Racjonalista - Strona głównaDo treści
"Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
22-11-2014 22:02Andrzej Bogusławski (52265 punktów)"Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
Ocena 9 na 9
.
Mamy na naszym forum wierzącego racjonalistę pana Szarley'a, człowieka inteligentnego, wykształconego, kulturalnego. Oczytanego erudytę przyznającego się do katolicyzmu, ale takiego oświeconego w wersji soft, czy też wersji "Tygodnika Powszechnego" z jego najlepszych czasów.

Na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku znakomity uczony Władysław Witwicki napisał na temat wiary inteligencji bardzo ciekawą i bardzo niepokorną książkę zatytułowaną "Wiara oświeconych". Jak bardzo niepokorną, świadczy niemożliwość jej wydania w Polsce aż do 1959 roku. Odważniejsi Francuzi wydali jej tłumaczenie dwadzieścia lat wcześniej.

Pan Szarley jest właśnie takim oświeconym wierzącym i korzystając z okazji chciałbym go zapytać - co mogłoby go skłonić do odrzucenia jego postawy - wiary. Czy dopuszcza, czy też całkowicie odrzuca taką możliwość?

Znamy opisy odrzucenia wiary przez intelektualistów. Np. ten. Przyznaje się do odrzucenia wiary wielu naszych forumowiczy, jak m.in. pan Maceox i ich refleksje mogą tu być bardzo ciekawe, ale jeszcze ciekawszą - moim zdaniem - jest refleksyjna, przemyślana wypowiedź czy możliwym jest założenie przez wierzącego utraty wiary oraz określenia przyczyn, które mogłyby to spowodować? Zupełnie nie chodzi mi tu o szybkie odpowiedzi, odwrotnie - mamy czas -
i dlatego chodzi mi tu o mądre, w miarę szczere wypowiedzi.

Osobiście uważam, iż nasza osobowość jest kształtowana we wczesnym dzieciństwie, jako dzieci przeżywamy okres ciekawości, jako nastolatkowe okres protestu, ale później, to już nikt - oprócz nas samych - naszych poglądów na świat zmienić nie może.

PS.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,615932#w618479
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,615932#w618480
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,615932#w618481

@@@
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 Dalej..
#271
27-11-2014 20:29
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi Brzostowski
> jest to wspaniałe, lepsze niż orgazm, silniejsze niż
> miłość do kobiety, do dziecka nawet.

Jak relacja Abrahama do jego syna Izaaka i do Boga?
I wtedy kur zapiał raz trzeci..

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

#272
27-11-2014 20:45
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi Brzostowski
> Ale nie przejmujcie się, Wy i tak nie wierzycie, zatem nie
> ma to dla Was zupełnie żadnego znaczenia.
> Do czasu oczywiście.

