Racjonalista - Strona głównaDo treści
Grzech pierworodny

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
26-03-2012 21:37Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Grzech pierworodny
Ocena 5 na 5
W 1996 r. Ukazał się w Osservatore Romano artykuł Jana Pawła II, kierowany do członków Papieskiej Akademii Nauk, zajmujący stanowisko nauk Kościoła do Teorii Ewolucji Darwina. Pisał wtedy jak połączyć mityczną opowieść o Adamie i i Ewie z założeniem naukowców o pochodzeniu człowieka od małpy. Już wcześniej w 1992 r. przy okazji rehabilitacji G.Galilei wyjaśnia że teolodzy tamtych lat mylili się przyjmując że Biblia opisuje dosłownie fizyczny stan ziemi.
Jednak w swojej wydanej w 1995 r. książce "Pamięć i tożsamość" konsekwentnie odwołuje się do Biblii jako autentycznego źródła. Jako źródło zła panującego na świecie podaje upadek pierwszych rodziców. Wątek ten nie ma jednak służyć odpowiedzi na pytanie czy adresatów swojej książki traktuje za głupszych od członków Akademii. Chcę żebyście odpowiedzieli na pytanie dlaczego teoria grzechu pierworodnego jest fałszywa. Grzech należy rozumieć jako postępowanie wbrew woli bożej wyrażonej w zakazach i nakazach biblijnych oraz później powstałych zakazach i nakazach kościelnych.
Czy można dziedziczyć zło?,
Czy zło może być przenoszone drogą płciową na potomstwo?

Mogą to być argumenty z medycyny, filozofii i teologii-religii.

P.S. Temat grzechu pierworodnego przewijał się już wielokrotnie w różnych wątkach, chciałbym go przerobić w jednym miejscu.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>za głupszych od członków Akademii. Chcę żebyście odpowiedzieli na pytanie dlaczego teoria grzechu
>pierworodnego jest fałszywa. Grzech należy rozumieć jako postępowanie wbrew woli bożej wyrażonej w

Grzech i religia jest bzdurą dla każdego myślącego człowieka, ale zostawmy to na boku, bo jest lepsze i bardziej efektowne uzasadnienie.
Otóż teoria grzechu pierworodnego została zaprzeczona nawet przez Kościół Katolicki poprzez uznanie ewolucji za fakt naukowy. Chrzest i religijne jego uzasadnianie grzechem pierworodnym przy uznaniu ewolucji jest wewnętrznie sprzeczne!

> Czy można dziedziczyć zło?,

Co to jest zło? Zdefiniuj, to zobaczymy. Pewne cechy charakteru, które ktoś może uznać za złe mogą być dziedziczone przez przejęcie od rodzica genu, który sprzyja pewnym zachowaniom powodującym "zło".

> Czy zło może być przenoszone drogą płciową na potomstwo? Mogą to być argumenty z medycyny, filozofii i teologii-religii.

I znowu. Jeżeli za zło uznasz np agresywność, to tak. Jest to w pewnym stopniu dziedziczone. Z tym że bardzo wątpię, czy jest coś takiego jak uniwersalne zło. Jest to chyba określenie subiektywne.
Trzeba też zaznaczyć, że nie ma czegoś takiego jak gen odpowiadający za dane zachowanie. Jeden gen może wpływać na wiele czynników w tym zachowanie i np kolor oczu, a pewne zachowania mogą być wynikiem odziedziczenia wielu pojedyńczych genów.
Sytuacja w której dzieci rodziny patologicznej lub dysfunkcyjnej powtarzają los rodziców jest spowodowana zarówno genami, ale (moim zdaniem) bardziej środowiskiem i wpływem rodziców.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Otóż teoria grzechu pierworodnego została zaprzeczona nawet przez Kościół Katolicki poprzez uznanie ewolucji za fakt naukowy.<
Otóż nie. W KKK widnieje nadal. Mamy do czynienie z pewnym dualizmem. Z jednej strony nie było Adama i Ewy, z drugiej strony każdy rodzi się z grzechem pierworodnym.
Nie jest to też bzdurą dla każdego człowieka, wielu w to wierzy.
Zło jest tym co rozumiemy przez grzech, najogólniej. Ta teoria przewiduje że wszyscy są obłożeni tym grzechem. Agresywność nie występuje u wszystkich, odpada więc.
Grzech pierworodny jest karą która powoduje że chorujemy i umieramy. W tym kierunku powinna iść argumentacja.
28-03-2012 00:04 
 Ocena 6 na 6
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Grzech pierworodny jest karą która powoduje że chorujemy i umieramy. W tym kierunku powinna iść argumentacja.

Przecież to nagroda. Gdyby nie śmierć to jakbyśmy się spotkali ze stwórcą? Wiecznie byśmy za nim tęsknili a on za nami... taki ból nieznośnej tęsknoty jest przy okazji chyba jedną z interpretacji piekła.

Poza tym zawsze zastanawiałem się po co ten cały cyrk z umieraniem i zmartwychwstawaniem? Nie lepiej zrezygnować z pierwszego i zarazem drugiego - skutek ten sam - żyjemy.

W końcu dochodzę do kluczowego pytania, które wynika z poprzedniego: Po jakiego grzyba Bóg stworzył nas w jakieś odseparowanej, materialnej rzeczywistości skoro po śmierci dołączymy do tej samej rzeczywistości, w której on sobie rzekomo rezyduje? To nie łatwiej było mu stworzyć nas u swego boku od samego początku? Tak by sobie mógł z nami porozmawiać a w obecnej sytuacji musi czekać na naszą śmierć... Niektórzy to sobie lubią utrudniać co tylko się da - z Bogiem włącznie.
Czarny (262 punktów)
>W końcu dochodzę do kluczowego pytania, które wynika z poprzedniego: Po jakiego grzyba Bóg stworzył nas w jakieś odseparowanej, materialnej rzeczywistości skoro po śmierci dołączymy do tej samej rzeczywistości, w której on sobie rzekomo rezyduje? To nie łatwiej było mu stworzyć nas u swego boku od samego początku? Tak by sobie mógł z nami porozmawiać a w obecnej sytuacji musi czekać na naszą śmierć... Niektórzy to sobie lubią utrudniać co tylko się da - z Bogiem włącznie.

To utrudnianie sobie życia ma pewne racjonalne wytłumaczenie. Zauważ, że gdy człowiek się nudzi to zaczynają mu wpadać głupie pomysły do głowy. To teraz wyobraź sobie takiego Boga, który od niepamiętnych czasów, które nie miały początku, żył sobie w nicości. Czy to nie wystarczająco długo by zaczęła mu doskwierać nuda? I może z tej nudy pomyślał sobie "a może wyślijmy ludzi na jakieś zadupie i zobaczmy jak sobie poradzą." Gdybyśmy od razu byli u jego boku to pewnie szybko by się znudził. A tak to ma fajną rozrywkę oglądając niedoskonałych ludzi, którzy nie dość, że mają ciężko to jeszcze dostali przykazania, których część on później (pewnie również z nudów) zaostrzył (np. grzeszenie myślą), a część wycofał (np. zwierzęta nieczyste), dzieląc swoich wyznawców. Może teraz siedzi [Bóg] na kanapie wcinając popcorn i oglądając serial pod tytułem "ludzkość" lub przed komputerem grając w swoją własną, bardzo rozbudowaną wersję Simsów (ewentualnie Simearth).
cargoforte (182 punktów)
>Gdybyśmy od razu byli u jego boku to pewnie szybko by się znudził. A tak to ma fajną rozrywkę oglądając niedoskonałych ludzi, którzy nie dość, że mają ciężko to jeszcze dostali przykazania, których część on później (pewnie również z nudów) zaostrzył (np. grzeszenie myślą), a część wycofał (np. zwierzęta nieczyste), dzieląc swoich wyznawców. Może teraz siedzi [Bóg] na kanapie wcinając popcorn i oglądając serial pod tytułem "ludzkość" lub przed komputerem grając w swoją własną, bardzo rozbudowaną wersję Simsów (ewentualnie Simearth).

Z tym, że to się kłóci z ideą Absolutu, Boga doskonałego w swych zaletach (i braku wad). Powyższy Bóg byłby nieco głupkowaty, czy też małostkowy.
Mnie również stworzenie wszechświata jako poligonu albo placyku do nauki jazdy wydaje się nielogiczne. Jeszcze w dodatku z opcją piekła.
11-04-2012 17:03 
 Ocena 1 na 3
kaktus5 (306 punktów)
>Grzech i religia jest bzdurą dla każdego myślącego człowieka, ale zostawmy to na boku, bo jest lepsze i bardziej efektowne uzasadnienie.
>Otóż teoria grzechu pierworodnego została zaprzeczona nawet przez Kościół Katolicki poprzez uznanie ewolucji za fakt naukowy. Chrzest i religijne jego uzasadnianie grzechem pierworodnym przy uznaniu ewolucji jest wewnętrznie sprzeczne!
Proszę o wykazanie tej "sprzeczności wewnętrznej" bardzo jestem ciekaw.Na czym Pana zdaniem,polega wewnętrzna sprzeczność, pomiędzy grzechem pierworodnym,a teorią ewolucji?
12-04-2012 06:55 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Proszę o wykazanie tej "sprzeczności wewnętrznej" bardzo jestem ciekaw.Na czym Pana zdaniem,polega wewnętrzna sprzeczność, pomiędzy grzechem pierworodnym,a teorią ewolucji?
Pokaż pierwszych rodziców całej ludzkości, którzy byli w jakimś stanie pierwotnej świętości (i może nieśmiertelności) i mogli dokonać czegoś co KK określa jako fakt z początku dziejów ludzkości mając pełną świadomość swej odpowiedzialności.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
12-04-2012 12:34 
 Ocena 1 na 3
kaktus5 (306 punktów)
>Pokaż pierwszych rodziców całej ludzkości, którzy byli w jakimś stanie pierwotnej świętości (i może nieśmiertelności) i mogli dokonać czegoś co KK określa jako fakt z początku dziejów ludzkości mając pełną świadomość swej odpowiedzialności.
Sprawa pierwsza: w dalszym ciągu nie widzę aby przedstawił Pan wewnętrzną sprzeczność, o której pisał Pan wcześniej.Pisał Pan o rzekomo wew sprzeczności pomiędzy grzechem pierworodnym a teorią ewolucji, dlatego poprosiłem o przedstawienie nam tego,na czym miałaby polegać.Tymczasem w tym co Pan teraz napisał,znaleźć można jedynie jakieś niejasne dywagacje o świadomości, świętości i odpowiedzialności.Jeśli stawia Pan tezę o wewnętrznej sprzeczności czegoś, proszę nam ją wykazać.Proszę wybaczyć ale w Pańskiej wypowiedzi tego nie znajduję.pozdrawiam.
12-04-2012 12:46 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
Czy koncepcja "grzechu pierworodnego" nie wymaga aby istnienia "pierwszych rodziców"?
12-04-2012 13:35 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)
>Na czym Pana zdaniem,polega wewnętrzna sprzeczność, pomiędzy grzechem pierworodnym,a teorią ewolucji?
Wewnętrzna sprzeczność polega na tym, że nie miał kto tego grzechu popełnić, jako że nie istniała pierwsza para osobników gatunku Homo sapiens (jeden żeński i jeden męski).
Przypomniał mi się lata temu widziany rysunek. Stoi dwóch archeologów nad wykopem, w wykopie szkielet. Jeden z archeologów mówi: - To na pewno Adam, widzisz? Brak mu żebra.
13-04-2012 13:09 
 Ocena 2 na 2
kaktus5 (306 punktów)
>>Na czym Pana zdaniem,polega wewnętrzna sprzeczność, pomiędzy grzechem pierworodnym,a teorią ewolucji?
>Wewnętrzna sprzeczność polega na tym, że nie miał kto tego grzechu popełnić, jako że nie istniała pierwsza para osobników gatunku Homo sapiens (jeden żeński i jeden męski).
>Przypomniał mi się lata temu widziany rysunek. Stoi dwóch archeologów nad wykopem, w wykopie szkielet. Jeden z archeologów mówi: - To na pewno Adam, widzisz? Brak mu żebra.
Dwie uwagi:
1)Wewnętrzna sprzeczność proszę Pana jest szczególnym przypadkiem stosunku logicznego.Mamy z nią do czynienia tylko wtedy, jeżeli pogwałcone zostaje logiczne prawo niesprzeczności ~(p^~p). Aby mówić o wew. sprzeczności, musimy mieć do czynienia z takim schematem zdaniowym, pojęciem ,czy teorią, która posiada wadliwą konstrukcję, tzn. w ramach której można udowodnić wszystko, a tym samym jednocześnie nic,ponieważ zarówno p jak i ~p, mogą przyjąć dowolną wartość logiczną,a więc prawdę lub fałsz. Z wew sprzecznością mamy jednak do czynienia na poziomie logicznym, tzn. na poziomie konstrukcji, bądź to zdań danej teorii, bądź jej pojęć, nie zaś na poziomie faktów, bądź ich braku, które to fakty są opisywane przez te własnie zdania.Innymi słowy rzeczywistość,którą opisuje język danej teorii, ma się nijak do wew sprzeczności, ponieważ wynika ona nie z faktu zaistnienia, bądź niezaistnienia danego zjawiska, czy rzeczy (np.Adam, Ewa, moje,czy twoje gacie)ale bądź to pogwałcenia zasad semantycznych, użytych w danej teorii pojęć, czy zdań, bądź też ich wadliwej konstrukcji syntaktycznej(składnia logiczna), w wyniku pogwałcenia reguł formowania zdań danej teorii. Krótko mówiąc, niezależnie od tego, czy coś (lub ktoś)zaistniało, dana teoria,zdanie,pojęcie może być wewnętrznie niesprzeczne.Wykazanie wewnętrznej sprzeczności zaś, nie ma nic wspólnego z faktami,czy zjawiskami, tylko analizą logiczną danej teorii, o czym pisałem wyżej. Nie rozróżnia Pan porządku logicznego i faktycznego.Wewnętrzna sprzeczność ma charakter jedynie logiczny-to po pierwsze. Po drugie, popełnia Pan kolejny błąd, wprowadzając kryterium empirycznej weryfikacji do określenia (bo na pewno nie jest to wykazanie) rzekomej wewnętrznej sprzeczności. Takie empiryczne ( np. historyczne w tym wypadku)kryterium nie ma nic wspólnego z wew. sprzecznością.Tego rodzaju kryteria są kryteriami nauk empirycznych, jak np.historia. Następnym razem, zanim ktoś weźmie się do trąbieniu wszem i wobec o jakichś "wewnętrznych sprzecznościach", zachęcam do zapoznania się z podstawami tematu.

2)Zdumiewający jest poziom "wiedzy" niektórych forumowiczów odnośnie koncepcji grzechu pierworodnego, biblijnej egzegezy, czy oficjalnej doktryny np. kościoła katolickiego. Z tego, co Pan pisze, wynika,że kościół katolicki stoi na stanowisku, które zakłada,ze cała ludzkość zaczęła się od dwojga osobników biologicznych przeciwnej płci (Adam,Ewa). Otóż odpowiadam: takie rozumienie tej doktryny jest kompletną bzdurą! Zarówno ADAM(z hebrajskiego "człowiek") jak i EWA(z hebrajskiego Chawa "budząca życie") mają w ramach oficjalnej doktryny kościoła katolickiego całkowicie inne znaczenie. Egzegeza księgi rodzaju w ramach oficjalnej nauki kościoła katolickiego rozpatruje znaczenie Adama i Ewy w kontekście ogólnym, a wiec własnie rodzajowym (zgodnie z klasycznym logicznym podziałem arystotelesowskim na klasy: konkret,gatunek,rodzaj)- nie mylić z biologią!!! Dlatego też twierdzenie, że kościół zgodnie ze swoją doktryną naucza,ze na początku dziejów istniał jeden chłop i jedna baba co spłodzili wszystkich jest kompletną bzdurą!!! Tak samo jak inne bajki, z którymi wielokrotnie można się spotkać, o stworzeniu świata w siedem dni itd.etc. Jeśli ktoś jest zainteresowany polecam dokumenty soboru watykańskiego drugiego- może niektórzy przynajmniej przestaną opowiadać kompletne bzdety i wypowiadać w sprawach, o których nie mają elementarnego pojęcia. Pozdrawiam.
13-04-2012 13:29 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
>twierdzenie, że kościół zgodnie ze swoją doktryną naucza,ze na początku dziejów istniał jeden chłop i jedna baba co spłodzili wszystkich jest kompletną bzdurą!!!
Kogo zatem dotyczy grzech pierworodny i na czym konkretnie polega, o wszystkowiedzący kaktusie? Po jaką ostrą chorobę zakaźną przewodu pokarmowego ktoś wymyślił taką koncepcję, skoro ona do niczego nie pasuje?
I co ma właściwie znaczyć ten wykład?
PS. Przed odpisaniem wypada się upewnić, do kogo się pisze. Wystarczy kliknąć w nick i już wiadomo, jakiego rodzaju użyć.
13-04-2012 14:34 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)
>PS. Przed odpisaniem wypada się upewnić, do kogo się pisze. Wystarczy kliknąć w nick i już wiadomo, jakiego rodzaju użyć.
Jeśli się pisze,to z założeniem,że czyni się to na forum. Jeśli czuje się Pani urażona tym,że wziąłem Panią za Pana, z całym szacunkiem zwracam naruszoną godność.Problem jednak dotyczył czegoś zupełnie innego.
13-04-2012 14:43 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
Mniejsza o to. Ale co z grzechem?
Grzech nie unosi się na falach eteru, jest ściśle powiązany z osobą go popełniającą. Pytam raz jeszcze - kto wg KK popełnił tzw. grzech pierworodny i na czym on polegał?
13-04-2012 15:38 
 Ocena 2 na 2
kaktus5 (306 punktów)
>Mniejsza o to. Ale co z grzechem?
>Grzech nie unosi się na falach eteru, jest ściśle powiązany z osobą go popełniającą. Pytam raz jeszcze - kto wg KK popełnił tzw. grzech pierworodny i na czym on polegał?
Żebyśmy się dobrze zrozumieli:
-po pierwsze nie jestem rzecznikiem ani adwokatem doktryny teologicznej kościoła katolickiego,protestanckiego,prawosławnego i jakiegokolwiek innego chrześcijańskiego,
- po drugie nie zmienia to faktu,że błędne przypisywanie komukolwiek twierdzeń, których nie twierdzi,jest czymś niedopuszczalnym, szczególnie w dyskusji.
Sobór Watykański Drugi właśnie dlatego zaakceptował naukową teorię ewolucji niejakiego Darwina, ponieważ musiał w pewnym momencie przyznać,że niedorzeczne jest twierdzenie aby dwoje osobników biologicznych zwanych homo sapiens było zarówno podmiotem grzechu,który nazywany jest pierworodnym, jak i jedynymi przodkami wszystkich żyjących ludzi. Krótko mówiąc, wraz z rozwojem nauk szczegółowych,zwłaszcza empirycznych, takich jak np. biologia, czy historia,teologia chrześcijańska musiał zająć stanowisko nie tylko w tej sprawie ale ogólnie w sprawie konfliktu języka religii i języka nauki.Dlatego też wypracowano stanowisko, z pomocą którego porządek religijny nie przystaje do porządku naukowego.Inaczej mówiąc oba wzajemnie się nie wykluczają, nie kolidują ze sobą, ponieważ zajmują się zupełnie inną rzeczywistością.Z punktu widzenia teoligi nie ma znaczenia czy to była jedna owłosiona parka ludzi, czy może całe stado albo wiele stad. z punktu widzenia teologii na której doktryna się opiera ważne jest co innego.To mianowicie,że mamy do czynienia z człowiekiem, który popełnił grzech. Dlatego egzegeza księgi rodzaju, dopuszcza rozumienie nazwy ADAM jako "człowieka wogóle" w sensie rodzajowym (jedna z klas w klasycznym podziale Arystotelesa, do dzisiaj funkcjonująca w logice)jak i ADAM jako pojedynczy osobnik.Krótko mówiąc dla teologicznej doktryny pozostaje to bez znaczenia, ponieważ przedmiotem czy dziedziną jej dociekań, nie są fakty historyczne, czy biologiczne ale rzeczywistość religijna, którą określa we własnym zakresie.Podobnież EWA rozumiana być może jako po prostu życie, czy nawet istnienie człowieka, czyli jako coś abstrakcyjnego.
Można zatem krótko odpowiedzieć na Pani pytanie- grzech popełnił człowiek, nie ma znaczenia, czy jeden, czy też jako rodzaj ludzki, z punktu widzenia porządku religijnego.
Zupełnie inną sprawą jest koncepcja owego grzechu tzn. jak słusznie Pani zapytała: na czym on polegał? Jeśli idzie o teologie chrześcijańską, najkrócej mówiąc polegał on na wybraniu zła przez człowieka, ponieważ jako istota obdarzona wolnością miał taką możliwość. Człowiek wedle tej koncepcji jest człowiekiem o tyle, o ile jest wolny.Być wolnym znaczy zaś tutaj nic innego jak posiadanie możliwości wyboru zła.Być wolnym to móc wybierać zło.I własnie korzystając z tej możliwości człowiek po raz pierwszy popełnił grzech- wybrał zło.
13-04-2012 16:27 
 Ocena 8 na 8
TyDraniu (6569 punktów)
>Być wolnym to móc wybierać zło.I własnie korzystając z tej możliwości człowiek po raz pierwszy popełnił grzech- wybrał zło.

Ale na czym to zło polegało? Na drobnym, wręcz dziecinnym sprzeciwie wobec bóstwa, na wejściu w pułapkę antagonisty, czy na zdobyciu wiedzy, którą bóstwo nie chciało się dzielić? Czy może jeszcze na czymś innym, jak Pan uważa?



13-04-2012 19:58 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>>Być wolnym to móc wybierać zło.I własnie korzystając z tej możliwości człowiek po raz pierwszy popełnił grzech- wybrał zło.
>Ale na czym to zło polegało?

Ale skąd ta nagła potrzeba konkretu? Przecież kaktus5 objaśnił, że nie chodzi o fakt historyczny, tylko religijny, a człowiek jest rozumiany rodzajowo.
13-04-2012 21:19 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)
>>>Być wolnym to móc wybierać zło.I własnie korzystając z tej możliwości człowiek po raz pierwszy popełnił grzech- wybrał zło.
>>Ale na czym to zło polegało?
>Ale skąd ta nagła potrzeba konkretu? Przecież kaktus5 objaśnił, że nie chodzi o fakt historyczny, tylko religijny, a człowiek jest rozumiany rodzajowo.
Nie nagła, ale ustawiczna. Co to znaczy, że po raz pierwszy popełnił grzech rodzaj ludzki? Cały? Naraz? Ale ciągle nie wiadomo kto konkretnie, gdzie i co... poza tym, że nic takiego nie było w rzeczywistej historii, czy tak?

Marcuchu, okaż się raz pożyteczny! Widzisz, jak się wgugla aborcję czy coś takiego wyskakują ogromne ilości stron religijnych, a na "rzeczywistość religijną" najprostszej definicji nie ma. Kaktus5 też nie wie co to jest, choć już bezpiecznie wycofuje się na pozycje baśniowe..
Zamiast się puszyć dawaj zatem:
rzeczywistość religijna to...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-04-2012 22:03 
 Ocena 2 na 2
Marcuch (664 punktów)
>>>>Być wolnym to móc wybierać zło.I własnie korzystając z tej możliwości człowiek po raz pierwszy popełnił grzech- wybrał zło.
>>>Ale na czym to zło polegało?
>>Ale skąd ta nagła potrzeba konkretu? Przecież kaktus5 objaśnił, że nie chodzi o fakt historyczny, tylko religijny, a człowiek jest rozumiany rodzajowo.
>Nie nagła, ale ustawiczna. Co to znaczy, że po raz pierwszy popełnił grzech rodzaj ludzki?

Nie wysilasz się i tkwisz ciągle w myśleniu konkretnym. Nie czytaj religii jak dziecko, wykonaj ten skok, przed którym broni się twoje empirycystyczne "ja" . Nie "rodzaj ludzki", bo to pewnie rozumiesz jako jakiś mereologiczny zbiór ludzi. "Człowiek" jako archetyp. I nie w czasie historycznym zgrzeszył, tylko w przeszłości rozumianej religijnie, jako okres poprzedzający pewne fakty _religijne_, a nastepujacy po innych.

>rzeczywistość religijna to...
(zastrzegam, że to moje rozumienie, które będzie pewnie nieco upotocznione)
Rzeczywistość religijna (albo "mityczna") to pewien system rzeczy, faktów, podmiotów działania, procesów, zdarzeń itp., danych w tzw. "doświadczeniu religijnym", czyli podpartym aktem wiary myśleniu symbolicznym, wspólnym dla pewnej ludzkiej zbiorowości, a więc intersubiektywnym, często w ramach jednej kultury. Rzeczywistość ta jest jednak ahistoryczna, a-geograficzna i może przekraczać granice kulturowe. Tzn.: doświadczenia religijne są zwykle dostępne wielu pokoleniom ludzi w podobny sposób i to jest gwarantem trwałości owej rzeczywistości, trwałosci mitów i archetypów. (Nota bene elementy nauczania o archetypach powinny być na nauce o literaturze w pierwszej klasie liceum, no ale wtedy mało kto słucha nauczyciela). Oczywiście człowiek odnajduje się i określa swoje miejsce w tej rzeczywistości, jest jej integralną częścią, bez względu na kulturę, płeć itd., jest to zjawisko powszechne, bez względu na wyznanie (przy czym na swoja modłę ateizm też zaliczam do wyznań: w rzeczywistości religijnej ateisty nie ma miejsca dla osobowego Boga, ale jest miejsce np. na "dobrą passę"). Przestrzeń rzeczywistości religijnej jest niejednorodna, czas również, np. zawiera cykle... w ogóle jest bardziej interesująco.

Dziwne, że na forum, na którym tyle ludzi rozstrzyga swoje rozterki dotyczace wiary trzeba przypominać (jeszcze tak po amatorsku) znaczenie pryncypiów. Może lepiej: Mircea Eliade "Sacrum, mit, historia".

Pozytywiści ośmieszają się od pokoleń próbując zapuścić jakiś scejntystyczny endoskop w tę rzeczywistość. Kiedyś od strony historii, później psychoanalizy, psychofizjologii, teraz jakiejś "psychologii ewolucyjnej". Czasem chemii. Ostatnio słyszałem wykład psychologa, że mistycyzm powstał bo był ewolucyjnie korzystny i dlatego sens przeżyć mistycznych (które są doświadczeniem stricte religijnym) wyczerpuje się w swojej ewolucyjnej roli, tzn. w tym jak korzystnie wpływa na kooperację jednostek w stadzie. Nie bałwan? Na ted.com nie pamiętam tytułu.
14-04-2012 16:32 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie wysilasz się i tkwisz ciągle w myśleniu konkretnym. Nie czytaj religii jak dziecko, wykonaj ten skok, przed którym broni się twoje empirycystyczne "ja" .
Odrzuć myślenie i powtarzaj - co najmniej tysiąc razy dziennie - wierzę w Boga oraz uznaję wiarę w niego za jedyną prawdę. Po kilku latach i milionach powtórzeń masz szansę, że mózg się ci skurczy do potrzebnych rozmiarów.

"Wacek": w internecie napisał:
Człowiek zdrowy psychicznie z właściwie pracującym rozumem nie potrafi wierzyć. Mózg jest tak skonstruowany ze człowiek musi się nad wszystkim zastanawiać czy to jest prawdziwe i to podważać. A wiec zdrowy psychicznie człowiek którego mózg pracuje w pełni nie potrafi uwierzyć w boga. Bo nie można wyłączyć części swojego mózgu odpowiedzialnej za rozważanie co jest prawdą a co nie. Nawet jeśli nie chcecie to wasz mózg oceni co jest prawdziwe a co nie. [...]

Ludzie wierzący bardzo boją się swoich wątpliwości bo jest to powiązane ze strachem ze śmiercią. Dla wierzącego wątpliwości oznaczają śmierć, bo z wątpliwościami nie ma życia po śmierci. A wiec oni chcą aby wszyscy w około rozwiewali ich wątpliwości. Tylko ze po pewnym czasie wątpliwości robią się tak silne ze nie rozwieje ich już żaden inny wierzący. Wierzący chcą aby innowiercy potwierdzili ich wiarę. [...]
Chcą nawrócić wykształconego ateistę. A wiec przychodzą na www.ateista.pl
[czy www.racjonalista.pl/] i próbują nawracać. Ale to przynosi dla nich odwrotny efekt bo Ateiści potęgują ich wątpliwości. Człowiek wierzący w rozmowie z ateistą czuje się tak jakby go ateista chciał zabić. Bo kiedy wierzący straci wiarę to straci życie po śmierci. A wiec ludzie którzy chcą wierzyć są bardzo agresywni i wulgarni w rozmowie z ateistami.
Dla wierzącego to sprawa życia i śmierci. Wierzący panicznie boją się powiększenia swoich wątpliwości w rozmowie z ateistami. No ale już nie ma dla nich odwrotu, wpadli w pułapkę. Gdyż w poszukiwaniu potwierdzeń wiary i w celu rozwiewania swoich wątpliwości przyszli pomiędzy ateistów i chcieli obalać ewolucje, teorie wielkiego wybuchu. Ale to się im nie udaje. A po za tym wierzący dowiadując się od ateistów na czym polega ewolucja i wielki wybuch to zaczynają mieć jeszcze większe wątpliwości. Umysł nie potrafi zanegować prawdy. Bo trudno sobie wmówić ze to co teraz widzisz ze to nie jest prawdziwe. [...]

Zdrowy psychicznie wierzący zawsze ma wątpliwości. Bo pracy mózgu nikt z nas nie potrafi całkiem powstrzymać.
Ale kościół ma różne instytucje i sposoby działania aby zapobiegać pracy mózgu u mas.


Przyszedł do nowicjatu Towarzystwa Jezuitów chłopak. Jego duchowy zwierzchnik zaprowadził go w kąt ogrodu gdzie był wbity w ziemię żelazny drążek.
- Widzisz chłopcze to drzewko? Masz je podlewać codziennie rano i wieczorem aż wyda pierwszy owoc. Wtedy zostaniesz wyświęconym!
Po roku podlewania chłopak pyta?
- Jak długo mam podlewać ten drążek, przecież nic z niego nie wyrośnie?
Sytuacja powtarzała się i dopiero po dziesięciu latach chłopak zrezygnował.
Wtedy wezwał go przełożony i mówi: - No nareszcie możesz zostać wyświęconym. Przestałeś pytać.


>Nie "rodzaj ludzki", bo to pewnie rozumiesz jako jakiś mereologiczny zbiór ludzi. "Człowiek" jako archetyp. I nie w czasie historycznym zgrzeszył, tylko w przeszłości rozumianej religijnie, jako okres poprzedzający pewne fakty _religijne_, a nastepujacy po innych.
Znowu aby podeprzeć irracjonalne wierzenia trzeba skorzystać z nie potwierdzonych naukowo teorii.

Za Wikipedią:
Carl Gustav Jung pisał: "Archetyp to formuła symboliczna, która zaczyna funkcjonować wszędzie tam, gdzie albo nie występują żadne pojęcia świadome, albo w ogóle nie mogą one zaistnieć ze względu na powody natury wewnętrznej lub zewnętrznej. Treści nieświadomości zbiorowej reprezentowane są w świadomości przez wyraziste skłonności czy ujęcia. Indywiduum z reguły traktuje je jako uwarunkowane przez przedmiot - jest to mylne ujęcie, ponieważ pochodzą one z nieświadomej struktury psyche, tyle że zostają wyzwolone przez oddziaływanie przedmiotu. Te subiektywne skłonności i ujęcia są jednak silniejsze od wpływu przedmiotu, a ich wartość psychiczna jest wyższa, tak że narzucają się one wszystkim wrażeniom".
Koncepcja nieświadomości zbiorowej nie znalazła potwierdzenia naukowego,

Nieświadomość zbiorowa to strukturalna część ludzkiej psychiki, której istnienia dowodził Carl Gustav Jung. Ma ona zawierać podstawowe wzorce reagowania (instynkty) oraz myślenia, przeżywania i zachowania człowieka (archetypy). Można ją przyrównać do morza, po którym płynie statek świadomego "ja" (ego). Nieświadomość zbiorowa jest fundamentem dla chaotycznej nieświadomości indywidualnej pojedynczego człowieka.

Nieświadomość zbiorowa została ukształtowana w toku ewolucji człowieka pod wpływem powtarzających się przez wiele pokoleń doświadczeń. Odziedziczona po przodkach jako nieświadomość instynktowa i archetypowa wyraża się w mitach, sztuce, ceremoniale religijnym, obyczajach, marzeniach sennych, a także w doświadczeniach granicznych ( przeżyciach mistycznych, paranormalnych czy stanach chorobowych wywołanych stymulacją nieświadomości). Dlatego Jung objaśnia nieświadomość zbiorową jako odpowiednik mitycznej krainy zmarłych, krainy przodków, a świadomy proces rozpoznawania jej głębszych pokładów przyrównuje do mitycznych podróży do krainy cieni.

Nieświadomość zbiorowa to archaiczna część psychiki. Według Junga nieświadomość zbiorowa podlega podobnej ewolucji w kolejnych epokach istnienia kultury, jak fazy rozwoju jednostki.

Sceptycy twierdzą, że wspólne cechy mitów mogły wynikać z podobnych problemów, z którymi borykali się pierwotni ludzie w różnych kulturach.
Nie znaleziono do tej pory żadnych dowodów neurologicznych na istnienie nieświadomości zbiorowej, ani nie udało się zaprojektować eksperymentu psychologicznego, który by weryfikował jej istnienie.


@@@
.
14-04-2012 16:32 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>rzeczywistość religijna to...
>(zastrzegam, że to moje rozumienie, które będzie pewnie nieco upotocznione)
>Rzeczywistość religijna (albo "mityczna") to pewien system rzeczy, faktów, podmiotów działania, procesów, zdarzeń itp., danych w tzw. "doświadczeniu religijnym", czyli podpartym aktem wiary myśleniu symbolicznym, wspólnym dla pewnej ludzkiej zbiorowości, a więc intersubiektywnym, często w ramach jednej kultury.
Dużo słów mało treści.
Przyjmując że rzeczywistością w znaczeniu potocznym jest to "wszystko co istnieje", to jednak dodając jakiś przymiotnik rzeczywistości należy opisać właściwą jej formę istnienia.
"Rzeczywistość religijna" jest pewną formą kulturową wynikającą z kompleksu wierzeń panujących w danym okresie, w danej społeczności.

>Rzeczywistość ta jest jednak ahistoryczna, a-geograficzna i może przekraczać granice kulturowe.
Żadna z wytworzonych przez ludzi rzeczywistości nie jest ahistoryczną i ageograficzną. Wszystkie dopóty funkcjonują, to ulegają permanentnym przemianom.

>Tzn.: doświadczenia religijne są zwykle dostępne wielu pokoleniom ludzi w podobny sposób i to jest gwarantem trwałości owej rzeczywistości, trwałosci mitów i archetypów.
Podstawowa wiedza religioznawcza (do której Pan się odwołuje) pokazuje nam jak wielkie zmiany następują w stosunkowo krótkim czasie we wszystkich systemach religijnych. Przestają ulegać zmianom dopiero po "śmierci" religii, gdy już nikt w ten system religijny nie wierzy.

>(Nota bene elementy nauczania o archetypach powinny być na nauce o literaturze w pierwszej klasie liceum, no ale wtedy mało kto słucha nauczyciela).
Mało bzdur się uczy w dzisiejszych szkołach. Jeszcze "archetypy" miałyby być nauczane.
A może zrezygnować z religii na rzecz religioznawstwa lub filozofii.

>(przy czym na swoja modłę ateizm też zaliczam do wyznań: w rzeczywistości religijnej ateisty nie ma miejsca dla osobowego Boga, ale jest miejsce np. na "dobrą passę").
Wiem, że fideiści mają zwyczaj nie tylko wypowiadania się, ale nawet do autorytatywnych sądów w tematach, o których nie mają pojęcia, ale chociaż na tym forum nie kompromitował by się Pan wypowiedziami o ateizmie.

>Dziwne, że na forum, na którym tyle ludzi rozstrzyga swoje rozterki dotyczace wiary trzeba przypominać (jeszcze tak po amatorsku) znaczenie pryncypiów.
Na naszym forum raczej mało osób rozstrzyga rozterki dotyczące wiary. (Raczej Pan fora pomylił. Tego typu rozterki /ze wskazaniem/ rozstrzyga się na Katolik.pl, Apologetyka.pl, czy Trynitarianie.pl. Na naszym forum większość opiera swoje poglądy na sceptycyzmie naukowym i żadna wiara nie im do niczego potrzebną. Proszę Szanownego Pana, jak sądzę pryncypia też mamy inne.

>Może lepiej: Mircea Eliade "Sacrum, mit, historia".
Wiele tu osób czytało tę pozycję i co z tego wynika?

>Pozytywiści ośmieszają się od pokoleń próbując zapuścić jakiś scejntystyczny endoskop w tę rzeczywistość.
Cholernie Pan zabawnym! Parę kościółkowych epitecików rzuci i intelektualna wspólnota się chichra. Ale im przyłożył!
Trzeba wielkiego zadufania i maleńkiej wiedzy aby uznać, że Pańska propozycja "Nie wysilasz się i tkwisz ciągle w myśleniu konkretnym. Nie czytaj religii jak dziecko, wykonaj ten skok, przed którym broni się twoje empirycystyczne "ja" ." może być alternatywą dla nauki.
NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości.

Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.


>Nie bałwan? Na ted.com nie pamiętam tytułu.
Tu, do nicków rzadko podaje tytuły. Ostatni jaki pamiętam, to Profesor Grabowska.
Natomiast epiteowanie typu "pozytywiści", "scejntystyści" oraz forma "nie pamiętam tytułu", to raczej ośmieszają, tego który takich form używa od tego. który miałby być ośmieszonym.

Miłego dnia.

@@@
.
14-04-2012 23:53 
 Ocena 3 na 5
Marcuch (664 punktów)
Na mantrującego A.B. zawszę można liczyć

>Odrzuć myślenie i powtarzaj - co najmniej tysiąc razy dziennie - wierzę w Boga
Trochę nie na temat.
>"Wacek": w internecie napisał:
Wacek napisał nie na temat, który brzmi, przypominam: "rzeczywistość religijna", ewentualnie grzech pierworodny.
>Ludzie wierzący bardzo boją się swoich wątpliwości bo jest to powiązane ze strachem ze śmiercią.
Wciąż czekam na połączenie z tematem...
>Chcą nawrócić wykształconego ateistę.
Bez związku, nikogo nie nawracam, nawet nie jestem specjalnie wierzący.
> A wiec przychodzą na www.ateista.pl [czy www.racjonalista.pl/] i próbują nawracać.
O czym teraz rozmawiamy?
>Dla wierzącego to sprawa życia i śmierci. Wierzący panicznie boją się powiększenia swoich wątpliwości w rozmowie z ateistami.
Chyba system error. Halo? Czy mnie słychać??
>(...) kościół ma różne instytucje i sposoby działania aby zapobiegać pracy mózgu u mas.
Czy jesteśmy na tej samej linii, panie Bogusławie?
>Przyszedł do nowicjatu Towarzystwa Jezuitów chłopak.
Fajnie, ale my tu o czym innym. "Rzeczywistośc religijna", "doświadczenie religijne".
>Znowu aby podeprzeć irracjonalne wierzenia trzeba skorzystać z nie potwierdzonych naukowo teorii.
Wierzeń się nie podpiera, wierzenia się ma.
>Za Wikipedią: (...)
W ogóle jeśli odcedzić _merytoryczną_ zawartość pana postów, to zostaną tylko cytaty. Czy pan rozmawia, czy aportuje zadane hasło z Wikipedii?
>Carl Gustav Jung pisał:
Wiemy co pisał, przecież jesteśmy oczytani.
>Koncepcja nieświadomości zbiorowej nie znalazła potwierdzenia naukowego,
Czyli cytuje pan całe linijki Junga tylko po to, żeby powiedzieć, że są g... warte. Wtrąca się pan do rozmowy dwojga ludzi i obwieszcza, że treściom dyskutowanym przysługuje negatywna pozycja egzystencjalna. Panie, odsuń się pan, za przeproszeniem, albo mów pan na temat!
>Nie znaleziono do tej pory żadnych dowodów neurologicznych na istnienie nieświadomości zbiorowej, ani nie udało się zaprojektować eksperymentu psychologicznego, który by weryfikował jej istnienie.
No właśnie, poleciał Gagarin i aniołów nie stwierdził. Powtarzam: nie stwierdził. Zabawne.

>Żadna z wytworzonych przez ludzi rzeczywistości nie jest ahistoryczną i ageograficzną. Wszystkie dopóty funkcjonują, to ulegają permanentnym przemianom.
Wierzy pan w jakieś "rzeczywistości wytworzone przez człowieka"? Racjonalista, zdawałoby się... Ale ja nie o takiej mówię, rzeczywistość religijna ma autonomię bytową (trudne słowo, wiem, z metafizyki, nie ma w Wikipedii).
>Podstawowa wiedza religioznawcza (do której Pan się odwołuje) pokazuje nam jak wielkie zmiany następują w stosunkowo krótkim czasie we wszystkich systemach religijnych.
Mało słów a jak wiele treści!
>Mało bzdur się uczy w dzisiejszych szkołach. Jeszcze "archetypy" miałyby być nauczane.
Spotkałem kiedyś człowieka poprawiającego wiersze Szymborskiej i Miłosza tak żeby się rymowały. Pan mi go przypomina.
>Na naszym forum raczej mało osób rozstrzyga rozterki dotyczące wiary.
Niewidomy, czy tylko optymista?
>Proszę Szanownego Pana, jak sądzę pryncypia też mamy inne.
Tu pomylił pan pryncypia definicyjne z normatywnymi. Nie ma w Wikipedii.
>>Może lepiej: Mircea Eliade "Sacrum, mit, historia".
>Wiele tu osób czytało tę pozycję i co z tego wynika?
Wynika, że i panu by się przydało.
>Trzeba wielkiego zadufania i maleńkiej wiedzy aby uznać, że Pańska propozycja "Nie wysilasz się i tkwisz ciągle w myśleniu konkretnym. (...)
To nie jest propozycja. Też kiedyś błędnie rozumiałem pewne zagadnienia filozoficzne, bo rozpatrywałem je ustawicznie w empirycznym systemie odniesień. Przejawia się to tym, że słysząc zdanie wypowiedziane w innym systemie człowiek usiłuje je intuicyjnie "sprowadzić na ziemię", do sobie znanych kategorii (empirycznych np.). Ale kategorie te nie są uniwersalne (np. nie nadają się do badania tego, co subiektywne albo czysto intencjonalne) i dlatego przeformułowanie prowadzi do zafałszowania. Nie chcę rozmawiać jak ślepy z głuchym o kinematografii.

Ale pan znów z tą swoją niezawodną mantrą, z tym różańcem wszędobylskim (czy pan tego nie widzi??):
>Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej.
Nie na temat... Naprawdę. (To można sobie w domowym zaciszu, ale nie publicznie tyle razy...)
15-04-2012 00:39 
 0 na 2
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Za Wikipedią: (...)
W ogóle jeśli odcedzić _merytoryczną_ zawartość pana postów, to zostaną tylko cytaty. Czy pan rozmawia, czy aportuje zadane hasło z Wikipedii?


   A już mi się wydawało, że tylko ja dostrzegam absurd dyskutowana z wciąż tymi samymi cytatami, powtarzanymi jak mantra.

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
15-04-2012 14:10 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>   A już mi się wydawało, że tylko ja dostrzegam absurd dyskutowana z wciąż tymi samymi cytatami, powtarzanymi jak mantra.
I dlatego permanentnie cytuję im "Pismo Święte".
A tam cytatów od cholery i może coś nareszcie zrozumieją!

@@@
.
15-04-2012 14:04 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Na mantrującego A.B. zawszę można liczyć
Nie zawsze, ale na powtarzane tu z uporem próby ewangelizacji staram się reagować.

>>>>Odrzuć myślenie i powtarzaj - co najmniej tysiąc razy dziennie - wierzę w Boga
>Trochę nie na temat.
A choć trochę Pan zrozumiał?

>>>>"Wacek": w internecie napisał:
>Wacek napisał nie na temat, który brzmi, przypominam: "rzeczywistość religijna", ewentualnie grzech pierworodny.
Ale Pan zaczął tu pisać o "czarnej dziurze", którą "Wacek" bardzo dobrze opisuje. Pan Marcuch: Cytat:
Są raczej taką, optymistycznie ignorowaną, "czarną dziurą" w światopoglądzie i raczej nie przyznaje się im istnienia (przy jednoczesnym uznawaniu niektórych wyników religioznawstwa, co ciekawe). Jest to chyba z powodu braku elementów religioznawstwa w liceum. Dlatego powoływanie się na "rzeczywistość religijną" w dyskusji spotyka się z brakiem zrozumienia, tyleż głupio co radośnie motywowanym ("uzasadnianym"?) ateizmem albo jakimiś "wynikami naukowymi"

"Wacek" napisał:Cytat:
Wierzący chcą aby innowiercy potwierdzili ich wiarę. [...]
Chcą nawrócić wykształconego ateistę. A wiec przychodzą na www.ateista.pl
[czy www.racjonalista.pl/] i próbują nawracać. Ale to przynosi dla nich odwrotny efekt bo Ateiści potęgują ich wątpliwości. Człowiek wierzący w rozmowie z ateistą czuje się tak jakby go ateista chciał zabić. Bo kiedy wierzący straci wiarę to straci życie po śmierci. A wiec ludzie którzy chcą wierzyć są bardzo agresywni i wulgarni w rozmowie z ateistami.
Dla wierzącego to sprawa życia i śmierci. Wierzący panicznie boją się powiększenia swoich wątpliwości w rozmowie z ateistami. No ale już nie ma dla nich odwrotu, wpadli w pułapkę. [...] zaczynają mieć jeszcze większe wątpliwości. Umysł nie potrafi zanegować prawdy. Bo trudno sobie wmówić ze to co teraz widzisz ze to nie jest prawdziwe. [...]
I w tą "czarną dziurę" wierzących, z ratunkiem zawartym - w tak enigmatycznym, jak pustym znaczeniowo - wielosłowiem, wywiedzionym z chrześcijańskiej metafizyki - wchodzi wielce uczony Pan Marcuch i poucza racjonalistów jak mają myśleć.

>>>>Przyszedł do nowicjatu Towarzystwa Jezuitów chłopak.
>Fajnie, ale my tu o czym innym. "Rzeczywistośc religijna", "doświadczenie religijne".
Pan Marcuch napisał: Cytat:
Nie wysilasz się i tkwisz ciągle w myśleniu konkretnym. Nie czytaj religii jak dziecko, wykonaj ten skok, przed którym broni się twoje empirycystyczne "ja"

Ja podałem metody odrzucenia empirycystycznego odrzucenia "ja" i wykonania tego skoku.

>>>>Znowu aby podeprzeć irracjonalne wierzenia trzeba skorzystać z nie potwierdzonych naukowo teorii.
>Wierzeń się nie podpiera, wierzenia się ma.
To tylko niektórzy tak twierdzą. Można odwołać się do psychologii. Ja na Pańskie potrzeby odwołałem się do "Wacka", ale i tak Pan nie zrozumiał.

>>>>Za Wikipedią: (...)
>W ogóle jeśli odcedzić _merytoryczną_ zawartość pana postów, to zostaną tylko cytaty. Czy pan rozmawia, czy aportuje zadane hasło z Wikipedii?
Wielce Szanowny Panie, włączam przeróżne przypisy (także z Wikipedii), gdy jest to merytorycznie uzasadnione. Z Wikipedii, to szczególnie wtedy, gdy ktoś zbyt bardzo odbiega od powszechnego zrozumienia danego terminu, czy zagadnienia (lub próbuje tu używać - tak enigmatycznego, jak pustego treściowo - języka, zrozumiałego tylko w jego środowisku).
Ma Pan wsparcie www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495191 Oczytanie i cytowanie bardzo Wam państwo fideiści przeszkadza.

>>>>Carl Gustav Jung pisał:
>Wiemy co pisał, przecież jesteśmy oczytani.
To dlaczego Pan pisze: Cytat:
Tzn.: doświadczenia religijne są zwykle dostępne wielu pokoleniom ludzi w podobny sposób i to jest gwarantem trwałości owej rzeczywistości, trwałosci mitów i archetypów. (Nota bene elementy nauczania o archetypach powinny być na nauce o literaturze w pierwszej klasie liceum, no ale wtedy mało kto słucha nauczyciela).
, gdy nawet Wikipedia wie, że Koncepcja nieświadomości zbiorowej nie znalazła potwierdzenia naukowego, tylko po to żeby manipulować nami, czy Panu Jung jest potrzebnym do własnego rozumienia świata. Dla mnie to obojętne, ale to jest publiczna wypowiedź i tu było warto Wikipedię zacytować, choć Pan Marcuch pisze: Cytat:
Czyli cytuje pan całe linijki Junga tylko po to, żeby powiedzieć, że są g... warte.

>Wtrąca się pan do rozmowy dwojga ludzi i obwieszcza,
Na naszym forum nie istnieją "rozmowy dwojga ludzi", tu każdy upublicznia swoją wypowiedź i poddaje ją pod ogólną krytykę. Tu istnieje wprost obowiązek wtrącania się gdy ktoś bzdury pisze. No chyba że, to już przekracza możliwości percepcyjne racjonalnego umysłu. Tak jak tu: www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495110 Gdy to się czyta, to wszystko opada!

>Panie, odsuń się pan, za przeproszeniem, albo mów pan na temat!
Ani Pan, ani ja nie jesteśmy sędziami we własnej sprawie i przykro mi, ale dla niektórych - co bardziej tępych - muszę się powtórzyć. Nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej niż uczynimy to sami.

Wikipedia: Nie znaleziono do tej pory żadnych dowodów neurologicznych na istnienie nieświadomości zbiorowej, ani nie udało się zaprojektować eksperymentu psychologicznego, który by weryfikował jej istnienie.
>No właśnie, poleciał Gagarin i aniołów nie stwierdził. Powtarzam: nie stwierdził. Zabawne.
-------
No właśnie!
To poziom dyskusji, który Pan próbuje tu narzucić, z jednej strony prymitywne od racjonalnej strony argumenty, a z drugiej metafizyczny język z filozofii chrześcijańskiej, którym próbuje Pan zmanipulować poziom rozmowy, czyli ukryć swój kompletny brak merytorycznych argumentów.

@@@
.
15-04-2012 14:04 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wierzy pan w jakieś "rzeczywistości wytworzone przez człowieka"? Racjonalista, zdawałoby się...
Trzeba by cokolwiek wiedzieć o racjonalistach, czy ateistach aby można było się o nich wypowiadać, a tak, to zwyczajnie fideistyczne pieprzenie o sprawach, o których nie ma się pojęcia.
Tak i zwyczajne ludzkie doświadczenie i nauki potwierdzają, że ludzie w swoich umysłach budują przeróżne rzeczywistości.

>Ale ja nie o takiej mówię, rzeczywistość religijna ma autonomię bytową (trudne słowo, wiem, z metafizyki, nie ma w Wikipedii).
(W Wikipedii chyba nie ma, ale można je znaleźć np. w haśle "Etyka" w "Leksykonie religii" F. Königa i H. Waldenfelsa.)
Mam dosyć mierne pojęcie o metafizyce, choć niepomiernie większe od tego jakie Pan ma o racjonalizmie i ateizmie.
Znać bajdy, a w nie wierzyć, to ogromna różnica. Dla mnie istnieje tylko jeden byt:
- Obiektywnie istniejącej - niezależnie od poznającego ją podmiotu - rzeczywistości.
A gdy istnieje tylko jeden, to wystarcza opis i nie ma potrzeby oznaczać go wyróżniającym przymiotnikiem. "Rzeczywistość religijna" jest ludzkim tworem i jest podobnych wiele: mityczna, baśniowa, literacka itd.

>>>>Proszę Szanownego Pana, jak sądzę pryncypia też mamy inne.
>Tu pomylił pan pryncypia definicyjne z normatywnymi.
Pan Marcuch. Cały akapit: Cytat:
Dziwne, że na forum, na którym tyle ludzi rozstrzyga swoje rozterki dotyczace wiary trzeba przypominać (jeszcze tak po amatorsku) znaczenie pryncypiów. Może lepiej: Mircea Eliade "Sacrum, mit, historia".

Możliwe, że pomyliłem. Środowisko, które sobie cenię używa bardziej komunikatywnego języka, a każdy osądza według siebie i swojego środowiska.

>Nie ma w Wikipedii.
Tak, Wikipedia jest przez fideistów zawłaszczaną, ale przychodzi im to z trudem.
Gdy chce się Pana zrozumieć, to oczywiście bardziej stosowną jest: "Powszechna Encyklopedia Filozofii".
Arystoteles - Najwyższą rangę przypisywał d. ogólnemu, d. potwierdzającemu oraz d. propter quid, sformułowanemu wg I figury sylogistycznej (demonstratio potissima); jako pryncypia d. wymienił Arystoteles założenia wspólne dla wielu nauk (aksjomaty-dignitates, a właściwie pewniki, czyli zdania powszechnie oczywiste) oraz założenia specyficzne dla danej nauki (hipotezy, które stwierdzają, ze coś istnieje oraz definicje, które określają, co istnieje).

>Może lepiej: Mircea Eliade "Sacrum, mit, historia".
>>>>Wiele tu osób czytało tę pozycję i co z tego wynika?
>Wynika, że i panu by się przydało.
Nigdy czytania za dużo, ale ja "Sacrum" czytałem na początku lat siedemdziesiątych i nie znam jej na pamięć. Mam tą książkę w domu i teraz - po wezwaniu - ponownie przejrzałem, ale nie doszedłem o co Panu chodzi.
Może tak konkretniej, gdyż rzucić tytułem to każdy potrafi.
Może jakiś cytat, przypis?

--------------------------
Pan Marcuch:
>Pozytywiści ośmieszają się od pokoleń próbując zapuścić jakiś scejntystyczny endoskop w tę rzeczywistość.

Bogusławski:
Cholernie Pan zabawnym! Parę kościółkowych epitecików rzuci i intelektualna wspólnota się chichra. Ale im przyłożył!
Trzeba wielkiego zadufania i maleńkiej wiedzy aby uznać, że Pańska propozycja "Nie wysilasz się i tkwisz ciągle w myśleniu konkretnym. Nie czytaj religii jak dziecko, wykonaj ten skok, przed którym broni się twoje empirycystyczne "ja" ." może być alternatywą dla nauki.
NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. [...]
Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.

-----------------------
>To nie jest propozycja. Też kiedyś błędnie rozumiałem pewne zagadnienia filozoficzne, bo rozpatrywałem je ustawicznie w empirycznym systemie odniesień. Przejawia się to tym, że słysząc zdanie wypowiedziane w innym systemie człowiek usiłuje je intuicyjnie "sprowadzić na ziemię", do sobie znanych kategorii (empirycznych np.). Ale kategorie te nie są uniwersalne (np. nie nadają się do badania tego, co subiektywne albo czysto intencjonalne) i dlatego przeformułowanie prowadzi do zafałszowania.
I Pan jest pewien, że to ja jestem idiotą, gdyż nie zgadzam się na aktualną nadrzędność filozofii nad naukę. Według Pana muszę nie rozumieć filozoficznych zagadnień aby domagać się od współczesnej filozofii poważnego uwzględnienia dorobku nauki. To ja jestem ślepym, głuchym i ograniczonym uważając aktualne uprawianie filozofii chrześcijańskiej za mielenie dokładnie przemielonej już myśli.
Jeden czy drugi pacan z tytułem profesora filozofii, czy teologii zdobytym na chrześcijańskiej uczelni pieprzy głupoty, a jego środowisko zachwycone tą mądrością mu wtóruje.
Ło, Boże! - Jaki Pan (ksiądz) mądry profesorze (doktorze).
Nie może Pan dopuścić do swojego umysłu, że ktoś już z założenia (programowo) nie chce dopuścić tego intelektualnego bełkotu do poziomu równoważnego z nauką dyskursu.

>>>>Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej.
>Nie na temat... Naprawdę. (To można sobie w domowym zaciszu, ale nie publicznie tyle razy...)
Wielce Szanowny Panie, gdyby Pan swoje mądrości zachował dla właściwych sobie środowisk. Spotkał by się Pan tam z publicznym poklaskiem. Tu może Pan liczyć na zaledwie parę pokrewnych Panu intelektualnie dusz. Staram się na uporczywe upowszechnianie - przez Pana i Pańskich przyjaciół - głupoty odpowiadać. Wcale nie licząc, że potraficie cokolwiek z tego zrozumieć. Co czterech (o ile dobrze zauważyłem) autorów w tym wątku ilustruje znakomicie.
Jak to Pan powiedział? Trudno rozmawiać jak ślepy z głuchym o kinematografii.
Trudno!

@@@
.
15-04-2012 16:18 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>>rzeczywistość religijna to...
>(zastrzegam, że to moje rozumienie, które będzie pewnie nieco upotocznione)
Coś tak oczywistego, tak zapoznanego i Marcuch musi się krygować. Popatrz, że dzieci w Fatimie i mnodzy prostaczkowie chwytają w lot czym różni się rzeczywistośc religijna od bezprzymiotnikowej....

>Nie "rodzaj ludzki", bo to pewnie rozumiesz jako jakiś mereologiczny zbiór ludzi. "Człowiek" jako archetyp. I nie w czasie historycznym zgrzeszył, tylko w przeszłości rozumianej religijnie,
Popatrz, popatrz ile to się trzeba nabełkotać, żeby nie przyznać przed sobą, że to po prostu fikcja


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
17-04-2012 13:57 
 Ocena 3 na 3
Marcuch (664 punktów)
>>Nie "rodzaj ludzki", bo to pewnie rozumiesz jako jakiś mereologiczny zbiór ludzi. "Człowiek" jako archetyp. I nie w czasie historycznym zgrzeszył, tylko w przeszłości rozumianej religijnie,
>Popatrz, popatrz ile to się trzeba nabełkotać, żeby nie przyznać przed sobą, że to po prostu fikcja

Możliwe, że fikcja. Ale istnienie tej fikcji jest faktem i za pośrednictwem wierzących tłumów treść fikcji ma znaczenie już nie w fikcji ale w rzeczywistości. I pewnie dlatego debata o grzechu ma znaczenie. Albo tak, albo stwierdzenie, że "nie istnieje" i milczenie.

Ja wolę założyć, że jeśli coś oddziałuje na fakty, to istnieje - pytanie tylko "Czym to jest?". Nie ma ucieczki od mitów, zwykle odświeżamy stare. Reklamy jadą na archetypie aniołków: "My w Siampaplimp wiemy, czego potrzebujesz, żeby się dobrze poczuć". "My" czyli kto, pracownicy firmy? Kłamstwo, przecież nie wiedzą. A może jacyś fikcyjni bohaterowie reklamy? A może nikt? Nie! Małe bóstwa, utożsamiane z marką, które obdarzają szczęściem za odrobinkę wierności i pieniążka, mające charakter pewnych "osób" gdzieś tam, w tajemniczej fabryce radości za górami za lasami, w której wszystko jest wymuskane, fantastyczne - i o tyle przekonujące, o ile nie nazbyt dookreślone. To jest mit, rzeczywistość mityczna i jej treści są akurat szczęśliwe. Ta rzeczywistość jest dzisiaj dźwignią handlu. Głupio byłoby zakładać, że nie istnieje.

Teraz, jeżeli debatuje się o właściwościach grzechu, to niejako z automatu zakłada się jego rzeczywistość w takim kształcie, w jakim określa ją Biblia, a nie Biologlia, czy Psycholioglia, jak mniemam. Nie można sensownie pytać o kolor czapki papy smerfa, nie zakładając jakiejś dziedziny, przestrzeni istnienia smerfów. Dlatego dziwi mnie upartość AB, który wszystko pod szyldem "wymysłu", "fikcji" czy "złudzenia" skreśla jako niewarte analizy, a co najwyżej oplucia.

Nawet ta sławetna "Natura", którą zestawia się, jako "goły fakt", "surową prawdę", "czyste nieokiełznane życie" na przeciwko ludzkich "zmyśleń typu religia" jest mitem. Czyż nie istnieje dzisiaj mit "powrotu na łono przyrody", "zjednoczenia ze zwierzątkami" i życia z nimi bez "niepotrzebnej przemocy"? Czyż nie istnieje świecki kult ekologiczny, "globalna świadomość", troskliwa (i bezsensowna) walka z globalnym ociepleniem albo zwykła "udana wycieczka za miasto"?

To wszystko są wersje mitu rajskiego, bo przecież nie potrzebujemy Natury z jej zębami, pazurami, krwią, strachem i śmiercią, ale wyłącznie z tym co w niej przyjemne: czystym powietrzem, otwartą przestrzenią itd., w co inscenizujemy siebie z cywilizacyjnym bagażem, zredukowanym do najpotrzebniejszych: namiotu, wędki, parasola itp. A dlaczego się do Natury w ogóle musimy "wybierać"?? Bo z chwilą gdy sformułowaliśmy jej pojęcie przestaliśmy być wyłącznie jej częścią (wbrew wyobrażeniom, mitologicznym inaczej, niektórych ewolucjonistów).

I teraz najciekawsze zagadnienie: jakimi mitami żyją właśnie racjonaliści? Może warto się samokrytycznie zastanowić. Z tego, co widzę m.in. mitem Matki Ewolucji, która odpowiada niemal na wszystkie pytania, która jak gdyby zachowując łączność ze swoją biologiczną, prostą, przyswajalną wersją otwiera się na uniwersalność, wyabstrahowuje się w kierunku metafizyki opartej na trzech pojęciach pierwotnych (dziedziczeniu, mutacji i selekcji) i mówi nie tylko o ślimakach, ale o algorytmach, galaktykach, społecznościach, o sztuce i biznesie. A ponieważ naturalnie ograniczony człowiek przy całej swojej fascynacji ogarnąć tego nie może, musi zdać się na kapłanów, pośredników. I pozostaje bronić tezy, że akurat ten mit jest prawdziwy, bo oparty na tezach dobrze znanym kapłanom, którzy się między sobą zgadzają i są powszechnie uznani. Na razie człowiek jest "w trybikach ewolucji", albo jest "jej dzieckiem", co charakterystyczne dla mitów młodych. Ewolucja jeszcze nas nie kocha.

Oczywiście, można przytoczyć dowody naukowe i wyniki obserwacji - ale wyniki obserwacji nie ogarniają tego wszystkiego, co się w mit odruchowo wkłada. Zawsze Ewolucji przypisuje się większą uniwersalność i moc sprawczą, niżby wynikała z samych danych empirycznych. Dlaczego? Bo człowiek szuka Jej sensu w swoim własnym życiu (co jest normalne) i naturalnie ubiera Ją w symboliczne znaczenia, np. stwierdza, że "Ewolucja jest Potęgą", że "jesteśmy Jej podporządkowani", że nie można jej zatrzymać, ani uwolnić się od niej. Stwierdza jej jedność, ciągłą obecność w odmętach przeszłości, a widząc, że staje się odniesieniem (poznawczym, a dla niektórych nawet moralnym) nawet po cichu próbuje ją ujarzmić.

Tymczasem z czysto naukowego punktu widzenia, ewolucja to prawdopodobnie zbiór obojętnych faktów historycznych, w każdym razie pewna wielość zdarzeń i procesów, częściowo uporządkowana przez wyróżnione przez badaczy czynniki czy "mechanizmy", dotycząca linii filogenetycznych, gatunków, genów itd., często rozciągnięta w niewyobrażalnym czasie, w każdym razie nie posiadająca żadnego szczególnego znaczenia w czyimkolwiek życiu, nie narzucająca nikomu żadnych wartości, taki wielki powolny dryf odległych kontynentów.
Nad innymi archetypami dzisiejszych racjonalistów należałoby się zastanowić. Założę się, że są jakieś. W końcu ich poprzednicy sprzed wieku wierzyli, że niektóre choroby psychiczne można leczyć przez wybijanie zębów.
19-04-2012 22:27 
 Ocena 5 na 5
cargoforte (182 punktów)
Skróty [..] wynikają tylko z braku dostępnej liczby znaków

> Możliwe, że fikcja. Ale istnienie tej fikcji jest faktem i za pośrednictwem wierzących tłumów treść fikcji ma znaczenie już nie w fikcji ale w rzeczywistości. I pewnie dlatego debata o grzechu ma znaczenie. Albo tak, albo stwierdzenie, że "nie istnieje" i milczenie.

Istnienie owego wyobrażenia ("tej fikcji") jest faktem. Ma znaczenie zwyczajowe, jak wszystko, co istnieje. Istnienie wyobrażenia nie musi zakładać istnienia przedmiotu wyobrażenia. Błąd logiczny, podobny temu w dowodzie ontologicznym.

> Ja wolę założyć, że jeśli coś oddziałuje na fakty, to istnieje - pytanie tylko "Czym to jest?".
>[..] Ta rzeczywistość jest dzisiaj dźwignią handlu. Głupio byłoby zakładać, że nie istnieje.

Ma się to nijak do tematu dyskusji.
Pracownicy owej firmy nie muszą wierzyć w treść reklamy, żeby ją sprzedać klientowi. Wystarczy, że się sprawdza marketingowo. Teoria duszków to już kuriozum.
Nauka nie kieruje się marketingiem. W przeciwnym przypadku nie byłaby nauką.

> Teraz, jeżeli debatuje się o właściwościach grzechu,
>[..]Nie można sensownie pytać o kolor czapki papy smerfa, nie zakładając jakiejś dziedziny, przestrzeni istnienia smerfów. Dlatego dziwi mnie upartość AB, który wszystko pod szyldem "wymysłu", "fikcji" czy "złudzenia" skreśla jako niewarte analizy, a co najwyżej oplucia.

Istnienie grzechu wiąże się z ideą istnienia Boga religijnego (niekoniecznie Absolutu, Absolut nie musi wiązać się z pojęciem grzechu). Ateizm odrzuca istnienie Boga religijnego (również Absolutu), jako, że jest bytem nieracjonalnym (można to dogłębnie rozwinąć).
Jeśli założymy istnienie Papy Smerfa (Boga, boga), możemy swobodnie spierać się o kolor jego czapki czy butów.

> Nawet ta sławetna "Natura", którą zestawia się, jako "goły fakt",
>[..]Czyż nie istnieje świecki kult ekologiczny, "globalna świadomość", troskliwa (i bezsensowna) walka z globalnym ociepleniem albo zwykła "udana wycieczka za miasto"?

Mylisz pojęcie natura (przyroda) z empiryzmem.

> To wszystko są wersje mitu rajskiego,
>[..]A dlaczego się do Natury w ogóle musimy "wybierać"?? Bo z chwilą gdy sformułowaliśmy jej pojęcie przestaliśmy być wyłącznie jej częścią (wbrew wyobrażeniom, mitologicznym inaczej, niektórych ewolucjonistów).

Nie bardzo wiem, o co Ci chodzi. Wywijasz pojęciem natura (zęby, otwarta przestrzeń), żadnych konkretnych odniesień do teorii ewolucji (nie mówiąc o grzechu).
Ostatnie zdanie jest absurdalne.

> I teraz najciekawsze zagadnienie: jakimi mitami żyją właśnie racjonaliści?
>[..] ale o algorytmach, galaktykach, społecznościach, o sztuce i biznesie.
>[..] Ewolucja jeszcze nas nie kocha.

Stwierdzenie "Ewolucja jeszcze nas nie kocha" rozumiem jako stwierdzenie, iż nie została ona udowodniona naukowo ("kapłanów, pośredników" - to naukowcy).
Otóż największy problem z udowodnieniem teorii (prawa) ewolucji polega na rozciągłości owej w czasie.
Od ogłoszenia teorii ewolucji przez Darwina minęło zaledwie 150 lat. Do tej pory odkryto, wykopano, opracowano całą masę wykopalisk, skamielin itp., potwierdzających (chociaż nie udowadniających sensu stricte) tę teorię. Jest to z oczywistych względów działanie na razie "do tyłu".
Poza tym, jeśli mnie pamięć nie myli w płd-wsch Azji, badano przez 40 lat żywot pewnego gatunku motyla. I stwierdzono po tym czasie naturalną mutację, powodującą przekształcenie się go w organizm, który naukowo należy uznać za odrębny gatunek.

W tej chwili potrafimy ewolucyjnie wytłumaczyć zaistnienie długiej szyi u żyrafy. Natomiast brak jest dziennika prowadzonego przez skrybę żyjącego trzy miliony lat, opisującego dopasowywanie się czterokopytnych do wysokich drzew wśród marnej roślinności trawiastej przestrzeni subsaharyjskiej (brak jest owego opisu dzień po dniu, ale nie rozumowej teorii).

Co do projekcji ewolucji na np. kosmologię, nie wypowiadam się, ponieważ nie tego dotyczy konkretna dyskusja.

> Oczywiście, można przytoczyć dowody naukowe i wyniki obserwacji - ale wyniki obserwacji nie ogarniają tego wszystkiego, co się w mit odruchowo wkłada.
>[..]Stwierdza jej jedność, ciągłą obecność w odmętach przeszłości, a widząc, że staje się odniesieniem (poznawczym, a dla niektórych nawet moralnym) nawet po cichu próbuje ją ujarzmić.

Co do pierwszego zdania jak wyżej.
Jeśli potwierdzić istnienie ewolucji - jest ona potęgą. Stworzyła z bakteryjnej zupy organizmy złożone - potrafiące stworzyć i odrzucić ideę boga (oraz opracować teorię względności, zbudować komputery, posłać ludzi w kosmos itp. - na razie).

Nikt nie determinuje ewolucji. To (jak narazie) teoria naukowa. Moralność ma się nijak do ewolucji.
"Ciągłą obecność w odmętach przeszłości" - brakuje mi tylko rymu.

> Tymczasem z czysto naukowego punktu widzenia, ewolucja to prawdopodobnie zbiór obojętnych faktów historycznych, w każdym razie pewna wielość zdarzeń i procesów, częściowo uporządkowana przez wyróżnione przez badaczy czynniki czy "mechanizmy", dotycząca linii filogenetycznych, gatunków, genów itd., często rozciągnięta w niewyobrażalnym czasie, w każdym razie nie posiadająca żadnego szczególnego znaczenia w czyimkolwiek życiu, nie narzucająca nikomu żadnych wartości, taki wielki powolny dryf odległych kontynentów.

Jeśli dobrze rozumiem (ostatni wers), nadal próbujesz dokleić moralność do ewolucji. Można co najwyżej doklejać etapy życia człowieka do moralności (Freud). Ewolucja jest non-moralna i non-celowa. Próba nadania jej uczuć wyższych to kompletne minięcie.

> Nad innymi archetypami dzisiejszych racjonalistów należałoby się zastanowić. Założę się, że są jakieś. W końcu ich poprzednicy sprzed wieku wierzyli, że niektóre choroby psychiczne można leczyć przez wybijanie zębów.

Argument zerowy. Można mu przeciwstawić zbawienie człowieka poprzez spalenie delikwenta na stosie.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Argument zerowy.
Serdecznie witam, na naszym forum i gratuluję rzetelności i jasności argumentacji.

Pozdrawiam.

@@@
.
20-04-2012 22:34 
 Ocena 1 na 1
cargoforte (182 punktów)
>Serdecznie witam, na naszym forum

Również serdecznie witam wszystkich,
właściwie powinienem od tego zacząć
20-04-2012 11:05 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>Do tej pory odkryto, wykopano, opracowano całą masę wykopalisk, skamielin itp., potwierdzających (chociaż nie udowadniających sensu stricte) tę teorię.<

No właśnie te skamieliny potwierdzają ewolucję jako teorię naukową czyli ją udowadniają.

>To (jak narazie) teoria naukowa.<

Mógłbyś wyjaśnić kontekst użytego przez Ciebie wyrażania "jak na razie".

Czy posługujesz się tą definicją teorii naukowej:
Wiki:
Teoria naukowa- to całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki. Ma na celu wyjaśnienie przyczyny lub układu przyczyn, warunków, okoliczności powstawania i określonego przebiegu danego zjawiska. Jest podsumowaniem wyników szczegółowych pracy naukowej. Wieńczy badania naukowe
czy jakąś inną?

Którego znaczenia słowa "teoria" używasz:
SJP:
teoria :
1. koncepcja oparta na poznaniu i zrozumieniu istotnych czynników kształtujących pewną sferę rzeczywistości;
2. gałąź nauki, sztuki, technologii itp. w przeciwieństwie do praktyki zajmująca się kwestiami ogólnymi, założeniami; metodologia;
3. teza mająca coś tłumaczyć, lecz niedająca się udowodnić naukowo lub w praktyce zweryfikować

1 lub/i 2 czy też 3go znaczenia?
Pytam, gdyż pomimo sensownej wypowiedzi -akurat tutaj mam niepewność co do Twojego stanowiska.

Dla mnie tak jak i m.in dla Jerry A. Coyne - Ewolucja jest faktem - czyli teorią w takim samym sensie jak teoria heliocentryczna.

PS.Również witam Cię na Forum i życzę udanej "uczty".


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
20-04-2012 13:01 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Do tej pory odkryto, wykopano, opracowano całą masę wykopalisk, skamielin itp., potwierdzających (chociaż nie udowadniających sensu stricte) tę teorię.
>No właśnie te skamieliny potwierdzają ewolucję jako teorię naukową czyli ją udowadniają.
Polecam artykuł: www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=209 Warto go polecać!

Pozdrawiam.

@@@
.
20-04-2012 13:49 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Polecam artykuł: www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=209 Warto go polecać!Pozdrawiam.<

Już go sobie zapisałem.
Wstępnie (1 raz) artykuł przeczytałem, ale już mogę powiedzieć, że bardzo ciekawie, w prosty, przystępny sposób wyjaśnia czym jest teoria naukowa, jak się ją "buduje".
Dostarcza argumentów w dysputach, w których zniekształca, bagatelizuje czy też myli i manipuluje się wyrażeniem "teoria" w kontekście teorii naukowej.
Dziękuje za linka i pozdrawiam.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
20-04-2012 17:37 
 Ocena 1 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Polecam artykuł:
www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=209
>>>>Warto go polecać!
>Już go sobie zapisałem.

To polecę jeszcze i ten. Trochę trudniejszy, ale chyba nawet lepszy.
www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=210
Też warto go polecać!

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
20-04-2012 23:44 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
Dziękuję.
Na pewno przeczytam i spróbuję przetrawić .


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
21-04-2012 13:38 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Polecam artykuł:
>www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=209
>>>>Warto go polecać!
>Już go sobie zapisałem.
To polecę jeszcze i ten. Trochę trudniejszy, ale chyba nawet lepszy.
www.nauka-(*)ismo/pdf/download.php?file=210
Też warto go polecać!

Czytelnik 'astrotaurus' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Grzech pierworodny' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,492110#w496351

I to za co? Za polecenie artykułów?

Serdecznie Pana 'Astrotaurusa' pozdrawiam.

@@@
.
20-04-2012 14:10 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Ja też polecam. Wielu osobom pomoże zrozumieć, że nauki historyczne to też nauki.
Życzę miłego weekendu
21-04-2012 02:23 
 Ocena 2 na 2
Marcuch (664 punktów)
>Istnienie owego wyobrażenia ("tej fikcji") jest faktem. Ma znaczenie zwyczajowe, jak wszystko, co istnieje.
Chyba nie wszystko, co istnieje ma znaczenie zwyczajowe, aczkolwiek nie wiem co rozumiesz przez znaczenie zwyczajowe. Czy nauka ze swoimi konwencjami ma właśnie takowe?

>> Ja wolę założyć, że jeśli coś oddziałuje na fakty, to istnieje - pytanie tylko "Czym to jest?".
>>[..] Ta rzeczywistość jest dzisiaj dźwignią handlu. Głupio byłoby zakładać, że nie istnieje.
>Ma się to nijak do tematu dyskusji.
To był przykład rzeczywistości mitycznej, bliższej nam, XX-wiecznej. Żyjemy w świecie mitów. R. Barthes "Mitologie".
>Pracownicy owej firmy nie muszą wierzyć w treść reklamy, żeby ją sprzedać klientowi.
Natomiast klienci wierzą, a dowód na to brzmi:
>Wystarczy, że się sprawdza marketingowo.

>> Teraz, jeżeli debatuje się o właściwościach grzechu,
>>[..]Nie można sensownie pytać o kolor czapki papy smerfa, nie zakładając jakiejś
>Jeśli założymy istnienie Papy Smerfa (Boga, boga), możemy swobodnie spierać się o kolor jego czapki czy butów.
No właśnie, nie wcześniej - bo popadlibyśmy w absurd. Problem w tym, że wg Ciebie istnieć można chyba tylko fizycznie, czym deklarujesz swoje uczestnictwo w ruchu odbijających piłeczkę na grunt empiryzmu w debacie o rzeczach na dzieńdobry zdefiniowanych jako nieempiryczne. Absurd jako wynik nie powinien dziwić. Ale instytucja grzechu jest po pierwsze racjonalizacją sumienia i taka czy inna charakterystyka egzystencjalna grzechu nie ma tu znaczenia.

>> Nawet ta sławetna "Natura", którą zestawia się, jako "goły fakt",
>>[..]Czyż nie istnieje świecki kult ekologiczny, "globalna świadomość", troskliwa (i bezsensowna) walka z globalnym ociepleniem albo zwykła "udana wycieczka za miasto"?
>Mylisz pojęcie natura (przyroda) z empiryzmem.
Gdzie? Prędzej uwierzę, że mylę dwa pojęcia Natury, hipotetycznie "naukowe" i "potoczne". Ale naukowe pojęcie Natury nie istnieje (choćby przez specjalizację nauk), istnieje tylko potoczne wyobrażenie, że nauka (w znaczeniu "science") zajmuje się "Naturą".

>> To wszystko są wersje mitu rajskiego,
>(...) żadnych konkretnych odniesień do teorii ewolucji (nie mówiąc o grzechu).
Przepraszam, że nie odniosłem sie do teorii ewolucji. Rozumiem, że to taki grzech, skoro mi to zarzucasz. Nie sposób ogarnąć mitycznego rozumienia Natury jeśli pozostaje sie wyłącznie przy własnym, nawet "prawidłowym" jej rozumieniu. Brudnym mitem żyje zbiorowość i to zachowania zbiorowości się tutaj analizuje - a nie idealizacje nauki, po które sięgasz Ty.

>>[..] Ewolucja jeszcze nas nie kocha.
>Stwierdzenie "Ewolucja jeszcze nas nie kocha" rozumiem jako stwierdzenie, iż nie została ona udowodniona naukowo ("kapłanów, pośredników" - to naukowcy).
To źle. Twierdzenie o micie interpretujesz jako twierdzenie o teorii, parafrazując w swoich ulubionych kategoriach. Ewolucja nie jest tutaj "hipotezą" ani "teorią", lecz nieokiełznaną Mocą. Ale po to mityczne znaczenie sięgniesz dopiero za kilka linijek.

>Otóż największy problem z udowodnieniem teorii (prawa) ewolucji polega na rozciągłości owej w czasie.
Jestem przekonany do teorii ewolucji, pomimo braku dowodów stricte przesądzających. Nie tylko jest najlepsza z dostępnych wytłumaczeń, ale jest po prostu piękna. Ale tutaj znajdziesz wiele osób, które nie uwierzą w twoje powyższe zdanie (ze jest nieudowodniona), więcej - dla niektórych ewolucja jest uniwersalną metafizyką. Najważniejsze jednak, że jest również mocą, siłą sprawczą. Zapachniało Bogiem?

>Jeśli potwierdzić istnienie ewolucji - jest ona potęgą. Stworzyła z bakteryjnej zupy organizmy złożone (...)
O to to!

Ty zaraz powiesz, uciekając z powrotem w naukowe platonizmy, że to była tylko literacka metafora. Sęk jednak w tym, że w praktyce znaczenie ma i działa właśnie ta metafora. Wystarczy forum poczytać.

>Moralność ma się nijak do ewolucji.
Też tak myślę, wbrew temu, co powtarzają niektórzy zgromadzeni tutaj "racjonaliści".

>> (...) nie narzucająca nikomu żadnych wartości, taki wielki powolny dryf odległych kontynentów.
>Jeśli dobrze rozumiem (ostatni wers), nadal próbujesz dokleić moralność do ewolucji.
Kiedy właśnie robię coś zgoła przeciwnego.

>Argument zerowy.
Jaki argument?? Poglądowy obrazek. Istnieje taka racjonalistyczna obłuda, jeżeli się przyjrzysz, która mnie nieco irytuje. Otóż ci, którzy dawniej uważali się za racjonalistów, a "mylili się" w kwestiach, powiedzmy moralnych albo naukowych "w świetle najnowszych badań", dziś nie są nazywani racjonalistami i kręgi się do takich "myślicieli" nie przyznają, pakując dawne przekonania między bajki - jednocześnie rozliczając swoich adwersarzy światopoglądowych z analogicznych grzechów przeszłości. Brzydkie, nieprawdaż? Nieważne, chodzi tylko o to, że każda epoka ma swoje racjonalistyczne mity.

A teraz o grzechu, dla odmiany, tak ogólnie. Otóż "grzech" jest racjonalizacją ludzkiego sumienia, dokonaną przez instytucję religijną. Każdy człowiek ma indywidualne sumienie, tylko nie zawsze je rozumie i nie zawsze sobie z nim radzi (chyba nie jesteś na tyle młody by zaprzeczyć?).
Kościół, czy kto tam jeszcze, oferuje (wzamian za nieco wolności) rozwiązanie problemów sumienia - i aktualnie tylko religia (ewentualnie lobotomia) może coś takiego człowiekowi zaoferować. Nazywa rzecz quasi-ścisłymi terminami: "nieprzestrzeganie przykazań", "nadużycie zaufania Boga" i proponuje zracjonalizowane, praktyczne metody radzenia sobie z problemem: "spowiedź", "pokuta", "pojednanie", "zadośćuczynienie". Daje wierzącemu wichajster (istniejący w rzeczywistosci religijnej) do leczenia podrażnionego sumienia. Centralnym terminem tej technologii "recyclingu sumienia" jest właśnie Grzech. A o grzechu _pierworodnym_ napiszę jak się kiedyś wyspię.
22-04-2012 08:37 
 Ocena 4 na 4
cargoforte (182 punktów)
[1]
>>Istnienie owego wyobrażenia ("tej fikcji") jest faktem. Ma znaczenie zwyczajowe, jak wszystko, co istnieje.
>Chyba nie wszystko, co istnieje ma znaczenie zwyczajowe, aczkolwiek nie wiem co rozumiesz przez znaczenie zwyczajowe. Czy nauka ze swoimi konwencjami ma właśnie takowe?

Wszystko, co realnie istnieje, ma znaczenie, poprzez sam fakt swego istnienia i konsekwencje z tego wynikające.
Zwyczajowe - w sensie ogólne, dotyczące wszystkich (ludzi), którzy zetknęli się z tym sformułowaniem.
Ale ok, na potrzeby dyskusji, skreślmy przymiotnik "zwyczajowe" (bo nie o niego tu chodzi), i mamy: "wyobrażenie ma znaczenie" (poprzez sam fakt istnienia wyobrażenia czyli jak wyżej, dalej chociażby przez to, że o nim dyskutujemy - nasza dyskusja jest faktem).
Ważniejsze jest zdanie (co już pominąłeś w odpowiedzi): "Istnienie wyobrażenia nie musi zakładać istnienia przedmiotu wyobrażenia". Nie musi, i jak mniemam dobrze o tym wiesz.

[2]
>>> Ja wolę założyć, że jeśli coś oddziałuje na fakty, to istnieje - pytanie tylko "Czym to jest?".
>>>[..] Ta rzeczywistość jest dzisiaj dźwignią handlu. Głupio byłoby zakładać, że nie istnieje.
>>Pracownicy owej firmy nie muszą wierzyć w treść reklamy, żeby ją sprzedać klientowi.
>Natomiast klienci wierzą, a dowód na to brzmi:
>>Wystarczy, że się sprawdza marketingowo.

Reksio oddziaływuje na fakty, ma nawet swój pomnik - to też oddziaływanie marketingowe (można stworzyć spis pierwiastków, ilość moli, opisać każdy atom, tworzących ten pomnik). Masa dzieci uwielbia Reksia (efekt oddziaływania marketingowego).
Udowodnij mi, ze ktoś kiedyś spotkał Reksia w rzeczywistości (bynajmniej nie maskotkę, przebraną za niego). Reksio jest postacią literacką (podobnie jak bóg oraz Bóg - do tego ostatniego należy rozciągnąć pojecie literacki na wyobrażeniowy, ponadliteracki).

>>>Nie ma ucieczki od mitów, zwykle odświeżamy stare.
Co oznacza, że nie ma ucieczki od mitów? Chyba chodzi Ci o to, że nie ma ucieczki od istnienia mitu. Tu się zgadzam. W przeciwnym przypadku p. [1].

>>> Reklamy jadą na archetypie aniołków: "My w Siampaplimp wiemy [..]

Nie bardzo rozumiem, kogo masz na myśli, mówiąc o pracownikach Siamp... Jeśli nie masz na myśli naukowców, czy logików , to już nie wiem o kogo Ci chodzi.
Jeśli podkładasz pracowników firmy pod naukowców, to właśnie dlatego istnieje tak silny (czasami wydawałoby się, że przesadny) sceptycyzm wśród naukowców, by nie sprzedawać nienaukowcom (ogółowi) produktu marketingowego. Nauka nie może być marketingowa z definicji.

>>>Ta rzeczywistość jest dzisiaj dźwignią handlu. Głupio byłoby zakładać, że nie istnieje.

Kiedyś w dyskusji z teistą usłyszałem, ze Bóg musi istnieć, ponieważ inaczej życie człowieka pozbawione byłoby celu i nie do zniesienia.
To właśnie można uznać za marketing. "Działanie na szczęśliwości człowieka". Nieważne jak to ma się do logiki, ważne, że ma to się do samopoczucia jegomościa (o próbie udowodnienia pozaempirii uczuciami empirycznymi nie wspominając).
Oczywiście uznaję za fakt, że ma takie zdanie i je wypowiedział.

Niedawno rozległ się spór nt. badań włoskich naukowców dot. neutrin (że są szybsze od prędkości światła) w doświadczeniach przeprowadzonych w CERN-ie. Właściwie wszyscy pozostali naukowcy podchodzili do rzeczy sceptycznie. Włosi przeprowadzili 15 000 prób. Sami wykazywali postawę zachowawczą (byli wręcz onieśmieleni). W końcu okazało się, że winien jest jeden z aparatów (któryś z zegarów, jeśli dobrze pamiętam).
Media natychmiast wieszczyły o podróżach w czasie itp. - i to właśnie można uznać za marketing.
Więc to mam na myśli, mówiąc, że przykład reklamy marketingowej jest złym przykładem w odniesieniu do nauki.

Ale jeśli nawet jakiś "dowód" naukowy uda się sprzedać marketingowo, to wcześniej czy później zostanie on obalony naukowo.
Jeśli chodzi o teorię ewolucji, to nikt do tej pory jej nie sfalsyfikował naukowo (nie udowodnił, że nie ma racji bytu na polu naukowym), więc nie można jej zarzucić marketingowości (jakkolwiek to brzmi).

Osobiście uważam, że ewolucja biologiczna jest faktem, ale ponieważ w tzw. szeroko pojętym środowisku naukowym nadal istnieje jako teoria, wiec ja sam nie rozpędzam się w stwierdzeniu, że jest dowodem naukowym. Śmiem twierdzić (można się z tym nie zgodzić), że stanie się nim, kiedy zaczniemy ją udowadniać masowo na organizmach złożonych, np. kręgowcach, czy wyżej ssakach (ale do tego potrzeba czasu, i to długiego).
Udowodniono już mutacje wirusów, dopasowujących się do antybiotyków. No, ale to tylko jednokomórkowce .

[3]
>>> Teraz, jeżeli debatuje się o właściwościach grzechu,
>>>[..]Nie można sensownie pytać o kolor czapki papy smerfa, nie zakładając jakiejś
>>Jeśli założymy istnienie Papy Smerfa (Boga, boga), możemy swobodnie spierać się o kolor jego czapki czy butów.
>No właśnie, nie wcześniej - bo popadlibyśmy w absurd. Problem w tym, że wg Ciebie istnieć można chyba tylko fizycznie, czym deklarujesz swoje uczestnictwo w ruchu odbijających piłeczkę na grunt empiryzmu w debacie o rzeczach na dzieńdobry zdefiniowanych jako nieempiryczne. Absurd jako wynik nie powinien dziwić. Ale instytucja grzechu jest po pierwsze racjonalizacją sumienia i taka czy inna charakterystyka egzystencjalna grzechu nie ma tu znaczenia.

za Wikipedią:
Według definicji Tomasza z Akwinu [..] grzech jest to powiedzenie, uczynienie lub pożądanie czegoś przeciwnego prawu wiecznemu.
W rozumieniu Tomasza z Akwinu prawo wieczne strzeże podstawowego sensu życia człowieka, a czyli grzech jako przekroczenie tego prawa, to każde takie zachowanie, które niszczy ludzkie życie, jego godność i znaczenie:
Prawo wieczne przede wszystkim i z zasady ukierunkowuje człowieka ku celowi /życia/, a więc sprawia, że człowiek ma dobrą postawę wobec wszystkiego tego, co odnosi się do celu /życia/.

24-04-2012 22:22 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
Pewne dygresje pomijam, bo się temat rozsypuje. Generalnie, powstają bo to, co pokazuję jako symboliczne, dziejowe, społeczne, praktyczne albo intencjonalne interpretujesz w systemie odniesień empirycznym, fizycznym, teoretycznym, idealizującym, przez co mówimy o różnych rzeczach. Ja doskonale wiem, że smerfy nie chodzą po naszych lasach i że jak krzak płonie, to ulega spalaniu. Znam też wiele przykładów zawłaszczania przez fizykę znaczeń poszczególnych wyrazów potocznych (światło, energia, siła) - ale nie musimy uczestniczyć w tym żargonie, ani go priorytetować, żeby się porozumieć w problematyce grzechu.

>Wszystko, co realnie istnieje, ma znaczenie, poprzez sam fakt swego istnienia i konsekwencje z tego wynikające.
Mętlik i nieprawda. J.Jadacki o istnieniu: "Spór o istnienie świata", o znaczeniu: "Spór o granice języka". Krótkie, przystępne.

>"Istnienie wyobrażenia nie musi zakładać istnienia przedmiotu wyobrażenia". Nie musi, i jak mniemam dobrze o tym wiesz.
Musi, ale Tobie chodzi pewnie o to, że nie musi istnieć tzw. realny korelat wyobrażenia, czyli jakiś "realny smerf", w realnych stosunkach z resztą realiów. Tak się to nazywa fachowo, jeśli się orientuję.

> Reksio jest postacią literacką
Trzymajmy sie smerfów. Słabo znam Reksia. Może tak: sprawdź w Wikipedii, czy aby nie jesteś metafizycznym monistą-realistą (na co wygląda). Jeśli tak, to właściwie dyskusję o rzeczwystiości religijnej masz z głowy jako kompletnie bezsensowną.

Ewentualnie rozwiążmy problem lingwistycznie. Przyjmij, że wierzący wierzą w coś takiego jak "Rzeczywistość religijna", która jest, powiedzmy takim "lasem smerfów". Dyskutujmy o wydarzeniach w lesie bez zastanawiania się co "faktycznie" istnieje, a co nie wokół Ciebie.

>Kiedyś w dyskusji z teistą usłyszałem, ze Bóg musi istnieć, ponieważ inaczej życie człowieka pozbawione byłoby celu i nie do zniesienia.
Jakiś frajer, nędzny kaznodzieja, albo poplątał coś logicznie.

>Moje stwierdzenie: "Jeśli założymy istnienie Papy Smerfa", oznacza, że bez tego założenia, dyskusja o kolorze jego czapki nie ma sensu.
Też tak mi się wydaje.
> Ale też ateizm to założenie odrzuca,
Nieprawda.
> więc dyskusja z ateistami (racjonalistami) o czapce jest pozbawiona podstaw.
Niekoniecznie. Niektórzy racjonaliści dyskutują o rzeczach, ktorym odmawiają istnienia i nie czują, że "coś nie zażera".

>Co wg Ciebie znaczy: dwa pojęcia Natury?
Temat-rzeka.
>Więc albo jest to pojęcie natury, jak stwierdzasz, naukowe, czyli empiryzm
Nonsens. Empiryzm jest ludzkim nastawieniem w zdobywaniu wiedzy.
>albo jest to natura w sensie przyroda (biologia);
Sens. Ale szkoda, że widzisz tak wąskie spektrum możliwości. Tylko dwie opcje mi pozostawiasz? Dalczego zabrałeś mi moje znaczonka? Trudno, nie było tematu.
>Jeśli tak, to dalsze zdania w Twojej wypowiedzi mają się nijak do dyskusji
Najpierw ograniczasz sens moich wypowiedzi, do tego, co Tobie akurat pasuje, a potem łaskawie informujesz, że "mają się nijak do dyskusji"? To ordynarne i nieuczciwe.

>za Wikipedią: (...)
A dlaczego, do jasnej cholery, znowu za tą p....oną Wikipedią!!? Pan Bóg Wikipedia? Czy wyście ludzie juz kompletnie się poddali? Przepraszam. Uniosłem się. Ale nie odwiedzam forów, żeby dyskutować z encyklopedią.

>Kompletne kuriozum.
>(...) Co znaczy: "mitycznego rozumienia Natury"?? Co znaczy: " Brudnym mitem żyje zbiorowość"??
>Ja nie idealizuję nauki.
>Jaka Moc? Jaki mit?
>(...) Co ma mit (Moc) wspólnego z naukową teorią ewolucji??
>Nie bardzo rozumiem, czym wg Ciebie jest "archetyp dzisiejszych racjonalistów".
Przyjrzyj się. Generalnie nie bardzo rozumiesz - i oczywiście masz do tego prawo. Ale może warto trochu poczytać, oczaskać się z kulturo, punkty widzenia rozmaite rozpatrzeć i potem dopiero dyskutować, a nie klepać, cytuję:
>za Wikipedią:
>Mit (stgr. μῦθος mythos - "myśl, zamysł, temat rozmowy, (...)
Zgroza!
27-04-2012 03:33 
 Ocena 2 na 4
cargoforte (182 punktów)
Na początek:

1.
>>Kiedyś w dyskusji z teistą usłyszałem, ze Bóg musi istnieć, ponieważ [..]
>Jakiś frajer, nędzny kaznodzieja, albo poplątał coś logicznie.
Ja oczywiście zauważyłem, że nie jesteś "definistycznym" teistą, a raczej kimś w rodzaju anarchisty świata racjonalistycznego (naukowego).

2.
>>za Wikipedią: (...)
>A dlaczego, do jasnej cholery, znowu za tą p....oną Wikipedią!!? Pan Bóg Wikipedia? Czy wyście ludzie juz kompletnie się poddali? Przepraszam. Uniosłem się. Ale nie odwiedzam forów, żeby dyskutować z encyklopedią.
>>Mit [..] "myśl, zamysł, temat rozmowy, (...)
>Zgroza!

[jak mniemam, zgroza zabrzmiała nt. cytowanego fragmentu: mit może być myślą, zamysłem, tematem rozmowy, ale też nie może być tylko tym].

Poza tym, po prostu uważam - aby wiedzieć o czym dyskutujemy, należy (za Arystotelesem, tego m.in. od metafizyki) sformułować podstawowe (a w naszym przypadku newralgiczne) punkty rozmowy [również dla osób trzecich];
Naturalnie nie buduję swojego światopoglądu na Wikipedii (aczkolwiek narzędzie przydatne).

Dalej:

>>Wszystko, co realnie istnieje, ma znaczenie, poprzez sam fakt swego istnienia i konsekwencje z tego wynikające.
>Mętlik i nieprawda. J.Jadacki o istnieniu: "Spór o istnienie świata", o znaczeniu: "Spór o granice języka". Krótkie, przystępne.

