Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
15-04-2015 18:21Andrzej Bogusławski (52271 punktów)Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
Ocena 4 na 4
.
Pan Klaio za kościelnymi ideologami pyta: chciałbym usłyszeć jaka jest ocena Autora [Mariusza Agnosiewicza] (...) anty-nietzscheańskiego eseju Kołakowskiego "Jezus ośmieszony", upatrujący klęskę w tym, w czym Autor wiąże nadzieje
na nowy początek. Za Nietzschem widzi przyszłość w dekonstrukcji, która odsłoni zdrowy fundament, Kołakowski natomiast uważa, że nic się nie wyłoni, zostaną tylko ruiny. Przekonanie Autora to czysta wiara, której na racjonalista.pl do tej pory nie było. To Kołakowski ma jakieś przesłanki racjonalne - do niedawna wszystko co Nietzsche niszczy działało. Na rzecz Nietzschego nie przemawiają żadne pozytywne dowody, a jedynie więdnięcie poprzedniego porządku rzeczy.


Kołakowski broni chrześcijaństwa nie jako Prawdy, a jako pożytecznego "porządku rzeczy". Nie jestem więc jego obrońcą, ale szukając Prawdy biorę pod uwagę różne kierunki - dlatego nie przesądzając rezultatu byłoby ciekawe skonfrontowanie przez M.Agnosiewicza swoich poglądów o Nietzschem z tym, co napisał L.K.

Zaproponowany przez Pana [Andrzeja Bogusławskiego] tekst razi mnie szukaniem drugiego dna u L.K, ukrytych motywacji jego poglądów że to jakieś "polityczne" uwikłania każą mu uważać, co uważa. Ja mógłbym zarzucić autorowi,
że nie szuka prawdy tylko broni swojej wiary w postępowy liberalizm, któremu solą w oku jest zwrot L.K. Takie metody prowadzą tylko do wzajemnego niezrozumienia, a czasem wrogości. Mędrzec powiedział: oczyść poglądy adwersarza
z emocji, popraw błędy, które potrafisz poprawić i uzupełnij o te elementy, które ten pogląd wzmacniają i dopiero wtedy polemizuj. Tego o zaproponowanej krytyce L.K nie da się powiedzieć. Stawianie znaku zapytania przy nim jako filozofie jest bardzo "młodzieńcze". A co, jeżeli L.K. widzi dalej, już rozumie, że filozofia nie daje na wszystko odpowiedzi, że trzeba
ją przekroczyć? Brak respektu dla doświadczeń i porażek L.K. obniża wagę tekstu. Lepsza krytyka L.K. jest tu
www.krytyk(*)zapiski-czlowieka-spod-podlogi

AGATA BIELIK-ROBSON
"Nie wstydzę się Jezusa", czyli Kołakowski spod podłogi
Wbrew pozorom, ten niedokończony esej Leszka Kołakowskiego o Jezusie wcale nie zaskakuje. Tę samą strategię apologetyczną wobec chrześcijaństwa da się już wyczytać w jego poprzedniej książce poświęconej tematyce religijnej, której polski tytuł brzmiał Jeżeli Boga nie ma. Kołakowski, sam z temperamentu raczej sceptyk i pozytywistyczny racjonalista, broni wiary na sposób bliski Blaise'owi Pascalowi, religii instytucjonalnej natomiast na sposób bliski Josephowi de Maistre'owi. Wiara jest tym, co wyciąga jednostkę ze stanu rozumowych sprzeczności, dając jednoznaczne rozpoznanie dobra i zła. Religia zaś wspiera cywilizację, osadzając ją na mocnych etycznych fundamentach. Wedle Kołakowskiego nienaruszalność tej podstawowej orientacji moralnej, gwarantowana transcendentnym objawieniem, jest największym osiągnięciem myśli chrześcijańskiej, bez którego nie powstałaby kultura Zachodu; dlatego też obrona chrześcijaństwa ma
tu głównie charakter kulturalistyczny. Kołakowski obawia się, że tracąc te solidne podwaliny, cywilizacja zachodnia podcina swoje własne korzenie, rozpływając się w nijakości
. Na sposób typowy dla swojej formacji, jaką należy nazwać neokonserwatywną, Kołakowski, idąc tropem jej założyciela, Leo Straussa, na głównego "szkodnika", od którego zaczyna się proces cywilizacyjnej autodestrukcji, desygnuje Nietzschego. Zdekonstruował on bowiem nienaruszalność objawienia, twierdząc, że wszelkie ideały i wartości tworzymy my sami, łącznie z wyobrażeniem boskiej transcendencji: "Nietzsche powiedział wszystko - i tym samym naprawdę położył koncepcyjny fundament pod nową cywilizację; tym fundamentem była otchłań" (s. 55).
Warto zajrzeć też do Wyborczej: wyborcza.p(*)16861186,Jezus_osmieszony.html

Doceniam udział ideologii judeochrześcijańskiej w cywilizacji europejskiej i nie chciałbym wcale się tego udziału pozbywać, ale mam duże wątpliwości co do konieczności jego znaczącego dalszego udziału. Podkreślam, że chodzi mi tylko o "konieczność", gdyż wcale nie uważam, że możliwe jest pozbycie się wpływów tej ideologii w możliwej do przewidzenia przyszłości: [Załącznik]

Oczywiście warto się zastanawiać - tak nad przyszłością Unii, jak to np. Adam Krzemiński: www.polity(*),jeszcze-unia-nie-zginela.read oraz całego świata, jak to czynią inni myśliciele: www.racjonalista.pl/forum.php/s,661496
Ale czy konieczną jest nam do tego religia i Chrystus, to ja już mam spore wątpliwości?

PS. Nie jestem też wielkim zwolennikiem poglądów Nietzschego, choć poznać go warto. Tu głównie "Z genealogii moralności" i "Antychrysta".

@@@
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 Dalej..
Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
Co do nie osiągania ideału, to rozumiem, że on może być tylko marchewką na kiju, do tego taką która nie powinna być nigdy zjedzona. Problem w tym, że jak się go źle zdefiniuje, to może zaprowadzić w przepaść.
Np słyszy się głosy nawołujące do akceptowania swoich popędów seksualnych takich jakie są. Pytanie tylko, czy swobodne zaspokajanie swojego chcenia, daje szczęście? Czasami sprowadzenie seksualności do samej cielesności może wyjałowić człowieka z uczuć i zasponsorować mu stałe uczucie pustki. Tutaj znowu można przywołać Nietzschego, który twierdził że psychologia jest wyższą nauką niż filozofia. Może się więc okazać, że wstrzemięźliwość seksualna, pewne tabu o ile jest w odpowiednich proporcjach, działa uleczająco tworząc z seksu nie pornografie a akt miłosny, czyli z kiczu sztukę. Kultura trzymająca seks w odpowiednich ryzach wyciąga z tego zjawiska to co najlepsze. Kultura wypuszczająca seks "na wolność" może czasami "zerwać kwiatek" sprawiając że szybko uschnie. Oczywiście ja tego problemu tutaj nie chce poddawać analizie, to tylko taki przykład ryzyka w którym "ideał" źle zdefiniowany szkodzi.

