierdzenie zawiera dla mnie też pewną ironię: prosty lud zdaje się nieraz wiedzieć więcej o życiu, niż.. Jezus  > Czasami pozwalam sobie na "sadyzm" wobec nich.> Gdy ktoś namolnie tłumaczy, że powinienem być> bezwarunkowy i bezinteresowny, tak idealistycznie,> to się pytam - "Dlaczego mam być lepszy niż sam Bóg?"Dobre! > Przecież stawia warunki wiernym, choćby> Dekalog, czy inne zakazy i nakazy. Przecież> jest interesowny, bo żąda wyłączności w wierze.> A i zna wzajemność, bo w zamian oferuje "wieczne życie".Taki opiekuńczy tato. Zupełnie brak tu śladu choćby relacji dorosły-dorosły. > Czy można być lepszym od niego?. A jeżeli> można, to dlaczego mam czcić kogoś mniej> doskonałego ode mnie? Ach, ten ich wyraz twarzy...  Hehe, ech ten 'niedościgniony' wzorzec..  łącząc sylwestrowe pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Był szefem 20 osobowego działu przez ok 20 lat. Gdybym miał w jednym miejscu pracować przez dwadzieścia lat, to bym się chyba własną pięścią za tępotę zabił. Uważam, że po pięciu latach w tym samym miejscu człowiek zaczyna się cofać. Szef nie powinien ani rozkazywać, ani służyć. On ma dobrze organizować pracę, gdyż rozliczany jest z jej efektów. Umiejętność kierowania zespołem, to kawałek rzemiosła, którego warto się uczyć, ale także sztuka, którą otrzymuje się od Boga. Nie wszyscy na szefów się nadają, ale gdy znajomości mają, to nawet najgorsze tępaki nimi zostają.
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Nie wiem jakie tamten kolega miał możliwości, ale z opowiadań słyszałem że dawne resortowe biura projektów były dla inżyniera szczytem marzeń, trzeba było też mieć spore 'plecy' żeby się do nich załapać, co owocowało niechęcią do zmiany pracy (wyżej już właściwie nic nie było). Fakt faktem, że trochę takich ludzi było, co to 20 a nawet 40 lat w jednym miejscu pracowali. Tzn też nie do końca tak: były przecież wyjazdy do innych państw, kontrakty na budowach za twardą walutę (mniej-więcej za 1/3 stawki jaką miał zachodni inżynier). Komunizm to w ogóle dziwny ustrój był, myślę że mam sporo szczęścia że tylko w nim dorastałem.
'Służenie' to oczywiście był jeden z aspektów. Myślę że wartościowość szefa mierzy się również m.in. jego umiejętnością podnoszenia kwalifikacji podwładnych oraz umiejętnością stawania w ich obronie w chwilach trudnych (zaufanie) również pozdrawiam w Nowym Roku PS przeczytałem pana wpis mojej koleżance, która właśnie siedzi obok. Ona mówi, że to zależy od człowieka ile lat potrzebuje aby stać się dobrym specjalistą. Czasem bywa, że i 20 lat jest mało
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | martok (1115 punktów) |
>PS przeczytałem pana wpis mojej koleżance, która właśnie siedzi obok. Ona mówi, że to zależy od człowieka ile lat potrzebuje aby stać się dobrym specjalistą. Czasem bywa, że i 20 lat jest mało
To zależy nie tylko od człowieka, ale także od standardów danej profesji. Na przykład szkolenie przyzwoitego naukowca trwa dwadzieścia lat tylko wtedy, gdy kandydat jest bardzo zdolny. W przypadku przeciętnie utalentowanego trwa dłużej. Dodajmy, że odbywa się ono zazwyczaj w jednym "miejscu pracy", czyli na jednej uczelni lub w jednej instytucji badawczej. *
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > To zależy nie tylko od człowieka, ale także od standardów danej profesji. Zdecydowanie tak!
>Na przykład szkolenie przyzwoitego naukowca trwa dwadzieścia lat tylko wtedy, gdy kandydat jest bardzo zdolny. Wszystko chyba zależy od dziedziny nauki. Dla mnie już samo określenie "szkolenie naukowca" dziwnie brzmi. W znanych mi osobiście (humanistycznych) dziedzinach nauki to uczelnie i mistrzowie (promotorzy) tworzyli tylko warunki do samokształcenia i albo szło się dalej albo odpadało się.
>W przypadku przeciętnie utalentowanego trwa dłużej. Dodajmy, że odbywa się ono zazwyczaj w jednym "miejscu pracy", czyli na jednej uczelni lub w jednej instytucji badawczej. Jakoś znowu dziwnie, gdyż ja odróżniam pracę asystenta, adiunkta i profesora (stanowisko a nie tytuł). Ponadto wcale nie było źle widziane, gdy stopnie naukowe zdobywało się na różnych (byle poważnych uczelniach).
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | martok (1115 punktów) |
Co do wszystkiego zgoda - tak w sprawie samokształcenia, jak kontaktów z innymi uczelniami. Nie chciałem po prostu zbytnio się rozpisywać w tej prostej sprawie. Faktem pozostaje to, że (1) "kształcenie" dobrego naukowca trwa co najmniej 20 lat i (2) przeciętnie biorąc odbywa się ono w ramach etatu na jednej uczelni. Moja wypowiedź nie miała zawierać jakichś większych mądrości niż te dwa punkty.
Pozdrawiam - M *
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Nie wiem jakie tamten kolega miał możliwości, ale z opowiadań słyszałem że dawne resortowe biura projektów były dla inżyniera szczytem marzeń, trzeba było też mieć spore 'plecy' żeby się do nich załapać, co owocowało niechęcią do zmiany pracy (wyżej już właściwie nic nie było).Nie mam zielonego pojęcia o resortowych biurach projektów. > Fakt faktem, że trochę takich ludzi było, co to 20 a nawet 40 lat w jednym miejscu pracowali.Też znam takich ludzi, którzy całe życie przepracowali w jednym zakładzie pracy i są z tego dumni. > Tzn też nie do końca tak: były przecież wyjazdy do innych państw, kontrakty na budowach za twardą walutę (mniej-więcej za 1/3 stawki jaką miał zachodni inżynier).No właśnie! Wystarczy "nie do końca tak". Gdy zmienia się miejsca pracy, stanowiska, zadania, to ten sam pracodawca ma niewielkie znaczenie. > Komunizm to w ogóle dziwny ustrój był, myślę że mam sporo szczęścia że tylko w nim dorastałem.Przeżyłem w nim 2/3 zawodowego życia i wcale nie narzekam. Natomiast tak - było zdecydowanie inaczej, nawet tak bardzo, że trudno zestawiać. Co ciekawe, to mnie osobiście poprawiło się w nowym ustroju, może dlatego, że stary tak dobrze mnie do tego przygotował? To temat rzeka > 'Służenie' to oczywiście był jeden z aspektów. Myślę że wartościowość szefa mierzy się również m.in. jego umiejętnością podnoszenia kwalifikacji podwładnych oraz umiejętnością stawania w ich obronie w chwilach trudnych (zaufanie)Myślałem, że to zdanie jest jasne: Umiejętność kierowania zespołem, to kawałek rzemiosła, którego warto się uczyć, ale także sztuka, którą otrzymuje się od Boga.Ale jak teraz widzę jego zrozumienie współczesnym sprawia problemy. > PS przeczytałem pana wpis mojej koleżance, która właśnie siedzi obok. Ona mówi, że to zależy od człowiekaZgadzam się tu w 100% z koleżanką. Wszystko zależy od człowieka i znowu wydawało mi się, że przeniesione zdanie z tamtego posta, właśnie to też zawiera. > ile lat potrzebuje aby stać się dobrym specjalistą.Specjalistą w czym lub w jakim zakresie. Szewc rzeczywiście dobrze aby zydla się trzymał. Jest Pan sporo w Rosji to proszę przypomnieć koleżance postać Piotra I Wielkiego i jego uczenie się zarządzania. I tu i tu można stać się wielkim specjalistą, a nawet mistrzem, czy w ten sam sposób należy się nim stawać? > Czasem bywa, że i 20 lat jest małoDla niektórych życia mało, dlatego lepiej dla wszystkich, aby nigdy szefami nie zostawali. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | >Szef nie powinien ani rozkazywać, ani służyć. On ma dobrze organizować pracę, gdyż rozliczany jest z jej efektów...
... dlaczego wszyscy (no, prawie wszyscy) uważają, że organizowanie pracy nie jest służbą na rzecz kierowanej grupy?. Czym wobec tego jest dbanie o pracowników, zapewnienie im materiałów, bezpieczeństwa finansowego, możliwości szkolenia i rozwoju, zapewnienie dobrej współpracy, itp. - jeżeli nie "zdjęciem z ich głowy" problemów przeszkadzających w efektywnej pracy?. To też rodzaj służby...
Do Siego Roku, życzę...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Ano właśnie, warto to podkreślić co napisałeś. Prawidłowo zadbany pracownik (tu mówię bardziej o majstrach, pracownikach nadzoru, asystentach w biurach inżynierskich, informatycznych itp) chce się odwdzięczyć szefowi efektywnością a zespołowi koleżeństwem. Mam wrażenie że dziś się o tym zbyt często 'zapomina'.. W imię szybkiego zysku 'lepiej' jest wymienić pracownika na nowszy model niż zadbać o jego warunki pracy, ubezpieczenie zdrowotne itp. Niedawno słyszałem w Trójce program o listonoszach, modelowy przykład tego o czym tu piszemy: - przepisy mówią bodajże o max 10 kg ciężaru w torbie oraz wolnych rękach - praktyka: kobieta ciągnie rower obwieszony do bólu paczkami, dwie torby dyndają jej przewieszone przez ramiona. Często dzień pracy kończy po ponad 9 godzinach takiej harówki a prośba o zatrudnienie dodatkowego pracownika zbywana jest stwierdzeniem "jak się nie podoba to zawsze można odejść, poza tym na Twoje miejsce czeka 10 osób" łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Ja mówię o (rozumnej) wolnej woli, czyli o (rozumnym) wybieraniu, Pan o "kontynuowaniu pod pełnym panowaniem rozumu" u człowieka dorosłego. Zasadniczej różnicy między nami nie ma. Jest Pan mimowolnie zwolennikiem wolnej woli w moim rozumieniu< Jeżeli wolna wola jest rozumna to już przez to nie jest wolna, ponieważ rozum ogranicza wybór tylko do rozumnych wyborów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Proszę więc to wytłumaczyć niejakiemu Kartezjuszowi, który właśnie tak uważał, a był chyba nie najgorszym filozofem. Nie mówiąc o Tomaszu z Akwinu i Leibnizu, którzy uważali tak samo.
Pańskie rozumienie: wolna wola = wola absolutnie niezdeterminowana.
Rozumienie właściwe: wolna wola = wola nie absolutnie zdeterminowana.
Do wolności woli wystarcza brak całkowitej determinacji. Tak samo wolnym jest człowiek otoczony murem, w którym jest choćby niewielka przerwa, a nie jedynie ten, kto w ogóle nie jest otoczony murem.
Nie potrafię tej myśli wyrazić prościej.
Doprawdy, im dłużej jestem na tym forum, tym dogłębniej się przekonuję, że ateizm wypływa z niewiedzy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > Do wolności woli wystarcza brak całkowitej determinacji. Tak samo wolnym jest człowiek otoczony murem, w którym jest choćby niewielka przerwa, a nie jedynie ten, kto w ogóle nie jest otoczony murem. > Nie potrafię tej myśli wyrazić prościej.
Prościej byłoby wskazać konkretną przerwę zamiast tylko łudzić się, że ona gdzieś jest.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > Prościej byłoby wskazać konkretną przerwę zamiast tylko łudzić się, że ona gdzieś jest.Może to 'drzwi' pomiędzy ludźmi, w odróżnieniu od relacji między człowiekiem i kamieniem..
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Piękny ten wiersz Noblistki. Czasami relacje między ludźmi są tak samo niemożliwe, jak między człowiekiem i kamieniem..  miłego dnia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Prościej byłoby wskazać konkretną przerwę zamiast> tylko łudzić się, że ona gdzieś jest.Niekiedy zdarzają są ludzie, którzy ględzą o tej szparze całe życie, wkładają w to całą enegię.. i na tym poprzestają  miłego dnia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Proszę więc to wytłumaczyć niejakiemu Kartezjuszowi, który właśnie tak uważał, a był chyba nie najgorszym filozofem. Nie mówiąc o Tomaszu z Akwinu i Leibnizu, którzy uważali tak samo.To żenujący żądanie. Dlaczego Pan Nietsche musi być gorszym filozofem od Kartezjusza, Tomasza z Akwinu i Leibniza skoro on miał szansę ich ze zrozumieniem przeczytać, a oni jego nie. Ponadto żaden z wymienionych przez Pana myślicieli nie znał współczesnego dorobku nauki, która zdecydowanie determinuje sensowną refleksję o świecie. > Pańskie rozumienie: wolna wola = wola absolutnie niezdeterminowana.> Rozumienie właściwe: wolna wola = wola nie absolutnie zdeterminowana.> Do wolności woli wystarcza brak całkowitej determinacji. To ja chromolę taką wolną wolę,gdy jestem zdeterminowanym w 99%, a w tym jednym to jeszcze przypadkowość ma duże znaczenie. Uważam, że człowiek, gdy zrozumie swoje uwarunkowania to ma pewien zakres wpływu na swoje działanie: www.racjon(*)php/s,532005/z,0/d,28#w538070, ale ciekawym jest jak faktycznie wielkim ten wpływ jest. Próbuje odpowiedzieć na to np. kognitywistyka i może zamiast bezmyślnie powtarzać przemyślenia z ubiegłych wieków warto zdobyte informacje przetworzyć we własnym umyśle. To zasadnicza część wolności jaką ludzie mogą posiadać. > Tak samo wolnym jest człowiek otoczony murem, w którym jest choćby niewielka przerwa, a nie jedynie ten, kto w ogóle nie jest otoczony murem.Wolny człowiek szuka takiej przerwy i gdy ją znajdzie stara się poprzez jej zrozumienie ją rozszerzyć. Gdzie Pan znalazł taką przerwę? tu? Pan raczy żartować? > Nie potrafię tej myśli wyrazić prościej.Może zamiast tłumaczyć to czego sam Pan nie rozumie (tylko powtarza myśli innych) spróbował by Pan zrozumieć to o czym napisał Pan Nietsche i może też wziął pod uwagę wypowiedzi innych uczestników tej rozmowy? Także moich? > Doprawdy, im dłużej jestem na tym forum, tym dogłębniej się przekonuję, że ateizm wypływa z niewiedzy.Żeby ta Pańska konstatacja wypływała tylko z niewiedzy, to jeszcze mogła by być akceptowalną. U Pana jest znacznie gorzej. Dla Pana racjonalizm i wynikający z niego ateizm jest tak samo niepojętym jak Pański Bóg, tyle że Pan w swojego Boga ślepo irracjonalnie wierzy, a racjonalizm na ślepo odrzuca. Nawet o swoim Bogu nie ma Pan spójnego pojęcia. Nie potrafi Pan sensownie zdefiniować przedmiotu swojej wiary. Próbuje Pan bezsensownie zmieszać różne kulturowe stwory Boga Osobowego w Trójcy Jedynego (czyli zupełnie nie wiadomo czego) z demiurgiem (czyli nie wiadomo czym). Używa Pan teologicznych terminów sensownie pustych (nie mających definicji, a nawet niedefiniowalnych). Pańska ignorancja w zakresie całej poruszanej przez Pana tematyki jest wprost żenującą i kompromituje Pan skutecznie całe fideistyczne środowisko, z którego Pan się intelektualnie wywodzi. Naprawdę wierzy Pan, iż jak Pan tu zadeklaruje: Ja jestem arcymądry, gdyż wszystkie rozumy już pozjadałem! To my tu padniemy przed Panem i jego mądrością na kolana? Jak na razie to czytając Pana jestem przekonanym, że nie potrafi Pan zupełnie myśleć samodzielnie, a wiedzę też ma bardzo niewielką. Ot typowy katolicki ideolog: Klapki na oczach chomąto na szyi i wio przed siebie. Czyli - Alleluja i do przodu! Wbrew temu co się Szanownemu Panu wydaje, jest Pan traktowany tu życzliwie, gdyż odpowiedzi na Pańskie posty są merytoryczne, a że ironiczne i złośliwe, to już taka uroda internetu (nie tylko naszego forum), że pisze się szczerze i na poziomie na jaki nas stać. Tu nie warto pisać jaki jestem mądrym, gdyż po kilku postach samo to wychodzi, a nikt nie jest w stanie nas bardziej skompromitować niż uczynimy to sami. Idą Święta spróbuj Pan to wszystko jeszcze raz przemyśleć samodzielnie. Nie jako atak na Pana, ale jako ważkie argumenty do refleksji. Stać jeszcze Pana na to?Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > To ja chromolę taką wolną wolę,< Taką wolę to i ja chromolę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Proszę więc to wytłumaczyć niejakiemu Kartezjuszowi, który właśnie tak uważał, a był chyba nie najgorszym filozofem. Nie mówiąc o Tomaszu z Akwinu i Leibnizu, którzy uważali tak samo.< Czy Descartes był niezłym filozofem? Udowodnił istnienie Boga przy pomocy cyrkla (logicznego). Ale ponieważ wyznawał zasadę cogito ergo sum to przeprowadził jeszcze jeden dowód istnienia Boga. Tym razem już bez cyrkla, tylko za pomocą ekierki i liniału. Uważał że zwierzęta są maszynami i nie mają świadomości. "Gdy się bije osła i ten ryczy, to jest podobnie jak naciskając na klawisz organów te wydają dźwięki" Nie wie Pan co sądził Bach o filozofii Rene ? Może napisał jakieś oratorium na cztery osły O wolnej woli oczywiście też pisał. Ale Pan go w ogóle nie czytał. Bo jego koncepcja zawiera sprzeczność której sam Descartes nie wyjaśnił, dlatego w dyskusjach o Wolnej Woli, nikt jego myśli nie bierze pod uwagę. Według jego koncepcji 2+3 nie musi się równać 5, o ile Bóg tak zechce. Ponadto udowodnił wprawdzie istnienie Boga ale nie wykazał istnienia duszy, która jest elementem jego koncepcji.
Tomasz, ach ten Tomasz, jego koncepcji też Pan nie zna.
"Wola jest podporządkowana rozsądkowi. Wybiera to co rozsądek podaje jej jako najlepsze." Mimo tego człowiek posiada wolną wolę. "Wolna wola jest warunkiem koniecznym moralnego postępowania". Ponieważ jest dana od Boga to zawsze się też skłania ku dobremu, voluntas, chociaż ma prawo wybrać też noluntas. Jak Pan sądzi, co na temat jego teorii powiedziałby Augustyn i franciszkanie? Ci ostatni mają trzymać mordę w kubeł, Paweł V im zabronił. Ale Tomasz, ach ten Tomasz, zajmował się też biologią i meteorologią, warto więc wspomnieć.
"Wilgotne, południowe wiatry - dziewczynka, suche, porywiste wiatry z północy - chłopczyk. Wiatr z zachodu lub od wschodu - obojnak. Cisza w powietrzu - cisza pod kołdrą." Jeżeli coś pomieszałem to proszę poprawić.
Z Leibnizem zblamował się Pan zupełnie. Od tygodni objaśnia nam Pan zręby filozofii, wyczytanej gdzieś w chrześcijańskiej bibule a nie ma Pan o niej zielonego pojęcia. Leibniz był deterministą stawianym na równi z Schopenhauerem.
>Doprawdy, im dłużej jestem na tym forum, tym dogłębniej się przekonuję, że ateizm wypływa z niewiedzy.< Ma Pan wolną wolę. Może Pan kliknąć i pójść w szeroki i daleki świat i nigdy już tu nie wrócić. Tutaj zawsze będzie obowiązywało 2+3=5.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Proszę Pana, nie mam czasu tłumaczyć wszystkiego i prowadzić dyskusji na tym poziomie. Powiem jednak co następuje:
1. Na poziomie podręcznikowym (zapewne sięgnął Pan do opracowań lub podręczników, bo przecież nie do prac oryginalnych; jeżeli nie zna Pan Woltera, to i zapewne Descartesa) można formułować takie opinie, trzeba bowiem jakoś dany system przystępnie omówić i pokrótce wskazać na "wady i zalety". Natomiast na poziomie badawczym każda z tych opinii jest co najmniej sporna (błędne koło u Kartezjusza, itd.). Myli Pan te dwa poziomy i mimowolnie pierwszy bierze za drugi.
2. Po drugie, trzeba by odróżniać wniosek, jaki wyprowadzał dany filozof, od wniosku, który faktycznie wynika z jego zasad, a także odróżnić istotę stanowiska od czegoś, co można powiązać z okolicznościami czasu i miejsca (filozofowie nie żyli wszak w próżni). W ten sposób można np. powiedzieć, że istotne dla kartezjanizmu jest powiązanie zjawisk psychicznych ze świadomością (wykluczenie zjawisk p. nieświadomych), a uznanie, że zwierzęta nie mają świadomości, jest wynikiem doraźnych obaw Kartezjusza przed sankcją ze strony Kościoła. Filozofów interesują jednak systemy filozoficzne, a nie zdania faktycznie wypowiedziane przez filozofów (widzi Pan teraz, że to nie dokładnie to samo). Nie dokonując takich różnic, trzeba by np. zdyskwalifikować myśl Newtona (bo przecież wypowiadał się o Bogu in extenso, a nawet obliczył koniec świata na 2060 r.).
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Proszę Pana, nie mam czasu tłumaczyć wszystkiego i prowadzić dyskusji na tym poziomie.Proszę Szanownego Pana, to co Pan tu wypisuje jest na dennym poziomie intelektualnym zakompleksiałego fideisty i przy ogromnych dziurach w wiedzy w każdym podejmowanym przez Pana temacie. Skończ Pan te szczeniackie zagrywki studenta z I roku. Przestań Pan pouczać innych i przyjrzyj Pan się sobie. Niech Pan dorośnie i zacznie w miarę poważnie rozmawiać. Pan Nietsche bez chwalenia się, jaki to on mądry, potrafił się już na naszym forum wysokim poziomem merytorycznym wykazać, a Pan wychwalając swój poziom już wielokrotnie się skompromitował. Całość też wielce mierna - znać braki w oczytaniu. > Powiem jednak co następuje:> 1. Na poziomie podręcznikowym (zapewne sięgnął Pan do opracowań lub podręczników, bo przecież nie do prac oryginalnych;Skąd Pan to wie? Od Pana Boga? Gdzie Pan sięga do oryginałów i co to dla Pana tak w ogóle oznacza? > Myli Pan te dwa poziomy i mimowolnie pierwszy bierze za drugi.Tu to trzeba uargumentować, a nie pieprzyć co się Panu wydaje. > 2. Po drugie, trzeba by odróżniać wniosek, jaki wyprowadzał dany filozof, od wniosku, który faktycznie wynika z jego zasad, a także odróżnić istotę stanowiska od czegoś, co można powiązać z okolicznościami czasu i miejsca (filozofowie nie żyli wszak w próżni).Znowu Pan mąci i kręci. Trzeba po prostu umieć czytać ze zrozumieniem - co Panu, jak widać, nie jest dane. Zadufanie w swój poziom intelektualny pozwala Panu twierdzić, że jest Pan mądrzejszym od danego filozofa i wyciąga Pan bardziej prawidłowe "wnioski z jego zasad" niż on sam potrafił. Tak, wszyscy żyjemy w określonych czasach i największy mędrzec sprzed wieków, może z dzisiejszej perspektywy bredzić (dotyczy to i zasad i konkretnych twierdzeń), ale to Pan podwiesza się (często bezkrytycznie) pod minione autorytety. Proszę przeczytać swoje tu wypowiedzi. > Filozofów interesują jednak systemy filozoficzne, a nie zdania faktycznie wypowiedziane przez filozofów (widzi Pan teraz, że to nie dokładnie to samo).Gówno prawda, filozofów interesują przeróżne rzeczy, a jako podstawę starają się poznać z zrozumieć myśli ważnych poprzedników. Filozofia zaczyna się od krytycznego poznania historii filozofii. > Nie dokonując takich różnic, trzeba by np. zdyskwalifikować myśl Newtona (bo przecież wypowiadał się o Bogu in extenso, a nawet obliczył koniec świata na 2060 r.).Wniosek zupełnie bezpodstawny. Nie istnieje nie i nie istniał taki mędrzec, który by coś głupiego nie powiedział i taki głupek, któremu by nie zdarzyłoby się czegoś mądrego powiedzieć. W najgłupszych systemach można znaleźć mądre elementy systemowe i poszczególne zdania i należy z nich korzystać. Tylko jako podstawę trzeba nauczyć się czytać ze zrozumieniem i krytycznie wszystkich. Nie uznawać żadnych autorytetów z mocy samego autorytetu. Każdy jest tylko człowiekiem, nawet gdy jest bardzo mądrym człowiekiem. Warto pamiętać, iż największy "papież myśli" z kibla korzystać też musiał, a czasem to miał intelektualną sraczkę, co w niczym nie ujmuje jego wielkości. Trzeba po prostu nauczyć się samodzielnie myśleć. To jest poziom na tym forum wymagany. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | Panie Elasp! Pan nigdy nie ma czasu ale zawsze zabiera Pan głos. Słusznie spostrzegł Pan że ja nie dyskutuję z Panem poważnie. Ten brak powagi wynika stąd że Pan jest niepoważny. Brakuje Panu elementarnej kultury dyskusji która wymaga żeby odpowiadać merytorycznie na argumenty adwersarzy. Pan konsekwentnie pomija te "trudne pytania" odpowiadając milczeniem. O czym więc z Panem dyskutować? Pan Andrzej wykazuje anielską cierpliwość, chociaż na jego argumenty, jak też wielu innych, nie odpowiedział Pan nigdy. Jeżeli nie chce Pan pójść w daleki, szeroki świat, to może Pan pójść do klubu... inteligencji katolickiej. Poważny dyskutant odpowiada na zarzucane mu argumenty. Musiałby się więc Pan odnieść do determinizmu Leibniza, czego Pan nie zrobił. Musiałby się Pan odnieść do sprzeczności Descartesa który próbował w swoim dualizmie zadowolić religię i fizykę. Nie muszę czytać wszystkich prac Descartesa, Hume, Feuerbacha czy innych. Do moich 'koników' należą "Grzech pierworodny" i "Wolna Wola". Czytam więc co poszczególni ludzie pisali na ten temat. Jako dusza mielibyśmy według Descartesa posiadać wolną wolę , jako ciało podlegać prawom klasycznej mechaniki. Samo połączenie res extensa i res cogitans poprzez szyszynkę jest naiwne. Do jego zasług należy krytyka scholastyki i racjonalizm wprowadzony do filozofii. Za to naraził się religiotom, nie za mechaniczne zwierzę jak Pan to celowo lub z niewiedzy, przekłamuje. Zdumiewające że podał Pan przykład filozofa którego dzieła religioci umieścili na indeksie. U protestantów też uchodził za heretyka. Kiedyś prosiłem Pana o podawanie źródeł, ale Pan tego nie robi. Nie wiem o którego Woltera Panu chodzi. Tego co ja znam nie zajmował się filozofią. Podejrzewam że pomylił go Pan z Voltaire. Pomyłki to Pana specjalność. Koniec świata zostaw Pan świadkom Jehowy, dopiero co przeżyliśmy jeden. Pana teksty charakteryzuje piękna ornamentyka i wewnętrzna pustka, to są takie wsie potiomkinowskie . Wkroczył Pan z hukiem żeby udowodnić że ateizm jest religią, zaplątał się Pan w dyskusję w której nie potrafi odpowiedzieć na argumenty i nie wie Pan jak z tego wybrnąć. Powiedziałem Panu: Przez bramę miejską. P.S. Załączam Panu tekst z wykładu uniwersyteckiego stawiający hipotezę o błędach w filozofii Descartesa. Na końcu znajdzie Pan pytania do ćwiczeń. Niech je Pan przerobi,może coś Panu się rozjaśni. Wykład jest w jęz.niem. ale pamiętamy Pana link do Kirchera. [Załącznik]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
I. Przecież Damasio napisał całą książkę na ten temat i jest ona przetłumaczona na język polski (pt. "Błąd Kartezjusza"). Przesyła Pan, jak mi się wydaje, fragment z niemieckiego wydania tej książki. Nie pierwszy to i nie ostatni, który z mocą carskich ukazów unieważnia filozofię Descartesa. Kiedyś postąpił podobnie Gilbert Ryle, a jego książkę "Czym jest umysł?", dziś już absolutną klasykę filozofii umysłu, polecam wszystkim jako memento, pokazujące, czym grozi konfrontacja z naprawdę niezłym filozofem.
Damasio twierdzi, że:
1. "Doch lange bevor die Menschheit auf der Bildflache erschien, gab es schon Lebenwesen". Zgoda.
2. "An irgendeinem Punkt der Evolution hat ein elementares Bewusstsein seinen Anfang genommen".
To już domysły Damasia, akt jego wiary w coś, czego przecież bezpośrednio nie zaobserwował. Czy ślimak albo sinica muszą mieć "elementarną świadomość"? Kto inny nie zgodzi się, przeciwnego zdania jest np. inny wybitny współczesny filozof umysłu J. R. Searle ("Umysł na nowo odkryty"). Damasio powtarza zresztą zarzuty Leibniza pod adresem Descartesa: Leibniz uważał, że w świecie jest ciągłość i nie istnieją zmiany o charakterze skokowym, Damasio najwyraźniej przyjmuje tę zasadę, przynajmniej w odniesieniu do zjawisk biologicznych, mających charakter ewolucyjny a nie (by tak rzec) rewolucyjny czy skokowy. Jest to więc najwyraźniej aprioryczna konstrukcja, naiwnie wyprowadzona ze słowa "ewolucja" ("jeżeli ewolucja, to brak skoków") i narzucana na materiał empiryczny.
3. "Wir sind, und dann erst denken wir, und wir denken nur insofern, als wir sind, da das Denken nun einmal durch die Strukturen und Funktionen des Seins verursacht wird".
To trzeba jednak udowodnić, jeżeli chce się krytykować Descartesa, skoro przyjmował tezę dokładnie przeciwną.
II. Co do determinizmu Leibniza uważam, że determinizm - należałoby nota bene sprecyzować, o co nam dokładnie chodzi - jest wykluczony przez odróżnienie konieczności hipotetycznej i absolutnej. Jeżeli jednak to Leibnizjańskie odróżnienie nie zapobiega determinizmowi, proszę pokazać dlaczego.
III. Wolter i Voltaire to jedna i ta sama osoba. Spolszczona forma jest najzupełniej poprawna. To także wypadałoby wiedzieć. Tekst o którym mówiłem, znajduje się w zbiorze: "Filozofia francuskiego Oświecenia", red. B. Baczko, PWN, Warszawa 1961.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Dla Pan najważniejszym jest czy czyjeś twierdzenia są zgodne z magisterium Kościoła, ja jednak odróżniam dorobek i metodologię nauk przyrodniczych od spekulacji filozoficznych. Nieuprawnione jest zestawianie filozofów z uczonymi: Filozof: pl.wikipedia.org/wiki/Gilbert_RyleNeurobiolog: pl.wikipedia.org/wiki/António_DamĂĄsioFilozof: pl.wikipedia.org/wiki/John_Searle(Nawet w przypadku tak znakomitego filozofa - łączącego filozofię z naukową praktyką i poznaniem jakim jest Dennett.) Ponadto ja Pańskich wypowiedzi nie dopuściłbym do dyskusji ze względów metodologicznych. Należy porządnie napisać Franek tu i tu, napisał to i tamto - z czym się zgadzam/nie zgadzam. Odpowiedzi udzielił mu Janek tu i tu, gdzie napisał to i tamto - z czym się zgadzam/nie zgadzam itd. Pan tylko opowiada co mu się wydaje i nie przedstawia Pan na to ani faktograficznego pokrycia, ani racjonalnych argumentów. Mam uzasadnione podejrzenie, że swoje wypowiedzi opiera Pan na omówieniach. Szczególnie gdy dotyczy to stanowisk, z którymi Pan się nie zgadza. Naprawdę przeczytał Pan sam ze zrozumieniem Damasio, czy tylko zna go Pan z omówień? Naprawdę uważa Pan, że Gilbert Ryle książką "Czym jest umysł?" się skompromitował? (Nawet tylko podważaniem w niej kartezjańskich koncepcji.) Czy Pan wierzy, że Searle ma rację, czy też ma Pan na to jakieś argumenty? Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Doprawdy, im dłużej jestem na tym forum, tym dogłębniej> się przekonuję, że ateizm wypływa z niewiedzy.Proszę się nie łudzić, i pana konkluzje oraz uszczypliwości przeżyjemy  Zdaje się pan być niesamowicie oczytany oraz pełen wzniosłych myśli (do których widać my niegodni nie przystajemy, względnie nie dostajemy), ale czy koniecznie o świecie w którym się pan zrodził? miłego dnia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Pańska odpowiedź zmierza do utożsamienia kary z resocjalizacją, co wydaje mi się ze wszech miar błędne i jawnie niesprawiedliwe. Oznacza bowiem, że nie należy karać osób, których - z jakichś względów - nie można lub nie trzeba resocjalizować. Nie może na przykład być ukarany morderca, w którym wkrótce po morderstwie doszło do przemiany duchowej (a tego nie możemy wykluczyć). Ponadto, sama resocjalizacja daje bardzo niewielką rekompensatę osobie pokrzywdzonej (dając mu co najwyżej obietnicę, że resocjalizowany nie skrzywdzi jej po raz drugi).Napawa smutkiem Pańska katolicka mentalność i katolickie poczucie sprawiedliwości. Nigdy nie chciałbym być sędzią, gdyż to strasznie trudne zadanie. Prosto powiedzieć: trzeba osądzić człowieka i wymierzyć mu karę za uczynione zło. Człowiek myślący wie, że przecież to nigdy nie może być sprawiedliwe i nigdy nie będzie proporcjonalną kara do winy - nawet przy najlepszych kodeksach i najbardziej rzetelnych sędziach. Żadna kara zła nie odwróci, to już się stało i teraz mamy tylko sprawcę człowieka i człowieka musimy osądzić. Tak naprawdę to prawie nigdy nie wiemy ile jest w nim samym bezpośredniej przyczyny uczynionego zła, a zawsze może być i znacznie mniej i znacznie więcej niż wynika z dostępnych nam opisów faktów. Dla mnie resocjalizacja jest ważniejszą od kary, ale znowu mam problem, jakimi sposobami można ją stwierdzić? Jak mogę poznać, że ktoś szczerze żałuje swoich przestępstw i chciałby choć trochę naprawić uczynione zło. Rekompensata dla osoby pokrzywdzonej? To kpina, ta zamordowana osoba żadnej rekompensaty już nie potrzebuje, a tym kochającym zamordowaną, to już nic jej straty nie pokryje. Zabić mordercę, to tylko skrócenie jego cierpień i wzięcie na siebie winy zabicia człowieka. (Co z tego, że bezkarnego zabicia, gdyż zgodnego z prawem). Trzymanie dożywotnio - ograniczonego moralnie i intelektualnie - też bez sensu. Ja mam z tym wszystkim poważne z tym problemy, ale nic dziwnego - wszak nie jestem chrześcijaninem. www.racjonalista.pl/forum.php/s,537066> Wiarę w wolną wolę zastępuje Pan wiarą w powszechną determinację(od obserwacji, świadczących, że niekiedy działamy pod przymusem, przechodzi Pan do hipotezy, iż zawsze jesteśmy przymuszeni; przecież nie zbadał Pan wszystkich ludzkich wyborów z osobna).Gdzie i u kogo, takich rzeczy Pan się doczytał? Na podstawie jakich wypowiedzi doszedł Pan do swoich wniosków? Wolni czy zdeterminowani?
Czy posiadamy wolną wolę, czy też jesteśmy wytworami łańcuchów przyczyn i skutków? Czy podlegając koniecznościom przyczynowym możemy być wolni i w jakim zakresie?
Philippe Meyer w "Złudzeniu koniecznym" napisał: Zdanie sobie sprawy z sił, którymi rozporządzamy, i sił, którym jesteśmy podporządkowani, prowadzi w sposób naturalny do poruszenia problemu wolności, a dokładniej wolności wyboru. Jaki margines swobody pozostaje każdej jednostce w kierowaniu własnymi działaniami po własnej myśli? Teraz, gdy w badaniach i dyskusjach naukowych wykazano, że zachowania ludzkie są po części sterowane genetycznie. (...) Rządy genów odznaczają się siłą i energią istoty żywej; przypadek ma w nich duży udział, natomiast fantazja - już nie, a tym mniej inicjatywa osobista. Na to nakłada się doniosła rola środowiska, które ingeruje w los ludzki już na etapie życia płodowego, przyswajania języka i formowania się świadomości. Rodzi się tu pytanie: Czy w głębinach ludzkiej osobowości zostało, choć trochę miejsca wolnego od podwójnej ingerencji: genów i środowiska; jakaś przestrzeń, w której człowiek dokonywałby wolnych wyborów? (...) Problem sił wrodzonych i nabytych wiedzie nas wprost do takich podstawowych pytań, obejmujących również pojęcie odpowiedzialności.
Wynika z tego, że w jakiś sposób nie jesteśmy całkiem wolni, a konsekwencją tego powinno być uznanie, że nie odpowiadamy za wszystko, co robimy. Tylko za w pełni wolną decyzję można ponosić pełne konsekwencje. Decyzje ludzkie podlegają przeróżnym świadomym i nieświadomym uwarunkowaniom, ale przecząc indeterministycznie rozumianej "wolność woli" determinizm nie pozbawia człowieka wszelkiej wolności. Ludzie działający w określonej sytuacji - prawie zawsze - mają więcej niż jedną możliwość wyboru, i wraz z dokonaniem wyboru ponoszą odpowiedzialność moralną za podjętą decyzję.
Inni uczeni i filozofowie próbują pogodzić uznanie wolnej woli z determinizmem. Ale ani nauka, ani historia nie dostarczają materiału do ostatecznego rozstrzygnięcia.
Wolność, to znaczy, że możemy działać zgodnie z naszą wolą i nie działać, gdy tego nie chcemy. Rozum jest korzeniem, źródłem, początkiem prawdziwej wolności. Wolność jest zdolnością wyboru racjonalnej woli, czyli przysługuje tylko ludziom. Nie przysługuje zwierzętom, nawet tym, które mogą robić, co chcą. Wydaje się też, że człowiek jako jedyne ze zwierząt posiada - jak to nazwał antropolog, profesor Tadeusz Bielicki - "drugie piętro", pozwalające nam na podejmowanie decyzji wbrew uwarunkowaniom genetycznym, środowiskowym i społecznym. Mamy taką możliwość, ale czy z niej korzystamy, to już inna historia. www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,26#w536938To, co Pan tu wypisuje, to tylko Pańskie wyobrażenia czyiś poglądów. Nijak mających się do poglądów rzeczywistych tych osób. > Tym samym zastępuje Pan wiarę użyteczną nie wiedzą, ale wiarą szkodliwą.Tym samym daje Pan świadectwo, że bardzo niewiele potrafi zrozumieć z tego co tu piszą racjonaliści. Wszelkie życzliwe próby przedstawienia Panu racjonalnego oglądu rzeczywistości traktuje Pan jako osobisty atak na Pana i Pańską Świętą Wiarę. To żenada, tu tak nie wypada. Pomyśl Pan ździebko, przeczytaj Pan jeszcze raz teksty innych, albo daj sobie Pan spokój. Szkoda Pańskiego zdrowia. Widocznie Bóg sobie Pana wybrał, a kogo wybiera, temu zgodnie z ludową mądrością - dużo zdrowia daje. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Przepraszam za opóźnienie, ale brak czasu nie pozwolił mi na odpowiedź, która byłaby szybka i przemyślana zarazem.< Niepotrzebnie się Pan tak spieszył. Mógł Pan dać sobie jeszcze trochę czasu i przeczytać mój tekst ze zrozumieniem. Z dwóch wymienionych przymiotników, pańska odpowiedź jest tylko szybka. >Chętnie odniosę się do Pańskiej (skądinąd iście Wolteriańskiej) koncepcji woli.< Ja nie odnoszę się do wolteriańskiej koncepcji woli tylko do koncepcji wolnej woli. >1. Pańska odpowiedź zmierza do utożsamienia kary z resocjalizacją, co wydaje mi się ze wszech miar błędne i jawnie niesprawiedliwe.< Jak powiedziałem, przeczytaj Pan jeszcze raz, co napisałem. Przekręca Pan treść lub w pośpiechu nie przeczytał jej dokładnie. Moja odpowiedź nie zmierza do utożsamienia kary z resocjalizacją, moja wypowiedź kwestionuje istnienie wolnej woli. >Oznacza bowiem, że nie należy karać osób, których - z jakichś względów - nie można lub nie trzeba resocjalizować. Nie może na przykład być ukarany morderca, w którym wkrótce po morderstwie doszło do przemiany duchowej (a tego nie możemy wykluczyć). < O pańskiej osobliwej logice napisałem gdzieś tam wyżej. >Ponadto, sama resocjalizacja daje bardzo niewielką rekompensatę osobie pokrzywdzonej (dając mu co najwyżej obietnicę, że resocjalizowany nie skrzywdzi jej po raz drugi).< Kary nie wymierza się dlatego żeby usatysfakcjonować poszkodowanego. Jeżeli Pan tego nie rozumie , niech Pan popyta jakiegoś prawnika. Ile satysfakcji przeżywa zamordowany widząc mordercę na elektrycznym krześle? > 2. Negując istnienie wolnej woli, neguje Pan także istnienie obiektywnego wyroku sędziowskiego. Można powiedzieć, że wolna wola potrzebna jest nie tylko podsądnym (aby mogli być pociągani do odpowiedzialności), ale także i sędziom (ażeby mogli niezawiśle karać).< Kochany Panie ! Niezawisłość i autonomia sądu nie ma absolutnie nic wspólnego z wolną wolą sędziów. Że też takie oczywistości trzeba Panu tłumaczyć? Niezawisłość oznacza w tym przypadku - bez nacisków, presji z zewnątrz. Presji społeczeństwa, prezesa sądu, ministra sprawiedliwości lub polityki najogólniej.- Jeżeli Pan uważa że sędzia sądzi kierując się swoją wolną wolą, nieograniczony obowiązującym prawem, to nie wiem na jakiej planecie Pan żyje. > 3. Jeżeli nie ma wolnej woli, nieuprawniona jest różnica prawna między dzieckiem a osobą dorosłą, skoro osoba dorosła nie odpowiada za swoje czyny w większym stopniu, aniżeli dziecko. Pańskie rozwiązanie nakazuje albo dorosłych traktować jak dzieci (resocjalizowanie to zresztą coś w rodzaju wychowania do życia w społeczeństwie), albo dzieci jak dorosłych.< Przekręcił Pan mój tekst. Dlatego proszę jeszcze raz go przeczytać. Z manipulantami nie warto dyskutować. Zakładam że Pan coś przeoczył. > 4. Resocjalizacja musi polegać na wpajaniu pewnych postaw. Kto i jak ma ocenić, które postawy należy wpajać?< Co to ma wspólnego z istnieniem wolnej woli? Trzymaj się Pan tematu. >Zresztą ten, kto będzie o tym decydować, tak samo będzie działać pod przymusem zewnętrznych sił.< Pierwsze rozsądne zdanie. Siły zewnętrzne filozofowie nazywają wolnością zewnętrzną. Ta istnieje i nikt jej nie kwestionuje. Wolna wola jest jednak wolnością wewnętrzną dokładniej, jest definiowana jako wolność wewnętrzna i tej nie ma. > 5. Wiarę w wolną wolę zastępuje Pan wiarą w powszechną determinację(od obserwacji, świadczących, że niekiedy działamy pod przymusem < Przymus wyklucza wolność woli, mam obawy czy Pan rozumie w ogóle pojęcie wolnej woli. ><przechodzi>przymuszeni przecież nie zbadał Pan wszystkich ludzkich wyborów z osobna).< Drogi Panie! Czy ja napisałem coś o przymusie czy o kauzalności? >Tym samym zastępuje Pan wiarę użyteczną nie wiedzą, ale wiarą szkodliwą.< No i widzi Pan! Gdzie ta pańska konsekwencja. Twierdził Pan wpierw że wolna wola istnieje. Teraz nazywa ją Pan wiarą, aczkolwiek użyteczną. O pożytkach tej użytecznej wiary też coś napisałem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Obawiam się, że to Pan odpowiedział za prędko, co tylko ułatwia mi zadanie, bo byłem przygotowany na bardziej wymagającą odpowiedź (zaskoczyły mnie co najwyżej Pańskie kąśliwości).
1. Pańskie rozumienie wolnej woli jest rozumieniem Wolteriańskim, o czym Pan jak widać nie wie. Proszę więc porównać, co mówi Wolter o wolnej woli w (nomen omen) "Filozofie niewiedzy" (XIII. "Czy jestem wolny?"). Powtarzam, Pański (i Woltera) atak na wolną wolę jest atakiem na "wolną wolę", która nie ma nic wspólnego z autentyczną (tzn. klasycznie rozumianą) wolną wolą. Z Pańskiej odpowiedzi wynika co najwyżej, że można należeć do klubu Woltera nie znając jego myśli.
2. "Lekarz pediatra odkrył w sobie skłonności pedofilskie, którym dał upust. Trafił do więzienia, zgodnie z prawem, i przypadkowo odkryto że miał guza mózgu osadzonego w regionach odpowiedzialnych za produkcję określonych hormonów, seks i wszystko z tym związane. Guza usunięto, tak czy tak, i jego pedofilne skłonności zniknęły. Sąd poszedł za radą neurologów i uznał że człowiek ten nie wymaga izolacji od społeczeństwa, nie jest zagrożeniem. Czy obmacując wcześniej dzieci, kierował się wolną wolą?"
W tym cytacie znajduje się idea resocjalizacji w postaci sugestii, że 1) złe czyny są wynikiem pobudek, które można (albo można będzie) eliminować, oraz że 2) eliminacja pobudek, jeżeli doprowadza do resocjalizacji, kończy karę. Dziwnym trafem ta kluczowa tu idea nie jest wypowiedziana dostatecznie wyraźnie dla samego jej autora. Tym sposobem wszystkie moje uwagi pozostają w mocy.
3. "Autonomia sądu nie ma absolutnie nic wspólnego z wolną wolą sędziów. Że też takie oczywistości trzeba Panu tłumaczyć? Niezawisłość oznacza w tym przypadku - bez nacisków, presji z zewnątrz. Presji społeczeństwa, prezesa sądu, ministra sprawiedliwości lub polityki najogólniej."
Nie rozumiem, jak można głosić twierdzenie w tak oczywisty sposób fałszywe. Wyobraźmy sobie, że sędzia ma wielką słabość do blondynek i przychodzi mu orzec karę dla pewnej uroczej blondynki. Kodeks stanowi, że popełniony przez nią czyn zagrożony jest karą więzienia od trzech miesięcy do roku. Załóżmy, że nie mogąc oprzeć się urokowi blondynki nasz sędzia wymierza najłagodniejszą karę. Zgodnie z Pańskim rozumieniem autonomii wyrok jest oczywiście niezawisły (autonomiczny), ja jednak wolałbym, aby o wysokości kary nie decydowała barwa włosów.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Wiedza fałszywa nie jest wiedzą w ogóle, tak jak fałszywe złoto nie jest złotem. A kto decyduje o tym, która wiedza jest prawdziwą, a która fałszywą? Pan? Święty Kościół katolicki?
Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.
Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.
Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.
Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.
Wiedza jest rezultatem poznania. Platon traktował ją jako prawdziwe i uzasadnione przekonanie. Niby jasne, ale biorąc jeden z podstawowych przykładów z logiki formalnej "X wie, że p" to tyle co "X zasadnie wierzy, że p i (rzeczywiście) p". zastanówmy się dalej: Iksiński zerka przez okno na ratuszowy zegar. Zegar jest zepsuty i wskazuje 15.00. Tak się składa, że jest ta godzina (lub zbliżona). Wiedzą nazywamy tylko takie przekonanie, które uważamy za prawdziwe. Iksiński uważa to przekonanie (że jest 15.00) za prawdziwe, ale czy ono jest takim i czy wywiódł to przekonanie z prawdziwych (zasadnych) przesłanek? Czy wiedza może być w części prawdziwą? Czy przekonanie Iksińskiego jest prawdą (np. była punkt 15.00 i Iksiński był o tym przekonany), gdy została wywiedziona z fałszywych (niezasadnych) przesłanek i jaką jest prawdą (obiektywną czy Iksińskiego)? Jak widać wcale nie musi być niewątpliwym zdanie: Iksiński zasadnie wierzy, że jest godzina 15.00 i rzeczywiście jest godzina 15.00. Logika jest znakomitym narzędziem, a to co wyżej napisałem to tylko zabawa, ale trochę podważająca zbytnie upraszczanie logicznej pewności.
Dochodzenie do prawdy jest permanentnym procesem, na którym potykają się nawet mocarze intelektu. Czy oni mając w jakiejś części fałszywe przekonania (prawdę niepełną) - gdy wychodząc z nieprawdziwych złożeń doszli do błędnych wnioskowań - nie są warci naszych analiz i przemyśleń? Czy człowiek myląc się w jednym, myli się we wszystkim? Czy przemyślane i świadomie działania przynoszące zamierzony skutek, ale oparte na fałszywych przesłankach są racjonalne? A gdy zdecydowany racjonalista nabywa przekonań drogą wnioskowania w oparciu o - jego zdaniem - przesłanki prawdziwe i zasadnie przyjęte, popełni błąd (co przecież się zdarza), to jest to pomyłka, nieracjonalność, a może irracjonalność?
