 |
Co trzeci Polak nie wierzy w Teorię Ewolucji Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 09-05-2015 12:27 | Max Golonko (1811 punktów) | Co trzeci Polak nie wierzy w Teorię Ewolucji
2 na 2 | ... niestety  Trzeba ich jakoś przekonać. W dobie obecnej ludzie choć odrobinę bystrzy oczywiście wierzą w nią, a dyskutuje się o szczegółach. Nie "czy" tylko "jak". Zespół naukowców, w którym była także Polka, odkrył organizm stanowiący brakujące ogniwo ewolucji w zakresie jednokomórkowym. Znaleźli rozwiązanie dotychczasowej zagadki ewolucyjnego przejścia między prostą a złożoną komórką. wiadomosci(*)lucji-zlozonych-komorek/4lbylp"Zagadka pochodzenia komórki eukariotycznej jest niezwykle skomplikowana, nadal brakuje wielu elementów układanki. Mieliśmy nadzieję, że Loki uchyli rąbka tajemnicy, ale kiedy uzyskaliśmy pierwsze wyniki, nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom. Dane były po prostu spektakularne - cieszy się kierujący zespołem badawczym Thijs Ettema z Wydziału Biologii Komórki i Biologii Molekularnej Uniwersytetu w Uppsali. - Badając genom Loki, uświadomiliśmy sobie, że stanowi on pośrednią formę między prostymi komórkami bakterii i złożonymi komórkami organizmów eukariotycznych - mówi Ettema." | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 zaszetka lawendy (788 punktów) (zablokowany) | > Trzeba ich jakoś przekonać.Podejmiesz się próby przekonania takiego?
|
|
1 na 1 |
2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | > Trzeba ich jakoś przekonać. Cytat:Marność jest dla wybranych. Wybranych jest mało. M. Białoszewski
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) | Skąd ta estymata? Zawsze byłem zainteresowany liczbą kreacjonistów w wydaniu młodoziemskim w Polsce, ale nigdzie nie mogłem znaleźć dobrych danych.
|
|
 | 1 na 1 | Max Golonko (1811 punktów) | > Skąd ta estymata? Zawsze byłem zainteresowany liczbą kreacjonistów w wydaniu młodoziemskim w Polsce, ale nigdzie nie mogłem znaleźć dobrych danych.Podczas wykładu z okazji Dni Darwina tę liczbę (około 30%) ujawnił wykładowca, który znał ją z jakiegoś rzetelnego opracowania statystycznego. Ponadto powiedział, że nie wierzył w tak zły wynik i podczas innego wykładu w ramach przerywnika wskazując palcem pytał kolejnych słuchaczy (Polaków) czy wierzą w Teorię Ewolucji. Co trzecia osoba powiedziała, że nie. I nie jest to jakiś starszy Pan ten wykładowca lecz mówił o zdarzeniach bardzo współczesnych ... niestety
|
|
|  | 3 na 3 | szarley (54911 punktów) | >>Skąd ta estymata? Zawsze byłem zainteresowany liczbą kreacjonistów w wydaniu młodoziemskim w Polsce, ale nigdzie nie mogłem znaleźć dobrych danych. >Podczas wykładu z okazji Dni Darwina tę liczbę (około 30%) ujawnił wykładowca, który znał ją z jakiegoś rzetelnego opracowania statystycznego.
Jedna baba drugiej babie.
>Ponadto powiedział, że nie wierzył w tak zły wynik i podczas innego wykładu w ramach przerywnika wskazując palcem pytał kolejnych słuchaczy (Polaków) czy wierzą w Teorię Ewolucji. Co trzecia osoba powiedziała, że nie. Jedna baba drugiej babie.
>I nie jest to jakiś starszy Pan ten wykładowca lecz mówił o zdarzeniach bardzo współczesnych ... Jedna baba drugiej babie.
Pytanie Sygnała jest zasadne. Rzetelne statystyki proszę.
|
|
| |  | 2 na 2 | Max Golonko (1811 punktów) | |
|
| | |  | 1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) | > Na pewno są one do znalezienia - poszukaj jak nie wierzysz naukowcom, których ja cytuję.Tak właściwie to teraz cytujesz chochoły, a nie naukowców. I tak dla ścisłości: tak jak w przypadku teorii ewolucji nie ma tu mowy o wierze tylko o weryfikacji słuszności Twojego stwierdzenia. Na tę chwilę osąd zawieszam. > W 10 sekund znajdziesz sto linków do informacji jak zaskakująco wielu Amerykanów nie wierzy w T.E.Tu o Polaków było pytanie. > A Polacy muszą być dość "zbliżeni" do nich skoro:> wiadomosci(*)za-polacy-sondaz-tns-obop.html> Wynika z tego badania, że nawet 50% Polaków nie wierzy w ewolucyjne pochodzenie człowieka.Powyższe pokazuje poziom ogólnej wiedzy naukowej, a ta zapewne jest skorelowana z uznawaniem/nieuznawaniem faktu o ewolucji. To wciąż nie daje prawa do liczbowych estymat o liczebności kreacjonistów młodej ziemii.
|
|
| | | |  | | Max Golonko (1811 punktów) | "Kreacjoniści Młodej Ziemi" nie są najistotniejszym sednem tego tematu tylko niewiara w ewolucję Polaków oraz odkrycia naukowe form przejściowych itp.
Miłego dnia życzę.
|
|
| | |  | 1 na 1 | szarley (54911 punktów) | Jakieś netowe żarty mają być argumentum? Proszę o poważne źródła
|
|
| | | |  | | Max Golonko (1811 punktów) | |
|
| | | | |  | 2 na 2 | szarley (54911 punktów) | > Już wszystko wyjaśniłem w innej gałęzi tego wątku. Wszystko. Trzeci raz nie pytajcie - trochę powagi - Please.G. wyjaśniłeś. To (chyba) poważne forum na którym trzeba uzasadniać głoszone teorie inaczej niż "ktoś tam powiedział..." > I skup się na ewolucji  Mam ewoluować czy jak?
|
|
 | 2 na 2 | tedeusz (137 punktów) | > Skąd ta estymata? Zawsze byłem zainteresowany liczbą kreacjonistów w wydaniu młodoziemskim w Polsce, ale nigdzie nie mogłem znaleźć dobrych danych.Eurobarometr 2005 coś o tym mówi: ec.europa.(*)ives/ebs/ebs_224_report_en.pdfMiędzy innymi: 27% Polaków nie uznaje za prawdę stwierdzenia, że człowiek jest produktem ewolucji; 33% Polaków zgadza się ze stwierdzeniem, że pierwsi ludzie żyli w tych samych czasach co dinozaury.
|
|
7 na 7 | setarkos (10757 punktów) | nie wierzy w Teorię Ewolucji | Jak to? Co ma do tego wiara? Czy teoria ewolucji wymaga uznania jakichś cudów? Może chodzi o to, że co trzeci Polak nie zna dość dobrze teorii ewolucji?
[Mnie się zdaje, że to nie jest kwestia wiary, lecz tylko większego lub mniejszego rozpoznania mechanizmów przyrody dotyczących żywych organizmów.]
|
|
 | 1 na 3 | Spring (1174 punktów) | Odp: nie wierzy w Teorię Ewolucji | > Jak to? Co ma do tego wiara? Czy teoria ewolucji wymaga uznania jakichś cudów?Owszem, aż trzech: - świat z niczego - życie z martwej materii - zaawansowana inteligencja z małpiej
|
|
|  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > >> teoria ewolucji wymaga uznania jakichś cudów?> Owszem, aż trzech:> - świat z niczegoOj tam - z niekończenie wielu zer może wyjść różnie. > - życie z martwej materiiDlaczego nie? Pogląd naukowy temu nie przeczy, a i religijni mówią o zmartwychwstaniu - zatem nie ma problemu. > - zaawansowana inteligencja z małpiejZaawansowana powiadasz? No nie wiem - im bardziej się rozglądać wśród informacji medialnych, tym mniej to zaawansowanie widać.
|
|
| |  | | Spring (1174 punktów) | >>- świat z niczego >Oj tam - z niekończenie wielu zer może wyjść różnie. Zgoda, każdorazowo będzie inna ilość zer.
>>- życie z martwej materii >Dlaczego nie? Pogląd naukowy temu nie przeczy, a i religijni mówią o zmartwychwstaniu - zatem nie ma problemu. A to dobry pomysł. Składanie życia z cząstek elementarnych jest trudne i czasochłonne, wskrzeszenie może być lepszym sposobem dowodowym na ożywienie martwej materii. By jednak wykluczyć jakieklwiek oszustwo, proponuję ożywić Lenina. Jakby się udało, to zaniedługo ujrzymy nową specjalizację medyczną - lekarz nekromanta.
>>- zaawansowana inteligencja z małpiej >Zaawansowana powiadasz? No nie wiem - im bardziej się rozglądać wśród informacji medialnych, tym mniej to zaawansowanie widać. Ponieważ zadaniem współczesnych mediów jest umałpianie człowieka. Dewolucyjny dowód na ewolucję.
|
|
| | |  | | setarkos (10757 punktów) | > >> z niekończenie wielu zer może wyjść różnie.> każdorazowo będzie inna ilość zer.Nie chodzi o kosmetyczną różnicę, lecz o nieoznaczoność wyrażenia "zero razy nieskończoność" . > - życie z martwej materii> proponuję ożywić Lenina (..) lekarz nekromanta.Oj nie - to byłoby ożywianie przez już żywego lekarza, a nie zmartwychwstanie par excellence (bez udziału czegokolwiek żywego). > zadaniem współczesnych mediów jest umałpianie człowieka.To możliwe. Ciekawe czy dojdzie w końcu do ubarannienia i czy nastanie jedna owczarnia?
|
|
| | | |  | | Spring (1174 punktów) | >Nie chodzi o kosmetyczną różnicę, lecz o nieoznaczoność wyrażenia Problem w tym, że nieoznaczoność stosuje się do wyniku działania, a nie do samego działania. Tzn. w tym wypadku musielibyśmy startować z granicy nieokreślonej do czegoś określonego. Dodatkowym problemem jest energia, gdyż każde przekształcenie jej wymaga.
>Oj nie - to byłoby ożywianie przez już żywego lekarza, a nie zmartwychwstanie par excellence (bez udziału czegokolwiek żywego). Nie jestem pewien, czy będą tak długo tego Lenina tak trzymali, ale kto wie...
>> zadaniem współczesnych mediów jest umałpianie człowieka. >To możliwe. Ciekawe czy dojdzie w końcu do ubarannienia i czy nastanie jedna owczarnia? Mam nadzieję, że jednak nie. Zawsze przecież były czarne owce, które "błądziły".
|
|
| | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > nieoznaczoność stosuje się do wyniku działania, a nie do samego działania.Nie bardzo rozumiem - jeśli wynik działania jest znany, to nieoznaczoność znika - zatem.. ? > musielibyśmy startować z granicy nieokreślonej do czegoś określonego.Tak to zwykle bywa, że nie wiadomo zawczasu co wyjdzie. > Dodatkowym problemem jest energia, gdyż każde przekształcenie jej wymaga.Ale energia próżni jest niezerowa, wiec to zrobienie 'prawdziwej nicości' wymagałoby nakładu energii. [Gdyby o tym wiedział Leibniz, to nie dziwiłby się dlaczego istnieje raczej coś, niż nic.] > Zawsze przecież były czarne owce, które "błądziły".W odróżnieniu od bezbłędnych białych?
|
|
| | | | | |  | | Spring (1174 punktów) | > > nieoznaczoność stosuje się do wyniku działania, a nie do samego działania.> Nie bardzo rozumiem - jeśli wynik działania jest znany, to nieoznaczoność znika - zatem.. ?Nie. Chodzi mi o to, że w tym wypadku nieoznaczoność jest składnikiem działania, a wynik jest okreslony, nasz świat. > > musielibyśmy startować z granicy nieokreślonej do czegoś określonego.> Tak to zwykle bywa, że nie wiadomo zawczasu co wyjdzie.Ale znamy (mniej więcej), co wyszło. Czyli obserwujemy otoczający nas świat, jednak nie mamy pojęcia jak powstał. Innymi słowy, mamy odwrócenie zerowej (lub nieoznaczonej) granicy. Niewiadomą pozostaje więc działanie, a nie wynik. > > Dodatkowym problemem jest energia, gdyż każde przekształcenie jej wymaga.> Ale energia próżni jest niezerowa, wiec to zrobienie 'prawdziwej nicości' wymagałoby nakładu energii.> [Gdyby o tym wiedział Leibniz, to nie dziwiłby się dlaczego istnieje raczej coś, niż nic.]Najprostsza więc możliwość, że zawsze było coś. > > Zawsze przecież były czarne owce, które "błądziły".> W odróżnieniu od bezbłędnych białych?  Tak jest
|
|
2 na 2 | Appenzeller (3118 punktów) | Odp: Co trzeci Polak nie wierzy w Teorię Ewolucji | >W dobie obecnej ludzie choć odrobinę bystrzy oczywiście wierzą w nią, a dyskutuje się o szczegółach. >Nie "czy" tylko "jak". A mnie się dotąd wydawało, że to właśnie teoria ewolucji jest o tym "jak"; a o tym "czy" to jest po prostu fakt ewolucji. Wydawało mi się też, że o teorii (mechanizmach) ewolucji można i należy dyskutować (czy wystarczą ślepe mutacje, czy może podwyższone promieniowanie, a może ważne były wielkie wymierania, etc.), natomiast kwestionowanie faktu ewolucji to już poważna aberracja. To już nie wiem - ta jedna trzecia nie wierzy w ewolucję, czy w teorię ewolucji?
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
 | 1 na 1 | Max Golonko (1811 punktów) |
>To już nie wiem - ta jedna trzecia nie wierzy w ewolucję, czy w teorię ewolucji?
ani w jedno ani w drugie
wierzą ze wszystkie gatunki od razu powstały takie jakie są (a dinozaury to chyba żyły na innym kontynencie niż Adam i Ewa i zdechły sobie grzecznie i po cichu)
|
|
2 na 2 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | > >... niestety  Trzeba ich jakoś przekonać.<< Ewolucja to nie sprawa wiary, ale wiedzy. Najlepiej pójść na uniwersytet na biologię. A z wiarą to można iść na teologię. A potem się starać, żeby tej wiary nie stracić.
|
|
 | 2 na 2 | Max Golonko (1811 punktów) | > >>... niestety  > Trzeba ich jakoś przekonać.<<> Ewolucja to nie sprawa wiary, ale wiedzy. Najlepiej pójść na uniwersytet na biologię.> A z wiarą to można iść na teologię. A potem się starać, żeby tej wiary nie stracić.> Nie zgadzam się z tym rozumowaniem. Wiekszość ludzi musi zdecydować czy wierzy w doniesienia naukowców czy we wnioski płynące w oczywisty sposób ze świętych ksiąg. Chodzi o to żeby wierzyli w rzeczy prawdopodobne na 99.99999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999% jak właśnie pochodzenie człowieka od zwierząt a wcześniej nawet organizmów jednokomórkowych, a nie w "hipotezy" przeciwne. p.s. Podobnie, co do procentów (99.9999...), jest z każdym bogiem osobowym (jest kompletnie bez sensu z wielu oczywistych powodów).
|
|
|  | | szarley (54911 punktów) | Chyba nie do końca rozumiesz znaczenie słowa "wierzyć"
|
|
|  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >Nie zgadzam się z tym rozumowaniem. Wiekszość ludzi musi zdecydować czy wierzy w doniesienia naukowców czy we wnioski płynące w oczywisty sposób ze świętych ksiąg. Większość ludzi musi, a to dlaczego? Nie może być np. tak, że większość ludzi ma w nosie Teorię Ewolucji, a bardzo musi zabezpieczać swój codzienny byt? >Chodzi o to żeby wierzyli w rzeczy prawdopodobne na >99.99999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999% A co jeśli ich wiara jest ślepa, a faktycznie jest 00.00000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000001% ? >jak właśnie pochodzenie człowieka od zwierząt a wcześniej nawet organizmów jednokomórkowych, a nie w "hipotezy" przeciwne. Teoria Ewolucji jest najlepszym wyjaśnieniem powstania i rozwoju Życia, ale nawet jeśli coś już nie jest teorią, tylko udowodnionym faktem to są ludzie, którzy wierzą inaczej np. obecnie nadal są ludzie, którzy wierzą, że Ziemia jest płaska, a zdjęcia okrągłej Ziemi zrobione z kosmosu to fotomontaż i spisek. >p.s. >Podobnie, co do procentów (99.9999...), jest z każdym bogiem osobowym (jest kompletnie bez sensu z wielu oczywistych powodów). Jakie to powody?
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| |  | | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Podobnie, co do procentów (99.9999...), jest z każdym bogiem osobowym (jest kompletnie bez sensu z wielu oczywistych powodów). >Jakie to powody?<< Główny powód to pranie mózgów od dzieciństwa. To tak, jak tresowanie psa od szczenięcia, żeby gryzł ludzi. Nie można potem spodziewać się, że jak piesek dorośnie, to sam zrozumie i zacznie być dla ludzi miłym misiaczkiem.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Max Golonko (1811 punktów) | tak ale ... ja akurat wychowywałem się w rodzinie katolickiej choć Mama mimo wszystko zrobiła jedną fajną rzecz (w tym zakresie)
kupiła mi książke "Jak powstały gady" Jana Żabińskiego
i od czasu kilkunastolatka jestem przemyślanym człowiekiem co do bajek zaadaptowanych w Rzymie w 2 w n e na potrzeby polityczne IMHO
Miłego dnia
|
|
| | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>>Podobnie, co do procentów (99.9999...), jest z każdym bogiem osobowym (jest kompletnie bez sensu z wielu oczywistych powodów). >>Jakie to powody?<< >Główny powód to pranie mózgów od dzieciństwa. Ci co piorą mózgi Boga nie znają, tylko kompletnie bezsensowne fałszywe wyobrażenie boga, a ja pytam o powody, że Bóg jest kompletnie bez sensu, a nie fałszywe wyobrażenia, te wiem, że są bez sensu, więc ponawiam pytanie, Jakie to powody? >To tak, jak tresowanie psa od szczenięcia, żeby gryzł ludzi. Nie można potem spodziewać się, że jak piesek dorośnie, to sam zrozumie i zacznie być dla ludzi miłym misiaczkiem. A co, gdy pieska wychowaliśmy na miłego misiaczka, a on po 10 latach misiaczkowania nagle zagryza dziecko, z którym się wcześniej bawił?
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | |  | | Max Golonko (1811 punktów) | Duchu Frondy ups Duchu "Prawdy" Twoje pseudo-merytoryczne posty nic już nie wnoszą, ale fakt, że usiłujesz zdestabilizować te wątki świadczy o tym, że czujesz dyskomfort widząc, Że celnie trafiają w absurdalną ideę rzekomego boga (Jahwe) i nonsensy Biblijne.
Miłego dnia
|
|
-1 na 1 | Crystal Philosopher (38 punktów) | > ... niestety  > Trzeba ich jakoś przekonać.To mnie rozbawiło  jak można wierzyć w ewolucje? Człowiek od małpy?  To parodia nauki przedstawiona w czarnym świetle  Żyje sobie małpa schodzi z drzewa buduje miasto druga małpa zostaje w tym mieście listonoszem a trzecia małpa lekarzem  Ja osobiście wierze w ewolucje organizmów które przekształciły się (do przetrwania)dzięki czynnikom zewnętrznym. Ja wiem że fajnie by było znać odpowiedź skąd się wziął człowiek ale podpinać pod to małpę? I używać przy tym nauki? Dajcie spokój...
Is that how it's done? Evolution?
|
|
 | 3 na 3 | szarley (54911 punktów) | > >... niestety  > >Trzeba ich jakoś przekonać.> To mnie rozbawiło > jak można wierzyć w ewolucje? Człowiek od małpy? To parodia nauki przedstawiona w czarnym świetle Żyje sobie małpa schodzi z drzewa buduje miasto druga małpa zostaje w tym mieście listonoszem a trzecia małpa lekarzem Ja osobiście wierze w ewolucje organizmów które przekształciły się (do przetrwania)dzięki czynnikom zewnętrznym.> Ja wiem że fajnie by było znać odpowiedź skąd się wziął człowiek ale podpinać pod to małpę? I używać przy tym nauki? Dajcie spokój...yyyyy?
|
|
5 na 5 | spellbinder (8577 punktów) | Kluczowym słowem jest tu "wiara".
Mówisz, że odrobinę bystrzy w ewolucję wierzą. Ale ja znam takich, co w ewolucję wierzą, ale wierzą też, że łabędzie skrzydło jest w stanie złamać rękę dorosłego człowieka (i to nie zamrożone i wystrzelone z armaty, ale machnięte przez resztę łabędzia), albo że łabędzi dziób może zerwać z ludzkiego palca skórę.
Są tacy, co wierzą w ewolucję, ale też wierzą w niemierzalną energię, którą po prostu "czują".
Co to da, że (a niech będzie nawet, że wszyscy) uwierzą w ewolucję, skoro dalej pozostaną durniami?
|
|
 | | Crystal Philosopher (38 punktów) | >Kluczowym słowem jest tu "wiara". >Mówisz, że odrobinę bystrzy w ewolucję wierzą. Ale ja znam takich, co w ewolucję wierzą, ale wierzą też, że łabędzie skrzydło jest w stanie złamać rękę dorosłego człowieka (i to nie zamrożone i wystrzelone z armaty, ale machnięte przez resztę łabędzia), albo że łabędzi dziób może zerwać z ludzkiego palca skórę. >Są tacy, co wierzą w ewolucję, ale też wierzą w niemierzalną energię, którą po prostu "czują". >Co to da, że (a niech będzie nawet, że wszyscy) uwierzą w ewolucję, skoro dalej pozostaną durniami?
Wiesz jak to jest... To jest tam samo w wiarą u ludzi, pomyśl co by było gdyby objawił się bóg i powiedział "jestem" po prostu by było udowodnione że bóg istnieje. Wiesz co by było? Właśnie! Ludzie by "porzucali" życie na ziemi ich największym celem nie byłoby doświadczać tu na ziemi, żyć, eksperymentować, spełniać ambicje ich celem byłby bóg dlatego niektórzy uważają że pojawienie się i udowodnienie boga jest autodestrukcją człowieczeństwa. "Żyć tu i teraz" O to właśnie chodzi!
Is that how it's done? Evolution?
|
|
|  | 4 na 4 | spellbinder (8577 punktów) | >Wiesz jak to jest... To jest tam samo w wiarą u ludzi, pomyśl co by było gdyby objawił się bóg i powiedział "jestem" po prostu by było udowodnione że bóg istnieje.
Wiedza lepsza, ale nie można wiedzieć wszystkiego. Więc wierzyć trzeba, ale trzeba też w racjonalny sposób decydować o tym komu wierzyć.
Większość ludzi uwierzy we wszystko, co im się odpowiednio "zapakuje".
>Wiesz co by było? Właśnie! Ludzie by "porzucali" życie na ziemi ich największym celem nie byłoby doświadczać tu na ziemi, żyć, eksperymentować, spełniać ambicje ich celem byłby bóg dlatego niektórzy uważają że pojawienie się i udowodnienie boga jest autodestrukcją człowieczeństwa. "Żyć tu i teraz"
Jeśli bóg by istniał i tego właśnie by chciał, to byłoby to racjonalne zachowanie. Myślę, że jednak nawet w przedstawionym przez Ciebie scenariuszu ludzie dalej wierzyliby w głupoty wymyślane przez szarlatanów.
>O to właśnie chodzi!
W życiu o nic nie chodzi. Nie w takim znaczeniu, w jakim człowiek rozumie "cel". "Życie tu i teraz" ma taki sam sens, jak "Życie tam i wtedy".