#152
26-04-2015 13:47
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
>Pokusiłby się o stwierdzenie, że uniwersalnym dobrem jest pragnienie dawania tego co samemu chciałoby się otrzymać.
1. Nie do końca się zgodzę, bo nie wszyscy chcą tego samego. Bez sensu jest obdarowywać kogoś tym, co ja bym chciał dostać, a nie on.
2. Nie wiem czy nad tym myślałeś - czy z Twojej zasady przypadkiem nie wynika, że dobre jest to, czego chcemy? Jeśli tak, to jestem w stanie zgodzić się, że jest to uniwersalna definicja dobra.
Tylko teraz spróbujmy na tym zbudować kulturę...
Byłoby to możliwe, gdyby społeczność jako całość chciała tego samego. Tylko że wtedy znów dochodzimy do kulturowych uwarunkowań pojęcia dobra.

>To trochę tak jakbyśmy chcieli uzyskać czystą biel przy pomocy czarnego.
Tak z ciekawości - wiesz, jakiego koloru jest Księżyc?

>Pragnienie, intencja akceptacji wszystkiego takim jakie jest, nazwałbym czystym dobrem, albo drogą ku dobru.
Ja tu widzę 2 możliwości.
1. Proces niszczenia (ogólnie zmian) też jest tym, czym jest. Więc jest akceptowany jako normalny element rzeczywistości. Czyli w zasadzie jest jak jest, tylko ludzie wyluzowani, bo wszystko według nich jest tak, jak powinno być.
2. Ludzie akceptują to, co jest w taki sposób, że niczego nie chcą zmieniać, bo już jest takie, jakie ma być. Tylko co wtedy robiliby?

>Muzułmanie chcąc zniszczyć zachód stawiają na to, że ich interpretacja jest zgodna z wolą boga/natury i kosmicznego porządku rzeczy. Dla mnie to strzał na oślep, bo jak już zniszczą każdego niewiernego, to co im dalej zostanie?
To chyba oczywiste - zaczną niszczyć się nawzajem za każde drobne odstępstwo od doktryny.

>Choć człowiek mówiący wszystkiemu Tak, powiedziałby, że dolewanie czarnego jest także częścią procesu,
Ja tak mówię, więc nie przesadzaj z tym Nadczłowiekiem

>Ewolucja, proces zmian albo jest procesem "uzyskiwania bieli" czyli dążeniem do uniwersalnego dobra, albo jest totalnym bezsensem
Prędzej to drugie. Choć w sumie można mieć nadzieję, bo nigdy nie wiadomo, co z tej ewolucji wyjdzie.

>pewnym sensie jest to mistyczna prawa - życie dla samego przeżywania
Zgoda

>Co do nie osiągania ideału, to rozumiem, że on może być tylko marchewką na kiju, do tego taką która nie powinna być nigdy zjedzona.
Czyżby Twój ideał był możliwy do spełnienia? Według mnie ludzie zawsze będą mieli problemy z akceptacją rzeczywistości.

>Problem w tym, że jak się go źle zdefiniuje, to może zaprowadzić w przepaść.
To oczywiste.

>Np słyszy się głosy nawołujące do akceptowania swoich popędów seksualnych takich jakie są. Pytanie tylko, czy swobodne zaspokajanie swojego chcenia, daje szczęście?
1. Akceptacja popędów to nie to samo co bezwarunkowe ich zaspokajanie.
2. Pisałeś:
>Pragnienie, intencja akceptacji wszystkiego takim jakie jest, nazwałbym czystym dobrem, albo drogą ku dobru.

#153
26-04-2015 22:28
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Episode_2
Wiesz co, my tutaj sobie dyskutujemy na poważne tematy, tak z definicji. Czym innym jest osiągnięcie porozumienia, aby dojść do czegoś tam praktycznego, co wydaje mi się chciałbyś postulować, czym innym jest wyczerpanie tematu do granic możliwości, czyli do maksimum zgodności logicznej. Może dlatego często brzmię jakbym "grubo popłyną z tematem", jak to się czasem powszechnie mówi. Nie jestem doskonały, nie twierdzę, że tutaj na forum stworzymy doskonałą teorię, dlatego moje pisanie z pewnością, z perspektywy praktycznego codziennego życia może wydawać się przesadą, zbyt dosadnym obrazowaniem sytuacji itp. Ale z drugiej strony niedoskonała praktyka jest tym bardziej doskonała im lepsza jest teoria (tutaj moglibyśmy naprawdę długo dyskutować). Dlatego wyginam logikę do maksimum, a jak nie do maksimum, to na tyle na ile mnie stać.

>1. Nie do końca się zgodzę, bo nie wszyscy chcą tego samego. Bez sensu jest obdarowywać kogoś tym, co ja bym chciał dostać, a nie on.

Czy nie wszyscy chcą tego samego? Czy może "TO SAMO" nazywamy inaczej?
Tutaj warto się temu przyglądnąć z bliska. Czym jest język i jak wpływa na chcenie? Ja zainteresowałem się ostatnio Gnozą, Alchemią, Kabałą, Buddyzmem Zen. Powiem szczerze, że ten problem rozwiązany jest dogłębnie w tych naukach i to tak jakby miało się nim zająć małe dziecko. Tzw rozum praktyczny jest narzędziem ewolucji, nie jest absolutny i patrzenie ze swojej perspektywy czasowo-przestrzennej jest względne. Minie czas i po rozumie praktycznym może pozostać taki ślad jaki dziś został po mitach i magii.

Nie przesadzam z Nadczłowiekiem, wiem co to są kolory i to mi służy tylko za przykład w dyskusji. "Kolor" księżyca nie unieważnia istnienia koloru, ani księżyca. To temat na inną dyskusję.

To, że TY "tak mówisz" czyli jak Nadczłowiek nie oznacza, że znalazłeś sposób na stworzenie dobrej kultury dla wszystkich. Może Twój intelekt tylko pojął pewne zasady. Nie wszyscy jesteśmy tacy sami. Czym innym jest stworzeniem teorii dla siebie, czym innym jest upublicznienie jej dla innych. Moim zdaniem dawanie "swoich owoców" światu to już pewna odpowiedzialność. Często mistycy nauczają - aby nauczyć się mówić, najpierw potrzeba nauczyć się milczeć.
Można powiedzieć, że gdybym osiągnął stan doskonały, to bym pisał w innym tonie, albo milczał. Na chwilę obecną jako filozof z zamiłowania, hobbystycznie staram się osiągać "prawdy" za pomocą surowej dyscypliny logicznej. Nic więcej.

