 |
Czy racjonalista może wykluczyć istnienie boga? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 19-07-2013 20:46 | Pan cogito (182 punktów) | Czy racjonalista może wykluczyć istnienie boga?
1 na 3 | Chodzi mi o to, czy człowiek myślący racjonalnie, może twierdzi że boga nie ma, nie mogąc tego udowodnić? Czy da się udowodnić nieistnienie boga czy tak samo jak wierzący ateiści wierzą w to że go nie ma? Temat bardzo banalny więc był pewnie przerabiany, prosiłbym może jakieś artykuły lub wątki podobne do tego  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
12 na 12 |
 | | Pan cogito (182 punktów) | > >Temat bardzo banalny więc był pewnie przerabiany, prosiłbym może jakieś artykuły lub wątki podobne> >do tego  > pl.wikipedia.org/wiki/Ciężar_dowoduChyba nie do końca rozumiem o co chodzi, mógłbyś coś więcej napisać?
Sapere Aude
|
|
|  | 10 na 14 | MarcinK (9189 punktów) |
>Chyba nie do końca rozumiem o co chodzi, mógłbyś coś więcej napisać?
Nie musisz się tymi pierdołami zajmować. Dopóki ktoś Ci nie przedstawi jakichkolwiek dowodów, nie w znaczeniu anegdotycznym, wszystkie te wróżki, zombie, duchy, gumisie, smerfy, bogowie leżą na dokładnie tej samej półce - fantasmagorii ludzkiej mózgownicy. Po prostu onus probandi i wszystkich wierzących, cokolwiek by to nie było, masz z głowy.
|
|
| |  | | Pan cogito (182 punktów) | >>Chyba nie do końca rozumiem o co chodzi, mógłbyś coś więcej napisać? >Nie musisz się tymi pierdołami zajmować. Dopóki ktoś Ci nie przedstawi jakichkolwiek dowodów, nie w znaczeniu anegdotycznym, wszystkie te wróżki, zombie, duchy, gumisie, smerfy, bogowie leżą na dokładnie tej samej półce - fantasmagorii ludzkiej mózgownicy. Po prostu onus probandi i wszystkich wierzących, cokolwiek by to nie było, masz z głowy.
Ale czy jeśli ktoś mnie zapyta czy wierzę w boga a ja odpowiem że boga nie ma to czy nie zachowam się tak samo jak on? Bo nijak nie udowodnimy wzajemnie swoich racji chyba? Czy powinienem powiedzieć, że uważam że boga nie ma lecz nie wykluczam całkowicie tego, lub coś podobnego?
Sapere Aude
|
|
| | |  | 3 na 5 | DEMONICON (4893 punktów) |
> Ale czy jeśli ktoś mnie zapyta czy wierzę w boga a ja odpowiem że boga nie ma to czy nie zachowam się tak samo jak on?Po cóż to się lękać? Jak mawiał klasyk: Nie lękajcie się ... Nie zachowasz się tak samo. Wyminiecie się intelektualnie. On się bawi wyobrażenie istnienia, bądź nieistnienia boga, a napotyka brak takiego wyobrażenia. > Bo nijak nie udowodnimy wzajemnie swoich racji chyba?A co tu udowadniać? Przekonanego nie przekonasz ... Która racja jest bardziej racją, dowcipnie już podchodząc? Racja podsiadania bujnej wyobraźni, czy racja próby opisu za pomocą obiektywnego stanu wiedzy na dzień dzisiejszy? > Czy powinienem powiedzieć, że uważam że boga nie ma lecz nie wykluczam całkowicie tego, lub coś podobnego?Pierwsza część powinna wystarczyć ... chyba że pragniesz sobie z rozmówcą pogdybać na bazie wariacji jego wytworów umysłowych. Pozdrawiam
|
|
| | |  | 11 na 13 | MarcinK (9189 punktów) |
>Ale czy jeśli ktoś mnie zapyta czy wierzę w boga a ja odpowiem że boga nie ma to czy nie zachowam się tak samo jak on? Bo nijak nie udowodnimy wzajemnie swoich racji chyba?
Co odpowiesz to już Twoja sprawa. Jako ateista odpowiedziałbym, że nie wierzę w boga. Jeśli ten drugi by się upierał przy swoim to bym zapytał co to ten bóg i żądał dowodów na jego twierdzenia. Ateizm to po prostu brak wiary.
>Bo nijak nie udowodnimy wzajemnie swoich racji chyba?
Tutaj w ogóle nie ma miejsca do polemiki - z jednej strony ktoś dorzuca coś do rzeczywistości, a z drugiej rozsądny sceptycyzm.
>Czy powinienem powiedzieć, że uważam że boga nie ma lecz nie wykluczam całkowicie tego, lub coś podobnego?
Tak jak nie wykluczasz Godzilli czy helu w Smoleńsku.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | romaro (25211 punktów) | >Co odpowiesz to już Twoja sprawa. Jako ateista odpowiedziałbym, że nie wierzę w boga. Nie prowokuj mnie - to jest moja odpowiedź na pytanie czy wierzę. Daję w ten sposób ciekawskim do zrozumienia, że ciągnąc dalej ten wątek mogą zostać draśnięte ich uczucia. Jeżeli to nie pomoże hulaj dusza piekła nie ma.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) |
> Nie prowokuj mnie - to jest moja odpowiedź na pytanie czy wierzę. Daję w ten sposób ciekawskim do zrozumienia, że ciągnąc dalej ten wątek mogą zostać draśnięte ich uczucia. Jeżeli to nie pomoże hulaj dusza piekła nie ma.Ta odpowiedź jest nieścisła i wynika tylko z ekonomiki przekazu. Jak powinna brzmieć to już big zamieścił: www.racjonalista.pl/forum.php/s,577720#w577750
|
|
| | | | | |  | | romaro (25211 punktów) | >Ta odpowiedź jest nieścisła i wynika tylko z ekonomiki przekazu. Jak powinna brzmieć to już big zamieścił: No cóż, można filozofować. Ścisła, nie ścisła. Nieważne. Nie zamierzam mądrze odpowiadać (tzw. wierzącym). Zwykle są tak zacietrzewieni, że często nie zdążę nawet im powiedzieć gdzie mam ich bożka. Gdyby chcieli być trochę cierpliwsi...
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | MarcinK (9189 punktów) |
>No cóż, można filozofować. Ścisła, nie ścisła. Nieważne.
Wg mnie ważne. Pytanie czy bóg istnieje właściwie oznacza czy niewiadomoco istnieje. Odpowiedź na to pytanie jest nonsensowna bo i samo pytanie takie jest.
> Nie zamierzam mądrze odpowiadać (tzw. wierzącym).
Hmmm
>Zwykle są tak zacietrzewieni, że często nie zdążę nawet im powiedzieć gdzie mam ich bożka.
Osobiście uważam, że najlepszą bronią jest odrobina logiki plus elementarna znajomość autobiografii ich bohatera.
> Gdyby chcieli być trochę cierpliwsi...
To już kwestia Twojej zręczności - zawsze od rozumu w końcu się odbić muszą. Później to już niezbadane są wyroki boskie i tym podobne pierdoły.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | romaro (25211 punktów) | MASZ RACJĘ. PRZYZNAJĘ. Mam zły dzień.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | MarcinK (9189 punktów) | > MASZ RACJĘ. PRZYZNAJĘ.> Mam zły dzień.Każdy kiedyś ma niestety  Udanego wieczoru
|
|
| | |  | 5 na 7 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Ale czy jeśli ktoś mnie zapyta czy wierzę w boga a ja odpowiem że boga nie ma to czy nie zachowam się tak samo jak on? Bo nijak nie udowodnimy wzajemnie swoich racji chyba?> Czy powinienem powiedzieć, że uważam że boga nie ma lecz nie wykluczam całkowicie tego, lub coś podobnego?A jak ktos sie Ciebie zapyta czy wierzysz w smerfy i latajace swinie to co odpowiesz? Odpowiesz, ze nie mozesz wykluczyc ich istnienia?
|
|
| | | |  | -8 na 12 | worek kości (2937 punktów) | >A jak ktos sie Ciebie zapyta czy wierzysz w smerfy i latajace swinie to co odpowiesz?
A jak ciebie ktoś zapyta czy wierzysz w istnienie liczb, to co odpowiesz? Udało ci się kiedyś empirycznie jakąś liczbę udowodnić?
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 14 na 14 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | > >A jak ktos sie Ciebie zapyta czy wierzysz w smerfy i latajace swinie to co odpowiesz?> A jak ciebie ktoś zapyta czy wierzysz w istnienie liczb, to co odpowiesz? Udało ci się kiedyś empirycznie jakąś liczbę udowodnić?I dlatego, ze nie moge udowodnic a (=istnienie liczb) automatycznie musi istniec b (=latajaca swinia)????? Czy Ty na prawde nie widzisz jak zalosna jest twoja erystyka?? Przeciez to juz nawet nie infantylizm. To juz medyczny debilizm
|
|
| | | | | |  | -4 na 8 | worek kości (2937 punktów) | >I dlatego, ze nie moge udowodnic a (=istnienie liczb)
Z tej niemocy wynika tylko tyle, że uznajesz istnienie bytów, których nie możesz udowodnić.
>automatycznie musi istniec b (=latajaca swinia)?????
Latająca świnia może istnieć. To nie jest pojęcie sprzeczne, ewentualnie syntetycznie puste. Z faktu, że nigdy nie widziałeś latającej świni, ba, z faktu, że nikt nigdy nie widział takiego stworzenia, nie wynika, że latająca świnia istnieć nie może - jeszcze trochę zabawy z genami i będziemy mieli nawet różowe jednorożce.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 3 na 5 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Z tej niemocy wynika tylko tyle, że uznajesz istnienie bytów, których nie możesz udowodnić.I??? Czy sugerujesz, ze dlatego powinienem wierzyc w katolickiego boga? > jeszcze trochę zabawy z genami i będziemy mieli nawet różowe jednorożce.Moze. Nie zmienia to faktu, ze katolickiego boga nikt nigdy nie zdola wyhodowac
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 5 | worek kości (2937 punktów) | > Czy sugerujesz, ze dlatego powinienem wierzyc w katolickiego boga?Nie znam nikogo, kto do wiary doszedł dzięki logicznym argumentom. > Nie zmienia to faktu, ze katolickiego boga nikt nigdy nie zdola wyhodowac  Zapytaj jakiegokolwiek tutejszego racjonalistę - skąd się wziął Bóg? - to na bank ci odpowie, że ludzie go wymyślili (wyhodowali [w swoich głowach]).
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | 8 na 10 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Nie znam nikogo, kto do wiary doszedł dzięki logicznym argumentom.Z ciekawości czystej: dzięki czemu do wiary doszli ci, których znasz? 
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | MarcinK (9189 punktów) |
> Z ciekawości czystej: dzięki czemu do wiary doszli ci, których znasz?  Ja jakbym chciał tej łaski wiary zakosztować to bym sobie zapodał chociażby tą stronę: www.fronda.pl/szukaj/trzeba wpisać bashobora 3 link od góry: Cytat:Abp Henryk Hoser: Ksiądz Bashobora nigdy nie mówił, że wskrzesza umarłych No ale szczęśliwie fronda uspokaja księdza arcybiskupa: Cytat:Dla niedowiarków - o. Bashobora daje świadectwo wskrzeszeń
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | > >Nie znam nikogo, kto do wiary doszedł dzięki logicznym argumentom.> Z ciekawości czystej: dzięki czemu do wiary doszli ci, których znasz?  Ze względu na to, że większość czasu spędzam ostatnio na największej w Polsce katolickiej uczelni, znam sporo osób duchownych. Przy różnych okazjach wypytuje ich o powody takiej decyzji, złożenia ślubów itd. Zwykle słyszę podobną historię: jako dziecko byłem bardzo religijny, potem przeżyłem okres buntu, a potem doświadczyłem czegoś tak niesamowitego, że wiedziałem, że muszę poświęcić życie Bogu. No i cóż, jak ktoś wierzy w qualia, ten wie, że z doświadczeniem religijnym dyskutować nie ma jak. Ale znam też doktorantów, którzy za paraliż senny obwiniają złe duchy; what can I say?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 5 | panTeista (6808 punktów) | >z doświadczeniem religijnym dyskutować nie ma jak.
Podobnie z urojeniem.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>z doświadczeniem religijnym dyskutować nie ma jak. >Podobnie z urojeniem.
Thanks, captain obvious.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | |
| | | | | | | | | | |  | 6 na 8 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Nie znam nikogo, kto do wiary doszedł dzięki logicznym argumentom.> >>> Z ciekawości czystej: dzięki czemu do wiary doszli ci, których znasz?  > Ze względu na to, że większość czasu spędzam ostatnio na największej w Polsce katolickiej uczelni, znam sporo osób duchownych. Przy różnych okazjach wypytuje ich o powody takiej decyzji, złożenia ślubów itd. Zwykle słyszę podobną historię: jako dziecko byłem bardzo religijny, potem przeżyłem okres buntu, a potem doświadczyłem czegoś tak niesamowitego, że wiedziałem, że muszę poświęcić życie Bogu.Powołanie do kapłaństwa - jak przypomina nam Ojciec Święty - jest jednocześnie darem i tajemnicą. Jest ono najpierw darem. Nikt z ludzi nie może przypisywać sobie prawa do bycia kapłanem. Kapłaństwo nie jest jednym z praw obywatelskich, które z natury przysługują człowiekowi. Jest ono niezwykłym darem Bożej miłości. Jest Bożym pomysłem. Jest wyrazem troski Boga o człowieka. Jest owocem Bożej łaski. Kapłaństwo jest jednocześnie tajemnicą. Jest tajemnicą spotkania dwóch wolności: wolności Boga, który powołuje oraz wolności człowieka, który odpowiada na to powołanie. Często sam powołany nie jest w stanie do końca wytłumaczyć nawet samemu sobie, jak to się stało, ze odkrył on i zrealizował powołanie do kapłaństwa. www.opoka.(*)D/powolanie_do_kaplanstwa.htmlTak, niektórzy doświadczają "czegoś tak niesamowitego" jak daru Bożej miłości - powołania do służby Boga. I co z tego? Przecież coś z tego powinno wynikać? Jakoś nie sposób jest wtedy tłumaczyć, że to tylko "normalni ludzie" z takim samym prawem do "grzechu" jak inni. Kapłaństwo jest wynikiem boskiego powołania, wyróżnienia przez Boga i wydaje się profanowi, że winni być moralnym przykładem dla wiernych. Owieczek, które sobie pasą i doją. > No i cóż, jak ktoś wierzy w qualia, ten wie, że z doświadczeniem religijnym dyskutować nie ma jak.Tak, z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne.www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,413795#w421774> Ale znam też doktorantów, którzy za paraliż senny obwiniają złe duchy; what can I say?Czasem rzeczywiście mówić nic nie warto, ale to wcale nie zwalnia nas z myślenia. Miłego dnia. PS. Forumowy i ideowy przyjaciel pana Piotra: Czytelnik 'MarcinZ' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Czy racjonalista może wykluczyć istnienie boga?' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,577720#w578006Czy można to lepiej skomentować niż dr. Strosmayer: Gdyby głupota miała skrzydła, latałaby on jak gołębica. Ale fideiści już chyba tak mają? @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | >>I dlatego, ze nie moge udowodnic a (=istnienie liczb) >Z tej niemocy wynika tylko tyle, że uznajesz istnienie bytów, których nie możesz udowodnić.
Czy ty naprawdę porównujesz symbol do bytu ???? Liczba nie ma cech pod tytułem wszechwiedza i brak wiedzy o piorunach, które będąc sprzecznymi można uznać za bzdurę i w ten sposób udowodnić brak istnienia Jahve. Liczby nie gadają bzdur o filarach ziemi, liczby nie gadają głupot o oceanie za nieboskłonem.
Liczba jest symbolem czegoś i starczy. Bogowie też są symbolami chciwości, chęci panowania, nienawiści itd. Pod tym względem tak bogowie istnieją jako wymysły ludzi chcących skrzywdzić/wykorzystać innych ludzi.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Liczba jest symbolem czegoś i starczy.
Cyfra, czyli materialny zapis, może być symbolem - czyli zmysłowym odpowiednikiem jakiejś liczby. Liczby nie są więc symbolem, tylko mogą być przez symbol oznaczane.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | >>Liczba jest symbolem czegoś i starczy. >Cyfra, czyli materialny zapis, może być symbolem - czyli zmysłowym odpowiednikiem jakiejś liczby. Liczby nie są więc symbolem, tylko mogą być przez symbol oznaczane.
Rozumiesz oczywiście, że dla przeciętnego człowieka liczby to określenie ilości (miary) i zawiera się po prostu w (-nieskończoność; + nieskończoność). Nie ma nic magicznego w liczbach. To nie są byty. To są pojęcia i to niezwykle płynne przechodzące z jednego w drugie. Chyba jesteś matematykiem z tego co pamiętam, jednak nie ma nic niezwykłego w liczbach tak jak w literze a (mówionej, nie zapisanej), gdzie z punktu widzenia matematyka ja i ty nie jesteśmy w stanie wymówić tego samego a.
PS: Od razu zaznaczam, że nie jestem filozofem i nie czytam filozofii w kierunku liczb. Udziwnianie czy mistycyzm związany z liczbami podpada u mnie do kategorii religijnych bzdur.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 3 | worek kości (2937 punktów) | > Nie ma nic magicznego w liczbach. To nie są byty. To są pojęciaMówienie o magii jest już pewnego rodzaju ośmieszeniem problemu. Liczby są niezwykłe, a prawidłowości odkrywane przez matematyków, jak choćby te dotyczące liczb pierwszych, no cóż, poczytaj sobie np. o Spirali Ulama: pl.wikipedia.org/wiki/Spirala_Ulama> Chyba jesteś matematykiemNo, raczej informatykiem. No i filozofem. > Udziwnianie czy mistycyzm związany z liczbami podpada u mnie do kategorii religijnych bzdur.Może tylko dlatego, że nie dajesz sobie okazji do rozbudzenia wyobraźni w tym kierunku. No ale do tego przydałoby się jednak trochę poczytać o filozofii matematyki.
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 3 na 3 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) |
>A jak ciebie ktoś zapyta czy wierzysz w istnienie liczb, to co odpowiesz? Udało ci się kiedyś empirycznie jakąś liczbę udowodnić?
W przeciwieństwie do bogów liczby są przydatne. Jakoś nie widziałem zbudowanej przy pomocy boga rakiety. Była kiedyś jedna książka, ale ją przemilczę.
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | |  | -2 na 4 | worek kości (2937 punktów) | > >A jak ciebie ktoś zapyta czy wierzysz w istnienie liczb, to co odpowiesz? Udało ci się kiedyś empirycznie jakąś liczbę udowodnić?> W przeciwieństwie do bogów liczby są przydatne.Kryterium uznania czegoś za istniejące jest subiektywna przydatność? Ładnie 
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) |
> Kryterium uznania czegoś za istniejące jest subiektywna przydatność? Ładnie  Nie mówię tu o istnieniu. Tylko o fakcie wprowadzania pojęcia abstrakcyjnego. Minus za brak czytania ze zrozumieniem.
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | > >Kryterium uznania czegoś za istniejące jest subiektywna przydatność? Ładnie  > Nie mówię tu o istnieniu.Moje pytanie dotyczyło istnienia, więc jeśli odpowiedziałeś na nie do istnienia się nie odnosząc, to no. > brak czytania ze zrozumieniem.Mhm.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Kryterium uznania czegoś za istniejące jest subiektywna przydatność? Ładnie  Po prostu fizyka i matematyka działają. Można za ich pomocą poznawać świat i tworzyć nowe rzeczy. Czy teologia dała światu coś na skalę: lotów kosmicznych, komputerów, astrofizyki, antybiotyków itp? Można twierdzić, np. że istnieją duchy, ale lepsze w przekonywaniu do ich istnienia będzie jedno pożyteczne urządzenie wykorzystujące w swoim działaniu fakt ich istnienia, niż 10.000 "filozoficznych dowodów" ich prawdziwości.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Czy teologia dała światu coś na skalę: lotów kosmicznych, komputerów, astrofizyki, antybiotyków itp?
Lotów kosmicznych nie dała nam też proza Dostojewskiego, czy to znaczy, że nie powinniśmy tracić czasu na czytanie książek?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) |
>Lotów kosmicznych nie dała nam też proza Dostojewskiego, czy to znaczy, że nie powinniśmy tracić czasu na czytanie książek?
Dostojewskiego nikt nie czci i nie wydaje na niego aż tak dużych pieniędzy.
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>Lotów kosmicznych nie dała nam też proza Dostojewskiego, czy to znaczy, że nie powinniśmy tracić czasu na czytanie książek? >Dostojewskiego nikt nie czci i nie wydaje na niego aż tak dużych pieniędzy.
Jesteś pewien, że nie istnieją ludzie czczący Dostojewskiego oraz którzy nie byliby skłonni wydawać mnóstwo kasy na pierwsze wydania jego książek (nie mówiąc już o rękopisach)?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | |
|
| | | | |  | 5 na 5 | setarkos (10757 punktów) | > istnienie liczb Proszę zauważyć, że liczba nie istnieje samoistnie. Mówiąc o liczbie x należy określić co najmniej jej dziedzinę i działanie w tej dziedzinie. Przykładowo "1" ze zbioru {0, 1} z arytmetyką zegarową, gdzie 1+1=0, to inne "1" niż jedynka ze zbioru N z dodawaniem, gdzie 1+1=2. Jeśli w szczególności ktoś się uprze, że liczba x należy do jednoelementowego zbioru {x}, to daje przykład struktury trywialnej (braku struktury) i w sensie liczbowym nic więcej nie może o x powiedzieć. Chyba nawet nie może twierdzić, że x jest liczbą (bo niby w jakim sensie?).
|
|
| | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >> istnienie liczb >Proszę zauważyć, że liczba nie istnieje samoistnie. Mówiąc o liczbie x należy określić co najmniej jej dziedzinę i działanie w tej dziedzinie.
No i ok, a po określeniu jej dziedziny i warunków, które musi spełniać, czy możemy powiedzieć, że liczba ta istnieje?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > po określeniu jej dziedziny i warunków, które musi spełniać, czy możemy powiedzieć, że liczba ta istnieje? W relacji do innych, tak.
|
|
| | | | | |  | | hamelet (65 punktów) | >> istnienie liczb >Proszę zauważyć, że liczba nie istnieje samoistnie. Mówiąc o liczbie x należy określić co najmniej jej dziedzinę i działanie w tej dziedzinie. Przykładowo "1" ze zbioru {0, 1} z arytmetyką zegarową, gdzie 1+1=0, to inne "1" niż jedynka ze zbioru N z dodawaniem, gdzie 1+1=2.
Albo jeszcze prościej. Dziedziną może być zbiór pusty, wtedy liczba jeden, to jest zbiór jednoelementowy, którego jedynym elementem jest zbiór pusty. Wtedy arytmetyki i zbiór liczb naturalnych staje się zbędny.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | panTeista (6808 punktów) | >A jak ciebie ktoś zapyta czy wierzysz w istnienie liczb, to co odpowiesz?
Liczby nie są bytami realnymi samoistnymi, liczby to pojęcia abstrakcyjne.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >liczby to pojęcia abstrakcyjne.
A są pojęcia nieabstrakcyjne?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) | >>liczby to pojęcia abstrakcyjne. >A są pojęcia nieabstrakcyjne?
Są, chociażby masa, która jest fizyczną właściwością materii. Nie abstrakcyjną.
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>>liczby to pojęcia abstrakcyjne. >>A są pojęcia nieabstrakcyjne? >Są, chociażby masa, która jest fizyczną właściwością materii. Nie abstrakcyjną.
Fizyczna właściwość materii = pojęcie?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) |
>Fizyczna właściwość materii = pojęcie?
To teraz trzeba definiować pojęcie "pojęcie".
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>Fizyczna właściwość materii = pojęcie? >To teraz trzeba definiować pojęcie "pojęcie".
To akurat nie jest trudne, podstawy logiki -
pojęcie - myślowy odpowiednik przedmiotu.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) |
>To akurat nie jest trudne, podstawy logiki - >pojęcie - myślowy odpowiednik przedmiotu.
Ta definicja jest kompletnie durna z dwóch powodów : a) Wymaga dalszej definicji pojęcia "przedmiot" b) Nie definiuje pojęć, które nie odpowiadają przedmiotom (jak chociażby miłość, wolność, etc.)
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>To akurat nie jest trudne, podstawy logiki - >>pojęcie - myślowy odpowiednik przedmiotu. >Ta definicja jest kompletnie durna z dwóch powodów :
Te dwa powody nie kompromitują definicji tylko wskazują na potrzebę jej uszczegółowienia.
>a) Wymaga dalszej definicji pojęcia "przedmiot"
No to można zdefiniować i przedmiot -
przedmiot - cokolwiek o czym możemy mówić lub myśleć.
>b) Nie definiuje pojęć, które nie odpowiadają przedmiotom (jak chociażby miłość, wolność, etc.)
Przy powyższym rozumieniu przedmiotu można je już upojęciowić.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | uxbridge (5980 punktów) | >No to można zdefiniować i przedmiot - >przedmiot - cokolwiek o czym możemy mówić lub myśleć. >>b) Nie definiuje pojęć, które nie odpowiadają przedmiotom (jak chociażby miłość, wolność, etc.) >Przy powyższym rozumieniu przedmiotu można je już upojęciowić. Co stanowi przedmiot pojęcia sepulki?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > Co stanowi przedmiot pojęcia sepulki?
Sepulka.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | uxbridge (5980 punktów) | >> Co stanowi przedmiot pojęcia sepulki? >Sepulka. Czyli sepulki istnieją! Więc istnieje również każda rzecz dająca się nazwać, nie potrzeba jej definiować lub wymieniać jej właściwości. Krótko mówiąc, istnieje cokolwiek. Bóg też. To jest spójne. Lub możliwość druga - przedmiot odpowiadający pojęciu nie musi istnieć. Przedmiot to cokolwiek dowolnego. Np. 'pdvguriegqw'. Na grzyba to nazywać przedmiotem?
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | panTeista (6808 punktów) | > >liczby to pojęcia abstrakcyjne.> A są pojęcia nieabstrakcyjne?Nieabstrakcyjne są te pojęcia które odnoszą się do desygnatów rzeczywistych. Pojęcie Bóg ma tylko desygnaty wyimaginowane (literackie). www.racjonalista.pl/forum.php/s,23906
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | | | | | |  | -2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | >>>liczby to pojęcia abstrakcyjne. >>A są pojęcia nieabstrakcyjne? >Nieabstrakcyjne są te pojęcia które odnoszą się do desygnatów rzeczywistych.
Czyli odróżniasz pojęcia abstrakcyjne od nie-abstrakcyjnych? A jak to się ma do tego, że pojęcia tworzone są w procesie abstrakcji, a "abstrakt" jest właściwie synonimem "pojęcia"?
>Pojęcie Bóg ma tylko desygnaty wyimaginowane (literackie).
Skąd wiesz?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | panTeista (6808 punktów) | >Czyli odróżniasz pojęcia abstrakcyjne od nie-abstrakcyjnych?
Nieabstrakcyjne są te pojęcia które odnoszą się do desygnatów rzeczywistych, np. Ziemia, człowiek, materia. Pojęcia abstrakcyjne określają min. osoby/ przedmioty wyimaginowane np. Allach, Jahwe, piekło.
>A jak to się ma do tego, że pojęcia tworzone są w procesie abstrakcji,
Pojęcia (np. nazwy przedmiotów, osób) służą do ich określania ale nie są tym samym co te konkretne przedmioty. Literaci tworzą pojęcia które nie odnoszą się do żadnych konkretnych bytów rzeczywistych lecz do bytów wyimaginowanych.
>a "abstrakt" jest właściwie synonimem "pojęcia"?
Człowiek to konkret, zdecydowanie nie abstrakt. Abstraktem jest pojęcie bóg, podmiot niewywołujący skutków, jak i nieoddziałujący na aparat poznawczy. Jest wiele definicji abstraktu, z których wszystkie bywają podważane. Każde z określeń abstraktu może być podważone - nominaliści w ogóle odmawiają abstraktom istnienia realnego.
>>Pojęcie Bóg ma tylko desygnaty wyimaginowane (literackie). >Skąd wiesz?
Z religioznawstwa które opisuje proces powstawania Biblii począwszy od malowideł naskalnych w grotach. Tomasz z Akwinu miał umysł zapętlony religią i nie potrafił przyjąć do wiadomości że energia w ruchu nie ma początku.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>Czyli odróżniasz pojęcia abstrakcyjne od nie-abstrakcyjnych? >Nieabstrakcyjne są te pojęcia które odnoszą się do desygnatów rzeczywistych, np. Ziemia, człowiek, materia. Pojęcia abstrakcyjne określają min. osoby/ przedmioty wyimaginowane np. Allach, Jahwe, piekło.
W takim razie nazwanie jakiegoś pojęcia abstrakcyjnym lub nie-abstrakcyjnym jest kwestią umowy i nijak się ma do natury samych pojęć. Jeżeli twierdzisz, że "jednorożec" jest pojęciem abstrakcyjnym, ponieważ odnosi się do przedmiotu wyimaginowanego, a nagle okazałoby się, że jednorożce jednak istnieją, to pojęcie przestaje być abstrakcyjne. Powodowałoby to sporo zamieszania.
Zamiast majstrować przy pojęciach, najłatwiej uznać, że wszystkie są abstrakcyjne - czyli określają pewną ogólną klasę przedmiotów - i skupić się na naturze tych przedmiotów. I wtedy to przedmiot jest realny lub idealny, konkretny lub abstrakcyjny itd.
>>a "abstrakt" jest właściwie synonimem "pojęcia"? >Człowiek to konkret, zdecydowanie nie abstrakt.
Jan Kowalski jest konkretem, "człowiek" jest abstraktem.
> Abstraktem jest pojęcie bóg, podmiot niewywołujący skutków, jak i nieoddziałujący na aparat poznawczy.
Każde pojęcie jest abstrakcyjne, więc wypowiadasz teraz pleonazm. Chodzi ci pewnie o to, że Bóg jest przedmiotem abstrakcyjnym, co też by się rozmijało z twoją intencją, no chyba że Boga rozumiesz jako pewną "ideę". Ale myślę, sens twojej wypowiedzi jest taki, że Bóg jest po prostu przedmiotem fikcyjnym. No i ok, możesz sobie tak myśleć.
>nominaliści w ogóle odmawiają abstraktom istnienia realnego.
Może i odmawiają, ale skoro powołujesz się na nominalistów, a jednocześnie piszesz o "abstraktach", to no, zdecyduj się.
>>>Pojęcie Bóg ma tylko desygnaty wyimaginowane (literackie). >>Skąd wiesz? >Z religioznawstwa które opisuje proces powstawania Biblii począwszy od malowideł naskalnych w grotach.
1. Jak żeś połączył Biblię z malowidłami w grotach? 2. Jeśli chcesz być precyzyjny, to powinieneś był napisać "W niektórych religioznawczych nurtach Bóg jest traktowany jako przedmiot fikcyjny".
>Tomasz z Akwinu miał umysł zapętlony religią i nie potrafił przyjąć do wiadomości że energia w ruchu nie ma początku.
A na jakiej podstawie powinien był coś takiego do wiadomości przyjąć?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | panTeista (6808 punktów) | >>Nieabstrakcyjne są te pojęcia które odnoszą się do desygnatów rzeczywistych, np. Ziemia, człowiek, materia. Pojęcia abstrakcyjne określają min. osoby/ przedmioty wyimaginowane np. Allach, Jahwe, piekło. >W takim razie nazwanie jakiegoś pojęcia abstrakcyjnym lub nie-abstrakcyjnym jest kwestią umowy
Może dla Ciebie, solipsystów, immaterialistów (ogólnie ludzi bujających w obłokach) jest kwestią umowy że Ziemia, ten człowiek, ta materia są desygnatami rzeczywistymi, w odróżnieniu od desygnatów czysto literackich. Ludzie trzeźwo stąpający po ziemi nie potrzebują się umawiać (nie są w zmowie) lecz potrafią odróżnić przedmioty rzeczywiste od fikcyjnych.
>Jeżeli twierdzisz, że "jednorożec" jest pojęciem abstrakcyjnym, ponieważ odnosi się do przedmiotu wyimaginowanego, a nagle okazałoby się, że jednorożce jednak istnieją, to pojęcie przestaje być abstrakcyjne. Powodowałoby to sporo zamieszania.
Zwykła konieczność dostosowania się do nowych okoliczności.
>najłatwiej uznać,
Najłatwiejsze wyjaśnienia obierają Ci którzy nie lubią myśleć, ludzie myślący obierają wyjaśnienia optymalne.
>I wtedy to przedmiot jest realny lub idealny,
Przedmiot jest realny lub fikcyjny. Idealny to cecha przedmiotu zależna od oczekiwań i oceniającego, cecha subiektywna. Ocena czy przedmiot jest realny czy fikcyjny ma podstawy (kryteria) obiektywne.
>Jan Kowalski jest konkretem, "człowiek" jest abstraktem.
Napisałem w skrócie, miałem na myśli "ten człowiek, wskazując go palcem".
>>>>Pojęcie Bóg ma tylko desygnaty wyimaginowane (literackie). >>>Skąd wiesz? >>Z religioznawstwa które opisuje proces powstawania Biblii począwszy od malowideł naskalnych w grotach. >1. Jak żeś połączył Biblię z malowidłami w grotach?
Do Biblii dodawano i wyłączano treści, jest ona kompilacją wierzeń wcześniejszych. A treści wierzeń wcześniejszych min. malowano na skałach (kamieniach) wewnątrz piramid.
>2. Jeśli chcesz być precyzyjny, to powinieneś był napisać "W niektórych religioznawczych nurtach Bóg jest traktowany jako przedmiot fikcyjny".
Piszę wystarczająco jasno aby być zrozumianym przez czytelników. Aby być precyzyjnym musiałbym wydłużyć swoje wypowiedzi, a to bezcelowe- Ty i tak będziesz bronił interesów ludzi utrzymujących się z wiary, będziesz bronił resztek fikcyjnego Boga.
>>Tomasz z Akwinu miał umysł zapętlony religią i nie potrafił przyjąć do wiadomości że energia w ruchu nie ma początku. >A na jakiej podstawie powinien był coś takiego do wiadomości przyjąć?
Na tej samej co Giordano Bruno i Budda, czyli myślenia niezależnego (od absurdalnych dogmatów religijnych) i niemnożenia bytów. Wystarczyło odnieść bez przyczynowość Boga do wszechświata.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | |  | 6 na 6 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | >Ale czy jeśli ktoś mnie zapyta czy wierzę w boga a ja odpowiem że boga nie ma to czy nie zachowam się tak samo jak on? Bo nijak nie udowodnimy wzajemnie swoich racji chyba? >Czy powinienem powiedzieć, że uważam że boga nie ma lecz nie wykluczam całkowicie tego, lub coś podobnego?
To co robisz to taki pełzający teizm. Próba znalezienia czegokolwiek co mogłoby usprawiedliwiać brak jakichkolwiek argumentów na istnienie bogów. Ciężar dowodu spoczywa zawsze na twierdzącym. Teoretycznie istnienie bogów jest możliwe, zaś istnienie bogów tych zadeklarowanych już nie. Polega to na tym, że deklarujący za dużo wrzucają na talerz bogów za których istnieniem przemawiają. Jahve nie może istnieć, bo ma za dużo cech, które są niemożliwe do istnienia zarazem np. wszechwiedza i brak wiedzy o piorunach/kulistości ziemi itp. Tak jak Jahve nie mogą istnieć inni bogowie. Ostają się ci bogowie, o których nic nie wiadomo czyli enigmy, czyli ci bogowie którzy nie istnieją. Nie można udowodnić nie istnienia nieistniejących bytów o których nic nie wiemy.
Pełzający teizm zawsze próbuje zgrywać idiotę.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | >jeśli ktoś mnie zapyta czy wierzę w boga a ja odpowiem, że boga nie ma, to czy nie zachowam się tak samo jak on? Bo nijak nie udowodnimy wzajemnie swoich racji chyba? Należy zauważyć, że on nie przedstawia racji a tylko wiarę (założenie, przeświadczenie, aksjomat czy jak to zwać..) >Czy powinienem powiedzieć, że uważam że boga nie ma ..? Można spytać czy i jakie racje stoją za jego wiarą (a także jak wyliczył, że bogów nie jest np. kilkoro).
|
|
| | |  | 4 na 4 makuś (5578 punktów) (zablokowany) |
>Ale czy jeśli ktoś mnie zapyta czy wierzę w boga a ja odpowiem że boga nie ma to czy nie zachowam się tak samo jak on? Bo nijak nie udowodnimy wzajemnie swoich racji chyba? >Czy powinienem powiedzieć, że uważam że boga nie ma lecz nie wykluczam całkowicie tego, lub coś podobnego?
hej, A jeżeli ktoś ci powie , że istnieją psy , które mają osiem nóg i cztery pyski i dodatkowo każdą nogą potrafią stwarzać i unicestwiać wszechświaty a każdym pyskiem potrafią mówić we wszystkich istniejących i nie istniejących językach a jeżeli w to nie uwierzysz to zostaniesz osądzony i skazany na wieczne męki ... To co ? Masz prawo powiedzieć , że czegoś takiego nie ma ? Czy tylko skromnie stwierdzić , że nie jesteś w stanie udowodnić , że czegoś takiego nie ma ... Poziom absurdu jest tutaj przeogromny ! Ja na przykład wierzę , że wszystkie słonie potrafią mówić po polsku ! A jeżeli znajdziesz takiego co nie mówi to jedynie świadczyć będzie o tym , że jeszcze się nie nauczył ... makuś
|
|
| |  | -8 na 8 | worek kości (2937 punktów) | >>Chyba nie do końca rozumiem o co chodzi, mógłbyś coś więcej napisać? >Nie musisz się tymi pierdołami zajmować. Dopóki ktoś Ci nie przedstawi jakichkolwiek dowodów
Jakikolwiek dowód? A istnienie świata nie może być dowodem na istnienie Boga?
I jakiego rodzaju miałby być to dowód? Być może powiesz coś w stylu - no, najlepiej żeby był empiryczny. No ale czy na co dzień zasilasz swoje przekonania wyłącznie empirycznymi dowodami? Nie zdarza ci się uznać jakiegoś twierdzenia za prawdziwe, ponieważ "wydaje ci" się, że jest ono prawdziwe (np. że nie jesteś mózgiem w naczyniu) albo ponieważ ktoś, kto ci to powiedział jest godzien zaufania?
Twierdzeń matematycznych również nie udowadnia się empirycznie, a skoro Bóg, przynajmniej tak jak jest definiowany w teizmie, miałby być bytem niematerialnym, więc jego istnienie byłoby podobnej natury, co istnienie liczb. Więc może dowód logiczny? I argument ontologiczny byłby dobrym przykładem - byt najdoskonalszy musi istnieć z definicji, jeśli zgodzimy się - a już chyba o tym dyskutowaliśmy - że istnienie jest lepsze od nie-istnienia. Czy gdyby udało mi się udowodnić, że istnienie jest lepsze od nie-istnienia, to przyjmując taką przesłankę, uznałbyś wtedy argument ontologiczny za przekonujący, czy tylko za sprytną logiczną sztuczkę?
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 1 na 1 | Scorp (5381 punktów) | >... a skoro Bóg, przynajmniej tak jak jest definiowany w teizmie, miałby być bytem niematerialnym..
Powiedz mi worku kości, czy według Ciebie jest w jakikolwiek sposób możliwe dobre (naukowe, przekonujące) wyjaśnienie problemu Boga (istnienia, działania, przypisywanych mu cech)? Czy w ogóle NIE i koniec?
Nie pytam o wyjaśnienia filozoficzne i teologiczne. -
|
|
| | | |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) |
Za co minus?
|
|
| | | | |  | | Scorp (5381 punktów) | >Za co minus? > Za niewłaściwe potraktowanie rozmówcy. '
|
|
| | | | | |  | 8 na 8 | MarcinK (9189 punktów) | > >Za co minus?> >> Za niewłaściwe potraktowanie rozmówcy.Że co?
|
|
| | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >czy według Ciebie jest w jakikolwiek sposób możliwe dobre (naukowe, przekonujące) wyjaśnienie problemu Boga
Współczesna nauka (przyrodnicza) zabrania tłumaczenia zjawisk w odwołaniu do wszelkiej nadprzyrodzoności, więc jeśli pytasz, czy można o Bogu rozmawiać jednocześnie nie mogąc o Bogu mówić, to wydaje mi się to niemożliwe.
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Scorp (5381 punktów) | >Współczesna nauka (przyrodnicza) zabrania tłumaczenia zjawisk w odwołaniu do wszelkiej nadprzyrodzoności,
Raczej nie uznaje niż zabrania.
> ...więc jeśli pytasz, czy można o Bogu rozmawiać jednocześnie nie mogąc o Bogu mówić, to wydaje mi się to niemożliwe.
ale nie pytałem o to co sugerujesz, lecz czy uznajesz za możliwe naukowe wytłumaczenie problemu Boga, to jest kwestii dotyczących wiary i jej obiektu, w tym również tego, co chowa się za pojęciami (i poczuciem) transcendencji, wszechmocy i in. atrybutów uznawanych za nadprzyrodzone. -
|
|
| | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >czy uznajesz za możliwe naukowe wytłumaczenie problemu Boga >atrybutów uznawanych za nadprzyrodzone.
No przecież jak sam napisałeś "nauka nie uznaje", a więc nie ma narzędzi aby zajmować się Bogiem - sferą nadprzyrodzoną. Jeśli nauki przyrodnicze, typu fizyka lub biologia, miałyby zajmować się Bogiem, należałoby zmienić paradygmat uprawiania nauki, a póki co nie ma takiej potrzeby.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | Scorp (5381 punktów) | >... nie ma narzędzi aby zajmować się Bogiem - sferą nadprzyrodzoną.
Czas wypunktować różnicę, jaka się ujawnia w tej wymianie zdań.
Ja użyłem określeń 'problem Boga', 'pojęcie transcendencji' i 'atrybuty uznawane za nadprzyrodzone', natomiast u Ciebie znajdzie się 'rozmawiać o Bogu', ' zajmować się Bogiem', 'Bóg - sfera transcendencji'.
Z czego wynika ta różnica w sformułowaniach? Z przyjętego przez Ciebie (ale nie ujawnionego w tej wymianie zdań o naukowym podejściu do kwestii Boga) założenia (które jest najwyraźniej Twoim przekonaniem), że Ty o Bogu wiesz że jest i gdzie jest.
Ok, przekonania bywają różne.
Ale jeżeli jakieś przekonanie każe zasłonić jakąś grupę spraw przed światłem nauki (jest 'w transcendencji', więc badać go nie można) i to w taki sposób, że umacnia samo siebie uniemożliwiając swoją zmianę (nie da się sprawdzić, więc nie może się zmienić), to jest to przekonanie nieodpowiednie dla człowieka wykształconego, pogląd w rodzaju 'człowiek nigdy nie wzbije się w powietrze', 'nigdy się nie dowiemy co jest na Księżycu'. W kwestii Bóg a nauka prezentujesz więc, wybacz worku kości, postawę wyraźnie nienaukową.
Z czym się nie zgadzam, bo uważam że analizie naukowej można poddać każde pojęcie i jego desygnat, każde miejsce i atrybut, nawet 'najmocniej' niemożliwe. Oraz każde przekonanie, szczególnie te najbardziej rozpowszechnione i najmocniejsze. -
|
|
| | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Ale jeżeli jakieś przekonanie każe zasłonić jakąś grupę spraw przed światłem nauki
Napisałem przecież, że nauka w dzisiejszym kształcie, stosując współcześnie uznane metody, nie może zajmować się bytami niematerialnymi - one się po prostu nie mieszczą w wymogu metodologicznego naturalizmu. Jeśli chcesz w języku naturalistycznym opisać zjawisko nadnaturalne, to doprowadzasz do konfliktu dwóch gier językowych - nie da się tego pogodzić.
I wyraźnie zaznaczyłem, że piszę o nauce przyrodniczej. Jeśli chcesz analizować pojęcia, bierzesz się wtedy za filozofię i jasne, możesz to robić. I jeśli filozofia jest nauką w sensie szerszym, nie tylko jako science, to jasne - pojęcie Boga można analizować w sposób naukowy.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Scorp (5381 punktów) | >I wyraźnie zaznaczyłem, że piszę o nauce przyrodniczej. Jeśli chcesz analizować pojęcia, bierzesz się wtedy za filozofię i jasne, możesz to robić. I jeśli filozofia jest nauką w sensie szerszym, nie tylko jako science, to jasne - pojęcie Boga można analizować w sposób naukowy.
No i wreszcie pojawia się skrawek wspólnego terenu: pojęcie Boga można analizować. Można dla tego przyjąć, że filozofia jest nauką w sensie szerszym, ale można też zauważyć, że bywa odwrotnie: nauka zajmuje się filozofią. Różne dziedziny nauki podejmują tematy właściwe filozofii: kwestie pojęć, życia, nawet istnienia w ogóle.
Zagadnienie pojęć, informacji, wiedzy jest tu szczególnie istotne. Filozofię wypiera kogniwistyka, memetyka, psycho- czy neurolingwistyka. Jeżeli przyjąć twardo, że pojęcie Boga wzięło się z jakiegoś signum dei pochodzenia transcendentnego, to wyskakujemy z rozważań naukowych i lądujemy w religii. Jeżeli jednak "pojęcie Boga można analizować w sposób naukowy", to oznacza, że jesteśmy gotowi zawiesić przekonania religijne i poddać się władzy metody naukowej.
A to - jak mi się wydaje - skończy się ruiną każdej wiary religijnej. -
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Jeżeli jednak "pojęcie Boga można analizować w sposób naukowy", to oznacza, że jesteśmy gotowi zawiesić przekonania religijne i poddać się władzy metody naukowej.
Przy pomocy jakiej metody chciałbyś badać pojęcie Boga?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >>>>Jeżeli jednak "pojęcie Boga można analizować w sposób naukowy", to oznacza, że jesteśmy gotowi zawiesić przekonania religijne i poddać się władzy metody naukowej. >Przy pomocy jakiej metody chciałbyś badać pojęcie Boga? Żadnej! "Niepojęty Bóg" jest przedmiotem wiary osób zupełnie go nie pojmujących. Dla próbujących go pojąć jest nie definiowalny. Bez definicji tego o czym mówimy, to mówimy o niczym. Nic nie istnieje i nie można badać tego co nie istnieje.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Scorp (5381 punktów) | >Przy pomocy jakiej metody chciałbyś badać pojęcie Boga?
Metoda stawiania pytań, używania analogii, redukcji do przyczyn, tworzenia modeli funkcjonalnych, identyfikacji oddziaływań. Jest to próba zajrzenia w głąb psychiki i w strukturę archetypu jednocześnie. Biorąc na warsztat tak powszechne i kontrowersyjne pojęcie, jednocześnie tak odporne na obiektywną analizę, trzeba uwzględniać każdy rodzaj wiedzy specjalistycznej, w tym neuro- i psychologicznej, medycznej itd. Nie można też gardzić relacjami mistyków, traktując je jako eksperymenty psychologiczne. Tylko teologia nie ma czego szukać w tym towarzystwie.
Pojęcia są obiektami informacyjnymi. Określony wycinek teorii informacji odpowiada na pytanie skąd się biorą i jak funkcjonują w sieci relacyjnej. Pojęcie Boga, jak wszystkie inne, ma swoje ziemskie przyczyny i relacje.
Są, jak widzisz sposoby by badać pojęcie Boga, nie tylko spekulatywne; były również zastanawiające eksperymenty medyczne, które na pewno znasz. -
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | Cytat:>Pojęcia są obiektami informacyjnymi. Określony wycinek teorii informacji odpowiada na pytanie skąd się biorą i jak funkcjonują w sieci relacyjnej Nieprawda, tylko PRÓBUJE odpowiedzieć posługując się założeniami, które traktuje jako aksjomaty. Cytat: Pojęcie Boga, jak wszystkie inne, ma swoje ziemskie przyczyny i relacje. A to tylko i wyłącznie Twoje złożenie. Czy jesteś w stanie to udowodnić? (Jak to było ? Niech twierdzący udowadnia... ?) Cytat:>Są, jak widzisz sposoby by badać pojęcie Boga, nie tylko spekulatywne; Eeee? To które są "Nie spekulatywne" ???? Cytat: były również zastanawiające eksperymenty medyczne, które na pewno znasz. I cóż one "udowodniły" ????
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | |  | 14 na 14 | MarcinK (9189 punktów) |
> Jakikolwiek dowód? A istnienie świata nie może być dowodem na istnienie Boga?Istnienie świata jest dowodem na istnienie świata - jeśli twierdzisz coś ponadto to już onus probandi i mam Cię z głowy. > Być może powiesz coś w stylu - no, najlepiej żeby był empiryczny.I owszem. Ostateczną instancją jest empiria właśnie. > No ale czy na co dzień zasilasz swoje przekonania wyłącznie empirycznymi dowodami? Nie zdarza ci się uznać jakiegoś twierdzenia za prawdziwe, ponieważ "wydaje ci" się, że jest ono prawdziwe (np. że nie jesteś mózgiem w naczyniu) albo ponieważ ktoś, kto ci to powiedział jest godzien zaufania?Na co dzień i owszem stosuje różne metody heurystyczne, jak każdy z resztą, gdyż samodzielnie wszystkiego sprawdzić się nie da. Nie oznacza to bynajmniej, że w to wierzę, czyli przyjmuję ślepo bez dowodów ale mam zaufanie, na które mogę przedstawić stosowne przesłanki uprawdopodabniające. > a skoro Bóg, przynajmniej tak jak jest definiowany w teizmie, miałby być bytem niematerialnym,Konkretnie napisałeś - skoro Niewiadomoco, przynajmniej tak jak bajdurzą teizmy, miałby być bytem niewiadomojakim.W jednym zdaniu wrzucasz coś nie zdefiniowanego w sposób przynajmniej logicznie niesprzeczny i jeszcze na dokładkę dodajesz jakąś niematerialność. No to do dzieła - onus probandi. > więc jego istnienie byłoby podobnej natury, co istnienie liczb.I owszem. Liczby to też wytwory ludzkiego umysłu - to po prostu bardziej sformalizowany język od tego, którym posługujemy się na co dzień. Jest to narzędzie, dzięki któremu, w sporej części, piszę teraz na ekranie LCD używając internetu ale bynajmniej to nie oznacza, że te liczby mogę dotknąć czy powąchać. Nikt jednak nie twierdzi, że te liczby wysłuchują modlitw etc etc etc. > Więc może dowód logiczny?Nawet tego, najzupełniej bazowego, wymagania żaden bóg teistyczny w najmniejszym stopniu nie spełnia - to o czym tu w ogóle dyskutować? > I argument ontologiczny byłby dobrym przykładem - byt najdoskonalszy musi istnieć z definicji, jeśli zgodzimy się - a już chyba o tym dyskutowaliśmy - że istnienie jest lepsze od nie-istnienia.Nie wiem z kim Ty dyskutowałeś ale ja chyba z Twoim awatarem. Nijak się z Tobą nie zgodziłem i od początku argumentowałem, że argument ontologiczny, po rozłożeniu na czynniki pierwsze, to tylko gra słów, po prostu zwykła bzdura. > Czy gdyby udało mi się udowodnić, że istnienie jest lepsze od nie-istnienia,Toć Ci nawet Lokomotywę Tuwima wkleiłem - czekam zatem na kontynuację. > to przyjmując taką przesłankę, uznałbyś wtedy argument ontologiczny za przekonujący, czy tylko za sprytną logiczną sztuczkę?No i w dalszym ciągu mylnie ten argument pojmujesz - nie świadome - nieświadome, a nic - coś. Zupełnie nieświadomy meteoryt, odpowiedniej wielkości, mógłby ten świat w jednej chwili zmienić w znacznie większym stopniu niż miliardy świadomych homo sapiens przez miliony lat swego istnienia.
|
|
| | | |  | -2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | >>Jakikolwiek dowód? A istnienie świata nie może być dowodem na istnienie Boga? >Istnienie świata jest dowodem na istnienie świata
To jest kwestia dedukcji. Spotykamy na swojej drodze świat i przy całym jego ogromie zakładamy, że cokolwiek doprowadziło do jego istnienia, musi być co najmniej tak samo duże (zasada racji dostatecznej).
>Nie oznacza to bynajmniej, że w to wierzę, czyli przyjmuję ślepo bez dowodów ale mam zaufanie, na które mogę przedstawić stosowne przesłanki uprawdopodabniające.
W teizmie "zaufanie" i "wiarę" stosuje się często synonimicznie.
>i jeszcze na dokładkę dodajesz jakąś niematerialność.
Liczby są niematerialne. Mamy w rzeczywistości różne nie-materializmy, więc nie powinieneś się tak dziwić.
>Liczby to też wytwory ludzkiego umysłu
To czy matematyka jest tworzona czy odkrywana to stary problem, a z tego co się orientuję większość zawodowych matematyków zdradza intuicje platonizujące, że liczby istnieją realnie. Więc twierdzenie, że są one po prostu wytworem ludzkiego umysłu nie jest takie oczywiste.
>No i w dalszym ciągu mylnie ten argument pojmujesz - nie świadome - nieświadome, a nic - coś.
Nie bardzo rozumiem to rozróżnienie. Moje pytanie brzmi tak: czy "istnienie" jest zawsze pozytywnym dodatkiem do bytu, bez którego byt ów byłby zawsze gorszy?
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >Moje pytanie brzmi tak: czy "istnienie" jest zawsze pozytywnym dodatkiem do bytu, bez którego byt ów byłby zawsze gorszy? Moja odpowiedź brzmi - nie. Chciałbyś np. żeby na Ziemi istniały potwory, które odgryzają ludziom głowy na śniadanie? Według mnie istnienie byłoby bardzo złym dodatkiem do tych wymyślonych bytów. Wolę nieistniejące potwory od istniejących.
|
|
| | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Wolę nieistniejące potwory od istniejących.
No ale to subiektywne. Chodzi mi o podejście obiektywne, czy istnienie jest zawsze lepsze, jakby "z punktu widzenia zainteresowanego bytu".
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | setarkos (10757 punktów) | > czy istnienie jest zawsze lepsze, jakby "z punktu widzenia zainteresowanego bytu". Wiesz, że nie. W innym miejscu odpowiadasz Ratatoskr, że nawet wszechmoc jest ograniczona do nietworzenia kwadratowych kół. Zatem kwadratowe koła nie są chyba zainteresowane istnieniem.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >> czy istnienie jest zawsze lepsze, jakby "z punktu widzenia zainteresowanego bytu". >Wiesz, że nie.
No nie, jest to wciąż sprawa otwarta.
>W innym miejscu odpowiadasz Ratatoskr, że nawet wszechmoc jest ograniczona do nietworzenia kwadratowych kół.
Nie nazwałbym tego ograniczeniem, tylko "nie mieszczeniem się w definicji wszechmocy".
>Zatem kwadratowe koła nie są chyba zainteresowane istnieniem.
Być może po prostu nic nie chce być wewnętrznie sprzeczne.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) |
>Nie nazwałbym tego ograniczeniem, tylko "nie mieszczeniem się w definicji wszechmocy".
Czy nadawanie wszechmocy definicji nie obrywa jej z bycia wszechmocą ?
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>Nie nazwałbym tego ograniczeniem, tylko "nie mieszczeniem się w definicji wszechmocy". >Czy nadawanie wszechmocy definicji nie obrywa jej z bycia wszechmocą ?
W jaki sposób miałoby się to oberwanie dokonać?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >>Wolę nieistniejące potwory od istniejących. >No ale to subiektywne. Chodzi mi o podejście obiektywne, czy istnienie jest zawsze lepsze, jakby "z punktu widzenia zainteresowanego bytu". Ale czy punkt widzenia zainteresowanego bytu jest obiektywny? Wg. mnie to jest subiektywny punkt widzenia danego bytu.
|
|
| | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Ale czy punkt widzenia zainteresowanego bytu jest obiektywny? Wg. mnie to jest subiektywny punkt widzenia danego bytu.
W sumie racja. Zostawmy punkt widzenia bytu, przeformułuje pytanie na nieco prostsze - czy obiektywnie istnienie jest twoim zdaniem lepsze od nie-istnienia?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Phanes (492 punktów) | >Zostawmy punkt widzenia bytu, przeformułuje pytanie na nieco prostsze - czy obiektywnie istnienie jest twoim zdaniem lepsze od nie-istnienia?
Wtrącę się na chwilę. Odpowiedź na to pytanie będzie zawsze subiektywna, a do tego nieuprawniona - nieistnienia nie da się doświadczyć (nie ma nikogo, kto by doświadczał), więc nie ma możliwości porównania.
Inna rzecz: zakładasz jakiś byt, a ten z definicji istnieje, więc tego problemu i tak nie ma. Jeśli chciałbyś jednak dalej zastanawiać się, który stan jest lepszy, to zauważ, że ma to znaczenie tylko i wyłącznie dla istoty świadomej, a o tym nie wiemy.
Nawet idąc całkowicie za rozumowaniem Anzelma i zakładając, że ten doskonały byt musiałby mieć cechę istnienia, w żaden sposób nie prowadzi nas to do jego rzeczywistego istnienia, a jedynie do tego, że gdyby istniał, musiałby istnieć obiektywnie, czyli poza umysłem (jakkolwiek to idiotycznie brzmi).
I jeszcze pytanie nieco odbiegające od tematu: jak od tego czegoś dojść do chrześcijańskiego boga, bo zawsze mnie to zastanawiało?
|
|
| | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >czy obiektywnie istnienie jest twoim zdaniem lepsze od nie-istnienia? Obiektywnie? Nie wiem. Już tamto pytanie było prostsze.
Obiektywnie chyba nic nie może być lepsze ani gorsze. Tylko w czyjejś ocenie i z jakiegoś punktu widzenia coś może być lepsze.
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Obiektywnie chyba nic nie może być lepsze ani gorsze.
No, tylko jeśli zgodzimy się, że wszelkie wartościowanie jest kwestią opinii, że nie ma obiektywnych wartości.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Ratatoskr (4439 punktów) | >>Obiektywnie chyba nic nie może być lepsze ani gorsze. >No, tylko jeśli zgodzimy się, że wszelkie wartościowanie jest kwestią opinii, że nie ma obiektywnych wartości.
Ok. Bardzo proszę o "obiektywną" opinię na temat tego co jest lepsze: rock czy metal?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Ok. Bardzo proszę o "obiektywną" opinię na temat tego co jest lepsze: rock czy metal?
Jeśli kryterium lepszości będzie ilość liter w słowie, to metal wygrywa.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >Jeśli kryterium lepszości będzie ilość liter w słowie. A jakie kryterium bierzesz pod uwagę przy ocenie czy lepsze jest istnienie czy nieistnienie? Bo jeśli również ilość liter w słowie...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>Jeśli kryterium lepszości będzie ilość liter w słowie. >A jakie kryterium bierzesz pod uwagę przy ocenie czy lepsze jest istnienie czy nieistnienie?
No, to chyba zasadnicze pytanie - trzeba by się pewnie zastanowić nad jakimś uczciwym, obejmującym wszelkie klasy przedmiotów, kryterium . Nieuczciwym (chyba) kryterium byłoby z jednej strony: "kryterium wpływu na rzeczywistość". W tym kontekście lepiej na rzeczywistość mogą wpływać byty istniejące niż nieistniejące. Z drugiej strony nieuczciwym, czyli stronniczym kryterium byłoby kryterium "nieustannego i wiecznego cierpienia", które stawia wyżej nieistniejące byty, ponieważ lepiej nie-istnieć, niż nieustannie i wiecznie cierpieć. To dość ciekawy problem.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | Masz jakiś pomysł na uczciwe i oczywiście obiektywne kryterium?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >No, tylko jeśli zgodzimy się, że wszelkie wartościowanie jest kwestią opinii, że nie ma obiektywnych wartości. A nie zgadzasz się z tym?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>No, tylko jeśli zgodzimy się, że wszelkie wartościowanie jest kwestią opinii, że nie ma obiektywnych wartości. >A nie zgadzasz się z tym?
Jeśli się z tym zgodzić, to wtedy wszelkie dyskusje dotyczące np. moralności nie mają sensu. Nie możemy spierać się czy czyn X'a był zły lub dobry ponieważ jest to tylko kwestia naszej opinii - ja mam własną, a ty masz swoją.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >Jeśli się z tym zgodzić, to wtedy wszelkie dyskusje dotyczące np. moralności nie mają sensu. Nie możemy spierać się czy czyn X'a był zły lub dobry ponieważ jest to tylko kwestia naszej opinii - ja mam własną, a ty masz swoją.
Hmm. A czy jest sens dyskutować o obiektywnych faktach z którymi wszyscy się zgadzają?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >A czy jest sens dyskutować o obiektywnych faktach z którymi wszyscy się zgadzają?
A co byłoby tutaj takim obiektywnym faktem, którego nikt pod wątpliwość nie ośmiela się poddać?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Grey (2102 punktów) | >A co byłoby tutaj takim obiektywnym faktem, którego nikt pod wątpliwość nie ośmiela się poddać?
Np. to, że żyjemy na Ziemi. Zdaję sobie sprawę, że ktoś na upartego mógłby się kłócić, ale załóżmy, że wszyscy, którzy biorą udział w rozmowie zgadzają się z tym. Jest sens dyskutować?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >załóżmy, że wszyscy, którzy biorą udział w rozmowie zgadzają się z tym. Jest sens dyskutować?
Ewidentnie nie oglądałeś "12 gniewnych ludzi".
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | > Ewidentnie nie oglądałeś "12 gniewnych ludzi".No, racja
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54906 punktów) | > >Ewidentnie nie oglądałeś "12 gniewnych ludzi".> No, racja  Lektura obowiązkowa
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Lektura obowiązkowaSzach! 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54906 punktów) | > > Lektura obowiązkowa> Szach!  > Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spaćNie rozumiem, czym WK mnie zaszachował. Film Dwunastu gniewnych ludzi (12 Angry Men) jest jednym z może artystycznie nienajdoskonalszych, ale stanowczo ze względu na swój przekaz jednym z najważniejszych w historii kina dramatów sądowych. Dla mnie ten film był poważnym materiałem do przemyśleń na temat kary śmierci. W sprawach jednolitego poglądu grupy i niezgodności z nim, w sprawie prawa jednostki do zdania odrębnego, jest tematem do poważnych przemyśleń i jednak "lekturą" obowiązkową Polecałem go zwłaszcza uczniom prezentującym radykalne poglądy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Nie rozumiem, czym WK mnie zaszachował (..)
Nie Ciebie. Wiem że jest taki film, ale też przyznam że nie oglądałem, co chcę w najbliższym czasie nadrobić. Na marginesie - nie uważam, że aby wypowiadać się w wątku nt. wartościowania, które dla jednych jest kwestią subiektywnych opinii a dla drugich odnoszeniem się do obiektywnych wartości trzeba było ten film oglądnąc (choć z tego co mówisz i co widzę - jest niewątpliwie wartościowy). "Amerykański dramat sądowy z 1956 roku zrealizowany w oparciu o powstałe dwa lata wcześniej teatralne przedstawienie telewizyjne Reginalda Rose'a. Film opowiada historię ławy przysięgłych obradującej po procesie młodego chłopaka oskarżonego o morderstwo. Spośród dwunastu przysięgłych tylko jeden nie jest do końca przekonany o winie oskarżonego. W 2007 biblioteka Kongresu umieściła go na liście amerykańskiego dziedzictwa filmowego jako film ważny pod względem kulturalnym, historycznym i estetycznym"
Panu workowi od dłuższego już czasu nie chce się klarownie wykładać swojego punktu widzenia w rozmowie, stosuje skróty i odnośniki. Ot tyle. pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54906 punktów) | > Wiem że jest taki film, ale też przyznam że nie oglądałem, co chcę w najbliższym czasie nadrobić.Daję Ci 24 godziny    Najbardziej wartościowy kicz pod słońcem, najlepiej zrobiony film wychowawczy od czasów "City Lights" ( pl.wikiped(*)9Awiatła_wielkiego_miasta) aż po dziś dzień  > Panu workowi od dłuższego już czasu nie chce się klarownie wykładać swojego punktu widzenia w rozmowie, stosuje skróty i odnośniki. Ot tyle.Wspomniał tytuł filmu, zobacz, zrozumiesz zarówno skróty jak i odnośniki
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Daję Ci 24 godziny    Uf  > Wspomniał tytuł filmu, zobacz, zrozumiesz zarówno skróty jak i odnośnikiSpokojnie, mnie nie trzeba 2x powtarzać. Swoją drogą ciekawe że p. worek nie czyta odnośników innych a do ich argumenów i "wspominania innego niż workowe" odnosi się sporadycznie, raczej unikając trudnych kwestii wymagających pewnego wysiłku. Leniuszek  Gdzie tu wzajemność, którą tak b. cenię?  pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Swoją drogą ciekawe że p. worek nie czyta odnośników innych a do ich argumenów i "wspominania innego niż workowe" odnosi się sporadycznie
No sorry gregory, ale jak rzucisz okiem na ranking posto-nabijaczy, to może zrozumiesz skąd się bierze ta moja wybiórczość.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Ano nie ma kiedy taczek załadować  Znamy to pójście na ilość - nie jesteś w tym pierwszy, parę miesięcy temu dokładnie tak samo robił niejaki Marek Bielecki. Show must go on, łącząc pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > >Wiem że jest taki film, ale też przyznam że nie oglądałem, co chcę w najbliższym czasie nadrobić.> Daję Ci 24 godziny    Zrobione. Sorki za lekką obsuwę  > Wspomniał tytuł filmu, zobacz, zrozumiesz> zarówno skróty jak i odnośniki  Wybacz, ale dalej nie bardzo rozumiem. Mowa była o wartościowaniu, które jest lub nie powinno być kwestią opinii. O jego cechach transcendentnych, lub braku takowych. Film jednak mówi o konkretnych ludziach, rzeczach i zdarzeniach - nie o filozofii, religii i ich pojęciach. Myślę, że temat można znacznie uprościć stawiając kwestię nieco inaczej: czy ludzie nie odnoszący swoich wartości do jakiejś osoby absuolutnej są mniej lub bardziej moralni (etyczni) w porównaniu do ludzi wierzących. Pseudo-argument o niskim morale ateistów jest b. często wysuwany przez wszelkiej maści religiantów pokoroju ks. Dariusza Oko. pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | > >Ewidentnie nie oglądałeś "12 gniewnych ludzi".> No, racja  Można powiedzieć, że moja aktywność na tym forum jest jakoś inspirowana tym filmem.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) |
>Można powiedzieć, że moja aktywność na tym forum jest jakoś inspirowana tym filmem.
Zbyt schlebiasz sobie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | MarcinK (9189 punktów) |
> Można powiedzieć, że moja aktywność na tym forum jest jakoś inspirowana tym filmem.A nie bardziej Genem Hackmanem?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Paul Figura (1368 punktów) | > >>Ewidentnie nie oglądałeś "12 gniewnych ludzi".> Można powiedzieć, że moja aktywność na tym forum jest jakoś inspirowana tym filmem.Worek co ty jesteś ekspertem nawet w kinie retro, czy tylko tym konkretnym filmie.? W każdym razie gratuluje dobrego gustu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Można powiedzieć, że moja aktywność na tym forum jest> jakoś inspirowana tym filmem.Nie wiem, czy dobrze łapię analogię: Ty to jeden przeciwstawiający swoje zdanie pozostałym jedenastu z ławy (reprezentant 70-90% katolików w naszym Kraju) a obecni tu zdeklarowani ateiści (jakieś kilka procent) to tamta wykruszająca się jedenastka. Hm..   pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >>Ewidentnie nie oglądałeś "12 gniewnych ludzi".> >No, racja  > Można powiedzieć, że moja aktywność na tym forum jest jakoś inspirowana tym filmem.W filmie bohater kreowany przez Henry'ego Fondę przedkładał racjonalne wątpliwości. W żadnym razie nie zabawiał się przeczeniem dla samego przeczenia, co Ty czynisz notorycznie.
Wstydzimy się, że mamy takiego przełożonego, który ośmieszył Nasz Radom przed całą Polską i Kurią Biskupią znajdującą się właśnie w Radomiu. (...) My, policjanci, oczywiście boimy się składać prawdziwe zeznania... (z listu policjantów radomskich)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > W żadnym razie nie zabawiał się przeczeniem dla samego przeczenia, co Ty czynisz notorycznie.Wcale nie 
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 4 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >W żadnym razie nie zabawiał się przeczeniem dla samego przeczenia, co Ty czynisz notorycznie.> Wcale nie  Wcale  .
Wstydzimy się, że mamy takiego przełożonego, który ośmieszył Nasz Radom przed całą Polską i Kurią Biskupią znajdującą się właśnie w Radomiu. (...) My, policjanci, oczywiście boimy się składać prawdziwe zeznania... (z listu policjantów radomskich)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >>załóżmy, że wszyscy, którzy biorą udział w rozmowie zgadzają się z tym. Jest sens dyskutować? >Ewidentnie nie oglądałeś "12 gniewnych ludzi". W tym filmie nie wszyscy się zgadzali, jeden miał wątpliwości, więc zaczął rozmowę.
PS. Przyznam, że byłem ciekawy, po co piszesz na naszym forum. Nawet miałem zamiar zapytać kiedyś.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >W tym filmie nie wszyscy się zgadzali, jeden miał wątpliwości, więc zaczął rozmowę.
Nadrobiłeś zaległości? W filmie na początku większość myśli, że coś jest oczywiste, po czym odzywa się Henry Fonda i zaczyna siać wątpliwości.
>PS. Przyznam, że byłem ciekawy, po co piszesz na naszym forum. Nawet miałem zamiar zapytać kiedyś.
Dla jaj, w sumie.
Zawsze mi się wydawało, że racjonalista to typ sokratejskiego samotnika, który czepia się szczegółów i wszystko próbuje podważyć. A ku mojemu zdziwieniu, i być może zabrzmi to nieco nieskromnie (wszak to tylko internet), to gdyby nie ja (inni, podobni, już dawno mają bana), to większość tutejszych wątków wyglądałaby jak stenogram kółka wzajemnej adoracji lub seans nienawiści do KK. Potrafię zrozumieć potrzebę bycia "wśród swoich", no ale bez przesady.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Grey (2102 punktów) | > >W tym filmie nie wszyscy się zgadzali,> W filmie na początku większość myśli, że coś jest oczywiste,A Ty dalej nie widzisz różnicy między większością a wszystkimi. Eh. > Zawsze mi się wydawało, że racjonalista to typ sokratejskiego samotnika, który czepia się szczegółów i wszystko próbuje podważyć.Nie wszystko jest takie, jak nam się wydaje  Nikt rozsądny nie czepia się szczegółów dla samego czepiana, tylko po to, żeby sprawdzić, czy szczegóły pasują do całości. Jak myślisz, ile razy można sprawdzać to samo?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>>W tym filmie nie wszyscy się zgadzali, >>W filmie na początku większość myśli, że coś jest oczywiste, >A Ty dalej nie widzisz różnicy między większością a wszystkimi.
Ty napisałeś - "nie wszyscy", ja - "większość" - wytłumacz z jakiej racji w kontekście tego filmu nie można tych określeń używać zamiennie?
>żeby sprawdzić, czy szczegóły pasują do całości.
No ale o to właśnie chodzi. Jak ktoś mówi, że w jeziorze pływają same złote rybki, a ktoś złowi jedną, srebrną, to jest to niby szczegół, ale w kontekście całości bardzo ważny.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Grey (2102 punktów) | >Ty napisałeś - "nie wszyscy", ja - "większość" - wytłumacz z jakiej racji w kontekście tego filmu nie można tych określeń używać zamiennie?
Dlatego, że nie rozmawialiśmy o filmie, tylko o sytuacji, w której wszyscy zgadzają co do jakiegoś faktu. Film miał być argumentem w dyskusji, a ja mówię, że nie jest to dobry przykład. Sprawdź kilka postów wyżej, o co chodziło.
>>żeby sprawdzić, czy szczegóły pasują do całości. >No ale o to właśnie chodzi. Jak ktoś mówi, że w jeziorze pływają same złote rybki, a ktoś złowi jedną, srebrną, to jest to niby szczegół, ale w kontekście całości bardzo ważny. Ale nadal można mówić, że pływają złote rybki. Wyjątek nie przekreśla reguły. Jeśli jakiś szczegół nie pasuje do całości, trzeba sprawdzać dalej, a nie od razu odrzucać dotychczasową wiedzę. Jeśli każda kolejna rybka będzie złota, spokojnie można powiedzieć, że w jeziorze pływają złote rybki, tylko czasem trafi się srebrna. Po dalszym sprawdzaniu można też dojść do wniosku, że ta rybka była złota, tylko miała bielactwo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >wszyscy zgadzają co do jakiegoś faktu.
Jeśli wszyscy się zgadzają, to nie możesz powiedzieć - "po co o tym dyskutować, przecież wszyscy się zgadzają?" - ponieważ takie pytanie pojawia się jako reakcja na kogoś, kto tej zgody nie chce wyrazić - a więc nie wszyscy się zgadzają. No i czasem może być i tak, że gdy wszyscy się zgadzają, wyznacza się wśród tej grupy jedną osobę ("dziesiątego człowieka", jak w tym durnym filmie "World War Z"), która ma udawać, że się nie zgadza - tylko po to, aby sprawdzić, czy rzeczywiście alternatywna wersja jest mniej przekonująca.
