 |
Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 21-04-2011 20:47 | Szemal (122 punktów) | Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga?
1 na 1 | Witam!
Każde stwierdzenie o istnieniu zawsze jest ostatecznie uzasadniane jakimś doświadczeniem (jakąś treścią świadomości). Jeżeli powiem, że w Tatrach istnieje czerwony motyl rozmiaru poloneza, to przekonam kogoś wtedy, jeśli go zabiorę w odpowiednie miejsce i będzie mógł tego motyla zobaczyć, powąchać i zmacać.
Jeżeli powiem, że istnieje rozwiązanie pewnego problemu matematycznego, to przekonam matematyków tylko wtedy, jeśli przedstawię ciąg symboli matematycznych, który będą mogli przemyśleć i dojść do tego samego przekonania o istnieniu, co ja.
Istnienie snów świadomych uzasadnia się czyimś snem świadomym.
Istnienie synestezji uzasadnia się czyimś doświadczeniem synestetycznym.
Istnienie bólu fantomowego uzasadnia się czyimś doświadczeniem bólu.
Czemu więc postulat istnienia Boga nie jest wystarczająco uzasadniony czyimś doświadczeniem religijnym?
Pozdrawiam, Szemal | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 Dalej..#121 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52267 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? | . Pytanie: >Czemu więc postulat istnienia Boga nie jest wystarczająco uzasadniony czyimś doświadczeniem religijnym?
Odpowiedź: >Każde stwierdzenie o istnieniu zawsze jest ostatecznie uzasadniane jakimś doświadczeniem (jakąś treścią świadomości). Jeżeli powiem, że w Tatrach istnieje czerwony motyl rozmiaru poloneza, to przekonam kogoś wtedy, jeśli go zabiorę w odpowiednie miejsce i będzie mógł tego motyla zobaczyć, powąchać i zmacać.
Nic nie potrzeba do tego dodawać!
Pozdrawiam.
@@@ . |
#122 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52267 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? | . > Nie, jeżeli weźmiesz pod uwagę to, że ludzie są nie tylko omylni, ale też naturalnie zależni od kultury, w której się wychowali. Trudno jest mi uwierzyć, aby Wiking w doświadczeniu religijnym ujrzał Ganeshę, a Hindus - Odyna.Całkowita racja. Każdy może mieć tylko takiego boga na jakiego go kulturowo i intelektualnie stać. Dla racjonalnego umysłu to zbyt drogie przedsięwzięcie /tworzenie bytów ponad potrzebę/ dlatego go odrzuca. I prościej i taniej. @@@ . |
#123 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52267 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? | . > Nie, bo plac Defilad możemy sobie wszyscy razem obejrzeć - na własne oczy lub na zdjęciach satelitarnych.> Nie mamy tego komfortu, jeżeli chodzi o rzeczywistość transcendentną.Jakakolwiek transcendencja nie oddziaływająca w żaden doświadczalny przez ludzi sposób na rzeczywistość, jest dla ludzi nieinteresująca, nawet gdyby istniała. Zawsze pozostanie czystą spekulacją intelektualną, a mówiąc prościej - wymysłem!> >>>Bóg jest powszechnym urojeniem,> No tego by właśnie należało najpierw dowieść.Na jakim gruncie. Wierzącym żadnych dowodów nie potrzeba, a nauka zajmuje się tylko rzeczywistością, czyli tym co istnieje i ani nie dowodzi, ani się nie zajmuje - tym co nie istnieje. Powszechne urojenie istnieje, jest częścią kultury i może być przedmiotem różnych dziedzin nauki, w tym np. neuroteologii. @@@ . |
#124 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52267 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? |
