Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
192.385.042 wizyty
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7365 tekstów. Zajęłyby one 29038 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 W jakiej walucie masz kredyt?
złoty
euro
frank
innej
już spłaciłem/am
nie mam
  

Oddano 65 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:

Złota myśl Racjonalisty:
"Głos racjonalisty jest zdrowym odruchem społecznym, jest aktem samoobrony społeczeństwa przed niebezpieczeństwem opanowania go przez niekontrolowane czynniki"
Komentarze do strony Demon Dean demoluje Karaiby

Dodaj swój komentarz…
Zbysław Śmigielski - Niestety - to rzadkość.
Artykuł bardzo ciekawy, szczególnie dla tych, którzy nie zetknęli się z huraganem. A niewielu jest takich, którzy się zetknęli.
Dodam, że mazurski "biały szkwał" z ubiegłego tygodnia huraganowi nie dorastał do pięt...
Kilka ciekawostek:
Wg skali Beauforta huragan to wiatr wiejący powyżej 53 węzłów (mil morskich/godz), czyli około 100 km/godz. - 12 stopni w tej skali. Tymczasem już przy 10 stopniach człowiek nie postąpi nawet kroku naprzód pod wiatr. Przy 11 stopniach, jeśli nie przesłoni ust, może się w powietrzu utopić...Zresztą podmuch wpierw by mu płuca rozerwał. Na morzu zatraca się granica między wodą i powietrzem.

Wydatek energii. Mówi się nie bez podstaw, że moc huraganu trwającego jedną dobę przewyższa zapotrzebowanie całej Europy na ponad rok. Wszystkie bomby atomowe amerykańskie i rosyjskie nie mają takiej energii, jak huragan wiejący z szybkością 200 węzłów przez kilka godzin zaledwie.

Trudno to sobie wyobrazić. Osobiście żeglowałem po Morzu Północnym w wietrze ponad 120 węzłów. Na własne oczy też widziałem ogromny tankowiec, zgięty w pół na kształt litery "U" po wzięciu na pokład jednej fali.

Cenne jest również w artykule p. Elżbiety, iż jak rzadko
Autor: Zbysław Śmigielski Dodano: 26-08-2007
Reklama
Zbysław Śmigielski - C.d.
...że jak rzadko który dziennikarz, nie dała się ponieść wyobraźni ponad rzetelność. O ile mogę ocenić, tekst nie zawiera błędów rzeczowych, co oznajmiam jako żeglarz, który w owych rejonach także bywał (regaty bermudzkie).

Może tylko sam inaczej bym podał indiańskie określenie huraganu, oznaczające wg mnie nie tyle demona, ile bóstwo okrutnego gniewu, "Hun-Rikena". Oczywiście, w tej mierze autorytetem być nie mogę.

Tak czy owak, serdecznie pozdrawiam.
Autor: Zbysław Śmigielski Dodano: 26-08-2007
@ffe? - informacja i pytanie
Słowo "huragan" pochodzi raczej od "yuracan" - słowo pochodzenia indiańskiego przerobione przez Hiszpanów na huragan. Za to nie wiem, czy termin "hurrican" istnieje?
Autor: @ffe? Dodano: 26-08-2007
kryngiel - Wspanialy artykul.
Szczerze dziekuje i prosze o wiecej takich.
Autor: kryngiel Dodano: 26-08-2007
K_GL - Bardzo dobry artykuł
Bardzo spodobał mi się ten artykuł. Stanowi miłą odmianę w stosunku do tekstów o tematyce religijno-filozoficzno-społeczno-politycznej. Myślę, że przydałoby się na racjonaliście więcej artykułów naukowych(traktujących o naukach przyrodniczych) i podróżniczych.
Autor: K_GL Dodano: 27-08-2007
ellubis - dzięki za bóstwo :)   1 na 1
dzień dobry, Panie Zbysławie, bardzo mnie cieszy Pana komentarz, zresztą może Pan sobie wyobrazić! żeglował Pan w wietrze ponad 120 węzłów? Chryste! a da się w ogóle żeglować? myśmy nie żeglowali! staliśmy dość daleko od brzegu ale w zatoce, na 7 kotwicach. wypłynęliśmy, żeby nie być przy brzegu, bo tam najgorzej, jak rzuca o brzeg. rzuciliśmy kotwice, jak to jeszcze było w miarę wykonalne, pochowaliśmy wszystko, co ruchome, naszym gościom kazaliśmy zejść pod pokład a sami przyczepiliśmy się do relingu i - jak Odys przywiązany do masztu - oddaliśmy się rozkoszy przeżycia śpiewu żywiołu na żywca. muszę powiedzieć, post factum, że było w tym coś szalenie oczyszczającego i nie mam na myśli tylko wody ;). samo oko cyklonu to było coś tak nagłego i innego, że naprawdę pomyślałam sobie, że tak wygląda - bezpowrotne - przeniesienie w inny wymiar. i że jednak, wbrew wszelkim oczekiwaniom, jest! a granicy między wodą a powietrzem nie ma absolutnie, jest tylko pędząca woda.

