Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
15-04-2015 18:21Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
Ocena 4 na 4
.
Pan Klaio za kościelnymi ideologami pyta: chciałbym usłyszeć jaka jest ocena Autora [Mariusza Agnosiewicza] (...) anty-nietzscheańskiego eseju Kołakowskiego "Jezus ośmieszony", upatrujący klęskę w tym, w czym Autor wiąże nadzieje
na nowy początek. Za Nietzschem widzi przyszłość w dekonstrukcji, która odsłoni zdrowy fundament, Kołakowski natomiast uważa, że nic się nie wyłoni, zostaną tylko ruiny. Przekonanie Autora to czysta wiara, której na racjonalista.pl do tej pory nie było. To Kołakowski ma jakieś przesłanki racjonalne - do niedawna wszystko co Nietzsche niszczy działało. Na rzecz Nietzschego nie przemawiają żadne pozytywne dowody, a jedynie więdnięcie poprzedniego porządku rzeczy.


Kołakowski broni chrześcijaństwa nie jako Prawdy, a jako pożytecznego "porządku rzeczy". Nie jestem więc jego obrońcą, ale szukając Prawdy biorę pod uwagę różne kierunki - dlatego nie przesądzając rezultatu byłoby ciekawe skonfrontowanie przez M.Agnosiewicza swoich poglądów o Nietzschem z tym, co napisał L.K.

Zaproponowany przez Pana [Andrzeja Bogusławskiego] tekst razi mnie szukaniem drugiego dna u L.K, ukrytych motywacji jego poglądów że to jakieś "polityczne" uwikłania każą mu uważać, co uważa. Ja mógłbym zarzucić autorowi,
że nie szuka prawdy tylko broni swojej wiary w postępowy liberalizm, któremu solą w oku jest zwrot L.K. Takie metody prowadzą tylko do wzajemnego niezrozumienia, a czasem wrogości. Mędrzec powiedział: oczyść poglądy adwersarza
z emocji, popraw błędy, które potrafisz poprawić i uzupełnij o te elementy, które ten pogląd wzmacniają i dopiero wtedy polemizuj. Tego o zaproponowanej krytyce L.K nie da się powiedzieć. Stawianie znaku zapytania przy nim jako filozofie jest bardzo "młodzieńcze". A co, jeżeli L.K. widzi dalej, już rozumie, że filozofia nie daje na wszystko odpowiedzi, że trzeba
ją przekroczyć? Brak respektu dla doświadczeń i porażek L.K. obniża wagę tekstu. Lepsza krytyka L.K. jest tu
www.krytyk(*)zapiski-czlowieka-spod-podlogi

AGATA BIELIK-ROBSON
"Nie wstydzę się Jezusa", czyli Kołakowski spod podłogi
Wbrew pozorom, ten niedokończony esej Leszka Kołakowskiego o Jezusie wcale nie zaskakuje. Tę samą strategię apologetyczną wobec chrześcijaństwa da się już wyczytać w jego poprzedniej książce poświęconej tematyce religijnej, której polski tytuł brzmiał Jeżeli Boga nie ma. Kołakowski, sam z temperamentu raczej sceptyk i pozytywistyczny racjonalista, broni wiary na sposób bliski Blaise'owi Pascalowi, religii instytucjonalnej natomiast na sposób bliski Josephowi de Maistre'owi. Wiara jest tym, co wyciąga jednostkę ze stanu rozumowych sprzeczności, dając jednoznaczne rozpoznanie dobra i zła. Religia zaś wspiera cywilizację, osadzając ją na mocnych etycznych fundamentach. Wedle Kołakowskiego nienaruszalność tej podstawowej orientacji moralnej, gwarantowana transcendentnym objawieniem, jest największym osiągnięciem myśli chrześcijańskiej, bez którego nie powstałaby kultura Zachodu; dlatego też obrona chrześcijaństwa ma
tu głównie charakter kulturalistyczny. Kołakowski obawia się, że tracąc te solidne podwaliny, cywilizacja zachodnia podcina swoje własne korzenie, rozpływając się w nijakości
. Na sposób typowy dla swojej formacji, jaką należy nazwać neokonserwatywną, Kołakowski, idąc tropem jej założyciela, Leo Straussa, na głównego "szkodnika", od którego zaczyna się proces cywilizacyjnej autodestrukcji, desygnuje Nietzschego. Zdekonstruował on bowiem nienaruszalność objawienia, twierdząc, że wszelkie ideały i wartości tworzymy my sami, łącznie z wyobrażeniem boskiej transcendencji: "Nietzsche powiedział wszystko - i tym samym naprawdę położył koncepcyjny fundament pod nową cywilizację; tym fundamentem była otchłań" (s. 55).
Warto zajrzeć też do Wyborczej: wyborcza.p(*)16861186,Jezus_osmieszony.html

