Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
175.523.163 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7340 tekstów. Zajęłyby one 28964 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 702 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:

Złota myśl Racjonalisty:
Bądź filozofem, lecz wśród całej swej filozofii pozostań człowiekiem.

Dodaj swój komentarz…
Krzysztof Hyżorek - apokryfy
Jeśli chodzi o autentyczność przedstawionych przez pana tekstów i innych apokryfów, to byłbym skłonny powiedzieć, że naprawdę mało prawdopodobne jest żeby wszystkie były fauszywe.
Czytałem wiele apokryfów i mogę powiedzieć, że postać Marii Magdaleny jest naprawdę ciekawa - dobrze, że zajał się Pan tym tematem na łamach Racjonalisty...
(Dobrze byłoby usłyszeć również coś o, krótkiej, ale za to jakże interesującej, ewangelii samej Marii Magdaleny.)
Autor: Krzysztof Hyżorek Dodano: 11-08-2006
Reklama
malyadik - Ciekawe
Bardzo dobry tekst.Również polecam do przerobienia apokryfów. Hmmm Maria Magdalena jest bardzo fascynującą osobą i odkrywajmy nowe arkany by jej postać stała sie jasna. Żeby poznać sens ewangelii trzeba myśleć jak ewangelista a nie jak dzisiejszy Polak. Kiedyś inaczej wyglądał świat i również inaczej brzmiały słowa. Dla tego człowiek nie będący świadom świata jezusowego nie może, nie powinien oceniać przesłania tych dobrych nowin. Pozdrawiam
Autor: malyadik Dodano: 30-09-2006
Autor - Dodatek
Jak powszechnie wiadomo, tradycja kościelna podaje, iż św. Piotr miał córkę Petronelę (ogłoszoną później świętą), a więc miał rodzinę. Gdyby nie dość przypadkowa wzmianka o jego teściowej w Mk 1.29-31 par Mt 8,14n par Łk 4,38n, ciężko byłoby w ogóle w to uwierzyć, opierając się na samych tylko ewangeliach kanonicznych. W dostępnej nam dziś postaci Nowego Testamentu brak jest informacji o życiu prywatnym apostołów, gdyż nie przywiązywano do nich żadnej wagi. Jak w takim układzie można oczekiwać, że w wypadku małżeńskiego związku Jezusa i Marii Magdaleny zachowałyby się o tym jakiekolwiek jawne wzmianki w Piśmie świętym? Biorąc pod uwagę kolejne korekty i przeróbki, jakich doznał tekst Ewangelii kanonicznych na przestrzeni pierwszych wieków n.e., oczekiwania takie graniczą z naiwnością. Nawet pomijając tu jakiekolwiek teorie spiskowe, fakt ten mógł z czasem ulec po prostu zapomnieniu, gdyż nie miał żadnego znaczenia dla najwcześniejszego okresu chrześcijaństwa, a z momentem kształtowania się doktryny zaczął być ponadto także niewygodny.
Czy można powiedzieć coś pewnego na temat szczególnego statusu Marii Magdaleny na podstawie zachowanych do naszych czasów szczątków informacji? Gdyby nie fakt, że dysponujemy dziś rękopisami apokryfów takich jak: "Ewangelia Marii", "Ewangelia Filipa", "Ewangelia Tomasza" czy "Pistis Sophia", pomysł taki nie wpadłby nam nawet do głowy, gdyż stereotypy ukształtowane na przestrzeni wielowiekowej tradycji narzucają nam odgórnie schematy myślowe, z których trudno nam się uwolnić. Z pewnością wystarczająco wymowny jest tu jednak fakt, iż spośród ośmiu miejsc, gdzie mowa jest o kobietach towarzyszących Jezusowi, to właśnie Maria Magdalena (nie zaś jego matka, jak można by się było tego spodziewać) wymieniona jest na pierwszym miejscu aż siedem razy. I nie jest to bynajmniej przypadek. W analogicznych fragmentach, w których mowa jest o kolegium dwunastu apostołów (Mk 3,16-19; Mt 10,2nn; Łk 6,14nn; Dz 1,13) na zaszczytnym, pierwszym miejscu wymieniany jest zawsze św. Piotr. Jeśli Marii Magdalenie ustępuje pierwszeństwa nawet matka Jezusa, musiała ona być jego małżonką, nie ma po prostu innej możliwości.
Autor: Autor Dodano: 10-12-2006
Karol Wojciechowski - Ormus   1 na 1
Panie Wojciechu, gratuluję interesującego artykułu. Niestety nie jestem biblistą ani znawcą egzegezy Nowego Testamentu, tak więc nie mogę ocenić pańskiej publikacji w całości, aczkolwiek nie trudno dostrzec, iż opiera się ona na sporej dawce różnych hipotez. Odniosę się do dwóch zasadniczych kwestii, które Pan porusza, gdyż wiążą się one w jakiś sposób z tematyką wolnomularską, bo w końcu to właśnie na Ewangelii Jana otwarta jest Biblia podczas posiedzeń większości lóż masońskich na całym świecie. Pierwsza dotyczy tego, kim jest umiłowany uczeń, a druga wiąże się z osobą Ormusa.

