Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ze skrajności w skrajność moja historia

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
04-11-2014 03:01Sambor (21 punktów)Ze skrajności w skrajność moja historia
Ocena 3 na 3
Witam serdecznie. Chciałbym podzielić się swoją historią i poszukać ludzi mnie podobnych którzy przeżyli coś podobnego.

Dzieciństwo czyli katolicki standardzik, co niedziela do kościółka choćby miała być awantura i bicie to kościółek najważniejszy. Religia w szkole, straszenie piekłem, modlitwy itp.

W wieku 10 lat straciłem ojca który był głównym motorem napędowym katolicyzmu w naszym domu przez co przez następne lata w sposób naturalny i niegwałtowny rozpocząłem oddalać się od kościoła i wiary aż całkowicie porzuciłem to wszystko.

Niestety mając lat 16, mając problemy zdrowotne (nowotwór), szkolne i psychiczne (depresja, nerwica) mój mózg najwidoczniej potrzebował jakiegoś zakotwiczenia, oparcia, sensu tego wszystkiego i pod wpływem katolickiej tresury w wieku dziecięcym zacząłem rozmyślać o Bogu... i tutaj zaczyna się piekiełko. Przesiadując na różnorakich czatach internetowych spotkałem nawiedzonego fanatyka który się niedawno nawrócił. Opowiadał mi o cudach jakie go spotkały min taki że modlił się w kościele o powołanie a jak wyszedł to zobaczył gołębia i to był cud bo ten gołąb to był Duch Święty i tym podobne historie. No cóż niestety dawałem wiarę, a przynajmniej zainteresowanie temu. Zaprzyjaźniliśmy się i codziennie rozmawialiśmy na czacie o sprawach duchowych. Naciskał abym poszedł do spowiedzi bo to się cuda dzieją, ręce odrastają, wszystkie problemy znikają, Bóg uzdrawia psychicznie i fizycznie. I wpadłem jak śliwka w kompot. Przez 10 lat tkwiłem w tym. Obkupiłem się w książki katolickie, dzienniczki świętej Faustyny, o ojcu Pio, odmawiałem koronki, różańce jak stare jęczące dewoty i w to wszystko szczerze wierzyłem. Cały czas regularnie zastanawiałem się do wstąpienia do zakonu i wskoczenia w habit. Niestety teraz mając 27 lat, doszedłem do pewności że to wszystko jest kłamstwem i ułudą, i że mając przesrane calutkie życie wcale nie będę mieć skarbu w niebie i po prostu mam pecha. Cóż, cały ten czas miałem myśli samobójcze które spychałem ze swej świadomości bo przecież katolik nie może mieć takich brzydkich myśli, Judasz się powiesił i gnije na samym dne piekła przypiekany ogniem całą wieczność po wsze czasy. I nadal jak o tym myślę to czuję strach, tego już nie usunę ze swojej głowy.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

satel (24 punktów)
Zaintrygował mnie tytuł, dlaczego ateizm nazywać skrajnością? Skoro po tylu latach zauważyłeś, że coś w tym wszystkim nie gra i potrafiłeś to sobie uczciwie powiedzieć to tylko się cieszyć. Na pewno trama pozostanie, ale pamiętaj czas leczy rany.
logout (171 punktów)
(zablokowany)
>Witam serdecznie. Chciałbym podzielić się swoją historią i poszukać ludzi mnie podobnych którzy
>przeżyli coś podobnego.

A jak Ci się podoba w tym miejscu w którym znajdujesz się teraz? Droga wyboista ale i doświadczenia niezwykłe.
05-11-2014 15:07 
 Ocena 1 na 1
Sambor (21 punktów)

>A jak Ci się podoba w tym miejscu w którym znajdujesz się teraz? Droga wyboista ale i doświadczenia niezwykłe.
>

Powoli pozbywam się uczucia grzeszności która zrujnowała moją psychikę ponieważ zaobserwowałem u siebie nerwicę obsesyjną na tle religijnym, planuję też iść do psychiatry i jakoś minimalnie jednak powraca mi chęć do życia, jakiejś zmiany.

Z drugiej strony "umarł" ktoś mi bardzo bliski, chodzi oczywiście o Boga/Jezusa z kim byłem na co dzień, muszę nauczyć się żyć bez niego i ten stan żałoby wydaje mi się bardzo podobny do żałoby po kimś realnym.
06-11-2014 13:48 
 Ocena 1 na 1
logout (171 punktów)
(zablokowany)

>Powoli pozbywam się uczucia grzeszności która zrujnowała moją psychikę ponieważ zaobserwowałem u siebie nerwicę obsesyjną na tle religijnym, planuję też iść do psychiatry i jakoś minimalnie jednak powraca mi chęć do życia, jakiejś zmiany.
>Z drugiej strony "umarł" ktoś mi bardzo bliski, chodzi oczywiście o Boga/Jezusa z kim byłem na co dzień, muszę nauczyć się żyć bez niego i ten stan żałoby wydaje mi się bardzo podobny do żałoby po kimś realnym.

Gratuluję siły woli to nie byle co wydostać się z takiej matni.
astrotaurus (12445 punktów)
A ten wątek czytałeś?
Całkiem świeży....

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Sambor (21 punktów)
>A ten wątek czytałeś?
>Całkiem świeży....
Nie czytałem ale widzę że podobna historia więc zabieram się do czytania. dzięki za link
oportunista (1711 punktów)
Masz kolego problem ze sobą, tak sobie myślę, że sam możesz sobie z nim nie poradzić. Internet nie jest dobrym miejscem na terapię, tu szybciej złamią ci kręgosłup niż go wyprostują. Twoje emocjonalne dylematy nie znikną tak same z siebie, im szybciej skorzystasz z porady psychologa tym lepiej. Nie szukaj nawiedzonych, uzdrowicieli, wróży i szamanów. Idź do lekarza, są też dobrze przygotowani księża, jednak najpierw zasięgnij porady specjalisty. Myśli samobójcze są objawem depresji, ta pojawia się gdy nie potrafimy zachować w swym życiu równowagi, gdy popadamy w skrajności i nie kontrolujemy emocji. To nie ma nic wspólnego z postrzeganiem wiary czy religii, mogą one stymulować nasze postępowanie, nie są jednak lekarstwem ani przyczyną zaburzeń. Wywal na śmietnik wszystkie dobre rady i poszukaj pomocy tam gdzie ją możesz znaleźć.
Sambor (21 punktów)
Heh, dzisiaj byłem zarejesteować się do psychiatry i i najbliższy woly termin to w lutym 2015 roku czyli za 4 miesiące, ten kraj na prawde jest dziwny
Gatta (69 punktów)
>Witam serdecznie. Chciałbym podzielić się swoją historią i poszukać ludzi mnie podobnych którzy
>przeżyli coś podobnego.

Witaj!

Po pierwsze nie poddawaj się! Miałam to samo: nerwica lękowa, klepanie różańców, koronek, wieczny smutek, że nie jestem dość dobra bo TYLKO bóg jest dobry a ja marny robak niczego niegodny (bo za młodu sobie "pofolgowałam" i na chwilę od boga "odeszłam"). O mało na egzorcyzmy nie trafiłam przez tą moją nerwicę eklezjogenną bo w sumie normalny człowiek we mnie bronił się przed tymi gusłami, ale indoktrynacja, która odbyła się w dzieciństwie dawała swoje popalić. Człowiek bał się diabłów, potępieniaJa w ogóle odrzuciłam wielu przyjaciół ateistów, także tych z dzieciństwa (!), bo wg księży i nawiedzonych tzw. "neonów" wpychali mnie w "diabelskie ramiona". Byłam nawet rok w klasztorze, ale stamtąd uciekłam (jak ktoś jest ciekawy "klasztornego życia" to chętnie opowiem). Nie spotykałam się z nikim oprócz wierzącymi. Randki tylko z katolikami. Tak po prawdzie to byłam przez nich ciągle oszukiwana, hipokryzja na każdym kroku! Ale normalnych ludzi do siebie nie dopuszczałam bo księża mówili, że tylko katolicki, wierzący mąż da mi szczęście a prawdą było, że prawie każdy "wierzący" chłopak mnie oszukiwał, okłamywał, zdradzał choć jeden był też taki, że kazał odmawiać po kilka różańców dziennie, żeby nie myśleć o "namiętnym całowaniu", ale czy to też było normalne? Tak naprawdę sama sobie stworzyłam piekło wierząc a myślałam, że dostąpię nieba. Na szczęście po drodze był dobry psychoterapeuta (niestety, stety płatny - jeśli chodzi o sprawy psychiki lepiej nie oszczędzaj, na NFZ to ciężko znaleźć dobrego i angażującego się a kolejki dobijają). Cały czas byłam nieszczęśliwa wierząc. Doszłam więc do wniosku, że nie warto brnąć w coś co mnie UNIESZCZĘŚLIWIA. Odrzucając katolickiego boga poczułam się wolna i szczęśliwa. Mam tam swoje przemyślenia, bardziej czy mniej agnostyczne, ale już nie czuję się niewolnikiem. Niewolnikiem księży i Kościoła. Dziś mam wspaniałego męża ateistę z którym mamy ślub cywilny (i nie unieszczęśliwia mnie jak to księża przepowiadali, a jest wręcz odwrotnie), śliczną, kilkumiesięczną córeczkę (którą nie ochrzciłam mimo sprzeciwów rodziny!) i nie marnuję niedzieli na karne chodzenie do kościółka, ale spędzam je z rodziną. Nie poddawaj się, ja potrzebowałam lat aby się z tego wyrwać i zacząć myśleć samodzielnie.
cmos (1664 punktów)
>Na szczęście po drodze był dobry psychoterapeuta (niestety, stety płatny - jeśli chodzi o sprawy psychiki lepiej nie oszczędzaj, na NFZ to ciężko znaleźć dobrego i angażującego się a kolejki dobijają).

A czy wystarczyła sama psychoterapia, czy też dostawałaś jakieś leki? Jeżeli tak, to jakie? Jakiej metody używał psychoterapeuta?

Bardzo zależy mi na odpowiedzi, jeżeli to zbyt prywatne na roztrząsanie na forum publicznym to bardzo bym prosił na priva przez "wyślij wiadomość do użytkownika".
Gatta (69 punktów)
>A czy wystarczyła sama psychoterapia, czy też dostawałaś jakieś leki? Jeżeli tak, to jakie? Jakiej metody używał psychoterapeuta?
>Bardzo zależy mi na odpowiedzi, jeżeli to zbyt prywatne na roztrząsanie na forum publicznym to bardzo bym prosił na priva przez "wyślij wiadomość do użytkownika".
>

Mnie wystarczyła sama psychoterapia, ale jeśli są jakieś psychosomatyczne objawy to bez leków pewnie się nie obejdzie. Co do (auto) terapii to polecam tą:
pl.wikipedia.org/wiki/Terapia_racjonalno-emotywna
11-11-2014 16:20 
 Ocena 2 na 2
Sambor (21 punktów)
Dzięki za odpowiedź. Chętnie posłucham jak wyglądało twoje życie w klasztorze
U mnie póki co obyło się bez psychoterapii i sam doszedłem do ateizmu. Trwało to wiele lat wątpliwości, oglądania filmów z Dawkinsem itp. Uratowało mnie racjonalne i krytyczne myślenie. Interesowałem się prywatnymi objawieniami typu Medjugorje, cudami itp i praktycznie wszystkie Kościół Katolicki odrzuca jako fałszywe. Zapragnąłem wtedy prawdy jakakolwiek by ona nie była więc podchodziłem krytycznie i racjonalnie do wszelakich objawień prywatnych i cudów. Zawsze znajdywałem w nich coś co przeczyło nadnaturalności, byłem zafascynowany Ojcem Pio i niestety koronny argument przeciw niemu jest taki że stygmaty miał na dłoniach zaraz przy palcach, a dzisiejsza nauka medyczna, archeologiczna i historyczna a nawet sam Kościół Katolicki głosi że krzyżowanie ludzi odbywało się przez wbijanie gwoździ w nadgarstki więc skąd ta rozbieżność? Nawet legat papieski zakonnik lekarz medycyny wysłany z Watykanu na rozkaz papieża stwierdził że ojciec Pio choruje na histerię i jest chory psychicznie.

Ostatecznym artykułem który przeważył o moim ateiźmie jest były katolicki ksiądz, profesor, biblista, najwibitniejszy polski teolog Tomasz Węcławski który poswięcając całe życie na studiowanie teologii, biblii i życia pierwszych chrześcijan stwierdził że Jezus nie był bogiem a katolicyzm to fałsz. Następnie porzucił kapłaństwo i dokonał apostazji odchodząc całkowicie z Kościoła

www.zw.com.pl/artykul/220144.html
Gatta (69 punktów)
>Dzięki za odpowiedź. Chętnie posłucham jak wyglądało twoje życie w klasztorze

To pytaj
14-11-2014 09:58Nie na temat
 Ocena-2 na 2
janek77 (172 punktów)
Istnieje 10 umownych punktów od zniewolenia do opętania, które są następstwem dopuszczenia złych duchów do siebie.

Zniewolenie i opętanie
1. Rozproszenie w Modlitwie
2. Niechęć do Modlitwy
3. Niemożność Modlenia się
4. Zmiana temperamentu
5. Powolne oddalenie się od Kościoła i niechęć do Niego
i osób Konsekrowanych
6. Zatarcie granicy pomiędzy dobrem, a złem
7. Stany depresyjno lekowe
8. Zanik Wiary, beznadziejność
9. Dręczenie przez złe duchy
10.Opętanie - złe duchy wchodzą w posiadanie ciała,
możliwość zabójstw i samobójstwa opętanego.

By unikać w życiu tego typu myśli należy spełnić trzy warunki Uzdrowienia dostępne na stronach katolickich

katolik.d5(*)iew&catid=58&id=423&Itemid=121

Należy też pamiętać że większość satanistów popełnia samobójstwa co jest następstwem poddawanych demonicznych pokus.
szarley (54911 punktów)
A cvo ze mną? dotyczy mnie tylko pkt 5
Proszę o diagnosę
14-11-2014 12:10 
 Ocena-1 na 1
janek77 (172 punktów)
>A co ze mną? dotyczy mnie tylko pkt 5
>Proszę o diagnozę

Tu znajdziesz dokładną diagnozę

www.egzorcyzmy.katolik.pl/
14-11-2014 12:39 
 Ocena 3 na 3
szarley (54911 punktów)
>>A co ze mną? dotyczy mnie tylko pkt 5
>>Proszę o diagnozę
>Tu znajdziesz dokładną diagnozę
>www.egzorcyzmy.katolik.pl/

I to ma być powód do egzorcyzmów??
Mam inną propozycję: Skoro dotyczy mnie tylko "niechęć do osób konsekrowanych" to zamiast poddawać mnie egzorcyzmom, eminencja wypieprzy z kościoła tych duchownych ktorzy stają na ołtarzu zamiast przed ołtarzem i zamiast Trójcy Świętej
pl.wikipedia.org/wiki/Trójca_Święta
uznają Siódmcę Świętą
pl.wikiped(*)zechów_głównych
Gatta (69 punktów)
>Istnieje 10 umownych punktów od zniewolenia do opętania, które są następstwem dopuszczenia złych duchów do siebie.
>Zniewolenie i opętanie
> 1. Rozproszenie w Modlitwie
> 2. Niechęć do Modlitwy
> 3. Niemożność Modlenia się
> 4. Zmiana temperamentu
> 5. Powolne oddalenie się od Kościoła i niechęć do Niego
> i osób Konsekrowanych
> 6. Zatarcie granicy pomiędzy dobrem, a złem
> 7. Stany depresyjno lekowe
> 8. Zanik Wiary, beznadziejność
> 9. Dręczenie przez złe duchy
> 10.Opętanie - złe duchy wchodzą w posiadanie ciała,
> możliwość zabójstw i samobójstwa opętanego.
>By unikać w życiu tego typu myśli należy spełnić trzy warunki Uzdrowienia dostępne na stronach katolickich
>katolik.d5(*)iew&catid=58&id=423&Itemid=121
>Należy też pamiętać że większość satanistów popełnia samobójstwa co jest następstwem poddawanych demonicznych pokus.

Dlatego jeśli się zrezygnuje z modlenia i wiary i przeciwstawi się przymuszaniu się do nich (przez rodzinę, społeczeństwo, wewnętrzne <ja> indoktrynowane od dzieciństwa) to wtedy zniknie ta "beznadziejność", niechęć do modlitwy, Kościoła czy wiary bo przestanie być to istotne i człowiek stanie się naprawdę wolny. Straszenie diabłem ludzi, którzy mają problemy psychologiczne z powodu przymuszania się do wiary (nie każdy musi wierzyć co się nam wmawia) jest rodzajem przemocy psychicznej.
14-11-2014 12:22 
 Ocena-3 na 3
janek77 (172 punktów)
Ja nie straszę diabłem, ani KK, który reprezentuję. Głównym przekazem jest przekaz Miłości duchowej i rozwoju w niej.

Odpowiadam tu tylko dlaczego ktoś ma myśli samobójcze. Świat jest tak skonstruowany, że nad nami w innych wymiarach fizycznych gromadzą się różne duchy dobre i złe. One to dają nam albo dobre natchnienia, albo pokusy. Jak człowiek mocno dąży do Świętości to nie ma pokus w pewnych obszarach. Dlatego Świętość jest prosta. Jak nie jest w Stanie Łaski Uświęcającej to pokusy są silne i Bóg nie może mieszkać w takiej Duszy i jej wewnętrznie Chronić. Im dalej Dusza jest od Boga tym pokusy demoniczne są silniejsze.
Dlatego właśnie większość statystyczna satanistów popełnia samobójstwa.

---------------------

Na tym forum jak widzę im mniej punktów w stosunku do wypowiedzi, tym osoba bardziej wartościowa. To miłe, że jestem tak promowany
I łatwiej mi rozpoznać innych Misjonarzy.
14-11-2014 13:27 
 Ocena 4 na 4
Sambor (21 punktów)
janek77 jedynym dręczycielem i szatanem jesteś ty sam tutaj a egzorcyzm który powinien zostać nad tobą odprawiony to permanentny ban od moderatora za promowanie tutaj średniowiecznych zabobonów i ciemnoty umysłowej

Jaką trzeba być pozbawią skrupułów amoralną hieną. Okrutnym pozbawionym jakiejkolwiek empatii do drugiego człowieka sępem, który wyszukuje sobie osoby które otwarcie piszą o swoich problemach natury psychologicznej. Następnie straszyć go średniowiecznymi diabłami. Kim jest człowiek tak amoralny, okrutny, obrzydliwy który wyszukawszy taką osobę podjudza go do samobójstwa wmawiając mu opętanie, nękanie diabelskie, oddalenie od bogów?
14-11-2014 22:11 
 Ocena-2 na 2
janek77 (172 punktów)
Robię to z pobudek Miłości i piszę to w co Wierzę. Radzę też jak się tego pozbyć. Każdy normalny człowiek stara się pomóc jak potrafi. A wypływa ta pomoc u mnie z empatii także. To, że nie wierzysz w demony nie znaczy, że ich nie ma. W KK jest Modlitwa o Uwolnienie i jest bardzo skuteczna.

I nie podjudzam do samobójstwa, a wprost przeciwnie. Zacytuj mnie lub przeproś za oszczerstwo.

Wymieniłem 10 punktów z których pięć jest słabszych. My Katolicy często w Kościołach Modlimy się o Uwolnienie także nas samych. Modlimy się też prosząc o ochronę przed demonami.
14-11-2014 23:55 
 Ocena 2 na 2
logout (171 punktów)
(zablokowany)
>Robię to z pobudek Miłości i piszę to w co Wierzę.

w imię milości można czynić wszelkiej maści sku... a to że w coś wierzysz to jeszcze nie daje Ci prawa z tą wiarą tak bezmyślnie mielić paliczkami.

>Radzę też jak się tego pozbyć. Każdy normalny człowiek stara się pomóc jak potrafi. A wypływa ta pomoc u mnie z empatii także.

każdy normalny człowiek słucha/czyta i powinien się zastanowić czy pomóc potrafi i jakie mogą być tego konsekwencję.

To, że nie wierzysz w demony nie znaczy, że ich nie ma. W KK jest Modlitwa o Uwolnienie i jest bardzo skuteczna.

w islamie obcinaja głowy demony podobno tez przy okazji uciekają.

>I nie podjudzam do samobójstwa, a wprost przeciwnie. Zacytuj mnie lub przeproś za oszczerstwo.

przeproś za to że to co napisałes tak bezmyślnie akceptujesz..

>Wymieniłem 10 punktów z których pięć jest słabszych. My Katolicy często w Kościołach Modlimy się o Uwolnienie także nas samych. Modlimy się też prosząc o ochronę przed demonami.

tak wiem wy katolicy szkoda słów.
15-11-2014 00:18 
 Ocena-2 na 2
janek77 (172 punktów)
Jak to mówią " konia kują, a żaba nogę nadstawia".
15-11-2014 01:08 
 Ocena 1 na 1
logout (171 punktów)
(zablokowany)
>Jak to mówią " konia kują, a żaba nogę nadstawia".

a Ty to niby kowal?
15-11-2014 17:20 
 Ocena 1 na 1
janek77 (172 punktów)
>>Jak to mówią " konia kują, a żaba nogę nadstawia".
>a Ty to niby kowal?

Tak by wynikało.
16-11-2014 01:15 
 Ocena 5 na 5
logout (171 punktów)
(zablokowany)
>>>Jak to mówią " konia kują, a żaba nogę nadstawia".
>>a Ty to niby kowal?
>Tak by wynikało.

ta rozmowa jest bez sensu a ja robię z siebie głupca biorąc w niej udział. Na całe szczęście mogę przestać.
23-11-2014 13:56 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Wymieniłem 10 punktów z których pięć jest słabszych. My
>> Katolicy często w Kościołach Modlimy się o Uwolnienie
> także nas samych. Modlimy się też prosząc o ochronę przed demonami.
> tak wiem wy katolicy szkoda słów.

Ciekaw jestem skuteczności tych modłów. Ciekawe, czy nasz obecny forumowy ewangelizator Janek77 poda, jak to statystycznie wygląda w stosunku do próbki modlącej się do innego Boga, oraz próbki stosującej inną formę ochrony np. psychiatryczną.
Sama wola i wiara nie wystarczą. Inaczej by.. a co tam demony: góry przenosiły

Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
15-11-2014 10:56 
 Ocena 8 na 8
astrotaurus (12445 punktów)
>Robię to z pobudek Miłości
   O, tak, tak... historia, także ta jak najbardziej bieżąca, pokazuje, że ludzie z umysłami upośledzonymi wiarą zdolni są do każdej nikczemności i zawsze wytłumaczą ją przed sobą wzniosłymi pobudkami. I jeszcze w tępym zadowoleniu z siebie myślą, że innym też wodę z mózgu zrobili...
   A tu mamy klasyczny przykład katolickiej Miłości
>Jak to mówią " konia kują, a żaba nogę nadstawia".
   Kimże jesteś, żeby tak się puszyć? Na tym forum każdy użytkownik, nawet taki intelektualny Pokemon jak Ty, ma prawo zabrać głos gdzie chce jeśli uzna to za stosowne.

>i piszę to w co Wierzę.
   Widzisz, nieboraku, wmówili Ci, że głupota jaką jest odbieranie świata przez pryzmat wiary jest czymś mądrym i wzniosłym. Tymczasem jest to głupota właśnie, z którą dyskusja z racji natury tego zjawiska jest niemożliwa. I w dyskusjach ludzi rozumnych "argument wiary" nie jest stosowany.
   Możesz pleść cokolwiek poprzedzając to słowem "wierzę" - takie ludzkie i obywatelskie prawo do wolności słowa i wyznania bez względu na to czy to słowo z tym wyznaniem ma cokolwiek wspólnego.
   Możesz pleść o stukniętym Bogu z roztrojeniem jaźni, o pierdołowatym maminsynku co to bez Mamusi i bez Wojtyły nie umie zarządzać światem i ja nie będę nawet miał możliwości by stwierdzić z pewnością czy robisz sobie ze mnie jaja czy Ty tak na poważnie (choć po wierzących każdej bredni można się spodziewać). Tyle że tych historyjek wiary uklepanych w Twojej biednej głowie nie wolno Ci używać jako argumentu w dyskusji o świecie poza Twoją głową jeśli chcesz być traktowany poważnie przez ludzi rozumnych. W Twoim środowisku natłok wyznań, zaklęć pomaga wam utrwalać wiarę; takie onanizowanie umysłów utwierdza was w tępym zadowoleniu z siebie i zwalnia od krytycznego myślenia - wasze prawo, ale nie argument na rzecz treści tych wyznań i zaklęć.

   Dla swojego dobra i dla dobra misji z jaką tu przybyłeś nie stosuj TU tego co jest dobre TAM. Tu sporo ludzi jest obytych z bełkotem jaki serwujesz, wszak oprawcy Twego pokiereszowanego umysłu bełkoczą już tak wiele tysięcy lat. A pracze innych umysłów w innych religiach i mnogość ich wyznań i zaklęć?!
   Spróbuj zatem, jeśli chcesz być oryginalny i bodaj trochę skuteczny, przynieść tu choć jedno rozumne zdanie, zdatne do dyskusji, takie które będziesz umiał do końca obronić.

>KK ma szeroką wiedzę o fizycznym świecie wielowymiarowym jak i Bogu.
   Cała wiedza o świecie pochodzi z nauki. KK też to przyswaja, choć z oporami, jak na nieuków przystało. Nieuków których pozycja i bogactwo zależy od ciemnoty otumanionych owieczek.
   A o Bogu jest tylko całe mrowie bzdetów produkowanych przez miliardy ludzi przez tysiąclecia. No, ale może ja się mylę, może potrafisz, stosując się do rady z poprzedniego akapitu, przytoczyć jakieś rozumne zdanie o Bogu i wyjaśnić je do końca

>Tak jak ateista ma szeroką niewiedzę, a mimo to uzurpuje sobie prawo do oceny.
   I oczywiście plując pogardą wypływającą wprost z Twojej głupoty nie poczuwasz się do powinności uzasadnienia tego parszywego paszkwilu? Jakieś statystyki o religijności ludzi na różnych szczeblach nauki...? Jakieś badania wiedzy teistów i ateistów czy coś takiego...?
   I podpowiem Ci jeszcze litościwie, że takim zajazdami wystawiasz parszywą cenzurkę tak sobie jak i Bogu u którego zbierasz nimi zasługi. No tak, ale chcieć dorównać w świętości bydlakowi chroniącemu pedofilów przez ćwierćwiecze pontyfikatu to Ty musisz jeszcze tej katolickiej żółci sporo z siebie wylać.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
15-11-2014 12:52 
 Ocena-3 na 3
janek77 (172 punktów)

>>Jak to mówią " konia kują, a żaba nogę nadstawia".
>   Kimże jesteś, żeby tak się puszyć? Na tym forum każdy użytkownik, nawet taki intelektualny Pokemon jak Ty, ma prawo zabrać głos gdzie chce jeśli uzna to za stosowne.