> No i dlatego też nie twierdzę, że rzeczywistość transcendentna miałaby był zupełnie taka sama, jak rzeczywistość fizyczna.Rzeczywistość transcendentna może być dokładnie taka jaką sobie Pan wymyślił. > Pytam tylko, czy istnieje jakikolwiek dobry powód, żeby odrzucić możliwość istnienia typu rzeczywistości, który jest dostępny wyłącznie poprzez "prywatne", osobiste doświadczenie specyficznego typu - np. doświadczenie religijne.Nie, nie ma takiej możliwości: Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. > Wiem, że taka możliwość jest "kłopotliwa" epistemologicznie, ale to dla mnie nie jest żaden poważny argument.Pan raczy żartować. Dzisiaj epistemologia ma większe trudności z praktycznym uzasadnieniem potrzeby swojego istnienia, niż istnienia Boga. Odsyłam do np. kognitywistyki (jeden mój link, inteligentny czytelnik dalej sam znajdzie. www.fizyka(*)Wyklady/Kog1/01-wstep.htm#hist) Oczywiście religia daje proste odpowiedzi, a Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania. > Nie widzę powodu, dla którego struktura świata nie miałaby być kłopotliwa epistemologicznie.Jest, ale wstawka super-bytu, tylko zbytecznie ją komplikuje, nie dając niczego w zamian. To dobre dla ograniczonych intelektualnie, nie mogących zrozumieć złożoności świata. Dla otwartych i poszukujących, to dużo za mało. @@@ . |
#125 5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? | > doświadczenie religijne.Doświadczenie jest sekwencją pewnych procesów w układzie nerwowym mającą swoją mniej lub bardziej świadomą reprezentację (w postaci spostrzeżeń, wspomnień, wyobrażeń i/lub języka). Żaden neuron nie doświadcza transcendencji. Nasze doświadczenia są zamknięte ze względu na układ nerwowy.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania. |
#126 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? |
> Ojeju no. "XX wiek to akurat piękny okres rozkwitu nauki" -- "Aha, np. w Hiroshimie".Ojeju no! Porównywanie nieporównywalnego to nie jest zbyt mądra działalność. Hiroshima nie jest plamą na nauce, ale na cywilizacji, na moralności. > Ja wiem, że czasem się można trochę powygłupiać, też kiedyś byłem młody:D, ale trochę szkoda takiego ważnego tematu.Też uważałem takie tematy za ważne jak byłem młody. > Ty się śmiejesz, a tu właśnie o to chodzi. Wystarczy poczytać dokumenty II Soboru - no sory, już dalej się wyjść naprzeciw nie dało.> J.w.Jakikolwiek dialog międzyreligijny nie jest nakierowany na postęp, zrozumienie i porozumienie. Następuje wyłącznie pod naporem okoliczności - w przeciwieństwie do dialogu naukowego czy kulturalnego gdzie u podstaw leży obowiązek konfrontacji i weryfikacji. Wiara katolików w reinkarnację nie wynika ze współpracy intelektualnej Papieskiej Akademii Teologicznej z jej odpowiednikiem w Delhi, ale ze wspomnianego kociołka cywilizacyjnego. I rozbieżność wiary ludzi z zestawami podawanymi do wierzenia przez religijne systemy władzy rośnie wraz z rozmachem kontaktów z resztą cywilizacji. > OK, więc czemu jakichś określonych "informacji o Bogu" wymagasz, skoro sam uważasz, że to niemożliwość? Nie widzisz w tym sprzeczności?Nie widzę, bo nie ma innego sposobu, aby człowiek opowiadający niedorzeczności o Bogu zrozumiał, że plecie niedorzeczności jak skłonić go do rozumnego wysiłku. Nie widzę, bo każdy powinien umieć powiedzieć co mówi. > Więc może po prostu nie należy wymagać "informacji o Bogu"? Może po prostu ludzie, którzy rzucają na wszystkie strony "informacjami o Bogu" po prostu zmyślają? Może ludzie, którzy twierdzą, że doświadczenie religijne jest niewysławialne, mają po prostu rację?A może masz jakieś rozumne uzasadnienie takiego gdybania? Problemy z wysłowieniem mają co co nie rozumieją co mówią. I nie podciągam pod kategorię wysłowienia metaforycznego bełkotu, który może lać się strumieniami bez żadnej treści. "kto umie jasno myśleć umie również jasno mówić" - stare. > Gdzie patrzysz? O czym myślisz? Konkrety. Jeżeli chcesz zbadać zagadnienie "more geometrico", wypada trochę lepiej sprecyzować swoją metodologię.A czemu tak buńczucznie na mnie pohukujesz? Nie wystarczy, że nie ma rozumnej hipotezy Boga jako obiektu świata rzeczywistego? Spójnej, niesprzecznej wewnętrznie czy z innymi opowieściami o innych Bogach? Może jeszcze każesz mi badać more geometrico i budować metodologię poznawania braku krasnoludków? Albo podrzuć jakąś myśl o Bogu, która oprze się "metodologii odrzucenia".  > OK. Stąd też mamy agnostycyzm, który również jest reakcją na teizm - ale epistemologiczną, a nie metafizyczną.Rzecz dotyczyła braku hipotez "nie ma Boga", nie widzę potrzeby brnięcia w temat. > Więc wniosek jest tylko jeden - rozmawianie o Bogu językiem nauki jest bezcelowe.Ludzie rozumni nie używają innego języka gdy chodzi o porozumienie. > Cóż. Najgorzej jest, jak każdy myśli, że wie najlepiej.A chodzi Ci o coś konkretnie? > Czyli logika po prostu. OK.No nie całkiem. Logika - to za szeroko, chyba że powiemy o logice teologii.  Uporządkowany logicznie język - to jest określenie w sam raz, wystarczająco nobilitujące teologię. > Zwróć jednak uwagę, że teologia - w przeciwieństwie do nauki - nie jest całkiem ograniczona do logiki.  Sam widzisz... > "Credo quia absurdum" - słyszałeś takie cuś?  Przepraszam, ale słyszałem... a chodzi Ci o coś konkretnie?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów. |
#127 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? |
> Hm, zdecyduj się, bo wcześniej piszesz, że "hipoteza Ptaha" to coś innego niż "hipoteza Amaterasu".Rzeczywiście się nie rozumiemy. Szkoda dalej ciągnąć tę dyskusję na zasadzie "dziad o gruszce, baba o pietruszce". Nie gniewam się, nie musisz przepraszać, aczkolwiek nie powiedziałabym, że Meretseger to nick bezpłciowy. To słowo (imię własne) ma odniesienie do postaci, która jest zdecydowanie żeńska.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu. |
#128 2 na 2 | PanBuk (6257 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? | > Nie gniewam się, nie musisz przepraszać, aczkolwiek nie powiedziałabym, że Meretseger to nick bezpłciowy. To słowo (imię własne) ma odniesienie do postaci, która jest zdecydowanie żeńska.ajtam, zwykłe męskie lenistwo Meretseger
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T. |
#129 3 na 3 | PanBuk (6257 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? | > .> >Nie możesz sprawdzić własnymi zmysłami, czy do danego człowieka coś mówi, czy też ten człowiek generuje to sam.> Teoretycznie to trochę trudniejsze, ale praktycznie (za pomocą zmysłów psychiatry) szybko sprawa się wyjaśnia. ha ha ha !!!! Pod warunkiem, że psychiatra  jest dobrze zdiagnozowany 
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T. |
#130 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52267 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? | > Obok bezpłciowego nicka Meretseger masz tylko męską etykietę "moderator", po prostu zareagowałem automatycznie.Wikipedia: Meretseger lub Mertseger (kochająca milczenie) - w mitologii egipskiej bogini-wąż, która pierwotnie symbolizowała niebezpieczeństwa pustyni@@@ . |
#131 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52267 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? | . > ha ha ha !!!! Pod warunkiem, że psychiatra jest dobrze zdiagnozowany  Psychiatra źle zdiagnozowany może przedstawić też prawidłową diagnozę. Jedno drugiego nie wyklucza. Ponadto. Psychiatra to nauka, a w metodologii naukowej wszystkie stwierdzenia poddawane są weryfikacji. Im dłuższy ciąg, tym mniejsze prawdopodobieństwo złej diagnozy i procentowego udziału źle zdiagnozowanych. Bo to jest nauka właśnie! Pozdrawiam. @@@ . |
#132 2 na 2 | PanBuk (6257 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? | > .> > ha ha ha !!!! Pod warunkiem, że psychiatra jest dobrze zdiagnozowany  > Psychiatra źle zdiagnozowany może przedstawić też prawidłową diagnozę.> Jedno drugiego nie wyklucza.No...  w zasadzie tak  co więcej, może doszukać się podobieństw, więc i utwierdzić w dobrej diagnozie... > Ponadto.> Psychiatra to nauka, a w metodologii naukowej wszystkie stwierdzenia poddawane są weryfikacji.> Im dłuższy ciąg, tym mniejsze prawdopodobieństwo złej diagnozy i procentowego udziału źle zdiagnozowanych.Przy tematach "bogo-podobnych" nie jestem pewien czy to zadziała... Kulturowe dziedzictwo kraju, Tego Kraju... szum nadaje  skuteczny.
