Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
148.937.528 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7287 tekstów. Zajęłyby one 28732 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 334 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Rzecz jasna ludzie przeczą temu, co oczywiste, i żyją w świecie wyobraźni, w którym teksty biblijne wciąż stanowią doskonałe źródło wiedzy geologicznej i paleobiologicznej. Ale wymaga to ogromnego wysiłku. Przeważająca część wierzących Europejczyków woli wnikać tego typu kwestii, uznając, że religia jest odrębną sferą i że stawia pytania, na które nie znajdzie odpowiedzi żadna z nauk.
 Religie i sekty » Nowe ruchy religijne

Antysektowe zakłamywanie rzeczywistości [2]
Autor tekstu:

Dziedziny życia cieszące się zainteresowaniem sekt

Autorzy „Sekt za zamkniętymi drzwiami" stwierdzili, że nie ma w zasadzie dziedzin życia, w które sekty by nie ingerowały. Przede wszystkim jednak zainteresowane są uzyskaniem wpływu w takich dziedzinach jak: gospodarka, finanse, polityka zatrudnienia i ochrona zdrowia. Poza tym szczególną uwagę zwracają na umiejętne docieranie z własną ofertą do dzieci i młodzieży za pośrednictwem edukacji (szkoły prowadzone przez sekty, kursy językowe pod przykrywką, których odbywa się werbunek i indoktrynacja) i zróżnicowanej oferty kulturalnej.

Zagrożenia dla demokracji i podstaw funkcjonowania struktur państwowych ze strony sekt

Zdaniem Mikruta i Wiktora wiele sekt stanowi potencjalne zagrożenie dla stabilności struktur państwowych, bowiem:
- głoszą rasizm i antysemityzm,
- próbują realizować koncepcję nadczłowieka (scjentolodzy),
- dążą do zastąpienia demokracji innym systemem politycznym np. raeliańską geniokracją,
- wywierają wpływ na politykę poprzez np. finansowanie partii politycznych i określonych, życzliwych sekcie polityków,
- infiltrują sfery polityczne, gospodarcze i naukowe,
- dążą do wywierania wpływu na media,
- tworzą grupy paramilitarne.

Czy Polska jest zagrożona terroryzmem religijnym ze strony sekt?

Według autorów takie zagrożenie realnie istnieje ze strony trzech ugrupowań religijnych: Bractwa Zakonnego Himawantii, scjentologii i raelian.

Dlaczego z sektami tak trudno walczyć?

Podstawową trudnością w walce z sektami stanowi umiejętne wykorzystywanie tzw. immunitetu wolnościowego — konstytucyjnie zagwarantowanej wolności wyboru religii i jej praktykowania. Polega to na tym, iż wszystkie ataki na siebie i swoją działalność określają jako pogwałcenie gwarantowanej wolności lub ingerencje w kwestie wiary i religijności. Takie działanie wiąże ręce przeciwników, którzy boją się oskarżeń o łamanie konstytucji i jej zapisów.

Nie mniej istotnym problemem jest słabość polityków, których potencjalną gotowość do podjęcia działań na rzecz ograniczenia funkcjonowania grup destrukcyjnych paraliżuje obawa przed narażeniem się tzw. obrońcom praw człowieka, o których lobbing zabiegają sekty.

Symulacja rzeczywistości

Wizerunek zjawiska sekt w Polsce przedstawiony przez Mikruta i Wiktora jest w zasadzie jednoznacznie negatywny. Autorzy nie znajdują w sektach, ich doktrynie i działaniu niczego pozytywnego. Jest to nieco dziwne (choć nie zaskakujące), zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę fakt, iż twórcy monografii korzystali z wielu prac naukowych, raportów i opracowań, w których ocena opisywanego fenomenu wypada pozytywnie lub przynajmniej neutralnie.