Dziękuję za pozwolenie. Czyli mam olewać niecenzuralne zwroty pod swoim adresem i nadal Ewangelizować.

>>i piszę to w co Wierzę.
>   Widzisz, nieboraku, wmówili Ci, że głupota jaką jest odbieranie świata przez pryzmat wiary jest czymś mądrym i wzniosłym. Tymczasem jest to głupota właśnie, z którą dyskusja z racji natury tego zjawiska jest niemożliwa. I w dyskusjach ludzi rozumnych "argument wiary" nie jest stosowany.

Większość ludzi rozumnych wierzy w Boga. Jak to wytłumaczysz? A ateistów przykładowo w Polsce jest garstka. Zawsze byli w każdym wieku jak i zawsze byli też grzesznicy. Życie na ziemi to próba. Nie ma nic na siłę.

A co do Nawróceń to jest ich sporo. A KK na świecie stale rośnie liczebnie co masz w wiki.
16-11-2014 01:22 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>Dziękuję za pozwolenie.
   Nie wiem czy to z Twojej strony prosta tępota, czy infantylizm, czy kołtuńskie pyskówki... wiem, że ja zwróciłem uwagę na brak sensu i uprawnień do udzielania pozwoleń, a że nie potrafisz tego pojąć to trudno.

>Czyli mam olewać niecenzuralne zwroty pod swoim adresem i nadal Ewangelizować.
   Cenzuralne czy nie to tylko kwestia opinii, natomiast ich zasadności nie potrafisz zakwestionować, więc zwyczajem pustosłowych fideistów schowasz się za obrażalstwem.

>Większość ludzi rozumnych wierzy w Boga. Jak to wytłumaczysz?
   Prosto - różnimy się w definiowaniu ludzi rozumnych, a Twoje lenistwo umysłowe nie pozwoliło Ci na zainteresowanie się tym tematem. Zwrócę zatem uwagę, że wśród naukowców światowej czołówki wraz z Noblistami, których trudno posądzać o "szeroką niewiedzę" (chociaż podły nieuk fideistyczny zdolny jest do każdego paszkwilu) odsetek teistów jest znikomy. I nie sądzę, choć nie ma na to szczegółowych badań by znalazł się tam choć jeden wierzący we wszystkie czy nawet połowę katolickich idiotyzmów.

>A ateistów przykładowo w Polsce jest garstka. Zawsze byli w każdym wieku jak i zawsze byli też grzesznicy.
   Kiedy obliczenia prowadzi katolik z pokracznym umysłem zaliczający ateistów/apostatów do katolików z racji odprawienia nad nimi zabobonów w ich wczesnym dziecięctwie to rzeczywiście wychodzi garstka.

>Życie na ziemi to próba. Nie ma nic na siłę.
   A to już tylko Twoja wiara. Nic pewnego, nic mądrego, nic wartościowego, nic na czym można polegać. Tylko wiara. I jak rasowy fideistyczny bezczelny nieuk nie jesteś w stanie opanować sztuki nieargumentowania głupotą wiary.

>A co do Nawróceń to jest ich sporo. A KK na świecie stale rośnie liczebnie co masz w wiki.
   Głupkowata propaganda bez oparcia w rzetelnych danych.
A gdyby nawet katolicyzm rzeczywiście rósł liczebnie to byłoby to tylko powiększanie masy ciemnoty, zabobonu najciemniejszego wśród religii odbiblijnych.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
16-11-2014 08:56 
 Ocena 11 na 11
Fizyk (17637 punktów)
> Większość ludzi rozumnych wierzy w Boga. Jak to wytłumaczysz?

Wiara daje złudzenie rozumu.
16-11-2014 11:44 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>Większość ludzi rozumnych wierzy w Boga. Jak to wytłumaczysz?
Ludzkie możliwości są ogromne i homo sapiens może być nawet idiotą.

@@@
.
16-11-2014 11:48 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Czyli mam olewać niecenzuralne zwroty pod swoim adresem i nadal Ewangelizować.
Dokładnie tak! Może Pan tak czynić dopóki moderacji będzie się to podobało i na trolla nie zareaguje.

@@@
.
14-11-2014 15:30 
 Ocena 3 na 3
tom36 (229 punktów)
(zablokowany)
>Jak nie jest w Stanie Łaski Uświęcającej to pokusy są silne i Bóg nie może mieszkać w >takiej Duszy i jej wewnętrznie Chronić.

To w religiantach bawi mnie chyba najbardziej. W swojej 'pokorze' dla swojego - wszechmocnego bóstwa - uzurpują sobie wiedze o tym, co ono może a czego nie.
14-11-2014 22:20 
 Ocena-3 na 3
janek77 (172 punktów)
KK ma szeroką wiedzę o fizycznym świecie wielowymiarowym jak i Bogu. Tak jak ateista ma szeroką niewiedzę, a mimo to uzurpuje sobie prawo do oceny.
14-11-2014 23:27 
 Ocena 2 na 2
tom36 (229 punktów)
(zablokowany)
>KK ma szeroką wiedzę o fizycznym świecie wielowymiarowym jak i Bogu. Tak jak ateista >ma szeroką niewiedzę, a mimo to uzurpuje sobie prawo do oceny.

Alez my nie mamy o waszych 'urojeniach' zadnej wiedzy - bo zadnej wiedzy miec niesposob. Mamy tylko opowiesci ktore glosicie o waszych 'urojeniach'

'Wiedza' o tym co moze, a czego nie moze istota wszechmocna - szacun!

A ten twoj 'bog' zostal chociaz jakos o poinformowany o tym czego mu nie wolno?


14-11-2014 23:46 
 Ocena-1 na 1
janek77 (172 punktów)
Poczytaj sobie czym jest Mistyka katolicka i co to jest magisterium KK.
14-11-2014 23:55 
 Ocena-1 na 1
janek77 (172 punktów)
>'Wiedza' o tym co moze, a czego nie moze istota wszechmocna - szacun!

Poczytaj sobie czym jest Mistyka katolicka i co to jest magisterium KK.

>A ten twoj 'bog' zostal chociaz jakos o poinformowany o tym czego mu nie wolno?

A Bóg wprowadził pewne zasady i jest im wierny. Jedną z nich jest nasza Wolna Wola. By wybór nasz na ziemi piekła - więzienia, czy Nieba- Raju był wyborem dobrowolnym naszym, a nie Boga.
By nagroda w Niebie była dla tych, którzy na nią zasługują.
16-11-2014 20:24 
 Ocena 1 na 1
pawel_wr (4297 punktów)

>A Bóg wprowadził pewne zasady i jest im wierny. Jedną z nich jest nasza Wolna Wola. By wybór nasz na ziemi piekła - więzienia, czy Nieba- Raju był wyborem dobrowolnym naszym, a nie Boga.
>By nagroda w Niebie była dla tych, którzy na nią zasługują.

Katolicy mają często problemy dotyczące własnego umysłu więc przekaz musi być bardziej bezpośredni. NIE OZNACZA TO, ŻE SĄ MNIEJ INTELIGENTNI tylko wymagają innej formuły przekazu by mogli zaprzestać wiary w Boga, jak np prof. Religa , M.Curie-Skłodowska , A.Einstein.
A jako, że odrzucenie wiary wśród nich są możliwe, to przekaz musi być jednoznaczny.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
niestadny (2492 punktów)

>Katolicy mają często problemy dotyczące własnego umysłu więc przekaz musi być bardziej bezpośredni. NIE OZNACZA TO, ŻE SĄ MNIEJ INTELIGENTNI tylko wymagają innej formuły przekazu by mogli zaprzestać wiary w Boga, jak np prof. Religa , M.Curie-Skłodowska , A.Einstein.
Dlaczegóż mieliby zaprzestać wiary w Boga? Niech se wierzą w co chcą. Ich sprawa.
PS: Zdaje się, że Einstein, podobnie jak Kant, był deistą; znaczy teista.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
16-11-2014 22:39 
 Ocena 2 na 2
pawel_wr (4297 punktów)

>Dlaczegóż mieliby zaprzestać wiary w Boga? Niech se wierzą w co chcą. Ich sprawa.

Wytłumaczenie znajdziesz tutaj :

www.racjonalista.pl/index.php/s,47/k,65484

>PS: Zdaje się, że Einstein, podobnie jak Kant, był deistą; znaczy teista.

Einstein nie wierzył w Boga, co do Kanta - nie wiem.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
Elasp (6859 punktów)

>Einstein nie wierzył w Boga, co do Kanta - nie wiem.

Kant wierzył.

Co do Einsteina: en.wikiped(*)gious_views_of_Albert_Einstein

"According to biographer Walter Isaacson, Einstein was more inclined to denigrate disbelievers than the faithful.[22] Einstein said in correspondence, " [T]he fanatical atheists...are like slaves who are still feeling the weight of their chains which they have thrown off after hard struggle. They are creatures who-in their grudge against the traditional 'opium of the people'-cannot bear the music of the spheres."[22][23] Although he did not believe in a personal God, he indicated that he would never seek to combat such belief because "such a belief seems to me preferable to the lack of any transcendental outlook."[24]'"

Amen.
17-11-2014 12:56 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Einstein nie wierzył w Boga, co do Kanta - nie wiem.
> Kant wierzył.
A co wierzył?
repozytori(*)wnej alegorii.pdf?sequence=1

> Co do Einsteina:
Gdyby wierzyć znajdowanym w sieci cytatom, Einstein wypowiadał się nawet na temat tego, ile lat ludzkość przeżyje, kiedy wymrą pszczoły.

Tym razem mamy autentyk - list z 3 stycznia 1954 r. Na rok przed śmiercią Albert Einstein pisał do filozofa Erika Gutkinda: "Słowo »Bóg « jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie
od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić".

www.racjonalista.pl/forum.php/s,522749/z,0

Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a ludzie są zdolni uwierzyć prawie we wszystko.

Według niektórych Einstein miał też powiedzieć:
"Problem z cytatami w internecie polega na tym, że ludzie w nie wierzą".

@@@
.
17-11-2014 13:17 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

Pańska wypowiedź to pospieszna, chaotyczna mieszanka cytatów z "Wyborczej" z fragmentem wątku oszołoma Koraszewskiego. Nadspodziewanie słabo, jak na kogoś, kto przeczytał w życiu setki, a może nawet tysiące książek.

O wiele bardziej rzetelny jest artykuł w "Wikipedii", który zacytowałem. Sądzę, że powinien się Pan z nim zapoznać dla rozszerzenia horyzontów.
17-11-2014 16:07 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Albert Einstein:
"Jak to się dzieje, że nikt mnie nie rozumie, a wszyscy mnie uwielbiają?"

> Pańska wypowiedź to pospieszna, chaotyczna mieszanka cytatów z "Wyborczej"
Była adekwatna do Pańskich mądrości zawartych w poście, do którego się odniosłem.

Kwestionuje Pan list Einsteina i jego treść, czy to, iż notatka o nim ukazała się w Wyborczej? Jeżeli Wyborczą, to polecam cytat z hasła w Wikipedii, do którego Pan się tu odwołał: In a letter to Eric Gutkind dated 3 January 1954, Einstein wrote in German, "For me the unaltered Jewish religion like all other religions is an incarnation of the most primitive superstitions. And the Jewish people to whom I gladly belong and with whose mentality I have a deep affinity have no different quality for me than all other people. As far as my experience goes, they are also no better than other human groups, although they are protected from the worst cancers by a lack of power. Otherwise I cannot see anything 'chosen' about them. Znowu ma Pan kłopoty z rozumieniem angielskiego? Niech Pan przestanie się poopisywać, tu używamy języka polskiego.

> z fragmentem wątku oszołoma Koraszewskiego.
W mojej wielce subiektywnej ocenie i to pomimo sporej różnicy w wielu poglądach z p. Koraszewskim, to Pan w zakresie wiedzy oraz inteligencji nawet do pięt mu nie sięga. Dalej jest Pan wyznawcą śmiesznej wiary, że gdy Pan złośliwie zdyskredytuje kogoś mądrzejszego od siebie, to wielu pomyśli sobie: Ło boze! Jaki ten Elap jest mądry, gdyż napisał,
że iks jest głupi.
(Odwołałem się do jednego z wielu wątków z naszego forum na temat Einsteina, a nie do p. Koraszewskiego.
Pan Koraszewski ten wątek tylko zainicjował.)


>Nadspodziewanie słabo, jak na kogoś, kto przeczytał w życiu setki, a może nawet tysiące książek.
Tak, przeczytałem i dlatego wiem, iż Einstein był genialnym człowiekiem i jego trafne przemyślenia zmieniły całe dotychczasowe rozumienie wszechświata, ale Einstein był tylko człowiekiem i mylił się i miał swoje śmiesznostki.
Na temat teizmu-ateizmu Einsteina napisano - co najmniej kilkadziesiąt artykułów i kilka książek. Na naszym forum już wielokrotnie toczyła się na ten temat dyskusja. Wyrwany z kontekstu cytat jest tyle samo wart, co rzucenie epitetem. Einstein był fizykiem, a nie teologiem ani religioznawcą, ale wszystkie jego prace, jak Boga kocham, wskazują, że był ateistą.

www.racjon(*)m.php/s,522749/z,0/d,2#w522927
www.racjonalista.pl/forum.php/s,432307#w432344

> O wiele bardziej rzetelny jest artykuł w "Wikipedii", który zacytowałem.
A dlaczego? Mógłby Pan to udowodnić? Dlatego, iż więcej zdań zawiera i jest po angielsku?

>Sądzę, że powinien się Pan z nim zapoznać dla rozszerzenia horyzontów.
Uważam Wikipedię za doskonałe, gdyż ogromnie podręczne narzędzie. Warto od niej wychodzić, ale ten kto na niej swój poziom opiera sam się dyskredytuje. Zalinkowane przez Pana hasło z Wikipedii przeczytałem, gdyż mam taki zwyczaj przed odniesieniem się do czyjeś wypowiedzi, ale nie dostrzegłem w nim żadnej możliwości rozszerzenia moich horyzontów na ten temat. Odwrotnie dziwię się, że takie hasełko Pańskie horyzonty rozszerzyło.

Proszę mi powiedzieć czy jako kulturalny człowiek, gdy spadnie mi coś na nogę prędzej krzyknę o k.urwa, czy o Jezu?
W rozmowach często mówię o talentach, czy o rozumie danym od Boga, a czasem, gdy jakiś fideista bzdury tu opowiada piszę: - o Boże!

Einstein w swoich retorycznych zwrotach czasem odwoływał się do Boga (choć nie w Trójcy - Jedynego), ale idiotyzmem jest na tej podstawie przypisywać mu jakikolwiek teizm.


@@@
.
17-11-2014 20:41 
 Ocena-1 na 3
Elasp (6859 punktów)
>.Einstein był fizykiem, a nie teologiem ani religioznawcą, ale wszystkie jego prace, jak Boga kocham, wskazują, że był ateistą.[/color]

Widzę, że zaczyna Pan się uczyć angielskiego i chyba nawet ja Pana ździebko zmotywowałem. To b. dobrze. Jeszcze więc jeden materiał po angielsku:

www.bethinking.org/god/did-einstein-believe-in-god

" To sum up: Einstein was - like Newton before him - deeply religious and a firm believer in a transcendent God. However Einstein rejected anthropomorphic and personal understandings of the word 'God'. His beliefs may be seen as a form of Deism: "the belief in the existence of a Supreme Being as the source of finite existence, with rejection of revelation and the supernatural doctrines of Christianity" (The Oxford English Dictionary). If any intellectual high treason has been committed, it has been committed by Dawkins himself, who has failed to deal carefully with what Einstein actually said, thereby confusing two very different understandings of God. He should have paid more attention to Max Jammer's book, and to the conclusions Jammer reached after studying all the evidence. There is another conclusion to be drawn from this: Dawkins has pointed out the attempt in America to rebrand atheists as 'brights', implying atheists are clever and theists stupid. If Einstein was clearly a theist, like Newton, this is arrant nonsense. This should help to stop the bullying of Christian children, who are told they are stupid to believe in God. One girl personally known to the author was bullied so much for being a Christian that she had to move schools. So, after all of Dawkins' rhetorical bluster and verbal swagger, we are left with fallacious reasoning and factual errors - a case of 'argument weak, shout louder'."

Einstein był deistą (a więc i teistą, a więc i nie ateistą), nie uznawał istnienia osobowego Boga. Wszystko się zgadza - był zbyt mądry na to, aby być ateistą.

Autor (John Marsh) twierdzi, że Dawkins całkowicie nie zrozumiał stanowiska Einsteina w kwestii istnienia Boga. Muszę sprawdzić, czy p. Koraszewski nie powoływał się przypadkiem właśnie na wypaczoną interpretację Dawkinsa.
17-11-2014 23:50 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Einstein był fizykiem, a nie teologiem ani religioznawcą, ale wszystkie jego prace, jak Boga kocham, wskazują,
że był ateistą.

>Widzę, że zaczyna Pan się uczyć angielskiego i chyba nawet ja Pana ździebko zmotywowałem.
Tak szybko, w moim wieku, to trudno nauczyć się języka, tyle iż ja nie zwykłem się chwalić prawie niczym, a już zupełnie nie chwalę się tym z czego nie jestem zadowolonym. To Pan się chwalił, iż jest poliglotą, ale gdy przyszło co do czego,
to okazało się, iż jest Pan tylko ... słabym znawcą i ma trudności ze zrozumieniem tekstu.

W swojej wiedzy mam sporo niedostatków. Na przykład nie mam satysfakcjonującej mnie wiedzy z zakresu fizyki,
czy wyższej matematyki, ale to wcale nie znaczy, iż nie mam w tych tematach żadnej wiedzy. Gdzie brak mi podstaw
do zrozumienia lektur naukowych, to czytam popularnonaukowe, aby jednak jakieś poglądy mieć.


>To b. dobrze. Jeszcze więc jeden materiał po angielsku:
No, skoro niejaki John Marsh i to po angielsku napisał, że: Einstein był - jak przed nim Newton - człowiekiem głęboko religijnym i zwolennikiem transcendentnego Boga. Jednak Einstein odrzucił antropomorficzne jak i osobowe rozumienie "Boga". Jego przekonania mogą być postrzegane jako forma deizmu: "wiara w istnienie Najwyższej Istoty jako źródła skończonego bytu, z odrzucenia objawienia i nadprzyrodzonych doktryn chrześcijaństwa", to już musimy być pewnymi,
że Einstein był deistą (a więc i teistą, a więc i nie ateistą), nie uznawał istnienia osobowego Boga.

> Wszystko się zgadza - był zbyt mądry na to, aby być ateistą.
No tak! Ten argument w Elaspowym stylu jest zupełnie nie odparcia.

> Autor (John Marsh) twierdzi, że Dawkins całkowicie nie zrozumiał stanowiska Einsteina w kwestii istnienia Boga.
To czysta załamka, jak John tak twierdzi, to już inaczej być nie może. Znowu Elaspowy argument nie do oparcia. Tyle iż ja wątpię czy p. Marsh i Pan Elasp rozumieją Dawkinsa, nie mówiąc już o Einsteinie? Ja może nie do końca się z Dawkinsem zgadzam, ale ten wywód uważam za bardzo sensowny i dający się racjonalnie bronić: Istnieją wyrafinowane formy religii. Jedną taką formą jest religia Einsteina. To w zasadzie w ogóle nie była religia. Einstein używał słowa "Bóg" bardzo często, ale nie rozumiał przez do żadnego boga osobowego. Nie miał na myśli bytu, który miałby słuchać modlitw,czy wybaczać grzechy. Chodziło mu o coś w rodzaju poetyckiego słowa opisującego głębiny nieznanych rzeczy, niepewności dotyczących pochodzenia Wszechświata. Są też deiści, którzy wierzą w rodzaj boga, coś w stylu osobowego boga, który uruchomił Wszechświat, coś w rodzaju boga-fizyka, który później już nic nie robił, o który z pewnością nie słucha niczyich myśli, oraz w ogóle nie interesuje się ludźmi.

>Muszę sprawdzić, czy p. Koraszewski nie powoływał się przypadkiem właśnie na wypaczoną interpretację Dawkinsa.
Człowiek na pewnym poziomie intelektualnym, aby się nie skompromitować sprawdza przed publikacją. Pan Koraszewski
w przywołanym przeze mnie poście wcale się do Dawkinsa nie odwoływał, ale taki to już poziom dyskusji z Panem.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>Jedną taką formą jest religia Einsteina. To w zasadzie w ogóle nie była religia.

Jak u Tyma: pies, czyli kot.

>Einstein używał słowa "Bóg" bardzo często, ale nie rozumiał przez do żadnego boga osobowego. Nie miał na myśli bytu, który miałby słuchać modlitw,czy wybaczać grzechy. Chodziło mu o coś w rodzaju poetyckiego słowa opisującego głębiny nieznanych rzeczy, niepewności dotyczących pochodzenia Wszechświata. Są też deiści, którzy wierzą w rodzaj boga, coś w stylu osobowego boga, który uruchomił Wszechświat, coś w rodzaju boga-fizyka, który później już nic nie robił, o który z pewnością nie słucha niczyich myśli, oraz w ogóle nie interesuje się ludźmi.[/color]

No więc właśnie o to chodzi: uznawał, a przynajmniej nie wykluczał istnienia Boga nieosobowego. Kogoś takiego nie można nazwać ateistą bez naciągania znaczenia tego słowa. Niech Pan więc już więcej nie przysięga, jak czynił to Pan wcześniej, że Einstein był ateistą. Einstein na pewno nie był ateistą w znaczeniu kogoś, kto przeczy istnieniu Boga jakiegokolwiek, zarówno osobowego, jak i nieosobowego, lub kogoś, kto nie uznaje możliwości istnienia żadnego Boga, czy to osobowego, czy nieosobowego. Powtarzam, Einstein był zbyt mądry na ateizm.

Ze swej skromnej strony wielokrotnie starałem się bronić istnienia właśnie Istoty Najwyższej, którą niekoniecznie należy obdarzać osobowymi cechami, jak czynią to religie potoczne.
18-11-2014 11:26 
 Ocena 1 na 1
pawel_wr (4297 punktów)
]
> No więc właśnie o to chodzi: uznawał, a przynajmniej nie wykluczał istnienia Boga nieosobowego.

Einstein nie wierzył w Boga osobowego. Wielokrotnie się wypowiadał
w tej kwestii. Wypisujesz nonsensy.

manglaubte(*)3/09/28/war-einstein-religios/

Przeczytaj powoli i ze zrozumieniem.


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
18-11-2014 12:36 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Jedną taką formą jest religia Einsteina. To w zasadzie w ogóle nie była religia.
> Jak u Tyma: pies, czyli kot.
Każdy z nas ma swoje możliwości intelektualne, których nie przeskoczy, choć inteligent do śmierci je rozwija

To napisał p. Dawkins, nie Bogusławski: Istnieją wyrafinowane formy religii. Jedną taką formą jest religia Einsteina.
To w zasadzie w ogóle nie była religia. Einstein używał słowa "Bóg" bardzo często, ale nie rozumiał przez do żadnego boga osobowego. Nie miał na myśli bytu, który miałby słuchać modlitw,czy wybaczać grzechy. Chodziło mu o coś w rodzaju poetyckiego słowa opisującego głębiny nieznanych rzeczy, niepewności dotyczących pochodzenia Wszechświata. Są też deiści, którzy wierzą w rodzaj boga, coś w stylu osobowego boga, który uruchomił Wszechświat, coś w rodzaju boga-fizyka, który później już nic nie robił, o który z pewnością nie słucha niczyich myśli, oraz w ogóle nie interesuje się ludźmi.


A to tu napisał p. Fizyk, nie Bogusławski: Nie, Einstein nie był teistą, bo zaprzeczał istnieniu osobowego Boga. Niemniej często mówiąc o przyrodzie używał słowa "Bóg". Można powiedzieć, że był religijny bo był zafascynowany najgłębszymi mechanizmami rządzącymi przyrodą. Jeżeli uprzeć się aby mu przykleić etykietkę religijną, to Einstein był panteistą naturalistycznym.

> No więc właśnie o to chodzi: uznawał, a przynajmniej nie wykluczał istnienia Boga nieosobowego.
Jak u Tyma: pies, czyli kot.
Deizm - przekonanie, że racjonalnie można uzasadnić istnienie jedynie Boga bezosobowego, będącego konstruktorem świata rozumianego jako mechanizm oraz źródłem praw, według których ten mechanizm świata działa. Tak rozumiany Bóg nie ingeruje w raz ustanowione prawa. A więc Bóg bezosobowy to tylko nazwa takiej fizycznej maszynki.

>Kogoś takiego nie można nazwać ateistą bez naciągania znaczenia tego słowa.
Tak, według Pana kogoś takiego można nazwać teistą bez naciągania tego słowa.

> Niech Pan więc już więcej nie przysięga, jak czynił to Pan wcześniej, że Einstein był ateistą.
Nigdy nie mogę do końca dojść, czy góruje u Pana głupota, czy zaślepione dążenie ściągnięcia każdego do Pańskiego błota. Napisałem: Einstein był fizykiem, a nie teologiem ani religioznawcą, ale wszystkie jego prace, jak Boga kocham, wskazują, że był ateistą. Teraz mogę dodać: "Jak Boga kocham" Waść jest najmądrzejszym forumowiczem.

>Einstein na pewno nie był ateistą w znaczeniu kogoś, kto przeczy istnieniu Boga jakiegokolwiek, zarówno osobowego, jak i nieosobowego, lub kogoś, kto nie uznaje możliwości istnienia żadnego Boga, czy to osobowego, czy nieosobowego.
List pisany na rok przed śmiercią moim zdaniem doskonale pokazuje jego stosunek do Boga i religii. Niech Pan sobie ten list przeczyta, czy znowu ma pan problemy ze zrozumieniem tekstu po angielsku.

>Powtarzam, Einstein był zbyt mądry na ateizm.
Następny mędrzec, którego Pan koniecznie chce ściągnąć do własnego poziomu.

> Ze swej skromnej strony wielokrotnie starałem się bronić istnienia właśnie Istoty Najwyższej, którą niekoniecznie należy obdarzać osobowymi cechami, jak czynią to religie potoczne.
Proszę o wybaczenie, ale nie umiem inaczej skomentować Pańskiego powyższego zdania niż jako próbę ratunku tego co uratować się nie da. Pan nawet nie bardzo rozumie znaczenie terminów, których Pan używa. Wysokość tej najwyższej istoty to w calach, czy centymetrach?

Szanowny Panie, ja nie jestem ateistą i ateizm Einsteina nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Natomiast zapewniam Pana, że jego Bóg i jego religijność nie mają niczego wspólnego z Pańskimi.

@@@
.
18-11-2014 12:46 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> nie wykluczał istnienia Boga nieosobowego.
Czy "Bóg nieosobowy" nie jest tożsamy z "rzeczywistością obiektywną" materialistów (na którą nie mamy wpływu, choć ona na nas ma)?