Szczęśliwie, bez narzuconego odgórnie celu i sensu, każdy może wybrać sobie samodzielnie co ma dla niego znaczenie i działać w oparciu o własne postanowienia.
|
|
2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Co trzeci Polak nie wierzy w Teorię Ewolucji.> Trzeba ich jakoś przekonać.A po co? Prawdziwi Polacy mają wzór niedościgniony, do którego dążą wytrwale. swiat.news(*)week-pl,artykuly,280968,1.html> W dobie obecnej ludzie choć odrobinę bystrzy oczywiście wierzą w nią, a dyskutuje się o szczegółach.Moim zdaniem - "odrobinę bystrzy ludzie" w nic nie wierzą. www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,643658#w644081Wiara zaś jest wprost konieczną umysłom prostym: Prawie sto lat temu H. L. Mencken w artykule "Homo Neanderthalensis" napisał: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Wręcz z wielu wypowiedzi na naszym forum wynika, że nawet wśród "wierzących" w Darwinowską teorię ewolucji, zupełnie niewielu rozumie jej istotę, a co dopiero jest wśród niewierzących. Każdy baje jak mu się wydaje. @@@ .
|
|
 | 4 na 4 | spellbinder (8577 punktów) | >Moim zdaniem - "odrobinę bystrzy ludzie" w nic nie wierzą.
Pojechał Pan po bandzie, Panie Andrzeju. Nie można wiedzieć wszystkiego, ani nie ma sensu starać się wszystkiego dowiedzieć. Czasem lepiej jest uwierzyć na słowo swojej kobiecie, że zamknęła drzwi, niż wracać 200km i dowiedzieć się, czy faktycznie to zrobiła.
Pomijając takie kwestie, nawet w sprawach czysto naukowych, wystarczy ograniczyć się do sprawdzenia metodologii badań, a niekoniecznie trzeba sprawdzać z kalkulatorem czy dany badacz dobrze wykonał swoją robotę (a już tym bardziej samemu badania przeprowadzać).
Tak więc nauka także opiera się na wierze, z tym, że jest to wiara w człowieka. Osoby, które replikują dane badania zyskują oczywiście pewność, ale cała reszta już nie - oni dalej muszą wierzyć, że badacze nie kręcą.
|
|
|  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Moim zdaniem - "odrobinę bystrzy ludzie" w nic nie wierzą.> Pojechał Pan po bandzie, Panie Andrzeju.To Pańskie zdanie. > Nie można wiedzieć wszystkiego, ani nie ma sensu starać się wszystkiego dowiedzieć.A można kilkadziesiąt (czy już nawet kilkaset) razy powtarzać to samo? A ja co najmniej kilkadziesiąt razy na przeróżne sposoby to swoje stwierdzenie uzasadniałem. www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,641034#w641351> Czasem lepiej jest uwierzyć na słowo swojej kobiecie, że zamknęła drzwi, niż wracać 200km i dowiedzieć się, czy faktycznie to zrobiła.Język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto"> Pomijając takie kwestie, nawet w sprawach czysto naukowych, wystarczy ograniczyć się do sprawdzenia metodologii badań, a niekoniecznie trzeba sprawdzać z kalkulatorem czy dany badacz dobrze wykonał swoją robotę (a już tym bardziej samemu badania przeprowadzać).Pan nie musi, ale obowiązkiem uczonego jest krytyczna weryfikacja tez, do których się odnosi. www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884 Nauka opiera się na niewierze!> Tak więc nauka także opiera się na wierze, z tym, że jest to wiara w człowieka.www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,658588#w660664> Osoby, które replikują dane badania zyskują oczywiście pewność, ale cała reszta już nie - oni dalej muszą wierzyć, że badacze nie kręcą.Zawsze możemy dać się zwieść, czy też zwyczajnie oszukać, ale znając metody naukowe "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji" - co wcale nie jest równoznaczne z wiarą. Mam zwyczaj zastanawiania się nad tym co piszę i nie "jeżdżenia po bandzie". Albo mam dostateczne argumenty, albo ujawniam własne wątpliwości. Przecież to nie grzech. @@@ .
|
|
| |  | 5 na 5 | spellbinder (8577 punktów) | > >To Pańskie zdanie.Raczej oczywistość, którą bardzo łatwo udowodnić. Mówi Pan, że "odrobinę bystrzy ludzie" w nic nie wierzą. Czyli zakłada Pan, że "odrobinę bystry człowiek" nigdy nie działa w oparciu o wiarę. Niechże mi więc Pan łaskawie wyjaśni, skąd czerpie Pan wiedzę na temat trzeźwości kierowców, których Pan mija na ulicy. Skąd czepie Pan wiedzę na temat tego kim będą ci kierowcy, których Pan będzie mijać w drodze do sklepu. Prawdopodobieństwo, że Pan zginie w drodze po bułki jest niewielkie, ale dalej nie ma tu wiedzy. Jest wiara, że nic się nie stanie. > A można kilkadziesiąt (czy już nawet kilkaset) razy powtarzać to samo? A ja co najmniej kilkadziesiąt razy na przeróżne sposoby to swoje stwierdzenie uzasadniałem.> www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,641034#w641351Więc w oczywisty sposób sam Pan przeczy swojemu twierdzeniu, jakoby "odrobinę bystrzy ludzie w nic nie wierzyli". > Język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu >"wierzę w to" lub "wierzę w tamto"Ludzie mają tendencję do przekręcania znaczenia słów, które wszakże, niezależnie od poziomu ich zrozumienia, są ustalone. I niezależnie od rodzaju dyskusji, jakkolwiek je zdefiniujemy, używanie przez dwie osoby dwóch różnych interpretacji danego słowa uniemożliwia dyskusję. > Nauka opiera się na niewierze!Nie wnikając w linki, które nic, w mojej opinii, ciekawego do dyskusji nie wnoszą. Definicja słowa wiara: 2. «przekonanie, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni» Definicja słowa przekonanie: sąd, zdanie oparte na przeświadczeniu o prawdziwości, słuszności czegoś Gdyby nauka miała się opierać na niewierze, a więc bez przekonania, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe, lub że coś się spełni, żaden z naukowców nie czerpałby wiedzy od innych. Dążyliby do uzyskania pewności, a tę uzyskaliby dopiero po samodzielnym przeprowadzeniu stosownych badań. Każdy naukowiec musiałby weryfikować od nowa to, co już zostało zweryfikowane przez kogoś innego, gdyż nie wierzyłby, że tamten "odwalił" swoją robotę dobrze. Lekarz nie wierzyłby na przykład, że mycie rąk przed operacją zmniejsza śmiertelność wśród pacjentów, dopóki sam by setki pacjentów - przeprowadzając badanie - uśmiercił. Nie stosowałby sprawdzonych przez innych metod, póki sam by ich nie sprawdził. > Zawsze możemy dać się zwieść, czy też zwyczajnie oszukać, ale znając metody naukowe "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji" - co wcale nie jest równoznaczne z wiarą.Otóż niestety jest. Przekonanie, Panie Andrzeju, to nie to samo co pewność. Jeśli jest Pan bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podanej informacji, to oznacza, że Pan nie wie. > Mam zwyczaj zastanawiania się nad tym co piszę i nie "jeżdżenia po bandzie". Albo mam dostateczne argumenty, albo ujawniam własne wątpliwości. Przecież to nie grzech.Być może, nie będę tego weryfikował. Natomiast terminu "jeździć po bandzie" użyłem, gdyż w Pańskim twierdzeniu o absolutnym nieistnieniu wiary w nauce, dopatruję się u Pana jakiejś przemożnej potrzeby odcięcia się od świata religii, nawet jeśli dane pojęcie nie jest stricte religijne, może się trochę z religią kojarzy. Przypomina mi to wręcz leczenie kataru przez ucięcie pacjentowi głowy. Nie można wszystkiego wiedzieć. To nie grzech przecież, żeby wierzyć określonym naukowcom
|
|
| | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . To Pańskie zdanie.> Raczej oczywistość, którą bardzo łatwo udowodnić. Mówi Pan, że "odrobinę bystrzy ludzie" w nic nie wierzą.Przepraszam, w swoim retorycznym stwierdzeniu: "Moim zdaniem - "odrobinę bystrzy ludzie" w nic nie wierzą", przesadziłem i nie wziąłem pod uwagę Pańskiego przypadku. > Czyli zakłada Pan, że "odrobinę bystry człowiek" nigdy nie działa w oparciu o wiarę.Nie użyłem wielkiego kwantyfikatora - "nigdy", gdyż i tak do końca nie wiemy kogo do bystrych ludzi można zaliczyć, a kogo nie. > Niechże mi więc Pan łaskawie wyjaśni, skąd czerpie Pan wiedzę na temat trzeźwości kierowców, których Pan mija na ulicy. Skąd czepie Pan wiedzę na temat tego kim będą ci kierowcy, których Pan będzie mijać w drodze do sklepu.Gdy zechciał Pan przeczytać mój post to by Pan wiedział: "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji"> Nie można wiedzieć wszystkiego, ani nie ma sensu starać się wszystkiego dowiedzieć.A można kilkadziesiąt (czy już nawet kilkaset) razy powtarzać to samo? A ja co najmniej kilkadziesiąt razy na przeróżne sposoby to swoje stwierdzenie uzasadniałem.www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,641034#w641351> Więc w oczywisty sposób sam Pan przeczy swojemu twierdzeniu, jakoby "odrobinę bystrzy ludzie w nic nie wierzyli".No cóż ja na to mogę, że tyle tylko Pan zrozumiał. Język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto"> Ludzie mają tendencję do przekręcania znaczenia słów, które wszakże, niezależnie od poziomu ich zrozumienia, są ustalone.Ludzie - jak chociaż widać na naszym przypadku - mają przeróżne tendencje, a dalszego wywodu nie rozumiem. Coś Pan kręci. > I niezależnie od rodzaju dyskusji, jakkolwiek je zdefiniujemy, używanie przez dwie osoby dwóch różnych interpretacji danego słowa uniemożliwia dyskusję.Używam słów zgodnie ze słownikami, ale nikt nigdzie nie ustanowił takiego przymusu i zawsze, gdy się to wyjaśni można używać terminów według własnych definicji. Nauka opiera się na niewierze!> Nie wnikając w linki, które nic, w mojej opinii, ciekawego do dyskusji nie wnoszą.Znowu, to Pańskie zdanie. > Definicja słowa wiara:> 2. «przekonanie, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni»Nad definicją oraz rozumieniem i znaczeniem wiary zastanawiałem w całym wątku, temu problemowi poświęconym, ale rozumiem, że dla Pana on nic ciekawego do dyskusji nie wnosi. > Definicja słowa przekonanie:> sąd, zdanie oparte na przeświadczeniu o prawdziwości, słuszności czegoś> Gdyby nauka miała się opierać na niewierze, a więc bez przekonania, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe, lub że coś się spełni, żaden z naukowców nie czerpałby wiedzy od innych. Dążyliby do uzyskania pewności, a tę uzyskaliby dopiero po samodzielnym przeprowadzeniu stosownych badań.> Każdy naukowiec musiałby weryfikować od nowa to, co już zostało zweryfikowane przez kogoś innego, gdyż nie wierzyłby, że tamten "odwalił" swoją robotę dobrze.> Lekarz nie wierzyłby na przykład, że mycie rąk przed operacją zmniejsza śmiertelność wśród pacjentów, dopóki sam by setki pacjentów - przeprowadzając badanie - uśmiercił. Nie stosowałby sprawdzonych przez innych metod, póki sam by ich nie sprawdził.Przecież w tym linku: www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642687 wyjaśniłem swoje stwierdzenie. Podobnie uważa praktyk uprawiający naukę przyrodoznawczą: W nauce niczego nie przyjmuje się na wiarę. Wiara nauce jest zbędna. W nauce są tyko mniej lub bardziej ugruntowane teorie. W odróżnieniu od teologii, w nauce nie ma takiego stwierdzenia, któremu nie mogłyby zaprzeczyć fakty empiryczne.. Ale rozumiem: - "Nie wnikając w linki, które nic, w mojej opinii, ciekawego do dyskusji nie wnoszą". Zawsze możemy dać się zwieść, czy też zwyczajnie oszukać, ale znając metody naukowe "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji" - co wcale nie jest równoznaczne z wiarą. > Otóż niestety jest.No i co? Zabawimy się w strzyżono golono? > Przekonanie, Panie Andrzeju, to nie to samo co pewność.Ani tak nie uważam, ani tak nie pisałem. Pewność daje tylko wiara. > Jeśli jest Pan bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podanej informacji, to oznacza, że Pan nie wie.Czego nie wiem? Mam zwyczaj zastanawiania się nad tym co piszę i nie "jeżdżenia po bandzie". Albo mam dostateczne argumenty, albo ujawniam własne wątpliwości. Przecież to nie grzech.> Być może, nie będę tego weryfikował. Natomiast terminu "jeździć po bandzie" użyłem, gdyż w Pańskim twierdzeniu o absolutnym nieistnieniu wiary w nauce, dopatruję się u Pana jakiejś przemożnej potrzeby odcięcia się od świata religii, nawet jeśli dane pojęcie nie jest stricte religijne, może się trochę z religią kojarzy.Pan wybaczy, ale za Pańskie skojarzenia, to ja zupełnie nie odpowiadam. Wiem, że Panu wolno było użyć takiego retorycznego sformułowana, ale mnie na temat bystrości już nie. > Nie można wszystkiego wiedzieć. To nie grzech przecież, żeby wierzyć określonym naukowcom Dalece nikt z nas wszystkiego nie wie, ale warto starać się zrozumieć wypowiedź przed podjęciem polemiki. Nie wmawiać interlokutorom poglądów, których nie posiadają, gdyż wtedy to dyskutujemy sami ze sobą. @@@ .
|
|
| | | |  | 6 na 6 | spellbinder (8577 punktów) | > Nie użyłem wielkiego kwantyfikatora - "nigdy", gdyż i tak do końca nie wiemy kogo do bystrych ludzi można zaliczyć, a kogo nie.W stwierdzeniu "mądry człowiek nie popełnia takich błędów", albo - jeśli w ramach przykładu pozostaniemy przy "odrobinę bystrzy ludzie w nic nie wierzą", są dwie opcje. Albo użyty jest wielki kwantyfikator, albo zdanie jest puste. Twierdzi Pan, że napisał zdanie bezsensowne, które niczemu nie służy, niczego nie przybliża, jest po prostu stwierdzeniem: "bywa i tak i tak". Nie określa Pan nawet relacji pomiędzy tymi bystrymi, co wierzą, a tymi nie wierzącymi. Czy Pan twierdzi, że zrobił coś takiego? > Gdy zechciał Pan przeczytać mój post to by Pan wiedział: "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji"A gdyby Pan zechciał przeczytać mój komentarz, zrozumiałby Pan, że to nie jest odpowiedź na moje pytanie. Przekonanie nie jest tożsame z pewnością. To, że jest Pan przekonany, nie oznacza, że Pan wie. > No cóż ja na to mogę, że tyle tylko Pan zrozumiał.Panie szanowny. Prosiłbym, żeby Pan nie odwracał kota ogonem, tylko ustosunkował się Pan do tego, co tutaj piszemy. Najpierw pisze Pan, że "myślący nie wierzą", potem Pan mówi, że wcale nie to miał na myśli, tylko mówił Pan, że "nieokreślona część myślących nie wierzy, bo Pan nie wie ilu ich jest", a w linku, który Pan załącza, twierdzi Pan, że nie ma możliwości funkcjonowania, bez brania różnych rzeczy "na wiarę". Tym sposobem dochodzi do sytuacji, w której naraz twierdzi Pan trzy różne rzeczy i podpisuje się pod trzema, wykluczającymi się wzajemnie tezami. > Ludzie - jak chociaż widać na naszym przypadku - mają przeróżne tendencje, a dalszego wywodu nie rozumiem.> Coś Pan kręci.Już tłumaczę. Uznałem, że musi Pan w różnych sytuacjach posługiwać się różnymi znaczeniami słowa "wiara", w tym takimi, które są sprzeczne z utartą, czy formalnie uznaną definicją słowa "wiara". > Używam słów zgodnie ze słownikami, ale nikt nigdzie nie ustanowił takiego przymusu i zawsze, gdy się to wyjaśni można używać terminów według własnych definicji.Nie wydaje mi się możliwe, aby można było wypowiedzieć naraz trzy sprzeczne ze sobą zdania używając tej samej definicji tematu, którego dotyczą. > Znowu, to Pańskie zdanie.Rozumiem, że wolałby Pan, aby to było Pańskie zdanie, ale tak się niestety nie da. > Nad definicją oraz rozumieniem i znaczeniem wiary zastanawiałem w całym wątku, temu problemowi poświęconym, ale rozumiem, że dla Pana on nic ciekawego do dyskusji nie wnosi.Czyli zastanawia się Pan nad definicją wiary, która jest nam z góry narzucona? Po to mamy słowniki j. polskiego, aby się nie musieć zastanawiać nad tym co oznaczają konkretne słowa. Poza tym w twierdzeniu, które Pan na początku rzucił, jakoby "bystrzy ludzie nie wierzyli w nic" nie ma miejsca na zastanowienia. Pan tu nie rozważa implikacji wiary i niewiary, a po prostu stwierdza Pan, że "tacy i tacy ludzie nie wierzą". > Przecież w tym linku: www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642687 wyjaśniłem swoje stwierdzenie.No więc zobaczmy co Pan tam twierdzi. Pozwolę sobie umieścić konkretny cytat z Pana: "W nauce dogmaty są nie możliwe, gdyż niczego nie przyjmuje się "na wiarę" wszystko (już z założenia) poddawane jest krytycznej weryfikacji." A tutaj cytat z innej Pana wypowiedzi ( www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,641034#w641351): "Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę"." No to jak w końcu jest? Przyjmujemy w nauce rzeczy "na wiarę", czy nie przyjmujemy? I od razu Panu odpowiem - przyjmujemy. W przeciwnym razie KAŻDY naukowiec musiałby powtarzać KAŻDY eksperyment i KAŻDE badanie, jakie do tej pory zostały wykonane. Nawet gdyby eksperyment prof. X był replikowany przez prof. Y i prof. Z, to cała reszta alfabetowych profesorów bierze wyniki badań wyżej wymienionych prof. "na wiarę", gdyż sami tych replikacji nie przeprowadzali. > W odróżnieniu od teologii, w nauce nie ma takiego stwierdzenia, któremu nie mogłyby zaprzeczyć fakty empiryczne.To, czy teorie są falsyfikowalne, czy nie, to już jest zupełnie inny temat. Tu nie chodzi o to, czy można skonstruować takie badanie, ale o to, że aby każdy naukowiec wiedział, że jest prawdziwa, musiałby sam przeprowadzić badanie. Inaczej czyta artykuł i przyjmuje NA WIARĘ, że opisano w nim prawdę. > Ani tak nie uważam, ani tak nie pisałem. Pewność daje tylko wiara.No i już do końca nie wiadomo o co Panu chodzi. Albo jest Pan zgrywusem, albo szaleńcem. Dla pewności napiszę jednak, że wiara jej nie daje. Pewność daje samodzielne wykonanie eksperymentu, który dowodzi danej teorii. > Czego nie wiem?Tego, co do czego jest Pan w mniejszym bądź większym stopniu przekonany. > Pan wybaczy, ale za Pańskie skojarzenia, to ja zupełnie nie odpowiadam. Wiem, że Panu wolno było użyć takiego retorycznego sformułowana, ale mnie na temat bystrości już nie.A czyż ja twierdziłem, że Andrzeje Bogusławscy jeżdżą po bandzie, czy tylko ten jeden, którego jazdę naocznie zaobserwowałem?  > Dalece nikt z nas wszystkiego nie wie, ale warto starać się zrozumieć wypowiedź przed podjęciem polemiki. Nie wmawiać interlokutorom poglądów, których nie posiadają, gdyż wtedy to dyskutujemy sami ze sobą.Panie Andrzeju. Powyżej zamieściłem konkretne z Pana cytaty, które - choć dotyczą tego samego zagadnienia, są ze sobą całkowicie sprzeczne. Jak Pan to wytłumaczy?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Tak, zgadzam się tu z Panem: Panie szanowny. Prosiłbym, żeby Pan nie odwracał kota ogonem, tylko ustosunkował się Pan do tego, co tutaj piszemy.> Czyli zakłada Pan, że "odrobinę bystry człowiek" nigdy nie działa w oparciu o wiarę. Nie użyłem wielkiego kwantyfikatora - "nigdy", gdyż i tak do końca nie wiemy kogo do bystrych ludzi można zaliczyć, a kogo nie> W stwierdzeniu "mądry człowiek nie popełnia takich błędów",A skąd Pan wziął to stwierdzenie? > Twierdzi Pan, że napisał zdanie bezsensowne,Rzeczywiście tak twierdzę. Jakbym mógł twierdzić, iż piszę sensownie? Gdy zechciał Pan przeczytać mój post to by Pan wiedział: "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji"> A gdyby Pan zechciał przeczytać mój komentarz, zrozumiałby Pan, że to nie jest odpowiedź na moje pytanie.Widocznie - w przeciwieństwie do Pana - mam ciężkie zrozumienie. Uważam, że to jest moja odpowiedź. > Przekonanie nie jest tożsame z pewnością.Nigdy i nigdzie tego nie twierdziłem. > To, że jest Pan przekonany, nie oznacza, że Pan wie.Nie to oznacza, iż to Pan wie. No cóż ja na to mogę, że tyle tylko Pan zrozumiał.> Panie szanowny. Prosiłbym, żeby Pan nie odwracał kota ogonem, tylko ustosunkował się Pan do tego, co tutaj piszemy.Mam odwrotne wrażenie. > Najpierw pisze Pan, że "myślący nie wierzą", potem Pan mówi, że wcale nie to miał na myśli, tylko mówił Pan, że "nieokreślona część myślących nie wierzy, bo Pan nie wie ilu ich jest", a w linku, który Pan załącza, twierdzi Pan, że nie ma możliwości funkcjonowania, bez brania różnych rzeczy "na wiarę".> Tym sposobem dochodzi do sytuacji, w której naraz twierdzi Pan trzy różne rzeczy i podpisuje się pod trzema, wykluczającymi się wzajemnie tezami.Wiem co napisałem i jak to uargumentowałem. Jak zawsze starałem się o maksymalną komunikatywność, ale nigdy nie jest tak aby wszyscy zrozumieli, a już na pewno nie rozumieją ci którzy zrozumieć nie chcą. Nie ponoszę odpowiedzialności za to co Pan sobie z moich wypowiedzi wyjmuje, przekręca i interpretuje. Każdy z nas ma tu wolność wypowiedzi. Ludzie - jak chociaż widać na naszym przypadku - mają przeróżne tendencje, a dalszego wywodu nie rozumiem. Coś Pan kręci.> Już tłumaczę. Uznałem, że musi Pan w różnych sytuacjach posługiwać się różnymi znaczeniami słowa "wiara", w tym takimi, które są sprzeczne z utartą, czy formalnie uznaną definicją słowa "wiara".A co wynika z tego posta: język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto"Używam słów zgodnie ze słownikami, ale nikt nigdzie nie ustanowił takiego przymusu i zawsze, gdy się to wyjaśni można używać terminów według własnych definicji.> Nie wydaje mi się możliwe, aby można było wypowiedzieć naraz trzy sprzeczne ze sobą zdania używając tej samej definicji tematu, którego dotyczą.No to niech Pan tego nie czyni, a moich sprzeczności - jak na razie - nigdzie Pan nie wykazał. CDN @@@ .