#154
28-04-2015 07:38
 Ocena 1 na 1
Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Episode_2
Znalazłem jeszcze coś co mnie uzupełnia. Kultura twórcza z celem vs kultura nihilistyczna, bezcelowa.

wolnemedia(*)ludzkosci-ze-czas-sie-obudzic/

#155
28-04-2015 10:31
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
Za bardzo to wszystko upraszczasz i podciągasz wszystkich pod ten sam wzór. Nie wszyscy potrzebujemy jakiejś teorii jako spoiwa. A jak już ktoś potrzebuje, to moc ich działania dla osiągnięcia satysfakcji może być bardzo rozbieżna. Jeden musi być radiomaryjnym kibolem i tylko w takiej grupie będzie czuł się wystarczająco zaspokojony, innemu wystarczy chodzić na mszę raz w miesiącu, raz w roku z barankiem i po popiół, do tego dobrze się poczuje, bo ktoś go tam upewni, że "coś tam jest" i tyle teorii mu wystarczy. Silniejsze spoiowo będzie go drażnić i odrzucać. A jeszcze innemu nic takiego nie jest potrzebne, ani w religijnym, ani w niereligijnym wydaniu, wystarczy codzienny kierat, trochę banalnych przyjemności, czasami seks i stabilne życie rodzinne dajmy na to. Tylko część ludzi potrzebuje jakiejś mocniejszej narracji, innym wystarczy coś bardzo ogólnego, jeszcze inni spoiwo sprowadzą do swoich najbliższych albo do swojej pracy czy hobby, a jeszcze inni będą tylko skakać po kolejnych rozlicznych obiektach, czyli przyjemnościach. Zazwyczaj banalnych. I będzie im dobrze. Najważniejsze, by każdy znalazł swój wzór, ale najtrudniej jest tym potrzebującym silnego spoiwa, zwłaszcza we współczesnej cywilizacji zachodniej, bo tacy ludzie często potrzebują mocniej i w większym wymiarze opanować rzeczywistość, próbując narzucić innym swój wzorzec.

Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi darkside
>Za bardzo to wszystko upraszczasz i podciągasz wszystkich pod ten sam wzór. Nie wszyscy potrzebujemy jakiejś teorii jako spoiwa. A jak już ktoś potrzebuje, to moc ich działania dla osiągnięcia satysfakcji może być bardzo rozbieżna. Jeden musi być radiomaryjnym kibolem i tylko w takiej grupie będzie czuł się wystarczająco zaspokojony, innemu wystarczy chodzić na mszę raz w miesiącu, raz w roku z barankiem i po popiół, do tego dobrze się poczuje, bo ktoś go tam upewni, że "coś tam jest" i tyle teorii mu wystarczy. Silniejsze spoiowo będzie go drażnić i odrzucać. A jeszcze innemu nic takiego nie jest potrzebne, ani w religijnym, ani w niereligijnym wydaniu, wystarczy codzienny kierat, trochę banalnych przyjemności, czasami seks i stabilne życie rodzinne dajmy na to. Tylko część ludzi potrzebuje jakiejś mocniejszej narracji, innym wystarczy coś bardzo ogólnego, jeszcze inni spoiwo sprowadzą do swoich najbliższych albo do swojej pracy czy hobby, a jeszcze inni będą tylko skakać po kolejnych rozlicznych obiektach, czyli przyjemnościach. Zazwyczaj banalnych. I będzie im dobrze. Najważniejsze, by każdy znalazł swój wzór, ale najtrudniej jest tym potrzebującym silnego spoiwa, zwłaszcza we współczesnej cywilizacji zachodniej, bo tacy ludzie często potrzebują mocniej i w większym wymiarze opanować rzeczywistość, próbując narzucić innym swój wzorzec.
>
Można tak popatrzeć na sprawy, ale:
-Zaczęło się od Nietzschego i inżynierii społecznej, a potem od problemu postawionego przez Kołakowskiego, czyli jaka Europa? Aby się trzymać tego wątku, to już potrzeba teorii.
-Po drugie, popatrzmy na Polskę, niby każdy sobie może być kim chce, ale wiemy że nasze pseudo-elity rozbijają jedność w narodzie, przez to kreatywni i ambitni Polacy mogą stawać się jednostkami wybitnymi głównie poza granicami naszego kraju, gdzie reszta zostająca u siebie odczuwa frustracje. Jednak elity i paradygmat jaki sobie przyjmie dana kultura jest znacząco powiązany z tym, czym społeczeństwo będzie owocować. To brak mądrego spoiwa sprawia, że Polska jest tylko teoretycznie. Pracujemy dłużej i ciężej niż reszta w Europie otrzymując o połowę mniej. Czy bez "mocniejszej narracji scalającej" możemy się utożsamiać z innymi Europejczykami, dzieląc tą samą przestrzeń cywilizacyjną i kulturową, a pracując na nią dwa razy ciężej? Amerykański etos pracy potrafił uzasadnić rozwarstwienie, czyniąc je sprawiedliwym ale tylko do tego stopnia, do którego czar nie prysł i ten etos nie stał się mitem. Dziś, brak ogniwa scalającego pozwala na rozrost rozwarstwienia, ale zarazem frustruje i prowadzi do depresji. Ludzie nie potrafią zrozumieć tak ogromnych dysproporcji wewnątrz jednej przestrzeni cywilizacyjnej. Sprzątaczka w banku nie potrafi utożsamić się w żadnym procencie z właścicielem tego banku. Czuje się obcą i przegraną i czuje, że cywilizacja i kultura jest jej uciemiężeniem, tak jak i człowiek dający jej prace. Tymczasem w kulturze z jakąś ideą scalającą sprzątaczka wie, że pracuje na ten sam cel. Kiedyś w Europie było to Królestwo Niebieskie i biedak nie czuł frustracji widząc dobrobyt kapłana, do czasu aż stało się to mitem, tak jak mitem stał się etos pracy w USA, który też chwile działał i sprawiał, że sprzątaczka potrafiła w banku pracować z jakąś względną ludzką godnością, czuli że wspólnie pracują na amerykański sen. Celowość życia i ewolucji zawsze ze ścisłej perspektywy będzie mitem, zresztą mitem są też wszystkie teorie naukowe. Rzecz w tym, że mit działa i daje energie człowiekowi do kreatywnego i twórczego działania. Brak takiego mitu scalającego sprawia, że ludzie jedyne o czym myślą to o oddzieleniu i zabezpieczeniu się przed resztą ludzi. To jest nihilizm i dekadencja.

#157
28-04-2015 13:40
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi darkside
.
>Za bardzo to wszystko upraszczasz i podciągasz wszystkich pod ten sam wzór.
"To taki typ, a ten typ już tak ma."
www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,577720#w585173
www.racjonalista.pl/forum.php/s,656589#w656639

>Nie wszyscy potrzebujemy jakiejś teorii jako spoiwa. A jak już ktoś potrzebuje, to moc ich działania dla osiągnięcia satysfakcji może być bardzo rozbieżna.
Nawet nie odrzucający jakąś tam wiarę są najgorszymi wrogami. Najgorsi wrogowie, to wątpiący i heretycy.