Uważam, że używanie rozumu nawet po przyjęciu (np. w procesie socjalizacji) fałszywych założeń jest racjonalnością, co więcej niekiedy (np. ponowne przeanalizowanie, czy tylko zerknięcie na ratuszowy zegar) pozwalają nam zweryfikować wcześniejsze, fałszywe założenia. Nieracjonalną intelektualnie, choć dosyć powszechną, jest dla mnie tylko wszelaka dogmatyka. Dogmatyczne, bezrefleksyjne przyjmowanie "naukowej" wiedzy, uzasadnianej wyłącznie tytułami uczonych, posiada niewiele wyższą racjonalność od wiary w krasnoludki.
Trudno wyobrazić sobie, aby nauka doszła kiedykolwiek do stanu absolutnej doskonałości. Bardzo dużo już osiągnęliśmy. Niektórzy mówią o końcu nauki, ale chyba bliżej był Albert Einstein mówiąc: Cała nasza nauka, w porównaniu z rzeczywistością, jest prymitywna i dziecinna - ale nadal jest to najcenniejsza rzecz, jaką posiadamy.
Czy nauce ("fizyce") potrzebna jest metafizyka, a wiara uczonym? Chyba tak, ale czy poniższe zacytowanie myśli Edwarda O. Wilsona usatysfakcjonuje teologów? Nauka oferuje dziś najśmielszą metafizykę naszych czasów. Jest przy tym dziełem stworzonym wyłącznie przez człowieka. Daje wyraz naszej wierze, że jeśli tylko nie przestaniemy marzyć, dążyć do nowych odkryć, szukać wyjaśnień i znowu marzyć, wdzierając się za każdym razem śmiało w nowy, nie znany dotąd obszar badań, to otaczający nas świat stanie się w końcu bardziej zrozumiały i uda nam się uchwycić prawdziwą osobliwość wszechświata. A wszystkie osobliwości okażą się ze sobą powiązane i utworzą sensowną całość.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > Nie każdy "model rzeczywistości" jest wiedzą.
Ale każda wiedza jest modelem rzeczywistości. (No chyba, że jest fałszywa.)
> Rysunek dziecka, przedstawiający jego dom, rodziców oraz kota i psa, jest jakimś "modelem rzeczywistości" (ten model można nawet poddać testowi), ale nie jest to wiedza (a na pewno nie wiedza naukowa).
To jest kwestia definicji. Rysunek dziecka poprawnie oddaje zrozumienie otoczenia przez dziecko, można więc taki rysunek nazwać wiedzą. Jest wiele modeli naukowych nawet bardziej schematycznych od rysunków dzieci i tylko pod pewnymi względami poprawnie opisujących rzeczywistość, a pod innymi - zupełnie fałszywie.
> 2. Słowo "model" jest jakimś synonimem słowa "reprezentacja".
Tak.
> Co jest potrzebne, aby przedmiot A był reprezentacją przedmiotu B? Z Pana wypowiedzi zdaje się wynikać, że wystarczy dostateczne podobieństwo A do B.
W pewnym sensie, choć wiedza odnosi się raczej do zjawisk niż przedmiotów.
> Na to można odpowiedzieć tak: 2.1 Pojęcie "dostatecznego podobieństwa" jest mętne. Jeżeli więc pojęcie wiedzy zawiera w sobie pojęcie "dostatecznego podobieństwa", samo jest mętne. Ponadto, 2.2. Dostateczne podobieństwo, tak czy inaczej zdefiniowane, i tak nie wystarcza do tego, aby A było reprezentacją B.
Zgadza się, bo nie o podobieństwo przedmiotów lecz zjawisk tu chodzi.
> Pomyślmy o takiej sytuacji: książki spadają na klawiaturę komputera i jakimś cudownym sposobem spadają akurat tak, iż wystukują zdanie "książki spadły z półki" i pojawia się ono na ekranie komputera. Nie sądzę, aby to zdanie było "modelem rzeczywistości" i tym samym wiedzą (czyją?), chociaż będzie nim to samo zdanie wystukane w analogicznej sytuacji przez człowieka.
Owszem, bo jednostkowe podobieństwo może być przypadkowe (tak jak w tym przykładzie). W modelach chodzi o powtarzalne podobieństwo. Gdyby książki spadające z półki zawsze wystukiwały sensowne zdania, to tylko wtedy mielibyśmy podejrzenie, że stoi za nimi jakiś duch posiadający wiedzę. Zauważ, że jednostkowe testy zarówno modeli jak i wiedzy nie są wystarczające do uznania ich za prawdziwe.
> Pojęcie reprezentacji zawiera w sobie nie tylko pojęcie podobieństwa, ale i świadomego, intencjonalnego działania.
Nie, nic o intencjonalności nie wspomniałem. To pojęcie jest tu zbędne.
> Jestem ciekaw, w jaki sposób fizyk może przetłumaczyć definicję "wiedza to empirycznie testowalny model rzeczywistości" na język fizyki?
Ciekawość tę można zaspokoić czytając jakiekolwiek recenzowane czasopismo z zakresu fizyki. Większość publikowanych tam artukułów opisuje teoretyczne modele rzeczywistości i sposoby ich empirycznego testowania.
> Fizykalizm głosi, że wszystko, co istnieje, ma własności fizyczne.
Zgadza się.
> Albo więc fizykalizm jest fałszywy, albo rażąco fałszywa jest ta definicja wiedzy.
Nie zgadza się.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
1. Z pierwszą uwagą mogę się zgodzić, bo przykład z dzieckiem nie ma dla mnie zasadniczego znaczenia.
2. Chodziło mi o to, co czyni X modelem zjawisk typu Z (niech będzie słowo "zjawisko" i liczba mnoga, znowu rzecz nieistotna). Stosując taką terminologię mogę na nowo sformułować zarzut i znowu będzie on obowiązywać. I sam Pan przyznaje mi rację mówiąc "wtedy mielibyśmy podejrzenie, że stoi za nimi jakiś duch posiadający wiedzę." A więc uzależnia Pan pojęcie modelu od pojęcia (świadomego) podmiotu, który tym modelem się posługuje, aby chwilę później przecząco odnieść się do pojęcia intencjonalności (czy także do p. świadomości i podmiotowości)?
3. Nie zgadza się Pan na rzecz bezsporną. Zapytam więc inaczej: czy model jest jakimś przedmiotem, bytem? Czy słowo "model" oznacza coś istniejącego w rzeczywistości, czy też jest tylko jakimś wygodnym skrótem myślowym? Jeżeli to pierwsze, to musi być przedmiotem fizycznym, jeżeli fizykalizm ma być prawdziwy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > I sam Pan przyznaje mi rację mówiąc "wtedy mielibyśmy podejrzenie, że stoi za nimi jakiś duch posiadający wiedzę."
Nie, nie przyznaję Panu racji. Podałem przykład zupełnie fikcyjny, który nie zdarza się w rzeczywistości. W rzeczywistości nie spotykamy duchów rzucających książkami.
> A więc uzależnia Pan pojęcie modelu od pojęcia (świadomego) podmiotu, który tym modelem się posługuje
Nie uzależniam. Model (wycinka) rzeczywistości może być np. programem komputerowym. Świadomość komputerowi nie jest potrzebna aby model ten był prawdziwy.
> Nie zgadza się Pan na rzecz bezsporną. Zapytam więc inaczej: czy model jest jakimś przedmiotem, bytem?
Nie. Model jest procesem, dynamiczną reprezentacją.
> Czy słowo "model" oznacza coś istniejącego w rzeczywistości, czy też jest tylko jakimś wygodnym skrótem myślowym?
Reprezentacja czegoś musi być reprezentowana w czymś. Chociaż to pierwsze "coś" nie koniecznie musi istnieć, to drugie musi być istniejącym obiektem fizycznym. Na przykład, virtualny świat gry komputerowej wymaga komputera, a nasze myśli o rzeczywistości wymagają wielu neuronów.
> Jeżeli to pierwsze, to musi być przedmiotem fizycznym, jeżeli fizykalizm ma być prawdziwy.
O ile mi wiadomo, fizykalizm (w odróżnieniu od materializmu) mówi, że rzeczywistość to nie tylko przedmioty. Są także zjawiska, procesy i wyłaniające się z nich emergentne jakości. Czy istnieje to wszystko czy tylko przedmioty, to kwestia definicji słowa "istnieć" a nie prawdziwości fizykalizmu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > O ile mi wiadomo, fizykalizm (w odróżnieniu od materializmu) mówi, że rzeczywistość to nie tylko przedmioty. Są także zjawiska, procesy i wyłaniające się z nich emergentne jakości.Według moich prób zrozumienia zagadnień fizyki "materia" to nie tylko przedmioty. pl.wikipedia.org/wiki/Materia_(fizyka)Zaś w filozofii to już na pewno nie tylko "przedmioty": Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich.Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Po odkryciach Einsteina można w zasadzie mówić o energiomaterii w czasoprzestrzeni. Są liczne modele unifikacyjne bazujące na chęci znalezienia wspólnego mianownika pomiędzy energiomaterią a czasoprzestrzenią. Moim zdaniem odkrycie bozonu Higgsa to ważny krok na drodze szukania wspólnego mianownika pomiędzy energiomaterią a czasoprzestrzenią.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Po odkryciach Einsteina można w zasadzie mówić o energiomaterii w czasoprzestrzeni. Tak mi się wydaje, ale fizyka nie jest moją najmocniejszą stroną. Dla spójności światopoglądowej staram się czytać książki popularyzujące tą dziedzinę wiedzy i tyle.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
W filozofii słowo "przedmiot" ma znaczenie szerokie, tak iż jego synonimem jest "coś". Natomiast Pan przez słowo "przedmiot" rozumie najwyraźniej rzecz. Można powiedzieć (i będzie się doskonale zrozumianym), że niektóre przedmioty są procesami, więc tu sporu nie ma. >
"1.Reprezentacja czegoś musi być reprezentowana w czymś.
2. Chociaż to pierwsze "coś" nie koniecznie musi istnieć, to drugie musi być istniejącym obiektem fizycznym. Na przykład, virtualny świat gry komputerowej wymaga komputera, a nasze myśli o rzeczywistości wymagają wielu neuronów."
Mamy więc ściślej biorąc takie oto elementy:
a) Reprezentacja - b) nośnik reprezentacji (inaczej mówiąc zrealizowana reprezentacja) - c) przedmiot(y) reprezentowany/e.
Przypuśćmy, że na tablicy napisałem dwa zdania: "śnieg jest biały" i "snow is white". Reprezentacjami zrealizowanymi są napisane przeze mnie zdania, przedmiotem reprezentowanym - stan rzeczy polegający na tym, że pewien przedmiot fizyczny ma pewną barwę. Co jest w tym przypadku reprezentacją, czyli a), czyli czymś, co byłoby, jak Pan mówi, reprezentowane "w" obydwu tych zdaniach?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | ... dziękuję bardzo. Link z Wikipedii zawiera chyba jakiś wirus/trojan, czy coś podobnego. Przynajmniej mój antywirus taki problem zgłasza. Poszukam jakieś tłumaczenie, bo moja znajomość angielskiego pozostawia wiele do życzenia. Prawdę mówiąc, bardziej mnie interesuje problem który nieraz zauważyłem w różnych dyskusjach, polegający na mieszaniu ze sobą znaczenia poszczególnych wyrażeń. Często się zdarza, że ta sama osoba odnosi swoje wypowiedzi raz do znaczenia "idealistycznego", po czym odnosi wypowiedź do znaczenia "potocznego, dostępnego naszej percepcji". Powoduje to niemożność dojścia do jakiegoś konsensusu w dyskusji... ... pozdrawiam... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
Bardzo proszę. Artykuł Gettiera składa się z trzech kontrprzykładów dla klasycznego rozumienia wiedzy; wydaje mi się, że polska "Wikipedia" podaje te przykłady w haśle "problem Gettiera".
Wielkim problemem dla nauk empirycznych jest też status rozumowania indukcyjnego. Krytykiem rozumowania indukcyjnego był D. Hume (będący także krytykiem religii). Krytyka Hume'a przedstawia się następująco:
rozumowanie indukcyjne:
1. Wszystkie dotąd zaobserwowane A są B.
zatem
2. Wszystkie (w ogóle) A są B.
Hume zauważył, że przejście od 1. do 2. będzie logicznie poprawne, jeżeli założy się dodatkowo, że
1a. Przyszłość będzie podobna do przeszłości.
Faktycznie, z 1. i 1a) można uzyskać pożądany wniosek 2.
Hume zauważył też jednak, że założenie 1a) nie jest oczywiste samo przez się, a oparcie tego założenia na doświadczeniu oznacza poruszanie się po błędnym kole.
Rozumujemy bowiem tak: przyszłość jest podobna do przeszłości, skoro zawsze było tak, iż przyszłość była podobna do przeszłości.
Jest to rozumowanie indukcyjne, ale przecież takim nie możemy się posłużyć, gdy chcemy uprawomocnić rozumowanie indukcyjne jako takie.
Wniosek: Musimy przyjąć założenie 1a) na wiarę. Wiara (w prawdziwość tezy 1a)) leży u podstaw prawomocnego rozumowania indukcyjnego, a więc i każdej nauki, korzystającej z indukcji (de facto każdej nauki empirycznej). Nauki te opierają się więc na pewnego rodzaju wierze.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | ... oczywiście Krytyka Hume'a jest dla mnie logiczna i do przyjęcia. Wracając jednak do "problemu Gettiera", zauważyłem u panów w dyskusji wątek, iż jest spór naukowy (jeżeli można to tak ująć) o jego zasadność. Gnany więc ciekawością na temat samego "problemu Gettiera" (nauki nigdy dość, jeżeli jest taka możliwość) oraz właśnie tym wątkiem sporu, zajrzałem do Wikipedii, i jeszcze chyba dwóch stron. Już pobieżna analiza tych tekstów, odnoszących się tylko do dość ogólnego sensu terminu "wiedza" skłoniła mnie do następujących wniosków.
1). W odniesieniu do "wiedzy potwierdzonej przez wszystkie możliwe dane i nieskończoną ilość doświadczeń" problem Gettiera jest niezasadny. Jest to wersja idealistyczna rozumienia terminu "wiedza", gdyż w odniesieniu do krytyki Hume'a zakłada iż punkt 2 jest efektem "udowodnionych" punktów 1 oraz 1a. Udowodnienie punktu 1a (choć czysto hipotetycznie możliwe) jest dla człowieka niewykonalne. Nie jesteśmy jasnowidzami, a i podróże w czasie nie są nam dostępne, etc. 2). W odniesieniu do "wiedzy uzasadnionej przez dostępne dane i n-tą ilość doświadczeń" (a to chyba odpowiada klasycznej interpretacji Platona, i tylko taka wiedza jest dostępna człowiekowi), problem Gettiera jest w pełni zasadny. Przynajmniej tak mi się wydaje.
... i tutaj się zastanawiam, co może być jeszcze powodem sporu o "problem Giettiera". Gdyby wyraźnie zaznaczyć, że w jednym wypadku jest tak, a w drugim jest inaczej, to naukowcy powinni dojść do konsensusu...
... pozdrawiam...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | martok (1115 punktów) |
> Wielkim problemem dla nauk empirycznych jest też status rozumowania indukcyjnego.
Zgoda. Są różne próby poradzenia sobie z tym problemem. Jedną z nich jest odejście od sztywnych zasad formalnej logiki dedukcyjnej w kierunku systemu, który jest dziś znany pod trzema nazwami: 1) logika nieformalna, albo 2) teoria argumentacji, albo 3) teoria krytycznego myślenia. Ten kierunek zainicjowano w USA i Kanadzie w latach 50-tych ub. wieku. Stanowił on reakcję na opory, jakie stawiali studenci tradycyjnemu nauczaniu logiki, która była ich zdaniem życiowo nieprzydatna. W teorii argumentacji reguły wnioskowania nie są tak rygorystyczne, jak w klasycznej. Mają one (mówiąc bardzo z grubsza) prowadzić do wniosków wystarczająco uzasadnionych praktycznie, które jednak mogą nie być - jak mówią logicy - prawdziwe z konieczności.
Inną drogą, nie kolidującą z klasyczną dedukcją, są próby budowania logiki probabilistycznej. Reguły wnioskowania pozostają klasyczne, ale tutaj miara prawdopodobieństwa wniosku jest determinowana przez miarę prawdopodobieństwa przesłanek. Mówiąc niezbyt ściśle chodzi o to, że wniosek nie może być bardziej prawdopodobny, niż najmniej prawdopodobna z przesłanek.
Pozdrawiam - M *
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Wszystko się zgadza. Nie wiem jednak, czy te próby okażą się skuteczne, a zwłaszcza niepodatne na jakieś manipulacje (przy logice klasycznej manipulować się za bardzo nie da). Książka Haliny Mortimerowej "Logika indukcji" obrazuje natomiast skalę trudności, związaną z każdą próbą stworzenia "logiki probabilistycznej".
Inną odpowiedzią jest koncepcja Poppera (falsyfikacjonizm w miejsce weryfikacjonizmu), ale ona wydaje mi się kryptoindukcjonizmem.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) |
>Co do Kirchera, tłumaczył hieroglify tak jak potrafił. Problem w tym, że w ogóle nie potrafił. Zmyślał, proszę Pana. Jedyną jego zasługą była tylko trafna uwaga, że hieroglify można odczytać za pomocą języka koptyjskiego.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Czytając pana wywody szczególnie w tym punkcie poczułem sporą ulgę, ze to nie filozofia, ni wiara decyduje dziś o prawie, np. tutaj - karania człowieka za jego niecne wybory. Nie mieszając do tego Pana Boga ni duszy: mnie to się zawsze zdawało, że adekwatna kara jest jednocześnie aktem miłosierdzia.. łącząc pozdrowienia
|
|
| | | |  | 7 na 7 | MarcinK (9189 punktów) | Pinker > jest badaczem umysłu (kognitywistą, książkę "Jak działa umysł"> przeczytałem zanim przetłumaczono ją na język polski; pamiętam,> że na którejś stronie przyznaje, iż nie wie, czym miałaby być> świadomość pojęta jako zjawisko fizyczne!). Nie traktowałbym> jego historycznych wywodów z pełną powagą, skoro nie zajmuje> się on historią zawodowo.Ale chyba proste dane łatwo zinterpretować? blogi.ifin(*)czniejszym-okresie-w-historii/> H) Wszechświat powstał dokładnie tydzień temu (ze wszystkimi> ciałami niebieskimi, Ziemią, formacjami geologicznymi,> skamielinami, z miastami, ludźmi i ich rzekomą pamięcią,> itp.).Onus probandi Szanowny Kolego. Na Tobie spoczywa ciężar dowodu. Gdyby działać podług Twojego wzoru to do dziś ganialibyśmy za mamutem. > Ja ze swej strony podtrzymuję pogląd, że racjonalizm jest> zabobonem, w który - owszem - można było wierzyć w wieku XVIII,> ale który został skompromitowany przez wiek XX.Gdzie Ty tu widzisz zabobon? Cytat:Racjonalizm promuje ideę powszechnego i swobodnego posługiwania się własnym rozumem, lecz bez jego absolutyzacji - rozumem stosowanym w połączeniu ze zdobytą wiedzą o świecie.
|
|
| | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> Ale chyba proste dane łatwo zinterpretować?> blogi.ifin(*)czniejszym-okresie-w-historii/ Chciałbym zobaczyć te wielkości w liczbach bezwzględnych. Sam komunizm pochłonął kilkadziesiąt milionów ofiar. Odsetek się zmniejsza tylko dlatego, że jest nas coraz więcej. To sztuczka intelektualna, która przekona tylko niedoświadczonych. > Onus probandi Szanowny Kolego. Na Tobie spoczywa ciężar dowodu.Czy to oznacza, że cała wiedza ludzka nie pozwala na wyeliminowanie tej hipotezy? Jeżeli stawiam hipotezę, że ołów roztopi się w temp. 1000 stopni, to chemik może ją zweryfikować, ma po temu - jak się wydaje - środki teoretyczne i praktyczne, nie muszę robić tego ja. Tak więc proszę o weryfikację wspomnianej hipotezy. Racjonalizm promuje ideę powszechnego i swobodnego posługiwania się własnym rozumem, lecz bez jego absolutyzacji - rozumem stosowanym w połączeniu ze zdobytą wiedzą o świecie.[/cytat] Bardzo liberalne i szerokie rozumienie racjonalności, w dodatku posługujące się niejasnymi terminami (gdzie się zaczyna i gdzie kończy "absolutyzacja" rozumu?). A zarazem zaproszenie do dogmatyzmu (jakieś grono będzie musiało rozstrzygać, co jest taką absolutyzacją, a co nie). Pod hasłem tak szeroko pojmowanej racjonalności mógłby się podpisać kościół katolicki, który przyznaje, iż człowiek posiada zdolność rozumu i to przecież po to, aby czynić z niej użytek (ale bez absolutyzacji). Załączam pozdrowienia.
|
|
| | | | | |  | 9 na 9 | MarcinK (9189 punktów) |
> Chciałbym zobaczyć te wielkości w liczbach bezwzględnych. Sam komunizm pochłonął> kilkadziesiąt milionów ofiar.Co chcesz porównywać? Sam coś powyżej piszesz o człowieku z X wieku - jak chcesz porównywać liczby bezwzględne w przypadku królestw czy plemion z tamtego okresu z czasem teraźniejszym? > Odsetek się zmniejsza tylko dlatego, że jest nas> coraz więcej. To sztuczka intelektualna, która przekona tylko niedoświadczonych.Jest podane dokładnie dlaczego ten odsetek się zmniejsza i bynajmniej nie dlatego, że jest nas coraz więcej. Gdyby było jak piszesz to odsetek powinien znacząco wzrosnąć bo ludzkość dzisiaj ma znacznie częstszy kontakt ze sobą i znacznie byłoby łatwiej wyładować agresję jeśli okazji dostarcza samo wyjście z domu. > Czy to oznacza, że cała wiedza ludzka nie pozwala na wyeliminowanie tej hipotezy?Znaczy to tyle, że nikt nie będzie weryfikował dowolnej bzdury, którą sobie wymyślisz. Jeśli się na coś powołujesz to masz na to podać argumenty i dowody - nikt za Ciebie tego robił nie będzie. > Jeżeli stawiam hipotezę, że ołów roztopi się w temp. 1000 stopni, to chemik może> ją zweryfikować, ma po temu - jak się wydaje - środki teoretyczne i praktyczne,> nie muszę robić tego ja.Chemik nie będzie nic weryfikował bo wie, że ołów topi się w temperaturze 327,46 stopni Celcjusza. Jeśli twierdzisz inaczej to Ty masz mu to udowodnić bo on tą bzdurą nie będzie zawracał sobie głowy. > Tak więc proszę o weryfikację wspomnianej hipotezy.Poproszę o dowody na tą hipotezę. Dopóki ich nie przedstawisz nie ma co weryfikować. > Bardzo liberalne i szerokie rozumienie racjonalności, w dodatku posługujące się niejasnymi terminami (gdzie się zaczyna i gdzie kończy "absolutyzacja" rozumu?). Cytat:Racjonalista przyjmuje pewne paradygmaty stanowiące podstawy nauk przyrodniczych i nauk ścisłych oraz niektórych nauk humanistycznych związanych z człowiekiem i społeczeństwem, lecz o ile te paradygmaty nie są uzasadnione z punktu widzenia zupełnego i skrajnego sceptycyzmu, o tyle mają pewne uzasadnienie empiryczne - są zasadne przy pewnych podstawowych metafizycznych założeniach materializmu takich jak założenie o istnieniu rzeczywistego materialnego świata kierującego się możliwymi do zbadania zasadami. Jednak wobec paradygmatów racjonalista nie jest bezkrytyczny i nie uznaje ich w sposób dogmatyczny, gdyż stanowią one podstawę wielu nauk, ale mogą ulec weryfikacji i zmianom. > Pod hasłem tak szeroko pojmowanej racjonalności> mógłby się podpisać kościół katolicki, który przyznaje, iż człowiek posiada zdolność rozumu i to przecież po to, aby czynić z niej użytek (ale bez absolutyzacji).Podaj no mi zatem w jaki sposób dogmatycznie wierzący ma używać swojego rozumu.
|
|
| | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Zapytam inaczej. Czy człowiek nauki, gdyby tylko łaskawie zechciał, mógłby zweryfikować tę hipotezę? Jeżeli tak, to w jaki sposób? Ponoć nauka przeczy hipotezie o istnieniu Boga, i to nie pytając człowieka wierzącego dowody? > Cytat:Racjonalista przyjmuje pewne paradygmaty stanowiące podstawy nauk przyrodniczych i nauk ścisłych oraz niektórych nauk humanistycznych związanych z człowiekiem i społeczeństwem, lecz o ile te paradygmaty nie są uzasadnione z punktu widzenia zupełnego i skrajnego sceptycyzmu, o tyle mają pewne uzasadnienie empiryczne - są zasadne przy pewnych podstawowych metafizycznych założeniach materializmu takich jak założenie o istnieniu rzeczywistego materialnego świata kierującego się możliwymi do zbadania zasadami. Jednak wobec paradygmatów racjonalista nie jest bezkrytyczny i nie uznaje ich w sposób dogmatyczny, gdyż stanowią one podstawę wielu nauk, ale mogą ulec weryfikacji i zmianom. > Podaj no mi zatem w jaki sposób dogmatycznie wierzący ma używać swojego rozumu. Dokładnie w taki sposób, o jakim mowa w nowo podanym cytacie (powyżej). Nie ma tu nic niezgodnego z postawą człowieka wierzącego, który przecież głosi istnienie świata materialnego i możliwość jego poznania. Skrajny sceptycyzm jest wrogiem nie tylko nauki, ale i religii, bo każe wątpić również w istnienie transcendentnej przyczyny świata, czyli Boga. Ludzie (słusznie) zafascynowani nauką popełniają pewien błąd logiczny, zwany argumentem z niewiedzy ("argumentum ad ignorantiam"): Nauka nie stwierdza istnienia przedmiotu X, zatem X nie istnieje.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | MarcinK (9189 punktów) | > Zapytam inaczej. Czy człowiek nauki, gdyby tylko łaskawie zechciał, mógłby> zweryfikować tę hipotezę? Jeżeli tak, to w jaki sposób?Posługując się metodami weryfikacji wykształconymi i doskonalonymi przez wieki. pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_naukowa> Ponoć nauka przeczy hipotezie o istnieniu Boga, i to nie pytając człowieka> wierzącego dowody?Pytała niezliczone razy tyle, że nie dostała w zamian ćwierci dowodu. > Dokładnie w taki sposób, o jakim mowa w nowo podanym cytacie (powyżej). Nie ma> tu nic niezgodnego z postawą człowieka wierzącego, który przecież głosi istnienie> świata materialnego i możliwość jego poznania. Skrajny sceptycyzm jest wrogiem nie> tylko nauki, ale i religii, bo każe wątpić również w istnienie transcendentnej> przyczyny świata, czyli Boga.Ostateczną instancją weryfikacyjną jest zwykła empiria. Już nie biegasz za mamutem ale używasz kuchenki mikrofalowej, a dalej ni w ząb nie jesteś w stanie zamienić laski w węża. > Ludzie (słusznie) zafascynowani nauką popełniają pewien błąd logiczny, zwany> argumentem z niewiedzy ("argumentum ad ignorantiam"):> Nauka nie stwierdza istnienia przedmiotu X,> zatem X nie istnieje.I to by chyba najlepiej podsumowywało co masz tu do powiedzenia.
|
|
| | | |  | 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Wolno mi taką hipotezę głosić, mamy przecież (?) swobodę myśli. Proszę teraz zgromadzić w myśli wszystkie znane Panu wyniki naukowe i powiedzieć, czy dowodzą one fałszywości hipotezy H, a jeżeli tak, to w jaki sposób. Ja ze swej strony podtrzymuję pogląd, że racjonalizm jest zabobonem, w który - owszem - można było wierzyć w wieku XVIII, ale który został skompromitowany przez wiek XX.< Wolno ci głosić każdą hipotezę, pytanie na ile ma to sens. Istnieje teoria Last Thursdayism, wcale nie tak łatwa do obalenia, ale jest tylko teorią. Czy może wierzysz że świat powstał w ostatni czwartek?
|
|
| | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Bez przesady, hipoteza H ma doskonały sens i wszyscy ją rozumiemy.
|
|
| | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Proszę obalić hipotezę H: > H) Wszechświat powstał dokładnie tydzień temu
To banalnie proste.
Stawiam hipotezę G3:
G3) Wszechświat powstał dokładnie 111 godzin temu
Stawiam hipotezę F26:
F26) Wszechświat powstał dokładnie ...
...
Każda z tych hipotez jest jednakowo prawdopodobna
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Na ile ja rozumiem słowo "obalić", do obalenia hipotezy nie wystarcza wysunięcie hipotezy konkurencyjnej, nawet równie prawdopodobnej. Jeżeli tak by było, moja hipoteza H tak samo obaliłaby Pańskie.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Na ile ja rozumiem słowo "obalić", do obalenia hipotezy nie wystarcza wysunięcie hipotezy konkurencyjnej, nawet równie prawdopodobnej. Jeżeli tak by było, moja hipoteza H tak samo obaliłaby Pańskie. No, nareszcie się z Panem zgadzam. Z wiarą nie ma dyskusji, jedynym argumentem jest tu silniejsza własna wiara. Na przykład w słuszność własnej (jedynie prawdziwej) hipotezy (religii/ideologi itp.).
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | martok (1115 punktów) |
> Na ile ja rozumiem słowo "obalić", do obalenia hipotezy nie wystarcza wysunięcie hipotezy konkurencyjnej, nawet równie prawdopodobnej.
Z tym się zgadzam, podobnie jak Andrzej Bogusławski powyżej. Zgadzam się też z tym, że masz prawo snuć teorie jakie Ci się żywnie podoba. Jednak z Twoją hipotezą jest pewien inny szkopuł. Kiedy stawiasz jakąś hipotezę, albo ogólniej - formułujesz jakąś teorię, to Twoim a nie naszym obowiązkiem jest udowodnić ją; masz też oczywiście prawo dojść do wniosku, że jest błędna. Ciężar zarówno dowodu, jak falsyfikacji, spoczywa wyłącznie na tym, kto coś twierdzi, a nie na jego słuchaczach. Nie możesz po prostu powiedzieć: Stawiam hipotezę, że istnieje Bóg (albo że świat powstał przed tygodniem, albo jakąkolwiek inną), a teraz wy się męczcie i ją obalajcie. *
|
|
| | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Niech i tak będzie, ale ja odpowiadałem na sugestię, że nic prostszego, niż obalić tę hipotezę.
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 | martok (1115 punktów) |
> Niech i tak będzie, ale ja odpowiadałem na sugestię, że nic prostszego, niż obalić tę hipotezę. To nieprawda. Odpowiedź Dokowskiemu to rzecz osobna - tu chodzi o Twoją hipotezę (H). Przypomnę Ci jak sprawa się zaczęła. W odpowiedzi na post Andrzeja Bogusławskiego napisałeś co następuje: Cytat:Jeżeli tak bardzo wierzy Pan w siłę rozumu, proszę bardzo. Proszę obalić hipotezę H:
H) Wszechświat powstał dokładnie tydzień temu (ze wszystkimi ciałami niebieskimi, Ziemią, formacjami geologicznymi, skamielinami, z miastami, ludźmi i ich rzekomą pamięcią, itp.).
Wolno mi taką hipotezę głosić, mamy przecież (?) swobodę myśli. Proszę teraz zgromadzić w myśli wszystkie znane Panu wyniki naukowe i powiedzieć, czy dowodzą one fałszywości hipotezy H, a jeżeli tak, to w jaki sposób.
Jest to więc Twoja hipoteza i to Ty masz jej dowodzić. Przerzucanie własnych obowiązków polemicznych na oponenta jest w racjonalnej dyskusji niedozwolone. A tak na marginesie - istnienie nieobalalnych teorii nie świadczy o słabości ludzkiego rozumu. Zasadniczo nieobalalna (co nie znaczy - prawdziwa) jest każda teoria wewnętrznie niesprzeczna. Z logiki bowiem wiadomo, że dla każdej niesprzecznej teorii istnieje model, czyli taki możliwy do pomyślenia świat, w którym ta teoria się realizuje. *
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Temat był już przecież dyskutowany.
"Jest to więc Twoja hipoteza i to Ty masz jej dowodzić. Przerzucanie własnych obowiązków polemicznych na oponenta jest w racjonalnej dyskusji niedozwolone."
A więc np. matematycy postępują nieracjonalnie, głowiąc się od 250 lat nad hipotezą Goldbacha?
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | martok (1115 punktów) |
>A więc np. matematycy postępują nieracjonalnie, głowiąc się od 250 lat nad hipotezą Goldbacha?
Nie pleć. *
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Proszę o rzetelną odpowiedź.
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>A więc np. matematycy postępują nieracjonalnie, głowiąc się od 250 lat nad hipotezą Goldbacha? Ho ho, wysoko mierzysz! Fideiści jak jeden mąż szermują takimi głupawymi wypocinami jak Twoje żeby udowodnić sobie jacy to są cwani. Porównywać takie pseudointelektualne bzdety, którymi sam możesz sypać jak z rękawa z pojedynczym zagadnieniem budzącym ciekawość matematyków przez wieki to przejaw pychy i infantylizmu.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Gdy brak argumentów, zaczynają się obelgi?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) | > Gdy brak argumentów, zaczynają się obelgi? A co takiego powiedziałeś co by wymagało argumentacji z mojej strony? Co najwyżej mogę puknąć się w czoło, ale życzliwie próbuję przemówić Ci do rozumu, bo jesteś schematyczny i jałowy, choć zadowolony z siebie w sposób żenujący. A że prawda dla fideistów jest obelżywa... cóż... Cały wasz wysiłek intelektualny idzie na tworzenie jałowego bełkotu, którym maskujecie przed sobą (!) głupotę religijnych bajęd.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Mój przedmówca pouczał mnie mówiąc, że hipotezę powinien wykazać ten, kto ją stawia i że na tym polega racjonalność. Ja na ten temat nawet już nie chciałem rozmawiać, ale dla świętego spokoju zapytałem go o hipotezę Goldbacha (już bez związku z moją "hipotezą", a więc inaczej niż mi Pan imputuje). No i otrzymałem w odpowiedzi solidną porcję obelg, tym razem od Pana, okraszonych jakąś wiwisekcją psychologiczną mojej duszy, natomiast argumentu - żadnego.
Radzę Panu się miarkować, bo ktoś czytający ten wątek uzna Was za nietolerancyjnych awanturników.
>
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Radzę Panu się miarkować, bo ktoś czytający ten wątek uzna Was za nietolerancyjnych awanturników.Myślę, że gdy przeczytają ten wątek (choć nie tylko ten) "wierni słudzy Kościoła" ( i ci sukienkowi i ci świeccy) to zgodzą się z Pańską oceną i ja to przyjmuję z pokorą, ale sprawiłoby mi duża przykrość, gdyby mnie do "Was" zaliczono. Wielce Szanowny Panie, "nas" to tylko próbuje Pan obrazić, ale obraża Pan naszą inteligencję, a jest to forum do racjonalistycznej inteligencji skierowane. PS.: Racjonalizm nie wyklucza ze swojego grona teistów, ale muszą to być ludzie samodzielnie myślący, zdolni do refleksji intelektualnej, a nie ludzie powtarzający w kółko bzdety fideistycznych autorytetów. Cholera, czy naprawdę w środowisku inteligencji katolickiej nie ma zupełnie ludzi racjonalnie myślących, chętnie pogadałoby się z takimi. Wszystkiego najlepszego z okazji świąt Bożego Narodzenia Szanownemu Panu życzę. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
Dziękuję za życzenia. Na Pana ręce składam wszystkim Forumowiczom życzenia odpoczynku w gronie rodzinnym (w związku ze Świętami Bożego Narodzenia), jak również - z niejakim wyprzedzeniem - życzenia szczęśliwego Nowego Roku 2013.
|
|
| |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
> Mod: >Czy mógłbyś edytować swoje wypowiedzi tak, by pasowały do ogólnego formatu forum? Nalegam, byś się postarał.
Oczywiście. Nie sądziłem, ze obowiązuje jeden określony format (o kasowaniu cytatów pamiętam).
|
|
| |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Mam na myśli to fałszywość tego, co poddaje >się kwalifikacji w kategoriach prawdy lub fałszu >(to, co jest zdaniem oznajmującym, a nie nakazem), >a więc dogmaty religijne, na przykład twierdzenie, >że istnieje Bóg, że dusza jest nieśmiertelna, itp.< Dopóki nie zdefiniujesz co rozumiesz pod pojęciem Boga, duszy, zdanie to jest nieweryfikowalne. Nie jest ani fałszem ani prawdą. przykład Einsteina którego wymieniłeś gdzieś tam dalej. Einstein rozumiał Boga w sensie Spinozy. Zgodzisz się że ten Bóg nie zajmuje się prezerwatywami, aborcją, nie każe przed sobą klękać ani nie wymaga żeby go wychwalać w modlitwach. Nie ma sensu też o cokolwiek go prosić, Bóg Spinozy i Einsteina nie wysłuchuje modlitw, oraz daje sobie radę bez pieniędzy. Inni Bogowie przeciwnie. Jak widzisz Bóstwo niejedno ma imię. >>Wytłumacz mi jak można otumanić instynkt? To pytanie pozostaje nadal otwarte. >Żądasz jednostek w przypadku zjawisk, które nie są łatwo mierzalne. Uczucia też nie są mierzalne jakimiś jednostkami, ale mówisz przecież, że lubisz kogoś bardziej, a kogoś mniej i to powiedzenie ma doskonały sens.< Wyznam ci że nie lubię mojego teścia, moja żona wręcz przeciwnie. Kto z nas dwojga, Twoim zdaniem, ma słaby umysł? >Chcę powiedzieć, że racjonalista powinien wyjaśnić fenomen religii.< A to niby dlaczego? Chyba coś źle zrozumiałeś. >Jeżeli człowiek faktycznie jest istotą racjonalną ("homo sapiens",człowiek myślący!), dlaczego nagminnie ulegał i ulega nadal takiej czy innej religii? Nie widzisz sprzeczności między jednym a drugim?< Racjonalny nie jest równe myślący. Palenie tytoniu, używanie alkoholu, niebezpieczna wspinaczka górska, szybka jazda samochodem, obżarstwo, to wszystko szkodzi zdrowiu i jest nieracjonalne. Czy robią to tylko ludzie niemądrzy? Ty zbytnio upraszczasz istotę ludzką. Często człowiek z mniejszym IQ jest bardziej racjonalny od geniuszy. >Tym, co racjonaliście pozostaje, jest wiara w postęp, jest powiedzenie, że ludzkość staje się coraz bardziej racjonalna i odporna na zabobon odkąd zaczęło się ją odpowiednio "oświecać" (jak sądzili patroni tego forum).< Kwestionujesz postęp, jakby go nie rozumieć? Gdzie jest powiedziane że ludzkość staje się coraz bardziej racjonalna?. Ludzie nabywają większą wiedzę o świecie i człowieku, posiadają szybką informację, ale z racjonalizmem nie ma to nic wspólnego. To jest zupełnie inna kategoria. Mam wrażenie że przekręcasz świadomie pojęcia żeby coś wykazać, dokładnie jeszcze nie wiem co. >To stwierdzenie jest dla mnie aktem wiary >(w człowieka), bo historia, zwłaszcza historia XX wieku pokazuje, że człowiek >żyjący w roku 1939 nie jest wcale mniej okrutny, niż człowiek żyjący w roku 939 i wcale nie jest mniej od niego religijny.< Okrutność lub jej zanik nie jest procesem liniowym. Jest produktem epoki. Posiadasz statystyki z 939 roku, ilu ludzi było autentycznie wierzących? Wiara Pana była obowiązkowa dla poddanego. A Pan wierzył bo tego wymagała polityka. Co powiesz o wierze Barbarossy albo "starego Fryca"? >Z tą tylko różnicą, że z większą niż dotąd swobodą tworzy nowe religie,co najwyżej bardziej dostosowane do nowoczesnych czasów (kult jednostki, kult takich czy innych "idoli" i "gwiazd",itp.).< Częściowo masz rację. Wcześniej nie było żadnej swobody. Miałeś wierzyć w to co ci nakazano. Z tymi idolami to przesadziłeś ogromnie. Czy ktoś oczekuje zbawienia za sprawą idola, lub się do niego modli? Czy fascynacja gwiazdą sportową ma podłoże metafizyczne? Na ile racjonalna jest wg ciebie modlitwa do wymyślonych świętych którzy nigdy nie istnieli? Wrzucasz wszystko do jednego worka, byle pasowało ci do teorii. >Racjonalizm jest więc zabobonną wiarą, wynikającą (jak podejrzewam) z naiwnego >założenia, że wraz z (niewątpliwym, co do tego zgoda) postępem technicznym i naukowym< Jedynym naiwnym założeniem jest stwierdzenie że racjonalizm jest wiarą. Każdy jest mniej lub bardziej racjonalny. Wynika to z doświadczenia życiowego z nauki starszych pokoleń, z pewnych predyspozycji psychicznych i z nabytego w miarę rozwoju instynktu. Nikt nie skacze do ognia, trzeba go tam siłą umieścić. W imię wiary w Boga, bo racjonalne to nie było. Ale przede wszystkim nie było humanitarne. >idzie w parze postęp "duchowy".< Znowu niejasna definicja, "postęp duchowy", co tu masz na myśli? >Jako zabobonna wiara jest wewnętrznie sprzeczny, bo ma przecież walczyć z zabobonnymi wierzeniami< Zabobon jest pojęciem powstałym wewnątrz religii, a racjonalizm, na ile mi wiadomo, nie zajmuje się walką. Racjonalizm wykazuje absurdy stworzone przez religię dla jej merkantylnych potrzeb , nie dotyka wiary jako sprawy osobistej. >Ostatnią deską ratunku jest dla racjonalizmu powiedzenie, że człowiek może stawać się lepszy (bardziej moralny i mniej religijny), nawet jeżeli >dotąd mu się to nie udało, czyli że mimo wszystko ma w sobie pewną potencjalność, którą można będzie zrealizować.< Przepraszam, ale w tym miejscu bełkoczesz. Racjonalizm nie stawia sobie za cel naprawę świata, tym podobno zajmują się Kościoły. Racjonalizm mówi tylko że należy korzystać z rozsądku, samodzielnie i krytycznie myśleć. Nic mniej i nic więcej. >Ale i taka (rzekomo) tkwiąca w człowieku możliwość to jest przedmiotem wiary (dla mnie jest to skądinąd doskonały przykład myślenia życzeniowego)< Dla ciebie. Niestety nie jesteś jeszcze wyrocznią. Lub może, na szczęście.
|
|
 | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > jeżeli człowiek jest istotą rozumną i mającą w miarę silne (pozareligijne i przedreligijne) instynkty moralne, dlaczego od tysiącleci wierzy w taką lub inna religię?Przepraszam, a co ma jedno do drugiego, a nawet jedno z drugim wspólnego? > Jeżeli rozum ludzki i instynkty są słabe i dają się do dzisiaj otumaniać najbardziej absurdalnym i dziwacznym religiom, dlaczego miałyby zasługiwać na zaufanie?Dziwne tu materii pomieszanie - słabość mądrości i instynktu. To tak u wszystkich? > Jeżeli Pan powie, że instynkty te oraz rozum są wysoko rozwinięte tylko u niektórych ludzi i że na wskazówkach tych ludzi można by oprzeć całą moralność, od razu pojawia się pytanie - u których konkretnie?Instynkty wysoko rozwinięte to raczej u kleru katolickiego jak pokazuje choćby książka "Śluby milczenia", zaś z rozumem, to Bóg zawsze jakoś nierówno dzielił, pomimo iż większość uważała, iż ma go pod dostatkiem. > Oznacza to powrót de facto powrót do jakiejś postaci religii (wierzymy w słuszność tego, co mówi osoba, którą uważamy za autorytet).Jeżeli komuś potrzebną (czy wręcz konieczną) jest wiara i autorytety to może być to powrotem do jakiś tam form religii np. komunizm i nazizm. > Przeczuwam, że takimi nauczycielami moralności mieliby być według Pana (lub mogliby być) ludzie nauki.Nie wiem, co dokładnie sądzi tu pan Tomasz, ale dlaczego akurat uczeni mieliby być nauczycielami moralności? Jak Pan wydumał sobie taką koncepcję? > Nie pojmuję jednak, dlaczego specjalista od tego jak jest (fizyk, antropolog, historyk, itp.), miałby być ekspertem w kwestii tego, jak powinno być?Ja też nie, ale to wszak Pański pomysł. > Etyka dotyczy wszakże sfery powinności, a nie faktów, mówi nie o tym jak ludzie postępują, ale o tym, jak powinni postępować.Bardzo ubogie, według Pańskich koncepcji, jest to uprawianie etyki Celem etyki jest dochodzenie do źródeł powstawania moralności, badanie efektów jakie moralność lub jej brak wywiera na ludzi oraz szukanie podstawowych przesłanek filozoficznych, na podstawie których dałoby się w racjonalny sposób tworzyć zbiory nakazów moralnych. "Sfery powinności" to dotyczą koncepcji moralności, a nie etyki (nawet chrześcijańskiej). > Sugeruję Panu dokładniejsze przemyślenie tych spraw, albowiem Pańskie poglądy (przynajmniej w postaci sugerowanej przez powyższą Pana wypowiedź) wydają się niestety nie do utrzymania.Dokładnie to samo sugeruję Panu i z tego samego powodu. > Przeczucie Pana nie myliło - zawierają podstawowy błąd, a mianowicie sprzeczność.Nie miałem tu żadnego przeczucia. Wykazuje Pan tu się dużą nieznajomością rzeczy, a wywody są tak mętne, iż w dużej części niezrozumiałe. Odniosłem się tu tylko do tego, co wydawało mi się, iż rozumiem. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
|  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | > . 1. "Przepraszam, a co ma jedno do drugiego, a nawet jedno z drugim wspólnego?" Przecież jedno z drugim powinno się wykluczać. To tak jakby przypisywać zdolności matematyczne komuś, kto nieustannie myli się w rachunkach. Jeżeli ktoś uporczywie myli się w rachunkach (jest istotą religijną, czyli zabobonną), to czy faktycznie ma zdolności matematyczne (jest istotą racjonalną)? 2. "Dziwne tu materii pomieszanie - słabość mądrości i instynktu." Nie ma mowy o pomieszaniu. Pan z którym polemizowałem wskazywał na etykę oraz instynkty moralne jako na ewentualne źródło moralności. Odnoszę się więc do jego założeń, tzn. w całej swojej wypowiedzi staram się wyprowadzić wnioski z jego założeń i wskazać na sprzeczność, do jakiej te założenia prowadzą. 3. "Instynkty wysoko rozwinięte to raczej u kleru katolickiego jak pokazuje choćby książka "Śluby milczenia", zaś z rozumem, to Bóg zawsze jakoś nierówno dzielił, pomimo iż większość uważała, iż ma go pod dostatkiem." W tej Pańskiej uwadze nie ma żadnego argumentu. Mówię o instynktach moralnych przyjmując, że albo jest to coś podobnego do zmysłu moralnego, o jakim niekiedy mówi się w etyce, albo że jest to skłonność uwarunkowana biologicznie (w takim sensie mówi się o np. instynkcie samozachowawczym - z takich instynktów można by próbować wyprowadzić etykę normatywną albo moralność). Pan używa słowa "instynkt" (jak podejrzewam) w znaczeniu skłonności do złych zachowań i tak rozumiane instynkty chce Pan przypisać klerowi. 4. "Jeżeli komuś potrzebną (czy wręcz konieczną) jest wiara i autorytety to może być to powrotem do jakiś tam form religii np. komunizm i nazizm." A także inne "izmy", jak na przykład racjonalizm (wiara w rozum) i ateizm (wiara w nieistnienie Boga). 5. "Nie wiem, co dokładnie sądzi tu pan Tomasz, ale dlaczego akurat uczeni mieliby być nauczycielami moralności? Jak Pan wydumał sobie taką koncepcję?" Ileż to razy słyszy się pokrzepiające wieści o ateizmie Einsteina (jest nawet wątek na tym forum, o ile się nie mylę)! Poza tym przeciwnicy religii są często zwolennikami poznania naukowego, więc człowiek nauki jest dla nich jakimś autorytetem. Przeciwnicy religii, krytykujący ją rzekomo w imieniu nauki, także bardzo często znajdują posłuch (Richard Dawkins, Steven Hawking i in.). Nie twierdzę jednak tego, co zaznaczyłem słowem "przeczuwam", po pierwsze dlatego, że cały czas staram się wyprowadzić wnioski z założeń, które przypisałem panu, do którego postu bezpośrednio się odnosiłem, a po drugie nie mam pewności, czy on uznałby te założenia za własne. Jeżeli uznaje, wynika z nich to, co powiedziałem. 6. Bardzo ubogie, według Pańskich koncepcji, jest to uprawianie (etyki). Nie polegałbym w tym względzie na "Wikipedii". Mam na myśli etykę normatywną, złożoną z zasad i ewentualnie ich uzasadnień. Definicja przez Pana podana obejmuje też etykę opisową, a więc coś w rodzaju historii, psychologii i socjologii etyki normatywnej (to, co Pan mówi o przesłankach filozoficznych, zawiera się w pojęciu etyki normatywnej). Etyka normatywna ma się do opisowej jak religia do religioznawstwa. Szerokie znaczenie (etyka = etyka normatywna + opisowa) bierze się stąd, że etycy normatywni częstokroć uprawiają także etykę opisową. Mogę oczywiście zmienić w swojej wypowiedzi słowo "etyka" na wyrażenie "etyka normatywna", ale ani sens całej wypowiedzi, ani (jak w dalszym ciągu uważam) jej prawdziwość nie ulegną zmianie. 7. "Dokładnie to samo sugeruję Panu i z tego samego powodu. (...) Wykazuje Pan tu się dużą nieznajomością rzeczy, a wywody są tak mętne, iż w dużej części niezrozumiałe." Wybaczy Pan, ale są to sugestie zupełnie bezzasadne. Załączam pozdrowienia.
