Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
154.730.653 wizyty
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7299 tekstów. Zajęłyby one 28800 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 37 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:

Złota myśl Racjonalisty:
"Wielka jest obojętność nieba."
Komentarze do strony Bogu nic nie jesteśmy winni

Dodaj swój komentarz…
Marcin - Grzech pierworodny
W tym wątku przytoczyłem psychoanalityczne interpretacje grzechu pierworodnego. Jak dla mnie to są one bardziej przekonujące niż pokrętne teologiczne tłumaczenia.

www.racjonalista.pl/forum.php/p,10/s,20053
Autor: Marcin Dodano: 05-06-2005
Reklama
ats42 - Grzech-otka
Dwie rzeczy: po pierwsze komentarz do artkułu, po drugie komentarz do pierwszego komentarza. A żeby było ciekawiej, to najpierw Ad to drugie.
Cofnąłem się do tych przedstawionych przez p. Marcina psychologicznych interpretacji grzechu pierworodnego i stwierdzam, że bardziej popieprzonej od pierwotnej bajki już nie da się stworzyć, więc ja przynajmniej zostaję przy niej , bo jest fajna: jasna, prosta i oczywista. Domyślanie się, czy drzewo było drzewem, czy słupem telegraficznym, czy jabłko było pomidorem czy damskim cyckiem (już odpuszczę, czym mógł być wąż...) jest kompletnie bez znaczenia. Tak przy okazji- jakoś nie zauważyłem w różnych interpretacjach olśniewających odkryć, że nasi protoplaści gawędzili sobie ze zwierzętami, a kobiety na widok węża nie wiały z piskiem i na oślep!
Z całej tej przypowieści biblijnej wynika tylko jedna rzecz: pierwotni ludzie złamali zakaz uczyniony przez boga, obojętnie, czego on dotyczył, czyli wykazali się tym, czego bóg u nich nie zakładał, a mianowicie nieposłuszeństwem. Biblijne jabłko było testem na wolną wolę człowieka, czy jest on zdolny sprzeniewierzyć się swojemu stwórcy. Bógł chciał sie widocznie przekonac, czy tworząc człowieka nie przedobrzył. I okazało się, że istotnie! Człowiek może swoją wolną wolę wyrażać nie wtedy, gdy poddaje się autorytetowi, lecz wtedy, gdy mu się sprzeciwia i bierze na siebie konsekwencje tego aktu! A skoro tak właśnie wygląda wola wola u ludzi, to bóg powiedział: Skoroście tacy, śmacy i owacy, to ja was przestaję hodować jak te pelargonie w doniczce i radźcie sobie sami; zobaczymy, jak wam to będzie wychodzić!
Jak rozumiem intencje twórców tej bajki, chodziło im o to, aby człowiek z własnej woli, na drodze głębokich przemyśleń wysnuł wniosek, że sprzeciwianie się autorytetowi stwórcy jest po prostu nietaktowne, bezczelne wręcz, i że w interesie człowieka jest podporządkowanie się temu autorytetowi. Że każdemu człowiekowi, czy wierzy on w boga, czy nie, należy wszczepić jakiś hamulec moralny, który w jakimś-tam momencie zadziała jak zawór bezpieczeństwa, bo uczynki człowieka postrzega ktoś "z góry" i nie może ich sprawca liczyć na całkowitą bezkarność. Dostrzegalna przez ludzi nieuchronność mozołu życia i śmiertelność zostały wytłumaczone jako SPOWODOWANE przez boga, ale ZAWINIONE przez człowieka. Jednocześnie, dla przypudrowania trochę wizerunku boga, który zacząłby się jawić jako bezlitosny satrapa, dolożono koncepcję przejściowego bytu człowieka w postaci cielesnej.
Być może ta bajka była jedyną koncepcją boskiej dominacji przez tysiące lat a całą resztę Biblii różni, "z bożej łaski" interpretatorzy i filozofowie wymyślili sobie później gmatwając pierwotne intencje w jakieś karkołomne zależności, tak, że przestało cokolwiek prosto z tego wynikać. Dołożyli swoje przepisywacze i tłumacze, i otrzymaliśmy pasztet, nad którym świry się zmóżdżają od lasa do NASA. Jak mawiał rabin Hilel, w całej Biblii najważniejsze jest jedno: "Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe", a cała reszta, to już tylko interpretacja.
Najgorsze, co można było z tym zrobić, zrobił jednak św. Paweł. Otóż wypieprzył on na śmietnik całe moralne przesłanie tej pierwotnej bajki i głosząc teorię predestynacji dał przyzwolenie wszelkiemu łajdactwu o ile jego sprawca gorąco w Jezusa Chrystusa wierzy. Gdzieś się Pawłowi zapodział bóg i dziesięć przykazań, ostała się ino koncepcja ( bo nie fakt historyczny, na który by się Paweł powoływał) krzyża z przybitym doń Jezusem. Módlta się do tego faceta a róbta, co chceta! Oto pawłowe motto chrześcijaństwa. To nie Paweł był sprawcą włączenia Biblii do świętych ksiąg chrystianizmu. Ten ruch religijny po jakimś czasie sam po nią sięgnął, bo mu dramatycznie świętych ksiąg brakowało. A to, że Pawłowe chrześcijaństwo pasuje do Biblii jak garbaty do ściany jest przedmiotem teologicznych rozważań od samego zarania chrześcijaństwa właśnie.

