 |
Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-04-2015 18:21 | Andrzej Bogusławski (52277 punktów) | Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
4 na 4 | . Pan Klaio za kościelnymi ideologami pyta: chciałbym usłyszeć jaka jest ocena Autora [Mariusza Agnosiewicza] (...) anty-nietzscheańskiego eseju Kołakowskiego "Jezus ośmieszony", upatrujący klęskę w tym, w czym Autor wiąże nadzieje na nowy początek. Za Nietzschem widzi przyszłość w dekonstrukcji, która odsłoni zdrowy fundament, Kołakowski natomiast uważa, że nic się nie wyłoni, zostaną tylko ruiny. Przekonanie Autora to czysta wiara, której na racjonalista.pl do tej pory nie było. To Kołakowski ma jakieś przesłanki racjonalne - do niedawna wszystko co Nietzsche niszczy działało. Na rzecz Nietzschego nie przemawiają żadne pozytywne dowody, a jedynie więdnięcie poprzedniego porządku rzeczy.Kołakowski broni chrześcijaństwa nie jako Prawdy, a jako pożytecznego "porządku rzeczy". Nie jestem więc jego obrońcą, ale szukając Prawdy biorę pod uwagę różne kierunki - dlatego nie przesądzając rezultatu byłoby ciekawe skonfrontowanie przez M.Agnosiewicza swoich poglądów o Nietzschem z tym, co napisał L.K. Zaproponowany przez Pana [Andrzeja Bogusławskiego] tekst razi mnie szukaniem drugiego dna u L.K, ukrytych motywacji jego poglądów że to jakieś "polityczne" uwikłania każą mu uważać, co uważa. Ja mógłbym zarzucić autorowi, że nie szuka prawdy tylko broni swojej wiary w postępowy liberalizm, któremu solą w oku jest zwrot L.K. Takie metody prowadzą tylko do wzajemnego niezrozumienia, a czasem wrogości. Mędrzec powiedział: oczyść poglądy adwersarza z emocji, popraw błędy, które potrafisz poprawić i uzupełnij o te elementy, które ten pogląd wzmacniają i dopiero wtedy polemizuj. Tego o zaproponowanej krytyce L.K nie da się powiedzieć. Stawianie znaku zapytania przy nim jako filozofie jest bardzo "młodzieńcze". A co, jeżeli L.K. widzi dalej, już rozumie, że filozofia nie daje na wszystko odpowiedzi, że trzeba ją przekroczyć? Brak respektu dla doświadczeń i porażek L.K. obniża wagę tekstu. Lepsza krytyka L.K. jest tu www.krytyk(*)zapiski-czlowieka-spod-podlogiAGATA BIELIK-ROBSON "Nie wstydzę się Jezusa", czyli Kołakowski spod podłogi Wbrew pozorom, ten niedokończony esej Leszka Kołakowskiego o Jezusie wcale nie zaskakuje. Tę samą strategię apologetyczną wobec chrześcijaństwa da się już wyczytać w jego poprzedniej książce poświęconej tematyce religijnej, której polski tytuł brzmiał Jeżeli Boga nie ma. Kołakowski, sam z temperamentu raczej sceptyk i pozytywistyczny racjonalista, broni wiary na sposób bliski Blaise'owi Pascalowi, religii instytucjonalnej natomiast na sposób bliski Josephowi de Maistre'owi. Wiara jest tym, co wyciąga jednostkę ze stanu rozumowych sprzeczności, dając jednoznaczne rozpoznanie dobra i zła. Religia zaś wspiera cywilizację, osadzając ją na mocnych etycznych fundamentach. Wedle Kołakowskiego nienaruszalność tej podstawowej orientacji moralnej, gwarantowana transcendentnym objawieniem, jest największym osiągnięciem myśli chrześcijańskiej, bez którego nie powstałaby kultura Zachodu; dlatego też obrona chrześcijaństwa ma tu głównie charakter kulturalistyczny. Kołakowski obawia się, że tracąc te solidne podwaliny, cywilizacja zachodnia podcina swoje własne korzenie, rozpływając się w nijakości. Na sposób typowy dla swojej formacji, jaką należy nazwać neokonserwatywną, Kołakowski, idąc tropem jej założyciela, Leo Straussa, na głównego "szkodnika", od którego zaczyna się proces cywilizacyjnej autodestrukcji, desygnuje Nietzschego. Zdekonstruował on bowiem nienaruszalność objawienia, twierdząc, że wszelkie ideały i wartości tworzymy my sami, łącznie z wyobrażeniem boskiej transcendencji: "Nietzsche powiedział wszystko - i tym samym naprawdę położył koncepcyjny fundament pod nową cywilizację; tym fundamentem była otchłań" (s. 55). Warto zajrzeć też do Wyborczej: wyborcza.p(*)16861186,Jezus_osmieszony.htmlDoceniam udział ideologii judeochrześcijańskiej w cywilizacji europejskiej i nie chciałbym wcale się tego udziału pozbywać, ale mam duże wątpliwości co do konieczności jego znaczącego dalszego udziału. Podkreślam, że