Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
161.136.335 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7320 tekstów. Zajęłyby one 28875 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 1947 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Mówi się, że Bóg zła nie stworzył, ale je dopuścił. Więc jeśli dopuścił, to jest za to zło odpowiedzialny. (..) z czystej przyzwoitości, nie można zwalniać Pana Boga z odpowiedzialności za zło.
«   
Współpraca i opór
Autor tekstu: Jan Hastan

Władze PRL wypracowały politykę w stosunku do Kościoła w Polsce, posiadając informacje o doświadczeniach innych krajów RWPG oraz dysponując szczegółowymi wiadomościami i ocenami z Departamentu IV MSW.

Doświadczenia z innych krajów RWPG dowodziły, że traktując kler katolicki (i prawosławny) jako środowisko nie sprzyjające przemianom w duch „realnego socjalizmu", można stosunkowo szybko doprowadzić do głębokiej ateizacji społeczeństwa. Osiągano ten cel paraliżując działalność kleru, możliwość kształcenia księży, rozwiązując zakony, propagując w społeczeństwie ateistyczny pogląd na świat. Efekt uzyskano znaczny i nieodwracalny. Pewna część kleru polskiego sprawiała, że funkcjonariusze pionu Departamentu IV, obok zbierania informacji dla potrzeb polityki państwa, aktywniej obserwowali ( czyli inwigilowali) poszczególnych księży i działaczy katolickich. Jednak Departament IV potrafił rzetelnie ocenić proporcje wykazujące, że dla władz kłopotliwa jest działalność jedynie nikłej części kleru. Jeśli Kościół katolicki zdołał w PRL bez trudności wyszkolić ogromną liczbę księży we własnych uczelniach, a dodatkowo w uczelniach państwowych i dysponuje w Europie najlepiej wykształconym klerem, jeżeli uniknął rozwiązania zakonów , jeżeli nie ograniczono dochodów kleru, nie zezwolono w PRL na propagowanie ateizmu, nie ograniczono katechizacji i pracy z młodzieżą, czyli nie traktowano kleru jako zagrożenia dla ustroju, Kościół ślad ten zawdzięcza rzetelności informacji, która sprzyjała podejmowaniu przez władze PRL takich, a nie antyklerykalnych decyzji.

PRL była w tej części ówczesnego świata, zwalczającego religijność społeczeństwa, wyspę zapewniającą optymalne warunki dla wzrostu siły Kościoła katolickiego.

Polskie kierownictwo nie obawiało się wzrostu politycznej siły Kościoła. Wzrost oddziaływania Kościoła sprzyjał zamiarom Władysława Gomułki. Wpływowi kleru zawdzięczał on, że hasło kolektywizacji nie miało w Polsce szans upowszechnienia. Przycichli również w Polsce rzecznicy bardziej aktywnej wymianie gospodarczej z ZSRR i innymi krajami RWPG. Dokonano prozachodniej reorientacji kierunku handlu zagranicznego. Udział krajów socjalistycznych w polskim handlu zagranicznym obniżył się z 70 proc. w 1954 rdo 58 proc. w 1958r. W 1958 roku zanotowano nawet bezwzględny spadek obrotów z krajami socjalistycznymi, przy silnym wzroście obrotów z krajami kapitalistycznymi. W innych krajach RWPG trend był odwrotny.

Skrywanemu wzmacnianiu siły oddziaływania Kościoła nie przeszkadzały, lecz sprzyjały pozory polityki ograniczenia jego roli, bowiem optymalne warunki sprzyjające wzrostowi wpływów Kościoła na społeczeństwo mają miejsce wówczas, gdy splatają się dwa czynniki: szeroko rozpowszechnione przeświadczenie, że Kościół jest prześladowany, oraz świadomość materialnego bogactwa Kościoła. Bogactwo przyciąga wielu chętnych do stanu duchownego, którzy za cenę dostatniego życia są skłonni być „prześladowani", zwłaszcza w sposób przez nich mało odczuwalny.

