Racjonalista - Strona głównaDo treści
Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
18-10-2011 12:02jark44 (619 punktów)Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
Ocena 7 na 7
dla moralności i etyki dla postawy wypływającej z wartości chrześcijańskich.

Otwieram ten wątek, bowiem zauważyłem, że w obecnej gorącej dyskusji strona katolicka twierdzi, że nie ma innego spójnego systemu etycznego i wzorca dla postaw moralnych jak tylko ta, która wypływa z nauki i tradycji chrześcijańskiej.

Jak opisać krótko taki system wartości dla współczesnej Polski (świata, Europy), który jasno pokaże, że alternatywa tkwi w historii Europy starożytnej, ludów pogańskich (Germanowie, Słowianie, Celtowie) no i oczywiście tradycji chrześcijańskiej.

Zwrócić należałoby uwagę na to, że chrześcijaństwo nie stworzyło dzisiejszej etyki i moralności. Jest jedynie spadkobiercą tych poprzednich. Obecny zaś system moralny został poza tym ubogacony dorobkiem nowożytnej myśli humanistycznej itd.

Brak jest moim zdaniem wypracowanego "hasła" na odrzucenie innego hasła - "chrześcijańskia tradycja". Bez takiego "oręża" trudno rozmawia się z chrześcijanami, bo wymaga to dłuższego wywodu, a oni mają gotowca. Chrześcijaństwo po raz kolejny zamierza przywłaszczyć sobie cały dorobek kulturowy Europy.

Zapraszam do wyrażenie poglądów.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 Dalej..
Marcuch (664 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi sceptymucha
>S. Lem "Głos Pana", Przedmowa.
"Profesor Corcoran" też dobry na dzisiejsze niepokoje.

#227
27-10-2011 21:52
 Ocena 3 na 3
Przemek J. (3008 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Uriel_
> Tak pod warunkiem, że nie istnieje jakiś...

Przedstaw choć jeden sensowny dowód jego istnienia i wówczas może go uwzględniać w równaniu. Na razie nikt, żadnych dowodów nie przestawił, więc przyjmujemy, że nie istnieje. W przeciwnym razie trzeba by również dyskutować o krasnoludkach, jednorożcach i cylonach.


>Jeżeli prawdą jest, to co napisałem powyżej...

Nie jest, a Jezus opisany w ewangelii nie istniał.

> Człowiek to ogół pojęć...

Człowiek to ssak z gatunku Homo sapiens. Umysł, jak każdy inny element fenotypu jest pochodną genotypu danego gatunku. Widzisz jak fajnie daje się to zdefiniować bez odwoływania do niedefiniowalnych pojęć typu bóg.

> Człowiek Chrześcijański...

Jak byś jeszcze definiował "określone znaczenie" to dostaniemy zgrabną definicję do dyskusji.

> Czym jest człowiek? - będzie to Twoje wyznanie wiary.

Dopatruję się tu kolejnej manipulacji. Jeśli odpowiem na to pytanie, to wyłącznie określę mój stan wiedzy. Nie mieszajmy w to wiary, bo to co wiem nie jest jednoznaczne z tym, że w coś wierzę.

> Zbiór informacji będący odpowiedzią na to pytanie, czymkolwiek jest, będzie Słowem, które będzie oddziaływać na jednostkę potomną w okresie kształtowania jej osobowości oraz na każdego, kto zechce uzgodnić swoje przekonania na swój temat z Twoimi

Zbiór informacji to będą słowa, nie jedno słowo. Słowa te będą oddziaływać, tylko wówczas jeśli zostaną przekazane. Z tego nadal nie wynika konieczność używania pojęć takich jak Syn Boży, od którego w tym akapicie wyszliśmy.

> Pytasz mnie czemu napisano Ewangelie językiem metafor...

Nie pytam. Zupełnie mnie to nie interesuje. (Jak każde dzieło literackie ma prawo do tylu metafor ile sobie autor wymyśli). Ja pytam: czemu nie odpowiadasz wprost, językiem zrozumiałym dla wszystkich, tylko zaciemniasz przekaz wieloznacznymi metaforami, często źle dobranymi? Proszę na to pytanie mi odpowiedz, a nie pytania, które sam sobie wymyślasz.

> Ale określone przez siebie jako wolne...

Wolność, to uczucie, więc możemy sami sobie je określać. Tu zgoda.