Odbijając piłeczkę, mogę powołać się na Kanta:
Dostrzegamy tylko to, co łaskawie przekazują nam nasze zmysły; ale też: możemy dowolnie dyskutować o "rzeczach samych w sobie", chociaż to nas do niczego konstruktywnego nie doprowadzi.
(O czym trochę niżej)

>>"Istnienie wyobrażenia nie musi zakładać istnienia przedmiotu wyobrażenia". Nie musi, i jak mniemam dobrze o tym wiesz.
>Musi, ale Tobie chodzi pewnie o to, że nie musi istnieć tzw. realny korelat wyobrażenia, czyli jakiś "realny smerf", w realnych stosunkach z resztą realiów. Tak się to nazywa fachowo, jeśli się orientuję.

Korelat to: jeden z przedmiotów wzajemnie od siebie zależnych i wzajemnie uwarunkowanych;

Nadal upieram się przy stwierdzeniu:
>>"Istnienie wyobrażenia nie musi zakładać istnienia przedmiotu wyobrażenia",
'nie musi zakładać' - tzn. nie można (poprzez istnienie wyobrażenia) udowodnić
istnienia przedmiotu (treści) wyobrażenia (i niżej):

W naszej dyskusji mogę podać zagadnienie [mit] Umpa-Umpa. To tzw. trzecia droga.
Mamy Umpa-Umpa, które odpowiada za stworzenie i istnienie świata.
- teiści twierdzą, że świat stworzył Bóg,
- ateiści np. że mógł istnieć od zawsze (w tym wszechświat pulsujący),
- natomiast wg mojego założenia - to poprzez owe Umpa-Umpa zaistniało i istnieje Wszystko (i TO-COŚ nie jest żadnym Bogiem).
Co o tym-czymś myślisz? Nie może istnieć? Może? Musi?

Pozwól (wyłącznie na potrzeby mojego wywodu), że odpowiem samemu sobie:
- jeśli przyjmiesz, że może (musi) istnieć, to mamy nad-mit, tzn. za chwilę dokleję Ci następne twory;
- jeśli to-coś odrzucisz (co uważam za słuszne), to użyjesz Brzytwy Ockhama (wiem, racjonalizm), i przy okazji wytniesz Boga oraz swój Mit (czymkolwiek on jest).

Ale załóżmy, że nie rozumiem, czym jest Twój mit.
Czy to tylko zwykłe sprzeciwianie się, nazwijmy to: mainsteamowi racjonalizmu (opartemu na empiryzmie i logice, oraz jej żelaznym zasadom), czy też to forma semantyki?
Jeśli nie, to co?

Oczywiście mit brzmi niezwykle atrakcyjnie (pytanie tylko, czy możemy mu bezwiednie ulegać).
Ja wolę opierać się na nauce, logice oraz niektórych aspektach filozofii w wyjaśnianiu pojęć pozaempirycznych.
Oczywiście ktoś może rzec: tkwisz ciągle w sferze empirii, własnych zmysłów i tautologii! (i ma do tego prawo). Ale empiria tkwi wyżej w logice niż byty mityczne.

Na koniec:

>> Reksio jest postacią literacką
>Trzymajmy sie smerfów. Słabo znam Reksia. Może tak: sprawdź w Wikipedii, czy aby nie jesteś metafizycznym monistą-realistą (na co wygląda). Jeśli tak, to właściwie dyskusję o rzeczwystiości religijnej masz z głowy jako kompletnie bezsensowną.

Nie wiem, co znaczy "metafizycznym monistą-realistą". Nie można być metafizycznym realistą (wyklucza się, nawet wg Arystotelesa).
Co do monizmu, to mogę odbić, że jesteś monistą (polistą)-mitologistą (ewentualnie dualistą mitologiczno-realistycznym ).

>>Więc albo jest to pojęcie natury, jak stwierdzasz, naukowe, czyli empiryzm
>Nonsens. Empiryzm jest ludzkim nastawieniem w zdobywaniu wiedzy.

Oj. Czy istnieje non-ludzkie nastawienie w zdobywaniu wiedzy? Jeśli tak, kto je sformułował, i zdobywa?

>>albo jest to natura w sensie przyroda (biologia);
>Sens. Ale szkoda, że widzisz tak wąskie spektrum możliwości. Tylko dwie opcje mi pozostawiasz? Dalczego zabrałeś mi moje znaczonka? Trudno, nie było tematu.

Nie zabieram Ci twoich znaczonek (opieram się na ogólnie dostępnych fundamentach - bo na czym innym?)

>>Jeśli tak, to dalsze zdania w Twojej wypowiedzi mają się nijak do dyskusji
>Najpierw ograniczasz sens moich wypowiedzi, do tego, co Tobie akurat pasuje, a potem łaskawie informujesz, że "mają się nijak do dyskusji"? To ordynarne i nieuczciwe.

Nie mam zamiaru Ci niczego ograniczać. Po prostu nie pasują mi dane wejściowe.
Ordynarne: rozumiem - sam pojechałem zdrowo, choć gdzie indziej;
Ale nieuczciwe - to już nie.

>>(...) Co znaczy: "mitycznego rozumienia Natury[..]
>>Jaka Moc? Jaki mit?
>>(...) Co ma mit (Moc) wspólnego z naukową teorią ewolucji?? [..]
>Przyjrzyj się. Generalnie nie bardzo rozumiesz - i oczywiście masz do tego prawo. Ale może warto trochu poczytać, oczaskać się z kulturo, punkty widzenia rozmaite rozpatrzeć i potem dopiero dyskutować, a nie klepać, cytuję:
>>za Wikipedią: [..]

W powyższym, w żaden sposób, nie odniosłeś się rzeczowo do cytatów (chodzi mi o ich "mięso", treść). {Co do Wikipedii - wyżej, 2.}.

Mamy więc szklankę do połowy pełną, lub do połowy pustą:
- albo ja nie rozumiem twoich stwierdzeń,
- albo Ty nie rozumiesz moich odpowiedzi.
.
27-04-2012 14:12 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>>Zgroza!
> [jak mniemam, zgroza zabrzmiała nt. cytowanego fragmentu: mit może być myślą, zamysłem, tematem rozmowy
Nie, "zgrozą" nazywam praktykę cytowania encyklopedii w takim punkcie dyskusji, w którym rozpatruje się znaczenia terminów stojące daleko, daleko za tymi podstawowymi, encyklopedycznymi. Restart od powszechnie znanych ogólników, kiedy ktoś już mówi o pewnych szczególnikach.

>>>Wszystko, co realnie istnieje, ma znaczenie, poprzez sam fakt swego istnienia i konsekwencje z tego wynikające.
>Dostrzegamy tylko to, co łaskawie przekazują nam nasze zmysły;
Było o istnieniu, teraz o poznaniu. Mylisz ontologię z epistemologią, aut.

>Korelat to: jeden z przedmiotów wzajemnie od siebie zależnych i wzajemnie uwarunkowanych;
Nie musisz wymyślać, słowo ma (w DANYM KONTEKŚCIE) znaczenie bardziej wyrafinowane.

>Nadal upieram się przy stwierdzeniu:
>>>"Istnienie wyobrażenia nie musi zakładać istnienia przedmiotu wyobrażenia",
A upieraj się, to i tak nieistotne. Fizyk nie zastanawia się czy elektron istnieje, tylko bada jego własności. I nas powinna raczej obchodzić TREŚĆ mitu, a nie zbadanie, czy jest ona realium czy nie.

>Mamy Umpa-Umpa, które odpowiada za stworzenie i istnienie świata.
>- teiści twierdzą, że świat stworzył Bóg,
>- ateiści np. że mógł istnieć od zawsze (w tym wszechświat pulsujący),
>- natomiast wg mojego założenia - to poprzez owe Umpa-Umpa zaistniało i istnieje Wszystko (i TO-COŚ nie jest żadnym Bogiem).
>Co o tym-czymś myślisz? Nie może istnieć? Może? Musi?

Ale, że tak spytam: CO "nie może istnieć"? Twój mit istnieje, Umpa-Umpa istnieje jako treść owego mitu, przedmiot intencjonalny, którego, ostrzegam, wyczerpującej definicji w Wikipedii nie znajdziesz. Twoim zdaniem jakieś Umpa-Umpa istnieje realnie, a dodatkowo, jeśli łaskawie dodefiniujesz czym to jest, to może się okazać, że znajdzie się paru chętnych podzielać twoje przekonanie o nim. Ja osobiście nie wiem, czy Umpa-Umpa istnieje, bo nie wiem czym miałoby to być, nie podałeś żadnych konkretnych pozytywnych własności.

Przerabiajmy grzech, a nie elementarz ontologiczny. Grzech jest instytucjonalizacją, racjonalizacją sumienia. Jakie są granice takiej instytucjonalizacji? Przecież ludzie różnią się od siebie - a tu urząd kościelny zrównuje w grzechu wszystkich. Moje morderstwo jest równe twojemu, a kara zależy od przebiegu pokuty i natchnienia kapłana. Czy to w porządku?

>Ale empiria tkwi wyżej w logice niż byty mityczne.
To właśnie nazywam mistyką racjonalistyczną. Takie twierdzenia natchnione, a logiki pozbawione, chcące jednako wartościować to, co pradziady nasze logiką czy nauką zwali. A to heca. Pojęcie grzechu nie jest empiryczne, więc o czym tu jeszcze gadać z takim nastawieniem?

>Nie wiem, co znaczy "metafizycznym monistą-realistą".
Nie dziwię się. To jest uważać, że istnieje tylko to, co "realne", "materialne", "fizyczne". Skrajnym wariantem tej postawy jest reizm.
>Nie można być metafizycznym realistą (wyklucza się, nawet wg Arystotelesa).
Tia...
>Co do monizmu, to mogę odbić (...)
Tak jakby to był zarzut. Po prostu weź się określ, dla samego siebie, mnie nie musisz mówić.

>Nie zabieram Ci twoich znaczonek (opieram się na ogólnie dostępnych fundamentach - bo na czym innym?)
Na fundamentach dostępnych dla wnikliwych, dla szczególnie zainteresowanych, dla specjalistów. To taka różnica jak między autobusem a prywatną bryką. No autobusem nie wszędzie zajedziesz.

>W powyższym, w żaden sposób, nie odniosłeś się rzeczowo do cytatów
Bo nie ma sensu cofać się do ogólników i pospolitników.
28-04-2012 00:07 
 Ocena 3 na 3
cargoforte (182 punktów)
Ostatni mój post w tej sprawie, bo widzę, że się kompletnie mijamy i dyskusja przestaje mieć sens.

1.
>>>Pewne dygresje pomijam, bo się temat rozsypuje. Generalnie, powstają bo to, co pokazuję jako symboliczne, dziejowe, społeczne, praktyczne albo intencjonalne interpretujesz w systemie odniesień empirycznym, fizycznym, teoretycznym, idealizującym, przez co mówimy o różnych rzeczach. Ja doskonale wiem, że smerfy nie chodzą po naszych lasach i że jak krzak płonie, to ulega spalaniu. [..]
(Z przymrużeniem oka) Czy mam z tego wnosić, że cała Twoja dyskusja ma się opierać na rzeczach, które sam uznajesz za nierealne, a polemika ma tylko wydźwięk socjologiczny: tj. co rozmówca myśli o (nieistniejących również wg niego) mitologicznych smerfach, czy grzechach.
Nooo, tu byś mnie rozczarował. (To po co ja się gimnastykuję?)

2.
>>>>Wszystko, co realnie istnieje, ma znaczenie, poprzez sam fakt swego istnienia i konsekwencje z tego wynikające.
>>Dostrzegamy tylko to, co łaskawie przekazują nam nasze zmysły;
>Było o istnieniu, teraz o poznaniu. Mylisz ontologię z epistemologią, aut.

Ależ ja specjalnie przejaskrawiłem pierwsze zdanie w kontrze do drugiego: "ale też: możemy dowolnie dyskutować o 'rzeczach samych w sobie', chociaż to nas do niczego konstruktywnego nie doprowadzi" - chodzi mi o sens tego zdania.
Jakkolwiek nawet te ostatnie (rzeczy) mają się średnio do "mitycznej (czy też religijnej) rzeczywistości" ("rzeczy same w sobie" nie zależą od wyobrażenia, wręcz przeciwnie).

>>Korelat to: jeden z przedmiotów wzajemnie od siebie zależnych i wzajemnie uwarunkowanych;
>Nie musisz wymyślać, słowo ma (w DANYM KONTEKŚCIE) znaczenie bardziej wyrafinowane.

Ja sobie tego nie wymyśliłem. Zapewne spotkasz gdzieś tę definicję.
Przedmiot oczywiście w rozumieniu przedmiot-podmiot.

>>Nadal upieram się przy stwierdzeniu:
>>>>"Istnienie wyobrażenia nie musi zakładać istnienia przedmiotu wyobrażenia",
>A upieraj się, to i tak nieistotne. Fizyk nie zastanawia się czy elektron istnieje, tylko bada jego własności. I nas powinna raczej obchodzić TREŚĆ mitu, a nie zbadanie, czy jest ona realium czy nie.

OK, upieraj się przy swoim metafizycznym micie, to i tak nieistotne.
Fizyk nie zastanawia się, czy elektron istnieje? To właśnie dzięki temu "zastanawianiu się" go odkryto. Elektron (owa treść naszego, "tymczasowego mitu") istnieje realnie, bo np. dzięki niemu istnieją wiązania kowalencyjne (więc elektron nie jest mitem).
Problem polega tylko na metodzie pomiaru elektronu (jest jednocześnie w momencie pomiaru w każdym punkcie swej orbity, sfery - specjalista-fizyk może mnie poprawić). I, o ile się orientuję, nie posiada masy, ale to nie znaczy, że nie istnieje.

>>Mamy Umpa-Umpa, które odpowiada za stworzenie i istnienie świata.
>>- teiści twierdzą, że świat stworzył Bóg,
>>- ateiści np. że mógł istnieć od zawsze (w tym wszechświat pulsujący),
>>- natomiast wg mojego założenia - to poprzez owe Umpa-Umpa zaistniało i istnieje Wszystko (i TO-COŚ nie jest żadnym Bogiem).
>>Co o tym-czymś myślisz? Nie może istnieć? Może? Musi?
>Ale, że tak spytam: CO "nie może istnieć"? Twój mit istnieje, Umpa-Umpa istnieje jako treść owego mitu, przedmiot intencjonalny, którego, ostrzegam, wyczerpującej definicji w Wikipedii nie znajdziesz.

Więc istnieje treść mitu, a nie przedmiot treści mitu w rzeczywistości (o czym akapit niżej).
Na Twój sposób, musielibyśmy założyć potencjalne istnienie wszystkiego, co człowiek mógłby sobie tylko wyobrazić [sformułować mit]. Grzech (czy Umpa-Umpa), przy tym, to malutkie ździebełko.

>Twoim zdaniem jakieś Umpa-Umpa istnieje realnie, a dodatkowo, jeśli łaskawie dodefiniujesz czym to jest, to może się okazać, że znajdzie się paru chętnych podzielać twoje przekonanie o nim. Ja osobiście nie wiem, czy Umpa-Umpa istnieje, bo nie wiem czym miałoby to być, nie podałeś żadnych konkretnych pozytywnych własności.

No właśnie próbuję tym przykładem udowodnić absurd takiego założenia (że U-U istnieje realnie), bo Umpa-Umpa nie daje się zdefiniować czym jest, ponieważ jest bytem pozaempirycznym (co wynika z treści mojego wyobrażenia, mitu).

>Przerabiajmy grzech, a nie elementarz ontologiczny. Grzech jest instytucjonalizacją, racjonalizacją sumienia. Jakie są granice takiej instytucjonalizacji? Przecież ludzie różnią się od siebie - a tu urząd kościelny zrównuje w grzechu wszystkich.

Mógłbym stwierdzić tylko: "A przerabiaj sobie", ale niech tam.
Tu wkraczamy w SZEROKO pojętą strefę antyklerykalizmu (bo ciężko mówić tu o antyreligionizmie), tj. sprzeciwu ku dogmatom religijnym, wymyślonych przez człowieka oraz, CO WAŻNE, subiektywnie przez niego wykorzystywanych.

>Moje morderstwo jest równe twojemu, a kara zależy od przebiegu pokuty i natchnienia kapłana. Czy to w porządku?

Nie w porządku. Ale, czy w porządku jest to, że Hannibal Lecter bezkarnie zjada ludzi?

>>Ale empiria tkwi wyżej w logice niż byty mityczne.
>To właśnie nazywam mistyką racjonalistyczną. Takie twierdzenia natchnione, a logiki pozbawione, chcące jednako wartościować to, co pradziady nasze logiką czy nauką zwali. A to heca [..]

"mistyką racjonalistyczną" - tak można nazwać (i zrelatywizować) każde stwierdzenie logiczne i nielogiczne, (w tym np. filozoficzne). To coś w rodzaju: niezbadane są wyroki boskie - hasło wytrych.

> Pojęcie grzechu nie jest empiryczne, więc o czym tu jeszcze gadać z takim nastawieniem?
To twierdzę od początku (i p. 1.).
28-04-2012 00:16 
 Ocena 4 na 4
cargoforte (182 punktów)
>>Nie wiem, co znaczy "metafizycznym monistą-realistą".
>Nie dziwię się. To jest uważać, że istnieje tylko to, co "realne", "materialne", "fizyczne". Skrajnym wariantem tej postawy jest reizm.

Jeśli już, to jest to raczej definicja materialisty (ale ok, nie fechtujmy się bezpłodnie definicjami).
Ja jestem realistą (racjonalistą), zgadza się, ale dlaczego zaraz metafizycznym, po co ten przymiotnik? (boję się podać definicję metafizyki ).

>>Nie zabieram Ci twoich znaczonek (opieram się na ogólnie dostępnych fundamentach - bo na czym innym?)
>Na fundamentach dostępnych dla wnikliwych, dla szczególnie zainteresowanych, dla specjalistów. To taka różnica jak między autobusem a prywatną bryką. No autobusem nie wszędzie zajedziesz.

Jeśli chcesz jeździć swoją bryką po wirtualnych klatkach schodowych, to Twoja sprawa.
Ciekawość, czy Twój samochód ma jakiś specjalny silnik hybrydowy, umożliwiający jeżdżenie jedną karoserią (realnie istniejącą) po drogach raz realnych, raz mitycznych?
---

---
Jeśli chcesz, możesz odpowiedzieć na post - Twój wybór.
;
End of File.
22-04-2012 08:50 
 Ocena 8 na 10
cargoforte (182 punktów)
Czyli grzech ma stricte znaczenie religijne (cel sens życia rozumiem tu religijnie, bo jaki inny?). Nie słyszałem nigdy o grzechu niereligijnym.

Sumienie to pojecie z zakresu moralności (filozofii) oraz oczywiście religii. To ogólnie rzecz ujmując, poczucie winy z powodu popełnionych czynów, wykraczających poza przyjęte normy moralne (i religijne). Odrzucam puzzel religijny (jak niżej).

Moje stwierdzenie: "Jeśli założymy istnienie Papy Smerfa", oznacza, że bez tego założenia, dyskusja o kolorze jego czapki nie ma sensu. Ale też ateizm to założenie odrzuca, więc dyskusja z ateistami (racjonalistami) o czapce jest pozbawiona podstaw. Teiści o swoich wyobrażeniach mogą dyskutować, ile chcą.

[4]
>>>Nawet ta sławetna "Natura", którą zestawia się, jako "goły fakt", "surową prawdę", "czyste nieokiełznane życie" na przeciwko ludzkich "zmyśleń typu religia" jest mitem. Czyż nie istnieje dzisiaj mit "powrotu na łono przyrody", "zjednoczenia ze zwierzątkami" i życia z nimi bez "niepotrzebnej przemocy"?
>>Mylisz pojęcie natura (przyroda) z empiryzmem.
>Gdzie? Prędzej uwierzę, że mylę dwa pojęcia Natury, hipotetycznie "naukowe" i "potoczne". Ale naukowe pojęcie Natury nie istnieje (choćby przez specjalizację nauk), istnieje tylko potoczne wyobrażenie, że nauka (w znaczeniu "science") zajmuje się "Naturą".

Co wg Ciebie znaczy: dwa pojęcia Natury?
Więc albo jest to pojęcie natury, jak stwierdzasz, naukowe, czyli empiryzm (tak to należy rozumieć), albo jest to natura w sensie przyroda (biologia); mógłbym się z kolei, jak Ty powyżej, przyczepić do znaczenia "potoczne", jeśli nie przyroda, to co?

Jeśli tak, to dalsze zdania w Twojej wypowiedzi mają się nijak do dyskusji: "Czyż nie istnieje dzisiaj mit 'powrotu na łono przyrody', 'zjednoczenia ze zwierzątkami' i życia z nimi bez 'niepotrzebnej przemocy'?" - to dysputa o przyrodzie wiosną.

[5]
>>>To wszystko są wersje mitu rajskiego, bo przecież nie potrzebujemy Natury z jej zębami, pazurami, krwią, strachem i śmiercią, ale wyłącznie z tym co w niej przyjemne: czystym powietrzem, otwartą przestrzenią itd., w co inscenizujemy siebie z cywilizacyjnym bagażem, zredukowanym do najpotrzebniejszych: namiotu, wędki, parasola itp. A dlaczego się do Natury w ogóle musimy "wybierać"?? Bo z chwilą gdy sformułowaliśmy jej pojęcie przestaliśmy być wyłącznie jej częścią (wbrew wyobrażeniom, mitologicznym inaczej, niektórych ewolucjonistów).

Dalej nie rozumiem, co próbujesz tym akapitem powiedzieć? Ostatnie zdanie nadal uważam za absurdalne.
>>>".. z chwilą gdy sformułowaliśmy jej pojęcie przestaliśmy być wyłącznie jej częścią.."
Częścią czego? Natury? Człowiek sformułował pojecie natury:

za Wikipedią:
Natura, przyroda - w najszerszym znaczeniu to świat, wszechświat, rzeczywistość materialna. Termin ten obejmuje zjawiska świata fizycznego - zarówno nieożywionego, jak życia - w ogóle, bez szczególnego uwzględniania lub z wyłączeniem produktów działalności ludzkiej i ludzkiego oddziaływania na przyrodę.

Jakim cudem przestaliśmy być jej częścią??

[6]
>>>I teraz najciekawsze zagadnienie: jakimi mitami żyją właśnie racjonaliści? Może warto się samokrytycznie zastanowić. Z tego, co widzę m.in. mitem Matki Ewolucji, która odpowiada niemal na wszystkie pytania, która [..]

Mit Matki Ewolucji - to ciekawe. Ewolucja nie ma nic wspólnego z mitem. Jest teorią naukową. Nie ma w niej baśni, a więc nie ma mitu.

>>>Na razie człowiek jest "w trybikach ewolucji", albo jest "jej dzieckiem", co charakterystyczne dla mitów młodych.

Kompletne kuriozum.

>Rozumiem, że to taki grzech, skoro mi to zarzucasz. Nie sposób ogarnąć mitycznego rozumienia Natury jeśli pozostaje sie wyłącznie przy własnym, nawet "prawidłowym" jej rozumieniu. Brudnym mitem żyje zbiorowość i to zachowania zbiorowości się tutaj analizuje - a nie idealizacje nauki, po które sięgasz Ty.

Zaczynam podejrzewać, że nie rozumiesz, co sam piszesz. Ostatnie dwa zdania są totalnie absurdalne. Co znaczy: "mitycznego rozumienia Natury"?? Co znaczy: " Brudnym mitem żyje zbiorowość"??
Ja nie idealizuję nauki. Nowoczesna nauka nie ma nic wspólnego z idealizmem.

>>>[..] Ewolucja jeszcze nas nie kocha.
>>Stwierdzenie "Ewolucja jeszcze nas nie kocha" rozumiem jako stwierdzenie, iż nie została ona udowodniona naukowo ("kapłanów, pośredników" - to naukowcy).
>To źle. Twierdzenie o micie interpretujesz jako twierdzenie o teorii, parafrazując w swoich ulubionych kategoriach. Ewolucja nie jest tutaj "hipotezą" ani "teorią", lecz nieokiełznaną Mocą. Ale po to mityczne znaczenie sięgniesz dopiero za kilka linijek.

Jaka Moc? Jaki mit? Od początku jedziesz na pojęciu "mit". Co ma mit (Moc) wspólnego z naukową teorią ewolucji??
za Wikipedią:
Mit (stgr. μῦθος mythos - "myśl, zamysł, temat rozmowy, opowieść, baśń") - opowieść o otaczającym ludzkość świecie, opisująca historię bogów, zjawisk paranormalnych, demonów, legendarnych bohaterów oraz historię stworzenia świata i człowieka. Próbowała ona wyjaśnić odwieczne zagadnienia dotyczące bytu ludzkiego, mistyki, życia i śmierci, dobra i zła, jak również istnienie zjawisk przyrody (np. pory roku, piorun). Z religiologicznego punktu widzenia mit, obok świętych ksiąg jest teologicznym uzasadnieniem przedmiotu wiary religijnej.
22-04-2012 08:56 
 Ocena 8 na 8
cargoforte (182 punktów)
>>Otóż największy problem z udowodnieniem teorii (prawa) ewolucji polega na rozciągłości owej w czasie.
>Jestem przekonany do teorii ewolucji, pomimo braku dowodów stricte przesądzających. Nie tylko jest najlepsza z dostępnych wytłumaczeń, ale jest po prostu piękna. Ale tutaj znajdziesz wiele osób, które nie uwierzą w twoje powyższe zdanie (ze jest nieudowodniona), więcej - dla niektórych ewolucja jest uniwersalną metafizyką. Najważniejsze jednak, że jest również mocą, siłą sprawczą. Zapachniało Bogiem?

Jeśli jesteś przekonany do teorii ewolucji, dlaczego wyjeżdżasz z Mocą, siłą sprawcza? (argument "piękna" odrzucam jako przymiotnik).
Teoria ewolucji jako teoria naukowa ma się nijak do żadnej mocy, siły sprawczej (zewnętrznej) czy mitu. "ewolucja jest uniwersalną metafizyką" - to jakaś brednia. W najmniejszym stopniu nie poczułem zapachu Boga (czymkolwiek to jest).

[7]
>>Jeśli potwierdzić istnienie ewolucji - jest ona potęgą. Stworzyła z bakteryjnej zupy organizmy złożone (...)
>O to to!

O to to!
Właściwie powinienem użyć zdania: "Jeśli udowodnić naukowo (stworzyć niezaprzeczalny dowód naukowy) istnienie ewolucji" (potwierdzona została).
Co do mojego generalnego stosunku do teorii ewolucji patrz p. [2].

[8]
>>Moralność ma się nijak do ewolucji.
>Też tak myślę, wbrew temu, co powtarzają niektórzy zgromadzeni tutaj "racjonaliści".
>>> (...) nie narzucająca nikomu żadnych wartości, taki wielki powolny dryf odległych kontynentów.
>>Jeśli dobrze rozumiem (ostatni wers), nadal próbujesz dokleić moralność do ewolucji.
>Kiedy właśnie robię coś zgoła przeciwnego.

Fakt, to ja posunąłem się o jeden krok za daleko. Nie dokleiłeś moralności do ewolucji - przyznaję. Ale ponowię swoje zdanie: "Ewolucja jest non-moralna i non-celowa". Jeśli się ze mną zgadzasz, to ok.

>Tymczasem z czysto naukowego punktu widzenia, ewolucja to prawdopodobnie zbiór obojętnych faktów historycznych [..]

Zdecyduj się, albo ewolucja to zbiór obojętnych faktów historycznych (właściwie: naukowych), albo to mit Matki Ewolucji, mit Natury, mit mita mitem pogania (racjonaliści nie wyznają żadnego mitu Matki Ewolucji).

[9]
>>Argument zerowy.
>Jaki argument?? Poglądowy obrazek. Istnieje taka racjonalistyczna obłuda, jeżeli się przyjrzysz, która mnie nieco irytuje. Otóż ci, którzy dawniej uważali się za racjonalistów, a "mylili się" w kwestiach, powiedzmy moralnych albo naukowych "w świetle najnowszych badań", dziś nie są nazywani racjonalistami i kręgi się do takich "myślicieli" nie przyznają [..]

Jeśli ktoś nie miał racji i mu to później udowodniono, to wszystko gra. Należy, co najwyżej, sprawdzić jak doszedł do swoich "pseudoprawd naukowych", by nie popełnić jego błędów.

>>>Nad innymi archetypami dzisiejszych racjonalistów należałoby się zastanowić. Założę się, że są jakieś.
Nie bardzo rozumiem, czym wg Ciebie jest "archetyp dzisiejszych racjonalistów". Padło już w tej dyskusji, czym jest archetyp (wg Junga). Racjonaliści, dzisiejsi czy nie, nie potrzebują żadnych archetypów.

[10]
>A teraz o grzechu, dla odmiany, tak ogólnie. Otóż "grzech" jest racjonalizacją ludzkiego sumienia, dokonaną przez instytucję religijną. Każdy człowiek ma indywidualne sumienie, tylko nie zawsze je rozumie i nie zawsze sobie z nim radzi (chyba nie jesteś na tyle młody by zaprzeczyć?) [..]

Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie spotkałem się z definicją, że grzech jest "racjonalizacją ludzkiego sumienia, dokonaną przez instytucję religijną". Podobnie odnoszę się do dalszych zdań.
Ale niech tam. Powywijałeś sobie pojęciem grzechu, sumienia, Boga, recyclingu sumienia.

>A o grzechu _pierworodnym_ napiszę jak się kiedyś wyspię.

Inwestycję w porządny sen uważam za nienajgorszy pomysł
21-04-2012 07:44 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>.. dlaczego się do Natury w ogóle musimy "wybierać"? Bo z chwilą gdy sformułowaliśmy jej pojęcie przestaliśmy być wyłącznie jej częścią
Tak. Dość to trafne spostrzeżenie, że wykształcenie pojęć (nazw) rzeczy, zjawisk czy osób pozwala na świadome zdystansowanie się od nich.
Z drugiej jednak strony łatwo stać się ofiarą nadmiarowości* językowo-pojęciowej, bo byty pomyślane możemy mnożyć dowolnie szybciej niż namacalne. Więcej jest przez to tworów abstrakcyjnych, oderwanych od realiów niż z nimi związanych.
[W szczególności równie dobrze można spytać dlaczego w ogóle mielibyśmy "wybierać się do Boga".]

Słuszna to racja, że świadomość językowa umożliwia 'wynurzenie się' z przyrody - niepełną wobec niej podległość
>.. (wbrew wyobrażeniom, mitologicznym inaczej, niektórych ewolucjonistów).
Trudno jednak dziwić się ewolucjonistom, że po negacji boskiej mistyki wpadli z rozpędu w mistykę biologiczną. Możliwe, że dopiero po odbiciu się od obu den skrajności (lub ich pominięciu) można mówić o racjonalizmie poznawczym.

> I teraz najciekawsze zagadnienie: jakimi mitami żyją właśnie racjonaliści?
Faktycznie, pytanie jakimi realiami żyją nieracjonalni byłoby raczej nieciekawe.

>.. "Ewolucja jest Potęgą", że "jesteśmy Jej podporządkowani", że nie można jej zatrzymać, ani uwolnić się od niej.
Rzekłbyś: "Boska ewolucja"

(*)
Nadmiarowość sformułowań językowych jest potworna.
Matematycznie można ją oszacować na 2n, gdzie n to ilość słów w słowniku.
Nic dziwnego, że wiele konstrukcji (typu "intencja ewolucji" albo "grzech pierworodny") popada w śmieciowy surrealizm.
24-04-2012 22:44 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>Słuszna to racja, że świadomość językowa umożliwia 'wynurzenie się' z przyrody - niepełną wobec niej podległość
To w ogóle jest dramat. Ale może czysto teoretyczny. Że niby jesteś częścią prawdy (natury), a może "byłeś", a teraz ustawicznie nie możesz jej sięgnąć, bo staje pomiędzy Tobą a nią język, percepcja i cała kupa innych namolnych pośredników. To byłaby kolejna interpretacja grzechu pierworodnego. Pożądanie, instynkt wiedzy doprowadza do odseparowania mnie od prawdziwego świata.

>> I teraz najciekawsze zagadnienie: jakimi mitami żyją właśnie racjonaliści?
>Faktycznie, pytanie jakimi realiami żyją nieracjonalni byłoby raczej nieciekawe.
Ale to dygresyjka była, osobny wątek, który na pewno by się tu nie rozwinął. Nie mam kwalifikacji.

>Nic dziwnego, że wiele konstrukcji (typu "intencja ewolucji" albo "grzech pierworodny") popada w śmieciowy surrealizm.

Traktuję "Grzech pierworodny" jako termin wewnętrzny pewnej teorii, w ramach której trzeba się poruszać żeby coś o nim rozstrzygać. Za materiał empiryczny służy treść Biblii, wsparta jakąś tam interpretacją konwencjonalną, a logika jest logika. Teologia, jeśli chodzi o sprawy zasadnicze jest więc prawie zupełnie analityczna. Tylko odniesienia do "natury ludzkiej" zanieczyszczają ten teren i problemy językowe (tłumaczenie, ewolucja języka).
13-04-2012 16:38 
 Ocena 11 na 11
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Żebyśmy się dobrze zrozumieli:
>-po pierwsze nie jestem rzecznikiem ani adwokatem doktryny teologicznej kościoła katolickiego,protestanckiego,prawosławnego i jakiegokolwiek innego chrześcijańskiego,
A ja jestem piękną blondynką.
Myślę, że już się dobrze rozumiemy!

>- po drugie nie zmienia to faktu,że błędne przypisywanie komukolwiek twierdzeń, których nie twierdzi,jest czymś niedopuszczalnym, szczególnie w dyskusji.
Całkowita racja.
Tylko proszę o konkretne dowody takiego postępowania.

>Sobór Watykański Drugi właśnie dlatego zaakceptował naukową teorię ewolucji niejakiego Darwina,
Całkowita bzdura. Nikt, nigdy w Kościele nie zaakceptował darwinowskiej teorii ewolucji, gdyż przeczy ona całkowicie kreacji, nawet w procesie teleologicznym.
"Encyklika Humani generis, uwzględniając stan badań naukowych swojej epoki, a zarazem wymogi stawiane przez teologię, uznawała doktrynę «ewolucjonizmu» za «poważną hipotezę», godną rozważenia i pogłębionej refleksji na równi z hipotezą przeciwną. Pius XII sformułował przy tym dwa warunki natury metodologicznej: nie należy przyjmować tej tezy w taki sposób, jak gdyby była to już doktryna pewna i udowodniona oraz jak gdyby można było zupełnie abstrahować od tego, co mówi na ten temat Objawienie. Wskazał też, pod jakim warunkiem opinia ta daje się pogodzić z wiarą chrześcijańską; do tej kwestii powrócę później.
Dzisiaj, prawie pół wieku po publikacji encykliki, nowe zdobycze nauki każą nam uznać, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą. Zwraca uwagę fakt, że teoria ta zyskiwała stopniowo coraz większe uznanie naukowców w związku z kolejnymi odkryciami dokonywanymi w różnych dziedzinach nauki. Zbieżność wyników niezależnych badań - bynajmniej nie zamierzona i nie prowokowana - sama w sobie stanowi znaczący argument na poparcie tej teorii".

Złożywszy hołd teorii ewolucji Jan Paweł II uściśla jednak, że "teoria okazuje się słuszna w takiej mierze, w jakiej pozwala się zweryfikować; jest nieustannie oceniana w świetle faktów; kiedy przestaje uwzględniać fakty, ujawnia swoje ograniczenia i nieprzydatność. Wymaga wówczas ponownego przemyślenia". Z drugiej jednakże strony, teoria naukowa tego rodzaju "zapożycza pewne pojęcia z filozofii przyrody. W rzeczywistości należy mówić nie tyle o teorii, co raczej o teoriach ewolucji. Ich wielość wynika z jednej strony z różnych sposobów wyjaśniania mechanizmu ewolucji, a z drugiej - z różnych filozofii, które stanowią ich punkt odniesienia. Istnieją mianowicie interpretacje materialistyczne i redukcjonistyczne, a także interpretacje spirytualistyczne. Ich ocena należy do kompetencji filozofii, a dalej - do kompetencji teologii".
Jan Paweł II jest wyraźnie przychylny (tylko by nam tego brakowało!) "interpretacji spirytualistycznej" ewolucji. Lecz na czym ona polega? Człowiek - ciągnie Jan Paweł II - "został stworzony na obraz i podobieństwo Boże (por. Rdz 1, 28-29). Soborowa konstytucja Gaudium et spes wspaniale przedstawiła tę doktrynę, stanowiącą jeden z fundamentów myśli chrześcijańskiej. Przypomniała, że człowiek jest «jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego». Jest osobą (...). Cały człowiek, włącznie z ciałem, jest obdarzony taką godnością, ponieważ posiada duszę duchową.
Pius XII zwrócił uwagę na tę istotną kwestię: jeśli ciało ludzkie bierze początek z istniejącej wcześniej materii ożywionej, dusza duchowa zostaje stworzona bezpośrednio przez Boga: animas enim a Deo immediate creari catholica fides nos retinere iubet (Humani generis, AAS 42 [1950], 575)" (n. 5).
www.ultramontes.pl/jp2_ewolucjonizm.htm

>ponieważ musiał w pewnym momencie przyznać,że niedorzeczne
Kościołowi jest ogromnie trudno przyznać się, że od wieków naucza głupoty i dokonuje tego pod naporem oczywistych faktów, ale przy tym kręci ponad wszelkie możliwości.

>Krótko mówiąc, wraz z rozwojem nauk szczegółowych,zwłaszcza empirycznych, takich jak np. biologia, czy historia,teologia chrześcijańska musiał zająć stanowisko nie tylko w tej sprawie ale ogólnie w sprawie konfliktu języka religii i języka nauki.
Tak, tam gdzie Kościół musi, to dokonuje przeróżnych intelektualnych łamańców, byle nie przyznać się do niedorzeczności, przy których przez wieki się upierał.

>Dlatego też wypracowano stanowisko, z pomocą którego porządek religijny nie przystaje do porządku naukowego.
Kto, kiedy, gdzie wypracował? Od kiedy ono obowiązuje? Spora część z nas jest po lekturze "Skał wieków", Stephena Jay Goulda i wiemy co to "NOMA", ale nie słyszałem aby oficjalnie zatwierdził je Kościół.

>Inaczej mówiąc oba wzajemnie się nie wykluczają, nie kolidują ze sobą, ponieważ zajmują się zupełnie inną rzeczywistością.
Kolidują jak cholera. Polecam książkę katolika Georgesa Minosa, "Kościół i nauka".
Istnieje tylko jedna rzeczywistość obiektywna, gdyż jest niezależną od poznającego ją podmiotu. Reszta to tylko "pieprzenie o Szopenie".

>Z punktu widzenia teoligi nie ma znaczenia czy to była jedna owłosiona parka ludzi, czy może całe stado albo wiele stad. z punktu widzenia teologii na której doktryna się opiera ważne jest co innego.To mianowicie,że mamy do czynienia z człowiekiem, który popełnił grzech.
Gdzie Pan studiował tą teologię, na dorobku których teologów się Pan opiera.
Może niech Pan napisze, że to są Pańskie przemyślenia i Pańska teologia, tylko konkretnie proszę, gdyż bajdurzy Pan jak ciężko potłuczony katecheta dla dzieci w podstawówce.
Ja tego nie kupuję.

Miłego dnia.

@@@
.
13-04-2012 16:39 
 Ocena 9 na 9
lukaszewicz (5674 punktów)

Przepraszam, że się wcinam ale bardzo mnie ciekawi jak te stada owłosionych ludzików wybierały zło.
Czy głosowano zwykłą, czy bezwzględną większością.
A może poprzez przedstawicieli?
No i co to takiego "zło", które wybrano?
Była jakaś alternatywa?
13-04-2012 16:41 
 Ocena 12 na 12
astrotaurus (12445 punktów)

>Sobór Watykański Drugi właśnie dlatego zaakceptował naukową teorię ewolucji niejakiego Darwina,
Jak i czym to zrobił? Jest to jakoś zapisane?
Dopiero niedawno Wojtyła coś bąknął na ten temat, a Ratzi zamiata to pod dywan, bo nie pasuje do religijnych bajęd.
W Katechizmie jest ciągle mowa o fakcie w wykonaniu pierwszych rodziców, a w dokumentach SW II nie ma nic.

>ponieważ musiał w pewnym momencie przyznać,że niedorzeczne jest twierdzenie aby dwoje osobników biologicznych zwanych homo sapiens było zarówno podmiotem grzechu,który nazywany jest pierworodnym, jak i jedynymi przodkami wszystkich żyjących ludzi.
Żarty sobie stroisz? 10 lat przed soborem ogłosili, że Maryja poleciał w kosmos luzem, do tej pory opowiadają idiotyzmy o czarach wszelakich, a certoliliby się z ewolucją?

>Krótko mówiąc, wraz z rozwojem nauk szczegółowych,zwłaszcza empirycznych, takich jak np. biologia, czy historia,teologia chrześcijańska musiał zająć stanowisko nie tylko w tej sprawie ale ogólnie w sprawie konfliktu języka religii i języka nauki.
I najchętniej rżnie głupa mówiąc, że naucza wiary, a nie historii, przyrody itp.

>Dlatego też wypracowano stanowisko, z pomocą którego porządek religijny nie przystaje do porządku naukowego.Inaczej mówiąc oba wzajemnie się nie wykluczają, nie kolidują ze sobą, ponieważ zajmują się zupełnie inną rzeczywistością.
Bzdura! Owszem są zwolennicy takiego stanowiska, ale oni mówią o odmiennych aspektach doświadczenia, a nie o innej rzeczywistości. Kościół całem swem jestestwem aspiruje do zagarnięcia tej rzeczywistości, którą poznajemy naukowo.

>Z punktu widzenia teoligi nie ma znaczenia czy to była jedna owłosiona parka ludzi, czy może całe stado albo wiele stad. z punktu widzenia teologii na której doktryna się opiera ważne jest co innego.To mianowicie,że mamy do czynienia z człowiekiem, który popełnił grzech.
Jasne , teologia całe tysiąclecia produkuje bełkot bez sensu byle nie brać za nic odpowiedzialności. Mimo teologicznych bredni nie było żadnego stanu cudowności, który został popsuty przez grzech - człowiek jest jaki jest i zawsze taki był, po inscenizacji "zabili go i uciekł" też nic się nie zmieniło i żaden chrzest niczego nie zmienia...

>przedmiotem czy dziedziną jej dociekań, nie są fakty historyczne, czy biologiczne ale rzeczywistość religijna, którą określa we własnym zakresie
Spowoduj zmianę zapisu w Katechizmie - niech będzie napisane o Fakcie Wiary, a nie o fakcie. Po co nieuki mówią o fakcie? Kiedy ględzą o Prawdach Wiary wiadomo przynajmniej od razu, że to g... prawda.

>I własnie korzystając z tej możliwości człowiek po raz pierwszy popełnił grzech- wybrał zło.
A konkretnie kto, gdzie, kiedy i jakie miał możliwości i świadomość wyboru? Bez bredni o grzechu pierworodnym cała religia idzie w krzaki z przedstawieniem Jezusa, jego następcami - księżmi.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-04-2012 16:53 
 Ocena 18 na 18
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>teologia chrześcijańska musiała zająć stanowisko (...) ogólnie w sprawie konfliktu języka religii i języka nauki. Dlatego też wypracowano stanowisko, z pomocą którego porządek religijny nie przystaje do porządku naukowego.Inaczej mówiąc oba wzajemnie się nie wykluczają, nie kolidują ze sobą, ponieważ zajmują się zupełnie inną rzeczywistością.

Rozumiem, że rzeczywistość, jaką zajmuje się teologia, to właśnie
>rzeczywistość religijna, którą określa we własnym zakresie.
???
Mówiąc słowami Kołakowskiego: teologia jest to nauka o teologii, a zwłaszcza o tym, że teologia jest bardzo mądra .

>Dlatego egzegeza księgi rodzaju, dopuszcza rozumienie nazwy ADAM jako "człowieka wogóle" w sensie rodzajowym (jedna z klas w klasycznym podziale Arystotelesa, do dzisiaj funkcjonująca w logice)jak i ADAM jako pojedynczy osobnik.Krótko mówiąc dla teologicznej doktryny pozostaje to bez znaczenia, ponieważ przedmiotem czy dziedziną jej dociekań, nie są fakty historyczne, czy biologiczne ale rzeczywistość religijna, którą określa we własnym zakresie.
>Podobnież EWA (wszak pierwsza grzesznica i podżegaczka Adama - big_zyd) rozumiana być może jako po prostu życie, czy nawet istnienie człowieka,

Zatem zbiorowa wina rodzaju ludzkiego polega po prostu na tym, że zaistniał - i tyle?
Sęk w tym, że
1. zaistniał o zdanie niepytany, a z Bożej woli i Bożego trudu przecie (Rdz 1, 26-29) ;
2. Bóg najpierw tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą (Rdz 2, 7), towarzyszkę Ewę przydał mu zaś jakiś czas potem (Rdz 2, 22-23).
Rozumiem jednak, że teologia porządek etyczny, logiczny i chronologiczny traktuje z równą swobodą co historyczny, biologiczny lub semantyczny wreszcie?

>Zupełnie inną sprawą jest koncepcja owego grzechu tzn. jak słusznie Pani zapytała: na czym on polegał? Jeśli idzie o teologie chrześcijańską, najkrócej mówiąc polegał on na wybraniu zła przez człowieka, ponieważ jako istota obdarzona wolnością miał taką możliwość. Człowiek wedle tej koncepcji jest człowiekiem o tyle, o ile jest wolny.Być wolnym znaczy zaś tutaj nic innego jak posiadanie możliwości wyboru zła.Być wolnym to móc wybierać zło.I własnie korzystając z tej możliwości człowiek po raz pierwszy popełnił grzech- wybrał zło.

Zdawałoby się, że trudno o coś bardziej absurdalnego - grzech pierworodny nie mógł przecie polegać na wyborze zła, skoro przed owym grzechem człowiek dobra od zła nie odróżniał (Rdz 3, 5-6), zaś zdolność odróżniania/wybierania dobra/zła dopiero owego grzechu jest skutkiem.
Jak to jednak dobrze, że na gruncie teologii jesteśmy .

Podsumowując: rozpisywałeś się zupełnie niepotrzebnie. Wystarczyło stwierdzić, że w teologii cokolwiek może znaczyć cokolwiek i bredzić można, ile dusza zapragnie - byle z miejscowym przywódcą duchowym w komitywie być, bo bez imprimatur tak łyso jakoś tak...

Nikt w PiS, ani nieoficjalnie ani w sposób złośliwy, nie nazywa Jarosława Kaczyńskiego Kaczafim. (Joachim Brudziński)
Marcuch (664 punktów)
>>(...) Człowiek wedle tej koncepcji jest człowiekiem o tyle, o ile jest wolny.Być wolnym znaczy zaś tutaj nic innego jak posiadanie możliwości wyboru zła.Być wolnym to móc wybierać zło.I własnie korzystając z tej możliwości człowiek po raz pierwszy popełnił grzech- wybrał zło.
>Zdawałoby się, że trudno o coś bardziej absurdalnego - grzech pierworodny nie mógł przecie polegać na wyborze zła, skoro przed owym grzechem człowiek dobra od zła nie odróżniał (Rdz 3, 5-6), zaś zdolność odróżniania/wybierania dobra/zła dopiero owego grzechu jest skutkiem.

Nastawienie na nonsens i jego poszukiwanie jest chyba tak samo wartościowe poznawczo w badaniu świata, sztuki i rzeczywistości religijnej. Adam wybrał zło właśnie dlatego, że nie potrafił odróżniać, popełnił błąd. Coś, na co kierowała się jego wola, czyli "dobro" w jego tyleż wolnym co niepodpartym boską wiedzą przekonaniu, faktycznie było złem i tyle. A za nieposłuszeństwo został wygnany z raju.

Problematyczne jest to, czy człowiek rodzi się tylko wolny, czy dodatkowo grzeszny? Kościół złapał się tego drugiego, ale czyni sztuczny wyjątek dla tych, do których nie dotarła ewangelia, bo zachowują oni szansę na zbawienie. W tej sytuacji grzech pierworodny można by więc interpretować jako symbol obowiązku wspólnoty chrześcijańskiej wobec noworodków i innych nieochrzczonych. Jednak konsekwencje niespełnienia tego obowiązku ponosi między innymi ów nieświadomy niczego noworodek - nie może zostać "dzieckiem bożym", co chyba można rozumieć jako karę, a w każdym razie brak nagrody. Co więcej, grzech pierworodny ma być przyczyną cierpień ludzkości - ale po otrzymaniu chrztu nie ma wyzwolenia od tych cierpień, ani "niewiedzy". Na to uzasadnienia w wykładni kościelnej nie znajduję.

Niektórzy teologowie stosują wykręt polegający na stwierdzeniu, że "zło promieniuje" z człowieka na człowieka przez to, że żyjemy we wspólnocie i grzech popełniony z woli rodziców nie tylko ciąży na dziecku jako "Pierworodny", ale w ogóle rozkłada się na całym otoczeniu. To jednak prowadzi do odindywidualizowania woli i odpowiedzialności i to w zupełnie niejsanym zakresie.
23-04-2012 12:59 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Nastawienie na nonsens i jego poszukiwanie jest chyba tak samo wartościowe poznawczo w badaniu świata, sztuki i rzeczywistości religijnej.

Nie wydaje mi się, żeby na poszukiwanie nonsensu trzeba się było jakoś specjalnie "nastawiać". Nonsensy znajdują się same i to kiściami całymi.

>Adam wybrał zło właśnie dlatego, że nie potrafił odróżniać, popełnił błąd. Coś, na co kierowała się jego wola, czyli "dobro" w jego tyleż wolnym co niepodpartym boską wiedzą przekonaniu, faktycznie było złem i tyle. A za nieposłuszeństwo został wygnany z raju.

W samym pojęciu wyboru założone jest, że podmiot ma niejaką świadomość tego, co wybiera, a zwłaszcza tego, że w ogóle właśnie wybiera.
Inaczej słowo wybór przestaje cokolwiek znaczyć - no, ale skoro to teologia, to już faktycznie wszystko wolno .

>Problematyczne jest to, czy człowiek rodzi się tylko wolny,

Człowiek nie rodzi się "wolny".

>czy dodatkowo grzeszny?

Co by grzeszny miało w ogóle znaczyć?

>Kościół złapał się tego drugiego, ale czyni sztuczny wyjątek dla tych, do których nie dotarła ewangelia, bo zachowują oni szansę na zbawienie.

To teraz tak robi - kiedy wyjścia innego nie ma. Przez długie stulecia - gdy realną władzą się cieszył - taki sympatyczny nie był.

>W tej sytuacji grzech pierworodny można by więc interpretować jako symbol obowiązku wspólnoty chrześcijańskiej wobec noworodków i innych nieochrzczonych.

Eee tam... przecie grzech pierworodny jeszcze Starozakonny jest.

>Jednak konsekwencje niespełnienia tego obowiązku ponosi między innymi ów nieświadomy niczego noworodek - nie może zostać "dzieckiem bożym", co chyba można rozumieć jako karę, a w każdym razie brak nagrody.

Wyluzuj, teraz jest Nowa Linia . Odkąd B16 limbus puerorum skasował, nawet niechrzczone noworodki - które od czasów Augustyna Słusznie się w Piekle smażyły - nadzieję Zbawienia zachowują .

>Co więcej, grzech pierworodny ma być przyczyną cierpień ludzkości

A reszta przyrody ożywionej to nie cierpi niby?

> - ale po otrzymaniu chrztu nie ma wyzwolenia od tych cierpień, ani "niewiedzy". Na to uzasadnienia w wykładni kościelnej nie znajduję.

No, coś Ty???
Naprawdę???

>Niektórzy teologowie stosują wykręt

"Niektórzy" .

>polegający na stwierdzeniu, że "zło promieniuje" z człowieka na człowieka przez to, że żyjemy we wspólnocie i grzech popełniony z woli rodziców nie tylko ciąży na dziecku jako "Pierworodny", ale w ogóle rozkłada się na całym otoczeniu. To jednak prowadzi do odindywidualizowania woli i odpowiedzialności i to w zupełnie niejsanym zakresie.

W jasnym. Społeczności bliskowschodnich koczowników (zresztą nie tylko one - swojskie vendetta, wróżda, zemsta rodowa to ten sam mechanizm przecie) musiały - z czysto pragmatycznych powodów - kierować się zasadą odpowiedzialności zbiorowej, nie przeżyłyby inaczej. I tę to zasadę - samą w sobie jaskrawo nieetyczną, co każdy widzi - musiały sobie jakoś legitymizować. Najskuteczniej - nie od dzisiaj - legitymizuje się poprzez uświęcenie. Znamienne, że aż Całego Dużego MonoBoga musiały sobie w tym celu wymyślić.

Naiwnością było sądzić, że śmierć prezydenta rozwiąże wszelkie nasze problemy. (Wojciech Wencel, poeta)
Marcuch (664 punktów)
>W samym pojęciu wyboru założone jest, że podmiot ma niejaką świadomość tego, co wybiera, a zwłaszcza tego, że w ogóle właśnie wybiera.
>Inaczej słowo wybór przestaje cokolwiek znaczyć - no, ale skoro to teologia, to już faktycznie wszystko wolno .

Ok, inaczej rozumiemy "wybieranie". Ty sądzisz, że wybiera się na podstawie pełnej informacji i ze znajomością konsekwencji wyboru, ja, że wybiera się na podstawie informacji częściowej, nie znając wszystkich konsekwencji, czy znaczenia "obiektywnego" ("z punktu widzenia Boga"). Dla mnie w historii o g.p. są wyraźne dwie perspektywy aksjologiczne, Boska i ludzka. Podobna między nimi relacja jak zdrowe mniemanie o świecie i obiektywna prawda o świecie.

>>Problematyczne jest to, czy człowiek rodzi się tylko wolny,
>Człowiek nie rodzi się "wolny".
>>czy dodatkowo grzeszny?
>Co by grzeszny miało w ogóle znaczyć?
Fajnie, ale to znów jest nastawienie na nonsens przez osadzanie terminów w innym systemie znaczeń, niż badany. Słowa "grzeszny" i "wolny" mają sens w katechizmie i nasze rozstrzygnięcia powinny być czysto analityczne w jego kontekście. Nie byłoby żadnym problemem dla kościoła, gdyby wygłaszane przezeń teksty nie miały sensu w twoim języku prywatnym. Problem to wewnętrzna [nie]sprzeczność systemu interpretowanego zgodnie ze słownikiem autorytetu.
"Dziedziczenie" jest terminem programowania obiektowego. Ale dlaczego miałbym stosować informatykę w kwestii grzechu pierworodnego?

>Wyluzuj, teraz jest Nowa Linia . Odkąd B16 limbus puerorum skasował, nawet niechrzczone noworodki - które od czasów Augustyna Słusznie się w Piekle smażyły - nadzieję Zbawienia zachowują .
"Nowa Linia"... to dobrze, ulżyło mi. Interpretacja kościelna nowych linii jest zawsze taka, że otwierają się ludziom oczy wcześniej zamknięte.

>>Co więcej, grzech pierworodny ma być przyczyną cierpień ludzkości
>A reszta przyrody ożywionej to nie cierpi niby?
Ale mnie interesują tylko zależności wewnętrzne, wewnątrz samych tekstów i dozwolonych interpretacji.
>> - ale po otrzymaniu chrztu nie ma wyzwolenia od tych cierpień, ani "niewiedzy". Na to uzasadnienia w wykładni kościelnej nie znajduję.
>No, coś Ty???
>Naprawdę???
Tu się zaczyna problem prawdziwy, bo analityczny. "Co powie papa?"

>>Niektórzy teologowie stosują wykręt
>"Niektórzy" .
Acz obecność wykrętu nie oznacza niemożliwości wyjaśnienia. Byle szukać sensu i nowych linii na miarę zdobyczy rozumu i języka.

>Społeczności (...) musiały (...) kierować się zasadą odpowiedzialności zbiorowej, nie przeżyłyby inaczej. I tę to zasadę - samą w sobie jaskrawo nieetyczną, co każdy widzi - musiały sobie jakoś legitymizować.
Dobra, ale to jest socjologizm i historyzm, i dlatego nie jest argumentacją dla członka takiej społeczności. On ma pod ręką teorię prostszą i jakby bardziej "fundamentalną". Członkowi trzeba pokazać czy zachodzi sprzeczność wewnętrzna tej teorii.
25-04-2012 01:05 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)

>Ok, inaczej rozumiemy "wybieranie". Ty sądzisz, że wybiera się na podstawie pełnej informacji i ze znajomością konsekwencji wyboru, ja, że wybiera się na podstawie informacji częściowej, nie znając wszystkich konsekwencji, czy znaczenia "obiektywnego" ("z punktu widzenia Boga"). Dla mnie w historii o g.p. są wyraźne dwie perspektywy aksjologiczne, Boska i ludzka. Podobna między nimi relacja jak zdrowe mniemanie o świecie i obiektywna prawda o świecie.

Podsumowując:

1. Teologiczne ujęcie "wyboru" oznacza, że "informacją częściową" nie jest nawet świadomość, że się wybiera w ogóle;

2. "Znaczenie obiektywne" z punktu widzenia "wszechwiedzącego boga" zdawałoby się ten wybór wyklucza no aleć wszechmocność jego otwiera zapewne nowe teologiczne perspektywy - może móc wiedzieć, że nie wie, a nawet jak wie to może nie móc, a nawet przeciwnie czy całkiem zupełnie odwrotnie.

3. "Perspektywa aksjologiczna ludzka" oznacza dwóch gołodupców o wiedzy dzisiejszego trzylatka kuszonych przez Księcia Ciemności, któren równy Bogu prawie i przez niego nawet (niemal skutecznie) kuszony.

>>Co by grzeszny miało w ogóle znaczyć?
>Fajnie, ale to znów jest nastawienie na nonsens przez osadzanie terminów w innym systemie znaczeń, niż badany.

Ten "system znaczeń" to się rzeczywistość nazywa.

> Nie byłoby żadnym problemem dla kościoła, gdyby wygłaszane przezeń teksty nie miały sensu w twoim języku prywatnym.

No dziwnym trafem są i były - to by się nawracanie niewiernych znaczyło czy jakoś tak.

>Ale mnie interesują tylko zależności wewnętrzne, wewnątrz samych tekstów i dozwolonych interpretacji.

Czyli coś w rodzaju - czy Zami podskoczy wyżej jak zje o 3 gumijagody więcej?

>Tu się zaczyna problem prawdziwy, bo analityczny. "Co powie papa?"

Ten ma ta dziwną przypadłość, że coś często zdanie zmienia będąc nieomylnym.

>Acz obecność wykrętu nie oznacza niemożliwości wyjaśnienia. Byle szukać sensu i nowych linii na miarę zdobyczy rozumu i języka.

Ten "rozum" to widać jakaś nowa teologiczna zdobycz języka.

> Członkowi trzeba pokazać czy zachodzi sprzeczność wewnętrzna tej teorii.

Jednoczesna: Omnipotencja, Omniscjencja, Omniprezencja, Omnibenewolencja, Transcendencja. Wystarczy?
Marcuch (664 punktów)
>>(...) wybiera się na podstawie informacji częściowej, nie znając wszystkich konsekwencji, czy znaczenia "obiektywnego" ("z punktu widzenia Boga").
>1. Teologiczne ujęcie "wyboru" oznacza, że "informacją częściową" nie jest nawet świadomość, że się wybiera w ogóle;

To jest mętne. Wystarczy, że wybór oznacza odpowiedzialność, a odpowiedzialność oznacza wybór. Skoro poniósł karę, to był odpowiedzialny, więc ipso facto wybierał świadomie. Bóg gwarantuje tę konsekwencję i załatwione.
Informacja częściowa w momencie świadomego wyboru to chyba sytuacja najbardziej codzienna, zwykła, intuicyjnie zrozumiała, najbardziej ludzka. Nie ma tu nic do tłumaczenia. Są raczej nieporozumienia językowe. Mówią katolicy "ludzie dobrej woli". Ale w świetle tego, co zrobił Adam trzeba powiedzieć, że wola zawsze kieruje się ku dobru - tyle, że jest ono niekiedy źle rozpoznane. U katolików czynienie zła jest "błądzeniem", czyli zło jest jak gdyby szczególnym rodzajem głupoty i niedoinformowania. Gdyby człowiek umiał odróżniać dobro od zła, to wybierałby zawsze dobrze - tak zdaje się twierdzić katechizm. Jest w tym nawet jakiś optymizm.

>2. "Znaczenie obiektywne" z punktu widzenia "wszechwiedzącego boga" zdawałoby się ten wybór wyklucza
Tak, z "punktu widzenia Boga" (hipotetycznie, bo kto tam wie), nie istnieje żadna "niepewność". Bóg już tam "z góry" wiedział jak się sprawy potoczą. A Adam nie, o jaka różnica wyraźna.

>3. "Perspektywa aksjologiczna ludzka" oznacza dwóch gołodupców o wiedzy dzisiejszego trzylatka kuszonych przez Księcia Ciemności
Perspektywa ta kazała m.in. zrzucić bombę atomową na Hiroszimę. Było to rzekomo moralnie i racjonalnie umotywowane. Dzisiaj, z innej ludzkiej perspektywy, czyn ten jest potępiany. Krytykuje się bardziej jego wymiar moralny niż racjonalny, tzn. raczej nie uważa się Amerykanów za jakichś "głupków" z tego powodu, ale na pewno "zrobili coś złego". Jak by nie było, errare humanum est, a Bozia errare nie est, więc chyba rozróżnienie perspektyw jest jasne.

>>Ale mnie interesują tylko zależności wewnętrzne, wewnątrz samych tekstów i dozwolonych interpretacji.
>Czyli coś w rodzaju - czy Zami podskoczy wyżej jak zje o 3 gumijagody więcej?
Dokładnie tak. W świetle stwierdzenia B16, przywołanego przez big_zyda grzech pierworodny się dewaluuje. Traci znaczenie, bo nie porusza sumień. "Oczyszczenie" z niego jest tylko znakiem przynależności do wspólnoty, bez reperkusji w stosunkach z samym Bogiem. Kto wie, czy nie jest to powrót do jakiegoś wcześniejszego jego znaczenia.

>Omnipotencja, Omniscjencja, Omniprezencja, Omnibenewolencja, Transcendencja. Wystarczy?
Zauważyć czyjś niedopięty rozporek nie jest sztuką. Sztuką jest doprowadzić do jego zapięcia z poszanowaniem uznawanych przez siebie i ogół zasad zachowania - a do tego Ci chyba jeszcze daleko. Powiedz coś o grzechu pierworodnym.
27-04-2012 22:16 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)

>To jest mętne.

To zaś zabawne.

> Skoro poniósł karę, to był odpowiedzialny, więc ipso facto wybierał świadomie.

Czyli każdy świadomie powoduje wypadki drogowe.

>Bóg gwarantuje tę konsekwencję i załatwione.

Ten bóg to powinien w PZU pracować - nikomu by z AC nie wypłacili, a akcjonariusze byliby wniebowzięci.

>Są raczej nieporozumienia językowe.

Z grubsza się zgadza - jedni używają "języka", a inni "teologii".

> Mówią katolicy "ludzie dobrej woli". Ale w świetle tego, co zrobił Adam trzeba powiedzieć, że wola zawsze kieruje się ku dobru - tyle, że jest ono niekiedy źle rozpoznane.

To eufemizm na krucjaty czy ludobójstwo?

>U katolików czynienie zła jest "błądzeniem", czyli zło jest jak gdyby szczególnym rodzajem głupoty i niedoinformowania.

To taki Pavelic to "niedoinformowany głupek?

> Gdyby człowiek umiał odróżniać dobro od zła, to wybierałby zawsze dobrze - tak zdaje się twierdzić katechizm.

Ło matko bosko - to katechizm jest sprzeczny z biblią czy tez bóg też tego nie potrafi?

Cytat:
Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło".


>Jest w tym nawet jakiś optymizm.

Ja tam bym innym "izmem" pojechał.

>Perspektywa ta kazała m.in. zrzucić bombę atomową na Hiroszimę.

Zupełnie nieźle - od zeżarcia jabłka do bomby atomowej.

> Traci znaczenie, bo nie porusza sumień.

Znaczy się marketing kiepsko działa?

>"Oczyszczenie" z niego jest tylko znakiem przynależności do wspólnoty, bez reperkusji w stosunkach z samym Bogiem.

Ło matko - to Jezus się ukrzyżował żeby dało się przynależeć do tego kółka zainteresowań? Serio? Za karty członkowskie?

>Zauważyć czyjś niedopięty rozporek nie jest sztuką.
> Sztuką jest doprowadzić do jego zapięcia z poszanowaniem uznawanych przez siebie i ogół zasad zachowania - a do tego Ci chyba jeszcze daleko.

Zdecydowanie - trudno znaleźć rozporek w spódnicy.

> Powiedz coś o grzechu pierworodnym.

To bzdura.
28-04-2012 21:43 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>W samym pojęciu wyboru założone jest, że podmiot ma niejaką świadomość tego, co wybiera, a zwłaszcza tego, że w ogóle właśnie wybiera.
>>Inaczej słowo wybór przestaje cokolwiek znaczyć - no, ale skoro to teologia, to już faktycznie wszystko wolno .
>Ok, inaczej rozumiemy "wybieranie".

Tu nie ma żadnego inaczej. Ja - rozumiem, Ty - nie rozumiesz.

>Ty sądzisz, że wybiera się na podstawie pełnej informacji i ze znajomością konsekwencji wyboru,

Pisałem wyraźnie:
W samym pojęciu wyboru założone jest, że podmiot ma niejaką świadomość tego (tym razem dodatkowo zaznaczyłem, bo na zwykłej Twej percepcji - jak widzę - polegać nie można) co wybiera, a zwłaszcza tego, że w ogóle wybiera właśnie.
Kwestię: jakim cudem zdołałeś na tej podstawie wywnioskować, że ja sądzę, że wybiera się na podstawie pełnej informacji i ze znajomością konsekwencji wyboru - już Twoim opiekunom pozostawiam, o wyrazów Współczucia przekazanie im Upraszając niniejszym.

>że wybiera się na podstawie informacji częściowej, nie znając wszystkich konsekwencji, czy znaczenia "obiektywnego" ("z punktu widzenia Boga").

Niełatwo wymyślić zajęcie mniej produktywne niż wmyślanie się w "punkt widzenia Boga".

>Dla mnie w historii o g.p. są wyraźne dwie perspektywy aksjologiczne, Boska i ludzka. Podobna między nimi relacja jak zdrowe mniemanie o świecie i obiektywna prawda o świecie.

Na własny użytek - operuj sobie skolko ugodno "zdrowymi mniemaniami" i "obiektywnymi prawdami" o świecie. Mnie kontrafałdy nie zawracaj, póki Konkluzji się nie dopracujesz.

>>Co by grzeszny miało w ogóle znaczyć?
>Fajnie, ale to znów jest nastawienie na nonsens przez osadzanie terminów w innym systemie znaczeń, niż badany.

W teologicznym "systemie znaczeń" cokolwiek może znaczyć cokolwiek, a mnie to nudzi.

>Słowa "grzeszny" i "wolny" mają sens w katechizmie i nasze rozstrzygnięcia powinny być czysto analityczne w jego kontekście.

Nie smucąc się jakoś szczególnie - pozostawiam to do zabawy egzegetom zanurzonym po zgryz hermeneutyczny w dyskursach katechizmowych.

>Nie byłoby żadnym problemem dla kościoła, gdyby wygłaszane przezeń teksty nie miały sensu w twoim języku prywatnym.

Jasne .

>Problem to wewnętrzna [nie]sprzeczność systemu interpretowanego zgodnie ze słownikiem autorytetu.

Problem o tyle, o ile Kościołowi brak odpowiednio efektywnego aparatu egzekucji.

>"Dziedziczenie" jest terminem programowania obiektowego. Ale dlaczego miałbym stosować informatykę w kwestii grzechu pierworodnego?

Nie rozumiem i nie żałuję .

>>Wyluzuj, teraz jest Nowa Linia . Odkąd B16 limbus puerorum skasował, nawet niechrzczone noworodki - które od czasów Augustyna Słusznie się w Piekle smażyły - nadzieję Zbawienia zachowują .
>"Nowa Linia"... to dobrze, ulżyło mi. Interpretacja kościelna nowych linii jest zawsze taka, że otwierają się ludziom oczy wcześniej zamknięte.

Autoryzowane przez Watykan Ekspedycje w Zaświaty zawsze mnóstwo ciekawego materiału wnoszą .

>>>Co więcej, grzech pierworodny ma być przyczyną cierpień ludzkości
>>A reszta przyrody ożywionej to nie cierpi niby?
>Ale mnie interesują tylko zależności wewnętrzne, wewnątrz samych tekstów i dozwolonych interpretacji.

To niech Cię interesują .

>Tu się zaczyna problem prawdziwy,

Bez przesady .

>bo analityczny.

Polityczny.

>"Co powie papa?"

To, co - wedle jego oceny - będzie się na danym etapie opłacać.

>Acz obecność wykrętu nie oznacza niemożliwości wyjaśnienia. Byle szukać sensu i nowych linii na miarę zdobyczy rozumu i języka.

Miłej zabawy .

>>Społeczności (...) musiały (...) kierować się zasadą odpowiedzialności zbiorowej, nie przeżyłyby inaczej. I tę to zasadę - samą w sobie jaskrawo nieetyczną, co każdy widzi - musiały sobie jakoś legitymizować.
>Dobra, ale to jest socjologizm i historyzm, i dlatego nie jest argumentacją dla członka takiej społeczności.

Miałem wrażenie, że nie na użytek członka takiej społeczności piszę .
Ale przecie zawsze mogłem się mylić .
Może w istocie Marcuch jest - przez jaki tunel czasoprzestrzenny przyplątanym w XXI wiek - Amalekitą z epoki brązu?
No, kto to może - w dzisiejszych czasach - wiedzieć, panocku?

>On ma pod ręką teorię prostszą i jakby bardziej "fundamentalną". Członkowi trzeba pokazać czy zachodzi sprzeczność wewnętrzna tej teorii.

Niby czemu "trzeba"?
Niby czemu miałbym martwych od tysięcy lat koczowników na cokolwiek "nawracać"?


Szkoda, że nie można tutaj racjonalnie rozmawiać o piekle. (julian)
25-04-2012 08:18 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Adam wybrał zło właśnie dlatego, że nie potrafił odróżniać, popełnił błąd. Coś, na co kierowała się jego wola, czyli "dobro" w jego tyleż wolnym co niepodpartym boską wiedzą przekonaniu, faktycznie było złem i tyle. A za nieposłuszeństwo został wygnany z raju.

To ja dalej swoje na ten temat. Zajmowanie się idiotyczną mutacją judaistycznej opowieści i jej "analizowanie" oraz rozwijanie jest tylko taplaniem się w coraz większym idiotyzmie i niczemu nie służy oprócz pieprzenia, które zainicjował/zainspirował Paweł.
Cytaty ze strony the614thcs.com:

Cytat:
Judaizm nie twierdzi, że ludzkość jest napiętnowana tzw. grzechem pierworodnym.
Judaizm postrzega człowieka w sposób zrównoważony: nie twierdzi, że jest on skażony grzechem (pogląd chrześcijański), ani nie uważa, że jest z natury dobry (pogląd postchrześcijańskiego humanizmu świeckiego). Judaizm uznaje, że człowiek, jako istota obdarzona wolną wolą, ma skłonność zarówno do czynienia zła, jak i dobra, oraz zdolność do wybierania pomiędzy nimi.


Cytat:
Koncepcja zbawienia, czyli wyzwolenia od grzechu i jego konsekwencji, oraz zmartwychwstania do życia wiecznego jest obecna w chrześcijaństwie i nie ma odpowiednika w judaizmie. Zbawienie od grzechu jest zbędne w judaizmie, ponieważ judaizm nie twierdzi, że ludzkość jest napiętnowana tzw. grzechem pierworodnym i nie uważa, że ludziom potrzebna jest Boska interwencja, aby uniknąć wiecznego potępienia. Gdy Tora lub inne teksty religijne judaizmu mówią o Bogu jako o Zbawicielu, nie odnoszą się do zbawienia od grzechu, ale mówią o wybawieniu od konkretnych problemów, które dotyczyły Żydów, np. uwolnienia z niewoli egipskiej czy od zagrożenia ze strony wrogów. Judaizm nie uznaje wiecznego potępienia.


Cytat:
Św. Paweł sformułował dwa dogmaty tej nowej religii, które były całkowicie obce judaizmowi:

1. Grzech pierworodny .

Św. Paweł napisał w "Liście do Rzymian": "przez jednego człowieka grzech wszedł na świat" i "a zatem, jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwego Jedynego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. Albowiem jak przez jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jedynego wszyscy staną się sprawiedliwymi". (Oczywiście św. Paweł ma na myśli Adama - w pierwszym przypadku, i Jezusa - w drugim).

W judaizmie nie istnieje w ogóle pojęcie grzechu pierworodnego, przenoszonego z generacji na generację. Każdy rodzi się niewinnym. Gdyby ludzie byli obciążeni cudzym grzechem nie miałoby sensu istnienie Prawa Tory i jego przestrzeganie.

Według opowieści z "Księgi Rodzaju", przekroczenie zakazu sięgania po owoc z Drzewa Znajomości Dobrego i Złego ustaliło sytuację człowieka: pomiędzy istotą fizyczną (podlegajacą prawom natury, a więc przede wszystkim seksualną i śmiertelną), a duchową (czyli posiadająca "boską" zdolność odróżniania dobra od zła i mającego świadomość przede wszystkim własnej seksualności i nieuchronności własnej śmierci, co nie jest dostępne innym istotom żywym), ale nie obciążyło grzechem całej ludzkości.

2. Śmierć Jezusa odkupia grzechy wszystkich, którzy w niego wierzą.

Problem jest całkowicie obcy judaizmowi z dwu przyczyn. Po pierwsze według judaizmu nikt nie jest automatycznie obciążony grzechem pierworodnym. Po drugie: ludzie są rozliczani wyłącznie za swoje postępowanie, więc działając etycznie i zgodnie z Prawem sami stawiają się w sytuacji, w której odkupienie jest zbędne.


Cytat:
Na ten temat istnieje niejedna interpretacja, ale najbliższy jest nam pogląd, że nie jest to kara (kary są wymienione w Bereszit 3:16-19), ale KONSEKWENCJA.

Bóg mówi do Adama, ostrzegając przed zerwaniem owocu z Drzewa Poznania Dobra i Zła: "gdy zjesz z niego - na pewno umrzesz". Obecny w tradycji judaizmu pogląd, że Adam i Chawa przynieśli światu śmierć nie może być interpretowany dosłownie. Po prostu świadomość dobra i zła równa się świadomości życia i śmierci, jak jest powiedziane w Dewarim (30:15): "Patrz, daję ci dzisiaj [wybór]: życie i dobro albo śmierć i zło". Jest to cena, która człowiek musi płacić za zdolność odróżniania dobra od zła. Czyli przez świadomość zła człowiek zyskał świadomość śmierci. Własnej śmierci - własnej śmiertelności. Bez świadomości dobra i zła ludzie nie mieliby świadomości własnej śmierci tak jak nie mają jej zwierzęta i - przede wszystkim - dziecko, czyli homo sapiens, który jest jeszcze poza kulturą.

Bowiem każdy z nas powiela swoim własnym życiem historię pierwszego człowieka w tym sensie, że dopóki nie wyjdzie z wieku wczesnego dzieciństwa ("rajskiego", Gan Eden), to:

nie wstydzi się własnej nagości.

nie jest świadomy własnej seksualności (człowiek "poznaje swoją żonę Chawę dopiero po zjedzeniu owocu [choć trzeba odnotować, że istnieje tradycja midraszowa twierdząca inaczej]).

nie musi o nic zabiegać, wszystko jest mu dostarczane bez jego wysiłku i pracy.

nadaje nazwy zwierzętom przyswajając język.

aby osiągnąć samoświadomość własnego "ja", własnej indywidualności - musi przeciwstawić się (odkrywając w sobie dar własnej woli) zakazowi wydanemu przez rodzica, za co poniesie konsekwencje (wygnanie z Gan Eden, czyli świata bez odpowiedzialności).

próbuje instynktownie uciekać przed odpowiedzialnością za własne decyzje

wreszcie uzyskuje poczucie własnej śmierci, która jest dla niego tożsama ze złem.


Chrześcijaństwo skupia się na ZAKAZIE - jego złamaniu - i nerwowym Bozi, bo mu zakaz złamano, co wypacza całkowicie opowiastkę żydowską. Skupiacie się na BŁĘDZIE i KARZE, a Żydzi na wyborze i jego KONSEKWENCJACH. Ich Bóg tutaj nie straszy/grozi/terroryzuje jak wasz, ale tylko przestrzega przed wyjściem ze stanu nieświadomości w świat poznawania (wyższej percepcji), który zaboli (bo świadomość własnej śmierci) i "poplącze drogi" bo skomplikowany. Bóg żydowski to nie ta urażona chrześcijańska primadonna. Nie świruje, przynajmniej nie w tej opowiastce.
13-04-2012 18:38 
 Ocena 14 na 14
Fizyk (17637 punktów)
> Z punktu widzenia teologi nie ma znaczenia czy to była jedna owłosiona parka ludzi, czy może całe stado albo wiele stad.

Populacja ludzi nigdy nie spadła poniżej 10 tys. osobników. Czy to znaczy, że było też co najmniej 5 tys. gadających węży? Kuszących zgodnym chórem?
15-04-2012 20:51 
 Ocena 5 na 5
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>Sobór Watykański Drugi właśnie dlatego zaakceptował naukową teorię ewolucji niejakiego Darwina, ponieważ musiał w pewnym momencie przyznać,że niedorzeczne jest twierdzenie aby dwoje osobników biologicznych zwanych homo sapiens było zarówno podmiotem grzechu,który nazywany jest pierworodnym, jak i jedynymi przodkami wszystkich żyjących ludzi.

Mogę poprosić o poparcie tego stwierdzenia cytatem z odpowiedniego dokumentu soborowego?
W Katechizmie KK czytam:
Katechizm Kościoła katolickiego, 375:
Kościół, interpretując w autentyczny sposób symbolizm języka biblijnego w świetle Nowego Testamentu i Tradycji, naucza, że nasi pierwsi rodzice Adam i Ewa zostali ukonstytuowani w stanie "świętości i sprawiedliwości pierwotnej" [Sobór Trydencki: DS 1511]. Tą łaską świętości pierwotnej było "uczestnictwo w życiu Bożym" [Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 2.].



If you only have a hammer, you tend to see every problem as a nail.
16-04-2012 07:21 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>człowiek po raz pierwszy popełnił grzech- wybrał zło.
Pomińmy kościelne ewolucje na trapezie na temat Adama i Ewy i skupmy się na samej istocie grzechu. Jest to wybór zła, ok, niech będzie.
Kto określił, że to, co wybrał człowiek (rozumiany jako gatunek) jest złem?
16-04-2012 10:33 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>człowiek po raz pierwszy popełnił grzech- wybrał zło.
>Pomińmy kościelne ewolucje na trapezie na temat Adama i Ewy i skupmy się na samej istocie grzechu. Jest to wybór zła, ok, niech będzie.
A dlaczego?
Ważne czym konkretnie miałoby być to zło.
Zobaczmy co mówi pismo? (Rdz 3, 1-14)

4) Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie!

(5) Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło.

(6) Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł.

(7) A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.

(8) Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.


"owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy".
"gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło"

Z tego biblijnego tekstu wynika, że największym grzechem jest nieposłuszeństwo, wiedza i rozróżnianie dobra od zła.

Dlatego fideiści - jak mogą, tak z niezależna od Biblii wiedzą - walczą. Dla nich największym złem jest uwolnienie wiedzy od boskiej (dla myślących - kapłańskiej) kurateli, a tu taki wolnomyślicielski portal.
Samo zło.

>Kto określił, że to, co wybrał człowiek (rozumiany jako gatunek) jest złem?
Jak to kto?
Ten kto miał w tym interes i stosowną do narzucenia swoich poglądów władzę.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
16-04-2012 11:10 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>>człowiek po raz pierwszy popełnił grzech- wybrał zło.
>Pomińmy kościelne ewolucje na trapezie na temat Adama i Ewy i skupmy się na samej istocie grzechu. Jest to wybór zła, ok, niech będzie.
> Kto określił, że to, co wybrał człowiek (rozumiany jako gatunek) jest złem?

To kluczowe pytanie dla tego mitu. Jeżeli dzięki postępkowi Adama i Ewy wszystkie kolejne generacje mają zdolność do samodzielnego odróżniania dobra od zła to pasterze przestają mieć kluczową rolę. Boskie nakazy z rangi niepodważalnych praw zostają zdegradowane do roli jaką pełnią tabliczki informacyjne przy drodze.

Wraz ze zjedzeniem jabłka ludzkość zdobyła nie tylko wiedzę, równocześnie otrzymała narzędzie by stać się własnym sędzią. Otrzymaliśmy wewnętrznego sędziego zwanego sumieniem.

Z punktu widzenia instytucji kościoła zdobycie wiedzy przez ludzkość jest naganne, ale tak powie każda instytucja tracąca monopol.
20-04-2012 06:14 
 Ocena 4 na 4
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>>człowiek po raz pierwszy popełnił grzech- wybrał zło.
>Pomińmy kościelne ewolucje na trapezie na temat Adama i Ewy i skupmy się na samej istocie grzechu. Jest to wybór zła, ok, niech będzie.
> Kto określił, że to, co wybrał człowiek (rozumiany jako gatunek) jest złem?

Można sparafrazować pytanie z Eutyfrona - czy bogowie potępiają to, co złe, ponieważ jest złe, czy też jest ono złe dlatego, że bogowie je potępiają?

If you only have a hammer, you tend to see every problem as a nail.
13-04-2012 13:41 
 Ocena 12 na 12
astrotaurus (12445 punktów)
>twierdzenie, że kościół zgodnie ze swoją doktryną naucza,ze na początku dziejów istniał jeden chłop i jedna baba co spłodzili wszystkich jest kompletną bzdurą!!!
Ach, ach, a kiedyż to Katechizm KK zostanie przerobiony wedle nieomylnych twierdzeń Jego Przeświętobliwości Kaktusa V ?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-04-2012 14:59 
 0 na 2
kaktus5 (306 punktów)
>>twierdzenie, że kościół zgodnie ze swoją doktryną naucza,ze na początku dziejów istniał jeden chłop i jedna baba co spłodzili wszystkich jest kompletną bzdurą!!!
>Ach, ach, a kiedyż to Katechizm KK zostanie przerobiony wedle nieomylnych twierdzeń Jego Przeświętobliwości Kaktusa V ?
>
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

Nie interesuje mnie to i nie znam takiego osobnika.Wypowiadałem się na temat rzekomej wew. sprzeczności,o której Pan trąbił oraz wskazałem na błędne przypisywanie teologicznej doktrynie kościoła katolickiego, twierdzenia o istnieniu dwojga osobników biologicznych jednego gatunku przeciwnej płci, którzy to spłodziliby resztę ludzkości. Co do wymyślonej przez Pana "wewnętrznej sprzeczności" prosiłem o jej sprecyzowanie i wykazanie,czego pan dalej nie uczynił. Łatwiej jest rzucać oklepane hasła na forum nie mając najwidoczniej zielonego pojęcia co one oznaczają.Czy mam rozumieć, że Pan woli silić się na jakieś bezproduktywne komentarze(które w przyszłości pozostawię bez odzewu)zamiast skupić się na merytorycznej dyskusji?pozdrawiam.
13-04-2012 20:14 
 Ocena 7 na 7
maruda (5550 punktów)
>Nie interesuje mnie to i nie znam takiego osobnika.Wypowiadałem się na temat rzekomej wew. sprzeczności,o której Pan trąbił oraz wskazałem na błędne przypisywanie teologicznej doktrynie kościoła katolickiego, twierdzenia o istnieniu dwojga osobników biologicznych jednego gatunku przeciwnej płci, którzy to spłodziliby resztę ludzkości.

Cytat:
Monogenizm czy poligenizm
5. Ludzkość pochodzi od jednej czy od wielu par? Dz 17,26-27
Wielu zwolenników teorii ewolucji twierdzi, że ludzkość pochodzi nie od jednej, a od wielu par, bo cały jakiś gatunek stopniowo przekształcił się w ludzi. Teorię o pochodzeniu ludzkości od wielu par nazywamy poligenizmem. Jeśli przyjmiemy, że człowiek pojawił się na ziemi dzięki obdarowaniu jakichś istot duszą nieśmiertelną, czyli w jakimś określonym jednym momencie, nic nie stoi na przeszkodzie w przyjęciu nauki o pochodzeniu wszystkich od jednej pary ludzkiej. Bóg wcale nie musiał obdarowywać wielu osobników człekopodobnych duszami nieśmiertelnymi. Papież Pius XII twierdzi ponadto, że trudno pogodzić poligenizm z nauką o grzechu pierworodnym prarodziców, przechodzącym na wszystkich ludzi.
www.teologia.pl/m_k/zag03-01.htm#4

Bardzo proszę o ustalenie jednej wersji z panem doktorem Michałem Kaszowskim. Wtedy możemy wrócić do tematu.
13-04-2012 16:06 
 Ocena 11 na 11
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Zdumiewający jest poziom "wiedzy" niektórych forumowiczów odnośnie koncepcji grzechu pierworodnego, biblijnej egzegezy, czy oficjalnej doktryny np. kościoła katolickiego.
Środowisko naszego forum, jak wszystkie środowiska jest mocno zróżnicowanym. Jedni wiedzą więcej drudzy mniej. Należę do tych, którzy wiedzą mniej, ale są bardzo otwarci na wiedzę i chętnie się douczą. Tylko do mnie jakoś słabo docierają gołosłowne argumenty wysokiej samooceny wraz z krytycyzmem dla innych poglądów. Postawie, która zdecydowanie cechuje wszelkich fideistów - niezależnie od wyznania.
Bardzo proszę o konkrety.

>Z tego, co Pan pisze, wynika,że kościół katolicki stoi na stanowisku, które zakłada,ze cała ludzkość zaczęła się od dwojga osobników biologicznych przeciwnej płci (Adam,Ewa).
Zdecydowanie stoję na stanowisku, iż taka wykładnia jest przedmiotem powszechnej kościelnej katechezy.

>Otóż odpowiadam: takie rozumienie tej doktryny jest kompletną bzdurą! Zarówno ADAM(z hebrajskiego "człowiek") jak i EWA(z hebrajskiego Chawa "budząca życie") mają w ramach oficjalnej doktryny kościoła katolickiego całkowicie inne znaczenie.
Otóż! Powiadam wam!
- To stary chwyt retoryczny, którego tu zdecydowanie nie kupujemy.
Proszę o konkretne odwołania od oficjalnych dokumentów Kościoła Katolickiego.

>Egzegeza księgi rodzaju w ramach oficjalnej nauki kościoła katolickiego rozpatruje znaczenie Adama i Ewy w kontekście ogólnym, a wiec własnie rodzajowym (zgodnie z klasycznym logicznym podziałem arystotelesowskim na klasy: konkret,gatunek,rodzaj)- nie mylić z biologią!!!
Która egzegeza przez kogo napisana i przez kogo zatwierdzona? Proszę o konkretny cytat i jego źródło?

>Dlatego też twierdzenie, że kościół zgodnie ze swoją doktryną naucza,ze na początku dziejów istniał jeden chłop i jedna baba co spłodzili wszystkich jest kompletną bzdurą!!!
Encyklika "Humani generis": Nie wolno bowiem wiernym przyjąć teorii, że po Adamie istnieli na tej ziemi ludzie nie pochodzący od niego jako od wspólnego im przodka albo ze słowo "Adam' oznacza jakąś nieokreśloną wielość praojców.

>Tak samo jak inne bajki, z którymi wielokrotnie można się spotkać, o stworzeniu świata w siedem dni itd.etc.
Tak, fideistycznych bajeczek i bajd są nieprzebrane ilości. Teologia, próbuje utopić je w pokrętnym pseudonaukowym języku i wielosłowiu. Gdy doświadczenie potwierdza tak fakty, że stają się oczywiste dla największych głąbów - ratuje się chrzczeniem. Tak starają się uczynić - z najgroźniejsza dla nich darwinowska teorią ewolucji, kombinując z "teistyczną ewolucją", która ma tyle wspólnego z darwinowską - co krzesło z krzesłem elektrycznym.

>Jeśli ktoś jest zainteresowany polecam dokumenty soboru watykańskiego drugiego - może niektórzy przynajmniej przestaną opowiadać kompletne bzdety i wypowiadać w sprawach, o których nie mają elementarnego pojęcia.
Dokumenty przeczytałem strasznie dawno, ale wszystkie mam w domu i w miarę potrzeby do nich zaglądam. (Nawet ubolewam, że Jan Paweł II cofnął myśl kościelną przed II sobór watykański.)
Twierdzę, że kompletne bzdety to Pan tu opowiada i brak Panu elementarnego pojęcia, nawet tego dotyczącego oficjalnego stanowiska Kościoła.
Możemy pogadać, ale proszę przejść do konkretów.

PS.
Każde z religijnych wyznań, dążąc do powszechności, musi liczyć się z postępami nauki, gdyż na dłuższą metę bardzo trudno przeczyć oczywistościom. Można opóźniać ich przyjęcie, dokonywać różnorodnych reinterpretacji oraz bardziej lub mniej inteligentnych prób dopasowania, ale wraz ze wzrostem przeciętnego poziomu wykształcenia coraz mniej ludzi chce przyjmować wiedzę na wiarę, bez naukowych dowodów. Magisterium Kościoła, a za nim spora grupa uczonych księży, a także uczonych, którzy są wiernymi wyznawcami którejś z religii, próbuje wpisywać osiągnięcia nauki w dogmaty religijne. Czy udaje się im robić to bez strat? Większość uczonych świeckich, jak również wielu teologów ma co do tego spore wątpliwości. Ale dzisiaj - na szczęście - nauka może się rozwijać niezależnie od akceptacji teologicznych. www.racjon(*)/q,Malpi.ogon.homo.teologicusa

Miłego dnia.

@@@
.
13-04-2012 16:46 
 0 na 2
kaktus5 (306 punktów)
>Encyklika "Humani generis": Nie wolno bowiem wiernym przyjąć teorii, że po Adamie istnieli na tej ziemi ludzie nie pochodzący od niego jako od wspólnego im przodka albo ze słowo "Adam' oznacza jakąś nieokreśloną wielość praojców.
Szanowny Panie encyklika "Humani generis" na którą się Pan powołuje, jest dziełem niejakiego Piusa XII i powstała przed rozpoczęciem Soboru Watykańskiego II, który również w tym zakresie znacząco zmienił stanowisko kościoła katolickiego.Sobór zwoływał Jan XXIII.
>>Tak samo jak inne bajki, z którymi wielokrotnie można się spotkać, o stworzeniu świata w siedem dni itd.etc.
>Tak, fideistycznych bajeczek i bajd są nieprzebrane ilości. Teologia, próbuje utopić je w pokrętnym pseudonaukowym języku i wielosłowiu. Gdy doświadczenie potwierdza tak fakty, że stają się oczywiste dla największych głąbów - ratuje się chrzczeniem.
Szanowny Panie religia nie zajmuje się faktami naukowymi, tylko rzeczywistością religijną, coś się Panu miesza. Podobnież nauka nie zajmuje rzeczywistością religijną tylko faktami.
>Tak starają się uczynić - z najgroźniejsza dla nich darwinowska teorią ewolucji, kombinując z "teistyczną ewolucją", która ma tyle wspólnego z darwinowską - co krzesło z krzesłem elektrycznym.
Myli się Pan, własnie Sobór Watykański Drugi zaakceptował nie tylko teorię ewolucji Darwina ale również wiele innych teorii,naukowych,jako niesprzeczne z oficjalną nauką kościoła. Sprawa poszła dalej, ponieważ wszelkie koncepcje naukowe nie mogą z definicji kolidować z koncepcjami religijnymi, ponieważ obie dziedziny zajmują się zupełnie inna rzeczywistością.Nie wykluczają i nie potwierdzają się wzajemnie.O tym pisałem wcześniej.
>Twierdzę, że kompletne bzdety to Pan tu opowiada i brak Panu elementarnego pojęcia, nawet tego dotyczącego oficjalnego stanowiska Kościoła.
Twierdzić Pan może, co się Panu podoba. Mnie podobają się blondynki.
>Ale dzisiaj - na szczęście - nauka może się rozwijać niezależnie od akceptacji teologicznych. [/color]
Dokładnie o tym pisałem wcześniej, tzn. o rozdzieleniu nauki i religii, którego konkretne początki miały miejsce ze strony kościoła na watykańskim soborze drugim.Najwidoczniej nie był pan łaskaw przeczytać,a powtarzać się nie lubię.
13-04-2012 16:54 
 Ocena 10 na 10
astrotaurus (12445 punktów)
>powstała przed rozpoczęciem Soboru Watykańskiego II, który również w tym zakresie znacząco zmienił stanowisko kościoła katolickiego.
>Myli się Pan, własnie Sobór Watykański Drugi zaakceptował nie tylko teorię ewolucji Darwina ale również wiele innych teorii,naukowych,jako niesprzeczne z oficjalną nauką kościoła.
Konkrety poproszę!
...a może to co mówisz to ....hmmm... rzeczywistość religijna? Czy ta Twoja "rzeczywistość religijna" ma w ogóle coś wspólnego z realnymi zdarzeniami w realnym świecie?
I czy grzech pierworodny to też tylko ...tfu, tfu!... rzeczywistość religijna?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-04-2012 17:31 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>.. religia nie zajmuje się faktami naukowymi, tylko rzeczywistością religijną,
Trudno - zatem nauka musi sobie radzić bez religii.
>.. nauka nie zajmuje rzeczywistością religijną tylko faktami.
To świetnie - i bez religii dość przed nią wyzwań.
13-04-2012 18:46 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Szanowny Panie encyklika "Humani generis" na którą się Pan powołuje, jest dziełem niejakiego Piusa XII i powstała przed rozpoczęciem Soboru Watykańskiego II, który również w tym zakresie znacząco zmienił stanowisko kościoła katolickiego.Sobór zwoływał Jan XXIII.
Wielce Szanowny Panie, prosiłem o konkrety. Nie znam żadnego oficjalnego tekstu, w którym uznano by Piusa XII idiotą. Natomiast wiem, że próbuje się zrobić z niego świętego.

To już nie Pius - to Nasz Papież!
Kościół odpowiedzialny za prawdę
Tak jak w dawniejszych epokach, tak i teraz - i bardziej jeszcze - jest powołaniem teologów i wszystkich ludzi nauki w Kościele, ażeby łączyli wiarę z wiedzą i mądrością, aby przyczyniali się do ich wzajemnego przenikania, jak to wyrażamy w modlitwie liturgicznej na dzień św. Alberta, doktora Kościoła. Zadanie owo dzisiaj ogromnie się rozbudowało w związku z postępem ludzkiej wiedzy, jej metod oraz osiągnięć w poznaniu świata i człowieka. Dotyczy to zarówno nauk ścisłych (szczegółowych), jak i humanistycznych, jak również filozofii, o której ścisłych związkach z teologią przypominają dekrety ostatniego Soboru.
W tym stale się poszerzającym i różnicującym zarazem terenie ludzkiego poznania musi też stale pogłębiać się wiara przez odsłanianie wymiaru tajemnicy objawionej, przez zrozumienie prawdy, którą sam Bóg niejako "dzieli się" z człowiekiem. Jeśli można, a nawet trzeba sobie życzyć, ażeby olbrzymia praca w tym kierunku uwzględniała pewien pluralizm metod, to jednak nie może ona odbiegać od zasadniczej jedności Nauczania Wiary i Moralności jako swego właściwego celu. [...]