całkiem być może, że huragan wywodzi się od Hun-Rikena, "bóstwa ogromnego gniewu", to wiele by wyjaśniało, ja po prostu nigdzie na taką genezę tego słowa nie trafiłam, to cenna informacja. dziękuję, i nie tylko za nią :)
Autor: ellubis Dodano: 27-08-2007
ellubis - odp. do Panów @offe. kryngiel i K_GL
witam @ffe :), "yurakan" też podobne do huraganu, a czy to coś oznacza? na przykład "wściekły szatan oceanu"?

w języku ang. jest po prostu "hurricane", ale na wyspach spotykałam się z pisownią "hurrican", więc pomyślałam sobie, że to taki nieco uproszczony (tu: o zbędną literkę "e") angielski, a ja go na dodatek czego spolszczam odmieniając przez przypadki. po niemiecku jest "Hurrikan", po francusku "l'ouragan", po szwedzku i duńsku "orkanen", po holendersku "orkaan", po włosku "l'uragano", po hiszpańsku "huracan" (z akcentem nad drugim "a"), po czesku "hurikan" (akcent na "a"), po fińsku "hurrikaani"... ładnie widać na tym jednym przykładzie, jak tworzą się słowa, ewoluuje język (i religie - zgodnie z tym, co pisze Dawkins w "Bogu urojonym")

dziękuję wszystkim za komentarze i za miłe, motywujące do dalszego pisania slowa uznania :)
Autor: ellubis Dodano: 27-08-2007
@ffe? - yuracan
o ile wiem, oznacza to po prostu "zły wiatr", bez konkretnego wskazania sprawcy. Słówko, jak widać ,zadomowiło sie w językach europejskich, pewnie za sprawą Hiszpanów.
Autor: @ffe? Dodano: 27-08-2007
ellubis - huragan, memy i geny   1 na 1
czyli zbilansujmy:

huracan = demony zła
Hun-Riken = bóstwo okrutnego gniewu
yuracan = zły wiatr

i wygląda mi na to, że od wyspy do wyspy przeinaczano to po odrobince na swój regionalny użytek, ale gdzie się zaczęło, trudno wyczuć, choć typuję na wyspy położone najbliżej Atlantyku, bo tam huragan był najszybciej, potem mógł się rozwiać, lub przeciwnie, rozkręcić... tylko które z tych odmian było najbardziej na wschodzie?

i pewnie Hiszpanie to sprowadzili do Europy, bo już Kolumb przeżył na Karaibach prawdziwy huragan (nie wiem, nie pamiętam, czy jeden, czy więcej).

i tak z memu "bóstwo Hun-Riken" mamy nad Wisłą "nasz" huragan :)

jeszcze ciekawiej byłoby prześledzić wędrówkę samolubnych genów... i pomyśleć, to nawet już jest wykonalne w dzisiejszych czasach!