>Tylko część ludzi potrzebuje jakiejś mocniejszej narracji, innym wystarczy coś bardzo ogólnego, jeszcze inni spoiwo sprowadzą do swoich najbliższych albo do swojej pracy czy hobby, a jeszcze inni będą tylko skakać po kolejnych rozlicznych obiektach, czyli przyjemnościach. Zazwyczaj banalnych. I będzie im dobrze.
[Załącznik]
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,415005#w416165
Kondycja moralna społeczeństwa polskiego

>Najważniejsze, by każdy znalazł swój wzór, ale najtrudniej jest tym potrzebującym silnego spoiwa, zwłaszcza we współczesnej cywilizacji zachodniej, bo tacy ludzie często potrzebują mocniej i w większym wymiarze opanować rzeczywistość, próbując narzucić innym swój wzorzec.
Czyli - jak można z Pańskiej wypowiedzi wywnioskować - jest Pan, podobnie jak ja, zwolennikiem europejskiej liberalnej demokracji, a już z tego powodu jest Pan wrogą alternatywą dla polskich katolickich konserwatystów:
Trudno sobie wyobrazić aby konserwatysta budujący swój światopogląd o tradycję katolicką mógł się utożsamiać z postępowaniem nowoczesnego liberała-ateisty który odwołuje się do postulatów humanizmu z europy zach. i naturalizmu czy innych pochodnych nauk przyrodniczych. To są dwa różne światy, dwie różne perspektywy oceniania pewnych dylematów moralnych itd.

Podobnie ma cała Europa, jedyne co wspólne to projekt UE i NATO, czyli twór polityczny który się dopiero buduje ale strasznie słabo to wygląda i kto wie czy uda się to utrzymać. To wszystko jest wystarczające do życia, ale nie wystarczające do budowania czegoś wielkiego i wspaniałego. Kontynenty przed kolonizacją europejczyków, też posiadały kulturę wystarczającą do życia, ale nie oparły się sile czegoś większego, czyli cywilizacji europejskiej.

Z Perspektywy ewolucji świat się ujednolica, robi spokojniejszy i bardziej przewidywalny, podobnie z kulturą i cywilizacją. Jest to jednak stan typowy dla starości i wymierania, żaden organizm się tak nie zachowuje w kwiecie wieku. Nihilizm to nuuudaaa. Wystarczy sobie wyobrazić świat całkowicie "naturalny" jak tego pragną lewicowi humaniści. W takim świecie nie ma nawet o czym pogadać, są tylko kalkulacje, prawdopodobieństwa, analizy. Zero miejsca na poezje, spontaniczność, imaginacje, głupoty i dramaty bo to wszystko są domeny abstrakcji, a w nauce miejsce abstrakcji jest w koszu na śmieci.

Robi mi się smutno, gdy podobne poglądy dominują w głównym nurcie dyskursu o przyszłości Polski i Europy. www.racjonalista.pl/forum.php/s,661496

@@@
.

#158
28-04-2015 14:14
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
   Czyli Tobie nie tyle chodzi o sensowne, racjonale spoiwo, jak myślałem i co wydawało mi się karkołomnym postulatem, ale raczej o kit. Mit - kit. Chodzi o to, żeby tak zgłuptaczyć przywołaną polską sprzątaczkę albo amerykańskiego bezdomnego, żeby byli zadowoleni ze swojego stanu, bo im się nadzwyczajny kit-mit wcisnęło, czyli np. jakąś neoliberalną bajeczkę o tym, że co prawda są aktualnie w dupie, ale dobrobyt bogaczy też ich kiedyś siłą rzeczy wyniesie albo jakiś religijny cyrk o rekompensacie w zaświatach. A może Chińczycy stworzą i podrzucą swój kit, a może Klopton coś wymyśli, choć chyba pisałeś, że nie wiesz, co by to mogło być.

   To ja zaproponuję coś innego. Jeżeli chciałbym, żeby ludzie u nas byli zadowoleni, to patrzę sobie, jak są zadowoleni gdzie indziej. Gdzie jest awangarda i centrum zadowolenia. I wychodzi mi tak jakoś, że najszczęśliwsi są generalnie Skandynawowie (cała piątka w w pierwszej dziesiątce, a nawet dziewiątce). Ciekawe jakie oni mają spoiwo, bo chyba nie kit-mit? A może to nie jest patologicznie rozwarstwiona sfera społeczno-ekonomiczna-gospodarcza, a raczej dbałość o najgorzej uposażone grupy społeczne? Może ograniczone obszary biedy i wykluczenia, może przyjazne państwo i upowszechniona kultura wysoka, może dbałość o środowisko i BARDZO wysoki kapitał społeczny? Może tam nie ma zbyt nierównego traktowania przez państwo różnych grup społecznych, podporządkowywania aparatów państwa interesom korporacyjnym, odtwarzania różnic klasowych przez system edukacji? I nawet wieczne ciemności, pół roku zimy i depresyjne kryminały nic z ich zadowoleniem z życia nie robią złego? To może tą drogą pójść, spajać, zamiast drogą kitumitu? Taka mimikra najlepszych? Może czas na więcej Rawlsa, a mniej Friedmana i rodzimych pajaców neoliberalnych?

   Jasne, może produkować i pociskać kolejne spoiwa-kity, ale najlepiej robić to z szybkością karabinu maszynowego, bo dzisiaj ludzie już jakoś słabo podatni i cholernie nieufni. Swoją drogą nie sądziłem, że chodzi Ci o społeczne zdepresjonowanie poprzez płaszczyznę ekonomiczną, ale raczej światopoglądowo-egzystencjalną, że tak to ujmę.

#159
28-04-2015 15:18
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
   Polskimi, katolickim konserwatystami to ciężko mi się przejmować (choć w tym kraju żyję) bo oni tylko przekonują samych siebie, a poza rodzimymi opłatkami nikogo ich wynurzenia nie obchodzą. Ich myślenie jest bez znaczenia. Ja też już to zupełnie zlewam (jako zwolennik europejskiej liberalnej demokracji), bo życie jest jedno i nie ma sensu zajmować się czymś, co w sumie nie ma znaczenia.