Chciałeś powiedzieć do Sądu Ostatecznego, tylko nie dokończyłeś?
*
Ateista umiera i po śmierci trafia na rzęsiście oświetlone schody.
Delikatna siła pcha go do góry, po chwili natyka się na bramę. Nieco onieśmielony stuka, ale odpowiada mu głucha cisza.
Po dłuższej chwili z bramy wychodzi rosły mężczyzna z pękiem kluczy.
- Cześć, jestem św. Piotr, w końcu do nas trafiłeś. Czekaliśmy na ciebie.
- Niemożliwe, przecież nieba nie ma.. - wyrywa się Ateiście.
- Jak to nie ma? Ślepy jesteś? - odpowiada pobłażliwie święty - Nic na to nie poradzę. Niebo jest i my jesteśmy a po Sądzie już jakiś czas. Ciesz się że trafiłeś do nas a nie tam niżej.
Po chwili takiej luźnej rozmowy św. Piotr robi zafrasowaną minę:
- Wiesz, mam z tobą pewien problem. Jesteś ateistą i nie wiem gdzie cię umieścić. Hm.. najlepiej będzie, jak pokażę ci to i owo, a ty zdecydujesz gdzie chcesz w tym naszym raju być. Co ty na to?
- Ok - odpowiada ateista głosem nieco chwiejnym.
Jak uzgodnili, tak zrobili. Św. Piotr idzie pierwszy, otwiera pierwsze drzwi. Wchodzą a tam indianie na ognistych rumakach ścigają się z bizonami, niedźwiedziami i resztą zwierzyny łownej. W oczach błyski, z ust co rusz wyrywa im się krzyk tryumfu. Ateista patrzy na św. Piotra, a ten kiwa potakująco głową:
- Tak tak, Kraina Wiecznych Łowów..
Wchodzą do następnego pomieszczenia, gdzie zgromadzone osoby żywo i z pasją tańczą wokół siedzącego na środku Buddy. W tle słychać śmiech, z za kotary dobywają się tłumione westchnienia rozkoszy oraz miarowa, łagodna muzyka.
- Ech Ci od nirwany.. wiecznie w ekstazie - wyrywa się św. Piotrowi.
Wkrótce wychodzą i jakiś czas zmierzają do kolejnych drzwi. W pewnym momencie ateista zauważa wzdłuż ich drogi wysoki, kamienny mur.
- Co to za mur??
- Ciii...... - syczy święty i przykłada palec do ust - To chrześcijanie. Oni myślą, że są tu sami.


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

Brzostowski (7067 punktów)Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi darkside
Napisałeś tak dużo, z takim przekonaniem, pewnością wręcz. Wiesz więcej "pewnych" rzeczy o wierze niż ja. Pewnie miałeś lepsze objawienia.

Wszystko to co piszesz o mózgu, w którym zachodzą pewne zmiany w czasie uniesienia religijnego jest to rzecz dość oczywista. Człowiek bowiem w tym czasie pozostaje absolutnie nadal w swoim ciele, jest "fizyczny", nic zatem dziwnego w tym, że takie stany religijne można jakoś badać naukowo pooprzez aktywność mózgu.

To dość oczywiste.

Podobnie jest prawdopodobne, że i sztucznie (za pomocą pola el. lub środków odurzających) podobne stany można wywołać.

Określone rytuały i zachowania jak piszesz, mogą i wywołują lub pomagają wywołać określone stany, to jasne.

I co?

Myślisz że przeprowadziłeś właśnie dowód na to, że bóg jest TYLKO wymysłem mózgu?

Otóż informuję Cię, odkrywco sensacyjnych dla mnie rzeczy, że sposób rozumowania który tutaj przeprowadziłeś udało mi się mniej więcej przeprowadzić w wieku ok. 14 lat (tak to była 8 klasa SP).

Wtedy to również doszedłem to przeciwnego wniosku niż Ty. Otóż, mądralo, potwierdza to tylko:

- że jesteśmy, mimo swej fizycznosci jako ludzie, zdolni do jakiejś formy łączności z bogiem,
- że sprzyjają temu określone zachowania (rytuały, itd...),
- że różni ludzie mają różną zdolność do osiągania takich stanów,
- że "te stany" mają wpływ na nasze ciało.

To co nasz mózg "wyprodukuje" często istnieje w rzeczywistości i możemy tego doświadczyć fizycznie.

Cały dorobek nauki, to w dużej mierze koncepcje i myśli, które rodziły się często w głowach pojedynczych ludzi, a potem okazywało się że to prawda (sprawdza się doświadczalnie). Jest zatem również prawdopodobne (pomijajac już sam fakt Objawienia Bożego) że te miliardy ludzi, też mogą mieć rację.

Nasz mózg zatem nie tyle "wymyśla", ile "odbiera" i właściwie "odczytuje" to co istnieje.

Skoro pojedynczy ludzie lub grupy ludzi (naukowcy) są w stanie "odczytać" jak dla nas dzisiaj różne wielkie rzecz (odkrycia naukowe), tym bardziej jest prawdopodobne że miliardy ludzi też to "odczytują".

