Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
162.381.803 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7324 tekstów. Zajęłyby one 28895 stron A4

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 2537 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:

Złota myśl Racjonalisty:
Formalny imperatyw katolickiej doktryny prawa naturalnego jest pustą formułą, z której nic nie wynika.
Nowinki i ciekawostki naukowe

Najnowsze nowinki naukowe
Ekologia
Eukaliptus - drzewo, które potrzebuje ognia (15-01-2020)

Australijska przyroda odradza się z pożaru jak Feniks z popiołów. Europejczycy nie rozumieją tego zjawiska, gdyż ma ono zupełnie inny charakter niż u nas, gdzie spalony las odradza się dziesięciolecia. W Australii natomiast pożar lasu nie jest katastrofą, lecz normalnym elementem funkcjonowania przyrody. Nie chodzi jedynie o to, że australijska przyroda wyewoluowała mechanizmy nadzwyczajnego odradzania się z regularnych pożarów, ale i o to, że ona POTRZEBUJE pożarów. Roślinność Australii składa się nie tylko z pirofitów czyli roślin przystosowanych anatomicznie i fizjologicznie do oddziaływania ognia, ale i pirofilów, czyli roślin potrzebujących ognia. Ów naturalny podpalacz Australii nazywa się eukaliptus.

Wskutek pożarów lasów eukaliptusowych w Portugalii w 2017, które pochłonęły ponad 120 ofiar, spłonęło 5,5% kraju. Dr hab. Urszula Zajączkowska z SGGW w Warszawie mówiła wówczas o pirofilnej naturze eukaliptusów: "Wszystko ma źródło w naturze tych drzew. By nasiona miały możliwość skiełkowania, zdrewniałe okrywy muszą otworzyć się w ogniu. Nasiona eukaliptusów chronią zdrewniałe torebki, które otwierają się pod wpływem bardzo wysokiej temperatury. A gdy wpadają do wzbogaconej popiołem ziemi, znajdują doskonałe warunki, by wykiełkować. Rosną bardzo szybko. Eukaliptusy tworzą więc same wokół siebie pożary. W ich ściółce panuje strefa łatwopalnego gazu. Taka jest natura tych drzew, element ich funkcjonowania. Człowiek widzi w tym problem, jeśli mieszka blisko lasów eukaliptusowych, bo pożary niszczą jego siedziby. Nie wolno jednak winić za to samych drzew, ich natury."


Tak wygląda spalone drzewo eukaliptusa po 4 miesiącach od pożaru. Zdjęcie Robert Kerton.

Lasy eukaliptusowe płoną nie od czasu, kiedy spalamy węgiel, lecz od 60 milionów lat. W naszej historii największe pożary miały miejsce w latach 1974-75, kiedy było mokro i deszczowo, co wyraźnie wskazuje, że ich przyczyną są głównie eukaliptusy.

Rdzenna ludność Australii, Aborygeni, nauczyła się z nimi żyć prowadząc kontrolowane wypalanie. Niestety, ostatnio cykl ten zaburzają ekologowie z ich "ochroną", co zaburzyło racjonalną gospodarkę leśną, prowadząc do mniej kontrolowalnych sytuacji.

Eukaliptus to tylko jedno z australijskich drzew, które potrzebuje ognia. Innym jest banksja, której nasiona wypadają dopiero podczas pożaru buszu.


Banksja: (góra) po lewej - w czasie pożaru, po prawej - po pożarze, (dół) po lewej - 8 dni po pożarze, po prawej - 8 miesięcy po pożarze. Źródło

Monika Kozioł z Melbourne pisze: "Nie przypominam sobie tak zimnego lata w Melbourne (do tej pory) jak w tym roku! Po pożarach za rok nie będzie śladu. Roślinność się odrodzi. Tylko deszcz spadnie. Widziałam to parę lat temu. To nie las w Europie, który się spali i już go nie ma! Roślinność tu się odradza tak, że po roku trudno będzie zauważyć, gdzie się paliło. To nie polskie lasy!"

Poza Australią pirofity występują obficie także w syberyjskiej tajdze, której wielkie pożary też niedawno były pożywką apokaliptycznych komentarzy. Tymczasem rośnie tam modrzew dahurski, który również potrzebuje ognia. Pożary lasów umożliwiają jego naturalne odnowienie. Po wielkim pożarze w Yellowstone zaczęto krytykować politykę "let it burn", jednak skutki dla ekosystemu nie okazały się katastrofalne, a wręcz przeciwnie - dzięki pożarowi umożliwiona została naturalna odbudowa struktury lasu.

Polskim przykładem pirofila jest wrzos zwyczajny. Pożary występujące na wrzosowiskach niszczą siewki drzewek, odmładzając jednocześnie krzewinki wrzosu. Ograniczony rozwój gatunków drzewiastych i pobudzony wzrost krzewinek powoduje regenerację wrzosowisk. Z tego powodu wypalanie stosuje się jako formę ochrony czynnej wrzosowisk.

Podnosi się, że lasy szybko się odrodzą, lecz spalone zwierzęta już nie. Po wielkim pożarze w amerykańskim Parku Yellowstone w 1988 r., kiedy ogień spalił 36% lasu, były obawy, że turyści nie będą już tam tak chętnie przyjeżdżać, bo będzie mało zwierząt. Okazało się jednak, że zwierząt zginęło stosunkowo niewiele. One bardzo skutecznie unikały miejsc, które się paliły. Jeśli większość zwierząt umie unikać wielkiego ognia w sytuacjach nadzwyczajnych, jak w Yellowstone, to umieją to także zwierzęta australijskie, które od niepamiętnych czasów współżyją z wielkimi pożarami lasów eukaliptusowych, które stanowią 75% lasów Australii. Funkcjonująca w mediach liczba miliarda zabitnych zwierząt jest fejkiem.

Warto pamiętać, że olbrzymia większość fal wielkich ekscytacji napędzanych przez media społecznościowe jest płonna. Dziś już mało kto pamięta, że całkiem niedawno internet żył groźbą zagłady dzików w Polsce, choć w rzeczywistości grozi nam jedynie niekontrolowana eksplozja ich populacji, co będzie miało miejsce wówczas, gdy sukcesem zakończy się eko-kampania zniechęcania ludzi do myślistwa. Tak się jakoś plotą drogi "postępu", że gorliwie popiera on kontrolę prokreacji, lecz tylko ludzi. Nigdy zaś zwierząt.

Czytaj więcej:

Pirofity i pirofile - dowód na działanie ewolucji

Fire adaptive traits of Eucalpyts

Eucalyptus trees: nature's own arsonists

Eucalypts and Fire

Yellowstone a Study in Vital Role of Wildfires

Stuart Ellis, Peter Kanowski, Rob Whelan, National Inquiry on Bushfire Mitigation and Management, University of Wollongong, 2004.

 

Różności
Psy posiadają bardzo czuły zmysł magnetyczny (14-01-2020)

Psy faktycznie kierują się w magnetycznym kierunku północ-południe podczas defekowania; preferencję tego kierunku może jednak zaburzyć obecność w pobliżu nawet niewielkiego magnesu. Prawdopodobnie zmysł magnetyczny psów jest bardzo czuły - sugerują naukowcy z Polski i Izraela.

Pole geomagnetyczne Ziemi stanowi uniwersalne źródło informacji dla wielu gatunków zwierząt, zarówno bezkręgowców, takich jak pszczoły, mrówki i muszki owocowe, jak i przedstawicieli gadów i płazów, ptaków oraz ssaków. Biorąc pod uwagę fakt, że pole geomagnetyczne od początków naszej planety oddziaływało na wszystkie formy życia na niej powstające - nie powinna nas dziwić powszechność zmysłu magnetycznego w świecie zwierząt.