Naukowcy tacy jak E. Barker („Nowe ruchy religijne"), T. Doktór („Ruchy kultowe. Psychologiczna charakterystyka uczestników"; „Nowe ruchy religijne i parareligijne w Polsce"), M. Libiszowska-Żółtkowska („Kościoły i związki wyznaniowe w Polsce"), Z. Pasek („Charakterystyka Kościołów i związków religijnych zarejestrowanych w Polsce w latach 1988-1995"), których nazwiska pojawiły się w bibliografii, dostrzegają bowiem i opisują zarówno pozytywne jak i negatywne strony związane z funkcjonowaniem omawianych w książce Mikruta i Wiktora grup religijnych.

Ukazują oni także nieredukowalność fenomenu religii i duchowości do prostego podziału na „tych dobrych" i „tych złych" oraz problemy, jakie z tego powodu muszą pojawić się przy każdej próbie jego jednoznacznej oceny.

Czyżby zatem autorzy wyłącznie kurtuazyjnie umieścili powyższe pozycje w bibliografii, by nikt nie zarzucił im nieznajomości argumentacji przeciwników prostego, binarnego podziału: złe sekty/dobre kościoły? Wydaje się, iż odpowiedź na powyższe pytanie musi być niestety twierdząca.

Mikrut i Wiktor zrobili to, przed czym wspomniani autorzy przestrzegali, a co w książce aspirującej do miana rzetelnie objaśniającej zawiłości skomplikowanego zjawiska społecznego nie powinno mieć miejsca. Mianowicie przeprowadzili skrajną redukcję (pominęli wszelkie wątpliwości, zrezygnowali z zawiłych polemik) i fałszywie zasugerowali, iż w gruncie rzeczy w świecie nauki można wyróżnić dwa, skrajnie odmienne stanowiska wobec omawianej kwestii. Pierwsze — podobno reprezentowane na ogół przez religioznawców i socjologów religii — wyrastające z przekonania o nieszkodliwości sekt i ich zbawiennym wpływie na jednostkę, akceptuje funkcjonowanie owych ruchów, postrzegając w nich wyraz panującej w świecie wolności religijnej. Drugie — reprezentowane rzekomo najczęściej przez psychologów klinicznych i społecznych, psychiatrów i psychoterapeutów, czyli tych, którzy zetknęli się z ofiarami sekt — opowiada się za stanowiskiem, iż większość sekt wywiera destrukcyjny wpływ na swoich członków.

Jak można oczywiście się domyślać, autorzy omawianej książki opowiedzieli się za prawdziwością drugiego stanowiska, które na wiele sposobów usiłują uwiarygodnić.

Argumenty na rzecz potwierdzenia tez o wyłącznie destrukcyjnym charakterze działalności sekt w Polsce

Strategię argumentacji, jaką przyjęli autorzy „Sekt za zamkniętymi drzwiami" na rzecz potwierdzenia swoich tez (poza przedstawieniem standardowej listy zarzutów w trakcie ogólnej prezentacji zjawiska w rozdziale pierwszym), można podzielić na trzy grupy:

1. Powołanie się na bliżej nieokreślone autorytety naukowe.

2. Odwoływanie się do społecznej „wiedzy" i przekonania o niebezpieczeństwach płynących ze strony sekt.

3. Strategię sugerowania.

Powoływanie się na autorytety naukowe — czyli jak w prosty sposób uwiarygodnić argumentację