   Poczytałem te teksty pod linkami i tak od innej strony opowiem coś o tej naszej, polskiej moralności (która mnie coraz bardziej przeraża). Od ponad 20 lat mogę się przyglądać wielu firmom (od kilku do kilkuset osobowych). Dziś przyglądam się już tylko z boku, bo uznałem, że mam już dość tej coraz większej patologii. Mam spokój. Ale młodzi prowadzą interes. W tej chwili jest to obsługa dokładnie 28 firm z takim dość dokładnym wglądem w ludzkie relacje i zachowania, od prezesa czy właściciela do robotnika i sprzątaczki. To jest chyba najlepsze pole do takiego podglądu, bo na ulicy, a i często po sąsiadach czy nawet znajomych, różnych rzeczy nie widać. Tutaj wyłazi z ludzi dużo więcej. Powiem Panu, że to co teraz się dzieje, to jest jakieś pandemonium zbydlęcenia. Nieustanna wojna wszystkich ze wszystkimi. Ci przyzwoitsi i spokojniejsi chowają się gdzieś po kątach, żeby się nie angażować czy nie oberwać, ale i to nie zawsze jest możliwe, żeby przetrwać. Jak ja to sobie oceniam, totalny odlot zaczął się niedługo po wybuchu światowego kryzysu. Dziś to jest już chyba jakiś ogólnonarodowy dramat. Kiedy człowiek patrzy na własne oczy, co wyprawia się w firmach, słyszy co się dzieje w korporacjach, sieciach handlowych czy w rozmaitych strukturach władzy publicznej, a chyba już zresztą wszędzie, to ma ochotę tym wszystkim strzelić i zwiać na drugi koniec świata. I ja zrezygnowałem, na szczęście mogłem sobie na to pozwolić. Dziki, socjopatyczny socjaldarwinizm, gdzie zwycięża sprytniejszy, silniejszy, cwańszy, chciwszy i bardziej bezwzględny. Przepiękny system, a tyle opowiada się o moralności, świętości, solidarności, braterstwie, równości. Kościół też już przypomina tutaj wojowniczą i bezwzględną partię władzy, a jego społeczna nauka, personalistyczny prąd myślowy, to tylko mydlenie oczu maluczkim i jakiś pokarm dla realizowania się części swoich społeczników.
   Ostatnio młodzi liczyli normalnych jeszcze szefów i jednego określili jako dobrego, pięknego człowieka (zgadzam się jak najbardziej - niesamowity gość), pięciu gdzieś tam zmieścili w jakichś normach przyzwoitości, a reszta to jest po prostu totalny odlot. Władza, pieniądze, sukces, odpał, megalomania, szaleństwo, brak hamulców, wstydu i podstawowej moralności. Totalny wyzysk oczywiście i jakaś nieustannie narastająca kultura upokarzania innych. Z roku na rok wygląda to coraz gorzej. Jakby powracała sarmacka, folwarczna forma zarządzania włościami, gdzie pracodawca uważa, że jest panem życia i śmierci oraz łaskawcą dla swoich pracowników, którzy się go często śmiertelnie boją i przełkną każde poniżenie, byleby zachować pracę, choćby ta była oparta o umowę śmieciową, czego jest w Polsce dzisiaj coś chyba 27%. Ale niech Pan sobie wyobrazi (co zapewne nie będzie trudne, bo to przecież święta Polska jest), że z drugiej strony, ten jeden dobry szef, który płaci super, co chwilę daje ludziom jakieś premie i cały czas o nich myśli, nadskakuje im i dba o ich rodziny, bo sam nie ma już chyba jakichś większych potrzeb i jest sam, był przez tych swoich pracowników permanentnie i bezczelnie okradany. Ostatnio nie miał już wyjścia, kiedy złapał trójkę złodziei na gorącym uczynku i ich zwolnił. Z ciężkim sercem. Do końca się wahał, chociaż opitolili go za tym jednym razem na 20 000. Ale generalnie wygląda to tak, że pracodawca gardzi pracownikami, traktuje ich mniej więcej jak szlachcic kiedyś traktował chłopa, czyli jak żywy inwentarz, z którym może zrobić prawie wszystko, pracownicy nienawidzą pracodawcy i dozoru, dozór pomiata pracownikami, ale też nienawidzi swoich przełożonych i robi koło pióra osobom ze swojemu poziomu. Tak w razie czego. Ręce człowiekowi opadają, jak na to wszystko patrzy.Niektóre historie są tak niesamowite, że to aż się wierzyć nie chce, a jest ich multum i codziennie pojawiają się kolejne.

>

Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi darkside
Chyba nie jesteś tak naiwny aby myśleć, że mit (kit) się wymyśla przy biurku, że tworzy to jakiś tam filozof, publikuje i nagle miliardy ludzi to kupuje. Jeśli tak, to spróbuj, zobaczymy ile osób to kupi.
Mity tworzą się same, to znaczy jako wypadkowa wielu zjawisk w kulturze i tzw. świadomości zbiorowej (stają się mitami z perspektywy historycznej, chyba również nie jesteś tak naiwny aby sądzić, że np. Grecy widzieli, że Zeus to postać mitologiczna, dla nich był tak realny jak dla nas kod DNA) i mogą być budujące dla społeczeństwa szukającego sensu w życiu (to właśnie postuluję, aby nie skreślać w kulturze prób poszukiwań sensu życia), albo destrukcyjne dla społeczeństwa (czyli mity naturalistycznej nauki) koncentrującego się tylko i wyłącznie na zabezpieczeniu swoich dóbr, usprawnieniu ich pozyskiwania i jakimś przebidowaniu do śmierci, bo w naturalistycznym bezsensie nic prócz tego przebidowania się nie liczy. Depresja jest chorobą cywilizacyjną, w moim przekonaniu będzie groźniejsza niż rak, i dotyczy tych, których przebidowanie do śmierci i pogoń za dobrami konsumpcji nie pociąga. Jak sama nazwa wskazuje, zapadają się bo nic ich nie wynosi poza to błędne cywilizacyjne koło. Mit się więc tak czy siak buduje, pytanie tylko jaki?

Co do Skandynawii to sam jesteś pod wpływem kitu (mitu). Znam wiele osób którzy twierdzą, że to wybitnie depresyjne miejsce, wolą wrócić do Polski i wracają. Dodatkowo tam nie ma obopólnego szczęścia (idea scalająca ma to do siebie, że daje nadzieję i motywuje każdego bez wyjątku). Żyje tam mało ludzi, statystycznie mają "lżejszą" i łatwiejszą historię jak i syt. geopolityczną, statystycznie mają surowce, dobrą gospodarkę więc statystycznie więcej osób łatwiej się dorabia, co nie oznacza, że każdy jest happy-skandynawem dzięki polityce społecznej, a już na pewno nie emigranci. Ciekawe ile z tego by im wyszło jakby mieli po 40mln obywateli i żyli w kleszczach między Niemcami a Rosją?
Tam brak jakiegokolwiek scalającego ogniwa jak i wszędzie. Odrobina lepsza polityka państwa owocuje odrobinę lepszymi statystykami, nic więcej. Skandynawowie cierpią na jałową cywilizacje jak każdy.

