Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
161.000.374 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7320 tekstów. Zajęłyby one 28875 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 1876 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:

Złota myśl Racjonalisty:
"Religię możemy przyrównać do przewodnika, który prowadzi ślepego - chodzi bowiem tylko o to, aby ślepy doszedł do celu, a nie o to, aby wszystko widział."
Komentarze do strony Ateista na religii

Dodaj swój komentarz…
TomaszT - hm...
Co to za szkoła? Co to za dzieci? Aż tyle sie zmieniło? Za moich czasów* dokuczano tym którzy z religii nie uciekali... Cała klasa była pod wrażeniem, kiedy z kolegą nie dostaliśmy świadectwa z religii za 'złe zachowanie' :D

Religię miałem w szkole od bodajże 3 klasy.
Autor: TomaszT Dodano: 13-09-2005
Reklama
sukulent - ojojoj!
Przeczytałam i po krzyżu przeleciało mi galopem stado mrówek. Jeszcze lecą. Właśnie zaczynam "temat" - średniaki w przedszkolu będą miały religię... Zacznie się wypytywanie czemu nie chodzimy do "kościółka" i nie modlimy się chóralnie wieczorem, oraz wyliczanie innych grzechów. Ilość naszych przewin będzie wprost proporcjonalna do inkwizytorskiego temperamentu osoby uczącej przedmiotu. Nawet moja edukacja, lata temu, jeszcze w domu parafialnym, była naznaczona takim duchem Świętej Inkwizycji - boję się, co będzie teraz i jak znisiemy to potępienie rodzonego dziecka. Swoje przeżycia opiszę, jeżeli będą tego warte.
Autor: sukulent Dodano: 13-09-2005
Rafał - doświadczenia
Szkoda, że przy przypomnieniu o prośbie o opisywanie swoich doświadczeń nie było linku do miejsca/adres gdzie należy takie opisy wysyłać. Pewnie komentarz pod artykułem też będzie dobrym miejscem. Przypuszczam, że oprócz lenistwa i niewygodnej formy (formularz WWW) mała liczba wypowiedzi może wynikać z młodego, jak sądzę, wieku większości czytelników. Ja sam też jestem jeszcze
dość młody i rozmnożyłem się niedawno, więc nie mam wielu doświadczeń w kwestii dziecko a religia.

Sam skończyłem szkołę średnią jeszcze za komunizmu, więc w zupełnie innej sytuacji, ale na moją sytuację osobistą wpłynęło przede wszystkim wychowanie w rodzinie areligijnej - chociaż nie komunistycznej (zresztą wielu partyjnych po cichu chodziło do kościoła). Dzięki temu jestem ateistą od urodzenia. Ciekawe, że nie miałem z tego powodu kłopotów w szkole, w małym mieście, w którym sie
wychowałem. Pamiętam moje zdziwienie gdy (chyba w II klasie podstawówki) wszyscy koledzy chwalili sie prezentami. Ja, chociaż nie brakowało mi zabawek,
akurat wtedy nie dostałem. Nie mogłem sie domyślić co to za dziwne święto, zwłaszcza, że, o ile pamiętam wrażenie sprzed lat, nikt nie wspomniał o
kotekście religijnym. Kiedyś kolega zapytał mnie o papieża. Nie pamiętam co odpowiedziałem, ale raczej życzliwie. Nie wiem na ile był to test religijny, a
na ile polityczny - czy przypadkiem nie jestem komunistą.

Kiedy byłem w liceum odprowadzałem prawie całą klase na lekcje religii w pobliskim kościele, bo miałem ten kościół po drodze do domu. Nikt mi nie robił wyrzutów, czasem tylko zdarzyło się, że ktoś zażartował, że mnie zabiorą ze sobą. Było tylko mi głupio, że druga osoba, która nie chodzi to córka
milicjanta, do której zresztą też nikt nie miał pretensji, raczej jej współczuto.