Jednakże całkiem zrozumiałe może być zaskoczenie wywołane informacją, że również nasi domowi psi pupile posiadają zmysł magnetyczny i wykorzystują go w codziennym życiu - zauważają w informacji prasowej przesłanej PAP naukowcy z Poznania, współautorzy eksperymentu dotyczącego psów i ich reakcji na pole magnetyczne oraz obecność magnesów.

A do czego właściwie go wykorzystują? To pytanie, nad którym głowę łamie sobie wielu badaczy. Wyniki najnowszych analiz, przeprowadzonych przez zespół polskich naukowców we współpracy z badaczami z Izraela, przynoszą nowe wnioski, które mogą pomóc rozwikłać tę zagadkę.

Pole geomagnetyczne bardzo często kojarzone jest z "szóstym zmysłem", "zwierzęcym kompasem" i GPS. I chociaż prawdą jest, że spora liczba gatunków, między innymi ptaków migrujących i żółwi morskich, wykorzystuje je właśnie w celach nawigacyjnych, to nie musi ono zawsze służyć tak oczywistym zadaniom.

Już kilka lat temu odkryto, że pasące się bydło i owce układają swoje ciała niemal zawsze wzdłuż magnetycznej osi północ-południe. Podobne zachowania zaobserwowano u odpoczywających jeleni czy dzików. Opisane przykłady ilustrują zjawisko nazywane wyrównaniem magnetycznym (magnetic alignment), uważanym za najprostszą możliwą behawioralną odpowiedź organizmu na sygnał pola geomagnetycznego.

Polega ono na wykazywaniu preferencji wobec konkretnego kierunku magnetycznego podczas wykonywania czynności w jednym punkcie. Co ważne, preferencja ta nie jest skierowana wobec danego punktu w przestrzeni (np. Słońca) i nie zmienia się po przemieszczeniu zwierzęcia w inne otoczenie. To zasadniczo odróżnia wyrównanie magnetyczne od nawigacji czy kompasu magnetycznego.

To właśnie wyrównanie magnetyczne wykazują nasze domowe czworonogi. Wcześniej, w 2013 roku, zespół naukowców z Czech i Niemiec opublikował wyniki badań, w których pokazał, że defekujące psy ustawiają się niemal zawsze na lini północ-południe. To zachowanie znikało jednak w warunkach niestabilnego pola magnetycznego.

Kilka lat później w innych badaniach pokazano, że psy postawione przed wyborem niemal zawsze wybierają talerz z jedzeniem ustawiony w kierunku północnym. Udowodniono również, że można wytresować psy do odnajdowania ukrytych w otoczeniu magnesów w warunkach wykluczających użycie zmysłu wzroku oraz węchu.

W swoim najnowszym badaniu zespół naukowców z Polski (Uniwersytet Adama Mickiewicza i Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu) i Izraela (University of Beer-Sheva) sprawdzał zachowanie psów w parkach miejskich Ejlatu, znanego turystycznego kurortu na południu Izraela. Badacze chcieli sprawdzić, czy psy wykażą preferencję danego kierunku magnetycznego podczas defekowania na spacerach i czy na ich zachowanie wpłynie obecność magnesu ukrytego w otoczeniu zwierzęcia.

Do badań zaproszono uczniów z miejscowego liceum, którzy pod nadzorem prof. Reuvena Yosefa chodzili do parków i przyglądali się zachowaniom psów, skrzętnie notując ich zachowania oraz - korzystając z kompasów w telefonach komórkowych - ustalali ich położenie względem osi północ-południe. Co więcej, czasami manipulowano tymi zachowaniami, umieszczając w trawie magnes. Następnie zebrane dane analizowano z użyciem statystycznych testów kierunkowych.

Wyniki były na tyle interesujące, że właśnie opublikowano je w specjalistycznym międzynarodowym czasopiśmie Journal of Veterinary Behavior.

Badanie z Izraela potwierdziło, że psy kierują się w magnetycznym kierunku północ-południe podczas defekowania. Przyniosło również zupełnie nowe informacje na temat wyrównania magnetycznego czworonogów: preferencja kierunku może być zaburzona nawet przez niewielki magnes znajdujący się w otoczeniu psa. Oznacza to, że pole przez niego wytwarzane jest wystarczająco duże, by zakłócić zmysł magnetyczny zwierzęcia. Prawdopodobnie zmysł ten jest więc bardzo czuły - sugerują autorzy badania w informacji prasowej.

Do czego jednak właściwie ma służyć psu wyrównanie magnetyczne podczas defekacji? Według jednej z teorii zmysł magnetyczny ptaków i ssaków oparty jest na receptorach światła niebieskiego, zlokalizowanych w siatkówce oka. Zgodnie z nią zmysł magnetyczny współdziała ze zmysłem wzroku. Linie pola geomagnetycznego mogą tworzyć coś w rodzaju wizualnej siatki nałożonej na postrzegane przez zwierzę otoczenie. Taka siatka może być z kolei wykorzystywana do szacowania odległości w przestrzeni lub zapamiętywania ważnych miejsc w otoczeniu. To drugie zastosowanie mogłoby tłumaczyć wybór określonego kierunku właśnie podczas defekowania.

Znajomość uniwersalnego kierunku może być również wykorzystywana przez zwierzęta jako dobry punkt odniesienia do orientacji w przestrzeni. Przodkowie psów domowych żyli na bardzo rozległych terytoriach, gdzie tego typu narzędzie magnetyczne mogło być niezwykle użyteczne - sugerują naukowcy.

Inna teoria zakłada, że symetryczne układanie całego ciała wzdłuż linii pola magnetycznego może w jakiś sposób wpływać na procesy fizjologiczne, zapewniać psychiczny spokój, czy pomagać zapanować nad szumem informacyjnym docierającym z wielu zmysłów. Póki co brakuje jednak eksperymentalnych testów potwierdzających jej prawdziwość.

PAP - Nauka w Polsce

Ekologia
Dipol Oceanu Indyjskiego przyczyną pożarów w Australii (06-01-2020)

Australia odetchnęła na chwilę! Spadł deszcz.

Katastrofalne pożary lasów są stałą rzeczywistością Australii od dawien - ich przyczyną jest Dipol Oceanu Indyjskiego. Jest to zjawisko naturalne, kuzyn pokrewnego mu El Nino. W tym roku Dipol jest wyjątkowo silny, wpływając nie tylko na rekordowe susze w Australii, ale i ciepłą zimę w Europie.

Obecne pożary, kiedy płonie ok. 6 mln ha, porównywalne są z katastrofą klimatyczną sprzed półtora wieku, kiedy spaliło się 5 mln ha. Największe jednak pożary miały miejsce parę dekad temu, w sezonie 1974-1975, kiedy jak podaje Australian Institute for Disaster Resilience, spaliło się 117 mln ha czyli 15% Australii.

Od tej katastrofy Australia popadła w spiralę zadłużenia. W latach 80. pisano, że kraj może się stać republiką bananową. Wydźwignęła się pod obecnymi rządami, osiągając w 2019 po raz pierwszy od 44 lat nadwyżkę budżetową. Pożary znów zniszczą wszystko, Australia może popaść w recesję.

