Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
200.651.638 wizyt
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7364 tekstów. Zajęłyby one 29017 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy konflikt w Gazie skończy się w 2024?
Raczej tak
Chyba tak
Nie wiem
Chyba nie
Raczej nie
  

Oddano 360 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Jako Miś o Bardzo Małym Rozumku, pamiętaj, że Rzecz, która przedstawia się dorzecznie w twoim łebku, może wyglądać mniej dorzecznie poza nim."
 
 Społeczeństwo » Socjologia

Spór o tożsamość europejską [2]
Autor tekstu:

Kultura polityczna jako źródło tożsamości europejskiej

Jeśli więc ani historia, ani religia, to co w takim razie ma stanowić podstawę europejskiej tożsamości? Co łączy wszystkie narody europejskie bez względu na ich dawne zatargi i obecne różnice? Wydaje mi się, że najlepszym kandydatem jest polityczna kultura, która posiada największy potencjał uniwersalizmu ze wszystkich składników naszej cywilizacji. Mówiąc kultura polityczna mam na myśli przede wszystkim ustrój polityczny, porządek prawny i wartości stojące za nimi, co w przypadku Europy oznacza: demokrację, prawa człowieka, pluralizm, tolerancję, indywidualizm, racjonalizm itd. Kultura polityczna stanowi dlatego dobry wybór, albowiem ma zakotwiczenie w historii Europy (oświecenie) i będąc efektem konsensusu, nie budzi większych kontrowersji. Poza tym stanowi wartość samą w sobie i rzecz godną rozpowszechniania nie tylko w Europie, ale także poza nią.

Zresztą europejskie standardy istnieją także poza Europą jako tzw. „zachodnie wartości”. Stąd też zarzut niektórych teoretyków, że to co określa się jako sedno europejskości w istocie wykracza poza Europę (np. Winkler, który twierdzi, że „nie ma europejskich, tylko zachodnie wartości”). Trudno jednak, żeby było inaczej, skoro Europa obok USA tworzą właśnie Zachód. Poza tym, o czym była mowa na początku, Zachód to nie monolit i w różnych kwestiach jego przedstawiciele się różnią.

Inni zarzucają powyższemu rozumieniu tożsamości europejskiej, że ma w zasadzie sztuczny i zbyt abstrakcyjny charakter, dlatego mało efektywnie pełni swą funkcję. Po pierwsze należy podkreślić, że tożsamość narodowa też została wynaleziona i sztucznie narzucona, w dodatku całkiem niedawno, bo dopiero w XIX wieku. Po drugie, tworzenie tożsamości nigdy nie opiera się wyłącznie na tym co jest, ale odpowiada także na pytanie jak być powinno. Tożsamość bowiem ma charakter dynamiczny i zmienia się w czasie.

A poza tym nikt nie neguje faktu, że głębokie zakorzenienie tożsamości wymaga emocji, a nawet swoistego idealizmu. Angielski historyk Timothy Garton Ash stwierdza na przykład: „Brytyjczycy wiedzą równie dobrze jak wszyscy inni, że sztuczny, wynaleziony twór bez wiązki emocjonalnej identyfikacji, bez wspólnego mitu, mistyki bądź magii nie jest w stanie przetrwać” [ 4 ]. I słusznie, ale przecież ideałom demokracji i praw człowieka od dawna towarzyszą głębokie emocje i mityczna tradycja!

Habermas versus Ratzinger

J. Habermas ukuł nawet pojęcie „patriotyzmu konstytucyjnego”, który rozumie jako postawę respektującą wspólne instytucje i tradycje konstytucyjne. Jego zdaniem konstytucyjny patriota powinien umieć zdystansować się do własnej tradycji narodowej i potrafić ją krytycznie ocenić przez pryzmat wartości stojących za nowoczesnym państwem prawa. Tego typu patriotyzm wykracza więc poza lokalny narodowy kontekst i opiera się na racjonalnej debacie i uniwersalnym poszanowaniu praw drugiego człowieka. Dla Habermasa jest to symboliczne przejście od orientacji ethnos do demos. By to przejście w pełni się dokonało, zdaniem Habermasa, potrzebna jest wspólna europejska konstytucja, która dzięki formalnemu włączeniu obywateli w demokratyczny proces, na stałe mogłaby zaszczepić ideały praworządności, a w rezultacie wytworzyć „solidarność wśród obcych” [ 5 ].

Takiego stanowiska broni niemiecki filozof w debacie z J. Ratzingerem, która toczy się nieprzerwanie na łamach prasy od 2004 roku. Ratzinger odwrotnie niż jego polemista poszukuje źródeł tożsamości europejskiej w przeszłości. W jego opinii wystarczy rehabilitować stare zasady, spod znaku christianitas i nadać im bardziej współczesny kształt, by stworzyć silną europejską tożsamość, niepodatną na moralny relatywizm i szereg innych zagrożeń płynących ze współczesnej cywilizacji. Tożsamość, która jest wedle niego niezmienna i ponadczasowa jak samo chrześcijaństwo [ 6 ].