Doceniam udział ideologii judeochrześcijańskiej w cywilizacji europejskiej i nie chciałbym wcale się tego udziału pozbywać, ale mam duże wątpliwości co do konieczności jego znaczącego dalszego udziału. Podkreślam, że chodzi mi tylko o "konieczność", gdyż wcale nie uważam, że możliwe jest pozbycie się wpływów tej ideologii w możliwej do przewidzenia przyszłości: [Załącznik]

Oczywiście warto się zastanawiać - tak nad przyszłością Unii, jak to np. Adam Krzemiński: www.polity(*),jeszcze-unia-nie-zginela.read oraz całego świata, jak to czynią inni myśliciele: www.racjonalista.pl/forum.php/s,661496
Ale czy konieczną jest nam do tego religia i Chrystus, to ja już mam spore wątpliwości?

PS. Nie jestem też wielkim zwolennikiem poglądów Nietzschego, choć poznać go warto. Tu głównie "Z genealogii moralności" i "Antychrysta".

@@@
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 Dalej..
Episode_2 (3284 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
>Próżnia czyli królestwo niebieskie czyli koniec to ostatni etap reinkarnacji. Skąd teraz wiesz, czy w swoim wcieleniu jesteś na ostatnim etapie?
No masz
Przecież pisałem, że nie ma znaczenia, czy przestaniemy istnieć po jednym wcieleniu
czy po tysiącu. Można potraktować te wszystkie wcielenia jak jedno długie życie przerywane snem. Namęczymy się i znikamy, i po co to wszystko?

Co do oczyszczania, to zgoda, ale to działa tak samo w bieżącym życiu, dlatego warto.

>Pamiętam swoje 10%.
Napisałeś swoje uzasadnienie, ale z tego nie wynika, że to co pamiętasz, ale nie wiesz skąd, to akurat Twoje poprzednie wcielenia.

Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Episode_2
Po co to wszystko? To już pytanie natury religijnej, niech każdy sam sobie odpowiada. Z perspektywy naukowej jesteśmy uwikłani w procesy termodynamiczne na poziomie materii i koniec jest naturalnym wnioskiem wynikającym z założenia, że był początek. Słońce nie jest wieczne, to głosi nauka, ja tu tylko staram się poprawnie wnioskować.
Możesz zinterpretować życie jako męczarnie, ale jeśli patrzysz szerzej, czyli nie przez pryzmat jednego wcielenia ale całościowo to może wyjść, że życie jest naznaczone równą ilością szczęścia i nieszczęścia, taki plus i minus jak w ładunku elektrycznym. Wtedy nie można powiedzieć, że jest jakieś bo jest i dobre i złe.

Każda istota rozumna i żywa musi mieć jakieś właściwości wyjściowe, bo musi jakoś rozróżnić który np kolor woli. Nie da się więc wykasować całej pamięci, bo ta operacyjna jest podstawą działania (choć w rzeczywistości jest odwrotnie, bo pamięć operacyjna to 90-95% a ta uświadomiona to 5-10%). Z racji tego, że nie wszystko co operacyjne dziedziczymy bezpośrednio po przodkach, wymaga to uznania szerszej koncepcji i do tego służy reinkarnacja. Kocham góry bardziej niż wodę i to może być zakodowane w mojej genetyce jeszcze z czasów np antyku. Tak się też leczy różne traumy w psychoanalizie metodą hipnozy, w tym stanie dostajemy się do naszej pamięci nieuświadomionej a czasami i do wcześniejszych wcieleń (ludzie np mówią językami z sanskrytu których nigdy nie znali). Zakładam więc, że wszystko czego nie potrafię przypisać moim bezpośrednim przodkom, pochodzi z okresów o wiele bardziej odległych.