W tekście zabrakło mi jasnego rozróżnienia między kwestią autora ewangelii a redaktora ewangelii. Czy wywód zmierza do tego, iż rozróżnia Pan te dwie osoby, a więc przypisuje Pan autorstwo Ewangelii Jana Marii Magdalenie, a jej późniejszą redakcję Ormusowi, czy też sugeruje Pan, iż zarówno jej autor, jak i redaktor to jedna i ta sama osoba? Wydaje mi się, że pierwsza opcja zdecydowanie odpada, ale prosiłbym o uściślenie stanowiska.

Jeśli chodzi o personalia, to moją wątpliwość wzbudza utożsamienie Marii Magdaleny z Marią z Betanii (podobnie jak z jawnogrzesznicą, którą chcieli ukamienować faryzeusze). Wedle encyklopedii PWN jest to pozbawione podstaw. Wspomina też się o tym w artykule pod poniższym odnośnikiem.

www.magazyn.eku(*)/article/20040715164249612.htm

Poza tym w cytowanej przez Pana Sekretnej Ewangelii Marka można dostrzec, iż kobieta, która prosi Jezusa o wskrzeszenie młodzieńca, zwraca się do nauczyciela z Nazaretu w taki sposób, jak byłby on jej raczej obcą osobą. Tymczasem w Ewangelii Jana rzecz przedstawia się zupełnie inaczej. Tam Jezus jest po prosu znajomym Marii, jej siostry oraz brata. Kontrast ten oczywiście nie rozstrzyga tego, czy można utożsamiać te dwie osoby, czy też nie. Nie ma to w tym przypadku znaczenia, gdyż bez względu na to mamy do czynienia z jednej strony ze znajomością, a z drugiej z obcością. Mamy po prostu do czynienia z inną relacją lub punktem widzenia.

Warto dodać, iż dwóch znanych uczonych teologów i historyków Kościoła zajmowało się szczegółowymi studiami nad Ewangelią Jana i kręgami skupionymi wokół "umiłowanego ucznia". Oscar Cullman, autor pracy "Johannine Circle" oraz Raymond P. Brown, autor "The Community of the Beloved Disciple". Niestety, żadna z tych pozycji nie jest dostępna w języku polskim, a szkoda. Z relacji Andrew Welburn'a (Początki chrześcijaństwa, Spektrum W-wa 1998) wynika, iż Cullman znał koncepcje autorstwa ewangelii przez Łazarza, jak również inne, lecz w ostateczności odrzuca je i optuje za anonimowym autorem. Zajęcie takiego stanowiska podyktowane jest prawdopodobnie takimi wątpliwościami, które Pan wymienił. Między uczonymi, szczegółowo analizującymi historię idei, istnieją spory co do wskazania miejsca powstania i ewentualnej redakcji ewangelii. Wymienia się czasem Aleksandrię, ale chyba bardziej rozpowszechniony jest pogląd o Syrii i Palestynie, w których działały rozmaite grupy chrzcielne i których judaizm (podobnie jak w Qmran) wzbogacony był o myśl irańsko-dualistyczną i wątki ezoteryczne. Wielu członków tych zrzeszeń stało się później chrześcijanami.