Habermas również zwraca uwagę na relatywizm, choć inaczej go rozpatruje. Problemem nie jest dla niego pluralizm systemów wartości, lecz zanik racjonalności debaty na ich temat, którego źródeł upatruje w subiektywizacji rozumu. W sferze prywatnej skutkuje to koncentracją wyłącznie na własnych potrzebach i konsumpcjonizmem, w sferze publicznej rozpadem więzi integrujących, zanikiem demokratycznego tworzenia opinii, a ostatecznie odpolitycznieniem samych obywateli.

Ważnym zagrożeniem jest również islamski fundamentalizm. I tu zdają się spotykać obaj Niemcy, zresztą nie tylko oni. Choć znowu, Ratzinger potępia fundamentalizm, albowiem dyskredytuje religię jako taką, Habermas bo stoi w sprzeczności z nowoczesnością, będąc w istocie zjawiskiem stricte nowoczesnym. Z drugiej strony widać zmianę w poglądach Habermasa, który po atakach z jedenastego września, skłony jest przesunąć granicę kompromisu rozumu z wiarą dalej, aniżeli zwykł to robić w przeszłości.

Europejska „klasa dla siebie”

Jak widać zatem, wzmocnienie tożsamości europejskiej może wymagać wyjścia poza tożsamość narodową i przejście do tożsamości ponadnarodowej. Przejście, które w dużej mierze dzięki procesowi globalizacji, już się dokonało. Wymiana handlowa, edukacyjna, naukowa i turystyczna systematycznie pogłębiają więzi łączące Europejczyków. W każdej z tych dziedzin rozwój zależy od kooperacji i wzajemnej współpracy i ma konkretny wymiar. Ciągle jednak to za mało by przestać myśleć o Europie w kategoriach „ci z Brukseli” i zacząć ją utożsamiać z nami.

Tożsamość europejska oczywiście nie wyklucza tożsamości narodowej. Systematyczne badania popularnego Eurobarometru wskazują, że mieszkańcy Unii, czują się zarówno Europejczykami jak i przedstawicielami swoich narodów. Poza tym kultura polityczna z reguły nie stoi w sprzeczności z narodową tradycją, gdyż są to różne porządki. Można być Polakiem kultywującym lokalną tradycją i jednocześnie Europejczykiem, respektującym europejskie standardy. Mamy tu raczej do czynienia z nakładaniem się tożsamości (w języku angielskim mówi się o overlapping identity) aniżeli z ich antagonizmem.

Oczywiście czasami dochodzi do konfliktu, jak w przypadku Karty Praw Podstawowych, którą kraje o rodowodzie katolickim (cokolwiek to znaczy), w tym Polska odrzuciły. W rzeczywistości jednak nie do końca wiadomo czy był to efekt niekorzystnej koniunktury politycznej, czy wynik rzeczywistego światopoglądu. W każdym bądź razie obywatele, przynajmniej w Polsce, nie mieli okazji wypowiedzieć się w tej kwestii w referendum.

Karol Marks rozpatrywał kategorię klasy poprzez dwa typy: „klasę w sobie” i „klasę dla siebie”. Pierwsza ma charakter obiektywny i stanowi produkt historycznej dialektyki. Druga powstaje w wyniku uświadomienia sobie własnego położenia i na tej podstawie tworzy poczucie wspólnoty i solidarności. Obecnie, jak stwierdza Winkler, europejska tożsamość przypomina klasę w sobie, jest słaba i rozproszona. By stać się klasą dla siebie Europejczycy muszą uświadomić sobie zmiany jakie zachodzą na międzynarodowej scenie oraz odkryć w sobie poczucie wspólnotowego my, które już istnieje, ale z różnych powodów nie może dojść do głosu.

Nie chodzi o to by zbudować nowe supermocarstwo, czy powrócić do misji cywilizacyjnej z epoki kolonializmu czy imperializmu. Nie ma na to zgody w wielobiegunowym świecie. Czas skończyć również z samobiczowaniem spod znaku postkolonializmu i postimperializmu. Bo choć akurat na to zgoda w świecie istnieje, nijak ma się to do naszych interesów. Trzeba stworzyć silną, samoświadomą Europę, mającą realny wpływ na losy świata. Ci co myślą, że da się to zrobić w pojedynkę, kurczowo trzymając narodowej spódnicy, to fantaści. Im dedykuje weto prezydenta, który notabene zwlekając z podpisaniem traktatu lizbońskiego zdaje się, że po raz pierwszy w historii wetuje sam siebie. Reszta niech zwiera szeregi, idzie nowe.


1 2 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Zbrodnie bez niczyjej szkody
Co się kryje pod kołderką

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (12)..   


 Przypisy:
[ 4 ] Timothy Garton Ash, Europa? Sorry, wir sind Briten, Zeit 11.2001.
[ 5 ] Por. J. Habermas, Obywatelstwo i tożsamość narodowa. Rozważania nad przyszłością Europy, Warszawa 1993, s. 1-19.

« Socjologia   (Publikacja: 08-12-2008 )

 Wyślij mailem..   
Wersja do druku    PDF    MS Word

Marcin Punpur
Absolwent ekonomii i filozofii. Studiował w Olsztynie, Bremie i Bernie. Zainteresowania: filozofia kultury, religii i polityki.

 Liczba tekstów na portalu: 53  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: W co wierzą ateiści
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6240 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365