Reinkarnacja to uzasadnienie sprawiedliwości, jest bardzo pozytywistyczna. Człowiek rodzący się kaleką np. przestaje czuć się ofiarą natury, kimś pokrzywdzonym i zaczyna dostrzegać winę w sobie, w swoich zaniedbaniach z poprzednich wcieleń, zaczyna więc żyć pozytywnie, zaczyna kontemplować swoje kalectwo starając się je zrozumieć, bo każda choroba to krzyk ciała które chce nam coś powiedzieć. Może dzięki temu uzdrowić swoją duszę, odpokutować swoje i w następnym wcieleniu urodzić się w bardzo sprzyjających warunkach. To daje każdemu sens egzystencji i sens działania, pozytywnego działania w przeciwieństwie do typowego dla np. chrześcijan użalania się nad sobą, bierności i oczekiwania że nagroda kiedyś sama przyjdzie, wystarczy tylko dawać co mszę na tacę i wylać odpowiednią ilość łez i żalu za "grzechy". Tymczasem tutaj nie ma miejsca na pojęcie grzech i wina, jest tylko pojęcie konsekwencji.

Episode_2 (3284 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
>Po co to wszystko? To już pytanie natury religijnej, niech każdy sam sobie odpowiada.
To po co ta cała teozofia, skoro nie odpowiada na tak podstawowe pytanie?

>(ludzie np mówią językami z sanskrytu których nigdy nie znali)
Tak, słyszałem, że ludzie pod hipnoza przypominają sobie wcześniejsze wcielenia. Pytanie, czy kiedykolwiek uczciwie zweryfikowano te wspomnienia?
Czy faktycznie mówili w nieznanym ale istniejącym języku a nie bełkotali coś niezrozumiałego?

>Reinkarnacja to uzasadnienie sprawiedliwości, jest bardzo pozytywistyczna. Człowiek rodzący się kaleką np. przestaje czuć się ofiarą natury, kimś pokrzywdzonym i zaczyna dostrzegać winę w sobie, w swoich zaniedbaniach z poprzednich wcieleń, zaczyna więc żyć pozytywnie, zaczyna kontemplować swoje kalectwo starając się je zrozumieć, bo każda choroba to krzyk ciała które chce nam coś powiedzieć. Może dzięki temu uzdrowić swoją duszę, odpokutować swoje i w następnym wcieleniu urodzić się w bardzo sprzyjających warunkach. To daje każdemu sens egzystencji i sens działania, pozytywnego działania w przeciwieństwie do typowego dla np. chrześcijan użalania się nad sobą, bierności i oczekiwania że nagroda kiedyś sama przyjdzie, wystarczy tylko dawać co mszę na tacę i wylać odpowiednią ilość łez i żalu za "grzechy". Tymczasem tutaj nie ma miejsca na pojęcie grzech i wina, jest tylko pojęcie konsekwencji.
W przypadku takich osób faktycznie wiara może się przydać, nadzieja na nowe życie w zdrowym ciele, przekonanie, że wszystko zależy od nas. To są jakieś pozytywy.

Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Episode_2
Teozofia czy ezoteryka sobie może odpowiadać na wszystkie pytania ale wtedy jest koniec nauki. Ja tego tutaj postulować nie chciałem, zresztą nie wyobrażam sobie jakby miała wyglądać kultura zgodna w pełni np z nauką Kabały? Można czerpać i o to czerpanie z tych mądrości chodzi, sceptyczne i rozumne czyli takie które da się jakoś pogodzić z nauką, tak jak dla mnie reinkarnacje da się pogodzić z fizyką. Jeśli czegoś się nie da podpiąć pod obecną wiedzę lub coś zakłada byty i zjawiska obecnie dla nas niedostępne w żaden sposób (jak bogowie czy kosmici) to niech się tym zajmują poeci lub każdy prywatnie, ja piszę o tym co może się przydać nauce w postępach nad pracą np dotyczącą świadomości, pamięci itd.