Minęły lata i teraz moje dziecko wychowuje się w rodzinie areligijno-ateistycznej. W tym roku poszło po raz pierwszy do przedszkola. Trochę obawiałem się propagandy religijnej w przedszkolu, co w zasadzie gwarantuje Kościołowi Katolickiemu konkordat. Kiedy zapytałem okazało się, że w
ubiegłych latach rodzice nie wyrazili chęci indoktrynacji. Jak będzie z innymi zajęciami dopiero się okaże, ale przynajmniej ten problem mamy z głowy. Na razie.
Autor: Rafał Dodano: 13-09-2005
Ondraż B. - Ślub
Jestem w trakcie przygotowań do ślubu. Jako agnostycy zdecydowaliśmy się z dziewczyną na uroczystość cywilną. Nasze rodziny jeszcze się z tym nie pogodziły... Dopiero teraz rodzice pokazali nam, jak niepoważnie mnie traktują - wyraźnie deklarowałem swoje poglądy, w odpowiednim czasie oznajmiłem im, że z KK nie chce mieć nic wspólnego, a teraz zachowują się jakby moja decyzja była dla nich pełnym zaskoczeniem. Może myśleli że moje podejście do spraw wiary to fanaberie małolata? Rodzice mojej narzeczonej również byli zszokowani, ale przynajmniej przyjeli naszą decyzję do wiadomości(moi rodzice zareagowali chyba "wyparciem" :) ). Oczywiście zaraz potem ich spojrzenia nabrały wyrazu wyższości(jak spojrzenie adwersarza przytaczającego decydujący argument) i zadali pytanie (nie kryjąc zadowolenia): A powiedzcie nam, jak ochrzcicie dzeci nie mając ślubu kościelnego? I jak ja mam im to wytłumaczyć? :)
Autor: Ondraż B. Dodano: 14-09-2005
sdasd - Temat bumerang
Ten temat jak bumerang wraca tez na forum RKP - www.rkp.w.activ(*)d=27&func=view&id=4518&catid=5 ... Mysle ze rodzice za malo wiedza o samych prawach jakie im przysluguja...
Autor: sdasd Dodano: 14-09-2005
Michał - Kochana religia.
Obecnie mam 18 lat. Pochodzę z rodziny, gdzie delikatnie mówiać owieczki dawno temu uciekły od swojego pasterza. Do dziś pamiętam jak po komunni wyliczałem grzechy swoim rodzicom. Oni na szczęście starali się oświecić mój rozum i udało się. Co prawda uczęszczałem na katechezy, ale zawsze byłem niepokorny i starałem się zadawać pytania "dlaczego", skutek był taki, że strony większości uczniów doświadczałem przejawów nietolerancji. Dla 10-latka to było naprawdę trudne, na szczęście miałem okazję trafić na właściwych ludzi i rodziców, którzy mi wiele wytłumaczyli na temat religii. Myślę, że najważniejsza jednak jest konfrontacja dziecka z religią i rodzicami, którzy powinni mieć zawsze największy wpływ na rozwój dziecka. Jeżeli dziecko dostanie odpowiednie argumenty od rodziców, to samo nie będzie chciał składać rąk i wznosić ich do góry.
Autor: Michał Dodano: 14-09-2005
Kiper - smutne...
U mnie w klasie ( III gimnazjum) 2 osoby na 28 nie chodzą na religię (ja niestety tak- siłą rzeczy) i nie mają z tego powodu żadnych problemów(muszą zato chodzic na etykę). Jednak mimo wszystko w Warszawie w której mieszkam stężenie katolickiego braku tolerancji jest mniejsze to na pewno tak nie jest w mniejszych miasteczkach i wsiach. Uwolnieniu ludzi od tej indoktrynacji rozpoczynającej się od najwcześniejszych chwil edukacji, nie sprzyjał jednak rząd, który śmiał nazywać sie mianem "lewicowego". Otóż podczas zebrania w naszej szkole rodzice podjęli próbe zmniejszenia godzin tej indoktrynacji z dwóch do jednej.Okazało się to niemożliwe z powodu "rozporządzenia ministra edukacji"- jak im odpowiedziano.
Autor: Kiper Dodano: 15-09-2005
jolik - troche przesadzacie z tą nietolerancją
ja chodzę do kl 3 gim. w dość małym miasteczku i choć od trzech lat jestem ateistką to do tego roku chodziłam na religię, terz jednak postanowiłam że nie będę na pewno przygotowywać sie do bierzmowania, i na oczach całej klasy zwróciłam kartkę katechetce, w klasie troche zaszemrało ale ucichło po paru minutach i tyle. Żadnych złoślwych uwag nawet.Myślę że o tej nietolerancji troche sie przesadza, u mnie katechetka nawet nie zapytała o nic była bardzo miła. Jedyny przykład nietolerancji był tylko kiedy po śmierci papieża powiedziałam że wcale nie jest mi smutno.Ale oprócz tego nic.
Autor: jolik Dodano: 16-09-2005
Kajka - ateista na religi
Zostałam ateista na rok przed bierzmowaniem na poczatku 8 klasy, na raligie chodzilam do konca podstawowki, do bierzmowania nie poszlam. Nieprzypominam sobie zadnej reakcji ze strony ksiedza, kolegow i kolezanek. Rodzicom pokazalam ksiazeczke z 100 pytan i odpowiedzi ktore trzeba bylo wkuc na blach i powiedzialam ze sie takich bzdur nie bede uczyc. Zaakceptowali to, chociaz mojego ateizmu niezaakceptowali do dzis, po prostu oni nie przywiazuja wagi do obrzedow. W liceum bez zadnego problemu nie chodzilam na religie, wystarczylo moje ustne oswiadczenie wychowawczyni, rodzice nie mieli tu nic doczynienia. Teraz bede brala slub, oczywiscie cywilny. Rodzice moi ani nazeczonego nie maja nic przeciwko. Moze takie pytanie z innej beczki, ale czy ktos z was bral slub cywilny poza urzedem np. w ogrodzie albo w restauracji? Czy sa jakies problemy z tym?
Autor: Kajka Dodano: 16-09-2005
kosmita - do Kajki
Ale na j.polski też chyba nie chodziłaś.Robisz okrutne byki ortograficzne.
Autor: kosmita Dodano: 16-09-2005
Blyfycyfyfyf - Ateizm a religia
Heh... od zawsze jestem ateistą. Moi rodzice to: ojciec - agnostyk i matka - świadek Jehowy. Nie chodziłem na religię. No nie chciałem. Nie wierzę w Boga więc katechezę uznałem za stratę czasu. Miałem szkołę blisko domu (ok 5 minut), więc zazwyczaj szedłem do domu coś przekąsić... natomiast w liceum było nas "ateuszy" trochę więcej, więc po prostu szliśmy na ławkę przed szkołę pogadać.