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T. |
#133 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? | > A jak proponujesz "badać boga"? Jakiego typu rezultatów się spodziewasz?Ja spodziewam się żadnych. Ale na jakiej podstawie mamy uważać, że jeżeli istnieje, to jest nie do zbadania?Czy masz jakieś konkretne przesłanki dowodzące tego? Czy tylko założenie. > >>To jest akurat przekonanie odnoszące się do tzw. świata fizycznego... tu jest krótka piłka.> >Dlaczego?> Bo w przeciwieństwie do mówienia o Bogu, mówienie o geologii czy biologii zakłada istnienie niezależnego (od "teologicznego") źródła weryfikacji.Ale jakie są podstawy takiego rozróżnienia. I czy w jakiś sposób da się to udowodnić? Tzn. wyobraź sobie, że teraz zakładasz naukę, która mówi o istocie X, która z założenia nie może być badana. Nauka rośnie, interpretujecie same założenia i wysnuwacie wnioski z niepotwierdzonych hipotez. Czy istnieje sposób na odróżnienie realnych bytów od wymyślonych, jeśli zakładasz niemożność weryfikacji i sprzeciwiasz się nawet oczekiwaniom takich weryfikacji? Czy w ten sposób każdy nie może wprowadzić własnej religii i oczekiwać przyjmowania swoich słów "na wiarę", bo z zasady inaczej nie można? > >Bo ten pogląd jest niezatapialny. Z jego założeń wynika, że nie da się go obalić. Podobnie z założeń poglądu: u mnie pod łóżkiem siedzi niematerialny, nieweryfikowalny stwór, wynika, że nie można tego zweryfikować ani obalić. Czyli uznajemy, że to prawda?> To nie jest całkiem dobry przykład. Wszystko zależy od tego, czy tego stwora doświadczasz, czy nie. Niedoświadczalne przedmioty raczej mnie nie interesują.> >>>A czy Ty zamierzasz zastanawiać się nad realną możliwością istnienia niewidzialnego różowego czajniczka za Saturnem i jego znaczeniem dla nas?> >>Szczerze mówiąc pewnie bym się zaczął, gdyby przeważająca większość ludzkości zaczęła opowiadać, że doświadcza obecności niewidzialnego kolorowego czegoś za Saturnem - nawet gdyby jedni mówili, że jest to zielona łyżeczka, a inni, że jest to granatowy talerzyk. Myślę, że to powinno dać do myślenia każdemu.Ale boga nie doświadcza przeważająca liczba ludzi. Rzeczywiste "doświadczanie boga" jest rzadkie. Ja spotkałam się z tym raczej u osób chorych psychicznie, niż u zdrowych. Większość wierzących wierzy, bo wmówiono im, że tak trzeba. Nie doświadczają istnienia boga, nie czują jego obecności, nie mówi do nich. > >Podobnie od tysięcy lat miliony ludzi przysięgało, że to oczywiste, że Słońce obiega Ziemię, bo widzieli to na własne oczy. Czy widzieli to, czy też własne wrażenie?> O, ruch słońca po niebie to akurat powtarzalne doświadczenie. Ja też widzę na co dzień, jak słońce okrąża ziemię. To tylko interpretacja była omylna.No właśnie. Czyli istnieje możliwość, że osoby doświadczające czegoś mogą się mylić i interpretować to omylnie? Np. odczuwać dysfunkcję neurologiczną jako dejavu albo głosy, albo boga? > Zwróć ponadto uwagę, że wszelka satysfakcjonująca teoria astronomiczna musi również wyjaśnić nasze wspólne doświadczenie słońca okrążającego ziemię, które nie jest złudzeniem.Jest złudzeniem. > >I jak dużo osób musi przeżyć halucynację, abyś stwierdził, że coś jest na rzeczy? 100? 1000? 5000?> To jest dobre pytanie. Nie wiem. Myślę, że wszelkie zjawisko doświadczane przez więcej niż 1000 osób zasługuje na uwagę, a wszelkie zjawisko doświadczane przez więcej niż 1000000 osób - na szczególną uwagę.  