>Ale nadal można mówić, że pływają złote rybki. Wyjątek nie przekreśla reguły.
Wyjątek przekreśla duży kwantyfikator, czyli regułę - przynajmniej tak jest w nauce. Jeśli istnieje jedna rybka, która nie jest złota, to nie jest prawdą, że wszystkie rybki są złote. Podstawy sylogistyki.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >>wszyscy zgadzają co do jakiegoś faktu. >Jeśli wszyscy się zgadzają, to nie możesz powiedzieć - "po co o tym dyskutować, przecież wszyscy się zgadzają?" - ponieważ takie pytanie pojawia się jako reakcja na kogoś, kto tej zgody nie chce wyrazić - a więc nie wszyscy się zgadzają. Jeśli pojawia się takie zdanie, można uznać, że coś jest na rzeczy. Mogą być jednak takie sytuacje, że taka wypowiedź nie pojawia się nawet, bo sprawa jest zbyt oczywista, żeby nawet zapytać, czy wszyscy się zgadzają i czy jest sens dyskutować.
>No i czasem może być i tak, że gdy wszyscy się zgadzają, wyznacza się wśród tej grupy jedną osobę ("dziesiątego człowieka", jak w tym durnym filmie "World War Z"), która ma udawać, że się nie zgadza - tylko po to, aby sprawdzić, czy rzeczywiście alternatywna wersja jest mniej przekonująca. Ciekawa opcja, bardzo pouczająca, ale nie zawsze uzasadniona.
>Wyjątek przekreśla duży kwantyfikator, To prawda. Zgodzisz się z tym, że jeśli ktoś nie używa dużego kwantyfikatora, to czepianie się szczegółów może być nieuzasadnione?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | panTeista (6808 punktów) | >większość tutejszych wątków wyglądałaby jak stenogram kółka wzajemnej adoracji
W kwestiach politycznych i gospodarczych jest całe spektrum poglądów od lewicy po skrajną prawicę, od demokracji poprzez anarchizm do monarchii.
>lub seans nienawiści do KK.
Dla kłamców i naciągaczy nie ma aprobaty.
>Potrafię zrozumieć potrzebę bycia "wśród swoich", no ale bez przesady.
No, żeby wypowiadać identyczne słowa (modlitwy) i wykonywać identyczne gesty to przesada.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > >>>PS. Przyznam, że byłem ciekawy, po co piszesz na naszym forum. Nawet miałem zamiar zapytać kiedyś.> Dla jaj, w sumie.Pogarda i lekceważenie, jakie to katolickie! Jam KUL-owski super-inteligent o ogromnej wiedzy mogę sobie na portalu dla przygłupów sobie potrollować. > Zawsze mi się wydawało, że racjonalista to typ sokratejskiego samotnika, który czepia się szczegółów i wszystko próbuje podważyć.Szanownemu Panu wiele się wydawało i nadal wiele się wydaje. Patrzy Pan na rzeczywistość z katolickimi klapeczkami po bokach ograniczających szerokość widzenia i jest Pan zachwycony nad sobą, że tak dalece Pan dostrzega, iż widzi prawie zadek Boga. Panie Piotrze, to tylko katolickie złudzenie, a świat poza katolicką - mocno zawężoną perspektywą też istnieje i jest zachwycający. > A ku mojemu zdziwieniu,A jak by się Pan z tymi zdziwieniami tak bliżej siebie rozejrzał? > i być może zabrzmi to nieco nieskromnie (wszak to tylko internet), to gdyby nie jaPańską skromność - podobną do tej, która cechuje np. polskich biskupów - daje się tu od dawna zauważyć. Do niej należy pouczanie i moralne i intelektualne wszystkich, którzy śmią krytykować Kościół Katolicki. Tak, gdyby nie Pan.... > (inni, podobni, już dawno mają bana),Osobiście uważam, że moderacja zbyt rzadko korzysta z tej możliwości stawiając wolność wypowiedzi na pierwszym miejscu. Prymitywne chamstwo i głupota winny być bardziej tępione. > to większość tutejszych wątków wyglądałaby jak stenogram kółka wzajemnej adoracjiWszystko możliwe, ale i tak nie umywało by się to do katolickich forów, a jak na razie nasze forum jest maleńką oazą wolności światopoglądowej, która doskwiera religijnym fundamentalistom jak gwóźdź w bucie i atakują nas na przeróżne sposoby. > lub seans nienawiści do KK.Może Pan ma rację. Znam dosyć dobrze historię Kościoła Katolickiego i brzydzę się tak potwornie tą instytucją, iż tylko kultura mnie powstrzymuje przed pełnym wyrażeniem tego co o niej myślę. Tak, choć nienawiść jest obcą mojej naturze, to Kościół jest takiej mojej nienawiści bliski, ale wiem, że rzeczywistość jest złożoną, a instytucje są budowane przez ludzi i składają się z ludzi. Wiem też, że bywało różnie i ludzie są różni. Staram się przedstawiać na wszystkie swoje stwierdzenia racjonalne argumenty. > Potrafię zrozumieć potrzebę bycia "wśród swoich", no ale bez przesady.Z wszystkich charakterystycznych cech ludzi Kościoła najbardziej nienawidzę obłudy. Znając katolickie strony: www.apologetyka.katolik.pl/www.katolik.pl/www.opoka.org.pl/www.fronda.pl/katolickie.toplista.pl/Oskarżanie racjonalisty o zamknięcie światopoglądowe jest podłą obłudną potwarzą - na jaką stać tylko katolików. Wiem, że Pan jest ponadto. Pamiętam słowa prymasa Glempa, ale tu jednak jest walka na racjonalne argumenty, a gdzie Pan takie przedstawia? Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 13 na 13 | Meretseger (61860 punktów) | >>po co piszesz >Dla jaj, w sumie. Ekhem... nie masz własnych, czy co?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | No przecież stoi jak byk, że w worku są kości.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Nadrobiłeś zaległości? W filmie na początku większość myśli, że coś jest oczywiste, po czym odzywa się Henry Fonda i zaczyna siać wątpliwości. Jest tak drobna różnica pomiędzy Fondą a Tobą. Jemu dość szybko przybywa zwolenników. Tobie jedynie minusów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > ku mojemu zdziwieniu, i być może zabrzmi to nieco nieskromnie> (wszak to tylko internet), to gdyby nie ja (inni, podobni, już dawno mają bana),> to większość tutejszych wątków wyglądałaby jak stenogram kółka> wzajemnej adoracji lub seans nienawiści do KK. Potrafię zrozumieć> potrzebę bycia "wśród swoich", no ale bez przesady.O dzięki Ci Panie, że podsłałeś nam tu do porozmawiania jednego ze swoich wyznawców - worka  A na powaznie - no tak, w ferowrze nabijania postów raczej forum się nie czyta...  > > byłem ciekawy, po co piszesz na naszym forum. Nawet> > miałem zamiar zapytać kiedyś.> Dla jaj, w sumie.Uciekasz przed odpowiedzią, jak zwykle (prawie).
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | panTeista (6808 punktów) | >>>No, tylko jeśli zgodzimy się, że wszelkie wartościowanie jest kwestią opinii, że nie ma obiektywnych wartości. >>A nie zgadzasz się z tym? >Jeśli się z tym zgodzić, to wtedy wszelkie dyskusje dotyczące np. moralności nie mają sensu.
Zakładając że wartościowanie jest kwestią opinii to dyskusje o np. moralności i tak mają sens, ze względu na zastosowanie praktyczne. Opinia na temat wartości jest u osobników zmienna. Dyskusja z odwołaniem do kryteriów może na czyjąś opinię wpływać. Poprzez dyskusje można wypracować opinie (mniejsza czy obiektywne czy subiektywne) które będą stanowić podstawę dla prawa. Poprzez dyskusje poznajemy jakimi kryteriami ludzie się kierują i jaką opinię mają. Prawa (Moralność) którym przytłaczająca większość będzie przeciwna będzie nie do wyegzekwowania.
>Nie możemy spierać się czy czyn X'a był zły lub dobry ponieważ jest to tylko kwestia naszej opinii - ja mam własną, a ty masz swoją.
Jest jeszcze opinia powszechna np. zawarta w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Dyskusja może dotyczyć tego co będzie zabronione przez prawo.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | > nie ma obiektywnych wartości. ... >Jeśli się z tym zgodzić, to wtedy wszelkie dyskusje dotyczące np. moralności nie mają sensu. Przeciwnie. Dyskusje umożliwiają (choć nie gwarantują) znalezienie wspólnych wartości, natomiast założenie istnienia gdzieś gotowych wzorców moralnych powoduje zbędność dyskusji (bo wystarczy bezwzględny posłuch wobec opinii lokalnego szamana, który bezdyskusyjnie wie najlepiej).
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>Jeśli się z tym zgodzić, to wtedy wszelkie dyskusje dotyczące np. moralności nie mają sensu. >Przeciwnie. Dyskusje umożliwiają
Tak, ale dyskusja to wspólne poszukiwanie jakieś (obiektywnej) prawdy, a wymiana opinii to po prostu dzielenie się swoim subiektywnym punktem widzenia, który każdy może mieć jaki tylko chce, i który jest równie uprawniony jak przeciwny.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | setarkos (10757 punktów) | >wymiana opinii to po prostu dzielenie się swoim subiektywnym punktem widzenia, który każdy może mieć jaki tylko chce, i który jest równie uprawniony jak przeciwny. Tak, nie ma żadnego obowiązku uzgadniania stanowisk. Każdy może mieć i ma inny obraz (bo skąd inąd patrzy). Nie ma też jednak zakazu dostrzegania części wspólnej poszczególnych światopoglądów, zwłaszcza wyrażanych bez "nacisku". Taka część wspólna może (choć nie musi) stanowić obiektywizację norm moralnych uznawanych w danej społeczności. Zdaje się, że bez dostrzeżenia pokrywających się opinii (co do wartości) moralność w ogóle nie zaistniewa. [W szczególności "normy" narzucone odgórnie więcej mają wspólnego z totalitaryzmem, niż czymś cennym.]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Tak, ale dyskusja to wspólne poszukiwanie jakieś (obiektywnej) prawdy,> a wymiana opinii to po prostu dzielenie się swoim subiektywnym> punktem widzenia, który każdy może mieć jaki tylko chce, i> który jest równie uprawniony jak przeciwny.Pozwolcie panowie, że się na chwilę wtrącę. Odpowiedź p. setarkosa jest mi b. bliska. www.racjonalista.pl/forum.php/s,577720#w578058Owszem, wśród ludzi wolnych i myślących nie ma żadnego obowiązku uzgadniania stanowisk, istnieje za to możliwość osobistego zmierzenia się z nimi, tj. ze zdaniem drugiej osoby. Tego już nie robię pod przymusem, a z własnej chęci i woli. To spora różnica względem obiektywnych norm moralnych uznawanych np. w danej religii, które po prostu należy zakuć a najlepiej wdrożyć, aby - jak głosi doktryna - być szczęśliwym (zbawionym). Kropka. Wg mnie bez osobistej refleksji i doświadczeń nt. pokrywających się lub skrajnych opinii (co do wartości) własne postępowanie etyczne nie ma szans zaistnieć. Każdy podchodzący do rozmowy uczciwie człowiek poddaje się pewnemu ryzyku. Jeśli ktoś mówi, że istnieją jakieś normy ustalone poza ludźmi - od razu dzieli świat na tych, którzy już je przyswoili (wykuli?) oraz tych, którzy muszą ową wiedzę (praktykę?) jeszcze nadrobić, z naciskiem na "muszą". Bo jakby to inaczej wyglądało  Oczywiscie, czasami zwolennicy prawd obiektywnych zapisanych w niebie używają wybiegu "mogę wszystko, ale nie wszystko jest dla mnie dobre". Tkwi tu jednak zawsze pewien przymus, choćby stronienia od tego, co inni (w tym pewna szczególnie inna osoba, czyli Bóg) uważają za złe. Bardzo często konsekwencją takiej postawy są strach, poczucie winy i wyrzuty sumienia w razie świadomej czy też nieświadomej chęci pójścia własną drogą. W moim odczuciu te wyrzuty są zupełnie zbędne. Człowiek dojrzały bierze na siebie całe ryzyko i odpowiedzialność. Człowiek dojrzały grzeszy  pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | MarcinK (9189 punktów) |
> To jest kwestia dedukcji.A indukcję to tak zupełnie przypadkowo pominąłeś? > Spotykamy na swojej drodze świat i przy całym jego ogromie zakładamy, że cokolwiek doprowadziło do jego istnienia, musi być co najmniej tak samo dużeA któż to niby tak zakłada? Empire State Building to Godzilla zbudował? Rozumiem, że tego Twojego boga to jaki nadbóg cały czas pompuje? > (zasada racji dostatecznej).Tak, tak - oczywistości, prawa naturalne etc itd. > W teizmie "zaufanie" i "wiarę" stosuje się często synonimicznie.A po polsku to to co bezwzględnie nielogiczne to wiara (boć o empirię to już nawet pytać nie wypada), a to co jeszcze ćwierć sensu ma to zaufanie. > Liczby są niematerialne. Mamy w rzeczywistości różne nie-materializmy, więc nie powinieneś się tak dziwić.To że dowolne bzdury moja mózgownica jest w stanie wyprodukować naprawdę mnie zupełnie nie dziwi. Dziwi mnie co najwyżej, że te bzdury ktoś bierze na poważnie. > To czy matematyka jest tworzona czy odkrywana to stary problem, a z tego co się orientuję większość zawodowych matematyków zdradza intuicje platonizujące, że liczby istnieją realnie. Więc twierdzenie, że są one po prostu wytworem ludzkiego umysłu nie jest takie oczywiste.Tych platonistów po Ockhamie to chyba za wielu nie ma. > >No i w dalszym ciągu mylnie ten argument pojmujesz - nie świadome - nieświadome, a nic - coś.Nie bardzo rozumiem to rozróżnienie. Moje pytanie brzmi tak: czy "istnienie" jest zawsze pozytywnym dodatkiem do bytu, bez którego byt ów byłby zawsze gorszy? Istnienie jest niezbędną cechą bytu bo bez niego nie byłoby bytu. Jeśli się z tym nie zgadzasz to już pozostaje Ci bajdurzenie do samej paruzji, a co lepsza to onus probandi na Ciebie zrzuca udowodnienie tej uroczej i wykwintnej myśli Anzelmowej. To zaś czy lepszy jest byt świadomy czy nie to już inkszy problem ale równie twórczy jak poprzedni.
|
|
| | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>To jest kwestia dedukcji. >A indukcję to tak zupełnie przypadkowo pominąłeś?
To po prostu inna metoda. Ciężko zastosować indukcję to jednorazowego zdarzenia.
>> Spotykamy na swojej drodze świat i przy całym jego ogromie zakładamy, że cokolwiek doprowadziło do jego istnienia, musi być co najmniej tak samo duże >A któż to niby tak zakłada? Empire State Building to Godzilla zbudował?
To słaby przykład, bo wieżowce same się nie budują, są wytworem inteligencji, nie powstają przez przypadek, a chyba takie będzie twoje wyjaśnienie wszechświata.
>Rozumiem, że tego Twojego boga to jaki nadbóg cały czas pompuje?
W teizmie świat nie jest z Bogiem utożsamiony; wtedy mielibyśmy panteizm.
>> (zasada racji dostatecznej). >Tak, tak - oczywistości, prawa naturalne etc itd.
Nie kumam - to twój komentarz do sensowności wymogu podawania "racji dostatecznej"?
>>W teizmie "zaufanie" i "wiarę" stosuje się często synonimicznie. >A po polsku to to co bezwzględnie nielogiczne to wiara (boć o empirię to już nawet pytać nie wypada), a to co jeszcze ćwierć sensu ma to zaufanie.
Nie po polsku, tylko twoim zdaniem (po polsku wyrażonym, ewentualnie).
>To że dowolne bzdury moja mózgownica jest w stanie wyprodukować naprawdę mnie zupełnie nie dziwi. Dziwi mnie co najwyżej, że te bzdury ktoś bierze na poważnie.
To taka autokrytyka aktywności na tym forum?
>Tych platonistów po Ockhamie to chyba za wielu nie ma.
Brzytwa Ockhama to wygodne narzędzie metodologiczne, a nie prawo metafizyczne.
>Istnienie jest niezbędną cechą bytu bo bez niego nie byłoby bytu.
Czyli istnienie jest ważne. Czyli byt najdoskonalszy musi istnieć. Do tego przecież zmierza Anzelm.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | MarcinK (9189 punktów) |
> To słaby przykład, bo wieżowce same się nie budują, są wytworem inteligencji, nie powstają przez przypadek, a chyba takie będzie twoje wyjaśnienie wszechświata.Czyli temu bogu, stworzycielowi świata, inteligencji przypisać nie można? To by poniekąd wiele wyjaśniało. > >Rozumiem, że tego Twojego boga to jaki nadbóg cały czas pompuje?> W teizmie świat nie jest z Bogiem utożsamiony; wtedy mielibyśmy panteizm.Co to zdanie znaczy: Cytat:cokolwiek doprowadziło do jego istnienia, musi być co najmniej tak samo duże > >> (zasada racji dostatecznej).> >Tak, tak - oczywistości, prawa naturalne etc itd.> Nie kumam - to twój komentarz do sensowności wymogu podawania "racji dostatecznej"? Cytat:Logika współczesna odrzuca pojęcie "pierwszych zasad". Pojęcie oczywistości uznano za zbyt niejasne, by budować na nim systemy logiczne. Co więcej, zasady logiczne uznane za "pierwsze zasady", nie są ani niezależne, ani nie stanowią uzasadnienia wszystkich innych praw logiki. Pewnego rodzaju odpowiednikiem "pierwszych zasad" jest w logice współczesnej pojęcie "aksjomatu" - zasady uznane w logice tradycyjnej za "pierwsze" nie mogą jednak stanowić aksjomatyki rachunku zdań ani żadnego systemu dedukcyjnego. Są one bowiem twierdzeniami, które wyprowadza się z aksjomatów rachunku zdań za pomocą wielu kroków dowodowych. pl.wikipedia.org/wiki/Pierwsze_zasady> Nie po polsku, tylko twoim zdaniem (po polsku wyrażonym, ewentualnie).Nie moim, a logiki. Coś już widzę ten Twój wszechmocny bóg kwadratowego koła stworzyć nie może. Zapewne też nie jest ponadczasowy bo po co byłoby mu głowę modlitwą zawracać. No to znowu coś tam z tej wszechmocy odejmujemy i zaraz szczęśliwie dojdziemy do deisty pierdoły, który to zapewne już dawno dokonał żywota. > To taka autokrytyka aktywności na tym forum?Smutna konstatacja - wystarczy bóg rzec by jakieś 90% populacji tej nacji z nad Wisły miast mózgu miało melasę. > Brzytwa Ockhama to wygodne narzędzie metodologiczne, a nie prawo metafizyczne.Wygodne na tyle, że i pięknie wycina te prawa metafizyczne. > Czyli istnienie jest ważne. Czyli byt najdoskonalszy musi istnieć.Pitu, pitu. Nie jest ważne - jest niezbędne by w ogóle prowadzić rozumną dyskusję. Nie ma czegoś bardziej i mniej istniejącego. > Do tego przecież zmierza Anzelm.Tak tak: Cytat:Należy odrzucić niepokoje i odłożyć na później swoje codzienne troski. Następnie "wejść do izdebki" własnego umysłu i wyrzucić z niego wszystko oprócz Boga i tego, co wspomaga w jego poszukiwaniu. Nie wiadomo po co tego boga poszukiwać skoro się już go w tej izdebce zostawiło.
|
|
| | |  | 5 na 5 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Jakikolwiek dowód? A istnienie świata nie może być dowodem na istnienie Boga?Cytat:Synowie Bore zabili Ymera. Zwłoki Ymera wyciągneli na środek Gyinungagap. Z ciała Ymera zrobili Ziemię, z krwi Wodę, z wlosów Trawę, z kosci Ymera uczynili Góry, z czaszki zaś Niebo, które oparli na olbrzymim drzewie Yggdrasil, zwanym drzewem światów. Z brwi Ymera zbudowali w środku Ziemi Gród średni, czyli Midgrad, który mial chronic przed Olbrzymami. Potem rzucili mózg Ymera wysoko w powietrze i tak powstały chmury. A czy istnienie ziemi, wody, trawy, gór i chmur nie stanowi aż kilku różnych dowodów na istnienie (w przeszłości) olbrzyma Ymera?
|
|
| | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >A czy istnienie ziemi, wody, trawy, gór i chmur nie stanowi aż kilku różnych dowodów na istnienie (w przeszłości) olbrzyma Ymera?
To zależy od uzasadnienia. Argument kosmologiczny, który wychodzi z założenia, że cokolwiek istnieje musi posiadać wystarczającą rację swojego istnienia, a kończy się wnioskiem, że nieskończony Wszechświat musi mieć rację o nieskończonej mocy, opiera się na naszych intuicjach oraz regułach logiki. Opowieść o Yemerze jest pewną wyjaśniającą narracją/opowieścią, a nie rozumowaniem.
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Ratatoskr (4439 punktów) | >Opowieść o Yemerze jest pewną wyjaśniającą narracją/opowieścią, a nie rozumowaniem.
Analogicznie biblijna historia stworzenia.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>Opowieść o Yemerze jest pewną wyjaśniającą narracją/opowieścią, a nie rozumowaniem. >Analogicznie biblijna historia stworzenia.
Jasne, żaden normalny katolik nie powie, że jest inaczej.
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >Argument kosmologiczny, który wychodzi z założenia, że cokolwiek istnieje musi posiadać wystarczającą rację swojego istnienia, Co to jest racja istnienia?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>Argument kosmologiczny, który wychodzi z założenia, że cokolwiek istnieje musi posiadać wystarczającą rację swojego istnienia, >Co to jest racja istnienia?
Adekwatny powód istnienia. Jeśli widzimy, że jakaś maszyna podnosi ogromny ciężar, to dość racjonalnie zakładamy, że posiada ona odpowiednio dużo energii, aby móc ten ciężar podnieść. Innymi słowy racją podniesienia takiego ciężaru jest istnienie obiektu potrafiącego wygenerować odpowiednią, wystarczającą do uniesienia go siłę. Podobnie byłoby ze światem - świat jest ogromny i skomplikowany, a więc mamy prawo zapytać, dzięki czemu tak złożona struktura istnieje, co jest jej "racją istnienia".
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Grey (2102 punktów) | >Adekwatny powód istnienia. Jeśli widzimy, że jakaś maszyna podnosi ogromny ciężar, to dość racjonalnie zakładamy, że posiada ona odpowiednio dużo energii, aby móc ten ciężar podnieść. Innymi słowy racją podniesienia takiego ciężaru jest istnienie obiektu potrafiącego wygenerować odpowiednią, wystarczającą do uniesienia go siłę. Podobnie byłoby ze światem - świat jest ogromny i skomplikowany, a więc mamy prawo zapytać, dzięki czemu tak złożona struktura istnieje, co jest jej "racją istnienia".
No tak, tylko już wiadomo, że Wszechświat mógł powstać w wyniku fluktuacji kwantowej i jego energia prawdopodobnie wynosi zero. Nie mówię, że tak jest na pewno, ale jest to możliwe czyli problem racji istnienia Wszechświata jest jakby nieaktualny.
|
|
| | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >No tak, tylko już wiadomo, że Wszechświat mógł powstać w wyniku fluktuacji kwantowej i jego energia prawdopodobnie wynosi zero. Nie mówię, że tak jest na pewno, ale jest to możliwe czyli problem racji istnienia Wszechświata jest jakby nieaktualny.
Co rozumiesz przez "fluktuację kwantową" oraz "energia mogła wynosić zero"?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 |
| | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>Co rozumiesz przez "fluktuację kwantową" oraz "energia mogła wynosić zero"? >Cała teoria powstania Wszechświata z niczego jest w tych filmikach.
Wykład ciekawy, właśnie skończyłem oglądać i jak zauważył w komentarzu jeden z youtubowców, a i do czego ja miałem ochotę się od razu przyczepić, to na zakończenie Krauss mówi, że nauka przyszłości, według wszystkiego co wiemy dzisiaj o naturze Wszechświata, na podstawie empirycznych faktów wyprodukuje błędną teorię. No i powstaje naturalne pytanie - skąd mamy wiedzieć, że i teraz nie jesteśmy w podobnej sytuacji?
I wcale nie twierdzę, że to pytanie obala nagle całą fizykę - to tylko taka moja banalna refleksja, że niepewność powinna nam towarzyszyć na każdym kroku.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Grey (2102 punktów) | Ja myślę, że ci ludzie z przyszłości jednak zdadzą sobie sprawę z tego, że mają za mało informacji, żeby wnioskować np. o powstaniu Wszechświata. Będą mogli tylko spekulować. Podobnie jak my spekulujemy, co mogło być przed Wielkim Wybuchem albo co jest poza granicami widzialnego Wszechświata, czy są jakieś inne wszechświaty. Jednak wiemy, że nie mamy dostępu do informacji na ten temat i tak naprawdę nie wiemy, co tam może być. (Nie wykluczam tego, że kiedyś się dowiemy w jakiś pośredni sposób) Można do tego podchodzić w ten sposób, że DLA NAS istnieje tylko to, do czego mamy dostęp. > No i powstaje naturalne pytanie - skąd mamy wiedzieć, że i teraz nie jesteśmy w podobnej sytuacji?My jesteśmy w podobnej sytuacji. Mamy dostęp do tylko jednego wszechświata, sięgamy wzrokiem tylko na niecałe 14 mld lat... Myślisz, że Krauss przez nieuwagę powiedział to, co powiedział?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > Krauss mówi, że nauka przyszłości, według wszystkiego co> > wiemy dzisiaj o naturze Wszechświata, na podstawie empirycznych> > faktów wyprodukuje błędną teorię.> Myślisz, że Krauss przez nieuwagę powiedział to, co powiedział?  Błędna teoria, jeśli ma się tego świadomość oraz pokorę w sobie żeby wyciągać wnioski - to i tak więcej niż pewność, ot choćby o dyr. Rydzyka 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | > Błędna teoria, jeśli ma się tego świadomość oraz pokorę w sobie żeby wyciągać wnioski - to i tak więcej niż pewność, ot choćby o dyr. Rydzyka  Ale ta teoria nawet nie będzie błędna.  Będzie błędna tylko z naszego punktu widzenia. W ramach obserwowalnego świata tych ludzi z przyszłości będzie słuszna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Będzie błędna tylko z naszego punktu widzenia. W ramach> obserwowalnego świata tych ludzi z przyszłości będzie słuszna.No tak, w starożytności choćby wierzono że choroby są powodowane przez robaki które powstają samoistnie, albo są zsyłane przez bogów lub nieżyczliwych ludzi. Kto tam słyszał o pogorszeniu się tolerancji organizmu na glukozę 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Grey (2102 punktów) | Natomiast zastanawia mnie to, że niektórzy martwią się tym, że teoria naukowa może być błędna, a nie martwią się, że teoria o stworzeniu świata i zbawieniu może być błędna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Na takie zastanawianie się rzeczywiście może sobie pozwolić niewielu. Mam koleżankę, która studiując na geologii miała na roku kolegę, któremu jego religia kazała rozumieć dosłownie Pismo Święte. Dla niego Ziemia miała 5.5 tys. lat (wybrał i studiował geologię!) a wszystkie warstwy wraz ze skamieniałościami były tak poukładane tylko dlatego.. aby dostarczyć ludziom bardzo skomplikowanej łamigłówki. Do głowy mu nie przyszło zastanowić się, po co ta gra w ciuciubabkę i czy Bóg nie mógł podczas aktu stworzenia zająć się czymś deczko sensowniejszym. Jego świat był b. poukładany, a on w nim szczęśliwy  pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | > Do głowy mu nie przyszło zastanowić się, po co ta gra w ciuciubabkę i czy Bóg nie mógł podczas aktu stworzenia zająć się czymś deczko sensowniejszym.Wiesz, ludzie też produkują skomplikowane zabawki dla dzieci, żeby miały się nad czym głowić. On jest jak dziecko - idzie do szkoły, żeby rozwiązywać boskie łamigłówki. A przecież powiedziano "Jeśli nie będziecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego". Koleś jest konsekwentny w tym co robi, stąd efekty: > Jego świat był b. poukładany, a on w nim szczęśliwy  Można by go ewentualnie zapytać skąd pewność, że Biblia nie jest taka samą łamigłówką, skoro Bóg ma takie poczucie humoru. Ale wątpię, żeby to coś dało.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Koleś jest konsekwentny w tym co robi, stąd efekty.Niestety to fakt. Większość ludzi z tego środowiska to mentalne dzieci. Pozostanie dzieckiem jest tam chyba mile widziane. W życiu słyszałem tylko jednego księdza, który to dobrze rozumiał i piętnował: Jan Andrzej Kłoczowski OP> Można by go ewentualnie zapytać skąd pewność, że Biblia nie> jest taka samą łamigłówką, skoro Bóg ma takie poczucie> humoru. Ale wątpię, żeby to coś dało.Można, tylko czy to by coś dało? Zbyt często w odpowiedzi na takie pytania widziałem reakcje typu 'obrócenie się na pięcie' tudzież 'zmiana tematu'. Nasze Forum przykładem  pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >Większość ludzi z tego środowiska to mentalne dzieci. Najgorsze jest to, że to przejawia się w życiu. Znam ludzi, którzy nie przejmują się konsekwencjami swoich czynów, bo uważają, że to Bóg decyduje o tym, co się stanie. Jeśli oni robią coś dobrego, to czują się w porządku, niezależnie od skutków i nie wyciągają wniosków.
>W życiu słyszałem tylko jednego księdza, który to dobrze rozumiał i piętnował: Być może oni to rozumieją, tylko nie piętnują.
>Zbyt często w odpowiedzi na takie pytania widziałem reakcje typu 'obrócenie się na pięcie' tudzież 'zmiana tematu'. W sumie nic dziwnego. Skoro im z tym dobrze, po co coś zmieniać. Dorastanie czasem boli, a jeśli nie jest konieczne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jeśli oni robią coś dobrego, to czują się w porządku, niezależnie> od skutków i nie wyciągają wniosków.Niestety, jakbym p. Marka Bieleckiego widział.. > W sumie nic dziwnego. Skoro im z tym dobrze, po co coś zmieniać.> Dorastanie czasem boli, a jeśli nie jest konieczne...Ano bywa bolesne, czasem nawet potrafi wywrócić życie. Więc po co?  pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 KajkoOrazKokosz (-15 punktów) (zablokowany) | Nie. Myślę ze nie. Choć to możliwe.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Ratatoskr (4439 punktów) | >Twierdzeń matematycznych również nie udowadnia się empirycznie, a skoro Bóg, przynajmniej tak jak jest definiowany w teizmie, miałby być bytem niematerialnym, więc jego istnienie byłoby podobnej natury, co istnienie liczb. Więc może dowód logiczny?
Proszę bardzo: logicznie rzecz biorąc wszechmoc jest pojęciem wewnętrznie sprzecznym, zatem obiekty wszechmocne logicznie rzecz biorąc nie mogą istnieć (niezależnie od tego, czy są materialne czy niematerialne), podobnie jak nie mogą istnieć np. kwadratowe koła.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Proszę bardzo: logicznie rzecz biorąc wszechmoc jest pojęciem wewnętrznie sprzecznym, zatem obiekty wszechmocne logicznie rzecz biorąc nie mogą istnieć (niezależnie od tego, czy są materialne czy niematerialne), podobnie jak nie mogą istnieć np. kwadratowe koła.
Jasne, ale wszystko zależy od definicji wszechmocy.
Jeśli wszystkim, cokolwiek istnieje, jest Wszechświat, więc Bóg jest wszechmocny w tym sensie, że już to "wszystko" stworzył.
No i jeżeli uznamy, że wszechmoc oznacza zdolność powołania do istnienia "wszystkiego, co może istnieć", to w takim ujęciu nie jest to wewnętrznie sprzeczne. I np. kwadratowe koło nie może istnieć, więc nie mieści się we "wszechmocy".
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Ratatoskr (4439 punktów) | >Jasne, ale wszystko zależy od definicji wszechmocy. > (...) > I np. kwadratowe koło nie może istnieć, więc nie mieści się we "wszechmocy".
Czy w powyższej definicji wszechmocy mieści się zdolność do utworzenia kamienia tak ciężkiego, by nie móc go samodzielnie podnieść?
Czy mieści się w nim możliwość unicestwienia samego siebie?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Czy w powyższej definicji wszechmocy mieści się zdolność do utworzenia kamienia tak ciężkiego, by nie móc go samodzielnie podnieść?
Nie.
>Czy mieści się w nim możliwość unicestwienia samego siebie?
Nie wiem.
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Czy jest sens dyskusji z trollami?Panie Piotrze jest Pan już od dawna i wszystkie te tematy przemłóciliśmy z Panem wielokrotnie. Wiem, że wszystkie racjonalne argumenty spływają po Panu jak woda po kaczce i intelektualnie na naszym forum to Pan się cofa, ale czy jest sens permanentnego młócenia dawno przemłóconej słomy? > Jakikolwiek dowód?Tak, jakakolwiek naukowa przesłanka świadcząca o możliwości wpływu nadrzeczywistości (czyli szerokiego pojęcia boga) na istniejącą obiektywnie rzeczywistość? > A istnienie świata nie może być dowodem na istnienie Boga?A po co zaraz świata? Nie wystarczy, że Pan istnieje i wierzy w taką możliwość? Popieprzyć to sobie długo można, ale nie warto pieprzyć bez sensu. > I jakiego rodzaju miałby być to dowód?Przekonywujący i weryfikowalny. > Być może powiesz coś w stylu - no, najlepiej żeby był empiryczny.Dokładnie, gdyż tylko powtarzalne dowody po spełnieniu określonych warunków mają znaczenie. > No ale czy na co dzień zasilasz swoje przekonania wyłącznie empirycznymi dowodami?Dokładnie tak. Choć wcale nie muszę wszystkiego osobiście sprawdzać. Wystarcza mi zaufanie do nauki i jej metod, wśród których zasadniczą jest empiryczna weryfikacja twierdzeń. > Nie zdarza ci się uznać jakiegoś twierdzenia za prawdziwe, ponieważ "wydaje ci" się, że jest ono prawdziwe (np. że nie jesteś mózgiem w naczyniu) albo ponieważ ktoś, kto ci to powiedział jest godzien zaufania?Zdecydowanie i z założenia nie wierzę w nic i nikomu. Mam tym większe zaufanie do twierdzeń im więcej razy były praktycznie sprawdzane. Dlatego duże zaufanie pokładam w nauce, a bardzo duże w praktyce. > Twierdzeń matematycznych również nie udowadnia się empirycznie,Matematyka jest ludzkim wymysłem i służy jako doskonałe narzędzie do opisu rzeczywistości. A wychodzi się od aksjomatów. Np. Bóg istnieje - dalej to już wszystko proste. > a skoro Bóg, przynajmniej tak jak jest definiowany w teizmie, miałby być bytem niematerialnym, więc jego istnienie byłoby podobnej natury, co istnienie liczb. Więc może dowód logiczny? Logika formalna jest algebrą myślenia, a więc nauką ścisłą i jako taka jest luźno powiązana z bogactwem życia społecznego. Jest ona wyrazem racjonalności myślenia, ale nie udziela nam odpowiedzi na wiele pytań egzystencjalnych (zwrócił na to uwagę prof. Kazimierz Ajdukiewicz), a ponadto jest chyba tak, że gdy w jej ramach przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności. Idąc tym tropem przez historię logiki filozoficznej dostrzegamy jak wielu wśród największych myślicieli godziło logiczne myślenie z fideistyczną postawą światopoglądową, Mówiąc krócej założenie istnienia absolutu (Bóg filozofów na ogół bardzo różni się od Boga teologów) nie przeszkadzało im w posługiwaniu się logiką, a nawet odkrywaniu zasad logicznego myślenia i tworzeniu własnych systemów logicznych. I argument ontologiczny byłby dobrym przykładem - byt najdoskonalszy musi istnieć z definicji, Tak - musi istnieć z definicji:
Wikipedia: Przygotowanie Przed przeprowadzeniem dowodu we własnym zakresie Anzelm zaleca specyficzne przygotowanie duchowe. Należy odrzucić niepokoje i odłożyć na później swoje codzienne troski. Następnie "wejść do izdebki" własnego umysłu i wyrzucić z niego wszystko oprócz Boga i tego, co wspomaga w jego poszukiwaniu.
Wyjaśnia też swoje intencje. Zastrzega, że nie chce przeniknąć głębi Boga, ponieważ wtedy popełniałby grzech pychy. Chce tylko do pewnego stopnia zrozumieć prawdę, w którą wierzy. Nie stara się bowiem zrozumieć, aby wierzyć, ale wierzy, by zrozumieć. A i w to wierzy, że jeśli nie uwierzy, to nie zrozumie (por. św. Augustyn).
Przesłanka Głupi mówi, nie ma Boga (por. Ps 14, 1, a także Ps. 53,2). Ale nawet ten, co tak mówi, musi rozumieć o co chodzi, gdy ktoś mówi: "coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane". Nawet ten głupi rozumie to, co słyszy, a to co rozumie, znajduje się w jego intelekcie. Wyprowadzenie dowodu
Jeżeli coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane, znajdowałoby się tylko w ludzkim intelekcie, to nie byłoby tym, ponad co nic większego nie może być pomyślane, bo istnienie takie w rzeczywistości jest czymś większym, niż ludzka myśl.
Niech "coś, ponad co nic większego nie można pomyśleć" będzie określeniem Boga, które mniej lub bardziej rozumieją wszyscy ludzie. Załóżmy teraz, że przedmiot tego określenia istnieje jedynie w umyśle jako idea (przedstawienie). Jednak istnienie w rzeczywistości jest czymś większym, aniżeli istnienie w samym tylko umyśle. Zatem na podstawie dokonanego rozróżnienia (3) oraz założenia (2) możemy pomyśleć o czymś jeszcze większym, aniżeli "coś, ponad co nic innego nie możemy pomyśleć". Wniosek (4) wypowiada sprzeczność: wszak nie można pomyśleć niczego większego od "czegoś, ponad co nic większego nie możemy pomyśleć". Zatem "coś ponad co nic większego nie można pomyśleć" - wbrew założeniu (2) istnieje nie tylko w umyśle, lecz także w rzeczywistości.
Wniosek Zatem coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane, nie może być jedynie w ludzkim intelekcie i musi istnieć w rzeczywistości.
Według Anzelma z określenia "coś, ponad co nie można pomyśleć niczego większego" można wywieść nie tylko samo istnienie Boga, ale i inne jego przymioty, jak miłosierdzie, sprawiedliwość, wieczność, brak ograniczenia w przestrzeni itp. Nie jest to już jednak przedmiotem dyskusji dowodu ontologicznego.> Czy gdyby udało mi się udowodnić, że istnienie jest lepsze od nie-istnienia,Bzdura samego założenia. > to przyjmując taką przesłankę, uznałbyś wtedy argument ontologiczny za przekonujący, czy tylko za sprytną logiczną sztuczkę?Więcej ma piernik do wiatraka. @@@ .
|
|
| | |  | 3 na 3 | Jacholek (5699 punktów) |
Można też spojrzeć na zagadnienia wiary i religii pod nieco innym kątem, takim jakie nam dostarcza psychobiologia i neurologia. W końcu te wszystkie zjawiska (pseudo)religijne są związane z funkcjonowaniem ludzkiego mózgu, gdyż empirycznie nie doświadczamy obecności żadnych istot nadprzyrodzonych. Liczby są abstrakcjami ale operacyjnie efektywnymi więc w tym sensie obiektywnymi, podczas gdy abstrakcje religijno-teologiczne są jedynie protezami psychicznymi zaspakajającymi potrzeby indywidualne i ewentualnie grupowe. Vide np timeless-w(*)rchetypal-experience-13784567/
|
|
| | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >abstrakcje religijno-teologiczne są jedynie protezami psychicznymi zaspakajającymi potrzeby indywidualne i ewentualnie grupowe.
Pytanie tylko - czemu atakujemy coś, co zaspokaja jakieś "potrzeby"? Co się stanie z tymi potrzebami, jeśli zlikwidujemy ich "zaspokajacz"? Znikną? Nie wiem, może tak, chociaż jak mawiał Chesterton - jak człowiek przestaje wierzyć w Boga, to nie jest tak, że nie wierzy w nic - wierzy wtedy w cokolwiek.
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Jacholek (5699 punktów) |
>Pytanie tylko - czemu atakujemy coś, co zaspokaja jakieś "potrzeby"? Co się stanie z tymi potrzebami, jeśli zlikwidujemy ich "zaspokajacz"? Znikną? Kto ma takie potrzeby niech je zaspakaja, ale jest ogromna przestrzeń pomiędzy tym indywidualnym zaspakajaniem a arogancją instytucji organizującej to zaspakajanie. Do państwa laickiego w Polsce jeszcze długa droga, niestety.
|
|
| | | | |  | 12 na 12 | panTeista (6808 punktów) | >Pytanie tylko - czemu atakujemy coś, co zaspokaja jakieś "potrzeby"?
Niech sobie zaspokaja potrzeby, czyjaś wiara mi nie przeszkadza. Przeszkadza mi przekładanie moralności katolickiej na prawo państwowe. Najwyraźniej owieczki nie stosują się do moralności narzuconej dogmatami religijnymi i klechy dążą do narzucania swoich dogmatów w prawie państwowym. Godne napiętnowania jest też finansowanie Kościoła z pieniędzy niewierzących podatników.
>Co się stanie z tymi potrzebami, jeśli zlikwidujemy ich "zaspokajacz"?
Nie oczekujemy zlikwidowania Kościoła ale jego finansowania tylko i wyłącznie przez potrzebujących tych usług. Oczekujemy też że klerycy będą swoje wymogi moralne przedstawiać wiernym w kościołach, na katechezach i w swoich mediach (telewizja Trwam, radio Maryja), a nie dążyć do uczynienia ich prawem państwowym.
>to nie jest tak, że nie wierzy w nic - wierzy wtedy w cokolwiek.
Jedni wierzą w byle co, inni są sceptykami.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > jak człowiek przestaje wierzyć w Boga, to nie jest tak, > że nie wierzy w nic - wierzy wtedy w cokolwiek.
Masz rację, to nieumiejętność brania odpowiedzialnosci za siebie i część własnego otoczenia jest problemem. Efektem tej postawy jest wiara w co popadnie. Jestem daleki od zabierania ludziom Boga. Chcesz - wierz w niego, w końcu diabli wiedzą co byś bez niego począł. łącząc pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > >>>abstrakcje religijno-teologiczne są jedynie protezami psychicznymi zaspakajającymi potrzeby indywidualne i ewentualnie grupowe.> Pytanie tylko - czemu atakujemy coś, co zaspokaja jakieś "potrzeby"? Co się stanie z tymi potrzebami, jeśli zlikwidujemy ich "zaspokajacz"? Znikną? Nie wiem, może tak, chociaż jak mawiał Chesterton - jak człowiek przestaje wierzyć w Boga, to nie jest tak, że nie wierzy w nic - wierzy wtedy w cokolwiek.Chesterton, dla niektórych, to wielki mędrzec i autorytet, ale, na szczęście nie dla wszystkich. Andrzej B. Izdebski: Spójna niespójność
Zespół ogólnych przekonań dotyczących natury świata wraz z wynikającymi z nich ideałami - to, w wielkim skrócie, nasz światopogląd. Dochodzimy do niego przez całe życie i dopóki żyjemy nie można uznać go zamkniętym. Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat. (...)
Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze.
Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni.
Wiara w niewiarę
Czasem spotykamy się ze zdziwieniem, że ateista się nawrócił, a tak naprawdę on tylko zmienił wyznanie. Przed tym wierzył, że Boga nie ma, a teraz wierzy, że On jest. (...)
Znajomi "pragmatycy" nazywają mnie wierzącym idealistą. Znowu, z tym określeniem nie zgadzają się ci, którzy wierzą w Boga i nazywają mnie niewierzącym, I już wydawałoby się, że zostałem sklasyfikowany, ale po chwili otrzymuję od nich pytanie: - "Nie wierzysz w Boga? No to trudno, niektórzy już tak mają, ale powiedz - w co wierzysz? Bo wierzyć w "coś" koniecznie trzeba".
Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. W tym wątku była ciekawa dyskusja na temat wiary. Może warto zajrzeć zamiast wierzyć bezkrytycznie Chestertonowi? Może można też tak jak np. Izdebski: Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę". @@@ .
|
|
| | |  | | Willmaster (423 punktów) | >>>a skoro Bóg, przynajmniej tak jak jest definiowany w teizmie, miałby być bytem niematerialnym Pierwsze słyszę żeby Bóg z Biblii był bytem niematerialnym.
|
|
| | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>>>a skoro Bóg, przynajmniej tak jak jest definiowany w teizmie, miałby być bytem niematerialnym >Pierwsze słyszę żeby Bóg z Biblii był bytem niematerialnym.
Ech, tak to jest jak się czyta uchem. Bóg w teizmie. W teizmie, a nie w Biblii. Wbrew pozorom jest to co innego; podchodzi stąd ważne rozróżnienie na Boga religii i na Boga filozofów.
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | | Willmaster (423 punktów) | W TEIZMIE, nie jesteś teistą?
Po śmierci jest to co ma być.
|
|
| | | | | |  | | Willmaster (423 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
| |  | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >...onus probandi...
W przypadku istnienia boga chodzi raczej o anus...anus probandi. Bo czymże są dowody na istnienia boga jak nie dawaniem ciała?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | matekkk (134 punktów) | > >Temat bardzo banalny więc był pewnie przerabiany, prosiłbym może jakieś artykuły lub wątki podobne> >do tego  > pl.wikipedia.org/wiki/Ciężar_dowoduZnane są argumenty wskazujące na istnienie jakiejś "wyższej formy bytu". Istnieją również ich kontrargumenty, nie mają one jednak rangi faktów, a wskazują jedynie na alternatywne, często bardziej prawdopodobne scenariusze. Czy pozwalają one, aby w stu procentach powiedzieć: Bóg nie istnieje? Moim zdaniem nie. Natomiast powiedzenie: "Udowodnij mi Boga, w przeciwnym wypadku uznam że nie istnieje" jest niczym innym jak ignorancją. Rozumiem ludzi, którzy wolą skupić się na codzienności i mają w nosie zastanawianie się czy jednak istnieje coś poza "naszym" światem czy nie, nie zmienia to faktu, że jest to forma ignorancji.
|
|
|  | 6 na 6 | maruda (5550 punktów) | >Znane są argumenty wskazujące na istnienie jakiejś "wyższej formy bytu". Istnieją również ich kontrargumenty, nie mają one jednak rangi faktów, a wskazują jedynie na alternatywne, często bardziej prawdopodobne scenariusze. Czy pozwalają one, aby w stu procentach powiedzieć: Bóg nie istnieje? Moim zdaniem nie.
Po pierwsze zdefiniuj tą "wyższą formę bytu", bez tego cała dalsza rozmowa jest bezsensowna. Istnieją również w różnych kulturach opowieści o smokach. Idąc tokiem tego postępowania nieznalezienie żadnego realnego dowodu na istnienie smoków nie wyklucza że w tej chwili gdzieś w twoim pokoju znajduje się taka dziesięciometrowa bestia.
>Natomiast powiedzenie: "Udowodnij mi Boga, w przeciwnym wypadku uznam że nie istnieje" jest niczym innym jak ignorancją. Rozumiem ludzi, którzy wolą skupić się na codzienności i mają w nosie zastanawianie się czy jednak istnieje coś poza "naszym" światem czy nie, nie zmienia to faktu, że jest to forma ignorancji.
Kolejny wywód bez sensu, nie można udowadniać istnienia czegoś co nie zostało zdefiniowane.
|
|
| |  | | matekkk (134 punktów) | Zdefiniuj słowa "pierwsze" , "definicja" i "bezsensowność". Co rozumiesz przez te pojęcia? Bo Bez tego ani rusz.
Ludzie, co wy macie z tym "zdefiniuj"? Bóg- niematerialny świadomy byt, istota, która potrafi wpływać na nasze losy.
Tylko błagam, nie każ mi definiować słów byt i istota.
> Istnieją również w różnych kulturach opowieści o smokach
Z Bogiem jest ten problem, że wiara w jego istnienie to jest pogląd który zastałeś, pogląd chyba wszystkich cywilizacji. Teraz Ty przychodzisz i mówisz- Boga nie ma bo nie macie na niego dowodów. Kiedyś wierzono w smoki i dopiero pokazanie ludziom, że fizycznie nie ma takich stworzeń pozwoliło na obalenie tego mitu.
Z Bogiem( czy szatanem) jest trochę trudniej, bo są to istoty niematerialne, duchy, które jednak- jak zdaje się niektórym- w jakiś sposób oddziałują na nas. Ktoś powie że to "oddziaływanie" to czysta psychologia i statystyka. I może ma rację, ale nie ma wystarczających dowodów, żeby uznać to twierdzenie za fakt. To są tylko mniej lub bardziej prawdopodobne wytłumaczenia.
Jeśli twierdzisz, że "istoty nadprzyrodzony" nie istnieją, to dobrze byłoby , żebyś wytłumaczył, dlaczego wszystkie cywilizacje wierzyły w takie istoty. Masz jakiś dowód, że jest to tylko i wyłącznie trik psychologiczny? Bo jeśli nie masz takiej pewności,a tylko wydaje Ci się to być bardziej prawdopodobne, to byłbym na twoim miejscu bardziej ostrożny w wypowiadaniu takich kategorycznych sądów.
|
|
| | |  | 6 na 6 | maruda (5550 punktów) | >Kiedyś wierzono w smoki i dopiero pokazanie ludziom, że fizycznie nie ma takich stworzeń pozwoliło na obalenie tego mitu.
Nad pewnymi zjawiskami przechodzisz jako pewnikami i nie zagłębiasz się w nie, właśnie w tej płyciźnie kryją się pułapki niezrozumienia. Możesz dokładnie wyjaśnić kiedy i w jaki sposób pokazano że nie ma takich stworzeń? O ile mi wiadomo to nikt nie wykazał że smoki nie istnieją. To raczej nasze codzienne obserwacje i nieznalezienie jak dotąd żywego smoka pozwala snuć przypuszczenie że nie istnieją. Jak sam wcześniej twierdziłeś twierdzenie że smoki nie istnieją bez dowodu tego nie istnienia nie jest "ignorancją".?
>>Zdefiniuj słowa "pierwsze" , "definicja" i "bezsensowność". Co rozumiesz przez te pojęcia? Bo Bez tego ani rusz. >Ludzie, co wy macie z tym "zdefiniuj"? Bóg- niematerialny świadomy byt, istota, która potrafi wpływać na nasze losy. >Tylko błagam, nie każ mi definiować słów byt i istota.
Skoro nie umiesz zdefiniować boga o którym piszesz to nadal nie wiem o czym piszesz, mogę tylko domniemywać na podstawie szczątków informacji która dodajesz niżej do powyższej definicji. Tylko to nie jest uczciwa rozmowa, bo ty możesz zmieniać twór o którym piszesz w czasie rozmowy, a ja się tylko muszę domyślać o czym piszesz.
>> Istnieją również w różnych kulturach opowieści o smokach >Z Bogiem jest ten problem, że wiara w jego istnienie to jest pogląd który zastałeś, pogląd chyba wszystkich cywilizacji. Teraz Ty przychodzisz i mówisz- Boga nie ma bo nie macie na niego dowodów.
Znowu zakładasz w prosty sposób równość wszystkich bogów i to że wszystkie kultury jednakowo definiują boga, czy raczej czczą ten sam "byt". Nadal prześlizgujesz się po całym zagadnieniu i nie widzisz problemów, oczekujesz że ja też uwierzę że Zeus, Maradona i Quetzalcoatl odpowiadają wprost twojemu bogu. Niestety to to twierdzenie też nie zostało udowodnione.
>Z Bogiem( czy szatanem) jest trochę trudniej, bo są to istoty niematerialne, duchy, które jednak- jak zdaje się niektórym- w jakiś sposób oddziałują na nas. Ktoś powie że to "oddziaływanie" to czysta psychologia i statystyka. I może ma rację, ale nie ma wystarczających dowodów, żeby uznać to twierdzenie za fakt. To są tylko mniej lub bardziej prawdopodobne wytłumaczenia. >Jeśli twierdzisz, że "istoty nadprzyrodzony" nie istnieją, to dobrze byłoby , żebyś wytłumaczył, dlaczego wszystkie cywilizacje wierzyły w takie istoty. Masz jakiś dowód, że jest to tylko i wyłącznie trik psychologiczny? Bo jeśli nie masz takiej pewności,a tylko wydaje Ci się to być bardziej prawdopodobne, to byłbym na twoim miejscu bardziej ostrożny w wypowiadaniu takich kategorycznych sądów.
Nie ma żadnego dowodu na istnienie i nie ma żadnego dowodu na oddziaływanie, więc nie ma tu się czym zajmować. Jeżeli "istoty nadprzyrodzone" istnieją to by ingerować w nasz świat muszą mieć przynajmniej części swoich "ciał" w naszym świecie, skoro takich nie mają to nie mogą oddziaływać ze światem, to jest tak proste.
|
|
| | | |  | | matekkk (134 punktów) | >Skoro nie umiesz zdefiniować boga o którym piszesz to nadal nie wiem o czym piszesz, mogę tylko domniemywać na podstawie szczątków informacji która dodajesz niżej do powyższej definicji. Tylko to nie jest uczciwa rozmowa, bo ty możesz zmieniać twór o którym piszesz w czasie rozmowy, a ja się tylko muszę domyślać o czym piszesz.
Zdefiniowałem. Wszystko inne poza tą definicję(takie jak wszechmoc, wszechwiedza, to czy Bóg umarł na krzyżu czy nie) jest kwestią dyskusyjną. Prawdopodobnie wszystkie cywilizacje wierzyły w niematerialne istoty, które mogły wpływać na ich losy. I taka jest moja definicja Boga, czy też ogólnie istoty nadprzyrodzonej.
>Nie ma żadnego dowodu na istnienie i nie ma żadnego dowodu na oddziaływanie, więc nie ma tu się czym zajmować.
Są jednak przesłanki, które mają swoje alternatywne, i nieraz bardziej prawdopodobne wytłumaczenia, ale niczego nie rozstrzygają.
>Jeżeli "istoty nadprzyrodzone" istnieją to by ingerować w nasz świat muszą mieć przynajmniej części swoich "ciał" w naszym świecie, skoro takich nie mają to nie mogą oddziaływać ze światem, to jest tak proste.
Aha, nie mogą bo nie. To są pobożne życzenia kolego, a nie argument. Poza tym skąd wiesz że nie mają? Może mają?
>Jak sam wcześniej twierdziłeś twierdzenie że smoki nie istnieją bez dowodu tego nie istnienia nie jest "ignorancją".?
Smoki to nie są niewidzialne( czy niematerialne) byty. Tu jest ta różnica. Być może niewidzialność boga/bogów jest piekielnie sprytnym zabiegiem, ale zgodnym z prawdą, bo przecież żadnego boga nie widać. Dlatego albo nikt taki nie istnieje, albo faktycznie jest niewidzialny/niematerialny. I znowu- o tym że ktoś taki mógłby istnieć świadczą pewne przesłanki, które co prawda mają swoje alternatywne, często bardziej prawdopodobne wytłumaczenia, ale niczego [ te wytłumaczenia] nie rozstrzygają.
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Zdefiniowałem. Zbełkotałeś.
>Poza tym skąd wiesz że nie mają? Może mają? Weź kajecik, ołówek i jak człowiek cywilizowany zapisz konkretnie co na pewno (wedle stanu wiedzy o świecie funkcjonującym na całym świecie) mają, a co jest obiektem wiary, domniemań czy innych spekulacji.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | >>Jeżeli "istoty nadprzyrodzone" istnieją, to by ingerować w nasz świat muszą mieć przynajmniej części swoich "ciał" w naszym świecie, skoro takich nie mają to nie mogą oddziaływać ze światem, to jest tak proste. >Aha, nie mogą bo nie. To są pobożne życzenia kolego, a nie argument. Nie, to nie kwestia pobożnych życzeń lecz definicji "naszego świata" - należy do niego to, co z nim oddziałuje. [Np. czarne dziury zalicza się do świata, pomimo że pozostają poza horyzontem i ich nie widać. Wnoszą też "część siebie" w postaci promieniowania Hawkinga.]
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | maruda (5550 punktów) | >>Skoro nie umiesz zdefiniować boga o którym piszesz to nadal nie wiem o czym piszesz, mogę tylko domniemywać na podstawie szczątków informacji która dodajesz niżej do powyższej definicji. Tylko to nie jest uczciwa rozmowa, bo ty możesz zmieniać twór o którym piszesz w czasie rozmowy, a ja się tylko muszę domyślać o czym piszesz. >Zdefiniowałem.
Pozwól że przypomnę co napisałeś: "Bóg- niematerialny świadomy byt, istota, która potrafi wpływać na nasze losy. Tylko błagam, nie każ mi definiować słów byt i istota." i dalej w tej wypowiedzi twierdzisz że twój bóg jest duchem, istotą niematerialną i istota nadprzyrodzoną.
Tak więc zamiast jednego niezrozumiałego słowa wprowadzasz pięć nowych. Nie załamuj się, całemu chrześcijańskiemu światu nie udało się sporządzić porządnej i spójnej definicji boga. Muszę się do czegoś przyznać ta cała definicja jest mi potrzebna tylko byś umiał wskazać w jaki sposób twój "duch" czy też "istota nadprzyrodzona" wchodzi w interakcje z naszym światem.
>>Jeżeli "istoty nadprzyrodzone" istnieją to by ingerować w nasz świat muszą mieć przynajmniej części swoich "ciał" w naszym świecie, skoro takich nie mają to nie mogą oddziaływać ze światem, to jest tak proste. >Aha, nie mogą bo nie. To są pobożne życzenia kolego, a nie argument. >Poza tym skąd wiesz że nie mają? Może mają?
Tu sprawa jest jeszcze prostsza, wystarczy jeden dowód na boską ingerencję by przewrócić naszą całą wiedzę o świecie. Skoro bogowie nie muszą już poruszać słońca, powodować burz, trzęsień ziemi, deszczu, wiatru i piorunów, nie muszą nawet sprowadzać plag czy chorób. Gdzie się podziali ci bogowie którzy byli dotychczas odpowiedzialni za przejawy natury, gdzie uciekli?
>Smoki to nie są niewidzialne (czy niematerialne) byty. Tu jest ta różnica. Być może niewidzialność boga/bogów jest piekielnie sprytnym zabiegiem, ale zgodnym z prawdą, bo przecież żadnego boga nie widać. Dlatego albo nikt taki nie istnieje, albo faktycznie jest niewidzialny/niematerialny. I znowu- o tym że ktoś taki mógłby istnieć świadczą pewne przesłanki, które co prawda mają swoje alternatywne, często bardziej prawdopodobne wytłumaczenia, ale niczego [te wytłumaczenia] nie rozstrzygają.
Żadnego smoka też nie widać, może przez setki lat nauczyły się jak być niewidzialne, przecież tego też nie wykluczyłeś. Co pozwala ci przypuszczać że niewidzialny smok jest mniej prawdopodobny od niewidzialnego boga?
|
|
| | |  | 5 na 5 | szarley (54906 punktów) |
>Kiedyś wierzono w smoki i dopiero pokazanie ludziom, że fizycznie nie ma takich stworzeń pozwoliło na obalenie tego mitu. Wierzono w smoki, bo czasami znajdowano kości dinozaurów. Aparatu badawczego nie było, więc wiedzy brakowało, wyobraźnia dopowiedziała resztę. Całkiem racjonalne.
|
|
| | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Ludzie, co wy macie z tym "zdefiniuj"? Bo to podstawa poznania w ogóle jak i komunikacji.
>Bóg- niematerialny świadomy byt, istota, która potrafi wpływać na nasze losy. Tu trzeba dodać, że dotyczy to postaci wyłącznie z Twojej wyobraźni - opisujesz stan swego umysłu, a nie stan świata poza nim. Jeśli chcesz odnieść definicję Boga do świata poza wyobraźnią musisz się naprawdę postarać, a nie tylko powtarzać jałowy religijny bełkot.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Z Bogiem jest ten problem, że wiara w jego istnienie to jest pogląd który zastałeś, pogląd chyba wszystkich cywilizacji.To może jako minimum cywilizacyjne naszego forum zapozna się Pan z tym artykułem: www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa> Teraz Ty przychodzisz i mówisz- Boga nie ma bo nie macie na niego dowodów.Kto tu do kogo przyszedł? Kuba do Boga (forum Racjonalisty), czy "Forum" do "Matekkka"? Racjonaliści wiedzą bardzo dobrze czym bywają różne mityczne "siły nadprzyrodzone" w wierzeniach różnych cywilizacji. Natomiast zupełnie nie rozumiemy co znaczy termin "Bóg" w nauce (science), a skoro nawet nie rozumiemy nawet terminu (brak definicji), to jak możemy znaleźć dowody na jego istnienie, czy nawet brak takich dowodów. W naukach przyrodniczych po prostu nie wiemy co słowo Bóg (siły nadprzyrodzone) znaczy? Proponuję jednak trochę pomyśleć i poczytać zanim zacznie Pan nas tu oświecać, a aby znaleźć inspiracje, to wystarczy wbić w "wyszukiwarkę" na górnym pasku menu interesujące tu Pana zwroty. Na przykład "dowody na istnienie Boga", gdzie archiwum wyświetli Panu sporo różnych wypowiedzi na interesujący Pana temat. Sądzę, że gdy Pan te wypowiedzi ze zrozumieniem i refleksją intelektualną przeczyta, to łatwiej będzie Panu prowadzić merytoryczne rozmowy z forumowiczami, gdyż tak to Pan tylko fideistyczne bzdury na podstawowym poziomie tu opowiada. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | |  | -1 na 1 | matekkk (134 punktów) | Natomiast zupełnie nie rozumiemy co znaczy termin "Bóg" w nauce (science), a skoro nawet nie rozumiemy nawet terminu (brak definicji), to jak możemy znaleźć dowody na jego istnienie, czy nawet brak takich dowodów. W naukach przyrodniczych po prostu nie wiemy co słowo Bóg (siły nadprzyrodzone) znaczy?
Błąd w twoim rozumowaniu polega na tym , że gdyby stało się coś nieoczekiwanego, np wszyscy ludzie modlący się w Lourdes zostaliby uzdrowieni, to musiałbyś uznać to za zbieg okoliczności, bo przecież nie potrafią oni nawet zdefiniować osoby, do której się modlili.
Takie rzeczy się nie zdarzają , sporadyczne uzdrowienia można uznać za coś statystycznie prawdopodobnego. Ale gdyby tego typu uzdrowień było znacznie więcej, to i tak, z braku definicji nie zawracałbyś sobie tym głowy, prawda?
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Natomiast zupełnie nie rozumiemy co znaczy termin "Bóg" w nauce (science) , a skoro nawet nie rozumiemy nawet terminu (brak definicji) , to jak możemy znaleźć dowody na jego istnienie, czy nawet brak takich dowodów. W naukach przyrodniczych po prostu nie wiemy co słowo Bóg (siły nadprzyrodzone) znaczy?Szanowny Panie, tu należy odróżniać swoje wartościowe wypowiedzi od bezwartościowych interlokutora i wystarczy do tego pozostawić > co spowoduje pokolorowanie tekstu na zielono. > Błąd w twoim rozumowaniu polega na tym , że gdyby stało się coś nieoczekiwanego, np wszyscy ludzie modlący się w Lourdes zostaliby uzdrowieni, to musiałbyś uznać to za zbieg okoliczności, bo przecież nie potrafią oni nawet zdefiniować osoby, do której się modlili.Szanowny Panie, ja nie rozumiem co to miałoby tu znaczyć "nieoczekiwanego"? Przez kogo nieoczekiwanego? Przez Pana, przeze mnie, przez ludzkość? Dalej - to nie rozumiem, co to jest "zbieg okoliczności"? (Czy to na przykład taki zbieg: - "patrz pan co za przypadek - ja Władek i on Władek!") Nawet "gdyby" jest tu mocno wątpliwe? Może to na zasadzie - "gdyby ciocia miała wąsy, to byłby to wujek?" Zapewne błądzę, odrzucając cuda, ale do ich przyjęcia konieczną jest wiara, a ja jestem racjonalistą, który w nic nie wierzy. > Takie rzeczy się nie zdarzają, sporadyczne uzdrowienia można uznać za coś statystycznie prawdopodobnego.Ej tam, nie zdarzają się! Niech Pan sobie poczyta dyskusje z panem Bieleckim, była długa i wyczerpała całkowicie zagadnienie. > Ale gdyby tego typu uzdrowień było znacznie więcej, to i tak, z braku definicji nie zawracałbyś sobie tym głowy, prawda?Znowu - Szanowny Pan - lubi sobie pogdybać. Gdy uczeni potwierdzają jakieś zjawiska w istniejącej obiektywnie rzeczywistości, to wraz z opisem przedstawiają ich definicje. Nie będzie żadnego kłopotu z naukową definicją Boga, gdy znajdą się naukowe dowody jego istnienia. Jak na razie fideiści z marnym skutkiem starają się obronić Boga luk. Zanim Pan zacznie poważnie na naszym forum - skierowanym do samodzielnie myślącej inteligencji - dyskutować o Bogu, to proponuję, jako minimum, przeczytać sobie ze zrozumieniem ten komunikatywnie napisany artykuł wprowadzający w zagadnienie. www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwaMiłego dnia. @@@ .
|
|
| | |  | 12 na 12 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Jeśli twierdzisz, że "istoty nadprzyrodzony" nie istnieją, to dobrze byłoby , żebyś wytłumaczył, dlaczego wszystkie cywilizacje wierzyły w takie istoty.
Wygooglaj "Hyperactive Agency Detection Device".
Kiedy spotykasz się ze zjawiskiem, które mogło (lub nie) być spowodowane przez świadomego "agenta" - poruszenie liści, spadające kamyczki - korzystniej jest założyć działanie "agenta" niż przyczynę naturalną. Jeżeli się mylisz, stracisz tylko czas - ale jeżeli założysz przyczynę naturalną, pomyłka może cię (w niebezpiecznym środowisku) kosztować życie. Stąd ewolucyjna presja na wykształcenie nieco nadaktywnego kognitywnego modułu detekcji "świadomego sprawstwa".
A jeżeli potem sprawdzisz dokładnie i nie znajdziesz nikogo, kto mógłby spowodować zjawisko które cię zaniepokoiło - wyciągniesz (spójny z twoim HADD) wniosek, że agent jest niewidzialny.
Dodaj do tego trudność poradzenia sobie się ze śmiercią - i w efekcie dostaniesz wiarę w duchy przodków. Dodaj jeszcze trudności z percepcją zjawisk statystycznie rzadkich - i masz duchy opiekuńcze oraz złośliwe.
> Masz jakiś dowód, że jest to tylko i wyłącznie trik psychologiczny?
Jest to hipoteza, która wyjaśnia powszechność wiary w duchy - nie zakładając nic ponad to, co wiemy o świecie. Jeśli wolisz (mniej ekonomiczną) hipotezę zakładającą istnienie bytów niematerialnych, wówczas (na mocy Brzytwy Ockhama) to na Tobie spoczywa ciężar dowodu.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Grey (2102 punktów) | >Jeżeli się mylisz, stracisz tylko czas - ale jeżeli założysz przyczynę naturalną, pomyłka może cię (w niebezpiecznym środowisku) kosztować życie. To mi przypomina Zakład Pascala. Niektórzy chyba świadomie to stosują.
|
|
| | | | |  | 9 na 9 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > To mi przypomina Zakład Pascala. Niektórzy chyba świadomie to stosują.
Różnica polega na tym, że przy detekcji agentów niczego nie musisz stosować świadomie, po prostu samo Twoje środowisko naturalne "wylicza" wartość oczekiwaną "zakładu". Jeżeli jest niebezpiecznie, to koszt nadmiernej ostrożności będzie mniejszy niż koszt niefrasobliwości - i w efekcie ostrożni zostawią więcej potomstwa.
W przypadku Zakładu Pascala jak dotąd nie wykazano przewagi strategii teistycznej nad ateistyczną - pewnie dlatego że największe zyski i straty mają być wypłacane dopiero pośmiertnie, co utrudnia badania.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >W przypadku Zakładu Pascala jak dotąd nie wykazano przewagi strategii teistycznej nad ateistyczną. A 90 % fideistów na świecie? Czy to nie jest sukces ewolucyjny?
|
|
| | | | | | |  | 9 na 9 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | >> W przypadku Zakładu Pascala jak dotąd nie wykazano przewagi strategii teistycznej nad ateistyczną. > A 90 % fideistów na świecie? Czy to nie jest sukces ewolucyjny?
Jak najbardziej, z tym że raczej na poziomie memetycznym, bo geny reagują wolniej.
W środowisku, w którym apostazja karana jest śmiercią, korzystnie będzie wierzyć (albo przynajmniej dobrze udawać wiarę). A na terenach, gdzie religię ucywilizowano, presja środowiska spada i obserwujemy wzrost odsetka przyznających się do niewiary.
Co nie ma oczywiście żadnego związku z ewentualną prawdziwością tez teistycznych - mechanizm zadziała tak samo niezależnie od religii wyznawanej przez daną społeczność.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >> A 90 % fideistów na świecie? Czy to nie jest sukces ewolucyjny? >Jak najbardziej, z tym że raczej na poziomie memetycznym, bo geny reagują wolniej. Hmmm. Biorąc pod uwagę doświadczalnie zaobserwowane przypadki mutacji prowadzące do zmiany cech u zwierząt w przeciągu kilkunastu lat, to np. taka ewolucja monoteizmu zapoczątkowana co najmniej w starożytnym Egipcie albo mitu o trójcy świętej przez 300 lat (ale w nawiązaniu do mitów greckich) ma tempo wolniejsze od żółwia z Galapagos.
>W środowisku, w którym apostazja karana jest śmiercią, korzystnie będzie wierzyć (albo przynajmniej dobrze udawać wiarę). Obawiam się, że groźba karą śmierci nie jest tu jedynym wytłumaczeniem.
>A na terenach, gdzie religię ucywilizowano, presja środowiska spada i obserwujemy wzrost odsetka przyznających się do niewiary. Tak dokładnie, to nie wiem, ale wydaje mi się, że ucywilizowanie - począwszy od neolitycznej rewolucji rolniczej - raczej wzmagało wiarę (w konkretne doktryny) - wraz z kształtowaniem się przeróżnych ideologii w coraz silniej zhierarchizowanych spółeczeństwach.
>Co nie ma oczywiście żadnego związku z ewentualną prawdziwością tez teistycznych - mechanizm zadziała tak samo niezależnie od religii wyznawanej przez daną społeczność. Tak, tylko że już np. synkretycznie rzecz biorąc, to te lokalne przejawy religijności są wszystkie prawdziwe wskazując łącznie w swej różnorodności na to samo sacrum (będące zadziwiająco popularną iluzją).
|
|
| | | |  | -1 na 1 | matekkk (134 punktów) | Andrzeju Bogusławski, proponuję się tak nie spinać. Nie nazwę bzdurami tego co piszesz, po prostu nie odnosisz się do moich postów.
>Kiedy spotykasz się ze zjawiskiem, które mogło (lub nie) być spowodowane przez świadomego "agenta" - poruszenie liści, spadające kamyczki - korzystniej jest założyć działanie "agenta" niż przyczynę naturalną. Jeżeli się mylisz, stracisz tylko czas - ale jeżeli założysz przyczynę naturalną, pomyłka może cię (w niebezpiecznym środowisku) kosztować życie. Stąd ewolucyjna presja na wykształcenie nieco nadaktywnego kognitywnego modułu detekcji "świadomego sprawstwa".
>A jeżeli potem sprawdzisz dokładnie i nie znajdziesz nikogo, kto mógłby spowodować zjawisko które cię zaniepokoiło - wyciągniesz (spójny z twoim HADD) wniosek, że agent jest niewidzialny. >Dodaj do tego trudność poradzenia sobie się ze śmiercią - i w efekcie dostaniesz wiarę w duchy przodków. >Dodaj jeszcze trudności z percepcją zjawisk statystycznie rzadkich - i masz duchy opiekuńcze oraz złośliwe.
Ciekawa hipoteza. Bardzo możliwe że jest prawdziwa.
Mod: Kasuj zbędne cytowania i odnoś się do wypowiedzi rozmówców, którym bezpośrednio odpowiadasz.
|
|
|  | 6 na 6 | maceox (6766 punktów) | >Znane są argumenty wskazujące na istnienie jakiejś "wyższej formy bytu". Tak. Czysto ideowe. Materialnie to mamy niestety tylko pięć zmysłów i otaczający nas świat. Oczywiście znakomita większość ludzi ma jeszcze zmysł szósty, a racjonaliści są w tym względzie głęboko upośledzeni. Inaczej nie da się wytłumaczyć ich braku podporządkowania Twojej Słusznej Idei.