#161
28-04-2015 17:36
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
Najpierw jedziesz po depresji wynikającej z sytuacji ekonomicznej, teraz po tej wynikającej z kulturowej apatii i braku silnych obsadzeń dla psyche. Myślę, że pierwotnie chodziło Ci o ten drugi przypadek, a ekonomia wyszła przypadkiem. Na marginesie tego, nie obchodzą mnie osobiste mniemania jakiegoś Polaka na temat Skandynawii, ale poważne badania i statystyki, które są jednoznaczne. Choć oczywiście nic nie jest doskonałe. Nie będę się zagłębiał, żeby się temat nie rozjechał, ale się rozczuliłem tą geopolityką, która nas jak zwykle rozgrzesza i z wszystkiego usprawiedliwia. Inni są głównie winni, my jak zwykle prawie święci i biedna ofiara. I jeszcze mamy wiecznego pecha, jak nie z historia i położeniem, to z wielkością, to z ilością i jeszcze z surowcami.
Wracając do spoiwa, to właściwie nie ma o czym dyskutować skoro mity tworzą się same, trzeba tylko czekać i obserwować, czy co wyskoczy. Ale skoro są wypadkową jakichś zjawisk w kulturze, to może ludzie mają jednak jakiś wpływ na to? Ciężko podążyć za tymi sprzecznościami. Mnie nikt jakiegoś mocnego kitu o zasięgu globalnym nie wciśnie. Obawiam się, że coraz mniej jest ludzi, których można czymś takim uwieść. Ale gdyby to była jakaś witalna, racjonalna opowieść o rzeczywistości, dotykająca kliku (nie więcej, bo im więcej, tym więcej rozbieżności) fundamentalnych kwestii, z jakimś fajnie postawionym celem/ami, pewnie z przepracowaniem kwestii śmierci, mądrze ułożonymi relacjami międzyludzkimi, bez bajek, głupiej indoktrynacji, kitu, naiwnych "nauk" jak we wspominanym już tutaj new age, to kto wie. Ale jeżeli chcesz, żeby to była idea scalająca, dająca nadzieję i motywująca każdego bez wyjątku, to trzeba zadać pytanie, na co to ma być nadzieja i trzeba sobie wyobrazić, co i do czego miałoby ludzi motywować. Obawiam się, że to jest niewykonalne w takim zasięgu. Chyba, że jakimś praniem mózgu od kołyski jak w północnej Korei.

Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi darkside
Spraw ekonomicznych nie da się oddzielić od kultury, tak jak politycznych. Wystarczy sobie przypomnieć komunizm. Dlatego tutaj mi nic nie wyszło przypadkiem, dołożyłem kolejny przykład. Nie ma systemu gospodarczego który by nie generował biednych i wykluczonych, są jednak kultury które ułatwiają ludziom biedną egzystencje, sprawiając, że czują iż uczestniczą w czymś większym niż babranie się w ich własnym korycie.

Z tą statystyką to chyba przesada. Statystycznie to żyjesz w raju na ziemi z perspektywy np obywatela Somalii i nikogo nie obchodzą twoje mniemania na temat Polski - pomyśl jak to brzmi. Statystyka to tylko pewne narzędzie, bardzo ułomne, a nie cel i liczy się to co ludzie czują, mniemają, myślą a nie dane.

Co do mitu to rozumujesz wszystko strasznie potocznie, można powiedzieć skojarzeniowo. Mit niekoniecznie oznacza bóstwo religijne.
Jesteśmy jak komórki w organizmie, niby da się obejść bez jednej ale w pewnym sensie każda ważna i każda kształtuje organizm. Codziennie więc tworzymy nowe mity w każdej sekundzie, bo kultura zawsze oparta jest na mitach a nie rzeczach stałych. Gdyby tak nie było to byśmy tutaj nie dyskutowali, wszystko byłoby już rozwiązane. Jeśli ludzie poszukują sensu, to każdy robi to na własny sposób, jeden więcej, drugi mniej ale z czasem coś się z tego wyłania. Jeśli natomiast ludzie przyjmują, że żadnego sensu nie ma, że jest tylko przypadkowy ruch atomów, że wszystko jest tylko tym i jedyne co warto to się nachapać jakimś chwilowym samozadowoleniem zanim się rozsypiemy w pył, to tacy ludzie nie stworzą już nic innego, to jest ich ostatni etap przed śmiercią, jedyne czego szukają to jak najszybszej przyjemności zanim umrą (muzułmanie czasami nazywają nas cywilizacją śmierci, i z tej perspektywy mają racje). Przestają dbać o innych, przestają czuć więź, zaczynają wszystko traktować instrumentalnie bo wiedzą, że zegar tyka, że potem nie ma już nic, więc zanim nadejdzie to nic, ja też coś tam chce mieć. Taka kultura nie stworzy już innego mitu, nie stworzy już niczego, bo to jest chwila przed śmiercią. Całe szczęście ludzie indywidualnie poszukują sobie jakiegoś osobistego sensu, przez co nadal są kreatywni i nadal marzą o budowaniu rzeczy wielkich i wspaniałych, nadal się poświęcają dla spraw wyższych. Przeszkadza im jednak kultura naturalistyczna. Prosty przykład z t. ewolucji. Jest śmiesznie głupia, praktycznie słabo prawdopodobna, same truizmy, nadaje się tylko do luźnych opisów ogólnych i niczego więcej, ale wszyscy chórem zwalczają tych, którzy poszukują innych prób wyjaśnienia pochodzenia życia na ziemi, człowieka itp. Ideologia, czyli mit-kit pozytywistyczny, jakoby nie było nic prócz materii (choć materii nie ma, jest tylko jej wrażenie) dominuje świat intelektualny i przeszkadza w próbach zdefiniowania czegokolwiek alternatywnego, niekoniecznie kreacjonistycznego. Ta alternatywa może być zalążkiem mitu który pociągnie ludzkość na nowe wyżyny. Dobrze, że jeszcze kosmologia zakłada życie na obcych planetach, nie lepsze to od t. ewolucji ale sprawia, że ludzie się starają i poświęcają dla poszukiwań.