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | spellbinder (8577 punktów) | > >W stwierdzeniu "mądry człowiek nie popełnia takich błędów",> A skąd Pan wziął to stwierdzenie?Parafraza. > Rzeczywiście tak twierdzę. Jakbym mógł twierdzić, iż piszę sensownie?Żarty żartami. Napisał Pan, że w zdaniu: "odrobinę bystry człowiek w nic nie wierzy" nie zastosował Pan wielkiego kwantyfikatora. Więc oznacza to, że sens tego co Pan napisał jest taki: "są tacy odrobinę bystrzy ludzie, którzy nie wierzą, ale i są tacy odrobinę bystrzy ludzie, którzy wierzą". Więc bystrość, wedle tego rozumowania, nie ma nic wspólnego z wierzeniem i niewierzeniem. Proszę w takim razie powiedzieć, bez żartów i bez odwracania kota ogonem. Czy Pańskie zdanie, do którego z resztą od pierwszego postu się odnosiłem, o brzmieniu: "odrobinę bystry człowiek w nic nie wierzy" ma sens? Po co je było pisać, skoro nic nie oznacza? > Widocznie - w przeciwieństwie do Pana - mam ciężkie zrozumienie. Uważam, że to jest moja odpowiedź.To gdyby Pan mógł się odnieść do mojego wyjaśnienia dlaczego to według mnie nie jest odpowiedź na pytanie, może bym zrozumiał gdzie popełniam błąd? > Nigdy i nigdzie tego nie twierdziłem.A ja nie twierdziłem, że Pan tak twierdzi. > Nie to oznacza, iż to Pan wie.Nigdy nie mówiłem, że wiem to, czego Pan nie wie, a w co Pan wierzy. > Wiem co napisałem i jak to uargumentowałem. Jak zawsze starałem się o maksymalną komunikatywnośćNo cóż. Wychodzi na to, że nie, co widać po Pańskich własnych deklaracjach. Pisze Pan na przykład: "Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto"." Tu wyżej, w tym wątku, napisał Pan: "odrobinę bystry człowiek nie przyjmuje niczego na wiarę", a z cytowanego tekstu wyjęte: "że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę"". Tak więc albo sam siebie określa Pan mianem mniej niż bystrego człowieka, albo używa Pan dwóch różnych znaczeń słowa "wiara", przy czym tylko jedno z nich jest prawdziwym znaczeniem, a drugie jest (prawdę mówiąc) diabli wiedzą czym. To nie jest dbanie o maksymalną komunikatywność. > Nie ponoszę odpowiedzialności za to co Pan sobie z moich wypowiedzi wyjmuje, przekręca i interpretuje.Panie drogi! Toż Pan sam napisał, że "odrobinę bystry człowiek nie przyjmuje niczego na wiarę" i że "większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". To nie są zdania wyrwane z kontekstu. > A co wynika z tego posta:> język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto"Musiałby Pan udowodnić, że poszczególne słowa mają różne znaczenie w zależności od tego jaki rodzaj dyskusji prowadzimy. Niestety jest tak, że zarówno w filozofii, jak i w mowie potocznej, słowo "wiara" oznacza to samo - tak długo, jak długo używamy w obydwu wypadkach języka polskiego. > Używam słów zgodnie ze słownikami, ale nikt nigdzie nie ustanowił takiego przymusu i zawsze, gdy się to wyjaśni można używać terminów według własnych definicji.[/color]Rozmowa w której używa się słów niezgodnie ze słownikami, a w której wprawdzie wyjaśnia się terminy według własnych definicji, ale w mowie, która nie jest zgodna ze słownikiem, jest pozbawiona jakiegokolwiek sensu. > No to niech Pan tego nie czyni, a moich sprzeczności - jak na razie - nigdzie Pan nie wykazał.Wyraźnie zacytowałem Pańskie wypowiedzi, które są ze sobą sprzeczne.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . >Wyraźnie zacytowałem Pańskie wypowiedzi, które są ze sobą sprzeczne. No to niech Pan się cieszy. Według mnie - od początku podjęcia polemiki ze mną wyraźnie próbował dokonywać mataczenia moimi wypowiedziami i to Panu ewidentnie wykazałem. Czyni Pan tak nadal, a mnie już wyjaśnienie Pańskich krętactw moimi wypowiedziami przestało bawić.
@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | spellbinder (8577 punktów) | >. >>Wyraźnie zacytowałem Pańskie wypowiedzi, które są ze sobą sprzeczne. >No to niech Pan się cieszy. Według mnie - od początku podjęcia polemiki ze mną wyraźnie próbował dokonywać mataczenia moimi wypowiedziami i to Panu ewidentnie wykazałem. Czyni Pan tak nadal, a mnie już wyjaśnienie Pańskich krętactw moimi wypowiedziami przestało bawić.
Niczego Pan niestety nie wykazał. Stosowanie parafrazy jako forma cytowania jest w pełni dopuszczalne. Po drugie - w większości przypadków cytowałem Pana wprost, dosłownie.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . No to niech Pan się cieszy. Według mnie - od początku podjęcia polemiki ze mną wyraźnie próbował dokonywać mataczenia moimi wypowiedziami i to Panu ewidentnie wykazałem. Czyni Pan tak nadal, a mnie już wyjaśnienie Pańskich krętactw moimi wypowiedziami przestało bawić.> Niczego Pan niestety nie wykazał.Zostaniemy tu przy własnych ocenach. > Stosowanie parafrazy jako forma cytowania jest w pełni dopuszczalne.Tak, ale znowu Pan manipuluje: Parafraza - swobodna przeróbka tekstu lub tłumaczenia, która rozwija lub modyfikuje treść oryginału, zachowując jednak jego zasadniczy sens. Parafraza jest czytelna tylko wtedy, gdy odwołuje się do dzieła powszechnie znanego. Gdy dokonujemy parafrazy, wówczas nie stosujemy cudzysłowu. I wcale nie o stosowanie dopuszczalnej parafrazy mi chodziło, tylko o różne manipulacje, których Pan dokonywał. > Po drugie - w większości przypadków cytowałem Pana wprost, dosłownie.Tak, czasem dokonywał Pan także dosłownych "wyimków", gdyż trudno to cytatami nazwać tam, gdzie to nie przeszkadzało w Pańskich manipulacjach moimi wypowiedziami pod założone przez Pana tezy. _____________ Pan Max Golonko we wprowadzeniu: W dobie obecnej ludzie choć odrobinę bystrzy oczywiście wierzą w nią, a dyskutuje się o szczegółach. Nie "czy" tylko "jak"Bogusławski używa retorycznie zwrotu pana Maxa: Moim zdaniem - "odrobinę bystrzy ludzie" w nic nie wierzą.Dalej go jakoś tam argumentując. Pan zaś mojej argumentacji bezpośrednio nie podważa, tylko najpierw pisze, to "co Pan myśli, iż ja myślę", a następnie z tym polemizuje. Pan Spellbinder: Pojechał Pan po bandzie, Panie Andrzeju. Nie można wiedzieć wszystkiego, ani nie ma sensu starać się wszystkiego dowiedzieć. Czasem lepiej jest uwierzyć na słowo swojej kobiecie, że zamknęła drzwi, niż wracać 200km i dowiedzieć się, czy faktycznie to zrobiła. Mówi Pan, że "odrobinę bystrzy ludzie" w nic nie wierzą.
Czyli zakłada Pan, że "odrobinę bystry człowiek" nigdy nie działa w oparciu o wiarę. Niechże mi więc Pan łaskawie wyjaśni, skąd czerpie Pan wiedzę na temat trzeźwości kierowców, których Pan mija na ulicy. Skąd czepie Pan wiedzę na temat tego kim będą ci kierowcy, których Pan będzie mijać w drodze do sklepu.
Prawdopodobieństwo, że Pan zginie w drodze po bułki jest niewielkie, ale dalej nie ma tu wiedzy. Jest wiara, że nic się nie stanie.
Więc w oczywisty sposób sam Pan przeczy swojemu twierdzeniu, jakoby "odrobinę bystrzy ludzie w nic nie wierzyli".
Ludzie mają tendencję do przekręcania znaczenia słów, które wszakże, niezależnie od poziomu ich zrozumienia, są ustalone. Itd. itp. wygibasy. _________________ > To niechże Pan obali tę logikę, albo się z nią zgodzi.Jak widać z całej naszej rozmowy moje argumenty zupełnie do Pana nie docierają, a więc udowodnienie Panu czegokolwiek jest niemożliwym. Czy Pańską logikę podważyłem to ocenę pozostawiam innym czytelnikom. > ze SJP: matacz - osoba postępująca nieuczciwie, używająca wybiegów i kłamstwNigdy nie używam słów, których znaczenia nie rozumiem. Wiem co znaczy mataczenie i dlatego tego słowa użyłem. Wielu czytelników Pan przekonał, a nawet niektórym tu radochę sprawił, że Bogusławskiemu Pan tak pięknie dowala, ale mnie ani Pan tu nie przekonał, ani nie widzę sensu dalszej takiej rozmowy. Niech Pan pozostanie przy własnym wrażeniu odniesienia sukcesu. PS. Przed chwilą obejrzałem "Kawę na ławę" i wysłuchałem ich dyskusji przy użyciu "poważnych merytorycznych argumentów". Ani ich poziom wiedzy, ani szacunek dla wypowiedzi antagonistów, ani sposób przedstawiania argumentacji jakoś mnie nie przekonywują. Sofistyczne chwyty pod własną publiczkę może przynoszą jej zachwyt, ale dla innych są jakoś mało smaczne i w poważniejszych rozmowach nie do akceptacji.@@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | spellbinder (8577 punktów) | >Jak widać z całej naszej rozmowy moje argumenty zupełnie do Pana nie docierają, a więc >udowodnienie Panu czegokolwiek jest niemożliwym. Czy Pańską logikę podważyłem to ocenę >pozostawiam innym czytelnikom.
Pytanie tylko - gdzie? Może Pan wskazać konkretne zdanie, w którym Pan to podważa?
>Nigdy nie używam słów, których znaczenia nie rozumiem. Wiem co znaczy mataczenie i dlatego tego >słowa użyłem.
I zamiast odpowiedzieć na pytanie zadane przeze mnie, pisze Pan o tym, że nie używa słów, których nie rozumie.
A umie Pan pokazać w którym miejscu mataczę?
>Wielu czytelników Pan przekonał, a nawet niektórym tu radochę sprawił, że Bogusławskiemu Pan >tak pięknie dowala, ale mnie ani Pan tu nie przekonał, ani nie widzę sensu dalszej takiej >rozmowy. Niech Pan pozostanie przy własnym wrażeniu odniesienia sukcesu.
Skąd ten wywód? Proszę zobaczyć - mamy tutaj naoczny dowód na to, że Pan jednak wierzy w różne rzeczy:D
Wysnuł Pan wniosek, że osoby plusują mnie, gdyż cieszy ich fakt dowalania Bogusławskiemu. W rzeczywistości, drogi Panie, przynajmniej jedna z tych osób plusuje mnie, gdyż zgadza się z moimi poglądami.
Po drugie - nigdzie nie pisałem, że odnoszę jakiś sukces w dyskusji z Panem. To Pan sobie to, przepraszam za określenie, ubzdurał.
>PS. Przed chwilą obejrzałem "Kawę na ławę" i wysłuchałem ich dyskusji przy użyciu "poważnych >merytorycznych argumentów". Ani ich poziom wiedzy, ani szacunek dla
Że też nie szkoda Panu czasu na oglądanie telewizji, jeśli dyskusja w niej prowadzona nie spełnia Pana standardów. Czegóż ma dowodzić ten wywód?
>wypowiedzi antagonistów, >ani sposób przedstawiania argumentacji jakoś mnie nie przekonywują. >Sofistyczne chwyty pod >własną publiczkę może przynoszą jej zachwyt, ale dla innych są jakoś >mało smaczne i w >poważniejszych rozmowach nie do akceptacji.
Sofistyczne chwyty? Panie Szanowny. To Pan nazywa mnie wprost mataczem, ale nie chce Pan wykazać w którym miejscu mataczę.
Kiedy podaję konkretne przykłady zdań, które Pan napisał, a które pozostają w sprzeczności ze sobą. Pisze Pan raz:
"W nauce dogmaty są nie możliwe, gdyż niczego nie przyjmuje się "na wiarę" wszystko (już z założenia) poddawane jest krytycznej weryfikacji."
Aby napisać innym razem:
"Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę"."
To nie są pocięte zdania. To są opinie, które nie zostały wyrwane z kontekstu. Więc albo jest tak, że używa Pan sformułowania "na wiarę" niezgodnie z jego znaczeniem (czemu przeczy Pan post wyżej uważając, że nigdy nie używa Pan słów, których znaczenia Pan nie zna), albo twierdzi Pan naraz dwie różne rzeczy.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Marcin Trollosiewicz (1120 punktów) | >Pytanie tylko - gdzie? Może Pan wskazać konkretne zdanie, w którym Pan to podważa?
>A umie Pan pokazać w którym miejscu mataczę?
Myślę, że na te pytania nie dostaniesz odpowiedzi, ponieważ Pan Andrzej zwyczajnie nie potrafi tego zrobić.
>W rzeczywistości, drogi Panie, przynajmniej jedna z tych osób plusuje mnie, gdyż zgadza się z moimi poglądami.
Ja się zgadzam, nic dodać nic ująć.
Jaskinia Trolli team
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Jak widać z całej naszej rozmowy moje argumenty zupełnie do Pana nie docierają, a więc udowodnienie Panu czegokolwiek jest niemożliwym. Czy Pańską logikę podważyłem to ocenę pozostawiam innym czytelnikom.> Pytanie tylko - gdzie? Może Pan wskazać konkretne zdanie, w którym Pan to podważa?Wielokrotnie wskazywałem, a czy trafnie, to jak już napisałem ocenę pozostawiam naszym czytelnikom. > A umie Pan pokazać w którym miejscu mataczę?www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,665112#w665821www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,665112#w665842www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,665112#w665848www.racjon(*)m.php/s,665112/z,0/d,4#w665903Na tyle na ile umiałem na tyle to pokazałem. Jeżeli nic z tego do Pana dotychczas nie dotarło, to nie dotrze i dalej. Miałbym grać z Panem w coraz bardziej zacietrzewiony ping-pong? Przecież to mało zabawne. > ze SJP: matacz - osoba postępująca nieuczciwie, używająca wybiegów i kłamstwNigdy nie używam słów, których znaczenia nie rozumiem. Wiem co znaczy mataczenie i dlatego tego słowa użyłem.> I zamiast odpowiedzieć na pytanie zadane przeze mnie, pisze Pan o tym, że nie używa słów, których nie rozumie.A po co? Żeby następną moją wypowiedź Pan zamataczył? Przecież - nawet ci mniej inteligentni - mogą zauważyć Pański sposób rozmowy ze mną i niektórym ten sposób nawet bardzo się podoba. Wielu czytelników Pan przekonał, a nawet niektórym tu radochę sprawił, że Bogusławskiemu Pan tak pięknie dowala, ale mnie ani Pan tu nie przekonał, ani nie widzę sensu dalszej takiej rozmowy. Niech Pan pozostanie przy własnym wrażeniu odniesienia sukcesu.> W rzeczywistości, drogi Panie, przynajmniej jedna z tych osób plusuje mnie, gdyż zgadza się z moimi poglądami.Cóż mam dodać? Gratuluję! Każdy z nas ma jakieś wsparcie i przez jednych jest lepiej zrozumianym, a przez innych gorzej. > Sofistyczne chwyty? Panie Szanowny. To Pan nazywa mnie wprost mataczem, ale nie chce Pan wykazać w którym miejscu mataczę. Myślę, że na te pytania nie dostaniesz odpowiedzi, ponieważ Pan Andrzej zwyczajnie nie potrafi tego zrobić.Jest jeszcze gorzej - nie tylko nie potrafię Panom niczego wykazać, ale zupełnie nie chce mi się tego robić. > To nie są pocięte zdania. To są opinie, które nie zostały wyrwane z kontekstu. Więc albo jest tak, że używa Pan sformułowania "na wiarę" niezgodnie z jego znaczeniem (czemu przeczy Pan post wyżej uważając, że nigdy nie używa Pan słów, których znaczenia Pan nie zna), albo twierdzi Pan naraz dwie różne rzeczy.No i cóż mogę tu dodać. Nie widzę możliwości merytorycznej rozmowy z Panem, a taka pyskówka mało mnie bawi. Każdy z nas odpowiada za zamieszczone tu teksty i każdy sam się kompromituje. Panu pozostawiam Pańską ocenę, a sam oddaję nasze wypowiedzi pod ocenę obiektywnych czytelników. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | spellbinder (8577 punktów) | >Na tyle na ile umiałem na tyle to pokazałem. Jeżeli nic z tego do Pana dotychczas nie dotarło, >to nie dotrze i dalej. Miałbym grać z Panem w coraz bardziej zacietrzewiony ping-pong? >Przecież to mało zabawne.
Pan sobie zdaje sprawę z tego, że linkuje do swoich wypowiedzi, a nie do moich wypowiedzi?
W każdej z poprzednich wypowiedzi pisałem dokładny z Pana cytat, a żeby w kółko nie powtarzać słowo w słowo, pozwalałem sobie na luźną parafrazę. Jednak w każdym z tych wypadków odnosiłem się do zdania początkowego - napisanego przez Pana.
>A po co? Żeby następną moją wypowiedź Pan zamataczył?
Nie rozumiem więc po co Pan w ogóle odpowiada, skoro wierzy Pan w to, że zmataczę kolejną Pana wypowiedź.
>Przecież - nawet ci mniej inteligentni - mogą zauważyć Pański sposób rozmowy ze mną i >niektórym ten sposób nawet bardzo się podoba.
Jakiż to jest sposób rozmowy? Odnoszę się do Pana z kulturą, pytam o Pańskie opinie, nie biorę za pewnik, że dokładnie odczytałem Pańskie słowa i pytam, aby na pewno Pana zrozumieć.
>Wielu czytelników Pan przekonał, a nawet niektórym tu radochę sprawił, że Bogusławskiemu Pan >tak pięknie dowala, ale mnie ani Pan tu nie przekonał, ani nie widzę sensu dalszej takiej >rozmowy. Niech Pan pozostanie przy własnym wrażeniu odniesienia sukcesu.
Dlaczego usilnie próbuje mi Pan wmówić, że mam wrażenie odniesienia sukcesu? Ja, wręcz przeciwnie, ponoszę porażkę, bo nijak się z Panem nie mogę dogadać, a celem dyskusji jest komunikacja.
>Cóż mam dodać? Gratuluję!
A czego? Pan uważa, że fakt, iż ktoś się zgadza z jakimś naszym poglądem jest powodem do zbierania gratulacji?
Napisałem o tym, aby pokazać, że Pańskie założenia były nietrafione. Napisał Pan bowiem, że ludzie plusują moje wypowiedzi, bo myślą, że Panu dowaliłem. W rzeczywistości przynajmniej część z nich plusuje moje wypowiedzi, gdyż się z nimi zgadza.
>Jest jeszcze gorzej - nie tylko nie potrafię Panom niczego wykazać, ale zupełnie nie chce mi >się tego robić.
A jednak chce się Panu pisać, że nie chce się Panu niczego wykazywać. Po co te przepychanki słowne?
>No i cóż mogę tu dodać. Nie widzę możliwości merytorycznej rozmowy z Panem, a taka pyskówka >mało mnie bawi.
A jednak po raz kolejny zamiast odnieść się do wypowiedzi, prowokuje Pan kolejne nieporozumienia (żeby nie powiedzieć - pyskówki).
>Każdy z nas odpowiada za zamieszczone tu teksty i każdy sam się kompromituje.
Także i Pan.
>Panu pozostawiam Pańską ocenę, a sam oddaję nasze wypowiedzi pod ocenę obiektywnych >czytelników.
Których sam Pan wybiera. Bo jak się okazuje twierdzi Pan, że jak ja otrzymuję plusy, to dlatego, że dają je czytelnicy spragnieni porażki Bogusławskiego.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Na tyle na ile umiałem na tyle to pokazałem. Jeżeli nic z tego do Pana dotychczas nie dotarło, to nie dotrze i dalej. Miałbym grać z Panem w coraz bardziej zacietrzewiony ping-pong? Przecież to mało zabawne.> Pan sobie zdaje sprawę z tego, że linkuje do swoich wypowiedzi, a nie do moich wypowiedzi?Tak. Z wielu rzeczy zdaję sobie sprawę, ale co to tu - w rozmowie z Panem - daje? > Pytanie tylko - gdzie? Może Pan wskazać konkretne zdanie, w którym Pan to podważa?Wielokrotnie wskazywałem, a czy trafnie, to jak już napisałem ocenę pozostawiam naszym czytelnikom.> A umie Pan pokazać w którym miejscu mataczę?(...) Na tyle na ile umiałem na tyle to pokazałem. Każdy z nas odpowiada za zamieszczone tu teksty i każdy sam się kompromituje.> Także i Pan.Przecież to chyba jasne. Jak każdy, to każdy. Panu pozostawiam Pańską ocenę, a sam oddaję nasze wypowiedzi pod ocenę obiektywnych czytelników.> Których sam Pan wybiera.Wydawało mi się, iż to otwarte forum i każdy może czytać wszystko? No i cóż mogę tu jeszcze dodać. Nie widzę możliwości merytorycznej rozmowy z Panem, a taka pyskówka mało mnie bawi.@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | spellbinder (8577 punktów) | >Tak. Z wielu rzeczy zdaję sobie sprawę, ale co to tu - w rozmowie z Panem - daje?
W odpowiedzi na moje pytanie o to gdzie mataczę, wrzuca Pan linka do swojej wypowiedzi, a teraz odpowiadając na kolejne pytanie, wrzuca Pan linka do jakiejś strony, która z dyskusją nie ma nic wspólnego. O co chodzi?
>(...) Na tyle na ile umiałem na tyle to pokazałem.
Więc nigdzie.
>Przecież to chyba jasne. Jak każdy, to każdy.
Z Panem to się lepiej upewnić, bo jeszcze Pan za chwilę powie, że wcale nie to miał na myśli, a ten wielki kwantyfikator to tak dla zgrywy.
>Wydawało mi się, iż to otwarte forum i każdy może czytać wszystko?
No to się Panu łaskawemu faktycznie wydawało. Każdy nie może czytać wszystkiego, gdyż jest tu pula użytkowników zablokowanych, którzy ze swojego IP wejść na stronę nie mogą.
Ale w moim komentarzu nie chodziło mi o to, czy ktoś może wejść i czytać, ale o sposób wybierania przez Pana komentarzy wartościowych.
Zdaje się, że dla Pana użytkownik obiektywny, to tylko taki, który się z Panem zgadza. Pisze Pan, że jeśli ktoś zgadza się ze mną, to niewątpliwie jest to osoba łasa na dowalanie Panu, a nie obiektywna.
>No i cóż mogę tu jeszcze dodać. Nie widzę możliwości merytorycznej rozmowy z Panem, a taka >pyskówka mało mnie bawi.
A jednak wciąż Pan się angażuje w te mało dla Pana zabawne tematy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Wydawało mi się, iż to otwarte forum i każdy może czytać wszystko?> No to się Panu łaskawemu faktycznie wydawało. Każdy nie może czytać wszystkiego, gdyż jest tu pula użytkowników zablokowanych, którzy ze swojego IP wejść na stronę nie mogą.www.racjonalista.pl/forum.php/s,666131#w666136> Zdaje się, że dla Pana użytkownik obiektywny, to tylko taki, który się z Panem zgadza. Pisze Pan, że jeśli ktoś zgadza się ze mną, to niewątpliwie jest to osoba łasa na dowalanie Panu, a nie obiektywna.www.racjonalista.pl/forum.php/s,666131 Zapomniałeś dodać, że każdy się sam kompromituje.@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | spellbinder (8577 punktów) | I jak Pan sądzi, co miałem na myśli pisząc ten komentarz?
