Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
147.286.012 wizyt
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7284 tekstów. Zajęłyby one 28740 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 3459 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
John Brockman (red.) - Nowy Renesans

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Świadoma rezygnacja ze wszelkiej formy Absolutu nie jest bowiem rzeczą łatwą. W szczególności, negujemy tu absolutne istnienie jakichkolwiek sensów. Jednak, rezygnując z Absolutu możemy, paradoksalnie, więcej powiedzieć o świecie, niż obstając przy jego istnieniu.
« Felietony i eseje  
Bezjaźniowa świadomość bez religijnej wiary
Autor tekstu:

Tłumaczenie: Julian Jeliński

Niedawno spędziłem popołudnie na północno-zachodnim brzegu Morza Galilejskiego, na szczycie góry, uważanej za miejsce, gdzie Jezus wygłosił swoje najsłynniejsze kazanie. Dzień był piekielnie gorący, a sanktuarium pełne było chrześcijańskich pielgrzymów z różnych kontynentów. Niektórzy gromadzili się w milczeniu w cieniu, inni robili zdjęcia, słaniając się na nogach pod wpływem południowego słońca.

Gdy tak siedziałem i przyglądałem się otaczającym mnie wzniesieniom delikatnie nachylających się ku morzu, ogarnęło mnie uczucie spokoju. Wkrótce przemieniło się w stan błogiego spokoju, który uciszył me myśli . Nagle, poczucie posiadania własnej jaźni, własnego „ja", zniknęło. Wszystko inne pozostało na swoich miejscach - bezchmurne niebo, pielgrzymi ściskający swe butelki z wodą, ale nie czułem już, jakbym był rozdzielony od tej sceny, spoglądając na świat moimi oczyma. Pozostał tylko świat.

Doświadczenie to trwało zaledwie kilka chwil, ale wielokrotnie powracało, gdy podziwiałem krainę uważaną za miejsce, po którym spacerował, zbierał swoich apostołów i dokonywał wielu ze swych cudów Jezus. Gdybym był chrześcijaninem, bez wątpienia zinterpretowałbym to doświadczenie w ramach chrześcijańskich pojęć. Mógłbym wierzyć, że uchwyciłem na moment jedność Boga, albo poczułem obecność Ducha Świętego. Ale nie jestem chrześcijaninem.

Gdybym był hindusem, mógłbym mówić o „Brahmanie", wiecznej Jaźni, której wszystkie jednostkowe umysły są jedynie modyfikacją. Ale nie jestem hindusem. Gdybym był buddystą, mógłbym mówić o „dharmie pustki", w której manifestują się wszystkie doczesne przedmioty. Ale nie jestem buddystą.

Jako ktoś, kto robi, co w jego mocy, by być racjonalnym człowiekiem, nie śpieszę się w wyciąganiu metafizycznych wniosków z doświadczeń tego typu. Doświadczam tego, co nazwałbym „bezosobową świadomością" dość często, wszędzie, gdzie zdarzy mi się medytować; czy będzie to w buddyjskim klasztorze, hinduskiej świątyni, czy podczas mycia zębów. A zatem fakt, że miałem doświadczenie tego typu w świętym dla chrześcijan miejscu nie przydaje jednej uncji wiarygodności doktrynie chrześcijańskiej.

Nie ma wątpliwości, że ludzie posiadają „duchowe" doświadczenia (używam słów typu „duchowy" i „mistyczny" w cudzysłowie, ponieważ niosą ze sobą ogrom metafizycznych resztek). Każda kultura stworzyła ludzi, którzy wyruszyli do jaskiń na miesiące, czy lata by odkryć, że określone, świadome użycie koncentracji (introspekcji, medytacji, modlitwy) może radykalnie zmienić ludzki sposób postrzegania świata podczas przemijających chwil. Uważam, że kontemplacyjne działania tego typu mogą nam dużo powiedzieć o naturze ludzkiego umysłu.

W rzeczy samej, istnieje wiele punktów zbieżności między współczesnymi naukami badającymi umysł (psychologią, neuronauką, nauką kognitywną itd.), a niektórymi tradycjami kontemplacyjnymi. Na przykład ścieżki argumentacji obu dostarczają nam dobrych powodów, by uwierzyć, że standardowe rozumienie jaźni jest formą kognitywnej iluzji. Podczas gdy większość z nas żyje czując, że to my jesteśmy myślicielami naszych myśli, doświadczycielami naszych doświadczeń, to z perspektywy nauki wiemy, że to poczucie jest błędne. Nie ma żadnej dyskretnej jaźni, lub ego, czającej się niczym Minotaur w labiryncie mózgu. Żaden obszar kory mózgowej, ani strumień procesu neuronalnego nie zajmuje uprzywilejowanej pozycji odnośnie osobowości. Nie istnieje niezmienny „narracyjny środek ciężkości" (zapożyczając świetną frazę kolegi z działu On Faith — Daniela Dennetta).

Jednak subiektywny odbiór sugeruje, że taki środek wydaje się istnieć — dla większości z nas, przez większość czasu. Ale także nasze tradycje kontemplacyjne (hinduska, buddyjska, chrześcijańska, muzułmańska, judaistyczna itd.) potwierdzają, w różnym stopniu i z większą lub mniejszą dokładnością, że ten punkt widzenia jest bezbronny wobec dociekań.