Tyle tylko, że odkryć i opisać prawo ciążenia jest o wiele łatwiej niż Absolut, zwłazcza, że ten nie musi chcieć się łatwo "odkryć".

No tak! ACH METODA!

Tysiące lat temu metoda naukowa nie była znana i jakoś cywilizacje się rozwijały na tyle, że do dziś je podziwiamy, wniosek - metoda naukowa nie jest niezbędna do "odczytywania" świata.

>Wyprodukowana przez siebie miłość do nieistniejących obiektów, a prawdziwym fundamentem chrześcijaństwa jak była, tak jest, nienawiść. Nienawiść do rzeczywistości, którą wymienia się na doskonałą, pośmiertną, transcendentną alternatywę. Życie w kłamstwie, bredniach, dla życia w po-śmierci. To jest dopiero ubóstwo ducha i życia. Całkowita klęska, porażka i zdrada rzeczywistości.

Ja widzę to zupełnie inaczej, dla wierzacego to rzeczwstość ziemska jest istotna jako przygotowanie do życia wiecznego, tak ważniejszego. Z mojej perspektywy przywiązywanie zbyt dużej wagi do życia tutaj kosztem życia wiecznego jest nierozsądne. I tylko tyle, przy tym nie obrażam innych, nie rzucam się jak pryszcz przed wycisnięciem, tylko spokojnie tłumaczę...

>P.S. I nie myl antyklerykalizmu z antyreligijnością, czy antychrześcijaństwem.

Rozróżniam pojęcia, wiem jednak że mają one także duże obszary wspólne, a jak ktoś się wypowiada w duchu tej wspólnej cześci to skąd zgadnąć, kto On jest.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73

Brzostowski (7067 punktów)Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi Jacek Głodzik
>> jest to wspaniałe, lepsze niż orgazm, silniejsze niż
>> miłość do kobiety, do dziecka nawet.Jak relacja Abrahama do jego syna Izaaka i do Boga?

Jak zwykle przyczepić się lubicie do tego, co pasuje do z góry ustalonej tezy...

Gdybym ja tak czynił w przypadku ateistów...

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73

#275
27-11-2014 20:57
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi Brzostowski
>> Wobec tego każdy morderca jest jedynie narzędziem w rękach boga...
> Z tego co napisałem nie wynika wniosek który Ty napisałeś.
> To że Bóg wie, iż śmierć fizyczna człowieka na Ziemi nie jest
> końcem życia, nie oznacza że Bóg traktuje morderców jako swoje
> narzędzie

Hm.. zastanówmy się. Kompletnie nie odniosłeś się do przebogatego wpisu Darkside a propos narzędzia, a przecież jasno to wynika z jego cytatów, że Bóg posyła swoich wiernych tam, gdzie chce, by się Go bano. I tam gdzie chce coś zrobić: coś bardzo konkretnego.

I co jeszcze dodam: jest taka interpretacja Ewangelii, w której Judasz jest najukochańszym apostołem Jezusa. I dlatego Jezus powierza mu najtrudniejszą misję.
Tak bywa w życiu, chyba nie zaprzeczysz.
Dla mnie ta interpretacja jest bardzo przekonująca. W odróżnieniu od innych ta pasuje do opisywanej rzeczywistości, w której uczniowie swojego Pana tak wielbili.
Wersja z Judaszem pazernym na srebrniki jest po prostu słaba.

Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

#276
27-11-2014 21:02
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi Brzostowski
>Jak zwykle przyczepić się lubicie do tego, co pasuje do z góry ustalonej tezy...

Nie, nie czepiamy się. To nie może być przypadkowe i z pewnością nie jest. Warto, byś nad tym dłużej pomyślał.

>Gdybym ja tak czynił w przypadku ateistów...

