Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
159.604.857 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7310 tekstów. Zajęłyby one 28839 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 1320 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Z niejakim osłupieniem czytam lub słyszę wyznania wiary w rozum i rozsądek obywateli III Rzeczypospolitej. Mogę od biedy pojąć, że akurat politycy nam je objawiają. Taki polityk rozumuje następująco: gdy będę sławił pod niebiosa mądrość wyborców, to oni chętnie uwierzą i złożą w urnie kwit z moim nazwiskiem, o co właśnie chodzi. Polityków więc rozumiem - kto nie z nami, ten przeciw Dobru i Prawdzie,..
« Kultura  
Nowi intelektualiści [2]
Autor tekstu:

Tłumaczenie: Sławomir Szostak

Innymi słowy, był to totalny nonsens. Nie jestem do końca pewny czy sparafrazowałem dobrze treść publikacji, lecz nie jest to ważne, ponieważ chodzi o to, że „Social Text" uznał, iż Sokal pisze śmiertelnie poważnie, wspierając tezę, że rzeczy takie jak uczciwość i prawda nie mają znaczenia. Sokal wyjaśniał potem w artykule dla „Lingua Franca" cel swojego „eksperymentu":

W pierwszym paragrafie drwię z „dogmatu narzuconego przez długą post-oświeceniową hegemonię rządzącą zachodnim światopoglądem intelektualnym": że istnieje zewnętrzny świat, którego właściwości są niezależne od jednostki ludzkiej i od ludzkości jako całości; że właściwości te są zakodowane w „odwiecznych" prawach fizyki; oraz, że istoty ludzkie mogą posiąść godną zaufania, aczkolwiek nie do końca doskonałą i niepewną wiedzę o tych prawach poprzez wgryzanie się w „obiektywne" procedury i epistemologiczne zastrzeżenia przepisane przez (tak zwaną) metodę naukową.

Dlaczego Sokal zrobił coś takiego? Aby odpowiedzieć na to pytanie pisał:

(...) to co mnie niepokoi to proliferacja nie tylko nonsensu i niedbałego myślenia per se, ale tego szczególnego rodzaju nonsensu i niedbałego myślenia, który odrzuca istnienie obiektywnej rzeczywistości lub (wyzwany) przyznaje, że istnieje obiektywna rzeczywistość lecz pomniejsza jej praktyczną rolę. W najlepszym wypadku, pisma takie jak „Social Text" podnoszą ważne pytania, których naukowcy nie powinni lekceważyć; pytania czy przykładowo korporacyjne bądź rządowe dofinansowanie wpływa na pracę naukową. Niestety, relatywizm epistemologiczny nie pomaga w pchnięciu do przodu dyskusji nad tymi sprawami.

W skrócie, mój niepokój nad szerzeniem się myślenia subiektywistycznego ma charakter intelektualny i polityczny. Problem intelektualny z tymi doktrynami jest taki, że są one fałszywe (jeśli nie zupełnie bezsensowne). Istnieje prawdziwy świat; jego właściwości nie są tylko konstruktami społecznymi; fakty i dowody naprawdę mają znaczenie. Czy osoba będąca przy zdrowych zmysłach może twierdzić inaczej? A jednak wiele współczesnego akademickiego teoretyzowania składa się właśnie z prób rozmycia tych oczywistych prawd — ostateczny absurd tego wszystkiego ukryty jest pod przykrywką niejasnego i pretensjonalnego języka.

Akceptacja mojego artykułu przez „Social Text" egzemplifikuje intelektualną arogancję Teorii — mówiąc ściślej, postmodernistycznej teorii literatury — wyniesioną do logicznego ekstremum. Nic dziwnego, że nie pofatygowali się nawet skonsultować się z jakimś fizykiem. Jeśli wszystko jest dyskursem i 'tekstem' to wiedza o prawdziwym świecie jest zbędna; także fizyka staje się po prostu kolejną gałęzią badań studiów kulturowych. Co więcej, jeśli wszystko jest retoryką i 'grą językową' to wewnętrzna logiczna spójność jest także zbędna: patyna teoretycznego wyrafinowania służy równie dobrze. Niezrozumiałość staje się cnotą; aluzje, metafory i kalambury stają się substytutem dowodu i logiki. Mój artykuł jeśli jest czymkolwiek, to na pewno skromnym przykładem tego ogólnie przyjętego gatunku literackiego.