A przede wszystkim co Pan ma na myśli, bo po dwóch linkach nijak nie potrafię tego dojść.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 3 | maceox (6766 punktów) | > Żarty żartami. Napisał Pan, że w zdaniu: "odrobinę bystry człowiek w nic nie wierzy" nie zastosował Pan wielkiego kwantyfikatora.> Więc oznacza to, że sens tego co Pan napisał jest taki: "są tacy odrobinę bystrzy ludzie, którzy nie wierzą, ale i są tacy odrobinę bystrzy ludzie, którzy wierzą". Więc bystrość, wedle tego rozumowania, nie ma nic wspólnego z wierzeniem i niewierzeniem.Widać Spell, że sporo przegadałeś z Chętnie Racjonalistką, a z jakim się wdajesz takim się stajesz... Jak dla mnie to trochę szkoda Waszej inteligencji na tego rodzaju rozumowania, ale to Wasz problem. > "Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto"."> Tu wyżej, w tym wątku, napisał Pan:> "odrobinę bystry człowiek nie przyjmuje niczego na wiarę", a z cytowanego tekstu wyjęte:> "że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę"".> Tak więc albo sam siebie określa Pan mianem mniej niż bystrego człowieka, albo używa Pan dwóch różnych znaczeń słowa "wiara", przy czym tylko jedno z nich jest prawdziwym znaczeniem, a drugie jest (prawdę mówiąc) diabli wiedzą czym. To nie jest dbanie o maksymalną komunikatywność.Ciepło... tak blisko byłeś odkrycia sensu w słowach adwersarza, a dlaczego zupełnie nie wziąłeś pod uwagę tego: [...] używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".[...]w całym kontekście tego tekstu: www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,641034#w641351??? Tak dla Ciebie Spell - z szacunku dla Twojej inteligencji - i licząc na poprawę Twojej postawy (ale również dla innych, być może nowicjuszy w temacie): 1. "Wierzę..." - osoba tak twierdząca nie ma wystarczających - lub wręcz żadnych - empirycznych przesłanek do przyjęcia czegoś za prawdziwe, ale przyjmuje to za autorytetem jako niepodważalny dogmat - jest to przedmiot jej wiary. Wiara jest elementem jej postawy życiowej sformowanej we wczesnym dzieciństwie. Nigdy wiary nie porzuci, gdyż stanowi ona element jej osobowości, a przedmot wiary będzie dla niej zawsze Jedyny Prawdziwy, nawet wówczas, gdyby nauka wprost już go dawno obaliła. Osoba ta ma w zakresie swej wiary całkowitą pewność i żadnych wątpliwości (lub też wątpliwości są odrzucane). W tym przypadku twierdzenie zaczynające się od słowa "wierzę.." opiera się właśnie na samej tylko wierze, czyli mamy do czynienia z fideizmem. 2. "Wierzę..." - osoba tak twierdząca używa tego zwrotu jako synonimu słowa "sądzę". Wobec jedynie fragmentarycznej wiedzy o otaczającej nas rzeczywistości jesteśmy w praktyce życia ciągle zmuszani do przyjmowania róznego rodzaju założeń, o których z góry zakładamy, że nie muszą się sprawdzić. Jednak gdy się nie sprawdzą, wcale nie tkwimy dalej z uporem maniaka w swym poprzednim założeniu, lecz w związku z korektą wiedzy korygujemy również poprzedni osąd sytuacji. Mówimy w tym przypadku "wierzę...", nie dlatego, że przyjmujemy coś za niepodważalny dogmat, a wręcz przeciwnie, jedynie dlatego, że choć całoksztalt dostępnych nam poszlak zdaje się potwierdzać nasze zalożenie, to mamy świadomość, że nie wiemy wszystkiego i możemy się mylić. Taka postawa nie opiera się na samej tylko wierze i nie mamy tu do czynienia z fideizmem, gdyż pomimo użycia potocznie słowa "wierzę..." tak naprawdę nasz osąd wyniknął z przyjęcia najbardziej prawdopodobnego wariantu po racjonalnej ocenie sytuacji, względnie z przyjęcia roboczego założenia. Przede wszystkim istnieje w tym przypadku możliwość weryfikacji w świecie naturalnym i po tej weryfikacji jesteśmy otwarci na zmianę poglądu. Taka postawa nie jest wiarą, nawet jeśli używamy czasownika "wierzyć" w pierwszej osobie, gdyż oznacza on tu tylko właśnie: "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji"To nauka tworzy zaledwie modele rzeczywistości i ze względu na sceptycyzm wpisany w jej metodologię nigdy nie jest w 100% pewna, gdyż jedynie zbliża się do prawdy (adekwatnego opisu świata) na podstawie doświadczenia, ale jakoś dziwnie sprawdza się w praktyce. Natomiast wiara (fideizm) to pewność absolutna, tyle że nie znajdująca poparcia w faktach. Tak więc, proszę Cie Spell, żebyś porzucił logikę chętnie-racjonalistkowo-elaspowską i zaprzągł swą w inteligencję do bardziej szczytnych celów, bo w sumie fajnie, że zdecydowałeś jednak znowu się tu na forum udzielać. Wierzę, że fajnie, ale zakładam tak tylko na podstawie niepełnej znajomości Twoich wpisów. Jako że nie jestem człowiekiem wierzącym muszisz mnie przekonać.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | spellbinder (8577 punktów) | > 2. "Wierzę..." - osoba tak twierdząca używa tego zwrotu jako synonimu słowa "sądzę".
To, że ktoś sądzi, wcale nie oznacza, że wie. Wręcz przeciwnie nawet - gdyby wiedział, powiedziałby "wiem", a nie "sądzę".
Sądzę jest w tym wypadku użyte w znaczeniu (ze słownika j. polskiego) "4. «żywić przekonanie, przypuszczać»". A więc znaczy to samo zasadniczo, co "wierzyć".
Wydaje mi się, że u Was występuje jakaś awersja do słowa "wierzę" i do wierzenia w ogóle. Wszystko, byle ktoś nie posądził Was o to, że wierzycie, bo wiara jest zła i nieracjonalna.
>Wobec jedynie fragmentarycznej wiedzy o otaczającej nas rzeczywistości jesteśmy w praktyce życia ciągle zmuszani do przyjmowania róznego rodzaju założeń, o których z góry zakładamy, że nie muszą się sprawdzić.
Albo zakładamy, mimo tak samo fragmentarycznej wiedzy, że się sprawdzić muszą.
A w Tym zdaniu sam przyznajesz, że życie bez wierzenia w różne rzeczy jest niemożliwe, a więc zaprzeczasz zdaniu Pana Bogusławskiego, który pisał, że określona grupa ludzi żyje bez wierzenia.
>Jednak gdy się nie sprawdzą, wcale nie tkwimy dalej z uporem maniaka w swym poprzednim założeniu, lecz w związku z korektą wiedzy korygujemy również poprzedni osąd sytuacji.
Ale w definicji wiary nie ma wzmianki nawet o ślepym trzymaniu się wcześniejszych założeń.
Np. Człowiek ogląda prognozę pogody i wierzy, że tego dnia padać nie będzie. Jak zaczyna padać, co niejednokrotnie się zdarzyło, wcale nie stara się sobie udowodnić, że nie pada. Przez jakiś czas dnia WIERZYŁ, że padać nie będzie. To, że przestał w to wierzyć wcale nie oznacza, że nigdy w to nie wierzył.
>Mówimy w tym przypadku "wierzę...", nie dlatego, że przyjmujemy coś za niepodważalny dogmat, a wręcz przeciwnie, jedynie dlatego, że choć całoksztalt dostępnych nam poszlak zdaje się potwierdzać nasze zalożenie, to mamy świadomość, że nie wiemy wszystkiego i możemy się mylić.
Pokaż mi drogi maceoxie gdzie w definicji wierzenia jest przyjmowanie przedmiotu wiary za niepodważalny dogmat.
Całe nieporozumienie wynika z tego, że nie stosujecie się do obowiązującej definicji słów, tylko dodajecie do definicji swoje znaczenia i projekcje.
>Taka postawa nie opiera się na samej tylko wierze i nie mamy tu do czynienia z fideizmem
Fideizm to:
pogląd uznający prymat wiary i objawienia nad rozumem i twierdzeniami naukowymi
Wiara to:
przekonanie, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni
Gdzie tutaj w definicji wiary masz wzmiankę o uznawaniu prymatu wiary nad rozumem.
>gdyż pomimo użycia potocznie słowa "wierzę..." tak naprawdę nasz osąd wyniknął z przyjęcia najbardziej prawdopodobnego wariantu po racjonalnej ocenie sytuacji, względnie z przyjęcia roboczego założenia.
Co dalej jest wiarą a nie pewnością.
>Przede wszystkim istnieje w tym przypadku możliwość weryfikacji w świecie naturalnym i po tej weryfikacji jesteśmy otwarci na zmianę poglądu.
Może też być, że nawet po bezpośrednim doświadczeniu czegoś przeciwnego do własnych przekonań, człowiek przekonań nie zmienia.
Ale to i tak nie ma nic wspólnego z możliwością weryfikacji w świecie naturalnym danego twierdzenia. Wiara ustępuje wiedzy dopiero kiedy jej przedmiot się zweryfikuje, a nie wtedy, kiedy można go zweryfikować, ale się tego nie robi.
>Taka postawa nie jest wiarą, nawet jeśli używamy czasownika "wierzyć" w pierwszej osobie, gdyż oznacza on tu tylko właśnie:
Oficjalna definicja słowa "wiara" wskazuje, że to dalej wiarą jest. Jest to bowiem wciąż przekonanie o czymś, a nie zweryfikowanie tego.
>To nauka tworzy zaledwie modele rzeczywistości i ze względu na sceptycyzm wpisany w jej metodologię nigdy nie jest w 100% pewna
To oznacza tylko tyle, że wszystko w nauce oparte jest o wiarę. Sam piszesz, ze nawet w nauce, nawet przy idealnie skonstruowanych badaniach, istnieje ryzyko, że nie są prawdziwe.
>Natomiast wiara (fideizm) to pewność absolutna,
Fideizm to nie pewność absolutna, a wiara tym bardziej. W definicji wiary nie ma nawet słowa o pewności absolutnej.
>tyle że nie znajdująca poparcia w faktach.
Babka wierzy, że wróżbita dał jej amulet, który uchroni ją od wypadku samochodowego 12 stycznia 2014 roku. Wypadku nie było - wiara ma poparcie w faktach.
>Tak więc, proszę Cie Spell, żebyś porzucił logikę chętnie-racjonalistkowo-elaspowską
Jedyne nieporozumienie między nami wynika z faktu, że używasz błędnych definicji słowa wiara.
>Wierzę, że fajnie, ale zakładam tak tylko na podstawie niepełnej znajomości Twoich wpisów. Jako że nie jestem człowiekiem wierzącym muszisz mnie przekonać.
Można być człowiekiem niewierzącym (areligijnym) a jednocześnie wierzyć w różne dyrdymały.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Np. Człowiek ogląda prognozę pogody i wierzy, że tego dnia padać nie będzie.> ...> To oznacza tylko tyle, że wszystko w nauce oparte jest o wiarę.Popełniasz błąd ekwiwokacji i droczysz się bez sensu. Cytat: zanim użyjesz danego terminu w swojej wypowiedzi, zastanów się, czy w jej kontekście może on posiadać to znaczenie, w którym chcesz go użyć
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | Używam tego terminu w tych samych znaczeniach, jako wnioskowanie o rzeczywistości na podstawie niepełnych informacji, a więc przekonanie o tym, że coś test prawdziwe.
A jak uważasz, zgodnie ze słownikiem j. polskiego, w jakie są znaczenia słowa "wiara" w tych zdaniach?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > A jak uważasz, zgodnie ze słownikiem j. polskiego, w jakie są znaczenia słowa "wiara" w tych zdaniach?Choćbyś nie wiem jak kombinował to stwierdzenie, że "wszystko w nauce oparte jest o wiarę" jest zwykłą bzdurą, bo kontekst słowa "wiara" jednoznacznie wskazuje na pierwsze jego znaczenie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | Ech, kolejny co załącza nie wiadomo do czego konkretnie pijąc.
Chodzi o tę definicję:
"osoba tak twierdząca nie ma wystarczających - lub wręcz żadnych - empirycznych przesłanek do przyjęcia czegoś za prawdziwe, ale przyjmuje to za autorytetem jako niepodważalny dogmat - jest to przedmiot jej wiary."
Otóż tak się składa, że nie jest to definicja wiary. To jest "definicja wiary maceoxa", którą posługuje się maceox i może kilka innych osób, a może nawet bardzo wiele osób, ale nie ma przełożenia na prawdziwe znaczenie tego słowa umieszczone w słowniku j. polskiego.
W słownikowej definicji słowa nie umieszcza się procesów kształtujących osobowość, ani nawet dane pojęcie. Jest tam opisane znaczenie danego słowa, pojęcie jakie się pod nim kryje.
A jeśli używamy pojęć tak samo brzmiących, a jednocześnie posiadających inne znaczenie, to równie dobrze możemy mówić o tym samym i wcale tego nie zauważać.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | Nie mówiąc już o tym, że w Wikipedię zakradł się błąd. W przykładzie ekwiwokacji podano: "Żona mówi do męża, że dzieci nie mogą wchodzić do parku, na co on odpowiada, że - owszem - mogą. Ich spór ma charakter słowny w sytuacji, gdy żona ma na myśli ich własne dzieci, którym zabroniła wchodzenia do parku, a mąż dzieci w ogóle, które zgodnie z regulaminem parku mogą tam przebywać."
Słowo "dzieci" nie oznacza "dzieci pani Kowalskiej". To ze strony pani niewłaściwe użycie słowa "dzieci" a nie użycie go w innym znaczeniu. Słowo dzieci bowiem nie oznacza nigdzie "dzieci państwa x".
Poprawnym przykładem byłoby coś takiego:
Na barze jest napis "dzieciom alkoholu nie sprzedajemy". Matka dwóch dorosłych synów mówi im, że nie mogą kupić tam alkoholu. Barman miał na myśli "dzieci" jako osoby przed osiągnięciem dojrzałości, a matka rozumiała "dzieci" jako bycie czyimś synem/córką.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >To, że ktoś sądzi, wcale nie oznacza, że wie. Wręcz przeciwnie nawet - gdyby wiedział, powiedziałby "wiem", a nie "sądzę". Też tak sądzę. Tylko po kiego grzyba wprowadzasz kolejny czasownik - "wiedzieć"? Żeby jeszcze trudniej było się dogadać? >Sądzę jest w tym wypadku użyte w znaczeniu (ze słownika j. polskiego) "4. «żywić przekonanie, przypuszczać»". A więc znaczy to samo zasadniczo, co "wierzyć". Słownik języka polskiego to użyteczne narzędzie (choć zależy też, który dokładnie), ale ja sądziłem, że my jednak rozmawiamy o zjawiskach skonkretyzowanych dla naszych potrzeb znacznie dokładniej, niż w ogólnikowych i lapidarnych definicjach słownikowych. Przynajmniej ja się do takich zjawisk odnosiłem i je opisałem. >Wydaje mi się, że u Was występuje jakaś awersja do słowa "wierzę" i do wierzenia w ogóle. Opisałem w poprzednim poście dwa różne konteksty użycia słowa "wierzę" - które - odnoszą się do bardzo różnych, a jednocześnie bardzo powszechnych ludzkich postaw i jakoś nie czułem przy tym awersji do żadnego słowa, ale tu musisz mi już na słowo uwierzyć. >Wszystko, byle ktoś nie posądził Was o to, że wierzycie, bo wiara jest zła i nieracjonalna. Twoim zdaniem mamy awersję po to, żeby ktoś nas o coś nie posądził? >>Wobec jedynie fragmentarycznej wiedzy o otaczającej nas rzeczywistości jesteśmy w praktyce życia ciągle zmuszani do przyjmowania różnego rodzaju założeń, o których z góry zakładamy, że nie muszą się sprawdzić. >Albo zakładamy, mimo tak samo fragmentarycznej wiedzy, że się sprawdzić muszą. Ale jeżeli nie ma do tego jednoznacznych podstaw w posiadanej przez nas wiedzy, to chyba przyznasz, że to mało racjonalne jest? Ja taką postawę nazywam wiarą. A Ty? >A w Tym zdaniu sam przyznajesz, że życie bez wierzenia w różne rzeczy jest niemożliwe, a więc zaprzeczasz zdaniu Pana Bogusławskiego, który pisał, że określona grupa ludzi żyje bez wierzenia. Nigdzie, w żadnym zdaniu nie przyznałem, że "życie bez wierzenia w różne rzeczy jest niemożliwe". Wydawało mi się tylko, że zarówno Pan Bogusławski, jak i ja pisaliśmy o różnych rozumieniach słowa "wierzę ...".
>>Jednak gdy się nie sprawdzą, wcale nie tkwimy dalej z uporem maniaka w swym poprzednim założeniu, lecz w związku z korektą wiedzy korygujemy również poprzedni osąd sytuacji. >Ale w definicji wiary nie ma wzmianki nawet o ślepym trzymaniu się wcześniejszych założeń. To zależy od definicji. A jak w takim razie nazwiesz taką asceptyczną postawę?
>Np. Człowiek ogląda prognozę pogody i wierzy, że tego dnia padać nie będzie. >Jak zaczyna padać, co niejednokrotnie się zdarzyło, wcale nie stara się sobie udowodnić, że nie >pada. Przez jakiś czas dnia WIERZYŁ, że padać nie będzie. To, że przestał w to wierzyć wcale nie >oznacza, że nigdy w to nie wierzył. Kurde, Spell, z całym szacunkiem, ale zaczynasz nawijać jak katarynka w kółko to samo. Szkoda, że i ja i Pan Bogusławski też już o tym pisaliśmy. Tak - może powiedzieć "wierzę, że nie będzie padało", a potem jednak będzie padało i on zmieni zdanie. Co to ma mieć wspólnego z psychologiczno-społecznym zjawiskiem polegającym na trwałym i uporczywym przyjmowaniu za prawdziwe twierdzeń nieuzasadnionych empirycznie poprzez oparcie się na niedostatecznie sprawdzonych opiniach autorytetów lub na własnych bezpodstawnych wyobrażeniach? Zdecydowana większość racjonalistów nazywa to wiarą. I to właśnie jest ta wiara - bardzo zresztą w społeczeństwie (zwłaszcza naszym) powszechna - której sprzeciwia się racjonalizm i - przynajmniej z początkowego założenia - nasz portal. Ty to chcesz koniecznie nazywać inaczej, to nazwij - znajdź na to słowo w słowniku języka polskiego. Dla mnie istotne jest zjawisko, a mniejsza z nazewnictwem. A ty ciągle o tym, że ktoś wierzy, że deszcz spadnie, a potem jednak zmienia zdanie jak nie spadnie. O czym chcesz rozmawiać? Za słówka Bogusławskiego albo mnie chwytać?
>>Mówimy w tym przypadku "wierzę...", nie dlatego, że przyjmujemy coś za niepodważalny dogmat, a wręcz przeciwnie, jedynie dlatego, że choć całokształt dostępnych nam poszlak zdaje się potwierdzać nasze założenie, to mamy świadomość, że nie wiemy wszystkiego i możemy się mylić.
>Pokaż mi drogi maceoxie gdzie w definicji wierzenia jest przyjmowanie przedmiotu wiary za niepodważalny dogmat. Najpierw zdecyduj, o jaką definicję Ci chodzi - słowa "wierzenie", słowa "wiara", czy słowa "wierzyć". Każde z nich ma wiele znaczeń, a różnych definicji jest znacznie więcej niż słowników, encyklopedii, artykułów, opracowań, prac naukowych, językoznawczych, kulturoznawczych, psychologicznych, socjologicznych, historycznych, filozoficznych, religioznawczych, teologicznych i kognitywistycznych poważnie zajmujących się tymi tematami.
>Całe nieporozumienie wynika z tego, że nie stosujecie się do obowiązującej definicji słów, tylko dodajecie do definicji swoje znaczenia i projekcje. Wchodzi Spell na racjonalistę, wyciąga z internetowej wersji słownika polskiego definicję słowa "WIARA" o długości trzech słów i stwierdza: wasze rozważania na temat wiary są do dupy, bo jakoś ich w tych trzech słowach nie odnajduję.
>Fideizm to: >pogląd uznający prymat wiary i objawienia nad rozumem i twierdzeniami naukowymi No i to trzeba zwalczać, a Ty o wątpliwościach co do opadów deszczu chcesz tu nawijać.
>Wiara to: >przekonanie, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni No proszę, to ja jestem wierzący jak ta lala.
>Gdzie tutaj w definicji wiary masz wzmiankę o uznawaniu prymatu wiary nad rozumem. Ale gdzie jest "tutaj" ta definicja? Która definicja? Weź sobie Spell przeczytaj tak dla odmiany kościelno-teologiczną definicję wiary. Jak ją zrozumiesz, to mi proszę wyłóż, bo jej nie rozumiem za Chiny. ... tyle że to tak dla rozluźnienia teraz napisałem, bo tak naprawdę to mało mnie różne definicje interesują, jeśli nie odnoszą się bezpośrednio do rzeczywistych - w tym przypadku psychologiczno-społecznych - zjawisk w ujęciu możliwe obiektywnym. CD
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | >Też tak sądzę. Tylko po kiego grzyba wprowadzasz kolejny czasownik - "wiedzieć"? Żeby jeszcze trudniej było się dogadać?
Wiedza (od wiedzieć) jest przeciwstawiana wierze. Wiedza ma być ideałem, który nie pozostawiając żadnych wątpliwości pozwala stwierdzić ze 100% pewnością o jakiejś zależności zachodzącej w rzeczywistości. I możemy porozmawiać oczywiście, czy coś takiego istnieje, czy może jest pobożnym życzeniem, a jedyną pewną wiedzą jest ta, że nie ma żadnej pewnej wiedzy.
>Słownik języka polskiego to użyteczne narzędzie (choć zależy też, który dokładnie), ale ja sądziłem, że my jednak rozmawiamy o zjawiskach skonkretyzowanych dla naszych potrzeb znacznie dokładniej, niż w ogólnikowych i lapidarnych definicjach słownikowych. Przynajmniej ja się do takich zjawisk odnosiłem i je opisałem.
Żeby tematu nie rozmywać, powstrzymam się od obrazowych porównań, ograniczając się do minimum. Ludzie mają tendencję do wyrażania myśli w sposób nieprecyzyjny, używając słów niezgodnie z ich znaczeniem.
Na przykład - matka widzi jak jej syn przywala komuś w łeb kamieniem i mówi: "nie wierzę, że to zrobiłeś". Chodzi jej o to, że "nie pochwala takiego zachowania", albo "jest zawiedziona postawą syna". Więc używa "nie wierzę" w znaczeniu "nie aprobuję".
Ty odnośnie definicji "wiary" odnosisz się do zjawiska "wiary" o dużym natężeniu, jeśli można tak powiedzieć. Czym innym jest przecież wierzenie w sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem bajki opowiadane przez człowieka, który w żadnym razie nie może być wiarygodny, a wierzeniem w to co zacny profesor mówi na wykładzie. Jedno co jest wspólne, to fakt, że obydwie te sprawy mają podstawę w wierze.
>Opisałem w poprzednim poście dwa różne konteksty użycia słowa "wierzę" - które - odnoszą się do bardzo różnych, a jednocześnie bardzo powszechnych ludzkich postaw i jakoś nie czułem przy tym awersji do żadnego słowa, ale tu musisz mi już na słowo uwierzyć.
Więc wierzę.