Nie chciałem więc powiedzieć, że gdzieś jest cała prawda, chciałem powiedzieć że gdzieś może być dużo prawd z których można się wiele nauczyć. Pytasz nieustannie o weryfikacje, ale pamiętaj że współczesne metody weryfikacyjne nie są rzeczą świętą, to metodologia która może mieć swoje granice i często ma swoje granice, czasami trzeba popatrzeć na rzeczy trochę inaczej, wyjść ponad racjonalizm aby potem do niego wrócić i tylko go użyć do konstruowania teorii. Naiwnością jest sądzić, że racjonalny stan mentalny, operujący w dualizmie przeciwieństw, gdzie większość pojęć pochodzi od iluzorycznych wrażeń zmysłowych, jest jedynym obiektywnym narzędziem poznawczym. A co jeśli można poznawać coś czego ściśle się nie da wyrazić językiem, ale równocześnie temu zaprzeczyć? Przecież to połowa naszych doświadczeń. Przecież też na tym patrzeniu inaczej polegał każdy poważny przewrót w historii poznania. Obecnie studiuje sobie hobbystycznie C.G. Junga i zaczynam tłumaczyć swoje sny tak jak on odczytywał ich symbolikę. Praktycznie wszystko się sprawdza, sny mówią, uzupełniają nas o ważne informacje, to są lekcje o nas samych, ale aby do tego dojść to trzeba wpierw założyć te wszystkie nieracjonalne z pozoru mity i wierzenia na temat świata snu, które wynikają ze starszych tradycji. Dochodzenie do tego w laboratorium, obserwując samą materię i ją redukując do przesady zajmie naukowcom całe stulecia... aby dojść do tego co już od dawna jest odkryte, wystarczy tylko założyć, że człowiek wcześniejszy nie był głupszy od nas i swych mitów i religii tak po prostu nie zmyślał, one mają ukryty sens i swoje prawdy, jedyne czego nie mają to tzw racjonalizmu, bo on jest tylko epizodem w rozwoju naszej świadomości, nie rzeczą świętą.

Episode_2 (3284 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
>Teozofia czy ezoteryka sobie może odpowiadać na wszystkie pytania ale wtedy jest koniec nauki. Ja tego tutaj postulować nie chciałem, zresztą nie wyobrażam sobie jakby miała wyglądać kultura zgodna w pełni np z nauką Kabały? Można czerpać i o to czerpanie z tych mądrości chodzi, sceptyczne i rozumne czyli takie które da się jakoś pogodzić z nauką,
To byłoby w porządku, też tak to widzę.
>tak jak dla mnie reinkarnacje da się pogodzić z fizyką.
Dla mnie nie da się. Ale jeśli każdy będzie czerpał to, co według niego da się pogodzić z nauką, to w porządku. Tyle, że jeśli kultura ma czerpać, a nie każdy indywidualnie, to kto ma decydować, co jest zgodne z nauką?

>Jeśli czegoś się nie da podpiąć pod obecną wiedzę lub coś zakłada byty i zjawiska obecnie dla nas niedostępne w żaden sposób (jak bogowie czy kosmici) to niech się tym zajmują poeci lub każdy prywatnie, ja piszę o tym co może się przydać nauce w postępach nad pracą np dotyczącą świadomości, pamięci itd.
Znowu zgoda.

