 |
Racjonalista nie może być socjalistą Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 25-06-2009 09:09 | Haribu (91 punktów) | Racjonalista nie może być socjalistą
9 na 15 | Stawiam tezę jaką widać w tytule. Dlaczego nie może? Ponieważ socjaliści to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat. Widać to choćby po głównym haśle Rewolucji Francuskiej, które w oryginale brzmiało: "Wolność, Równość, Braterstwo albo śmierć". Socjaliści to FANATYCY równości, którzy nie mogąc jej zrealizować dobrowolnie - realizują ją za pomocą państwa i narzucają całym społeczeństwom POD PRZYMUSEM.
Tymczasem w "duchu" niniejszej witryny wyczuć się da WOLNOŚĆ jako naczelną ideę. Nie jest pewien czy wszyscy obecni tutaj są konsekwentni, ale jeśli są, to powinni przyznać rację mej tezie, gdyż cóż to byłaby za wolność, gdyby ograniczała się jedynie do piętnowania chrześcijaństwa i innych kultów, które bądź co bądź nie nie są przymusowe. Trudno mi wyobrazić sobie człowieka, który mówiłby: "mam prawo do wolności od kościelnej indoktrynacji", a jednocześnie był socjalistą i wmawiał mi: "ludzie nie powinni mieć prawa do samodzielnego decydowania o ubezpieczeniu zdrowotnym czy emerytalnym".
Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.
Co Państwo o tym sądzą? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 Dalej..| ats42 (262 punktów) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą | Potrzeby zaspokaja praca i produkcja dóbr, a nie żaden cholerny socjalizm czy liberalizm! > Gówno prawda. Aby praca zaspokoiła potrzeby najpierw sama musi być dostępna, a i dostępność pracy nie gwarantuje zaspkojenia nawet minimalnych potrzeb. Przy dzisiejszym stanie techniki i technologii jest możliwe fizycznie zaspokojenie potrzeb całej ludzkości pod względem podtawowych potrzeb bytowych angażując do tego ułamek ilości zdolnych do świadczenia pracy. Czemu się tak nie dzieje? Bo runął by system, który polega na nierównouprawnieniu w dostępie do pewnych dóbr zależnym od zawartości portfela. Człowiek zaspokojony w swych podstawowych (fizjologicznych) dążeniach wysuwa postulaty zwiększenia jego dostępu do innych dóbr, zarówno ten, który pracuje i zarabia, jak i ten niepracujący, ale posiadający źródło utrzymania. Najogólniej rzecz biorąc system zmierza do tego, aby niemożliwa stała się sytuacja, kiedy powiedzmy 5 mld ludzi postanawia ten sam weekend spędzić na Lazurowym Wybrzeżu i się domagają umożliwienia im tego, albo wręcz sami ruszają w drogę sami, bo mają czas i pieniądze. Nie dzieje się tak nie tylko ze względu na szerszą ofertę turystyczną, jaką serwuje świat, ale głównie ze względu na terminy urlopów i ograniczone finanse. Że czasami w jakimś miejscu bywa nadspodziewanie dużo ludzi i automatycznie stwarza to mniejszy lub większy kataklizm, każdy wie. I tak samo by było z postulatami dostępności innych dóbr. System społeczno-ekonomiczny pozycjonuje więc jednostki i narzuca im ograniczenia w dysponowaniu wolnością, zarówno system kapitalistyczny, jak i socjalistyczny również. Ten ostani realizuje cel zaspokojania podstawowych potrzeb społecznych nie tylko przez większą dostępnośc pracy, ale wręcz przez przymus jej świadczenia, aby wszyscy podlegali tym samym ograniczeniom. |
| Lucyferus (588 punktów) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą | > Chyba trochę przesadzasz, a trzeba jeszcze policzyć koszt obywatela bez zasiłku i ubezpieczeń dla społeczeństwa jako całości.Koszt mniejszy o zasiłek. Jeśli zacznie pracować to już tylko zysk. > Inna sprawa, że typowy polski bezrobotny to nie jest modelowy przykład.To właśnie jest modelowy przykład. Do tego prowadzi rozdawnictwo pieniędzy. W dodatku cudzych. > Spytaj bezdomnych, czy jeszcze mają motywację..Większość bezrobotnych to nie bezdomni. > Jeżeli występowało i nie występuje, to chyba implikuje, że ludzie tego nie chcą. Czy może ludzie nie wiedzą, co dobre?Wiedzą co dobre dla nich samych. Nie wiedzą co dobre dla ich sąsiada. Socjalizm + demokracja to właśnie system w którym Kowalski z Nowakiem decydują na co Iksiński wyda pieniądze, a zaraz potem Iksiński z Nowakiem decydują na co wyda pieniądze Kowalski, a później Iksiński z Nowakiem... itd. > Liczą się tylko obecneNiby dlaczego? > Pozostałe to enklawy.I w czym Ci to przeszkadza? > Obywatel USA wydaje na opiekę zdrowotną 2x tyle co mieszkaniec UK, ale to Brytyjczyk żyje dłużej i to tam jest socjal.Socjal jest i tu i tu, nie pleć bzdur. > No więc jak to jest, socjal to większe wydatki, czy mniejsze?Większe - bo oprócz samej usługi, opłacasz pośrednictwo. Jego jakość przemilczę. > No jednak jest różnica, bo są społeczności gdzie stan posiadania jest dużo mniej ważny niż stan ducha, tyle że one teraz nie dominują, ale mogłyby.Jakoś nie widzę możliwości zdominowania świata przez taką kulturę, ale niech będzie. Choć jak się chwile zastanowić to się okaże, że problem nie istnieje. Bo wolny rynek odpowiada na potrzeby ludzi - jeśli nie ma potrzeby, żeby podwyższać standard zycia to nie ma na co (i po co) odpowiadać. |
| webmaster (moderator) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą | > Koszt mniejszy o zasiłek. Jeśli zacznie pracować to już tylko zysk.Przecież nie w tym rzecz, tylko w tym co zrobić z kimś kto po prostu nie ma pracy chociaż chce. Ty nie chcesz mu niczego dać, dlatego sprawdzam czy policzyłeś wszystkie koszty takiego rozwiązania. > >Inna sprawa, że typowy polski bezrobotny to nie jest modelowy przykład.> To właśnie jest modelowy przykład. Do tego prowadzi rozdawnictwo pieniędzy.Nie wiem jak rozumiesz socjal, ale PRL to nie jest to o czym tu mówimy.. Dla mnie modelowy przykład to człowiek który po prostu nie może znaleźć pracy a nie ktoś, kto nie chce. > Wiedzą co dobre dla nich samych. Nie wiedzą co dobre dla ich sąsiada.Taka już wada demokracji - obniżając podatki też decydujesz za sąsiada, przed tym nie uciekniesz. Może on chce płacić więcej bo jego syn jest bezrobotny a żona na rencie?  > >Liczą się tylko obecne> Niby dlaczego?yyyy.. bo świat trochę się przez 50 lat zmienił? > >Pozostałe to enklawy.> I w czym Ci to przeszkadza?W tym, że nie da się wprowadzić prawa Luksemburga w Polsce, nie fantazjujmy. > Socjal jest i tu i tu, nie pleć bzdur.To ty podawałeś USA jako bliskie ideału, zdecyduj się.. mnie tam wszystko jedno. > >No więc jak to jest, socjal to większe wydatki, czy mniejsze?> Większe - bo oprócz samej usługi, opłacasz pośrednictwo.W systemie komercyjnym też opłacasz - zyski prezesów, których nie opłacasz w systemie państwowym, państwo nie dorabia się na obywatelach-klientach. W istocie system państwowy może być tańszy i bardziej wydajny - a nie jest raczej z przyczyn psychologicznych i historycznych niż logicznych. Korporacja musi rosnąć a więc zarabiać w jednym kraju i wydawać w innym, a więc musisz płacić więcej niż wynika z wartości samej usługi. Niewydajność aparatu państwowego nie jest więc zjawiskiem koniecznym, tylko przygodnym. Nie mówię, że można to naprawić, ale pozbądźmy się złudzeń, że korporacje są z natury wydajniejsze. |