Co gorsza, znaczna część tych pożarów wywołana jest celowo. Według ostatnich badań każdego roku w Australii wybucha 52-62 tys. pożarów lasów. Spośród nich 13% wywoływanych jest niewątpliwie przez celową działalność człowieka, natomiast kolejne 37% jest o to podejrzewanych. Czyli każdego roku 31 tys. pożarów lasów to celowe podpalenia lub przypuszczalne celowe podpalenia. Nie chodzi tutaj o lekkomyślność czy przypadkowe zaprószenia np. w związku z ogniskiem, lecz celowe wywoływanie pożarów. W tym roku ujęto już 200 podpalaczy. Ciekawa jest analiza BBC, co kieruje ludźmi, którzy wywołują pożary australijskich lasów.  Zobacz też: Traditional Aboriginal burning

Swoją cegiełkę do tegorocznej intensywności pożarów dołożyła zielona ideologia, blokująca przez lata suszy usuwanie powalonych lub uschłych drzew. W efekcie w lasach nagromadziła się wielka ilość paliwa naziemnego, która przerodziła się w megapożar. "Rządy uspokajające zieloną bestię zignorowały liczne zapytania stanowe i federalne o pożary buszu w ciągu ostatniej dekady, z których prawie wszystkie zaleciły zwiększenie praktyki "kontrolowanego palenia". Znanego również jako "redukcja zagrożenia", które jest wypalaniem łatwopalnych roślin w chłodniejszych miesiącach w kontrolowany sposób, więc nie podsycającym nieuniknionych letnich pożarów buszu." - zwraca uwagę The Sydney Morning Herald w tekście Green ideas must take blame for deaths

Niemniej to indyjski dipol pozostaje główną przyczyną pożarów. Zjawisko to nasila się cyklicznie. Szczególnie aktywne było w połowie XVII w.

Największe katastrofy występują, gdy nałoży się na siebie kilka naturalnych zjawisk i tak w latach 1875-1878 doszło do nałożenia się apogeum aktywności El Nino oraz Dipola Oceanu Indyjskiego w efekcie czego doszło do największej znanej nam katastrofy klimatycznej: z powodu katastrofalnych susz na trzech kontynentach zmarło 50 mln ludzi. Nie celebrujemy tej tragedii, bo nie byli to ludzie z Pierwszego Świata.

Choć obecne pożary objęły obszar 0,8% powierzchni Australii, internetowy lud powszechnie wierzy, że płonie cała Australia, gdyż masowo rozprzestrzeniana jest fałszywa mapa pożarów. Autor fake'a przyznał już, że jest to mapa wysokiej temperatury kolportowana w internecie jako mapa pożarów, na co nabrali się nie tylko celebryci jak Rihana, ale i prestiżowy MIT Technology Review.

Trzeba jeszcze sprostować podawaną w mediach liczbę 480 mln spalonych zwierząt. Liczba ta nie ma nic wspólnego z prawdą. Podana została przez Chrisa Dickmana związanego z WWF, który wydał już oświadczenie, że jest to jego szacunek liczby zwierząt tak czy inaczej dotkniętych przez pożary, niekoniecznie uśmierconych przez pożar. Liczba ta wzięła się z tego, że przyjęto, iż na hektar przypada średnio 17,5 ssaków, 20,7 ptaków oraz 129,5 gadów. Ową czysto statystyczną liczbę pomnożono przez obszar dotknięty pożarem. Colin Beale, ekolog z University of York powiedział Reality Check BBC, że liczby są zawyżone. Bardzo niewiele ptaków pada od pożaru. Szczególnie niepewna jest liczba gadów, które stanowią aż 3/4 owego szacunku. Beale wskazuje, że w Australii większość gadów żyje w glebie, która jest bardzo dobrym izolatorem termicznym, więc w większości mogą one przetrwać pożar lasu.

Z pokrewnego dzisiejszemu okresu pożarów w 1851 nie ma wymownych zdjęć, lecz William Strutt namalował wielki obraz przedstawiający tragedię, którego fragment tutaj prezentuję:

Czytaj więcej: The Australian: History of disasters shows there is nothing new about nation's destructive blazes

Wiadomości
Pierwszy pociąg szerokotorowy Chiny-Polska na Nowym Jedwabnym Szlaku (06-01-2020)

W Azji na obszarze Jedwabnego Szlaku tory kolejowe mają rozstaw 1,52 m, podczas kiedy w całej Europie Zachodniej - 1,43 m. Najdalej na Zachód wysunięte tory szerokie znajdują się w województwie śląskim - to otwarta za Gierka linia LHS. Jest to dodatkowy atut Polski w roli huba europejskiego dla Nowego Jedwabnego Szlaku.

W wigilię Bożego Narodzenia wyruszył pierwszy pociąg szerokotorowy z chińskiego miasta Xi'an do Euroterminalu Sławków, obsługiwany przez PKP Linia Hutnicza Szerokotorowa oraz partnerów spółki. Nazwa składu China Railway Express "Chang'an" pochodzi od nazwy stolicy dawnych Chin z okresu Jedwabnego Szlaku, co ma wyjątkowe znaczenie dla tej trasy. Xi'an to starożytna stolica Chin, w której zaczynał się Jedwabny Szlak łączący Chiny z Europą. Leży w środku dorzecza rzeki Żółtej, jednego z największych dorzeczy na świecie. Liczące 13 mln mieszkańców miasto, znane zwłaszcza z Terakotowej Armii, jest najszybciej rozwijającym się portem śródlądowym i centrum logistycznym na Nowym Jedwabnym Szlaku.


Uroczysta odprawa pierwszego pociągu szerokotorowego na Nowym Jedwabnym Szlaku

W Chinach występuje taki sam rozstaw torów jak w Europie, stąd pociąg szerokotorowy wyjeżdża z Alaszanku, miasta granicznego między Chinami a Kazachstanem, gdzie Chińczycy wybudowali wielki terminal przeładunkowy. Pociąg przejeżdża przez Kazachstan, Rosję, Ukrainę, gdzie przekracza granicę z Polską w Hrubieszowie. Łączny dystans wynosi 9478 kilometrów. Z chińskiego Alaszaku pociąg wyruszył 29 grudnia i dotarł do Sławkowa po 7 dniach, w niedzielny poranek.


Mapa kolei Chiny-Europa, nigelnixon.com

Przedstawiciele PKP LHS wskazują, iż o wyborze szerokotorowej linii zdecydowały m.in. brak konieczności przeładunku towarów na granicy Unii Europejskiej, możliwość prowadzenia najdłuższych pociągów kontenerowych w Europie o długości do 950 m (długość składu szerokotorowego może być większa, więc za jednym razem więcej towaru przejedzie) oraz potencjał przeładunkowy Euroterminalu Sławków.

"Chang'an" wymaga tylko jednorazowego przeładunku w Alaszanku w Xinjiang. Po wjeździe do Polski, bez problemu łączy się on bezpośrednio z liniami wiodącymi w głąb Europy. Euroterminal Sławków, którego właścicielami są katowicka Grupa CZH, PKP Cargo i PKP LHS, to terminal kontenerowy, który obsługuje siatkę stałych połączeń kolejowych m.in. z Gdańskiem, Swarzędzem, Maddaloni we Włoszech czy Schwarzheide w Niemczech. Po przybyciu do portu w Gdańsku, towary mogą zostać przetransportowane do krajów nordyckich czy Wielkiej Brytanii. W porównaniu z trasą przebiegającą przez terminal Małaszewicze, zaoszczędzono od 1 do 2 dni na przeładunek i czas oczekiwania, co pozwala uniknąć problemu wpływu na terminowość pociągu z powodu zatoru na stacji przeładunkowej. Dla porównania, w ubiegłym roku Chińczycy rozpoczęli eksport samochodów Volvo, które z Xi'an poprzez terminal w Małaszewiczach dotarły do portu w Belgii w ciągu 18 dni.