Trzeba, ażeby związana z tym odpowiedzialność Kościoła za Bożą prawdę stawała się coraz bardziej - i na różne sposoby - udziałem wszystkich. A cóż powiedzieć tutaj o specjalistach z różnych dziedzin, o przedstawicielach nauk przyrodniczych, humanistycznych, o lekarzach, prawnikach, o ludziach sztuki i techniki, o nauczycielach różnych stopni i specjalności! Wszyscy oni - jako członkowie Ludu Bożego - mają swój udział w prorockim posłannictwie Chrystusa, w Jego posłudze prawdy Bożej, również i przez to, że kierują się rzetelnym odniesieniem do prawdy w każdej dziedzinie, że wychowują innych w prawdzie i uczą ich dojrzewać do miłości i sprawiedliwości. Tak tedy poczucie odpowiedzialności za prawdę jest jednym z podstawowych punktów spotkania Kościoła z każdym człowiekiem, a także jednym z podstawowych wymagań określających powołanie człowieka we wspólnocie Kościoła.
Oczywiście, jak każdy klecha kręci, ale doczytać się o co chodzi można.

>Szanowny Panie religia nie zajmuje się faktami naukowymi, tylko rzeczywistością religijną, coś się Panu miesza.
Religia, a dokładnie jej przygłupiaści funkcjonariusze zawsze próbowała się mieszać do nauki i trzeba być głąbiastym fideistą aby ten fakt wyrzucić ze świadomości, gdyż wprost nie sposób tego nie wiedzieć.

>Podobnież nauka nie zajmuje rzeczywistością religijną tylko faktami.
Tak nauka nie zajmuje się żadną "blablaminą" - wydumanymi stworami, opisanymi nic nie znaczącą terminologią. Nic takiego jak "rzeczywistość religijna" czy "Bóg" nie istnieje poza ludzkimi umysłami, a nauka zajmuje się tym co istnieje.

>Myli się Pan, własnie Sobór Watykański Drugi zaakceptował nie tylko teorię ewolucji Darwina ale również wiele innych teorii,naukowych,jako niesprzeczne z oficjalną nauką kościoła.
Wielce Szanowny Panie, to poważne forum dla racjonalistycznej inteligencji i to pomimo tego, że włączają w dyskusję różni niedouczeni ewangelizatorzy. Już kilkakrotnie prosiłem Pana o konkrety.
W przeciwieństwie do Pana mam jakie takie pojęcie i o teorii ewolucji i o oficjalnych dokumentach Kościoła. Mam także pojęcie o wypowiedziach na temat ewolucji różnych - mniej lub bardziej - związanych z chrześcijaństwem myślicieli.
Może Pan nawet tu krzyczeć, że wszyscy się mylimy i na pewno nie mamy racji, ale zupełnie z tego nic nie wynika.
Nie jest Pan dla nas żadnym autorytetem, a to środowisko nawet w największe autorytety wątpi.
Tu nic na wiarę.
O konkrety prosimy, gdzie, w jakim dokumencie i w jaki sposób II Sobór Watykański zaakceptował teorię Darwina?

>Sprawa poszła dalej, ponieważ wszelkie koncepcje naukowe nie mogą z definicji kolidować z koncepcjami religijnymi, ponieważ obie dziedziny zajmują się zupełnie inna rzeczywistością.Nie wykluczają i nie potwierdzają się wzajemnie.O tym pisałem wcześniej.
Pan sobie może przeróżne bzdury wypisywać. Gdzie, jakie gremium uchwaliło, że Kościół przestanie bredzić o tym o czym nie ma pojęcia, czyli o nauce. Proszę poczytać sobie referaty z konferencji na KUL-u, na UKS w PAT. Proszę poczytać sobie periodyk "Zagadnienia filozoficzne w nauce". To co Pan tu opowiada, to żenada, kompromitująca Pańskie środowisko ludzi wierzących.

>>>>Twierdzę, że kompletne bzdety to Pan tu opowiada i brak Panu elementarnego pojęcia, nawet tego dotyczącego oficjalnego stanowiska Kościoła.
>Twierdzić Pan może, co się Panu podoba.
Pańska powyższa wypowiedź jeszcze bardziej mnie utwierdziła w moim twierdzeniu.
Żadnych konkretów, tylko mielenie fideistycznego siana.

>Mnie podobają się blondynki.
Dziękuję za komplement! Nie ma to jak ludzie wiary.
Ale dzisiaj - na szczęście - nauka może się rozwijać niezależnie od akceptacji teologicznych.
>Dokładnie o tym pisałem wcześniej, tzn. o rozdzieleniu nauki i religii, którego konkretne początki miały miejsce ze strony kościoła na watykańskim soborze drugim.Najwidoczniej nie był pan łaskaw przeczytać,a powtarzać się nie lubię.
Wielce Szanowny Panie, racjonaliści już z zasady znacznie więcej czytają jak piszą.
Zależy mi na poziomie naszego forum i dlatego pilnie przeczytałem wszystkie bzdury, które Pan w tym wątku zamieścił. Głupot powtarza Pan sporo, ale może wniesie Pan coś mądrego aby można było z Panem podyskutować.

@@@
.
14-04-2012 11:59 
 Ocena 1 na 5
kaktus5 (306 punktów)
>Nie jest Pan dla nas żadnym autorytetem, a to środowisko nawet w największe autorytety wątpi.
Przedmiotem dyskusji nie były autorytety.Nie interesuje mnie Pańska opinia o mnie ani o nikim innym,a Pan próbujesz sprowadzić wypowiedzi na płaszczyznę osobistą.Niestety z tego rodzaju "rozmówcami" nie zwykłem dywagować.
>To co Pan tu opowiada, to żenada, kompromitująca Pańskie środowisko ludzi wierzących.
Skończ Pan z określaniem mnie i mojego środowiska, o którym nie ma pan zielonego pojęcia. "Pańskie środowisko ludzi wierzących"- kto Panu powiedział,że jestem wierzący?
W tej kwestii uprawia Pan tutaj zwykła propagandę, polegającą już nie tylko na przypisywaniu komuś poglądów, których nie wygłasza ale również, cech których nie posiada. Niedopuszczalne i żenujące.
>>>>>Twierdzę, że kompletne bzdety to Pan tu opowiada i brak Panu elementarnego pojęcia, nawet tego dotyczącego oficjalnego stanowiska Kościoła
>Dziękuję za komplement! Nie ma to jak ludzie wiary
Kolejny przykład przypisywania komuś wiary.Zadziwiające skąd posiadł Pan wiedzę o mnie.
>Zależy mi na poziomie naszego forum
Po tym, co przeczytałem nie sądzę.Jeśli w taki sposób prowadzi Pan tutaj dyskusję to wypada się wstydzić.Nie zwykłem dyskutować w taki sposób i w przyszłości pozostawię tego typu żenadę bez komentarza.
14-04-2012 13:52 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Przedmiotem dyskusji nie były autorytety.
Cytat:
Pan Kaktus:
Myli się Pan, własnie Sobór Watykański Drugi zaakceptował nie tylko teorię ewolucji Darwina ale również wiele innych teorii,naukowych,jako niesprzeczne z oficjalną nauką kościoła.

Bogusławski:
Wielce Szanowny Panie, to poważne forum dla racjonalistycznej inteligencji i to pomimo tego, że włączają w dyskusję różni niedouczeni ewangelizatorzy. Już kilkakrotnie prosiłem Pana o konkrety.
W przeciwieństwie do Pana mam jakie takie pojęcie i o teorii ewolucji i o oficjalnych dokumentach Kościoła. Mam także pojęcie o wypowiedziach na temat ewolucji różnych - mniej lub bardziej - związanych z chrześcijaństwem myślicieli.
Może Pan nawet tu krzyczeć, że wszyscy się mylimy i na pewno nie mamy racji, ale zupełnie z tego nic nie wynika.
Nie jest Pan dla nas żadnym autorytetem, a to środowisko nawet w największe autorytety wątpi.

>Nie interesuje mnie Pańska opinia o mnie ani o nikim innym,a Pan próbujesz sprowadzić wypowiedzi na płaszczyznę osobistą.
Dla średnio rozgarniętego ucznia gimnazjum - jednoznacznie wynika, że moja wypowiedź nie odnosiła do Pana ani do Pańskiego autorytetu, a do żądania przyjęcia Pańskiego głupiego i nieprawdziwego twierdzenia na wiarę. Mocą autorytetu, do którego nie ma Pan zupełnie podstaw.

>Niestety z tego rodzaju "rozmówcami" nie zwykłem dywagować.
Wielce Szanowny Pan, to może mnie w (odpowiednie wstawić) pocałować.
Tu Pan swoje bzdury upublicznia i tym samym poddaje je pod krytykę. Mam prawo, a nawet obowiązek wynikający z uczestnictwa w forum je krytykować. Jestem wprost uczulony na głupotę, a to co Pan tu wypisuje, to woła "o pomstę do nieba". Nie, nie jest Pan mi zmuszony odpowiadać. Zresztą niczego merytorycznego to i tak nie ma Pan do powiedzenia.

>>>>To co Pan tu opowiada, to żenada, kompromitująca Pańskie środowisko ludzi wierzących.
>Skończ Pan z określaniem mnie i mojego środowiska, o którym nie ma pan zielonego pojęcia.
Tow. Gierek pojechał z gospodarską wizytą na Śląsk.
Redaktorzy pytają młodego człowieka z czym mu się tow. Gierek kojarzy?
- Z herbatą "Ulung".
- Z herbatą, a dlaczego?
- No bo babcia ile razy go widzi w telewizorze to pyta?
- A gdzie się taki ulungł?

Wszyscy jesteśmy genetycznie zaprogramowani, a następnie przez środowisko zsocjalizowani. Bardzo lubię czytać i te bzdury które Pan tu wypisuje bardzo łatwo rozpoznać. Tylko Panu może się wydawać, że jest Pan oryginalnym. Nawet na naszym forum ma Pan sporą ideową rodzinkę.

>"Pańskie środowisko ludzi wierzących"- kto Panu powiedział,że jestem wierzący?
To proste jak konstrukcja cepa. Takie bzdury bez pokrycia w faktach tylko wierzący może wypowiadać: Cytat:
Dlatego też twierdzenie, że kościół zgodnie ze swoją doktryną naucza,ze na początku dziejów istniał jeden chłop i jedna baba co spłodzili wszystkich jest kompletną bzdurą!!! [...] Jeśli ktoś jest zainteresowany polecam dokumenty soboru watykańskiego drugiego- może niektórzy przynajmniej przestaną opowiadać kompletne bzdety i wypowiadać w sprawach, o których nie mają elementarnego pojęcia.

>W tej kwestii uprawia Pan tutaj zwykła propagandę,
Zdecydowanie tak. Zgodną z linią portalu: www.racjonalista.pl/kk.php/d,67

>polegającą już nie tylko na przypisywaniu komuś poglądów, których nie wygłasza
Wielce Szanowny Panie, to dla mnie poważny zarzut. Należy przedstawić konkretne dowody. Może się Pan wzorować tu ma mnie. Mam zwyczaj przytaczać pełne wypowiedzi, do których się odnoszę i konkretnie wskazywać na to, z czym się nie zgadzam.

>ale również, cech których nie posiada.
Nie znam Pana i nie wypowiadam się na Pański temat, choć logicznie nasuwa się wniosek, że autorem żenujących głupot
(a te mam prawo oceniać i oceniam) nie może być człowiek mądry.

>Niedopuszczalne i żenujące.
Dla mnie niedopuszczalne i żenujące jest upowszechnianie głupoty. Mamy jej wystarczająco dużo w naszym kraju i nie chciałbym aby zdominowała nasze forum. Dlatego mam zamiar dalej Pańską żenadę wykazywać. (Znowu ja naprawdę nie wiem, czy to Pan jest głupi, czy tylko głupoty tu wypisuje. Proszę nie odbierać tego osobiście. Odnoszę się tylko do tego co czytam).

>>>>Dziękuję za komplement! Nie ma to jak ludzie wiary
>Kolejny przykład przypisywania komuś wiary.Zadziwiające skąd posiadł Pan wiedzę o mnie.
Cytat:
Pan Kaktus:
>Żebyśmy się dobrze zrozumieli:
>-po pierwsze nie jestem rzecznikiem ani adwokatem doktryny teologicznej kościoła katolickiego,protestanckiego,prawosławnego i jakiegokolwiek innego chrześcijańskiego,
Bogusławski:
A ja jestem piękną blondynką.
Myślę, że już się dobrze rozumiemy!

----------------------

Pan Kaktus:
>Mnie podobają się blondynki.
Bogusławski:
Dziękuję za komplement! Nie ma to jak ludzie wiary.

Trudno abym w wyniku takiej rozmowy przypisywał komuś inteligencję.
Wiara, to coś innego - zaślepia i człowiek prze do przodu jak nosorożec.

Nawet drobnego żartu nie zauważając.

>>>>Zależy mi na poziomie naszego forum
>Po tym, co przeczytałem nie sądzę.Jeśli w taki sposób prowadzi Pan tutaj dyskusję to wypada się wstydzić.
Nawet przez chwilę nie podejrzewałem, że z Panem jakakolwiek dyskusja jest możliwą.
Im Pan mniej wie, tym bardziej się Pan przy tym upiera i staje się coraz bardziej agresywnym.

>Nie zwykłem dyskutować w taki sposób i w przyszłości pozostawię tego typu żenadę bez komentarza.
Przecież to widać.
Nie potrafił się Pan merytorycznie odnieść do żadnych moich przedstawionych tu kontrargumentów i zamiast tego zaatakował Pan mnie. Dobrze wiedziałem, że Pana tylko na tyle stać, ale przecież nie mogłem na ewidentne bzdury nie zareagować.
Inteligentny czytelnik - gdy będzie chciał - to sprawdzi sobie jak było, a nie moja to już wina, że Pana na żadną merytoryczną rozmowę nie stać.

Miłego dnia.

@@@
.
13-04-2012 19:24 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>Encyklika "Humani generis":
Nie wolno bowiem wiernym przyjąć teorii, że po Adamie istnieli na tej ziemi ludzie nie pochodzący od niego jako od wspólnego im przodka albo ze słowo "Adam' oznacza jakąś nieokreśloną wielość praojców.
>Szanowny Panie encyklika "Humani generis" na którą się Pan powołuje, jest dziełem niejakiego Piusa XII i powstała przed rozpoczęciem Soboru Watykańskiego II, który również w tym zakresie znacząco zmienił stanowisko kościoła katolickiego.Sobór zwoływał Jan XXIII.
Pius XII pisał: "Nie wolno bowiem wiernym Chrystusowym trzymać się takiej teorii, w myśl której przyjąć by trzeba albo to, że po Adamie żyli na ziemi prawdziwi ludzie nie pochodzący od niego, drogą naturalnego rodzenia, jako od wspólnego wszystkim przodka, albo to, że nazwa «Adam» nie oznacza jednostkowego człowieka ale jakąś nieokreśloną wielość praojców. Już zaś zupełnie nie widać jakby można było podobne zdanie pogodzić z tym, co źródła objawionej prawdy i orzeczenia kościelnego Nauczycielstwa stwierdzają o grzechu pierworodnym, jako pochodzącym z rzeczywistego upadku jednego Adama i udzielającym się przez rodzenie wszystkim ludziom, tak iż staje się on grzechem własnym każdego z nich" (Humani generis). Pius XII jedynie przypomina Pismo Święte; ograniczę się do zacytowania świętego Pawła: "I uczynił z jednego wszystek rodzaj ludzki, aby mieszkali po całej ziemi" (Dzieje Ap. 17, 26); "Stał się pierwszy człowiek Adam istotą żyjącą" (1 Kor. 15, 45). Jedność pochodzenia rodzaju ludzkiego jest prawdą wiary, z której pochodzi inna prawda wiary o grzechu pierworodnym: "Dlatego jak przez jednego człowieka grzech wszedł na ten świat, i przez grzech śmierć, i tak na wszystkich ludzi śmierć przeszła, w którym wszyscy zgrzeszyli (...) Przeto jak przez przestępstwo jednego na wszystkich ludzi potępienie, tak i przez sprawiedliwość jednego na wszystkich ludzi usprawiedliwienie życia" (Rzym. 5, 12. 18).

Doktryna ta z Pisma Świętego "o pierwszym człowieku, o jego stanie pierwotnej sprawiedliwości, jego utraconych przywilejach (w szczególności o nieśmiertelności) i o grzechu pierworodnym przechodzącym na wszystkich ludzi jako pochodzących od Adama" (Denz.-U. 101, 133, 174, 176, 789, 791) potwierdzona została przez Sobór Trydencki. Dekret z 1909 "umieszcza jedność rodzaju ludzkiego wśród punktów, które dotykają fundamentów religii chrześcijańskiej" (Denz.-U. 2121-2123). Sobór Watykański (I) miał uroczyście zdefiniować tę prawdę orzekając: "Jeśliby ktoś zaprzeczał pochodzeniu całego rodzaju ludzkiego od jednego tylko rodzica, Adama, niech będzie wyklęty" (por. Garrigou-Lagrange OP, hasło Monogenismo [Monogenizm] w Enciclopedia cattolica). Czy Karol Wojtyła wierzy w te prawdy? Jeśli w nie wierzy to dlaczego je ukrył w Przesłaniu, w którym winien obowiązkowo je wyznać? Co można odpowiedzieć wydawcy dziennika Le Monde (który jednak interpretuje odczucia niemałej liczby ludzi) kiedy pisze: "Konsekwencje tej rehabilitacji mogą być znaczące. Powzięty tym samym dystans do fundamentalistycznego odczytywania Biblii może naruszyć cały gmach dogmatyki chrześcijańskiej, oparty na grzechu pierworodnym i istnieniu zła, który ukształtował naszą zachodnią mentalność. Bez pojęcia dziedzicznej winy, związanego z «pierwszym człowiekiem», Adamem, centralne dogmaty wiary chrześcijańskiej, jak grzech pierworodny i Odkupienie, są niezrozumiałe" (wydanie z 25 października 1996, s. 17). Toteż, w obliczu takiego skandalu, wydaje się nam, że wierni katolicy mają prawo do definitywnego wyjaśnienia ze strony, nie Cantoniego na usługach, lecz głównego odpowiedzialnego, Karola Wojtyły: wierzy on czy też nie, że Adam, pierwszy człowiek, stworzony przez Boga w stanie łaski, zgrzeszył i że grzech ten został przekazany drogą rodzenia wszystkim ludziom (za wyjątkiem Pana Naszego i Niepokalanej Panny Maryi), którzy pochodzą od niego? Nie jest to zbyt wygórowane żądanie od człowieka, który mieni się być następcą świętego Piotra, tego którego obowiązkiem jest "utwierdzać w wierze" swoich braci. Po raz kolejny, wraz z Przesłaniem z 22 października 1996, Jan Paweł II zaniedbał tę powinność.
www.ultramontes.pl/jp2_ewolucjonizm.htm
Jeszcze poszukam co na temat "monogenizmu" dokładnie powiedział "nasz Pawełek".
Może warto zobaczyć co KS. BERNARD HAŁACZEK wypisuje.
Swoistego rodzaju rehabilitacją Darwina jest przecież stwierdzenie Papieża, że aktualny stan wiedzy nakazuje w teorii ewolucji widzieć coś więcej niż tylko hipotezę".
Ponadto zaś przypomina Papież o tym, co jest utrwaloną zdobyczą metodologiczną współczesnego przyrodoznawstwa, o czym niemniej zbyt często zapomina się w popularno-naukowych wywodach.
Po pierwsze: teorii ewolucji nie należy utożsamiać ani z dyskusyjnym statusem różnych wyjaśnień mechanizmu ewolucji, ani z filozoficznie uwarunkowanym ewolucjonizmem, i to zarówno tym w materialistycznej, jak również w spirytualistycznej interpretacji.
A po drugie: decydujący o człowieczeństwie moment przejścia do sfery duchowej wymyka się całkowicie z kompetencji poznawczej nauk doświadczalnych.

Tą drugą uwagą kontynuuje Jan Paweł II ów specyficznie teologiczny sposób mówienia o początkach gatunku ludzkiego, który encyklika Humani generis sygnalizowała terminem "veros homines". Pojęcie "prawdziwy człowiek" jest naukom przyrodniczym nieznane.
Teologia zaś stale tym właśnie pojęciem, i tylko nim, operuje również wtedy, gdy mówi o powstaniu pierwszego człowieka. Stąd też zrozumiałe i w pełni zasadne jest wyróżnianie dwóch swoistych, od siebie niezależnych i dlatego treściowo bezkolizyjnych ujęć antropogenezy.
www.wtl.us(*)t/index.php?numer=31&str=17-25
I jak można z tym dyskutować? Jedni o zupie inni o ciemnej czekoladzie.
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

Miłego dnia.

@@@
.
13-04-2012 20:50 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>Szanowny Panie religia nie zajmuje się faktami naukowymi, tylko rzeczywistością religijną, coś się Panu miesza. Podobnież nauka nie zajmuje rzeczywistością religijną tylko faktami.

Nie wiem, czy powiem coś nowego, ale terminy "rzeczywistość religijna", czy "fakt religijny" nie są raczej na tym forum dobrze zapoznane. Są raczej taką, optymistycznie ignorowaną, "czarną dziurą" w światopoglądzie i raczej nie przyznaje się im istnienia (przy jednoczesnym uznawaniu niektórych wyników religioznawstwa, co ciekawe). Jest to chyba z powodu braku elementów religioznawstwa w liceum. Dlatego powoływanie się na "rzeczywistość religijną" w dyskusji spotyka się z brakiem zrozumienia, tyleż głupio co radośnie motywowanym ("uzasadnianym"?) ateizmem albo jakimiś "wynikami naukowymi" . Następuje absurdalne, alogiczne "przeformułowanie" pytania (raczej luźna parafraza) w duchu pozytywizmu jako epistemologicznej "jedynej słusznej drogi". Kiedy byłem mały, też odmawiałem istnienia rzeczom, których nazw nie rozumiałem.

Co więcej, grono utrwala się wzajemnie w tej postawie zupełnie jak uczestnicy pielgrzymki do Fatimy: każdy podpatruje i powiela to pozytywistyczne nastawienie do problemów i ogólną wiarę w uniwersalność scjentystycznego racjonalizmu, choćby mowa była o "demonach", "Bogu", "grzechu", "etyce", "muzyce" albo "babie z brodą". W konsekwencji, jak mi się zdaje, tutaj również jest kształtowana pewna "rzeczywistość religijna" - i to jest najbardziej interesujące. Przecież nie wszyscy jesteśmy naukowcami sceptykami nihilistami, jesteśmy ludźmi. Tak sobie myślę. Padają pytania o wartości.

Są więc, w ramach tutejszej religijnej rzeczywistości, pewne "elementarne fakty", poza które nie wybiega wyobraźnia. Jest wiara w pewien porządek na niskim poziomie, w dostatecznie małej skali, są naukowi guru będący autorytetami etycznymi niejako z racji znawstwa w zakresie fizjologii albo genetyki, jest "szatan" zamieszkujący umysły niewiernych, Wielka Matka (ewolucja), prastary Ojciec, którego pytamy o "wieczne" prawa natury, wąż kusiciel, reprezentant chaosu, przed którym bronimy się orężem empirii i dostatecznie szeroko zaakceptowanych teorii, ometkowani wrogowie czystości wiary, jest też ewentualnie cel życia: walka z demonem tajemnicy, walka o prawdę w empirycznej totalności świata. I pewnie coś by się jeszcze znalazło...
13-04-2012 22:45 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie wiem, czy powiem coś nowego, ale terminy "rzeczywistość religijna", czy "fakt religijny" nie są raczej na tym forum dobrze zapoznane.
Dlaczego Szanowny Panie? Na przykład ja bardzo dobrze rozumiem terminy "rzeczywistość bajeczna" (może być i mityczna) oraz "fakt prasowy". Tylko te terminy mają się nijak do obiektywnie istniejącej rzeczywistości opisywanej przez naukę i zdarzeń (faktów) mających naukowe potwierdzenie.

>Są raczej taką, optymistycznie ignorowaną, "czarną dziurą" w światopoglądzie i raczej nie przyznaje się im istnienia (przy jednoczesnym uznawaniu niektórych wyników religioznawstwa, co ciekawe).
Wielce Szanowny Panie, o czym chce Pan rozmawiać? O pożyteczności baśni: pl.wikipedia.org/wiki/Baśń O wielości koncepcji religijnych: pl.wikipedia.org/wiki/Religia , czy terminologii nauk przyrodniczych?

>Jest to chyba z powodu braku elementów religioznawstwa w liceum.
Jaki poziom religioznawczej wiedzy Pana zadowala. Uniwersytecki to też mało?
Czy doktor Sławomir Sztajer z Katedry Religioznawstwa i Badań Porównawczych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza to może już być?
www.staff.(*)ajers/referaty_files/12032.pdf
Język stanowi warunek specyficznie ludzkiej działalności, a tym samym fundament funkcjonowania innych dziedzin kultury, czynnik kształtujący obraz świata, wpływający na myślenie i kategoryzujący rzeczywistość. W szczególnych przypadkach jest ponadto sposobem działania, składnikiem systemu działań społecznych oraz czynnikiem kształtującym działania jednostek. Ale na tym nie koniec.
Język umożliwia znacznie więcej: jako wytwór o charakterze intersubiektywnym stanowi medium, w którym konstytuują się aspekty ludzkiego świata przekraczające zwykłe doświadczenie zmysłowe. Przy udziale języka przestają one być jedynie wytworami fantazji poszczególnych jednostek i stają się wspólnotowo podzielanymi systemami znaczeń, którym przysługuje swoista obiektywność. Ludzki świat nie może być rozumiany jako zastana rzeczywistość, która następnie jako taka zostaje poznawczo ujęta przy pomocy języka.
Przeciwnie, świat ten jest przez człowieka tworzony i podtrzymywany w istnieniu, zaś język odgrywa w tej działalności ludzkiej fundamentalną rolę.
W religii ten aspekt funkcjonowania języka zaznacza wyraźnie swoją obecność.


>Dlatego powoływanie się na "rzeczywistość religijną" w dyskusji spotyka się z brakiem zrozumienia, tyleż głupio co radośnie motywowanym ("uzasadnianym"?) ateizmem albo jakimiś "wynikami naukowymi" .
Nikt nas nie skompromituje bardziej, niż uczynimy to sami.
O czym Szanowny Pan tu plecie? Co ma być czym uzasadniane? Aż tak dalece fideizm teistyczny umysł zaćmiewa, że zaczyna Pan od rzeczy mówić?

>Następuje absurdalne, alogiczne "przeformułowanie" pytania (raczej luźna parafraza) w duchu pozytywizmu jako epistemologicznej "jedynej słusznej drogi".
To nic nie znaczące "pieprzenie o Szopenie"! Dużo słów mało treści po to aby ukryć miałkość intelektualną?

>Kiedy byłem mały, też odmawiałem istnienia rzeczom, których nazw nie rozumiałem.
To zupełnie odwrotnie jak ja, gdy byłem małym różne bajeczne terminy wydawały mi się zrozumiałe, a czasem i prawdziwe. Dziś wiem, że to tylko bełkot kulturowy bez naukowego znaczenia.

>Co więcej, grono utrwala się wzajemnie w tej postawie zupełnie jak uczestnicy pielgrzymki do Fatimy: każdy podpatruje i powiela to pozytywistyczne nastawienie do problemów i ogólną wiarę w uniwersalność scjentystycznego racjonalizmu, choćby mowa była o "demonach", "Bogu", "grzechu", "etyce", "muzyce" albo "babie z brodą".
Szanowny Panie, może mnie Pan nazywać jak chce. Nawet i scjentystą.

Natomiast, gdy w Fatimie zobaczy się trupiego koloru ludzkie detale i całe niemowlęta wrzucane w piec jako ofiary dla Molocha.



To rzeczywiście trzeba być głęboko religijnym aby nie odczuć zażenowania ludzką głupotą.

>W konsekwencji, jak mi się zdaje, tutaj również jest kształtowana pewna "rzeczywistość religijna" - i to jest najbardziej interesujące.
Nie tylko tak Panu się zdaje. Uznanie racjonalnego ateizmu za postawę religijność wpisuje się w program propagandy Kościoła Katolickiego. Choć ja podejrzewam jeszcze coś innego - dla fideistycznych umysłów racjonalny ateizm, już nie mówiąc o naturalizmie ontologicznym jest rzeczą niepojętą. W każdym razie jeszcze nigdzie nie spotkałem się z prawdziwym opisem takiej postawy u żadnych intelektualistów związanych z religią.

>Są więc, w ramach tutejszej religijnej rzeczywistości, [...] jest "szatan" zamieszkujący umysły niewiernych, Wielka Matka (ewolucja), prastary Ojciec, którego pytamy o "wieczne" prawa natury, wąż kusiciel, reprezentant chaosu, przed którym bronimy się orężem empirii i dostatecznie szeroko zaakceptowanych teorii, [...] I pewnie coś by się jeszcze znalazło...
Tak, w Pańskiej religijnej rzeczywistości mieści się tyle fantastycznych stworów, że może Pan zacząć literaturę fantasy pisać, tylko to się ma nijak do rzeczywistości związanych z naszym forum.

Napisał Pan:
"Kiedy byłem mały, też odmawiałem istnienia rzeczom, których nazw nie rozumiałem".
Teraz Pan urósł, lat Panu przybyło i co z tego wynika?

Miłego dnia.

@@@
.
Marcuch (664 punktów)
>>Są raczej taką, optymistycznie ignorowaną, "czarną dziurą" w światopoglądzie i raczej nie przyznaje się im istnienia (przy jednoczesnym uznawaniu niektórych wyników religioznawstwa, co ciekawe).
>Wielce Szanowny Panie, o czym chce Pan rozmawiać?
Z Panem (wikipedią)? O niczym!


15-04-2012 21:30 
 Ocena 2 na 2
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

> Na przykład ja bardzo dobrze rozumiem terminy "rzeczywistość bajeczna" (może być i mityczna) oraz "fakt prasowy". Tylko te terminy mają się nijak do obiektywnie istniejącej rzeczywistości opisywanej przez naukę i zdarzeń (faktów) mających naukowe potwierdzenie.

Nie bójmy się powiedzieć: są kontrfaktyczne!


If you only have a hammer, you tend to see every problem as a nail.
kaktus5 (306 punktów)
>>Szanowny Panie religia nie zajmuje się faktami naukowymi, tylko rzeczywistością religijną, coś się Panu miesza. Podobnież nauka nie zajmuje rzeczywistością religijną tylko faktami.
>Nie wiem, czy powiem coś nowego, ale terminy "rzeczywistość religijna", czy "fakt religijny" nie są raczej na tym forum dobrze zapoznane. Są raczej taką, optymistycznie ignorowaną, "czarną dziurą" w światopoglądzie i raczej nie przyznaje się im istnienia (przy jednoczesnym uznawaniu niektórych wyników religioznawstwa, co ciekawe). Jest to chyba z powodu braku elementów religioznawstwa w liceum. Dlatego powoływanie się na "rzeczywistość religijną" w dyskusji spotyka się z brakiem zrozumienia, tyleż głupio co radośnie motywowanym ("uzasadnianym"?) ateizmem albo jakimiś "wynikami naukowymi" . Następuje absurdalne, alogiczne "przeformułowanie" pytania (raczej luźna parafraza) w duchu pozytywizmu jako epistemologicznej "jedynej słusznej drogi".
Niestety wypada się tylko zgodzić.Zdaję się,że mamy do czynienia nie tylko z pewnego rodzaju ignorancją, co raczej wręcz obsesyjnym atakiem na wszelkiego rodzaju zdania,wypowiedzi,czy nawet pojedyncze słowa. Można odnieść wrażenie uczestnictwa w jakiejś propagandowej czystce ideologicznej, pod szyldem dumnie sławionego racjonalizmu.Ktoś przykładowo wrzuca w wypowiedź termin,który od razu kojarzony jest z "religią" "kościołem", "bogiem", i od razu następuje propagandowy atak, zamiast próby chociażby zrozumienia tego co oznacza. Niesamowite.
>Co więcej, grono utrwala się wzajemnie w tej postawie zupełnie jak uczestnicy pielgrzymki do Fatimy: każdy podpatruje i powiela to pozytywistyczne nastawienie do problemów i ogólną wiarę w uniwersalność scjentystycznego racjonalizmu, choćby mowa była o "demonach", "Bogu", "grzechu", "etyce", "muzyce" albo "babie z brodą". W konsekwencji, jak mi się zdaje, tutaj również jest kształtowana pewna "rzeczywistość religijna" - i to jest najbardziej interesujące.
Tego rodzaju zbiorowa euforia,przechodzącą niekiedy w histerię, wydaje się być nie tylko interesująca ale wręcz niepokojąca.
>Są więc, w ramach tutejszej religijnej rzeczywistości, pewne "elementarne fakty", poza które nie wybiega wyobraźnia. Jest wiara w pewien porządek na niskim poziomie, w dostatecznie małej skali, są naukowi guru będący autorytetami etycznymi niejako z racji znawstwa w zakresie fizjologii albo genetyki,
Mnie osobiście uderza jak trafnie Pan to sformułował "elementarne fakty, poza które nie wybiega wyobraźnia" Wydaje się jakbyśmy mieli do czynienia z jedną i tylko jedną rzeczywistością i jej ujęciem.Nie chce mi się nawet wspominać o kompletnym pomieszaniu porządków naukowego z logicznym, ontologicznym, etycznym,aksjologicznym,religijnym i co najśmieszniejsze uporczywych próbach zredukowania ich wszystkich do naukowego.Tragedia.
>I pewnie coś by się jeszcze znalazło...
Nigdy nie byłem innego zdania
15-04-2012 22:58 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Niestety wypada się tylko zgodzić. Zdaję się,że mamy do czynienia nie tylko z pewnego rodzaju ignorancją.

No i fajnie się koledzy dogadali!

Muszę przyznać, że niektóre z Waszych koncepcji brzmią dla mnie nieobco. Np. Junga i Eliadego wciąż bardzo sobie cenię.

Równocześnie sądzę, że na tym forum bardzo wiele można się nauczyć. Mi na przykład parę rzeczy się w prowadzonych tu dyskusjach wyjaśniło i wyprostowało. Nie jestem już całkiem młody, ale nie na tyle stary, żebym się czegoś pośród mądrych ludzi nauczyć nie mógł.

Jak np. to, czy mówimy o świecie fizycznym, czy też o świecie umysłu i kultury.

Do którego z tych światów zaliczyłbyś "rzeczywistość religijną"?

Gdy wyjaśnimy tę wątpliwość, wówczas powstaje dopiero ciekawe pytanie:
Skąd bierze się umysł i kultura, a skąd "rzeczywistość religijna"?

Jakie są ich ewentualne związki ze światem fizycznym?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
16-04-2012 08:22 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Skąd bierze się umysł i kultura, a skąd "rzeczywistość religijna"?
>Jakie są ich ewentualne związki ze światem fizycznym?
Jak jest z umysłem i kulturą to różnie można gadać, natomiast rzeczywistość religijna ma ścisły związek.
I czemu Rzeczywistość Religijną wyrażasz w takich nieobyczajnych znaczkach? To że wyniosłe tuzy Religijnego Intelektu przez skromność nie używają wersalików to nie upoważnia Cię do niegrzeczności.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
16-04-2012 10:29 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>natomiast rzeczywistość religijna ma ścisły związek.
>I czemu Rzeczywistość Religijną wyrażasz w takich nieobyczajnych znaczkach? To że wyniosłe tuzy Religijnego Intelektu przez skromność nie używają wersalików to nie upoważnia Cię do niegrzeczności.
Obejrzałem Twój filmik. Co jak co, ale przed Joem Pesci czuję respekt. I zawsze pisałem jego imię i nazwisko z dużej litery...

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
17-04-2012 11:29 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)
>Muszę przyznać, że niektóre z Waszych koncepcji brzmią dla mnie nieobco. Np. Junga i Eliadego wciąż bardzo sobie cenię.
>Równocześnie sądzę, że na tym forum bardzo wiele można się nauczyć. Mi na przykład parę rzeczy się w prowadzonych tu dyskusjach wyjaśniło i wyprostowało. Nie jestem już całkiem młody, ale nie na tyle stary, żebym się czegoś pośród mądrych ludzi nauczyć nie mógł.
>Jak np. to, czy mówimy o świecie fizycznym, czy też o świecie umysłu i kultury.
Oczywiście,że można się wiele nauczyć.Nigdy nie byłem innego zdania.Wypada jednak zauważyć,że przyjmowanie zarówno pewnej wiedzy jak i umiejętności,bardzo często wymaga zmiany sposobu myślenia,która nieodłącznie wiąże się ze zrozumieniem.Jest to pewnego rodzaju postawa otwartości na to, co "poza mną",co dla mnie samego "obce". Tyko dzięki niej jak sądzę, możliwy jest, po pierwsze jakikolwiek dyskurs, po drugie rozumienie,po trzecie rzeczowa krytyka. Zadziwia jednak, jak często się o tym zapomina.Zamiast tego istota właściwego zagadnienia ustępuje pod ciężarem wzajemnych animozji,prowadzących jedynie do propagandowych sztuczek,których celem jest zachowanie własnych ograniczeń za cenę zwycięstwa na polu erystyki.
>Do którego z tych światów zaliczyłbyś "rzeczywistość religijną"?
Stoję na stanowisku, że termin "rzeczywistość" nie przynależy jedynie do nauki w jej współczesnym najbardziej rozpowszechnionym rozumieniu.Co za tym idzie, nauka nie posiada monopolu na ujmowanie rzeczywistości.Istniały i istnieją dalej inne dziedziny ludzkiej działalności, które na swój sposób ujmowały i ujmują "rzeczywistość", takie jak chociażby religia,czy poszczególne dziedziny filozofii (ontologia,etyka,estetyka,epistemologia,logika itd.),określające "rzeczywistość" zgodnie z własnymi założeniami,kryteriami, wedle własnych sposobów, czy metod. Jeśli zatem, ktoś pojmując rzeczywistość na sposób fenomenalistyczny,sprowadzając ją do faktów, a więc zdarzeń mających charakter czasowo-przestrzenny, zgodnie z rozumieniem rzeczywistości w ujęciu współczesnych nauk przyrodniczych i napotka na inne jej rozumienie, w sposób naturalny dla siebie ma prawo do argumentacji na rzecz swojego stanowiska i swoich racji z nim związanych.Podobnie sprawa ma się przy każdym innym ujęciu rzeczywistości.Weźmy dla przykładu rzeczywistość w kategoriach ontycznych, czy religijnych.Nie sposób jednak sprowadzić przykładowy termin "rzeczywistość" do jednej tylko opcji, w sposób inny niż konwencja. Sprawa wygląda podobnie z wieloma innymi kluczowymi dla człowieka kategoriami.Zatem, aby dyskutować należy wpierw ustalić,właściwe znaczenie omawianego zagadnienia.
Jeśli chodzi o przytoczoną przez Pana "rzeczywistość" w ujęciu religijnym warto zauważyć,że określenie jej znaczenia możliwe jest jedynie poprzez kategorie samej religii.Nie sądzę aby możliwe było zredukowanie jej do którejkolwiek z dziedzin wymienionych przez Pana wcześniej( świat fizyczny,umysłu,kultury) bowiem każda z nich nie wyczerpuje problematyki człowieka ani boga, które są kategoriami kluczowymi z punktu widzenia religii własnie,podobnie jak i ujęcia rzeczywistości, na które powołuje się każda religia. Z pewnością jednak, każdą z tych dziedzin, można przyporządkować niejednej religii, ujmującej wspomnianą "rzeczywistość" wedle własnych kategorii, jako aspekt lub tez element składowy.
>Gdy wyjaśnimy tę wątpliwość, wówczas powstaje dopiero ciekawe pytanie:
>Skąd bierze się umysł i kultura, a skąd "rzeczywistość religijna"?
>Jakie są ich ewentualne związki ze światem fizycznym?
Podobnie jak wiele innych pytań.Tutaj również zgoda.
17-04-2012 11:37 
 Ocena 5 na 7
Przemek J. (3008 punktów)
> Stoję na stanowisku, że...
Strasznie dużo słów, tylko po to żeby powiedzieć, że religia to stek bzdur oderwany od rzeczywistości. Chyba żeby przyjąć definicję rzeczywistości wyprowadzaną z tej religii, tylko że wtedy jest to tautologia, więc nadal stek bzdur.


Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
17-04-2012 12:05 
 Ocena 2 na 2
kaktus5 (306 punktów)
>> Stoję na stanowisku, że...
>Strasznie dużo słów, tylko po to żeby powiedzieć, że religia to stek bzdur oderwany od rzeczywistości.
O jakiej rzeczywistości Pan mówi w tym momencie? Proszę ja określić, dopiero później, możemy dyskutować, co to znaczy że "religia to stek bzdur oderwanych od rzeczywistości".
>Chyba żeby przyjąć definicję rzeczywistości wyprowadzaną z tej religii, tylko że wtedy jest to tautologia, więc nadal stek bzdur.
Proszę zatem podać jakąś definicję rzeczywistości wyprowadzoną z "tej religii" i wykazać,że jest tautologią. To po pierwsze.Po drugie naprawdę uważa Pan,że język religii, będący językiem alegorycznym,obrazowym,językiem mitu,mający swoje własne zadania i cele nadają się do logicznej analizy? To tak jakby Pan próbował poddawać analizie logicznej baśnie Andersena. Tylko po co? Co z tego wynika? Że baśń traci swoją moc? Nie spełnia swoich celów? Wręcz przeciwnie, ukazuje nam inny aspekt rzeczywistości ,z która możemy się zetknąć.Niedorzeczne.
17-04-2012 12:22 
 Ocena 5 na 9
Przemek J. (3008 punktów)
>O jakiej rzeczywistości Pan mówi w tym momencie?

Ontologicznej. Istnieje jakaś inna, o której można poważnie dyskutować?

>Proszę zatem podać jakąś definicję rzeczywistości wyprowadzoną z "tej religii" i wykazać,że jest tautologią.

Takimi trikami słownymi zajmuje się teologia, nie ja. Źle zaadresowana prośba, o tę definicję. W będzie to tautologia, ponieważ sprowadzi się ona do tego, że rzeczywistość obejmująca moją religię jest rzeczywistością prawdziwą, bo tak mówi moja religia.

>Po drugie naprawdę uważa Pan,że język religii, będący językiem alegorycznym,obrazowym,językiem mitu,mający swoje własne zadania i cele nadają się do logicznej analizy?

Wręcz przeciwnie, wydawało mi się że dość jasno to napisałem nazywając religię stekiem bzdur. Języka mitu nie należy mieszać z rzeczywistością. Alegorii wywiedzionych z mitu nie należy przykładać do świata rzeczywistego, bo dostaje się takie ciekawostki jak inteligentny projekt, inkwizycja, szariat, obrzezanie itd.

>To tak jakby Pan próbował poddawać analizie logicznej baśnie Andersena. Tylko po co? Co z tego wynika? Że baśń traci swoją moc?

Albo sam nie rozumiesz co piszesz, albo próbujesz sobie ze mną jakoś brzydko pogrywać. Wiesz jaka jest różnica pomiędzy bajkami Anersena a bajkami chrześcijan? Do tych pierwszych nikt nie dokłada z moich podatków i nie mówi mi co na ich podstawie mogę a czego mi nie wolno. Widzisz różnicę?

>Wręcz przeciwnie, ukazuje nam inny aspekt rzeczywistości ,z która możemy się zetknąć.Niedorzeczne.

Niedorzeczne są inne aspekty rzeczywistości. Albo coś jest rzeczywiste i podlega metodzie naukowej, albo jest bajką.


Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
17-04-2012 12:17 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)
>> Stoję na stanowisku, że...
>Strasznie dużo słów, tylko po to żeby powiedzieć, że religia to stek bzdur oderwany od rzeczywistości. Chyba żeby przyjąć definicję rzeczywistości wyprowadzaną z tej religii, tylko że wtedy jest to tautologia, więc nadal stek bzdur.
Jeśli przeczytałby Pan dokładniej,to o czym pisałem,łatwo zauważyłby Pan, że sens mojej wcześniejszej wypowiedzi nie sprowadza się do wykazania,że religia to stek bzdur,jak się Pan wyraził ale,że kategoria "rzeczywistości" może być rozumiana przez pryzmat wielu ujęć, podobnie jak inne kluczowe kategorie. Jeśli przykładowo przyjmiemy,że "rzeczywistość" rozumiemy na sposób współczesnych nauk przyrodniczych(o czym tez pisałem), to jak najbardziej się z Panem zgadzam. Pisałem jednak o czymś innym.Pisałem o tym,że stoję na stanowisku,iż istnieją inne dziedziny,które rozumieją tą kategorie w zupełnie inny sposób.
17-04-2012 12:24 
 Ocena 1 na 3
Przemek J. (3008 punktów)
>Pisałem o tym,że stoję na stanowisku,iż istnieją inne dziedziny,które rozumieją tą kategorie w zupełnie inny sposób.

A ja to nazwałem stekiem bzdur. Uważasz, że jest inaczej, to zdefiniuj te inne dziedziny. Dowiedź, że to coś więcej niż każdy inny stek bzdur.


Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
17-04-2012 13:02 
 Ocena 2 na 2
kaktus5 (306 punktów)
>>Pisałem o tym,że stoję na stanowisku,iż istnieją inne dziedziny,które rozumieją tą kategorie w zupełnie inny sposób.
>A ja to nazwałem stekiem bzdur. Uważasz, że jest inaczej, to zdefiniuj te inne dzieciny. Dowiedź, że to coś więcej niż każdy inny stek bzdur.
Spokojnie, nie trzeba się tak gorączkować.Po prostu widocznie przeceniłem stan wiedzy niektórych forumowiczów,myśląc,że znane są im chociażby podstawowe koncepcje ontologiczne.Nie szkodzi, ja też wielu rzeczy nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem.Mogą to być dziedziny filozoficzne,takie jak chociażby idealizm transcendentalny, rozpoczęty przez słynnego Immanuela Kanta, sprowadzający rzeczywistość nie tylko do świata fenomenów ale również noumenów.Co więcej,owa rzeczywistość poza zjawiskowa, a więc rzeczywistość noumenów, czy też jak nazywa je Kant "rzeczy samych w sobie", nie tylko leży poza naukowym poznaniem ale również wedle Kanta, z definicji pozostaje poza apriorycznymi kategoriami podmiotu transcendentalnego,który to podmiot wedle wspomnianych apriorycznych kategorii, takich jak chociażby czasowość i przestrzenność, konstytuuje rzeczywistość fenomenalistyczną (tym własnie zajmuje się nauka już od Kanta). Że wspomnę jeszcze z tego nurtu neokantyzm, chociażby szkoła marburska czy badeńska.Dobrym przykładem będzie wspomniany tutaj wcześniej przez jednego z rozmówców Eliade, który rzeczywistość fenomenalna oddzielił od noumenalnej w rozumieniu kantowskim, z tym, że tą pierwsza sprowadził tym razem do apriorycznych struktur kulturowych, albo Rickera oddzielającego rzeczywistość "samą w sobie" od fenomenalistycznej, sprowadzając tą pierwszą do apriorycznych norm logicznych.Przytoczę chociażby jednego z najwybitniejszych współczesnych filozofów nurtu hermeneutyki filozoficznej Gadamera,który z kolei sprowadza rzeczywistość do języka. Mogą być tez przykłady wcześniejsze już bardzo stare. Weźmy przykładowo hylemorficzną koncepcję bytu Arystotelesa, gdzie rzeczywistość, sprowadzona jest do złożenia formy i materii albo idealizm subiektywny Berkeleya, sprowadzający rzeczywistość jedynie do zespołu wrażeń zmysłowych. Wystarczy? Jak widać przykłady można mnożyć bez końca.Wszystkie owe koncepcje ujmują rzeczywistość na swój własny sposób i wskazują, to co mówiłem wcześniej,że istnieją różne ujęcia rzeczywistości, często o wiele bardziej bogate zakresowo niż koncepcja rzeczywistości we współczesnej nauce (o której pisałem wcześniej), do dzisiaj funkcjonujące i będące elementarnymi podstawami ludzkiej wiedzy. Teraz sięgnij po kilka książek i sprawdź sobie definicję idealizmu transcendentalnego,idealizmu subiektywnego,hylemorfizmu arystotelesowskiego,potem chociażby ontologicznej koncepcji bytu św. Tomasza, opartej na hylemorfiźnie arystotelesowskim, neokantystycznej koncepcji rzeczywistości szkoły badeńskiej lub marburskiej,filozofii hermeneutycznej Gadamera itd.
17-04-2012 13:17 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
Wszystko to bardzo eleganckie.
Czy można tylko zaproponować odróżnienie świata odbieranego zmysłami i weryfikowalnego naukowo od filozofii (idei)?
Czy to zbyt prostackie?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
17-04-2012 13:28 
 Ocena 3 na 7
Przemek J. (3008 punktów)
> Spokojnie, nie trzeba się tak gorączkować.

To była jakaś próba zdeprecjonowania mnie na wstępie? Bo jakoś nie widzę w moich wypowiedziach oznak rozgorączkowania. No chyba, że nie radzisz sobie z sarkazmem.

> Po prostu widocznie przeceniłem stan wiedzy niektórych forumowiczów,myśląc,że znane są im chociażby podstawowe koncepcje ontologiczne.

To że nadużywasz definicji, żeby zawęzić przedmiot dyskusji to swojej wizji świata nie oznacza, że inni są głupsi. Po prostu nie reagują na wszystkie zaczepki.

> Nie szkodzi, ja też wielu rzeczy nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem.

Swoją edukację może zacznij od przyswojenia sobie, ze po znakach przestankowych robi się odstęp.

> Takie jak chociażby idealizm transcendentalny, rozpoczęty przez słynnego Immanuela Kanta, sprowadzający rzeczywistość nie tylko do świata fenomenów ale również noumenów.

To właśnie przykład takiej zaczepki. Obraz świata postulowany przez Kanta, jest przestarzałym. Nauka z czasów Kanta jest inną nauką niż obecna. Nie podważam faktu, że Kant był jedną z cegiełek obecnej nauki i metody naukowej, ale na miłość boską, od jego czasów minęły 2 wieki najbardziej dynamicznego rozwoju w dziejach gatunku Homo sapiens.

Fenomenologia, na którą tak często się powołujesz, zajmuje się badaniem zjawisk w ramach aktów świadomości. Jest jedną z gałęzi kongitywistyki, ale nie wyczerpuje wszystkich zagadnień naukowych.
Dalej fundujesz nam jakiś uproszczony wyciąg z historii rozwoju nauki, bez podania klucza i powodu jego powstania, więc ciężko mi się do tego odnieść. Za to zaciekawiło mnie jedno zdanie:

>Przytoczę chociażby jednego z najwybitniejszych współczesnych filozofów nurtu hermeneutyki filozoficznej Gadamera,który z kolei sprowadza rzeczywistość do języka.

I tym jednym zdaniu opierasz swój obraz świata? Z takiego zdanie można wnioskować, że wszystko co można powiedzieć, jest rzeczywiste (co zdaje się pasuje do Twoich wcześniejszych wypowiedzi).

> Mogą być tez przykłady wcześniejsze już bardzo stare.

A umiesz podać jakieś przykłady współczesne. Najlepiej zacznij od podania definicji rzeczywistości, o którą Horacy prosił.

> Teraz sięgnij po kilka książek i sprawdź sobie definicję idealizmu transcendentalnego,idealizmu subiektywnego,hylemorfizmu arystotelesowskiego,potem chociażby ontologicznej koncepcji bytu św. Tomasza, opartej na hylemorfiźnie arystotelesowskim, neokantystycznej koncepcji rzeczywistości szkoły badeńskiej lub marburskiej,filozofii hermeneutycznej Gadamera itd.

Znam to. Stek bzdur. Z znacznej mierze śmierdzący ( w sensie przeterminowany) stek bzdur. Obecnie, bo nadal nie neguję wkładu ludzi myślących w rozwój współczesnej nauki. Żyli w czasach w jakich żyli, ograniczeni ówczesną wiedzą i otoczeniem opisywali świat w miarę swoich możliwości. Ale to było dziesiątki, setki lub tysiące lat temu. Obecnie to albo historia i podwaliny, jeśli pod tym kątem na to patrzeć, albo stek bzdur, jeśli ktoś twierdzi, że ich metody poznawcze i opis świata nadal obowiązują.

Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
17-04-2012 19:04 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)
>To była jakaś próba zdeprecjonowania mnie na wstępie?
To był jedynie wyraz moich wrażeń odnośnie tego co napisałeś wcześniej.Mało znaczące w dyskusji, aczkolwiek bardzo ludzkie.
>> Po prostu widocznie przeceniłem stan wiedzy niektórych forumowiczów,myśląc,że znane są im chociażby podstawowe koncepcje ontologiczne.
>To że nadużywasz definicji, żeby zawęzić przedmiot dyskusji to swojej wizji świata nie oznacza, że inni są głupsi.
Nigdy nie sądziłem,że inni są głupsi. Prawdę powiedziawszy, nie znam jedynego i nieomylnego kryterium głupoty, dlatego nie wypowiadam i nie wypowiadałem się w tej kwestii.Nadużywam definicji? Jakich? Zawężam przedmiot dyskusji? W jaki sposób? Do mojej wizji świata, czyli jakiej? Powiedziałem dużo wcześniej, że stoję na stanowisku, iż pojecie rzeczywistości występowało i dalej występuje w wielu ujęciach i znaczeniach. Okrzyknąłeś to bzdurą i zażądałeś przykładów. Podałem ci je bardzo skrótowo i konkretnie. Nie rozumiem ,o czym teraz mówisz.
>zacznij od przyswojenia sobie, ze po znakach przestankowych robi się odstęp.
Nie chodzi o przyswojenie tylko o "lepkość" klawiatury w tym przypadku lub też skupienie uwagi na kwestiach ważniejszych niż przecinki, np. istota zagadnienia o którym mowa.
>Nauka z czasów Kanta jest inną nauką niż obecna.
Nigdy nie byłem innego zdania. Co to jednak ma wspólnego z tym, o czym pisałem wcześniej? Podałem tylko przykład innego ujęcia rzeczywistości, o które prosiłeś, mogłem podać też inne. Nie wypowiadałem się na temat jego słuszności.Natomiast w dalszym ciągu jest aktualne, cały czas bazuje na nim zarówno wspomniana wcześniej nauka jak i neokantyzm i wiele innych.
>Nie podważam faktu, że Kant był jedną z cegiełek obecnej nauki i metody naukowej, ale na miłość boską, od jego czasów minęły 2 wieki najbardziej dynamicznego rozwoju w dziejach gatunku Homo sapiens.
Zgadzam się z tobą, co do tego że nauka wiele zawdzięcza Kantowi, między innymi to,że w końcu jasno mogła określić swoje założenia i przedmiot badań oraz te aspekty rzeczywistości,którymi się nie zajmuje.W tym wypadku wszystko co wykracza poza fenomenalizm, który wspominałem wcześniej.Prosiłeś jednak o przykłady- to był jeden z wielu.
>Fenomenologia, na którą tak często się powołujesz, zajmuje się badaniem zjawisk w ramach aktów świadomości. Jest jedną z gałęzi kongitywistyki, ale nie wyczerpuje wszystkich zagadnień naukowych.
Nie przypominam sobie abym powoływał się w tej dyskusji na fenomenologię ale na fenomeny i fenomenalizm, a to całkowicie inne pojęcia. Fenomenalizm jest określonym stanowiskiem ontologicznym, z fenomenologią ma niewiele wspólnego. Ale jeśli chcesz możemy o fenomenologi podyskutować, bo to ciekawy nurt w filozofii.Piszesz,że "fenomenologia nie wyczerpuje wszystkich zagadnień naukowych", a znasz jakąś dziedzinę, która je wyczerpuje? Ja nie znam.Za to znam wiele,w których przedmiot, metody i cel są znacząco od siebie odmienne (wymieniłem Ci niektóre z nich).
>Dalej fundujesz nam jakiś uproszczony wyciąg z historii rozwoju nauki, bez podania klucza i powodu jego powstania, więc ciężko mi się do tego odnieść.
Jedyne na co zwracałem uwagę, to na różnorakie możliwości funkcjonowania kategorii "rzeczywistości"- ot cały klucz.Tego dotyczyła moja wypowiedź. Nie oczekuj ode mnie podawania czegoś, o czym się nie wypowiadałem.
>>Przytoczę chociażby jednego z najwybitniejszych współczesnych filozofów nurtu hermeneutyki filozoficznej Gadamera,który z kolei sprowadza rzeczywistość do języka.
>I tym jednym zdaniu opierasz swój obraz świata? Z takiego zdanie można wnioskować, że wszystko co można powiedzieć, jest rzeczywiste (co zdaje się pasuje do Twoich wcześniejszych wypowiedzi).
Po pierwsze, skąd przekonanie,że opieram na tym "swój obraz świata?".O niczym takim nie pisałem.Podałem tylko kolejny w wielu przykładów o które sam prosiłeś, przykładów na inne ujęcia rzeczywistości niż to ma miejsce we współczesnych naukach przyrodniczych. Co zaś do samej hermeneutyki w wydaniu Gadamera i jego językowym ujęciu rzeczywistości możemy podyskutować, jeśli Cię to ciekawi. Natomiast moim celem nie było prowadzenie wykładu na ten temat, tylko przedstawienie kolejnego przykładu, o który prosiłeś.Tak wiec uczyniłem.
>A umiesz podać jakieś przykłady współczesne.
Pośród tych które wymieniłem we wcześniejszym poście, znalazły się zarówno współczesne, jak i wcześniejsze.Nie będę się powtarzał, natomiast jeśli nie wiesz które gdzie sklasyfikować, możemy to wyjaśnić.
>> Teraz sięgnij po kilka książek i sprawdź sobie definicję idealizmu transcendentalnego,idealizmu subiektywnego,hylemorfizmu arystotelesowskiego,potem chociażby ontologicznej koncepcji bytu św. Tomasza, opartej na hylemorfiźnie arystotelesowskim, neokantystycznej koncepcji rzeczywistości szkoły badeńskiej lub marburskiej,filozofii hermeneutycznej Gadamera itd.
>Znam to. Stek bzdur.Obecnie, bo nadal nie neguję wkładu ludzi myślących w rozwój współczesnej nauki. Żyli w czasach w jakich żyli, ograniczeni ówczesną wiedzą i otoczeniem opisywali świat w miarę swoich możliwości. Ale to było dziesiątki, setki lub tysiące lat temu.
Chyba nie zrozumieliśmy się co do pojęcia obowiązywalności.Ja twierdze,że jak najbardziej, każda z nich pozostaje w mocy i obowiązuje.Tyle tylko,że różnią się ujęciem rzeczywistości, którą się zajmują.Ty zaś próbujesz na siłę sprowadzić je do jedynego i jedynie obowiązującego rozumienia rzeczywistości w ujęciu współczesnych nauk przyrodniczych.Koło się zamyka.Jeśli wychodzisz z założenia, że fenomenalistyczna rzeczywistość w ujęciu naukowym jest jedyną, wszystko inne zawsze będzie dla ciebie bzdurą.O tym już dawno pisałem.Problem jednak tkwi gdzie indziej. Nie w tym, czy inne ujęcia rzeczywistości są możliwe, tylko w tym, dlaczego ktoś wybiera takie, a nie inne i czy wybierając którekolwiek z nich, jest w stanie wykazać,że pozostałe są bzdetami w ramach takiego rozumienia rzeczywistości,które odrzuca, nie zaś w ramach tego, który wybrał
17-04-2012 14:12 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Stoję na stanowisku, że...
>Strasznie dużo słów, tylko po to żeby powiedzieć, że religia to stek bzdur oderwany od rzeczywistości. Chyba żeby przyjąć definicję rzeczywistości wyprowadzaną z tej religii, tylko że wtedy jest to tautologia, więc nadal stek bzdur.
Nawet życie można oddać za przekonania, ale:
* Oddać życie za teologiczne przekonania jest najgorszym użytkiem, jaki człowiek może z życia uczynić.

############
Karl Rahner:
* Zadaniem teologii jest wyjaśnianie wszystkiego przez Boga i wyjaśnianie Boga jako niewyjaśnialnego.
Elbert Hubbard:
* Teologia to próba wyjaśnienia problemu przez ludzi, którzy go nie rozumieją. W zamierzeniu nie służy wyjawieniu prawdy, lecz usatysfakcjonowanie pytającego.
Jan Twardowski:
* Ach, teologia to jest koronkowa robota. Te podziały, spory czy to jest dogmat, czy półdogmat, a może ćwierćdogmat... Służy wiedzy o Bogu, rozwija ją, ale i tak nie dowiemy się przecież wszystkiego, Tajemnica pozostanie Tajemnicą.
Arthur Schopenhauer:
* Stos jest to ultima ratio theologorum (ostateczny argument teologów).

Wikipedia:
Rzeczywistość w znaczeniu potocznym to "wszystko co istnieje". Termin rzeczywistość w najszerszym znaczeniu zawiera wszystkie byty, zarówno obserwowalne jak i pojęciowe, wprowadzone przez naukę czy filozofię.

W zachodniej filozofii istnieje hierarchia poziomów pojęć rzeczywistości: od subiektywnej i fenomenologicznej przez obiektywną* opisywaną za pomocą faktów aż do matematycznych modeli rzeczywistości wyrażanych za pomocą równań i aksjomatów. Inne podejście do rzeczywistości występuje we wschodnich filozofiach takich jak hinduizm i buddyzm. Rzeczywistość opisywana jest za pomocą pojęć takich jak np. dharma, paramattha dhamma, samsara i maja.

Rzeczywistość fenomenologiczna.
W szerszym i podmiotowym sensie, prywatne doświadczenia, ciekawość i selektywność obserwacji wpływają na osobistą interpretacje zdarzeń i kształtują rzeczywistość dostępną dla danej osoby. Ta rzeczywistość może pokrywać się w dużym stopniu z rzeczywistością innych, ale istnieją jej elementy unikalne dla tej osoby i niedostępne dla kogokolwiek innego. Większość doświadczeń duchowych następuje na tym poziomie rzeczywistości. W sensie psychologicznym ta rzeczywistość jest definiowana przez to co dana osoba uważa za rzeczywistość.

___________________

* Rzeczywistość obiektywna jest to rzeczywistość niezależna od nas i sposobu obserwacji. W tej rzeczywistości istnieją ciała i oddziaływają ze sobą. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że rzeczywistości obiektywnej jako takiej nie jesteśmy w stanie zaobserwować. Możemy zaobserwować jedynie ciała i wynik oddziaływania ciał w tej obiektywnej rzeczywistości.

Warto także przeczytać ten referat: Piotra Bylicy

Czy jeszcze trzeba coś dodawać?
No - może tylko te cytaty!

Marie von Ebner-Eschenbach:
* Kto nic nie wie, musi we wszystko wierzyć.
Paulo Coelho:
*Kiedy rozmawia się z ludźmi, opowiadają tak niestworzone rzeczy, że czasem nie wiadomo doprawdy, co powiedzieć.


Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.

Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie!
A tu ks. Karlak naucza jak pogodzić wiarę z rozumem:
.
17-04-2012 14:30 
 Ocena 2 na 2
Przemek J. (3008 punktów)
No tak, trzeba był spojrzeć do definicji, a nie robić z siebie pośmiewisko Tak to jest, jak człowiek przyzwyczai się do jakiegoś pojęcia i zatraca sprzed oczu znaczenie encyklopedyczne. Zostaje mi tylko posypać głowę popiołem w tym konkretnym użyciu pojęcia rzeczywistość.

Szkoda, że interlokutor, do którego moja wypowiedź była kierowana, nie potrafił swojej racji wyartykułować.


Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
17-04-2012 16:33 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>No tak, trzeba był spojrzeć do definicji, a nie robić z siebie pośmiewisko
Pana wypowiedź to: Strasznie dużo słów, tylko po to żeby powiedzieć, że religia to stek bzdur oderwany od rzeczywistości. Chyba żeby przyjąć definicję rzeczywistości wyprowadzaną z tej religii, tylko że wtedy jest to tautologia, więc nadal stek bzdur. Nie widzę w tym niedoprecyzowaniu "rzeczywistości" żadnych podstaw do pośmiewiska.

>Tak to jest, jak człowiek przyzwyczai się do jakiegoś pojęcia i zatraca sprzed oczu znaczenie encyklopedyczne.
Uważam że warto zawsze sprawdzić, a nawet odwołać do jakiegoś opracowania.

>Szkoda, że interlokutor, do którego moja wypowiedź była kierowana, nie potrafił swojej racji wyartykułować.
Pański interlokutor - co najmniej manipuluje - a chyba i nie bardzo (pomimo wielokrotnie nam powtarzanej - ogromnie wysokiej oceny samego siebie i reprezentowanego tu poziomu) tego terminu nie potrafi zrozumieć.
_____________

Pan Kaktus: Stoję na stanowisku, że termin "rzeczywistość" nie przynależy jedynie do nauki w jej współczesnym najbardziej rozpowszechnionym rozumieniu.Co za tym idzie, nauka nie posiada monopolu na ujmowanie rzeczywistości.
Gdy używa się terminu "rzeczywistość" na naszym forum (odmiennie od portali fideistycznych) to rozumie się ten termin jako rzeczywistość uznawaną przez nauki przyrodnicze, czyli obiektywną.

Pan Kaktus: Istniały i istnieją dalej inne dziedziny ludzkiej działalności, które na swój sposób ujmowały i ujmują "rzeczywistość", takie jak chociażby religia,czy poszczególne dziedziny filozofii (ontologia,etyka,estetyka,epistemologia,logika itd.),określające "rzeczywistość" zgodnie z własnymi założeniami,kryteriami, wedle własnych sposobów, czy metod.
Oczywiście, że "Termin rzeczywistość w najszerszym znaczeniu zawiera wszystkie byty, zarówno obserwowalne jak i pojęciowe, wprowadzone przez naukę czy filozofię. [...]
W sensie psychologicznym ta rzeczywistość jest definiowana przez to co dana osoba uważa za rzeczywistość."

I dlatego różnych rzeczywistości wydumanych sobie przez ludzi istnieje prawie tyle co przeróżnych bogów. A może nawet i więcej! Dlatego tu, dla zrozumienia, należy określać ją właściwym przymiotnikiem.

Pan Kaktus: Jeśli zatem, ktoś pojmując rzeczywistość na sposób fenomenalistyczny,sprowadzając ją do faktów, a więc zdarzeń mających charakter czasowo-przestrzenny, zgodnie z rozumieniem rzeczywistości w ujęciu współczesnych nauk przyrodniczych i napotka na inne jej rozumienie, w sposób naturalny dla siebie ma prawo do argumentacji na rzecz swojego stanowiska i swoich racji z nim związanych.
Jest tu pełen bełkot. Nie istnieje fenomenalistyczne ujęcie nauk przyrodniczych: pl.wikipedia.org/wiki/Fenomenologia Nauki przyrodnicze przynajmniej od Darwina związane są z naturalizmem metodologicznym, który logicznie wiedzie do naturalizmu ontologicznego.

Pan Kaktus: Podobnie sprawa ma się przy każdym innym ujęciu rzeczywistości.Weźmy dla przykładu rzeczywistość w kategoriach ontycznych, czy religijnych.Nie sposób jednak sprowadzić przykładowy termin "rzeczywistość" do jednej tylko opcji, w sposób inny niż konwencja. Sprawa wygląda podobnie z wieloma innymi kluczowymi dla człowieka kategoriami.
Znowu teologiczny bełkot. Nie istnieją żadne różne ujęcia rzeczywistości istnieją rożne pojęcia rzeczywistości i dlatego potrzeba konkretnie zaznaczać, o której się mówi. Istniejącej - przyrodniczej, czy też wydumanej. Wewnątrz każdej z tych rzeczywistości może istnieć świat w różny sposób opisany i rozumiany.

Pan Kaktus: Zatem, aby dyskutować należy wpierw ustalić,właściwe znaczenie omawianego zagadnienia.
Właście znaczenie tych terminów zostało opisane w Wikipedii, do której odesłałem Pana Kaktusa i Pana Marcucha aż Pan Marcuch się oburzył. Cytat:
>Wielce Szanowny Panie, o czym chce Pan rozmawiać?
Z Panem (wikipedią)? O niczym!


Pan Kaktus: Jeśli chodzi o przytoczoną przez Pana "rzeczywistość" w ujęciu religijnym warto zauważyć,że określenie jej znaczenia możliwe jest jedynie poprzez kategorie samej religii.Nie sądzę aby możliwe było zredukowanie jej do którejkolwiek z dziedzin wymienionych przez Pana wcześniej(świat fizyczny,umysłu,kultury) bowiem każda z nich nie wyczerpuje problematyki człowieka ani boga, które są kategoriami kluczowymi z punktu widzenia religii własnie,podobnie jak i ujęcia rzeczywistości, na które powołuje się każda religia. Z pewnością jednak, każdą z tych dziedzin, można przyporządkować niejednej religii, ujmującej wspomnianą "rzeczywistość" wedle własnych kategorii, jako aspekt lub tez element składowy.
To co wyżej to chyba już szczyty fideistycznego mętniactwa. Współczuję Panu Maciejowi, ale ma to co chciał. Niech wyplącze z tego jakiś sens. Mamy tu najpierw dualistyczny podział na rzeczywistość obiektywną (przyrodniczą) oraz przeróżne rzeczywistości wymyślone przez ludzi wcale się nie uzupełniające (a często wprost wykluczające). Są to rzeczywistości: kulturowe, filozoficzne, religijne, teologiczne, religioznawcze, mityczne, literackie itd. ciągnąć można długo.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
17-04-2012 23:27 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
Bardzo przypadł mi do gustu powyższy Pański wpis. Klarowna analiza, ciekawa poznawczo.

Co do tego:
>Pan Kaktus: Jeśli chodzi o przytoczoną przez Pana "rzeczywistość" w ujęciu religijnym warto zauważyć,że określenie jej znaczenia możliwe jest jedynie poprzez kategorie samej religii.Nie sądzę aby możliwe było zredukowanie jej do którejkolwiek z dziedzin wymienionych przez Pana wcześniej(świat fizyczny,umysłu,kultury) bowiem każda z nich nie wyczerpuje problematyki człowieka ani boga, które są kategoriami kluczowymi z punktu widzenia religii własnie,podobnie jak i ujęcia rzeczywistości, na które powołuje się każda religia. Z pewnością jednak, każdą z tych dziedzin, można przyporządkować niejednej religii, ujmującej wspomnianą "rzeczywistość" wedle własnych kategorii, jako aspekt lub tez element składowy.
>To co wyżej to chyba już szczyty fideistycznego mętniactwa. Współczuję Panu Maciejowi, ale ma to co chciał. Niech wyplącze z tego jakiś sens.
to muszę powiedzieć tak:
Ja się wciąż uczę - a na razie nauczyłem się tylko jednego chwytu - chwyt nazywa się odróżnienie świata naturalnego od idei. Ostatnio bardzo wiele dialogów tym chwytem załatwiam, choć niektóre mogą się ciągnąć długo, bo wariantów na powiedzenie tego samego jest wiele, a ideowcy mają ich jeszcze więcej.

Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że z chwytami jest tak, że prędzej czy później znajdzie się na nie jakiś skuteczny blok (obrona przed chwytem). Otóż chwilowo jednym z możliwych bloków przed moim chwytem, jaki mogę sobie wyobrazić jest podniesienie w dyskusji DOŚWIADCZENIA (np. religijnego). Tego rodzaju argument trudno zaatakować, poza przyznaniem, że i takie doświadczenia bada nauka. Dziwnym trafem mam wrażenie, że ludzie wierzący dość rzadko korzystają z tego argumentu. Wolą prowadzić intelektualne spory zamiast powiedzieć wprost - ja to tak przeżywam...

Gdybym był człowiekiem religijnym (w kościele się cholernie nudzę, ale przy lekturze niektórych świętych ksiąg - muszę przyznać - że prawie się nim staję - bo dobra literatura działa na mnie jak narkotyk) to powiedziałbym tak: no i co z tego, że to tylko idee - skoro działają?

Jednak, gdyby tacy byli wszyscy ludzie religijni - przeżywający prywatnie swoje uniesienia - niezamierzający ładować ich do polityki i do umysłów innych, to raczej nie byłoby problemu i nie trzebaby było się znimi spierać. Nie byłoby za bardzo jak.

Jednak zamiast zapalić świece, puścić fajną muzykę, zajarać jointa i poddać się Literom Księgi w odpowiedniej atmosferze, która dopiero by zadziałała Ci bezwstydni grzesznicy rzucają świętymi słowami na lewo i prawo, bez natchnienia, bez nastawienia - Wielkie Tajemnice ateistom na pośmiewisko rzucając - tylko słowa mielą, które racjonalnie zbadane nic już przecież nie znaczą i żadnego uniesienia dać nie mogą. Po co im to?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
18-04-2012 00:17 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Ja się wciąż uczę - a na razie nauczyłem się tylko jednego chwytu - chwyt nazywa się odróżnienie świata naturalnego od idei.
Niestety, nie wszyscy są wstanie tego chwytu użyć. U niektórych jest ta opcja zablokowana wiarą.

>Jednak, gdyby tacy byli wszyscy ludzie religijni - przeżywający prywatnie swoje uniesienia - niezamierzający ładować ich do polityki i do umysłów innych, to raczej nie byłoby problemu i nie trzebaby było się znimi spierać. Nie byłoby za bardzo jak.
Ba, gdyby...!
Jest sporo ludzi wierzących, których wiara nie obejmuje elementów ekspansywnych i trzeba trzymać kciuki by takich przybywało wśród nich, jeśli już muszą wierzyć.

>Po co im to?
Ano, mają przecież rozum ile by go nie było, a nierzadko przecież jest to rozum tęgi, dla którego gładkie łykanie bredni religii nie jest łatwe mimo podporządkowania wierze. Taki rozum szuka racjonalnych przyczyn swej podległości i wymyśla....


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-04-2012 11:59 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ja się wciąż uczę - a na razie nauczyłem się tylko jednego chwytu - chwyt nazywa się odróżnienie świata naturalnego od idei. Ostatnio bardzo wiele dialogów tym chwytem załatwiam, choć niektóre mogą się ciągnąć długo, bo wariantów na powiedzenie tego samego jest wiele, a ideowcy mają ich jeszcze więcej.
To żaden chwyt. Uznając paradygmat współczesnej nauki i chcąc poważnie rozmawiać o "rzeczywistościach" jest koniecznym wyraźnie je rozdzielać. Natomiast wychodząc od metafizyki filozofii chrześcijańskiej, w której występuje "wielobytowość", słusznym jest uznanie "rzeczywistości ziemskiej" (świata, wszechświata) za jedną z wielu rzeczywistości - wcale nie najważniejszej. ( "Rzeczywistość w znaczeniu dystrybutywnym ma szeroki bytowo zakres odniesienia: od Absolutu poprzez substancje i przypadłości do relacji.") Stąd wynika całe to mętniactwo na racjonalistycznym portalu przez różnych ewangelizatorów i stąd moja na to niezgoda.

>Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że z chwytami jest tak, że prędzej czy później znajdzie się na nie jakiś skuteczny blok (obrona przed chwytem).
Tak, wielu o tym marzy. Na przykład Pan Kalikles: "Zdecydowanie nie jesteśmy (nauka) w stanie stwierdzić na drodze eksperymentu, bądź obserwacji, że Bóg nie posłużył się prawami przyrody, ponieważ jeżeli Bóg rzeczywiście miałby posłużyć się przypadkiem, prawami przyrody, by stworzyć człowieka, to oczywiste jest, że nauka nie mogła wykryć wpływu bytu nadnaturalnego na świat materialny. Nauka nie wykryłaby nic ponad prawa przyrody. Ta sama nauka, która zachowując naturalizm metodologiczny może zaobserwować tylko naturalne przyczyny, bo w obowiązującym dzisiaj paradygmacie tylko takie przyczyny są dostępne poznaniu naukowemu. Takie są metafizyczne założenia nauki. Niesprawdzalne, niefalsyfikowane. O zmianę tych filozoficznych założeń naturalizmu walczy środowisko związane z koncepcją IP (wszak dany paradygmat nie zawsze obowiązywał w nauce). Natomiast zabunkrowany ewolucjonizm teistyczny świetnie się w dzisiejszym paradygmacie odnajduje (tak przynajmniej zdawało się Życińskiemu) i razem z neodarwinistami zwalczają kreacjonistów." www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,493492#w494471
Moja odpowiedź: www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,493492#w494478

>Otóż chwilowo jednym z możliwych bloków przed moim chwytem, jaki mogę sobie wyobrazić jest podniesienie w dyskusji DOŚWIADCZENIA (np. religijnego).
Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne.
Tak, "doświadczenie religijne" to ciekawy problem. Trudno o nim mówić bez znajomości klasycznej już pozycji Williama Jamesa, pod właśnie tym tytułem. Warto też poznać dorobek: Glocka, Starka, Bergera, a w Polsce Tadeusza Doktóra.

>Tego rodzaju argument trudno zaatakować, poza przyznaniem, że i takie doświadczenia bada nauka.
Tak, różne nauki badają religijność, także doświadczenia religijne, w tym mistyczne. "Doświadczenia religijne" mają to do siebie, że są indywidualne i niepowtarzalne. Nawet te wywołane zewnętrznymi impulsami - pozostają swoiste dla danego człowieka. Muzułmanin doświadcza "Boga" islamu, a chrześcijanin "Boga" chrześcijaństwa. Indywidualne niepowtarzalne doświadczenia, już z samej swej natury nie mogą podlegać naukowej weryfikacji. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania.

>Dziwnym trafem mam wrażenie, że ludzie wierzący dość rzadko korzystają z tego argumentu.
Moim zdaniem - wybitnie często, tylko zdają sobie sprawę z jego irracjonalności starają się to ukrywać. Ludzie z natury są racjonalni i za racjonalnych się uważają. Przyznanie się do irracjonalności, to porażka.

>Wolą prowadzić intelektualne spory zamiast powiedzieć wprost - ja to tak przeżywam...
To przecież kończy dyskusję.
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

>Gdybym był człowiekiem religijnym (w kościele się cholernie nudzę, ale przy lekturze niektórych świętych ksiąg - muszę przyznać - że prawie się nim staję - bo dobra literatura działa na mnie jak narkotyk) to powiedziałbym tak: no i co z tego, że to tylko idee - skoro działają?
Odpowiedział bym: na jednych działają bardzo, na innych średnio, a jeszcze na innych wcale. Ja należę do tych ostatnich.

>Jednak, gdyby tacy byli wszyscy ludzie religijni - przeżywający prywatnie swoje uniesienia - niezamierzający ładować ich do polityki i do umysłów innych, to raczej nie byłoby problemu i nie trzeba by było się z nimi spierać. Nie byłoby za bardzo jak.
Nie mam zwyczaju wchodzić na żadne fideistyczne fora i udowadniać wierzącym, że są głupi. Natomiast (jak pisze "Wacek") Ludzie wierzący bardzo boją się swoich wątpliwości bo jest to powiązane ze strachem ze śmiercią.

>Jednak zamiast zapalić świece, puścić fajną muzykę, zajarać jointa i poddać się Literom Księgi w odpowiedniej atmosferze, która dopiero by zadziałała Ci bezwstydni grzesznicy rzucają świętymi słowami na lewo i prawo, bez natchnienia, bez nastawienia - Wielkie Tajemnice ateistom na pośmiewisko rzucając - tylko słowa mielą, które racjonalnie zbadane nic już przecież nie znaczą i żadnego uniesienia dać nie mogą. Po co im to?
To już zupełnie nie do mnie pytanie, choć moim zdaniem trafnej odpowiedzi udziela wyżej (w tym samym wątku) zacytowany już Pan "Wacek": Chcą nawrócić wykształconego ateistę. A wiec przychodzą na ateistyczne fora i próbują nawracać. Ale to przynosi dla nich odwrotny efekt bo Ateiści potęgują ich wątpliwości. [...] A wiec ludzie którzy chcą wierzyć są bardzo agresywni i wulgarni w rozmowie z ateistami. www.racjon(*)m.php/s,492110/z,0/d,8#w495088

@@@
.
18-04-2012 09:50 
 Ocena 4 na 4
Przemek J. (3008 punktów)
Panie Andrzeju, oczywiście ma pan rację, jeśli spojrzeć na temat racjonalnie w kontekście dyskusji. Tylko, że ja na pytanie o to o jaką rzeczywistość chodzi, palnąłem (nadal będę przy tym obstawał), że w sensie ontologicznym. Rzeczywistość w sensie ontologicznym zawiera wszystko co poznane i możliwe. Zawiera też byty wyimaginowane, bo istnieją one jako symbole, archetypy oraz jako zwykłe słowa. Powinienem się spodziewać, że pisząc do tego odbiorcy, wystawiam się odstrzał, przecież nie chodzi o dyskusję tylko czepialstwo, więc od razu powinien przytoczyć poniższy cytat w Wikipedii lub uściślić swoją wypowiedź:

Cytat:
"W uproszczeniu, w filozofii polskiej o metafizyce mówią ci filozofowie, którzy pozostają w związku z tradycją katolicką (por. neotomizm) i odwołują się do Arystotelesa. Terminu ontologia używają natomiast ci, którzy związani są z filozofią analityczną i równocześnie zajmują się tradycyjnymi problemami filozofii, ale nie chcą, by kojarzono ich z rozważaniami na temat nieśmiertelności duszy."
Tylko, że w takim przypadku znów się podkładam, bo zamiast poprosić Kaktusa o jego definicję rzeczywistości, co poniewczasie w końcu uczyniłem, uwikłałbym się w dyskusję na temat mojej definicji rzeczywistości, która do niczego nie prowadzi, bo ja ją znam a interlokutor raczej nastawiony jest na czepiactwo niż rzeczową dyskusję.

>Nie istnieje fenomenalistyczne ujęcie nauk przyrodniczych: pl.wikipedia.org/wiki/Fenomenologia Nauki przyrodnicze przynajmniej od Darwina związane są z naturalizmem metodologicznym, który logicznie wiedzie do naturalizmu ontologicznego.

Oczywiście racja. Jednak, ponieważ z natury jestem leniwy (a może to działanie któregoś z błędów poznawczych), przyjąłem że mniej-więcej rozumiem co Kaktus miał na myśli. Przyjąłem sobie, że po pierwsze, jak każdy samiec w stadzie, pręży muskuły, co na forum objawia się mądrzeniem. Niestety wybrał nieciekawą odmianę tego prężenia, czyli trzymając się metafory, raczej nastroszył sierść (użył "mądrowatych słów" jak mawia bohaterka jednego z seriali dla dzieci) niż naprężył mięśnie, które są za małe. Oczywiście nie oceniam go z tego powodu, bo cóż innego mu pozostało, skoro ja korzystając z tego, że siedzę na wyższej gałęzi, zafundowałem mu prysznic z moczu.

(Nie wiem czy alegorie są jasne, bo tak naprawdę niewiele wnoszą do dyskusji, ale od kilku dni siedzą w moje głowie i musiałem gdzieś w końcu napisać, że jesteśmy tylko trzecim gatunkiem szympansa i to w osobnikach takich jak ja, to nadal się objawia. Czasem lubię kogoś oblać moczem lub obrzucać fekaliami, tylko dlatego, że sprawia mi to frajdę. Ostatnio trochę o tym myślę, bo zainspirowały mnie szympansy z serialu "Pingwiny z Madagaskaru", które przy każdej okazji bronią swojego prawa do obrzucania ludzi kałem. Oczywiście nie robię tego dosłownie, tylko czasem zareaguję na jakiegoś trolla i podejmują tę jego fekalianą zabawę. Znacznie częściej poprzestaję na chwaleniu się swoim pawim ogonem, ale to kolejna niepotrzebna alegoria).

Wracają do myśli sprzed tych zagnieżdżonych dygresji, odniosłem sobie to co Kaktus napisał, do tego co mógł sobie pomyśleć i doszedłem do wniosku, że jeden sik na raz wystarczy. Wykoncypowałem sobie, że chodzi mu mniej więcej nauki przyrodnicze i ich metody poznawcze i nie ważne w tej chwili z jakim przybliżeniem to założenie jest prawdziwe. Tak naprawdę byłem ciekaw jak wygląda jego definicja rzeczywistości i jak on sobie radzi ze sprzecznościami, które mogą się w niej objawiać (strasznie dużo słów użyłem, żeby w sumie tylko jedno znaczące zdanie napisać, ale cóż jestem tylko Szympansem Komentującym i czasem muszę sobie pogadać).

Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Panie Andrzeju, oczywiście ma pan rację, jeśli spojrzeć na temat racjonalnie w kontekście dyskusji. Tylko, że ja na pytanie o to o jaką rzeczywistość chodzi, palnąłem (nadal będę przy tym obstawał), że w sensie ontologicznym. Rzeczywistość w sensie ontologicznym zawiera wszystko co poznane i możliwe. Zawiera też byty wyimaginowane, bo istnieją one jako symbole, archetypy oraz jako zwykłe słowa.
Już trochę na ten temat napisałem w poście do Pana Macieja (Maceox):
www.racjon(*).php/s,492110/z,0/d,12#w495833
Ale proszę przeczytać także:
www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843 wraz z zawartymi w tym poście linkami.
Jak Pan dostrzeże, tu jest spór dosyć zasadniczy, gdyż dotyczy, tak paradygmatu naukowego, jak i stosunku filozofii do nauki oraz odwrotnie nauki do filozofii.

>Powinienem się spodziewać, że pisząc do tego odbiorcy, wystawiam się odstrzał, przecież nie chodzi o dyskusję tylko czepialstwo, więc od razu powinien przytoczyć poniższy cytat w Wikipedii lub uściślić swoją wypowiedź: Cytat:
"W uproszczeniu, w filozofii polskiej o metafizyce mówią ci filozofowie, którzy pozostają w związku z tradycją katolicką (por. neotomizm) i odwołują się do Arystotelesa. Terminu ontologia używają natomiast ci, którzy związani są z filozofią analityczną i równocześnie zajmują się tradycyjnymi problemami filozofii, ale nie chcą, by kojarzono ich z rozważaniami na temat nieśmiertelności duszy."

Tu właśnie jest istota sporu. Czy istnieje tylko jeden byt - choć jeszcze do końca niepoznany, to jednak - poznawalny za pomocą zmysłów (ewentualnie uzbrojonych w narzędzia), czy też istnieje wiele bytów, a wśród nich są także byty nadrzędne - niepoznawalne przez człowieka.

>Tylko, że w takim przypadku znów się podkładam, bo zamiast poprosić Kaktusa o jego definicję rzeczywistości, co poniewczasie w końcu uczyniłem, uwikłałbym się w dyskusję na temat mojej definicji rzeczywistości, która do niczego nie prowadzi, bo ja ją znam a interlokutor raczej nastawiony jest na czepiactwo niż rzeczową dyskusję.
Odwołam się do odpowiedzi dla Pana Macieja. Różni fideiści przychodzą na nasze forum ewangelizować i świadomie mącą. Licząc na naszą niewiedzę dotyczącą filozofii chrześcijańskiej. Stosują różne chwyty i warto się pilnować.

>Wracają do myśli sprzed tych zagnieżdżonych dygresji, odniosłem sobie to co Kaktus napisał, do tego co mógł sobie pomyśleć i doszedłem do wniosku, że jeden sik na raz wystarczy. Wykoncypowałem sobie, że chodzi mu mniej więcej nauki przyrodnicze i ich metody poznawcze i nie ważne w tej chwili z jakim przybliżeniem to założenie jest prawdziwe. Tak naprawdę byłem ciekaw jak wygląda jego definicja rzeczywistości i jak on sobie radzi ze sprzecznościami, które mogą się w niej objawiać (strasznie dużo słów użyłem, żeby w sumie tylko jedno znaczące zdanie napisać, ale cóż jestem tylko Szympansem Komentującym i czasem muszę sobie pogadać).
Jesteśmy tu zgodni, ja też cały czas oczekuję na partnera o poglądach fideistycznych, z którym mógłbym przeprowadzić poważną merytoryczną dyskusję. Wszyscy uciekają, najczęściej w bełkotliwe pseudouczone wielosłowie i z enigmatycznym, choć pustym treściowo słownictwem, a gdy im Pan tą pustkę wykazuje, to obrażają się, że nie jest Pan w stanie zrozumieć istoty i głębi ich mądrości.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
21-04-2012 23:00 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>ja też cały czas oczekuję na partnera o poglądach fideistycznych, z którym mógłbym przeprowadzić poważną merytoryczną dyskusję. Wszyscy uciekają, najczęściej w bełkotliwe pseudouczone wielosłowie i z enigmatycznym, choć pustym treściowo słownictwem, a gdy im Pan tą pustkę wykazuje, to obrażają się, że nie jest Pan w stanie zrozumieć istoty i głębi ich mądrości.

Panie Andrzeju, mam tu pewną wątpliwość. Otóż jako konsekwentny naturalista ontologiczny i sceptyk ma Pan do dyspozycji bardzo skuteczne i wyraźne kryteria, które pozwalają Panu szybko oddzielić w dyskusji ziarno od plew.

Otóż nie bardzo jestem sobie w stanie wyobrazić fideisty, który przeprowadziłby z Panem "poważną merytoryczną dyskusję" - chyba że rozmawialibyście o budowie silnika spalinowego.

Przecież albo rozmawialibyście o tym co weryfikowalne - i wtedy w ogóle nie byłoby sporu i do tego nie trzeba fideisty, albo też rozmawialibyście o stanowiskach wobec wiary - i wówczas nie ma siły, żeby on - będąc fideistą - nie popadł prędzej czy później w jakąś formę bełkotu, którą tak właśnie Pan by ocenił.

Tak więc oczekiwanie na partnera o poglądach fideistycznych, z którym mógłby Pan przeprowadzić poważną merytoryczną dyskusję uważam za niemożliwe z założenia - no chyba, że by Pan się nawrócił...

Albo rybki albo akwarium (że tak jeszcze pozwolę sobie skonkludować).

Pozdrawiam serdecznie.

P.S. Chyba, że zna Pan jakichś fideistycznych myślicieli, z którymi widziałby Pan możliwość merytorycznej dyskusji na temat wiary?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
22-04-2012 11:28 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>ja też cały czas oczekuję na partnera o poglądach fideistycznych, z którym mógłbym przeprowadzić poważną merytoryczną dyskusję. Wszyscy uciekają, najczęściej w bełkotliwe pseudouczone wielosłowie i z enigmatycznym, choć pustym treściowo słownictwem, a gdy im Pan tą pustkę wykazuje, to obrażają się, że nie jest Pan w stanie zrozumieć istoty i głębi ich mądrości.
>Albo rybki albo akwarium (że tak jeszcze pozwolę sobie skonkludować).
Muszę powiedzieć, że jeszcze bardziej od alternatywy światopoglądowej irytuje mnie nie dopuszczanie do siebie żadnych argumentów. Przecież już w rozmowie z Panem - w tym wątku - tą wypowiedź przytoczyłem"
"Wacek": w internecie napisał:
Człowiek zdrowy psychicznie z właściwie pracującym rozumem nie potrafi wierzyć. Mózg jest tak skonstruowany ze człowiek musi się nad wszystkim zastanawiać czy to jest prawdziwe i to podważać. A wiec zdrowy psychicznie człowiek którego mózg pracuje w pełni nie potrafi uwierzyć w boga. Bo nie można wyłączyć części swojego mózgu odpowiedzialnej za rozważanie co jest prawdą a co nie. Nawet jeśli nie chcecie to wasz mózg oceni co jest prawdziwe a co nie. [...]

Ludzie wierzący bardzo boją się swoich wątpliwości bo jest to powiązane ze strachem ze śmiercią. Dla wierzącego wątpliwości oznaczają śmierć, bo z wątpliwościami nie ma życia po śmierci. A wiec oni chcą aby wszyscy w około rozwiewali ich wątpliwości. Tylko ze po pewnym czasie wątpliwości robią się tak silne ze nie rozwieje ich już żaden inny wierzący. Wierzący chcą aby innowiercy potwierdzili ich wiarę. [...]
Chcą nawrócić wykształconego ateistę. A wiec przychodzą na www.ateista.pl
[czy www.racjonalista.pl/] i próbują nawracać. Ale to przynosi dla nich odwrotny efekt bo Ateiści potęgują ich wątpliwości. Człowiek wierzący w rozmowie z ateistą czuje się tak jakby go ateista chciał zabić. Bo kiedy wierzący straci wiarę to straci życie po śmierci. A wiec ludzie którzy chcą wierzyć są bardzo agresywni i wulgarni w rozmowie z ateistami.
Dla wierzącego to sprawa życia i śmierci. Wierzący panicznie boją się powiększenia swoich wątpliwości w rozmowie z ateistami. No ale już nie ma dla nich odwrotu, wpadli w pułapkę. Gdyż w poszukiwaniu potwierdzeń wiary i w celu rozwiewania swoich wątpliwości przyszli pomiędzy ateistów i chcieli obalać ewolucje, teorie wielkiego wybuchu. Ale to się im nie udaje. A po za tym wierzący dowiadując się od ateistów na czym polega ewolucja i wielki wybuch to zaczynają mieć jeszcze większe wątpliwości. Umysł nie potrafi zanegować prawdy. Bo trudno sobie wmówić ze to co teraz widzisz ze to nie jest prawdziwe. [...]

Zdrowy psychicznie wierzący zawsze ma wątpliwości. Bo pracy mózgu nikt z nas nie potrafi całkiem powstrzymać.
Ale kościół ma różne instytucje i sposoby działania aby zapobiegać pracy mózgu u mas.


>Otóż nie bardzo jestem sobie w stanie wyobrazić fideisty, który przeprowadziłby z Panem "poważną merytoryczną dyskusję" - chyba że rozmawialibyście o budowie silnika spalinowego.
Tyle, że mnie budowa silnika nie bardzo interesuje, natomiast bardzo interesuje mnie religioznawstwo we wszystkich jego aspektach.
Naprawdę, aż tak złe ma Pan zdanie o fideistach? Uważa Pan, że nie posiadają żadnych racjonalnych argumentów na obronę swojego światopoglądu, że nikt ich nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne?
Możliwe, że dyskusja z głęboko wierzącymi jest niemożliwą, gdyż z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda, ale sporo ludzi jest inteligentnych, wątpiących i samodzielnie poszukujących własnych poglądów. Dla nich zupełnie czasu nie szkoda.

>Przecież albo rozmawialibyście o tym co weryfikowalne - i wtedy w ogóle nie byłoby sporu i do tego nie trzeba fideisty, albo też rozmawialibyście o stanowiskach wobec wiary - i wówczas nie ma siły, żeby on - będąc fideistą - nie popadł prędzej czy później w jakąś formę bełkotu, którą tak właśnie Pan by ocenił.
Dlatego nigdy nie wpadłem na pomysł aby wchodzić na fideistyczne fora i tam wmawiać wierzący ludziom, że błądzą. Ja nie chcę nikogo ateizować, ale intelektualnie bawi mnie rozmowa z ludźmi, którzy chcą swoje poglądy skonfrontować z moimi. To oni tu przychodzą i szukają na naszym forum potwierdzenia racjonalności swoich przekonań.

>Tak więc oczekiwanie na partnera o poglądach fideistycznych, z którym mógłby Pan przeprowadzić poważną merytoryczną dyskusję uważam za niemożliwe z założenia - no chyba, że by Pan się nawrócił...
No cóż, przez dyskusje na tym forum nawet dowcip się Panu wyostrzył, ale znowu żałuję, że nie podchodzi Pan bardziej poważnie do rozmowy ze mną. Czy zauważył Pan skąd wziąłem tekst profesora Stanisława Judyckiego: www.diamet(*)edu.pl/?l=1&p=deb5&m=17&ii=184
Traktuję Pana poważnie, a Pan sobie lekceważy moje argumenty. Zawsze można czyjeś argumenty odrzucić, ale lekceważenie czyichś poglądów i argumentów jest właśnie dowodem na niemożliwość dogadania się. Nie z wszystkimi warto rozmawiać. Nawet o budowie i działaniu silników.