|
|
| |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . jeżeli człowiek jest istotą rozumną i mającą w miarę silne (pozareligijne i przedreligijne) instynkty moralne, dlaczego od tysiącleci wierzy w taką lub inna religię?> >>>"Przepraszam, a co ma jedno do drugiego, a nawet jedno z drugim wspólnego?"> Przecież jedno z drugim powinno się wykluczać.Dalej nie rozumiem? > To tak jakby przypisywać zdolności matematyczne komuś, kto nieustannie myli się w rachunkach.Nie widzę uprawnienia do takiego zestawienia. > Jeżeli ktoś uporczywie myli się w rachunkach (jest istotą religijną, czyli zabobonną), to czy faktycznie ma zdolności matematyczne (jest istotą racjonalną)?Jeżeli ktoś myli się w rachunkach, to może być wiele przyczyn tego. Światopogląd religijny nigdy nie obejmował wszystkich poglądów człowieka, tym bardziej zabobony, które są tylko elementami światopoglądu. Każdy światopogląd był i jest mieszaniną różnych poglądów. Można mówić tu tylko, że w światopoglądzie religijnym poglądy religijne są dominujące. Człowiek rozumny (a chyba nawet zwierzęta o bardziej złożonej psychice) ma tendencję do racjonalizacji własnego postępowania i własnych przekonań, ale to nie jest jeszcze racjonalizm. Pan uporczywie się myli w opisie i ocenie zjawisk. > Jeżeli rozum ludzki i instynkty są słabe i dają się do dzisiaj otumaniać najbardziej absurdalnym i dziwacznym religiom, dlaczego miałyby zasługiwać na zaufanie?> >>>Dziwne tu materii pomieszanie - słabość mądrości i instynktu. To tak u wszystkich?> Nie ma mowy o pomieszaniu. Pan z którym polemizowałem wskazywał na etykę oraz instynkty moralne jako na ewentualne źródło moralności.Ale ja nie odnosiłem się do wypowiedzi Pana Tomasza, ale do Pańskiej. > Odnoszę się więc do jego założeń, tzn. w całej swojej wypowiedzi staram się wyprowadzić wnioski z jego założeń i wskazać na sprzeczność, do jakiej te założenia prowadzą.Jakoś tych sprzeczności - moim zdaniem - nie udało się Panu wykazać i może najprościej to jednak pisać to co się samemu na dany temat myśli. > Jeżeli Pan powie, że instynkty te oraz rozum są wysoko rozwinięte tylko u niektórych ludzi i że na wskazówkach tych ludzi można by oprzeć całą moralność, od razu pojawia się pytanie - u których konkretnie?> >>>"Instynkty wysoko rozwinięte to raczej u kleru katolickiego (...), zaś z rozumem, to Bóg zawsze jakoś nierówno dzielił, pomimo iż większość uważała, iż ma go pod dostatkiem."> W tej Pańskiej uwadze nie ma żadnego argumentu.Nie szkodzi, że Pan nie dostrzega. Natomiast ja mam zwyczaj dokładnego czytania co mój interlokutor napisał i odnoszenia się do konkretnej jego wypowiedzi. Czy Pan wie co to znaczy instynkt? > Mówię o instynktach moralnych.To znaczy o czym? www.racjonalista.pl/kk.php/s,3721www.racjon(*)p/s,5192/q,W.kwestii.instynktuwww.charak(*)ybysz_wioletta_dziarnowska.txt> przyjmując, że albo jest to coś podobnego do zmysłu moralnego, o jakim niekiedymówi się w etyce, Czyli chodziło Panu o cosik takiego: Zmysł moralny, określenie oznaczające zdolność do rozróżniania dobra i zła za pomocą intuicji, bez odwoływania się do racji rozumu (A.A. Shaftesbury, F. Hutcheson); utożsamiany niekiedy z → sumieniem.> albo że jest to skłonność uwarunkowana biologicznieDlaczego albo? Ja - za wieloma uczonymi - uważam, że nasze zasady moralne wypływają tak ze zmian ewolucyjnych (np. neurony lustrzane), jak i z kultury. > (w takim sensie mówi się o np. instynkcie samozachowawczym - z takich instynktów można by próbować wyprowadzić etykę normatywną albo moralność).Ja takiej możliwości nie widzę, ale niech Pan próbuje. > Pan używa słowa "instynkt" (jak podejrzewam) w znaczeniu skłonności do złych zachowań i tak rozumiane instynkty chce Pan przypisać klerowi.Używam słowa instynkt zgodnie z jego encyklopedycznymi definicjami: Np.: W etologii instynkt definiowany jest jako wrodzona i dziedziczna zdolność zwierząt (łącznie z człowiekiem) do wykonywania ciągu zachowań napędzanych przez popędy, wywoływanych i kierowanych przez odpowiednie bodźce zewnętrzne, prowadzących do skutków koniecznych dla życia osobnika lub utrzymania gatunku. Patologicznie ukierunkowany i niekontrolowany instynkt w warunkach nienaturalnych prowadzi wynaturzeń w zaspokajaniu naturalnej potrzeby zachowania gatunku i o tym właśnie wspomniałem. Zainspirowany Pańskim pytaniem: Jeżeli Pan powie, że instynkty te oraz rozum są wysoko rozwinięte tylko u niektórych ludzi i że na wskazówkach tych ludzi można by oprzeć całą moralność, od razu pojawia się pytanie - u których konkretnie?> >>>"Jeżeli komuś potrzebną (czy wręcz konieczną) jest wiara i autorytety to może być to powrotem do jakiś tam form religii np. komunizm i nazizm."> A także inne "izmy", jak na przykład racjonalizm (wiara w rozum) i ateizm (wiara w nieistnienie Boga).Zupełna - niczym nie uzasadniona bzdura. Żadna końcówka "izm" o niczym nie świadczy. Natomiast największą przyczyną zła czynionego przez ludzi jest rzeczywiście wiara i to zupełnie niezależnie co jest przedmiotem/podmiotem tej wiary. (Do następnych ważnych przyczyn zliczam pazerność na dobra doczesne i chuć)CDN@@@ .
|
|
| |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy:> Przeczuwam, że takimi nauczycielami moralności mieliby być według Pana (lub mogliby być) ludzie nauki.> >>>Nie wiem, co dokładnie sądzi tu pan Tomasz, ale dlaczego akurat uczeni mieliby być nauczycielami moralności? Jak Pan wydumał sobie taką koncepcję?> Ileż to razy słyszy się pokrzepiające wieści o ateizmie EinsteinaJa też, ale co z tego wynika. > Poza tym przeciwnicy religii są często zwolennikami poznania naukowego,Nie określiłbym się za przeciwnika religii, ale jestem zdecydowanym przeciwnikiem nieodłącznej religii wiary oraz głupoty. Staram się opierać swoje poglądy na dorobku nauki, a więc to do mnie. > więc człowiek nauki jest dla nich jakimś autorytetem.Czysta głupota świadcząca o tym, iż zupełnie nie rozumie Pan istoty nauki. > Przeciwnicy religii, krytykujący ją rzekomo w imieniu nauki, także bardzo często znajdują posłuch (Richard Dawkins, Steven Hawking i in.).Przecież to co Pan tu napisał, to nawet nie rzekomo, to jest prawdziwie chore. Wszyscy, którzy nie wierzą w Pański zestaw głupot, to źli ludzie. Pan nawet nie ma zielonego pojęcia na jaki temat wypowiadał się Dawkins, a na jaki Hawking i ma pretensje, że mądrzy ludzie znajdują "posłuch" u innych mądrych ludzi. > >>>Bardzo ubogie, według Pańskich koncepcji, jest to uprawianie (etyki).> Nie polegałbym w tym względzie na "Wikipedii".No! Mając wybór pomiędzy Wikipedią a Panem, to rzeczywiście trudny wybór. > Mam na myśli etykę normatywną,złożoną z zasad i ewentualnie ich uzasadnień.Jakoś dziwnie mi się wydaje, że etyka normatywna jest częścią etyki, a nie odwrotnie. > Definicja przez Pana podana obejmuje też etykę opisową, a więc coś w rodzaju historii, psychologii i socjologii etyki normatywnej (to, co Pan mówi o przesłankach filozoficznych, zawiera się w pojęciu etyki normatywnej). Etyka dzieli się na trzy działy: etykę opisową, etykę normatywną, metaetykę.
Etyka opisowa: bada faktycznie istniejącą moralność. nie formułuje żadnych postulatów moralnych, nie preferuje żadnych wartości, przedstawia to, co jest, a nie to, co być powinno, wykorzystuje dorobek socjologii i psychologii.
Etyka normatywna: konstruuje i uzasadnia systemy moralności, systemy te określają normy postępowania, wartości i ich hierarchię, wypowiada się nie tylko o tym, co jest, lecz także o tym, jak być powinno, jej twierdzenia zależne są od przyjętego stanowiska filozoficznego - w praktyce: jest po prostu częścią filozofii.> Etyka normatywna ma się do opisowej jak religia do religioznawstwa.Nie koniecznie, ale zgodzę się z Panem, gdyż nie jestem człowiekiem religijnym tylko religioznawcą. > Szerokie znaczenie (etyka = etyka normatywna + opisowa) bierze się stąd, że etycy normatywni częstokroć uprawiają także etykę opisową.Etycy porządkują swoje zainteresowania logicznie (jak podałem wyżej) i mącenie tej logiki tylko teologicznie może być słusznie. > Mogę oczywiście zmienić w swojej wypowiedzi słowo "etyka" na wyrażenie "etyka normatywna", ale ani sens całej wypowiedzi, ani (jak w dalszym ciągu uważam) jej prawdziwość nie ulegną zmianie.Może Pan ze swoimi poglądami i wypowiedziami robić co się Panu żywnie podoba, ale to otwarte forum i każdy ma prawo odnieść się do Pańskich wypowiedzi krytycznie. Co uczyniłem i nadal czynić będę. > Sugeruję Panu dokładniejsze przemyślenie tych spraw, albowiem Pańskie poglądy (przynajmniej w postaci sugerowanej przez powyższą Pana wypowiedź) wydają się niestety nie do utrzymania.> >>>Dokładnie to samo sugeruję Panu i z tego samego powodu. Wykazuje Pan tu się dużą nieznajomością rzeczy, a wywody są tak mętne, iż w dużej części niezrozumiałe. Odniosłem się tu tylko do tego, co wydawało mi się, iż rozumiem.> Wybaczy Pan, ale są to sugestie zupełnie bezzasadne.Proszę też wybaczyć, ale to żadne sugestie, tylko mój subiektywny odbiór Pańskich wywodów, a tu ostatecznym sędzią i tak są nasi czytelnicy. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| |  | 12 na 14 | Meretseger (61860 punktów) |
> A także inne "izmy", jak na przykład racjonalizm (wiara w rozum) i ateizm (wiara w nieistnienie Boga).A już myślałam, że więcej nie będę musiała powtarzać  Trudno, powtórzę po raz kolejny: Racjonalizm to nie jest "wiara w rozum", a ateizm to nie jest "wiara w nieistnienie" Boga. Racjonalizm to (w bardzo dużym skrócie) odrzucenie wiary bez dowodów i własnych przemyśleń ( sapere aude!), a ateizm to niewiara w istnienie Boga. "Wiara w nieistnienie" i "niewiara w istnienie" to dwie różne rzeczy.
|
|
| | |  | -2 na 4 | Elasp (6859 punktów) | to niewiara w istnienie Boga. >"Wiara w nieistnienie" i "niewiara w istnienie" to dwie różne rzeczy.
Przykro mi, ale w takim razie nie wie Pani, czym jest ateizm.
Ktoś, kto nie ma pojęcia Boga (np. małe dziecko), siłą rzeczy nie wierzy w istnienie Boga. Ale z tego względu nie jest jeszcze ateistą.
Agnostyk nie wierzy w istnienie Boga (bo z definicji zawiesza swój sąd w tej materii), ale z tego względu nie jest jeszcze ateistą.
"Niewiara w Boga" jest warunkiem koniecznym dla bycia ateistą, ale nie warunkiem wystarczającym, jak pokazują powyższe przykłady.
Jednym słowem myli Pani ateizm z agnostycyzmem. Jeżeli ateizmem jest już to niewiara w Boga, to na czym polega agnostycyzm?
|
|
| | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > to niewiara w istnienie Boga.> >"Wiara w nieistnienie" i "niewiara w istnienie" to dwie różne rzeczy.> Przykro mi, ale w takim razie nie wie Pani, czym jest ateizm.> Ktoś, kto nie ma pojęcia Boga (np. małe dziecko), siłą rzeczy nie wierzy w istnienie Boga. Ale z tego względu nie jest jeszcze ateistą.> Agnostyk nie wierzy w istnienie Boga (bo z definicji zawiesza swój sąd w tej materii), ale z tego względu nie jest jeszcze ateistą.... w sumie to ateizm nie jest ani "wiarą w nieistnienie Boga", ani "niewiarą w jego istnienie". Ateizm (bez Boga) oznacza brak potrzeby Boga w życiu. A co za tym idzie odrzucenie religii i kościoła. To KRK zależy na tym, by ateistów przedstawić jako "wrogów Boga". Zależy bo to im na rękę, by móc utożsamiać krytykę kościoła i religii z krytyką "Boga". W ten sposób znajdują obrońców nawet wśród tych wierzących w "Boga", którym sama polityka kościoła się nie podoba... > "Niewiara w Boga" jest warunkiem koniecznym dla bycia ateistą, ale nie warunkiem wystarczającym, jak pokazują powyższe przykłady.... "Niewiara w Boga" nie jest warunkiem koniecznym by być ateistą. Bo czyż muszę negować istnienie czegokolwiek (np. alkoholu i papierosów) by żyć bez nich?... ... pozdrawiam... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | Ateizm (bez Boga) oznacza brak potrzeby Boga w życiu. A co za tym idzie odrzucenie religii i kościoła. To KRK zależy na tym, by ateistów przedstawić jako "wrogów Boga". Zależy bo to im na rękę, by móc utożsamiać krytykę kościoła i religii z krytyką "Boga". W ten sposób znajdują obrońców nawet wśród tych wierzących w "Boga", którym sama polityka kościoła się nie podoba...
Rożni ludzie mają różne potrzeby. Są tacy, którzy nie odczuwają potrzeby kontaktu z literaturą czy teatrem i jakoś żyją. Nikt nie powie, że świadczy to źle o teatrze albo literaturze.
W pewnym sensie ateiści są wrogami albo przeciwnikami Kościoła. Ale wynika to z samej treści wiary, a nie z potrzeby obrony własnej polityki. Być katolikiem to wierzyć, że Kościół został ustanowiony przez Chrystusa, więc zamach na Kościół jest siłą rzeczy zamachem na Boga.
|
|
| | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | >W pewnym sensie ateiści są wrogami albo przeciwnikami Kościoła. Ale wynika to z samej treści wiary, a nie z potrzeby obrony własnej polityki. Być katolikiem to wierzyć, że Kościół został ustanowiony przez Chrystusa, więc zamach na Kościół jest siłą rzeczy zamachem na Boga.
... ale tylko "w pewnym sensie". Dlaczego? Bo zawsze zostaje kwestia czy jestem przeciwnikiem "Boga jako kogoś kto przez kościół i religię che wpływać na mnie", czy też przeciwnikiem "Boga jako takiego, jako kogoś kto nie ma żadnego wpływu na mnie"...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ateizm (bez Boga) oznacza brak potrzeby Boga w życiu.> A co za tym idzie odrzucenie religii i kościoła. (..)> W pewnym sensie ateiści są wrogami albo przeciwnikami> Kościoła.W pewnym? W jakim konkretnie? > Ale wynika to z samej treści wiaryCzyjej wiary? > a nie z potrzeby obrony własnej polityki. Być katolikiem to> wierzyć, że Kościół został ustanowiony przez Chrystusa,> więc zamach na Kościół jest siłą rzeczy zamachem na Boga.O jakim zamachu pan mówi? Ateizm ateizmowi bynajniej równy nie jest, choćby na tym portalu umieszczono szereg interesujących artykułów które zawierają dość znamienne rozróżnienia np. ateizmu wojującego, ateizmu humanistycznego, ateizmu polegającego na wierze w nieistnienie - który pan przytacza, a który w istocie jest właściwy ludziom młodym lub prostym Cytat:którzy nie posługują się wiedzą naukową i naukową metodologią a ich ateistyczna wiara zbudowana jest albo na treściach wychowawczych wpajanych od dzieciństwa przez rodziców i wychowawców, treściach przyjmowanych naturalnie przez dziecko jako prawdy oczywiste, nie wymagające żadnego sprawdzania; albo na najprostszych pozanaukowych spostrzeżeniach i refleksjach osobistych cytat za prof. Dionizy Tanalski , ateizmu powołującego się na wiedzę naukową i empirię, ateizmu wolnego od jakiejkolwiek wiary w ogóle itd. www.racjon(*)p/s,202/q,Agnostyk.czy.ateistawww.racjon(*)/s,4781/q,Ateizm.humanistycznySwoją drogą ciekawe, że już samo bycie ateistą z otwartą przyłbicą i niewchodzenie nikomu w drogę jest dla niektórych osób wierzących zamachem na ich Boga i Kościół, zagrożeniem które natychmiast należy zniwelować (?) łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > Jeżeli ateizmem jest już to niewiara w Boga, to na czym polega agnostycyzm?To raczej elementarz na tym forum. Poczytaj tu i tu.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
To było pytanie retoryczne. Proszę uważnie przeczytać moją wypowiedz, bo jest zgodna z definicjami, do których mnie Pan odsyła.
Pani powyżej twierdziła, że ateizm to niewiara w Boga. Taką definicję krytykowałem powyżej i w obydwu odnośnikach w "Wikipedii" znajdzie Pan tylko potwierdzenie mojej krytyki.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | rysiek (4593 punktów) | >Pani powyżej twierdziła, że ateizm to niewiara w Boga. Taką definicję krytykowałem powyżej i w obydwu odnośnikach w "Wikipedii" znajdzie Pan tylko potwierdzenie mojej krytyki.
Czyżby wiara szkodziła na oczy? Już w pierwszym wierszu hasła "Ateizm" w Wikipedii jest napisane: "W najszerszym znaczeniu jest to brak wiary w istnienie bóstw."
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Proszę jednakże przeczytać hasło "agnostycyzm" i wtedy odpowiedzieć.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | rysiek (4593 punktów) | Problemy związane z definiowaniem i uzasadnianiem agnostycyzmu (odnośnie istnienia, lub nie, bogów), zostawiam tym którzy tak się określają. Dla mnie ateizm (w najszerszym znaczeniu) to brak wiary w boga. A-teizm czyli dosłownie "nie teizm". Być może "wiara w nieistnienie boga" jest szczególnym rodzajem ateizmu?
|
|
| | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | >>Pani powyżej twierdziła, że ateizm to niewiara w Boga. Taką definicję krytykowałem powyżej i w obydwu odnośnikach w "Wikipedii" znajdzie Pan tylko potwierdzenie mojej krytyki. >Czyżby wiara szkodziła na oczy? Już w pierwszym wierszu hasła "Ateizm" w Wikipedii jest napisane: "W najszerszym znaczeniu jest to brak wiary w istnienie bóstw." >
... jest to współczesne rozumienie "ateizmu", i nie wiele ma wspólnego z genezą powstania tego określenia w przeszłości. To też można wyczytać, z tejże Wikipedii...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | >.. na czym polega agnostycyzm? Może na braku zainteresowania "Bogiem" (lub bóstwami w ogóle)?
[A jak nazwiesz tych, co wierzą w nieistnienie Zeusa?]
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Tych, którzy odrzucają istnienie pseudo-boga, nazwę rozsądnymi.
Mnie uczono, że:
a) teista - twierdzi, że Bóg istnieje, b) ateista twierdzi, że Bóg nie istnieje, c) agnostyk - nie twierdzi, że Bóg nie istnieje, i nie twierdzi, że Bóg nie istnieje.
Pani powyżej przyjęła definicję, zgodnie z którą ateistą jest już ten, kto nie twierdzi, że Bóg istnieje. I w ten sposób pomieszała ateizm z agnostycyzmem. W myśl jej definicji każdy agnostyk będzie ateistą.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > Tych, którzy odrzucają istnienie pseudo-boga, nazwę rozsądnymi. Po czym poznać "pseudo-bogów"? >.. twierdzi, że Bóg (..) twierdzi, że Bóg (..) nie twierdzi, że Bóg.. Masz pewnie na myśli "Boga" z religii monoteistycznych - po pojedynczości (jedyności) poznajesz boskość, która nie jest "pseudo", czy po jakichś innych cechach? > Pani powyżej Nie musi się chyba nad każdą zagubioną duszą pochylać.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Odpowiedzi na te pytania z łatwością udzieli wiara. Człowiek niewierzący może mieć kłopoty.
Powiem jednakże w ten sposób. Przez Boga rozumiem przedmiot, który 1) jest sumą wszystkich doskonałości, 2) jest twórcą świata fizycznego, 3) jest prawodawcą, źródłem praw fizycznych i praw moralnych. Zeus nie spełnia żadnego z tych trzech warunków.
Z określenia 1) wynika, że istnieje i że jest jeden, z określenia 2) - że jest niematerialny.
>
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Przez Boga rozumiem przedmiot, który 1) jest sumą wszystkich doskonałości, 2) jest twórcą świata fizycznego, 3) jest prawodawcą, źródłem praw fizycznych i praw moralnych.
Dałbym plusa za rzadką i wartą odnotowania próbę zdefiniowania obiektu, o którym się tu próbuje dyskutować...
> Z określenia 1) wynika, że istnieje
...ale najpierw bardzo proszę o rozwinięcie tej myśli. Skąd właściwie wiemy, że istnieje obiekt będący "sumą wszystkich doskonałości"?
|
|
| | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Ta myśl jest przedmiotem dowodu ontologicznego, zaproponowanego przez św. Anlelma z Canterbury w II rozdziale "Proslogionu". Później proponowano inne wersje. Tak czy owak przyjmuje w dowodzie ontologicznym, że istnienie jest doskonałością (albo jakiś równoważnik takiej tezy).
Dowód ontologiczny można przedstawić następująco:
1. Bóg to podmiot wszystkich doskonałości (definicja Boga), 2. Istnienie jest doskonałością, więc 3. Bóg posiada doskonałość istnienia (= istnieje).
Krytycy dowodu nie chcą się zgodzić na przesłankę 2.
|
|
| | | | | | | | | |  | 7 na 7 | MarcinK (9189 punktów) |
> 1. Bóg to podmiot wszystkich doskonałości (definicja Boga),> 2. Istnienie jest doskonałością,> więc> 3. Bóg posiada doskonałość istnienia (= istnieje).> Krytycy dowodu nie chcą się zgodzić na przesłankę 2.> No to pobawmy się: Cytat:1. Stworzenie świata to najwspanialsze dzieło, jakie możemy sobie wyobrazić.
2. Jakość dzieła możemy oceniać na podstawie (a) jego właściwości i (b) atrybutów jego autora.
3. Im mniej uzdolniony (lub im bardziej upośledzony) jest autor, tym większe wrażenie robi jego dzieło.
4. Najgorszym upośledzeniem dla autora byłoby nieistnienie.
5. Zatem, jeśli założymy, że Wszechświat powstał za sprawą realnie istniejącego stwórcy (autora), możemy wyobrazić sobie istotę odeń potężniejszą - kogoś, kto potrafiłby stworzyć Wszechświat, nie istniejąc.
6. Bóg realnie istniejący nie jest zatem bytem, od którego nie sposób sobie wyobrazić bytu większego, gdyż Bóg, który nie istnieje, byłby stwórcą jeszcze bardziej wspaniałym i niewiarogodnym - właśnie z racji nieistnienia.
Ergo:
7. Bóg nie istnieje Bóg urojony, str 125, 126.
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
"Możemy wyobrazić sobie istotę odeń potężniejszą - kogoś, kto potrafiłby stworzyć Wszechświat, nie istniejąc."
Przypuśćmy więc, że X stwarza wszechświat, ale X nie istnieje.
Odpowiedź:
Stwarzać = być stwarzającym = być i stwarzać. A zatem być.
Logika i słownik języka polskiego z łatwością obalają tę niemądrą hipotezę. Przedmiot, który "stwarza nie istniejąc" jest wewnętrznie sprzeczny.
Proszę zostawić kreację świata w rękach istniejącego Pana Boga.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | MarcinK (9189 punktów) |
> Przedmiot, który "stwarza nie istniejąc" jest wewnętrznie sprzeczny.Nie to co niematerialny, samostworzony, wszechmocny, wszechmiłosierny, wszechobecny, wszechwiedzący, ponadczasowy, nieśmiertelny, transcendentny pan bóg stworzyciel
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 13 na 13 | Meretseger (61860 punktów) |
> Proszę zostawić kreację świata w rękach istniejącego Pana Boga. Proszę mi udowodnić, że jakiś "istniejący pan bóg" rzeczywiście istnieje. Na razie nic na to nie wskazuje, w związku z czym nie ma mowy o "kreacji" świata przez jakiegokolwiek boga. Nie, nie mylę ateizmu z agnostycyzmem. Agnostycyzm zawiesza osąd na temat istnienia Boga (bogów), a zatem agnostyk ani wierzy, ani nie wierzy. Ateista, jak sama nazwa wskazuje, nie wierzy. Dlaczego? Bo do niczego mu ta hipoteza nie jest potrzebna, a zatem odrzuca ją jako zawadzającą w myśleniu. Może jeszcze czegoś Pan nie rozumie? To służę wyjaśnieniem.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -2 na 4 | Elasp (6859 punktów) | >> Proszę zostawić kreację świata w rękach istniejącego Pana Boga. >Proszę mi udowodnić, że jakiś "istniejący pan bóg" rzeczywiście istnieje.
Od tego są dowody na istnienie Boga, których pojawiło się wiele, lepszych lub gorszych. Wcześniej wspomniałem o dowodzie ontologicznym św. Anzelma. Istnienia Boga dowodził np. Leibniz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 13 na 13 | Meretseger (61860 punktów) |
>Od tego są dowody na istnienie Boga Ale to wszystko nie są dowody, tylko spekulacje. Dowodów nie ma. Wobec tego dziękuję, nie będę się więcej zajmowała czymś, co jest zupełnie niepotrzebne i zapewne nie istnieje. W krasnoludki też nie wierzę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Od tego są dowody na istnienie Boga, których pojawiło się wiele, lepszych lub gorszych.To strasznie stara i mocno oklepana piosenka, ale gdy chce sobie Pan jeszcze zanucić, to polecam: [Załącznik] . Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Brakuje ważnych dowodów Leibniza i Goedla. Reszta dowodów potraktowana po amatorsku. Autor zestawienia nie zna się na rzeczy.
Tylko jeden z przykładów: "Najbardziej fundamentalnym zarzutem przeciw Zakładowi Pascala jest jednak liczba możliwości stojących przed człowiekiem i przed Istotą Bożą; Pascal uznał tylko dwie - wiarę i niewiarę. Możliwości tych (i bogów) jest znacznie więcej - obecnie na świecie jest między kilka- a kilkanaście tysięcy kierunków religijnych, wierzących w istnienie swoich bogów, od setek milionów wyznawców Jezusa i Allaha, po malutkie sekty liczące po kilka osób; do tego należy doliczyć co najmniej trzy kierunki sceptyczne czyli ateizm, agnostycyzm i obojętność religijną. Liczba możliwości - ogromna, szansa na słuszny wybór - bardzo mała".
Myśli Pan, że Pascal, którego iloraz inteligencji ocenia się współcześnie na 190, nie rozumiał, że jest wiele rozmaitych wyznań? Był idiotą?
W zakładzie Pascala wybiera się między chrześcijańskim modelem życia i (dowolnym) nierchrześcijańskim. Zakład ma pokazać, że lepiej wybrać ten pierwszy. A więc już z tego względu wszystkie możliwości są uwzględnione.
Należy najpierw przeczytać "Myśli" Pascala (nota bene dzieło niedokończone, Pascal zmarł bowiem przedwcześnie), a dopiero potem się wypowiadać.
Zaczynam odnosić wrażenie, że ateizm wypływa z niewiedzy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Myśli Pan, że Pascal, którego iloraz inteligencji ocenia się współcześnie na 190, >nie rozumiał, że jest wiele rozmaitych wyznań? Był idiotą? Jak się ocenia iloraz inteligencji w oparciu o brednie religijne? W dziedzinie swojej wiary każdy jest ograniczony, bo wiara to upośledzenie zdolności poznawczych. Tak straszliwe i tak powszechne, że do tej pory nie ma uczciwego, rozumnego dialogu miedzy religiami i być go nie może. Wszyscy wierzący z tępym zadowoleniem z siebie taplają się w ciepłym błotku własnej religii tak właśnie jakby innych nie było. Nie utożsamiaj geniuszu naukowego z religijną głupotą.
>Zaczynam odnosić wrażenie, że ateizm wypływa z niewiedzy. Nieudolni dyskutanci tak mają, że brak argumentów zastępują opiniami. Może sobie wodę z mózgu takimi sztuczkami zrobisz, ale mnie - na przykład - nie
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 12 na 12 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Brakuje ważnych dowodów Leibniza i Goedla.Brakuje różnych niepoważnych dowodów, ale może Pan je tu przedstawić. > Reszta dowodów potraktowana po amatorsku. Autor zestawienia nie zna się na rzeczy.No, nie każdy jest profesjonalnym geniuszem porównywalnym z panem Elasp. > Tylko jeden z przykładów: "Najbardziej fundamentalnym zarzutem przeciw Zakładowi Pascala jest jednak liczba możliwości stojących przed człowiekiem i przed Istotą Bożą; Pascal uznał tylko dwie - wiarę i niewiarę. Możliwości tych (i bogów) jest znacznie więcej - obecnie na świecie jest między kilka - a kilkanaście tysięcy kierunków religijnych, wierzących w istnienie swoich bogów, od setek milionów wyznawców Jezusa i Allaha, po malutkie sekty liczące po kilka osób; do tego należy doliczyć co najmniej trzy kierunki sceptyczne czyli ateizm, agnostycyzm i obojętność religijną. Liczba możliwości - ogromna, szansa na słuszny wybór - bardzo mała".Słuszny zarzut. > Myśli Pan, że Pascal,Już Panu raz o "żabie" wspomniałem. Naprawdę uważa Pan, że zestawianie Pana z różnymi mędrcami jest uprawnione. > którego iloraz inteligencji ocenia się współcześnie na 190, Testy IQ są dobrym miernikiem IQ i nie świadczą o niczym więcej. Ocena IQ postaci historycznych jest tylko dowodem ograniczeń intelektualnych ludzi to czyniących. > nie rozumiał, że jest wiele rozmaitych wyznań?Tego nie wiemy i mało nas to interesuje. Oceniamy to co pozostawił. > Był idiotą?Rozmawiam z Panem, a nie z Pascalem, który zmarł w 1662 roku. > W zakładzie Pascala wybiera się między chrześcijańskim modelem życia i (dowolnym) nierchrześcijańskim. Zakład ma pokazać, że lepiej wybrać ten pierwszy.Opis zakładu Pascala można znaleźć w Wikipedii i nic tam nie ma o "chrześcijańskim modelu życia". Dlatego zupełnie nie rozumiem Pańskiego pytania - czy Pascal był idiotą? On nie!> A więc już z tego względu wszystkie możliwości są uwzględnione.Nie, nie jest to uprawnione wnioskowanie. > Należy najpierw przeczytać "Myśli" Pascala (nota bene dzieło niedokończone, Pascal zmarł bowiem przedwcześnie), a dopiero potem się wypowiadać.Miota się Pan od głupoty do głupoty, co zostaje Panu ewidentnie wykazane, a zarzuca Pan innym nieoczytanie. Mam "Myśli" po ręką. Bardzo proszę cytat stronę itd. Przestań Pan pieprzyć głupoty i się kompromitować na całej linii. > Zaczynam odnosić wrażenie, że ateizm wypływa z niewiedzy.Nawet mało rozgarnięty czytelnik ma już pełną wiedzę o intelektualnym podłożu Pańskich wrażeń. Klapki na oczach chomąto na szyi i wio przed siebie. Czyli - Alleluja i do przodu! "Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne"Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 4 | Elasp (6859 punktów) |
Przepraszam, ale szkoda czasu na dyskusję na tak niskim poziomie. Na szczęście parę innych osób traktuje dyskusję poważnie. Styl Pańskich impulsywnych i nieprzemyślanych wypowiedzi pozostawiam bez komentarza. >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Przepraszam, ale szkoda czasu na dyskusję na tak niskim poziomie.Ależ ja już dawno Szanownemu Panu napisałem, że - przy Pańskim poziomie intelektualnym oraz światopoglądzie opartym na wierze, gdy inteligentni ludzie wiedzą, iż z wiarą nie ma dyskusji - ja z Panem nie dyskutuję. Przecież ewidentnie się to tu uwidoczniło, iż wszelka dyskusja z Panem jest całkowicie niemożliwą, już choćby dlatego, iż jak na razie nie potrafił Pan zupełnie odnieść się do moich argumentów. Służy Pan nam tu jako inspiracja do wypowiedzi i właśnie dlatego nie byłem i nie jestem za zablokowaniem Pana i to pomimo tego, że bardzo odbiega Pan od naszego średniego poziomu merytorycznego. Na przykład, napisał Pan: > Należy najpierw przeczytać "Myśli" Pascala (nota bene dzieło niedokończone, Pascal zmarł bowiem przedwcześnie), a dopiero potem się wypowiadać.I zadaje retoryczne pytanie: > Myśli Pan, że Pascal, którego iloraz inteligencji ocenia się współcześnie na 190, nie rozumiał, że jest wiele rozmaitych wyznań? Był idiotą?Nie proszę Szanownego Pana, Pascal nie był idiotą, choćby już dlatego, że napisał: "Papież nienawidzi uczonych i lęka się ich, albowiem nie podlegają mu na mocy ślubowania", a aby tak napisać w XVII wieku, trzeba było być człowiekiem mądrym i samodzielnie myślącym. (Tak dalece, iż Pan tego nie potrafi zrozumieć nawet w XXI) Tyle tylko, że jego choroby pogłębiały się wraz z wiekiem i 8 lat przed śmiercią, po przeżyciu mistycznego stanu, zaczął coraz bardziej "odlatywać", a szkoda. > Na szczęście parę innych osób traktuje dyskusję poważnie.Gratuluję im i chęci i umiejętności pracy ze sprawnymi intelektualnie inaczej. Tylko efekty ich pracy w Pańskiej świadomości pozostawiają dość mizerne ślady. > Styl Pańskich impulsywnych i nieprzemyślanych wypowiedzi pozostawiam bez komentarza.Jeżeli Pan ironię i sarkazm nazywa Pan impulsywnością, to zgoda. Natomiast twierdząc, iż moje wypowiedzi są "nieprzemyślane" wydaje Pan tylko świadectwo sobie. Współczuję Panu poziomu ("jak Bóg kogoś pokocha, to najpierw mu rozum odbiera") nie pozwalającego zrozumieć tego co tu piszą, w związku z Panem racjonaliści, także ja. Pan, tak po prostu nie ma niczego sensownego do powiedzenia we wszystkich sprawach, których wątki Pan tu rozpoczął i dlatego Pan ucieka - epitetując mnie przy tym swoimi dolegliwościami. > Ot typowy fideista.Zakuta pała! Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 14 na 14 | wojtek. (1061 punktów) | >Od tego są dowody na istnienie Boga, których pojawiło się wiele, lepszych lub gorszych.
Lepszy albo gorszy to może być argument. Dowód ma być bezsporny.
>Wcześniej wspomniałem o dowodzie ontologicznym św. Anzelma.
Ten "dowód" jest dziurawy jak szwajcarski ser i możliwy do obalenia przez średnio inteligentnego absolwenta szkoły podstawowej (podobnie jest z całą resztą "dowodów" na istnienie Boga)
>Istnienia Boga dowodził np. Leibniz.
Fakt, że dowodził, nie oznacza, że dowiódł. Dowodziło bowiem już wielu, ale poza pobożne życzenia nie wyszedł nikt.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Powtórzę swój dawniejszy post. Proszę udowodnić, że nie jest prawdziwe zdanie:
H) Świat istnieje od dwóch dni (powstał przed dwoma dniami ze wszystkimi przedmiotami, które znajdowały się w świecie przed dwoma dniami, zwłaszcza z ludźmi i ich peudo-pamięcią wcześniejszych wydarzeń).
Rozważenie tego zdania uczy niejakiej pokory w stosunku do trudności, przed jakimi staje obrońca tezy o istnieniu Boga.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Powtórzę swój dawniejszy post. Może więc je uporządkujmy
Post I: >Jeżeli tak bardzo wierzy Pan w siłę rozumu, proszę bardzo. >Proszę obalić hipotezę H: > H) Wszechświat powstał dokładnie tydzień temu (ze wszystkimi ciałami niebieskimi, Ziemią, formacjami geologicznymi, skamielinami, z miastami, ludźmi i ich rzekomą pamięcią, itp.).
>Wolno mi taką hipotezę głosić, mamy przecież (?) swobodę myśli. Proszę teraz zgromadzić w myśli wszystkie znane Panu wyniki naukowe i powiedzieć, czy dowodzą one fałszywości hipotezy H, a jeżeli tak, to w jaki sposób.
>Ja ze swej strony podtrzymuję pogląd, że racjonalizm jest zabobonem, w który - owszem - można było wierzyć w wieku XVIII, ale który został skompromitowany przez wiek XX.
Post II: >Proszę Pana, nie jestem w stanie odnieść się do wszystkich Pańskich komentarzy, jest ich tak wiele. Z uwagi na dość późną porę powiem więc tylko, że hipotezę tę pożyczyłem od Bertranda Russella, którego nazwisko powinno być znane na tym forum. Hipoteza ta pokazuje (co jest dość zresztą oczywiste), że cała nasza wiedza o świecie opiera się na wierze.
Post III: >Proszę udowodnić, że nie jest prawdziwe zdanie: > H) Świat istnieje od dwóch dni (powstał przed dwoma dniami ze wszystkimi > przedmiotami, które znajdowały się w świecie przed dwoma dniami, zwłaszcza z ludźmi i ich peudo-pamięcią wcześniejszych wydarzeń).
>Rozważenie tego zdania uczy niejakiej pokory w stosunku do trudności, przed jakimi staje obrońca tezy o istnieniu Boga. ______________________________
Posty Pana Elaspa, jak prawie zawsze, bez podania konkretnych źródeł, ale poczytajmy co Bertrand Russell napisał na pobliski temat: W młodych latach, gdy rozmyślałem bardzo poważnie nad tymi zagadnieniami, godziłem się przez długi czas na argument pierwszej przyczyny; ale pewnego dnia, mając osiemnaście lat przeczytałem "Autobiografię" Johna Stuarta Milla i znalazłem tam następujące zdania: "Ojciec mój pouczył mnie, że na pytanie: Kto mnie stworzył ? - nie można dać odpowiedzi, gdyż bezpośrednio potem wyłania się nowe pytanie: Kto stworzył Boga ? To proste zdanie wykazało mi zwodniczość argumentu pierwszej przyczyny. Jeśli wszystko musi mieć przyczynę, to Bóg musi ją mieć również. Jeśli może być coś bez przyczyny, może to być równie dobrze świat, jak i Bóg, tak że argument ten jest zupełnie bezwartościowy. Jest on równoznaczny z poglądem indyjskim, według którego świat spoczywa na słoniu, a słoń na żółwiu; gdy zaś pytano: A żółw ? - Hindus odpowiadał: Może byśmy tak zmienili temat rozmowy ?" Argument pierwszej przyczyny nie jest w gruncie rzeczy niczym lepszym. Nie ma powodu, dla którego świat nie mógłby zacząć istnieć bez przyczyny; ani też, z drugiej strony - nie ma żadnej racji, dlaczego by nie miał istnieć zawsze. Nie ma powodu do przypuszczenia, że świat w ogóle miał początek. Myśl, że rzeczy muszą mieć początek, zawdzięczamy w rzeczywistości ubóstwu naszej wyobraźni. Dlatego wydaje mi się, że nie potrzebuję tracić więcej czasu na zbijanie argumentu pierwszej przyczyny. [Dlaczego nie jestem chrześcijaninem]
(Russel zmarł w 1970 roku i od tego czasu wiedza naukowa poszła ździebko do przodu, ale jego wypowiedź - w przeciwieństwie do Pańskich - jest mocno sensowną)
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Proszę udowodnić, że nie jest prawdziwe zdanie: Świat istnieje od dwóch dni (...)
Na szczęście wśród ludzi poważnie zainteresowanych zdobywaniem wiedzy o świecie nie ma zwyczaju obalania każdej z dupy wyjętej bredni. Ei incumbit probatio qui dicit, ta cudownie prosta zasada chroni ludzi poważnych przed szkodnikami, którzy radzi by zmarnować ich zasoby intelektualne spamując bez umiaru swoimi niedowarzonymi bąkami z chorych mózgów.
> trudności, przed jakimi staje obrońca tezy o istnieniu Boga
Wzruszyła mnie Twoja historia, obrońco. Może przestań generować tezy okrężnicą, to nie będziesz miał trudności?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >.. Świat istnieje od dwóch dni Chodzi o taką zabawę w stwórcę, w której w jakimś komputerze implementuje się grę z ludzikami, które to ludziki 'zauważają' miarę czasu typu "dwa dni" (bo ich planetka jednak się kręci)? Ale wtedy można dowolnie szybko 'taktować' im czas - wyłączyć na dłużej albo przyśpieszyć procesor.. - one nie zauważą. Wobec tego traci sens miara czasu - równie dobrze można spytać (one mogą się pytać) czy świat istnieje od kilkunastu miliardów lat. Hipotetyczna 'boska działalność' nijak się ma do pośpiechu ludzików, bo z ich perspektywy wygląda na aczasową.
>.. trudności, przed jakimi staje obrońca tezy o istnieniu Boga. Chyba faktycznie spore wyzwanie - warte może lepszej sprawy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Nikt na tym forum nie odważył się na obalenie hipotezy H. Jeżeli jest ona absurdalnym urojeniem, powinno to być dziecinnie proste, czyż nie?
Jedyną wymówką jest zasada, wedle której na wysuwającym hipotezę spoczywa ciężar dowodu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | MarcinK (9189 punktów) |
> Jedyną wymówką jest zasada, wedle której na wysuwającym hipotezę spoczywa ciężar dowodu.
A ja twierdzę, że Twoim mieszkaniu pomyka różowy słoń. To spryciula jest bo zawsze jak wchodzisz to się chowa. Teraz do dzieła - udowodnij, że go nie ma. Filmikami czy zdjęciami sobie głowy nie zawracaj - jak mówiłem to spryciula.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Uważam, że to rozsądna odpowiedź, ale jest jeszcze jedno "ale".
1. Moja hipoteza dotyczy świata i jest wyrażona językiem naukowym, natomiast Pańska wprowadza pewien szczególny byt, różowego słonia.
2. Moja hipoteza okazuje się niemożliwa do obalenia, Pańska jest niemożliwa do obalenia z założenia ("sprycula").
Wielokrotnie powtarzana jest teza, iż ciężar dowodu spoczywa na głoszącym. Pan także tę zasadę uznaje. Powinien więc Pan dodatkowo pokazać, że różnice wskazane w 1. i 2. nie czynią zasadniczej różnicy między hipotezami, że nie są istotne, tzn. że absurdalność hipotezy słonia świadczy o absurdalności hipotezy H. Dwie monety bardzo do siebie podobne pod względu materiału i kształtu mogą być pod ważnym względem różne (np. względem ważnym dla numizmatyka, który może tylko jedną z nich uznać za autentyczną monetę).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | MarcinK (9189 punktów) | > Uważam, że to rozsądna odpowiedź, ale jest jeszcze jedno "ale". > 1. Moja hipoteza dotyczy świata i jest wyrażona językiem naukowym, natomiast Pańska wprowadza pewien szczególny byt, różowego słonia.
Teologom wprowadzenie "boga" zupełnie nie przeszkadza.
> 2. Moja hipoteza okazuje się niemożliwa do obalenia, Pańska jest niemożliwa do obalenia z założenia ("sprycula").
Dlatego jest właśnie onus probandi.
> Powinien więc Pan dodatkowo pokazać, że różnice wskazane w 1. i 2. nie czynią zasadniczej różnicy między hipotezami,
Na poziomie hipotezy (w znaczeniu potocznym) każda jest ta sama.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 14 na 14 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > 1. Moja hipoteza dotyczy świata i jest wyrażona językiem naukowym, natomiast Pańska wprowadza pewien szczególny byt, różowego słonia.
Pańska "hipoteza" postuluje implicite istnienie mechanizmu zdolnego wygenerować złożony świat - z pominięciem żmudnego okresu wyłaniania się złożoności z prostoty w wyniku procesów emergentnych i ewolucyjnych. Ten "mechanizm" jest właśnie Pańskim "różowym słoniem", którego pod pozorem naukowości hipotezy próbuje Pan tu przemycić. Na marginesie: czy moglibyśmy grać w otwarte karty i nazywać słonia po imieniu, czyli Jahwe?
> 2. Moja hipoteza okazuje się niemożliwa do obalenia, Pańska jest niemożliwa do obalenia z założenia ("spryciula").
Pańska hipoteza jest również niemożliwa do obalenia z założenia. Skoro postulowany w niej świat powstał od razu z fałszywymi wspomnieniami (a zapewne też z fałszywym światłem gwiazd i fałszywym materiałem kopalnym czy strukturami DNA sugerującymi ewolucję?) - to jest on z definicji skonstruowany tak, żeby żadnym eksperymentem nie dało się go odróżnić od "naszego" świata. Co czyni Pańską "hipotezę" niefalsyfikowalną i wyklucza ją z obszaru zainteresowania poważnych ludzi.
Gdybyśmy nie mieli lepszych hipotez na temat powstania świata, wówczas moglibyśmy jeszcze warunkowo zatrzymać Pański pomysł - chociaż pewnym problemem jest łatwość, z jaka mogę Panu ad hoc wygenerować (używając okrężnicy jako generatora) legion hipotez alternatywnych, równie niefalsyfikowalnych (zatem równie wartościowych) jak Pańska.
Ponieważ jednak od jakichś 150 lat dysponujemy bardzo dobrym wyjaśnieniem powstania złożoności naszego świata, które w żadnym miejscu nie angażuje "różowych słoni" - możemy ocenić Pańską "hipotezę" jako o tyle tylko przydatną, o ile da się na jej przykładzie nauczyć kogoś podstaw porządnego, naukowego myślenia (w opozycji do puszczania bąków mózgiem).
A mówiąc "kogoś" nie mam tu oczywiście na myśli Pana, ale (niekoniecznie zaangażowanych bezpośrednio w dyskusję) obecnych i przyszłych czytelników tego wątku.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Odpowiem Panu, pomimo iż brak kultury z Pańskiej strony właściwie zwalnia mnie z odpowiedzi. Może jednak to, co powiem, zainteresować kogoś innego.
Przyjmuję się tutaj zasadę:
Z) Hipoteza niefalsyfikowalna (nieobalalna) jest nienaukowa.
Załóżmy, że zasada ta jest prawdziwa. Z zasady Z) wynika, że
Z*) Hipoteza naukowa jest falsyfikowalna (obalalna).
Problem polega na tym, że
1) w nauce są także zdania jednostkowe. Rozważmy zdanie jednostkowe, np. "Istnieje czarny łabędź". O ile mogę z łatwością sfalsyfikować twierdzenie ogólne, np. "Wszystkie łabędzie są czarne" wskazując na białego łabędzia, o tyle nie istnieje podobna, równie prosta metoda pokazująca nieistnienie czarnego łabędzia (może istnieć w odległej galaktyce, życie nie musi istnieć tylko na Ziemi). Mogę co najwyżej powiedzieć, że hipoteza ta jest bardzo mało prawdopodobna, ale nie że fałszywa. Krytyk hipotezy H będący falsyfikacjonistą musi więc uznać, że hipoteza H jest wprawdzie bardzo mało prawdopodobna (jej prawdopodobieństwo jest bliskie zeru), ale nie ma prawa powiedzieć, że jest fałszywa.
2) Na trudności w zastosowaniu pojęcia prawdopodobieństwa do pojęcia hipotezy wskazuje tzw. paradoks loterii.
1. Przypuśćmy, że zorganizowano loterię: jest 1000 losów i tylko jeden los wygrywa. Uczestnik loterii ma pełne prawo powiedzieć "mój los prawe na pewno jest pusty" (załóżmy, że uczestnicy znają zasady loterii, a więc wiedzą, że matematyczne prawdopodobieństwo, że los oznacza wygraną jest równe jednej tysięcznej). 2. To zdanie ma prawo powiedzieć o swoim losie każdy z uczestników.
3. Ale jednocześnie fałszywe jest zdanie: "Każdy z losów prawie na pewno jest pusty", skoro jeden wygrywa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Odpowiem Panu, pomimo iż brak kultury z Pańskiej strony właściwie zwalnia mnie z odpowiedzi.
Proszę wybaczyć, ale z rezerwą traktuję lekcje kultury od kogoś, kto wpada z flaszką na spotkanie klubu AA i wygłasza tezy jakoby "człowiek był istotą pijącą" i "nie ma od tego ucieczki". Ale złośliwości na bok i do rzeczy.
> Krytyk hipotezy H będący falsyfikacjonistą musi więc uznać, że hipoteza H jest wprawdzie bardzo mało prawdopodobna (jej prawdopodobieństwo jest bliskie zeru), ale nie ma prawa powiedzieć, że jest fałszywa.