Natomiast najważaniejszą kwestią pozostaje sam Ormus, o którym wspomina Pan na początku i któremu hipotetycznie przypisuje redakcję tekstu "janowego". Przypatrzmy się jednak osobie Ormusa, którą znamy z legend i przekazów. Imię "Ormus" po raz pierwszy użył Jacques Etienne Marconis, włączając je do legendy rytu egipskiego Memphis. Wielokrotnie na ten wątek powoływali się późniejsi różokrzyżowcy.

www.sria.org/rosi_chrono.htm

www.philipcoppens.com/gullane99.html

wolnomularstwo.(*)tent&task=view&id=36&Itemid=30

Jak wynika z twierdzeń Marconisa Ormus był mędrcem wtajemniczonym w pogańskie misteria, który ok. 46 r. n.e. miał przyjąć chrzest z rąk Marka Ewangelisty. Jeżeli za prawdą przyjmiemy treść tej legendy, jak również relację podaną w Ewangelii Jana i Sekretnej Ewangelii Marka, to bezpośrednie autorstwo Ormusa z góry odpada, gdyż trudno sobie wyobrazić, iż osoba, która nie bierze bezpośrednio udziału w życiu Jezusa, nie jest jego znajomym, nie przyjmuje od niego żadnych inicjacji, pojawia się w jakiś czas po jego śmierci, możnaby utożsamić z bliskim nazarejskiemu prorokowi "umiłowanym uczniem", albo domniemaną uczennicą.

Natomiast cytując tu fragment artykułu:

"Istnieją mocne fakty przemawiające za tym, że interesujący nas redaktor Czwartej Ewangelii jest postacią szczególnie ważną w kręgach wolnomularskich, gdzie określany jest niekiedy zapożyczonym z filozofii zaratusztrianizmu, symbolicznym terminem Ormus i charakteryzowany jako nawrócony na chrześcijaństwo mistyk egipskiego pochodzenia (dla ułatwienia będę się odtąd posługiwał właśnie tym zwrotem)."

trzeba spytać, jakie konkretnie "mocne fakty" przemawiają za tym, iż redaktorem jest Ormus, bo wspomniane na początku cechy redaktora nie są chyba wystarczającym argumentem. Dlatego o ile pański artykuł jest ciekawy i godny uwagi, to przyjęcie w nim hipotezy Ormusa, którego istnienie jest tylko legendą stworzoną prawdopodobnie przez jednego człowieka niespełna 200 lat temu, jest według mnie, nazbyt pochopne.

Z wyrazami szacunku

Karol Wojciechowski
Wirtualny Wschód Wolnomularski
Autor: Karol Wojciechowski Dodano: 02-01-2007
Autor - odpowiedź
Dziękuję za pozytywny odbiór.

Porusza Pan kilka ważnych i interesujących kwestii; jak Pan słusznie zasugerował, niniejszy artykuł wymaga w kilku miejscach dalszego sprecyzowania lub też korekt (na skutek drobnych, aczkolwiek nieuniknionych rewizji pewnych poglądów)- postaram się poniżej wyczerpująco przedstawić swój punkt widzenia:

W tekście zabrakło mi jasnego rozróżnienia między kwestią autora ewangelii a redaktora ewangelii. Czy wywód zmierza do tego, iż rozróżnia Pan te dwie osoby, a więc przypisuje Pan autorstwo Ewangelii Jana Marii Magdalenie, a jej późniejszą redakcję Ormusowi, czy też sugeruje Pan, iż zarówno jej autor, jak i redaktor to jedna i ta sama osoba? Wydaje mi się, że pierwsza opcja zdecydowanie odpada, ale prosiłbym o uściślenie stanowiska.