| Lucyferus (588 punktów) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą | > Przecież nie w tym rzecz, tylko w tym co zrobić z kimś kto po prostu nie ma pracy chociaż chce.Zdecyduj się - albo mówisz o kosztach, albo o tym "co zrobić" z takim człowiekiem. > Ty nie chcesz mu niczego dać, dlatego sprawdzam czy policzyłeś wszystkie koszty takiego rozwiązania.Chętnie posłucham, o ileż to większe koszta są w tym wypadku. > Dla mnie modelowy przykład to człowiek który po prostu nie może znaleźć pracy a nie ktoś, kto nie chce.A rozdając pieniądze w zasiłkach sprawiasz, że coraz więcej osób nie chce bo woli dostać za leżenie do góry brzuchem niewiele mniej lub tyle samo co za ciężką pracę. > Taka już wada demokracji - obniżając podatki też decydujesz za sąsiada, przed tym nie uciekniesz. Może on chce płacić więcej bo jego syn jest bezrobotny a żona na rencie?Obniżając podatki za nikogo nie decyduje, bo zostawiam więcej pieniędzy w jego kieszeni. On może z nimi zrobić co chce, nawet dofinansować państwo, jeśli ma taki kaprys. > yyyy.. bo świat trochę się przez 50 lat zmienił?yyyy.. prawa ekonomi też? > W tym, że nie da się wprowadzić prawa Luksemburga w Polsce, nie fantazjujmy.Nie da, bo większość ludzi łapie się na ściemę polityków. My natomiast rozmawiamy o tym co lepsze a nie o tym co się większości wydaje. > To ty podawałeś USA jako bliskie ideału, zdecyduj się.. mnie tam wszystko jedno.Podawałem przykład USA kiedyś, więc nie mieszaj. > W systemie komercyjnym też opłacasz - zyski prezesów, których nie opłacasz w systemie państwowym, państwo nie dorabia się na obywatelach-klientach. W istocie system państwowy może być tańszy i bardziej wydajny - a nie jest raczej z przyczyn psychologicznych i historycznych niż logicznych. Korporacja musi rosnąć a więc zarabiać w jednym kraju i wydawać w innym, a więc musisz płacić więcej niż wynika z wartości samej usługi. Niewydajność aparatu państwowego nie jest więc zjawiskiem koniecznym, tylko przygodnym. Nie mówię, że można to naprawić, ale pozbądźmy się złudzeń, że korporacje są z natury wydajniejsze.Im większa firma tym bardziej przypomina przedsiębiorstwo państwowe. Nikt Ci nie każe korzystać z usług korporacji - większość dóbr można nabyć u małych przedsiębiorców gdzie nie masz osobnego narzutu dla prezesów i wykonawców. Natomiast tych, których w ten sposób nabyć nie można - nie można właśnie dlatego, że korporacje robią to taniej (lub również bardzo często dlatego, że w danej branży obciążenia podatkowe / 'papierowo-licencyjne' są dla małych firm zbyt duże / zbyt trudne do przejścia) |
#260 1 na 1 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą | > >Łyżki i widelce nie. Ale powszechne szkolnictwo jednak tak, po części przynajmniej.> Po części, to i Marks był rabinem. A Stalin księdzem, ale cóż z tego? > >>Nikomu - każdemu bezpłatne, podstawowe wykształcenie i możliwość dalszej nauki promowana stypendiami dla zdolnych - nie każdy musi być za darmo kształcony jeśli ambicji lub zdolności wystarcza mu do łopaty.> >Z grubsza to właśnie postuluję.> A mnie się wydawało, że chcesz rozdawać cudze dobra dla święt..., społecznego spokoju.Społeczny spokój sprzyja mnożeniu dóbr, więc zapewnienie go jest też rodzajem długofalowej inwestycji. Ale redystrybucja ma jeszcze inny ekonomiczny sens, o czym za chwilę. > Nie jest realistycznym rozwiązanie oparte na iluzorycznej, bo tylko ideologicznie-werbalnej równości potencjałów wszystkich członków stada,Chodzi o bardzo konkretną równość wobec państwowego prawa stanowionego, która jest najmniejszym możliwym do zaakceptowania przez wszystkich wspólnym mianownikiem zapobiegajacym wojnom domowym. Pisałem już o tym. > indywidualne różnice są, uważam, genezą tworzenia stad:Akurat! Po pierwsze należy odróżnić "stado" od "społeczeństwa". Ławica śledzi jest niewątpliwie stadem, a nie ma żadnej wewnetrznej struktury opartej na zróżnicowaniu. Orangutany za to są zróżnicowane ( istnieją u nich dwa różne rodzaje samców o odmiennym behawiorze ) ale nijak nie skłania ich to do tworzenia stad, o społeczeństwach nie mówiąc. Różnie to w przyrodzie bywa. > jeden ma lepszy słuch, drugi potrafi rozpalić ogień a trzeci szybciej biega, że nie wspomnę o wodzu, mającym zdolności skorelowania ich walorów i z tego tytułu mającym największe profity - właśnie to w ogólnym zarysie gadam od początku - to wynika z instynktu przetrwania.Spójrz na Polskę dziś i w historii i odpowiedz na pytanie, jak wysoka pozycja u władzy faktycznie ma się do zdolności skutecznego sterowania społeczeństwem a zwłaszcza do instyktu przetrwania. > Rozdawnictwo cudzych dóbr tylko jako pretekst do zapewnienia sobie wyborców,Nie tylko, o czym już sporo pisałem. > powoduje degenerację instynktownie naturalnej dążności do zapewnienia sobie pozycji w stadzie dzięki "jakimś" przymiotom,Uparcie twierdzisz, że wysoka pozycja w ludzkim stadzie jest nagrodą za osobiste przymioty. Obejrzyj sobie jakiego arcybiskupa, czy innego posła. > Będę nudny, ale "Twój" socjalizm jest tak samo wbrew naturze, jak okładka "Strażnicy":Też będę nudny: prawie wszystko w ludzkim życiu jest wbrew naturze: ogień, buty, samolot... . > >Trudno przeczyć, ale do kwestii ubrania, noszonego już wcześniej - ma się to nijak.