>Istnieją również ich kontrargumenty, nie mają one jednak rangi faktów, Oczywiście prośba o wskazanie dowodu istnienia "wyższej formy bytu" (cokolwiek miałoby to znaczyć) nie ma rangi faktów. Obecnie nade mną znajduje się np. sufit, i czy to już jest wyższa forma bytu? Gdyż zabawa w transcendencję i metafizykę jest jeszcze lepsza od plasteliny. Wszystko możesz ulepić z wszystkiego, bez żadnych ograniczeń. Tylko w efekcie jakimś qurva cudem np. kobieta jest cała np. zakryta workiem, albo się jej obcina łechtaczkę, albo pali na stosie ... albo ludzie umierają na AIDS, bo prezerwatywy są nieboskie, albo kobieta traci wzrok, bo lekarze boją się usunąć ciąże pomimo jej wyraźnych próśb. Takie są między innymi efekty takich zabaw w wyższą, qurva, formę bytu.
Do plusów można zaliczyć jazdę kontemplacyjną, ale czy w dobie nowoczesnych narkotyków (a nie tylko peyotla) jest to jeszcze na czasie?
>a wskazują jedynie na alternatywne, często bardziej prawdopodobne scenariusze. Czy pozwalają one, aby w stu procentach powiedzieć: Bóg nie istnieje? Moim zdaniem nie. A czy Ty widziałeś gdzieś coś na 100%?
>Natomiast powiedzenie: "Udowodnij mi Boga, w przeciwnym wypadku uznam że nie istnieje" jest niczym innym jak ignorancją. Tak, gdyż w braku dowodów obowiązkiem każdego szanującego człowieka jest Wiara w Twoje Słowa, a w przeciwnym razie ja jestem ignoratem wobec Twojej wiedzy o Wyższej, za przeproszeniem Formie Bytu.
>Rozumiem ludzi, którzy wolą skupić się na codzienności i mają w nosie zastanawianie się czy jednak istnieje coś poza "naszym" światem czy nie, nie zmienia to faktu, że jest to forma ignorancji. To może, Panie Nieignorancie pogadamy np. o rozwoju idei religijnych? Skąd wzięly się idee żydowskie i jaki wpływ miały kultury Mezopotamii, a jaki wpływ miał Egipt? Jak rozwijal się monoteizm? A może coś o rozwoju idei trójcy świętej w pierwszych 300 latach naszej ery w nawiązaniu do idei greckich? Czy może te idee tak sobie z NIEBA spadły?
|
|
| |  | -1 na 1 | matekkk (134 punktów) | Za dużo sarkazmu, maceox, za dużo sarkazmu.... Rośnie nam pokolenie ludzi, którzy myślą, że sarkazm jest dobry na wszystko. Moim zdaniem nie jest. Ale jeśli czujesz się przez to lepszy, to proszę się nie krępować  . Różnica między nami polega na tym, że Ty wiesz coś na 100 % , podczas gdy ja widzę, że pewne scenariusze są po prostu bardziej prawdopodobne od innych. I tyle. Bez nadymania się i mówienia "ja wiem gdzie leży prawda".
|
|
| | |  | 5 na 5 | maceox (6766 punktów) | > Za dużo sarkazmu, maceox, za dużo sarkazmu....A dlaczego? Czy widząc wskazane przeze mnie niektóre skutki wiary uważasz, że nie należy się jej sarkazm? > Rośnie nam pokolenie ludzi,A także pokolenie moich dzieci. > którzy myślą,Tu stanowczo powinna być kropka, a nie przecinek. > że sarkazm jest dobry na wszystko.A może jakiś dowód takiego mojego twierdzenia? Wkładasz mi w usta coś, czego nigdy nie twierdziłem. > Ale jeśli czujesz się przez to lepszy, to proszę się nie krępować .Skąd wiesz, jak ja się czuję? > Różnica między nami polega na tym, że Ty wiesz coś na 100 %A może jakiś dowód, że tak twierdzę. Nie masz zielonego pojęcia o tym, jak daleko sięga mój sceptycyzm. > podczas gdy ja widzę, że pewne scenariusze są po prostu bardziej prawdopodobne od innych.Popatrz, to zupełnie tak jak ja! Tyle, tylko że ja sądze, że mamy tylko pięć zmysłów i możemy nimi jedynie poznawać otaczający nas materialny świat. (Gdy zstąpi z duchowej krainy duchowy Pan niebieski i duchowo, ale obiektywnie mi w duszy zagra tak, że wszyscy to duchowo, ale w sposób materialny i niezbicie wykazany ujrzą, wówczas np. zmienię zdanie, gdyż ja nie mam żadnej Prawdy, która by mi tego zabraniała) > I tyle. Bez nadymania się i mówienia "ja wiem gdzie leży prawda".To bardzo słusznie powiedziałeś. To piękny frazes, a spójrz na tych wszystkich którzy wiedzą, gdzie leży Prawda i jak ją starają się narzucić innym. Ty sądzisz, że można im mówić "być może masz rację?".
|
|
| | | |  | | matekkk (134 punktów) | > >Za dużo sarkazmu, maceox, za dużo sarkazmu....> A dlaczego? Czy widząc wskazane przeze mnie niektóre skutki wiary uważasz, że nie należy się jej sarkazm?Uważam, że nadużywanie sarkazmu może powodować nudności. > >że sarkazm jest dobry na wszystko.> A może jakiś dowód takiego mojego twierdzenia? Wkładasz mi w usta coś, czego nigdy nie twierdziłem.Nie twierdzę, że Ty tak twierdzisz. > >Ale jeśli czujesz się przez to lepszy, to proszę się nie krępować .> Skąd wiesz, jak ja się czuję?Z jakiegoś powodu każde zdanie napisane przez Ciebie ocieka sarkazmem. To jest albo pozowanie na inteligenta, albo na dupka. Bez urazy. Nie lubię tej formy wyrazu, bo uważam że- szczególnie w "internetach"- ma ona jedynie na celu ośmieszenie/ obrażenie rozmówcy bez używania wulgaryzmów. Taka troszkę bardziej zaawansowana forma hejtowania. > >Różnica między nami polega na tym, że Ty wiesz coś na 100 %> A może jakiś dowód, że tak twierdzę. Nie masz zielonego pojęcia o tym, jak daleko sięga mój sceptycyzm.Jeśli ja twierdzę, że Bóg, czyli to coś w co wierzy większość ludzi na świecie, nawet bez dokładnej jego definicji zawierającej wzrost, wagę i kolor włosów- raczej nie istnieje, i zostaję potraktowany przez was jak wariat przez ten właśnie przejaw niepewności, to znaczy że wy wiecie na 100 %, że ktoś taki nie istnieje. > >I tyle. Bez nadymania się i mówienia "ja wiem gdzie leży prawda".> To bardzo słusznie powiedziałeś. To piękny frazes, a spójrz na tych wszystkich którzy wiedzą, gdzie leży Prawda i jak ją starają się narzucić innym. Ty sądzisz, że można im mówić "być może masz rację?".Jeśli ktoś WIE że Bóg istnieje, to pytam go skąd ta pewność. Co najwyżej mogę mu powiedzieć ze jest to mało prawdopodobne.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | > Uważam, że nadużywanie sarkazmu może powodować nudności.Czy u Ciebie taki sarkazm: www.youtube.com/watch?v=NOSM5GikQUApowoduje nudności? Gdyż u mnie jedynie niezgodę na głupotę, a także wzruszenie i zadumę. > Z jakiegoś powodu każde zdanie napisane przez Ciebie ocieka sarkazmem. To jest albo pozowanie na inteligenta, albo na dupka. Bez urazy.No cóż, każdy ma tylko taki poziom na jaki go stać. Dla Ciebie mogę tylko pozować na inteligenta, ewentualnie być dupkiem. Ja nie sięgam Twojego poziomu. > Nie lubię tej formy wyrazu, bo uważam że- szczególnie w "internetach"- ma ona jedynie na celu ośmieszenie/ obrażenie rozmówcy bez używania wulgaryzmów.Ma tylko na celu ośmieszenie jego argumentów - bez używania wulgaryzmów, ze względu na głęboki szacunek do każdego człowieka. > Taka troszkę bardziej zaawansowana forma hejtowania.Zasadniczo odmienna i myślę że tylko dla dupków pozujących na inteligentów może to być niezrozumiałe. > Jeśli ja twierdzę, że Bóg, czyli to coś w co wierzy większość ludzi na świecie, nawet bez dokładnej jego definicji zawierającej wzrost, wagę i kolor włosów- raczej nie istniejeTo witaj w klubie. > i zostaję potraktowany przez was jak wariatTo oznacza, że każdy dobiera sobie takie towarzystwo, na jakie go stać. > przez ten właśnie przejaw niepewnościCzy aby na pewno Twoja niepewność jest tu na forum Twoim problemem? > to znaczy że wy wiecie na 100 %, że ktoś taki nie istnieje.Tak bez używania wulgaryzmów trudno na to odpowiedzieć: - ja tylko proszę o jakiś, qurva, dowód. > Jeśli ktoś WIE że Bóg istnieje, to pytam go skąd ta pewność. Co najwyżej mogę mu powiedzieć ze jest to mało prawdopodobne.A na jakiej podstawie oceniasz prawdopodobieństwo? Jeśli idei bogów jest tyle, co ludzi (a sadzę, że nawet więcej), a każdy człowiek jest indywiduum myślącym troszkę inaczej, to prawdopodobieństwo poprawnego zrozumienia tej idei wynosi już 1 do (w zaokrągleniu) siedmiu miliardów. I skąd wiesz, że akurat Twoje rozumienie Boga jest akurat tym jednym poprawnym? Tylko dlatego, że innych uważasz jedynie za pozujących na inteligentów, względnie dupków?
|
|
|  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Znane są argumenty wskazujące na istnienie jakiejś "wyższej formy bytu".
Taa... Wolę palec wskazujący od argumentów wskazujących.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | | matekkk (134 punktów) | To już chyba trzecia twoja zaczepka. Nie mam czasu na przepychanki z tobą, dlatego wybacz, że na nie nie odpisuję.
|
|
9 na 9 | Selanos (12869 punktów) | Nie można udowodnić nieistnienia boga. Tak samo, jak nie da się udowodnić nieistnienia smerfów, wróżek, jednorożców i smoków. Najlepszym dowodem na nieistnienie czegoś, jest brak dowodów na istnienie tej rzeczy. Mam wrażenie, że już kiedyś to pisałem, kilka razy.
|
|
 | 2 na 2 | Paul Figura (1368 punktów) | > Mam wrażenie, że już kiedyś to pisałem, kilka razy.Zgadza się pisałeś.
|
|
|  | 7 na 7 | Selanos (12869 punktów) | > Zgadza się pisałeś.Na forum powinno być jakieś FAQ, coby ludzie już więcej tego nie pisali. Argument z niemożności udowodnienia nieistnienia boga jest strasznie nudny i męczący, a odpowiedź oklepana.
|
|
| |  | 4 na 4 | Paul Figura (1368 punktów) |
> Na forum powinno być jakieś FAQ, coby ludzie już więcej tego nie pisali.Pewnie nawet gdyby było to niewiele by zmieniło za miesiąc znowu, ktoś założy podobny temat i tak w kólko normalnie Syzyfowa praca. > Argument z niemożności udowodnienia nieistnienia boga jest strasznie nudny i męczący, a odpowiedź oklepana.  Zawsze jest wyjście przymknąc na to oczy i nie odpowiadać.
|
|
| |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Na forum powinno być jakieś FAQ, coby ludzie już więcej tego nie pisali.
Obawiam się, że FAQ to za mało. Przydałby się +FUCK.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | | astrotaurus (12445 punktów) |
>Obawiam się, że FAQ to za mało. Przydałby się +FUCK. Coś na kształt przecież jest - możliwość ignorowania. A miłośnicy karmienia trolli (choć nie jest to gatunek ginący) cóż by wtedy robili?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
 | -4 na 6 | worek kości (2937 punktów) | >Najlepszym dowodem na nieistnienie czegoś, jest brak dowodów na istnienie tej rzeczy.
Czy to znaczy, że dopóki nie udowodniono empirycznie istnienia planety Neptun, Neptun nie istniał?
bembergiem w berg
|
|
|  | 10 na 10 | Selanos (12869 punktów) | >Czy to znaczy, że dopóki nie udowodniono empirycznie istnienia planety Neptun, Neptun nie istniał?
To znaczy, że dopóki nie udowodniono empirycznie istnienia planety Neptun, dopóki nie było nawet poszlak na istnienie tej planety, twierdzenie że Neptun istnieje, było błędem.
Ale to dwie różne sprawy. Neptun to fizyczny obiekt, którego istnienie można było zakładać chociażby na podstawie tego, że wokół słońca krąży już siedem planet, więc równie dobrze może ich być więcej. A bóg? Na jakiej podstawie mamy w ogóle zakładać, że coś takiego mogłoby istnieć? Na podstawie legend jakichś ludów które kilka tysięcy lat temu trudniły się pasterstwem? No, jedno mogę przyznać - te mity są naprawdę ciekawe, niektóre są zapożyczeniami z jeszcze starszych kultów co pięknie nam obrazuje synkretyzm religijny ale nic poza tym.
|
|
| |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>Czy to znaczy, że dopóki nie udowodniono empirycznie istnienia planety Neptun, Neptun nie istniał? >To znaczy, że dopóki nie udowodniono empirycznie istnienia planety Neptun, dopóki nie było nawet poszlak na istnienie tej planety, twierdzenie że Neptun istnieje, było błędem.
Tak samo jak było błędem twierdzenie, że nie istnieje.
Ale to ciekawe, co teraz mówisz. Np. Galileusz twierdził różne ciekawe rzeczy, dzisiaj wiemy, że prawdziwe, jednak w swoich czasach nie potrafił tego udowodnić. Skoro nie potrafił tego udowodnić, czy zgadasz się teraz z jego sędziami, że to co mówił Galileusz było błędem?
>Na jakiej podstawie mamy w ogóle zakładać, że coś takiego mogłoby istnieć?
Np. na podstawie tego, że cokolwiek istnieje musi posiadać dostateczną rację swojego istnienia. Świat, jako ogromny, być może nawet niekończony obiekt, musi posiadać równie ogromną, nieskończoną rację. Jest to dość dobry powód, żeby o Bogu racjonalnie rozmawiać.
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 1 na 1 | Selanos (12869 punktów) | >Ale to ciekawe, co teraz mówisz. Np. Galileusz twierdził różne ciekawe rzeczy, dzisiaj wiemy, że prawdziwe, jednak w swoich czasach nie potrafił tego udowodnić. Skoro nie potrafił tego udowodnić, czy zgadasz się teraz z jego sędziami, że to co mówił Galileusz było błędem?
O co konkretnie chodzi? Galileusz mógł mieć teorie, bo być może miał podstawy do stawiania tych teorii.
>>Na jakiej podstawie mamy w ogóle zakładać, że coś takiego mogłoby istnieć? >Np. na podstawie tego, że cokolwiek istnieje musi posiadać dostateczną rację swojego istnienia.
A to dlaczego?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>Ale to ciekawe, co teraz mówisz. Np. Galileusz twierdził różne ciekawe rzeczy, dzisiaj wiemy, że prawdziwe, jednak w swoich czasach nie potrafił tego udowodnić. Skoro nie potrafił tego udowodnić, czy zgadasz się teraz z jego sędziami, że to co mówił Galileusz było błędem? >O co konkretnie chodzi? Galileusz mógł mieć teorie, bo być może miał podstawy do stawiania tych teorii.
No ok, jeśli nie jesteś sprawą Galileusza jakoś specjalnie przejęty, to nie ma sensu tego odgrzewać - to miał być tylko przykład - byłem ciekawy, czy z twojej perspektywy działanie KK wobec Galileusza było uzasadnione i racjonalne.
>>Np. na podstawie tego, że cokolwiek istnieje musi posiadać dostateczną rację swojego istnienia. >A to dlaczego?
Zadając to pytanie potwierdzasz tylko moją tezę - rzeczywistość jest racjonalna, a więc jest sens pytać dlaczego coś jest takie, jakie jest. Po prostu wiemy, że dostaniemy w końcu odpowiedź. Gdyby było inaczej świat byłby irracjonalny.
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >>Na jakiej podstawie mamy w ogóle zakładać, że coś takiego mogłoby istnieć? >Np. na podstawie tego, że cokolwiek istnieje musi posiadać dostateczną rację swojego istnienia. Musi to na Rusi.
>Świat, jako ogromny, być może nawet niekończony obiekt, musi posiadać równie ogromną, nieskończoną rację. Ale pieprzysz. Jaki w ogóle niekończony obiekt? Jaka nieskończona racja? Ja tylko coś słyszałem o: - wielkim wybuchu - grawitacji - powstawaniu słońc i planet - powstaniu życia na ziemii - neurochirurgach
Nie, w szczegółach tego dobrze nie znam. Ale gdzie tu jest jakiś niekończony obiekt albo nieskończona racja poza Twoją głową? Coś o koroboracji słyszałeś?
>Jest to dość dobry powód, żeby o Bogu racjonalnie rozmawiać. Twoja nieskończona racja? Oczywiście!
|
|
| | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>>Na jakiej podstawie mamy w ogóle zakładać, że coś takiego mogłoby istnieć? >>Np. na podstawie tego, że cokolwiek istnieje musi posiadać dostateczną rację swojego istnienia. >Musi to na Rusi.
Uważasz więc, że w naszym świecie zachodzą zjawiska, które nie muszą mieć swojej przyczyny? Nie chcę nic mówić, ale trąci to o irracjonalizm.
>>Świat, jako ogromny, być może nawet niekończony obiekt, musi posiadać równie ogromną, nieskończoną rację. >Ale pieprzysz. Jaki w ogóle niekończony obiekt? Jaka nieskończona racja?
Wszechświat jest ogromny i aby powołać coś takiego do istnienia potrzeba było sporo energii. Skąd ta energia miałaby pochodzić?
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 8 na 8 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Wszechświat jest ogromny i aby powołać coś takiego do istnienia potrzeba było sporo energii. Skąd ta energia miałaby pochodzić? Zapewne, jak katolickie nieuki dawno temu nieomylnie orzekły, z Czegoś Jeszcze Ogromniejszego, a Wysoce Energetycznego czego racją wystarczającą jest workowe chciejstwo. Przecież to chore, żeby z takim stażem na forum nie pojąć nawet elementarza i dawać sobie resetować mózg po każdej bytności w swoim rodzimym siedlisku ciemnoty. Naprawdę nie jesteś zdolny wznieść się ponad poziom pierwszego lepszego, świeżo upieczonego desantowca spod ambony?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Uważasz więc, że w naszym świecie zachodzą zjawiska, które nie muszą mieć swojej przyczyny? Tak, są i takie zjawiska. Ponadto proszę przedstawić definicję "przyczyny", gdyż jej racjonalizowanie "antropomorfizacja" jest nieracjonalna. "Przyczyna/skutek" jest tylko ludzką próbą (tak, jak język, matematyka, logika) opisu istniejącej obiektywnie rzeczywistości.
>Nie chcę nic mówić, ale trąci to o irracjonalizm. Nie, to Pan dokonuje prób racjonalnych uproszczeń zrozumienia wielce złożonej rzeczywistości. Tak czyniły i czynią wszelakie systemy religijne.
>>>>Ale pieprzysz. Jaki w ogóle niekończony obiekt? Jaka nieskończona racja? >Wszechświat jest ogromny i aby powołać coś takiego do istnienia potrzeba było sporo energii. Skąd ta energia miałaby pochodzić? Jak to skąd? Siedzi sobie taki stary pan z długą siwą brodą i wymyśla. Ja tam jednak wolę bajeczki wymyślane przez współczesnych fizyków. Pomimo "odlotów" niektórych uczonych, to jednak bardziej trzymają się rzeczywistości.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >Uważasz więc, że w naszym świecie zachodzą zjawiska, które nie muszą mieć swojej przyczyny? Tak
>Nie chcę nic mówić, ale trąci to o irracjonalizm. A kto postuluje racjonalność przyrody? Dla mnie najistotniejszym sprawdzianem teorii jest doświadczenie.
>Wszechświat jest ogromny i aby powołać coś takiego do istnienia potrzeba było sporo energii. Skąd ta energia miałaby pochodzić? Pan Andrzej przypomniał mi, że nie uzgodniliśmy pojęć i że chyba tu rozmawiamy w porządku teologicznym. Więc w jakim porządku chcesz rozmawiać? Teologicznym, czy nauk przyrodniczych?
W porządku nauk przyrodniczych istnieją tylko pewne materialne ślady przy obserwacji wszechświata, a prawdziwość hipotez jest potwierdzana doświadczalnie. I WIĘCEJ NIE WIEMY. Pozostają ewentualne SPEKULACJE.
Natomiast w porządku teologicznym chciałbym Ci przypomnieć, abyś nie bluźnił, gdyż zupełnie zapomniałeś, że tam za tym czymś, skąd pochodzi energia jest jeszcze biały kwiatek, na którym siedzi miś koralgol, a na nim siedzi piorun. To nie wszystko, gdyż piorun połknął misia koralgola i strzelił se w kolano, a biały kwiatek powiedział wtedy, że będzie słowo, które wzejdzie nad wody. I jak było tak się zmyło, a woda powiedziała: "ja kurde, będę nieskończoną w pięknie". I jak miało się stać, tak się potoczyło.
Po prostu nie wolno o tym zapomnieć. To jasno wynika z Księgi Strachu i Anioła. Werset 5, miś 15. --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ja wiem, że wyprostowana sylwetka sprzyja spoglądaniu za horyzont, nie mówiąc już o ewolucji, w ramach której w ostatnich - że tak powiem - latach znacznie powiększyła się część mózgu odpowiedzialna za bajanie.
To jednak nie powód, by od razu z pytania "dlaczego jest raczej coś niż nic?" padać na kolana. To padnięcie na kolana też dopiero musiało kulturowo wyewoluować, żeby znaczyło to, co niby ma znaczyć.
|
|
| | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >A kto postuluje racjonalność przyrody? >Dla mnie najistotniejszym sprawdzianem teorii jest doświadczenie.
W takim razie każda teoria fizyczna jest uznana na mocy przyzwyczajenia (skoro do tej pory Słońce rano wschodzi, to jutro pewnie też) - jak twierdził Hume - a nie niezmiennych praw fizyki. Nie nastraja to zbytnio optymizmem poznawczym.
>To jednak nie powód, by od razu z pytania "dlaczego jest raczej coś niż nic?" padać na kolana.
Bóg filozofów nie musi być traktowany jak Bóg religii. To dość powszechne nieporozumienie.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >>A kto postuluje racjonalność przyrody? >>Dla mnie najistotniejszym sprawdzianem teorii jest doświadczenie. >W takim razie każda teoria fizyczna jest uznana na mocy przyzwyczajenia (skoro do tej pory Słońce rano wschodzi, to jutro pewnie też) - jak twierdził Hume - a nie niezmiennych praw fizyki. Tak. A ściśle rzecz biorąc na mocy doświadczeń, które nieustannie koroborują tezę o niezmienności praw fizyki jednocześnie wcziąż udoskonalając opis ich działania.
>Nie nastraja to zbytnio optymizmem poznawczym. Ty byś od razu chciał wszystko absolutnie. To idź do kościoła.
>>To jednak nie powód, by od razu z pytania "dlaczego jest raczej coś niż nic?" padać na kolana. >Bóg filozofów nie musi być traktowany jak Bóg religii. Nie, nie musi. Bogów jest tylu, ilu ludzi, a nawet znacznie więcej.
>To dość powszechne nieporozumienie. Że w ogóle można sensownie coś powiedzieć o Bogu - to rzeczywiście jest nieporozumienie.
Gdzie to było takie ostatnie podsumowanie big_zyda o ateiźmie i sensowności pojęcia "Bóg"? Fajnie się to czytało, a nie wiem gdzie tego szukać.
|
|
| | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>W takim razie każda teoria fizyczna jest uznana na mocy przyzwyczajenia, a nie niezmiennych praw fizyki. > Tak. A ściśle rzecz biorąc na mocy doświadczeń, które nieustannie koroborują tezę o niezmienności praw fizyki
Piszesz "tak", a w następnym zdaniu sobie totalnie zaprzeczasz.
>>Nie nastraja to zbytnio optymizmem poznawczym. >Ty byś od razu chciał wszystko absolutnie.
Wystarczy cokolwiek, byle z nadzieją na pewność.
>Że w ogóle można sensownie coś powiedzieć o Bogu - to rzeczywiście jest nieporozumienie.
Zależy w jakim języku się to mówi. Jeśli ktoś w języku nauk przyrodniczych próbuje opisywać Boga, to mu się to nie udaje. Ale język religijny czy poetycki radzi sobie z tym znacznie lepiej. To tak w duchu późnego Wittgensteina.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >>>W takim razie każda teoria fizyczna jest uznana na mocy przyzwyczajenia, a nie niezmiennych praw fizyki. >> Tak. A ściśle rzecz biorąc na mocy doświadczeń, które nieustannie koroborują tezę o niezmienności praw fizyki >Piszesz "tak", a w następnym zdaniu sobie totalnie zaprzeczasz. Przepraszam, mógłbyś wyjaśnić tę sprzeczność? Osobie znającej się na późnym Wittgensteinie chyba nie muszę wklejać linka z wikipedii do hasła "koroboracja"?
>>Ty byś od razu chciał wszystko absolutnie. >Wystarczy cokolwiek, byle z nadzieją na pewność. Jeśli grunt pod nogami Ci nie wystarcza, to żyjemy zdaje się w wolnym kraju, więc szukaj lepszej pewności. Jednak jak na razie wszystko, co wprowadzasz do forum to sceptycyzm wobec racjonalizmu. To nie jest dobry początek poszukiwania pewności.
>>Że w ogóle można sensownie coś powiedzieć o Bogu - to rzeczywiście jest nieporozumienie. >Zależy w jakim języku się to mówi. Jeśli ktoś w języku nauk przyrodniczych próbuje opisywać Boga, to mu się to nie udaje. Ale język religijny czy poetycki radzi sobie z tym znacznie lepiej. Język religijny czy poetycki potrafi wzbudzać pewne stany umysłu.
>To tak w duchu późnego Wittgensteina. Aha. To na zasadzie "Pan wie kto ja jestem"? Jestem mądry, bo wypowiem takie nazwisko?
|
|
| | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > >>>W takim razie każda teoria fizyczna jest uznana na mocy przyzwyczajenia, a nie niezmiennych praw fizyki.>> Tak. A ściśle rzecz biorąc na mocy doświadczeń, które nieustannie koroborują tezę o niezmienności praw fizyki>Piszesz "tak", a w następnym zdaniu sobie totalnie zaprzeczasz.> Przepraszam, mógłbyś wyjaśnić tę sprzeczność? Osobie znającej się na późnym Wittgensteinie chyba nie muszę wklejać linka z wikipedii do hasła "koroboracja"?Sparafrazujmy: JA: "każda teoria fizyczna jest uznana na mocy przyzwyczajenia, a nie niezmiennych praw fizyki" TY: "Tak, na mocy doświadczeń, które nieustannie potwierdzają tezę o niezmienności praw fizyki" koroboracja - nieudana próba wykazania fałszywości jakiegoś twierdzenia, czyli potwierdzenie. > jak na razie wszystko, co wprowadzasz do forum to sceptycyzm wobec racjonalizmu. To nie jest dobry początek poszukiwania pewności.Bo pewności nie powinno się przyjmować jako dogmat, nawet w tak szanowanym zjawisku jakim jest racjonalizm. > Język religijny czy poetycki potrafi wzbudzać pewne stany umysłu.No ba. > >To tak w duchu późnego Wittgensteina.> Aha. To na zasadzie "Pan wie kto ja jestem"? Jestem mądry, bo wypowiem takie nazwisko?Nie, to dość banalne. Od czasów wittgensteinowskich "Dociekań filozoficznych" rozwija się pewien nowy sposób mówienia o religii, oparty na "grach językowych". Zajmują się tym tacy filozofowie jak np. D.Z.Philips. Można sobie skrótowo poczytać o tym tutaj: pl.wikiped(*)ensteinowska_filozofia_religii
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >>>>>Piszesz "tak", a w następnym zdaniu sobie totalnie zaprzeczasz. >Sparafrazujmy: >JA: "każda teoria fizyczna jest uznana na mocy przyzwyczajenia, a nie niezmiennych praw fizyki" >TY: "Tak, na mocy doświadczeń, które nieustannie potwierdzają tezę o niezmienności praw fizyki" Ja nie napisałem "potwierdzają". Napisałem "koroborują". To jest zasadnicza różnica.
>koroboracja - nieudana próba wykazania fałszywości jakiegoś twierdzenia Tak
>czyli potwierdzenie. Tylko do tej pory (do próby następnego obalenia).
Ostatecznie mamy tylko przyzwyczajenie, do takiego świata w jakim żyjemy. Przy czym te prawa są skoroborowane dla okresu ponad 14 milardów lat. Mi to wystarcza.
>Bo pewności nie powinno się przyjmować jako dogmat, nawet w tak szanowanym zjawisku jakim jest racjonalizm. Bardzo się z tym zgadzam. A jest coś, co powinno się przyjmować jako dogmat?
>>Język religijny czy poetycki potrafi wzbudzać pewne stany umysłu. >No ba. Czy uważasz, że potrafi coś ponad to?
>to dość banalne. Od czasów wittgensteinowskich "Dociekań filozoficznych" rozwija się pewien nowy sposób mówienia o religii, oparty na "grach językowych". Tak, to banalne. Gry językowe.
Ja już dawno temu widziałem w Tobie wolnomyśliciela i tym dialogiem tylko to potwierdzasz. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Ja już dawno temu widziałem w Tobie wolnomyśliciela i tym dialogiem tylko to potwierdzasz.
Jakoś tak to napisałeś, że niby wygląda jak komplement, a brzmi jak inwektywa. Ech, ta moja paranoja.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >>Ja już dawno temu widziałem w Tobie wolnomyśliciela i tym dialogiem tylko to potwierdzasz. >Jakoś tak to napisałeś, że niby wygląda jak komplement, a brzmi jak inwektywa. Ech, ta moja paranoja. To był komplement, a fakt, że odbierasz to jako inwektywę to już tylko wina Twoich urojeń (wcale nie koniecznie paranoja). Jednak wolałbym, żebyś mi odpowiedział na pytania, które zadałem.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >A jest coś, co powinno się przyjmować jako dogmat?
Jeśli za dogmat uznamy twierdzenie, które przyjmujemy bez dowodów, to wbrew pozorom, takich rzeczy jest całkiem sporo. Np. to że nie żyjemy w matriksie. Albo, że życie ludzkie ma szczególną wartość.
>>>Język religijny czy poetycki potrafi wzbudzać pewne stany umysłu. >>No ba. >Czy uważasz, że potrafi coś ponad to?
Być może język religijny czy poetycki nie naprawi zepsutej pralki, ale wzbudzanie "pewnych stanów umysłu" to i tak całkiem nieźle.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >>A jest coś, co powinno się przyjmować jako dogmat? >Jeśli za dogmat uznamy twierdzenie, które przyjmujemy bez dowodów, to wbrew pozorom, takich rzeczy jest całkiem sporo. Np. to że nie żyjemy w matriksie. Tu nam pomaga brzytwa Ockhama. Człowiek nie jest bogiem - ma ograniczone możliwości i oczywiście nie jest w stanie obalić wszelkich głupot, które komukolwiek przyjdą do głowy. Brak jakichkolwiek poszlak jest dla mnie wystarczający.
>Albo, że życie ludzkie ma szczególną wartość. To nie jest dogmat, tylko ocena poparta mądrością wynikającą ze współżycia z ludźmi.
>Być może język religijny czy poetycki nie naprawi zepsutej pralki, ale wzbudzanie "pewnych stanów umysłu" to i tak całkiem nieźle. Każdy ma swoje sposoby. Np. narkotyki działają tu szybciej i sprawniej. Nie każdy lubi poezję i nie na każdego działa ona tak samo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Człowiek nie jest bogiem - ma ograniczone możliwości
A dopiero co mnie tutaj przekonywano, że możliwości nauki są nieograniczone.
>Brak jakichkolwiek poszlak jest dla mnie wystarczający.
Gdyby naukowcy wypatrywali poszlak, zamiast rozważać wszelkie możliwości - no cóż - w średniowieczu poszlaki wskazywały, że to Słońce krąży wokół Ziemi.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >>Człowiek nie jest bogiem - ma ograniczone możliwości >A dopiero co mnie tutaj przekonywano, że możliwości nauki są nieograniczone. I co? Dałeś się przekonać? Ja bym z tym polemizował, ale musiałbym znać linka do odpowiedniej wypowiedzi, by sprawdzić również jej kontekst. Nie wiem ani kto to powiedział, ani jak to uzasadniał. Ty oczywiście wrzucasz wszystkich racjonalistów do jednego wora i gdy ktoś kiedyś coś powiedział, co Tobie się wydaje, że jest sprzeczne z moimi stwierdzeniami, to już jest dowód Twojej racji... A oczywiście linka (dowodu) nie podasz, bo szkoda czasu - tak se tylko chcesz popieprzyć na luzie, co widać w prawie każdym Twoim wpisie.
Oczywiście, że nauka jest nieograniczona, gdyż wciąz nowe odkrycia prowadzą do nowych pytań - odwrotnie niż w religii, w której nie wolno pytać, a odpowiedź jest zawsze ta sama (choć o różnych zabarwieniach kulturowych). I żadnej sprzeczności do mojego stwierdzenia, że człowiek ma ograniczone możliwości (nie jest wszechmocny) tu nie widzę.
>Gdyby naukowcy wypatrywali poszlak, zamiast rozważać wszelkie możliwości - no cóż - w średniowieczu poszlaki wskazywały, że to Słońce krąży wokół Ziemi. Przepraszam, a ile Ty masz zmysłów i czy możesz nimi zbadać coś innego od materii? Gdzie widzisz tu jakąś możliwość? Że na niebieskim ptaku z nieba sfrunie facet z zieloną czpeczką na głowie i powie przez megafon, że jest Bogiem? Że ziemia przestanie się obracać wokół słońca? Że ogień zacznie lecieć z kranu?
Nawet gdyby tak się zdarzyło, to powiedz - co w tym niematerialnego?
A gdy masz na myśli swoje odczucia i idee, to mi nic do tego, ale jeśli je chcesz narzucać innym, to ja tylko o dowód ich prawdziwości (w sensie adekwantego opisu zewnętrznej wobec Ciebie rzeczywistości) poproszę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Przepraszam, a ile Ty masz zmysłów i czy możesz nimi zbadać coś innego od materii?
Słowo daję, znam kilku matematyków i żaden nie twierdzi, że bada materię. A jednak coś badają!
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >>Przepraszam, a ile Ty masz zmysłów i czy możesz nimi zbadać coś innego od materii? >Słowo daję, znam kilku matematyków i żaden nie twierdzi, że bada materię. Bardzo bym się zdziwił, gdyby ktoryś z nich tak powiedział.
>A jednak coś badają! Badają konsekwencje swoich wstępnych założeń opierając się na logice.
Ja jednak pytałem o badanie czegoś zmysłami, a nie tylko ideowo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Ja jednak pytałem o badanie czegoś zmysłami, a nie tylko ideowo.
Pytałeś czy można badać coś innego niż materia, więc odpowiadam - można - np. liczby. Newton nie musiał patrzeć w niebo, aby tylko dzięki matematyce ustalić, że kształt orbit jest eliptyczny - tak mu wynikało z obliczeń, a nie z obserwacji.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | > >Ja jednak pytałem o badanie czegoś zmysłami, a nie tylko ideowo.> Pytałeś czy można badać coś innego niż materia, zapytalem tak:Przepraszam, a ile Ty masz zmysłów i czy możesz nimi zbadać coś innego od materii? w razie czego zawsze można zajrzeć do poprzedniego postu i się upewnić. > więc odpowiadam - można - np. liczby.Tak, jak ktoś sobie wymyśli taki czysto ideowy byt jak liczby, to potem może je w swym umyśle badać i dokonywać na nim różne tautologie. Oczywiście ten wymysł "liczb" nie jest całkowicie oderwany od rzeczywistości, gdyż w świecie przyrody istnieje wyraźna różnica pomiedzy np. jednym a dwoma patykami. Wyabstrahowanie liczb od konkrentych przedmiotów daje możliwość zajmowania się nimi czysto ideowo, by nastepnie wynik powrotnie zastosować w praktyce.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > >>>Ja jednak pytałem o badanie czegoś zmysłami, a nie tylko ideowo.> Pytałeś czy można badać coś innego niż materia, więc odpowiadam - można - np. liczby.www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,573743#w574913> Newton nie musiał patrzeć w niebo, aby tylko dzięki matematyce ustalić, że kształt orbit jest eliptyczny - tak mu wynikało z obliczeń, a nie z obserwacji.Na szczęście nie jestem fizykiem, choć może pan Fizyk tu pomoże? Czy Newton jednak nie opisywał matematycznie zachowania się materii, czy eliptyczny kształt orbit to tylko matematyczna ideologia całkowicie oderwana od rzeczywistości? Czy ustalenia Newtona nie podlegają praktycznej weryfikacji? Mnie się to jakoś nie zgadza. PS. W trakcie obliczeń, to rzeczywiście patrzył raczej na kartkę, niż w niebo, ale myślę, że w swoim życiu dosyć się nieba naoglądał i w dostępny mu sposób namierzył. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
> >>>Świat, jako ogromny, być może nawet niekończony obiekt, musi posiadać równie ogromną, nieskończoną rację.> Ale pieprzysz.Zupełnie nie ma Pan racji - nie mówiąc już o "nieskończonej". Przypominam co rzekł wielki filozof Kierkegaard - Absolutu nie można dowodzić rozumowo, można go przyjąć aktem osobistej wiary ( skok od rozpaczy do wiary). > Jaki w ogóle niekończony obiekt? Jaka nieskończona racja?Na przykład teologiczna. Nigdy nie należy zapominać, że gdy dwóch mówi to samo w tym samym języku, to wcale nie musi dla nich to samo znaczyć. Zupełnie niekonkluzywną jest rozmowa, gdy Pan Piotr i pan Maciej próbują coś uzgodnić bez uprzedniego uzgodnienia definicji (siatki znaczeniowej słów), których tu używają. Ja już doskonale wiem, że wiele terminów z zakresu filozofii idealistycznych, które dla pana Piotra (Worka kości) są jasnymi, dla mnie jest terminami "pustymi", nie mającymi żadnego znaczenia. PS. Analiza i interpretacja istniejących bytów ujawnia ich złożenie z niesprowadzalnych do siebie elementów, ich zmienność oraz dynamiczność. Wielość, złożoność, zmienność bytów prowadzi do postawienia głównego pytania metafizyki: dzięki czemu istnieją byty, które istnieć nie muszą? Wewnętrzna struktura wiele wyjaśnia, nie wyjaśnia jednak samego faktu zaistnienia. Odpowiadając na egzystencjalne pytanie: dzięki czemu istnieją byty, które nie muszą istnieć - kierując się zasadą racji bytu dochodzi się do konieczności przyjęcia Bytu, który Jest Pełnią Istnienia, Bytu istniejącego samego z siebie, nieuwarunkowanego, który jest ostateczną racją istnienia bytów złożonych, zmiennych, niekoniecznych. pl.wikipedia.org/wiki/AbsolutPozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >>>>>Świat, jako ogromny, być może nawet niekończony obiekt, musi posiadać równie ogromną, nieskończoną rację. >>Ale pieprzysz. >Zupełnie nie ma Pan racji - nie mówiąc już o "nieskończonej". Przypominam co rzekł wielki filozof Kierkegaard - Absolutu nie można dowodzić rozumowo, można go przyjąć aktem osobistej wiary ( skok od rozpaczy do wiary). Jestem prawie całkowicie pewien, że ma Pan znacznie głębsze odczucia i doznania religijne od większości odwiedzających kościół co niedzielę.
Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| | |  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) | >o Bogu racjonalnie rozmawiać. W ramach literaturoznawstwa, jasne. Skoro można o księdzu Robaku, to i Bogu można...
|
|
| | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>o Bogu racjonalnie rozmawiać. >W ramach literaturoznawstwa, jasne.
W ramach filozofii także.
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 11 na 11 | Meretseger (61860 punktów) |
>W ramach filozofii także. Jako o idei zrodzonej w ludzkim umyśle także w ramach psychologii, socjologii, historii sztuki czy szerzej - kultury. Nie takie ludzkie pomysły rozpatrują te dziedziny wiedzy. My tu też na forum rozmawiamy, bo ten akurat konstrukt myślowy, zwany "bogiem" (lub "bogami"), ma spory wpływ na ludzkie zachowania i postrzeganie świata. Nieszczególnie mi się podoba przypisywanie mu realnego i bezpośredniego wpływu na świat, ale pośredni ma, to przyznaję, nawet większy, niż idee polityczne czy ekonomiczne. Szkoda, że tak jest. Mam nadzieję, że kiedyś ludzie zmądrzeją, choć ja już pewnie tego nie dożyję.
|
|
| | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > cokolwiek istnieje musi posiadać dostateczną rację swojego istnienia. Czy dostateczną racją istnienia gwiazdy byłyby atomy wodoru łączące się w hel? Jeśli tak, to pomimo ogromu gwiazdy jej przyczyna nie musi być wielka, lecz wystarczy wiele maleńkich przyczynków (poszczególnych syntez atomów). > Jest to dość dobry powód, żeby o Bogu racjonalnie rozmawiać. Dlaczego zakładać działanie odgórne, że oto Zeus raczył był skrzesać iskierkę, którą w swej małości nazywamy gwiazdą - a nie oddolne, w którym liche bożki-niebożęta-trybiki wywołują zjawiska w skali przekraczającej po wielekroć ich infinitezymalne moce?
|
|
| | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >> cokolwiek istnieje musi posiadać dostateczną rację swojego istnienia. >Czy dostateczną racją istnienia gwiazdy byłyby atomy wodoru łączące się w hel? Jeśli tak, to pomimo ogromu gwiazdy jej przyczyna nie musi być wielka, lecz wystarczy wiele maleńkich przyczynków (poszczególnych syntez atomów).
A te atomy to tak łączą się ze sobą ino z wzajemnej sympatii? Skąd w nich energia?
>Dlaczego zakładać działanie odgórne, że oto Zeus raczył był skrzesać iskierkę, którą w swej małości nazywamy gwiazdą - a nie oddolne, w którym liche bożki-niebożęta-trybiki wywołują zjawiska w skali przekraczającej po wielekroć ich infinitezymalne moce?
Bo te drobinki wcześniej muszą dostać kopa. Skąd w nich energia?
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) |
> Skąd w nich energia?W szkole się wagarowało?
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | > >Skąd w nich energia?> W szkole się wagarowało? Oświeć mnie.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 11 na 11 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > >>Skąd w nich energia?> >W szkole się wagarowało? > Oświeć mnie.Forum Racjonalisty jest często pomocne, ale nie służy do uzupełniania podstawowej wiedzy. pl.wikipedia.org/wiki/Energia_(fizyka)pl.wikipedia.org/wiki/Ładunek_elektrycznypl.wikipedia.org/wiki/Cząstka_elementarnaTu jest ciekawy artykuł, który sprawę rozszerza: pl.wikinew(*)i_podział_elektronówJeśli nie rozumiesz, to jest już wyłącznie twój problem. Weź sobie korepetytora. Albo napisz pw do Fizyka, może będzie miły i miał czas. Jeśli nie będziesz pyskował. [Nie interesuje mnie dalsza dyskusja, ja tu tylko z nauką wpadłam. Czytam właśnie Cykle czasu Penrose'a, co i tobie polecam, bo to właśnie o nowej teorii powstania Wszechświata. Ma nawet specjalny załącznik stricte naukowy, o ile jest się w stanie przez niego przebrnąć.]
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Forum Racjonalisty jest często pomocne, ale nie służy do uzupełniania podstawowej wiedzy.
To wszystko jest bardzo ładne, ale nie odpowiada na podstawowe pytanie o powstanie wszechświata, czyli Wielki Wybuch, który wymagał przecież sporego energetycznego wkładu. Skąd się wzięła ta cała energia, jeśli przed Wielkim Wybuchem nie istniało nic? Istniała zawsze?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | 9 na 9 | PhallusAngelus (331 punktów) | > To wszystko jest bardzo ładne, ale nie odpowiada na podstawowe pytanie o powstanie wszechświata, czyli Wielki Wybuch, który wymagał przecież sporego energetycznego wkładu. Skąd się wzięła ta cała energia, jeśli przed Wielkim Wybuchem nie istniało nic? Istniała zawsze?Naukowcy badają ten problem, relatywnie, dopiero od niedawna (bo od niedawna przestano ich za to np... mordować!). Ty chcesz gotowej odpowiedzi teraz, kiedy nauka jeszcze nie zdążyła dotrzeć do tych rubieży poznania, min. dzięki takim jak Ty, "użytecznym głupcom* - inkwizytorom". Trzeba było mniej palić, mataczyć, czy zastraszać ludzi, którzy zamiast żerować na naszej ignorancji - chcieli wiedzieć jak jest NAPRAWDĘ , to być może już dziś byś nie pytał "co wybuchło?", bo byłoby to powszechnie wiadomo? Miej więc chociaż odrobinę przyzwoitości i pozwól w spokoju pracować zawodowcom, którzy niemal codziennie, wdrażając swoje odkrycia do naszej codzienności, udowadniają, że są na dobrej drodze do zrozumienia struktury i zasad funkcjonowania wszechświata. A jak ci nie pasuje, to klepnij 15 zdrowasiek i w poczuciu błogiej nieświadomości, jaK to juz trwa dobre 2000 lat (na naszej półkuli), daj się prowadzić czarno-sukienkowym pasożytom na skraj przepaści jak stado lemingów, chociaż... po swojej śmierci nie ma jak złożyć reklamacji, lecz Twoja "wolna" wola...  Ps A tak na zdrowy rozum..."Pierwsza przyczyna", jak już - stworzyła drugą, obie trzecią, wespół czwartą itd. Nie wydaje Ci się to bardziej prawdopodobne, niźli " pierwsza przyczyna" była (od razu) tak zaawansowana, że mogła tworzyć wszystko? *głupcom - oczywiście nie uważam, ze jesteś głupi. Jesteś duzo inteligentniejszy ode mnie. Mądrość i wiedza nie chroni jednak od omylności.
|
|
| | | | | | | | | |  | -2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | >Naukowcy badają ten problem, relatywnie, dopiero od niedawna (bo od niedawna przestano ich za to np... mordować!).
Co Ty gadasz, gdzie te mordy?
>Miej więc chociaż odrobinę przyzwoitości i pozwól w spokoju pracować zawodowcom,
A ktoś im się wcina do badań? To już nie można nawet zadawać pytań?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | PhallusAngelus (331 punktów) | > Co Ty gadasz, gdzie te mordy?Na stosach chociażby, nie miałeś pojęcia, prawda?  > A ktoś im się wcina do badań? To już nie można nawet zadawać pytań?Oj tam nikt właściwie. Papieże, czy inne brzuchacze, tylko coś tam marudzą o rzekomej boskiej wyłączności do ingerowania w kompetencje bioinżynierii, genetyki, i innych dyscyplin przyrodniczych, i tym samym mącą w głowie jakimś 90% społeczeństwa... ...Czy jakieś tam dziwolągi w rodzaju Longchamps de Berier, albo zwykłe przecież oszołomy typu terlikowsko-rydzykowskiego, trochę pokłamią sobie do kamery lub mikrofonu, czy rozsieją "zdrowej", tradycyjnej nienawiści, skierowanej do tego, co dla nich niezrozumiałe. To właściwie nic. Masz rację... Oczywiście przepraszam. W "sztuce" sofizmatów nie jestem godzien wiązać Ci sandała. Gdzie ja głupi się pchałem - zapomnij, jestem zbyt uczciwy i prostolinijny, żeby nie dać Ci się zeżreć po jednym poście, staremu wężowi o rozdwojonym języku  Jeśli jednak kiedyś będziesz chciał uczciwie pogadać , to zapraszam. A póki wolisz łżeć w żywe oczy, posługując się perfidnie erystyką, to ja nie mam z Tobą żadnych szans na nawiązanie uczciwej dyskusji. A tylko taka mnie interesuje...Trzymaj się więc
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -3 na 3 | worek kości (2937 punktów) | > >Co Ty gadasz, gdzie te mordy?> Na stosach chociażby, nie miałeś pojęcia, prawda? Jesteś pewien, że na stosach płonęli naukowcy? > >A ktoś im się wcina do badań? To już nie można nawet zadawać pytań?> Oj tam nikt właściwie. Papieże, czy inne brzuchacze, tylko coś tam marudzą o rzekomej boskiej wyłączności do ingerowania w kompetencje bioinżynierii, genetyki, i innych dyscyplin przyrodniczychA może po prostu ostrzegają, że kombinowanie przy naszych genach nie jest moralnie neutralne? > oszołomy typu terlikowsko-rydzykowskiego, trochę pokłamią sobie do kamery lub mikrofonu, czy rozsieją "zdrowej", tradycyjnej nienawiści, skierowanej do tego, co dla nich niezrozumiałe.Jakiś przykład kłamstw Terlikowskiego? Lub siania przez niego nienawiści do czegoś, czego nie kuma?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) | >Jesteś pewien, że na stosach płonęli naukowcy?
Ludzie, którzy nie zgadzali się z doktryną i badali przyrodę też płonęli. Patrz : Galileusz.
>A może po prostu ostrzegają, że kombinowanie przy naszych genach nie jest moralnie neutralne?
Jest nieneutralne względem pokrętnej religijnej moralności.
>Jakiś przykład kłamstw Terlikowskiego? Lub siania przez niego nienawiści do czegoś, czego nie kuma?
a) Nazywanie Urbana sługusem komunistycznych zbrodniarzy. b) Popiera egzorcyzmy, nie rozumiejąc, że takie coś nie działa i jest bardzo szkodliwe c) Insynuuje dziejowe spiski homoseksualistów, powołując się na tego idiotę ks. Oko.
I tym podobne. Na filozofów religii się powoływać możesz. Papieży wybraniać możesz, ale zaklinam Cię Worek, Terlika to Ty nie pochwalaj. Nie idź tą drogą.
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -4 na 4 | worek kości (2937 punktów) | >>Jesteś pewien, że na stosach płonęli naukowcy? >Ludzie, którzy nie zgadzali się z doktryną i badali przyrodę też płonęli. Patrz : Galileusz.
Dżizas...
>>Jakiś przykład kłamstw Terlikowskiego? Lub siania przez niego nienawiści do czegoś, czego nie kuma? >a) Nazywanie Urbana sługusem komunistycznych zbrodniarzy.
A nieprawda to?
>b) Popiera egzorcyzmy, nie rozumiejąc, że takie coś nie działa i jest bardzo szkodliwe
Jak szkodzi - znaczy - działa; tyle, że szkodliwie.
>c) Insynuuje dziejowe spiski homoseksualistów, powołując się na tego idiotę ks. Oko.
Przykład?
>I tym podobne. Na filozofów religii się powoływać możesz. Papieży wybraniać możesz, ale zaklinam Cię Worek, Terlika to Ty nie pochwalaj. Nie idź tą drogą.
Kiedy to rozsądny gość, wykształcony, filozof. Można się z nim nie zgadzać, ale potrafi dyskutować, ma argumenty. Jest racjonalny.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) | >A nieprawda to?
Wciąż mowa nienawiści, której rzekomo nie Terlikowski nie stosuje.
>Jak szkodzi - znaczy - działa; tyle, że szkodliwie.
Ty się czytasz czasem ? W domu wszyscy zdrowi ?
>Przykład?
Homolobby co artykuł.
>Kiedy to rozsądny gość, wykształcony, filozof. Można się z nim nie zgadzać, ale potrafi dyskutować, ma argumenty. Jest racjonalny.
Jedyne argumenty Terlikowskiego to argumenty z doktryny, które nawet obok racjonalności nie leżały. Dodatkowo ta mowa nienawiści.
Wykształcenie w teologii to poza tym żadne wykształcenie. I jak tam ma wyglądać współczesna filozofia, to ja nie chcę żyć na tej planecie.
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>A nieprawda to? >Wciąż mowa nienawiści, której rzekomo nie Terlikowski nie stosuje.
A można przeszłość Urbana nazwać jakoś łagodnie? Cynicznie kłamał na zlecenie zbrodniczego ustroju - jak chcesz to ładnie opisać?
>>Przykład? >Homolobby co artykuł.
Nie ma czegoś takiego jak "homolobby"?
>>Kiedy to rozsądny gość, wykształcony, filozof. Można się z nim nie zgadzać, ale potrafi dyskutować, ma argumenty. Jest racjonalny. >Jedyne argumenty Terlikowskiego to argumenty z doktryny
Terlikowski posługuje się argumentami z doktryny tylko w dyskusjach z katolikami.
>Wykształcenie w teologii to poza tym żadne wykształcenie.
Ma doktorat z filozofii.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) | >A można przeszłość Urbana nazwać jakoś łagodnie? Cynicznie kłamał na zlecenie zbrodniczego ustroju - jak chcesz to ładnie opisać?
Tak samo jak Bauman jest Jezusem marksizmu. Terlikowski, jak większość prawicowych oszołomów nie potrafi chyba zdać sobie sprawy z czegoś takiego jak przeszłość.
>Nie ma czegoś takiego jak "homolobby"?
Raczej nie, a jeśli już jest jakiś zbiorowy interes osób homoseksualnych, to na pewno nie jest to demoralizacja młodzieży i przerabianie ich na homoseksualistów.
>Terlikowski posługuje się argumentami z doktryny tylko w dyskusjach z katolikami.
Dlatego nie ma dokładnie żadnych argumentów, kiedy dyskutuje z kimś z zewnątrz. Dowodem jest chociażby ta dyskusja o Bogu Urojonym.
>Ma doktorat z filozofii.
Kent Hovind też ma doktorat. Sam fakt papierka nie jest wyznacznikiem statusu intelektualnego Terlikowskiego.
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>A można przeszłość Urbana nazwać jakoś łagodnie? Cynicznie kłamał na zlecenie zbrodniczego ustroju - jak chcesz to ładnie opisać? >Tak samo jak Bauman jest Jezusem marksizmu.
Co za eufemizm!
>Terlikowski, jak większość prawicowych oszołomów nie potrafi chyba zdać sobie sprawy z czegoś takiego jak przeszłość.
Mam nadzieję, że nie będziesz miał nigdy wpływu na polskie sądy. "Owszem, Wysoki Sądzie, zabiłem, ale no, to przeszłość, nie?" - "A, rzeczywiście, w takim razie uniewinniam".
>jeśli już jest jakiś zbiorowy interes osób homoseksualnych, to na pewno nie jest to demoralizacja młodzieży i przerabianie ich na homoseksualistów.
Jasne, bo np. promocja rodzin jednopłciowych nie niesie za sobą żadnego ryzyka dla wychowujących się w nich dzieci. Niby głoszą potrzebę różnorodności, a jednocześnie promują rodziny jednopłciowe - a przecież rodzina składająca się z kobiety i faceta jest bardziej różnorodna.
>>Terlikowski posługuje się argumentami z doktryny tylko w dyskusjach z katolikami. >Dlatego nie ma dokładnie żadnych argumentów, kiedy dyskutuje z kimś z zewnątrz. Dowodem jest chociażby ta dyskusja o Bogu Urojonym.
Dyskusja jest na youtube. Terlikowski był uprzejmy i merytoryczny. Piotr Szwajcer dla odmiany nieustannie silił się na złośliwości. No ale może masz inne wrażenia.
>>Ma doktorat z filozofii. >Sam fakt papierka nie jest wyznacznikiem statusu intelektualnego Terlikowskiego.
Wróć się proszę o jeden post i sprawdź w jakim kontekście pisałem o wykształceniu Terlikowskiego.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > A można przeszłość Urbana nazwać jakoś łagodnie? Cynicznie kłamał na zlecenie zbrodniczego ustroju - jak chcesz to ładnie opisać?Może skorzystać tu z podpowiedzi prof. Ludwika StommyUczonego z dobrej i zasłużonej katolickiej rodziny, nawet byłego wykładowcy KUL-u? "Rzutowanie na Urbana frustracji politycznych, wytaczanie mu procesów o znieważanie, urażanie uczuć religijnych czy stadionowych weszło już do nudnego repertuaru pokazówek polityków, których widocznie nie stać na ciekawsze inicjatywy, więc taki tylko znajdują sposób na ukrycie własnej intelektualno-propagandowej impotencji.
Nie zawsze zgadzałem się i zgadzam z Jerzym Urbanem w jego redaktorskich wyborach. Zadziwia mnie jednak prymitywizm tych, którzy chcą w nich widzieć tylko tanią prowokację i marzenie o skandalu. Jego brzydki język opisuje bowiem głęboko stan naszego społeczeństwa, które skądinąd tymże językiem na co dzień się posługuje.
W 80. urodziny życzę zaś Jerzemu Urbanowi kolejnych procesów. Jak wampir krwią, on żywi się polską głupotą i z tego wynika, że będzie żył wiecznie."Pana na to nie stać? Nic nie szkodzi! Urban był i jest brzydkim cynikiem z wielkimi uszami, ale pomiędzy tymi uszami ma głowę, a w niej spory rozum i bądźmy szczerzy - on ni cholery w nic nie wierzy. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) |
>>Ludzie, którzy nie zgadzali się z doktryną i badali przyrodę też płonęli. Patrz : Galileusz. >Dżizas... No dobrze, Galileusz nie. Ale musiał odszczekać. Gdyby nie to, to kto wie... Hypatia też nie. Ale chrześcijański motłoch ją jednak rozdarł na strzępy. Masowo za to płonęły wiejskie (samo)uczone przyrodniczki, badające naturę i jej właściwości.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | PhallusAngelus (331 punktów) | > Jesteś pewien, że na stosach płonęli naukowcy?Ba! Wolnomyśliciele nawet, to chyba jeszcze gorzej dla wykazania bezpardonowej opresyjności systemu religijnego! > A może po prostu ostrzegają, że kombinowanie przy naszych genach nie jest moralnie neutralne?Co innego ostrzegać, posługując się danymi, faktami, dowodami, lub choćby jakimikolwiek prawdopodobnymi przesłankami. Nagminne "objawienia" tzw. "z tyłka" są tu raczej zupełnie bezwartościowe i świadczą raczej o desperacji w próbie podtrzymania dawnego status quo K-RK...Nic więcej > Jakiś przykład kłamstw Terlikowskiego? Lub siania przez niego nienawiści do czegoś, czego nie kuma?Hasło "in-vitro" i wszystko jasne? Czy trzeba zakładać kolejny wątek z biciem tej samej, obłudnej, pełnej hipokryzji i nonsensów piany, panów "łokienkowych łobrońców zlepków kilkukomórkowych zarodków", co zawsze? Darujmy juz sobie tę szopke... Dobranoc
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | > >Jesteś pewien, że na stosach płonęli naukowcy?> Ba! Wolnomyśliciele nawetKtórzy? > >A może po prostu ostrzegają, że kombinowanie przy naszych genach nie jest moralnie neutralne?> Co innego ostrzegać, posługując się danymi, faktami, dowodami, lub choćby jakimikolwiek prawdopodobnymi przesłankami. Nagminne "objawienia"Artykuł znanego i lubianego Terlikowskiego o klonowaniu: www.fronda(*)-swiata-i-czlowieka,28178.htmlIle tam znalazłeś argumentów z "objawienia"? > >Jakiś przykład kłamstw Terlikowskiego? Lub siania przez niego nienawiści do czegoś, czego nie kuma?> Hasło "in-vitro" i wszystko jasne?W którym miejscu Terlikowski kłamie, gdy pisze o in vitro?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | PhallusAngelus (331 punktów) | > >Ba! Wolnomyśliciele nawet> Którzy?A no pupil Twój, na ten przykład Giordano! > Artykuł znanego i lubianego Terlikowskiego o klonowaniu:> www.fronda(*)-swiata-i-czlowieka,28178.html> Ile tam znalazłeś argumentów z "objawienia"?No to skąd wziął te wszystkie niczym (naukowo i faktami) nie uzasadnione, jak do tej pory, własne lęki i SPEKULACJE, jak nie z "objawienia" (z urojenia?)? Nie przedstawił żadnych naukowych, lub choćby prawdopodobnie brzmiących argumentów, Jedynie "a co jeśli...nie wiemy, czy...nie wiadomo co!?" > >Hasło "in-vitro" i wszystko jasne?> W którym miejscu Terlikowski kłamie, gdy pisze o in vitro?- "mordowanie "ludzi", zwanych przez niego obłudnie "maluszkami", choć tak naprawdę, to tylko zlepki kilu komórek, zamrożonych w lodówce i czekających na swoja kolej, aby się narodzić u rodziców, niemogących mieć dzieci, bez pomocy medycyny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>>Ba! Wolnomyśliciele nawet >>Którzy? >A no pupil Twój, na ten przykład Giordano!
Ruch wolnomyślicieli to czasy nieco późniejsze, a nawet jeśli uznać Bruna za racjonalistę, to cieniem na jego wolnomyślicielstwie kładzie się praktykowanie okultyzmu i magii. A i proces inkwizycyjny wytoczono mu nie z powodu działalności naukowej, tylko anty-kościelnej.
>>Artykuł znanego i lubianego Terlikowskiego o klonowaniu > Nie przedstawił żadnych naukowych, lub choćby prawdopodobnie brzmiących argumentów
No przecież cytował Petera Singera, Habermasa i Leona Kassa.
>>>Hasło "in-vitro" i wszystko jasne? >>W którym miejscu Terlikowski kłamie, gdy pisze o in vitro? >"mordowanie "ludzi"
Posiadasz jakiś racjonalny argument, który jednoznacznie rozstrzyga, że zarodek człowieka nie należy go gatunku ludzkiego, a więc że nie jest człowiekiem?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) | >Posiadasz jakiś racjonalny argument, który jednoznacznie rozstrzyga, że zarodek człowieka nie należy go gatunku ludzkiego, a więc że nie jest człowiekiem?
Mylisz człowieka jako homo-sapiens z człowiekiem jako istotą rozumną, pewien ideał. Tu o tę delikatną semantykę się wszystro rozchodzi.
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | PhallusAngelus (331 punktów) | > Ruch wolnomyślicieli to czasy nieco późniejsze, a nawet jeśli uznać Bruna za racjonalistę, to cieniem na jego wolnomyślicielstwie kładzie się praktykowanie okultyzmu i magii. A i proces inkwizycyjny wytoczono mu nie z powodu działalności naukowej, tylko anty-kościelnej.O ile mi wiadomo, to niejaki Giovanni Moceni oskarżył go właśnie o BRAK praktykowania okultyzmu i magii, których to naukę, rzekomo, Bruno mu obiecał  Tak czy siak, Giordano Bruno został zamordowany z polecenia Kościoła za próby swobodnego głoszenia innego światopoglądu (inspirowanego min. koncepcją kopernikańską), niż wówczas przez Kościół nakazany jako obowiązujący. "Wolonomyśliciel zginął za poglądy". Ot co! > No przecież cytował Petera Singera, Habermasa i Leona Kassa.Cytował dwa, bodaj trzy razy zdania wyrwane z kontekstu, jako strachy na lachy. Ogólna konkluzja z jego artykułu jest taka, że są obawy, bo nie wiemy jeszcze wszystkiego . Na przykład mozemy nie wiedzieć czego jeszcze nie wiemy, albo czy nie dość jeszcze naprodukowaliśmy sobie sztucznych problemów etycznych, aby za nie walczyć w kapciach przed kompem i na demonstracjach pod krzyżem. Doprawdy odkrywczy i potrzebny tekst... > Posiadasz jakiś racjonalny argument, który jednoznacznie rozstrzyga, że zarodek człowieka nie należy go gatunku ludzkiego, a więc że nie jest człowiekiem?Zarodek człowieka, jak sama nazwa wskazuje, nie jest człowiekiem, lecz jego zarodkiem, tzw. "zarodek ludzki". Tak samo zarodek królika nie jest królikiem, a zarodek kota - kotem etc. No naprawdę...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > O ile mi wiadomo, to niejaki Giovanni Moceni oskarżył go właśnie o BRAK praktykowania okultyzmu i magii, których to naukę, rzekomo, Bruno mu obiecał  Wiec Bruno nie dość, że okultysta, to jeszcze był oszust. > Tak czy siak, Giordano Bruno został zamordowany z polecenia Kościoła za próby swobodnego głoszenia innego światopoglądu (inspirowanego min. koncepcją kopernikańską), niż wówczas przez Kościół nakazany jako obowiązujący.Poglądy mógł mieć zbliżone do prawdy, ale sposób ich uzasadniania odległy był od standardów racjonalności. > Ogólna konkluzja z jego artykułu jest taka, że są obawy, bo nie wiemy jeszcze wszystkiego .Zawsze należy zachować ostrożność, gdy nie znamy możliwych konsekwencji. Wszystkie horrory nas tego uczą. > >Posiadasz jakiś racjonalny argument, który jednoznacznie rozstrzyga, że zarodek człowieka nie należy go gatunku ludzkiego, a więc że nie jest człowiekiem?> Zarodek człowieka, jak sama nazwa wskazuje, nie jest człowiekiem, lecz jego zarodkiemAle jeśli nie potrafisz wskazać momentu, w którym zarodek staje się człowiekiem, to analogicznie do zasady domniemania niewinności, należy spór rozstrzygnąć na korzyść tego, kto może tutaj najwięcej stracić.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | PhallusAngelus (331 punktów) | > Wiec Bruno nie dość, że okultysta, to jeszcze był oszust.W owych czasach pewnie każdy ekscentryk, dysponujący wiedzą większą, niż popularne poglądy panujące wśród ogółu społeczeństwa, mógł błędnie uchodzić za okultystę czy innego magika. Mioceni albo nie zrozumiał Bruna, lub może był kłamczuchem, a poszło jak zwykle o kobietę  > Poglądy mógł mieć zbliżone do prawdy, ale sposób ich uzasadniania odległy był od standardów racjonalności.Za to spalenie go żywcem na stosie, jak najbardziej spełniało ówczesne standardy katolickiej bliźniego miłości. > Zawsze należy zachować ostrożność, gdy nie znamy możliwych konsekwencji.> Wszystkie horrory nas tego uczą.A to Ty myślisz, że genetycy nie oglądają horrorów?! > Ale jeśli nie potrafisz wskazać momentu, w którym zarodek staje się człowiekiem,No to może, ten-tego, nim zarodek zostanie człowiekiem, powinien przynajmniej zostać płodem - żeby tego ogonka chociaż nie miał. Głupio gdy człowiek, a wygląda jak kijanka. No dobra Worku, dziękuję Ci za Twoje odpowiedzi. Na razie!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Za to spalenie go żywcem na stosie, jak najbardziej spełniało ówczesne standardy katolickiej bliźniego miłości.
Takie było wtedy prawo.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | PhallusAngelus (331 punktów) | >>Za to spalenie go żywcem na stosie, jak najbardziej spełniało ówczesne standardy katolickiej bliźniego miłości. >Takie było wtedy prawo.
...Prawo oparte na "religii miłości": "Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali". No naprawdę...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>>Za to spalenie go żywcem na stosie, jak najbardziej spełniało ówczesne standardy katolickiej bliźniego miłości. >>Takie było wtedy prawo. >...Prawo oparte na "religii miłości": >"Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali". >No naprawdę...
A co zrobić z tymi, którzy nie chcą miłować swoich bliźnich? Czemu jesteś taki banalnie naiwny? W tamtych czasach ludzie u władzy doskonale zdawali sobie sprawę, jakim zagrożeniem są ruchy heretyckie - pojawiające się herezje prędzej czy później doprowadzały do masakr. Tak było np. ze zwolennikami Dulcyna, o których możesz sobie poczytać chociażby w Imieniu Róży. Surowe kary za herezje miały odstraszać od mieszania w głowach prostaczkom, których życie było ściśle związane z religią; chodziło o zapewnienie pokoju. I w średniowiecznej Europie Inkwizycja przynajmniej gwarantowała oskarżonemu proces. Sądy świeckie kierowały się często wyłącznie kaprysem władcy.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> A co zrobić z tymi, którzy nie chcą miłować swoich bliźnich? Czemu jesteś taki banalnie naiwny? W tamtych czasach ludzie u władzy doskonale zdawali sobie sprawę, jakim zagrożeniem są ruchy heretyckie - pojawiające się herezje prędzej czy później doprowadzały do masakr. Tak było np. ze zwolennikami Dulcyna, o których możesz sobie poczytać chociażby w Imieniu Róży. Surowe kary za herezje miały odstraszać od mieszania w głowach prostaczkom, których życie było ściśle związane z religią; chodziło o zapewnienie pokoju. I w średniowiecznej Europie Inkwizycja przynajmniej gwarantowała oskarżonemu proces. Sądy świeckie kierowały się często wyłącznie kaprysem władcy.Czyli katolikom nigdy nie chodzilo o ta slawana prawde. Chodzilo o porzadek, polityke,pieniedze i spokoj. Ale nigdy o prawde  Zamiast ustami najwiekszego autorytetu (papieza) powiedziec, ze ziemia jest okragla postanowiona srac na prawde i milosiernie (w imie zapobiegania masakrom - ludzkosc wyrznela by sie nawzajem na wiadomosc, ze ziemia nie jest plaska) palic ludzi gloszacych prawde  Niech zyje katolicyzm promujacy "prawde"  Nie bede chyba niegrzeczny jesli Ci powiem, zebys swoj katolicyzm schowal sobie gleboko w dupe  Tam jest jego miejsce
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > Czyli katolikom nigdy nie chodzilo o ta slawana prawde. Chodzilo o porzadek, polityke,pieniedze i spokoj. Ale nigdy o prawde  O prawdę przede wszystkim. Wystarczy sobie przypomnieć myśli Anzelma o wierze poszukującej zrozumienia. > Zamiast ustami najwiekszego autorytetu (papieza) powiedziec, ze ziemia jest okragla postanowiona srac na prawdeTo jest mit, jakoby w średniowieczu uważano, że Ziemia jest płaska. Doucz się i nie powtarzaj bzdur. www.apolog(*)niowiecze-wobec-kulistej-ziemi
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | > >Czyli katolikom nigdy nie chodzilo o ta slawana prawde. Chodzilo o porzadek, polityke,pieniedze i spokoj. Ale nigdy o prawde  > O prawdę przede wszystkim. Wystarczy sobie przypomnieć myśli Anzelma o wierze poszukującej zrozumienia.I te zrozumienie szczytowalo w spalaniu ludzi, ktorzy negowali heliocentryzm lub nie chcieli zamienic swiatowida na Jahwe  Piekna i wyrozumiala jest ta katolicka wiara
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > I te zrozumienie szczytowalo w spalaniu ludzi, ktorzy negowali heliocentryzm lub nie chcieli zamienic swiatowida na Jahwe  1. Czy Galileusz potrafił udowodnić swoje twierdzenia, albo ktokolwiek, kto wbrew KK głosił heliocentryzm? 2. O herezje oskarża się tylko chrześcijan. Chrześcijanie nie czcili Światowida.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | > >I te zrozumienie szczytowalo w spalaniu ludzi, ktorzy negowali heliocentryzm lub nie chcieli zamienic swiatowida na Jahwe  > 1. Czy Galileusz potrafił udowodnić swoje twierdzenia, albo ktokolwiek, kto wbrew KK głosił heliocentryzm?I zamiast go wysluchac i z milosci do blizniego pomoc w udowodnieniu nalezalo z milosci do blizniego oskarzyc go , osadzic i grozic spaleniem  Tak jak juz pisalem - miejsce katolicyzmu jest w dupie Mod: Daruj sobie, proszę, wulgaryzmy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > I zamiast go wysluchac i z milosci do blizniego pomoc w udowodnieniu nalezalo z milosci do blizniego oskarzyc go , osadzic i grozic spaleniem  No przecież dyskutowano z nim. Poczytaj sobie jak to dokładnie wyglądało. Galileusz szedł w zaparte, mimo, że miał słabe argumenty. Jak dzisiaj ktoś wbrew powszechnej opinii utrzymuje, że nie było Holocaustu, to też go zamykają w więzieniu.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >Galileusz szedł w zaparte, mimo, że miał słabe argumenty. Ale miał rację. Holokaust to nie "opinia", to fakt historyczny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>Galileusz szedł w zaparte, mimo, że miał słabe argumenty. >Ale miał rację. >Holokaust to nie "opinia", to fakt historyczny.
Uważamy, że: 1. Holocaust miał miejsce, ponieważ istnieją potwierdzające ten fakt dowody. 2. Kwestionowanie Holocaustu jest nie tylko nienaukowe ale przede wszystkim społecznie szkodliwe i dlatego jest karalne.
W średniowieczu podobnie myślano o centralnym miejscu Ziemi w kosmosie. Galileusz miał mniej więcej rację, to wiemy dzisiaj, ale wtedy nie potrafił tego udowodnić i w tym kontekście uparcie głosił twierdzenia nienaukowe i społecznie szkodliwe.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > Galileusz miał mniej więcej rację, to wiemy dzisiaj, ale wtedy nie potrafił tego udowodnić i w tym kontekście uparcie głosił twierdzenia nienaukowe i społecznie szkodliwe. A może szkodliwość jego nauk polegała głównie na kwestionowaniu autorytetu ówczesnych "naukowców" (którzy n.b. też nie dysponowali rozsądnymi dowodami)?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >A może szkodliwość jego nauk polegała głównie na kwestionowaniu autorytetu ówczesnych "naukowców" (którzy n.b. też nie dysponowali rozsądnymi dowodami)?