"To hub logistyczny, posiadający duże możliwości dalszej dystrybucji ładunków z Chin oraz ich koncentracji i wysyłki w drogę powrotną. Sławków to również początek transkaspijskiej trasy TMTM, co stwarza dogodną możliwość eksportu żywności, a tym samym zbalansowania ładunków w kierunku do Chin. Jestem przekonany, że obie trasy odegrają ważną rolę w rozwoju przewozów kolejowych na Nowym Jedwabnym Szlaku" - wyjaśnił członek zarządu ds. handlu i eksploatacji PKP LHS Dariusz Sikora.

Od ponad dekady Unia Europejska jest największym partnerem handlowym Chin.

Jak pisze Artur Żak, "Terminal w Sławkowie ma duży potencjał rozwoju, tyle że żadna władza nie chcę połączyć terminalu z trasą S1, przez to wszystkie tiry jeżdżą sobie po małych, wąskich lokalnych dróżkach." Jest to zapewne wybór geopolityczny naszych władz.

Chińskie Radio Międzynarodowe, Forsal, lhs.com.pl

Wiadomości
Elon Musk: największym problemem przed jakim stanie świat jest załamanie populacji (03-01-2020)

Przeludnienie świata to jeden ze współczesnych mitów, jakie wykreowali neomaltuzjanie (w związku z końcem tysiąclecia ludzkość naturalnie chłonie wszelkie apokaliptyczne wizje). Podczas kiedy jałowi intelektualiści mainstreamu do znudzenia powtarzają opowieści o "problemie przeludnienia", Elon Musk zmienia paradygmat myślenia: ludzkość stanie przed problemem kolapsu, kurczenia się. Musk, jak widać, jest nie tylko wizjonerem technologiczno-gospodarczym, ale i jego wyobraźnia wykracza poza widnokrąg dzisiejszych elit.

Słowa te padły podczas 2019 World Artificial Intelligence Conference (WAIC) w Szanghaju w czasie dyskusji z Jackiem Ma. Musk jest sceptyczny co do perspektyw rozwoju sztuczne inteligencji, stwierdził jednak:

"Większość ludzi uważa, że na planecie jest zbyt wiele ludzi, lecz dziś jest to pogląd nieaktualny. Zakładając, że sztuczna inteligencja ma przed sobą dobrą przyszłość, myślę, że największym problemem przed jakim stanie świat w ciągu 20 lat jest załamanie populacji. Największą kwestią za 20 lat będzie załamanie populacji. Nie eksplozja. Załamanie. Przyspieszające."

Tezy te opierają się na badaniach. Według Pew Research Center do 2070 światowy współczynnik dzietności spadnie poniżej progu zastępowalności pokoleń. Obecnie współczynnik zastępowalności wynosi 2,1 dziecka na kobietę. Aktualny światowy współczynnik dzietności wynosi 2,5, lecz do 2100 przewidywany jest jego spadek do 1,9. Ludzkość zacznie wymierać.

Jedynie Afryka nie ma się czego obawiać, gdyż tylko tam dzietność będzie dynamicznie rosła przez cały wiek. W reszcie globu przewidywane jest załamanie. Populacja Europy i Ameryki Łacińskiej będzie malała do 2100. Populacja Azji będzie rosła do 2055, następnie zacznie maleć. W 2100 roku co drugie dziecko rodzić się będzie w Afryce. Mimo tego populacja świata będzie maleć.

Do tej pory z ekspansją inteligentnego życia na planecie związana była także ekspansja cywilizacji ludzkiej, jej dynamiczny rozwój. Wraz z kolapsem populacji może zostać nie tylko zahamowany ów rozwój, ale w szczególności pojawią się wielkie problemy społeczne i ekonomiczne.

Przyniesie to także wielkie zmiany kulturowe, jako że najszybsze wymieranie dotknie kultur najbardziej rozwiniętych. Już dziś w Europie politykę społeczną należy ukierunkowywać nie na wymyślony problem przeludnienia, którego w Europie, a szczególnie w Polsce, nie ma, lecz na problem załamania się populacji.

Archeologia
Sensacyjne odkrycie: obserwatorium astronomiczne sprzed 7 tys. lat pod Łysomicami (02-01-2020)

7 tys. lat temu na ziemiach polskich panowała kultura lendzielska (jako ciekawostkę można podać, że jej nazwa została utworzona od węgierskiego słowa "Lengyel", które znaczy "polska"). Była ona kulturą panującą Europy Środkowej, obejmującą dzisiejsze państwa wyszehradzkie, Austrię i wschodnie Niemcy. Pozostawiła ona najstarsze w Europie monumentalne budowle zwane od swego kształtu rondelami. Najlepiej znaną tego rodzaju budowlą jest połabskie Obserwatorium Słoneczne w Goseck - dlatego, że Niemcy dbają o tego rodzaju obiekty, zrekonstruowali go i udostępnili zwiedzającym jako przykład prahistorycznego obserwatorium. W Polsce jeszcze tego nie doczekalismy, aczkolwiek też są u nas podobne obiekty.


Model rekonstrukcji jednego z rondeli

Te prahistoryczne obserwatoria służyły także do celów jak najbardziej praktycznych, związane były z cyklami prac gospodarskich. Dlatego obserwatoria astronomiczne ściśle związane były z początkami rolnictwa. Jak podaje tygodnik Polityka, niektórzy badacze wiążą środkowoeuropejskie rondele z Göbekli Tepe - owa świątynia ma analogiczny kształt rondela, ustalono, jak podaje New Scientist, że była ona związana z obserwacjami Syriusza. Według niemieckich naukowców z Freie Universität Berlin, środkowoeuropejskie rondele związane były nie tylko z obserwacjami Słońca, ale i Syriusza.

Jaki konkretnie charakter mają polskie rondele, wciąż nie wiadomo, czekają bowiem na swoje przebadanie. Wiemy jednak, że tego rodzaju obiekty występują także w Polsce. Poniżej doniesienie o odkryciu pierwszych rondeli na wschód od Wisły. [Mariusz Agnosiewicz]

*

Kręgi w zbożu dostrzeżone pod Łysomicami (woj. kujawsko-pomorskie) to kontury olbrzymich konstrukcji sprzed prawie 7 tys. lat. Chronił je system rowów. Tego typu budowle nie były do tej pory znajdowane na wschód od linii Wisły, dlatego badacze określają znalezisko mianem sensacyjnego.

Odkrycia dokonali Mateusz Sosnowski z Instytutu Archeologii UMK i Jerzy Czerniec z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN podczas analizy danych z Google Maps i Google Earth. Obaj tropią w ten sposób ślady dawnej działalności człowieka w rejonie Ziemi Chełmińskiej.

Naukowcom udało się dostrzec wśród pól uprawnych w rejonie Łysomic dwie okrągłe w zarysie konstrukcje o zbliżonej średnicy, około 85 m. Położone są ok. 5 km od siebie. Składają się z systemu trzech owalnych rowów o wspólnym środku.

Jedna z budowli (określanej rondelem - co nawiązuje do kolistego kształtu) ma widoczne przerwy w systemie rowów. Mogły być to wejścia do obiektu - uważają naukowcy.

"Interesujące jest również to, że prawdopodobne wejścia znajdują się dokładnie naprzeciwko siebie, na osi północny zachód - południowy wschód. Przypuszczamy, że mogły one również mieć związek z dokonywaniem obserwacji astronomicznych" - podkreśla Sosnowski.

Zdaniem archeologa wejścia skierowane są najprawdopodobniej w kierunku wschodzącego słońca w okresie przesilenia zimowego. "Aby potwierdzić tą koncepcję, potrzebne będą dalsze analizy" - zaznacza.