Podkreślam cały czas kontekst dyskusji. Rozumiem, że ludzie sobie jakoś tam w życiu radzą i nie ma tragedii, zawsze będą sobie radzić i zawsze będzie jakoś tam. Dyskutujemy jednak o kulturze/cywilizacji w sensie teoretycznym a nie praktycznym. Albo się dąży do rzeczy wielkich, przekraczających ludzkie horyzonty (tj. jak odkrycie Ameryki) czyli daje ludziom motywacje, sens, nadzieje i ułatwia znoszenie trudów i cierpienia, a potem jest się na ustach historii. Albo się osłabia i poddaje się dominacji silniejszemu przez co jest się tylko przelotnym epizodem historii.
Polska jest dziś takim przykładem wymierania, zero idei wspólnej wszystkim Polakom, tylko małpowanie i nieudolne naśladowanie innych, jesteśmy tylko jako parodia Zachodu, kopiując przejmujemy tylko to co powierzchowne i głupie, i to nie od wczoraj, już Dostojewski 100 lat temu tak właśnie o nas pisał. Trend stały od kilku stuleci i albo się odrodzimy albo znikniemy tak jak Aragonia, Burgundia i inni. To "zniknięcie" nie musi oznaczać tragedii, być może takie jest prawo natury, że wspólnota już nic więcej z siebie nie wyciśnie i musi wejść w strukturę szerszej wspólnoty, może to i nawet lepiej od strony praktycznej. Nie jest to jednak dobre z perspektywy teoretycznej, bo w teorii, kultura jest dobra jak kreuje rzeczy wielkie a nie spokojnie ustępuje innym.

darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
>Spraw ekonomicznych nie da się oddzielić od kultury, tak jak politycznych. Wystarczy sobie przypomnieć komunizm. Dlatego tutaj mi nic nie wyszło przypadkiem, dołożyłem kolejny przykład. Nie ma systemu gospodarczego który by nie generował biednych i wykluczonych, są jednak kultury które ułatwiają ludziom biedną egzystencje, sprawiając, że czują iż uczestniczą w czymś większym niż babranie się w ich własnym korycie.

Ale w różnych miejscach na świecie są różne możliwości poprawy swych warunków ekonomicznych i to, co Ciebie mogłoby przyprawić o depresję, bo np. straciłeś pracę, niewiele jeszcze znaczy, bo żyjesz gdzie żyjesz i za chwilę możesz się podnieść w odróżnieniu od kogoś, kto ma znacznie większe problemy w głowie, niekoniecznie ekonomiczne. To jest znacząca różnica w kwestii kiepskiego stanu psychicznego i dlatego takie połączenie mi się nie podoba.

>Z tą statystyką to chyba przesada. Statystycznie to żyjesz w raju na ziemi z perspektywy np obywatela Somalii i nikogo nie obchodzą twoje mniemania na temat Polski - pomyśl jak to brzmi. Statystyka to tylko pewne narzędzie, bardzo ułomne, a nie cel i liczy się to co ludzie czują, mniemają, myślą a nie dane.

Poczytaj dokładnie o World Happiness Report przygotowany przez ONZ, jak to jest robione, na ilu płaszczyznach i ilu dziedzin dotyczy i przestań kręcić.

>Co do mitu to rozumujesz wszystko strasznie potocznie, można powiedzieć skojarzeniowo. Mit niekoniecznie oznacza bóstwo religijne.

No popatrz, w życiu bym na to nie wpadł.

>Jeśli ludzie poszukują sensu, to każdy robi to na własny sposób, jeden więcej, drugi mniej ale z czasem coś się z tego wyłania. Jeśli natomiast ludzie przyjmują, że żadnego sensu nie ma, że jest tylko przypadkowy ruch atomów, że wszystko jest tylko tym i jedyne co warto to się nachapać jakimś chwilowym samozadowoleniem zanim się rozsypiemy w pył, to tacy ludzie nie stworzą już nic innego, to jest ich ostatni etap przed śmiercią, jedyne czego szukają to jak najszybszej przyjemności zanim umrą (muzułmanie czasami nazywają nas cywilizacją śmierci, i z tej perspektywy mają racje).

E tam, to są wszystko Twoje projekcje. Takich nihilistów jak tu opisałeś jest niewielu. Człowiek przeważnie ma jakiś cel i sens, choćby działanie dla dobra najbliższych. Mój ojciec nigdy się sensem życia i celem nie zajmował. Wisiało mu to i powiewało, skupiał się głównie na na tych strasznych przyjemnościach i jeszcze dzisiaj mnie zdecydowanie tutaj przebija, chociaż jest po 70-tce. Taki jest i tak mu zawsze było dobrze. Jednak był zawsze pomocny i życzliwy dla wszystkich. Zna tysiące osób. Stworzył sobie całą sieć rozmaitych relacji. Bo lubi kontakty z ludźmi, ma z tego przyjemność. To, że jakiś przygłupi muzułmanin wierzy w Allacha, ma jakiś swój zmyślony, wielki mit i coś tam bredzi, nie oznacza, że jego życie jest wartościowsze. Pierdoły wypisujesz. Dla mnie to ten muzułmanin jest wyrzuconym z życia nihilistą-zaświatowcem, pozbawionym kontaktu z rzeczywistością, kimś oszukanym, zdradzonym, wkręconym w brednie. Życie poza życiem. Nigdy nie dotknie go w sposób realny, a to że nakręca go ta głupia idea i stek bajek może mu daje psychiczna stabilizację, ale to mój ojciec żyje życiem prawdziwym. Realnym. I jeszcze ma mnóstwo przyjemności z życia.

>Przestają dbać o innych, przestają czuć więź, zaczynają wszystko traktować instrumentalnie bo wiedzą, że zegar tyka, że potem nie ma już nic, więc zanim nadejdzie to nic, ja też coś tam chce mieć.

Wychodzi z Ciebie religiancka natura i beznadziejne stereotypy.

>Taka kultura nie stworzy już innego mitu, nie stworzy już niczego, bo to jest chwila przed śmiercią.

Taaa lepiej tworzyć coś, czyli baje. I robić z ludzi wariatów. Pociskać im kity o Bogach, zaświatach, Kim Ir Senach, Wielkich Wojnach Ojczyźnianych, amerykańskim śnie czy sukcesie, narodowym przeznaczeniu, czyli wmawiać jakieś bzdury o uczestnictwie w czymś większym, zamiast tworzyć realnie - dobre warunki życia, wysoki kapitał społeczny, wprowadzać ludzi w wysoką kulturę i dawać im nowoczesną edukację, odpowiednią opiekę społeczną, służbę zdrowia i dobry start w życie.

>Całe szczęście ludzie indywidualnie poszukują sobie jakiegoś osobistego sensu, przez co nadal są kreatywni i nadal marzą o budowaniu rzeczy wielkich i wspaniałych, nadal się poświęcają dla spraw wyższych.

Przykład tych spraw wyższych poproszę, tylko bez bajek. Rzeczy wielkie i wspaniałe można chcieć budować bez takiego zadęcia, codzienną, spokojną pracą, choćby nad swoim najbliższym otoczeniem, w tym nad sobą. I opierając się na realnych rzeczach. Żadnych Wielkich Znaczących Mitycznych tutaj wcale nie potrzeba, ale niektórzy muszą, bo inaczej się uduszą.

>Przeszkadza im jednak kultura naturalistyczna. Prosty przykład z t. ewolucji. Jest śmiesznie głupia, praktycznie słabo prawdopodobna, same truizmy, nadaje się tylko do luźnych opisów ogólnych i niczego więcej, ale wszyscy chórem zwalczają tych, którzy poszukują innych prób wyjaśnienia pochodzenia życia na ziemi, człowieka itp. Ideologia, czyli mit-kit pozytywistyczny, jakoby nie było nic prócz materii (choć materii nie ma, jest tylko jej wrażenie) dominuje świat intelektualny i przeszkadza w próbach zdefiniowania czegokolwiek alternatywnego, niekoniecznie kreacjonistycznego. Ta alternatywa może być zalążkiem mitu który pociągnie ludzkość na nowe wyżyny. Dobrze, że jeszcze kosmologia zakłada życie na obcych planetach, nie lepsze to od t. ewolucji ale sprawia, że ludzie się starają i poświęcają dla poszukiwań.