Śmiało. Myślę, że są tu osoby na krytykę gotowe.
Krytyka wzmacnia, jeśli coś w danym podejściu jest. A jeśli nie ma, tylko słabość obnaża.
Chętnie poddam się Twojemu czepialstwu, może nawet słowom krytyki.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

#277
27-11-2014 21:04
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi Jacek Głodzik
>> Ludzie wg Biblii mieli wolną wolę i robili co tam chcieli,
>> przy czym bóg dał im zakaz jedzenia jabłek z drzewa.
>> O innym zakazie nie było mowy.
>Nie? A o zakazie poznania dobra i zła, to kol. Brzostowski nie słyszał?

O kurdę słyszał, słyszał, myślał też że co bystrzejszy forumowicz wie, że to się do tego samego sprowadza. Ale nie każdy wie.

Nie da się z Wami rozmawiać...


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73

Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi Brzostowski
Też liczyłem, że wiele spraw skumasz szybciej, a niektóre w ogóle zatrybisz (niekoniecznie szybko)

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

#279
27-11-2014 21:25
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi Brzostowski
>> Bo wyciągnął drobny kamyczek z fundamentów Twojej
>> wspólnoty i przez to ona minimalnie jest mniej stabilna?
> Uwierz mi, że aby ten fundament mógł się zatrząść potrzebne jest coś w rodzaju BB.

Wierzę, uwierz teraz z kolei mnie. Albo ziarnko do ziarnka, kamyczek do kamyczka, Obirek do Bartosia, Węcławski do Witolda Bocka, czasem nieudolna wypowiedź Michalika, albo świadectwo dawane przez biskupa Głodzia pijącego pospołu z Leszkiem Milerem (na którego biskupa donoszą jego klerycy).
I zbierze się miarka.
Nie od razu Kraków zbudowano.
Wiara musi się unowocześniać a fundament przekształcać. Nie ma innego wyjścia. Minie kilkaset lat i ludzie wiary będą patrzeć na ten dzisiejszy fundament ze zdziwieniem, będą zadawać sobie pytanie jak można było tak myśleć, działać i nauczać w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem np. w dziedzinie seksualności, czy nierozerwalności małżeństwa.
Koncepcja grzechu całkowicie się zrewolucjonizuje, a po dzisiejszej nie będzie śladu.
Tak będzie panie Kolego, tak będzie..
I wcale żaden BB nie będzie potrzebny. Zapamiętaj: wszystko płynie.
Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

Brzostowski (7067 punktów)Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi darkside
>Dyskusja z chrześcijanami o jabłku nie ma żadnego sensu. Ich historia, to kompletny kretynizm, który zresztą zdemaskowany unieważnia tą poronioną religię.

I kolega teraz unieważnił religię!

Przecież cała ta interpretacja judaistyczna nie jest geenralnie sprzeczna z chrześcijańską. Chreścijańska jedynie je uzupełnia. Nie jest to też żadne odkrycie, tylko takie jest stanowisko KK.

Oczywiście Ty możesz swój jad wylać...

Bóg chciał aby czlowiek żył sobie miło w raju, ale nie jak "zwierzę" tylko aby się rozwijał, panował nad światem, miał wolną wolę, itd...

Bóg chronił czlowieka.

Człowiek zjadł jabłko i poznał dobro i zło, przez ten grzech (nieposłuszeństwa) wlaśnie nabył skłonność do czynienia zła.

I tak sobie żył... i żyje...

Bóg uznał iż człowiek nie poradzi sobie bez pomocy, dlatego za grzechy Jezus wysłał...

I dlatego mimo że jesteśmy skłonni do zła, możemy być zbawieni, dzieki JEzusowi i jego ofierze...

A już Twoje wypisy o ludzkim rozwoju to tylko twoje wizje... ciekawe które płaty Ci się uaktywniły w mózgu...

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73

Brzostowski (7067 punktów)Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi Jacek Głodzik
>> Dlatego Jezus dał się zabić, a potem chrześcijan wieszali,
>> krzyżowali i dyskryminowali z powodu wiary w JEzusa... tak, tak
>> chodziło o spójność grupy... To super metoda...
>Dokładnie tak.