>Twoim zdaniem mamy awersję po to, żeby ktoś nas o coś nie posądził?
A i tak bywa. Znam przypadek ateisty, który w ramach odcięcia się od katolicyzmu postanowił wyrugować swój słownik ze zwrotów takich jak: "O boże", przez co stał się znacznie bardziej ateistyczny, ale jednocześnie i wulgarny.
>Ale jeżeli nie ma do tego jednoznacznych podstaw w posiadanej przez nas wiedzy, to chyba przyznasz, że to mało racjonalne jest? Ja taką postawę nazywam wiarą. A Ty?
Jeśli uznamy, że racjonalizm jest postawą idealną (racjonalista na 100%), to łatwo będzie to podważyć. Ale jeśli tylko dąży do ideału, czyli racjonalistą jest ktoś, kto usiłuje podejmować racjonalne decyzje, to jest to już możliwe.
W kontekście wiary racjonalista będzie próbował zweryfikować przyjmowane informacje. Jeśli czyta na temat jakiegoś badania, sprawdzi jak skonstruowane było to badanie, czy nie popełniono przy tym błędów, sprawdzi kto był autorem.
>Nigdzie, w żadnym zdaniu nie przyznałem, że "życie bez wierzenia w różne rzeczy jest niemożliwe".
Proces socjalizacji opiera się na przyjmowaniu rzeczy "na wiarę". Kiedy człowiek nie ma umiejętności umysłowych (zdolność abstrakcyjnego myślenia) do odnalezienia zależności między różnymi obiektami, musi zdać się (i zdaje się) na słowa dorosłych, który każą mu wykonywać pewne czynności w określony sposób.
Dojście do abstrakcyjnego myślenia nie jest możliwe bez przejścia przez dzieciństwo, a dzieciństwo jest częścią życia człowieka, więc życie bez wierzenia w różne rzeczy jest niemożliwe.
>Kurde, Spell, z całym szacunkiem, ale zaczynasz nawijać jak katarynka w kółko to samo. Szkoda, że i ja i Pan Bogusławski też już o tym pisaliśmy. Tak - może powiedzieć "wierzę, że nie będzie padało", a potem jednak będzie padało i on zmieni zdanie.
I to nie będzie wtedy "przekonanie, że pan w telewizorze mówił prawdę"?
A jak ksiądz z ambony woła, że bóg każe homoseksualistów opluwać, to nie jest to "przekonanie, że ksiądz mówi głosem boga i mówi prawdę"?
>Co to ma mieć wspólnego z psychologiczno-społecznym zjawiskiem polegającym na trwałym i uporczywym przyjmowaniu za prawdziwe twierdzeń nieuzasadnionych empirycznie poprzez oparcie się na niedostatecznie sprawdzonych opiniach autorytetów lub na własnych bezpodstawnych wyobrażeniach?
No to, że człowiek oglądający prognozę opiera się na niedostatecznie sprawdzonych opiniach autorytetów lub na własnych bezpodstawnych wyobrażeniach.
Tak samo student słuchający wykładu opiera się na niedostatecznie sprawdzonych opiniach autorytetów lub na własnych bezpodstawnych wyobrażeniach.
Tak samo jak człowiek w kościele opiera się na niedostatecznie sprawdzonych opiniach autorytetów lub na własnych bezpodstawnych wyobrażeniach.
I dziecko, i naukowiec, który badanie czytał, ale go nie przeprowadzał i każdy kto nie ma dostępu do wszystkich wymaganych informacji.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > Ty odnośnie definicji "wiary" odnosisz się do zjawiska "wiary" o dużym natężeniu, jeśli można tak powiedzieć. Czym innym jest przecież wierzenie w sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem bajki opowiadane przez człowieka, który w żadnym razie nie może być wiarygodny, a wierzeniem w to co zacny profesor mówi na wykładzie. Jedno co jest wspólne, to fakt, że obydwie te sprawy mają podstawę w wierze.Rzeczywiście - najbardziej sporna w naszej rozmowie wydaje się być definicja wiary. Warto jednak pamiętać o tym, że definicja to jedno (a im bardziej lapidarna, tym więcej aspektów zjawiska pomija), a rozumienie rzeczywistych fenomenów psychologiczno-społecznych, to już co innego. Ja zjawisko wiary postrzegam poprzez pryzmat racjonalizmu światopoglądowego i w związku z tym przyjmuję, że wiara jest swoistą antytezą racjonalimzu. Sądzę zresztą, że takie umiejscowienie problemu jest w naszej rozmowie w pełni uzasadnone, gdyż odbywa się ona na forum z założenia racjonalistycznym. W związku z tym rozumienie zakresu znaczeniowego pojęcia "wiara" jest zorientowane w kontekście (przynajmniej teoretycznie) reprezentowanego tu nurtu światopoglądowego. Wystarcza mi na początek definicja wiary jako "przyjmowanie za prawdziwe twierdzeń nieuzasadnionych empirycznie ani logicznie", ale powtarzam, że dopiero opis postaw opartych na wierze i ich odróżnienie od postaw sceptycznych i krytycznych pozwala na pełne zrozumienie problemu. W jednym z poprzednich postów wskazałem dwa różne sytuacji użycia slowa "wierzę...": www.racjonalista.pl/forum.php/s,665112#w666084I w tym kontekście oczywiste jest, że pierwszy z tych przypadków stanowi właśnie opis wiary (opis niedoskonały, ale jakoś tam przybliżający zjawisko), a drugi przypadek jest przykładem zwykłego racjonalnego działania i pomimo użycia słowa "wierzę" z wiarą ma niewiele wspólnego, gdyż opiera się o jak najbardziej racjonalne przesłanki. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że przeróżni fideiści i generalnie mniejsi lub więksi wrogowie racjonlaizmu mają interes w tym, by definicję wiary możliwie zaciemniać, podnosząc na przykład, że każdy musi w coś wierzyć. Im żadne wyjaśnienia wieloznaczności terminów nie wystarczą, dlatego, że nie jest w ich interesie, by powszechnie szerzyć rozumienie różnicy pomiedzy postawą sceptyczną, a postawą wiary. Ty Spell wydajesz mi się być człowiekiem, którego posądzałbym raczej o rozumienie społecznej wartości racjonalizmu światopoglądowego i postawy sceptycznej w opozycji do wiary, ale czy jesteś pewien, że na pewno służysz po dobrej stronie?
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | > Zdecydowana większość racjonalistów nazywa to wiarą. I to właśnie jest ta wiaraTo jest bardzo konkretny przypadek wiary. Dzikie jabłko i jabłko jakiejś znanej odmiany sklepowej to są jabłka - bardzo różne, o różnych właściwościach, posiadające różne potrzeby, ale jednak jabłka. Wiara codzienna różni się od wiary fanatycznej, ale i to i to w gruncie rzeczy jest wiarą. Sam wyraz "wiara" nie oznacza jeszcze o jaki konkretny przypadek chodzi. > Ty to chcesz koniecznie nazywać inaczej, to nazwij - znajdź na to słowo w słowniku języka polskiego. Dla mnie istotne jest zjawisko, a mniejsza z nazewnictwem.Oczywiście, że istotne jest zjawisko, ale nie zgodzę się z tym, że można minimalizować wpływ nazewnictwa. Spory o nazewnictwo pochłaniają mnóstwo energii, gdyż trzeba najpierw ustalić co ktoś myśli na dany temat. i to nie jest cecha tylko tej rozmowy. W psychologii cały czas kolejne rzesze studentów (i nie tylko) mocują się z pojęciem inteligencji emocjonalnej. Dlaczego to się nazywa inteligencja? Czy rzeczywiście tak być powinno, skoro z inteligencją nie ma nic wspólnego - itd. Nie mówiąc o tym, że w różnych koncepcjach różni naukowcy rozumieją pod pojęciem "inteligencja" zupełnie różne rzeczy. Tak więc w rozmowie na ten temat należy rozróżnić inteligencję według czyjej koncepcji ma się na myśli, a samą "inteligencję" trzeba rozwalić na części składowe i ocenić po kolei oddziaływanie każdej z nich. > Najpierw zdecyduj, o jaką definicję Ci chodzi - słowa "wierzenie", słowa "wiara", czy słowa "wierzyć".Cały czas tę samą. Ale gdybyś Ty zechciał zalinkować do oficjalnej definicji wiary, której używasz, to by zdecydowanie ułatwiło rozważania. > Każde z nich ma wiele znaczeń, a różnych definicji jest znacznie więcej niż słownikówTylko dlatego, że ktoś się uparł inaczej rozumieć dane słowo. > Wchodzi Spell na racjonalistę, wyciąga z internetowej wersji słownika polskiego definicję słowa "WIARA" o długości trzech słów i stwierdza: wasze rozważania na temat wiary są do dupy, bo jakoś ich w tych trzech słowach nie odnajduję.Trzy słowa, a jednak mieści się w nich całość zachowań podpadających pod wiarę. > No i to trzeba zwalczać, a Ty o wątpliwościach co do opadów deszczu chcesz tu nawijać.Nie wiem, czy trzeba, może powinno się  Ale nie o tym była rozmowa, tylko o tym, że Pan Bogusławski nie miał wg. mnie racji stwierdzając, że "odrobinę myślący człowiek w nic nie wierzy" (a słowo "nic" dookreśla wiarę, sugerując, że nie chodziło o wiarę w ujęciu religijnym, a ogólnym - czyli nie wierzy nie tylko w boga i Buddę, ale i w to, że sąsiadowi trzeba mówić "dzień dobry" i nie wierzy w to, że ludzie powinni unikać stosowania zwrotów grzecznościowych w stosunku do siebie nawzajem). > No proszę, to ja jestem wierzący jak ta lala.Takiż jest mój postulat. Nie ma ludzi, którzy w nic nie wierzą. > Ale gdzie jest "tutaj" ta definicja? Która definicja?Ta, którą uparcie się posługuję.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | CD...: >gdyż pomimo użycia potocznie słowa "wierzę..." tak naprawdę nasz osąd wyniknął z przyjęcia najbardziej prawdopodobnego wariantu po racjonalnej ocenie sytuacji, względnie z przyjęcia roboczego założenia. >Co dalej jest wiarą a nie pewnością. Nazywaj sobie to jak chcesz. Czy Ty naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy dwoma sytuacjami podmiotów wypowiadających te same - słowa "wierzę...", które opisałem w poprzednim poście? Chodzi o różnicę w postawie tych podmiotów, a nie o te same słowa, Spell. >>Przede wszystkim istnieje w tym przypadku możliwość weryfikacji w świecie naturalnym i po tej weryfikacji jesteśmy otwarci na zmianę poglądu. >Może też być, że nawet po bezpośrednim doświadczeniu czegoś przeciwnego do własnych przekonań, człowiek przekonań nie zmienia. Może tak być, i to jest właśnie przykład wiary, ale to jest opisany przeze mnie pierwszy przypadek, a nie ten drugi. >Ale to i tak nie ma nic wspólnego z możliwością weryfikacji w świecie naturalnym danego twierdzenia. Nie, nie ma, bo jak nie ma takiej możliwości, to Ojciec Święty ma zawsze rację. >Wiara ustępuje wiedzy dopiero kiedy jej przedmiot się zweryfikuje, a nie wtedy, kiedy można go zweryfikować, ale się tego nie robi. A dlaczego, skoro wiedzę można umiejętnie wprzęgnąć w wiarę, tak aby jeszcze mocniej ludziska wierzyli?
>>Taka postawa nie jest wiarą, nawet jeśli używamy czasownika "wierzyć" w pierwszej osobie, gdyż oznacza on tu tylko właśnie: >Oficjalna definicja słowa "wiara" wskazuje, że to dalej wiarą jest. Jest to bowiem wciąż przekonanie o czymś, a nie zweryfikowanie tego. Tak Spell, no to oficjalnie masz rację. Mam tylko wątpliwości, czy dostrzegasz problem społeczny, jakim jest wiara - i to zwłaszcza wiara mas.
>>To nauka tworzy zaledwie modele rzeczywistości i ze względu na sceptycyzm wpisany w jej metodologię nigdy nie jest w 100% pewna >To oznacza tylko tyle, że wszystko w nauce oparte jest o wiarę. Sam piszesz, ze nawet w nauce, nawet przy idealnie skonstruowanych badaniach, istnieje ryzyko, że nie są prawdziwe. No właśnie i dlatego, teoria ewolucji jest prawdziwa tylko w takim zakresie, w jakim zaakceptuje ją Watykan, a także - oczywiście - tylko w Jego najświętszej interpretacji.
>Fideizm to nie pewność absolutna, a wiara tym bardziej. W definicji wiary nie ma nawet słowa o pewności absolutnej. Twoja definicja wiary składa się z trzech słów na krzyż i dlaczego wymagasz od niej namnożenia tych jej słów niczym Jezus rozmnażający wino?
>>tyle że nie znajdująca poparcia w faktach. >Babka wierzy, że wróżbita dał jej amulet, który uchroni ją od wypadku samochodowego 12 stycznia 2014 roku. Wypadku nie było - wiara ma poparcie w faktach. No popatrz, to zupełnie tak jak troll, który wszedł na FR i jest z miejsca racjonalistą.
>>Tak więc, proszę Cie Spell, żebyś porzucił logikę chętnie-racjonalistkowo-elaspowską >Jedyne nieporozumienie między nami wynika z faktu, że używasz błędnych definicji słowa wiara. A Ty wierzysz w to, że używasz definicji prawidłowych - właściwie opisujących to zjawisko, któremu z definicji sprzeciwia się racjonalizm i racjonaliści.
>>Wierzę, że fajnie, ale zakładam tak tylko na podstawie niepełnej znajomości Twoich wpisów. Jako że nie jestem człowiekiem wierzącym musisz mnie przekonać. >Można być człowiekiem niewierzącym (areligijnym) a jednocześnie wierzyć w różne dyrdymały. Przepraszam, a czy jesteś Bogiem, że gdy piszę, że wierzę w Ciebie, to Ty mi coś o religii odpowiadasz?
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | > Nazywaj sobie to jak chcesz. Czy Ty naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy dwoma sytuacjami podmiotów wypowiadających te same - słowa "wierzę...", które opisałem w poprzednim poście?Widzę. Tak samo jak widzę różnice między jabłkiem rajskim, a jabłkiem typu Lobo. A jednak i to i to, mimo oczywistych różnic, pozostaje jabłkiem. Nie ma powodu, aby jedną wiarę nazywać wiarą, a inną wiarę, o innych właściwościach, określać jakimś innym słowem. > Chodzi o różnicę w postawie tych podmiotów, a nie o te same słowa, Spell.Słowa, aby komunikacja była skuteczna, muszą być zdefiniowane w ten sam sposób w słowniku pojęciowym obydwu dyskutantów. Ja używam oficjalnego znaczenia słów. Ty - nie wiem jakiego, może podzielisz się z jakiej bazy czerpiesz te definicje. Główny postulat dyskusji wziął się z tego, że Pan AB użył słowa "wiara" (w mojej ocenie) w sposób niezgodny ze słownikową, oficjalną definicją. A ten, zamiast to wyjaśnić (zaznaczyć z jakiej bazy czerpie dane, albo zdyskredytować znaczenie słowa "wiara" wyłożone w SJP), zaczął rzucać linki do innych swoich, niezwykle kolorowych wypowiedzi, w których też używa słowa wiara niezgodnie z definicją nie tylko słownikową, ale i - jak twierdził - definicjami używanymi przez niego w innych wypowiedziach. Nie mówiąc już o tym, że człowiek, który "w nic nie wierzy" nie wierzy zarówno w to, że świat został stworzony przez boga, jak i w to, że świat przez boga stworzony nie został. > Może tak być, i to jest właśnie przykład wiary, ale to jest opisany przeze mnie pierwszy przypadek, a nie ten drugi.To jest przykład bardzo specyficznego rodzaju wiary. > Nie, nie ma, bo jak nie ma takiej możliwości, to Ojciec Święty ma zawsze rację.Albo Dawkins. Też są tacy "oszołomi". > >Wiara ustępuje wiedzy dopiero kiedy jej przedmiot się zweryfikuje, a nie wtedy, kiedy można go zweryfikować, ale się tego nie robi.> A dlaczego, skoro wiedzę można umiejętnie wprzęgnąć w wiarę, tak aby jeszcze mocniej ludziska wierzyli?Dlatego, że człowiek samodzielnie obserwuje zależności pomiędzy danymi zjawiskami i nikt poza nim samym nie ma wpływu na jego obserwację. > Tak Spell, no to oficjalnie masz rację. Mam tylko wątpliwości, czy dostrzegasz problem społeczny, jakim jest wiara - i to zwłaszcza wiara mas.Dostrzegam, ale nie o tym rozmawiamy. Możemy o tym porozmawiać oczywiście, bo to temat ciekawy i wart poruszenia, ale nie poruszymy go póki nie uzgodnimy o jaką wiarę chodzi (skąd definicja) i czym ta wiara jest. > No właśnie i dlatego, teoria ewolucji jest prawdziwa tylko w takim zakresie, w jakim zaakceptuje ją Watykan, a także - oczywiście - tylko w Jego najświętszej interpretacji.Na prawdziwość teorii ewolucji nie ma wpływu ani Watykan, ani nawet jej twórca, ona jest od ludzi niezależna  > Twoja definicja wiary składa się z trzech słów na krzyż i dlaczego wymagasz od niej namnożenia tych jej słów niczym Jezus rozmnażający wino?Od definicji wymagam tylko tyle, żeby była. Jeśli definicją "wiary" byłoby: "cienka kiełbaska z mielonego mięsa", to ze smakiem zjadałbym wiarę na śniadanie. > No popatrz, to zupełnie tak jak troll, który wszedł na FR i jest z miejsca racjonalistą.> >>Tak więc, proszę Cie Spell, żebyś porzucił logikę chętnie-racjonalistkowo-elaspowskąJa mówię całkiem serio. Teoria o działaniu magicznego amuletu znajduje poparcie w faktach. Gdyby w XII wieku powstała teoria o istnieniu bakterii, to nie miałaby miejsca bytu - nie byłaby falsyfikowalna. Ale to nie oznacza, że wtedy bakterie nie istniały. Z jednej strony mamy tę prawdę obiektywną, idealną, to co jest. Z drugiej mamy możliwości poznawcze człowieka, niepełne, nieidealne i niezwiązane z istnieniem przedmiotów badań w obrębie rzeczywistości. > A Ty wierzysz w to, że używasz definicji prawidłowych - właściwie opisujących to zjawisko, któremu z definicji sprzeciwia się racjonalizm i racjonaliści.Nie opisujących, ale definiujących co oznacza słowo "wiara". > Przepraszam, a czy jesteś Bogiem, że gdy piszę, że wierzę w Ciebie, to Ty mi coś o religii odpowiadasz?Może jestem, kto wie?
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . >Przepraszam, a czy jesteś Bogiem, że gdy piszę, że wierzę w Ciebie, to Ty mi coś o religii odpowiadasz? Panie Macieju, czasami to wprost szkoda słów. Choć Pan Spellbinder święcie wierzy, że ma rację, to w swoich tu wywodach już dawno we własne nogi się zaplątał. To co pisze to jest jasne, śliczne i logiczne, ale tylko dla niego i jego klakierów. Natomiast jako ciekawostkę wrzucę Panu tekścik sprzed 150 lat: Przedmiotem filozofii jako nauki wcale nie jest to, w co powinno się lub w co można wierzyć, lecz tylko to, co można wiedzieć. Chociaż by wiedza nie zgadzała się z artykułami wiary, nie poniosłaby ta ostatnia przez to szkody, albowiem dlatego jest wiarą, że uczy tego, czego nie można wiedzieć. Bo gdyby można jej artykuły rozumem pojąć, byłaby zbyteczna i śmieszna, jak zbytecznem i śmiesznem byłoby, gdyby ktoś usiłował stworzyć artykuły wiary dla matematyki.
Tu można by zarzucić, że wiara wprawdzie uczy więcej i wiele więcej aniżeli filozofia, lecz nic takiego, czego by nie można pogodzić z wynikami filozofii; tak, zaprawdę, lecz wiedza składa się z twardszego materyału niż wiara, tak że gdy obydwie zderzą się, wiara się kruszy.
W każdym razie wiara i wiedza są to rzeczy zasadniczo różne, które dla swego własnego dobra powinny się trzymać z dala jedna od drugiej i kroczyć każda własną drogą, wcale nie zważając na siebie. /Artur Schopenhauer/
Pisząc teksty do publikacji należy starać się o ich maksymalną komunikatywność, ale zawsze należy sobie zdawać sprawę, iż one nie do wszystkich one dotrą. Czytający też musi mieć intelektualne możliwości ich zrozumienia oraz dobrą wolę. Jeżeli ktoś już z założenia nie chce, to i prostej wypowiedzi nie zrozumie. Dlatego ja zawsze swoje wypowiedzi kieruję (niezależnie od bezpośredniego adresata) tylko do tych, którzy potrafią i chcą je zrozumieć, a ciągle jest tu takich sporo, choć coraz mniej.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | Widzę, że jest Pan niezwykle mądry, Panie Bogusławski i niezaplątany we własne nogi.
Linkował Pan definicje "wiary" do wypowiedzi rozmaitych osób - ale czy byłby Pan w stanie zalinkować do definicji "wiary" oficjalnej, umieszczonej gdzieś w prasie naukowej, w słowniku? Czy używa Pan definicji z palca wyssanych, które w danym akurat momencie pasują do Pana widzimisię?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) |
Pisząc teksty do publikacji należy starać się o ich maksymalną komunikatywność, ale zawsze należy sobie zdawać sprawę, iż one nie do wszystkich one dotrą. Czytający też musi mieć intelektualne możliwości ich zrozumienia oraz dobrą wolę. Jeżeli ktoś już z założenia nie chce, to i prostej wypowiedzi nie zrozumie.> Widzę, że jest Pan niezwykle mądry, Panie Bogusławski i niezaplątany we własne nogi.www.racjonalista.pl/forum.php/s,666286www.racjonalista.pl/forum.php/s,666131/z,0> Linkował Pan definicje "wiary" do wypowiedzi rozmaitych osób - ale czy byłby Pan w stanie zalinkować do definicji "wiary" oficjalnej, umieszczonej gdzieś w prasie naukowej, w słowniku? Czy używa Pan definicji z palca wyssanych, które w danym akurat momencie pasują do Pana widzimisię?www.racjon(*)m.php/s,665112/z,0/d,2#w665613 → www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,643658#w644081 → www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469 → Chciałbym zająć się tu światopoglądową postawą wiary tak ogólnie, choć szczególnie wiarą religijną tyle tylko, że odseparowaną od konkretnej religii/ideologii. Jest to wprost nieprawdopodobne dlaczego tak wielu ludzi uważa różne mity za bardziej prawdziwe od faktów, a rozum im służy nie do ich odrzucenia, ale do racjonalizacji (prób logicznego uzasadnienia prawdziwości) mitów. Czy możemy udzielić racjonalistycznej odpowiedzi czym jest wiara i to zarówno w aspekcie jej ewolucyjnej i kulturowej genezy, jak i współczesnej indywidualnej fideistycznej postawy ludzi wierzących?____________ > To nie są pocięte zdania. To są opinie, które nie zostały wyrwane z kontekstu. Więc albo jest tak, że używa Pan sformułowania "na wiarę" niezgodnie z jego znaczeniem (czemu przeczy Pan post wyżej uważając, że nigdy nie używa Pan słów, których znaczenia Pan nie zna), albo twierdzi Pan naraz dwie różne rzeczy. No i cóż mogę tu dodać. Nie widzę możliwości merytorycznej rozmowy z Panem, a taka pyskówka mało mnie bawi. Każdy z nas odpowiada za zamieszczone tu teksty i każdy sam się kompromituje. Panu pozostawiam Pańską ocenę, a sam oddaję nasze wypowiedzi pod ocenę obiektywnych czytelników.@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | Linkuje Pan do wikipedii, która nie jest źródłem naukowym.
