Racjonalista - Strona głównaDo treści
Możliwość zrozumienia.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
01-01-2016 12:21Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Możliwość zrozumienia.
Ocena 14 na 14
.
Zastanawiam się jak dalece sięga nasza możliwość zrozumienia/niezrozumienia drugiego człowieka.
W "Dużym Formacie" z 31 grudnia 2015 roku jest wywiad z fizykiem prof. Krzysztofem Meissnerem pt. "Człowiek nie jest mokrym komputerem. Bo ma w sobie akt zrozumienia". Człowiek i zagadnienia, którymi się on zajmuje są bardzo ciekawe,
to i wywiad też. Wszystko jest jeszcze do zrozumienia, gdy profesor przyjmuje istnienie transcendencji i wierzy w jakiegoś tam "boga" gdyż jego zdaniem wszechświat nie składa się tylko i wyłącznie ze świata materialnego. No cóż ludzie rzadko osiągają spójność światopoglądową, a pan profesor wierzy.

Do tej pory jego wywody teologiczne, a którymi się nie zgadzam, są jednak jakoś tam do przyjęcia, ale profesor w wywiadzie stwierdza także: "jestem katolikiem" i wtedy ja zupełnie przestaję rozumieć tego człowieka. Dla mnie pogodzenie w głowie zespołu mitów konkretnej religii z wielką wiedzą przyrodniczą jest trudniejsze do zrozumienia od zagadnień fizyki teoretycznej, ale to może tylko ja tak mam.

@@@
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

KORUND (4922 punktów)
>ale profesor w wywiadzie stwierdza także: "jestem katolikiem" i wtedy ja zupełnie przestaję rozumieć tego człowieka. Dla mnie pogodzenie w głowie zespołu mitów konkretnej religii z wielką wiedzą przyrodniczą jest trudniejsze do zrozumienia od zagadnień fizyki teoretycznej, ale to może
>tylko ja tak mam.

-Zdawałoby się, że człowiek który posiadł trochę konkretnej wiedzy o świecie, jeżeli już tak ma, że musi w coś wierzyć, to będzie to rodzaj jakiegoś "ogólnego" boga, superinteligentna osobowość, absolut, czy coś tam.... To wyklucza jego karykaturalne, prostackie wręcz wersje, serwowane przez religie. Ale zawsze się znajdą i takie przypadki jak profesor Meissner. Nie mam na to wyjaśnienia.

"Smutne to czasy, gdy łatwiej rozbić atom, niż pokonać przesąd." - Albert Einstein

"Zdrowy rozsądek może zastąpić prawie każdy stopień wykształcenia, lecz żadne wykształcenie zdrowego rozsądku." - Artur Schopenhauer

"Jakość rozumu nie jest mierzona ilością wiedzy, tylko stosunkiem do prawdy."
ks. TADEUSZ GUZ
01-01-2016 14:25 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>-Zdawałoby się, że człowiek który posiadł trochę konkretnej wiedzy o świecie, jeżeli już tak ma, że musi w coś wierzyć, to będzie to rodzaj jakiegoś "ogólnego" boga, superinteligentna osobowość, absolut, czy coś tam....
Też tak jakoś bym sobie to tłumaczył.

>To wyklucza jego karykaturalne, prostackie wręcz wersje, serwowane przez religie.
No właśnie jak tu ma się "bóg filozofów" do bogów religii? www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa

> Ale zawsze się znajdą i takie przypadki jak profesor Meissner.
www.racjon(*)s,4867/q,Dyskurs.nauki.i.wiary

>Nie mam na to wyjaśnienia.
Właśnie w tym wątku o to mi chodzi. Pytaniem jest tu czy mamy możliwość zrozumienia innego człowieka, czy potrafimy zrozumieć (nie chodzi o akceptację a o zrozumienie) każdy wywód innego człowieka? www.racjon(*).php/s,660262/z,0/d,27#w670680 Ja bardzo za myśleniem wielu - zdałoby się inteligentnych i o sporej wiedzy - ludzi jakoś nie nadążam, a gdy głoszone są jeszcze ex cathedra, to przez umysł ciągle przewija mi się pytanie:

Co ty tutaj robisz
i co ja robię tu /u-u/ co ty tutaj robisz
12 ciężkich szczerozłotych koron moją głowę zdobi
jest tyle różnych dróg /u-u/
co ty tutaj robisz
kolejny piękny marmurowy pomnik koło domu stoi

Już każdy powiedział to co wiedział
trzy razy wysłuchał dobrze mnie
wszyscy zgadzają się ze sobą
a będzie nadal tak jak jest

i co ja robię tu /u-u/ co ty tutaj robisz
są takie rzeczy że nikt nie zaprzeczy
po co tu się głowić
z daleka słychać szum /u-u/ co ty tutaj robisz

Już każdy powiedział to co wiedział
trzy razy wysłuchał dobrze mnie
wszyscy zgadzają się ze sobą
a będzie nadal tak jak jest

i co ja robię tu /u-u/ co ty tutaj robisz
mieć te przestrzenie na jedno skinienie wiele wynagrodzi
nie trzeba tęgich głów /u-u/ co ty tutaj robisz
takie okazje bale i lokale chcą bym się narodził

Już każdy powiedział to co wiedział
trzy razy wysłuchał dobrze mnie
wszyscy zgadzają się ze sobą
a będzie nadal tak jak jest

i co ja robię tu /u-u/ co ty tutaj robisz
12 ciężkich szczerozłotych koron moją głowę zdobi
jest tyle różnych dróg /u-u/
co ty tutaj robisz
kolejny piękny marmurowy pomnik koło domu stoi

Już każdy powiedział to co wiedział
trzy razy wysłuchał dobrze mnie
wszyscy zgadzają się ze sobą
a będzie nadal tak jak jest

i co ja robię tu / co ty tutaj robisz


Pozdrowienia.

@@@
.
Spring (1174 punktów)
Profesor to też człowiek i może pleść bzdury. Tak jak np., że był przy wynalezieniu Internetu w CERN. Nie zdziwię się, gdy za kilkanaście lat któryś z profesorów powie, że zakładał Internet razem z Zuckerbergiem.

Natomiast ciągoty transcendentalne rozumiem, tylko nie widzę potrzeby upiększania tego w boskość i nadprzyrodzoność.
01-01-2016 14:40 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Profesor to też człowiek i może pleść bzdury.
Tak, wiem o tym: www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,18#w571447
Ale nie to to było tu problemem mojej refleksji. Zastanawiam się jak za takimi bzdurami nadążyć, gdyż - moim zdaniem - wypada podchodzić z szacunkiem do przemyśleń inteligentnego i wysoko wykształconego człowieka?

@@@
.
02-01-2016 09:35 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Zastanawiam się jak za takimi bzdurami nadążyć, gdyż - moim zdaniem - wypada podchodzić z szacunkiem do przemyśleń inteligentnego i wysoko wykształconego człowieka?

Może tu chodzić również o zwykły oportunizm w sytuacji, kiedy wraz z nowym rozkładem sił w parlamencie nowy Zeitgeist ogarnia masy. Nie mam tego, co Pan, doświadczenia w badaniu krętych ścieżek ludzkich myśli ale to, co dotychczas udało mi się ponad wszelką wątpliwość ustalić, to to, że szczególnie wszelkie wygłaszane publicznie deklaracje wiary należą do najmniej godnych zaufania co do szczerości i nie dotyczy to tylko osób ze świata nauki, ale też tych zawodowo zajmujących się głoszeniem Słowa Bożego

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

Dixi et salvavi animam meam
02-01-2016 09:42 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Zastanawiam się jak za takimi bzdurami nadążyć, gdyż - moim zdaniem - wypada podchodzić z szacunkiem do przemyśleń inteligentnego i wysoko wykształconego człowieka?
A ma sens (czyt. "czy czasem nie jest bzdurą") podchodzenie z szacunkiem do bzdur tylko dlatego, że piszący je jest wykształcony?

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
02-01-2016 12:08 
 Ocena 1 na 1
Spring (1174 punktów)

>Ale nie to to było tu problemem mojej refleksji. Zastanawiam się jak za takimi bzdurami nadążyć, gdyż - moim zdaniem - wypada podchodzić z szacunkiem do przemyśleń inteligentnego i wysoko wykształconego człowieka?

Meissner twierdzi (mniej więcej), że nauka i religia to niezależne dziedziny poznania. Do pierwszej używa rozumu, do drugiej - wiary, a czym skorupka nasiąknie za młodu, tym na starość trąci.

Nie ułatwiają jednak sprawy naukowcy o poglądach materialistycznych, którzy odrzucają wszelką tzw. transcendencję, dlatego ci co jej poszukują, często samodzielnie nie potrafią uwolnić się z pułapki wiary.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Profesor to też człowiek i może pleść bzdury.
Tak, wiem o tym: www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,18#w571447
Ale nie to to było tu problemem mojej refleksji. Zastanawiam się jak za takimi bzdurami nadążyć, gdyż - moim zdaniem - wypada podchodzić z szacunkiem do przemyśleń inteligentnego i wysoko wykształconego człowieka?
>Meissner twierdzi (mniej więcej), że nauka i religia to niezależne dziedziny poznania.
Wywiad przeczytałem, wykładu wysłuchałem.

>Do pierwszej używa rozumu, do drugiej - wiary, a czym skorupka nasiąknie za młodu, tym na starość trąci.
Koncepcję NOMA znam już od bardzo dawna: www.nauka-(*)i/16-inne-teksty/500-it-art-15

>Nie ułatwiają jednak sprawy naukowcy o poglądach materialistycznych, którzy odrzucają wszelką tzw. transcendencję, dlatego ci co jej poszukują, często samodzielnie nie potrafią uwolnić się z pułapki wiary.
Ludzie, jak to ludzie mają prawo do przeróżnych poglądów, ale w obrębie nauk przyrodniczych obowiązują pewne zasady metodologiczne:
www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,562660#w565198
www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,562660#w565226
Bardzo jestem ciekawym naukowych dowodów na istnienie jakiejkolwiek transcendencji?
www.racjonalista.pl/forum.php/s,577720#w577749
www.racjonalista.pl/forum.php/s,648854#w648934
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,344734#w346656
www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843

@@@
.
02-01-2016 20:00 
 Ocena 1 na 1
Spring (1174 punktów)
> Bardzo jestem ciekawym naukowych dowodów na istnienie jakiejkolwiek transcendencji?
Wcześniej czy później nauka znajdzie odpowiednie dowody. Pytania o sens i cel istnienia na razie są domeną filozofii, gdyż obecnie nie są do rozgryzienia dla nauki.
03-01-2016 11:50 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Bardzo jestem ciekawym naukowych dowodów na istnienie jakiejkolwiek transcendencji?
>Wcześniej czy później nauka znajdzie odpowiednie dowody.
Tak, gdyż jak wszyscy dobrze wiemy, wiara czyni cuda.

> Pytania o sens i cel istnienia na razie są domeną filozofii,
www.google(*)oh_atEhJNdb9kGBp2HbuZw&cad=rja
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,556017#w562052
Tak, te jak i podobne pytania są domeną filozofii, ale czy zechciałby Pan nam tu powiedzieć na jakie pytania filozofia nam już odpowiedziała?

W europejskiej cywilizacji filozofia jest matką wszelkich nauk i w czasach, gdy nauki przyrodnicze nie potrafiły udzielić zadowalających odpowiedzi na wiele podstawowych pytań jej inspirująca intelektualnie rola była ogromna, ale wraz z postępem naturalistycznej wiedzy jej kreatywność zmniejszała się i dziś sytuacja odwróciła się na tyle, iż trudno mówić o rzetelnym uprawianiu filozofii bez głębokiej znajomości aktualnego dorobku nauki. Część uczonych nawet wątpi, czy można filozofię zaliczać do nauki skoro nie stosuje ona naukowej metodologii, a stosowane przez nią pojęcia są często tak rozmyte i niedookreślone, iż nie można w sposób sensowny zastosować do niej logiki.

Ostro, choć w dużym stopniu zasadnie ocenia filozofię prof. Bernard Korzeniewski w książce Trzy ewolucje: Wszechświata, życia, świadomości. Kraków 1998. - Istnieje pewna istotna różnica pomiędzy nauką i filozofią. O ile rozwój nauk ścisłych jest kumulatywny to znaczy nowa wiedza nie zastępuje wiedzy już posiadanej, lecz jest do niej dodawana, stanowi jej uzupełnienie i rozwinięcie, to w filozofii, mówiąc w niewielkim uproszczeniu, trzeba ciągle zaczynać od nowa. Jeżeli przyrodnik próbuje wypowiadać się na tematy filozoficzne, to często zarzuca mu się niekompetencję, bo np. nie orientuje się on w subtelnościach systemu filozoficznego pana X lub też nie zna pięćdziesięciu wyróżnionych rodzajów tautologii. Pytanie tylko, czy taka wiedza jest mu na cokolwiek potrzebna? Albowiem filozofia, tracąc kontakt z rzeczywistością, zaczyna coraz bardziej zajmować się samą sobą, swoimi wytworami i ustanowionymi przez tradycję schematami, otorbia się w autystycznej izolacji od świata. Aby osiągnąć w niej coś nowego, rozsądne wydaje się więc pozbycie się całego tego balastu i zaczęcie od podstaw, od wiedzy pojęć i paradygmatów oferowanych przez nauki przyrodnicze. Ale zgadzając się, że grzechem filozofii, jest dowolność spekulacji, brak weryfikowalności twierdzeń, tworzenie pojęć pustych (hipostaz), co generalnie sprowadza się po prostu do braku jakiejkolwiek wiarygodnej metodologii, a nawet, że Mimo z górą dwóch tysięcy lat istnienia filozofia zachodnia nie doczekała się rozwiązania żadnego ze swych najbardziej podstawowych problemów, ani też nie dopracowała zadawalających kryteriów oceny czy selekcji poszczególnych koncepcji filozoficznych To należy uznać jej niekwestionowany dorobek w zakresie metodologii nauki (teorii poznania), obejmujący kryteria ścisłości języka i logiczną zasadność twierdzeń. Ważną też jest jej rola scalająca całość naszej wiedzy o wszechświecie wraz z możliwościami i sposobami jego poznania (światopoglądowa) oraz dyscypliny stawiającej pytania najważniejsze: o naturę tego wszystkiego co istnieje. Dlatego jej znaczenie jest nadal ogromne i trudno byłoby bez filozofii się obejść.


> gdyż obecnie nie są do rozgryzienia dla nauki.
A czy nauka nie ma ciekawszych zagadnień i próbuje gryźć wydumane przez ludzi pytania, na które od wieków sami pytający odpowiedzieć sobie nie mogą? Na przykład dla mnie jest to pytanie bezzasadne właśnie z powodu braku możliwości sensownych odpowiedzi. Istnienie wcale nie potrzebuje sensu jako przyczyny i sposobu trwania. Doskonale może obywać się i bez niego.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,577332#w583674
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,577332#w583682

@@@
.
Spring (1174 punktów)
> Tak, gdyż jak wszyscy dobrze wiemy, wiara czyni cuda.
Z kolei niewiara jest częstą przyczyną braku jakichkolwiek dokonań.

> Tak, te jak i podobne pytania są domeną filozofii, ale czy zechciałby Pan nam tu powiedzieć na jakie pytania filozofia nam już odpowiedziała?
Nam? Osobiście mi pomogła odpowiedzieć na wiele pytań. Oczywiście inne osoby dochodzą do odmiennych wniosków, co widać wyraźnie na tym forum. Odpowiedzi mają to do siebie, że czasem bywają błędne.

> A czy nauka nie ma ciekawszych zagadnień i próbuje gryźć wydumane przez ludzi pytania, na które od wieków sami pytający odpowiedzieć sobie nie mogą?
Kto szuka, ten znajdzie. Jeżeli nauka nie stawia sobie takiego celu, to raczej nie, chyba że będzie to przypadkowe odkrycie.

Przy okazji cytat z wypowiedzi Meissnera:
Cytat:
Nie można mówić o czymś takim jak światopogląd naukowy. Czegoś takiego po prostu nie ma, ponieważ istnieją zasadne i dobrze postawione pytania dotyczące świata, na które trzeba odpowiadać, "wierząc w coś". Stwierdzenie: "świat po prostu istnieje" nie jest w żadnym sensie głębsze lub bliższe nauce niż stwierdzenie: "Bóg stworzył świat".