Co ciekawe, NIGDY nie miałem problemów z powodu mojej niewiary - a wręcz przeciwnie: inni uczniowe zazdrościli, że nie tracę czasu w kościele, że w czasie religii idę sobie precz. W liceum za to lubiałem od czasu do czasu wpaść na religię i ku uciesze klasy storpedować księdza kilkoma pytaniami dotyczącymi absurdów i sprzeczności w wierze katolickiej... a przez 3 lata (nowa matura) tylko przez rok mieliśmy księdza, który odpowiadał "tak jest i już" albo "bo Bóg tak chciał", to czasem całkiem ciekawe dyskusje się rodziły :]
Autor: Blyfycyfyfyf Dodano: 16-09-2005
Piotrek Patucha - .......
Cześć.

Gratuluję autorce trafnego wyboru tematu. Kwestia poważna, także dla mnie, choć szkoły mam już za sobą.

Kilka spostrzeżeń luźnych.

Ten przypadek znęcania sie nad twoim synem dowodzi faktu, że dzieci potrafią być bardziej potworne niż nastolatki przynajmniej jeśli chodzi o kwestie wiary. W okresie dojrzewania zazwyczaj buntują przeciewko zastanemu porządkowi, zatem łatwiej im zrozumieć ludzi, którzy kładą lagę na oficjalną religię państwową. Pamietam, że w wieku lat 15 zrezygnowałem z uczęszczania na katechezy, chcąc oszczędzić sobie traumy przebywania w jednym pomieszczeniu z księdzem. Okazało się, że najbardziej niezadowolonymi osobami z takiego stanu rzeczy były: moja wychowawczyni oraz babcia, która dopiero teraz, po wielu latach, pogodziła się z faktem, że ludzie mogą całkiem nieźle radzić sobie na tym bożym świecie bez pośrednictwa kleryków. Natomiast równieśnicy z klasy zazdrościli mi czasem odwagi cywilnej(zrezygnowałem jako jedyny), a ja w zamian okazywałem wyrazy współczucia, ponieważ wiedziałem, że ich ksiądz raczej nudzi niż budzi.

Po ukończeniu studiów szukałem sobie pracy w liceum na stanowisku nauczyciela etyki. Jak sądzicie, co usłyszałem od pani dyrektor?
Pierwsza powiedziała mi, że owszem, myśli o wprowadzeniu lekcji etyki, ale z sondy jaką przeprowadziła wynika, że na lekcje etyki uczęszczałoby około 10 osób z całej budy! Obliczyłem szybko ile mógłbym w tej szkole zarobić i podziękowałem za współpracę. W kolejnym liceum(cieszącym się najwyższą renomą w moim mieście), pani dyrektor powiedziała mi, że etyki u nich w ogóle nie będzie!!!
Pytam dlaczego? Odpowiada, że zatrudnili gościa, który będzie uczył retoryki, a etyka jest .......chrześcijańska na lekcjach religii.
Podziękowałem raz jeszcze.
Postanowiłem szukać w większym mieście. Znalazłem liceum w Katowicach, gdzie poproszono mnie o złożenie papierów. Przyjechałem, przywitałem się z sekretarką i dyrektorką. W toku rozmowy poczęstowano mnie informacją, że tych lekcji będzie kilka w tygodniu. Może dwie....... Wtedy zdecydowałem, że zacznę szukać pracy w innej branży.

Komu w Polsce jest potrzebna etyka?

pozdr.
Autor: Piotrek Patucha Dodano: 18-09-2005
Piotrek Patucha - c.d.
Wnioski:

1. Boli mnie głowa.
2. Religia w szkołach to pomysł na opłacenie klerykom składek w ZUS'ie.
3. Uczniowie wiedzą, że mogą wybrać pomiedzy religią i etyką, ale nie wiedzą czym jest etyka. Wybierają więc to, co jest bardziej znane.

Pojawia się w zwiazku z tym pytanie: czym jest etyka? Czy warto wybierać etykę? Bo co, jeśli sie okaże, że lekcje etyki będą równie nudne jak lekcje religii? Przyjdzie koleś po studiach i zacznię nam ględzić jak mamy żyć, jak się ubierać i z kim chodzić do łóżka. Lepiej iść na religię, wiadomo co nas czeka.

