Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
173.710.977 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7337 tekstów. Zajęłyby one 28957 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Kiedy będzie dostępna szczepionka na SARS-CoV-2 ?
Za miesiąc
Za pół roku
Za rok
Nie będzie możliwa
  

Oddano 1777 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Dwie rzeczy pouczają człowieka o całej jego naturze: instynkt i doświadczenie.
« Felietony i eseje  
Głęboka wiara [2]
Autor tekstu:

A co np. sądzić o głębi wiary prominentnych osób, które nagle, po wielu latach wspólnego życia, biorą ślub tzw. kościelny i jeszcze się tym chwalą? Czyżby doznali nagłego objawienia i z niedowiarków stali się ludźmi głęboko wierzącymi? Sądzę, że ksiądz udzielający im ślubu musiał mieć sporo satysfakcji. Pokuty za te grzeszne lata raczej zbyt ciężkiej im nie zadał, nie musieli wystawać na widoku w workach pokutnych ani fundować kolejnego klasztoru. Wystarczyło, że mieli dostęp do państwowej kasy i z naszych pieniędzy opłacili więcej niż sobie niektórzy są w stanie wyobrazić. Podobne pytanie można postawić tym, którzy po latach uzyskują 'unieważnienie' małżeństwa. Tak to metafizyka splata się materią i codziennością. Okazuje się, że pojedynku hormonów z przekonaniami, czasem wygrywają jednak hormony.

Wydaje się, więc, że zarówno wiara jak i niewiara mogą być równie głębokie i równie płytkie. Przecież można nie umieć rozwiązać zadania z fizyki, co jest powszechną dolegliwością, ale trudno 'płytko' uznawać czy wierzyć w poprawność np. zasad dynamiki czy elektrostatyki. Jednak i to jest możliwe, co tylko dobrze świadczy o możliwościach ludzkiego umysłu, który, w pojedynczych przypadkach, potrafi zmieścić w jednej głowie zupełnie sprzeczne ze sobą prawdy i zasady postępowania.

Może więc 'głęboka' wiara, to wiara 'bezgraniczna' lub 'bezwarunkowa', 'autentyczna'?

Wszystkie te określenia są równie niejasne, mają dziś bardzo enigmatyczny, nieokreślony sens. W przeszłości np., każdy chrześcijanin wierzył bez zastrzeżeń w każdą literę Biblii czy Ewangelii, podobnie jak to czynią dziś Świadkowie Jehowy czy wyznawcy Proroka. Jednak dziś, uczeni, w tym katoliccy, zajmują się wyjaśnianiem pochodzenia Biblii, jej zgodnością z faktami historycznymi, celami, jakie przed nią stawiali autorzy itd. Dzięki takiemu podejściu wszyscy oni przyczyniają się do wyjaśnienia wątpliwości i kwestii spornych i obu stronom, tzn. zarówno wierzącym jak i sceptykom, wychodzi to na dobre. Ci katoliccy badacze nie są więc ludźmi wierzącymi bezwarunkowo i bezgranicznie, podstawą ich sukcesów jest wątpienie, ale rezultatem jest to, że są oni mądrzej wierzącymi. Nawet ich pomyłki czy przemilczenia, są więcej warte od bezmyślności plebana i parafian z Sokółki czy 'specjalistów' z pewnej akademii, której nazwy przez litość nie będę wymieniać.

Dziś nawet oficjalna nauka Kościoła traktuje niektóre fragmenty Biblii, jako alegorie czy przenośnie, choć nie brak i takich, którzy nadal wierzą w nią dosłownie i bez zastrzeżeń. Ci ostatni samą myśl, że ktoś próbuje 'poluzować' zakres wierzeń, traktują jako odstępstwo wykluczające nieomal tego kogoś ze społeczności wierzących. Nie dopuszczają myśli, że coś, co dotąd było prawdą absolutną, nagle mogło stać się wątpliwe czy zgoła błędne. Takie rozterki są udziałem wielu ludzi, i niekoniecznie muszą dotyczyć kwestii religijnych.

Problem jednak, moim zdaniem, polega na tym, że samo powzięcie wątpliwości oznacza wiarę 'ograniczoną', 'warunkową'. Czy jest to brak wiary 'głębokiej'? Ci uczeni nie skrywają się za 'tajemnicę' wiary, przeciwnie — dociekają prawdy, czasem ryzykując, że zwiększą liczbę sceptyków, bo swymi wątpliwościami dzielą się z innymi.