Jakimi dowodami by kościelni naukowcy nie wspierali tezy geocentrycznej, był to pogląd dość mocno zagnieżdżony w kulturze. Przyjęcie koncepcji heliocentrycznej wymagało przedstawienia dowodów, a nie prywatnej opinii. Galileusz starł się w kilkudniowej dyskusji z Inkwizycją, ale nie potrafił udowodnić swoich twierdzeń, więc z jakiej racji miano by je zaakceptować?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | PhallusAngelus (331 punktów) | > A co zrobić z tymi, którzy nie chcą miłować swoich bliźnich? Czemu jesteś taki banalnie naiwny? W tamtych czasach ludzie u władzy doskonale zdawali sobie sprawę, jakim zagrożeniem są ruchy heretyckie - pojawiające się herezje prędzej czy później doprowadzały do masakr. Tak było np. ze zwolennikami Dulcyna, o których możesz sobie poczytać chociażby w Imieniu Róży. Surowe kary za herezje miały odstraszać od mieszania w głowach prostaczkom, których życie było ściśle związane z religią; chodziło o zapewnienie pokoju. I w średniowiecznej Europie Inkwizycja przynajmniej gwarantowała oskarżonemu proces. Sądy świeckie kierowały się często wyłącznie kaprysem władcy.Worek, czyli jak zwykle to samo. Religia i to całe pieprzenie o równości, miłości, wyrównaniu krzywd (po śmierci, a jakże!) itp., ma tylko zawsze jeden cel - utrzymać status quo. Jak ich (nas?) nazywasz, "prostaczków" tam gdzie ich miejsce (na dole - w "królikarni"), a pewną grupę, na szczycie. W imię, niby, och, spokoju, a tak naprawdę - własnych tłustych kałdunów! Ech, no przeciez każdy to wie. Te dyskusje, rozmowy tutaj, z Tobą itp., to tylko taka gra, bo na razie możemy tylko sobie pogadać... Dobra idę spać. Cześć Worku (zepsutych do szpiku) Kości. Żartuję...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Jak ich (nas?) nazywasz, "prostaczków" tam gdzie ich miejsce (na dole - w "królikarni"), a pewną grupę, na szczycie. W imię, niby, och, spokoju, a tak naprawdę - własnych tłustych kałdunów!
A jak sytuacja wygląda dzisiaj? Masy, którym się wmawia, że mają wybór, podczas gdy realnie praktycznie nic nie mogą zrobić (bo przecież gdyby demokracja mogła coś zmienić, byłaby nielegalna), inwigilacja obywateli, czytanie poczty - a przecież większość zachodnich społeczeństw jest lewicowa. I w imię czego to wszystko? Bezpieczeństwa. Czyli dla dobra prostaczków.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | >>Za to spalenie go żywcem na stosie, jak najbardziej spełniało ówczesne standardy katolickiej bliźniego miłości. >Takie było wtedy prawo.
A kiedy bog zmienil to prawo? Dodal jakis aneks do biblii? Nie wstapil w jakiegos pastucha i nie podyktowal zmiany?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>>Za to spalenie go żywcem na stosie, jak najbardziej spełniało ówczesne standardy katolickiej bliźniego miłości. >>Takie było wtedy prawo. >A kiedy bog zmienil to prawo?
To ludzie ustalają prawo.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | >>>>Za to spalenie go żywcem na stosie, jak najbardziej spełniało ówczesne standardy katolickiej bliźniego miłości. >>>Takie było wtedy prawo. >>A kiedy bog zmienil to prawo? >To ludzie ustalają prawo.
To nie ma prawa boskiego? Prawo opisane w biblii jest prawem ludzkim?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>>>>Za to spalenie go żywcem na stosie, jak najbardziej spełniało ówczesne standardy katolickiej bliźniego miłości. >>>>Takie było wtedy prawo. >>>A kiedy bog zmienil to prawo? >>To ludzie ustalają prawo. >To nie ma prawa boskiego? Prawo opisane w biblii jest prawem ludzkim?
Bosze, w chrześcijaństwie jest rozdział KK od państwa - nie ustala się prawa w oparciu o nakazy Boga, tylko w oparciu o racjonalne argumenty i dobro społeczeństwa. Zahaczyłeś kiedyś w życiu o jakąś wyższą uczelnię?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> >To nie ma prawa boskiego? Prawo opisane w biblii jest prawem ludzkim?> Bosze, w chrześcijaństwie jest rozdział KK od państwa - nie ustala się prawa w oparciu o nakazy Boga, tylko w oparciu o racjonalne argumenty i dobro społeczeństwa. Zahaczyłeś kiedyś w życiu o jakąś wyższą uczelnię?Aaaaa  I dlatego katolicy w dyskusji o in vitro czy aborcji argumentuja tzw. prawem boskim i biblia  Worku, doza idiotyzmu i taniej erystyki (dwa narkotyki, ktorego jestes niezawodnym dealerem) na dzien dzisiejszy wystarczy mi calkowicie. Dlatego zegnam Cie ozieble z domieszka ironii i milego wieczoru zycze
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > I dlatego katolicy w dyskusji o in vitro czy aborcji argumentuja tzw. prawem boskim i biblia  1. Katolicy w dyskusjach nad in vitro czy aborcji nie odwołują się do Biblii. 2. Skoro nawet "prawo boskie" nie zostało uwzględnione w naszej państwowej legislacji, to chyba to już samo przez siebie świadczy, że panuje tutaj wyraźny rozdział tego co boskie, od tego co cesarskie. 3. Jeśli katolicy zdobędą w parlamencie większość, będą mogli ustalić sobie prawo jakie tylko będą chcieli - uroki demokracji. Tzn. teraz już nie mogą. Teraz możemy uchwalać takie prawo, które podoba się UE.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) | >kombinowanie przy naszych genach nie jest moralnie neutralne? Dlaczego? Skoro można kombinować przy soi, kukurydzy, myszach i małpach... To niech się już kościelni zdecydują - albo ogólnie zakaz grzebania w "boskim dziele stworzenia", albo "czynimy sobie ziemię poddaną" w każdym aspekcie. Nie ma fifty-fifty według widzimisię Kościoła.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >albo ogólnie zakaz grzebania w "boskim dziele stworzenia", albo "czynimy sobie ziemię poddaną" w każdym aspekcie.
Mówisz jakbyś nie oglądała "Gattaca-szok przyszłości".
I sąsiedzka ciekawostka. Nie wiem czy wiesz, ale po naszym osiedlu grasuje lis. Dzisiaj mojemu psu zebrało się na spacery o 4 nad ranem, no i widziałem jak czmycha wzdłuż Ułanów w stronę kulowskich akademików. Nieco dziwne.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) |
> Mówisz jakbyś nie oglądała "Gattaca-szok przyszłości".E tam. "Star Trek" też oglądałam. Wszystkie. Fikcja artystyczna snu mi z powiek nie spędza. > po naszym osiedlu grasuje lis.Żartujesz  Poważnie? Pewnie się zadomowił w kulowskim parku. Myślałam, że lisy mieszkają tylko na Porębie.
|
|
| | | | | | | | |  | 6 na 6 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > >Forum Racjonalisty jest często pomocne, ale nie służy do uzupełniania podstawowej wiedzy.> To wszystko jest bardzo ładne, ale nie odpowiada na podstawowe pytanie o powstanie wszechświata, czyli Wielki Wybuch, który wymagał przecież sporego energetycznego wkładu. Skąd się wzięła ta cała energia, jeśli przed Wielkim Wybuchem nie istniało nic? Istniała zawsze?Raz, wykaż się podstawową kulturą i czytaj, co się do ciebie pisze - nie przyszłam z tobą dyskutować, tylko podrzucić ci linki do wiedzy, którą powinieneś dawno posiadać. Dwa, w poście wyżej masz jak krowie na rowie tytuł, który podaje najnowszą teorię powstania Wszechświata, z zasadą big bangu i podstawami matematyczno-fizycznymi włącznie. Roger Penrose, Cykle czasu. Nowy niezwykły obraz Wszechświata, Warszawa 2011. Nie będę za ciebie czytać ani robić ci bryków. Nie wszystko przychodzi do człowieka w postaci filmiku z yt, przykro mi. I znów - nie mój problem, że nie czytasz postów, a tylko na nie odpowiadasz. EOT
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Dwa, w poście wyżej masz jak krowie na rowie tytuł, który podaje najnowszą teorię powstania Wszechświata
Na miano teorii to trzeba sobie dopiero zasłużyć. Koncepcja cyklicznych wszechświatów nie jest niczym nowym, to stara filozoficzna idea, twórczo rozwijana chociażby przez Nietzschego w jego spekulacjach o "wiecznych powrotach". I jak już przeczytasz książkę, to w wolnym czasie napisz jak Penrose uzasadnia "nieskończoność" trwania wszechświata. No bo chyba to jakoś uzasadnia? Taką "teoretyczną" możliwość?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >Skąd się wzięła ta cała energia, jeśli przed Wielkim Wybuchem nie istniało nic? A skąd wiesz, że nie istniało nic? Nikt tego nie twierdzi. Nie wiadomo, co istniało przed WW. Brak danych. >Istniała zawsze? Możliwe.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | setarkos (10757 punktów) | > Bo te drobinki wcześniej muszą dostać kopa. Raczysz Waść żartować. Mógłbym spytać skąd w mniemanej nodze energia do kopania się z drobiazgiem, z którego sama się składa (ale nie pytam). Zapewne żartem z Twej strony jest też twierdzenie, że wielka rzecz musi mieć wielką (jeśli nie większą) przyczynę. To trochę tak jakby np. Lavoisier powołał do istnienia wiązania chemiczne, a nie struktura drobinek tworzyła pana Lavoisier'a (przynajmniej co do ciała). > Skąd ich energia? Co znaczy mieć energię? Przypuszczam, że drobinki (począwszy od tzw. fluktuacji próżni) nie potrafią stać w miejscu (bo niby względem czego?) - ich subtelne drżenie jest stanem podstawowym, a zachowanie bezruchu/nicości wymagałoby właśnie nakładu energii. W takim ujęciu znika pytanie "Skąd?", a energia zdaje się nie tkwić w nich, lecz w relacjach miedzy nimi (różnica kierunków ruchu, zmiana struktury, itp..). > A te atomy to tak łączą się ze sobą ino z wzajemnej sympatii? Zapewne z wzajemnej (bacząc na III zasadę dynamiki Newtona)), a czy z sympatii czy grawitacji, to mało istotne - jak zwał tak zwał.
[Swoją drogą ciekawe czy przypadkowe skupiska drobin stanowią przyczynę grawitacji, czy odwrotnie - grawitacja 'zmusza' wodór do koncentracji i scalania się w hel, bo sobie życzy: "niech się stanie światłość"? Gdzie tu skutek, gdzie przyczyna?]
|
|
| | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >począwszy od tzw. fluktuacji próżni
Mówisz, jakby to była oczywistość, a przecież cały ambaras w tym, że "fluktuacja próżni" to synonim "nie wiadomo skąd się wzięła energia zasilająca wszechświat, ot, pewnie z przypadku".
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) | A nie wydaje Ci się, że lepiej powiedzieć "nie wiadomo", niż snuć fantastyczne teoryjki o starszym panu na chmurce, który pstryknął palcami i "zrobił" energię?
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | setarkos (10757 punktów) | > nie wiadomo skąd się wzięła energia Nie wiadomo nawet czy pytanie o pochodzenie energii jest sensowne. No bo z jakiej pozycji byłoby zadane - z pozaenergetycznej? Chyba nie ma tak, że "ja tu na brzegu, a tam rzeka" /za Stachurą/ energii. Przykładowo postać stwórcy też zdaje się dość .. operatywna, energetycznie niepusta - bez energii się nie obywa (chyba że potrafi ją w sobie wytworzyć znikąd i bez wysiłku, niejako bezwiednie i "na kredyt" - iście przypadkowo). Nie widać modeli poznawczych zakładających źródłowy bezruch. Po co więc pytać skąd energia, skoro nie wskazujemy sytuacji jej braku, a tylko zmianę formy?
Dopisek: [Akcent dyskusji należy chyba postawić na pytanie: czy rzeczy wielkie wymagają wielkich przyczyn (moim zdaniem niekoniecznie) oraz pokrewne: czy (skrajnie) małe moce mogą wytworzyć coś większego (wg mnie tak). Porównałbym to do wybuchu jądrowego - jest możliwy w wyniku rozpadu bardziej złożonych jąder na prostsze, ale i przez syntezę struktur prostych do bardziej złożonych. W szczególności daleki jestem od upierania się, jakoby energia pochodziła z rozpadu "Boga" - równie dobrze może to być wizja przyszłości, którą próbuje się syntezować.]
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) | >Mówisz, jakby to była oczywistość, a przecież cały ambaras w tym, że "fluktuacja próżni" to synonim "nie wiadomo skąd się wzięła energia zasilająca wszechświat, ot, pewnie z przypadku".
Pragnę zauważyć, że próżnia posiada potencjalną energię. Pytanie "skąd" w tym ujęciu robi się coraz mniej sensowne, bo odpowiedzią jest "bo ma, co udowodniono".
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
|  | 3 na 3 | farmer (22440 punktów) |
>Czy to znaczy, że dopóki nie udowodniono empirycznie istnienia planety Neptun, Neptun nie istniał?
Worek takie proste pytanie.
Czy uznajesz wszystkie religie świata etc etc wróżki etc etc etc Neptuna etc w 100%? Jeśli nie, to nie odpowiadaj.
|
|
| |  | | worek kości (2937 punktów) | >Czy uznajesz wszystkie religie świata etc etc wróżki etc etc etc Neptuna etc w 100%?
Hmm, nie wiem, może, jakby się dało.
bembergiem w berg
|
|
|  | 3 na 3 | Ratatoskr (4439 punktów) | >Czy to znaczy, że dopóki nie udowodniono empirycznie istnienia planety Neptun, Neptun nie istniał?
Czy uważasz zatem, że dopóki nie udowodnimy empirycznie nieistnienia niebieskoskórych mieszkańców księżyca Pandory, to mieszkańcy ci istnieją?
|
|
| |  | | worek kości (2937 punktów) | >>Czy to znaczy, że dopóki nie udowodniono empirycznie istnienia planety Neptun, Neptun nie istniał? >Czy uważasz zatem, że dopóki nie udowodnimy empirycznie nieistnienia niebieskoskórych mieszkańców księżyca Pandory, to mieszkańcy ci istnieją?
Do tego momentu nie jest uprawnione twierdzenie, że nie istnieją.
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 3 na 3 | Ratatoskr (4439 punktów) | >>Czy uważasz zatem, że dopóki nie udowodnimy empirycznie nieistnienia niebieskoskórych mieszkańców księżyca Pandory, to mieszkańcy ci istnieją? >Do tego momentu nie jest uprawnione twierdzenie, że nie istnieją.
Ale też ich istnienie jest tak wysoce nieprawdopodobne, że zajmowanie się nimi inaczej niż tylko jako postaciami fikcyjnymi z pewnego filmu jest tylko stratą czasu.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>>Czy uważasz zatem, że dopóki nie udowodnimy empirycznie nieistnienia niebieskoskórych mieszkańców księżyca Pandory, to mieszkańcy ci istnieją? >>Do tego momentu nie jest uprawnione twierdzenie, że nie istnieją. >Ale też ich istnienie jest tak wysoce nieprawdopodobne, że zajmowanie się nimi inaczej niż tylko jako postaciami fikcyjnymi z pewnego filmu jest tylko stratą czasu.
Ale zauważ, że prawdopodobieństwo o którym piszesz jest tylko twoim "przeczuciem", a to co nazywasz "stratą czasu" nie jest stwierdzeniem obiektywnego stanu rzeczy, tylko subiektywnym stosunkiem do jakiegoś zajęcia.
bembergiem w berg
|
|
| | |  | | maceox (6766 punktów) | >>Czy uważasz zatem, że dopóki nie udowodnimy empirycznie nieistnienia niebieskoskórych mieszkańców księżyca Pandory, to mieszkańcy ci istnieją? >Do tego momentu nie jest uprawnione twierdzenie, że nie istnieją. No i co z tego?
|
|
| | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>>Czy uważasz zatem, że dopóki nie udowodnimy empirycznie nieistnienia niebieskoskórych mieszkańców księżyca Pandory, to mieszkańcy ci istnieją? >>Do tego momentu nie jest uprawnione twierdzenie, że nie istnieją. >No i co z tego?
I już.
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >>>>Czy uważasz zatem, że dopóki nie udowodnimy empirycznie nieistnienia niebieskoskórych mieszkańców księżyca Pandory, to mieszkańcy ci istnieją? >>>Do tego momentu nie jest uprawnione twierdzenie, że nie istnieją. >>No i co z tego? >I już. Nie rozumiem, co chciałeś powiedzieć tym "i już".
|
|
7 na 7 | DEMONICON (4893 punktów) |
> Temat bardzo banalny więc był pewnie przerabiany, prosiłbym może jakieś artykuły lub wątki podobne> do tego  Zgadza się i przewałkowany wielokrotnie, nie tylko na tym forum, bo nawet bywam molestowany intelektualnie tym, jako gwoździem wbijanym w niereligijność, lecz gwoździk to kruchy. > Chodzi mi o to, czy człowiek myślący racjonalnie, może twierdzi że boga nie ma, nie mogąc tego> udowodnić?Tak i to jest zdrowe podejście. Czy nie mogąc udowodnić istnienia niewidzialnego punktu, mam się kręcić wokół rozmyślań nad jego istnieniem? Wydaje się to absurdem, ale cóż, co kto lubi ... > Czy da się udowodnić nieistnienie boga czy tak samo jak wierzący ateiści wierzą w to że go nie ma?Da się udowodnić nieistnienie? Udowodnisz nieistnienie różowego jednorożca? Toć można tworzyć tomy przeróżnych książydeł na temat udowadniania nieistnienia .......... (wstaw coś fikuśnego). Lecz po co? Znudzone mózgi w to się angażują, dezerterzy od rzeczywistości, dzieciaki pragnące pocieszających bajeczek. Wierzyć w to, że boga nie ma? Toć to też rozkoszna i zakręcona religijność. Ja PRZYJMUJĘ, że bóg nie istnieje, jeśli nie ma dowodów na jego istnienie. Omijam ciuciubabkę z samym sobą. Spaceruję po rzeczywistości z rzeczą boską już określoną, jako produkt wypełnienia czaszki. Pozdrawiam
|
|
 | -2 na 6 | worek kości (2937 punktów) | >>Chodzi mi o to, czy człowiek myślący racjonalnie, może twierdzi że boga nie ma, nie mogąc tego udowodnić? >Tak i to jest zdrowe podejście.
Pozwolę sobie pod "boga" podstawić zmienną X:
Czy można twierdzić, że X nie istnieje, jeśli nie można udowodnić, że X nie istnieje?
Ty twierdzisz, że to zdrowe podejście. Ja twierdzę, że dogmatyczne. Zdrowym podejściem byłoby - "nie wiem, czy X istnieje, czy nie istnieje, ponieważ nie mogę tego udowodnić". Z faktu, że czegoś nie możesz udowodnić, po prostu nie wynika, że tego nie ma.
bembergiem w berg
|
|
|  | 3 na 3 | Paul Figura (1368 punktów) |
> Pozwolę sobie pod "boga" podstawić zmienną X:> Czy można twierdzić, że X nie istnieje, jeśli nie można udowodnić, że X nie istnieje?> Ty twierdzisz, że to zdrowe podejście. Ja twierdzę, że dogmatyczne. Zdrowym podejściem byłoby - "nie wiem, czy X istnieje, czy nie istnieje, ponieważ nie mogę tego udowodnić". Z faktu, że czegoś nie możesz udowodnić, po prostu nie wynika, że tego nie ma. 
|
|
| |  | 3 na 5 | worek kości (2937 punktów) | Na racjonaliście ktoś zniechęca do myślenia? Słowo daję, to powinno być karane co najmniej ostrzeżeniem!
bembergiem w berg
|
|
|  | 5 na 5 | setarkos (10757 punktów) | >Pozwolę sobie pod "boga" podstawić zmienną X Bardzo dobrze. Podaj teraz formuły spełniane przez X (ew. takie, których X nie spełnia). Być może na podstawie zależności zawierających X da się określić do jakiego zbioru X należy (i czy nie jest to zbiór pusty).
|
|
|  | 2 na 2 | DEMONICON (4893 punktów) |
> Pozwolę sobie pod "boga" podstawić zmienną X:> Czy można twierdzić, że X nie istnieje, jeśli nie można udowodnić, że X nie istnieje?Można. Nie widzę sensu w udowadnianiu nieistnienia czegoś. Do opisu rzeczywistości niekoniecznie trzeba brać pod uwagę wszystkie istniejące możliwości logik. Tniemy na własny użytek opis, coby było najprościej. Jak mawiał Einstein: Opis powinien być najprostszy jak to jest możliwe, ale nie prostszy. > Ty twierdzisz, że to zdrowe podejście. Ja twierdzę, że dogmatyczne.Zdrowe i dogmatyczne. Zgadza się. Ot moja wersja opisu rzeczywistości. Nie bronię mieć ludziom innych wersji jak moja. > Zdrowym podejściem byłoby - "nie wiem, czy X istnieje, czy nie istnieje, ponieważ nie mogę tego udowodnić".Innym podejściem, jeśli ktoś uważa to za zdrowe, to ok. > Z faktu, że czegoś nie możesz udowodnić, po prostu nie wynika, że tego nie ma.Tak samo jak nie wynika, że coś jest. Dla mnie to sztuczny dylemat. Ja mam w umyśle kompletny brak wyobrażenia bogów, taka to moja niereligijność i zwyczajnie się nimi nie zajmuję, choć nie zwalczam ludzkiej religijności. Religijność i niereligijność to cechy danych umysłów, ich skłonności do odpowiedniej formy opisu rzeczywistości, to jest poza organizacjami religijnymi. Ba, nawet w tym sensie można być katolickim ateistą, niereligijnym i przyjmującym dany system wartości. Wolę różnorodność od jednolitości, gdzie oczywiście ja sam jestem już w przestrzeni interpretacji samookreślony. Dogmatycznie określający sam siebie - czemu nie, ale dogmatyzm narzucony odgórnie - to już zwalczać. Nie chciałbym żyć w kraju katolickim, jak i ateistycznym, tylko możliwie bezstronnym i dbającym o dobro innych, minimalnie możliwym kosztem pozostałych. Czyli dobrze zorganizowany układ napędzający się złożony ze sprzężeń zwrotnych, samokontrolujący się, a nazwa tego już jest drugorzędna. Do ideału można dochodzić wieloma drogami, przy warunku, że będą stabilne. Aktualnie mi tego brakuje w otoczeniu polityczno-społecznym. Może jestem tu jedynym niezwalczającym sposobu interpretacji worków kości? Pozdrawiam
|
|
|  | 3 na 3 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | > Z faktu, że czegoś nie możesz udowodnić, po prostu nie wynika, że tego nie ma.
hej, Z faktu , że czegoś nie możesz udowodnić nie wynika , że to coś istnieje ! Tak należałoby powiedzieć ! Z faktu , że czegoś nie możesz udowodnić nie wynika tym bardziej prawo naturalne czy boskie , święta krew , ofiary , grzech pierworodny , anioły , demony , piekło i wieczne życie ... Zgadzam się z tym , że jesteśmy nie zdolni do tego aby udowodnić nie istnienie "boga" Ale z tego faktu nie wynika , że "to" istnieje a tym bardziej , że ma realny wpływ na nasze życie , że jest jedyną prawdą , że jest wszechmocne i wszechwiedzące , że jest doskonałym dobrem , że nas kocha i pragnie nas zbawić ( chyba wyłącznie przed sobą samym !) Tak więc wierzący mają pełne prawo wierzyć we wszystko co chcą lecz nie mają najmniejszego prawa do tego aby w swoich decyzjach dotyczących innych ludzi powoływać się na swą wiarę ... ! To byłoby i jest zawsze karygodnym nadużyciem !
Tak byłoby w przypadku wierzących w latającego potwora spaghetti , którzy chcieliby zmusić wszystkich innych ludzi do jedzenia wyłącznie spaghetti ...
pozdrawiam makuś
|
|
| |  | | worek kości (2937 punktów) | >Zgadzam się z tym , że jesteśmy nie zdolni do tego aby udowodnić nie istnienie "boga"
Czyli nie jest możliwy ateizm, tylko ewentualnie agnostycyzm?
>Tak więc wierzący mają pełne prawo wierzyć we wszystko co chcą lecz nie mają najmniejszego prawa do tego aby w swoich decyzjach dotyczących innych ludzi powoływać się na swą wiarę
Możesz podać przykład takiego narzucania czegoś w oparciu o wiarę? Ale z naszego katolickiego podwórka.
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 2 na 2 makuś (5578 punktów) (zablokowany) |
>Czyli nie jest możliwy ateizm, tylko ewentualnie agnostycyzm?
hej, Oczywiście , że jest możliwy . Ateizm oznacza "niewiare" w istnienie stwórcy na podstawie braku jakichkolwiek dowodów na jego istnienie To raczej wiara w boga jest czymś pozbawionym racjonalnych przesłanek R.Dawkins mówi tak : Jestem człowiekiem , który prawdopodobieństwo istnienia boga uważa za prawie zerowe To jest intelektualnie i moralnie bardzo uczciwe . Czy ty też jesteś zdolny do stwierdzenia , że być może bóg nie istnieje ? Takie stwierdzenie pociąga za sobą wiele konsekwencji ... Na przykład eliminuje wszelkie fundamentalizmy i fanatyzmy i otwiera płaszczyzne do racjonalnej dyskusji ...
>Możesz podać przykład takiego narzucania czegoś w oparciu o wiarę? Ale z naszego katolickiego podwórka.
hej, Jasne : Aborcja , in vitro , związki partnerskie , adopcja dzieci przez pary homoseksualne , wychowanie seksualne w szkołach , realny rozdział państwa od kościoła , krzyże w miejscach publicznych , religia w szkołach i przedszkolach monopol cmentarny , finansowanie kościoła ze składek publicznych , społeczny ostracyzm - szczególnie na wsiach i w małych miasteczkach dotyczący "inaczej myślących" ...
pozdrawiam makuś
|
|
| | | |  | -2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | >>Czyli nie jest możliwy ateizm, tylko ewentualnie agnostycyzm? >Oczywiście , że jest możliwy . >Ateizm oznacza "niewiare" w istnienie stwórcy na podstawie braku jakichkolwiek dowodów na jego istnienie
Ateizm jest stanowiskiem metafizycznym, które głosi, że Bóg nie istnieje. Analogicznie teizm głosi istnienie Boga. Jeśli ktoś tylko "nie wierzy", czyli nie przyjmuje niczego na wiarę, to zawiesza swój sąd dopóki nie znajdą się przekonujące argumenty i dowody. Takie zawieszenie sądu to słaby agnostycyzm. Oczywiście ktoś może twierdzić, że takie dowody na istnienie Boga nigdy się nie znajdą,a wtedy będzie agnostykiem mocnym.
>To raczej wiara w boga jest czymś pozbawionym racjonalnych przesłanek
Argumenty za istnieniem Boga kosmologiczne czy ontologiczne (szczególnie te, które tworzy się na gruncie logiki modalnej) są zupełnie racjonalne.
>>Możesz podać przykład takiego narzucania czegoś w oparciu o wiarę? Ale z naszego katolickiego podwórka. >Aborcja
Argument: jeśli nie wiemy, w którym dokładnie momencie zaczyna się człowiek, rozstrzygamy spór na korzyść tego, kto może stracić życie. Racjonalny argument przeciwko aborcji.
>in vitro
Analogicznie z aborcją - czymś niemoralnym jest poświęcanie kilku zarodków, czyli potencjalnych ludzi, nawet w tak szczytnym celu, jakim jest ciąża.
>związki partnerskie ,
Argument z niekonstytucyjności takich związków jest argumentem prawniczym, a nie religijnym.
>adopcja dzieci przez pary homoseksualne ,
Argument z potrzeby różnorodności. Pary homoseksualne promują jednorodność.
>wychowanie seksualne w szkołach ,
Wystarczy spojrzeć na Anglię - wychowanie seksualne w szkołach od najwcześniejszych lat - najwyższy odsetek nieletnich matek w Europie. Przypadek?
>realny rozdział państwa od kościoła ,
A KK nie jest za rozdziałem?
>krzyże w miejscach publicznych ,
Argument z demokracji. Jeśli większość chce krzyży, to w imię czego mamy ustępować mniejszości? To niedemokratyczne przecież.
>religia w szkołach i przedszkolach
Która była wprowadzona z wygody, a nie z przesłanek religijnych. Uwierz mi, katecheci woleliby uczyć dzieci religii poza szkołą.
>monopol cmentarny ,
Istnieją świeckie cmentarze.
>finansowanie kościoła ze składek publicznych ,
Co ci do tego, kto komu daje własne pieniądze?
>społeczny ostracyzm - szczególnie na wsiach i w małych miasteczkach dotyczący "inaczej myślących" ...
Ostracyzm jest narzucany instytucjonalnie? Na wsiach śmieją się, jak ktoś sobie pomaluje włosy na zielono - to też wina KK?
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 6 na 6 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Ateizm jest stanowiskiem metafizycznym, które głosi, że Bóg nie istnieje...<
Definicja ateizmu wyhodowana na "Największej Uczelni Katolickiej w Polsce". Proponuję ci Update definicji ateizmu.
Ateizm zawiera tylko jedno stwierdzenie: Brak racjonalnego uzasadnienia dla istnienia boga. Ateizm nie ma żadnej innej zawartości wybiegającej ponadto. Żadej etyki, żadnej polityki, żadnej ideologii, żadnej utopii. Gdy chodzi o sprawę wartości, tu również ateiści pozostają otwarci na wszystkie etyczne teorie - są hedonistami, utylitarystami, kontrauktalistami lub jak im się widzi. Istnieje wąska grupa ateistów,tzw. "sekularnych humanistów" : m.in. O.Wilson, R.Dawkins, S. Weinberg, reprezentujących stanowczy postulat - mianowicie gwarancję praw ludzkich wywalczonych przez Oświecenie, łącznie z wolnością sumienia.
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Ateizm zawiera tylko jedno stwierdzenie: Brak racjonalnego uzasadnienia dla istnienia boga.
A w tym stwierdzeniu mieści się możliwość pojawienia się takiego uzasadnienia w przyszłości?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >A w tym stwierdzeniu mieści się możliwość pojawienia się takiego uzasadnienia w przyszłości?< Taka możliwość się mieści, tyle że nie ma ona nic wspólnego z twoją fałszywą, teologiczną definicją ateizmu. Twoje zdolności pół-matematyka, pół-informatyka i filozofa całą gębą, do logicznego rozumowania, wykazałeś i wykazujesz ciągle. Dlatego mnie twoje osobliwe definicje nie dziwią. Spójrzmy na to zdanie.
"Bóg jest arbitralnym wyłamaniem się z nieskończonego łańcucha przyczyn, wiec sam tej przyczyny posiadać już nie musi." Albo łańcuch jest nieskończony i na powstanie świata musimy jeszcze poczekać, albo łańcuch jest skończony i zakończył się na ogniwie boga, który będąc jednym z jego ogniw wyłamał się z niego. Tylko kto stworzył łańcuch?
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Tylko kto stworzył łańcuch? Hmmm... chyba Twój ograniczony umysł (mój takiż takoż) nie jest w stanie przyswoić (jak worki kości i inne armiejce Rydzyka przyswajają bezboleśnie) jak bardzo magicznym stworem jest Bóg z bajęd katolickich.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>A w tym stwierdzeniu mieści się możliwość pojawienia się takiego uzasadnienia w przyszłości?< >Taka możliwość się mieści
Skoro się mieści, to to żaden ateizm, tylko agnostycyzm. W wymiarze epistemicznym - słaby agnostycyzm, w wymiarze praktycznym - ateizm, a metafizycznie zawieszenie sądu. Niektórzy posługują się taką właśnie definicją: agnostycyzm = ateizm praktyczny.
>tyle że nie ma ona nic wspólnego z twoją fałszywą, teologiczną definicją ateizmu.
W mojej definicji akcentowałem element metafizyczny, mówiąc o istnieniu/nie istnieniu czegoś. Skoro teizm twierdzi, że Bóg istnieje, to ateizm, przez zaprzeczenie twierdzi, że Boga nie ma. Jeśli piszesz coś o "braku uzasadnienia", to cytujesz agnostycyzm.
>"Bóg jest arbitralnym wyłamaniem się z nieskończonego łańcucha przyczyn, wiec sam tej przyczyny posiadać już nie musi." >Albo łańcuch jest nieskończony i na powstanie świata musimy jeszcze poczekać,
Nie no, świat istnieje. Problem z nieskończonym łańcuchem przyczyn polega na tym, że nasze mózgi nie bardzo sobie radzą z nieskończonością. Po eleganckiej teorii spodziewalibyśmy się raczej, że tego nieznośnego apeironu spróbuje jakoś uniknąć.
>albo łańcuch jest skończony i zakończył się na ogniwie boga
Łańcuch się na Bogu miałby zacząć. Bóg jako Pierwsza Przyczyna itd.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | 8 na 8 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Skoro się mieści, to to żaden ateizm, tylko agnostycyzm. W wymiarze epistemicznym - słaby agnostycyzm, w wymiarze praktycznym - ateizm, a metafizycznie zawieszenie sądu. Niektórzy posługują się taką właśnie definicją: agnostycyzm = ateizm praktyczny.<W swym teologicznym zacięciu już się pogubiłeś: "to to żaden ateizm...w wymiarze praktycznym - ateizm" Pisz jeszcze ile chcesz tych bzdurnych definicji postaraj się jednak zrozumieć podaną przeze mnie: Brak racjonalnych podstaw do twierdzenia o istnieniu absolutu. Racjonalne, oznacza empiryczne jak również teoretycznie ujmowalne. Teoretycznie oznacza, spełniające wymogi teorii a nie tylko hipotezy. > Skoro teizm twierdzi, że Bóg istnieje, to ateizm, przez zaprzeczenie twierdzi, że Boga nie ma. Jeśli piszesz coś o "braku uzasadnienia", to cytujesz agnostycyzm.<Ateizm nie jest przeciwieństwem teizmu co tak sprytnie próbujesz tutaj skonstruować. Teiści swoje twierdzenie opierają na wierze przy braku jakichkolwiek przesłanek podpierających ich twierdzenie. Ateiści nie kierują się wiarą tylko rozsądkiem i sceptycyzmem. Dopuszczenie możliwości istnienia boga nie wynika z agnostycyzmu tylko ze względów formalno-logicznych i metodycznych. Jeżeli ateista nie potrafi wykazać braku świata demonów,bogów, duchów, kreatorów, dusz, telepatii, astrologii i innych transcendentalnych przedmiotów to powiada jedynie że brak racjonalnych podstaw do ich istnienia. Teista natomiast przy braku jakichkolwiek przesłanek twierdzi że bóg istnieje. Ach, zapomniałem, istnieją przecież "osobiste przeżycia" które kierują leni na studium doktoranckie "największej katolickiej uczelni", bo im się robić nie chce lub ich zdolności nie są wystarczające do osiągnięcia standardu życiowego który gwarantuje im opowiadanie o miłości i ofiarowywanie złudnej nadziei. Cytat: Kto słyszy głosy, nie powinien zakładać religii tylko udać się do psychiatry. (Helmut Schmidt-exkanclerz) Osobiste przekonania ateistów mogą wychodzić poza ramy ateizmu i wielu jest przekonanych że żadnego boga nie ma. To nie zmienia faktu, co głosi ateizm. > >"Bóg jest arbitralnym wyłamaniem się z nieskończonego łańcucha przyczyn, wiec sam tej przyczyny posiadać już nie musi."<Dowodów na to nie masz, ale to wiesz bo miałeś pewnie przeżycie. Nie zechciałbyś skorzystać z rady byłego kanclerza? Czy może reprezentujesz tu pewną grupę interesów którym się bóg skurczył do nierozpoznania, zostało z niego tylko "homeopatyczne działanie" i próbujesz niezdarnie siać wątpliwości. Teologia bez przerwy próbuje w luki istniejące w nauce wepchnąć ducha boskiego jako Jokera w karcianej grze kauzalnych wyjaśnień. Ty nie robisz nic innego. Posługujesz się eufemizmami jak przykładowo "największa racja", "arbitralne wyłamanie" nie wnosząc nic do dyskusji. Wiadomo ci skądinąd że przed WW nic nie było. Znasz pewnie metody jakimi badałeś "NIC", dlatego arbitralnie wyłamałeś się z łańcucha hipotez filozoficznych i naukowych, jaka karta była zamiast Jokera. > Nie no, świat istnieje. Problem z nieskończonym łańcuchem przyczyn polega na tym, że nasze mózgi nie bardzo sobie radzą z nieskończonością.<Ja bym chciał żebyś ograniczył swoje wywody do swojego mózgu. Nie radzisz sobie z nieskończonością? Ale z wiecznością i "największą racją" nie masz problemów(sic). > Po eleganckiej teorii spodziewalibyśmy się raczej, że tego nieznośnego apeironu spróbuje jakoś uniknąć.<Po co wam ta elegancja? Wy macie przecież swoją hipotezę która jest prawdą absolutną. Chciałem zauważyć że mieszasz bez przerwy dwa pojęcia które należy rozgraniczyć. 1. Prawdziwość hipotezy boga. 2. Powstanie Universum. O 1. nie wiemy absolutnie nic. O 2. wiemy jeszcze zbyt mało ale nasza wiedza wzrasta w przeciwieństwie do 1. Nasza teoria poddaje się racjonalnej krytyce, nie jet prawdą absolutną i ostateczną. Masz prawo ją obalić - tylko nie za pomocą 1. Twoje halucynacje lub iluzje są w tym przypadku nieprzydatne. Objaśniać mało znane za pomocą nieznanego jest błędną metodą: obscurum per obscurius . Stosowanie tej metody świadczy o twoich zdolnościach wnioskowania. > Łańcuch się na Bogu miałby zacząć. Bóg jako Pierwsza Przyczyna itd.<Łańcuch na Bogu miałby się zacząć. To z czego miałby się on wyłamać? Do badania powstania wszechświata nie potrzeba żadnego kreatora, ożywiciela czy jak tam będą jeszcze nazwani, które są tylko dymną zasłoną i nie wyjaśniają niczego. Na razie nauka posuwa się do przodu od wyjaśnienia do wyjaśnienia i z Bogiem jako wyjaśnienie "dostałaby do ręki Passepartout który zdjąłby z niej wszystkie trudne pytania". Ontologiczny naturalizm nie zaprzecza a'priori wpływu transcendentnych czynników. Przeciwnie, czeka aż zwolennicy zaświatowej ontologii przedstawią zasadne argumenty. Sceptyk nie ma obowiązku uzasadniania nieistnienie przestrzeni transcendentalnej. Naturalizm jest rewidowalny i poddawany krytycznej próbie jego logicznej konsystencji i koherencji. Cytat:Faktycznie naturalistyczna pozycja jest lepiej krytykowalna niż wszelka pozaświatowa ontologia. Do opisu świata byłby naturalizm zupełnie nieprzydatny gdyby był akauzalny, bez praw, w którym byłoby jak w Trickfilmie gdzie przedmioty rozpływają się w nic, pojawiają się nagle z niczego, Zombies i demony wchodzą i wychodzą albo boskie postaci potrafiłyby zamieniać wodę w wino. Jednym słowem: zdarzałyby się na tym świecie rzeczy które można by określić jedynie mianem cudu. Wtedy naturalista byłby gotów swoje postulaty przemyśleć i w razie konieczności zmienić. (G.Vollmer) Ta sprawa ma tylko jednego haka. Tak świat nie wygląda. Dlatego worek musi dopuścić pytanie, pod jakim warunkiem byłby gotowy zrezygnować ze swojej ontologii?
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > Pisz jeszcze ile chcesz tych bzdurnych definicji postaraj się jednak zrozumieć podaną przeze mnie: Brak racjonalnych podstaw do twierdzenia o istnieniu absolutu.A rzućmy okiem na encyklopedyczne definicje: Cytat:ateizm [gr. a- 'nie', theós 'Bóg'], filoz. pogląd zaprzeczający istnieniu bogów, a zwłaszcza Boga religii monoteistycznych; przeciwieństwo teizmu, deizmu; w refleksji filozoficznej wiąże się najczęściej ze stanowiskiem materialistycznym i prowadzi do krytyki religii; jako postawa życiowa wyraża się indyferentyzmem religijnym, a niekiedy przybiera postać antyteizmu. encyklopedia.pwn.pl/haslo/3872014/ateizm.htmlCytat:agnostycyzm [gr. ágnōstos 'niepoznawalny'], każda doktryna wykluczająca możliwość poznania absolutu, ograniczająca możliwości poznawcze człowieka do zjawisk zmysłowych; termin wprowadzony 1869 przez Th.H. Huxleya; także kierunek negujący lub ograniczający możliwość poznania rzeczywistości; agnostycyzm głosili m.in. D. Hume i I. Kant. encyklopedia.pwn.pl/haslo/3866341/agnostycyzm.htmlBrak racjonalnych podstaw wynika skąd? Z takich, a nie innych możliwości poznawczych. Jeśli nie potrafimy ani Boga udowodnić, ani wykluczyć jego istnienia, to jak nic lądujemy w agnostycyzmie. Deal with it. > Ateizm nie jest przeciwieństwem teizmu co tak sprytnie próbujesz tutaj skonstruować.Cytat:ateizm - przeciwieństwo teizmu Przyznaję, że maczałem palce przy Encyklopedii Katolickiej, ale definicje w PWN już nie są moje. > Teiści swoje twierdzenie opierają na wierze przy braku jakichkolwiek przesłanek podpierających ich twierdzenie.Wtedy byliby fideistami, a nie każdy teista przyzna się do fideizmu. > Ateiści nie kierują się wiarą tylko rozsądkiem i sceptycyzmem.Mnóstwo rzeczy przyjmujemy na wiarę. Np. fakt, że nie żyjemy w matriksie. > Dopuszczenie możliwości istnienia boga nie wynika z agnostycyzmu tylko ze względów formalno-logicznych i metodycznych.No, jeśli Bóg jest możliwy, to zaakceptowałeś właśnie kluczową przesłankę w dowodzie Plantingi: pl.wikiped(*)odalny_dow.C3.B3d_ontologiczny> Teista natomiast przy braku jakichkolwiek przesłanek twierdzi że bóg istnieje.Sama możliwość istnienia Boga jest już na gruncie logiki modalnej całkiem niezłą przesłanką. > bo im się robić nie chceChce im się uprawiać, no, naukę. > >>"Bóg jest arbitralnym wyłamaniem się z nieskończonego łańcucha przyczyn, wiec sam tej przyczyny posiadać już nie musi."<> Dowodów na to nie masz, ale to wiesz bo miałeś pewnie przeżycie.Rozumowanie Akwinaty za przyjęciem Pierwszej Przyczyny: 1. W czasach Tomasza powszechna była opinia, że świat istnieje odwiecznie, ponieważ zgadzało się to z podstawowym aksjomatem metafizyki - "z niebytu nie może powstać byt". 2. Skoro każda rzecz powstaje z innej rzeczy (zawsze coś powstaje z czegoś innego), to wszystko ma swoją przyczynę materialną, a taki ciąg przyczyn nigdy się nie kończy, więc świat musi istnieć wiecznie. 3. Tomasz nie zgodzi się z poglądem o odwiecznym istnieniu świata i zacznie poszukiwać przyczyny ostatecznej. 4. Jeśli świat nie istniał odwiecznie, ale był moment, w którym się pojawił, to przyczyna materialna przestaje nam ten fakt zaistnienia tłumaczyć - skoro każda rzecz powstaje z jakiejś innej rzeczy, a świat nie istnieje odwiecznie, więc w pewnym momencie jakaś rzecz pierwsza musiała powstać z niczego - a to nie zgadza się z wcześniejszą zasadą, że byt nie może powstać z niebytu. 5. Zdaniem Tomasza, jeśli rozejrzymy się po świecie, to widzimy, że wszystko co istnieje, z czasem ginie - żadna rzecz, brana pod uwagę jednostkowo, nie istnieje wiecznie. 6. Skoro rzeczy nie istnieją wiecznie, a więc nie mogą być konieczne, istnieją więc na sposób przygodny - istnieją, ale mogą nie-istnieć. No i Tomasz zastanawia się teraz, czy może coś istnieć na sposób konieczny (wiadomo, do czego to zmierza). 7. Przygodność Tomasz definiuje w taki sposób - istnieć przygodnie, to nie posiadać racji swojego istnienia w samym sobie (np człowieka trzeba urodzić), ani nie potrafić istnieć w oderwaniu od innych rzeczy (człowiek potrzebuje np powietrza). 8. Analogicznie istnieć koniecznie, to posiadać rację istnienia w samym sobie i móc istnieć w sposób niezależny od innych rzeczy. 9. Tomasz więc zastępuje problem odwieczności świata, problemem zależności istnienia jednych rzeczy od drugich. 10. Tomasz dodaje do przyczyny materialnej, która działa między rzeczami, przyczynę sprawczą (on tego nie wymyśla, bierze to od Arystotelesa), która miałaby tłumaczyć zaistnienie świata. 11. Zdaniem Tomasza do istoty takiego Stwórcy, który posługuje się przyczyną sprawczą, jest działanie świadome i wolne - świat jest rozumny, ponieważ jest rezultatem działania intelektu (świadomość), oraz istnieje, ponieważ jest chciany (wola). 12. Tomasz uważa, że Stwórca powołuje do istnienia skutek (Stwórca jest przyczyną, a świat jest skutkiem) oraz czas (więc pytanie o to, czy Stwórca mógł stworzyć świat wcześniej lub później nie ma sensu - stworzenie świata to również stworzenie czasu). No i na marginesie - współczesna fizyka zdaje się potwierdzać intuicję Tomasza, że świat ma swój początek (Wielki Wybuch), ale i czas także ma swój początek, ponieważ i czas i przestrzeń są ze sobą związane. I jest to całkiem racjonalne. > Chciałem zauważyć że mieszasz bez przerwy dwa pojęcia które należy rozgraniczyć.> 1. Prawdziwość hipotezy boga.> 2. Powstanie Universum.> O 1. nie wiemy absolutnie nic.Nie no, przyznałeś, że jest możliwa. > Ontologiczny naturalizm nie zaprzecza a'priori wpływu transcendentnych czynników.Ontologiczny zaprzecza z definicji. Nie zaprzecza temu naturalizm metodologiczny. > worek musi dopuścić pytanie, pod jakim warunkiem byłby gotowy zrezygnować ze swojej ontologii?No, gdyby np. pojawiła się alternatywna odpowiedź na stare pytanie - "dlaczego istnieje raczej coś, niż nic?".
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | hamp (3461 punktów) | Cytat:Jeśli nie potrafimy ani Boga udowodnić, ani wykluczyć jego istnienia, to jak nic lądujemy w agnostycyzmie. A więc wszyscy ludzie są agnostykami.
"We don't see things as they are, we see them as we are." -Anais Nin
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > Cytat:Jeśli nie potrafimy ani Boga udowodnić, ani wykluczyć jego istnienia, to jak nic lądujemy w agnostycyzmie. > A więc wszyscy ludzie są agnostykami.Być może jest to jedyne racjonalne stanowisko.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > > Cytat:Jeśli nie potrafimy ani Boga udowodnić, ani wykluczyć jego istnienia, to jak nic lądujemy w agnostycyzmie. > >A więc wszyscy ludzie są agnostykami.> Być może jest to jedyne racjonalne stanowisko.W odniesieniu do elfów też?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>>A więc wszyscy ludzie są agnostykami. >>Być może jest to jedyne racjonalne stanowisko. >W odniesieniu do elfów też?
Teraz rozmawiamy o Bogu. "Elf", jak każde pojęcie syntetycznie puste, weryfikowane jest empirycznie. Póki co żadnego elfa nikt nie spotkał, ale kiedyś, być może na innej planecie, kto wie.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Teraz rozmawiamy o Bogu.O czym? A co to jest (znaczy) "Bóg"? Bardzo proszę o zdefiniowanie pojęcia, którego Pan tu użył? > "Elf", jak każde pojęcie syntetycznie puste, weryfikowane jest empirycznie.Na jakiej podstawie wywodzi Pan twierdzenie o różnicy pomiędzy pojęciami "Bóg" i Elf" > Póki co żadnego elfa nikt nie spotkał, ale kiedyś, być może na innej planecie, kto wie.Ej tam, ej tam, a przeprowadził Pan badania choćby w zakładach psychiatrycznych? Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania.
Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. > Niektórzy sądzą, że mają dobre powody aby wierzyć lub nie wierzyć w Boga.Tak, nawet sądzi tak większość ludzi, ale przecież prawdą jest, że jedynym potwierdzonym od strony nauki i logiki powodem jest tu właśnie sama wiara. Racjonalizm wywodzący się z nauki wymaga czegoś więcej. Ateizm wywodzący się z racjonalizmu nie tylko, że nie opiera się na wierze, ale jest wprost przekonaniem a czy nawet anty fideistycznym. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | worek kości (2937 punktów) | > A co to jest (znaczy) "Bóg"? Bardzo proszę o zdefiniowanie pojęcia, którego Pan tu użył?Cytat:BÓG - Byt Najdoskonalszy, niezależny od świata i człowieka, konieczny (nie- uwarunkowany), przyczyna całej rzeczywistości (stwórca świata), osobowy Absolut, z którym człowiek może wejść w świadome relacje (religia). Uznawany za Najwyższą Rzeczywistość przez trzy wielkie religie świata: chrześcijaństwo, judaizm i islam www.ptta.pl/pef/pdf/b/bog.pdf> >"Elf", jak każde pojęcie syntetycznie puste, weryfikowane jest empirycznie.> Na jakiej podstawie wywodzi Pan twierdzenie o różnicy pomiędzy pojęciami "Bóg" i Elf"Na podstawie odmiennych definicji. pl.wikipedia.org/wiki/Elf_(fantastyka)
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Na podstawie odmiennych definicjiTaaa.... czego można spodziewać się po trollu z umysłem uformowanym przez chachmęcących nieuków...  Ludzie rozumni, biedny worku, nie porównują nieporównywalnego, bo mogą się ośmieszyć jedynie. Kiedy zajrzysz do źródeł prokurowanych w sposób rozumny, naukowy (jak w Twoim przykładzie wiki) znajdziesz definicje Boga i elfa jako postaci z literatury różnego sortu. Kiedy natomiast zajrzysz do owej literatury znajdziesz różne wymyślone banialuki o Bogach i elfach bez cienia sugestii że to tylko fikcja - taka licencja poetika zrozumiała przez wszystkich, tylko nie przez wierzących. Kiedy porównujesz fragment literatury religijnej z opracowaniem encyklopedycznym narażasz się tylko na pogłębienie tępego zadowolenia z siebie co, niestety, upierdza również moje życie..
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | Istnieją różne koncepcje Boga, podobnie jak różne wyobrażenia elfów - to chyba dość oczywiste. I nie musisz wierzyć ani w Boga, nie w elfów, aby móc sensownie rozmawiać o sposobach rozumienia tych pojęć w różnych kulturach czy religiach.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | >Istnieją różne koncepcje Boga, podobnie jak różne wyobrażenia elfów - to chyba dość oczywiste. I nie musisz wierzyć ani w Boga, nie w elfów, aby móc sensownie rozmawiać o sposobach rozumienia tych pojęć w różnych kulturach czy religiach. No ależ, no ależ! Trolle skoczne są nad wyraz i każdy troll z dowolnego miejsca doskoczy bez rozbiegu na dziesiąty zagon. I może nawet karmiciele za nim pociągną by nienasyconą kłapaczkę próbować nasycić. Powinno już nawet do Ciebie dotrzeć jaki ja mam stosunek do bełkotu na wszystkie tematy naraz, wracaj zatem, trollu na poczętą grządkę, bo nie dla Twojego hasania się trudzę, ale by Ci pomóc ( a i sobie w efekcie). Wracaj i powiedz czy dotarła fundamentalna różnica między definicjami elfów i Bogów/bogów zawartymi w: - dziełach naukowych (encyklopedycznych) - dziełach literackich? Odpowiedz na to wyraźnie, albo sp....adaj.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | > Odpowiedz na to wyraźnieJasne. Ale cytowałem hasła encyklopedyczne, czy nie? Tutaj masz hasło "Bóg" z encyklopedii PWN: encyklopedia.pwn.pl/haslo/3880148/bog.htmlI nie ma tam nic o tym, że jest to wyłącznie byt z fikcji literackiej. Można z powodzeniem uprawiać niekonfesyjną filozofię religii.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | astrotaurus (12445 punktów) | > >Odpowiedz na to wyraźnie> Jasne.Hmmm... widać jednak, że niezbyt.... > Ale cytowałem hasła encyklopedyczne, czy nie?Czy tak? Ja widziałem jedno hasło encyklopedyczne - to o elfie. To o Bogu to cytat jakiegoś bełkotu. > Tutaj masz hasło "Bóg" z encyklopedii PWN:> encyklopedia.pwn.pl/haslo/3880148/bog.html> I nie ma tam nic o tym, że jest to wyłącznie byt z fikcji literackiej.To przeczytaj jeszcze raz uważnie. Podpowiem - sam początek brzmiący: " W religii i filozofii", reszta to nieistotne detale z miejsca jego występowania: religii i filozofii. Jeśli encyklopedia bajek mówi, że bajka mówi, że leśne elfy mają skrzydła nie oznacza to wcale, że encyklopedia mówi, że w jakimkolwiek realnym lesie żyją elfy i że do tego mają skrzydła, ponieważ normalna umiejętność czytania to jest zupełnie co innego niż hopsztosy wyczyniane z Biblią przez otumanionych chrześcijaństwem czy inną religią odbiblijną. > Można z powodzeniem uprawiać niekonfesyjną filozofię religii.Można uprawiać co bądź, nie zmienia to faktu, że religijni hochsztaplerzy nie są w stanie wcisnąć do jakiegokolwiek rozumnego opracowania definicji Boga jako elementu czy cechy wszechświata. Jego miejsce wyłącznie w literaturze najróżniejszej maści. Z elfami pospołu.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | >>Można z powodzeniem uprawiać niekonfesyjną filozofię religii. >Można uprawiać co bądź, nie zmienia to faktu, że religijni hochsztaplerzy nie są w stanie wcisnąć do jakiegokolwiek rozumnego opracowania definicji Boga jako elementu czy cechy wszechświata.
No i zwykle ograniczają się (tylko) do cechy bycia tego wszechświata stwórcą.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > >>>Odpowiedz na to wyraźnie> Jasne. Ale cytowałem hasła encyklopedyczne, czy nie? Tutaj masz hasło "Bóg" z encyklopedii PWN:> encyklopedia.pwn.pl/haslo/3880148/bog.html> I nie ma tam nic o tym, że jest to wyłącznie byt z fikcji literackiej.Tak, tylko to już jest prywatne wydawnictwo naukowe używające sygnetu "PWN", który znaczy Państwowe Wydawnictwo Naukowe. Warto zerknąć na bibliografii tego hasła: R. OTTO Świętość, Warszawa 1968;
M. GOGACZ Poszukiwanie Boga, Warszawa 1976;
L. ELDERS Filozofia Boga, Warszawa 1992;
E. GILSON Bóg i ateizm, Kraków 1996.Cholera same ateisty! Przestań Pan tu kit wciskać, to forum dla racjonalistów. > Można z powodzeniem uprawiać niekonfesyjną filozofię religii.Tak, zaraz po wyjściu z konfesjonału. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | Jeśli nawet encyklopedia nie jest dla racjonalistów obiektywną wykładnią ich przekonań, to już nie wiem na jakim gruncie mam z Wami dyskutować.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Jeśli nawet encyklopedia nie jest dla racjonalistów obiektywną wykładniąWszystkie książki, nawet encyklopedie, a nawet w co uwierzyć trudno Biblię napisali tylko ludzie, a jak to ludzie mamy swój poziom wiedzy i swoje poglądy - dlatego wszystkie książki są subiektywne. Rzetelni autorzy nie udają obiektywizmu, tylko informują o swoich poglądach i starają się być obiektywnymi. (Twierdzi Pan za dr Pawłem Milcarkiem, iż tylko fideiści o Bogu pisali. Przecież już po doborze bibliografii widać, że to zamknięty na argumenty dogmatyczny katolik. To wprost żenada dla naukowego wydawnictwa takie hasła zamieszczać. Tak to w Polsce za stalinizmu było, ale później to już się bardzo poprawiło.)> ich przekonań,"Obiektywną wykładnią" dla racjonalistów jest stosowanie racjonalnych argumentów. > to już nie wiem na jakim gruncie mam z Wami dyskutować.To bardzo proste. Być sobą i nikogo nie udawać, starać się pisać szczerze i nie próbować wciskać ideologicznego kitu, a przynajmniej nie czynić tego tak prymitywnie. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > >>>A co to jest (znaczy) "Bóg"? Bardzo proszę o zdefiniowanie pojęcia, którego Pan tu użył?> Cytat:BÓG - Byt Najdoskonalszy, niezależny od świata i człowieka, konieczny (nie-uwarunkowany), przyczyna całej rzeczywistości (stwórca świata), osobowy Absolut, z którym człowiek może wejść w świadome relacje (religia). Uznawany za Najwyższą Rzeczywistość przez trzy wielkie religie świata: chrześcijaństwo, judaizm i islam > www.ptta.pl/pef/pdf/b/bog.pdfAle, to żaden problem zacytować teologiczne, czy religijne opisy. (Znamy tu zarówno filozofię religii, jak i teologię filozoficzną) Proponuję Panu przeczytać ze zrozumieniem artykuł poświęcony Bogowi, bogom i bóstwom . Napisany prostym językiem, tak bez pieprzenia i bez kręcenia. W żadnym przypadku nie pytałem Pana o rozumienie tego terminu w różnych religiach, gdyż je bardzo dobrze tu znamy. Pytałem o definicję naukową. Przy okazji przywołane przez Pana tu hasło z Powszechnej Encyklopedii Filozofii jest śliczne, tyle że nielogiczne. Choć mnie się wydaje, że jest dualistyczny podział logiki na świecką i katolicką, a tu "Prawda" wynika z logiki katolika. Idea Boga należy do kategorii pojęć których nie da się w żaden sposób zweryfikować. Pojęcia, których nie da się zweryfikować, nie mogą istnieć w rzeczywistości, mogą istnieć tylko w czyimś umyśle - jako myśl, wytwór fantazji, ale nie jako obiektywna rzeczywistość.www.racjonalista.pl/kk.php/s,3425www.racjon(*).php/z,0/d,13/s,491829#w493566www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,10#w535594www.racjon(*).php/z,0/d,17/s,577720#w583132www.racjon(*).php/z,0/d,17/s,577720#w583097> "Elf", jak każde pojęcie syntetycznie puste, weryfikowane jest empirycznie.> >>>Na jakiej podstawie wywodzi Pan twierdzenie o różnicy pomiędzy pojęciami "Bóg" i Elf"> Na podstawie odmiennych definicji.pl.wikipedia.org/wiki/Elf_(fantastyka)Możemy tak ciągnąć dalej: www.google(*)yliOHTbw&bvm=bv.51495398,d.ZG4www.google(*)gpx-0XZQ&bvm=bv.51495398,d.ZG4pl.wikipedia.org/wiki/TrollA możemy próbować wszystkie istoty i stworzenia fantastyczne zsyntetyzować. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > Byt Najdoskonalszy ... W szczególności zawierający zbiór wszystkich zbiorów?
P.S. Doprawdy, mógłbyś imć żartownisiu darować już sobie drażnienie forumowiczów takimi tanimi prowokacjami.
EOT
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >> Byt Najdoskonalszy ... >W szczególności zawierający zbiór wszystkich zbiorów?
A takie zawieranie jest wymogiem doskonałości?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | Ech.. sam odpowiedz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Ech.. sam odpowiedz.
Z tego co wiem, to nie.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Byt Najdoskonalszy ... >>>>W szczególności zawierający zbiór wszystkich zbiorów? >A takie zawieranie jest wymogiem doskonałości? Tak, dobry zwieracz bytu uzupełnia zbiór doskonałości. Można długo pieprzyć używając enigmatycznych terminów filozofii religii, które są treściowo puste i przestawiać tak napuszony, jak pseudouczony wywód teologiczny. Tylko co z tego wynika? Klepią ciągle to samo, klepią bardzo równo i co z tego intelektualnie mamy - KUL czy?
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >>> Byt Najdoskonalszy ... >> zawierający zbiór wszystkich zbiorów? >Z tego co wiem, to nie.
Zatem istnieją byty (zbiory) niezależne od boskości (rozłączne z nią), albo "Bóg" zawiera tylko jeden podzbiór?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>>> Byt Najdoskonalszy ... >>> zawierający zbiór wszystkich zbiorów? >>Z tego co wiem, to nie. >Zatem istnieją byty (zbiory) niezależne od boskości (rozłączne z nią), albo "Bóg" zawiera tylko jeden podzbiór?
W przypadku zbiorów mówi się zazwyczaj o relacji zawierania, a nie zależności. Bóg jako zbiór wszystkich zbiorów pojawia się w panteizmie lub w panenteizmie, gdzie świat jest utożsamiony z Bogiem lub jest tego Boga częścią. Klasyczny teizm uznaje istnienie bytów, które nie są częścią Boga, chociaż są od Boga w swoim istnieniu zależne.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >W przypadku zbiorów mówi się zazwyczaj o relacji zawierania, a nie zależności. W przypadku zbiorów rozłącznych (bytów nie mających części wspólnej) można chyba mówić o niezależności (no bo skąd zależność bez kszty łączności)?
A co z drugą częścią pytania - gdyby "Bóg" zawierał tylko jeden podzbiór (siebie i wszystko zarazem)?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | > A co z drugą częścią pytania - gdyby "Bóg" zawierał tylko jeden podzbiór (siebie i wszystko zarazem)?Cytat: Panenteizm (gr. pán en theós - wszystko w bogu) - pogląd religijno-filozoficzny, który wyznaje połączenie teizmu z panteizmem. W teizmie Bóg zachowuje osobową odrębność od świata, zaś w panteizmie immanentnie istnieje w świecie. Aby połączyć ze sobą te dwa poglądy panenteiści wskazują na element łączący obie tezy: Bóg zawiera w sobie cały świat, ale świat go nie wyczerpuje. pl.wikipedia.org/wiki/PanenteizmI artykuł na ten temat: www.kul.pl(*)ne_60_4_2012/Wojtysiak_313.pdf
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 15 na 15 | Fizyk (17637 punktów) | > Cytat:BÓG - Byt Najdoskonalszy, niezależny od świata i człowieka, konieczny (nie-uwarunkowany), przyczyna całej rzeczywistości (stwórca świata), osobowy Absolut, z którym człowiek może wejść w świadome relacje (religia). Takiego boga na pewno nie ma, bo nie może być niezależnym a zarazem wchodzić w relacje lub związki przyczynowe. I użycie dużych liter nie zakryje tej bzdury.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >nie może być niezależnym a zarazem wchodzić w relacje lub związki przyczynowe.
Czemu?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >>nie może być niezależnym a zarazem wchodzić w relacje lub związki przyczynowe. >Czemu? Bo słoń nie lubi DŻEMU.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | hamp (3461 punktów) | >Być może jest to jedyne racjonalne stanowisko.
No to po kolei:
1) Wszyscy są agnostykami. 2) Część ludzi w poszukiwaniach potwierdzenia na istnienie boga trafia na Biblię i przyjmuje ją za prawdę - stają się wyznawcami Boga opisanego w tej księdze. 3)Jednak część ludzi na podstawie tych samych źródeł uznaje, że biblijny bóg nie może istnieć - księga zawiera wiele sprzeczności oraz opisy wydarzeń, które są dziełem tego Boga, a wydają się wielce nieboskie. Ci ludzie odrzucają wiarę w tego Boga. Odrzucają możliwość, że poszukiwany byt nadprzyrodzony istnieje w takiej formie jak opisana w Biblii - ergo staja się ateistami względem tej wiary. 4) Dalej - część z tych opisanych wyżej postanawia poznać świat i mechanizmy jego działania. Nie posiadają żadnych pradawnych ksiąg ani dogmatów, więc w swych badaniach posługują się prawami nauki i etyki. Obserwacja świata i tłumaczenie kolejnych zjawisk potwierdza ich przypuszczenia - we Wszechświecie nie ma nic boskiego. Wszystko może być wytłumaczone za pomocą nauki. Ci ludzie odrzucili wszelkie koncepcje bogów, bo żaden nie oferuje im naukowych dowodów ani na zagadnienia przez nich rozpatrywane, ani nawet na swoje istnienie.
"We don't see things as they are, we see them as we are." -Anais Nin
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>Być może jest to jedyne racjonalne stanowisko. >No to po kolei: >1) Wszyscy są agnostykami.
Nie wszyscy. Niektórzy sądzą, że mają dobre powody aby wierzyć lub nie wierzyć w Boga.
>2) Część ludzi w poszukiwaniach potwierdzenia na istnienie boga trafia na Biblię i przyjmuje ją za prawdę - stają się wyznawcami Boga opisanego w tej księdze.
Ale przyjmują tę prawdę tylko na wiarę. Są wtedy fideistami. Katolicyzm potępia fideizm.
>3)Jednak część ludzi na podstawie tych samych źródeł uznaje, że biblijny bóg nie może istnieć - księga zawiera wiele sprzeczności oraz opisy wydarzeń, które są dziełem tego Boga, a wydają się wielce nieboskie. Ci ludzie odrzucają wiarę w tego Boga. Odrzucają możliwość, że poszukiwany byt nadprzyrodzony istnieje w takiej formie jak opisana w Biblii - ergo staja się ateistami względem tej wiary.
Po prostu nie wierzą, że to, co jest w Biblii, jest prawdą. To jeszcze nie czyni z nich ateistów.
>4) Dalej - część z tych opisanych wyżej postanawia poznać świat i mechanizmy jego działania. Nie posiadają żadnych pradawnych ksiąg ani dogmatów, więc w swych badaniach posługują się prawami nauki i etyki. Obserwacja świata i tłumaczenie kolejnych zjawisk potwierdza ich przypuszczenia - we Wszechświecie nie ma nic boskiego. Wszystko może być wytłumaczone za pomocą nauki. Ci ludzie odrzucili wszelkie koncepcje bogów, bo żaden nie oferuje im naukowych dowodów ani na zagadnienia przez nich rozpatrywane, ani nawet na swoje istnienie.
5) Dalej - część z tych opisanych wyżej postanawia poznać świat i mechanizmy jego działania. Posiadają pradawne księgi i dogmaty, ale w swych badaniach posługują się prawami nauki i etyki. Obserwacja świata i tłumaczenie kolejnych zjawisk potwierdza ich przypuszczenia - we Wszechświecie jest coś boskiego. Nie wszystko może być wytłumaczone za pomocą nauki. Ci ludzie odrzucili wszelkie koncepcje materialistów, bo żaden nie oferuje im naukowych dowodów ani na zagadnienia przez nich rozpatrywane, ani nawet na swoje istnienie.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | hamp (3461 punktów) | > 5) Dalej - część z tych opisanych wyżej postanawia poznać świat i mechanizmy jego działania. Posiadają pradawne księgi i dogmaty, ale w swych badaniach posługują się prawami nauki i etyki. Obserwacja świata i tłumaczenie kolejnych zjawisk potwierdza ich przypuszczenia - we Wszechświecie jest coś boskiego. Nie wszystko może być wytłumaczone za pomocą nauki.Wóz albo przewóz - albo rugujemy byty nadprzyrodzone i jesteśmy naukowcami albo uwzględniamy je i jesteśmy pseudonaukowcami. Co by było, gdyby dominująca religia posiadała księgę, której interpretacja zabraniałaby na przykład obserwacji mikroskopowych? (to nie jest pytanie, na które oczekuję odpowiedzi  ) Naukowiec posługuje się naukowymi metodami. Jeżeli robi jakieś wyjątki to tak naprawdę nie jest naukowcem. Teza, że nie wszystko może być wytłumaczone za pomocą nauki jeszcze nigdy nie okazała się prawdziwa.
"We don't see things as they are, we see them as we are." -Anais Nin
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Wóz albo przewóz - albo rugujemy byty nadprzyrodzone i jesteśmy naukowcami albo uwzględniamy je i jesteśmy pseudonaukowcami.
Rugować - usuwać?
Naukowiec nie usuwa bytów nadprzyrodzonych, tylko ich nie uwzględnia w swoich badaniach. Takie są wymogi naturalizmu metodologicznego.
>Naukowiec posługuje się naukowymi metodami. Jeżeli robi jakieś wyjątki to tak naprawdę nie jest naukowcem.
Metody się zmieniają.
>Teza, że nie wszystko może być wytłumaczone za pomocą nauki jeszcze nigdy nie okazała się prawdziwa.
Tak samo jak teza, że nauka - w obecnym kształcie - wszystko wyjaśni. Skąd wiesz, że nauka przyszłości nie będzie skuteczną mieszanką technologii i np. mistycyzmu?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | hamp (3461 punktów) | Rozmawiając z ludźmi takimi jak ty mam ochotę zmienić definicję SJP apologetyki. Wyglądałaby mniej więcej tak:
Apologetyka - katolicka forma retoryki, krasomówcza sztuka wykręcania kota ogonem
Metody się zmieniają, ale chyba nie chcesz powiedzieć, że kiedyś powstaną metody, których wyniki będą zawierać jakieś mistyczne/boskie wielkości? Jeżeli tak to trzeba by zawczasu jakieś przygotować.
Niech będą na przykład bogony, gdzie jeden bogon [1 Gd] jest równy sile działającej na Układ Słoneczny skierowanej do środka Drogi Mlecznej podzielony przez ilość uderzeń na sekundę skrzydeł pszczoły niosącej 0,5 grama pyłku kwiatowego.
"We don't see things as they are, we see them as we are." -Anais Nin
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Metody się zmieniają, ale chyba nie chcesz powiedzieć, że kiedyś powstaną metody, których wyniki będą zawierać jakieś mistyczne/boskie wielkości?
Nie wiem, co przyniesie przyszłość. Ale jeśli odwoływanie się w nauce do bytów nadprzyrodzonych przyniesie lepsze rezultaty, niż brak takiego odwołania, to trzymanie się przy naturalizmie byłoby wtedy przejawem wstecznictwa.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | hamp (3461 punktów) | A póki co wstecznictwem jest uwzględnianie dogmatów religijnych w medycynie i innych dziedzinach nauki, gdzie zwyczajnie nie ma na nie miejsca. No dobrze, niech będzie ostatnie namaszczenie, które daje psychiczną ulgę umierającym wierzącym.
Jeżeli siły wyższe istnieją to człowiek odkryje je także swoimi naukowymi metodami. Podstawą, aby nie trzeba było ich bronić przed ewentualnym obaleniem albo, jak to nazwałem 'wyrugowaniem' jest niewpychanie ich wszędzie na siłę. Błyskawice i wschody słońca nie są już udziałem boskiej woli. Nauka idzie do przodu nie dzięki religii, lecz wbrew religii.
"We don't see things as they are, we see them as we are." -Anais Nin
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >A póki co wstecznictwem jest uwzględnianie dogmatów religijnych w medycynie i innych dziedzinach nauki, gdzie zwyczajnie nie ma na nie miejsca.
Jasne.
>Jeżeli siły wyższe istnieją to człowiek odkryje je także swoimi naukowymi metodami.
Jasne, chociaż te metody mogą wyglądać nieco inaczej niż dzisiaj.
>Nauka idzie do przodu nie dzięki religii, lecz wbrew religii.
Obok religii.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) | >Obok religii.
Czy rozwój religii (z natury dogmatycznej) nie jest aby jedynie spowodowany zmianami w postrzeganiu świata poza religią ? W takim ujęciu stwierdzenie "obok" nie jest adekwatne.
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | setarkos (10757 punktów) | >A rzućmy okiem na encyklopedyczne definicje: W encyklopedii PWN, którą właśnie wziąłem z półki, wyróżnia się oprócz ateizmu dogmatycznego i sceptycznego także ateizm praktyczny, negujący ważność samego problemu istnienia Boga. Pierwszy rodzaj wiąże się z antyteizmem, drugi z agnostycyzmem a trzeci z antropologicznym dążeniem do pełnej afirmacji człowieka.
Zdaje się zatem, że ateizm nie musi być (wbrew konstrukcji samej nazwy) w jakimkolwiek stosunku do bóstw, lecz może po prostu zajmować się sprawami z tego świata.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Zdaje się zatem, że ateizm nie musi być (wbrew konstrukcji samej nazwy) w jakimkolwiek stosunku do bóstw, lecz może po prostu zajmować się sprawami z tego świata.
O tym piszę. Praktyczny ateista żyje tak, jakby Bóg nie istniał, ale na pytanie - "czy Bóg istnieje?" - uczciwie odpowie - "nie wiem".
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > Praktyczny ateista żyje tak, jakby Bóg nie istniał, ale na pytanie - "czy Bóg istnieje?" - uczciwie odpowie - "nie wiem". Oczywiście. Podobnie jak na pytania o inne mityczne "istnienia" (tu długa lista), zwłaszcza tak (nie)określone, że nie ma po czym ich poznać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >> Praktyczny ateista żyje tak, jakby Bóg nie istniał, ale na pytanie - "czy Bóg istnieje?" - uczciwie odpowie - "nie wiem". >Oczywiście. Podobnie jak na pytania o inne mityczne "istnienia" (tu długa lista), zwłaszcza tak (nie)określone, że nie ma po czym ich poznać.