Alleluja, właśnie wpadł Pan na trop subtelnego rozróżnienia pomiędzy "odrzuceniem tezy" a "zawieszeniem sądu" - o którym strzępię sobie klawiaturę od dłuższego czasu. Po cóż ktoś miałby w encyklopedii pod hasłem "łabądź" pisać, że absolutnie i kategorycznie wszystkie łabędzie są białe? Znamy tyle przypadków zróżnicowanego kolorystycznie upierzenia wśród ptaków, żeby zachować powściągliwość. Ale mamy prawo napisać: "barwa - biała". I tak samo mamy prawo nie dopisywać: "być może również czarna, zielona, różowa, itd." Potem odkrywamy Australię i uzupełniamy nasz stan wiedzy o czarnego łabędzia - co jest powszechnym i zdrowym zjawiskiem w nauce, a nie zagrożeniem dla niej.
Analogicznie, mamy prawo przedstawiać jako uprawniony stan wiedzy - i pisać w encyklopediach - że organizmy zbudowane są z materii. I byłoby grubym nadużyciem forsowanie dopisku, że "być może istnieją także niematerialne formy życia". Rozumie Pan to, czy jednak upiera się przy polityce dopisków (ostrzegam że na wszystkie braknie papieru)? Jeżeli kiedyś odkryjemy niematerialną formę życia - dopiszemy nowe hasło w encyklopediach i jeszcze damy Nobla odkrywcy.
> paradoks loterii
Różnica pomiędzy Panem a uczestnikiem loterii jest taka, że on ma pełne prawo zakładać, że jeden los wygrywa. Więcej, nawet zwolennik różowych słoni może mieć jakieś tam niezerowe szanse - w końcu są na świecie słonie i znamy różowe zwierzęta. Pan ze swoim niematerialnym stwórcą ma jednak wyłącznie wiarę. Co jest oczywiście Pańską prywatną sprawą - dopóki się Pan nie upiera żeby w encyklopedii bogowie mieli status inny niż mrzonki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
O tym, o czym Pan tu pisze, pisałem już dawno powyżej (wspominając o argumencie z ignorancji). Zakładam, że taką samą powściągliwością, jak w stosunku do czarnego łabędzia, wykaże się człowiek nauki w stosunku do Istoty Najwyższej.
Nauka na obecną chwilę nie stwierdziła istnienia Boga - to wszystko, co można powiedzieć na ten temat w sposób uprawniony.
Cieszę się także, że uważa Pan wszystkie twierdzenia nauki za korygowalne (bo w istocie są właśnie takimi). Czyli tym samym nie wyklucza Pan, że kiedyś nauka Boga odkryje (jak owego łabędzia).
Wszystkie te twierdzenia są mi jak najbardziej na rękę.
"Pan ze swoim niematerialnym stwórcą ma jednak wyłącznie wiarę.".
To jest jednakże fałsz. Przecież nauka przyjmuje istnienie przedmiotów niematerialnych - są nimi przedmioty matematyczne: liczby, zbiory, itp. A więc są jakieś przedmioty niematerialne, czyli teista nie przyjmuje "tylko na wiarę".
Panu Bogu bliżej do przedmiotów matematycznych (jest w końcu szczególnym "maksimum"), niż do fizycznych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Przecież nauka przyjmuje istnienie przedmiotów niematerialnych - są nimi przedmioty matematyczne: liczby, zbiory, itp.
Żaden ateista nie neguje istnienia idei boga. Żądamy tylko dowodów, kiedy ktoś twierdzi, że idea do niego przemówiła.
Teiści utrzymują zazwyczaj, że ich bóg jest osobą. Nie znam żadnej idei, która jest osobą, ale oczywiście chętnie się dokształcę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Dla wielu teistów Bóg leży poza czasem i przestrzenią (stworzył bowiem i jedno, i drugie). Jest to więc osoba trochę różna od tego, z czym mamy do czynienia w świecie zmysłowym.
Poza tym nie mówiłem, że Bóg jest we wszystkim podobny do przedmiotów matematycznych. Chodziło mi o to, że częstokroć uznaje się istnienie przedmiotów niefizycznych i że w tym uznaniu nie ma nic niezwykłego. Dla matematyka jest to chleb powszedni.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Dla wielu teistów Bóg leży poza czasem i przestrzenią (stworzył bowiem i jedno, i drugie).Dla normalnych inteligentnych ludzi Bóg to fantastyczny stwór, który nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu nie pozostawia najmniejszych śladów swojego oddziaływania i dlatego jest zupełnie nieistotnym dla ludzi nawet gdyby istniał. Nauki przyrodnicze nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu nie natrafiły na ślad jakiegokolwiek wpływu jakiejś tam wydumanej nadrzeczywistości na rzeczywistość. Nie natrafiły nawet na poszlakę takiego śladu. Nauka nie zajmuje się udowodnianiem nieistnienia rzeczy nieistniejących, ale stara się jak najdokładniej poznać obiektywnie istniejącą rzeczywistość. W tej rzeczywistości nie ma już miejsca dla żadnej Zapchajdziury. > Jest to więc osobaJeżeli jest to osoba, która ma zajoba, to może wymyślać tysiące przeróżnych stworów. Stworów różne moce mających, tylko co z tego - poza bogactwem fantazji - wynika? > Poza tym nie mówiłem, że Bóg jest we wszystkim podobny do przedmiotów matematycznych.Co powyższe zdanie tak w ogóle znaczy? Czy przypadkiem Szanownemu Panu nie popieprzyły się "przedmioty tylko pomyślane" z obiektami, którym Platon przypisał istnienie realne Trzy główne XX-wieczne stanowiska w filozofii matematyki są rozbudowanymi wersjami stanowisk dawniejszych - formalizm jest wersją nominalizmu, intuicjonizm konstruktywizmu, logicyzm skrajnego realizmu pojęciowego.
Według formalistów przedmiotem badań matematycznych nie są obiekty matematyczne, ale teorie dające się wyprowadzić z pewnych założonych zdań logicznych, zwanych aksjomatami. Aksjomaty są zapisywane w pewnym języku, którego niektóre elementy mogą się ludziom kojarzyć z obiektami matematycznymi, matematyka nie wymaga jednak ich istnienia w jakiejkolwiek postaci.
Intuicjoniści głoszą, że cała matematyka może być oparta na pierwotnej intuicji ciągu liczb naturalnych oraz na uznawanej za intuicyjną zasadzie indukcji. Dopuszcza się wyłącznie konstrukcyjne dowody istnienia. Według intuicjonistów aktywność matematyczna umysłu ludzkiego ma charakter twórczy - konstruuje on obiekty matematyczne, nie odkrywa. Niesprzeczność jest dla intuicjonistów warunkiem koniecznym istnienia, ale nie warunkiem wystarczającym - byt matematyczny musi oprócz tego zostać skonstruowany. Intuicjoniści dokonują także reformy metodologii logiki formalnej uznając, że źródłem antynomii w matematyce jest brak oparcia w pierwotnych intuicjach, związany z nieuprawnionym przeniesieniem intuicji o przedmiotach nieskończonych na przedmioty skończone, posługiwaniem się nieostrymi terminami logiki klasycznej (głównie kwantyfikatorami ogólnymi) i przyjmowaną w logice klasycznej zasadą wyłączonego środka. Intuicjonizm w filozofii matematyki wywarł duży wpływ na ogólną problematykę ontologiczną, zwłaszcza filozofię Michaela Dummetta.
Logicyzm głosi, że wszystkie twierdzenia matematyki można posługując się definicjami i regułami logicznymi zredukować do logiki. Głównymi twórcami klasycznych wersji logicyzmu są Gottlob Frege i Bertrand Russell.> Chodziło mi o to, że częstokroć uznaje się istnienie przedmiotów niefizycznych i że w tym uznaniu nie ma nic niezwykłego.Zupełnie nie ma nic niezwykłego w istnieniu w ludzkich umysłach "przedmiotów tylko pomyślanych". Odkąd człowiek zaczął myśleć zaczął takie przeróżne przedmioty wymyślać, a to duchy, a to trolle, a bogów i boginki, a to - co już większej mądrości wymagało - idee matematyczne. > Dla matematyka jest to chleb powszedni.Następna dziedzina, w której się Pan kompromituje. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Logicyzm nie jest wersją skrajnego realizmu pojęciowego (platonizmu w matematyce), chociaż logicyści byli nierzadko platonikami. Teza logicyzmu mówi tyle (i aż tyle), matematyka jest sprowadzalna do logiki, wywodliwa z niej.
Proszę sprawdzić hasło: platonizm w matematyce, oraz nazwiska: Georg Cantor, Gottlob Frege, Kurt Gödel. Oni byli platonikami i na ich zdaniu polegam. Platonikiem był też przez pewien czas Bertrand Russell.
Gödel opracowywał nawet własny dowód na istnienie Boga, a był (Gödel) dla współczesnej logiki i metamatematyki mniej więcej tym, kim jest Einstein dla fizyki.
Odpisuję Panu tylko dlatego, że swoją ignorancją i zwyczajem bezmyślnego kopiowania haseł z polskiej "Wikipedii" może Pan zaszkodzić innym. Proponuję sprawdzić hasła w anglojęzycznej "Wikipedii", bo są o wiele lepsze, albo poszukać informacji w anglojęzycznym internecie, bo tam na pewno będą, i to w nadmiarze.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Filozoficzne pytanie o matematyczność świata jest ważnym pytaniem światopoglądowym.Jak piszę ks. prof. Michał Heller: Bóg jest subtelny, gdyż użył subtelnej matematyki do zaprojektowania naszego wszechświata, ale nie jest złośliwy, ponieważ dał nam świat, którego subtelności możemy skutecznie rozwikływać.> Logicyzm nie jest wersją skrajnego realizmu pojęciowegoNiczego takiego nie napisałem. Znowu ma Pan trudności z czytaniem ze zrozumieniem.> (platonizmu w matematyce), chociaż logicyści byli nierzadko platonikami.> Teza logicyzmu mówi tyle (i aż tyle), matematyka jest sprowadzalna do logiki, wywodliwa z niej.(a co w moim cytacie z Wiki jest napisane?)Wielce Szanowny Panie, dla mnie nie logicyzm, a sam platonizm jest skrajnym pojmowaniem matematyki: Platonicy są zdania, iż matematyka jest nadana, a wszystkie jej obiekty (proste, funkcje, różniczki, macierze) istnieją realnie, w innym wymiarze, niezależnie od nas. Do rzeczywistości matematycznej mamy wgląd jedynie poprzez intelekt. Z czym się zupełnie nie zgadzam. > Gödel opracowywał nawet własny dowód na istnienie Boga, a był (Gödel) dla współczesnej logiki i metamatematyki mniej więcej tym, kim jest Einstein dla fizyki.To zupełnie niemożliwe! Einstein nie opracował żadnego dowodu na istnienie jakiegokolwiek boga. > Odpisuję Panu tylko dlatego, że swoją ignorancją i zwyczajem bezmyślnego kopiowania haseł z polskiej "Wikipedii" może Pan zaszkodzić innym.  > Proponuję sprawdzić hasła w anglojęzycznej "Wikipedii", bo są o wiele lepsze, albo poszukać informacji w anglojęzycznym internecie, bo tam na pewno będą, i to w nadmiarze.Pan wzorem swoich mistrzów będzie nakazywał wybór książek i źródeł, które wolno czytać! Niech Pan najpierw wykaże się znajomością przeczytanych ze zrozumieniem jakichkolwiek książek. Jak na razie to ślizga Pan się tylko po nazwiskach i tytułach. ______________________ Człowiek poznaje świat za pomocą zmysłów i to jest jedyne źródło poznania obiektywnie istniejącej rzeczywistości.Oczywiście człowiek stopniowo uzbroił swoje zmysły w narzędzia, tak materialne, jak i nie materialne (intelektualne): język, matematykę, logikę. Pan Sceptymucha: Rzeczywistość jest modelem pierwotnym. My próbujemy opisać to matematycznie. Matematyka jest w stanie opisać dowolną rzeczywistość (niesprzeczną).Tak, matematyka jest narzędziem opisu rzeczywistości prawie doskonałym, ale Christoph Drosser na pytanie: Czy nasz Wszechświat jest matematyczny?Odpowiada: Nie podzielam tego poglądu. Matematyka jest produktem naszego mózgu, a mózg - produktem ewolucji. Matematyka jest tak skuteczna w zdobywaniu odpowiedzi na pytania, bo właśnie takie narzędzie było nam niezbędne, byśmy mogli się rozwijać i zdobywać coraz więcej coraz dokładniejszych informacji o rzeczywistości. To nie Wszechświat jest matematyczny, ale my postrzegamy matematycznie Wszechświat i otrzymujemy odpowiedzi adekwatne do narzędzi jakie stosujemy, zadając pytania. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie można było opisywać pewnych fragmentów rzeczywistości, posługując się fraktalami. Musiały wystarczać figury geometryczne i odpowiedzi, jakie można było uzyskać, używając takiego właśnie narzędzia. Dziś mamy fraktale i możemy opisywać te same obiekty innym językiem, rzeczywistość udziela nam innych odpowiedzi, a my odkrywamy nowe pytania. Matematyczny jest nasz umysł, nie wszechświat. ["Wiedza i Życie", lipiec 2011] Pan Stanislas Dehaene: Wielu matematyków jest platonistami. Myślą, że wszechświat składa się z matematycznych struktur i zadaniem matematyka jest jedynie odkrycie ich. Gorąco sprzeciwiam się temu poglądowi. Nie znaczy to jednak, że jestem "społecznym konstruktywistą" jak to Martin Gardner chciałby mnie widzieć. Zgadzam się z Gardnerem i na przekór wielu społecznym konstruktywistom, że matematyczne wytwory wykraczają poza określone kultury ludzkie. Jednakże moim zdaniem dzieje się tak, ponieważ wszystkie ludzkie kultury mają tę samą architekturę mózgu, która 'rezonuje' z tą samą matematyczną melodią. Dzięki Bogu, wartość liczby pi, nie zmienia się zależnie od kultury! (przypadek afery Sokala).
Co więcej, nie neguję w żaden sposób tego, że świat zewnętrzny dostarcza wielu struktur,które zostają włączone do matematyki. Sprzeciwiam się jedynie nazywaniu wszechświata 'matematycznym'. Rozwinęliśmy matematyczne modele świata, ale są to tylko modele, nie są nigdy całkowicie adekwatne. Planety nie poruszają się po elipsach - eliptyczne trajektorie są dobre, ale dalekie od perfekcyjnego przybliżenia. Materia nie jest zbudowana z atomów, elektronów lub kwarków - wszystko to są dobre modele (rzeczywiście, bardzo dobre), ale będę one potrzebowały korekty pewnego dnia. Sporo trudności konceptualnych mogłoby być wyjaśnionych jeśli matematycy i fizycy teoretyczni zwracaliby więcej uwagi na podstawowe dystynkcje pomiędzy modelem a rzeczywistością, koncept dobrze znany biologom.Kontynuując zagadnienie jaka jest obiektywnie istniejąca rzeczywistość - matematyczna, czy niematematyczna? Warto uzupełnić je pytaniem bardziej ogólnym (filozoficznym) - Do czego (po co) bezmyślnemu światu matematyka? Ludziom jest bardzo przydatną i zgodną z ich ewolucyjnymi struktuami mózgu: www.racjon(*)gowa.podstawa.dla.zmyslu.liczbWrócę więc do Drossera: W codziennej praktyce matematyk hołduje filozofii Platona. Wierzy, że odkrywa rzeczy, które istnieją poza jego umysłem. /.../ Natomiast jeśli chodzi o filozofię, na własny użytek formułuję to pytanie nieco inaczej: jeśli na jakiejś innej, odległej planecie, jakaś inna cywilizacja uprawia matematykę, to czy ona jest taka sama jak nasza? Moim zdaniem, jest ona całkiem inna.Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) | > Dla wielu teistów Bóg leży poza czasem i przestrzenią (stworzył bowiem i jedno, i drugie). A dla wielu leży u księdza pod kluczem gotów do pożarcia.... A bełkotać każdy może co mu ślina na język przyniesie, radziłbym jednakże dołożyć starań i mówić za siebie coś za co jesteś w stanie wziąć odpowiedzialność. Takie jałowe stwierdzenia jak powyższe dobre są jako efekt badań socjologicznych/religioznawczych, ale nie jako argument za czymkolwiek, a już na pewno nie za istnieniem w rzeczywistości czegoś pod nazwą "Bóg"..
>Jest to więc osoba trochę różna od tego, z czym mamy do czynienia w świecie zmysłowym. Trochę różna? A konkretnie to coś znaczy?
>Poza tym nie mówiłem, że Bóg jest we wszystkim podobny do przedmiotów matematycznych. A mówiłeś w czym konkretnie jest podobny do przedmiotów matematycznych?
Człowieku, możesz być kopalnią informacji jakich niky niogdy tu nie odstarczył, czemu rozmieniasz się na drobne głupkowatych popisów i pyskówek. Weź no coś konkretnie o Bogu i jego różnicach z resztą świata sprokuruj.
>Chodziło mi o to, że częstokroć uznaje się istnienie przedmiotów niefizycznych i że w tym uznaniu nie ma nic niezwykłego. Dla matematyka jest to chleb powszedni. O to to! Konkrety! Na przykład paralela miedzy Bogiem a matematycznymi przedmiotami niefizycznymi... Dawaj, nie bądź wiśnia!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Odpowiem cytatem. Zdania, które wydają mi się najważniejsze, podkreślam, ale proszę przeczytać uważnie całość, od początku do końca:
"Oprócz świata, czyli nagromadzenia rzeczy skończonych, dane jest jakieś Jedno panujące, nie tylko tak jak dusza we mnie albo raczej jak samo Ja w moim ciele, ale także w sposób o wiele bardziej podniosły. Albowiem panujące nad wszechświatem Jedno nie tylko rządzi światem, ale go kształtuje, czyli stwarza, i jest od świata wyższe oraz, że tak powiem, pozaświatowe, a ponadto stanowi ostateczną rację rzeczy.
Nie tylko bowiem w żadnej z poszczególnych rzeczy, lecz także w całym nagromadzeniu i ciągu rzeczy nie można znaleźć ostatecznej racji istnienia. Wyobraźmy sobie, że księga "Elementów geometrii" była odwieczna i że jej egzemplarze zawsze jedne od drugich odpisywano: jasne jest, że choć rację obecnego egzemplarza można znaleźć w poprzednim, z którego został odpisany, to jednak przyjąwszy nawet dowolną liczbę istniejących przedtem egzemplarzy nie dociera się do racji zupełnej, skoro ciągle jeszcze można się zastanawiać, dlaczego egzemplarze takie istniały odwiecznie, dlaczego były to księgi i dlaczego tak napisane.
Otóż to samo, co w stosunku do ksiąg, prawdziwe jest także w stosunku do rozmaitych stanów świata; każdy z nich został niejako odpisany (co prawda zgodnie z prawami przemiany) z poprzedniego. Toteż jakkolwiek daleko cofnąłbyś się do stanów poprzednich, nigdy w tych stanach nie znajdziesz racji całkowitej, dla której istnieje świat - a w szczególności właśnie taki.
Choćbyś tedy wyobrażał sobie świat jako wieczny, to przecież, skoro stwierdzasz jedynie następstwo stanów i w żadnym z nich nie znajdujesz racji dostatecznej, a i wtedy nawet, gdyś przyjął dowolną ich ilość, ani trochę nie posuwasz się ku wskazaniu racji, jasne jest, że racji trzeba szukać gdzie indziej.
W tym bowiem, co wieczne, choćby nawet nie miało ono żadnej przyczyny, trzeba przecież przyjąć rację, a racją w tym co trwałe jest sama konieczność, czyli istota, w ciągu zaś rzeczy zmiennych, gdyby je sobie apriorycznie wyobrazić jako odwieczne byłaby nią, jak się pokrótce okaże, sama przewaga skłonności, tutaj bowiem racje nie ukonieczniają (koniecznością absolutną, czyli metafizyczną, tak iżby przeciwieństwo implikowało sprzeczność), lecz tylko skłaniają. Na tej podstawie pewne jest, że nawet założywszy odwieczność świata nie można nie przyjąć pozaświatowej i ostatecznej racji rzeczy, czyli Boga".
Gottfried Wilhelm Leibniz, "O ostatecznym źródle rzeczy" (1697)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | > Zdania, które wydają mi się najważniejsze, podkreślam A ja podkreślam te, które mi się wydają najważniejsze:
Choćbyś tedy wyobrażał sobie świat jako wieczny, to przecież, skoro stwierdzasz jedynie następstwo stanów i w żadnym z nich nie znajdujesz racji dostatecznej, a i wtedy nawet, gdyś przyjął dowolną ich ilość, ani trochę nie posuwasz się ku wskazaniu racji, jasne jest, że racji trzeba szukać gdzie indziej.
>[...] Na tej podstawie pewne jest, że nawet założywszy odwieczność świata nie można nie przyjąć pozaświatowej i ostatecznej racji rzeczy, czyli Boga".
Tak, też mnie zastanawia skąd wziąły się tak nagle atomy wodoru i cztery oddziaływania fizyczne. Są i tacy, którzy coś niecoś się domyślają, bo właśnie szukają. Jaka jednak metoda pozwala żywić nadzieję na pozyskanie jakiejś sprawdzonej wiedzy w tym zakresie?
Bo podzieliłbym jednak wiedzę na wykazaną empirycznie i spekulatywną. W ramach tej drugiej można jeszcze odróżnić tę jednak opartą na empirycznej i tę całkowicie wyssaną z palca.
Ale żeby tamto wcześniejsze (albo wręcz odmienne) tak od razu jako Boga definiować? Bałbym się, że niektórym to się może pomylić z tym, o czym mówią religie. A to już jest ten ostatni z wymienionych przeze mnie rodzajów wiedzy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | > Odpowiem cytatem. No właśnie... Gdyby ten cytat wyjaśniał cokolwiek byłby na miejscu. Kiedy stawiasz między nami pośrednika i mamy zacząć pingpong "co astrotaurus myśli o tym co Elasp myśli o tym co myślał Leibnitz..." to leżymy. Korzystaj z wiedzy całej ludzkości, ale mów za siebie co sam myślisz - tak będzie prościej i uczciwiej.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Nie moją rolą jest dowodzić istnienia Boga. Inni robią to lepiej ode mnie.
Poniżej - dowód ontologiczny Kurta Godla w sformułowaniu podanym przez G. Oppy'ego ("Godelian Ontological Arguments", "Analysis" vol. 56, no. 4, October 1996, s.226-230).
Proszę się zaznajomić i ewentualnie skrytykować.
Definition 1: x is God-like iff x has as essential properties those and only those properties which are positive.
Definition 2: A is an essence of x iff for every property B, x has B necessarily iff A entails B
Definition 3: x necessarily exists iff every essence of x is necessarily exemplified.
Axiom 1: If a property is positive, then its negation is not positive.
Axiom 2: Any property entailed by [= strictly implied by] a positive property is positive.
Axiom 3: The property of being God-like is positive.
Axiom 4: If a property is positive, then it is necessarily positive.
Axiom 5: Necessary existence is positive.
Theorem 1: If a property is positive, then it is consistent [=possibly exemplified].
Corollary 1: The property of being God-like is consistent.
Theorem 2: If something is God-like, then the property of being God-like is an essence of that thing.
Theorem 3: Necessarily, the property of being God-like is exemplified.
Given a sufficiently generous conception of properties, and granted the acceptability of the underlying modal logic, the theorems listed to follow from the axioms. (So say Godel, Dana Scott, Sobel, Anderson, and Adams. Who am I to disagree?) Perhaps one might object to the conception of properties and/or the modal logic. But one doesn't need to: the proof is demonstrably no good even if these things are accepted.
The problem--as with virtually all ontological arguments known to me--lies in the fact that there are parallel arguments which can be constructed, which seem no less acceptable to atheists and agnostics, but whose acceptance leads to absurd results.[1] A template for constructing the parallel arguments is as follows:
Definition 1*: x is God*-like iff x has as essential properties those and only those properties which are positive, except for P1,..., Pn.
Definition 2: A is an essence of x iff for every property B, x has B necessarily iff A entails B
Definition 3: x necessarily exists iff every essence of x is necessarily exemplified.
Axiom 1: If a property is positive, then its negation is not positive.
Axiom 2: Any property entailed by [= strictly implied by] a positive property is positive.
Axiom 3*: The property of being God*-like is positive.
Axiom 4: If a property is positive, then it is necessarily positive.
Axiom 5*: Necessary existence is positive, and distinct from each of P1,..., Pn.
Theorem 1: If a property is positive, then it is consistent [=possibly exemplified].
Corollary 1: The property of being God*-like is consistent.
Theorem 2: If something is God*-like, then the property of being God*-like is an essence of that thing.
Theorem 3: Necessarily, the property of being God*-like is exemplified.
So: for each collection of positive properties which includes necessary existence, there is a being which has exacly those positive properties, and which has no other positive properties. Even if there are only N+1 positive properties, this gives us 2N distinct necesarily existent beings. Not good. (Perhaps N isn't finite. If so, things are even worse.)
In order to rule out the parallel argument, one might take the view that any collection of positive properties which includes necessary existence entails each of the other positive properties--i.e. that anything which has some of the positive properties including necessary existence must have them all. This is a very strong assumption: it requires that each of the positive properties in entailed by necessary existence alone, and hence rules out the existence of any necessary beings other than one which has all the positive properties. Those who are inclined to think that numbers and/or other abstracta are necessary existents will not find this acceptable. And, in any case, there is still a problem of implementation. Suppose we add the following axiom to our original collection:
Axiom 6: Nothing which has some positive properties including necessary existence fails to be God-like
Then it seems that there is a different kind of disturbing parallel argument which can be generated. Let ** be some proper subset of the positive properties which includes necessary existence; say that a property is positive** just in case it belongs to this collection. Then our template for constructing parallel arguments is as follows:
Definition 1**: x is God**-like iff x has as essential properties those and only those properties which are positive**.
Definition 2: A is an essence of x iff for every property B, x has B necessarily iff A entails B
Definition 3: x necessarily exists iff every essence of x is necessarily exemplified.
Axiom 1**: If a property is positive**, then its negation is not positive**.
Axiom 2**: Any property entailed by [= strictly implied by] a positive** property is positive**.
Axiom 3**: The property of being God**-like is positive**.
Axiom 4**: If a property is positive**, then it is necessarily positive**.
Axiom 5**: Necessary existence is positive**.
Axiom6**: Nothing which has some positive** properties including necessary existence fails to be God**-like
Theorem 1**: If a property is positive**, then it is consistent [=possibly exemplified].
Corollary 1**: The property of being God**-like is consistent.
Theorem 2**: If something is God**-like, then the property of being God**-like is an essence of that thing.
Theorem 3**: Necessarily, the property of being God**-like is exemplified.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 12 | Meretseger (61860 punktów) | Z całym szacunkiem dla K. Goedla, ale to da się podsumować starym powiedzonkiem informatyków - "garbage in, garbage out".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Dlaczego?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | > Dlaczego? Bo to "dowód z doskonałości". Założenie bezsensowne, acz rozumowanie spójne i logiczne. Czasem podejrzewam, że Goedel bawił się matematyczną materią i tak sobie różne równania ze swojego twierdzenia wyprowadzał, dla rozrywki. To chyba do nich należy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
"Założenie bezsensowne"
Co to znaczy "bezsensowne założenie"? Niezrozumiałe? Fałszywe? Proszę o dowody (onus probandi, Droga Pani, onus probandi!)
Załączam pozdrowienia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 5 | Meretseger (61860 punktów) |
> Co to znaczy "bezsensowne założenie"? Niezrozumiałe? Fałszywe? Niezdefiniowane.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Są przecież definicje i aksjomaty, zaraz na samym początku. One podają sens wyrażenia "własność pozytywna".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Szanowna Pani Moderator,
Wypowiedź zmieszczona teraz w "Oślej ławce" powstała dlatego, iż (pisząc dosyć szybko) po prostu pomyliłem funkcję "edytuj" z "odpisz". Tej pomyłki nie mogłem naprawić. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | martok (1115 punktów) |
>Z całym szacunkiem dla K. Godla, ale to da się podsumować starym powiedzonkiem informatyków - "garbage in, garbage out".
Masz całkowitą rację. W obronie Goedla dodam jednak, że jego rozumowanie dowodzi jedynie, że taki wszechświat, w którym istnieje Bóg, jest możliwy do pomyślenia (bez wewnętrznej sprzeczności). Ale oczywiście taki wszechświat, w którym Bóg nie istnieje - też jest możliwy do pomyślenia. Goedel jako (obok Arystotelesa i Tarskiego) jeden z największych logików wszystkich czasów, musiał sobie z tego świetnie zdawać sprawę. Metodami czysto logicznymi nie da się udowodnić żadnego twierdzenia empirycznego.
Serdecznie pozdrawiam - M *
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
A więc jest możliwa istota, w której przypadku możliwość pociąga za sobą istnienie, czyż nie?
Warto dodać, że największy polski uczony XX wieku, Alfred Tarski, był (z wyboru) Polakiem i (z wyboru) głęboko wierzącym katolikiem. Hańbą jest to, że jego imię tak mało jest znane w Polsce.
Goedel i Tarski byli geniuszami logicznymi i gdyby w hipotezie teistycznej tkwił zasadniczy błąd, dostrzegliby to.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Warto dodać, że największy polski uczony XX wieku, Alfred Tarski, był (z wyboru) Polakiem i (z wyboru) głęboko wierzącym katolikiem.W 1923 r. Alfred Teitelbaum wraz z bratem Wacławem zmienił nazwisko na "Tarski". Bracia wybrali to nazwisko ze względu na rdzennie polskie brzmienie i łatwą pisownię, oraz dlatego że wydawało się im ono nieużywane. Bracia Tarscy przeszli również na katolicyzm. Alfred postąpił tak, mimo że był zdeklarowanym ateistą. pl.wikipedia.org/wiki/Alfred_Tarski@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >.. dowód ontologiczny Kurta Godla Jak go zgrabnie przetłumaczyć na polski? [Nie każdy umie myśleć 'głęboko' w innych językach.]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Wtedy mogłyby się do dowodu przedostać jakieś błędy i niejasności, związane z moim tłumaczeniem. Stąd podaję dowód in crudo. >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) | > Nie moją rolą jest dowodzić istnienia Boga. Ale Twoją rolą jest posługiwać się pojęciem Boga tak jakby jego istnienie było dowiedzione?
>Inni robią to lepiej ode mnie. Chcesz serio powiedzieć, że w dorobku intelektualnym ludzkości jest dowód na istnienie jakiegoś Boga?
> Poniżej - dowód ontologiczny Kurta Godla w sformułowaniu podanym przez G. > Oppy'ego ("Godelian Ontological Arguments", "Analysis" vol. 56, no. 4, > October 1996, s.226-230). > Proszę się zaznajomić i ewentualnie skrytykować. Zawsze się znajdzie na tym forum ktoś kto dowartościuje trolla, ale po mnie się tego nie spodziewaj. Ja samodzielnie dobieram lektury, samodzielnie wyrabiam sobie na ich temat zdanie i obywam się jakoś całe życie bez wskazówek plotących niedorzeczności pyszałków. Tutaj Ty (nie Leibnitz, ani Godel) możesz być partnerem do rozmowy - przyjmij do wiadomości, że mogę spróbować pomóc Ci mysleć dopiero kiedy zaczniesz formułować samodzielnie swoje poglądy i sam za swoje słowa odpowiadać.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Ja akurat zgadzam się z tym, co powiedzieli Leibniz (nie "Leibnitz") tudzież Goedel, i dlatego ich myśli przedkładam, do czego chyba mam prawo.
Co rusz jestem bombardowany jakimiś linkami do wywodów najrozmaitszych ludzi (Pinkera, Dawkinsa i wielu innych) i jakoś nie mam o to do nikogo o to pretensji.
Wypowiadałem się dziewięćdziesiąt razy i zamieściłem raptem dwa cytaty.
Bądźmy więc racjonalni i nie ulegajmy emocjom. Pozdrawiam!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Ja akurat zgadzam się z tym, co powiedzieli Leibniz (nie "Leibnitz") tudzież Goedel,Zaraz, zaraz - z wszystkim, czy tylko z wyimkami (gdyż przecież tylko o wyimkach tu mowa). Ponadto - warto tu zaznaczyć - że nie tylko z nimi Pan się zgadza. Zgadza się Pan także z wieloma głupotami - z mojego punktu widzenia - stworzonymi przez innych znacznie mniej mądrych ludzi. > i dlatego ich myśli przedkładam, do czego chyba mam prawo.Tak, ma Pan prawo. Każdy kompromituje się na własną rękę. > Co rusz jestem bombardowany jakimiś linkami do wywodów najrozmaitszych ludzi (Pinkera, Dawkinsa i wielu innych) i jakoś nie mam o to do nikogo o to pretensji.Szanowny Panie, Pański pobyt na tym forum wynika z Pańskiej woli i niczym Pan nie jest tu bombardowany ani też nie musi Pan tego czytać tego co tu jest napisane (choćby dlatego, że i tak niewiele Pan z tego potrafi zrozumieć), a pretensję to może mieć Pan do Pana Boga za inteligencję i do siebie samego za poziom wiedzy. > Wypowiadałem się dziewięćdziesiąt razy i zamieściłem raptem dwa cytaty.Ani to źle, ani to dobrze. Cytaty, ale nie wyrwane z kontekstu poszczególne zdania zamieszcza się zgodnie z potrzebami wywodu. Ponadto, gdy podaję jakiś cytat na poparcie mojej tezy, to znaczy, że jestem gotów myśli zawartej w tym cytacie bronić. Racjonaliści nie uznają autorytetów wynikających z autorytetu, a Pan jest na racjonalistycznym forum. > Bądźmy więc racjonalni i nie ulegajmy emocjom.Lustereczko powiedz przecie.... Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Fizyk (17637 punktów) | > Proszę się zaznajomić i ewentualnie skrytykować.> Definition 1: x is God-like iff x has as essential properties those and only those properties which are positive.Ależ ten dowód dowodzi coś wręcz przeciwnego! Cytat:Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny... Księga Wyjścia 20, 5 Zawiść nie jest pozytywną cechą, a więc Bóg Starego Testamentu nie istnieje. QED
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 7 | mayolina (2278 punktów) | jak ja lubię taki język: wywód z klauzulą na wszelki wypadek: Cytat:x is God-like iff x has as essential properties those and only those properties which are positive. Zawsze można potem twierdzić, że zawiść nie jest ESSENTIAL property
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
"Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zapalczywy, nawiedzający nieprawość ojców nad synami, do do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mię nienawidzą, a czyniący miłosierdzie tysiącom tych, którzy mię miłują i strzegą przykazań moich" (przekład księdza Jakuba Wujka (1541-1597), wieloletniego rektora Akademii Wileńskiej).
Wedle mojej wiedzy tłumaczenie współczesne (tak zwana Biblia Tysiąclecia) zawiera wiele błędów translatorskich (dlatego jest czasem nazywana "Biblią Tysiąca Błędów"). Tłumaczenie Wujka obowiązywało przez 300 lat.
Nie podejrzewam, aby w XVI wieku słowo "zapalczywy" znaczyło "zawistny". Zgodnie ze współczesnym rozumieniem (PWN): "zapalczywy" - "łatwo unoszący się gniewem", co wcale nie musi być odczytywane jako negatyw. Bóg szybko, bez zbędnej zwłoki karze, i nie należy liczyć na jego ociężałość.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > "Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zapalczywy, nawiedzający nieprawość ojców nad synami, do do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mię nienawidzą, a czyniący miłosierdzie tysiącom tych, którzy mię miłują i strzegą przykazań moich" (przekład księdza Jakuba Wujka (1541-1597), wieloletniego rektora Akademii Wileńskiej).Dziwnego Pan tego Wujka używa. Poniżej tekst i jego źródło: Nie będziesz miał bogów cudzych przed oczyma mymi. Nie uczynisz sobie ryciny, ani podobieństwa, wszystkich rzeczy, które są na niebie wysoko, i na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał, ani służył; bo ja jestem Pan, Bóg twój. Bóg zazdrosny, oddający nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia, tym, którzy mnie nienawidzą: A czyniący miłosierdzie na wiele tysięcy, miłującym mnie i strzegącym przykazań moich. www.dekalog.pl/alter/przeklady5m/wujka.htmTam też znajdzie Pan inne tłumaczenia "Dekalogu". . > Wedle mojej wiedzy tłumaczenie współczesne (tak zwana Biblia Tysiąclecia) zawiera wiele błędów translatorskich (dlatego jest czasem nazywana "Biblią Tysiąca Błędów"). To jest pewne."Biblią Tysiąca Błędów" nazwał ją wielki polski biblista ks. prof. Eugeniusz Dąbrowski. Natomiast ja nie znam, tak w ogóle, tłumaczenia, w którym by wierzący bibliści zamiast szanować tekst oryginału i jego historyczne tło, nie wprowadzali własnych komentarzy i poprawek zgodnych z aktualnymi wymaganiami. Są oczywiście lepsze i gorsze tłumaczenia. > Tłumaczenie Wujka obowiązywało przez 300 lat.I co z tego wynika? > Nie podejrzewam, aby w XVI wieku słowo "zapalczywy" znaczyło "zawistny".Ja też nie podejrzewam aby miał Pan na ten temat jakieś pojęcie. Proponuję zajrzeć do "Słownika etymologicznego" Aleksandra Brücknera na strony 392, 613, 646 i przeczytać ze zrozumieniem. Choć oczywiście to tylko pierwsze wprowadzenie do problemu. > Zgodnie ze współczesnym rozumieniem (PWN): "zapalczywy" - "łatwo unoszący się gniewem", co wcale nie musi być odczytywane jako negatyw. Bóg szybko, bez zbędnej zwłoki karze, i nie należy liczyć na jego ociężałość.I co z tego, poza Pańskimi próbami manipulacji, wynika. Pańska wypowiedź miałaby tu jakieś merytoryczne znaczenie, gdyby znał Pan języki, w których stworzono "Księgi Mojżeszowe" oraz bardzo dobrze język polski, gdyż inaczej to tylko takie pitolenie, jakie Pan cały czas tu uprawia. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Dla wielu teistów Bóg leży poza czasem i przestrzenią (stworzył bowiem i jedno, i drugie).
Teistom wydaje się, że wystarczy stworzyć koncepcję, której się nie da obalić - i już można odtrąbić sukces. W rzeczywistości udaje im się zaledwie spełnić najbardziej podstawowe kryterium - wewnętrznej spójności logicznej hipotezy. Chociaż prawdę mówiąc, na ogół i to okazuje się zbyt trudne.
Czy mógłbym Pana prosić o wejście na drugi schodek do wiedzy - i przedstawienie wreszcie jakichś dowodów wspierających tę koncepcję? Poza Pańską głęboką wiarą i potrzebą posiadania wszechpotężnego nadzorcy? Oczywiście, nie mógłbym. To właściwie po co Pan ludziom zawraca głowę? Czy ja Panu truję o krasnoludkach snujących materię ze swoich pieśni? Czy ja Panu zawracam cztery litery smokiem tkającym osnowę czasu? Sprawia Pan wrażenie inteligentnego - proszę powiedzieć, skąd u Pana parcie akurat na tę jedną bajkę?
> Jest to więc osoba trochę różna od tego, z czym mamy do czynienia w świecie zmysłowym.
Zapewniam Pana, że mam bardzo szeroką definicję osoby, wystarcza mi w zasadzie samoświadomość obiektu. Jestem skłonny uznać za osobę szympansa, kosmitę oraz sztuczną inteligencję. Ducha też, gdybym kiedyś spotkał. Ale nie liczbę Pi, nie sinus, nie Kubusia Puchatka, nie Odyna i nie Jehowę ze starych mitów.
Jeżeli Pan chce uważać bohaterów literackich za osoby, na Panu spoczywa ciężar dowodu. Proszę skomunikować się z taką "osobą" i uzyskać jakąś nietrywialną wiedzę, żeby się Pan mógł tutaj nią pochwalić. A jeżeli Pan nie potrafi przekonać innych, to właściwie... na jakiej podstawie przekonał Pan sam siebie?
> częstokroć uznaje się istnienie przedmiotów niefizycznych i w tym uznaniu nie ma nic niezwykłego
Proszę Pana, dyskusja o tym czy można tak naciągnąć słowo "istnieje", żeby dało się powiedzieć, że liczby naturalne istnieją w jakiś sposób niezależny od ludzkich umysłów - to jest detal i spór semantyczny. Natomiast gadanie z liczbą trzy i padanie przed nią na kolana - no, to już jest gatunkowo zupełnie inna sprawa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Moja odpowiedź - powyżej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Odpowiem Panu, pomimo iż brak kultury z Pańskiej strony właściwie zwalnia mnie z odpowiedzi. Ło Boze! Jezus Maryia, a skąd się taki cudak wziął, co naucza tu innych kultury i narzeka na brak wiedzy u racjonalnych ateistów, a na prawie 60 wypowiedzi (12-12-2012) jeszcze niczego sensownego na żaden temat nie napisał?
A może tak Wielce Szanowny zerknął do lustra i zapytał? Lustereczko powiedz przecie, kto jest najdurniejszy w świecie?
Nasze forum jest adresowane do racjonalnej inteligencji, tu "coś tam" na temat, na który się wypowiadamy należy wiedzieć. Każdy ma prawo do niewiedzy i pomyłek, ale tak samych bzdur na każdy poruszony przez siebie temat to pisać nie wypada. Do kultury też Wielce Szanownemu Panu daleko, ale jak się tego z domu nie wyniosło to już później trudno to przyswoić.
Ani czytać, ani odpowiadać, ani uczestniczyć w naszym forum nikt nie musi. Szanownego Pana, też nikt do tego nie przymusza.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | Panie Andrzeju - bardzo proszę nie otwierać naszemu teistycznemu koledze komfortowej furtki do ucieczki w foch i urazę ateistyczną niegościnnością...
Jeśli zostanie trollem osiadłym (choć w tym przypadku bardzo wątpię) - wtedy proszę sobie używać bez skrępowania. Tymczasem jednak apeluję o zachowanie okresu ochronnego, a nuż coś zakiełkuje na tej trudnej glebie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Panie Andrzeju - bardzo proszę nie otwierać naszemu teistycznemu koledze komfortowej furtki do ucieczki w foch i urazę ateistyczną niegościnnością... Ojcze Drogi, odnoszę się doń z całą racjonalistyczną referencją. Przecież dostarczam mu "gotowce" do refleksji prawie na każdy temat. Średnio inteligentny student I roku już dawno z nich by skorzystał. Jak się wejdzie na forum dla inteligencji to trzeba myśleć nawet wtedy jak rozsadzany mózg trzeszczy.
A ponadto, to kto to napisał? A ostatnim akapitem zapracował Pan na plusa, którego już przewijam wstawić A. Bogusławskiemu za obrazek z rycerzem. I pomyśleć, że na początku uznałem tę celną diagnozę za niesmaczne przegięcie.
>Jeśli zostanie trollem osiadłym (choć w tym przypadku bardzo wątpię) - wtedy proszę sobie używać bez skrępowania. Proszę zerknąć na moje posty, jak by nie były one złośliwe, to w ponad 90% są merytoryczne. Trzeba je tylko czytać ze zrozumieniem wraz z linkami. Naprawdę uważam teistów i fideistów na naszym forum za obiekty podlegające ochronie, ale bez przesady nie drażnione gnuśnieją i całkowicie głupieją.
>Tymczasem jednak apeluję o zachowanie okresu ochronnego, a nuż coś zakiełkuje na tej trudnej glebie? Cholera Panu też jedna wiara jeszcze pozostała. Wiara w ludzi, ale doświadczenia na naszym forum uczą, że niektóre trolle to nawet cofać się potrafią.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > A ponadto, to kto to napisał? (...) obrazek z rycerzem
Ten blaszany garnek ma jednak potencjał komiczny, za to "najdurniejszego w świecie" już Pan mógł sobie spokojnie podarować. Zwłaszcza że kolega raczej z tych wrażliwszych, powiedziałem przy nim "dupa" i mnie zrugał.
> Cholera Panu też jedna wiara jeszcze pozostała.
Uznam to za przejęzyczenie i zastąpię brzydkie słowo na "w" nadzieją... Której też nota bene u mnie nie za wiele - bardziej mnie cieszy sama możliwość porządkowania myśli w krótkiej formie pisemnej, do której teistyczny kolega daje mi pretekst.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Ten blaszany garnek ma jednak potencjał komiczny, za to "najdurniejszego w świecie" już Pan mógł sobie spokojnie podarować. Bóg mi świadkiem, że chciałem napisać "najmądrzejszy", ale obawiałem się niedomyślności.
>Zwłaszcza że kolega raczej z tych wrażliwszych, powiedziałem przy nim "dupa" i mnie zrugał. Kolega, jest cwanie wrażliwy, tylko tam gdzie przynosi mu to korzyść. Proszę zwrócić uwagę jak często (choć dosyć nieudolnie) próbuję obrazić innych i całe racjonalistyczne środowisko.
>>>>Cholera Panu też jedna wiara jeszcze pozostała. >Uznam to za przejęzyczenie i zastąpię brzydkie słowo na "w" nadzieją... Jedni mówią: - Nadzieja to matka głupich. Choć drudzy dodają, że dobrze mieć matkę.
W każdym języku brakuje precyzji określeń. W polskim też, ale jakoś trzeba sobie radzić.
>Której też nota bene u mnie nie za wiele - bardziej mnie cieszy sama możliwość porządkowania myśli w krótkiej formie pisemnej, do której teistyczny kolega daje mi pretekst. Jeszcze tak nie było, aby na naszym forum fideistów nie było. Przychodzą i odchodzą, a niektórzy są uparci. Szczególnie ci mniej intelektualnie warci.
Wierzę w ludzi i chciałbym aby jak najwięcej ludzi potrafiło samodzielnie myśleć, oceniać i podejmować decyzję zgodnie z własnym interesem. A co tam? Pomarzyć sobie to każdy może.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ . >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | >Panie Andrzeju - bardzo proszę nie otwierać naszemu teistycznemu koledze komfortowej furtki do ucieczki w foch i urazę ateistyczną niegościnnością... Sam sobie otworzy każdą furtkę byle tylko zwiać przed rzeczową rozmową , jest przecież normalnym wierzącym. A jeśli przestanie otwierać ... będzie uratowany.
>Jeśli zostanie trollem osiadłym (choć w tym przypadku bardzo wątpię) - wtedy proszę sobie używać bez skrępowania. Kopać leżącego, który coraz gorzej rokuje? Nie! Natomiast wbijać szpileczki w mózg na świeżo - jak najbardziej!
>Tymczasem jednak apeluję o zachowanie okresu ochronnego, a nuż coś zakiełkuje na tej trudnej glebie? Też trzymam kciuki.
>Ten blaszany garnek ma jednak potencjał komiczny, Dla mnie to raczej śmiech przez łzy, ja wolę używać zwrotu "śmieszny i straszny" choć coraz częściej zostaje mi tylko przerażenie i smutek bez odrobiny radości kiedy widzę kolejnego człowieka pojawiającego się jakby z bezdennych ciemnych czeluści, a nie z XXI-wiecznego internetu.
>za to "najdurniejszego w świecie" już Pan mógł sobie spokojnie podarować. O, przepraszam! "Lustereczko z najdurniejszym" to była wisienka na torcie!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 13 na 13 | wojtek. (1061 punktów) | >Powtórzę swój dawniejszy post. Proszę udowodnić, że nie jest prawdziwe zdanie: >H) Świat istnieje od dwóch dni (powstał przed dwoma dniami ze wszystkimi >przedmiotami, które znajdowały się w świecie przed dwoma dniami, >zwłaszcza z ludźmi i ich peudo-pamięcią wcześniejszych wydarzeń).
Mogłem się spodziewać takiej odpowiedzi. Stosujesz klasyczny, występujący u części teistów unik, polegający na tym, że zamiast samemu udowodnić głoszoną przez siebie tezę, Ty wymagasz od rozmówcy, aby to właśnie rozmówca udowodnił, że Ty postulując jakiś pogląd jesteś w błędzie. Widać jednak u Ciebie ( względem innych teistów) pewien postęp, ponieważ nie kazałeś mi przynajmniej udowadniać nie istnienia Boga. Zamiast tego dałeś mi do obalenia zapożyczoną hipotezę, nie mającą nic wspólnego z wyjściowym tematem.
Nie wiem jednak po co podsunąłeś mi do rozważenia ten przykład. Dyskusja jest na temat dowodów istnienia Boga, a nie o tym, czy świat istnieje od dwóch, pięciu, czy dziesięciu dni. Chcesz mi pokazać, że teiści co prawda mają trudności z udowodnieniem istnienia Boga, ale ja z kolei nie jestem w stanie udowodnić, że świat nie powstał dwa dni temu? Przecież to zachowanie w stylu: " A u was murzynów biją".
Zrozum też, że ja nie muszę udowadniać niemożliwości istnienia wymyślonych przez Ciebie (czy kogokolwiek innego) abstrakcyjnych zjawisk, czy bytów. To na Tobie, jako głosicielu tezy spoczywa obowiązek dowiedzenia jej. Jeśli uważasz, że świat istnieje od dwóch dni, to Ty musisz tego dowieść.
>Rozważenie tego zdania uczy niejakiej pokory w stosunku do trudności, >przed jakimi staje obrońca tezy o istnieniu Boga.
Celowo, albo z braku wiedzy mieszasz dwie rzeczy: tezę i dowód. Jakąkolwiek tezę trzeba dowieść. Teraz piszesz o tezie o istnieniu Boga, więc dlaczego wcześniej pisałeś coś o dowodach na istnienie Boga (jeśli coś nie jest udowodnione pozostaje tezą)? Jeśli zaś istnienie Boga jest udowodnione, dlaczego w takim wypadku teraz piszesz o tezie istnienia Boga (udowodnione istnienie Boga przestaje być tezą)?