Aby potwierdzić fakt, iż większość sekt manipuluje swoimi adeptami, Mikrut i Wiktor powołali się na autorytet psychologów klinicznych i społecznych, psychiatrów i psychoterapeutów: "Przeprowadzone przez nich badania znacznie rozszerzają sferę przedmiotu analizy. Zjawiska destrukcyjnych sekt nie ograniczono do grup powszechnie uznanych za kryminalne. Przedmiotem zainteresowania stały się także pozostałe podejrzane grupy. Czynnik religijny niczego tu nie ograniczał, ponieważ wzięto również po uwagę inne grupy, np. typowo terapeutyczne czy handlowe. (...) Zwrócono uwagę na szczególną rolę prowadzonej w sektach manipulacji polegającej na zastosowaniu technik psychologicznych lub socjologicznych. Stanowisko to oparte jest nie tylko na teoretycznych rozważaniach, których bazą są informacje udzielone przez same sekty. Sekty chętnie informują o sobie lub umożliwiają przeprowadzenie badań czy wywiadów wewnątrz grupy. Działanie to jednak jest pozorne, ponieważ udzielone informacje ograniczone są do 'raju wiecznej szczęśliwości', co leży w interesie grupy. Stanowisko wskazujące na zagrożenie poparte jest głębokim rozpoznaniem, obserwacją oraz wiedzą uzyskaną podczas prowadzonych terapii osób bezpośrednio poszkodowanych przez sekty oraz członków ich rodzin. Krąg osób, które doznały uszczerbku psychicznego ze strony sekt, nie składa się jedynie z byłych adeptów. Poszkodowanymi są wielokrotnie również ich bliscy" [ 8 ].

Problem w tym, że przytoczonemu fragmentowi, który stanowić ma dowód na poparcie tezy o destrukcyjnym oddziaływaniu większości sekt, nie towarzyszy żaden szczegółowy przypis bibliograficzny. Nie pada żadne nazwisko autorytetu naukowego reprezentującego którąkolwiek z wyżej wymienionych dziedzin wiedzy. Co więcej — tym ogólnym zarzutom nie towarzyszy także lista nazw ugrupowań, których członkowie zostali jakoby bezpośrednio poszkodowani (czyżby lęk autorów przed ewentualnym procesem o zniesławienie i późniejszą koniecznością dowodzenia swych zarzutów przed sądem?). Nie zostały także przytoczone wyniki wspomnianych badań, które miałyby dowodzić prawdziwości twierdzenia o manipulacyjnym charakterze większości sekt. W zamian czytelnicy otrzymali zgrabnie brzmiące zdania typu "Stanowisko wskazujące na zagrożenie poparte jest głębokim rozpoznaniem, obserwacją oraz wiedzą (...)".

Oczywiście nikt z badaczy o zdrowych zmysłach nie zaprzecza, iż niektóre sekty oddziaływają negatywnie na psychikę czy zdrowie fizyczne swych członków. Trudności jednak zaczynają się w momencie prób ustalania skali zjawiska i jego przyczyn. Badania wskazują bowiem z jednej strony na różne nasilenie występowania takich przypadków, z drugiej zaś na szaloną złożoność etiologii zaburzeń psychicznych i fizycznych występujących u członków (i byłych członków) małych grup religijnych. Próba wyjaśnienia ich wszystkich za pomocą jednego, niezwykle nośnego medialnie terminu „manipulacja" (lub „pranie mózgu") jest uproszczeniem i nadużyciem. Tym bardziej, iż istnieje szereg popartych badaniami dowodów, że uczestnictwo w grupach zwanych potocznie sektami ma pozytywny wpływ na adeptów. [ 9 ]

Odwoływanie się do społecznej „wiedzy" o niebezpieczeństwach płynących ze strony sekt i medialnych przekazów wiedzę tą potwierdzających

Autorzy dwukrotnie odwołują się do tzw. opinii publicznej, by w ten sposób uzasadnić swe tezy. Za pierwszym razem posługują się tą metodą, aby przekonać czytelnika, iż sekty to nie zjawisko, jak twierdzą niektórzy naukowcy, lecz bardzo poważny, społeczny problem. "Problem, który w przekonaniu społeczeństwa uznany jest za przejaw anomalii, patologii czy dewiacji społecznej lub osobowościowej. Świadczą o tym wyniki przeprowadzonych w ostatnich latach badań opinii społecznej" [ 10 ]. Za drugim razem odwołanie do „mądrości ludu" ma przekonać tych, którzy w zbrodnie sekt jeszcze wątpią: "Na szczęście jednak poziom świadomości społecznej co do rzeczywistego wizerunku sekt jest coraz wyższy. Nie wszystko, co kolorowe, świecące i egzotyczne, jest dobre. Wielokrotnie kryje się za tym tragedia zmanipulowanych ludzi" [ 11 ].