A teraz komentarz do artykułu.

Ma pan generalnie rację wyłuszczając wszelkie sprzeczności, nielogiczności i niekonsekwencje widoczne w książce pt. Biblia a sprowadzające się do jawnej dysharmonii pomiędzy koncepcją wszechmocnego, wszechwiedzącego i dobrego boga a karykaturalnymi dziełami jego, albowiem są to prawdy oczywiste i goły okiem widoczne nie tylko dla człowieka myślącego, ale sądzę, że nawet matoły się nad tym niejednokrotnie zastanawiają. Tyle, że jest to jedynie siodło, a nie koń, na którym ta (i wszelka inna) religia jedzie. Koń jest pod spodem i nie jest to koń, którego każdy widzi, lecz koncepcja konia.
Dla stworzenia religii bóg nie jest konieczny, wystarczy jego koncepcja.
Zamiary i intencje boga są NIEJAWNE. Pasmo udręki, mozołu, cierpienia, jakim jest życie człowieka, niesprawiedliwe zdaniem żyjących nagłe wypadki i kataklizmy czy śmierć w męczarniach są wedle tej koncepcji niejawnym planem boga, który doczesne życie człowieka rozlicza i karze lub nagradza po śmierci. Rozstrzygnięcie następuje w akcie drugim, a w akcie pierwszym, czyli w doczesnym życiu, człowiek nie wie nic, co go wtedy spotka. Ma mieć nadzieję, że akt drugi nastąpi, aby mu było leżej żyć, i lęk, aby sobie tego drugiego aktu nie spaprać już w pierwszym. W życiu z powodzeniem stosujemy ten schemat sztuki wieloaktowej i nikt się nie burzy: jak nie zrobisz matury to zapomnij o studiach wyższych itd.

Nawet będąc racjonalistami mamy systemy wartości zazębiające się z systemami religijnymi w poszczególnych punktach, bo są one starsze od nas i od kolebki nasiąkaliśmy nimi. Nie jest ważne, czy dziesięć przykazań faktycznie pochodzi od boga i czy było ich więcej. Jest koncepcja, że one od boga pochodzą i to wystarcza wierzącym. Niewierzącym wystarcza po prostu, że są, i nie polemizują oni zbytnio przynajmniej z ośmioma na dziesięć, bo wtopiły się one w obowiązujące systemy prawne. Swędzenie dziaseł wywołuje co najwyżej wpakowywanie tych dwóch pozostałych przykazań: "Nie bedziesz miał innych bogów przede mną" i "Pamiętaj, abyś dzień świety święcił" w system obowiązującego prawa państwowego. Wtedy rzeczywiście, boskie odniesienia są porażająco widoczne.
Autor: ats42 Dodano: 06-06-2005
KOKOSfly - Nihil novi
Kolejny artykuł o treści kategorycznie anty-, w nurcie przeciwko religii, szczególnie tej chrześcijańskiej, bo inne jakoś zostawia się w spokoju, a nawet daje prawo do życia.