[Może coś takiego wyobrażał sobie Einstein mówiąc, iż "Bóg nie gra w kości"? W skali kosmicznej faktycznie wolno pominąć wpływ badacza na badany obiekt, ale w skali mikro racja zdaje się leżeć po stronie mechaniki kwantowej - 'Bóg nie tylko gra w kości, lecz i je podmienia gdy zaglądamy do kubka'.]
23-11-2014 14:36 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> "According to biographer Walter Isaacson (..)" Amen.

Zatem przetłumaczmy. Z góry przepraszam za ułomną znajomość j. angielskiego (właściwie głównie znam j. angielski w zakresie technicznym) a obecnych tu profesjonalistów proszę o pokutę i rozgrzeszenie, może i poprawki

"Według biografa Waltera Isaacsona, Einstein był bardziej skłonny do krytykowania niewierzących, niż wierzących. Einstein napisał w korespondencji "fanatyczni ateiści ... są jak niewolnicy, którzy wciąż czują ciężar swoich łańcuchów, które zostały już zrzucone po ciężkiej batalii. Są to istoty, które w urazie ku tradycyjnemu "opium dla ludu" nie są w stanie usłyszeć muzyki sfer. Pomimo, że Einstein nie wierzył w Boga osobowego, wskazał, że nigdy nie szukałby walki z wiarą, bo "taka wiara wydaje mi się lepsza, niż brak jakiejkolwiek transcendentnej perspektywy."

I coś w tym jest, a zwłaszcza w odniesieniu do fanatycznych ateistów.
Sam nie jestem zwolennikiem walki na śmierć i życie z wiarą, tylko wyrażania siebie i swoich wartości na równych prawach, oraz obrony swojego terytorium.
Nie stanę przed kościołem i nie będę spod niego odganiał wiernych. Choć stanę w lesie, czy spojrzę w nocy w rozgwieżdżone niebo i czasem porwie mnie zachwyt nad otaczającą mnie przyrodą (przyrodą w różnych kontekstach ).
Ale jeśli ktoś zarzuci mi, że promuję np. agresję, hipokryzję, czy rozwiązłość - będę reagował stanowczo i owych postaw tak u siebie, jak u innych tolerował nie będę.

Często reaguję na podśmiechujki w stylu rozmowy w sklepie z przed paru dni:
Pani zalotnie
- Wie Pan, kupiła żem los i znów nie wygrała. A tak bym żem chciała się odkuć.
Pan krzykliwie
- Nie wygrała Pani, bo się Pani nie modli!
Ja
- A od kiedy to modlitwa pomaga wygrać w totka?
Na twarzy Pani odmalowuje się grymas sympatii, a Pan bogatszy o szczyptę racjonalizmu (taką mam naiwną wiarę jakąś) wychodzi bez słowa.

Czy to wg Einsteina już walka z wiarą, czy jeszcze nie?

Edit:
Warto również zapoznać się w kontekście słów Einsteina z tym, co mówi o bezbożnikach i ateistach prof. Kotarbiński. A to dwie różne kategorie postaw ludzkich. Z pewnością Pan znajdzie jeśli nie u Profesora, to u swojego ulubionego Oponenta

Z pozdrowieniami!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
23-11-2014 18:00 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Tłumaczenie dobre, jak na mój gust.

>Sam nie jestem zwolennikiem walki na śmierć i życie z wiarą, tylko wyrażania siebie i swoich wartości na równych prawach, oraz obrony swojego terytorium.

>Nie stanę przed kościołem i nie będę spod niego odganiał wiernych.

Dziękuję w imieniu 1 250 000 000 katolików.

>Ale jeśli ktoś zarzuci mi, że promuję np. agresję, hipokryzję, czy rozwiązłość - będę reagował stanowczo i owych postaw tak u siebie, jak u innych tolerował nie będę.

1 250 000 000 katolików zadrżało na te słowa.

>Warto również zapoznać się w kontekście słów Einsteina z tym, co mówi o bezbożnikach i ateistach prof. Kotarbiński. A to dwie różne kategorie postaw ludzkich. Z pewnością Pan znajdzie jeśli nie u Profesora, to u swojego ulubionego Oponenta

A co dopiero mówił o filozofii marksistowskiej!
23-11-2014 18:37 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> 1 250 000 000 katolików zadrżało na te słowa.

E tam. Kol. Elasp (proszę zauważyć, że stawiam na pierwszym miejscu), pani Władysława z Rybnika, Janek77 i Atannazy do nich przecie nie należą. Również biskupi Paetz i Wielgus prawdopodobnie też nie. Grzegorz IX i inni jego pokroju to święci ludzie są.
Właściwie Kościół robi z bezkształtnej ludzkiej masy ludzi dużo lepszych, więc to zaledwie ułamek ułamków tych 1 250 000 000 będzie. A tak z nazwiska.. hm. Zupełnie nikt mi nie przychodzi teraz do głowy. Prawie raj na ziemi normalnie
A skoro tak.. to huzia na Józia, czyli na tych wstrętnych ateistów, jak za dawnych dobrych (DOBRYCH) czasów. I niech przewodniczy nam dr o. Dyrektor Tadeusz Rydzyk i prof. dr hab. Dariusz Oko. Najprawdziwsi z dobrych i nieskalanych niczym katolików. Ewent. gdzieś z tyłu JP II.

> A co dopiero mówił o filozofii marksistowskiej!

Ale to on mówił. Natomiast cytat to cytat - on się tylko z nim zgadza, wiec.. Panie Elaspie? Rzucony urok-odium przez Bogusławskiego-SBka znika, może się Pan za ten cytat Kotarbińskiego spokojnie zabrać
Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Elasp (6859 punktów)

>Właściwie Kościół robi z bezkształtnej ludzkiej masy ludzi dużo lepszych, więc to zaledwie ułamek ułamków tych 1 250 000 000 będzie.

No więc o co chodzi? Lepiej, by jakaś babcia chodziła codziennie o 18.00 do kościoła, niż by była drugą Messaliną, Elżbietą Batory, czy Bristygierową. Kościół nie jest potrzebny ludziom z dobrym i prawym, ale takich niestety jest mniejszość. Reszta powinna być wzięta "za twarz". Człowiek jest z natury zły. Ma tylko niewielkie zadatki dobra.
23-11-2014 19:22 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Człowiek jest z natury zły. Ma tylko niewielkie zadatki dobra.

A skąd taka konkluzja znów? Z uogólnionej obserwacji siebie?
Człowiek nie jest ani dobrym, ani złym z natury. Przede wszystkim posiada instynkt, chęć i energię do przetrwania.
Od jego rodziców, oraz szerzej - wychowawców zależy, czy będzie robił to etycznie zachowując swoje siły oraz szacunek dla innych.
Czy pozbawiony wszelkich mądrych praktycznie wzorców, będzie robił co chwilę fo-pa tylko drażniąc bliźnich czy wciągając ich w bagno (tak łagodnie mówiąc).

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Elasp (6859 punktów)
>> Człowiek jest z natury zły. Ma tylko niewielkie zadatki dobra.
>A skąd taka konkluzja znów? Z uogólnionej obserwacji siebie?

Nie, z lekcji historii: starożytnej, średniowiecznej, nowożytnej i współczesnej.

>Człowiek nie jest ani dobrym, ani złym z natury. Przede wszystkim posiada instynkt, chęć i energię do przetrwania.

Tenże instynkt odpowiada za to, że np. podczas pożaru uciekający ludzie tratują się wzajemnie. Gdzie się wtenczas podziewa ich "człowieczeństwo"?

>Od jego rodziców, oraz szerzej - wychowawców zależy, czy będzie robił to etycznie zachowując swoje siły oraz szacunek dla innych.

To oświeceniowy zabobon: "człowieka można wychować". Próbowano potem wyhodować od podstaw (pionierzy, Komsomoł, dla elity Artek) człowieka radzieckiego, altruistę-humanistę-racjonalistę. Z opłakanymi skutkami. Oświeceniowcy byli idiotami, doprawdy - jeden głupszy od drugiego. Nie było tam nikogo, co by wniknął w sprawy głębiej. Oczywiście gdyby wniknął, musiałby porzucić amatorskie idee "Oświecenia".

>Czy pozbawiony wszelkich mądrych praktycznie wzorców, będzie robił co chwilę fo-pa tylko drażniąc bliźnich czy wciągając ich w bagno (tak łagodnie mówiąc).

Tak.
23-11-2014 21:18 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>> Człowiek jest z natury zły. Ma tylko niewielkie zadatki dobra.
>>A skąd taka konkluzja znów? Z uogólnionej obserwacji siebie?
> Nie, z lekcji historii: starożytnej, średniowiecznej, nowożytnej i współczesnej.

Której lekcji współczesnej? Domyślam się, iż zatrzymał się Pan na lekcji stalinizmu i hitleryzmu, od których minęło już jakieś 50-70 lat. A z jakiego powodu nie brać np. współczesnej lekcji jedności Ameryki i Uni Europejskiej w sankcjach na Putina za animowanie rozruchów na Ukrainie?

> Tenże instynkt odpowiada za to, że np. podczas pożaru
> uciekający ludzie tratują się wzajemnie.

Zgadza się.

> Gdzie się wtenczas podziewa ich "człowieczeństwo"?

Odnoszę wrażenie, że albo udaje Pan naiwnego, albo celowo naśmiewa się z człowieczeństwa, które w innym miejscu tak przez "osiągnięcia" religii hołubi.
Człowieczeństwo wtedy chwilowo znika, a górę bierze bardziej podstawowy instynkt przetrwania.
Cytat:
Stres ostry - walcz albo uciekaj
Stres ostry, czyli stan tymczasowego, zazwyczaj krótkiego, pobudzenia w obliczu zagrożenia, wykształcił się w drodze ewolucji, aby chronić nam życie. Gdy nasi przodkowie napotykali dzikie zwierze, organizm włączał tzw. reakcję "walcz albo uciekaj". W jej ramach na poziomie ciała, niezależnie od racjonalnego umysłu, zachodziły natychmiastowe zmiany, które miały zwiększać szansę przetrwania, doładowując nas siłą do walki lub ucieczki. W cenie były więc przede wszystkim siły fizyczne. Program ten, który mimo zmiany warunków życia, działa do dziś, wszystkie siły kieruje w te funkcje organizmu, które są niezbędne do poradzenia sobie z nagłą sytuacją, wszystkie zbędne w danym momencie funkcje są wyłączane.
Małgorzata Skorupa

Cytat:
" Umysł ludzki ma pewne odziedziczone i wrodzone tendencje, stanowiące istotne źródła wszystkich myśli i czynów, czy to osobniczych, czy to zbiorowych, lub będące dla nich siłami motywacyjnymi, a zarazem bazą, z której stopniowo pod wpływem uzdolnień intelektualnych rozwija się charakter i wola jednostek i narodów (...)."
W. Mc Dougall, Introduction to Social Psychology (Wstęp do psychologii społecznej)
Instynkt według autora to wrodzona i odziedziczona dyspozycja psychofizyczna. Wyróżnił on m.in. jeden z siedmiu instynktów podstawowych: instynkt ucieczki i uczucie strachu.


> altruistę-humanistę-racjonalistę

Wrzuca Pan do jednego worka gruszki, śliwki i jabłka obwieszczając tryumfalnie, że odkrył Pan nowy owoc: gruszko-śliwko-jabłko.
Oczywiście, że człowieka (dziecko) można wychować. Powiem więcej: robią to codziennie setki milionów ludzi. Eureka, prawda?

> Nie było tam nikogo, co by wniknął w sprawy głębiej.
> Oczywiście gdyby wniknął, musiałby porzucić amatorskie idee "Oświecenia".

Oczywiście gdyby wniknął, musiałby dopasować się do idei wnikania szanownego kolegi Elaspa
Już nawet nie chce mi się podawać nazwisk ludzi-humanistów czerpiących z idei oświecania, którzy wnikali w sprawy głębiej i wielu wychować pomogli, nawet w późnych latach.
Kto szuka, ten znajduje - ale nie wystarczy szukać w domu. Trzeba z niego wyjść i mieć doprawdy odwagę trochę poszperać u tych i tamtych żywych ludzi.
A propos - jak tam Pana idea poznawania starszych religii krok po kroku i wybrania najlepszej? Coś Pan już w tym kierunku zrobił?

>>Czy pozbawiony wszelkich mądrych praktycznie
>> wzorców, będzie robił co chwilę fo-pa tylko drażniąc
>> bliźnich czy wciągając ich w bagno (tak łagodnie mówiąc).
>Tak.

No właśnie. I dlatego dobrze mieć mądrych, potrafiących patrzeć, czuć i wyciągać trafne wnioski, oraz zaangażowanych, obecnych emocjonalnie i uczuciowo rodziców. A gdy ma się pecha - poszukać sobie w życiu dorosłym takowych mistrzów, od których nam się robi lepiej. Wejść z nimi w osobistą relację. Np. w rozmowy, wspólną pracę, wyjazdy, spędzanie czasu, organizowanie czegoś itp.
Wiem wiem "mądrego trzeba, by wskazał mędrca". Ale Pan przecie tak do końca głupi nie jest, prawda?
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
23-11-2014 21:31 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

> To oświeceniowy zabobon: "człowieka można wychować".
Czytałem gdzieś, że początki totalitaryzmu to właśnie Oświecenie. Prawda li to?

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
24-11-2014 00:06 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
> To oświeceniowy zabobon: "człowieka można wychować". Próbowano potem wyhodować od podstaw (pionierzy, Komsomoł, dla elity Artek) człowieka radzieckiego, altruistę-humanistę-racjonalistę. Z opłakanymi skutkami. Oświeceniowcy byli idiotami, doprawdy - jeden głupszy od drugiego.
Sądzi Pan, że wychowanie w duchu religii bardzo ostaje od wychowania w duchu komunizmu? Czy nie są podobne pod względem propagowania równości owieczek a różnią się li tylko szyldem (barwą strojów pasterzy)? Nawet kult jednostki (oczywiście tylko spośród przewodniej siły) występuje w obu ideologiach. Czy nie dlatego tak się wzajem zwalczają, że stanowią dla siebie konkurencję w próbach zajęcia tych samych (elitarnych) pozycji politycznych?

[Czy współcześnie nie dzieje się tak, że rządzący mogą sobie pozwolić na bycie "idiotami, doprawdy - jeden głupszy od drugiego" z samego faktu posiadania przewagi politycznej (po co mają być mądrzy, skoro są silni)? Czy w takim razie nie należy dbać o rozsądek 'pod strzechami', a wartości wyższe znajdować wśród zwykłych ludzi?]
24-11-2014 09:26 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>wychowanie w duchu religii bardzo ostaje od wychowania w duchu komunizmu? [...] Czy nie dlatego tak się wzajem zwalczają, że stanowią dla siebie konkurencję...
Skoro miarą konkurencyjności miałoby być zwalczanie, to przypomnę, że w Polsce komuniści Kościoła Katolickiego nie zdelegalizowali, jak to uczyniono z komunizmem.
.
24-11-2014 09:48 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Skoro miarą konkurencyjności miałoby być zwalczanie, to przypomnę, że
> w Polsce komuniści Kościoła Katolickiego nie zdelegalizowali, jak to uczyniono z komunizmem.

Jest taki kościół w Morawicy nieopodal Krakowa, widoczny z autostrady A4.

Stare Krakusy opowiadają, jak w latach 60 i 70tych pracownicy SB jeździli tam chrzcić swoje pociechy, jak również na ich śluby. Wyglądało to ponoć tak: pod kościół zajeżdża kilka służbowych limuzyn, w nich panowie w czarnych prochowachach. Delikatnie wypraszają kilka babć z kościoła i obstawiają naokoło wartą.
Po chwili podjeżdża samochód z rodzicami, tudzież państwo młodzi. Rach-ciach i po zawodach.
Ksiądz proboszcz zaciera ręce, jemu też coś zawsze skapnęło. Oczywiście wszystko z nim wcześniej uzgodnione.
Miłego dnia!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-11-2014 10:55 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Jest taki kościół w Morawicy nieopodal Krakowa...
Ach te komuchy pod Krakowem się wszystkie dekowały.

Opowieść niczym legendy o czarnej wołdze.
.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Tylko ciii...
Czarną wołgą jechałem w zeszłym roku. Tzn. w środku czarny skaj (na zewnątrz fioletowa), za kierownicą wytatuowany łysy "karczek", a z radyja leci ruska muzyka hip-hop.
Jak auto wjechało w świeżo wyburzone dzielnice Astrachania (zrównane z ziemią chałupy pamiętające jeszcze Romanowów) to natychmiast zatęskniłem za Ojczyzną

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> wartości wyższe znajdować wśród zwykłych ludzi?

Dokładnie tak. Wartości wyższe bywają atrybutami zwykłych ludzi.
Tylko w zwykłych sprawach zaklęte jest szczęście i spełnienie.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-11-2014 13:18 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Sądzi Pan, że wychowanie w duchu religii bardzo ostaje od wychowania w duchu komunizmu? Czy nie są podobne pod względem propagowania równości owieczek a różnią się li tylko szyldem (barwą strojów pasterzy)? Nawet kult jednostki (oczywiście tylko spośród przewodniej siły) występuje w obu ideologiach. Czy nie dlatego tak się wzajem zwalczają, że stanowią dla siebie konkurencję w próbach zajęcia tych samych (elitarnych) pozycji politycznych?

Myślę, że są to czysto zewnętrzne podobieństwa, przynajmniej między komunizmem a chrześcijaństwem. Chrześcijaństwo jest dostosowane do natury człowieka (mit o grzechu pierworodnym), tzn. uwzględnia jego wady i stara się je krok po kroku naprawiać, natomiast komunizm chce tę naturę zbudować od podstaw, ukształtować "nowego człowieka". Dlatego udało się to pierwsze rozwiązanie i trwa od 2000 lat, natomiast nie udało się drugie, chociaż i tak trwało za długo, bo aż 70 lat.

Kult jednostki w komunizmie wiązałbym z tradycją rosyjskiego samodzierżawia, która odżyła w Rosji także i teraz, kiedy komunizmu już tam nie ma. Ta tradycja ma zaś źródła niechrześcijańskie (w uproszczeniu: Carat -> Bizancjum -> Cesarstwo Rzymskie -> Imperium Aleksandra Wielkiego -> Starożytna Persja). Nawet Stalinowi imponował starożytny Tigranes Wielki, wzorujący się na Persach. Komunizm zawiera w sobie założenie o dyktaturze całej klasy, a teoretycy komunizmu po prostu nie chcieli bądź nie potrafili zauważyć, że dyktatura jednej klasy nader często przekształca się w dyktaturę jednego człowieka (np. w starożytnym Rzymie: rządy patrycjatu i ekwitów -> władza imperatorów (na czas wojny) -> pryncypat). Wynika stąd, że na dyktaturę (proletariatu) musieliby składać się już "nowi ludzie". Skąd ich jednak wziąć, skoro nowego człowieka można ukształtować właśnie w wyniku przejęcia władzy przez tę dyktaturę?

Dla mnie wzorem chrześcijańskiego wychowania są idee zawarte w "Myślach o wychowaniu" J. Locke'a.

>Czy w takim razie nie należy dbać o rozsądek 'pod strzechami', a wartości wyższe znajdować wśród zwykłych ludzi?]

Tak, ale pod strzechami znajdują się telewizory i komputery podłączone do internetu, toteż człowiek nie tylko jest indoktrynowany nie bardziej niż kiedyś, ale i większym stopniu inwigilowany. "Zwykły człowiek" jest więc już kształtowany od dziecka w sposób, w jaki odpowiada to władzy (i biznesowi), tylko że bardziej nowoczesnymi środkami - nie rózgą, ale światłowodem.
23-11-2014 21:27 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>Od jego rodziców, oraz szerzej - wychowawców zależy, czy będzie robił to etycznie zachowując swoje siły oraz szacunek dla innych.
Jeszcze szerzej: geny, rodzice/wychowawcy, środowisko. Rezultat jest trudny do przewidzenia.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
23-11-2014 19:28 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Reszta powinna być wzięta "za twarz".

Pytanie, czy to "branie za twarz" jest efektywne i coś zmienia na lepsze, nie mówiąc o jakiejkolwiek pozytywnej dydaktyce.
Moim zdaniem nie. Mówi Pan o pedagogice stosowanej nawet nie w XX, a w XIXw.
Śmiem przypomnieć, że od tego czasu upłynęło ponad sto lat i standardy w uczeniu bardziej cywilizowanych postaw zmieniły się diametralnie. Być może nie ma Pan nikogo w szkolnictwie, wiec piszę.
Problem z w tym, że księża w standardach uczenia moralności utknęli mniej-więcej w latach 60 XXw.

Dzieciaki trzeba zachęcić do uczenia się nie tylko wiedzy, ale i praktycznych umiejętności życia w społeczeństwie i grupach. Wykorzystać ich przyrodzony instynkt eksploracji i ciekawość, w tym cała tajemnica. Bynajmniej "branie za twarz" temu nie pomaga, a nawet szkodzi. Chyba, ze ktoś już jest mocno zaburzony. To na początku bywa nieodzowne.


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
24-11-2014 07:24 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> Co do Einsteina: en.wikiped(*)gious_views_of_Albert_Einstein
> "[T]he fanatical atheists...are like slaves who are still feeling the weight of their chains [...]" Amen.

Nie, nie amen. Cytat ten jest wyrwany z kontekstu co zmienia cel tej krytyki. Einstein krytykował strażników ignorancji i przesądów skrywających piękno przyrody. Strażnikami tymi są nie tylko klerycy, ale też fanatyczni ateiści, którzy zrzuciwszy okowy religii pozostają głusi na muzykę sfer.
Pełny cytat:
I was barked at by numerous dogs who are earning their food guarding ignorance and superstition for the benefit of those who profit from it. Then there are the fanatical atheists whose intolerance is of the same kind as the intolerance of the religious fanatics and comes from the same source. They are like slaves who are still feeling the weight of their chains which they have thrown off after hard struggle. They are creatures who-in their grudge against the traditional "opium for the people"-cannot bear the music of the spheres. The Wonder of nature does not become smaller because one cannot measure it by the standards of human moral and human aims.
Albert Einstein, 7 sierpnia 1941

17-11-2014 11:38 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Zdaje się, że Einstein (...) był deistą; znaczy teista.
Cholera, a mnie się wydawało, że był fizykiem, który czasem lubił sobie pożartować z wiary i wierzących. Jak Boga kocham, tak mi się wydawało!

@@@

(Liczę na to, że teraz zaczną się niektórzy kłócić czy Bogusławski to ateista, teista, deista, czy agnostyk.)
.
17-11-2014 22:17 
 Ocena 3 na 3
niestadny (2492 punktów)

> (Liczę na to, że teraz zaczną się niektórzy kłócić czy Bogusławski to ateista, teista, deista, czy agnostyk.)
Bogusławski? Naturalista ontologiczny.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
18-11-2014 11:28 
 Ocena 12 na 12
Fizyk (17637 punktów)
> Zdaje się, że Einstein, podobnie jak Kant, był deistą; znaczy teista.

Nie, Einstein nie był teistą, bo zaprzeczał istnieniu osobowego Boga. Niemniej często mówiąc o przyrodzie używał słowa "Bóg". Można powiedzieć, że był religijny bo był zafascynowany najgłębszymi mechanizmami rządzącymi przyrodą. Jeżeli uprzeć się aby mu przykleić etykietkę religijną, to Einstein był panteistą naturalistycznym.
18-11-2014 12:21 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Nie, Einstein nie był teistą, bo zaprzeczał istnieniu osobowego Boga.

Widzę, że racjonaliści nie rozumieją znaczenia słów. Myli Pan teizm w znaczeniu szerszym z teizmem w zn. węższym:

www.merriam-webster.com/dictionary/theism

: belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world

Jako "panteista naturalistyczny" Einstein był teistą w ogólniejszym (tzn. pierwszym z podanych powyżej) znaczeniu tego słowa. Nie był teistą w znaczeniu węższym, czyli kimś, kto uznaje istnienie pewnego rodzaju Boga (= Boga osobowego). Ale Bóstwo nie musi być osobowe, nie musi mieć uczuć i nie musi troszczyć się o człowieka, zwłaszcza oddającego mu cześć.

Naprawdę, niech Pan dalej nie kręci i ma odwagę przyznać, że Einstein był teistą (w znaczeniu powyżej), a więc nie był ateistą (w znaczeniu przeciwnika tak pojętego teizmu).
18-11-2014 15:48 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Nie, Einstein nie był teistą, bo zaprzeczał istnieniu osobowego Boga.
> Widzę, że racjonaliści nie rozumieją znaczenia słów.
Każdy sądzi według siebie. Racjonaliści nie tylko dobrze rozumieją znaczenie słów, ale nie mają Pańskiego zwyczaju używania słów, których nie rozumieją.
Panteizm - pogląd filozoficzny i teologiczny (niekiedy religijny) utożsamiający wszechświat (lub naturę) z Bogiem (lub absolutem). Neguje istnienie Boga jako istoty rozumnej, głosi zaś przenikanie absolutu we wszystkie substancje ziemskie. Panteizm często łączył się z ideami rozumnego rozwoju wszechświata, jedności, wieczności oraz żywości świata materialnego.

Naturalizm (łac. natura, fr. naturalisme) - pogląd ontologiczny w filozofii, według którego istnieje wyłącznie rzeczywistość materialna (natura), czasoprzestrzenna, bez zewnętrznej racji istnienia. Rzeczywistość duchowa albo nie istnieje albo jest sprowadzalna do natury (materii). Naturalizm tłumaczy całość zjawisk działaniem praw przyrody.

Dla każdego, kto potrafi jako tako zrozumieć te pojęcia jest zupełnie oczywistym, iż "panteiście naturalistycznemu"
jest znacznie, znacznie bliżej do ateizmu niż do teizmu.

>Myli Pan teizm w znaczeniu szerszym z teizmem w zn. węższym:
www.merriam-webster.com/dictionary/theism
>: belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world
Po polsku to jakoś tak by było:
wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, którzy przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią,
a w polskiej Wikipedii jest tak: Teizm (gr. θεoς "bóg") - wiara w istnienie Boga, bogów lub bogiń, którzy są osobami ingerującymi w losy świata lub jest on ich dziełem; czuwającymi nad biegiem wydarzeń lub podtrzymującymi świat w istnieniu oraz pogląd filozoficzno-religijny głoszący, że tacy bogowie istnieją. Jakoś nie bardzo tu dostrzegam "szerszego"
i "węższego" znaczenia - natomiast widocznym jest u Pana zawijanie słomy wełną i okręcanie tego jedwabiem.

> Jako "panteista naturalistyczny" Einstein był teistą w ogólniejszym (tzn. pierwszym z podanych powyżej) znaczeniu tego słowa.
To znaczy jakim?

>Nie był teistą w znaczeniu węższym, czyli kimś, kto uznaje istnienie pewnego rodzaju Boga (= Boga osobowego).
Nie uznawanie "Boga osobowego", to przynajmniej panteizm, a gdy dorzuci się naturalizm, to pełen racjonalny ateizm.