>P.S. Chyba, że zna Pan jakichś fideistycznych myślicieli, z którymi widziałby Pan możliwość merytorycznej dyskusji na temat wiary?
Proponuję poznać np. dorobek Stanisława Obirka, ale znalazło by się sporo takich, tylko na nasze forum nie chcą przychodzić.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>>>>ja też cały czas oczekuję na partnera o poglądach fideistycznych, z którym mógłbym przeprowadzić poważną merytoryczną dyskusję. Wszyscy uciekają, najczęściej w bełkotliwe pseudouczone wielosłowie i z enigmatycznym, choć pustym treściowo słownictwem, a gdy im Pan tą pustkę wykazuje, to obrażają się, że nie jest Pan w stanie zrozumieć istoty i głębi ich mądrości.
>>Albo rybki albo akwarium (że tak jeszcze pozwolę sobie skonkludować).
Nie jestem na 100% pewien, czy obydwoje tak samo rozumiemy to młodzieżowe powiedzenie. Otóż oznacza ono mniej więcej to samo, co "mieć ciatsko i zjeść ciastko" - a więc coś co się nawazajem wyklucza (nie mam pojęcia dlaczego - skoro rybki i akwarium pasują do siebie jak ulał). Tłumaczę to, ponieważ biorę pod uwagę możliwość błędnego zrozumienia przez Pana mojej poprzedniej wypowiedzi na tym tle.

>Muszę powiedzieć, że jeszcze bardziej od alternatywy światopoglądowej irytuje mnie nie dopuszczanie do siebie żadnych argumentów.
Przepraszam, czy mógłby Pan rozwinąć, co ma Pan myśli mówiąc o alternatywie światopoglądowej? Mam dwie hipotezy, ale sądzę, że lepiej będzie, jeśli Pan to sam naświetli i wtedy odniosę się do tego bez gdybania.
Prawdę mówiąc również nie wiem, o jakie konkretnie argumenty Panu chodzi, których miałem do siebie nie dopuścić. Prosiłbym o ich wymienie, choćby w podpunktach.

>Przecież już w rozmowie z Panem - w tym wątku - tą wypowiedź przytoczyłem"
Wypowiedź Wacka przeczytałem nie raz (przy okazji przeglądania wpisów w tym wątku) i uważam, że generalnie jego spostrzeżenia i wnioski są słuszne.

>Naprawdę, aż tak złe ma Pan zdanie o fideistach? Uważa Pan, że nie posiadają żadnych racjonalnych argumentów na obronę swojego światopoglądu, że nikt ich nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne?
To raczej ja jeszcze stosunkowo niedawno twierdziłem, ze warto z fideistami rozmawiać (bo w ogóle warto rozmawiać z ludźmi), i że można ich nawet czasem przekonać, a Pan wykazywał, że z doświadczenia (nawet tu na forum) wynika coś zupełnie przeciwnego. Czy mogą mieć racjonalne argumenty? Sądzę, że w najlepszym razie tylko częściowo racjonalne.

>Możliwe, że dyskusja z głęboko wierzącymi jest niemożliwą, gdyż z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda, ale sporo ludzi jest inteligentnych, wątpiących i samodzielnie poszukujących własnych poglądów. Dla nich zupełnie czasu nie szkoda.
A to prawda. Tu pełna zgoda. Ale to raczej już odwołujemy się do ich zwątpienia i do ich rozumu - te ich cechy podkreślamy, a nie akurat ich fideizm.

>>Tak więc oczekiwanie na partnera o poglądach fideistycznych, z którym mógłby Pan przeprowadzić poważną merytoryczną dyskusję uważam za niemożliwe z założenia - no chyba, że by Pan się nawrócił...
>No cóż, przez dyskusje na tym forum nawet dowcip się Panu wyostrzył, ale znowu żałuję, że nie podchodzi Pan bardziej poważnie do rozmowy ze mną.
Tak, to był żart, ale moim zdaniem uzasadniony w kontekście poważnej rozmowy. Pan chce merytorycznie rozmawiać z fideistami? Sądzę, że o wszystkim można z nimi rozmawiać merytorycznie POZA KWESTIĄ ICH WIARY - tu wszelka racjonalna dyskusja się kończy. Chyba, że wątpią - ale wówczas to już jakby nie są fideiści.

>Czy zauważył Pan skąd wziąłem tekst profesora Stanisława Judyckiego: www.diamet(*)edu.pl/?l=1&p=deb5&m=17&ii=184
Teraz zauważyłem. Nie bardzo rozumiem, za czym ma to wskazanie źródła przemawiać. Być może czasem trochę więcej czasu potrzebuję na zrozumienie niektórych argumentów - więc proszę o wytłumaczenie.

>Traktuję Pana poważnie, a Pan sobie lekceważy moje argumenty. Zawsze można czyjeś argumenty odrzucić, ale lekceważenie czyichś poglądów i argumentów jest właśnie dowodem na niemożliwość dogadania się.
Wydaje mi się, że pewnego rodzaju ewolucja mojej postawy w ramach aktywności na tym forum jest dostrzegalna, i że jest to dowodem na to, że w każdym razie w ogólności argumentów nie lekceważę. Możliwe, że czasem trochę czasu mi zajmie ich przetrawienie i zrozumienie, ale tu znów nie wiem o jakie konkretnie argumenty Panu chodzi.

>Nie z wszystkimi warto rozmawiać. Nawet o budowie i działaniu silników.
No właśnie. Tak sądziłem, że Pan sądzi i dlatego pozwoliłem sobie przedstawić Panu moją wątpliwość, czy aby na pewno miałby Pan o czym rozmawiać z fideistą, gdyby dyskusja dotyczyła kwestii jego wiary, nawet gdyby nie owijał w bawełnę, ani nie zaciemniał. Otóż nie jestem sobie w stanie wyobrazić innego scenariusza niż ten, że wykazałby mu Pan nieracjonalność, z czym on albo by się spierał jednak owijając w bawełnę, albo też musiałby tą swoją nieracjonalność zaakceptować. W jednym i w drugim przypadku rozmowa szybko by się skończyła.

Chyba że ... Pan naprawdę byłby religioznawczo zainteresowany jego myślą teologiczną... o ile tylko spełniałby Pana wymogi co do klarowności języka i poziomu wypowiedzi... O to chodzi? Ale i tak musiałby Pan określić jego wiarę i ideologię jako nieracjonalne, bo wiara taka jest zawsze. Jednak ponieważ Pan określa siebie czasem jako antyfideistę, to też nie uszło by mu to płazem. No chyba, że dałby się przekonać i w ostateczności darowałby sobie wiarę. Biorąc pod uwagę Pana napomknięcie o wątpliwościach fideistów, a także cytowany przez Pana wpis Wacka, chyba o taki cel w tej dyskusji musiałoby chodzić - przekonanie fideistów do racjonalizmu.
Czy tak?

Pozdrawiam serdecznie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
23-04-2012 21:47 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>ja też cały czas oczekuję na partnera o poglądach fideistycznych, z którym mógłbym przeprowadzić poważną merytoryczną dyskusję. Wszyscy uciekają, najczęściej w bełkotliwe pseudouczone wielosłowie i z enigmatycznym, choć pustym treściowo słownictwem, a gdy im Pan tą pustkę wykazuje, to obrażają się, że nie jest Pan w stanie zrozumieć istoty i głębi ich mądrości.
>Albo rybki albo akwarium [...]
>Nie jestem na 100% pewien, czy obydwoje tak samo rozumiemy to młodzieżowe powiedzenie. [...] Tłumaczę to, ponieważ biorę pod uwagę możliwość błędnego zrozumienia przez Pana mojej poprzedniej wypowiedzi na tym tle.
A słowo "albo" nie wystarcza Panu do właściwego zrozumienia tego nie najszczęśliwszego logicznie sformułowania.

>>>>Muszę powiedzieć, że jeszcze bardziej od alternatywy światopoglądowej irytuje mnie nie dopuszczanie do siebie żadnych argumentów.
>Przepraszam, czy mógłby Pan rozwinąć, co ma Pan myśli mówiąc o alternatywie światopoglądowej? Mam dwie hipotezy, ale sądzę, że lepiej będzie, jeśli Pan to sam naświetli i wtedy odniosę się do tego bez gdybania.
Czytając moje wypowiedzi nie powinien Pan mieć dwóch.
W światopoglądzie uznaję tylko jedną alternatywę: - poglądy dające pierwszeństwo wierze albo poglądy oparte na sceptycyzmie naukowym.
Oczywiście społeczna rzeczywistość składa się z ogromnego nadmiaru głupców (na co wskazują badania socjologiczne) oraz ludzi intelektualnie sprawnych. (Na szczęście na naszym forum ta druga grupa jest zdecydowanie dominującą i dlatego też tu jestem.) Ale głupi i mądrzy bywają ludzie niezależnie od ich światopoglądu.

>Prawdę mówiąc również nie wiem, o jakie konkretnie argumenty Panu chodzi, których miałem do siebie nie dopuścić. Prosiłbym o ich wymienienie, choćby w podpunktach.
Na wszystkie wymienione przez Pana punkty odpowiedziałem. Więc jeżeli jest konieczna jeszcze większa jasność, to proszę już o konkretne pytania.

>Pan chce merytorycznie rozmawiać z fideistami?
Chcę czy nie, do niektórych rozmów jestem w różny sposób przymuszany. Czasem tylko grzecznym pytaniem. Już wyżej napisałem. Mam głęboko zakodowany szacunek dla wszystkich ludzi, niezależnie od płci, koloru skóry, narodowości i poglądów, ale zdecydowanie kłóci się on w mojej naturze z wprost pogardą dla głupoty (szczególnie tej z wyższym wykształceniem różnego stopnia i różnymi tytułami - wyrażanej w tak pustym, jak napuszonym języku), której jednak nie mylę z naturalną nam wszystkim niewiedzą.

>Sądzę, że o wszystkim można z nimi rozmawiać merytorycznie POZA KWESTIĄ ICH WIARY - tu wszelka racjonalna dyskusja się kończy. Chyba, że wątpią - ale wówczas to już jakby nie są fideiści.
Właśnie! Chyba, że wątpią, a w tym zakresie to już tekst "Wacka" polecam.

>>>>Czy zauważył Pan skąd wziąłem tekst profesora Stanisława Judyckiego: www.diamet(*)edu.pl/?l=1&p=deb5&m=17&ii=184
>Teraz zauważyłem. Nie bardzo rozumiem, za czym ma to wskazanie źródła przemawiać. Być może czasem trochę więcej czasu potrzebuję na zrozumienie niektórych argumentów - więc proszę o wytłumaczenie.
Wydawało mi się, że zadał Pan tu pytanie: Cytat:
>Tak więc oczekiwanie na partnera o poglądach fideistycznych, z którym mógłby Pan przeprowadzić poważną merytoryczną dyskusję uważam za niemożliwe z założenia - no chyba, że by Pan się nawrócił...
Tekst profesora wziąłem z dyskusji na Uniwersytecie Jagiellońskim pt. "Co wiemy o istnieniu Boga" w której wypowiedzieli się: Ireneusz Ziemiński (tekst wprowadzający), Wojciech Chudy, Bohdan Chwedeńczuk, Stanisław Judycki, Jacek Wojtysiak, Jan Woleński. Czy to nie była poważna merytoryczna dyskusja?

>>>>Traktuję Pana poważnie, a Pan sobie lekceważy moje argumenty. Zawsze można czyjeś argumenty odrzucić, ale lekceważenie czyichś poglądów i argumentów jest właśnie dowodem na niemożliwość dogadania się.
>Wydaje mi się, że pewnego rodzaju ewolucja mojej postawy w ramach aktywności na tym forum jest dostrzegalna, i że jest to dowodem na to, że w każdym razie w ogólności argumentów nie lekceważę. Możliwe, że czasem trochę czasu mi zajmie ich przetrawienie i zrozumienie, ale tu znów nie wiem o jakie konkretnie argumenty Panu chodzi.
Proponuję przeanalizować swoją wypowiedź:
www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,492110#w496602
I moją nań odpowiedź:
www.racjon(*).php/s,492110/z,0/d,19#w496673
Może coś błyśnie.

>>>>Nie z wszystkimi warto rozmawiać. Nawet o budowie i działaniu silników.
>No właśnie. Tak sądziłem, że Pan sądzi i dlatego pozwoliłem sobie przedstawić Panu moją wątpliwość, czy aby na pewno miałby Pan o czym rozmawiać z fideistą, gdyby dyskusja dotyczyła kwestii jego wiary, nawet gdyby nie owijał w bawełnę, ani nie zaciemniał. Otóż nie jestem sobie w stanie wyobrazić innego scenariusza niż ten, że wykazałby mu Pan nieracjonalność, z czym on albo by się spierał jednak owijając w bawełnę, albo też musiałby tą swoją nieracjonalność zaakceptować. W jednym i w drugim przypadku rozmowa szybko by się skończyła.
W 90% ma Pan tu rację, ale ja wierzę w ludzką racjonalność i jak to z jest wierzącymi, zbyt często wiara okazuje się tylko ułudą.

>Chyba że ...
Znam tu forumowiczów, którzy wyszli wprost na naszych oczach z fideizmu do racjonalizmu. Przecież różna jest głębokość wiary, a kształtowanie światopoglądu to proces.

Pozdrawiam

@@@
.
17-04-2012 12:09 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Stoję na stanowisku, że termin "rzeczywistość" nie przynależy jedynie do nauki
Nieprzemakalność to mało powiedziane.
Czemu w tym morzu bełkotu nie potrafisz sformułować prostego zdania, że w zwyczajnej rzeczywistości czasowo-przestrzenno-historyczno-geograficznej, takiej zwykłej rzeczywistości bez wymyślnych przymiotników, opowieści religijne są tyko fikcją?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
kaktus5 (306 punktów)
>>Stoję na stanowisku, że termin "rzeczywistość" nie przynależy jedynie do nauki
>Nieprzemakalność to mało powiedziane.
>Czemu w tym morzu bełkotu nie potrafisz sformułować prostego zdania, że w zwyczajnej rzeczywistości czasowo-przestrzenno-historyczno-geograficznej, takiej zwykłej rzeczywistości bez wymyślnych przymiotników, opowieści religijne są tyko fikcją?
Po pierwsze- ponieważ w przeciwieństwie do ciebie, nie wychodzę z założenia, że pojęcie rzeczywistości redukuje się do znaczenia jakim posługuje się współczesna nauka. Po drugie, znam wiele innych funkcjonujących ujęć rzeczywistości niż fenomenalistyczna,czyli sprowadzająca się do rozumienia rzeczywistości jako zbioru zjawisk o charakterze czasowo-przestrzennym (tak nauka definiuje fakty)jak np. myślenie,któremu odpowiada co prawda czasowość ale nie rozciągłość(czyli charakterystyka przestrzenna)
17-04-2012 12:40 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Po pierwsze- ponieważ w przeciwieństwie do ciebie, nie wychodzę z założenia, że pojęcie rzeczywistości redukuje się do znaczenia jakim posługuje się współczesna nauka. Po drugie, znam wiele innych funkcjonujących ujęć rzeczywistości niż fenomenalistyczna,czyli sprowadzająca się do rozumienia rzeczywistości jako zbioru zjawisk o charakterze czasowo-przestrzennym (tak nauka definiuje fakty)jak np. myślenie,któremu odpowiada co prawda czasowość ale nie rozciągłość(czyli charakterystyka przestrzenna)
Nauka zna pojęcie myślenia i jakoś go nie myli z rozciągłością. Wprowadzenie "rzeczywistości religijnej" do rozmowy nie wniosło nic, niczego nie wyjaśniło.
Ty chociaż zgodziłeś się z Przemkiem w dziedzinie steku bzdur, ale dla Marcucha i Vancalara to czysta ucieczka od uznania prawdy.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
17-04-2012 13:16 
 Ocena-1 na 3
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Ty chociaż zgodziłeś się z Przemkiem w dziedzinie steku bzdur, ale dla Marcucha i Vancalara to czysta ucieczka od uznania prawdy.


A jaka jest prawda i jak możesz to udowodnić ? Co możesz mi przedstawić oprócz swojej wiary, którą dzielisz z Bogusławskim i Izdebskim, że "istnieje tylko rzeczywistość świata materialnego" ? Jeśli masz coś konkretnego, to z chęcią publicznie przyznam Ci rację i zostanę gorliwym ateistą... Tylko mi nie mów, że "Boga nikt nigdy nie widział". Nawet tego nie możesz być pewny ale nawet gdyby tak było, to czy jeśli ludzie widzieliby monochromatycznie, oznaczałoby to, że kolory nie istnieją ?

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
17-04-2012 13:21 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>A jaka jest prawda i jak możesz to udowodnić ? Co możesz mi przedstawić oprócz swojej wiary, którą dzielisz z Bogusławskim i Izdebskim, że "istnieje tylko rzeczywistość świata materialnego" ?
To nie jest żadna wiara, tylko raczej odróżnienie tego, co można powiedzieć o świecie w sposób weryfikowalny od tego, co w żaden sposób weryfikowalne nie jest (bo wyłącznie ideowe).

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
17-04-2012 13:31 
 Ocena 1 na 1
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>>A jaka jest prawda i jak możesz to udowodnić ? Co możesz mi przedstawić oprócz swojej wiary, którą dzielisz z Bogusławskim i Izdebskim, że "istnieje tylko rzeczywistość świata materialnego" ?
>To nie jest żadna wiara, tylko raczej odróżnienie tego, co można powiedzieć o świecie w sposób weryfikowalny od tego, co w żaden sposób weryfikowalne nie jest (bo wyłącznie ideowe).


   Sformułowanie: "istnieje tylko rzeczywistość świata materialnego" to twierdzenie. W dodatku w żaden sposób nie jest weryfikowalne ( a może się mylę? ). Więc jest to wiara, czy nie?

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
17-04-2012 17:38 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>   Sformułowanie: "istnieje tylko rzeczywistość świata materialnego" to twierdzenie. W dodatku w żaden sposób nie jest weryfikowalne ( a może się mylę? ).
Zdecydowanie:
www.racjon(*).php/s,492110/z,0/d,11#w495721
www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf

>Więc jest to wiara, czy nie?
Nie, to jest naturalizm ontologiczny.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
18-04-2012 01:16 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>   Sformułowanie: "istnieje tylko rzeczywistość świata materialnego" to twierdzenie. W dodatku w żaden sposób nie jest weryfikowalne ( a może się mylę? ). Więc jest to wiara, czy nie?

Istnienia świata materialnego nie trzeba w ogóle udowadniać, bo on jest przez nas odbierany poprzez zmysły i w ten sposób doświadczalny empirycznie (chyba, ze jesteś solipsystą).

Tak więc twoje pytanie, czy powyższe twierdzenie jest rodzajem wiary może się tylko odnosić do zawartego w tym twierdzeniu słowa "tylko".

Czy może istnieć jakaś rzeczywistość poza światem materialnym?
Sprawa tu jest dość prosta - otóż trudno przypisywać atrybut istnienia jakimś zjawiskom, których istnienia nauka nie potwierdziła.
Równocześnie jest dla mnie niepojęte i to na granicy absurdu - który może doprowadzić albo do utraty zmysłów - albo do religijnego oświecenia - jakim cudem mogłoby istnieć coś poznawalnego, co jakąś formą materii nie jest. W każdym razie, gdybyśmy to coś mogli poznać - to musiałoby przybrać jakąś formę materii, byśmy tego mogli doświadczyć. Jeśli natomiast tego doświadczyć nie możemy, to może sobie to i nawet gdzieś istnieć, ale my nie ma mamy prawa o tym nic wiedzieć. W takim razie mówić o tym również nie ma większego sensu.

Przy okazji dodam, że sceptycyzm nakazuje jednak nie wykluczać możliwości, że sprawy mają się jednak zupełnie inaczej, niż nam się do tej pory wydawało. Tak więc niektórzy racjonaliści wręcz mówią o bardzo nikłym (ale jednak) prawdopodobieństwie istnienia Boga. Tak mówi Dawkins i tak wypowiedział się również Pan Andrzej Bogusławski. Piszę o tym dlatego, że napisałeś, iż Bogusławski i Izdebski napisali, że "tylko". Znam również tekst Izdebskiego, w którym pisze on wręcz o NIEMATERIALNYM umyśle, choć mającym materialny substrat w postaci mózgu. (W razie czego znajdę odpowiednie teksty)

Tak więc wcale nie musi być "tylko", pytanie natomiast, czy jest sens rozmawiać o każdej niematerialnej hipotezie i czy ma ona jakieś racjonalno-empiryczne uzasadnienie. Dopóki ma - to nie jest to wiara.

Przy okazji - czy zauważyłeś, że treści religijne przekazują nam tylko inni ludzie - czy to ustnie, czy to w postaci książki. Ktoś to przecież musiał napisać. Wierząc w te treści tak na prawdę wierzysz tylko innym ludziom.

Jest jedna rzecz, której Ci nie odbiorę, a może nawet trochę zazdroszczę - doświadczenie religijne. Masz doświadczenia religijne? Ja może jestem czasem bliski przeżyciom mistycznym, ale tak do końca mi nie wychodzi. Bardziej bym chciał, niż potrafię. Liczę tu trochę na udoskonalenie hełmu Boga:
pl.wikipedia.org/wiki/Hełm_boga
Wcale nie mówię tu ironicznie.

Pozdrawiam


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
18-04-2012 04:54 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>[...] - jakim cudem mogłoby istnieć coś poznawalnego, co jakąś formą materii nie jest.
Czy myśli są materialne? By je poznać wystarczy zapytać samego myślącego.

stado czyni myślących bezmyślnymi
18-04-2012 07:54 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Czy myśli są materialne? By je poznać wystarczy zapytać samego myślącego.
A jak skłamie...?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-04-2012 10:34 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>[...] - jakim cudem mogłoby istnieć coś poznawalnego, co jakąś formą materii nie jest.
>Czy myśli są materialne?
Sądzę, że tak.
W każdym razie nikt nie zaobserwował myślenia bez mózgu.

No chyba, że umownie nazwiesz umysł "niematerialnym", ale o ile przyznasz, że bierze się z on mózgu, to niczego to nie zmienia poza słowami.

W przeciwnym razie masz dualizm.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
18-04-2012 08:09 
 Ocena 3 na 3
martok (1115 punktów)

>Równocześnie jest dla mnie niepojęte i to na granicy absurdu - który może doprowadzić albo do utraty zmysłów - albo do religijnego oświecenia - jakim cudem mogłoby istnieć coś poznawalnego, co jakąś formą materii nie jest. W każdym razie, gdybyśmy to coś mogli poznać - to musiałoby przybrać jakąś formę materii.

Na przykład teorie matematyczne są dowodem możliwości poznania świata niematerialnego, a przy tym formułowanie twierdzeń matematycznych nie jest wynikiem religijnego oświecenia. Dodam, że u większości ludzi uprawianie matematyki nie prowadzi też do utraty zmysłów.
18-04-2012 08:35 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Na przykład teorie matematyczne są dowodem możliwości poznania świata niematerialnego,
Chyba że tym światem niematerialnym określasz reguły rządzące wszystkim, ale to i tak tylko takie qui pro quo jako ukłon w stronę filozofii i to na wyraźne zapotrzebowanie, a nie coś co cokolwiek tłumaczy.
Można nazywać rzeczywistością czy światem dowolne wytwory umysłu, ale kiedy następuje konflikt znaczeń: kiedy np. rzeczywistość religijna zostaje utożsamiana z rzeczywistością należy się skupić na usunięciu konfliktu i wtedy zawsze zostaje podział na umysł i resztę świata. I jaka by ta reszta świata nie była (materialna, niematerialna, paramaterialna...) aby ja poznać muszą dotrzeć do naszego umysłu informacje od niej o niej. Zatem wszystko w tej reszcie albo musi mieć możność oddziaływania na materię jaką znamy, ale też rację mogą mieć wierzący, że posiadamy niezidentyfikowane odbiorniki nadprzyrodniczych (niematerialnych) informacji.
Jako że jednak ta druga opcja na razie dopracowała się jedynie morza sprzecznego wewnętrznie i sprzecznego z rozumem bełkotu darujmy ja sobie. Zostanie nam za to matematyka jako dobrze zadomowione (zagłowione?) narzędzie opisu świata, a nie świat.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-04-2012 10:39 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Na przykład teorie matematyczne są dowodem możliwości poznania świata niematerialnego, a przy tym formułowanie twierdzeń matematycznych nie jest wynikiem religijnego oświecenia.
Materialne - niematerialne - można dowoli zakreślać definicje tych słów.
Dla mnie jest istotne, że zarówno teorie matematyczne, jak również treści religijne powstają w głowie, w którą można się stuknąć palcem.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
18-04-2012 10:52 
 Ocena 2 na 2
martok (1115 punktów)

>Materialne - niematerialne - można dowoli zakreślać definicje tych słów.

Wydaje mi się, że pojęciem materialności nie można żonglować całkiem dowolnie, choć z pewnością masz rację, że pewien zakres swobody jest tu dopuszczalny. W każdym razie dla mnie taka definicja, w myśl której obiekty matematyczne (np. liczby) stawałyby się tworami materialnymi byłaby zbyt dowolna - niemożliwa do przyjęcia.
maceox (6766 punktów)
>>Materialne - niematerialne - można dowoli zakreślać definicje tych słów.
>Wydaje mi się, że pojęciem materialności nie można żonglować całkiem dowolnie, choć z pewnością masz rację, że pewien zakres swobody jest tu dopuszczalny. W każdym razie dla mnie taka definicja, w myśl której obiekty matematyczne (np. liczby) stawałyby się tworami materialnymi byłaby zbyt dowolna - niemożliwa do przyjęcia.

A mnie interesowałaby raczej dowiedzieć się, jak dokładnie kształtuje się ta materia (mózgu), z której bierze się w umyśle idea np. liczby.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
18-04-2012 13:05 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Na przykład teorie matematyczne są dowodem możliwości poznania świata niematerialnego,
Zdecydowanie lepszym dowodem możliwości poznania świata niematerialnego - są religie.
Przecież tak religie, jak i teorie matematyczne są wytworami ludzkiego umysłu.
Według mojej wiedzy umysł jest funkcją mózgu, a teorie matematyczne są jednym z umysłowych narzędzi do poznania i zrozumienia materialnego (zgodnie z filozoficzną definicją materii) świata. Oczywiście mogę się mylić.

Pozdrawiam.

@@@
.
18-04-2012 13:31 
 0 na 2
martok (1115 punktów)

Nie myli się Pan. Ale ja odpowiadałem na następującą wątpliwość Maceoxa:

> jakim cudem mogłoby istnieć coś poznawalnego, co jakąś formą materii nie jest.

Z tego punktu widzenia "rzeczywistość" matematyczna wydała mi się dobrym przykładem. Dla mnie matematyka nie jest wyłącznie najogólniejszą metodologią - jest ona przecież także teorią czegoś - i to "coś" jest z całą pewnością niematerialne. Ale szczerze mówiąc nie czuję się zbyt pewnie w takich rozważaniach...
19-04-2012 09:13 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ale szczerze mówiąc nie czuję się zbyt pewnie w takich rozważaniach...
Gdyż nie są to najłatwiejsze rozważania, ale warto spróbować czuć się trochę pewniej.
Ze swojej strony polecam takie wprowadzenie:
---------------

Pan Diogenes napisał:
www.racjon(*).php/s,491829/z,0/d,11#w493322
"Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich"
Jak wynika z powyższej definicji materii, nauka zajmuje się całą rzeczywistością dostępną ludziom, a nie tylko wiedzą o materii, którą zajmuje się głównie fizyka teoretyczna i spekulują filozofowie". Ale w różnych działach fizyki i innych nauk przyrodniczych używa się kilku różnych definicji materii.

Poniżej cztery definicje.
www.racjon(*)m.php/s,344734/z,0/d,5#w346656

Czy istnieje nie materia:
www.racjon(*)m.php/s,344734/z,0/d,5#w346724

Tu materiał wart refleksji nad odejściem nauki od chrześcijańskiej wizji świata.
www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843

A te dwa polecam dla wprowadzenia w zagadnienia mózg/umysł:
www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadzi
www.racjon(*)raba.slonia.a.posilkiem.zachwy

Po ich przeczytaniu warto zapoznać się z dorobkiem kognitywistyki:
www.is.umk.pl/~duch/Wyklady/Kog_plan.html

Pozdrawiam.

@@@
.
martok (1115 punktów)

> nauka zajmuje się całą rzeczywistością dostępną ludziom, a nie tylko wiedzą o materii

Dokładnie to (i nic więcej) miałem na myśli umieszczając swój wtręt o matematyce w związku z problemem postawionym przez Maceoxa.
19-04-2012 14:15 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>nauka zajmuje się całą rzeczywistością dostępną ludziom, a nie tylko wiedzą o materii
>Dokładnie to (i nic więcej) miałem na myśli umieszczając swój wtręt o matematyce w związku z problemem postawionym przez Maceoxa.
Tak, ale nie końca.
Proponuję jednak przeczytać z mojej wypowiedzi wszystko. Termin "materia" jest terminem wieloznacznym. Nauki przyrodnicze swoją metodologię opierają na "naturalizmie metodologicznym". który jednak wiedzie do "naturalizmu ontologicznego", a tam "Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich" Czyli - w uproszczeniu - materią jest wszystko czego doświadczamy przez nasze zmysły i przetwarzamy w naszych mózgach: Mózg jest zwieńczeniem układu nerwowego, który uczestniczy w rejestrowaniu, przekazywaniu i analizie napływających pobudzeń oraz bierze udział w realizacji prawidłowych reakcji adaptacyjnych na zmieniające się warunki świata zewnętrznego i środowiska wewnętrznego. Mózg potrafi magazynować i przetwarzać informacje, samemu pozostając ślepym, głuchym i nieczułym. Wszystkie dane otrzymuje przez kanały sensoryczne z układów nerwowych. Z układu ośrodkowego (centralnego) za pośrednictwem narządów zmysłów: dotyku, wzroku, słuchu, węchu i smaku ze świata zewnętrznego oraz z układu obwodowego (zwanego też autonomicznym lub wegetatywnym), z wnętrza organizmu przez zakończenia czuciowe. Bodźce te są przyczyną reakcji odruchowych, których podłożem fizjologicznym jest łuk odruchowy. Łuk odruchowy składa się z drogi doprowadzającej, która przewodzi pobudzenia od receptora do ośrodka scalającego (jakim jest rdzeń kręgowy i wyżej mózg) oraz drogi odprowadzającej, przenoszącej pobudzenia do narządu wykonawczego (mięśni, gruczołów wydzielania). Czy reakcje chemiczno-elektryczne w naszych mózgach nie są materialne? Czy tylko zmysł dotyku doświadcza "materii", a słuch i wzrok już nie? Czy wykorzystanie teoretycznych narzędzi, jak fizyka i matematyka nie jest odzwierciedleniem materii w naszych umysłach? Przecież informacja, gdzieś musi być zapisaną i przetwarzaną.

>Jak wynika z powyższej definicji materii, nauka zajmuje się całą rzeczywistością dostępną ludziom, a nie tylko wiedzą o materii, którą zajmuje się głównie fizyka teoretyczna i spekulują filozofowie".
Definicje materii opracowane przez fizykę teoretyczną nie są tożsame z filozoficzną definicją materii, ale nie tylko, że sobie nie przeczą, to są pojęciowo bardzo bliskie. Np. czym jest "czarna materia"?

Podlinkowałem Panu różne materiały aby Pan mógł je spokojnie przemyśleć. To nie religia i żadnych pewnych i ostatecznych odpowiedzi w nauce nie znajdziemy, ale dzięki niej choć trochę do poznania obiektywnie istniejącej rzeczywistości możemy się zbliżyć.

Pozdrawiam.

@@@
.
18-04-2012 23:47 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Nie myli się Pan. Ale ja odpowiadałem na następującą wątpliwość Maceoxa:
>> jakim cudem mogłoby istnieć coś poznawalnego, co jakąś formą materii nie jest.
Nie mylisz się, że na to właśnie odpowiadałeś

>Z tego punktu widzenia "rzeczywistość" matematyczna wydała mi się dobrym przykładem.
>Dla mnie matematyka nie jest wyłącznie najogólniejszą metodologią - jest ona przecież także teorią czegoś - i to "coś" jest z całą pewnością niematerialne.

Pomińmy to "coś" (brzmi niebezpiecznie).

Zgadzam się, że teorie matematyczne są niematerialne (nie licząc substratu w formie aktywności mózgu leżącego u podstaw kształtowania się ich w umyśle).

Jednak nie obala to mojej - jak to ująłeś - wątpliwości.

Otóż uważam, że teorie matematyczne nie są poznawalne (zmysłowo), a tylko możliwe do pomyślenia.

Podobnie sytuacja wygląda z wszystkimi innymi ideami.

Trzeba od tego odróżnić sposób komunikowania idei, który jak najbardziej wykorzystuje zmysły:
Nasze ciało otrzymuje zakodowany komunikat w formie bodźców zmysłowych (np. wizualnych - grafika pisma, albo dźwiękowych - fonetyka mowy). Na skutek pracy mózgu następuje odkodowanie komunikatu i jego zrozumienie w naszym umyśle. Zmysłowo poznaliśmy znaki - a ostatecznie w umyśle zrozmieliśmy ideę.

Dlatego dość konsekwentnie twierdzę, że poznać (zmysłowo) można tylko świat materialny, a idee tylko pomyśleć.

Być może, że odchodzę od powszechnie przyjętej terminologii zwłaszcza w zakresie dotyczącym pojęcia "poznania", ale wyraźnie to definiuję i dopowiadam, że chodzi o poznanie zmysłowe, tak że sądzę, że nie wprowadzam bałaganu, a raczej przeciwnie - wyraźne staje się właśnie to, co chcę unaocznić.

Tak więc poznać (zmysłowo) można tylko materię - natomiast wyobraźnia ludzka nie zna granic - pomyśleć można nawet coś, czego nikt jeszcze do tej pory nie wymyślił (i co w przyrodzie nie występuje), a nawet starać się to zakomunikować innym.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
martok (1115 punktów)

>Zgadzam się, że teorie matematyczne są niematerialne

To jest oczywiste i nie o to mi chodziło. Różnica między nami polega na tym, że ja uznaję obiektywne istnienie niektórych obiektów matematycznych. Weź pod uwagę taką szacowną dyscyplinę jak teoria liczb. Ta teoria coś bada - liczby mianowicie - i to "coś" ma właściwości niezależne od badacza, np. jedne liczby są pierwsze a inne nie, jedne układają się w trójki pitagorejskie, a inne nie, itd. Niezależność od badacza to z mojego punktu widzenia rodzaj istnienia i w tym właśnie sensie dla mnie liczby istnieją. Nie mam też wątpliwości (i wierzę, że Ty też nie masz), że liczby nie są przedmiotami materialnymi. To (i tylko to) miałem na myśli sugerując, że być może nie jest tak, iż wyłącznie materia jest poznawalna, co krótko ująłem w następujących słowach:

>Dla mnie matematyka nie jest wyłącznie najogólniejszą metodologią - jest ona przecież także teorią czegoś - i to "coś" jest z całą pewnością niematerialne.

Nie mogę więc skorzystać z Twojej propozycji, która brzmiała:

>Pomińmy to "coś"

gdyż - zgodnie z moim stanowiskiem - tego właśnie nie da się pominąć.

Pozdrawiam - M
19-04-2012 23:42 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Zgadzam się, że teorie matematyczne są niematerialne
>To jest oczywiste i nie o to mi chodziło. Różnica między nami polega na tym, że ja uznaję obiektywne istnienie niektórych obiektów matematycznych.
Ja bym to jednak ujął w ten sposób:
Z definicji matematycznych wynikają w drodze wnioskowania pewne matematyczne prawa i zależności. Nie istnieją one w przyrodzie. Istnieją natomiast tylko dlatego, że są ścisłą konsekwencją założeń wstępnych zdefiniowanych przez matematyków.

>Niezależność od badacza to z mojego punktu widzenia rodzaj istnienia i w tym właśnie sensie dla mnie liczby istnieją.
Nigdy tego nie kwestionowałem. Jednak nie istnieją w przyrodzie. Są ideami.

>Nie mam też wątpliwości (i wierzę, że Ty też nie masz), że liczby nie są przedmiotami materialnymi. To (i tylko to) miałem na myśli sugerując, że być może nie jest tak, iż wyłącznie materia jest poznawalna,
Upieram się przy tym, że idee (w tym matematyczne), nawet te które dopiero zostaną wymyślone (wydedukowane) nie są poznawalne empirycznie, a tylko możliwe do pomyślenia.

>>Dla mnie matematyka nie jest wyłącznie najogólniejszą metodologią - jest ona przecież także teorią czegoś - i to "coś" jest z całą pewnością niematerialne.
>Nie mogę więc skorzystać z Twojej propozycji, która brzmiała:
>>Pomińmy to "coś"
>gdyż - zgodnie z moim stanowiskiem - tego właśnie nie da się pominąć.

To "coś" jest tylko logiczną konsekwencją działań dokonywanych na aksjomatach przy zachowaniu praw matematycznych. (choć pewnie jakiś matematyk pewnie wlepiłby mi dwóję za moją nieścisłą terminologię - ale przy dobrej woli może jakieś 3 minus by jednak przeszło).

Ale rozumiesz, co chcę powiedzieć?
Tym "czymś" jest po prostu konsekwencja logiczna, która ściśle i niejako automatycznie prowadzi do konkretnych wyników (czy też obiektów).

Pozdrawiam

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>>Nie mam też wątpliwości (i wierzę, że Ty też nie masz), że liczby nie są przedmiotami materialnymi. To (i tylko to) miałem na myśli sugerując, że być może nie jest tak, iż wyłącznie materia jest poznawalna,
>Upieram się przy tym, że idee (w tym matematyczne), nawet te które dopiero zostaną wymyślone (wydedukowane) nie są poznawalne empirycznie, a tylko możliwe do pomyślenia.

Narysuj wielkie koło(w przyrodzie) a potem zmierz jego obwód i średnicę. Przybliżony stosunek obwodu do średnicy poznasz empirycznie.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
maceox (6766 punktów)
>>>Nie mam też wątpliwości (i wierzę, że Ty też nie masz), że liczby nie są przedmiotami materialnymi. To (i tylko to) miałem na myśli sugerując, że być może nie jest tak, iż wyłącznie materia jest poznawalna,
>>Upieram się przy tym, że idee (w tym matematyczne), nawet te które dopiero zostaną wymyślone (wydedukowane) nie są poznawalne empirycznie, a tylko możliwe do pomyślenia.
>Narysuj wielkie koło(w przyrodzie) a potem zmierz jego obwód i średnicę. Przybliżony stosunek obwodu do średnicy poznasz empirycznie.
Guzik prawda.

1. To co narysujesz graficznie na podłożu to nie będzie żadne matematyczne koło, ani nawet okrąg, tylko w miarę okrągła kreska.

2. Empirycznie poznasz jedynie wizualny obraz tego co narysowałeś. Nazwanie tego "kołem" jest natomiast ideą. Oczywiście empirycznie poznasz także dotyk piasku (jeśli rysujesz palcem po piasku).
Podobnie ma się sprawa z mierzeniem - odczujesz tylko dotyk metra krawieckiego i wizualnie zobaczysz wypisane na nim znaki graficzne. Ilość centymetrów, którą "odczytasz" to już jest idea w Twoim umyśle. (Polega to na umowie, że ten, a nie inny znak graficzny ludzie przyporządkowali danej liczbie, która swoją drogą też jest ideą.) Stosunek jednej liczby do drugiej także jest ideą.

3. Choć oczywiście te idee nie wzięły się z nikąd, a właśnie również wskutek życia w świecie. Jednak dla mnie w tym podwątku było istotne, by odróżnić empirycznie doświadczalną materię od "niematerialnych" idei (głównie w kontekście treści religijnych). Staram się to czynić konsekwentnie. Całkiem jednak możliwe, że w końcu przyłapiesz mnie na jakiejś nielogiczności. Wówczas przyznam Ci rację i odpowiednio przeformułuję wpis.
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>>Narysuj wielkie koło(w przyrodzie) a potem zmierz jego obwód i średnicę. Przybliżony stosunek obwodu do średnicy poznasz empirycznie.
>Guzik prawda.
>1. To co narysujesz graficznie na podłożu to nie będzie żadne matematyczne koło, ani nawet okrąg, tylko w miarę okrągła kreska.

Tak chodziło mi o okrąg. A tak pedantycznie to o przybliżenie.

>2. Empirycznie poznasz jedynie wizualny obraz tego co narysowałeś. Nazwanie tego "kołem" jest natomiast ideą. Oczywiście empirycznie poznasz także dotyk piasku (jeśli rysujesz palcem po piasku).
>Podobnie ma się sprawa z mierzeniem - odczujesz tylko dotyk metra krawieckiego i wizualnie zobaczysz wypisane na nim znaki graficzne. Ilość centymetrów, którą "odczytasz" to już jest idea w Twoim umyśle. (Polega to na umowie, że ten, a nie inny znak graficzny ludzie przyporządkowali danej liczbie, która swoją drogą też jest ideą.) Stosunek jednej liczby do drugiej także jest ideą.
>3. Choć oczywiście te idee nie wzięły się z nikąd, a właśnie również wskutek życia w świecie. Jednak dla mnie w tym podwątku było istotne, by odróżnić empirycznie doświadczalną materię od "niematerialnych" idei (głównie w kontekście treści religijnych). Staram się to czynić konsekwentnie. Całkiem jednak możliwe, że w końcu przyłapiesz mnie na jakiejś nielogiczności. Wówczas przyznam Ci rację i odpowiednio przeformułuję wpis.

No dobrze, choć samo odróżnianie sądów empirycznych od analitycznych stwarza pewne problemy. Choć Tobie chyba chodzi o samo spostrzeganie.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
21-04-2012 01:05 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>>samo odróżnianie sądów empirycznych od analitycznych stwarza pewne problemy.
Mógłbyś rozwinąć - ewentualnie podać linka?

>Choć Tobie chyba chodzi o samo spostrzeganie.
Możliwe (trzebaby znów rozwinąć definicję i się temu przyjrzeć), ale byłbym za tym, żebyś Ty z kolei przedstawił swoje stanowisko.
Chętnie przeczytam Twoje zdanie na tematy, które poruszaliśmy. Czym jest dla Ciebie materia? Czy istnieje coś poza nią? Czym według Ciebie jest empiryczne poznanie?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>>>>samo odróżnianie sądów empirycznych od analitycznych stwarza pewne problemy.
>Mógłbyś rozwinąć - ewentualnie podać linka?

Nie coś mi się ubzdurało, zapomnij o tym zdaniu.

>>Choć Tobie chyba chodzi o samo spostrzeganie.
>Możliwe (trzebaby znów rozwinąć definicję i się temu przyjrzeć), ale byłbym za tym, żebyś Ty z kolei przedstawił swoje stanowisko.

Chodzi powiedzmy o samo widzenie bez refleksji nad tym co widzimy.

>Chętnie przeczytam Twoje zdanie na tematy, które poruszaliśmy. Czym jest dla Ciebie materia?

Trochę napisałem o tym tu:
www.racjon(*).php/z,0/d,20/s,492110#w497000
www.racjonalista.pl/forum.php/s,492110#w497002

Co do tej definicji: Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich to uważam, że jest to raczej definicja realizmu niż materializmu.

>Czy istnieje coś poza nią?

Wydaje mi się, że tak.

>Czym według Ciebie jest empiryczne poznanie?

Jest parę szkół empiryzmu. Poznanie gdzie za ważniejsze uznaje się informacje dochodzące bodźcami zmysłowymi docierającymi do naszego umysłu ze świata zewnętrznego, zaś wszelkie idee, teorie itp. są w stosunku do nich wtórne. Chcę jednak zwrócić uwagę na to, że nie ma poznania bez refleksji, bez umysłowego namysłu, interpretacji poznawanego.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
maceox (6766 punktów)
>Co do tej definicji: Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich to uważam, że jest to raczej definicja realizmu niż materializmu.
Nie wiem dlaczego mam wrażenie, że prezentujesz sporą wiedzę, a jednocześnie najprostsze rzeczy Ci się trochę mieszają.
Jak widać z jej pierwszych trzech słów - jest to definicja materii, a nie materializmu.

>>Czy istnieje coś poza nią?
>Wydaje mi się, że tak.
Co to takiego? Jak mógłbyś to opisać?

>>Czym według Ciebie jest empiryczne poznanie?
>Jest parę szkół empiryzmu. Poznanie gdzie za ważniejsze uznaje się informacje dochodzące bodźcami zmysłowymi docierającymi do naszego umysłu ze świata zewnętrznego, zaś wszelkie idee, teorie itp. są w stosunku do nich wtórne. Chcę jednak zwrócić uwagę na to, że nie ma poznania bez refleksji, bez umysłowego namysłu, interpretacji poznawanego.
Zgadzam się - a nawet - w zasadzie nie wiemy jeszcze jak dokładnie powstają konkretne idee w umyśle.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
29-04-2012 13:13 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czy istnieje coś poza nią?
>>>>Wydaje mi się, że tak.
>Co to takiego? Jak mógłbyś to opisać?
To łatwizna wystarczy najpierw przeczytać zalinkowane tu hasło - następnie uwierzyć w rację autorytetów Mieczysława A. Krąpca i Andrzeja Maryniarczyka oraz tych do których się oni odwołują i już wszystko staje jasne.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
18-04-2012 12:38 
 Ocena 1 na 1
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)

>Równocześnie jest dla mnie niepojęte i to na granicy absurdu - który może doprowadzić albo do utraty zmysłów - albo do religijnego oświecenia - jakim cudem mogłoby istnieć coś poznawalnego, co jakąś formą materii nie jest.

Wyjaśnij co rozumiesz pod terminem "materia"?

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
18-04-2012 13:16 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Równocześnie jest dla mnie niepojęte i to na granicy absurdu - który może doprowadzić albo do utraty zmysłów - albo do religijnego oświecenia - jakim cudem mogłoby istnieć coś poznawalnego, co jakąś formą materii nie jest.
>Wyjaśnij co rozumiesz pod terminem "materia"?
Po prostu - tym co odbieramy zmysłami (również za pośrednictwem różnych przyrządów).

Tylko to powyższe możemy poznać - w odróżnieniu od tego co możemy pomyśleć, albo co się nam może przywidzieć lub dać odczuć emocjonalnie - a co z kolei też bazuje na materii - substancji mózgowej.

Również poznanie cudzych idei jest komunikowane kodem odbieranym zmysłowo. Do ich właściwego zrozumienia jest oczywiście potrzebne właściwe ich odkodowanie we własnym umyśle. Po odkodowaniu owe uprzednio cudze idee stają się naszymi. Możemy więc wprawdzie potocznie powiedzieć, że "poznaliśmy czyjąś myśl, albo teorię matematyczną, czy też myśl religijną", ale odbylo się to przecież tak, że tylko zmysłami odebraliśmy znaki graficzne lub fale dźwiękowe, które nasz mózg odtworzył jako nasze własne myśli.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>Po prostu - tym co odbieramy zmysłami (również za pośrednictwem różnych przyrządów).
>Tylko to powyższe możemy poznać - w odróżnieniu od tego co możemy pomyśleć, albo co się nam może przywidzieć lub dać odczuć emocjonalnie - a co z kolei też bazuje na materii - substancji mózgowej.
>Również poznanie cudzych idei jest komunikowane kodem odbieranym zmysłowo. Do ich właściwego zrozumienia jest oczywiście potrzebne właściwe ich odkodowanie we własnym umyśle. Po odkodowaniu owe uprzednio cudze idee stają się naszymi. Możemy więc wprawdzie potocznie powiedzieć, że "poznaliśmy czyjąś myśl, albo teorię matematyczną, czy też myśl religijną", ale odbylo się to przecież tak, że tylko zmysłami odebraliśmy znaki graficzne lub fale dźwiękowe, które nasz mózg odtworzył jako nasze własne myśli.

Z twojej wypowiedzi wychodzi, że solipsysta jest materialistą.
A i idealista nie dużo mniej pasuje.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
18-04-2012 23:07 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Napisałem co poniżej:
Cytat:
[materia jest] po prostu tym co odbieramy zmysłami (również za pośrednictwem różnych przyrządów).
Tylko to powyższe możemy poznać - w odróżnieniu od tego co możemy pomyśleć, albo co się nam może przywidzieć lub dać odczuć emocjonalnie - a co z kolei też bazuje na materii - substancji mózgowej.
Również poznanie cudzych idei jest komunikowane kodem odbieranym zmysłowo. Do ich właściwego zrozumienia jest oczywiście potrzebne właściwe ich odkodowanie we własnym umyśle. Po odkodowaniu owe uprzednio cudze idee stają się naszymi. Możemy więc wprawdzie potocznie powiedzieć, że "poznaliśmy czyjąś myśl, albo teorię matematyczną, czy też myśl religijną", ale odbylo się to przecież tak, że tylko zmysłami odebraliśmy znaki graficzne lub fale dźwiękowe, które nasz mózg odtworzył jako nasze własne myśli.

>Z twojej wypowiedzi wychodzi, że solipsysta jest materialistą.
Nic podobnego z mojej wypowiedzi nie wychodzi.
Trudno mi powiedzieć, dlaczego coś takiego przyszło Ci do głowy. Może wyjaśnij.

>A i idealista nie dużo mniej pasuje.
Jest natomiast Całkiem możliwe, że zarówno solipsysta, materialista jak i idealista znajdą w mojej wypowiedzi coś dla siebie, a to dlatego, że głównie mówiłem w niej o umyśle - a jego istnienia nie kwestionuje żaden z nich.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>>Z twojej wypowiedzi wychodzi, że solipsysta jest materialistą.
>Nic podobnego z mojej wypowiedzi nie wychodzi.
>Trudno mi powiedzieć, dlaczego coś takiego przyszło Ci do głowy. Może wyjaśnij.

Napisałeś, że materialne to to co odbierane zmysłowo, świat solipsysty też jest odbierany zmysłowo ale solipsysta kwestionuje realność tego świata twierdząc, że to tylko jego wrażenia.

>Jest natomiast Całkiem możliwe, że zarówno solipsysta, materialista jak i idealista znajdą w mojej wypowiedzi coś dla siebie, a to dlatego, że głównie mówiłem w niej o umyśle - a jego istnienia nie kwestionuje żaden z nich.

Idealista - kwestionuje.

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
maceox (6766 punktów)
>>>Z twojej wypowiedzi wychodzi, że solipsysta jest materialistą.
>>Nic podobnego z mojej wypowiedzi nie wychodzi.
>>Trudno mi powiedzieć, dlaczego coś takiego przyszło Ci do głowy. Może wyjaśnij.
>Napisałeś, że materialne to to co odbierane zmysłowo, świat solipsysty też jest odbierany zmysłowo ale solipsysta kwestionuje realność tego świata twierdząc, że to tylko jego wrażenia.
No dokładnie, dlatego napisałem już, że zarówno solipsysta, jak i materialista znaleźliby w mojej wypowiedzi coś dla siebie. Ale nigdzie nie napisałem, że solipsysta jest materialistą i nie można tego wywieść z mojej wypowiedzi. Fakt, że ich nie odróżniłem, nie oznacza, że są tym samym.

>>Jest natomiast Całkiem możliwe, że zarówno solipsysta, materialista jak i idealista znajdą w mojej wypowiedzi coś dla siebie, a to dlatego, że głównie mówiłem w niej o umyśle - a jego istnienia nie kwestionuje żaden z nich.
>Idealista - kwestionuje.
Idealista kwestionuje istnienie umysłu? W jaki sposób?
Ale to w takim razie, chyba jednak nie mógłby się zgodzić z moją wypowiedzią, jak wcześniej twierdziłeś.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>>Napisałeś, że materialne to to co odbierane zmysłowo, świat solipsysty też jest odbierany zmysłowo ale solipsysta kwestionuje realność tego świata twierdząc, że to tylko jego wrażenia.
>No dokładnie, dlatego napisałem już, że zarówno solipsysta, jak i materialista znaleźliby w mojej wypowiedzi coś dla siebie. Ale nigdzie nie napisałem, że solipsysta jest materialistą i nie można tego wywieść z mojej wypowiedzi. Fakt, że ich nie odróżniłem, nie oznacza, że są tym samym.

To kim jest materialista według Ciebie?

>>>Jest natomiast Całkiem możliwe, że zarówno solipsysta, materialista jak i idealista znajdą w mojej wypowiedzi coś dla siebie, a to dlatego, że głównie mówiłem w niej o umyśle - a jego istnienia nie kwestionuje żaden z nich.
>>Idealista - kwestionuje.
>Idealista kwestionuje istnienie umysłu? W jaki sposób?

Wikipedia, część hasła \"George Berkeley\":
Jakkolwiek wychowany w duchu religijnym Berkeley był też zafascynowany klarownym empiryzmem Johna Locke'a. Już jednak w latach młodzieńczych zauważył lukę w rozumowaniu Locke'a, która później stała się podstawą jego filozofii. Zdaniem Locke'a ludzie tworzą w swoich umysłach "idee proste", czyli wyobrażenia rzeczy materialnych na podstawie bodźców emitowanych przez te rzeczy i rejestrowanych przez zmysły. Dzisiaj to brzmi być może banalnie, ale w czasach Locke'a był to pomysł rewolucyjny, gdyż sprowadzał idee do prostych zbiorów zapamiętanych wrażeń zmysłowych, a nie samoistnych bytów.

Berkeley zauważył jednak, że tak naprawdę dane są nam tylko dwie rzeczy - same bodźce i wygenerowane na ich podstawie idee. Do samych przedmiotów materialnych nie mamy jednak bezpośredniego dostępu - nie możemy ich sobie bezpośrednio "włożyć do głowy", stąd tak naprawdę nie wiemy, czy istnieją rzeczywiście, czy tylko są naszymi wyobrażeniami. Gdyby ktoś dostarczał nam bodźców niezależnie od przedmiotów, nie moglibyśmy się przekonać, że jest inaczej.

Stąd Berkeley uznał, że sama idea bytu obiektywnego jest błędna, bo nie można stwierdzić istnienia czegokolwiek w sposób obiektywny. Stworzył więc on pojęcie "bytu obserwowanego", a ściślej mówiąc uznał, że coś istnieje dla nas wtedy i tylko wtedy, kiedy to możemy obserwować, natomiast gdy nie obserwujemy, nie możemy mieć pewności, czy to coś nadal istnieje. Jednym słowem: być oznacza być (przez kogoś) postrzeganym (esse = percipi).

Jeśli patrzymy na stół i dotykamy go, nasz umysł tworzy sobie ideę stołu, dając nam wrażenie obiektywnego istnienia tegoż. Jeśli jednak nie patrzymy na stół w danym momencie, to jak możemy wiedzieć, czy on nadal istnieje? Mamy w pamięci ideę stołu, ale ona wcale nie musi odpowiadać rzeczywistemu stołowi, gdyż równie dobrze potrafimy tworzyć sobie idee rzeczy nieistniejących, których nigdy nie widzieliśmy. Zatem fakt pamiętania czegoś nie dowodzi wcale, że to faktycznie istnieje. Czy nie rozsądniej jest zatem uznać, że czegoś takiego jak byt obiektywny nie ma i jest "chwilowo" tylko to, co w danym momencie obserwujemy?

Można powiedzieć, że taka definicja bytu jest skrajną konsekwencją empiryzmu. Doprowadza ona jednak do paradoksalnego dla empiryka wniosku, że:

bezpośrednio dana jest nam tylko zawartość naszych własnych umysłów

Kontynuując ten tok rozumowania dochodzimy do wniosku, że jedyną rzeczą, którą jesteśmy w stanie stale obserwować - a zatem jedyną rzeczą, która dla nas zawsze istnieje - jesteśmy my sami. W pewnym sensie Berkeley doszedł do tego samego wniosku co Kartezjusz, dla niego jednak nawet istnienie samego siebie było niczym innym niż tylko postrzeganiem siebie, a nie pewnością obiektywnego istnienia.


>Ale to w takim razie, chyba jednak nie mógłby się zgodzić z moją wypowiedzią, jak wcześniej twierdziłeś.

Ja twierdziłem, że idealista może przyjąć twoją definicję materii, dalej pozostając idealistą. Przyjąłem, że materialista to osoba uznająca istnienie tylko materii w takim razie materialista i idealista to jedno i to samo. Tak wynika z twojej definicji materii. Jeżeli nie zgadzasz się z definicją "materializm" to ją zdefiniuj.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
maceox (6766 punktów)
>>>nie napisałem, że solipsysta jest materialistą i nie można tego wywieść z mojej wypowiedzi. Fakt, że ich nie odróżniłem, nie oznacza, że są tym samym.
>To kim jest materialista według Ciebie?
Jest człowiekiem kierującym się w życiu przede wszystkim korzyściami materialnymi (głównie wyrażanymi w pieniądzu)
Ewentualnie jest wyznawcą materializmu (a różne nurty podpinają się pod to hasło - zob. np. w wikipedii)

Jednak Twoje pierwsze pytanie brzmiało, czym dla mnie jest materia. I udzieliłem na nie wyczerpującej odpowiedzi. Nie rozstrzygałem przy tym rożnic pomiędzy solipsystą, materialistą a idealistą. Istotne było dla mnie natomiast odróżnienie materii od idei (jakkolwiek mającej również materialny substrat) - bo tego dotyczyła dyskusja, w ramach której Ty zadałeś mi to pytanie.
Tak więc całkiem możliwe, że wszyscy trzej przedstawiciele wskazanych przez Ciebie nurtów filozoficznych zgodziliby się z moją definicją materii. Jest mi to wszystko jedno, dlatego, że ja mówię w tym podwątku (do którego wszedłeś) o odróżnieniu poznania empirycznego od wymyślania w wyobraźni - i tego tylko tu wymagam od każdego, niezależnie od tego, czy jest nawet solipsystą albo idealistą (choć moim zdaniem jeden i drugi może mieć z tym odróżnieniem jednak pewien kłopot).

>>>>głównie mówiłem o umyśle - a jego istnienia nie kwestionuje żaden z nich.
>>>Idealista - kwestionuje.
>>Idealista kwestionuje istnienie umysłu? W jaki sposób?
> Wikipedia, część hasła \"George Berkeley\":
[...]>Kontynuując ten tok rozumowania dochodzimy do wniosku, że jedyną rzeczą, którą jesteśmy w stanie stale obserwować - a zatem jedyną rzeczą, która dla nas zawsze istnieje - jesteśmy my sami. W pewnym sensie Berkeley doszedł do tego samego wniosku co Kartezjusz, dla niego jednak nawet istnienie samego siebie było niczym innym niż tylko postrzeganiem siebie, a nie pewnością obiektywnego istnienia.

Nawet w ramach tej ostatecznej konkluzji nie rozumiem w jaki sposób zakwestionowano istnienie umysłu. Wciąż pozostaje jakiś obserwartor (nawet jeśli obserwuje tylko siebie). Musi to czynić w swym umyśle - no chyba, że chce go jakoś inaczej nazwać.

>Ja twierdziłem, że idealista może przyjąć twoją definicję materii, dalej pozostając idealistą.
Całkiem możliwe, aczkolwiek jednak w to wątpię. Nawet jeśliby tak było, to jest jego problem, nie mój. Dla mnie jest istotne, żeby odróżniał swoje myśli od weryfikowalnego świata poznawanego poprzez zmysły.

>Przyjąłem, że materialista to osoba uznająca istnienie tylko materii w takim razie materialista i idealista to jedno i to samo. Tak wynika z twojej definicji materii.
Dopóki tylko ten, który zwie się idealistą odróżnia jednak świat poznawalny empirycznie od własnych idei, to jest mi to dokładnie wszystko jedno, a nawet cieszę się, że akceptuje moją definicję materii. Znaczy to, że definicja jest udana, bo nikt jej nie może zaprzeczyć.

>Jeżeli nie zgadzasz się z definicją "materializm" to ją zdefiniuj.
Dlaczego miałbym się nie zgadzać? Ludzie używają słów, aby się porozumieć i w tym celu należy akceptować ogólnie przyjęte definicje.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
20-04-2012 10:42 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dlaczego miałbym się nie zgadzać?
www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,492110#w495894
www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,492110#w496078

>Ludzie używają słów, aby się porozumieć i w tym celu należy akceptować ogólnie przyjęte definicje.
Ludzie używają słów do przeróżnych celów.
[Dewey. "Jak myślimy"]: Wpływ jakiegoś mniemania na inne mniemania i na postępowanie oraz jego konsekwencje może być zatem tak doniosły, że ludzie zmuszeni są brać pod uwagę racje, czyli podstawy swego mniemania, i jego logiczne konsekwencje. Chcąc innym narzucić swoje mniemania - słów używamy do ich przekazywania, ale także do nimi manipulowania. Dlatego powiem szczerze - nikomu i w nic nie wierzę. Każdego sprawdzam - włącznie z samym sobą, zawsze mogłem się pomylić - gdyż sprawdzanie wszystkim korzyść przynosi. [Dewey] I oto mamy już wtedy myślenie refleksyjne - myślenie w jego najlepszym i najwybitniejszym znaczeniu.

Pozdrawiam.

@@@
.
21-04-2012 00:53 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Dlaczego miałbym się nie zgadzać?
>www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,492110#w495894
>www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,492110#w496078

>Chcąc innym narzucić swoje mniemania - słów używamy do ich przekazywania, ale także do nimi manipulowania.

Znane są mi zacytowane przez Pana (cztery) fizyczne definicje materii. Choć już chyba w tym momencie trochę zmanipulowałem swe mniemanie o tym moim ich poznaniu, bo niestety nie w pełni je rozumiem.

Co się tyczy często cytowanej definicji filozoficznej (zaczerpniętej z Wikipedii):
" Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich".

to szukając do niej komentarzy natrafiłem między innymi na jej niemieckie brzmienie:
"Die Materie ist eine philosophische Kategorie zur Bezeichnung der objektiven Realität, die dem Menschen in seinen Empfindungen gegeben ist, die von unseren Empfindungen kopiert, fotografiert, abgebildet wird und unabhängig von ihnen existiert".

Otóż tam jest jeszcze dodane:
filozoficzna kategoria, " która służy do oznaczania obiektywnej rzeczywistości" i która dana nam jest we wrażeniach [...]

Podobnie w "ściądze":
www.sciaga(*)_platona_i_realizm_umiarkowany

gdzie z kolei brak innych słów z tej definicji.

Może warto by sięgnąć do oryginału? Niestety nie znam rosyjskiego, a polskiego tłumaczenia nie posiadam. Nie udało mi się wygooglować jakiegoś scanu.

Jednocześnie zastanawiam się, co istotnego to opuszczenie zmienia.

Pozdrawiam serdecznie

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
21-04-2012 13:08 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Co się tyczy często cytowanej definicji filozoficznej (zaczerpniętej z Wikipedii):
"Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich".
>to szukając do niej komentarzy natrafiłem między innymi na jej niemieckie brzmienie:
>"Die Materie ist eine philosophische Kategorie zur Bezeichnung der objektiven Realität, die dem Menschen in seinen Empfindungen gegeben ist, die von unseren Empfindungen kopiert, fotografiert, abgebildet wird und unabhängig von ihnen existiert".
>Otóż tam jest jeszcze dodane:
>filozoficzna kategoria, " która służy do oznaczania obiektywnej rzeczywistości" i która dana nam jest we wrażeniach [...]
>Może warto by sięgnąć do oryginału? Niestety nie znam rosyjskiego, a polskiego tłumaczenia nie posiadam.
Niemieckiego nie znam i sięgnąłem do tłumaczenia "Materializmu a empiriokrytycyzmu" dokonanego przez Jerzego Ładykę. W artykule nie istnieje in extenso definicja materii i trzeba ją poskładać z różnych kawałków w tekście. Trzeba też pamiętać, że filozoficzne pojęcie "materii" jest czystym tworem myśli i abstrakcją. Ale coś co istnieje obiektywnie (materialna rzeczywistość) nie może niczemu służyć. Gdyż jest niezależne od wszystkich i dla wszystkich ma takie samo znaczenie.
Natomiast najważniejszą cechą materii jest właśnie jej poznawalność. [Poznanie, to także opisanie (oznaczanie)].
Materią w uproszczeniu jest wszystko to co jest poznawalne. Dalej to tylko doprecyzowania.

Lenin pisze: Współczesny fideizm nie odrzuca bynajmniej nauki; odrzuca on tylko "wygórowane pretensje" nauki, mianowicie pretensje do prawdy obiektywnej. Jeżeli istnieje prawda obiektywna (jak sądzą materialiści), jeżeli wyłącznie przyrodoznawstwo odbijając świat zewnętrzny w "doświadczeniu" człowieka może dać nam prawdę obiektywną, to wszelki fideizm bezwarunkowo musi być odrzuconym. Jeżeli zaś prawdy obiektywnej nie ma, jeżeli prawda (a więc i prawda naukowa) jest jedynie organizującą formą doświadczenia ludzkiego, to tym samym uznana zostaje uznana podstawowa przesłanka klechostwa, otwiera mu się na oścież drzwi, oczyszcza teren dla "organizujących form" doświadczenia religijnego.

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>Natomiast najważniejszą cechą materii jest właśnie jej poznawalność. Poznanie, to także opisanie (oznaczanie)].
>Materią w uproszczeniu jest wszystko to co jest poznawalne. Dalej to tylko doprecyzowania
Muszę się z Panem podzielić jedną refleksją.
Otóż wręcz prawie że mnie zadziwia, jak to jest, że gdy przyjmie się racjonalny punkt widzenia, to wszystko, włącznie z terminologią układa się w jedną spójną całość. Można używać różnych słów, a i tak się szybko można dogadać.
Pozdrawiam serdecznie

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
21-04-2012 19:11 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Muszę się z Panem podzielić jedną refleksją.
>Otóż wręcz prawie że mnie zadziwia, jak to jest, że gdy przyjmie się racjonalny punkt widzenia, to wszystko, włącznie z terminologią układa się w jedną spójną całość. Można używać różnych słów, a i tak się szybko można dogadać.
Ej tam, ej tam!
Mam w domu ciekawą książkę - "Wprowadzenie w teologię", profesora Jose Moralesa. pl.wikipedia.org/wiki/JosĂŠ_Morales Jest to podręcznik wprowadzający w zagadnienie dla studentów rozpoczynających naukę, a więc napisany bardzo komunikatywnym językiem. Dlatego może warto przytoczyć parę akapitów z samego początku dzieła:
Teologia nazywamy działanie wierzących, mające głębokie zrozumienie Słowa Bożego oraz przedstawienie go w sposób uporządkowany i usystematyzowany, w oparciu o Pismo Święte, Tradycję Kościoła i rozum ludzki oświecony przez wiarę.
Teologia zakłada wiarę w Boga Żywego, Boga Objawienia judeochrześcijańskiego, który jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, a nade wszystko Bogiem i Ojcem Jezusa Chrystusa. Opiera się ona na zdolności rozumu ludzkiego do przybliżania tajemnic objawionych, kontemplowania ich i wykładania z możliwie największą ścisłością i religijnym szacunkiem na jaki zasługują. [...]
W każdej chwili wiara jest pewną fides quarens intellectum. Tak iż w sposób niejako potencjalny czy zarodkowy wierzenie zakłada teologię. Teologia staje się wówczas - ujmowana w tym subiektywnym aspekcie - całościową, a nie tylko intelektualną odpowiedzią osoby na obecność tajemnicy. [...]
Choć transcendentna, tajemnica zbawienia w jakiejś mierze musi być możliwa do zgłębienia przez rozum ludzki. To znaczy, że treść wiary implikuje charakter rozumowy, spójność aktu samej wiary i może stać się przedmiotem refleksji i pogłębionych studiów.

Myślę że zachęciłem do tej lektury napisanej jasnym i precyzyjnym językiem, ale jest jeszcze filozofia chrześcijańska:
Jaki byt mamy na myśli, gdy używamy terminu 'Bóg'? We współczesnych dyskusjach na ten temat stwierdza się często na wstępie, że termin 'Bóg' ma oznaczać byt, który posiada m.in. następujące atrybuty: jest osobą, jest absolutnie dobry, wszechmocny, wszechwiedzący, wszechobecny, nieskończony, prosty, wieczny, konieczny, niecielesny. Przez wymienienie atrybutów Bożych wskazuje się, że dyskusja na temat istnienia Boga ma dotyczyć bytu posiadającego cechy, które będą wykluczały jego interpretację jako czegoś identycznego ze światem (Bóg jako całość przyrody) lub jako czegoś rozumianego bardziej partykularnie (Bóg jako postać wzięta z mitologii). Dodaje się też, że takie rozumienie Boga jest zgodne z głównym nurtem tradycji religijnej, teologicznej i filozoficznej Zachodu.

Atrybutom Boga nadawano interpretację transcendentalną twierdząc, że w pewnym stopniu przysługują one wszystkiemu, co istnieje: w najwyższym stopniu przysługują samemu Bogu, a w sensie pochodnym całemu stworzeniu. Stworzenie znajduje się w takiej relacji do Stwórcy, jak to, co ekstensywne, do tego, co intensywne, przy czym chodzi o ekstensywną wielkość świata z jednej strony, z drugiej zaś o nieskończoną, intensywną wielkość lub formę, którą jest Bóg.

Niektórzy myśliciele scholastyczni nazywali Boga formą i podkreślali, że Bóg jest formą intensywną, w której wszystkie formy światowe są niejako w najwyższym stopniu 'skomprymowane'. Obecność intensywną w Bogu mają nie tylko formy rzeczy światowych, lecz także nieskończona ilość form, których nie znamy. W tym sensie Bóg jest przyczyną wzorczą (causa exemplaris). Nie jest On jednak wzorem wyłącznie dla form światowych, lecz także dla nieskończonej ilości form, o których nie posiadamy nie tylko wiedzy, ale też nawet najmniejszego 'przeczucia'. Formy te w Bogu są identyczne z Jego istotą. Bóg jest nieskończoną formą, formą pełną nieskończonego 'napięcia'. Jako tego rodzaju forma, jest On najwyższym dobrem, które udziela siebie samego stworzeniu i jest celem wszystkich bytów skończonych.

Atrybuty stanowią w Bogu jedność, ponieważ jest On jeden i jest doskonały i nie może posiadać w sobie wielości. Z tego powodu Jego atrybuty są wzajemnie zamienne, w przeciwnym bowiem wypadku powstawałaby w Bogu wielość. Dobro, jakim jest Bóg, jest więc wieczne, posiada moc, mądrość, wolę itd. Bóg stworzył świat i odcisnął w nim piętno własnych atrybutów, a stąd też i świat może posiadać dobro, wielkość, trwanie, siłę, mądrość, wolę, prawdę - wszystko to jednak posiada w ograniczonej postaci, ponieważ świat nie dysponuje zdolnością do przyjęcia atrybutów Bożych w nieskończonej mierze. Świat jest tylko odciskiem atrybutów w ten sposób, jak wosk przyjmuje odcisk pieczęci.
www.diamet(*)edu.pl/?l=1&p=deb5&m=17&ii=184

Dlatego kilku dyskutantów w naszym wątku (a także na forum) zarzuca innym) niemożliwość zrozumienia głębi ich przemyśleń, a nawet tylko terminologii, w której swoją prawdę próbują nam przekazać.
Takich - jak wyżej podałem - cytatów znam setki, a istnieją ich setki tysięcy. Do każdego terminu można dołączyć definicję ze słowników i encyklopedii opracowanych i wydanych przez środowiska fideistyczne. Tylko co z tego wynika? Coś będzie z tych spekulacji jaśniejsze? Możliwe, ale ja bardzo w to wątpię.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>Muszę się z Panem podzielić jedną refleksją.
>>Otóż wręcz prawie że mnie zadziwia, jak to jest, że gdy przyjmie się racjonalny punkt widzenia, to wszystko, włącznie z terminologią układa się w jedną spójną całość. Można używać różnych słów, a i tak się szybko można dogadać.
>Ej tam, ej tam!
>Mam w domu ciekawą książkę - "Wprowadzenie w teologię", profesora Jose Moralesa. [...]
>Dlatego kilku dyskutantów w naszym wątku (a także na forum) zarzuca innym) niemożliwość zrozumienia głębi ich przemyśleń, a nawet tylko terminologii, w której swoją prawdę próbują nam przekazać.
Miałem na myśli, że racjonalista z racjonalistą są w stanie się szybko dogadać - wystarczy przyjąć, pewne bardzo proste i uniwersalne - jak sądzę - założenia, jak np. odróżnienie świata fizycznego od świata idei, a także podstawowe zasady logiki - i wówczas nawet bez szczególnej wiedzy można oddzielić bajanie od czegoś sensownego.

>Takich - jak wyżej podałem - cytatów znam setki, a istnieją ich setki tysięcy. Do każdego terminu można dołączyć definicję ze słowników i encyklopedii opracowanych i wydanych przez środowiska fideistyczne. Tylko co z tego wynika? Coś będzie z tych spekulacji jaśniejsze? Możliwe, ale ja bardzo w to wątpię.
To prawda, aczkolwiek nie lekceważyłbym psychologicznej mocy takich opowieści. Uważam, że należałoby temu poświęcić co najmniej parę wątków o takich np. tematach: "Psychologiczna potrzeba duchowości", "Symbolizm i rytuały - znaczenie dla człowieka w oparciu o wiedzę naukową" itp.
Pozdrawiam serdecznie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
22-04-2012 10:47 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Miałem na myśli, że racjonalista z racjonalistą są w stanie się szybko dogadać - wystarczy przyjąć, pewne bardzo proste i uniwersalne - jak sądzę - założenia, jak np. odróżnienie świata fizycznego od świata idei, a także podstawowe zasady logiki - i wówczas nawet bez szczególnej wiedzy można oddzielić bajanie od czegoś sensownego.
Nie, wydaje mi się aby racjonaliści w tej szybkości dogadywania się górowali. Czytam dzieła fideistyczne i w nich znacznie częściej niż w tych racjonalistycznych jeden z autorów pieje z szacunku do mądrości drugiego. Fideiści swoje myślenie opierają na wspólnie uznawanych autorytetach i też dogadują się znakomicie.
Racjonalne myślenie opiera się na założeniu, że dostępną naszemu poznaniu rzeczywistością rządzą jakieś prawa, dotyczące zarówno przeszłości, jak i przyszłości, czyli niezmienne w czasie. Z prawdą naukową jest trochę inaczej. Do prawdy stale dochodzimy, ale nikt nie może uzurpować sobie prawa do jej posiadania. Prawda zmienia się w czasie i na przykład mechanikę Newtonowską zastąpiono mechaniką Einsteinowską.

W stopniu dalece mnie nie satysfakcjonującym znam zagadnienia logiczne i chyba dlatego jestem zwolennikiem logiki praktycznej łączącej rozumowe myślenie z weryfikacją przez doświadczenie. Co za tym idzie, uważam także, że tylko praktyka (weryfikowalne naukowo doświadczenie) może być ostatecznym kryterium prawdziwości sądów. Choć różne są drogi dochodzenia do tego kryterium, to pierwszym krokiem prawie zawsze są intelektualne spekulacje (hipotezy badawcze), z których najważniejszymi są chyba te powiązane z filozofią.

Logika formalna jest algebrą myślenia, a więc nauką ścisłą i jako taka jest luźno powiązana z bogactwem życia społecznego. Jest ona wyrazem racjonalności myślenia, ale nie udziela nam odpowiedzi na wiele pytań egzystencjalnych (zwrócił na to uwagę prof. Kazimierz Ajdukiewicz), a ponadto jest chyba tak, że gdy w jej ramach przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności. Idąc tym tropem przez historię logiki filozoficznej dostrzegamy jak wielu wśród największych myślicieli godziło logiczne myślenie z fideistyczną postawą światopoglądową, Mówiąc krócej założenie istnienia absolutu (Bóg filozofów na ogół bardzo różni się od Boga teologów) nie przeszkadzało im w posługiwaniu się logiką, a nawet odkrywaniu zasad logicznego myślenia i tworzeniu własnych systemów logicznych. [...]

Tu też rodzi się kłopot z definicją racjonalności. Wszak ratio to: rachunek; osąd; rozum; metoda. Tu przyjąłem, że racjonalny to: rozumny; oparty na zasadach poprawnego myślenia i skutecznego działania; uzasadniony; wyrozumowany. Co prawda np. Joachim Wehler rozróżnia i definiuje: racjonalność, intelekt i rozum, ale wydaje się, że jak na publicystykę to zbyt szczegółowe.


>>>>Takich - jak wyżej podałem - cytatów znam setki, a istnieją ich setki tysięcy. Do każdego terminu można dołączyć definicję ze słowników i encyklopedii opracowanych i wydanych przez środowiska fideistyczne. Tylko co z tego wynika? Coś będzie z tych spekulacji jaśniejsze? Możliwe, ale ja bardzo w to wątpię.
>To prawda, aczkolwiek nie lekceważyłbym psychologicznej mocy takich opowieści.
Ale mnie wcale nie chodziło o żadne opowieści - znam znacznie ciekawsze i lepiej opowiedziane - tylko o język. Gęsto wplecione - w przeróżne intelektualne wygibasy - puste treściowo terminy. Pseudonauka i pseudofilozofia uzurpujące sobie prawo nadrzędności o orzekania o wydumanej Prawdzie.

>Uważam, że należałoby temu poświęcić co najmniej parę wątków o takich np. tematach: "Psychologiczna potrzeba duchowości", "Symbolizm i rytuały - znaczenie dla człowieka w oparciu o wiedzę naukową" itp.
Może i tak, ale ja się tu zupełnie na ten temat nie wypowiadałem. Chodziło mi tylko o sposób przekazu. Racjonaliści używają "jasnego" języka i starają się aby ich przekaz był maksymalnie komunikatywnym, a fideiści używają "ciemnego" starając się aby ich przekaz był enigmatyczny, gdyż tylko w takim przekazie można ukryć pustkę znaczeniową. Można to także dostrzec na naszym forum, ale pokazałem tu przemyślane wypowiedzi dwóch profesorów.

Problemem jest coś zupełnie innego. Żyjemy w tym samym kraju używamy tego samego języka o zupełnie nie potrafimy się dogadać i nawet nie o terminologię tu chodzi (tą można poznać i zrozumieć), ale o to, że te same słowa, czy wyrażenia znaczą coś zupełnie innego. Mam często wrażenie, iż rozmawiam z kimś z innej planety.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
21-04-2012 19:20 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Muszę się z Panem podzielić jedną refleksją.
>Otóż wręcz prawie że mnie zadziwia, jak to jest, że gdy przyjmie się racjonalny punkt widzenia, to wszystko, włącznie z terminologią układa się w jedną spójną całość. Można używać różnych słów, a i tak się szybko można dogadać.
Czyżby?
Dopiero tu jest spójna całość i jasność wywodu: "Wszelakie teorie mają to do siebie,że stanowią pewien konstrukt.Są zatem zewnętrzne w stosunku do tego,czego istnienie zakładają,dlatego z definicji nie mogą być tożsame z "rzeczywistością",którą próbują opisać. Jeśli więc powiedzmy fizyka sprowadza stół,do powiedzmy elementarnych cząstek materii,powiązanych ze sobą pewnymi oddziaływaniami,nie znaczy to,że stół sprowadza się do elementarnych cząstek, czy oddziaływań między nimi ale jedynie,że w taki oto sposób, nauka jest wstanie wyjaśnić zjawiska,z którymi ma do czynienia.W tym miejscu kończy się jej kompetencja.W sensie praktycznym,czy egzystencjalnym nie ma dla mnie znaczenia,czy stół daje się zredukować do materii,energii,przedmiotu intencjonalnego,złożenia formy i materii,obiektywnego ducha,subiektywnych wrażeń podmiotu, res cogitas, res extensa, bytu w sobie, bytu dla siebie,czy jest wytworem apriorycznych struktur,czy tego,co aposteriori, czy przysługuje mu dziewięć,czy dwanaście kategorii. To wszystko są gry. Jeśli którekolwiek ujęcie rzeczonego stołu,którakolwiek z tych gier pomaga mi w jakiś sposób go wykorzystać,spojrzeć na niego z innej perspektywy, to chwała jej za to.Jednak, to z czym mam do czynienia,kiedy napotykam stół, nie redukuje się w żaden sposób, do jednej z tych gier ani do ich zbioru. Stół zostanie stołem, tyle samo znanym mi,co nieznanym. Z tą różnicą, że będę mógł,dzięki każdej z tych gier,opisać go lub użyć inaczej niż poprzednio".
A jaki tu wspaniały komunikatywny język i co za precyzja w wyrażaniu myśli.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>Muszę się z Panem podzielić jedną refleksją.
>>Otóż wręcz prawie że mnie zadziwia, jak to jest, że gdy przyjmie się racjonalny punkt widzenia, to wszystko, włącznie z terminologią układa się w jedną spójną całość. Można używać różnych słów, a i tak się szybko można dogadać.
>Czyżby? Dopiero tu jest spójna całość i jasność wywodu: "Wszelakie teorie [...] Stół zostanie stołem, tyle samo znanym mi,co nieznanym. Z tą różnicą, że będę mógł,dzięki każdej z tych gier,opisać go lub użyć inaczej niż poprzednio".

Zasatanawiam się, czy Pan wyszukał ten cytat po przeczytaniu mojego tekstu o stole:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,492110#w496525
czy też przypadkowo.
Czy to aby nie synchroniczność?

>A jaki tu wspaniały komunikatywny język i co za precyzja w wyrażaniu myśli.
Tak, tylko, że jak koszałki opałki o boskich kształatch Pan cytuje, to autora Pan podaje z imienia, nazwiska i tytułu naukowego. A jak coś naprawdę fajnego - tak jak tu, o stole - to zgaduj zgadula i szukaj igły w stogu siana.

Pozdrawiam serdecznie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
22-04-2012 11:00 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>A jaki tu wspaniały komunikatywny język i co za precyzja w wyrażaniu myśli.
>Tak, tylko, że jak koszałki opałki o boskich kształtach Pan cytuje, to autora Pan podaje z imienia, nazwiska i tytułu naukowego.
Panie Macieju, bardzo proszę nie obrażać dwóch profesorów o sporym dorobku. Takie koszałki opałki - których wyjątki tu przytoczyłem - próbuje tu sprzedać nam całkiem spora grupa polemistów. Specjalnie po to tu przychodzą. Toż to dokładnie to samo światopoglądowe źródło i intelektualne oparcie wszystkich chrześcijańskich fideistów, tylko dla różnych potrzeb różnie modyfikowane.

>A jak coś naprawdę fajnego - tak jak tu, o stole - to zgaduj zgadula i szukaj igły w stogu siana.
Nie podałem źródła, gdyż każdy sądzi według siebie, a ja ma zwyczaj czytania wszystkich wypowiedzi w wątku, w którym się wypowiadam. www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,492110#w496552
Zresztą wypowiedź przytoczyłem nie ze względu na meritum, tylko na język, którym myśli autora zostały wyrażone.

Polecam też - w tym wątku - wypowiedzi Pana Cargoforte: www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,492110#w496651
Mowi w swoich wypowiedziach - między innymi - mówi o języku i komunikatywności wypowiedzi oraz o możliwościach dialogu fideistów z racjonalistami.

Warto nad tym się zastanowić. Czy jak dwóch mówi to samo, to to samo znaczy?
A jak jeszcze do tego specjalnie mącą i starają się erystycznie zmanipulować sens wypowiedzi, tak własnej jak i interlokutora. Jak nie są szczerzy i przebierają się za innych niż są w istocie. Jak ukrywają swoje istotne cele uczestnictwa w naszych dyskusjach.
To czy łatwo się dogadać?
Czy zawsze i każdym warto rozmawiać?
Moim zdaniem nie, ale każdy ma swoje wybory.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>.
>>>>>A jaki tu wspaniały komunikatywny język i co za precyzja w wyrażaniu myśli.
>>Tak, tylko, że jak koszałki opałki o boskich kształtach Pan cytuje, to autora Pan podaje z imienia, nazwiska i tytułu naukowego.
>>A jak coś naprawdę fajnego - tak jak tu, o stole - to zgaduj zgadula i szukaj igły w stogu siana.
>Nie podałem źródła, gdyż każdy sądzi według siebie, a ja ma zwyczaj czytania wszystkich wypowiedzi w wątku, w którym się wypowiadam. www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,492110#w496552
>Zresztą wypowiedź przytoczyłem nie ze względu na meritum, tylko na język, którym myśli autora zostały wyrażone.
Mi się akurat ta wypowiedź podoba zarówno ze względu na meritum, jak i ze względu na estetykę, czyli właśnie na język. Ale "de gustibus..." Przy okazji: trudno mi się w tej wypowiedzi dopatrzeć cokolwiek fideistycznego.
>Polecam też - w tym wątku - wypowiedzi Pana Cargoforte: www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,492110#w496651
Tak, czytałem je. Ciekaw jestem dalszego ciągu.
>Warto nad tym się zastanowić. Czy jak dwóch mówi to samo, to to samo znaczy?
Faktycznie często jest z tym jednak kłopot.
>A jak jeszcze do tego specjalnie mącą i starają się erystycznie zmanipulować sens wypowiedzi, tak własnej jak i interlokutora. Jak nie są szczerzy i przebierają się za innych niż są w istocie. Jak ukrywają swoje istotne cele uczestnictwa w naszych dyskusjach.
>To czy łatwo się dogadać? Czy zawsze i każdym warto rozmawiać?
Nie, na pewno nie z każdym.
>Moim zdaniem nie, ale każdy ma swoje wybory.
To prawda. Ja czasem specjalnie łagodnie i z szacunkiem staram się rozmawiać z fideistami, zachowując jednak - jak mniemam - podstawy racjonalnego myślenia. Nawet przy takim stylu samo merytoryczne skonfrontowanie poglądów wydaje mi się na tyle ostre, że żadnego dodatkowego pieprzu już dodawać nie muszę. Ale to moja taktyka i mój styl - każdy ma swój i tak jest dobrze. Bardzo cenię sobie również - zgoła inny od mojego - Pański styl wypowiedzi w dialogu z fideistami (również pełen szacunku dla człowieka, ale i pogardy dla głupoty argumentów).

Pozdrawiam serdecznie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
22-04-2012 16:00 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Zresztą wypowiedź przytoczyłem nie ze względu na meritum, tylko na język, którym myśli autora zostały wyrażone.
>Mi się akurat ta wypowiedź podoba zarówno ze względu na meritum, jak i ze względu na estetykę, czyli właśnie na język. Ale "de gustibus..."
Warto jednak dokończyć to powiedzenie " de gustibus non est disputandum".
(Podałem Panu - jak na tacy - dokładny link do wypowiedzi i już może Pan osobiście wyrazić autorowi uznanie.)

>Przy okazji: trudno mi się w tej wypowiedzi dopatrzeć cokolwiek fideistycznego.
Wybaczy Pan, ale zupełnie albo nie rozumiem, co Pan chciał w tej wypowiedzi powiedzieć, albo do kogo ona jest skierowaną. Nie oceniam wypowiedzi pod kątem fideistyczne/afideistyczne, tylko pod kątem komunikatywności i argumentacji i to nie moja już wina, że wypowiedzi afideistów są dla mnie zdecydowanie bardziej jasne i bardziej przekonywujące. Ale znowu " de gustibus non est disputandum".

>>>>Moim zdaniem nie, ale każdy ma swoje wybory.
>To prawda. Ja czasem specjalnie łagodnie i z szacunkiem staram się rozmawiać z fideistami, zachowując jednak - jak mniemam - podstawy racjonalnego myślenia. Nawet przy takim stylu samo merytoryczne skonfrontowanie poglądów wydaje mi się na tyle ostre, że żadnego dodatkowego pieprzu już dodawać nie muszę. Ale to moja taktyka i mój styl - każdy ma swój i tak jest dobrze.
Czyżbym Panu w prowadzeniu dyskusji na naszym forum przeszkadzał, albo Pański styl jakoś specjalnie tu krytykował? Czasem nawet wyrażałem swoje uznanie, że wchodzi Pan tam w dyskusje, gdzie by mnie już się nie chciało, ale przecież to Pański wybór.

>Bardzo cenię sobie również - zgoła inny od mojego - Pański styl wypowiedzi w dialogu z fideistami (również pełen szacunku dla człowieka, ale i pogardy dla głupoty argumentów).
Mam głęboko zakodowany szacunek dla wszystkich ludzi, niezależnie od płci, koloru skóry, narodowości i poglądów, ale zdecydowanie kłóci się on w mojej naturze z wprost pogardą dla głupoty (szczególnie tej z wyższym wykształceniem różnego stopnia i różnymi tytułami - wyrażanej w tak pustym, jak napuszonym języku), której jednak nie mylę z naturalną nam wszystkim niewiedzą.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
22-04-2012 23:23 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Warto jednak dokończyć to powiedzenie " de gustibus non est disputandum".
>(Podałem Panu - jak na tacy - dokładny link do wypowiedzi i już może Pan osobiście wyrazić autorowi uznanie.)
Wyraziłem mu uznanie raz, przy innej okazji i to jak na razie wystarczy, tym bardziej, że wcale nie we wszystkim się z nim zgadzam. Nie jestem jeszcze pewien co do jego postawy. Ucieka w filozofię, ale robi to na tyle udanie, że nie jest to dla mnie nieciekawe - jak na mój gust oczywiście.
>>Przy okazji: trudno mi się w tej wypowiedzi dopatrzeć cokolwiek fideistycznego.
>Wybaczy Pan, ale zupełnie albo nie rozumiem, co Pan chciał w tej wypowiedzi powiedzieć, albo do kogo ona jest skierowaną.
Napisałem "przy okazji". Otóż o ile dobrze zauważyłem, zakwalifikował Pan Kaktusa jako fideistę. Chciałem więc zauważyć, że nie z każdej jego wypowiedzi to wynika w sposób jasny, a wręcz przeciwnie - jego filozoficzne zacięcie wskazuje raczej na otwarty umysł. Ale mogę się mylić - nie czytałem wszystkich jego wypowiedzi - a ponadto możliwe, że Pan szybciej i trafniej potrafił to ocenić.

>Nie oceniam wypowiedzi pod kątem fideistyczne/afideistyczne
A ja jestem wysoką brunetką!
(trochę żartuję, ale zgódźmy się, że gdy określa Pan kogoś mianem fideisty, to na ogół nie jest to z Pana strony komplement)

>tylko pod kątem komunikatywności i argumentacji i to nie moja już wina, że wypowiedzi afideistów są dla mnie zdecydowanie bardziej jasne i bardziej przekonywujące. Ale znowu " de gustibus non est disputandum".
Nie, zupełnie nie "de gustibus non est disputandum", tylko tak właśnie jest obiektywnie rzecz biorąc, a wynika to z nieracjonalności każdej wiary.

>>>>>Moim zdaniem nie, ale każdy ma swoje wybory.
>>To prawda. Ja czasem specjalnie łagodnie i z szacunkiem staram się rozmawiać z fideistami, zachowując jednak - jak mniemam - podstawy racjonalnego myślenia. Nawet przy takim stylu samo merytoryczne skonfrontowanie poglądów wydaje mi się na tyle ostre, że żadnego dodatkowego pieprzu już dodawać nie muszę. Ale to moja taktyka i mój styl - każdy ma swój i tak jest dobrze.
>Czyżbym Panu w prowadzeniu dyskusji na naszym forum przeszkadzał, albo Pański styl jakoś specjalnie tu krytykował?
Zadał Pan pytanie, czy z każdym warto rozmawiać i wskazał Pan tu na nasze wybory. Ja sądzę, że kwestia ta łączy się dość bezpośrednio ze stylem prowadzenia rozmowy - tzn. nie tylko stylem naszych dyskutantów, ale również np. moim, czy Pana stylem, a to dlatego, że dalsza rozmowa zależy też od decyzji dyskutanta i od jego oceny, czy z jego punktu widzenia warto z nami rozmawiać. Ale mieliśmy już niedawno dyskusję na zbliżony temat i prawdę mówiąc nie mam zamiaru rozpoczynać jej na nowo. Ja bardzo cenię sobie Pański styl, między innymi ze względu na Pana poczucie humoru, ale w pierwszej kolejności z innych względów. Nie będe ich tu wymieniał, bo trochę mi głupio prawić Panu komplementy co do stylu. Lepiej skoncentrować się na jakimś meritum.

>Mam głęboko zakodowany szacunek dla wszystkich ludzi, niezależnie od płci, koloru skóry, narodowości i poglądów, ale zdecydowanie kłóci się on w mojej naturze z wprost pogardą dla głupoty (szczególnie tej z wyższym wykształceniem różnego stopnia i różnymi tytułami - wyrażanej w tak pustym, jak napuszonym języku), której jednak nie mylę z naturalną nam wszystkim niewiedzą.
Podoba mi się to zdanie - zarówno stylistycznie, jak i merytorycznie
Pozdrawiam serdecznie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
23-04-2012 22:49 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>(Podałem Panu - jak na tacy - dokładny link do wypowiedzi i już może Pan osobiście wyrazić autorowi uznanie.)
>Wyraziłem mu uznanie raz, przy innej okazji i to jak na razie wystarczy,
Pański wybór!
Nie lubię dupy nazywać dolną częścią pleców. Uważam, że należy używać całego bogactwa języka, ale uważam też, iż istnieje jakaś tam kultura wypowiedzi i minimalny szacunek dla czytelnika.
Z pewnością drażnią mnie zaślepione masy,wykrzykujące coś o zamachach,zdradach,hańbach,opierające swoje hasła na ideologicznej propagandzie,bez cienia refleksji.Natomiast znacznie bardziej,psują mi krew ci,którzy w imię swojej inteligencji i tzw."racjonalizmu", zachowują się jak rozpędzone poczuciem własnej satysfakcji, stado bydła, które odnalazło jedynie słuszną drogę do każdego z miejsc.Podobnie jak szlag mnie trafia,kiedy w imię "religijności", banda zidiociałych ciemnot,wypowiada się o sprawach,które wykraczają poza ich kompetencje.Krótko mówiąc nie znoszę, kiedy naukowiec sprowadza przykładową religię do tego, co naukowe, a przykładowy duchowny bredzi coś o nauce,ponieważ oboje przekraczają swoje kompetencje,dając wyraz własnej głupocie.Podobnie,szlag mnie trafia,kiedy ktoś próbuje ustalić np. techniczne przyczyny katastrofy i wypowiada się tylko w tym zakresie, ponieważ to jest przedmiotem jego wypowiedzi i dociekań,a jednocześnie jakiś kretyn bredzi o zamachach,czyli o kompletnie innym wymiarze tego z czym mamy do czynienia i vice wersa.Tak własnie rozmawia,większość polaków.Nie ma miejsca na próbę rozróżnienia tego,kto o czym mówi, nie wspominając nawet o chęci zrozumienia.
Nie potrafię zdobyć się choćby na minimalny szacunek dla tej wypowiedzi i to niezależnie od tego, że z niektórymi zdaniami się zgadzam. Tylko - proszę mi powiedzieć - w imię czego miałbym wybierać ziarenka mądrości z gówna, którym mnie ktoś obrzuca. Pan to lubi? Pańska sprawa.

>Ucieka w filozofię, ale robi to na tyle udanie, że nie jest to dla mnie nieciekawe - jak na mój gust oczywiście.
To jest uciekanie w filozofię? Czy pogardliwe dla czytników popisywanie się sztubaka podstawową wiedzą filozoficzną. www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,492110#w495687

>Przy okazji: trudno mi się w tej wypowiedzi dopatrzeć cokolwiek fideistycznego.
>>>>Wybaczy Pan, ale zupełnie albo nie rozumiem, co Pan chciał w tej wypowiedzi powiedzieć, albo do kogo ona jest skierowaną.
>Napisałem "przy okazji". Otóż o ile dobrze zauważyłem, zakwalifikował Pan Kaktusa jako fideistę. Chciałem więc zauważyć, że nie z każdej jego wypowiedzi to wynika w sposób jasny, a wręcz przeciwnie - jego filozoficzne zacięcie wskazuje raczej na otwarty umysł.
Proponuję poczytać to co w wypowiedziach Pana Kaktusa mi się nie podobało. Napisałem mu to wprost:
www.racjon(*)m.php/s,492110/z,0/d,6#w494947
www.racjon(*)m.php/s,492110/z,0/d,6#w494970
www.racjon(*)m.php/s,492110/z,0/d,7#w494999
www.racjon(*)m.php/s,492110/z,0/d,8#w495109
Wolno Panu cenić tego Pana i za "otwarty umysł" i za jego "filozoficzne zacięcie", a ja dostrzegam podstawowe braki w kulturze wypowiedzi, dufność w swoją maleńką wiedzę, brak podstawowej umiejętności prowadzenia rozmowy i odpowiedzialności za słowo.
Tak zdecydowanie jest fideistą. Bardzo głęboko wierzy w swoją mądrość, a faktyczne ogromne dziury w wiedzy pokrywa szczeniackim tupetem, ale przecież ja nie mam nic przeciwko temu aby się panowie dogadali i wyrażali sobie wzajemnie uznanie.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
24-04-2012 11:12 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
Czasem zazdroszczę Panu ostrości spojrzenia.