chodzi mi tylko o "konieczność", gdyż wcale nie uważam, że możliwe jest pozbycie się wpływów tej ideologii w możliwej do przewidzenia przyszłości: [Załącznik]Oczywiście warto się zastanawiać - tak nad przyszłością Unii, jak to np. Adam Krzemiński: www.polity(*),jeszcze-unia-nie-zginela.read oraz całego świata, jak to czynią inni myśliciele: www.racjonalista.pl/forum.php/s,661496Ale czy konieczną jest nam do tego religia i Chrystus, to ja już mam spore wątpliwości? PS. Nie jestem też wielkim zwolennikiem poglądów Nietzschego, choć poznać go warto. Tu głównie "Z genealogii moralności" i "Antychrysta". @@@ . | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 Dalej..#181 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | No to ja się na to nie załapię, skoro pojęcie prawdziwości nie ma tu znaczenia. Fałsze, kłamstwa i czyjeś urojenia mnie nie interesują. |
| Klopton (519 punktów) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | > No to ja się na to nie załapię, skoro pojęcie prawdziwości nie ma tu znaczenia. Fałsze, kłamstwa i czyjeś urojenia mnie nie interesują.> Wyobraź sobie, że nie wiesz wszystkiego, albo że nie jesteś wszechwiedzący, podobnie jak i ja - czy to oznacza, że żyjesz w fałszu i kłamstwie? |
#183 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | > Wyobraź sobie, że nie wiesz wszystkiego, albo że nie jesteś wszechwiedzący, podobnie jak i ja - czy to oznacza, że żyjesz w fałszu i kłamstwie?Nie, ale nie wymyślam sobie spoiwa, byleby pięknie spajało, ale najpierw konfrontuję to z rzeczywistością. Musi się jej jakoś trzymać, a najlepiej dobrze, bo inaczej moja głowa po prostu to odrzuci. Jakieś tam hipotezy czy podejrzenia mogą to podpierać, ale nie mogą one być ni z gruchy ni z pietruchy, ani dominujące. Najpierw coś dobrze potwierdzonego i sprawdzalnego, a później dopiero ewentualnie spoiwo. Nigdy odwrotnie. Tak mam i amen. |
#184 1 na 1 | Klopton (519 punktów) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | > >Wyobraź sobie, że nie wiesz wszystkiego, albo że nie jesteś wszechwiedzący, podobnie jak i ja - czy to oznacza, że żyjesz w fałszu i kłamstwie?> Nie, ale nie wymyślam sobie spoiwa, byleby pięknie spajało, ale najpierw konfrontuję to z rzeczywistością. Musi się jej jakoś trzymać, a najlepiej dobrze, bo inaczej moja głowa po prostu to odrzuci. Jakieś tam hipotezy czy podejrzenia mogą to podpierać, ale nie mogą one być ni z gruchy ni z pietruchy, ani dominujące. Najpierw coś dobrze potwierdzonego i sprawdzalnego, a później dopiero ewentualnie spoiwo. Nigdy odwrotnie. Tak mam i amen.Wszyscy tak robią od zawsze ale nikt w pełni i do końca. Jakbyś tak szczerze i zawsze tylko w ten sposób postępował, to byś się nigdy nie zakochał. Nie trzymasz się rzeczywistości aby jutro móc się trzymać rzeczywistości dalej, robisz to tylko po to, aby dożyć dnia kiedy się przestaniesz jej trzymać i dasz się porwać przez miłość lub jej pochodne. Życie nie może być tylko naturalne, musi być też piękne. |
#185 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | Jak się pięknie zakochiwałem, to szybko się okazywało, że to bez sensu. Jak podszedłem do tej kwestii zdecydowanie bardziej na trzeźwo, to efekt był od razu zdecydowanie lepszy. Pozwalam sobie na różnorakie uniesienia, ale nie używam już do tego od dawna romantycznych i uniesionych terminów, bo dość dobrze wiem, co się we mnie wtedy dzieje i jak to działa. Nie koloryzuję. Dla mnie jest coś piękne głównie wtedy, kiedy jest poznane i zrozumiałe, a nie uszminkowane. |
#186 1 na 1 | Klopton (519 punktów) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | > Jak się pięknie zakochiwałem, to szybko się okazywało, że to bez sensu.Jak piękne zakochiwanie może być bez sensu? Zakochałeś się i było to piękne, co nie oznaczą że stałe i niezmienne, bo niezmienne to są tylko rzeczy martwe, kamienie, i to też z pozoru. Najpiękniejsze rzeczy są zawsze platoniczne. > Jak podszedłem do tej kwestii zdecydowanie bardziej na trzeźwo, to efekt był od razu zdecydowanie lepszy. Pozwalam sobie na różnorakie uniesienia, ale nie używam już do tego od dawna romantycznych i uniesionych terminów, bo dość dobrze wiem, co się we mnie wtedy dzieje i jak to działa. Nie koloryzuję. Dla mnie jest coś piękne głównie wtedy, kiedy jest poznane i zrozumiałe, a nie uszminkowane.A może najpierw trzeba coś uszminkować aby potem chcieć to poznać i zrozumieć? Aby czar prysł, musi pierwsze zaczarować. Bez tego wiedziałbyś wszystko od dawna i nie robił w życiu. |