Tylko, że etyka przynajmniej w takim kształcie programowym, wcale nie przewiduje molestowania umysłów dogmatami i nakazami moralnymi.
Ona ma umysł z dogmatów odrobaczyć. W jakim sensie?
Program etyki jest tak skonstruowany, że ucznowie, mogą się poczuć jak turyści, którym nauczyciel zafundował bilety na podróż dookoła świata. W programie: starożytne systemy etyczne, także wschodnie. Potem średniowiecze, z etyką chrześcijańską w wielu objawieniach. Przecież w tym okresie było tyle ciekawych herezji(jak np. ta, że seks ma wymiar mistyczny), iż warto zapamietać, że chrześcijaństwo to nie monolityczny beton, ale różnobarwny wachlarz możliwości, także na polu etyki. Potem sys. etyczne nowożytności, oświeceniowe, aż do współczesnych.
Czy po takim kursie można jeszcze łudzić się, że jest tylko jedna słuszna droga życiowa?
Autor: Piotrek Patucha Dodano: 18-09-2005
zbuntowana   1 na 1
Mam to już poza sobą.Moje dziecko nie spotkało się z opisanymi szykanami ale niestety wtedy kiedy uczęszczał do szkoły nie zapewniono mu lekcji etyki na których tak bardzo mnie zależało.Koledzy wręcz mu zazdrościli że nie musi chodzić na jakieś określone msze i zbierać karteczek świadczących że był na mszy.Ponieważ jest dzieckiem pozbawionym agresji,kocha zwierzęta i jest bardzo opiekuńczy w stosunku do osób słabszych zawsze zastanawiał sie po co koledzy chodzą na religię jak po wyjściu z lekcji zachowują się niezgodnie z tym czego sie uczą.Ale taką umiejętność bycia sobą trzeba było w nim wrobić poprzez rozmowy ,książki i przykłady.
Autor: zbuntowana Dodano: 09-10-2005
Kotek - To jest Polska
Artykuł ciut przejaskrawiony, ale trafne spostrzezenia.
1.Zmienic dyrektora(to niemozliwe)
2.Stanowczo wymagac od nauczycieli"ochrony"dzieci nie chodzących na religię(prawie niemozliwe)
3.W ramach tolerancji(?)porozmawiać z katechetką(bez szans, z kretynami trudno rozmawiać)
4.Oddać sprawę do sądu o"krzywdy wyrzadzone psychice dziecka wskutek braku tolerancji w szkole".Powinno pomóc, ale dziecko ma"przechlapane"
W katolickiej Polsce nie ma szans na rychłą zmianę sytuacji. Przykro mi.
Autor: Kotek Dodano: 10-10-2005
Rafał - ślub cywilny
Nie wiem czy można urozmaicać ceremonię ślubu cywilnego, napisz jak wyszło w końcu. Mam za to inne doświadczenie z USC - rejestrację dziecka. Wybraliśmy się w ustawowym terminie zarejestrować nowego podatnika/obywatela/mięso armatnie i trochę zaskoczyła mnie forma w jakiej się to odbywa. My podpisujemy ważne dokumenty, a urzędnik w tym czasie rozmawia przez telefon... Nie chciałbym żadnych uroczystych obrzędów, których w ogóle nie lubię, ale urzędnicy powinni przynajmniej udawać, że dzieje się coś ważnego. Nie jest to zbyt ważne dla mnie, ale poważne państwo nie powinno traktować rejestracji dziecka mniej uroczyście niż wypożyczenia książki z biblioteki.

Ciekawe czy ze ślubem jest inaczej.
Autor: Rafał Dodano: 28-10-2005
Elvi-s - alienacja to fakt
Szkołę podstawową skończyłem dobrych parę lat temu. Była to placówka w jednym z większych miast, a jednak nie uchroniła się przed indoktrynacją i dyskryminowaniem ateistów. W końcowych latach (siódma - ósma klasa) ludzie wytykali palcami osoby nie uczęszczające na religię, tudzież do kościoła. Byłem wyzywany od szatanów itp. za posiadanie długich włosów i olewczy stosunek do religii w każdej formie.