Jeśli chodzi o pokorę, to najpierw powinni się jej nauczyć niektórzy teiści, ponieważ nie ma pokory w szumnym opowiadaniu o dowodach na istnienie Boga, a gdy się okazuje, że takowych nie ma, kierowaniu rozmowy na inne tory, zmuszaniu interlokutora do rozwiązywania abstrakcyjnych zagadek, nie mających nic wspólnego z pierwotnym tematem i mieszaniu tezy z dowodem.
Poza tym nie interesują mnie trudności obrońców tezy o istnieniu Boga. To nie moja sprawa. Jeśli jednak mogę coś zaproponować teistom, to aby przestali na siłę udowadniać istnienie obiektu swoich wierzeń i pozostawili Boga tam gdzie jest Jego miejsce, czyli w gestii wiary.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | Bardzo miło i bardzo elegancko. 128 wypowiedzi, 943 punktów, a po przeczytaniu tej jednej wydaje mi się możliwe, że to wyłącznie w związku z wpisami na forum taka proporcja powstała. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | wojtek. (1061 punktów) | >128 wypowiedzi, 943 punktów, a po przeczytaniu tej jednej wydaje mi się możliwe, że to wyłącznie w związku z wpisami na forum taka proporcja powstała.
Tak, jedynym źródłem ilości moich punktów są wypowiedzi na forum. Chyba są jeszcze jakieś inne możliwości zdobywania punktów, ale z tego nie korzystam. Poza tym najczęściej tylko czytam forum, a udzielam się gdy dojdę do wniosku, że faktycznie mam coś w miarę sensownego do napisania. Z tego też powodu konto mam już od paru lat, a wypowiedzi stosunkowo mało.
Jeśli o punkty chodzi, to jak chyba dla większości uczestników forum, nie są one moim celem, ale cieszę się oczywiście, że część osób docenia to, co piszę.
Pozdrawiam również.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>128 wypowiedzi, 943 punktów, a po przeczytaniu tej jednej wydaje mi się możliwe, że to wyłącznie w związku z wpisami na forum taka proporcja powstała. > Tak, jedynym źródłem ilości moich punktów są wypowiedzi na forum. Tam są i moje plusy, ale wynik jest znakomity i godny podziwu.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | 1. Pojęcie "doskonałości" jest mętne. Jaki wzrost ma ktoś "doskonale wysoki"? 2. Nie możesz używać atrybutu istnienia w definicji, bo się nie opędzisz od "istniejących smoków" i "istniejących krasnoludków".
|
|
| | | | | | | | | | |  | 8 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > 1. Pojęcie "doskonałości" jest mętne.Eee, nie - tak źle nie jest, da się je dobrze ujednoznacznić. Boż jakby przy nim nie majstrować, na końcu zawsze z konieczności wychodzi to samo: pełna zgodność z uprzednio założonym wzorcem. A jaka kupa śmiechu potem, kiedy się rezultat do tego całego Boga wreszcie zastosuje... 
Od zarania dziejów do 2003 r. ludzkość wyprodukowała pięć eksabajtów danych. To bardzo dużo, a jednak oszałamia coś innego: dziś produkujemy tyle co dwa dni. (Edwin Bendyk)
|
|
| | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > Ta myśl jest przedmiotem dowodu ontologicznego, zaproponowanego przez św. Anlelma z Canterbury w II rozdziale "Proslogionu". Później proponowano inne wersje. Tak czy >owak przyjmuje w dowodzie ontologicznym, że istnienie jest doskonałością (albo jakiś równoważnik takiej tezy). >Dowód ontologiczny można przedstawić następująco: > 1. Bóg to podmiot wszystkich doskonałości (definicja Boga), > 2. Istnienie jest doskonałością, > więc > 3. Bóg posiada doskonałość istnienia (= istnieje). >Krytycy dowodu nie chcą się zgodzić na przesłankę 2. >
... w najlepszym przypadku, pana wywód można uznać za "wiedzę uzasadnioną", jednak nie za "wiedzę udowodnioną". W tym przypadku teza zawarta w nawiasie punktu drugiego (= istnieje) jest całkowicie niezasadna, a więc nieprawdziwa...
... i to jest powód do krytyki tego punktu...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | |  | 8 na 8 | rysiek (4593 punktów) | >Odpowiedzi na te pytania z łatwością udzieli wiara. To akurat wiemy doskonale. - Co to jest? Pomidor! A tamto? Pomidor! (Taka gra z czasów mojego dzieciństwa.)
>Człowiek niewierzący może mieć kłopoty. Też to wiemy, poznawanie rzeczywistości zgodnie z metodologią naukową nie jest rzeczą łatwą.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | > Człowiek niewierzący może mieć kłopoty. Wierzący mają .. komfort zupełny?
|
|
| | | | | | | | |  | 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) |
>Wierzący mają .. komfort zupełny? Wierzący bezkrytycznie - pewnie tak. Wierzący, którzy próbują myśleć i poznawać świat na własną rękę mogą odczuwać pewien dyskomfort. To się kończy różnie - albo odrzuceniem wątpliwości na rzecz wiary, albo odrzuceniem wiary na rzecz poznania. Może się też przytrafić próba pogodzenia jednego z drugim, co niemal zawsze skutkuje jeszcze większym dyskomfortem.
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Powiem jednakże w ten sposób. Przez Boga rozumiem przedmiot, który 1) jest sumą wszystkich doskonałości< Miałbym dla ciebie kandydata, ale ma on parę wad i nie jest przedmiotem.
Wszechobecny --> Mt.28:20 Wszechmocny --> Ps.135:6 Stwórca wszystkiego --> Rz.11:36 Wszechwiedzący --> Heb. 4:13 miłosierny --> Ps.103:8-13 zazdrosny --> 5 Moj. 4:24 wzniosły --> Ps.99:2 wieczny --> Ps.90:2 miły --> Ps.106:1 cierpliwy --> 4 Moj.14:18 sprawiedliwy --> 5 Moj. 32:4 łaskawy --> Jerem. 3:12 wielki --> Ps. 95:3 dobrotliwy --> Ps.36:6 dobry --> Ps.25:8 święty --> 1 Samuela 2:2 wspaniały --> 2 Moj. 15:11 żywy --> Ps.42:3 pełen miłości --> Jana 3:16 piękny --> Ps.104:1 straszny--> 2 Moj. 7:9 mocny --> Jerem. 32:18 wierny --> 5 Moj. 7:9 niepojęty --> Hioba 36:26 niezmienny --> 1 Tym. 1:17 ukryty --> Iz. 45:15-19 wybaczający --> Mica 7:18 prawdomówny --> 5 Moj. 32:4 mądry --> Iz.11:2 gniewny --> Rz. 1:18
|
|
| | | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) |
> ukrytyWszystkie wymienione cechy pasują jak ulał do Amona z Teb
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Wszystkie wymienione cechy pasują jak ulał do Amona z Teb
Oczywiście poza "żywy".
|
|
| | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Pomijając gniew i zazdrość, bardzo dobre cechy.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >Pomijając gniew i zazdrość, bardzo dobre cechy. To heretykiem jakimś kurna jesteś, co to pismo podważa albo co? Że co Ci nie pasuje w Najprawdziwszym?
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > 1) jest sumą wszystkich doskonałości, Doskonałości nie istnieją (polegają tylko na idealizującej wyobraźni). > 2) jest twórcą świata fizycznego, Twórcą idei tworzenia są ludzkie umysły. > 3) jest prawodawcą, źródłem praw fizycznych i praw moralnych. Prawa fizyczne są odkrywane, a prawa moralne ustanawiane (przez wspólnoty ludzkie).
>Z określenia 1) wynika, że istnieje i że jest jeden, Sumowanie jest funkcją na zbiorach skończonych (chyba niedoskonałych?). Dla zbiorów nieskończonych może nie być funkcją (nie dawać jednoznacznego wyniku). [Np. przez zmianę porządku składników w szeregu anharmonicznym: {1 - 1/2 + 1/3 - 1/4 + ...} można uzyskać dowolne (także nieskończone) wartości sumy.] > z określenia 2) - że jest niematerialny. Umysły (jako zbiory stanów fizycznych mózgów) nie są tym samym, co materialne mózgi - wyraz "kamień" brzmi miękko i guza nie nabije, choć oznacza coś twardego, czym można rzucić.
[Przez świat fizyczny rozumiesz te elementy świata, które są niezależne od czyjejkolwiek woli?]
|
|
| | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Nie zgadzam się z żadnym Pańskim twierdzeniem.
1. "Doskonałości nie istnieją (polegają tylko na idealizującej wyobraźni)."
Twierdzenie zupełnie bezzasadne. Równie dobrze można powiedzieć, że świat (czyli ogół zdarzeń przeszłych, teraźniejszych i przyszłych, czyli maksimum tego, co istnieje) tak samo polega na "idealizującej wyobraźni".
2. "Twórcą idei tworzenia są ludzkie umysły."
Nie widzę ani związku tego twierdzenia z tematem, ani uzasadnienia.
3. "Sumowanie jest funkcją na zbiorach skończonych (chyba niedoskonałych?). Dla zbiorów nieskończonych może nie być funkcją (nie dawać jednoznacznego wyniku). [Np. przez zmianę porządku składników w szeregu anharmonicznym: {1 - 1/2 + 1/3 - 1/4 + ...} można uzyskać dowolne (także nieskończone) wartości sumy.]"
Może nie być, ale i może być, jak w przypadku zbioru wszystkich liczb naturalnych parzystych i nieparzystych.
4. "Umysły (jako zbiory stanów fizycznych mózgów) nie są tym samym, co materialne mózgi...".
Niematerialność Boga nie ma wynikać z faktu, iż jest czymś w rodzaju sumy zbiorów, ale stąd, iż jest twórcą wszystkich przedmiotów materialnych. Zakładając, że żadna rzecz nie stworzyła sama siebie, wynika stąd taki właśnie wniosek.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > Nie zgadzam się z żadnym Pańskim twierdzeniem. Starałem się postawić tezy przeciwne do Pańskich dla ew. wydobycia różnic w podstawach poznawczych - dziękuję zatem za pełną niezgodę.
[Zechce Pan może odnieść się do pytania o "świat fizyczny" - byłby on wg Pana zależny od czyjejś woli czy nie?]
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Co do świata fizycznego, to wydaje mi się najrozsądniejszy pogląd, który głosi jego aktualną niezależność od czyjejkolwiek woli, ale nie wykluczający wolitywnej ingerencji weń na zasadzie wyjątku od reguły.
Nie mam więc przekonania do teizmów skrajnie stawiających tę sprawę (św. Augustyn i Kartezjusz i ich "creatio continua", N. Malebranche, G. Berkeley). Ale oczywiście mogę się mylić.
Załączam pozdrowienia.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > Co do świata fizycznego, to wydaje mi się najrozsądniejszy pogląd, który głosi >jego aktualną niezależność od czyjejkolwiek woli, I mnie się wydaje, że zjawiska niepodlegające dowolnej zmianie mogą być dobrą płaszczyzną porozumienia między ludźmi - bazą ew. wspólnego języka. [Byłby to rodzaj wspólnie uznawanych praw bezwzględnych w odróżnieniu od umownych.]
Z pozdrowieniami.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | >> 1. "Doskonałości nie istnieją (polegają tylko na idealizującej wyobraźni)." > Twierdzenie zupełnie bezzasadne. Równie dobrze można powiedzieć, że świat (czyli ogół zdarzeń przeszłych, teraźniejszych i przyszłych, czyli maksimum tego, co istnieje) tak samo polega na "idealizującej wyobraźni". Tak można powiedzieć przy założeniu, jakoby świat był idealny (lub po leibnizowsku: "najlepszy z możliwych") - nie podzielam takiego założenia, choć nie przeczę, że człowiek ma możliwość budowania świata bardziej mu przyjaznego. [Proszę zauważyć, że cała nasza przeszłość i przyszłość mieści się w myśl zasady względności w tzw. "stożku światła", poza którym są do pomyślenia obszary nazywane tam: "gdzie indziej".]
>> 2. "Twórcą idei tworzenia są ludzkie umysły." > Nie widzę ani związku tego twierdzenia z tematem, ani uzasadnienia. Stąd, że człowiek potrafi(ł) konstruować nieznane w przyrodzie narzędzia (proch, laser) i można go nazwać twórcą, nie wynika jakoby każda rzecz lub zgoła "wszystko" musiało być przez kogoś stworzone (chyba, że w sensie "nazwanie = stworzenie"). Byłaby to nadinterpretacja czyli przesadne uogólnienie idei tworzenia, typowe dla nie dość sceptycznego 'myślenia' magicznego (w tym religijnego).
>> 3. "Sumowanie (..) może nie być funkcją.. > Może nie być, ale i może być, jak w przypadku zbioru wszystkich liczb naturalnych Z kolei wszystkie liczby naturalne, jak Panu zapewne wiadomo, można skonstruować jako sumy niektórych z nich (np. krotności potęg 10-ki czy 2-ki). W takiej sytuacji trudno utrzymać myśl Kroneckera (jeśli do niej Pan pije), że liczby naturalne są dziełem boskim, a pozostałe - ludzkim. Bardziej pierwotne (źródłowe? "boskie"?) byłyby może potęgi..
>Zakładając, że żadna rzecz nie stworzyła sama siebie, To znaczy, że przy powstawaniu lodu z wody (albo życia z organicznego 'bulionu') konieczna jest każdorazowo czyjaś interwencja?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Przepraszam za opóźnienie w odpowiedzi - już gubię się w rozlicznych wątkach. Mam nadzieję, że zainteresuje Pana moja odpowiedz, oto ona.
Zgadzam się z pierwszym Pana spostrzeżeniem. Człowiek ma zdolność do myślenia maksymalizującego i wiele można zapisać na jej konto. Bóg - jeżeli istnieje - jest takim maksimum. Ale przecież pewnego rodzaju maksimum jest także świat, pojęty jako całość wszystkich zdarzeń. Przecież nigdy wszystkie zdarzenia nie istniały równocześnie, i tylko nasza zdolność do maksymalizacji utrzymuje je razem. Inaczej mówiąc, człowiek niezdolny do maksymalizacji nigdy nie pomyśli o tak rozumianym świecie. Pan mówi o maksimum doskonałości świata, mnie natomiast chodzi o świat jako o sumę wszystkich zdarzeń, albo jako całość, w której ramach możliwe jest oddziaływanie fizyczne (stożek światła, mierzony odległością jaką w danym czasie przebywa światło).
Drugiej uwagi, szczerze mówiąc, nie rozumiem.
"Sumowanie (..) może nie być funkcją..", itd.
Nie miałem na myśli Kroneckera, chodziło mi tylko o wykonalność pewnej operacji. Teista potrzebuje pokazać, że sumowanie doskonałości Bożych jest możliwe do przeprowadzenia i daje jednoznaczny wynik. Próbował tego Leibniz, argumentując, że doskonałości są cechami prostymi i że między cechami prostymi nie może zachodzić sprzeczność (takie dwie cechy można by wtedy przedstawić jako A i -A; jeżeli jakaś cecha ma postać -A nie jest prosta; chyba to starał się później wyrazić Godel mówiąc o cechach pozytywnych).
Dowód Leibniza w zarysie przedstawia się następująco: doskonałości są cechami prostymi, cechy proste nie wykluczają się, doskonałości mogą więc istnieć w jednym podłożu, może więc istnieć Bóg (jako podłoże wszelkich doskonałości), istnienie jest doskonałością, co niejako przeprowadza Boga ze sfery możliwości do rzeczywistości.
Filozoficzny przepis na istnienie Boga jest więc taki: zbierzmy w myśli wszystkie pozytywne cechy, jakie przychodzą nam do głowy (oczywiście w rożnym czasie rożnym ludziom różne cechy mogą przyjść do głowy, stąd kontrprzykłady ze Starego Testamentu i inne), pomyślmy najwyższy lub nieskończony ich stopień i spróbujmy osadzić w jednym podłożu.
Radykalny przeciwnik dowodu na istnienie Boga może więc pokazywać, że myślenie maksymalistyczne nigdy nie doprowadza nas do realnie istniejącego przedmiotu, a rezultat tej operacji jest zawsze tylko ideą w naszym umyśle. Tak argumentował Immanuel Kant w drugiem tomie "Krytyki czystego rozumu" (pojęcie Boga, świata i duszy jako idee trenscendentalne). Tak więc dla Kanta nie tylko pojęcie Boga i duszy, ale i pojęcie świata nie jest pojęciem empirycznym.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > Przepraszam za opóźnienie w odpowiedzi Doprawdy nie ma za co. Zdaje się, że w niektórych obszarach myśli pośpiech nie jest konieczny (może nawet niewskazany).
> Człowiek ma zdolność do myślenia maksymalizującego i wiele można zapisać na jej konto. Bóg - jeżeli istnieje - jest takim maksimum. Według mnie wspomniane konto bywa zbyt często ujemne w sensie poznawczym. Ideom absolutu (począwszy od idei obiektywnie istniejących idei) nie przypisywałbym koniecznie realności, bo to zwykle czek bez pokrycia (jak sennik). Maksymalizacje ludzkiej myśli mogą być wynikiem li tylko myślenia życzeniowego. [Zdaje się, że tylko te porywy myśli zasługują na uwagę, z których wynika jakaś skończoność - np. z maksymalizacji wymogów co do kształtu ścian wielościanów wynika istnienie pięciu wielościanów foremnych (co nawet dziecko może sprawdzić przy użyciu plasteliny).] >.. pewnego rodzaju maksimum jest także świat, pojęty jako całość wszystkich zdarzeń. Podobnie jak wszechświat, materia, rzeczywistość czy "Bóg" - wobec takich monistycznych maksymalizacji zachowuję co najmniej nieufność. Skłaniam się ku tezie, by za sensowne uznać tylko te pomyślane byty, dla których można wskazać także ich genus proximum (nie redukowalne do nich samych). >.. człowiek niezdolny do maksymalizacji nigdy nie pomyśli o tak rozumianym świecie. A co jeśli jest zdolny do nadmiernej idealizacji? Czy wówczas nie popada w irracjonalizm ze szkodą dla rzetelności poznawczej? > Pan mówi o maksimum doskonałości świata Tylko jako o hipotezie zbędnej (błędnej) - ze swej strony staram się wyłączyć maksimum ideałów, pominąć jak najwięcej abstrakcyjnych doskonałości, sprawdzić widzenie bez różowych okularów. [Na marginesie - piszę tak pomimo własnej tęsknoty do ideałów. Coś mnie jakby ostrzega przed zbyt łatwym w nie wpadaniem. Zna Pan podobne uczucie?]
Punkt 2. dotyczył stwarzania. Zdaje się, że tworzenie (historycznie rzecz biorąc) miało swoje początki wraz z ludzkimi umiejętnościami wytwarzania rzeczy 'sztucznych' (wśród tych sztuczności szczególną rolę przypisałbym abstrakcyjnemu językowi). Zatem nadużyciem byłoby mówić o przedludzkiej twórczości, bo przedtem działała bezwiedna natura.
>.. pokazać, że sumowanie doskonałości Bożych jest możliwe do przeprowadzenia i daje jednoznaczny wynik. Próbował tego Leibniz, Proszę wybaczyć, że pominę dalszy ciąg myśli Leibniza i innych - unikam opisów zawierających doskonałości, które uznaję za mylne tropy (jedną z mylnych maksymalizacji jest pomysł "zbioru wszystkich zbiorów"). >.. dla Kanta nie tylko pojęcie Boga i duszy, ale i pojęcie świata nie jest pojęciem empirycznym. Niektóre spostrzeżenia Kanta wydają się zaskakująco trafne. [W innej materii wyraził jasno i kategorycznie myśl przekraczającą 'etykę Kalego' - nie od-sobność zasad (w tym chyba nie od-boskość), lecz ich wzajemność (powszechność).]
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Przypomnienie Pani Meretseger: Garbage In, Garbage Out - śmieci na wejściu - śmieci na wyjściu, ta prawda dotyczy nie tylko informatyki, ale całej logiki, a nawet całej sensowności naszego myślenia. Wszystkie ludzkie języki mają większą lub mniejszą trudność precyzyjnego opisu rzeczywistości. Wielką sztuką jest budowanie znaczeniowych definicji zamkniętych w określonych terminach. Nauka pomimo oporu materii dąży do tworzenia takich precyzyjnych terminów, zaś zupełnie alternatywne stanowisko zajmują wszelakie teologie, gdzie największą sztuką jest doprowadzenie za pomocą różnych lingwistycznych manipulacji do takiego zamętu pojęciowego aby enigmatyczna mętność teologiczna ubrana w stylizację filozoficzno-logiczną stwarzała pozory sensownej mądrości. Trafnie to opisał Leszek Kołakowski: "Nie oburza mnie ani mnie nie irytuje irracjonalność wiary; nudzą mnie i niecierpliwią próby budowania fałszywych zasad racjonalizujących. Przestałem już czytywać literaturę tomistyczną, nie sposób słuchać wiecznie tych samych i tak samo nieudolnych prób racjonalizacji. Nic tam, proszę państwa, z niczego nie wynika: nigdy Bóg nie 'wyniknie' z żadnego ruchu, z żadnego życia, z żadnej konieczności natury czy przypadkowości natury - mogą być tylko dalsze wieki daremnego oczekiwania na geniusza, który by wreszcie dowiódł czegoś, czego dowieść niepodobna."> Człowiek ma zdolność do myślenia maksymalizującego i wiele można zapisać na jej konto.Co to w ogóle znaczy "myślenie maksymalizujące"? Bzdura. > Bóg - jeżeli istnieje - jest takim maksimum.Nie wiemy co w ogóle oznacza termin "Bóg", jeszcze nikt nie przedstawił naukowej definicji tego kulturowego stwora. Istnieje wiele definicji kulturowych różnych bogów i innych ludzkich wymysłów, ale żadna nie posiada dostatecznej sensownej spójności aby można było ją rozpatrywać z punktu widzenia nauk przyrodniczych. > Ale przecież pewnego rodzaju maksimum jest także świat, pojęty jako całość wszystkich zdarzeń. Przecież nigdy wszystkie zdarzenia nie istniały równocześnie, i tylko nasza zdolność do maksymalizacji utrzymuje je razem. Inaczej mówiąc, człowiek niezdolny do maksymalizacji nigdy nie pomyśli o tak rozumianym świecie. Pan mówi o maksimum doskonałości świata, mnie natomiast chodzi o świat jako o sumę wszystkich zdarzeń, albo jako całość, w której ramach możliwe jest oddziaływanie fizyczne (stożek światła, mierzony odległością jaką w danym czasie przebywa światło).> Drugiej uwagi, szczerze mówiąc, nie rozumiem.Przecież to czysty bezsensowny bełkot, z którego nic nie wynika. > Radykalny przeciwnik dowodu na istnienie Boga może więc pokazywać, że myślenie maksymalistyczne nigdy nie doprowadza nas do realnie istniejącego przedmiotu, a rezultat tej operacji jest zawsze tylko ideą w naszym umyśle.Głupota! Jaki to jest "radykalny przeciwnik dowodu na istnienie Boga". Może Pan uznać mnie i za gorącego zwolennika i za przeciwnika, tylko przedstaw Pan naukowy dowód, gdyż jak na razie to nikomu się nie udało. Inaczej to tylko bezsensowny bełkot na temat dowodu zamiast zwyczajnego dowodu. Myślenie powinno być sensowne i "minimalizm" lub "maksymalizm" nie ma tu żadnego znaczenia, a myślenie sensowne jeszcze żadnemu fideiście się nie udało. Polecam propozycję sensownego myślenia: pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowyMiłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Przecież to czysty bezsensowny bełkot, z którego nic nie wynika.< Panie Andrzeju! Nie ma Pan gdzieś na strychu starego Bambino? Puść starą płytę i Pan skojarzy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Przecież to czysty bezsensowny bełkot, z którego nic nie wynika.< >Panie Andrzeju! Nie ma Pan gdzieś na strychu starego Bambino? Puść starą płytę i Pan skojarzy. Tak, ale teraz jest epoka komputerów, które przetwarzają, a nie gramofonów, które tylko odtwarzają. Mam książki z XIX i XX wieku i znam to wszystko, ale przecież Polska to wolny kraj w Europie XXI wieku, a pan Elasp przynajmniej jest studentem, najprawdopodobniej krakowskiej, uczelni.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) | > Tych, którzy odrzucają istnienie pseudo-boga, nazwę rozsądnymi. A oni pewnie powinni być Ci wdzięczni za taki zaszczyt? I czy życzysz sobie sugerować, że poza pseudo-bogami istnieją też jacyś inni? Poza lietraturą, ma się rozumieć.
> Mnie uczono, że: I widać, że nie potrafisz samodzielnie i krytycznie myśleć, a szkoda, bo uczono Cię głupio. Gdybyś był dobrze uczony to jeszcze pół biedy by było.
> a) teista - twierdzi, że Bóg istnieje, Jasne.
> b) ateista twierdzi, że Bóg nie istnieje, Brednia. Ateista to tylko a-teista, czyli nie-teista, czyli ktoś wolny od twierdzeń o istnieniu Boga. Ateista nie wysuwa żadnych twierdzeń na temat istnienia jakichś niezdefiniowanych bytów, co najwyżej odrzuca takież twierdzenia ludzi z umysłami upośledzonymi wiarą w dowolny teizm.
> c) agnostyk - nie twierdzi, że Bóg nie istnieje, i nie twierdzi, że Bóg nie istnieje. Czyli to ktoś kto nie zajmuje się sprawą w ogóle, nie ma żadnego stosunku do kwestii istnienia Boga...? Ejże!
> Pani powyżej przyjęła definicję, zgodnie z którą ateistą jest już ten, kto nie twierdzi, że Bóg istnieje. I w ten sposób pomieszała ateizm z agnostycyzmem. >W myśl jej definicji każdy agnostyk będzie ateistą. Uporządkuj swoje definicje i wszystko pójdzie łatwiej.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>> b) ateista twierdzi, że Bóg nie istnieje, >Brednia. Ateista co najwyżej odrzuca takież twierdzenia ludzi z umysłami upośledzonymi wiarą w dowolny teizm.
A więc wszystko się zgadza. Odrzucam twierdzenie A, to znaczy głoszę, że nie jest prawdą, że A. >
|
|
| | | | | | | |  | 7 na 7 | rysiek (4593 punktów) | > A więc wszystko się zgadza. Odrzucam twierdzenie A, to znaczy głoszę, >że nie jest prawdą, że A.
Jeśli nie kupiłem "A", to znaczy że kupiłem "nie-A"? Po prostu nic nie kupiłem.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Nie kupienie A można porównać do nie twierdzenia, że A. Odrzucenie twierdzenia A to coś więcej, niż nie twierdzenie A.
Odrzucenie oświadczyn to powiedzenie "nie", a nie nie powiedzenie "tak". >
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 4 | rysiek (4593 punktów) | > Nie kupienie A można porównać do nie twierdzenia, że A. Tak.
> Odrzucenie twierdzenia A to coś więcej, niż nie twierdzenie A. Nie.
> Odrzucenie oświadczyn to powiedzenie "nie", a nie nie powiedzenie "tak". Nie było żadnych oświadczyn, nie było miłości.
Edit Miałbyś rację gdyby odrzucenie oświadczyn "A" (wiara w istnienie bogów) było jednocześnie/automatycznie przyjęciem oświadczyn "B" (wiara w ich nieistnienie). Ale tak nie jest. Jest jeszcze trzecia opcja: pozostanie w stanie wolnym. To że coś nie pozwala Ci tego zrozumieć to już nie mój problem.
|
|
| | | | | | | |  | 13 na 13 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Odrzucam twierdzenie A, to znaczy głoszę, że nie jest prawdą, że A.
Niekoniecznie, ale po kolei:
Teista stawia pewną tezę, którą najczęściej formułuje jako "Bóg istnieje" - co jest oczywiście równoważne tezie "Gluś istnieje" i nie ma o czym rozmawiać, dopóki głoszący nie poda definicji obiektu, którego istnienie postuluje. Teista może teraz:
a) uczynić definicję Boga mętną semantycznie (np. "Bóg jest miłością") i wtedy odrzucamy jego tezę jako nonsens;
b) użyć w definicji Boga pojęć wewnętrznie sprzecznych (jak np. "wszechmoc") i wtedy odrzucimy jego tezę jako absurd;
c) wycofać się z tradycyjnego teologicznego bełkotu i podać definicję poprawną semantycznie oraz logicznie (fanfary).
Uzyskawszy wreszcie tezę do której można się sensownie odnieść, powinniśmy następnie poprosić teistę o zaproponowanie testu, który mógłby (choćby teoretycznie) wykazać nieprawdziwość jego tezy. No ale żarty na bok, i Popper też na bok, nie bądźmy przesadnie pedantyczni.
Jakkolwiek jednak możemy wielkodusznie przymknąć oko na wymóg falsyfikowalności tezy teisty, to żadną miarą nie możemy zdjąć z niego - jako postulującego istnienie pewnego obiektu - ciężaru dowodu. Do czasu zaś przedstawienia przez teistę materiału dowodowego wspierającego jego tezę, nie mamy podstaw do odrzucenia hipotezy zerowej, która neguje istnienie postulowanego obiektu.
Proszę zwrócić tutaj uwagę na subtelne rozróżnienie - ateista nie odrzuca kategorycznie tezy teisty (która przecież może być prawdziwa), a tylko wskazuje na brak podstaw do jej zaakceptowania. Nie mówię więc: "mylisz się". Mówię: "popełniasz błąd formalny, pochopnie (czyli na wiarę) akceptując niedostatecznie udowodnioną tezę".
Co teraz pozostaje teiście? Świadomość, że przez kilka tysięcy lat nie udało się armii teologów znaleźć rozstrzygającego dowodu, może być przygnębiająca. Oczywiście wciąż można próbować argumentacji, że tezę teizmu warto jest przyjąć niezależnie od jej prawdziwości. Pascal co prawda wyłożył się na tym spektakularnie, no ale temat jest otwarty. Choć sukcesów nie wróżę.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Proszę Pana, powyżej przedstawiłem jedną z możliwych (= proponowanych) definicji Boga. Oczywiście, dowodzący istnienia Boga próbują Go najpierw zdefiniować. Proszę zerknąć powyżej.
Nie rozumiem, dlaczego pojęcie wszechmocy miałoby być wewnętrznie sprzeczne. Przez wszechmoc mogę zresztą rozumieć najwyższy możliwy stopień mocy (czymkolwiek byłaby ta ostatnia), i takie określenie nie zawiera wewnętrznej sprzeczności, a przynajmniej trzeba tę sprzeczność wykazać (i powinien to zrobić krytyk dowodu).
Stanowisko Poppera jest bardzo ciekawe (dziękuję za przypomnienie tego ważnego nazwiska), ale jego falsyfikacjonizm - jak każda koncepcja - ma swoje wewnętrzne trudności.
Cały czas naciągacie Państwo słowo "ateizm" (a może po prostu nie jesteście ateistami z krwi i kości). Na brak wystarczającego uzasadnienia wskazuje sceptyk. Ateista zaś mówi, że w świetle dostępnych świadectw należy przyjąć, że Bóg nie istnieje (a więc tym samym należy odrzucić myśl, że istnieje).
Przynajmniej tak rozumiem słowo "ateista" i takie jest jego znaczenie podręcznikowe.
Odnoszę wrażenie, że posługujecie się szerokim rozumieniem ateizmu, aby móc głosić, iż jest to zjawisko bardzo rozpowszechnione.
Pascal nie "wyłożył się spektakularnie", bez przesady.
|
|
| | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Cały czas naciągacie Państwo słowo "ateizm" Cały czas Pan nie potrafi zrozumieć czym jest ateizm i różne jego formy: www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492101#w502282> (a może po prostu nie jesteście ateistami z krwi i kości).Tak, ja już od dawna nie jestem ateistą, tylko naturalistą ontologicznym.O co w tym chodzi - to znajdzie Pan w tym poście i w następnych w tym wątku w dyskusji z Pańskim poprzednikami. Tylko poza pisaniem niech Pan jednak trochę czyta i postara się coś z tekstów innych ludzi zrozumieć. To forum dla racjonalistycznej inteligencji. Postaraj się Pan dorównać. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 5 na 5 | MarcinK (9189 punktów) |
>Nie rozumiem, dlaczego pojęcie wszechmocy miałoby być wewnętrznie sprzeczne. Przez wszechmoc mogę zresztą rozumieć najwyższy możliwy stopień mocy (czymkolwiek byłaby ta ostatnia), i takie określenie nie zawiera wewnętrznej sprzeczności, a przynajmniej trzeba tę sprzeczność wykazać (i powinien to zrobić krytyk dowodu).
Czy taki wszechmocny bóg da radę popełnić samobójstwo?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Czy taki wszechmocny bóg da radę popełnić samobójstwo?
To przykład paradoksów znanych już w średniowieczu (inny: "czy Bóg jest w stanie stworzyć kamień, którego nie będzie w stanie unieść?"). Wszechmoc Boga podlega logicznym ograniczeniom, choć są filozofowie, którzy twierdzą, że takim ograniczeniom nie podlega (np. Jan Duns Szkot). Oni odpowiedzieliby na Pana pytanie twierdząco.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | MarcinK (9189 punktów) | > Wszechmoc Boga podlega logicznym ograniczeniom,
I to zdanie nie wzbudza w Tobie żadnej refleksji?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Bóg nie potrafi również być i nie być równocześnie. Nie uszczupla to w niczym potęgi Boga.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | MarcinK (9189 punktów) | > Bóg nie potrafi również być i nie być równocześnie. Nie uszczupla to w niczym potęgi Boga.
Coś bardzo dużo nie potrafi jak na wszechmocnego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Operuje Pan nazbyt szerokim rozumieniem wszechmocy, stąd paradoksy.
Równie dobrze można by argumentować tak: prawdziwie bogaty to ten, co ma wszystko, a ten, co ma wszystko, ma i biedę, więc prawdziwie bogaty jest biedny.
Na tej podstawie chyba nie odrzuci Pan jednak pojęcia bogactwa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | MarcinK (9189 punktów) | > Operuje Pan nazbyt szerokim rozumieniem wszechmocy, stąd paradoksy.
Rozumieć z tego należy, że, wg Ciebie, istnieje wąskie i szerokie ujęcie wszechmocy. No oryginalne to to jest.
> Równie dobrze można by argumentować tak: prawdziwie bogaty to ten, > co ma wszystko, a ten, co ma wszystko, ma i biedę, więc prawdziwie > bogaty jest biedny.
Tylko w tym wypadku jak już całkowicie wszelkie definicje sprowadzisz do absurdu czyli de facto całkowicie z nich zrezygnujesz.
Podstawowy Twój problem to absolutyzacja filozofii - tymczasem to rzeczywistość ma zawsze rację niezależnie co tam sobie jeden z drugim myślicielem nabajdurzą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Równie dobrze można by argumentować tak: prawdziwie bogaty to ten,co ma wszystko, a ten, co ma wszystko, ma i biedę, więc prawdziwie bogaty jest biedny. > Na tej podstawie chyba nie odrzuci Pan jednak pojęcia bogactwa.< Skończ Pan z argumentami logicznymi bo o logice nie ma Pan pojęcia.
Prawdziwie bogaty to ten co ma wszystko. Wszystko zawiera w sobie nieskończenie wiele. Bogactwo odnosi się do dóbr materialnych. Nikt nie ma nieskończenie wiele, nawet prawdziwie bogaty. Pana logiką mógłbym udowodnić że ma tęczowe oczy. BO ma oczy jakiegoś koloru. Ale ponieważ ma wszystko więc ma oczy zielone i piwne i niebieskie i czerwone, słowem: wszystkie barwy tęczy, a przy tym mając wszystko, musi też mieć ślepotę. Gdzie się Pan uczył logiki? W seminarium?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | W seminarium?
U prof. Andrzeja Wrońskiego i prof. Jerzego Perzanowskiego. Z moją logiką jest wszystko w porządku.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>> W seminarium?> U prof. Andrzeja Wrońskiego i prof. Jerzego Perzanowskiego.Tyle tylko, iż to specjaliści od "Logiki specjalnej" nastawionej na udowodnianiu istnienia nieistniejącego. logic.org.pl/pliki/pj.pdfWięc pytanie o seminarium było bardzo trafne. > Z moją logiką jest wszystko w porządku.Po dodaniu "katolicką" ostatecznie może być. ---------------------------------------------- Racjonalne myślenie opiera się na założeniu, że dostępną nam rzeczywistością rządzą jakieś prawa, dotyczące zarówno przeszłości, jak i przyszłości, czyli niezmienne w czasie. Z prawdą jest trochę inaczej. Do prawdy stale dochodzimy, ale nikt nie może uzurpować sobie prawa do jej posiadania. Prawda zmienia się w czasie i na przykład mechanikę Newtonowską zastąpiono mechaniką Einsteinowską.
W stopniu dalece mnie nie satysfakcjonującym znam zagadnienia logiczne i chyba dlatego jestem zwolennikiem logiki praktycznej łączącej rozumowe myślenie z weryfikacją przez doświadczenie. Co za tym idzie, uważam także, że tylko praktyka (weryfikowalne naukowo doświadczenie) może być ostatecznym kryterium prawdziwości sądów. Choć różne są drogi dochodzenia do tego kryterium, to pierwszym krokiem prawie zawsze są intelektualne spekulacje, z których najważniejszymi są te powiązane z filozofią.
Logika formalna jest algebrą myślenia, a więc nauką ścisłą i jako taka jest luźno powiązana z bogactwem życia społecznego. Jest ona wyrazem racjonalności myślenia, ale nie udziela nam odpowiedzi na wiele pytań egzystencjalnych (zwrócił na to uwagę prof. Kazimierz Ajdukiewicz), a ponadto jest chyba tak, że gdy w jej ramach przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności. Idąc tym tropem przez historię logiki filozoficznej dostrzegamy jak wielu wśród największych myślicieli godziło logiczne myślenie z fideistyczną postawą światopoglądową, Mówiąc krócej założenie istnienia absolutu (Bóg filozofów na ogół bardzo różni się od Boga teologów) nie przeszkadzało im w posługiwaniu się logiką, a nawet odkrywaniu zasad logicznego myślenia i tworzeniu własnych systemów logicznych.
Wchodząc do czasów nowożytnych warto sięgnąć do Johna Henry'ego Newmana z jego Logiką wiary z 1870r. (choć sam autor nie był przekonany co do logicznej mocy swoich dowodów), a także do współczesnego filozofa analitycznego - a więc przywiązującego wagę do logiki - Alwina Platinga, który używając sprawnie własnego rozumu, sugestywnie (choć mnie nie przekonał) broni racjonalnej akceptowalności twierdzenia o istnieniu Boga. Na polskim gruncie za logików związanych z Kościołem katolickim uznawani są między innymi: ks. prof. Jan Salamucha, sławny Ojciec Innocenty, czyli ks. prof. Józef Maria Bocheński oraz żyjący prof. Andrzej Grzegorczyk. Moim zdaniem, wszyscy oni wychodząc od nieprawdziwych (nieweryfikowalnych) przesłanek w konsekwencji wyciągali mylne wnioski. Ale uważam, że to ludzie mądrzy - warci tego, aby poznawać ich przemyślenia oraz podejmować polemikę z ich poglądami.
Tu też rodzi się kłopot z definicją racjonalności. Wszak ratio to: rachunek; osąd; rozum; metoda. Tu przyjąłem, że racjonalny to: rozumny; oparty na zasadach poprawnego myślenia i skutecznego działania; uzasadniony; wyrozumowany. Co prawda np. Joachim Wehler rozróżnia i definiuje: racjonalność, intelekt i rozum, ale wydaje się, że jak na publicystykę to zbyt szczegółowe. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > Bóg nie potrafi również być i nie być równocześnie. A czy potrafiłby być nie wszędzie, pozostawiać obszary poza swoją jurysdykcją - słowem: czy może nosić atrybut skromności?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Przecież takim miejscem jest piekło. Zawsze możemy się udać właśnie tam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | > Przecież takim miejscem jest piekło.Nie o taką "skromność" pytałem, że się innym zostawia co gorsze - lecz o wspaniałomyślność we wpływie na sprawy ważne i pożyteczne. > Zawsze możemy się udać właśnie tam.Wy może tak
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | Człowiek ma wolną wolę i może wybierać. Bóg nie ingeruje w jego wybory.
Przeciwnie, jeżeli człowiek jest istotą czysto materialną, jego "wybory" są zdeterminowane rozmaitymi czynnikami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Gdybyśmy znali wszystkie te czynniki, potrafilibyśmy przewidzieć tak rozumiany "wybór".
To właśnie materializm nie pozostawia nam żadnego miejsca.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | >jeżeli człowiek jest istotą czysto materialną, jego "wybory" są zdeterminowane rozmaitymi czynnikami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Gdybyśmy znali wszystkie te czynniki, potrafilibyśmy przewidzieć tak rozumiany "wybór". A Tobie się wydaje, że po Newtonie to już świat w miejscu stanął i że materia działa zawsze i w każdej skali jak mechanizm zegara. Z drugiej strony pozwól sobie na refleksję nad Twoim procesem socjalizacji. Jakie treści przekazywali Ci rodzice i jak na nie reagowałeś? Jakie książki czytałeś? Kim dzisiaj jesteś? Sądzisz, że możesz się uniezależnić od przeszłości?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Wolna wola to nie to samo, co zdolność zupełnie arbitralnego wyboru w każdych warunkach. Z tego, że czasem jesteśmy przymuszani nie wynika, że zawsze działamy pod przymusem i że nasz wybór jest zawsze zdeterminowany.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Wolna wola to nie to samo, co zdolność zupełnie arbitralnego wyboru w każdych warunkach. Następny temat na którym zna się Pan Elasp: A może warto wziąć poniższe rozważania pod uwagę:
Koncepcje
Pojęcie wolności różnorodnie interpretowano i jest wiele definicji wolności Nie wszystkie kultury przywiązują wagę do wolności, w niektórych językach (np. w chińskim), nawet brak takiego określenia. Pomimo tego, że posiadanie wolności jest stałym postulatem zachodniej kultury, to wokół tego pojęcia toczy się wiele sporów i jest ono przedmiotem zasadniczych różnic zdań.
W chrześcijańskich indeterministycznych koncepcjach wolnej woli, w których nie do pojęcia jest, aby wspaniały człowiek, twór Boży nie był istotą wolną, z wyjątkiem tylko jedynego ograniczenia, jakim jest sam Bóg, jednostka jest zawsze wolna, gdyż jej świat wewnętrzny niedostępny jest z zewnątrz. Człowieka - co najwyżej - można zmusić do wykonania określonej czynności, ale nie do zmiany woli. Zatem wolność, w takim ujęciu, jest ograniczonym odcinkiem umysłu, w którym można się zamknąć przed otaczającym nas światem.
Determinizm społeczny, mówi o głębokich uwarunkowaniach wynikających z ludzkiego bytu (pochodzenia, wychowania i doświadczeń losu). Negując chrześcijańskie rozumienie wolności woli nie neguje wszelkiej wolności ludzkiej tylko stwierdza, że nie jest możliwa świadoma i skuteczna działalność bez uznania określonych konieczności. Wolność człowieka jest wypadkową zwrotnego oddziaływania na siebie przyrody i człowieka oraz jednostki i społeczeństwa.
Dla liberalizmu, wywodzącego się z piewców wolności indywidualnej, symbolem wolności stał się kapitalistyczny rynek, mierzący wszystkich równą skalą pieniądza. Ale praktycznie, pieniądz stał się w nim podstawowym narzędziem zwiększania wolności jednych kosztem niewolenia innych. Rozwój neoliberalizmu prowadzi nas do globalizmu, w którym pełną wolność osiąga już tylko obrót finansowy. Coraz większy obszar spraw poddany jest panowaniu ponadnarodowych korporacji. Państwa narodowe zostają podporządkowane globalnym centrom władzy, a jednostka z jednej strony mając możliwości korzystania z niewyobrażalnych jeszcze niedawno udogodnień technicznych staje się coraz bardziej wyalienowaną społecznie.
Koncepcje biofilozoficzne powstawały od dawna, ale ostry wybuch sporu wokół nich wywołał Edward O. Wilson, swoją opublikowaną w 1975 "Socjobiologią", i trzy lata później "O naturze ludzkiej", w których stwierdził, że jesteśmy trzymani na dość krótkiej smyczy genów. Robiąc wszystko co nam każą, aby zapewnić sobie dalsze istnienie. Tezy Wilsona obecnie potwierdza i uzupełnia psychologia ewolucyjna z jej znakomitym przedstawicielem Davidem M. Bussem.
Mówiąc o determinizmie biologicznym warto także wspomnieć filozofów takich jak np. Place, Smart i Armstrong, opowiadających się za jednorodnością psychofizyczną świata zwierząt - jednorodnością mózgu i ducha, a także o neurobiologach np. o Changeux i Endelmanie, których postęp nauk neurologicznych skłonił do światopoglądu materialistycznego.
Osobiście sądzę, że dzisiaj jeszcze nie można udzielić pewnej odpowiedzi dotyczącej wolnej woli człowieka. Przyczyn jego decyzji i działań.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Wolna wola. >Z tego, że czasem jesteśmy przymuszani nie wynika, że zawsze działamy pod przymusem i że nasz wybór jest zawsze zdeterminowany.
Katolicka "wolność"!
Całkowicie zdeterminowani, a jednak całkowicie wolni
Chrześcijanin, katolik - Człowiek szuka Boga, kocha Boga, przywiązuje się do Boga poprzez swoją wolę. Ostatecznym, zatem szczęściem człowieka jest osiągnięcie ostatecznego celu, a ponieważ tym celem jest poznanie Boga, zatem ostateczne szczęście człowieka polega na akcie poznania Boga. Jak napisał Etienne Gilson, katolicki filozof dążący swą myślą za świętym Tomaszem, i dalej: Najwyższe dobro, jakim jest Bóg, jest przyczyną dobra we wszystkich dobrych rzeczach? Znaczy to, że jest ono dla wszystkich poszczególnych celów przyczyną tego, że są celami, ponieważ każda rzecz o tyle jest celem, o ile jest dobrem; konsekwentnie, Bóg jest najwyższym celem wszelkiego dążenia na świecie. (...) W człowieku nawet pożądanie zmysłowe jest częściowo kierowane rozumem, a samo pożądanie intelektualne, całkowicie zależne od poznania rozumowego, jest tak samo wolne jak sąd rozumu. Nie znaczy to jednak, że jest ono 'uniwersalnie wolne'. Nie zapominajmy, że nawet wola jest naturą; jako natura jest pożądaniem dobra poznanego rozumem. Jeśli zatem ludzka wola stanie dzięki rozumowemu poznaniu wobec absolutnie dobrego przedmiotu, prawdopodobnie nie może nie pragnąć go.
Znaczyłoby to zatem, że wola jest całkowicie zdeterminowana, a jednak całkowicie wolna. Ale przy tym nie wolno zapominać, że Prawa więc autentycznej i miarodajnej interpretacji depozytu wiary nie udzielił Boski Zbawiciel ani poszczególnym wiernym, ani nawet samym teologom, lecz tylko Magisterium Kościoła, o czym mówi Pius XII w "Humani Generis" i o czym przypomina za II Soborem Watykańskim Jan Paweł II w "Redemptor hominis": - Odczuwamy głęboko zobowiązujący charakter prawdy, która została nam objawiona przez Boga. Odczuwamy szczególnie wielką za tę prawdę odpowiedzialność. Kościół z ustanowienia Chrystusa jest jej stróżem i nauczycielem, obdarzonym szczególną pomocą Ducha Świętego, aby mógł tej prawdy pilnie strzec, aby mógł jej bezbłędnie nauczać, a więc "całkowita wolność" w ramach określonych katechizmem i papieskimi encyklikami.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Wolna wola to nie to samo, co zdolność zupełnie arbitralnego wyboru w każdych warunkach. Z tego, że czasem jesteśmy przymuszani nie wynika, że zawsze działamy pod przymusem i że nasz wybór jest zawsze zdeterminowany.No właśnie jesteśmy Wolni czy zdeterminowani?
Czy posiadamy wolną wolę, czy też jesteśmy wytworami łańcuchów przyczyn i skutków? Czy podlegając koniecznościom przyczynowym możemy być wolni i w jakim zakresie?
Philippe Meyer w "Złudzeniu koniecznym" napisał: Zdanie sobie sprawy z sił, którymi rozporządzamy, i sił, którym jesteśmy podporządkowani, prowadzi w sposób naturalny do poruszenia problemu wolności, a dokładniej wolności wyboru. Jaki margines swobody pozostaje każdej jednostce w kierowaniu własnymi działaniami po własnej myśli? Teraz, gdy w badaniach i dyskusjach naukowych wykazano, że zachowania ludzkie są po części sterowane genetycznie. (...) Rządy genów odznaczają się siłą i energią istoty żywej; przypadek ma w nich duży udział, natomiast fantazja - już nie, a tym mniej inicjatywa osobista. Na to nakłada się doniosła rola środowiska, które ingeruje w los ludzki już na etapie życia płodowego, przyswajania języka i formowania się świadomości. Rodzi się tu pytanie: Czy w głębinach ludzkiej osobowości zostało, choć trochę miejsca wolnego od podwójnej ingerencji: genów i środowiska; jakaś przestrzeń, w której człowiek dokonywałby wolnych wyborów? (...) Problem sił wrodzonych i nabytych wiedzie nas wprost do takich podstawowych pytań, obejmujących również pojęcie odpowiedzialności.
Wynika z tego, że w jakiś sposób nie jesteśmy całkiem wolni, a konsekwencją tego powinno być uznanie, że nie odpowiadamy za wszystko, co robimy. Tylko za w pełni wolną decyzję można ponosić pełne konsekwencje. Decyzje ludzkie podlegają przeróżnym świadomym i nieświadomym uwarunkowaniom, ale przecząc indeterministycznie rozumianej "wolność woli" determinizm nie pozbawia człowieka wszelkiej wolności. Ludzie działający w określonej sytuacji - prawie zawsze - mają więcej niż jedną możliwość wyboru, i wraz z dokonaniem wyboru ponoszą odpowiedzialność moralną za podjętą decyzję.