No ale jest chyba różnica między zdaniem "nie wiem, czy Bóg istnieje", a "Bóg nie istnieje"? Wydaje się, że pierwsze wypowie agnostyk, a drugie ateista.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | Taka sama jak między zdaniem: "Glądkinusy sfizmięcą", a zdaniem: "Nie wiem czy Glądkinusy sfizmięcą".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Taka sama jak między zdaniem: "Glądkinusy sfizmięcą", a zdaniem: "Nie wiem czy Glądkinusy sfizmięcą".
"Bóg" może być pojęciem niejasnym i nieostrym, ale "istnieniem" posługujemy się przecież na co dzień.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | setarkos (10757 punktów) | > "istnieniem" posługujemy się przecież na co dzień. Tak. Dlatego, jeśli ma pozostać zrozumiałe, nie należy pojęcia istnienia łączyć w jednym zdaniu z terminami "nie z tego świata", bo to prowadzi do namnożenia dowolnej liczby zdań bełkotliwych (słusznie przez ateistę praktycznego ignorowanych).
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) | >Praktyczny ateista (...)na pytanie - "czy Bóg istnieje?" - uczciwie odpowie - "nie wiem". Praktyczny ateista najczęściej na takie pytanie ma bardziej praktyczną odpowiedź: spadaj trollu, nie będę cie karmił. Owszem, zdarzają się takie pytania w wykonaniu ludzi pragnących komunikacji, mających na celu wyjaśnienie czegokolwiek, ale to margines.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>Praktyczny ateista (...)na pytanie - "czy Bóg istnieje?" - uczciwie odpowie - "nie wiem". >Praktyczny ateista najczęściej na takie pytanie ma bardziej praktyczną odpowiedź: spadaj trollu, nie będę cie karmił.
Zawsze się chwale moim prawackim znajomym, że jestem na racjonaliście największym trollem.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Powiedz im też, że żresz coraz więcej. 37 komentarzy w 4 i pół godziny, masa odpowiedzi i dalej ci mało. Papu, papu i papu! A karmiących całe stado. Wpieprzasz jak małpa kit.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Zawsze się chwale moim prawackim znajomym, że jestem na racjonaliście największym trollem. Hmmmm.... z natury rzeczy troll jest trollem dla debilnej satysfakcji bycia trollem, zwłaszcza gdy zyskuje poklask wśród towarzystwa trolli równie niezdolnych do dyskusji. A jak nie brakuje czerpiących satysfakcję z karmienia trolla to mamy co mamy. Ot, życie!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | worek kości (2937 punktów) | >>Zawsze się chwale moim prawackim znajomym, że jestem na racjonaliście największym trollem. >Hmmmm.... z natury rzeczy troll jest trollem dla debilnej satysfakcji bycia trollem,
Większość racjonalistów włazi na to forum żeby wylać swoje frustracje - mam wrażenie, że moje podejście jest zdrowsze.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Nie byle kto a wybitny katolicki logik Ks. Jan Salamucha napisał: W światopoglądzie katolickim dominującą rolę ma wiara i dlatego uświadomiony katolik nie pójdzie pod sztandary ani racjonalizmu, ani pozytywizmu. Racjonalizm za najwyższą instancję teoretyczną uważa rozum ludzki; pozytywizm pozwala człowiekowi krytycznemu uznawać tylko to, co da się stwierdzić doświadczalnie lub co najmniej doświadczalnie sprawdzić. Katolik ponad człowiekiem widzi Boga i dlatego nie zgodzi się na racjonalistyczną apoteozę rozumu ludzkiego; katolik widzi rzeczywistość tak bogatą, że zarozumiałą "donkiszoterią" są dla niego pozytywistyczne hasła jedynej doświadczalnej metody - mogą być to hasła słuszne na terenie pewnych nauk, ale na pewno nie wystarczą przy budowie całego światopoglądu, poglądu na całą rzeczywistość. > Większość racjonalistów włazi na to forum żeby wylać swoje frustracjeA Szanowny Pan co? Za terapeutę chce Pan tu robić? > - mam wrażenie, że moje podejście jest zdrowsze.Wrażenie!? Ciekawa rzecz? Jakoś tam doświadczenie mi mówi, że zdrowego człowieka można nazwać wariatem oraz odesłać do psychiatry i spokojnie to zniesie, nie radził bym tego próbować z chorymi psychicznie. Oni wszyscy są zdrowi! Gratuluję zdrowszego podejścia. PS. Ale czy Pan przypadkiem udziału w naszym forum nie traktuje właśnie terapeutycznie? Czy prof. Masiak przypadkiem tego Panu nie doradził? Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Większość racjonalistów włazi na to forum żeby wylać swoje frustracje - mam wrażenie, że moje podejście jest zdrowsze. Głupkowata psychoanaliza, tępe zadowolenie z siebie na podstawie własnych wrażeń - troll pełną gębą.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >mam wrażenie, że moje podejście jest zdrowsze.< Podejście masz zdrowe, tylko myślenie masz chore. 10 000 stron kryminalnej historii "miłości bliźniego" stoi niepodważalnie otworem, ale kogo myślenie zbyt obciąża, może sobie wierzyć.
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Zawsze się chwale moim prawackim znajomym, że jestem na racjonaliście największym trollem. Słusznie i prawdziwie, ale ja nie chciałbym na Katoliku.pl czy Apologetyce,pl - gdzie moje argumenty spływałyby po fundamentalistach katolickich jak woda po kaczce - za idiotę robić. Najpierw musiałbym zidiocieć. W moich studenckich czasach błąkał się wokół uniwersytetu psychicznie chory, który za kanapkę lub piwo rozwiązywał trudne zadania matematyczne. Nawet poważna choroba psychiczna nie musi ograniczać całości wiedzy i część naszego umysłu może zachować dużą sprawność. Pan oczywiście jest całkiem zdrowy.
Czy wiedza jest nauką?
Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.
Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.
Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.
Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.
Pan naprawdę posiada sporą wiedzę, tylko co z tego wynika? Stać Pana tylko na trollowanie na Racjonaliście.pl? Tak, jest się czym chwalić!
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Pan naprawdę posiada sporą wiedzę, tylko co z tego wynika?< Na ogół się z panem zgadzam, tutaj mam odmienne zdanie.
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Zawsze się chwale moim prawackim znajomym, że jestem na racjonaliście największym trollem.A chwalisz się też tym, że karmią Cię tu wyłącznie dla sadystycznej uciechy? 
Wstydzimy się, że mamy takiego przełożonego, który ośmieszył Nasz Radom przed całą Polską i Kurią Biskupią znajdującą się właśnie w Radomiu. (...) My, policjanci, oczywiście boimy się składać prawdziwe zeznania... (z listu policjantów radomskich)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | maceox (6766 punktów) | >Zawsze się chwale moim prawackim znajomym, że jestem na racjonaliście największym trollem. To ciekawe. Ja np. jak dostaję wpyerdol, to się nie chwalę.
Tyle tylko, że racjonaliści tak już mają, że dwa razy coś przemyślą, zanim napiszą [nie mówiąc już o (ręko)czynach], w przeciwieństwie do większości prawackich prawdziwków
A poza tym to nie jest prawda. Wcale nie jesteś największym trollem i na wiele Cię stać, a tylko nie szanujesz rozmówców. Udajesz, że nie rozumiesz o czym mówimy - wciąż tylko szukając dziury w całym w stylu czepiania się słówek.
Twoim podstawowym grzechem jest opieranie się na (rzekomo) agnostycznych argumentach - gdzie agnostycyzm może być prawidłowo rozumując jedynie wnioskiem, po którym nic się już nie da powiedzieć, a nie podstawą do jakiejkolwiek (dalszej) dyskusji.
Jeśli NIE WIESZ, to pozostań w tej niewiedzy. Racjonaliści opierają się tylko na tym, co już wiedzą, a o reszcie milczą, ewentualnie wiedzą, że tylko spekulują.
A ty cały czas krzyczysz: NIE WIEM, bo niewykluczone NIE WIEM, bo może w przyszlości jakiś dowód się ukaże NIE WIEM, bo przecież nauka to tylko modele!
Oczywiście masz rację, tyle że my dążymy do tego, by opierać nasze sądy na wiedzy, a nie na niewiedzy. I tu jest cała różnica między nami.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >.. na pytanie - "czy Bóg istnieje?" - uczciwie odpowie - "nie wiem". Czy z faktu niepełnej wiedzy wolno wnioskować o statusie ontycznym rzeczy 'niewiedzianych' do tego stopnia, że należy im nadać oddzielną nazwę? [W szczególności dlaczego rzeczy niewiedziane określać liczbą pojedynczą, skoro może być ich wiele?]
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >O tym piszę. Praktyczny ateista żyje tak, jakby Bóg nie istniał, ale na pytanie - "czy Bóg istnieje?" - uczciwie odpowie - "nie wiem".< To samo musi odpowiedzieć teista, jeżeli jest uczciwy.
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>O tym piszę. Praktyczny ateista żyje tak, jakby Bóg nie istniał, ale na pytanie - "czy Bóg istnieje?" - uczciwie odpowie - "nie wiem".< >To samo musi odpowiedzieć teista, jeżeli jest uczciwy.
Pewnie tak.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Pewnie tak< No popatrz, a twierdzą inaczej. Nawet pobierają opłaty za wstęp do nieba, którego być może wcale nie ma. Nie wydaje ci się to oszustwem?
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>Pewnie tak< >No popatrz, a twierdzą inaczej. Nawet pobierają opłaty za wstęp do nieba, którego być może wcale nie ma.
Wiara nie musi być pewnością i nie wyklucza posiadania wątpliwości. Niektórzy po prostu wolą żyć tak, jakby Bóg istniał, podobnie jak inni jakby nie istniał. A z tymi opłatami to już odleciałeś.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
> Wiara nie musi być pewnością i nie wyklucza posiadania wątpliwości.Wiara bardzo rzadko jest pewnością i wtedy nie pobudza do agresji. Agresję wywołuje dopiero niepewność i dlatego trafnym wydaje się to co "Wacek" w internecie napisał: Człowiek zdrowy psychicznie z właściwie pracującym rozumem nie potrafi wierzyć. Mózg jest tak skonstruowany ze człowiek musi się nad wszystkim zastanawiać czy to jest prawdziwe i to podważać. A wiec zdrowy psychicznie człowiek którego mózg pracuje w pełni nie potrafi uwierzyć w boga. Bo nie można wyłączyć części swojego mózgu odpowiedzialnej za rozważanie co jest prawdą a co nie. Nawet jeśli nie chcecie to wasz mózg oceni co jest prawdziwe a co nie. [...]
Człowiek wierzący w rozmowie z ateistą czuje się tak jakby go ateista chciał zabić. Bo kiedy wierzący straci wiarę to straci życie po śmierci. A wiec ludzie którzy chcą wierzyć są bardzo agresywni i wulgarni w rozmowie z ateistami. Dla wierzącego to sprawa życia i śmierci. Wierzący panicznie boją się powiększenia swoich wątpliwości w rozmowie z ateistami. [...]
Zdrowy psychicznie wierzący zawsze ma wątpliwości. Bo pracy mózgu nikt z nas nie potrafi całkiem powstrzymać. Ale kościół ma różne instytucje i sposoby działania aby zapobiegać pracy mózgu u mas. www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660#w562722> Niektórzy po prostu wolą żyć tak, jakby Bóg istniał, podobnie jak inni jakby nie istniał.Fajne tylko pod warunkiem, iż się ma faktyczną wolność wyboru, ale twierdzenie, że taka wolność istnieje jest niczym nie uprawnioną bzdurą. Osobowość kształtuje się od najwcześniejszych dni życia dziecka w wyniku oddziaływania czynników biologicznych i społecznych. Psycholodzy i pedagodzy utrzymują, że najbardziej uwrażliwione na oddziaływanie wychowawcze jest dziecko w swej początkowej fazie życia- wczesne dzieciństwo i okres przedszkolny. Wtedy to kształtuje się "zrąb przyszłej osobowości człowieka", zwany też "pękiem osobowości", z którego w następnej fazie (okres szkoły) rozwija się z kolei "kwiat osobowości", z którego wreszcie (okres dojrzewania) formuje się "owoc osobowości", czyli osobowość skrystalizowana, zdolna do samodzielnego życia i działania."[...]
Pierwsze doświadczenia dziecka silnie warunkują kształtowanie się jego osobowości, dlatego też jest bardzo ważne, by były one jak najlepsze i najkorzystniejsze.[...]
Wychowanie religijne zmierza do trwałego zespolenia dziecka z Bogiem, czyli życia w łasce, poprzez głębsze poznanie Go, uczuciowe przeżywanie w miłości i dawanie o Nim świadectwa za życia. [...]
Podsumowując rozważania na temat kształtowania się osobowości dziecka w rodzinie w procesie wychowania należy podkreślić całą mocą iż środowisko rodzinne jest najlepsze dla właściwego przebiegu tego procesu. Dzieje się tak dlatego, gdyż wpływ rodziny jako środowiska wychowawczego trwa najlepiej i najpełniej, jest bowiem podstawowy, pierwszy i stały, zaczyna się od chwili przyjścia na świat i towarzyszy przez całe życie. Opracowanie: mgr Maria Chlipała.www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041Mnie trudno uwierzyć w tak głupie wybory, gdyby ludzie praktycznie mieli możliwości wyboru. Tylko najbardziej inteligentne i niepokorne jednostki potrafią się z tego religijnego chomąta wyzwolić. Trzeba zacząć samodzielnie myśleć i przeciwstawić się środowisku, a to wymaga odwagi. "Religia i ja"Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Fajne tylko pod warunkiem, iż się ma faktyczną wolność wyboru, ale twierdzenie, że taka wolność istnieje jest niczym nie uprawnioną bzdurą.< W sekularnym państwie świeckim, istnieje wolność słowa i wolność religijna. W alternatywnym państwie teokratycznym, wolności tych nie ma. Dlatego jest to argument za sekularnym państwem świeckim, nawet mimo niedoskonałości demokracji. Stolica Apostolska do dziś nie ratyfikowała Karty Praw Człowieka ONZ. Doktryna KK nadal zawiera prymat papieski nad głowami państwa. Do realizacji brakuje Kościołowi jedynie "stalinowskich" dywizjonów. Pełzająca teokratyzacja realizowana poprzez teologię polityczną, umieszczanie ludzi Kościoła w mediach, w polityce, nachalna propaganda i demagogia jakoby bez wartości religijnych państwo było skazane na upadek, próby wprowadzenia kreacjonizmu do szkół, to przykłady na to że KK nie zrezygnował ze swoich aspiracji do władzy. Jeżeli nie będziemy bronić państwa świeckiego, będziemy rządzeni przez Talibanów i Opus Dei. Na wydziałach teologii która rości sobie prawo do miana nauki, istnieją po dziś dzień takie dyscypliny jak diabologia, aniołologia. Watykan szkoli egzorcystów a katolicyzm wykazuje wiele wspólnego z religią Voodoo. Pocieszającym faktem jest że korzenie religijności obsychają, nie transportują już soków religijnych, ludzie uciekają w prywatny spirytualizm i politycy są świadomi że więcej teokracji niespostrzeżenie doprowadziłoby do wojny domowej. Wszyscy świadomi obrońcy wartości oświecenia powinni demaskować i zwalczać zamiary Kościoła. Zwalczać demagogów posłanych na front walki ideologicznej, tam gdzie nie udało się umieścić swoich ludzi w redakcji, np. na Racjonaliście. Konsekwentnie obnażać kłamstwa i przeciwstawiać się próbom wybielania historii Kościoła. Demaskować błędy pseudonaukowej argumentacji. Zawrócenie koła historii byłoby ludzką katastrofą. Dlatego wyrażam uznanie dla pańskiego trudu i konsekwencji.
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >>>>Fajne tylko pod warunkiem, iż się ma faktyczną wolność wyboru, ale twierdzenie, że taka wolność istnieje jest niczym nie uprawnioną bzdurą. >W sekularnym państwie świeckim, istnieje wolność słowa i wolność religijna. W alternatywnym państwie teokratycznym, wolności tych nie ma. (...) To wszystko co Pan w swoim poście napisał jest - według mnie - prawdziwe i słuszne, tyle tylko, iż mi tu o coś innego chodziło. Niemowlę nie może dokonywać wyboru, a nawet i młodszym nastolatkom jeszcze trudno - zaś: - "Osobowość kształtuje się od najwcześniejszych dni życia dziecka w wyniku oddziaływania czynników biologicznych i społecznych. (...)" Gdy zaczyna się wchodzić w dorosłość najczęściej jest już "po herbacie" i tylko o tym tu pisałem.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Wiara nie musi być pewnością i nie wyklucza posiadania wątpliwości. Niektórzy po prostu wolą żyć tak, jakby Bóg istniał, podobnie jak inni jakby nie istniał.< Historia wszystkich religii i Kościołów dowodzi jednego. Wątpliwości były zawsze u trzody. Pasterze nigdy ich nie mieli. >A z tymi opłatami to już odleciałeś.< Odlot to miał R.Calvi i jego sekretarka G.Corrocher- lecąc z 4 piętra. Odlot miał Sindona i Luciani. Wszyscy odlatywali w powiązaniu z mamoną i Watykanem, centrali imperium wiary. Guliano Ferrari, katolicki duchowny który też odleciał w pociągu pośpiesznym Genewa-Paryż po wcześniejszych próbach zabójstwa, do "bandy morderców" zaliczał również biskupów i wymieniał ich z nazwiska. Jego słowa: Gdyby ludzie mieli odrobinę pojęcia o bogactwie biskupów lub organizacji kościelnych, nikt przy zdrowych zmysłach nie dałby w przyszłości ani grosza na jakiekolwiek kościelne cele. Kościół Katolicki od samego początku był kombinacją abstrakcyjno-metafizycznej teologii połączonej z wyrafinowanym, wysoce kryminalnym systemem finansowym. Zakon Templariuszy, wojny z hugenotami, to tylko dwa skromne przykłady prawdziwej ideologii chrześcijaństwa. Warto przypomnieć że w chrześcijaństwie właściwie idzie o to żeby nie gromadzić bogactw. Co za naiwna, choć piękna idea. W całej tej maszynerii jesteś malutkim trybikiem usiłującym rozmnażać trzodę, licząc na parę okruchów z pańskiego stołu.
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Historia wszystkich religii i Kościołów dowodzi jednego. Wątpliwości były zawsze u trzody. Pasterze nigdy ich nie mieli.
Matka Teresa z Kalkuty mogłaby z tym polemizować.
>Zakon Templariuszy,
Czytam właśnie Wahadło Foucaulta więc nie wyjeżdżaj mi niby przypadkowo z templariuszami, bo to mało przypadkowe się wtedy wydaje.
Czepiasz się jednego aspektu działalności KK, a gdy spojrzeć z dystansu, to okazuje się, że nie jest on wcale jednolitą konstrukcją i mogą w nim z powodzeniem funkcjonować jednocześnie zakony żebracze, szpitalnicy, templariusze, krzyżowcy czy gromadzący i przepisujący książki benedyktyni. A dla racjonalistów istnieje tylko Inkwizycja.
> Warto przypomnieć że w chrześcijaństwie właściwie idzie o to żeby nie gromadzić bogactw. Co za naiwna, choć piękna idea.
No, spór o to czy szaty, które miał na sobie Jezus, należały do niego czy nie, ciągnie się co najmniej od średniowiecza. Wątek ten zajmująco opisuje Eco w Imieniu róży.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >Historia wszystkich religii i Kościołów dowodzi jednego. Wątpliwości były zawsze u trzody. Pasterze nigdy ich nie mieli.> Matka Teresa z Kalkuty mogłaby z tym polemizować.Mogłaby - jednak z tej możliwości nie decydowała się korzystać. Kasa, misiu, kasa - że tak pewnego znanego trenera zacytuję. > >Zakon Templariuszy,> Czytam właśnie Wahadło FoucaultaChwali Ci się, worek...  > więc nie wyjeżdżaj mi niby przypadkowo z templariuszami, bo to mało przypadkowe się wtedy wydaje....ale nie masz wrażenia, że inni ludzie piszą, co piszą, zupełnie niezależnie od tego, co Ty tam sobie właśnie czytać aktualnie raczysz? Niektórzy - to prawda - utrzymują, że nie ma przypadków, są tylko znaki, ale oni nieuchronnie dochodzą do wniosku, że cały świat jest po to, by kręcić się wokół ich Pępuszka, po czym pewne wyspecjalizowane placówki zaludniają  . > Czepiasz się jednego aspektu działalności KK, a gdy spojrzeć z dystansu, to okazuje się, że nie jest on wcale jednolitą konstrukcją i mogą w nim z powodzeniem funkcjonować jednocześnie zakony żebracze, szpitalnicy, templariusze,Templariusze mogą???  > A dla racjonalistów istnieje tylko Inkwizycja.To by się nawet z grubsza zgadzało, worek  . > No, spór o to czy szaty, które miał na sobie Jezus, należały do niego czy nie, ciągnie się co najmniej od średniowiecza. Wątek ten zajmująco opisuje Eco w Imieniu róży.Eco na łatwiznę poszedł. Obrady Komisji Majątkowej powinien na warsztat wziąć. Hic Rhodus, hic salta! 
Wstydzimy się, że mamy takiego przełożonego, który ośmieszył Nasz Radom przed całą Polską i Kurią Biskupią znajdującą się właśnie w Radomiu. (...) My, policjanci, oczywiście boimy się składać prawdziwe zeznania... (z listu policjantów radomskich)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >>>>Historia wszystkich religii i Kościołów dowodzi jednego. Wątpliwości były zawsze u trzody. Pasterze nigdy ich nie mieli. >Matka Teresa z Kalkuty mogłaby z tym polemizować. Pan tak na poważnie? Chyba nie istnieje taka głupota, która nie znalazłaby swoich przedstawicieli. Odwrotnie też bywało, że nawet SS-mani ludzkimi bywali. Matka Teresa z Kalkuty wątpiła - to dobre! Tylko może warto - na podstawie jej biografii - się zastanowić w co wątpiła, a co dla niej pewnikiem było?
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Matka Teresa z Kalkuty mogłaby z tym polemizować.<Ja nie piszę że każda owca lub baran wątpi. Ja piszę że, jeżeli pojawiają się wątpliwości, to tylko pośród trzody. Cytat:Papież i biskupi mówią ciągle o "chrześcijańskim obrazie człowieka", mając na myśli katolicki obraz człowieka. Ten rozpada się na 2 części: Katolicki obraz mężczyzny i katolicki obraz kobiety. Jedni mają kościelne urzędy i decydujące słowo, drudzy mają być posłusznym i milczeć w Kościele. Wszyscy pasterze są mężczyznami, wszystkie kobiety są owcami. Dopóki panuje ta wewnątrz kościelna polityka apartheidu, powinno się w Kościele Katolickim unikać słowa "chrześcijański obraz człowieka". (Prof. Dr. theol. Uta Ranke-Heinemann) Jak widzisz owca rodzi się już owcą, bo jak twierdzą pasterze, tak chce pierwsza przyczyna. > Czytam właśnie Wahadło Foucaulta więc nie wyjeżdżaj mi niby przypadkowo z templariuszami, bo to mało przypadkowe się wtedy wydaje.<Co ty sobie czytasz to mnie nie interesuje. Jeżeli mówię o Templariuszach to w związku z Watykan S.A. Polecam ci zapoznanie się z archiwum Renato Dardozzi.Odnosząc się do Templariuszy nie miałem na myśli mitów i legend tylko ich ekonomiczną hegemonię i wpływ na głowy królewskie i książęce. Że im to w końcu na dobre nie wyszło, to inna sprawa. Twój Kościół pierwszej przyczyny lub najwyższej racji nigdy nie postępował i nie postępuje inaczej. Ta żądza występuje już w Dz.Ap.5,1 i trwa po dzień dzisiejszy. > Czepiasz się jednego aspektu działalności KK, a gdy spojrzeć z dystansu, to okazuje się, że nie jest on wcale jednolitą konstrukcją i mogą w nim z powodzeniem funkcjonować jednocześnie zakony żebracze, szpitalnicy, templariusze, krzyżowcy czy gromadzący i przepisujący książki benedyktyni. A dla racjonalistów istnieje tylko Inkwizycja.<Wszyscy w nim funkcjonujący służą zawsze temu samemu celowi. Nawiasem mówiąc największym żebrakiem w Polsce jest redemptorysta. Odpowiedz co robili dominikanie w Ameryce poł.? Zajmowali się żebractwem? Ty w ogóle nie rozumiesz problemu Inkwizycji. Nieistotna jest liczba zamordowanych, okaleczonych i ograbionych. Jej rdzeniem jest okultyzm, zabobony i ciemnota. Palenie 3-letniego dziecka za rzekome kontakty z diabłem jest schizofrenią którą narzucono całemu społeczeństwu. Z wiary która ma skłaniać do refleksji nad sensem istnienia i przemijania religia uczyniła publiczny obłęd. I to wszystko w imieniu pierwszej przyczyny. > No, spór o to czy szaty, które miał na sobie Jezus, należały do niego czy nie, ciągnie się co najmniej od średniowiecza.<W nowożytności toczy się inny spór. "Istnieje prawo, żyć na koszt innych?"
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > A rzućmy okiem na encyklopedyczne definicje:<Definicje to liczba mnoga. Nie jesteś w stanie tego ogarnąć. Nie dlatego żebyś był ograniczony umysłowo, czego z logicznego punktu widzenia wykluczyć nie mogę. Definicją ateizmu zajmował się już pewien ateista i wyliczył że na świecie istnieje ok. 6 mln Encyklopedii, Leksykonów, Słowników i każdy podaje trochę inną definicję. Która jest prawdziwa? Takich Milcarków jest wiele. Twój "dowód" etymologiczny jest też błędny. Greccy ateiści wierzyli, tyle że w "fałszywego" boga. > Brak racjonalnych podstaw wynika skąd? Z takich, a nie innych możliwości poznawczych. Jeśli nie potrafimy ani Boga udowodnić, ani wykluczyć jego istnienia, to jak nic lądujemy w agnostycyzmie.<Znowu wykazujesz kłopoty z logiką. Brak racjonalnych podstaw nie wynika z kłopotów poznawczych. Te byłyby wtedy gdyby bóg istniał tylko brakuje dowodu na jego istnienie. Tymczasem brak ewidencji istnienia boga. Jeżeli tej różnicy nie rozumiesz, to przenieś się na forum do platoników, tutaj marnujesz swój czas. > Wtedy byliby fideistami, a nie każdy teista przyzna się do fideizmu.<Że się nie przyznaje, nic tu nie zmienia. Twierdzenie o istnieniu boga nie jest oparte na żadnych racjonalnych podstawach. Uprzejmie pomijasz obowiązek falsyfikowalności. > Mnóstwo rzeczy przyjmujemy na wiarę. Np. fakt, że nie żyjemy w matriksie.<Ty możesz sobie żyć w świecie Deus malignus et calidus i dlatego są psychiatrzy. > No, jeśli Bóg jest możliwy, to zaakceptowałeś właśnie kluczową przesłankę w dowodzie Plantingi:<W "dowodzie" Plantingi? Plantinga udowodnił tylko jedno. Templeton Foundation nie wydaje milionów na religijne projekty bezinteresownie. > Sama możliwość istnienia Boga jest już na gruncie logiki modalnej całkiem niezłą przesłanką.<Spekulacje to twoja specjalność. poza fałszywymi informacjami o rzekomych nawróconych jak np. A. Flew. > Ontologiczny zaprzecza z definicji. Nie zaprzecza temu naturalizm metodologiczny.<Ty nie masz pojęcia o naturalizmie, zostań więc przy dualizmie. > No, gdyby np. pojawiła się alternatywna odpowiedź na stare pytanie - "dlaczego istnieje raczej coś, niż nic?".<Całymi dniami warujesz na Racjonaliście szukając okazji żeby przemycić "dowody" Tomasza lub inne "prawdy" to nie wiesz że "nic" wcale nie musi istnieć. Wprawdzie polska wiki ujmuje to bardzo ubogo, ale lepsze to niż "nic". pl.wikipedia.org/wiki/Lawrence_Krauss
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>A rzućmy okiem na encyklopedyczne definicje:< >Definicje to liczba mnoga.
To wskaż chociaż jedną, która się zgadza z tym co tutaj piszesz.
>Brak racjonalnych podstaw nie wynika z kłopotów poznawczych. Te byłyby wtedy gdyby bóg istniał tylko brakuje dowodu na jego istnienie. Tymczasem brak ewidencji istnienia boga. Jeżeli tej różnicy nie rozumiesz
Evidence - dowód:
Te byłyby wtedy gdyby bóg istniał tylko brakuje dowodu na jego istnienie. Tymczasem brak dowodu na istnienie boga.
Mhm.
>>Wtedy byliby fideistami, a nie każdy teista przyzna się do fideizmu.< >Że się nie przyznaje, nic tu nie zmienia. Twierdzenie o istnieniu boga nie jest oparte na żadnych racjonalnych podstawach. Uprzejmie pomijasz obowiązek falsyfikowalności.
Istnieje obowiązek empirycznej falsyfikowalności dla twierdzeń filozoficznych?
Przedstawiłem w poprzednim poście krok po kroku argumentację Tomasza z Akwinu, jak filozoficznie, rozumowo, bez przyjmowania niczego na wiarę, doszedł do możliwości istnienia Boga. Podobnie zrobił Plantinga, ale do tego również się nie odniosłeś.
>>Mnóstwo rzeczy przyjmujemy na wiarę. Np. fakt, że nie żyjemy w matriksie.< >Ty możesz sobie żyć w świecie Deus malignus et calidus i dlatego są psychiatrzy.
Przyjmujemy istnienie świata na wiarę czy nie?
>>No, jeśli Bóg jest możliwy, to zaakceptowałeś właśnie kluczową przesłankę w dowodzie Plantingi:< >W "dowodzie" Plantingi? >Plantinga udowodnił tylko jedno. Templeton Foundation
Uciekasz.
>>Sama możliwość istnienia Boga jest już na gruncie logiki modalnej całkiem niezłą przesłanką.< >Spekulacje to twoja specjalność.
Znowu uciekasz.
>poza fałszywymi informacjami o rzekomych nawróconych jak np. A. Flew.
To, że pod koniec życia zaczął skłaniać się ku deizmowi nie jest tajemnicą.
>>Ontologiczny zaprzecza z definicji. Nie zaprzecza temu naturalizm metodologiczny.< >Ty nie masz pojęcia o naturalizmie, zostań więc przy dualizmie.
To jaka jest definicja naturalizmu ontologicznego, skoro, jak twierdzisz "ontologiczny naturalizm nie zaprzecza a'priori wpływu transcendentnych czynników"?
>>No, gdyby np. pojawiła się alternatywna odpowiedź na stare pytanie - "dlaczego istnieje raczej coś, niż nic?".< >Całymi dniami warujesz na Racjonaliście szukając okazji żeby przemycić "dowody" Tomasza lub inne "prawdy" to nie wiesz że "nic" wcale nie musi istnieć. Wprawdzie polska wiki ujmuje to bardzo ubogo, ale lepsze to niż "nic".
W swojej książce Krauss rozumie "nic" jako tzw. kwantową próżnię, która wcale nie jest "pusta" w filozoficznym sensie.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Istnieje obowiązek empirycznej falsyfikowalności dla twierdzeń filozoficznych? Filozofia sama dla siebie, dla samego filozofowania to już tylko zasłona maskująca głupotę teologii. I to wyłącznie w wyobrażeniu teologów. Dla ludzi myślących cesarz jest goły.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | worek kości (2937 punktów) | Aż korci, żeby zacytować Witkacego: Cytat:Dla pewnych durniów, nafaszerowanych tanim materializmem, metafizyka jest czymś nudnym i suchym, i dowolnym! O, jełopy: to nie jest teozofia, którą się zdobywa jako coś gotowego, bez żadnego umysłowego wysiłku.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) | >Aż korci, żeby zacytować Witkacego: Ależ cytuj, cytuj, wszak interpretacja wszelkich cytatów dokonana przez oszołomów tworzących oceany jałowego bełkotu jest jedyną właściwą. Się dochowaliśmy elity, KULwa mać...
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Aż korci, żeby zacytować Witkacego:Cytat: Dla pewnych durniów, nafaszerowanych tanim materializmem, metafizyka jest czymś nudnym i suchym, i dowolnym! O, jełopy: to nie jest teozofia, którą się zdobywa jako coś gotowego, bez żadnego umysłowego wysiłku. Rozumiem, że Witkacy, to dla Pana wielki filozoficzny autorytet. Pod koniec lat dwudziestych Witkacy zajął się też filozofią, tworząc podstawy własnego systemu filozoficznego, skoncentrowanego na ontologii, który nazwał monadyzmem biologicznym. Idee te zawarł w wydanym w 1935 roku traktacie Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie Istnienia.Zobaczmy co piszą w Panu bliskiej Powszechnej Encyklopedii Filozoficznej wyd. przez Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu. ZAINTERESOWANIA FILOZOFICZNE. W filozofii W. był samoukiem. Jego myśl filozoficzna koncentrowała się wokół trzech dziedzin filozofii: 1) ontologii, aby dać najbardziej ogólny opis istnienia; 2) historiozofii, aby dać odpowiedź na pytania skąd, dokąd i dlaczego zmierzamy? 3) estetyki, aby określić istotę piękna. Sprzeciwiał się filozofii analitycznej Russella i pozytywizmowi, uważając, że filozofowie tego nurtu nie zajmowali się bytem, lecz poznawaniem i jego narzędziami, np. językiem, którego jasność i zrozumiałość przyjęli za główne kryterium sensowności poznania. Krytykował uczonych ze szkoły lwowsko-warszawskiej, postulujących, by filozofowanie rozpoczynać od wyjaśniania pojęć. Analizował poglądy Kotarbińskiego, A. N. Whiteheada, L. Wittgensteina, R. Carnapa, badając poprawność ich poglądów i wniosków (Zagadnienie psychofizyczne). Krytykował odrzucający ontologię scjentyzm i wszelkie przekonania, że filozofia zajmuje się uogólnianiem rezultatów poznawczych nauk szczegółowych. Uważał, że nauki w swej funkcji teoretycznej prawdziwego poznania opierają się na ontologii ogólnej, która jest systemem filozoficznym uzyskanym na drodze racjonalnej (logiczne wnioskowanie danych wyjściowych z zachowaniem reguł i kryteriów wnioskowania).
Był przekonany, że badania ontologiczne są fundamentalne dla nauki, a stworzony przez siebie system ontologiczny uważał za odpowiedź na braki teoretyczne fizykalizmu i psychologizmu. Ontologia ta miała stanowić system scalający inne niedoskonałe światopoglądy oraz ich częściowe prawdy.
MONADYZM BIOLOGICZNY. W swoim głównym dziele filozoficznym Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie istnienia (praca zawiera 48 twierdzeń ujętych w postaci wniosków, wynikających z przyjętych założeń) sformułował swój pogląd zw. monadyzmem biologicznym, wg którego rzeczywistość jest złożona z monad - poszczególnych istnień mogących oddziaływać na siebie(pierwszy zarys tej rozprawy ukazał się jako wstęp do pracy Nowe formy w malarstwie [...]). Krytykował fizykalizm, gdyż zawodzi w wyjaśnianiu faktu istnienia osobowości, oraz psychologizm gdyż sprowadza rzeczywistość do treści subiektywnych, sprzecznych z potocznym poglądem, zw. przez W. poglądem życiowym). Monadyzm biologiczny miał stanowić obronę indywidualizmu (nieredukowalność osobowości będącej daną pierwotną) i podkreślać znaczenia biologii (niesprowadzalnej do fizyki) jako podstawy jakościowej świata.
Główną kategorią filozoficzną w filozofii W. było pojęcie istnienia, z którego wynikają pojęcia "jedność" i "wielość". W poszczególnym istnieniu jest wielość istnień i wielość jakości. Do istnień poszczególnych zaliczał nie tylko wszystkie "ja", ale także istnienia niższego rzędu, czyli tzw. materię martwą - formułował bowiem tezę, że wszystko, także tzw. materia martwa, składa się z żywych jednostek (materia ta jest w istocie pewną organizacją materii żywej). Każdy człowiek, rzeczy, zjawiska stanowią (w różnym stopniu) określone całości i jedności - tworzą jedność w wielości, która jest podstawową tajemnicą istnienia i tej tajemnicy nie może wyeliminować żaden system filozoficzny. System filozoficzny musi uwzględniać tajemnicę istnienia, gdyż narzuca się ona w momencie uświadomienia sobie, że w formułowanym poglądzie (także ściśle logicznym) są pojęcia pierwotne, niedefiniowalne i nie można przedstawić nieskończonego ciągu definicji. Pojęcie tajemnicy istnienia zawiera inne tajemnice: 1) astronomiczną - tajemnicę tego, co nieskończenie wielkie, 2) biologiczną - tajemnicę tego, co nieskończenie małe, 3) metafizyczną - tajemnicę ograniczoności w nieskończoności, jedności w wielości, stałości w zmienności, ciągłości w przerywalności.Ciąg dalszy niżej. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Ciąg dalszy:
ŹRÓDŁO RELIGII, FILOZOFII I SZTUKI. Niepokój egzystencjalny jest zdaniem W. źródłem powstania religii, filozofii i sztuki, które chcą, każda na swój sposób, dotrzeć do tajemnicy istnienia. Religia czyni to w zmitologizowanej postaci, jest bowiem konstrukcją uczuć ujętą w danym kulcie w symbole. W przeżyciu metafizycznym ujawnia się bezosobowa jedność świata, co w religii staje się impulsem do tworzenia osobowych bóstw - symboli kultu, które zagłuszą poczucie absurdalności istnienia i lęk przed nicością i obcością. Filozofia natomiast pokazuje inny sposób na dręczący człowieka niepokój - stara się dokonać racjonalizacji tajemnicy istnienia, tworzy konstrukcję pojęć powstałych na skutek odczuć metafizycznych, które do pewnego stopnia są już zmienione przez pojęcia (w przeciwieństwie do religii, w której odczucia te przeżywane są bezpośrednio). Uczucie metafizyczne w sztuce pozwala twórcy odzwierciedlić w dziele sztuki strukturę i porządek świata, jednak dzieło sztuki nie może zatrzymywać się na jego powierzchni, ale musi wniknąć w istotę świata, by odzwierciedlić cechy istotne bytu i jego harmonię.
Ja jestem z tych durniów/jełopów na których filozofia Witkacego wrażenia nie robi, a Pańskie tu wypociny jeszcze mniejsze.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Aż korci, żeby zacytować Witkacego:> Cytat:Dla pewnych durniów, nafaszerowanych tanim materializmem, metafizyka jest czymś nudnym i suchym, i dowolnym! O, jełopy: to nie jest teozofia, którą się zdobywa jako coś gotowego, bez żadnego umysłowego wysiłku. <A nie korci cię żeby się trochę dokształcić? W naturalizmie mówi się o metafizyce. O zdrowej metafizyce. Metafizyka nie jest mistyką ani magią. 
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Metafizyka nie jest mistyką ani magią.
A twierdzę coś podobnego?
A na marginesie - w jaki sposób udało ci się pogodzić krytyczny racjonalizm z metafizyką?
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >A twierdzę coś podobnego?< Wprost tego nie twierdzisz. Pośrednio, robisz to wielokrotnie. >A na marginesie - w jaki sposób udało ci się pogodzić krytyczny racjonalizm z metafizyką?< To jest o wiele łatwiejsze niż pogodzenie dualizmu z fizyką kwantową i biologią a mimo tego ci się udało. Czy idąc do szpitala każesz sobie dać narkozę żeby wyłączyć świadomość (czytaj duszę), skoro narkoza jest podawana do ciała które jest rozłączne z duszą?
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grey (2102 punktów) | >W swojej książce Krauss rozumie "nic" jako tzw. kwantową próżnię, która wcale nie jest "pusta" w filozoficznym sensie. A może w przyrodzie nie istnieją rzeczy wymyślone przez filozofów?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >To wskaż chociaż jedną, która się zgadza z tym co tutaj piszesz.< Ja przedstawiłem jedną, wykazanie jej fałszywości leży po twojej stronie. Ja postaram się wykazać fałszywość twojej definicji.
ateizm [gr. a- 'nie', theós 'Bóg'], filoz. pogląd zaprzeczający istnieniu bogów, Na świecie mamy ok.4 tys. Bogów. Każdy wierzący wierzy tylko w jednego Boga. Kto przeczy istnieniu 3999 Bogów jest zgodnie z tą definicją ateistą. Mówiąc twoim językiem można powiedzieć słabym ateistą. Albo używanej przez ciebie tak chętnie metody statystycznej, kto z 4000 Bogów wierzy tylko w jednego, jest zapewne ateistą. Taką definicję podałeś wyżej nie widząc jej pułapek. Autor hasła był jednak świadom tej pułapki dlatego rozszerzył: ateizm [gr. a- 'nie', theós 'Bóg'], filoz. pogląd zaprzeczający istnieniu bogów, a zwłaszcza Boga religii monoteistycznych; i wyszedł mu humbuk. Według tej definicji ateistą jest każdy katolik, protestant, muzułmanin, buddysta i wielu dalszych, który zaprzecza istnieniu Boga Bondieu monoteistycznej religii Voodoo. Taką definicję można już odrzucić, zawiera błędy formalne: 1.nie znana jest różnica między bogiem a Bogiem. 2.Zaprzeczenie nie jest stopniowalne. Nie można zaprzeczać i zwłaszcza zaprzeczać. Ten dodatek o Bogu religii monoteistycznych narusza obowiązek nie-redundancji definicji. Taka definicja jest fałszywa. Definicja abstynencji musiałaby brzmieć: Odrzucanie(odmowa) konsumpcji alkoholu, a zwłaszcza Wódki. W tym miejscu można by dowód zakończyć. Ale autor chce wykazać jak zły jest ateizm i definiuje go dalej: przeciwieństwo teizmu, deizmu; w refleksji filozoficznej wiąże się najczęściej ze stanowiskiem materialistycznym i prowadzi do krytyki religii; jako postawa życiowa wyraża się indyferentyzmem religijnym, a niekiedy przybiera postać antyteizmu. Nie każdy ateista zajmuje się krytyką religii. Najliczniejsza wśród ateistów grupa, tzw. pasywnych ateistów, nie zajmuje się niczym co ma wspólnego z bogiem, wiarą, religią, Kościołem. Prowadzą swoje hedonistyczne życie w przekonaniu że drugiego party nie będzie więc należy się dobrze bawić na tym jedynym które jest dane. Wielu ateistów zajmuje się krytyką Kościoła widząc pozytywne cechy w religiach. Krytyków religii można spotkać wśród ateistów, antyteistów, agnostyków, panteistów, teistów. W każdej grupie światopoglądowej są krytycy religii, dlatego zdanie: w refleksji filozoficznej wiąże się najczęściej ze stanowiskiem materialistycznym i prowadzi do krytyki religii jest zdaniem pustym. Nie ma żadnej zawartości semantycznej. Komuś kto zajmuje się krytyką religii nie można przypisać indyferentyzmu religijnego. Dlatego podaną przez ciebie definicję można wyrzucić do kosza. >Evidence - dowód: >Te byłyby wtedy gdyby bóg istniał tylko brakuje dowodu na jego istnienie. Tymczasem brak dowodu na istnienie boga. >Mhm.< Oczywistość, ewidencja (gr. enárgeia, łac. evidentia) - taka cecha poznania danej treści poznawczej, że poznający podmiot przypisuje swojemu poznaniu tej treści pełnię dostępności, całkowitą jasność, wyraźność i nasycenie. Wyróżnić można trzy główne znaczenia tego terminu - epistemologiczny, metodologiczny (jedno z kryteriów prawdziwości zdań) i etyczny.
Der philosophische Begriff Evidenz darf nicht mit dem englischen Wort evidence verwechselt werden, das mit Beweis oder Beleg, im juristischen Bereich auch mit Zeugenaussage übersetzt wird. Insofern ist die englische Bezeichnung evidence-based medicine für eine medizinische Entwicklungsrichtung durch die deutsche Übersetzung Evidenzbasierte Medizin nicht korrekt wiedergegeben. Filozoficzne pojęcie ewidencja nie wolno mylić z angielskim słowem evidence który oznacza dowód lub dokument.... itd..itd. Konkluzja: Kto się zajmował filozofią naturalizmu nie mógł nie spotkać się z pojęciami ewidencja, emergencja, Entität(śr.łac.entitas)... Dlatego obstaję przy swoim. O naturalizmie nie masz zielonego pojęcia. >Przedstawiłem w poprzednim poście krok po kroku argumentację Tomasza z Akwinu, jak filozoficznie, rozumowo, bez przyjmowania niczego na wiarę, doszedł do możliwości istnienia Boga.< Z możliwości istnienia boga, której nikt nie kwestionuje, nie wynika istnienie boga. Możliwe jest że istnieje potwór z Ness, dopóki go nie złapiemy fantaści mogą sobie dywagować. >Podobnie zrobił Plantinga, ale do tego również się nie odniosłeś.< Tak jak nie odniosłem się do Anzelma którego już tu cytowałeś, Tomasza i Plantingi. Tymi panami poważni akademiccy profesorowie, a takich czytam, w ogóle się nie zajmują. Możliwe jest wiele, jest tylko jedno. Ciekawe że tymi "dowodami" zajmują się najczęściej ludzie Kościoła. Nam jest znana idealna wyspa mnicha Gaunilo. Plantinga niczego nie udowodnił bo nie można udowodnić istnienia boga. Jego problemy z grzechem pierwotnym, z problemem teodycei, z pułapką Gettiera, omawiają teolodzy. Niektórzy się nawet doktoryzują wskazując błędy w jego teologicznej teorii poznania. >Przyjmujemy istnienie świata na wiarę czy nie?< Odpowiedź znajdziesz w krytycznym racjonalizmie. Wiara jest absolutnie zbędna. >To, że pod koniec życia zaczął skłaniać się ku deizmowi nie jest tajemnicą.< Nie jest też tajemnicą jak go tu przedstawiałeś. >To jaka jest definicja naturalizmu ontologicznego, skoro, jak twierdzisz "ontologiczny naturalizm nie zaprzecza a'priori wpływu transcendentnych czynników"?< Podawałem już kiedyś, nie będę się powtarzał. Poszukaj sobie, nie chce mi się klikać. >W swojej książce Krauss rozumie "nic" jako tzw. kwantową próżnię, która wcale nie jest "pusta" w filozoficznym sensie.< Co to jest kwantowa próżnia w filozoficznym sensie? Czym różni się ona od próżni w fizykalnym sensie?
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | > >To wskaż chociaż jedną, która się zgadza z tym co tutaj piszesz.<> Ja przedstawiłem jedną, wykazanie jej fałszywości leży po twojej stronie.Zdefiniowałeś agnostycyzm, a nie ateizm, co pokazałem dwa posty wyżej. > Taką definicję można już odrzucić, zawiera błędy formalne:> 1.nie znana jest różnica między bogiem a Bogiem.Słowniki sprawę rozstrzygają dość rozsądnie. Bóg z małej litery jest bogiem religii politeistycznych, a "Bóg" - traktowany jako nazwa własna (i już sam ten fakt uzasadnia zastosowanie majuskuły) - jest Bogiem religii monoteistycznych. > 2.Zaprzeczenie nie jest stopniowalne. Nie można zaprzeczać i zwłaszcza zaprzeczać.> Ten dodatek o Bogu religii monoteistycznych narusza obowiązek nie-redundancji definicji.A dopiero co sam się rozpisywałeś o trudnościach wynikających z istnienia tysięcy różnych bogów. Sokrates był oskarżany o ateizm, a przecież wierzył w bogów, tylko innych niż państwowe. Autor encyklopedii koncentruje się na ateizmie, który odrzuca właśnie Boga, a nie po prostu bogów, ponieważ większość ateistycznej literatury filozoficznej polemizuje z monoteistyczną koncepcją Absolutu. > przeciwieństwo teizmu, deizmu; w refleksji filozoficznej wiąże się najczęściej ze stanowiskiem materialistycznym i prowadzi do krytyki religii; jako postawa życiowa wyraża się indyferentyzmem religijnym, a niekiedy przybiera postać antyteizmu.> Nie każdy ateista zajmuje się krytyką religii.Bo nie każdy ateista jest filozofem - stąd pokreślenie refleksji filozoficznej, której notorycznie nie zauważasz. > zdanie: w refleksji filozoficznej wiąże się najczęściej ze stanowiskiem materialistycznym i prowadzi do krytyki religii jest zdaniem pustym. Nie ma żadnej zawartości semantycznej.Znajdź mi kogoś, kto pisze książki filozoficzne uzasadniające ateizm, a nie jest materialistą i nie krytykuje religii. > Komuś kto zajmuje się krytyką religii nie można przypisać indyferentyzmu religijnego.Indyferentyzm religijny dotyczył ateizmu jako postawy życiowej. Czytaj uważniej, to są dość krótkie zdania. > Filozoficzne pojęcie ewidencjaNo, jeśli miałeś na myśli oczywistość: Cytat: Brak racjonalnych podstaw nie wynika z kłopotów poznawczych. Te byłyby wtedy gdyby bóg istniał tylko brakuje dowodu na jego istnienie. Tymczasem brak oczywistości istnienia boga. Jeśli brak oczywistości istnienia czegoś jest dla ciebie taką barierą, to musisz mieć bardzo, hmm, zdroworozsądkowe podejście do świata  > Konkluzja: Kto się zajmował filozofią naturalizmu nie mógł nie spotkać się z pojęciami ewidencjaA cóż to za naturalizm, który posługuje się oczywistością, jako kryterium prawdy? > emergencjaO tym chyba nie rozmawialiśmy jeszcze. > Z możliwości istnienia boga, której nikt nie kwestionuje, nie wynika istnienie boga.Z możliwości istnienia Boga nie wynika tym bardziej nieistnienie Boga. Czy wynika jednak? > Możliwe jest że istnieje potwór z NessSorki, ale istota, która być może zamieszkuje wody jeziora Ness niczym nie zasłużyła sobie na miano "potwora". > >Podobnie zrobił Plantinga, ale do tego również się nie odniosłeś.<> Tak jak nie odniosłem się do Anzelma którego już tu cytowałeś, Tomasza i Plantingi.> Tymi panami poważni akademiccy profesorowie, a takich czytam, w ogóle się nie zajmują.Argument z poważnych akademickich profesorów! Coś podobnego. > >Przyjmujemy istnienie świata na wiarę czy nie?<> Odpowiedź znajdziesz w krytycznym racjonalizmie. Wiara jest absolutnie zbędna.Krytyczny racjonalizm to dość rozległe stanowisko. A jakiś argument? > >To jaka jest definicja naturalizmu ontologicznego, skoro, jak twierdzisz "ontologiczny naturalizm nie zaprzecza a'priori wpływu transcendentnych czynników"?<> Podawałem już kiedyś, nie będę się powtarzał. Poszukaj sobie, nie chce mi się klikać.To mi tym bardziej. > >W swojej książce Krauss rozumie "nic" jako tzw. kwantową próżnię, która wcale nie jest "pusta" w filozoficznym sensie.<> Co to jest kwantowa próżnia w filozoficznym sensie? Czym różni się ona od próżni w fizykalnym sensie?Próżnia w filozoficznym sensie oznacza po prostu nieistnienie niczego - próżnię absolutną. Kwantowa próżnia Kraussa nie jest pusta w tym sensie - wciąż występują w niej różne siły/pola/zjawiska.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) |
>Próżnia w filozoficznym sensie oznacza po prostu nieistnienie niczego - próżnię absolutną. Kwantowa próżnia Kraussa nie jest pusta w tym sensie - wciąż występują w niej różne siły/pola/zjawiska.
Z tym, że tej filozoficznej nie zaobserwowano, więc dopóki nikt jej nie znajdzie, można spokojnie przyjąć, że istnieje tylko w ludzkiej wyobraźni.
Tego typu krytyka Kraussa przypomina krytykę dziecka, który nie zastanawiając się nad znaczeniem terminu krytykuje nazwę.
Nie uważasz, że jednak empiryczne badania są doskonalszą formą poznania od filozofii ?
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | >Z tym, że tej filozoficznej nie zaobserwowano, więc dopóki nikt jej nie znajdzie, można spokojnie przyjąć, że istnieje tylko w ludzkiej wyobraźni.
Nikt nie widział jądra Ziemi, ba, nikt z żyjących nie widział Juliusza Cezara - przy twoim idealizmie epistemologicznym - istnieje tylko to, co postrzegane - sporo nam się nagle robi tych wytworów wyobraźni.
>Tego typu krytyka Kraussa przypomina krytykę dziecka, który nie zastanawiając się nad znaczeniem terminu krytykuje nazwę.
Nie, to Krauss w swoich wypowiedziach sugeruje, że stary filozoficzny problem - powstanie świata z niczego - może zostać rozwiązany na gruncie fizyki kwantowej. Tylko dla niego to "nic" wcale nie jest tym samym "nicem", o którym mówią filozofowie.
>Nie uważasz, że jednak empiryczne badania są doskonalszą formą poznania od filozofii ?
Nie, ponieważ poznanie empiryczne opiera się na zawodnych zmysłach, podczas gdy filozoficzne na racjach rozumowych, czyli na całkiem niezawodnej logice.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > >>>Z tym, że tej filozoficznej nie zaobserwowano, więc dopóki nikt jej nie znajdzie, można spokojnie przyjąć, że istnieje tylko w ludzkiej wyobraźni.> Nikt nie widział jądra Ziemi, ba, nikt z żyjących nie widział Juliusza Cezara - przy twoim idealizmie epistemologicznym - istnieje tylko to, co postrzegane - sporo nam się nagle robi tych wytworów wyobraźni.> >>>Tego typu krytyka Kraussa przypomina krytykę dziecka, który nie zastanawiając się nad znaczeniem terminu krytykuje nazwę.> Nie, to Krauss w swoich wypowiedziach sugeruje, że stary filozoficzny problem - powstanie świata z niczego - może zostać rozwiązany na gruncie fizyki kwantowej. Tylko dla niego to "nic" wcale nie jest tym samym "nicem", o którym mówią filozofowie.> >>>Nie uważasz, że jednak empiryczne badania są doskonalszą formą poznania od filozofii?> Nie, ponieważ poznanie empiryczne opiera się na zawodnych zmysłach, podczas gdy filozoficzne na racjach rozumowych, czyli na całkiem niezawodnej logice.Pan Piotr tak u nas zaczął: www.racjonalista.pl/forum.php/s,311579#w311619Później rozwijał się intelektualnie na KUL-u i z nami dyskutował: www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,36119 Wszystkie argumenty spływają po nim jak woda po kaczce, a on stale klepie to samo. Jak dalece on się rozwinął przez te kilka lat to widać, ale zastanawiam się jak historia oceni poziom pierwszych dekad XXI wieku, tej zasłużonej uczelni? Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Grey (2102 punktów) | >Tylko dla niego to "nic" wcale nie jest tym samym "nicem", o którym mówią filozofowie. Oj, Worku. Pomyśl logicznie. Przecież wszechświat nie mógł powstać z tego, czego nie było, tylko z tego, co było. Na przykład powstał z takiej pustki jaka była a nie z takiej, jaką wymyślili filozofowie. Jeśli te dwa "nice" nie są tożsame, to raczej nie jest to wina rzeczywistości.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >powstał z takiej pustki jaka była
Ta pustka wcale nie jest taka pusta. Tylko tak się nazywa - "pustka".
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Grey (2102 punktów) | >>powstał z takiej pustki jaka była >Ta pustka wcale nie jest taka pusta. Tylko tak się nazywa - "pustka". Jeśli czepiasz się nazwy, to być może masz rację. Chodzi o to, że takiej pustki, jaką rozumieją filozofowie, mogło nigdy nie być, nawet przed Wielkim Wybuchem. A skoro jej nigdy nie było, to wszechświat nie mógł z niej powstać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Chodzi o to, że takiej pustki, jaką rozumieją filozofowie, mogło nigdy nie być
Cokolwiek jednak w takiej "pustce" się znajduje, domaga się racji swojego istnienia, odpowiedzi na pytanie - co było tego przyczyną? Albo uznamy, że łańcuch przyczyn ciągnie się w nieskończoność - co generuje różne paradoksy - albo założymy istnienie czegoś, co z tego łańcucha potrafi się arbitralnie wyłamać - Stwórcę. Takie rozwiązanie z różnych względów także jest kłopotliwe.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 5 | Grey (2102 punktów) | >Cokolwiek jednak w takiej "pustce" się znajduje, domaga się racji swojego istnienia, Jaka może być racja istnienia pojawiających się cząstek wirtualnych? Może powstają z ciemnej energii? Ale to niczego nie rozwiązuje, bo jaka jest racja istnienia ciemnej energii? Może Bóg ją stworzył? Ale jaka jest racja istnienia Boga?
>Albo uznamy, że łańcuch przyczyn ciągnie się w nieskończoność - co generuje różne paradoksy - A gdyby złączyć ten łańcuch końcami i powstanie coś w rodzaju zamkniętego kręgu? >albo założymy istnienie czegoś, co z tego łańcucha potrafi się arbitralnie wyłamać - Stwórcę. W jaki sposób Bóg wyłamuje się z łańcucha przyczyn?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >Cokolwiek jednak w takiej "pustce" się znajduje, domaga się racji swojego istnienia Czy to nie ludzka tęsknota do rozumienia za wszelką cenę "domaga się" racji, przedkładając ową wolę nad rzetelność poznania? >.. łańcuch przyczyn ciągnie się w nieskończoność - co generuje różne paradoksy - albo.. Taka alternatywa (EXOR) nie jest chyba koniecznie wiążąca - paradoksy wynikłe z rozumowania ad infinitum dręczyły starożytnych przez nieznajomość pojęcia zbieżności (do skończonej granicy). Tymczasem nieskończone łańcuchy mogą dawać mierzalne efekty, a nieskończona mnogość "stwórców" o infinitezymalnych mocach niekoniecznie rozchwiewa logikę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) |
>Nikt nie widział jądra Ziemi, ba, nikt z żyjących nie widział Juliusza Cezara - przy twoim idealizmie epistemologicznym - istnieje tylko to, co postrzegane - sporo nam się nagle robi tych wytworów wyobraźni.
Widział, lub zbadał. Nie mówię o poznanie przez zmysł wzroku, a poznanie przez obserwację lub jakiś pomiar. Co do Juliusza Cezara, to uznanie czegoś za fakt w ramach historii jest troszkę inną sprawą i nie będę się tym zajmował, bo sam nie znam dobrze, jakie kryteria muszą być spełnione. Widzisz, nie jestem historykiem.
>Nie, to Krauss w swoich wypowiedziach sugeruje, że stary filozoficzny problem - powstanie świata z niczego - może zostać rozwiązany na gruncie fizyki kwantowej. Tylko dla niego to "nic" wcale nie jest tym samym "nicem", o którym mówią filozofowie.
A bo to filozoficzne jest koncepcyjne i nie istnieje w przyrodzie. Krauss jest fizykiem i bada przyrodę. Czy to takie skomplikowane ?
>Nie, ponieważ poznanie empiryczne opiera się na zawodnych zmysłach, podczas gdy filozoficzne na racjach rozumowych, czyli na całkiem niezawodnej logice.
A Ty aby nie postulowałeś jakoś problemu z racjonalizmem otaczającego nas świata ? Skoro nasz świat nie jest racjonalny, to niezawodna logika kompletnie bierze w łeb.
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Widział, lub zbadał. Nie mówię o poznanie przez zmysł wzroku, a poznanie przez obserwację lub jakiś pomiar.
W przypadku zdarzeń empirycznie niedostępnych, bo np. jednorazowych - jak Wielki Wybuch - mamy tylko dostęp do pośrednich danych, których interpretacyjnym wyrazem jest teoria naukowa - pewien możliwy do pomyślenia scenariusz, jak to mogło przebiegać. Scenariusz niekoniecznie prawdziwy, ale w świetle naszej aktualnej wiedzy najbardziej prawdopodobny. Nie ostateczny. Empiria - zbieranie danych, pomiar - to dość banalny etap pracy naukowej, jednak tym co cenimy wyżej, jest pewna wizja, idea, połączenie tych empirycznych kawałków w jedną, logiczną całość. Wymaga to już pewnych specyficznych umiejętności intelektualnych - abstrakcyjnego, systemowego myślenia - jest to czynność explicite filozoficzna.
>Krauss jest fizykiem i bada przyrodę. Czy to takie skomplikowane ?
I dobrze, że bada przyrodę, ale wykracza poza swoje kompetencje, gdy sugeruje, że posiada odpowiedź na pytanie filozoficzne.
>Skoro nasz świat nie jest racjonalny, to niezawodna logika kompletnie bierze w łeb.
Racjonalność świata jest założeniem filozoficznym, a nie empirycznym. Dopiero przyjmując, nawet w sposób niewypowiedziany, zaledwie intuicyjny, pewien metafizyczny aksjomat - świat ma naturę racjonalną/matematyczną - możliwe jest wszelkie poznanie.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 MajkelSS (2075 punktów) (zablokowany) |
>W przypadku zdarzeń empirycznie niedostępnych, bo np. jednorazowych - jak Wielki Wybuch - mamy tylko dostęp do pośrednich danych, których interpretacyjnym wyrazem jest teoria naukowa - pewien możliwy do pomyślenia scenariusz, jak to mogło przebiegać. Scenariusz niekoniecznie prawdziwy, ale w świetle naszej aktualnej wiedzy najbardziej prawdopodobny. Nie ostateczny. Empiria - zbieranie danych, pomiar - to dość banalny etap pracy naukowej, jednak tym co cenimy wyżej, jest pewna wizja, idea, połączenie tych empirycznych kawałków w jedną, logiczną całość. Wymaga to już pewnych specyficznych umiejętności intelektualnych - abstrakcyjnego, systemowego myślenia - jest to czynność explicite filozoficzna.
Ale to abstrakcyjne myślenie nie jest kompletnie uzasadnione, jeśli wychodzi poza empirycznie zebrane dane.
>Racjonalność świata jest założeniem filozoficznym, a nie empirycznym. Dopiero przyjmując, nawet w sposób niewypowiedziany, zaledwie intuicyjny, pewien metafizyczny aksjomat - świat ma naturę racjonalną/matematyczną - możliwe jest wszelkie poznanie.
Ależ tutaj masz stuprocentową rację. Tylko, że dokładnie każdy system myślowy, o ile ma cokolwiek tłumaczyć, musi przyjmować aksjomat racjonalności.
Zaletą wyjaśnień postulowanych przez Kraussa jest to, że poza aksjomatem racjonalności, nie zakłada a priori prawie niczego. Wszystko, co jest założone, zostaje dalej udowodnione i podparte empirycznymi badaniami. Alternatywne koncepcje początku (zakładające wpływ boga) mnożą te aksjomaty aż miło, nie udowadniając NIC.
Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Cytat:Pan Piotr: A w tym stwierdzeniu mieści się możliwość pojawienia się takiego uzasadnienia w przyszłości?
Pan Nietsche: >Taka możliwość się mieści
Pan Piotr: Skoro się mieści, to to żaden ateizm, tylko agnostycyzm. W wymiarze epistemicznym - słaby agnostycyzm, w wymiarze praktycznym - ateizm, a metafizycznie zawieszenie sądu. Niektórzy posługują się taką właśnie definicją: agnostycyzm = ateizm praktyczny.
Pan Nietsche: >tyle że nie ma ona nic wspólnego z twoją fałszywą, teologiczną definicją ateizmu.
Pan Piotr: W mojej definicji akcentowałem element metafizyczny, mówiąc o istnieniu/nie istnieniu czegoś. Skoro teizm twierdzi, że Bóg istnieje, to ateizm, przez zaprzeczenie twierdzi, że Boga nie ma. Jeśli piszesz coś o "braku uzasadnienia", to cytujesz agnostycyzm. Cytat:Pan Piotr: Skoro się mieści, to to żaden ateizm, tylko agnostycyzm. W wymiarze epistemicznym - słaby agnostycyzm, w wymiarze praktycznym - ateizm, a metafizycznie zawieszenie sądu. Niektórzy posługują się taką właśnie definicją: agnostycyzm = ateizm praktyczny.
Pan Nietsche: >W swym teologicznym zacięciu już się pogubiłeś:
Pan Piotr: "to to żaden ateizm...w wymiarze praktycznym - ateizm"
Pan Nietsche: >Pisz jeszcze ile chcesz tych bzdurnych definicji postaraj się jednak zrozumieć podaną przeze mnie: Brak racjonalnych podstaw do twierdzenia o istnieniu absolutu. Racjonalne, oznacza empiryczne jak również teoretycznie ujmowalne. Teoretycznie oznacza, spełniające wymogi teorii a nie tylko hipotezy.
Pan Piotr: Skoro teizm twierdzi, że Bóg istnieje, to ateizm, przez zaprzeczenie twierdzi, że Boga nie ma. Jeśli piszesz coś o "braku uzasadnienia", to cytujesz agnostycyzm.
Pan Nietsche: >Ateizm nie jest przeciwieństwem teizmu co tak sprytnie próbujesz tutaj skonstruować. >Teiści swoje twierdzenie opierają na wierze przy braku jakichkolwiek przesłanek podpierających ich twierdzenie. Ateiści nie kierują się wiarą tylko rozsądkiem i sceptycyzmem. Dopuszczenie możliwości istnienia boga nie wynika z agnostycyzmu tylko ze względów formalno-logicznych i metodycznych. Jeżeli ateista nie potrafi wykazać braku świata demonów,bogów, duchów, kreatorów, dusz, telepatii, astrologii i innych transcendentalnych przedmiotów to powiada jedynie że brak racjonalnych podstaw do ich istnienia. Teista natomiast przy braku jakichkolwiek przesłanek twierdzi że bóg istnieje. >Ach, zapomniałem, istnieją przecież "osobiste przeżycia" które kierują leni na studium doktoranckie "największej katolickiej uczelni", bo im się robić nie chce lub ich zdolności nie są wystarczające do osiągnięcia standardu życiowego który gwarantuje im opowiadanie o miłości i ofiarowywanie złudnej nadziei. Cytat:Pan Piotr: A rzućmy okiem na encyklopedyczne definicje. Słownik PWN: Ateizm [gr. a- 'nie', theós 'Bóg'], filoz. pogląd zaprzeczający istnieniu bogów, a zwłaszcza Boga religii monoteistycznych; przeciwieństwo teizmu, deizmu; w refleksji filozoficznej wiąże się najczęściej ze stanowiskiem materialistycznym i prowadzi do krytyki religii; jako postawa życiowa wyraża się indyferentyzmem religijnym, a niekiedy przybiera postać antyteizmu.
Pan Nietsche: >Definicje to liczba mnoga.
Pan Piotr: To wskaż chociaż jedną, która się zgadza z tym co tutaj piszesz. Cytat: Pan Nietsche: >Nie jesteś w stanie tego ogarnąć. Nie dlatego żebyś był ograniczony umysłowo, czego z logicznego punktu widzenia wykluczyć nie mogę. Definicją ateizmu zajmował się już pewien ateista i wyliczył że na świecie istnieje ok. 6 mln Encyklopedii, Leksykonów, Słowników i każdy podaje trochę inną definicję. Która jest prawdziwa? Takich Milcarków jest wiele. Twój "dowód" etymologiczny jest też błędny. Greccy ateiści wierzyli, tyle że w "fałszywego" boga.
* * * * * Pan Piotr: To wskaż chociaż jedną [definicję], która się zgadza z tym co tutaj piszesz.Ponieważ definicji jest ogrom i w większości pisanych z mocno określonych pozycji światopoglądowych może należy znaleźć te dążące do obiektywizmu i zobaczyć, które z nich przeczą stanowisku Pan Nietsche. Ja jakoś ich nie znajduję, ale może to Pan zechciałby najpierw sam zdefiniować "ateizm"? Czy wyklucza Pan z tego np. apateizm, ignostycyzm, ateizm praktyczny czyli indyferentyzm religijny, czy myśli Pan o ateizmie fideistycznym, czyli wierze w to, że określony bóg nie istnieje, natomiast istnieją inni bogowie. www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,546248#w548487Dla mnie ateizm jest przekonaniem, że żaden świat nadprzyrodzony nie istnieje. To przekonanie może być na różnie motywowane intelektualnie. Począwszy od wprost nieznajomości tego zagadnienia, przez wiarę, iż żadne siły nadprzyrodzone nie istnieją (odrzucający wszelkich bogów), po ateizm racjonalistyczny wywodzący swoje przekonania na dorobku naukowym. Pisałem o tym wyżej: www.racjonalista.pl/forum.php/s,577720#w577749 Podrzucam tu kilka zdefiniowanych sposobów odrzucenia fideistycznego kitu: www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,509211#w510102 Można wybierać. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Słowniki sprawę rozstrzygają dość rozsądnie. Bóg z małej litery jest bogiem religii politeistycznych, a "Bóg" - traktowany jako nazwa własna (i już sam ten fakt uzasadnia zastosowanie majuskuły) - jest Bogiem religii monoteistycznych.<Warunki poprawnej definicji ustala logika formalna i redakcje muszą stosować się do jej reguł. Nie ma obowiązującej reguły że bogów politeistycznych piszemy małą literą. Odpowiedz na pytanie czym się różni bóg od Boga? Czy Zeus, Hera, Uran, Hermes i cały panteon grecki to monoteizm czy popełniam błąd pisząc ich imiona dużą literą. > Autor encyklopedii koncentruje się na ateizmie, który odrzuca właśnie Boga, a nie po prostu bogów, ponieważ większość ateistycznej literatury filozoficznej polemizuje z monoteistyczną koncepcją Absolutu.<Wyrażaj się logicznie. Nie można odrzucić czegoś, co być może nie istnieje. Autor usiłuje zdefiniować ateizm i się zaplątał w sprzecznościach, co wyraźnie wykazałem. > Nie każdy ateista zajmuje się krytyką religii.> Bo nie każdy ateista jest filozofem - stąd pokreślenie refleksji filozoficznej, której notorycznie nie zauważasz.<Refleksji filozoficznych dokonuje każdy człowiek, niezależnie od zainteresowania filozofią lub nie. > Znajdź mi kogoś, kto pisze książki filozoficzne uzasadniające ateizm, a nie jest materialistą i nie krytykuje religii<Ateiści są pośród murarzy, cieśli, nauczycieli, lekarzy, inżynierów, polityków, kleru, naukowców. Mało który z nich pisze książki. Na temat religii wypowiadają się prawie wszyscy. Dlaczego nie może być materialistą? Ty się tu zabierasz za tematy na które mało wiesz. Są ludzie którzy przyznają się do swojej bezbożności która wynika z braku potrzeby wewnętrznej. Mimo tego widzą w religiach pozytywne funkcje. > Indyferentyzm religijny dotyczył ateizmu jako postawy życiowej. Czytaj uważniej, to są dość krótkie zdania.<Znowu kłopoty ze zrozumieniem wyrazów? Zbyt obce? Indyferentyzm - obojętność, brak udziału, rezygnacja z zajęcia stanowiska, żadnych impulsów do odpowiednich zachowań. Czy można krytykować rezygnując z zajęcia stanowiska, bez impulsu do krytyki, nie biorąc udziału? Podszkol się najpierw, przyjdź tu za rok, może uda się wtedy z tobą podyskutować. > No, jeśli miałeś na myśli oczywistość<Nie miałem na myśli oczywistości, miałem na myśli oczywistość (ewidencję) w sensie filozoficznym. Nadal tego terminu nie kumasz i ci się myli z dowodem albo kartoteką. > [cytat] Brak racjonalnych podstaw nie wynika z kłopotów poznawczych. Te byłyby> Jeśli brak oczywistości istnienia czegoś jest dla ciebie taką barierą, to musisz mieć bardzo, hmm, zdroworozsądkowe podejście do świata <Patrz p. wyżej. > A cóż to za naturalizm, który posługuje się oczywistością, jako kryterium prawdy?Patrz 2 punkty wyżej. > O tym chyba nie rozmawialiśmy jeszcze.<I nie będziemy ponieważ nie przebrnąłeś jeszcze przez prawidłowe zrozumienie terminu ewidencja w sensie filozoficznym. > Z możliwości istnienia Boga nie wynika tym bardziej nieistnienie Boga. Czy wynika jednak?<Dlaczego Boga. Tej samej argumentacji można używać do krasnoludków. > Sorki, ale istota, która być może zamieszkuje wody jeziora Ness niczym nie zasłużyła sobie na miano "potwora".<Chyba jesteś jednak psycholem. > Argument z poważnych akademickich profesorów! Coś podobnego.<Zachowujesz się jak Plantinga w dyskusji z M. Ruse. Gdy brakło mu argumentów zaczął błaznować. Ty robisz to samo. Teistyczna metoda dyskusji. > Krytyczny racjonalizm to dość rozległe stanowisko. A jakiś argument?<Chyba nie oczekujesz że będę ci relacjonował całego Poppera, bo samodzielnie nie jesteś w stanie go zrozumieć. Zapytaj swoich profesorów. > To mi tym bardziej.<To po co pytasz?
