Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
166.241.550 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7331 tekstów. Zajęłyby one 28936 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Kiedy będzie dostępna szczepionka na SARS-CoV-2 ?
Za miesiąc
Za pół roku
Za rok
Nie będzie możliwa
  

Oddano 492 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Nauka jest wielką republiką z wieczystem liberum veto, wedle którego głos jednego uczonego, gdy słuszny, zmusza do posłuchu wszystkich, naturalnie nie zaraz, ale ostatecznie zawsze. Więc w imię tych praw owej wielkiej republiki naukowej, stojącej ponad narodami, państwami, autorytetami, trzeba być cierpliwym. To nie oświata, to nauka. To nie popularyzacja lecz badanie. Jeśli ktoś mniema, że nie ma..
 Prawo » Prawo wyznaniowe » Polskie konkordaty » Konkordat z 1993 » Prace nad konkordatem » Analizy i oceny prawne

Konkordat a ustawy konstytucyjne III RP [2]
Autor tekstu:

2. Konkordat różnicuje sytuację prawną obywateli, uprzywilejowując katolików, ergo naruszając zasadę równouprawnienia obywateli. A to wskutek „wprowadzenia do polskiego systemu prawnego różnicowania uprawnień obywateli według kryterium wyznaniowego" (prof. M. Pietrzak). W swej wcześniejszej opinii (z 14.XII.94) pisałem co następuje: „Dzięki konkordatowi wolność wyznania obywatela katolika otrzyma mocniejsze gwarancje od wolności np. obywatela ewangelika. Ten pierwszy otrzyma bowiem gwarancje prawa międzynarodowego, ten drugi zaś prawa wewnętrznego. Łatwiej jest zaś uchylić akt wewnętrzny (nawet ustawę), niż uwolnić się od zobowiązań międzynarodowych. Wprawdzie rząd deklaruje gotowość zawarcia stosownych porozumień z innymi związkami wyznaniowymi w Polsce, niemniej będą to już słabsze gwarancje. Nierealne jest przy tym zawarcie takich porozumień z wszystkimi związkami, zważywszy na uciążliwość takiej procedury i niewielką liczebność większości z nich. (...) Porozumienie polityczne jest więc kiepskim ekwiwalentem funkcjonalnym konkordatu".

Tezę tę ks. prof. Sobański w łaskawości swej zechciał uznać za bałamutną. Pocieszające jednak, że zbałamucić się nie dał, na dowód czego wysunął następujące kontrargumenty. Po pierwsze, w Niemczech „ponad połowa ludności niekatolickiej (chyba ludności tego kraju? — R.M.M.) nie czuje się dyskryminowana, mimo istnienia konkordatu…". Po drugie, mój Przezacny Oponent nie słyszał, by dominowała opinia, że rozwiązania bazujące na Koordinationsrechtsordungstheorie były kiepskim ekwiwalentem funkcjonalnym konkordatu. Po trzecie, państwo podpisuje konkordat, „bo przestrzega i chroni prawa i wolności człowieka, równe dla wszystkich". Argumenty te nie trafiają mi jednak do przekonania. I tak:
Ad 1. Tu ks. prof. Sobański przechodzi z jurydycznej płaszczyzny rozważań na socjopolityczną. Fakt, że niemieccy protestanci nie czują się dyskryminowani z powodu konkordatów, nie wynika z ufności w moc zawieranych z nimi Kirchenverträge, tylko z tego prostego powodu, że nie czują się zmajoryzowani przez katolików; nie da się wszak tego powiedzieć o protestantach polskich.
Ad 2. Tu mógłbym się łatwo wykpić konstatacją, iż fakt niesłyszenia przez kogoś o dominacji jakiejś opinii nie jest równoznaczny z jej nieistnieniem. Mam jednak zbyt wiele szczerej sympatii dla mego Oponenta, by demonstrować tak mało sympatyczną pedanterię, polemizując bardziej ze sformułowaniem niż z poglądem. Mogę więc jedynie powtórzyć, iż akt prawny niższego rzędu jest „gorszy" od aktu prawnego wyższego rzędu, nie mówiąc już o akcie politycznym. Wydaje się, że jest to rzecz oczywista nawet dla nieprawnika. Die Kirchenverträge nie są też zawierane ze wszystkimi wyznaniami.
Ad 3. Z tezy tej niedwuznacznie wynika, że te państwa, które nie zawarły konkordatów, nie przestrzegają i nie chronią wolności człowieka. Es geht entschlossen zu weit… Konkludując, można opiewać zalety np. furmanki. Peany te żadnemu wszak rozsądnemu śmiertelnikowi nie przesłonią faktu, że furmanka to kiepski ekwiwalent funkcjonalny samochodu. Pomiędzy konkordatem a porozumieniem politycznym zachodzi tu pełna analogia.