Ale logika JAcek, logika! Sam wierzysz w to co piszesz?

Oto Jezus obmyśił plan: dam się zabić, oszukam żem MEsjasz, i zbuduje spójność grupy, potem za IV wieki przejmiemy władzę...

A co na to świstak?

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73

#282
27-11-2014 22:16
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi Brzostowski
Nie narzekaj, że dużo napisałem, bo dużo to będzie teraz

>- że jesteśmy, mimo swej fizycznosci jako ludzie, zdolni do jakiejś formy łączności z bogiem,

Nie z bogiem, tylko z jego własnym wyobrażeniem. Obiekt jest bez znaczenia. Może to być jakiś Bóg, może być postać literacka, może być Naomi Campbell albo i suczka sąsiada. Przywołujesz i przeżywasz. Z Bogów oczywiście najtrudniej zrezygnować.

>- że sprzyjają temu określone zachowania (rytuały, itd...),

tak, rozmaite, określone zachowania (tak własne, jak i innych) potrafią nas oszukiwać

>- że różni ludzie mają różną zdolność do osiągania takich stanów,

być może, ale jak by tak to potrenować, to zdecydowana większość da radę

>- że "te stany" mają wpływ na nasze ciało.

Niesamowite. Zwłaszcza, że mają jeszcze wpływ na kieszeń i przeżycie swojego życia w kłamliwej, bzdurnej narracji.

>Nasz mózg zatem nie tyle "wymyśla", ile "odbiera" i właściwie "odczytuje" to co istnieje.

No tak. Fantastyczne złudzenia, ułudy, mistyczne wizje istnieją. W głowie zarażonego.

>Tyle tylko, że odkryć i opisać prawo ciążenia jest o wiele łatwiej niż Absolut, zwłazcza, że ten nie musi chcieć się łatwo "odkryć".

Ale już wyprodukować go w swojej głowie, przynajmniej cząstkowo, intuicyjnie albo chociaż uruchomić wi-fi w Jego stronę jest banalnie łatwe. Wystarczy tylko chcieć i trochę potrenować. "Boskie" fale szybciutko złapią się na chętną antenę.

>Tysiące lat temu metoda naukowa nie była znana i jakoś cywilizacje się rozwijały na tyle, że do dziś je podziwiamy, wniosek - metoda naukowa nie jest niezbędna do "odczytywania" świata.