#187 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | > Jak piękne zakochiwanie może być bez sensu? Zakochałeś się i było to piękne, co nie oznaczą że stałe i> niezmienne, bo niezmienne to są tylko rzeczy martwe, kamienie, i to też z pozoru. Najpiękniejsze rzeczy są zawsze platoniczne.Bo to nie było piękne, tylko "piękne". Naiwne i głupie. I efekty były takie, jakie były. Jeżeli dla Ciebie to coś pięknego, jak cię hormony zalewają, mózg ląduje w spodniach i bazujesz wyłącznie na emocjach, a rozum i rozsądek się wyłączają, to już rozumiem, dlaczego uważasz, że to dobra baza do zbudowania społecznego spoiwa. Powodzenia. Beze mnie. > A może najpierw trzeba coś uszminkować aby potem chcieć to poznać i zrozumieć? Aby czar prysł, musi pierwsze zaczarować. Bez tego wiedziałbyś wszystko od dawna i nie robił w życiu.A czy ja jestem nastolatkiem, żebym dostawał oczarowującego mnie zajoba? Jak mnie coś zainteresuje, to sprawdzam i tyle. Nie rzucam się jak mucha na lep, bo nie jestem dzieckiem. Ty naprawdę uważasz, że wymyślisz jakąś historię albo i narrację w ramach tej całej inżynierii społecznej i ludzie jak te jełopy się na to rzucą, bo będzie ich trzepało coś fajnego i miłego po mózgownicy? |
| Klopton (519 punktów) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | Jakbym uważał, że wymyślę coś co sprawi, że ludzie oszaleją na tym punkcie to bym się tym zajął a nie pisał po forach. Ja chce szukać takich ludzi, sam do nich nie należę. Piękne rzeczy nie powstają w wyniku pragmatycznej rozumowej analizy. Tak się nie tworzy arcydzieł. Kultura to nie poprawne wylewanie asfaltu, to sama cywilizacja bez kultury. Ta z kulturą daje ludziom piękno i inspirację jako rekompensatę za to, że się zniszczyło piękno natury i poprawnie wylało asfalt. Nie doceniasz roli iluzji, naiwności i czaru w kreowaniu rzeczywistości. Jak możesz dzielić uczucie zakochania na mądre i głupie? Tak to się analizuje w biznesie, nie zakochujesz się po to aby osiągać praktyczne, "mądre" cele życiowe. Partnera do spłodzenia potomstwa i robienia prania to możesz znaleźć nawet z ogłoszenia w gazecie. Chciałbyś oglądać film o bohaterze który postępuje roztropnie, mądrze i wszystko mu się udaje poprawnie? Bo mi się wydaje, że taka historia to się zaczyna dopiero w momencie pojawienia się napisów końcowych i jest tak nudna, że nikt jej już dalej nie puszcza. Spróbuj zrozumieć, że najmądrzejsze są kamienie. Nic nie muszą, nic nie czują, wszystko akceptują w cierpliwości i spokoju. Ja nie szukam i nie postuluje "mądrego" świata w tym sensie. |
#189 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | No to szukaj innego. Powodzenia. |
| Klopton (519 punktów) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | > No to szukaj innego. Powodzenia.> Wyjaśnię to poniżej bo tutaj nie ma miejsca. |
#191 1 na 1 | Klopton (519 punktów) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | Wyobraź sobie, że masz drzewo, ścinasz je i tworzysz z tego stół. Jeśli jednak na świecie miałaby zostać tylko jedna rzecz, to co byś wybrał, drzewo czy stół? Człowiek jest zwierzęciem rozumnym, tworzy cywilizacje po to aby się uporać z tą cechą, czyli z rozumem bo to rozum sprawił, że utracił on raj na ziemi, przestał cieszyć się samym drzewem, zaczął budować stoły licząc na to, że odzyska tą naturalną satysfakcje i szczęście. Cywilizacja jest więc niczym innym jak odbudową utraconego raju, jest samo-dążeniem do utopi. Rzecz w tym, że jest to iluzja którą sobie można uświadomić tylko wtedy jak się ją w pełni przeżyje, czyli jak się zbuduje tą Utopię, niszcząc całą planetę i tworząc wirtualny system, matrix który sprawi, że będziesz musiał szukać sposobów na podtrzymanie tej iluzji aby nie oszaleć. Mądry i idealny system to mają mrówki w mrowisku, wszystko tam jest zorganizowane i człowiek chce cywilizacją osiągnąć tą samą perfekcje organizacji