>Nie chciałem więc powiedzieć, że gdzieś jest cała prawda, chciałem powiedzieć że gdzieś może być dużo prawd z których można się wiele nauczyć. Pytasz nieustannie o weryfikacje, ale pamiętaj że współczesne metody weryfikacyjne nie są rzeczą świętą, to metodologia która może mieć swoje granice i często ma swoje granice, czasami trzeba popatrzeć na rzeczy trochę inaczej, wyjść ponad racjonalizm aby potem do niego wrócić i tylko go użyć do konstruowania teorii. Naiwnością jest sądzić, że racjonalny stan mentalny, operujący w dualizmie przeciwieństw, gdzie większość pojęć pochodzi od iluzorycznych wrażeń zmysłowych, jest jedynym obiektywnym narzędziem poznawczym. A co jeśli można poznawać coś czego ściśle się nie da wyrazić językiem, ale równocześnie temu zaprzeczyć? Przecież to połowa naszych doświadczeń. Przecież też na tym patrzeniu inaczej polegał każdy poważny przewrót w historii poznania. Obecnie studiuje sobie hobbystycznie C.G. Junga i zaczynam tłumaczyć swoje sny tak jak on odczytywał ich symbolikę. Praktycznie wszystko się sprawdza, sny mówią, uzupełniają nas o ważne informacje, to są lekcje o nas samych, ale aby do tego dojść to trzeba wpierw założyć te wszystkie nieracjonalne z pozoru mity i wierzenia na temat świata snu, które wynikają ze starszych tradycji. Dochodzenie do tego w laboratorium, obserwując samą materię i ją redukując do przesady zajmie naukowcom całe stulecia... aby dojść do tego co już od dawna jest odkryte, wystarczy tylko założyć, że człowiek wcześniejszy nie był głupszy od nas i swych mitów i religii tak po prostu nie zmyślał, one mają ukryty sens i swoje prawdy, jedyne czego nie mają to tzw racjonalizmu, bo on jest tylko epizodem w rozwoju naszej świadomości, nie rzeczą świętą.
Sporo rzeczy można wyrazić symbolem lub przy pomocy języka matematyki.

Coś w tym wszystkim jest.
Nasze mózgi są dobrym środowiskiem, gdzie różne memy wiodą swoje życie. Nie wszystko wymyślamy. Tyle, że mity powinny mieć swoje miejsce. Tak jak pisałeś - w poezji, sztuce i w prywatnym życiu, nie w nauce ani w życiu publicznym.

Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Episode_2
Nauka jest pełna mitów dlatego ja to widzę trochę inaczej. Problemem jest sam fakt istnienia nauki jako zjawiska w kulturze. Co to znaczy wiedza naukowa albo nienaukowa czy pseudonaukowa? Wiedza jest wiedzą i ten podział, samo istnienie hasła - nauka - stwarza wiele problemów i ogranicza ludzkie poznanie.
Dlatego tutaj nikt nie ma o niczym decydować, każdy robi co chce i jeśli ktoś zajmuje się poznaniem tzw nienaukowym, czyli błędnym i nieprawdziwym to przecież nie będzie miał żadnych efektów i zmarnuje najzwyczajniej czas. Bada się rzeczywistość aby móc z niej korzystać więc jaki problem w tzw pseudonauce skoro znajduje dla siebie zastosowanie? To mam na myśli mówiąc o czerpaniu, nauka prawdziwa zaczyna się wtedy kiedy przestaje być nauką, czyli badacz zajmuje się badaniem a nie badaniem jakimś, naukowym czy nienaukowym. Nie przeszkadza mu wtedy poruszanie się po terenie religijnym, gdyż on tylko bada i szuka takich ujęć z których da się coś zrobić. Reinkarnacja w takim przypadku staje się tylko możliwością interpretacji która może pokrywać się z fizyką. Znika problem prawdy czy nieprawdy, pojawia się tylko propozycja, znika też problem wplątania się mitu w nieswoje miejsce, bo mitem jest przekonanie jakoby nauka poznawała prawdę, ona tylko poznaje tyle ile da się zastosować w praktyce, prawda to zbyt szerokie pojęcie aby je zawęzić do określonej metodologi poznawania.