Zacznijmy od tego, że wedle przedstawionego przeze mnie ujęcia istniała jakaś nieznana nam bliżej osoba ("Ormus"), człowiek, który miał znaczny wpływ na ostateczne ukształtowanie się Ewangelii św. Jana, zamieścił w niej dwa cuda spinające rozdziały 2-4 (2,1-12 i 4,46-54) oraz cały rozdział 21. Takie ujęcie jest zgodne ze zdaniem sporej liczby biblistów, gdyż ustępy te istotnie są zwykle uważane za "wciągnięte" do Ewangelii w późniejszym czasie (pierwotnie księgę tę wieńczył prawdopodobnie pierwszy epilog: J 20,30-31). Ale począwszy od tego punktu oddalamy się nieco od utartych poglądów: punkt zwrotny w myśleniu polega na przyjęciu założenia, że trzy znane nam już cudowne opowiadania tworzą celowo przemyślaną kompozycję, mającą na celu alegoryczne (ukryte) ukazanie głębszej prawdy, przesłania dotyczącego osoby Marii Magdaleny. Trudno nie zauważyć, że postać "umiłowanego ucznia" odmalowana w J 21,20-23 również może nasuwać nam na myśl skojarzenia z wyżej wymienioną- wydają się wybrzmiewać tu lekko echa konfliktu tej ostatniej i św. Piotra. W związku z powyższym, zakładam konsekwentnie, że spod redakcji "Ormusa" muszą pochodzić także dwa inne fragmenty, mówiące u "umiłowanym uczniu": J 13,21-25 (ostatnia wieczerza) i J 19.34-35 (scena pod krzyżem, gdzie mowa jest o krwi i wodzie wypływających z przebitego włócznią boku). Czy redaktor ów jest autorem jakichkolwiek innych fragmentów Ewangelii św. Jana- jest to w tej chwili dla nas obojętne. Podobnie zresztą jak źródło, z którego czerpał. Mógł posłużyć się jakąś spisaną, bądź też przekazywaną ustnie tradycją, pochodzącą z gminy, w której Maria Magdalena cieszyła się ogromna czcią. Co się tyczy pozostałych, starszych partii Ewangelii św. Jana- mógł je przecież istotnie napisać św. Jan w Efezie, jak podaje uznana powszechnie tradycja. Z tym, że Ewangelia ta nie zawierała wówczas jeszcze powyżej wymienionych ustępów o "umiłowanym uczniu", którego później dopiero skojarzono ze św. Janem. Ustępy w Ewangelii św. Jana, sugerujące, że "umiłowany uczeń" to mężczyzna i takie, które wyraźnie odgraniczają go od postaci Marii Magdaleny można wytłumaczyć jako późniejsze przeróbki, powstałe w późniejszych latach. Taka wersja wydarzeń wydaje się tym bardziej prawdopodobna, że ustępy te noszą wyraźne ślady niezbyt zręcznej, korektorskiej działalności (jak w przypadku sceny z młodzieńcem, któremu Jezus oddaje matkę; w poprzedzającym ją wersie J 19,25 matka Jezusa zajmuje pierwsze miejsce, później pojawia się druga Maria, natomiast Maria Magdalena pojawia się na końcu listy- porównanie z paralelnymi miejscami u innych ewangelistów daje wiele do myślenia).

Jeśli chodzi o personalia, to moją wątpliwość wzbudza utożsamienie Marii Magdaleny z Marią z Betanii (podobnie jak z jawnogrzesznicą, którą chcieli ukamienować faryzeusze). Wedle encyklopedii PWN jest to pozbawione podstaw.

Tak, jest to kwestia kontrowersyjna, choć nigdy nie do końca przesądzona. Ale jeśli odrzucimy wszystkie dywagacje (przyznaję, że dość mętne) na temat Łazarza i umiłowanego młodzieńca z Sekretnej Ewangelii św. Marka i przyjmiemy punkt widzenia przedstawiony powyżej (umiłowany uczeń = Maria Magdalena)- również ten problem przestaje mieć dla nas znaczenie. Co do miejsca działalności "Ormusa" zaproponowałem Aleksandrię; nie chodzi tu o zredagowanie całej Ewangelii św. Jana, ale jej uzupełnienie o znane nam elementy. Jest to oczywiście także temat otwarty, niemniej nie rezygnowałbym łatwo z tego stanowiska.

Natomiast najważaniejszą kwestią pozostaje sam Ormus, o którym wspomina Pan na początku i któremu hipotetycznie przypisuje redakcję tekstu "janowego". Natomiast trzeba spytać, jakie konkretnie "mocne fakty" przemawiają za tym, iż redaktorem jest Ormus, bo wspomniane na początku cechy redaktora nie są chyba wystarczającym argumentem. Dlatego o ile pański artykuł jest ciekawy i godny uwagi, to przyjęcie w nim hipotezy Ormusa, którego istnienie jest tylko legendą stworzoną prawdopodobnie przez jednego człowieka niespełna 200 lat temu, jest według mnie, nazbyt pochopne.