życia, problem w tym że mrówką nie jest i oszalałby jakby sobie uświadomił, że właśnie tak żyje. Cywilizacja i kultura jest niczym innym jak budowaniem super iluzji, super kłamstwa, super matrixa bo życie jest warte życia tylko wtedy kiedy jest spontaniczne, głupie i nieprzewidywalne. Teraz, dlaczego cywilizacja zbudowana o chrześcijaństwo była zdrowsza od obecnej, która jest zbudowana o humanizm i rozum? Z tego samego powodu z którego Grecka i Rzymska była zdrowsza od chrześcijańskiej. Grecy i Rzymianie akceptowali wszystko takie jakie jest, nie chcieli poprawiać świata, szukali raju w teraźniejszości, czyli w wydobywaniu wszystkich swoich popędów na wyżyny. Chrześcijaństwo już wiele popędów zaczęło zwalczać tworząc tabu, więc potrzebowali przerysować i uwydatnić do przesady stronę metafizyczną, przenosząc raj na zaświaty. Od Renesansu, raj powraca z zaświatów na ziemię, problem tylko w tym, że za mocno się tej ziemi trzyma, twierdząc że nic więcej nie istnieje i tylko rozum układając każdy klocek poprawnie może odbudować raj utracony. Grecy byli i romantykami i realistami, średniowiecze było zbyt romantyczne ale za to piękne, współczesność zbyt realistyczna i piękna pozbawiana. Brak tutaj harmonii i wyczucia rytmu. Matrix jest nieunikniony, ja sobie nie robię nadziei na to, że ludzie dostrzegą przepaść w którą zmierzają, zresztą musiałbym być ponad naturą, ewolucją, Bogiem aby wiedzieć i ocenić przepaść jako coś tylko negatywnego, może tak właśnie cyklicznie ma trwać życie. Nie chce więc naprawiać, zbawiać, rozwiązywać problemów naszego świata. Chciałbym tylko odzyskać pierwiastek romantyczny w naszej rzeczywistości, budować kulturę na wzór Grecji i Rzymu, bo jak przepaść i matrix są nieuniknione, to lepiej zmierzać w tym kierunku z głową pełną marzeń, niż z realizmem stwierdzającym wyłącznie nieunikniony koniec wszystkiego. Ludzie więc żyją ciągle iluzjami, zakochują się, są naiwni i przesądni. Im szybciej im się to wybije z głowy, tym gorzej dla nas wszystkich. Ty także żyjesz iluzją mądrego, spokojnego i systematycznego pracowania które prowadzi do określonych celów. Rozejrzyj się dookoła, to są tylko epizody, w większości żywiołem dominującym jest chaos. |
#192 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | W łonie nowoczesności toczy się cicha wojna dwóch typów narracji. Mitu i jego odczarowania/wyjścia z niego. Dwie najlepsze lektury, które to opisują, to "Dialektyka Oświecenia" i "Ulisses". W tej pierwszej wojna tych narracji prowadzi do tego, że obie znoszą się nawzajem. Tutaj starcie prowadzi do totalnego odczarowania i człowiek nie wierzy już w żadną z tych narracji. Wzrusza ramionami, macha ręką na próby wywiedzenia z tychże jakichkolwiek budujących opowieści. Co prowadzi do odczarowanej kondycji ostatniego człowieka. U Joyce'a sprawy mają się tylko nieco lepiej, bo obie narracje zawierają kruchy rozejm. Harold może sobie zaszaleć (wyjście/odczarowanie) ale i tak wróci do Molly, która zawiaduje Mitem, codziennym, monotonnym, poukładanym w jakąś opowieść, koliskiem bytu. Oczywiście nie dochodzi tutaj do żadnego pojednania obu sposobów uczestnictwa, więc Haroldowi nie pozostaje nic innego, jak oscylować pomiędzy jednym a drugim, co w końcu odbiera powagę im obu, prowadząc do znużenia i otępienia. Mit i jego odczarowanie koegzystują, ale już bardzo słabo. U Horkheimera i Adorno w ogóle. W sumie daleko od siebie te oba przewidywania nie są, w każdym razie perspektywy, co do ludzkiej kondycji są nieciekawe. Autorów tych lektur łączy niewiara w wyższe pojednanie Mitu i Odczarowania. Wierzy w to za to Hegel i wszystkie postheglowskie filozofie. Czyli będzie spójna opowieść, ale odczarowana (nie tak szybko). W ponowny triumf samego czarującego mitu nikt już nie wierzy, bo oczywistym jest, że odczarowanie będzie go gryzło po kostkach i cały czas szczekało :"nie pociskaj kitu". Przywrócenie dawnej władzy mitu nigdy więc już się trwale nie uda, w to może wierzyć Eliade, Kołakowski czy nasz kler, ale to bez sensu. Oczywiście każdy z nas może tworzyć (i najczęściej to robi) swoje małe mitomanie dnia codziennego, tak to ujmijmy. Tacy ludzie mogą zbierać się w jakieś grupy, czy