Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
144.742.956 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7269 tekstów. Zajęłyby one 28656 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 2371 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Wolnej myśli nie da się wsadzić w kamasze".
« Społeczeństwo  
Dobra matka Daria Aleksandrowna - niezakończona historia [1]
Autor tekstu:

„Czy wszelka forma nie polega na eliminacji, konstrukcja nie jest uszczupleniem, czy wyraz może oddać co innego jak tylko część rzeczywistości? Reszta jest milczeniem. Czy wreszcie my stwarzamy formę, czy ona nas stwarza? Wydaje się nam, że to my konstruujemy.…" [ 1 ]

Można by stwierdzić, lekceważąc nieco przypadkowość, że człowiek, jako istota świadoma, stwarza sam siebie kierując swoim życiem i podejmując decyzje, kształtując otoczenie i wybierając to co mu odpowiada. Tyle że, jak każdy twórca, człowiek potrzebuje tworzywa, a tworzywem sam jest dla siebie. Ma jednocześnie mniejsze możliwości wyboru, nie może wybrać dowolnego materiału, gatunku, koloru, nie może zakupić dowolnego tworzywa, które akurat odpowiadałoby wizji twórczej.

Trudniej jeszcze: tworzywo warunkuje twórcę. Moje tworzywo było już kształtowane przez otoczenie, kiedy jeszcze nie byłam w stanie rozróżniać samodzielnie i wybierać. Jest jedno dostępne dla mnie tworzywo. A kto i dlaczego kształtuje, co chce osiągnąć, jakie są motywy zachowań, które powodują, że jedynym możliwym początkiem jest zacząć niekończącą się inwentaryzację — w sobie, że trzeba szukać, aby zdzierać kolejne maski?

Dlaczego Dolly tak martwiła się wychowaniem swoich dzieci i tak bardzo chciała je wychować? „Daria Aleksandrowna, mając sześcioro dzieci nie mogła być spokojna: jedno z nich zachorowało, drugie miało zachorować, trzeciemu brakowało czegoś, u czwartego występowały oznaki złego charakteru itd., itd." [ 2 ] Zwykłe dziecięce zachowania wywoływały w niej obawy co z nich wyrośnie. Każdy wybryk wywoływał lęk, że oto objawiła się jakaś niepożądana, zła cecha charakteru, która z biegiem czasu rozwinie się do czegoś potwornego: „Daria Aleksandrowna, usłyszawszy krzyk w dziecinnym pokoju, pobiegła i na widok tego, co zobaczyła, krew ścięła się jej w żyłach. Tania ciągnęła Griszę za włosy, a on z twarzą oszpeconą gniewem, bił ją na oślep pięściami. W Darii Aleksandrownie zamarło serce: zdawało się jej, że mrok jakiś rozpościera się nad nią, gdyż przekonała się, że te dzieci, z których była tak dumna, były nie tylko zwykłe, lecz nawet niedobre, źle wychowane dzieci, ze złymi, niskimi skłonnościami i popędami." [ 3 ] Dlaczego Dolly tak się bała, przecież była dbającą matką, kochała swe dzieci, one uszczęśliwiały ją swoim istnieniem, swoją obecnością, były jej światem, jej radością: „nie mogła nie oddawać sprawiedliwości, że ma sześcioro ślicznych dzieci, każde w innym rodzaju, lecz każde takie jak rzadko; i Dolly była szczęśliwa, że je ma i zarazem czuła się z nich dumna". [ 4 ]

Czy Dolly realizowała się w swoim macierzyństwie, czy realizowała swoje pragnienia? Myślała przecież: a może by więcej nie, a jednak w końcu chciała mieć więcej dzieci, a przecież kosztowały ją wiele cierpienia i wiele strachu. Fakt, że „kłopoty te i niepokoje były dla Darii Aleksandrowny niezbędne, gdyż zapewniały jej jakie takie szczęście: gdyby ich nie było to musiałaby pozostawać samotna, ze swymi myślami o mężu, który jej nie kochał" [ 5 ], ale co więcej wpłynęło na taki a nie inny jej wybór? Przy całej miłości macierzyńskiej, jaką można jej przypisywać, jej obawy kojarzą się raczej z lękiem osoby która kreuje coś, co ma spełniać określone kryteria i nie jest pewna czy jej dzieło spełni te wymagania.