Inni uczeni i filozofowie próbują pogodzić uznanie wolnej woli z determinizmem. Ale ani nauka, ani historia nie dostarczają materiału do ostatecznego rozstrzygnięcia.
Wolność, to znaczy, że możemy działać zgodnie z naszą wolą i nie działać, gdy tego nie chcemy. Rozum jest korzeniem, źródłem, początkiem prawdziwej wolności. Wolność jest zdolnością wyboru racjonalnej woli, czyli przysługuje tylko ludziom. Nie przysługuje zwierzętom, nawet tym, które mogą robić, co chcą. Wydaje się też, że człowiek jako jedyne ze zwierząt posiada - jak to nazwał antropolog, profesor Tadeusz Bielicki - "drugie piętro", pozwalające nam na podejmowanie decyzji wbrew uwarunkowaniom genetycznym, środowiskowym i społecznym. Mamy taką możliwość, ale czy z niej korzystamy, to już inna historia. Tu najbardziej cenimy sobie wolność myślenia uwarunkowaną tylko nauką, czyli jesteśmy "wolnomyślicielami" i wszelkie ograniczenia przez jakiekolwiek samozwańcze autorytety odczuwamy jako osobistą dolegliwość. Wolimy samodzielnie rozbijać sobie nosy niż chodzić za pastuchami, ot kierujemy się racjonalizmem światopoglądowym. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Wolna wola to nie to samo, co zdolność zupełnie arbitralnego wyboru w każdych warunkach. Z tego, że czasem jesteśmy przymuszani nie wynika, że zawsze działamy >pod przymusem i że nasz wybór jest zawsze zdeterminowany.< Mówiąc prościej raz posiadamy wolną wolę innym razem nie. Wolna wola jest katolickim dogmatem i jej istnienie zostało obalone zarówno za pomocą logiki,jak i teologii, jak też epistemologii psychologii i filozofii. W najlepszym przypadku dyskusja o istnieniu wolnej woli prowadzi w próżnię.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
To w jaki sposób może być Pan odpowiedzialny za swoje czyny, skoro nie są one wolne? Proszę o wyjaśnienie.
Proszę też o krotką informację, jak wolna wola została obalona przez logikę i filozofię.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > To w jaki sposób może być Pan odpowiedzialny za swoje czyny, skoro nie są one wolne? > Proszę o wyjaśnienie. > Proszę też o krotką informację, jak wolna wola została obalona przez logikę i filozofię.< Myślałem że Pan to wie? Tyle się Pan napisał o filozofii i logice. Zadawał nam szarady ze swoją hipotezą. Co do czynów nie wiem o jakie czyny chodzi? Od tego zależy odpowiedź. Czy chodzi o grzechy?, wtedy odpowiedź znajdzie Pan u Lutra? Jeżeli chodzi o nieetyczne czyny wtedy odpowiedź jest inna. To jest dłuższy wykład, dlaczego nie posiadamy wolnej woli lub jest ona co najwyżej transcendentalna (Schopenhauer). Odpowiem Panu również dlaczego Bóg nie mógł stworzyć ani czasu ani przestrzeni, bo przeczy to logice. Nie wiem jak Pan, ale ja jeszcze muszę też pracować i odpoczywać. Dlatego pójdę teraz spać, a jutro jest piątek, będzie więcej czasu i szczegółowo Panu odpowiem. Dobranoc.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Oczywiście, ja także. Nie chodzi mi przecież o informację w dniu dzisiejszym. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Oczywiście, ja także.> Nie chodzi mi przecież o informację w dniu dzisiejszym.> Pozdrawiam.Przepraszam, ale mimo obietnicy wczoraj nie miałem czasu. Zbliżają się urodziny Mitry, Chrystusa i paru innych Bogów, dlatego musiałem zająć się czymś innym. Ale do rzeczy. Po pierwsze, kiedy Bóg dał człowiekowi wolną wolę?. Nie powiedział przecież: Adamie, to jest drzewo wiadomości dobrego i złego, daję ci wolną wolę a ty albo zerwiesz owoc albo nie. Masz pełny wybór. Musisz tylko wiedzieć że w przypadku gdy zerwiesz owoc, możesz się pożegnać z rajem. Tego Bóg nie powiedział. Może i dobrze, bo z tego co Bóg powiedział też daje dużo do myślenia. Wielbłądy są jednokopytne? Ale cóż począć. Takiego Boga będziecie mieli jakiego sobie stworzycie. Za każdym razem po lekturze księgi Genesis dochodzę do wniosku że tylko wąż miał rację. O wolnej woli wiemy od Augustyna. Na barki Boga nałożono tyle wspaniałych przymiotników że doprowadziło to do absurdu. Żeby zaradzić jakoś problemowi teodycei, winę za niedoskonałość świata zwalono na człowieka. Za pomocą Wolnej Woli właśnie. To człowiek odpowiada za tsunami,epidemie itd. W pojęciu Wolnej Woli nie chodzi o (obiektywną) wolność zachowania, o możliwość wielu sposobów zachowania. Ta jest oczywista. Tu chodzi o (subiektywną) wolność woli, inaczej, o możliwość niezależnego, własnego ustalenia woli. Oczywiście istnieje wola wolna od pomyłki, obcego wpływu albo psychicznych lub fizycznych zakłóceń. Od gróźb, psychicznej i fizycznej przemocy. Ale jaka wolność pozostaje jeszcze woli? Od czego jeszcze może być wolna? Nie można przecież stwierdzić: wolna od swojego ustalenia, bo właśnie chodzi o to, czy można ją wolno (niezależnie) ukształtować. Czynniki psychiczne i fizyczne jak doświadczenie, aktualny stan psychiczny, genetyczne uwarunkowania są niezależne od właściciela (nosiciela) wolnej woli. Jak wola może być wolna bez uprzedniego jej ustalenia (rozstrzygnięcia)? Musiałyby być wolna od procesu jej tworzenia, co prowadzi do sprzeczności. Cytat:"Niemożliwe jest chcieć, tak żeby akt woli nie został już wykonany" (Wittgenstein) Cytat:"Załóżmy, miałby Pan wolną wolę. Byłaby to wola niezależna od niczego. W pełni uwolniona od wszystkich związków przyczynowych wolna wola. Taka wola byłaby niedorzeczna i zagmatwana. Jej uwolnienie znaczyłoby mianowicie, że jest ona niezależna od Pana ciała, Pana charakteru, Pana myśli i uczuć, Pana fantazji i wspomnień. To byłaby innymi słowy, wola bez jakiegokolwiek związku z tym wszystkim, co czyni Pana określoną osobowością. W esencjonalnym znaczeniu tego słowa, nie byłaby to dlatego Pana Wola" ( Peter Bieri: "Unbedingte Freiheit: eine Fata Morgana" ) Temat wolnej woli poruszał Nietzsche, Feuerbach (Tautologia prowadząca do niczego). Współcześnie tematem zajmują się psycholodzy i neurolodzy. Nie spotkałem pracy potwierdzającej prawdziwość istnienia Wolnej Woli. M. Schmidt-Salomon napisał piękny esej o Wolnej Woli i jej szkodliwym wpływie na społeczeństwo. Zamierzam otworzyć wątek na temat Wolnej Woli, na bazie tego artykułu. Nie wiem czy istnieje polska wersja tego artykułu. Jeżeli nie, to będę musiał go przetłumaczyć żeby największa liczba dyskutantów mogła się z nim zapoznać. To zajmie trochę czasu. Gdy się uporam, zapraszam do dyskusji. Jest tam również odpowiedź o odpowiedzialności za czyny, mimo negowania istnienia Wolnej Woli. Jeżeli wierzy Pan że posiada Pan wolną, niezależną wolę, mógłby się Pan zdecydować zgodnie ze swoją wolną, niezależną wolą, do Sylwestra nie zmrużyć oka. Po Nowym Roku może nas Pan poinformować w którym dniu zrozumiał Pan, że wolna wola jest iluzją. Zapomniałem się odnieść do czasu i przestrzeni. Czas nie ma początku ani końca, obojętne czy wmieszamy do tego Boga czy nie, Czas nie ma początku ponieważ przed czasem nic nie mogło być z tej racji że przed zakłada czas. Podobnie z przestrzenią. Poza przestrzenią nic nie może istnieć, ponieważ poza jako lokalizacja zakłada przestrzeń.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
Wolna wola nie polega na absolutnym niezdeterminowaniu. Już to, że przychodzi mi wybierać między A i B, a nie A i C, można przecież nazwać (jakimś) zdeterminowaniem mojego wyboru, co nie oznacza, że nie mogę suwerennie wybrać między danymi mi A i B, przynajmniej niekiedy. Zwolennik wolnej woli powie więc raczej, że jeżeli w sytuacji S, wobec racji (rozumowych, psychologicznych, fizycznych) R za wyborem A i racji (rozumowych, psychologicznych i fizycznych) R' za wyborem B wybrałem A, to mogło przecież być tak, że w sytuacji S wobec tych racji mogłem był wybrać B. Jeżeli mogłem byłem wybrać inaczej (B), mój faktycznie dokonany wybór A był wolny. Nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi, iż każdy nasz wybór jest wolny (nawet w tym zawężonym znaczeniu).
Klasyczne rozumienie wolnej woli stawia znak równości między wolną wolą a zdolnością do rozumnego wyboru. A więc im bardziej jesteśmy rozumni, tym bardziej wolny jest nasz wybór. Głosił to np. święty Tomasz ("nihil volitum quod non praecognitum"), a potem Kartezjusz ("neque einm opus est me in utramque partem ferri posse, ut sim liber, sed contra, quo magis in unam propendeo, sive quia rationem veri et boni in ea evidenter intelligo, sive quia Deus intima cogitationis meae ita disponit, tantum liberius illam intelligo"). Obaj szli w tym względzie za tradycją antyczną (Platon i Arystoteles, dopiero potem św. Augustyn). Pana wypowiedź głosi (słuszną, zob. wyżej) potrzebę negacji możliwości absolutnego niezdeterminowania i jako taka nie odnosi się do zagadnienia wolnej woli.
Serdecznie pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Zwolennik wolnej woli powie więc raczej< Zwolennik Wolnej Woli powie raczej, to fakt. A co z niezwolennikami? Nie dał im Bóg Wolnej Woli? >Klasyczne rozumienie wolnej woli stawia znak równości między wolną wolą a zdolnością do rozumnego wyboru.A więc im bardziej jesteśmy rozumni, tym bardziej wolny jest nasz wybór.< Wolna nie odnosi się do naszego wyboru tylko do Woli. To wola jest wolna, nie my. My tylko z niej korzystamy. Ale jak widać nie jest ona taka wolna. Co nie przeszkadza żeby pozostał Pan jej zwolennikiem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
"Wolna nie odnosi się do naszego wyboru tylko do Woli. To wola jest wolna, nie my. My tylko z niej korzystamy. Ale jak widać nie jest ona taka wolna. Co nie przeszkadza żeby pozostał Pan jej zwolennikiem."
To jest Pańskie rozumienie wolnej woli, nie mające z klasycznym nic wspólnego. Proszę sobie takie rozumienie zwalczać nawet na specjalnie założonym wątku, ale pożytku stąd naprawdę nie będzie żadnego. Lepiej będzie, gdy zapozna się Pan z rozumieniem tradycyjnym i wyrobi sobie jakieś zdanie na jego temat.
Cały Pański wywód (z braku wiedzy o stanowiskach w tym względzie) polega na dedukcji ze słowa "wolna wola", a ściślej z faktu, że słowa te występują w połączeniu (czy dobry rewolwerowiec jest dobry? No niechże się Pan zastanowi). Jak powiadam, podałem Panu rozumienie klasyczne i sugeruję raczej na nie zwrócić uwagę.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >.. raz posiadamy wolną wolę innym razem nie. Zatem nie zawsze jej nie ma. >Wolna wola jest katolickim dogmatem Czy nie lepiej darować sobie dogmaty (być może przez kościół zawłaszczone)?
[Jeśli sceptyk i poganin wyrazi pogląd, że przyszłość jest sprawą otwartą, to nazwiesz go (mnie) dogmatycznym katolem?]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > > Przecież takim miejscem jest piekło.> Nie o taką "skromność" pytałem, że się innym zostawia co gorsze - lecz o wspaniałomyślność we wpływie na sprawy ważne i pożyteczne.> > Zawsze możemy się udać właśnie tam.> Wy może tak  > ... "siódme niebo" - według żydowskiej kabały, i niektórych analizatorów pism kanonicznych (hmmm, sam jestem ciekaw o których chodzi), władcą "siódmego nieba" jest Samael. Samaela uznaje się albo za najświętszego (lub jednego z najświętszych) albo za najbardziej występnego i najpotężniejszego z upadłych aniołów. Z jednej strony, w Niebie, ma być jednym z siedmiu regentów świata, któremu służą dwa miliony aniołów; z drugiej zaś jest "wielkim wężem o dwunastu skrzydłach, który spadając z niebios, pociągnął za sobą cały układ słoneczny"... Samael jest również jednym z wielu aniołów pełniących funkcję Anioła Śmierci... ... pozdrawiam... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Bóg nie potrafi również być i nie być równocześnie. Nie uszczupla to w niczym potęgi Boga.
Bóg katolicki.
Najpierw zajrzałem do najnowszego Katechizmu Kościoła Katolickiego (wprowadzonego mocą Konstytucji Apostolskiej Fidei Depositum z 1992 r.), gdzie znalazłem Symbol Nicejsko-Konstantynopolski. Jest to połączenie Nicejskiego wyznania wiary (325), symbolu który "nie dawał żadnego określenia Ducha Świętego; nie rozróżniał jasno hypostasis od ousia", z Symbolem Konstantynopolskim (381), uzupełniającym braki, oraz dodatkiem "filioque", czyli wyraźnym orzeczeniem pochodzenia Ducha Świętego wprowadzonym na soborze w Toledo (589), wraz z dodatkami stosowanymi obecnie. Brzmi on: "Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem.(...) Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. (...)". W Brewiarium Fidei, czyli wyborze doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, znalazłem dopełnienie katolickiego rozumienia Boga pochodzące z Soboru Powszechnego Laterańskiego w 1215 roku, gdzie został On opisany w poniższy sposób: "Całą mocą wierzymy i bez zastrzeżenia wyznajemy, że jeden tylko jest prawdziwy Bóg, odwieczny i nieskończony, niezmienny, niepojęty, wszechmocny i niewymowny, Ojciec, Syn i Duch Święty: Trzy wprawdzie Osoby, ale jedna istota, substancja, czyli natura zupełnie niezłożona. Ojciec od nikogo nie pochodzi, syn tylko od Ojca, Duch Święty od Obydwóch, i to bez początku, zawsze i bez końca. Ojciec Rodziciel, Syn zrodzony, Duch Święty pochodzący: współistotni i równi sobie, wszechmocni i współwiekuiści. Są jedynym wszystkich rzeczy początkiem, stwórcą wszystkiego co widzialne i niewidzialne, co duchowe i materialne. [Ten jeden Bóg] wszechmocną swoją potęgą równocześnie, od początku czasu, stworzył z nicości jeden i drugi rodzaj stworzeń, tj. istoty duchowe i materialne: aniołów i ten świat, a na koniec naturę ludzką łączącą te dwa światy, złożoną z duszy i ciała". Chcąc porównać tamte, wywodzące się ze starożytności, opisy z opisem wyrażonym dzisiejszym językiem przez współczesnych teologów zajrzałem do kilku encyklopedii i słowników, które już w założeniach dążą do lapidarności tekstu. Były to: Mały słownik teologiczny pod redakcją K. Rahnera i H. Vorgrimlera, Słownik teologiczny pod redakcją A. Zuberbiera oraz Leksykon religii pod redakcją F. Königa i H. Waldenfelsa, znajdując chyba najbardziej typowy dla filozofii chrześcijańskiej opis charakterystyki Boga w Małym słowniku terminów i pojęć filozoficznych "dla studiujących filozofię chrześcijańską": "[Bóg] byt pierwszy, rozpoznawany dzięki analizie struktury bytów niesamoistnych, (...). Będąc samoistnym istnieniem, jest na mocy tego realny sam z siebie i jest czystym aktem. Nie przenikniony możnością ani nie uzupełniony przypadłościami, także fizycznymi, jest bytem duchowym. Różni się od innych bytów odrębnym obszarem bytowym (...), posiada tożsame z samym sobą własności transcendentalne". Ale najbardziej encyklopedycznie streścił uniwersalistyczną ideę Boga zgodnie z teraźniejszym, tradycyjnym teizmem R. Swinburne w Spójności teizmu, gdzie określa go jako "osobę bez ciała, tj. ducha, który jest wieczny, wolny, zdolny do zrobienia wszystkiego, wszystko wiedzący, doskonale dobry, będący odpowiednim obiektem ludzkiej czci i posłuszeństwa oraz stwórcą i podstawą wszechświata".
CDN.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Bóg nie potrafi również być i nie być równocześnie. Nie uszczupla to w niczym potęgi Boga.
"Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice - Nieskończony Wzgardzony - okryty chwałą, śmiertelny - król nad wiekami A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami"
Bóg Abrahama, Mojżesza i późniejszych proroków.
Bóg jest centralnym pojęciem wielu, choć nie wszystkich systemów religijnych. Brak go np. we wczesnym buddyzmie i konfucjanizmie. Dla każdej z religii czczona przez jej wyznawców świętość, nawet jeżeli nie jest wyłącznie tą jedyną prawdziwą, to zawsze jest tą pierwszą i najważniejszą. Dlatego też, poznanie centralnej istoty systemu stanowi klucz do poznania każdej religii. Najpierw trzeba dowiedzieć się, jakim On jest, aby można było podjąć próby jego zrozumienia i podania się Jego mocy i woli. Dla wyznawcy nie może być nic ważniejszego od uzmysłowienia sobie Jego atrybutów i Jego wymagań. Wraz ze wzrostem wiedzy na Jego temat wyznawcy przekraczają kolejne stopnie inicjacji.
Najwyższe sacrum - Bóg, choć różnie rozumiany i wyposażany w przeróżne atrybuty jest bardzo ważnym odniesieniem dla większości ludzi. Szacunkowe dane pokazują, że na ponad sześć miliardów ludzi, więcej niż pięć deklaruje swą religijność, a mniej niż miliard zalicza siebie do agnostyków lub ateistów. Z danych tych wynika także, że do największych religii należą: chrześcijaństwo - 1,9 mld wyznawców, islam - 1,2 mld, hinduizm - 900 mln, buddyzm - 360 mln, rodzime religie Chin - 225 mln.
Pomimo tego, że wyobrażenie boga (Bóg) lub bóstw leży u podstaw większości wierzeń religijnych, to ze względu na duże zróżnicowanie rozumienia tego pojęcia, trudno jest o jego jednoznaczną religioznawczą definicję. Ponadto znajomość różnych systemów religijnych przeczy tezie, "że wiara w boga, tzn. wiara w osobowo pojmowaną 'nadprzyrodzoną' istotę, z którą człowiek nawiązuje kontakt, jest cechą charakterystyczną wszystkich religii". Istnieją takie religie, które tej idei nie znają. Dlatego współczesne religioznawstwo porównawcze odeszło w swoich analizach od idei bóstw i koncepcji Boga osobowego kierując swoje zainteresowania ku idei świętości. Kontakt ze świętością może przejawiać się w przeróżny sposób, a pewnych okolicznościach wszystko może być uznane za "święte". Świętość przypisywano niebu i poszczególnym ciałom niebieskim, ziemi, górom i poszczególnym szczytom, rzekom, źródłom, głazom i zwierzętom. Wszystko, co odznaczało jakimiś cechami nadzwyczajnymi było uznawane za "święte". Próby uniwersalistycznej definicji podejmowane są na gruncie filozofii, ale wówczas Bóg przemienia się w Absolut, tracąc w części lub w całości swój religijny kontekst, z czym nie bardzo chcą pogodzić się teologowie.
Bogom monoteistycznym - nawet wtedy, a może wręcz szczególnie wtedy, gdy są trynitarni (troiści - od Trinitas = Trójca św.) przypisuje się transcendencję (zewnętrzność, istnienie poza zasięgiem naszego doświadczenia i poznawalności), immanencję (wewnętrzność, pozostawanie w świecie dostępnemu naszemu poznaniu) omniprezencję (wszechobecność), immortalizm (nieśmiertelność) omnipotencję (wszechpotężność), omnisciencję (wszechwiedzę) omnibenewolencję (wszechmiłosierność). Gdy wszystkie powyższe atrybuty będziemy przypisywać jednej postaci, niektóre z nich staną się wzajemnie lub wewnętrznie sprzeczne, ale tu nie obowiązują znane nam prawa logiki i według niektórych religii Bóg może być np. jednocześnie transcendentny i immanentny, omnibenewoletny i zgadzać się na istnienie zła. Religijna wiara umożliwia umysłowe przyjęcie za oczywistość, że zarówno poszczególne cechy Boga jak również tych cech zestawienie nie muszą być (i najczęściej nie są) logicznie spójne, a wręcz czasami paradoksalność zestawień jest wprost podkreślana, jak w XIX-wiecznej kolędzie będącej mottem tego artykułu.
CDN
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Bóg nie potrafi również być i nie być równocześnie. Nie uszczupla to w niczym potęgi Boga.
Bóg w religioznawstwie.
Religioznawstwo, tak jak cała nauka, nie zajmuje się udowadnianiem, że cokolwiek nie istnieje. Odwrotnie; zajmuje zjawiskami istniejącymi i dającymi się zbadać, przeanalizować oraz opisać. Wierny, adekwatny opis rzeczywistości oraz porównania są podstawowymi zadaniami obiektywnego religioznawstwa, przy czym, co ważne, nie powinny one przedmiotu swych badań wartościować. Dotyczy to zarówno całych systemów religijnych, jak i poszczególnych ich części. Trudno być jednocześnie sędzią i sądzonym, badaczem i działaczem. Dlatego też, wbrew temu co usiłuje się nam teraz w Polsce wmówić, nie można być "wartościowym", tzn. obiektywnym religioznawcą, wówczas, gdy zajmuje się własną religią, a już na pewno nie jest się nim, kiedy udowadnia się jej wyższość nad innymi. Nie znaczy to, że religioznawca nie może mieć określonego światopoglądu (tacy, po prostu, nie istnieją), ale że religioznawcy nie wolno dobierać faktów i dokonywać ocen w oparciu o ten światopogląd. Toteż, moim zdaniem, najobiektywniejsze badania religioznawcze prowadzone są przez uczonych areligijnych - uznających, że wszystkie poglądy religijne mają taką samą humanistyczną wartość.
Z kolei publicysta nie musi być aż tak obiektywnym jak uczony i wolno mu preferować określone poglądy, ale pod warunkiem oczywistego przyznawania się do nich. Dlatego zaznaczam z góry, że nie podejmuję się w tej publikacji orzec, który z opisanych w niej bogów jest tym prawdziwym, a zaledwie przedstawiam tu krytyczny subiektywny wybór kilku (wywodzących się z jednego pnia) koncepcji - do wszystkich z nich podchodząc sceptycznie, gdyż uważam wszystkich bogów za byty obiektywnie istniejące tylko w ideach i kultach poszczególnych tradycji kulturowych. Podobnych bytów historia ludzkiej kultury zna niepoliczalne ilości.
Wielość i zmienność idei pojmowania bogów ma długą historię i wykreśla długi łańcuch wyobrażeń religijnych i sił nadprzyrodzonych. Toteż religioznawczej refleksji nad bogami - obejmującej ich różnorodność oraz swoistości związane z określoną kulturą, ich ewolucyjne przemiany w przebiegu rozwoju cywilizacyjnego, jak i przeprowadzenie innych analiz porównawczych, w tym filozoficznych rozważań o możliwości wypracowania uniwersalistycznej teorii Boga - nie da się wyprowadzić ze znajomości, nawet bardzo dobrej, jednej religii. Dla przeprowadzenia porównań koniecznym jest poznanie różnorodnych koncepcji. Rozpoczynając rozeznanie w przedmiocie naszych zainteresowań można zajrzeć do wielu kompendiów religioznawczych. Z łatwiejszych mogę polecić Zarys dziejów religii, zbiorową pracę polskich religioznawców, kilkakrotnie wydawaną przez Iskry, Mity z pięciu stron świata T. Margula, Bogów czterech stron świata W. Tylocha czy też Religie Wschodu i Zachodu pod red. K. Banka, a z trudniejszych, klasyczną już Złotą gałąź J. G. Frazera, Fenomenologię religii G. van der Leeuwa czy Historię wierzeń i idei religijnych M. Eliadego. Choć najlepiej chyba rozpocząć od skonspektowania kilku tematycznych encyklopedii, tak aby w miarę szybko wyrobić sobie pogląd na bogactwo ludzkich przemyśleń i fantazji. Aktualnie najbardziej znaczącą encyklopedią religioznawczą - szkoda, że nie przetłumaczoną na polski - jest wydana w 1987 roku, z inicjatywy i pod redakcją Mircea Eliadego (choć jego metodologia badań "mitu i świętości" jest dosyć kontrowersyjna, to był on prawdopodobnie wśród religioznawców największym erudytą), 16 tomowa The Encyclopaedia of Religion. To wielkie dzieło zawiera wielostronicowe artykuły przeglądowe napisane przez wybitnych specjalistów z różnych krajów, poświęcone religiom świata wraz z ich różnymi aspektami. W Polsce "PWN - Wydawnictwo Naukowe" w 2003 roku zakończyło wydawanie encyklopedii Religia zawierającej 1000 haseł syntetycznych "przeglądowych" i 11300 drobnych "szczegółowych". Możemy także skorzystać z wydanych w ostatnich latach w Polsce autorskich opracowań: Popularnej encyklopedii mitów i legend Stuarta Gordona, Ilustrowanej encyklopedii mitów i legend Arthura Cotterella oraz Encyklopedii mitologii ludów indoeuropejskich Andrzeja M. Kępińskiego.
Może zacznie Pan pisać dorzecznie. Żaden Bóg dla nauk przyrodniczych nie istnieje. Wyżej - w trzech postach - zacytowałem lapidarne omówienie (A.B.Izdebski) koncepcji bogów w kulturze. Przestań Pan smęcić o sprawach, o których Pan nie ma pojęcia. Zadaje mi się to tu znacznie za mało.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Bóg nie potrafi również być i nie być równocześnie. Nie uszczupla to w niczym potęgi Boga.< Nie chodzi o to czy potrafi być i nie być jednocześnie. Chodzi o to że jego wszechmoc podlega logicznym ograniczeniom. Jeżeli wszechmoc Boga jest ograniczona to nie może być on wszechmocny. Jeżeli ogranicza go logika to sama definicja Boga musi być nielogiczna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | >> Bóg nie potrafi również być i nie być równocześnie. Nie uszczupla to w niczym potęgi Boga.<
... kiedyś, wiele lat temu czytałem wywód dowodzący, że Bóg może jednocześnie być i nie być. Był to "dowód myślowy" oparty o kilka założeń. Opierał się również na regułach interpretacji kopenhaskiej. Nie będę się spierał o sam dowód (niewiele dziś z niego pamiętam), lecz jest to problem podobny do problemu z "kotem Schrödingera". To tyle w tym temacie...
>Nie chodzi o to czy potrafi być i nie być jednocześnie. Chodzi o to że jego wszechmoc podlega logicznym ograniczeniom. Jeżeli wszechmoc Boga jest ograniczona to nie może być on wszechmocny. Jeżeli ogranicza go logika to sama definicja Boga musi być nielogiczna.
... KRK (jak i cała reszta religii) twierdząc, że tylko jego religia i wizja "Boga" jest prawdziwa, ogranicza wszechmoc "Boga". Jednocześnie twierdzi, że "Bóg" jest wszechmocny. Tak więc sam dostarcza dowodu na nielogiczność definicji "Boga"...
... pozdrawiam...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) |
>Czy taki wszechmocny bóg da radę popełnić samobójstwo? >
... owszem, da radę popełnić samobójstwo unicestwiając wszystkich którzy cokolwiek wiedzą na jego temat. Boga (jako pojęcie) nie można zabić, dlatego jest "nieśmiertelny". Jednocześnie nie jest "w pełni wieczny", gdyż może przestać istnieć gdy zniknie jakakolwiek pamięć o nim. Czas i pamięć to jedyni tzw. "zabójcy bogów"...
...pozdrawiam...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | rysiek (4593 punktów) | >... owszem, da radę popełnić samobójstwo unicestwiając wszystkich którzy cokolwiek wiedzą na jego temat. Boga (jako pojęcie) nie można zabić, dlatego jest "nieśmiertelny". Jednocześnie nie jest "w pełni wieczny", gdyż może przestać istnieć gdy zniknie jakakolwiek pamięć o nim. Czas i pamięć to jedyni tzw. "zabójcy bogów"...
Właśnie. Niezbędnym atrybutem bogów jest posiadanie wyznawców.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >... owszem, da radę popełnić samobójstwo unicestwiając wszystkich którzy cokolwiek wiedzą na jego temat. Boga (jako pojęcie) nie można zabić, dlatego jest "nieśmiertelny". Jednocześnie nie jest "w pełni wieczny", gdyż może przestać istnieć gdy zniknie jakakolwiek pamięć o nim. Czas i pamięć to jedyni tzw. "zabójcy bogów"...> Właśnie. Niezbędnym atrybutem bogów jest posiadanie wyznawców.> ... dokładnie mówiąc, by mógł działać potrzebuje wiernych. By tylko istnieć, wystarczy że ktoś go pamięta... ... pozdrawiam... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) | > Proszę Pana, powyżej przedstawiłem jedną z możliwych (= proponowanych) definicji Boga. Poczytaj sobie również definicję definicji bo i tu oddajesz się pasji żonglowania.
>Nie rozumiem, dlaczego pojęcie wszechmocy miałoby być wewnętrznie sprzeczne. Przez wszechmoc mogę zresztą rozumieć najwyższy możliwy stopień mocy Zacznij zatem używać mowy dla komunikacji, a nie pustych popisów. Mistrzostwo świata i wszechmoc to wszak bardzo różne rzeczy.
>Ateista zaś mówi, że w świetle dostępnych świadectw należy przyjąć, że Bóg nie istnieje (a więc tym samym należy odrzucić myśl, że istnieje). Nie jest to jednak ciągle samodzielne twierdzenie ateizmu, a jedynie odpowiedź na nieuzasadnione banialuki teizmów, gdyż ateizm jest wtórny, bez zaistnienia teizmu nie zaistniałby w ogóle. Dla lepszego pojęcia tematu proponuję przeformułowanie Twojej wypowiedzi na: "Ateista zaś mówi, że w świetle dostępnych świadectw należy przyjąć, że teizm jest nieuzasadniony". Może zdjęcie akcentu z pojęcia "Bóg" sprawę Ci ułatwi.
>Przynajmniej tak rozumiem słowo "ateista" i takie jest jego znaczenie podręcznikowe. Czy to podręcznik, z którego Cię tak nierzetelnie uczono? A co to konkretnie za podręcznik? Wszak choćby rysiek pisał tu wcześniej: Czyżby wiara szkodziła na oczy? Już w pierwszym wierszu hasła "Ateizm" w Wikipedii jest napisane: "W najszerszym znaczeniu jest to brak wiary w istnienie bóstw."
>Odnoszę wrażenie, że posługujecie się szerokim rozumieniem ateizmu, aby móc głosić, iż jest to zjawisko bardzo rozpowszechnione. Masz spore problemy ze zrozumieniem podstawowych pojęć, podstawowych mechanizmów, skup się na tym zamiast robić nam (?!) głupkowatą psychoanalizę w oparciu o swoje wrażenia.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Słownik PWN: Ateizm «pogląd zaprzeczający istnieniu Boga». www.sjp.pwn.pl
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) | > Słownik PWN: > Ateizm «pogląd zaprzeczający istnieniu Boga». Hmmmm... Człowiek myślący krytycznie nie przyjmuje ogólnikowego sformułowania słownikowego za jedynie słuszne i wyczerpujące. Śmiem przypuszczać, że autor owej definicji po rozmowie na tutejszym forum przeformułowałby ją nieco, ale także jej obecna postać pozostawia wystarczające furtki do zrozumienia, że ateizm nie głosi samodzielnych poglądów na temat istnienia Boga, ale odnosi się jedynie do twierdzeń cudzych. I owo zaprzeczenie może się dokonać w rozmaity sposób, nawet przez proste puknięcie się w głowę.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
A więc i już słownik niedobry.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > A więc i już słownik niedobry.
Dobry, tylko niepełny
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) | > A więc i już słownik niedobry. A więc nie zadałeś sobie trudu pomyślenia co się do Ciebie mówi.
>Przepraszam, ale szkoda czasu na dyskusję na tak niskim poziomie. Na szczęście parę innych osób traktuje dyskusję poważnie. >Styl Pańskich impulsywnych i nieprzemyślanych wypowiedzi pozostawiam bez komentarza. A ja Ci radzę zwrócić uwagę właśnie na wypowiedzi Pana Bogusławskiego, pomyśleć i podziękować. Wielu forumowiczów wdając się z osobami Twojego pokroju w bardziej czy mniej wnikliwe dywagacje robi często pożyteczną robotę dla braci w rozumie, ale szkodzą takim jak Ty, bo Ty nie umiesz znaleźć właściwej miary rzeczy i rośniesz w pychę i tak już rozdętą poza dopuszczalne granice. A jesteś tylko poligonem, poletkiem doświadczalnym poznawczo jałowym.
>Jedyną wymówką jest zasada, wedle której na wysuwającym hipotezę spoczywa ciężar dowodu. Bajkowe! Wymówka! Za to jedno sformułowanie powinno się Ciebie po jarmarkach pokazywać.
>Odpowiem Panu, pomimo iż brak kultury z Pańskiej strony właściwie zwalnia mnie z odpowiedzi. Może jednak to, co powiem, zainteresować kogoś innego. >Przyjmuję się tutaj zasadę: >itp >itd Dzięki Ci, o, Nauczycielu! Co ja bym począł, biedny bez Twoich głupawych sztuczek językowych. Jest tu już na forum pewien Pokemon co mieni się być jedynym (a przynajmniej jednym z niewielu) racjonalistą wynosząc pod niebiosa katolickie bzdety bez umiejętności i chęci wyjaśnienia czemu akurat tak. Dzięki przybyciu Elaspa mamy już Dwa Asy (i gromadkę Tuzów Pomniejszych) w ręku - potęga! Kończ waść, radzę, wstydu sobie oszczędź.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Słownik PWN: > > Ateizm «pogląd zaprzeczający istnieniu Boga».< Niechlujna definicja.
A jak definiuje słownik PWN teizm ? Pogląd niezaprzeczający istnieniu Boga?
teizm «pogląd filozoficzno-religijny głoszący istnienie jedynego osobowego Boga, będącego stwórcą świata i rządzącego nim» (PWN)
Dlatego lepiej byłoby ograniczyć się do etymologii, lub przy ateizmie dodać światopogląd. atheos- bez Boga, bezbożny. Theos - Bóg, wiara w Boga. Jeżeli chcemy wchodzić w historię to ateizm był rozumiany jako brak poważania dla bogów uznanych przez państwo. Według tej definicji o ateizm byli obwiniani Anaxagoras, Sokrates a później również chrześcijanie. A propo's. Jaki światopogląd wyznaje JHWH. Jest ateistą, teistą, deistą, pandeistą, panteistą czy może jeszcze innego światopoglądu? Warto założyć na ten temat wątek. Jak będę miał więcej czasu to to zrobię.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
"Dlatego lepiej byłoby ograniczyć się do etymologii"
Dlaczego lepiej? Te definicje są dobre. Po prostu tak te słowa są rozumiane w języku polskim. Teizm i ateizm to postawy teoretyczne i stanowiska teoretyczne. Tak jak sceptycyzm, agnostycyzm, materializm, idealizm i wiele innych.
Jeżyk polski ma słowa nieużywane tu na forum (dziwnym trafem) mianowicie: "bezbożnik" oraz "poganin". One mają to znaczenie, o które Ci chodzi.
Nie ma sensu majstrować przy języku polskim.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Dlaczego lepiej? Te definicje są dobre. Po prostu tak te słowa są rozumiane w języku polskim.< Te definicje są niedobre bo są dwojakiego rodzaju. Co znaczy pogląd?
>Teizm i ateizm to postawy teoretyczne i stanowiska teoretyczne. Tak jak sceptycyzm, agnostycyzm, materializm, idealizm i wiele innych.< Nie musisz mi wykładać abecadła. Bezbożnik jest właśnie pierwotnym określeniem ateisty.Tylko nie został użyty w WPN. Na tym forum używa się tych słów, być może w innym kontekście. > Jeżyk polski ma słowa nieużywane tu na forum (dziwnym trafem) mianowicie: "bezbożnik" oraz "poganin". One mają to znaczenie, o które Ci chodzi.< Mają znaczenie a zostały pominięte w definicji. Albo ograniczamy się do pierwotnego znaczenia, albo przedstawiamy cały rozwój pojęcia ateista przez różne nurty filozoficzne. Tak jak to zrobili autorzy innych leksykonów.
|
|
| | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > powyżej przedstawiłem jedną z możliwych (= proponowanych) definicji Boga
Już wypunktowałem jej słabości.
> Przez wszechmoc mogę zresztą rozumieć najwyższy możliwy stopień mocy
A to przepraszam, zmylił mnie ten przedrostek "wszech-".
> falsyfikacjonizm - jak każda koncepcja - ma swoje wewnętrzne trudności
Ale świetnie się sprawdza jako heurystyka wskazująca co warto badać, a co nie. Teza niefalsyfikowalna ma zerową moc predykcyjną (bo skoro nic jej nie może zaprzeczyć, to "wszystko się może zdarzyć"), czyli jest bezwartościowa poznawczo. Jeżeli istnieją lepsze hipotezy, wędruje na śmietnik.
> Cały czas naciągacie Państwo słowo "ateizm"
Ateizm może być silny ("nie ma bogów") albo słaby ("nie wierzę w bogów") i nie my tu naciągamy, tylko Ty zawężasz. Równie dobrze mógłbyś się upierać przy klasycznej definicji racjonalizmu, że niby odrzucamy tutaj empirię. Zresztą - chcesz dyskutować o argumentach czy o nomenklaturze? Nazwij mnie antyfideistą jeśli wolisz, mój stosunek do bogów jest wtórny względem poglądu na wiarę.
> Ateista zaś mówi, że w świetle dostępnych świadectw należy przyjąć, że Bóg nie istnieje (a więc tym samym należy odrzucić myśl, że istnieje)
Się czepiłeś tego "odrzucenia"... Lepszym określeniem będzie "zawieszenie sądu". Ze wskazaniem na kim spoczywa ciężar dowodu. I argumentacją, że do czasu przedstawienia dowodów, uprawnioną postawą będzie przyjęcie, że nieudowodniona teza nie jest prawdziwa (zwłaszcza kiedy hipoteza zerowa świetnie się broni). Jest różnica pomiędzy założeniem przyjętym dla celów pragmatycznych, a kategorycznym "odrzuceniem myśli". Myśl czeka sobie na argumenty, jak będą argumenty to się do myśli wróci.
> Odnoszę wrażenie, że posługujecie się szerokim rozumieniem ateizmu, aby móc głosić, iż jest to zjawisko bardzo rozpowszechnione
No bo jest - wszystkie zwierzęta są pozbawione wiary w bogów, podobnie jak wszystkie ludzkie dzieci, przynajmniej do czasu gdy ktoś im nie "wdrukuje" przekonania, że wiara (typu religijnego) jest czymś pozytywnym.
> Pascal nie "wyłożył się spektakularnie", bez przesady
Próbował przemycić ukrytą przesłankę, jakoby mógł istnieć tylko taki bóg, który wynagradza za wiarę w niego. Ale OK, nie upieram się przy spektakularności - chociaż mnie to akurat bije po oczach.
|
|
| | | | | | | |  | 8 na 8 | astrotaurus (12445 punktów) |
> A więc wszystko się zgadza. Odrzucam twierdzenie A, to znaczy głoszę, >że nie jest prawdą, że A. Nie zgadza. Żonglujesz pojęciami w zupełnie dowolny sposób, stąd wychodzi Ci pomieszanie z poplątaniem. Rozłóż rzecz na czynniki pierwsze to może zobaczysz gdzie robisz błąd. Ateizm to brak teizmu. W pierwszym i jedynym rzędzie jest to brak przyjęcia teizmu, brak uznania go za swój pogląd. Odrzucenie sugeruje już pewną aktywność intelektualną na polu odrzucanego poglądu, ale zwróć uwagę na sformułowanie "na polu odrzucanego poglądu". Rozważając istnienie Boga jesteśmy bowiem na gruncie teizmu i tyko o nim rozmawiamy, wszak Bóg jest pojęciem "wprowadzonym" do dysputy (w sposób nierozumny, stąd cudzysłów) przez teizm. To nie ateizm wymyśla Bogów by twierdzić że nie istnieją - ateizm jest pusty, nie ma o czym rozmawiać.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > >> b) ateista twierdzi, że Bóg nie istnieje,> >Brednia. Ateista co najwyżej odrzuca takież twierdzenia ludzi z umysłami upośledzonymi wiarą w dowolny teizm.> A więc wszystko się zgadza. Odrzucam twierdzenie A, to znaczy głoszę,> że nie jest prawdą, że A.> >> ... odrzucam twierdzenie A, z powodu braków racjonalnych dowodów. Z tego samego powodu nie konstruuję twierdzenia B - a więc też go odrzucam... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > Mnie uczono, że: > a) teista - twierdzi, że Bóg istnieje, > b) ateista twierdzi, że Bóg nie istnieje, > c) agnostyk - nie twierdzi, że Bóg nie istnieje, i nie twierdzi, że Bóg nie istnieje.
Różne bajki opowiadają z ambony. Niestety, często mają się one nijak do rzeczywistości.
|
|
| | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Sugeruję Panu zerknąć do słownika języka polskiego i porównać tamtejsze definicje z moimi.
|
|
| | | | | | | |  | 9 na 9 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | SJP nie jest ostateczną wyrocznią. Etymologicznie a-teizm stoi w opozycji do teizmu, który jest afirmacją tezy o istnieniu bogów. Ateizm wskazuje tylko, że taka postawa jest nieuprawniona.
Nie trzeba zaprzeczać tezie, gdy wystarczy zwrócić uwagę na brak podstaw do jej przyjęcia.
|
|
| | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > Tych, którzy odrzucają istnienie pseudo-boga, nazwę rozsądnymi. > Mnie uczono, że: > a) teista - twierdzi, że Bóg istnieje, > b) ateista twierdzi, że Bóg nie istnieje, > c) agnostyk - nie twierdzi, że Bóg nie istnieje, i nie twierdzi, że Bóg nie istnieje.
... a jak by pan określił antyteistów?...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>... a jak by pan określił antyteistów?...
Nie mam nic przeciwko nim, bo zmuszają teistów do przemyślenia własnych tez. Tak samo powinni antyteiści (czy ateiści) traktować teistów, czego niestety nie doświadczam na tym forum.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Irracja (4721 punktów) | >>... a jak by pan określił antyteistów?... > Nie mam nic przeciwko nim, bo zmuszają teistów do przemyślenia własnych tez. > Tak samo powinni antyteiści (czy ateiści) traktować teistów, czego niestety nie > doświadczam na tym forum. >
... problem w tym, że ateiści i antyteiści to dwie różne grupy. Nie rozumiem dlaczego duża część społeczeństwa widzi ateistów jako tych którzy ideologicznie chcą zwalczać boga, co jest domeną antyteistów. Ateiści po prostu żyją bez "Boga", bo im nie jest potrzebny do życia i ich poglądów. Jest to też o tyle dziwne, to spychanie ateistów do roli antyteistów, iż ateiści to ludzie racjonalni, więc wiedzą to, że walka z czymś co uważają za niepotwierdzone i wielce wątpliwe by istniało, a jednocześnie niematerialnym jest bezsensem samym w sobie...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > ... problem w tym, że ateiści i antyteiści to dwie różne grupyCzy aby? A może antyteiści to po prostu "wojujący ateiści"? Chyba że jest jakaś istotna różnica, w takim razie proszę Cię o wyjaśnienie. > Nie rozumiem dlaczego duża część społeczeństwa widzi> ateistów jako tych którzy ideologicznie chcą zwalczać boga,> co jest domeną antyteistówO tym określeniu pierwszy raz słyszę (czytam) od Ciebie. Zastosujmy prostą logiczną dedukcję: czy antyteista zwalcza teistę, czy teos? Teistę (sam siebie przecież nie może) Więc.. chyba ateistę z zaimkiem "walczący", którego "zapomina" dodać społeczeństwo widzi dobrze (niestety ludzie w większości wrzucają wszystkie maści ateistów do jednego worka, co panu Elasp spróbowałem przetłumaczyć tuZobaczymy, co odpowie (jeśli odpowie). > Ateiści po prostu żyją bez "Boga", bo im nie jest potrzebny> do życia i ich poglądów. Jest to też o tyle dziwne, to spychanie> ateistów do roli antyteistów, iż ateiści to ludzie racjonalni,> więc wiedzą to, że walka z czymś co uważają za niepotwierdzone> i wielce wątpliwe by istniało, a jednocześnie niematerialnym jest> bezsensem samym w sobie...Eee... Grzegorz, mieszasz chłopu w głowie  . Wiedzą, ale chyba nie wszyscy. A bywają uprzedzeni, bo widać spotkali tylko ateistów wojujących. Ateiści to nie tylko ci racjonalni, jak tu... pamiętam jak spotkałem pierwszy raz w życiu ateistę (nie tego racjonalnego, tylko.. no właśnie ). Miałem wtedy chyba jakoś ze 12 lat. Chodziłem do podstawówki, i miałem takiego jednego kolegę, do którego chodziliśmy do domu się bawić, jak nam wypadła jakaś lekcja albo dwie: a miał w domu jak na lata 80te fantastyczne zabawki: drogi sprzęt stereo, zestaw TV, a najfajniejsze były wiatrówka i pistolet pneumatyczny, z których strzelaliśmy do siebie nabojami z mokrej waty. Jak człowiek był młody, to w ogóle nie zadawał sobie pytań skąd w czasie kryzysu to wszystko (nieraz jedliśmy u niego to i owo - no po prostu sam miód i frykasy !!) Kiedyś zaszedłem do niego po południu pożyczyć zeszyt, czy też książkę. Otworzył jego ojciec i na wstępie pewnym siebie, tubalnym głosem.. wrzasnął "kim ty jesteś, po co przyszedłeś?" i zrugał mnie od stóp do głów, mierząc później świdrującym wzrokiem w kompletnej ciszy  . Stałem tak zamurowany i przestraszony, po chwili już chciałem odejść.. gdy nagle ktoś bezceremonialnie odepchnął go z tych drzwi, to był kolega - wystawił swoją wiecznie uśmiechniętą gębę i bezceremonialnie rzucił "Właź  " Po latach dopiero dotarło do mnie, że jego ojciec był komendantem jedynego w moim mieście rodzinnym komisariatu Milicji. Jak myślisz, jakbym został później dewocyjnym katolikiem bez kontaktu ze światem, no jakie miałbym wspomnienia o ateistach?  łącząc pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | ... wiesz, Jacku, to bardzo ciekawy temat dlaczego ateiści i antyteiści to dwie różne grupy - przynajmniej moim zdaniem. Jednak do tego tematu muszę się trochę przygotować, więc nie odpowiem dzisiaj. Dziś powiem tylko, że za taką tezą (dwie różne grupy) przemawia geneza powstania określenia ateista - a ma kilku/kilkunastowieczną tradycję. Również racjonalne rozważenie problemu wskazuje, że ateista będący równocześnie racjonalistą, nie pasuje do zachowań jakie przypisuje się antyteistom, czy jak mówisz "wojującym ateistom"... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Proste (wydawałoby się) pytanie "co to jest ateizm i jakie są jego rodzaje?" rodzi dyskusję, która zaczyna przypominać jakiś spór teologiczny. Zwróćcie na to, Panowie, uwagę.
Mówiąc pół żartem, pół serio, gdy ateiści kiedyś opanują świat, rychło podzielą się na różne stronnictwa i sekty, spierające się o to, kto jest prawdziwym ateistą.
Człowiek jest istotą religijną, nawet jeżeli wyznaniem (powszechnym światopoglądem, jak kto woli) miałby być ateizm. Nie ma od tego ucieczki.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | W Wikipedii pod hasłem "projekcja" powinien być link do tej wypowiedzi.
A ostatnim akapitem zapracował Pan na plusa, którego już przewijam wstawić A. Bogusławskiemu za obrazek z rycerzem. I pomyśleć, że na początku uznałem tę celną diagnozę za niesmaczne przegięcie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Plodzien był pierwszy
Zaprawdę powiadam Ci - otrzymał już swoją nagrodę.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Proste (wydawałoby się) pytanie "co to jest ateizm i jakie są jego rodzaje?"> rodzi dyskusję, która zaczyna przypominać jakiś spór teologicznyTylko pozornie. Proszę najpierw przeczytać linki które panu podesłałem, wówczas może sprawa będzie jasniesza. > Zwróćcie na to, Panowie, uwagę.Cały czas zwracamy na Pana i Pana tezy uwagę, maksymalnie ją wytężamy (nawet nie tylko Panowie, ale i Panie). > Mówiąc pół żartem, pół serio, gdy ateiści kiedyś opanują świat,> rychło podzielą się na różne stronnictwa i sekty, spierające się> o to, kto jest prawdziwym ateistą.Myślę, że przede wszystkim nie będzie nam się chciało nikogo dzielić - my akceptujemy lub tolerujemy siebie i innych takimi, jakimi jesteśmy. To dla pana te książkowe podziały, nie dla nas. Żeby mógł pan nas lepiej zrozumieć  > Człowiek jest istotą religijną, nawet jeżeli wyznaniem> (powszechnym światopoglądem, jak kto woli)> miałby być ateizm.I tak bywało w przeszłosci, z resztą nie tak dawmno temu, np. w ZSRR za czasów Stalina. Jednak wiatr historii i to przewiał. > Nie ma od tego ucieczki.Nie ma, bo panu Elaspowi tylko to pasuje do światopoglądu?  łącząc pozdrowienia z Rosji
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Nie chodzi o mój światopogląd, ale o przekonanie, że natury ludzkiej nie można udoskonalić i że w nowej (ateistycznej) rzeczywistości po prostu odezwą się stare wady.