:)
Autor: ellubis Dodano: 28-08-2007
Zbysław Śmigielski - Jeszcze kilka słów.
Na pełnym morzu huragan "da się" jakoś przeżyć: nie latają drzewa, dachy i żadne twarde odłamy, choć tafla wody sama jest jak beton. Wiatr po prostu "dusi" narastające fale, nie uderzają one jak przy słabszym wietrze kolejno, narastają wały trudne do objęcia wzrokiem,tworzą się przepaści nieomal bez dna. W powietrzu wody jest tyle, że oddychać można jedynie przez szmatę (żeglarze stosowali ongiś ręczniki na usta, obecnie coś w rodzaju chirurgicznych maseczek). Jacht na samym takielunku, bez odrobiny żagla, potrafi osiągać na zjeździe w bezkresne doliny szybkość może nie samolotu, ale pociągu pospiesznego.
Znany jest wypadek słynnej "Quinn Mary", której fala rozbiła sterówkę - ponad 34 metry nad poziomem morza.
Długo bym mógł sypać innymi przykładami. Jak pisałem, 120 węzłów przeżyłem wraz z kolegami bez szczególnych problemów na Morzu Północnym, ale o sile wiatru dowiedzieliśmy się dopiero po zejściu na ląd w porcie Hull. Ten wygięty tankowiec norweskiej bandery zaparł nam dech w piersiach.
Pozdrawiam.
Autor: Zbysław Śmigielski Dodano: 29-08-2007
ellubis - huragan na otwartym morzu a w zatoce   1 na 1
...prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, "zwykły" sztorm wystarcza mi w zupełności ;), rzeczywiście, z dwojga złego lepiej na morzu niż w pobliżu latających dachów i drzew... jednak, jeśli ma się wybór (bo czasu na przygotowanie jest dość), to najlepiej w zatoce z dala od otwartego morza, ale też na bezpieczną odległość od brzegu i sprawdzić czy wszystkie kotwice trzymają (myśmy rzucili wszystkie, jakie mieliśmy, 7, piszę te słowa, znaczy wytrzymały), w czasie trwania "oka" znowu jest dość czasu na przygotowanie się w drugą stronę... post factum wspominam to jako niesamowite ale na swój sposób przyjemne, oczyszczające przeżycie, o wiele gorzej wspominam mistral w grudniu na wysokości Marsylii (schroniliśmy się na jedną z wysepek u wejścia), strasznie nieprzyjemny zimny wiatr przy słonecznej pogodzie, chodzić się nie da, mowy nie ma, poza tym przenika do szpiku kości, wścieka, wywołuje taką wewnętrzną złość, że ma się ochotę dusić... złamało wtedy jakiś włoski tankowiec na fali...

bardzo dziękuję za komentarze :)
Autor: ellubis Dodano: 29-08-2007
Zbysław Śmigielski - A propos huraganu.
Nie mam nic lepszego do roboty, więc dodam jeszcze uwagę tyczącą kotwic. Otóż wiedząc o nadejściu huraganu, a nie znając jego siły, nie ryzykowałbym rzucenia nawet 70 kotwic w najbardziej ustronnej zatoce. Zerwanie kotwicy polega nie zawsze na tym, iż przerwie się łańcuch czy lina. Często polega na wyrwaniu podwięzi wewnątrz kadłuba, co oznacza dziurę w poszyciu, skutek oczywisty. Poza tym, osobiście wolę mieć więcej przestrzeni.
Pozwolę sobie polecić moją powieść żeglarską "Kapitanowie" - jest jeszcze w kilku księgarniach wysyłkowych. Kliknąć w Google nazwisko, reszta się wyświetli.
Serdecznie pozdrawiam.
Autor: Zbysław Śmigielski Dodano: 02-09-2007
ellubis - wybór między złym a złym   1 na 1
> dodam jeszcze uwagę tyczącą kotwic. Otóż wiedząc o nadejściu huraganu, a nie znając jego siły, nie ryzykowałbym rzucenia nawet 70 kotwic w najbardziej ustronnej zatoce. (...) osobiście wolę mieć więcej przestrzeni.

hm, uśmiechnęłam się do siebie, bo trochę to mi przypomina dyskusję o tym, czy wybrać dla dziecka w szkole (w polskich realiach) lekcje religii (i posłać do komunii), czy etyki (i zrezygnować z choinki i św. Mikołaja, bo to tylko zakłamanie)... a ktoś mi na to mówi, wyjechać z kraju. no, i super, świetna rada ;)

a wracając do tej sekutnicy, Józefiny ;), przeżyliśmy, kotwice wytrzymały, więc post factum, wybór nie był zły, a takiego, jak Pan proponuje, po prostu nie mieliśmy, do morza (oceanu) był wprawdzie tylko skrawek lądu, ale żeby go opłynąć, trzeba było wielu dni, byliśmy w Chesapeake Bay, gdzieś w środku (czyli nie całkiem na Karaibach, choć blisko), wiedzieliśmy, i owszem, że nie będzie to huragan kategorii 5, bo już się nie miał gdzie nakręcać. w porozumieniu z wodną policją, choć oczywiście na własne ryzyko, wybraliśmy, co wydało nam się "na nosa" sensowne (a każde wyjście było złe).

dziękuję i pozdrawiam :)

pl.wikipedia.org/wiki/Zatoka_Chesapeake
Autor: ellubis Dodano: 03-09-2007

Pokazuj komentarze od najnowszego

Aby dodać komentarz, należy się zalogować

  

Zaloguj przez Facebook lub OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Reklama
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365