Niestety, ten przydługi artykuł jest treściowo odtwórczy, skierowany do tych, którzy dawno już swoje stanowisko przeciw religii zajęli i nie odkryją w nim nic nowego.
Autor: KOKOSfly Dodano: 07-06-2005
d-metall - Refleksja
Co ten artykuł miał na celu? Nie ma tam żadnej tezy, której przeciętny katolik nie mógłby obalić i to w racjonalny (hmm dziwnie to brzmi) sposób. Nie polecam interpretacji ksiąg biblijnych, bo przecież na tym opiera się religia katolicka. Zastanowić się raczej trzeba dlaczego te, co doprowadziło do ich tak wielkiej popularności i co się stało z tymi, które nie pasowały twórcom religii.
Autor: d-metall Dodano: 17-06-2005
Lucjan Ferus - D-metallowi
Zgadzam się z Panem, iż połączenie określeń "przeciętny katolik" i "myślenie w racjonalny sposób" brzmi co najmniej dziwnie. Ta refleksja udała się Panu. Tym nie mniej byłbym mocno zdziwiony, gdyby rzeczywiście doszło do czegoś takiego; tzn. przeciętnemu katolikowi udałoby się obalić w racjonalny sposób, tezy przedstawione w moim artykule. Skoro jednak "są rzeczy na niebie i ziemi...", może i to się stanie, kto wie? Chciałbym tego doczekać. Pozdrawiam. Lucjan Ferus
Autor: Lucjan Ferus Dodano: 19-06-2005
Lucjan Ferus - Ats-owi 42
Zgadzam się z Panem, iż połączenie określeń "przeciętny katolik" i "myślenie w racjonalny sposób" brzmi co najmniej dziwnie. Ta refleksja udała się Panu. Tym nie mniej byłbym mocno zdziwiony, gdyby rzeczywiście doszło do czegoś takiego; tzn. przeciętnemu katolikowi udałoby się obalić w racjonalny sposób, tezy przedstawione w moim artykule. Skoro jednak "są rzeczy na niebie i ziemi...", może i to się stanie, kto wie? Chciałbym tego doczekać. Pozdrawiam. Lucjan Ferus
Autor: Lucjan Ferus Dodano: 19-06-2005
Lucjan Ferus - Ats-owi 42
Ats-owi 42
Odnośnie grzechu pierworodnego nie będę się powtarzał. Swój /i nie tylko/ pogląd przedstawiłem dość obszernie w "Credo sceptyka". Mówiąc krótko; bardziej mnie przekonuje wytłumaczenie religioznawcze niż udziwnione interpretacje psychologiczne albo psychoanalityczne. Wymowę tego biblijnego mitu zrozumiemy dopiero wtedy, kiedy czytając go, będziemy widzieli poprzez niego, jego prawdziwych twórców - kapłanów i uświadomimy sobie ich prawdziwe intencje twórcze. Takie spojrzenie pozwala znaleźć właściwy klucz do interpretacji tego mitu,... i wszystko staje się jasne, nie trzeba podpierać się psychologią. Ma Pan całkowitą rację /w paru innych sprawach także/, pisząc, iż do stworzenia religii Bóg nie jest potrzebny, wystarczy jego KONCEPCJA. Na to właśnie staram się zwrócić w swoich tekstach uwagę ewentualnych czytelników. Kiedy się studiuje historię religii, widać wyraźnie jak ta koncepcja Boga zmienia się wraz z jej twórcą - człowiekiem. Reszta to tylko kulturowa otoczka, zaciemniająca jej prawdziwy sens. W powyższym więc kontekście bardziej właściwe będzie stwierdzenie: zamiary i intencje twórców tejże koncepcji Boga są NIEJAWNE /choć wtajemniczeni wiedzą, iż jest nimi WŁADZA I PANOWANIE nad umysłami ludzi/. Dziękuję za wyczerpujący komentarz. Pozdrawiam. Lucjan Ferus.
Autor: Lucjan Ferus Dodano: 19-06-2005
xxyxyx - xxx
Śmierć Jezusa jest faktem historycznym. Czy umarł za coś co sam wymyślił?
A co to jest Przyroda, której to prawom podlegamy i dlaczego?
Zawsze musimy wskazać jakąś zewnętrzną siłę która nami kieruje.
Dlaczego powstał Wielki Wybuch i jak wtedy płynął czas?
W okolicy dużych mas czas płynie inaczej, czyli kiedy tak naprawdę był wielki wybuch? Milion lat temu, czy sto miliardów?
Wiemy do tej pory tak naprawdę o przyrodzie bardzo niewiele i nauka prędzej czy później doprowadzi nas do wielu rozwiązań tylko może okazać się, że właśnie dojdziemy do wniosku, że Bóg musi istnieć... Ale wtedy będzie już za późno, bo ludzie prości uwierzyli...
Tak naprawdę wierząc nic nie tracimy.
Nauka i prawa fizyczne jakie znamy zależą w znacznej mierze od kilku stałych fizycznych i gdyby ktoś je zmienił to mamy problem. A nikt do tej pory nie wie dlaczego te stałe mają takie wartości a nie inne (np stała Plancka).
Światem fizyki rządzi zasada minimum energii i wszystko dąży do jej zmniejszania (entropia układów). Nawet sama ewolucja wszechświata daje wyniki sprzeczne ze sobą.
Jakie prawo rządzi powstaniem życia, w którym organizmy są coraz bardziej złożone i powstają coraz bardziej złożone związki.