> Na przykład dla mnie jest to pytanie bezzasadne właśnie z powodu braku możliwości sensownych odpowiedzi.
I naprawdę wierzy pan w to?

> Istnienie wcale nie potrzebuje sensu jako przyczyny i sposobu trwania. Doskonale może obywać się i bez niego.
Istnieją na to sensowne dowody?
03-01-2016 18:01 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Tak, gdyż jak wszyscy dobrze wiemy, wiara czyni cuda.
>Z kolei niewiara jest częstą przyczyną braku jakichkolwiek dokonań.
Czy Pan to skądś wie, czy to z Pańskiej wiary wynika?

Tak, te jak i podobne pytania są domeną filozofii, ale czy zechciałby Pan nam tu powiedzieć na jakie pytania filozofia nam już odpowiedziała?
>Nam?
Tam nam, gdyż gdyby miała być użyteczną to powinna "nam" udzielać odpowiedzi.

>Osobiście mi pomogła odpowiedzieć na wiele pytań.
Gratuluję! Niech Pan się cieszy, ale każda wiara udziela (najczęściej nawet pewnych) odpowiedzi. Filozofia już raczej specjalizuje się w stawianiu pytań, ale tak niektórzy filozofowie, a już szczególnie teolodzy, nawet nie pytani, udzielają nam autorytatywnych wypowiedzi.

> Oczywiście inne osoby dochodzą do odmiennych wniosków, co widać wyraźnie na tym forum.
Na tym polega właśnie filozofia na własnym stosunku do odpowiedzi na "pytania filozoficzne" udzielone przez poprzedników. Nie bardzo wiem co do tego ma nasze forum? Osobiście wolę wychodzić od fachowej literatury, czyli od poznania dorobku filozofii.

>Odpowiedzi mają to do siebie, że czasem bywają błędne.
I co z tego dla Pan wynika? Uczeni chcąc ograniczyć błędy opracowali metody naukowe. Ograniczyli nawet bardzo, ale nadal są one nieuniknione.

A czy nauka nie ma ciekawszych zagadnień i próbuje gryźć wydumane przez ludzi pytania, na które od wieków sami pytający odpowiedzieć sobie nie mogą?
>Kto szuka, ten znajdzie.
Tak w Ewangelii jest napisane: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam.

>Jeżeli nauka nie stawia sobie takiego celu, to raczej nie, chyba że będzie to przypadkowe odkrycie.
Nauka nie ma czasu na zajmowanie się bzdurami, ale uczeni to ludzie, którzy mogą sobie stawiać przeróżne cele i gdy realizują je zgodnie z metodologią naukową będą przez innych poważnie weryfikowane.

>Przy okazji cytat z wypowiedzi Meissnera:
Nie można mówić o czymś takim jak światopogląd naukowy. Czegoś takiego po prostu nie ma, ponieważ istnieją zasadne i dobrze postawione pytania dotyczące świata, na które trzeba odpowiadać, "wierząc w coś". Stwierdzenie: "świat po prostu istnieje" nie jest w żadnym sensie głębsze lub bliższe nauce niż stwierdzenie: "Bóg stworzył świat".

Przecież ten wątek tego właśnie dotyczy. www.racjonalista.pl/forum.php/s,691062/z,0 Fizyka jakoś tam rozumiem, pomimo trudności zagadnień, ale poza fizyką, to ja nie rozumiem o czym ten facet bredzi. Nie odejmuję nikomu prawa do wiary (choćby już dlatego, iż to niemożliwe), ale mieszanie osobistej wiary z nauką dla mnie jest żenadą. Uważam iż można mówić o "światopoglądzie naukowym", choć zbyt bardzo się przy tym nie upieram i jest nim "racjonalny naturalizm", ale dalece nie skłaniam do wiary w niego.

> gdyż obecnie nie są do rozgryzienia dla nauki.
A czy nauka nie ma ciekawszych zagadnień i próbuje gryźć wydumane przez ludzi pytania, na które od wieków sami pytający odpowiedzieć sobie nie mogą? Na przykład dla mnie jest to pytanie bezzasadne właśnie z powodu braku możliwości sensownych odpowiedzi. Istnienie wcale nie potrzebuje sensu jako przyczyny i sposobu trwania. Doskonale może obywać się i bez niego.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,577332#w583674
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,577332#w583682
>I naprawdę wierzy pan w to?
Ależ ja już z natury niewierzący jestem.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,666989#w666992

Istnienie wcale nie potrzebuje sensu jako przyczyny i sposobu trwania. Doskonale może obywać się i bez niego.
>Istnieją na to sensowne dowody?
Tak, jest nim istnienie!
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,614060#w614587

Sensu zaś - nawet tam, gdzie go nie ma - poszukuje człowiek.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,75127/z,0
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,617075#w617245
www.racjon(*).php/s,612740/z,0/d,31#w615317

@@@
.
03-01-2016 20:10 
 Ocena 1 na 1
Spring (1174 punktów)
>> Z kolei niewiara jest częstą przyczyną braku jakichkolwiek dokonań.
>Czy Pan to skądś wie, czy to z Pańskiej wiary wynika?

Wiem to z obserwacji innych osób oraz z własnych doświadczeń. Wierzyć pan nie musi, proszę sprawdzić samodzielnie.

> Tam nam, gdyż gdyby miała być użyteczną to powinna "nam" udzielać odpowiedzi.
W mojej ocenie użyteczności filozofia jest użyteczną metodą poznawczą.

> Filozofia już raczej specjalizuje się w stawianiu pytań, ale tak niektórzy filozofowie, a już szczególnie teolodzy, nawet nie pytani, udzielają nam autorytatywnych wypowiedzi.
Pytania są po to, by na nie odpowiadać. Każdą wypowiedź można ocenić, teologiczną czy też scjentystyczną.

> Nie bardzo wiem co do tego ma nasze forum?
Ech.... nawet w tak niedużej społeczności istnieje wiele poglądów (użyte jako przykład).

> Uczeni chcąc ograniczyć błędy opracowali metody naukowe. Ograniczyli nawet bardzo, ale nadal są one nieuniknione.
Ograniczyli nie tylko błędy przy pomocy metod naukowych, ale i zakres zainteresowań nauki. Nie ma więc co liczyć na pełne poznanie rzeczywistości przy takim podejściu.

> Tak w Ewangelii jest napisane.
Może być i w książce kucharskiej. Prawda nie ma właścicieli.

> Nauka nie ma czasu na zajmowanie się bzdurami
Całe szczęście, że naukę tworzą różne umysły. Znajdą się tacy, co nie zakwalifikują istotnych zagadnień jako błahych.

> ale poza fizyką, to ja nie rozumiem o czym ten facet bredzi.
Być może chodzi mu o to, że rzeczywistość jest o wiele większa, niż zakres zainteresowań współczesnej nauki. Nie podałem poprzednio źródła, cytat pochodzi z www.niedzi(*)305/nd/Na-poczatku-bylo-Slowo.

>>>Istnienie wcale nie potrzebuje sensu jako przyczyny i sposobu trwania. Doskonale może obywać się i bez niego.
>>Istnieją na to sensowne dowody?
>Tak, jest nim istnienie!
Ponieważ istnienie jest faktem, to z tego można wywnioskować, że nie potrzebuje sensu jako przyczyny i sposobu trwania.
Gratuluję pomysłowości.

> Sensu zaś - nawet tam, gdzie go nie ma - poszukuje człowiek.
Poszukiwanie - to proces podczas którego sprawdza się różne miejsca, także te w których nie ma poszukiwanej rzeczy, a jedynie przypuszczenie co do obecności.
03-01-2016 22:35 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Z kolei niewiara jest częstą przyczyną braku jakichkolwiek dokonań.
Czy Pan to skądś wie, czy to z Pańskiej wiary wynika?
>Wiem to z obserwacji innych osób oraz z własnych doświadczeń.
Tak, to zupełnie niepodważalne źródła.

> Wierzyć pan nie musi, proszę sprawdzić samodzielnie.
Taki, mam zwyczaj, ale co miałbym tu sprawdzać przedmiot Pańskiej wiary? To nie sprawdzalne.

czy zechciałby Pan nam tu powiedzieć na jakie pytania filozofia nam już odpowiedziała?
>Nam?
Tam nam, gdyż gdyby miała być użyteczną to powinna "nam" udzielać odpowiedzi.

>W mojej ocenie użyteczności filozofia jest użyteczną metodą poznawczą.
W mojej wierze znacznie lepszą metodą jest np. bimbologia, a wiara jest niedyskutowana, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy on wierzy inaczej. Tyle, iż na gruncie racjonalizmu wiara nie jest żadnym argumentem.

Filozofia już raczej specjalizuje się w stawianiu pytań, ale tak niektórzy filozofowie, a już szczególnie teolodzy, nawet nie pytani, udzielają nam autorytatywnych wypowiedzi.
>Pytania są po to, by na nie odpowiadać.
Tak bez zastanowienia się nad ich sensem. Czy na każde głupie pytanie można udzielić mądrej odpowiedzi, a nawet gdyby, to w jakiej korelacji znajdą się głupie pytanie i mądra odpowiedź. Zresztą może być i odwrotnie.

> Każdą wypowiedź można ocenić, teologiczną czy też scjentystyczną.
Ludzie dokonują ocen publicznych wypowiedzi, ale istotą też jest grunt, na którym zadaje się pytanie oraz grunt na którym udziela się odpowiedzi. Trudno, a chyba i niemożliwym jest udzielanie naukowych odpowiedzi na teologiczne pytania. Odwrotnie o wiele łatwiej, ale te odpowiedzi zadowolą tylko garstkę uczonych.

> Oczywiście inne osoby dochodzą do odmiennych wniosków, co widać wyraźnie na tym forum.
Na tym polega właśnie filozofia na własnym stosunku do odpowiedzi na "pytania filozoficzne" udzielone przez poprzedników. Nie bardzo wiem co do tego ma nasze forum? Osobiście wolę wychodzić od fachowej literatury, czyli od poznania dorobku filozofii.

>Ech.... nawet w tak niedużej społeczności istnieje wiele poglądów (użyte jako przykład).
Istnieje wiele poglądów, ale NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości.
>Odpowiedzi mają to do siebie, że czasem bywają błędne.
I co z tego dla Pan wynika? Uczeni chcąc ograniczyć błędy opracowali metody naukowe. Ograniczyli nawet bardzo, ale nadal są one nieuniknione.

>Ograniczyli nie tylko błędy przy pomocy metod naukowych, ale i zakres zainteresowań nauki.
Ja nie znam jakiegokolwiek ograniczenia dla zainteresowań nauki. Każdy uczony może realizować poznanie interesującego go problemu, a tu o sponsora raczej łatwo, i przedstawienie wyniku swoich badań pod krytyczną weryfikację środowiska, a nawet znacznie szerzej, gdyż każdy ma prawo odnieść się krytycznie do stwierdzeń uczonych.

> Nie ma więc co liczyć na pełne poznanie rzeczywistości przy takim podejściu.
Rzeczywiście nie ma co liczyć na pełne, ze względu na niedoskonałości umysłu uzbrojonego w zmysły i narzedzia, ale obecny dorobek nauk przyrodniczych jest ogromny i w zasadniczych strukturach zupełnie niepodważalny, pomimo tego, iż tu podważanie jest wprost zalecane.
www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,27#w670406

>Kto szuka, ten znajdzie.
Tak w Ewangelii jest napisane: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam.
>Może być i w książce kucharskiej. Prawda nie ma właścicieli.
Tak, prawda nie właścicieli, a nawet jest obowiązek głoszenia Prawdy, ale ja innej prawdy szukam w książce kucharskiej, innej w Ewangelii, a jeszcze innej w naukowym dziele.

Nauka nie ma czasu na zajmowanie się bzdurami, ale uczeni to ludzie, którzy mogą sobie stawiać przeróżne cele i gdy realizują je zgodnie z metodologią naukową będą przez innych poważnie weryfikowane.
>Całe szczęście, że naukę tworzą różne umysły. Znajdą się tacy, co nie zakwalifikują istotnych zagadnień jako błahych.
Daj im Boże dużo zdrowia i inwencji, tyle tylko, iż tacy, którzy kwalifikują bzdury do zagadnień istotnych, jak uczynił to profesor Meissner, przestają w tym kawałku być uczonymi. Uczeni muszą trzymać się zasad uprawiania nauki.

Fizyka jakoś tam rozumiem, pomimo trudności zagadnień, ale poza fizyką, to ja nie rozumiem o czym ten facet bredzi. Nie odejmuję nikomu prawa do wiary (choćby już dlatego, iż to niemożliwe), ale mieszanie osobistej wiary z nauką dla mnie jest żenadą.
>Być może chodzi mu o to, że rzeczywistość jest o wiele większa, niż zakres zainteresowań współczesnej nauki.
Być może to, być może siamto, ale niech wypowiada się wtedy jako pan Meissner, a nie jako uniwersytecki uczony. Dyscyplina, którą uprawia na uczelni nie upoważnia go do wygadywania takich bzdur.

> Nie podałem poprzednio źródła, cytat pochodzi z "Niedzieli".
No tak, to bardzo elitarne źródło.

Istnienie wcale nie potrzebuje sensu jako przyczyny i sposobu trwania. Doskonale może obywać się i bez niego.
>Istnieją na to sensowne dowody?
Tak, jest nim istnienie!
>Ponieważ istnienie jest faktem, to z tego można wywnioskować, że nie potrzebuje sensu jako przyczyny i sposobu trwania. Gratuluję pomysłowości.
Żałuję, ale jest to odpowiedź filozoficzna, którą tylko przytaczam.

>Poszukiwanie - to proces podczas którego sprawdza się różne miejsca, także te w których nie ma poszukiwanej rzeczy, a jedynie przypuszczenie co do obecności.
biblioteka(*)0alan alexander/puchatek.pdf

@@@
.
04-01-2016 09:35 
 Ocena 2 na 2
Spring (1174 punktów)
> Tak, to zupełnie niepodważalne źródła.
Ależ śmiało, proszę podważać.

> Taki, mam zwyczaj, ale co miałbym tu sprawdzać przedmiot Pańskiej wiary? To nie sprawdzalne.
Moja wiara/niewiara nie wpływa na prawdziwość twierdzeń. Jeżeli pan ma zastrzeżenia do tego konkretnego twierdzenia, to proszę je wyartykułować, samodzielnie czy też wspierając się literaturą fachową.

> W mojej wierze znacznie lepszą metodą jest np. bimbologia
Spoko.

> Tyle, iż na gruncie racjonalizmu wiara nie jest żadnym argumentem.
Truizm.

> Tak bez zastanowienia się nad ich sensem.
Przed odpowiedzią można ocenić sensowność pytania.

> Czy na każde głupie pytanie można udzielić mądrej odpowiedzi, a nawet gdyby, to w jakiej korelacji znajdą się głupie pytanie i mądra odpowiedź. Zresztą może być i odwrotnie.
Nikt nikogo za język nie ciągnie, można wybrać milczenie.

> Trudno, a chyba i niemożliwym jest udzielanie naukowych odpowiedzi na teologiczne pytania.
Odpowiedziałem sobie na szereg takich pytań, metka "naukowości" nie była mi do niczego potrzebna.

> Istnieje wiele poglądów, ale NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości.
Gdyż nauka jest wiedzą kumulatywną, składaną z wielu dokonań różnych osób, można swobodnie wypowiadać na temat różnych jej aspektów nie podważając całości, jako istotnego sposobu poznawania rzeczywistości.

> Każdy uczony może realizować poznanie interesującego go problemu, a tu o sponsora raczej łatwo, i przedstawienie wyniku swoich badań pod krytyczną weryfikację środowiska, a nawet znacznie szerzej, gdyż każdy ma prawo odnieść się krytycznie do stwierdzeń uczonych.
Zgoda.

> Rzeczywiście nie ma co liczyć na pełne, ze względu na niedoskonałości umysłu uzbrojonego w zmysły i narzedzia, ale obecny dorobek nauk przyrodniczych jest ogromny i w zasadniczych strukturach zupełnie niepodważalny, pomimo tego, iż tu podważanie jest wprost zalecane.
Obecna niemożliwość poznania, nie oznacza niemożliwości zupełnej. A tym bardziej, brak obecnych dowodów nie oznacza, że kiedyś takowe się nie znajdą.