W Europie zlokalizowano dotąd ponad 130 rondeli, z których jedna trzecia znajduje się w Austrii. Pozostałe są na terenie dzisiejszych Węgier, Słowacji, Czech oraz Niemiec. W 2014 r. znane były tylko trzy tego typu konstrukcje na terenie Polski. Obecnie już ok. 10.

"Nasze odkrycie można śmiało określić sensacyjnym z tego względu, że rondele zlokalizowane są na wschód od linii Wisły. To najdalej wysunięte na północny-wschód konstrukcje tego typu w Europie. Nie spodziewaliśmy się takiego odkrycia w tym rejonie" - wskazuje archeolog.

Rondele wznosiły społeczności, które jako pierwsze w Europie uprawiały zboża i prowadziły hodowle. Obecna Ziemia Chełmińska była 7 tys. lat temu, czyli w momencie, gdy najprawdopodobniej powstały rondele, jednym z najdalej wysuniętych rejonów na północny-wschód, gdzie dotarła znajomość rolnictwa.

Do niedawna archeolodzy sądzili, że obszar Ziemi Chełmińskiej nie był zbyt gęsto zasiedlony przez pierwszych rolników. Najnowsze ustalenia zmuszą ich do weryfikacji dotychczasowych koncepcji. "Tak wielkie konstrukcje musiała zaplanować i wznieść duża grupa ludzi" - podkreśla naukowiec.

Nie tylko kształt założeń przekonał archeologów, że są to rondele. Badacze udali się w teren. Na powierzchni pól, gdzie znajdują się zarysy domniemanych budowli znaleźli fragmenty naczyń ceramicznych. Pochodzą z okresu wczesnego neolitu, czyli z czasów, kiedy wznoszono rondele.

To wielkie szczęście, że pozostałości po obu pradziejowych konstrukcjach zachowały się do dziś - uważa Sosnowski. Są bowiem położone w silnie zurbanizowanej przestrzeni gminy Łysomice. A jeden z nich zaledwie kilkaset metrów od granicy Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Ostaszewie.

Teraz naukowcy planują dalsze badania monumentalnych budowli. Pierwsze prace terenowe chcą wykonać zimą tego roku.

Rondele są najstarszymi przykładami monumentalnej architektury w Europie. Archeolodzy uważają, że pełniły rolę centrów ceremonialnych, świątyń lub miejsc zgromadzeń ludności. Otaczały je najczęściej nie tylko koncentryczne rowy, ale również palisady - mogły więc pełnić też funkcje obronne.

PAP - Nauka w Polsce, Szymon Zdziebłowski

Ekologia
Odkryto nieznane wcześniej wielkie źródła emisji gazów cieplarnianych. Naturalne (01-01-2020)

Do tej pory uważano, że głównymi źródłami emisji CO2 do atmosfery są regiony najbardziej uprzemysłowione - Azja, Ameryka Północna i Europa. Środkowa Afryka na mapie emisji uważana była za źródło pomijalne. Tymczasem okazało się, że Afryka emituje więcej niż Ameryka Północna, o Europie nie mówiąc. Największy antropogeniczny emitent Europy - Elektrownia Bełchatów - emituje rocznie 37 mln ton CO2. Region zachodniej Etiopii oraz Wybrzeża Kości Słoniowej wnosi do atmosfery ok. 5 mld ton CO2 rocznie, czyli tyle co 135 Elektrowni Bełchatów. Nie onacza to, że w atmosferze jest więcej CO2 niż podejrzewano. Jest tyle samo - po prostu przeszacowano znaczenie innych źródeł.

Nowe dane opierają się na badaniu szkockich naukowców z Uniwersytetu w Edynburgu na czele z Paulem Palmerem, profesorem ilościowych obserwacji Ziemi. Zespół przeanalizował wyniki obserwacji poczynionych przez dwa sztuczne satelity: japońską GOSAT i amerykańską OCO-2 należącą do NASA. Oba statki kosmiczne za pomocą specjalnych urządzeń i programów lokalizowały miejsca emisji gazów cieplarnianych na kuli ziemskiej. Wyniki opublikowano w Nature Communications.

Profesor Palmer przedstawia wyliczenia, z których wynika, że z krajów Afryki środkowej wyemitowano do atmosfery "niespodziewanie dużo": 1 mld ton węgla w 2015 roku, zaś w 2016 - 1,6 mld ton. Są to liczby netto, czyli bilans źródeł emisji i pochłaniaczy. Jako że tona węgla odpowiada ok. 3,7 ton CO2, daje to emisje odpowiednio 3,7 oraz 5,92 mld ton CO2. Dla porównania całe uprzemysłowione Stany Zjednoczone Ameryki w roku 2016 wyemitowały 5,3 mld ton CO2.


Mapa emisji węgla Afryki tropikalnej. Największe źródła emisji: okolice Etiopii zachodniej* oraz Wybrzeża Kości Słoniowej. Największe pochłaniacze: dorzecze Kongo

Zespół Palmera dokonał też analizy emisji metanu w środkowej Afryce, opierając się na danych zebranych przez satelitę Unii Europejskiej Sentinel-5P, czego wyniki opublikowano w piśmie Atmospheric Chemistry and Physics. Jego dużą obecność w atmosferze przypisuje się przede wszystkim bydłu hodowlanemu. Z obserwacji satelitarnych wynika, że największym emitentem metanu jest Afryka Wschodnia, zwłaszcza zaś Sudan Południowy, który - zdaniem naukowców z Edynburga - odpowiedzialny jest za jedną trzecią odnotowanego w latach 2010-2016 globalnego zwiększenia obecności tego gazu w atmosferze. Jego producentami nie są natomiast krowy, lecz mikroorganizmy żyjące na tamtejszych mokradłach. Na skutek podniesienia się poziomu wód w jeziorach zasilanych przez Nil oraz inne rzeki wzrosła bowiem powierzchnia terenów podmokłych, a wraz z tym ilość i aktywność wspomnianych mikroorganizmów.

Odkrycie nieznanego wcześniej wielkiego źródła emisji gazów cieplarnianych nie oznacza, że poziom globalnych emisji jest wyższy niż uważano. Jak wyjaśnia dr Pepo Canadell:

"Nasz węglowy budżet jest bilansem masy źródeł i pochłaniaczy, ograniczonym przez atmosferyczne stężenie CO2, które znamy dobrze. Jeśli zatem pojawiło się nowe źródło, którego wcześniej nie braliśmy pod uwagę, to znaczy, że przeszacowano znaczenia innego źródła lub niedoszacowano znaczenia innego pochłaniacza."

Jeśli idzie o niedoszacowywanie pochłaniaczy w obliczaniu skali emisji poszczególnych krajów, Polska zabiega o zwiększenie znaczenia roli lasów w pochłanianiu CO2. Według danych Global Carbon Atlas, Polska w 2018 wyemitowała 344 mln ton CO2, co stanowi 0,9% emisji globalnych. Polskie lasy pochłaniają obecnie ok. 35 mln ton CO2, czyli 10%. Dzięki racjonalnej gospodarce leśnej, po wdrożeniu Leśnych Gospodarstw Węglowych prof. Jana Szyszki, można znacząco zwiększyć naturalne możliwości pochłaniania CO2 lasów o dodatkowe 20 mln ton. W ten sposób gospodarka leśna mogłaby dać polskiej gospodarce ok. 4 mld zł rocznie. Swego czasu Polska zablokowała forsowaną dekarbonizację na rzecz neutralności węglowej, co pozwoliło uwzględniać znaczenie lasów w pochłanianiu emisji (częściowo bo do pewnego limitu). Obecnie Polsce udało się wpisać wyjątek, jeśli chodzi o osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050, stanowiący, że będziemy dążyć do tego celu w swoim tempie, bez konkretnych dat. Oby było z tym, jak ze zobowiązaniem do wprowadzenia euro. Polska, jako kraj na dorobku, musi korzystać ze swoich zasobów, którymi obdarzyła nas natura, a ta dała nam węgiel. Nie jest tak, że cała Europa zrezygnowała z węgla, bo jest postępowa, Polska zaś uparcie przy nim tkwi, bo jest zacofana - łatwo zrezygnować z węgla jak nie masz jego zasobów, Europa nie korzysta z węgla, ponieważ go nie posiada. Niemcy, którzy posiadają węgiel brunatny, korzystają z niego z jeszcze większą determinacją niż Polska (dlatego emitują 759 mln ton CO2 rocznie, ponad dwukrotnie tyle, co Polska). Do 2050 nasza wiedza o mechanizmach zmian klimatu oraz technologie energetyczne, mogą się znacząco różnić od 2020.