raczej grupki. Ale kultury się na tym już nie zbuduje. Never. Co ciekawe, ciągoty takie świadczą o nieustannym triumfie natury w takich ludziach, gdyż tak naprawdę nie chodzi im o nic innego, tylko o zaspokojenie swoich popędów, a więc powody są naturalne. Chcę sobie ulżyć, zrobić dobrze, wierząc że robię dobrze innym. Natura. Ba. Tak naprawdę, tworząc kulturę, nigdy z tej natury nie wyszliśmy, bo w jej ramach i tak triumfują nasze żądze, popędy, hormony, pragnienia. To jest nadal stan triumfu natury, tylko w zmodyfikowanych warunkach (po wyjściu z tego raju natury, o którym wspominasz, ona i tak nas dopada, choć raj już to nie jest, raczej piekło rozdarcia i niepojednania). Ale mniejsza o to. Co można zrobić, kiedy powrót do mitu jest już niemożliwy, odczarowanie wraca pod warunki natury i działa na jej warunkach, a wyższe pojednanie tego jest iluzją prowadzącą donikąd? Można dalej kombinować po heglowsku, czyli odczarowywać świat i życie, człowieka w ramach jakiejś ogólnej narracji stopniowo wydzierając otaczającej nas rzeczywistości kolejne tajemnice i przepracowywać je po to, żeby lepiej rozumieć dane kwestie, czyniąc tym nasze życie lepszym i piękniejszym. Ja zdecydowanie wolę pracować na wyjściu/odczarowaniu. Tutaj widzę potencjał wzrostu, piękna, witalności i afirmacji. Ty nie. No to taki przykład z życia, na którym dobrze widać o co mi chodzi: Syn mojej koleżanki zginął w wieku 23 lat na budowie. Oczywiście w pierwszym okresie nic się nie dało jej pomóc, funkcjonowała wyłącznie na zastrzykach. Zastrzyk-sen i tak na okrągło. Kiedy ten pierwszy okres minął, można coś było zacząć przepracowywać, rodzina zaprowadziła ją do miejscowego księdza, który snuł jej te swoje zaczarowujące opowieści/mity, oczywiście, wiadomo, głównie o zaświatach. W jej przypadku nie zadziałało, chociaż katoliczka (raczej letnia). Znalazła się więc u psychologa, co było strzałem w dziesiątkę. Bardzo często opowiadała mi, co oni tam robią (znalazła sobie we mnie ulubionego słuchacza). Spacerowali sobie po jego ogrodzie i generalnie on jej tłumaczył, co się w niej dzieje, jakie procesy w niej zachodzą, jakie mechanizmy tutaj działają, co się będzie działo za chwilę, co po kilku tygodniach, miesiącach, jak to się będzie zmieniać, co będzie w dłuższej perspektywie czasu. Kiedy zauważyła, że to dokładnie tak to wszystko przebiega, zdecydowanie jej popuściło, zaczęła stawać na nogi. Nieustannie chciała o tym rozmawiać. A więc nie mit, a rzetelna wiedza tutaj lepiej zadziałała. Szczerze mówiąc to aż zdziwiony byłem, z jakim zacięciem o tym wszystkim mówiła. Była pod wielkim wrażeniem. Ulgi nie przyniosło jej więc bajanie, a głębokie przepracowanie i zrozumienie swojego stanu. To samo masz ze mną, choćby zz tym wpsominanym podejściem do relacji międzyludzkich, w tym tzw. miłości. Szminkę mam gdzieś. Piękno widzę w rzetelnym zrozumieniu, czego Ty nie dostrzegasz. Wolisz zaczarowanie. Mnie fascynuje prawda, bo ona tak naprawdę posuwa mnie naprzód. Pozwala rzetelnie przepracowywać ten czy inny problem, rozwiązać go prawidłowo dzięki fascynującej wiedzy i wchodzić na wyższy, piękniejszy, mądrzejszy pułap wzajemnego funkcjonowania. Co nie przeszkadza czułości, subtelności czy romantycznym chwilom. Przepracowuję to - i nie tylko to, przynajmniej się staram, bo nie wszystko do ogarnięcia i błędy po drodze - jak ta moja koleżanka. I mam tak właściwie od zawsze. Gdyby ona uległa mitowi księdza, też byłaby zapewne jakoś ustabilizowana (albo i nie), ale raz - nie poznała by "wyższej" prawdy o funkcjonowaniu rzeczywistości, w tym jej samej, dwa - nie poznałaby piękna rozwoju ludzkiej wiedzy i fascynującego działania tego w praktyce. Dla mnie wartościowy jest tylko ten kierunek i w dłuższej perspektywie, tylko on - moim zdaniem - daje szansę na coś większego i piękniejszego. Witalnego i afirmującego. Ty proponujesz cofnięcie się. Niemożliwe zresztą do przeprowadzenia, czy raczej utrzymania, bo tacy jak ja będą cię kąsać po kostkach. A nawet tacy jak ty, tylko pochodzący z innej parafii. |