Mówienie o mocnych faktach jest oczywistym nadużyciem, zgadza się. Co do konkretnych faktów i dat dotyczących postaci "Ormusa"- nie traktowałbym ich jako wiarygodne historycznie źródło informacji. Jednakże ogólne zarysy powyższej postaci mogłyby pasować do sylwetki redaktora o którym piszę i myślę, że stworzenie tej legendy mogło zostać zainspirowane przyjęciem hipotezy, którą przedstawiam w artykule.

Chciałbym także dodać, że przewertowałem naprawdę dużo fachowej literatury dotyczącej interesujących nas trzech cudów z Ewangelii św. Jana, nigdzie jednak nie napotkałem na rozwiązanie, które zaproponowałem. Mimo to jestem przekonany, że do podobnych konkluzji w przeszłości niejednokrotnie już dochodzono. Stąd mogą czerpać źródło zarówno teorie o potomku Jezusa (położenie szczególnego nacisku na powtórzone trzykrotnie słowa "syn twój żyje" w J 4,46-54) jak i pomysł o pierwotnym istnieniu planów założenia dynastii królewskiej wywodzącej się od potomków Jezusa i Marii Magdaleny (zaproponowana przeze mnie idea przyświecająca redaktorowi zamieniającemu określenie "setnik" na zwrot: "ktoś królewski"). Nie tylko końcowa formuła wieńcząca wszystkie trzy cudowne opowiadania ale i wspólny wątek Kany (miejsce ślubu, wokół którego toczyło się już wcześniej szereg kontrowersji) wręcz proszą się o specjalną uwagę. Inną kwestią jest natomiast pytanie, czy redaktorowi Ewangelii św. Jana istotnie przyświecał w tym przypadku jakiś głębszy cel, czy raczej mamy tu do czynienia z przypadkowym układem tekstów, który łatwo może nasunąć błędne wnioski. Ostatecznego rozwiązania tego problemu nigdy chyba nie będzie można udzielić.
Pomijając kilka drobnych uchybień, w artykule dokonałem także kilku celowych nadużyć, w celu sprowokowania dyskusji i zmuszenia przeciętnego polskiego czytelnika do konfrontacji z całkiem innym punktem widzenia. Cieszę się z oddźwięku ze strony kogoś takiego jak Pan- osobiście skończyłem katolickie studia teologiczne i masońskie idee były mi niegdyś zupełnie obce, podobnie jak wszelkie hipotezy wokół szczególnej roli Marii Magdaleny w pierwotnych gminach chrześcijańskich (myślę, że w Kościele zbyt często przemilcza się te ostatnią kwestię- a wielka szkoda); stąd tym bardziej cieszy mnie możliwość konfrontacji z człowiekiem pochodzącym z całkiem innego środowiska.

Z poważaniem W.D.
Autor: Autor Dodano: 04-01-2007
Karol Wojciechowski - Dziękuję
Dziękuję za odpowiedź, była ona konieczna dla doprecyzowania wielu wątków. Przy okazji wychwyciłem błąd we własnej wypowiedzi. Końcowe zdanie fragmentu:

"W tekście zabrakło mi jasnego rozróżnienia między kwestią autora ewangelii a redaktora ewangelii. Czy wywód zmierza do tego, iż rozróżnia Pan te dwie osoby, a więc przypisuje Pan autorstwo Ewangelii Jana Marii Magdalenie, a jej późniejszą redakcję Ormusowi, czy też sugeruje Pan, iż zarówno jej autor, jak i redaktor to jedna i ta sama osoba? Wydaje mi się, że pierwsza opcja zdecydowanie odpada, ale prosiłbym o uściślenie stanowiska."

powinno otrzymać brzmienie: "Wydaje mi się, że druga opcja zdecydowania odpada, ale prosiłbym o uściślenie stanowiska." Odpada w kontekście dalszych moich rozważań nad postacią Ormusa.