> Ale Bóstwo nie musi być osobowe, nie musi mieć uczuć i nie musi troszczyć się o człowieka, zwłaszcza oddającego mu cześć.
Nie musi! Wyobraźnia ludzka jest bezgraniczna. A Einstein tak to pięknie opisał: Tyl­ko dwie rzeczy są nies­kończo­ne: wszechświat oraz ludzka głupo­ta, choć nie jes­tem pe­wien co do tej pierwszej.

> Naprawdę, niech Pan dalej nie kręci i ma odwagę przyznać, że Einstein był teistą (w znaczeniu powyżej), a więc nie był ateistą (w znaczeniu przeciwnika tak pojętego teizmu).
Zdecydowanie, jak tylko mogą, to kręcą wszelcy fideiści, tak aby bronić poglądy nie do racjonalnej obrony, a naszym forum to Pan jest mistrzem wszelkiego krętactwa.

Dla średnio rozgarniętego czytelnika jasno wynika, że panu Fizykowi (mnie także) jest znacznie bliżej w poglądach na Boga do Einsteina niż Panu. Zaś z Pańskich wywodów jednoznacznie wynika, że pan Fizyk jest teistą tylko tego pojąć nie potrafi. Serdecznie tu współczuję, ale zupełnie nie panu Fizykowi.

@@@
.
18-11-2014 22:16 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>www.merriam-webster.com/dictionary/theism
>>: belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world
>Po polsku to jakoś tak by było:
>wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, którzy przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią,

To dla mnie interesujące. W związku z regulaminowo stosowanym na forum językiem polskim raczej rzadko trafiają się kwestie związane z tłumaczeniem z języków obcych (no chyba że niektórzy poczytują sobie za dowód własnej WYSOKIEJ KLASY robienie komuś opartego na samej tylko wierze zarzutu ich nieznajomości).

Tutaj mam do Pana pytanie, czy ta wskazana powyżej definicja teizmu jest w takim właśnie brzmieniu popularna w religioznawstwie - czy jest stosowana jako jedna z definicji standardowych i to - być może - w różnych językach?

Ciekawi mnie to między innymi z tego względu, że dostrzegam tu kilka interesujących szczegółów w tłumaczeniu:

"creative source of the human race and the world" - źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata
Moim zdaniem bardzo ciekawe rozwiązanie tego fragmentu tłumaczenia. W oryginale - ściśle rzecz biorąc - nie ma mowy o ingerencji, a "creative" nie odnosi się do niej, tylko do "source". Jednak gdyby to przetłumaczyć słowo po słowie, to wyszłaby jakaś głupota typu - "kreujące źródło rasy ludzkiej i świata"

"who transcends yet is immanent in the world" - którzy przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią.
Tu z kolei w oryginale nie ma mowy o "substancji", ale trudno pozostawić polską część zdania bez dopełnienia i tu sądzę, ze wybór tego właśnie słowa jest oparty na wiedzy religioznawczej.

Aczkolwiek... zastanawiam się również w tym kontekście, czy "transcends" rzeczywiście oznacza właśnie tylko "przenika"?

Kiedyś gdzieś usłyszałem, że z tłumaczeniami jest jak z kobietami. Są albo wierne albo piękne...

Od dawna uważam, że dla dokonania dobrego tłumaczenia na język polski ważniejsza od doskonałej znajomości języka obcego jest dobra (umożliwiająca poważne publikacje) znajomość języka polskiego. Mam jednak wrażenie, że wcale nie jest ona dana wszystkim tym Polakom, którzy usiłują bardzo dowartościować się poprzez języki obce i sądzą, że to jest jakaś tam miara ich intelektu. Tylko co z tego, że ktoś twierdzi, że rozumie - czy nawet dogaduje się - w jakiejś cudzej mowie, gdy po naszemu wychodzi mu kiepsko? Zwyczajnie brak wówczas dowodu na te jego umiejętności, skoro już w ojczystym języku jakoś mu nieskładnie wyrażanie myśli wychodzi...

Choć językami obcymi zamuję się zawodowo, to jednak w dość specyficznym zakresie i choć od dawna mieszkam zagranicą, to już na przykład w obcym języku mówionym - w życiu codziennym - dostrzegam u siebie w niektórych sytuacjach spore deficyty.
Jestem Polakiem i mało znam osób, którzy wyjechali zagranicę w dorosłym wieku i opanowali język bez akcentu. To chyba prawie niemożliwe. Ale gdyby to tylko o akcent chodziło, to i tak byłoby super...
18-11-2014 22:55 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Panie Macieju nigdy tu nie chwaliłem się swoją znajomością języków uważając ją za zdecydowanie niedostateczną,
ale gdy dostrzegłem brak zrozumienia dosyć prostych tekstów u forumowicza przechwalającego się swoim językoznawstwem, to zacząłem z nim polemizować. Uważam Pańskie uwagi na temat przekładów za bardzo ciekawe,
ale nie czuję się zbyt kompetentnym do podjęcia merytorycznej dyskusji w tym temacie. Zgadzam się też ze starym przez Pana przytoczonym (już niepolitycznym) powiedzeniem, iż z tłumaczeniami jest jak kobietami albo wierne, albo piękne. Dlatego w czasach gdy jeszcze poważnie edytorstwo traktowano, to oprócz tłumaczy zatrudniano także redaktorów merytorycznych, którzy już po tłumaczu tłumaczyli z polskiego na polski, a następnie za tekst brali się korektorzy.

@@@
.
18-11-2014 23:08 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Panie Macieju nigdy tu nie chwaliłem się swoją znajomością języków uważając ją za zdecydowanie niedostateczną...

>>: belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world

>Po polsku to jakoś tak by było:

>wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, którzy przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią,

Gdzie ma Pan w oryginale odpowiednik "wszelkich substancji w świecie"? Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?
18-11-2014 23:42 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>Gdzie ma Pan w oryginale odpowiednik "wszelkich substancji w świecie"?
>Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?

Z tłumaczeniami jest jak kobietami albo wierne, albo piękne. Dlatego do tłumaczenia konieczne są inteligencja i spora wiedza o siatce znaczeniowej słów w języku na który się tłumaczy. Zauważyłem, że Pan ma duże kłopoty ze zrozumieniem angielskich tekstów i dalej Pan to potwierdza.

Na forum obowiązuje język polski i należało samemu cytat przetłumaczyć. Ja uczyniłem to tak, jak uważałem, że najlepiej oddam angielski sens tekstu: wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, którzy przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią,

Pański cytat: "belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world"
Jak widać w zacytowanym przez Pana zdaniu nie ma terminu "transcendents", czyli transcendentny tylko jest słowo "transcends" (yet), które znaczy przekraczać, przewyższać, prześcigać, górować. Więc gdzie miałbym wetknąć tą Pańską transcendentność?

@@@
.
18-11-2014 23:37 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Panie Macieju nigdy tu nie chwaliłem się swoją znajomością języków uważając ją za zdecydowanie niedostateczną...
>>>: belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world
>>Po polsku to jakoś tak by było:
>>wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, którzy przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią,
> Gdzie ma Pan w oryginale odpowiednik "wszelkich substancji w świecie"?
Jest zawarty w słowach "transcends yet is immanent in the world"
Zwłaszcza w "yet" osadzonym w tym kontekście. Mamy tu bowiem do czynienia z pewnym antagonizmem - z jednej strony wykraczanie poza świat, a zdrugiej strony - jednocześnie - obecność w świecie. Sadzę, że można to właśnie nazwać przenikaniem (które łączy w sobie obydwa te elementy - gdyż aby coś przenikało, to musi być spoza przenikanego przedmiotu jednocześnie będąc w nim obecne - na tym właśnie polega przenikanie). W polskim języku brakowałoby jednak dopełnienia. Trzeba coś przenikać, więc wybór padł na substancję - sądzę, że ten akurat wyraz jest uzasadniony historyczno-teologicznie, a bez niego (lub podobnego wyrazu określającego przedmiot przenikania)to tłumaczenie byłoby błędne, gdyż byłoby conajmniej stylistycznie "wybrakowane" po polsku.

>Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?
Gdzie w oryginale słowo "transcendents"?

Ale zawsze może Pan przecież zaproponować własne - lepsze ma się rozumieć - tłumaczenie swojego cytatu.
Elasp (6859 punktów)

>Trzeba coś przenikać, więc wybór padł na substancję - sądzę, że ten akurat wyraz jest uzasadniony historyczno-teologicznie, a bez niego (lub podobnego wyrazu określającego przedmiot przenikania)to tłumaczenie byłoby błędne, gdyż byłoby conajmniej stylistycznie "wybrakowane" po polsku.

Z takimi wyszukanymi tłumaczeniami zwykłej ignorancji może Pan konkurować z Niną Kunicką. Bogusławski nie ma pojęcia o ortografii, a co dopiero o teologii.

>>Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?
>Gdzie w oryginale słowo "transcendents"?

Jest, proszę sprawdzić.
19-11-2014 00:03 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>>Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?
>>Gdzie w oryginale słowo "transcendents"?
> Jest, proszę sprawdzić.
Założymy się?
19-11-2014 00:16 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?
>Gdzie w oryginale słowo "transcendents"?
Jest, proszę sprawdzić.
>Założymy się?
Po co? Pan Elasp tu już od początku zupełnie nie rozumie co to znaczy samokompromitacja. On tu występuje pod nickiem, to mu wszystko wolno i wypisywać brednie i obrzucać ludzi błotem. Przecież takich prymitywnych wpadek, to on już tu kilkadziesiąt zaliczył i co? I nic.

@@@
.
19-11-2014 10:13 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>Pan Elasp tu już od początku zupełnie nie rozumie co to znaczy samokompromitacja. On tu występuje pod nickiem, to mu wszystko wolno i wypisywać brednie i obrzucać ludzi błotem. Przecież takich prymitywnych wpadek, to on już tu kilkadziesiąt zaliczył i co? I nic.
Tak, on strasznie wymachuje szabelką. Popisuje się przed swoimi kolegami zjednoczonymi w nienawiści do racjonalistów, a w szczególności do Bogusławskiego. W ich oczach uchodzi za bohatera i nakręca się tym bochaterstwem tak bardzo, że nie cofa się przed użyciem żadnych środków. Wszystkie chwyty dozwolone, byle przeciwnikowi dokopać, tak żeby możliwie najbardziej zabolało.

Czasem zastanawiam się nad przyczyną tych antagonizmów. Sądzę, że jedną z podstawowych (na pierwszy rzut pomijaną) przyczyną jest JĘZYK.
Sądzę, że prosty - na granicy prostactwa, ale najlepiej po jej przekroczeniu - język normalnie "młodzieżowy" uchodzi chyba u młodego (tak mniej więcej do 40-stki) pokolenia internautów za probierz szczerości.

Gdy ktoś potrafi posługiwać się językiem nieco bardziej klasycznym, mniej młodzieżowym i ma w dodatku umiejętności polemiczno-retoryczne na pewnym poziomie, to już z tego względu może być nielubiany przez tych, którzy chcą być bardzo COOL i uważają, że w demokracji wszyscy mają dostosować się do ich poziomu rozmowy.

To jest kuźwa internet i tu się rozmawia jak na przerwie - normalnie jakoś na luzie. To nie jest klasówka, ani wypracownie, żeby się spinać, nadymać i nas obrażać. A jak nie to k...wa my też mamy uczonego specjalistę i on w razie czego nawtyka komu trzeba. A jak trzeba, to i kwity jakie trza wyciągnie. Bo tu chodzi o to, żeby pogadać o wszystkim fajnie. Od tego jest internet, nie? Więc wypad z baru lizusom udającym mądrych przed tablicą.

Ja się przyznaję, że lubię rozmawiać w bardzo różnych konwencjach i zarówno w realu, jak i w internecie zdarzało mi się już na przykład formułować całe wypowiedzi złożone z prawie samych przekleństw. Jednak jednocześnie jakoś tam imponuje mi wiedza i dążenie do niej, również dlatego, że wiem jak trudno jest pokonać lenistwo (a może i uprzedzenia), by wyjść poza własne aktualne horyzonty. Wcale nie udaje mi się to w zadowalającym mnie stopniu.

Specjalnie chciałem podkreślić w tej wypowiedzi kwestię języka, gdyż język to narzędzie chyba bardzo przydatne przy myśleniu, a myślenie wydaje mi się być istotnym elementem racjonalizmu.

Choć ... z drugiej strony wcale nie tylko o język tu chodzi, a czasem w ogóle nie o język. U przeciwników Racjonalisty spotkałem wielu ludzi znakomicie posługujących się językiem - również lepiej ode mnie. Tu wchodzi cała masa innych kwestii, jak i również właśnie ta, że czasem świat to za mało i niektórym bardzo konieczny jest do życia np. właśnie ten "transcends", a skoro tak to również wiara...

A tam gdzie jest wiara, to już nijak się tego ruszyć nie da... Z wiarą to w ogóle jest tak, że często tkwi tam, gdzie najmniej się jej spodziewamy - np. w przekonaniu o własnej racji niezależnie od przedmiotu rozmowy.

Pozdrawiam serdecznie
19-11-2014 10:32 
 Ocena 2 na 4
Elasp (6859 punktów)

>To jest kuźwa internet i tu się rozmawia jak na przerwie - normalnie jakoś na luzie.

Co ty, k..wa, Maceox pie.....sz? Poj....o cię? To jest, k..wa forum dla racjonalistycznie k...a myślącej inteligencji. Tu k...a obowiązuje wysoki poziom zaj.....ch dyskusji, k...a, merytoryczny i językowy!
19-11-2014 11:33 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>Co ty, k..wa, Maceox pie.....sz? Poj....o cię? To jest, k..wa forum dla racjonalistycznie k...a myślącej inteligencji.
>Tu k...a obowiązuje wysoki poziom zaj.....ch dyskusji, k...a, merytoryczny i językowy!
Brawo!
Nareszcie zupełnie otwarcie pokazał Pan tu cały swój poziom intelektualny oraz sprecyzował dokładnie miejsce,
gdzie Pan ma nasze forum i forumowiczy. Ja widziałem to od początku Pańskich tu popisów, ale teraz, gdy wylazło
z Pana wszystko, to może i inni zechcą to zauważyć?
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642607

@@@
.
19-11-2014 11:51 
 0 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Nareszcie zupełnie otwarcie pokazał Pan tu cały swój poziom intelektualny oraz sprecyzował dokładnie miejsce, gdzie Pan ma nasze forum i forumowiczy. Ja widziałem to od początku Pańskich tu popisów, ale teraz, gdy wylazło z Pana wszystko, to może i inni zechcą to zauważyć?

Naprawdę, ręce opadają...
19-11-2014 12:35 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>ale teraz, gdy wylazło
>z Pana wszystko, to może i inni zechcą to zauważyć?
>www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642607
Tak, trudno mi sobie wyobrazić gorszy czyn popełniony w internecie, od tego, którego w zalinkowanych przez Pana cytatach dopuścił się Elasp. Zauważyłem i liczyłem na znacznie bardziej zdecydowaną reakcję moderacji, a potem to już tylko na ostracyzm ze strony innych forumowiczów. Wniosek o zbanowanie złożony przez dwoch forumowiczów nic by nie dał, skoro zostało to zauważone i pozostawione bez echa.
Tyle, że skoro Pan nadal odpowiada na posty Elaspa, to i inni dalej to czynią i wszystko wróciło do normy.

To bardzo przykre, bo zamiast rozmawiać o czymś trochę bardziej racjonalnym, to wiekszość czasu na racjonaliście spędza się na przerzucaniu się wzajemnie błotem, choć teraz w tych IPN-owskich oskarżeniach to już naprawdę Elasp przekroczył wszelkie granice. Oczywiście on jako Wszechpolski Prawdziwek jest znów dumny ze swego bohaterskiego czynu i takie jego postępowanie samo przez się potwierdza jego mądrość i odwagę, co tym samym oznacza dla niego Pańską małość. No bo skoro on jest moralnie czysty i wielki, to Pan jest moralnie zły i winny. To proste.

SB tym różni się od świętej inkwizycji, że jak ktoś za bardzo fika, to w imię Boga i Polski dziś wciąż można z niego zrobić czarownicę bez cienia dowodu.

Na przykład taka lista Wildsteina:
www.listawildsteina.eu/
'Lista Wildsteina' jest listą nazwisk powiązanych z numerami identyfikującymi dokumenty w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej. Skorowidz zawiera listę osób, którymi interesowały sie PRL-owskie służby bezpieczeństwa: etatowi oficerzy, tajni współpracownicy (tzw. TW), potencjalni kandydaci na tajnych współpracowników oraz osoby napiętnowane przez te służby. Interpretowanie oznaczeń mija się z rzeczywistością, gdyż zostały nadane przez IPN i stanowią tylko oznaczenia katalogowe.

Ale jak się czyjeś nazwisko na przykład na niej znajdzie, to nie jest podejrzany? No przecież wiadomo, że jest...

Nie chce mi się zresztą w to wchodzić, dla racjonalistów tego rodzaju oskarżenia powinny być ewidentnie naganne bez konieczności szerszego tłumaczenia. To jest forum dyskusyjne (w którym pomijając wszystko jednak wiekszość wybiera anonimowość pod nickami i pseudonimami), czy areszt śledczy?
20-11-2014 17:41 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
ale teraz, gdy wylazło z Pana wszystko, to może i inni zechcą to zauważyć?
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642607
>Tak, trudno mi sobie wyobrazić gorszy czyn popełniony w internecie, od tego, którego w zalinkowanych przez Pana cytatach dopuścił się Elasp.
Ale trzeba też zauważyć, że internet, a nawet nasza publicystyka i polityka jest tego pełna. To jest taka IPN-owska moralność, której się nie mniej brzydzę niż brzydzę się wszelkimi "policjami myśli" występującymi w historii. W mojej
tradycji rodzinnej tak bardzo brzydzono się wszelkim donosicielstwem, że nikt nigdy nawet w policji kryminalnej nie pracował, choć uznawano jej wagę i potrzebę.

>Zauważyłem i liczyłem na znacznie bardziej zdecydowaną reakcję moderacji,
Ja też, ale ja chyba ciągle jeszcze tkwię we wspaniałym projekcie, gdy byliśmy forum na sporym poziomie intelektualnym
i kulturalnym, który raczej się już bezpowrotnie skończył w lutym tego roku.

>Tyle, że skoro Pan nadal odpowiada na posty Elaspa, to i inni dalej to czynią i wszystko wróciło do normy.
Kiedy całą intencją tych obrzydliwych ataków jest właśnie to abym nareszcie się zamknął, a dlaczego takim ludziom jak on
i jego ideowi przyjaciele mam robić przyjemność?

>To bardzo przykre, bo zamiast rozmawiać o czymś trochę bardziej racjonalnym, to większość czasu na racjonaliście spędza się na przerzucaniu się wzajemnie błotem, choć teraz w tych IPN-owskich oskarżeniach to już naprawdę Elasp przekroczył wszelkie granice. Oczywiście on jako Wszechpolski Prawdziwek jest znów dumny ze swego bohaterskiego czynu i takie jego postępowanie samo przez się potwierdza jego mądrość i odwagę, co tym samym oznacza dla niego Pańską małość. No bo skoro on jest moralnie czysty i wielki, to Pan jest moralnie zły i winny. To proste.
Mnie jakoś jednak to trochę inaczej się wydaje i uważam, że to Pan Elasp wywodzi się z rodziny, która z każdą władzą (gdyż każda od Boga pochodzi) kolaborowała, dlatego tak bardzo ukrywa wszelkie informacje o sobie.

Jego braki w wykształceniu formalnym oraz faktycznym są przyczynami kompleksów oraz frustracji, które próbuje jakoś rozładować przez chamską, złośliwą dyskredytację prawie wszystkich (gdyż ma swoje autorytety) lepszych w czymkolwiek od siebie. On każdego chce ściągnąć - jako minimum - do własnego poziomu, choć gdyby mu się udało, to nawet wdeptać we własne błoto.

>Na przykład taka lista Wildsteina:
I nie ma po co tego błota rozpatrywać! Jeden z przywódców ideowych pana Elaspa spoliczkował ministra Boniego i jak to komentować?

>Ale jak się czyjeś nazwisko na przykład na niej znajdzie, to nie jest podejrzany? No przecież wiadomo, że jest...
Jeszcze jeden tu drobiazg, gdy ktoś nazywa się Bogusławski, czy Izdebski - to jest ich tylko po parę tysięcy, ale co mają zrobić Nowakowie i Kowalscy?

>Nie chce mi się zresztą w to wchodzić, dla racjonalistów tego rodzaju oskarżenia powinny być ewidentnie naganne bez konieczności szerszego tłumaczenia. To jest forum dyskusyjne (w którym pomijając wszystko jednak większość wybiera anonimowość pod nickami i pseudonimami), czy areszt śledczy?
Ale dla redaktorów portalu znane są adresy komputerów skąd nadajemy i policja łatwo może dojść do autorów. Poza tym spora część forumowiczy zna się faktycznie, choćby tylko po nazwiskach i miejscach zamieszkania. Ponadto na każdym forum istnieją regulaminowe i wynikające z dobrych obyczajów sankcje wobec złośliwej i chamskiej dyskredytacji.
Tu całego racjonalistycznego środowiska oraz poszczególnych forumowiczów.

Pozdrawiam.

@@@
.
19-11-2014 00:35 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Trzeba coś przenikać, więc wybór padł na substancję - sądzę, że ten akurat wyraz jest uzasadniony historyczno-teologicznie, a bez niego (lub podobnego wyrazu określającego przedmiot przenikania)to tłumaczenie byłoby błędne,
gdyż byłoby conajmniej stylistycznie "wybrakowane" po polsku.

> Z takimi wyszukanymi tłumaczeniami zwykłej ignorancji może Pan konkurować z Niną Kunicką. Bogusławski nie ma pojęcia o ortografii,
Tak, w złośliwej, wprost chamskiej dyskredytacji Pańskich oponentów jest Pan tu niedościgłym mistrzem.
Gorzej z jakąkolwiek wiedzą, nie mówiąc już o inteligencji i kulturze.

>a co dopiero o teologii.
A skąd to cytat? Z Marksa i Engelsa razem wziętych?:
Wedle autora nowe rozumienie transsubstancjacji polega na "odejściu od tłumaczeń bazujących na filozofii przyrody" i wprowadzeniu nowego rozumienia substancji w oparciu o nową ontologię relacjonalną. W stwierdzeniu tym tkwi szereg niejasności. Po pierwsze, dlaczego zakłada się, że tradycyjne pojęcie substancji bazuje na filozofii przyrody? Przecież "substancja" to pojęcie metafizyczne i nie pokrywa się z filozofią przyrody, chociaż również ma zastosowanie w świecie materialnym. Autor polega bowiem na zawężonym, odmiennym od tomistycznego, rozumieniu substancji. Substancja to przecież fundament wszystkiego, a każdy złożony byt, każda istota, która nie jest samym istnieniem jest substancja, a więc substancją jest także niematerialny anioł, czy człowiek złożony z materii i ducha, wykraczające poza filozofię przyrody. Po drugie, odejście od tradycyjnego rozumienia substancji oznacza ryzyko odejścia od dogmatu transsubstancjacji, bowiem inaczej rozumiana substancja nie musi odpowiadać rozumieniu klasycznemu, tomistycznemu, a przy tym zawartemu w dogmacie Soboru Trydenckiego.
O czym Wielce Szanowny Pan ma pojęcie, to widzi tu znakomita większość i trzeba być wprost czymś zaślepionym aby tego nie dostrzegać.

@@@
.
19-11-2014 10:05 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>>Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"?
>>Gdzie w oryginale słowo "transcendents"?
> Jest, proszę sprawdzić.

Panie Elaspie, a taki z Pana purysta językowy początkowo był..
Jestem rozczarowany.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-11-2014 02:00 
 Ocena 3 na 3
mayolina (2278 punktów)
> Gdzie ma Pan w oryginale odpowiednik "wszelkich substancji w świecie"? Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"

transcedents w języku angielskim, śmiem zauważyć, nie istnieje. Przynajmniej nie znam go ja i nie zna go Oxford Dictionary of English, wydanie 2. poprawione (2005). Mamy
w języku angielskim czasownik to transcend (3.os.l.poj. transcends a NIE transcendents). Jest też przymiotnik transcendent, który z racji bycia przymiotnikiem w nie ma liczby mnogiej. I słowo transcendent pozostaje przymiotnikiem tak w znaczeniu potocznym jak i w filozoficznym. Od owego przymiotnika wywodzą się dwa rzeczowniki transcendence i transcendency oraz transcendently i transcendental, ten ostatni również używany jest w matematyce.

PS: i choć w j.angielskim istnieje opcja tworzenia rzeczowników odprzymiotnikowych (przykład drunk - the drunk, l.mn. drunks) to nie znalazłam w w/w słowniku wzmianki o takowym rzeczowniku, natomiast jest hasło poświęcone przykładowi drunk-the drunk.
19-11-2014 09:44 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>> Gdzie ma Pan w oryginale odpowiednik "wszelkich substancji w świecie"? Gdzie w tłumaczeniu odpowiednik "transcendents"
> transcedents w języku angielskim, śmiem zauważyć, nie istnieje. Przynajmniej nie znam go ja i nie zna go Oxford Dictionary of English, wydanie 2. poprawione (2005). Mamy...

Mayolina, przecież wiesz o co mi chodzi, jakkolwiek faktycznie popełniłem literówkę. Chodzi mi oczywiście o odpowiednik "transcends" występującego w oryginale, czyli oczywiście 3 os. l.p. od czasownika "to transcend". Za mocno wpływa na mnie filozofia Kanta, gdzie stale mówi się o transcendentalności, a i pisałem pospiesznie. Nawet p. Fizyk popełnił niedawno ten sam błąd. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, tzn. sensu mojego pytania.

Pytam: gdzie w tłumaczeniu Bogusławskiego odpowiednik "transcends", czyli owej 3. os. lp. od "to transcend"?

belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world
19-11-2014 10:08 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Za mocno wpływa na mnie filozofia Kanta, gdzie stale
> mówi się o transcendentalności

Stanowczo zbyt mocno
Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
19-11-2014 13:00 
 Ocena 3 na 3
mayolina (2278 punktów)
> Mayolina, przecież wiesz o co mi chodzi, jakkolwiek faktycznie popełniłem

Nie, nie wiem o co ci chodzi. Widzę natomiast że ostatnio bawisz się w eksperta lingwistycznego i znawcę języków obcych nie mając - moim zdaniem - ku temu zbyt wielu podstaw,więc mój komentarz jest jak najbardziej na miejscu.

> Pytam: gdzie w tłumaczeniu Bogusławskiego odpowiednik "transcends", czyli owej 3. os. lp. od "to transcend"?

transcend to coś więcej niż przewyższać lub przekraczać, choć google translator takie opcje (między innymi) pokazuje. Co nie znaczy, że google translator ma rację.