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > Odpowiedz na pytanie czym się różni bóg od Boga?"Bóg" z dużej litery pojawia się w religiach monoteistycznych, "bóg" z małej w politeistycznych. > Czy Zeus, Hera, Uran, Hermes i cały panteon grecki to monoteizm czy popełniam błąd pisząc ich imiona dużą literą.Nazwa własna boga Zeusa brzmi "Zeus", nazwa własne Boga katolików brzmi "Bóg". To dość proste. > >Autor encyklopedii koncentruje się na ateizmie, który odrzuca właśnie Boga, a nie po prostu bogów, ponieważ większość ateistycznej literatury filozoficznej polemizuje z monoteistyczną koncepcją Absolutu.<> Nie można odrzucić czegoś, co być może nie istnieje.Odrzuca/wyklucza istnienie. Zaprzecza istnieniu. Twierdzi, że nie istnieje. Dżizas. > >Nie każdy ateista zajmuje się krytyką religii.> >Bo nie każdy ateista jest filozofem - stąd pokreślenie refleksji filozoficznej, której notorycznie nie zauważasz.> Refleksji filozoficznych dokonuje każdy człowiek, niezależnie od zainteresowania filozofią lub nie.Mam wrażenie, że autor encyklopedii traktuje filozofię jako dyscyplinę naukową, a nie potoczną. > >Znajdź mi kogoś, kto pisze książki filozoficzne uzasadniające ateizm, a nie jest materialistą i nie krytykuje religii<> Na temat religii wypowiadają się prawie wszyscy.Ale w dyskusji naukowej liczą się głosy naukowców zajmujących się daną dziedziną, a nie kogokolwiek. > Są ludzie którzy przyznają się do swojej bezbożności która wynika z braku potrzeby wewnętrznej.Autor encyklopedii dość jasno się wyraził, że ma na myśli naukowców piszących o ateizmie, a nie tzw. zwykłych ludzi, którzy deklarują ateizm w wolnym czasie. > >Indyferentyzm religijny dotyczył ateizmu jako postawy życiowej. Czytaj uważniej, to są dość krótkie zdania.<> Znowu kłopoty ze zrozumieniem wyrazów? Zbyt obce?> Indyferentyzm - obojętność, brak udziału, rezygnacja z zajęcia stanowiska, żadnych impulsów do odpowiednich zachowań.> Czy można krytykować rezygnując z zajęcia stanowiskaPostawa życiowa dotyczy codziennych, zwykłych ateistów, którzy żyją tak, jakby religia nie istniała. Przecież to dość powszechne zjawisko. Dla większości ateistów religijne zwyczaje są częścią rodzinnej tradycji, ale równie dobrze mogłoby ich nie być. > >No, jeśli miałeś na myśli oczywistość<> Nie miałem na myśli oczywistości, miałem na myśli oczywistość (ewidencję) w sensie filozoficznym.Tym bardziej nie kumam, jak ktoś może bronić filozoficznej oczywistości i filozoficznego naturalizmu w tym samym poście. Przecież jedno z drugim się gryzie. Ewidentnie. > nie przebrnąłeś jeszcze przez prawidłowe zrozumienie terminu ewidencja w sensie filozoficznym.A jakie jest to właściwe rozumienie? > >Z możliwości istnienia Boga nie wynika tym bardziej nieistnienie Boga. Czy wynika jednak?<> Dlaczego Boga. Tej samej argumentacji można używać do krasnoludków.Jasne. > Chyba jesteś jednak psycholem. > >Argument z poważnych akademickich profesorów! Coś podobnego.<> Zachowujesz się jak Plantinga w dyskusji z M. Ruse.Thx. Wskazuję tylko, że stosujesz marny argument z autorytetu. > >Krytyczny racjonalizm to dość rozległe stanowisko. A jakiś argument?<> Chyba nie oczekujesz że będę ci relacjonował całego PopperaCałego nie. Ale może z jeden para-popperowski argument za tym, że nie żyjemy w matriksie. > >To mi tym bardziej.> To po co pytasz?Sorki, ale zasugerowałeś wcześniej, żebym przejrzał twoje posty w poszukiwaniu oświeconych definicji. Nie zrobię tego z dwóch powodów: 1. Tobie przyjdzie to łatwiej. 2. Z tego co do tej pory czytałem, nie mam złudzeń, że w ogóle coś ciekawego tam znajdę.
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | > Jeśli ktoś tylko "nie wierzy", czyli nie przyjmuje niczego na wiarę, to zawiesza swój sąd dopóki nie znajdą się przekonujące argumenty i dowody. Takie zawieszenie sądu to słaby agnostycyzm. Oczywiście ktoś może twierdzić, że takie dowody na istnienie Boga nigdy się nie znajdą, a wtedy będzie agnostykiem mocnym. Czy podobnie można powiedzieć o niewierze np. w astrologię? Jeśli kto wcale nie uznaje horoskopów, to znaczy, że zawiesza sąd? Nie da się po prostu, mówiąc kolokwialnie: "olać" znaków zodiaku, lecz trzeba koniecznie być ich (nieobaloną wszak) "ideą" .. skażonym? Może i geocentryzm albo płaskość Ziemi zawsze należy rozważać, a nigdy skreślać?
|
|
| | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Czy podobnie można powiedzieć o niewierze np. w astrologię?
Nie wiem, czy w przypadku astrologii jest to takie oczywiste. Gdzieś czytałem, że data urodzenia może faktycznie mieć wpływ na charakter człowieka (nie tyle wpływ samej daty, co raczej ludzie urodzeni w podobnym czasie mogliby przejawiać podobne cechy), a byłoby to związane ze sposobem życia ciężarnej, który zwykle jest nieco inny, w zależności do pory roku (inna temperatura otoczenia, inna dieta) i co może jakoś oddziaływać na rozwój płodu. Brzmi dość sensownie.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >w zależności do pory roku (inna temperatura otoczenia, inna dieta) i co może jakoś oddziaływać na rozwój płodu. Brzmi dość sensownie.< Bardzo sensownie. Szczególnie gdy weźmiemy dwie ciężarne kobiety, jedną w Londynie, drugą w Sydney. Wprawdzie pory roku są inne ale łączy je Commonwealth.
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | >Ostracyzm jest narzucany instytucjonalnie? Na wsiach śmieją się, jak ktoś sobie pomaluje włosy na zielono - to też wina KK?
hej, Tak ! makuś
|
|
2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | |
|
3 na 3 | Jacholek (5699 punktów) | >Chodzi mi o to, czy człowiek myślący racjonalnie, może twierdzi że boga nie ma, nie mogąc tego >udowodnić? Przerabiane to było wiele razy na tym forum. Primo "niepalenie papierosów" to inna kategoria aniżeli nałóg palenia (brak wiary to nie jest to samo co wiara). Secundo, sensu stricte udowodnić nie można, ale istnieje coś jak prawdopodobieństwo (w sensie Bayesa) prawdziwości hipotezy o istnieniu czegoś. Jeśli owe prawdopodobieństwo, zważywszy naszą wiedzę i doświadczenie, jest znikomo małe, to zajmowanie się taką chimeryczną hipotezą jest stratą czasu. Itd, itp, itd...
|
|
 | -3 na 3 | worek kości (2937 punktów) | >istnieje coś jak prawdopodobieństwo
I w jaki sposób zastosowałbyś rachunek prawdopodobieństwa do problemu istnienia Boga? Ile byłoby w tym matematyki, a ile "przeczucia"?
bembergiem w berg
|
|
|  | 4 na 4 | Jacholek (5699 punktów) | > I w jaki sposób zastosowałbyś rachunek prawdopodobieństwa do problemu istnienia Boga? Ile byłoby w tym matematyki, a ile "przeczucia"?Oczywiście jest to kwestia wysoce dyskusyjna, jeśli chodzi o szczegóły to proszę się zapoznać np z www.patheo(*)ure-evidence-about-god-part-2/Problem jest głównie w tym iż bóg nie jest obiektem empirycznym a jedynie teologicznym. Czyli zbędnym.
|
|
|  | 2 na 2 | Ratatoskr (4439 punktów) | >I w jaki sposób zastosowałbyś rachunek prawdopodobieństwa do problemu istnienia Boga? Ile byłoby w tym matematyki, a ile "przeczucia"?
Zważywszy na fakt, że liczba wymyślonych przez ludzi bogów liczy się w tysiącach, matematyka i przeczucia mi mówią, że prawdopodobieństwo realnego istnienia któregoś z nich musi być mocno małe.
|
|
| |  | | worek kości (2937 punktów) | >>I w jaki sposób zastosowałbyś rachunek prawdopodobieństwa do problemu istnienia Boga? Ile byłoby w tym matematyki, a ile "przeczucia"? >Zważywszy na fakt, że liczba wymyślonych przez ludzi bogów liczy się w tysiącach, matematyka i przeczucia mi mówią, że prawdopodobieństwo realnego istnienia któregoś z nich musi być mocno małe.
To spróbujmy inaczej:
A zważywszy na fakt, że liczba ludzi mających przeczucia istnienia jakiejś transcendencji (różnie nazywanej) idzie w miliardy, prawdopodobieństwo że ci wszyscy ludzie się mylą wzrasta czy maleje?
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) |
> A zważywszy na fakt, że liczba ludzi mających przeczucia istnienia jakiejś transcendencji (różnie nazywanej) idzie w miliardy, prawdopodobieństwo że ci wszyscy ludzie się mylą wzrasta czy maleje?Rzeczywistość obiektywna jest taka sama, zmienia się tylko rozkład proporcjonalny interpretacji rzeczywistości. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Rzeczywistość obiektywna jest taka sama, zmienia się tylko rozkład proporcjonalny interpretacji rzeczywistości.
Jeżeli istnieje coś takiego jak obiektywna rzeczywistość, to i tak mamy do niej dostęp tylko poprzez te interpretacje.
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 2 na 2 | Ratatoskr (4439 punktów) | >A zważywszy na fakt, że liczba ludzi mających przeczucia istnienia jakiejś transcendencji (różnie nazywanej) idzie w miliardy, prawdopodobieństwo że ci wszyscy ludzie się mylą wzrasta czy maleje?
Czy zważywszy na fakt, że przed odkryciem elektryczności chyba we wszystkich kulturach ludzie "mieli przeczucie" istnienia boga piorunów mówi nam coś na temat prawdopodobieństwa istnienia: Zeuzsa, Peruna, Thora itp?
|
|
| | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >>A zważywszy na fakt, że liczba ludzi mających przeczucia istnienia jakiejś transcendencji (różnie nazywanej) idzie w miliardy, prawdopodobieństwo że ci wszyscy ludzie się mylą wzrasta czy maleje? >Czy zważywszy na fakt, że przed odkryciem elektryczności chyba we wszystkich kulturach ludzie "mieli przeczucie" istnienia boga piorunów mówi nam coś na temat prawdopodobieństwa istnienia: Zeuzsa, Peruna, Thora itp?
Mówi nam ewentualnie o tym, że ludzie błędnie przypisywali bogom wywoływanie naturalnych zjawisk. Ale potrzeba zwracania się do sfery nadprzyrodzonej zostaje.
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >Mówi nam ewentualnie o tym, że ludzie błędnie przypisywali bogom wywoływanie naturalnych zjawisk. No właśnie. Teraz też ludzie mogą błędnie przypisywać Bogu swoje przeczucia istnienia jakiejś transcendencji, czyli zjawisk psychicznych.
>Ale potrzeba zwracania się do sfery nadprzyrodzonej zostaje. Ale co wynika z tej potrzeby? Zdarza się czasem, że ludzie potrzebują czegoś, czego nie ma w przyrodzie... Sam wiesz, co wtedy robią.
|
|
| | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Teraz też ludzie mogą błędnie przypisywać Bogu swoje przeczucia istnienia jakiejś transcendencji, czyli zjawisk psychicznych.
Może przypisują je błędnie, może prawdziwie.
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 7 na 7 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >To spróbujmy inaczej: >A zważywszy na fakt, że liczba ludzi mających przeczucia istnienia jakiejś transcendencji (różnie nazywanej) idzie w miliardy, prawdopodobieństwo że ci wszyscy ludzie się mylą wzrasta czy maleje?< Piszesz bzdury kolego! Przynależność do Kościołów ma różne przyczyny i różnie jest obliczana. Bezbożność jest największa w bogatych państwach bez ogromnych różnic społecznych. Nie każdy kraj może być Japonią bo Wałęsa jest tylko jeden. Badania mózgu wykazały skąd istnieje potrzeba spirytualizmu u pewnej części populacji. Jej przyczyna leży w ewolucji a nie w zaświatach. Ta realizowana jest również w religiach ateistycznych, bez potrzeby istnienia stwórcy.
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Piszesz bzdury kolego! Przynależność do Kościołów ma różne przyczyny i różnie jest obliczana. Bezbożność jest największa w bogatych państwach bez ogromnych różnic społecznych. Nie każdy kraj może być Japonią bo Wałęsa jest tylko jeden. Badania mózgu wykazały skąd istnieje potrzeba spirytualizmu u pewnej części populacji. Jej przyczyna leży w ewolucji a nie w zaświatach. Ta realizowana jest również w religiach ateistycznych, bez potrzeby istnienia stwórcy. Na ogół (choć nie zawsze) się z Panem zgadzam, ale tu mam całkowicie takie samo zdanie.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | |  | | worek kości (2937 punktów) | >Badania mózgu wykazały skąd istnieje potrzeba spirytualizmu u pewnej części populacji.
Nawet bez badania mózgu ta potrzeba była całkiem oczywista dla obserwatorów życia społecznego. A jeśli pochodzenie tej potrzeby jest ewolucyjne... Racjonaliści wydają się podpisywać pod każdą ewolucyjnie wykształconą potrzebą, tylko nie pod potrzebą wiary - czy takie zachowanie nie jest anty-ewolucyjne?
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Racjonaliści wydają się podpisywać pod każdą ewolucyjnie wykształconą potrzebą, tylko nie pod potrzebą wiary - czy takie zachowanie nie jest anty-ewolucyjne?Racjonalista Izdebski: Historia naszej cywilizacji jest pełna opisów walk, prób podporządkowania i prób pogodzenia religii z nauką. Historia emancypacji nauki posiada swoich ciemiężycieli i swoje ofiary. Nie warto nawet przypominać, po której stronie była brutalna siła, a po której bohaterowie. Gdy struktury religijne utraciły środki bezpośredniego przymusu nauka przemówiła pełnym głosem.
Teologowie, od czasów Darwina znajdujący się w defensywie, w naukowym dyskursie stawiają tezę, że nauka zajmuje się tak wieloma sprawami, iż nie można mówić o spójnym światopoglądzie naukowym i przedstawiają kolejne zagadnienia, na które dzisiejsza nauka nie zna jeszcze odpowiedzi. Nie godzą się na "Boga białych plam", (trafnego określenia Isaaca Newtona), ale powołują się na Boga wszędzie tam, gdzie jeszcze w naukowym zrozumieniu świata pozostają luki. Agresywni publicyści zajmujący się popularyzacją nauki ośmieszają ten pogląd używając określenia "Bóg-zapchajdziura". Bardziej stonowany młody filozof Piotr Bylica W 1(20) numerze "Forum Klubowego" stawia tezę, "że współczesna nauka nie pozostawia żadnych luk ani w naszej wiedzy (...), ani w porządku świata, których wyjaśnienie wymagałoby odwołania do jakiejś nadnaturalnej, transcendentnej sfery postulowanej przez religie teistyczne. I kończy wywody stwierdzeniem: Skoro to nauka decyduje dziś o tym, co istnieje, a co nie, to warto pamiętać, że to co z jej założeń wynika, iż nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w którym byłoby miejsce dla jakiegoś bóstwa działającego w materialnym świecie".
Pstryk i wszystko jasne! No, może jednak nie tak bardzo, gdyż do dziś nie ma teorii w sposób przekonujący wyjaśniającej dlaczego ludzie wierzą w Boga. Dlaczego jest ich tak wielu, a wśród nich osoby wysoko wykształcone. Prawdopodobnie ten fenomen jest splotem wielu przyczyn, z których najważniejsze to proces socjalizacji i chyba jakieś uwarunkowania genetyczne.
Społeczne formatowanie ludzi, rozpoczynające się od samego momentu narodzenia, zostało już dosyć dobrze opisane i wiemy, jak bardzo trudno się z niego wyzwolić. Wraz z rozwojem wiedzy o mózgu zaczęto się zastanawiać, na ile nasze doświadczenia duchowe są odbiciem procesów neurologicznych. Niektórzy uczeni twierdzą, że nawet nasze poglądy polityczne w 30% uwarunkowane są genetycznie. Nic też dziwnego, że powstała nowa dziedzina nauki - neuroteologia. Polski "Newsweek" poświęca temu zagadnieniu sporo miejsca w dwóch numerach: z 2.12.2001 roku z okładkowymi tytułami: Bóg i mózg. Neuroteologia, Zrozumieć wiarę oraz z 20.2.2005 roku: Bóg i geny, Uczeni odnaleźli kod wiary w naszym DNA. Oczywiście medialnej sensacji w tych artykułach jest dużo, ale jest w nich sporo ciekawych informacji, czym zajmują się amerykańscy uczeni. Dean Hamer w książce The God Gene stawia tezę, że "gdyby człowiek nie został wyposażony przez naturę w biologiczną zdolność do przeżyć pozazmysłowych, nie mógłby ich odczuwać".
Tak naprawdę istnieje wiele różnych genów tworzących neurologiczną strukturę, a także substancji sygnałowych w mózgu pośredniczących w skomplikowanych procesach umysłowych. Niewątpliwie wpływają one na skłonność ludzi do przeżyć duchowych (aż po mistykę) i wiary w zjawiska nadprzyrodzone. Ale są to procesy dalece skomplikowane i nigdy nie znajdą prostych rozwiązań. Dlatego też, według "Newsweeka", "odpowiedź na pytanie, czy nasz mózg stworzył Boga, czy też Bóg stworzył mózg, wciąż pozostanie jedynie kwestią wiary". A moc ludzkiej wiary jest nie do przecenienia! www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwaMyślałem, że Pan przeczytał ten artykuł, który Panu już polecałem, a nie tylko jak młynek modlitewny stale klepie swoje. Miłego dnia. @@@ .
|
|
10 na 10 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Chodzi mi o to, czy człowiek myślący racjonalnie, może twierdzi że boga nie ma, nie mogąc tego udowodnić? Nigdy nigdzie w najmniejszym stopniu nie stwierdzono na najmniejszą przesłankę wpływu jakiejkolwiek nadrzeczywistości na istniejącą obiektywnie rzeczywistość. Jeżeli zna Pan takie przypadki, to proszę je tu podać. Nauka nie wykazała istnienia Boga. W związku z tym - na podstawie dostępnego nam doświadczenia - należy stwierdzić, że Bóg jest zaledwie ludzką ideą. Nic o jego istnieniu nie wiemy poza opowieściami innych ludzi.> Czy da się udowodnić nieistnienie boga czy tak samo jak wierzący ateiści wierzą w to że go nie ma?A dlaczego, po i komu warto by było udowadniać istnienia Boga. Nauka nie zajmuje się już założenia dowodami na nieistnienie. To na twierdzącym, że coś, jakieś zjawisko istnieje spoczywa obowiązek przedstawienia dowodu. Człowiek nie jest w stanie stwierdzić istnienia sił nadprzyrodzonych (gdyż nie jest w stanie stwierdzić istnienia czegokolwiek, co nie pozostawia nigdy i nigdzie żadnych śladów swojego istnienia lub oddziaływania, czyli po prostu i zwyczajnie nie istnieje), co nie przeszkadzało mu w stworzeniu wielu rozbudowanych systemów religijnych opartych na całkowitym ("ślepym") przekonaniu (wierze) w istnienie takowych sił i ich oddziaływania na rzeczywistość. Wiara tym jest pewniejszą im mniejszą jest wiedza naukowa, ale wśród wierzących znajdują się także ludzie o ogromnej sprawności intelektualnej. Potrafiący pogodzić fideistyczną postawę religijną z duża wiedzą naukową.> Temat bardzo banalny więc był pewnie przerabiany, prosiłbym może jakieś artykuły lub wątki podobne do tego  Tak ten temat już tu został wielokrotnie przemaglowany. W górnym pasku menu jest wyszukiwarka. Warto z niej korzystać. Tu najpierw w wywoływany temat należy włożyć trochę własnej pracy intelektualnej. Miłego dnia. @@@ .
|
|
 | -2 na 6 | worek kości (2937 punktów) | >Nigdy nigdzie w najmniejszym stopniu nie stwierdzono na najmniejszą przesłankę wpływu jakiejkolwiek nadrzeczywistości na istniejącą obiektywnie rzeczywistość.
Gdyby zapytać ateistę, jak powstał świat, odpowiedziałby on coś w stylu: przez fluktuacje kwantowe/przez przypadek.
Przypadek nie byłby taką nadrzeczywistością?
bembergiem w berg
|
|
|  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Nigdy nigdzie w najmniejszym stopniu nie stwierdzono na najmniejszą przesłankę wpływu jakiejkolwiek nadrzeczywistości na istniejącą obiektywnie rzeczywistość.> Gdyby zapytać ateistę, jak powstał świat, odpowiedziałby on coś w stylu: przez fluktuacje kwantowe/przez przypadek.Ateizm jest przekonaniem na temat istnienia nadrzeczywistości i ma przeróżną podbudowę intelektualną. Zupełnie nie wiem co odpowiedział by "ateista"? Ja próbowałem wielokrotnie na naszym forum przedstawić swoje poglądy na ten temat. Tu ostatnio: materia istnieje od zawsze> Co to znaczy "od zawsze" i od kiedy to, tak konkretnie?Bogusławski: Nie, nie wiemy od kiedy istnieje materia, a nawet definicje materii są niedoskonałe. Nie, wiemy co było przed "wielkim wybuchem", ani czy "wielki wybuch" był jedynym. Znamy różne naukowe hipotezy. Na przykład: multiwersumNie wiemy też, czy od zawsze istniał czas. (...) Spekulacja, że materia istnieje od zawsze jest tylko hipotezą, ale jednak naukową hipotezą, czyli opierająca się na jakiś tam naukowych przesłankach, a nie na czystej wierze. Czyli twierdzenie, że "materia istnieje od zawsze" (choć tego nie wiemy) jest zdecydowanie bardziej racjonalna od twierdzenia, iż Bóg istnieje od zawsze i to on jest przyczyną materii.www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,573743#w574698 A tu rozszerzenie: www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,573743#w576082> Przypadek nie byłby taką nadrzeczywistością?Jaki "przypadek" - fluktuacji? Taki?Też możliwe, ale energia to forma istnienia materii, a ja osobiście nie wiem jak było i nie jest mi to do niczego koniecznym, choć oczywiście ciekawe? Czy Pan chce iść tu drogą pana Parysa: W świecie ,w którym występuje zasada p-s , przypadek nie jest czymś obiektywnym, realnym lecz jest subiektywnym wrażeniem człowieka ,które pojawia się ,gdy dla pewnych zjawisk nie jest wstanie ustalić ich wszystkich przyczyn np. zjawiska społeczne: wtedy socjolodzy, nie mogąc fizycznie dotrzec do wszystkich członków badanej społeczności, stosują sondaże na próbie reprezentacyjnej a nastepnie rachunek prawdopodobieństwa .
Rozumowanie jest proste a zarazem niepodważalne: 1.istnieje materia 2.obowiązuje zasada p-s 3.zatem istnieje przyczyna materii 4.przyczyna materii nie może być z materii - w przeciwnym razie absurd: materia jest przyczyną materii 5.zatem przyczyna materii jest niematerialna> www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,384663#w386921 Moja wiedza na temat dorobku nauki jest taka, że: Nauka nigdy nigdzie w najmniejszym stopniu nie napotkała się na najmniejszą przesłankę wpływu jakiejkolwiek nadrzeczywistości na istniejącą obiektywnie rzeczywistość.Zna Pan jakieś przesłanki do stwierdzenia takiego wpływu, czy znowu tylko chciał Pan sobie potrollować? Miłego dnia. @@@ .
|
|
|  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >Gdyby zapytać ateistę, jak powstał świat, odpowiedziałby on coś w stylu: przez fluktuacje kwantowe/przez przypadek. >Przypadek nie byłby taką nadrzeczywistością? Byłby. Można się nawet do niego modlić. Tylko po co?
|
|
|  | | setarkos (10757 punktów) | >Przypadek nie byłby taką nadrzeczywistością? Jeśli za rzeczywiste uznać to, co w miarę trwałe, to tak. Gdyby prawa fizyki zmieniały się szybciej niż częstość pomiarów, mających te prawa potwierdzać, to prawa fizyki nie byłyby żadną opoką - utraciłyby "rzeczywistość".
[Być może w innych rzeczywistościach (będących elementami "nadrzeczywistości") są inne zestawy relatywnie trwałych stałych fizycznych - w "naszym" przypadku to akurat nasze uznaje się za rzeczywiste.]
|
|
33 na 35 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Chodzi mi o to, czy człowiek myślący racjonalnie, może twierdzi że boga nie ma, nie mogąc tego> udowodnić?> Czy da się udowodnić nieistnienie boga czy tak samo jak wierzący ateiści wierzą w to że go nie ma?> Temat bardzo banalny więc był pewnie przerabiany, prosiłbym może jakieś artykuły lub wątki podobne> do tegoTemat banalny - i owszem - więc banalnie powtórzę to, co już n razy na Forumie wyjaśniałem. Ale ostatni raz dosyć już dawno, więc może znowu, na użytek Nowych Roczników, wypada... Sama kwestia jest już na wejściu źle postawiona. Człowiek myślący racjonalnie nie ma żadnego powodu się do samego w sobie "problemu" istnienia Boga odnosić w ogóle jakkolwiek, bo jest to - powtórzę: sam w sobie, nie zaś np. w życiu społeczno-politycznym - problem najzupełniej pozorny, "problem" pustego dźwięku pozbawionego sensu. Ściśle biorąc: ktoś, kto twardo określa się jako teista, ateista czy agnostyk popełnia elementarny błąd myślowy. Rzecz daje się sprowadzić do stosunku do zdania: Bóg istnieje. Teista: tak. Ateista: nie. Agnostyk: może... Wszyscy trzej - mając odmienne opinie co do prawdziwości/fałszywości zdania Bóg istnieje - zgadzają się jednak implicite, że zdanie to posiada jakiś dający się pojąć i określić w kategoriach prawda/fałsz sens. Tymczasem tego właśnie nigdy dotąd nie wykazano i raczej nie wydaje się prawdopodobne, by wykazać to w jakikolwiek sposób się dało. Żeby sąd X istnieje dawało się w kategoriach prawda/fałsz rozpatrywać, najsampierw - kurna, Olek - trzeba mieć choć mniej-więcej ustalone, co mianowicie poprzez X się rozumie, potem zaś uzgodnić, co za dowód prawdziwości bądź fałszywości sądu będzie się poczytywać. Inaczej zdanie X istnieje pozostaje czystym bełkotem po prostu. Co właśnie w przypadku zdania Bóg istnieje zachodzi. Zdanie (a ściślej: para-zdanie) to bowiem nie daje się semantycznie od para-zdań: Zóg istnieje, Tóg istnieje, Cimpul-Pimpul istnieje itp. odróżnić żadnym sposobem. Błąd popełniany przez kogoś twardo określającego się jako ateista jest o tyle "mniejszy" od błędu popełnianego przez kogoś twardo określającego się jako teista, że to na teiście, jako na wygłaszającym tezę pozytywną, spoczywa obowiązek po pierwsze: wyjaśnienia, co w ogóle termin Bóg miałby oznaczać - a tego się teistom dokonać nie udało, bez względu na to, czy lecieli na ludowo mściwie-dobrotliwym Starcem Na Chmurce, czy na "filozoficznie" Najwyższym Duchem, Pierwszą Przyczyną, Czymś-Od-Czego-Nic-Większego-Nie-Da-Się-Pomyśleć, Omnisciencją, Omnipotencją i innymi Omnipierdołami po drugie: określenia warunków falsyfikacji zdania, to jest wyłożenia czarno na białym, co konkretnie należałoby teiście wykazać, aby wówczas zgodził się przyznać, że głosząc tezę o istnieniu Boga był w błędzie. Tego teiści nigdy zrobić nawet nie próbowali. Cwane gapy  . Najkrócej więc: srutu-tutu, majtki z drutu - jak to mówią  . Dziękuję za uwagę.
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
 | 6 na 6 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Ściśle biorąc: ktoś, kto twardo określa się jako teista, ateista czy agnostyk popełnia elementarny błąd myślowy. Rzecz daje się sprowadzić do stosunku do zdania: Bóg istnieje. >[...] Ateista: nie. Najpierw luźna uwaga. Religianci powiadają, że ateizm jest wiarą, bo ateista wierzy w nieistnienie Boga, ergo wiara w istnienie Boga jest tak samo uprawniona, co wiara w istnienie Boga. Ci sami religianci powiadają także, że ateiści w nic nie wierzą. Ot, taka zabawna/żenująca logika religiantów.
A teraz do rzeczy: absolutnie nie zgadzam się z twoją sugestią, że ateista zaprzecza istnieniu Boga. Ateista po prostu stwierdza, że nie ma żadnych przesłanek, aby rozpatrywać Boga istnienie/nieistnienie, bo jeszcze się taki nie narodził, który by zdołał podać jakąkolwiek sensowną/możliwą do falsyfikacji definicję Boga. Innymi słowy, ateista zapytany o Boga odpowiada: WTF?
|
|
|  | 8 na 10 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Najpierw luźna uwaga. Religianci powiadają, że ateizm jest wiarą, bo ateista wierzy w nieistnienie Boga,Co najzabawniejsze: religianci zazwyczaj rzucają to ateistom w twarz jako swego rodzaju obelgę, w całej Prostoduszności swej nie widząc, że nie sposób bardziej się Samoupodlić niż próbując Obrazić kogoś stwierdzeniem: a bo ty jesteś taki jak ja  . > ergo wiara w istnienie Boga jest tak samo uprawniona, co wiara w istnienie Boga.Tak, bo w ich paralogice każde tak/nie rozkłada się 50:50, zatem teza typu wicepremier Piechociński ma sześć głów i dwa parzydełka jest dokładnie tak samo uprawniona, jak teza wicepremier Piechociński nie ma sześciu głów i dwóch parzydełek  . > Ci sami religianci powiadają także, że ateiści w nic nie wierzą. Ot, taka zabawna/żenująca logika religiantów.  > A teraz do rzeczy: absolutnie nie zgadzam się z twoją sugestią, że ateista zaprzecza istnieniu Boga. Ateista po prostu stwierdza, że nie ma żadnych przesłanek, aby rozpatrywać Boga istnienie/nieistnienie, bo jeszcze się taki nie narodził, który by zdołał podać jakąkolwiek sensowną/możliwą do falsyfikacji definicję Boga. Innymi słowy, ateista zapytany o Boga odpowiada: WTF?To jest już kwestia po prostu słownikowa, kwestia tradycyjnie przyjętych definicji. Tak zupełnie ściśle filologicznie biorąc, to rację - owszem - masz. Jest z zasadzie błędne określanie kogoś utrzymującego (w sposób taki, jak w poprzednim poście wyłożyłem), że Bóg nie istnieje mianem ateisty. Antyteistą - chcąc być już zupełnie ścisłym - należało by nazywać. Ateizm teoretycznie, ściśle filologicznie, dość dobrze pasuje do tego, o czym piszesz, ale nic nie poradzę na to, że język własnymi drogami chadza i np. spolegliwy nie znaczy we współczesnej polszczyźnie godny zaufania (jak w założeniach miało znaczyć), a uległy. Trudno i darmo - ateizmem nazywa się to, co antyteizmem teoretycznie winno być nazywane, to zaś, co powinno się określać jako ateizm, nazywa się ignostycyzmem, pozytywizmem logicznym, czy jeszcze jakoś inaczej... Taka gmina... Taka dola... Oj, dola, dola... 
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| |  | 3 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Zbędne filozofanie. Rada na przyszłość: nie idź drogą religiantów, to wszystko.
|
|
| | |  | 7 na 9 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Zbędne filozofanie. Rada na przyszłość: nie idź drogą religiantów, to wszystko.??? Co Ty tam w lulce palisz, kulko? 
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
 | -2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | >co w ogóle termin Bóg miałby oznaczać
Pierwsza przyczyna. To intuicyjnie uchwytne rozumienie, którym karmi się argument kosmologiczny. No a skoro pierwsza przyczyna stworzyła wszystko cokolwiek istnieje, więc jest wszystko-mocna (wszechmocna). A skoro istnienie jest dobrem, to przyczyna dobro to stwarzająca, też musi być dobra. Rozumowanie to nie opiera się na bezpośredniej znajomości Boga, tylko na obserwacji relacji zachodzących w świecie - cokolwiek istnieje, istnieje dzięki czemuś, więc nieskończony świat jako całość istnieje dzięki czemuś, co jest w stanie taką nieskończoność w istnieniu utrzymać.
>określenia warunków falsyfikacji
Np. jeśli nic z nas świadomego po śmierci już nie istnieje, to byłaby to jakaś falsyfikacja.
bembergiem w berg
|
|
|  | 14 na 16 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >co w ogóle termin Bóg miałby oznaczać> Pierwsza przyczyna.Nie znałeś litości, panie...  Taż nie dalej, jak parę dni temu, tłumaczyłem Ci, worek, jak komu dobremu, że i dlaczego pojęcie Pierwszej Przyczyny jest całkiem z dópy wzięte. Ty zaś - ledwo ciut odsapnąłeś - znowu te bzdety swoje wtryniasz... > To intuicyjnie uchwytne rozumienie,Całkiem jak pojęcie Ostatniego Skutku albo Największej Liczby... > którym karmi się argument kosmologiczny.Najwyraźniej - taka karma jego... Wolę się nawet nie domyślać, co nawyprawiał w poprzednich wcieleniach...  > jak toNo a skoro pierwsza przyczyna stworzyła wszystko cokolwiek istnieje,Nie wszystko, co istnieje przecie, bo niby jak sama siebie by miała? Chyba, że chodzi o wszystko, co istnieje teraz, bo sama już istnieć przestała... Że niby Bóg umarł - w nieco bardziej dosłownym sensie, niż miał Nietzsche na myśli. To jednak problemu wcale nie rozwiązuje, bo - skrajnie minimalistycznie biorąc - musiał być kiedyś taki moment, że wszystko, cokolwiek istnieje sprowadzało się do jednego Bytu, tj. Boga, tj. Pierwszej Przyczyny, która stworzyła ówczesne wszystko, cokolwiek istnieje czyli sama siebie, zatem znowu: Zdrada, Panowie! Jesteśmy w dupie...  > więc jest wszystko-mocna (wszechmocna).Póki na pomysł stwarzania kamieni, których nie może unieść, nie wpadnie... > A skoro istnienie jest dobrem,A jest?  > to przyczyna dobro to stwarzająca, też musi być dobra.Skoro zaś Istniejące po chwili Nieubłaganie - mocą drugiej zasady termodynamiki - z powrotem do Nieistnienia odsyła, to jak to o niej świadczy?  > Rozumowanie to nie opiera się na bezpośredniej znajomości Boga,ŁAŁ!  > tylko na obserwacji relacji zachodzących w świecie - cokolwiek istnieje, istnieje dzięki czemuś,I tylko - popatrz, popatrz - akurat do Boga się ta zasada stosować ani myśli  . A jak już raz odpuścić Wielki Kwantyfikator, to jak i odpuścić go milion razy - i rady na to nie ma. Mam więc Najświętsze Prawo utrzymywać, że "wyjątkowość" stosująca się do Boga stosuje się równie dobrze do General Motors i Beaty Kempy  . > więc nieskończony świat jako całość istnieje dzięki czemuś, co jest w stanie taką nieskończoność w istnieniu utrzymać.Na jaki hói nieskończonemu (Twoje słowo) światu, jeszcze jakaś "większa" nieskończoność do "opierania się" potrzebna? Ty se daj spokój, worek - to nie na Twoją głowę jest. Nawet sam Georg Cantor zwariował od tego... > >określenia warunków falsyfikacji> Np. jeśli nic z nas świadomego po śmierci już nie istnieje, to byłaby to jakaś falsyfikacja.Darmo żebrze, darmo płacze: My tu czarnym korowodem, Sowy, kruki i puchacze, Niegdyś, panku, sługi twoje. Któreś ty pomorzył głodem, Zjemy pokarmy, wypijem napoje. Hej, sowy, puchacze, kruki, Szponami, krzywymi dzioby Szarpajmy jadło na sztuki! Chociażbyś już trzymał w gębie, I tam ja szponę zagłębię; Dostanę aż do wątroby. Nie znałeś litości, panie! Hej, sowy, puchacze, kruki, I my nie znajmy litości: Szarpajmy jadło na sztuki, A kiedy jadła nie stanie, Szarpajmy ciało na sztuki, Niechaj nagie świecą kości.
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| |  | -1 na 3 | worek kości (2937 punktów) | > tłumaczyłem, że i dlaczego pojęcie Pierwszej Przyczyny jest całkiem z dópy wzięte.Po czym przyznałeś, że nawet w fizyce się tak robi - szuka pierwszych przyczyn - czego przykładem jest teoria Wielkiego Wybuchu. > Nie wszystko, co istnieje przecie, bo niby jak sama siebie by miała?I to jest ta specyfika pierwszoprzyczynowa, że przyczyna pierwsza istnieje sama z siebie. A o świecie tego samego powiedzieć już nie można, że istnieje sam z siebie, ponieważ znając naturę materii, takie zjawisko jak istnienie samo z siebie nie ma w niej miejsca. > Nie wszystko, co istnieje przecie, bo niby jak sama siebie by miała?Wszystko, co istnieje materialnie. > musiał być kiedyś taki moment, że wszystko, cokolwiek istnieje sprowadzało się do jednego Bytu, tj. Boga, tj. Pierwszej Przyczyny, która stworzyła ówczesne wszystko, cokolwiek istnieje czyli sama siebieBóg jest arbitralnym wyłamaniem się z nieskończonego łańcucha przyczyn, wiec sam tej przyczyny posiadać już nie musi. > >więc jest wszystko-mocna (wszechmocna).> Póki na pomysł stwarzania kamieni, których nie może unieść, nie wpadnie...Bo takie kamienie nie mogą istnieć. > >A skoro istnienie jest dobrem,> A jest?  A nie jest? > >to przyczyna dobro to stwarzająca, też musi być dobra.> Skoro zaś Istniejące po chwili Nieubłaganie - mocą drugiej zasady termodynamiki - z powrotem do Nieistnienia odsyła, to jak to o niej świadczy?  Teista powie, że przemianom podlegają tylko przypadłości, a nie metafizyczna substancja. > I tylko - popatrz, popatrz - akurat do Boga się ta zasada stosować ani myśli .Bo tak to sprytnie pomyślne. > >więc nieskończony świat jako całość istnieje dzięki czemuś, co jest w stanie taką nieskończoność w istnieniu utrzymać.> Na jaki hói nieskończonemu światu, jeszcze jakaś "większa" nieskończoność do "opierania się" potrzebna?W imię zasady "racji dostatecznej". > Ty se daj spokój, worek - to nie na Twoją głowę jest.> Nawet sam Georg Cantor zwariował od tego...I'll take my chances.
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 13 na 13 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >tłumaczyłem, że i dlaczego pojęcie Pierwszej Przyczyny jest całkiem z dópy wzięte.> Po czym przyznałeś, że nawet w fizyce się tak robi - szuka pierwszych przyczyn - czego przykładem jest teoria Wielkiego Wybuchu.Worek - czytaj Ty ze zrozumieniem przy szabasie chociaż. Fizyka nie szuka przyczyn "pierwszych" (cokolwiek miałoby to znaczyć) a przyczyn prostszych. To zdecydowanie nie to samo jest. > >Nie wszystko, co istnieje przecie, bo niby jak sama siebie by miała?> I to jest ta specyfika pierwszoprzyczynowa, że przyczyna pierwsza istnieje sama z siebie.Co logicznie z twierdzenia, że nic nie istnieje samo z siebie wywodzim  . > A o świecie tego samego powiedzieć już nie można, że istnieje sam z siebie, ponieważ znając naturę materii, takie zjawisko jak istnienie samo z siebie nie ma w niej miejsca.Raczej słabo znasz naturę materii - jak mi się wydaje. Wieść o pierwszej zasadzie termodynamiki do gminy wciąż jeszcze nie dotarła?  > >Nie wszystko, co istnieje przecie, bo niby jak sama siebie by miała?> Wszystko, co istnieje materialnie.Jw. > Bóg jest arbitralnym wyłamaniem się z nieskończonego łańcucha przyczyn, wiec sam tej przyczyny posiadać już nie musi.I za to lubię chłopaka  . Podobnie zresztą jak wszystkie inne arbitralne wyłamania się z łańcucha przyczyn np. Gmyzie, Grzujce, Snyple, Brędziochy, Wąkle, Dżudżunki, Kłypcie, Turtasy, Olipuki...  > >>więc jest wszystko-mocna (wszechmocna).> >Póki na pomysł stwarzania kamieni, których nie może unieść, nie wpadnie...> Bo takie kamienie nie mogą istnieć.Eee, coś Ty? Jakiś taki papież twierdził, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, a - jako papież - Nieomylny w kwestiach wiary i moralności był. > >>A skoro istnienie jest dobrem,> >A jest?  > A nie jest?O ile mi wiadomo, nie istniałem przez jakieś cirka/ebałt 13,7 miliardów lat i nie przypominam sobie, bym przez ten czas jakoś Bardzo Cierpiał z tego powodu. > >>to przyczyna dobro to stwarzająca, też musi być dobra.> >Skoro zaś Istniejące po chwili Nieubłaganie - mocą drugiej zasady termodynamiki - z powrotem do Nieistnienia odsyła, to jak to o niej świadczy?  > Teista powie, że przemianom podlegają tylko przypadłości, a nie metafizyczna substancja.Znaczy się: istnienie jako takie Niezniszczalną Metafizyczną Substancją jest? I Metafizycznie Niezniszczalnie istnieję też ja w wersji z czasów, gdy miałem 6 lat i 2 miesiące?  > >I tylko - popatrz, popatrz - akurat do Boga się ta zasada stosować ani myśli .> Bo tak to sprytnie pomyślne.Widzę, że niewiele trzeba, aby Ci "sprytem" zaimponować. > >>więc nieskończony świat jako całość istnieje dzięki czemuś, co jest w stanie taką nieskończoność w istnieniu utrzymać.> >Na jaki hói nieskończonemu światu, jeszcze jakaś "większa" nieskończoność do "opierania się" potrzebna?> W imię zasady "racji dostatecznej".Znaczy się: ta jeszcze większa nieskończoność żadnej racji dostatecznej potrzebować już nie będzie? No, kurde: Bingo! - jak powiedziałby Wesoły Brędzioch Kałapuku (póki Smutny Grzujec Abacici by go jakim lepszym aforyzmem nie przelicytował...  ) > >Ty se daj spokój, worek - to nie na Twoją głowę jest.> >Nawet sam Georg Cantor zwariował od tego...> I'll take my chances.It's your life. It's now or never  .
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
 | Chacarron Macaron (937 punktów) (zablokowany) |
>po pierwsze: wyjaśnienia, co w ogóle termin Bóg miałby oznaczać - a tego się teistom dokonać nie udało, bez względu na to, czy lecieli na ludowo mściwie-dobrotliwym Starcem Na Chmurce, czy na "filozoficznie" Najwyższym Duchem, Pierwszą Przyczyną, Czymś-Od-Czego-Nic-Większego-Nie-Da-Się-Pomyśleć, Omnisciencją, Omnipotencją i innymi Omnipierdołami
A czemu się nie udało. Co złego w tych Omnipierdołach, pantokratorach itp.?
|
|
|  | 5 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >po pierwsze: wyjaśnienia, co w ogóle termin Bóg miałby oznaczać - a tego się teistom dokonać nie udało, bez względu na to, czy lecieli na ludowo mściwie-dobrotliwym Starcem Na Chmurce, czy na "filozoficznie" Najwyższym Duchem, Pierwszą Przyczyną, Czymś-Od-Czego-Nic-Większego-Nie-Da-Się-Pomyśleć, Omnisciencją, Omnipotencją i innymi Omnipierdołami> A czemu się nie udało. Co złego w tych Omnipierdołach, pantokratorach itp.?O, ja pyerdolę...  Gadać mi się nie chce, więc tylko jednym słowem: Zło odpowiem.
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| |  | Chacarron Macaron (937 punktów) (zablokowany) | No cóż, dostałeś 23 plusy więc liczę, że znajdzie się ktoś kto podejmie wyzwanie.
|
|
| | |  | 1 na 1 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > No cóż, dostałeś 23 plusy więc liczę, że znajdzie się ktoś kto podejmie wyzwanie.  A to niech się znajdzie. Ja go mam szukać, czy co? 
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
|
|
| | | |  | Chacarron Macaron (937 punktów) (zablokowany) | A jak chcesz.
|
|
 | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > Najkrócej więc: srutu-tutu, majtki z drutu - jak to mówią .Ach ten racjonalny punkt patrzenia na świat! Otóż informuję Cię BigZyd, że Bóg może istnieć niezależnie od tego, czy ktoś potrafi podać jego definicję i czy potrafimy podać zasady falsyfikacji twierdzenia o jego istnieniu. Po prostu może istnieć jak miliony przedmiotów, zjawisk, procesów, których definicji nikt nigdy nie napisał, w danym okresie historii lub nie napisze nigdy. Czy istniała cząsteczka wody 5 tys. lat temu? A bozon Higgsa? No raczej tak. Czy ktoś 5 tys. lat temu znał ich definicje i podał zasady falsyfikacji twierdzenia o ich istnieniu? Jedyne zatem co możesz powiedzieć o bogu, to tyle, że ewentualnie nie warto się nim zajmować ze względu na w/w przez Ciebie czynniki. I przyjmując racjonalny punkt widzenia masz rację. Jednocześnie nie możesz racjonalnie wykluczyć istnienia Boga (a o to pytał autor wątku).
|
|
|  | 10 na 10 | astrotaurus (12445 punktów) | >Bóg może istnieć niezależnie od tego, czy ktoś potrafi podać jego definicję i czy potrafimy podać zasady falsyfikacji twierdzenia o jego istnieniu. Bóg, czyli do q... nędzy co? Konkretnie! Czy kiedyś jakiś bełkotliwy pseudointelektualista zdecyduje się na próbę powiedzenia o czym mówi?
>Czy istniała cząsteczka wody 5 tys. lat temu? A bozon Higgsa? No raczej tak. Czy ktoś 5 tys. lat temu znał ich definicje i podał zasady falsyfikacji twierdzenia o ich istnieniu? A czy ktoś próbował mówić coś o jakimś bozonie Higgsa czy cząsteczce wody bez próby ich definiowania i podawania zasad falsyfikacji twierdzenia o ich istnieniu? Tylko to jałowe poznawczo, głupkowate "Bóg" funkcjonuje przez wieki wyłącznie na podstawie bezmyślności i hucpy religijnych.
>Jedyne zatem co możesz powiedzieć o bogu, to tyle, że ewentualnie nie warto się nim zajmować ze względu na w/w przez Ciebie czynniki. Nim, czyli, do q... nędzy czym/kim? Konkretnie!
>Jednocześnie nie możesz racjonalnie wykluczyć istnienia Boga (a o to pytał autor wątku). Czyli do q... nędzy czego? Konkretnie!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Bóg, czyli do q... nędzy co? Konkretnie!
Nie ma możliwości określenia konkretnie co to znaczy Bóg. Tak jak nie było możliwości zdefiniowania - konkretnie (czyli tak jak byś zapewne chciał), księżyca, powietrza, wody, itd ... jakieś 5 tys. lat temu. A one przecież istniały.
Brak konkretnej definicji czegoś nie oznacza, że to coś nie może istnieć. Jest to logiczne i racjonalne.
A co do boga, ja rozumiem to pojęcie tak: świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny.
Za nim wykrzyczysz, że to za mało na definicję, zastanów się kto decyduje, jak konkretna powinna ona być, aby możliwe było istnienie boga?
|
|
| | |  | 9 na 9 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Nie ma możliwości określenia konkretnie co to znaczy Bóg.Wykazujesz całkowite niezrozumienie definiowania - procesu podstawowego przede wszystkim dla poznania (a potem komunikacji). Definicja musi opisać pojęcie nowe już znanymi i w tym znaczeniu odpowiedzieć konkretnie na pytanie "co to jest?". Jak pełna będzie to definicja to inna sprawa, ale musi w miarę możności pozwolić na odróżnienie obiektu definiowanego od wszystkich innych, albo przynajmniej w najbardziej ogólnym zakresie przypisać go do jakiejś grupy obiektów. > Tak jak nie było możliwości zdefiniowania - konkretnie (czyli tak jak byś zapewne chciał), księżyca, powietrza, wody, itd ... jakieś 5 tys. lat temu. A one przecież istniały.Istniały i były zdefiniowane w sposób dostępny ówczesnym definiującym - tu trzeba pamiętać, że podmiotem definiującym i jedynym układem odniesienia jest człowiek. > Brak konkretnej definicji czegoś nie oznacza, że to coś nie może istnieć. Jest to logiczne i racjonalne.Zgodnie z poprzednim akapitem coś co nie ma definicji nie istnieje. Dla człowieka, oczywiście. A zaistnieć może wyłącznie na podstawie definicji - człowiek musi jakoś określić (zdefiniować!) cokolwiek co wchodzi w zakres jego poznania. > A co do boga, ja rozumiem to pojęcie tak:> świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny.Czyli nie rozumiesz i pleciesz dęte dyrdymały. To co przytaczasz to definicja obiektu wyobraźni, jednego z wielu. Przypomnę coś co sam już w życiu po tysiąckroć przypominałem - nikt rozumny nie kwestionuje w najmniejszym stopniu istnienia Boga jako postaci wyobrażonej, postaci z opowieści religijnych (nawet także w mojej głowie jest wielu Bogów), kwestionowane jest istnienie czegoś takiego w rzeczywistym świecie (poza wyobraźnią). > Za nim wykrzyczysz, że to za mało na definicję, zastanów się kto decyduje, jak konkretna powinna ona być, aby możliwe było istnienie boga?Hmmmm... mogę coś wykrzyczeć jeśli uznam taki sposób ekspresji czy perswazji za stosowny do okoliczności, ale skądże Ci przyszło do głowy że za takie coś?! Jeśli dla Ciebie jest to pełna definicja to ją jako taką przyjmuję. I tu przyznam, że jest rzeczywiście dalece niewystarczająca jeśli chciałbyś by uznać definiowane pojęcie za mające desygnat w rzeczywistości. Zatem aby możliwe było istnienie Boga w rzeczywistości trzeba go tam zdefiniować poprawną definicją czyli udowodnić jego istnienie.  Sztuczka fideistów różnej maści polega na usiłowaniu wciśnięcia pojęcia "Bóg" do jakiejkolwiek dyskusji o świecie. Sztuczka odrażająca kiedy po tysiącleciach doświadczeń, dowodów na ingerencję, znajomości bardzo wielu zasad działania Boga nagle tenże Bóg awansuje do roli Nieuchwytnej Nijak Tajemnicy. Niewątpliwie istnieje wiele obiektów dziś ludzkiemu poznaniu niedostępnych, ale po owych tysiącleciach porażek z pojęciem Boga obciachem jest uporczywie wyodrębniać to intelektualne barachło z tak ogólnikowo zdefiniowanej grupy obiektów podlegających "niemożności wykluczenia istnienia".
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > >Nie ma możliwości określenia konkretnie co to znaczy Bóg.> Wykazujesz całkowite niezrozumienie definiowania...Nie sądzę. Definicja, owszem powinna posługiwać się już znanymi pojęciami, zgadzam się. > Istniały i były zdefiniowane w sposób dostępny ówczesnym definiującym - tu trzeba pamiętać, że podmiotem definiującym i jedynym układem odniesienia jest człowiek.Jeśli coś było zdefiniowane w sposób dostępny ówczesnym i akceptujesz takie definicje, dlaczego zatem nie akceptujesz np mojej definicji boga (zdefiniowanej w sposób dostępny)? > >Brak konkretnej definicji czegoś nie oznacza, że to coś nie może istnieć. Jest to logiczne i racjonalne.> Zgodnie z poprzednim akapitem coś co nie ma definicji nie istnieje. Dla człowieka, oczywiście. A zaistnieć może wyłącznie na podstawie definicji - człowiek musi jakoś określić (zdefiniować!) cokolwiek co wchodzi w zakres jego poznania.Tutaj tkwi podstawowa różnica w podejściu do poznawania przez Ciebie i mnie świata. Ja uważam, że coś może istnieć, niezależnie od tego czy ktoś to postrzega. Ty uważasz, że aby coś istniało musi być ktoś kto to widzi i jeszcze dodatkowo ten ktoś musi to zdefiniować, bo inaczej to coś nie istnieje. Oczywiście rozumiem Twoje zastrzeżenie - "dla człowieka". Tyle tylko, że prowadzi do po prostu do wniosku, że nie warto się czymś takim interesować, bo dla człowieka "nie istnieje". Może jednak faktycznie istnieć. > >A co do boga, ja rozumiem to pojęcie tak:> >świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny.> Czyli nie rozumiesz i pleciesz dęte dyrdymały.> To co przytaczasz to definicja obiektu wyobraźni...> Zatem aby możliwe było istnienie Boga w rzeczywistości trzeba go tam zdefiniować poprawną definicją czyli udowodnić jego istnienie.  Kto tutaj plecie dyrdymały? Z Twojego wywodu wynika, że coś "dla człowieka" może istnieć tylko wtedy gdy zostanie zdefiniowane, a może być zdefiniowane tylko wówczas gdy zostanie udowodnione jego istnienie? Przecież to bzdura. Według mnie jest tak, że postrzeganie czegoś (udowadnianie istnienia) i definiowanie to procesy dynamiczne i równoległe. > Sztuczka fideistów różnej maści polega na usiłowaniu wciśnięcia pojęcia "Bóg" do jakiejkolwiek dyskusji o świecie...To co piszesz umożliwia jedynie stwierdzenie, że istnienie boga jest z czasem coraz mniej prawdopodobne. Masz prawo oceniać to wyodrębnianie boga w grupie obiektów podlegających "niemożności wykluczenia istnienia", jako obciach. Jednocześnie musisz przyznać, że istnienia boga nie sposób wykluczyć.
|
|
| | | | |  | | H.Kruger (860 punktów) | Mnie ta dyskusja przypomina Pratchettowskie (i nie tylko) pytanie, czy padające w lesie drzewo wydaje dźwięk, jeśli nie ma tam nikogo, kto mógłby je usłyszeć.
No więc zastanawiamy się, czy jakieś hipotetyczne drzewo istnieje. Znamy drzewa. Widzieliśmy je. Są bytami realnymi. To drzewo zapewne istnieje. Czy planeta Neptun istniała nim została odkryta? Wiemy, że wokół gwazd krążą planety. Krążą rówónież wokół słońca. Neptun oczywiście istniał.
Czy da się zastosować analogię do Boga? Coś wiemy o Bogu, o bogach? Wiemy, wiemy że wiele kultur i ludów od starożytności miało jakiegoś boga lub bogów. Wiemy, że z każdym z nich był ten sam problem co z naszym współczesnym: realnie nie istnieje. Czy można postawić tezę, że nie powinniśmy zaprzeczać istnieniu Boga nim nie skosntruujemy narzędzi, które umożliwią jego realne odczucie, zmierzenie czy zdefiniowanie? Moim zdaniem nie. Zasadniczo uważa, że kościół poniekąd sam sobie strzelił w stopę. Dlaczego? Kiedyś społeczeństwo było multibogowe. Jahwe w starym testamencie to potwierdza, każe swoim, wyznawcom walczyć z wyznawcami innych bogów, daje przykazanie itd. Z czasem doktryna kościoła innych, starych bogów zaczęła jednak traktować inaczej, nie jako byty realne istniejące na zasadach podobnych do Jahwe ale, powiedzmy "gorszych" (nic w tym złego, każdy bóg może swoim mówić, ze inni są gorsi), ale jako byty nieistniejące. Ot, nasz Bóg to jest prawdziwy, jedyny, ludzkość dążyła do tego momentu, by go odkryć (dzięki Jezusowi, tak) i to jest jej najwyższy stopień rozwoju. Wcześniej ludzie to jak dzikie ludy, wierzyli w pierdoły, we własne wymysły, całe to (pogardliwie) pogaństwo to tylko etap rozwojowy do chrześcijaństwa. A gdy sobie człowiek uświadomi... jeśli tamci są nieprawdziwi bo przyszedł taki a taki, to czemu akurat on jest prawdziwy?
|
|
| | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Mnie ta dyskusja przypomina Pratchettowskie (i nie tylko) pytanie, czy padające w lesie drzewo wydaje dźwięk, jeśli nie ma tam nikogo, kto mógłby je usłyszeć....
Faktycznie trochę przypomina takie pytania. Problem który dyskutujemy ma jednak też inne odcienie.
1. Zasadnicza kwestia dotyczy tego, czy coś może istnieć obiektywnie, niezależnie od tego czy ktoś to widzi, czy też nie. Wg mnie, nie ma takiej pewności, ale są wystarczające dowody, aby uznać, że jest to wysoce prawdopodobne. 2. Skoro zatem coś może istnieć obiektywnie, bez obserwacji człowieka (albo np z obserwacją szczątkową - tzn. nienaukową), no to może istnieć też bóg, mimo, że dość marnie zdefiniowany (marnie zdefiniowany, bo przecież słabo lub wcale - zależy od wiary nieobserwowany).
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) | >Nie sądzę. A jednak. Mam nadzieję, że to Ci przejdzie jak już zakończymy wymianę zdań.
>Definicja, owszem powinna posługiwać się już znanymi pojęciami, zgadzam się. Nie powinna, ale musi. Nie da się zdefiniować niezdefiniowanego niezdefiniowanym.
>Jeśli coś było zdefiniowane w sposób dostępny ówczesnym i akceptujesz takie definicje, dlaczego zatem nie akceptujesz np mojej definicji boga (zdefiniowanej w sposób dostępny)? No przecież akceptuję! Mówiłem: Jeśli dla Ciebie jest to pełna definicja to ją jako taką przyjmuję. Mam nadzieję iż nie oburzasz się, że nie traktuję tej zbitki słownej jako rozumnej definicji czegoś co jest elementem czy cechą realnego świata?
>Tutaj tkwi podstawowa różnica w podejściu do poznawania przez Ciebie i mnie świata. Ja uważam, że coś może istnieć, niezależnie od tego czy ktoś to postrzega. A ja uważam, że ciągle bujasz w obłokach pseudointelektualnych usiłowań wciśnięcia Boga do rozmowy o świecie - dałeś się wpędzić w maliny czczych spekulacji o niczym czy w najlepszym razie niewiadomoczym i jeszcze jesteś dumny ze swych horyzontów myślowych i dlatego nie zauważasz spraw podstawowych. A spróbuj zwrócić uwagę na pojęcie wszechświata zdefiniowanego jako, powiedzmy: "wszystko co istnieje". Tu jest zawarte po prostu wszystko z tym poznanym przez człowieka i z tym jeszcze nie. I tylko głupawemu dążeniu fideistów zawdzięczamy uporczywe wyodrębnianie ze zbioru tego co jeszcze nie jest poznane czegokolwiek z etykietką boską. Ten wątek też nie jest niczym nowym, niczym odkrywczym, jest wyważaniem po tysiąckroć otwartych już drzwi w przepychankach z fideistami. Jest efektem nieustającej hucpy i głupoty fideistów. Czemu jako sztandarowy przykład czegoś czego istnienia nie da się wykluczyć funkcjonuje to głupkowate, osławione "bóg"? Czemu ...jak to było u niejakiego Brzostowskiego... "świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny"?, a nie "parzągiew mordlana kalitująca druskwiny w mamrotkach", albo "istota pożerająca wszystkich Bogów zanim zaistnieją w realu"? Bo tu ciągle nie chodzi o rozumne rozważania nad światem tylko o obecność tego g na literę b. I skóra się marszczy na plecach kiedy kolejny mędrek jako szczyt intelektualny postuluje możliwość istnienia boga czy nawet Boga w żaden rozumny sposób nie zdefiniowanego jako jedynej opcji godnej rozważania w tym kontekście. Rozumiesz? Znajdujemy się nie na terenie rozumnego poznawania świata ale na terenie fideistycznej hucpy.
>Ty uważasz, że aby coś istniało musi być ktoś kto to widzi i jeszcze dodatkowo ten ktoś musi to zdefiniować, bo inaczej to coś nie istnieje. Kolejny dowód, że nie całkiem zrozumiałeś. Ty jesteś człowiekiem, ja jestem człowiekiem i wyłącznie z tego poziomu możemy rozmawiać o świecie i to wyłącznie z naszego poziomu dostępnym. Nie wyklucza to oczywiście dowolnych fantazji o czymkolwiek. Ciągle jednak w ramach ludzkich możliwości, z ludzkiej perspektywy choćby nawet masy fideistów roiły sobie i wmawiały innym, że dostępna im jest perspektywa boska, pozaświatowa, ponadczasowa. Ale to dygresja, przypominam rzecz główną, że podmiotem poznawczym jest człowiek i to on ze swojej perspektywy, wedle swoich możliwości i dla swoich celów przypisuje cechę istnienia (takiego czy innego) zdefiniowanym mniej czy bardziej szczegółowo obiektom. Istnienie "jako takie" jest kategorią myślową, filozoficzną która może prowadzić do poszerzenia horyzontów poznania, albo do zapętlenia się w bełkocie o niezdefiniowanym czymś.
>Oczywiście rozumiem Twoje zastrzeżenie - "dla człowieka". Tyle tylko, że prowadzi do po prostu do wniosku, że nie warto się czymś takim interesować, bo dla człowieka "nie istnieje". Może jednak faktycznie istnieć. Zafiksuj więc to sobie jako ogólny rozumne spostrzeżenie dotyczące wszystkiego co nieznane i dobrze pomyśl zanim wysuniesz postulat "faktycznego istnienia" czegokolwiek konkretnego.
>Z Twojego wywodu wynika, że coś "dla człowieka" może istnieć tylko wtedy gdy zostanie zdefiniowane, a może być zdefiniowane tylko wówczas gdy zostanie udowodnione jego istnienie? Przecież to bzdura. >Według mnie jest tak, że postrzeganie czegoś (udowadnianie istnienia) i definiowanie to procesy dynamiczne i równoległe. Nie, nie bzdura. I ja bym sprostował, że to nie procesy równoległe, ale tylko różne aspekty tego samego procesu poznawania. Sformułowałem rzecz żartobliwie i nawet opatrzyłem stosowną emotką, ale za merytoryczność tej wypowiedzi odpowiadam w pełni, a kluczem jest użyte tam słowo "poprawna". Weźmy za przykład wykwit Twojego umysłu: świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny, który nie spełnia warunków poprawnej definicji czegoś co by miało mieć desygnat w rzeczywistości. Zupełnie nieokreślony jest choćby sposób czy zakres wpływania na świat - czy to odbywa się w sposób jakoś ograniczony czy też możliwe są nawet hocki - klocki z kamieniem przypomnianym przez big_zyda? Gdyby ten sposób był sprawdzony, opisany itp. pojęcie tego akurat "wpływania" jako poprawnie zdefiniowane mogłoby być użyte do poprawnego definiowania pojęcia "bóg". Sprawdzona poprawność definicji wszystkich pojęć (i ich relacji) użytych do definiowania pojęcia nowego jest zatem niczym innym jak dowodem o którym mowa.
> Jednocześnie musisz przyznać, że istnienia boga nie sposób wykluczyć. Czyli, do q nędzy czego? Czemu uparcie wciskasz ten bełkot? Czy Ty naprawdę nie kontaktujesz jak wiele znaczeń ma to słowo? Jak wiele definicji sprzecznych ze sobą, sprzecznych wewnętrzne czy sprzecznych z wiedzą o świecie funkcjonuje w obiegu? Jak wielu bogów istnienie zostało wykluczone?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | Definicje bywają mniej lub bardziej dobre. Sam piszesz, że coś może być "zdefiniowane w sposób dostępny ówczesnym" i akceptujesz to. Moja robocza definicja boga, też jest taka: niedoskonała, ale chyba zrozumiała. Ty oczekujesz aby definicja boga była była lepsza, aby podać więcej cech, itd ... Słusznie, ja też bym chciał, ale nie potrafię nic innego napisać, aby było niesprzeczne. I o ile żądanie lepszej definicji jest słuszne, to w przypadku jej braku wyciąganie wniosku o nieistnieniu czegoś z powodu słabej definicji tego czegoś jest już zwyczajnie nieuczciwe.
To jak żądanie odpowiedzi na pytanie jaki kolor ma bozon Higgsa? Nie znasz odpowiedzi? Zatem uważam że definicja jest zbyt ogólna, itd ...
>A spróbuj zwrócić uwagę na pojęcie wszechświata zdefiniowanego jako, powiedzmy: "wszystko co istnieje". Tu jest zawarte po prostu wszystko z tym poznanym przez człowieka i z tym jeszcze nie. I tylko głupawemu dążeniu fideistów zawdzięczamy uporczywe wyodrębnianie ze zbioru tego co jeszcze nie jest poznane czegokolwiek z etykietką boską...
Bóg, bóg, świat demonów, wróżek itd ... towarzyszy w życiu człowiekowi od zawsze (oczywiście jako coś nigdy nieudowodnione naukowo). Dlatego też dopuszczanie myśli, o tym, że świat taki może istnieć nie jest niczym dziwnym, ani głupawym. głupie jest być może dostosowywanie swojego życia do oczekiwań małoprawdopodobnego boga.
>Czemu jako sztandarowy przykład czegoś czego istnienia nie da się wykluczyć funkcjonuje to głupkowate, osławione "bóg"? Czemu ...jak to było u niejakiego Brzostowskiego... "świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny"?, a nie "parzągiew mordlana kalitująca druskwiny w mamrotkach", albo "istota pożerająca wszystkich Bogów zanim zaistnieją w realu"? Dlatego, że od czasu jak ludzie zeszli z drzewa, albo trochę później, ten świat bogów jakoś funkcjonuje wśród ludzi, a nie "parzągiew", muminki czy harry potter.
>Bo tu ciągle nie chodzi o rozumne rozważania nad światem tylko o obecność tego g na literę b. I skóra się marszczy na plecach ... Ja staram się odpowiedzieć na pytania: Skąd wziął się świat (to co istnieje)? Skoro wszystko (każde zjawisko, zdarzenie) ma przyczynę, co było przyczyną powstania świata/materii/energii? Może świat istniał od zawsze? Może, ale obserwacja swiata wskazuje, że są jakieś przyczyny wszystkiego? Te pytania prowadzą do zastanawiania się nad pojęciem boga. Nie widzę w tym nic złego, że intuicyjnie bliżej mi do przyjęcia poglądu o istnieniu zdefiniowanego przeze mnie boga, niż do intuicyjnego przyjęcia, że świat istniał od zawsze.
>>Ty uważasz, że aby coś istniało musi być ktoś kto to widzi i jeszcze dodatkowo ten ktoś musi to zdefiniować, bo inaczej to coś nie istnieje. >Kolejny dowód, że nie całkiem zrozumiałeś... Zrozumiałem bardzo dobrze i tłumaczę Ci, że ja uważam, że coś może istnieć niezależnie od tego czy Ty to widzisz, czy nie. I są na to dowody.
>>Z Twojego wywodu wynika, że coś "dla człowieka" może istnieć tylko wtedy gdy zostanie zdefiniowane, a może być zdefiniowane tylko wówczas gdy zostanie udowodnione jego istnienie? Przecież to bzdura. >>Według mnie jest tak, że postrzeganie czegoś (udowadnianie istnienia) i definiowanie to procesy dynamiczne i równoległe. >Nie, nie bzdura. I ja bym sprostował, że to nie procesy równoległe, ale tylko różne aspekty tego samego procesu poznawania. >Sformułowałem rzecz żartobliwie i nawet opatrzyłem stosowną emotką, ale za merytoryczność tej wypowiedzi odpowiadam w pełni, a kluczem jest użyte tam słowo "poprawna". Weźmy za przykład wykwit Twojego umysłu: świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny, który nie spełnia warunków poprawnej definicji czegoś co by miało mieć desygnat w rzeczywistości. Zupełnie nieokreślony jest choćby sposób czy zakres wpływania na świat - czy to odbywa się w sposób jakoś ograniczony czy też możliwe są nawet hocki - klocki z kamieniem przypomnianym przez big_zyda? Skoro w sposób dowolny, to o jakim ograniczeniu piszesz? Hocki klocki z kamieniem, to kompletna dziecinada. To pytanie bez sensu, można takie pytania - paradoksy mnożyć. >> Jednocześnie musisz przyznać, że istnienia boga nie sposób wykluczyć. >Czyli, do q nędzy czego? No tak! Tu akurat ja dostrzegam stary wybieg ateistów. Najpierw chce definicji: spójnej, niesprzecznej. Podałem. Nie podoba się, bo zbyt ogólna, chce bardziej szczegółowej. Takiej nikt przy zdrowych zmyslach nie poda. Wniosek: bóg istnieć nie może.
A co to do q nędzy był Wielki Wybuch? Dlaczego wybuchło? Osobliwość jakaś? A co to q jest? Ma nieskończoną gęstość? Jak to możliwe? Ja chce znać konkretną gęstość? Nikt nei poda? Wniosek: BB nie mógł mieć miejsca!
To ta sama logika!
Problem polega jedynie na tym, że ja dopuszczam istnienie świata niedostępnego dzisiaj moim zmysłom. Nie wiem jak wygląda, co tam dokładnie jest, ale dopuszczam takie cóś. W tym cóś, ze względu na tysiące lat historii ludzkości, która jakoś mniej lub bardziej udanie opisuje i "dostrzega" ten świat: duchów, demonów i wróżek, dopuszczam istnienie boga -świadomej, inteligentnej siły potrafiącej wpływać na świat w sposób dowolny.
Ty natomiast też dopuszczasz istnienie świata niedostępnego dzisiaj zmysłom, ale wiesz na pewno, że nie ma tam: świadomej, inteligentnej siły potrafiącej wpływać na świat w sposób dowolny.
I to nas różni, dlatego nie dojdziemy do porozumienia. Ja bowiem mam otwartą głowę, a Ty niby też poza tym jednym aspektem, wiesz na pewno, że nie ma: świadomej, inteligentnej siły potrafiącej wpływać na świat w sposób dowolny.
|
|
| | |  | 6 na 6 | maceox (6766 punktów) | >A co do boga, ja rozumiem to pojęcie tak: >świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny. Tak całkiem dowolnie to nie może. Musi respektować prawa przyrody. W każdym razie do tej pory respektowała je zawsze. W związku z tym - sądząc na podstawie dotychczasowgo doświadczenia nauk przyrodniczych, skoroborowanego dla okolo 14,7 miliarda lat - ma bardzo ograniczoną możiiwośc ingerencji. W zasadzie idąc tropem interpretacji de Broglie'a i Bohma żadna boska ingerencja w świat nie jest możliwa w ogóle.
Nawet przyjmując interpretację kopenhaską musisz dostrzec, że Bóg nie ma całkowitej dowolności, gdyż jednak cząsteczka pozostaje cząsteczką, a nie staje się nagle Smokiem Wawelskim.
Wodze fantazji możesz popuścić dopiero przy powstawaniu wszechświata, ale w takim razie musiałbyś zmienić swoją definicję.
>świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny. To w takim razie, ze względu na swą bierność wobec cierpienia jest kawałem sku.wisyna i nie mam najmniejszej ochoty się z nim kolegować.
Twoj Bóg jest pie.dolniętym sadystą.
|
|
| | | |  | 12 na 12 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Twoj Bóg jest pie.dolniętym sadystą.Ej tam, ej tam. Wszyscy, którzy wierzą w Boga mają tylko takiego Boga na jakiego ich intelektualnie stać. Ja jeszcze nie spotkałem nawet dwóch polskich rzymsko-katolików, którzy by identycznie w tego samego Boga wierzyli, a ekstremalnie - to niech Pan porówna co wspólnego ma Bóg z Castel-Gandolfo z Bogiem przysłowiowej Kowalskiej? Bardzo duża część politycznych zbrodniarzy i seryjnych morderców odwoływała (i nadal tak czynią) się do bezpośrednich nakazów swojego Boga. Zbrodnicze działania Watykanu były zgodnie z wolą Boga i Inkwizytorzy też w jego imieniu działali. Ale nie zapominajmy i o św. Franciszku. Bóg ks. Hellera czy ks. Życińskiego, to też zupełnie inny Bóg od Boga Ojca Dyrektora, a Bóg Gowina inny od Boga Godsona. Gdyby konie wierzyły w Boga przybrał by on koński wygląd, a więc nic dziwnego, że głupcy mają głupiego Boga, ale ja jeszcze - poza apologetyczną epitetologią - mądrego Boga nie spotkałem. Cały czas czekam na zdefiniowanie takiego stwora. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>A co do boga, ja rozumiem to pojęcie tak: >>świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny. >Tak całkiem dowolnie to nie może... >Wodze fantazji możesz popuścić dopiero przy powstawaniu wszechświata, ale w takim razie musiałbyś zmienić swoją definicję. Nie muszę nic zmieniać. Mój bóg jeśli będzie chciał zrobi z cząsteczki Smoka Wawelskiego, w jakiś nieznany sposób, tak jak dziś, tak i przy powstawaniu wszechświata. Dopuszczasz moje wodze fantazji przy powstawaniu wszechświata, bo dopuszczasz, że bóg może wtedy stworzyć zasady wg których możliwe będą różne rzeczy. A w tym świecie już wszystkiego nie dopuszczasz, bo myślisz, że znasz zasady wg których ten świat działa. Niestety nie znasz tych zasad, znamy być może część tych zasad, ale na pewno nie wszystkie. Dlatego też, nie znając wszystkich zasad, nie jesteś w stanie kategorycznie wykluczyć, że czegoś "nie da się" zrobić.