<P>Zmanipulowanym, uwiedzionym mistyczną łącznością biedakom zupełnie nauka nie jest potrzebna. Oni już mają wszystko, czego potrzebują. Potrafią w swojej głowie wyprodukować wszystko, co im potrzeba do "odczytania" świata. Nauka jest dla jajogłowych, strasznie męczy i nie daje wszystkich odpowiedzi. A religia daje. Bóg, raj, piekło, niebo, dusza, anioły, diabły, demony, opętania, święci, grzech, w tym pierworodny, pośmiertna wieczność, zbawienie, rodzące dziewice, zmartwychwstanie trupów, cuda, sąd ostateczny, wieczne potępienie, męki, cierpienie. Kult życia po śmierci, czyli zbawienie w wiecznych i doskonałych zaświatach. Żyjesz człowieku w cyrku. Widzisz to? To obłęd. Szaleństwo, oszustwo, kłamstwo. Ale uważasz się za wiedzącego i zdrowego. Pośród takich obiektów, pojęć i zmyślonych postaci człowiek spędza swoje życie. Nigdzie nie spotyka się z rzeczywistością, nie dotyka jej piękna, fascynujących, naukowych, czyli najczęściej rzetelnych wyjaśnień. Tej genialnej i niezwykłej obfitości i złożoności. Czasami gdzieś tak tylko przypadkiem coś mu przed oczami stanie, ale najczęściej tkwi się tu tylko w tych żenujących bzdurach, zazwyczaj na poziomie dziecięcego katechizmu, przez co nauką delikwent taki będzie najczęściej wzgardzał, bo ona nie daje właśnie wszystkich odpowiedzi, nie mogąc, jak religia, zmyślać i ustanawiać niepodważalnych prawd.
   Tak to już jest, że prostak gardzi nauką, bo jest niekompletna w odpowiedziach, dla niego zazwyczaj zbyt złożona i przez to niezrozumiała. W sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Delikwent taki szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są urojenia/wizje/"duchowe" przeżycia i wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Kwestie, jakimi zajmują się ludzie wykształceni w poważnych naukowo dziedzinach są niezmiernie złożone, więc zrozumienie nawet ich zarysu wymaga obszerniejszej wiedzy i jakichś nawyków myślowych. A opowieści serwowane przez religie są na tyle proste, że pojmie ją każdy kmiot. W prostackim, kościelnym albo babcinym wydaniu podstawa jest wyłożona w kilku zdaniach i w takiej formie zazwyczaj zaimplementowana pod czaszkę. Ignorantowi oferuje prostacki, ale pojmowalny dla niego obraz rzeczywistości, przy którym zupełnie nie musi się wysilać. Wbija mu pod czaszkę kilka idiotycznych prawd wiary, zmyślonych obiektów, przyczyn i skutków, emocjonalnie od tego uzależnia i kmiot gotowy. A nauka? Nauka w odróżnieniu od religii nie oferuje przecież absolutnej pewności, daje jedynie najlepsze aktualnie wyjaśnienia dotyczące funkcjonowania świata, a to dla jego infantylnych potrzeb za mało. Akceptujesz więc te prostackie, religijne przesądy i opowiastki z entuzjazmem i masz jeszcze jeden powód, by zdezawuować mądrzejszych od siebie. Jajogłowych intelektualistów, jakichś tam błądzących, w sumie pomylonych naukowców, którzy nie maja pełnego, ostatecznego obrazu rzeczywistości i wielkiej prawdy. A ty masz. Bo twoja wiara udziela odpowiedzi na najgłębsze pytania, przedstawia całą właściwie potrzebną do życia prawdę. Czego nauka jajogłowego nie ma szans posiąść. Taki oszukany delikwent prawie nigdy nie styka się więc z rzeczywistością, a jak już, to najczęściej bezmyślnie i powierzchownie. Całe życie przeżyje w idiotycznej narracji. Nie będzie mu dane zaznać piękna życia i świata. Tylko te religijne głupoty. I takim umrze. To straszne, co takiemu człowiekowi się wyrządza. To haniebne.
   Religie każą się zadowolić odpowiedziami, które wcale nimi nie są. Te pozorne, absurdalne wyjaśnienia, które czasami wiją się jak piskorz, żeby dopasować się pod piękne sukcesy nauki, mają często charakter ostateczny, robią za prawdy z boskiego nadania, więc ktoś, kto je sobie przyswoił, niewiele więcej w zakresie poznawania i rozumienia świata potrzebuje. Ma przecież wszystko. Słowo Boga. I swoje wi-fi. Na jakąś ciekawość względem rzeczywistości nie ma już w tak ukierunkowanym umyśle miejsca, a już na pewno na nic, co stało by w sprzeczności lub tylko wzbudzałoby niepewność względem religijnej narracji. Człowiek taki w swoim najgłębszym odczuciu jest już wiedzącym, istotne odpowiedzi dotyczące świata są w jego posiadaniu. W tej sytuacji zachwyt prawdziwym, naukowym, rzetelnym poznawaniem jest więc najczęściej niemożliwy. Religijne brednie na żenującym poziomie są tu wystarczające.

.

Brzostowski (7067 punktów)Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi Jacek Głodzik
Znam taki:

Umarł ateista. Staje przed świętym Piotrem i czeka na decyzję.
- Piekło - decyduje św. Piotr.
- Ale jak to piekło?
- No tak, piekło.
- Chcę rozmawiać z Panem Bogiem.
- Dobrze, zaraz wracam.
Św. Piotr idzie do Boga i mówi.
- Umarł ateista, ja zdecydowałem, że idzie do piekła, a on chciał rozmawiać z Tobą.
- Teraz nie mam czasu, powiedz mu że mnie nie ma.


