Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
158.511.736 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7305 tekstów. Zajęłyby one 28821 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 909 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Kiedy oglądamy zasady panujących na świecie religii, nasuwa się wniosek, że są wytworem wyobraźni chorego człowieka".
 Kościół i Katolicyzm » Historia Kościoła » Krucjaty i gnębienie

Magiczna Turyngia
Autor tekstu:

Kiedy dominikanin Heinrich Kramer wystąpił w 1487 r. ze swoim "Malleus maleficarum", poczytny „młot na czarownice" pozostawał w Turyngii, bez zbytniego rozgłosu. Temat czarownic był bowiem na tamtejszym terenie jeszcze niepopularny.

Pomimo tego, iż magiczne praktyki były i są po dziś dzień znane we wszystkich kulturach świata, w Średniowieczu zostały one okrzyknięte przez Kościół i Państwo za rzecz czysto pogańską. Niewielu jednak wie, że do XIV wieku na terenie Europy istniały zrzeszenia czarownic.

Podczas gdy czarownice spokojnie działały Kościół rygorystycznie prześladował innowierców: katarów i albigensów, którzy już w XII i XIII wieku stali się pierwszymi ofiarami legalnej inkwizycji. Ta swoboda wobec czarownic przyczyniła się do stworzenia w okresie późnego Średniowiecza sekt czarownic, które bez wielkich ograniczeń mogły praktykować.

W „Malleus maleficarum" została zawarta przede wszystkim systematyczna nauka dotycząca prześladowania zwolenników „czarnej magii". Jak już pisałem w poprzednich artykułach zwolenników tych najczęściej utożsamiano z „płcią piękną". Najprawdopodobniej ten właśnie fakt stał się przyczyną dość wypaczonego obrazu „samotnej kobiety" w Średniowieczu. Z pewnością również ten fakt stał się przyczyną, że kobiety stanowiły 80 % wszystkich ofiar inkwizycji.

Klasyczny obraz czarownicy, który powstał około 1430 zawierał się najczęściej w 4 punktach:

1) „pakt z diabłem" — w ten sposób „czarownica" przysięgała szatanowi, że stanie po jego stronie w walce z Bogiem

2) „stosunek seksualny z diabłem" — był niejako potwierdzeniem tego paktu.

3) „sabatyczny taniec" — polegał na wspólnym spędzaniu czasu czarownic z ich mistrzem szatanem.

4) I wreszcie „sztuka czarów", czyli wyrządzanie szkody w imieniu diabła.

W XV wieku pojawiają się pierwsze procesy przeciwko czarownicom we Francji, Księstwie Savoyen, Górnej Italii i Zachodniej Szwajcarii. Większe fale prześladowań na terenie języka niemieckiego pojawiają się dopiero w XVI i XVII wieku i trwają aż do wieku XVIII. Ostatni proces przeciwko czarownicy jaki się odbył na obszarze niemieckojęzycznym miał miejsce w 1782 r. na terenie szwajcarskiego kantonu Glarus. Tak więc inkwizycja była fenomenem nie Średniowiecza, lecz czasów nowożytnych.

W jednym z poprzednich artykułów wspominałem na temat dzieła Cesarza Karola V „Constitutio Criminalis Carolina" z 1532 r. Teraz postaram się przytoczyć jedynie kilka paragrafów na których opierało się prawodawstwo inkwizycyjne z Turyngii. Są one pisane językiem staroniemieckim, ale przypatrzmy się im bliżej:

§ 109: „Kara czarownicy: jeśli ktoś szkodzi społeczeństwu czarami powinien otrzymać karę, przechodząc z życia do śmierci i karę tę powinno się wymierzyć ogniem. Jeśli ktoś używał czarów lecz nie wyrządzał szkody powinien być ukarany stosownie do okoliczności wydarzenia."

Dopiero w saksońskich przepisach kryminalnych z 1572 możemy znaleźć powiązania tego tekstu z „paktem z diabłem" i „magicznym wyrządzaniem szkód". Tam tez tego typu poczynania zostały bardziej stematyzowane:

Const. IV,2: „przechodząc od sprawy czarnoksięstwa i przepowiadania przyszłości do kary: [...] Tak, jeśli w zapomnieniu wiary chrześcijańskiej wchodzi ktoś w kontakt z diabłem, winien być choćby szkody żadnej nie wyrządzał magią ogniem z życia do śmierci ukaranym zostać. [...]."

W tekście tym w sposób jasny można dostrzec konsekwencje jakie niosły za sobą jakiekolwiek kontakty z diabłem. Sędziowie zatem nie byli zobowiązani przy wydawaniu wyroku dociekać, czy oskarżony przyczynił się do wyrządzenia jakiejkolwiek szkody. Ich zadaniem było dowieść czy ma on kontakty z diabłem, czy też nie. W ten też sposób działali władcy Turyngii: Ernst der Fromme (Pobożny) von Sachsen-Gotha wprowadził tego typu przepis do swojego prawa w sposób literalny na okres 1653 — 1667.