> A jak ma się do Twojego zdania, że Ochrona przed zimnem jest wtórną funkcją ubrania, która pojawiła się dopiero po przenosinach w chłodniejsze klimaty...?Ni cholery nie widzę sprzeczności żadnej... . > Nie zapominaj, że kler w Polsce ma swoją (taką a nie inną) pozycję m/innymi właśnie z powodu hipokryzji właściwej dla socjalizmu.Nie zapominam, ale i nie zapominam o tym, że zasadnicze zręby swej pozycji stworzył znacznie wcześniej. > więc moje pytanie: "A tygrys wyewoluował po to, by gnębić biedne antylopy?" jest ironiczną metaforą spiskowej teorii dziejów, jakiej doczytałem się w podtekście.Spisku w sensie "złośliwości" rzecz jasna tu nie ma, ale jest pewna dynamika zachowań, prowadząca w ostateczności bądź do zdławienia społecznej energii, bądź do społecznej eksplozji. W największym skrócie - gdy zdobędziesz majątek/pozycję zaczniesz dbać o przekazanie go rodzinie ( potomstwu ) lub korporacji ( kościółowi ). Spadkobiercy będą dbać o utrzymanie przewagi jak najmniejszym kosztem tj. przez jej instytucjonalizację/mitologizację ( przywileje stanowe, instytucja szlachectwa, rasizm, świętość kościoła etc. ) - bo jasne, że lepiej niż od nowa w każdym pokoleniu rywalizować z rzeszą ambitnych aspirantów, jest odebrać im w ogóle możliwość włączenia się do rywalizacji. Po kilku pokoleniach nieuchronnie uzyskasz dyktaturę gnuśnych bęcwałów ( polska szlachta, francuska arystokracja, kler katolicki, chińscy mandaryni itd.,itp. ), która całe życie społeczne przekształci bądź w zatęchłe bajoro, bądź w eksplodujący kocioł. Głównej zalety redystrybucji upatruję w tym, że zapobiega ona tworzeniu sie tego rodzaju zatorów, na nowo tasując i rozdając karty. Pozdrawiam. |
#261 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą | > A Stalin księdzem, ale cóż z tego? To żaden argument - szkolnictwo i bez socjalizmu się rozwijało, a kraje postsowieckie nie są czołówką w tym procesie. > Społeczny spokój sprzyja mnożeniu dóbr, więc zapewnienie go jest też rodzajem długofalowej inwestycji. Społeczny spokój za cenę pogwałcenia podstawowych praw natury (własność "silniejszego") jest nie do utrzymania. > Chodzi o bardzo konkretną równość wobec państwowego prawa stanowionego, która jest najmniejszym możliwym do zaakceptowania przez wszystkich wspólnym mianownikiem zapobiegajacym wojnom domowym. Pisałem już o tym. Proszę: Konstytucja RP. Art. 32. 1.Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.> Po pierwsze należy odróżnić "stado" od "społeczeństwa". Ławica śledzi jest niewątpliwie stadem, a nie ma żadnej wewnetrznej struktury opartej na zróżnicowaniu. Jasne, dlatego nie mówimy o socjalizmie oceanicznym, tylko utopijnym.  Bo sama ilość osobników w ławicy i ich sposób przemieszczania się do jej środka jest organizacją obronną. > Orangutany za to są zróżnicowane [...] ale nijak nie skłania ich to do tworzenia stad, o społeczeństwach nie mówiąc. Różnie to w przyrodzie bywa. Właśnie, różnie, więc rozmawiamy o homo sapiens i jego instynktach, a nie instynkcie małpim. > Spójrz na Polskę dziś i w historii i odpowiedz na pytanie, jak wysoka pozycja u władzy faktycznie ma się do zdolności skutecznego sterowania społeczeństwem a zwłaszcza do instyktu przetrwania. A co ma instynkt przetrwania wspólnego ze zdolnością kierowania społeczeństwem? Instynkt ewolucyjnie służy jednemu osobnikowi, a nie przypadkowemu ich zbiorowi. Jeśli Kaczor nie jest świetnym przykładem instynktu przetrwania, to ja lepszego nie znam. Słowianie są ogólnie przykładem, że w pewnych typach mentalności łatwiej przychodzi zrzeszanie się w metafizycznych celach, niż "praktycznych" w moim rozumieniu. > Uparcie twierdzisz, że wysoka pozycja w ludzkim stadzie jest nagrodą za osobiste przymioty. Obejrzyj sobie jakiego arcybiskupa, czy innego posła. Nie twierdzę, że nagrodą i, że musi być, ale jest, i może być osobistych przymiotów implikacją, inaczej jest "skonsumowana" w drugim pokoleniu. > Będę nudny, ale "Twój" socjalizm jest tak samo wbrew naturze, jak okładka "Strażnicy":> Też będę nudny: prawie wszystko w ludzkim życiu jest wbrew naturze: ogień, buty, samolot... . Różnimy się w pojmowaniu "natury" - człowiek z racji wykształconego mózgu ma inne pomysły na realizowanie instynktów, niż rybka czy szympans. Dla śledzia pływanie w butach byłoby kłopotliwe, ale człowiekowi służą do ochrony stóp przed skaleczeniem; szympansowi przy klawiaturze komputera też daję mało szans na napisanie dużo mądrzejszego niż mój, posta... ups.  A i za sterami Boeinga mało ma szans na przeżycie, nawet po długim szkoleniu. Chyba, że zepsuty Boeing nie wystartuje. > Ni cholery nie widzę sprzeczności żadnej... . Sprzeczność jest taka, że najpierw piszesz o wtórności funkcji odzienia z racji przenosin w zimniejsze rejony, a następnie, że ubrania noszono wcześniej, przed emigracją. > Nie zapominam, ale i nie zapominam o tym, że zasadnicze zręby swej pozycji (kler, d. mój) stworzył znacznie wcześniej. Bo znacznie wcześniej wykazał się skutecznością w manipulacji. Religia żeruje też na podstawowych instynktach człowieka - instynkcie przetrwania w swoich obietnicach wieczności. > więc moje pytanie: "A tygrys wyewoluował po to, by gnębić biedne antylopy?" jest ironiczną metaforą spiskowej teorii dziejów, jakiej doczytałem się w podtekście.> Po kilku pokoleniach nieuchronnie uzyskasz dyktaturę gnuśnych bęcwałów ( polska szlachta, francuska arystokracja, kler katolicki, chińscy mandaryni itd.,itp. ), która całe życie społeczne przekształci bądź w zatęchłe bajoro, bądź w eksplodujący kocioł. A homosovieticusów uzyskuje się w jednym pokoleniu, by już w trzech następnych mieli kłopoty z powrotem do zwykłego funkcjonowania w systemie innym, niż rozdawnictwo. Już kolejny raz piszę, że porównywanie rzeczywistości średnio czy (nawet) dziewiętnastowiecznej, ze współczesnością, charakteryzującą się błyskawicznym obiegiem informacji oraz zupełnie inną mentalnością ludzi... jest co najmniej nietrafne. Równie spektakularne, jak "dobre" będą przykłady z kultury aborygenów. > Głównej zalety redystrybucji upatruję w tym, że zapobiega ona tworzeniu sie tego rodzaju zatorów, na nowo tasując i rozdając karty. By wybuchnąć z powodu pauperyzacji społeczeństwa spowodowanej ogólnym zubożeniem z powodu ustrojowego braku motywacji do pracy. Bo socjalizm nie jest zły z powodu brzydkiej nazwy, ale dlatego, że powoduje gwałtowny wzrost postaw roszczeniowych właśnie z powodów, dla jakich widzisz w nim zalety: wiara, że bogatsza część społeczeństwa kupi sobie społeczny spokój u biedniejszych (w domyśle: mniej zaradnych). Jeszcze większym jego zagrożeniem jest wybitna agresywność i szybkość uznawania takiego stanu świadomości (należy mi się, bo jestem) za stan normy i powszechnie uznawanej postawy życiowej. Jeszcze dzisiaj obserwuję (na tym forum, wśród "racjonalistów" też) czasem zupełnie podświadomie werbalizowanie tęsknoty za czasami, kiedy to wszystko Państwo dawało obywatelom ZA DARMO, a jeśli nie dało, to się kombinowało, bo wszyscy tak robili. Od dłuższej "chwili" zauważam u siebie deficyt świeżych argumentów, a i Ty już tylko paralelami ze średniowieczem dyszysz...  Czy się mylę? Pozdrawiam. |