> nawet jest obowiązek głoszenia Prawdy
Zależy od sytuacji.

> Daj im Boże dużo zdrowia i inwencji, tyle tylko, iż tacy, którzy kwalifikują bzdury do zagadnień istotnych, jak uczynił to profesor Meissner, przestają w tym kawałku być uczonymi. Uczeni muszą trzymać się zasad uprawiania nauki.
Daj Boże i panu. Meissner nie wykłada teologii na uniwersytecie. W wywiadach, a także na wykładach pozaakademickich może prezentować swobodnie swoje przekonania. Tym bardziej, że Meissner w miarę wyraźnie rozdziela wiarę i naukę. Twierdzi, że po odpowiedzi na pytania fizyki do Biblii nie sięga.

> Być może to, być może siamto, ale niech wypowiada się wtedy jako pan Meissner, a nie jako uniwersytecki uczony. Dyscyplina, którą uprawia na uczelni nie upoważnia go do wygadywania takich bzdur.
Nie ma dwóch różnych Meissnerów. Nawet gdy Meissner milczy, to przekonania nie znikają. W "Niedzieli" czy "Wyborczej" może swobodnie się wypowiadać. Ja osobiście czytam i słucham z zainteresowaniem, gdyż interesuje mnie w jaki sposób potrafi łączyć różne, czasem sprzeczne, przekoania.

> No tak, to bardzo elitarne źródło.
Gdyby wypowiadał się dla "Piątku" byłby bardziej wiarygodny?

> biblioteka(*)0alan alexander/puchatek.pdf
Fachowy podręcznik pańskiej bimbologii?
04-01-2016 13:33 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Odpowiedziałem sobie na szereg takich pytań, metka "naukowości" nie była mi do niczego potrzebna.
Gratuluję. Nic nie daje większej pewności niż wiara.

>Gdyż nauka jest wiedzą kumulatywną, składaną z wielu dokonań różnych osób, można swobodnie wypowiadać na temat różnych jej aspektów nie podważając całości, jako istotnego sposobu poznawania rzeczywistości.
Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.

Daj im Boże dużo zdrowia i inwencji, tyle tylko, iż tacy, którzy kwalifikują bzdury do zagadnień istotnych, jak uczynił to profesor Meissner, przestają w tym kawałku być uczonymi. Uczeni muszą trzymać się zasad uprawiania nauki.
>Daj Boże i panu. Meissner nie wykłada teologii na uniwersytecie.
Gdyby wykładał teologię, przeciwko jego publicznym bzdurom bym nie protestował. Teologia już tak ma: www.racjonalista.pl/forum.php/s,332808

> W wywiadach, a także na wykładach pozaakademickich może prezentować swobodnie swoje przekonania.
Najlepszym dowodem, iż może publicznie pieprzyć głupoty jest to, iż je pieprzy.

> Tym bardziej, że Meissner w miarę wyraźnie rozdziela wiarę i naukę. Twierdzi, że po odpowiedzi na pytania fizyki do Biblii nie sięga.
Chyba jednak albo Pan nie przeczytał jego wywiadów i nie wysłuchał jego wywiadu, albo niewiele z tego rozumie. Jego deklaracje to jedno, a fakty to drugie. Miesza jedną z drugim, ale gdy Pan czyni podobnie, to zauważyć Panu to trudno.

Być może to, być może siamto, ale niech wypowiada się wtedy jako pan Meissner, a nie jako uniwersytecki uczony. Dyscyplina, którą uprawia na uczelni nie upoważnia go do wygadywania takich bzdur.
>Nie ma dwóch różnych Meissnerów.
Wiem, to chyba oczywiste.

> Nawet gdy Meissner milczy, to przekonania nie znikają.
To też wiem, tyle, iż zmilczana głupota mniej kompromituje.

>W "Niedzieli" czy "Wyborczej" może swobodnie się wypowiadać.
Powtórzę: najlepszym dowodem, iż może publicznie pieprzyć głupoty jest to, iż je pieprzy.

>Ja osobiście czytam i słucham z zainteresowaniem, gdyż interesuje mnie w jaki sposób potrafi łączyć różne, czasem sprzeczne, przekoania.
Nie jest Pan jedynym. Odwrotnie należy Pan do większości polskiego społeczeństwa.
Ale ten wątek dotyczy możliwości zrozumienia, a racjonalne myślenie w odróżnieniu od fideistycznego daje zupełnie inny sposób widzenia i rozumienia rzeczywistości, formułowania myśli. Różni się język, uczucia i zachowania.
Przecież to widać nawet na tym forum, ludzie tej samej narodowości, mówiący tym samym językiem, a jakby z dwóch planet byli.


>Być może chodzi mu o to, że rzeczywistość jest o wiele większa, niż zakres zainteresowań współczesnej nauki. Nie podałem poprzednio źródła, cytat pochodzi z www.niedzi(*)305/nd/Na-poczatku-bylo-Slowo.
No tak, to bardzo elitarne źródło.
>Gdyby wypowiadał się dla "Piątku" byłby bardziej wiarygodny?
Dla "Piątku" to może nie, ale dla "Soboty" to już tak. Dla ludzi mających trudności w zrozumieniu wyjaśniam iż chodziło mi o to, że to pismo ma ściśle określony target czytelniczy i ja czytam tam tylko wyjątkowo polecone mi jakieś publikacje.
Tak, pisma wyznaniowe - szczególnie wtedy, gdy wypowiadają się w sprawach dotyczącej wyznawanej ideologii - są dla mnie mało lub wprost wcale niewiarygodne. Czy byłaby to "Trybuna Ludu", czy "Niedziela".

>Poszukiwanie - to proces podczas którego sprawdza się różne miejsca, także te w których nie ma poszukiwanej rzeczy, a jedynie przypuszczenie co do obecności.
>biblioteka(*)0alan alexander/puchatek.pdf
>Fachowy podręcznik pańskiej bimbologii?
Nie, to tylko mały test na inteligencję: im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było.

Miłego dnia.

@@@
.
05-01-2016 09:19 
 Ocena 2 na 2
Spring (1174 punktów)
> Gratuluję. Nic nie daje większej pewności niż wiara.
Skąd więc ma pan taką pewność co do tego?

> Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.
Zgadzam się, myli się pan. Nieuctwo przecież nie jest realną alternatywą dla nauki.

> Gdyby wykładał teologię, przeciwko jego publicznym bzdurom bym nie protestował.
Rozumiem i dlatego cieszę się, że czasy cenzury PRLowskiej minęły.

> Jego deklaracje to jedno, a fakty to drugie. Miesza jedną z drugim, ale gdy Pan czyni podobnie, to zauważyć Panu to trudno.
W moim odczuciu, stawia on wystarczająco wyraźnią granicę, a jak każda osoba racjonalna dąży do spójności. Nie można wymagać by postępował niczym doktor Jekyll dla uciechy antyteistów.

> racjonalne myślenie w odróżnieniu od fideistycznego daje zupełnie inny sposób widzenia i rozumienia rzeczywistości, formułowania myśli. Różni się język, uczucia i zachowania.
Jeszcze inne (różne od wymienionych powyżej) rozumienie rzeczywistości proponuje bimbologia, która posługuje się takimi "dowodami" jak: nie znaleźliśmy, więc nie istnieje lub nie wykryliśmy przyczyny zjawiska, więc zjawiło się znikąd.

> Dla ludzi mających trudności w zrozumieniu wyjaśniam iż chodziło mi o to, że to pismo ma ściśle określony target czytelniczy i ja czytam tam tylko wyjątkowo polecone mi jakieś publikacje.
To i tak prawdopodobnie częściej niż ja, gdyż dowiedziałem sie o "Niedzieli" przy okazji googlania o Meissnerze.

> Nie, to tylko mały test na inteligencję
Jako że zwykłego "nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami" nie wystarczyło, czuję się zaszczycony.
05-01-2016 17:30 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Moja wiara/niewiara nie wpływa na prawdziwość twierdzeń. Jeżeli pan ma zastrzeżenia do tego konkretnego twierdzenia, to proszę je wyartykułować, samodzielnie czy też wspierając się literaturą fachową.
>Odpowiedziałem sobie na szereg takich pytań, metka "naukowości" nie była mi do niczego potrzebna.

Gratuluję. Nic nie daje większej pewności niż wiara.
>Skąd więc ma pan taką pewność co do tego?
Jaką pewność? Co do czego?

Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.
>Zgadzam się, myli się pan.
Cieszę się ze zgody i myślę, iż dalej się Pan zgodzi, że nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami.

> Nieuctwo przecież nie jest realną alternatywą dla nauki.
Moim zdaniem - jak najbardziej realną i wprost żenującą, gdy dotyczy ono przedstawicieli nauki, ale Pan i tysiące innych osób zupełnie się z tym nie zgadza. [Załącznik]

Gdyby wykładał teologię, przeciwko jego publicznym bzdurom bym nie protestował.
>Rozumiem i dlatego cieszę się, że czasy cenzury PRLowskiej minęły.
A dlaczego PRL-owskiej, a nie Kościelnej, z której PRL brał wzór? Ja jestem przeciwnikiem wszelkiej cenzury. (Może z małym wyjątkiem ograniczania ewidentnej głupoty w poważnym dyskursie, choć wiem jak to mało realne, gdyż właśnie głupota jest najbardziej głośną.)

Jego deklaracje to jedno, a fakty to drugie. Miesza jedną z drugim, ale gdy Pan czyni podobnie, to zauważyć Panu to trudno.
>W moim odczuciu,
Jakie jest Pańskie rozumienie i jakie są Pańskie odczucia, to ja wiem ( i jak sądzę większość czytelników) już od Pańskiej pierwszej wypowiedzi na ten temat. Nie mam nawet najmniejszych możliwości zasiania w Panu wątpliwości co do wiary we własną rację, a więc pozostaniemy - tak jak zawsze w dyskusjach z wierzącymi święcie we własną rację - przy swoich zdaniach.

>stawia on wystarczająco wyraźnią granicę, a jak każda osoba racjonalna dąży do spójności.
Całkowicie się z Panem zgadzam, iż osoby racjonalne powinny dążyć do spójności światopoglądowej i właśnie ta niespójność wywodów profesora jest przyczyną niezrozumienia postawy tego uczonego.

> Nie można wymagać by postępował niczym doktor Jekyll dla uciechy antyteistów.
Ależ ja uważam, że każdy ma święte prawo do samokompromitacji i niczego od ludzi kompromitujących się nie wymagam, tyle tylko, że uważam, iż każdy wypowiadający się publicznie stawia swoją wypowiedź pod publiczną krytykę i mam prawo krytykować publiczne wypowiedzi każdego. Czy jest to papież, czy ksiądz, czy profesor. Jedni się z moją krytyką zgodzą inni - jak np Pan - ją skrytykują, do czego też mają wszelkie prawo.

>>>>Ja osobiście czytam i słucham z zainteresowaniem, gdyż interesuje mnie w jaki sposób potrafi łączyć różne, czasem sprzeczne, przekoania.
Nie jest Pan jedynym. Odwrotnie należy Pan do większości polskiego społeczeństwa.
Ale ten wątek dotyczy możliwości zrozumienia, a
racjonalne myślenie w odróżnieniu od fideistycznego daje zupełnie inny sposób widzenia i rozumienia rzeczywistości, formułowania myśli. Różni się język, uczucia i zachowania.
Przecież to widać nawet na tym forum, ludzie tej samej narodowości, mówiący tym samym językiem, a jakby z dwóch planet byli.

>Jeszcze inne (różne od wymienionych powyżej) rozumienie rzeczywistości proponuje bimbologia, która posługuje się takimi "dowodami" jak: nie znaleźliśmy, więc nie istnieje lub nie wykryliśmy przyczyny zjawiska, więc zjawiło się znikąd.
Jak można poważnie traktować rozmówcę, który tylko tyle potrafi zrozumieć lub dokonuje takich żenujących manipulacji czyimiś wypowiedziami. Wiem, że czerpie Pan z dobrych katolickich wzorców średniowiecznych dysput religijnych, ale na racjonalistycznym forum taki kit trudno się sprzedaje.

Miłego dnia.

@@@
.
06-01-2016 11:20 
 Ocena 1 na 1
Spring (1174 punktów)
>>>Gratuluję. Nic nie daje większej pewności niż wiara.
>>Skąd więc ma pan taką pewność co do tego?
>Jaką pewność? Co do czego?
Nieważne.

>Cieszę się ze zgody i myślę, iż dalej się Pan zgodzi, że nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami.
Owszem, gdy rzeczywiście kompromitujemy się. Gdy jednak nie, to zazwyczaj ktoś inny spróbuje nas wyręczyć.

>> Nieuctwo przecież nie jest realną alternatywą dla nauki.
> Moim zdaniem - jak najbardziej realną i wprost żenującą, gdy dotyczy ono przedstawicieli nauki, ale Pan i tysiące innych osób zupełnie się z tym nie zgadza.
Wielka to niesprawiedliwość, że oto nieuka Meissnera słucha cały kraj, który ma czelność publicznie głosić herezje naukowe, a jaśnie oświecony Bogusławski z alternatywy kisi się na tym forum, jednej z niewielu ostój racjonalizmu w Polsce.

> A dlaczego PRL-owskiej, a nie Kościelnej, z której PRL brał wzór?
Zawsze uważałem, że raczej z radzieckiej cenzury wzór brano, ale pewnie tu pan użył alternatywy.

>Ja jestem przeciwnikiem wszelkiej cenzury. (Może z małym wyjątkiem ograniczania ewidentnej głupoty w poważnym dyskursie, choć wiem jak to mało realne, gdyż właśnie głupota jest najbardziej głośną.)
Ma się rozumieć.

> Nie mam nawet najmniejszych możliwości zasiania w Panu wątpliwości co do wiary we własną rację, a więc pozostaniemy - tak jak zawsze w dyskusjach z wierzącymi święcie we własną rację - przy swoich zdaniach.
Nie ma pan. Pańskie argumenty jedynie utwierdzają mnie w moim przekonaniu, że żyje pan w świecie dwuszufladkowym. Na pierwszej szufladce wisi napis "MY, co mamy rację (racjonaliści)", na drugiej - "oni, którzy przeciw nam (fideiści)".

> Całkowicie się z Panem zgadzam, iż osoby racjonalne powinny dążyć do spójności światopoglądowej i właśnie ta niespójność wywodów profesora jest przyczyną niezrozumienia postawy tego uczonego.
Niespójność istnieje. Tyle że uważam, że nakazy i zakazy w kwestii wiary uczonego niczego nie zmienią. Potrzeba racjonalnych argumentów, a ze strony naturalizmu materialistycznego takich brak.

> każdy wypowiadający się publicznie stawia swoją wypowiedź pod publiczną krytykę i mam prawo krytykować publiczne wypowiedzi każdego. Czy jest to papież, czy ksiądz, czy profesor. Jedni się z moją krytyką zgodzą inni - jak np Pan - ją skrytykują, do czego też mają wszelkie prawo.
Zgadzam się. A nawet powiem więcej, konstruktywna krytyka jest niezbędna, jest katalizatorem postępu.

> Jak można poważnie traktować rozmówcę, który tylko tyle potrafi zrozumieć lub dokonuje takich żenujących manipulacji czyimiś wypowiedziami. Wiem, że czerpie Pan z dobrych katolickich wzorców średniowiecznych dysput religijnych

Święty nie jestem, mimo że, jak twierdzi pan, czerpię z dobrych wzorców katolickich. A panu nigdy się nie zdarzyło manipulować wypowiedziami innych osób lub oskarżyć kogoś bezpodstawnie?

> na racjonalistycznym forum taki kit trudno się sprzedaje.
Mierzę w jakość, ilość nie ma dla mnie wielkiego znaczenia.
06-01-2016 11:36 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>Ja osobiście czytam i słucham z zainteresowaniem, gdyż interesuje mnie w jaki sposób potrafi łączyć różne, czasem sprzeczne, przekoania.
Nie jest Pan jedynym. Odwrotnie należy Pan do większości polskiego społeczeństwa.
Ale ten wątek dotyczy możliwości zrozumienia, a
racjonalne myślenie w odróżnieniu od fideistycznego daje zupełnie inny sposób widzenia i rozumienia rzeczywistości, formułowania myśli. Różni się język, uczucia i zachowania.
Przecież to widać nawet na tym forum, ludzie tej samej narodowości, mówiący tym samym językiem, a jakby z dwóch planet byli.