3. Każdy akt prawny obok swej „litery" ma też swego „ducha". W przypadku konkordatu ów duch jest zdecydowanie konfesyjnej proweniencji. Gdyby legitymował się on świeckim pochodzeniem, wówczas część hierarchii z pewnością zaczęłaby odprawiać nad nim egzorcyzmy. Wnoszę to z trzech przesłanek. Po pierwsze, z licznych koncesji, jakie RP udziela Kościołowi Kat. w konkordacie, z których część idzie zdecydowanie zbyt daleko (vide p. I). Po drugie, z preambuły konkordatu, która jest rozwlekła — kojarząc się z litanią — i nadmiernie przesycona elementami „eklezjastykalnymi". Na marginesie, stwierdzenie, iż RP „uwzględniła swe zasady konstytucyjne i ustawy", jest gołosłowne; z pewnością nie dotyczy ono zasady separationis ecclesiae et status. Po trzecie, z formuły mówiącej, iż „RP i Stolica Apostolska potwierdzają, że Państwo i Kościół Kat. są — każde w swej dziedzinie — niezależne i autonomiczne…". Jak sygnalizowałem na wstępie, formuła, iż jakikolwiek związek wyznaniowy jest od państwa niezależny i autonomiczny, budzi zastrzeżenia.
Idzie mi tu zwłaszcza o trzy kwestie. Otóż formuła ta jest nielogiczna, gdyż terminy „niezależność" i „autonomia" pozostają wobec siebie w stosunku nadrzędności i podporządkowania — jedno pochłania drugie. Autonomia to po prostu pewien margines niezależności. Przyznaje to ks. prof. Sobański pisząc, że nie chodzi zatem o autonomię ontologiczną, tylko o autonomię prawną, z czym można się zgodzić. Szkopuł wszak w tym, że określenia „niezależność" i „autonomia" stosujemy najczęściej do państw i regionów. Dlatego też użycie tej formuły w konkordacie sugeruje, iż Kościół Kat. jest sui generis „państwem w państwie" a ponadto kojarzy się ze średniowieczną doktryną papalną, według której istnieją dwie władze (świecka i duchowna), przy czym ta pierwsza jest co najwyżej równorzędna tej drugiej. Formuła o „niezależności i autonomii" została wykuta przez Vaticanum II i Kościół Kat. ma pełne prawo tak się określać wobec państwa. Państwo nie ma jednak obowiązku jej bezkrytycznej recepcji. W moim przekonaniu art. 1 winien stwierdzać, że RP i Stolica Apostolska opierają swe stosunki na zasadzie rozdziału kościoła od państwa, po czym powinno następować wyliczenie, w jakie materie państwo nie powinno ingerować (doktryna, kult, nominacje, organizacja itd....). I kwestia ostatnia. Konkordat przyznaje Kościołowi Kat. większy zakres niezależności od państwa niż vice versa. Świadczą o tym: „przyznanie osobowości prawnej prawa cywilnego wszystkim osobom prawnym, tworzonym na podstawie prawa kanonicznego bez ograniczenia ich do osób prawnych mających realizować cele religijne i kultowe, zrezygnowanie przez państwo ze sporządzania aktu zawarcia małżeństwa cywilnego, zupełny brak nadzoru państwa nad programami i realizacją nauczania religii w szkołach publicznych, ograniczenie autonomii uniwersytetów państwowych przy tworzeniu wydziałów teologii, brak jakichkolwiek kryteriów w zakresie opodatkowania osób duchownych i kościelnych osób prawnych, szeroki zakres dotowania działalności religijnej przez państwo oraz brak kontroli nad wydatkowaniem subwencji państwowych" (M. Pietrzak, Nowy konkordat polski, (w:) „Państwo i Prawo" nr 1/1994, s. 21).