Rozważ, co mózg robi w ramach świadomych wyobrażeń. Czego jesteśmy świadomi? Jesteśmy świadomi świata, naszych ciał istniejących w świecie i jesteśmy świadomi (tak nam się wydaje) samych siebie w naszych ciałach. W końcu większość z nas nie czuje się identyczna w stosunku do swego ciała. Przez większość czasu czujemy, jakbyśmy podróżowali wewnątrz naszych ciał, jakbyśmy byli wewnętrznym podmiotem, który może wykorzystywać ciało jako pewnego rodzaju przedmiot. To ostatnie wyobrażenie jest iluzją i jako taka może zostać odrzucone. Bezjaźniowość jest stanem świadomości, który może zostać subiektywnie odkryty. Co więcej, jest tuż przed nami w każdym momencie, ale ten stan jest niezwykle trudny do uchwycenia. To paradoksalna sytuacja; zastanów się nad poniższą analogią:

Nerw wzrokowy przechodzi przez siatkówkę oka w taki sposób, że tworzy punkt w naszym polu widzenia, w którym jesteśmy w rzeczywistości ślepi. Większości z nas zademonstrowano to w szkole: rysowało się znak na papierze, zamykało jedno oko i przesuwało papier do miejsca, w którym znak znikał. Oczywiście jedynie znikoma mniejszość ludzi w historii była świadoma posiadania tej ślepej plamki. I nawet ci, którzy o niej wiedzą,  żyją przez dziesiątki lat nie zauważając jej w bezpośredniej percepcji. A przecież cały czas tam jest, dostępna w bezpośrednim oglądzie.

Analogicznie istnieje wgląd w naturę świadomości — zbyt blisko nas, by łatwo został zauważony. Większość ludzi potrzebuje sporo treningu w medytacji, by uchwycić jego przebłysk. Ale jest możliwe, by zauważyć, że świadomość — to coś w tobie, które jest świadome twego doświadczenia w tym momencie — nie sprawia wrażenia jaźni. Nie sprawia wrażenia „ja".

Jako krytyk wiary religijnej, często jestem pytany, co zastąpi religię zorganizowaną. Odpowiedzią na to pytanie jest: wiele rzeczy i nic. Nic nie musi zastępować jej absurdalności i elementów tworzących podziały. Nic nie musi zastępować przekonania, że Jezus wróci na ziemię władając magicznymi mocami i wrzuci niewierzących w jezioro ognia. Nic nie musi zastępować poglądu, że śmierć w obronie islamu jest najwyższym dobrem. To bezpodstawne, niebezpieczne i poniżające idee.

Ale co z etyką i duchowymi doświadczeniami? Dla wielu religia wciąż wydaje się być jedynym nośnikiem tego, co jest najważniejsze w życiu: miłości, współczucia, moralności i przekroczenia swojej doczesności. By to zmienić, musimy znaleźć sposób mówienia o ludzkim szczęściu, który jest wolny od religijnych dogmatów tak jak nauka.

Gdy piszę te słowa, właśnie rozpoczyna się druga seria medytacji w odosobnieniu dla naukowców, sponsorowana przez Mind and Life Institute. Stu naukowców spędzi następny tydzień na medytacji w milczeniu, by sprawdzić czy, oraz do jakiego stopnia, ta technika trwałej introspekcji może objaśnić ich sposób myślenia o ludzkim umyśle. Istnieje także kilka neuronaukowych laboratoriów, w których bada się wpływ medytacji na mózg. Zainteresowanie Zachodu medytacją otworzyło przestrzeń do dialogu pomiędzy naukowcami, a ludźmi oddającymi się kontemplacji o tym, jak treść doświadczenia jednej osoby może zostać wprowadzona w zaczarowany krąg doświadczeń innych ludzi. Celem tego dialogu jest odrobinę lepsze zrozumienie możliwości osiągania ludzkiego szczęścia.

Wierzę, że większość ludzi jest zainteresowana życiem duchowym, niezależnie czy zdają sobie z tego sprawę, czy też nie. Każdy z nas narodził się, by szukać szczęścia w stanie, który jest zasadniczo niepewny. Tracisz wszystko, co zyskujesz. Wszyscy jesteśmy (przynajmniej milcząco) zainteresowani odkrywaniem tego, jak bardzo szczęśliwa może być osoba, żyjąc w tych okolicznościach. W odpowiedzi na pytanie jak być najszczęśliwszym, życie kontemplacyjne ma do zaoferowania pewne istotne spostrzeżenia.


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Duszne niedouczenie
Nie bluźnij

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (25)..   


« Felietony i eseje   (Publikacja: 13-08-2010 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Sam Harris
Autor bestsellerowej ("New York Times"), wyróżnionej PEN Award książki - "The End of Faith: Religion, Terror, and the Future of Reason" (2005) oraz "Letter to a Christian Nation" (2006). Ukończył filozofię na Uniwersytecie Stanforda, studiował poza tym religioznawstwo, obecnie pracuje nad doktoratem z zakresu neuronauki. Udziela się medialnie w radio i telewizji, ostrzegając o niebezpieczeństwach związanych z wierzeniami religijnymi we współczesnym świecie. Mieszka w Nowym Jorku.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 28  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Tajemnica świadomości
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 520 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365