Na Ziemi nawet w lawie wulkanicznej żyją jakieś bakterie. Dlaczego nie ma ich na innych planetach?
Prawo do życia jeżeli istnieje to jest wszędzie takie samo..
I wydaje mi się, że prawo powstawania życia powinno wynikać z praw fizycznych... Których?
Pozdrawiam
Autor: xxyxyx Dodano: 11-09-2006
Lucjan Ferus - xxyxyx-owi   1 na 1
Xxyxyx-owi
Nasza religia jak zauważyłem składa się przynajmniej z trzech kategorii wyznawców: A) to ci, którzy uzasadnienie swej wiary czerpią z nauki Kościoła kat. i książeczki do nabożeństwa. B) to ci, którzy uzasadnienie swej wiary widzą w lekturze Biblii, uznając ją za jedynie wiarygodne Słowo Boże. C) to ci, którzy z racji naukowego światopoglądu (wykształcenie?) chcą wierzyć, że dokonania współczesnej nauki można pogodzić z prawdami religijnymi. Wykorzystują więc różne hipotezy "naukowe", które mogą to potwierdzać, jednocześnie wytykając błędy i niejasności w naukowym światopoglądzie, przemawiające na korzyść religijnego wizerunku i genezy świata, z którym w istocie utożsamiają się.
Wydaje mi się, iż Pan (Pani) należy właśnie do tej ostatniej kategorii (broń boże w sensie pejoratywnym) wyznawców; dwa zdania poświęcone obronie religii, reszta to punktowanie naukowych dokonań. Wniosek powinien sam się narzucić: światopogląd naukowy nie może być wiarygodny przy takiej ilości niejasności. Nie zamierzam polemizować z Panem/ Panią na tym polu, mój komentarz musiałby być ho... ho... a może i dłuższy. Chcę tylko uświadomić złudność i bezsensowność takiej postawy (na dodatek starej jak świat). Z tego, że czegoś nie potrafimy pojąć do końca i ogarnąć wyobraźnią nie wynika wcale, iż stoi za tym jakiś transcendentalny byt i tym kieruje. To co dziś wydaje nam się niepojęte i tajemnicze - jutro będzie zrozumiałe i normalne. Cała historia cywilizacji człowieka tak właśnie przebiegała. Najlepszy na to dowód daje nam... sama Biblia. W ks. Hioba Bóg tak oto zwraca się do człowieka: "Gdzieś był gdy zakładałem ziemię? /.../ Wiesz, kto ją sznurem wymierzył? Na czym się słupy wspierają? /.../ Kto bramą zamknął morze? /.../ Czy dotarłeś do zbiorników śniegu? Czy widziałeś zbiorniki gradu? /.../ A kto zrodził krople rosy? Z czyjego łona lód wyszedł? Kto rozmnożył szron z nieba? /.../ Kto mądrze policzył chmury?".
I pytanie kluczowe: "Powiedz, czy znasz to wszystko?".
Wtedy człowiek nie znał zapewne, dlatego te "trudne" pytania włożył w usta swemu bogu, by ukazać jego wielkość. Dzisiaj małe dzieci w szkole odpowiedzą na nie bez trudu, nie mieszając w to Boga. Dlatego te problemy i pytania z zakresu fizyki relatywistycznej, astronomii i biologii użyte przez Pana/ Panią czeka - prędzej czy później - taki sam los, jestem tego pewien.
Dalej: śmierć Jezusa - wbrew pozorom - nie jest faktem historycznym, tak samo jak jego narodziny i jego istnienie w ogóle. Zainteresowani wiedzą to przynajmniej od kilkudziesięciu lat, nie trzeba być nawet religioznawcą.
Tak naprawdę wiemy o przyrodzie już bardzo wiele (przynajmniej niektórzy) i z każdym rokiem tej wiedzy przybywa. Nie można jednak wykluczyć iż może dojść do takiego odkrycia, które wskazywałoby na rozumnego stwórcę Uniwersum. Nie pojmuję tylko dlaczego i na co miałoby być wtedy za późno? Przypuszcza Pan/ Pani, iż ten odkryty Bóg byłby tożsamy z jednym z mściwych bogów wyznawanych aktualnie przez część ludzkości? Z którym zatem, jeśli wolno wiedzieć? Na razie jest jednak odwrotnie: nauka poszerzając obszar naszej wiedzy o świecie i o nas samych przekonuje, iż to co było kiedyś dla ludzie nie pojęte (a więc nadprzyrodzone), jest jak najbardziej z tego świata i należy do ziemskiego porządku praw natury, które dają się wytłumaczyć bez uciekania się do hipotezy Boga.