Takie jest niestety polskie społeczeństwo. Od najmłodszych lat w głowy dzieci ładuje się prawdę: "jeśli on jest inny, to bij sk*****". Dopóki nie zmienimy mentalności i nie zniesiemy przywilejów KK to nasze dzieci nadal będą wyrządzały sobie nawzajem krzywdę.
Autor: Elvi-s Dodano: 25-11-2005
Merlin - Jak sobie radzić
W moim przypadku zakończyłem edukację religijną na szkole podstawowej. W szkole sredniej stwierdziłem że nie ma sensu zawracać sobie tym głowy(ale to było jeszcze w latach 70-tych). Po ukończeniu studiów pojawił sie problem ślubu koscielnego, więc udałem sie do proboszcza i po krótkiej rozmowie wypisał mi swiadectwo ukończenia nauki religii w szkole średniej(pracowaliśmy razem w szkole-on jako katecheta, ja jako nauczyciel). Żona początkowo chciała praktykować, ale z czasem jej to przeszło. Aktualnie chodzimy do koscioła na spacer jak jest ładna pogoda i żeby pokazać sie sąsiadom, że jesteśmy wierzący. Osobiście mam do religii stosunek obojętny, uwazam że kazdy w coś wierzy, w boga, w materię , w szatana i to jego sprawa. Nie lubię instytucji koscielnych i wpychania sie ich kapłanów w zycie osobiste ludzi. Wracając do wątku nauki religi jeżeli chodzi o dzieci postawiłem im sprawę otwarcie, że powinny chodzić na religię żeby ich nie wytykano palcami, natomiast do niczego ich zmuszać nie będę. Uwagi dzieci na temat nauczania zachowań religijnych przez katechetów i księży typu iz należy chodzić do koscioła, czy pościć komentowałem że jeżeli chcą mogą to robić, a jeżeli nie to nie. Szybko zarzuciły obrzędowość i nauczyły się prawa mimikry tzn. syn mimo że nie chodzi do kościoła ma same szóstki z religii i na lekcjach udaje bardzo religijnego, a w domu kpi z tego. Córka próbowała wypełniać zalecenia księdza co do przygotowań do bierzmowania i musiała się przygotowywać przez pięć lat. Po bierzmowaniu stwierdziła że więcej tego błędu nie zrobi. Syn patrząc z boku na jej perypetie stwierdził że bierzmowanie sobie kupi w Częstochowie za 30 zł, bo tyle wynosi tam opłata za to. Podsumowując można stwierdzić że piszę tu o zakłamaniu i hipokryzji, i jest to prawda. Takiego zachowania uczy instytucja kościoła katolickiego w Polsce i bardzo wielu ludzi tak się zachowuje. Nie należy się więc dziwić temu co nas otacza, zakłamaniu i hipokryzji w polityce mediach szkole, życiu publicznym. To efekt wychowania katolickiego.
Autor: Merlin Dodano: 02-03-2006
Thingy - ehh...
"Nie byłoby w tym nic szkodliwego, gdyby od czasu do czasu nie informował mnie tonem oskarżycielsko-pogardliwym, że mam grzech, bo na przykład nie chodzę do kościoła. Skończył z tymi oskarżeniami, gdy pewnego dnia odpowiedziałam, że grzech mają tylko ci, którzy w to wierzą. Był nieco zaskoczony, ale po chwili zastanowienia stwierdził, że w takim razie on też w to nie wierzy."