Po drugie - definicja wiary (psychologia) w Wikipedii (to na wypadek, gdyby Pan nie potrafił czytać przypisów, bo nawet najlepszym, takim jak Pan, zdarzają się braki), podparta jest definicją wziętą ze SJP, którą to cały czas używam.
Jest tu napisane dokładnie to, co napisałem ja:
"nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia, w warunkach braku wystarczającej wiedzy[1][2]. Owo subiektywne prawdopodobieństwo nigdy nie osiąga wartości 100%, gdyż wtedy wiara staje się wiedzą."
Definicja to tylko pierwsze zdanie, drugie jest już objaśnieniem.
Widzimy więc, że w pierwszym cytacie odnosi się Pan do tej samej definicji wiary, co ja.
Drugi link dotyczy wiary religijnej, o której jednakowoż Pan mówić w tym wątku nie mógł, gdyż nie użył Pan zwrotu "wiara religijna".
Inne linki dotyczą wypowiedzi z forum racjonalista.pl, które - mimo Pańskich najpobożniejszych życzeń - nie mogą być oficjalnym źródłem wiedzy, choć nierzadko prezentują wysoki poziom merytoryczny.
Podsumowując - nie zdołał Pan spełnić tak prostego postulatu, jakim jest podlinkowanie do definicji.
Proszę więc jeszcze raz, aby Pan - bez tworzenia ściany tekstu z cytatów, w kolejnej wypowiedzi wkleił jedynie linki do bezpośredniego źródła naukowego, z którego czerpał Pan definicję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | Nie umie Pan załączyć nawet jednego cytatu, o który się Pana prosi.
Podejrzewam, że dzieje się tak dlatego, że nie zna Pan żadnej naukowej publikacji, która definiowałaby "wiarę" w sposób taki, w jaki Pan szanowny tego stwierdzenia używa. Linkuje Pan do wypowiedzi satyryków i dziennikarzy (Jak Mencken), ale nie naukowców.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Nie umie Pan załączyć nawet jednego cytatu, o który się Pana prosi.Jakiego cytatu, że pan Spellbinder ma rację? Jak Boga kocham, nigdzie takiego nie znalazłem. Może kiepsko szukałem i gdy gdzieś jest, to niech Pan go przytoczy? > Podejrzewam, że dzieje się tak dlatego, że nie zna Pan żadnej naukowej publikacji, która definiowałaby "wiarę" w sposób taki, w jaki Pan szanowny tego stwierdzenia używa.Proszę pokazać mi zakaz używania jakichkolwiek terminów zgodnie z własnych ich rozumieniem, gdy takie własne rozumienie określonego terminu się przedstawi. Duża część naukowych publikacji zaczyna się właśnie od podania własnych definicji i sposobu rozumienia używanych przez autora terminów. Widać, że ma Pan bardzo mierne pojęcie o uprawianiu nauki, a próbuje autorytatywnie pouczać innych. Argumentując takie, a nie inne rozumienie "wiary" odwołałem się do wielu naukowych publikacji i zacytowałem wielu uczonych pozwalających mi na moje rozumienie i używanie tego terminu. Zrobiłem to na naszym forum już wielokrotnie, a nawet zainicjowałem na ten temat cały wątek. Tyle, że Pan podobnie do wszystkich wierzących czyta wybiórczo, tylko to co potrafi Pan zrozumieć i co potwierdza Pańską wiarę. > Linkuje Pan do wypowiedzi satyryków i dziennikarzy (Jak Mencken), ale nie naukowców.No właśnie, czy można lepiej zilustrować moje powiedzenie, że nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami? www.racjon(*)m.php/s,665112/z,0/d,6#w666299@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | spellbinder (8577 punktów) | >Jakiego cytatu, że pan Spellbinder ma rację?
Gdyby Pan zechciał łaskawie przeczytać nie tak znowu uważnie, to by pan wiedział.
Skąd Pan czerpie definicję wiary. Poproszę o źródło, naukowe, a nie opinie na ten temat jakichś satyryków, czy Pana. Przypomnę, iż Pana wypowiedzi na tym forum, jakkolwiek mocno by Pan sobie życzył, nie są źródłem naukowym.
>Jak Boga kocham, nigdzie takiego nie znalazłem. Może kiepsko szukałem i gdy gdzieś jest, to niech Pan go przytoczy?
Przytaczałem, ale tego najwyraźniej też Pan nie potrafił przeczytać. Ale teraz rozmawiamy nie o tym, ale o tym skąd czerpie Pan definicję słowa "wiara". I proszę nie załączać mi linków do swoich wypowiedzi, a link do artykułu naukowego, bądź do słownika, który definiuje "wiarę".
>Proszę pokazać mi zakaz używania jakichkolwiek terminów zgodnie z własnych ich rozumieniem, gdy takie własne rozumienie określonego terminu się przedstawi. Duża część naukowych publikacji zaczyna się właśnie od podania własnych definicji i sposobu rozumienia używanych przez autora terminów. Widać, że ma Pan bardzo mierne pojęcie o uprawianiu nauki, a próbuje autorytatywnie pouczać innych.
Będzie mi Pan mówił o miernym rozumieniu przeze mnie nauki, ale - pragnąłbym zauważyć - w żadnej wypowiedzi udzielonej w tym wątku nie wyszedł Pan poza samouwielbienie. Sam jest Pan dla siebie źródłem wiadomości, badań, spostrzeżeń, definicji.
Może Pan sobie to nazywać "wiedzą", albo "niewiarą", jeśli łatwiej jest Panu z tym żyć. Ja bym to nazwał "nadęciem".
Pańskie posty, jak już zauważyłem, nie są naukowymi publikacjami. W publikacjach naukowych autorzy, w oparciu o źródła, które są zaznaczone w bibliografii. Definiują, zazwyczaj zgodnie z oficjalnymi definicjami, co rozumieją pod określonymi pojęciami, aby rozwiać wszelkie wątpliwości co do przedmiotu badania.
Pan z kolei, pisząc "odrobinę myślący ludzie w nic nie wierzą" ani Pan niczego nie definiował, ani nawet nie wiedział co Pan pisze (jak wynika z postów Pana późniejszych, w których Pan łaskawie zauważa, że w cytowanym zdaniu nie użył Pan wielkiego kwantyfikatora, mimo iż w tym zdaniu wielki kwantyfikator jest), tylko chlapnął Pan sobie tezę, jak to z resztą się Panu zdarza.
>Argumentując takie, a nie inne rozumienie "wiary" odwołałem się do wielu naukowych publikacji i zacytowałem wielu uczonych pozwalających mi na moje rozumienie i używanie tego terminu.
I o to prosiłem. Niechże Pan tutaj ładnie zamieści linki bezpośrednio do tych publikacji. Nie do swoich wpisów, a w tych wpisach do jeszcze większej ilości wpisów. Ja w Pańskich linkach nie znalazłem ani jednej wypowiedzi łączącej Pana definicje z jakimikolwiek naukowcami, a jedynym naukowym źródłem był SJP, z którego to czerpie definicję Wikipedia.
>Zrobiłem to na naszym forum już wielokrotnie, a nawet zainicjowałem na ten temat cały wątek.
>>Linkuje Pan do wypowiedzi satyryków i dziennikarzy (Jak Mencken), ale nie naukowców.
>No właśnie, czy można lepiej zilustrować moje powiedzenie, że nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami?
Panu się wydaje najwyraźniej, że jego siłą jest unikanie odpowiedzi wprost. Czy Mencken, którego Pan linkował, był naukowcem?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Gdyby Pan zechciał łaskawie przeczytać nie tak znowu uważnie, to by pan wiedział.Staram się czytać uważnie, ale jednak sens wypowiedzi zależy od piszącego, a dopiero później od starającego się ze zrozumieniem i uważnie przeczytać. Sens prawie wszystkich ostatnich Pańskich wypowiedzi jest tylko jeden. Jak tu dokopać Bogusławskiemu i jak na jego tle wykazać własną mądrość, tyle tylko, że w zacietrzewieniu już kilkakrotnie zaplątał się Pan we własne nogi, co uważny czytelnik, gdy będzie chciało mu się Pańskie wypowiedzi przeczytać dostrzeże to bez trudu, ale pozostawiam oceny tym, którym będzie się chciało przeczytać i pomyśleć. > Skąd Pan czerpie definicję wiary.Jak to skąd? Jeszcze Pan do tego nie doszedł? Miałem objawienie! > Poproszę o źródło, naukowe,Ma Pan dwa: pl.wikiped(*)C5šródło_pierwotnepl.wikiped(*)šródło_wtórne> a nie opinie na ten temat jakichś satyryków,Pańskich opinii na ten temat nie przytaczam, już choćby dlatego, iż mamy inne poczucie humoru. Nie mówiąc już o innych różniących nas parametrach intelektualnych. > czy Pana.Daję Panu święte słowo, iż ja dla samego siebie jestem większym autorytet niż Pan go dla mnie stanowi. Podejrzewam, iż odwrotnie jest tak samo. > Przypomnę, iż Pana wypowiedzi na tym forum, jakkolwiek mocno by Pan sobie życzył, nie są źródłem naukowym.Ależ to oczywiste, nasze forum nawet w czasach, gdy osiągało swoje intelektualne wyżyny nigdy naukowym nie było. Choć wielu z nas odwoływało i odwołuje się do nauki, to nigdy nie prowadziliśmy tu sensu stricto naukowych dyskusji. Zresztą, gdzie tu znajdę naukowe wypowiedzi Wielce Szanownego Pana? > Podejrzewam, że dzieje się tak dlatego, że nie zna Pan żadnej naukowej publikacji, która definiowałaby "wiarę" w sposób taki, w jaki Pan szanowny tego stwierdzenia używa. Linkuje Pan do wypowiedzi satyryków i dziennikarzy (Jak Mencken), ale nie naukowców. Nie umie Pan załączyć nawet jednego cytatu, o który się Pana prosi.Jak Boga kocham, nigdzie takiego nie znalazłem. Może kiepsko szukałem i gdy gdzieś jest, to niech Pan go przytoczy?> Przytaczałem, ale tego najwyraźniej też Pan nie potrafił przeczytać.No, nie każdy ma wiedzę i sprawność intelektualną porównywalną z Panem. Rzeczywiście niczego sensownego w Pańskich wywodach doczytać się nie mogę. > Ale teraz rozmawiamy nie o tym, ale o tym skąd czerpie Pan definicję słowa "wiara".Jak to skąd? Może z wykopalisk, a może "tego najwyraźniej też Pan nie potrafił przeczytać".> I proszę nie załączać mi linków do swoich wypowiedzi, a link do artykułu naukowego, bądź do słownika, który definiuje "wiarę".A dlaczego, gdy właśnie prezentuję własne rozumienie wiary i we własnym przekonaniu takie rozumienie dostatecznie uargumentowałem? Dlatego, że Panu się ono nie podoba, to nic nie szkodzi, na przykład panu Elaspowi nie podobało się jeszcze bardziej. Natomiast ani jego, ani Pańska kontrargumentacja zupełnie mnie nie przekonała i znowu ma to niewielkie znaczenie, gdyż warto przekonywać tylko tych, dla których ma się intelektualny szacunek i z których zdaniem się liczymy. Pan jak widać już parę osób przekonał i gratuluję Panu, tylko dlaczego Pan chce swoją wiarę na siłę mnie wmówić? Proszę pokazać mi zakaz używania jakichkolwiek terminów zgodnie z własnych ich rozumieniem, gdy takie własne rozumienie określonego terminu się przedstawi. Duża część naukowych publikacji zaczyna się właśnie od podania własnych definicji i sposobu rozumienia używanych przez autora terminów. > W publikacjach naukowych autorzy, w oparciu o źródła, które są zaznaczone w bibliografii. Definiują, zazwyczaj zgodnie z oficjalnymi definicjami, co rozumieją pod określonymi pojęciami, aby rozwiać wszelkie wątpliwości co do przedmiotu badania.Jak widać czytaliśmy inne książki. Widać, że ma Pan bardzo mierne pojęcie o uprawianiu nauki, a próbuje autorytatywnie pouczać innych.> Będzie mi Pan mówił o miernym rozumieniu przeze mnie nauki, ale - pragnąłbym zauważyć - w żadnej wypowiedzi udzielonej w tym wątku nie wyszedł Pan poza samouwielbienie. Sam jest Pan dla siebie źródłem wiadomości, badań, spostrzeżeń, definicji.> Może Pan sobie to nazywać "wiedzą", albo "niewiarą", jeśli łatwiej jest Panu z tym żyć. Ja bym to nazwał "nadęciem".To jest ten nowy wysoki poziom merytoryczny jaki Pan ze swoimi ideowymi przyjaciółmi teraz proponuje. Personalne ataki w odpowiedzi na merytoryczne argumenty. > Pańskie posty, jak już zauważyłem, nie są naukowymi publikacjami.Nie nie są już w założeniu, forum to tylko - na wyższym lub niższym poziomie intelektualnym - rozmowy. Wypowiada lub wypowiadało się tu nawet paru uczonych o niezłym dorobku i ich tu wypowiedzi w żadnym przypadku nie były naukowymi publikacjami. Pańskiej żadnej tu wypowiedzi do naukowych też bym nie zaliczył. Argumentując takie, a nie inne rozumienie "wiary" odwołałem się do wielu naukowych publikacji i zacytowałem wielu uczonych pozwalających mi na moje rozumienie i używanie tego terminu. Zrobiłem to na naszym forum już wielokrotnie, a nawet zainicjowałem na ten temat cały wątek. Tyle, że Pan podobnie do wszystkich wierzących czyta wybiórczo, tylko to co potrafi Pan zrozumieć i co potwierdza Pańską wiarę.> I o to prosiłem. Niechże Pan tutaj ładnie zamieści linki bezpośrednio do tych publikacji.A po co? > Nie do swoich wpisów, a w tych wpisach do jeszcze większej ilości wpisów.Nikt z nas nie weźmie więcej niż udźwignąć zdoła. > Ja w Pańskich linkach nie znalazłem ani jednej wypowiedzi łączącej Pana definicje z jakimikolwiek naukowcami,No właśnie o tym mowa. > Linkuje Pan do wypowiedzi satyryków i dziennikarzy (Jak Mencken), ale nie naukowców.> Czy Mencken, którego Pan linkował, był naukowcem?Nie mam aż tak wielkich aspiracji i wystarczy mi, iż nie był głupcem. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | spellbinder (8577 punktów) | >Staram się czytać uważnie, ale jednak sens wypowiedzi zależy od piszącego, a dopiero później od starającego się ze zrozumieniem i uważnie przeczytać.
Zapomniałem, że ma Pan monopol na omnipotencję.
>Sens prawie wszystkich ostatnich Pańskich wypowiedzi jest tylko jeden. Jak tu dokopać Bogusławskiemu i jak na jego tle wykazać własną mądrość, tyle tylko, że w zacietrzewieniu już kilkakrotnie zaplątał się Pan we własne nogi, co uważny czytelnik, gdy będzie chciało mu się Pańskie wypowiedzi przeczytać dostrzeże to bez trudu, ale pozostawiam oceny tym, którym będzie się chciało przeczytać i pomyśleć.
PAnie Bogusłwski, nie rozumiem dlaczego Pan ciągle pisze do tego "uważnego czytelnika", co ma ten czytelnik zrobić. Czyżby to był czytelnik równie uważny, co ubezwłasnowoliony?
>>Poproszę o źródło, naukowe, >Ma Pan dwa:
Panie Bogusławski, wikipedia nie jest źródłem naukowym.
No i potwierdza się to, co do tej pory można było przypuszczać. Chce się Pan przepychać na słówka, kiedy wszystkim, co wystarczy zrobić, aby udowodnić mi swą rację, jest z Pana strony dać linka do publikacji naukowej słowa "wiara" w takim kontekście, w jakim Pan go użył.
Gdyby Pan wiedział skąd czerpie Pan definicję, mógłby Pan z łatwością ją przywołać, co oczywiście widzą nawet ci czytelnicy, którzy czytają uważnie.
>Pańskich opinii na ten temat nie przytaczam, już choćby dlatego, iż mamy inne poczucie humoru.
A ja myślałem, że to dlatego, że woli Pan przytaczać swoje własne opinie.
>Daję Panu święte słowo, iż ja dla samego siebie jestem większym autorytet niż Pan go dla mnie stanowi. Podejrzewam, iż odwrotnie jest tak samo.
A Ja Panu zaproponuję małą zabawę. Zobaczymy, który z nas ma większą wiedzę. Pan przygotuje zestaw 20 pytań, ja również - z róznych dziedzin wiedzy. Pytania będą w formie testu jednokrotnego wyboru, z wyborem 6 pozycji. Aby uniemożliwić wyszukiwanie odpowiedzi w Internecie, na udzielenie odpowiedzi na każde pytanie będzie 15 sekund, a same pytania będą zadawane przez usługę czatu.
>Zresztą, gdzie tu znajdę naukowe wypowiedzi Wielce Szanownego Pana?
A całkiem dużo tu ich było. Według Poppera np. wypowiedź jest naukowa, jeśli zakłada efektywną falsyfikację.
>Jak Boga kocham, nigdzie takiego nie znalazłem. Może kiepsko szukałem i gdy gdzieś jest, to niech Pan go przytoczy?
To zdanie jest niejasne. Nie da się stwierdzić do czego konkretnie się odnosi.
>No, nie każdy ma wiedzę i sprawność intelektualną porównywalną z Panem. Rzeczywiście niczego sensownego w Pańskich wywodach doczytać się nie mogę.
Wierzę. Mechanizm wyparcia bywa u niektórych osób niezwykle silny.
>Jak to skąd? Może z wykopalisk, a może "tego najwyraźniej też Pan nie potrafił przeczytać".
I co Wy na to, uważni czytacze?
>A dlaczego, gdy właśnie prezentuję własne rozumienie wiary i we własnym przekonaniu takie rozumienie dostatecznie uargumentowałem?
Więc w pełni zgadza się Pan z moim początkowym postulatem. Używa Pan słów niezgodnie z ich definicjami, tak więc zdanie o ludziach "odrobinę" co "w nic nie wierzą" jest fałszywe.
>Natomiast ani jego, ani Pańska kontrargumentacja zupełnie mnie nie przekonała i znowu ma to niewielkie znaczenie, gdyż warto przekonywać tylko tych, dla których ma się intelektualny szacunek i z których zdaniem się liczymy.
The Sphinx has spoken!
>Jak widać czytaliśmy inne książki.
A więc twierdzi Pan, że w jakiejś książce napisano inaczej, niż ja twierdzę. Łatwo Panu będzie to udowodnić, załączając w następnej wypowiedzi dowód w postaci linka kierującego do tej publikacji.
Zauważyłem, że większość Pana wypowiedzi nie zawiera materii merytorycznej. Odrzucając czyjeś argumenty odwołuje się Pan jedynie do stwierdzenia, że wie coś innego, ale nigdy nie pokazuje Pan skąd Pan czepie tę wiedzę.
>To jest ten nowy wysoki poziom merytoryczny jaki Pan ze swoimi ideowymi przyjaciółmi teraz proponuje. Personalne ataki w odpowiedzi na merytoryczne argumenty.
Panie Bogusławski. Stwierdzenia typu: "Jak widać czytaliśmy inne książki", albo "Widać, że ma Pan bardzo mierne pojęcie o uprawianiu nauki, a próbuje autorytatywnie pouczać innych." są najwyraźniej według Pana merytoryczne.
>A po co?
A cóż to Pana kosztuje?
>Nikt z nas nie weźmie więcej niż udźwignąć zdoła.
Ciekawe, bo to kolejne z Pana fałszywych twierdzeń.
>Nie mam aż tak wielkich aspiracji i wystarczy mi, iż nie był głupcem.
Tak Pan mówi? A więc uważa Pan, że jego zdanie na temat Żydów nie było wytworem głupca?
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Spring (1174 punktów) | Witaj Panie Maceox,
Tak się składa, że twierdzenie "odrobinę bystry człowiek w nic nie wierzy" w kontekście rozważań wiary/niewiary w Teorię Ewolucji, jest bzdurą. Zważ np. takie zdanie "wiem, że Teoria Ewolucji jest prawdziwa, jednak w nią nie wierzę" - schiza, co nie? Oczywistością jest, że jak wiesz, to wierzysz. Zazwyczaj jednak nie ma sensu mówić dodatkowo o wierze w coś, co wiemy, ponieważ mamy dowody (tautologia).
Zupełnie inaczej brzmi twierdzenie "odrobinę bystry człowiek w nic nie wierzy", gdy jest wypowiedziane ogólnikowo. Ponieważ wtedy ma się na myśli wiarę "bez pokrycia". Czyli nie powinno się brać niczego na wiarę, a należy szukać potwierdzenia.
Moim zdaniem w.w. frazes został użyty dwuznacznie nieprzypadkowo. Jednak ponieważ w tym wątku obowiązuje kontekst T.E., uwaga spella była słuszna (na temat wiary, a nie kwantyfikatora). Można rozważać wiarę (naukową) w T.E., gdy przeciwstawia się ją niewierze. Co prawda przykład z możliwym wypadkiem drogowym nie był najlepszy, gdyż chodzi tam o podświadomą nadzieję (również rodzaj wiary), że wszystko będzie ok. Rożnica jest taka, że wiara wynikająca z wiedzy jest pewnością lub niemal pewnościa (czasem się dopuszcza możliwość pomyłki), ślepa wiara jest także pewnością, obie odnoszą się do faktów (prawdziwych bądź nie). Nadzieja odnosi się zazwyczaj do przyszłości i dlatego zawsze jest pewien pułap niepowodzenia.
Oczywiście istnieją też inne rodzaje wiary, np. z niewielką dozą pewności.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | >Moim zdaniem w.w. frazes został użyty dwuznacznie nieprzypadkowo. Jednak ponieważ w tym wątku obowiązuje kontekst T.E., uwaga spella była słuszna (na temat wiary, a nie kwantyfikatora).
Moja uwaga dotycząca kwantyfikatora dotyczyła tego, że zauważyłem, iż w zdaniu wypowiedzianym przez Pana Bogusławskiego kwantyfikator ogólny był ukryty. "Odrobinę bystrzy ludzie w nic nie wierzą" - w domyśle "Wszyscy".
W przeciwnym bowiem razie, a co Pan Bogusławski zaznaczył - to jest przypadek, o który mu chodziło, gdyż nie miał na myśli wszystkich - zdanie jest pozbawione wartości i zupełnie nic nie wnosi do dyskusji. Oznacza bowiem: są odrobinę bystrzy ludzie, którzy w nic nie wierzą. Są więc też w oczywisty sposób ww. ludzie, którzy w różne rzeczy wierzą. Co więcej - Pan Bogusławski nie raczył podzielić się wiedzą nawet na temat proporcji tych ludzi.
>Można rozważać wiarę (naukową) w T.E., gdy przeciwstawia się ją niewierze.
Jeśli pozostaniemy przy czepianiu się słówek, a więc przy wyznaczonym znaczeniu słów - w tym wypadku "móc", to jak najbardziej można rozważać wiarę w teorię ewolucji nawet kiedy przeciwstawia się ją kluskom, gdyż ani żadne prawo tego nie zabrania, a cała rzesza ludzi ma ku temu możliwość.
Wiara ma w j. polskim kilka znaczeń i wprawdzie można dorabiać do niej przymiotniki (np. "wiara naukowa"), to o ile nie tworzą one związków frazeologicznych ze słowem "wiara", ową "wiarę" należy traktować słownikowo, słowo towarzyszące jej traktując jako uściślenie o jaką dziedzinę chodzi.