Powyższy przykład wyraźnie świadczy o tym, że paranie się magią traktowano ówcześnie na równi z przestępstwem cywilnym sądzonym wedle sprawiedliwości. Bardzo często strona kościelna nawet nie zasiadała w trybunale.

Naturalnie Kościół nawoływał z ambon do zwalczania diabelskich sekt, a także uczestniczył w rozpowszechnianiu „obrazu czarownicy" pośród prostego ludu. Kroniki z Turyngii wspominają nawet o powstawaniu specjalnego cyklu kazań „antydemonologicznych", które były publikowane w języku łacińskim, a następnie tłumaczone na niemiecki.

Wiara w istnienie czarownic w XVI i XVII wieku była tak realna jak wiara w istnienie Boga i diabła którzy istnieją w świecie. Nawet przeciwnicy inkwizycji jacy się pojawiali w Turyngii nie wątpili w istnienie czarownic. Wnosili oni jednak swoje veto co do praktyki postępowania z nimi i procesu dowodowego. A mieli do tego prawo, bo niektóre źródła podają, że na terenie całej Europy zabito ok. 50.000 domniemanych czarownic i czarowników (z tego ok. 20.000 na obszarze języka niemieckiego). [Por. mapka na str. 985]

Na terenie Turyngii przyjmuje się, że w latach 1526 — 1731 było ok. 1.500 takich wypadków. Przypadki, które brzmią niczym ciemne fakty na tle białej historii.

Nie należy również przyjmować, że odpowiedzialnym za prześladowania czarownic był tylko Kościół katolicki, bowiem tereny zarządzane przez władców protestanckich były również przykładem „zażartych polowań". Na potwierdzenie tej teorii można by ukazać postępowanie księcia Johanna Casimira von Sachsen-Coburg (rządzącego 1572-1633) i księcia Ernsta der Fromme (Pobożnego) von Sachsen-Gotha (rządzącego 1640-1675). Obydwaj bowiem jako luteranie postawili sobie za cel zapanowanie „Bożego Pokoju" na terenie Turyngii poprzez całkowite wytępienie czarownic.

Niemniej jednak decyzji o prześladowaniu czarownic nie mogła podjąć osoba prywatna jako oskarżyciel. Natomiast każdy mógł skierować sprawę do instytucji w formie donosu. Prawo Turyngii przewidywało również umieszczenie na placu egzekucji, bądź rozprawy sądowej części przeznaczonej dla widowni.

W rozprawach tych zasiadali również przedstawiciele fakultetu prawniczego z pobliskiej Jeny, Coburga lub Lipska. Mieli oni prawo głosu doradczego w każdej sprawie dotyczącej sądzenia czarownic. To kolegium podejmowało decyzję czy należy po przesłuchaniu oskarżonego podjąć dalsze kroki czy też ich zaniechać. Wszelkie uwagi doradców były skrupulatnie notowane przez sąd i niejednokrotnie do nich wracano. Dlatego też proces przeciwko domniemanej czarownicy mógł ciągnąć się nawet kilka miesięcy.  

Na początku procesu urzędnik spisywał protokół przeprowadzanej sprawy i przesłuchiwał świadków, a następnie przesyłał akta do instytucji Świętej Inkwizycji. Ta z kolei powoływała prawników ze wspomnianych uczelni lub oddalała sprawę. Prawnicy najczęściej zadawali więzionej osobie standardowe pytania dotyczące jej kontaktów z szatanem. Bardzo często pytania te były publikowane w specjalnych katalogach. Święta Inkwizycja mogła też zlecić urzędnikowi od którego otrzymała akta powołanie prawników jako peritus czyli biegłych. Wówczas prawnik przesyłał uzupełnione sprawozdanie do sądu.

Przesłuchanie było najczęściej przeprowadzane za pomocą tortur, które od roku 1252 papiestwo prawnie zalegalizowało jako metodę w celu otrzymywania zeznań od „opornych oskarżonych".

Urząd po zakończeniu przesłuchań również podejmował decyzję dotyczącą „Dnia ostatecznego", w którym ceremonialnie łamano na oskarżonym drewnianą laskę, ogłaszając wyrok na podstawie przyjętych oskarżeń, do których skazany się przyznawał. Prawdę mówiąc bardzo często był on do tego zmuszany, lub też „poprawne" odpowiedzi były mu wkładane w usta.

Sądy w Turyngii początkowo ścinały skazańców, lecz z czasem popularniejsza stała się kara palenia na stosie, jako wyraz „łaski sądu" wobec oskarżonego. Najczęściej stos był układany tak, by po zapaleniu skazaniec dusił się nim dosięgnie go ogień. Ze wszystkich przeprowadzanych procesów na terenie Turyngii około 75% zakończyło się wyrokami śmierci.

Warto jest tutaj nadmienić, że przy procesach ważną rolę odgrywali świadkowie. Musiało być ich przynajmniej dwóch by oskarżenie zostało przyjęte. Była to stara biblijna zasada Kościoła. Przy ciężkich zarzutach wymagane było ponadto potwierdzenie winy ze strony oskarżonego. Miało ono zostać wypowiedziane „dobrowolnie", dwukrotnie w trzydniowym odstępstwie czasu.