Brawo pani Anno. Powiedziała pani cos takiego w czasie jego kształcenia duchowo ideologicznego. Takie rozmowy powinno sie przedprowadzac z dzieckiem po osiagnieciu dojrzałosci chrzescijanskiej, 16 lat. Wtedy dziecko moze decydowac o swojej wierze. A w pierwszej klasie podstawówki? W wieku 6 lat? Wiadomo, ze wtedy dziecko bierze bezwzgleny i najwiekszy autorytet, bo same, tak jak człowiek dorosły, mysleć nie umie. Skoro ochrzciła pani dziecko, a z tekstu tak wynika, to powinna wychowywać je w duchu chrzescijanskim.
Nie jestem jakims fanatykiem religijnym i fundametalista katolickim, ale wiem, ze w zyciu jest wazna wiernosc ideologii oraz pogladom. Wiec skoro ochrzciło sie dziecko i przysiegało wowczas wychowac dziecko na chrzescijanina, to prosze wybaczyc...
Ale, racja. Pewne zachowania wobec dzieci niewierzacych rodziców lub dzici nie wierzacych w Boga sa conajmniej idiotyczne i nie jest to o tyle spowodowane katechetkami i innymi, ale zacofanymi ludzmi i rodzicami, którzy tak a nie inaczej nastawiaja swoje pociechy w sposób antyniechrzescijanski. To jest równiez smutne.
Ja osobiscie szanuje ludzi innych wiar badz ateistów, ale dziecko winno sie wychowywac tak, jak sie na poczatku deklarowało. Jak bedzie dorosłe, to samo zadecyduje.
Autor: Thingy Dodano: 12-04-2006
Anna Słota - Odpowiedz
Nie wiem jakie ma Pan doświadczenie w wychowywaniu dzieci, dziecko myśli, obserwuje i ocenia, weryfikuje to co mówimy i jak się zachowujemy. Jest świetnym obserwatorem, nic przed nim się nie ukryje, najmniejsze drobiazgi, o których nawet nie myślimy, zostaną nam - rodzicom skrzętnie wypomniane. Wiem to na podstawie swojego doświadczenia z tym jednym dzieckiem.
To prawda, ochrzciłam moje dziecko, przysięgałam. Tyle tylko, że potem odkryłam, że byłam okłamywana, przysięgałam na kłamstwo, moja elementarna uczciwość nie pozwala mi tego kłamstwa powielać. Nie umiałabym wmawiać mojemu dziecku, że jest jakiś Bóg, sama w to nie wierząc, tak się po prostu nie da. Mój mąż, wtedy jeszcze upierający się przy kształceniu religijnym syna, też nie potrafił mu idei Boga wytłumaczyć. Pytania, które syn zadawał świadczą o tym, że myślał bardzo logicznie już wtedy.
Dziękuję za komentarz i życzę sukcesów w wychowywaniu swoich pociech.
Proszę mi wierzyć, nie jest możliwe ustalenie zasad wychowawczych w momencie urodzenia się dziecka i trzymanie się ich kurczowe. Metody wychowawcze jestem zmuszona dobierać ad hoc, stosownie do sytuacji i zachowania dziecka, niejednokrotnie błądząc, popełniając błędy, tego nie można przewidzieć, zbyt wiele zmiennych. Nawet jeśli ze zdumieniem odkrywam, jak bardzo moje dziecko jest do mnie podobne, pod każdym względem.
Autor: Anna Słota Dodano: 12-04-2006
Edyta - Dawno temu...
Dawno temu, czyli w roku 2003 ukończyłam lat 18. Jako że miało to miejsce w wakacje, po powrocie do szkoły (liceum ogólnokształcące) pobiegłam radośnie do gabinetu wicedyrektorki w celu zamanifestowania mojego gorącego ateizmu i, co za tym idzie, rezygnacji z zajęć religii. Pani wicedyrektor (potężna matrona z wąsami) wysłuchała, po czym stwierdziła, drapiąc się po chrześcijańskiej piersi, że owszem, niby tak, ale jako że jestem pod opieką, i wogóle, to mama musi karteczkę napisać, no wiesz Edytko... Cóż, niewiasta swoje lata miała, może i stała na barykadach broniąc chrześcijaństwa przed dzikimi hordami islamu, na przykład. Chyba pod Wiedniem to było. Jednak bardziej od zachowania pani wicedyrektor godne uwagi jest zachowanie moich kolegów i koleżanek z klasy. Deklarując ateizm spotkałam się z pogardliwymi uśmiechami i obużonymi komentażami typu "w co ty wierzysz?". Przypominam, liceum ogólnokształcące. Nawet osiemnastoletnia, kształcąca sie polska młodziez nie potrafi tolerowac choroby psychicznej jaką jest ateizm. Wiekszośc z nich po maturze poszła na studia (zwykle techniczno- przyrodnicze kierunki) i będzie tworzyć w przyszłości klasę średnią. Jaki morał z tej bajki? Smutny, kochane dzieci, bowiem Ciemnogród dzielnie się broni i wbrew zdrowemu rozsądkowi, wraz z upływem lat jego mury nie stają sie wcale słabsze.
Autor: Edyta Dodano: 06-11-2006
Timon - Religia a nietolerancja
Zacznę od autentyków. Jako Ateista staram się dyskretnie głosić poglądy i to tylko moim najbardziej zaufanym osobą. Jednak czasami ogłosiłem swój światopogląd w środowisku koleżeńskim a nie przyjacielskim. Okazało się że jeden z kolegów stwierdził że wierzę w szatana!!! Z obawy o swoje bezpieczeństwo nie głoszę swoich poglądów, poprostu staram się świecić przykładem i tolerować katolicyzm w efekcie koledzy przestali mnie wypytywać o to i owo, oraz zniknęły dziwne podejrzenia. W mojej starej klasie pamiętam jak kolega się chwalił jak to powiedział do świadków jechowych "co wy mi tu pier*** bug ma na imię jestem który jestem więc spier*** z mego domu" Powiedział o tym katechedce w troszkę łagodnej wersji a ta mu tylko pogratulowała. ;/ Religia w szkołach jest olbrzymim źrudłem nietolerancji w śrud uczniów. Niech ona wruci tam z kąd przybyła! Do kościoła z nią!!! :)
Autor: Timon Dodano: 20-01-2007
M(łody) R(acjonalista) Jakub - ciekawa obserwacja...
Nasza klasa... 1 gimnazjum... Zebrali nas wg. średniej, mamy szerszy materiał i więcej lekcji (5 matematyk, francuzki, w przyszłym roku więcej niemieckiego i angielskiego... łącznie w pierwszej klasie 37 godzin w tygodniu.) nie mamy jeszcze etyki, wejdzie za rok. W naszej klasie na religię uczęszczają 23 osoby na 27. Zero nietoleracji, zero problemów. Na etykę w przyszłym roku zapisało się (z 27 osób) 25, a pozostałe dwie? Nie wiem. może pójdą do innej klasy na relę... a teraz obserwacja:
- u nas dzielą wg. średniej A- najwyższa E- najniższa
-liczba osób zapisanych na etykę maleje(na kożyśc religii) od A do E ;]
Autor: M(łody) R(acjonalista) Jakub Dodano: 20-02-2007
maria - etyka w szkołach to fikcja
Ja mojej córki nie chrzciłam. Wychowałam się w rodzinie "mieszanej"(katolicy, zielonoświątkowcy, ateiści), tak więc zarówno ja jak i ona od początku wychowywała się w klimacie tolerancji i świadomości że religie są rózne i każdy wybiera sobie sam swoją...albo nie. Bardzo się to zmieniło odkąd córka poszła do pierwszej klasy podstawówki. Historia jest długa, postaram się skrócić - lekcji etyki w szkole nie ma i nie będzie dopóki nie znajdzie się przynajmniej 7 chętnych aby utworzyć etat dla nauczyciela etyki (takie podobno są przepisy). Córka podczas lekcji religii przebywa na świetlicy szkolnej lub idzie pózniej do szkoły (religia jest 2 razy w tygodniu, raz na pierwszej, a raz na ostatniej lekcji). Dużo z nią rozmawiam i myślę że ona bardzo dużo rozumie, ale gdy mnie nie ma trudno jej się obronić przed innymi dziećmi, których głupota nieraz bywa porażająca...Np. koleżanka próbowała wmówić jej że ona MUSI iść do komunii, bo jak nie pójdzie, to mamę wsadzą do więzienia...Dodam jeszcze że nie mieszkamy na zapadłej wsi, tylko w Krakowie.Z tego co wiem, nie ma w tym mieście państwowej szkły podstawowej w której odbywałyby się lekcje etyki...
Autor: maria Dodano: 05-10-2007
kviateck - luka
Dokładnie tego brakuje - przedszkoli, do których można zaprowadzić dziecko bez strachu o to, że będzie gnębione tylko z tego powodu, że nie uczęszcza na "dobrowolne" zajęcia religii.
Pomysł w pełni popieram - mimo iż jeszcze nie doczekałam się potomka.
Stworzenie przedszkoli PSR zapewne byłoby większym wyzwaniem dla organizatorów, może więc warto na dobry początek stworzyć listę przedszkoli "przyjaznych" różnorodności kulturowej i religijnej?
Autor: kviateck  Dodano: 13-09-2008
alexi - Nic się nie zmienia
Lekcje etyki nie są prowadzone w większości szkół a ja jako katoliczka wolałam bym chodzic na lekcje etyki bo chciałam bym sie dowiedzieć też czegos o innych wiarach które są ciekawe np. hinduizm;p
Autor: alexi  Dodano: 29-08-2009
arianrhod21 - Niestety, znam to...
Świetny artykuł.
Z przykrością stwierdzam, że znam wyżej opisane perypetie z autopsji. Bez żadnej przesady (w którymś komentarzu padło słowo "przejaskrawienie"), w moim przypadku tak było, a nawet jeszcze gorzej.
Pochodzę z rodziny ateistycznej i antyreligijnej. Jedynie Dziadkowie i Pradziadkowie byli protestantami. Tylko raz, tuż po moim urodzeniu delikatnie zasugerowali rodzicom, że może miło byłoby mnie ochrzcić, jednak gdy spotkali się z odmową, temat nie był nigdy więcej poruszany.