Kiedyś technika pozwalała na robienie jedynie czarno-białych zdjęć. Należalo być więc wyczulonym na postrzeganie motywów w odpowiednich odcieniach szarości. Dziś nie ma już takiej potrzeby i mało kto się nad tym zastanawia - większość fotografii zlewa się w mieszaninę kolorowej miazgi.

Jednak, gdy dziś ktoś jeszcze chce robić zdjęcia starą techniką, sądzę że łatwo może przesadzić, i wówczas miast adekwatnych względem barwnej rzeczywistości odcieni szarości uzyska ekstremalną biel i ekstremalną czerń.

Zachowanie odpowiednich proporcji to oczywiście kwestia smaku.

Choć zapewne mistrz fotografii czego innego będzie wymagał od swych kompozycji, niż fotograf amator. Nabycie odpowiedniej techniki wymaga doświadczenia. Ostateczenie nie bez znaczenia jest sam aparat - do którego osprzęt czasem starannie dobiera się przez lata.

Pozdrawiam serdecznie.

P.S. W istocie sądzę, że rozwój kolorowej fotografii bezpośrednio przyczynił się do powstania idei postmodernizmu.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
22-04-2012 21:37 
 Ocena 4 na 4
i.czaplicka (5782 punktów)

> Mi się akurat ta wypowiedź podoba zarówno ze względu na meritum, jak i ze względu na estetykę, czyli właśnie na język. Ale "de gustibus..."
Mnie
22-04-2012 22:05 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
> Mnie
Dialog:
Syn: - Tato, jakiś Pan się Ciebie kłania
Ojciec: - Nie mówi się "Ciebie", tylko "Tobie"
Syn: - Mi?
Ojciec: - Nie "mi", tylko "mnie"
Syn: - No mówiłem, że Ciebie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>Ewentualnie jest wyznawcą materializmu (a różne nurty podpinają się pod to hasło - zob. np. w wikipedii)

Materializmów jest całkiem sporo, a mi chodziło o to co Ty rozumiesz pod tym pojęciem. Ale mniejsza z tym

>Jednak Twoje pierwsze pytanie brzmiało, czym dla mnie jest materia. I udzieliłem na nie wyczerpującej odpowiedzi. Nie rozstrzygałem przy tym rożnic pomiędzy solipsystą, materialistą a idealistą. Istotne było dla mnie natomiast odróżnienie materii od idei (jakkolwiek mającej również materialny substrat) - bo tego dotyczyła dyskusja, w ramach której Ty zadałeś mi to pytanie.

Ostatnie pytanka. Słyszałeś o nielokalności? Czy informacja przekazywana w ten sposób jest materialna?

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
20-04-2012 13:24 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Ewentualnie jest wyznawcą materializmu (a różne nurty podpinają się pod to hasło - zob. np. w wikipedii)
>Materializmów jest całkiem sporo, a mi chodziło o to co Ty rozumiesz pod tym pojęciem.
Ja się zgadzam z powszechnie przyjętymi definicjami. Może na użytek naszej rozmowy najtrafniejsza jest ta:
"pogląd, według którego istnieje tylko materia".
Jednocześnie sądzę, że nawet konsekwentny materialista odróżnia jednak mózg od myśli - nawet jeśli te drugie pochodzą z tego pierwszego.

>Ostatnie pytanka. Słyszałeś o nielokalności?
Tak, ale niewiele.

>Czy informacja przekazywana w ten sposób jest materialna?
Zależy od definicji materii. W fizyce (bo o niej teraz mówimy) są zdaje się co najmniej cztery takie definicje. Niech się więc fizycy na ten temat spierają - choć nawet umowne podziały nie zmienią doświadczenia jako takiego.

Jednak w ramach definicji, którą ja podałem [wszystko, co odbieramy zmysłami (również za pomocą przyrządów)] ta informacja jest oczywiście materialna, choć zdaje się, że nie potrafimy do końca logicznie (w sposób przyczynowo-skutkowy) wyjaśnić tego sposobu jej przekazania. Jednak w żadnym razie nie jestem tu specjalistą. Mogę się mylić.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
20-04-2012 14:31 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Jednocześnie sądzę, że nawet konsekwentny materialista odróżnia jednak mózg od myśli - nawet jeśli te drugie pochodzą z tego pierwszego.
Tak, tylko co z tego rozróżnienia wynika.
Proszę o "zawieszenie" myśli, idei, teorii naukowej w "nicości".
Przecież to absurd.

Każda informacja (idea itd.) musi być gdzieś zapisaną, a jedyne nośniki informacji jakie znamy są materialne. Mózg zbiera te informacje i materialnie (fizyko-chemicznie) je przetwarza. Umysł jest funkcją żyjącego, sprawnego mózgu, a więc nie istnieją "idee" bez materialnego podłoża i stąd wtórność idei do materii. (Oczywiście różne informacje mogą być i są przenoszone przez różne materialne nośniki (np.: pl.wikipedia.org/wiki/Promieniowanie pl.wikipedia.org/wiki/Elektryczność pl.wikipedia.org/wiki/Synapsa itp.) oraz zapisywane w różnych "pamięciach": www.polity(*)omplikowana-funkcja-mozgu.read ale zawsze materialnych).

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>>Jednocześnie sądzę, że nawet konsekwentny materialista odróżnia jednak mózg od myśli - nawet jeśli te drugie pochodzą z tego pierwszego.
>Tak, tylko co z tego rozróżnienia wynika.
Wynika z niego pytanie o relację mózgu z umysłem.

Natomiast cytowane przez Pana moje stwierdzenie niejako narzuciło mi się z tego względu, że:

zapytany przytoczyłem najprostszą i lapidarną definicję materializmu "pogląd, według którego istnieje tylko materia" - wydało mi się istotne, by dopowiedzieć właśnie zdanie o umyśle, który niektórzy nazywają "niematerialnym". Jednocześnie od pewnego już czasu - gdy mówię o umyśle - staram się zawsze zastrzegać, że ma on jak najbardziej materialny nośnik w postaci mózgu.
Pokuszę się jednak o prognozę, że w przyszłości - w toku rozwoju nauki - uda się całkowicie (bez luk) rozwikłać zagadkę umysłu i wówczas nie widzę innego wyjścia, jak to, że również myśli i cały umysł należało będzie zakwalifikować jako materialne. Niematerialne pozostaną już tylko niektóre idee - takie jak Bóg, choć będzie go można wówczas empirycznie poznać analizując samą aktywność mózgu fideisty.

>Proszę o "zawieszenie" myśli, idei, teorii naukowej w "nicości".
>Przecież to absurd.
Za to na szczęście Miłujący Bóg Wszechmogący stanowi dla nas podporę...

Dziękuję za linki.

Pozdrawiam serdecznie.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
21-04-2012 13:19 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wynika z niego pytanie o relację mózgu z umysłem.
>Natomiast cytowane przez Pana moje stwierdzenie niejako narzuciło mi się z tego względu, że:
>zapytany przytoczyłem najprostszą i lapidarną definicję materializmu "pogląd, według którego istnieje tylko materia" - wydało mi się istotne, by dopowiedzieć właśnie zdanie o umyśle, który niektórzy nazywają "niematerialnym". Jednocześnie od pewnego już czasu - gdy mówię o umyśle - staram się zawsze zastrzegać, że ma on jak najbardziej materialny nośnik w postaci mózgu.
Lepiej niż Pan Fizyk, to nie potrafię tego wyjaśnić:
www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,492110#w496481

>Niematerialne pozostaną już tylko niektóre idee - takie jak Bóg, choć będzie go można wówczas empirycznie poznać analizując samą aktywność mózgu fideisty.
Jest do tego coraz bliżej.

>Za to na szczęście Miłujący Bóg Wszechmogący stanowi dla nas podporę...
Tak, wspaniała proteza. Na szczęście nie wszystkim konieczna.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
20-04-2012 14:03 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Słyszałeś o nielokalności? Czy informacja przekazywana w ten sposób jest materialna?

Tak, informacja jest materialna, w tym sensie, że musi być zapisana w materialnym nośniku. (W tym kontekście światło i inne pola oddziaływań należy uważać za materialne.) Dotyczy to też informacji generowanej w nielokalnych oddziaływaniach kwantowych.
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>> Słyszałeś o nielokalności? Czy informacja przekazywana w ten sposób jest materialna?
>Tak, informacja jest materialna, w tym sensie, że musi być zapisana w materialnym nośniku. (W tym kontekście światło i inne pola oddziaływań należy uważać za materialne.) Dotyczy to też informacji generowanej w nielokalnych oddziaływaniach kwantowych.

Znowu muszę zadać te same pytanie(dla pewności) co dla Ciebie oznacza materialne? Bo chyba nie to samo co dla maceoxa? Skoro informacja jest zapisana w materialnym nośniku(?) to wskaż nośnik jaki przenosi tą informację.

Inna sprawa, bardzo ciekawa a mocno związana to problem umysł-ciało. Jak to się dzieję, że obszary odpowiedzialne za qualia są zlokalizowane dość daleko od siebie a same qualia łączą się w jedno(są nie odrębne)? Skoro się łączą to musi być między nimi połączenie które stwarza ten monolit. Czyżby impulsy nerwowe miały taką moc? Czy może czasem nie jest to związane z zagadnieniem nielokalności? I w końcu gdzie przestrzennie znajdują się te qualia?

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
21-04-2012 12:10 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Znowu muszę zadać te same pytanie(dla pewności) co dla Ciebie oznacza materialne? Bo chyba nie to samo co dla maceoxa?

Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią. Wynika to z dążenia do unifikacji wszystkich teorii. Na przykład, w teorii pola wszystko jest polem i pole zastępuje pojęcie materii.

Jeżeli ktoś mówi o bytach niematerialnych to powinien tę niematerialność zawsze jasno zdefiniować, bo różni ludzie różnie ją rozumieją. Nie ma w tej kwestii naukowej definicji bo to teren filozofii a nie nauki.

> Skoro informacja jest zapisana w materialnym nośniku(?) to wskaż nośnik jaki przenosi tą informację.

List, kabel, światłowód - nośnik zależy od konkretnej sytuacji. Zwłasza jeżeli mówisz o nielokalności kwantowej, to powinieneś tę konkretną sytucję sprecyzować, bo mechanika kwantowa jest wysoce nieintuicyjna i łatwo jest się pomylić bez trzymania się konkretów.

> Inna sprawa, bardzo ciekawa a mocno związana to problem umysł-ciało. Jak to się dzieję, że obszary odpowiedzialne za qualia są zlokalizowane dość daleko od siebie a same qualia łączą się w jedno(są nie odrębne)?

Postęp w neuropsychologii wskazuje na dosyć banalne rozwiązanie tego odwiecznego problemu filozoficznego: jedność qualiów jest tylko wrażeniem, które nie jest związane z ich rzeczywistą reprezentacją w mózgu.

> Skoro się łączą to musi być między nimi połączenie które stwarza ten monolit. Czyżby impulsy nerwowe miały taką moc?

Na to wygląda. Jest to wciąż tylko hipoteza, ale te trochę co wiemy o funkcjonowaniu mózgu jest z nią całkowicie zgodne.

> Czy może czasem nie jest to związane z zagadnieniem nielokalności?

Mało prawdopodobne. Rola nielokalności kwantowej jest mocno przeceniana w popularnych mediach.

> I w końcu gdzie przestrzennie znajdują się te qualia?

Trochę tylko wiemy na ten temat. Na przykład, ku zaskoczeniu wielu kognitywistów hipoteza grandmother cell znalazła potwierdzenie. Pisałem o tym wcześniej.
24-04-2012 14:17 
 Ocena 1 na 1
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)

>> Znowu muszę zadać te same pytanie(dla pewności) co dla Ciebie oznacza materialne? Bo chyba nie to samo co dla maceoxa?
>Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią. Wynika to z dążenia do unifikacji wszystkich teorii. Na przykład, w teorii pola wszystko jest polem i pole zastępuje pojęcie materii.

Chyba fizycy to głównie pozytywiści i nie bardzo interesują się zrozumieniem rzeczywistości a jedynie prognostyką? W zasadzie to nie podałeś definicji materii a jedynie jej przykłady.

>Jeżeli ktoś mówi o bytach niematerialnych to powinien tę niematerialność zawsze jasno zdefiniować, bo różni ludzie różnie ją rozumieją. Nie ma w tej kwestii naukowej definicji bo to teren filozofii a nie nauki.

Niematerialne to to co nie jest materialne dlatego to raczej pojęcie materii należy zdefiniować. Niematerialnym będzie to co nie pasuje do definicji materialnego. Na początek nie podam całej definicji materii (nie jestem pewny czy potrafię stworzyć spójną, jasną definicję)lecz tylko jedną cechę, którą wydaje mi się uznali by materialiści. Materialny byt powinien posiadać jakąś wielkość, być przestrzennym. Nie wiem jak się ma ta cecha do własności przemiany energii w masę i odwrotnie, ani do zjawiska fluktuacji próżni, ani do wspinanej nielokalności.?

>> Skoro informacja jest zapisana w materialnym nośniku(?) to wskaż nośnik jaki przenosi tą informację.
>List, kabel, światłowód - nośnik zależy od konkretnej sytuacji. Zwłasza jeżeli mówisz o nielokalności kwantowej, to powinieneś tę konkretną sytucję sprecyzować, bo mechanika kwantowa jest wysoce nieintuicyjna i łatwo jest się pomylić bez trzymania się konkretów.

Ja to mylę się i trzymając konkretów. Nie znam zbyt dużo eksperymentów. Najwięcej czytałem o tych wykonanych przez Alaina Aspecta.

>> Inna sprawa, bardzo ciekawa a mocno związana to problem umysł-ciało. Jak to się dzieję, że obszary odpowiedzialne za qualia są zlokalizowane dość daleko od siebie a same qualia łączą się w jedno(są nieodrębne)?
>Postęp w neuropsychologii wskazuje na dosyć banalne rozwiązanie tego odwiecznego problemu filozoficznego: jedność qualiów jest tylko wrażeniem, które nie jest związane z ich rzeczywistą reprezentacją w mózgu.

Jak powstaje to wrażenie?

>> Skoro się łączą to musi być między nimi połączenie które stwarza ten monolit. Czyżby impulsy nerwowe miały taką moc?
>Na to wygląda. Jest to wciąż tylko hipoteza, ale te trochę co wiemy o funkcjonowaniu mózgu jest z nią całkowicie zgodne.

Nie wiem czy całkowicie zgodne, nie wiem też czy na podstawie według której twierdzisz, nie można by znaleźć inną zgodną interpretacje. Np. funkcjonalizm.
A może Ty piszesz o funkcjonalizmie.

>> I w końcu gdzie przestrzennie znajdują się te qualia?
>Trochę tylko wiemy na ten temat. Na przykład, ku zaskoczeniu wielu kognitywistów hipoteza grandmother cell znalazła potwierdzenie. Pisałem o tym wcześniej.

Nie wiem w jaki sposób przedstawiona tu hipoteza łączy się z moim pytaniem?


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
20-04-2012 17:00 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Słyszałeś o nielokalności? Czy informacja przekazywana w ten sposób jest materialna?
>Tak, informacja jest materialna, w tym sensie, że musi być zapisana w materialnym nośniku. (W tym kontekście światło i inne pola oddziaływań należy uważać za materialne.) Dotyczy to też informacji generowanej w nielokalnych oddziaływaniach kwantowych.
Uważam, że nie można współcześnie uprawiać filozofii bez znajomości aktualnych osiągnięć nauki. Pan umiejętnie połączył jedno z drugim. Ma Pan bardzo dużą wiedzę z nauk przyrodniczych i spore pojęcie o filozofii. Osobiście mam kłopot z takimi myślicielami jak np. - w Polsce prof. Jacyna Onyszkiewicz, a teraz z prof. Amit Gosvamie - specjalista od "bardzo naukowego Boga" - "kompatybilnego z nauką": www.youtube.com/watch?v=gxBozNVrjh0
Na takich uczonych czasem wspierają się nasi forumowi dyskutanci i mam tu pytanie: Czy ci fizycy (jest takich grupa) wypowiadają się na temat, na którym się znają, czy tylko specjalistycznego języka używają.
Publicystyka woli promować kontrowersje od rzetelnej nauki, a brak specjalistycznej wiedzy nie pozwala (przynajmniej mnie) na merytoryczne odsianie naukowej wiedzy od pseudonaukowej głupoty.
Jestem osobiście wdzięcznym za to co Pan tu robi, ale może warto dobrać się do różnych "specjalistów" od fizyki właśnie.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
a teraz z prof. Amit Gosvamie - specjalista od "bardzo naukowego Boga" - "kompatybilnego z nauką": www.youtube.com/watch?v=gxBozNVrjh0
>Na takich uczonych czasem wspierają się nasi forumowi dyskutanci i mam tu pytanie:

Tu chcę powiedzieć, że pierwszy raz stykam się z tym naukowcem, tak samo jak i z eksperymentem Greenberga. A do tej pory wspierałem się wyłącznie na własnych przemyśleniach.

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.

Ps. A o bogu nawet raz nie wspomniałem.
20-04-2012 18:40 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>a teraz z prof. Amit Gosvamie - specjalista od "bardzo naukowego Boga" - "kompatybilnego z nauką": www.youtube.com/watch?v=gxBozNVrjh0
>>>>Na takich uczonych czasem wspierają się nasi forumowi dyskutanci i mam tu pytanie:
>Tu chcę powiedzieć, że pierwszy raz stykam się z tym naukowcem, tak samo jak i z eksperymentem Greenberga.
Ma Pan prawo do tego zastrzeżenia, ale gdybym zauważył, że Pan się właśnie na nim "zawiesił" lub do niego odwoływał, to skierował bym pytanie właśnie do Pana. Natomiast znalazłem tego uczonego i wysłuchałem go w osłupieniu rzeczywiście poszukując lepszego zrozumienia Pańskich poniższych zapisów w tym wątku: Cytat:
Ja twierdziłem, że idealista może przyjąć twoją definicję materii, dalej pozostając idealistą. Przyjąłem, że materialista to osoba uznająca istnienie tylko materii w takim razie materialista i idealista to jedno i to samo. Tak wynika z twojej definicji materii. Jeżeli nie zgadzasz się z definicją "materializm" to ją zdefiniuj.

Ostatnie pytanka. Słyszałeś o nielokalności? Czy informacja przekazywana w ten sposób jest materialna?

Znowu muszę zadać te same pytanie(dla pewności) co dla Ciebie oznacza materialne? Bo chyba nie to samo co dla maceoxa? Skoro informacja jest zapisana w materialnym nośniku(?) to wskaż nośnik jaki przenosi tą informację.

Inna sprawa, bardzo ciekawa a mocno związana to problem umysł-ciało. Jak to się dzieję, że obszary odpowiedzialne za qualia są zlokalizowane dość daleko od siebie a same qualia łączą się w jedno(są nie odrębne)? Skoro się łączą to musi być między nimi połączenie które stwarza ten monolit. Czyżby impulsy nerwowe miały taką moc? Czy może czasem nie jest to związane z zagadnieniem nielokalności? I w końcu gdzie przestrzennie znajdują się te qualia?


>A do tej pory wspierałem się wyłącznie na własnych przemyśleniach.
Ja tak dobrze nie mam.
Aby dojść do własnych przemyśleń muszę przed tym sporo się naczytać przemyśleń innych. Dobrze że najczęściej ludzi mądrzejszych niż ja.

Czasem czytam i czytam i dalej wiem niewiele. Na przykład, wcale nie wiem, czy qualia na pewno istnieją? U niektórych filozofów tak, ale czy są istniejącą, czy tylko "pomyślaną" funkcją mózgu? Nie wiem?

Natomiast wiem - na podstawie lektur i własnych przemyśleń, że nośniki i "zbiorniki" ("pamięci") informacji mają materialną postać. Tak od strony fizycznych, jak i filozoficznych definicji materii.

>Ps. A o bogu nawet raz nie wspomniałem.
Trudno aby Pan wspominał Boga, gdy Pan posty do innych do siebie Pan odnosi.
To żart. Przepraszam. O Bogu mówił oczywiście Amit Gosvamie a nie Pan.

Miłego dnia.

@@@
.
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>Czasem czytam i czytam i dalej wiem niewiele. Na przykład, wcale nie wiem, czy qualia na pewno istnieją? U niektórych filozofów tak, ale czy są istniejącą, czy tylko "pomyślaną" funkcją mózgu? Nie wiem?

I ja gdzieś czytałem o takich filozofach i to nawet są materialiści, bodajże. Jak mnie pamięć nie myli jednym z nic jest Daniel Dennett. Nie zwróciłem jednak na nich uwagi, gdyż zwyczajnie, nie potrafię zrozumieć, jak można zaprzeczać istnieniu qualiów, nie jestem pewny też czy dobrze rozumiem co znaczy tylko "pomyślaną" funkcją mózgu? Od filozofów zazwyczaj dowiadujemy się, że to właśnie świadomość jest tym co najpewniejsze. Czy to, że "doznajemy" jakiegoś qualia np. widzimy czerwień nie wydaje się najpewniejsze? Jak qualia mają nie istnieć skoro istnieją?

>Natomiast wiem - na podstawie lektur i własnych przemyśleń, że nośniki i "zbiorniki" ("pamięci") informacji mają materialną postać. Tak od strony fizycznych, jak i filozoficznych definicji materii.

Do znacznej większości "bytów" się zgadzam. Natomiast informacji jaka towarzyszy zagadnieniu nielokalności nie potrafię przypisać do żadnej materii. Stąd właśnie moje pytanie. Z tego co wiem informacja ta jest przekazywana jak by natychmiast. Jeżeli jakaś materia ja przekazuje podróżując w przestrzeni, to robi to bodajże z nieskończoną prędkością co znaczy, że teoria względności jest błędna. Niespecjalnie potrafię się zgodzić na te wnioski.

Co do samej materii też nie bardzo rozumiem co miało by być tą substancją, budulcem zważywszy, że pojęcie masy zastępuje funkcja falowa. Uważam, że pojęcie materializmu jest niejasne. A ostatnimi czasy zastępuje je pojęcie fizykalizmu które zresztą też oznacza coś w rodzaju cosizmu(przynajmniej dla mnie). Wydaje mi się też, że współcześni materialiści właśnie pod tym pojęciem mają na myśli mniej-więcej to co reprezentuje sobą pojęcie fizykalizmu(o czym wspomina Fizyk www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,492110#w496481 ). Mam nadzeję, że wszystko przedstawiłem jasno.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
24-04-2012 18:49 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Czasem czytam i czytam i dalej wiem niewiele. Na przykład, wcale nie wiem, czy qualia na pewno istnieją? U niektórych filozofów tak, ale czy są istniejącą, czy tylko "pomyślaną" funkcją mózgu? Nie wiem?
>I ja gdzieś czytałem o takich filozofach i to nawet są materialiści, bodajże. Jak mnie pamięć nie myli jednym z nic jest Daniel Dennett. Nie zwróciłem jednak na nich uwagi, gdyż zwyczajnie, nie potrafię zrozumieć, jak można zaprzeczać istnieniu qualiów,
Już zauważyłem, że parę rzeczy nie potrafi Pan zrozumieć, tak jak ja nie bardzo umiem zrozumieć Pana, ale spróbujmy.

>nie jestem pewny też czy dobrze rozumiem co znaczy tylko "pomyślaną" funkcją mózgu?
To zbyt poważny wykład jak dyskusyjną wypowiedź. Bardzo komunikatywny jest profesor Wodzisław Duch. Może niech Pan zacznie od: www.fizyka.umk.pl/publications/kmk/02-neuro.pdf

>Od filozofów zazwyczaj dowiadujemy się, że to właśnie świadomość jest tym co najpewniejsze.
Filozofia różni się od innych dziedzin humanistyki czy nauk ścisłych nie tyle swoim przedmiotem, ile metodą. Filozofowie formułują twierdzenia w swoim mniemaniu prawdziwe, i zawsze wysuwają argumenty służące do obrony własnych teorii i do obalenia teorii innych filozofów. Ale ich argumentacja ma szczególny charakter. Dowód twierdzenia filozoficznego rzadko przypomina dowód matematyczny, gdyż nie na ogół nie polega na dowodzeniu formalnym. Nie przypomina też dowodów w jakiejkolwiek nauce opisowej. Teorii filozoficznych nie poddaje się sprawdzeniu przez obserwację. Są one neutralne wobec faktów szczegółowych. Tyle filozof - Oksfordzki profesor logiki. Dlatego dla mnie są bardziej wiarygodne są wypowiedzi przedstawicieli nauki od przedstawicieli filozofii.

>Czy to, że "doznajemy" jakiegoś qualia np. widzimy czerwień nie wydaje się najpewniejsze? Jak qualia mają nie istnieć skoro istnieją?
Tak termin qualia jest przez filozofów zajmujących się umysłem i świadomością jest używany. Jest to stary problem przedstawiony w nowym ujęciu przez Davida Chalmersa (1995,96) i szczegółowo omawiany na łamach "Journal of Consciousness Studies". Łacińskie słówko qualis oznacza własność w oderwaniu od rzeczy, posiadających daną własność, stąd mówi się potocznie o "problemie qualiów". Większość zagadnień dotyczących działania umysłu sprowadza się do wskazania na specyficzne funkcje mózgu, które są za nie odpowiedzialne. [W. Duch]

>>>>Natomiast wiem - na podstawie lektur i własnych przemyśleń, że nośniki i "zbiorniki" ("pamięci") informacji mają materialną postać. Tak od strony fizycznych, jak i filozoficznych definicji materii.

>Do znacznej większości "bytów" się zgadzam.
Nie rozumiem o czym Pan tu mówi.

>Natomiast informacji jaka towarzyszy zagadnieniu nielokalności nie potrafię przypisać do żadnej materii. Stąd właśnie moje pytanie. Z tego co wiem informacja ta jest przekazywana jak by natychmiast.
Od ponad 40 lat Wigner próbuje się połączyć problemy związane z interpretacją podstaw mechaniki kwantowej, w szczególności tzw. problem obserwatora i kolapsu funkcji falowej, z zagadnieniem świadomości. Świat kwantowy opisany jest przez funkcję falową, opisującą wszystkie potencjalnie możliwe stany, które dopiero w wyniku pomiaru przyjmują konkretne wartości. Czy potrzebna jest do tego świadomość obserwatora czy wystarczy nieodwracalny zapis wyniku pomiaru? Jest wiele alternatywnych teorii pomiaru w mechanice kwantowej, które nie odwołują się do świadomości (Giulini i inni 1996). Sam Wigner, od którego pochodzi pomysł związku świadomości z problemem pomiaru, wycofał się z niego widząc trudności związane z istnieniem stanów kwantowych w mózgu. Jak wykazał ostatnio Tegmark efekty kwantowe mogą wystąpić w komórkach tylko w niesłychanie krótkich czasach, mniejszych niż jedna bilionowa część sekundy, podczas gdy na stan neuronu mają wpływ procesy trwające przynajmniej miliard razy dłużej. Ten kierunek myślenia nie przyniósł
więc żadnych rezultatów.
Czy nielokalny modelu umysłu ma coś wspólnego z nielokalnością w mechanice kwantowej, jak sądzi Stapp czy Clarke? Czy do rozwiązania problemu świadomości potrzebna jest kwantowa teoria grawitacji, jak sądzi Penrose? Nie ma żadnych poszlak doświadczalnych popierających takie tezy. Efekty kwantowe w mózgu muszą ulec szybkiemu zniszczeniu z powodu jego wysokiej temperatury, a silne pola magnetyczne tomografów komputerowych zupełnie by je zmieniły, ludzie nie odczuwają jednak żadnych zaburzeń świadomości w takich warunkach. Rozwiązania kwantowe, chociaż upłynął już dość długi czas od ich zaproponowania, nie tłumaczą żadnego dającego się badać zjawiska związanego z świadomością. [...]

Poszukiwanie rozumienia świadomości w teoriach fundamentalnych jest błędne. Nic nie wskazuje na konieczność odwołania się do efektów kwantowych, protofenomenów, psychonów, fenomenalnych aspektów informacji ani innych koncepcji wymagających fundamentalnej rewizji naszego obrazu świata. Świadomość i wrażenia pojawiają się jedynie w normalnie działających systemach o mózgo-podobnej organizacji.
[W. Duch]

>Uważam, że pojęcie materializmu jest niejasne.
Nie potrafię Panu w tym pomóc. Wyjaśniałem - nawet w tym wątku - pojęcie materii i materializmu na różne sposoby.

>A ostatnimi czasy zastępuje je pojęcie fizykalizmu które zresztą też oznacza coś w rodzaju cosizmu(przynajmniej dla mnie).
>Wydaje mi się też, że współcześni materialiści właśnie pod tym pojęciem mają na myśli mniej-więcej to co reprezentuje sobą pojęcie fizykalizmu(o czym wspomina Fizyk)
A mnie się wydaje, iż w tym zakresie, zbyt dużo albo się Panu miesza, albo Pan sam mąci.

>Mam nadzeję, że wszystko przedstawiłem jasno.
Jak dla mnie nie bardzo.
Ale wiem też, iż to co ja napisałem dla Pana będzie niejasnym.

Miłego dnia.

@@@
.
07-05-2012 17:10 
 Ocena 1 na 1
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>Jak wykazał ostatnio Tegmark efekty kwantowe mogą wystąpić w komórkach tylko w niesłychanie krótkich czasach, mniejszych niż jedna bilionowa część sekundy, podczas gdy na stan neuronu mają wpływ procesy trwające przynajmniej miliard razy dłużej. Ten kierunek myślenia nie przyniósł więc żadnych rezultatów.
>Efekty kwantowe w mózgu muszą ulec szybkiemu zniszczeniu z powodu jego wysokiej temperatury, a silne pola magnetyczne tomografów komputerowych zupełnie by je zmieniły, ludzie nie odczuwają jednak żadnych zaburzeń świadomości w takich warunkach.

Znalazłem coś takiego:

www.polski(*)Fizyka-kwantowa-w-mozgu-ptaka-

Ptaki utrzymują temperaturę powyżej 39 stopni Celsjusza.

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
08-05-2012 09:33 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Znalazłem coś takiego:
>www.polski(*)Fizyka-kwantowa-w-mozgu-ptaka-
>Ptaki utrzymują temperaturę powyżej 39 stopni Celsjusza.
Notatka bardzo ciekawa, ale w notatce obok znalazłem zdanie: Choć prawa fizyki kwantowej znane są od ponad stu lat, rozumie je tylko garstka osób na świecie. Nie mam szczęścia należenia do tej garstki, ledwie, z jakim takim zrozumieniem, czytam literaturę upowszechniającą osiągnięcia współczesnej fizyki. Podobnie jest z kognitywistyką, którą jestem zafascynowany, ale jednak jej nie uprawiam. Cytat, do którego Pan się tu odniósł jest z referatu prof. Ducha wybitnego kognitywisty.

Natomiast informacja ta w żadnym wypadku nie przeczy tezie poznawalności świata. Czyli jego materialności w sensie filozoficznym.

Pozdrawiam.

@@@
.
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>.
>>Znalazłem coś takiego:
>>www.polski(*)Fizyka-kwantowa-w-mozgu-ptaka-
>>Ptaki utrzymują temperaturę powyżej 39 stopni Celsjusza.
>Notatka bardzo ciekawa, ale w notatce obok znalazłem zdanie: Choć prawa fizyki kwantowej znane są od ponad stu lat, rozumie je tylko garstka osób na świecie. Nie mam szczęścia należenia do tej garstki, ledwie, z jakim takim zrozumieniem, czytam literaturę upowszechniającą osiągnięcia współczesnej fizyki. Podobnie jest z kognitywistyką, którą jestem zafascynowany, ale jednak jej nie uprawiam. Cytat, do którego Pan się tu odniósł jest z referatu prof. Ducha wybitnego kognitywisty.

Nie wiem jak bardzo prof. Duch jest wybitny, natomiast zauważyłem, że w sprawie zagadnienia umysłu całkiem spora ilość specjalistów zajmuje stanowiska odmienne. O konsensus raczej tu trudno. A wybór kogo mamy słuchać należy wyłącznie do nas samych.

>Natomiast informacja ta w żadnym wypadku nie przeczy tezie poznawalności świata. Czyli jego materialności w sensie filozoficznym.

Tak, tylko, że materializm nie może sobie uzurpować wyłącznego prawa do tego by tylko on był poglądem w którym możliwe jest poznanie świata. Teza o poznawalności świata może wystąpić też w innych systemach filozoficznych. A jeżeli utożsamiać poznawalność świata jako jedyną cechę materializmu, to nie ma potrzeby używać pojęcia materializmu.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
08-05-2012 17:39 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie wiem jak bardzo prof. Duch jest wybitny, natomiast zauważyłem, że w sprawie zagadnienia umysłu całkiem spora ilość specjalistów zajmuje stanowiska odmienne. O konsensus raczej tu trudno. A wybór kogo mamy słuchać należy wyłącznie do nas samych.
Znowu mamy inne doświadczenia i inne lektury za sobą. Mam duże wątpliwości co do samodzielnego wyboru. Dziwnie się to składa, ze katolików najwięcej się rodzi w rodzinach katolickich, a muzułmanów w muzułmańskich.
Co do prof. Ducha sprzeczać się nie będę. To mój pogląd. Rzeczywiście dla wielu wybitniejszym jest np. prof. Judycki.

>>>>Natomiast informacja ta w żadnym wypadku nie przeczy tezie poznawalności świata. Czyli jego materialności w sensie filozoficznym.
>Tak, tylko, że materializm nie może sobie uzurpować wyłącznego prawa do tego by tylko on był poglądem w którym możliwe jest poznanie świata.
Nie wiem, gdzie materializm, czy nawet materialiści biegają i sobie coś uzurpują. Filozoficzny materializm jest poglądem o obiektywnie istniejącej rzeczywistości możliwej do poznania za pośrednictwem zmysłów. Znowu jest to uproszczenie, ale nie chce mi się za każdym razem przeprowadzać całego wywodu, który już Panu na naszym forum przedstawiłem.

Pan Fizyk:
Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią. Wynika to z dążenia do unifikacji wszystkich teorii. Na przykład, w teorii pola wszystko jest polem i pole zastępuje pojęcie materii.

Jeżeli ktoś mówi o bytach niematerialnych to powinien tę niematerialność zawsze jasno zdefiniować, bo różni ludzie różnie ją rozumieją. Nie ma w tej kwestii naukowej definicji bo to teren filozofii a nie nauki.


>Teza o poznawalności świata może wystąpić też w innych systemach filozoficznych.
Występuje w wielu i nie dostrzega Pan różnic?

>A jeżeli utożsamiać poznawalność świata jako jedyną cechę materializmu, to nie ma potrzeby używać pojęcia materializmu.
Przepraszam, ale na takie na takie stwierdzenie, w tej rozmowie nasuwa się tylko niezbyt grzeczna wypowiedź, a ja nie chcę schodzić do Pańskiego poziomu.
Wolę Pana tu odesłać: www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,492110#w495894

Grzecznie więc - tylko tak z ciekawości - tu zapytam: Jakie systemy niematerialistyczne twierdzą, że obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest całkowicie poznawalna za pomocą zmysłów, a jego weryfikacją jest powtarzalność (doświadczenie, praktyka) - zapisana w metodzie naukowej.

Miłego dnia.

@@@
.
12-05-2012 23:33 
 Ocena 1 na 1
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>.
>>Nie wiem jak bardzo prof. Duch jest wybitny, natomiast zauważyłem, że w sprawie zagadnienia umysłu całkiem spora ilość specjalistów zajmuje stanowiska odmienne. O konsensus raczej tu trudno. A wybór kogo mamy słuchać należy wyłącznie do nas samych.
>Znowu mamy inne doświadczenia i inne lektury za sobą. Mam duże wątpliwości co do samodzielnego wyboru. Dziwnie się to składa, ze katolików najwięcej się rodzi w rodzinach katolickich, a muzułmanów w muzułmańskich.

Ktoś już tu na forum niedawno pisał, że ludzie nie rodzą się katolikami ani muzułmanami. A to, że napisałem, iż wybór należy do nas samych znaczyło, że żadna osoba nie dokonuje go za nas(nikt tylko my sami władamy własną wolą, albo raczej ona nami, choćby nie była wolna).

>>>>>Natomiast informacja ta w żadnym wypadku nie przeczy tezie poznawalności świata. Czyli jego materialności w sensie filozoficznym.
>>Tak, tylko, że materializm nie może sobie uzurpować wyłącznego prawa do tego by tylko on był poglądem w którym możliwe jest poznanie świata.
>Nie wiem, gdzie materializm, czy nawet materialiści biegają i sobie coś uzurpują. Filozoficzny materializm jest poglądem o obiektywnie istniejącej rzeczywistości możliwej do poznania za pośrednictwem zmysłów. Znowu jest to uproszczenie, ale nie chce mi się za każdym razem przeprowadzać całego wywodu, który już Panu na naszym forum przedstawiłem.

Niestety dalej nie wiem o co dokładnie Panu chodzi. Nie wiem jaka jest różnica między Pana definicją materializmu a realizmu ontologicznego? Czy czasem nie jest to założenie zmysłowego poznania? A jeżeli tak to czy zmysłowy nie znaczy widzialny(chodź nie tylko). Czyli mam przez to rozumieć, że uważa Pan, że da się zobaczyć foton(bądź poczuć jego smak) albo ten rzekomy materialny nośnik informacji związany z zagadnieniem nielokalnośći? Bądź fotony i zjawisko nielokalności nie istnieją?

Pan Fizyk:
Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią.


Bo stosuje się definicje materii jako coś istniejącego, trudno żeby w związku z taką tautologią nie uznawać wszystkiego jako materię. Po prostu to na co napotka się fizyka(nieważne co by to było) nazywa materią. Po takim zdefiniowaniu to i ja jestem materialistą.

>>Teza o poznawalności świata może wystąpić też w innych systemach filozoficznych.
>Występuje w wielu i nie dostrzega Pan różnic?

Różnic między jakim aspektem?

>>A jeżeli utożsamiać poznawalność świata jako jedyną cechę materializmu, to nie ma potrzeby używać pojęcia materializmu.
>Przepraszam, ale na takie na takie stwierdzenie, w tej rozmowie nasuwa się tylko niezbyt grzeczna wypowiedź, a ja nie chcę schodzić do Pańskiego poziomu.

Ale wie Pan, że ja się mocno powstrzymuję. I nawet jeśli jestem niegrzeczny to nie tylko niegrzeczny ale jednocześnie szczery, a na pewno nie jestem jedynie złośliwy.

>Wolę Pana tu odesłać: www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,492110#w495894
>Grzecznie więc - tylko tak z ciekawości - tu zapytam: Jakie systemy niematerialistyczne twierdzą, że obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest całkowicie poznawalna za pomocą zmysłów, a jego weryfikacją jest powtarzalność (doświadczenie, praktyka) - zapisana w metodzie naukowej.

Jak się dowiem o co Panu chodzi z tymi zmysłami to odpiszę na to pytanie. Bo ja to i nigdy wcześniej nie spotkałem się by materialista twierdził, że obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest całkowicie poznawalna za pomocą zmysłów Chodź nigdy się zbytnio nie interesowałem materializmem, więc może poda Pan jakąś literaturę.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
13-05-2012 13:36 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ktoś już tu na forum niedawno pisał, że ludzie nie rodzą się katolikami ani muzułmanami.
Trudno jest mi się odnieść do zdań wyrwanych z kontekstu.

>A to, że napisałem, iż wybór należy do nas samych znaczyło, że żadna osoba nie dokonuje go za nas(nikt tylko my sami władamy własną wolą, albo raczej ona nami, choćby nie była wolna).
Podstawowe doświadczenie życiowe temu przeczy. Dziwnie się to składa, ze katolików najwięcej się rodzi w rodzinach katolickich, a muzułmanów w muzułmańskich. O procesach socjalizacji (czy wprost indoktrynacji religijnej) rozmawiałem tu niedawno z Panem Maceoxem.

>Niestety dalej nie wiem o co dokładnie Panu chodzi.
Przepraszam, ale to już nie moja wina.

>Nie wiem jaka jest różnica między Pana definicją materializmu a realizmu ontologicznego?
Są to dosyć bliskie poglądy, ale dalece nie tożsame.
Mam - jakie takie - pojęcie o materializmie i o nim pisałem, a Pan z tego - jak sam mówi - nic nie zrozumiał. No to jak mógłbym komunikatywnie opisać Panu różnice żeby Pan je zrozumiał?

Wikipedia:
Realizm metafizyczny (ontologiczny) - stanowisko przeciwne zarówno idealizmowi subiektywnemu jak i obiektywnemu, uznające istnienie rzeczywistości obiektywnej, transcendentnej w stosunku do poznającego podmiotu i niezależnej od aktów świadomości. Jego naczelną tezą jest twierdzenie, że ciała istnieją w dosłownym sensie. [...]

Realizm ontologiczny dotyczy zwykle pewnej określonej kategorii przedmiotów (np. uniwersaliów, umysłów, kwantów) - uznaje, że obiekty danej kategorii istnieją obiektywnie.
pl.wikipedia.org/wiki/Realizm_metafizyczny

Myślę, że Panu lepiej problem wyjaśni np. profesor Judycki: www.ifsid.(*)0realizmu metafizycznego.pdf
Choć ja starałem się coś z tego "realizmu ontologicznego" zrozumieć przez Kotarbińskiego [Załącznik], gdyż jak próbowałem podejść do tego od strony realizmu tomistycznego to mi ni cholery nie szło.

>Czy czasem nie jest to założenie zmysłowego poznania? A jeżeli tak to czy zmysłowy nie znaczy widzialny(chodź nie tylko). Czyli mam przez to rozumieć, że uważa Pan, że da się zobaczyć foton(bądź poczuć jego smak) albo ten rzekomy materialny nośnik informacji związany z zagadnieniem nielokalnośći? Bądź fotony i zjawisko nielokalności nie istnieją?
Wielce Szanowny Panie, mam jedno założenie wynikające z wieloletniego doświadczenia.
Tym założeniem jest to, że gdy człowiek nie chce czegoś zrozumieć, to na pewno nie zrozumie. Krótko mówiąc z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.
Można zmysłowe poznanie ująć bardzo prymitywnie, tak jak Pan wyżej: Ludzie, a także zwierzęta poznają świat za pomocą pięciu zmysłów. Są to: zmysł słuchu,zmysł wzroku, zmysł smaku, zmysł węchu oraz zmysł dotyku. Każdy ze zmysłów może prawidłowo działać dzięki odpowiedniemu narządowi. Narządy zmysłu to: ucho (zmysł słuchu), oczy (zmysł wzroku), język (zmysł smaku), nos (zmysł zapachu), całe ciało (zmysł dotyku).

Dzięki działaniu zmysłów możemy poznawać świat, porozumiewać się, odbierać bodźce z otoczenia i uczyć się. Zmysły pozwalają nam sprawnie funkcjonować w codziennym życiu. Możemy nie tylko odnaleźć się w panujących świecie, ale także korzystać z jego dobrodziejstw.
Zmysły od wieków były zaopatrywane w coraz doskonalsze narzędzia.
Dla nauki poznanie zmysłowe dotyczy całego umysłu, a więc jest także biologicznym (materialnym) przetwarzaniem informacji w naszych mózgach.
www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadzi
www.racjon(*)raba.slonia.a.posilkiem.zachwy

>Pan Fizyk:
Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią.

>Bo stosuje się definicje materii jako coś istniejącego, trudno żeby w związku z taką tautologią nie uznawać wszystkiego jako materię. Po prostu to na co napotka się fizyka(nieważne co by to było) nazywa materią.
Tak, Pan Fizyk ma tu całkowitą rację. Materią jest wszystko co istnieje, a to co istnieje - to możemy poznać tylko przy pomocy zmysłów. Ponad zmysły nie posiadamy niczego. Do zwiększenia pewności poznania koniecznym jest zastosowanie metody naukowej

>Po takim zdefiniowaniu to i ja jestem materialistą.
Moje gratulacje.
Niezależnie od tego czy ta deklaracja jest prawdziwą czy też nie, to i tak świadczy ona o Pańskich możliwościach zrozumienia.

>Bo ja to i nigdy wcześniej nie spotkałem się by materialista twierdził, że obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest całkowicie poznawalna za pomocą zmysłów "Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich"

>Chodź nigdy się zbytnio nie interesowałem materializmem, więc może poda Pan jakąś literaturę.
W związku z rozwojem badań fizycznych nad cząstkami elementarnymi filozofia przejęła stanowisko fizyki w rozumieniu czym jest oraz czym nie jest materia. www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,492110#w495894

@@@
.
16-05-2012 15:12 
 Ocena 1 na 1
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>Mam - jakie takie - pojęcie o materializmie i o nim pisałem, a Pan z tego - jak sam mówi - nic nie zrozumiał.

"Nie wiem dokładnie" nie znaczy chyba "nic nie zrozumiał".

>Dla nauki poznanie zmysłowe dotyczy całego umysłu, a więc jest także biologicznym (materialnym) przetwarzaniem informacji w naszych mózgach.

A poznawanie przez cały umysł jest po prostu poznaniem(bo niby co innego miało by poznawać?). Innym słowy materialny u Pana znaczy poznawalny(radzę nie używać zwrotu "poznanie zmysłowe" bo to zupełnie coś innego niż po prostu poznanie) i realny. Czyli idee Platońskie(jeżeli istnieją) są materialne (gdyż istnieje tylko materia czyli to co poznawalne i realne w sensie ontologicznym). W taki sposób rozumiem to co Pan tu napisał. A nawet jeżeli Pan dokładniej określi czemu przyznaje status poznania umysłowego to i tak nie zmienię zdania gdyż jak mniemam będzie to poznanie uwzględniające tylko wybraną metodologię naukową(powiedzmy fizyki) co sprowadza nas do tego co już wcześniej napisałem czyli do tożsamości materializm-fizykalizm i do niejasności gdyż naukowcy często żywią odmienne interpretacje w ramach jednej metodologii.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
16-05-2012 19:25 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Mam - jakie takie - pojęcie o materializmie i o nim pisałem, a Pan z tego - jak sam mówi - nic nie zrozumiał.
>"Nie wiem dokładnie" nie znaczy chyba "nic nie zrozumiał".
>>>>Dla nauki poznanie zmysłowe dotyczy całego umysłu, a więc jest także biologicznym (materialnym) przetwarzaniem informacji w naszych mózgach.
>A poznawanie przez cały umysł jest po prostu poznaniem(bo niby co innego miało by poznawać?). Innym słowy materialny u Pana znaczy poznawalny(radzę nie używać zwrotu "poznanie zmysłowe" bo to zupełnie coś innego niż po prostu poznanie) i realny.
Nie narzucam Panu języka, nawet gdy dla mnie Pańskie sformułowania są treściowo puste. To, że czegoś Pan nie rozumie to wcale nie znaczy, że ja nie wiem o czym mówię.
Subiektywnie umysł jest jedynym narzędziem poznania i zrozumienia rzeczywistości jakie posiadamy, ale w umyśle nie mamy żadnej danej bezpośredniej wiedzy o świecie. Cała wiedza dociera do umysłu za pomocą zmysłów i zostaje tam przetworzona w sposoby uwarunkowane morfologią naszego umysłu/mózgu. Czyli nasze poznanie jest zmysłowe i przetwarzane w naszych mózgach - stanowiąc całość poznawczej struktury. Tak, Pańskie rozumienie terminu "poznanie" zdecydowanie różni się od tego co ja rozumiem przez "poznanie zmysłowe".

Nie proszę Szanownego Pana. I to pomimo Pańskiego zastrzeżenia:
>"Nie wiem dokładnie" nie znaczy chyba "nic nie zrozumiał"
to ja zdecydowanie widzę, że albo Pan nie chce, albo nie potrafi zrozumieć.
Pisałem wielokrotnie, że materialna rzeczywistość istnieje obiektywnie, a więc jest zupełnie niezależną od poznającego ją podmiotu. Zaś dla podmiotu (jakim jest np. człowiek) rzeczywistość jest poznawalną. Co prostu znaczy, że choć jest jeszcze całkowicie niepoznaną, to poznaną być może.

>Czyli idee Platońskie(jeżeli istnieją) są materialne (gdyż istnieje tylko materia czyli to co poznawalne i realne w sensie ontologicznym). W taki sposób rozumiem to co Pan tu napisał.
Bardzo dużo Pan potrafi zrozumieć, tylko czy przy Pańskiej wielkiej umiejętności rozumienia ma sens prowadzenie jakiejkolwiek dyskusji z Panem. Myślę, że nie warto, ale ponieważ w wielu moich wypowiedziach i linkach (w tym także skierowanych bezpośrednio do Pana) można znaleźć dokładne wyjaśnienia czym jest materia, a Panu w najmniejszym stopniu nie udało się tego poglądu podważyć, to pozostawiam Pana z "Nie wiem dokładnie" nie znaczy chyba "nic nie zrozumiał"

>A nawet jeżeli Pan dokładniej określi czemu przyznaje status poznania umysłowego to i tak nie zmienię zdania
Tego akurat jestem pewien i dlatego nasza rozmowa już od początku jest bezprzedmiotowa.

>gdyż jak mniemam będzie to poznanie uwzględniające tylko wybraną metodologię naukową
Nie, nie wybraną a po prostu metodę naukową w której trudno znaleźć jeszcze jakieś luki , choć niektórzy bardzo o to się starają.

>co sprowadza nas do tego co już wcześniej napisałem czyli do tożsamości materializm-fizykalizm i do niejasności gdyż naukowcy często żywią odmienne interpretacje w ramach jednej metodologii.
Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej (poznania i zrozumienia rzeczywistości). Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.

Wikipedia:
Nauka - autonomiczna część kultury służąca wyjaśnieniu funkcjonowania świata, w którym żyje człowiek. Nauka jest budowana i rozwijana wyłącznie za pomocą tzw. metody naukowej lub metod naukowych nazywanych też paradygmatami nauki poprzez działalność badawczą prowadzącą do publikowania wyników naukowych dociekań. Proces publikowania i wielokrotne powtarzanie badań w celu weryfikacji ich wyników, prowadzi do powstania wiedzy naukowej. Zarówno ta wiedza jak i sposoby jej gromadzenia określane są razem jako nauka.

W opozycji do świata nauki posługującego się metodą naukową znajduje się pseudonauka (i paranauka), której przedstawiciele odrzucają takie podejście do prowadzania badań. Naukowcy wytykają im, że wykorzystują autorytet nauki, aby promować niesprawdzone hipotezy i domysły, które nie dają się zweryfikować naukowo.
pl.wikipedia.org/wiki/Nauka
Ludzie w przeróżne rzeczy wierzą i mają przeróżne autorytety. Znani są nam wszystkim przeróżni ciekawi "uczeni" żywiące odmienne interpretacje, tak w ramach tej samej metodologii, jak również proponujący własne metodologie. Dużo uwagi poświęca Pan moim poglądom. Mój wybór jest jasnym i swoich poglądów się nie wstydzę, a Pan tu kręci jak teolog. Niech Pan tu napisze o własnych poglądach, to może być ciekawe.

Miłego dnia.

@@@
.
17-05-2012 13:32 
 Ocena 1 na 1
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>ale ponieważ w wielu moich wypowiedziach i linkach (w tym także skierowanych bezpośrednio do Pana) można znaleźć dokładne wyjaśnienia czym jest materia, a Panu w najmniejszym stopniu nie udało się tego poglądu podważyć, to pozostawiam Pana z "Nie wiem dokładnie" nie znaczy chyba "nic nie zrozumiał"

Definicji projektujących się nie podważa(a jako taką należy traktować pańską definicję) i ja wcale nie miałem zamiaru jej podważać. Mógł bym najwyżej podważyć pogląd na to co jest materią. Ale pańska definicja nie próbuje nawet spełnić postulatu falsyfikowalności więc i tego nie będę robił.

>Niech Pan tu napisze o własnych poglądach, to może być ciekawe.

O poglądach na jaki temat?


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
17-05-2012 14:08 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Definicji projektujących się nie podważa(a jako taką należy traktować pańską definicję) i ja wcale nie miałem zamiaru jej podważać.
To, że jakaś terminologia jest nie uznawana przez Pana kolegów, jeszcze wcale nie oznacza iż jest "definicją projektującą". Mnie wystarcza, że jest ona przyjęta przez wspólnotę uczonych.

>Mógł bym najwyżej podważyć pogląd na to co jest materią.
Zapewne tak! Bardzo wielu - z różnym skutkiem - już tego próbowało, ale żadnemu się jeszcze to nie udało.

>Ale pańska definicja nie próbuje nawet spełnić postulatu falsyfikowalności więc i tego nie będę robił.
Nie przedstawiłem tu żadnych własnych definicji. Swoje poglądy opieram na nauce i stamtąd korzystam z rozumienia pojęć, których tu używam. Nie uznaję przy tym żadnych bogów, a więc tym bardziej Popper nie jest dla mnie tu bogiem.

>>>>Niech Pan tu napisze o własnych poglądach, to może być ciekawe.
>O poglądach na jaki temat?
Na żaden, gdyż poza mało skutecznymi próbami podważenia wypowiedzi innych forumowiczy, niczego merytorycznego w Pańskich wypowiedziach jak dotąd nie zauważyłem i stąd zresztą wzięło się moje pytanie, ale odpowiedź jest zgodna z tym, czego mogłem się po Panu spodziewać.

Miłego dnia.

@@@
.
17-05-2012 14:59 
 0 na 2
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>.
>>Definicji projektujących się nie podważa(a jako taką należy traktować pańską definicję) i ja wcale nie miałem zamiaru jej podważać.
>To, że jakaś terminologia jest nie uznawana przez Pana kolegów, jeszcze wcale nie oznacza iż jest "definicją projektującą". Mnie wystarcza, że jest ona przyjęta przez wspólnotę uczonych.

Proszę o dokładne nazwiska i cytaty ludzi z tej wspólnoty.
Definicję o której była mowa nie powinno się podważać w naszej rozmowie gdyż przedmiotem tej rozmowy było ustalenie znaczenia danego wyrazu(czym jest materia) a nie definiowanie jakiejś konkretnej rzeczy(co jest materią).

>>Ale pańska definicja nie próbuje nawet spełnić postulatu falsyfikowalności więc i tego nie będę robił.
>Nie przedstawiłem tu żadnych własnych definicji.

Pańska w sensie przez Pana uznawana.

>Swoje poglądy opieram na nauce i stamtąd korzystam z rozumienia pojęć, których tu używam. Nie uznaję przy tym żadnych bogów, a więc tym bardziej Popper nie jest dla mnie tu bogiem.

Dla mnie też, ale z tego co zauważyłem aby coś podważyć to musi to być falsyfikowalne.

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
17-05-2012 18:03 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Proszę o dokładne nazwiska i cytaty ludzi z tej wspólnoty.
Może jeszcze adresy i telefony. Wystarczy poczytać moje wypowiedzi (nawet tylko te z rozmów z Panem) aby znaleźć tych, na których oparłem swoje poglądy.

>Definicję o której była mowa nie powinno się podważać w naszej rozmowie gdyż przedmiotem tej rozmowy było ustalenie znaczenia danego wyrazu(czym jest materia) a nie definiowanie jakiejś konkretnej rzeczy(co jest materią).
Kręci Pan jak stara szkapa, gdy ma pod górkę. Dawno to już przestało mieć jakikolwiek sens merytoryczny.

>Dla mnie też, ale z tego co zauważyłem aby coś podważyć to musi to być falsyfikowalne.
Dla mnie wystarczy, że coś jest praktycznie niepodważalne. Nie ma sensu np. falsyfikowanie takich tez jak np. "Księżyc jest zbudowany z sera". Nauka doskonale sobie radzi bez żadnych odgórnych, sztucznych zasad. Na przykład skonstruowanych przez filozofów, z których każdy baje jak jemu się zdaje. Popper uważał, że istnieje konieczność falsyfikacji, ale już Kuhn nie podzielał poglądu Karla Poppera o sprawdzaniu teorii poprzez falsyfikowanie. Uważał, że niekompletność i niedoskonałość w dopasowaniu danych i teorii określających układankę charakteryzują naukę instytucjonalną. Jeśli, jak sugeruje Popper, niepowodzenie dopasowania stanowi podstawę do odrzucenia teorii, to wszystkie teorie będą stale odrzucane.
Zaś Feyerabent zastanawia się jak w ogóle obronić społeczeństwo przed nauką. Można tak jeszcze długo, tylko po co?

Falsyfikacja teorii A nie oznacza wymyślenia teorii B ale tylko pozbycie się teorii A i pozostanie z ręką w nocniku. Do wymyślenia teorii B trzeba pomysłu, inwencji, intuicji, odmiennego spojrzenia na jakiś problem.

Oczywiście jakieś procedury badawcze muszą być, ale tworzą się one spontanicznie w społeczności naukowej. Oczywiście zasadniczą weryfikacją jest tu praktyka, ale praktycznie naturalizm metodologiczny zastosowany w nauce sprawdza się bardzo dobrze. Nie, nie jestem przeciwnikiem filozofii, tylko jej rola w stosunku do nauki zmieniła się ogromnie. Fideistyczni filozofowie nie chcą tego zauważyć, ale to już tylko ich problem. Nie proszę Pana o ich adresy mimo widocznego w ich koncepcjach oczytania. Ich namiary nawet na naszym forum sam podawałem, a argumenty cytowałem.

Miłego dnia.

@@@
.
18-05-2012 12:22 
 Ocena 1 na 3
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>>Proszę o dokładne nazwiska i cytaty ludzi z tej wspólnoty.
>Może jeszcze adresy i telefony. Wystarczy poczytać moje wypowiedzi (nawet tylko te z rozmów z Panem) aby znaleźć tych, na których oparłem swoje poglądy.

Odpowiedź jest zgodna z tym, czego mogłem się po Panu spodziewać. Oczywiście znalazłem Lenina ale on nie należy do wspólnoty naukowej. Mniemam, że gdyby nie sprawiało Panu problemu podanie tych cytatów (wystarczy jak mi Pan wskaże strony z jakiejś publikacji) to by to Pan zrobił. A nie kręcił jak stara szkapa, gdy ma pod górkę.

>>Definicję o której była mowa nie powinno się podważać w naszej rozmowie gdyż przedmiotem tej rozmowy było ustalenie znaczenia danego wyrazu(czym jest materia) a nie definiowanie jakiejś konkretnej rzeczy(co jest materią).
>Kręci Pan jak stara szkapa, gdy ma pod górkę.

Nie wiem o co Panu chodzi. Czy nie starałem się jedynie zrozumieć co ma Pan na myśli pod terminem materia? Proszę przejrzeć jeszcze raz naszą rozmowę.

>>Dla mnie też, ale z tego co zauważyłem aby coś podważyć to musi to być falsyfikowalne.
>Dla mnie wystarczy, że coś jest praktycznie niepodważalne.

Michel de Montaigne:
Wierzyć w każde twierdzenie, którego nie możemy odeprzeć, byłaby to wielka prostoduszność.


>Nie ma sensu np. falsyfikowanie takich tez jak np. "Księżyc jest zbudowany z sera".

Pewnie nie ma ale wyraźnie Pan tu odgradza się od poszukiwania wiedzy.

Nauka doskonale sobie radzi bez żadnych odgórnych, sztucznych zasad. Na przykład skonstruowanych przez filozofów, z których każdy baje jak jemu się zdaje. Popper uważał, że istnieje konieczność falsyfikacji, ale już Kuhn nie podzielał poglądu Karla Poppera o sprawdzaniu teorii poprzez falsyfikowanie. Uważał, że niekompletność i niedoskonałość w dopasowaniu danych i teorii określających układankę charakteryzują naukę instytucjonalną. Jeśli, jak sugeruje Popper, niepowodzenie dopasowania stanowi podstawę do odrzucenia teorii, to wszystkie teorie będą stale odrzucane.

Tu też widać jak liche standardy Panu wystarczą aby twierdzić, że prawomocnie może Pan używać słowa "wiedza".

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
18-05-2012 19:13 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Odpowiedź jest zgodna z tym, czego mogłem się po Panu spodziewać. Oczywiście znalazłem Lenina ale on nie należy do wspólnoty naukowej.
Nie wiem czego mógł się Pan po mnie spodziewać, gdy nie potrafi Pan zrozumieć nawet prostego tekstu z mojego postu trochę wyżej:
>Bo ja to i nigdy wcześniej nie spotkałem się by materialista twierdził, że obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest całkowicie poznawalna za pomocą zmysłów "Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich"

>Chodź nigdy się zbytnio nie interesowałem materializmem, więc może poda Pan jakąś literaturę.
> W związku z rozwojem badań fizycznych nad cząstkami elementarnymi filozofia przejęła stanowisko fizyki w rozumieniu czym jest oraz czym nie jest materia. www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,492110#w495894
Rozróżniam filozofię od nauki i filozoficzna definicja materii przedstawiona przez Lenina jest bardzo dobra i nie byłaby gorszą, gdyby np. przez Jana Pawła została napisaną, ale jak wyżej napisałem obecnie filozofia przejęła stanowisko fizyki i dlatego fizyczne (naukowe) definicje też podaję. Można sobie przeczytać.

>Mniemam, że gdyby nie sprawiało Panu problemu podanie tych cytatów (wystarczy jak mi Pan wskaże strony z jakiejś publikacji) to by to Pan zrobił. A nie kręcił jak stara szkapa, gdy ma pod górkę.
Średnio rozgarnięty to wystarczy, że przeczyta moje powyższe wypowiedzi w tym wątku od:
www.racjon(*).php/s,492110/z,0/d,22#w498914 wraz zawartością linków.

>Definicję o której była mowa nie powinno się podważać w naszej rozmowie gdyż przedmiotem tej rozmowy było ustalenie znaczenia danego wyrazu(czym jest materia) a nie definiowanie jakiejś konkretnej rzeczy(co jest materią).
>>>>Kręci Pan jak stara szkapa, gdy ma pod górkę.
>Nie wiem o co Panu chodzi. Czy nie starałem się jedynie zrozumieć co ma Pan na myśli pod terminem materia?
Powtarzam to tu wielokrotnie, że jest niemożliwością aby Pan to zrozumiał. Do tego trzeba mieć tzw. otwarty umysł, a nie szczelnie zamknięty dogmatami.

>Proszę przejrzeć jeszcze raz naszą rozmowę.
Całkowicie się tu z Panem zgadzam i dlatego zalinkowałem wyżej jej początek, ale ta propozycja nie dotyczy Pana. "Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne" Nie można niczego zrozumieć, gdy się nie chce.

>>>>Nie ma sensu np. falsyfikowanie takich tez jak np. "Księżyc jest zbudowany z sera".
>Pewnie nie ma ale wyraźnie Pan tu odgradza się od poszukiwania wiedzy.
>Tu też widać jak liche standardy Panu wystarczą aby twierdzić, że prawomocnie może Pan używać słowa "wiedza".
Nie wiem, na ile "prawomocnie" używałem w rozmowie z Panem słowa wiedza, wiem że jest to termin wieloznaczny i zdecydowanie różnimy się w zrozumieniu tego czym właśnie jest wiedza.
Czy wiedza jest nauką?
Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.

Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.

Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.

Mam zasadnicze do Pana pytanie - czy naprawdę wierzy Pan, że choć trochę udało się Panu racjonalnie podważyć moje wywody w naszej rozmowie.
W moich wypowiedziach czepia się Pan precyzji myśli w poszczególnych zdaniach - osobno traktując każdy post, a przecież to tylko rozmowa, a nie naukowe referaty. Szkoda że sam Pan nie ma Pan tu niczego ciekawego do powiedzenia (a nawet z logiczną spójnością myślowych wątków ma Pan kłopoty).
Na Pańskie zrozumienie - już od samego początku - zupełnie nie liczyłem, a odpowiadam Panu, gdyż moje argumenty mogą się komuś bezpośrednio przydać, lub zainspirować do lektur.

Miłego dnia.

@@@
.
18-05-2012 23:00 
 Ocena 1 na 1
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>Mam zasadnicze do Pana pytanie - czy naprawdę wierzy Pan, że choć trochę udało się Panu racjonalnie podważyć moje wywody w naszej rozmowie.

Ja nie wiem co Pan zamierzał dowieść(chyba tylko to jak się stosuje pewne terminy), jak dotąd skupiliśmy się na rozumieniu definicji materii. Jak napisałem definicji nie mam zamiaru podważać. Natomiast mogę(nie muszę) argumentować przeciw poglądowi materialistycznemu ale do tego muszę wiedzieć z czym mam do czynienia. Osoba która twierdzi, że istnieje tylko materia powinna podać jedną definicję materii a nie parę(w naszej rozmowie mieszają się strasznie np. tu www.racjon(*).php/z,0/d,22/s,492110#w498914
>A jeżeli utożsamiać poznawalność świata jako jedyną cechę materializmu, to nie ma potrzeby używać pojęcia materializmu.
>>Przepraszam, ale na takie na takie stwierdzenie, w tej rozmowie nasuwa się tylko niezbyt grzeczna wypowiedź, a ja nie chcę schodzić do Pańskiego poziomu.
>>Wolę Pana tu odesłać: www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,492110#w495894
Gdzie ja pisałem o pewnym zniekształceniu definicji Lenina Pan odesłał mnie do definicji fizyki)(Pan chyba jest materialistą?). Chcę też dodać, że materialista(osoba która twierdzi, że istnieje tylko materia) nie powinien zmieniać(w szczególności rozszerzać) z czasem owej definicji, jeżeli ją zmienia przyznaje się do błędu. I tak więc uważa, że nic więcej nie zostanie odkryte(no oprócz praw rządzonych tą materią(piszę tu o jednej z definicji fizycznych). Podane przez Pana fizyczne definicje już teraz nie uwzględniają jednak zagadnienia nielokalności, a jeżeli o mnie chodzi to sympatyzuje z platonizmem matematycznym, który nie współgra z materializmem "fizycznym". Materialistów jak to Pan nazywa filozoficznych podał Pan dwóch.

Pierwszy który uznaje definicje materii podaną przez Lenina. Ale podaje Pan drugiego który przeczy pierwszemu.

Drugi który uznaje iż filozofia przejęła stanowisko fizyki w rozumieniu czym jest oraz czym nie jest materia Czyli jest jednocześnie fizykalistą.

Nie określił Pan dokładnie wyznawanej przez Pana definicji.

>W moich wypowiedziach czepia się Pan precyzji myśli w poszczególnych zdaniach - osobno traktując każdy post, a przecież to tylko rozmowa, a nie naukowe referaty.

Czepiałem się bo nie rozumiałem dokładnie o co Panu chodzi. Ale proszę się nie martwić, nim dłużej prowadzimy tą rozmowę tym jest coraz bardziej klarownie. Myślę, że z definicjami już nie będzie problemu. Proszę ich tylko nie mieszać. Chce mnie jeszcze Pan o coś zapytać?

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
19-05-2012 12:59 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ja nie wiem co Pan zamierzał dowieść
Znowu Pan manipuluje. Niczego nie usiłowałem dowieść. Ja zaledwie bronię się przed Pańskimi dosyć pokrętnymi atakami i wywodów w tej mojej obrony Pan nie zdołał tu podważyć. Ja Pańskich poglądów nie mogłem podważyć - nawet gdybym chciał - gdyż Pan ich nie przedstawił. Tu się powtórzę: - Każdy sam może sobie prześledzić naszą rozmowę.

>jak dotąd skupiliśmy się na rozumieniu definicji materii.
Na niczym się nie skupiałem, to Pan nieskutecznie usiłuje podważać moje stwierdzenia.

>Jak napisałem definicji nie mam zamiaru podważać.
Właśnie o to chodzi. Jak już napisałem - wielu próbowało żadnemu się nie udało. Znane mi próby są zresztą na żenującym poziomie.

>Natomiast mogę(nie muszę) argumentować przeciw poglądowi materialistycznemu ale do tego muszę wiedzieć z czym mam do czynienia.
Może Pan. Nawet chciałbym to przeczytać. Nie jestem już w stanie bardziej Panu to wyjaśnić.

>Osoba która twierdzi, że istnieje tylko materia powinna podać jedną definicję materii a nie parę(w naszej rozmowie mieszają się strasznie [...]
A dlaczego tylko jedną? Mnie się nic nie miesza.

>Gdzie ja pisałem o pewnym zniekształceniu definicji Lenina Pan odesłał mnie do definicji fizyki)(Pan chyba jest materialistą?).
Filozoficznie jestem naturalistą ontologicznym.

>Chcę też dodać, że materialista(osoba która twierdzi, że istnieje tylko materia) nie powinien zmieniać(w szczególności rozszerzać) z czasem owej definicji, jeżeli ją zmienia przyznaje się do błędu.
A dlaczego miałoby być nie wolno zmieniać i precyzować definicji? Idiotyzmem jest nazywanie naukowego postępu błędem.

>I tak więc uważa, że nic więcej nie zostanie odkryte(no oprócz praw rządzonych tą materią(piszę tu o jednej z definicji fizycznych).
Całe naukowe doświadczenie na to wskazuje.

>Podane przez Pana fizyczne definicje już teraz nie uwzględniają jednak zagadnienia nielokalności,
Nie uwzględniają także jeszcze bardzo wielu innych spekulacji. Uwzględnią, gdy pojawią się dowody.

Znowu usiłując ustawić sobie interlokutora fideistyczne bzdury Pan opowiada. To, że Panu coś się miesza, to wcale nie jest powodem, że ktoś inny nie ma racji. Mnie się nic nie miesza, a rozumienie materii mogę jeszcze parę razy w życiu zmienić, gdyż ja "swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym."

>a jeżeli o mnie chodzi to sympatyzuje z platonizmem matematycznym, który nie współgra z materializmem "fizycznym".
Daje to się zauważyć. Wystarczy zestawić pańskie wypowiedzi z tym referatem:
kognitywis(*)ces/artykuly/grygielhohol2.pdf
Nie znam Pańskich poglądów (może Pan je trochę tu opisze) ale np. Penrose'a i ks. Hellera czytałem. Nie przekonali mnie. Dla mnie - bardziej przekonujący są Stanislas Dehaene i Gerald Edelman.

>Materialistów jak to Pan nazywa filozoficznych podał Pan dwóch.
>Pierwszy który uznaje definicje materii podaną przez Lenina.
>Ale podaje Pan drugiego który przeczy pierwszemu.
Moim zdaniem nie tyle przeczy co ją zgodnie ze współczesnym naukowym rozumieniem materii rozwija.
Pan Fizyk:
Pojęcie materii jest rzadko używane w nauce, bo nauka nie napotkała innych bytów oprócz materii. W nauce w zasadzie wszystko jest materią. Wynika to z dążenia do unifikacji wszystkich teorii. Na przykład, w teorii pola wszystko jest polem i pole zastępuje pojęcie materii.

>Drugi który uznaje iż filozofia przejęła stanowisko fizyki w rozumieniu czym jest oraz czym nie jest materia
Drugi - zgodnie z rozwojem naukowej wiedzy - precyzuje stanowisko pierwszego. (Możliwe, że będą i następni.)

>Czyli jest jednocześnie fizykalistą.
Proszę o dokładną definicję "fizykalisty", gdyż dla mnie jest to tylko jeden z epitetów stosowanych przez filozofów - głównie idealistycznych, a ja staram opierać swoje poglądy na nauce.

>Nie określił Pan dokładnie wyznawanej przez Pana definicji.
I tu jest "pies pogrzebany", że każdy sądzi według siebie. Ja niczego nie "wyznaję".
Co najwyżej "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Wyżej podałem precyzyjnie informacje, które mnie przekonują.

>Czepiałem się bo nie rozumiałem dokładnie o co Panu chodzi.
Czyżby teraz już Pan zrozumiał, to bardzo mnie cieszy. Największą satysfakcję można mieć w rozmowie, w której partner nas rozumie i się z nami nie zgadza.

>Ale proszę się nie martwić, nim dłużej prowadzimy tą rozmowę tym jest coraz bardziej klarownie.
Mam tu duże wątpliwości.

>Myślę, że z definicjami już nie będzie problemu.
Zawsze, w całej intelektualnej historii były z tym problemy. Teraz miałoby nie być?
To praktycznie jest zupełnie niemożliwym.

>Proszę ich tylko nie mieszać.
O i już widać, że wcale Pan nie zrozumiał Pan tego co napisałem.

>Chce mnie jeszcze Pan o coś zapytać?
Nie, wcale.
Pan Fizyk:
Jeżeli ktoś mówi o bytach niematerialnych to powinien tę niematerialność zawsze jasno zdefiniować, bo różni ludzie różnie ją rozumieją. Nie ma w tej kwestii naukowej definicji bo to teren filozofii a nie nauki.
Dla mnie - przy wszystkich zastrzeżeniach - zdecydowanie większym autorytetem jest nauka od filozofii. Szczególnie współcześnie.

Miłego dnia.

@@@
.
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>.
>>Ja nie wiem co Pan zamierzał dowieść
>Znowu Pan manipuluje. Niczego nie usiłowałem dowieść. Ja zaledwie bronię się przed Pańskimi dosyć pokrętnymi atakami i wywodów w tej mojej obrony Pan nie zdołał tu podważyć. Ja Pańskich poglądów nie mogłem podważyć - nawet gdybym chciał - gdyż Pan ich nie przedstawił. Tu się powtórzę: - Każdy sam może sobie prześledzić naszą rozmowę.

Jak dotąd myślałem, że za podglądy uważa się zarówno pozytywne jaki i negatywne rozpatrywanie jakiejś treści.

>>Osoba która twierdzi, że istnieje tylko materia powinna podać jedną definicję materii a nie parę(w naszej rozmowie mieszają się strasznie [...]
>A dlaczego tylko jedną?

Nie jest to wymóg konieczny ale przydało by się bo osoba która twierdzi, że istnieje tylko materia(l. pojedyncza) podawała tylko jedną definicję.

>>Chcę też dodać, że materialista(osoba która twierdzi, że istnieje tylko materia) nie powinien zmieniać(w szczególności rozszerzać) z czasem owej definicji, jeżeli ją zmienia przyznaje się do błędu.
>A dlaczego miałoby być nie wolno zmieniać i precyzować definicji? Idiotyzmem jest nazywanie naukowego postępu błędem.

Nie nazywam naukowego postępu błędem. Błędem nazywam uznawanie jednocześnie, że coś jest takie jak się podaje i jednocześnie uznawanie, że nie musi być takim jak się podaje(pozwolenie na zmienianie z czasem definicji).

>>Podane przez Pana fizyczne definicje już teraz nie uwzględniają jednak zagadnienia nielokalności,
>Nie uwzględniają także jeszcze bardzo wielu innych spekulacji. Uwzględnią, gdy pojawią się dowody.

Pan czytał chyba co myślę o "dowodach". Nie wiem czemu Pan uważa za spekulacje coś co jest raczej ogólnie przyjęte przez fizyków.

>>a jeżeli o mnie chodzi to sympatyzuje z platonizmem matematycznym, który nie współgra z materializmem "fizycznym".
>Daje to się zauważyć. Wystarczy zestawić pańskie wypowiedzi z tym referatem:
>kognitywis(*)ces/artykuly/grygielhohol2.pdf
>Nie znam Pańskich poglądów (może Pan je trochę tu opisze) ale np. Penrose'a i ks. Hellera czytałem. Nie przekonali mnie. Dla mnie - bardziej przekonujący są Stanislas Dehaene i Gerald Edelman.

Na początek mała uwaga: to co tu przedstawię, jak mniemam będzie tylko opisem tego co mi się aktualnie mniema. Jestem Pyronistą i staram się stosować epoche, jak widać afazji nie praktykuje.
Gdy piszę o platonizmie to myślę, że prawa logiczne istnieją niezależnie od świata fizycznego i umysłów ludzkich, na temat bezczasowości nie mam specjalnie wyrobionego zdania. Myśli Hellera aż tak bardzo nie poznałem, a z Penrosem częściej się nie zgadzam niż zgadzam, ale zauważyłem, że często muszę się mocno napracować intelektualnie nad jego myślami i często mam spore wątpliwości.

Jeżeli chodzi o te logiczne prawa to jak można przeczyć, że stosunek długości obwodu okręgu do długości jego średnicy w geometrii euklidesowej nie wynosi 3.14... albo 5 nie jest liczbą pierwszą? Przechodzi to maje pojęcie. Te własności istnieją i nie są w żadnym stopniu wymyślone. Uznał bym, że są wymyślane gdyby dało się podać dowolne pi a nie jedno stałe albo gdybym mógł 5 przypisywać dowolne właściwości. I ten sposób argumentacji dotyczy się wszystkich istniejących obiektywnie praw logicznych.

Jeżeli chodzi o zagadnienie epistemologiczne to uważam, że nie ma rozumienia nieintuicyjnego, ludzie ciągle posługują się intuicją np. rzadko kto się zastanawia jak odmieniać wyrazy w zdaniach, ludzie je po prostu odmieniają. A jak już jakiś językoznawca postanowi przeanalizować syntaksę to i tak jest zmuszony przy tej analizie posługiwać się intuicją. Nie sposób ogarnąć na raz w świadomości całej syntaksy jednocześnie świadomie stosując syntaksę jako jedyny sposób analizy. Nie znaczy to bynajmniej, że nie powinno się próbować.

Dla mnie ewolucja przede wszystkim wytworzyła produkt myślący(ludzi) których myśli są mniej lub bardziej adekwatne do świata. A umiejętność logicznego myślenia jest wielką zaletą ludzką.
Przy uznaniu, że Wszechświat jest u swych podstaw matematyczny, naturalną konsekwencją wydaje się stwierdzenie, że mózg,który należy do Wszechświata, jest również matematyczny, a wykorzystywana przez niego matematyka do opisu tego samego Wszechświata jest czymś obiektywnym.
Co do Penrosa to nie specjalnie zgadzam się z jego argumentacją popartą twierdzeniami Goedla. Wydaje mi się, że semantyka jest sprowadzalna do syntaksy, a ta jest na tyle sprawna byśmy mogli poznawać platoniczną matematykę/logikę.

>>Czyli jest jednocześnie fizykalistą.
>Proszę o dokładną definicję "fizykalisty", gdyż dla mnie jest to tylko jeden z epitetów stosowanych przez filozofów - głównie idealistycznych, a ja staram opierać swoje poglądy na nauce.

Fizykalizm teoria filozoficzna według której wszystkie terminy sprowadzają się do terminów fizyki.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
22-05-2012 20:16 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>Pańskich poglądów nie mogłem podważyć - nawet gdybym chciał - gdyż Pan ich nie przedstawił.
>Jak dotąd myślałem, że za podglądy uważa się zarówno pozytywne jaki i negatywne rozpatrywanie jakiejś treści.
W Wikipedii jest napisane:
Pogląd jest rodzajem idei, wyobrażenia na dany temat.
Jest to także pewien sąd o czymś lub punkt widzenia na coś.
Każdy pogląd może ulegać zmianie w zależności od prawdziwości podstaw, na których się opiera.

Dla mnie ważną jest całość, a z całości najbardziej istotne dwa zdania poboczne. Pan wybrał tylko środek i jeszcze go dopasował. Według Pana przedstawił Pan tu swoje poglądy. No cóż jakiś mało kumaty jestem.

>>>>A dlaczego tylko jedną?
>Nie jest to wymóg konieczny ale przydało by się bo osoba która twierdzi, że istnieje tylko materia(l. pojedyncza) podawała tylko jedną definicję.
To co by się Panu przydało przeczy dla mnie najistotniejszej metodzie naukowej Do której już tu się wielokrotnie odwoływałem.

>Nie nazywam naukowego postępu błędem. Błędem nazywam uznawanie jednocześnie, że coś jest takie jak się podaje i jednocześnie uznawanie, że nie musi być takim jak się podaje(pozwolenie na zmienianie z czasem definicji).
Wybaczy Pan albo ja tu zupełnie nie rozumiem Pana, albo Pan zupełnie nie rozumie metodologii naukowej. W nauce za jedyną "prawdę" uznaje istniejącą obiektywnie (niezależnie od poznającego ją podmiotu) rzeczywistość. Nauka tylko permanentnie zbliża się do poznania tej rzeczywistości i dlatego "prawdy" naukowe już założenia mogą się zmieniać. Wraz z coraz lepszym poznaniem rzeczywistości.

>Podane przez Pana fizyczne definicje już teraz nie uwzględniają jednak zagadnienia nielokalności,
>>>>Nie uwzględniają także jeszcze bardzo wielu innych spekulacji. Uwzględnią, gdy pojawią się dowody.
>Pan czytał chyba co myślę o "dowodach".
Jakoś sobie nie bardzo przypominam. Ja przy swoich różnych zastrzeżeniach mam bardzo duże zaufanie do nauki. Praktycznie opieram na niej cały swój światopogląd.

>Nie wiem czemu Pan uważa za spekulacje coś co jest raczej ogólnie przyjęte przez fizyków.
Cytat:

Pan Damian:
Słyszałeś o nielokalności? Czy informacja przekazywana w ten sposób jest materialna?
Pan Fizyk:
Tak, informacja jest materialna, w tym sensie, że musi być zapisana w materialnym nośniku. (W tym kontekście światło i inne pola oddziaływań należy uważać za materialne.) Dotyczy to też informacji generowanej w nielokalnych oddziaływaniach kwantowych.

Pan jest specjalistą od nielokalności, ja nie, ale na tyle na ile udało mi się przeczytać, to ciągle teoria nielokalności jest bliżej spekulacji, niż naukowego potwierdzenia istnienia i zrozumienia zjawiska.
Pan Tadeusz Pabjan w "Krótkiej historii nielokalności" pisze:
Swoją głęboką wymowę posiada fakt, że po kilkudziesięciu latach intensywnych poszukiwań i zażartych sporów kilku pokoleń naukowców udało się ustalić jedynie tyle, że "upiorne oddziaływanie na odległość" rzeczywiście ma miejsce; nadal jednakże nie wiadomo ani jaki jest mechanizm, który powoduje tego typu oddziaływanie, ani jaki jest zakres jego obowiązywania. Jeśli świat makroskopowy stosuje się do reguł mechaniki kwantowej (a należy zakładać, że przynajmniej w pewnym zakresie tak się dzieje, ponieważ na najbardziej podstawowym poziomie świat ten zbudowany jest z obiektów kwantowych), to znaczy, że kwantowa nielokalność powinna się przejawiać również na poziomie makroskopowym. Jak na razie nie wiadomo jednakże, w jaki sposób pogodzić tę niezwykłą własność świata kwantowego z postulatami mechaniki klasycznej oraz teorii względności - które to teorie określają podstawowe reguły funkcjonowania fizycznej rzeczywistości na tym poziomie. Wydaje się, że potrzebna jest całkowicie nowa teoria,zbudowana w oparciu o pojęcia zupełnie odmienne od przyjmowanych dotychczas zdroworozsądkowych koncepcji; teoria, która będzie stanowić swego rodzaju hybrydę nielokalnej mechaniki kwantowej i teorii Einsteina. Być może, kryterium to zostanie spełnione przez poszukiwaną od lat kwantową teorię grawitacji. Należy mieć nadzieję, że ta nowa teoria będzie posiadać naturalną, a może nawet oczywistą interpretację, która - w przeciwieństwie do obecnej interpretacji mechaniki kwantowej - nie stanie się przedmiotem ciągnących się przez kilka pokoleń naukowo - filozoficznych sporów.
www.granic(*)-krotka-historia-nielokalnosci Nie jestem specjalistą od fizyki, a już o fizyce kwantowej mam pojęcie tylko odrobinę wyżej od zerowego. Już Panu napisałem, że nie chcę na ten temat dyskutować, ale fizycy, do których ja mam zaufanie (na przykład pan "Fizyk" z naszego forum) nie widzi w "świecie kwantowym" zagrożenia na naturalistycznego rozumienia rzeczywistości, a tylko może znowu trzeba będzie doprecyzować definicję istniejącego obiektywnie świata.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>a jeżeli o mnie chodzi to sympatyzuje z platonizmem matematycznym, który nie współgra z materializmem "fizycznym".
>>>>Daje to się zauważyć. Wystarczy zestawić pańskie wypowiedzi z tym referatem o matematycznym platonizmie.
Dla mnie - bardziej przekonujący są Stanislas Dehaene i Gerald Edelman.
www.racjon(*)gowa.podstawa.dla.zmyslu.liczb

>Na początek mała uwaga: to co tu przedstawię, jak mniemam będzie tylko opisem tego co mi się aktualnie mniema.

>Jestem Pyronistą
pl.wikipedia.org/wiki/Pyrron_z_Elidy
www.nowakrytyka.pl/spip.php?article485
A co to znaczy? Szczególnie pytam dlatego, że sam uważam się za sceptyka naukowego (metodologicznego)

>i staram się stosować epoche,
pl.wikipedia.org/wiki/EpochĂŠ
A ja programowo Pana nie rozumiem. Nie uznaję potrzeby uprawiania metafizyki. Wyjaśniania bytu (dlaczego jest) i poznanie jego istotnych właściwości (czym jest), np. istoty czy przyczyn, relacji koniecznych, co zdaniem metafizyków może stanowić podstawę dla wypracowania kryteriów wiedzy pewnej. Tym bardziej, że według niektórych koncepcji metafizyki, jej przedmiot leży poza obrębem doświadczenia.
Wyróżnia się też kilka kategorii bytów

absolutny
czysto intencjonalny
idealny
intencjonalny
konieczny
myślny
realny

Z których najlepszymi "dla poważnych rozważań" są byty "konieczny" i "przygodny"
Byt konieczny - w odróżnieniu od bytu przygodnego byt niepodlegający przyczynom oraz taki, który nie może nie istnieć (analogicznie byt przygodny istnieć nie musi ale może). Jako że zjawiska takie jak czas nie dotyczą bytu koniecznego, nie można powiedzieć o jego początku lub końcu. Zakłada się, że byt konieczny może być tylko jeden. Bytem takim miałby być, według teistów, Bóg, istniejący samoistnie i będący przyczyną wszelkich innych bytów. Byt konieczny urealnia przez stwarzanie istnienia pochodne. Koncepcja bytu koniecznego posłużyła św. Tomaszowi z Akwinu do konstrukcji trzeciej drogi mającej dowodzić istnienia Boga:

Trzecią drogę wskazuje byt przygodny i konieczny. Oto ona: Stwierdzamy na świecie rzeczy, które mogą być i nie być. Widzimy, jak jedne powstają, a inne zanikają, co świadczy o tym, że mogą być i nie być. Otóż nie do pomyślenia jest, by wszystkie takiego typu rzeczy zawsze istniały. Czemu? Bo co może nie istnieć, niekiedy faktycznie nie istnieje; jeśli przeto wszystko może nie istnieć, to ongiś nic nie istniało ze świata; a jeśli to prawda, to i dziś nic by nie istniało; co bowiem nie istnieje, nie zacznie istnieć inaczej, jak tylko dzięki temu, co już jest; gdyby więc nic nie istniało, zaistnienie czegokolwiek byłoby niemożliwe; w takim razie i dziś nic by nie istniało, co jest oczywistym fałszem. Nie wszystkie więc byty są jedynie przygodne, ale między nimi musi istnieć byt konieczny. Wszelki zaś byt konieczny albo ma przyczynę swojej konieczności skądinąd, albo nie ma; nie do pomyślenia jest, by ten łańcuch bytów koniecznych, mających przyczynę swojej konieczności skądinąd, ciągnął się w nieskończoność, podobnie zresztą jak i łańcuch przyczyn sprawczych, co wyżej udowodniono. Musimy więc uznać istnienie czegoś, co jest konieczne samo w sobie, nie ma przyczyny swej konieczności gdzie indziej, a jest przyczyną konieczności dla innych, a to wszyscy nazywają Bogiem. (Suma Teologiczna I, 1,4)


>jak widać afazji nie praktykuje.
pl.wikipedia.org/wiki/Afazja_(filozofia)
Tak, sądy co do natury rzeczywistości Pan wydaje.

>Gdy piszę o platonizmie to myślę, że prawa logiczne istnieją niezależnie od świata fizycznego i umysłów ludzkich, na temat bezczasowości nie mam specjalnie wyrobionego zdania.
Znowu nie rozumiem. Język, matematyka, logika, to twory ludzkiego umysłu służące do opisu i zrozumienia rzeczywistości. Intelektualne narzędzia poznawcze.

>Te własności istnieją i nie są w żadnym stopniu wymyślone.
A co to znaczy? Obiektywna rzeczywistość niewątpliwie istnieje. Chcąc ją poznać trzeba ją jakoś opisać.

>Uznał bym, że są wymyślane gdyby dało się podać dowolne pi a nie jedno stałe albo gdybym mógł 5 przypisywać dowolne właściwości.
A dlaczego? To intelektualna bzdura. Opis winien być jak najbliższym rzeczywistości i podlegać doświadczalnej weryfikacji. W rzeczywistości zbudowanej raczej fraktalnie żadne idealne figury geometryczne nie istnieją. To tylko ludzkie zbliżenia do rzeczywistości ułatwiające jej opis. Później następowała potrzeba poszerzenia tej wiedzy i jej optymalizacja.

Stanislas Dehaene:
Wielu matematyków jest platonistami. Myślą, że wszechświat składa się z matematycznych struktur i zadaniem matematyka jest jedynie odkrycie ich. Gorąco sprzeciwiam się temu poglądowi.[...] Zgadzam się z Gardnerem i na przekór wielu społecznym konstruktywistom, że matematyczne wytwory wykraczają poza określone kultury ludzkie. Jednakże moim zdaniem dzieje się tak, ponieważ wszystkie ludzkie kultury mają tę samą architekturę mózgu, która 'rezonuje' z tą samą matematyczną melodią. Dzięki Bogu, wartość liczby pi, nie zmienia się zależnie od kultury! [...] Sprzeciwiam się jedynie nazywaniu wszechświata 'matematycznym'. Rozwinęliśmy matematyczne modele świata, ale są to tylko modele, nie są nigdy całkowicie adekwatne.

@@@
.
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>>Jestem Pyronistą
>pl.wikipedia.org/wiki/Pyrron_z_Elidy
>www.nowakrytyka.pl/spip.php?article485
>A co to znaczy? Szczególnie pytam dlatego, że sam uważam się za sceptyka naukowego (metodologicznego)

W najwęższym znaczeniu, że stosuje epoche. W najszerszym, że nie wydaje mi się bym posiadał choć odrobinę uzasadniony przedmiot mniemania(prawdopodobieństwo równe 0). Krytyka polega na tym, że uważa się, iż wierzyć w coś trzeba. Czyli, że jednak jesteśmy wierzący.
Różnica polega na tym, że sceptycyzm metodologiczny przypisuje wartość prawdopodobieństwa bliską jeden(w wiki jest napisane, że sceptycy naukowi polegają na uznawaniu za wiarygodne tylko tych teorii i wyników badań, które spełniają elementarne zasady metodologii naukowej, a w takich samych warunkach dają ten sam wynik) ale nie równą jeden(bo nie absolutyzują). Jest to postawa bliska scjentyzmowi tyle, że tam się absolutyzuje. Natomiast sam materializm też absolutyzuje.

>>i staram się stosować epoche,
>pl.wikipedia.org/wiki/EpochĂŠ
>A ja programowo Pana nie rozumiem. Nie uznaję potrzeby uprawiania metafizyki. Wyjaśniania bytu (dlaczego jest) i poznanie jego istotnych właściwości (czym jest), np. istoty czy przyczyn, relacji koniecznych, co zdaniem metafizyków może stanowić podstawę dla wypracowania kryteriów wiedzy pewnej. Tym bardziej, że według niektórych koncepcji metafizyki, jej przedmiot leży poza obrębem doświadczenia.

A mnie ciekawi czemu Pan nie uznaje takich potrzeb?
Epoche używam tylko w znaczeniu ( nie wydawania osądu na jakiś temat(dowolny temat).

>>jak widać afazji nie praktykuje.
>pl.wikipedia.org/wiki/Afazja_(filozofia)
>Tak, sądy co do natury rzeczywistości Pan wydaje.

Tu Panu przyznam racje, ale wcześniej myślałem o definicji jaka jest podana tu:

pl.wikipedia.org/wiki/Sceptycy

Zresztą termin epoche też jest z tego linku.

>>Uznał bym, że są wymyślane gdyby dało się podać dowolne pi a nie jedno stałe albo gdybym mógł 5 przypisywać dowolne właściwości.
>A dlaczego? To intelektualna bzdura. Opis winien być jak najbliższym rzeczywistości i podlegać doświadczalnej weryfikacji.

To przecież może Pan narysować na kartce przybliżenie okręgu a potem zmierzyć obwód i średnicę. Choćby nie istniał fizycznie idealny okrąg to i tak prawa logiczne są takie, że gdyby zaistniał miał by on określone przez matematykę własności, jeżeli nie, łamał by te prawa.
Ja naprawdę nie rozumiem o co Panu chodzi. Przecież matematyka jest niezbędna dla wszystkich nauk empirycznych, a jeśli chcemy wierzyć w realność zjawisk opisywanych przez nauki, to i my winniśmy wierzyć w realność tych jednostek wymaganych do tego opisu. Opis fizyków to wręcz sama matematyka z dodatkiem "wymiaru semantycznego"(jak to przeczytałem u Hellera)

www.calculemus.org/forum/3/godelplat.doc
Dla mnie najważniejszym argumentem jest 2 z "Gibbs Lecture".

>W rzeczywistości zbudowanej raczej fraktalnie żadne idealne figury geometryczne nie istnieją. To tylko ludzkie zbliżenia do rzeczywistości ułatwiające jej opis. Później następowała potrzeba poszerzenia tej wiedzy i jej optymalizacja.

Co to znaczy rzeczywistość zbudowana raczej fraktalnie?

>Stanislas Dehaene:
>Wielu matematyków jest platonistami. Myślą, że wszechświat składa się z matematycznych struktur i zadaniem matematyka jest jedynie odkrycie ich. Gorąco sprzeciwiam się temu poglądowi.[...] Zgadzam się z Gardnerem i na przekór wielu społecznym konstruktywistom, że matematyczne wytwory wykraczają poza określone kultury ludzkie. Jednakże moim zdaniem dzieje się tak, ponieważ wszystkie ludzkie kultury mają tę samą architekturę mózgu, która 'rezonuje' z tą samą matematyczną melodią. Dzięki Bogu, wartość liczby pi, nie zmienia się zależnie od kultury! [...] Sprzeciwiam się jedynie nazywaniu wszechświata 'matematycznym'. Rozwinęliśmy matematyczne modele świata, ale są to tylko modele, nie są nigdy całkowicie adekwatne.

Wartość liczby pi nie zmienia się też zależnie od tego czy ludzie istnieją czy nie.

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
23-05-2012 17:01 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W najwęższym znaczeniu, że stosuje epoche. W najszerszym, że nie wydaje mi się bym posiadał choć odrobinę uzasadniony przedmiot mniemania(prawdopodobieństwo równe 0).
Z hasła w Wikipedii, do którego Pan się odwołuje:
Nie należy wyrażać ostatecznego osądu (epoché) - ze względu na możliwość popełnienia błędu, gdyż każde zdanie aktualnie uważane za prawdziwe może się okazać kiedyś fałszywe.
Możliwe, że przy spekulacjach filozoficznych miało to sens, ale
Współczesny sceptycyzm filozoficzny nie ma jednak wiele wspólnego ze sceptycyzmem starożytnym i nowożytnym, jest bardziej stanowiskiem epistemologicznym niż szkołą filozoficzną.
Sceptycyzm naukowy to praktyczna postawa przyjmowana przez olbrzymią większość społeczności naukowej, która polega na uznawaniu za wiarygodne tylko tych teorii i wyników badań, które spełniają elementarne zasady metodologii naukowej, a w takich samych warunkach dają ten sam wynik.
Sceptycyzm ten odrzuca absolutystyczne pojmowanie wiedzy, dopuszczając, a nawet wymagając permanentnego korygowania dotychczasowych rezultatów poznania (twierdzeń, teorii, wiedzy naukowej) przybliżających nas stale do prawdy, ale nie należy go mylić z filozoficznym stanowiskiem sceptycyzmu metodologicznego, który nie pozwala żadnej wiedzy uważać za pewną i ostateczną.
Pan stosuje tu filozoficzną mniemanologię mieszaną. Wolno Panu, ale mnie ona zupełnie nie przekonuje.