>Jeszcze inne (różne od wymienionych powyżej) rozumienie rzeczywistości proponuje bimbologia, która posługuje się takimi "dowodami" jak: nie znaleźliśmy, więc nie istnieje lub nie wykryliśmy przyczyny zjawiska, więc zjawiło się znikąd.
Jak można poważnie traktować rozmówcę, który tylko tyle potrafi zrozumieć lub dokonuje takich żenujących manipulacji czyimiś wypowiedziami. Wiem, że czerpie Pan z dobrych katolickich wzorców średniowiecznych dysput religijnych, ale na racjonalistycznym forum taki kit trudno się sprzedaje.
> Mierzę w jakość, ilość nie ma dla mnie wielkiego znaczenia.
Przecież to oczywiste, czy dla Pańskich zwolenników musi Pan to jeszcze zaznaczać?
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,691062#w691755

@@@
.
06-01-2016 22:14 
 Ocena 2 na 2
Spring (1174 punktów)
>> Mierzę w jakość, ilość nie ma dla mnie wielkiego znaczenia.
>Przecież to oczywiste, czy dla Pańskich zwolenników musi Pan to jeszcze zaznaczać?

Zwolenników to raczej pan szuka. A ja cieszę się, że na forum spotykają się ludzie różnych poglądów, nawet jakby byli z różnych planet i nie tęskno mi za jednomyślnością.

Pozdrawiam.
06-01-2016 22:44 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Mierzę w jakość, ilość nie ma dla mnie wielkiego znaczenia.
Przecież to oczywiste, czy dla Pańskich zwolenników musi Pan to jeszcze zaznaczać?
>Zwolenników to raczej pan szuka.
Żadnych zwolenników nie szukam, jeżeli już kogoś, to samodzielnie myślącej inteligencji i jak na razie znajduję tu takiej większość. Posiadane poparcie całkowicie mnie satysfakcjonuje i jeszcze większego nie potrzebuję. Życzę Panu choć zbliżonego.

> A ja cieszę się, że na forum spotykają się ludzie różnych poglądów, nawet jakby byli z różnych planet i nie tęskno mi za jednomyślnością.
Opowiadać to można przeróżne bajeczki i deklarować też przeróżne postawy, a jak jest w rzeczywistości, to racjonalny czytelnik sam widzi. Inteligentny człowiek powinien mieć poglądy - najlepiej własne - ale poglądy - przynajmniej tu na racjonalistycznym forum - powinny być oparte na merytorycznych argumentach, a nie na wierze, iż to ja mam rację.

Normalnie jak każdy, któremu brakuje siły argumentów stosuje Pan argument siły i obrzuca oponentów epitetami bez najmniejszych podstaw w faktach. Braki w podstawowej wiedzy pokrywa Pan kłamstwami i manipulacjami: www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,691062#w691757

Tak, zgodnie z linią naszego forum zwalczam jak potrafię głupotę. Oczywiście jak z łatwością dostrzegą nasi czytelnicy, to moje tu działanie Pana wcale nie dotyczy. Pan dobrze wie swoje, gdyż jest "wielomyślny".

Miłego dnia.

@@@
.
Rafał Poniecki (7132 punktów)
Pod koniec wywiadu prof. Meissner mówi:"Ja jestem absolutnie przekonany o istnieniu transcendencji. Bardziej niż o tym, że ten stół jest tutaj."
A ja zacytuję Nietzschego: "Przekonania są bardziej niebezpiecznymi wrogami prawdy niż kłamstwa."
oraz: "Przekonania nie dowodzą niczego na korzyść tego, o czym jest się przekonanym."
Może klucz leży w wychowaniu p. Meissnera? A o tym nie było mowy w wywiadzie.
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>Pod koniec wywiadu prof. Meissner mówi:"Ja jestem absolutnie przekonany o istnieniu transcendencji. Bardziej niż o tym, że ten stół jest tutaj."
Wysłuchałem wykładu prof. Meissnera pt. Fizyka a wiara: www.youtube.com/watch?v=291sutj35Mo i w zasadzie nie ma tam mowy o wierze, w szczególności katolickiej. Jeśli natomiast idzie o tę transcendencję, to nie ma to nic wspólnego z bogiem judeo-chrześcijańskim. Jest to jego sposób patrzenia na prawa przyrody. W ramach fizyki prawa te poznajemy, wiemy jak je stosować, ale nie mamy pojęcia, skąd się wzięły, lub inaczej: dlaczego są takie, jakie są. I skoro wyjaśnienie tego nie mieści się w ramach fizyki, to przesuwa to do działu "transcendencja". Przyznając przy tym, że to niczego nie wyjaśnia. A fizykę totalnie oddziela od religii. Żadnych prób pogodzenia jednego z drugim. Pewnie trochę jak chodzenie i na koncerty jazzowe jak i do filharmonii.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wysłuchałem wykładu prof. Meissnera pt. Fizyka a wiara i w zasadzie nie ma tam mowy o wierze, w szczególności katolickiej.
To bardzo ładnie, iż Pan wysłuchał. Wynika to zresztą z Pańskiego pierwszego posta, na który teraz Pan sobie odpowiada: Pod koniec wywiadu prof. Meissner mówi:"Ja jestem absolutnie przekonany o istnieniu transcendencji. Bardziej niż o tym, że ten stół jest tutaj." Ale szkoda, iż nie przeczytał Pan wypowiedzi inicjującej wątek, gdzie Zastanawiam się jak dalece sięga nasza możliwość zrozumienia/niezrozumienia drugiego człowieka, w którym odnoszę się do wywiadu, gdzie profesor wprost stwierdza: "jestem katolikiem".

>A fizykę totalnie oddziela od religii. Żadnych prób pogodzenia jednego z drugim.
No i właśnie o to mi chodziło o istnienie w jednym umyśle całkowicie sprzecznych poglądów i za tym idącego publicznego wypowiadania bzdur, bez odpowiedzialności za słowo przez akademickiego profesora.

>Pewnie trochę jak chodzenie i na koncerty jazzowe jak i do filharmonii.
Tak Pan sądzi, iż to są rzeczy porównywalne? Cholera, a ja tyle lat lubię jazz i muzykę klasyczną i najmniejszej sprzeczności światopoglądowej w tym nie zauważyłem. Tu też widać jak dalece sięga nasza możliwość zrozumienia/niezrozumienia drugiego człowieka.

@@@
.
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>No i właśnie o to mi chodziło o istnienie w jednym umyśle całkowicie sprzecznych poglądów i za tym idącego publicznego wypowiadania bzdur, bez odpowiedzialności za słowo przez akademickiego profesora.
>>Pewnie trochę jak chodzenie i na koncerty jazzowe jak i do filharmonii.
>Tak Pan sądzi, iż to są rzeczy porównywalne? Cholera, a ja tyle lat lubię jazz i muzykę klasyczną i najmniejszej sprzeczności światopoglądowej w tym nie zauważyłem. Tu też widać jak dalece sięga nasza możliwość zrozumienia/niezrozumienia drugiego człowieka.<<
W pierwszym poście zaznaczyłem, że dla zrozumienia p.prof. dobrze by było poznać jego życiorys, w szczególności najwcześniejsze lata. Zaimplantowane wówczas wierzenia są trudne do całkowitego wykorzenienia. A że, jak w jego przypadku, co zresztą przyznaje, biblia nie jest mu potrzebna do uprawiania fizyki, a wiedzy fizycznej nie stosuje do interpretacji "prawd wiary", to jakoś to ze sobą godzi. Wymaga to oczywiście tego, że w danym momencie zajmuje się jednym, albo drugim. Obrazowo mówiąc, trzyma te dwa zwierzaki w oddzielnych zagrodach i nawet nie próbuje dopuścić do tego, że się powąchają przez płot.
Ja tak nie potrafię i zwierzaka zwanego religia pozbyłem się.
A co do zrozumienia innego człowieka, to spotkałem sie z opinią, że właściwie tylko o sobie możemy z jakąś pewnością powiedzieć, że myślimy. To co się dzieje w mózgach innych osób pozostanie na długo tajemnicą. Możemy tylko zakładać - chyba nie bezpodstawnie - że dzieje się tam coś podobnego. Ale skoro nie bardzo wiemy, co naprawdę dzieje się w naszym mózgu, to tym bardziej tajemnicze są procesy w mózgach nie naszych. Ale chyba warto gonić tego króliczka?
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W pierwszym poście zaznaczyłem, że dla zrozumienia p.prof. dobrze by było poznać jego życiorys, w szczególności najwcześniejsze lata.
Z tego wynika, iż niezbyt komunikatywnie w mojej wypowiedzi inicjującej wątek się wyraziłem. Nie chcę się bawić ani w psychiatrę, ani w psychologa, gdyż nie mam ku temu stosownych kompetencji. Interesowała mnie spójność światopoglądowa uczonego i jego odpowiedzialność za słowo.

>Zaimplantowane wówczas wierzenia są trudne do całkowitego wykorzenienia.
Tak: www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041 ale od uczonych przyrodoznawców ja wymagam więcej, a jako minimum odpowiedzialności za publicznie wypowiadane słowo. Uczelniany profesor powinien rozumieć to co mówi i mieć argumenty do obrony własnych przekonań.

Tak, ja też znam profesorów przyrodoznawców, którzy ze swojej naukowej wiedzy wywodzą zdecydowane stwierdzenia dotyczące konkretnej religii: www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,589214#w589468 www.racjon(*).php/s,660262/z,0/d,27#w670680
Ale dla mnie jest to ich kompromitacja, której wcale nie chcę zrozumieć. Wszystkich uczonych przyrodoznawców obowiązują metody naukowe, którym muszą się podporządkować przy przedstawianiu dowodów na istnienie czegokolwiek.

>A co do zrozumienia innego człowieka, to spotkałem się z opinią, że właściwie tylko o sobie możemy z jakąś pewnością powiedzieć, że myślimy.
Dosyć stary już jestem i zestaw bzdur, z którymi już się spotkałem jest ogromny.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,577332#w582501

>To co się dzieje w mózgach innych osób pozostanie na długo tajemnicą. Możemy tylko zakładać - chyba nie bezpodstawnie - że dzieje się tam coś podobnego. Ale skoro nie bardzo wiemy, co naprawdę dzieje się w naszym mózgu, to tym bardziej tajemnicze są procesy w mózgach nie naszych.
Tak, ale co z tego wynika dla tematu tego wątku? Tu jest pytanie jak dalece ludzie inteligentni i wykształceni mogą sobie pozwolić na pieprzenie o sprawach, o których nie mają pojęcia? Jak szeroko rozciąga się autorytet uczelnianego profesora? Czy w każdą wypowiadaną ex cathedra bzdurę warto wierzyć, a profesorowi czy wolno tak publicznie popieprzyć sobie o tym co mu się zdaje? Wykład, czy wywiad, to nie są "imienny u cioci", gdzie po wódeczce można sobie różne rzeczy pogadać.

Pozdrawiam.

@@@
.
Recepcjonista (424 punktów)
(zablokowany)
Oto jak naukowcy wierzący w istnienie Boga pokonują dysonans poznawczy:
Cytat:
W opinii gościa Jedynki nie można w sposób naukowy zaprzeczyć bądź potwierdzić istnienie Boga. - Nauka i wiara nie są rzeczywistościami z tej samej płaszczyzny. Nie jest tak, że jak zwiększa się nasza wiedza w ramach nauki to kurczy się nasza wiara. Wiara może dawać nam znaczenie rzeczy, a nie opisywać je w sposób sprzeczny, czy też prostopadły do nauki - tłumaczy profesor [Krzysztof Meissner]. (Źródło)

Naukowiec wypowiadający takie stwierdzenia de facto przyznaje, że w badanym przez niego Wszechświecie nie ma miejsca na Boga, ale kamufluje taką konstatację, bo inaczej musiałby wprost powiedzieć, że wiara w istnienie Boga jest niczym nie uzasadniona i sprzeczna a nie "prostopadła" do nauki.
A to, że prof. Meissner deklaruje bycie katolikiem, to zapewne nie oznacza, że dosłownie traktuje wizję Boga przedstawioną w Biblii. Może uczestniczy w mszach, a może nie, może w Wigilię śpiewa kolędy, a może ogląda "Kevina samego w domu". Wiara katolicka, szczególnie w Polsce, to fasada, bardziej obrzędowa tradycja niż wiara w istnienie Boga.
01-01-2016 14:56 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
pl.wikiped(*)ezwyznaniowość_w_USA
> A to, że prof. Meissner deklaruje bycie katolikiem, to zapewne nie oznacza, że dosłownie traktuje wizję Boga przedstawioną w Biblii. Może uczestniczy w mszach, a może nie, może w Wigilię śpiewa kolędy, a może ogląda "Kevina samego w domu". Wiara katolicka, szczególnie w Polsce, to fasada, bardziej obrzędowa tradycja niż wiara w istnienie Boga.
Czyli uważa Pan, iż wykształcony, inteligentny człowiek ot tak sobie pieprzy, bez odpowiedzialności za słowo? A jakby powiedział, iż jest kosmitą, to też tłumaczył by to Pan, iż to tak niedosłownie. Może jest ziemianinem, któremu śnią się różne pierdoły. Przepraszam, ale ja właśnie tego nie rozumiem. Uczony mówi i nie rozumie tego co mówi? Pan to akceptuje?

@@@
.
01-01-2016 17:05 
 Ocena 1 na 1
Recepcjonista (424 punktów)
(zablokowany)
Napisałem wszystko co miałem do powiedzenia w tym temacie. Nie mam zamiaru wdawać się w bezsensowne dywagacje typu "jakby powiedział, iż jest kosmitą".
01-01-2016 17:16 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>Napisałem wszystko co miałem do powiedzenia w tym temacie. Nie mam zamiaru wdawać się w bezsensowne dywagacje typu "jakby powiedział, iż jest kosmitą".
>
Nie dziw się po takich odpowiedziach, że potem czytasz zdawkowe odpowiedzi pod swoimi wpisami. Trudno poważnie traktować kogoś, kto rozmową nazywa tylko swoje monologi
01-01-2016 17:41 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Napisałem wszystko co miałem do powiedzenia w tym temacie.
Tak, rozumiem:
>A to, że prof. Meissner deklaruje bycie katolikiem, to zapewne nie oznacza, że dosłownie traktuje wizję Boga przedstawioną w Biblii. Może uczestniczy w mszach, a może nie, może w Wigilię śpiewa kolędy, a może ogląda "Kevina samego w domu". Wiara katolicka, szczególnie w Polsce, to fasada, bardziej obrzędowa tradycja niż wiara w istnienie Boga.
Już każdy powiedział to co wiedział
trzy razy wysłuchał dobrze mnie
wszyscy zgadzają się ze sobą
a będzie nadal tak jak jest


>Nie mam zamiaru wdawać się w bezsensowne dywagacje typu "jakby powiedział, iż jest kosmitą".
Gdy sensownym jest: to, że prof. Meissner deklaruje bycie katolikiem, to zapewne nie oznacza, że dosłownie traktuje wizję Boga przedstawioną w Biblii. Może uczestniczy w mszach, a może nie, może w Wigilię śpiewa kolędy, a może ogląda "Kevina samego w domu". Wiara katolicka, szczególnie w Polsce, to fasada, bardziej obrzędowa tradycja niż wiara w istnienie Boga. Czyli na ten temat - bez odpowiedzialności za słowo - to każdy popieprzyć sobie może.
Nawet i publicznie, na wykładzie, uczony.
Już każdy powiedział to co wiedział
trzy razy wysłuchał dobrze mnie
wszyscy zgadzają się ze sobą
a będzie nadal tak jak jest

Może to, może siamto, jak to z poważnymi wypowiedziami poważnych ludzi (tu prof. UW) często bywa.

>Cytat:
W opinii gościa Jedynki nie można w sposób naukowy zaprzeczyć bądź potwierdzić istnienie Boga.

Tyle tylko, iż szacowny gość jedynki nie wskazał miejsca, gdzie nauki przyrodnicze (science) zajmują się potwierdzaniem lub zaprzeczaniem istnienia bogów, krasnali, smoków, czy też czarownic? Ja takiego miejsca nie znam, ale uczony to stwierdzający powinien takie miejsca znać.

