Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
149.796.408 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7287 tekstów. Zajęłyby one 28732 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 657 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
John Brockman (red.) - Nowy Renesans

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"(...) wolność, równość, braterstwo! Jest to słowo niezmiernej wagi, słowo rewolucyjne i wzniosłe, które zastąpiło dawny tryptyk pokorny, zrezygnowany i żałosny: wiara, nadzieja, miłość... Wolność - wiarą. Ten sam poryw serca, być może ten sam entuzjazm, ale jakże wielka różnica! Z jednej strony człowiek, który podnosi się i powstaje, który jest silny, który szuka; z drugiej świadomość, która..
« Kościół i Katolicyzm  
Świętych powątpiewanie [1]
Autor tekstu:

Chrześcijaństwo jest religią, która wyjątkowo mocno odcisnęła się na historii Europy. Jeszcze dziś domaga się ono, by słuchano jego głosu i akceptowano bez szemrania autorytet moralny, które sobie wypracowało. Jednak, czy rzeczywiście jest ono tym, za co się podaje? Czy wizja Boga prezentowana przez Magisterium Kościoła jest jedyną słuszną? Czy kościół katolicki odpowiada uczciwie na wezwanie Jezusa z Nazaretu, by pójść za nim?

To wątpliwe. I z tej „świętej" wątpliwości rodzą się refleksje, które chciałbym zaprezentować, jako uczciwą próbę odpowiedzi na postawione wyżej pytania.

Kościół jawi się przy głębszej analizie, jako system, który „ogładza" utopijne nauki swego mistrza, wykorzystując ich pozytywne aspekty do własnych, mało pozytywnych celów.

1. Drzewo poznania dobra i zła

Rzeczywistość jest niedosięgła w swojej istocie.

Wędrujemy przez gęsty las zwany królestwem bytu i choć prześwieca wśród ogromnych, tajemniczych drzew bytów kilka promieni zrozumienia, to jakże daleko jesteśmy od pełnej kontemplacji cudownych krajobrazów rzeczy-wistości. Jeśli ktoś zrozumie tę prawdę, to nie może się nie ukorzyć i nie wyrzekając się godności rozumu, przyjąć jako dar prawdę, która oświeca, objawia się, niczym woda obmywająca stopy zmęczonego pielgrzyma.

Metafizyka chrześcijańska, pod osłoną teologicznej delikatności łaski, z niezwykłą agresją stara się zawładnąć prawdą, redukując ją do poziomu prymitywnych sylogizmów wiary. Każdy student teologii czuje się panem i obrońcą jedynej prawdy, wypływającej z jego mniej lub bardziej ugruntowanej wiedzy. „My mamy Jezusa, zatem my mamy prawdę", ten slogan likwiduje wszelkie obiekcje.

Można kwestionować „prawdę", że kościół posiada całą i jedyną wiedzę o Chrystusie (warto wspomnieć, że rozwój nauk biblijnych rozpoczął się wśród protestantów, od których katolicy uczyli się, chowając do kieszeni wrodzoną im pychę), można kwestionować również, że ta wiedza, nawet, jeśli jest zgodna z prawdą i autentycznym zamysłem Jezusa, jest boską i nieomylną. Dlatego kościół szuka potwierdzenia swojej nieomylności w szczególnej asystencji Ducha świętego, pojętej na sposób równie infantylny i nie liczący się z zdrowym rozsądkiem, jak w przypadku wielu innych dogmatów. Wystarczy zapoznać się z historią kościoła. W niczym nie jest ona lepsza od historii uniwersalnej. Tak samo krwawa, pełna niesprawiedliwości i przemocy, jednako nieczuła na los ukochanych przez Boskiego Mistrza ubogich i nic nie znaczących. Dlatego tym obrzydliwsze jawią się pełne pychy i samouwielbienia zapewnienia dostojników, że kościół zna całą i jedyną prawdę na każdy temat.

Co było a nie jest nie pisze się w rejestr! Ta złota maksyma kościelnych nie zawodzi nigdy. Bezczelni, upojeni poddaństwem pomniejszego kleru i bezkrytycznej części ludu bożego, nasi aroganccy biskupi lansują się w imię władzy i pieniądza, oraz nauczyciela z Nazaretu, jako niezawodne omnibusy i guru.