>Krytyka polega na tym, że uważa się, iż wierzyć w coś trzeba. Czyli, że jednak jesteśmy wierzący.
Wolę jak każdy mówi za siebie. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę". www.racjonalista.pl/forum.php/s,482370/z,0#w482387

>Jest to postawa bliska scjentyzmowi tyle, że tam się absolutyzuje. Natomiast sam materializm też absolutyzuje.
Trala lala, ja scjentysta, materialista absolutnie nie uznaję pokrętnego języka i ezoteryczno-naukowych zwrotów dla pokrycia treściowej pustki. W "Znaku" nr 662 - 663 Conor Cunningham opublikował tekst "Darwin i dzieło stworzenia". Stosuje wielce podobne do Pana argumenty i określa swoich filozoficznych przeciwników podobnymi epitetami. Szanowny Panie nie wiem, który ze współczesnych uczonych określa sam siebie (swoje poglądy) stosowanymi przez Pana terminami. Na podstawie przeczytanych lektur sądzę, że większość nazywa się teraz naturalistami. Materializm i scjentyzm, to już raczej w nauce tylko historyczne określenia.

>A mnie ciekawi czemu Pan nie uznaje takich potrzeb?
Jestem zafascynowany nauką. Uważam, że jest dalece uprawniony dualistyczny podział na światopogląd naukowy i przeciwstawmy mu światopogląd fideistyczny i pomimo, że praktycznie żaden nich nie występuje w czystej postaci, a zawarte w indywidualnych światopoglądach zbiory zasadniczych poglądów dają podstawy do bardziej szczegółowych nazw - to podział ten jest alternatywnym. Albo się wie lub wątpi i stara dotrzeć do wiedzy, albo wierzy. Wiarę można przyjąć autorytetem przekazującego, ale wiedza naukowa wymaga empirycznych potwierdzeń.

>To przecież może Pan narysować na kartce przybliżenie okręgu a potem zmierzyć obwód i średnicę.
Mogę.

>Choćby nie istniał fizycznie idealny okrąg
Zaraz, zaraz mój bazgroł na pewno nie może być idealnym.

>to i tak prawa logiczne są takie,
A skąd Pan wziął prawa logiczne, o ile ja wiem, to ludzki wymysł.

>że gdyby zaistniał miał by on określone przez matematykę własności,
Możliwe, że gdyby zaistniał Bóg miałby określone przez teologię właściwości.
Skąd Pan wziął matematykę, o ile......

>jeżeli nie, łamał by te prawa.
Jakie prawa?
Rzeczywistość istnieje obiektywnie, to znaczy niezależnie od poznającego ją podmiotu oraz narzędzi (choć tu już nie do końca), których do tego poznania używa.

>Ja naprawdę nie rozumiem o co Panu chodzi.
Powiedzmy, że z wzajemnością. Choć ja podobne Pańskim poglądy próbowałem już poznać i zrozumieć. Więc bardziej nie rozumiem Pana "programowo" niż faktycznie.

>Przecież matematyka jest niezbędna dla wszystkich nauk empirycznych,
Jest niezbędną.

>a jeśli chcemy wierzyć w realność zjawisk opisywanych przez nauki, to i my winniśmy wierzyć w realność tych jednostek wymaganych do tego opisu.
Jak Pan chce wierzyć, to bardzo proszę. Ja w nic nie wierzę.

>Opis fizyków to wręcz sama matematyka z dodatkiem "wymiaru semantycznego"(jak to przeczytałem u Hellera)
Co Pan przeczytał tu "Przyszłość Afganistnu - dwa scenariusze" to ja nie bardzo rozumiem, ale i tak Hellera nie uważam za swój autorytet.

>Co to znaczy rzeczywistość zbudowana raczej fraktalnie?
Powiedzmy tyle: zasoby1.op(*)matematyka/c_fraktale_i_chaos/ , ale rozumiem z tego trochę mniej, choć to co rozumiem, to ważne jest.

>Wartość liczby pi nie zmienia się też zależnie od tego czy ludzie istnieją czy nie.
Gdy nie ma ludzi nie istnieją żadne liczby, ani żadne figury geometryczne, tak jak nie istnieją żadne języki opisu istniejącej rzeczywistości. Bez ludzi nie ma żadnych bytów idealnych, które są ludzkimi tworami.

Miłego dnia.

@@@
.
24-05-2012 00:01 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Wartość liczby pi nie zmienia się też zależnie od tego czy ludzie istnieją czy nie.
To jest na prawie takiej samej zasadzie, jak podobno powiedział Michał Anioł - spytany jak to potrafi tak genialnie rzeźbić:
TEN KSZTAŁT JUŻ BYŁ W TYM KAMIENIU. JA GO TYLKO WYDOBYŁEM.

Z tą różnicą, że w kamieniu rzeczywiście da się wyrzeźbić "Pietę", ale żadnym cudem nie da się wyrzeźbić zwykłego, ale IDEALNEGO prostopadłościanu.

Kształty idealne są wyłącznie ideowe. Ideowe, znaczy pomyślane. Są one ponadto pomyślane w abstrakcji od świata przyrody.

>Wartość liczby pi nie zmienia się też zależnie od tego czy ludzie istnieją czy nie.
Wartość liczby pi nie zmienia się, bo im większa średnica koła, tym odpowiednio większy jego obwód. Suma kątów w trójkącie też zawsze wynosi 180 stopni. SĄ TO OSTATECZNIE TAUTOLOGIE, bo właśnie koło JEST taką figurą, w której zachodzi taka zależność między obwodem a średnicą, która daje Twoją Pi, a trójkąt JEST taki, że suma jego kątów zawsze wyniesie 180 stopni.

Równie dobrze mogę powiedzieć, że:
ADSWRETWYQUSTRT*(&^ nie zmienia się zależnie od tego, czy ludzie istnieją, czy nie, bo ZAWSZE będzie się składał ze znaków:
A,D,S,W,R,E,T,W,Y,Q,U,S,T,R,T,*,(,& oraz ^
a najciekawsze jest to, że niezależnie od tego, czy ludzie istnieją, czy nie, zawsze będzie zawierał tylko jedno A, ale za to dwa "S" i aż trzy "T". Jest to niewątpliwie jego całkowicie obiektywna właściwość.

Żeby wymyśleć koło i dzielenie najpierw potrzebny jest umysł.

P.S. Przepraszam, że się upieram, by z Tobą rozmawiać, choć Ty już chciałeś rozmowę ze mną skończyć - ale dopóki przychodzą mi do głowy kolejne argumenty i przykłady, dopóty uważam, że warto (Ci) je przedstawić.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)

Luknij i nie pisz już więcej bo nie mam zamiaru tu nawet zaglądać.
Szczególnie na 2 z "Gibbs Lecture"

www.calculemus.org/forum/3/godelplat.doc


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
25-05-2012 12:59 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Luknij
Luknąłem

>i nie pisz już więcej
To publiczne forum i nie piszę wyłącznie do Ciebie.

>bo nie mam zamiaru tu nawet zaglądać.
Osobiście uważam, że najciekawszym podejściem intelektualnym jest otwarcie się na argumenty. Można je przemyśleć, a nie zawsze trzeba się z nimi zgadzać. Natomiast zamykanie się przed argumentami jest poszlaką wskazującą na fideizm. Jednak sądzę, że w większym stopniu Twoja filozofia raczej wynika z chęci bycia oryginalnym i z pewnej przekory.

>Szczególnie na 2 z "Gibbs Lecture"
>www.calculemus.org/forum/3/godelplat.doc
A ja polecam "Bibliotekę Babel" Borgesa.

Jeżeli prawa logiki i matematyka istnieją niezależnie od umysłu, to w takim razie również inne idee - także te wyrażone w słowach i zdaniach istnieją niezależnie od umysłu. Czyli istnieje gdzieś niezależnie ode mnie zapis mojego dokładnego życiorysu, włącznie z dokładnym i prawdziwym opisem mojej przyszłości, a także datą i godziną śmierci. Jest to bardzo prawdopodobne i graniczy z pewnością. Jeśli taki życiorys obejmowałby np. 200-stronicową księgę, to wystarczy tylko wydrukować tyle ksiąg, ile jest potrzebne, by zmieścić wszelkie kombinacje 24 liter, przecinka i kropki. Pośród nich znajdzie się moja dokładna biografia.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
24-05-2012 18:37 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Przepraszam, że się upieram, by z Tobą rozmawiać, choć Ty już chciałeś rozmowę ze mną skończyć - ale dopóki przychodzą mi do głowy kolejne argumenty i przykłady, dopóty uważam, że warto (Ci) je przedstawić.
Tu znajdzie Pan też trochę argumentów: www.racjonalista.pl/forum.php/s,29299

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
22-05-2012 00:05 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
> Jestem Pyronistą i staram się stosować epoche, jak widać afazji nie praktykuje.
Jak w takim razie wygląda u Ciebie ataraksja?

>Gdy piszę o platonizmie to myślę, że prawa logiczne istnieją niezależnie od świata fizycznego i umysłów ludzkich
Przepraszam, ale tak sobie opowiadać każdy może. Mnie interesuje to, co jest, a to poznajemy zawsze niczym innym, jak właśnie umysłem. Tymczasem nikt nie zaobserwował umysłu bez mózgu, a nawet wręcz przeciwnie - korelacji występuje tu sporo. Sądzę, że całkiem sensowne - choć nieco uproszczone - jest mniemanie, że myśli się głową.

>Jeżeli chodzi o te logiczne prawa to jak można przeczyć, że stosunek długości obwodu okręgu do długości jego średnicy w geometrii euklidesowej nie wynosi 3.14...
A kto temu przeczy?

>albo 5 nie jest liczbą pierwszą?
Liczba pierwsza jest taką, bo wynika to z obserwacji poprzedzonej ludzką (dokonaną w umyśle) klasyfikacją liczb, w ramach których wyodrębniamy liczby całkowite. Sześć patyków da się w prosty sposób podzielić na trzy równe kupki. A pięć ... też się da, tylko trzeba się trochę nałamać. Jak wprowadzisz ułamki, to zobaczysz, że liczby pierwsze są kategorią wymyśloną przez człowieka - który porządkuje sobie świat. Jest rzeczywiście zadziwiające, że ma umysł, który to potrafi, ale jest to jednocześnie naturalne i wynika w pełni z przyrody.

>Te własności istnieją i nie są w żadnym stopniu wymyślone.
Są konsekwencją wcześniejszcyh matematycznych założeń i klasyfikacji. Wszystko to odbywa się w umyśle, ale bez istniejącej przyrody by się nie odbyło.

>Uznał bym, że są wymyślane gdyby dało się podać dowolne pi a nie jedno stałe albo gdybym mógł 5 przypisywać dowolne właściwości.
Dlatego pi oraz liczby pierwsze są o tyle tylko niewymyślone, o ile wynikają ze ściśle określonych warunków wstępnych. Te warunki wstępne pojawiają się jednak właśnie dokładnie w umyśle człowieka, a cała reszta jest konsekwencją. Tak, umiejętność rozumowego (w tym ściśle logicznego) myślenia wydaje się być NIE Z TEJ ZIEMI na tle "bezmyślnej" przyrody. A ile jeszcze bajdurzeń nadto człowiek potrafi sobie wymyślić - to dopiero jest fascynujące. Całe szczęście, że jednak jakiś związek z przyrodą człowiek wykazuje, inaczej fruwałby tym swoim umysłem 5 metrów nad ziemią i nie wiadomo, gdzie by tak doleciał.

>Jeżeli chodzi o zagadnienie epistemologiczne to uważam, że nie ma rozumienia nieintuicyjnego, ludzie ciągle posługują się intuicją np. rzadko kto się zastanawia jak odmieniać wyrazy w zdaniach, ludzie je po prostu odmieniają.
Znam dużo lepsze przykłady intuicji.

>Dla mnie ewolucja przede wszystkim wytworzyła produkt myślący(ludzi) których myśli są mniej lub bardziej adekwatne do świata. A umiejętność logicznego myślenia jest wielką zaletą ludzką.
Elegancko to ująłeś, ale jak godzisz to z myślą, że coś istnieje jako niezwiązane ze światem fizycznym, ani z umysłem?

>[color=blue]Przy uznaniu, że Wszechświat jest u swych podstaw matematyczny,
Jest tak dokładnie tak samo, jak to, że na początku było słowo.

>naturalną konsekwencją wydaje się stwierdzenie, że mózg,który należy do Wszechświata, jest również matematyczny,
Jest to właśnie przykład w pełni logicznego wniosku opartego o przyjęte przez Ciebie założenie. Szkoda że założenie było takie sobie. Matematyka jest wtórna wobec świata, a to dla tego, że tylko człowiek ją odkrywa w swoim umyśle. Matematyka wydaje się być wolna od fizyki, tymczasem dzięki fizycznym podstawom w ogóle istnieje.

>a wykorzystywana przez niego matematyka do opisu tego samego Wszechświata jest czymś obiektywnym.
Tak, reguły logiki bywają w rozbudowaniu zadziwiające. Jednak zauważ, że wszystkie reguły logiki można sprowadzić do operacji JEST i NIE MA (bo te dwa sygnały wystarczą do wszystkich operacji logicznych dokonywanych przez komputer. Czy z mózgiem jest inaczej?). Na tym się opiera matematyka - JEST i NIE MA. Od tego należy wyjść. A nie od idei "matematyki", która rzekomo miała być na początku.

>Fizykalizm teoria filozoficzna według której wszystkie terminy sprowadzają się do terminów fizyki.
A NIE SPROWADZAJĄ SIĘ?
Co się nie sprowadza do terminów fizyki?
Już raz zadałem Ci podobne pytanie i nie odpowiedziałeś.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
22-05-2012 11:20 
 0 na 2
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>Jak w takim razie wygląda u Ciebie ataraksja?

Różnie, raz jest raz niema.

>>Gdy piszę o platonizmie to myślę, że prawa logiczne istnieją niezależnie od świata fizycznego i umysłów ludzkich
>Przepraszam, ale tak sobie opowiadać każdy może. Mnie interesuje to, co jest, a to poznajemy zawsze niczym innym, jak właśnie umysłem. Tymczasem nikt nie zaobserwował umysłu bez mózgu, a nawet wręcz przeciwnie - korelacji występuje tu sporo. Sądzę, że całkiem sensowne - choć nieco uproszczone - jest mniemanie, że myśli się głową.

Tak, ale nie rozumiem o co ci chodzi. Niezależnie znaczy, że istniały by gdyby zgoła świat fizyczny nie istniał.

>A kto temu przeczy?

Wszyscy oprócz realistów matematycznych.

>>albo 5 nie jest liczbą pierwszą?
>Liczba pierwsza jest taką, bo wynika to z obserwacji poprzedzonej ludzką (dokonaną w umyśle) klasyfikacją liczb, w ramach których wyodrębniamy liczby całkowite. Sześć patyków da się w prosty sposób podzielić na trzy równe kupki. A pięć ... też się da, tylko trzeba się trochę nałamać. Jak wprowadzisz ułamki, to zobaczysz, że liczby pierwsze są kategorią wymyśloną przez człowieka - który porządkuje sobie świat.

Liczba pierwsza jest taką, gdyż klasyfikowane liczby mają określoną własność. To, że piąta liczba naturalna dzieli się bez ułamków tylko przez siebie i przez jeden jest jej stałą własnością, niezależną ani od świata fizycznego ani od umysłu ludzkiego. Dzielenie z ułamkami jest już inną własnością, również stałą i niezależną.

>>Te własności istnieją i nie są w żadnym stopniu wymyślone.
>Są konsekwencją wcześniejszcyh matematycznych założeń i klasyfikacji. Wszystko to odbywa się w umyśle, ale bez istniejącej przyrody by się nie odbyło.

Są stałymi konsekwencjami wcześniejszych założeń(definicji) i są takie jakie są, nie dowolne przy tych samych definicjach. Nie możesz zmienić by piątka nie była l.pierwszą.

>>Uznał bym, że są wymyślane gdyby dało się podać dowolne pi a nie jedno stałe albo gdybym mógł 5 przypisywać dowolne właściwości.
>Dlatego pi oraz liczby pierwsze są o tyle tylko niewymyślone, o ile wynikają ze ściśle określonych warunków wstępnych. Te warunki wstępne pojawiają się jednak właśnie dokładnie w umyśle człowieka, a cała reszta jest konsekwencją.

Stałą konsekwencją. Istnieje taka a taka konsekwencja, nie jest ona dowolna.

>>Dla mnie ewolucja przede wszystkim wytworzyła produkt myślący(ludzi) których myśli są mniej lub bardziej adekwatne do świata. A umiejętność logicznego myślenia jest wielką zaletą ludzką.
>Elegancko to ująłeś, ale jak godzisz to z myślą, że coś istnieje jako niezwiązane ze światem fizycznym, ani z umysłem?

Nigdzie nie napisałem, że jest niezwiązane.

>>Przy uznaniu, że Wszechświat jest u swych podstaw matematyczny,
>Jest tak dokładnie tak samo, jak to, że na początku było słowo.

To znaczyło, że jest logiczny.

>>naturalną konsekwencją wydaje się stwierdzenie, że mózg,który należy do Wszechświata, jest również matematyczny,
>Jest to właśnie przykład w pełni logicznego wniosku opartego o przyjęte przez Ciebie założenie. Szkoda że założenie było takie sobie. Matematyka jest wtórna wobec świata, a to dla tego, że tylko człowiek ją odkrywa w swoim umyśle.

Chyba nie narysowałeś okręgu.

>>a wykorzystywana przez niego matematyka do opisu tego samego Wszechświata jest czymś obiektywnym.
>Tak, reguły logiki bywają w rozbudowaniu zadziwiające. Jednak zauważ, że wszystkie reguły logiki można sprowadzić do operacji JEST i NIE MA (bo te dwa sygnały wystarczą do wszystkich operacji logicznych dokonywanych przez komputer. Czy z mózgiem jest inaczej?). Na tym się opiera matematyka - JEST i NIE MA. Od tego należy wyjść. A nie od idei "matematyki", która rzekomo miała być na początku.

Penrose - Makroświat, mikroświat i ludzki umysł, s.123:
Co jednak rozumiem przez nieobliczalność? ...
opiszę pewien ćwiczebny model wszechświata ...
W tym modelu czas jest wielkością dyskretną i poszczególne
chwile można ponumerować 1, 2, 3, ... Stan wszechświata
w danej chwili jest określony przez zbiór polikwadratów (polyomino
set). Co to jest zbiór polikwadratów? Kilka przykładów
takich zbiorów można zobaczyć na rysunku 3.10. Polikwadrat
to płaska figura utworzona przez połączenie bokami pewnej
liczby jednakowych kwadratów. W moim modelu ćwiczebny
stan wszechświata w danej chwili jest określony przez dwa
zbiory polikwadratów. Na rysunku 3.10 widnieje początek obliczalnej
listy wszystkich skończonych zbiorów polikwadratów
So, SJ, S2, ... W jaki sposób ewoluuje ten absurdalny wszechświat?
Rozpoczynamy w chwili t = 0 od pary (S0,S0), a następnie
otrzymujemy nowe pary zbiorów polikwadratów zgodnie
z pewną ścisłą regułą. Ta reguła zależy od tego, czy można pokryć
całą płaszczyznę, posługując się wyłącznie polikwadratami
z danego zbioru. Przypuśćmy, że w pewnej chwili stan
wszechświata w naszym ćwiczebnym modelu jest opisany parą
(S , Sr). Jeśli można pokryć całą płaszczyznę polikwadratami ze
zbioru S , to w następnej chwili stan wszechświata będzie opisany
parą {S l,S1). Jeśli nie, to należy jeszcze zmienić uporządkowanie
pary, otrzymując (Sr,S +1). To bardzo prosty, głupi
wszechświat. Czemu zatem służy mój model? Otóż, choć ewolucja
takiego wszechświata byłaby w pełni deterministyczna -
podałem przecież ścisłą, absolutnie deterministyczną regułę
określającą zmiany stanu wszechświata - to równocześnie byłaby
nieobliczalna. Z twierdzenia Roberta Bergera wynika, że
ewolucji tego rodzaju wszechświata nie można w żaden sposób
symulować na komputerze
, ponieważ nie istnieje procedura
obliczeniowa pozwalająca rozstrzygnąć, czy jest możliwe pokrycie
płaszczyzny polikwadratami z danego zbioru.


>>Fizykalizm teoria filozoficzna według której wszystkie terminy sprowadzają się do terminów fizyki.
>A NIE SPROWADZAJĄ SIĘ?
Nie Np. fizyka nie zajmuje się całą matematyką.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
22-05-2012 12:34 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>>Tymczasem nikt nie zaobserwował umysłu bez mózgu, a nawet wręcz przeciwnie - korelacji występuje tu sporo. Sądzę, że całkiem sensowne - choć nieco uproszczone - jest mniemanie, że myśli się głową.
>Tak, ale nie rozumiem o co ci chodzi. Niezależnie znaczy, że istniały by gdyby zgoła świat fizyczny nie istniał.
Chodzi mi dokładnie właśnie o to, że jest to spekulacja niemająca żadnego oparcia w doświadczeniu, ani nawet w zasadach logicznego rozumowania.
Co by istniało, gdyby świat fizyczny nie istniał można by stwierdzić tylko wówczas, gdybyśmy zaistnieli w tym fizycznie nieistniejącym świecie. A zaistnieć niefizycznie, to jeszcze się nikomu nie udało, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
Matematyka jest tworem umysłu, który ma substrat fizyczny.

>>A kto temu przeczy?
>Wszyscy oprócz realistów matematycznych.
Że Pi ma wartość 3,14?

>Liczba pierwsza jest taką, gdyż klasyfikowane liczby mają określoną własność. To, że piąta liczba naturalna dzieli się bez ułamków tylko przez siebie i przez jeden jest jej stałą własnością, niezależną ani od świata fizycznego ani od umysłu ludzkiego.
Guzik prawda. To właśnie świat fizyczny jest taki, że wyewulował z niego dokładnie taki mózg, z którego bierze się umysł, którym potrafimy myśleć logicznie. Ta logika jest więc ściśle związana z przyrodą, nawet jeśli tworzy abstrakcje, które jako takie bezpośrednio w obserwowalnej przyrodzie nie istnieją, a tylko w umyśle.

>Są stałymi konsekwencjami wcześniejszych założeń(definicji) i są takie jakie są, nie dowolne przy tych samych definicjach. Nie możesz zmienić by piątka nie była l.pierwszą.
Nie mogę, to prawda. Tak samo nie mogę zmienić, że człowiek zwykle rodzi się z głową i czterema kończynami i zamieszkuje kulę ziemską powstałą w wyniku czterech oddziaływań fizycznych. Matematyka rodzi się w tej głowie i o jej istnieniu poza nią niczego nie możemy powiedzieć.

>Stałą konsekwencją. Istnieje taka a taka konsekwencja, nie jest ona dowolna.
To prawda - jest to element rzeczywistości. Takiej właśnie, a nie innej.

>>Elegancko to ująłeś, ale jak godzisz to z myślą, że coś istnieje jako niezwiązane ze światem fizycznym, ani z umysłem?
>Nigdzie nie napisałem, że jest niezwiązane.
Napisałeś "niezależne", a teraz jeszcze dodałeś, że istniałoby, nawet gdyby świat fizyczny nie istniał. To czysta spekulacja. Równie dobra jak Bóg.

>>>Przy uznaniu, że Wszechświat jest u swych podstaw matematyczny,
>>Jest tak dokładnie tak samo, jak to, że na początku było słowo.
>To znaczyło, że jest logiczny.
Tak, człowiek dostrzega w swym umyśle przyczyny zjawisk fizycznych, ktore go otaczają, a pomaga mu w tym abstrakcyjna matematyka.

>>Matematyka jest wtórna wobec świata, a to dla tego, że tylko człowiek ją odkrywa w swoim umyśle.
>Chyba nie narysowałeś okręgu.
Bo jest to fizycznie niemożliwe. Okrąg jest tylko ideałem istniejącym w umyśle, ale zawsze dzięki pracy mózgu. Z Bogiem jest bardzo podobnie, tyle, że ten jest definiowany dużo swobodniej od okręgu i dlatego wydaje się, że Boga nie da się narysować, a okrąg niby można. To błąd. Okręgu też się nie da narysować.

>[cytat= Penrose - Makroświat, mikroświat i ludzki umysł, s.123]Co jednak rozumiem przez nieobliczalność? ...
>opiszę pewien ćwiczebny model wszechświata ...
Czy zauważyłeś w tym cytacie słowo model? Jest ono niezmiernie istotne.

>>>Fizykalizm teoria filozoficzna według której wszystkie terminy sprowadzają się do terminów fizyki.
>>A NIE SPROWADZAJĄ SIĘ?
>Nie Np. fizyka nie zajmuje się całą matematyką.
Jak to nie? Kognitywistyka wykazuje, że dokładnie cała matematyka bierze się z aktywności mózgu. Fizyka Bogiem niby też się nie zajmuje. Czy to znaczy, że Bóg nie sprowadza się do terminów fizyki? Sprowadza się - w neuroteologii.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>Co by istniało, gdyby świat fizyczny nie istniał można by stwierdzić tylko wówczas, gdybyśmy zaistnieli w tym fizycznie nieistniejącym świecie. A zaistnieć niefizycznie, to jeszcze się nikomu nie udało, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.

A ja myślę, że gdyby zmienić tylko to, że sam bym nie żył to świat istniejący nic by na tym nie ucierpiał.

>>>A kto temu przeczy?
>>Wszyscy oprócz realistów matematycznych.
>Że Pi ma wartość 3,14?

Że stosunek długości obwodu okręgu do długości jego średnicy w geometrii euklidesowej wynosi 3.14...

>>Liczba pierwsza jest taką, gdyż klasyfikowane liczby mają określoną własność. To, że piąta liczba naturalna dzieli się bez ułamków tylko przez siebie i przez jeden jest jej stałą własnością, niezależną ani od świata fizycznego ani od umysłu ludzkiego.
>Guzik prawda. To właśnie świat fizyczny jest taki, że wyewulował z niego dokładnie taki mózg, z którego bierze się umysł, którym potrafimy myśleć logicznie. Ta logika jest więc ściśle związana z przyrodą, nawet jeśli tworzy abstrakcje, które jako takie bezpośrednio w obserwowalnej przyrodzie nie istnieją, a tylko w umyśle.

Dla mnie ewolucja przede wszystkim wytworzyła produkt myślący(ludzi) których myśli są mniej lub bardziej adekwatne do świata. A umiejętność logicznego myślenia jest wielką zaletą ludzką

>>Są stałymi konsekwencjami wcześniejszych założeń(definicji) i są takie jakie są, nie dowolne przy tych samych definicjach. Nie możesz zmienić by piątka nie była l.pierwszą.
>Nie mogę, to prawda. Tak samo nie mogę zmienić, że człowiek zwykle rodzi się z głową i czterema kończynami i zamieszkuje kulę ziemską powstałą w wyniku czterech oddziaływań fizycznych. Matematyka rodzi się w tej głowie i o jej istnieniu poza nią niczego nie możemy powiedzieć.

Cały obraz świata rodzi się w głowie, więc według twojego rozumowania nic o jego istnieniu poza nią, nie mogę powiedzieć.

>>>Elegancko to ująłeś, ale jak godzisz to z myślą, że coś istnieje jako niezwiązane ze światem fizycznym, ani z umysłem?
>>Nigdzie nie napisałem, że jest niezwiązane.
>Napisałeś "niezależne", a teraz jeszcze dodałeś, że istniałoby, nawet gdyby świat fizyczny nie istniał.

Niczego takiego nie napisałem. Napisałem, że Niezależnie znaczy, że istniały by gdyby zgoła świat fizyczny nie istniał.

>>[cytat= Penrose - Makroświat, mikroświat i ludzki umysł, s.123]Co jednak rozumiem przez nieobliczalność? ...
>>opiszę pewien ćwiczebny model wszechświata ...
>Czy zauważyłeś w tym cytacie słowo model? Jest ono niezmiernie istotne.

Zauważyłem.

>>>>Fizykalizm teoria filozoficzna według której wszystkie terminy sprowadzają się do terminów fizyki.
>>>A NIE SPROWADZAJĄ SIĘ?
>>Nie Np. fizyka nie zajmuje się całą matematyką.
>Jak to nie? Kognitywistyka wykazuje, że dokładnie cała matematyka bierze się z aktywności mózgu.

Kognitywistyka niczego nie wykazuje, niektórzy kognitywiści co najwyżej, a co do ich interpretacji nie muszę się zgadzać.

Kończę tą rozmowę bo widzę, że się nie przekonamy.

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
22-05-2012 23:07 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>A ja myślę, że gdyby zmienić tylko to, że sam bym nie żył to świat istniejący nic by na tym nie ucierpiał.
Ucierpiałby i to dokładnie o tyle, o ile Ciebie by w nim zabrakło. Nie wiem tylko, co to ma do rzeczy z rzekomo obiektywnie i niezależnie od umysłu istniejącymi prawami logicznymi.

>>>>A kto temu przeczy?
>>>Wszyscy oprócz realistów matematycznych.
>>Że Pi ma wartość 3,14?
> Że stosunek długości obwodu okręgu do długości jego średnicy w geometrii euklidesowej wynosi 3.14...
Ja temu nie przeczę. Nie wiedziałem, że jestem realistą matematycznym.

> Dla mnie ewolucja przede wszystkim wytworzyła produkt myślący(ludzi) których myśli są mniej lub bardziej adekwatne do świata. A umiejętność logicznego myślenia jest wielką zaletą ludzką
Jeśli na prawdę tyle musieliśmy nawypisywać słów, po to, żeby dojść do tej Twojej niebieskiej konkluzji, to było warto - ja się z nią prawie w pełni zgadzam i niczego innego nie chciałem w tej dyskusji wykazać. Jedyne moje zastrzeżenie dotyczyłoby kwestii, czy to aby na pewno tak "wielka" ta "zaleta", ale to już trochę inny temat.

>>>Matematyka rodzi się w tej głowie i o jej istnieniu poza nią niczego nie możemy powiedzieć.
>Cały obraz świata rodzi się w głowie, więc według twojego rozumowania nic o jego istnieniu poza nią, nie mogę powiedzieć.
Już trochę moich wpisów czytałeś i zupełnie nie wiem, dlaczego próbujesz na podstawie jednego mojego zdania przypisać mi coś, o czym wiesz, że wcale się z tym nie zgadzam.
Matematyka rodzi się w głowie (a ściśle: w umyśle) i właśnie dokładnie o jej istnieniu poza umysłem niczego nie możemy powiedzieć.
Należy to OCZYWIŚCIE odróżnić od obrazu świata, który wprawdzie jak najbardziej też powstaje w umyśle, ale dzieje się to za pośrednictwem naszych ZMYSŁÓW, które odbierają obiektywnie istniejący świat fizyczny (a nie matematyczny). Matematyka jest zatem ideowa, a świat jest doświadczalny empirycznie. Jest to proste jak budowa cepa i doprawdy nie wiem, czego tu można nie rozumieć. Figury geometryczne, podobnie jak prawa logiki są wynikiem działania rozumu, choć pewnie inspirację czerpią ze świata. Bez przyrody by zresztą nie istniały - nawet te najbardziej abstrakcyjne.

Przyznam, że ucząc się matematyki lub przeprowadzając jakiś matematyczny dowód można mieć wrażenie, jakoby ODKRYWAŁA SIĘ przed nami jakaś obiektywna rzeczywistość. W pewnym sensie tak jest, ale to tylko dlatego, że matematyka jest ŚCISŁA i nie dopuszcza dowolności. Chodzi tu o całkowicie ściśle zdefiniowane aksjomaty, z czego poprzez ściśle określonie działania dochodzi się do ścisłych wyników, których wcześniej nie znaliśmy, a które po przeprowadzeniu działania jawią się nam jako absolutna pewność. To zestawienie UPRZEDNIEJ niewiadomej z NASTĘPCZYM jej obliczeniem daje Ci wrażenie odkrywania czegoś istniejącego obiektywnie. Rzeczywiście w pewnym sensie tak jest. Nie możemy jednak zapomnieć o tym, że te aksjomaty i działania wymyśliliśmy my sami, w naszym umyśle.

>>>>Elegancko to ująłeś, ale jak godzisz to z myślą, że coś istnieje jako niezwiązane ze światem fizycznym, ani z umysłem?
>>>Nigdzie nie napisałem, że jest niezwiązane.
>>Napisałeś "niezależne", a teraz jeszcze dodałeś, że istniałoby, nawet gdyby świat fizyczny nie istniał.
>Niczego takiego nie napisałem. Napisałem, że Niezależnie znaczy, że istniały by gdyby zgoła świat fizyczny nie istniał.
Ja się właśnie dokładnie do tego odniosłem i nie wiem co chcesz osiągnąć próbując łapać mnie za słówka. Przecież moja parafraza zupełnie niczego w Twojej wypowiedzi nie zmienia. Powiedziałem, co o tym sądzę i jest to nadal aktualne.

>>>[cytat= Penrose - Makroświat, mikroświat i ludzki umysł, s.123]Co jednak rozumiem przez nieobliczalność? ...
>>>opiszę pewien ćwiczebny model wszechświata ...
>>Czy zauważyłeś w tym cytacie słowo model? Jest ono niezmiernie istotne.
>Zauważyłem.
No to - wybacz, ale - proponuję się nad nim zastanowić. Tu nie ma mowy o świecie, a tylko o OPISIE MODELU. Piłka nożna nie jest kulą, a tej drugiej w przyrodzie nie ma.

>Kognitywistyka niczego nie wykazuje, niektórzy kognitywiści co najwyżej, a co do ich interpretacji nie muszę się zgadzać.
Być może masz tu częściowo rację.

>Kończę tą rozmowę bo widzę, że się nie przekonamy.
Ja myślę, że jest pewna szansa. Ale jeśli tak sądzisz, to nie musisz mi odpowiadać.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jeżeli chodzi o zagadnienie epistemologiczne to uważam, że nie ma rozumienia nieintuicyjnego, ludzie ciągle posługują się intuicją np. rzadko kto się zastanawia jak odmieniać wyrazy w zdaniach, ludzie je po prostu odmieniają. A jak już jakiś językoznawca postanowi przeanalizować syntaksę to i tak jest zmuszony przy tej analizie posługiwać się intuicją. Nie sposób ogarnąć na raz w świadomości całej syntaksy jednocześnie świadomie stosując syntaksę jako jedyny sposób analizy. Nie znaczy to bynajmniej, że nie powinno się próbować.
To filozofia. Inne koncepcje filozoficzne znajdzie Pan np. tu:
www.kognitywistyka.net/artykuly/pcz-kuwfdd.pdf
www.youtube.com/watch?v=zn_lGNYhvok
Ja jednak wolę uczonych np. Antonio Damasio

>Przy uznaniu, że Wszechświat jest u swych podstaw matematyczny, naturalną konsekwencją wydaje się stwierdzenie, że mózg,który należy do Wszechświata, jest również matematyczny, a wykorzystywana przez niego matematyka do opisu tego samego Wszechświata jest czymś obiektywnym.
Przy apriorycznym uznaniu jednej tezy, wszystkie dalsze już mogą logicznie z niej wynikać. Izdebski:
Logika formalna jest algebrą myślenia, a więc nauką ścisłą i jako taka jest luźno powiązana z bogactwem życia społecznego. Jest ona wyrazem racjonalności myślenia, ale nie udziela nam odpowiedzi na wiele pytań egzystencjalnych (zwrócił na to uwagę prof. Kazimierz Ajdukiewicz), a ponadto jest chyba tak, że gdy w jej ramach przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności. Idąc tym tropem przez historię logiki filozoficznej dostrzegamy jak wielu wśród największych myślicieli godziło logiczne myślenie z fideistyczną postawą światopoglądową, Mówiąc krócej założenie istnienia absolutu (Bóg filozofów na ogół bardzo różni się od Boga teologów) nie przeszkadzało im w posługiwaniu się logiką, a nawet odkrywaniu zasad logicznego myślenia i tworzeniu własnych systemów logicznych.

>Czyli jest jednocześnie fizykalistą.
>>>>Proszę o dokładną definicję "fizykalisty", gdyż dla mnie jest to tylko jeden z epitetów stosowanych przez filozofów - głównie idealistycznych, a ja staram opierać swoje poglądy na nauce.
>Fizykalizm teoria filozoficzna według której wszystkie terminy sprowadzają się do terminów fizyki.
To co Pan napisał, to pośrednie potwierdzenie mojego wniosku. Nie znam filozofów, którzy sami by się fizykalistami określali, a więc to tylko epitet.

Miłego dnia.

@@@
.
24-05-2012 11:58 
 Ocena-1 na 1
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>Przy apriorycznym uznaniu jednej tezy, wszystkie dalsze już mogą logicznie z niej wynikać. Izdebski:

Nie ma takiej tezy która nie zaczynała by się a priori bądź nie była błędnym kołem. Zawsze można się pytać co jest "dowodem" tego co uważamy za słuszne, a potem o "dowód dowodu" i tak mamy regresję w nieskończoność.

>>Fizykalizm teoria filozoficzna według której wszystkie terminy sprowadzają się do terminów fizyki.
>To co Pan napisał, to pośrednie potwierdzenie mojego wniosku. Nie znam filozofów, którzy sami by się fizykalistami określali, a więc to tylko epitet.

Ja nie czytałem by ludzie nazywani przez Pana fideistami sami się tak nazywali.


Z tym Afganistanem to nie wiedziałem o co Panu chodzi dopóki nie kliknąłem w link. Proszę wpisać w przeglądarkę bo jest jakiś błąd na forum i nie przekierowuje w odpowiednie miejsce.
www.calculemus.org/forum/3/godelplat.doc

Z Panem też nie będę przedłużać tej rozmowy w nieskończoność. Napisałem co miałem napisać i to już koniec.

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
24-05-2012 18:28 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Przy apriorycznym uznaniu jednej tezy, wszystkie dalsze już mogą logicznie z niej wynikać. Izdebski:
>Nie ma takiej tezy która nie zaczynała by się a priori bądź nie była błędnym kołem. Zawsze można się pytać co jest "dowodem" tego co uważamy za słuszne, a potem o "dowód dowodu" i tak mamy regresję w nieskończoność.
No to na diabła nam taka logika, z której nic nie wynika.
Alfred Ayer w swych głównym dziele Language, Truth, and Logic,napisał "tylko dwa rodzaje zdań mogą być prawdziwe lub fałszywe, mianowicie twierdzenia empiryczne i logiczne, ponieważ dają się zweryfikować. Pozostałe o ile ich treści nie da się wyrazić w terminach empirycznych, nie mają żadnego sensu".
Zdanie można zrozumieć tylko w chwili, gdy określa ono jakąś rzeczywistość. Zaś zdaniami, które opisują świat są tylko zdania empirycznie sensowne i empirycznie sprawdzalne. Sensowność danego zdania zawiera w sobie wymóg, że twierdzenie musi być w logiczny sposób powiązane z obserwacją, oraz w logiczny sposób wynikać z niej. Empiryczność zdania postuluje możliwość jego weryfikacji na podstawie obserwacji danego zjawiska. Wszelkie zdania metafizyczne oraz te zawierające w sobie określenie "Bóg" są zdaniami z gruntu rzeczy bezsensownymi. Wynika to z założenia, iż nie posiadamy żadnych obserwacji na temat Boga, które mogły by wskazywać na logiczną sensowność tego określenia.

Zdanie prawdziwe jest to zdanie, które opisuje rzeczywistość taką, jaka ona jest. Obrazowo można by powiedzieć, że prawdziwe jest zdanie, które wiernie odbija rzeczywistość. Prawdziwość zdania albo fałszywość nazywamy wartościami logicznymi zdania

Nazwa - służy do utrwalania, a także do uzewnętrzniania wytworów konkretnych procesów myślowych. Stanowią oparcie w odniesieniu do owych procesów. Kierują nasze myśli na dziedzinę przedmiotu. Zostają w określonych stosunkach. Każda nazwa posiada swoją treść, znaczenie, sens, którym jest pojęcie logiczne. Nazwy podobnie, jak zdania są przedmiotami fizycznymi, posiadają postać zewnętrzną (kształt). Ten kształt jest scharakteryzowany przez strukturę. Za pomocą nazw, osiągamy wiedzę, ustalamy ją, przekazujemy. To wszystko dzięki funkcjom nazw. Za pomocą nazw wymieniamy te cechy, które przedmiotom tym przysługują.
Nazwie mogą być przypisane wartości ze względu na stosunek do pojęcia logicznego, a także są wyrażeniami sensownymi, posiadają znaczenie ze względu na oznaczony zespół cech, posiadają treść i konotację, mogą być orzekane. Nazwy symbolizują swe zakresy denotację.


Są takie tezy. Na przykład hipotezy naukowe:
Sformułowanie hipotez - konieczna jest tu pewna suma wiedzy teoretycznej o badanych zjawiskach, wiedza ta powinna być szczegółowa, zakres tej wiedzy można podzielić na dwie grupy: - wiadomości o badanym terenie (typu demograficznego, ekonomicznego, itp.) oraz znajomość badań i wyniku badań podobnych przeprowadzonych na innym terenie, - wiadomości ogólne z zakresu wychowania, pedagogiki społecznej, elementów socjologii. Po uzyskaniu odpowiedniej wiedzy można przystąpić do formułowania hipotez.

Podstawowym warunkiem sformułowania poprawnej pod względem metodologicznym oraz użytecznej hipotezy jest wstępne rozpoznanie problemu i terenu badań, znajomość literatury przedmiotu. Od trafności i poprawności teoretycznej i metodologicznej hipotezy badawczej zależy skuteczność przeprowadzonych badań oraz możliwość wykrycia rzeczywistych uwarunkowań, struktur i dynamiki badanych zjawisk czy rzeczy.

Mnie jeszcze uczono - opierając się na Ajdukiewiczu i Kotarbińskim, że "błędne koło" zwane też definicją tautologiczną świadczy o błędności w rozumowaniu, ale to był Uniwersytet Warszawski w PRL-owskich czasach.

>Fizykalizm teoria filozoficzna według której wszystkie terminy sprowadzają się do terminów fizyki.
>>>>To co Pan napisał, to pośrednie potwierdzenie mojego wniosku. Nie znam filozofów, którzy sami by się fizykalistami określali, a więc to tylko epitet.
>Ja nie czytałem by ludzie nazywani przez Pana fideistami sami się tak nazywali.
Ja rozumiem fideizm zgodnie z Wikipedią: Fideizm (od łac. fides - wiara) to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi. pl.wikipedia.org/wiki/Fideizm Oczywiście wiem, że obecnie Kościół katolicki przeciwstawia się tendencjom fideistycznym, ale bez przesady, gdyż już w "Opoce" możemy przeczytać takie hasło: Fideizm (łac. "wiara") Kierunek charakteryzujący się (a) niedocenianiem rozumu w badaniu spraw religijnych oraz (b) zbytnim podkreślaniem swobodnego decydowania się na wiarę. W najlepszym razie fideizm słusznie podważa próby naukowego uzasadnienia wiary chrześcijańskiej. W najgorszym razie ukazuje on wiarę jako ślepy skok w ciemność. Zob. analiza wiary, modernizm, przesłanki wiary, racjonalizm, teologia naturalna, tradycjonalizm.
Chętnie bym na temat fideizmu podyskutował. Czy na pewno to tylko epitet? Mnie nie przeszkadza epitowanie scjentystą, materialistą, fizykalistą jest nawet w tym część prawdy, a że fideiści nie potrafią zrozumieć naturalistów i sceptycyzmu naukowego, to wiem już od bardzo dawna.

>Z Panem też nie będę przedłużać tej rozmowy w nieskończoność.
Już bardzo dawno zauważyłem, że jest niemożliwością zrozumienia przez Pana tego co tu piszę. Odwoływałem się do tej swojej opinii wielokrotnie. Na przykład tu:
www.racjon(*).php/s,492110/z,0/d,20#w497027
www.racjon(*).php/s,492110/z,0/d,22#w500460
www.racjon(*).php/s,492110/z,0/d,22#w500810

>Napisałem co miałem napisać i to już koniec.
Tak naprawdę, to wiele więcej się nie spodziewałem, ale żałuję. To nie sztuka dyskutować w towarzystwie wzajemnej adoracji. Sztuką jest znalezienie racjonalnych argumentów w rozmowie ze światopoglądowym antagonistą.

Miłego dnia
23-05-2012 07:52 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
Jeśli :
>Błędem nazywam uznawanie jednocześnie, że coś jest takie jak się podaje i jednocześnie uznawanie, że nie musi być takim jak się podaje(pozwolenie na zmienianie z czasem definicji).<
i jednocześnie deklarujesz:
>....to co tu przedstawię, jak mniemam będzie tylko opisem tego co mi się aktualnie mniema.<
to wniosek jest taki:
Twoje "mniemanie" z założenia (Twojego) JEST "BŁĘDEM".

Postępujesz dokładnie tak samo jak naukowcy definiując: na podstawie aktualnej posiadanej Ci wiedzy i informacji, "mniemasz" (wnioskujesz, stwierdzasz), a zakładając stan "na dziś" (aktualny), uwzględniasz, a priori, iż może się to ("mniemanie") zmienić, gdy przybędzie wiedzy, argumantów, nowych danych.
Tyle, że naukowcy swój ogląd (pogląd) podbudowują metodą naukową, weryfikacją danych i logiką, a Tobie się tylko wydaje.

PS. Ten brak logiki i konsekwencji w Twoich wywodach, jest powodem moich minusów.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
Między mną a niektórymi naukowcami jest jedna zasadnicza różnica ja stosuje epoche czyli wstrzymywanie się od sądów. Określam raczej prawdopodobieństwo na 0. A wspomniani naukowcy określają je na >0. Ewentualnie jeżeli twierdzisz, że póki się żyje jakiś osąd zawsze trzeba wydawać to jest to raczej wiara, nie wiedza. A "mniemać" (użyte w znaczeniu: wydawać się, mieć wrażenie, odnosić wrażenie, wyglądać na, prezentować się, sprawiać wrażenie, stwarzać pozór/pozory, jawić się przywidzieć się, zwidywać się) nie jest osądem i nie znaczy to samo co słowo użyte w pierwszym cytacie "uznawanie" (co znaczyło, że wydają osąd). Dlatego to Ty popełniasz błąd ekwiwokacji, ale to raczej moja wina, bo nie wyjaśniłem dokładnie o co mi chodzi.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
25-05-2012 09:01 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>Między mną a niektórymi naukowcami jest jedna zasadnicza różnica ja stosuje epoche...<
To żadne epoche - to sofistyka (lub jak nazwał to Pan Andrzej "mniemanologia").
Nie ma treści w Twoich wypowiedziach, nie ma argumentów - niestety.

>...czyli wstrzymywanie się od sądów.<
Taaa... "wstrzymywanie się" - szczególnie to widać w wypowiedziach tego typu:
Błędem nazywam..
Ja twierdzę...
...i tak nie zmienię zdania...


>Dlatego to Ty popełniasz błąd ekwiwokacji,<
W jaki sposób dochodzisz do tego co Ci się wydaje, co Ci się jawi lub też co Ci wygląda na ?
Poprzez objawienie?!!!
Czy poprzez jako taką analizę znanych Ci danych, posiadanej wiedzy (zdefiniowanych pojęć, logiki itd) i wyciąganie wniosków z tego procesu?
Nie ma mowy o ekwiwokacji - Twoje "mniemanie" to taki ściemniacz i ozdobnik którym przesłniasz brak konsekwecji i logiki, no bo zawsze możesz powiedzieć "Ja tylko mniemam" - i rzeczywiście "tylko"
Takie epoche podobnie jak podejście agnostyczne (jakże archaiczne i często karykaturalne filozofowanie) - przy aktualnym naukowym opisie rzeczywistości, dzisiejszym świecie to "zmiękczacze i rozwolniacze" - stanowiska "beztreściowe", stagnacyjne, a wręcz -IMO- prowadzące do regresu.

>ale to raczej moja wina, bo nie wyjaśniłem dokładnie o co mi chodzi.<
To trafne stwierdzenie - tak to Twoja wina, Twoja wina, Twoja bardzo wielka wina.-

PS.
Odpowiedź nie jest konieczna (brak miejsca)- wystarczy refleksja .

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To żadne epoche - to sofistyka (lub jak nazwał to Pan Andrzej "mniemanologia").
Przykro mi, ale "mniemanologię stosowaną" to nie ja wymyśliłem. To pan Jan Tadeusz Stanisławski

Wielką popularnością cieszył się w latach 70. XX wieku cykl "wykładów" radiowych z "mniemanologii stosowanej" pt. "O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia",

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
25-05-2012 11:40 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>Wielką popularnością cieszył się w latach 70. XX wieku cykl "wykładów" radiowych z "mniemanologii stosowanej" pt. "O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia", <

Były także odcinki telewizyjne, je właśnie pamiętam, oglądałem z uśmiechem na twarzy...aż do równie klasycznego już zakończenia każdego odcinka, frazą - "...i to by było na tyle"

Pozdrawiam

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
21-04-2012 00:38 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> a teraz z prof. Amit Gosvamie - specjalista od "bardzo naukowego Boga" - "kompatybilnego z nauką": www.youtube.com/watch?v=gxBozNVrjh0

Dr Goswami bardzo powoli wyłuszcza sprawę, ale w połowie wywiadu zaczyna podawać trochę konkretów, które niestety przeczą mojej wiedzy z mechaniki kwantowej. Na końcu wywiadu padają nazwiska autorów fantastycznych doświadczeń telepatycznych. Poszperałem tropem jednego z nich. Okazało się, że to doświadczenie zostało opublikowane w... "The Journal of Alternative and Complementary Medicine". Znalazłem też komentarz o autorce. Na dalsze szperanie szkoda mi czasu.
21-04-2012 01:11 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Osobiście mam kłopot z takimi myślicielami jak np. - w Polsce prof. Jacyna Onyszkiewicz, ...

Jeszcze robiąc doktorat w Polsce poszedłem na sympozjum, gdzie usłyszałem wykład Jacyny-Onyszkiewicza. Upłynęło kilkanaście minut zanim upewniłem się, że to nie żart.

> ... a teraz z prof. Amit Gosvamie - specjalista od "bardzo naukowego Boga" - "kompatybilnego z nauką": www.youtube.com/watch?v=gxBozNVrjh0

Skomentowałem ten wywiad powyżej.

> Na takich uczonych czasem wspierają się nasi forumowi dyskutanci i mam tu pytanie: Czy ci fizycy (jest takich grupa) wypowiadają się na temat, na którym się znają, czy tylko specjalistycznego języka używają.

Wiedzą jakiego języka używać aby brzmiało to mądrze. Ale te wypowiedzi ani nie mają oparcia w faktach, ani nie są spójne z szerszą wiedzą przyrodniczą. Taki rodzaj teologii.
21-04-2012 09:09 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wiedzą jakiego języka używać aby brzmiało to mądrze.
Tak, ale chodziło mi raczej o ludzi posiadających dorobek i tytuły naukowe.
Takich jak np. biochemik M. Behe, czy inni teistyczni uczeni np. zwolennicy ID:

Większość uczonych odrzuca teorię inteligentnego projektu w postaci postulowanej przez jej zwolenników w naukach biologicznych. Nie oznacza to bynajmniej, że negują oni tym samym wiarę w inteligentną wyższą siłę stwórczą, która kierowała powstawaniem wszechświata. Wielu naukowców otwarcie wyrażało swoje głębokie przekonanie o istnieniu Stwórcy (osobowego lub bezosobowego), projektanta świata. Do grona tych badaczy należy zaliczyć również laureatów Nagrody Nobla jak:

Christian Boehmer Anfinsen (chemia 1972)
Werner Arber (fizjologia i medycyna 1978)
Ernst Boris Chain (kreacjonista) (fizjologia i medycyna 1945)
Dennis Gabor (fizyka 1971)
William Phillips (fizyka 1997)
Charles Hard Townes (fizyka 1964)

Większość teistycznych uczonych opowiada się za ewolucją teistyczną, będącą częścią ewolucji całego Wszechświata kierowanej przez Stwórcę[potrzebne źródło]. Ich poglądy dobrze ilustruje wypowiedź Charlesa Townesa:

Uważam, że istnieją namacalne dowody inteligentnego projektu, lecz zazwyczaj nie używam tego słowa, gdyż zostało ono skażone. Wierzę, że Bóg tworzył wszechświat na przestrzeni czasu, oraz iż ewolucja jest częścią Boskiego procesu. Twierdzenie jakoby inteligentny projekt dyskredytował ewolucję jest całkowicie szalone.

Taki pogląd nie jest do końca zbieżny z przekonaniami ruchu ID według którego ingerencje Stwórcy w świat ożywiony są odróżnialne od naturalnych procesów jakie akceptuje ewolucjonizm teistyczny.

Wiem, że to bardzo trudne pytanie i zahacza raczej o psychologię a nawet psychiatrię,
ale zastanawia mnie to. (Fizyków teoretycznych "odloty" dotykają częściej niż innych specjalistów.)

>Ale te wypowiedzi ani nie mają oparcia w faktach, ani nie są spójne z szerszą wiedzą przyrodniczą. Taki rodzaj teologii.
Już sam uczony nie opierający swojej wiedzy na weryfikowalnych faktach jest dziwadłem, ale czego to ludzie nie potrafią.

W każdym razie za odpowiedź dziękuje i pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
21-04-2012 13:12 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Tak, ale chodziło mi raczej o ludzi posiadających dorobek i tytuły naukowe. Takich jak np. biochemik M. Behe ...

Michael Behe na pewno się myli. Żaden z jego przykładów "nieredukowalnej złożoności" nie jest niemożliwością ewolucyjną.

> Do grona tych badaczy należy zaliczyć również laureatów Nagrody Nobla jak:
> Dennis Gabor (fizyka 1971)
> Charles Hard Townes (fizyka 1964)

Moim zdaniem ich poglądy wynikają z braku szerszej wiedzy przyrodniczej.

> Christian Boehmer Anfinsen (chemia 1972)
> Werner Arber (fizjologia i medycyna 1978)
> Ernst Boris Chain (kreacjonista) (fizjologia i medycyna 1945)
> William Phillips (fizyka 1997)

Niestety, nie znam ich poglądów.

> Większość teistycznych uczonych opowiada się za ewolucją teistyczną, będącą częścią ewolucji całego Wszechświata kierowanej przez Stwórcę.

Myślę, że małe są szanse aby to było prawdą. Im więcej wiemy o ewolucji, tym bardziej wygląda ona na naturalną, bez potrzeby postulowania jakiejś zewnętrznej ingerencji - ani ciągłej, ani stwórczej. A przypisywanie osobowości takiej ewentualnej ingerencji, uważam tylko za ludzki sposób pojmowania świata. W tym względzie poprawniejsze jest podejście Einsteina, który choć często mówił o Bogu to miał na myśli Naturę.

Być może wrażenie zewnętrznej ingerencji jest związane z zasadą antropiczną. Ale dopatrywanie się w niej palca boskiego uważam za grubą przesadę. (Polska Wikipedia przedstawia tę zasadę z teistycznego punktu widzenia.)
setarkos (10757 punktów)
>>.. co rozumiesz pod terminem "materia"?
>Po prostu - tym co odbieramy zmysłami (również za pośrednictwem różnych przyrządów).
>Tylko to powyższe możemy poznać -
Zdaje się, że możemy też poznać zależności wewnętrzne między tym, co materialne. Pomiary różnych wielkości nieobojętnych zmysłom dają się układać w matematyczne wzory, których stosowalność potwierdza się kolejnymi badaniami.
Raczej poznajemy właśnie relacje między materialnymi wielkościami niż materię "samą w sobie".
> - w odróżnieniu od tego co możemy pomyśleć, albo co się nam może przywidzieć
Wśród tego, co możemy pomyśleć da się chyba oddzielić 'rzeczy' przewidywalne od przywidzeń. Do drugich należałby przykładowo pomysł, jakoby ciała cięższe spadały szybciej - a do pierwszych, że równie szybko jak lekkie. Prawa swobodnego spadku są poznawalne, pomimo że nie wprost materialne.
> lub dać odczuć emocjonalnie - a co z kolei też bazuje na materii - substancji mózgowej.
Dodatkowo mózg zdaje się zawierać nie tylko substancję, lecz także strukturę (w tym modelującą wspomniane wcześniej prawa przyrody). Trudno twierdzić, by jego istotą była sama materia (przy czym nie postuluję tu nic duchowego).

[Badanie mózgu przy użyciu mózgu to chyba dość ryzykowny temat - łatwo w nim o logiczne zapętlenie.]
maceox (6766 punktów)
Zapewne przy odpowiednim zdefiniowaniu "materii" (każdy może sprawdzić choćby w wikipedii) masz rację.

Ja jednak pokusiłem się o pewne uporządkowanie terminologii stosując taki opis:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,492110#w495970
aby unaocznić różnicę pomiędzy tym co doświadczalne empirycznie, a tym co ideowe.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
setarkos (10757 punktów)
>.. uporządkowanie terminologii (..) aby unaocznić różnicę pomiędzy tym co doświadczalne empirycznie, a tym co ideowe.
W odnośniku piszesz m.in:
>Otóż uważam, że teorie matematyczne nie są poznawalne (zmysłowo), a tylko możliwe do pomyślenia.
Takie stwierdzenie sugeruje, jakoby istniała poznawalność bez pomyślenia, z czym trudno się zgodzić.

[Wiadomo, że funkcjonują mechanizmy biologiczne oparte na samych zmysłach - by tak rzec: bezwiedne - ale czy mają coś wspólnego z poznaniem? Nie sposób chyba .. 'znać bezmyślnie'..]
maceox (6766 punktów)
>>Otóż uważam, że teorie matematyczne nie są poznawalne (zmysłowo), a tylko możliwe do pomyślenia.
>Takie stwierdzenie sugeruje, jakoby istniała poznawalność bez pomyślenia, z czym trudno się zgodzić.

Sądzę, że subiektywną stroną empirycznego doświadczenia są wrażenia (odczucia). Tak zwane "uzmysłowienie" sobie tych wrażeń nie musi się wiązać z jakąś bardzo konkretną myślą - czasem pozostaje zaledwie uczuciem.

Natomiast idee powstałe w związku z tymi wrażeniami są już pomyślane (często błyskawicznie - jakby bezpośrednio, a czasem w mozolnym toku tworzenia skomplikowanych konstrukcji myślowych).

(Oczywiście przyznaję, że trochę pływam, bo nie jestem specjalistą z kognitywistyki. Mam tylko nadzieję, że calkowitych bredni nie opowiadam.)

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
18-04-2012 13:20 
 Ocena 1 na 1
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Istnienia świata materialnego nie trzeba w ogóle udowadniać, bo on jest przez nas odbierany poprzez zmysły i w ten sposób doświadczalny empirycznie (chyba, ze jesteś solipsystą).


   A widzisz, nawet żeby postawić istnienie świata zewnętrznego jako aksjomat trzeba zdobyć się na akt WIARY, bo przecież nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować. Tak, ja wierzę, że świat którego doświadczają moje zmysły istnieje.

Cytat:
>Tak więc twoje pytanie, czy powyższe twierdzenie jest rodzajem wiary może się tylko odnosić do zawartego w tym twierdzeniu słowa "tylko".

   Dokładnie.

Cytat:
>Czy może istnieć jakaś rzeczywistość poza światem materialnym?
>Sprawa tu jest dość prosta - otóż trudno przypisywać atrybut istnienia jakimś zjawiskom, których istnienia nauka nie potwierdziła.

   A dla mnie sprawa nie jest taka prosta. Zgodzisz się chyba, że trudność/łatwość uznania za istniejące byty lub obiekty a sam fakt ich istnienia/nieistnienia to dwie różne sprawy?
Poza tym, przecież naturalizm ontologiczny nie składa się tylko i wyłącznie z twierdzeń negatywnych (nie istnieje rzeczywistość duchowa, świat nadnaturalny, czy platońskie idee) ale i pozytywnych, tłumaczących jak to się stało, że możemy do siebie pisać (wszechświat powstał w sposób naturalny, życie powstało z materii nieożywionej, myśli i idee są materialne, itd.) Sednem mojej wypowiedzi jest to, że większości z tych "kluczowych" twierdzeń naturalizmu nie można w żaden sposób zweryfikować i jak to napisałeś: "ich istnienia nauka nie potwierdziła". Są one w związku z tym niczym innym, jak wyznaniem WIARY.
Czy możesz mi powiedzieć, skąd się biorą wielkie wybuchy i czy w ogóle są możliwe bez nadnaturalnej interwencji, dlaczego istnieje raczej coś niż nic, jakie warunki są potrzebne, żeby z materii nieożywionej powstało życie i jak mogę odtworzyć ten proces? Nie wspomnę już o tym, że większość współczesnych teorii fizycznych jest przecież metafizyczna, bo ich twierdzeń nie da się w żaden sposób zweryfikować ( np. teoria strun ze swoją różnie podawaną ilością wymiarów, teoria wieloświatów, czy choćby wielkiego wybuchu).

Cytat:
>Równocześnie jest dla mnie niepojęte ... jakim cudem mogłoby istnieć coś poznawalnego, co jakąś formą materii nie jest.

   Prawda, ból, zachwyt, strach, kula, Pi, jeden itd.

Cytat:
W każdym razie, gdybyśmy to coś mogli poznać - to musiałoby przybrać jakąś formę materii, byśmy tego mogli doświadczyć.

   Nawet tego nie mogę uznać za pewnik. Możemy się co prawda spierać, czy np. myśli są materialne czy nie, czy prawdę można poznać tylko w odniesieniu do obiektów materialnych (Bóg istnieje. To prawda, czy nie i czy "sama" prawda jest materialna?), albo czy obiekty matematyczne to odrębne byty ale przecież nie mamy żadnych narzędzi, żeby to jednoznacznie stwierdzić. Czy moja myśl, pragnienia, wolna wola to tylko wynik ruchu atomów w moim mózgu, czy coś więcej? Przyznaję, możesz mieć rację i wolna wola to tylko złuda wytworzona przez reakcje chemiczne ale ani Ty ani ja na pewno tego nie wiemy. Ty wierzysz, że to tylko materia, ja - że coś więcej.

Cytat:
Tak więc niektórzy racjonaliści wręcz mówią o bardzo nikłym (ale jednak) prawdopodobieństwie istnienia Boga. Tak mówi Dawkins i tak wypowiedział się również Pan Andrzej Bogusławski.

   Z jednej strony uważam te wypowiedzi za wyłącznie "marketingowe" (Dawkins naraził by się na śmieszność i został poproszony o dowody, gdyby nie przyznał, że jednak do końca nie wie jaka jest prawda i może się mylić) a z drugiej: Jeśli Bogusławski pisze gdzieś, że jednak "jakieś prawdopodobieństwo istnieje", to przeczy sam sobie...
( www.racjonalista.pl/forum.php/s,465595#w465688)
"Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji."

Jeżeli istnieje Bóg, to i rzeczywistość świata niematerialnego, więc jeśli ktoś jednocześnie twierdzi, że TYLKO świat materialny istnieje a jednocześnie przyznaje, że niekoniecznie, to jego wypowiedzi są zwyczajnie niespójne.

Cytat:
>Tak więc wcale nie musi być "tylko",

Zgadzam się, zgadzam się nawet, że możesz mieć rację i jest "tylko" i nic poza tym.

Cytat:
pytanie natomiast, czy jest sens rozmawiać o każdej niematerialnej hipotezie i czy ma ona jakieś racjonalno-empiryczne uzasadnienie. Dopóki ma - to nie jest to wiara.

   Przy uprawianiu nauki - nie ma. Nikt nie odwołuje się do Boga przy badaniu grawitacji, bo nie Bóg jest obiektem badań, natomiast przy uprawianiu filozofii ( a przecież tym się raczej zajmujemy na tym forum) - jak najbardziej ma sens. Trochę razi mnie ta manipulacja pojęciami.
Wiara to przekonanie o prawdziwości czegoś, bez dowodu. Period.
Czasem jest w postaci religijnej i wiąże się np. z szacunkiem dla jej obiektu, a czasem nie.
Wielu ateistów chodzi do wróżki, bo wierzą, że im pomoże... Najprostsze racjonalno-empiryczne uzasadnienie dyskusji o istnieniu Boga wynika z faktu, że o prawie każdej skomplikowanej formie która zawiera w sobie informacje WIEMY, że istnieje w wyniku działania intelektu (auta, komputery, wieżowce itd.) Fakt, że o interwencji sił nadnaturalnych wspominali już pasterze owiec kilka tysięcy lat temu nie świadczy przecież o tym, że ta analogia jest błędna. Nie zawsze "nowe" teorie są lepsze i prawdziwe.

Cytat:
>Przy okazji - czy zauważyłeś, że treści religijne przekazują nam tylko inni ludzie ... Wierząc w te treści tak na prawdę wierzysz tylko innym ludziom.

   Dzisiaj - jasne, natomiast nie możemy jednoznacznie stwierdzić, czy WSZYSTKIE treści religijne jakie zna ludzkość od niej samej pochodzą... Z drugiej strony, powiedz ile teorii czy nawet faktów naukowych sam potwierdziłeś ? Większość, w tym najbardziej dyskusyjne pochodzi od innych ludzi. Będąc ateistą wierzysz Dawkinsowi, że życie powstało w "pierwotnej zupie" chociaż nikt procesu jego powstawania nie powtórzył ani nawet nie opisał.

CDN

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
18-04-2012 14:26 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>   A widzisz, nawet żeby postawić istnienie świata zewnętrznego jako aksjomat trzeba zdobyć się na akt WIARY, bo przecież nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować. Tak, ja wierzę, że świat którego doświadczają moje zmysły istnieje.
Doprawdy sfalsyfikuj sobie:
Traktujesz zmysły, jakby były zewnętrzną częścią Ciebie, jakbyś to nie był Ty, ale peryferyjne urządzenia. Ale czy tak jest? Wyłącz zmysły pozostawiając świadomość - o ile wiem, nie da się tak. Ignorować wrażeń tzw. zmysłowych też nie możesz - zawsze wpływają na Twoją świadomość. W jaki zatem sposób możesz zaprzeczyć istnieniu tego świata?

Pozdrawiam

18-04-2012 15:14 
 Ocena 1 na 1
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
> A widzisz, nawet żeby postawić istnienie świata zewnętrznego jako aksjomat trzeba zdobyć się na akt WIARY, bo przecież nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować. Tak, ja wierzę, że świat którego doświadczają moje zmysły istnieje.

Cytat:
>Doprawdy sfalsyfikuj sobie:
>Traktujesz zmysły, jakby były zewnętrzną częścią Ciebie, jakbyś to nie był Ty, ale peryferyjne urządzenia.
Ale czy tak jest? Wyłącz zmysły pozostawiając świadomość - o ile wiem, nie da się tak.

   Sęk w tym, że nie da się stwierdzić, czy się da, czy nie. Teoretycznie oczywiście się da, odcinając wszystkie połączenia nerwowe ( te które przesyłają sygnały od zmysłów) od mózgu. Wielu ludzi jest sparaliżowanych i nietrudno mi wyobrazić sobie choćby sytuację, kiedy ktoś głuchoniemy traci wzrok i zostaje sparaliżowany w taki sposób, że przestaje nawet odczuwać zapachy i ciepło, czy gorąco. Poza tym prowadzone są ciekawe badania nad pl.wikipedia.org/wiki/Deprywacja_sensoryczna" target=_blank rel=nofollow class=e>Deprywacją sensoryczną podczas których mózg sam "tworzy" wrażenia kiedy brakuje zewnętrznych.
Uważam więc, że taka metoda falsyfikacji jest nieskuteczna. Dodatkowo dla solipsysty zmysły nie są "urządzeniami peryferyjnymi" ale projekcją jego umysłu, jak i cała reszta wszechświata.

Cytat:
Ignorować wrażeń tzw. zmysłowych też nie możesz - zawsze wpływają na Twoją świadomość. W jaki zatem sposób możesz zaprzeczyć istnieniu tego świata?

   Ja osobiście nie zaprzeczam ale nie sposób nie przyznać solipsyście, że może mieć rację, bo nie ma żadnych narzędzi, które mogłyby jego twierdzenia zweryfikować.

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
18-04-2012 15:35 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>nie sposób nie przyznać solipsyście, że może mieć rację, bo nie ma żadnych narzędzi, które mogłyby jego twierdzenia zweryfikować.
Vancalarze, a po co w ogóle z takimi jałowymi poznawczo głupcami rozmawiać? Żeby upierdził każdą chwilę życia?
- Zobacz, ludzie polecieli na księżyc!
- A ja tam wiem czy w ogóle jest księżyc...

- Powąchaj jak pięknie pchnie ten kwiat.
- E tam, nie ma kwiatów...

Smerf Maruda i tyle.

W dodatku ja nie słyszałem żeby ktokolwiek poza wierzącymi odwoływał się do solipsyzmu. Nie wlecz się w ogonie!

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-04-2012 15:50 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>   Sęk w tym, że nie da się stwierdzić, czy się da, czy nie.
Hej, to Ty masz stwierdzić! A więc stwierdzaj! Podziel się, co stwierdziłeś! I kwestia jest taka, że masz stwierdzić na sobie, a nie na innych!

>Teoretycznie oczywiście się da, odcinając wszystkie połączenia nerwowe ( te które przesyłają sygnały od zmysłów) od mózgu.
Co Ty piszesz? Powyższe Twoje zdanie zakłada, że już po cichu się zgodziłeś na interpretację czysto materialistyczną!

>Wielu ludzi jest sparaliżowanych i nietrudno mi wyobrazić sobie choćby sytuację, kiedy ktoś głuchoniemy traci wzrok i zostaje sparaliżowany w taki sposób, że przestaje nawet odczuwać zapachy i ciepło, czy gorąco.
Znaczy potrafisz na zawołanie przestać odczuwać zapachy i ciepło czy gorąco? Bo to właśnie znaczy, że potrafisz sobie wyobrazić ich sytuację (w odróżnieniu od wyobrażania sobie, że ONI są w takiej sytuacji).

>Uważam więc, że taka metoda falsyfikacji jest nieskuteczna.
Podaj powody. I jeszcze doprecyzuj, czy dla Ciebie jest nieskuteczna.

>Dodatkowo dla solipsysty zmysły nie są "urządzeniami peryferyjnymi" ale projekcją jego umysłu, jak i cała reszta wszechświata.
To nic nie zmienia - wystarczy, że solipsysta ma wolę i powinien być w stanie zmysły wyłączyć, w końcu to część jego umysłu, nad którą panuje. Nie panuje???

>Cytat:
Ignorować wrażeń tzw. zmysłowych też nie możesz - zawsze wpływają na Twoją świadomość. W jaki zatem sposób możesz zaprzeczyć istnieniu tego świata?

>   Ja osobiście nie zaprzeczam ale nie sposób nie przyznać solipsyście, że może mieć rację, bo nie ma żadnych narzędzi, które mogłyby jego twierdzenia zweryfikować.
Są. Wystarczy, że solipsysta ma wolę do weryfikowania i już - w końcu wszystko jest jego wytworem i przez niego jest podtrzymywane.

Pozdrawiam

Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>>   Sęk w tym, że nie da się stwierdzić, czy się da, czy nie.
>Hej, to Ty masz stwierdzić! A więc stwierdzaj! Podziel się, co stwierdziłeś! I kwestia jest taka, że masz stwierdzić na sobie, a nie na innych!


   Ty stawiasz twierdzenia:
Cytat:
Ale czy tak jest? Wyłącz zmysły pozostawiając świadomość - o ile wiem, nie da się tak.

A ja mam udowadniać, że masz lub nie masz racji ?

Cytat:
>>Teoretycznie oczywiście się da, odcinając wszystkie połączenia nerwowe ( te które przesyłają sygnały od zmysłów) od mózgu.
>Co Ty piszesz? Powyższe Twoje zdanie zakłada, że już po cichu się zgodziłeś na interpretację czysto materialistyczną!

   Nie, powyższe zdanie zakłada, że po odłączeniu sygnałów nerwowych odpowiedzialnych za przekazywanie wrażeń zmysłowych mózg nadal będzie pracował.

Cytat:
>>Wielu ludzi jest sparaliżowanych i nietrudno mi wyobrazić sobie choćby sytuację, kiedy ktoś głuchoniemy traci wzrok i zostaje sparaliżowany w taki sposób, że przestaje nawet odczuwać zapachy i ciepło, czy gorąco.
>Znaczy potrafisz na zawołanie przestać odczuwać zapachy i ciepło czy gorąco? Bo to właśnie znaczy, że potrafisz sobie wyobrazić ich sytuację (w odróżnieniu od wyobrażania sobie, że ONI są w takiej sytuacji).

   Napisałem, że potrafię sobie wyobrazić sytuację, kiedy ktoś jest pozbawiony wrażeń zmysłowych i podałem przykład. Nic nie pisałem o tym, że wyobrażam sobie w jakiej "ONI" są sytuacji...

Cytat:
>>Uważam więc, że taka metoda falsyfikacji jest nieskuteczna.
>Podaj powody. I jeszcze doprecyzuj, czy dla Ciebie jest nieskuteczna.


   Napisałeś: "Ale czy tak jest? Wyłącz zmysły pozostawiając świadomość - o ile wiem, nie da się tak. "
,że aby sfalsyfikować pogląd solipsysty należy wykazać, że niemożliwe jest wyłączenie zmysłów przy zachowanej świadomości. Podałem Ci przykład który pokazuje, że to nieprawda, w dodatku nie opisuje sytuacji, w jakiej znalazłby się solipsysta,bo według niego również zmysły, które chcesz "odłączać" są projekcją jego umysłu...
Czy dla mnie jest nieskuteczna? Dla każdego... Na miejscu solipsysty powiedział bym Ci:
"To Ty twierdzisz, że świat zewnętrzny istnieje. Udowodnij..."

Cytat:
>>Dodatkowo dla solipsysty zmysły nie są "urządzeniami peryferyjnymi" ale projekcją jego umysłu, jak i cała reszta wszechświata.
>To nic nie zmienia - wystarczy, że solipsysta ma wolę i powinien być w stanie zmysły wyłączyć, w końcu to część jego umysłu, nad którą panuje. Nie panuje???


   A kto powiedział, że musi panować?

Cytat:
>>   Ja osobiście nie zaprzeczam ale nie sposób nie przyznać solipsyście, że może mieć rację, bo nie ma żadnych narzędzi, które mogłyby jego twierdzenia zweryfikować.
>Są. Wystarczy, że solipsysta ma wolę do weryfikowania i już - w końcu wszystko jest jego wytworem i przez niego jest podtrzymywane.

   Nie wszystko zależy od Twojej czy mojej woli, np. ruchy robaczkowe


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Ech... wydaje mi się, że nie rozumiesz, o co mi chodzi.
W takim razie kończę.

Pozdrawiam

18-04-2012 14:59 
 Ocena 1 na 1
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
Jest jedna rzecz, której Ci nie odbiorę, a może nawet trochę zazdroszczę - doświadczenie religijne. Masz doświadczenia religijne? Ja może jestem czasem bliski przeżyciom mistycznym, ale tak do końca mi nie wychodzi. Bardziej bym chciał, niż potrafię. Liczę tu trochę na udoskonalenie hełmu Boga:
pl.wikipedia.org/wiki/Hełm_boga
Wcale nie mówię tu ironicznie.


   Prawie każdy poważnie traktujący swoją wiarę chrześcijanin z tzw. "jednoosobowych sekt" jakiego znam, opisuje doświadczenia religijne. Są one bardzo zbliżone do tych, jakie sam przeżywam. Większość ludzi, z którymi dane mi było rozmawiać albo słuchać ich doskonale rozumie co ja czuję, a ja doskonale rozumiem, co czują oni. Co ciekawe, pomimo faktu, że teoretycznie w Polsce 90% (nie znam stanu na dziś) jest chrześcijanami, bardzo ciężko jest znaleźć osobę która podziela moje odczucia. Powiedziałbym, że są to raczej promile niż procenty. Dla znakomitej większości wiara to tylko wpis w księgach parafialnych, czasem chodzenie do kościoła bo "co ludzie powiedzą" w dodatku jest dla mnie w pewien nieprzyjemny sposób "napiętnowana" tym, co mówi ksiądz czy "ciało kierownicze" w przypadku Świadków Jehowy.
Według mnie wielu "wierzących", którzy aktywnie tę "wiarę" manifestuje działa pod presją grupy, do której przynależą, oraz w interesie tej grupy a nie Boga. Przykładem niech będą niedawne "hece z krzyżem pod Pałacem Prezydenckim" czy wystąpienia "obrońców o. Rydzyka".

   Na tym forum prawie nigdy swoich doświadczeniach religijnych nie piszę, bo to żaden argument w dyskusji ( O ile się nie mylę, to pierwszy raz). Mogę być wariatem albo ulegać nieświadomie (lub świadomie ) permanentnemu podtruciu niezidentyfikowanymi środkami chemicznymi. Ba!, Na początku nawet uznawałem to za dość prawdopodobne (chorobę - nie podtrucie ). Dopiero uświadomienie sobie, że istnieją miliony ludzi oprócz mnie, z podobnymi "objawami" mnie uspokoiło aczkolwiek... dalej nie wykluczam przyczyn naturalnych.

   Co do samego fenomenu to właściwie nie da się go opisać, mogę jedynie spróbować podać kilka haseł i oczywiście dotyczy to moich indywidualnych doświadczeń oraz kilku ludzi, których znam a którzy przedstawiają podobne opisy . Różni się to przy tym znacznie od wrażeń opisywanych m.in przez użytkowników środków halucynogennych w stylu LSD, grzyby, meskalina, czy wspomniany "Hełm boga" i różne odmiany deprywacji sensorycznej. Nie polega wcale na tym, że "Bóg do Ciebie przemawia", w każdym razie niebezpośrednio a jedynie poprzez sumienie.
Nie jest to przy tym stan, a raczej proces. Od silnego "agnostycyzmu w stronę ateizmu", poprzez "uznanie istnienia Boga za dość prawdopodobne", "coś w tym może być", przeczytanie Biblii aż do "to prawie pewnik" wiele się zmienia. Na początku , "mały skok w bok" to nic takiego, teraz, sama myśl o zdradzie mojej partnerki wydaje mi się obrzydliwa. Niegdyś "małe grzeszki" dziś wydają się odpychające. Nie oznacza to wcale, że zrobiłem się "święty", bo wciąż popełniam błędy chociaż na pewno mniej ludzi przeze mnie cierpi. Nikt nie jest idealny. Jest w tym jakiś element samoumartwiania się, który jest tak piętnowany przez ateistów. Nie jest to przy tym chęć do samobiczowania a raczej do poprawienia swojego zachowania w przyszłości i wcale nie wynika ze strachu przed piekłem. To raczej świadomość, że sprawiło się przykrość przyjacielowi.
    Jak wygląda "przeżycie mistyczne" ?
Permanentna radość ale radość to przy tym smutek, szczęście ale nie do opisania, poczucie wolności, brak strachu przed kimkolwiek i czymkolwiek, w tym przed śmiercią(Kto się boi Boga, to się już nikogo i niczego innego nie boi), wreszcie mocne, wręcz metafizyczne "poczucie bliskości przyjaciela" który zawsze stoi obok z pomocną dłonią ( nie umiem tego inaczej opisać).
    Z drugiej strony, przygnębienie, kiedy widzisz jak mąż bije żonę, smutek, kiedy patrzysz na "matkę Madzi" doniesienia z bliskiego wschodu czy "wojny krzyżowe" w sejmie i frustrujące poczucie bycia uwięzionym w absurdalnej grotesce, gdzie prawie wszyscy kłamią w żywe oczy,
znęcają się nad sobą lub zwierzętami, kradną i wykorzystują jeden drugiego. Zalewają mnie reklamy, z których żadna nie jest prawdą, idę do sklepu kupić wędlinę wieprzową, która z wieprza widziała tylko skórę i ścięgna, podpisuję umowy, z których każda zawiera "drobny druczek" i spotykam ludzi, którzy uśmiechają się do mnie tylko dlatego, że mam pieniądze. Pracownicy mnie oszukują a wspólnicy pukają się w czoło, kiedy mówię, że biznes należy prowadzić porządnie i uczciwie...
Te ostanie uznaję za "przeżycia mistyczne", bo wcześniej zwyczajnie mnie to znacznie mniej obchodziło, natomiast teraz sprawia "prawie fizyczny" ból, chociaż samobójstwa z tego powodu nie popełnię.

   Piszę o swoich przeżyciach, bo zapytałeś i raczej nie zamierzam się spierać, czy to dla mnie dobrze, czy źle, czy dzięki temu jestem lepszy, czy gorszy, czy to choroba psychiczna, czy "wpływ księżyca". Czy chciałbym swój "stan" zmieniać ? Za nic w świecie. Dla mnie jest cudowny. Czy zmieniłby się pod wpływem racjonalnych argumentów/dowodów? Oczywiście, chociaż moja nadzieja opiera się na tym, że jednak mam rację. Czy kogoś zmuszam albo naciskam do uwierzenia w to w co ja wierzę? Absolutnie! Jeżeli mam rację, to w Twoim interesie a nie w moim jest, żebyś się nawrócił a jeśli nie mam to wyrażam swoją "głupią" opinię i całe szczęście, że jeszcze mi wolno. Mogę tylko powodowany szczerą empatią powiedzieć Tobie czy komukolwiek innemu, że być może się myli i to staram się robić. Nikt przy tym nie ma obowiązku mnie słuchać i staram się nie wdawać w dyskusję z ludźmi, którzy nie chcą dyskutować a jedynie utwierdzić we własnym przekonaniu.

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
18-04-2012 17:02 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>   Mogę być wariatem albo ulegać nieświadomie (lub świadomie ) permanentnemu podtruciu niezidentyfikowanymi środkami chemicznymi. Ba!, Na początku nawet uznawałem to za dość prawdopodobne (chorobę - nie podtrucie ). Dopiero uświadomienie sobie, że istnieją miliony ludzi oprócz mnie, z podobnymi "objawami" mnie uspokoiło aczkolwiek... dalej nie wykluczam przyczyn naturalnych

Absolutnie skupiłbym się na tym. Czujesz bazę, ale nie zweryfikujesz tego na niekorzyść, bo to za dużo Ci daje. To jak narkotyk, reakcja chemiczna, która prowadzi często do euforii, ekstatycznych uniesień "miłosnych" w relacji Bóg - Ja, ma często sporo korzystnych skutków ubocznych, ale to ułuda, w co nie uwierzysz, bo nie chcesz stracić swego szczęścia i... na całe szczęście nie sposób zjawiska tegoż zweryfikować. Człowiek to samooszukiwacz, im większy i im bardziej podatny na uzależnienia chemiczno-ekstatyczne, tym więcej bzdetów jest w stanie w swojej głowie wyprodukować. Tylko niektórym udaje się z tego szaleństwa wytrzeźwieć. Religijność uzasadniana "mistycznie", i to nie ta o podłożu czysto chorobowym, ale w sensie wytrenowanej automanipulacji, to, moim zdaniem, najbardziej wredna odmiana religijności, bo bardzo silnie uzależnienia i jej "nienamacalność" oraz poczucie wyjątkowości związane z fałszywie postrzeganą relacją bezpośrednią/miłosną/ekstatyczną z bóstwem wykluczają mozliwość rzetelnej weryfikacji. Emocje i uczucia weryfikuje się bardzo trudno, to jest coś podobnego, kiedy tłumaczy się nastolatkowi, że ta dwa razy starsza mężatka z dwójką dzieci jest nie dla niego i trzeba zakończyć ten romans. Na szczęście dla nastolatka mężatka i cała sytuacja jest realna i życie ją zweryfikuje. "Przestrzeń mistyczna" jest nie do zweryfikowania i można się samogwałcić skutecznie do śmierci. Można łgać i robić siebie w balona ile fabryka (mózgownica+chemia) dała.

>   Co do samego fenomenu to właściwie nie da się go opisać, mogę jedynie spróbować podać kilka haseł i oczywiście dotyczy to moich indywidualnych doświadczeń oraz kilku ludzi, których znam a którzy przedstawiają podobne opisy.

Proponuję poszukać jeszcze takich osób, które też tak miały, ale zrozumiały, że to akcja samoogłupiacz inspirowana czasami wpływami z zewnątrz, czasami własnymi próbami, czasami zupełnym przypadkiem, kiedy właściwie niewiadomo jak to cudo na człowieka "spłynęło".

>Różni się to przy tym znacznie od wrażeń opisywanych m.in przez użytkowników środków halucynogennych w stylu LSD, grzyby, meskalina, czy wspomniany "Hełm boga" i różne odmiany deprywacji sensorycznej. Nie polega wcale na tym, że "Bóg do Ciebie przemawia", w każdym razie niebezpośrednio a jedynie poprzez sumienie.
>    Jak wygląda "przeżycie mistyczne" ?
>Permanentna radość ale radość to przy tym smutek, szczęście ale nie do opisania, poczucie wolności, brak strachu przed kimkolwiek i czymkolwiek, w tym przed śmiercią(Kto się boi Boga, to się już nikogo i niczego innego nie boi), wreszcie mocne, wręcz metafizyczne "poczucie bliskości przyjaciela" który zawsze stoi obok z pomocną dłonią ( nie umiem tego inaczej opisać).

Skąd ja to znam... Ba, można "widywać" np. anioły. Też taki przyjaciel. Podkreślam, straszne to - nigdy nie wytrzeźwieć. Współczuję takim ludziom, ale tak niewiele da się dla nich zrobić. "Mistyka" jest jak uścisk dorosłej anakondy. Nie puszcza jak złapie. Całe życie w totalnej fikcji. No, ale jak przyjemnie, bezpiecznie, ekstatycznie, miłośnie, jest się w jakimś sensie wybrańcem, ulubieńcem, szczęśliwcem. Jak coś jednak w życiu ostro posypie, to wtedy próba wiary, tajemnica, sprawdzian miłości, zawsze się coś znajdzie, a "relacja" przecież nie znika. ON jest zawsze pod ręką, tzn. w głowie. To takie proste, wystarczy nastawić swój radar i uwolnić chemikalia.

Napisałem to, chociaż uważam, że 99.99....% takich ludzi jest bez szans na powrót. Ściana. Totalna.
19-04-2012 07:59 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>   Piszę o swoich przeżyciach
A czy te "przeżycia" to przypadkiem nie jest normalna reakcja uczciwego człowieka na kłamstwo, fałsz, obłudę, oszustwo, głupotę i krzywdę? Ja też się otrząsam na podobne rzeczy, ale nie jest mi do tego potrzebny zmyślony przyjaciel.
>To raczej świadomość, że sprawiło się przykrość przyjacielowi
A nie po prostu sobie?
18-04-2012 15:01 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>A widzisz, nawet żeby postawić istnienie świata zewnętrznego jako aksjomat trzeba zdobyć się na akt WIARY, bo przecież nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować. Tak, ja wierzę, że świat którego doświadczają moje zmysły istnieje.
Yancalarze, takie bzdury po takim czasie na tym portalu to już po prostu skandal!

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Vancalar (1804 punktów)

Cytat:
>>A widzisz, nawet żeby postawić istnienie świata zewnętrznego jako aksjomat trzeba zdobyć się na akt WIARY, bo przecież nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować. Tak, ja wierzę, że świat którego doświadczają moje zmysły istnieje.

Cytat:
>Yancalarze, takie bzdury po takim czasie na tym portalu to już po prostu skandal!

Cool. Jak więc chcesz jednoznacznie obalić Solipsyzm? Ja wierzę, że to pogląd błędny i zapewne ty wierzysz.
Natomiast jak chcesz udowodnić solipsyście, że się myli ?

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
astrotaurus (12445 punktów)
>zapewne ty wierzysz.
Nie, nie wierzę - nie stosuję tej głupiej kategorii odbioru świata do niczego.

Ja wiem, że solipsyzm to taki sam jałowy bzdet bez pokrycia jak religia.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>>zapewne ty wierzysz.
>Nie, nie wierzę - nie stosuję tej głupiej kategorii odbioru świata do niczego.
>Ja wiem, że solipsyzm to taki sam jałowy bzdet bez pokrycia jak religia.


...
Ot siła argumentacji

"Ja wiem".

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
18-04-2012 16:14 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Ot siła argumentacji
>"Ja wiem".
Ej, Vancalarze, Vancalarze, przecież Ty też wiesz. Znasz przecież dokonania poznawcze solipsystów, fideistów i zwyczajnej nauki. Potrafisz je porównać.
A że wolisz mówić o wierze w błędność solipsyzmu to takie Twoje skrzywienie, żeby wiara jak najczęściej gościła w każdej sprawie, i żeby ścieżek do niepoznawalnego było jak najwięcej.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
19-04-2012 12:19 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> Natomiast jak chcesz udowodnić solipsyście, że się myli?

Bardzo prosto: jeżeli solipsysta komuś mówi, że jest solipsystą to zakłada istnienie rozmówcy, a więc nie jest solipsystą.
19-04-2012 12:44 
 Ocena 2 na 2
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>> Natomiast jak chcesz udowodnić solipsyście, że się myli?
>Bardzo prosto: jeżeli solipsysta komuś mówi, że jest solipsystą to zakłada istnienie rozmówcy, a więc nie jest solipsystą.


   No co Ty Solipsysta odpowie natychmiast, że prowadzi "rozmowę" z wyimaginowaną projekcją własnego umysłu i wcale nie zakłada, że rozmówca istnieje, więc niczego tym nie udowadniasz.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
19-04-2012 12:51 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>>> Natomiast jak chcesz udowodnić solipsyście, że się myli?
>> Bardzo prosto: jeżeli solipsysta komuś mówi, że jest solipsystą to zakłada istnienie rozmówcy, a więc nie jest solipsystą.
> No co Ty Solipsysta odpowie natychmiast, że prowadzi "rozmowę" z wyimaginowaną projekcją własnego umysłu i wcale nie zakłada, że rozmówca istnieje, więc niczego tym nie udowadniasz.

Wręcz przeciwnie: udowadniam Tobie, sobie oraz innym forumowiczom, że solipsysta się myli, bo ani Ty, ani ja, ani żaden forumowicz nie ma wątpliwości co do swego istnienia (cogito ergo sum).
19-04-2012 13:23 
 Ocena 3 na 3
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>> No co Ty Solipsysta odpowie natychmiast, że prowadzi "rozmowę" z wyimaginowaną projekcją własnego umysłu i wcale nie zakłada, że rozmówca istnieje, więc niczego tym nie udowadniasz.
>Wręcz przeciwnie: udowadniam Tobie, sobie oraz innym forumowiczom, że solipsysta się myli, bo ani Ty, ani ja, ani żaden forumowicz nie ma wątpliwości, że istnieje (cogito ergo sum).


Jasne, ja, Ty, pewnie wszyscy forumowicze nie mamy wątpliwości, że istniejemy i że solipsyzm jet poglądem błędnym ale to przecież czysto filozoficzna dywagacja.
Znów, solipsysta odpowie, :
"To, że moje halucynacje twierdzą, że istnieją i "nie mają w tej kwestii wątpliwości" nie jest dla mnie żadnym na ich istnienie dowodem".

Zdajesz sobie przecież sprawę, że czyjeś twierdzenia ani "brak wątpliwości" nie są żadnym dowodem, inaczej łatwo mógłbym zapełnić plac przed Pałacem Prezydenckim różowymi jednorożcami, stwierdzając, że one tam są i nie mam co do tego wątpliwości...

Berkeley, Kartezjusz, Hume, Locke już nad tym dywagowali i o ile wiem nikt nie potrafi do dzisiaj jednoznacznie obalić tez solipsyzmu, więc właściwie piszę tu oczywistości.
Zresztą cały ten wywód ma na celu wykazanie, do jakich absurdów prowadzi skrajny empiryzm
(cytowane przez Bogusławskiego: "w nic nie wierzę")

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
19-04-2012 14:47 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zresztą cały ten wywód ma na celu wykazanie, do jakich absurdów prowadzi skrajny empiryzm (cytowane przez Bogusławskiego: "w nic nie wierzę")
Ło, Boze! Ło, Jezusicku Przenajświętszy!
Po Panu Vancalarze, to wszystkie argumenty spływają jak woda po kaczce.
On ciągle swoje, jak "kołatkowa modlitwa".
www.racjon(*).php/s,492110/z,0/d,14#w495908
Skrajne, to są tu tylko intelektualne ograniczenia fideizmem wywołane.

@@@


Wiara, albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
20-04-2012 09:43 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Zresztą cały ten wywód ma na celu wykazanie, do jakich absurdów prowadzi skrajny empiryzm

Raczej skrajny dualizm. Solipsysta bierze życie za jakąś symulację, grę komputerową, gdzie jego "ja" jest oderwane od akcji na ekranie. Liczy na to, że jak coś w tej akcji nie wyjdzie, to mu Administrator symulację zresetuje. Może nawet doda 72 hurysy?
20-04-2012 11:49 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Jasne, ja, Ty, pewnie wszyscy forumowicze nie mamy wątpliwości, że istniejemy i że solipsyzm jet poglądem błędnym ale to przecież czysto filozoficzna dywagacja.
>Znów, solipsysta odpowie, :
>"To, że moje halucynacje twierdzą, że istnieją i "nie mają w tej kwestii wątpliwości" nie jest dla mnie żadnym na ich istnienie dowodem".
Filozoficzna dywagacja musi mieć ręce i nogi (to nie teologia), a solipsysta posługujący się mową kiedy gada wyłącznie sam ze sobą w myślach a fala akustyczna nie istnieje tak samo jak rozmówcy to postać mocno podejrzana. Z prawdziwym solipsystą nie może być kontaktu. Solipsyzm może wymyślić niesolipsysta i o nim opowiedzieć, ale jeśli wymyśli go solipsysta nawet tego nie zakomunikuje.

>Zresztą cały ten wywód ma na celu wykazanie, do jakich absurdów prowadzi skrajny empiryzm(cytowane przez Bogusławskiego: "w nic nie wierzę")
I co, wykazałeś już czy dopiero dążysz do celu?
I do jakich to niby absurdów prowadzi skrajny empiryzm "w nic nie wierzę" (co by to nie było). A do czego prowadzi nieskrajny empiryzm (co by to nie było)? A jakieś osiągnięcia skrajnego nieempiryzmu ("we wszystko wierzę"... chyba) potrafisz przedstawić?
Bo widzisz, mnie wiara jest i zawsze była obca jako sposób relacji ze światem, jako kategoria jego odbioru i opisu. Ja dosłownie w nic nie wierzę, a od kiedy poznałem bliżej religie nie używam nawet słowa "wiara" w mowie potocznej dla określenia chęci, nadziei, oczekiwania. I jakoś absurdów swojej postawy i absurdów jej efektów nie dostrzegam. Pomożesz?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
19-04-2012 22:47 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>udowadniam Tobie, sobie oraz innym forumowiczom, że solipsysta się myli, bo ani Ty, ani ja, ani żaden forumowicz nie ma wątpliwości co do swego istnienia (cogito ergo sum).
Mam tu drobną wątpliwość co do Pańskiego dowodu.

"Myślę więc jestem" znaczy tyle tylko, że ja nie mogę wątpić we własne istnienie, bo w przeciwnym razie kto jest tym, kto wątpi?

Z tym przecież zgadza się również solipsysta i nigdy temu nie przeczył.

Jeśli solipsysta się myli, to nie dlatego, że jest świadomy swego istnienia.

Mi natomaist przypadła do gustu argumentacja Ojca Ateusza:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w484634

Bardzo polecam wszystkim, którzy mają problem z solipsyzmem. Naprawdę warto przemyśleć tekst w powyższym linku.
19-04-2012 23:06 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Jeśli solipsysta się myli, to nie dlatego, że jest świadomy swego istnienia.