Jezus jest symbolem wielowymiarowym i jak każdy taki symbol nie powinien być używany jeśli nie jest to niezbędne. W tej dyskusji użycie tego symbolu wprowadza tyle wieloznaczności, które jeszcze mnożysz dodając swoje własne definicje, że należy go wyrugować. To uprości i tak skomplikowany przekaz i ułatwi zrozumienie.

Twoje definicje autonomii są co najmniej dziwne. Mieszasz je dodatkowo z wiarą, co już zupełnie zaciemnia tę dziwną konstrukcję. Pogubiłem się czym jest Jezu, po interpretacji kolejnego zdania, o czym poniżej.

Zupełnie nie mam pojęcia co to są: autonomie (obie), absolutyzacja i ta dokonana w Jezusie. Możesz to opisać w słowach zrozumianych dla zwykłego wieprza?

> Zależy jak definiujemy boga. Jezus robi to tak a nie inaczej.

Który Jezus, bo w samych ewangeliach mamy ich 4? Odwołania do Matrixa zupełnie nie łapię. Memy wiary już dawno zaraziły ludzkość. Teraz raczej obserwuje się proces ich identyfikacji i kasowania.

> Nowe i stare zarazem.

Nowe i stare to są pojęcia przeciwstawne, nie można ich połączyć spójnikiem "i", bo powstałe zdanie nie ma sensu. Kolejne zdanie też nie ma sensu, chyba że go mi ujawnisz.

> Modlitwa Mt 6,5-15 wyglądać...

Zamiast odpowiedzieć na moje pytanie, jeszcze bardziej wszystko zaciemniasz. Dlaczego nagle pojawia się Żyd? Czym wg Ciebie jest człowieczeństwo? Umiesz sam konstruować zdania, bo jakbym chciał dyskutować z cytatami, to bym wolał protestować sprawność jakiegoś lingobota.

Co do kolejnych pytań, jeśli szukasz odpowiedzi zadaj je klerowi. Ja nie widzę ich związku z naszą dyskusją.

Marcuch (664 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi darkside
>sam mam jakąś sympatię do (...) "nie czyń drugiemu co tobie nie miłe" (...) a (...) całkowitą odrazę do egzaltowanej i zwyczajnie niemożliwej (oderwanej od rzeczywistości), przeto absurdalnej "kochaj bliźniego swego, jak siebie samego".

To drugie wygląda na dokładniejszą artykulację tego pierwszego. I jest świadomie przyjętą postawą tejże empatii, do której ludzkość doszła rzekomo dopiero przez neurobiologię. Nawet sformułowanie o "neuronach lustrzanych" jest paralelą "jak siebie samego". W czym problem?

>Z. Bauman posuwa się nawet do tego, iż oskarża wszelkie kodeksy o szerzenie nihilizmu moralnego. Kodeksy starają się zracjonalizować moralność, lecz moralność można zracjonalizować tylko kosztem jej unicestwienia, tj. pozbawienia "ja" moralnego właściwej mu wolności i związanej z nią odpowiedzialności.

To mi się podoba! Ale społeczeństwo postawione na samej empatii przegra pierwszą wojnę.

Marcuch (664 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi perun
>Echh nie wiedziałem, że Niemcy tak wczeście zaczeli protestować. Wiem za to jaka panowała atmosfera, gdy Niemcy nosili płaszcze z białymi krzyżami na ramieniu.
Kolejny przykład społeczności związanej religijnie.

> Że też Rzeczypospolitej Obojga Narodów Polacy nie stworzyli z tymi krzyżakami , aż dziw bierze.
Tylko nie mieszaj międzypaństwowych unii politycznych z łączeniem się ludzi w grupy wyznaniowe. Kult łączy ponadrodzinne grupy "osobników". Natomiast narody sąsiadujące mają bogatą historię toczonych wojen.

>Słowian nie łączył kult bóstw,
W ogóle, co to za oksymoron "bóstwo słowiańskie", prawda? Oni tylko razem jedli.