#193 1 na 1 | Klopton (519 punktów) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | A ty dalej mnie źle czytasz. Pewnie dlatego, że wyobraziłeś sobie to "odczarowanie" i mit jako coś zupełnie przeciwnego. Tymczasem to jest jeden i ten sam stan/zjawisko różniące się tylko natężeniem. Nigdzie nie opowiadałem się przeciw poznaniu. Nigdzie nie postawiłem dylematu typu: kojąca serce bajeczka vs rzetelne zbadanie sprawy. Nigdzie nie chciałem zawracać rzeki i rezygnować z "osiągnięć" współczesnego rozumu. Siła kultur wcześniejszych polegała nie na tym, że ludzie kupowali kity wciskane przez kapłanów. Siła kultur wcześniejszych polegała na tym, że ktoś tracąc syna w tamtych czasach był na tyle silny i zdrowy, że nie potrzebował ani zastrzyków, ani leków, ani kuracji u psychoterapeuty aby sobie poradzić z różnymi naturalnymi tragediami. Taka jest właśnie siła dobrego mitu. Mit tłumaczy życie jako całość (nie pojedyncze zjawisko) w ten sposób, że ludzie wobec tego życia dysponują określoną postawą i siłą. Chrześcijaństwo się wyczerpało dlatego dzisiaj lepszy jest psychiatra, kiedyś nie miałby żadnych szans z kapłanem, bo to on leczył i ocierał łzy słowem. Nietzsche wywróżył naszym czasom nihilizm, dekadencje, upadek właśnie dlatego, że dziś człowiek jest tak kruchy i słaby, że bez narzędzi i pomocy innych sobie nie poradzi z niczym. Dodatkowo trawi wypadki życiowe bardzo długo, zamiast dalej żyć. Twoje odczarowanie nie istnieje, psychiatra wali takie same kity jak kapłan, język ma inny, lepiej działający i czytelniejszy co nie oznacza, że odkrywa jakieś prawdy. Zgadzam się z tym, że poznanie i zrozumienie pcha do przodu. Nie zgadzam się tylko z tym, że można poznawać i rozumieć tylko na jeden racjonalny, naukowy sposób. Język jest symbolicznym, czasami piękny poemat ujmie w kilku słowach więcej znaczeń niż cała książka. Dlatego piszę o mitach, bo nie ma żadnej prawdy, jest tylko język i sposób opisu danego zjawiska. Prawda to życie w w skład życia wchodzi wszystko. Nie ma języka który wyrazi wszystko w jednej myśli. Zredukowanie języka to żargonu materialistycznego, racjonalnego to jego zubożanie i osłabianie. Dlatego psychiatrów potrzeba coraz to więcej, bo oni lecząc symptomy dokarmiają przyczynę. Nauka dokłada nam problemów, tworzy choroby, maskując prawdziwą rzeczywistość bezpośrednio daną, poprzez zamienienie jej tylko na rzeczywistość praktyczną, czyli użyteczną. Nie dlatego, że jest zła, ale dlatego że jest takim samym sianiem kitów jak wszystko inne. Sukcesy ma w praktycznym gospodarowaniu materii bo dziś tą praktykę się ceni. Kiedyś ceniono bardziej inne rzeczy dlatego Grecy znając technologie pozwalającą stworzyć silnik parowy, nigdy z niej nie skorzystali. Nie było im to do szczęścia potrzebne. Ludzie skoncentrowani na pragmatycznym, utylitarnym patrzeniu na sprawy nie dostrzegają szerszej perspektywy, nie dostrzegają istoty, jedynie powierzchowność. Twoje odczarowanie nie istnieje, zamiast harmonii z naturą tworzy nam się kakofonia, dlatego że nie można tak redukować prawdy/życia czyli wszystkiego do pojedynczych materialnych zdarzeń. Sukcesy "rzetelnego badania sprawy" w Twoim rozumieniu to epizody, skuteczność postępu, rozumu i nauki to również epizody. Ludzkość i tak zmierza do śmierci, jako gatunek poumieramy, słońce wiecznie świecić nie będzie. Można jednak przeżyć ten czas świadomie, z dumą i w dostojeństwie pijąc życie do dna, albo można mieć tylko epizody świadomości - od tragedii do tragedii. Z perspektywy mitu t.ewolucji, gatunek od początku swego istnienia jest w najsłabszej kondycji. Niszczenie wychodzi mu najłatwiej, uleczanie i samoregeneracja najtrudniej. Postęp jest mitem, zbyt szkodliwym. |