Jeśli mówisz o "doświadczaniu boga" to nie łapie się. Stanowcza mniejszość widzi / słyszy boga. Jeśli mówisz o wierze, to nie jest to istotne, bo jak w przykładzie ze słońcem, ludzie wierzą w to, w co im się każe wierzyć. Gdybyś wychował się w innym kraju albo nie wierzyłbyś, albo wierzyłbyś w coś innego. > >Czyli z zasady stwierdzasz, że trzeba przyjąć możliwość istnienia boga, bo tak. Bo inaczej jest się niewiarygodnym.> >Ciekawe...> Oprócz tego "bo tak" zgadza się.Czyli Ty zakładasz również realną możliwość istnienia Zeusa, Isztar, elfów i krasnoludów? Nie możesz ich wykluczyć. > Właśnie tak uważam, ale stoi za tym pewnego typu stosunkowo przemyślana postawa epistemologiczna. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek na świecie miał naprawdę dobry powód, żeby odrzucać możliwość istnienia boga.Tak samo jak nie ma realnych powodów odrzucania istnienia wróżek zębuszek. No cóż. O destrukcyjnym wpływie hipotezy boga na naukę mówiliśmy, o wpływie na psychikę i socjologię mówiono wielokrotnie. Nie wystarczy? > W niniejszym wątku skupiam się zwłaszcza na masowym, powtarzalnym, udokumentowanym doświadczeniu boga,które nie jest ani masowe, ani powtarzalne, ani udokumentowane. > pokazując, że a) WSZYSTKIE nasze tezy metafizyczne (tj. dotyczące istnienia) budowane są na podstawie jakiegoś typu doświadczenia; b) czysto filozoficznie patrząc, nawet tak "oczywiste" doświadczenie, jak doświadczenie widoku, dotyku i zapachu drzewa, nie upoważnia nas do twierdzenia, że to drzewo istnieje, natomiast robimy ten przeskok, bo jest intuicyjny i wygodny; c) znaczna część krytyki "hipotezy Boga" jest kiepska, ponieważ zasadza się na narzucaniu na sferę transcendentalną metodologii naukowej, która się do tego nie nadaje: strukturalnie i pojęciowo; d) parę innych rzeczy  Ale zanim stwierdzę, że masz rację niestety, muszę dowiedzieć się jakie przesłanki potwierdzają takie założenia. Z zasady nie akceptuję założeń wydumanych i tylko wydumanych. |
#134 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? | > >Rozumiem. I zgadzam się, z samego faktu odczuwania nie przechodzi się do twierdzenia o istnieniu. Podałam Ci inne wytyczne, które cały czas pomijasz.> OK, chciałem tylko zamknąć temat "drzewo mogę zmacać, więc drzewo istnieje, natomiast Boga można doświadczyć, ale Bóg nie istnieje". Sytuacja jest symetryczna - przynajmniej pod względem tego tylko jednego kryterium.Tylko względem tego jednego, pozostałe są różne. > >Nie. Po pierwsze, ateizm nie wymaga żadnego doświadczenia. Po prostu istnienie boga jest nielogiczne i niewyjaśnialne, więc, jak każda hipoteza, będzie brana pod uwagę dopiero po wyjaśnieniu / udowodnieniu.> No ale jest chyba różnica między "Nie widzę dobrego wyjaśnienia kwestii Boga" a "Ludzie, którzy twierdzą, że doświadczają Boga, mają urojenia." ?W zasadzie różnica jest subtelna. Doświadczasz czegoś, czego w zasadzie nie masz podstaw doświadczać. Jest to niepowtarzalne, bo zdecydowana większość ludzi tego nie doświadcza. Co więcej, doświadczenie nosi wyraźny imprinting kulturowy, czyli to, czego doświadczasz różni się zależnie od kultury. Zdecydowanie bardziej prawdopodobna jest hipoteza iluzji, niż rzeczywistego kontaktu. Podobnie jak oceniłbyś ludzi doświadczających obecność wróżek albo elfów, tak samo ja oceniam doświadczenie boga. > > Filozoficznie możesz stawiać hipotezy, ale naukowo bierze się je pod uwagę dopiero, jeżeli okażą się trafne, zgodne z obserwacjami, wyjaśnialne. Do tego momentu można spokojnie zakładać, że są błędne.