Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
154.082.619 wizyt
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7298 tekstów. Zajęłyby one 28799 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 2734 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Sądząc po zróżnicowaniu jakie obserwujemy dzisiaj, jest rzeczą prawie pewną, że tylko niewielka mniejszość naszych przodków, miała kiedykolwiek czas lub skłonność do pytania o sens działań, w których sami uczestniczyli u boku swoich krewnych i sąsiadów.
 Religie i sekty » Buddyzm

Buddyzm na Zachodzie [2]
Autor tekstu:

Na temat buddyzmu pokutuje też w naszej kulturze wiele nieprawdziwych wyobrażeń, mitów, niewiele mających wspólnego z rzeczywistością, a niestety bardzo często już głęboko utrwalonych. Takie mity nazywamy stereotypami i uprzedzeniami. Teraz się króciutko właśnie nimi zajmiemy. Po pierwsze z wielkimi uprzedzeniami i dystansem podchodzimy do nauczycieli i guru ze Wschodu, tak naprawdę nastraszeni trochę nawet przesadzoną propagandą o groźnych sektach. Kojarzy nam się mimowolnie, że wszystko co ze Wschodu, to już sekta, co jest owocem propagandy katolickich ośrodków do walki z sektami i nowymi ruchami religijnymi — w których tak naprawdę bardziej niż o rzetelną informację, chodzi o zwyczajne „zwalczanie konkurencji". Zwalcza się wszelką konkurencję „światopoglądową", w rozpędzie nazywając sektą i to co sektą nie jest — czyli zwyczajnie wszelką alternatywę a nawet mniejszości kulturowe (sic!). Oburza mnie to, jako antropologa kultury i etnologa, tym bardziej! Mniejszość kulturowa to mniejszość kulturowa, a nie sekta. Sektami w ścisłym swoim znaczeniu są te ruchy które zagrażają życiu lub psychice, a nie te, które stanowią alternatywę dla „jedynie słusznej wiary". A takie ruchy, czyli najgroźniejsze sekty, to wbrew pozorom, sekty powstałe w oparciu o myśl zachodnią, sekty chrześcijańskie lub kryptochrześcijańskie. Przykłady znamy z historii: Kościół Słońca z Szwajcarii którego członkowie popełnili zbiorowe samobójstwo, tysiąc członków sekty Jima Jonesa którzy zginęli w Gujanie, odrośl biblijnego proroka Koresha z Teksasu itd., przykłady można mnożyć — to wytwory zachodniej cywilizacji! To są właśnie sekty — gdzie zagrożone jest życie, gdzie wisi groźba samobójstwa. Swoją drogą to głównie nurty apokaliptyczne, w dodatku oparte na Biblii (!), w których akcentuje się zło świata lub cierpienie, a wtedy ucieczką z tego „beznadziejnego" świata do nieba i raju bywa samobójstwo… W przeciwieństwie do tego, w pełnoprawnych tradycjach, szkołach i liniach przekazu ze Wschodu, nie znajdziemy tego typu nastawień. Po drugie atakuje się często koncepcje o reinkarnacji, jako szkodliwą społecznie (w czym miałaby być szkodliwa społecznie, to już chyba sam Bóg, albo autorzy takich poglądów, raczą wiedzieć). Jak na mój gust, jest wręcz odwrotnie: znika lęk przed życiem i lęk przed śmiercią, a także wartości nabierają pozytywne odruchy — typu pomoc innym, współpraca, tolerancja (w myśl zasady, że to, co danym innym zostanie nam odpłacone w procesie karmicznym, czyli wróci do nas) — a ja myślałem, że pomoc, tolerancja, współpraca to wartości pożądane społecznie.… Poza tym w kulturze w której istnieje przekonanie o reinkarnacji nikt nie będzie raczej popełniał samobójstwa, bowiem zniszczenie swojego ciała jest największym błędem — gdyż w buddyzmie ciało ludzkie jest najbardziej cenioną formą bytu we Wszechświecie, gdyż tylko w takim wcieleniu możliwe jest osiągnięcie pełnego oświecenia, uznawane za drogocenny pojazd do przejawiania się. Z kolei w hinduizmie swoje ciało traktuje się z szacunkiem, jako świątynię Boga, więc tu znowu samobójstwo jest nie na miejscu.