#262 3 na 3 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą | > szkolnictwo i bez socjalizmu się rozwijało, a kraje postsowieckie nie są czołówką w tym procesie.Dostęp do edukacji przez tysiąclecia miały tylko warstwy uprzywilejowane, zmieniło się to w epoce przemysłowej (robotnik musi umieć przeczytać instrukcję obsługi maszyny), ale dopiero ruchy socjalistyczne uczyniły z edukacji wartość samą w sobie. Faktem też pozostaje, że PRL, cokolwiek by o nim nie powiedzieć, znacznie skuteczniej sobie poradził z likwidacją analfabetyzmu niż II RP. > Społeczny spokój za cenę pogwałcenia podstawowych praw natury (własność "silniejszego") jest nie do utrzymania.Dzisiejsza - w znacznej mierze socjalistyczna - Europa jest bez porównania spokojniejsza od tych regionów świata, gdzie decyduje prawo silniejszego. > Bo sama ilość osobników w ławicy i ich sposób przemieszczania się do jej środka jest organizacją obronną.Uspołecznienie (w sensie: uzależnienie od życia grupowego) jest oczywiście stopniowalne, można się go dopatrzeć i w koloniach koralowców, które synchronizują swe cykle rozrodcze. Rozróżniamy jednak społeczeństwo w ściślejszym sensie, mające jakąś w miarę stałą wewnętrzną strukturę od prostego stada. > >Orangutany za to są zróżnicowane [...] ale nijak nie skłania ich to do tworzenia stad, o społeczeństwach nie mówiąc. Różnie to w przyrodzie bywa.> Właśnie, różnie, więc rozmawiamy o homo sapiens i jego instynktach, a nie instynkcie małpim.Instynkty homo sapiens tak bardzo od małpich się nie różnią. Nawet "popęd" do tworzenia kultury jest obecny już u szympansów. > A co ma instynkt przetrwania wspólnego ze zdolnością kierowania społeczeństwem? Instynkt ewolucyjnie służy jednemu osobnikowi, a nie przypadkowemu ich zbiorowi.OK, miałem na myśli metaforycznie pojęty "instynkt państwowy". Skądinąd jednak indywidualny instynkt przetrwania często służy przetrwaniu spokrewnionej grupy, kosztem pojedynczych osobników. Polityczne hasła mobilizacyjne nieprzypadkowo pełne są metaforyki rodzinnej (" Ojczyzna naszą matką, bo wszyscy Polacy to jedna rodzina, bracia i siostry, Ojciec Narodu - sam "naród" też zresztą sugeruje wspólne "rodzenie") - da się zatem pokazać przełożenie między naturalnym instynktem przetrwania a rywalizacją kulturowo skonstruowanych grup politycznych. > Jeśli Kaczor nie jest świetnym przykładem instynktu przetrwania, to ja lepszego nie znam.Jak dla mnie wprost przeciwnie - Kaczor jest przykładem faceta, który potrafi bezbłędnie zmarnować każdą szansę daną od losu. > Słowianie są ogólnie przykładem, że w pewnych typach mentalności łatwiej przychodzi zrzeszanie się w metafizycznych celach, niż "praktycznych" w moim rozumieniu.Dziś Czesi, Słowacy czy Słoweńcy, a i Polacy w wiekach XIV-XVI przeczą temu. Ogólnie zresztą unikam wyjasnień odwołujących się do specyfiki mentalności słowiańskiej, germańskiej, arabskiej czy jakiej tam jeszcze. > Nie twierdzę, że nagrodą i, że musi być, ale jest, i może być osobistych przymiotów implikacją, inaczej jest "skonsumowana" w drugim pokoleniu.By tego właśnie uniknąć "możni" zapobiegliwie konstruują poparte narzędziami przymusu i odpowiednią metafizyką mechanizmy komfortowego dziedziczenia pozycji społecznej. > Różnimy się w pojmowaniu "natury" - człowiek z racji wykształconego mózgu ma inne pomysły na realizowanie instynktów, niż rybka czy szympans."Naturą" człowieka jest tworzenie "kultury" - nie chcę się w tej chwili wgłębiać w różne wynikające z tego aporie i paradoksy, dość mam już tego w pracy (jestem antropologiem kulturowym). > Sprzeczność jest taka, że najpierw piszesz o wtórności funkcji odzienia z racji przenosin w zimniejsze rejony, a następnie, że ubrania noszono wcześniej, przed emigracją.Ubrania (w szerokim rozumieniu) zaczęto nosić jeszcze w ciepłym klimacie, prawdopodobnie głównie dla zaznaczenia statusu, tudzież odróżnienia się od innych grup, a dopiero po przenosinach w chłodniejsze rejony dodano im nową funkcję ochrony przed zimnem. > Bo (kler) znacznie wcześniej wykazał się skutecznością w manipulacji. Religia żeruje też na podstawowych instynktach człowieka - instynkcie przetrwania w swoich obietnicach wieczności.Innymi słowy: okazała się skutecznym ewolucyjnie pasożytem. > A homosovieticusów uzyskuje się w jednym pokoleniu, by już w trzech następnych mieli kłopoty z powrotem do zwykłego funkcjonowania w systemie innym, niż rozdawnictwo.Przykład Polski tego na szczęście raczej nie potwierdza. Zdaje mi się, że do uzależnienia od rozdawnictwa najskuteczniej wdrażają obozy uchodźców, będące z kolei efektem zaburzeń społecznych wywołanych drastycznymi nierównościami. > Już kolejny raz piszę, że porównywanie rzeczywistości średnio czy (nawet) dziewiętnastowiecznej, ze wspólczesnością, charakteryzującą się błyskawicznym obiegiem informacji oraz zupełnie inną mentalnością ludzi... jest co najmniej nietrafne. Równie spektakularne, jak "dobre" będą przykłady z kultury aborygenów.To może trochę skrzywienie zawodowe, ale dla mnie wszystkie ludzkie społeczeństwa istnieją synchronicznie, "naraz" i paleolit jest równie dobrym materiałem do analizy, jak świat postindustrialny. Wiele rzeczy wydaje się jednak uniwersalnych, dzięki czemu jest w ogóle możliwe analizowanie, porównywanie i uogólnianie. > zagrożeniem jest wybitna agresywność i szybkość uznawania takiego stanu świadomości (należy mi się, bo jestem) za stan normy i powszechnie uznawanej postawy życiowej.Taka postawa od zawsze była przecież normą wśród "możnych". Naturalne zdaje mi się, że "spływa" ona w dół wraz z emancypacją "ludu" i tegoż społecznym awansem. Swoją drogą - uznajemy przecież bez sporu, że wiele rzeczy (choćby wolność osobista) należy nam się, "bo jesteśmy" - a długo to przecież oczywiste wcale nie było. Zaryzykuję twierdzenie, że w warunkach rozwiniętej gospodarki stać nas już na to, by pewne zabezpieczenie przed skrajną nędzą dodać do katalogu rzeczy "należnych, bo jestem". CDN. |
big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą | > Od dłuższej "chwili" zauważam u siebie deficyt świeżych argumentów, a i Ty już tylko paralelami ze średniowieczem dyszysz... . Czy się mylę?Raczej się nie mylisz, ale to i prawidłowo - w końcu nie o to chodzi, by wyciągać coraz to nowego królika z kapelusza, a o to, by - choćby tylko dla własnego pożytku - udoskonalać argumenty podstawowe. By jednak wstrzyknąć nieco świeżej krwi do dyskusji, sprecyzuj może swój "program pozytywny". Jeśli nie socjalizm, to co? W szczególności jak widzisz zapewnienie spokoju społecznego w warunkach formalnoprawnej równości przy jednoczesnym dużym rozwarstwieniu ekonomicznym? Pozdrawiam. |