> Naukowo - tak. Ale nie wszystko da się naukowo.Wszystko. A czego nie da się? > >Ateizm nie jest nie do obalenia. Jeśli okaże się, że istnienie boga potwierdzi się, np. zacznie spełniać modlitwy, to jak najbardziej będzie udowodniony.> Serio? A skąd być wiedziała, że to nie kosmici, albo bardzo szczególny zbieg okoliczności?Zbieg okoliczności wykluczamy, mówię wyłącznie o powtarzalnych zdarzeniach. Gdyby byli to kosmici, to słysząc modlitwy i spełniając je byliby praktycznie bogami, prawda? Tak czy owak, z zasady nie da się udowodnić nieistnienia, ale istnienie da się. Jak do tej pory jedynym tworem, co do którego wmawia się niemożność udowodnienia jest bóg. Ale dlaczego i na jakiej podstawie ma stanowić wyjątek? Bo ktoś tak powiedział? > >Dlaczego nie? A czym się różni doświadczenie "widzenia Marii" u osoby zdrowej psychicznie (cokolwiek to znaczy) i u schizofrenika? Tak naprawdę różnice w pracy ich mózgów są raczej subtelne. Każdy umysł jest zdolny do generowania złudzeń.> Tak, ale z tego, że każdy umysł jest w stanie wygenerować złudzenie X, nie oznacza, że iksy nie istnieją.Ale nie oznacza, że istnieją. Cały czas odwracasz kota ogonem. Nie udowadnia się nieistnienia, udowodnić można wyłącznie istnienie. Do momentu przedstawienia dowodu hipoteza jest bezwartościowa. Coś jak domniemanie niewinności, dopóki nie udowodnimy istnienia winy, nie ma jej. A Ty oczekujesz udowodnienia braku winy przy założeniu, że nie da się jej udowodnić. > Przypuszczam, że mózg człowieka faktycznie widzącego wielbłąda nie różniłby się wcale od mózgu człowieka, któremu obraz wielbłąda "wklejonoby" poprzez stymulację nerwu wzrokowego. Dlatego przykład z fatamorganą jest trafiony - nie chodzi tu o fizyczne podłoże zjawiska (obraz oazy może równie dobrze powstać na drodze zaburzeń atmosferycznych, optycznych, neurologicznych czy na drodze wyrafinowanego oszustwa), tylko o sam porządek argumentacji.Możliwe, ale nie zmienia to niczego. Halucynacja jest nadal halucynacją. W pewnym momencie musi zaistnieć błąd percepcji. > Ktoś tutaj podawał przykład wywoływania doświadczenia religijnego poprzez precyzyjną stymulację ośrodkowego układu nerwowego - jako argument za tym, że "samodziejność" doświadczenia religijnego została doświadczona. To jest dokładnie ten sam błąd argumentacyjny: jeśli będę w stanie wywołać u kogoś wrażenie widzenia wielbłąda poprzez precyzyjne drażnienie jego nerwu wzrokowego polem elektrycznym, albo jeśli odkryjemy chorobę psychiczną objawiającą się ciągłym widzeniem wielbłądów, nie oznacza to, że wielbłądy nie istnieją, prawda?Ale te widziane owszem, nie istnieją. Jeśli wywołamy złudzenie purpurowego krążka, to nie oznacza to, że purpurowy krążek istnieje. |
| Ania... (14138 punktów) | Odp: Czemu nie wierzyć ludziom doświadczającym Boga? | > >.> >>Nie możesz sprawdzić własnymi zmysłami, czy do danego człowieka coś mówi, czy też ten człowiek generuje to sam.> >Teoretycznie to trochę trudniejsze, ale praktycznie (za pomocą zmysłów psychiatry) szybko sprawa się wyjaśnia.> ha ha ha !!!! Pod warunkiem, że psychiatra jest dobrze zdiagnozowany  Nasz miejscowy genialny psychiatra był oceniany jako niezrównoważony. Faktycznie, był dziwny i straszny. Ale w gabinecie ponoć był kojący, potrafił zdziałać cuda. Znam wiele osób, którym pomógł. Wiem też, że odkrywał oszusta próbującego się wyłgać od wyroku w ciągu 10 minut rozmowy, niewielu potrafiło go dłużej oszukiwać. Może kto z kim przestaje... Pozdrowienia dla dr. T. niestety, nie żyjącego już. |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|