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73

Brzostowski (7067 punktów)Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi Brzostowski
Ale ten jest lepszy:

Zjazd ateistów:
Po p%rzywitaniu wszyscy ateiści poszli pogrozić Bogu, pokazać jak sobie świetnie radzą bez niego.
Wszyscy skaczą jak najwyżej krzycząc "Boże, Ty hó..., Nic nam nie zrobisz" itp. Tylko jeden facet siedzi na kamieniu i czyta gazetę.
Podchodzi do niego przewodniczący zjazdu i pyta:
-A czemu Pan nie ruga na Boga?
-Bo w niego po prostu nie wierzę.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73

#285
27-11-2014 22:17
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: "Wiara oświeconych". Pytania do p. Szarley'a
W odpowiedzi Brzostowski
W ten sposób religie blokują oszukanym i zmanipulowanym ludziom dotarcie do rzetelnych odpowiedzi, czy sensownie stawianych hipotez, nie pozwalając przez to dostrzec rzeczywistej wspaniałości naszego świata. Kiedy nauka w zachwycający sposób nam go opowiada. I tylko ona jest wstanie robić to rzetelnie. Religie tylko wciskają swój żenujący kit zarówno o otaczającym nas świecie, jak i o tym przez siebie wymyślonym, lepszym, doskonałym i ostatecznym. Zazwyczaj pośmiertnym. Czym deprecjonują świat prawdziwy. Bo inny stawiają ponad nim, na piedestale wartości, ludzkich dążeń i pragnień. To szaleństwo. Potwarz i zdrada. Człowiek opierający swoją wiedzę o świecie wyłącznie na religii, niczego o tym świecie nie wie, bo religia niczego prawdziwego o tym świecie nie mówi.
A świat prawdziwy aż krzyczy do nas, żeby się nim zainteresować. Atakuje nas z każdej strony, żeby go poznawać, zadawać pytania, badać. Jednak oszukanym, zdradzonym i z niego wytrąconym jest to już niepotrzebne. Bo oni już swoją wiedzę i prawdę mają. Dostali ją od swojego Boga albo od jakichś jego ziemskich pośredników. Czyli od oszustów i uzurpatorów. Religia daje im swoje łatwe, głupie i kłamliwe odpowiedzi, a oni taplają się w tych żenujących, bajkowych opowieściach.
Nauka szuka prawdziwych wyjaśnień, odkrywa niezwykłe piękno i urzekającą złożoność rzeczywistości. Ta droga jest najwyższą możliwą afirmacją życia i świata. Zupełnie niedostępna religiom, które zapamiętale rzeczywistość deprecjonują i poniżają ją kosztem tak światowych, jak i zaświatowych bredni.

>Ja widzę to zupełnie inaczej, dla wierzacego to rzeczwstość ziemska jest istotna jako przygotowanie do życia wiecznego, tak ważniejszego. Z mojej perspektywy przywiązywanie zbyt dużej wagi do życia tutaj kosztem życia wiecznego jest nierozsądne.