Problem badacza to jedno, lecz problem szeregowego wyznawcy to jest dopiero rzeczywisty problem, — któremu badaczowi, a więc interpretatorowi, wyjaśniaczowi wierzyć, jeżeli nie ma się ani czasu ani wiedzy, aby się zajmować samodzielnym poszukiwaniem prawdy? Komu tu wierzyć, czy autorom natchnionych ksiąg czy licznym interpretatorom, często sprzecznym w swych wyjaśnieniach? A jest jeszcze i inna możliwość — prawdziwe rozwiązanie może być jeszcze nieznane. Wtedy ten, kto uwierzył w jakąś wersję, może wierzyć w wersję nieprawdziwą, co prawda nie ze swojej winy, ale jednak w nieprawdziwą. Czy taka fałszywa, lepiej powiedzieć — błędna, — ale głęboka wiara, będzie mu zaliczona na plus, czy też potraktowana jako wina obiektywna? Prawda przecież może któregoś dnia wyjść na wierzch, jak ta oliwa, i co wtedy? Przed odkrywcami tej prawdy lub jej depozytariuszami też stanie problem — ujawniać czy nie ujawniać? Sprawa jest nieomal tak zagmatwana, jak w „Kodzie Leonarda da Vinci".

A jak wyglądałaby, na czym miałaby polegać wiara warunkowa? Kto miałby i komu stawiać jakieś warunki? A jednak większość naszych rodaków, ale zapewne licznych europejczyków i mieszkańców pozostałych kontynentów, właśnie tak wierzy — warunkowo. Można taką postawę darować np. komuś ze świecznika, i tak się zazwyczaj robi, pamiętliwych przecież nie ma zbyt wielu, ale tak samo postępowali niektórzy duchowni, współpracujący z dzielną SB, ale nie tylko nasi i nie tylko w naszych czasach. A przecież, kto, jak kto, oni powinni wiedzieć, co można a czego nie można. Postępowanie niektórych 'przyłapanych' było znamienne. Najpierw słyszeliśmy zaprzeczenia, a kiedy dowody okazały się jednoznaczne, przyznawano się z jednoczesnym umniejszaniem swojej winy.

A ja tu akurat żadnej winy nie widzę. Na miejscu każdego z nich powiedziałbym — „Robiłem to, co mi nakazywało sumienie i interes instytucji, dla której pracuję. Jeżeli ktoś z tego powodu cierpiał, to niech wie, że i ja cierpiałem z nim". Sprawa byłaby prosta, tym bardziej, że z tego tytułu nikt nikogo po sądach nie miał zamiaru włóczyć.

Z tego wnioskuję, że bezgranicznie, bezwarunkowo, można wierzyć własnym wyobrażeniom, czasem urojeniom. Nie jest to jednak, w moim przekonaniu, postawa właściwa. Sądzę, że mój pogląd podzielają także teolodzy, inaczej nie podejmowaliby badań nad każdą niemal literą Pisma i Ewangelii.

Nie zdołałem więc wyjaśnić sobie, na czym miałaby 'głębokość' wiary polegać; widać też, że nie jest to słowo cokolwiek wyjaśniające. Jest ono dość górnolotne, chętnie używane ze względu na swój pozytywny wydźwięk, ale, w rzeczywistości, nic nie mówi o istocie rzeczy. Jest też wygodną przykrywką dla własnej bezmyślności lub niekonsekwencji.

Osoba wierząca bezwarunkowo w swoje przekonania, nie musi myśleć; jeżeli musi zrobić coś niemiłego, to zawsze może tłumaczyć się, że wykonywała tylko rozkaz albo, że tak jej nakazywało sumienie czy głos wewnętrzny. Czasem może to być okoliczność łagodząca, ale nie jest to żadne usprawiedliwienie.


1 2 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
BioLogos twierdzi, że twierdzenia religijne nie wymagają dowodów
Oduroić Mikołejkę!

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (8)..   


« Felietony i eseje   (Publikacja: 01-07-2011 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jerzy Neuhoff

 Liczba tekstów na portalu: 97  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Paradoks
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 1971 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365