Ale może jakaś alternatywna etyka słowiańska, dla przykładu?

darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Marcuch
>To drugie wygląda na dokładniejszą artykulację tego pierwszego.
To pierwsze jest w miarę precyzyjne, celne, jasne. Wiem, co jest mi niemiłe, a jak się zastanowię, to wiem o tym jeszcze więcej. I projekcja tego na drugiego jest właśnie jakimś wstępem do rozwijania empatii, oczywiście w oparciu o jedno zdanie nie sposób tego skutecznie przeprowadzić. To drugie jest absurdalne. Mamy termin "kochaj", z którym kompletnie nie wiem co zrobić. Czy to ma być jakiś specjalny stan emocjonalno-uczuciowy? Jak określić to, w jaki sposób ludzie "kochają" (kurde, co to jest, ów stan napędzany naturalnymi substancjami chemicznymi?) samych siebie. A co z tymi co siebie nie lubią, czy nie żywią entuzjastycznych emocji? Jeżeli termin "kochać" oznacza to, co zwykle za nim rozumiemy, to zapewniam Cię, że mózg nam nie pozwoli na obłęd kochania wszystkich. To jest zarezerwowane tylko dla wybranych. Oczywiście, ogólnie to można kochać całą ludzkość, świat i multiwersum, ale już konkretnie, bezpośrednio, po kolei, twarzą twarz - ni chu chu. Baju baju. Natomiast można zalecać bycie życzliwym i odnoszenie się do ludzi z sympatią. I to byłoby ok, jak maksyma pierwsza. W miarę precyzyjnie, celnie, jasno, choć znów zbyt ogólnie, ale tak to już jest. Ale nie, trzeba się napompować niemożliwą miłością do wszystkich. Cały ten termin to zbyteczna egzaltacja mająca na celu uwieść ludzi wznioslością. I uwodzi tych, co prześlizgują się po tym powierzchownie, którzy tylko zginają się ze względu na autorytet, który za tym stoi, jakichś pięknoduchów, romantyczne nastolatki i chyba jeszcze hippisów. Ale ta maksyma spala się w tym swoim zbyt mocnym ogniu i de facto nie znaczy nic. Jest zupełnie niepraktyczna, do luftu.
>jest świadomie przyjętą postawą tejże empatii, do której ludzkość doszła rzekomo dopiero przez neurobiologię.
Nie, do niczego nie doszła, tylko pomogła sformułować, opisać, zastosować. Zawsze ludzie mieli w sobie mniejsze lub większe pokłady empatii, ale kształtowalo się to zawsze przypadkiem, intuicyjnie, bez świadomości. Dzisiaj wiemy dużo więcej.
>To mi się podoba! Ale społeczeństwo postawione na samej empatii przegra pierwszą wojnę.
Asertywność musi dojść do głosu, ale w wątku chodzi o tworzenie systemów, kodeksów etycznych, więc to pomijam.
Ja jeszcze raz napiszę, w bardzo dużym skrócie, o co mi chodzi. Wielu ludziom wydaje się, że wyznając jakąkolwiek ideologię z kodeksem etycznym na sztandarze, jest się posiadaczem odpowiednio wysokiej wrażliwości moralnej. A to nieprawda. I o tym piszą obaj panowie. Psu na budę te kodeksy i spisane wartości. Właśnie Bauman mówi o atrofii zmysłu moralnego ludzi, zwłaszcza u tych właśnie powołujących sie na kodeksy. Sam fakt przynależności do grupy "posiadającej" system moralny rodzi konformizm wobec już gotowych i usankcjonowanych konwencji. Znika autonomiczność, znika zmysł refleksyjny, znika doświadczenie, bo są gotowce. Te wszystkie kalki moralne, po które w razie potrzeby można sięgnąć i się do nich odwołać/powołać, i tu już właśnie czyha atrofia, owo zrzeczenie się przez podmiot "odpowiedzialności za swoją odpowiedzialność" i scedowanie jej na autorytety ustalające rzekomo powszechnie ważne przepisy. Tutaj nie stwarza się nieustannie żywej i czułej wrażliwości etycznej. Nie doświadcza się dogłębnie drugiego człowieka, jego wrażliwości, emocji i uczuć, nie ma przeniesienia, współodczuwania i identyfikacji, tylko wydobywa się zasymilowaną etyczną formułę. Problem w tym, że nie po to, żeby wzbudzić wrażliwość, właśnie doświadczyć dogłebnie drugiego, zadziałać empatycznie, ale w ramach tylko dyscypliny, bo konsekwencje jakieś wiszą nad głową. I inaczej to nie działa. O tym pisze Bartoś. Że to za mało. Że kodeksy nie uwrażliwiają czlowieka, tylko go, co najwyżej, dyscyplinują i to do tego słabo (tylko tam, gdzie czuje wystarczające do tego zagrożenie, czy to Bogami, czy policją). Posiadanie i nawet mocne utożsamianie się z kodeksem moralnym nie znaczy, że jesteśmy etyczni, bo mamy tylko założoną smycz. Sztuka polega na tym, żeby zachowywać się właściwie bez kagańca i smyczy. Na pytanie katolików, jakie ja mam wartości etyczne (bo przecież muszę mieć, żeby być przyzwoitym człowiekiem) odpowiadam zawsze, że ja nie kieruję się formułami moralnymi, nie potrzebuję ich, tylko mam odpowiednio zbudowaną wrażliwość etyczną, dzięki empatii. Nie potrzebuję smyczy, bo jestem już dla innych bezpieczny. Wy najwyraźniej nie... - im odpowiadam - i mam ubaw, kiedy się nad tym głowią. Jeden ostatnio nawet załapał, jest ambitny i coś tam na boku najwyraźniej poczytał. Pozdrawiam.