Często cytowana w kronikach „próba wody" polegająca na wrzuceniu oskarżonego do stawu była na terenie Turyngii niezbyt popularna. Najczęściej stosowano ją tutaj tylko w przypadku odkrycia na ciele oskarżonego pryszczy lub pieprzyków nie wzbudzających bólu po nakłuwaniu ich gwoździem. Był to dla sądu znak, że oskarżony ma powiązania z diabłem.

Osoby którym nie udowodniono winy pomimo zwolnienia przez dłuższy okres czasu były uważnie podsłuchiwane i kontrolowane przez sąsiadów. Bardzo często pomimo zwolnienia stawały one po raz kolejny przed sądem.

Najczęstszym powodem oskarżenia była „szkodliwość społeczna" w postaci rzucania uroków na osoby, zwierzęta, rośliny, pogodę.

Zawsze szukano odpowiedzialnych za zaistniałe sytuacje, gdy np. krowa nie chciała dać mleka, lub ktoś w dziwny sposób został „sparaliżowany". W północnej Turyngii osoby odpowiedzialne za te czyny nazywano „insektami" lub „złymi ludźmi". Na południu zaś „ognistymi smokami".

Z czterech wspomnianych przeze mnie czynników kształtujących naturę czarownicy, w Turyngii przywiązywano szczególną uwagę do „tańcu sabatycznego". Czynnik ten był potwierdzeniem należenia do społeczności czarownic. Dlatego też osobę oskarżoną o tego typu proceder torturowano, by uzyskać od niej  nazwiska innych czarownic. Tego typu działanie prowadziło do stworzenia „łańcucha czarownic", a co za tym idzie masowych prześladowań.

Największa fala prześladowań na terenie Turyngii miała miejsce w latach 1598-1631. Tylko przez krótkie momenty okres charakteryzował się spokojem .

Po roku 1631 przeprowadzanie procesów zostało wstrzymane. Wojna trzydziestoletnia oraz wojska szwedzkie jakie stacjonowały na terenie Turyngii przeniosły problematykę czarownic na plan drugorzędny. Około 50% mieszkańców Turyngii odczuło kryzys jaki niosła za sobą wojna trzydziestoletnia. Zaraz po jej zakończeniu, już ok. 1700 r., sprawa czarownic ponownie trafiła przed miejskie trybunały. Lecz były to już tylko pojedyncze procesy.

Zatem rok 1630 kończący falę prześladowań należałoby przyjąć jako punkt kulminacyjny procesów z Turyngii.

Na poniższej mapce zostały zaznaczone ważniejsze miejsca „procesowe" Turyngii wraz z liczbą procesów. Z łatwością zauważymy, że „fala" pochłonęła najwięcej ofiar na południu i południowym zachodzie kraju. Na tym terenie działały sądy z Meiningen, Suhl, Schleusingen i Kaltennordheim, a także sądy z okolic Coburga i doliny Jerzego. Znikoma liczba procesów odbyła się tylko na terenie miast Mühlhausen i Nordhausen.

Interesującym może być porównanie terytorium Turyngii z jej sąsiadami. Sąsiednia Saksonia nie przejawiała zbytnio zainteresowaniami czarownic w porównaniu do Turyngii. Jednak frankoński Bamberg i Würzburg oraz opactwo Fulda „mogły się poszczycić" większymi osiągnięciami.

Niemniej należałoby jednak przyjąć, że frankońskie tereny Turyngii stały w centrum zainteresowania szalejącej ówcześnie Inkwizycji.

Literatura:

  • Behringer Wolfgang: Hexen. Glaube, Verfolgung, Vermarktung, München 1998.

  • Ders.: Hexen und Hexenprozesse in Deutschland, München 1993.

  • Friedrich, Egbert: Hexenjagd im Raum Rodach und die Hexenprozeßordnung von Herzog Johann Casimir, Schriften des Rodacher Rückert-Kreises, zeszyt 19, Rodach 1995.

  • Levack, Brian P.: Hexenjagd. Die Geschichte der Hexenverfolgungen in Europa, München 1995.

Fotografie:

Mapkę Turyngii zaczerpnięto ze strony: www.thueringen.de


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Miotły i sabaty, czyli rzecz o czarostwie
O procesach czarownic z Witten (1580)

 Dodaj komentarz do strony..   


« Krucjaty i gnębienie   (Publikacja: 05-11-2003 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Artur Marek Wójtowicz
Teolog, publicysta, pisarz. Ukończył Uniwersytet Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie (dawne ATK) oraz Studia Pastoralne w St. Gallen. Autor wstępu do Biblii protestanckiej ręcznie przepisanej przez 650 osob z Horgen ZH w 2003 r. Mieszka w Szwajcarii. "Wszyscy mawiają, że po filozofii traci sie rozum, zas po teologii wiarę. Więc co pozostaje? Spryt? Spotkać teologię w życiu to niewielki problem. Ale spotkać wierzącego teologa, to już sztuka, a prawdziwie wierzącego to... cud" - napisał.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 19  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Mormoński okultyzm
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 2882 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365