@@@
.
02-01-2016 22:10 
 Ocena 3 na 3
Episode_2 (3284 punktów)
>A jakby powiedział, iż jest kosmitą,
Tego też by Pan nie zrozumiał?
Przecież wszyscy jesteśmy kosmitami.
romaro (25211 punktów)
> zupełnie przestaję rozumieć tego człowieka. Dla mnie pogodzenie w głowie zespołu mitów konkretnej religii z wielką wiedzą przyrodniczą jest trudniejsze do zrozumienia od zagadnień fizyki teoretycznej, ale to może tylko ja tak mam.

Za "x" lat granica ludzkiego poznania będzie przesunięta dalej i dalej i dalej... Niewielu się do tego przyczyni. Wielu, dzięki tym nowym odkryciom, będzie zdobywało tytuły.
Fizyka a wiara. Wykład prof. Krzysztofa Meissnera

www.youtube.com/watch?v=291sutj35Mo
01-01-2016 16:27 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Za "x" lat granica ludzkiego poznania będzie przesunięta dalej i dalej i dalej... Niewielu się do tego przyczyni. Wielu, dzięki tym nowym odkryciom, będzie zdobywało tytuły.
>Fizyka a wiara. Wykład prof. Krzysztofa Meissnera
>www.youtube.com/watch?v=291sutj35Mo
Wydaje mi się, iż warte są tu przytoczenia dwa głosy w dyskusji pod wykładem:

Grzegorz Nowacki
Jest mi trudno zaakceptować, że z wykładu trwającego ponad półtorej godziny komentarze osób, dotyczą głównie nie odpowiadającemu ich podręcznikowej wiedzy lub Internetowego zasobu informacji. Owszem polemika i spostrzeżenia to fundament tej dziedziny nauki i przybliżenia się do zrozumienia Procesu Świata. Proszę zauważyć że Profesor przekazuje tyle skondensowanej wiedzy o tak różnorodnej tematyce. Ranga osób tej wiedzy i nauki w okresie Starożytności czy Renesansu była o wiele bardziej szanowana i respektowana w społeczeństwie. Ludzie trochę pokory i uruchomienia myślenia już nawet nie dla obserwacji procesów Fizyki ale przede wszystkim zachowania pewnego poziomu intelektualnego nawet dla samego Siebie i kultury, która w dobie internetu i tysiącom naukowców (użytkowników internetu czasem brakuje. Wspaniały wykład dający wiele do myślenia a nawet za wiele ツ Pozdrawiam wszystkich zgłębiających temat i Profesora Meissnera.

Witold Banasik
Dziękuję Wszechnicy za opublikowanie tego ciekawego wykładu.
Pan Profesor ma chwilami mętlik w głowie i zaraża nim swych słuchaczy; próbuje z uporem maniakalno-depresyjnym - godnym skądinąd lepszej sprawy - oj, dużo lepszej - połączyć ogień z wodą; czyli religię i wiarę w Boga wszechmogącego z matematyką i fizyką - wynik tego spotkania jest ciągle niewiadomy i raczej nieosiągalny.

Chodzi bowiem o granice ludzkiego poznania. Jeśli czegoś nie rozumiemy - jak w przypadku połączenia teorii względności Einsteina z mechaniką kwantową - to nie znaczy, że tego czegoś nie ma. Innymi słowy Pan Profesor w miejsce granicy swego poznania wstawił Boga. Za "x" lat ta granica będzie przesunięta dalej i dalej i dalej... jednak jak w teorii kwantowej to wszystko jest tylko funkcją falową prawdopodobieństw. Nasza chemia, biochemia, psychologia wiedza i emocje a także cielesność są ze sobą nierozłącznie splecione.

Wiem, że nic nie wiem Sokratesa jest, było i będzie zawsze aktualne. Tak więc, jeśli ktoś się z tym lepiej czuje to wierzy w Boga, jeśli nie to nie wierzy i niekoniecznie do szczęścia potrzebuje zrozumienia wyższej matematyki czy nawet elementarnych praw fizyki. Większość ludzi nic na te tematy nie wiedzą. I pewnie dlatego są szczęśliwsi od nas- jajogłowych.

Jakoś po wielu latach - z niewielką pomocą moich przyjaciół - udało mi się osiągnąć ekwilibrium w swym życiu miedzy interesami umysłu a pożądliwością serca i emocjami. Czego i Państwu i Panu Profesorowi życzę !!!


@@@
.
wsx666 (1067 punktów)

> Dla mnie pogodzenie w głowie zespołu mitów konkretnej religii z wielką
>wiedzą przyrodniczą jest trudniejsze do zrozumienia od zagadnień fizyki teoretycznej, ale to może
>tylko ja tak mam.

Nie trawię tego człowieka, niby taki bystry w tej swojej fizyce i rozumieniu rzeczywistości, a tak tandetnie ograniczony do tej płycizny intelektualnej manifestowanej w postaci, wtrącania co rusz głupkowatych wzmianek o 'transcendencji', wierze, itp. Bzdury. Odstrasza słuchaczy, takimi idiotyzmami. To już powiem szczerze, ciekawiej słucha się pana Hellera, który pomimo, że jest księdzem, nie wplata w tak ordynarny, wręcz głupi sposób odnośników do Boga i wiary w stosunku do nauki, owszem robi to ale w sposób jakiś taki dyskretny i, że da się to 'znieść'.

Pozdrawiam.
Drobner (19539 punktów)
>Dla mnie pogodzenie w głowie zespołu mitów konkretnej religii z wielką
>wiedzą przyrodniczą jest trudniejsze do zrozumienia od zagadnień fizyki teoretycznej, ale to może tylko ja tak mam.

Bo też trudno normalnemu zrozumieć schizofrenika.
Bo też trudno logicznemu zrozumieć bezmyślność.
Bo też trudno uczciwemu zrozumieć hipokryzję.

Drobner, normalny, logiczny, uczciwy.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> Zastanawiam się jak dalece sięga nasza możliwość zrozumienia/niezrozumienia drugiego człowieka.
A niby czym jest "rozumienie drugiego człowieka"? Rozumienie albo jest, albo go nie ma, ale nie dotyczy ono "drugiego człowieka", lecz świata. Jeśli dwie osoby zgodnie uważają, iż 2+2=4 to zachodzi między nimi nie "rozumienie człowieka", lecz zwyczajne rozumienie matematyki w przedstawionym zakresie.

>ludzie rzadko osiągają spójność światopoglądową
Jeszcze rzadziej ustalanie jej jest do czegokolwiek potrzebne.

> Dla mnie pogodzenie w głowie zespołu mitów konkretnej religii z wielką wiedzą przyrodniczą jest trudniejsze do zrozumienia od zagadnień fizyki teoretycznej
Co tu rozumieć: skoro nie można twierdzić, że "P i ~P", to albo Meissner mimo wykształcenia nie rozumie co pisze, albo jest hipokrytą. Nie on jeden zresztą.

>przestaję rozumieć tego człowieka
Niektórzy czytający sądzą, że "rozumieją Bogusławskiego nie rozumiejącego Meissnera", tymczasem dylemat wątku wziął się stąd, iż trafił mąciciel (racjonalistyczny) na mąciciela (katolickiego). A że każdy z nich cieszy się w swoim środowisku uznaniem zbudowanym na nieklarownej retoryce, to i obaj nadal klarowności będą unikali do porozumienia nie dochodząc nigdy.

A sprawa jest prosta, rozumienie określonej kwestii wtedy zachodzi, gdy umie się ją objaśnić. "Jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś w prosty sposób, to znaczy, że tak naprawdę tego nie rozumiesz." Albert Einstein.


Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Niektórzy czytający sądzą, że "rozumieją Bogusławskiego nie rozumiejącego Meissnera", tymczasem dylemat wątku wziął się stąd, iż trafił mąciciel (racjonalistyczny) na mąciciela (katolickiego).
>
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,646691#w646769

@@@
.
02-01-2016 13:23 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,646691#w646769
Moje przesłanie w stopce nie ma zastosowania wobec meritum wątku, przeto ponawiam treść swojego posta; to druga szansa by odpowiedzieć erytorycznie lub ponownie tylko zawalczyć o ostatnie słowo.

> Zastanawiam się jak dalece sięga nasza możliwość zrozumienia/niezrozumienia drugiego człowieka.A niby czym jest "rozumienie drugiego człowieka"?
Rozumienie albo jest, albo go nie ma, ale nie dotyczy ono "drugiego człowieka", lecz świata. Jeśli dwie osoby zgodnie uważają, iż 2+2=4 to zachodzi między nimi nie "rozumienie człowieka", lecz zwyczajne rozumienie matematyki w przedstawionym zakresie.

>ludzie rzadko osiągają spójność światopoglądową
Jeszcze rzadziej ustalanie jej jest do czegokolwiek potrzebne.

>Dla mnie pogodzenie w głowie zespołu mitów konkretnej religii z wielką wiedzą przyrodniczą jest trudniejsze do zrozumienia od zagadnień fizyki teoretycznej
Co tu rozumieć: skoro nie można twierdzić, że "P i ~P", to albo Meissner mimo wykształcenia nie rozumie co pisze, albo jest hipokrytą. Nie on jeden zresztą.

>przestaję rozumieć tego człowieka
Niektórzy czytający sądzą, że "rozumieją Bogusławskiego nie rozumiejącego Meissnera", tymczasem dylemat wątku wziął się stąd, iż trafił mąciciel (racjonalistyczny) na mąciciela (katolickiego). A że każdy z nich cieszy się w swoim środowisku uznaniem zbudowanym na nieklarownej retoryce, to i obaj nadal klarowności będą unikali do porozumienia nie dochodząc nigdy.

A sprawa jest prosta, rozumienie określonej kwestii wtedy zachodzi, gdy umie się ją objaśnić. "Jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś w prosty sposób, to znaczy, że tak naprawdę tego nie rozumiesz." Albert Einstein.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
02-01-2016 13:38 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,646691#w646769
>Moje przesłanie w stopce nie ma zastosowania wobec meritum wątku, przeto ponawiam treść swojego posta; to druga szansa by odpowiedzieć erytorycznie lub ponownie tylko zawalczyć o ostatnie słowo.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,667198#w667271

@@@
.
03-01-2016 16:44 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>www.racjonalista.pl/forum.php/s,667198#w667271
Ostatecznie okazałeś się "konsekwentny" niczym krytykowany przez Ciebie Meissner: on, posiadając konkretną wiedzę, deklaruje zarazem religijność, Ty zaś, zakładając konkretny wątek, porywasz się w nim na niezwiązane z tematem uwagi personalne.


Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
03-01-2016 16:57 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,667198#w667271
>Ostatecznie okazałeś się "konsekwentny" niczym krytykowany przez Ciebie Meissner: on, posiadając konkretną wiedzę, deklaruje zarazem religijność, Ty zaś, zakładając konkretny wątek, porywasz się w nim na niezwiązane z tematem uwagi personalne.
>
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.

Ja konsekwentny? www.racjon(*).php/z,0/d,20/s,625242#w626816

@@@
.
03-01-2016 21:05 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Ostatecznie okazałeś się "konsekwentny"
>Ja konsekwentny?
"Konsekwentny".

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
finerbijk (17282 punktów)
Zrozumienie, niezrozumienie, to może nie najlepsze określenia wobec typu osobowości takich osób jak wspomniany jegomość. Na uczelni może być naukowcem (nawet dobrym), a w kościele wiernym katolikiem (tym bardziej cennym, że naukowcem). To, że istnieje od zawsze granica niewiadomego zarówno w nauce jak religii sprawia, że taki dysonans jest możliwy. Oddzielanie profanum od sacrum, i takie tam pierdoły.
Czy to intelektualnie uczciwe, dla mnie nie. Ale ja to nie każdy. Mnie bóg Meissnera w niczym nie przeszkadza, dopóki nie będzie wykładał o nim moim (czy innym) dzieciom w ramach "normalnej" edukacji.
e-duch (1053 punktów)
hej,

Prawie wszystko jest naszą interpretacją , narracją. To my nadajemy sensy i konstruujemy konteksty , czytamy metafory i alegorie. Nawet wąski margines niepodważalnych prawd naukowych bywa naruszany przez kontrowersyjne sugestie , które z czasem same przekształcają się
w fundament ...
Do tego aby poznać,zrozumieć,wyjaśnić,wytłumaczyć drugiego człowieka musielibyśmy wynieść się na samotną wyspę i spędzić z tym drugim człowiekiem całe życie.
W naszej globalnej cywilizacji nie ma takich mośliwości. Natomiast poprzez technologie zaczynamy znów posługiwać się pismem obrazkowym - czas pisania wielostronnicowych listów się skończył a tym bardziej skończyło się oczekiwanie. Nie trzeba na nic czekać - klik i już jest ...
Z przeprowadzanych badań wynika , że większość internautów rezygnuje z wejścia na stronę jeśli ta nie otwiera się przez 8-10 sekund.
Takie stanowisko będzie coraz mocniej wpływało na nasze charaktery i naszą mentalność, psychikę
Szybkość internetu wymusza przyspieszenie na wszystkich obszarach.
Człowiek staje się rodzajem maszyny,który musi sprawnie funkcjonować według przyjętycha raczej narzuconych schematów.Wydaje mi się,że nadal nie traktujemy z całą powagą dewastacji i destrukcji jaką wyrządza nam - ludzkości wszechobecna reklama. Znajdujemy się w sklepie i wrzucamy do koszyka to co mamy pod ręką, to co znamy, to na co nas stać,to co biorą inni,to co lubimy...

Proszę wybaczyć ale wykorzystam okazję aby podać przykład:

Chodzi mi o dyskusje na temat wegetarianizmu. Wydawałoby się, że ludzie racjonalni,inteligentni,ludzie,którzy potrafili wyzwolić się z okowów religijnych manipulacji nie będą mieć trudności w ocenieniu i analizie zabijania kilkudziesięciu miliardów wrażliwych istot rocznie. A jednak pomyliłem się. Okazuje się,że wielu mądrych ludzi nie potrafi wznieść się ponad poziom rodzinnej, kulturowej tradycji i manipulacji. Nie potrafi zdystansować się wobec przyzwyczajenia,nie potrafi zdystansować się wobec ograniczonej i narcystycznej perspektywy swojego własnego talerza.

Niewiarygodne wręcz są pseudoargumenty jakie racjonaliści w odniesieniu do wierzących w Boga roznoszą w puch - natomiast w odniesieniu do siebie samych stosują dokładnie , identycznie te same pseudologiki i techniki.
1)Zawsze tak było i zawsze tak będzie
2)Taka jest natura ludzka
3)Nigdy nie zrezygnuje z kotleta
4)To co na moim talerzu to moja sprawa
5)Nie będe czytał tego co mi proponujesz sam wybieram sobie lektury

Niewiarygodny jest również poziom ignorancji faktów - fakty powinny być przez racjonaliste przynajmniej akceptowane.
Jednak jeśli chodzi o wegetarianizm prędzej można doczekać się cudu przemiany wody w wino niż uczciwego przyjęcia faktów przez konserwatywnego ,ortodoksyjnego tradycjnego racjonaliste.
Nie będe się tutaj rozpisywał ... Chcę tylko zaznaczyć , że dla mnie szokiem jest stanowisko wielu ludzi uważających się za racjonalistów wobec niezwykle poważnych a wręcz dramatycznych problemów związanych z hodowlą i zabijaniem a także zjadaniem przez ludzkość miliardów wrażliwych istot rocznie.
Pisze o tym ponieważ wypisz wymaluj pasuje to do opisywanego naukowca katolika.

pozdrawiam serdecznie
e-duch



szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Prawie wszystko jest naszą interpretacją , narracją.
Tak, ludzie od wieków bają, to co im się zdaje.

>To my nadajemy sensy i konstruujemy konteksty , czytamy metafory i alegorie.
Mówią rzeczy mądre lub pieprzą trzy po trzy, para piętnaście.