#231
28-10-2011 04:33
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Marcuch

>Ale może jakaś alternatywna etyka słowiańska, dla przykładu?
>
Jak będe miał czas to skończe temat etyki z przymiotnikami.
Etyka to etyka tak jak miłość to miłość. Oczywiście jest coś takiego jak chrześcijańska miłosć ale.. co to jest ta chrześcijańska miłość jak na razie nikt mi nie wytłumaczył. Może chodzi o to, że normalny człowiek jak kocha to czuje radość, a chrześcijanin jak kocha to cierpi?

#232
28-10-2011 07:27
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Marcuch

>Kolejny przykład społeczności związanej religijnie.
Wymagasz od zakonu, żeby nie był "społecznością związaną religijnie"? Dziwne wymaganie doprawdy...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.

Artur@R (7115 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi perun
> Może chodzi o to, że normalny człowiek jak kocha to czuje radość, a chrześcijanin jak kocha to cierpi? <
Zaje...te stwierdzenie !


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."

#234
28-10-2011 10:09
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi perun
>Może chodzi o to, że normalny człowiek jak kocha to czuje radość, a chrześcijanin jak kocha to cierpi?

Chrześcijanin nie cierpi tylko "niesie swój krzyż".

#235
28-10-2011 15:53
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Marcuch

>Ale może jakaś alternatywna etyka słowiańska, dla przykładu?
>
Dobra to skończę co zacząłem.
Etyka - ogólnie zespół norm i ocen moralnych charakterystycznych dla danej zbiorowości.
Ogólne normy występujące wśród prawie wszystkich ludów Ziemi to;
- nie zabijaj
-nie kradnij
-nie kłam
-nie zdradzaj
-pomagaj potrzebującym
-nie krzywdż słabszych.
-szanuj tych, którzy na szacunek zasługują itp.
Te zasady są wspólne dla Ziemi.Występują na całej Ziemi, czy to wśród Indian, Eskimosów, Chińczyków, nawet wśród chrześcijan
Występują na całej Ziemi nie dlatego, że jakiejś bozi chciało się wspiąć na Synaj i wydłubać te zasady w kamieniu, ale dlatego, że każde społeczeństwo tych zasad potrzebuje,aby normalnie funkcjonować.
Nazwałbym to ogólnoludzką etyką, łączącą wszystkich ludzi.
Są jednak ''lokalne'' etyki, różniące się od tej wspólnej małymi dodatkowymi zasadami stworzonymi przez dane społeczeństwo na swój użytek i obowiązujące tylko to społeczeństwo, ale mające ważny wpływ na postrzeganie tych głównych zasad.
Może uda mi się pokazać o co mi chodzi na wykazaniu wyższości etyki słowiańskiej nad chrześcijańską na przykładzie jednej z tych''lokalnych'' zasad etycznych.
Taką dodatkową lokalną zasadą etyczną jest np; sex i sprawa podejścia do cielesności człowieka.
Jak wiadomo chrześcijanie mają na tym punkcie zajoba lekko pisząc.
Dla chrześcijan nieetyczne, a więc złe jest;
-Sex dla samej przyjemności
-onanizm
-sex poza związkiem małżeńskim
Poza tym mają dodatkowe regulacje etyczne dotyczące sexu. Wiadomo, że chrześcijańska etyka akceptuje sex tylko pod pierzyną, po ciemku, w pozycji misjonarskiej, a przed i po zalecana jest pokuta i samobiczowanie się za ''grzeszną czynność jakiej się chrześcijanie dopuścili.
Niby te chrześcijańskie zasady sex. nie powinny mieć wpływu na to jak postępują chrześcijanie w życiu w stosunku do tych głównych zasad ogólnoludzkich.
Ale..sexualność człowieka to bardzo ważny aspekt jego życia.
I tu się zaczyna problem. Od dziecka uczy się ich, że ciało jest brzydkie, wstrętne, sex to coś złego, onanizm to piekło itd. Tym sposobem chrześcijańska etyka wychowuje frustratów, ludzi z problemami sexualnymi( trudno ich nie mieć jeśli nie akceptuje się potrzeb własnego ciała), a tym samym niezadowolonych z życia, nieszczęśliwych z wiecznym poczuciem winy itd.
A czy człowiek niezadowolony z własnego życia, mający poczucie winy, że nie może powstrzymać się od spojrzenia na tyłek czy biust kobiety itp, będzie w stosunku do innych ludzi dobry, życzliwy, uśmiechnięty, przyjazny ?Sami sobie odpowiedzcie.
Innym problem jest podejście chrześcijan do kobiet wynikające z ich etyki dotyczącej sexu.
Dobra kobieta to dziewica. Tylko taka jest szanowana przez tą chorą etykę.
Każda inna nie mająca męża i dziewictwa to delikatnie pisząc wg chrześcijan '' latawica'' , a tym samym już nie zasługująca na szacunek.
I tu jest wyższość etyki Słowian,. którzy do sexualności człowieka mieli normalne podejście i sexu nie traktowali jako zła koniecznego, a tym samym słowiańska etyka nie wychowywała frustratów
Oczywiście takich aspektów chorej etyki wynikającej z chrześcijaństwa jest znacznie więcej. Zainteresowanym polecam Stachniuka i jego''Wspakulture;;
Oraz krótki (zbyt) lecz piękny wywiad z prof. A. Krawczukiem www.racjon(*)Aleksander.Krawczuk.o.poganach