Nie dlatego. Po prostu każdy kto rozmawia z solipsystą nie ma wątpliwości, że solipsysta się myli. Solipsyzm to szczyt zarozumiałości: wszyscy się mylą tylko ja, solipsysta, mam rację. Nawet inni solipsyści się mylą!

> Mi natomiast przypadła do gustu argumentacja Ojca Ateusza: www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w484634

Też mi się podoba - dałem plusa jak tylko ją przeczytałem.
19-04-2012 10:34 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Cytat:
Tak więc niektórzy racjonaliści wręcz mówią o bardzo nikłym (ale jednak) prawdopodobieństwie istnienia Boga.
Tak mówi Dawkins i tak wypowiedział się również Pan Andrzej Bogusławski.

>Z jednej strony uważam te wypowiedzi za wyłącznie "marketingowe" (Dawkins naraził by się na śmieszność i został poproszony o dowody, gdyby nie przyznał, że jednak do końca nie wie jaka jest prawda i może się mylić) a z drugiej: Jeśli Bogusławski pisze gdzieś, że jednak "jakieś prawdopodobieństwo istnieje", to przeczy sam sobie...
Nie, świadczy to tylko o ograniczoności pojmowania fideistycznych umysłów. Paradygmat współczesnej nauki - na którym opierają swoje poglądy racjonalny ateiści to: Sceptycyzm naukowy (metodologiczny), który jest praktyczną postawą przyjmowana przez olbrzymią większość społeczności naukowej, polegającą na uznawaniu za wiarygodne tylko tych teorii i wyników badań, które spełniają elementarne zasady metodologii naukowej, a w takich samych warunkach dają ten sam wynik.

Sceptycyzm naukowy jest często atakowany jako postawa nazbyt konserwatywna, blokująca rozwój nauki. Jednak atak ten pochodzi zazwyczaj ze strony zwolenników pseudonauki, których teorie i opisy zdarzeń bardzo często nie są podbudowane rzetelnymi wynikami badań i sprawdzalnymi faktami. Elementarną zasadą metody naukowej jest to, że obowiązek rzetelnego dowodu proponowanej nowej teorii spoczywa na osobie, która tę teorię proponuje. Teorie nieudokumentowane rzetelnie, zwłaszcza jeśli stoją one w ostrej sprzeczności z dotychczas zebraną wiedzą naukową, są odrzucane ze względu na sceptycyzm naukowy tak długo, aż ktoś przedstawi przekonujące dowody na ich prawdziwość.

W wielu krajach świata istnieją stowarzyszenia sceptyków naukowych, które zajmują się wyjaśnianiem rzekomych zjawisk paranormalnych, a także tropieniem wszelkiej maści oszustów bazujących na ludzkiej naiwności.
Według naukowej postawy sceptycznej możemy mówić tylko o większym lub mniejszym prawdopodobieństwie.
Jak znikomo małe jest istnienie rzeczywistości nadnaturalnej wyjaśniano tu już wielokrotnie. Aby odpowiedzieć czy istnieją (poza ludzką wyobraźnią) "Glut", "Boba" i "Bóg" należałoby najpierw te stwory zdefiniować. Fabularne opisy tych dziwadeł, to za mało dla nauk przyrodniczych.

Tu Pan Dominik Strzałka prostym językiem próbuje opisać rozumienie rzeczywistości:

www.polis2(*)dzielnica-naukowcow&Itemid=137
-------------------

>( www.racjonalista.pl/forum.php/s,465595#w465688)
"Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji."
Fideiści uwielbiają kastrować, jak nie mogą ludzi, to choć ich wypowiedzi.Cytat:
język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.

>Jeżeli istnieje Bóg, to i rzeczywistość świata niematerialnego, więc jeśli ktoś jednocześnie twierdzi, że TYLKO świat materialny istnieje a jednocześnie przyznaje, że niekoniecznie, to jego wypowiedzi są zwyczajnie niespójne.
A jaka spójność jest tu w Pańskiej wypowiedzi? Nauki przyrodnicze nie znają takiego stwora jak "Bóg". Jeżeli ktoś do nauk chciałby go wprowadzić, to przed tym należałoby go naukowo zdefiniować. Bez definicji jest to pojęcie naukowo puste, a takowe nie ma znaczenia czy istnieje i z jakim prawdopodobieństwem.
Dlaczego "Gugula", "Bóg" czy "Bógula" nie miałyby być materialne, jak i tak nie wiadomo o co chodzi. To samo prawdopodobieństwo przypisuję np. "bogom" Stanisława Lema. Proszę poczytać.

>Wielu ateistów chodzi do wróżki, bo wierzą, że im pomoże...
I takich głupot fideistyczni teiści opowiadają sobie wiele.
Wróżki przeprowadzają psychologiczne badania postaw światopoglądowych i jest to wiarygodne. Szanowny Panie, nawet na naszym forum parę osób opowiada bajeczki na swój temat i co mam wszystkim wierzyć.

>Z drugiej strony, powiedz ile teorii czy nawet faktów naukowych sam potwierdziłeś?
Nie jeden Parys jest na naszym forum inni też mogą permanentnie pieprzyć to samo.
Elementarną zasadą metody naukowej jest to, że obowiązek rzetelnego dowodu proponowanej nowej teorii spoczywa na osobie, która tę teorię proponuje. Wprost obowiązkiem uczonych jest weryfikacja prac kolegów.

>Będąc ateistą wierzysz Dawkinsowi,
Nie proszę Wielce Szanownego Pana, będąc racjonalnym ateistą nikomu nie wierzę, ale w przeciwieństwie do fideistów nie jestem intelektualnie ograniczonym i mogę zrozumieć metody, na których opiera się współczesna nauka i "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Naukowe twierdzenia nie wymagają żadnej wiary, a wprost odwrotnie wymagają postawy krytycznej.

@@@
.
19-04-2012 12:38 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>A widzisz, nawet żeby postawić istnienie świata zewnętrznego jako aksjomat trzeba zdobyć się na akt WIARY, bo przecież nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować.
Nie nazwałbym tego wiarą, a raczej założeniem. Któreś rozwiązanie musisz wybrać i w praktyce czynisz to codziennie. Poza tym znam dwa racjonalne rozumowania prowadzące do odrzucenia solipsyzmu:
brzytwą Ockhama:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w484634
i rachunkiem zysków i strat:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w483999
- choć oczywiście - masz rację - nie stanowią one ostatecznych dowodów. Tylko, że uwzględnienie przez Ciebie tej opcji jest dla mnie dowodem na to, że potrafisz myśleć do bólu sceptycznie.
>Zgodzisz się chyba, że trudność/łatwość uznania za istniejące byty lub obiekty a sam fakt ich istnienia/nieistnienia to dwie różne sprawy?
zgadzam się
>Sednem mojej wypowiedzi jest to, że większości z tych "kluczowych" twierdzeń naturalizmu nie można w żaden sposób zweryfikować i jak to napisałeś: "ich istnienia nauka nie potwierdziła". Są one w związku z tym niczym innym, jak wyznaniem WIARY.
Nieprawda. Wiara to przyjmowanie twierdzeń racjonalno-empirycznie nieuzasadnionych. Jeśli natomiast coś się przyjmie w ramach naturalizmu, to istnieją do tego racjonalne powody - najczęsciej oparte na doświadczeniu, a przynajmniej na hipotezie nie przeczącej prawom fizyki.
>Czy możesz mi powiedzieć, skąd się biorą wielkie wybuchy
Nie mogę. Nie wiem tego.
>i czy w ogóle są możliwe bez nadnaturalnej interwencji,
Nie wiem co to znaczy "nadnaturalnie". Pachnie mi jakąś zupełnie wymyślną ideą.
>Dlaczego istnieje raczej coś niż nic
Dla niektórych to tylko pytanie, dla innych bezpośredni dowód na istnienie Boga. Znam to pytanie i równiez przyprawia mnie o zawrot głowy, ale odpowiedź "Jezus Chrystus" mnie nie zadowala. Wolę powiedzieć: "nie wiem". Jest to bardziej ... szczere.
>jakie warunki są potrzebne, żeby z materii nieożywionej powstało życie
Zdaje się, że to akurat wiemy.
>i jak mogę odtworzyć ten proces?
To kwestia techniczna
>Nie wspomnę już o tym, że większość współczesnych teorii fizycznych jest przecież metafizyczna, bo ich twierdzeń nie da się w żaden sposób zweryfikować ( np. teoria strun ze swoją różnie podawaną ilością wymiarów, teoria wieloświatów, czy choćby wielkiego wybuchu).
Ale są zgodne ze znanymi prawami fizyki, w przeciwieństwie do "nadnaturalności"
>Cytat:
>Równocześnie jest dla mnie niepojęte ... jakim cudem mogłoby istnieć coś poznawalnego, co jakąś formą materii nie jest.

>Prawda, ból, zachwyt, strach, kula, Pi, jeden itd.
Wszystkie te idee i uczucia mają substrat materialny w postaci aktywności mózgu. Jednocześnie nie uważam idei za poznawalne empirycznie, a jedynie za możliwe do pomyślenia.
>Cytat:
W każdym razie, gdybyśmy to coś mogli poznać - to musiałoby przybrać jakąś formę materii, byśmy tego mogli doświadczyć.

>   Nawet tego nie mogę uznać za pewnik.
Powiedz mi - czy odróżniasz to co doświadczasz zmysłowo, od tego, co sobie tylko pomyślisz?
Czy odróżniasz świat fizyczny od świata umysłu i kultury?
>Możemy się co prawda spierać, czy np. myśli są materialne czy nie [...]
Można je nawet nazwać "niematerialnymi" i co z tego?
>Czy moja myśl, pragnienia, wolna wola to tylko wynik ruchu atomów w moim mózgu, czy coś więcej?
Bada to kognitywistyka, jednak trudno przyjmować, że to "więcej" nazywa się Jezus Chrystus, mieszka w niebie i siedzi dokladnie po prawej, a nie po lewej stronie swego ojca.
>Przyznaję, możesz mieć rację i wolna wola to tylko złuda wytworzona przez reakcje chemiczne
Ja tak nie powiedziałem, a nauka tego jeszcze ostatecznie nie rozstrzygnęła.
>Ale ani Ty ani ja na pewno tego nie wiemy.
Dokładnie tak. Chyba, że ktoś wie, że to jest Jezus Chrystus - on to wtedy wie.
>Ty wierzysz, że to tylko materia, ja - że coś więcej.
Ja nie wierzę, ja tylko ogólnym mianem "materii" określam to, co dotykam, słyszę itd...
>Dawkins naraził by się na śmieszność i został poproszony o dowody, gdyby nie przyznał, że jednak do końca nie wie jaka jest prawda i może się mylić.
To się nazywa sceptyczne myślenie.
Natomiast Ty próbujesz z faktu, że czegoś nie wiemy (i że możemy się mylić) wywieść, że Jezus Chrystus siedzi dokladnie po prawej stronie swego ojca, albo przynajmniej, że istnieje "coś więcej". Tymczasem skoro czegoś NIE WIEMY, to nie wiemy nawet, czy to "coś więcej" istnieje, ani jak mialoby wyglądać, ani dlaczego należaloby to coś czcić.
>Jeśli Bogusławski pisze gdzieś, że jednak "jakieś prawdopodobieństwo istnieje", to przeczy sam sobie...
>"Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji."
On napisał wyraźnie "dla mnie" - często też pisze "sądzę że" - to są az nadto wyraźne podkreślenia tego, że wcale nie uważa on swych twierdzeń za najświętszą i nieobalalną prawdę, a tylko opisuje to, co jego zdaniem po prostu istnieje i co możemy poznać. Mogę wyszukać cytat, w którym wręcz dopuścił minimalne prawdopodobieństwo istnienia Boga, ale to nie będzie żadna sprzeczność, tylko właśnie potwierdzenie jego konsekwentnie sceptycznej postawy. Trzeba trochę znać jego wypowiedzi, żeby się o tym przekonać.
>Zgadzam się, zgadzam się nawet, że możesz mieć rację i jest "tylko" i nic poza tym.
No - dokładnie - tak to przynajmniej wygląda, a co poza tym to NIE WIADOMO.
>Nikt nie odwołuje się do Boga przy badaniu grawitacji, bo nie Bóg jest obiektem badań, natomiast przy uprawianiu filozofii ( a przecież tym się raczej zajmujemy na tym forum) - jak najbardziej ma sens.
Zgoda! Ale filozofia to idee - należące do świata umysłu i kultury.
>Trochę razi mnie ta manipulacja pojęciami.
Jaka manipulacja?
19-04-2012 12:43 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
ciąg dalszy:
>Wiara to przekonanie o prawdziwości czegoś, bez dowodu.
Może i tak. Ja w ogóle nic nie wiem o żadnej prawdzie. Tylko doświadczam życia. Można te doświadczenia wyjaśniać w sposób uporządkowany - zgodny z innymi doświadczeniami. Rozum nam tak nakazuje. A inne odczucia w połączeniu z ideami czasem próbują to zaciemnić i wychodzi wtedy niespójność idei z doświadczeniem.
>Wielu ateistów chodzi do wróżki, bo wierzą, że im pomoże...
No i co z tego?
>Najprostsze racjonalno-empiryczne uzasadnienie dyskusji o istnieniu Boga
... jest takie, że ludzie lubią rozmawiać o swoich ideach, bo mają umysł, który jest do tego zdolny, a "artystyczne" myslenie jest przydatne w ewolucji
>wynika z faktu, że o prawie każdej skomplikowanej formie która zawiera w sobie informacje WIEMY, że istnieje w wyniku działania intelektu.
Pomińmy może to wynikanie. Rozmowa o informacji ma tylko wtedy sens, gdy mowa o komunikowaniu pojęć - idei, a więc gdy mowa o ludzkim umyśle.
>Fakt, że o interwencji sił nadnaturalnych wspominali już pasterze owiec kilka tysięcy lat temu nie świadczy przecież o tym, że ta analogia jest błędna.
Ten fakt świadczy tylko o tym, że wyobraźnia ludzka nie zna granic, nawet u pasterzy kilka tysięcy lat temu.
>Nie zawsze "nowe" teorie są lepsze i prawdziwe.
Nie zawsze - wtedy się je odrzuca
>Cytat:
>Przy okazji - czy zauważyłeś, że treści religijne przekazują nam tylko inni ludzie ... Wierząc w te treści tak na prawdę wierzysz tylko innym ludziom.

>   Dzisiaj - jasne, natomiast nie możemy jednoznacznie stwierdzić, czy WSZYSTKIE treści religijne jakie zna ludzkość od niej samej pochodzą...
Genezy rytuałów religijnych szukałbym już w świecie zwierzęcym. Natomiast nie jestem w stanie pojąć, jakim cudem możesz twierdzić, że jakaś treść (idea) moglaby powstać poza umysłem (ludzkim, czy zwierzecym - na jedno wychodzi)
>Z drugiej strony, powiedz ile teorii czy nawet faktów naukowych sam potwierdziłeś?
Żadnego (no może poza działaniem grawitacji, jak się wyglebiłem na nartach) - Tym bardziej nie potwierdziłem, że Jezus Chrystus siedzi po prawej stronie swego ojca, skąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych.
>Większość, w tym najbardziej dyskusyjne pochodzi od innych ludzi.
To prawda. Dlaczego jesteś sceptykiem wobec nauki, a nie jesteś sceptykiem wobec tego, czego nie wiemy i co religijne?
>Będąc ateistą
Nigdy tak siebie nie określałem. Wolę mówić, że wolno mi myśleć, i że nie kieruję się dogmatami.
>Wierzysz Dawkinsowi, że życie powstało w "pierwotnej zupie" chociaż nikt procesu jego powstawania nie powtórzył ani nawet nie opisał.
Dawkinsowi wcale w nic nie wierzę. Jeśli czegoś nie wiemy, to nie wiemy, choć sa hipotezy zgodne z prawami fizyki. Najpóźniej przy przyczynach wielkiego wybuchu pozostają już raczej tylko spekulacje (aczkolwiek coś słyszałem o jakichś jednak dowodach). I co z tego? To, że czegoś nie wiemy ma oznaczać, że mam czcić Jezusa Chrystusa, który siedzi dokladnie po prawej stronie swego ojca?

Pozdrawiam


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
17-04-2012 13:36 
 Ocena 10 na 10
Przemek J. (3008 punktów)
>że kolory nie istnieją ?

Tak się składa, ze kolory nie istnieją. To dopiero nasz umysł różnym długościom światła widzialnego nadaje pojęcie koloru (tak w skrócie). Podobny proces nastąpił gdy ludzie nie rozumieli zjawisk przyrody i nadali im miano boga. Z tą różnicą, że rozpoznanie kolorów miało fundamentalne znaczenie dla przeżycia (zdobywanie pożywienia), prawdopodobnie powstało wcześniej niż pojęcie boga. Na pewno powstał wcześniej niż Twoje pojęcie boga, jakiekolwiek ono jest. Dlatego pojęci kolorów nie jest szkodliwe, ułatwia komunikację, choć może stanowić pewną barierę przy próbach poznania. Pojęcia boga jest szkodliwe już na poziomie swobodnej komunikacji, bo zazwyczaj utrudnia komunikację i prowadzi do konfliktów.

Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
17-04-2012 14:22 
 Ocena-1 na 3
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>>że kolory nie istnieją ?
>Tak się składa, ze kolory nie istnieją. To dopiero nasz umysł różnym długościom światła widzialnego nadaje pojęcie koloru (tak w skrócie).


   Super, i to wrażenie naszego umysłu właśnie nazywamy kolorem(barwą). np. "zielony".
(pl.wikipedia.org/wiki/Barwa).
W sensie fizycznym kolor istnieje jako skład widmowy promieniowania elektromagnetycznego które można zmierzyć ( zielony ~ 550 nm), więc tak się składa, że kolory istnieją.

Cytat:
Podobny proces nastąpił gdy ludzie nie rozumieli zjawisk przyrody i nadali im miano boga.

   Masz jakiś dowód, że tak było zawsze i w każdym przypadku, czy tylko w to wierzysz?

Cytat:
Z tą różnicą, że rozpoznanie kolorów miało fundamentalne znaczenie dla przeżycia (zdobywanie pożywienia), prawdopodobnie powstało wcześniej niż pojęcie boga.


   Z jakim prawdopodobieństwem ?

Cytat:
Na pewno powstał wcześniej niż Twoje pojęcie boga, jakiekolwiek ono jest.

J.W. Skąd to wiesz.

Cytat:
Pojęcia boga jest szkodliwe już na poziomie swobodnej komunikacji, bo zazwyczaj utrudnia komunikację i prowadzi do konfliktów.

   Do konfliktów prowadzą różnice zdań a nie pojęcia.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
17-04-2012 14:55 
 Ocena 8 na 8
Przemek J. (3008 punktów)
Za Wikipedią:

Cytat:
Barwa - wrażenie psychiczne wywoływane w mózgu zwierząt, gdy oko odbiera promieniowanie elektromagnetyczne z zakresu światła.

Czy to przypadkiem nie oznacza, że istnieje proces, który definiuje kolor? Oczywiście w takim ujęciu kolor istnieje, jako użyteczna definicja.

>W sensie fizycznym kolor istnieje jako skład widmowy promieniowania elektromagnetycznego które można zmierzyć ( zielony ~ 550 nm), więc tak się składa, że kolory istnieją.

A w jakim dokładnie zakresie ten kolor zielony istnieje? Zważ, że przed długością fali jest symbol tyldy. Około. Gdzie jest granica pomiędzy kolorem zielonym a np. oliwkowym? Ale masz rację, mamy definicję koloru, która ułatwia nam komunikację, poznawanie świata, doczekała się naukowego przybliżenia, ale czy to już dość żeby mówić o istnieniu koloru? A tymczasem bóg. Nawet jakiejś sensownej definicji nie ma.

>Masz jakiś dowód, że tak było zawsze i w każdym przypadku, czy tylko w to wierzysz?

Szacuję z dużym prawdopodobieństwem na podstawie dostępnej mi wiedzy. Od wiary różni się to tym, że jestem otwarty na krytykę i jestem gotów w każdej chwili zmienić swój pogląd na ten temat, jeśli ktoś dowiedzie błędności moich założeń lub przedstawi inne, bardziej prawdopodobne. Bogowie są jednakowo nieprawdopodobni. No może z wyjątkiem tych, którym już udowodniono że ich nie ma na Olimpie, ponad chmurami czy za nieistniejącą strefą gwiazd.

>Z jakim prawdopodobieństwem ?

A jak myślisz? Skoro zwierzęta, które wyewoluowały przed człowiekiem rozróżniają różne długości fal, a nie przypominam sobie, żeby nauko donosiła o modlących się żabach, to chyba są jakieś podstawy do wnioskowania.

>>Na pewno powstał wcześniej niż Twoje pojęcie boga, jakiekolwiek ono jest.
>J.W. Skąd to wiesz.

Twoje pojęcie boga nie mogło powstać wcześniej niż ty sam. Zakładając średnią długość życia człowieka i porównując ją z ewolucją oka odpowiedź jest raczej oczywista. Mogę się nawet pokusić o założenie, że dowolne pojęcie boga utworzone przez ludzi jest młodsze niż pojęcie koloru, na podstawie podobnego wnioskowania. Choć to już może być pewne nadużycie, bo co prawda wydaje się, że gdy nasz protoplasta rzucał fekaliami w osobników na drzewie obok, jego kolega potrzebował określenia koloru, żeby przestrzec: nie rzucaj w te czerwone bo będziemy to jeść; to jeszcze pojęcie boga nie było mu do niczego podobne, ale pewności brak.

>Do konfliktów prowadzą różnice zdań a nie pojęcia.

O różnicach zdań do można podyskutować. Potrzeba religii, żeby z powodu tej różnicy ludzie zaczęli się mordować.

Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
setarkos (10757 punktów)
>.. kolor istnieje jako skład widmowy promieniowania elektromagnetycznego które można zmierzyć (zielony ~ 550 nm), więc tak się składa, że kolory istnieją.
Sama prawda - uznajemy, że barwy istnieją, bo możemy je mierzyć.
[Na marginesie: Istotna dla koloru jest częstotliwość. "Zielony" w wodzie, gdzie mniejsza prędkość światła, odpowiada długości fali ~720 nm czyli "czerwonemu", ale pozostaje "zielony", bo jest zachowana częstotliwość ~550 THz.]

>Do konfliktów prowadzą różnice zdań a nie pojęcia.
Jednak trudniej byłoby dyskutować o zjawiskach niemierzalnych - zasadniczo łatwiej wtedy o nieporozumienia.

[Gdyby źli ludzie chcieli osłabić którąś społeczność, to wystarczy pozbawić ją nauki mierzenia i poczucia proporcji (dając w zamian jakieś bajki), a na pewno ją skłócą.]
18-04-2012 00:19 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Sama prawda - uznajemy, że barwy istnieją, bo możemy je mierzyć.
Sama nieprawda - uznajemy, że barwy istnieją wyłącznie jako nasze ważenia/interpretacje, a mierzyć możemy realne zjawisko promieniowania.
Powiedziałbym nawet, że obraz wywoływany w mózgu daltonisty jest bliższy realowi, bo kolor to fikcja totalna!


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-04-2012 10:42 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Artykuł troszke w temacie:
medicalxpr(*)/2012-04-conventions-eyes.html

Pozdrawiam

17-04-2012 17:30 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>A jaka jest prawda i jak możesz to udowodnić ? Co możesz mi przedstawić oprócz swojej wiary, którą dzielisz z Bogusławskim i Izdebskim, że "istnieje tylko rzeczywistość świata materialnego" ?
Mąż wraca niespodziewanie z delegacji. Zastaje żonę z kochankiem i krzyczy.
- O Boże! Co ja widzę. Moja najukochańsza mnie zdradza!
Żona spokojnie.
- I ty mówisz, że mnie kochasz, a wierzysz własnym oczom - zamiast mnie wierzyć!

>Jeśli masz coś konkretnego, to z chęcią publicznie przyznam Ci rację i zostanę gorliwym ateistą...
Jeżeli chodzi o Pana nie istnieją żadne argumenty, które mogłyby Pana przekonać.
"Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne."

Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Poznania rzeczywistości niezależnej od poznającego ją podmiotu. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.

>Tylko mi nie mów, że "Boga nikt nigdy nie widział". Nawet tego nie możesz być pewny ale nawet gdyby tak było, to czy jeśli ludzie widzieliby monochromatycznie, oznaczałoby to, że kolory nie istnieją ?
Odwrotnie bardzo wiele osób Boga (i nie tylko Boga) widziało.
Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania. [...]

Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi.

Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

Miłego dnia.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.

.
17-04-2012 12:47 
 Ocena 3 na 3
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
> w przeciwieństwie do ciebie, nie wychodzę z założenia, że pojęcie rzeczywistości redukuje się do znaczenia jakim posługuje się współczesna nauka.

Czy mógłbyś zatem zdefiniować pojęcie rzeczywistości, jakim się posługujesz?

If you only have a hammer, you tend to see every problem as a nail.
17-04-2012 13:13 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)
>> w przeciwieństwie do ciebie, nie wychodzę z założenia, że pojęcie rzeczywistości redukuje się do znaczenia jakim posługuje się współczesna nauka.
>Czy mógłbyś zatem zdefiniować pojęcie rzeczywistości, jakim się posługujesz?
>
If you only have a hammer, you tend to see every problem as a nail.

Mówiłem jedynie,ze jest ich wiele, w przeciwieństwie do tych, którzy uznają tylko jedną. W tym także religijna,ontologiczna etc.Przeczytaj moją odpowiedź powyżej skierowaną do Przemka J. Podąłem różne przykłady.
17-04-2012 13:56 
 Ocena 4 na 4
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>>> w przeciwieństwie do ciebie, nie wychodzę z założenia, że pojęcie rzeczywistości redukuje się do znaczenia jakim posługuje się współczesna nauka.
>>Czy mógłbyś zatem zdefiniować pojęcie rzeczywistości, jakim się posługujesz?

> Mówiłem jedynie,ze jest ich wiele, w przeciwieństwie do tych, którzy uznają tylko jedną. W tym także religijna,ontologiczna etc.Przeczytaj moją odpowiedź powyżej skierowaną do Przemka J. Podąłem różne przykłady.

Napisałeś, że nie sprowadzasz pojęcia rzeczywistości do znaczenia, w jakim posługuje się nim współczesna nauka. Chciałem więc dopytać, co wobec tego masz na myśli, kiedy piszesz "rzeczywistość"? Jakie pojęcie rzeczywistości uważasz za najwłaściwsze? W jaki sposób twoje pojęcie rzeczywistości wykracza poza to, co jest przedmiotem zainteresowania nauki? Twoją wypowiedź czytałem, ale zakładam, że nie uznajesz za słuszne wszystkich bez wyjątku koncepcji ontologicznych, jakie dotąd powstały?

If you only have a hammer, you tend to see every problem as a nail.
18-04-2012 14:23 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)
>Napisałeś, że nie sprowadzasz pojęcia rzeczywistości do znaczenia, w jakim posługuje się nim współczesna nauka.
Nie sprowadzam, ponieważ znane mi są inne.
>Chciałem więc dopytać, co wobec tego masz na myśli, kiedy piszesz "rzeczywistość"? Jakie pojęcie rzeczywistości uważasz za najwłaściwsze? W jaki sposób twoje pojęcie rzeczywistości wykracza poza to, co jest przedmiotem zainteresowania nauki?
Kiedy piszę "rzeczywistość" mam na myśli wieloaspektowość tego pojęcia,która jest mi znana.Zwracam uwagę,na różnorakie rozumienie tego terminu,z uwagi na to,że w ramach takiej czy innej koncepcji, nabiera on różnorakiego znaczenia.Bardzo często owe znaczenia nie tylko się nie pokrywają ale również wzajemnie się wykluczają.Przykłady można mnożyć.Weźmy sobie klasyczny podział na realizm i idealizm ontologiczny.Pierwszy sprowadza "rzeczywistość" do tego istnieje, niezależnie od podmiotu,drugi przypadek, to co istnieje, sprowadza do idei umysłu,czyli pewnego rodzaju konstruktów podmiotu.Dla jednych "rzeczywistość" będzie tym, co niezależne od podmiotu,dla drugich tym, co sam podmiot konstytuuje.To tylko jeden z wielu przykładów,które dzieli przepaść w zakresie pojmowania rzeczywistości.
Co do kolejnego pytania: nie znam jednego pojęcia rzeczywistości,które można byłoby uznać za "najwłaściwsze" bez względu na odpowiedni ludzki kontekst.Inaczej sprawę ujmując,zależy ono od tego,które w danym kontekście jest najbliższe,najprzydatniejsze,najbardziej przekonujące itd.To jednak kwestia bądź to wyboru,bądź konwencjonalnego określenia odpowiednich kryteriów.Weźmy przykładowo kryterium praktycznego wytłumaczenia zjawiska. Mamy taką sytuację: w jakimś budynku siedzą sobie szaman z buszu i przeciętny powiedzmy europejczyk. Nagle budynek zaczyna się walić. Europejczyk wytłumaczy sobie to zjawisko jako trzęsienie ziemi,wedle pewnych teorii naukowych,na które składają się prawa fizyki,zdobyta wiedza w zakresie geografii,geologii itd.Do tego może dorzucić znajomość zagadnień wielu innych dziedzin które zna, do momentu,aż uzna,że takie wytłumaczenie zjawiska jest dla niego wystarczające w praktyce,chociaż można byłoby go jeszcze bardziej rozszerzyć.Buszmen zaś wytłumaczy sobie,że to duchy przodków się gniewają i na tym poprzestanie,ponieważ do praktycznego wyjaśnienia tego zjawiska, jemu też wystarczy takie tłumaczenie.W świetle kryterium praktycznego objaśnienia tego zjawiska, obaj panowie dysponują wystarczającym dla nich pojęciem rzeczywistości. Pierwszy pojmuje ją w znaczeniu nauk przyrodniczych,drugi jako wzajemne przenikanie się elementów świata zmarłych i żywych. Wedle tego kryterium oba pojęcia rzeczywistości są wystarczające ze względu na konkretny kontekst ludzki.Oczywiście kryteria można mnożyć i wedle nich dyskredytować jedno bądź drugie pojęcie rzeczywistości.
Co do wykraczania pojęcia rzeczywistości poza to, co jest przedmiotem zainteresowania nauki:
Pojęcie rzeczywistości w rozumieniu ontologi jako jednej z dyscyplin filozoficznych,dostarcza nam wielu przykładów rozumienia rzeczywistości o wiele szerzej zakresowo niż to ma miejsce we współczesnej nauce. Pojęcie rzeczywistości rozumiane jest w nauce zgodnie z kryterium faktyczności, określanej jako zachodzenie zjawisk o charakterze czasowo-przestrzennym.Wszystko inne nie jest dla nauki ani faktem,ani nie przynależy do kategorii faktów, tym samym nie mieści się w pojęciu rzeczywistości.Rzeczywistość zostaje zredukowana do tego, co jest faktem.Jeśli więc nauka bada rzeczywistość,bada to, co po pierwsze zjawiskowe,po drugie czasowe, po trzecie przestrzenne.I tutaj wyczerpuje się dla nauki kategoria rzeczywistości. Tymczasem wiele ontologicznych koncepcji znanych w filozofii posiada zakresowo szersze pojęcie rzeczywistości.Niektóre wymieniałem już wcześniej.
>Twoją wypowiedź czytałem, ale zakładam, że nie uznajesz za słuszne wszystkich bez wyjątku koncepcji ontologicznych, jakie dotąd powstały?
Jeśli przez słuszność rozumiesz bezbłędność,to mogę śmiało odpowiedzieć,że wykazanie błędu wymaga podania jego kryterium.Może to być np.kryterium poprawnej logiczności ale i tutaj niejednokrotnie powstają problemy, co do obowiązywania,bądź tez nieobowiązywania pewnych praw logicznych w zakresie danej koncepcji, ponieważ porządek ontyczny nie musi pokrywać się z logicznym.Tego rodzaju zabawne sytuacje można znaleźć np. w koncepcji "bytu ogarniającego" Jaspersa,gdzie klasyczna analiza logiczna z natury podejmowanego zagadnienia nie jest w ogóle zasadna, czy adekwatna, ponieważ nie odpowiada ontycznemu porządkowi.Ktoś powie bzdety.Być może,ale warto zwrócić uwagę,że np. naukowe rozumienie rzeczywistości,podając własny jej zakres, doprowadziło np.do takich teorii jak współczesna mechanika kwantowa, w której nie obowiązują niektóre prawa logiki, jak zasada niesprzeczności, czy wyłączonego środka.Zresztą nie muszą, bo opierają się na specyficznym dla siebie systemie dedukcyjnym i miarą ich słuszności jest zgodność z założeniami tego systemu.Podobna sytuacja jest u Jaspersa.Zresztą,to tylko dwa ze stosu przykładów.Pytanie zatem brzmi; jakie jest kryterium słuszności? Jeśli poprawność logiczna,dopytam tylko,z uwzględnieniem jakich praw? Wtedy jak najbardziej odpowiem: wedle tego kryterium, nie uznaję wszystkich za słuszne,a może nawet żadnej, o ile będę w stanie wskazać na jego niespełnienie.
Mówiąc inaczej, jedne są mi bliższe, inne dalsze,jedne bardziej przekonują inne mniej.W wielu łatwo wskazać błędy wedle pewnych kryteriów, w innych nie sposób itd.
Natomiast jest sprawą oczywistą,że niektóre w ogóle, w żaden sposób nie przekonują.
18-04-2012 19:31 
 Ocena 5 na 5
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
Zadałeś sobie wiele trudu, aby uchylić się od wyrażenia własnego poglądu, zamiast tego streszczając wszystko, co udało ci się przeczytać i przyswoić na temat pojęcia rzeczywistości wg różnych koncepcji. Doceniam ten wysiłek. Mnie jednak chodziło o to, która koncepcja jest najbliższa twojemu osobistemu poglądowi na rzeczywistość. Z tego, co piszesz, wnioskuję, że nie masz jeszcze wyrobionego poglądu - bo niepodobna, żebyś pozostawał doskonale bezstronny wobec kolizji wszystkich przywołanych przez ciebie "koncepcji", a już na pewno dwóch: Buszmena, który zawalenie się domu tłumaczy gniewem umarłych - i podejścia racjonalnego, które przyczyn katastrofy upatruje raczej w takich czynnikach jak wady projektu, wadliwe wykonanie, użycie nieodpowiednich materiałów, nieodpowiednia eksploatacja itp.


If you only have a hammer, you tend to see every problem as a nail.
kaktus5 (306 punktów)
>Zadałeś sobie wiele trudu, aby uchylić się od wyrażenia własnego poglądu, zamiast tego streszczając wszystko, co udało ci się przeczytać i przyswoić na temat pojęcia rzeczywistości wg różnych koncepcji. Doceniam ten wysiłek.
Jeśli chodzi o "streszczenie wszystkiego", co udało się przyswoić lub przeczytać na temat pojęcia rzeczywistości, nie mogę się z tym zgodzić,ponieważ podałem ledwie kilka przykładów i to bardzo oględnie,z pomocą których starałem się objaśnić, dlaczego właśnie, zwykle unikam, trzymania się na poziomie teoretycznym, jakiejś jednej konkretnej opcji w tym temacie.Ze względu własnie na taki pogląd.
>Mnie jednak chodziło o to, która koncepcja jest najbliższa twojemu osobistemu poglądowi na rzeczywistość.
Oczywiście,istnieją takie koncepcje rzeczywistości, które są mi bliższe lub bardziej mnie przekonują.Trzeba jednak zaznaczyć,że zadane przez Ciebie pytanie rozumiem w tym wypadku w znaczeniu praktycznym tzn. w porządku PRAKSIS, czyli jak to określali starożytni grecy "sztuki życia".W tym znaczeniu, zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie filozoficzne koncepcje rzeczywistości,w przeciwieństwie do tej,którą wypracowała współczesna nauka.Wśród nich szczególnie dwie:
1)ujęcie egzystencjalne (A.Camus,K.Jaspers,J.P.Sartre,S.Kierkegaard,dla przykładu)
2)ujęcie hermeneutyki filozoficznej(Dilthey i przede wszystkim Gadamer)
Wypada również wspomnieć koncepcje zapoczątkowane idealizmem transcendentalnym, I. Kanta,które przybrały współcześnie wielorakie modyfikacje.
>Z tego, co piszesz, wnioskuję, że nie masz jeszcze wyrobionego poglądu - bo niepodobna, żebyś pozostawał doskonale bezstronny wobec kolizji wszystkich przywołanych przez ciebie "koncepcji"
Co do wyrobionego poglądu, możesz mi wierzyć,że w swoim czasie opowiadałem się wyraźnie za wieloma z tych, które wymieniłem i których nie wymieniłem.Tym bardziej,zdaję sobie sprawę z problematyczności,słabości i mocnych stron wielu z nich.Łącznie z tą,przyjętą we współczesnej nauce. Poglądy ulegają zmianie wraz z zagłębianiem się w problematykę.Jeden raz wyrobiony,zostaje zdyskredytowany,przynajmniej w jakimś stopniu przez inny.Sądzę,że właśnie to jest istotą racjonalizmu, na który tutaj powołuje się większość forumowiczów. Pytanie o podstawę.Nie znajduję wystarczającego powodu, dla którego miałbym zatrzymać się w jednym miejscu,jeśli wyraźnie widzę i znam sposoby dyskredytujące utrzymywaną przeze mnie dotychczasową pozycję.
19-04-2012 22:21 
 Ocena 1 na 1
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
> Nie znajduję wystarczającego powodu, dla którego miałbym zatrzymać się w jednym miejscu,jeśli wyraźnie widzę i znam sposoby dyskredytujące utrzymywaną przeze mnie dotychczasową pozycję.

Rozumiem, że ta pozycja polega na (tymczasowym?) zawieszeniu sądu na temat natury rzeczywistości, tzn. na nieopowiadaniu się jednoznacznie po stronie którejkolwiek z przedstawionych koncepcji (a przede wszystkim nie za podejściem typowo racjonalnym)? Jeśli dobrze zrozumiałem, można ją streścić słowami:

Cytat:
There are more things in heaven and earth, Horatio,
Than are dreamt of in your philosophy.


If you only have a hammer, you tend to see every problem as a nail.
kaktus5 (306 punktów)
>Rozumiem, że ta pozycja polega na (tymczasowym?) zawieszeniu sądu na temat natury rzeczywistości, tzn. na nieopowiadaniu się jednoznacznie po stronie którejkolwiek z przedstawionych koncepcji (a przede wszystkim nie za podejściem typowo racjonalnym)? Jeśli dobrze zrozumiałem, można ją streścić słowami:
>Cytat:
There are more things in heaven and earth, Horatio,
>Than are dreamt of in your philosophy.

Raczej na podważaniu statusu nieomylności,wskazywaniu niezgodności z ich wewnętrznie przyjętymi założeniami,akcentowaniu innych możliwości,wykraczających poza ich ramy i próbach ustalenia zakresu ich obowiązywalności tzn.kompetencji. Wszelakie teorie mają to do siebie,że stanowią pewien konstrukt.Są zatem zewnętrzne w stosunku do tego,czego istnienie zakładają,dlatego z definicji nie mogą być tożsame z "rzeczywistością",którą próbują opisać. Jeśli więc powiedzmy fizyka sprowadza stół,do powiedzmy elementarnych cząstek materii,powiązanych ze sobą pewnymi oddziaływaniami,nie znaczy to,że stół sprowadza się do elementarnych cząstek, czy oddziaływań między nimi ale jedynie,że w taki oto sposób, nauka jest wstanie wyjaśnić zjawiska,z którymi ma do czynienia.W tym miejscu kończy się jej kompetencja.W sensie praktycznym,czy egzystencjalnym nie ma dla mnie znaczenia,czy stół daje się zredukować do materii,energii,przedmiotu intencjonalnego,złożenia formy i materii,obiektywnego ducha,subiektywnych wrażeń podmiotu, res cogitas, res extensa, bytu w sobie, bytu dla siebie,czy jest wytworem apriorycznych struktur,czy tego,co aposteriori, czy przysługuje mu dziewięć,czy dwanaście kategorii. To wszystko są gry. Jeśli którekolwiek ujęcie rzeczonego stołu,którakolwiek z tych gier pomaga mi w jakiś sposób go wykorzystać,spojrzeć na niego z innej perspektywy, to chwała jej za to.Jednak, to z czym mam do czynienia,kiedy napotykam stół, nie redukuje się w żaden sposób, do jednej z tych gier ani do ich zbioru. Stół zostanie stołem, tyle samo znanym mi,co nieznanym. Z tą różnicą, że będę mógł,dzięki każdej z tych gier,opisać go lub użyć inaczej niż poprzednio.
17-04-2012 13:08 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Oczywiście,że można się wiele nauczyć.Nigdy nie byłem innego zdania.Wypada jednak zauważyć,że przyjmowanie zarówno pewnej wiedzy jak i umiejętności,bardzo często wymaga zmiany sposobu myślenia,która nieodłącznie wiąże się ze zrozumieniem.Jest to pewnego rodzaju postawa otwartości na to, co "poza mną",co dla mnie samego "obce". Tyko dzięki niej jak sądzę, możliwy jest, po pierwsze jakikolwiek dyskurs, po drugie rozumienie,po trzecie rzeczowa krytyka.
Zgoda

>Zadziwia jednak, jak często się o tym zapomina.Zamiast tego istota właściwego zagadnienia ustępuje pod ciężarem wzajemnych animozji,prowadzących jedynie do propagandowych sztuczek,których celem jest zachowanie własnych ograniczeń za cenę zwycięstwa na polu erystyki.
Częściowo zgoda, aczkolwiek czasem pozory mogą mylić - czy jesteś pewien kto tak naprawdę stosuję erystykę, a kto tylko się wypowiada całkiem obiektywnie, choć z polemistycznym humorem? Czy jesteś pewien, że w Twojej filozofii nie jest ukryta pewna doza erystyki lub propagandy?

Jednocześnie sądzę, że może się zdarzyć, że to ja sam jestem ograniczony.

>>Do którego z tych światów zaliczyłbyś "rzeczywistość religijną"?
>Stoję na stanowisku, że termin "rzeczywistość" nie przynależy jedynie do nauki w jej współczesnym najbardziej rozpowszechnionym rozumieniu.
Ja nawet nic nie mówiłem o nauce. Zaproponowałem jedynie wyczerpujący podział "świata" (ewentualnie: rzeczywistości) na świat fizyczny, świat umysłu i świat kultury. Czy ten podział Ci nie odpowiada? Czy uważasz, że te trzy kategorie nie obejmują wszystkich aspektów rzeczywistości poznawanej i doświadczanej przez człowieka?

Moim zdaniem "rzeczywistośc religijna" oczwyiście jak najbardziej istnieje, tyle, że przynależy do świata umysłu i kultury. Oczywiście hierofanie - święta miejsca i rzeczy istnieją jako przedmioty w świecie fizycznym - ale przyporządkowanie im symboliki religijnej odbywa się już w umyśle poprzez oddziaływanie kultury. Zgadzasz się z tym, czy nie?

>Co za tym idzie, nauka nie posiada monopolu na ujmowanie rzeczywistości.
Zgoda. Uważam, że dla człowieka wcale nie nauka jest najważniejsza, ale on sam - jego życie w świecie i w społeczeństwie. Tak więc to zawsze człowiek ujmuje rzeczywistość ze swego punktu widzenia - każdy pewnie trochę inaczej - pewnie w dużej mierze w zależności od genów i wychowania. Sęk w tym, że tę moją tezę opisuje ... nauka, a czyni to moim zdaniem w sposób najbardziej weryfikowalny.

>Istniały i istnieją dalej inne dziedziny ludzkiej działalności, które na swój sposób ujmowały i ujmują "rzeczywistość", takie jak chociażby religia,czy poszczególne dziedziny filozofii (ontologia,etyka,estetyka,epistemologia,logika itd.),określające "rzeczywistość" zgodnie z własnymi założeniami,kryteriami, wedle własnych sposobów, czy metod.
Hmmmm. To prawda, ale ja bym odróżnił te dziedziny, które mówią coś weryfikowalnego o obiektywnie istniejącym świecie fizycznym (a to właśnie robi nauka) od tych, które opieraja się na - często bardzo ciekawych, i często nawet psychologicznie potrzebnych - ludzkich IDEACH. Zgodzisz się z tym, że to rozróżnienie jest potrzebne?

>Jeśli zatem, ktoś pojmując rzeczywistość na sposób fenomenalistyczny,sprowadzając ją do faktów, a więc zdarzeń mających charakter czasowo-przestrzenny, zgodnie z rozumieniem rzeczywistości w ujęciu współczesnych nauk przyrodniczych i napotka na inne jej rozumienie, w sposób naturalny dla siebie ma prawo do argumentacji na rzecz swojego stanowiska i swoich racji z nim związanych.
No tak.

>Podobnie sprawa ma się przy każdym innym ujęciu rzeczywistości.Weźmy dla przykładu rzeczywistość w kategoriach ontycznych, czy religijnych.Nie sposób jednak sprowadzić przykładowy termin "rzeczywistość" do jednej tylko opcji, w sposób inny niż konwencja.
Hmmmm. Faktem jest, że jeśli człowiek w swym doświadczaniu poddaje się treściom danej konwencji - np. literaturze naukowej, albo literaturze religijnej - to jego doznania będa pewnie różne, w zależności od tych treści (a także w zależności od swej postawy). Sądzę jednak, że można dośc prosto odróżnić, te konwencje, które bazują na weryfikowalnych stwierdzeniach o obiketywnie istniejącej rzeczywistości odbieranej zmysłami, od tych konwencji, które bazują na ludzkich wyobrażeniach - ideach. Religie zaliczyłbym do tej drugiej kategorii.

>Sprawa wygląda podobnie z wieloma innymi kluczowymi dla człowieka kategoriami.Zatem, aby dyskutować należy wpierw ustalić,właściwe znaczenie omawianego zagadnienia.
Pełna zgoda - właśnie usiłuję to zrobić. Moim zdaniem treści religijne są ideami komunikowanymi przez innych ludzi. Powstają one w ludzkich umysłach. Istnieją w świecie fizycznym tylko o tyle, o ile umysł bierze się z mózgu.
Plus moja spekulacja ewolucyjna: Archetypy są obrazami instynktów. W toku wyłaniania się homo sapiens ze świata zwierzęcego człowiek zyskiwał umiejętność coraz bardziej świadomego i "artystycznego" przetwarzania tychże obrazów w swym umyśle. ... Jesteśmy u genezy religii... Mogę się mylić. I przyznaję, że to spekulacja, a nic sprawdzonego.
Jednak to, że religie są ideami powstalymi w umyśle ludzkim jest dla mnie dość oczywiste.
Co ty na to?

>Jeśli chodzi o przytoczoną przez Pana "rzeczywistość" w ujęciu religijnym warto zauważyć,że określenie jej znaczenia możliwe jest jedynie poprzez kategorie samej religii.
Zgadzam się - tak robił właśnie Eliade.

ciąg dalszy w kolejnym wpisie

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
kaktus5 (306 punktów)
>czy jesteś pewien kto tak naprawdę stosuję erystykę, a kto tylko się wypowiada całkiem obiektywnie, choć z polemistycznym humorem? Czy jesteś pewien, że w Twojej filozofii nie jest ukryta pewna doza erystyki lub propagandy?
Jestem przekonany o tym,że erystyka w znaczeniu sztuki prowadzenia sporów jest nieodzownym elementem każdej produktywnej dyskusji.W przeciwnym wypadku pozostaje nam tylko poklepać się po ramieniu i zanurzyć się we wzajemnym uwielbieniu.Tam gdzie występuje określona problematyka,tam też pojawia się erystyka,ponieważ jest spór.Chodzi jednak o to, aby sam spór nie stał się przedmiotem sporu, zasłaniając określoną wcześniej problematykę.To miąłem na myśli.Po drugie, co do "obiektywnego wypowiadania się"- stoję na stanowisku,że każda wypowiedź jest subiektywna, czyli podmiotowa,ponieważ jej źródłem jest konkretny podmiot, w tym wypadku człowiek.Samo pojęcie subiektywności od czasów nowożytnych za sprawą Kartezjusza przyjęło znaczenie "podmiotowe".Inaczej mówiąc, subiektywne to tyle, co podmiotowe.To tak, żebym został dobrze zrozumiany.
>Jednocześnie sądzę, że może się zdarzyć, że to ja sam jestem ograniczony.
Ja nawet jestem przekonany o tym,ze jestem ograniczony,podobnie jak każdy.
>Zaproponowałem jedynie wyczerpujący podział "świata" (ewentualnie: rzeczywistości) na świat fizyczny, świat umysłu i świat kultury.
I to mnie cieszy,ponieważ stwarza to przynajmniej zarodek rozszerzenia pojęcia rzeczywistości, w stosunku do rozumienia we współczesnej nauce.
>Czy ten podział Ci nie odpowiada? Czy uważasz, że te trzy kategorie nie obejmują wszystkich aspektów rzeczywistości poznawanej i doświadczanej przez człowieka?
Zanim będę mógł się ustosunkować,musiałbym poprosić Ciebie, o jakieś określenie zakresów tych kategorii.Nie chodzi mi rzecz jasna o definicję ale o zarys, bądź kierunek określenia zakresu kategorii, z pomocą których proponujesz określenie rzeczywistości.
>Moim zdaniem "rzeczywistośc religijna" oczwyiście jak najbardziej istnieje, tyle, że przynależy do świata umysłu i kultury. Oczywiście hierofanie - święta miejsca i rzeczy istnieją jako przedmioty w świecie fizycznym - ale przyporządkowanie im symboliki religijnej odbywa się już w umyśle poprzez oddziaływanie kultury. Zgadzasz się z tym, czy nie?
Rzeczywistości religijnej szukałbym raczej, nie tyle na płaszczyźnie kulturowej, czy płaszczyźnie umysłu, co na płaszczyźnie egzystencjalnej.Lokując ją w obszarze bezpośredniego doświadczenia,które nie tylko nie wymaga analizy ale również nie poddaje się porządkowi logicznemu,ontologicznemu,naukowemu etc.Nie jest to nic nowego,takie ujęcie można spotkać od Kierkegaarda, poprzez Jaspersa,czy współczesnego nam Bonhoffera. Zresztą tego rodzaju ujęć rzeczywistości religijnej jest znacznie więcej.Gdybyśmy zredukowali rzeczywistość religijną do świata umysłu i kultury,mielibyśmy do czynienia jedynie ze zjawiskami kulturowymi oraz zjawiskami w zakresie umysłu, które bada współczesna nauka, ustawiając sobie rzeczywistość jako zjawiska o charakterze czasowo-przestrzennym(mamy religioznawstwo,psychiatrię itd.) Chodzi jednak o coś więcej,tzn coś, do czego nauka w ten sposób rozumiana nie ma dostępu z definicji i czym się nie zajmuje."Rzeczywistość religijna" we wspomnianych ujęciach miałaby być obszarem doświadczenia religijnego, sama zaś religia subiektywnym przeżywaniem bądź to absolutu,bądź boga osobowego.
>Zgoda. Uważam, że dla człowieka wcale nie nauka jest najważniejsza, ale on sam - jego życie w świecie i w społeczeństwie. Tak więc to zawsze człowiek ujmuje rzeczywistość ze swego punktu widzenia - każdy pewnie trochę inaczej - pewnie w dużej mierze w zależności od genów i wychowania. Sęk w tym, że tę moją tezę opisuje ... nauka, a czyni to moim zdaniem w sposób najbardziej weryfikowalny.
Niewątpliwie nauka we współczesnym wydaniu, posiada bardzo dobrze rozwinięte metody weryfikowania naukowych sądów. Warto jednak zaznaczyć,skoro wspomniałeś o człowieku i jego życiu,ze w zakresie podmiotowego doświadczenia jest całkowicie bezradna, ponieważ nie jest w stanie sprowadzić istniejącego podmiotu,jego egzystencjalnego aspektu,a wiec tego,co każdemu z nas najbliższe, do przedmiotu swoich badań,ze względu na przyjęcie fenomenalistycznego kryterium rzeczywistości.Dlatego też nauka nie zajmuje się tym, co w sposób oczywisty przeżywam i czego doświadczam.Dlatego też wymyka jej się zarówno etyka,estetyka,aksjologia,religia,antropologia filozoficzna itd.Współczesna nauka redukując rzeczywistość do zbioru faktów (zjawiska-czasowo przestrzenne) wyrzuca do śmieci, to co dla człowieka oczywiste,w czym uczestniczy na co dzień,czego doświadcza,w jego własnej podmiotowej perspektywie. Kolor,smak,zapach,uczucia,czy emocje,wartości itd.Czyli wszystko to, czym każdy z nas żyje na co dzień,a o czym nie sposób powiedzieć,że jest nierzeczywiste,bądź też,że jest bajką.Wręcz przeciwnie wszystkie te doświadczenia są oczywiście przeżywane zarówno przeze mnie, jak i przez ciebie. Nie chodzi w tym wypadku o kolor jako długość fali w naukowym pojęciu ale o ten kolor,który ja, czy ty widzimy, gdy mówimy np."czerwony".Doświadczamy nie mieszaniny mikroskopijnych cząsteczek ale zapachu.Nauka nie bada tego, co czuję ja albo ty.Nauka bada emocję redukując ją do procesu biologicznego,chemicznego itd. Nie sięga jednak tego, co ja, czy ty czujemy, doświadczamy, a wiec mojej emocji,twojego doświadczenia koloru czerwonego,zapachu itd.Podobnie sprawa ma się z wartościami,które ewidentnie wpływają nie tylko, na to co nauka, wyrzuciła do śmieci nazywając nierzeczywistym (postawy,poglądy,wiara) ale również na to, co już sama jest w stanie zbadać ( zachowanie,procesy społeczne).
21-04-2012 15:34 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Uważam rozmowę z Tobą za ciekawą, a Twoje stanowisko za przemyślane i poparte wiedzą.
Pozwolę sobie jednak na taką refleksję:

Napisałem:
>>Moim zdaniem "rzeczywistośc religijna" oczywiście jak najbardziej istnieje, tyle, że przynależy do świata umysłu i kultury. Oczywiście hierofanie - święta miejsca i rzeczy istnieją jako przedmioty w świecie fizycznym - ale przyporządkowanie im symboliki religijnej odbywa się już w umyśle poprzez oddziaływanie kultury. Zgadzasz się z tym, czy nie?
Odpowiedziałeś:
>Rzeczywistości religijnej szukałbym raczej, nie tyle na płaszczyźnie kulturowej, czy płaszczyźnie umysłu, co na płaszczyźnie egzystencjalnej.Lokując ją w obszarze bezpośredniego doświadczenia,które nie tylko nie wymaga analizy ale również nie poddaje się porządkowi logicznemu,ontologicznemu,naukowemu etc. Nie jest to nic nowego,takie ujęcie można spotkać od Kierkegaarda, poprzez Jaspersa,czy współczesnego nam Bonhoffera. [...] Chodzi jednak o coś więcej,tzn coś, do czego nauka w ten sposób rozumiana nie ma dostępu z definicji i czym się nie zajmuje."Rzeczywistość religijna" we wspomnianych ujęciach miałaby być obszarem doświadczenia religijnego, sama zaś religia subiektywnym przeżywaniem bądź to absolutu,bądź boga osobowego.

Otóż w takim razie rzeczywistości (w tym religijnych) może być tyle ile ludzi na świecie, a biorąc pod uwagę schizofreników - nawet jeszcze więcej.
Mam tu w tym kontekście do Ciebie takie pytanie: Czy Ciebie na przykład nie wkurwia rzeczywistość smoleńska?

Człowiek to zwierzę społeczne - wchodzi z innymi w relacje społeczne i w tym kontekście musi ustalić i ustala pewne reguły gry, w ramach których w możliwie zbieżny sposób z innymi ludźmi nazywa i analizuje zjawiska występujące w obiektywnie istniejącym świecie. Sądzę, że to dążenie do spójnego porozumienia z innymi co do otaczającej go materii jest niezbędne dla jego egzystencji.

Tak więc jeśli widzę przed sobą stół i kresło, to tak to nazywam, a jak widzę czarną kartkę, to jest to czarna kartka, a nie pięciu murzynów w ciemnej sieni.
Nauka nie posługuje się pojęciem prawdy, ale trzeba to odróżnić od pospolitych, czasem wręcz podłych kłamstw.
Pozdrawiam


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
kaktus5 (306 punktów)
>Uważam rozmowę z Tobą za ciekawą, a Twoje stanowisko za przemyślane i poparte wiedzą.
Ja z kolei,doceniam i szanuję każdą rozmowę,w której rozmawiający, wzajemnie próbują zrozumieć to, o czym rozprawiają,zamiast uciekać się jedynie do wygłaszania własnych manifestów.
>Pozwolę sobie jednak na taką refleksję:
>Napisałem:
>>>Moim zdaniem "rzeczywistośc religijna" oczywiście jak najbardziej istnieje, tyle, że przynależy do świata umysłu i kultury...
>Odpowiedziałeś:
>>Rzeczywistości religijnej szukałbym raczej, nie tyle na płaszczyźnie kulturowej...
>Otóż w takim razie rzeczywistości (w tym religijnych) może być tyle ile ludzi na świecie, a biorąc pod uwagę schizofreników - nawet jeszcze więcej.
Zgadza się,jest to możliwe, podobnie jak inne stanowiska w sprawie "rzeczywistości".Kwestia przyjęcia kryteriów "rzeczywistości",które określają,co oznacza to pojęcie.
>Mam tu w tym kontekście do Ciebie takie pytanie: Czy Ciebie na przykład nie wkurwia rzeczywistość smoleńska?
Z pewnością drażnią mnie zaślepione masy,wykrzykujące coś o zamachach,zdradach,hańbach,opierające swoje hasła na ideologicznej propagandzie,bez cienia refleksji.Natomiast znacznie bardziej,psują mi krew ci,którzy w imię swojej inteligencji i tzw."racjonalizmu", zachowują się jak rozpędzone poczuciem własnej satysfakcji, stado bydła, które odnalazło jedynie słuszną drogę do każdego z miejsc.Podobnie jak szlag mnie trafia,kiedy w imię "religijności", banda zidiociałych ciemnot,wypowiada się o sprawach,które wykraczają poza ich kompetencje.Krótko mówiąc nie znoszę, kiedy naukowiec sprowadza przykładową religię do tego, co naukowe, a przykładowy duchowny bredzi coś o nauce,ponieważ oboje przekraczają swoje kompetencje,dając wyraz własnej głupocie.Podobnie,szlag mnie trafia,kiedy ktoś próbuje ustalić np. techniczne przyczyny katastrofy i wypowiada się tylko w tym zakresie, ponieważ to jest przedmiotem jego wypowiedzi i dociekań,a jednocześnie jakiś kretyn bredzi o zamachach,czyli o kompletnie innym wymiarze tego z czym mamy do czynienia i vice wersa.Tak własnie rozmawia,większość polaków.Nie ma miejsca na próbę rozróżnienia tego,kto o czym mówi, nie wspominając nawet o chęci zrozumienia.
>Człowiek to zwierzę społeczne - wchodzi z innymi w relacje społeczne i w tym kontekście musi ustalić i ustala pewne reguły gry, w ramach których w możliwie zbieżny sposób z innymi ludźmi nazywa i analizuje zjawiska występujące w obiektywnie istniejącym świecie. Sądzę, że to dążenie do spójnego porozumienia z innymi co do otaczającej go materii jest niezbędne dla jego egzystencji.
Zgadzam się z Tobą.Natomiast niebezpieczeństwo pojawia się w momencie, w którym owa konwencja staję się jedynie słuszna i rości sobie pretensję do statusu prawdy absolutnej.Stąd już krok do tragedii.
>Tak więc jeśli widzę przed sobą stół i kresło, to tak to nazywam, a jak widzę czarną kartkę, to jest to czarna kartka, a nie pięciu murzynów w ciemnej sieni.
>Nauka nie posługuje się pojęciem prawdy, ale trzeba to odróżnić od pospolitych, czasem wręcz podłych kłamstw.
I to jest zasadnicza różnica pomiędzy "rzeczywistością" w sensie praktycznym i teoretycznym.W przypadku tej pierwszej nie potrzeba definicji ani sztywnego kryterium.Teoria natomiast zawsze jest konstruktem,który z definicji nie utożsamia się z przedmiotem,do określenia którego została powołana.
kaktus5 (306 punktów)
>>Istniały i istnieją dalej inne dziedziny ludzkiej działalności, które na swój sposób ujmowały i ujmują "rzeczywistość", takie jak chociażby religia,czy poszczególne dziedziny filozofii (ontologia,etyka,estetyka,epistemologia,logika itd.),określające "rzeczywistość" zgodnie z własnymi założeniami,kryteriami, wedle własnych sposobów, czy metod.
>Hmmmm. To prawda, ale ja bym odróżnił te dziedziny, które mówią coś weryfikowalnego o obiektywnie istniejącym świecie fizycznym (a to właśnie robi nauka) od tych, które opieraja się na - często bardzo ciekawych, i często nawet psychologicznie potrzebnych - ludzkich IDEACH. Zgodzisz się z tym, że to rozróżnienie jest potrzebne?
Zdecydowanie potrzebne jest rozróżnienie na to, co subiektywne i obiektywne.Tutaj zgoda.Trzeba tylko zdefiniować, co które pojęcie oznacza. Zarówno w nauce jak i w filozofii obiektywne znaczy tyle, co niezależne od podmiotu, subiektywne to, co nieodłącznie z podmiotem związane. Jeśli chodzi o "istnienie obiektywne", trzeba zaznaczyć,ze nauka nie bada istnienia czegokolwiek,nie zajmuje się w ogóle istnieniem,a jedynie badaniem tego, czego istnienie zakłada,wedle własnych kryteriów.Dla nauki istnieje to, co ma charakter czasowo-przestrzenny,czyli fakt.Reszta nie istnieje,bo takie przyjęła kryterium rzeczywistości,które stanowi jej pierwotne założenie.Tego założenie się nie udowadnia,nie dyskutuje się z nim,ponieważ jest pierwotnym założeniem, od którego wyprowadza się wszystkie inne sądy naukowe. Samo zaś istnienie czegokolwiek, nie jest przedmiotem badań nauki.Istnieniem zajmuje się ontologia.Natomiast zgoda, co do tego,że nauka w ramach założenia o istnieniu tego, co nazywa faktem, mówi bardzo wiele, o czymś czego istnienie przyjęła,potrafi to badać i weryfikować.Jeśli chodzi o przytoczone przez ciebie "idee" domyślam się,że rozumiesz je jako wytwory umysłu ludzkiego.Nauka z definicji nie traktuje ich jako rzeczywistych,a mimo to je bada,już nie jako fakty ale przedmioty idealne i tutaj mamy popis systemów dedukcyjnych takich jak matematyka,geometria etc. badająca nieistniejące, a wiec nierzeczywiste, trójkąty, liczby itd. ze sporymi sukcesami. Natomiast wspomnę tylko,że już od starożytności istniały silne koncepcje, które przyjmowały i przyjmują założenie o istnieniu idealnych bytów,czy tez przedmiotów,a zatem nadawały status rzeczywistości temu własnie co idealne np. liczby, figury geometryczne,w przeciwieństwie do nauki współczesnej ,która uważa je za nierzeczywiste,a wiec nieistniejące.Takie stanowiska mieszczą się w nurcie idealizmu ontologicznego,głoszącego,że istnieje tylko to, co ma charakter idealny.Wspominam o tym dlatego,ponieważ badają one tylko to, co istnieje,w przeciwieństwie do nauki, która bada nie wiedzieć czemu również coś, czemu nie chce przyznać statusu rzeczywistego, a wiec istniejącego(systemy dedukcyjne).
17-04-2012 13:10 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
ciąg dalszy:
>Nie sądzę aby możliwe było zredukowanie jej do którejkolwiek z dziedzin wymienionych przez Pana wcześniej( świat fizyczny,umysłu,kultury) bowiem każda z nich nie wyczerpuje problematyki człowieka ani boga, które są kategoriami kluczowymi z punktu widzenia religii własnie,podobnie jak i ujęcia rzeczywistości, na które powołuje się każda religia.
Coś w tym jest, aczkolwiek chyba właśnie w konwencji ... religijnej.
Na tym forum - racjonalistycznym - zastanawiamy się nad religiami raczej w konwencjach weryfikowalnych - czyli najlepiej naukowych - zarówno na gruncie biologii (np. ewolucji i naukach o mózgu), jak również na gruncie historii i historii religii, a także na gruncie socjologii i psychologii. Co do psychologii - to ja z moim zamiłowaniem do psychoanalizy już na przyklad się w ramach tego forum nie bardzo mieszczę, ale się tym nie przejumuję, bo tu staram się (i uczę) rozmawiać w konwencji racjonalnej.

>Z pewnością jednak, każdą z tych dziedzin, można przyporządkować niejednej religii, ujmującej wspomnianą "rzeczywistość" wedle własnych kategorii, jako aspekt lub tez element składowy.
To prawda. Religioznawcy potem nam tę rzeczywistość ujętą religijnie ukazują.
Wiekszość ludzi poddaje się owej konwencji religijnej - z różnym nasileniem i z różnymi skutkami, ale są też tacy, którzy widzą to raczej sceptycznie. Do których Pan należy?
I proponuję przejść na "Ty" - zgodnie z ogólnym trendem.

>>Gdy wyjaśnimy tę wątpliwość, wówczas powstaje dopiero ciekawe pytanie:
>>Skąd bierze się umysł i kultura, a skąd "rzeczywistość religijna"?
>>Jakie są ich ewentualne związki ze światem fizycznym?
>Podobnie jak wiele innych pytań.Tutaj również zgoda.
Na razie nie jestem jeszcze pewien, z czym się zgodziłeś. Jeśli odpowiesz mi konkretnie i możliwie klarownie na moje pytania, będziemy wiedzieć, w czym się zgadzamy, a w czym nie.
Pozdrawiam


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
13-04-2012 22:30 
 Ocena 2 na 2
farmer (22440 punktów)

>Sprawa poszła dalej, ponieważ wszelkie koncepcje naukowe nie mogą z definicji kolidować z koncepcjami religijnymi, ponieważ obie dziedziny zajmują się zupełnie inna rzeczywistością.Nie wykluczają i nie potwierdzają się wzajemnie.O tym pisałem wcześniej.

Faktycznie bo to byłaby kpina gdyby o pozwolenie lotów w kosmos NASA pytała Watykan.
Bo my tu składamy rakietę i mamy zamiar dowiedzieć się paru rzeczy. Tyko nie chcemy wchodzić wam w paradę i jakby co to oficjalnie robimy tylko zdjęcia do kalendarza.
26-03-2012 21:52
 Ocena 21 na 21
Ratatoskr (4439 punktów)
Moim zdaniem stwarzasz sobie niepotrzebne i zupełnie sztuczne problemy.

Wielokrotnie Reformowany Kościół Latającego Potwora Spagetti (którego mam zaszczyt być arcykapłanką) rozwiązał tę kwestię już dawno temu:

Grzech może się przenosić jedynie poprzez wspólne jedzenie rosołu z tej samej miski.

www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
26-03-2012 22:13 
 Ocena 6 na 6
ramichael (36666 punktów)

>Wielokrotnie Reformowany Kościół Latającego Potwora Spagetti (którego mam zaszczyt być arcykapłanką) rozwiązał tę kwestię już dawno temu:
>Grzech może się przenosić jedynie poprzez wspólne jedzenie rosołu z tej samej miski.

Pozwolę sobie na doktrynalne uściślenie: dotyczy to jedynie rosołu z kluskami lanymi albo muszelkami. Nigdy z makaronem.

Ramen Siostro

Marius Apostata (292 punktów)
A co z rosołkiem z paczki, takim ala zupka chińska?
26-03-2012 22:23 
 Ocena 4 na 4
Ratatoskr (4439 punktów)
>A co z rosołkiem z paczki, takim ala zupka chińska?

Można się spotkać również i z takimi opiniami, ale to myśl heretycka, której nie wolno upowszechniać.

www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
martok (1115 punktów)

>A co z rosołkiem z paczki, takim ala zupka chińska?

Fajne te Wasze żarty, ale odpuśćcie na chwilę. Temat jest ciekawy. Nie żebym ja sam w tej chwili był w stanie coś istotnego powiedzieć...
26-03-2012 22:56 
 Ocena 17 na 17
Ratatoskr (4439 punktów)
>Fajne te Wasze żarty, ale odpuśćcie na chwilę. Temat jest ciekawy.

Ale co masz przeciwko dyskusji na temat przenoszenia grzechu poprzez lane kluski (z wyłączeniem makaronu)? Uważam, że to równie fascynujące jak dyskusja na temat przenoszenia grzechu drogą płciową, a i sensu w tym równie "wiele" co w katolickiej koncepcji.

www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
27-03-2012 00:06 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Temat jest ciekawy.
Eeeee... tylko się scyzoryk w kieszeni otwiera...

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
27-03-2012 14:34 
 Ocena 1 na 1
Pa1ryk (1539 punktów)
>Eeeee... tylko się scyzoryk w kieszeni otwiera...

Jak widzę komentarze o otwieraniu noży w kieszeni to mi się niedobrze robi.
12-04-2012 16:58 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Eeeee... tylko się scyzoryk w kieszeni otwiera...
>Jak widzę komentarze o otwieraniu noży w kieszeni to mi się niedobrze robi.
Eeeee, nie przesadzajmy, to tylko soczysty język. Można inaczej. Robimy to tylko dla twojego dobra z miłości do bliźniego. Ogień stosu oczyści twoją duszę i pójdziesz prosto do nieba. Modlimy się o to do naszego Dobrego Boga.
Jak, to czytam lub oglądam na spektaklach, to każdy scyzor wydaje mi się zbyt tępym.

Pozdrawiam.

@@@
.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Moim zdaniem stwarzasz sobie niepotrzebne i zupełnie sztuczne problemy.
>Wielokrotnie Reformowany Kościół Latającego Potwora Spagetti (którego mam zaszczyt być arcykapłanką) rozwiązał tę kwestię już dawno temu:
>Grzech może się przenosić jedynie poprzez wspólne jedzenie rosołu z tej samej miski.
>
www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie

Ja nie stwarzam sobie problemów tylko tym masz problemy z argumentacją. Kogo nie stać na merytoryczne uwagi proszę o wstrzymanie się od głosu.
Michał96 (412 punktów)
>Chcę żebyście odpowiedzieli na pytanie dlaczego teoria grzechu pierworodnego jest fałszywa. Grzech należy rozumieć jako postępowanie wbrew woli bożej wyrażonej w zakazach i nakazach biblijnych oraz później powstałych zakazach i nakazach kościelnych.

Bóg nie istnieje, więc nie ma woli bożej, więc nie ma grzechu.
Nie ma nawet żadnych dowodów na istnienie jakiegokolwiek boga, a to trzeba dowieść najsampierw, aby móc polemizować nad hipotezą grzechu.
27-03-2012 00:10 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Bóg nie istnieje, więc nie ma woli bożej, więc nie ma grzechu.
>Nie ma nawet żadnych dowodów na istnienie jakiegokolwiek boga, a to trzeba dowieść najsampierw, aby móc polemizować nad hipotezą grzechu.<
Czy nie stać cię na tak abstrakcyjne myślenie żeby dyskutować o czymś co nie istnieje?
27-03-2012 00:18 
 0 na 2
Michał96 (412 punktów)
>>Bóg nie istnieje, więc nie ma woli bożej, więc nie ma grzechu.
>>Nie ma nawet żadnych dowodów na istnienie jakiegokolwiek boga, a to trzeba dowieść najsampierw, aby móc polemizować nad hipotezą grzechu.<
>Czy nie stać cię na tak abstrakcyjne myślenie żeby dyskutować o czymś co nie istnieje?
>

Ja jeno w prosty sposób dowiodłem, że hipoteza grzechu jakiegokolwiek jest fałszywa. Tego chyba chciałeś?
27-03-2012 01:10 
 Ocena 6 na 6
Ratatoskr (4439 punktów)
>Czy nie stać cię na tak abstrakcyjne myślenie żeby dyskutować o czymś co nie istnieje?

Oczywiście stać, ale ty najpierw ukazujesz nam religijne sprzeczności w kontekście grzechu pierworodnego (religie są pełne sprzeczności). A potem chcesz szukać sensownych odpowiedzi w materii, która z natury swojej jest bezsensowna.

Rozważanie religijnych abstrakcji bawi mnie o tyle, o ile mogę wykazać właśnie ich wewnętrzne sprzeczności. Doszukiwanie się sensu w bezsensie bawi mnie zdecydowanie mniej, a jeśli już to tylko w formie prześmiewczej jak powyżej.

Ale ok, dam luz z żartami, może ktoś zechce pociągnąć ten temat.


www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
27-03-2012 02:19 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>>Czy nie stać cię na tak abstrakcyjne myślenie żeby dyskutować o czymś co nie istnieje?
>Oczywiście stać, ale ty najpierw ukazujesz nam religijne sprzeczności w kontekście grzechu pierworodnego (religie są pełne sprzeczności). A potem chcesz szukać sensownych odpowiedzi w materii, która z natury swojej jest bezsensowna.
>Rozważanie religijnych abstrakcji bawi mnie o tyle, o ile mogę wykazać właśnie ich wewnętrzne sprzeczności. Doszukiwanie się sensu w bezsensie bawi mnie zdecydowanie mniej, a jeśli już to tylko w formie prześmiewczej jak powyżej.
>Ale ok, dam luz z żartami, może ktoś zechce pociągnąć ten temat.

okay, może na wyrost przeliczyłem waszą znajomość doktryny. Sorry.
Grzech pierworodny jest następstwem nieposłuszeństwa Adama i Ewy.Za karę zostali wypędzeni z raju, Gen.3;14-23. Jej następstwem jest śmierć, choroby, rodzenie w bólu, praca w pocie czoła .. biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=3
Augustyn na skutek błędnego tłumaczenia listu Pawła i opisu sceny z Genesis, oraz zakrycie narządów płciowych, wywnioskował że grzech ten przenosi się przez stosunek płciowy na następne pokolenia. Nikt nie jest od niego wolny. Jedynym sposobem obmycia tego grzechu jest chrzest, (ten jednak uwalnia od śmierci jedynie duszę, nie ciało). I pytam o argumenty przeciw takiej interpretacji. Dziś grzech pierworodny urósł do doktryny.

1,Czy zwierzęta cierpią ból i umierają - kara ich nie obejmowała.(Śmierć obejmuje wszystkie organizmy wielokomórkowe).

2.Czy zwierzęta rodzą w bólu? - nie wiem, Gosia może tu pomoże.

3. Mt.19;16-20 " A oto zbliżył się do Niego pewien człowiek i zapytał: «Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?» Odpowiedział mu: «Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania». Zapytał Go: «Które?» Jezus odpowiedział: «Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!» Odrzekł Mu młodzieniec: «Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?» Jezus mu odpowiedział: «Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości."
biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=262
Gdyby do zbawienia potrzebny był chrzest, Jezus by mu to powiedział.

4.Ból odczuwamy dzięki systemowi nerwowemu. Adam i Ewa musieli taki posiadać przed wymierzeniem kary, bo Ewa stwierdziła że jabłko jest dobre.

5.Jer.31:29-30 "W tych dniach nie będą już więcej mówić:
"Ojcowie jedli cierpkie jagody,
a synom zdrętwiały zęby",
lecz: "Każdy umrze za swoje własne grzechy;
każdemu, kto będzie spożywał cierpkie jagody,
zdrętwieją zęby".
biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=672

6.Ks. Ezechiela 18;18-20 " A ponieważ ojciec jego był gwałtownikiem, dopuszczał się grabieży i nie postępował dobrze pośród mego ludu, dlatego on sam umrze z powodu swojej nieprawości. Wy zaś mówicie: "Dlaczego syn nie odpowiada za winy swego ojca?" Ależ syn postępował według prawa i sprawiedliwości, zachowywał wszystkie moje ustawy i postępował według nich, a więc powinien żyć. Umrze tylko ta osoba, która grzeszy. Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swego ojca ani ojciec - za winę swego syna. Sprawiedliwość sprawiedliwego jemu zostanie przypisana, występek zaś występnego na niego spadnie.
biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=722

O tego typu przykłady mi chodzi. Psioczenie że ludzie noszą dzieci do chrztu, to za mało. Trzeba im wykazać że w Biblii o grzechu pierworodnym nie ma ani słowa, są w niej natomiast przykłady zaprzeczające tej doktrynie.
No i że praca papieża to kicz, niezgodny z Pismem Świętym.
27-03-2012 08:12 
 Ocena 10 na 10
Fizyk (17637 punktów)
> Grzech pierworodny jest następstwem nieposłuszeństwa Adama i Ewy.
> Pytam o argumenty przeciw takiej interpretacji.
> 1.
> 2.
> 3. ...

0. Adam i Ewa nie mogli zgrzeszyć bo nigdy się nie spotkali. To prawda, że cała ludzkość pochodzi od jednego mężczyzny i jednej kobiety, ale obecność tych dwojga ludzi na Ziemi dzieli okres dziesiątków tysięcy lat. Populacja ludzkości nigdy nie spadła poniżej 10 tysięcy osobników.
27-03-2012 12:10 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>0. Adam i Ewa nie mogli zgrzeszyć bo nigdy się nie spotkali. To prawda, że cała ludzkość pochodzi od jednego mężczyzny i jednej kobiety, ale obecność tych dwojga ludzi na Ziemi dzieli okres dziesiątków tysięcy lat. Populacja ludzkości nigdy nie spadła poniżej 10 tysięcy osobników.

To nieprawda.

Wszyscy ludzie mają wspólnych pojedyńczych przodków.
Ojcowie wszystkich mężczyzn i ich ojcowie mają wspólnego przodka męskiego.
Matki wszystkich matek i ich matki mają wspólnego przodka żeńskiego.
Cała ludzkość nie pochodzi ani od jednego mężczyzny ani od jednej kobiety.

Pozornie sprzeczność, ale jednak nie. Wystarczy jednak by wiele osób powtarzało mit.

To że DNA mitochondrialne matek pochodzi od jednej nie znaczy, że inne geny od wielu równolegle żyjących z mitochondrialną Ewą matek zanikły. One też są obecne. Analogicznie z chromosomem Y.

Mnie też od tego boli głowa. I nie tylko od tego.
27-03-2012 12:21 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>> Adam i Ewa nie mogli zgrzeszyć bo nigdy się nie spotkali. To prawda, że cała ludzkość pochodzi od jednego mężczyzny i jednej kobiety, ale obecność tych dwojga ludzi na Ziemi dzieli okres dziesiątków tysięcy lat. Populacja ludzkości nigdy nie spadła poniżej 10 tysięcy osobników.

> Wszyscy ludzie mają wspólnych pojedynczych przodków.
> Ojcowie wszystkich mężczyzn i ich ojcowie mają wspólnego przodka męskiego.
> Matki wszystkich matek i ich matki mają wspólnego przodka żeńskiego.

Zgoda, ale nie napisałem, że tylko od jednego mężczyzny i jednej kobiety. Niemniej dziękuję za uściślenie.
12-04-2012 13:33 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>0. Adam i Ewa nie mogli zgrzeszyć bo nigdy się nie spotkali. To prawda, że cała ludzkość pochodzi od jednego mężczyzny i jednej kobiety, ale obecność tych dwojga ludzi na Ziemi dzieli okres dziesiątków tysięcy lat.
Profesor Bryan Sykes, dyrektor wydziału Genetyki Człowieka na Uniwersytecie w Oxfordzie twierdzi, że europejczycy pochodzą od siedmiu matek.
Badając rozkład mutacji występujących w mitochondrialnych genach we współczesnej europejskiej populacji, brytyjski genetyk Bryan Sykes doszedł przed kilku laty do intrygującego wniosku: 95 proc. ludzi zamieszkujących dziś Europę pochodzi od jednej z siedmiu pramatek, którym nadał on imiona Helena, Velda, Tara, Katrine, Ursula, Yenia i Jasmine.
Żyły one od 10 do 50 tys. lat temu.

Pierwsi Europejczycy mieli oczywiście znacznie więcej pramatek, jednak tylko w przypadku tych siedmiu ich mitochondrialne dziedzictwo nie wygasło. Europa jest dziś więc zaludniona przez siedem klanów, z których każdy składa się z osobników spokrewnionych w linii żeńskiej z jedną z owych pramatek.

Podobnie rzecz ma się z europejskimi męskimi chromosomami Y. Cała męska ludność Europy pochodzi od ok. 10 praojców, o podobnym do matek Europy wieku, czyli dzieli się, jak powiadają uczeni, na 10 haplotypów. W długiej skali czasowej, porównując dane genetyczne z ustaleniami archeologów i antropologów, można ustalić w ogólnych zarysach historię każdej z grup będących nosicielami poszczególnych haplotypów i prześledzić ich wędrówkę na przestrzeni ostatnich tysięcy lat.

Oczywiście ta informacja nie przeczy Pańskiej, ale ją uzupełnia.

Pytaniem zasadniczym jest tu, choć raczej bez odpowiedzi, gdyż był to proces, a nie akt - od kiedy małpa stała się człowiekiem i czy małpy używały ludzi do prokreacji lub odwrotnie ludzie małp?

Pozdrawiam.

@@@
.
27-03-2012 08:15 
 Ocena 21 na 21
Meretseger (61860 punktów)

>Grzech pierworodny jest następstwem nieposłuszeństwa Adama i Ewy.Za karę zostali wypędzeni z raju, Gen.3;14-23. Jej następstwem jest śmierć, choroby, rodzenie w bólu, praca w pocie czoła
> Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swego ojca ani ojciec - za winę swego syna. Sprawiedliwość sprawiedliwego jemu zostanie przypisana, występek zaś występnego na niego spadnie.
   Właśnie wykazałeś, że:
1. Doktryna grzechu pierworodnego jest nielogiczna w świetle biblijnych zapisów;
2. Sama Biblia jest wewnętrznie sprzeczna.
   Nie da się odziedziczyć "zła", czymkolwiek jest i jakkolwiek się objawia. Dobrzy rodzice miewają złe dzieci i odwrotnie, więc to tak nie działa. Uważam, że sama koncepcja "grzechu pierworodnego", ujęta w śmiesznostrasznej opowieści o Adamie i Ewie była próbą wyjaśnienia, dlaczego ludzie, mimo swej uprzywilejowanej w oczach Pana pozycji wciąż podlegają biologicznym prawom narodzin i śmierci. Wszak żyli sprawiedliwie, czemu więc cierpią? Ano, bo prarodzice zgrzeszyli. Że syn nie odpowiada za grzechy ojca? No, ale jakaś kara być musi, prawda? Bóg wie, co robi. No dobrze, zostawmy teologię i filozofię na razie na boku.
   Mówiąc nawiasem, samo doprowadzenie prarodziców do grzechu stawia w złym świetle żydowskiego boga, no ale to inna sprawa.
   Karkołomne próby pogodzenia opisu stworzenia w Biblii z teorią ewolucji niewiele Kościołowi pomogą. Z chrześcijaństwem, wrośniętym korzeniami w Stary Testament, z wizją ogrodu rajskiego, jakim była Ziemia przed grzechem pierworodnym Adama i Ewy nijak nie da się pogodzić rzeczywistości, pełnej kataklizmów i wielkich wymierań znanych z liczącej sobie setki milionów lat historii przed pojawieniem się człowieka. Cokolwiek by teologowie na ten temat nie napisali, to albo wychodzi im doktryna chrześcijańska, czyli kosmiczna brednia, albo tejże doktryny zaprzeczenie, dla Kościoła nie do przyjęcia, bo zatrącające o deizm. Z niektórych wypowiedzi kościelnych tuzów mianowicie wynika, iż to Bóg stworzył świat, a ten zaczął sobie samodzielnie ewoluować. W tym ujęciu nie ma miejsca ani na "pierwszych rodziców", ani na "grzech pierworodny", ani na ideę zbawienia przez śmierć Jezusa. Czyli - herezja.
   Osobiście bardzo mnie śmieszy powtarzanie (śmiertelnie serio!) zapewnienia owych kościelnych tuzów, że "oni też wierzą w ewolucję". Po pierwsze, nie ma tu w co wierzyć, to jest fakt, w fakty się nie wierzy, tylko je przyjmuje do wiadomości. Po drugie - jak można jednocześnie "wierzyć" w ewolucję i w potop, tłumaczony niekiedy jako alegoria wielkich wymierań - pomińmy litościwie kwestię datowania i uczestnictwa Homo sapiens w tych wydarzeniach. Nie, moim zdaniem to się kupy nie trzyma - albo Księga Genesis, albo nauki przyrodnicze, razem wychodzi danie niestrawne.
   Wracając do grzechu pierworodnego - z punktu widzenia nauk przyrodniczych nie ma on najmniejszego sensu, ponieważ nie istniała ściśle określona pierwsza para ludzi. Ewolucja, także w odniesieniu do gatunku ludzkiego, to długotrwały proces, nie wybuch granatu. Mówi się wprawdzie o "eksplozji kambryjskiej", ale pamiętać trzeba, że owa "eksplozja" trwała miliony lat, więc raczej rozlazła w czasie była. Podobnie z człowiekiem - i żeby to choć można było powiedzieć, że ewolucja człowieka się zakończyła! A gdzie tam, trwa w najlepsze, co łatwo można stwierdzić, badając szczątki sprzed 30 000, 10 000, 1000 lat i porównując z obecnymi. A przecież to wszystko wciąż ten sam Homo sapiens sapiens. Kto zatem miał zgrzeszyć i w którym momencie?
   "Grzech pierworodny" sztucznie wyrywa człowieka ze świata przyrody. Człowiek wraz ze swoimi zdolnościami manualnymi, intelektem, myśleniem abstrakcyjnym, mową artykułowaną koniecznie chciał być "lepszy" od reszty zwierząt. Przestał być częścią pospolitej przyrody, stał się wybrańcem bożym, "koroną stworzenia", żadne zwierzę mu nie dorównywało. A tymczasem nadal boleśnie się okazywało, że nic z tego - rodzi się, żyje i umiera - przemija jak wszystko inne żywe na Ziemi. Tu go boli, tam musi ciężko pracować, żeby przeżyć. Jest słaby, nie ma pazurów ani kłów, ma za to mózg, którym myśli. Trochę z rozgoryczenia, trochę dla wytłumaczenia wymyślił zatem, że cierpi za grzechy, że gdyby nie ten okropny grzech pierworodny, to on by był ho, ho. A tak - nie jest. Tyle tylko, że ma duszę, którą da się zbawić. Jakaś pociecha dla wierzących to zapewne jest.
   Podsumowując - na gruncie nauk przyrodniczych jest zupełnie jasne, że judeochrześcijańska doktryna grzechu pierworodnego nie posiada ani podstaw, ani sensu. A z teorią ewolucji jest kompletnie nie do pogodzenia.
27-03-2012 10:48 
 Ocena 1 na 1
martok (1115 punktów)

> "Grzech pierworodny" sztucznie wyrywa człowieka ze świata przyrody.

Dosłownie biorąc - oczywiście. Ale czy nie moglibyśmy problemu postawionego przez Nietzschego (a w rzeczywistości liczącego parę tysięcy lat) potraktować trochę bardziej życzliwie, jako pytania o "etiologię zła" i jego epidemiologię, jeśli można się tak wyrazić? (Bo "socjologia zła" to temat ograny.) Do takiej życzliwej interpretacji mogłoby nas upoważnić pytanie postawione w nawiązaniu wątku:

>Czy można dziedziczyć zło?,

Nawet jeśli nie brać pod uwagę tak trywialnej rzeczy, jak chromosom XYY i dziedziczenie biologiczne, to kulturowe/społeczne "dziedziczenie zła", statystycznie biorąc, jest po prostu faktem. Z tej perspektywy ciekawe dla mnie jest zwłaszcza pytanie, na ile temu "dziedziczeniu" możemy zapobiegać i w jakim stopniu temu zadaniu są w stanie sprostać nowoczesne teorie pedagogiczne, moim zdaniem niemające solidnego oparcia empirycznego. Banalne pytanie Nietzschego rodzi więc, przynajmniej u mnie, różne refleksje i dzięki temu jest chyba dobre jako temat wątku?
27-03-2012 12:11 
 Ocena 2 na 2
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>Nawet jeśli nie brać pod uwagę tak trywialnej rzeczy, ja chromosom XYY i dziedziczenie biologiczne, to kulturowe/społeczne "dziedziczenie zła", statystycznie biorąc, jest po prostu faktem.

-To dziedziczenie biologiczne złych cech jest raczej faktem, co oczywiście nie ma nic wspólnego z dziedziczeniem win (grzechów) bo to dwie różne rzeczy. To drugie nie istnieje, nawet jeśli ktoś nas obciąża winami za postępki rodziców. Rozróżniajmy genotyp, to co istotnie mamy w pakiecie po rodzicach (zero naszej winy), fenotyp czyli to, co ukształtuje się w interakcjach ze środowiskiem, od czegoś, co nazwałbym "memotypem", czyli to czym nasiąkamy przez "dziedziczenie" kulturowe/społeczne (memetyczne) i za co już odpowiadamy, jeśli zakładamy istnienie "wolnej woli".


Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
martok (1115 punktów)

> Rozróżniajmy genotyp (...), fenotyp [i] memotyp (...)

OK - już rozróżniłem. I nadal nie wiem jak brzmi odpowiedź na moje pytanie - cytuję:

Cytat:
na ile temu "dziedziczeniu" możemy zapobiegać i w jakim stopniu temu zadaniu są w stanie sprostać nowoczesne teorie pedagogiczne?

27-03-2012 12:46 
 Ocena 2 na 2
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>> Rozróżniajmy genotyp (...), fenotyp [i] memotyp (...)
>OK - już rozróżniłem. I nadal nie wiem jak brzmi odpowiedź na moje pytanie - cytuję:
> Cytat:
na ile temu "dziedziczeniu" możemy zapobiegać i w jakim stopniu temu zadaniu są w stanie sprostać nowoczesne teorie pedagogiczne?

-Dlaczego zapobiegać? Dobre rzeczy też dziedziczymy, oczywiście w rozumieniu tego ostatniego rodzaju dziedziczenia, który decyduje o naszych poglądach i zachowaniu. A te złe "mutacje" możemy choćby częściowo eliminować, plewić chwasty z mózgu, czytać, uczyć się...dyskutować na "Racjonaliście"

Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
> Doktryna grzechu pierworodnego jest nielogiczna w świetle biblijnych zapisów;<
Tak, ale chciałem żebyście wzbogacili argumentację opierając się o medycynę, filozofię lub samą Biblię. Gdzieś jest mowa że tylko do n-tego pokolenia Bóg będzie karać.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Gdzieś jest mowa że tylko do n-tego pokolenia Bóg będzie karać.

O ile w ogóle. Kwestia interpretacji.
www.gotquestions.org/Polski/Grzech-rodzicow.html
astrotaurus (12445 punktów)

>O ile w ogóle. Kwestia interpretacji.
Oczywista oczywistość! Jak mowa, że nie poniesie kary to znaczy, że nie poniesie kary; a jak mowa, że poniesie karę to znaczy, że nie poniesie kary.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
15-04-2012 21:50 
 Ocena 2 na 2
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
> Gdzieś jest mowa że tylko do n-tego pokolenia Bóg będzie karać.

W Dekalogu.

Wj 20,4:
Ja, Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą.


If you only have a hammer, you tend to see every problem as a nail.
16-04-2012 08:13 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Wj 20,4:
Ja, Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą.

Tak na marginesie dla jasności: wynagradzać za to obiecywał do wielotysięcznego. Ino że widać mu się popierdanczyło i kara jest aż do upadu, a wynagrodzenia zero - co najlepiej widać choćby po pierwszych potomkach Hioba.
Ale cóż, kiedy ma się do czynienia z rzeczywistością religijną i religijnymi rozumami...

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Uważam, że sama koncepcja "grzechu pierworodnego", ujęta w śmiesznostrasznej opowieści o Adamie i Ewie była próbą wyjaśnienia, dlaczego ludzie, mimo swej uprzywilejowanej w oczach Pana pozycji wciąż podlegają biologicznym prawom narodzin i śmierci. Wszak żyli sprawiedliwie, czemu więc cierpią? Ano, bo prarodzice zgrzeszyli. Że syn nie odpowiada za grzechy ojca? No, ale jakaś kara być musi, prawda? Bóg wie, co robi. No dobrze, zostawmy teologię i filozofię na razie na boku.

Ja o takich rzeczach, to zawsze u źródła, u oryginału, a nie u rodzimych, żałosnych mutantów.

the614thcs.com/40.1039.0.0.1.0.phtml
the614thcs.com/40.1444.0.0.1.0.phtml
the614thcs.com/40.617.0.0.1.0.phtml
the614thcs.com/40.1440.0.0.1.0.phtml

>Mówiąc nawiasem, samo doprowadzenie prarodziców do grzechu stawia w złym świetle żydowskiego boga, no ale to inna sprawa.

No więc właśnie, u rodzimych mutantów tak to wygląda. U "Starszych Braci" inaczej. Wygnanie z Gan Eden jest po prostu z natury wplecione w los każdego człowieka, ze względu na jego przymioty, predyspozycje. Zaczynasz myśleć, widzieć więcej, poznawać, rozmyślać - to wychodzisz z błogostanu i musisz świadomie zmierzyć się z tym, co trudne -cierpienie czy śmierć. I o tym ta biblijna opowieść. Ja tam nie widzę karania, tylko naturalną kolej rzeczy.
27-03-2012 17:05 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>okay, może na wyrost przeliczyłem waszą znajomość doktryny. Sorry.
>Grzech pierworodny jest następstwem nieposłuszeństwa Adama i Ewy.Za karę zostali wypędzeni z raju, Gen.3;14-23. Jej następstwem jest śmierć, choroby, rodzenie w bólu, praca w pocie czoła .. biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=3

Znajomość doktryny to jedno, a umiejętność czytania ze zrozumieniem to drugie.

Księga Rodzaju:
"22 Po czym Pan Bóg rzekł: «Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki»6. 23 Dlatego Pan Bóg wydalił go z ogrodu Eden, aby uprawiał tę ziemię, z której został wzięty."

Podkreślenie moje. Z cytatu wynika, że Bóg wypędził ludzi z raju z zazdrości, by nie stali się mu równi, a nie dlatego, że przekroczyli zakaz jedzenia owoców z drzewa poznania dobra i zła.
Subtelna różnica, ale te właśnie różnicę w rozumieniu tekstu usilnie próbuje zatrzeć Kościół.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
27-03-2012 17:30 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Podkreślenie moje. Z cytatu wynika, że Bóg wypędził ludzi z raju z zazdrości, by nie stali się mu równi,
Ale oni już byli mu równi. Intelektualnie, rozumowo. Bo zjedli z Drzewa Wiadomości.
Te pierdoły o nieogarnialności Boga to tylko pierdoły wbrew jego własnym słowom.

>a nie dlatego, że przekroczyli zakaz jedzenia owoców z drzewa poznania dobra i zła.
Tak właśnie. To nie była kara za tamten owoc, ale pogłębiona profilaktyka względem owocu Drzewa Życia. W ogóle im cwaniaczek nie powiedział o tym drzewie, a teraz się zabezpieczył na amen.

Odcięcie dostępu do życia wiecznego to jedno, należy pamiętać, że Bóg z założenia nie dał ludziom magicznych mocy jakimi wcześniej szczodrze obdarzył diabła - widać nie miał już gamoń zaufania do swojej magii. I słusznie zresztą.