WNIOSEK: definicja jest OK.
>To w takim razie, ze względu na swą bierność wobec cierpienia jest kawałem sku.wisyna i nie mam najmniejszej ochoty się z nim kolegować. > Twoj Bóg jest pie.dolniętym sadystą.
Muszę z przykrością oznajmić, iż moja definicja, tak marna, przyznaję, nie określa czy bóg jest sadystą czy też nie. Dlatego też będąc w zgodzie z moją definicją, możesz popuścić wodze fantazji.
Jednocześnie informuję Cię, że równie dobrze, będąc w zgodzie z definicją może być dobrym i miłosiernym bogiem, a cierpienie może dla niego i dla nas, w kontekście życia wiecznego nie mieć istotnego znaczenia, ze względu na to, iż nie rozumiemy o co mu chodzi.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | maruda (5550 punktów) | > Mój bóg jeśli będzie chciał zrobi z cząsteczki Smoka Wawelskiego...
Ta rozmowa nie ma już żadnych racjonalnych podstaw, mój mózg nie obejmuje takiego boga.
|
|
| | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >> Mój bóg jeśli będzie chciał zrobi z cząsteczki Smoka Wawelskiego... >Ta rozmowa nie ma już żadnych racjonalnych podstaw, mój mózg nie obejmuje takiego boga. Przy rozmowach o bogu, generalnie racjonalizm musi być czasowo wyłączony, bo jak wiadomo, żadne racjonalne przesłanki nie dają podstawy do założenia, że jest. Można jednak korzystać z logiki.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | maceox (6766 punktów) | > Mój bóg jeśli będzie chciał zrobi z cząsteczki Smoka Wawelskiego, w jakiś nieznany sposób, tak jak dziś, tak i przy powstawaniu wszechświata.Super, to ja poczekam, aż tego dokona. > Dopuszczasz moje wodze fantazji przy powstawaniu wszechświata,Fantazję dopuszczam zasadniczo, dopóki wszyscy wiedzą, że to fantazja właśnie. > bo dopuszczasz, że bóg może wtedy stworzyć zasady wg których możliwe będą różne rzeczy.Nie chodzi o to, co można w fantazji dopuścić, ale o to, co można dowieść empirycznie. Po tylu latach na forum brzytwa Ockhama i ciężar dowodu nadal widzę zbytnio ograniczają Twoją fantazję. Jesteś wolnym człowiekiem - myśl sobie co chcesz. www.racjonalista.pl/forum.php/s,577720#w584401> A w tym świecie już wszystkiego nie dopuszczasz, bo myślisz, że znasz zasady wg których ten świat działa. Niestety nie znasz tych zasad, znamy być może część tych zasad, ale na pewno nie wszystkie.Tak z grubsza to zasady znamy wszystkie. Po Darwinie naturalizm odesłał religijne wyjaśnienia do lamusa. W dobie neurochirurgii monizm jest faktem. > Dlatego też, nie znając wszystkich zasad, nie jesteś w stanie kategorycznie wykluczyć, że czegoś "nie da się" zrobić.Nawet znając wszystkie zasady zasadniczo nie da się niczego wykluczyć. Racjonaliści opierają się tylko na dotychczasowym doświadczeniu. Jednak to nie powód, by tolerować zalew religijnej głupoty wciskającej biednym dzieciom do głów ideologiczny kit. A przecież zaczyna się niewinnie - od dopuszczania fantazji co do nieznanego. > Jednocześnie informuję Cię, że równie dobrze, będąc w zgodzie z definicją może być dobrym i miłosiernym bogiem, a cierpienie może dla niego i dla nas, w kontekście życia wiecznego nie mieć istotnego znaczenia, ze względu na to, iż nie rozumiemy o co mu chodzi.W każdym razie humanistą to on nie jest. Dałby się jakoś lepiej poznać. A jak na razie to im dokładniej ktoś go zna, tym większym świrem albo cwaniakiem (że tak już oględnie się wyrażę) się okazuje. Masz rację: może i nawet gdzieś jest jakiś Bóg ... tylko zupełnie nie wiem do czego on mi ma służyć?
|
|
| | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Super, to ja poczekam, aż tego dokona. Wiesz, że szanse na to są marne generalnie, tym bardziej za Twojego życia. >Tak z grubsza to zasady znamy wszystkie. Po Darwinie naturalizm odesłał religijne wyjaśnienia do lamusa. W dobie neurochirurgii monizm jest faktem. Czy Twój optymizm poznawczy jest większy niż Kelvina? Przypomnę tylko znaną zapewne historię:
Lord Kelvin w końcu XIX wieku wygłosił odczyt, w którym zapowiedział, że po rozwiązaniu kilku "drobnych problemów" można będzie ogłosić koniec nauki. Zdaniem Kelvina wszystko już zostało odkryte. Dosłownie nazajutrz po jego odczycie nadszedł rok 1900, w którym Max Planck rozpoczął pracę nad podstawami fizyki kwantowej, a pięć lat później Albert Einstein wysłał do wydawcy artykuł na temat szczególnej teorii względności.
>Nawet znając wszystkie zasady zasadniczo nie da się niczego wykluczyć. Racjonaliści opierają się tylko na dotychczasowym doświadczeniu. Jednak to nie powód, by tolerować zalew religijnej głupoty wciskającej biednym dzieciom do głów ideologiczny kit. A przecież zaczyna się niewinnie - od dopuszczania fantazji co do nieznanego. Wyjaśniam Ci zatem moje stanowisko w sprawie boga. Dopuszczam istnienie takiego bytu w oparciu o kilka marnych przesłanek: 1. Obserwacja świata w którym żyje oraz wyniki badań naukowych utwierdzają mnie w przekonaniu, że wszystko co się zdarza, ma przyczynę/y. Prowadzi to zatem do wniosku, że musiała być jakaś przyczyna powstania świata/materii. To stary argument, ale ciągle żywy i mocny. 2. Od czasów "małpy mądrzejszej" człowiek odwołuje się w swoim życiu do jakiegoś świata pozamaterialnego, jest to obecne we wszystkich (może prawie) cywilizacjach i jest faktem. 3. Są potwierdzone obiektywnie (a przynajmniej uprawdopodobnione) oraz mnóstwo subiektywnych zdarzeń, które można kwalifikować jako spotkania z "czymś" w rodzaju boga. 4. Intuicyjnie "czuje" istnienie takiego bytu, od czasu do czasu.
Te wszystkie przesłanki są słabe, bo: 1. Materia mogła istnieć od zawsze, a przynajmniej jest to równie prawdopodobne, o ile nie bardziej niż to, że był Stworzyciel. 2. Historia religii rzuca pewne światło na sprawy powstania wierzeń oraz obnaża setki bogów, którzy zostali wymyśleni i unicestwieni "w branży". 3. Można powiedzieć, że "urojenia", a przynajmniej liczba nieprawdziwych zdarzeń tego typu (już zbadanych) przytłacza liczbę zdarzeń potwierdzających kontakt z "czymś" lub uprawdopodabniających to. 4. Kulturowe "inprinty".
Nie dostosowuje swojego życia do boga, nie chodzę na pielgrzymki, nie słucham RM, cudów nie doświadczam, nie zamierzam nikogo mordować z powodu jego niewiary, TYLKO dopuszczam istnienie takiego bytu - boga. A ze znanych mi kulturowych ram, które boga jakoś próbują okiełznać, najbliżej mi do boga chrześcijan, bo zgadzam się z wieloma zasadami i propagowanymi wartościami. Prawdopodobnie dlatego, że w tej kulturze żyję.
>Masz rację: może i nawet gdzieś jest jakiś Bóg ... tylko zupełnie nie wiem do czego on mi ma służyć? A to już inna bajka.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | > >Super, to ja poczekam, aż tego dokona.> Wiesz, że szanse na to są marne generalnie, tym bardziej za Twojego życia.A skąd nagle ta wiedza? Myślałem, że wszystko jest możliwe? > Czy Twój optymizm poznawczy jest większy niż Kelvina? Przypomnę tylko znaną zapewne historię:> Lord Kelvin w końcu XIX wieku wygłosił odczyt, w którym zapowiedział, że po rozwiązaniu kilku "drobnych problemów" można będzie ogłosić koniec nauki. Zdaniem Kelvina wszystko już zostało odkryte. Dosłownie nazajutrz po jego odczycie nadszedł rok 1900, w którym Max Planck rozpoczął pracę nad podstawami fizyki kwantowej, a pięć lat później Albert Einstein wysłał do wydawcy artykuł na temat szczególnej teorii względności.Historia bardzo pouczająca (również w kontekście tezy, jakoby wszystko "musiało" mieć swoją przyczynę, o czym poniżej). Nauka badając przyrodę dociera do nowych odkryć, w związku z czym pojawiają się nowe pytania. Dla mnie to jest naturalne i zupełnie nie rozumiem, co to może mieć wspólnego ze Smokiem Wawelskim lub z Bogiem. > Wyjaśniam Ci zatem moje stanowisko w sprawie boga. Dopuszczam istnienie takiego bytu w oparciu o kilka marnych przesłanek:> 1. Obserwacja świata w którym żyje oraz wyniki badań naukowych utwierdzają mnie w przekonaniu, że wszystko co się zdarza, ma przyczynę/y.A mnie - wręcz przeciwnie - wiedza naukowa utwierdza w przekonaniu, że wcale nie wszystko musi mieć przyczynę. Masz dominująca w fizyce, indeterministyczną interpretację kopenhaską mechaniki kwantowej (a nawet przy interpretacji deterministycznej musimy pogodzić się z nielokalnością, która moim zdaniem i tak urąga klasycznie pojętej przyczynowości.). W ramach elektromagnetyzmu masz symetryczność równań Maxwella w czasie, co oznacza, że dzisiejszy pomiar może być przyczyną zjawisk w przeszłości. Masz osobliwości, typu czarne dziury, w przypadku których jak na mój gust nie można sensownie mówić o przyczynowości. Masz wreszcie wielki wybuch, przy którym o fizyce (i o przyczynowości) można zacząć mówić dopiero od pewnej wielkości, poniżej której uprawianie nauki w ogóle nie jest możliwe. Oczywiście zawsze i wszędzie można dorobić przyczyny duchowe, żeby się lepiej poczuć. > Prowadzi to zatem do wniosku, że musiała być jakaś przyczyna powstania świata/materii. To stary argument, ale ciągle żywy i mocny.Argument stary, ale nauka dawno go obaliła. Nasze myślenie wszędzie szuka przyczyn, ale wcale ich być nie musi, a nawet jest prawdopodobne, że ich nie ma. Ja rozumiem, że to jest problematyczne i że z rozpaczy nad tym niedopasowaniem świata do naszych wyobrażeń łatwo wpaść w ramiona Boga. > 2. Od czasów "małpy mądrzejszej" człowiek odwołuje się w swoim życiu do jakiegoś świata pozamaterialnego, jest to obecne we wszystkich (może prawie) cywilizacjach i jest faktem.Tak, to prawda. Moim zdaniem jest to skutek nabycia przez homo sapiens wyprostowanej postawy, która sprzyja zaglądaniu poza horyzont, a ściślej rzecz biorąc ewolucyjnemu rozwojowi tych części mózgu, które odpowiadają za myślenie fantazyjne i artystyczne. > 3. Są potwierdzone obiektywnie (a przynajmniej uprawdopodobnione) oraz mnóstwo subiektywnych zdarzeń, które można kwalifikować jako spotkania z "czymś" w rodzaju boga.Tak, jest nawet hełm Boga. Dziwne tylko, że chrześcijanin będzie widział Jezusa, muzułmanin Mohameta, buddysta zen "pustkę", a ateista będzie odczuwal stan relaksacji. Mi się najbardziej podoba stan relaksacji. > 4. Intuicyjnie "czuje" istnienie takiego bytu, od czasu do czasu.Ja też i co z tego? > Te wszystkie przesłanki są słabeDokładnie tak > Nie dostosowuje swojego życia do boga, nie chodzę na pielgrzymki, nie słucham RM, cudów nie doświadczam, nie zamierzam nikogo mordować z powodu jego niewiary, TYLKO dopuszczam istnienie takiego bytu - boga.W ogóle nie mam z tym problemu, tylko po co o tym tyle pisać. Przecież sedno ciężaru dowodu i w ogóle podejścia naukowego polega właśnie na tym, że dopuszczamy wszystko, ale koncentrujemy się na tym, co można wykazać. > A ze znanych mi kulturowych ram, które boga jakoś próbują okiełznać, najbliżej mi do boga chrześcijan, bo zgadzam się z wieloma zasadami i propagowanymi wartościami.Z miłością bliźniego nie mam większego problemu. Pytanie jednak o praktykę. Tu np. religia rzymska poprzez Pax Romana i poprzez wynikającą z tej zasady rzeczywistą tolerancję wobec innych religii była znacznie bardziej miłościwa (i w ogóle umożliwiła powstanie chrześcijaństwa) od wyznających już tylko jedynie słuszną prawdę czcicieli Boga Miłości, którzy wpędzili Europę w mroki średniowiecza. Np. w Polsce do dzisiaj jeszcze nie zostały one w pełni oświecone. > Prawdopodobnie dlatego, że w tej kulturze żyję.Tu muszę Ci przyznać rację. Jednak dla rozwoju kultury (jej ewolucji) liczą się nowe idee. Skoro mamy już druk i wiemy, że ziemia jest kulą, to co stoi na przeszkodzie, by szerzyć humanizm?
|
|
| | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >>Super, to ja poczekam, aż tego dokona.> >Wiesz, że szanse na to są marne generalnie, tym bardziej za Twojego życia.> A skąd nagle ta wiedza? Myślałem, że wszystko jest możliwe?Oczywiście, ale mało prawdopodobne, natomiast nie wykluczam tego. > Historia bardzo pouczająca (również w kontekście tezy, jakoby wszystko "musiało" mieć swoją przyczynę, o czym poniżej).No właśnie. > Nauka badając przyrodę dociera do nowych odkryć, w związku z czym pojawiają się nowe pytania. Dla mnie to jest naturalne i zupełnie nie rozumiem, co to może mieć wspólnego ze Smokiem Wawelskim lub z Bogiem.A je przecież o żadnych szczególnych związkach nie piszę. > >Wyjaśniam Ci zatem moje stanowisko w sprawie boga. Dopuszczam istnienie takiego bytu w oparciu o kilka marnych przesłanek:> >1. Obserwacja świata w którym żyje oraz wyniki badań naukowych utwierdzają mnie w przekonaniu, że wszystko co się zdarza, ma przyczynę/y.> A mnie - wręcz przeciwnie...Jest jednak różnica, ja mówię o obserwacjach, a Ty bardziej o "intepretacjach", "modelach", "równaniach" "na Twój gust" itd... Wg mnie obserwacje są "mocniejsze", chociaż oczywiście to o czym piszesz jest bardzo ciekawe i stanowi też ważną rzecz w tej dyskusji. > Oczywiście zawsze i wszędzie można dorobić przyczyny duchowe, żeby się lepiej poczuć.Tutaj akurat nic nie dorabiałem. > >Prowadzi to zatem do wniosku, że musiała być jakaś przyczyna powstania świata/materii. To stary argument, ale ciągle żywy i mocny.> Argument stary, ale nauka dawno go obaliła. Nasze myślenie wszędzie szuka przyczyn, ale wcale ich być nie musi, a nawet jest prawdopodobne, że ich nie ma. Ja rozumiem, że to jest problematyczne i że z rozpaczy nad tym niedopasowaniem świata do naszych wyobrażeń łatwo wpaść w ramiona Boga.Nauka obaliła przyczynowość? Masz jakieś DOWODY? Przedstaw! Chętnie zobaczę. Pokaż jednak DOWÓD. Wg mnie są jakieś przesłanki, że w pewnych warunkach, przy pewnych załozeniach, coś tam się dzieje lub może dziać dziwnego, itd ... ale dowód? > >2. Od czasów "małpy mądrzejszej" człowiek odwołuje się w swoim życiu do jakiegoś świata pozamaterialnego, jest to obecne we wszystkich (może prawie) cywilizacjach i jest faktem.> Tak, to prawda. Moim zdaniem jest to skutek nabycia przez homo sapiens wyprostowanej postawy, która sprzyja zaglądaniu poza horyzont, a ściślej rzecz biorąc ewolucyjnemu rozwojowi tych części mózgu, które odpowiadają za myślenie fantazyjne i artystyczne.A moim zdaniem, jest to skutek odczuwania istnienia istoty wyższej, które jest dane tylko gatunkom posiadającym wystarczająco rozbudowany mózg. To miłe, że wymieniliśmy opinie. > >3. Są potwierdzone obiektywnie (a przynajmniej uprawdopodobnione) oraz mnóstwo subiektywnych zdarzeń, które można kwalifikować jako spotkania z "czymś" w rodzaju boga.> Tak, jest nawet hełm Boga. Dziwne tylko, że chrześcijanin będzie widział Jezusa, muzułmanin Mohameta, buddysta zen "pustkę", a ateista będzie odczuwal stan relaksacji. Mi się najbardziej podoba stan relaksacji.Nie jest to takie dziwne. Każdy jest inny, i ma zdolności/cechy określone i to dość normalne, że są różnice w reakcji na określone bodźce, zwłaszcza przez mózg, gdy mimo wszystko jeszcze nie znamy go do końca. Są też uwarunkowania kulturowe. > >4. Intuicyjnie "czuje" istnienie takiego bytu, od czasu do czasu.> Ja też i co z tego?Uważaj, ja sobie to jakoś wytłumaczę, ale Tobie może stać się krzywda. > >Te wszystkie przesłanki są słabe> Dokładnie tak> >Nie dostosowuje swojego życia do boga, nie chodzę na pielgrzymki, nie słucham RM, cudów nie doświadczam, nie zamierzam nikogo mordować z powodu jego niewiary, TYLKO dopuszczam istnienie takiego bytu - boga.> W ogóle nie mam z tym problemu ...,To OK. > >A ze znanych mi kulturowych ram, które boga jakoś próbują okiełznać, najbliżej mi do boga chrześcijan, bo zgadzam się z wieloma zasadami i propagowanymi wartościami.> Z miłością bliźniego nie mam większego problemu. Pytanie jednak o praktykę...No właśnie. To jednak jest już nieco inna dyskusja. > >Prawdopodobnie dlatego, że w tej kulturze żyję.> Tu muszę Ci przyznać rację. Jednak dla rozwoju kultury (jej ewolucji) liczą się nowe idee. Skoro mamy już druk i wiemy, że ziemia jest kulą, to co stoi na przeszkodzie, by szerzyć humanizm?Ktoś wówczas widocznie myślał, że tak jak zrobił będzie lepiej.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > >A skąd nagle ta wiedza? Myślałem, że wszystko jest możliwe?> Oczywiście, ale mało prawdopodobne, natomiast nie wykluczam tego.To dobrze, nauka nie uznaje dogmatów. > >Nauka badając przyrodę dociera do nowych odkryć, w związku z czym pojawiają się nowe pytania. Dla mnie to jest naturalne i zupełnie nie rozumiem, co to może mieć wspólnego ze Smokiem Wawelskim lub z Bogiem.> A je przecież o żadnych szczególnych związkach nie piszę.A kto pisze o Bogu wpływającym na świat? Może jakiś dowód na takiego Jegomościa? > >>1. Obserwacja świata w którym żyje oraz wyniki badań naukowych utwierdzają mnie w przekonaniu, że wszystko co się zdarza, ma przyczynę/y.> >A mnie - wręcz przeciwnie...> Jest jednak różnica, ja mówię o obserwacjach, a Ty bardziej o "intepretacjach", "modelach", "równaniach" "na Twój gust" itd... Wg mnie obserwacje są "mocniejsze", chociaż oczywiście to o czym piszesz jest bardzo ciekawe i stanowi też ważną rzecz w tej dyskusji.Fizyka kwantowa opiera się na obserwacji i doświadczeniu. Cały świat jest kwantowy, a fakt, że w ogóle możemy go odbierać klasycznie zawdzięczamy ścisle kwantowemu zjawisku dekoherencji. Jakiej interpretacji byś tu nie przyjął typowo klasyczna przyczynowość się rozpada (przynajmniej ze względu na nielokalność). Jednak nie jestem tu ekspertem i ze znacznie większym znawstwem przedmotu mógłby się tu wypowiedzieć miedzy innymi Pan Fizyk. > >Oczywiście zawsze i wszędzie można dorobić przyczyny duchowe, żeby się lepiej poczuć.> Tutaj akurat nic nie dorabiałem.Nie, Ty tylko cały czas gadasz o możliwości ich istnienia. > Nauka obaliła przyczynowość? Masz jakieś DOWODY? Przedstaw!Ja nie napisałem, że "nauka obaliła przyczynowość", a jedynie, że obaliła twierdzenie, jakoby wszystko musiało mieć przyczyny. To Ty wskaż co decyduje o tym, że pewne atomy rozpadają się np. po 3 sekundach, a inne po 12 latach. Udowodnij istnienie jakiejś przyczyny. (Natomiast są tu również bardzo zdolni biolodzy, którzy wyjaśnią Ci to również w ich zakresie zainteresowań.  ) > A moim zdaniem, jest to skutek odczuwania istnienia istoty wyższej, które jest dane tylko gatunkom posiadającym wystarczająco rozbudowany mózg.Jakiś dowód na istnienie takiej istoty? > To miłe, że wymieniliśmy opinie.Tak. > >>4. Intuicyjnie "czuje" istnienie takiego bytu, od czasu do czasu.> >Ja też i co z tego?> Uważaj, ja sobie to jakoś wytłumaczę, ale Tobie może stać się krzywda.Obawiam się, że jest dokładnie odwrotnie. [Natomiast gdyby bóg okazał się być judeochrześcijański i chciałby mnie ukarać na sądzie za niewiarę, to najpierw zaproponuję rozpatrzenie w pierwszej kolejności ludobójstw, których dopuścił się sam, nastepnie ludobójstw, których dokonano w jego imieniu, następnie ludobójstw, którym nie zapobiegł, chociaż mógł, następnie paru innych grzeszków, a dopiero potem mojej w niego niewiary. Gdyby się zgodził zając najpierw cięższymi przestępstwami (oni chyba muszą mieć jakiś wydział wewnętrzny?), to trochę czasu by potrwało, zanim skazałby mnie. Może w międzyczasie, we własnym interesie ogłosiłby amnestię i by mi się u-piekło] > >Jednak dla rozwoju kultury (jej ewolucji) liczą się nowe idee. Skoro mamy już druk i wiemy, że ziemia jest kulą, to co stoi na przeszkodzie, by szerzyć humanizm?> Ktoś wówczas widocznie myślał, że tak jak zrobił będzie lepiej. Mi chodzi o DZISIAJ!
|
|
| | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > To dobrze, nauka nie uznaje dogmatów.też się cieszę. > >>Nauka badając przyrodę dociera do nowych odkryć, w związku z czym pojawiają się nowe pytania. Dla mnie to jest naturalne i zupełnie nie rozumiem, co to może mieć wspólnego ze Smokiem Wawelskim lub z Bogiem.> >A je przecież o żadnych szczególnych związkach nie piszę.> A kto pisze o Bogu wpływającym na świat? Może jakiś dowód na takiego Jegomościa?A to sorry nie pojąłem o co Ci chodzi. Nie mam dowodów, żadnych, posiadam tylko przesłanki. > Fizyka kwantowa opiera się na obserwacji i doświadczeniu. Cały świat jest kwantowy, a fakt, że w ogóle możemy go odbierać klasycznie zawdzięczamy ścisle kwantowemu zjawisku dekoherencji. Jakiej interpretacji byś tu nie przyjął typowo klasyczna przyczynowość się rozpada (przynajmniej ze względu na nielokalność). Jednak nie jestem tu ekspertem i ze znacznie większym znawstwem przedmotu mógłby się tu wypowiedzieć miedzy innymi Pan Fizyk.Wg mojej wiedzy, to co wynika z fizyki kwantowej o przyczynowości, nie jest dowodem na jej brak lub niekonieczność w świecie, ale próbą ogarnięcia wyników badań. Przyznam szczerze, dowodów nie widziałem, ale też nie jestem fachowcem. > >>Oczywiście zawsze i wszędzie można dorobić przyczyny duchowe, żeby się lepiej poczuć.> >Tutaj akurat nic nie dorabiałem.> Nie, Ty tylko cały czas gadasz o możliwości ich istnienia.Słucham? Wg mnie wszystko co istnieje lub może zaistnieć jest fizyczne. > >Nauka obaliła przyczynowość? Masz jakieś DOWODY? Przedstaw!> Ja nie napisałem, że "nauka obaliła przyczynowość", a jedynie, że obaliła twierdzenie, jakoby wszystko musiało mieć przyczyny.Nie sądzę. To o czym piszesz, to raczej modele i równania oraz obserwacje pojedynczych cząstek, a nie dowody. > To Ty wskaż co decyduje o tym, że pewne atomy rozpadają się np. po 3 sekundach, a inne po 12 latach. Udowodnij istnienie jakiejś przyczyny.Pewnie jakieś siły na nie działają, coś w nie walnie, albo nie. Rozumiem jednak wagę tego argumentu. Tyle tylko, że masz tysiące doświadczeń, potwierdzonych że przyczyny są i wiele doświadczeń w których po prostu nie wiesz do końca co się dzieje. Wyciąganie z tychże, wniosku o braku przyczyn jest nieuprawnione. > (Natomiast są tu również bardzo zdolni biolodzy, którzy wyjaśnią Ci to również w ich zakresie zainteresowań. )Walnę setkę i poczekam. > >A moim zdaniem, jest to skutek odczuwania istnienia istoty wyższej, które jest dane tylko gatunkom posiadającym wystarczająco rozbudowany mózg.> Jakiś dowód na istnienie takiej istoty?Nie ma! > >To miłe, że wymieniliśmy opinie.> Tak.> >>>4. Intuicyjnie "czuje" istnienie takiego bytu, od czasu do czasu.> >>Ja też i co z tego?> >Uważaj, ja sobie to jakoś wytłumaczę, ale Tobie może stać się krzywda.> Obawiam się, że jest dokładnie odwrotnie.Niestety, nie udowodnimy sobie tego. > [Natomiast gdyby bóg okazał się być judeochrześcijański i chciałby mnie ukarać na sądzie za niewiarę, to najpierw zaproponuję rozpatrzenie w pierwszej kolejności ludobójstw, których dopuścił się sam, nastepnie ludobójstw, których dokonano w jego imieniu, następnie ludobójstw, którym nie zapobiegł, chociaż mógł, następnie paru innych grzeszków, a dopiero potem mojej w niego niewiary. Gdyby się zgodził zając najpierw cięższymi przestępstwami (oni chyba muszą mieć jakiś wydział wewnętrzny?), to trochę czasu by potrwało, zanim skazałby mnie. Może w międzyczasie, we własnym interesie ogłosiłby amnestię i by mi się u-piekło]Takie opinie są emocjonalne, widzisz bowiem krzywdę i się dziwisz, jak bóg może do tego dopuścić, itd ... To normalne, ludzkie. Jeśli jednak przez chwilę, roboczo, dopuścisz jego istnienie (a rozważając stawanie przed sądem tak robisz) to musisz też dopuścić założenie o tym, że nie "ogarniasz" Pana Boga, nie rozumiesz go, nie pojmujesz. W związku z tym, jesli czegoś nie rozumiesz, nie masz prawa do wygłaszania sądów/ocen (przynajmniej rozsadny człowiek tak powinien czynić, a zakładam że takim jesteś), możesz (powinienś) dopytać raczej o co temu bogu chodziło. To co napisałeś to klasyczne poplątanie: zakładam że bóg istnieje i jednocześnie posługuje się ludzką logiką,a nie boską. > >>Jednak dla rozwoju kultury (jej ewolucji) liczą się nowe idee. Skoro mamy już druk i wiemy, że ziemia jest kulą, to co stoi na przeszkodzie, by szerzyć humanizm?> >Ktoś wówczas widocznie myślał, że tak jak zrobił będzie lepiej.> Mi chodzi o DZISIAJ!A nie słyszałem, żeby KrK (bo chyba o to Ci chodzi) zabraniał co do zasady rozwoju nauki.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > >A kto pisze o Bogu wpływającym na świat? Może jakiś dowód na takiego Jegomościa?> A to sorry nie pojąłem o co Ci chodzi. Nie mam dowodów, żadnych, posiadam tylko przesłanki.Te przesłanki powstały w Twoich myślach. Mają pewne podstawy w sytuacji człowieka w fizycznym świecie, ale Twe oparte na nich wnioskowanie jest empirycznie nieuzasadnione. > >>>Oczywiście zawsze i wszędzie można dorobić przyczyny duchowe, żeby się lepiej poczuć.> >>Tutaj akurat nic nie dorabiałem.> >Nie, Ty tylko cały czas gadasz o możliwości ich istnienia.> Słucham? Wg mnie wszystko co istnieje lub może zaistnieć jest fizyczne.To o czym my w ogóle rozmawiamy? Nauka odsłania przed nami sposób funkcjonowania tego "wszystkiego" i stosuje w tym celu metodologię opartą na empiryźmie jednoczesnie niczego nie wykluczając. Zupełnie nie rozumiem, co to ma mieć wspólnego z Bogiem, które to słowo jest zarezerwowane dla istot z gruntu "niefizycznych". > >To Ty wskaż co decyduje o tym, że pewne atomy rozpadają się np. po 3 sekundach, a inne po 12 latach. Udowodnij istnienie jakiejś przyczyny.> Pewnie jakieś siły na nie działają, coś w nie walnie, albo nie. Rozumiem jednak wagę tego argumentu. Tyle tylko, że masz tysiące doświadczeń, potwierdzonych że przyczyny są i wiele doświadczeń w których po prostu nie wiesz do końca co się dzieje. Wyciąganie z tychże, wniosku o braku przyczyn jest nieuprawnione.A wyciąganie wniosku o istnieniu przyczyn wydaje ci się uprawnione zawsze i wszędzie, nawet tam gdzie ich zupełnie nie widać, tylko dlatego, że gdzie indziej potrafisz je wskazać? Jest to zupełnie nieuprawnione uogólnienie. > >(Natomiast są tu również bardzo zdolni biolodzy, którzy wyjaśnią Ci to również w ich zakresie zainteresowań. )> Walnę setkę i poczekam.Będę wobec Ciebie przez chwilę taki, jak Twój Bóg - dla Ciebie zupełnie niezrozumiały, ale kierujący się własną logiką: Gdy bardzo długo nie potrafię zrozumieć jakiegoś naukowego opisu zjawisk przyrodniczych, wówczas wystarczy, że porozmawiam na ten temat z Tobą i wtedy te naukowe opisy stają się dla mnie natychmiast zrozumiałe i w pełni je akceptuję. Pomimo, że zwracam się w tym zdaniu do Ciebie, nie jest ono w ogóle do Ciebie skierowane, a osoba, do której jest rzeczywiście skierowane natychmiast to rozpozna i w pełni je zrozumie. > Takie opinie są emocjonalne, widzisz bowiem krzywdę i się dziwisz, jak bóg może do tego dopuścić, itd ... To normalne, ludzkie. Jeśli jednak przez chwilę, roboczo, dopuścisz jego istnienie (a rozważając stawanie przed sądem tak robisz) to musisz też dopuścić założenie o tym, że nie "ogarniasz" Pana Boga, nie rozumiesz go, nie pojmujesz.Tak, tylko taki Pan Bóg jest właśnie nieetyczny już z tego tylko względu, że nie uzasadnia przed ludźmi swoich wyroków, które zapadają na tym padole łez. Nie wiadomo dlaczego muszą oni cierpieć. > W związku z tym, jesli czegoś nie rozumiesz, nie masz prawa do wygłaszania sądów/ocen (przynajmniej rozsadny człowiek tak powinien czynić, a zakładam że takim jesteś), możesz (powinienś) dopytać raczej o co temu bogu chodziło.Jako rozsądny i jednocześnie emocjonalny człowiek mogę tylko dwoma rękami podpisać się pod zdaniem Christophera Hitchensa: Gdyby przyszedł do mnie Bóg i kazał mi złożyć mu w ofierze moje dziecko odpowiedziałbym mu: SPIE.DALAJ! (I naprawdę bardzo trudno przyszło mi tu wstawienie kropki zamiast odpowiedniej litery). > To co napisałeś to klasyczne poplątanie: zakładam że bóg istnieje i jednocześnie posługuje się ludzką logiką,a nie boską.J.w. (nawet bez wykropkowanych liter) > >>A moim zdaniem, jest to skutek odczuwania istnienia istoty wyższej, które jest dane tylko gatunkom posiadającym wystarczająco rozbudowany mózg.> >Jakiś dowód na istnienie takiej istoty?> Nie ma!No właśnie, koniec dyskusji. > >>>Jednak dla rozwoju kultury (jej ewolucji) liczą się nowe idee. Skoro mamy już druk i wiemy, że ziemia jest kulą, to co stoi na przeszkodzie, by szerzyć humanizm?> >>Ktoś wówczas widocznie myślał, że tak jak zrobił będzie lepiej.> > Mi chodzi o DZISIAJ!> A nie słyszałem, żeby KrK (bo chyba o to Ci chodzi) zabraniał co do zasady rozwoju nauki.Zupełnie nie chodzi mi o KrK. Chodzi mi o Ciebie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Te przesłanki powstały w Twoich myślach. Mają pewne podstawy w sytuacji człowieka w fizycznym świecie, ale Twe oparte na nich wnioskowanie jest empirycznie nieuzasadnione. Z grubsza się zgodzę. Jednak to nic złego, ani niestosownego analizować rzeczywistość, wyciągać wnioski, budować modele, itd ... Oczywiście wnioskowanie o istnieniu boga jest empirycznie nieuzasadnione, ale już o dopuszczeniu jego istnienia, na poziomie większym niż istnienie gargamela już tak. Przynajmniej tak myślę. >To o czym my w ogóle rozmawiamy? Nauka odsłania przed nami sposób funkcjonowania tego "wszystkiego" i stosuje w tym celu metodologię opartą na empiryźmie jednoczesnie niczego nie wykluczając. Zupełnie nie rozumiem, co to ma mieć wspólnego z Bogiem, które to słowo jest zarezerwowane dla istot z gruntu "niefizycznych". Ja cały czas odnoszę się do mojego boga, z mojej (marnej jak większość uważa) definicji. W niej nic nie ma o boga pozamaterialnym, ani materialnym. Mój bóg jest fizyczny (z założenia istnieje: a jak coś istnieje to musi takie być - fizyczne). Podział na świat "fizyczny" i "niefizyczny", w sytuacji gdy rozważamy byt, który istnieje, jest bez sensu. Tak na marginesie, uważam ten podział za sztuczny, zaciera się właśnie gdzieś w fizyce kwantowej...
>>>To Ty wskaż co decyduje o tym, że pewne atomy rozpadają się np. po 3 sekundach, a inne po 12 latach. Udowodnij istnienie jakiejś przyczyny. >>Pewnie jakieś siły na nie działają, coś w nie walnie, albo nie. Rozumiem jednak wagę tego argumentu. Tyle tylko, że masz tysiące doświadczeń, potwierdzonych że przyczyny są i wiele doświadczeń w których po prostu nie wiesz do końca co się dzieje. Wyciąganie z tychże, wniosku o braku przyczyn jest nieuprawnione. >A wyciąganie wniosku o istnieniu przyczyn wydaje ci się uprawnione zawsze i wszędzie, nawet tam gdzie ich zupełnie nie widać, tylko dlatego, że gdzie indziej potrafisz je wskazać? Jest to zupełnie nieuprawnione uogólnienie. Tak jest to uogólnienie, ale w mojej ocenie bardziej uprawnione niż Twoje. Inaczej: są pewne przesłanki że nie wszystko ma przyczynę, są jednak słabe, jeszcze wiele rzeczy tam nie rozumiemy, itd... Natomiast przyczynowość zjawisk jest łatwo obserwowalna i zrozumiała, bardziej też fizycznie zbadana niż matematycznie wymodelowana. Dlatego przyjmuję przyczynowość na 99%, ale pewności 100% nie mam. Te 99% (niech nawet 90%) to dla mnie już mocna przesłanka. >Będę wobec Ciebie przez chwilę taki, jak Twój Bóg... faktycznie nie rozumiem
>Tak, tylko taki Pan Bóg jest właśnie nieetyczny już z tego tylko względu, że nie uzasadnia przed ludźmi swoich wyroków, które zapadają na tym padole łez. Nie wiadomo dlaczego muszą oni cierpieć. A cóż to jest etyka? Kto ustala zasady? Problem polega na tym, że zakładając istnienie boga, musisz dopuścić inną logikę (boską), wtedy nasze oceny są G warte. Wiem, że to praktycznie zamyka możliwość oskarżania boga, pozostaje tylko być "potulnym baranem". Niemniej to co piszę jest logiczne. >Jako rozsądny i jednocześnie emocjonalny człowiek mogę tylko dwoma rękami podpisać się pod zdaniem Christophera Hitchensa: Gdyby przyszedł do mnie Bóg i kazał mi złożyć mu w ofierze moje dziecko odpowiedziałbym mu: SPIE.DALAJ! (I naprawdę bardzo trudno przyszło mi tu wstawienie kropki zamiast odpowiedniej litery). Być może zdziwisz się, ale ja postąpiłbym podobnie. >>To co napisałeś to klasyczne poplątanie: zakładam że bóg istnieje i jednocześnie posługuje się ludzką logiką,a nie boską. >J.w. (nawet bez wykropkowanych liter) Można i tak. Myślę, że jednak rozumeisz, to co napisałem. >>>>A moim zdaniem, jest to skutek odczuwania istnienia istoty wyższej, które jest dane tylko gatunkom posiadającym wystarczająco rozbudowany mózg. >>>Jakiś dowód na istnienie takiej istoty? >>Nie ma! >No właśnie, koniec dyskusji. Niby dlaczego? Gdybyśmy jako ludzie, rozmawiali tylko o tym, na co są dowody to daleko byśmy nie zaszli. Najpierw jest dostrzeżenie "czegoś", albo tylko "wyobrażenie", że może coś takie lub inne być, potem sprawdzanie, a potem dopiero dowód. W przypadku boga, jeśli w ogóle istnieje, jesteśmy być może na początku tej drogi. >Zupełnie nie chodzi mi o KrK. Chodzi mi o Ciebie. No to zupełnie nie kumam o co Ci chodzi. Czy ja zabraniam komukolwiek szerzyć humanizm?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > >Te przesłanki powstały w Twoich myślach. Mają pewne podstawy w sytuacji człowieka w fizycznym świecie, ale Twe oparte na nich wnioskowanie jest empirycznie nieuzasadnione.> Z grubsza się zgodzę.Cieszę się. Tak szybko można dojść do zgody (przynajmniej z grubsza). > Jednak to nic złego, ani niestosownego analizować rzeczywistość, wyciągać wnioski, budować modele, itd ...Oczywiście. > Oczywiście wnioskowanie o istnieniu boga jest empirycznie nieuzasadnione,Dokładnie tak. > ale już o dopuszczeniu jego istnienia, na poziomie większym niż istnienie gargamela już tak. Przynajmniej tak myślę.Bóg tak jak Ty go zdefiniowałeś - inteligentny i wpływający na świat jest dopuszczalny dopiero po odrzuceniu dorobku nauki. Jest możliwy dopiero po zmianie praw fizyki, a to dlatego, że znamy już przekształcenia materii od prawie samego początku wszechświata do dzisiaj (jeśli nawet nie w szczegółach, to jasne jest, że mogło to wszystko powstać bez dodatkowych, jakichś zasadniczo nieznanych - np. boskich - sił) i trudno tu już gdziekolwiek zmieścić jakąś boską ingerencję. I dlatego to jest mniej więcej taki sam stopień prawdopodobieństwa istnienia, jak w przypadku gargamela. > Ja cały czas odnoszę się do mojego boga, z mojej (marnej jak większość uważa) definicji. W niej nic nie ma o boga pozamaterialnym, ani materialnym. Mój bóg jest fizyczny (z założenia istnieje: a jak coś istnieje to musi takie być - fizyczne). Podział na świat "fizyczny" i "niefizyczny", w sytuacji gdy rozważamy byt, który istnieje, jest bez sensu.Masz rację, ale to może zrób jeszcze krok dalej i niech ten Bóg będzie jeszcze weryfikowalny? > >A wyciąganie wniosku o istnieniu przyczyn wydaje ci się uprawnione zawsze i wszędzie, nawet tam gdzie ich zupełnie nie widać, tylko dlatego, że gdzie indziej potrafisz je wskazać? Jest to zupełnie nieuprawnione uogólnienie.> Tak jest to uogólnienie, ale w mojej ocenie bardziej uprawnione niż Twoje. Inaczej: są pewne przesłanki że nie wszystko ma przyczynę, są jednak słabe, jeszcze wiele rzeczy tam nie rozumiemy, itd...Najlepiej przyjąć Boga i wtedy obojętnie, czy są przyczyny, czy ich nie ma wszystko staje się jasne. Bóg zawsze jest przyczyną i sprawa załatwiona. A racjonaliści nawet się z takim założeniem średnio chcą kłócić. Jedynie właśnie jakiś dowodzik...? > Natomiast przyczynowość zjawisk jest łatwo obserwowalna i zrozumiała, bardziej też fizycznie zbadana niż matematycznie wymodelowana. Dlatego przyjmuję przyczynowość na 99%, ale pewności 100% nie mam. Te 99% (niech nawet 90%) to dla mnie już mocna przesłanka.Jak dla mnie Ty myślisz całkiem nawet sceptycznie, tyle że konsekwentnie powinieneś również sceptycznie podchodzić przede wszystkim do swoich pomysłów, zwłaszcza tych, które są - jak sam przyznajesz - niedowiedzione. > >Tak, tylko taki Pan Bóg jest właśnie nieetyczny już z tego tylko względu, że nie uzasadnia przed ludźmi swoich wyroków, które zapadają na tym padole łez. Nie wiadomo dlaczego muszą oni cierpieć.> A cóż to jest etyka? Kto ustala zasady? Problem polega na tym, że zakładając istnienie boga, musisz dopuścić inną logikę (boską), wtedy nasze oceny są G warte. Wiem, że to praktycznie zamyka możliwość oskarżania boga, pozostaje tylko być "potulnym baranem". Niemniej to co piszę jest logiczne.Wolę być chyba nielogiczny i cieszę się, że empiria na razie przyznaje mi rację. I to nawet jeśli dokładnie w chwili kliknięcia na przycisk "odpowiedz" po napisaniu poprzedniego wpisu, w którym napisałem, że powiedziałbym bogu "spie.dalaj" zadzwonił telefon z domu... z wiadomością, żebym natychmiast przyjechał, bo coś się stało... Jeśli tak ma działać miłosierny bóg, to teraz jest tekst dla niego: NIKT NAS NIE JEST W STANIE SKOMPROMITOWAĆ BARDZIEJ, NIŻ UCZYNIMY TO SAMI!(Na szczęście nic bardzo poważnego się nie stało, ale przez całą drogę do domu o tym myślałem. To na ch.j mi dawałeś rozum, skoro żądasz niewolniczego posłuszeństwa? Chyba wiem ... stworzyłeś człowieka wolnym po to, by mógł Cię ktoś czcić z własnego wyboru. ... ale ... niech tylko któryś spróbuje podskoczyć...  ) Przecież to jest bez sensu.> >Jako rozsądny i jednocześnie emocjonalny człowiek mogę tylko dwoma rękami podpisać się pod zdaniem Christophera Hitchensa: Gdyby przyszedł do mnie Bóg i kazał mi złożyć mu w ofierze moje dziecko odpowiedziałbym mu: SPIE.DALAJ! (I naprawdę bardzo trudno przyszło mi tu wstawienie kropki zamiast odpowiedniej litery).> Być może zdziwisz się, ale ja postąpiłbym podobnie.Dla mnie to jest dowód na Twój humanizm. > >>To co napisałeś to klasyczne poplątanie: zakładam że bóg istnieje i jednocześnie posługuje się ludzką logiką,a nie boską.> >J.w. (nawet bez wykropkowanych liter)> Można i tak. Myślę, że jednak rozumeisz, to co napisałem.Tak, tylko zamiast poplątania ja sobie od razu daruje myślenie o Bogu, a powołuję się na niego wyłącznie hipotetycznie - celem ukazania jego obłudy i parszywości, gdyby tylko istniał. Każdy bóg okazuje się byś ostatecznie bardzo ludzki. Oczywiście, że bogowie kierują się własną logiką i tak na prawdę cierpimy tylko dla naszego dobra. Ciebie to przekonuje? > >>>Jakiś dowód na istnienie takiej istoty?> >>Nie ma!> >No właśnie, koniec dyskusji.> Niby dlaczego? Gdybyśmy jako ludzie, rozmawiali tylko o tym, na co są dowody to daleko byśmy nie zaszli. Najpierw jest dostrzeżenie "czegoś", albo tylko "wyobrażenie", że może coś takie lub inne być, potem sprawdzanie, a potem dopiero dowód. W przypadku boga, jeśli w ogóle istnieje, jesteśmy być może na początku tej drogi.Dobra, ale to trzeba mieć zacięcie teologiczne. Ostatecznie guzik z tego "wyobrażenia" "czegoś" wychodzi. > >Zupełnie nie chodzi mi o KrK. Chodzi mi o Ciebie.> No to zupełnie nie kumam o co Ci chodzi. Czy ja zabraniam komukolwiek szerzyć humanizm?Chodziło mi o Twój osobisty humanizm.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Barbiel (1106 punktów) | > I to nawet jeśli dokładnie w chwili kliknięcia na przycisk "odpowiedz" po napisaniu poprzedniego wpisu, w którym napisałem, że powiedziałbym bogu "spie.dalaj" zadzwonił telefon z domu... z wiadomością, żebym natychmiast przyjechał, bo coś się stało... Jeśli tak ma działać miłosierny bóg, to teraz jest tekst dla niego:> NIKT NAS NIE JEST W STANIE SKOMPROMITOWAĆ BARDZIEJ, NIŻ UCZYNIMY TO SAMI!> (Na szczęście nic bardzo poważnego się nie stało, ale przez całą drogę do domu o tym myślałem.Próba charakteru?  U mnie w rodzinie nie do pomyślenia byłoby takie straszenie. Jeśli już to "przyjedź, mamy sprawę, ale to nic groźnego" Albo "Jesteś potrzebny," Po co ktoś ma się denerwować więcej niż musi. Mnie też kiedyś przytrafił się niezwykły zbieg okoliczności. PS. Swoją drogą bardzo ciekawa rozmowa między Tobą i Brzostowskim Myślałem, że dam plusiki, a tu nie da się
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Wiesz, że szanse na to są marne generalnie, tym bardziej za Twojego życia. A skąd ma wiedzieć? No chyba że Ty mu powiesz, wszak bóg to Twój wymysł.
>1. Obserwacja świata w którym żyje oraz wyniki badań naukowych utwierdzają mnie w przekonaniu, że wszystko co się zdarza, ma przyczynę/y. Prowadzi to zatem do wniosku, że musiała być jakaś przyczyna powstania świata/materii. To stary argument, ale ciągle żywy i mocny. Oczywiście nie w odniesieniu do przyczyny co nie musi przecież mieć przyczyny.
>2. Od czasów "małpy mądrzejszej" człowiek odwołuje się w swoim życiu do jakiegoś świata pozamaterialnego, jest to obecne we wszystkich (może prawie) cywilizacjach i jest faktem. Nie każdy człowiek, Brzostowski, jedynie ten co bardziej otumaniony.
>3. Są potwierdzone obiektywnie (a przynajmniej uprawdopodobnione) oraz mnóstwo subiektywnych zdarzeń, które można kwalifikować jako spotkania z "czymś" w rodzaju boga. No jasne! Zatem bogów jest zatrzęsienie.
>4. Intuicyjnie "czuje" istnienie takiego bytu, od czasu do czasu. A co na to lekarz?
>Te wszystkie przesłanki są słabe, bo: I tu zgoda pełna z wyliczanką
>TYLKO dopuszczam istnienie takiego bytu - boga. Dla jasności - dopuszczasz, że to tylko ściema? Że z oślim uporem usiłujesz wcisnąć do jakiejkolwiek rozmowy coś absolutnie durnego?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > A skąd ma wiedzieć? No chyba że Ty mu powiesz, wszak bóg to Twój wymysł.Z obserwacji świata. > Oczywiście nie w odniesieniu do przyczyny co nie musi przecież mieć przyczyny.Oczywiście, że nie, ale to tylko założenie, że dalej jest ściana, której nie rozumiesz. > >2. Od czasów "małpy mądrzejszej" człowiek odwołuje się w swoim życiu do jakiegoś świata pozamaterialnego, jest to obecne we wszystkich (może prawie) cywilizacjach i jest faktem.> Nie każdy człowiek, Brzostowski, jedynie ten co bardziej otumaniony.Człowiek=cywilizacja=społeczność=plemię..., a nie pojedynczy mądrala w XXI wieku. > >3. Są potwierdzone obiektywnie (a przynajmniej uprawdopodobnione) oraz mnóstwo subiektywnych zdarzeń, które można kwalifikować jako spotkania z "czymś" w rodzaju boga.> No jasne! Zatem bogów jest zatrzęsienie.Nie wiem. Moja definicja dotyczy jakby jednego, ale nie rozstrzyga tego zagadnienia, także możesz fantazjować. Raczej chodzi o różne przejawy działania tego samego boga. > >4. Intuicyjnie "czuje" istnienie takiego bytu, od czasu do czasu.> A co na to lekarz?Diagnoza OK, chodzimy razem na msze.  > >Te wszystkie przesłanki są słabe, bo:> I tu zgoda pełna z wyliczankąWiedziałem! > >TYLKO dopuszczam istnienie takiego bytu - boga.> Dla jasności - dopuszczasz, że to tylko ściema? Że z oślim uporem usiłujesz wcisnąć do jakiejkolwiek rozmowy coś absolutnie durnego?Tak dopuszczam, że to tylko ściema, ale skoro tysiące filozofów, naukowców i innych mądrych ludzi zajmowało się jakoś bogiem, to nie sądzę aby takie rozmowy były durne.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > >A skąd ma wiedzieć? No chyba że Ty mu powiesz, wszak bóg to Twój wymysł.> Z obserwacji świata.Ale chyba ważne jest kto obserwuje? Byle matoł, czy mądry. Sam cenisz mądrych... > Tak dopuszczam, że to tylko ściema, ale skoro tysiące filozofów, naukowców i innych mądrych ludzi zajmowało się jakoś bogiem, to nie sądzę aby takie rozmowy były durne.... to za Wiki leci sobie tak: Cytat:Badania przeprowadzone głównie w Stanach Zjednoczonych wśród tamtejszych naukowców dowodzą, że wiara w boga jest odwrotnie skorelowana z posiadaniem wykształcenia naukowego. Według badań statystycznych z 1914 odsetek naukowców w USA negujących bądź wątpiących w istnienie boga wynosił 58%, podczas gdy wśród naukowców "wybitnych" (greater) odsetek ten wynosił 70%. W takich samych badaniach statystycznych powtórzonych w 1934 roku odsetki te powiększyły się odpowiednio do 67% i 85%. Wpływ "wybitności" albo jej brak na religijność został dalej zbadany w 1998 roku. Wedle ankiety przeprowadzonej wśród członków National Academy of Sciences (wśród jej 2100 członków i 380 zagranicznych współpracowników jest niemal 200 zdobywców nagrody Nobla; dla porównania, wśród wszystkich absolwentów uniwersytetów Cambridge i oksfordzkiego od 1901 roku jest łącznie 140 laureatów), 7% z nich wierzyło w boga. Badania statystyczne przeprowadzone w 1996 roku a opublikowane w Nature wskazały, że wśród naukowców 60,7% nie wierzy w boga. Badania statystyczne przeprowadzone w latach 2005-2006 ujawniły, iż jako niewierzący deklaruje się 64% naukowców (w tym 34% całkowicie odrzuca istnienie siły nadprzyrodzonej, a 30% twierdzi, że nie wie i nie ma możliwości poznania czy istnieje jakaś siła nadprzyrodzona). Dalsze badania statystyczne potwierdziły, że im członek uniwersytetu jest na nim dłużej, tym szansa, że jest ateistą jest większa. Wyniki badań statystycznych wskazują również, że istnieje istotna rozbieżność pomiędzy odsetkiem niewierzących wśród profesorów nauk przyrodniczych, a odsetkiem niewierzących wśród profesorów nauk społecznych.
Korelację między wykształceniem naukowym a niewiarą w boga odzwierciedla też fakt, że według statystyk podczas gdy 60-93% amerykańskich naukowców nie wierzy w boga, wśród przeciętnych obywateli USA odsetek ten wynosi od 8% do 14%. Wnioski te potwierdza badanie Pew Research Center z 2009 roku.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >>A skąd ma wiedzieć? No chyba że Ty mu powiesz, wszak bóg to Twój wymysł.> >Z obserwacji świata.> Ale chyba ważne jest kto obserwuje? Byle matoł, czy mądry. Sam cenisz mądrych...Tak, oczywiście. Dlatego też ja uważam, że za swojego życia, kolega nie zaobserwuje zamiany atomu w smoka. > >Tak dopuszczam, że to tylko ściema, ale skoro tysiące filozofów, naukowców i innych mądrych ludzi zajmowało się jakoś bogiem, to nie sądzę aby takie rozmowy były durne.> ... to za Wiki leci sobie tak:To z pewnością ciekawe tylko czego dowodzi? Bogiem zajmują się wierzący i niewierzący (czego dowodem jest m.in. ten portal), w tym filozofowie, naukowcy, itd ... Gdybyś chciał dokopać wierzącym, to Twój cytat z wiki miałby już większy sens, ale też nie do końca, bo: 1. Naukowcy są określoną grupą ludzi, o poglądach racjonalnych, krytycznych, itd ... jest zatem oczywiste, że wśród nich duży procent stanowią ludzie niewierzący. To cecha grupy i nie świadczy o tym, że człowiek inteligentny nie wierzy w boga (bo do tego chyba zmierzasz). 2. Gdyby zrobić badania IQ wśród biskupów, wyszłoby, jak sądzę, że są inteligentniejsi od przeciętnych ludzi i zapewne 100% wierzących. Co z tego wynika? ... A teraz trochę zabawniej: > Cytat:Badania przeprowadzone głównie w Stanach Zjednoczonych wśród tamtejszych naukowców dowodzą, że wiara w boga jest odwrotnie skorelowana z posiadaniem wykształcenia naukowego. Według badań statystycznych z 1914 odsetek naukowców w USA negujących bądź wątpiących w istnienie boga wynosił 58%, podczas gdy wśród naukowców "wybitnych" (greater) odsetek ten wynosił 70%. W takich samych badaniach statystycznych powtórzonych w 1934 roku odsetki te powiększyły się odpowiednio do 67% i 85%. Wpływ "wybitności" albo jej brak na religijność został dalej zbadany w 1998 roku. Wedle ankiety przeprowadzonej wśród członków National Academy of Sciences (wśród jej 2100 członków i 380 zagranicznych współpracowników jest niemal 200 zdobywców nagrody Nobla; dla porównania, wśród wszystkich absolwentów uniwersytetów Cambridge i oksfordzkiego od 1901 roku jest łącznie 140 laureatów), 7% z nich wierzyło w boga. "wybitność" to rodzaj zwichrowania, wielu wybitnych to wariaci byli. > Cytat:Badania statystyczne przeprowadzone w 1996 roku a opublikowane w Nature wskazały, że wśród naukowców 60,7% nie wierzy w boga. Badania statystyczne przeprowadzone w latach 2005-2006 ujawniły, iż jako niewierzący deklaruje się 64% naukowców (w tym 34% całkowicie odrzuca istnienie siły nadprzyrodzonej, a 30% twierdzi, że nie wie i nie ma możliwości poznania czy istnieje jakaś siła nadprzyrodzona). Skoro 34% odrzuca istnienie siły nadprzyrodzonej, a 30% nie wie i nie ma możliwości poznania czy istnieje jakaś siła nadprzyrodzona, to znaczy, że 36% wierzy w nią? Podobają mi się te statystyki. > Cytat:Dalsze badania statystyczne potwierdziły, że im członek uniwersytetu jest na nim dłużej, tym szansa, że jest ateistą jest większa. Cóż? Demencja! > Cytat:Wyniki badań statystycznych wskazują również, że istnieje istotna rozbieżność pomiędzy odsetkiem niewierzących wśród profesorów nauk przyrodniczych, a odsetkiem niewierzących wśród profesorów nauk społecznych. Po prostu inna wrażliwość.
|
|
|  | 15 na 17 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Ach ten racjonalny punkt patrzenia na świat!Ach! Ach! Ach!  > Otóż informuję Cię BigZyd, że Bóg może istnieć niezależnie od tego, czy ktoś potrafi podać jego definicjęSkoro nie wiemy, o czym właściwie rozmawiamy, nie będziemy w stanie odróżnić tego-czegoś istnienia od nieistnienia. > i czy potrafimy podać zasady falsyfikacji twierdzenia o jego istnieniu.Jak wyżej. > Po prostu może istnieć jak miliony przedmiotów, zjawisk, procesów, których definicji nikt nigdy nie napisał, w danym okresie historii lub nie napisze nigdy.Jasne. I każdy może znienacka odkryć jakiś Zupełnie Nieznany gatunek płazińca lub szkarłupnia, nazwać go Deus kosmateus czy Jesus interruptus i od tego momentu słowo Bóg będzie już mieć swój zrozumiały i empirycznie dostępny desygnat. > Czy istniała cząsteczka wody 5 tys. lat temu? A bozon Higgsa? No raczej tak. Czy ktoś 5 tys. lat temu znał ich definicje i podał zasady falsyfikacji twierdzenia o ich istnieniu?Wozu przed koniem nie stawiaj - jeśli łaska. Najpierw doświadczono empirycznie istnienia wody, potem - w niemałym trudzie - domyślono się, że ma ona jakąś cząsteczkową strukturę, na końcu zaś ustalono, że to H 2O jest. Podobnie bozon Higgsa nie objawił się "z góry", a został na końcu pewnego poznawczego procesu logicznie zapostulowany jako "brakujące ogniwo" potrzebne do wyjaśnienia fizycznej struktury wcześniej już obserwowanego świata. Najpierw była rzecz, a przynajmniej uchwytna koncepcja rzeczy, zaś dopiero potem dorabiano do rzeczy słowo. Z tzw. Bogiem jest całkiem inaczej. Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię przecież. > Jedyne zatem co możesz powiedzieć o bogu, to tyle, że ewentualnie nie warto się nim zajmować ze względu na w/w przez Ciebie czynniki.To właśnie z grubsza mówię  . > I przyjmując racjonalny punkt widzenia masz rację.Mam  - i zupełnie się nie martwię, że przyjmując nieracjonalny punkt widzenia racji mogę nie mieć  . > Jednocześnie nie możesz racjonalnie wykluczyć istnienia Boga (a o to pytał autor wątku).Podobnie jak Toga, Zoga i Cimpula-Pimpula. Żebyż tylko te dźwięki zechciały cokolwiek oznaczać... 
Wstydzimy się, że mamy takiego przełożonego, który ośmieszył Nasz Radom przed całą Polską i Kurią Biskupią znajdującą się właśnie w Radomiu. (...) My, policjanci, oczywiście boimy się składać prawdziwe zeznania... (z listu policjantów radomskich)
|
|
| |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > Ach! Ach! Ach!Ja też cały w emocjach! > Skoro nie wiemy, o czym właściwie rozmawiamy, nie będziemy w stanie odróżnić tego-czegoś istnienia od nieistnienia.Nieprawda. Bez konkretnej definicji możemy jedynie nie potrafić odróżnić tego czegoś od czegoś innego. Natomiast odróżnienie istnienia od nieistnienia czegoś nie do końca zdefiniowanego, jest możliwe. Eksperyment, który cię przekona: Poproś kolegę, aby wziął coś twardego i walnął Cię z tyłu w głowę, nie pokazując Ci oczywiście co to było. Następnie spróbuj zdefiniować co to było, tak konkretnie. Nie uda Ci się. Wyprowadź z tego wniosek, że nie wiadomo czy istnieje to czym zostałeś walnięty. Logiczne? > Jak wyżej.A tutaj to co innego. Nie da się falsyfikować twierdzenia o jego istnieniu. > Jasne... .> Wozu przed koniem nie stawiaj - jeśli łaska.> Najpierw doświadczono empirycznie ...> Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię przecież.Woda istniała też zanim ją doświadczono, i zanim cokolwiek o niej mógł powiedzieć człowiek. Wniosek z tego jest prosty: coś może istnieć niezależnie od doświadczania tego czegoś. Stworzenie nieba i ziemi nie ma tutaj kompletnie żadnego znaczenia. > >Jedyne zatem co możesz powiedzieć o bogu, to tyle, że ewentualnie nie warto się nim zajmować ze względu na w/w przez Ciebie czynniki.> To właśnie z grubsza mówię .No i to jest spójne z racjonalnego punktu widzenia. > >I przyjmując racjonalny punkt widzenia masz rację.> Mam - i zupełnie się nie martwię, że przyjmując nieracjonalny punkt widzenia racji mogę nie mieć .Moje określenie: "Racjonalny punkt widzenia" odnosi się wyłącznie do zdania: > >Jedyne zatem co możesz powiedzieć o bogu, to tyle, że ewentualnie nie warto się nim zajmować ze względu na w/w przez Ciebie czynniki.> >Jednocześnie nie możesz racjonalnie wykluczyć istnienia Boga (a o to pytał autor wątku).> Podobnie jak Toga, Zoga i Cimpula-Pimpula. Żebyż tylko te dźwięki zechciały cokolwiek oznaczać...  Nieprawda. Pojęcie boga nie jest oczywiście zdefiniowane konkretnie, wystarczająco jednak na tyle aby je rozumieć.
|
|
| | |  | 6 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >Ach! Ach! Ach!> Ja też cały w emocjach!Współczuję...  > >Skoro nie wiemy, o czym właściwie rozmawiamy, nie będziemy w stanie odróżnić tego-czegoś istnienia od nieistnienia.> Nieprawda. Bez konkretnej definicji możemy jedynie nie potrafić odróżnić tego czegoś od czegoś innego.I to nie wystarczy?    > Natomiast odróżnienie istnienia od nieistnienia czegoś nie do końca zdefiniowanego, jest możliwe. Eksperyment, który cię przekona:> Poproś kolegę, aby wziął coś twardego i walnął Cię z tyłu w głowę, nie pokazując Ci oczywiście co to było. Następnie spróbuj zdefiniować co to było, tak konkretnie. Nie uda Ci się. Wyprowadź z tego wniosek, że nie wiadomo czy istnieje to czym zostałeś walnięty.Misiu biedny - ja wiem, że są na świecie rzeczy twarde, miękkie i zupełnie bezoporowe nawet też. Ale przymiotniki, przy pomocy których się te rzeczy opisuje nie są rzeczownikami, które pozwalałyby problem istnienia danego X czy Y pod rozwagę poddawać. Oczywiście zawsze może Cię ktoś z tyłu walnąć czymś twardym w głowę, ale to, że było to twarde, w żaden sposób nie determinuje, że miałby to być kamień, sztacheta, obuch siekiery, kolba karabinu, mazumba albo kaczapu. > Woda istniała też zanim ją doświadczono, i zanim cokolwiek o niej mógł powiedzieć człowiek. Wniosek z tego jest prosty: coś może istnieć niezależnie od doświadczania tego czegoś.Ja Ci rację przyznam jak najchętniej - zastrzegę tylko, że to coś w istnieniu swym musi - i zawsze musiało - być dopasowane do tej samej logiki, jakiej i my tu i teraz zażywamy. Nawet Hugh Everett III by się ze mną zgodził. > >>Jedyne zatem co możesz powiedzieć o bogu, to tyle, że ewentualnie nie warto się nim zajmować ze względu na w/w przez Ciebie czynniki.> >To właśnie z grubsza mówię .> No i to jest spójne z racjonalnego punktu widzenia.Jest  . > >Podobnie jak Toga, Zoga i Cimpula-Pimpula. Żebyż tylko te dźwięki zechciały cokolwiek oznaczać...  > Nieprawda. Pojęcie boga nie jest oczywiście zdefiniowane konkretnie, wystarczająco jednak na tyle aby je rozumieć.A to przedstaw Szerokiej Publiczności jak Ty je mianowicie rozumiesz  . Śmiech to zdrowie - powiadają  .
Wstydzimy się, że mamy takiego przełożonego, który ośmieszył Nasz Radom przed całą Polską i Kurią Biskupią znajdującą się właśnie w Radomiu. (...) My, policjanci, oczywiście boimy się składać prawdziwe zeznania... (z listu policjantów radomskich)
|
|
| | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Współczuję...  Sobie też? > I to nie wystarczy?   > Misiu biedny - ja wiem, że są na świecie rzeczy twarde, miękkie i zupełnie bezoporowe nawet też.> Ale przymiotniki, przy pomocy których się te rzeczy opisuje nie są rzeczownikami, które pozwalałyby problem istnienia danego X czy Y pod rozwagę poddawać.> Oczywiście zawsze może Cię ktoś z tyłu walnąć czymś twardym w głowę, ale to, że było to twarde, w żaden sposób nie determinuje, że miałby to być kamień, sztacheta, obuch siekiery, kolba karabinu, mazumba albo kaczapu.Właśnie o to chodzi, że to co walnęło Ciebie w głowę było twarde, ale konkretnie nie wiesz co to było. A jednak istnieje! Zaskoczony jesteś misiu? > >Woda istniała też zanim ją doświadczono, i zanim cokolwiek o niej mógł powiedzieć człowiek. Wniosek z tego jest prosty: coś może istnieć niezależnie od doświadczania tego czegoś.> Ja Ci rację przyznam jak najchętniej - zastrzegę tylko, że to coś w istnieniu swym musi - i zawsze musiało - być dopasowane do tej samej logiki, jakiej i my tu i teraz zażywamy.Nie wiem co dokładnie masz na myśli pisząc "tej samej logiki", ale mam nadzieję, że chodzi o racjonalny ogląd świata. > >Nieprawda. Pojęcie boga nie jest oczywiście zdefiniowane konkretnie, wystarczająco jednak na tyle aby je rozumieć.> A to przedstaw Szerokiej Publiczności jak Ty je mianowicie rozumiesz .Proszę bardzo: "świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny." > Śmiech to zdrowie - powiadają .Śmiej się zatem.
|
|
| | | | |  | 6 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >Współczuję...  > Sobie też?Sobie z definicji współczuć nie można - no, chyba, że się na jakie dysocjacyjne zaburzenie tożsamości cierpi. Cierpisz? Znaczy się: cierpicie?  > >Oczywiście zawsze może Cię ktoś z tyłu walnąć czymś twardym w głowę, ale to, że było to twarde, w żaden sposób nie determinuje, że miałby to być kamień, sztacheta, obuch siekiery, kolba karabinu, mazumba albo kaczapu.> Właśnie o to chodzi, że to co walnęło Ciebie w głowę było twarde, ale konkretnie nie wiesz co to było. A jednak istnieje! Zaskoczony jesteś misiu?Zapytam otwarcie: czy różnica między rzeczownikiem a przymiotnikiem jest dla Ciebie w ogóle uchwytna, Brzostowski? > >>Woda istniała też zanim ją doświadczono, i zanim cokolwiek o niej mógł powiedzieć człowiek. Wniosek z tego jest prosty: coś może istnieć niezależnie od doświadczania tego czegoś.Co Ty nie powiesz?  Trójkątne kwadraty i ciupaśne bembokle takoż?  > >Ja Ci rację przyznam jak najchętniej - zastrzegę tylko, że to coś w istnieniu swym musi - i zawsze musiało - być dopasowane do tej samej logiki, jakiej i my tu i teraz zażywamy.> Nie wiem co dokładnie masz na myśli pisząc "tej samej logiki", ale mam nadzieję, że chodzi o racjonalny ogląd świata.Mój błąd. Po prostu z rozpędu napisałem, że tej samej logiki zażywamy. Ciebie jednak o racjonalny ogląd świata posądzać niełatwo. > >>Pojęcie boga nie jest oczywiście zdefiniowane konkretnie, wystarczająco jednak na tyle aby je rozumieć.> >A to przedstaw Szerokiej Publiczności jak Ty je mianowicie rozumiesz .> Proszę bardzo:> "świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na światTyle da się powiedzieć i o szympansie... > w sposób dowolny."...zwłaszcza zaś stwarzając kamienie, których nie może unieść...  > >Śmiech to zdrowie - powiadają .> Śmiej się zatem.Twe posty raczej z gatunku humour noir, ale co tam. Humor jest humor  .
Wstydzimy się, że mamy takiego przełożonego, który ośmieszył Nasz Radom przed całą Polską i Kurią Biskupią znajdującą się właśnie w Radomiu. (...) My, policjanci, oczywiście boimy się składać prawdziwe zeznania... (z listu policjantów radomskich)
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > >>Współczuję...  > >Sobie też?> Sobie z definicji współczuć nie można - no, chyba, że się na jakie dysocjacyjne zaburzenie tożsamości cierpi.> Cierpisz?> Znaczy się: cierpicie?  Twierdzisz, że z definicji sobie nie można współczuć? Oto definicja współczucia wg PWN: "uczuciowa solidarność z osobą cierpiącą; litość, ubolewanie okazywane komuś nieszczęśliwemu" ( sjp.pwn.pl/haslo.php?id=67212) osobą cierpiącą i nieszczęśliwą może być ktoś inny lub Ty (definicja tego nie rozstrzyga). Oczywiście możesz uznać, że definicja jest zbyt ogólna i stąd wywnioskować, że po prostu zjawisko współczucia nie istnieje. Ale przecież Ty sam współczujesz! Znowu jesteś zdziwiony? To dobrze to oznaka inteligencji. > Zapytam otwarcie: czy różnica między rzeczownikiem a przymiotnikiem jest dla Ciebie w ogóle uchwytna, Brzostowski?Dla istnienia lub nie, nie ma to znaczenia, ale łapię różnicę. > >>>Woda istniała też zanim ją doświadczono, i zanim cokolwiek o niej mógł powiedzieć człowiek. Wniosek z tego jest prosty: coś może istnieć niezależnie od doświadczania tego czegoś.> Co Ty nie powiesz?  A Ciebie to dziwi? > Trójkątne kwadraty i ciupaśne bembokle takoż?  Tak, chociaż to analogia z bogiem mocno naciągana, już lepsza o wróżkach, demonach itd ... > Mój błąd. Po prostu z rozpędu napisałem, że tej samej logiki zażywamy. Ciebie jednak o racjonalny ogląd świata posądzać niełatwo.Ja po prostu dopuszczam możliwość istnienia zjawisk i bytów, których nie możemy zbadać. Wśród takowych także boga, marnie i zbyt ogólnie przeze mnie zdefiniowanego. > >"świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat> Tyle da się powiedzieć i o szympansie...> >w sposób dowolny."> ...zwłaszcza zaś stwarzając kamienie, których nie może unieść...  O tych kamieniach to wyświechtane, dzeicinne i idiotyczne. To tak jak zapytać co było dwie godziny przed Wielkim Wybuchem i z powodu braku możliwości odpowiedzi snuć o świecie ... > Twe posty raczej z gatunku humour noir, ale co tam. Humor jest humor ."Dziki" też człowiek.
|
|
| | | | | | |  | 8 na 10 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >>>Współczuję...  > >>Sobie też?> >Sobie z definicji współczuć nie można - no, chyba, że się na jakie dysocjacyjne zaburzenie tożsamości cierpi.> >Cierpisz?> >Znaczy się: cierpicie?  > Twierdzisz, że z definicji sobie nie można współczuć? Oto definicja współczucia wg PWN:> "uczuciowa solidarność z osobą cierpiącą; litość, ubolewanie okazywane komuś nieszczęśliwemu" (sjp.pwn.pl/haslo.php?id=67212)> osobą cierpiącą i nieszczęśliwą może być ktoś inny lub Ty (definicja tego nie rozstrzyga).> Oczywiście możesz uznać, że definicja jest zbyt ogólna i stąd wywnioskować, że po prostu zjawisko współczucia nie istnieje. Ale przecież Ty sam współczujesz! Znowu jesteś zdziwiony? To dobrze to oznaka inteligencji.Zupełnie, ale to zupełnie mnie nie dziwi, że mianem współczucia określasz litowanie się nad samym sobą, Brzostowski  . > >Zapytam otwarcie: czy różnica między rzeczownikiem a przymiotnikiem jest dla Ciebie w ogóle uchwytna, Brzostowski?> Dla istnienia lub nie, nie ma to znaczenia,Doprawdy?  Zacukałoby się paru filozofów...  > Ja po prostu dopuszczam możliwość istnienia zjawisk i bytów, których nie możemy zbadać.Każdy dopuszcza. > Wśród takowych także boga, marnie i zbyt ogólnie przeze mnie zdefiniowanego.Nie załam się czasem. Co tam - pierwsze koty za płoty, jak to mówią  . Z definiowaniem Huhulca na bank poradzisz już sobie znacznie lepiej  . > >>"świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat> >Tyle da się powiedzieć i o szympansie...> >>w sposób dowolny."> >...zwłaszcza zaś stwarzając kamienie, których nie może unieść...  > O tych kamieniach to wyświechtane,Zestarzało się jakoś czy co?  > dzeicinne i idiotyczne.Nie wątpię, że zechcesz to rozpoznanie uzasadnić  . > To tak jak zapytać co było dwie godziny przed Wielkim Wybuchem i z powodu braku możliwości odpowiedzi snuć o świecie ...Nie, Brzostowski, to nie tak. Wielki Wybuch - czymkolwiek był - był jednak pewną rzeczywistością fizykalną, dającą się badać metodami zarówno empirycznymi, jak i czysto matematycznymi. Nie ma powodu twierdzić, że muru osobliwości nigdy nie uda się przeskoczyć. WW był zrealizowaniem się pewnych matematycznych możliwości (innych matematycznych możliwości nie zrealizował - ale kto wie, może zrealizowały je jakieś inne "Wielkie Wybuchy" w ramach jakiegoś Multiversum, może kiedyś będzie się dało to ustalić). Także i będące "przed" Wielkim Wybuchem "nieistnienie czasu" ( czasu w naszym potocznym rozumieniu) daje się matematycznie wymodelować. Matematyka - więc i logika - zawsze tu obowiązuje. Z tzw. "Bogiem" jest inaczej, bo jego akwizytorom albo w ogóle nie udaje się go zdefiniować - więc nie ma o czym gadać, albo definiują go jako "byt" logicznie sprzeczny - więc też nie ma o czym gadać, z nieco innych powodów. > >Twe posty raczej z gatunku humour noir, ale co tam. Humor jest humor .> "Dziki" też człowiek....i życie seksualne w północno-zachodniej Melanezji ma  .