Chrześcijanie dużo krzyczą o szacunku dla życia jakie oni mają, a pan Marcuch coś bredził o szacunku do kobiet jaki mają chrześcijanie.
Chrześcijanie tak szanują życie, że gotowi są poświęcić życie kobiety, bo dla nich ważniejsze jest życie zapłodnionego jaja od życia kobiety.
Tym samym okazują kobiecie szacunek traktując ją jak inkubator.
Chrześcijanie rzeczywiście szanują kobiety, ale tylko wtedy jeśli są dziewicami najlepiej konserwowanymi , matkami, służącymi pana i władcy mężczyzny, dla którego mają być ciche i posłuszne, gdy pan, chrześcijański mężczyzna, będzie akurat miał ochotę na barabara, jasna rzecz w pozycji misjonarskiej, bo od tyłu to grzech jako, że to zbyt blisko świętego krzyża.

Kończąc temat alternatywy. Alternatywą jest etyka ogólnoludzka bez chrześcijańskich perwersji robiących z ludzi kaleki moralne.
Zresztą kto dzisiaj tak naprawdę sto

#236
28-10-2011 16:00
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Marcuch

>Ale zbliża. Słuchaj, porada logiczna. Jeśli chcesz obalić moją tezę, którą bałem się napisać ze względu na jej powszechność i banalność, to powinieneś pokazać społeczeństwo, które jest spojone, a nie jest religijne. A nie społeczeństwo nie spojone, a religijne.

Która religia spaja społeczeństwo USA? Katolicyzm , protestantyzm, mormoni, muzułmanie, religie indiańskie, amisze,czy scjentolodzy?

#237
28-10-2011 21:01
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi perun

Zresztą kto dzisiaj stosuje się do etyki chrześcijańskiej? Co wspólnego z chrześcijaństwem ma dzisiejsze myślenie etyczne o równouprawnieniu kobiet. Co z chrześcijańską etyką mają wspólnego prawa dziecka? Marek Jurek jest przeciw zakazowi bicia dzieci. Słysząc zwrot ''chrześcijańska etyka'' dostaje
Mam nadzieje, że jasno i zrozumiale wyłożyłem swoje myśli i pan Marcuch nie będzie miał problemu z ich zrozumieniem. Jeśli coś popieprzyłem chętnie poddam się krytyce obrońcy chrześcijańskiej etyki bez której podobno bysmy nie istnieli.

PS. Wszystkim chrześcijanom, szczególnie tym z którymi ''kłóciłem'' się o to że wzorzec rycerza pochodzi z pogańskiej Grecji i z chrześcijaństwem nie mam nic wspólnego polecam jeszcze jedną świetną stronkę ..przez która narobiłem sobie sporo roboty
www.racjon(*)q,Dziedzictwo.Grekow.i.Rzymian

Marcuch (664 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi darkside
>Oczywiście, ogólnie to można kochać całą ludzkość, świat i multiwersum, ale już konkretnie, bezpośrednio, po kolei, twarzą twarz - ni chu chu.