Nie mówimy it transcends my expectations i nie napiszemy he demanded liberty of speech ( it transcends my expectations zdaniem google translator), gdyż od przewyższania moich oczekiwań i domagania się wolności słowa mamy inne czasowniki: w przypadku przekroczenia - to exceed a wolności słowa (lub wolność w ogóle) - freedom (of speech). Tak więc, odpowiadając na twoje pytanie, uważam tłumaczenie p. Bogusławskiego za się wystarczająco dokładne, gdyż transcends można, moim zdaniem, przetłumaczyć na polski jedynie jako coś przewyższające wszystko realne (lub stworzone, fizyczne). Tak więc można kwestionować 'wszelkich substancji w świecie', gdyż daje się to zastąpić krótszym -choć może mniej zgrabnym literacko - wszystko realne/fizyczne, nie mniej jednak tłumaczenie jest jak najbardziej poprawne.

Oczywiście pozostaje kwestia użycia słowa yet, o której pisał wcześciej Maceox
19-11-2014 13:19 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Tak więc, odpowiadając na twoje pytanie, uważam tłumaczenie p. Bogusławskiego za się wystarczająco dokładne, gdyż transcends można, moim zdaniem, przetłumaczyć na polski jedynie jako coś przewyższające wszystko realne (lub stworzone, fizyczne). Tak więc można kwestionować 'wszelkich substancji w świecie', gdyż daje się to zastąpić krótszym -choć może mniej zgrabnym literacko - wszystko realne/fizyczne, nie mniej jednak tłumaczenie jest jak najbardziej poprawne.

Bogusławski napisał:

"Po polsku to jakoś tak by było: wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, którzy przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią">

Gdzie zatem p. Bogusławski mówi o owym "przewyższaniu", jeżeli tak właśnie chcesz interpretować "to transcend" w tym kontekście?

Uwaga na marginesie: mówi się "niemniej jednak", a nie "nie mniej jednak".
19-11-2014 14:12 
 Ocena 1 na 1
mayolina (2278 punktów)
w sprawach nie mniej i niemniej czuję się pouczona.

>Bogusławski napisał:
>"Po polsku to jakoś tak by było: wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, którzy przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią">Gdzie zatem p. Bogusławski mówi o owym "przewyższaniu", jeżeli tak właśnie chcesz interpretować "to transcend" w tym kontekście?
P. Bogusławski napisał też 'Po polsku to jakoś tak by było' sygnalizując tłumaczenie ad hoc. Tak, w tłumaczeniu mnie ma słowa przekraczać, przewyższać, nie mniej jednak tłumaczenie jak najbardziej odzwierciedla jeśli nie literę to przynajmniej ducha oryginału. Mnie to wystarcza. Jeśli tobie nie, przetłumacz lepiej.

Ponieważ widzę, że masz czas na dyskusję, więc chcę przypomnieć iż nadal nie podałeś odpowiednich cytatów z Watona (chodzi mi o tę dyskusję, konkretnie wypowiedź nr. 387).
19-11-2014 18:42 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
Cytat:
>Myli Pan teizm w znaczeniu szerszym z teizmem w zn. węższym:
www.merriam-webster.com/dictionary/theism
>: belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world
Po polsku to jakoś tak by było:
wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią,
a w polskiej Wikipedii jest tak: Teizm (gr. θεoς "bóg") - wiara w istnienie Boga, bogów lub bogiń, którzy są osobami ingerującymi w losy świata lub jest on ich dziełem; czuwającymi nad biegiem wydarzeń lub podtrzymującymi świat w istnieniu oraz pogląd filozoficzno-religijny głoszący, że tacy bogowie istnieją. Jakoś nie bardzo tu dostrzegam "szerszego"
i "węższego" znaczenia - natomiast widocznym jest u Pana zawijanie słomy wełną i okręcanie tego jedwabiem. www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,3#w642971

Pan Elasp: Bogusławski napisał: "Po polsku to jakoś tak by było: wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią"
Gdzie zatem p. Bogusławski mówi o owym "przewyższaniu", jeżeli tak właśnie chcesz interpretować "to transcend" w tym kontekście?

Nigdzie, gdyż nie dostrzegł takiej potrzeby, a co wolno było mu zrobić. (Zresztą "przenikanie wszelkich substancji" ułatwiało Panu rozszerzenia pojęcia teizmu ponad katolickie interpretacje ograniczające teizm tylko do Boga osobowego.)
Pan zaś jedynie mógł napisać, iż Pan rozumie tą treść inaczej i podać własną wersję, ale pomimo podjęcia różnych matactw z tym kawałkiem, to jeszcze się Panu tu nie udało.

>P. Bogusławski napisał też 'Po polsku to jakoś tak by było' sygnalizując tłumaczenie ad hoc. Tak, w tłumaczeniu mnie ma słowa przekraczać, przewyższać, nie mniej jednak tłumaczenie jak najbardziej odzwierciedla jeśli nie literę to przynajmniej ducha oryginału. Mnie to wystarcza. Jeśli tobie nie, przetłumacz lepiej.
Starał się starał, ale mu znowu nie wyszło:
www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,4#w643068
www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,4#w643087

Pozdrawiam.

@@@
.
19-11-2014 19:17 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>Gdzie zatem p. Bogusławski mówi o owym "przewyższaniu", jeżeli tak właśnie chcesz interpretować "to transcend" w tym kontekście?[/color]

>Nigdzie, gdyż nie dostrzegł takiej potrzeby, a co wolno było mu zrobić.

Jak to "wolno mu było zrobić"? Tłumaczenie nie może być dowolne, musi zawierać przekład treści zawartych w tekście oryginalnym. Skoro ten mówi, że Bóg transcenduje, nie może Pan w tłumaczeniu tego pominąć, bo tak się Panu spodobało.

Dlaczego niby "nie było potrzeby"? Gdyby był to element zbędny, nieistotny, nie pojawiłby się w ogóle w definicji.

Ma Pan - tak dbający o rzetelność, tak rzekomo odpowiedzialny za słowo - zdumiewająco liberalne podejście do prawdy, nawet w tak miniaturowej skali.

Jeżeli nie potrafi Pan oddać wiernie jednego zdania, jakim cudem jest Pan w stanie przekazać komukolwiek wiedzę o jakieś bardziej złożonej koncepcji czy systemie?

Kończąc kwestię Pańskiego tłumaczenia. W jednym ma Pan niewątpliwie rację - nikt nie skompromituje Pana bardziej niż Pan sam.
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Gdzie zatem p. Bogusławski mówi o owym "przewyższaniu", jeżeli tak właśnie chcesz interpretować "to transcend" w tym kontekście?
Nigdzie, gdyż nie dostrzegł takiej potrzeby, a co wolno było mu zrobić.
> Jak to "wolno mu było zrobić"?
Dokładnie tak, gdyż to jego autorskie tłumaczenie.
( Tłumaczenie to interpretacja znaczenia tekstu napisanego w języku źródłowym i stworzenie odpowiednika przekazującego to samo znaczenie w języku docelowym.

Podczas tłumaczenia należy wziąć pod uwagę m.in. kontekst kulturowy, różnice systemowe obu języków, różne alfabety i systemy zapisu, idiomy itp. W rezultacie najłatwiej tłumaczy się "na język, który zna się najlepiej", choć sama znajomość języka nie jest wystarczającą kompetencją do tłumaczenia.
)


>Tłumaczenie nie może być dowolne, musi zawierać przekład treści zawartych w tekście oryginalnym.
A co to znaczy treści? To to, co stanowi istotę, sens czegoś; treści; Taka też była moja próba przekładu.

>Skoro ten mówi, że Bóg transcenduje, nie może Pan w tłumaczeniu tego pominąć, bo tak się Panu spodobało.
Odnosimy się cały czas do tego tekstu: belief in the existence of a god or gods; specifically: belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world, którego Pan nie zrozumiał: www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,4#w643068
www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,4#w643087

> Dlaczego niby "nie było potrzeby"? Gdyby był to element zbędny, nieistotny, nie pojawiłby się w ogóle w definicji.
Dlatego, iż ja uważam, że oddałem po polsku sens angielskiego tekstu adekwatnie do jego treści.
To ja jestem autorem przekładu tego zdania, którego Pan dotychczas nie przełożył.

> Ma Pan - tak dbający o rzetelność, tak rzekomo odpowiedzialny za słowo - zdumiewająco liberalne podejście do prawdy, nawet w tak miniaturowej skali.
A Pan jak tu widać ma wszelkie tu prawa do wypisywania głupot i krytykowania podług swoich możliwości intelektualnych innych.

> Jeżeli nie potrafi Pan oddać wiernie jednego zdania, jakim cudem jest Pan w stanie przekazać komukolwiek wiedzę o jakieś bardziej złożonej koncepcji czy systemie?
No i znowu to samo. Jedyne co Pan potrafi to szczeniackie pyskówki, gdy dyskusja poważniejsza, to Szanowny Pan Elasp dupę w toki bierze i już go nie ma.

> Kończąc kwestię Pańskiego tłumaczenia.
To udowodnił Pan, iż ma poważne problemy z rozumieniem angielskiego.

>W jednym ma Pan niewątpliwie rację - nikt nie skompromituje Pana bardziej niż Pan sam.
Nawet to zdanie, to takie Elaspowskie szczeniactwo. Gdy piszę, że nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami, to jest to oczywiste, iż dotyczy to wszystkich. Mnie samego także i spokojnie oddaję się pod osąd czytelników.

@@@
.
19-11-2014 22:00 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>> Jak to "wolno mu było zrobić"?

>Dokładnie tak, gdyż to jego autorskie tłumaczenie.

Na wszelki wypadek niech Pan się jednak nie bierze za "autorskie tłumaczenie" np. "Mazurka Dąbrowskiego" na język obcy, bo jeszcze wywali Pan Czarnieckiego, albo nie daj Boże Dąbrowskiego i będzie musiał salwować Pana przekład jakiś Maceox, wykazując w swej tyleż lizusowskiej co rabinicznej egzegezie, że Pański przekład jest najzupełniej OK, a nawet ma rozliczne przewagi nad oryginałem.
19-11-2014 23:14 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Na wszelki wypadek niech Pan się jednak nie bierze za "autorskie tłumaczenie" np. "Mazurka Dąbrowskiego" na język obcy, bo jeszcze wywali Pan Czarnieckiego, albo nie daj Boże Dąbrowskiego i będzie musiał salwować Pana przekład jakiś Maceox, wykazując w swej tyleż lizusowskiej co rabinicznej egzegezie, że Pański przekład jest najzupełniej OK, a nawet ma rozliczne przewagi nad oryginałem.
Wiem, że to co piszą Pańscy oponenci jest dla Pana całkowicie niepojęte, czy przynajmniej to Pan zrozumiał?:
>W jednym ma Pan niewątpliwie rację - nikt nie skompromituje Pana bardziej niż Pan sam.
Nawet to zdanie, to takie Elaspowskie szczeniactwo. Gdy piszę, że nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy
to sami, to jest to oczywiste, iż dotyczy to wszystkich. Mnie samego także i spokojnie oddaję się pod osąd czytelników.



@@@
.
19-11-2014 23:43 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Mnie samego także i spokojnie oddaję się pod osąd czytelników.

Tak, a później równie zapalczywie wywleka Pan informację o minusujących na światło dzienne, aby wskazać, kto powinien być krytykowany lub nawet niszczony przez Pana zwolenników. Zresztą nierzadko potrafi otrzymać reprymendę nawet Pana stronnik, jeżeli tylko wyrwie mu się coś nieprawomyślnego, jak na przykład ostatnio Głodzikowi, a kiedyś Maceoxowi. Niech Pan mnie więc nie rozśmiesza takimi deklaracjami, bo są puste i czcze.

Jednym słowem, mimo iż usilnie próbuję zachować powagę zaczynam odbierać Pańskie wypowiedzi w kategoriach już czysto purnonsensowych - Pan chyba sam nie wierzy w to, co pisze. Jest najzupełniej jasne, że mniej więcej tyle jest w Panu zdolności oraz chęci do oddawania się pod osąd czytelników, co demokracji i dobrobytu w Korei Północnej.
20-11-2014 11:32 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Mnie samego także i spokojnie oddaję się pod osąd czytelników.
> Tak, a później równie zapalczywie wywleka Pan informację o minusujących na światło dzienne,
Tak, zdecydowanie uważam, iż plusy, a szczególnie minusy powinny być jawne. Każdy powinien brać odpowiedzialność za swoje decyzje i słowa. Zdecydowanie nigdy nie zniesławiam ludzi - co Pan tu czyni w stosunku do wielu osób - a w stosunku do mnie wprost na poziomie kryminalnym. Gdybym traktował Pana poważnie zgłosiłbym to do prokuratury,
ale Pańskie chamskie i złośliwe dyskredytacje innych są ewidentnie przejawem psychozy.

>aby wskazać, kto powinien być krytykowany lub nawet niszczony przez Pana zwolenników.
Jeszcze Pan nie zauważył, że jesteśmy forum skierowanym do samodzielnie myślącej racjonalistycznej inteligencji, która samodzielnie podejmuje decyzje, gdyż nie uznaje żadnych autorytetów dla autorytetu. Tu nie ma świętych, guru, czy kapłanów.

Natomiast ja ogromnie bym się wstydził, gdybym otrzymał minusa od ludzi, których darzę za ich wiedzę i kulturę szacunkiem i odwrotnie jestem dumnym z minusów od ludzi, do których intelektu szacunku zupełnie nie mam. Dlatego też informuję, kto mi minusa postawił.

>Zresztą nierzadko potrafi otrzymać reprymendę nawet Pana stronnik, jeżeli tylko wyrwie mu się coś nieprawomyślnego, jak na przykład ostatnio Głodzikowi, a kiedyś Maceoxowi.
Jak widać Pan nawet nie rozróżnia różnic zdań o pyskówek jakie Pan tu z prawie wszystkimi tu prowadzi. Nikt z moich stronników jak Pan nazywa racjonalistów nie myśli tak samo jak ja, gdyż wtedy przestałby być racjonalistą. Tak, myślimy podobnie i podobnie oceniamy rzeczywistość, ale każdy myśli samodzielnie i własną drogą dochodzi do własnych wniosków. Racjonalizm, to nie jest żadna religia, ani żadna wiara - to tylko sposób rozumowania.

>Niech Pan mnie więc nie rozśmiesza takimi deklaracjami, bo są puste i czcze.
To, jak Pan ocenia moje wypowiedzi dla mnie nie ma żadnego znaczenia. Znaczenie ma jak oceniają je racjonaliści, gdyż do nich kieruję swoje wypowiedzi.

> Jednym słowem, mimo iż usilnie próbuję zachować powagę zaczynam odbierać Pańskie wypowiedzi w kategoriach już czysto purnonsensowych - Pan chyba sam nie wierzy w to, co pisze.
Przecież powyższy zdanie świadczy tylko o poważnej Pańskiej chorobie. Nie odnosi się on ani do mnie, ani do tematu. Wiem co piszę i inni jakoś potrafią zrozumieć: www.racjon(*).php/z,0/d,7/s,640997#w643274, a że przekracza to Pańskie możliwości intelektualne, to już Pańska sprawa.

>Jest najzupełniej jasne, że mniej więcej tyle jest w Panu zdolności oraz chęci do oddawania się pod osąd czytelników, co demokracji i dobrobytu w Korei Północnej.
Czytelników to znaczy wszystkich, a nie czytelników, których wypisywane tu głupoty wykazuję i wprost wyśmiewam, takich jak Pan.

PS. Tylko z tego wątku, gdzie Pan odniósł się merytorycznie, do tych wypowiedzi.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,640997#w643186
www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,4#w643068
www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,4#w643087
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,640997#w643125
Na co wcale nie oczekuję, gdyż odpowiedzi na jakie Pana stać są cały czas w tym samym stylu i na tym samym poziomie.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,640997#w643208

@@@
.
21-11-2014 16:27 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>> Tak, a później równie zapalczywie wywleka Pan informację o minusujących na światło dzienne,
>Tak, zdecydowanie uważam, iż plusy, a szczególnie minusy powinny być jawne. Każdy powinien brać odpowiedzialność za swoje decyzje i słowa.
Dlatego jestem zdziwiony, że usunął Pan z forum informację o minusie ode mnie.
Sam się mam chwalić?
Na szczęście skromność nigdy nie była moją mocną stroną.
Następnym razem jednak proszę mnie nie zawieść.
21-11-2014 18:36 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Dlatego jestem zdziwiony, że usunął Pan z forum informację o minusie ode mnie.
Gdzie, kiedy, jaki minus, za jaką wypowiedź? Może zechce Pan zalinkować?

>Sam się mam chwalić?
Jak jest czym, to zawsze można.

@@@
.
21-11-2014 18:58 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>>Dlatego jestem zdziwiony, że usunął Pan z forum informację o minusie ode mnie.
>Gdzie, kiedy, jaki minus, za jaką wypowiedź? Może zechce Pan zalinkować?
Sprytne, nie powiem.
Ale niestety, tą wypowiedź, za którą dałem minusa również Pan usunął.

Proszę sprawdzić na swoim koncie, kto sybskrybuje Pańskie wypowiedzi i poprosić, by sprawdzili na mailu i wysłali Panu kopię, bo podlinkować niestety się nie da.
To była odpowiedź na ten post:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,640660#w642787
czyli data i godzina do przewidzenia.
Ewentualnie oczywiście, u Marcina Trollosiewicza na mailu.

>>Sam się mam chwalić?
>Jak jest czym, to zawsze można.
Też tak myślę.

Nie sądziłem, że będzie Pan chciał drążyć ten temat.
A następnym razem, zanim dam minusa, poczekam, aż ktoś odpowie albo sam odpowiem.

Edit:
Haha, już ktoś niezorientowany w temacie dał Panu plusa. Niezłego poplecznika Pan ma.
21-11-2014 19:51 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Dlatego jestem zdziwiony, że usunął Pan z forum informację o minusie ode mnie.
Gdzie, kiedy, jaki minus, za jaką wypowiedź? Może zechce Pan zalinkować?
>Sprytne, nie powiem.
>Ale niestety, tą wypowiedź, za którą dałem minusa również Pan usunął.
>Proszę sprawdzić na swoim koncie, kto sybskrybuje Pańskie wypowiedzi i poprosić, by sprawdzili na mailu i wysłali Panu kopię, bo podlinkować niestety się nie da.
Kręci tu Pan, jak Pan Elasp. Uważa Pan, że ten minus od Pana stanowi dla mnie problem? Wydaje mi się, iż istotnie ma Pan zbyt duże mniemanie na własny temat.

>To była odpowiedź na ten post:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,640660#w642787
Żaden mój post się tu nie wyświetla.

>czyli data i godzina do przewidzenia.
>Ewentualnie oczywiście, u Marcina Trollosiewicza na mailu.
Ale to ani mój problem, ani moje zainteresowanie. (Pański minus dla mnie na mailu pana Trollosiewicza? To co? To taki był Pan dumnym z tego kliknięcia minusa, że do niego napisał i się tym pochwalił?)

>Nie sądziłem, że będzie Pan chciał drążyć ten temat.
Ja drążę tu jakiś temat? To zdaje się Panu o coś tam chodzi? Przypadkiem nie o ten wątek?

>A następnym razem, zanim dam minusa, poczekam, aż ktoś odpowie albo sam odpowiem.
To Pańska sprawa i Pański problem, ja tam wolę otwarcie pod własnym nickiem pisać, że coś mi się nie podoba lub rezygnować z reakcji, na niektóre zbyt mądre dla mnie wypowiedzi, czy zbyt mądrych dyskutantów. Wolę tak robić zamiast stawiania minusów, "a nuż nikt się nie dowie, że to ja je postawiłem": "To co się mnie Czepiasz, że minusa Dostałeś?"
Ale to mój wybór oraz moja decyzja i nikogo do takiego postępowania nie namawiam.

_______________________

Ale gdy Panu tak koniecznie o rozmowę z innego wątku chodzi, to ją przypominam.

Pan Trollosiewicz za poniższe wypowiedzi:
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,640660#w642532
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,28#w642563
www.racjon(*).php/z,0/d,29/s,640660#w642607
Zechciał kliknąć mi minusy.

Ponieważ uprzednio podpisał się.
>Prosty człowiek ze wsi Marcin Trollosiewicz
To mu odpowiedziałem: Mało mnie interesuje czy ktoś jest ze wsi, czy z miasta. Jest Polakiem, Czechem, Niemcem,
czy Żydem. Jaki ma kolor skóry i jaką orientację seksualną. Bardzo cienię sobie ludzi prostych, ale gardzę prostactwem. Szczególnie takim z wielkimi pretensjami. Ludzi niewiele wiedzących i niewielkiej kultury, a uważających, iż wszystkie rozumy pozjadali. Uważających, że posiadają jakiś patent na racje oraz prawdę i mają prawo innych pouczać jak mają myśleć, jak oceniać i co wolno im robić.
I tu potoczyła się kulturalna rozmowa.

Pan Trollosiewicz: Aleś się Pan rozpisał, ktoś powinien to oznaczyć jako off topic, bo cytujesz Pan mnie z innych postów... Widzę, że dorosły chłop, a byle minus na forum tak go denerwuje, że musi się żalić wszystkim dookoła... Przykre...

Bogusławski: Następny świeżutki, tegoroczny (chyba że po przeobrażeniach) specjalista od pouczania. Znawca regulaminu. Wprost Sèvreski wzorzec forumowej etyki. Tak, dla mnie zdecydowanie przykrym jest schodzenie na ten poziom personalnych rozgrywek, gdy jest tyle ciekawych wątków do merytorycznych dyskusji na naszym forum.

Pan Trollosiewicz: To co się mnie Czepiasz, że minusa Dostałeś?
I gdzie Szanowny Pan mi tego minusa wlepił? Proszę o linka abym mógł Pana pochwalić, czego Pan się tak bardzo domaga. Tu dodam tylko, choć może Pan tego teraz się wstydzi, ale plusów od Pana to aż osiem dostałem.

PS.
>Edit:
>Haha, już ktoś niezorientowany w temacie dał Panu plusa. Niezłego poplecznika Pan ma.
A skąd to Pan wie, iż nie zorientowany?
Następny tu Pan Elasp, który lepiej wie co inni myślą i jakie mają charaktery i biografie od nich samych.

@@@
.
21-11-2014 20:36 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>Uważa Pan, że ten minus od Pana stanowi dla mnie problem? Wydaje mi się, iż istotnie ma Pan zbyt duże mniemanie na własny temat.
Wręcz przeciwnie. Jestem zawiedziony, iż mój minus ma dla Pana mniejsze znaczenie niż minusy od innych osób.

>>To była odpowiedź na ten post:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,640660#w642787
>Żaden mój post się tu nie wyświetla.
Kłania się czytanie ze zrozumieniem.

>To taki był Pan dumnym z tego kliknięcia minusa, że do niego napisał i się tym pochwalił?)
Znów błąd w interpretacji. Ale wyjaśnię. Do mnie przychodzą maile z treścią postów skierowanych do mnie. A ponieważ ten post był był skierowany do Trollosiewicza, zakładam z dużym prawdopodobieństwem, że do niego również na skrzynkę przyszło to co ktoś do niego napisał. Czyli kopia Pańskiego postu powinna być u niego na mailu.
Cały czas oczywiście chodzi o ten post, który miałem podlinkować, a nie mogę, bo Pan go usunął. A jeśli chodzi o powiadomienie Trollosiewicza o minusie, to Pan sam to zrobił edytując ten post. Przynajmniej do mnie przychodzą powiadomienia o edycji wypowiedzi skierowanych do mnie.

>I gdzie Szanowny Pan mi tego minusa wlepił? Proszę o linka
Odpowiedziałem już. Proszę przeczytać na spokojnie poprzedni post.

>Tu dodam tylko, choć może Pan tego teraz się wstydzi, ale plusów od Pana to aż osiem dostałem.
A już się martwiłem, że trafiłem na rozmówcę bez poczucia humoru.
Nie, nie wstydzę się.
21-11-2014 23:07 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Kłania się czytanie ze zrozumieniem.
Tak, a ja tylko w niewielkim stopniu Pańskie mądre tu wywody rozumiem i dlatego od naszej pierwszej rozmowy
- gdy zrozumiałem, iż rozumieniu Pana nie podołam - staram się omijać Pana jak mogę.

Nie sądzę aby nasze rozmowy mogłyby być ciekawymi dla innych, a ja, choć zdarza mi się (nawet zbyt często) dawać
w nie wciągnąć, to zdecydowanie nie lubię nic nie wnoszących pyskówek. Więc po co jeszcze rodzić dodatkowe?

Miłego dnia.

@@@
.
Episode_2 (3284 punktów)
Ubiegł mnie Pan
Też miałem już zakończyć rozmowę.
Miłego dnia.
21-11-2014 23:13 
 Ocena 3 na 3
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)
>To była odpowiedź na ten post:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,640660#w642787
>czyli data i godzina do przewidzenia.
>Ewentualnie oczywiście, u Marcina Trollosiewicza na mailu.

Zerkłem sobie na maila i fotki z odpowiedzi na ten post i edycji tejże odpowiedzi mam tu:

www.jaskin(*)l/viewtopic.php?p=48687#p48687

Jaskinia Trolli, mój dom, odwiedź mnie i nakarm trolla.
22-11-2014 01:02 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Ewentualnie oczywiście, u Marcina Trollosiewicza na mailu.
>Zerkłem sobie na maila i fotki z odpowiedzi na ten post i edycji tejże odpowiedzi mam tu:
>www.jaskin(*)l/viewtopic.php?p=48687#p48687
Bardzo dziękuję za informację. Zainteresowani mogą zajrzeć i sprawdzić jak było.

PS. Nigdy nie przypuszczałem, że nasze forum jest przedmiotem tak dużego zainteresowania w Jaskini Trolli. To chyba trochę tłumaczy dziwne plusy i minusy u nas, choć to mogą być tylko przypadkowe zbieżności.

Pozdrawiam.

@@@
.
22-11-2014 11:22 
 Ocena 3 na 3
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)
>PS. Nigdy nie przypuszczałem, że nasze forum jest przedmiotem tak dużego zainteresowania w Jaskini Trolli.

Ależ Szanowny Panie nie ma się czym dziwować. Jaskinia Trolli to jakby "produkt uboczny" Racjonalisty, większość z userów wywodzi się właśnie z fR. A czemu o Racjonaliście jaskiniowe trolle rozmawiają? No cóż, według mnie z tej samej przyczyny o której "racjonaliści" rozmawiają o bogu i wierze...

>To chyba trochę tłumaczy dziwne plusy i minusy u nas, choć to mogą być tylko przypadkowe zbieżności.

Plusy i minusy wypaczają dyskusję.

Jaskinia Trolli, mój dom, odwiedź mnie i nakarm trolla.
22-11-2014 12:16 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Plusy i minusy wypaczają dyskusję.
Plusów używam i tu użyłem.