No to ujawnij to coś alternatywnego, niekoniecznie kreacjonistycznego. Resztę przemilczę.

darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
>Polska jest dziś takim przykładem wymierania, zero idei wspólnej wszystkim Polakom, tylko małpowanie i nieudolne naśladowanie innych, jesteśmy tylko jako parodia Zachodu, kopiując przejmujemy tylko to co powierzchowne i głupie, i to nie od wczoraj, już Dostojewski 100 lat temu tak właśnie o nas pisał.

Problem w tym, że my nawet zmałpować porządnie niczego nie umiemy. A już pouczanie od Ruskich, którzy nie małpują, tylko tworzą swoje mity i tę dla mnie najbardziej naturalistyczną, nihilistyczną, antywitalną kulturę i "wspaniałą" wręcz gospodarkę, jest nie na miejscu. Dostojewski jest w tym popapraniu dobry, Czechow też, ale najlepiej oddaje to Tołstoj. Od razu przypomina mi się jego opis duszy rosyjskiej w liście do Anny Andriejewny:
"Chłop rosyjski umiera spokojnie - jego religia to natura, z którą żył. Ścinał drzewa, siał żyto, kosił żyto, zabijał barany i barany rodziły się w jego zagrodzie, a dzieci przychodziły na świat, podczas gdy starcy umierali; zna dokładnie to prawo i nigdy nie będzie próbował mu się wymknąć... będzie patrzył mu w oczy prosto i naiwnie... Drzewo umiera spokojnie, po prostu i pięknie. Tak, pięknie, ponieważ nie kłamie, nie kaprysi, niczego się nie obawia i niczego nie żałuje."

Całkowita abnegacja, poddanie rytmowi natury i losowi. Totalna nicość istnienia, brak pretensji do czegoś większego od życia, jedynie rekompensata po śmierci z totalnie nihilistycznego prawosławia czerpana, przy którym nasz przygłupi katolicyzm jest kaskadą witalizmu i życiowych aspiracji. I jeszcze oczywiście tworzenie mitów. Kompletna głupota i beznadzieja.

>Trend stały od kilku stuleci i albo się odrodzimy albo znikniemy tak jak Aragonia, Burgundia i inni. To "zniknięcie" nie musi oznaczać tragedii, być może takie jest prawo natury, że wspólnota już nic więcej z siebie nie wyciśnie i musi wejść w strukturę szerszej wspólnoty, może to i nawet lepiej od strony praktycznej. Nie jest to jednak dobre z perspektywy teoretycznej, bo w teorii, kultura jest dobra jak kreuje rzeczy wielkie a nie spokojnie ustępuje innym.

No to dawaj. Konkretnie. Co proponujesz. Pokaż tę swoją, "niekoniecznie kreacjonistyczną alternatywę", bo to mnie w sumie najbardziej zaciekawiło.

Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi darkside
Jednak jesteś mocno naiwny i potwierdzasz wszystko to co piszę. znasz takie powiedzenie jak - mierzyć swoją miarą? To, ze Twój tata jest happy (ciekawe dlaczego już nie Ty?) nie oznacza, że tak samo happy jest sprzątaczka w banku. Dla Ciebie satysfakcja z życia (którą sprowadzasz tylko do pojęcia możliwości pracowania dla dóbr materialnych) zanim umrzesz to maksimum jakie osiągasz, dobrze że przodkowie myśleli inaczej, bo by nas tu pewnie nie było teraz. Po wiem tak, już teraz możesz to wszystko mieć, wystarczy:
1. Brać kredyt w banku a spłatę zostawić następnym pokoleniom, kiedyś na kogoś wypadnie i to spłaci.
2. Ciężko pracować od rana do wieczora aby za zarobione pieniądze odpocząć od tej pracy aby móc dalej ciężko pracować jeszcze lepiej. Coś a la pójść do więzienia na 50 lat aby 30 lat móc być na wolności.
3. Wyzyskać i ograbić biedaków niszcząc przy tym niemalże doszczętnie swoją planetę.
Akurat cywilizacja zachodu jest zbudowana na tych 3 filarach i dzięki temu Skandynawia jest taka happy, statystycznie, bo w rzeczywistości większość osób wegetuje tam jak warzywa gapiąc się w zachód słońca w TV.

Problem w tym, że rosnące rozwarstwienie, umierająca klasa średnia, wzrost chorób cywilizacyjnych, bezrobocie wśród młodych, 100% deficyty budżetowe, zniszczone środowisko naturalne i żywność jakoś nie przemawiają za tym aby Twoja Utopia chciała się zrealizować. Powiem więcej, większa połowa ludzi zachodu nigdy jej nie doświadczyła i nie doświadczy, i tak jak murzyn z afrykańskiego plemienia lub Indianin z Amazonii pracują zaledwie 1/3 dnia a resztę czasu sobie leża pod drzewem i do tego dożywają starości w zadowoleniu (o ile nie spotkają "szczęśliwego" białego), tak biały "szczęśliwy" aby sobie poleżeć musi pracować 2/3 dnia albo i więcej, a żeby dożyć starości musi część jej oddać na wizyty u lekarzy. Jakoś ta twoja propozycja się nie trzyma niczego logicznego i to zadowolenie z życia o jakim piszesz może wynikać tylko i wyłącznie z jednego - z ignorancji. Ale spokojnie, przyjdzie powoli za to zapłacić cenę, jak nie dziś to zrobią to nasze dzieci, które niby dla człowieka zachodu są takim budującym sensem życia.

Nie pojmujesz roli kultury w cywilizacji, cywilizacja sieje zniszczenie natury, kultura musi być rekompensatą, musi uzasadniać to zniszczenie. Bez tego nie ma sensu robić niczego, ziemia jest wystarczająco bogata aby dało się żyć happy leżąc 2/3 dnia pod drzewem. Tylko idiota lub niewolnik dla zwykłej satysfakcji z życia bierze kredyty, pracuję po 8-10 godzin dziennie i stoi pół starości w kolejkach do lekarza.

Nihilizm jest dziś wszędzie, nawet nie pojmujesz jak wylewa się z Twojego pisania.

Co do alternatywnych teorii to proponuję poszerzyć wiedzę, świat to nie tylko zachodnia tradycja, jest też drugie tyle na Wschodzie. Przeczytaj pierwszą lepszą książkę np o buddyzmie, ze zrozumieniem, a szybko pojmiesz że czas jest takim samym złudzeniem jak materia.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365