   Chrześcijaństwo przenosi cel i sens istnienia swoich podopiecznych w zaświaty. Zbawienie w zaświatach jest dla zindoktrynowanych od dziecka ludzi głównym i podstawowym dążeniem, a świat i życie prawdziwe z automatu sprowadzone są do roli podrzędnej, tylko pomocniczej. Rundka kwalifikacyjna de facto. Rzeczywistość nie jest celem nadrzędnym, jest właściwie tylko środkiem, narzędziem, bytem i byciem, z którego należy chcieć się wyzwolić. Zmyślona alternatywa staje na piedestale, a życie prawdziwe jest najczęściej odczuwane jako mniej więcej ułomne, upośledzone, jeszcze nie zasadnicze i nie jako jedyne. Na zewnątrz jest doskonałość. Poza światem. W bycie pośmiertnym. Kumasz nikczemność? Wątpię. Nie żyjesz dla życia i świata prawdziwego, ale dla życia i świata zmyślonego. Tam zezujesz. Jesteś generalnie poza życiem, choć zapewne różne namiętności, plany, oczekiwania i pozytywne uczucia względem rzeczywistości ci towarzyszą. Oczywiście będziesz też gorliwie zapewniał, że to życie jest dla ciebie ogromnie ważne i chcesz je pięknie budować. Jednak zostałeś pozbawiony możliwości kształtowania najgłębszej, najsilniejszej więzi z rzeczywistością, bo wmontowano ci w głowę zaświaty. Zostałeś z wydmuszką, siedzisz kurna dopiero w poczekalni. Nie możesz myśleć z pełnym szacunkiem i najwyższymi wartościami o tym życiu i tym świecie, bo masz na oku nieporównywalnie lepsze. Doskonałe i wieczne. Zdradzasz to prawdziwe i jedyne. Nie możesz więc równać się z kimś, kto jest w pełni oddany tej rzeczywistości, bo zostałeś pozbawiony największych i najświętszych względem niej odczuć i myśli. Te obsadzasz na pośmiertnej, zaświatowej fikcji, bo twój zbawiciel na krzyżu wskazuje ewakuację z rzeczywistości za nadrzędny cel. Nie ten świat i to życie. Tutaj masz tylko wypełnić polecenia, a skarby znajdują się poza. W fikcji. Po śmierci. To tam jest życie przez duże żet. Tu mól, nędza i rdza.
   Nie jesteś zatem całkowicie, bezwzględnie, w pełni i całym sobą oddany prawdziwemu światu i życiu. Nigdy tego nie zaznasz, nie odczujesz, nie pojmiesz. Ukrzyżowany Bóg w katolicyzmie jest zdradą rzeczywistości. Wiem, że to trudne, że bolesne, że cię obraża i że nie do przyjęcia. Ale co zrobić, kiedy tak jest? Ty zdradzasz, a ja wierny do końca i na zawsze. Zawsze dla życia. Tego życia. Żadnej skandalicznej alternatywy, żadnego zamiast, żadnej, nawet najbardziej ponętnej fikcji. Tylko praca, doskonalenie tego świata i tego życia. I siebie wobec nich i tylko wobec nich. Na zawsze. Do końca. Moim celem jest to życie. I stwarzanie w nim możliwie najpiękniejszej (na miarę własnych możliwości i dzięki inspiracji mądrzejszych ode mnie) najmądrzejszej, realnej i racjonalnej, najgodniejszej wersji siebie. Ty tylko grasz w piekło-niebo, zmierzasz w zmyślone, fałszywe, zewnętrzne, pozaświatowe pojęcia i przestrzenie, a aktualne życie, to tylko obóz przejściowy i przygotowawczy do tego haniebnego celu. To życie, jedyne jakie mamy na pewno, jest upodlone wieczną, zmyśloną alternatywą i nie wybaczy wam tego żadne niebo. Zdradziliście i zwodzicie innych. Oszukujecie innych, bo sami zostaliście skutecznie oszukani. Tutaj trzeba być oddanym całkowicie i bezwzględnie zasadzie rzeczywistości. Bez takiego oddania i wierności pozostaniesz ślepy, kulawy, właściwie martwy. Zmyślona alternatywa staje się obiektem nadrzędnym. I ostatecznie jedynym godnym pragnienia, oczekiwania, pożądania. Rzeczywistość traci swój majestat, wielkość, piękno. Nagle, jak królik z kapelusza, wyskakuje pośmiertna perfekcja i dyskredytuje świat prawdziwy. Ten jedyny, jaki mamy! Czyste szaleństwo. Obłęd. Jakie to poniżenie rzeczywistości jest! Jaka zdrada! Jaka obraza życia i świata.

.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365