Wracając zaś do Ewangelii Jana i jej autora (autorów?) oraz redaktora, to warto spostrzec, iż poruszamy się praktycznie w kręgu samych hipotez. Jeżeli przyjmiemy, że tekst stanowi jednolitą całość i nie był przerabiany, to autorstwo Łazarza obok Jana Apostoła, Jana Prezbitera oraz Marii Magdaleny wydaje się najbardziej z nich wszystkich prawdopodobne, gdyż tylko o nim mówi się tam wprost jako "umiłowanym". Jeżeli jednak zagłębić się w tekst i jego strukturę, to nasuwają się wątpliwości, o których Pan wspominał. Jednakże aby przyjąć, iż umiłowanym uczniem jest Maria Magdalena, to dla wykazania tego konieczne jest przyjęcie następnych hipotez jako pewnych, np. tej o tożsamości Marii z Betani i Marii z Magdali, a to już sprawa dyskusyjna... Również byłbym ostrożny z modnym ostatnio spekulowaniem na temat dynastii Jezusa. Przytoczoną wypowiedź "syn twój żyje" można np. odczytywać w kontekście mistyczno-gnostycznym, którego tendencje przewijają się w Ewangelii Jana. Z tym że to już temat na oddzielne rozważania.

Dodam, iż spotkałem się z takim poglądem, iż w poszukiwaniu autora ewangelii janowej zostaje się postawionym niejako przed dwoma alternatywami - albo tekst ten wyszedł spod bardzo dużej liczby autorów i redaktorów albo jest on w większości dziełem jednej osoby. W każdym razie faktycznie wątpliwe jest, aby kiedykolwiek udało się to rozstrzygnąć, chyba że odnajdziemy różne warianty tekstu o bardzo wczesnej dacie (I/II w.).

Przedstawione przeze mnie pytania i wątpliwości raczej nie wiele mają wspólnego z faktem przynależności do wolnomularstwa, choć dało to pewien impuls do studiów nad Ewangelią Jana ze znanych zresztą powodów (obecność jej w wielu lożach). Tak czy owak rad jestem z tego, iż mogłem wymienić z Panem rzeczowe argumenty.

Z wyrazami szacuku:

Karol Wojciechowski
Wirtualny Wschód Wolnomularski
Autor: Karol Wojciechowski Dodano: 05-01-2007
Autor
Co do powtórzonego zwrotu "syn twój żyje"- mówię tylko tyle, że może on stanowić genezę pewnych hipotez, nic więcej. Co się jednak tyczy Pańskich dalszych słów na temat tej frazy, posyłam krótkie sprostowanie:
(o uio sou) zh - w znaczeniu przywrócenia do zdrowia można w Nowym Testamencie spotkać powyższą formułę- podobnie zresztą jak i samo wyrażenie zhn- tylko na tym jednym miejscu. Porównywalny może tu być jedynie zwrot ina swqh kai zhsh (Mk 5,23 por. Mt 9,18), w którym przełożony synagogi zwraca się do Jezusa z prośbą o uzdrowienie swojej umierającej córeczki.
Co ciekawe, użycie terminu zhn w znaczeniu "wyzdrowieć" może być łatwo wytłumaczone na gruncie starotestamentalnej tradycji; w Septuagincie (tu odsyłam do mojego artykułu!) występuje on w podobnym kontekście na następujących miejscach: Sdz 15,19 (ezhsen), 2 Krl 1,2 (ei zhsomai ek th arrostia mou tauthÂ), 2 Krl 8,8.9.10.14 (zwh zhsh), Iz 38,16 (kai paraklhqei ezhsa) a zwłaszcza 1 Krl 17,23 (blepe, zh o uio sou); por. ponadto Ps 21(22),30; 68(69),33; 142,11; 2 Mch 3,31.33 i in .
Oczywiście samo słowo zwh (=życie) jest w Ewangelii św. Jana chętnie stosowane; pełni ono dużą rolę zwłaszcza w rozdziałach 5 i 11, gdzie Jezus ukazany jest jako dawca życia wiecznego, ale chodzi tu o formę rzeczownikową, a nie czasownikową.
Co zaś się tyczy Marii z Betanii i Marii Magdaleny- jedynym ważkim argumentem, jaki łączy te dwie osoby w jedną są znane nam dwa ustępy z Sekretnej Ewangelii Marka. Ale jak już wspominałem, można z powodzeniem bronić teorii, że umiłowany uczeń z Ewangelii św. Jana przedstawiał pierwotnie Marię Magdalenę, także z ominięciem kwestii tożsamości Marii Magdaleny (określenie "Maria z Magdali" może być nieco niezręczne, przypominam alternatywną możliwość genezy terminu "h Magdalhnh") i Marii z Betanii.