Naprawdę wierząc nic nie tracimy? (kłania się słynny "Zakład" Pascala, bo mniemam, iż chodzi o wiarę w Boga?). Tak by w istocie mogło być, gdyby Bóg pozwolił wierzyć w siebie bezwarunkowo. Jednakże żaden z bogów człowieka nie zapewnia swym wyznawcom aż takiego komfortu psychicznego. Wystarczy chociażby przeczytać 613 zakazów i nakazów jakie dostali Izraelici od swego Boga Jahwe przy okazji dostania Dekalogu (ks. Wyjścia, Kapłańska i Powt. Prawa), aby poddać to naiwne mniemanie w wątpliwość. Ogólnie rzecz biorąc człowiek wierzący nie traci tylko nadziei na zmartwychwstanie, kosztem utraty prawie całej radości życia. To co akurat uwielbiamy robić i co nam sprawia największą przyjemność, przez religie jest zabraniane, potępiane i deprecjonowane. Natomiast to czego nie znosimy i przed czym się bronimy, jest wychwalane, zaliczane do cnót a nawet nakazywane. Nie wspominając już o realnej stracie czasu na religijne rytuały, nieodzowne jakoby dla przypodobania się Bogu. Pamiętajmy też o milionach ofiar wiary religijnej, która nakazywała zabijać ciała by ocalić dusze, torturować i mordować inaczej wierzących itp. itp. Zatem wierząc - jako ludzkość - tracimy bardzo wiele, płacąc nierzadko najwyższą cenę. Choć jednocześnie nie możemy obejść się bez tej wiary, będącej dla nas psychiczną koniecznością i potrzebą uzasadniającą sens naszego życia. Pozdrawiam również Lucjan Ferus
Autor: Lucjan Ferus Dodano: 24-09-2006
Martin Hulk... - niewolnicy
Zachowujecie się jak niewolnicy, mowa do tych, którzy mimo wewnętrznych odczuć ciągle się oszukują. Podam przykład odnalezienia grobu Jezusa, to właściwe bez różnicy, co za przykład, "katolicy-niewolnicy", "stwierdzają" zawsze to samo: Trzymacie się Schematu, że było tak i nie inaczej. A tak na serio nie wiadomo. Co za różnica, mogło tak być, i co z tego? Jezus też był człowiekiem, i mógł mieć rodzinę sporą część jego życia biblia nie opisuje co robił. Więc najzwyczajniej mógł mieć rodzinę. Nawet jakby "miały się zawalić" "fundamenty wiary" chrześcijańskiej to i co z tego, od tego się nie umiera, chyba, że jakiś szaleniec w związku z tym spowoduje jakąś katastrofę, bo poczuje się skrzywdzony tym faktem, tylko z powodu, że nie może przełknąć ewentualnej prawdy. Czego tak naprawdę bronicie trzymając się jednego obrazu życia Jezusa wg. biblii. Pewnie tylko własnej wygody psychicznej i tylko tyle.
Całą ta 'obrona' katolicka przeciw wszelkim "próbom zniszczenia" wiary, według tych że katolików, opiera się na Wygodzie, a właściwe na ludzkim ego. Można powiedzieć, że tacy ludzie zostali spaczeni, i sami dla wygody to podtrzymują. W istocie jak ten 'nasz' Bóg. Jesteście zwyczajnymi niewolnikami, żyjącymi według schematu, i według niego pewnie umrzecie i to jeszcze "Wygodnie". Totalne folgowanie sobie. Nie mam na celu nikogo obrażać, sami się obrażacie. Wasz wola. ; ) nic z zewnątrz nie może wam nic uczynić, czyli m.in. obrazić was, to wasz wybór, że się obrażacie. Buntujecie się tylko przeciw sobie, miłej zabawy, no nic taka wola wasza. A właściwie Schemat.
Podam jeszcze przykład, na temat "poczucia winy" Boga, jeśli można tak powiedzieć.
Zaczynając od potopu, gdy Bóg postanawia zgładzić ludzkość, za "nieprzestrzeganie zasad" Bożych. Których właściwe nie było, dopiero po potopie Bóg ustalił przykazania, zasady, których wcześniej nie było. Po potopie w którymś momencie Bóg oznajmił Noemu, że już tak więcej nie uczyni. Jakby miał poczucie "winy".
Samo istnienie Boga, pomijając wersję stworzenia przez Boga wszystkiego, a podchodząc od strony ewolucyjnej, to w takim przypadku Bóg jest wytworem ewolucyjnym, Potrzebą, ale tylko z powodu pewnego rodzaju 'słabości', jeśli można się tak wyrazić. Co mógł czuć taki człowiek w trakcie ewolucji widząc rzeczy, które go w różny sposób przewyższały pod względem siły, wielkości itp. Narzędzia zostały wykształcone dla obrony przed zwierzętami i pozyskania pożywienia z tych zwierząt. Mało mówi się o psychicznych potrzebach w ewolucji. Bóg stał się, też takim narzędziem obroną przed poczuciem bezsilności w obliczu nie przewidywalnego otoczenia, w ten sposób, człowiek mógł w jakimś sensie chodź by iluzorycznie odczuwać kontrolę na otoczeniem, otaczającym światem. W postaci różnego rodzaju wiary, i wierzeń jakie się wykształciły w procesie adaptacji ewolucyjnej.
Bóg jest w tym przypadku, Potrzebą kontroli i poczuciem Przewidywalności, co do otaczającego świata. Jestem za zniesieniem takiego niewolnictwa, ale samo się nic nie zrobi, każdy musi chcieć. "Prawda to strach umysłu, realia wszechświata".
Autor: Martin Hulk... Dodano: 07-03-2007
Pafcio
No to mamy udowodnioną sprawę o morderstwo.
W skrócie: Bóg zawiera umowę z Jezusem o wybawienie ludzkości gdyby zaszła potrzeba, po czym tak kieruje sprawami aby potrzeba zaszła. Wynik - trup na krzyżu. Brak jeszcze tylko logicznego motywu, ale prokuratorzy Ziobry na pewno coś wymyslą.