#194 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | Ale ty sobie baję stworzyłeś. > Siła kultur wcześniejszych polegała na tym, że ktoś tracąc syna w tamtych czasach był na tyle silny i zdrowy, że nie potrzebował ani zastrzyków, ani leków, ani kuracji u psychoterapeuty aby sobie poradzić z różnymi naturalnymi tragediami. Taka jest właśnie siła dobrego mitu. To jest ta główna baja (bo jest ich więcej, ale to już raczej pochodnych od tej). Siła dobrego mitu. Nasza równowaga psychiczna zupełnie nie od tego zależy. To właściwie nie ma żadnego większego znaczenia, a jeżeli czasami ma, to raczej odwrotne, niż postulujesz. Oczywiście problemy psychiczne mają różne pochodzenie i podłoże, no i najczęściej są mocno złożone. Depresja spowodowana wpływami środowiskowymi, o którą najbardziej Ci tutaj chodzi, również. Każdy z nas snuje sobie jakąś opowieść o świecie i życiu, ale to nie ma większego znaczenia, co do naszego stanu psychicznego. Gdzieś to prawdopodobnie podłapałeś i w to głęboko uwierzyłeś. Nie ma też większego znaczenia czy ta nasza opowieść jest słaba czy mocna, rozległa czy pobieżna, taka czy siaka. Znaczenie ma tylko to, co my z tym robimy. Ważne jest tylko to, jak się tym posługujemy. Jeżeli ktoś coś sobie przyjmie i generalnie ma to w perdeli, będzie zazwyczaj znacznie stabilniejszy, niż ten, który coś cały czas na tym terenie kombinuje. Tu się często rodzi cały ambaras w głowie. Nieumiejętność odpuszczenia, ciągłe czegoś rozważanie, poszukiwanie, ocenianie, moralizowanie itd. Nieustanne budowanie napięcia popędowego, które nie potrafi się skanalizować. Bo to, bo tamto, bo tak, a może inaczej, a to jest prawda, a może nie...i tak sobie leci kabarecik. Tak można sobie rozwalić prawidłową pracę neuroprzekaźników, choć, jak sądzę, to uporczywe rozkminianie, to już jest raczej efekt jakiejś nieprawidłowej ich pracy. Możesz więc mieć znakomicie i imponująco rozbudowany i poukładany kosmos, ale jak nie będziesz miał do tego dystansu, nie będziesz umiał odpuszczać, tylko będziesz cały czas kombinować, to będziesz cały czas budował napięcie i cię dopadnie. Melancholia. Znana bardzo dobrze starożytnym, których tak wychwalasz (bo mieli dobry mit). Tak zbudowałeś swój własny. Albo się na jakąś łatwą bajkę załapałeś. Oczywiście nie masz, bo nie możesz mieć nic na tego potwierdzenie, oprócz własnej, głębokiej wiary, żadnych oczywiście badań ani nawet mocnych przesłanek, choć raczej sporo można wyczytać w ówczesnej literaturze o owej melancholii, a i w tragediach sporo się dzieje, więc raczej widać, że problem był chyba poważny. Słyszałem też coś takiego u katolików, oni też twierdzą że mają lepiej, bo mają coś tam poukładane od a do zet. Jaaasne. Prawdopodobnie starożytni, średniowieczni i ci sprzed stu lat nieco lepiej wytrzymywali śmierć bliskiej osoby, ale to raczej dlatego, że w tamtym świecie śmierć była czymś wszechobecnym, codziennym i bezpośrednio namacalnym. Byli z tym obyci od urodzenia. Nam jest trudniej, ale bez przesady. Odchorowujemy to zazwyczaj podobnie i nasza biologia, neurobiologia mniej więcej wraca do normy. Ale absolutnie nie sądzę, byśmy się tutaj jakoś znacząco od tamtych ludzi różnili. Natomiast faktem jest, że środowisko zewnętrzne potrafi nas totalnie rozpieprzyć, ale mity nie są tu żadnym, cudownym lekarstwem. Życie człowieka na poziomie psyche, to nic innego, tylko przymus instynktownego radzenia sobie z rosnącym, wewnętrznym, energetycznym, popędowym nadmiarem. Jeżeli z zewnątrz (z wewnątrz też) napływa zbyt dużo bodźców, to głowa tego nie przepracuje i będziesz miał kłopot z powrotem do równowagi. Nadmiar zadań, obowiązków, wymagań, problemów, relacji, pragnień, dążeń itd. Równie dobrze możesz to sobie zrobić mitem, jakąś życiową narracją. Zdestabilizujesz się i problem gotowy. Najlepiej radzą sobie ci, którzy zbytnio nie kombinują, coś tam wymyślą, czyli z grubsza - rodzisz się, żyjesz, kopulujesz, umierasz, a później coś jest albo i ni ma. I tyle. Mają to gdzieś. Łatwiej mają się więc zazwyczaj hedoniści - przyjemnościowcy, którzy sobie używają, w sposób stabilny robią dobrze i się niczym (albo prawie niczym, a już na pewno nie długo i nie trwale) nie przejmują. Swobodnie prześlizgują się przez życie bez zawracania sobie gitary tym czy tamtym. Wcale więc nie ci, co mają mit i wiele rozmyślają. Jakaś opowieść w tylko niektórych przypadkach może oczywiście pomóc stanąć na nogi po jakimś ciężkim doświadczeniu życiowym i pewnie dla niektórych to jest dobre rozwiązanie, ale ja np. wolę zrozumieć o co chodzi i to przepracować, bo i tak w baje nie uwierzę (dla ciebie wszystko jest bają, ale tego już mi się nie chce rozkminiać). Oczywiście frywolni hedoniści też mogą sobie wszystko w głowie rozwalić, jeżeli nie będą umieli przystopować, tylko będą gnać nieustannie, całymi