Zwalczanie wpływów Kościoła w Polsce lat 1956-1980 było „dziwną wojną". Im mniej było konkretnych działań, tym bardziej rozbudowany aparat państwowy, aby widoczne było, że inwigilowany jest każdy ksiądz. Aparat państwowy masę czasu poświęcał sprawom cudów, stawiania bez zezwolenia krzyży, kapliczek, nielegalnemu budownictwu sakralnemu, kazaniom, które do słuchających raczej nie docierały ( o czym świadczyły badania przeprowadzone przez kler). Były to działania pozorowane, księżom nie szkodzące, lecz wzmacniające siłę Kościoła w Polsce, przydając mu aureolę prześladowanego przez władzę. Przed wojną państwo wypłacało księżom stosunkowo wysokie uposażenia. Świadomość tego powodowała, że ubogie wówczas społeczeństwo, nękane kryzysem gospodarczym, nie było tak szczodre, aby rzucać na tacę więcej niż symboliczną monetę. W PRL zawieszono wypłacanie poborów księżom, pozostawiając poza wszelką kontrolą dochodu kleru, a coraz zasobniejsze w pieniądze społeczeństwo dawało na tacę coraz to większe datki. Wzrastały stosunkowo szybko opłaty „dobrowolne", lecz faktycznie przez kler egzekwowane za chrzty, śluby, pogrzeby, obchodzone coraz uroczyściej pierwsze komunie, bierzmowania, za intencje mszalne, poświęcenia samochodów.

Oceniane na podstawie poufnych informacji dochody najniższego rangą księdza wikariusza w Warszawie były czterokrotnie wyższe od ówczesnej płacy średniej w kraju, a przecież korzystał on, co prawda za pewną odpłatą, z parafialnej kuchni, mieszkania, był przecież samotny i zobowiązany do noszenia skromnej odzieży.

Przed 1956 rokiem władze pozbawiły zakony ich podstawowych źródeł utrzymania. Było to następstwem nie tylko „zimnej wojny", lecz również zaangażowania Watykanu po jednej ze stron. Zakony męskie, a szczególnie żeńskie zajmowały się wieloma społecznie cennymi dziełami dającymi zatrudnienie ich członkom. Prowadzono domy opieki nad osobami starszymi i upośledzonymi. Działalność pielęgniarską, zakłady rękodzielnicze wytwarzające nie tylko dewocjonalia. Te żałosne dyskryminacyjne posunięcia zdołała hierarchia Kościoła załagodzić, bowiem nie tknięto w PRL-u stanu organizacyjnego stowarzyszeń zakonnych, których rozwiązanie było regułą w krajach sąsiednich.

W zakonach męskich szybko wzrósł procent księży, stanowiąc już około 80 procent stanu tych zakonów. Państwo nie utrudniało ich kształcenia. Dlatego znacznie szybciej wzrastała liczba uzyskiwanych przez księży zakonnych tytułów naukowych. Wykształceni zakonnicy zasilili katolickie kadry naukowe, zaktywizowali działalność na odcinku inteligencji świeckiej, zostali wykorzystani do prowadzenia tzw. misji wśród wiernych na terenie całego kraju, do szkolenia kleru diecezjalnego oraz do prac w administracji kościelnej.

Kościół w PRL stał się bogaty. W żadnym okresie historycznym nie stać go było na budowę tylu obiektów sakralnych. Kościołowi w PRL zapewniano szczególnie korzystne warunki rozwoju. Od dziesięcioleci nie ukazało się opracowanie popularnonaukowe uzasadniające teoretyczne racje ateizmu, gdy nietrudno było o podręczniki do nauczania religii czy o pozycje książkowe do ugruntowania wiary. Podobna sytuacja zaistniała raczej tylko w Iranie.

Kościół w Polsce swój rozwój zawdzięczaw pierwszym rzędzie określonym działaczom PRL po 1956 roku. W zaistniałych warunkach każda hierarchia kościelna musiała osiągnąć efekty bezprecedensowe w skali światowej. Jeśli ktoś za zasługi dla Kościoła powinien mieć pomnik czy nazwę ulicy, to w pierwszym rzędzie Władysław Gomułka. Na wdzięczność ze strony kleru powinni liczyć funkcjonariusze państwowego aparatu wykonawczego. Urząd ds. Wyznań i Departamentu IV MSW. Tym ostatnim należałoby szczególnie podziękować za zniszczenie teczek księży. Prowadzenie tych teczek stanowiło swego rodzaju alibi, że rozeznali sytuację, lecz teczki zawierały materiały, które w interesie Kościoła należało zniszczyć.