Omówienia:

BBC Science: Climate change: Methane pulse detected from South Sudan wetlands

World Economic Forum: Africa's tropical land emitted more CO2 than the US in 2016, satellite data shows

Polskie omówienie

Publikacje naukowe:

Palmer, P.I., Feng, L., Baker, D. et al. Net carbon emissions from African biosphere dominate pan-tropical atmospheric CO2 signal. Nat Commun 10, 3344 (2019) doi:10.1038/s41467-019-11097-w

Lunt, M. F., Palmer, P. I., Feng, L., Taylor, C. M., Boesch, H., and Parker, R. J.: An increase in methane emissions from tropical Africa between 2010 and 2016 inferred from satellite data, Atmos. Chem. Phys., 19, 14721-14740, https://doi.org/10.5194/acp-19-14721-2019, 2019.

---

*) Autorzy przypuszczają, że emisje te mogą być związane z procesami erozji gleby, zaznaczają jednak, że "dowody empiryczne są niekonkluzywne", stąd też rozważają inne źródła emisji. Tutaj zaś wskazują na etiopskie krasy (procesy rozpuszczania skał przez wody powierzchniowe i podziemne, jeden z rodzajów wietrzenia chemicznego):

"Karsts are caves formed from the dissolution of soluble rock [9], a process that occurs over thousands of years. Here, we explore how the unique environment over western Ethiopia could in theory result inkarst carbonate chemistry producing a CO2 pulse at the beginning of the dry season. Over Ethiopia more than 20% of the land includes lithology that is karstifiable, e.g.  limestone, dolomite, marble, and sandstone [17], which are mainly located in the Mekele region, the northeastern plateau close to Somalia, the Blue Nile gorge, and the Afar depression. Western Ethiopia also has high values of soil organic carbon stores that are subject to precipitation and high temperatures. We propose that during the rainy season, soil water originating from precipitation results in large amounts of weak carbonic acid that eventually precipitates in the underlying karst structures, building on [25] (and references therein). The carbonic acid converts calcite into calcium bicarbonate when it seeps through joints and fissures of a karst region: CO2+ H2O + CaCO3→Ca(HCO3)2. When the water eventually reaches the roof of the karst structure it forms a droplet that eventually drops to the floor. The water droplet will contain a higher concentration of dissolved CO2 than the ambient air in the cave so some CO2 will be released to the air. To re-establish chemical equilibrium a small amount of the CaCO3 is deposited onto the cave roof. In a closed karst system the only way to vent this inorganic atmospheric CO2 is from above. During the wet season, soils are wet and can significantly impede the diffusion of gas to the overlying atmosphere [1].  Approaching the dry season, as the soil becomes drier, the inorganic CO2 that slowly built up during the wet season can begin to escape to the atmosphere, resulting in a pulse that peaks in MAM. This assumes a vertical atmospheric temperature gradient that promotes the rising karst air through the soil membrane towards the atmosphere. We acknowledge the magnitude of this pulse depends ona number of factors, including, for example, a large karst cavity capacity, rainfall amounts, and the biological productivity of the soils."

Wiadomości
Mięso i wędliny prosto od rolnika - zalegalizowane! (28-12-2019)

Komisja Europejska zapaliła zielone światło dla powstawania w Polsce małych rzeźni rolniczych. Rzeźnie rolnicze będą mogły powstawać już w lutym przyszłego roku. Umożliwienie rolnikom zabijania zwierząt we własnych gospodarstwach - bez konieczności korzystania z usług dużych ubojni - było jedną z kluczowych obietnic złożonych przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi środowisku rolniczemu. - W całej Europie funkcjonują rozwiązania, które pozwalają rolnikom na zakładanie małych ubojni przy gospodarstwach. Wymogi nie są skomplikowane. Należy m.in. ukończyć kurs rzeźnika. Mięso można przerabiać na wędliny i sprzedawać konsumentom. Skoro jest to w Niemczech, Austrii czy we Francji, to dlaczego nie miałoby to działać u nas - powiedział "Naszemu Dziennikowi" Jan Krzysztof Ardanowski. Jak zauważa Edward Kosmal, rolnik, szef "Solidarności" Rolników Indywidualnych Województwa Zachodniopomorskiego, nowe przepisy są wielką szansą dla rolnictwa. - Wielu rolników skorzysta z tego rozwiązania. W Polsce i w Europie jest wielkie zapotrzebowanie na zdrową żywność. Nasza kuchnia jest jedną z najlepszych na świecie - mówi Edward Kosmal. - Nie zdziwię się, gdy w każdej wsi powstaną takie rzeźnie, a pieniądze, które popłyną do gospodarzy ze sprzedaży mięsa, będą stanowić znaczną część ich dochodów - stwierdza Edward Kosmal w rozmowie z Naszym Dziennikiem.

Pomimo medialnej mody na wegetarianizm, w Polsce z roku na rok wzrasta spożycie mięsa:

Archeologia
Niezwykłe odkrycie archeologiczne na Warmii: kontakty z Egiptem sprzed 3500 lat (28-12-2019)

W Kosyniu koło Dobrego Miasta archeolodzy natrafili na pozostałości bogato wyposażonych grobowców miejscowych elit, zawierające m.in. złote ozdoby i wykonaną z brązu biżuterię, a także broń o tzw. charakterze insygnialnym, czyli podkreślającym wysoką pozycję właściciela. Odnaleziono tam przedmioty pochodzące m.in. z Kotliny Karpackiej, Wysp Brytyjskich, terenu dzisiejszych Niemiec i krajów naddunajskich.

Za jedno z najbardziej zagadkowych znalezisk archeolodzy uznali 12 niewielkich paciorków z tworzywa przypominającego szkło, które odnaleziono w pochówku datowanym metodą radiowęglową na ok. 1550 rok p.n.e. Badania fizykochemiczne wykazały, że paciorki wykonano z tzw. fajansu szklistego, łączącego w sobie cechy obu tych surowców.

Zdaniem dr. Tomasza Purowskiego, specjalisty w zakresie prahistorii szkła z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie, paciorki z Kosynia są znaleziskiem niezwykłym, nie tylko w skali północno-wschodniej Polski, ale całej środkowej Europy. Ponieważ brakuje do nich bliskich analogii, są jednak trudne do jednoznacznej interpretacji. Według niego na podstawie składu chemicznego można przyjąć, że wykonano je na obszarach wschodnio-śródziemnomorskich, przypuszczalnie w Egipcie. - czytamy w serwisie dzieje.pl.