No i sprawa chyba się już przedawniła, ale jak wyborcy znowu wybiorą pisiakówto się prawo tak zmieni, żeby i tą aferę wyjasnić :-))). No a potem już tylko traeba udowodnić, że na brakujące stanowisko nada się brat bliźniak Jarosław. I wreszcie nie będzie musiał się podlizywać Rydzykowi.
Autor: Pafcio Dodano: 14-09-2007
monikakk9 - Jak tlumaczy to KK
Szanowny Panie Lucjanie Ferus,

W powyższym artykule wyjaśnia Pan w sposób logiczny niektóre absurdy religii katolickiej. Kościoł stwierdza natomias, że umysl ludzki nie jest w stanie zrozumieć boskich działań, wiec lespiej dla niego/człowieka/, by nawet nie podejmował próby samodzielnego myślenia w tej kwestii, bo przez swą niedoskonałość i ułomność umysłu może dojść jedynie do błędnych wniosków, przez co pogarsza tylko swoja sytuację i przysporza sobie gniewu Boga. Dzieki takiemu zabiegowi, podejrzewam, że wiekszość zalęknionych i rozleniwionych Katolików( na to, by coś zmieniać) oskarżylo by tylko Pana o to, ze jakieś siły nieczyste dały Mu tak ogromną moc, by w tak sensowny sposób naklaniać do zwątpienia.