Episode_2 (3284 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
>Dlatego tutaj nikt nie ma o niczym decydować, każdy robi co chce i jeśli ktoś zajmuje się poznaniem tzw nienaukowym, czyli błędnym i nieprawdziwym to przecież nie będzie miał żadnych efektów i zmarnuje najzwyczajniej czas.
To jest właśnie sedno problemu.
Zwykle ludzie, jeśli korzystają z jakiejś metody, z jakiejś informacji, to po, żeby mieć jakieś efekty, a nie dla zabicia czasu. Gdyby każdy robił, co chce, nie byłoby problemu. (na przykład na własne ryzyko testował jakąś metodę, takie coś popieram) Ale jeśli "sprzedajemy" komuś niedziałającą metodę, narażając go na stratę czasu lub innych środków, to już trochę inna sprawa. Oszustwo powinno być zwalczane.

>Bada się rzeczywistość aby móc z niej korzystać więc jaki problem w tzw pseudonauce skoro znajduje dla siebie zastosowanie?
Jw. Jeśli pseudonauka uczciwie informuje o swoich osiągnięciach, to niech sobie ma zastosowanie.

>Znika problem prawdy czy nieprawdy, pojawia się tylko propozycja, znika też problem wplątania się mitu w nieswoje miejsce, bo mitem jest przekonanie jakoby nauka poznawała prawdę, ona tylko poznaje tyle ile da się zastosować w praktyce, prawda to zbyt szerokie pojęcie aby je zawęzić do określonej metodologi poznawania.
Tu się będę czepiać.
Skoro prawda to takie szerokie pojęcie, to dlaczego odkrycia naukowe się w nim nie mieszczą?
Co rozumiesz przez mit?

Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Episode_2

>Tu się będę czepiać.
>Skoro prawda to takie szerokie pojęcie, to dlaczego odkrycia naukowe się w nim nie mieszczą?
>Co rozumiesz przez mit?
O tym pisałem na początku moich komentarzy w tym wątku. Ludzie tworzący/wyznający jakiś mit, nie wiedzą że to jest mit, uznają to za prawdę (np. s. Grecy) ale nie jest to nic negatywnego dosłownie, bo mity są podstawą tworzenia kultury. Sprowadzenie pojęcia prawdy do kategorii logiki i rozumu racjonalnego jest dogmatem i nadużyciem. Myślę, wcale nie oznacza że jestem (Nietzsche - Wola Mocy) Myślenie jest procesem więc nie dowodzi bycia a jedynie procesu (ponadto można myśleć tylko o fragmencie tego co jest a reszta zostaje niezauważana rozumnie), więc każda prawda jest zarazem pozorem i zmienną ("Prawda, to kraina bez dróg" - Jiddu Krishnamurti) - to jest ujęcie szerokie, metafizyczne i pozwala ono obalić każdą prawdę. Są jednak prawdy konwencjonalne, czyli taki które dotyczą tylko fragmentów rzeczywistości. Tym zajmuje się nauka, poznawaniem takich prawd i na ich podstawie tworzy teorie np wielkiego wybuchu czy ewolucji które są właśnie mitami. Są mitami dlatego, że opisują rzeczywistość najlepiej jak potrafią (uważam, że można lepiej) wedle kategorii pojęciowych dostępnych w danej epoce. Tym samym były mity greckie. Za tyś. lat po t. wielkiego wybuchu czy t. ewolucji pozostanie taki ślad jak po greckich mitach. Zmieni się kultura, zmieni się język i kategorie rozumowania (czyli struktura świadomości). Pojęcie prawdy, jeśli jest użyte publicznie, ma mocne zabarwienie polityczne, a nauka do polityki nie powinna być wykorzystywana. Dlatego teorie nie powinny być określane mianem prawdziwych, to są lepsze lub gorsze propozycje interpretacji tego co dostrzegamy. Newton przecież nie odkrył praw fizyki które były gdzieś schowane, one były dostępne cały czas, on je tylko lepiej zdefiniował za pomocą kategorii rozumowych, czyli języka. Mogą minąć stulecia i ktoś może to zrobić jeszcze lepiej, bo pojęcia wymyślamy sami, czyli sami tworzymy granice bytów dla naszej użyteczności.