Wstydzimy się, że mamy takiego przełożonego, który ośmieszył Nasz Radom przed całą Polską i Kurią Biskupią znajdującą się właśnie w Radomiu. (...) My, policjanci, oczywiście boimy się składać prawdziwe zeznania... (z listu policjantów radomskich)
|
|
| | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Zupełnie, ale to zupełnie mnie nie dziwi, że mianem współczucia określasz litowanie się nad samym sobą, Brzostowski .Wybieg mało sprytny, okazało się że z tymi definicjami nie jest tak, jak sam piszesz, to teraz Ci głupio, to personala walnąłeś, co? Przyzwyczajony jestem. > >>Zapytam otwarcie: czy różnica między rzeczownikiem a przymiotnikiem jest dla Ciebie w ogóle uchwytna, Brzostowski?> >Dla istnienia lub nie, nie ma to znaczenia,> Doprawdy?  > Zacukałoby się paru filozofów...  To udowodnione big_zyd, wykazałem bezspornie, aby coś istniało nie musi istnieć definicja tego czegoś. Nie mają zatem znaczenia rzeczowniki i przymiotniki. > >Ja po prostu dopuszczam możliwość.> Każdy dopuszcza.Czyli Ty też. > >Wśród takowych także boga, marnie i zbyt ogólnie przeze mnie zdefiniowanego.> Nie załam się czasem. Co tam - pierwsze koty za płoty, jak to mówią .> Z definiowaniem Huhulca na bank poradzisz już sobie znacznie lepiej .Skoro dopuszczasz możliwość istnienia zjawisk i bytów, których nie możemy zbadać, musisz zatem dopuścić także istnienie boga (także tego marnie przeze mnie zdefiniowanego), musisz także przyznać, że definicja nie jest potrzebna do istnienia (skoro bowiem dopuszczasz istnienie zjawisk i bytów, których nie możemy zbadać, musisz przyznać, że definicji ich dzisiaj nie ma). Oczywiście "nie musisz", ale wtedy będziesz albo na bakier z logiką, albo będziesz hipokrytą, czy raczej wierzącym. Po co zatem plotłeś o tym, że musi być definicja, skoro teraz sam przyznałeś, że nie musi? > >>>"świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat> >>Tyle da się powiedzieć i o szympansie...> >>>w sposób dowolny."> >>...zwłaszcza zaś stwarzając kamienie, których nie może unieść...  > >O tych kamieniach to wyświechtane,> Zestarzało się jakoś czy co?  > >dzeicinne i idiotyczne.Trochę tak, to taka ciekawostka, była. Dzisiaj każdy wie, że nie zadaje się absurdalnych pytań i nie wyciąga absurdalnych wniosków, bo historia już zna takie zjawiska i zawsze jest tak, że to tylko brak wiedzy. Jest to zatem ciekawostka intelektualna i tyle. Przypomnij sobie paradoksy Zenona z Elei, choćby ten: "Sprinter ma do przebiegnięcia skończony dystans. Zanim jednak pokona całą odległość, musi najpierw dobiec do 1/2 długości, ale zanim dobiegnie do 1/2, musi najpierw dobiec do 1/4, ale zanim dobiegnie do 1/4, musi najpierw dobiec do 1/8, i tak w nieskończoność. Wynika z tego, że biegacz ma do przebycia nieskończoną liczbę odcinków o skończonej długości. Ponieważ nie da się pokonać nieskończonej liczby odcinków w skończonym czasie, biegacz nigdy nie ukończy biegu. Co więcej, biegacz nie może nawet zacząć biegu, bo ten sam paradoks stosuje się również do dystansu dowolnie zmniejszonego: tak samo, jak nie da się (według powyższego rozumowania) dobiec na dystans 100 m, nie da się również na dystans jednego metra ani na dystans jednego milimetra." Czego dowodzi to rozumowanie? Wyłącznie braku wiedzy rozumującego. Cała nasza nauka, ma ogromne problemy z rozumieniem nieskończoności, dlatego do wszystkich z tym związanych definicji czy intelektualnych rozmyślań należy podchodzić z ostrożnością. A już na pewno nie wyciągać kategorycznych wniosków. > >To tak jak zapytać co było dwie godziny przed Wielkim Wybuchem i z powodu braku możliwości odpowiedzi snuć o świecie ...> Nie, Brzostowski, to nie tak.> Wielki Wybuch - czymkolwiek był ...> Z tzw. "Bogiem" jest inaczej, bo jego akwizytorom albo w ogóle nie udaje się go zdefiniować - więc nie ma o czym gadać, albo definiują go jako "byt" logicznie sprzeczny - więc też nie ma o czym gadać, z nieco innych powodów.To zależy co masz na myśli. Przykład z BB odnosił się częściowo do: kamieni i ich podnoszenia oraz wyciągania wniosków o istnieniu lub nie, czegoś na podstawie dobrych lub złych definicji. Ale jak rozumiem mammy już wyjaśnioną absurdalność sprzeczności z kamieniami (w tym sensie, że wiemy iż na tej podstawie nie można rozstrzygnąć o istnieniu lub nie boga) oraz wiemy, że coś może istnieć mimo że definicji nie ma lub jest marna. Dlatego pod tym kątem już nie będę pisał o BB. Wielki Wybuch, był, a przynajmniej sporo rzeczy na to wskazuje. Piszesz, że nie ma powodu twierdzić, że nie przeskoczymy muru osobliwości. I zgadzam się z tym. Tyle tylko, że nie wiem, czy wiesz wkraczasz już w obszary, które są jakby "zarezerwowane dla mnie". Czy znamy prawa fizyki sprzed wybuchu, w trakcie wybuchu? No nie.A cóż to jest nieistnienie czasu big_zyd? Piszesz że logika obowiązuje? A widziałeś gdzieś coś co było nieskończenie gęste? Co to jest, kołtun? Szansa na poznanie tego co było przed BB, to zlepek marzeń i chciejstwa. Oczywiście, masz rację, że BB to co innego niż Bóg, bo na poparcie BB mamy jakieś dowody naukowe. Tyle tylko, że nie ma też dobrej definicji materii, BB, a jednak istnieje! Co więcej na podstawie zupełnie nielogicznych i sprzecznych z doświadczeniem założeń lub modeli buduje się obraz świata. Czy znasz gdzieś coś o nieskończonej gęstości? Czy Twoja wiedza oraz osiągnięcia nauki pozwalają na przyjęcie bez logicznego zgrzytu, że coś takiego może istnieć? Powiesz: Oj tam, oj tam, tak wychodzi z modelu. Powiesz, z resztą wtedy działały inne prawa fizyki, nie było czasu i w ogóle! Ekstra, czyli hokus pokus! Myślisz, że jest daleko od tego hokus pokus, do mojego dopuszczania możliwości istnienia kogoś na kształt boga (wg mojej marnej definicji)? Uważam, że jest niedaleko. > >>Twe posty raczej z gatunku humour noir, ale co tam. Humor jest humor .> >"Dziki" też człowiek.> ...i życie seksualne w północno-zachodniej Melanezji ma .ale korzystają też z burdeli w Australii.
|
|
| | | | | | | | |  | 7 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >Zupełnie, ale to zupełnie mnie nie dziwi, że mianem współczucia określasz litowanie się nad samym sobą, Brzostowski .> Wybieg mało sprytny, okazało się że z tymi definicjami nie jest tak, jak sam piszesz, to teraz Ci głupio, to personala walnąłeś, co? Przyzwyczajony jestem.Brzostowski, biedny debilu. Mod.: Unikaj takich epitetów.Gdybym na własne oczy nie widział, w życiu bym nie uwierzył, że ktoś może nie rozumieć znaczenia przedrostka współ-  . współ- "pierwszy człon wyrazów złożonych, wskazujący na wspólną z kimś cechę, na wspólne z kimś występowanie w jakimś charakterze, na wspólne działanie itp., np. współbiesiadnik, współpraca, współodpowiedzialność, współwinny, współrządzić" (Słownik Języka Polskiego PWN, t. III, Wydawnictwo Naukowe PWN SA, Warszawa 1995, s. 713). > To udowodnione big_zyd, wykazałem bezspornie, aby coś istniało nie musi istnieć definicja tego czegoś.Trudziłeś się najzupełniej niepotrzebnie, boż tego nikt nigdy nie kwestionował  . > Nie mają zatem znaczenia rzeczowniki i przymiotniki.Gdy przychodzi do orzekania o statusie ontologicznym - mają jak najbardziej. > Skoro dopuszczasz możliwość istnienia zjawisk i bytów, których nie możemy zbadać, musisz zatem dopuścić także istnienie boga (także tego marnie przeze mnie zdefiniowanego),Jedynym, co w Twojej "definicji" daje pole do jakiegokolwiek namysłu, jest wyrażenie w sposób dowolny. Bo resztę - jak już pisałem - daje się zastosować i do szympansa. Ową dowolność można rozumieć na dwa - i tylko dwa - sposoby. 1. uniezależnienie od fizyki 2. uniezależnienie od logiki. Można sobie wyobrazić, że w innych rejonach hipotetycznego multiversum bytują sobie jakieś Bardzo Potężne Istoty, dla których przekraczanie znanych nam praw fizyki to bułka z masłem i jak zechcą jakim tunelem czasoprzestrzennym macki do naszego wszechświata zapuścić, to przestawienie Ziemi pod Syriusza w pięć minut nie sprawi im żadnej trudności. Może tak być. Znane nam prawa fizyki nie muszą obowiązywać wszędzie i mogą istnieć metaprawa znane nam prawa przekraczające. www.youtube.com/watch?v=OKnpPCQyUecNie mogą jednak istnieć prawa nielogiczne. > Trochę tak, to taka ciekawostka, była. Dzisiaj każdy wie, że nie zadaje się absurdalnych pytań i nie wyciąga absurdalnych wniosków,Nie każdy. Ty nie wiesz. > bo historia już zna takie zjawiska i zawsze jest tak, że to tylko brak wiedzy. Jest to zatem ciekawostka intelektualna i tyle. Przypomnij sobie paradoksy Zenona z Elei,Paradoksy Zenona nic do tego nie mają. To inny poziom rozważań. > Cała nasza nauka, ma ogromne problemy z rozumieniem nieskończoności,...nieskończoności zresztą też nie. > To zależy co masz na myśli. Przykład z BB odnosił się częściowo do: kamieni i ich podnoszenia oraz wyciągania wniosków o istnieniu lub nie, czegoś na podstawie dobrych lub złych definicji.Wewnętrznie sprzecznym atrybutem Wszechmocy przecie nie ateiści, a wierzący Boga obdarzają. > Ale jak rozumiem mammy już wyjaśnioną absurdalność sprzeczności z kamieniamiNie rozumiesz. > (w tym sensie, że wiemy iż na tej podstawie nie można rozstrzygnąć o istnieniu lub nie boga)Można. Nielogicznego być nie może. > Dlatego pod tym kątem już nie będę pisał o BB.Obiecanki-cacanki...  > Tyle tylko, że nie wiem, czy wiesz wkraczasz już w obszary, które są jakby "zarezerwowane dla mnie".A niechże mnie Ręka Boska broni!...  > A cóż to jest nieistnienie czasu big_zyd?Stan bez większych trudności dający się matematycznie opisać - choć słabo wyobrażalny dla naszych przez czas wyrzeźbionych umysłów. Liczba 138 002 459 331 990 872 też jest dla nas "intuicyjnie" zupełnie nieuchwytna, działaniom matematycznym poddaje się jednak jak ta lala. > Piszesz że logika obowiązuje?Tak. > A widziałeś gdzieś coś co było nieskończenie gęste? Szansa na poznanie tego co było przed BB, to zlepek marzeń i chciejstwa.To kwestia pracowitości i cierpliwości. I pieniędzy. > Tyle tylko, że nie ma też dobrej definicji materii,Jest. > Czy znasz gdzieś coś o nieskończonej gęstości? Czy Twoja wiedza oraz osiągnięcia nauki pozwalają na przyjęcie bez logicznego zgrzytu, że coś takiego może istnieć?Owa "nieskończona gęstość" to taki luźny koncept ad hoc, byle jakoś doraźnie "obsłużyć" Niezrozumiałe. Nie ma żadnego umocowania empirycznego i nikt nie twierdzi, że ma. Pozwala ten koncept jakby łatwiej dyscyplinować namysł - tylko taki i aż taki z niego pożytek. Jest to wyraz pewnej bezradności wynikającej z braku możliwości empirycznego rzeczy testowania. Ale ta bezradność też się może kiedyś skończy. > Powiesz: Oj tam, oj tam, tak wychodzi z modelu. Powiesz, z resztą wtedy działały inne prawa fizyki, nie było czasu i w ogóle! Ekstra, czyli hokus pokus!Jednak i wtedy 2+2 dawało 4, nie 715. > Myślisz, że jest daleko od tego hokus pokus, do mojego dopuszczania możliwości istnienia kogoś na kształt boga (wg mojej marnej definicji)? Uważam, że jest niedaleko.Se uważaj  . Nie mój problem.
Wstydzimy się, że mamy takiego przełożonego, który ośmieszył Nasz Radom przed całą Polską i Kurią Biskupią znajdującą się właśnie w Radomiu. (...) My, policjanci, oczywiście boimy się składać prawdziwe zeznania... (z listu policjantów radomskich)
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >"świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny." To znaczy, że nie istniałyby prawa fizyki lecz tylko wola boska i np. jutro prędkość światła może być inna niż dziś (zależnie od czyjegoś kaprysu)?
[Przypomina to wizję Wiśniewskiego-Snerga z "Robota", gdzie podejrzewający uprowadzenie przez obcych systematycznie badali (przy użyciu prostego wahadła) wartość przyśpieszenia, by rozpoznać zmienność ciągu mega-rakiety (która jakoby ich porwała wraz z miastem). Padło tam też mistyczne zalecenie: "My, postaci z Jego snu musimy uważać, żeby Go nie zbudzić".]
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >To znaczy, że nie istniałyby prawa fizyki lecz tylko wola boska i np. jutro prędkość światła może być inna niż dziś (zależnie od czyjegoś kaprysu)? Dlaczego miałyby nie istnieć prawa fizyki? Istnieją dziś jakieś, a możliwość zmiany tych praw mój Bóg ma. Jeśli by Bóg chciał pozmieniać sobie prawa fizyki, to może to zrobić. Wtedy zapewne świat wyglądałby inaczej.
Mój Bóg działa jak stolarz, ma materiał, to z niego tworzy, co chce. A jak będzie chciał to zmieni materiał i będzie lepił z gliny, a jak będzie chciał to też zrobi meble z gliny i drewna.
No taki z niego zdolniacha!
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >No taki z niego zdolniacha! Zaiste, wypada tylko pozazdrościć (ale mnie jakoś nie wodzi na pokuszenie)).
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | maruda (5550 punktów) | >Proszę bardzo: >"świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny."
Big_żyd już próbował wyjaśniać, definicje spełnia nawet małpa bijąca kijem w drzewo. Bogiem jest również książkowy hobbit uprawiający sobie w tym książkowym świecie pole. Prawie na granicy tej definicji są pszczoły i mrówki. Sformułowanie "w sposób dowolny" oznacza tak całkowity brak oddziaływania, jak też tylko wpływ na świat wymyślony jak świat hobbita.
|
|
| | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Proszę bardzo: >>"świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny." >Big_żyd już próbował wyjaśniać, definicje spełnia nawet małpa bijąca kijem w drzewo. Bogiem jest również książkowy hobbit uprawiający sobie w tym książkowym świecie pole. Prawie na granicy tej definicji są pszczoły i mrówki. Sformułowanie "w sposób dowolny" oznacza tak całkowity brak oddziaływania, jak też tylko wpływ na świat wymyślony jak świat hobbita. Masz dziwne rozumienie sformułowania "w sposób dowolny". W sposób dowolny, oznacza, że taki bóg może wszystko zrobić co będzie chciał, i mam na myśli też świat materialny. Problem z takim oddziaływaniem polega jedynie na tym, że praktycznie nie można go zaobserwować bez spektakularnej manifestacji (cud), ponieważ to co znamy (fizyka), nie przyporządkujemy jako obserwatorzy - bogu. Małpa nie potrafi zbudować komputera, pszczoła ugotować zupy, nie spełnia zatem definicji.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | maruda (5550 punktów) | >>>Proszę bardzo: >>>"świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny."
>Masz dziwne rozumienie sformułowania "w sposób dowolny". W sposób dowolny, oznacza, że taki bóg może wszystko zrobić co będzie chciał, i mam na myśli też świat materialny.
To co masz na myśli, a to co zawierasz w definicji różni się. Popraw proszę definicję tak by zawierała wszystko to co masz na myśli. Te wszystkie odpowiedzi mają tylko uświadomić że taka pisana na kolanie definicja boga jest do niczego nieprzydatna i nie ma sensu.
>Problem z takim oddziaływaniem polega jedynie na tym, że praktycznie nie można go zaobserwować bez spektakularnej manifestacji (cud), ponieważ to co znamy (fizyka), nie przyporządkujemy jako obserwatorzy - bogu.
Czy możesz wskazać choć jedną taka potwierdzoną manifestację?
>Dlaczego miałyby nie istnieć prawa fizyki? Istnieją dziś jakieś, a możliwość zmiany tych praw mój Bóg ma. Jeśli by Bóg chciał pozmieniać sobie prawa fizyki, to może to zrobić. Wtedy zapewne świat wyglądałby inaczej.
Znowu wychodzisz poza własną definicję. Ponadto jeżeli postulujesz że twój bóg może zmieniać prawa fizyki i postulujesz że on istnieje to powinieneś móc wskazać choć jedną taką zmianę, inaczej nie mamy pewności czy bóstwo ma takie możliwości. Może to tylko twoja wyobraźnia. Z drugiej strony możesz wskazać która religia postuluje boga potrafiącego dowolnie zmieniać "prawa fizyki".
>Małpa nie potrafi zbudować komputera, pszczoła ugotować zupy, nie spełnia zatem definicji.
Nie słyszałem by jakikolwiek bóg zbudował komputer. W takim wypadku żaden bóg nie spełnia definicji. Tylko znowu zmieniłeś definicję w trakcie rozmowy.
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>>>Proszę bardzo: >>>>"świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny." >>Masz dziwne rozumienie sformułowania "w sposób dowolny". W sposób dowolny, oznacza, że taki bóg może wszystko zrobić co będzie chciał, i mam na myśli też świat materialny. >To co masz na myśli, a to co zawierasz w definicji różni się. Popraw proszę definicję tak by zawierała wszystko to co masz na myśli. Te wszystkie odpowiedzi mają tylko uświadomić że taka pisana na kolanie definicja boga jest do niczego nieprzydatna i nie ma sensu. Przykro mi, ale to Ty nie zrozumiałeś definicji. Jeśli bowiem w definicji jest zwrot "wpływać na świat w sposób dowolny", to chyba każdy w miarę rozsądny człowiek jako świat rozumie właśnie świat materialny. W mojej, nawet pisanej na kolanie definicji nic zmieniać nie trzeba. >>Problem z takim oddziaływaniem polega jedynie na tym, że praktycznie nie można go zaobserwować bez spektakularnej manifestacji (cud), ponieważ to co znamy (fizyka), nie przyporządkujemy jako obserwatorzy - bogu. >Czy możesz wskazać choć jedną taka potwierdzoną manifestację? Zbadaną i potwierdzoną naukowo - nie. >>Dlaczego miałyby nie istnieć prawa fizyki? Istnieją dziś jakieś, a możliwość zmiany tych praw mój Bóg ma. Jeśli by Bóg chciał pozmieniać sobie prawa fizyki, to może to zrobić. Wtedy zapewne świat wyglądałby inaczej. >Znowu wychodzisz poza własną definicję. Ponadto jeżeli postulujesz że twój bóg może zmieniać prawa fizyki i postulujesz że on istnieje to powinieneś móc wskazać choć jedną taką zmianę, inaczej nie mamy pewności czy bóstwo ma takie możliwości. Może to tylko twoja wyobraźnia. Z drugiej strony możesz wskazać która religia postuluje boga potrafiącego dowolnie zmieniać "prawa fizyki". Ja nie wychodzę poza definicję, cały czas jestem w jej obrębie - zwrot: "w sposób dowolny" jest chyba oczywisty, prawda? Zawiera w sobie także zmianę praw fizyki. Jeżeli definiujemy krowę jako: Krowa - dorosła samica bydła domowego oraz żubra, tura, bawołów i innych gatunków z rodziny krętorogich.
to znaczy, że jak któraś jest łaciata to już wychodzimy poza definicję?
>>Małpa nie potrafi zbudować komputera, pszczoła ugotować zupy, nie spełnia zatem definicji. >Nie słyszałem by jakikolwiek bóg zbudował komputer. W takim wypadku żaden bóg nie spełnia definicji. Tylko znowu zmieniłeś definicję w trakcie rozmowy.
O matko boska! Ile razy będziesz to pisał? Jeszcze raz:
"świadoma, inteligentna siła potrafiąca wpływać na świat w sposób dowolny."
Może zatem robić co chce, zbudować komputer, spłodzić krowę, wykręcić żyrafę, itd ... Może zrobić co chce. To że my nie widzieliśmy jak robi cokolwiek z rzeczy które może, nie świadczy o tym, że tego nie potrafi.
Natomiast czym jest małpa wiemy, wiemy co małpa mniej więcej umie i wiemy, że komputera nie zrobi.
|
|
| | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Logiczne? Nic a nic.
>Pojęcie boga nie jest oczywiście zdefiniowane konkretnie, wystarczająco jednak na tyle aby je rozumieć. I jego brak odniesienia do realu.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Logiczne? >Nic a nic. No właśnie. >>Pojęcie boga nie jest oczywiście zdefiniowane konkretnie, wystarczająco jednak na tyle aby je rozumieć. >I jego brak odniesienia do realu. Brak odniesienia do realu wynika z braku konkretnej definicji oraz braku naukowo potwierdzonych zjawisk z bogiem w roli głównej, nie wyklucza to jednak jego istnienia.
Typowy racjonalista z bogiem ma kłopot. Z jednej strony nic nie wskazuje, z racjonalnego punktu widzenia, aby bóg istniał, z drugiej strony nie sposób racjonalnie wykluczyć na pewno jego istnienia.
Dlatego "najracjonalniej" byłoby w ogóle się nim nie zajmować. A jednak ateiści - tęgie umysły tego portalu i świata, ciągle coś tam piszą ... Dlaczego? Jak odchodził z tego świata, albo na tamten świat jak kto woli (ja wolę widzieć szklankę do połowy pełną), pewien mój znajomy - ateista, powiedział, że przez całe prawie życie nie wierzył w boga i jednocześnie wyrażał tęsknotę za miłosiernym i sprawiedliwym bogiem. Może i wśród wielu racjonalistów taka tęsknota występuje.
|
|
| | | | |  | 9 na 9 | astrotaurus (12445 punktów) |
>No właśnie. Żadne "właśnie", tylko Twój wymysł jest nielogiczny, a nie to w odpowiedzi na co wymyślałeś.
>Brak odniesienia do realu wynika z braku konkretnej definicji oraz braku naukowo potwierdzonych zjawisk z bogiem w roli głównej, nie wyklucza to jednak jego istnienia. Jego? Czyli do q... nędzy czego?
>Dlatego "najracjonalniej" byłoby w ogóle się nim nie zajmować. I dlatego tak popularna jest głupawa sztuczka teistów z wypominaniem ateistom zajmowania się Bogiem choć to tylko zajmowanie się nimi i ich ekspansją społeczną, a ograniczenie ich bezczelności nie jest możliwe na samym gruncie zasad pokojowego współistnienia; trzeba, niestety, zajmować się także ich chorą wyobraźnią i jej wytworami
>Może i wśród wielu racjonalistów taka tęsknota występuje. Pomarzyć, pospekulować - jak widzisz - wolno każdemu. Nie musi to jednak - jak widzisz - zaćmiewać umysłu
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>No właśnie. >Żadne "właśnie", tylko Twój wymysł jest nielogiczny, a nie to w odpowiedzi na co wymyślałeś. Który? >>Brak odniesienia do realu wynika z braku konkretnej definicji oraz braku naukowo potwierdzonych zjawisk z bogiem w roli głównej, nie wyklucza to jednak jego istnienia. >Jego? Czyli do q... nędzy czego? To już chyba przerobiliśmy. >>Dlatego "najracjonalniej" byłoby w ogóle się nim nie zajmować. >I dlatego tak popularna jest głupawa sztuczka teistów z wypominaniem ateistom zajmowania się Bogiem choć to tylko zajmowanie się nimi i ich ekspansją społeczną, a ograniczenie ich bezczelności nie jest możliwe na samym gruncie zasad pokojowego współistnienia; trzeba, niestety, zajmować się także ich chorą wyobraźnią i jej wytworami To żadna sztuczka, to fakt. >>Może i wśród wielu racjonalistów taka tęsknota występuje. >Pomarzyć, pospekulować - jak widzisz - wolno każdemu. Nie musi to jednak - jak widzisz - zaćmiewać umysłu To zależy, ja uważam, że radykalny klerykał jest tak samo groźny jak radykalny antyklerykał.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Który? Czy Ty naprawdę widzisz jakieś podobieństwo między stwierdzaniem istnienia/nieistnienia wydumanego boga, a stwierdzaniem istnienia/nieistnienia przedmiotu odciskającego się realnym piętnem na potylicy big_zyda?
>To już chyba przerobiliśmy. Jak widać - nie. Ludzie rozumni mówią o czym mówią.
>To żadna sztuczka, to fakt. Faktem jest konieczność odnoszenia się do treści urojeń ludzi wierzących. Głupawą sztuczką jest sugestia wierzących, że niewierzący wierzą i zajmują się tym w co wierzą czyli Bogiem.
>To zależy, ja uważam, że radykalny klerykał jest tak samo groźny jak radykalny antyklerykał. No może... weź jednak pod uwagę, że radykalny antyklerykał jest groźny wyłącznie dla klerykała i istnieje wyłączne jako reakcja na tamtego.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Który? >Czy Ty naprawdę widzisz jakieś podobieństwo między stwierdzaniem istnienia/nieistnienia wydumanego boga, a stwierdzaniem istnienia/nieistnienia przedmiotu odciskającego się realnym piętnem na potylicy big_zyda? Jeśli od razu z góry przyjmujesz, że bóg jest "wydumany", to w taki sposób argumentujesz. Co to jest realne piętno? Widziałeś radykalnych Arabów w kawałkach? Ale na pewno o nich słyszałeś. Realne piętno? Ale to na marginesie.
Dostrzegam różnice pomiędzy bogiem, a przedmiotem który odciska piętno na czyjejś potylicy. Tylko nie o podobieństwa tych rzeczy tutaj chodzi, a o spójność procesu myślowego i uczciwość w argumentacji. Jeśli ktoś twierdzi, że do istnienia czegoś potrzeba definicji tegoż, to nie ma znaczenia, czy to bóg czy kawałek kija.
>>To już chyba przerobiliśmy. >Jak widać - nie. >Ludzie rozumni mówią o czym mówią. Na tyle ile mogą. Ludzie rozumni mówią też o rzeczach, nawet wtedy gdy mało o nich wiedzą. Ludzie rozumni wiedzą, że nie trzeba znać definicji czegoś, aby to coś mogło istnieć. >>To żadna sztuczka, to fakt. >Faktem jest konieczność odnoszenia się do treści urojeń ludzi wierzących. Głupawą sztuczką jest sugestia wierzących, że niewierzący wierzą i zajmują się tym w co wierzą czyli Bogiem. Jak zatem można rozmawiać z Tobą o istnieniu/nieistnieniu boga, skoro Ty wiesz, że on nie istnieje. Wiadomo, że cała Twoja argumentacja będzie skażona tym założeniem/przeświadczeniem. Ja nie twierdzę, że niewierzący wierzą. To tak samo głupia sztuczka, jak ta z nieistnieniem z powodu braku definicji. >>To zależy, ja uważam, że radykalny klerykał jest tak samo groźny jak radykalny antyklerykał. >No może... weź jednak pod uwagę, że radykalny antyklerykał jest groźny wyłącznie dla klerykała i istnieje wyłączne jako reakcja na tamtego. Jak ktoś jest już radykalny, to już jest problem. Radykalizm lubi się przenosić jak pasożyt z karmiciela.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | >Jeśli od razu z góry przyjmujesz, że bóg jest "wydumany", to w taki sposób argumentujesz. Tiaaaaa, zawsze dziwię się z jakich czeluści biorą się wierzący. Ja takiego proszę o uwzględnianie w wypowiedziach całokształtu dorobku intelektualnego ludzkości, a ten mi wyjeżdża z oskarżycielskim "z góry"! Z jakiejże góry, Brzostowski? Z DOŁU przecież! Z głębokiego dołu, z wykopalisk - rzec nawet można. Bóg to pojęcie będące hańbą ludzkości, pojęcie oblepione przez wieki takimi tonami głupoty jak żadne inne.
>Dostrzegam różnice pomiędzy bogiem, a przedmiotem który odciska piętno na czyjejś potylicy. Tylko nie o podobieństwa tych rzeczy tutaj chodzi, a o spójność procesu myślowego i uczciwość w argumentacji. O to to! I dlatego lepiej nie sugerować podobieństw miedzy niepodobnymi.
>Jeśli ktoś twierdzi, że do istnienia czegoś potrzeba definicji tegoż, to nie ma znaczenia, czy to bóg czy kawałek kija. Dla samego zaistnienia w definiującym umyśle - owszem. Pytanie brzmi: jakiego to rodzaju istnienie, w jakiej szufladce umysłu wyląduje obiekt definiowany: w szufladce z opisem, modelem świata poza umysłem czy w szufladce spekulacji? Tu wierzący mają problem z właściwym przydziałem szufladek. Każdy namolnie usiłuje wcisnąć swojego Boga do modelu świata innym Bogom przyznając bez oporów wygodne legowisko w szufladce fantazji i spekulacji.
>>Ludzie rozumni mówią o czym mówią. >Na tyle ile mogą. Ludzie rozumni mówią też o rzeczach, nawet wtedy gdy mało o nich wiedzą. A nierozumni najwięcej plotą o nibyrealnych Bogach, choć nic o nich nie wiedzą, nie potrafią powiedzieć o nich nic do rzeczy, nie wyprodukowali przez tysiąclecia jednego rozumnego zdania na ten temat. Ponadto nie chodzi o to czy definicja czegokolwiek obejmuje wszystkie możliwe cechy danego obiektu (na wzór definicji matematycznych), ale o odpowiedzialność człowieka za pojęcia jakimi się posługuje. Twoją nieodpowiedzialność szczegółowo wykazał maruda.
>Ludzie rozumni wiedzą, że nie trzeba znać definicji czegoś, aby to coś mogło istnieć. Uparcie odmawiasz rozumienia definiowania jako podstawy poznania, elementarnej zasady poznawczej, jedyne Twoje dążenie to jałowe połączenie pojęcia "bóg" z pojęciem "istnienie" dające dziką satysfakcję umęczonym wiarą umysłom. A przecież nikt nie odmawia istnienia Bogu , nawet temu Twojemu - dziwolągowaty obiekt z dziwolągowatą definicją posiadającą błędów ile się tylko da. Twój Bóg istnieje w szufladce jałowych spekulacji i Twojego chciejstwa istnieniem krasnoludków i Rozdętka Kędzierzawego Zjadającego Wszystkich Bogów na przykład. Ponadto ludzie rozumni tak mają, że dopóki dla pojęcia "coś" jedyną definicją jest "coś" nie ma problemu, bo nie ma o czym i po co gadać. Problem zaczyna się gdy pod pojęcie "coś" podstawiane jest inne słowo, a definicja "coś" jest rozszerzana w jakikolwiek sposób.
>Jak zatem można rozmawiać z Tobą o istnieniu/nieistnieniu boga, skoro Ty wiesz, że on nie istnieje. Podać na wstępie rozumną definicję boga jako elementu czy cechy realnego świata sprawdziwszy najlepiej uprzednio czy nie jesteś nudny i śmieszny wyważając otwarte drzwi, przywołując jako argumenty coś co jest od dawna rozwałkowane na cienko..
>Wiadomo, że cała Twoja argumentacja będzie skażona tym założeniem/przeświadczeniem. Doświadczeniem, Brzostowski, doświadczeniem. Wielu wieków. Nie potrafisz przytoczyć rozumnej definicji boga z całej historii myśli religijnej, musisz sam zaczynać rzecz od nowa, a zaszły sprawy tak daleko, że na słowo "bóg" coraz mniej ludzi klęka z lękiem, a coraz więcej pyta : "dobra dobra, ale co na to lekarz?".
>To tak samo głupia sztuczka, jak ta z nieistnieniem z powodu braku definicji. Głupia sztuczka, powiadasz? No to poproszę o podanie przykładu czegoś co istnieje nie mając definicji.
>Jak ktoś jest już radykalny, to już jest problem. Radykalizm lubi się przenosić jak pasożyt z karmiciela. Cóż, akcja rodzi reakcję. Nie ma tolerancji dla braku tolerancji choćby Brzostowski nie wiem jak groził i nie wiem jak niemądre werdykty wydawał.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >Tiaaaaa, zawsze dziwię się z jakich czeluści biorą się wierzący. Ja takiego proszę o uwzględnianie w wypowiedziach całokształtu dorobku intelektualnego ludzkości, a ten mi wyjeżdża z oskarżycielskim "z góry"! Z jakiejże góry, Brzostowski? Z DOŁU przecież! Z głębokiego dołu, z wykopalisk - rzec nawet można. Niestety, z Twoich wypowiedzi, wynika, że jesteś na 100% pewny że bóg (ten przeze mnie niewystarczająco zdefiniowany) nie istnieje. Zatem z góry, kolego, z góry, ponieważ całokształt dorobku intelektualnego ludzkości nie pozwala na 100% pewność, a Ty jak widać ją masz. >Bóg to pojęcie będące hańbą ludzkości, pojęcie oblepione przez wieki takimi tonami głupoty jak żadne inne. A teraz piszesz już o bogu i jakby wiesz o czym piszesz, czy piszesz niewiadomo o czym? Tym bardziej jestem przekonany, że całe to gadanie o definicji boga i jej braku, jest tylko pretekstem do posiadania dobrego samopoczucia przy zakładaniu z góry iż bóg nie istnieje. >O to to! I dlatego lepiej nie sugerować podobieństw miedzy niepodobnymi. >>Jeśli ktoś twierdzi, że do istnienia czegoś potrzeba definicji tegoż, to nie ma znaczenia, czy to bóg czy kawałek kija. >Dla samego zaistnienia w definiującym umyśle - owszem. Pytanie brzmi: jakiego to rodzaju istnienie, w jakiej szufladce umysłu wyląduje obiekt definiowany: w szufladce z opisem, modelem świata poza umysłem czy w szufladce spekulacji? Tu wierzący mają problem z właściwym przydziałem szufladek. Każdy namolnie usiłuje wcisnąć swojego Boga do modelu świata innym Bogom przyznając bez oporów wygodne legowisko w szufladce fantazji i spekulacji. Aha, czyli już nie potrzeba definicji czegoś aby istniało, teraz ważna jest szuflada. Skoro bóg może być poza zasięgiem zmysłów (nauki), to oczywiste, że dla osoby, która jego istnienie definitywnie odrzuca, siedzi on w szufladzie fantazji: być może tuż obok tej z marzeniami o lataniu w powietrzu, w kosmosie, itd ... >A nierozumni najwięcej plotą o nibyrealnych Bogach, choć nic o nich nie wiedzą, nie potrafią powiedzieć o nich nic do rzeczy, nie wyprodukowali przez tysiąclecia jednego rozumnego zdania na ten temat. Tak wygląda tylko dla tych, którzy wiedzą że bogów nie ma. >Ponadto nie chodzi o to czy definicja czegokolwiek obejmuje wszystkie możliwe cechy danego obiektu (na wzór definicji matematycznych), ale o odpowiedzialność człowieka za pojęcia jakimi się posługuje. Twoją nieodpowiedzialność szczegółowo wykazał maruda. Aha, chodzi o odpowiedzialność za pojęcia. >>Ludzie rozumni wiedzą, że nie trzeba znać definicji czegoś, aby to coś mogło istnieć. >Uparcie odmawiasz rozumienia definiowania jako podstawy poznania, elementarnej zasady poznawczej, jedyne Twoje dążenie to jałowe połączenie pojęcia "bóg" z pojęciem "istnienie" dające dziką satysfakcję umęczonym wiarą umysłom. A przecież nikt nie odmawia istnienia Bogu , nawet temu Twojemu - dziwolągowaty obiekt z dziwolągowatą definicją posiadającą błędów ile się tylko da. Twój Bóg istnieje w szufladce jałowych spekulacji i Twojego chciejstwa istnieniem krasnoludków i Rozdętka Kędzierzawego Zjadającego Wszystkich Bogów na przykład. Mój bóg ma szansę istnieć. "Daję" mu ją m.in. dlatego, że od tysięcy lat, jakimś dziwnym, niezrozumiałym do końca sposobem wszystkie (albo większość) cywilizacje i ludzie "czuli" obecność takiego lub innego boga/innego świata. I dlatego nie lekceważę tych historii. Tak jak przez tysiące lat odczuwali ból w kościach, ale nie wiedzieli czym jest, tak jak przez tysiące lat niektóre zwierzęta "czują" trzęsienie ziemi zanim nastąpi, itd ... nierozumiejąc ich, tak i my możemy "czuć" istnienie jakiegoś boga, nie rozumiejąc co się dzieje. I ja dopuszczam taką możliwość, bo widzę, że w przyrodzie takie zjawiska mają miejsce. >Ponadto ludzie rozumni tak mają, że dopóki dla pojęcia "coś" jedyną definicją jest "coś" nie ma problemu, bo nie ma o czym i po co gadać. Problem zaczyna się gdy pod pojęcie "coś" podstawiane jest inne słowo, a definicja "coś" jest rozszerzana w jakikolwiek sposób. Definicję swoją boga podałem. Jeśli ci się nie podoba, musisz z tym żyć. >>Jak zatem można rozmawiać z Tobą o istnieniu/nieistnieniu boga, skoro Ty wiesz, że on nie istnieje. >>Wiadomo, że cała Twoja argumentacja będzie skażona tym założeniem/przeświadczeniem. >Doświadczeniem, Brzostowski, doświadczeniem. Wielu wieków. >Nie potrafisz przytoczyć rozumnej definicji boga z całej historii myśli religijnej, musisz sam zaczynać rzecz od nowa, a zaszły sprawy tak daleko, że na słowo "bóg" coraz mniej ludzi klęka z lękiem, a coraz więcej pyta : "dobra dobra, ale co na to lekarz?". To jest mało ważne, czy ktoś gdzieś kiedyś napisał lepszą czy gorszą definicję. Ja myślę, że moja, mimo jej braków jest na tyle dobra, że Ty masz z nią kłopoty. >>To tak samo głupia sztuczka, jak ta z nieistnieniem z powodu braku definicji. >Głupia sztuczka, powiadasz? No to poproszę o podanie przykładu czegoś co istnieje nie mając definicji. A Ty dalej swoje? Myślałem, że to już obgadaliśmy. Istnienie czegoś jest niezależne od postrzegania tego czegoś. Gdy popatrzysz na historię masz setki dowodów na to, dzisiaj, że coś istniało, mimo że ludzie wtedy żyjący nie mieli o tym pojęcia a zatem NIE ZNALI DEFINICJI. Z tego wniosek jest chyba OCZYWISTY. Co dalej prowadzi do OCZYWISTEGO wniosku, że nie można podać dzisiaj przykładu czegoś co istnieje i nie ma definicji (czy raczej definicji przez Ciebie akceptowalnej). Co nie oznacza, że dzisiaj nie może istnieć coś czego definicji nie znamy. Bo to ABSURD. >>Jak ktoś jest już radykalny, to już jest problem. Radykalizm lubi się przenosić jak pasożyt z karmiciela. >Cóż, akcja rodzi reakcję. Nie ma tolerancji dla braku tolerancji choćby Brzostowski nie wiem jak groził i nie wiem jak niemądre werdykty wydawał. Też jestem za tolerancją, ale przeciwko radykałom WSZELKIEJ MAŚCI.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Niestety, z Twoich wypowiedzi, wynika, że jesteś na 100% pewny że bóg (ten przeze mnie niewystarczająco zdefiniowany) nie istnieje. Niestety z Twojej niechęci do czytania i rozumienia wynikają głupoty jakie wymyślasz i pleciesz. Gdzież to ja zaprzeczam istnieniu tego czegoś? Kwestionuję jedynie istnienie tego w świecie rzeczywistym (poza wyobraźnią), albowiem, skup się!: nie podałeś rozumnej definicji tego jako pojęcia mającego swój desygnat w owym świecie rzeczywistym.
>Zatem z góry, kolego, z góry, ponieważ całokształt dorobku intelektualnego ludzkości nie pozwala na 100% pewność, a Ty jak widać ją masz. Tak, tak, albowiem Brzostowski jest Objawieniem i nikt nigdy przed nim i obok niego nie plótł bezpodstawnych bzdetów o bogach przeróżnych. Jako że nie tylko nie próbujesz odnieść się do całokształtu spraw świata, ale nawet do całokształtu wypowiedzi w tym wątku będziemy kończyć - kopanie się z koniem to mało frapujące zajęcie.
>>Bóg to pojęcie będące hańbą ludzkości, pojęcie oblepione przez wieki takimi tonami głupoty jak żadne inne. >A teraz piszesz już o bogu i jakby wiesz o czym piszesz, czy piszesz niewiadomo o czym? Ty tak serio? Piszę o pojęciu boga. Pojęciu, za którym ciągnie się przez wieki morze jałowego bełkotu, z Twoim tutejszym włącznie.
>Aha, czyli już nie potrzeba definicji czegoś aby istniało, teraz ważna jest szuflada. Ty tak serio? Definicja jest ciągle niezbędna. Szuflada jest jednym z jej uściśleń. Nawet Ty przecież z grubsza kontrolujesz co z czym wchodzi w jakie relacje: na przykład nie umieszczasz krasnoludków w opisie, powiedzmy, skrzyni biegów Twojego rzeczywistego samochodu, tylko w bajce o krasnoludkach, czyż nie? Jako posiadacz umysłu upośledzonego wiarą nie potrafisz jedynie umieścić swojego boga w tej samej szufladce, w której umieszczasz wszystkie inne postaci z opowieści przeróżnych, w tym wszystkich innych bogów. Próbujesz go głupawymi sztuczkami językowymi wcisnąć do opisu świata i jeszcze do tego uważasz się za coś lepszego, coś wyjątkowego wśród podobnie niedorzecznych akwizytorów innych bogów..
>Mój bóg ma szansę istnieć. "Daję" mu ją m.in. dlatego, że od tysięcy lat, jakimś dziwnym, niezrozumiałym do końca sposobem wszystkie (albo większość) cywilizacje i ludzie "czuli" obecność takiego lub innego boga/innego świata. I dlatego nie lekceważę tych historii. Ja też nie! Ciągle jesteście niebezpieczni.
>Definicję swoją boga podałem. Jeśli ci się nie podoba, musisz z tym żyć. A tu już widać pyszałkowatego trolla pełną gębą! Definicja jest nie od podobania się, ale od odpowiadania na pytanie "co to jest?".
>A Ty dalej swoje? Myślałem, że to już obgadaliśmy. Istnienie czegoś jest niezależne od postrzegania tego czegoś. A Ty dalej swoje? Myślałem, że to już obgadaliśmy. Rozmawiamy o istnieniu ciągle jako ludzie, żadna inna perspektywa nie jest nam dostępna.
>Gdy popatrzysz na historię masz setki dowodów na to, dzisiaj, że coś istniało, mimo że ludzie wtedy żyjący nie mieli o tym pojęcia a zatem NIE ZNALI DEFINICJI. I po co mówiłem o wszechświecie? Chociaż spróbuj zrozumieć co się do Ciebie mówi... Idziemy na układ: Ja powiem wyraźnie, żebyś już nie miał wątpliwości iż rozumiem oczywistości, które Ty powtarzasz uparcie i to z manierą Nauczyciela: ze względów metodologicznych nie da się zaprzeczyć istnieniu w rzeczywistości (bo w wyobraźni jego istnienie jest niekwestionowane) boga z Twojego wyrażenia definicjopodobnego. Ze względu na metodologiczną uczciwość uznaję, że może istnieć twór zmieniający nawet prawa fizyki w sposób dowolny, może istnieć gdzieś w innym kosmosie czy Pozaczasie, ale równie dobrze może być nawet w mojej d.pie (ba! to akurat uznaję nawet za barrrdzo prawdopodobne).
A teraz Ty się skup i spróbuj zrozumieć to czego dotąd nie ogarniasz: ideałem poznania jest definicja pełna, wymogiem - poprawna. Najogólniejsze pojęcie to wszechświat, najogólniejsza jego definicja to wszystko, reszta to tylko kolejne wyodrębnienia i uściślenia. Czyli ludzie zawsze widzieli wszystko, więc mieli pojęcie o wszystkim i wszystko mieli zdefiniowane. Tyle że bardzo niedokładnie. Przykład bardziej szczegółowy niż wszechświat: spadanie. Kiedyś dawno to był to po prostu oczywisty ( z obserwacji) ruch z góry na dół i była to definicja jedynie dostępna, ale poprawna zachodzącego zjawiska. Dzisiaj wiemy o grawitacji, potrafimy wyliczyć parametry spadania itp., ale to tylko owe wyodrębnienia i uściślenia.
Dzisiejszy zakres wyodrębniania i uściślania jest nieporównywalny z zakresem wyodrębniania i uściślania we wszelkich wcześniejszych czasach i przy tym dzisiejszym zakresie wciskanie boskiego kitu gdziekolwiek to po prostu obciach, bo to jałowe pojęcie nie bierze żadnego udziału w poznawaniu, wręcz przeciwnie - wielu ludziom je utrudnia.
>Też jestem za tolerancją, ale przeciwko radykałom WSZELKIEJ MAŚCI. No to tu też się różnimy. Mnie niektóre maści radykałów się podobają.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | Odniosę się do istoty rzeczy.
>Idziemy na układ: >Ja powiem wyraźnie, żebyś już nie miał wątpliwości iż rozumiem oczywistości, które Ty powtarzasz uparcie i to z manierą Nauczyciela: ze względów metodologicznych nie da się zaprzeczyć istnieniu w rzeczywistości (bo w wyobraźni jego istnienie jest niekwestionowane) boga z Twojego wyrażenia definicjopodobnego. Ze względu na metodologiczną uczciwość uznaję, że może istnieć twór zmieniający nawet prawa fizyki w sposób dowolny, może istnieć gdzieś w innym kosmosie czy Pozaczasie, ale równie dobrze może być nawet w mojej d.pie (ba! to akurat uznaję nawet za barrrdzo prawdopodobne). Wreszcie to przyznałeś, a tyle trzeba było się męczyć.
>A teraz Ty się skup i spróbuj zrozumieć to czego dotąd nie ogarniasz: ideałem poznania jest definicja pełna, wymogiem - poprawna...
To oczywiste. Jest dla mnie OCZYWISTE, że trzeba się posługiwać definicjami i to dobrymi, aby coś dobrze poznać/zrozumieć. Jest też oczywiste, że posługiwanie się zbyt ogólnymi definicjami utrudnia szczegółowe poznanie. I co? To OCZYWISTE.
ja do tego w ogóle się nie odnoszę, ani temu nie przeczę.
Tak, na marginesie, jest wiele ogólnych definicji, także w nauce i jakoś w bębny nie walisz.
Przecież nie o to chodzi.
Chodzi o to i od tego zaczęła się cała pogadanka z Tobą, że istnienie czegokolwiek nie jest uwarunkowane tym, czy potrafimy to zdefiniować, co jak rozumiem przyznajesz. Natomiast czym innym jest poznanie tego czegoś, zrozumienie jakie jest, itd ...
Masz rację, że "dzisiejszy zakres wyodrębniania i uściślania jest nieporównywalny z zakresem wyodrębniania i uściślania we wszelkich wcześniejszych czasach", to oczywiste, nie ma to jednak nadal żadnego znaczenia dla istnienia czegoś, ani nawet do minimalizacji prawdopodobieństwa tego istnienia (bo przecież im więcej poznajemy tym bardziej rodzą się nowe pytania).
Jałowość pojęcia boga dla nauki jest dość jasna, pełna zgoda. Tylko, że nie o tym była dyskusja.
To co wynika z Twoich opinii, to tylko tyle, że bogiem po prostu z racjonalnego punktu widzenia, nie ma co się zajmować, bo jest źle, albo w ogóle niezdefiniowany, a definicje zbyt ogólne nie pozwalają na dalsze poznawanie (zajmowanie się nim). I zgadzam się z tym.
>>Też jestem za tolerancją, ale przeciwko radykałom WSZELKIEJ MAŚCI. >No to tu też się różnimy. Mnie niektóre maści radykałów się podobają. Dobrze, że część racjonalistów przynajmniej otwarcie to pisze.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Wreszcie to przyznałeś, a tyle trzeba było się męczyć. Zamiast urojeń znajdź moją wypowiedź, w której mówiłem co innego
>Tak, na marginesie, jest wiele ogólnych definicji, także w nauce i jakoś w bębny nie walisz. Miałbyś jeszcze czelność porównywać stworzony przez siebie bełkot z definiowaniem na użytek naukowy?
>Chodzi o to i od tego zaczęła się cała pogadanka z Tobą, że istnienie czegokolwiek nie jest uwarunkowane tym, czy potrafimy to zdefiniować, co jak rozumiem przyznajesz. Natomiast czym innym jest poznanie tego czegoś, zrozumienie jakie jest, itd ... Czyli nic nie dotarło.... jednym uchem wpadło, drugim wypadło... Spróbuj pojąć wreszcie, że to człowiek przypisuje cechę istnienia (takiego czy innego) obiektom wyłącznie mniej czy więcej poznanym, ale koniecznie przez siebie jakoś dostrzeżonym i zdefiniowanym.
>To co wynika z Twoich opinii, to tylko tyle, że bogiem po prostu z racjonalnego punktu widzenia, nie ma co się zajmować, bo jest źle, albo w ogóle niezdefiniowany, a definicje zbyt ogólne nie pozwalają na dalsze poznawanie (zajmowanie się nim). Czyli nic nie dotarło.... Tu ciąg dalszy poprzedniego akapitu: bogiem nie ma co się zajmować, nie dlatego, że jest źle zdefiniowany, ale dlatego, że go w świecie rzeczywistym nie ma, bo nikt go nie powołał do istnienia, nikt nie podał definicji uprawniającej do umieszczenia boga w modelu świata rzeczywistego. Istnieje bóg jako postać z wyobraźni - istnieje w wyobraźni mojej i Twojej. Tak samo jak krasnoludki. Tyle że krasnoludki obaj trzymamy w szufladce bajęd, a boga Ty usiłujesz wepchać do szufladki modelu świata. Czy Ty naprawdę nie jesteś zdolny do uwzględniania całości treści moich wypowiedzi (że o dorobku ludzkości już nie wspomnę)?
>to tylko założenie, że dalej jest ściana, której nie rozumiesz. Tak tak, wierzący uwielbiają nakładać sobie na mózg taki kajdan żeby uchronić głupotę religijnych twierdzeń przed krytyczną analizą. Jak coś jest wyjątkowo głupie to najlepiej im uznać, że jest boskie i przez to niepojęte.
>Człowiek=cywilizacja=społeczność=plemię..., a nie pojedynczy mądrala w XXI wieku. Ja pierniczę... to może potrafisz wyodrębnić z dorobku całej ludzkości jakieś znaczące sukcesy w dziedzinie odwoływania do świata pozamaterialnego, jakieś z tego kamienie milowe w rozwoju cywilizacyjnym?
>Tak dopuszczam, że to tylko ściema, ale: >Nie wiem. Moja definicja dotyczy jakby jednego, ale nie rozstrzyga tego zagadnienia, Czyli tak sobie bełkoczesz byle bełkotać bez potrzeby odniesienia swoich poglądów do całokształtu tych spraw na świecie jak choćby: >Raczej chodzi o różne przejawy działania tego samego boga. kiedy ludzie wierzą w tak wielu bogów, niektórzy nawet w wielu naraz.
>skoro tysiące filozofów, naukowców i innych mądrych ludzi zajmowało się jakoś bogiem, to nie sądzę aby takie rozmowy były durne. No to daj tu wreszcie jakieś rozumne zdanie na ten temat w wykonaniu kogokolwiek, zdanie które potrafisz skomponować z całokształtem wiedzy o świecie.
> Dlatego też ja uważam, że za swojego życia, kolega nie zaobserwuje zamiany atomu w smoka. Czyli Ty masz tak obcykanego swojego boga, że podejmujesz się opinii przewidujących jego poczynania?
>Bogiem zajmują się wierzący i niewierzący (czego dowodem jest m.in. ten portal) Nie Bogiem, ale stanem waszych otumanionych umysłów i spowodowaną tym dewiacją w stosunkach społecznych.
>To cecha grupy Bycie niewierzącym to po prostu cecha grupy naukowców i już można to zlekceważyć?
>nie świadczy o tym, że człowiek inteligentny nie wierzy w boga (bo do tego chyba zmierzasz). Ja nie widziałem takiej sugestii w wypowiedzi darkside'a... a z doświadczenia wiem, że wyższa inteligencja (erudycja, oczytanie) zwiększają arsenał środków którymi otumaniony wiarą człowiek umie się oszukiwać broniąc swego upośledzenia.
>2. Gdyby zrobić badania IQ wśród biskupów, wyszłoby, jak sądzę, że są inteligentniejsi od przeciętnych ludzi i zapewne 100% wierzących. Co z tego wynika? Wynika? Wynikałoby. Ewentualnie. Zrób, żałosny manipulancie, takie badania skoro potrafisz przewidzieć wyniki. Półtorej bańki baksów od Templetona masz raczej w kieszeni!
>A teraz trochę zabawniej: Eeee, jedynie trollowaciej i głupkowaciej.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | Znowu odniosę się do istoty, bo nie mam czasu odpyskiwać.
>Czy Ty naprawdę nie jesteś zdolny do uwzględniania całości treści moich wypowiedzi (że o dorobku ludzkości już nie wspomnę)? Człowieku, ja rozumiem doskonale, co piszesz, o nadawaniu cechy istnienia itd ... Tylko to nie ma nic wspólnego z faktycznym istnieniem, a jedynie z percepcją tego istnienia przez człowieka. Są na to MILIONY dowodów. Istnienie czegoś jest OBIEKTYWNE, a nie subiektywne. Skoro tego nie rozumiesz, nic więcej w tym względzie nie mogę dla Ciebie zrobić.
>>to tylko założenie, że dalej jest ściana, której nie rozumiesz. >Tak tak, wierzący uwielbiają nakładać sobie na mózg taki kajdan żeby uchronić głupotę religijnych twierdzeń przed krytyczną analizą. Jak coś jest wyjątkowo głupie to najlepiej im uznać, że jest boskie i przez to niepojęte. Moje założenie jest o "scianie" a nie jej boskości. >>Tak dopuszczam, że to tylko ściema, >ale: >>Nie wiem. Moja definicja dotyczy jakby jednego, ale nie rozstrzyga tego zagadnienia, >Czyli tak sobie bełkoczesz byle bełkotać bez potrzeby odniesienia swoich poglądów do całokształtu tych spraw na świecie jak choćby: >>Raczej chodzi o różne przejawy działania tego samego boga. >kiedy ludzie wierzą w tak wielu bogów, niektórzy nawet w wielu naraz. Ogólny charakter definicji sprawia, że nie jestem w stanie odnieść się do kwestii szczegółowych, nic to nie ujmuje definicji. >> Dlatego też ja uważam, że za swojego życia, kolega nie zaobserwuje zamiany atomu w smoka. >Czyli Ty masz tak obcykanego swojego boga, że podejmujesz się opinii przewidujących jego poczynania? Twój problem polega na tym, że mieszasz cały czas dwa porządki: ludzki, racjonalny, z nieracjonalnym (niefizycznym). Tymczasem mój bóg z definicji jest fizyczny. Świat nasz istnieje już kilkanaście mld lat, my ludzie obserwujemy go od kilkunastu tysięcy lat, w tym kilkaset lat powiedzmy naukowo. Nie wykryto dotychczas tak spektakularnych zjawisk jak zamiana atomu (czy czegoś malutkiego) w smoka (czy coś tak wielkiego), stąd wyciągam racjonalny wniosek, że marne są szanse aby coś takiego stało się w ciągu najbliższych 50 lat. >>Bogiem zajmują się wierzący i niewierzący (czego dowodem jest m.in. ten portal) >Nie Bogiem, ale stanem waszych otumanionych umysłów i spowodowaną tym dewiacją w stosunkach społecznych. Poczytaj bardziej uważnie Racjonalista.pl. >>To cecha grupy >Bycie niewierzącym to po prostu cecha grupy naukowców i już można to zlekceważyć? Cechą jest sceptycyzm, a nie bycie niewierzącym. >>nie świadczy o tym, że człowiek inteligentny nie wierzy w boga (bo do tego chyba zmierzasz). >Ja nie widziałem takiej sugestii w wypowiedzi darkside'a... a z doświadczenia wiem, że wyższa inteligencja (erudycja, oczytanie) zwiększają arsenał środków którymi otumaniony wiarą człowiek umie się oszukiwać broniąc swego upośledzenia. To tylko opinia, równie dobrze z twoich doświadczeń wynika że im wyższa IQ tym, silniejsza wiara. >>2. Gdyby zrobić badania IQ wśród biskupów, wyszłoby, jak sądzę, że są inteligentniejsi od przeciętnych ludzi i zapewne 100% wierzących. Co z tego wynika? >Wynika? Wynikałoby. Ewentualnie. >Zrób, żałosny manipulancie, takie badania skoro potrafisz przewidzieć wyniki. Wystarczy odrobinę pomyśleć, oczywiscie 100% pewności nie mam, ale 90% tak.
Już widzę kolega w nerwach. Już nie pierwszy raz dyskusje z Tobą idą w tym kierunku. Wiem skąd to się bierze. Po prostu nie ma możliwości aby na gruncie nauki przyjąć 100% pewność, że bóg nie istnieje. Po prostu nauka musi dopuszczać taką możliwość. Ty na siłę zawsze kombinujesz to jakoś tam ukryć, ale sam przynajesz, że tak po prostu jest. I zostaje Ci tylko frustracja.
Dam Ci radę: po prostu nie gadaj o tym bogu, skoro go nie ma i już!
Półtorej bańki baksów od Templetona masz raczej w kieszeni! >>A teraz trochę zabawniej: >Eeee, jedynie trollowaciej i głupkowaciej. Mohery też zawsze tak mówią, jak się jakiś żart o księdzu walnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Człowieku, ja rozumiem doskonale, co piszesz, o nadawaniu cechy istnienia itd ... Tylko to nie ma nic wspólnego z faktycznym istnieniem, a jedynie z percepcją tego istnienia przez człowieka. Są na to MILIONY dowodów. Istnienie czegoś jest OBIEKTYWNE, a nie subiektywne. Czyli ciągle nie rozumiesz i widzisz że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo... A ja Cię tak prosiłem u uwzględnianie wszystkiego naraz, w tym także tego, że o "obiektywnym" istnieniu orzeka subiektywnie człowiek z perspektywy jedynie mu dostępnej i dla celów jedynie własnych. I tego, że percepcji człowieka podlega naraz cały wszechświat ze wszystkim co w nim zachodzi I głównie tego kto i po co wciska puste poznawczo pojęcie boga do rozmowy - to jest przecie głównym tematem wątku. Dasz radę?
>Ogólny charakter definicji sprawia, że nie jestem w stanie odnieść się do kwestii szczegółowych, nic to nie ujmuje definicji. I ciągle nawet podstaw definiowania nie ogarnąłeś. Definicja co nie definiuje obiektu definiowanego ma językową formę definicji, ale poznawczo jest bzdetem. Ty z oślim uporem odmawiasz nawet uściślenia czy chodzi o obiekt Twojej wyobraźni czy błaźnisz się poważnie postulując związek tego czegoś ze światem rzeczywistym.
>Twój problem polega na tym, że mieszasz cały czas dwa porządki: ludzki, racjonalny, z nieracjonalnym (niefizycznym). Twój problem polega na tym że masz jakieś zwidy i pleciesz dyrdymały o moim mieszaniu wymyślonych przez Ciebie zbitek słownych. Chyba że ja się nie znam (po mojemu każde wdepnięcie w "boga" musi powodować dalszy bełkot), a Ty potrafisz wyjaśnić co mówisz o porządkach i ich cechach w tym czy istnieje i jakie ma cechy na przykład porządek nieludzki fizyczny itp.
>Tymczasem mój bóg z definicji jest fizyczny. Z tego co wydumałeś na początku nic podobnego nie wynika koniecznie. No ale skoro już rozwinąłeś definicję swojego boga to powiedz chociaż co to z grubsza znaczy, że jest on fizyczny.
>stąd wyciągam racjonalny wniosek, że marne są szanse aby coś takiego stało się w ciągu najbliższych 50 lat. Racjonalny wniosek co do działania czegoś co może działać w sposób dowolny i o czym nic tak naprawdę nie wiesz...? No, no!
>Poczytaj bardziej uważnie Racjonalista.pl. Konkret jakiś proszę, nie ogólnikową pyszałkowatość.
>To tylko opinia, równie dobrze z twoich doświadczeń wynika że im wyższa IQ tym, silniejsza wiara. Bzdura! Wiara nie jest silniejsza albo słabsza tylko jest, albo jej nie ma. Nieporozumienia biorą się z rozpatrywania wiary w odniesieniu do zestawu twierdzeń (głoszonych przez organizacje religijne) kiedy można ją rozpatrywać wyłącznie w odniesieniu do pojedynczych, odrębnych twierdzeń. I uwzględniając potoczne pojmowanie "siły wiary" w dalszym ciągu z moich doświadczeń w żadnej mierze nie wynika to co wygłosiłeś.
>Wystarczy odrobinę pomyśleć, oczywiscie 100% pewności nie mam, ale 90% tak. Wystarczy odrobinę pomyśleć aby wiedzieć, że bez względu na to jaki procent pewności sobie przyznasz i tak głosisz bezpodstawny bzdet.
>Już widzę kolega w nerwach. Już widzę jak kolejny namiętny producent bełkotu o bogach schematycznie ucieka się do głupkowatej psychoanalizy.
>Ty na siłę zawsze kombinujesz to jakoś tam ukryć, ale sam przyznajesz, że tak po prostu jest. Żałosne! Nie muszę ratować honoru nauki przed Brzostowskim, bronić jej przed wciskaniem boskich bzdetów do pseudonaukowych wypocin - nauka żyje swoim życiem mimo wielotysiącletniej i ciągle jeszcze potężnej ciemnoty. Próbuję tylko pomóc Ci pomyśleć byś nie robił z siebie pośmiewiska takim wciskaniem.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >No to tu też się różnimy. Mnie niektóre maści radykałów się podobają.< Mnie też.
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Mój bóg ma szansę istnieć. "Daję" mu ją m.in. dlatego, że od tysięcy lat, jakimś dziwnym, niezrozumiałym do końca sposobem wszystkie (albo większość) cywilizacje i ludzie "czuli" obecność takiego lub innego boga/innego świata. I dlatego nie lekceważę tych historii. Tak jak przez tysiące lat odczuwali ból w kościach, ale nie wiedzieli czym jest, tak jak przez tysiące lat niektóre zwierzęta "czują" trzęsienie ziemi zanim nastąpi, itd ... nierozumiejąc ich, tak i my możemy "czuć" istnienie jakiegoś boga, nie rozumiejąc co się dzieje. I ja dopuszczam taką możliwość, bo widzę, że w przyrodzie takie zjawiska mają miejsce.< Twój bóg nie ma szansy istnieć ponieważ jak przyznałeś jest ich wielu, w różnych cywilizacjach. Prawda że jest ich wielu. Ale fizycznie może być tylko jeden. Gdy będzie ich wielu, to może się jednocześnie zdarzyć że jeden z nich przyspieszy prędkość światła a drugi ją zmniejszy. Może się zdarzyć że jeden bóg zlikwiduje tego drugiego a na końcu może popełnić samobójstwo. Może już dawno to zrobił. Sam przyznałeś że się nie zamanifestował. Dlaczego nie można twierdzić że boga nie ma bo unicestwił samego siebie i dlatego nie daje znaku istnienia. W czym moje twierdzenie jest gorsze od twojego, że on może być tylko milczy? A jednak istnieje ich wielu i istnienie więcej niż jednego boga jest dowodem na ich brak. Bóg z twojej definicji nie istnieje fizycznie. Wszystko co istnieje fizycznie musi być fizycznie namacalne. Jeżeli istnieje coś w naturze o czym nie wiemy, to nie mówimy o tym, bo brak nam jakiegokolwiek poznania. O bogu jednak mówimy, przy braku jakichkolwiek śladów jego istnienia. Musi więc on być w naturze czyli w nas. Ty bronisz hipotezy boga której teoretycznie nie można wykluczyć. Ale bogowie religii nie są hipotezą tylko dogmatem. Twój bóg, tak jak go definiujesz, jest niczym innym jak platońską ideą. Całe niebo usłane było ideami platońskimi, wiele z nich pospadało w miarę postępu nauki. Idee platońskie nie istnieją obiektywnie, nie istnieją bez neuronowego pola. Możesz twierdzić że istnieje możliwość istnienia boga tak długo, dopóki nie zechcesz go definiować bo wtedy zaczynają się kłopoty.
Zwierzęta nie tylko wyczuwają zbliżające się trzęsienie ziemi, to potrafią też sejsmografy. Szczury uciekają ze statku zanim ulegnie awarii. Instrumentów przewidujących awarię statku nie posiadamy. Czy to jest dowód na istnienie boga? Proponuję ci poczytać Konrada Lorenza który zajmował się badaniem zachowań zwierząt. Wtedy może obejdziesz się bez potrzeby argumentu boga.
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
2 na 2 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Czy da się udowodnić nieistnienie boga czy tak samo jak wierzący> ateiści wierzą w to że go nie ma?Moi przedmówcy w zasadzie wyczerpali już temat, więc od siebie dorzucę tylko: pl.wikipedia.org/wiki/Czajniczek_Russella
|
|
6 na 6 | Klapaucjusz (3379 punktów) | >Czy racjonalista może wykluczyć istnienie boga? Może. Tak samo jak słoń może zignorować atakującą go mrówkę. .. Słoń przypadkowo zahaczył o drzewo na którym były mrówki. Kilka z nich spadło słoniowi na kark. Wtedy jedna z nich zawołała: - Udusimy skurczysyna!
>wierzący ateiści Bardzo popularny oksymoron.
|
|
 | 13 na 13 | Appenzeller (3118 punktów) | >>wierzący ateiści >Bardzo popularny oksymoron. Podobnie jak mój ulubiony intelektualista katolicki
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
|  | 2 na 2 | Jarek Dziechciarz (260 punktów) | Pytanie brzmi - którego boga....? - bo tylu już ich zniknęło. Jakoś dziwnie powykluczali swoje istnienie. Worek kości - Ty może podyskutuj z muzułmaninem na temat wyższości świąt bożego narodzenia nad jakimś cholernym ramadanem. Twoje wywody są tak samo prawdziwe jeśli pod słowo bóg - wsadzimy jakąkolwiek wróżkę zębuszkę czy panteon bogów Świata Dysku.....Worek kości - Ty mi wykaż, dlaczego to niby, Twój bóg ze swoim Jezusem jest prawdziwszy niż Allah ze swoim Mahometem
Do dzieła chłopie - to może dopiero być rozwijające intelektualnie.... - WYKAZUJ....
|
|
4 na 4 | makoshika (1454 punktów) | >Chodzi mi o to, czy człowiek myślący racjonalnie, może twierdzi że boga nie ma, nie mogąc tego >udowodnić? >Czy da się udowodnić nieistnienie boga czy tak samo jak wierzący ateiści wierzą w to że go nie ma?
Mógłbyś przestać pierd...ić, jak - za przeproszeniem - jakiś Terlikowski?
|
|
1 na 1 | rafal7 (138 punktów) | 2 razy "nie".
|
|
2 na 2 | mrSpock (2845 punktów) | > Chodzi mi o to, czy człowiek myślący racjonalnie, może twierdzi że boga nie ma, nie mogąc tego> udowodnić?> Czy da się udowodnić nieistnienie boga czy tak samo jak wierzący ateiści wierzą w to że go nie ma?> Temat bardzo banalny więc był pewnie przerabiany, prosiłbym może jakieś artykuły lub wątki podobne> do tego  Chodzi mi o to, czy człowiek myślący racjonalnie, może twierdzi, że klingonów nie ma, nie mogąc tego udowodnić? Czy da się udowodnić nieistnienie klingonów czy tak samo, jak wierzący ateiści wierzą w to, że ich nie ma? Temat bardzo banalny, więc był pewnie przerabiany, prosiłbym może jakieś artykuły lub wątki podobne
|
|
| "Nie świadom" zboj1410 (44 punktów) | > Chodzi mi o to, czy człowiek myślący racjonalnie, może twierdzi że boga nie ma, nie mogąc tego> udowodnić?> Czy da się udowodnić nieistnienie boga czy tak samo jak wierzący ateiści wierzą w to że go nie ma?> Temat bardzo banalny więc był pewnie przerabiany, prosiłbym może jakieś artykuły lub wątki podobne> do tego  Może, ale nie musi. Wolność nie musi dokonywać wyborów.
Iskierko-czemuż tak krótko istniejesz? "Proszę nie wskrzeszać"
|
|
1 na 1 | konserwatysta2 (954 punktów) | Dla mnie oczywiste jest, że istnienia boga nie można udowodnić w sposób racjonalny, ani jakikolwiek inny. W boga się po prostu albo wierzy albo nie. Jest to nieracjonalne, ale wcale nie znaczy, że jest złe. Zresztą nie ma to nawet znaczenia, bo człowiek jest taki, jaki jest i tego się nie zmieni. Np. Kora Jackowska wierzy w horoskopy i niech sobie wierzy.
Udowadnianie nieistnienia boga w sposób racjonalny wydaje się tym samym czymś kompromitującym dla "racjonalisty", czemu dał przykład ostatnio prof. Jan Hartman. Nie można stosować metodyk racjonalnych w obszarach, gdzie wszystko opiera się "wierze" a nie na racjonalności.
I odwrotnie. Zwolennicy istnienia boga również nie powinni stosować tu wywodów "racjonalnych", a jednym z głupszych jest np. ten, że skoro nie potrafimy udowodnić nieistnienia boga, to oznacza to, że bóg istnieje.
|
|
1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Chodzi mi o to, czy człowiek myślący racjonalnie, może twierdzi że boga nie ma, nie mogąc tego udowodnić?> Czy da się udowodnić nieistnienie boga czy tak samo jak wierzący ateiści wierzą w to że go nie ma?Pomimo że w Pańskim wątku powiedziano już tak wiele (a może właśnie dlatego) dorzucę tu jeszcze trochę: www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,501831#w502262www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,506302#w507244www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,506302#w507245www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,506302#w507319www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,524946#w525507www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,524946#w525526www.racjon(*)m.php/s,526327/z,0/d,9#w527207www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,526327#w527225Jest co czytać aby mieć materiał do własnych przemyśleń. Polecam. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|