> Nawet wąski margines niepodważalnych prawd naukowych bywa naruszany przez kontrowersyjne sugestie , które z czasem same przekształcają się w fundament ...
A tu to już trochę inaczej: www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,617075#w617370

>Do tego aby poznać,zrozumieć,wyjaśnić,wytłumaczyć drugiego człowieka musielibyśmy wynieść się na samotną wyspę i spędzić z tym drugim człowiekiem całe życie.
Tak Szanowny Pan sądzi? To dziwne, gdyż ja od lat z większością uczestników naszego forum rozumiem się dosyć dobrze, a z niektórymi wprost doskonale.

>Chodzi mi o dyskusje na temat wegetarianizmu. Wydawałoby się, że ludzie racjonalni,inteligentni,ludzie,którzy potrafili wyzwolić się z okowów religijnych manipulacji nie będą mieć trudności w ocenieniu i analizie
Tak, najbardziej ludzi ogranicza wiara w jedynosłuszność własnej racji, a im jest głębszą bardziej fundamentalistyczną to tym bardziej. Różne idée fixe potrafią niektórym przesłonić całą rzeczywistość.

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

@@@
.
e-duch (1053 punktów)
hej,
Wielu wartościowych okamgnień życzę ...

1) Rozumie pan się z ludźmi , którzy myślą podobnie ... i cóż to za rewelacja ?
Mnie wydawało się , że tu chodzi o możliwość porozumienia się , że tak powiem "miedzygatunkowego"
Kryterium "dosyć dobrze" jest raczej niejasne i o niczym nie przesądza ani niczego nie dowodzi

2) Jedynosłuszność polega między innymi na mordowaniu kilkudziesięciu miliardów wrażliwych istot rocznie - dla wygody ( jednych ) i nędzy ( drugich ) - dla kaprysu , przyjemności , z przyzwyczajenia. Mordowanie kilkudziesięciu miliardów istnień musi opierać się na bardzo mocnych przekonaniach - właściwie graniczących z bezwarunkową pewnością co do słuszności i prawdziwości.

Chyba nie będzie pan ryzykował kompromitacji twierdząc , że kwestionowanie takiej sytuacji , stawianie pytań , refleksje etyczne i namysł są wiarą - natomiast mordowanie miliardów istnień rocznie bierze się z kwestionowania schematów i automatyzmów . Będzie pan tak odważny intelektualnie aby twierdzić , że mordowanie miliardów wrażliwych istnień to przejaw etycznej i filozoficznej oraz racjonalnej refleksji ?

"Różne idée fixe potrafią niektórym przesłonić całą rzeczywistość."
Tak panie Bogusławski - Jednym z takich pomysłów , który nie pozwala ludzkości spojrzeć spbie w oczy jest głęboko zakorzeniony gatunkizm .

pozdrawiam
e-duch



szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Różne idée fixe potrafią niektórym przesłonić całą rzeczywistość.
>Tak panie Bogusławski
Cieszę się, iż się zgadzamy, gdyż nie można ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce. Tak, racjonalne myślenie w odróżnieniu od fideistycznego (niezależnie od przedmiotu wiary) daje zupełnie inny sposób widzenia i rozumienia rzeczywistości, formułowania myśli, język, uczucia i zachowanie. Przecież to widać nawet na tym forum, ludzie tej samej narodowości, mówiący tym samym językiem, a jakby z dwóch planet byli.

@@@
.
02-01-2016 16:13 
 Ocena 2 na 2
e-duch (1053 punktów)
hej,
Unika pan odpowiedzi i pozwala sobie na forsowanie niewinnych żartobliwości ... Wolno panu
Ponieważ pan unika odniesienia się do moich konkretnych refleksji czuję się uprawniony do przyjęcia wniosku , że nie posiada pan żadnych argumentów , którymi chciałby się pan tu z nami podzielić bez zagrożenia kompromitacją ... I to panu wolno

Jeszcze więcej wolności panu życzący
e-duch

szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
02-01-2016 16:37 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Unika pan odpowiedzi i pozwala sobie na forsowanie niewinnych żartobliwości ... Wolno panu
Nie unikam żadnych odpowiedzi dotyczących tematu wątku: www.racjonalista.pl/forum.php/s,691062/z,0
Szkoda, iż na ten temat ma Pan tak niewiele do powiedzenia.

>Ponieważ pan unika odniesienia się do moich konkretnych refleksji
Ale ten wątek Pańskiemu umiłowaniu do zjadania roślin wcale nie jest poświęcony.

> czuję się uprawniony do przyjęcia wniosku , że nie posiada pan żadnych argumentów , którymi chciałby się pan tu z nami podzielić bez zagrożenia kompromitacją ...
Spokojnie może się Pan czuć. Ja zawsze uważam, iż nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

> I to panu wolno
Serdecznie łaskawcy za pozwolenie dziękuję.

>Jeszcze więcej wolności panu życzący
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,671647#w671862

@@@
.
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
Fizycy też w coś wierzą, najczęściej w to, że ich teorie są słuszne. Wiara w Boga, a raczej mówienie, że się wierzy nie ma nic do tego. Fizycy szukają prawa, które rządzi wszechświatem. Można te prawo nazwać Bogiem, jeżeli komuś tak wygodnie. Jak wspomniał w wywiadzie pan profesor, nie znamy siebie, nie znamy człowieka. Znamy go mniej niż wszechświat.
Wenancjusz (16441 punktów)
>Fizycy też w coś wierzą, najczęściej w to, że ich teorie są słuszne. Wiara w Boga, a raczej mówienie, że się wierzy nie ma nic do tego. Fizycy szukają prawa, które rządzi wszechświatem. Można te prawo nazwać Bogiem, jeżeli komuś tak wygodnie. Jak wspomniał w wywiadzie pan profesor, nie znamy siebie, nie znamy człowieka. Znamy go mniej niż wszechświat.

Ne tylko Wszechświat. Człowiek nie zna samego siebie (np. jak działa i jakie możliwości ma mózg, co reguluje i jak stałą temperaturę ciała). Nie poznał jeszcze więcej jak 5% głębin oceanicznych, które jakby nie było, stanowią 70% powierzchni Ziemi.
Pozdrawiam.

Jednak jestem lepszy niż moja reputacja
03-01-2016 12:41 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Fizycy też w coś wierzą, najczęściej w to, że ich teorie są słuszne.
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642687

> Wiara w Boga, a raczej mówienie, że się wierzy nie ma nic do tego.
Sporo ma do tego zamykanie się na rzeczywistość. Pan też nie przeczytał wyżej w tym wątku przedstawionych argumentów, a autorytatywnie cosik tam stwierdza. www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843

> Fizycy szukają prawa, które rządzi wszechświatem.
Uczeni posługują się metodologią naukową: www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,562660#w565198 gdy zaczynają pieprzyć głupoty to przestają być uczonymi, niezależnie od tego czy szukają Prawdy, czy tylko poklasku.

> Można te prawo nazwać Bogiem, jeżeli komuś tak wygodnie.
Czyli według Szanownego Pana odpowiedzialność za słowo wśród ludzi nauki nie istnieje i każdy może sobie opowiadać to co mu ślina na język przyniesie.

> Jak wspomniał w wywiadzie pan profesor, nie znamy siebie, nie znamy człowieka.
Wydawało mi się, iż pan profesor jest specjalistą od fizyki teoretycznej, a nie od znajomości człowieka, czy teologii?

> Znamy go mniej niż wszechświat.
I co z tego wynika dla tematu wątku?
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,635357#w635452

@@@
.
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)

>> Znamy go mniej niż wszechświat.
>I co z tego wynika dla tematu wątku?
Dlatego nie potrafi Pan zrozumieć pana profesora. Ja nie rozumiem np Giorgija Perelmana. Rozumiem duma, ale przecież ma chorą matkę (więc ten milion by się przydał).
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Fizycy też w coś wierzą, najczęściej w to, że ich teorie są słuszne. Wiara w Boga, a raczej mówienie, że się wierzy nie ma nic do tego. Fizycy szukają prawa, które rządzi wszechświatem. Można te prawo nazwać Bogiem, jeżeli komuś tak wygodnie. Jak wspomniał w wywiadzie pan profesor, nie znamy siebie, nie znamy człowieka. Znamy go mniej niż wszechświat.
I co z tego wynika dla tematu wątku?
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,635357#w635452
>Dlatego nie potrafi Pan zrozumieć pana profesora.
Dlaczego? Przyznam się, iż Pana jeszcze bardziej nie rozumiem.

>Ja nie rozumiem np Giorgija Perelmana.
Wcale się Panu nie dziwię, gdyż bardzo niewiele osób go rozumie: wiadomosci(*)z-i-zagadka-wszechswiata/fg2hq

>Rozumiem duma,
Pan rozumie, iż jego odrzucanie otaczającego go świata to duma? Ja nie znam tego przyczyn, ale wiem, iż bardzo wielu genialnych matematyków miało większe lub mniejsze kłopoty psychiczne.

> ale przecież ma chorą matkę (więc ten milion by się przydał).
Naturalnym jest, iż każdy z nas sądzi według siebie. Ja też dokonałem tu oceny wypowiedzi prof. Krzysztofa Meissnera z własnej perspektywy. Racjonalisty, który przez całe swoje dorosłe życie starał o zachowanie jak największej spójności światopoglądowej i którego dziwi taka spójna niespójność wśród uczonych przyrodoznawców, choć jednocześnie ma pełną świadomość, iż takich przypadków jest wiele.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
Wszystkiego najlepszego w nowym roku Panie Andrzeju!

>Zastanawiam się jak dalece sięga nasza możliwość zrozumienia/niezrozumienia drugiego człowieka.
Też mnie to zastanawia. Nie dalej jak wczoraj miałem okazję do krótkiej wymiany zdań z reprezentantką Świadków Jehowy, która przyszła ewangelizować moje osiedle.

Tak w skrócie:
- Dzień dobry, co Pan myśli o przyszłości?
- A w jakim sensie?
- W sensie Królestwa Bożego.
- Interesuję się tymi sprawami z racjonalistycznego punktu widzenia. Ciekawi mnie, dlaczego ludzie wierzą w przeróżne mity ewoluujące w czasie. Ale proszę mi powiedzieć, czy Pani uważa, że ktokolwiek coś wie sprawdzonego o Bogu?
- Właśnie, właśnie, właśnie! Czy ktokolwiek coś o nim wie? Ja Panu dam broszurki (sięga do torebki).
- Wie Pani, dziękuję, ale ja jestem ateistą. Uważam w ogóle, że wiara jest zła.
- Jeśli chodzi o zło czynione przez wierzących radykałów-terrrystów, to całkowicie się z Panem zgadzam.
- Nie chodzi tylko o to, chodzi o sposób myślenia.
- Ależ istnieją naukowe dowody na istnienie Boga. Istnieją dowody biblijne, ale również dowody naukowe. Coś musiało istnieć wcześniej. Tak jak Pański dom został zaprojektowany przez architekta, tak cały świat musiał zostać zaprojektowany. To nie mógł być przypadek.
- To był przypadek*. Może należałoby coś poczytać o ewolucji?
- Czytałam, czytałam.
- Wie Pani, oczywiście zawsze można zadać pytanie, "dlaczego w ogóle coś istnieje".
- To też!
- I Pani uważa, że zna odpowiedź na to pytanie?
- Bo istnieje Bóg, który nas kocha!
- Nie jestem przekonany.
- A mogę Panu dać broszurkę? Może Pan wejdzie na stronę internetową i poczyta.
- Dobrze, mogę zajrzeć, dziękuję.
- Do widzenia.
- Do widzenia.

Pan pyta o możliwość zrozumienia drugiego człowieka, a mnie czasem dziwią już nawet moje własne reakcje. Na początku tej rozmowy ze wskazaną Panią byłem bardzo rozemocjonowany - zupełnie tak, jak gdybym to ja wierzył w swoją rację bardziej, niż ona?

>W "Dużym Formacie" z 31 grudnia 2015 roku jest wywiad z fizykiem prof. Krzysztofem Meissnerem pt.
>"Człowiek nie jest mokrym komputerem. Bo ma w sobie akt zrozumienia". Człowiek i zagadnienia,
>którymi się on zajmuje są bardzo ciekawe,
>to i wywiad też. Wszystko jest jeszcze do zrozumienia, gdy profesor przyjmuje istnienie
>transcendencji i wierzy w jakiegoś tam "boga" gdyż jego zdaniem wszechświat nie składa się tylko i
>wyłącznie ze świata materialnego. No cóż ludzie rzadko osiągają
> spójność światopoglądową, a pan profesor wierzy.

>Do tej pory jego wywody teologiczne, a którymi się nie zgadzam, są jednak jakoś tam do przyjęcia,
>ale profesor w wywiadzie stwierdza także: "jestem katolikiem" i wtedy ja zupełnie przestaję
>rozumieć tego człowieka. Dla mnie pogodzenie w głowie zespołu mitów konkretnej religii z wielką
>wiedzą przyrodniczą jest trudniejsze do zrozumienia od zagadnień fizyki teoretycznej, ale to może
>tylko ja tak mam.
Deklaracja katolicyzmu ubodła Pana bardziej od ogólnych wywodów teologicznych.
Prawdę mówiąc, ja zbyt wielkiej różnicy tu nie widzę. Jeśli już raz odpuszczamy sceptycyzm, to dlaczego nie drugi raz? Transcendencja jest tak samo niezgodna z metodologią naukową, jak niepokalane poczęcie. To prawda, że niepokalane poczęcie jest jeszcze dodatkowo niezgodne z ugruntowaną wiedzą naukową. To jednak szczegół, który można ominąć na przeróżne sposoby, skoro już raz zrezygnowaliśmy ze sceptycyzmu.
Gdy już otworzymy drogę dla transcendencji, to droga ta pozostaje otwarta i dla duchów świętych i dla ich zdolności zapładniających.

Poza tym - akurat stwierdzenie "jestem katolikiem" - to, które sprawia, że Pan zupełnie przestaje rozumieć Meissnera nie zostało w tym wywiadzie szczególnie rozwinięte. Jedyne rozwinięcie, to właśnie te wywody teologiczno-kosmogeniczne, które Pan zdaje się trochę jednak tolerować.
Mam wrażenie, że nawet katolicy różnią się od siebie i nie wszyscy wierzą dokładnie tak, jak się im do wierzenia na tacy podaje, co właśnie tymi wywodami Meissner dowodzi.

Nie znam dokładnie światopoglądu Meissnera, ale na podstawie tego wywiadu sądzę, że może on być np. katolikiem kulturowym - przywiązanym jakoś do tradycji - wierzącym w Boga, który stworzył świat. Jednak nie wiemy niczego o jego rzeczywistym stosunku do całej reszty katolickiej doktryny. Samo stwierdzenie, że jest katolikiem to jeszcze trochę mało, zwłaszcza, jeśli rozwinięciem tego stwierdzenia są wywody, które Pan zdaje się jakoś tolerować.

Jak dla mnie - sądząc po tym wywiadzie i jego wiedzy, to pytany o Boga tak sobie strzelił, że jest katolikiem, no bo z domu nim jest i tak mu tradycyjnie najbliżej, ale cały późniejszy wywód jednak bardziej deizmem pachnie.

Czy to możliwe, że Pan trochę przesadził z tą niemożnością zrozumienia drugiego człowieka?

Pozdrawiam serdecznie!

*Przy okazji mam pytanie. O ile dobrze pamiętam, dał mi Pan plusa za poniższą wypowiedź: www.racjonalista.pl/forum.php/s,675834#w676352
Czy ten plus to pomyłka? Ta wypowiedź zawiera treści, o które tak długo się swego czasu spieraliśmy, a mam wrażenie, że nie doszliśmy do porozumienia.
M.
04-01-2016 10:46 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wszystkiego najlepszego w nowym roku Panie Andrzeju!
Wzajemnie, wszystkiego najlepszego! Stęskniłem się za Panem.