Postmodernizm był już atakowany przez prawicowych Jeremiaszy, takich jak Alan Bloom w The Closing of the American Mind. Jednak eksperyment Sokala pokazał, że postmodernizm jest nie tylko narzędziem demaskującym struktury istniejącej władzy, które są w sposób naturalny atakowane przez obrońców tej władzy, lecz że u samych swoich podstaw jest to mizerny, czy wręcz wadliwy fundament dociekliwości naukowej.

Podczas gdy redaktorzy „Social Text", włączając w to znanych uczonych, jak Andrew Ross, autora tomiszcza prawie nie do przebrnięcia o nazwie No Respekt: Intellectuals and Culture, byli zajęci akceptowaniem żartu jako poważnej publikacji naukowej, John Brockman przygotowywał się do pracy rozmawiania z prawdziwymi ludźmi na tematy, które naprawdę coś znaczą.

Według artykułu z londyńskiego „Guardiana", zatytułowanego The New Age of Ignorance, Brockman zrobił więcej niż ktokolwiek, by rozbić podział C.P Snowa. Jednakże zamiast zachęcać intelektualistów literackich do komunikacji z naukowcami, a potem do przekazania tego co odkryli zaangażowanej, wykształconej i czytającej publiczności, Brockman wymyślił „trzecią kulturę" — która nie tylko nie potrzebuje żadnej pomocy, ale mówi: dziękuję nie skorzystam z niej.

„'Trzecia kultura' składa się z tych naukowców i innych myślicieli świata empirycznego, którzy poprzez swoją pracę i pisarstwo wystawione na widok publiczny zajmują miejsce tradycyjnych intelektualistów w wydobywaniu na światło dzienne głębszych znaczeń naszego życia, redefiniowania tego kim jesteśmy" — pisze John Brockman w portalu Edge.

I kontynuuje:

Do roli intelektualisty należy także komunikacja. Intelektualiści to nie tylko ludzie, którzy coś wiedzą, lecz także ludzie kształtujący myślenie swojego pokolenia. Intelektualista to syntezator, publicysta, komunikator. W swojej książce z 1987r. The Last Intellectuals, historyk kultury Russel Jacoby opłakiwał odejście pokolenia publicznych myślicieli i zastąpienie ich anemicznymi akademikami. Miał rację, ale mylił się zarazem. Myśliciele trzeciej kultury są teraz nowymi intelektualistami na świeczniku.

W skrócie, naukowcy nie potrzebują już dłużej intelektualistów. Robią wszystko za nich. Artykuł z „Guardiana" odnotowuje, że Ian McEvan jest jednym z niewielu powieściopisarzy biorących udział w debatach w Edge, który sugeruje, że projekt ten nie leży wcale tak daleko od „starego marzenia oświeceniowego o zunifikowanej wiedzy, gdzie biolodzy i ekonomiści czerpią z wzajemnych konceptów, a biolodzy molekularni zaglądają na słabo bronione terytoria chemików i fizyków".

Dlaczego intelektualiści zajmujący się literaturą i estetyką nie mówią już w ten sposób?

Akt 4: Nowi Intelektualiści

Przy pomocy Edge oraz swego rodzaju naukowego salonu — Edge Reality Club — Brockman czyni cuda dla postępu krajowej dyskusji o nauce i naukowym myśleniu. Jest teraz więcej naukowych magazynów niż kiedykolwiek wcześniej, więcej głodu nauki oraz książek o nauce, a także tych, które propagują ateizm.

Lecz co z intelektualistami zajmującymi się literaturą i estetyką? Co z nimi? Są gdzieś w pobliżu, lecz ich wpływ wydaje się dramatycznie kurczyć z powodu malejącego miejsca, jakie poświęcają im media, a szczególnie gazety.