Pozadrawiam serdecznie!

Monika K
Autor: monikakk9 Dodano: 27-12-2007
Lucjan Ferus - Monice K.
Monice K
Szanowna Pani Moniko K. (skoro ma być tak dostojnie).
Mimo tego, iż pisała Pani ten komentarz „z przymrużeniem oka” zapewne, wart jest odpisania. A zatem; Kościół się myli i to podwójnie: gdyby człowiek miał nie próbować zrozumieć Boga (z racji na ograniczenia swojego umysłu), nie powinni go próbować zrozumieć przeróżni kapłani, teolodzy, myśliciele religijni i ogół ludzi wierzących. Tymczasem oni wszyscy są absolutnie pewni, iż rozumieją go wystarczająco dobrze, mimo tego, że są zwykłymi ludźmi jak inni. Po drugie: w Biblii, w Psalmie 14 czytamy: „Pan spogląda na synów ludzkich, badając czy jest wśród nich rozumny, który szukałby Boga”. Widać więc, że Pan oczekuje od nas wszystkich ROZUMNEGO szukania siebie (może za wyjątkiem córek ludzkich), a nie – jak tego chcieliby kapłani – ślepej wiary.
Wielkie dzięki za tę „ogromną moc” (w przekonywaniu?), ale dlaczego zaraz dały mi ją jakieś siły nieczyste? Biorąc pod uwagę, że wszystkie swoje teksty pisałem pod NATCHNIENIEM, można śmiało założyć, iż musiały być one jak najbardziej czyste. Bo doskonale wszystkim wiadomo KTO zsyła na ludzi natchnienie, pr
Autor: Lucjan Ferus Dodano: 01-01-2008
czesta - Sięgaj gdzie wzrok nie sięga
„Czy dzięki rozumowi można stać się wierzącym religijnie?

Moja odpowiedź na Pańskie pytanie brzmi TAK.

Moim bowiem zdaniem, każdy sam winien tworzyć swoje "wyobrażenie" o  roli stwórcy (a nie o nim samym) we wszechświecie i żadna instytucja świecka czy religijna go w tym nie wyręczy.

Religie/kościoły i światopoglądy (w tym zakresie) formułowane w nich i poza nimi  są bardzo ważne ale jedynie jako "narzędzia/pomoce" w tworzeniu indywidualnych "wyobrażeń".