#264 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą | > Dostęp do edukacji przez tysiąclecia miały tylko warstwy uprzywilejowane, zmieniło się to w epoce przemysłowej... Bo świat się zmienia bez względu na poglądy na ten temat - edukacja po prostu staniała. > ... ale dopiero ruchy socjalistyczne uczyniły z edukacji wartość samą w sobie. Dla mnie edukacja nie jest wartością samą w sobie - może być tylko środkiem do innego (lepszego?) życia i to wcale nie uniwersalnym. > Faktem też pozostaje, że PRL, cokolwiek by o nim nie powiedzieć, znacznie skuteczniej sobie poradził z likwidacją analfabetyzmu niż II RP. Gdyby PRL miał same klęski, to nie przetrwałby 10 lat. Na fali patriotycznego entuzjazmu (czyli zjednoczenia metafizycznego) dla odbudowy Polski, nastąpił wzrost prawie wszystkich wskaźników gospodarczo-społecznych po to, by finiszować nieuchronnym regresem, gdy się w praktyce okazało, że system generuje "zyski" globalne kosztem jednostek mających coraz mniejszą motywacją do pracy... bo z haseł zysk się nie bierze. > Dzisiejsza - w znacznej mierze socjalistyczna - Europa jest bez porównania spokojniejsza od tych regionów świata, gdzie decyduje prawo silniejszego. Tutaj polecam tekst Bożydara: Interwencjonizm ma tylko jedną zaletę, odwleka moment konfrontacji rosnących potrzeb mas z wydolnością producentów i moment osiągnięcia kolapsu.> Rozróżniamy jednak społeczeństwo w ściślejszym sensie, mające jakąś w miarę stałą wewnętrzną strukturę od prostego stada. Jedyną stałą strukturą społeczną, na przestrzeni Twoich ulubionych wieków  , jawi mi się rodzina - reszta jest tylko mniej lub bardziej udanymi, ale za to licznymi próbami zorganizowania tychże, vide ilość reform terytorialnych w Polsce choćby. > Instynkty homo sapiens tak bardzo od małpich się nie różnią. Nawet "popęd" do tworzenia kultury jest obecny już u szympansów. Myślę, że człowiek społecznie różni się od małpy głównie tym, że potrafi bardziej świadomie i perspektywicznie kalkulować korzyści z postaci egoizmu, zwanej altruizmem zwrotnym, choć nadal milej jest mu (człowiekowi  ) to z hipokryzji nazywać: "dobrem ludzkości". Człowiek potrafi w większym stopniu zrezygnować z korzyści bezpośrednich z wszelkimi tego ryzyka konsekwencjami, ale na etap socjalistycznej sprawiedliwości społecznej jest (tu ukłon do Ciebie  ) za wcześnie, geny stawiają veto, zostawiając pole do popisu naszym wnukom. > Skądinąd jednak indywidualny instynkt przetrwania często służy przetrwaniu spokrewnionej grupy, kosztem pojedynczych osobników. To już lepiej brzmi, niż "instynkt państwowy", ale i tak bardziej mi pasuje "instynkt etniczny". Nie byłbym sobą, gdybym złośliwie nie wytknął w kontekście Twoich obiekcji co do moich paraleli stadnych i big_zydowego, śledziowego argumentu.  > Polityczne hasła mobilizacyjne nieprzypadkowo pełne są metaforyki rodzinnej... Jasne, dlatego stado krewniacze, następnie etniczne uważam za podstawowe, bo instynktownie spójne, a wymyślana koniunkturalnie reszta, czyli wszelkie izmy są tylko sztucznymi nowotworami, służącymi w dłuższej lub krótszej perspektywie zmieniającym się grupom wpływów, ale nie docelowo naturalnym krewniaczo grupom etnicznym. > ... da się zatem pokazać przełożenie między naturalnym instynktem przetrwania a rywalizacją kulturowo skonstruowanych grup politycznych. Słusznie, ale nie da się rywalizacji zastąpić przez nazwanie sztucznego zbioru choćby i najśliczniejszą, bo socjalistyczną nazwą, można ją tylko ustawowym przymusem zwyrodnić, bo i na zmianę genetycznej mentalności widocznie potrzeba więcej, niż sto lat. > Jak dla mnie wprost przeciwnie - Kaczor jest przykładem faceta, który potrafi bezbłędnie zmarnować każdą szansę daną od losu. Sugerujesz, że- gdyby nie marnował- byłby już Prezesem Galaktyki...?  > Ogólnie zresztą unikam wyjasnień odwołujących się do specyfiki mentalności słowiańskiej... Ok, choć coś takiego dostrzegam, ale może to powierzchowny stereotyp - nie miałem potrzeby nad tym rozmyślać. > By tego właśnie uniknąć "możni" zapobiegliwie konstruują poparte narzędziami przymusu i odpowiednią metafizyką mechanizmy komfortowego dziedziczenia pozycji społecznej. I to właśnie tłumaczy ewolucja, że osobniki najlepiej przystosowane rywalizują o miejsce w substadzie możnych, czyli tych, co przetrwają. > ... dość mam już tego w pracy (jestem antropologiem kulturowym). Nie nalegam, jakem dekarz. > Ubrania (w szerokim rozumieniu) zaczęto nosić jeszcze w ciepłym klimacie... Masz oczywistą słuszność - zapętliłem się utożsamiając ubranie z funkcją, jaką pełni. Przepraszam, bo nawet praca na gorącym, blaszanym dachu mnie nie tłumaczy.  > Bo (kler) znacznie wcześniej wykazał się skutecznością w manipulacji.> Innymi słowy: okazała się skutecznym ewolucyjnie pasożytem. Tak, jak socjalizm nieskutecznym.  > A homosovieticusów uzyskuje się w jednym pokoleniu, by już w trzech następnych...> Przykład Polski tego na szczęście raczej nie potwierdza. Być może wpadłem w rolę pesymisty koniunkturalnie, dla celów retorycznych, ale jako sceptyk uważam, że jeszcze za wcześnie na wnioski. > To może trochę skrzywienie zawodowe, ale dla mnie wszystkie ludzkie społeczeństwa istnieją synchronicznie, "naraz" i paleolit jest równie dobrym materiałem do analizy, jak świat postindustrialny. Czasami łapię się na błędnie sztucznym dzieleniu historii, lecz na szczęście tylko czasami.  > Wiele rzeczy wydaje się jednak uniwersalnych, dzięki czemu jest w ogóle możliwe analizowanie, porównywanie i uogólnianie. Zgadzam się, za takie, uniwersalne elementy uważam działania kierowane instynktami - chyba, że znasz bardziej fundamentalne czynniki? Cdn. |