Moje zmagania z propagandą religijną zaczęły się już w nauczaniu początkowym. W pierwszej i drugiej klasie byłam uczennicą szkoły muzycznej ogólnokształcącej; dzieci tam muszą mieć chyba jakieś lepsze geny, bowiem nie miałam żadnego problemu, nawet gdy w drugiej klasie będąc, nie przystąpiłam do komunii. Gdy jednak przeniosłam się do "zwyczajnej" szkoły, zaczęło się zwyczajowe "jak można nie wierzyć w Boga?", "jak można nie chodzić na religię???" ze strony kolegów i koleżanek oraz "a jakie ty możesz mieć swoje przekonania?" ze strony nauczycieli. Komentarze typu "dużo tracisz" zasłyszane od księży. Swoją drogą, nigdy nie dowiedziałam się, co tak konkretnie tracę :)
Autor: arianrhod21  Dodano: 28-10-2009
arianrhod21 - part II
Ponieważ byłam dzieckiem bardzo wrażliwym, które po dwóch latach obcowania z dziećmi o podobnym usposobieniu trafiło w młynek, w którym obracały się owoce pionowego przekroju przez całe społeczeństwo, szybko zostałam całkowicie zmiażdżona przez agresywne dzieciaki. Każda wypowiedź kwitowana była złośliwą uwagą, a po jakimś czasie dorobiłam się przezwiska "córka szatana", które wlokło się za mną aż do końca szkoły.

Natrętne próby nawrócenia, wyśmiewanie się, docinki, rysunki na tablicy, które mając swój początek w kwestii ateizmu, stopniowo przybrały charakter globalny - nieważne, co robisz, i tak jesteś "dziwakiem"... - to sprawiło, że jeszcze przez jakiś czas odpowiadałam na pytania zaczynające się od "jak można...???", ale w końcu dałam sobie spokój. Chciałabym móc powiedzieć, że to w końcu ucichło (przecież dzieci z wiekiem madrzeją, dorastają, tak?), ale nic podobnego. W siódmej klasie zaczęło się prawdziwe znęcanie psychiczne i okazjonalnie fizyczne. Do końca podstawówki byłam kozłem ofiarnym, znerwicowaną nastolatką, która nie umiała się do nikogo odezwać, nie potrafiła zawierać znajomości, obawiała sie nawiązywania jakichkolwiek kontaktów. Już wcześniej przestałam przytulać się do rodziców. Gdy byłam w siódmej klasie, do szkoły został wezwany psycholog.
Autor: arianrhod21  Dodano: 28-10-2009
arianrhod21 - part III
Nigdy nie miałam pretensji do rodziców za to, że nie zapisali mnie na religię. Nigdy nie starałam się zjednać sobie znajomych za cenę zrezygnowania z moich przekonań, albowiem były one mocno ugruntowane (byłam filozoficznym molem książkowym).