Te "narzędzia/pomoce" oraz ciągle doskonalone "wyobrażenie" pozwalają człowiekowi na kontakt (za pomocą rozumu i wiary) ze sferą duchową, której istnienie nadaje sens doczesności - sferze materialnej (poznawalnej rozumowo za pośrednictwem zmysłów).

Dlatego nie mogę zrozumieć, dlaczego budując swoją relację do stwórcy (która jak rozumiem z pańskich wypowiedzi leży ona u podstaw Pańskich przemyśleń) zajął się Pan racjonalną analizą religii.

Z podobnych do Pańskich pobudek swoje przemyślenia opublikowałem na forum w dziale Filozofia i światopogląd w postaci wątku  pod tytułem "Istnienie sfery duchowej i materialnej"  www.racjonalista.pl/forum.php/s,243235
Autor: czesta  Dodano: 01-09-2009
nie kumaty - rozumieć nie równa się zrozumieć ?
Czytacie te teksy piszecie, że rozumiecie, a nie
zrozumieliście przesłania autora, ale to już nie „moja wina”.

Ja po przeczytaniu tych tekstów chciałem zwymiotować (dosłownie).

Każda Msza Święta zaczyna się do "Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina...."
Ja już mam dość...
Zwymiotowałem...
Autor: nie kumaty  Dodano: 02-09-2009
Lucjan Ferus - do czesty
</style>            Mamy
więc dwa teksty, których autorzy powołując się na ROZUM doszli do
przeciwstawnych wniosków; „To sami ludzie stworzyli własną wyobraźnią swoich
bogów”, oraz „Stwórca jest równie realny jak jego stworzenia”. Różnica między
nimi jest taka, iż ja w swoim tekście (mam na myśli „Credo sceptyka” z którego
pochodzi owo cytowane na wstępie pytanie) na kilkudziesięciu stronach starałem
się uzasadnić DLACZEGO doszedłem do takiego przekonania, Pan natomiast zaczyna
swój tekst od stwierdzenia; „Istnieją tylko Stwórca i byty” (przygodne zapewne)
i rozwijając tę myśl nie poświęca ani jednego nawet zdania na UZASADNIENIE tego
poglądu. Wg mnie zabrakło w tym tekście najistotniejszej informacji; jaka
WIEDZA każe Panu przypuszczać, że to co Pan napisał może być PRAWDĄ a nie
zestawem pobożnych życzeń jedynie? Odpowiada mi Pan: Tak, dzięki rozumowi można
stać się wierzącym religijnie. cd.
Autor: Lucjan Ferus Dodano: 15-09-2009
Lucjan Ferus - do czesty cd.   1 na 1
</style>Jednakże nie przedstawia Pan żadnego argumentu
odnośnie tego CO PRZEKONAŁO Pana do owych religijnych poglądów. Cóż, można i
tak,.. ale czy to można nazwać ROZUMOWĄ DROGĄ poznawania świata i właściwego
uporządkowania swojej świadomości? Czyżby brał Pan przykład z Tomasza z Akwinu,
który „rozumowe dowodzenie” istnienia Boga zaczynał tak: „Co do poznania istoty
Bożej, najpierw należy przyjąć, że Bóg jest”. Nie może Pan zrozumieć dlaczego
zająłem się racjonalną analizą religii? Ogólnie rzecz biorąc uważam, iż
rozumowa droga poznawania Boga wiedzie poprzez poznawanie historii tej idei.
Jednym słowem; tylko poznając PRZESZŁOŚĆ religii możemy wyrobić sobie właściwe
zdanie o teraźniejszości tych idei. Bez tej wiedzy łatwo pobłądzić, biorąc za
PRAWDĘ twory naszej wyobraźni jedynie, poświęcając im swój czas, uwagę a czasem
nawet życie. 
Autor: Lucjan Ferus Dodano: 15-09-2009

Pokazuj komentarze od najnowszego

Aby dodać komentarz, należy się zalogować

  

Zaloguj przez Facebook lub OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Reklama
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365