III. Przesłanki polityczne

1. Z chwilą odzyskania w 1989 r. pełnej suwerenności przez nasz kraj przed Parlamentem stanęło gigantyczne zadanie przebudowy naszego systemu prawnego, w celu m.in. umożliwienia stopniowego likwidowania opóźnień w rozwoju cywilizacyjnym Polski w stosunku do Zachodu. Na czoło wysuwa się zwłaszcza potrzeba uchwalenia Konstytucji i ustawodawstwa gospodarczego. Tymczasem niemal od początku Parlament wikła się w sprawy peryferyjne, z ewidentną szkodą dla interesu narodowego, jak np. religia w szkołach, aborcja, wartości chrześcijańskie, teczki, agenci, a teraz konkordat.

2. Według moich obserwacji — choć nie pretenduję do papieskiej nieomylności — większość polskiego społeczeństwa w ogóle nie interesuje się konkordatem (dotyczy to zwłaszcza robotników i chłopów). Większość inteligencji natomiast jest wobec konkordatu nastawiona krytycznie, a w tym przeważająca większość inteligencji akademickiej i studentów.

3. Konkordat został zawarty przez rząd H. Suchockiej, w którym kierownictwo ideologiczne sprawowało ZChN — partia, która na tle współczesnych partii europejskich stanowi fenomen będący klasą samą dla siebie. Wiadomo, jakie były losy polityczne zarówno tej partii, jak i tego rządu w 1993 r. Sejm powinien z tego wszystkiego wyciągnąć wnioski.

IV. Konkluzja

Konkordat nie powinien zostać ratyfikowany z racji sprzeczności z zasadą rozdziału kościoła od państwa. Parlament winien co najwyżej uchwalić - po konsultacji z kościołami i życzliwym wyjściu na przeciw ich uzasadnionym postulatom oraz uwzględnieniu odnośnych standardów międzynarodowych — całościową ustawę o związkach wyznaniowych. U schyłku XX w. odrębne normowanie sytuacji prawnej tych podmiotów to rażący anachronizm. Na tej zasadzie należałoby oddzielnie reglamentować sytuację prawną poszczególnych partii politycznych, związków zawodowych, organizacji kombatanckich itp. „Dobre płoty czynią dobrych sąsiadów", jak stwierdził Sąd Najwyższy USA.

Tychy, 20 II Anno Domini MCMXCV
prof. Ryszard M. Małajny
Ze znakiem Chrystusowego pokoju pozostając,
R. M. M., advocatus diaboli
(amicus personae, inimicus causae)

*

 

Tekst publikowany w: „Konkordat Polski 1993. Wybór materiałów źródłowych z lat 1993-1996". Wybór tekstów: Czesław Janik, Uniwersytet Warszawski, Instytut Nauk Politycznych, Warszawa 1997. Złożony w sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektu Ustawy o ratyfikacji Konkordatu między Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą Polską.


1 2 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Konkordat z roku 1993 a Konstytucja RP
Konkordat polski z 1993 r. - Altera Pars

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (1)..   


« Analizy i oceny prawne   (Publikacja: 16-11-2003 Ostatnia zmiana: 18-08-2009)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Ryszard Mariusz Małajny
Ur. 1953. Polski prawnik, jeden z najlepszych specjalistów w zakresie prawa konstytucyjnego, doktryn polityczno-prawnych oraz prawa wyznaniowego. Kierownik Katedry Prawa Konstytucyjnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego (1975), w 1978 r. uzyskał stopnień doktora nauk prawnych, w 1986 r. doktora habilitowanego nauk prawnych, w 1987 r. stanowisko docenta, w 1992 r. profesora uczelnianego, w 1994 r. tytuł profesora nauk prawnych, zaś w 2000 r. stanowisko profesora zwyczajnego Uniwersytetu Śląskiego. Członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawa Konstytucyjnego i Polskiego Towarzystwa Prawa Wyznaniowego. Ważniejsze publikacje: Doktryna podziału władzy „Ojców Konstytucji” USA (1985), Pozycja ustrojowa Kongresu USA, 3 tomy (1991, 1992, 1995), „Mur separacji” - państwo a kościół w Stanach Zjednoczonych Ameryki (1992), Trzy teorie podzielonej władzy (2001, 2003).

 Liczba tekstów na portalu: 6  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Neutralność a bezstronność światopoglądowa państwa
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 2948 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365