Czytasz jezusowe hasełko ograniczając sens jednym ze współczesnych znaczeń słowa "miłość". Są różne stopnie i rodzaje miłości, która w czasach Jezusa oznaczała najogólniejszy wymiar afirmacji czegoś lub kogoś. Język był prosty, tamta "miłość" objemuje sympatię, zakochanie, pożądanie, przyjaźń, tolerancję, zamiłowanie, chęć niesienia pomocy, współczucie itd. Eros, philia, agape. Przy tym Jezus albo Konfucjusz wiedział, że najbardziej kocha się samego siebie i zna się to uczucie bez specjalnego wkładu intelektualnego, stąd można ukuć mocne, a zrozumiałe dla wszystkich hasło.

>Asertywność musi dojść do głosu, ale w wątku chodzi o tworzenie systemów, kodeksów etycznych, więc to pomijam.
Wystarczy nazwać zasady, którymi się w życiu człowiek kieruje i już masz "kodeks". Stwierdzam właśnie, iż wielu racjonalistom/ateistom brakuje autorefleksji, odwagi, albo właściwego systemu odniesienia, by to wykonać.

>Ja jeszcze raz napiszę, w bardzo dużym skrócie, o co mi chodzi. Wielu ludziom wydaje się, że wyznając jakąkolwiek ideologię z kodeksem etycznym na sztandarze, jest się posiadaczem odpowiednio wysokiej wrażliwości moralnej. A to nieprawda.
Jasne, to niekoniecznie prawda.

>Właśnie Bauman mówi o atrofii zmysłu moralnego ludzi, zwłaszcza u tych właśnie powołujących sie na kodeksy. Sam fakt przynależności do grupy "posiadającej" system moralny rodzi konformizm wobec już gotowych i usankcjonowanych konwencji. Znika autonomiczność, znika zmysł refleksyjny, znika doświadczenie, bo są gotowce.
No jest takie zjawisko współczesnie. Tak samo zanika kreatywność, pamięć, inteligencja emocjonalna. Ale myślę, że to wynika z nastawienia do kodeksu, a nie z samego kodeksu. Istnieją wyznawcy bezmyślni.

>Sztuka polega na tym, żeby zachowywać się właściwie bez kagańca i smyczy.
Bez kagańca i smyczy panuje prawo dżungli, nawet z altruistycznym czujniczkiem pod maską. To jest obserwacja zoo/etnologiczna. Dzisiaj jednak wielu ludzi zbyt cywilizowanych w to nie wierzy, bo:
a) podporządkowują się panującym obyczajom i automatycznie realizują zasady wpojone przez rodziców nie zdając sobie z tego sprawy
b) żyjemy w wielkim Disneylandzie i jest tak miło
c) mają łagodne, pokojowe albo strachliwe usposobienie i wierzą, że inni ludzie są podobni

> Na pytanie katolików, jakie ja mam wartości etyczne (bo przecież muszę mieć, żeby być przyzwoitym człowiekiem) odpowiadam zawsze, że ja nie kieruję się formułami moralnymi, nie potrzebuję ich, tylko mam odpowiednio zbudowaną wrażliwość etyczną, dzięki empatii.
To jakbyś radośnie przyznał się do bycia makakiem. Nie znasz "swoich" wartości, albo nie umiesz ich przetłumaczyć na językową formułę, co jest rodzajem niedojrzałości. Jak miałem osiem lat mówiłem, że "Nie jestem wścibski, bo nie wiem co to znaczy.".

Co to jest ta "wrażliwość"? Albo używasz jej nieświadomie, czyli bezmyślnie, albo świadomie, więc musisz mieć ku temu powody i je jasno wyartykułować jako samoświadoma jednostka.

Hodża (11172 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Marcuch
>Co to jest ta "wrażliwość"? Albo używasz jej nieświadomie, czyli bezmyślnie, albo świadomie, więc musisz mieć ku temu powody i je jasno wyartykułować jako samoświadoma jednostka.

A czy wrażliwość nie uświadamiana albo nie zwerbalizowana jest w czymś gorsza od tej paplaniny różnej maści moralistów?

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.

Agnies (398 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Uriel_
Tak myślałam, że znajdę potwierdzenie dla obliczeń Carla Johanna Callemana:
strefataje(*)-swiata,1,4892918,artykul.html

>1. Wiem kim jest JA JESTEM.

Czytam i czekam.

Trzymam kciuki.
:***

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365