Dowodzi tego historia pierwszego państwa ateistycznego. Na początku też wszystko było świetnie. To, do jak opłakanych skutków w mentalności doprowadził komunistyczny ateizm, może Pan z łatwością zaobserwować będąc w Rosji. Na jakiej podstawie sądzi Pan, że niekomunistyczny ateizm nie doprowadzi do skutków podobnych?
Jesteście Państwo (nadmiernymi, jak dla mnie) optymistami. Wierzycie, że kiedyś "wszyscy ludzie będą braćmi". Ja nie ma w sobie takiej - nomen omen - wiary. Taka sytuacja jest może ideałem, do którego należy dążyć, ale nie podejrzewam, aby została kiedykolwiek zrealizowana.
Wiara w znaczący postęp moralny człowieka jest dla mnie zabobonem i przykładem myślenia życzeniowego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie chodzi o mój światopogląd, ale o przekonanie, że natury> ludzkiej nie można udoskonalić i że w nowej (ateistycznej)> rzeczywistości po prostu odezwą się stare wady.Jednakowoż przeczy temu wiele spostrzeżeń, które i pan może samodzielnie poczynić: szczep ludzki nieustannie się rozwija, istnieje postęp, jesteśmy coraz mniej agresywni a życie ludzie ma coraz wyższą wartość i cenę (mniej ofiar w wojnach i rozruchach). > Dowodzi tego historia pierwszego państwa ateistycznego.. które było tak naprawdę para-ateistyczne (a mówiąc wprost: wyznawano tam m.in. idee komunistycznego państwa a przy okazji bardzo zdegenerowany ateizm, robiono to (nieświadomie) w sposób typowo religijny, o czym już z resztą na tym forum wiele razy wspominano). Proszę wreszcie popatrzyć do tych linków, które panu podesłałem  > Na jakiej podstawie sądzi Pan, że niekomunistyczny ateizm> nie doprowadzi do skutków podobnych?Bo my po prostu szanujemy ludzi, ale nie szanujemy ich dziwnych, a nieraz dziwacznych poglądów. > Jesteście Państwo (nadmiernymi, jak dla mnie) optymistamiRozumiem. Z pana jak widzę pesymista, w każdym razie pesymista dość ostrożny. Ale to ostatnie akurat dość dobra cecha jest. > Wierzycie, że kiedyś "wszyscy ludzie będą braćmi"Z tego co wiem nic takiego nikt tutaj nie napisał, ani w to nie wierzył. Jednak żeby się upewnić proszę spytać innych. Wydaje mi się, że miesza pan ateizm humanistyczny z ideami światowej rewolucji Lenina. > ja nie ma w sobie takiej - nomen omen - wiary.Ja też nie  > Wiara w znaczący postęp moralny człowieka jest dla mnie> zabobonem i przykładem myślenia życzeniowego.Gdzieś słyszałem pewną historię, ale nie wiem czy to prawda: Pewien fizyk zabrał się za zważenie trzmiela, zmierzył mu powierzchnię skrzydełek itp. Był to b. dobry fachowiec w przepływów turbulentnych i fizyki gazu. Wcześniej zainteresowało go, jak to możliwe że trzmiel lata i to całkiem nieźle. Po paru dniach żmudnych obliczeń wyszło mu, że trzmiel latać nie może, więc zamknął oczy i zaczął wierzyć że to co widział wcześniej to zwykła fikcja, z pewnością jest zabobonem oraz przykładem myślenia życzeniowego.  łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >> Nie chodzi o mój światopogląd, ale o przekonanie, że natury >> ludzkiej nie można udoskonalić i że w nowej (ateistycznej) >> rzeczywistości po prostu odezwą się stare wady. >Jednakowoż przeczy temu wiele spostrzeżeń, które i pan może samodzielnie poczynić: szczep ludzki nieustannie się rozwija, istnieje postęp, jesteśmy coraz mniej agresywni a życie ludzie ma coraz wyższą wartość i cenę (mniej ofiar w wojnach i rozruchach).
Niestety, można to obalić i to na najzupełniej naukowych podstawach. Ludzki genom nie zmienił się od 200 tysięcy lat, jeżeli więc psychika (i że tak powiem "charakterologia") człowieka ma podbudowę genetyczną, nie różnimy się od człowieka pierwotnego. Jest zresztą bardzo ciekawa książka na ten temat: R. Dubois, "Tyle człowieka, co zwierzęcia".
"Wierzycie, że kiedyś "wszyscy ludzie będą braćmi"
Z tego co wiem nic takiego nikt tutaj nie napisał, ani w to nie wierzył. Jednak żeby się upewnić proszę spytać innych. Wydaje mi się, że miesza pan ateizm humanistyczny z ideami światowej rewolucji Lenina."
Idee równości i braterstwa to przecież idee oświeceniowe, które przedostały się do leninizmu przez (post-oświeceniowy) marksizm ("Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!"). Inny wytwór Oświecenia, mianowicie ruch wolnomularski, także hołduje zasadom braterstwa i równości.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Niestety, można to obalić i to na najzupełniej naukowych> podstawach. Ludzki genom nie zmienił się od 200 tysięcy lat,> jeżeli więc psychika (i że tak powiem "charakterologia")> człowieka ma podbudowę genetyczną, nie różnimy się od człowieka> pierwotnego. Jest zresztą bardzo ciekawa książka na ten temat:> R. Dubois, "Tyle człowieka, co zwierzęcia".Poruszył pan sprawę psychiki, a to faktycznie w tym b. ważne. Obalać można, a nawet trzeba.. próbować. Jednak proszę zauważyć, że: Po pierwsze: mózg ludzki pracuje na niepełnych obrotach (a u niektróych nawet b. niepełnych  ) Po drugie: twórcy psychologii humanistycznej zauważyli kiedyś, że człowiek to nie tylko zwykła suma składników np. genom + budulec w postaci białka, wapnia, wody. To ktoś więcej. Po trzecie: wracamy tu znów do starego przykładu z trzmielem: niby człowiek (jego natura) się nie udoskonala, ale wojen jakby mniej, coraz to bardziej zależy nam na życiu (nie tylko swoim), poza tym Chińczycy niedługo okrążą księżyc (co robili już w przeszłości Amerykanie oraz rosyjskie sondy) a na to przecież trzeba było niemałego wspólnego wysiłku ludzi, co kiedyś było nie do pomyślenia, choćby m.in. z przyczyn organizacyjnych. W przeciągu ostatnich paru setek lat padła cała masa niedoskonałych przesądów, wierzeń. Choć genom ludzki faktycznie się nie zmienił (a nawet w niektórych przypadkach jego jakość pogorszyła się vide zanieczyszczenie środowiska, powielanie niektórych chorób genetycznych związane z osiągnięciami medycyny) wciąż idziemy do przodu. Co pan tu chce obalać i gdzie widzi powód do pesymizmu? (w zewnętrznym świecie, bo przecież że nie w Panu  ) > Idee równości i braterstwa to przecież idee oświeceniowe, które> przedostały się do leninizmu przez (post-oświeceniowy) marksizm> ("Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!"). Inny wytwór Oświecenia,> mianowicie ruch wolnomularski, także hołduje zasadom braterstwa> i równości.Dobrze, i co w związku z tym? łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Ludzki genom nie zmienił się od 200 tysięcy lat, jeżeli więc psychika (i że tak powiem "charakterologia") człowieka ma podbudowę genetyczną, nie różnimy się od człowieka pierwotnego.Co się nie zmieniło od 200 tysięcy lat? Genom ludzki zawiera kilkadziesiąt tysięcy genów i wszystkie są niezmienne od 200 tys. lat? Gdyż to, że od 200 tys. lat ludzki genom zawarty jest w jądrze w 23 parach chromosomów jest tu naprawdę mało istotne. Antropogeneza
Ponad półtora wieku temu Darwin postawił tezę, że człowiek i małpa mają wspólnych przodków, a nawet poszedł znacznie dalej, i mówiąc o jedności świata organicznego stwierdzał, iż cały świat żywych istot ma wspólnych, choć coraz bardziej odległych w czasie, przodków. O naszym "rodowodzie" Jean Rostand powiedział: "Człowiek jest wnukiem ryby, ciotecznym wnukiem nagiego ślimaka, potomkiem meduz, pełzających robaków, śliskich ryb i kudłatych ssaków".
Darwinowska teza bezsprzecznie została już dawno naukowo udowodniona, ale światopogląd naukowy jest rzadką ludzką przypadłością i na przykład w ukochanych przez Polaków Stanach Zjednoczonych podręczniki biologii jeszcze teraz w dużej części środkowych stanów okleja się informacją, że ewolucjonizm jest tylko jedną z teorii. Oburzona tym redakcja "National Georaphic" listopadowy numer 2004 r. poświęca pokazaniu dowodów na prawdziwość tez darwinizmu. Zdecydowanie warto tam zajrzeć ze względu na znakomite (jak prawie zawsze) ilustracje. Muszę tu zdecydowanie podkreślić, że starając się śledzić osiągnięcia dynamicznie rozwijających się w ostatnim półwieczu nauk biologicznych, nie tylko nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, że Karol Darwin miał racje, ale także wzrasta moja pewność, że była to w historii nauki jedna z najważniejszych tez naukowych, a także, że przeczy ona możliwościom istnienia jakichkolwiek "inteligentnych projektów".
Wynikiem działań natury są posiadające inteligencję twory, ale sama natura nie kieruje się inteligencją. Zachwycając się naukowo konstrukcją wszechświata oraz znanych nam organizmów, trzeba szczególnego intelektualnego uporu, aby dojrzeć w nich boską intencjonalność. Dzisiejszy człowiek jest wynikiem ewolucyjnego rozwoju. Roger Fouts, który całe naukowe życie poświęcił szympansiej psychice, w książce Najbliżsi krewni. Jak szympansy uświadomiły mi, kim jesteśmy napisał: "Jeżeli w ciągu ostatnich stu lat nauki biologiczne nauczyły nas czegoś, to tego, że wytyczanie absolutnych granic między gatunkami jest zajęciem zupełnie jałowym. Przyroda jest jednym wielkim continuum. Z każdym rokiem odkrywamy coraz więcej dowodów na poparcie rewolucyjnej hipotezy Darwina, że umysłowe i emocjonalne życie zwierząt różni się nie jakościowo, ale ilościowo, poczynając od ryb, przez ptaki i małpy, aż do ludzi. (...) Nie ma sensu wynoszenie na najwyższy szczebel drabiny istnienia i stawianie obok ludzi szympansów, a wykluczanie pawianów, delfinów i słoni, które są bardzo inteligentnymi, społecznymi istotami, mającymi życie emocjonalne".
Długo trwało, zanim osiągnęliśmy obecny poziom intelektualnego rozwoju. Cztery miliardy lat temu pojawiły się pierwsze replikatory. Ponad cztery miliony lat temu w niektórych częściach Afryki pojawiły się wczesne formy przedludzkie z czaszką o pojemności 400 cm2. Przed około 40 tysiącami lat Homo sapiens otrzymał swój ostateczny biologiczny kształt z prawie dwoma litrami mózgowia. Niezbyt dokładnie wiemy kiedy, a możemy tylko spekulować dlaczego, zostaliśmy wyposażeni w organ, którego możliwości wykraczały poza zakres jego stosowalności. Natomiast początkiem naszej człowieczości jest ilościowy i jakościowy rozrost neokorteksu (nowej kory mózgowej).
Bardzo cenimy sobie nasze emocje, słusznie uważając, że sam intelekt jest dla człowieka wyróżnikiem niewystarczającym i dopiero subtelna gra między intelektem a emocjami odbywająca się w umyśle świadczy o naszej wyjątkowości. Ale należy przy tym pamiętać, że rejony odpowiedzialne za emocje są najstarsze i bardzo zbliżone do istniejących u innych zwierząt. Nasz mózg, tak samo jak reszta ciała, ewoluował z podobnych struktur i stopniowo na stary (gadzi), a później limbiczny (starossaczy) pień nakładały się warstwy pozwalające na rozwój świadomości. U "wyższych" ssaków pojawiły się procesy, które już można nazywać myśleniem. Najpierw było to myślenie równoczesne, później wraz z rozróżnieniem funkcji półkul mózgowych wzrastała waga myślenia sekwencyjnego dominującego u ludzi. Potwierdza to tezę, że struktura umysłu jest przedludzka, a jej rozwój następował stopniowo. Pod naporem faktów, obecnie coraz więcej uczonych uważa, że u zwierząt możemy dostrzec nie tylko dosyć bogaty świat emocjonalny, ale także u wielu z nich widoczne są oznaki samoświadomości, świadomości istnienia innych, a nawet pewna zdolność przewidywania i intencjonalność, czyli umiejętność zaplanowania swoich działań. Zresztą wystarczy popatrzeć na zachowania naszych "mniejszych braci", aby nasze wątpliwości zmniejszyć do minimum. www.racjon(*),Czlowiek..fenomenalne.zwierze> Wydaje mi się, że miesza pan ateizm humanistyczny z ideami światowej rewolucji Lenina.Koniecznie chce Pan dowieść całkowitej niezmienności Pańskiego genomu od 200 tys. lat. Naprawdę można mieć tak porąbane pod sufitem w Europie XXI wieku? Jeżeli komuś cokolwiek się miesza, to Pan w tym pomieszaniu jest tu niekwestionowanym liderem. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >jeżeli więc psychika (i że tak powiem "charakterologia") człowieka ma podbudowę genetyczną, nie różnimy się od człowieka pierwotnego. A ma? Czy może spytam inaczej - czy naprawdę sądzi Pan, że ma wyłącznie podbudowę genetyczną? Bo mi się widzi, że nie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Słuszne spostrzeżenie. Zależność wygląda więc następująco:
1) Jeżeli człowiek jest w całości materialny, to żaden postęp nie dokonał się, bo psychika człowieka jest wyznaczona przez geny, a te nie zmieniły się znacząco od kilkudziesięciu tysięcy lat.
2) Jeżeli postęp dokonał się faktycznie, to człowiek nie jest wyznaczony przez geny.
Jedyne, co może zrobić materialista, to posłużyć się argumentem z "potencjalności" (jak powyżej) i zrewidować założenie 1). Dla teisty zdanie 2) będzie natomiast jakimś argumentem za istnieniem niematerialnej duszy, ale musi jakoś unieważnić argument z potencjalności.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > 1) Jeżeli człowiek jest w całości materialny, to żaden postęp nie dokonał się, bo psychika człowieka jest wyznaczona przez geny, a te nie zmieniły się znacząco od kilkudziesięciu tysięcy lat< To jest czysta demagogia która ma wykazać konieczność istnienia duszy. Takiej konieczności nie ma.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | Nie chodzi o konieczność, ale o możliwość. Wierzącemu wystarczy możliwość.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >.. Wierzącemu wystarczy możliwość. Czyżby? Czy nie stanie się wówczas 'ewentualnie wierzącym' zamiast wierzącym par excellence?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Wydaje mi się, że do wiary wystarcza możliwość, a do "ewentualnej wiary" - możliwość możliwości.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Nie chodzi o konieczność, ale o możliwość. Wierzącemu wystarczy możliwość.< Zgoda.Możesz sobie wierzyć w istnienie duszy. Możesz też nam coś zdradzić z twojego wyobrażenia czym jest ta dusza. Był nawet oszołom który tą niematerialną duszę zważył(sic). Problem leży w tym że ty swoje tezy nie przedstawiasz jako możliwość tylko jako absolutną prawdę naukową. Ignorujesz wypowiedź p. Andrzeja i dalej ciągniesz w amoku swoje dyrdymały o rozwoju człowieka, nie mające żadnych podstaw naukowych. Gorzej, ty je świadomie pomijasz, dlatego ten twój post o genomie, 200 000 lat itd. wywołuje u mnie torsje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
A czy stwierdzenie, iż "wszyscy ludzie są równi" jest prawdą naukową? Jeżeli nauka dowodzi różnic między ludźmi (a chyba dowodzi), to czyż nie powinieneś z niej zrezygnować jako dyrdymałów? W imię czego mamy wszystkich traktować tak samo pod względem prawnym, jeżeli różnią się stopniem inteligencji, wiedzą, stanem zdrowie, wiekiem, zamożnością? W imię czego? Proszę o odpowiedź na to pytanie.
Pojęcie wolnej woli ma sens nie tylko ontologiczny, ale i etyczny (jak w.w. zasada).
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) | > A czy stwierdzenie, iż "wszyscy ludzie są równi" jest prawdą naukową? Jeżeli >nauka dowodzi różnic między ludźmi (a chyba dowodzi), to czyż nie powinieneś >z niej zrezygnować jak i innych dyrdymałów? W imię czego mamy wszystkich traktować >tak samo pod względem prawnym, jeżeli różnią się stopniem inteligencji, wiedzą, >stanem zdrowia, wiekiem, zamożnością? W imię czego? Proszę o odpowiedź na to pytanie. >
Pojęcie wolnej woli ma sens nie tylko ontologiczny, ale i etyczny (jak w.w. zasada). >Pozdrawiam. >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > A czy stwierdzenie, iż "wszyscy ludzie są równi" jest prawdą naukową? <"Wszyscy ludzie są równi" dotyczy praw obywatelskich, praw jednostki. Prawa zapisanego w Konwencji ONZ, do dziś nie podpisanej przez Watykan. > Jeżeli nauka dowodzi różnic między ludźmi (a chyba dowodzi), to czyż nie powinieneś> z niej zrezygnować jako dyrdymałów?< Cytat:Niestety, można to obalić i to na najzupełniej naukowych podstawach. Ludzki genom nie zmienił się od 200 tysięcy lat, jeżeli więc psychika (i że tak powiem "charakterologia") człowieka ma podbudowę genetyczną, nie różnimy się od człowieka pierwotnego.
To są twoje dyrdymały, nie podparte żadnymi dowodami naukowymi. Negujące rozwój ewolucyjny jaki się dokonał w ciągu 200 tys. lat.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
""Wszyscy ludzie są równi" dotyczy praw obywatelskich, praw jednostki. Prawa zapisanego w Konwencji ONZ, do dziś nie podpisanej przez Watykan."
I to ma być argument?
Zapytam inaczej: czy słuszne jest to, że zapisano to prawo, a jeżeli słuszne, to dlaczego?
Przecież chyba zapisano je dlatego, że jest słuszne, a nie na odwrót.
Powtarzam także o pytanie o powód, dla którego ludzie mają być pociągani do odpowiedzialności za czyny, skoro są istotami materialnymi, a świat rządzi się przyczynowo-skutkowymi (i ich decyzje są także zdeterminowane).
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | martok (1115 punktów) |
> Powtarzam także o pytanie o powód, dla którego ludzie mają być pociągani do odpowiedzialności za czyny, skoro są istotami materialnymi, a świat rządzi >się przyczynowo-skutkowymi (i ich decyzje są także zdeterminowane).
Dlatego, że z logicznego punktu widzenia przyczynowo-skutkowy model rzeczywistości nie prowadzi nieuchronnie do determinizmu. Naukowcy pracujący w dziedzinach empirycznych myślą wyłącznie w kategoriach przyczynowo-skutkowych, a mimo to nie znajdziesz wśród nich zbyt wielu wyznawców prymitywnego fatalizmu.
Pozdrawiam - M *
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
1. "Przyczynowo-skutkowy rzeczywistości nie prowadzi nieuchronnie do determinizmu."
Skąd to wiadomo? Może to zresztą tylko niedoskonałość naszych teorii, że nie obejmują wszystkich przyczyn?
2. "Naukowcy pracujący w dziedzinach empirycznych myślą wyłącznie w kategoriach przyczynowo-skutkowych, a mimo to nie znajdziesz wśród nich zbyt wielu wyznawców prymitywnego fatalizmu."
Proszę wybaczyć, ale to nie jest żaden argument.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | martok (1115 punktów) |
>1. "Przyczynowo-skutkowy [model] rzeczywistości nie prowadzi nieuchronnie do determinizmu." > Skąd to wiadomo?
To wiadomo z logiki. Bez trudu można zbudować układ w którym:
1) każde zdarzenie ma jakieś przyczyny; 2) każde zdarzenie ma jakieś skutki;
a mimo to:
3) istnieje kilka alternatywnych dróg rozwoju układu w przyszłości.
To oznacza, że przyczynowość nie pociąga za sobą determinizmu. Kropka. *
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | >>1. "Przyczynowo-skutkowy [model] rzeczywistości nie prowadzi nieuchronnie do determinizmu." >3) istnieje kilka alternatywnych dróg rozwoju układu w przyszłości. > To oznacza, że przyczynowość nie pociąga za sobą determinizmu. Kropka. >*
... hmmm, czy to aby nie jest tak, iż "każda przyczyna jest czynnikiem predysponującym - zaś określony zespół przyczyn jest dopiero determinujący"?...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | setarkos (10757 punktów) | > Jeżeli postęp dokonał się faktycznie, to człowiek nie jest wyznaczony przez geny. Masz rację. Człowiek wykształcił także kulturę, w tym zwłaszcza wiedzę naukową (przez religie często tłumioną lub zawłaszczaną), która pozwala mu wyznaczać i realizować cele nieznane szamańskim plemionom przodków.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Ale potrafi działać jak człowiek pierwotny - vide plemienna wojna w b. Jugosławii w latach 90. tych XX wieku.
Poza tym wszystkie elementy kultury znaleźć można (co prawda w formie zalążkowej) w społeczności pierwotnej, np. wiedzę, prawo, narzędzia, język, religię. Istnieje (oczywiście) różnica ilościowa, ale nie jakościowa. >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | setarkos (10757 punktów) | > Ale potrafi działać jak człowiek pierwotny - vide plemienna wojna w b. Jugosławii Cóż, widocznie nie jesteśmy odcięci od małpiej pępowiny (ni ulepieni z boskiej gliny). Może postęp wypada rozumieć raczej jako wzrost możliwości, niż poprawę naszej .. jakości. [Stanisław Lem pytany o przyszłość świata stwierdził był, że: "będzie tak samo, tylko bardziej".]
>.. elementy kultury znaleźć można w społeczności pierwotnej, np. wiedzę, prawo, narzędzia, język, religię. Tak, nie umieszczałbym jednak wiedzy z religią w jednym zbiorze. >.. różnica ilościowa, ale nie jakościowa. Czy jakość nie jest szczególnym przypadkiem ilości, tyle że zredukowanej do wyboru czarno-białego z liczniejszej palety? [Podobne byłoby pytanie o redukowalność matematyki do (dwuwartościowej) logiki.]
P.S. Czy między pogaństwem a np. chrześcijaństwem (a uznaję się (dzięki Twej podpowiedzi)) za poganina) występuje różnica ilościowa, czy jakościowa?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Religia jest tak samo elementem kultury, jak te, które wymieniłem. Ma więc prawo być w tym zbiorze, niezależnie od jej oceny pod względem prawdziwości czy pożyteczności.
Powiedziałbym, że jeżeli istnieje jakościowa różnica między chrześcijaństwem a pogaństwem, to tylko w wyniku ingerencji czynnika ponadnaturalnego.
Jeżeli wystąpił postęp w historii ludzkości (bez względu na to, czy o charakterze ilościowym, czy jakościowym i pomijając prehistorię, odkrycie ognia, itp.), to ma on, jak sądzę, trzy źródła. Są nimi:
a) starożytna filozofia i nauka (starożytna Grecja i Aleksandria), b) prawo rzymskie, c) etyka judeo-chrześcijańska.
To trzy fundamenty cywilizacji europejskiej, którą chyba akceptujemy (?) i w której chcemy żyć. Bez nich bylibyśmy barbarzyńcami.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > Religia jest tak samo elementem kultury, jak te, które wymieniłem. Ma więc prawo być w tym zbiorze, niezależnie od jej oceny pod względem prawdziwości czy pożyteczności. > Powiedziałbym, że jeżeli istnieje jakościowa różnica między chrześcijaństwem a pogaństwem, to tylko w wyniku ingerencji czynnika ponadnaturalnego. > Jeżeli wystąpił postęp w historii ludzkości (bez względu na to, czy o charakterze ilościowym, czy jakościowym i pomijając prehistorię, odkrycie ognia, itp.), to ma on, jak sądzę, trzy źródła. Są nimi: > a) starożytna filozofia i nauka (starożytna Grecja i Aleksandria), > b) prawo rzymskie, > c) etyka judeo-chrześcijańska. > To trzy fundamenty cywilizacji europejskiej, którą chyba akceptujemy (?) i w której chcemy żyć. Bez nich bylibyśmy barbarzyńcami.
... jeżeli miałbym wybierać między pogaństwem a chrześcijaństwem, to stawiałbym na pogaństwo. I to raczej przez analogię do wychowania dzieci, niż z innych powodów. Otóż, ogólnie mówiąc, pogaństwo było politeiczne. A raczej każdy się zgodzi, że jedynak jest gorzej przystosowany do życia w społeczeństwie, niż dziecko wychowywane z rodzeństwem. Oczywiście, nie znaczy to, że jedno musi być gorsze, a drugie lepsze. Życie z różnych powodów, różne scenariusze pisze. Nie mniej wstępne predyspozycje lepiej rokują w przypadku dzieci z rodzin wielodzietnych. I właśnie przez taką analogię stawiałbym na pogaństwo...
... z wymienionych wyżej trzech filarów postępu, tylko etyka judeo-chrześcijańska jest monoteistyczna. I warto zwrócić uwagę na jeden fakt. Okres Oświecenia, który jest początkiem znacznego wzrostu nauki i postępu, jest jednocześnie okresem (bardzo swoiście rozumianej) politeizacji chrześcijaństwa. W ramach jednej religii powstaje wiele odłamów, co sprzyja wzrostowi poglądów tolerancyjnych, itp. Oczywiście prawdą jest, że początkowo doprowadziło to wielu nienawiści i rzezi. Jednak dziś, w łamach jednej religii jesteśmy bardziej tolerancyjni dla różnych odłamów religijnych, niż dla religii całkowicie odrębnych (vide:islam, judaizm, itd.)...
... pozdrawiam...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
Wydaje mi się, że przecenia się znaczenie epoki Oświecenia. Wzrost, o którym Pan mówi, nastąpił już w wieku XVII. Nie wiem też, o jakiej politeizacji chrześcijaństwa Pan mówi?
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > Wydaje mi się, że przecenia się znaczenie epoki Oświecenia. Wzrost, o którym Pan mówi, nastąpił już w wieku XVII. Nie wiem też, o jakiej politeizacji chrześcijaństwa Pan mówi?> Pozdrawiam.> ... sorry, to mój wielki błąd... chodziło mi o Odrodzenie... ... pisząc o swoiście rozumianej politeizacji mam na myśli wielorakość postaw religijnych, w ramach jednej religii. Wszyscy rozumią politeizm jako więcej niż jeden "Bóg", lecz mało kto zwraca uwagę, że to również więcej niż jedna postawa religijna w łonie tej samej religii. Od czasu Odrodzenia, w łonie jednej religii (jaką jest ogólnie rozumiany chrześcijanizm), pojawiło się więcej niż jedna postawa religijna. A to zwiększa tolerancję w wielu innych dziedzinach życia. Ma również "dobry wpływ" na postęp i rozwój nauki... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Powiedziałbym, że jeżeli istnieje jakościowa różnica między chrześcijaństwem a pogaństwem, to tylko w wyniku ingerencji czynnika ponadnaturalnego.Jeżeli zaś nie istnieje - co dla każdego obiektywnego uczonego jest oczywistością - to jest świadectwem, że taki czynnik nie istnieje. > Jeżeli wystąpił postęp w historii ludzkościPostęp w historii jest oczywisty. Strzałka czasu biegnie tylko w jednym kierunku. > (bez względu na to, czy o charakterze ilościowym, czy jakościowym i pomijając prehistorię, odkrycie ognia, itp.),Gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie sardynki? > to ma on, jak sądzę, trzy źródła.Źle Pan sądzi! Należy wyodrębnić postęp naukowy, w którym podstawowe znaczenie ma praktyka, a wiec wolność prowadzenia doświadczeń, w których religie (szczególnie chrześcijaństwo) zawsze były hamulcowym. Oraz rozwój cywilizacyjny (kulturowy), a tu można rozpocząć od cywilizacji śródziemnomorskiej. Kulturowego wielowątkowego zlepku powstałego w basenie Morza Śródziemnego w pierwszym tysiącleciu przed naszą erą. Początków należy szukać gdzieś na zachód od Morza Kaspijskiego,  stamtąd przejście "żyznym półksiężycem" nad "Morze Śródziemne". Po drodze czerpanie pełnym garściami od Persów, Hetytów, Sumerów, Babilończyków, Egipcjan i kto jeszcze po drodze się trafił. Na cywilizację śródziemnomorską którą współtworzyli starożytni Żydzi, Grecy i Rzymianie wpływ miały wszystkie kultury znajdujące się na poniższej mapce:  Dopiero później - tak od II - IV wieku n.e. zaczęło się w to wplatać przekleństwo chrześcijaństwa, ale nie wolno zapominać o ogromnym korzystnym wpływie cywilizacji islamu i nauki arabskiej:  Następnie to już czysto europejskie dodatki, najpierw Odrodzenia, a później Oświecenia. _______________________________ > Są nimi:> a) starożytna filozofia i nauka (starożytna Grecja i Aleksandria),> b) prawo rzymskie,> c) etyka judeo-chrześcijańska.> To trzy fundamenty cywilizacji europejskiej, którą chyba akceptujemy (?)Całkowita bzdura. To jest "cywilizacja łacińska" w rozumieniu Feliksa Konecznego - ortodoksa katolickiego minionej epoki (zm. 1949 r.). Cywilizacja europejska jest poskładana z bardzo wielu nurtów i chrześcijaństwo wcale nie jest w nich najbardziej znaczącym. > i w której chcemy żyć.Protestuję. Zdecydowanie nie chcę żyć w kulturze, w której chrześcijaństwo ma wpływ dominujący. > Bez nich bylibyśmy barbarzyńcami.Może poznałby Szanowny Pan trochę historii Kościoła Katolickiego nie pisanej przez katolickich hagiografów? To dopiero jest historia najobrzydliwszego barbarzyństwa jakiego dopuszczali się ludzie wobec innych ludzi. Większość kulturowego zła jest wypracowana w Kościele Rzymskokatolickim. Ja się wprost brzydzę tej instytucji, która jest najlepszym dowodem na nieistnienie Boga. Dobry wszechmocny Bóg, gdyby istniał nie pozwoliłby na czynienie tyle najpotworniejszego zła w jego imieniu i na jego chwałę. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Ja piszę o źródłach, a Pan o dopływach. Przecież nie twierdziłem, że kultura grecka, prawodawstwo rzymskie i judeochrześcijaństwo same wzięły się znikąd, ani że na naszą cywilizację nic nie oddziałały żadne inne czynniki. Jeżeli mówię o "fundamentach", to chyba nie wykluczam innych czynników ("wpływów"). "Rozwój cywilizacyjny", o którym Pan mówi, to pojęcie o wiele szersze, to przyczyny źródeł (woda w źródle też skądś się wzięła) + źródła + wielorakie wpływy, ja natomiast mówię o źródłach, a więc trochę o czymś innym.
Czy Europa A.D. 2012 bardziej zależy w swojej duchowej i kulturowej postaci od Grecji, Rzymu i judeochrześcijaństwa, czy też od Persów i Hetytów - to zostawiam do osądzenia Forumowiczom. Dziwnym trafem większość imion Forumowiczów to (poza słowiańskimi i germańskimi) imiona biblijne, a nie perskie, a terminologia, jaką operujemy na tym forum, to terminologia wywodząca się z greki i łaciny, a nie języka hetyckiego.
"Cywilizacja europejska jest poskładana z bardzo wielu nurtów i chrześcijaństwo wcale nie jest w nich najbardziej znaczącym." To który jest najbardziej znaczący?
Proszę wybaczyć, ale jest Pan po prostu niezdolny do myślenia abstrakcyjnego. Po raz drugi i ostatni prostuję Pana błędy - szczerze mówiąc wolę przeznaczyć czas na dyskusję z kimś innym.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > Ja piszę o źródłach, a Pan o dopływach. Proszę wybaczyć wtrącenie, ale czym się różnią źródła od dopływów? [Chyba tym tylko, że źródła niekoniecznie tworzą rzekę..]
Pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Zachodzi różnica chronologiczna i ilościowa (w tym wypadku ilościowa na korzyść źródeł).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Proszę wybaczyć, ale jest Pan po prostu niezdolny do myślenia abstrakcyjnego.No co miałbym napisać, iż Pan do żadnego i klepie Pan tylko popłuczyny po Pańskich mistrzach. Przecież to widać. > Po raz drugi i ostatni prostuję Pana błędyNiech Pan mnie nie prostuję, bez inkwizycyjnych metod to Panu się nie uda, a tej pięknej dla was tradycji i skutecznej metody pod naciskiem bezbożnego humanizmu musieliście się pozbyć. > - szczerze mówiąc wolę przeznaczyć czas na dyskusję z kimś innym.To Panu zawsze wolno, ale proszę nie liczyć na wzajemność. Będę nadal wykazywał głupotę Pańskich tekstów dotąd dopóki ją będę znajdował, więc myślę, iż jeszcze bardzo długo. Tyle z wzajemnych grzeczności!-------------------------------------- Teraz do rzeczy: > Ja piszę o źródłach, a Pan o dopływach.Pan wypisuje ewidentne bzdury, które tu prostujemy i ja do tego się przyczyniam. > Przecież nie twierdziłem, że kultura grecka, prawodawstwo rzymskie i judeochrześcijaństwo same wzięły się znikąd, ani że na naszą cywilizację nic nie oddziałały żadne inne czynniki.Tu na ogół uczestnicy potrafią czytać. Pan napisał: Jeżeli wystąpił postęp w historii ludzkości (bez względu na to, czy o charakterze ilościowym, czy jakościowym i pomijając prehistorię, odkrycie ognia, itp.), to ma on, jak sądzę, trzy źródła. Są nimi:
a) starożytna filozofia i nauka (starożytna Grecja i Aleksandria), b) prawo rzymskie, c) etyka judeo-chrześcijańska. Gdzie tu mowa o innych czynnikach? > Jeżeli mówię o "fundamentach", to chyba nie wykluczam innych czynników ("wpływów").Napisał Pan: To trzy fundamenty cywilizacji europejskiej, którą chyba akceptujemy (?) i w której chcemy żyć. Szanowny Panie, fundamenty to to na samym spodzie, to coś na czym stawia się budowlę. Cywilizacja śródziemnomorską, którą współtworzyli starożytni Żydzi, Grecy i Rzymianie, to już późna konstrukcja zbudowana właśnie na tych istotnych fundamentach, o których tu przypomniałem. W cywilizacji śródziemnomorskiej mało jest myśli całkowicie oryginalnej, a bardzo wiele przejętej od poprzedników z różnych źródeł. Tylko niewiedza połączona z religijną głupotą pozwala na tego pominięcie. > "Rozwój cywilizacyjny", o którym Pan mówi, to pojęcie o wiele szersze, to przyczyny źródeł (woda w źródle też skądś się wzięła) + źródła + wielorakie wpływy, ja natomiast mówię o źródłach, a więc trochę o czymś innym.To zdanie wyżej to dosyć typowy bełkot. Mąci Pan, licząc iż w mętnej wodzie łatwiej będzie ukryć prawdę jak niewiele dobrego przyniosło Europie chrześcijaństwo. > Czy Europa A.D. 2012 bardziej zależy w swojej duchowej i kulturowej postaci od Grecji, Rzymu i judeochrześcijaństwa, czy też od Persów i Hetytów - to zostawiam do osądzenia Forumowiczom.Całkowicie się tu z Panem zgadzam, większość uczestników naszego forum, to mądrzy samodzielnie myślący ludzie, potrafiący samodzielnie myśleć i dokonywać ocen. > Dziwnym trafem większość imion Forumowiczów to (poza słowiańskimi i germańskimi) imiona biblijne, a nie perskie, a terminologia, jaką operujemy na tym forum, to terminologia wywodząca się z greki i łaciny, a nie języka hetyckiego.Dziwnym trafem (choć jak dla kogo) we współczesnym świecie zaczyna dominować język angielski, czyżby Anglosasi wnieśli do Zachodniej kultury najwięcej intelektualnego i etycznego dorobku, czy też są odpowiednikiem starożytnego Rzymu? "Cywilizacja europejska jest poskładana z bardzo wielu nurtów i chrześcijaństwo wcale nie jest w nich najbardziej znaczącym."> To który jest najbardziej znaczący?Wytyczanie procentowego udziału jest tu bzdurą całkowicie nieuzasadnioną, jak również zupełnie niemożliwą. Na samo chrześcijaństwo miały wpływ tak przeróżne kultury i koncepcje, iż trudno byłoby dziś wyłowić sedno chrześcijaństwa. Znane jest teraz 260 wyznań chrześcijańskich i każde z nich uważa, że to tylko one ma rację. Uważam, że w kulturze zachodnioeuropejskiej ogromną rolę odgrywa humanizm wywodzący się z Oświecenia, ale samo Oświecenie też zostało zbudowane na dorobku poprzedników i nie wyliczę Panu jaki ma teraz procentowy udział. Kultura europejska jest wielonurtowa i bierze swoje kulturowe początki z dużej ilości różnych źródeł i źródełek (np. tu jedno z nich: histmag.or(*)ewski-Barbarzynska-Europa-6818), wśród których chrześcijaństwo wcale nie jest najważniejszym. Obrażanie mnie innych racjonalistów wcale tego nie zmieni. Czy Pan nie czuje, jak Pan się kompromituje? @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Dobry wszechmocny Bóg, gdyby istniał nie pozwoliłby na czynienie tyle najpotworniejszego zła w jego imieniu i na jego chwałę.< Cytat:Ten świat nie jest najlepszym tylko najgorszym z możliwych. Gorszy nie mógłby już istnieć. Absurdem jest, ten świat , tę arenę dręczonych i wystraszonych istot, który istnieje tylko dlatego że jeden drugiego pożera, w którym wraz z poznaniem rośnie zdolność odczuwania bólu, chcieć demonstrować jako najlepszy ze światów.... Nawet jeżeli demonstracja Leibniza, że ze wszystkich możliwych światów ten ciągle jest tym najlepszym, byłaby prawidłowa, nie byłoby przecież żadnej Teodycei , bo stwórca sam stworzył nie tylko ten świat ale również tę możliwość którą powinien tak pokierować, żeby dopuszczała lepszy świat" (Artur Schopenhauer)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Religia jest tak samo elementem kultury, jak te, które wymieniłem. Ma więc prawo być w tym zbiorze, niezależnie od jej oceny pod względem prawdziwości czy pożyteczności.< Dlaczego nie wrócić do niewolnictwa? Też było elementem tej kultury i etyki chrześcijańskiej. > Powiedziałbym, że jeżeli istnieje jakościowa różnica między chrześcijaństwem a pogaństwem, to tylko w wyniku ingerencji czynnika ponadnaturalnego.< Czy chrześcijanie nie są poganami dla innych wyznawców innych religii? > Jeżeli wystąpił postęp w historii ludzkości (bez względu na to, czy o charakterze ilościowym, czy jakościowym i pomijając prehistorię, odkrycie ognia, itp.), to ma on, jak sądzę, trzy źródła. Są nimi: > a) starożytna filozofia i nauka (starożytna Grecja i Aleksandria), > b) prawo rzymskie, > c) etyka judeo-chrześcijańska. > To trzy fundamenty cywilizacji europejskiej, którą chyba akceptujemy (?) i w której chcemy żyć. Bez nich bylibyśmy barbarzyńcami.< Do barbarzyństwa Europa wróciła po ustanowieniu chrześcijaństwa religią państwową. Etyka judeo-chrześcijańska nie spadła z nieba. Jej korzenie leżą w kulturach wcześniejszych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
Dlaczego "do barbarzyństwa Europa wróciła po ustanowieniu chrześcijaństwa religią państwową"? Nie rozumiem.
?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Dlaczego "do barbarzyństwa Europa wróciła po ustanowieniu chrześcijaństwa religią państwową"? Nie rozumiem.< Zapoznaj się z historią Kościoła i zrozumiesz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
To nie jest żadna odpowiedź.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) | >Religia jest tak samo elementem kultury, jak te, które wymieniłem. Ma więc prawo być w tym zbiorze, niezależnie od jej oceny pod względem prawdziwości czy pożyteczności. Ma prawo i jest. Religie są wytworem ludzkiej myśli (i pomysłowości). Nikt ich z historii kultury nie zamierza rugować ani udawać, że nie istnieją. Jednak miejscem wszelkich religii nie jest polityka, życie społeczne czy prawo, a... historia kultury właśnie. >Powiedziałbym, że jeżeli istnieje jakościowa różnica między chrześcijaństwem a pogaństwem, to tylko w wyniku ingerencji czynnika ponadnaturalnego. Jakiego znów "czynnika ponadnaturalnego"? Nie jestem do końca przekonana, czy istnieje jakakolwiek różnica jakościowa pomiędzy różnymi religiami. Żadna z nich nie jest ani lepsza, ani gorsza od innych. No, być może z punktu widzenia współczesnego człowieka i współczesnej etyki "lepsze" są te, w których nie składano ofiar z ludzi... >Bez nich bylibyśmy barbarzyńcami. A bylibyście?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | -jad- (18783 punktów) | >No, być może z punktu widzenia współczesnego człowieka i współczesnej etyki "lepsze" są te, w których nie składano ofiar z ludzi...
Bo to się źle kojarzy, jak kanibalizm ale w gruncie rzeczy co za różnica czy kogoś zabito na ołtarzu czy w wyniku wojny religijnej. Z punktu widzenia współczesnego człowieka złożenie na tym ołtarzu tylko własnej swobody, czasu i pieniędzy warte jest obietnicy wiecznego życia duchowego. Idę jednak o wysoki zakład, że nawet dziś, gdyby ktoś naprawdę wierzył, że to się uda, to nie zawahałby się zapłacić za to cudzym życiem doczesnym.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Ludzki genom nie zmienił się od 200 tysięcy lat, jeżeli więc psychika (i że tak powiem "charakterologia") człowieka ma podbudowę genetyczną, nie różnimy się od człowieka pierwotnego
Co za bzdura?! Pewnie już wielu dyskutantów zaatakowało ją z wielu stron, gdyż tak wiele fałszywych twierdzeń i sugestii w jednym zdaniu pozwala się pastwić na nim bez końca. Ja jednak podejdę do niego konstruktywnie i wykorzystam je jako sposobność wyjaśnienia ważnej kwestii.
Ludzki genom nie musi się zmieniać, żeby zmieniła się psychika mająca "podbudowę genetyczną". Wystarczy prosty proces selekcji, np. przez epidemie i pandemie, który zmieni proporcje genów. Po kilku zaledwie pokoleniach wymrą populacje nieodporne na pewne choroby a rozmnożą się potomkowie populacji odpornych. Tak w procesie historycznym, wraz z rozwojem rolnictwa, hodowli i handlu upowszechniły się zachowania preferujące troskę o czystość. Populacje brudasów i rozpustników zwyczajnie zaczęły wymierać wraz ze wzrostem gęstości zaludnienia i częstości kontaktów międzyludzkich. Szczególnie wrażliwe na ten rodzaj selekcji były dziewczynki w wieku dojrzewania - jeśli zbyt wcześnie rozpoczynały życie seksualne, nie dożywały w dobrym zdrowiu macierzyństwa. Niejako ich kosztem rozmnażały się swobodnie córki i wnuczki tych kobiet, które bały się seksu, bały się bólu defloracji, bały się dotyku brudnego samca... Niewiele populacji "wyspowych" na Ziemi ominęła ta selekcja. Tylko tam, gdzie nigdy nie docierały epidemie, zachowały się populacje o pierwotnych proporcjach genów, gdzie większość dziewcząt nie odczuwa strachu przed seksem.
Tak cenne w czasach historycznych dziewictwo większości szanujących się dziewcząt było pierwotnie powodem do wstydu dla ułomnych, lękliwych dziewcząt, będących wtedy w mniejszości. Ale ta właśnie ułomna mniejszość została oszczędzona przez szalejące epidemie i stała się większością, i zdominowała niedobitki bezpruderyjnej dawnej większości. Nie trzeba chyba wyjaśniać, jak ogromny wpływ na psychikę miała ta zmiana proporcji genów
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
1. Zmiana "proporcji genów" nie jest procesem nieodwracalnym, z dokładnie z tych powodów, o których Pan wspomina. To fluktuacja w pewnych granicach. Mnie chodzi o te granice właśnie.
2. Teza Pana nie jest podbudowana żadnym dowodem - to, co mówi Pan (tytułem przykładu) o higienie i czystości płciowej to czysto spekulatywne przypuszczenie.
"Szczególnie wrażliwe na ten rodzaj selekcji były dziewczynki w wieku dojrzewania - jeśli zbyt wcześnie rozpoczynały życie seksualne, nie dożywały w dobrym zdrowiu macierzyństwa. Niejako ich kosztem rozmnażały się swobodnie córki i wnuczki tych kobiet, które bały się seksu, bały się bólu defloracji, bały się dotyku brudnego samca. (...) Tak cenne w czasach historycznych dziewictwo większości szanujących się dziewcząt było pierwotnie powodem do wstydu dla ułomnych, lękliwych dziewcząt, będących wtedy w mniejszości".
To baśń antropologiczna (socjobiologiczna). Proszę ewentualnie o dowody, iż taki proces faktycznie miał miejsce.
3. Jestem skłonny przypuszczać, że było dokładnie na odwrót. Ze szczątków kopalnych wiadomo, że ludzie w czasach prehistorycznych (i historycznych) żyli bardzo krótko (30-40 lat), toteż nie było ich po prostu stać na luksus dłużej trwającej czystości (u kobiet). Maria urodziła Jezusa w wieku 13-14 lat i nie było to niczym niezwykłym, małżeństwa dynastyczne też zawierano w tym wieku jeszcze do czasów prawie że nowożytnych. W tym wieku do dziś biorą ślub Cyganie (a i z higieną u nich różnie) i nie widać, aby były u nich jakieś problemy z przeżywalnością kobiet. Przeciwnie, trudne warunki życia skłaniają ich do jak najszybszego i jak najintensywniejszego rozradzania się.
Liczyłem, szczerze mówiąc, na bardziej przemyślane odpowiedzi.
Serdecznie pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > To baśń antropologiczna (socjobiologiczna). Proszę ewentualnie o dowody, iż taki proces faktycznie miał miejsce.
Odsyłam do lektur, np. "Strzelby, zarazki, maszyny"
> Liczyłem, szczerze mówiąc, na bardziej przemyślane odpowiedzi
Taki poziom kultury dyskusji nie ma nic wspólnego ze szczerością
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >.. na czym polega agnostycyzm?> Może na braku zainteresowania "Bogiem" (lub bóstwami w ogóle)?> [A jak nazwiesz tych, co wierzą w nieistnienie Zeusa?]... do grupy "antyteistów"... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
 | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > 4. Nie jest jednak jasne, jak rozumie Pan słowo samo słowo > "moralność", ale można się domyślać, że jest to zbiór > nie arbitralnie przyjętych zasad, lecz jakoś powiązanych > z owymi "instynktami moralnymi" i rozumem (którego > wyrazem etyka), wspólnymi dla wszystkich ludzi.
Tak
> 5. Oznacza to, że dogmatyzm religijny zastępuje Pan dogmatyzmem > antropologicznym, tzn. nie wierząc już w jedną przyczynę > transcendentną wszystkich zjawisk, wierzy Panw jedną naturę > ludzką, w człowieka jako istotę z natury racjonalno-moralną.
Nie "wierzę", ale ufam (naukom przyrodniczym), więc nie zgadzam się na łączenie słowa "dogmatyzm" z antropologią.
> 6. Obawiam się, że dowodów na naiwność takiego założenia > znajdzie Pan nie mniej niż dowodów mówiących (rzekomo) > o fałszywości religii. Pierwszy z brzegu: jeżeli człowiek > jest istotą rozumną i mającą w miarę silne (pozareligijne > i przedreligijne) instynkty moralne, dlaczego od tysiącleci > wierzy w taką lub inna religię? Jeżeli rozum ludzki i > instynkty są słabe i dają się do dzisiaj otumaniać najbardziej > absurdalnym i dziwacznym religiom, dlaczego miałyby zasługiwać > na zaufanie?
Otóż to, zaufanie! Nie ufam ludziom religijnym, więc dlaczego mieliby zasługiwać na zaufanie? Ufam ludziom kierującym się rozumem i instynktami moralnymi. Pierwszy z brzegu "dowód" obaliłem, proszę o inny.
> 7. Jeżeli Pan powie, że instynkty te oraz rozum są wysoko rozwinięte > tylko u niektórych ludzi i że na wskazówkach tych ludzi można > by oprzeć całą moralność, od razu pojawia się pytanie - u których > konkretnie? Oznacza to powrót de facto powrót do jakiejś postaci > religii (wierzymy w słuszność tego, co mówi osoba, którą uważamy > za autorytet). Przeczuwam, że takimi nauczycielami moralności > mieliby być według Pana (lub mogliby być) ludzie nauki.
Ludzie nauki nie potrzebują autorytetu, gdyż można im ufać z powodu źródeł naukowych, na których opierają swoje nauczanie
> Nie > pojmuję jednak, dlaczego specjalista od tego jak jest (fizyk, > antropolog, historyk, itp.), miałby być ekspertem w kwestii > tego, jak powinno być?