Często uważa się też, że aby praktykować buddyzm trzeba wstąpić do klasztoru. Kolejna bzdura. Wiadomo, w niektórych częściach świata i tak bywa, ale nie u nas. Jak już wcześniej powiedziałem buddyzm na Zachodzie musiał przyjąć inne, bardziej odpowiednie formy. Można więc go praktykować prowadząc w pełni świeckie życie, życie rodzinne, zawodowe, można go praktykować będąc studentem, można go praktykować prowadząc światowe życie, itd. Każdy powinien tu znaleźć jakąś formę odpowiednią dla siebie. Powszechnie przecenia się też rolę guru na drodze do oświecenia, przebudzenia. Jasne, że posiadanie nauczyciela jest wskazane, zwłaszcza na początku, by uniknąć pewnych błędów, zawirowań, lecz tak naprawdę, gdy opanujemy już konkretne techniki medytacji, wtedy nasz rozwój zależy od nas, wtedy możemy medytować i ściągać kolejne zasłony umysłu, pozbywać się błędnych poglądów i ograniczeń choćby w zaciszu własnego domu. Jasne że warto móc z kimś raz na jakiś czas skonsultować swoje osiągnięcia — ale na pewno nie odbywa się to na takiej drodze, że powinno się siedzieć z nauczycielem w klasztorze, a na koniec może jeszcze się od niego uzależnić..… Na pewno nie. Choć pewnie wielu nauczycieli by tak chciało — uzależnić od siebie wyznawców. Jeśli twój nauczyciel utrzymuje, że nie da się samemu praktykować buddyzmu, spytaj go, kto nauczał Buddę. Przecież w istocie celem jest, aby buddyzm dał ci „narzędzia" do samodzielnego rozwoju. A na pewno nie uzależnienie od nauczyciela, czy danej tradycji duchowej! To trzeba mieć na względzie!

Kolejną rzeczą jest przekonanie, że w buddyzmie nie ma miejsca na równouprawnienie kobiet. Zwłaszcza tak się wydaje, patrząc powiedzmy na życie klasztorne . Prawda jest jednak taka, że o ile we wszystkich innych religiach Indii pozycja kobiety nie jest najlepsza, bowiem traktuje się ją często jako gorszą, jako własność mężczyzny lub jako niemogącą praktykować ścieżki duchowego rozwoju, a w skrajnych przypadkach uważano ją nawet jako równą najniższej z czterech kast, to jednak w nauce Buddy wszystko nabiera odmiennego kształtu. Budda łamie ten stereotyp. Budda traktuje kobietę jako równą mężczyźnie, akceptując jednocześnie różnice między nimi. Uważa kobietę za równie ważną w społeczeństwie, a nawet traktuje ją jako równoprawną w procesie duchowego rozwoju — kobieta jak najbardziej może się oświecić. W historii buddyzmu są znane kobiety, które osiągnęły wysoki poziom urzeczywistnienia, są też znane mniszki perfekcyjnie nauczające Dharmy. W swej istocie buddyzm jak najbardziej sprzyja więc równouprawnieniu kobiet. Gdy zdarza się gdzieś inaczej (ze względu np. na kulturowe naleciałości lub też uprzedzenia nauczyciela, który, powiedzmy, sam ma ze swoją seksualnością jakieś kłopoty), to zawsze warto sięgnąć do źródła — czyli samej nauki Buddy.

Ostatnim elementem z którym są nieporozumienia, jest sam cel buddyjskiej praktyki. Pokutujący na Zachodzie pogląd, pochodzący jeszcze od XIX-wiecznych misjonarzy i podróżników, a utrzymujący się bardzo długo nawet w samej nauce (!), zakłada, że celem buddyzmu jest m.in. rozpuszczenie swojej jaźni w nirwanie, co jednoznacznie kojarzy się z jakąś anihiliacją. Przy czym cel jest zupełnie inny — wyzwolenie siebie spod splamień umysłu i osiągnięcie pełnej szczęśliwości, tak by móc siebie w pełni przejawić. Maciej Góralski [ 4 ], propagator buddyzmu w Polsce, tak o tym pisze: „Słowo Nirwana określa stan istoty wyzwolonej, istoty, która osiągnęła ten poziom duchowego rozwoju dzięki praktyce ścieżki medytacji. Dosłownie Nirwana oznacza "wygaśnięcie" i to znaczenie często wprowadzało w błąd ludzi Zachodu, którzy, od początku recepcji buddyzmu, skojarzyli Nirwanę z anihilacją i zanikiem osoby, wrażeń czy wreszcie, istnienia. Faktycznie Nirwana to „zanik uciążliwości" a więc wyzwolenie od splamień umysłu (sanskr. kleśa), co samo w sobie równoznacznie jest ze stanem głębokiej szczęśliwości, spokoju i równowagi."