Zastanawiam się jak dalece sięga nasza możliwość zrozumienia/niezrozumienia drugiego człowieka.
>Też mnie to zastanawia. Nie dalej jak wczoraj miałem okazję do krótkiej wymiany zdań z reprezentantką Świadków Jehowy, która przyszła ewangelizować moje osiedle.
>Tak w skrócie: (...)
>Pan pyta o możliwość zrozumienia drugiego człowieka, a mnie czasem dziwią już nawet moje własne reakcje. Na początku tej rozmowy ze wskazaną Panią byłem bardzo rozemocjonowany - zupełnie tak, jak gdybym to ja wierzył w swoją rację bardziej, niż ona?
No, właśnie! Wierzył, czy jednak posiadał mocne racjonalne argumenty?
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,680953#w681339

W "Dużym Formacie" z 31 grudnia 2015 roku jest wywiad z fizykiem prof. Krzysztofem Meissnerem (...) profesor w wywiadzie stwierdza także: "jestem katolikiem" i wtedy ja zupełnie przestaję rozumieć tego człowieka. Dla mnie pogodzenie w głowie zespołu mitów konkretnej religii z wielką wiedzą przyrodniczą jest trudniejsze do zrozumienia od zagadnień fizyki teoretycznej, ale to może tylko ja tak mam.
>Deklaracja katolicyzmu ubodła Pana bardziej od ogólnych wywodów teologicznych.
Nic mnie nie ubodło. Przestałem rozumieć uczonego, który miesza poznawaną rzeczywistość z religijnymi mitami.

>Prawdę mówiąc, ja zbyt wielkiej różnicy tu nie widzę.
Możliwe, iż Pan nie dostrzega, ale moje jakieś tam oczytanie w filozofii oraz teologii pokazuje mi spore różnice pomiędzy Bogiem filozofii, a Bogiem religii.

> Jeśli już raz odpuszczamy sceptycyzm, to dlaczego nie drugi raz? Transcendencja jest tak samo niezgodna z metodologią naukową, jak niepokalane poczęcie.
Tak.

>Gdy już otworzymy drogę dla transcendencji, to droga ta pozostaje otwarta i dla duchów świętych i dla ich zdolności zapładniających.
Tak.

>Poza tym - akurat stwierdzenie "jestem katolikiem" - to, które sprawia, że Pan zupełnie przestaje rozumieć Meissnera nie zostało w tym wywiadzie szczególnie rozwinięte.
Nie musiało. Przecież tak wybitny uczony, zaraz obok prof. Jacyny-Onyszkiewicza wie co mówi, a ja też wiem jakie taka deklaracja ma znaczenie. Zupełnie nie zgadzam się tu ze zdaniem pana Rafała, który napisał: skoro wyjaśnienie tego nie mieści się w ramach fizyki, to przesuwa to do działu "transcendencja". Przyznając przy tym, że to niczego nie wyjaśnia.
A fizykę totalnie oddziela od religii. Żadnych prób pogodzenia jednego z drugim. Pewnie trochę jak chodzenie i na koncerty jazzowe jak i do filharmonii.


>Jedyne rozwinięcie, to właśnie te wywody teologiczno-kosmogeniczne, które Pan zdaje się trochę jednak tolerować.
Tak, jakoś tam z trudnościami, ale tolerować. Co w najmniejszym stopniu nie znaczy możliwości ich akceptacji.

>Mam wrażenie, że nawet katolicy różnią się od siebie i nie wszyscy wierzą dokładnie tak, jak się im do wierzenia na tacy podaje, co właśnie tymi wywodami Meissner dowodzi.
Wielokrotnie tu pisałem, iż trudno znaleźć dwóch katolików wierzących w to samo.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,672499#w672756

>Nie znam dokładnie światopoglądu Meissnera, ale na podstawie tego wywiadu sądzę, że może on być np. katolikiem kulturowym - przywiązanym jakoś do tradycji - wierzącym w Boga, który stworzył świat. Jednak nie wiemy niczego o jego rzeczywistym stosunku do całej reszty katolickiej doktryny. Samo stwierdzenie, że jest katolikiem to jeszcze trochę mało, zwłaszcza, jeśli rozwinięciem tego stwierdzenia są wywody, które Pan zdaje się jakoś tolerować.
A co mnie to wszystko obchodzi? On wypowiada się jako uczelniany profesor fizyk i jako taki zupełnie nie rozumie co za głupoty opowiada, kompromitując i siebie (co mniej ważne) i uczelnię.

>Jak dla mnie - sądząc po tym wywiadzie i jego wiedzy, to pytany o Boga tak sobie strzelił, że jest katolikiem, no bo z domu nim jest i tak mu tradycyjnie najbliżej, ale cały późniejszy wywód jednak bardziej deizmem pachnie.
Czyli Pan uważa, że profesor też człowiek i publicznie głupoty popieprzyć sobie może. Pan Spring wyżej napisał: Być może chodzi mu o to, że rzeczywistość jest o wiele większa, niż zakres zainteresowań współczesnej nauki. Nie podałem poprzednio źródła, cytat pochodzi z www.niedzi(*)305/nd/Na-poczatku-bylo-Slowo. Czyli Pan profesor wykorzystuje autorytet uczonego do wciskania kitu religijnego. Tam gdzie może i komu może.

>Czy to możliwe, że Pan trochę przesadził z tą niemożnością zrozumienia drugiego człowieka?
Jakoś tam wydaje mi się, iż ja lepiej wiem co potrafię zrozumieć, a czego nie. Oczywiście dosyć długo już żyję i zdarzało mi się wielokrotnie czytać lub słuchać uczonych, którzy jeszcze większe bzdury wypowiadali. Tak, ludzi umysł jest jeszcze bardzo niezbadaną strukturą i trudno nawet wyobrazić sobie granicę pomiędzy zdrowiem, a chorobą.

>Pozdrawiam serdecznie!
Obyśmy zdrowi byli!

>*Przy okazji mam pytanie. O ile dobrze pamiętam, dał mi Pan plusa za poniższą wypowiedź: www.racjonalista.pl/forum.php/s,675834#w676352
>Czy ten plus to pomyłka? Ta wypowiedź zawiera treści, o które tak długo się swego czasu spieraliśmy, a mam wrażenie, że nie doszliśmy do porozumienia.
Teraz też Panu plusa kliknąłem i to nie było pomyłką, ale dalej w tym aspekcie nie zgadzam się z Panem. Moim zdaniem, na podstawie przeczytanych lektur, przypadek w procesach ewolucyjnych odgrywa ważną rolę.

@@@
.
04-01-2016 15:57 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Pan pyta o możliwość zrozumienia drugiego człowieka, a mnie czasem dziwią już nawet moje własne reakcje. Na początku tej rozmowy ze wskazaną Panią byłem bardzo rozemocjonowany - zupełnie tak, jak gdybym to ja wierzył w swoją rację bardziej, niż ona?
>No, właśnie! Wierzył, czy jednak posiadał mocne racjonalne argumenty?
Jestem sceptykiem i nie posiadam żadnych argumentów, które byłyby w stanie poprzeć jakiekolwiek stanowisko dotyczące Boga. W ogóle nie wiem kim lub czym i gdzie lub w jaki sposób on miałby być, a tym bardziej nie wiem gdzie i dlaczego miałoby go nie być. To chyba najbardziej treściowo puste słowo, a tak znacznie kształtuje ludzką kulturę. Jednocześnie trochę chyba rozumiem występującą u zdecydowanej większości ludzi potrzebę odwoływania się do niego wynikającą z ich religijności i wiary.

>>Deklaracja katolicyzmu ubodła Pana bardziej od ogólnych wywodów teologicznych.
>Nic mnie nie ubodło. Przestałem rozumieć uczonego, który miesza poznawaną rzeczywistość z religijnymi mitami.
Zadam może trochę prowokacyjne pytanie - a dlaczego uważa Pan, że akurat szczególnie naukowcy nie powinni mieszać poznawanej rzeczywistości z religijnymi mitami?
Naukowiec to zawód jak każdy inny. Wierzy w religijne mity piekarz, policjant, nauczyciel i murarz, dlaczego nie miałby i wierzyć w nie naukowiec?

Pan sądzi, że nauka przeczy religijnym mitom...

>>Prawdę mówiąc, ja zbyt wielkiej różnicy tu nie widzę.
>Możliwe, iż Pan nie dostrzega, ale moje jakieś tam oczytanie w filozofii oraz teologii pokazuje mi spore różnice pomiędzy Bogiem filozofii, a Bogiem religii.
... tak - nauka w istocie przeczy religijnym mitom. Jednak jeśli poprzez filozofię wprowadzimy "transcendencję" lub inny "absolut", to tą ścieżką właśnie sppokojnie sobie do naszej poznawalnej rzeczywistości wchodzą mity i nabierają w niej realnego - w naszym wyobrażeniu - wymiaru "duchowego" - na przykład.

>Nie musiało. Przecież tak wybitny uczony, zaraz obok prof. Jacyny-Onyszkiewicza wie co mówi, a ja też wiem jakie taka deklaracja ma znaczenie.
Nawet moja mizerna wiedza z tej dziedziny pozwala mi jednak na ocenę, że religijni uczeni potrafią reprezentować jadnak bardzo różne poziomy intelektualne, a konkretnie sposób sprzedawania przez nich religijnej ideologii może być bardzo odmienny. Jeśli na jednym krańcu postawimy Jacynę-Onyszkiewicza - mieszającego wszystko totalnie, a na drugim Hellera - który te porządki jednak na ogół odróżnia, to Meissnera chyba umieściłbym gdzieś po środku?

Jednak mnie religijny naukowiec tak bardzo nie dziwi. W tygodniu bada sobie atomy - tak jak piekarz piecze chleb, a nauczyciel uczy, a w niedzielę idzie do kościoła - to zupełnie normalne. Prawie wszyscy ludzie mniej więcej tak robią.

Natomiast znacznie bardziej od religijnego naukowca dziwią mnie religijni, wierzący filozofowie. Znacznie większym kuriozum jest dla mnie Tischner od Meissnera. Naukowiec to zawód jak każdy inny, natomiast to dopiero filozofia ma pretensję do tego, by z wiedzy ściśle naukowej wywieść ogólne wnioski co do charakteru rzeczywistości i to w sposób najlepiej możliwie neutralny i sceptyczny lub przynajmniej zadać odpowiednie pytania. Tymczasem tam gdzie wchodzi wiara i religijne dogmaty neutralność i sceptycyzm i zadawanie pytań się kończy. Ale naukowiec w swej dziedzinie wcale się tym przejmować nie musi - nikt mu nie każe być filozofem. Bada sobie cząsteczki, podobnie jak piekarz piecze chleb. To dopiero filozof ma zakusy na "całość".

>A co mnie to wszystko obchodzi? On wypowiada się jako uczelniany profesor fizyk i jako taki zupełnie nie rozumie co za głupoty opowiada, kompromitując i siebie (co mniej ważne) i uczelnię.
Pan uważa, że jak ktoś trochę więcej wie o otaczającym nas świecie materialnym, to już nie powinien wierzyć w mity religijne. A ja tak nie uważam. Jeśli bez zdziwienia przyjmujemy wiarę religijną u księgowej, murarza i rybaka, to naukowiec to tylko inny specjalista technik od jakiegoś tam danego wycinka rzeczywistości. Murarz ma swój, rybak swój i naukowiec swój.

>Czyli Pan uważa, że profesor też człowiek i publicznie głupoty popieprzyć sobie może.
Ja nie wiem, dlaczego badanie np. cząstek elementarnych miałoby się wiązać z zakazem pieprzenia głupot w większym stopniu, niż w przypadku łowienia ryb, czy przybijania pieczątek na poczcie.

Pamiętam Pana polecane artykuły dotyczące naturalizmu, ale nie każdy musi akceptować przeskok z naturalizmu metodologicznego (którym zapewne Pan prof. Meissner się swej wąskiej specjalizacji kieruje) do naturalizmu ontologicznego, który moim zdaniem jest już raczej programem filozoficznym, a nie ściśle naukowym.

>>*Przy okazji mam pytanie. O ile dobrze pamiętam, dał mi Pan plusa za poniższą wypowiedź: www.racjonalista.pl/forum.php/s,675834#w676352
>>Czy ten plus to pomyłka? Ta wypowiedź zawiera treści, o które tak długo się swego czasu spieraliśmy, a mam wrażenie, że nie doszliśmy do porozumienia.
>Teraz też Panu plusa kliknąłem i to nie było pomyłką, ale dalej w tym aspekcie nie zgadzam się z Panem. Moim zdaniem, na podstawie przeczytanych lektur, przypadek w procesach ewolucyjnych odgrywa ważną rolę.
Co do tego akurat nie widzę między nami sporu. Ja również uważam, że przypadek odgrywa ważną rolę w procesach ewolucyjnych. Nasz spór dotyczył moim zdaniem raczej tego, czym ten przypadek jest i jak go należy poprawnie rozumieć.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,649424#w651918
www.racjonalista.pl/forum.php/s,649424#w652057
05-01-2016 16:43 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
[Bóg]>To chyba najbardziej treściowo puste słowo, a tak znacznie kształtuje ludzką kulturę. Jednocześnie trochę chyba rozumiem występującą u zdecydowanej większości ludzi potrzebę odwoływania się do niego wynikającą z ich religijności i wiary.
Jak Pan wie zajmowałem się głównie religioznawstwem i jak na niewierzącego to uważam, iż dobrze rozumiem przyczyny i potrzeby wiary.

>Deklaracja katolicyzmu ubodła Pana bardziej od ogólnych wywodów teologicznych.
Nic mnie nie ubodło. Przestałem rozumieć uczonego, który miesza poznawaną rzeczywistość z religijnymi mitami.
>Zadam może trochę prowokacyjne pytanie - a dlaczego uważa Pan, że akurat szczególnie naukowcy nie powinni mieszać poznawanej rzeczywistości z religijnymi mitami?
Odpowiadam tu na ten temat odkąd uczestniczę w dyskusjach na naszym forum, a nawet w tym wątku. Proszę przejrzeć moje wyższe wypowiedzi. (Naukowcy to dosyć szerokie pojęcie, tu odnoszę się głównie do przyrodoznawców.)
Od czasu "darwinowskiej naturalistycznej rewolucji naukowej", która ma jeszcze większe znaczenie niż jego teoria ewolucji mieszanie do wyjaśnień nauk przyrodniczych jakiejkolwiek transcendencji jest wprost intelektualną żenadą, kompromitującą uczonego.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,655079#w655111
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,611775#w613087
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,538650#w540754

>Naukowiec to zawód jak każdy inny. Wierzy w religijne mity piekarz, policjant, nauczyciel i murarz, dlaczego nie miałby i wierzyć w nie naukowiec?
No cóż. Wolno Panu. Niektórzy nawet się zastanawiali dlaczego kucharka nie może zostać ministrem i dlaczego profesor miałby zarabiać więcej od policjanta.

>Pan sądzi, że nauka przeczy religijnym mitom...
O tyle o ile. Gdy akurat mity wejdą pod zainteresowania nauki.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,501831#w509280

>Prawdę mówiąc, ja zbyt wielkiej różnicy tu nie widzę.
Możliwe, iż Pan nie dostrzega, ale moje jakieś tam oczytanie w filozofii oraz teologii pokazuje mi spore różnice pomiędzy Bogiem filozofii, a Bogiem religii.
>... tak - nauka w istocie przeczy religijnym mitom. Jednak jeśli poprzez filozofię wprowadzimy "transcendencję" lub inny "absolut", to tą ścieżką właśnie spokojnie sobie do naszej poznawalnej rzeczywistości wchodzą mity i nabierają w niej realnego - w naszym wyobrażeniu - wymiaru "duchowego" - na przykład.
Dokładnie tu zgadzam się z Panem. Tyle tylko, że na racjonalistycznym forum wolę wieść spór z koncepcjami filozoficznymi niż z wierzącymi w przeróżne krasnoludki.

Nie musiało. Przecież tak wybitny uczony, zaraz obok prof. Jacyny-Onyszkiewicza wie co mówi, a ja też wiem jakie taka deklaracja ma znaczenie.
>Nawet moja mizerna wiedza z tej dziedziny pozwala mi jednak na ocenę, że religijni uczeni potrafią reprezentować jadnak bardzo różne poziomy intelektualne, a konkretnie sposób sprzedawania przez nich religijnej ideologii może być bardzo odmienny. Jeśli na jednym krańcu postawimy Jacynę-Onyszkiewicza - mieszającego wszystko totalnie, a na drugim Hellera - który te porządki jednak na ogół odróżnia, to Meissnera chyba umieściłbym gdzieś po środku?
Nie zgadzam się tu z Panem, jednak księdza postawię tu intelektualnie najwyżej. Ma swoją religijną postawę wyjściową, ale jest uczciwy i stara się (na ile religijny gorset mu pozwala) przynajmniej samodzielnie myśleć. Oczywiście także religijne bzdury opowiada, ale niewiele mu się w tym pieprzy.