Episode_2 (3284 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
Trochę to zagmatwane.
To co jest prawdą i co nie jest mitem?

>Pojęcie prawdy, jeśli jest użyte publicznie, ma mocne zabarwienie polityczne, a nauka do polityki nie powinna być wykorzystywana.
O co tu chodzi?

dzentelmen (2000 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?

>Podkreślam, że chodzi mi tylko o "konieczność", gdyż wcale nie uważam, że możliwe jest pozbycie się wpływów tej ideologii w możliwej do przewidzenia przyszłości.
>Oczywiście warto się zastanawiać - tak nad przyszłością Unii, jak to np. Adam Krzemiński:
>www.polity(*),jeszcze-unia-nie-zginela.read oraz całego
>świata, jak to czynią inni myśliciele: www.racjonalista.pl/forum.php/s,661496
>Ale czy konieczną jest nam do tego religia i Chrystus, to ja już mam spore wątpliwości?
>PS. Nie jestem też wielkim zwolennikiem poglądów Nietzschego, choć poznać go warto. Tu głównie "Z
>genealogii moralności" i "Antychrysta".
>@@@

Czy możliwa jest Europa bez - kapitalizmu - ?

Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Episode_2
Mit jest wtedy kiedy się opis zjawiska, jego interpretacje uznaje za konieczność poza konwencją. Opis dotyczy tylko momentu obserwacji i nic więcej. Trawa wcale nie musi być zielona, trawa jest zielona wtedy jak dostrzegam u niej ten kolor. Z moich doświadczeń i ich powtarzalności nie wynika absolutna i niezmienna konieczność trwania czegokolwiek. Dziś nie sprawia, że jutro jest koniecznością. Tutaj więc ważne jest to jakiego języka się używa, jeśli insynuuje się konieczność bezwzględną to się tworzy mit. Teorie naukowe są interpretacją w pewnej konwencji a nie koniecznością, więc jeśli się uważa, że nie może być inaczej i musi być tak jak głosi teoria, to się tworzy mit. Konieczności mogą być tylko wewnątrz konwencji, czyli - jeśli A to B. Nie można tworzyć tego odwrotnie, czyli konwencji zbudowanej na koniecznościach, to nawet nie jest wtedy konwencja, to jest dogmat wiary.
Prawdy jako absolutnej konieczności nie ma, bo nie mamy możliwości czegoś takiego doświadczyć (no może z wyjątkiem TERAZ i to może być uznane z Prawdę- teraźniejszość dosłowna).

Prawdę używa się politycznie wtedy jeśli używa się jej jak dogmatu, jeśli twierdzi się, że ona jest poza naszą konwencją dyskusji, czyli poza umową, poza regułami gry, jest koniecznością niezależnie od tego co się powie. Naukowiec nie może powiedzieć, że bada konieczności, może tylko powiedzieć, że bada konieczności przy pewnych założeniach. Tak samo jak duchowny nie może powiedzieć że Bóg jest, może powiedzieć, że Bóg jest możliwy przy pewnych założeniach. Jeśli się nie wyrażają w taki sposób, to głoszą dogmaty a to koniec dyskusji.

Episode_2 (3284 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
Tu przyznam, nie bardzo wiem, o co Ci chodzi.
Jak wyskoczą z okna to niekoniecznie spadnę?
Jak wrzucę cukier do herbaty to niekoniecznie się rozpuści?
Jaka konwencja tu jest potrzebna?
Jak powiem, że cukier rozpuszcza się w wodzie to uprawiam politykę??

Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Episode_2
Zależy co postulujesz tym twierdzeniem, od tego zależy kiedy uprawiasz politykę. Nie ma konieczności, że skacząc z okna spadniesz i się zabijesz, jest tylko wysokie prawdopodobieństwo. Równie dobrze świat może zniknąć zanim spadniesz, np może dojść do rozszczepienia atomów z których jesteś złożony, każdy atom nosi w sobie taką potencję przecież. Im zdarzenie bliższe naszym zmysłom i powszechnym doświadczeniom, tym prawdopodobieństwo powtórzenia większe. Im bardziej się oddalamy (czyli musimy stosować przedłużenia zmysłów w postaci maszyn i wyliczeń, obojętnie czy skala marko czy mikro) tym prawdopodobieństwo bardziej zbliża się do stanu 50na50. Dlatego teorie całościowe tj wielki wybuch czy t. ewolucji to bardziej możliwości a mniej konieczności. Z racji tego, że rozmawiamy o kulturze a nie o teorii bytu, to tutaj ważny jest sposób wysławiania się. Wystarczy zamiast prawda, powiedzieć możliwość/prawdopodobieństwo i już problem mitologi znika.

Weź za przykład proste zdarzenie: przekuwasz igłą balon i słyszysz huk, balon znika - co to jest za zdarzenie? Dla ciebie jest to zdarzenie w teraźniejszości, nagłe i bezpośrednie, jednak dla super czułej kamery to zdarzenie można rozłożyć na wiele etapów następujących po sobie w czasie i mamy bardzo wiele chwil teraźniejszych. Dla fizyków odpowiednie narzędzia mogą to rozłożyć na jeszcze większe odstępy i oglądać zachowania się atomów, mamy więc zdarzenie które można opisać w całych książkach, zdarzenie które dla ciebie było momentem teraźniejszym. Jaka jest więc prawda o tym zdarzeniu? Jest wiele prawd? Jeśli tak to ten który stwierdzi, że takiego zdarzenia nie było także mówi prawdę, bo był w innej pozycji i go nie zaobserwował. Każde więc zdanie (o ile intencja szczera) jest prawdziwe i ja mogę nie dostrzegać ewolucji, mogę dostrzegać akt stworzenia przez jakiegoś boga. Stajemy przed dylematem zaakceptowania wszystkich prawd, albo przed opcją pozbycia się pojęcia prawdy. Ja się opowiadam za tą drugą opcją, bo wtedy mamy jasne kryterium weryfikacji twierdzeń i jest to kryterium prawdopodobieństwa.

Klopton (519 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
Tutaj jeszcze warto zauważyć, że kryterium prawdopodobieństwa jest tym trudniejsze do określenia im większa liczba założeń czy też przesłanek. Żyjemy zawsze w stanie 50/50 bo w każdej chwili świat może ulec zagładzie, bo atomy noszą tą możliwość. Przyjmujemy jednak założenie, że świat będzie istniał wedle praw jak dotychczas i wtedy prawdopodobieństwo tego, że skacząc z okna spadniesz jest możliwie najwyższe. Oczywiście w mowie potocznej nie ma sensu aby wysławiać się w taki sposób, można śmiało mówić i prawdach i pomijać wyszczególnianie przesłanek. W poważnych i publicznych dyskursach naukowych już jest inaczej, bo jeśli chcemy aby nauka była czymś co posiada autorytet sprawiedliwości, to już niestety uczeni muszą mówić jak maszyny a nie jak ludzie, a zwłaszcza wtedy kiedy się spierają i są problemy.

Episode_2 (3284 punktów)Odp: Czy możliwa jest Europa bez Chrystusa?
W odpowiedzi Klopton
>Oczywiście w mowie potocznej nie ma sensu aby wysławiać się w taki sposób, można śmiało mówić i prawdach i pomijać wyszczególnianie przesłanek.
>W poważnych i publicznych dyskursach naukowych już jest inaczej, bo jeśli chcemy aby nauka była czymś co posiada autorytet sprawiedliwości, to już niestety uczeni muszą mówić jak maszyny a nie jak ludzie, a zwłaszcza wtedy kiedy się spierają i są problemy.
Zgoda, ale czy naukowcy jakoś szczególnie szafują pojęciem prawdy? Nie zauważyłem.
Poza tym nauka to nie sądownictwo, nie musi mieć autorytety sprawiedliwości.
Ma dysponować wiedzą.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365