Wiara "naukowa" niczym się nie różni od wiary "religijnej". W obydwu wypadkach wiara dotyczy przekonania (a nie pewności) o tym, że coś jest słuszne. A więc nie polega na pewności, na naocznym doświadczeniu, ale na przyjęciu "na słowo honoru", że przedmiot wiary jest prawdziwy.
Nie ma znaczenia, czy człowiek przyjmuje "na wiarę" (czyli zaczyna wierzyć) w to, że bóg stworzył świat w siedem dni, czy wierzy w to, że ktoś kiedyś przeprowadził jakiś eksperyment i coś konkren
>Rożnica jest taka, że wiara wynikająca z wiedzy jest pewnością lub niemal pewnościa (czasem się dopuszcza możliwość pomyłki), ślepa wiara jest także pewnością, obie odnoszą się do faktów (prawdziwych bądź nie).
Człowiek niemal pewny i niepewny to mają wspólnego, że obydwaj nie są pewni. Jeden ma większą ilość informacji, ale wciąż niewystarczającą do pewności, a drugi ma mniejszą ilość informacji - też niewystarczającą do pewności.
>Nadzieja odnosi się zazwyczaj do przyszłości i dlatego zawsze jest pewien pułap niepowodzenia.
Dlaczego zazwyczaj? Ciężko byłoby to sprawdzić. Np. czy ludzie częściej mają nadzieję na to, że uda im się coś w przyszłości osiągnąć, czy mają nadzieję, że coś o czym jeszcze nie wiedzą nie stało się w przeszłości (przykładowo matka spóźniającego się syna ma nadzieję, że nic mu się nie stało).
>Oczywiście istnieją też inne rodzaje wiary, np. z niewielką dozą pewności.
Które wszystkie łączy jedno - brak pewności. Ale żeby było zabawniej - jeśli pewność ujmiemy w ramy stanu psychicznego człowieka, można być czegoś jednocześnie pewnym i nie mieć w tej sprawie racji.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Spring (1174 punktów) | >Moja uwaga dotycząca kwantyfikatora dotyczyła tego, że zauważyłem, iż w zdaniu wypowiedzianym przez Pana Bogusławskiego kwantyfikator ogólny był ukryty. "Odrobinę bystrzy ludzie w nic nie wierzą" - w domyśle "Wszyscy". I tak należy owe zdanie rozumieć - "wszyscy, którzy...".
>W przeciwnym bowiem razie, a co Pan Bogusławski zaznaczył - to jest przypadek, o który mu chodziło, gdyż nie miał na myśli wszystkich - zdanie jest pozbawione wartości i zupełnie nic nie wnosi do dyskusji. W takim razie, rzeczywiście, jest to dziwne.
>Jeśli pozostaniemy przy czepianiu się słówek, a więc przy wyznaczonym znaczeniu słów - w tym wypadku "móc", to jak najbardziej można rozważać wiarę w teorię ewolucji nawet kiedy przeciwstawia się ją kluskom, gdyż ani żadne prawo tego nie zabrania, a cała rzesza ludzi ma ku temu możliwość. Nie o to chodzi. Gdy rozważamy fakt, że część spełeczeństwa nie wierzy w T.E., to inna część - wierzy, nic więcej.
>Wiara "naukowa" niczym się nie różni od wiary "religijnej". W obydwu wypadkach wiara dotyczy przekonania (a nie pewności) o tym, że coś jest słuszne. A więc nie polega na pewności, na naocznym doświadczeniu, ale na przyjęciu "na słowo honoru", że przedmiot wiary jest prawdziwy.
Wiara religijna jest cnotą, której utracenie jest grzechem. Wiara naukowa nie ma wielkiego sensu bez kontekstu. Jednym z możliwych kontekstów jest, gdy rozważamy niewiarę w jakąś teorię (co wyjaśniłem powyżej). Można też mówić, o wierze w fakty naukowe (co zasugerowaleś), gdy osoby same nie sprawdziły, a uwierzyły na słowo autorytetowi w danej dziedzinie. Rożnica jednak jest i to spora.
> Nie ma znaczenia, czy człowiek przyjmuje "na wiarę" (czyli zaczyna wierzyć) w to, że bóg stworzył świat w siedem dni, czy wierzy w to, że ktoś kiedyś przeprowadził jakiś eksperyment i coś konkren
Rożnica jest w poziomie absurdu.
>Człowiek niemal pewny i niepewny to mają wspólnego, że obydwaj nie są pewni. Jeden ma większą ilość informacji, ale wciąż niewystarczającą do pewności, a drugi ma mniejszą ilość informacji - też niewystarczającą do pewności. Niemal pewny, użyłem w znaczeniu, gdy ktoś wie, że wszystko wskazuje na dany fakt, jednak dopuszcza możliwość pomyłki (zdrowy sceptycyzm). Niepewny, to - wątpiący.
>Nadzieja odnosi się zazwyczaj do przyszłości i dlatego zawsze jest pewien pułap niepowodzenia.
>Dlaczego zazwyczaj? Ciężko byłoby to sprawdzić. Np. czy ludzie częściej mają nadzieję na to, że uda im się coś w przyszłości osiągnąć, czy mają nadzieję, że coś o czym jeszcze nie wiedzą nie stało się w przeszłości (przykładowo matka spóźniającego się syna ma nadzieję, że nic mu się nie stało). Chodzi o to, że dla matki sprawa wyjaśni się dopiero w przyszłości.
>Ale żeby było zabawniej - jeśli pewność ujmiemy w ramy stanu psychicznego człowieka, można być czegoś jednocześnie pewnym i nie mieć w tej sprawie racji. Oczywiście.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Ciąg dalszy: Nad definicją oraz rozumieniem i znaczeniem wiary zastanawiałem w całym wątku, temu problemowi poświęconym, ale rozumiem, że dla Pana on nic ciekawego do dyskusji nie wnosi.> Czyli zastanawia się Pan nad definicją wiary, która jest nam z góry narzucona?Panu jakaś definicja wiary jest narzucona. Ja znam wiele definicji wiary, choćby te z Wikipedii, ale żadnej nie uznaję za narzuconą? > Po to mamy słowniki j. polskiego, aby się nie musieć zastanawiać nad tym co oznaczają konkretne słowa.Czyżby ktoś Pana tu zmuszał do zastanawiania się. Natomiast wielu bardzo mądrych ludzi - z tego kilku przywołanych w moim wątku - zastanawiało się nad rozumieniem słowa wiara. Inne terminy podlegają też intelektualnej refleksji. > Poza tym w twierdzeniu, które Pan na początku rzucił, jakoby "bystrzy ludzie nie wierzyli w nic" nie ma miejsca na zastanowienia. Pan tu nie rozważa implikacji wiary i niewiary, a po prostu stwierdza Pan, że "tacy i tacy ludzie nie wierzą".I co ja mogę na to, że tylko tyle Pan zrozumieć potrafi? Gdzie ja pisałem o jakiejś "tacy"? Gdy zaznacza się jakiś tekst cudzysłowem, to on musi zawierać dokładne cytowanie, a nie wariacje na temat. Nigdzie nie napisałem "bystrzy ludzie nie wierzyli w nic" jeżeli już to "odrobinę bystrzy ludzie" w nic nie wierzą, a oba stwierdzenia mają inne znaczenie. Prawie za każdym razem jakoś Pan manipuluje moimi wypowiedziami. Przecież w tym linku: www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642687 wyjaśniłem swoje stwierdzenie. > No więc zobaczmy co Pan tam twierdzi. Pozwolę sobie umieścić konkretny cytat z Pana:Nauka nie przyjęła żadnych metafizycznych założeń. Do fizykalizmu, monizmu, naturalizmu, materializmu i jak jeszcze by tego nie nazywał nauka doszła przez praktykę, stale potwierdzaną w doświadczeniach. W nauce dogmaty są nie możliwe, gdyż niczego nie przyjmuje się "na wiarę" wszystko (już z założenia) poddawane jest krytycznej weryfikacji.
"Niewiara", to też nazwa "sceptycyzm naukowego", który jest praktyczną postawą przyjmowaną przez olbrzymią większość społeczności naukowej, która polega na uznawaniu za wiarygodne tylko tych teorii i wyników badań, które spełniają elementarne zasady metodologii naukowej, a w takich samych warunkach dają ten sam wynik.> A tutaj cytat z innej Pana wypowiedzi ( www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,641034#w641351): Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". > No to jak w końcu jest? Przyjmujemy w nauce rzeczy "na wiarę", czy nie przyjmujemy?A to zależy, czy przyjmujemy na wiarę, czy "na wiarę". > I od razu Panu odpowiem - przyjmujemy.Tak i to czyni Pan w imieniu wszystkich, także i moim. Pan oczywiście wie lepiej. > W przeciwnym razie KAŻDY naukowiec musiałby powtarzać KAŻDY eksperyment i KAŻDE badanie, jakie do tej pory zostały wykonane.Bzdura. Wynikająca z niezrozumienia tego co napisałem, ale jak ktoś nie chce to na pewno nie zrozumie. Przecież w tym linku: www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642687 wyjaśniłem swoje stwierdzenie. Podobnie uważa praktyk uprawiający naukę przyrodoznawczą: W nauce niczego nie przyjmuje się na wiarę. Wiara nauce jest zbędna. W nauce są tyko mniej lub bardziej ugruntowane teorie. W odróżnieniu od teologii, w nauce nie ma takiego stwierdzenia, któremu nie mogłyby zaprzeczyć fakty empiryczne.. > To, czy teorie są falsyfikowalne, czy nie, to już jest zupełnie inny temat.Tak, to Pan będzie dzielił moje tematy. > Tu nie chodzi o to, czy można skonstruować takie badanie, ale o to, że aby każdy naukowiec wiedział, że jest prawdziwa, musiałby sam przeprowadzić badanie. Inaczej czyta artykuł i przyjmuje NA WIARĘ, że opisano w nim prawdę.Ależ mnie wcale nie przeszkadza Pański sposób rozumowania. Tak ma właśnie większość, ale dlaczego Pan nie pozwala mi na moją postawę poznawczą: "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji" Dlatego, iż Pan takiej postawy zrozumieć nie potrafi? Ani tak nie uważam, ani tak nie pisałem. Pewność daje tylko wiara.> No i już do końca nie wiadomo o co Panu chodzi. Albo jest Pan zgrywusem, albo szaleńcem.Przecież już Pan w swojej wyobraźni udowodnił, iż jestem głupcem i święcie w to wierzy. A to, iż Pan nie rozumie o co mi chodzi, to ewidentnie wynika od początku. Dalece nikt z nas wszystkiego nie wie, ale warto starać się zrozumieć wypowiedź przed podjęciem polemiki. Nie wmawiać interlokutorom poglądów, których nie posiadają, gdyż wtedy to dyskutujemy sami ze sobą.> Panie Andrzeju. Powyżej zamieściłem konkretne z Pana cytaty, które - choć dotyczą tego samego zagadnienia, są ze sobą całkowicie sprzeczne. Jak Pan to wytłumaczy?Nie podejmuję się Panu wytłumaczyć nawet tego co to znaczy rzetelne cytowanie i dlatego pozostawię ocenę naszych argumentów czytelnikom. @@@ .
|
|
| | | | | |  | 2 na 4 | spellbinder (8577 punktów) | Nad całością zmęczę się później, zajmijmy się tym konkretnym stwierdzeniem:
"Nauka nie przyjęła żadnych metafizycznych założeń. Do fizykalizmu, monizmu, naturalizmu, materializmu i jak jeszcze by tego nie nazywał nauka doszła przez praktykę, stale potwierdzaną w doświadczeniach. W nauce dogmaty są nie możliwe, gdyż niczego nie przyjmuje się "na wiarę" wszystko (już z założenia) poddawane jest krytycznej weryfikacji."
Jest to nieprawda i już tłumaczę dlaczego.
Weźmy eksperyment więzienny Zimbardo. Zimbardo zrobił ze swojej strony wszystko, aby wykazać jakąś (i w tym momencie przedmiot eksperymentu ma poboczne znaczenie) immanentną cechę ludzkiej natury. W tym celu wybrał losową, a jednocześnie reprezentatywną próbę, zadbał o ograniczenie czynników niekontrolowanych itd. W wyniki tego eksperymentu zdobył wiedzę na temat wycinka ludzkiej natury.
Ale wiedzy tej nie zdobył nikt, kto nie brał udziału w projektowaniu tego eksperymentu. Inni ludzie znają ten eksperyment z opowieści badacza. Nie był świadkiem eksperymentu. Nie miał do czynienia z danymi. Musi więc WIERZYĆ w to, że eksperyment został faktycznie przeprowadzony tak, jak pan Zimbardo to opisał.
W tym momencie teza Zimbardo ma status dogmatu, nie dlatego, że nie jest możliwe odtworzenie tego eksperymentu (choć byłoby to niezgodne z prawem). Przede wszystkim chodzi o to, że nawet jeśli jedna osoba zdecyduje się go odtworzyć i opisać, to w niczym nie zmienia to sytuacji innych ludzi, którzy tego nie zrobili. Oni, zamiast wierzyć tylko Zimbardo, wierzą także autorowi replikacji badania.
To samo tyczy się każdego innego badania, każdej teorii.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . . > Nad całością zmęczę się później, zajmijmy się tym konkretnym stwierdzeniem:"Nauka nie przyjęła żadnych metafizycznych założeń. Do fizykalizmu, monizmu, naturalizmu, materializmu i jak jeszcze by tego nie nazywał nauka doszła przez praktykę, stale potwierdzaną w doświadczeniach. W nauce dogmaty są nie możliwe, gdyż niczego nie przyjmuje się "na wiarę" wszystko (już z założenia) poddawane jest krytycznej weryfikacji."> Jest to nieprawda i już tłumaczę dlaczego.> Weźmy eksperyment więzienny Zimbardo. (...)Ależ oczywiście w Pańskiej logice ten opis przeczy zacytowanemu zdaniu. W moim nie i Pańskie "męczenie się" nad moimi tekstami zdecydowanie bardziej świadczy o Pańskiej mentalności niż moich wywodów jakości. > To samo tyczy się każdego innego badania, każdej teorii.Gratuluję Panu wiedzy i umiejętności myślenia, ale mnie Pańskie wywody zupełnie nie przekonywują. Moimi Pan mataczy, a Pańskie są dla mnie mało jasne. www.racjon(*)m.php/s,665112/z,0/d,4#w665890Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | spellbinder (8577 punktów) | > Ależ oczywiście w Pańskiej logice ten opis przeczy zacytowanemu zdaniu.To niechże Pan obali tę logikę, albo się z nią zgodzi. > Gratuluję Panu wiedzy i umiejętności myślenia, ale mnie Pańskie wywody zupełnie nie przekonywują.Proszę więc podać przykład jednego badania naukowego, którego wyników naukowcy nie biorą "na wiarę". > Moimi Pan mataczy,ze SJP: matacz - osoba postępująca nieuczciwie, używająca wybiegów i kłamstw Proszę mi łaskawie wykazać w którym miejscu postąpiłem nieuczciwie, albo skłamałem. > a Pańskie są dla mnie mało jasne.Coraz łatwiej mi w to uwierzyć. > Miłego dnia.Nawzajem
|
|
| | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>>To Pańskie zdanie. >Raczej oczywistość, którą bardzo łatwo udowodnić. Mówi Pan, że "odrobinę bystrzy ludzie" w nic nie wierzą. >Czyli zakłada Pan, że "odrobinę bystry człowiek" nigdy nie działa w oparciu o wiarę. Niechże mi więc Pan łaskawie wyjaśni, skąd czerpie Pan wiedzę na temat trzeźwości kierowców, których Pan mija na ulicy. Skąd czepie Pan wiedzę na temat tego kim będą ci kierowcy, których Pan będzie mijać w drodze do sklepu.
Ale w co wierzyć że są trzeźwi czy nietrzeźwi? Czyli jak będę wierzył że wszyscy jadą jak naj....ni to Ty powiesz że to nie prawda bo wierzysz że są trzeźwi? Selekcja wiary wiarą? Tak pytam bo z wiara u mnie na bakier.
|
|
| | | |  | | spellbinder (8577 punktów) | >Ale w co wierzyć że są trzeźwi czy nietrzeźwi?
A to już zależy od człowieka. Nie da się tego, na obecną chwilę, kontrolować - a więc nie da się tego wiedzieć. A jeśli nie da się tego wiedzieć, a mimo to podejmuje się decyzję o wyjściu z domu, to podejmuje się tę decyzję w oparciu o wiarę.
>Czyli jak będę wierzył że wszyscy jadą jak naj....ni to Ty powiesz że to nie prawda bo wierzysz że są trzeźwi?
Nie. Jeśli wierzysz, że wszyscy są najebani, to nie wyjdziesz z domu. Jeśli wierzysz, że nic Ci się nie stanie, to wyjdziesz. Nie możesz wiedzieć, czy w drodze po bułki nie trzepnie Cię samochód, a jednak wychodzisz.
>Tak pytam bo z wiara u mnie na bakier.
To by było dziwne, gdyż Pan Bogusławski wyraźnie podkreślał, że w obecnym świecie nie da się żyć nie biorąc pewnych rzeczy "na wiarę".
|
|
1 na 1 | oportunista (1711 punktów) | Nie odczuwam jakiegoś dyskomfortu z tego powodu, po prostu nie ma to dla mnie istotnego wpływu na moje życie. O teorii ewolucji usłyszałem lata temu w szkole średniej, był to jeden z przedmiotów kierunkowych. Od tego czasu minęło ponad 35 lat, nic mi z opanowania tej wiedzy nie przyszło, ot jeden z wielu wtłoczonych w młode głowy pakietów wiedzy niczemu nieprzydatnej. Niby dobrze wiedzieć jak powstawaliśmy, ale nijak to się ma do zarabiania na chleb. Ci co nie posiedli owej wiedzy też nie mają łatwiej. Kupując mięso nie kojarzymy go ze żywym stworzeniem, które ewoluowało wiele tysięcy lat. Boczek ma być chudy, mleko białe, no i żeby było smacznie. W mitologii skandynawskiej Loki to kłamca, oszust ktoś udający kogoś innego, oj nie lubią go bogowie.
|
|
 | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Nie odczuwam jakiegoś dyskomfortu z tego powodu, po prostu nie ma to dla mnie istotnego wpływu na moje życie.I stanowi Pan tu zdecydowaną większość społeczeństwa. > O teorii ewolucji usłyszałem lata temu w szkole średniej, był to jeden z przedmiotów kierunkowych. Od tego czasu minęło ponad 35 lat, nic mi z opanowania tej wiedzy nie przyszło, ot jeden z wielu wtłoczonych w młode głowy pakietów wiedzy niczemu nieprzydatnej. Niby dobrze wiedzieć jak powstawaliśmy, ale nijak to się ma do zarabiania na chleb. Ci co nie posiedli owej wiedzy też nie mają łatwiej.Tak, powstał nawet taki polityczny kierunek myślenia, aby młodych głów żadnymi bzdurami nie zaśmiecać, gdyż zbytnie zastanawianie się nad szeroko pojętą rzeczywistością do niczego dobrego nie prowadzi. Ogólne wykształcenie powinno być elitarne i obejmować tylko wybranych, a poziom wiedzy winien być hierarchiczny. Przecież jak człowiek pracy ciężko pracujący na chleb codzienny czegoś nie wie lub nie rozumie, to przecież zawsze zapytać się autorytetu może. > W mitologii skandynawskiej Loki to kłamca, oszust ktoś udający kogoś innego, oj nie lubią go bogowie. (Oj kochają go władcy wszelacy).Według mitów greckich Prometeusz ulepił człowieka z gliny pomieszanej ze łzami. Człowiek ten był słaby i bezbronny wobec potęgi przyrody, której nie rozumiał. Prometeusz wykradł bogom Olimpu ogień i nauczył człowieka używania go. Potem Prometeusz nauczył ludzi przetapiać metale, gotować jedzenie, uprawiać rolę, kuć zbroje, budować domy, czytać, pisać i ujarzmiać siły przyrody. Oj nie lubił go Bóg! @@@ .
|
|
|  | 2 na 2 | szarley (54911 punktów) | > >Nie odczuwam jakiegoś dyskomfortu z tego powodu, po prostu nie ma to dla mnie istotnego wpływu na moje życie.> I stanowi Pan tu zdecydowaną większość społeczeństwa.Zdecydowaną większość? Rzekłbym 100% Wielu, choć zawsze zbyt mało ludzi odczuwa dyskomfort z powodu braku wiedzy. Pan żałował kiedyś, że nie zna hebrajskiego, ja wielu rzeczy nie wiem i też jest to dla mnie dyskomfort, przypuszczam że i Oportunista taką listę uwierającej niewiedzy mógłby napisać. Jednak każdy człowiek ma o wiele większy zbiór niedostępnej wiedzy, która go nie interesuje i do której nie dąży i do dążenia do której nawet największa ciekawość świata go nie zmotywuje. Dla mnie jest to znajomość historii Inków, języka włoskiego czy paleoantropologii www.racjonalista.pl/forum.php/s,646600#w646613Błędem jest jednak utożsamianie racjonalizmu ze znajomością teorii ewolucji (poza oczywiście ogólna, szkolną wiedzą!). Nieracjonalne jest jedynie jej zaprzeczanie
|
|
|  | 2 na 2 | oportunista (1711 punktów) | Analogii miedzy Prometeuszem a Lokim jakoś nie mogę się dopatrzeć. Prometeusz jest symbolem wydzierania boskich tajemnic i zaprzęgania ich w kierat ludzkiego czynienia ziemi sobie poddanej. Czy coś takiego mogło spodobać się Zeusowi? On wiedział jaki będzie tego efekt, ale nie wytępił nas, staliśmy się dla niego antidotum na nudę. Nie jestem przekonany czy wydzieranie Bogom ich tajemnic, czyni nas szczęśliwszymi. Z Lokim jest zupełnie inaczej, to heros symbol ognia i oszustwa. To wolny strzelec grający na wszystkie strony, potrafi przybrać każdą maskę, jest bezideowy. Nazwanie jego imieniem badanego maleństwa może być nieprzypadkowe. Wiedza to potężna broń, zazwyczaj kierowana w drugiego człowieka. Dostęp powszechny do niej nie jest równoznaczny z postępem. O wiele bardziej bezpieczne jest posługiwanie się mitami, stereotypami. Dostęp do wiedzy powinien być elitarny, nam szarym ludziom wystarczą umiejętności podstawowe jak czytanie, liczenie i pisanie. Mędrkowanie zostawmy mędrcom. Refleksja może kontrowersyjna, ale gdy zdarza mi się zatrzymać na kanale Telewizji Trwam i widzę te tłumy wpatrzonych niczym w bóstwo, niezliczonych wielbicieli w Ojca Dyrektora, to myślę sobie - oni już znaleźli, są szczęśliwi, ognia im już nie potrzeba. Trochę się temu dziwię, ale zobacz jeden wykrada dla nas ogień maniąc iluzją postępu, drugi miesza ogień z oszustwem.