Pomorze było wówczas początkiem Szlaku Bursztynowego, który kończył się nie na północnych wybrzeżach Morza Śródziemnego, lecz na wybrzeżach południowych. W owym czasie "złoto Bałtyku" znajdowano nie tylko w królestwie mykeńskim, ale i na Bliskim Wschodzie (Syria) oraz w Egipcie. Bałtycki bursztyn odnaleziono w grobie królewskim w syryjskim Qatna (1340 p.n.e.), jednym z najsilniejszych amoryckich miast-państw, oraz na piersi mumii faraona Tutanchamona (1333-1324 p.n.e.).

W okresie kultury łużyckiej ziemie polskie utrzymywały kontakty handlowe z Chinami, gdyż w grobach i skarbach z tego okresu na terenie Polski odnajdywano porcelanowe paciorki pochodzące z Chin.

Więcej o naszej prahistorii: Pomorska Troja

Wiadomości
PISA 2018: Polska wyprzedziła Finlandię w umiejętnościach matematycznych (13-12-2019)

W ostatnim międzynarodowym badaniu PISA, polscy uczniowie po raz pierwszy wyprzedzili Finlandię w zdolnościach matematycznych. Podkreślam szczególnie ten fakt, jako że w naszych mediach od kilku lat trwa niezrównoważona moda na rzekomo cudowny fiński system edukacji. Testy matematyczne badania PISA są najbardziej istotne, jako że są one uznawane za jeden z istotnych wskaźników narodowej inteligencji (istnieje bardzo duża korelacja między badaniami nad narodowym IQ a wynikami PISA w matematyce).

Ogólne wyniki PISA we wszystkich kategoriach (matematyka, czytanie ze zrozumieniem, nauki przyrodnicze) plasują Polskę na miejscu 10 na świecie (przy rozłożeniu różnych części Chin na trzech różnych pozycjach) a 3 w Europie, za Estonią i Finlandią. Ciekawe jest, że te dwa dość bliskie sobie narody zajmują dwa pierwsze miejsca w Europie. Być może predyspozycje zdolnościowe mają więcej wspólnego z czynnikami narodowymi niżeli z aktualnym systemem edukacji. W każdym razie obecnie to Estonia szczyci się, że ma "najlepszy system edukacji w Europie".

Niemcy plasują się na miejscu 20, Francja na 25, Rosja na 30

Wiadomości
Polska ma najwięcej tirów i autobusów w UE (11-12-2019)

Pod względem liczby ciężarówek i realizowanych przewozów nie mamy sobie w Unii równych. W Polsce zarejestrowanych jest 1,1 miliona ciężarówek, a polskie firmy przewozowe realizują aż jedną czwartą zleceń w UE. Za nami są Niemcy (946 tys.) oraz Włochy (904 tys.).

W Europie jest 770 tys. autobusów. Aż 30% z nich jeździ tylko w dwóch krajach: Polsce i Włoszech. Polska jest tutaj liderem ze 119,5 tys. autobusów. To niemal jedna szósta całego parku autobusowego w Unii.

Tak wynika z danych zawartych w raporcie Vehicles in use - Europe 2019, przygotowanym przez stowarzyszenie europejskich producentów samochodów ACEA.

Różności
Zdrowsza noga białoruskiej gospodarki stoi na Zachodzie (01-12-2019)

Forsal pisze: "Białoruś na fali Hi-Tech. Nie jest już tylko krajem kartofla". "Tempo wzrostu IT jest znacznie wyższe niż w innych sektorach gospodarki, a udział nowych technologii w PKB jest porównywalny z udziałem sektora rolnictwa" - mówił kilka tygodni temu wicepremier Białorusi Alaksandr Turczyn, przekonując, że nowe technologie to siła napędowa białoruskiej gospodarki. Średnia płaca w branży IT i Hi-Tech (4478 rubli białoruskich, czyli ok. 8 tys. zł) jest niemal pięciokrotnie wyższa niż średnia krajowa na Białorusi.

"Od stycznia do października udział IT w PKB wyniósł 6,1 proc., rolnictwo wraz z gospodarką leśną i rybołówstwem stanowiły 7,2 proc." - podało Radio Swaboda. W ubiegłym roku eksport białoruskiego Parku Wysokich Technologii (PWT), który skupia działające w kraju firmy z sektora IT i Hi-Tech, wzrósł o 38 proc. i wyniósł 1,4 mld dol. W tym roku prawdopodobnie przekroczy 2 mld dol. Odbiorcami większości tego eksportu (90 proc.) są UE i USA.


Siedziba Parku Wysokich Technologii

Rozwój białoruskiego sektora IT to przykład gospodarki centralnie planowanej, która nie jest tym tym samym, co komunistyczna gospodarka centralnie sterowana, gdyż jest oparta na dużej wolności gospodarczej. Tym niemniej powstanie i rozwój tego sektora to koncepcja władz centralnych na stworzenie "drugiej nogi" gospodarczej państwa, obok sektorów tradycyjnych czy bardzo podatnego na naciski rosyjskie sektora energetycznego. Sektor oparty jest o dwa dekrety Łukaszenki: pierwszy z 2005 powołał Park Wysokich Technologii czyli specjalną strefę ekonomiczną, która dała dużo wolności działalności IT. Kolejny dekret cyfryzacyjny z 2017 rozszerzył owe wolności na 36 innych działów hi-tech. Najważniejszy trend to obecnie rozwój sztucznej inteligencji.

Warto odnotować, że owa druga noga gospodarki białoruskiej dość wyraźnie zakotwiczona jest (eksportowo) na Zachodzie. Białoruś ma wolę i potencjał, by być państwem Europy Środkowej a nie Wschodniej. Problem w tym, że nie ma w tym wsparcia ze strony największego państwa Europy Środkowej czyli Polski, która od lat zdominowana jest przez pożytecznych idiotów zwalczających "ostatniego dyktatora Europy" i walczących "o demokrację na Białorusi", czyli wybór takich kandydatów, którzy przeflancują Białoruś z podporządkowania Rosji na podporządkowanie mocarstwom zachodnim.

Owi "demokraci" przez lata skutcznie odpychali Białoruś od Zachodu i w efekcie dziś planowane jest powołanie wspólnego państwa związkowego Rosji i Białorusi ze wspólnym parlamentem i rządem. W obu uniach, zarówno tej europejskiej jak i euroazjatyckiej istnieje analogiczna presja hegemonów do zamiany konfederacji w federację czyli budowę wspólnego superpaństwa. O ile w unii europejskiej owe tendencje daje się opanowywać (w efekcie ich rzecznik, Macron, stara się torpedować NATO i przymilać do kremlowskiej satrapii), o tyle w unii euroazjatyckiej, gdzie Europy jest mniej, może być z tym trudniej.

Wciąż czekamy na sensowną polską politykę, która pozwoli na zacieśnienie więzów polsko-białoruskich.

Czytaj: Polska, Białoruś, Międzymorze

Zdrowie
Witamina D może zmniejszać agresywność czerniaka (17-11-2019)

Pod wpływem witaminy D komórki czerniaka, najbardziej niebezpiecznego nowotworu skóry, stają się mniej złośliwe - informuje pismo "Cancer Research". Naukowcy zaznaczają, że sama w sobie witamina D nie leczy raka, ale można wykorzystać wiedzę o jej działaniu w celu zwiększenia efektów immunoterapii.

Badania przeprowadził zespół prof. Julii Newton-Bishop z University of Leeds. Jak się okazało, witamina D wpływa na szlak sygnalizacyjny w komórkach czerniaka, spowalniając ich wzrost i hamując powstawanie przerzutów do płuc.