#265 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą | > Swoją drogą - uznajemy przecież bez sporu, że wiele rzeczy (choćby wolność osobista) należy nam się, "bo jesteśmy" - a długo to przecież oczywiste wcale nie było. Masz rację. > Zaryzykuję twierdzenie, że w warunkach rozwiniętej gospodarki stać nas już na to, by pewne zabezpieczenie przed skrajną nędzą dodać do katalogu rzeczy "należnych, bo jestem". Więc ja zarykuję tezę, że są to rzeczy zupełnie różne, bo wolność osobista jest, jak sama nazwa wskazuje, rzeczą osobistą, uzyskaną i należną każdemu człowiekowi a posteriori z faktu urodzenia, i oczywistością tylko kulturowo uznaną przez resztę, a zapomoga czy inny socjal jest rzeczą, z którą się nie rodzisz, do otrzymania socjalu jest potrzebna zgoda innych, genetycznie egoistycznych osobników. Zgoda na rezygnację z owoców swego wysiłku, poniesionego w wyniku działania imperatywu instynktu przetrwania osobniczego. Wolność osobistą ma każdy osobnik, bo się urodził, natomiast zapomogę może dostać w wyniku umowy innych członków stada (nie ławicy, ups  ). Czyli socjalizm jest sztucznym promowaniem osobników słabszych, wbrew obiektywnym interesom silniejszych, ale wymuszanym na nich ustrojowym nakazem. W takim ujęciu każda zapomoga jest gwałtem na ewolucji i jej zaprzeczeniem, co od dłuższego czasu usiłuję Ci- bardzo niezgrabnie, przyznaję- przekazać. Miłego weekendu.  |
#266 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą | > ... choćby tylko dla własnego pożytku - udoskonalać argumenty podstawowe. Dzięki za troskę, bo pewnie gros korzyści jednak dostanie się mnie.  > By jednak wstrzyknąć nieco świeżej krwi do dyskusji, sprecyzuj może swój "program pozytywny". Nie jestem typem mającym sprecyzowane poglądy na cudze szczęście, że o receptach nie wspomnę - nie siliłem się nawet na takie próby, więc to mój debiut.  Jako dość skrajny, liberalny indywidualista ze szczególnie akcentowaną Niezależnością, mam tylko przemyślenia wynikające ze swego punktu siedzenia. Głównym punktem mojego sposobu na życie jest docieranie do genezy swoich zachowań, które dziwnym trafem ukazują się bardziej powszechnymi, niż by się indywidualiście chciało.  Różnica jest tylko w osobniczym sposobie percepcji tych, instynktownych zachowań - ja chcę je zrozumieć po to, by móc ew. modyfikować dla swojego komfortu. Bez poznania przyczyn zachowania trudnym, lub wręcz niemożliwym jest je sensownie zmienić, czy przestać mieć resztki kulturowego poczucia winy z niezmiennych - bo w przyrodzie wina nie istnieje, są tylko przyczyny i skutki. > Jeśli nie socjalizm, to co? Już gdzieś pisałem, że w postępującej i raczej nieuniknionej globalizacji przyszłość widzę- pozornie paradoksalnie- w polaryzacji na mniejsze grupy społeczne niż państwo, bardziej jako luźne zrzeszenia środowiskowo małych grup etniczno-krewniaczych w ramach unii terytorialnych pod egidą Unii Światowej. System gospodarczy inny niż: umiarkowanie agresywny, czyli najbardziej zgodny z instynktami, liberalny, lecz złagodzony miksem z regulowanym: własność prywatna i zdecentralizowane decyzje + samorządowy z częściową własnością grupową... nie przychodzi mi do głowy i nie uważam za optymalny, dopóki nie zmienią się uwarunkowania genetyczne homo sapiens. Alternatywą jest wynalezienie innych technologii zapewniających powszechny dostęp do relatywnie "nieograniczonych" dóbr, ale też dostrzegam bariery genetyczne w ich dystrybucji, choć już odwrotnie proporcjonalne do ich ilości. > W szczególności jak widzisz zapewnienie spokoju społecznego w warunkach formalnoprawnej równości przy jednoczesnym dużym rozwarstwieniu ekonomicznym? Po pierwsze: do takich rozważań należałoby sprecyzować pojęcie "spokoju społecznego", bo granica tegoż wcale nie jest taka oczywista - co dla jednego jest zwykłą manifestacją z żądaniami, dla drugiego jest już niepokojem społecznym.  Po drugie uważam, że standardowo postrzegany spokój społeczny jest niemożliwy do osiągnięcia u ludzi, ani w przyrodzie ogólnie, bo natura to przemiana energii kosztem materii, a ludzie są tej natury elementem i u nich zdobywanie materii do tej metamorfozy ma najbardziej spektakularny przebieg.  Uważam, że spokój społeczny rozumiany jako względna równowaga interesów grup wpływów przy pomocy realizacji drugiej części hasełka:"... każdemu według potrzeb" jest (na razie) utopią ze względu na konflikt z instynktami homo sapiens, oraz deficyt dóbr w stosunku do (na pewno) eskalujących potrzeb. Myślę, że, by to nastąpiło, powinna nastąpić zmiana podświadomości genetycznej z wybitnie egoistycznej na bardziej świadomie altruistyczno-odwzajemnione myślenie en masse, co na swoim, skromnym przykładzie, wcale za utopię nie uważam. I tutaj dochodzę do mojej percepcji rzeczywistości poprzez poznawanie genezy zachowań w celu ich zmiany - zdziwisz się, ale jakaś forma socjalizmu tak, choć w bardzo dalekiej perspektywie ewolucyjnej i przy intensywnej- powszechnej i nastawionej na budowanie egoistycznie zdrowej samodzielności bez hipokryzji- edukacji. Edycja. I tu pojawia się motyw winy w psyche ludzi, nazwanych umownie możnymi. Otóż uważam, że możni mają podświadome poczucie winy z faktu bycia w lepszej sytuacji, na którym to poczuciu głównie bazują socjaliści. Jest to błąd kardynalny, bo jeśli jest wina, to są ofiary i następstwem musi być kara, a ludzie nie lubią być karani. Dlatego socjalizm jest postrzegany, jako system za karę, więc przyjazny i opłacalny tylko dla ofiar. Możni myślą tylko o zmniejszeniu kary, lub przedterminowym zwolnieniu.  Od Ciebie pierwszy raz usłyszałem, że ten system może się opłacać możnym, jako (w domyśle) profit w egoizmie zwrotnym. Do tej pory słyszałem argumenty: bo się coś komuś należy, a w przyrodzie się nic nie należy, może się tylko opłacać, ale co w przyrodzie naturalne, to kultura deprecjonuje, jako polit-niepoprawne. Reasumując: socjalizm jest fajnym systemem i realnym do wprowadzenia, ale pod warunkiem (między innymi) zmiany postrzegania rzeczywistości przez większość - wyrzucenie z podświadomości winy i kary, i zastąpienie ich właściwymi i naturalnymi: przyczyną i skutkiem. Bo socjalizm jest śliczną utopią, ale człowiekowi na razie bliżej do małpy, niż do raju.  Miłego weekendu.  P.S. Jeśli coś udało mi się przekazać tym chaosem, to będę ukontentowany.  . |