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Analogii miedzy Prometeuszem a Lokim jakoś nie mogę się dopatrzeć. Analogii? Ja też nie. Tu chodzi raczej o alternatywność postaw zawartych w mitach. > Prometeusz jest symbolem wydzierania boskich tajemnic i zaprzęgania ich w kierat ludzkiego czynienia ziemi sobie poddanej.Dokładnie tak. > Czy coś takiego mogło spodobać się Zeusowi?Większości władców, to by się nie podobało. O tym też napisałem. > On wiedział jaki będzie tego efekt, ale nie wytępił nas, staliśmy się dla niego antidotum na nudę.Z całości mitu nie wynika ani to, że wiedział jaki będzie efekt, ani że mógł nas wytępić. Zeus był gromowładny a nie wszechwładny (to późniejsza koncepcja). > Nie jestem przekonany czy wydzieranie Bogom ich tajemnic, czyni nas szczęśliwszymi.Wiem, to wynika z poprzedniej Pańskiej wypowiedzi. Natomiast ja jestem tego zwolennikiem. > Z Lokim jest zupełnie inaczej, to heros symbol ognia i oszustwa. To wolny strzelec grający na wszystkie strony, potrafi przybrać każdą maskę, jest bezideowy.Znam ten mit. > Nazwanie jego imieniem badanego maleństwa może być nieprzypadkowe.Może, nie znam intencji jego imieniodawców. > Wiedza to potężna broń, zazwyczaj kierowana w drugiego człowieka.Bzdura. Wiedza, to potężne narzędzie wykorzystywane do przeróżnych celów, także dobrych i bardzo dobrych dla ludzkości oraz pojedynczych ludzi. Rachunek wyników jest zdecydowanie pozytywny dla ludzkości. > Dostęp powszechny do niej nie jest równoznaczny z postępem.Nie, nie jest. > O wiele bardziej bezpieczne jest posługiwanie się mitami, stereotypami.Tak, polski polityk powiedział - "naród głupi wszystko kupi". Na racjonalistycznym forum jako zwolennik Oświecenia głoszę Sapere aude, a odwaga myślenia bez dostatecznej wiedzy nie ma znaczenia. > Dostęp do wiedzy powinien być elitarny, nam szarym ludziom wystarczą umiejętności podstawowe jak czytanie, liczenie i pisanie.Tych, którym wystarczą zmuszać się nie powinno, gdyż im "żyłka myśląca" pęknąć może. > Mędrkowanie zostawmy mędrcom.A skąd ich brać? Z urodzenia, czy z wyboru władz. > Refleksja może kontrowersyjna, ale gdy zdarza mi się zatrzymać na kanale Telewizji Trwam i widzę te tłumy wpatrzonych niczym w bóstwo, niezliczonych wielbicieli w Ojca Dyrektora, to myślę sobie - oni już znaleźli, są szczęśliwi, ognia im już nie potrzeba.Szczęść im Boże. Wszelkie badania socjologiczne pokazują, że dla znakomitej większości ludzi wiara (religia) są niezbędne i jeżeli odchodzą nawet od form zinstytucjonalizowanych, to tworzą sobie religie prywatne "niewidzialnej religijności". Postawy naukowe, racjonalne należy krzewić, ale nie można robić tego na siłę, gdyż wtedy osiąga stan odwrotny od zamierzonego. > Trochę się temu dziwię, ale zobacz jeden wykrada dla nas ogień maniąc iluzją postępu, drugi miesza ogień z oszustwem.Nie rozumiem tego zdania, ale mity rządzą się własnymi prawami oraz własną logiką i dyskusja o mitach to już zupełnie nie przedmiot tego wątku. @@@ .
|
|
| | |  | 4 na 4 | oportunista (1711 punktów) | Szanowny kolego, niespecjalnie irytuję się wypowiedziami pod moimi komentarzami, zazwyczaj je ignoruje gdy mnie irytują. Jedna wszak sprawa jest szczególnie nieznośna, jednak bardzo często praktykowana. Pan się w niej lubuje szczególnie. Mianowicie rozkładanie wypowiedzi na części i wstawianie do takiej cząstki swych 5 groszy. Być może nikt jeszcze nie zwrócił Panu uwagi, ale zazwyczaj wątek, lub komentarz stanowią całość myśli. Odpowiadając wypada ustosunkować się do myśli, nie zaś do wyrwanych z kontekstu fragmentów. Łapanie za słówka, wcinanie się w wypowiedź, ustosunkowywanie się do zwrotów zabija kulturalną rozmowę. Guzik mnie obchodzi czy zna się Pan na czymś czy nie, czy zgadza się ze mną lub wręcz przeciwnie. Dla mnie liczy się przekaz, myśl, może być fatalnie skonstruowana gramatycznie i logicznie, ale musi być spójna i odnosić się do wypowiedzi jako całości. Szatkowanie lubi kapusta. Wypowiedź niezwiązana z tematem, więc spokojnie proszę ją wrzucić do kosza.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . >Szanowny kolego, niespecjalnie irytuję się wypowiedziami pod moimi komentarzami, zazwyczaj je ignoruje gdy mnie irytują. No to jak jest?
>Jedna wszak sprawa jest szczególnie nieznośna, jednak bardzo często praktykowana. Jeżeli nieznośna dla Pana, a bardzo często praktykowana, to jaki wyciąga Pan wniosek?
>Pan się w niej lubuje szczególnie. Szczególnie to lubowałem się w pięknych kobietach (teraz to głównie wspomnienia) oraz w mądrych książkach (i to mi pozostało). Inne rzeczy, a jest ich wiele - jak na przykład piękno przyrody - to tylko lubię.
>Mianowicie rozkładanie wypowiedzi na części i wstawianie do takiej cząstki swych 5 groszy. Być może nikt jeszcze nie zwrócił Panu uwagi, ale zazwyczaj wątek, lub komentarz stanowią całość myśli. Odpowiadając wypada ustosunkować się do myśli, nie zaś do wyrwanych z kontekstu fragmentów. Łapanie za słówka, wcinanie się w wypowiedź, ustosunkowywanie się do zwrotów zabija kulturalną rozmowę. Szanowny Panie, to otwarte forum i każdy wypisuje tu co potrafi, a każdy komentuje też tak jak potrafi. Mnie zdecydowanie nie odpowiada forma odpowiadania "potokiem" na każdy potok nieuporządkowanych myśli. Nie uznaję słowotoków za racjonalną i komunikatywną formę wypowiedzi, ale pozostawiam Panu Pańską formę wypowiedzi do własnego wyboru.
Nikt z nas nie powinien być sędzią we własnej sprawie i sprawiedliwie nasze wypowiedzi ocenia dopiero większość czytelników. Dlatego warto zachować spokój. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.
>Guzik mnie obchodzi czy zna się Pan na czymś czy nie, czy zgadza się ze mną lub wręcz przeciwnie. Mamy tu podobnie. Ja wszystkie swoje wypowiedzi (nawet te będące polemiką z czyjąś wypowiedzią) kieruję tylko do tych, którzy je zrozumieć potrafią.
> Dla mnie liczy się przekaz, myśl, może być fatalnie skonstruowana gramatycznie i logicznie, ale musi być spójna i odnosić się do wypowiedzi jako całości. Dla mnie też liczy się przekaz, ale żaden przekaz nie może być spójnym, gdy wypowiedź jest "fatalnie skonstruowana gramatycznie i logicznie", autor nie zna znaczenia terminów, którymi się posługuje i baje to co mu się zdaje.
> Szatkowanie lubi kapusta. Tu raczej zauważył bym odwrotnie. Ja nie boję się pocięcia mojej wypowiedzi, gdy uczynione jest to rzetelnie, bez manipulacji moimi wypowiedziami. Nikomu nie szatkuję myśli, a gdy koniecznym jest odniesienie się do jakiegoś zwrotu, to następnie całą myśl powtarzam.
>Wypowiedź niezwiązana z tematem, więc spokojnie proszę ją wrzucić do kosza. To nie mój wątek. Ale sprawa ważna, gdyż ważnym jest pytanie czy możemy innym narzucać formę polemiki z nami. Z przeróżnych powodów odnoszę się do wypowiedzi innych i przy swojej formie pozostanę. Zgodnie z tym co zechciał Pan napisać: Guzik mnie obchodzi czy zna się Pan na czymś czy nie, czy zgadza się ze mną lub wręcz przeciwnie.
Miłego dnia życzę.
@@@ .
|
|
| | | |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>sprawa jest szczególnie nieznośna [...] rozkładanie wypowiedzi na części i wstawianie do takiej cząstki swych 5 groszy Pomijając racjonalność odpowiadania na poszczególne poruszone przez interlokutora kwestie oraz wyrażanie w ten sposób szacunku do jego wypowiedzi, to przecież mamy tutaj Regulamin, który w §.25 takie postępowanie zaleca: "Należy... c) cytować wyłącznie te fragmenty wypowiedzi rozmówcy, na które bezpośrednio udziela się odpowiedzi. Należy wycinać cytaty, do których wypowiedź się nie odnosi."
Kiedy każdy mój argument zacznie ci się wydawać genialny, możesz rzucić we mnie zgniłym pomidorem.
|
|
| | | | |  | | Spring (1174 punktów) | > "Należy wycinać cytaty, do których wypowiedź się nie odnosi."Wycinać cytaty
|
|
| | | | | |  | | Crystal Philosopher (38 punktów) | |
|
| Rova (234 punktów) | A ja to się dziwię, że dwóch na trzech polaków w nią wierzy. Przecież niby większość katolicka jest... Dziwne. Poza tym. Powiedz mi jaki praktyczny skutek będzie miało przekonanie ludzi do tej teorii? Chodzi ci o wpływ na przyszłe pokolenia i zwiększenie liczby trzeźwo myślących ludzi? Tu raczej trzeba zainwestować w ogólną świadomość ludzi. Ale i z tym jest problem. Bo chyba nie chodzi ci o typowe zapędy : A TERAZ ZMUSZĘ WAS DO WIERZENIA W CO JA WIERZĘ! MUHAHAHA!
Trzeba się przede wszystkim skupić na zaszczepieniu ludziom ideologii przedsiębiorczości, odwagi gospodarzczej, kombinowania i wspólnoty. To pozwoli rozwinąć gospodarkę i zwiększyć ilość wykształconych ludzi. Albo nie. Kto wie?
|
|
 | | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Trzeba się przede wszystkim skupić na zaszczepieniu ludziom ideologii przedsiębiorczości, odwagi gospodarczej, kombinowania i wspólnoty. To sprzeczne postulaty, bo bogacący się przedsiębiorca działa wbrew zwykle na jego rzecz ubożejącej wspólnocie. Czyli równa przedsiębiorczość członków wspólnoty wzajemnie znosiłaby się.
Kiedy każdy mój argument zacznie ci się wydawać genialny, możesz rzucić we mnie zgniłym pomidorem.
|
|
|  | 1 na 1 | Rova (234 punktów) | Równa przedsiębiorczość? A co ludzie są kopiuj - wklej? Nic nie jest idealne. Jedni są bardziej - inni mniej. Chodzi o zaradność ludzką, kombinowanie ale i poczucie wspólnoty. Jak mrówki - działając wspólnie, wspierając się nawzajem, choć w takim niewielkim stopniu, jakim to możliwe. Właściwa ideologia może zdziałać cuda. A połączona z rządzącym, co ma głowę na karku - to w ogóle.
|
|
| |  | | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Równa przedsiębiorczość? A co ludzie są kopiuj - wklej? Oczywiście, że ludzie nie są jednakowo przedsiębiorczy i przecież nigdzie nie twierdzę, by takimi byli. Napisałam, że gdyby takimi byli, to suma ich jednostkowych przejawów przedsiębiorczości jako działania wzajemnie się znoszące nie miałaby racji bytu. Zatem i "uczenie przedsiębiorczości" statystycznie nie poprawi bytu poszczególnych jednostek danej wspólnoty.
>Chodzi o zaradność ludzką, kombinowanie ale i poczucie wspólnoty. Jak mrówki - działając wspólnie, wspierając się nawzajem... Mrówki nie są przykładem przedsiębiorczości, lecz pracowitości. Oraz ofiarności w walce, ale to już jest działanie skierowane przeciwko osobnikom spoza wspólnoty, czyli militarne.
>Właściwa ideologia może zdziałać cuda. Raczej: zasady bywają lepsze i gorsze.
Kiedy każdy mój argument zacznie ci się wydawać genialny, możesz rzucić we mnie zgniłym pomidorem.
|
|
| | |  | | Rova (234 punktów) | Jak mogłaś pomyśleć, że użyłem przykładu mrówek jako przedsiębiorczości?  To był pokaz wspólnej pracy i celu. Zasady to pojęcie bardzo szerokie. Gospodarka to ludzie. Zmień działania ludzi a zmienisz gospodarkę. Tu chodzi o wykorzystanie potencjału i podniesienie poziomu poprzez ideologię. Sposób myślenia ma ogromny wpływ na ludzi. Chodzi o wykorzystanie drzemiącej w nich siły.
|
|
| | | |  | | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> Jak mogłaś pomyśleć, że użyłem przykładu mrówek jako przedsiębiorczości? Na to wskazywała konstrukcja Twojej wypowiedzi o treści "Równa przedsiębiorczość? A co ludzie są kopiuj - wklej? Nic nie jest idealne. Jedni są bardziej - inni mniej. Chodzi o zaradność ludzką, kombinowanie ale i poczucie wspólnoty. Jak mrówki..." w której zwrotu "chodzi o" użyłaś w sposób wskazujący, że nastąpi przykład ilustrujący zasadność krzewienia dopiero co postulowanej przedsiębiorczości. > Zasady to pojęcie bardzo szerokie.Bez wątpienia. > Gospodarka to ludzie. Zmień działania ludzi a zmienisz gospodarkę.> Tu chodzi o wykorzystanie potencjału i podniesienie poziomu poprzez ideologię.> Sposób myślenia ma ogromny wpływ na ludzi. Chodzi o wykorzystanie drzemiącej w nich siły.A tutaj trudno nie mieć wątpliwości, ale może startujesz w jakichś wyborach? 
Kiedy każdy mój argument zacznie ci się wydawać genialny, możesz rzucić we mnie zgniłym pomidorem.
|
|
| | | | |  | | Rova (234 punktów) | No cóż. Zawsze nam zostaje płakanie w kąciku i siedzenie w miejscu. To na pewno doprowadzi nas do wspaniałej przyszłości. To dość oczywiste, że odpowiednie myślenie kształtuje odpowiednie zachowania. Religia jest tego przykładem. Nie uczynisz z każdego profesora - bo ktoś pracować musi. Ale możesz wyciągnąć z ludzi tyle przydatnych rzeczy ile tylko się da. Możesz również zasiać ziarno, którego tylko 10% wykiełkuje. Ale siejesz je tylko dla tych 10%. By wyrosło więcej zdolnych i wybitnych ludzi niż do tej pory.
Nie startuję jeszcze w wyborach. Poza tym nie ma sensu na serio uczestniczyć w farsie demokracji. Nie bez powodu za kółko samochodu trzymają dłonie jednej osoby a nie kilku. Gdy każdy ciągnie w swoją stronę to wyrżniemy w drzewo. Potrzebna jest jedność władzy. A najskuteczniej (jeśli nie w ogóle) zapewnić ją może władza jednej osoby. Musi być to jednak właściwa osoba. Ale aby się tam dochrapać trzeba mieć charyzmę, posłuch, pieniądze, zdolności i szczęście.
|
|
| | | | | |  | | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Zawsze nam zostaje płakanie w kąciku To sobie płaczcie.
Kiedy każdy mój argument zacznie ci się wydawać genialny, możesz rzucić we mnie zgniłym pomidorem.
|
|
| | | | | | |  | | Rova (234 punktów) | Łee! Łee! Niech mnie ktoś przytuli... Powiedział moloch kolczasty.
|
|
| ROBINSON (137 punktów) | > ... niestety  > Trzeba ich jakoś przekonać.Tylko po co? Po co przekonywać? Już jedni tacy byli i co? Człowiek jest układem samodzielnym i do działania wystarczą mu podstawowe informacje o otoczeniu, względnie prawdziwe. Nie wszyscy mają rozbudowane potrzeby poznawcze. Jak się tak nad tym zastanowić to nawet dobrze, że tak jest. Wartość człowieka jest w jego dbaniu o potomstwo, współdziałaniu dla dobra społeczeństwa, dla gatunku. Czy ci niewierzący w ewolucję są gorsi? Czy ludzie wierzący (choć oficjalnie niektóre religie uznają ewolucję) są gorsi? Przypomnimy sobie jaką pozytywną role odegrali "fanatyczni" protestanci. Są ludzie żyjący biernie w świecie wytworzonej kultury (w pojęciu całościowym), którzy po świecie materialnym poruszają się jak zwierzęta i są ludzie żyjący czynnie, badają, budują. Im nie wystarcza proste odpowiedzi i z konieczności przyjmują teorie Darwina.
|
|
| Max Golonko (1811 punktów) | Co gorsza tym Polakom wmówiono, że niewierzący musi być pozbawionym empatii złodziejem i mordercą, który zrobi świństwo innym ludziom jak tylko nie spodziewa się wykrycia sprawcy i zemsty. Ponadto ma być prymitywny uczuciowo (nie uduchowiony). To same bzdury! Ateiści stanowią znikomy odsetek osadzonych we więzieniach - mniejszy niż ich udział w społeczeństwie!
Mają też uczucia. Mnie podoba się np to:
Piszesz mi w liście, że kiedy pada, kiedy nasturcje na deszczu mokną, Siadasz przy stole, wyjmujesz farby i kolorowe otwierasz okno.(Dwa plus jeden - Chodź pomaluj mój świat - 1972r)
Miłego dnia
|
|
 | | szarley (54911 punktów) | Odnosisz się do własnego wpisu o teorii ewolucji..
>Co gorsza tym Polakom wmówiono, że niewierzący musi być pozbawionym empatii złodziejem i mordercą, który zrobi świństwo innym ludziom jak tylko nie spodziewa się wykrycia sprawcy i zemsty. A oni w to , biedactwa, w stu procentach uwierzyli. Wszyscy. I w dodatku ma to związek z uznawaniem teorii ewolucji.
>To same bzdury! Ateiści stanowią znikomy odsetek osadzonych we więzieniach - mniejszy niż ich udział w społeczeństwie! Dlaczego? Są bardziej moralni?
Może dlatego, że ateism koreluje z wykształceniem i zamożnością a w tej grupie mniejsza jest motywacja do przestępstwa (za to łatwiej o dobrego prawnika)?
Nie dostrzegam żadnej korelacji między religijnością/brakiem religijności, a poziomem moralnym człowieka
>Mają też uczucia. Mnie podoba się np to: > Piszesz mi w liście, że kiedy pada, kiedy nasturcje na deszczu mokną, Siadasz przy stole, wyjmujesz farby i kolorowe otwierasz okno.(Dwa plus jeden - Chodź pomaluj mój świat - 1972r) > To tak do... ateismu czy teorii ewolucji?
|
|
|  | | Max Golonko (1811 punktów) | A wyobraź sobie że do teorii ewolucji - neandertalczycy mieli ciekawe możliwości wokalne (w co oczywiście ci katolicy nie wierzą bo człowiek powstał z Adama i Ewy) Tu masz: www.rp.pl/artykul/1191586.htmlMiłego dnia p.s. Mam nadzieję, że skumałeś, że to są słowa piosenki
|
|
| |  | | szarley (54911 punktów) | > A wyobraź sobie że do teorii ewolucji - neandertalczycy mieli ciekawe możliwości wokalne (w co oczywiście ci katolicy nie wierzą bo człowiek powstał z Adama i Ewy)Najpierw może dowiedz się w co wierzą katolicy, potem ich wierzenia krytykuj. Nie ma to jak ustawić sobie chochoła, łatwiej w niego bić > Tu masz:> www.rp.pl/artykul/1191586.html> Miłego dnia> p.s.> Mam nadzieję, że skumałeś, że to są słowa piosenki  Wiem, tylko dlaczego znalazło się to w wątku o ewolucji w dodatku jako dowód na to, że ateiści mają uczucia. Nie odniosłeś się do kontrargumentu dotyczącego bezkryminalności ateistów
|
|
| | |  | | Max Golonko (1811 punktów) | Nie ja ustawiłem sobie chochoła tylko naukowcy to wykazali - w kilku linkach masz tu kawa na ławę że prawie połowa Polaków nie wierzy w ewolucyjne pochodzenie człowieka a zatem wierzyć musi, że od Adama i Ewy. Logika mówi: (A or not A) = True Logika chyba jest zakazana w KrK  Twój kontrargument jest niestatystyczny, nieścisły więc nie rozstrzygający  Miłego dnia p.s. taki nieścisły argument mam i ja z autopsji Wielu ateistów znam wszyscy z nich są bardzo pomocni ludziom i nie robią żadnych świństw czy przestępstw!
|
|
| | | |  | | szarley (54911 punktów) | > Nie ja ustawiłem sobie chochoła tylko naukowcy to wykazali - w kilku linkach masz tu kawa na ławę że prawie połowa Polaków nie wierzy w ewolucyjne pochodzenie człowieka a zatem wierzyć musi, że od Adama i Ewy.Nie musi. To nie jest układ 0 - 1 Może po prostu o ewolucji nie wiedzą i nigdy się nad tym nie zastanawiali Ilu Polaków wierzy w prawdziwość Prawa Boyle'a - Mariotte'a? Osobiście przyznaję się bez tortur, że teorię ewolucji znam bardzo słabo, pochodzenie gatunków jak i cała biologia nigdy nie były w centrum moich zainteresowań > Logika chyba jest zakazana w KrK  Z pewnością. Logicznie mytślący katolik idzie do piekła i to już za życia > Twój kontrargument jest niestatystyczny, nieścisły więc nie rozstrzygający  Czyli powinienem przyjąć Twój, że to katolicyzm generuje kryminalność? > Wielu ateistów znam wszyscy z nich są bardzo pomocni ludziom i nie robią żadnych świństw czy przestępstw!Ja też. Co z tego?
|
|
 | 1 na 1 | filomata91 (7 punktów) | >Co gorsza tym Polakom wmówiono, że niewierzący musi być pozbawionym empatii złodziejem i mordercą, który zrobi świństwo innym ludziom jak tylko nie spodziewa się wykrycia sprawcy i zemsty. >Ponadto ma być prymitywny uczuciowo (nie uduchowiony). >To same bzdury! Ateiści stanowią znikomy odsetek osadzonych we więzieniach - mniejszy niż ich udział w społeczeństwie! >Mają też uczucia. Mnie podoba się np to: > Piszesz mi w liście, że kiedy pada, kiedy nasturcje na deszczu mokną, Siadasz przy stole, wyjmujesz farby i kolorowe otwierasz okno.(Dwa plus jeden - Chodź pomaluj mój świat - 1972r) > >Miłego dnia
Witaj! Ja też z tego powodu rozpaczam, ale tak szczerze mówiąc to mnie wcale nie dziwi, że dla większości Polaków Teoria Ewolucji jest nie znana , a to dla tego, źe na samych lekcjach Biologii nie wiele się mówi o samym K. Darwinie i jego pracy. A druga sprawa jest taka, że Polacy (nie wszyscy) wolą się karmić "Teorią Kościelną", ponieważ jest to proste w odbiorze i zwalnia z myślenia.
Osobiście wolał bym, by ta większość przestała wierzyć, a zaczeła myśleć! ! !
"Wszyscy leżymy w rynsztoku, ale niektórzy z nas sięgają po gwiazdy " O.Wilde
|
|
| Max Golonko (1811 punktów) | Niewiara w Teorii Ewolucji może wynikać z słabej osobowości tych ludzi - lęku przed samodzielnym decydowaniem - bazowaniu na tym co tata i ksiądz obwieścili. Jak inaczej wytłumaczyć wiarę w boga w 3 osobach (która niby rządzi?)
Miłego Dnia
|
|
 | | Spring (1174 punktów) | >Niewiara w Teorii Ewolucji może wynikać z słabej osobowości tych ludzi - lęku przed samodzielnym decydowaniem - bazowaniu na tym co tata i ksiądz obwieścili. Albo też mogą być sceptycznie nastawieni.
>Jak inaczej wytłumaczyć wiarę w boga w 3 osobach (która niby rządzi?) Co jedna głowa to nie trzy.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|