"Dobra dieta redukcyjna to dieta zbilansowana. Oparta wyłącznie na owocach będzie skutkowała niedożywieniem białkowym, niedoborem wielu składników odżywczych, takich jak witaminy A, D czy B12. W efekcie osłabi m.in. nasz układ odpornościowy." (Paweł Paśko)

Naukowcy już wcześniej zaobserwowali, że niższy poziom witaminy D w organizmie ma związek z gorszym rokowaniem dla chorego, ale nie w pełni rozumieli dlaczego tak się dzieje. Zespół z Leeds chciał sprawdzić, jakie znaczenie ma obecność na powierzchni komórek czerniaka białka VDR, które wiąże się z cząsteczką witaminy D.

Naukowcy badali aktywność genu kodującego VDR w 703 pochodzących od pacjentów pierwotnych guzach oraz 353 przerzutach. Aktywność genu VDR porównywali z innymi cechami pacjenta, w tym wielkością guza i szybkością jego wzrostu. Badali także, czy ilość VDR na powierzchni komórek czerniaka wiązała się ze zmianami genetycznymi typowymi dla bardziej agresywnych guzów. Następnie wykorzystując myszy sprawdzali, czy poziom VDR zmienił zdolność nowotworu do rozprzestrzeniania się.

Guzy o niskim poziomie genu VDR rosły szybciej i miały niższą aktywność genów związanych z procesami regulacyjnymi, które pomagają komórkom układu odpornościowego w walce z rakiem. Ponadto guzy o niskim poziomie VDR miały wyższą aktywność genów związanych ze wzrostem i rozprzestrzenianiem się raka.

U myszy zwiększenie ilości VDR na powierzchni komórek czerniaka spowolniło wzrost komórek czerniaka. Mniej prawdopodobne były także przerzuty do płuc.

"Mimo że sama w sobie witamina D nie leczy raka, możemy wykorzystać wiedzę o jej działaniu w celu zwiększenia efektów immunoterapii, która wykorzystuje system odpornościowy, aby znaleźć i zaatakować komórki rakowe" - powiedziała prof. Newton- Bishop.

Choć badania są dopiero w fazie początkowej, zdaniem autorów mogą ostatecznie doprowadzić do opracowania nowych sposobów leczenia czerniaka. Na razie zalecają skontrolowanie i ewentualne skorygowanie poziomu witaminy D u osób ze świeżo rozpoznanym czerniakiem. (PAP)

Paweł Wernicki, PAP Nauka w Polsce

Ekologia
Z frontu walki z Globalnym Ociepleniem (06-11-2019)

1. Wielka Brytania otwiera pierwszą od dekad głębinową kopalnię węgla kamiennego - Woodhouse Colliery. Wygaszona za Thatcher, obecnie wydobywać ma 3,3 mln ton węgla rocznie. Trudy Harrison, członkini Izby Gmin zaangażowana w obronę elektrowni atomowych mówi: "Zdrowy rozsądek zwyciężył". [BBC]

2. Niemcy otwierają nową elektrownię na węgiel kamienny. Firma Uniper dostała zielone światło od rządu niemieckiego na otwarcie elektrowni Datteln 4 o mocy 1,1 GW. [Reuters]

3. USA rozpoczęło formalnie proces wypowiadania porozumienia paryskiego - pierwszego w historii powszechnego, prawnie wiążącego światowego porozumienia w dziedzinie klimatu. Władze USA twierdzą, że jest ono szkodliwe ekonomicznie. [TOK FM]

4. Greta Thunberg apeluje o pomoc: Pół świata płynęłam na szczyt klimatyczny w Chile, ale się okazało, że przenieśli go do Hiszpanii. Teraz muszę znaleźć sposób na pokonanie oceanu atlantyckiego w drugą stronę. [CNN]

5. Jak donoszą postępowe media, Polska niszczy klimat paląc znicze na Święto Zmarłych.

Wiadomości
Polskie hity: system antydronowy, tunery satelitarne, jachty i gry (03-11-2019)

Polska ma potencjał nie tylko surowcowy czy rolniczy, ale i elektroniczny.

"Ctrl+Sky - system wykrywający drony produkowany przez polską spółkę Advanced Protection Systems (APS) został zakupiony przez Saudi Telecom, największego operatora telekomunikacyjnego w Arabii Saudyjskiej. Ich technologia służy już Avinorowi, operatorowi kilkudziesięciu lotnisk w Norwegii. Odbiorcami rozwiązań gdyńskiej spółki są też służby z kilku państw świata, m.in. Czech, oraz wojska NATO oraz jednego z krajów na Bliskim Wschodzie. Polski startup to już jeden z największych graczy na światowym rynku wykrywania dronów. System Ctrl+Sky wykrywa je jednocześnie za pomocą sensora radarowego, akustycznego, wizyjnego i radiowego. - Stworzyliśmy unikalne pod kątem sprzętu i oprogramowania rozwiązanie, skutecznością mogące konkurować z dużo droższymi systemami antydronowymi klasy wojskowej. Żadne z dotychczasowych rozwiązań na rynku nie zapewnia 100 proc. skuteczności i kontroli monitorowanego terenu. Jednakże, poprzez wykorzystanie wielosensorowego podejścia do wykrywania i identyfikacji dronów, nasz system przewyższa skutecznością inne systemy, oparte na pojedynczych sensorach - dodaje Radosław Piesiewicz, drugi z twórców APS." (Rzeczpospolita)

"Polska firma z Zielonej Góry robi projekty praktycznie wszystkich najnowocześniejszych tunerów satelitarnych. ADB to numer jeden na świecie, po nich jest bardzo długa przerwa i takie firmy jak Motorolla" (Tomasz Miroszkin).

Według najnowszego raportu banku PKO Coraz więcej 'Made in Poland' za granicą, Polska jest czwartym na świecie eksporterem w kategorii związanej z grami. Eksport polskich konsoli i urządzeń do gier wideo, w latach 2013-2018 zanotował wzrost o 3810,5% z 0,3 mld EUR do 1,2 mld EUR. Towary eksportowane z Polski stanowiły w 2018 r. 6,5% światowego eksportu, co daje Polsce 4. miejsce wśród dostawców konsoli i urządzeń do gier wideo. Największym odbiorcą jest Wielka Brytania, która w 2018 r. posiadała 33,1% udział w polskim eksporcie branży.

Według danych Eurostatu, na które powołuje się Polski Instytut Ekonomiczny w analizie, w 2018 r. polski eksport jachtów stanowił 60 proc. ogólnej wartości eksportu jachtów w UE, a w okresie 2014-2018 podwoił się (ze 184,8 mln euro do 395,8 mln euro). "Daleko za nami uplasowały się Finlandia (60 mln euro, 9,1 proc. eksportu UE) i Włochy (36,7 mln euro, 5,6 proc.)" - czytamy. Polskie stocznie jachtowe, jak podkreśla PIE, należą do najnowocześniejszych w Europie. Według Polskiej Izby Przemysłu Jachtowego i Sportów Wodnych (POLBOAT) co roku krajowe stocznie wytwarzają około 22 tys. jednostek. Jak podkreślono w analizie, Polska jest pionierem nowych rozwiązań w przemyśle jachtowym - dyktujemy trendy, które inni powielają (np. opuszczane burty). "Obok doświadczenia i niejednokrotnie unikalnych kwalifikacji polskich szkutników, ważnym atutem naszych stoczni jachtowych są możliwości w zakresie technologii, designu, a także jakości wykończenia" - wskazano.

 

Pokaż archiwum nowinek

 Wyszukaj w nowinkach:
Średnia liczba wiadomości, nowinek i ciekawostek na miesiąc: 14.7

Subskrybuj nowinki:

:
 
 :
 
  OpenID
 Załóż sobie konto..
Wyszukaj

Wprowadzenie
Indeks artykułów
Książka: Racjonalista
Napisz do nas
Newsletter
Promocja Racjonalisty

Racjonalista w Facebooku
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365