Pozdrawiam serdecznie W.D.
Autor: Autor Dodano: 06-01-2007
Karol Wojciechowski - Tajemnicza Maria
"Co zaś się tyczy Marii z Betanii i Marii Magdaleny- jedynym ważkim argumentem, jaki łączy te dwie osoby w jedną są znane nam dwa ustępy z Sekretnej Ewangelii Marka. Ale jak już wspominałem, można z powodzeniem bronić teorii, że umiłowany uczeń z Ewangelii św. Jana przedstawiał pierwotnie Marię Magdalenę, także z ominięciem kwestii tożsamości Marii Magdaleny (określenie "Maria z Magdali" może być nieco niezręczne, przypominam alternatywną możliwość genezy terminu "h Magdalhnh") i Marii z Betanii."

Sekretna Ewangelia Marka dostępna jest w internecie wraz z komentarzem Michała Wojciechowskiego.

www.opoka.org.p(*)lioteka/T/TB/ew_marka_taj.html

Nie znam tematu aż tak dobrze, ale po przeczytaniu listu Klemensa nasuwają się w związku z powyższą Pana odpowiedzią pytania - co w tym liście miałoby świadczyć za utożsamieniem Marii z Betanii i Marii z Magdalii? Owszem, występuje tam określenie "pewna niewiasta", lecz czy to wystarczający dowód? Z drugiej strony lektura listu przynosi jeszcze inne pytania - wskrzeszony "duchowo" młodzieniec nasuwa skojarzenie z ewangelicznym "bogatm młodzieńcem", który zasmucony miał najpierw odejść od Jezusa po jego radzie sprzedania bogactw. A więc, jeśliby zaryzykować utożsamienie tych osób, po raz kolejny będzie mowa o mężczyźnie, nie o kobiecie.

Proponowałbym Panu napisanie odrębnego artykułu traktującego o różnych hipotezach na temat osoby umiłowanego ucznia oraz kwestii Marii Magdaleny, w którym szerzej mógłby Pan odnieść się do postawionych pytań.

Pozdrawiam. Karol Wojciechowski
Autor: Karol Wojciechowski Dodano: 10-01-2007
Edek - Jan to Maria magdalena?
Ciekawe rzeczy się tu wypisuje. Tak wykrztałcony człowiek jak pan autor pewnie odpowie mi na pytanie: Jak to możliwe że Jan nagle stał się kobietą? A może to było na odwrót to Maria Magdalena zrobiła się na chłopa? Kiedy Jezus umierał na krzyżu pod krzyżem stała Matka Jego Maryja i ów umiłowany uczeń. Jezus Powiedział do matki oto syn twój a do Jana oto matka twoja. Więc jak to wszystko wygląda panie Biblisto. A może chodzi o interwencje z kosmosu - UFO czy coś w tym stylu. Tak to ma sens!!! Przylecieli marsjanie i przerobili babe na chłopa. Na koniec dobra rada : zanim coś pan napisze to proszę więcej tego świństwa nie brać, czy nie palić. Oj niezłe pranie mózgu ten kod panu zrobił.
Autor: Edek Dodano: 28-01-2010
Mirusiowy - Dynastia
Wg NT Jezus urodził się w królewskiej rodzinie, założycielem której miał być Dawid, ojciec Salomona. (Wg drugiej wersji byłaby to linia kapłańska.) Zatem Jezus i Maria, jeśli przyjmiemy taka teorię za prawdziwą, nie chcieli założyć nowej dynastii a jedynie zachować już istniejącą. Maria też miała pochodzić z królewskiego rodu. Wg innych teorii legalność związku, a zatem prawa sukcesji potomków, były podważane. Stąd teoria o drugiej żonie Jezusa - Lidii. :) Ale to już inna "bajka".
Autor: Mirusiowy  Dodano: 08-08-2011

Pokazuj komentarze od najnowszego

Aby dodać komentarz, należy się zalogować

  

Zaloguj przez Facebook lub OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Reklama
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365