Ale co oferują za bogactwo, bezwzględne posłuszeństwo poddanego kleru, oraz uwielbienia bezkrytycznych wiernych? Przebrzmiałą wersję polsko-katolickiego kagańca zwanego: prawdy wiary, jedyna droga zbawienia. Wygodne, wyuczone, okazjonalne frazesy, które jeśli nie pomogą, to i źle nie zrobią. Jakkolwiek nie można naszym biskupom zarzucić, że ich doktryna różni się od tej „oficjalnej", „świętego ojca", to przez to nie odpowiada bynajmniej potrzebom chrześcijan, żyjących ewangelią wśród trudnej codzienności. Panowie biskupi nie mają trywialnych problemów zwykłych wiernych. Oni są stworzeni, by reprezentować Jezusa, choćby nawet ukrywali księży pedofilii, albo, gdy przez kapryśną antypatię niszczą życie zrozpaczonych kapłanów. Zawsze niewinni, nietykalni, święci z zasady, jednym słowem „alter Christus". Kto zaś chciałby zadzierać z Nauczycielem z Nazaretu, lub raczej jego autoryzowanymi przedstawicielami? Doprawdy niewielu.

Dlatego należałoby zastanowić się nad przesłaniem Jezusa, ocenić jego wartość dla współczesnego człowieka, nie dając się oczarować magikom w piuskach. Z całą pewnością nie do tych karykatur apostołów kierował Jezus swoje słowa. Oni zrobili z niego swoją martwą marionetkę: Boga niedosięgłego bez ich pośrednictwa. To tak, jakby chrześcijaństwo hierarchiczne zerwało owoc z drzewa poznania dobrego i złego. Zapomnieli jedynie, że ten grzech nieposłuszeństwa pociągnął za sobą coś jeszcze gorszego: niewybaczalną pychę...

Jestem człowiekiem.

Błądzę w poszukiwaniu sensu absolutnego, świadom, że takiego nie znajdę. Jestem zwierzęciem: dla natury hybrydą lub nadzieją; dla teologii tragicznym wybrykiem bożego kaprysu. Jednakowoż mam swoją godność i chcę, by była ona poszanowana. Nie można pozwolić ludziom wiary żerować na fundamentalnej wolności człowieka do samostanowienia religijnego. Czym innym, bowiem, jest pomoc w odnalezieniu indywidualnej drogi wiary, czym innym zaś aroganckie narzucanie dogmatów, podpartych groźbą wiecznego potępienia.

2. Poznanie Boga

Wśród niewielu rzeczy, których nie poddaję dosadnej wątpliwości jest wiara w Boga. Rozumiem, że Bóg jest i rozumiem, że to stwierdzenie jest nic nie warte, ponieważ powiedzieć o byciu Boga nie możemy dokładnie nic. On sam stwarzając człowieka pogłębił swoją samotność, ponieważ rozmawia z kimś, kto nigdy go nie zrozumie. Uczono mnie teorii analogii bytów, lecz dziś myślę, że takowej w rzeczywistości nie ma.

"Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo": ta intuicja wynika z pierwotnego doświadczenia religijnego. By coś takiego powiedzieć trzeba znać Boga i siebie, my zaś nie znamy do końca ni jednego ni drugiego. Intuicyjnie doświadczam dobra i piękna natury i dobrowolnie identyfikuję je z pojęciem Boga stwórcę dobra i piękna. Mogę zatem powiedzieć, że Bóg ma doświadczenie dobra i piękna a gdy patrzę na ludzi wiem, że rozumie On najlepiej koncepcję osoby; co jednak nie znaczy, że Bóg jest piękny, dobry czy osobowy. Wierzę, że tak właśnie jest, ponieważ wcześniej uwierzyłem, że Bóg jest stworzycielem. Udowodnić tego jednak nie sposób tym bardziej, że musiałbym dodać, patrząc na naturę, że Bóg wybrał system zachowania gatunku oparty na przemocy, zabijaniu, egoizmie jednego gatunku, który niszczy inny, bo musi żyć. To nie człowiek zniszczył ład w naturze. On jest jej dzieckiem. W ludzkich genach jest walka o byt, lęk przed silniejszym i okrucieństwo oraz bezwzględność dla słabszego. Wystarczy bacznie obserwować dzieci, by zrozumieć, że jest w nas coś atawistycznie zwierzęcego. Czy zatem Bogu nie obce jest też zabijanie, przemoc, wykorzystanie słabości innych, że nadał światu takie zasady?

Poznanie Boga przez objawienie, szczególnie jego wersję chrześcijańską, nie zastąpi poznania Boga przez naturę. Abba jest albo nie jest Stworzycielem, Panem natury istniejącej dzięki przemocy. Czy Bóg jest ojcem królika rozszarpanego przez szakala? Co szepce mu do ucha, gdy królik kona, by małe szakalątka mogły żyć? Ktoś powie, że Bóg mówi tylko do człowieka; to, co mówi do umierającego w męczarniach głodowych dziecka? Że je kocha i że niedługo będzie w raju. Toż to absurd: mógłby stworzyć człowieka już w raju jak aniołów i darować mu tę bolesną pielgrzymkę na przymus. Powie, że ma ręce związane ludzką wolnością? Przecież dajemy z tego, co mamy: jesteśmy źli i dajemy niesprawiedliwość. To po co ten eksperyment z małpą i duszą! To grzech pierworodny sprawił, że jesteśmy, jacy jesteśmy. No, ale daj dziecku granat i powiedz mu, by się bawił, ale nie pociągał za zawleczkę. Ciekawe ile dziecko zrozumie z polecenia lub kiedy zwycięży w nim ciekawość?