Problem w tym, iż społeczna wizja zagrożenia ze strony sekt, społeczna „świadomość i wiedza" na temat niebezpieczeństwa, jakie zjawisko to ze sobą niesie, nie powinna i nie może automatycznie stać się jego opisem czy instancją interpretującą wydarzenia z tym fenomenem związane. Zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę fakt, iż wiedza społeczeństwa polskiego o sektach jest szczątkowa [ 12 ] i prawie w całości pochodzi z medialnych przekazów [ 13 ], zainteresowanych nagłaśnianiem wyłącznie negatywnych stron funkcjonowania małych grup religijnych. Zjawisko to dostrzega Maciej Szostak stwierdzając: "Nieodpowiedzialne działania mass mediów prowadzić mogą do wytworzenia określonego typu wizerunku społecznego, negatywnych bądź pozytywnych relacji, których konsekwencją mogą okazać się działania dla społeczeństwa szkodliwe np. bezpodstawna nagonka na wszystkie nowe ruchy o charakterze religijnym, która zdaniem niektórych osób podejmujących tę tematykę zaistniała (...). Sensacja wokół NRR i sekt doprowadziła do skrajności polegającej na tym, że każdą nową formę aktywności religijnej traktuje się, w niektórych społeczeństwach jak działalność przestępczą, dyskryminując tego typu grupy i ich liderów i naruszając tym samym podstawowe prawa człowieka (...)" [ 14 ].


1 2 3 4 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Bostoński Kościół Chrystusowy
Destrukcyjne sekty czy nowe ruchy religijne? Problem metodologiczny

 Zobacz komentarze (6)..   


 Przypisy:
[ 8 ] ibidem. s. 41-42
[ 9 ] Zob. Doktór T., Ruchy kultowe. Psychologiczna charakterystyka uczestników, Kraków 1991; Kuner W., New religious movements and mental health [w:] E. V. Barker (red.), Of Gods and Men: New Religious Movements in the West. Marcon 1984.
[ 10 ] Mikrut G., Wiktor K., op.cit., s. 26.
[ 11 ] ibidem. s. 34
[ 12 ] Na pytanie DEMOSCOP-u „Czy zna Pan/Pani kogoś kto należał lub należy do jakiejś sekty?", 13% respondentów potwierdziło taką znajomość, 84% procent zaprzeczyło. 2% stwierdziło, iż „trudno powiedzieć". Badania OBOP-u, próbujące ustalić jakie grupy religijne (mniejszości wyznaniowe) funkcjonują w polskiej świadomości jako sekty, dały następujące wyniki: 94% za sektę uważa satanistów, 28% — krysznowców (Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kriszny), 19% — Świadków Jehowy, 8% — zielonoświątkowców, 5% — mariawitów, 4% — buddystów, 2% - luteran, 1% — wyznawców judaizmu (żydów), 1% — muzułmanów, 4% — inne mniejszości, 1% — żadne.
[ 13 ] Wiedzę o zjawisku sekt społeczeństwo polskie w przeważającej mierze czerpie z mediów (78% posiadanych przez obywateli informacji na temat sekt pochodzi z telewizji, radia i prasy).
[ 14 ] Szostak M., Sekty destrukcyjne. Studium metodologiczno-kryminalistyczne, Kraków 2002 s. 243.

« Nowe ruchy religijne   (Publikacja: 03-07-2005 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Piotr Szarszewski
Doktorant Instytutu Sztuk Audiowizualnych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor książki "Satanizm w Polsce. Próba analizy zjawiska" (2004).

 Liczba tekstów na portalu: 8  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4217 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365