dniami, za kolejna dawką koktajlu potrzebnego do walnięcia sobie w układ nagrody. To już Freud pisał, że w innych gatunkach zwierząt doszło do równowagi pomiędzy środowiskiem a popędami. U człowieka nowy, kulturowy impuls libido spowodował wzrost popędu niszczycielskiego. Mamy większy kłopot z równoważeniem się po wyjściu z czystego stanu natury. A nadmiar nierozładowanej, nieustannie odbudowującej się energii grozi stresem, depresją, destrukcją. Łapać równowagę możemy na różne sposoby, większości wystarczy stabilna sytuacja życiowa, trochę ruchu, sportu, jakichś relacji, pracy, rozrywki, seksu i jest mniej więcej git. Inni mają większe problemy, a jeszcze inni muszą iść do specjalisty, bo bez leków się nie obędzie. Oczywiście świat zewnętrzny znakomicie potrafi nas zdestabilizować, ale wielka rola mitu w powrocie do równowagi, to jest właśnie mit. A raczej baja. Bo cały problem jest zdecydowanie bardziej złożony. Wiele rzeczy jest tutaj prawdopodobnie wrodzonych, wiele też wypracowanych w bardzo wczesnym dzieciństwie, ale to już sobie daruję. . |
| Klopton (519 punktów) | Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa? | A jesteś pewien, że sam sobie nie tworzysz bajki? Potrzebujesz jakiś konkretniejszych badań niż zapisy historyczne? Bo mi się wydaje, że wojna kiedyś to co innego niż wojna dziś i dziś nikt nie idzie na 15 letnią służbę wojskową aby podbijać, gwałcić, rabować i odrąbywać łby mieczem by budować wielkie imperium, gdzie kiedyś było to dla wielu marzeniem. Ludzie jednak byli trochę inni. Sam napisałeś o tym, że ludzie byli obyci, przyzwyczajeni, a ja ci mówię, że właśnie o to chodzi aby się do życia przyzwyczaić i je akceptować zamiast tworzyć jakieś sztuczne stany wegetatywne, Matrix w którym wszystko idzie zgodnie z planem. Popraw mnie jeśli się mylę, ale czytam u Ciebie zachwyt nad tymi którzy mają "najlepiej", czyli jakoś przegniją do śmierci w jakimś tam plus-minus przyzwoitym samozadowoleniu i wygodzie - to właśnie postulujesz, idealne, wygodne, wegetatywne mieszczaństwo. Niestety ja się z tym nie zgodzę, jakbym miał być rośliną to pewnie bym nią był. Tymczasem tutaj nie chodzi o to aby mieć "najlepiej" tylko aby tworzyć rzeczy WIELKIE nawet jeśli konczysz na stosie. Wszystko co masz, dzięki czemu dziś możesz snuć swój super plan jak to mieć "najlepiej" masz dzięki odkryciom i zasługom ludzi, którzy gonili jakiś głupi mit, albo płynąc w nieznane albo dając sobie odrąbać głowę za budowę imperium, lub odmrażając stopy studiując latami w zamkach z zimnego kamienia. Nikt nie obierał sobie za cel samej wygody, poukładanego spokojnego czekania na śmierć. Nie wykluczam twojego podejścia, uzupełniam je bo jest niewystarczające i nikogo nam nie wyda prócz inżynierów robiących nowy make-up na opryszczkę. Tymczasem przydałby nam się nowy Kolumb. Dodatkowo: Nie ma czegoś takiego jak indywidualność. Ja, Ego i wszystko co wybadał Freud to iluzja, praktyczna, przydatna ale jednak iluzja. Nie ma czegoś takiego jak JA. Jesteś tym co zjesz, spamiętasz, przetworzysz i wydalisz. Jesteś pusty w oryginalne, masz tylko pewne genetyczne tendencje po przodkach ale to od otoczenia, czyli głównie od kultury zależy które i jak się zrealizują, czyli uaktywnią. Im gorsza kultura, im gorsze mity tym jednostki mniej wybitne a bardziej przeciętne a potem w konsekwencji bardziej mizerne. Nic nie zależy od indywidualnej pracy i wysiłku włożonego w rozwiązanie problemu, bo masz w głowie tylko to co zdołałeś poznać i tylko z tego budujesz rozwiązania więc każdy daje maximum z siebie codziennie i każdy codziennie współtworzy wszystkich innych. Nie jesteś w stanie do wszystkich głów powsadzać wszystkich informacji potrzebnych do zmierzenia się z każdą możliwą sytuacją. Zresztą nie tak działa pamięć jak to obecnie sobie zmyśla nauka, w głowie nic się nie gromadzi. Dlatego szukasz języka bardziej uniwersalnego, czyli symbolicznego czyli mitologicznego. Twoja redukcja do zdroworozsądkowego analizowania wszystko sprowadza do utylitaryzmu, który rozlany na cały świat uczyniłby go nudnym owocującym tylko nową nudą, już o tym wcześniej pisałem. |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|