Powracając do tego, co konkretnego buddyzm może dać człowiekowi Zachodu, należałoby wymienić praktyczne aspekty. Po pierwsze buddyzm skupia się na umyśle, co dla człowieka Zachodu, nastawionego i na pewne intelektualne dociekania, rozumowanie i na umysł właśnie, z pewnością okaże się atrakcyjne. Po drugie buddyzm oferuje całą masę różnych praktyk i metod pozwalających dość szybko poradzić sobie z życiowymi, często poważnymi problemami. Umożliwia przekształcenie najtrudniejszych i nawet negatywnych życiowych doświadczeń, poradzenie sobie z nimi, jak też poradzenie sobie z problemami natury egzystencjalnej. Nie przez przypadek buddyzm zainteresował wielu psychoterapeutów — właśnie ze względu na swe psychoterapeutyczne właściwości. Nie przez przypadek wielu psychologów z nurtu psychologii humanistycznej i transpersonalnej zainteresowało się możliwościami wykorzystania metod buddyzmu w pracy z pacjentem. Nie przez przypadek można znaleźć prace badawcze, publikacje i książki typu „psychoterapia a zen". Psychologowie i psychoterapeuci interesują się nie tylko terapeutycznymi właściwościami buddyzmu, ale też tradycji jogi, w której zresztą buddyzm ma swe korzenie. W ogóle myślę, że wiek XXI będzie tym okresem, w którym bliżej zainteresujemy się bogactwem wiedzy na temat człowieka płynącej np. z jogi w/g Patandżalego lub z przebogatej tradycji buddyzmu. To jest praca nie tylko dla antropologów czy religioznawców, ale też właśnie dla psychologów, psychoterapeutów, fizjologów, neurologów, biologów itp. Jest co badać. 

No i najważniejsze co buddyzm ma do zaoferowania zestresowanym, zabieganym ludziom zachodu — medytacja!

Medytacja jako źródło relaksu jest nieopisanym dobrodziejstwem tak dla ciała, jak i umysłu i psychiki. Techniki medytacji i relaksacji pomagają nam się odstresować, zrelaksować, zregenerować siły. Są źródłem optymizmu i odnowy biologiczno-psychicznej, co każdemu zabieganemu człowiekowi się przyda, bo usprawni jego codzienne życie: dzięki zdobytej przejrzystości umysłu będzie lepiej zarządzał firmą, dzięki zwiększonej koncentracji i rozluźnieniu będzie osiągał większe sukcesy w nauce, dzięki odnowie psychiczno-fizycznej, wypoczęty będzie lepiej wypełniał swoje obowiązki w pracy.… Istnieje też wiele badań naukowych, nad pozytywnym wpływem medytacji na zdrowie i ogólny stan psycho-fizyczny, a także odnowę organizmu. [ 5 ]


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Kłopoty z Buddyzmem
Pranie mózgu po tybetańsku

 Zobacz komentarze (12)..   


 Przypisy:
[ 4 ] Maciej „Magura" Góralski — muzyk, znany działacz kontrkulturowy, znawca kultur dalekowschodnich, perkusista kultowych zespołów: Kryzys i Bakszysz. Propagator buddyzmu w Polsce i na Zachodzie. Strona prywatna „Magury"
[ 5 ] Badań medycznych nad pozytywnym wpływem medytacji na zdrowie tak fizyczne jak i psychiczne przeprowadzono niezależnie od siebie już bardzo wiele. Wymienić można choćby badania nad skutkami medytacji w Harwardzkiej Klinice Ciała i Umysłu, gdzie uzyskano pozytywny wpływ medytacji na leczenie i przeciwdziałanie takim chorobom jak: nadciśnienie, bezsenność, migrena, zaburzenia psychosomatyczne, depresja. Interesujące badania nad medytacją przeprowadził też w 1981 roku dr Herbert Benson na grupie tybetańskich mnichów buddyjskich — badano reakcje temperatury ich ciała oraz metabolizmu w praktyce tummo, czyli medytacyjnej praktyce podnoszenia temperatury swojego ciała — badania czujnikami temperatury wskazały, że niektórzy z mnichów podczas medytacji potrafili podnieść ciepłotę rąk i nóg o nawet 8 stopni C, badania te wykazały też jednoznacznie, że efektem medytacji jest rozszerzenie naczyń krwionośnych skóry; badania zostały uzupełnione zdjęciami i materiałem filmowym. Z kolei w 2000 roku w aśramie Krija Jogi w Tattendorf w Austrii, przeprowadzono medyczne badania joginów podczas odosobnienia medytacyjnego, w których udowodniono, że medytacja pozostawia w praktykujących stały ślad w postaci m.in. o wiele wolniejszego i spokojniejszego oddechu oraz obniżonego ciśnienia krwi. Duże wrażenie robią też wyniki badań Sary Lazar, wskazujące na to, że medytacja pozostawia stały, pozytywny ślad, poprzez fizyczne trwałe zmiany w strukturze mózgu; więcej informacji tutaj.

« Buddyzm   (Publikacja: 10-06-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Dawid Hybsz
Student antropologii kultury i etnografii na Uniwersytecie Wrocławskim na Wydziale Nauk Historycznych i Pedagogicznych
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5411 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365