@@@
.
Episode_2 (3284 punktów)
>To chyba trochę tłumaczy dziwne plusy i minusy u nas,
Czy plusy dla Pańskich oponentów są tu czymś dziwnym?
Tylko pytam.
22-11-2014 14:52 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>>>>To chyba trochę tłumaczy dziwne plusy i minusy u nas,
>Czy plusy dla Pańskich oponentów są tu czymś dziwnym?
>Tylko pytam.
Inteligentny człowiek takich "prostych pytań", z których nic nie wynika, zna całe setki. Zupełnie nie znam odpowiedzi na to pytanie. Ja stawiam plusy za inteligentną wypowiedź i może to być nawet mój wielki oponent. Natomiast tak, rzeczywiście dziwią mnie niektóre plusy i minusy na naszym forum, ale ja zdziwienie - nawet bez odpowiedzi - za wartość uważam.

@@@
.
20-11-2014 00:50 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>Tłumaczenie nie może być dowolne, musi zawierać przekład treści zawartych w tekście oryginalnym.
Tak, rzeczywiście dobre tłumaczenia mają to do siebie. Ale co Pan poza tym wie na temat tłumaczeń? Czy odróżnia Pan na przykład "treść" tekstu od jego "litery"? Gdyż na razie wszystko, co Pan do tej pory napisał wskazuje na to, że nie za bardzo.

Widzi Pan tak się składa, że w ramach mojej - nie takiej znowu wąskiej - specjalizacji zdarzyło mi się egzaminować tłumaczy, a ich pracę oceniam w mej codziennej pracy.

Z całego mojego doświadczenia w tym zakresie wynika, że o ile warunkiem niezbędnym dla dobrego tłumaczenia jest oczywiście zrozumienie tłumaczonego tekstu, o tyle o jego poprawności decyduje ostatecznie umiejętność wyrażania się w języku, na który się tłumaczy, co oznacza między innymi również konieczność posiadania wiedzy w danej specjalistycznej dziedzinie, której dotyczy tekst.

Na przykład błędy polskich tłumaczy tłumaczących na swój język ojczysty bardzo często wcale nie wynikają z niezrozumienia oryginalnego tekstu, lecz z kiepskiego sformułowania tego tekstu po polsku.

W mojej działce mam o tyle ułatwione zadanie, że pracuję ze stosunkowo ścisłym i zazwyczaj jednoznacznym językiem fachowym. Mimo to jednym z grzechów głównych tłumaczeń również w tej dziedzinie jest stosowanie "kalki językowej" - czyli dosłowne tłumaczenie wyrazów, uwzględniające jedynie ich słownikowe odpowiedniki, bez uwzględnienia treści przekazu.

>Skoro ten mówi, że Bóg transcenduje, nie może Pan w tłumaczeniu tego pominąć, bo tak się Panu spodobało.
A czy Pan Bogusławski coś rzeczywiście w sywm tłumaczeniu pominął? Mam tu jednak spore wątpliwości i przedstawiłem już moją opinię na ten temat. Dla Pana "transcendować" to termin całkowicie jasny w języku polskim. Jednak najwyraźniej są jeszcze tłumacze, którzy tłumacząc na polski stosują jednak właśnie język polski i niezależnie od słowników akceptujących przeróżne teologiczne neologizmy starają się unikać błędów kalki językowej.

Przede wszystkim "to transcend" ma po angielsku również konkretne znaczenie i zastosowanie poza teologią i w tym języku nie jest takim dziwolągiem, jakim jest "transcendować" w języku polskim.

Pozostaje kwestia wyboru odpowiedniego słowa. Wyraziłem również moje wątpliwości co do "przenikania", zaznaczając jednak, że istotny jest cały kontekst, a także wiedza fachowa w danej dziedzinie. A ja ani z filozofii, ani z religioznawstwa nie czuję się na siłach, by pouczać Bogusławskiego. Pan - jak widzę - zdecydowanie czuje się na siłach, więc może na początek zaproponuje Pan jakieś tłumaczenie przytoczonej przez Pana definicji teizmu?

Chciałbym jeszcze przypomnieć, że jeszcze niedawno co chwilę wytykał Pan Panu Bogusławskiemu wyimaginowaną przez siebie jego rzekomą nieznajomość języków obcych (co nawet gdyby było prawdą, to i tak pozostawałoby chamstwem, gdyż miało na celu tylko zdeprecjonowanie jego osoby i to na podstawie tak żałosnego argumentu z przedszkola). Teraz, gdy się okazuje, że ten zarzut to nieprawda, czyli sobie go Pan wówczas z dópy wyciągnął, to natychmiast chwyta się Pan innych zarzutów - bez słowa przeprosin za tamto.
Teraz Bogusławski to już nie tyle nie zna języków, ale za to kiepsko tłumaczy. Jak się okaże, że może jednak nie tak źle tłumaczy, to zawsze czepi się Pan jego ortografii i przecinków, a od czasu do czasu zarzutem o współpracę z SB też przecież można pyerdolnąć.

Gdyż to Bogusławski nie posiada moralności, którą Pan ma jak widać w nadmiarze. Ale czy Pan mógłby przytoczyć jakiś zarzut Bogusławskiego wobec Pana, który nie jest prawdziwy?

I zupełnie nie o obronę Bogusławskiego tu chodzi, tylko zwyczajnie wqurvia mnie Pańskie zachowanie i to, jak tu Pan pajacuje. Czyni Pan tu wielu forumowiczom przeróżne zarzuty i obraża Pan ich i łącznie i osobiście. Wyciąga Pan jakieś zupełnie wyobrażone przez Pana tylko wnioski co do konkretnych czynów lub umiejętności konkretnych osób, o których niczego nie może Pan wiedzieć, a potem na tej podstawie ich atakuje.

To tak jakby ktoś - na przykład - stwierdził (a sądzę, że to całkiem prawdopodobne), że Pan jest...
A zresztą nie chce mi się wchodzić na ten poziom. To jednak nie moja bajka.
22-11-2014 00:04 
 Ocena 1 na 1
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)
Uprzejmie donoszę, że łamie tu się regulamin, a mianowicie:

§ 25. Należy stosować się do zaleceń zawartych w instrukcji obsługi Forum, a w szczególności:

i) nie nadużywać opcji formatowania tekstu, w szczególności pogrubienia i kolorowania.

Czuwaj.

Jaskinia Trolli, mój dom, odwiedź mnie i nakarm trolla.
20-11-2014 10:37 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
"belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world"

Moim skromnym zdaniem, jeżeli ktoś tu wszystko transcenduje, to jest nim wyłącznie kolega Elasp.

>P. Bogusławski napisał też 'Po polsku to jakoś tak by było' sygnalizując tłumaczenie ad hoc. Tak, w tłumaczeniu nie ma słowa przekraczać, przewyższać,
Mam tu swoje wątpliwości co do tego "ad hoc". Zaznaczyłem już, że bardzo często kiepskie tłumaczenia na polski nie wynikają ze słabego opanowania języka oryginału, lecz z braku umiejętności sformułwania myśli zawartej w oryginale w języku polskim.

Przecież ta króciutka angielska definicja teizmu przedstawiona przez Elaspa nie jest tak bardzo skomplikowana, by nie zrozumiał jej ktoś, kto choć trochę ten język zna. Tymczasem prawie cały problem w tym tłumaczeniu tkwi - jak to właśnie często bywa - w ujęciu tej treści w języku polskim. A tu większe szanse na powodzenie ma specjalista w dziedzinie, o której mowa.

Tłumaczenie "to transcendent" jako "transcendować" byłoby może i wierne, ale czy byłoby chociaż prawidłowe w języku polskim?
Zobaczmy więc jakby to było możliwie dosłownie (przyjmuję tu w pozostałym zakresie za podstawę tłumaczenie Pana Bogusławskiego):

Wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który to Bóg transcenduje, będąc jednocześnie immanentną częścią świata.

mamy więc "Bóg transcenduje" i kolega Elasp byłby zapewne uradowany, ale co to w ogóle oznacza i czy to w języku polskim nie jest przypadkiem czysty BEŁKOT???

Kiedyś obiło mi się o uszy "A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają".

I dlaczego nie spróbować z jakimś rdzennie polskim czasownikiem?

Mówisz zatem, że mamy możliwe "przekraczać", "przewyższać":. Wszystko pięknie, tyle tylko że tłumacz nie powinien zapominać o tym, z jakiej dziedziniy jest jego tłumaczenie. Czy tu ma zatem chodzić o przekraczanie okrakiem, czy o przewyższanie gabarytem? Przecież te czasowniki ewidentnie po polsku kojarzą się w pierwszej kolejności z względnymi, fizycznymi wielkościami świata materialnego, jakże więc mają oddawać ostatecznie duchowy przecież charakter tego "to transcend" pozostającego właśnie w opozycji (yet) do tego immanentengo istnienia w świecie?

Jak dla mnie to "przenika wszelkie substancje" oddaje jak najbardziej ten "duchowy" element w tej definicji i to w najbardziej szerokim sensie, bo zostawia miejsce już dla najbardziej prymitywnej "many" i wszelkich jej odmian, jednocześnie w niczym tu nie ograniczając Boga monoteistycznego, czy nawet filozoficznego absolutu.

"to transcend" zostało w tym kontekście moim zdaniem zinterpretowane jako odniesienie do niematerialnej duchowej siły, a to właśnie czasownik "przenika" oddaje znacznie lepiej od wszelkich "przeskakiwań" i "wykroczeń". Ponadto "przenika wszelkie substancje" jednak ewidentnie zawiera wskazanie, że ma to być jeszcze coś innego niż wszystko inne, co istnieje, czyli jak najbardziej ten element wykraczania poza światy został tu również uwzględniony.

Tak mógłbym tego bronić, ale powtarzam, że dobry tłumacz powinien być specjalistą w dziedzinie, w której dokonuje tlumaczeń, a ja z filozofii religii jestem kompletnym laikiem. Wydaje mi się, że Pan Bogusławski miał przy tym tłumaczeniu jednak swoje przemyślenia i nawet jeśli podkreślił charakter "ad hoc", to jakoś zauważyłem, że trochę w religijnej i religioznawczej literaturze siedzi.
O "transcendowaniu" musiał już chyba wcześniej coś tam słyszeć, zanim Elasp wyskoczył z tym cytatem. To jednak raczej nie przez przypadek tak mu się slowa w tłumaczeniu ułożyły. Tak przynajmniej sądzę.
Elasp (6859 punktów)

Bóg transcenduje świat, jest transcendentny wobec świata. Naprawdę zachowuje się Pan jak idiota, który niczego nie rozumie. Niech Pan wreszcie skończy z tym pajacowaniem.

"Bóg transcenduje świat, będąc jednocześnie immanentną częścią świata."

Czy to tak trudno zrozumieć?
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Panie Macieju, najlepszym dowodem Pańskiej racji jest brak przetłumaczenia całego zdania przez pana Elaspa: "belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world", w którym słowo o które się upomina "transcendents" jednak nie występuje.

>Bóg transcenduje świat, jest transcendentny wobec świata.
Transcendowanie, to jest przekraczanie swojego bytu. Bóg przekraczający swój byt jest z punktu widzenia teologii całkowitą bzdurą. Natomiast w angielskim tekście nie ma nic o transcendentności Boga wobec świata.
Bóg czyni różne cuda niewidy i wszystko w tej konwencji jest możliwe, ale tu mówimy o konkretnym przekładzie angielskiego zdania.

>Naprawdę zachowuje się Pan jak idiota, który niczego nie rozumie. Niech Pan wreszcie skończy z tym pajacowaniem.
Ot i cała merytoryczność Pana Elapa. On uważa, iż wszyscy są na jego poziomie intelektualnym i kulturalnym.

> "transcenduje świat, będąc jednocześnie immanentną częścią świata."
Bóg "przekracza granice ludzkiego poznania lub granice bytu" będąc jednocześnie immanentną częścią świata


>Czy to tak trudno zrozumieć?
Cholernie trudno jest zrozumieć ten teologiczny bełkot, ale tu zupełnie nie zrozumienie tego chodzi, tylko jak najlepsze oddanie sensu angielskiego zdania po polsku.
www.racjon(*)m.php/s,640997/z,0/d,4#w643068

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>>Bóg transcenduje świat, jest transcendentny wobec świata.
>Transcendowanie, to jest przekraczanie swojego bytu.

Transcendowanie to przekraczanie czegoś. W tym przypadku: Bóg transcenduje świat. Charakteryzuje się transcendentnością w stosunku do świata, jest transcendentny w stosunku do świata, transcenduje świat.

Naprawdę, niech Pan już nic nie mówi.
20-11-2014 13:45 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Bóg transcenduje świat, jest transcendentny wobec świata.
Transcendowanie, to jest przekraczanie swojego bytu. Bóg przekraczający swój byt jest z punktu widzenia teologii całkowitą bzdurą. Natomiast w angielskim tekście nie ma nic o transcendentności Boga wobec świata.
> Transcendowanie to przekraczanie czegoś.
Transcendować filoz. «przekraczać granice ludzkiego poznania lub granice bytu

> W tym przypadku: Bóg transcenduje świat. Charakteryzuje się transcendentnością w stosunku do świata, jest transcendentny w stosunku do świata, transcenduje świat.
To Pańskie teraźniejsze (po wielu próbach wyjaśnienia mu o co tu może chodzić) wypociny, ale gdzie to jest zapisane
w angielskim zdaniu?

Z poprzedniej wypowiedzi:
>Transcendentnego, a nie transcendentalnego.
Czy z treści wypowiedzi tak trudno zrozumieć, że panu Fizykowi tu chodzi o byt ponadkategorialny wykraczający poza doświadczenie zmysłowe, czyli taki, którego nie można poznać. (Transcendentny to taki, którego nie można poznać, a transcendentalny to taki, który jest fundamentem do poznania czegoś.)

>To dwie różne rzeczy - znowu myli Pan pojęcia.
Myli pojęcia, czy się pomylił. Z treści zdecydowanie wynika, iż wie co pisze.
(Pan Elasp: "Mayolina, przecież wiesz o co mi chodzi, jakkolwiek faktycznie popełniłem literówkę. Chodzi mi oczywiście o odpowiednik "transcends" występującego w oryginale, czyli oczywiście 3 os. l.p. od czasownika "to transcend". Za mocno wpływa na mnie filozofia Kanta, gdzie stale mówi się o transcendentalności, a i pisałem pospiesznie".)

> Naprawdę, niech Pan już nic nie mówi.
Jak ja nie będę reagował, to Pan będzie tu cały ogrom bzdur wypisywał.

@@@
.
20-11-2014 12:30 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Bóg transcenduje świat, jest transcendentny wobec świata.
Pana to zadowala, a czy ja Panu tego bronię?
[przy tłumaczeniach staram się zachować ostrożność i jeśli jest możliwość pozostania przy literze oryginału nie popadając w konflikt z językiem polskim, to staram się tak w mojej - bardzo ścisłej dziedzinie - czynić. I dlatego "Bóg transcenduje świat" również bym zaakceptował (choć wolałbym się przedtem spytać o zdanie specjalisty z filozofii religii), ale czy to jest jedyne możliwe i najlepsze tłumaczenie?
Tymczasem Pan z góry tłumaczenie Boguslawskiego skreślił, nie zastanawiając się nawet nad tym, dlaczego użył on innych słów od Pańskiej dosłowności]

>Naprawdę zachowuje się Pan jak idiota, który niczego nie rozumie.
Tak to wygląda z Pańskiej perspektywy? Ja się jednak staram jakoś zastanawiać nad różnymi kwestiami i je rozważać. Tymczasem mi się jakoś wydaje, że to Pan ocenia wszystko na czarno i biało, wedle własnego światopoglądu i wynikających z niego uprzedzeń.
Nie? To niech Pan spróbuje rozmawiać rozmawiać normalnie, bez wszechobecnych w Pańskich wypowiedziach - mówiąc przesadnie oględnie - uszczypliwości. Może udałoby się Panu spróbować być mniej złośliwym od Pańskich adwersarzy?

...tyle, że teraz po tych oskarżeniach o SB, to już zupełnie nie wiem, jak Pan chce wrócić do normalnej rozmowy.
Pan lubi filmy i polowanie na czarownice, to sobie Pan może na przykład obejrzy - choć watpię, by to cokolwiek mogło poruszyć:
en.wikipedia.org/wiki/Guilty_by_Suspicion
Elasp (6859 punktów)

>[przy tłumaczeniach staram się zachować ostrożność i jeśli jest możliwość pozostania przy literze oryginału nie popadając w konflikt z językiem polskim, to staram się tak w mojej - bardzo ścisłej dziedzinie - czynić. I dlatego "Bóg transcenduje świat" również bym zaakceptował (choć wolałbym się przedtem spytać o zdanie specjalisty z filozofii religii), ale czy to jest jedyne możliwe i najlepsze tłumaczenie?

Tak, jest tak jak mówię i niestety nic nie da się z tym więcej zrobić.*

>Tymczasem Pan z góry tłumaczenie Boguslawskiego skreślił, nie zastanawiając się nawet nad tym, dlaczego użył on innych słów od Pańskiej dosłowności]

To nie było tłumaczenie, tylko Google Translator + polskie końcówki. Czego Bogusławski nie zrozumiał z surowego "ggogle'owskiego" tłumaczenia, to na wszelki wypadek pominął,a później zaczął zmyślać, że to rzekomo "autorskie tłumaczenie".

Mówimy cały czas o jednym zdaniu, nie o całym utworze np. Szekspira - przy którym można by się zastanawiać nad "duchem" tłumaczenia.

>>Naprawdę zachowuje się Pan jak idiota, który niczego nie rozumie.
>Tak to wygląda z Pańskiej perspektywy? Ja się jednak staram jakoś zastanawiać nad różnymi kwestiami i je rozważać. Tymczasem mi się jakoś wydaje, że to Pan ocenia wszystko na czarno i biało, wedle własnego światopoglądu i wynikających z niego uprzedzeń.

Niech Pan przestanie się wygłupiać, to może jakość Pana wypowiedzi wzrośnie.

>Nie? To niech Pan spróbuje rozmawiać rozmawiać normalnie, bez wszechobecnych w Pańskich wypowiedziach - mówiąc przesadnie oględnie - uszczypliwości. Może udałoby się Panu spróbować być mniej złośliwym od Pańskich adwersarzy?

Najlepszym rozwiązaniem będzie moja rezygnacja z udziału w forum, bo jest to strata czasu. Jeżeli niemałe grono ludzi nie potrafi w ciągu dwóch lat pojąć, że ze zdania "nauka nie stwierdza istnienia Boga" nie wynika zdanie "Bóg nie istnieje", to o czym tu mówić. Jeżeli ktoś myśli z szybkością Bogusławskiego, to przejście od pierwszego zdania do konstatacji, że jednak nie wynika z niego drugie, zajmie mu mniej więcej 100 000 lat. Naprawdę lepiej słuchać muzyki niż zajmować się tak długą i tak dramatycznie jałową konwersacją.

* Moje ulubione zapożyczenie - z "Chłopców z ferajny" M. Scorsese.
20-11-2014 13:17 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
belief in the existence of a god or gods; specifically: belief in the existence
of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world,

Bogusławski: Po polsku to jakoś tak by było:
wiara w istnienie boga lub bogów; w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ingerencji w losy ludzkości i świata, który przenika wszelkie substancje w świecie i jest jego immanentną częścią,
> To nie było tłumaczenie, tylko Google Translator + polskie końcówki. Czego Bogusławski nie zrozumiał z surowego "ggogle'owskiego" tłumaczenia, to na wszelki wypadek pominął,a później zaczął zmyślać, że to rzekomo "autorskie tłumaczenie".
Googlowskie tłumaczenie do którego odwołuje się Pan Elasp:
"wiara w istnienie boga lub bogów, w szczególności: wiara w istnienie jednego Boga postrzegane jako źródło twórczej ludzkości i świata, który przerasta jeszcze jest immanentny w świecie" Jak widać Pan Elasp zrozumiał dużo, dużo więcej. Nawet to czego w przekładanym oryginale nie było.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>Pan lubi filmy i polowanie na czarownice, to sobie Pan może na przykład obejrzy - choć watpię, by to cokolwiek mogło poruszyć...

Znam ten film.
20-11-2014 14:46 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Pan lubi filmy i polowanie na czarownice, to sobie Pan może na przykład obejrzy - choć watpię, by to cokolwiek mogło poruszyć...
> Znam ten film.
No to powinien Pan wiedzieć, jak działają oskarżenia oparte na domysłach, poszlakach i ideologicznych skojarzeniach. Czy napewno Pan znalazł to, czego Pan szukał?

Jeśli coś wiem o moich rozmówcach, to tylko bezpośrednio od nich, np. na forum publicznym:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,432220#w440578

W zasadzie, to jakoś głupio mi kontynuować ten wątek, bo samo jego rozkręcenie jest obrzydliwe. Ale gdyby Pan się jednak zreflektował, to może jednak warto?
22-11-2014 20:08 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
> "Bóg transcenduje świat, będąc jednocześnie immanentną częścią świata."
>Czy to tak trudno zrozumieć?

Szczerze?
20-11-2014 13:05 
 Ocena 2 na 2
mayolina (2278 punktów)
>prawie cały problem w tym tłumaczeniu tkwi - jak to właśnie często bywa - w ujęciu >tej treści w języku polskim. A tu większe szanse na powodzenie ma specjalista w >dziedzinie, o której mowa. Tłumaczenie "to transcendent" jako "transcendować" byłoby >może i wierne, ale czy byłoby chociaż prawidłowe w języku polskim?

Pobawię się w gdybanie, gdyż ani nie zajmuję się tłumaczeniami, ani nie nazywam się Bralczyk, ba filologii polskiej nie studiowałam, choć bywałam na wykładach Miłosza i Barańczaka Tak więc transcendować mnie razi. Przede wszystkim dlatego, że czasownik transcend (transcendent to przymiotnik) da się przetłumaczyć, istnieje w literaturze polskiej wystarczająca ilość tekstów poświęconych problemowi przenikania, przewyższania, wychodzenia poza ramy fizyczności by nie szukać drogi na skróty a za takowe uważam tworzenie czasownika transcendować. Chyba nigdzie w teorii przekładu nie ma stwierdzenia, że dobre tłumaczenie to jeden do jednego.

>Jak dla mnie to "przenika wszelkie substancje" oddaje jak najbardziej ten "duchowy" >element w tej definicji i to w najbardziej szerokim sensie, bo zostawia miejsce już >dla najbardziej prymitywnej "many" i wszelkich jej odmian, jednocześnie w niczym tu >nie ograniczając Boga monoteistycznego, czy nawet filozoficznego absolutu.

jak już pisałeś, albo tłumaczenie jest wierne albo piękne.

W przypadku 'kontrowersyjnego' zdania można powiedzieć, że coś przenika wszelkie substancje, i tworzona jest dobra polska fraza zawierającą jednocześnie i transcends i immament, (w języku angielskim coś może transcend tylko wtedy gdy jest immanent) ale jest ryzyko, że Elasp zapyta nie tylko gdzie w tłumaczeniu jest transdendent ale też gdzie immanent No i zniszczone zostaje transcendentalne piękno angielskiej frazy Można też wybrać opcję określającą coś jako wykraczające poza fizyczność, dodając jednocześnie że to coś jest immanentnie fizyczne.

I tu pozwolę sobie dodać, że mój post nie był polemiką z tłumaczeniem A.Bogusławskiego, które to tłumaczenie uważam za adekwatne, a odpowiedzią na komentarze Elaspa dotyczące tego właśnie tłumaczenia.
schlawiner (400 punktów)
>Oczywiście pozostaje kwestia użycia słowa yet, o której pisał wcześciej Maceox
>
Nie znam się na angielskim, za to na niemieckim i owszem.
"Yet" wywodzi się być może z niemieckiego "jetzt" i również być może w takim albo zbliżonym znaczeniu jest w inkryminowanym zdaniu urzeczownikowione (das Jetzt). Podobne znaczeniowo "noch" nie zawsze pozwala się przetłumaczyć na polski jednym tylko słowem.

PS. Chciałem za słowem "błędne" z mojego poprzedniego postu umieścić "(?)" ale mnie ubiegłaś.
19-11-2014 19:45 
 Ocena 3 na 3
mayolina (2278 punktów)
ja z kolei nie znam niemieckiego na tyle by pozwolić sobie na porównywanie znaczeń niemieckiego noch, tak więc sam sobie niemiecki odpowiednik angielskiego yet będziesz musiał dopowiedzieć , choć sądzę że będzie to lista (tak jak w niderlandzkim). A więc, w wersji mini: yet znaczy jednak lub ewentualnie, w przypadku kontrowersyjnego zdania 'yet można przetłumaczyć jako a mimo to lub jednak, gdyż chodzi o twierdzenie, że coś przerasta wszystko fizyczne (transcends) mimo że/chociaż do tego świata należy (jest jego immanentną częścią

I ciekawostka: yet nie jest skoligacone z jetzt. Pochodzi z języka staroangielskiego, ale jego korzenie nie są znane.
schlawiner (400 punktów)
>Pochodzi z języka staroangielskiego, ale jego korzenie nie są znane.
Staroanglicy pochodzą z Ingolstadt, a to z kolei leży w Bawarii.
Zdanko można z kapelusza przetłumaczyć tak: Ten, kto przekracza Tu i Teraz, jest dobrze osadzony w świecie. Pieprzu dodaje mu (zdanku) antynomia między transcendent a immanent.
19-11-2014 21:11 
 Ocena 3 na 3
mayolina (2278 punktów)
>Staroanglicy pochodzą z Ingolstadt, a to z kolei leży w Bawarii.
co ty nie powiesz a nie mieli przypadkiem adresu we Fryzji?

Język staroangielski spokrewniony jest z starofryzyjskim i starosaksońskim czyli językami należącymi do grupy języków zachodniogermańskich, jeśli wolno mi powtórzyć za en.wikipedia.org/wiki/Old_English" target=_blank rel=nofollow class=e>wikipedią. I z tego co pamiętam z historii języka angielskiego to najeźdźcy saksońscy, którzy kolonizowali Wyspy, pochodzili raczej z północno-zachodniej Europy. Warto posłuchać filmu PBS Story of English (od 6 minuty) i od 4 minuty w tego filmu BBC. Tak PBS jak i BBC nie odkrywają Ameryki, powtarzają to, co podaje British Council w filmiku z 1943 roku
schlawiner (400 punktów)
Anglosaxons znaczy (analogicznie Czechosłowacy) Saksy i Angole. Właśnie w bawarskoaustriackim (od państw, plemię jedno) zachowały się prócz Ingolstadt słowa, świadczące o pochodzeniu tych ostatnich.
Ja tego nie wymyśliłem.