Dzieci Dolly były dziełem jej życia. Nie miała innej egzystencji, innej aktywności, całe jej siły życiowe nakierowane były na dom. Swoją uwagę i wysiłek skupiała na jednym temacie. Miała możliwość być dobrą w tym co robi, ale mogła robić tylko jedno i tylko w jednym mogła okazać się dobra: w wychowaniu dzieci. Cała wartość Dolly jako człowieka objawić się mogła tylko w jednej dziedzinie, skoro do innych ta kobieta nie sięgała, żadnych innych nie znała, żadnych innych — jako dobrze wychowana kobieta — znać nie mogła.

Dolly, której z sukcesem, bo skutecznie, wpojono co jest dobre a co jest złe, wartość swą wywodziła, z jakości swego macierzyństwa: ilości i jakości dzieci, bo dzieci świadczą o matce… Przy czym jakość była ściśle określona, jakość to nie było zdrowie, mądrość, szczęście. Dzieci były dobre jakościowo jeśli spełniały oczekiwania, cała ocena zależała więc od wcześniej ukształtowanych i utrwalonych, panujących w środowisku oczekiwań, poza które Dolly nie wychodziła.

Dolly kształtowała więc swe dzieci na obraz i podobieństwo wzorów, których miała wpojone, wyobrażenia, których była pewna, bo zgodne były z ideałami jej otoczenia i z tradycją, którą znała. Były to jasno, konkretnie, restrykcyjnie określone warunki. Pełniąc swą życiową rolę, jedyną możliwą, jaką zdolna była widzieć i jedyną daną i jej dostępną, podporządkowywała ją kryteriom, którym ona sama podlegała. Mogła nie bać się, mogła spodziewać się, że będzie ceniona, jako osoba dobrze realizująca swe życie, jako osoba, która wie co jest dobre, co złe, która szczepi właściwe wartości, ceni tradycję, dzięki temu, że dba o swe dzieci, na wszelkie możliwe sposoby zmniejszając prawdopodobieństwo ich zbłądzenia. Spełniała warunek konieczny bycia uznaną za dobra matkę, dobrą żonę.

Czym więc było dla niej wychowywanie dzieci? Nasuwa się wątpliwość, czy zachowania rodzicielskie wynikały z jej osobistej potrzeby kreowania swojej wartości i szczęścia w życiu, a na ile taki sposób wynikał z lęku przed odtrąceniem, krytyką, pogardą i ostracyzmem? Biorąc po uwagę brak możliwości wyboru, brak możliwości zastąpienia lub uzupełnienia macierzyństwa inną aktywnością, która mogłaby przynieść jej satysfakcję czy uznanie, można wnioskować, że dzieci były środkiem do celu, jakim było godne życie i szacunek. Akceptacja była jej niezbędna dla utrzymania pozycji społecznej, w tym męża i przyjaciół.

Dolly nie miała możliwości zapewnienia sobie przychylności otaczających ją ludzi w inny sposób. Objawia się w tym bezwzględność sytuacji jakiej podlegała jako człowiek. Co więcej, nie istniała w niej potrzeba weryfikowania owego przekonania, że wychowując swe dzieci, zgodnie z panującymi zwyczajami i normami pomaga im: pokazując rzeczy wartościowe, cenione postawy, właściwe dążenia, ucząc rozróżniać: tak jest dobrze, tak jest niedobrze. Sposób realizacji tej potrzeby nie wynikał z wyboru, ale był cechą jej jestestwa, ukształtowaną i wpojoną, przytwierdzoną do niej. Jeśli dzieci nadawały wartość jej jako człowiekowi, tworzyły jej pozycję i status, trudno dziwić się, że poświęcała im tyle uwagi oraz co znaczące, że uwaga ta podszyta była lękiem.

Wnioskiem jest stwierdzenie, że Dolly wartość swą postrzegała w posiadaniu i wychowywaniu dzieci za przyczyną otoczenia; nie był to jej wewnętrzny wybór ani swobodnie realizowana chęć. Dolly była więc kobietą mającą stosowne uznanie dopóki spełniała oczekiwania, dopóki pasowała, dopasowywała się, nie wystawała i nie sprawiała problemów, choćby natury „salonowej" — jak Karenina. Miała więc Dolly swą przestrzeń do życia, bezwzględnie, brutalnie ograniczoną, uzależnioną, określoną przez wymagania innych.

Dziedziczone nawyki moralne, żywe w otoczeniu Dolly, warunkowały sytuację, w której jedynie spełnianie oczekiwań zapewniało jej szacunek. Dalszą konsekwencją jest fakt, abstrahując od jej egoistycznych czy samoobronnych motywów, że na obraz i podobieństwo wzorców jakim ona sama podlegała, zgodnie z presją której podlegała, wychowywała ludzi, którzy siłą rzeczy żyć będą w świecie innym niż ona sama żyła — w przyszłości, której Dolly nie znała.