Na temat różnic w sytuacji Kościoław PRL na tle sytuacji w innych krajach wypowiadał się na łamach „Gazety Wyborczej" (5-6 X 96) profesor KUL Jerzy Kłoczkowski, kierownik instytutu Geografii Historycznej Kościoła w Polsce. Po prostu szokują wyjaśnienia, które zaprezentował Profesor, doszukujący się różnic sytuacji głównie w takich przyczynach jak np. w mentalności węgierskiego kleru. Nie widzę podstaw do twierdzenia, jakoby powodem korzystnego dla Kościoła w Polsce rozwoju sytuacji byli genialni polscy księża, gdy w innych krajach byli jakoby intelektualnie mierni.

Profesor unika oczywistego stwierdzenia, że w tamtym okresie w krajach takich jak PRL, NRD, Węgry czy Czechosłowacja władza państwowa decydowała o możliwościach działania Kościoła, zachowania jego ważnych struktur, sytuacji finansowej kleru, o zakresie upowszechniania argumentacji ateistycznej, a więc o procesie ateizacji społeczeństwa. Władze PRL po 1956 roku raczej markowały nieprzychylności dla kleru. Faktycznie zakazały nawet na zebraniach partyjnych krytyki religii i działalności Kościoła, a aparat państwowy zajmujący się problematyką Kościoła, angażując się wzupełnie marginalnie dla sytuacji Kościoła spory, sprzyjał faktycznie umacnianiu struktur Kościoła, intensywnemu szkoleniu jego kadry, polepszaniu sytuacji finansowej kleru, przy zminimalizowaniu propagandy ateistycznej. Kler w PRL uzyskał warunki rozwoju szczególnie korzystne.

Jeśliby uchylono rąbka prawdy o genezie wzrostu potęgi Kościoła w PRL, kler polski musiałby inaczej ocenić w tej kwestii władze PRL i funkcjonariuszy aparatu realizującego politykę państwa w stosunku do Kościoła. To z kolei nie pozwalałoby na eksploatowanie przez kler i działaczy katolickich ulubionego tematu, który nazwałbym apostolstwem nienawiści.

Zatajając prawdę, Kościół w Polsce nie zyskał, natomiast zaprzepaścił niepowtarzalną szansę. W końcu lat 80. Zaufanie do Episkopatu deklarowało ponad 90 procent ankietowanych, a więc znacznie więcej niż faktycznie wierzących. Ujawniając nawet część prawdy o sytuacji Kościoła w PRL, przestrzegając polityków katolickich przed nadużywaniem retoryki nienawiści, mógł Episkopat utrwalić opinię Kościoła sprawiedliwego. Niestety brakło w gronie hierarchów osobistości na miarę mężów stanu. U moralnie niesprawiedliwie nękanych, straszonych dalszym rozliczeniem przy powrocie katolickich działaczy do władzy, zrodził się w społeczeństwie obraz Kościoła niegodziwego i aktywny antyklerykalizm.

Polityka PRL pozwoliła zbudować Kościołowi katolickiemu duży autorytet. Porównanie religijności społeczeństwa w Polsce a w Czechach i innych krajach b. RWPG dowodzi, jak wiele kler polski zawdzięcza polityce wyznaniowej w okresie PRL i aparatowi wykonawczemu państwa. Obecnie w Czechach praktykuje religijnie do 5 procent społeczeństwa. Świadczy to o powszechnej ateizacji. Zaprzestała praktyk młodsza część społeczeństwa, wychowująca młodsze pokolenie.

Ale realizatorzy korzystnej dla Kościoła polityki wyznaniowej w PRL za swoją działalność nie zyskali w klerze sprawiedliwych sędziów, lecz wrogów. Może to być przestrogą dla innych.


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Kościół w PRLu
Kościół, Partia, współżycie

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (4)..   


«    (Publikacja: 03-08-2002 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 1719 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365