PS. "Wykracza poza" zamiast "przekracza" fajniej poprzednio.
19-11-2014 22:07 
 Ocena 2 na 2
mayolina (2278 punktów)
>>Pochodzi z języka staroangielskiego, ale jego korzenie nie są znane.
>Staroanglicy pochodzą z Ingolstadt, a to z kolei leży w Bawarii.
>Zdanko można z kapelusza przetłumaczyć tak: Ten, kto przekracza Tu i Teraz, jest dobrze osadzony w świecie. Pieprzu dodaje mu (zdanku) antynomia między transcendent a immanent.
albo Ten, który wykracza Tu i Teraz a jest jednocześnie w Tu i Teraz dobrze osadzony. Antynomia brzmi dobrze w języku angielskim, w polskim o wiele gorzej.
schlawiner (400 punktów)
>albo Ten, który wykracza Tu i Teraz a jest jednocześnie w Tu i Teraz dobrze osadzony. Antynomia brzmi dobrze w języku angielskim, w polskim o wiele gorzej.
>
My tu sobie gadugadu, a Big_Zyd, który jako Głupi_Jaś zainicjował offtop, śmieje się w kułak. W jakim języku jest oryginał tego zdania?
19-11-2014 23:08 
 Ocena 6 na 6
mayolina (2278 punktów)
ja tu tylko poprawiam błędy Wielkiego Lingwisty.😆 A że nie mialabym nic przeciwko powrotowi Big_zyda to już inna sprawa.
schlawiner (400 punktów)
>ja tu tylko poprawiam błędy Wielkiego Lingwisty.😆 A że nie mialabym nic przeciwko powrotowi Big_zyda to już inna sprawa.
Co dziś jest błędem, jutro może stać się uzusem. Expressis verbis "transcendent" może się zwerbalizować. Angielski zna chyba przykłady.
20-11-2014 00:06 
 Ocena 1 na 1
mayolina (2278 punktów)
>Co dziś jest błędem, jutro może stać się uzusem. Expressis verbis "transcendent" może się zwerbalizować. Angielski zna chyba przykłady.
Jestem pewna, że Flowler's to wychwyci i przekaże dalej. Jakby nie było, to ta sama inicjatywa oxfordzka.
Elasp (6859 punktów)

>>Co dziś jest błędem, jutro może stać się uzusem. Expressis verbis "transcendent" może się zwerbalizować. Angielski zna chyba przykłady.
>Jestem pewna, że Flowler's to wychwyci i przekaże dalej. Jakby nie było, to ta sama inicjatywa oxfordzka.

Na przykład: "to transcendent sth" = czynić coś transcendentalnym.
19-11-2014 19:33 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Tak więc można kwestionować 'wszelkich substancji w świecie', gdyż daje się to zastąpić krótszym - choć może mniej zgrabnym literacko - wszystko realne/fizyczne, nie mniej jednak tłumaczenie jest jak najbardziej poprawne.
Oczywiście, iż można, ale ja tak napisałem całkowicie świadomie znając trochę teologię i polskie słowniki.
Np. ks. Adam Michalski tak pisze o substancji: Wedle autora nowe rozumienie transsubstancjacji polega na "odejściu od tłumaczeń bazujących na filozofii przyrody" i wprowadzeniu nowego rozumienia substancji w oparciu o nową ontologię relacjonalną. W stwierdzeniu tym tkwi szereg niejasności. Po pierwsze, dlaczego zakłada się, że tradycyjne pojęcie substancji bazuje na filozofii przyrody? Przecież "substancja" to pojęcie metafizyczne i nie pokrywa się z filozofią przyrody, chociaż również ma zastosowanie w świecie materialnym. Autor polega bowiem na zawężonym, odmiennym od tomistycznego, rozumieniu substancji. Substancja to przecież fundament wszystkiego, a każdy złożony byt, każda istota, która nie jest samym istnieniem jest substancja, a więc substancją jest także niematerialny anioł, czy człowiek złożony z materii i ducha, wykraczające poza filozofię przyrody. Po drugie, odejście od tradycyjnego rozumienia substancji oznacza ryzyko odejścia od dogmatu transsubstancjacji, bowiem inaczej rozumiana substancja nie musi odpowiadać rozumieniu klasycznemu, tomistycznemu, a przy tym zawartemu w dogmacie Soboru Trydenckiego. A więc "substancja" w teologii, to trochę szersze pojęcie niż "wszystko realne/fizyczne".

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
21-11-2014 22:16 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Za mocno wpływa na mnie filozofia Kanta, gdzie stale
> mówi się o transcendentalności

Polecam dla złapania równowagi Epikura, stanowczo zbyt mocno ten Kant na pana wpływa.

PS naprawdę zrobił Pan to? Przecież w zamierzeniu to klasyczny szantaż jest. Niski i wstrętny.
Cytat:

A. Bogusławski: Ale teraz wysyłając na mojego e-maila groźbę, że gdy się nie zamknę to ujawnieni jakieś niby moje dane z IPN-u oraz publicznie zarzucając mi pracę w służbie bezpieczeństwa przekroczył wszelką miarę, nawet tą z Onetu.

Czegoś się Pan boi? Że nie będzie Pan mógł u nas dalej pisać, czy jak?
22-11-2014 00:13 
 Ocena 2 na 2
Elasp (6859 punktów)

>A. Bogusławski: Ale teraz wysyłając na mojego e-maila groźbę, że gdy się nie zamknę to ujawnieni jakieś niby moje dane z IPN-u oraz publicznie zarzucając mi pracę w służbie bezpieczeństwa przekroczył wszelką miarę, nawet tą z Onetu.[/cytat]
>Czegoś się Pan boi? Że nie będzie Pan mógł u nas dalej pisać, czy jak?

Oto, com napisał:

Na moją wcześniejszą wypowiedź:

>> Przypominam także, że czasy ORMO i Służby Bezpieczeństwa (Pańskiego dawnego chlebodawcy - jak by nie było, wypróbowanego specjalisty od "walki z głupotą", zwłaszcza religijną!) już się jednak skończyły i niech Pan nie mówi racjonalistom, co mają myśleć, a co nie, bo wyrobią sobie osąd (także o mnie oraz o moich poczynaniach na forum) bez Pańskiej gorliwej pomocy i milicyjnej interwencji.

P. Bogusławski odpowiedział w swoim stylu (podkreślenie moje)

>Czy sądzi Pan, że nikt tu nie zauważa jest Pan tylko prymitywnym chamem, ogromnie sfrustrowanym poziomem swojego wykształcenia oraz wiedzy. Naprawdę trzeba być głęboko upośledzonym intelektualnie aby wierzyć, że gdy Pan napisze, że ja jestem brzydkim, to wszyscy Panu uwierzą.

Więc i ja odpowiedziałem:

Mnie nie, ale bazom danych chyba jednak tak. Internet jest kopalnią wiedzy. Zatem radzę Panu uważać.

Innymi słowy: radzę uważać na to, że ktoś kiedyś dokopie się informacji o Bogusławskim, bo internet jest kopalnią wiedzy, więc nie chodzi o to, że ktoś będzie komuś wierzyć na słowo. Tak należy to zdanie rozumieć.

Wcześniejsza moja wypowiedź zawierała na początku link do wyszukiwarki IPN, ale przeedytowałem ją i napisałem tylko zdanie: "Mnie nie, ale bazom danych chyba jednak tak. Internet jest kopalnią wiedzy. Zatem radzę Panu uważać.", mający mieć sens jak podany powyżej. Wersję z linkiem otrzymał p. Bogusławski po prostu dlatego, że ma opcję otrzymywania informacji o edycji skierowanych do niego postów, a wcześniejsza wersja zwierała ten link. No i najwyraźniej Bogusławski skojarzył "Radzę Panu uważać" z linkiem z automatycznego powiadomienia o edycji posta i teraz oskarża mnie o szantaż.

Jest faktem - niezależnym ode mnie - że 1) wyszukiwarka IPN wskazuje Andrzeja Bogusława Izdebskiego (ur. w r. 1939) jako pracownika Służby Bezpieczeństwa, 2) Na "Racjonaliście" pisywał red. Andrzej B. Izdebski, 3) Forumowicz o nicku "Andrzej Bogusławski" mówi o red. Andrzeju B. Izdebskim jako o swoim "serdecznym przyjacielu" i bardzo często podaje linki do jego artykułów. Wskazując na fakty 1)-3) w żaden sposób nie naruszam prawa, a tylko Bogusławski obrzuca mnie inwektywami ("qurewska mentalność" i określenia jak wyżej).
22-11-2014 00:50 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Bogusławski nie obrzuca Pana żadnymi inwektywami i tylko dla ludzi bardzo Panu podobnych już ten sam powyższy post
nie będzie ewidentnym przykładem Pańskiej "qurewskiej mentalności" oraz pokazem "kunsztu" Pańskich manipulacji

Tak od samego początku udziału w tym forum stosuje Pan wobec wszystkich swoich oponentów (nawet tak kulturalnych
jak p. Meretseger)
chamską, złośliwą dyskredytację używając także obrzydliwych obelg i wyzwisk. Ponieważ szydzę sobie
z wypisywanych tu przez Pana bzdur i ewidentnie wykazuję głupotę Pańskich postów, to wybrał Pan sobie mnie jako szczególny i podstawowy obiekt agresywnych ataków.

Nikt tu nie grzebał Pańskim życiorysie i nie nikt obrażał Pańskich przodków. Jest Pan zdecydowanie człowiekiem małej kultury oraz wiedzy, człowiekiem całkowicie pozbawionym honoru, który chroniony nickiem uważa, iż może bez odpowiedzialności za słowo wszystkich opluwać swoim jadem małego frustrata. Tak, Bogusławski, na ile mu kultura pozwala, stara się nie być Panu dłużnym, ale jednak kultura prymitywizm ogranicza.

@@@
.
22-11-2014 11:46 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Wcześniejsza moja wypowiedź zawierała na początku link
> do wyszukiwarki IPN, ale przeedytowałem ją i napisałem tylko
> zdanie: "Mnie nie, ale bazom danych chyba jednak tak.
> Internet jest kopalnią wiedzy.

Nie wiem, czy coś Pan sugeruje, ale chyba tak.
Internet jest kopalnią wiedzy i błota i śmieci razem wziętych, to wiadomo nie od dziś.

> Zatem radzę Panu uważać.", mający mieć sens jak podany powyżej.

Uważać na co? Bo nie bardzo rozumiem.. proszę napisać jaśniej.

> Wersję z linkiem otrzymał p. Bogusławski po prostu
> dlatego, że ma opcję otrzymywania informacji o edycji
> skierowanych do niego postów, a wcześniejsza wersja
> zwierała ten link.

Rozumiem.

> Jest faktem - niezależnym ode mnie - że 1) wyszukiwarka
> IPN wskazuje Andrzeja Bogusława Izdebskiego (ur. w r. 1939)
> jako pracownika Służby Bezpieczeństwa

Ok. No i?

> 2) Na "Racjonaliście" pisywał red. Andrzej B. Izdebski, 3)

Tak, wiem. Jestem tu dłużej od Pana.

> Forumowicz o nicku "Andrzej Bogusławski" mówi o red.
> Andrzeju B. Izdebskim jako o swoim "serdecznym przyjacielu"
> i bardzo często podaje linki do jego artykułów.

To również pamiętam.

> Wskazując na fakty 1)-3) w żaden sposób nie naruszam prawa,
> a tylko Bogusławski obrzuca mnie inwektywami ("qurewska mentalność"
> i określenia jak wyżej).

Tak. Rzuciło mi się w oczy jakiś czas temu, że jest między Wami szczególny rodzaj mięty
Ciekawe, czy Andrzej B. Izdebski to ten sam człowiek, co kol. naszego p. Andrzeja.
A tak przecież nie musi na 100% być, to po pierwsze.
Po drugie: jeśli wierzyć bazie, to od mordowania opozycji po postępek Boniego jest przecież cały wachlarz różnych postaw.

Skąd Pan wie co sam sugeruje i o co tak naprawdę Izdebskiego, a w konsekwencji naszego forumowego p. Andrzeja oskarża? Mógłby Pan to sprecyzować?
Serdecznie pozdrawiam! (jak zwykle)

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
22-11-2014 13:24 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Ciekawe, czy Andrzej B. Izdebski to ten sam człowiek, co kol. naszego p. Andrzeja.
>A tak przecież nie musi na 100% być, to po pierwsze.

Odpowiedź poniżej.

>Po drugie: jeśli wierzyć bazie, to od mordowania opozycji po postępek Boniego jest przecież cały wachlarz różnych postaw.

Przecież nie napisałem, ze Andrzej Bogusław Izdebski kogokolwiek zamordował. Zgodnie z wyszukiwarką IPN niejaki Andrzej Bogusław Izdebski był pracownikiem III Wydziału.

katalog.bi(*)ogId=2&pageNo=1&osobaId=39910&

A czym zajmował się III Wydział?

"Pion III (walka z działalnością antypaństwową w kraju) - utworzony w miejsce pionów III-VI KdsBP w 1956 r., w latach 1956-1962 do jego zadań należała również walka z działalnością antypaństwową w kościołach i związkach wyznaniowych, a w latach 1956-1979 walka z działalnością antypaństwową w przemyśle i rolnictwie, w 1989 r. w miejsce pionu utworzono pion ochrony konstytucyjnego porządku państwa."

Departament III MSW: "komórka organizacyjna Służby Bezpieczeństwa, organ w strukturze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, działający w latach 1956-1990. Prowadził walkę z działalnością antypaństwową w kraju, dokładnie za tzw. nadbudowę tj. w rozumieniu marksistowskim sfera niematerialna (ideologia, kultura, nauka). Początkowo również za bazę, czyli w rozumieniu marksistowskim sferę materialną (środki produkcji, siła robocza), (od 1981 roku ochroną gospodarki państwowej zajmował się tym Departament V MSW)."

pl.wikiped(*))#Jednostki_wojew.C3.B3dzkie

pl.wikipedia.org/wiki/Departament_III_MSW

>Skąd Pan wie co sam sugeruje i o co tak naprawdę Izdebskiego, a w konsekwencji naszego forumowego p. Andrzeja oskarża? Mógłby Pan to sprecyzować?

Jeżeli uznamy, ze te trzy osoby to jedna i ta sama osoba, o wiele jaśniejsze staną się treść, forma i częstotliwość wypowiedzi Andrzeja Bogusławskiego. Nie chodzi mi o obrażanie kogokolwiek, ale o rozumienie, o powiązanie rożnych zjawisk w jedną spójną całość.
22-11-2014 14:34 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
> Jeżeli uznamy, ze te trzy osoby to jedna i ta sama osoba, o wiele jaśniejsze staną się treść, forma i częstotliwość wypowiedzi Andrzeja Bogusławskiego. Nie chodzi mi o obrażanie kogokolwiek, ale o rozumienie, o powiązanie rożnych zjawisk w jedną spójną całość.
Całość tego wątku myślowego Pana Elaspa jest bardzo dobrym przykładem stosowanego przez moralne i intelektualne
karły sposobu zwalczania swoich oponentów poprzez obrzucanie ich gównem - "a nuż się coś przyklei" Jest to ewidentnym przykładem Pańskiej "qurewskiej mentalności" oraz pokazem całego "kunsztu" Pańskich manipulacji.

I wcale mnie to nie dziwi - ten typ już tak ma! Dziwią mnie tylko Pańscy wspólnicy w tym dziele, którzy albo Pańskie działania popierają, albo udają, iż ich nie dostrzegają. W moim realnym towarzystwie - nawet jeszcze w czasach socjalizmu - takich ludzi do domów nie zapraszano, no chyba, iż sami włazili o świcie - kolbami w drzwi łomocząc.

@@@
.
22-11-2014 14:58 
 Ocena 2 na 4
Elasp (6859 punktów)

>Całość tego wątku myślowego Pana Elaspa jest bardzo dobrym przykładem stosowanego przez moralne i intelektualne karły sposobu zwalczania swoich oponentów poprzez obrzucanie ich gównem - "a nuż się coś przyklei", itd.

Nie rozumiem. Jest Pan zwolennikiem PRL-u, a więc imputowania mu pracy dla Służby Bezpieczeństwa PRL nie powinien Pan chyba nazywać "obrzucaniem gównem". Gdybym twierdził, że czytał Pan dzieła Lenina, też nazwałby Pan to "obrzucaniem gównem"?

>W moim realnym towarzystwie - nawet jeszcze w czasach socjalizmu - takich ludzi do domów nie zapraszano, no chyba, iż sami włazili o świcie - kolbami w drzwi łomocząc.

Nie wiem, kto kogo i czym obrzuca, niech inni ocenią. Ostatnio zarzucał mi Pan nawet, że w czasie wojny kolaborowałbym z Niemcami. Innym razem - żem antysemita. Później, że moja rodzina zawsze kolaborowała z władzą. Różnica jest taka, że o ile ja kojarzę fakty, o tyle Pan wiąże inwektywy w wiązanki. Radzę Panu zwrócić uwagę na tę różnicę i nieco się miarkować.
22-11-2014 16:14 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Całość tego wątku myślowego Pana Elaspa jest bardzo dobrym przykładem stosowanego przez moralne i intelektualne karły sposobu zwalczania swoich oponentów poprzez obrzucanie ich gównem - "a nuż się coś przyklei", itd.

W moim realnym towarzystwie - nawet jeszcze w czasach socjalizmu - takich ludzi do domów nie zapraszano, no chyba,
iż sami włazili o świcie - kolbami w drzwi łomocząc.

> Nie wiem, kto kogo i czym obrzuca, niech inni ocenią.
Myślę, iż inteligentni oraz choć odrobinę przyzwoici ludzi, to dostrzegają i oceniają.

>Ostatnio zarzucał mi Pan nawet, że w czasie wojny kolaborowałbym z Niemcami.
(To było tylko retoryczno-obronne wykazanie głupoty oraz podłości Pańskiego mnie zniesławiania)
A nie kolaborowałby Pan? Przecież to Elaspowskie pytanie. Niech Pan udowodni, że Pan nie kolaborowałby?
Przecież to tutejsze Elaspowskie wywody i sposoby obrzucania oponentów gównem.

>Innym razem - żem antysemita.
To wynika z Pańskich wypowiedzi, a nie z deklaracji i to ewidentnie Panu wykazałem.

>Później, że moja rodzina zawsze kolaborowała z władzą.
A nie kolaborowała? To bardzo proszę tu o konkretne Pańskie nazwisko i nazwisko rodowe matki, wraz z imionami i datami urodzenia, tak od pradziadków? Przecież to ogromie podejrzane, iż wszędzie w internecie tak bardzo ukrywa Pan wszelkie dane o sobie?

Ale żeby to było jasne - gówno mnie to wszystko obchodzi. To zupełnie nie moją mentalność. Piszę to tylko po to aby zobrazować Pańskie drogi myślenia, które Pan tak opisuje: Różnica jest taka, że o ile ja kojarzę fakty, o tyle Pan wiąże inwektywy w wiązanki.

(Stara Pańska metoda - kręcenia, mataczenia oraz całej gamy kłamstw.) W odróżnieniu od Pana wiem co piszę, jestem odpowiedzialny za swoje słowo i na poparcie każdego wywodu przedstawiam dowody lub poważne racjonalne argumenty. Interesują mnie wypowiedzi na naszym forum, a nie moje projekcje na temat biografii pisujących tu osób. Biografie interesują mnie tylko o tyle o ile autorzy wypowiedzi, chcą ich elementy poddać publicznej rozmowie.

> Radzę Panu zwrócić uwagę na tę różnicę i nieco się miarkować.
Tu ma Pan rację. Czekam aż moderacja mnie zbanuje za prześladowanie podpory intelektualnej i moralnej naszego forum - Szanownego Pana Elaspa.

@@@
.
22-11-2014 16:50 
 Ocena 4 na 4
mayolina (2278 punktów)
> Nie rozumiem. Jest Pan zwolennikiem PRL-u, a więc imputowania mu pracy dla Służby Bezpieczeństwa PRL nie powinien Pan chyba nazywać "obrzucaniem gównem". Gdybym twierdził, że czytał Pan dzieła Lenina, też nazwałby Pan to "obrzucaniem gównem"?
>>W moim realnym towarzystwie - nawet jeszcze w czasach socjalizmu - takich ludzi do domów nie zapraszano, no chyba, iż sami włazili o świcie - kolbami w drzwi łomocząc.
> Nie wiem, kto kogo i czym obrzuca, niech inni ocenią. Ostatnio zarzucał mi Pan nawet, że w czasie wojny kolaborowałbym z Niemcami. Innym razem - żem antysemita. Później, że moja rodzina zawsze kolaborowała z władzą. Różnica jest taka, że o ile ja kojarzę fakty, o tyle Pan wiąże inwektywy w wiązanki. Radzę Panu zwrócić uwagę na tę różnicę i nieco się miarkować.

Weź się ogarnij! Wrzuć na luz i zamiast latać po zasobach IPNu by prowadzić 'lustrację',zajmij się dostarczaniem dowodów na twierdzenia, które w dyskusjach przedstawiłeś. Pewnie Jacek Głodzik nadal czeka na odpowiedź na pytania, tak jak i ja nie mogę się doprosić o cytaty z Watona w kwestii żydowskiej. Dla ułatwienia cytuję to co napisałeś.

Cytat:
1) Żydzi na całym świecie oczekują, że Żydzi niemieccy przeciwstawią się Hitlerowi, 2) taki sprzeciw nieuchronnie doprowadzi do zagłady Żydów niemieckich, żyjących tam od setek lat. Możemy z perspektywy czasu zastanawiać się, co dałby np. zbrojny sprzeciw Żydów niemieckich wobec Hitlera w roku 1939 - i chyba przyznamy rację autorowi.

Waton zachęca do tego, co Niemcy nazywają "Realpolitik", sprzeciwia się odwołaniom do romantycznej tradycji powstań żydowskich. Ewidentnie chodziło też Watonowi o wypracowanie uniwersalnej koncepcji, która pogodzi wszystkich i zapobiegnie wojnie (a w ten sposób zapewni Żydom przetrwanie)


Oczywiście w wolnej chwili mógłbyś też powrócić do zarzuconej przez ciebie nad wyraz ciekawej dyskusji sprzed bodajże dwóch lat o przewadze dawnej sztuki nad współczesną.
22-11-2014 15:17 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Dziękuję za lekcję historii. Wiedzy historycznej nigdy dużo.
No dobrze. Ale może się to przecie wiązać w całość zupełnie inną.
Pierwszy z brzegu przykład: Cytat:
Andrzej Bogusławski urodził się 1 grudnia 1931 roku w Warszawie, w latach 1949-1953 studiował filologię słowiańską w Uniwersytecie Warszawskim, gdzie jest zatrudniony od 1951 r. Stopień doktora uzyskał w roku 1960, a stopień doktora habilitowanego w roku 1966. Jest członkiem Komitetu Słowianoznawstwa PAN i Komitetu Językoznawstwa PAN oraz członkiem zwyczajnym Polskiej Akademii Umiejętności. Profesor dr hab. Andrzej Bogusławski jest uznanym autorytetem w zakresie teorii języka i metodologii badań językoznawczych, uczonym wszechstronnym, o oryginalnym, twórczym dorobku, obejmującym wszystkie dziedziny lingwistyki i pogranicze innych nauk humanistycznych, dotyczącym wielu języków indoeuropejskich, w szczególności słowiańskich. Ma ogromny dorobek naukowy w zakresie: semantyki, leksykologii, leksykografii, pragmatyki, składni, fleksji, słowotwórstwa, fonologii, filozofii języka, teorii tekstu, teorii przekładu, semiotyki, teorii literatury. Jest autorem ponad 400 prac naukowych, a także wydawanego już dziewięciokrotnie "Słownika polsko-rosyjskiego i rosyjsko-polskiego".
Prof. Andrzej Bogusławski to twórca szkoły językoznawczej, przede wszystkim w zakresie metodologii semantyki i teoretycznych podstaw synchronicznej morfologii, leksykologii i leksykografii. Już w latach sześćdziesiątych przedstawił oryginalną teorię semantyczną postulującą wyjaśnianie wyrażeń języków naturalnych za pomocą metajęzyka zbudowanego z jednostek elementarnych. W latach siedemdziesiątych prof. Bogusławski zbudował teorię gramatyki operacyjnej, która miała fundamentalne znaczenie metodologiczne do ustalania linii demarkacyjnej między poziomem jednostek języka a poziomem konstrukcji składniowych, a także dla wyznaczania granic podstawowych dziedzin współczesnego językoznawstwa wewnętrznego. Teoria ta stała się punktem wyjścia oryginalnej koncepcji jednostek języka, która od blisko 20 lat jest stosowana w badaniach empirycznych przez wielu językoznawców. Prof. Andrzej Bogusławski stworzył podstawy metodologiczne nowoczesnej leksykografii synchronicznej. Jest to jedno z największych osiągnięć współczesnej lingwistyki ostatniego dziesięciolecia. Obok zainteresowań ściśle filologicznych lub językoznawczych, rozwija badania należące do obszaru pogranicznego między językoznawstwem a filozofią.

www.umk.pl/uczelnia/dhc/boguslawski/
W Wiki w obszar zainteresowań tej osoby wchodzi również teologia.

Inne źródła:
www.facebo(*)ndrzej+Bogusławski&init=public
Bogusławskich jak mrówków.
Poza tym skąd pewność, że nick'i są naszymi imionami i nazwiskami, lub w ogóle są do nich zbliżone?
Naprawdę Pan sądzi, że milicjant i pracownik SB pisałby na internecie prawie pod swoim imieniem i nazwiskiem, a jeszcze reklamował teksty i artykuły swoje bez pseudonimu?
Optymista z Pana

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
22-11-2014 16:52 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Dziękuję za lekcję historii. Wiedzy historycznej nigdy dużo.
>No dobrze. Ale może się to przecie wiązać w całość zupełnie inną.
>Pierwszy z brzegu przykład...

Myśli Pan, że nie wziąłem tego przykładu pod uwagę? Uznałem, ze jest mało prawdopodobne, by ten profesor miał tak przeciętną polszczyznę (słownictwo, interpunkcję) jak forumowy Andrzej Bogusławski. Jego styl byłby o niebo lepszy.

>Poza tym skąd pewność, że nick'i są naszymi imionami i nazwiskami, lub w ogóle są do nich zbliżone?
>Naprawdę Pan sądzi, że milicjant i pracownik SB pisałby na internecie prawie pod swoim imieniem i nazwiskiem, a jeszcze reklamował teksty i artykuły swoje bez pseudonimu?
>Optymista z Pana

Poza tym z ciekawości sprawdzałem styl wypowiedzi A. Bogusławskiego i jego "serdecznego przyjaciela" - i styl ten się zgadza. Nie mówiąc już o treści.

Myślę, że mógłby wiele pomoc p. Bogusławski, podając informację, jak na drugie ma jego "serdeczny przyjaciel" Andrzej B. Izdebski. P. Bogusławski powinien chyba wiedzieć, jak na drugie ma jego serdeczny, wieloletni przyjaciel. Jestem także ciekaw, z iloma przypadkami tożsamości nie tylko imienia i nazwiska, ale i drugiego imienia spotkał się Pan w życiu? Proszę sobie odpowiedzieć samemu na to pytanie.