Sekcje książkowe były takim tradycyjnym forum dla literackich dyskusji, a wszyscy wiemy dokąd zmierzają: gazety w LA, Chicago, Mineappolis, Raleigh i Atlancie albo wylali z pracy redaktorów książek, zmniejszyli liczbę stron poświęconych książkom, skonsolidowali je, albo też wyrzucili z uświęconego historią miejsca w wydaniu niedzielnym.

Gazety na tym nie poprzestaną. Co więc należy robić?

Odpowiedź można znaleźć w nowym piśmie z Connecticut. Pismo to o nazwie „New Haven Review of Books" stworzyli liczni pisarze z tego miasta, którzy wierzą, że ktoś musi podjąć pracę tam, gdzie porzuciły ją gazety.

Mark Oppenheimer, poprzedni redaktor „New Haven Advocate" oraz autor pracy Knocking on Heaven's Door: American Religion in the Age of Counterculture pisze, że żyjemy w czasach wymagających innowacyjnego myślenia przez innowacyjnych ludzi, którzy są wszędzie, nie tylko w LA czy Nowym Jorku.

W epoce kurczącego się miejsca w gazetach na recenzje książek musimy znaleźć nowe sposoby, by szerzyć słowo o wielkich książkach. Niektóre z tych sposobów będą lokalne, prowadzone na małą skalę. Możemy nigdy nie opublikować kolejnego numeru „New Haven Review" (nasze motto to: Pismo publikowane przynajmniej dorocznie), ale już poprzez tę jedną publikację wyraziliśmy poparcie dla kultury literackiej. Czy nie byłoby super gdyby inne małe, bądź średniej wielkości miasteczka jak — Austin, Des Moines, Albany, etc. — zdecydowały się na lokalne recenzje książek? Może recenzje takie pisaliby lokalni dziennikarze, jak to działa w naszym przypadku, bądź sami autorzy. Jakkolwiek by to wyglądało, byłoby to przypomnieniem, że wielkomiejskie publikacje nie są jedynym narzędziem recenzowania książek.

A to prowadzi nas do drugiego twierdzenia, że nawet jedna publikacja małego, lokalnego przeglądu książek przypomina nam o tym, że pisarze są wszędzie. Tylko tutaj w New Haven i sąsiadujących miasteczkach zdołaliśmy zaciągnąć Alice Mattison, Bruce’a Shapiro, Debby Applegate, Deirdre Bair, Jima Sleeper, Amy Bloom oraz wielu innych równie dobrych. Wielu z nas nigdy wcześniej się nie spotkało. Nie posiadamy literackiej 'sceny' w tym skromnym mieście; nie ma tu „salonów literackich". Jednakże są tu pisarze.

Model ten nie zastąpi wielkomiejskich pism z recenzjami; wciąż ich potrzebujemy. A jeśli żaden anioł nie zstąpi, by dokonać cudu, może być to ostatnie wydanie „New Haven Review". Żyjemy jednak w erze rozkwitu zainteresowania lokalizmem, regionalizmem, a recenzje książek — tak jak rynki farmerów czy lokalna waluta — mogą odegrać swoją rolę.

Lokalność i regionalizm: to tu trzeba szukać nowych intelektualistów zajmujących się literaturą i estetyką.

Artykuł przetłumaczony i opublikowany dla Racjonalisty za zgodą autora. Artykuł ukazał się w Charleston City Paper.


1 2 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Nowy brewiarz Europejczyka
Tfu, tfu, trzynastka!

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (6)..   


« Kultura   (Publikacja: 24-01-2008 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

John Stoehr
Amerykański dziennikarz. Redaktor działu artystycznego w Charleston (S.C.) City Paper. Poprzednio pisał o sztuce i kulturze dla Savannah (Ga.) Morning News (lata 2002-2007). Był trzykrotnym członkiem NEA Arts Journalism Institutes. Jego prace ukazywały się w Atlanta Journal-Constitution, Detroit Metro Times, Houston Press, Creative Loafing Atlanta, Orlando Weekly i Florida Times-Union.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5703 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365