Czyżby panowało, nawet nieświadome przekonanie, że ten punkt, w którym ludzie się w danym momencie znajdują, ta moralność, te idee, są tak doskonałe, że będą trwać, że są najlepsze z możliwych i najlepsze co można zrobić to podtrzymywać to co istnieje?? Jest to logika przypominająca wypowiedź Panglosa: „Dowiedzione jest - powiadał — że nic nie może być inaczej; ponieważ wszystko istnieje dla jakiegoś celu, wszystko z konieczności musi istnieć dla najlepszego celu. Zważcie dobrze, iż nosy są stworzone do okularów; dlatego mamy okulary. Nogi są wyraźnie stworzone po to, aby były obute; dlatego mamy obuwie. Kamienie są na to, aby je ciosano i budowano z nich zamki; dlatego jego dostojność pan baron ma bardzo piękny zamek: największy baron w okolicy musi mieć najlepsze mieszkanie. Świnie są na to, aby je zjadać; dlatego mamy wieprzowinę przez cały rok. Z tego wynika, iż ci, którzy twierdzili, że wszystko jest dobre, powiedzieli głupstwo; trzeba było rzec, że wszystko jest najlepsze" [ 6 ]; a kobieta żyje na to, aby rodzić i wychowywać dzieci. W takim przypadku rzeczywiście kształtowanie otwartości mogłoby spowodować zbędne dywagacje i próby eksperymentów do niczego nie prowadzące - skoro wszystko co było do osiągnięcia osiągnięto, ważne jest nie utracić poziomu, na który wdrapano się — i ładnie  nazwano to podtrzymywaniem tradycji. Sama Dolly nie została wychowana, bardziej tu pasuje słowo „ukształtowana", tak aby pasować i nie mieć braków, spełnić nadzieje rodziny — znaleźć sobie odpowiedniego męża, to przecież dawało uznanie z kolei jej matce.

Postępując w analogiczny sposób kształtowała swe dzieci tak, aby wyrosły na określonych ludzi: męskich mężczyzn, kobiece kobiety. Dolly musiała odpowiednio formować swe potomstwo. Wiedziała także, lub choćby przeczuwała, że odszczepieńcy, nie wiodą łatwego życia i przed tym jakimś nieznanym, ale na pewno niełatwym i groźnym życiem chciała ustrzec bliskie sobie istoty. Łatwość też była wartością. Należało więc zapobiegać nieszczęściu, wypatrywać go w trosce, tak aby przewidzieć ewentualne zagrożenia. Tak aby córki były kobiece, pragnęły mieć męża i dzieci, tworzyć dom, nie wnikały w nie przystające im sprawy, które nie pasują do naturalnych skłonności i naturalnych predyspozycji kobiety.

Mała dziewczynka może przecież być zainteresowana rzeczami, które w przyszłości będą jej nie przydatne, albo, co gorzej mogą przeszkadzać w osiągnięciu celu. Zainteresowania te są zbędne, są stratą czasu i energii, marnowaniem czasu i energii. Tak jest wtedy gdy „osiągniecie celu" i „cel" jest z góry określony, opisany, zatwierdzony przez jakąś większość, która ma siłę przez swą liczebność i tę siłę wykorzystuje. Jak w życiu wiernego którejś religii: cel jest dany i określony, celem jest życie wieczne, cel jest z definicji szlachetny, szczytny, niepodważalny a środkiem do osiągnięcia celu jest życie na ziemi. Czy daleko stąd do stwierdzenia, że „cel uświęca środki"?


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Spojrzenie zwykłych ludzi na zmianę klimatu
Kościół i faszyzm, nowa książka Racjonalisty

 Zobacz komentarze (2)..   


 Przypisy:
[ 1 ] W. Gombrowicz Ferdydurke, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1993, str. 70
[ 2 ] L. Tołstoj Anna Karenina, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 2008, str. 205
[ 3 ] L. Tołstoj Anna Karenina, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 2008, str. 212
[ 4 ] jw. str. 205
[ 5 ] jw. str. 205
[ 6 ] Wolter, Kandyd czyli optymizm, Beskidzka Oficyna Wydawnicza Ltd., Bielsko-Biała, str. 13

« Społeczeństwo   (Publikacja: 10-12-2009 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Dorota Zdrojewska
Ukończyła Wydział Nauk Ekonomicznych na Uniwersytecie Warszawskim. Napisała pracę magisterską o ekologii. Obecnie pracuje jako księgowa i podjęła podyplomowe studia Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim.

 Liczba tekstów na portalu: 8  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Ménage à trois
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 7006 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365