Proponuję jednak zostawić ten temat. Pisałem o swoich podejrzeniach, o hipotezie, którą tłumaczę (samemu sobie) jaskrawy, chorobliwy i kuriozalny antyklerykalizm Bogusławskiego. Jest trochę prawdy w tym, co Pan kiedyś napisał, tzn. że tak naprawdę na forum trochę dyskutuję sam ze sobą.

Nie twierdzę jednak, że muszę mieć rację wysuwając taką hipotezę. Jestem człowiekiem z natury łagodnym i nie interesuje mnie prowadzenie nagonki na kogokolwiek, zwłaszcza w sytuacji, w której ja sam mogę się cieszyć anonimowością.
22-11-2014 16:44 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Dobrze, skoro to sprawa honoru. Sprawdził Pan nazwisko "Izdebski"? Proszę pamiętać, że red. Andrzej B. Izdebski jest autorem bardzo wielu artykułów na "Racjonaliście".
>Ciekawe, czy Andrzej B. Izdebski to ten sam człowiek, co kol. naszego p. Andrzeja.
A co w tym jest ciekawego poza mentalnością pana Elaspa.
Z inkwizytorskich danych IPN-u (Brzydzę się tą instytucją, tak samo jak wszystkimi jej poprzednikami - "policjami myśli". Jakby one się nie nazywały i jakiej religii/ideologii służyły), iż w ich zbiorach znajdują się trzy osoby o nazwisku Izdebski - co jest zupełnie niewiele na kilka tysięcy osób posługujących się w Polsce tym nazwiskiem.

Redaktor Andrzej B. Izdebski nosi drugie imię po Bolesławie jego ojcu oraz urodził się po II wojnie światowej i pan Elasp - nawet przy jego mocno ograniczonej wiedzy i inteligencji - mógł to spokojnie przypuszczać lub sprawdzić sobie w naszym archiwum. Ale jemu tylko chodziło o obrzucenie swojego antagonisty gównem, a nuż - pomimo wszelkich tłumaczeń - coś się do niego przylepi. To jest stała - od początku pisywania na naszym forum - metoda chamskiej, złośliwej dyskredytacji wszystkich jego oponentów. Na szanującym się forum dyskusyjnym metoda zupełnie niedopuszczalna.

@@@
.

@@@
.
Elasp (6859 punktów)

>Redaktor Andrzej B. Izdebski nosi drugie imię po Bolesławie jego ojcu oraz urodził się po II wojnie światowej i pan Elasp - nawet przy jego mocno ograniczonej wiedzy i inteligencji - mógł to spokojnie przypuszczać lub sprawdzić sobie w naszym archiwum. Ale jemu tylko chodziło o obrzucenie swojego antagonisty gównem, a nuż - pomimo wszelkich tłumaczeń - coś się do niego przylepi. To jest stała - od początku pisywania na naszym forum - metoda chamskiej, złośliwej dyskredytacji wszystkich jego oponentów. Na szanującym się forum dyskusyjnym metoda zupełnie niedopuszczalna.

Teraz dostrzegłem Pana wypowiedz.

Jeżeli jest tak jak Pan mówi, tzn. jeżeli redaktor Andrzej B. Izdebski ma na drugie Bolesław, to niniejszym cofam wszystkie sugestie, jakoby forumowy Andrzej Bogusławski był pracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Niniejszym przepraszam p. Andrzeja Bogusławskiego za tego rodzaju publiczne sugestie, z pewnością godzące w jego dobre imię.
22-11-2014 20:24 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>Jeżeli jest tak jak Pan mówi, tzn. jeżeli redaktor Andrzej B. Izdebski ma na drugie Bolesław, to niniejszym cofam wszystkie sugestie, jakoby forumowy Andrzej Bogusławski był pracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Niniejszym przepraszam p. Andrzeja Bogusławskiego za tego rodzaju publiczne sugestie, z pewnością godzące w jego dobre imię.

Czy Pańska żona (matka) to prostytutka?
Nie? To co się Pan tak denerwuje?
Zapytać się nie wolno?


Obrzuciłem forumowicza gównem, a że słabo się przykleiło, to niniejszym przepraszam, ale na ile to jeszcze będzie możliwe, to spróbuję podoklejać! Jest taka prawda o człowieku, że gdy już się raz zeszmaci, to szmatą bez honoru
na zawsze zostanie, ot to już takie domowe wychowanie, a opluskwianie ideowych przeciwników, to taka typowa chrześcijańska postawa.

@@@
.
23-11-2014 13:48 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jeżeli jest tak jak Pan mówi, tzn. jeżeli redaktor Andrzej
> B. Izdebski ma na drugie Bolesław, to niniejszym cofam
> wszystkie sugestie, jakoby forumowy Andrzej Bogusławski
> był pracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Niniejszym przepraszam
> p. Andrzeja Bogusławskiego za tego rodzaju publiczne sugestie,
> z pewnością godzące w jego dobre imię.

I sądzi Pan, że to wystarczy? Że po czymś takim w ogóle można cokolwiek zmienić?
Po raz nie wiem który gratuluję empatii
Notabene przestań Pan raz na zawsze pieprzyć i okłamywać siebie, że forumowy Andrzej Bogusławski tylko Pana śmieszy.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Chodzi mi oczywiście o odpowiednik "transcends" (..)
> od czasownika "to transcend". Za mocno wpływa na mnie filozofia Kanta
> gdzie stale mówi się o transcendentalności (..)
> gdzie w tłumaczeniu Bogusławskiego odpowiednik "transcends", (..)
> od "to transcend"? (..) God viewed as the creative source of the human
> race and the world who transcends

Można to jeszcze nadrobić i np. doczytać nieco Spinozy.
Pomocne hasło: immanencja
sjp.pl/immanencja

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
schlawiner (400 punktów)

> transcedents w języku angielskim, śmiem zauważyć, nie istnieje. Przynajmniej nie znam go ja i nie zna go Oxford Dictionary of English, wydanie 2. poprawione (2005). Mamy
>PS: i choć w j.angielskim istnieje opcja tworzenia rzeczowników odprzymiotnikowych (przykład drunk - the drunk, l.mn. drunks) to nie znalazłam w w/w słowniku wzmianki o takowym rzeczowniku, natomiast jest hasło poświęcone przykładowi drunk-the drunk.
Piszę post factum (Elasp przyznał się do błędu), lecz zdając sobie sprawę z niedoskonałości słowników obrałem całkowicie odmienną strategię translacji - przepuściłem "transcedents" przez google.com. Substantywizują przymiotnik rzeczywiście tylko Japończycy, matematycy mają własne cudeńka o tej nazwie a wiele przykładów wskazuje na błędne, jak u Elaspa, użycie 3 osoby liczby pojedynczej.
19-11-2014 17:51 
 Ocena 4 na 4
mayolina (2278 punktów)
>Piszę post factum (Elasp przyznał się do błędu), lecz obrałem całkowicie odmienną strategię translacji - przepuściłem "transcedents" przez google.com. Substantywizują przymiotnik rzeczywiście tylko Japończycy, matematycy mają własne cudeńka o tej nazwie a wiele przykładów wskazuje na błędne, jak u Elaspa, użycie 3 osoby liczby pojedynczej.

dowodzi to tylko i wyłącznie tego, że google jest tym czym jest, a więc wielkim kompendium i wiedzy i niewiedzy. Informacje znalezione w sieci trzeba weryfikować tak jak ja to zrobiłam zaglądając i do Słownika Poprawnej Polszczyzny PWN i do Oxford Dictionary of English.
18-11-2014 23:14 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>Tutaj mam do Pana pytanie, czy ta wskazana powyżej definicja teizmu jest w takim właśnie brzmieniu popularna w religioznawstwie - czy jest stosowana jako jedna z definicji standardowych i to - być może - w różnych językach?
Definicji teizmu jest wiele i raczej szukał bym jej w słownikach filozoficznych niż religioznawczych, choć występuje w obu. Najbardziej popularną definicją w polskich słownikach chrześcijańskich jest definicja bardzo zbliżona do poniższej: » wiara w jednego Boga, istotę nadprzyrodzoną, rozumną, osobową siłę transcendentną; stwórcę świata wpływającego na jego losy. Odmiana monoteizmu. Wg zwolenników teizmu Bóg stworzył świat, zapewnia jego trwanie, obdarza znaczeniem
i wyznacza jego cel.
A więc jest to Bóg osobowy.

@@@
.
18-11-2014 23:32 
 Ocena 3 na 3
mayolina (2278 punktów)
>Choć językami obcymi zamuję się zawodowo, to jednak w dość specyficznym zakresie i choć od dawna mieszkam zagranicą, to już na przykład w obcym języku mówionym - w życiu codziennym - dostrzegam u siebie w niektórych sytuacjach spore deficyty.
>Jestem Polakiem i mało znam osób, którzy wyjechali zagranicę w dorosłym wieku i opanowali język bez akcentu. To chyba prawie niemożliwe. Ale gdyby to tylko o akcent chodziło, to i tak byłoby super..
to chyba zależy do słuchu i języka obcego. Jedne są nam bliższe fonetycznie, inne nie. Znam sporo Polaków świetnie mówiących po włosku, niemiecku, flamandzku i niderlandzku (to znaczy ze świetnym akcentem), a prawie żadnej z doskonałym akcentem angielskim lub amerykańskim. Oczywiście mówię tu o osobach, które wyjechały jako osoby dorosłe. Chociaż ja, Polka z urodzenia, rozpoczynająca naukę amerykańskiego w wieku 18 lat, czyli zbyt późno by do końca opanować amerykański akcent, polską wymowę straciłam bardzo szybko i przez większość mojego pobytu w USA brano mnie za holenderkę, za to w niemieckim brana jestem za osobę angielskojęzyczną Tyle anegdota.
18-11-2014 21:01 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> Widzę, że racjonaliści nie rozumieją znaczenia słów.

Kto tu nie rozumie znaczenia słów wyjaśnił już mój przedmówca.

> [theism]: belief in the existence of a god or gods; specifically : belief in the existence of one God viewed as the creative source of the human race and the world who transcends yet is immanent in the world
> Naprawdę, niech Pan dalej nie kręci i ma odwagę przyznać, że Einstein był teistą (w znaczeniu powyżej)

Nie, Einstein na pewno nie był teistą, nawet w tym bardzo rozszerzonym, nieosobowym znaczniu (pod którym, nawiasem mówiąc, nie podpisałaby się znakomita większość polskich teistów), bo nie wierzył w istnienie trascendentalnego Boga. Dla Einsteina Bóg był przyrodą - przyrodą poznawalną w doświadczeniu.
18-11-2014 21:40 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Kto tu nie rozumie znaczenia słów wyjaśnił już mój przedmówca.

Wyjaśniłby, owszem, gdyby sam rozumiał. Najpierw niech dojdzie do zgody sam ze sobą, bo na razie wychodzi mu czarno na białym, że jest naturalistą ontologicznym, a nie ateistą ("Jestem człowiekiem, a nie ssakiem!!").

>Nie, Einstein na pewno nie był teistą, nawet w tym bardzo rozszerzonym, nieosobowym znaczniu (pod którym, nawiasem mówiąc, nie podpisałaby się znakomita większość polskich teistów), bo nie wierzył w istnienie trascendentalnego Boga. Dla Einsteina Bóg był przyrodą - przyrodą poznawalną w doświadczeniu.

Transcendentnego, a nie transcendentalnego. To dwie różne rzeczy - znowu myli Pan pojęcia.

"I believe in Spinoza's God who reveals himself in the orderly harmony of what exists, not in a God who concerns himself with the fates and actions of human beings."

Doświadczamy Boga pod postacią przyrody (jako przyrodę), ale to nie znaczy, że Bóg = przyroda dana w doświadczeniu. Nieznajomość filozofii Spinozy się kłania.


18-11-2014 22:25 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>Nieznajomość filozofii Spinozy się kłania.
U kogo? U Fizyka, czy u Einsteina?
Szkoda, ze Einstein nie żyje i go kolega Elasp pouczyć nie może...

... do maceoxa to już nawet nie ma co się zniżać, by odpowiedzieć mu na jego pytania:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,640660#w641982
SKĄD PAN COŚ WIE O BOGU?
19-11-2014 10:53 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Transcendentnego, a nie transcendentalnego. To dwie różne rzeczy - znowu myli Pan pojęcia.

Dziękuję za poprawienie. Przyznaję, że mam czasem kłopoty z terminologią, której po polsku rzadko używam.

> "I believe in Spinoza's God who reveals himself in the orderly harmony of what exists, not in a God who concerns himself with the fates and actions of human beings."

I wszystko się zgadza: przyroda ujawnia się nam w miarę jej poznawania. Ale to nie znaczy, że jest niepoznawalna. Gdzie tu jest jakaś transcendentność?

> Doświadczamy Boga pod postacią przyrody (jako przyrodę), ale to nie znaczy, że Bóg = przyroda dana w doświadczeniu. Nieznajomość filozofii Spinozy się kłania.

Bzdury Pan plecie. Spinoza był monistą. Tak samo Einstein. No chyba nie powie Pan, że definicję teizmu można tak rozszerzyć aby objąć nią też monizm?
19-11-2014 11:49 
 Ocena-1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Bzdury Pan plecie. Spinoza był monistą. Tak samo Einstein. No chyba nie powie Pan, że definicję teizmu można tak rozszerzyć aby objąć nią też monizm?

Tak, bo monizm Spinozjański zawiera w sobie odróżnienie (jedynej) substancji (tzn. Boga) i modyfikacji owej substancji. W doświadczeniu są nam dane tylko modyfikacje substancji. I w tym i tylko w tym sensie jest nam dana w doświadczeniu zmysłowym owa jedyna substancja, czyli Bóg.

Można się posłużyć następującym porównaniem: lód - substancja, kawałek lodu - modyfikacja substancji. W doświadczeniu zawsze dane nam są kawałki (kogo, czego: lodu), nigdy zaś lód po prostu.

Poza tym według Spinozy są nam dane modyfikacje substancji Boskiej pojętej jako myśląca (a więc dane są nam w doświadczeniu konkretne myśli) i rozciągłej (a więc dane są nam w doświadczeniu konkretne ciała). Ale Bóg to coś, co w zasadzie może być pojęte na nieskończenie wiele sposobów, w których przypadku nie są nam już dostępne żadne przejawy (modyfikacje). Można w pewnym uproszczeniu powiedzieć, że Bóg to nieskończony ciąg, którego jedynie dwa wyrazy przejawiają się w doświadczeniu (w postaci konkretnych ciał i konkretnych myśli).
19-11-2014 14:12 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
>> Bzdury Pan plecie. Spinoza był monistą. Tak samo Einstein. No chyba nie powie Pan, że definicję teizmu można tak rozszerzyć aby objąć nią też monizm?
> Tak, bo...

Brnie Pan w nonsens coraz głębiej.

> ... monizm Spinozjański zawiera w sobie odróżnienie (jedynej) substancji (tzn. Boga) i modyfikacji owej substancji.

Jeżeli wszystko ma być Bogiem, to to pojęcie już ma swoją nazwę: Wszechświat. A więc Bóg jest zbędny. I to ma być teizm?

> Ale Bóg to coś, co w zasadzie może być pojęte na nieskończenie wiele sposobów...

Tak, tak, włącznie z takim, że Go nie ma.
19-11-2014 14:21 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Brnie Pan w nonsens coraz głębiej. Itd.

Proszę zapoznać się z "Etyką" Spinozy i porównać to, co powiedziałem z tym, co mówi autor. Być może Spinoza "brnął w nonsens coraz głębiej", ale ja za to doprawdy nie odpowiadam.

Szkoda czasu na dyskusję na takim poziomie.
19-11-2014 14:41 
 Ocena 10 na 10
Fizyk (17637 punktów)
> Szkoda czasu na dyskusję na takim poziomie.

Żadne studia teologiczne nie zastąpią szkoły podstawowej.
19-11-2014 13:30 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Kto tu nie rozumie znaczenia słów wyjaśnił już mój przedmówca.
>Wyjaśniłby, owszem, gdyby sam rozumiał.
Chwalenie się jakim to ja mądry, a jacy inni głupi, to poważne jest traktowane w młodszych klasach podstawówki, a której jak tu widać mentalnie wcale Pan nie wyrósł. Intelektualnie też nie wykracza Pan za gimnazjum, a na dokładkę wiara we własną rację zdecydowanie Pana ogranicza. Niewiele Pan wie i niewiele potrafi zrozumieć, nasze forum jest zdecydowanie za trudne dla Pana i niewiele Pan potrafi zrozumieć mając o to pretensje do całego świata. www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642607

>Najpierw niech dojdzie do zgody sam ze sobą, bo na razie wychodzi mu czarno na białym, że jest naturalistą ontologicznym, a nie ateistą.
Mam swój światopogląd całkowicie spójnym, gdyż przez wiele lat w różnych aspektach przemyślanym. Przez osiem lat pisania na naszym forum udowodniłem, iż wiem i co piszę oraz, że ponoszę odpowiedzialność za słowo.
www.racjon(*).php/z,0/d,13/s,532005#w535661

Naturalizm jest paradygmatem nauki, który mówi, że w wyjaśnianiu zjawisk nie można wykraczać poza zjawiska i prawa przyrody. Naturalizm metafizyczny głosi to, ponieważ odrzuca istnienie jakichkolwiek przedmiotów lub zdarzeń leżących poza przyrodą.

Ateizm - odrzucenie teizmu lub pogląd bądź doktryna głosząca, że bogowie nie istnieją. W najszerszym znaczeniu jest to brak wiary w istnienie boga, bóstw i sił nadprzyrodzonych, jako sprzecznych z rozumem i nienaukowych, oraz negujący potrzebę religii.
_________________

Podstawą mojego światopoglądu jest naturalizm ontologiczny i dlatego już teraz "Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie 'w nic nie wierzę'".
Obecnie zupełnie nie obrażając się za ten epitet nawet za ateistę się nie uważam.

A dlaczego nie?
Trochę dla zabawy, a trochę z przekory.
Zupełnie poważnie, to niepoważnie jest przeczyć istnieniu nieistniejącego.
W starożytności ateistą zwano, każdego kto nie uznawał obowiązującego boga i przez wieki termin ten funkcjonował jako epitet teistów na różnego rodzaju heretyków.
Ja intelektualnie idę trochę dalej i nie uznaję istnienia żadnych sił nadnaturalnych.


Czy to, że Pan nie potrafi czegoś zrozumieć, to świadczy o mnie czy o Panu?
________________

Pan Fizyk: Nie, Einstein na pewno nie był teistą, nawet w tym bardzo rozszerzonym, nieosobowym znaczeniu (pod którym, nawiasem mówiąc, nie podpisałaby się znakomita większość polskich teistów), bo nie wierzył w istnienie trascendentalnego Boga. Dla Einsteina Bóg był przyrodą - przyrodą poznawalną w doświadczeniu.

>Transcendentnego, a nie transcendentalnego.
Czy z treści wypowiedzi tak trudno zrozumieć, że panu Fizykowi tu chodzi o byt ponadkategorialny wykraczający poza doświadczenie zmysłowe, czyli taki, którego nie można poznać. (Transcendentny to taki, którego nie można poznać, a transcendentalny to taki, który jest fundamentem do poznania czegoś.)

>To dwie różne rzeczy - znowu myli Pan pojęcia.
Myli pojęcia, czy się pomylił. Z treści zdecydowanie wynika, iż wie co pisze.
(Pan Elasp: "Mayolina, przecież wiesz o co mi chodzi, jakkolwiek faktycznie popełniłem literówkę. Chodzi mi oczywiście o odpowiednik "transcends" występującego w oryginale, czyli oczywiście 3 os. l.p. od czasownika "to transcend". Za mocno wpływa na mnie filozofia Kanta, gdzie stale mówi się o transcendentalności, a i pisałem pospiesznie. Nawet p. Fizyk popełnił niedawno ten sam błąd".)

>Nieznajomość filozofii Spinozy się kłania.
Jakoś tu wcale nie wykazał się Pan tu znajomością filozofii nawet na poziomie elementarnym, ot trochę Pan liznął z tego, a trochę z owego i się Pan tu popisuje i bzdury wypisuje. Pan Fizyk jest fizykiem, czyli uczonym przyrodoznawcą i biorąc to pod uwagę jego znajomość filozofii jest bardzo dobrą. Zna dorobek filozoficzny na poziomie, do którego Panu jeszcze bardzo, bardzo dużo brakuje.

A zresztą czym Pan się - poza chamską, złośliwą dyskredytacją innych - tu wykazuje. O czym ma Pan jakieś pojęcie, gdzie jakaś ciekawa rozmowa z Panem, przekraczająca poziom prymitywnej pyskówki.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,610628#w610847

Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

@@@
.
19-11-2014 22:42 
 Ocena 2 na 2
schlawiner (400 punktów)
>nawet w tym bardzo rozszerzonym, nieosobowym znaczniu (pod którym, nawiasem mówiąc, nie podpisałaby się znakomita większość polskich teistów)
Wrzucenie do jednego worka z teistami stanowi kamień obrazy przede wszystkim dla agnostyków, których bóg jest hipotezą (jedną z wielu), panteistów - metaforą i deistów - emerytowanym policjantem.
25-11-2014 22:58 
 Ocena 1 na 1
Sambor (21 punktów)
Dziękuję za zniszczenie mojego tematu i pisanie bzdur nie na temat, wśród 171 odpowiedzi tylko 10 jest na temat a 160 nie wiem o czym...
26-11-2014 06:20 
 0 na 2
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>Dziękuję za zniszczenie mojego tematu i pisanie bzdur nie na temat, wśród 171 odpowiedzi tylko 10 jest na temat a 160 nie wiem o czym...
Jeśli nie wiesz o czym to skąd wiesz, że nie na temat?
26-11-2014 11:17 
 Ocena 1 na 1
baszarteg (2319 punktów)
>Dziękuję za zniszczenie mojego tematu i pisanie bzdur nie na temat, wśród 171 odpowiedzi tylko 10 jest na temat a 160 nie wiem o czym...

Młodość musi się wyszaleć ,starsi panowie wygadać należy być wyrozumiałym .
26-11-2014 11:54 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>KK ma szeroką wiedzę o fizycznym świecie wielowymiarowym jak i Bogu.

Mam nadzeję, że KK ma również wiedzę o tym, co dzieje się w jego własnych szeregach.
Dziennikarze dotarli do znajomych byłego już księdza Witolda Bocka i innych gdańskich księży, którzy w ten sposób, anonimowo mieli skomentować jego decyzję z przed klilku dni. Pogrubienia specjalnie dla Ciebie:

Cytat:
Dla osób postronnych to może wyglądać na bufonadę - mówi jeden ze znajomych Bocka i prostuje:
- Tak naprawdę jest to dramatyczny krzyk: "Wciąż wierzę w Jezusa Chrystusa, ale odchodzę, bo przestałem wierzyć w polski Kościół, któremu poświęciłem ponad 30 lat życia"
- Dużo rozmawialiśmy z Witkiem o tym, co się dzieje z polskim Kościołem, szczególnie polskim duchowieństwem. O tym, że księża, zamiast nieść ludziom nadzieję w trudnych i coraz bardziej skomplikowanych czasach, oderwali się od rzeczywistości. Kościół po upadku komuny stał się głównie machiną do walki o wpływy i pieniądze, gdzie lepiej niż inni mają się lizusy i biurokraci. Witek bardzo przeżywał koleje losu księdza Lemańskiego w diecezji warszawsko-praskiej. To go upewniło, że tak się dzieje nie tylko pod rządami arcybiskupa Głódzia - zapewnia kolejny rozmówca.
- Z goryczą mówił, że już seminarzyści są pompowani lękiem: kto porzuci stan kapłański, ten jest zdrajca; że były ksiądz kończy jako taksówkarz albo sprzedawca w sklepie mięsnym; że jak się ożeni, to ta kobieta zachoruje na raka, a jeśli będą dzieci, to upośledzone. Proszę tylko nie wyciągać z tego wniosku, że w przypadku Witka chodzi o kobietę. On po prostu chce być wolnym człowiekiem i żyć uczciwie, po chrześcijańsku, poza wspólnotą Kościoła rzymskokatolickiego


Serdecznie Cię pozdrawiam Janku!
Duch Prawdy (14787 punktów)
>Obkupiłem się w książki katolickie, dzienniczki świętej Faustyny, o ojcu Pio, odmawiałem koronki, różańce jak stare jęczące dewoty i w to wszystko szczerze wierzyłem.
Wierzyłeś w fałszywe wyobrażenia, którymi zostałeś zindoktrynowany, zamiast w Boga.
>doszedłem do pewności że to wszystko jest kłamstwem i ułudą
Co wszystko?
>Judasz się powiesił i gnije na samym dne piekła
Bohaterowie Ewangelii to postacie fikcyjne, więc Judasz nigdzie nie gnije, chyba, że jakiś egzemplarz Ewangelii gnije w jakiejś wilgotnej piwnicy. Piekła nie ma, to jedno z fałszywych wyobrażeń służące fałszywym pasterzom do zniewalania ludzi.
>I nadal jak o tym myślę to czuję strach, tego już nie usunę ze swojej głowy.
Jeśli będziesz tak myślał to nie usuniesz, musisz poznać prawdziwe znaczenie zapisów Ewangelii, które nie są opisami rzeczywistego życia, lecz metaforami religijnymi, za pomocą których pisarze przekazali duchową treść. Jezus, apostołowie, Maria, Łazarz itd. to bohaterowie literaccy, postacie fikcyjne, chodzenie po wodzie, zamienianie wody w wino, nakarmienie 5 tysięcy 2 rybami itd. to religijne alegorie, nie wydarzenia z życia.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
Ottentotto Látens (2 punktów)
>Witam serdecznie.
>[...]
>strach, tego już nie usunę ze swojej głowy.

Witam, przeczytałem Twoją historię z zaciekawieniem i nasunęło mi się pewne (być może banalne) pytanie. Z góry zaznaczam, że nie próbuję wytknąć niekonsekwencji. Napisałeś jednak o szczerej wierze w minionym okresie i o dzisiejszej pewności co do tego, że wszystko to, w co wcześniej wierzyłeś, było kłamstwem i ułudą. W związku z tym chciałem zapytać, czy w okresie szczerej wiary doświadczałeś czegoś, co utwierdzało Cię w wierze i dzięki temu udawało się odsunąć od siebie ewentualne wątpliwości, czy może w większym stopniu przy wierze utrzymywała Cię nadzieja na pokrzepienie w trudnej sytuacji i trwałeś przy niej mimo braku takich doświadczeń? Jeśli jednak takie doświadczenia się pojawiały, co sprawiło, że w tym momencie nie tylko nie są one dla Ciebie wystarczającym potwierdzeniem prawdziwości tez, w które kiedyś szczerze wierzyłeś, ale stały się na tyle mało przekonujące, że dziś masz już niemal pewność nieprawdziwości tychże tez?

Oczywiście rozumiem, że jest to bardzo osobista i jednocześnie bolesna dla Ciebie kwestia, więc jeśli nie masz ochoty odpowiadać, nie będę nalegał.

Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365