>Subtelna różnica, ale te właśnie różnicę w rozumieniu tekstu usilnie próbuje zatrzeć Kościół.
Wszystkie inne religie odbiblijne takoż.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
27-03-2012 22:17 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Subtelna różnica, ale te właśnie różnicę w rozumieniu tekstu usilnie próbuje zatrzeć Kościół.
>
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.<

Szczęść Boże.
Bardzo trafna uwaga.
Z księgi Genesis wynika jednoznacznie że Bóg wygonił Adama i Ewę żeby im uniemożliwić konsumpcję jabłka z drzewa życia. Postawił nawet strażnika, Cherubina z błyskającym mieczem.
Niemniej jednak śmierć, choroby, cierpienia przy porodzie, są następstwem kradzieży jabłka z drzewa obok. Wąż stracił kończyny (2,4, 100.. Bóg raczy wiedzieć) i odtąd musi pełzać i odżywiać się pyłem ziemnym.[Takiego gatunku węża jeszcze nie odkryto, ale być może istnieje gdzieś w niedostępnej dżungli Amazonii]. To są konsekwencje i początek wszelkiego zła na ziemi. Bóg oczywiście mógłby zło ujarzmić ale nie chce nas ograniczać i czynić nas swoimi marionetkami. Dlatego dał nam wolną wolę.
Czy wolna wola istnieje czy jest tylko iluzją?
Czy dobro i zło może istnieć w sekularnym świecie,czy wymaga istnienia szatana?

Proszę się nie irytować, ale nasza koleżanka ma dyskutować lekturę gdzie dobro i zło ma ściśle określone źródło. Dlatego chcę żebyście swoją argumentacją dostarczyli jej amunicji do dyskusji. Stąd uwagi o bogu latającego cedzaka są tu mało przydatne.
28-03-2012 09:04 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Niemniej jednak śmierć, choroby, cierpienia przy porodzie, są następstwem kradzieży jabłka z drzewa obok.

Taka jest oficjalna interpretacja tekstu.

A nieoficjalna:
Wszelkie zło, choroby, cierpienie i śmierć pochodzi pod mściwego Boga, który poza tym nie zrobił dla ludzi chyba nic dobrego (w każdym razie nic absolutnie i bezinteresownie dobrego nie da się znaleźć w całej Biblii). Zjedzenie owocu jest najmniejszym możliwym do wyobrażenia przestępstwem - służy do pokazania wtajemniczonym, że Bóg zsyła zło właściwie bez powodu ("jak się chce psa uderzyć, to kij zawsze się znajdzie" lub "dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf").
Szatan jest tylko zastępczą personifikacją zła pochodzącego od Boga, potrzebną, by odwrócić uwagę mniej rozgarniętych "wiernych", jak również, by oszukać samego Boga dając mu wyłącznie pochlebstwa.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
28-03-2012 09:09 
 Ocena 10 na 12
Meretseger (61860 punktów)

>Czy wolna wola istnieje czy jest tylko iluzją?
W świetle zapisów biblijnych (przymiotów boskich - wszechmocy, wszechwiedzy, wszechmądrości) istnienie wolne woli jest iluzoryczne. Człowiekowi tylko się wydaje, że ją posiada, że może robić, co chce i dokonywać wyborów według własnego widzimisię, a tak naprawdę ograniczony jest "niezbadanymi boskimi wyrokami". Bo co to za wolna wola i wolny wybór, kiedy ktoś i tak wie, co zrobię? Subiektywnie (dla każdego człowieka) jego wola jest zatem wolna, obiektywnie nie.
>Czy dobro i zło może istnieć w sekularnym świecie, czy wymaga istnienia szatana?
Z punktu widzenia ateisty dobro i zło, jakkolwiek by je definiować, wypływają z człowieka. Ani bóg, ani demon nie są do niczego potrzebne. Religie mają skłonność do personifikacji pojęć, dlatego za zło odpowiada jego uosobienie - Szatan (Lucyfer, Lewiatan, Belial, w islamie Iblis), Aryman, Apop, przeważnie jako przeciwstawienie istoty reprezentującej dobro (Bóg, Ormuzd, Ra itd.). Zsekularyzowany świat, pozbywając się Boga (bogów) pozbywa się zarazem Szatana (demonów). Za to ludzie zostają, pielęgnując w sobie dobro i zło, pozbawione religijnego parawanu.
27-03-2012 19:17 
 Ocena 1 na 1
BlackLife (121 punktów)
>4.Ból odczuwamy dzięki systemowi nerwowemu. Adam i Ewa musieli taki posiadać przed wymierzeniem kary, bo Ewa stwierdziła że jabłko jest dobre.
Masz rację, jest tutaj tylko jedna nieścisłość: owoc, nie jabłko. O ile się nie mylę, nigdzie w Biblii nie zostało to skonkretyzowane, po prostu jabłko jest tak popularne, że przyjęło się o nim mówić, gdy nawiązuje się do grzechu pierworodnego.
Nie dawajmy satysfakcji katolikom, powtarzając stare błędy. Zdecydowana większość z nas wie o ich "świętej księdze" znacznie więcej niż oni sami.
27-03-2012 22:24 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Masz rację, jest tutaj tylko jedna nieścisłość: owoc, nie jabłko. O ile się nie mylę, nigdzie w Biblii nie zostało to skonkretyzowane, po prostu jabłko jest tak popularne, że przyjęło się o nim mówić, gdy nawiązuje się do grzechu pierworodnego.<
Różnie nauczano w różnych okresach historycznych w zależności od szerokości geograficznej. Najbardziej logiczna byłaby figa, ale skąd 12-wieczny wieśniak miał znać figę? Gdyby autorzy ST wpadli na obce im wtedy słowo ziemniak lub kukurydza, bylibyśmy nieśmiertelni aż do odkrycia Ameryki.
28-03-2012 08:31 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Najbardziej logiczna byłaby figa
Albo granat. Ja bym stawiała na granat, granatowiec właściwy to jedna z najstarszych uprawnych roślin na świecie, w Sumerze uprawiany ponad 5000 lat temu. Dla Żydów ten owoc miał duże znaczenie, nawet szaty arcykapłana nim ozdobili (Wj 28.33).
I nawet "na oko" przypomina jabłko, choć właściwie jest jagodą.


28-03-2012 08:34 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>I nawet "na oko" przypomina jabłko, choć właściwie jest jagodą.

Aha, a do tego jak pierdutnie to się roznosi po świecie po wsze czasy!


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
pintapalec (103 punktów)
Czy można dziedziczyć zło?b> Czy zło może być przenoszone drogą płciową na potomstwo? Mogą to być argumenty z medycyny, filozofii i teologii-religii.
>P.S. Temat grzechu pierworodnego przewijał się już wielokrotnie w różnych wątkach, chciałbym go
>przerobić w jednym miejscu.
Myślę że w tej sprawie to powinieneś udać się do znawców tego tematu.A najlepiej to do jakiegoś sadysty seksualnego w sukience i spytać się po kim to odziedziczył.To będzie najbardziej miarodajna opinia. bo może ci powie czy u niego to grzech pierworodny czy nabyty i od kogo...
27-03-2012 07:19 
 Ocena 2 na 2
Miłosz Michałowski (1657 punktów)
Co tam AIDS! Wygląda na to, że grzech pierworodny to najgorsza i najbardziej powszechna choroba weneryczna na świecie! Czemu WHO nic z tym nie robi?! Powinna zbadać udział KRK w szerzeniu tej śmiertelnie groźnej choroby
Na szczęście jest prosta szczepionka: nie przyuczać dzieci do religii oraz lekarstwo dla zakażonych: porzucić religijne dyrdymały i żyć jak człowiek, nie jak baran, w dodatku skażony
27-03-2012 08:20
 Ocena 14 na 14
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>W 1996 r. Ukazał się w Osservatore Romano artykuł Jana Pawła II, kierowany do członków Papieskiej
>Akademii Nauk, zajmujący stanowisko nauk Kościoła do Teorii Ewolucji Darwina. Pisał wtedy jak
>połączyć mityczną opowieść o Adamie i i Ewie z założeniem naukowców o pochodzeniu człowieka
>od małpy.

Oj te popularne brednie o ewolucji, aż boli czytać.

Człowiek nie pochodzi od małpy, żaden szanujący się antropolog czy biolog ewolucyjny by tego nie powiedział.
Człowiek jest małpą. Człekokształtną naczelną, rodzina Hominidae. Dwunożną, nieowłosioną małpą o wyjątkowo rozwiniętym mózgu.

Z innymi małpami, w tym oczywiście z innymi hominidami, mamy wspólnych przodków, które jednak nie były jeszcze małpami, podobne były raczej do dzisiejszych lemurów.

Naprawdę nie uczą tego już w szkołach czy ktoś miał wtedy ospę?

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
> Chcę żebyście odpowiedzieli na pytanie dlaczego teoria grzechu
>pierworodnego jest fałszywa.

Ja odpowiem na to może trochę przewrotnie. Czyli, że zgadzam się z postawą judaizmu (który nie uznaje pojęcia grzechu pierworodnego), a więc z tym, że interpretacja opowieści z "Księgi Rodzaju" o przekroczeniu zakazu sięgania po owoc z Drzewa Znajomości Dobrego i Złego nie obciążyło grzechem całej ludzkości, a tylko ustaliło nową (i aktualną) sytuację człowieka. W ordynarnym uproszczeniu, człowiek z dość ograniczonego poznawczo zwierzaka, stał się bardziej wnikliwy, zaczął widzieć i rozumieć więcej (stał się i fizyczny i duchowy jak to judaizm nazywa). Wg judaizmu, nikt przez to przekroczenie zakazu nie jest automatycznie obciążony grzechem pierworodnym, ludzkość nie jest napiętnowana. I taka interpretacja, moim zdaniem jest właściwa, a kiecuchy chrześcijańskie zrobili z tego swoje kuku, żeby ludzi zgnoić absolutnie, czyli mieć ich całkowicie w swych paskudnych łapskach. Napiętnować wszystkich na amen, a siebie postawić w sprytnej roli pośrednika. Całkowite zbydlęcenie.
27-03-2012 11:37
 Ocena 19 na 19
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
> Czy można dziedziczyć zło?,
> Czy zło może być przenoszone drogą płciową na potomstwo? Mogą to być argumenty z medycyny, filozofii i teologii-religii.
-Grzech pierworodny to jeden z pierwszych i mocniejszych argumentów zniechęcających do religii. Trudno o coś bardziej dziwnego, niemoralnego, niesprawiedliwego, irracjonalnego i obrzydliwego niż odpowiedzialność zbiorowa i przechodząca na następne pokolenia. Całości nonsensu dopełnia opis jego zaistnienia, czyli powiadomienie człowieka co jest tym grzechem i jak go popełnić, z gadającym wężem w roli kusiciela, który chyba wcześniej miał nogi (czyli właściwie to nie był wężem) bo został ukarany za swój czym pełzaniem...czyli nogi mu bóg z d... powyrywał ? Autor tych dyrdymał powinien był chyba umieścić w tej roli przodka padalca. Tym niemniej grzech pierworodny jest do zmycia zwykłą wodą nawet bez mydła i wypowiedzeniem religijnej formułki, ale jednak nie zwalnia to nikogo od tego, aby przez całe życie czuł się winien i błagał wciąż o jak najniższy wymiar kary i biegał do spowiedzi.


Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>> Czy można dziedziczyć zło?,
>> Czy zło może być przenoszone drogą płciową na potomstwo? Mogą to być argumenty z medycyny, filozofii i teologii-religii.
>-Grzech pierworodny to jeden z pierwszych i mocniejszych argumentów zniechęcających do religii. Trudno o coś bardziej dziwnego, niemoralnego, niesprawiedliwego, irracjonalnego i obrzydliwego niż odpowiedzialność zbiorowa i przechodząca na następne pokolenia.
[ciach]

Chyba najlepiej podsumowany cały absurd tej historyjki jaki czytałam. Musze sobie zapamiętać


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>Chyba najlepiej podsumowany cały absurd tej historyjki jaki czytałam. Musze sobie zapamiętać
-Czyli czasami coś mi wyjdzie, muszę iść tym tropem

Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Chyba najlepiej podsumowany cały absurd tej historyjki jaki czytałam.<
Absolutna zgoda. Ale ten absurd jest umieszczony w lekturze szkolnej, licealnej. Dlatego musisz wykazać ten absurd. Inaczej nadal będziemy mieli sytuację że nasi posłowie wychowani na lekturach Wojtyły, w przypadku suszy nie podejmują ustaw o budowie zbiorników retencyjnych tylko idą się modlić o deszcz.
27-03-2012 13:48 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> ... co jest tym grzechem i jak go popełnić, z gadającym wężem w roli kusiciela ...

Plotka niesie, że ten wąż był jednym końcem przyrośnięty do Adama.
27-03-2012 14:01 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>> ... co jest tym grzechem i jak go popełnić, z gadającym wężem w roli kusiciela ...
>Plotka niesie, że ten wąż był jednym końcem przyrośnięty do Adama.
Gorzej, że dotychczas nikt nie wie - którym końcem i czy na pewno, ten z przy... [rośnięciem], to był Adam.

@@@
.
28-03-2012 02:21 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>> ... co jest tym grzechem i jak go popełnić, z gadającym wężem w roli kusiciela ...
>Plotka niesie, że ten wąż był jednym końcem przyrośnięty do Adama.
   To tylko plotka. Biblia mówi o złamaniu zakazu (tabu) pożywania owocu z drzewa wiadomości dobrego i złego. Etyka niezależna jest grzechem pierworodnym Adama i jego potomków.
28-03-2012 07:58 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
>>> ... co jest tym grzechem i jak go popełnić, z gadającym wężem w roli kusiciela ...

>> Plotka niesie, że ten wąż był jednym końcem przyrośnięty do Adama.

> Etyka niezależna jest grzechem pierworodnym Adama i jego potomków.

Nie jest jasne czym miałby być ten zakazany owoc. Może niezależną etyką jak to mówisz, może poznaniem seksualności jak to plotka niesie, a może jakąkolwiek wiedzą. Skłaniałbym się ku temu ostatniemu, bo kaganka oświaty bogowie boją się jak... ognia.
28-03-2012 09:24 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>Nie jest jasne czym miałby być ten zakazany owoc. Może niezależną etyką jak to mówisz, może poznaniem seksualności jak to plotka niesie, a może jakąkolwiek wiedzą. Skłaniałbym się ku temu ostatniemu, bo kaganka oświaty bogowie boją się jak... ognia.
   Masz rację, zjedzenie owocu z drzewa wiadomości dobrego i złego nie było tożsame ze zrozumieniem podstaw etyki niezależnej. Po zjedzeniu tego owocu Adam i Ewa zobaczyli, że są nadzy i poczuli wstyd z tego powodu. Widać zaczęli uważać seks za zbrodnię tak wielką, że później w Dekalogu "nie cudzołóż" stało się VI przykazaniem, tuż po V -- "nie zabijaj". Ta etyka nie była niezależna, tylko kościelna jak najbardziej.
27-03-2012 23:25 
 Ocena 3 na 3
Marek Matejewski (3695 punktów)
> Tym niemniej grzech pierworodny jest do zmycia zwykłą wodą nawet bez mydła i wypowiedzeniem religijnej formułki, ale jednak nie zwalnia to nikogo od tego, aby przez całe życie czuł się winien i błagał wciąż o jak najniższy wymiar kary i biegał do spowiedzi.

Skrócę Pana wypowiedź:
Panie Boże! Przepraszam że żyję.
16-04-2012 08:35 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)
> który chyba wcześniej miał nogi (czyli właściwie to nie był wężem) bo został ukarany za swój czym pełzaniem...czyli nogi mu bóg z d... powyrywał ? Autor tych dyrdymał powinien był chyba umieścić w tej roli przodka padalca.

Węże też pochodzą od jaszczurek:

pl.wikipedia.org/wiki/Najash
jasenka (1863 punktów)
> Czy zło może być przenoszone drogą płciową na potomstwo? Mogą to być argumenty z medycyny, filozofii i teologii-religii.

"Zło" definiowane w społeczności to najczęściej wynik zaburzeń osobowości lub choroby psychicznej. Psychopatie, zaburzenia graniczne, osobowość dysocjacyjna mogą sprowokować kogoś do morderstwa, do wykorzystywania innych, do manipulacji, agresji itp.
Cechy psychiczne sa dziedziczone, a zwłaszcza tego typu zaburzenia. Na przykład osobowość graniczna jest kilkakrotnie częstsza u osób, których rodzice mieli takie problemy.
A więc tak - "zło" tak rozumiane można dziedziczyć.
Poza tym także wychowanie przez środowisko patologiczne daje różnego rodzaju zaburzenia społeczne, co tez jest związane z przekazaniem skłonności potomstwu nie przez geny ale pośrednio.

Ale stanowczo protestuję przeciw tworzeniu teorii przez wierzących, że "zło" to takie małe chromosomki z rogami i kopytami, ewentualnie demoniczne plemniki, czyli tak zwane diabelskie nasienie
27-03-2012 23:21 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Teolog ci odpowie że winne są demony.
Marek Matejewski (3695 punktów)
> Czy można dziedziczyć zło?,

Po lekturze nieomylnych opowieści biblijnych należy udzielić twierdzącej odpowiedzi. A jeśli tak to jak sobie z tym poradzić?

Odczytujemy genotyp, namierzamy fragment grzesznego kodu i majstrujemy trochę przy helisie. Gdy już usuniemy całe zło z komórek macierzystych staniemy przed perspektywą nieskończenie dobrego gatunku ludzkiego. Niestety nie oznacza to rewizji poglądów Kościoła na temat badań i modyfikacji komórek macierzystych. Gdyby na stałe wyeliminować gen odpowiedzialny za grzech pierworodny to upadłby cały interes związany z chrztem i wodą święconą, a to zdaje się nie być w interesie Kościoła.
27-03-2012 23:06 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Gdyby na stałe wyeliminować gen odpowiedzialny za grzech pierworodny to upadłby cały interes związany z chrztem i wodą święconą, a to zdaje się nie być w interesie Kościoła.<
Genealogia powstania teorii była trochę inna. Wynikała z dociekliwości Augustyna. Augustyn badał list do Rzym. (9,10-13).Zastanawiał się dlaczego Bóg umiłował Jakuba a wzgardził Ezawem, zanim jeszcze przyszli na świat. I dociekając jeszcze w innych miejscach, doszedł do wniosku że każdy rodzi się godnym wzgardy. Jedynie łaska Pana może nas od niej uwolnić, ale Pan nie ma tego obowiązku. Pytał się skąd się to wzięło i znalazł odpowiedź pod jabłonką. Newton też pod jabłonką dokonał odkrycia. W jednej z rozpraw Augustyn zastanawia się jak to możliwe żeby Matuzalem przeżył potop? (różnica wynosi 14 lat).
Interes z tym związany, obowiązek chrztu, był niejako efektem wtórnym. Cała rzecz polega na tym że człowiek jest z natury zły. Gdyby było inaczej Kościół byłby zbyteczny. Jest jednak potrzebny żeby złych ludzi naprawiać.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Jak dobrze pamiętam, to cały problem wziął się właśnie z Augustyna, który miał problem z greką i źle przetłumaczył "grzech pierworodny" a za nim już to tak poszło, czyli właśnie, że każdy rodzi się godny wzgardy, kiedy chodziło tylko o to, że jest tylko skrzywiony w konsekwencji grzechu prarodziców. To nie ma nic wspólnego z wrodzona winą każdego, ale każdy ponosi konsekwencje zerwania owocu i niewłaściwego za tym wglądu w rzeczywistość.
Kiedyś tłumaczyłem sobie to wedle kabały luriańskiej, może niezbyt rozsądnie, na swój sposób, a mianowicie rozbiciem naczyń (szewirat ha-kelim), rozproszeniem Boskiego Światła przy stworzeniu, pomieszaniu się dobra i zła, niemożliwością odczytania rzeczywistości - boskiego zamiaru. Dopiero proces tikkun, czyli naprawa i doskonalenie świata z bezwzględnie potrzebnym tutaj uwzględnieniem roli i planu Boga, miałby doprowadzić do ponownego połączenia rozproszonych iskier "boskiego światła". Wtedy, rzeczywistość stałaby się tym czym jest, a czego nie możemy odczytać, co mi się kojarzy z tym pierworodnym grzechem. W chrześcijaństwie drogowskazem - mesjaszem jest Jezus, judaizm się z tym nie zgadza. Wymieszałem, ale tak mi łatwiej.
tumbili (327 punktów)
> Chcę żebyście odpowiedzieli na pytanie dlaczego teoria grzechu pierworodnego jest fałszywa.

Nie jest. Jest prawdziwa i ukazuje dobroć Boga, Jego przewrotną naturę. Karząc człowieka śmiertelnością, cierpieniem, wywołał skutek u niego przeciwny- Ludzie uciekając od śmierci, zachowują się hedonistycznie. Chcą żyć wygodnie, dobrze pojeść, zażyć dobrego seksu, uprawiać sporty ekstremalne, leniuchować... itd... Gdyby nie ów grzech, życie byłoby nuuudne Leżelibyśmy i gryźlibyśmy trawkę (a tak możemy ją zapalić). (Jeszcze chwila, a sama siebie przekonam .)

Z osobistych przeżyć, to o grzechu pierworodnym usłyszałam od koleżanki katoliczki w wieku ok. 11/12 lat i byłam szczerze przerażona, że mam grzech, o którym nic nie wiem... Toż to trauma dla dzieciaka- powinno być zakazane...
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Nie jest. Jest prawdziwa i ukazuje dobroć Boga, Jego przewrotną naturę.<
Z tą odpowiedzią bym się zgodził. To dowodzi że Bóg nie jest miłosierny oraz jest wyrafinowany i wciągnął człowieka w pułapkę.
28-03-2012 10:34 
 Ocena 3 na 3
tumbili (327 punktów)

>Z tą odpowiedzią bym się zgodził. To dowodzi że Bóg nie jest miłosierny oraz jest wyrafinowany i wciągnął człowieka w pułapkę.
To nie pułapka, tylko otwarte drzwi- ku wolności... Czyż to nie wspaniałe ze strony wszechdobrego Bozi, że dał nam wybór? Nie wierzę, nie chrzczę, nie zmywam grzechu, nie wstępuję w szeregi kościelne, nie zyskuję życia wiecznego, amen. Ale tak samo rodzę w bólu, choruję, umieram, jak ci, którzy wierzą. Zyskuję wolne życie, w którym mogę mieszkać bez ślubu- z panią, lub panem, lub obojgiem, a ze swoich zapędów i popędów nie muszę się tłumaczyć w ciasnym pomieszczeniu. Na pozór ukarał ludzi wątłym, bolesnym i śmiertelnym ciałem. Naprawdę dał przyjemność, rozkosz i uciechę z jego posiadania.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Inne pytanie które mnie trapi, związane z grzechem pierworodnym. Po ugryzieniu jabłka Adam i Ewa odkryli że są nadzy. Dlaczego w Ewangeliach brak relacji że Maria chodziła po Nazarecie nago? Była wolna od grzechu p. , nie znała wstydu i logicznie biorąc powinna chodzić w stroju Ewy. Myślę że było to tak ważne wydarzenie że powinno znaleźć notatkę w Ewangeliach.
28-03-2012 08:09 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Ale czy wiedziała, że jest wolna od grzechu? Poza tym, może ze strachu, że ją ukamienują? Nawet ladacznice nie wychodziły na ulicę bez ubrania.
28-03-2012 08:31 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)
>Po ugryzieniu jabłka Adam i Ewa odkryli że są nadzy. Dlaczego w Ewangeliach brak relacji że Maria chodziła po Nazarecie nago?
Tu bez magii ani rusz, Bóg musiał nieźle nakombinować. Gdyby pozwolił na poczęcie jej bez grzechu, ale i bez efektów grzechu - czyli wiadomości dobrego i złego zaraz by Maryja coś głupiego wywinęła jak Adam i Ewa co bez grzesznej konsumpcji byli ciemni jak tabaka w rogu i nie umieli odróżnić co robić a czego nie. Jakby Maryja latał goła to by ją ukamienowali długo przed pierwszą miesiączką i cały plan poszedłby w krzaki.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
28-03-2012 09:11 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Inne pytanie które mnie trapi, związane z grzechem pierworodnym. Po ugryzieniu jabłka Adam i Ewa odkryli że są nadzy. Dlaczego w Ewangeliach brak relacji że Maria chodziła po Nazarecie nago? Była wolna od grzechu p. , nie znała wstydu i logicznie biorąc powinna chodzić w stroju Ewy.

Na to samo chyba wpadł Marquez w "Sto lat samotności". Z pamięci, trochę niedokładnie: jedna z bohaterek urodziła się bez grzechu, więc właśnie ganiała wszędzie nago i nie znała wstydu, w końcu chyba została wzięta do nieba...


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
W rozdziale 2 autor pisze: Gdy człowiek sam, bez Boga, może rozstrzygnąć co jest dobre a co złe, to może on zdecydować że pewną grupę ludzi należy unicestwić. Tego typu rozstrzygnięcia były w Trzeciej Rzeszy..."
Co miał Bóg przeciw Katarom, Albigensom, Husytom, Donatystom itd.?
Czy następca Piotra, biorąc pod uwagę historię Kościoła, ma moralne prawo wydawać takie oceny?

W innym miejscu czytamy że nie wszyscy zbrodniarze zasiedli w Norymberdze. Jakim sposobem uciekli zbrodniarze hitlerowscy z Europy?
28-03-2012 08:24 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>Co miał Bóg przeciw Katarom, Albigensom, Husytom, Donatystom itd.?
Zapewne to samo co przeciw wielu pomordowanym w Biblii. Tu dochodzimy do problemu czy odszczepieństwo przekazywane jest genetycznie (co by świadczyło, że Bóg zaniedbał w ST wymordować wszystkich kogo trzeba było) czy raczej drogą kropelkową za pomocą bardzo trwałych kropelek.
Pomijam tu zwyczajną magię jako zbyt oczywistą.

A Albigensi i katarzy to ten sam diabli pomiot.

>Jakim sposobem uciekli zbrodniarze hitlerowscy z Europy?
Ojtam, ojtam!

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Marek Matejewski (3695 punktów)
Cytat:
Niekiedy też rodzice proszą o odprawienie Mszy św. pogrzebowej. Trzeba wtedy pamiętać, iż nie ma konieczności odprawiania Najświętszej Ofiary w intencji tego dziecka, bowiem człowiek ten na pewno nie popełnił nigdy nic, co oddzieliłoby go od Pana Boga - innymi słowy, nie ma, ze zrozumiałych względów, żadnego grzechu na sumieniu.
- - pisze ksiądz Paweł Pacholak.

A co z grzechem pierworodnym? To nie jest tak, że obciąża człowieka od poczęcia?

Cytat:
Już dawno odeszła w niepamięć praktyka tzw. pokropku, czyli skróconej modlitwy nad zwłokami małego, nieochrzczonego dziecka.

Narodzonych chrzci się na prawo i lewo, a nienarodzonym odmawiają nawet pokropku... A to już nie jest człowiek?
Grzech pierworodny nie zmazany... oj będzie wieczne potępienie.

Cytat:
Pozwolę sobie na zakończenie również na uwagę ogólniejszej natury. Mianowicie w kontekście tak jednoznacznego nauczania o świętości życia człowieka od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci, a w konsekwencji także nauczania o niezbywalnej godności każdej istoty ludzkiej, pomysł aby pozostawić ludzkie ciało bez należytego pochówku wydaje się być wręcz absurdalny.

Ale proszę księdza - ja tu się o duszę martwię!
Uriel_ (360 punktów)
Witam,

>Chcę żebyście odpowiedzieli na pytanie dlaczego teoria grzechu pierworodnego jest fałszywa.
Służę uprzejmie

>Grzech należy rozumieć jako postępowanie wbrew woli bożej wyrażonej w
>zakazach i nakazach biblijnych oraz później powstałych zakazach i nakazach kościelnych.

Zdecydowanie NIE albowiem:
Grzech jest to postępowanie wbrew woli Bożej takiej jaka ona jest.
Zakazy i nakazy biblijne wyrażone w Ewangeliach mogą ale nie muszą zostać prawidłowo zrozumiane przez adresata, czytelnika, odbiorcę - patrz też przykładowo Mk 4,15 Mk 18-19
Zakazy i nakazy kościelne nie muszą być związane z wolą Bożą ale mogą wyniakać z błędów teologicznych albo częściej z potrzeby ochrony interesów wybranej instytucji przez co przestrzeganie ich jest grzechem - patrz np. Mt 7,15 ; albo dobitniej Mt 7,21-23

> Czy można dziedziczyć zło?

Zło jest to sprzeciw wobec woli Bożej, możliwe w teorii tylko na poziome pełnego rozumienia terminu "Bóg" oraz "wola Boża", z kolei " małe zło", o które pytasz jest to konsekwencja ludzkiego błądzenia w nieświadomości znaczenia ww terminów. Grzech pierworodny jest to brutalnie mówiąc ludzka ciemnota widoczna w zestawieniu ze światłością umysłową Boga czyli reprezentującej go jednostki ludzkiej typu Syn Boży np. Jezus opisany w Ewangeliach. {Między nami mówiąc Jezus to człowiek moralnie i umysłowo zdrowy na tle chorych, którzy go nie rozumieją, gdyż w chorym umyśle nie zachodzi proces "rozumienie Jezusa". Dla nich więc przychodzi jako uzdrowiciel z nadzieją, że forma w jakiej głosi Słowo Boże jest najlepszą z dopuszczalnych form terapii }

Wracając do pytania - zło jest naturalnym stanem człowieka po urodzeniu i zarówno Jezusowa oferta samodoskonalenia się może (winna) być traktowana jako forma zwalczania tego stanu podobnie jak procesy znane nam jako wychowanie, socjalizacja, edukacja.

> Czy zło może być przenoszone drogą płciową na potomstwo? Mogą to być argumenty z medycyny, filozofii i teologii-religii.

Przyznaj więc, że tylko żałosny stan wiedzy na omawiane tu zagadnienie może rodzić takie pytanie.

Zapraszam do dyskusji :
31-03-2012 23:30 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
> Grzech jest to postępowanie wbrew woli Bożej takiej jaka ona jest.<
Zalatuje mi to sofizmem. Czy wola Boża może być inną niż taką jaką ona jest?
Drugim problemem jest, jak rozpoznać wolę Bożą? Nie ukazuje się on już na obłoku, żaden krzew nie płonie, a jeżeli nawet to milczy, skąd mam wiedzieć czego Bóg ode mnie wymaga?
>Zakazy i nakazy biblijne wyrażone w Ewangeliach mogą ale nie muszą zostać prawidłowo zrozumiane przez adresata, czytelnika, odbiorcę - patrz też przykładowo Mk 4,15 Mk 18-19<
To rodzi pytanie czy zostały prawidłowo zrozumiane przez "autorów" Biblii. Gdyby tak miało być że "autorzy" nie zrozumieli prawidłowo gołąbka, to wierzymy w fałszywego Boga.
Wskazany przez ciebie cytat (drugi prowadzi donikąd) mówi o słowie wypowiedzianym, Ewangelie to jest słowo już zapisane. Ale dobrze że zechcesz udzielić pomocy, bo mam niejasności.
(Mk.13;32) Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.
(Mk.10;18) Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.
To przeczy nauce o Trójcy świętej wg której syn nie jest ojcem, ale ojciec jest Bogiem i syn jest Bogiem. Jeżeli jednak ojciec jest wszechwiedzący a syn nie, to syn nie jest 100% Bogiem. Gorzej jeszcze, Jezus przyznaje że nie tylko nie jest wszechwiedzący ale nawet nie jest dobry.

>Zakazy i nakazy kościelne nie muszą być związane z wolą Bożą ale mogą wyniakać z błędów teologicznych albo częściej z potrzeby ochrony interesów wybranej instytucji przez co przestrzeganie ich jest grzechem - patrz np. Mt 7,15 ; albo dobitniej Mt 7,21-23<
Niezależnie który z tych powodów, otwartym powstaje zagadnienie zbawienia. Czy nie przyjęcie sakramentów nawet tych wynikłych z błędów teologicznych nie blokuje zbawienia lub przyjęcie błędnych (fałszywych) sakramentów nie przeczy 1 przykazaniu, co w konsekwencji też blokuje dostęp do nieba. Czy może ono (przykazanie) też jest fałszywą interpretacją?
>> Czy można dziedziczyć zło?Zło jest to sprzeciw wobec woli Bożej, możliwe w teorii tylko na poziome pełnego rozumienia terminu "Bóg" oraz "wola Boża"<
Ja nie zamierzam teoretyzować. Chcę ratować swoją duszę i mnie interesuje praktyka. Jak praktycznie rozumieć słowo Bóg i wola Boża? Czym się różni teoretyczne i praktyczne rozumienie tych pojęć?
>z kolei " małe zło", o które pytasz jest to konsekwencja ludzkiego błądzenia w nieświadomości znaczenia ww terminów.<
nigdzie nie mówiłem o małym złu, nie wiedziałem nawet że zło ma różne rozmiary. Taka kradzież jabłka dla jurysdykcji ziemskiej jest małą szkodliwością społeczną, dla Boga miała dziejowe konsekwencje.
>Grzech pierworodny jest to brutalnie mówiąc ludzka ciemnota widoczna w zestawieniu ze światłością umysłową Boga czyli reprezentującej go jednostki ludzkiej typu Syn Boży np. Jezus opisany w Ewangeliach.<
Dlaczego człowiek jest ciemnotą? Czy nie został stworzony na wzór i podobieństwo Boga? Przecież za cenę chorób i cierpień człowiek nabył wiedzę."Oto człowiek stał się taki jak my. Zna zło i dobro".
>{Między nami mówiąc Jezus to człowiek moralnie i umysłowo zdrowy na tle chorych, którzy go nie rozumieją, gdyż w chorym umyśle nie zachodzi proces "rozumienie Jezusa". Dla nich więc przychodzi jako uzdrowiciel z nadzieją, że forma w jakiej głosi Słowo Boże jest najlepszą z dopuszczalnych form terapii }<
Nie podam już przykładów biblijnych z których wynika że Jezus jest coś nie tego, zostańmy przy jego chorych uczniach. Czy Kościół może być zdrowy jeżeli został założony i jest prowadzony przez jego chorych, nie rozumiejących go uczniów?
>Wracając do pytania - zło jest naturalnym stanem człowieka po urodzeniu i zarówno Jezusowa oferta samodoskonalenia się może (winna) być traktowana jako forma zwalczania tego stanu podobnie jak procesy znane nam jako wychowanie, socjalizacja, edukacja.<
To jest właśnie moje pytanie. Niestety zamiast argumentów odpowiadasz dogmatem.
>> Czy zło może być przenoszone drogą płciową na potomstwo? Mogą to być argumenty z medycyny, filozofii i teologii-religii.
>Przyznaj więc, że tylko żałosny stan wiedzy na omawiane tu zagadnienie może rodzić takie pytanie.<
Przyznaję że stan mojej wiedzy na temat omawianego tu zagadnienia jest żałosny. I stwierdzam że nie przedstawiłeś nic co mogłoby ten stan poprawić.
01-04-2012 11:43 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Dlaczego człowiek jest ciemnotą? Czy nie został stworzony na wzór i podobieństwo Boga? Przecież za cenę chorób i cierpień człowiek nabył wiedzę."Oto człowiek stał się taki jak my. Zna zło i dobro".

Nie lubię się tak wtrącać, ale nie mogę wytrzymać, bo cały ten wątek, wszystkie wypowiedzi mają matrycę katopolo, chrześcijańską/zachodnią, zamiast judaistyczną, żydowską. To dwie zupełnie różne opcje, dwa różne sposoby rozumienia świata, życia i człowieka, chociaż książka wspólna. Stąd wszystko gdzieś ucieka w katolickie wersje i katolicyzmem inspirowane komentarze krytyczne/prześmiewcze. Moim zdaniem nie zrozumiesz Uriela, kiedy będziesz myślał Jezus/katolik zamiast Jezus/Żyd, ale to już lepiej jak Uriel sam za siebie się wypowie.

To całe jabłko, o które się tutaj wszystko rozbija, to otworzenie nowej perspektywy dla zwierzęcia-człowieka. Bóg ostrzega, że będzie ambaras, ale to nieuniknione. Nie może pozostawić człowieka w "raju" życia zwierzęcego, kiedy człowiek wszedł w szerszą percepcję rzeczywistości. To co się stało, opisuje Freud na poziomie psychoanalizy, a mniej więcej chodzi o to, że u innych gatunków zwierząt mamy do czynienia z osiągnięciem czasowej równowagi między środowiskiem a zwalczającymi się w ich wnętrzach popędami, a tym samym do zatrzymania ich rozwoju. U praczłowieka tymczasem nowa perspektywa rodzi cała ferię nowych impulsów libido, co mogło, ba, spowodowało i niezmiennie powoduje wzrost popędu niszczycielskiego. Nowe perspektywy, nowe popędy, nowe strategie wzgledem róznych aspektów życia, świata, relacji z innymi, nowe chcenia, pożądania, zmagania, zapętelenia. Dopóki człowiek był zwierzęciem, była w nim haromonia pomiędzy jego wewnętrznym wyposażeniem popędowym a światem zewnętrznym. Tak mają zwierzęta, to wypracowane naturalnie w toku ewolucji. Człowiek uzyskując szerszą perspektywę (jabłko) jest zagrożony, bo przez nowe popędy, które ta perspektywa nieuchronie rodzi, zaczyna żyć w niebywale bardziej złożonej rzeczywistosci. Zagraża nie tylko sobie, ale innym (na nowe niż zwierzęce sposoby) czy też samemu światu. To jest ta ciemnota, moim zdaniem, której tak ostro użył Uriel. Nowy rodzaj wglądu wymaga od nas tego, by uporać sie z jego potencjalnie niebezpieczną, niszczycielską siłą, ale najpierw musimy sobie to uzmysłowić (co nam ST w tej historii podpowiada). Popędy należy ukierunkować tak, by służyły życiu większemu, pogłębionemu, piękniejszemu (judaizm to nakaz doskonalenia życia i świata, a nie katolickie zezowanie w zaświaty), a z tym jest od zawsze problem. Moim zdaniem o tym jest ta historia z jabłkiem, Uriel twierdzi, że Jezus w jego własnej interpretacji jest właściwą odpowiedzią, ale to on już sam. Ja się na tym co on zwykł pisać nie znam, choć to ciekawe.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Wtrącaj się, do tego jest to forum. Ale przeczytaj wątek od początku. Punktem wyjścia nie jest Freud tylko Augustyn. Nie dyskutujemy koncepcji judaistycznego Boga tylko konkretne odkrycie Augustyna. Nie ma tu miejsca na ewolucje, człowieka-zwierzęcia. Dlatego twoja wypowiedź jest nie na temat.
01-04-2012 14:39 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Cytat:
Chcę żebyście odpowiedzieli na pytanie dlaczego teoria grzechu pierworodnego jest fałszywa


No i ja próbuje odpowiedzieć, że teoria grzechu pierworodnego jest fałszywa, bo jej de facto w Biblii nie ma (można sprawdzić u wierzących Żydów), a "odkrycie" Augustyna jest brednią, głupią mutacją, jak całe chrześcijaństwo/katopolo. A zło, o które chodzi, jest tym, co próbował opisać Freud (myśląc o biblijnej historii z jabłkiem), a więc przenoszeniem błędnego/niebezpiecznego/"grzesznego"/ciemnego wzorca udziału w rzeczywistości, który wynika z niezwykle obszernych, nowych możliwości dla ludzkich popędów, kiedy człowieka oświeciło po zjedzeniu jabłka. Nowe umiejętności oglądu rzeczywistosci są dobre (nabywanie wiedzy), ale niebezpieczne, bo popędy maja tutaj swoje pole do popisu. Trzeba mądrości, żeby nad tym zapanować, okiełznać i ukierunkować tak, by służyły, a nie zniewalały, zagrażały. To jest wersja judaistyczna tamtej historii, a wersji freudowskiej użyłem, bo wydała mi się dobrze obrazująca judaistyczne stanowisko w przełożeniu na współczesność. Nie można dziedziczyć zła drogą płciową, o co pytasz (może jedynie jakieś skłonności), ale można je dziedziczyć na poziomie kulturowym, socjalizacyjnym, wychowawczym - czyli przekaz złego/błędnego wzorca. Mem łatwo się przenosi z ojca na syna. I o to chodzi religijnym Żydom. Katolicka wersja względem tego to hucpa. Nad judaistyczną warto się pochylić, mimo że konwencja jak z Jasia i Małgosi.
Uriel_ (360 punktów)
>Czy wola Boża może być inną niż taką jaką ona jest?

W boskim opisie rzeczywistości - NIE. W ludzkim opisie rzeczywistości - TAK.
Nie każdy człowiek jest Synem Bożym, jednak Syn Boży może być człowiekiem.

>Drugim problemem jest, jak rozpoznać wolę Bożą? Nie ukazuje się on już na obłoku, żaden krzew nie płonie, a jeżeli nawet to milczy, skąd mam wiedzieć czego Bóg ode mnie wymaga?

Objawił to w nauczaniu swego Syna, Jezusa.

>To rodzi pytanie czy zostały prawidłowo zrozumiane przez "autorów" Biblii. Gdyby tak miało być że "autorzy" nie zrozumieli prawidłowo gołąbka, to wierzymy w fałszywego Boga.

Po "wyekstrahowaniu" modelu rzeczywistości, o który opiera się nauczanie Jezusa przestaje mieć znaczenie kto jest jego autorem. Model broni się sam.

>(Mk.13;32) Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.

Tak, Ojciec w tej konstrukcji i kontekście całego fragmentu to ogniwo nienarodzone. Ogniwo żywe, które wypowiada te słowa działa jak pamiętasz całą historię w Jego interesie, dla Jego dobra, zgodnie z Jego wolą. Mam nadzieję, że nie przytłoczy Cię informacja, że Ojciec to poziom do którego zmierzasz i Ty jeśli wejdziesz na drogę zbawienia. Każdy człowiek ma szansę osiągnąć poziom boski do czego wzywa Jezus w swoim nauczaniu. Tak aby FAKTEM stało się: Mt 11,27

Z przyjściem Syna Człowieczego jest tak, jak z wyświetleniem się komunikatu w Twoim umyśle o nazwie "Proces kompletny" - kto pierwszy o tym zdarzeniu się dowie ? Kiedy to się stanie i czy w ogóle do tego dojdzie?

Dlatego też czuwaj bo nie znasz dnia ani godziny ale i szukaj bo nie znajdziesz, pytaj bym Ci odpowiedział - samo się nie stanie.

>(Mk.10;18) Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.

1. Dobry jest Bóg
2. Nie można nazywać człowieka dobrym jeśli nie jest Bogiem.
3. Nie można nazywać człowieka Bogiem nie poddawszy go weryfikacji (osądowi).
4. Nie można przeprowadzić weryfikacji boskości drugiego człowieka samemu nie będąc Bogiem.

Zauważ Jezus w tym zdaniu nie zaprzecza, że jest Bogiem czy Dobrym człowiekiem co na jedno w tej filozofii wychodzi.

>Czy nie przyjęcie sakramentów nawet tych wynikłych z błędów teologicznych nie blokuje zbawienia lub przyjęcie błędnych (fałszywych) sakramentów nie przeczy 1 przykazaniu, co w konsekwencji też blokuje dostęp do nieba. (...)

W zbawieniu chodzi o osiągnięcie takiego poziomu samointerpretacji podmiotowej, w którym nie sprowokujesz Jezusa do wypowiedzi typu: Mt 16,22-23 Praca nad sobą wespół z wysiłkiem intelektualnym wkładanym w zrozumienie Słowa Bożego jest naturalną drogą do sukcesu w którym Słowo o Dobrym Człowieku staje się ciałem, Tobą. Nie sądzę by wobec powyższego sakramenty miały jakikolwiek istotny wpływ na proces zbawiania, może zaproponuj jak masz jakiś pomysł.

>Ja nie zamierzam teoretyzować. Chcę ratować swoją duszę i mnie interesuje praktyka. Jak praktycznie rozumieć słowo Bóg i wola Boża? Czym się różni teoretyczne i praktyczne rozumienie tych pojęć?

Rzecz w tym, że ja nie potrafię sobie wyobrazić sprzeciwu wobec własnej woli. To będzie Twój dylemat po osiągnięciu zbawienia - Czy można postępować źle (jak Zły) bo wbrew sobie ? Jak myślisz ? Teoretycznie można zaproponować scenariusz takiego postępowania ale jak w praktyce to zrobić - ja nie potrafię.

>Dlaczego człowiek jest ciemnotą? Czy nie został stworzony na wzór i podobieństwo Boga? Przecież za cenę chorób i cierpień człowiek nabył wiedzę.

Czego człowiekowi brakuje do bycia Bogiem ? Czego Tobie brakuje ?

>"Oto człowiek stał się taki jak my. Zna zło i dobro".

Co najwyżej POzna jak się POstara, na szczęście jest taka możliwość.

CDN
04-04-2012 12:50 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>W boskim opisie rzeczywistości - NIE. W ludzkim opisie rzeczywistości - TAK.
A gdzie i jak można zapoznać się z boskim opisem?

>Objawił to w nauczaniu swego Syna, Jezusa.
Aż szkoda, że Jezus - jeśli w ogóle istniał - nie napisał Ewangelii...

>Po "wyekstrahowaniu" modelu rzeczywistości, o który opiera się nauczanie Jezusa przestaje mieć znaczenie kto jest jego autorem. Model broni się sam.
A gdzie i jak można zapoznać się z tym wyekstrahowanym, samoobronnym modelem ....hmmm... rzeczywistości?

>Każdy człowiek ma szansę osiągnąć poziom boski do czego wzywa Jezus w swoim nauczaniu. Tak aby FAKTEM stało się: Mt 11,27
Ja też mam szansę? A jaka gwarancja, że Syn będzie miał kaprys mi objawić Ojca? Tylu miliardom ludzi nie objawia...

>Dlatego też czuwaj bo nie znasz dnia ani godziny ale i szukaj bo nie znajdziesz, pytaj bym Ci odpowiedział - samo się nie stanie.
Daj spokój! Doba ma tylko 24 godziny i do tego pracować i spać trzeba. Jak można poświęcić się uczciwemu czuwaniu i szukaniu wszystkich Bogów i krasnoludków? I czy czuwanie i poszukiwanie gwarantuje objawienie Ojca przez Syna czy też można ad mortem defecatum uganiać się za własnym ogonem?

>Dobry jest Bóg
Pyszny, raczej rzec można.

>2. Nie można nazywać człowieka dobrym jeśli nie jest Bogiem.
A jak jest Bogiem to już można?

>3. Nie można nazywać człowieka Bogiem nie poddawszy go weryfikacji (osądowi).
Bardzo rozsądną postawą jest wypowiadanie się po weryfikacji, popieram.

>4. Nie można przeprowadzić weryfikacji boskości drugiego człowieka samemu nie będąc Bogiem.
Eeeee tam! Facet robi czary jak Jezus z Biblii i już jest zweryfikowany w stopniu wystarczającym! Nawet gdyby sam nie był Bogiem, ale był narzędziem Boga to dla mnie bez różnicy - nie jestem drobiazgowy; ważny jest dowód, nieważne jak bardzo pośredni...

>Praca nad sobą wespół z wysiłkiem intelektualnym wkładanym w zrozumienie Słowa Bożego jest naturalną drogą do sukcesu w którym Słowo o Dobrym Człowieku staje się ciałem, Tobą.
Praca nad sobą wespół z wysiłkiem intelektualnym wkładanym w zrozumienie Słowa Krasnoludkowego i poszukiwanie krasnoludków jest naturalną drogą do sukcesu w którym Słowo o Krasnoludkach i Sierotce Marysi staje się ciałem, Tobą.

>Nie sądzę by wobec powyższego sakramenty miały jakikolwiek istotny wpływ na proces zbawiania,
Jeden sądzi tak, inny inaczej i wszyscy z siebie zadowoleni.

>może zaproponuj jak masz jakiś pomysł.
Mam: olej to!

>Rzecz w tym, że ja nie potrafię sobie wyobrazić sprzeciwu wobec własnej woli.
Czyli nie ruszysz tyłka na poszukiwania Allaha czy Krasnoludków. A ja chyba nie dam rady szukać Jezusa.

>Czego człowiekowi brakuje do bycia Bogiem ? Czego Tobie brakuje ?
No nie żartuj! Brakuje elementarnych mocy jakimi szczodrze obdarzony był nawet Diabeł.

>Co najwyżej POzna jak się POstara, na szczęście jest taka możliwość.
Tam napisali "stał się jak my"... jak i gdzie można zapoznać się z poprawioną przez Ciebie wersją Słowa Bożego?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Uriel_ (360 punktów)
Siema,

>A gdzie i jak można zapoznać się z boskim opisem?
Mogę Ci cytować co tylko zechcesz. Mam go przed sobą.
Poza tym :
>>Objawił to w nauczaniu swego Syna, Jezusa.

>Aż szkoda, że Jezus - jeśli w ogóle istniał - nie napisał Ewangelii...
A po co?

>A gdzie i jak można zapoznać się z tym wyekstrahowanym, samoobronnym modelem ....hmmm... rzeczywistości?
Jak masz problemy z ekstrakcją z jakże krótkiego Jezusowego nauczania dla osoby potrafiącej czytać zadaj pytania pomocnicze a Uriel odpowie.

>Ja też mam szansę?
Tak, każdy.

> A jaka gwarancja, że Syn będzie miał kaprys mi objawić Ojca? Tylu miliardom ludzi nie objawia...
Współczesne średnie wykształcenie oraz wysoki poziom własnej chęci uzyskania odpowiedzi na pytania powstające po przeczytaniu Jezusowego nauczania w Ewangeliach. Prawdopodobieństwo objawienia gwałtownie wzrośnie jeśli masz możliwość wymiany poglądów z osobą majacą pełną wiedzę w temacie.

>I czy czuwanie i poszukiwanie gwarantuje objawienie Ojca przez Syna czy też można ad mortem defecatum uganiać się za własnym ogonem?
Patrząc na zagadnienie ze "statystycznego punktu widzenia" w "perspektywie minionego tysiąclecia" bez mojej interwencji Twoje szanse, że nie będzie to daremne uganianie się są znikome.

>>Dobry jest Bóg
>Pyszny, raczej rzec można.
No tak, nicość wokół Niego może poczuć się obrażona. Czy to Twój potwór Spaghetti zarzuca mi pychę?

>>2. Nie można nazywać człowieka dobrym jeśli nie jest Bogiem.
>A jak jest Bogiem to już można?
Bóg to Dobry Człowiek w nauczaniu Jezusa - tylko tyle i aż tyle. Oba pojęcia mają ten sam desygnat lub odnoszą się do tego samego obiektu.

>(...)
stek kpin bez komentarza.

>A ja chyba nie dam rady szukać Jezusa.

Tak czy owak dziękuję za Twój wkład do dyskusji.

>>Czego człowiekowi brakuje do bycia Bogiem ? Czego Tobie brakuje ?
>No nie żartuj! Brakuje elementarnych mocy jakimi szczodrze obdarzony był nawet Diabeł.
Nie wiem o czym piszesz. Rozwiń, wymień kilka.

>>Co najwyżej POzna jak się POstara, na szczęście jest taka możliwość.
>Tam napisali "stał się jak my"... jak i gdzie można zapoznać się z poprawioną przez Ciebie wersją Słowa Bożego?
Chyba nie sądzisz, ze nie wiem gdzie co pisze.
Faktem jest, że zdanie to jest nieprawdziwe w Twoim przypadku
Ty sam jesteś zaprzeczeniem tego co tam napisali. Czy to jasne?

Wiec jak nadal chcesz coś POznać to się bardziej POstaraj i nie błaznuj.

   
08-04-2012 00:58 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Mogę Ci cytować co tylko zechcesz. Mam go przed sobą.
Ale ja nie mam pojęcia co tam jest napisane i co można z tego cytować. Najlepiej zacytuj wszystko od początku do końca - umieść to gdzieś w internecie, będzie łatwiej

>A po co?
A żeby detalicznie napisał co mówił. I żeby zadbał by nikt z powtarzaczy i kopistów niczego nie popierdanczył.

>Jak masz problemy z ekstrakcją z jakże krótkiego Jezusowego nauczania dla osoby potrafiącej czytać zadaj pytania pomocnicze a Uriel odpowie.
Pytanie pomocnicze pierwsze: O czym Ty w ogóle mówisz?

>przeczytaniu Jezusowego nauczania w Ewangeliach.
A czemu miałbym się skupiać na akurat tym Bogu z akurat tego zbioru mitów?

>Prawdopodobieństwo objawienia gwałtownie wzrośnie jeśli masz możliwość wymiany poglądów z osobą majacą pełną wiedzę w temacie.
Tuszę iż masz na myśli siebie jako posiadacza pełnej wiedzy?
A co byś chciał na wymianę za ową pełną wiedzę?

>Patrząc na zagadnienie ze "statystycznego punktu widzenia" w "perspektywie minionego tysiąclecia" bez mojej interwencji Twoje szanse, że nie będzie to daremne uganianie się są znikome.
No to mamy kłopot, zwłaszcza biorąc pod uwagę moją bardzo ograniczoną chęć uganiania się... Zainterweniujesz?

>No tak, nicość wokół Niego może poczuć się obrażona.
Pewnie masz sporo informacji o nicości. Podzielisz się?

>Czy to Twój potwór Spaghetti zarzuca mi pychę?
Nie mam swojego Potwora Spaghetti.
A pycha to powszechny, podstawowy objaw upośledzenia zdolności społecznych umysłów opętanych wiarą religijną.

>Bóg to Dobry Człowiek w nauczaniu Jezusa - tylko tyle i aż tyle. Oba pojęcia mają ten sam desygnat lub odnoszą się do tego samego obiektu.
Aha, tyle że zapewne " Dobry Człowiek" znaczy coś innego, niż normalny " dobry człowiek", bo ja znam trochę dobrych ludzi, ale żaden z nich nie jest Bogiem.

>stek kpin bez komentarza.
Pomiń kpiarska nutę, pomiń swoje emocje i zajmij się treścią.

>Nie wiem o czym piszesz. Rozwiń, wymień kilka.
Nie wiesz co dostał diabeł, a ja nie dostałem?
A życie wieczne, a umiejetność czarowania, a możliwość produkcji gwoździ?

>Chyba nie sądzisz, ze nie wiem gdzie co pisze.
Chyba tak właśnie sądzę.

>Faktem jest, że zdanie to jest nieprawdziwe w Twoim przypadku
Faktem, powiadasz? Potrafisz ten "fakt" wykazać?

>Ty sam jesteś zaprzeczeniem tego co tam napisali. Czy to jasne?
Ogólnie jasne jest, że istnieje wiele zaprzeczeń tego co tam jest popisane.

>Wiec jak nadal chcesz coś POznać to się bardziej POstaraj i nie błaznuj.
Widzisz, dawno temu chciałem coś poznać i bardzo się starałem. Dzisiaj w świetle dotychczasowych doświadczeń już nie liczę na poznanie czegokolwiek, więc to Ty musisz się bardzo postarać jeśli chcesz, aby jakieś poznanie stało się moim udziałem.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
11-04-2012 15:48 
 Ocena-1 na 3
Uriel_ (360 punktów)
>(...)
Dzięki za radę.

>Pytanie pomocnicze pierwsze: O czym Ty w ogóle mówisz?
Najogólniej o problemie/zagadnieniu poruszonym przez autora wątku.

>>przeczytaniu Jezusowego nauczania w Ewangeliach.
>A czemu miałbym się skupiać na akurat tym Bogu z akurat tego zbioru mitów?

Przez grzeczność wobec autora wątku, wobec mnie, który mu odpisuję i szeroko rozumianą kulturę wypowiedzi.

>Tuszę iż masz na myśli siebie jako posiadacza pełnej wiedzy?
Tak.

>A co byś chciał na wymianę za ową pełną wiedzę?
Nic.

>No to mamy kłopot, zwłaszcza biorąc pod uwagę moją bardzo ograniczoną chęć uganiania się... Zainterweniujesz?
Cóz mogę dać Ci radę - Pytaj a będzie Ci odpowiedziane.

>Pewnie masz sporo informacji o nicości. Podzielisz się?
Jasne. Pytaj.

>A pycha to powszechny, podstawowy objaw upośledzenia zdolności społecznych umysłów opętanych wiarą religijną.
Jestem bezgranicznie otwarty na argumenty.

>>Bóg to Dobry Człowiek w nauczaniu Jezusa - tylko tyle i aż tyle. Oba pojęcia mają ten sam desygnat lub odnoszą się do tego samego obiektu.
>Aha, tyle że zapewne " Dobry Człowiek" znaczy coś innego, niż normalny "
Oczywiście. Dobry jest normą w Królestwie Niebieskim czyli społeczeństwie budowanym przez Dobrych Ludzi. Świat, o którym tu napominam jest inny jakościowo od świata, który mamy za oknem. Tam obowiązują inne normy i szereg zachowań i poglądów znanych choćby z telewizora jest niedopuszczalny gdyż urąga zdefiniowanej tam ściśle ludzkiej godności.

> dobry człowiek", bo ja znam trochę dobrych ludzi, ale żaden z nich nie jest Bogiem.

Są. Przecież nie mogą wierzyć w nic wartościowszego od siebie. Jeśli pojawia się w ich środowisku słowo "Bóg" to nie może odnosić się ich zdaniem do niczego poza nimi. Czy tak? Masz wiedzę o tym czym jest "Dobry Człowiek" by zestawić ów wzorzec z osobami, o których piszesz? Czy Twój wzorzec jest analogiczny do tego wzorca, który zmusza Jezusa do określonych zachowań?

>Pomiń kpiarska nutę, pomiń swoje emocje i zajmij się treścią.
Bądź łaskaw raczej docenić, że zrobiłem to do czego mnie tu zbędnie namawiasz.

>A życie wieczne,
Osiągalne.

>a umiejetność czarowania,
Nie jest atrybutem Boga Chrześcijańskiego. Jest atrybutem ludzkich bóstw urojonych, wrogich wobec Boga Chrześcijańskiego, wrogich Dobremu Człowiekowi, który gardzi urojeniem, gdyż jest Dobry.

>a możliwość produkcji gwoździ?
Podany został przykład zła, jakie powstaje gdy ludzie tkwią w tytułowym grzechu pierworodnym. Owo zło jest niepojęte tak jak ludzka głupota nie ma granic i granicznego stopnia szkodliwości społecznej. Nie będę mówił o zwykłym mordzie na tle rabunkowym jako przykładzie skutku zła gdyż mogę ułożyć ciąg przyczynowo-skutkowy od jednostkowej wiary grzesznego księdza w rzyganie gwoździami do masowych mordów na ludności żydowskiej.

W Królestwie Niebieskim osoba rozpowszechniająca treści o egzorcyzmach takie jak te z Twojego przykładu zostaje w trybie szybkim skierowana na obowiązkowe leczenie do zakładu zamkniętego.
Piszę celowo osoba gdyż nie można w Królestwie Niebieskim być księdzem i jednocześnie pozostawać na wolności. Mało tego w Królestwie Niebieskim nie ma ludzi tak ograniczonych, że potrzebujących kogoś takiego jak ksiądz i to katolicki. Sam taki pomysł byłby może niezły jako motyw do kolejnego odcinka tamtejszego "Szymona Majwskiego Show" i wywołałby w domach masę śmiechu.

>>Faktem jest, że zdanie to jest nieprawdziwe w Twoim przypadku
>Faktem, powiadasz? Potrafisz ten "fakt" wykazać?
Tak. Jeśli Twoje pytania nie są "wodzeniem na pokuszenie czyli testowaniem mnie" to stanowią one potwierdzenie tezy, że z takim "faktem" mamy tu do czynienia.

>Widzisz, dawno temu chciałem coś poznać i bardzo się starałem. Dzisiaj w świetle dotychczasowych doświadczeń już nie liczę na poznanie czegokolwiek, więc to Ty musisz się bardzo postarać jeśli chcesz, aby jakieś poznanie stało się moim udziałem.

Jeśli gdzieś napisałem coś co nie jest prawdą, popraw Mnie.
Jeżeli interesuje Cię czym w chrześcijaństwie jest Dobry Człowiek i z jakiego wzorca czerpie autor nieskończonej ilości przygóg Jezusa (Jana 21,25) to możemy sobie o tym pisać i inni niech się przyłączą.
Jeśli nie interesuje Cię czym jest w istocie to czemu miliardy ludzi na tej planecie AD 2012 oddają pokłony, chwałę i cześć nazywając się chrześcijanami to nie pisz.


12-04-2012 08:05 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Dzięki za radę.
...ale nie skorzystasz? Nie opublikujesz? Uriel jest niezbędnym kapłanem? Chcesz za to zaszczytów tylko czy również pieniędzy?

>Najogólniej o problemie/zagadnieniu poruszonym przez autora wątku.
Gubisz się. Ta fraza dotyczyła tego czegoś wyekstrahowanego i samoobronnego.

>Przez grzeczność wobec autora wątku, wobec mnie, który mu odpisuję i szeroko rozumianą kulturę wypowiedzi.
Z takich względów to ja często gadam nawet o pogodzie czy o d... Maryni, tu zmierzaliśmy w stronę konkretnego objawienia dla mnie, a nie kurtuazji.

>Nic.
OK! Idę na tę wymianę! Poproszę pełną wiedzę.

>Cóz mogę dać Ci radę - Pytaj a będzie Ci odpowiedziane.
Co konkretnie masz do zaoferowania?

>Jasne. Pytaj.
Nie zachowuj się jak próżna księżniczka, dawaj choćby coś prostego jak hasło w wiki: Nicość to jest to i to, robi ona to i to w taki i taki sposób....

>Dobry jest normą w Królestwie Niebieskim czyli społeczeństwie budowanym przez Dobrych Ludzi. Świat, o którym tu napominam jest inny jakościowo od świata, który mamy za oknem.
Hmmmmm... jeśli chcesz by traktować Cie poważnie zacznij od podstaw - od tego co to jest Królestwo Niebieskie, o jakim świecie mówisz, czemu służy maniera Misia o Bardzo Małym Rozumku... takie rzeczy.

>Są. Przecież nie mogą wierzyć w nic wartościowszego od siebie. Jeśli pojawia się w ich środowisku słowo "Bóg" to nie może odnosić się ich zdaniem do niczego poza nimi. Czy tak?
Mylisz się, niektórzy ze znanych mi dobrych ludzi wierzą w istoty od siebie wiele pod każdym względem wyższe, ba! - Najwyższe.
Ja sam nie mogę wierzyć w ogóle w nic, bo wiara w bajki o Bogach i bogach tak jak i jakakolwiek inna wiara nie ma do mnie dostępu.

>Masz wiedzę o tym czym jest "Dobry Człowiek" by zestawić ów wzorzec z osobami, o których piszesz?
No nie mam i wyraziłem to już.

>Czy Twój wzorzec jest analogiczny do tego wzorca, który zmusza Jezusa do określonych zachowań?
Oranyboskie! Nie dość, że nie mam wzorca to jeszcze nie mam pojęcia jaki wzorzec zmusza do czego jakiego Jezusa...

>Bądź łaskaw raczej docenić, że zrobiłem to do czego mnie tu zbędnie namawiasz.
Nie zrobiłeś. Nie przybliżyłeś kwestii weryfikacji boskości z pozycji boskości lub nieboskości.

>Osiągalne.
Diabeł to życie wieczne ma na co dzień. Nie musi niczego osiągać, nie musi zgadywać z jakim Bogiem ma do czynienia, nie musi ciągnąć za język księdza Uriela... po prostu żyje wiecznie i już.

>Nie jest atrybutem Boga Chrześcijańskiego. Jest atrybutem ludzkich bóstw urojonych, wrogich wobec Boga Chrześcijańskiego, wrogich Dobremu Człowiekowi, który gardzi urojeniem, gdyż jest Dobry.
Hmmm... nie mam pojęcia jak urojone bóstwa mogą czarować i dlaczego piszesz przymiotniki wielka literą. Wiem, że wszystkie znane mi egzemplarze Boga Chrześcijańskiego to wielcy czarodzieje. Twój nie umie czarować?
W dodatku mowa była o umiejętnościach diabła, których ja nie mam.

>W Królestwie Niebieskim osoba rozpowszechniająca treści o egzorcyzmach takie jak te z Twojego przykładu zostaje w trybie szybkim skierowana na obowiązkowe leczenie do zakładu zamkniętego.
A tak, pamiętam: Królestwo Niebieskie jest w innym świecie! I Ty go znasz.

>Mało tego w Królestwie Niebieskim nie ma ludzi tak ograniczonych, że potrzebujących kogoś takiego jak ksiądz i to katolicki.
Phi! takie coś to i wśród katolików jest powszechne.

>Tak. Jeśli Twoje pytania nie są "wodzeniem na pokuszenie czyli testowaniem mnie" to stanowią one potwierdzenie tezy, że z takim "faktem" mamy tu do czynienia.
Testowaniem?! Bynajmniej! Najważniejszy test już oblałeś.
Czy wodzę Cię na pokuszenie? Chyba też nie. Ale co to ma wspólnego z porównaniem mnie do Boga z ST?

>Jeśli gdzieś napisałem coś co nie jest prawdą, popraw Mnie.
Wyraź coś jasno, powiedz co mówisz wtedy będę mógł ocenić czy mówisz prawdę czy nie i ewentualnie Cię poprawić. Na razie budujesz napięcie we mgle tajemniczości.

>Jeżeli interesuje Cię czym w chrześcijaństwie jest Dobry Człowiek i z jakiego wzorca czerpie autor nieskończonej ilości przygóg Jezusa (Jana 21,25) to możemy sobie o tym pisać i inni niech się przyłączą.
Interesuje, interesuje!
Tyle że nie mam nic do powiedzenia na ten temat, muszę tu chyba polegać wyłącznie na Tobie, skoro nawet J21,25 mówi, że wołowej skory zabrakło.

>Jeśli nie interesuje Cię czym jest w istocie to czemu miliardy ludzi na tej planecie AD 2012 oddają pokłony, chwałę i cześć nazywając się chrześcijanami to nie pisz.
Ja wiem, ale interesujące jest co Ty wiesz.
I z tymi miliardami nie przesadzaj! Raptem dwa i to raczej niecałe, w dodatku tak podzielone i tak nienawistne względem siebie.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-04-2012 14:39 
 Ocena 2 na 2
Uriel_ (360 punktów)
>...ale nie skorzystasz? Nie opublikujesz?
Rada jest spóźniona, proces jest w toku.

>Uriel jest niezbędnym kapłanem?
Mam nadzieję że nie jestem niezbędny i nie jestem kapłanem.

>Chcesz za to zaszczytów tylko czy również pieniędzy?
Nie. Liczę na anonimowość a potem względny spokój w poczuciu wypełnionego moralnego obowiązku.

>Gubisz się. Ta fraza dotyczyła tego czegoś wyekstrahowanego i samoobronnego.
Przyjmuję do wiadomości to czego dotyczyło Twoje pytanie.

>Z takich względów to ja często gadam nawet o pogodzie czy o d... Maryni, tu zmierzaliśmy w stronę konkretnego objawienia dla mnie, a nie kurtuazji.
Do tego jest wymagana pobieżna znajomość Ewangelii, gdyż jest ona platformą do prowadzenia dyskusji w tym temacie. Objawienie dokonuje się za pośrednictwem Jezusa a nie w oderwaniu od Niego. Moim zadaniem jest pomóc Ci zrozumieć już istniejący przekaz a nie tworzyć przekaz specjalnie dla Ciebie. Cztery Ewangelie kanoniczne wystarczą do wywołania dyskusji nad realną filozofią tam zawartą i skutkami przyjmowania przez jednostkę ludzką ( adresata) oferowanego tam światopoglądu jako realnego i wiarygodnego, jako własnego.

>OK! Idę na tę wymianę! Poproszę pełną wiedzę.
Niestety nie posiadamy odpowiedniej technologii bym Ci ją przelał strumieniowo np. przez łącza jak w Matrixie albo poprzez kontakt fizyczny dłoni przy spotkaniu w umówionym miejscu itp.

>Co konkretnie masz do zaoferowania?
Odpowiadam na pytania i rozwiązuję problemy związane z chrześcijańską koncepcją Dobra i Zła, grzechu, sprawiedliwości, moralności itp. Mój zakres działań jest przedstawiony w Ewangelii Jana 16,5-15. Może to być już niezła podstawa dla Ciebie aby zacząć zadawać konkretne pytania.

>Nie zachowuj się jak próżna księżniczka, dawaj choćby coś prostego jak hasło w wiki: Nicość to jest to i to, robi ona to i to w taki i taki sposób...
Nicość to aktualna lokalizacja bytu urojonego, który jeszcze nie zrodził się w Twojej głowie ani żadnej innej na Ziemi oraz miejsce gdzie trafiły byty urojone, które choć istniały aktualnie nie posiadają żadnych nosicieli oraz informacja o nich nie znajduje się na żadnym nośniku informacji. Bardziej potocznie mówi się, że coś odeszło w niebyt lub ktoś wykreował coś z niebytu.

>jeśli chcesz by traktować Cie poważnie zacznij od podstaw - od tego co to jest Królestwo Niebieskie,
Tak jak napisałem jest to społeczność, populacja Dobrych Ludzi oraz kształtującej się na ich podobieństwo frakcji dojrzewającej np. ich potomstwa.

>o jakim świecie mówisz, czemu służy maniera Misia o Bardzo Małym Rozumku... takie rzeczy.
Świat, w którym człowiek typu Jezus jest normą i w roli Zbawiciela w jakiej Go znamy z Ewangelii nie jest nikomu potrzebny.
>Mylisz się, niektórzy ze znanych mi dobrych ludzi wierzą w istoty od siebie wiele pod każdym względem wyższe, ba! - Najwyższe.
W takim razie nie są to Dobrzy Ludzie. Dobry Człowiek w kategoriach chrześcijańskich to bezwzględny autorytet moralny, którego sądy są jednakowe z tymi jakie wygłaszałby Bóg spytany o to samo.

>Ja sam nie mogę wierzyć w ogóle w nic, bo wiara w bajki o Bogach i bogach tak jak i jakakolwiek inna wiara nie ma do mnie dostępu.
Słusznie. Wiara pojawia się w momencie poznania jej obiektu. Ty po prezentacji np. Dobrego Człowieka masz wewnętrznie rozstrzygnąć jego wiarygodność. Najlepszy byłby rzeczowy spór z Tą istotą bo tak też najszybciej zrozumiesz na czym polega bycie Dobrym, by potem zdecydować czy i na ile chcesz nim być, możesz nim być i gdzie masz jakie słabości, z czym sobie nie radzisz, wyspowiadasz się sam przed sobą.

>Nie przybliżyłeś kwestii weryfikacji boskości z pozycji boskości lub nieboskości.
1. Z pozycji boskości weryfikacja jest możliwa metodologicznie. Osoba boska ma wszystkie narzędzia pozwalające ocenić stan rozwoju umysłowego rozmówcy.
2. Z pozycji nieboskości=niedojrzałości duchowej jest częściowo możliwa intuicyjnie w jakości adekwatnej do stopnia "niedoinformowania" osoby weryfikującej.

I znowu tak w koło Macieju powtórzę i tu: Cel nauczania Jezusowego to dźwignąć jednostkę z pozycji 2 na pozycję 1.

>Diabeł to życie wieczne ma na co dzień. Nie musi niczego osiągać, nie musi zgadywać z jakim Bogiem ma do czynienia, nie musi ciągnąć za język księdza Uriela... po prostu żyje wiecznie i już.
Życie wieczne opisu rzeczywistości nie jest niczym pasjonującym samo w sobie co innego gdy obserwujemy jego sprzężenie z ludzkim podmiotem gdy Słowo staje się ciałem. Pomyśl Dobry Człowiek z transcendentnego stanie się dla Ciebie immanentnym w procesie zbawienia - super nie?

> Wiem, że wszystkie znane mi egzemplarze Boga Chrześcijańskiego to wielcy czarodzieje. Twój nie umie czarować?
Nie wiem o jaką czynność Ci chodzi ale łganie, guślarstwo, oszustwo i inne tego typu odchyły nie będą tolerowane patrz też Ap 22,15 .

>W dodatku mowa była o umiejętnościach diabła, których ja nie mam.
Nawet Bóg nie posiada nie istniejących w rzeczywistości, urojonych umiejętności wymyślonych i przypisywanych mu przez ludzi, więc?

>A tak, pamiętam: Królestwo Niebieskie jest w innym świecie! I Ty go znasz.
Tak, możesz zbudować modelowe społeczeństwo znając parametry jednostki ludzkiej wchodzącej w jego skład.

>Najważniejszy test już oblałeś.
Uważaj by nie ulegać pozorom.

>Tyle że nie mam nic do powiedzenia na ten temat, muszę tu chyba polegać wyłącznie na Tobie, skoro nawet J21,25 mówi, że wołowej skory zabrakło.
Zaprawdę powiadam Ci sam ułożysz kilka opowieści o przygodach Jezusa rozpoznawszy siebie w gronie ludzi, którzy za tym spiskiem stali, stoją i stać będą.
12-04-2012 17:36 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
>> Tuszę iż masz na myśli siebie jako posiadacza pełnej wiedzy?

> Tak.

Och! Naprawdę? To powiedz mi proszę dlaczego stała struktury subtelnej ma wartość 1/137,035999...
13-04-2012 14:49 
 Ocena 2 na 2
Uriel_ (360 punktów)
Pytanie nie należy do omawianej tu dziedziny wiedzy.
Proszę nie wyrywać zdań z kontekstu.

Nie wiem przykładowo co w tej chwili robi Twoja żona i czy ją masz. Szczerze mówiąc wcale mnie to teraz nie obchodzi.

   
Uriel_ (360 punktów)
>Nie podam już przykładów biblijnych z których wynika że Jezus jest coś nie tego,
A szkoda bo moim zdaniem nie ma takich.

>zostańmy przy jego chorych uczniach. Czy Kościół może być zdrowy jeżeli został założony i jest prowadzony przez jego chorych, nie rozumiejących go uczniów?
Nie. Zdrowe jest tylko Królestwo Niebieskie.

Jeżeli pominąłem jakieś pytanie lub masz nowe pisz chętnie odpowiem.

Pozdrawiam
07-04-2012 13:03 
 Ocena 3 na 5
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>>Nie podam już przykładów biblijnych z których wynika że Jezus jest coś nie tego, A szkoda bo moim zdaniem nie ma takich.<
Jeżeli tak pragniesz, to pokażę ci że takie są.

"Ja i Ojciec jedno jesteśmy" (Jana10:30) - Jezus i ojciec są więc tą samą istotą.
Ale w (Mt.27:35) Jezus pyta: "Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eli, Eli, lema sabachthani?, to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?"
Jeżeli Jezus pyta sam siebie (Bóg pyta Boga) to chyba nie jest całkiem tego.
Inny przykład.
" czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!" (Mt.19:19)
Niby niegłupie ale do nieba nie prowadzi. Żeby się dostać do nieba trzeba być uczniem Jezusa a to wymaga żeby:
"«Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem." (Łk.14:26)

Chyba nie powiesz że są to nauki osoby duchowo normalnie rozwiniętej.

>Jeżeli pominąłem jakieś pytanie lub masz nowe pisz chętnie odpowiem.<
Opowiedz najpierw na te, na które nie odpowiedziałeś.
Uriel_ (360 punktów)
Witam,
>Jeżeli tak pragniesz, to pokażę ci że takie są.
>"Ja i Ojciec jedno jesteśmy" (Jana10:30) - Jezus i ojciec są więc tą samą istotą.
Tak. To są jednakowo definiowalni Dobrzy Ludzie. Ich ilość nie jest ograniczona. Taki Podmiot może pojawić się w dowolnym, nieprzewidywalnym okresie dziejów ludzkości w kimkolwiek z ludzi kto spełnia wymagania do Jego zaistnienia.

>Ale w (Mt.27:35) Jezus pyta: "Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eli, Eli, lema sabachthani?, to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?"
>Jeżeli Jezus pyta sam siebie (Bóg pyta Boga) to chyba nie jest całkiem tego.
Nie. On pyta Mnie/Ciebie bo wie, że to czytam/sz, gdyż tekst jest skierowany do Mnie/Ciebie, dla Mnie/Ciebie, dla Moich/Twoich oczu by przeniknął na grunt Mojego/Twojego Umysłu.
Ja zaprzeczam, że go opuściłem i jestem wdzięczny Jezusowi z Nazaretu, że oddał za Mnie życie bym stał się. To kim jestem teraz jest tak cenne, że gdybym miał decydować czy wydać Jezusa jak Judasz, na Jego prośbę, z poszanowaniem Jego ówczesnej woli - to odpowiem -Tak, zrobiłbym to, wydałbym Jezusa na śmierć.

>Inny przykład.
>" czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!" (Mt.19:19)
>Niby niegłupie ale do nieba nie prowadzi.
Przecież to niewykonalne jak nie wiesz co robić by wypełniać to przykazanie. Będziesz się uśmiechał do matki czy bliźniego? To jest miłość? Nie.
A dalej:

>Żeby się dostać do nieba trzeba być uczniem Jezusa
Tak oraz trzeba poznać Jezusa, jego istotę i sens. Patrz J 17,3

>a to wymaga żeby:
>"«Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem." (Łk.14:26)
I wiedziałbyś jaką burzę wywoła okazanie miłosierdzia z Twojej strony komukolwiek z wymienionych tu żydów. Jeżeli będziesz sobą w ich towarzystwie znienawidzą Cię. Jeśli Twoja współczesna rodzina to będą żydzi to za okazanie miłosierdzia zatłuką Cię kamieniami bo tak bardzo obrazisz ich uczucia religijne. Dobry człowiek vs żydostwo to jest konflikt na śmierć i życie, śmierć przynajmniej jednej ze stron. Ale UWAGA! żydostwo nie jest jedynym rodzajem kultury wyrosłej na tytułowym grzechu pierworodnym. Wszystko co nie wyrasta z Dobra jest chwastem, plewą która wrzucona będzie do tłoczni Pana, gdzie ów wygniecie zeń to co wartościowe a resztę wyleje na gnój, czyli tam gdzie jest miejsce dla większości naszych współczesnych przekonań dotyczących " Dobra ".

Czy po tym co przeczytałeś zaczynasz mnie choć trochę "nie lubieć"? Czy nie lubisz mnie już bardziej niż trochę?

>Chyba nie powiesz że są to nauki osoby duchowo normalnie rozwiniętej.
Dobry człowiek nie jest i nigdy nie był normą w znanych nam społeczeństwach.
Mimo to podtrzymuję, że warto Go bliżej poznać, a nawet stać się nim choćby na chwilę.

   
12-04-2012 08:56 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Tak. To są jednakowo definiowalni Dobrzy Ludzie. Ich ilość nie jest ograniczona. Taki Podmiot może pojawić się w dowolnym, nieprzewidywalnym okresie dziejów ludzkości w kimkolwiek z ludzi kto spełnia wymagania do Jego zaistnienia.
Jak powstawały pierwsze historie biblijne był jeden Podmiot, 2000 lat temu było dwóch Podmiotów (i Ptaszek chyba dość blisko Podmiotowości się znajdował), a dzisiaj?
Bo na te ca 100 mld żyjących dotąd homo sapiens to pojawianie jawi mi się jako nader rzadkie.
Znasz wymagania zaistnienia? Nie są one aby zbyt wygórowane jak na przypadkowe społeczeństwo?

>Nie. On pyta Mnie/Ciebie bo wie, że to czytam/sz, gdyż tekst jest skierowany do Mnie/Ciebie, dla Mnie/Ciebie, dla Moich/Twoich oczu by przeniknął na grunt Mojego/Twojego Umysłu.
No nie żartuj! Ja jestem astrotaurus, a nie Eli. I w dodatku jestem prostym człowiekiem i jak masz mi coś do powiedzenia to mów to zamiast patrzeć znacząco w lewy róg stołu drapiąc się za prawym uchem.

>Ja zaprzeczam, że go opuściłem i jestem wdzięczny Jezusowi z Nazaretu, że oddał za Mnie życie bym stał się.
Ja też zaprzeczam, choć z innych powodów. I nie jestem wdzięczny Jezusowi z Nazaretu (wtedy nie było Nazaretu) bo stałem się dzięki normalnym procesom życiowym, a nie dzięki takiemu iluzjoniście co oddał życie, ale ma życie...

>To kim jestem teraz jest tak cenne, że gdybym miał decydować czy wydać Jezusa jak Judasz, na Jego prośbę, z poszanowaniem Jego ówczesnej woli - to odpowiem -Tak, zrobiłbym to, wydałbym Jezusa na śmierć.
Ot przykład jakim upośledzeniem umysłu jest wiara. Ja bym zadzwonił do wariatkowa.

>I wiedziałbyś jaką burzę wywoła okazanie miłosierdzia z Twojej strony komukolwiek z wymienionych tu żydów.
Żydów? To przykazanie dotyczy tylko żydów? Jak się ma ojca, matkę, żonę, dzieci etc. hinduistów to nie trzeba ich nienawidzić by być uczniem Jezusa?

>Jeżeli będziesz sobą w ich towarzystwie znienawidzą Cię. Jeśli Twoja współczesna rodzina to będą żydzi to za okazanie miłosierdzia zatłuką Cię kamieniami bo tak bardzo obrazisz ich uczucia religijne.
A poza tym dobrze się czujesz?

>Dobry człowiek vs żydostwo to jest konflikt na śmierć i życie, śmierć przynajmniej jednej ze stron.
A popatrz, ze znanych mi dobrych ludzi nikt nie jest skonfliktowany z żydostwem na śmierć i życie. I nikomu z nich nie wiadomo by jakieś żydostwo dyszało żądzą mordu na nich. A jeśli mówisz o swoich Podmiotach, tylko zaniedbałeś postawienia wielkiego C, to jeszcze bardziej nie pasuje - wszak żydostwo to wybrańcy Podmiotów.

>Ale UWAGA! żydostwo nie jest jedynym rodzajem kultury wyrosłej na tytułowym grzechu pierworodnym.
A są jakieś kultury co nie wyrosły na grzechu pierworodnym?

>Wszystko co nie wyrasta z Dobra jest chwastem, plewą która wrzucona będzie do tłoczni Pana, gdzie ów wygniecie zeń to co wartościowe a resztę wyleje na gnój, czyli tam gdzie jest miejsce dla większości naszych współczesnych przekonań dotyczących " Dobra ".
Uriela 1,1 ?

>Czy po tym co przeczytałeś zaczynasz mnie choć trochę "nie lubieć"? Czy nie lubisz mnie już bardziej niż trochę?
Ja tam na razie mogę Ci tylko współczuć, choć czasem lubię Twoje wypowiedzi, Twój styl. A jak oceniasz swoje szanse, że pójdziesz śladami Breivika czy kamikadze 11.09?

>Dobry człowiek nie jest i nigdy nie był normą w znanych nam społeczeństwach.
>Mimo to podtrzymuję, że warto Go bliżej poznać, a nawet stać się nim choćby na chwilę.
Znowu małe c. Nie mąć, bo coraz bardziej nie wiem o co Ci chodzi.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Uriel_ (360 punktów)
>Jak powstawały pierwsze historie biblijne był jeden Podmiot, 2000 lat temu było dwóch Podmiotów (i Ptaszek chyba dość blisko Podmiotowości się znajdował), a dzisiaj?

W telegraficznym skrócie:
Najpierw pojawił się wzorzec Dobra, o którym nie dało się rozmawiać wprost gdyż groziła za to śmierć. Wymyślono przygody wzorca i nazwano go Jezus i tak powstała platforma porozumiewania się wtajemniczonych zwących siebie Aniołami -patrz np Mt 4,11 Następnie "grupa" wybrała judaizm jako podłoże działań. Jak sądzisz czemu służy to ciągłe uwiarygadnianie/osadzanie wzorca (Jezusa) w proroctwach judaizmu czy spokrewnionego ST albo dlaczego korygowane są istniejące przekonania/przykazania by pasowały do potrzeb wzorca?

>Znasz wymagania zaistnienia? Nie są one aby zbyt wygórowane jak na przypadkowe społeczeństwo?

Przekieruj się z drwiącego niedowiarka na stan błogosławiony czyli Mt 5,3-11 umieść się analogicznie do Mt 6,6 zastanów się co mówisz, cytując "Ojcze Nasz" Mt 6,9-15 to spełnisz podstawowe wymagania.

>No nie żartuj! Ja jestem astrotaurus, a nie Eli. I w dodatku jestem prostym człowiekiem

No popatrz a jesteś powołany do pełnienia roli gospodarza w swoim własnym ziemskim domu. Mam nadzieję, że jako przedstawiciel populacji władców świata (potencjalnych) nie jesteś zastraszoną gnidą klękającą przed zaciekami na kominie ? Mam nadzieję, że Twoja prostota nie stawia Cię na równi z ludźmi rozważającymi obrzezanie dla poprawy jakości życia w środowisku gdzie nie-żyd traktowany jest jak (wiemy jak?) nie mający np. szans na karierę zawodową?

>Ot przykład jakim upośledzeniem umysłu jest wiara. Ja bym zadzwonił do wariatkowa.
Uzasadnij. Jezus prosi Cię o poszanowanie woli Bożej, dlaczego chcesz zgrzeszyć sprzeciwiając się Jego woli jak Piotr? Przypominam zamieszczoną wyżej definicję grzechu i zestaw ją z powszechnie przyjętym za prawdę w KRK dobrowolnym aktem wydania się na mękę.

>Żydów? To przykazanie dotyczy tylko żydów? Jak się ma ojca, matkę, żonę, dzieci etc. hinduistów to nie trzeba ich nienawidzić by być uczniem Jezusa?
Jezus nade wszystko posłany jest do żydów a w uściślonym znaczeniu mamy do czynienia z "atakiem" na judaizm - oczywiście "atakiem" miłosierdzia. Fenomenem judaizmu jest jego przekonanie o wyjątkowej roli względem Boga, wszak jest to naród wybrany. Skoro więc ktoś uważa, że jest wybrany do bycia ulubieńcem bożym to ja bardzo chętnie urzeczywistnię jego deklarowane marzenie. Poślę mu Syna swego by oznajmił o Mnie, by nauczał o Mnie, by spełnił Moją wolę itd. Ja miłuję TYLKO SIEBIE to JA JESTEM DOBRY więc uprzedzając Twoje kolejne pytanie odpowiem - wszystkim innym co zaprzeczają temu kimkolwiek są czy hinduistami, islamistami - co robię? Odpowiedz sam tak na zdrowy rozsądek jaka odpowiedź Ci się nasuwa i jaka jedynie jest możliwa, logiczna i uczciwa.

>A poza tym dobrze się czujesz?
Bez urazy ale czy to pytanie nie jest głupie?

>A popatrz, ze znanych mi dobrych ludzi nikt nie jest skonfliktowany z żydostwem na śmierć i życie.
To są to jednostki jakościowo inne od Dobrego, o którym tu mowa. Śmierć żydostwa zrozum jako zjawisko wewnątrzumysłowe dokonujące się w jego nosicielu jeśli ów z żyda miałby stać się Dobrym Człowiekiem. Bycie jednym i drugim jest wewnętrznie sprzeczne chyba, że masz na myśli fizyczną narodowość nie mającą tu na nic wpływu i nie podlegającą ocenie moralnej.

>I nikomu z nich nie wiadomo by jakieś żydostwo dyszało żądzą mordu na nich.
Zawdzięczają to wysiłkowi racjonalistów, którzy walcząc z zabobonem, wbrew światu i z narażeniem życia nieśli i rozwijali kaganek oświaty by kamienne lincze wyszły z normy żydowskich zachowań na przestrzeni 2000 lat. No chyba, że napisane jest, że kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci pomidorem?

>A jeśli mówisz o swoich Podmiotach, tylko zaniedbałeś postawienia wielkiego C, to jeszcze bardziej nie pasuje - wszak żydostwo to wybrańcy Podmiotów.
Tak jak dla lekarza pacjent szczególnej troski.

>A są jakieś kultury co nie wyrosły na grzechu pierworodnym?
Bardzo trafne spostrzeżenie - na tej planecie nie ma takich poza kulturą Królestwa Niebieskiego, która dopiero ma przyjść.

>Ja tam na razie mogę Ci tylko współczuć, choć czasem lubię Twoje wypowiedzi, Twój styl. A jak oceniasz swoje szanse, że pójdziesz śladami Breivika czy kamikadze 11.09?
Nonsensowna zniewaga.

>Znowu małe c. Nie mąć, bo coraz bardziej nie wiem o co Ci chodzi.
Słusznie, ma być duże C.
   
18-04-2012 08:05 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Najpierw pojawił się wzorzec Dobra, o którym nie dało się rozmawiać wprost gdyż groziła za to śmierć.
O tempora, o mores!
Jak dobrze, że to nie było w rzeczywistości czasowo-przestrzenno-historyczno-geograficznej! Tu i tak jest wystarczająco głupio.

>Wymyślono przygody wzorca i nazwano go Jezus i tak powstała platforma porozumiewania się wtajemniczonych zwących siebie Aniołami -patrz np Mt 4,11
Super! Na masonach i cyklistach zawsze można było polegać.

Nie zawiodłem się na Tobie, Urielu, ale stężenie abstrakcji i pustosłowia w tym wątku zrobiło się tak tak duże, że w chwili bieżącej Twoich odlotów nie dam rady strawić.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
21-04-2012 13:17 
 0 na 2
Uriel_ (360 punktów)
Tak sobie ziewam dzisiaj patrząc w okno i pomyślałem o Tobie, zajrzę co napisałeś...

>Super! Na masonach i cyklistach zawsze można było polegać.
Hmm, jakoś nie wiem czy i ja nimi jestem ale z pewnością pisząc Anioł miałem na myśli również siebie. Oczywiście nazwa ta mi nie odpowiada bo to co z nią w większości kojarzymy wypacza mój wizerunek.

>Nie zawiodłem się na Tobie, Urielu, ale stężenie abstrakcji i pustosłowia w tym wątku zrobiło się tak tak duże, że w chwili bieżącej Twoich odlotów nie dam rady strawić.

Zgadza się. Praca, szybki tryb życia, obowiązki, masa spraw "ważniejszych" od rozmowy ze mną to problem oczywiście kolidujący z poszczeniem. Czytając w Mt 6,16-18 pomyśl o tym jako o niezbędnej potrzebie wyciszenia, pomijam konieczność umycia twarzy czy szukania olejku w aptece - nie czytaj aż tak dosłownie - po prostu stwórz odpowiednie warunki na upgrade nadzrzędnej jednostki sterującej (umysł) by stałą się w pełni suwerenna na moje podobieństwo, a wtedy zobaczysz jaką nagrodę od Niej otrzymasz. Nie będę Ci już potrzebny.

Miłego weekendu.
Marcuch (664 punktów)
> Czy można dziedziczyć zło?,
> Czy zło może być przenoszone drogą płciową na potomstwo? Mogą to być argumenty z medycyny, filozofii i teologii-religii.

Jest też ciekawe, choć oczywiście nieudolne rozumienie tej kwestii u świadków Jehowy. Otóż spytałem ich kiedyś, czy Bóg stosuje zasadę odpowiedzialnosci zbiorowej, która, jak wiadomo (i jak sami przyznają) jest zasadą niesprawiedliwą. Bo jeśli "przez Adama rodzimy się grzeszni" (pomijając nawet całą biologię, którą nie wiem po co się w to miesza) to jest to odpowiedzialność zbiorowa.

Jeśli Bóg stosuje tę zasadę, to Bóg jest niesprawiedliwy (wbrew ich przekonaniu). Jeśli nie, to rodzimy się bez grzechu (też wbrew ich przekonaniu).

I tu świadkowie się nieco zacięli bo nie mają na to tych swoich cytacikow z Biblii, żeby odpalić. Zaraz przechodzą do różych dygresji. Tłumaczą np., że Bóg dopuścił grzech, żeby pokazać człowiekowi jak źle szatan rządzi światem. Po rządach szatana przyjdą rządy Boga i "wtedy zobaczymy jak będzie fajnie". Z tego jednak wynika obraz Boga małostkowego, który skazuje miliony na życie i cierpienie tylko po to, żeby dokazać, jaki to On jest "dobry w porównaniu"...

Niestety, do takich głupich dylematów zmusza "świadków Jehowy" kowbojskie, dosłowne, faktualne, konkretne, empiryczne rozumienie Biblii i mam nadzieję, że nie rozpanoszy się ono tutaj.
maruda (5550 punktów)
   Zastanawia mnie czy Adam i Ewa zostali stworzeni jako dzieci, nastolatki czy osoby dorosłe. Jeżeli jako osoby dorosłe to co z ich psychiką, wiedzą i umiejętnościami, czy też zostały stworzone i od razu "zaprogramowane" w wersji dorosłej. Powstaje pytanie o jakość tego pierwszego "programu". Ludzka psychika jest skomplikowana, interakcje społeczne też są dość złożonym zagadnieniem. JHWH jako istota aseksualna i aspołeczna nie ma żadnego dobrego wzorca. Zachowanie pierwszych ludzi jest zwyczajnym błędem programisty, który tworzy struktury przekraczające jego wiedzę i doświadczenie.

   Poszlaki takie jak brak umiejętności odróżniania dobra od zła i brak pewnej seksualności wskazują na dziecięca psychikę. Bóg jako rodzic nie wykazał się, po pierwszym dziecięcym błędzie zaprzestał dalszego wychowywania i porzucił swoje dzieło. Nie jest to dobry przykład do naśladowania.

   I tu powstaje moje pytanie czy to moralne by bóg rodzic za własne błędy obarczał winą wytwór swoich rąk?
28-04-2012 09:45 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>    Powstaje pytanie o jakość tego pierwszego "programu". Ludzka psychika jest skomplikowana, interakcje społeczne też są dość złożonym zagadnieniem. JHWH jako istota aseksualna i aspołeczna nie ma żadnego dobrego wzorca. Zachowanie pierwszych ludzi jest zwyczajnym błędem programisty, który tworzy struktury przekraczające jego wiedzę i doświadczenie.

Jakość pierwszego programu była do bani. Wielki Ogrodnik musiał zalać sadzonki. Nie wyszło mu za bardzo, albo i w ogóle. Na szczęście ostał mu się Noe.

>   Poszlaki takie jak brak umiejętności odróżniania dobra od zła i brak pewnej seksualności wskazują na dziecięca psychikę. Bóg jako rodzic nie wykazał się, po pierwszym dziecięcym błędzie zaprzestał dalszego wychowywania i porzucił swoje dzieło. Nie jest to dobry przykład do naśladowania.

Po poprawce wniesionej do oprogramowania w postaci wielkiej wody, być może uznał, że teraz kierunek jest prawidłowy.

>   I tu powstaje moje pytanie czy to moralne by bóg rodzic za własne błędy obarczał winą wytwór swoich rąk?

To chrześcijańska (nieprawdziwa) interpretacja (grzech pierworodny). W końcu dżizas musiał się zawiesić z jakiegoś poważnego powodu, no to se wymyślili swoje dziwactwo (Paweł) i mają. W judaizmie, jak MU (to nie Manchester United) te sadzonki zżerała zaraza i zgnielizna, to zostawił jedną zdrową, rozsadził ją i chyba ma teraz lepiej (widoki, że jakoś tam idzie ku lepszemu), bo ciągle tu jesteśmy (i żadnego synka nie musiał płodzić). W sumie racjonalne działanie, choć kłopot z omnisciencją Stwórcy, ale to można wytłumaczyć, np. tym, że ON zna wszystkie warianty, ale wybór wariantu jest wolną wolą człowieka albo, że jego wszechwiedza dotyczy zasad i mechanizmów, a nie jednostkowych wyborów, no i jak MU nie pójdzie po myśli to se może wnieść poprawki, czasami radykalne, no bo jak uprawa nie rokuje żadnych nadziei? Coś tam się znajdzie, żeby Go pousprawiedliwiać, a jak komu wyda się to słabe, to znaczy, że to nie na nasz łeb.
slawrys (26 punktów)

> Czy można dziedziczyć zło?,
> Czy zło może być przenoszone drogą płciową na potomstwo? Mogą to być argumenty z medycyny, filozofii i teologii-religii.

Dziedziczność grzechu do trzeciego pokolenia jest zwykłym obyczajem a nie ma żadnego związku z genami czy samym złem.
Osoby związane z "sektą" wiedzą że dziecka rodzicem jest osoba która "zawiniła coś sekcie" - następnie dziecko jest dręczone psychicznie, szykanowane aż popełni
czyn zgodny z wytycznymi oprawców - gdy "zgrzeszy" często oprawcy orzekają: jacy rodzice takie dziecko!
(częściej; jaki ojciec taki syn, jaka matka taka córka)
Na podsumowanie totalna bzdura że można dziedziczyć grzech czy też zło - jest to zwykłe napiętnowanie środowiskowe.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365