#267 2 na 4 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą | Odpowiadam z poślizgiem poważnym, nie z lenistwa czy roztargnienia wynikającym, ale z konieczności solidniejszego namysłu, na który zwykle zdobywam się powoli i z trudem...  > Dzięki za troskę, bo pewnie gros korzyści jednak dostanie się mnie. A to już będzie, jak Bóg zdarzy...  . > Nie jestem typem mającym sprecyzowane poglądy na cudze szczęście, że o receptach nie wspomnę -Takoż i ja - między innymi dlatego konsekwentnie opowiadam się za maksimum wolności do definiowania własnego szczęścia dla każdego, co zdejmuje ze mnie problem zastanawiania się, jak komu szczegółowo dogodzić. Pozostawiwszy troskę o osobiste szczęście jednostkom, nie jestem w stanie jednak uciec od pytania o sensowne uzgodnienie ładu publicznego. Sądzę, że wśród różnych, często będących w konflikcie wartości, między którymi trzeba wybierać przy tegoż ładu kształtowaniu, ostatecznie wybrać należy stabilność i przewidywalność. będące warunkiem koniecznym sensownego zastanawiania się - co dalej? > Głównym punktem mojego sposobu na życie jest docieranie do genezy swoich zachowań, które dziwnym trafem ukazują się bardziej powszechnymi, niż by się indywidualiście chciało.  > Różnica jest tylko w osobniczym sposobie percepcji tych, instynktownych zachowań - ja chcę je zrozumieć po to, by móc ew. modyfikować dla swojego komfortu. Bez poznania przyczyn zachowania trudnym, lub wręcz niemożliwym jest je sensownie zmienić, czy przestać mieć resztki kulturowego poczucia winy z niezmiennych - bo w przyrodzie wina nie istnieje, są tylko przyczyny i skutki.Przyklasnę  . > Już gdzieś pisałem, że w postępującej i raczej nieuniknionej globalizacji przyszłość widzę- pozornie paradoksalnie- w polaryzacji na mniejsze grupy społeczne niż państwo, bardziej jako luźne zrzeszenia środowiskowo małych grup etniczno-krewniaczych w ramach unii terytorialnych pod egidą Unii Światowej.Zgodzę się, pomijając etniczność-krewniaczość; myślę, że inne kryteria będą decydować. > System gospodarczy inny niż: umiarkowanie agresywny, czyli najbardziej zgodny z instynktami, liberalny, lecz złagodzony miksem z regulowanym: własność prywatna i zdecentralizowane decyzje + samorządowy z częściową własnością grupową... nie przychodzi mi do głowy i nie uważam za optymalny, dopóki nie zmienią się uwarunkowania genetyczne homo sapiens.Na zmianę uwarunkowań genetycznych nie ma czasu, problem jest już, więc jednak socjalizm, rozumiany jako nieprzesadne zdzieranie z bogatych, by inwestować w "rusztowanie" (edukacja, służba zdrowia, opieka społeczna etc.) na którym może narastać "zdrowa" tkanka społeczna. > Alternatywą jest wynalezienie innych technologii zapewniających powszechny dostęp do relatywnie "nieograniczonych" dóbr, ale też dostrzegam bariery genetyczne w ich dystrybucji, choć już odwrotnie proporcjonalne do ich ilości.Będą technologie - będzie inna sytuacja. Wtedy się zobaczy. > Po pierwsze: do takich rozważań należałoby sprecyzować pojęcie "spokoju społecznego", bo granica tegoż wcale nie jest taka oczywista - co dla jednego jest zwykłą manifestacją z żądaniami, dla drugiego jest już niepokojem społecznym.To prawda, jednak akurat tutaj proponuję zdać się na zdroworozsądkowe poczucie bezpieczeństwa jednostek, nie dzieląc już włosa na czworo. > Uważam, że spokój społeczny rozumiany jako względna równowaga interesów grup wpływów przy pomocy realizacji drugiej części hasełka:"... każdemu według potrzeb" jest (na razie) utopią ze względu na konflikt z instynktami homo sapiens, oraz deficyt dóbr w stosunku do (na pewno) eskalujących potrzeb.Bo ja wiem, czy te potrzeby muszą tak w nieskończoność eskalować? Mam wątpliwości. > Myślę, że, by to nastąpiło, powinna nastąpić zmiana podświadomości genetycznej z wybitnie egoistycznej na bardziej świadomie altruistyczno-odwzajemnione myślenie en masse, co na swoim, skromnym przykładzie, wcale za utopię nie uważam.Myślę, że coś w tym stylu (choć na poziomie kulturowym zaledwie, nie genetycznym) stopniowo na świecie się dokonuje. > I tutaj dochodzę do mojej percepcji rzeczywistości poprzez poznawanie genezy zachowań w celu ich zmiany - zdziwisz się, ale jakaś forma socjalizmu tak, choć w bardzo dalekiej perspektywie ewolucyjnej i przy intensywnej- powszechnej i nastawionej na budowanie egoistycznie zdrowej samodzielności bez hipokryzji- edukacji.Znowu: na ewolucję się nie doczekamy, ale zmiana modelu edukacji jest (teoretycznie) do szybkiego wykonania. > I tu pojawia się motyw winy w psyche ludzi, nazwanych umownie możnymi.> Otóż uważam, że możni mają podświadome poczucie winy z faktu bycia w lepszej sytuacji, na którym to poczuciu głównie bazują socjaliści. Jest to błąd kardynalny, bo jeśli jest wina, to są ofiary i następstwem musi być kara, a ludzie nie lubią być karani.Zgoda, ale owo poczucie "winy" nie jest zjawiskiem psychologicznie nieuchronnym, a produktem konkretnego kulturowego dziedzictwa tj. bliskowschodnich monoteizmów. Też jest (teoretycznie) do usunięcia. > Od Ciebie pierwszy raz usłyszałem, że ten system może się opłacać możnym, jako (w domyśle) profit w egoizmie zwrotnym.> Do tej pory słyszałem argumenty: bo się coś komuś należy, a w przyrodzie się nic nie należy, może się tylko opłacać, ale co w przyrodzie naturalne, to kultura deprecjonuje, jako polit-niepoprawne.Unikam argumentów "duszoszczipatielnych", z wielu powodów. > Reasumując: socjalizm jest fajnym systemem i realnym do wprowadzenia, ale pod warunkiem (między innymi) (...)wyrzucenia z podświadomości winy i kary, i zastąpienia ich właściwymi i naturalnymi: przyczyną i skutkiem.> człowiekowi na razie bliżej do małpyŚwiadomość "małpizmu" jako punkt startu, winę i karę pozostawiając do zabawy monoteistom w rezerwatach (daj Boże co prędzej) > Jeśli coś udało mi się przekazać tym chaosem, to będę ukontentowany.  Bądź!  |
#268 5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą |
> świat się zmienia bez względu na poglądy na ten temat - edukacja po prostu staniała.> > dopiero ruchy socjalistyczne uczyniły z edukacji wartość samą w sobie.> Dla mnie edukacja nie jest wartością samą w sobie - może być tylko środkiem do innego (lepszego?) życia i to wcale nie uniwersalnym.Edukacja=emancypacja, koszty są trzeciorzędne - wszystko zależy od priorytetów władzy. Istotę rzeczy uchwycił poseł do parlamentu galicyjskiego Paweł Popiel w debacie nt. poprawy stanu oświaty, w roku 1887: "przymus szkolny to potworność. Ustawa, która ustawowo zmusza człowieka do kształcenia się, prowadzi do socjalizmu. Szkoła powinna być wyznaniowa i ograniczona w nauce. Nauki przyrodnicze i literatura podkopują spokój ludności, wydzierają łaskę Boga i żywot wieczny. Nauczyciel duchowny będzie lepszy niż świecki. W seminariach nauczycielskich powinni kandydatów mniej uczyć. Kandydat z miernym uzdolnieniem będzie najlepszym nauczycielem".Ustawa - dodam - nie przeszła. > Gdyby PRL miał same klęski, to nie przetrwałby 10 lat.