>Jednak mnie religijny naukowiec tak bardzo nie dziwi.
Ale to Pańska sprawa, ja podrzuciłem temat pod dyskusję i przedstawiłem swoje subiektywne stanowisko. Opinie jak Pan zauważył były różne, a użyte argumenty też przeróżnej wagi.

>W tygodniu bada sobie atomy - tak jak piekarz piecze chleb, a nauczyciel uczy, a w niedzielę idzie do kościoła - to zupełnie normalne. Prawie wszyscy ludzie mniej więcej tak robią.
Tak, to takie zresztą katolickie (odsyłam do badań socjologicznych) cały tydzień kawał wrednego łobuza, a w niedzielę garniturek, małżonkę pod pachę i do kościółka.
Tyle, iż ja nie do wszystkich ludzi się odnoszę, a do uczonego przyrodoznawcy, ale chyba rzeczywiści tak po prostu inni mistrzowie mnie kształtowali i w naukę wprowadzali. Od uczonego intelektualnie wymagam więcej.

>Natomiast znacznie bardziej od religijnego naukowca dziwią mnie religijni, wierzący filozofowie. Znacznie większym kuriozum jest dla mnie Tischner od Meissnera.
Każdy ma własne zainteresowania. Moja skromna wiedza filozoficzna znacznie łatwiej dopuszcza intelektualne spekulacje na gruncie filozofii, od abstrakcyjnych spekulacji oderwanych od naukowej metodologii uczonych przyrodoznawców.

>Naukowiec to zawód jak każdy inny, natomiast to dopiero filozofia ma pretensję do tego, by z wiedzy ściśle naukowej wywieść ogólne wnioski co do charakteru rzeczywistości i to w sposób najlepiej możliwie neutralny i sceptyczny lub przynajmniej zadać odpowiednie pytania.
Pisałem już o tym wielokrotnie, iż współczesne uprawianie filozofii bez znajomości dorobku nauk przyrodniczych jest pozbawione sensu. Dlatego teraz najczęściej więcej w zakresie filozofii mają do powiedzenia uczeni niż filozofowie.

>Tymczasem tam gdzie wchodzi wiara i religijne dogmaty neutralność i sceptycyzm i zadawanie pytań się kończy.
Tak.

>Ale naukowiec w swej dziedzinie wcale się tym przejmować nie musi - nikt mu nie każe być filozofem.
Nie, jak widać nie musi, ale moim zdaniem właśnie powinien, szczególnie wtedy, gdy przy wypowiadaniu religijnych bzdur podpiera się autorytetem uczonego.

> Bada sobie cząsteczki, podobnie jak piekarz piecze chleb. To dopiero filozof ma zakusy na "całość".
Szkoda, iż przestał się tu udzielać pan Fizyk, ale polecam artykuły prof. Bernarda Korzeniewskiego. Obaj, o ile wiem, filozofii nie kończyli.

CDN

@@@
.
04-01-2016 17:45 
 Ocena 4 na 4
farmer (22440 punktów)

>Pan uważa, że jak ktoś trochę więcej wie o otaczającym nas świecie materialnym, to już nie powinien wierzyć w mity religijne.

Bo on sam w to nie wierzy. Dokonuje selekcji....wiary
- Boga i stworzenie świata chętnie kojarzymy z wielkim wybuchem... Czy to też zbyt wielkie chciejstwo?

- Myślę, że tak. Twierdzenie, że wielki wybuch w sensie tzw. początkowej osobliwości (nawet jeżeli miał miejsce, co nie jest do końca jasne) odpowiada aktowi stworzenia świata z Księgi Rodzaju, jest w moim przekonaniu nieuprawnionym mieszaniem porządków.


- Dlaczego?

- Dlatego, że gdyby się okazało, iż jednak była to nie początkowa osobliwość, ale jedynie stan o niezwykle dużej temperaturze i gęstości, który ma historię wcześniejszą, to nagle trzeba by znowu Boga wypchnąć gdzieś dalej...



Czyli co. Klasycznie. Korelacja odległości do wiedzy. Pan psor dojechał ile się dało i już wie bo wie że będzie bolało to pojechał trochę dalej, bo Ojcze nasz któryś jest w niebie to nie to samo co transcendencja.

Kto jak nie on? To kto w końcu zapuka do drzwi BOGA? Skoro ma świadomość tego co "tam" może się czaić i ucieka dalej to znaczy że g....o warte to jego gadanie.

Poza tym on nie jest konsumentem informacji a wręcz jej producentem.

05-01-2016 16:43 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

A co mnie to wszystko obchodzi? On wypowiada się jako uczelniany profesor fizyk i jako taki zupełnie nie rozumie co za głupoty opowiada, kompromitując i siebie (co mniej ważne) i uczelnię.
>Pan uważa, że jak ktoś trochę więcej wie o otaczającym nas świecie materialnym, to już nie powinien wierzyć w mity religijne.
Nie, tak nie uważam. Uważam, iż uczonego obowiązuje metodologia naukowa oraz publiczne wypowiadanie się jako profesor tylko w zakresie własnych naukowych kompetencji. Nie mam natomiast zamiaru sprawdzać co pan profesor sobie myśli, czy robi prywatnie. To jego sprawa.

> A ja tak nie uważam.
Pańska sprawa, ja też tu przedstawiłem tylko mój pogląd i moje wątpliwości , ale tu wypada racjonalne argumenty przedstawić, a mnie swoimi o zrównaniu profesora z murarzem jakoś Pan nie przekonywuje.

> Jeśli bez zdziwienia przyjmujemy wiarę religijną u księgowej, murarza i rybaka, to naukowiec to tylko inny specjalista technik od jakiegoś tam danego wycinka rzeczywistości. Murarz ma swój, rybak swój i naukowiec swój.
Uważa Pan zestawienie murarza z profesorem za uprawnione i to ma być ten Pański argument. Nie mam tu już nic do powiedzenia, no może tylko to po cholerę tyle profesorom płacić, gdy kucharki i rybacy mogą ich zastąpić.

>Pamiętam Pana polecane artykuły dotyczące naturalizmu, ale nie każdy musi akceptować przeskok z naturalizmu metodologicznego (którym zapewne Pan prof. Meissner się swej wąskiej specjalizacji kieruje) do naturalizmu ontologicznego, który moim zdaniem jest już raczej programem filozoficznym, a nie ściśle naukowym.
Mnie w zupełności wystarczy, aby kierował się metodologią naukową i nie wypowiadał publicznie bzdur podpierając się autorytetem nauki. Z problemów, którymi się zajmuje naukowo wcale nie wychodzi potwierdzenie zmartwychwstania i jako uczony to on po prostu nic na ten temat nie wie. W oficjalnym stanowisku komisja ds. etyki w nauce działająca przy Polskiej Akademii Nauk ostro potępiła naukowców wypowiadających się "poza swoją specjalnością", stwierdzając, że ich zachowanie jest "jednoznacznie nieetyczne i naganne".
________________

>Co do tego akurat nie widzę między nami sporu. Ja również uważam, że przypadek odgrywa ważną rolę w procesach ewolucyjnych. Nasz spór dotyczył moim zdaniem raczej tego, czym ten przypadek jest i jak go należy poprawnie rozumieć.
Pozostaję przy swoim zdaniu, ale ten temat nie jest przedmiotem tego wątku i nie mam tu ochoty na ten temat prowadzić sporu.

Pozdrawiam.

@@@
.
dajmonion (3663 punktów)
Trzeba pogodzić się z niespójnością po to by spójność wydobyć. Gdyby ktoś z was kiedyś zechciał uwolnić się od myśli krążących ciągle wokół tematów nadprzyrodzonych, to być może najlepsza metoda polega na tym, żeby pójść i runąć plackiem przed najświętszą dziewicą, a potem jeszcze zaśpiewać razem z babami: Wszytskie naaaaszee, dzieeenne, spraaaaawy!!

dajmonion
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
   Nie chciałem się na ten temat wypowiadać, bo zwyczajnie nie znam kogoś takiego jak Meissner, a nie chce mi się psychologizować na taki temat na aż taką odległość. No, ale w końcu się odezwę, bo znam kogoś, kto wprawdzie skończył fizykę, żeby otworzyć... hurtownie z badziewiem biurowym, które mu nie szło i nie idzie. Mnoży się za to jak królik (cyt. Franciszek) bo katolik jak ta lala (z kierowniczym stanowiskiem w jednej z ichnich świeckich, charytatywnych grup) licząc chyba na to, że w końcu Pan za zasługi spuści mannę z nieba. Nie będę opisywał co wyprawia w ramach tej organizacji, bo nie o to chodzi.
   W każdym razie też próbowałem kiedyś gościa zrozumieć i choć oczywiście kaliber zupełnie nie ten, to wykształcenie jest. Pamiętam ze szkoły podstawowej jego absolutną pasję fizyką i ciągłe konwersacje z nauczycielem, z czego reszta klasy zupełnie nic nie rozumiała. No i wyrosło cuś takiego, a w podstawówce nie był jakoś specjalnie Bozią trzepnięty. I tak nam się z czasem znów drogi skrzyżowały, tylko że już nie widziałem odlotu fizycznego, ale totalną szajbę religijną. No ale jak ci mamusia z babcią łepetyny nie wypiorą, to jak zaczniesz myśleć ptakiem, zawsze ma na to szansę jeszcze żonka. Okazało się, że to ten właśnie przypadek. Moc ptaka jest wielka. A jak sobie gościu radzi z tą fizyką i naukową metodologią? Dla niego to proste jak drut. Nauka nauką, a tajemnica tajemnicą. Nawet jeżeli coś ewidentnie jest z czapy, to znaczy, że problem po stronie ludzkiej wiedzy i nauki, a nie religii. I święty Boże nie pomoże. Wszystkie ścieżki i tak w końcu prowadzą do Niego. Coś się nie zgadza, nie pasuje? Źle szukamy, nie rozumiemy jak to jest, że tak jest jak w Biblii stoi i jak ksiądz dobrodziej mówi, ale to nie tu jest błąd, tylko po stronie nauki, a więc póki co niewiedza i tajemnica. Do tego to się wszystko sprowadza. To taka czarna dziura, gdzie każdy problem można natychmiast zepchnąć i pozbyć się jakichkolwiek wątpliwości. Czy raczej w ogóle zablokować możliwość ich pojawiania się, bo tu oczywiście nie ma miejsca na coś takiego. Jest tylko pełna wiedza i najprawdziwsza prawda. Fizyka jest więc niezbyt już dla niego atrakcyjna, jeżeli chodzi o posiadanie prawdy. A w kościółku ona jest od ręki i to w całości. Fizyka to teraz tylko cudowne ścieżki, by poznawać szczegółowe myśli Pana i zasady funkcjonowania Jego Dzieła. To coś jak próba zrozumienia schematu, a jak ktoś chce całą prawdę szybciej, to wiadomo co trzeba zrobić. Klęknij, padnij, powstań, rzuć monetę, zjedz zbawiciela, alleluja i do przodu, czary mary i jest. Cała doopna Prawda. W pakiecie wysokie ego, przekonanie o posiadaniu nadzwyczajnej wiedzy, moralności, umysłu, wzorcowego życia, bliskość, miłość i kontakt mistyczny z Panem oraz wieczność w perspektywie.
05-01-2016 20:00 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>   W każdym razie też próbowałem kiedyś gościa zrozumieć i choć oczywiście kaliber zupełnie nie ten, to wykształcenie jest.
Próbował Pan tu też - razem ze mną - zrozumieć jeszcze jednego fizyka pana Marka Bieleckiego: www.racjon(*).php/z,0/d,47/s,511985#w521949 i też to nam jakoś nie wychodziło. Widocznie taka fizyka jest za trudna dla profanów.

Pozdrawiam.

@@@
.
05-01-2016 22:15 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Oj, to fakt. Swoją drogą było to w jakiś sposób fascynujące, zderzenie z taką totalną ścianą z drugiej strony i ta własna nieumiejętność pojęcia, jak to wszystko możliwe. Marek sporo pisał, tak ze swego wnętrza, a i tak nie dało się jasno uchwycić na czym to ostatecznie stoi. Może tu jednak jest potrzebny kontakt bezpośredni, bliższa znajomość, bo wtedy wiemy jednak znacznie więcej o danej osobie. Znamy wtedy jej życie na wielu płaszczyznach, znamy jej charakter, osobowość, relacje z ludźmi, przeszłość, skłonności, zależności, pasje, sposób myślenia, odczuwania i znacznie łatwiej coś wywnioskować. W Internecie jest ciężko, tym bardziej, że druga strona nie pomaga, bo sama nic na ten temat sensownego nie potrafi powiedzieć. Oni się nad pochodzeniem swojej wiary nie zastanawiają, bo dla nich to jest naturalne, jak oddychanie. A jak się ich skłoni do przemyśleń, to najczęściej pieprzą takie głupoty, że ręce opadają.
06-01-2016 11:26 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Oj, to fakt. Swoją drogą było to w jakiś sposób fascynujące, zderzenie z taką totalną ścianą z drugiej strony i ta własna nieumiejętność pojęcia, jak to wszystko możliwe.
Dokładnie ścianą! O takiej postawie pisałem na naszym forum już wielokrotnie: www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,668549#w669379

>Marek sporo pisał, tak ze swego wnętrza, a i tak nie dało się jasno uchwycić na czym to ostatecznie stoi.
Zapewne wychodziło stąd: www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041 Tam są źródła takich postaw, na co nakładane poglądy środowiska, w którym żyjemy, przeczytana literatura oraz własne przemyślenia, choć przy bardzo głębokiej wierze nawet i te przyczyny zdają się niewystarczające.

>Może tu jednak jest potrzebny kontakt bezpośredni, bliższa znajomość, bo wtedy wiemy jednak znacznie więcej o danej osobie. Znamy wtedy jej życie na wielu płaszczyznach, znamy jej charakter, osobowość, relacje z ludźmi, przeszłość, skłonności, zależności, pasje, sposób myślenia, odczuwania i znacznie łatwiej coś wywnioskować.
Może, a na pewno konieczną jest tu spora wiedza psychologiczna. Może także jakieś obeznanie z psychiatrii. Przecież zdarzają się też przeróżne "objawienia" u osób dotychczas bardzo racjonalnych, które odwracają ich dotychczasowe rozumienie rzeczywistości. Moim zdaniem, wychodząc tylko z racjonalizmu, trudno jest zrozumieć takich ludzi. Do tych postaw często dochodzi przymus ewangelizacji na własną wiarę: www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495088

>W Internecie jest ciężko, tym bardziej, że druga strona nie pomaga, bo sama nic na ten temat sensownego nie potrafi powiedzieć. Oni się nad pochodzeniem swojej wiary nie zastanawiają, bo dla nich to jest naturalne, jak oddychanie. A jak się ich skłoni do przemyśleń, to najczęściej pieprzą takie głupoty, że ręce opadają.
Nad pochodzeniem wiary tu się zastanawiałem: www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469 i wypowiedzi wierzących z naszego forum są dosyć ciekawe. www.racjon(*).php/z,0/d,23/s,643658#w646073

Pozdrawiam.

@@@
.
Misiek1984 (43 punktów)
Większość ludzi wierzących czy to w bogów, czy przesądy, czy w ideologie nie potrzebuje dowodów na poparcie swoich wierzeń. Jednocześnie w każdej innej dziedzinie życia jak praca i nauka np . w szkole, opiera się na faktach.

Najzabawniejsze w tym jest to , że ludzie (większość populacji w coś wierzy) nie czuję zgrzytu w głowie kiedy neguje wiarę we wróżki i jednocześnie wyznaje wiarę w to, że bóg jest samicą gołębia.

Jak bym miał strzelać to odpowiedź i zrozumienie może przynieść (w dalekiej przyszłości) neurobiologia. Bo na "chłopski rozum" się tego nie pojmie.
11-01-2016 16:27 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Większość ludzi wierzących czy to w bogów, czy przesądy, czy w ideologie nie potrzebuje dowodów na poparcie swoich wierzeń.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,378374#w383689
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469

>Jak bym miał strzelać to odpowiedź i zrozumienie może przynieść (w dalekiej przyszłości) neurobiologia. Bo na "chłopski rozum" się tego nie pojmie.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,641034#w641221

@@@
.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365