Gdy myślę o Bogu zadaję sobie podobne pytania. I wierzę głęboko, że On się nie gniewa. Daje mi możliwość wiary, że On wie, co robi i nie ma w tym co zdziałał żadnej niedoskonałości, albo że wcale nie jest jeszcze doskonały, gdyż uczy się być Bogiem człowieka na własnych błędach. Ale On daje mi też prawo nie akceptować ślepowierczego argumentu dogmatyki i pozwala mi się męczyć próbami znalezienia odpowiedzi, nawet gdyby był nią deizm, teizm, lub inny — izm.

W końcu to On jest przyczyną naszego istnienia a nie my Jego.

3. Przekłamana świętość

Jest rzeczą niemożliwą absolutnie pewne stwierdzenie, że Boga nie ma. Doświadczenia religijne wielu pokoleń wychodzą niejednokrotnie poza subiektywizm indywidualny czy kolektywny. Objawienia, czy cuda nie dają się zawsze racjonalnie wytłumaczyć, pozostając nieobowiązującą propozycją, przestrzenią, w której nasza niepewność daje szansę istnienia — dla — nas nadprzyrodzonemu, czyli niepoznawalnemu do końca Bogu. Taka charakterystyka objawienia jest najwłaściwsza bóstwu w każdej religii. Doświadczenie „przemocy bożej" nie pochodzi od Boga, lecz od człowieka, który nazbyt emocjonalnie przeżywa spotkanie z sacrum. W ogóle pojęcie sacrum nie jest jasne. Zakłada ono, że istnieje bóstwo, wchodzi w relację z czymś lub kimś, zastrzegając to dla siebie. Wyłączone jak gdyby z niesakralnego porządku świata, staje się świętym, niedotykalnym, odnośnikiem, dzięki któremu profan może komunikować z bóstwem.

Doświadczenie chrześcijaństwa powinno było wyeliminować takie rozdzielenie sacrum — profanum. Jezus Chrystus, jako Syn Boży we własnej osobie unicestwia taki podział: nie jest Bogiem ubranym w ciało (dlatego stwierdzenie: a Słowo Ciałem się stało nie jest najszczęśliwszym wyrażeniem unii hipostatycznej w Jezusie Chrystusie), lecz jest Bogiem — Człowiekiem. Obie natury są autentyczne i w obrębie jednej osoby autonomiczne. Nie ma podziału egzystencjalnego między bóstwem a człowieczeństwem Jezusa, o czym uczą nas Ojcowie pierwszych soborów powszechnych, wprowadzając pojęcie unii hipostatycznej i comunicatio idiomatur to znaczy wymiany cech dwóch natur. Jezus obala w sobie i w swoim postępowaniu system sacrum / profanum, powołując wszystkich do partycypowania w świętości (sacrum), oraz przedstawia Boga już nie jako Jahwe świętego i niedostępnego, ale jako kochającego Ojca wszystkich ludzi, nawołującego by stać się świętymi, jak On. Powołanie apostołów, oprócz aspektu symbolicznego miało wymiar praktyczny, ale nie było intencją Jezusa zastąpienie arcykapłana Piotrem a kapłanów apostołami.

Niestety, jakkolwiek apostołowie rozumieli to i przestrzegali, to ich następcy rychło porzucili oryginalną ideę Mistrza i zachowując formalnie wszystkie atrybuty Boga nadanemu przez Jezusa, odebrali „świętym" ich godność sakralną, redukując ich do poziomu kapłaństwa powszechnego, lecz nie w oryginalnym sensie jezusowym, gdzie wszyscy są zbawieni, pojednani z Bogiem, zdolni składać dzięki (eucharystia) i wybaczać sobie nawzajem (sakrament pojednania). Ze wspólnoty charyzmatycznej wyłonili się liderzy, którzy rychło przejęli władzę duchową a z nią absolutną (w tym materialną) nad poszczególnymi gminami chrześcijańskimi.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Teologia wolności po polsku
Szkoła jako wylęgarnia ateistów

 Zobacz komentarze (4)..   


« Kościół i Katolicyzm   (Publikacja: 17-03-2003 Ostatnia zmiana: 06-09-2003)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Marek Bończak
Były ksiądz; poglądy niezgodne z doktryną Kościoła skłoniły go do rezygnacji z kapłaństwa.

 Liczba tekstów na portalu: 12  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 17  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Schizma arcybiskupa Milingo
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 2350 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365