(...)Dyskusję o PRL-u proponuję przeprowadzić osobno, bo zbyt wielki to temat. > Tutaj polecam tekst Bożydara:> Interwencjonizm ma tylko jedną zaletę, odwleka moment konfrontacji rosnących potrzeb mas z wydolnością producentów i moment osiągnięcia kolapsu."Brak interwencjonizmu odwleka moment konfrontacji mnie z wydolnością systemu finansowego i moment osiągnięcia kolapsu." (Bernie Madoff)> Jedyną stałą strukturą społeczną, na przestrzeni Twoich ulubionych wieków , jawi mi się rodzinaZ tą rodziną jest dziwnie - w różnych czasach i miejscach ludzie co innego za rodzinę uważają. "Rodzina" jest w istocie kulturowym konstruktem, nie zaś naturalnym pokrewieństwem. > Myślę, że człowiek społecznie różni się od małpy głównie tym, że potrafi bardziej świadomie i perspektywicznie kalkulować korzyści z postaci egoizmu, zwanej altruizmem zwrotnym, choć nadal milej jest mu (człowiekowi ) to z hipokryzji nazywać: "dobrem ludzkości".Tak, ale to tylko różnica ilościowa, nie jakościowa - choć fakt, że duża. > Człowiek potrafi w większym stopniu zrezygnować z korzyści bezpośrednich z wszelkimi tego ryzyka konsekwencjami, ale na etap socjalistycznej sprawiedliwości społecznej za wcześnie, geny stawiają veto, zostawiając pole do popisu naszym wnukom.Nie upieram się, że socjalizm jest jakoś bardzo "sprawiedliwy". Starczy, że mądrze (tj. z uwzględnieniem "małpizmu") skonstruowany, może efektywnie osiągać założone cele (przede wszystkim - stabilność). Do czasów wnuków geny zmienić się nie zdążą, a problem jest już dziś. > To już lepiej brzmi, niż "instynkt państwowy", ale i tak bardziej mi pasuje "instynkt etniczny"."Etniczność" jest równie sztucznym tworem jak "państwowość". > Nie byłbym sobą, gdybym złośliwie nie wytknął w kontekście Twoich obiekcji co do moich paraleli stadnych i big_zydowego, śledziowego argumentu.  Śledzie są przecie koszerne! Chyba... . > stado krewniacze, następnie etniczne uważam za podstawowe, bo instynktownie spójne, a wymyślana koniunkturalnie reszta, czyli wszelkie izmy są tylko sztucznymi nowotworami, służącymi w dłuższej lub krótszej perspektywie zmieniającym się grupom wpływów, ale nie docelowo naturalnym krewniaczo grupom etnicznym.Od Kaina i Abla wiemy, że pokrewieństwo nie jest w polityce argumentem. Bez porównania ważniejszy jest interes, do którego ciepłą fikcję "pokrewieństwa" już tam zawsze się, kulturowo, dorobi... . > nie da się rywalizacji zastąpić przez nazwanie sztucznego zbioru choćby i najśliczniejszą (...) nazwą,No, właśnie da się. > >Kaczor jest przykładem faceta, który potrafi bezbłędnie zmarnować każdą szansę daną od losu.> Sugerujesz, że- gdyby nie marnował- byłby już Prezesem Galaktyki...?  Może choć zdołałby w życiu znależć ,niechby tylko jedną, prawdziwą dziewczynę, miast zastępczo onanizować się POLSKĄ. > I to właśnie tłumaczy ewolucja, że osobniki najlepiej przystosowane rywalizują o miejsce w substadzie możnych, czyli tych, co przetrwają.Bez "ludu", który też musi jakoś przetrwać , "możni" są logicznie nie do pomyślenia. > > Bo (kler) znacznie wcześniej wykazał się skutecznością w manipulacji.> >Innymi słowy: okazała się skutecznym ewolucyjnie pasożytem.> Tak, jak socjalizm nieskutecznym. Eee, no - jakoś trwa. Europa jest mniej lub więcej socjalistyczna. I prosperuje. > > A homosovieticusów uzyskuje się w jednym pokoleniu, by już w trzech następnych...> >Przykład Polski tego na szczęście raczej nie potwierdza.> jako sceptyk uważam, że jeszcze za wcześnie na wnioski.OK. Poczekajmy. > >Wiele rzeczy wydaje się jednak uniwersalnych, dzięki czemu jest w ogóle możliwe analizowanie, porównywanie i uogólnianie.> Zgadzam się, za takie, uniwersalne elementy uważam działania kierowane instynktami - chyba, że znasz bardziej fundamentalne czynniki?Problem w tym, że pojęcie "instynktu" jest wybitnie niejasne. Osobiście wolę już mówić o "naturze ludzkiej", choć to niewiele lepsze...  . Zostawiam sprawę psychologom ewolucyjnym - tu największych upatruję szans rozjaśnienia sprawy. CDN. |
#269 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą | > Jasne, dlatego stado krewniacze, następnie etniczne uważam za podstawowe, bo instynktownie spójne, a wymyślana koniunkturalnie reszta, czyli wszelkie izmy są tylko sztucznymi nowotworami, służącymi w dłuższej lub krótszej perspektywie zmieniającym się grupom wpływów, ale nie docelowo naturalnym krewniaczo grupom etnicznym.Nie do końca. Człowiek przejął hierarchię społeczną od szympansów, bo to szympansy były prawdopodobnie ostatnim punktem, w którym oddzieliliśmy się w stronę człowiekowatych. I w ten sposób przejęliśmy zachowania patry- lokalne i linearne, które właśnie na skutek izmów przekształciły się we współczesne nam formy rodzinne, na których lubisz się opierać. Nie są one więc w pełni pierwotne, bo w różnych częściach świata znajdziesz całe spektrum zachowań rodzinnych odbiegających od innych. |
#270 1 na 1 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Odp: Racjonalista nie może być socjalistą |
> Więc ja zarykuję tezę, że są to rzeczy zupełnie różne, bo wolność osobista jest, jak sama nazwa wskazuje, rzeczą osobistą, uzyskaną i należną każdemu człowiekowi a posteriori z faktu urodzenia,Rzecz w tym, że nie. Wolność osobista wynika z ustawy nadanej przez suwerena ( w Polsce: 1807 - Księstwo Warszawskie i zabór pruski, 1848 - Galicja, 1861 - Podlasie ). > i oczywistościąTylko teoretycznie - w gabinetowej filozofii. Praktyka przez tysiąclecia była inna. > tylko kulturowo uznaną przez resztę, a zapomoga czy inny socjal jest rzeczą, z którą się nie rodzisz, do otrzymania socjalu jest potrzebna zgoda innych, genetycznie egoistycznych osobników.Zapomoga pod tym względem niczym się od wolności osobistej nie różni - ta też musi być uznana przez posiadających moc egzekwowania swej woli osobników (np. Napoleona). > Zgoda na rezygnację z owoców swego wysiłku, poniesionego w wyniku działania imperatywu instynktu przetrwania osobniczego.Powątpiewam w związek między "wysiłkiem" a owocami - od zawsze najciężej pracują najbiedniejsi. > Wolność osobistą ma każdy osobnik, bo się urodził, natomiast zapomogę może dostać w wyniku umowy innych członków stada (nie ławicy, ups ).Patrz nieco wyżej. > Czyli socjalizm jest sztucznym promowaniem osobników słabszych, wbrew obiektywnym interesom silniejszych, ale wymuszanym na nich ustrojowym nakazem.Jeśli argumentować przez ewolucję - cóż bardziej naturalnego od koalicji wielu słabych przeciw jednemu silnemu? Nawet słonie chorują na choroby bakteryjne. > W takim ujęciu każda zapomoga jest gwałtem na ewolucji i jej zaprzeczeniemJest typowym w ewolucji przypadkiem, gdy koalicji słabszych udaje się zmusić silniejszych do płacenia haraczu. |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|