Fizyk czy antropolog, to specjaliści od tego, jak było, a nie od tego "jak jest". Dzięki nauce poznajemy przeszłość i możemy uczyć się na błędach. Podstawową wskazówką moralną jest w tym ujęciu: "unikaj powtarzania błędów z przeszłości, staraj się naśladować dobre uczynki"
> Etyka dotyczy wszakże sfery powinności, > a nie faktów, mówi nie o tym jak ludzie postępują, ale o tym, > jak powinni postępować.
Powinni postępować lepiej, coraz lepiej
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Nie "wierzę", ale ufam (naukom przyrodniczym).
Na czym polega różnica między wiarą a zaufaniem?
|
|
| |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Na czym polega różnica między wiarą a zaufaniem? Ciepło, ciepło... Nigdy nie jest za późno aby zacząć myśleć, trzymam kciuki.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | -1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Niedoczekanie Pańskie....
Pytam o różnicę między wiarą (nie wiarą religijną, tylko wiarą), a zaufaniem. Odróżnianie ich to zabieg czysto słowny, mający zamaskować fakt, iż wiara (w coś) jest zjawiskiem powszechnym i że występuje także w nauce.
Zgodnie ze słownikiem PWN
wiara (w jednym ze znaczeń) = «przekonanie, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni»
zaufanie = «przekonanie, że czyjeś słowa, informacje itp. są prawdziwe».
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Niedoczekanie Pańskie....Ja też tak myślę. Płonna nadzieja pana Astrotaurusa i zaufanie pokładane w możliwości ludzkiej inteligencji: Ciepło, ciepło... Nigdy nie jest za późno aby zacząć myśleć, trzymam kciuki.Na wieki wieków Amen - baran pozostanie baranem. > Pytam o różnicę między wiarą (nie wiarą religijną, tylko wiarą), a zaufaniem.Podałem wyżej: Wiara - nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia, w warunkach braku wystarczającej wiedzy. Zaufanie wobec jakiegoś obiektu jest to wiedza lub wiara, że jego działania, przyszły stan lub własności okażą się zgodne z naszym życzeniem. (...) Obiekt zaufania może być dowolny, np. człowiek, zwierzę, przedmiot, substancja, instytucja, społeczeństwo, bóg.Zupełnie spokojnie można mieć zaufanie od instytucji nauki i żadna wiara nie jest do tego konieczną. (Choć jak wszędzie sceptycyzm się przyda.)> Odróżnianie ich to zabieg czysto słowny, mający zamaskować fakt, iż wiara (w coś) jest zjawiskiem powszechnym i że występuje także w nauce.Gówno prawda, lub święta prawda rozmaitych fideistów. Pan Fizyk wyżej napisał Panu: Nieprawda. W nauce niczego nie przyjmuje się na wiarę. Wiara nauce jest zbędna. W nauce są tyko mniej lub bardziej ugruntowane teorie. W odróżnieniu od teologii, w nauce nie ma takiego stwierdzenia, któremu nie mogłyby zaprzeczyć fakty empiryczne. Niezależnie od tego co sobie filozofowie wydumają.www.racjon(*)m.php/s,532005/z,0/d,9#w535514> Zgodnie ze słownikiem PWN> wiara (w jednym ze znaczeń) = «przekonanie, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni»Trochę więcej z tego słownika: wiara ż IV, CMs. wierze; Im D. wiar 1. blm «przeświadczenie, przekonanie, pewność, że coś jest prawdą, że coś jest słuszne; ufność, że coś się spełni, wierzenie w coś»: Wiara w ideały, w słuszność jakiejś sprawy. Wiara we własne siły. Przywracać komuś wiarę w coś. Stracić wiarę w coś. Coś budzi, podcina wiarę w kimś. Coś zasługuje na wiarę. Czyjeś słowa tchną wiarą. Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko. (Mick.)
i czy z tego wynika, "iż wiara (w coś) jest zjawiskiem powszechnym i że występuje także w nauce", czy tylko to co powtarzam, że nie ma takiej głupoty, w którą wierzyć nie można? Miłego dnia. @@@ .
|
|
| |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Na czym polega różnica między wiarą a zaufaniem? Wiara religijna - pogląd, który - przy obecnym stanie wiedzy naukowej - nie znajduje jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości. W religioznawstwie polega przede wszystkim na przyjęciu istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. Świadoma decyzja przyjęcia takiej wiary nazywa się aktem wiary. W epistemologii wiara to "uznawanie za prawdziwe nieuzasadnionego twierdzenia". Zarówno uzasadnienie jak i jego brak nie implikują prawdziwości lub fałszywości treści wiary (zob. problem uzasadnienia). Występowanie wiary uznaje się za konieczne w początkowej fazie rozwoju nauki (przyjmuje się, że dużej mierze zawdzięcza ona wierze swoje istnienie kiedy to pierwszy raz w dziejach świata ludzie podeszli rozumowo do mitycznej materii, narodziły się filozofia i nauka, które zresztą wówczas stanowiły jedno - tymi pionierami racjonalizmu byli Grecy. Jest też nierozerwalnie związana z religią i może opierać się na przyjęciu dogmatów.
Chrześcijańskie rozważania nad wiarą koncentrowały się wokół wersów 1-2 w 11 rozdziale Listu do Hebrajczyków, który przedstawiając owoce wiary (gr. pistis) definiuje ją jako hupostasis, co może być tłumaczone jako podstawa (w Biblii Tysiąclecia nawet poręka), albo jako substancja. Idąc za pierwszym rozumieniem tego słowa Święty Tomasz przedstawia wiarę jako przyrodzony stan umysłu, polegający na pewności prawd nie z racji dowodów rozumowych, ale przez przyjęcie świadectwa autorytetu, wynikająca z zaufania (wiarą chrześcijańska, czyli zaufanie do Kościoła jest nadto łaską oraz cnotą teologiczną).
Postrzeganie wiary jako duchowej substancji udzielonej do wnętrza serca człowieka, która następnie powoduje osobiste doświadczenie dogłębnego przekonania o czymś czego nie postrzegają zmysły jest często przyjmowane w teologii ewangelickiej. Współczesny katechizm Kościoła Katolickiego kładzie nacisk na jeszcze inny, również nadprzyrodzony charakter wiary, określając ją jako relację z Bogiem: "Wiara jest najpierw osobowym przylgnięciem człowieka do Boga; równocześnie i w sposób nierozdzielny jest ona dobrowolnym uznaniem całej prawdy, którą Bóg objawił." (KKK 150)
Zaufanie wobec jakiegoś obiektu jest to wiedza lub wiara, że jego działania, przyszły stan lub własności okażą się zgodne z naszym życzeniem. Jeśli takiej pewności nie mamy, to zaufaniu towarzyszy także nadzieja. Obiekt zaufania może być dowolny, np. człowiek, zwierzę, przedmiot, substancja, instytucja, społeczeństwo, bóg. W przypadku relacji międzyludzkich zaufanie dotyczy najczęściej uczciwości drugiej strony wobec nas, co niekoniecznie oznacza uczciwość wobec innych, np. w grupie przestępczej. Zaufanie może, ale nie musi być odwzajemnione; jest jedną z podstawowych więzi międzyludzkich, zarówno w rodzinie jak i grupach społecznych, i bywa szczególnie cenne w sytuacjach kryzysowych. Wzbudzanie zaufania jest też częstą metodą działania przestępców, zwłaszcza oszustów. Emocja zaufania jest doznawana także przez bardziej inteligentne zwierzęta.
Wiara - nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia, w warunkach braku wystarczającej wiedzy. Owo subiektywne prawdopodobieństwo nigdy nie osiąga wartości 100%, gdyż wtedy wiara staje się wiedzą. Jeśli subiektywne prawdopodobieństwo jest małe, to potocznie taką wiarę nazywamy przypuszczeniem, a przy znikomym prawdopodobieństwie mówimy, że czegoś nie wykluczamy. Twierdzenie, które jest przedmiotem wiary nie musi być do końca (lub w ogóle) zwerbalizowane - np. roczne dziecko też może w coś wierzyć. Dotyczy to również bardziej inteligentnych zwierząt. W zwierzęcej "wierze" także dochodzi do subiektywnej oceny prawdopodobieństwa, która jest istotą każdej wiary. Wiara jest także ważnym składnikiem nadziei. [Wikipedia]
Choć to podobne znaczeniowo pojęcia, to zaufanie do nauki i jej metodologii wcale nie musi być tożsame z wiarą.
@@@ .
|
|
| | |  | 1 na 3 | Artur@R (7115 punktów) | > Choć to podobne znaczeniowo pojęcia, to zaufanie do nauki i jej metodologii wcale nie musi być tożsame z wiarą.<Ja sobie na własny użytek definiuje tak: *zaufanie do nauki - to po prostu wiedza (znajomość faktów, argumentów, metodologii nauki, źródeł danych itd.) *zaufanie do nauki bez wiedzy - to wiara. W relacjach międzyludzkich określam zaufanie jako uświadomioną, rozumną naiwnośćBez tych dwóch przymiotników pozostaje tylko - naiwność. 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | , >>>>Choć to podobne znaczeniowo pojęcia, to zaufanie do nauki i jej metodologii wcale nie musi być tożsame z wiarą. >Ja sobie na własny użytek definiuje tak: >*zaufanie do nauki - to po prostu wiedza (znajomość faktów, argumentów, metodologii nauki, źródeł danych itd.) >*zaufanie do nauki bez wiedzy - to wiara. >W relacjach międzyludzkich określam zaufanie jako uświadomioną, rozumną naiwność Nie! Do zaufania do nauki opartego na wiedzy o metodach i jej faktycznych osiągnięciach nie potrzebna jest żadna "naiwność" (nawet ta "uświadomiona i rozumna"). Nauka daje największą pewność faktycznie dostępną człowiekowi, (choć naukowe prawdy - podlegające permanentnej weryfikacji - zmieniają się, to naukowa prawda o istniejącej obiektywnie rzeczywistości i jej prawach, jest prawdą jedyną dostępną człowiekowi, co ponadto to tylko spekulacje i fantazje.)
Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego z okazji zbliżających się Świąt.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 2 na 4 | Artur@R (7115 punktów) | > Nie! Do zaufania do nauki opartego na wiedzy o metodach i jej faktycznych osiągnięciach nie potrzebna jest żadna "naiwność" <Całkowita zgoda panie Andrzeju. To moje określenie zaufania na płaszczyźnie relacjach czysto personalnych, ludzkich uznajmy za licentia poetica  Pozdrawiając, wzajemnie ciepłe i szczere życzenia chwil szczęśliwych wiele, udanego Świętowania składam  . Użytkownikom, Moderatorom, Redaktorom i Autorom portalu Racjonalista.pl - WIELE DOBREGO Z OKAZJI ŚWIĄT.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Na czym polega różnica między wiarą a zaufaniem?
Wiara jest dana przez wierzącego bez rygorystycznych warunków, zaś na zaufanie obiekt musi najpierw zasłużyć. Można np. ufać człowiekowi, który sprawdził się, jako godny zaufania, ale można mu nie wierzyć, jeśli znany jest jako jajarz.
Balcerowiczowi można ufać, że to co robi, robi z korzyścią dla Polski, Kaczyńskiemu można co najwyżej wierzyć, że nie chce szkodzić Polsce, ufać mu nie można. Fizykom i biologom można ufać, że uczą wiedzy prawdziwej, socjologom czy psychologom klasycznym można co najwyżej wierzyć.
Ludzie głupi nie wiedzą, komu ufać, bo nie potrafią ocenić dowodów ani skutków, dlatego muszą kierować się wiarą. Nie odróżniają książki godnej zaufania od hochsztaplerstwa w stylu Denikena, nie odróżniają dobrego dziennikarstwa od demagogii...
Staram się kierować zaufaniem. Czytam tylko wydawnictwa, które wydało wiele dobrych rzeczy i ani jednej złej. Umiem wyłapywać kompromitujące frazy. Kiedyś ktoś prawie godny zaufania polecił mi książkę o zdrowym odżywianiu i trybie życia. Otworzyłem na chybił trafił i trafiłem na fragment o tym, że zdrowo jest chodzić boso po trawie, bo przez stopy odpływają do ziemi zużyte elektrony. Za jednym zamachem straciłem zaufanie do dwóch źródeł: osoby i wydawnictwa. Taka selekcja pozwala mi otaczać się ludźmi i książkami na poziomie.
Osoby religijne i teksty oparte na religijnych źródłach, to źródła, którym ufać nie można... niewiele jest stwierdzeń lepiej udowodnionych, niż to w tym akapicie.
Właśnie sobie uświadomiłem, że łatwo byłoby mnie oszukać. Wystarczy głośno w towarzystwie powiedzieć coś w rodzaju: "nie ufam ludziom religijnym, religie kłamią i manipulują", a ja od razu zaczynam ufać takiej osobie
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
1. Pana definicje i przykłady dotyczą wiarygodności poznawczej (lub jej braku), tzn. źródeł informacji dotyczącej faktów. Jest całkiem jasne, że jeżeli chodzi o pogodę, lepiej zaufać meteorologowi niż bacy i że bacy możemy (co najwyżej) wierzyć, a do m. możemy mieć zaufanie. Ale przecież rozważana tu kwestia dotyczy powinności, a nie faktów, a więc tego jak być powinno, a nie tego, jak jest. Jestem ciekaw, co i dlaczego jest dla Pana przedmiotem zaufania w kwestiach etycznych. To pytanie zadałem w pierwszej wypowiedzi na forum (w odpowiedzi na Pański post) i nadal nie znajduję na nie odpowiedzi. Innemu Forumowiczowi zadałem pytanie, dlaczego wszyscy ludzie mają być równi względem prawa (skoro nauka i zdrowy rozsądek dowodzą rozlicznych różnic)? Na czym oprzeć tę zasadę? Warto by wiedzieć, że ideały Oświecenia (wolność, równość, braterstwo), które dziś taktowane są niczym dogmat "nowej, świeckiej tradycji", to pochodna myśli politycznej mającej korzenie w chrześcijaństwie (myśli liberalnej Johna Locke'a; warto zapoznać się przynajmniej z "Drugim traktatem o rządzie"). 2. Pańska wypowiedź oznacza de facto akces do grona zwolenników stanowiska, które we współczesnej epistemologii zwie się reliabilizmem. Reliabilizm głosi (najogólniej mówiąc), że wiedza = informacja pochodząca z wiarygodnego (godnego zaufania) źródła. Niestety, reliabilizm - będący z pozoru stanowiskiem najzupełniej rozsądnym - został poddany daleko idącej krytyce. Klasycznej już dziś krytyki dostarcza praca Richarda Feldmana "Reliability and Justification", "The Monist", vol. 68, 1985, s. 159-174). Można także zerknąć do stanfordzkiej encyklopedii filozofii ( plato.stanford.edu/, hasło "reliabilism"). Elementarnego wprowadzenia do współczesnej epistemologii dostarcza praca: R. Chisholm, Teoria poznania, Daimonion, Lublin 1994. 3. Osobiście odradzam korzystanie ze źródeł drugorzędnych (literatura popularnonaukowa, "Wikipedia"). Są ludzie, którzy tymi sprawami zajmują się po prostu zawodowo (patrz wyżej) i im można - nomen omen - zaufać.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > 1. Pana definicje i przykłady dotyczą wiarygodności poznawczej (lub jej braku), tzn. źródeł informacji dotyczącej faktów. Jest całkiem jasne, że jeżeli chodzi o pogodę, lepiej zaufać meteorologowi niż bacy i że bacy możemy (co najwyżej) wierzyć, a do m. możemy mieć zaufanie.Widzę, że powolutku zaczyna Pan dostrzegać różnicę pomiędzy wiarą o zaufaniem. Przydałem się do czegoś: www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,32#w538599> Ale przecież rozważana tu kwestia dotyczy powinności, a nie faktów, a więc tego jak być powinno, a nie tego, jak jest.Pan Tomasz w poście inicjującym zadał pytanie "Zastanówmy się więc, jakie oprócz religii istnieją źródła moralności". Moim zdaniem jest to pytanie o fakty. Jakie są źródła moralności. Powinności wynikają już z przyjęcia określonej religii/ideologii i jej kodeksów moralnych, które są ludzkim wytworem uzależnionym od czasu i miejsca. > Jestem ciekaw, co i dlaczego jest dla Pana przedmiotem zaufania w kwestiach etycznych. To pytanie zadałem w pierwszej wypowiedzi na forum (w odpowiedzi na Pański post) i nadal nie znajduję na nie odpowiedzi. Innemu Forumowiczowi zadałem pytanie, dlaczego wszyscy ludzie mają być równi względem prawa (skoro nauka i zdrowy rozsądek dowodzą rozlicznych różnic)? Na czym oprzeć tę zasadę? Warto by wiedzieć, że ideały Oświecenia (wolność, równość, braterstwo), które dziś taktowane są niczym dogmat "nowej, świeckiej tradycji", to pochodna myśli politycznej mającej korzenie w chrześcijaństwie (myśli liberalnej Johna Locke'a; warto zapoznać się przynajmniej z "Drugim traktatem o rządzie").Proponuję krytycznej analizie poddać mój wątek: www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816oraz pana Jarka: www.racjonalista.pl/forum.php/s,457615> 2. Pańska wypowiedź oznacza de facto akces do grona zwolenników stanowiska, które we współczesnej epistemologii zwie się reliabilizmem.Tak, zgodnie z wzorem średniowiecznych dysput religijnych najlepiej interlokutora ustawić w wygodnym kącie przypisać mu poglądy według własnych wyobrażeń o jego poglądach i zacząć mu przywalać. Gdzie, kiedy i w którym miejscu pan Tomasz napisał, że jest zwolennikiem reliabilizmu? Jako argumentu używa pan poglądów dwóch filozofów, ale nawet nie próbuje Pan obronić ich mocno wątpliwych stwierdzeń, tylko odsyła do ich prac, które (nie zajmując się katolicką teorią poznania) wcale znać nie jest koniecznym. (Choć tylko zupełnie głupie książki szkodzą, a te są tylko mocno kontrowersyjne. Wielu filozofów [jak to w filozofii bywa] sądzi zupełnie inaczej.)> 3. Osobiście odradzam korzystanie ze źródeł drugorzędnych (literatura popularnonaukowa, "Wikipedia").Osobiście odradzam bezkrytyczne korzystanie z wszelakiej bibliografii podawanej na katolickich uczelniach i wydziałach. Poziom polskiej filozofii i teologii katolickiej jest na żenująco niskim poziomie, a polecane pozycje książkowe służą na ogół tylko potwierdzaniu jedynie słusznej prawdzie ideologicznej. Do każdej tekstu należy podchodzić krytycznie, a wówczas coś mądrego można znaleźć nawet w "Książeczce do nabożeństwa". Czytanie "na kolanach" nawet wielkich mędrców tylko do głupoty prowadzi. > Są ludzie, którzy tymi sprawami zajmują się po prostu zawodowo (patrz wyżej) i im można - nomen omen - zaufać.Przynajmniej dobrze, iż ma Pan poczucie humoru. Moje zaufanie opiera się na krytycznym stanowisku wobec wszystkich, a "autorytetom" skrzywionym ideologicznie (wszystko jedno, czy jest to przywołany przez pana Tomasza - Balcerowicz, czy magisterium Kościoła i najwybitniejszych "intelektualistów" katolickich razem wziętych) po prostu zupełnie nie wierzę. Jeżeli już ich czytam to zastanawiam się krytycznie nad każdym zdaniem. Znając wszystkie wady Wikipedii, bardzo ją polecam ze względu na jej poręczność, a gdy ktoś ma wyrobiony nawyk krytycznego podejścia, jaki winni mieć wszyscy racjonaliści, to mu i czytanie Biblii nie zaszkodzi. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
"Pan Tomasz w poście inicjującym zadał pytanie "Zastanówmy się więc, jakie oprócz religii istnieją źródła moralności". Moim zdaniem jest to pytanie o fakty. Jakie są źródła moralności."
Nieustannie robi Pan ludziom wodę z mózgu. Owszem, w bardzo szerokim znaczeniu słowa "fakt" jest nawet faktem, że suma kątów w trójkącie = 180 stopni. I w tym sensie każde pytanie jest pytaniem, czy coś jest faktem.
Słowo "źródło" jest dwuznaczne i może oznaczać
a) sposób, w jaki dociera (dotarła do nas) pewna informacja. Ow sposób ma na myśli ten, kto na pytanie "skąd wiesz, że suma kątów w trójkącie = 180 stopni?" odpowiada zgodnie z prawdą: "dowiedziałem się na na lekcji matematyki";
może jednak oznaczać
b) sposób, w jaki należy uzasadnić otrzymaną informację. Ten sposób ma na myśli ten, kto na pytanie "skąd wiesz, że suma kątów w trójkącie = 180 stopni?" odpowiada: "znam dowód tego twierdzenia".
Znaczeń a) i b) nie należy mieszać ze sobą, albowiem nie zawsze b) pokrywa się z a). Ośmieszyłby się ten, kto napisałby podręcznik matematyki i zamiast dowodu powyższego twierdzenia napisał tytułem uzasadnienia: "O prawdziwości tego twierdzenia dowiedziałem się przed laty od mojej nauczycielki matematyki", nawet jeżeli byłoby niezbitym faktem, iż właśnie wtedy się o tym dowiedział.
Pytanie o źródła moralności - przynajmniej pytanie, które mnie wydaje się interesujące i które wydaje mi się cokolwiek niejasno zasugerowane przez p. Kamińskiego - to pytanie o źródło w znaczeniu b), a więc o uzasadnienie (a nie o przyczynę) naszych sądów moralnych. Jeżeli chodzi o ich źródło w znaczeniu a), nie ma co dywagować, trzeba po prostu zapytać socjologów i psychologów.
|
|
| | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Na naszym forum obowiązuje - "Regulamin". Dla ułatwienia posługiwania się nim przygotowany został "Przewodnik" oraz "Wprowadzenie" informujące o linii portalu. Wypadałoby się z tym zapoznać zanim się tu wlezie i zacznie pouczać innych. Od strony technicznej jest tu ułatwienie - dla zachowania rzetelnej rozmowy - zaznaczające automatycznie test interlokutora na zielono. Pan dla ułatwienia swoich manipulacji to zaznaczenie likwiduje. Bogusławski: "Pan Tomasz w poście inicjującym zadał pytanie "Zastanówmy się więc, jakie oprócz religii istnieją źródła moralności". Moim zdaniem jest to pytanie o fakty. Jakie są źródła moralności."> Nieustannie robi Pan ludziom wodę z mózgu.Ale na szczęście nie Pan tu jest cenzorem, tylko nasi czytelnicy, którzy nas oceniają. > Owszem, w bardzo szerokim znaczeniu słowa "fakt" jest nawet faktem,Piękne zdanie, godne studenta teologii, fakt w wąskim znaczeniu Pana Elaspa nawet faktem nie jest. > że suma kątów w trójkącie = 180 stopni. I w tym sensie każde pytanie jest pytaniem, czy coś jest faktem.Fakt w rozumieniu potocznym jest to wydarzenie, które miało miejsce w określonym miejscu i czasie. W sensie filozoficznym fakt jest to zaistniały stan rzeczy [Wikipedia]Pan oczywiście posiada definicje terminu "fakt" przygotowane przez zawodowców. Pan twierdzi, że fakt to tak naprawdę tylko wtedy jest faktem, gdy ma stosowną szerokość znaczenia? Gratuluję zdanego egzaminu z katolickiej logiki! > Słowo "źródło" jest dwuznaczne i może oznaczać> a) sposób, w jaki dociera (dotarła do nas) pewna informacja.Termin źródło ma istotnie wiele znaczeń, ale o takim znaczeniu nie słyszałem. To z UB?> Ow sposób ma na myśli ten, kto na pytanie "skąd wiesz, że suma kątów w trójkącie = 180 stopni?" odpowiada zgodnie z prawdą: "dowiedziałem się na na lekcji matematyki";> może jednak oznaczać> b) sposób, w jaki należy uzasadnić otrzymaną informację. Ten sposób ma na myśli ten, kto na pytanie "skąd wiesz, że suma kątów w trójkącie = 180 stopni?" odpowiada: "znam dowód tego twierdzenia".Stara to prawda, że chcąc otrzymać sensowne odpowiedzi należy formułować sensowne pytania. > Znaczeń a) i b) nie należy mieszać ze sobą, albowiem nie zawsze b) pokrywa się z a).Znowu bełkotliwie poucza Pan innych zamiast komunikatywnie wyrazić swoje racje. Można by napisać, że "Nieustannie robi Pan ludziom wodę z mózgu". Ale to forum dla racjonalistów i z niewieloma taka sztuczka może się Panu udać. > Ośmieszyłby się ten, kto napisałby podręcznik matematyki i zamiast dowodu powyższego twierdzenia napisał tytułem uzasadnienia: "O prawdziwości tego twierdzenia dowiedziałem się przed laty od mojej nauczycielki matematyki", nawet jeżeli byłoby niezbitym faktem, iż właśnie wtedy się o tym dowiedział.Czy to mącenie i kręcenie ma cokolwiek wspólnego z tym co wyżej napisałem? Pan ma zwyczaj nie odpowiadać na stwierdzenia i argumenty rozmówców, tylko głosić tu swoje prawdy, które są ścisłym powtórzeniem Prawd kościelnych autorytetów, które Panu wtłoczono, nawet bez odrobiny własnej refleksji. > Pytanie o źródła moralności - przynajmniej pytanie, które mnie wydaje się interesujące i które wydaje mi się cokolwiek niejasno zasugerowane przez p. Kamińskiego - to pytanie o źródło w znaczeniu b), a więc o uzasadnienie (a nie o przyczynę) naszych sądów moralnych.To co Dla Pana jest interesujące wcale nie musi być dla wszystkich. Wydaje mi się, że pan Tomasz potrafi jasno wyartykułować swoje zapytania i żaden objaśniacz nie jest mu koniecznym. Zaś dla mnie jest jasne, że do jakich Wacków by się Pan nie odwoływał, to ostatecznym autorytetem dla Pana jest Katechizm Dla mnie źródła moralności są wielce złożone, tak w zakresie przyczyn, jak i ich uzasadnień. Zaś decyzję podejmuję zawsze samodzielnie na własne ryzyko i odpowiedzialność. Mnie nikt z moich poczynań nie rozgrzeszy, a sumienie mam dosyć wymagające. Podałem wyżej linki do dwóch wątków o etyce i moralności, co Pan wyniósł z ich lektury? Pytanie "skąd wiesz, że suma kątów w trójkącie = 180 stopni?" ?Miota się Pan jak wściekła mysz po pustej stodole od rogu do rogu. Rozpaczliwie chwyta Pan się przeróżnej tematyki odbiegającej od głównego wątku rozmowy i co i g.... Nawet Pan nie czuje jak się tu kompromituje. > Jeżeli chodzi o ich źródło w znaczeniu a) sposób, w jaki dociera (dotarła do nas) pewna informacja, nie ma co dywagować, trzeba po prostu zapytać socjologów i psychologów.Niech Pan pyta, kogo Pan chce, lepiej uczonych niż kapłanów. Może gdy będzie Pan pytał, to cokolwiek się Panu rozjaśni i usunie trochę fideistycznej wody z mózgu. www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadziwww.racjon(*)raba.slonia.a.posilkiem.zachwywww.racjon(*),Czlowiek..fenomenalne.zwierzeDla mnie podstawą są ewolucyjne źródła moralności:www.polity(*)1526245,1,moralne-zwierze.readwww.wiw.pl(*)imal/Esej.asp?base=r&cp=1&ce=0Jak i historycznie zmieniające się kulturowe modele moralności: pl.wikiped(*)šródła_historycznePańskie źródła dobrze są opisane w tym poście: www.racjon(*)m.php/s,519113/z,0/d,3#w519307Miłego dnia. Życzę Panu niemożliwości! Samodzielnej refleksji nad światem i czytaną literaturą. Wszystko pisali ludzie i żadnych bogów przy tym nie było. Po ludzku mieli rację i mylili się. Byli mądrzejsi lub głupsi. Mieli lepsze i gorsze dni. Czytaj więc Pan ich krytycznie. @@@ .
|
|
| | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > co i dlaczego jest dla Pana przedmiotem zaufania w kwestiach etycznych. To pytanie zadałem w pierwszej wypowiedzi na forum (w odpowiedzi na Pański post) i nadal nie znajduję na nie odpowiedzi.
Wydawało mi się, że to co napisałem, wskaże Panu drogę: "Fizyk czy antropolog, to specjaliści od tego, jak było. Dzięki nauce poznajemy przeszłość i możemy uczyć się na błędach. Podstawową wskazówką moralną jest w tym ujęciu: unikaj powtarzania błędów z przeszłości, staraj się naśladować dobre uczynki".
Ale chętnie rozszerzę tę wypowiedź. Sprecyzuję najpierw Pana pytanie: "komu i dlaczego ufam w kwestiach etycznych".
Ufam ludziom, którzy dają dobry przykład, czyniąc dobro. Nie ufam teoretykom, którzy tylko mówią lub piszą o tym, co dobre, zaś sami nie dają dobrego przykładu. Spasiony ksiądz jest złem nie dlatego, że jest spasiony, ale dlatego, że werbalnie potępia nieumiarkowanie w jedzeniu. Dlaczego ufam niektórym ludziom dającym przykład własnym działaniem? Gdyż skutki ich czynów zostały wielokrotnie sprawdzone i ocenione, jako dobre. To był pozytywny przykład - komu ufać.
A z drugiej strony podam przykład negatywny - jak demaskować ludzi złych, niegodnych zaufania. Ufam doświadczeniom ludzi - osobistym cierpieniom, historycznym porażkom i ewolucyjnym klęskom. Stąd np. mam pewność, że socjalizm jest złem, religia jest złem. Historyczne doświadczenia demaskują demagogię, cierpienia niewinnych demaskują złe intencje. "Cel uświęca środki" to kłamstwo ludzi złych (niektórzy są tak głupi, że nawet nie rozumieją, że to ich demaskuje). Ludzie dobrzy rozumieją, że dobre uczynki uświęcają cele, a dobre skutki dowodzą dobrych intencji. Ufam więc zwyczajnym ludziom (w kwestii cierpienia), ufam historykom wydawanym przez dobre wydawnictwa i ufam biologom uprawiającym etologię lub antropologię.
Przy tej okazji przypomniało mi się, że zrobił Pan gdzieś aluzję do socjobiologii, która jest już modelem martwym, obalonym przez eksperymenty naukowe tak samo pewnie, jak obalony został behawioryzm. Dzisiaj uprawia się zamiast tych kierunków dyscyplinę już w pełni naukową, zwaną psychologią ewolucyjną, z której wyeliminowano błędy behawioryzmu i socjobiologii. To właśnie psychologia ewolucyjna pozwoliła prawidłowo rozwiązać dylemat więźnia, dowodząc siły instynktu czystego altruizmu w przyrodzie. Nie chodzi tu o ewolucję altruizmu odwzajemnionego, ani o dobór krewniaczy, płciowy, symbiotyczny, populacyjny, czy jeszcze jakiś inny typ altruizmu jakoś uzasadnionego. Czysta matematyka selekcji naturalnej dowodzi sukcesu reprodukcyjnego genetycznych strategii altruizmu czystego w populacjach zwierząt o określonych zdolnościach do zapamiętywania i przewidywania, że zapamiętane zachowanie się powtórzy.
> 2. Pańska wypowiedź oznacza de facto akces do grona zwolenników stanowiska, które we współczesnej epistemologii zwie się reliabilizmem. Reliabilizm głosi (najogólniej mówiąc), że wiedza = informacja pochodząca z wiarygodnego (godnego zaufania) źródła.
Sądzę, że nie zrozumiał Pan istoty tego, co nazywają rzetelnym procesem poznawczym, skoro, mówiąc najogólniej, ujął Pan to w sposób na tyle mętny, że nie wiadomo czy chodzi o epistemologię czy etykę. Powinien Pan zauważyć, że w swoich poszukiwaniach źródeł moralności sięgam do etyki i fizyki... i nie dam się zbić z pantałyku epistemologicznymi dywagacjami. Ucieczkę w epistemologię raczej traktuję jak nieśmiałą próbę podziękowania za oświecenie.
> 3. Osobiście odradzam korzystanie ze źródeł drugorzędnych (literatura popularnonaukowa
To już niestety zahacza o ignorancję. Nawet nobliści piszą książki popularnonaukowe. Któryś z uznanych geniuszy (Feynman jeśli dobrze pamiętam) napisał, że tylko wtedy naukowiec może twierdzić, że zrozumiał jakieś zagadnienie, jeśli potrafi napisać książkę popularnonaukową, w której jasno i bezbłędnie wyłoży to zagadnienie laikowi językiem dla niego zrozumiałym. Tylko drugorzędni naukowcy nie zniżają się do literatury popularnonaukowej.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
1. Bardzo mglista odpowiedź - "ufam ludziom, którzy dają dobry przykład, czyniąc dobro". Pomijam już błędne koło i proszę o podanie przykładu choćby jednego konkretnego, powszechnie znanego (i żyjącego dziś) człowieka, któremu na takiej podstawie ufa Pan w kwestiach moralnych, tzn. do którego zwróciłby się Pan z moralnymi wątpliwościami związanymi z jakąś konkretną sprawą. Zakładam, że znajdzie się choćby jedna taka osoba. Pytałem o to już w pierwszej wypowiedzi. Jestem także ciekaw, czy w kwestiach etycznych zaufałby Pan o. Maksymilianowi Kolbe i Matce Teresie z Kalkuty?
2. Są dwie możliwości: a) kładzie Pan znak równości między czynem etycznie dobrym a czynem korzystnym dla naszego gatunku (z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej), b) albo nie. Jeżeli zachodzi a), popada Pan w relatywizm "wewnątrzgatunkowy" (zestaw zachowań korzystnych może ulec zmianie stosownie do zmiany okoliczności, nawet jeżeli dotąd tak się nie stało) lub "międzygatunkowy" (z łatwością wyobrażam sobie, że dla innych istot żyjących w innych okolicznościach inne postawy będą korzystne, np. skrajny egoizm), lub nawet w obydwa naraz. Jeżeli zachodzi b), obserwacje poczynione przez psychologię ewolucyjną nie mają większego znaczenia dla (normatywnej) etyki i problem rozpoznania wartości etycznych powraca. Pomijam już fakt, iż współczesne problemy etyczne mają nierzadko charakter problemów niewywodliwych z psychologii ewolucyjnej czy nawet historii (no bo jakie są wyroki tych nauk np. w kwestii aborcji, czy przeszczepu organów od osób niespokrewnionych?), a także bardzo szczegółowych. Nauka podaje prawa, a więc zależności ogólne - stąd Pański przykład z altruizmem - natomiast złożoność sytuacji, z jaką mamy na co dzień do czynienia jest o wiele większa.
3. Przyjmijmy na chwilę, że jest prawdą to, co Pan mówi o religii, a więc że a) religia jest złem. Przeocza Pan jednakże pewien niuans, który zresztą doskonale pokazuje bezpłodność Pańskiej metody. Ażeby odrzucić religię, potrzebne są nam ściśle biorąc dwie tezy:
a) Religia jest złem, b) Brak religii jest mniejszym złem niż religia.
Nie muszę chyba Pana przekonywać, że z a) nie wynika b). Jestem ciekaw, jak uzasadnić tezę b) odwołując się do historii (brak religii był w historii zjawiskiem rzadkim i jest tym samym niemiarodajny), albo do psychologii ewolucyjnej. Jedyne, co pozostaje, to ustalić, że odsetek ludzi dobrych wśród ludzi niereligijnych jest zauważalnie większy niż wśród religijnych. Nie dostrzega Pan, że to, co zatytułował Pan "korzyścią płynącą z religii" jest czymś znacznie więcej niż pytaniem o korzyść płynącą z religii - to pytanie o racjonalność Pańskiej postawy. Obawiam się, że już nawet Pańskie argumenty przemawiają przeciw Pańskiej (zapewne) wierze w prawdziwość b). Gdyby religia była czymś zauważalnie gorszym od postawy niereligijnej, ta pierwsza byłaby stosunkowo wcześnie wyparta z repertuaru ludzkich postaw jako ewolucyjnie niekorzystna, podobnie jak brak higieny, itp. To, co Panu pozostaje, to wiara w prawdziwość b) wbrew faktom (religia jest zjawiskiem powszechnym do dzisiaj), co zgadza się z moim pierwotnym zarzutem, mówiącym o sprzeczności Pańskiej postawy.
4. Oczywiście, można nie przyjmować do wiadomości, że istnieją problemy teoretyczne (epistemologiczne) wewnątrz nauki. Dotyczą one właśnie tego, co nazwał Pan "rzetelnym procesem poznawczym", niczego innego. Różnica jest tylko taka, że ja jestem (nieco) świadomy tych trudności, natomiast Pan wybiera życie w błogiej nieświadomości.
5. Nie mam nic przeciwko pracom popularnonaukowym - chodzi mi o to, że ten gatunek rządzi się własnymi prawami i ma to wpływ na ścisłość, jak i rzetelność takich prac. Przykład z Feynmanem jest chybiony, bo fizyka jest względnie dobrze "mierzalna", ale już autora pracy, na którą się Pan powoływał wcześniej, wielokrotnie oskarżano o nierzetelność (stąd moja uwaga). Nieco "podrasowane" wyniki, wyostrzone, prowokacyjne tezy lepiej się sprzedają, tym bardziej jeżeli odziewa się je w togę nauki.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Pan Tomasz Kamiński: Ufam ludziom, którzy dają dobry przykład, czyniąc dobro. Nie ufam teoretykom, którzy tylko mówią lub piszą o tym, co dobre, zaś sami nie dają dobrego przykładu. Spasiony ksiądz jest złem nie dlatego, że jest spasiony, ale dlatego, że werbalnie potępia nieumiarkowanie w jedzeniu. Dlaczego ufam niektórym ludziom dającym przykład własnym działaniem? Gdyż skutki ich czynów zostały wielokrotnie sprawdzone i ocenione, jako dobre. > 1. Bardzo mglista odpowiedź - "ufam ludziom, którzy dają dobry przykład, czyniąc dobro". Dla mnie jest to bardzo konkretna wypowiedź, w odróżnieniu od mętnych spekulacji moralności chrześcijańskiej. Chciałbym zwrócić tylko uwagę, że to stanowisko pana Kamińskiego jakoś bardzo współgra ze stanowiskiem ks. prof. Stanisława Kulpaczyńskiego: Kościół rozumie, że wychowanie katolickie, potrzebuje świadectwa i wzorów osobowych. Dowodem zainteresowania Kościoła wzorami osobowymi jest "Katechizm Kościoła Katolickiego" Od kilkunastu lat spotykamy próby ukazania wzorów osobowych w podręcznikach i materiałach do katechizacji dzieci i młodzieży. Jeszcze wcześniej były również próby badań empirycznych dotyczących wzorów osobowych katechizowanej młodzieży w wybranych środowiskach. Na łamach "Katechety" pisze się od dawna o potrzebie wzorów dla młodzieży, o roli ideału w wychowaniu chrześcijańskim, o wartościach wzorów biblijnych a także o dziecięcych wzorach osobowych. O tym czym są wzory i jaką pełnia rolę piszą pedagodzy i psycholodzy.
Pojęcie wzoru jest różnorodnie ujmowane. Pedagodzy mówią, że są one najbardziej znaczące we wczesnym dzieciństwie. Dziecko, które wzrasta w atmosferze miłości najczęściej identyfikuje się ze swoimi rodzicami, którzy są dla niego wzorem. Pojęcie wzoru osobowego jest spokrewnione z takimi określeniami jak: "bohater", "przykład", "model", "stereotyp", "autorytet", "ideał osobowy". Słowniki pedagogiczne podają, że jest to jakaś "osoba sympatyczna, która nas "pociąga", jest społeczną siłą (rodzice, nauczyciele, politycy) i staje się dla nas modelem przyjęcia wartości". Należy podkreślić, że wzór osobowy implikuje pewnego rodzaju wartościowanie i pobudza do naśladowania, podobnie jak autorytet jest zjawiskiem o charakterze społecznym, bo zawsze występuje w relacji do kogoś. Autorytet to ktoś z kogo zdaniem lub postępowaniem, ktoś inny się liczy. O autorytetach mówi się, że można je narzucić siłą chociażby sprawowanej władzy, natomiast wzór osobowy zwykle osoba wybiera w sposób wolny.
"Wzór to osoba, której wysoka wartość moralna wywołuje w uznającym ją chęć naśladowania". Wzór ma więc charakter osobowy i tym się różni od "przykładu", który jest ilustracją działania w pewnym określonym kierunku, reprezentuje metodę, a osoba jest tylko wykonawcą, wzór wynika z wnętrza całej osobowości a przykład odnosi się tylko do konkretnej czynności lub zachowania. Wzór ukazuje istotną wewnętrzną treść, dobro i wartość osoby i wtedy dopiero może ją mobilizować do naśladowania. A naśladowanie to cecha różnicująca wzór osobowy od ideału osobowego. Do ideału się dąży, wzór natomiast się naśladuje. Ideał posiada pewne pożądane przymioty, wzór je uosabia. Ideał jest natury bardziej teoretycznej a wzór dotyczy raczej konkretnej osoby.
>Pomijam już błędne koło No właśnie! Dziwna ta logika katolika, gdy o własne nogi się potyka.
> i proszę o podanie przykładu choćby jednego konkretnego, powszechnie znanego (i żyjącego dziś) człowieka, któremu na takiej podstawie ufa Pan w kwestiach moralnych, tzn. do którego zwróciłby się Pan z moralnymi wątpliwościami związanymi z jakąś konkretną sprawą. A skąd przymus podania takiej osoby? Uważa się Pan za moralniejszego np. ode mnie, gdy takiej osoby nie znajduję - szukając odpowiedzi we własnym sumieniu ukształtowanym w tradycjach rodzinnych, przeczytanej literaturze i doświadczeniu życiowym.
>Jestem także ciekaw, czy w kwestiach etycznych zaufałby Pan o. Maksymilianowi Kolbe i Matce Teresie z Kalkuty? Zdecydowanie nie! Są dla mnie całkowitym zaprzeczeniem wzorców moralnych. Swoich szukam np. u Kanta, Russella, Kotarbińskiego i co najmniej kilkunastu innych pomniejszych i bardziej osobistych.
>2. Są dwie możliwości: a) kładzie Pan znak równości między czynem etycznie dobrym a czynem korzystnym dla naszego gatunku (z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej), b) albo nie. Jest Pan w stanie udowodnić, że gdy walczę o uznanie podmiotowości wyżej zorganizowanych zwierząt oraz zachowanie równowagi ekologicznej, to moje działania są niekorzystne dla naszego gatunku. Mnie się wydaje, że akurat wszelkie działania zgodne z postawami humanistycznymi i racjonalistycznymi są czynami etycznie dobrymi i korzystnymi dla naszego gatunku.
Tak, jestem zdecydowanym i otwartym relatywistą i oceniam ludzkie czyny w zależności od kontekstu oraz zdecydowanym przeciwnikiem obłudy chrześcijańskiej, pokrywającej swoje łajdactwa pięknymi słowy.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > 3. Przyjmijmy na chwilę, że jest prawdą to, co Pan mówi o religii, a więc że a) religia jest złem.Osobiście uważam, że nie tyle religia, co najistotniejszy jej składnik, czyli wiara. Proponuję przeczytać ten post i dalsze w tym samym wątku: www.racjon(*).php/s,478028/z,0/d,15#w486897Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zgadzam się z Panem całkowicie! Dlatego też nie zgadzam się z osobami, które widzą zagrożenie tylko w instytucji religii. Bez wiary instytucja religii to tylko barwna tradycja. Jednocześnie prywatne wierzenia mogą czynić z ludzi totalitarnych władców, mistyków łudzących całe pokolenia młodych, albo krwawych inkwizytorów.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Zgadzam się z Panem całkowicie! Dlatego też nie zgadzam się z osobami, które widzą zagrożenie tylko w instytucji religii. Bez wiary instytucja religii to tylko barwna tradycja. Jednocześnie prywatne wierzenia mogą czynić z ludzi totalitarnych władców, mistyków łudzących całe pokolenia młodych, albo krwawych inkwizytorów. Uważam trzecie zdanie za najważniejsze. Wtórnym jest podmiot/przedmiot wiary, tu sama głębokość wiary jest najistotniejszą. Im jest głębszą, tym bardziej ludzi ogranicza intelektualnie i moralnie.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Artur@R (7115 punktów) | >Przy tej okazji przypomniało mi się, że zrobił Pan gdzieś aluzję do socjobiologii, która jest już modelem martwym, obalonym przez eksperymenty naukowe tak samo pewnie, jak obalony został behawioryzm. Dzisiaj uprawia się zamiast tych kierunków dyscyplinę już w pełni naukową, zwaną psychologią ewolucyjną, z której wyeliminowano błędy behawioryzmu i socjobiologii.<
Pozwolę sobie sprostować powyższą wypowiedź, bo jest ona dość "mętna" i nieprecyzyjna. Wystarczy skonfrontować podkreślenia i pogrubienie (które są moje) by to zauważyć. Psychologia ewolucyjna nie obala ani behawioryzmu ani socjobiologi, a wręcz przeciwnie czerpie całymi garściami z dokonań naukowców będących przedstawicielami "tych kierunków", twórcami i odkrywcami procesów, które zachodzą w świecie istot żywych - w tym ludzi. Myślę, że w tym kontekście wyrażenie "model" również jest mylące. Nauka i jej rozwój jest "ciągłością" - badacze , naukowcy "stają na ramionach gigantów"- swoich poprzedników. Czerpią z ich dokonań wiedzę - części z niej potwierdzają, części rozwijają, a część poprawiają i korygują błędy lub/i odkrywają nowe rzeczy, procesy. Posługując się takim stwierdzeniami można by rzec, iż "model fizyki Newtona" został obalony przez "model fizyki Einsteina" - co przecież prawdą nie jest.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| Marcuch (664 punktów) | "Korzyści płynące z religii" jest tematem niebezpiecznym. Z jednej strony dlatego, że religie nie istnieją dla korzyści, z drugiej, że nie można doświadczalnie porównać świata z i bez religii celem tej korzyści oszacowania. Niebezpieczeństwo bierze się więc z pragmatycznego traktowania niepragmatycznego przedmiotu.
Przykład. Ostatnio misjonarka mormońska powiedziała mi na ulicy, że księga Mormona zmieniła jej życie na lepsze. Tym samym jestem przekonany, że marnuje w naszym kraju czas, bo w polskiej tradycji religia nie ma poprawiać życia, tylko dawać zbawienie po życiu. Za życia oznacza obowiązki, poświęcenie, cierpienie. Zresztą, co by to była za religia, w której nie trzeba zapłacić za zbawienie, nikt by w taką nie uwierzył! Skoro tak, to "korzyści" powinny być ujemne. Znów, jeśli w obliczaniu "korzyści" brać pod uwagę jakieś "niebo", gdzie jest się szczęśliwym ponad wszystko i gdzie spełnia się swoje wszystkie emocjonalne i intelektualne pragnienia, oraz "piekło", gdzie ma się na dzieńdobry status przecwelonego pedofila, którego przez resztę wieczności rucha za karę armia najgorszych skur...synów świata i zaświata, to kwestia "korzyści" wydaje się jasno rozstrzygnięta w drugą stronę.
Jest więc rachunek nadprzyrodzony, w który szczerze wątpi sceptyk-pragmatyk, oraz rachunek pragmatyka, który z religijnego punktu widzenia jest liczeniem korzyści z posiadania motorówki przez mieszkańca środkowej Mongolii.
Można jeszcze, znacznie skromniej, zastanawiać się nad pragmatycznymi korzyściami z tego, że ktoś inny jest religijny. Wydaje się, że jakieś mini korzyści z tego płyną, wiadomo kto ów zacz, co dziadowie wyrażali przez "Bez Boga ani do proga", lub inaczej "dopóki nie oflagujesz się ideologicznie, będę brał cię za złośliwego kretyna". Stąd trop kręci do poczucia bezpieczeństwa i jednoczenia się ludzi w wierze i już, już by można myśleć o "społecznych" korzyściach płynących z religii... - gdyby nie fakt, że społeczeństwo, pojęcie korzyści i religia są tak splątane, że nie da się tej czy owej grupy pomyśleć jako "tej samej tylko bez ich religii", albo bez ich koncepcji "korzyści", ani nie da się pomyśleć religii nie wskazując kim są jej wyznawcy.
|
|
 | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Skoro tak, to "korzyści" powinny być ujemne. Znów, jeśli w obliczaniu "korzyści" brać pod uwagę jakieś "niebo", gdzie jest się szczęśliwym ponad wszystko i gdzie spełnia się swoje wszystkie emocjonalne i intelektualne pragnienia, oraz "piekło", gdzie ma się na dzieńdobry status przecwelonego pedofila, którego przez resztę wieczności rucha za karę armia najgorszych skur...synów świata i zaświata, to kwestia "korzyści" wydaje się jasno rozstrzygnięta w drugą stronę.
Cześć. Długo Cię nie było. Tak się tylko zastanawiam, co to za armia, jak przebiega rekrutacja, co to w ogóle za jedne w niej występują i czy aby na pewno mają piekło? Jak na najgorszych skur...synów świata i zaświata to zastanawiająca rola im przypada. Wiecznych ruchaczy. I dla wielu z nich to chyba istny raj. Coś przekombinowałeś.
|
|
6 na 6 | liliac (147340 punktów) | W związku ze - z jednej strony - rozrośnięciem się wątku ponad miarę, z drugiej - jego zdecydowanym odejściem od tematu - uważam, że czas na zakończenie. Dyskutantów nadal spragnionych konwersacji zapraszam do rozpoczęcia nowych wątków.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny"
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|