Kiedy patrzę na to - niechętnie - z perspektywy dnia dzisiejszego, zastanawiam się tylko nad jedna rzeczą, a mianowicie: jakie jest lekarstwo na głupotę? Nie - głupotę dzieci czy ich rodziców, bo przecież to nie wina człowieka, że urodził się... hm... "niepełnosprytnym" :) Chodzi mi o głupotę systemu edukacji w naszym kraju. Ile jeszcze lat trzeba, aby Polska pod względem poszanowania przekonań religijnych - bądź ich braku! - stała się choć trochę podobna do Francji? Jak wychować dziecko w duchu racjonalizmu i dać mu poczucie, że kroczy właściwa drogą, gdy zewsząd ludzie dają mu poczucie, że jest wręcz odwrotnie?
Autor: arianrhod21  Dodano: 28-10-2009
Barabela - religijna trauma
ja też nie uczęszczałam na lekcje religii, od 1. klasy szkoły podstawowej.mój tata to ateista a mama Świadek Jehowy. w podstawówce obyło się bez żadnych problemów związanych z moją "niewiarą". gimnazjum to już zupełnie inna historia....wydaje mi się, że te 3 lata zmieniły mnie na dobre. to były najgorsze 3 lata w moim życiu. znalazła się grupka chłopaków, którzy za nadrzędny cel postawiła sobie uprzykrzanie mi prawie każdego dnia w szkole. ciągłe docinki, wyśmiewanie, upokarzanie były na porządku dziennym. wręcz drżałam przed każdym dniem, kiedy w planie zajęć była religia, bo wtedy ich prześladowanie się nasilało. jako 14-letnia dziewczyna nie za bardzo potrafiłam jeszcze walczyć o siebie, odpowiednio się im sprzeciwić. myślę, że to na pewno w jakimś sensie mnie wzmocniło, ale też pozostawiło trwały ślad w mojej psychice. do teraz mam gigantyczną awersje do wszelkich kwestii religijnych i nie czuje absolutnie żadnej potrzeby utożsamiania się z jakimkolwiek wyznaniem. dzieciaki potrafią być naprawdę okrutne, ale najsmutniejsze jest to, że postawę nietolerancji wynoszą najczęściej z domu...
Autor: Barabela Dodano: 29-04-2010
Verdi
Mam dopiero 18 lat i sam jeszcze chodzę do szkoły średniej. Chodzę do trzeciej klasy i jestem ateistą, w pierwszej klasie pewne szczątki wiary jeszcze we mnie były i z tego względu chodzę na religie. Chciałbym powiedzieć że chodziłem na religię, ale niestety mimo iż mam 18 lat nie mogę się wypisać z lekcji religii, mój wniosek odrzucił wychowawca klasy jak i sam dyrektor. Z mowy mojego wychowawcy wnioskuję, że katechetka ma płacone "od łepka" i jej umowa podpisana jest na ilość godzin i "łepków" od pierwszej aż do czwartej klasy (technikum). Cała śmieszność  polega na tym, że mimo iż mamy zagwarantowaną wolność wyznania lub jego brak to nie pokrywa się to z praktyką. Nie chodzi mi o to, że nie chcę słuchać tego co mówi katechetka na lekcji, jako ateiście jest mi to obojętne, ale po co mam tam siedzieć skoro z założenia lekcje mają uczyć, a ta mnie nie uczy.
Druga sprawa, która mnie zaskoczyła to to, że kiedy zapytany przez katechetkę o moją religijność powiedziałem o moim ateizmie (zmuszony byłem też bronić swoich poglądów) reakcja kilku moich kolegów była taka: "żartujesz, pewnie tylko dla żartu mówi" a inny kolega który jest świadkiem Jehowy nie był "oskarżany" o żarty. Morał z tego taki, że ludzie wolą jeśli inny człowiek wierzy w cokolwiek niż w nic nie wierzy.
Autor: Verdi  Dodano: 12-12-2010
merka - Tak jest   1 na 1
Niestety takie są realia w polskich szkołach. Dzieci chłoną nietolerancję w domach rodzinnych i przenoszą ją na relacje z rówieśnikami. Nie rozumiem zaskoczenia niektórych, tak było, jest i będzie. Propaganda katolicka robis swoje. 
Autor: merka  Dodano: 25-03-2011
jemja - Do Autorki
Faktycznie, nie jest możliwie założenie metod wychowawczych na początku i kurczowe trzymanie się ich. Ale jeśli rodzic nie potrafi wybrać własnej filozofii życiowej, zgłębić jej i trzymać się jej to zupełnie inna kwestia. Czasami żeby odpowiedzieć dziecku na pytanie po prostu trzeba zadać sobie samemu trud poznanie na nie odpowiedzi. Stwierdzenie, że to na co się przysięgało okazało się stekiem kłamstw świadczy o braku kręgosłupa moralnego i świadomości podejmowanych wyborów - religia katolicka nie powstała dwa lata przed ochrzczeniem Pani dziecka tylko dwa tysiące lat wcześniej, a Pani mogła się z nią zapoznać i odrzucić, a nie siać dziecku owocującą w przyszłość niechęć do całej sfery wiary w ogóle - nie tylko chrześcijańskiej. Odrobina zasad w życiu, nikogo jeszcze nie zabiła. Trzeba poznać temat, włożyć w to wysiłek, a nie powtarzać płytkie, zasłyszane slogany.
Autor: jemja  Dodano: 16-03-2015

Pokazuj komentarze od najnowszego

Aby dodać komentarz, należy się zalogować

  

Zaloguj przez Facebook lub OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Reklama
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365